<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items?output=omeka-xml&amp;page=50&amp;sort_field=Dublin+Core%2CCreator" accessDate="2026-10-04T23:47:19+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>50</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>4499</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="11369" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11347">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5e260532a4c7765b0fc009ce1b157d85.pdf</src>
        <authentication>046fd6e68864001320f3587c62450aab</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135454">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2862</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135455">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135456">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2667</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135457">
                <text>Etnolog w podróży (2). Konfucjusz przed  kamerami,  szamanki przy mikrofonie   / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135458">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z. 1-2, s. 87-93</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135459">
                <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135460">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135461">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135462">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135463">
                <text>Jerzy S. Wasilewski * E T N O L O G W PODRÓŻY. KONFUCJUSZ PRZED K A M E R A M I , S Z A M A N K I PRZY M I K R O F O N I E&#13;
&#13;
J E R Z Y S.&#13;
&#13;
D&#13;
&#13;
WASILEWSKI&#13;
&#13;
o K o r e i chciałem p o j e c h a ć o d zawsze. Jeszcze&#13;
w czasach ekspedycji mongolskiej próbowałem&#13;
namówić prowadzącego ją profesora W i t o l d a&#13;
&#13;
Etnolog w podróży&#13;
&#13;
Dynowskiego, żeby postarał się w P A N - i e o zgodę na&#13;
t a k i wypad. N i e myślałem oczywiście o badaniu sza­&#13;
&#13;
m a n i z m u w K o r e i Południowej - trwał t a m długoletni&#13;
&#13;
Konfucjusz przed kamerami,&#13;
szamanki przy mikrofonie&#13;
&#13;
stan wyjątkowy, kraj był zamknięty dla przybyszów&#13;
z Europy W s c h o d n i e j , a i stąd n i k o g o t a m nie puszcza­&#13;
n o . W o w y m czasie szamanizm był zresztą praktycznie&#13;
zdelegalizowany także i w tej niekomunistycznej części&#13;
półwyspu - ale o t y m dowiedziałem się dopiero póź­&#13;
niej. Marzyć można było co najwyżej o badaniach&#13;
w K o r e i Północnej - i t y l k o marzyć.&#13;
Fascynowało m n i e wizualna mitologia systemu, sa­&#13;
kralny język k o m u n i z m u , dopracowany jeszcze lepiej&#13;
&#13;
glądowa ilustracja tez Michaiła H e l l e r a czy V i c t o r a&#13;
&#13;
od radzieckiego. Z telewizji znałem kimirsenowską pro­&#13;
&#13;
Klemperera na t e m a t języka t o t a l i t a r n e j propagandy -&#13;
&#13;
pagandę, p o d względem f o r m a l n y m najbogatszą w ca­&#13;
&#13;
upodobanie do kliszowych epitetów, wiecznych i nie­&#13;
&#13;
łym obozie. Te zbiorowe pierwszomajowe żywe obrazy&#13;
&#13;
zmiennych.&#13;
Z rzadka trafiał się h u m o r bezproblemowy a nieza­&#13;
&#13;
na stadionach, gdzie setki ludzi na m u r a w i e z elektro­&#13;
niczną precyzją układało się w hasła i przedstawiało&#13;
&#13;
mierzony - efekt uboczny pracy niewprawnego amba-&#13;
&#13;
sceny powszechnego szczęścia. A tysiące t y c h na ław­&#13;
&#13;
sadzkiego&#13;
&#13;
kach stadionu, wytresowanych na automaty, w ciągu&#13;
&#13;
z podpisem „Wszyscy lubią kąpać sobie l a t e m w m o r z u "&#13;
&#13;
tłumacza, n p . zdjęcie&#13;
&#13;
tłumów na&#13;
&#13;
plaży&#13;
&#13;
ułamka sekundy zmieniały kolorowe paletki, tak by po&#13;
&#13;
(którą to formę gramatyczną wprowadziliśmy z przyja­&#13;
&#13;
scenach kwitnącej i n d u s t r i i pokazać dzieci grające&#13;
&#13;
ciółmi do codziennego użytku). Zmagałem się z niepo-&#13;
&#13;
w piłkę, przy czym obraz tej piłki, stworzony na mgnie­&#13;
&#13;
jętością, a jednocześnie pękałem ze śmiechu.&#13;
&#13;
nie oka z paletek, przelatywał z jednego końca trybuny&#13;
na drugi. Trernendum et fascinans,&#13;
&#13;
Wszystko t o czyniło z K o r e i kraj niezwykle pociąga­&#13;
&#13;
przerażające i i m p o ­&#13;
&#13;
jący-&#13;
&#13;
nujące, bardzo straszne, a zarazem trochę śmieszne.&#13;
&#13;
2.&#13;
&#13;
Oglądając propagandowe zdjęcia w gablocie przed&#13;
ambasadą K R L D (wtedy jeszcze w A l e j a c h Ujazdow­&#13;
skich, w pałacyku O s t r o w s k i c h ) , przeżywałem euforię&#13;
&#13;
Liczyłem na związek emocjonalny profesora z Dale­&#13;
&#13;
poznawczą, bo pasowało to jak ulał do religioznaw­&#13;
&#13;
k i m Wschodem, datujący się o d czasów młodości w ro­&#13;
&#13;
czych k o n c e p c j i Eliadego. O t o obrazki z M a n g y e o n g -&#13;
&#13;
syjskim jeszcze wtedy H a r b i n i e (uczucie to wykorzystał&#13;
&#13;
dae - przemienionej w niemożliwie wyidealizowany&#13;
&#13;
wcześniej Jacek Olędzki, namawiając go na zorganizo­&#13;
&#13;
skansen, rodzinnej wsi W i e l k i e g o Wodza (dziś dzielni­&#13;
&#13;
wanie wyjazdów do M o n g o l i i ) . Spotkał m n i e gorzki za­&#13;
&#13;
cy Pyeongyangu, czyli stołecznego P h e n i a n u ) , gdzie&#13;
&#13;
wód - profesor zareagował krótkim, zniecierpliwionym&#13;
&#13;
spędził dzieciństwo. Razem ze zwożonymi t u masowo&#13;
&#13;
argumentem: „synu, ja nie lubię Korejców".&#13;
&#13;
grupami, oprowadzanymi d u m n i e przez pionierów,&#13;
&#13;
N i e było dyskusji. N i e pamiętam nawet, czy spyta­&#13;
&#13;
oglądamy mityczną, świętą przestrzeń, w której in illo&#13;
&#13;
łem go o p o w o d y tego osądu - pewnie sam sobie o d ­&#13;
&#13;
tempore dokonały się raz na zawsze, z m o c ą paradyg­&#13;
&#13;
powiedziałem, że harbińscy Koreańczycy początków&#13;
&#13;
m a t u , wszystkie wydarzenia ważne dla przyszłości. M a ­&#13;
&#13;
X X w i e k u , b i e d n i sprzedawcy czosnku i kapusty, nie&#13;
&#13;
ły pionier z impertynencką dumą wskazuje grupie po­&#13;
&#13;
kojarzyli się dobrze profesorowi, który nie był w o l n y&#13;
&#13;
kornie go słuchających i wzorowo notujących doro­&#13;
&#13;
od etnicznych idiosynkrazji. Tak jak nie lubił Korej­&#13;
&#13;
słych ludzi d w u m e t r o w y kamień i recytuje: „Oto skała&#13;
&#13;
ców, tak lekceważył Kitajców, ceniąc jedynie Japoń­&#13;
&#13;
zwana «Sanie» na którą W i e l k i Wódz wspinał się, ćwi­&#13;
&#13;
czyków (w młodości dostał w Japonii jakiś medal za ra­&#13;
&#13;
cząc ciało i ducha do w a l k i z japońskim najeźdźcą"&#13;
&#13;
towanie t o n ą c y c h ) . Wszelkie bardzo w t e d y aktualne&#13;
&#13;
[w w i e k u lat dziewięciu]; „oto jezioro, w którym W i e l ­&#13;
&#13;
rozważania o zagrożeniu chińskim dla M o n g o l i i , Rosji,&#13;
&#13;
k i Wódz [w t y m samym w i e k u ] pływał, ćwicząc ciało&#13;
&#13;
a i Z a c h o d u - stale przecież słyszeliśmy obawy M o n g o ­&#13;
&#13;
i ducha do w a l k i z japońskim najeźdźcą" i t d .&#13;
&#13;
łów, że jak wejdą oddziały M a o , to wszystkich i c h w y ­&#13;
kastrują - zbywał machnięciem ręki, mówiąc, że o n&#13;
&#13;
W t e n sposób poznawałem powtarzające się chwy­&#13;
&#13;
widział kiedyś chińskich żołnierzy z k a r a b i n a m i na&#13;
&#13;
ty stylistyczne sakralnego języka k o m u n i z m u : „Lotnicy&#13;
&#13;
sznurkach, jak jechali k o n n o podrygując w siodle - t u&#13;
&#13;
bronią nieba Ojczyzny jak stalowa twierdza", a obok&#13;
&#13;
sam kucał i naśladował o w o podrygiwanie -&#13;
&#13;
„Marynarka w o j e n n a jak stalowa twierdza b r o n i wy­&#13;
&#13;
uwierzy w i c h potęgę.&#13;
&#13;
brzeża Ojczyzny" i jeszcze trzeci, podobny w a r i a n t . Po-&#13;
&#13;
87&#13;
&#13;
i nie&#13;
&#13;
�I&#13;
Jerzy S, Wasilewski • ETNOLOG W PODRÓŻY. KONFUCJUSZ PRZED K A M E R A M I , S Z A M A N K I PRZY MIKROFONIE&#13;
&#13;
B a ł e m się, że Korea, jaką zobaczę, przegra w k o n ­&#13;
f r o n t a c j i ze swoimi w y b i t n y m i siostrami, że okaże się,&#13;
tak jak koreańska porcelana, uboższa o d chińskiej,&#13;
a m n i e j w y r a f i n o w a n a niż japońska. Bo wstyd przy­&#13;
znać, ale nie lubię tego, co stanowi o koreańskiej sub­&#13;
telności estetycznej - nie podzielam ani upodobania&#13;
do porcelany wyłącznie białej, białawej i biało-szarawej, z tysiącznymi niuansami i o d c i e n i a m i , a n i miłości&#13;
do bladej zieleni tutejszej specjalności - c e r a m i k i seladonowej, która jest dla m n i e n u d n a i mdła.&#13;
N a w e t - jeśli to ma coś do rzeczy - Symfonia&#13;
ańska&#13;
&#13;
Kore­&#13;
&#13;
Pendereckiego wydaje m i się dziełem bez cha­&#13;
&#13;
r a k t e r u , brak w n i m wyraźnej inspiracji.&#13;
Z Japonii leciałem do Seulu pełen obaw.&#13;
&#13;
3.&#13;
Jakby na i c h potwierdzenie, koreańskie metalowe&#13;
pałeczki wyraźnie m i nie leżą. S ą płaskie, gorzej trzyma&#13;
się je w palcach. Kiedyś r o b i o n o je ze srebra l u b m o ­&#13;
siądzu, obecnie są stalowe, nieprzyjemne. Japończycy&#13;
m i e l i rację, także ryż jest t u gorszy - suchy, nieporów­&#13;
nanie m n i e j soczysty.&#13;
Nicolas Bouvier (Dziennik z wysp Aran&#13;
miejsc. Kartki&#13;
&#13;
z podróży,&#13;
&#13;
i z&#13;
&#13;
innych&#13;
&#13;
Warszawa 2000, s. 89) używa&#13;
&#13;
dla scharakteryzowania K o r e i Południowej lat siedem­&#13;
dziesiątych czyjegoś określenia „ulepszona prowizor­&#13;
ka". Przy wcześniejszym czytaniu niewiele m i to mówi­&#13;
ło. Teraz jestem gotów je zaakceptować, widząc to po­&#13;
łączenie nowoczesności i byłej akości, wysokiego po­&#13;
&#13;
Początek szamańskiej c e r e m o n i i ,&#13;
&#13;
tencjału eksportowego i zaniedbanej&#13;
&#13;
Korea, Seul, f o t . Jerzy S. W a s i l e w s k i&#13;
&#13;
infrastruktury,&#13;
&#13;
charakterystyczne zresztą dla niejednego k r a j u , prze­&#13;
chodzącego szybki rozwój. Patrzę na nijakie b u d y n k i&#13;
&#13;
Pokłony przed ołtarzem o f i a r n y m ,&#13;
&#13;
i przestaje m n i e dziwić to, czemu nie mogłem dać wia­&#13;
&#13;
Korea, Seul, f o t . Jerzy S. W a s i l e w s k i&#13;
&#13;
ry w M o n g o l i i : że tysiące Mongołów wyjeżdżają do K o ­&#13;
rei Południowej i znajdują zatrudnienie na b u d o w a c h ,&#13;
m i m o iż synowie stepu nie słynęli dotąd jako b u d o w ­&#13;
N i e były to czasy poprawności politycznej, a profe­&#13;
&#13;
niczowie, nawet według standardów własnego, niewy-&#13;
&#13;
sor nigdy by się jej nie nauczył. Z pańskim okrucień­&#13;
&#13;
magającego p o d t y m względem k r a j u .&#13;
&#13;
stwem charakteryzował ludzi dokoła, stosując trójpo­&#13;
&#13;
N i e znajduję w sobie entuzjazmu dla k i l k u spośród&#13;
&#13;
dział, w którym rzadko tylko trafiał się „ktoś", więk­&#13;
&#13;
wynalazków, z j a k i c h d u m n i są Koreańczycy. Słynny&#13;
&#13;
szość stanowią „pętaki", a pośrodku są c i , którzy tylko&#13;
&#13;
ondol, tradycyjny system ogrzewania podłogowego, nie&#13;
&#13;
aspirują do bycia kimś - czyli „podśmietanie".&#13;
&#13;
r o b i dobrze d r o g o m o d d e c h o w y m , bo jak się śpi przy&#13;
&#13;
O p i n i a profesora o K o r e i jakoś zaciążyła na m o i c h&#13;
&#13;
ziemi, t o oznacza to noc z nosem w kaloryferze. Lepsze&#13;
&#13;
wyobrażeniach o ludziach i k r a j u . Spodziewałem się&#13;
&#13;
to może niż japońskie spanie przy piecyku na naftę, ale&#13;
&#13;
pewnej chamowatości w obejściu, na którą na p e w n o&#13;
&#13;
dawniej, gdy gorące powietrze szło z węglowego pieca&#13;
&#13;
uczulony był profesor. Ostrzegają przed nią przewodni­&#13;
&#13;
k a n a l i k a m i w spękanej, glinianej polepie, zaczadzenia&#13;
&#13;
k i , ale o d razu tłumaczą konfucjańską mentalnością.&#13;
&#13;
nie były rzadkością. Masowe spożywanie ostrej kiszon­&#13;
&#13;
Otóż każdy Koreańczyk zachowuje się stosownie do&#13;
&#13;
k i warzywnej (głównie z kapusty) gimchi, w polskiej&#13;
&#13;
pozycji, jaką zajmuje względem partnera, wobec c u ­&#13;
&#13;
wymowie kimczi - narodowego dania Koreańczyków,&#13;
&#13;
dzoziemca, którego pozycja jest dlań nieczytelna, nie&#13;
&#13;
które ma w Seulu nawet swoje m u z e u m - nie popra­&#13;
&#13;
wie jakoby, ile respektu ma okazać - więc go ignoruje,&#13;
&#13;
wia statystyki zachorowań na raka żołądka. Kolejny&#13;
&#13;
przepycha się przodem, pokrzykuje.&#13;
&#13;
i c h w i e l k i wynalazek, alfabet hangeul, nie jest ani t a k i&#13;
&#13;
Takie t a m austriackie gadanie, którego tyle jest&#13;
&#13;
łatwy, ani t a k i uniwersalny, j a k zapewniają. A jeszcze&#13;
&#13;
w a n t r o p o l o g i i - bo k t o mądry, n i e c h m i powie, dla­&#13;
&#13;
zamieszanie&#13;
&#13;
z nową, obmyśloną przez ministerstwo&#13;
&#13;
czego w t a k i m razie południowokoreańscy d e p u t o w a ­&#13;
&#13;
k u l t u r y transkrypcją, którą i w t y m tekście muszę przy­&#13;
&#13;
n i tak chętnie okładają się w parlamencie pięściami?&#13;
&#13;
j ą ć zamiast starego McCune-Reischauera.&#13;
&#13;
88&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski * E T N O L O G W PODRÓŻY. KONFUCJUSZ PRZED K A M E R A M I , S Z A M A N K I PRZY M I K R O F O N I E&#13;
&#13;
pienia zarówno dla konfucjańskiego, jak i szamani-&#13;
&#13;
4.&#13;
&#13;
stycznego świata wartości i wyobrażeń. Lojalny urzęd­&#13;
n i k , wierny władcy m i m o oskarżeń, p o t e m zrehabilito­&#13;
&#13;
I o t o widzę t y c h zapalczywych d e p u t o w a n y c h , nie&#13;
&#13;
wany - cóż za okazja do apoteozy konfucjańskich war­&#13;
&#13;
w parlamencie jednak, lecz w świątyni, jak w skarpet­&#13;
&#13;
tości. Jego k r w a w a , niesprawiedliwa śmierć, podobnie&#13;
&#13;
k a c h podchodzą do ołtarza i składają ofiary. A l e po&#13;
&#13;
jak n i e n a t u r a l n a śmierć dziewczyny, osoby o niedopeł­&#13;
&#13;
kolei.&#13;
&#13;
n i o n y m losie, której groźny d u c h będzie się błąkał po&#13;
&#13;
Szamańskie seanse gut (pol. kut), jakie widziałem&#13;
&#13;
okolicy - idealny powód dla odbywania obrzędów sza­&#13;
&#13;
w Seulu, mają charakter publiczny. Współorganizowane&#13;
&#13;
mańskich.&#13;
&#13;
przez władze lokalne (na poziomie dużej dzielnicy), o d ­&#13;
&#13;
5.&#13;
&#13;
bywają się raz do r o k u w połączeniu z oficjalną k o n f u cjańską ceremonią ofiarną jesa (pol. dzesa), tworząc z nią&#13;
całość, w której na początku trudno się zorientować.&#13;
&#13;
Pierwsza część c e r e m o n i i , konfucjańska&#13;
&#13;
„wielka&#13;
&#13;
Pierwsze d n i listopada, Yongsan - jedna z dzielnic&#13;
&#13;
ofiara-libacja" daeje, p o l . taedze (może zresztą w odnie­&#13;
&#13;
Seulu. A r c h i t e k t u r a taka sama, jak w całym 1 5 - m i l i o -&#13;
&#13;
sieniu do koreańskiej współczesności p o w i n n o się mó­&#13;
&#13;
n o w y m mieście. Ciągnące się jeden przy d r u g i m , d w u ­&#13;
&#13;
wić „neokonfucjańska") rozpoczyna się rano. N a dzie­&#13;
&#13;
piętrowe, byle jakie domy, przeważnie z lat 60. N a nie­&#13;
&#13;
dzińcu przed świątynią gromadzi się około setki gości -&#13;
&#13;
j e d n y m z n i c h nasadzona czarna, spiczasta, wysoka&#13;
&#13;
prawie sami mężczyźni. Siedzą w rzędach, z przodu pa­&#13;
&#13;
wieżyca - znak, że na piętrze p o n a d sklepem, warszta­&#13;
&#13;
r u d e p u t o w a n y c h z tego okręgu, oficjele z władz m i a ­&#13;
&#13;
t e m czy l o k a l e m mieści się kościół k a t o l i c k i l u b prote­&#13;
&#13;
sta, l o k a l n i przedsiębiorcy. Najważniejsi mają na sobie&#13;
&#13;
stancki. A gdzieś n a d t y m i wieżami, na d r u g i m planie,&#13;
&#13;
czarny ceremonialny strój d a w n y c h d w o r s k i c h urzęd­&#13;
&#13;
widać nowocześniejsze, potężne mieszkalne wysoko­&#13;
&#13;
ników. U b r a n i e to czy tylko przebranie? C o t u jest&#13;
&#13;
ściowce. O d stacji m e t r a jadę jeszcze taksówką, i n a ­&#13;
&#13;
„prawdziwe" a co „sztuczne", co naturalne, a co na po­&#13;
&#13;
czej niełatwo byłoby m i trafić na miejsce plątaniną&#13;
&#13;
kaz? Pytanie o autentyczność i jej kryteria będę sobie&#13;
&#13;
wąskich ulic bez nazw (w t y m mieście nazwy noszą&#13;
&#13;
często stawiał, obserwując różne epizody i zachowania.&#13;
&#13;
kwartały, a nie u l i c e ) . Gdzieś wśród n i c h jest wzgórze,&#13;
&#13;
Po kolei, rozpoczynając o d najważniejszych gości,&#13;
&#13;
a na n i m Nam-i Janggun seodang, lokalna świątynia,&#13;
&#13;
przebiega ta sama ceremonia. Dygnitarz wstaje z m i e j ­&#13;
&#13;
poświęcona generałowi N a m - i (inna, mała świątynka,&#13;
w której też będę oglądał taką ceremonię, to&#13;
&#13;
sca, podchodzi do wejścia, obmywa dłonie, w c h o d z i&#13;
&#13;
Aegissi-&#13;
&#13;
na schody - p o w o l i , po jeden k r o k na stopień, z dosta­&#13;
&#13;
dang, „Świątynia Dziecka" w osiedlu Haedang, poświę­&#13;
&#13;
w i e n i e m drugiej nogi. We wnętrzu klęka i składa serię&#13;
&#13;
cona jakiejś n i e w y m i e n i o n e j z i m i e n i a małej dziew­&#13;
&#13;
głębokich pokłonów przed ołtarzem, gdzie o b o k K o n ­&#13;
&#13;
czynce).&#13;
&#13;
fucjusza i p a t r o n a świątyni widnieją też w i z e r u n k i po­&#13;
&#13;
Jaka to właściwie świątynia? Szamańska - nie, sza­&#13;
&#13;
staci r o d e m z buddyzmu i kultów l o k a l n y c h . S t o j ą t u&#13;
&#13;
m a n i z m jest praktyką interwencyjną, która nie potrze­&#13;
&#13;
już piramidy o f i a r o w a n y c h ciastek ryżowych, piętrzą&#13;
&#13;
buje stałych świątyń. Konfucjańska - tak też nie moż­&#13;
&#13;
się owoce późnej jesieni - persymony, pomarańcze,&#13;
&#13;
na powiedzieć, bo k o n f u c j a n i z m to nie religia, ale sys­&#13;
&#13;
jabłka, suszona żożoba. N a tacach rozłożone są solone&#13;
&#13;
t e m świeckich n o r m , reguł postępowania, raczej re­&#13;
&#13;
ryby i duże porcje mięsa.&#13;
&#13;
ceptur niż treści. A przecież właśnie t u będą się odby­&#13;
&#13;
Ofiara z w i n a (słabej wódki, bo soju to oczyszczony,&#13;
&#13;
wać obie ceremonie.&#13;
&#13;
szlachetniejszy destylat popularnego wina ryżowego),&#13;
&#13;
I c h fuzji, trwającej o d X I X w i e k u , patronuje osoba&#13;
&#13;
którą po trzykroć składa każdy z urzędników, ma swoje&#13;
&#13;
opiekuńczego bóstwa świątyni, n p . historycznej posta­&#13;
&#13;
niuanse. Kolejność nalewania, z której strony, w j a k i m&#13;
&#13;
c i średniowiecznego generała N a m - i , który był wier­&#13;
&#13;
kierunku -&#13;
&#13;
n y m sługą swego władcy, ale niesprawiedliwie oskarżo­&#13;
&#13;
dwóch śmiertelnie uroczystych oficjantów, którzy mają&#13;
&#13;
ny, poniósł śmierć z ręki kata. W d r u g i m przypadku,&#13;
&#13;
opanowane przepisy kultowe i podpowiadają, wręcz&#13;
&#13;
„Świątyni Dziecka", patronką jest n i e u c h w y t n a histo­&#13;
&#13;
prowadzą ruchy d y g n i t a n y . Trzeci, stojący przed m i ­&#13;
&#13;
nic dziwnego, że ceremonię&#13;
&#13;
prowadzi&#13;
&#13;
rycznie postać jednej z trzech młodziutkich sióstr,&#13;
&#13;
k r o f o n e m u wejścia, k o m e n t u j e dla zgromadzonych na&#13;
&#13;
mieszkających w którymś z pałaców (między t y m i pa­&#13;
&#13;
zewnątrz wszystko, co odbywa się w świątyni. M n i e&#13;
&#13;
łacami rozrzucone były wsie, które później zespoliły&#13;
&#13;
w o l n o być w środku - jestem t u j e d y n y m cudzoziem­&#13;
&#13;
się, tworząc miasto Seul). W r o g o w i e napadli na pałac,&#13;
&#13;
cem, gościem niezaproszonym, ale trochę h o n o r o w y m .&#13;
&#13;
dziewczęta uciekły na pustkowie, gdzie do jedzenia&#13;
&#13;
I chociaż m a m obok i naprzeciw siebie stadko f o t o ­&#13;
&#13;
miały tylko trujące k w i a t y forsycji. Po śmierci zbudo­&#13;
&#13;
grafów i filmowców, i c h kamery i błysk fleszy, to pa­&#13;
&#13;
w a n o i m trzy świątynie - jedna nie dotrwała d o na­&#13;
&#13;
trząc na gesty nalewania a l k o h o l u do naczyń, które&#13;
&#13;
szych czasów, druga istnieje, ale nie zachował się&#13;
&#13;
kształtem powtarzają chińskie brązy gu sprzed k i l k u ty­&#13;
&#13;
w niej k u l t , t y l k o w tej trzeciej odbywają się raz w r o ­&#13;
&#13;
sięcy lat, nie mogę oprzeć się uczuciu, że uczestniczę&#13;
&#13;
k u ceremonie.&#13;
&#13;
w akcie naprawdę archaicznym.&#13;
&#13;
W przypadku obu świątyń podobna jest logika w y ­&#13;
&#13;
Po k o s t i u m o w o ubranych dygnitarzach podchodzą&#13;
&#13;
b o r u postaci. O b i e one stanowią dobry p u n k t zacze­&#13;
&#13;
mężczyźni w g a r n i t u r a c h - przeważnie liderzy miejsco-&#13;
&#13;
89&#13;
&#13;
�I&#13;
Jerzy S. Wasilewski * E T N O L O G W PODRÓŻY. KONFUCJUSZ PRZED K A M E R A M I , S Z A M A N K I PRZY M I K R O F O N I E&#13;
&#13;
wego biznesu. Składając pokłony świecą skarpetkami,&#13;
&#13;
przed n i m z arkuszy d y k t y sceną - t o one są najkosz­&#13;
&#13;
b o w i e m w odróżnieniu o d urzędników, noszących do&#13;
&#13;
towniejszym i najpoważniejszym&#13;
&#13;
k o s t i u m u starodawne wysokie buty, wchodząc&#13;
&#13;
ofiary.&#13;
&#13;
do&#13;
&#13;
Przedtem&#13;
&#13;
miała&#13;
&#13;
składnikiem&#13;
&#13;
miejsce&#13;
&#13;
ich&#13;
&#13;
całej&#13;
&#13;
prezentacja&#13;
&#13;
w dzielnicy - obniesiono je po uliczkach wokół m u ­&#13;
&#13;
świątyni muszą zdjąć o b u w i e .&#13;
&#13;
rów świątyni.&#13;
&#13;
N a końcu składa ofiary grupka kobiet - dwie wystę­&#13;
pujące dziś szamanki i k i l k a i c h asystentek. To już ma­&#13;
&#13;
Już wcześniej szamanka mudang&#13;
&#13;
i jej&#13;
&#13;
asystentki&#13;
&#13;
ło ważna ceremonia - o f i c j a n c i kierują r u c h e m rozluź­&#13;
&#13;
oczyściły miejsce akcji: oblały dziedziniec t a n i m , męt­&#13;
&#13;
n i e n i , bez żadnej solenności, po d o m o w e m u - zdjęli&#13;
&#13;
n y m w i n e m ryżowym makgeolli, rozrzuciły na zewnątrz&#13;
&#13;
nawet stroje i teraz trochę rażą i c h kraciaste koszule.&#13;
&#13;
trochę ciastek, by na granicy zatrzymać d u c h y niepo­&#13;
&#13;
Wszyscy opuszczają dziedziniec, by przemaszerować&#13;
&#13;
żądane i złe. O b o k sceny zasiada na ziemi orkiestra:&#13;
&#13;
przez dzielnicę wraz z paradą historycznych postaci.&#13;
&#13;
duży klepsydrowy bęben, mniejszy bębenek, smyczek,&#13;
&#13;
R u c h samochodowy wstrzymany, generał jedzie na k o ­&#13;
&#13;
dwa flety. Szamanka z pomocą asystentek kończy&#13;
&#13;
n i u , a jego u f o r m o w a n i w oddziały żołnierze (licealiści&#13;
&#13;
wreszcie&#13;
&#13;
miejscowych szkół, zwiezieni autokarami) z poświęce­&#13;
&#13;
z k o m p l e t e m jej k i l k u n a s t u kostiumów, które będą&#13;
&#13;
n i e m dźwigają halabardy, dmą w trąby i walą w bębny.&#13;
&#13;
używane w t y m występie) i w c h o d z i na p o d i u m . Lee&#13;
&#13;
przygotowania (z tyłu stoi długi wieszak&#13;
&#13;
Wokół całego, długiego na k i l o m e t r k o r o w o d u bie­&#13;
&#13;
M y o n g ok to sześćdziesięcioletnia, zażywna kobieta,&#13;
&#13;
ga ubrany na biało kat, mangnani - ten, który uśmier­&#13;
&#13;
o m o c n o umalowanej twarzy. Ustawicznie chodzi po&#13;
&#13;
cił generała. Twarz ma poczernioną,&#13;
&#13;
włosy&#13;
&#13;
scenie, o d asystentek domaga się poprawek w stroju,&#13;
&#13;
w strąkach, w ręku krótki miecz, którym wymachuje&#13;
&#13;
rozmawia z publicznością, podśpiewuje, sprawdza m i ­&#13;
&#13;
przed nosem przechodniom. Jak każdy t a k i dżoker&#13;
&#13;
niaturowe m i k r o f o n i k i , umocowane - nie w i e m jesz­&#13;
&#13;
spoza t a l i i , mangnani musi też ganiać na posyłki. Dzia­&#13;
&#13;
cze po co - przed ustami.&#13;
&#13;
dziką,&#13;
&#13;
łając na obrzeżu, przydaje się do przekazywania pole­&#13;
&#13;
W którymś momencie to chodzenie zmienia się&#13;
&#13;
c e ń i wiadomości między czołem a ogonem p o c h o d u .&#13;
&#13;
w regularne, na poły taneczne k r o k i wzdłuż i wszerz,&#13;
&#13;
N i b y stara się być śmieszny, a zarazem groźnie de­&#13;
&#13;
połączone z melorecytacją. Zaczyna się wzywanie k o ­&#13;
&#13;
moniczny, ale po prawdzie kunsztu nie ma w t y m wie­&#13;
&#13;
lejnych duchów, których w sumie przewinie się przez&#13;
&#13;
le. G d y podbiega d o l u d z i ,&#13;
&#13;
paradę&#13;
&#13;
scenę kilkanaście. Dowiaduję się, że język jej tekstów&#13;
&#13;
z c h o d n i k a , usiłując rozśmieszyć i c h u d a w a n y m zagro­&#13;
&#13;
jest tak archaiczny, a śpiew na tyle niewyraźny, że na­&#13;
&#13;
żeniem, to zamiast rozbawienia dziewczyn, przed któ­&#13;
&#13;
w e t Koreańczykom zrozumienie i c h przychodzi z t r u d ­&#13;
&#13;
oglądających&#13;
&#13;
r y m i najchętniej błaznuje, udaje m u się osiągnąć co&#13;
&#13;
nością. W i e m t y l k o , że wyśpiewywane przez nią opo­&#13;
&#13;
najwyżej śmiech zażenowania albo odprężenia, gdy już&#13;
&#13;
wieści to m i t y (od kosmogonicznych poczynając), le­&#13;
&#13;
sobie pójdzie dalej. U l i c a nie podejmuje gry w niepo-&#13;
&#13;
gendy na temat bóstw i duchów, a nawet baśnie. K i e ­&#13;
&#13;
ważność, czasem ktoś powie, że nie ma na co patrzeć&#13;
&#13;
dy tańczy ze sztandarem, postukując n i m o ziemię,&#13;
&#13;
i wraca do swoich spraw.&#13;
&#13;
zgaduję, iż przywołuje d u c h a generała - patrona świą­&#13;
&#13;
Przemarsz t r w a dobrą godzinę; przeszedłszy najważ­&#13;
&#13;
t y n i . Zaraz p o t e m przebiera się w zbroję w o j o w n i k a -&#13;
&#13;
niejszymi u l i c a m i wracamy na wzgórze, na uliczkach&#13;
&#13;
znaczy to pewne, że odgrywany jest jakiś epizod z jego&#13;
&#13;
którego już czeka poczęstunek. Setki ludzi rozgrzewa­&#13;
&#13;
udziałem.&#13;
&#13;
ją się gorącymi d a n i a m i i słabymi a l k o h o l a m i . Siedzi­&#13;
&#13;
A k c j a toczy się niespiesznym r y t m e m . Całość po­&#13;
&#13;
my na k a r t o n a c h i m a t a c h rozłożonych na asfalcie. Fe­&#13;
&#13;
t r w a z przerwami d o nocy, teoretycznie obejmując 12&#13;
&#13;
styn, wspólnota, przypomnienie wsi, którą ta dzielnica&#13;
&#13;
epizodów, ale to chyba tylko liczba symboliczna, wyra­&#13;
&#13;
była jeszcze w czasach młodości w i e l u uczestników.&#13;
&#13;
żająca całość. Szamanka przebierze się k i l k a k r o t n i e , za&#13;
każdym tazem nakładając strój innego ducha, by t e n&#13;
&#13;
6.&#13;
&#13;
mógł poznać, że teraz jego kolej na to, by w nią się&#13;
wcielić. Czasem w tańcu zmienia ją lub na krótko t o ­&#13;
&#13;
W r a c a m y do świątyni, gdzie zaraz rozpocznie się&#13;
&#13;
warzyszy druga, wyraźnie starsza szamanka, zwyczajo­&#13;
&#13;
hut - obrzęd szamański. Poznikali urzędnicy w histo­&#13;
&#13;
w o doproszona - na znak h o n o r u - przez tę, która jest&#13;
&#13;
rycznych k o s t i u m a c h urzędników - teraz jesteśmy we&#13;
&#13;
niekwestionowaną gospodynią obrzędu.&#13;
&#13;
władzy kobiet. Zostało wprawdzie paru przedsiębior­&#13;
&#13;
Osoba generała N a m - i pojawia się w seansie jako&#13;
&#13;
ców, którzy współfinansują ceremonię, ale to zwyczaj­&#13;
&#13;
jedna z pierwszych. M o g ę się tego domyśleć po wyso­&#13;
&#13;
ne, starsze kobiety stanowią widownię. Siedzą na zie­&#13;
&#13;
k i m sztandarze, którym postukuje szamanka, a póź­&#13;
&#13;
m i , t w a r z a m i d o specjalnego ołtarza - prowizorycznej&#13;
&#13;
niej po n o w y m stroju - zbroi w o j o w n i k a . W między­&#13;
&#13;
świątynki, ustawionej z b o k u dziedzińca (ptawdę mó­&#13;
&#13;
czasie recytowana jest legenda, prezentująca rys sza­&#13;
&#13;
wiąc, jest to t y l k o t e k t u r o w a fasada, zgrabnie t u dziś&#13;
&#13;
mański tej postaci. Otóż okazuje się, że kiedy N a m -&#13;
&#13;
umieszczona), przed którą piętrzą się ofiary. A l e na tle&#13;
&#13;
- i był jeszcze młodzieńcem, dostrzegł pewnego razu&#13;
&#13;
t a k i c h samych j a k w części konfucjańskiej ciast i o w o ­&#13;
&#13;
niewidzialnego dla i n n y c h d e m o n a ; siedział o n na k o ­&#13;
&#13;
ców, na froncie zostają złożone trzy w i e l k i e , świeżo&#13;
&#13;
szu z o w o c a m i persymonu, wnoszonym właśnie d o są­&#13;
&#13;
wypatroszone wieprze. Imponującej wielkości,&#13;
&#13;
leżą&#13;
&#13;
siedniego d o m o s t w a . Pokonując opór służby, z krzy­&#13;
&#13;
z wyciągniętymi n o g a m i między ołtarzem a ułożoną&#13;
&#13;
k i e m wbiegł d o środka i zastał t a m córkę gospodarza,&#13;
&#13;
90&#13;
&#13;
�I&#13;
Jerzy S. Wasilewski • E T N O L O G W PODRÓŻY. KONFUCJUSZ PRZED K A M E R A M I , S Z A M A N K I PRZY M I K R O F O N I E&#13;
&#13;
już prawie uduszoną. W ostatniej c h w i l i odpędził swą&#13;
&#13;
mitów, legend oraz baśni, dalej sztuka wróżenia, roz­&#13;
&#13;
mocą demona.&#13;
&#13;
m o w y i przekomarzania się z publicznością, a wreszcie&#13;
k o s t i u m , kosmetyka, a nawet kunszt robienia papiero­&#13;
&#13;
Atmosfera na w i d o w n i daleka jest o d jakiegokolwiek&#13;
&#13;
w y c h kwiatów.&#13;
&#13;
religijnego uniesienia, nic nie świadczy o odczuciu&#13;
obecności duchów. Kobieca publiczność ogląda spek­&#13;
&#13;
Czekam na ekstatyczne zachowanie, które przeko­&#13;
&#13;
t a k l z zainteresowaniem, ale bez przejęcia. Z czasem&#13;
&#13;
nałoby m n i e , że m a m do czynienia z „prawdziwym"&#13;
&#13;
przychodzi zapewne znużenie, robione są dłuższe prze­&#13;
&#13;
szamanizmem. Logika jest t u taka, że szamanka po­&#13;
&#13;
rwy. W t e d y roznoszony jest poczęstunek, mętno-mlecz-&#13;
&#13;
w i n n a w każdym epizodzie tańczyć na początku dość&#13;
&#13;
nej barwy w i n o makgeolli leje się strumieniami z plasti­&#13;
&#13;
żywiołowo, by d u c h zobaczył, iż jest gotowa na jego&#13;
&#13;
k o w y c h butelek, towarzystwo bawi się w grupkach.&#13;
&#13;
przyjęcie, a p o t e m , gdy o n przybędzie - przejść do f o r m&#13;
&#13;
A l e przecież d u c h y naprawdę wstępują w szaman-&#13;
&#13;
spokojniejszych, bardziej artystycznych, aby go t a k i m&#13;
&#13;
kę. D r o g i i c h zstępowania są różne. Niektóre przysia­&#13;
&#13;
szlachetniejszym tańcem zabawić. Mogłoby się nawet&#13;
&#13;
dają pewnie na belce stropowej - można nawet zoba­&#13;
&#13;
zdawać, że element transowy nie jest t u t a k i ważny.&#13;
&#13;
czyć, jak schodzą: szamanka p o d c h o d z i t a m wraz z ko­&#13;
&#13;
Przedstawienia szamanów na sakralnych m a l u n k a c h&#13;
&#13;
bietą z w i d o w n i (to k l i e n t k a , dla której robiona jest ta&#13;
&#13;
są bardzo spokojne, także standardowa maska postaci&#13;
&#13;
część seansu). Ta sosnową gałązką dotyka b e l k i , aż ga­&#13;
&#13;
szamanki w d a w n y c h l u d o w y c h przedstawieniach ma­&#13;
&#13;
łązka zaczyna się trząść - w i d o m y znak obecności d u ­&#13;
&#13;
skowych jest absolutnie spokojna, biała, bez żadnego&#13;
&#13;
cha, po czym obie zasiadają za s t o l i k i e m do uroczyste­&#13;
&#13;
grymasu.&#13;
&#13;
go z n i m spotkania. T a k i c h p r y w a t n y c h , zamówionych&#13;
&#13;
N i e znaczy jednak, że w seansie nie ma euforii. By­&#13;
&#13;
epizodów będzie zresztą więcej.&#13;
&#13;
wa, że mudang przez dłuższy czas podskakuje obunóż,&#13;
z r a m i o n a m i w z n i e s i o n y m i do góry,&#13;
&#13;
7.&#13;
&#13;
wbiega któraś z kobiet z w i d o w n i i z rozanieleniem na&#13;
&#13;
W miarę oglądania seansu narasta we m n i e t u kryć -&#13;
&#13;
wykrzykując&#13;
&#13;
w uniesieniu. Działa to zaraźliwie, b o w i e m na scenę&#13;
&#13;
rozczarowanie. Czy koreański musok&#13;
&#13;
co&#13;
&#13;
twarzy, stając f r o n t e m do szamanki, jednocześnie z nią&#13;
&#13;
to&#13;
&#13;
podskakuje j a k sprężyna.&#13;
&#13;
w ogóle jest szamanizm? Za t y m , że tak, przemawiają&#13;
wprawdzie nazwy, w których rozpoznaję&#13;
&#13;
Istnieje p o d o b n o koreańskie powiedzenie: „chciała­&#13;
&#13;
ałtajskie,&#13;
&#13;
byś wydać szamański seans, ale przeraża cię wizja t w o ­&#13;
&#13;
wręcz mongolskie źródłosłowy. N a z w a obrzędu sza­&#13;
&#13;
jej synowej w t a ń c u " . Słowa te stosują się do teściowej,&#13;
&#13;
mańskiego gut, w y m a w i a n a kut, b r z m i prawie j a k ku-&#13;
&#13;
tradycyjnie stanowiącej instancję kontrolną dla mło­&#13;
&#13;
tu (g) - „szczęście, dobry los" w językach ludów ste­&#13;
&#13;
dej synowej, dla której t a k i występ może stać się p o k u ­&#13;
&#13;
p u . Szaman-mężczyzna, baksu, baksy, to oczywiście to&#13;
&#13;
są rozpasanej ekstatyczności.&#13;
&#13;
samo, co środkowoazjatyckie baksy - „szaman", a też&#13;
„bard, w y k o n a w c a e p o s ó w "&#13;
&#13;
(z c h i ń s k i e g o&#13;
&#13;
Szamanizm t o w K o r e i d o m e n a kobiet. To one zde­&#13;
&#13;
fa-hsi,&#13;
&#13;
cydowanie przeważają, zarówno wśród wykonawców&#13;
&#13;
„mistrz", przez mandżurskie i mongolskie f o r m y t y p u&#13;
bagszi).&#13;
&#13;
Szamanka, mudang&#13;
&#13;
-&#13;
&#13;
też b r z m i&#13;
&#13;
(jest i c h bodaj o k . 8 0 % spośród p o n a d stu tysięcy za­&#13;
&#13;
znajomo,&#13;
&#13;
rejestrowanych szamanów), jak i wśród odbiorców&#13;
&#13;
można słyszeć w n i m mongolskie udagan o t y m sa­&#13;
&#13;
(na widzianych przeze m n i e seansach t e n p r o c e n t był&#13;
&#13;
m y m znaczeniu.&#13;
&#13;
jeszcze wyższy). Oczywiście, etnologowie nie skąpią&#13;
&#13;
A l e przecież szamanki, jakie dopiero co widziałem&#13;
&#13;
wyjaśnień. Zwraca się n p . uwagę, że w t y m patriar-&#13;
&#13;
w M o n g o l i i , wyglądały zupełnie inaczej. Stara Uldzij&#13;
&#13;
c h a l n y m społeczeństwie (męska d o m i n a c j a to kamień&#13;
&#13;
czy n i e w i d o m a C e n d - t o były intrygujące postacie,&#13;
&#13;
węgielny koreańskiego n e o k o n f u c j a n i z m u ) kobiecie&#13;
&#13;
których sam wygląd - przygięte w i e k i e m sylwetki, i n ­&#13;
&#13;
nie przysługuje p r a w o d o rozkoszy, także seksualnej,&#13;
&#13;
trygujące fizjonomie - wyrażał osobowości ukształto­&#13;
&#13;
więc szamanizm s t a n o w i klapę bezpieczeństwa. Zdają&#13;
&#13;
wane w w i e l o l e t n i m związku z ponadcodzienną rzeczy­&#13;
&#13;
się t o potwierdzać przypadki szamanek bezżennych,&#13;
&#13;
wistością. I c h wiekowe, poniszczone stroje, d o których&#13;
&#13;
wśród których jest sporo t a k i c h , które porzuciły mę­&#13;
&#13;
odnosiły się z t a k i m nabożeństwem, istne „święte ła­&#13;
&#13;
żów. Deklarują one, że żyjąc ze swymi mężami nigdy&#13;
&#13;
chy", miały w sobie coś z prawdziwego sacrum, podczas&#13;
&#13;
nie zaznały takiej rozkoszy j a k teraz, gdy przychodzi&#13;
&#13;
gdy te kostiumy jak spod igły, z lśniących, nowocze­&#13;
&#13;
do n i c h d u c h .&#13;
&#13;
snych materiałów, w ogóle nie mają potrzebnego we&#13;
wszelkiej duchowości&#13;
&#13;
Obserwuję, z jaką radością starsze panie przyjmują&#13;
&#13;
u p r a w o m o c n i e n i a przez o d -&#13;
&#13;
słowa szamanki, która udziela i m wróżb i przestróg.&#13;
&#13;
wieczność.&#13;
&#13;
W oparciu o kolor chorągiewki, wyciągniętej na ślepo&#13;
&#13;
Powoli dopiero zacznie d o m n i e docierać, że p o w i ­&#13;
&#13;
z podawanego zestawu, zapowiada radosne wydarzenia,&#13;
&#13;
n i e n e m inaczej odczytywać wartości leżące u podstaw&#13;
&#13;
a w najgorszym razie osttzega przed niebezpieczeń­&#13;
&#13;
koreańskiego szamanizmu. Jest to b o w i e m raczej k o m ­&#13;
&#13;
stwem, co praktycznie sprowadza się do tego, że radzi&#13;
&#13;
pleks p r o d u k c j i artystycznych, rozbudowany w s t o p n i u&#13;
&#13;
uważać n p . na samochody na przejściu. Po przepowied­&#13;
&#13;
niespotykanym nigdzie indziej w świecie. Istny wielo­&#13;
&#13;
n i kobiety ochoczo wciskają jej do rąk banknoty.&#13;
&#13;
bój sztuk pięknych, gdzie sukces szamanki mierzy się&#13;
&#13;
Bycie mudang daje satysfakcję nie tylko seksualną.&#13;
&#13;
w t a k i c h dyscyplinach, jak taniec, śpiew i recytacja&#13;
&#13;
Poza wszystkim to bardzo popłatna profesja.&#13;
&#13;
91&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski * E T N O L O G W PODRÓŻY. KONFUCJUSZ PRZED K A M E R A M I , S Z A M A N K I PRZY M I K R O F O N I E&#13;
&#13;
za d a w n y m i , d o b r y m i czasami prawdziwej, jeszcze w t e ­&#13;
&#13;
8.&#13;
&#13;
dy wiejskiej (czy lokalnej) wspólnoty.&#13;
Nowoczesna Korea powraca do swej k u l t u r o w e j&#13;
&#13;
N i e j e d e n raz w trakcie seansu szamanka znajdzie&#13;
&#13;
specyfiki, odszukuje i utrwala to, co się zachowało.&#13;
&#13;
okazję, by zadbać o d a t k i . Czasem obchodzi kobiety ze&#13;
&#13;
Tradycję traktuje się urzędowo. Dofinansowanie d o ­&#13;
&#13;
słowami: „To dla was muszę być piękna, dajcie m i pie­&#13;
&#13;
stają tylko te obrzędy, gdzie zachowana jest wierność&#13;
&#13;
niądze na k o s m e t y k i " . Może zresztą wypowiada je&#13;
&#13;
wobec f o r m tradycyjnych, stwierdzona ciągłość zwy­&#13;
&#13;
d u c h dziewczyny i m i e n i e m H o g u , o twarzy zeszpeco­&#13;
&#13;
czaju oraz ustny przekaz o r y g i n a l n y c h tekstów, i to za­&#13;
&#13;
nej ospą, bo taka postać też f u n k c j o n u j e w szamań­&#13;
&#13;
c h o w a n y c h w pamięci, a nie na piśmie! W składzie&#13;
&#13;
skim panteonie i bywa przywoływana w seansie jako&#13;
&#13;
komisji, która o t y m decyduje, jest etnograf, który w y ­&#13;
&#13;
p a t r o n k a chroniąca o d tej choroby.&#13;
&#13;
szukuje i d o k u m e n t u j e takie zjawiska. Podobnie jak&#13;
&#13;
Pieniądze wręczane przez kobiety to przeważnie&#13;
&#13;
zabytki k u l t u r y materialnej, najlepsze formy zostają&#13;
&#13;
b a n k n o t y pięciomanowe (czyli pięć tysięcy wongów -&#13;
&#13;
sklasyfikowane i p o n u m e r o w a n e . W t y m katalogu ob­&#13;
&#13;
równowartości czterech dolarów), a więc połowa tego,&#13;
&#13;
rzędów, obchodów świąt, przedstawień maskowych&#13;
&#13;
co składają mężczyźni. Mężczyźnie nie wypada położyć&#13;
&#13;
i odprawiających je ludzi, wszystkie elementy dostaną&#13;
&#13;
b a n k n o t u innego niż t e n o największym n o m i n a l e -&#13;
&#13;
swoje etykiety: „Żywy N a r o d o w y Skarb K u l t u r y " , „Nie­&#13;
&#13;
10 manów. A l e ludzie interesu nie podejdą do szaman­&#13;
&#13;
materialne Okręgowe D o b r o K u l t u r o w e " , „Ważny M a ­&#13;
&#13;
k i po wróżbę za drobne - sami zanoszą pieniądze na oł­&#13;
&#13;
teriał Folklorystyczny n r 55". N u m e r o w a n i e tradycji.&#13;
&#13;
tarz, gdzie kładą je na głowach o f i a r n y c h wieprzy, i to&#13;
&#13;
Jej przekaz nie odbywa się przecież samoczynnie&#13;
&#13;
w p l i k u . Skądinąd, szamanka umie i c h do tego spro­&#13;
&#13;
to w i e l o l e t n i proces uczenia się, nabywania umiejęt­&#13;
&#13;
wokować - żartami, d o c i n k a m i albo wręcz zabawnym&#13;
&#13;
ności, p r a k t y k o w a n i a . O p a n o w a n i e wszystkich sza­&#13;
&#13;
przymusem: wlokąc go z asystentkami za obie ręce, ze&#13;
&#13;
mańskich kunsztów t r w a 10-20 lat, w czasie których&#13;
&#13;
-&#13;
&#13;
śmiechem zaciągną opierającego się przed tą płatno­&#13;
&#13;
asystentka pracuje, a czasem i mieszka z szamanka,&#13;
&#13;
ścią (nie pierwszą już dziś) do samego ołtarza. Uiściw­&#13;
&#13;
przejmując jej wiedzę. Teraz już r o z u m i e m , dlaczego&#13;
&#13;
szy, a p o t e m zdjąwszy buty i poprawiwszy garnitur, de­&#13;
&#13;
szamanka ma przymocowany m a l u t k i m i k r o f o n , o d&#13;
&#13;
l i k w e n t klęka i wybija głębokie pokłony.&#13;
&#13;
którego przewód idzie p o d k o s t i u m . Gdy się przebiera,&#13;
&#13;
Ten, k t o podejrzewałby, że jest to tylko forma auto­&#13;
&#13;
widać, że nosi przywiązany w pasie kasetowy magneto­&#13;
&#13;
reklamy biznesmenów (tak jak o zamiar przypodobania&#13;
&#13;
f o n . Zapewne jej uczennice będą korzystać z kaset&#13;
&#13;
się w y b o r c o m można było posądzać przebranych do ka­&#13;
&#13;
z nagranym występem, ucząc się śpiewów i tekstów.&#13;
&#13;
mer oficjeli w części pierwszej), n i e c h łaskawie zauważy,&#13;
&#13;
Przekazywanie&#13;
&#13;
iż podchodzą o n i do ołtarza także wtedy, gdy akcja prze­&#13;
&#13;
daru&#13;
&#13;
szamańskiego&#13;
&#13;
następuje&#13;
&#13;
w dwóch k i e r u n k a c h , dwa są b o w i e m typy szamanów:&#13;
&#13;
nosi się gdzie indziej, by niezauważenie dołożyć jeszcze&#13;
&#13;
dziedziczni i z powołania. Urząd po szamance może ob­&#13;
&#13;
trochę banknotów. Chyba poprzez pieniądze najlepiej&#13;
&#13;
j ą ć jej córka, przeważają jednak przypadki, gdy adept&#13;
&#13;
widać, jak w szamańskim obrzędzie splata się to co na­&#13;
&#13;
podejmuje decyzję w w y n i k u nieodpartego powołania,&#13;
&#13;
turalne i co wymuszone, co autentyczne i co na pokaz.&#13;
&#13;
manifestującego się jako rozstrój albo choroba.&#13;
&#13;
G u t organizowany jest lokalnie, ale finansowany by­&#13;
&#13;
W trakcie jednego z seansów poznaję mężczyznę,&#13;
&#13;
wa odgórnie. N i e jest to ceremonia tania. W i e m , że na&#13;
&#13;
który stanowi t a k i właśnie przypadek. Lat trzydzieści,&#13;
&#13;
jeden z oglądanych przeze m n i e seansów władze miasta&#13;
&#13;
stylowy, by nie powiedzieć dandys, przyszedł z przyja­&#13;
&#13;
wyasygnowały dla samej tylko szamanki i jej zespołu&#13;
&#13;
cielem i d w i e m a k o b i e t a m i e f e k t o w n y m i i szykownie -&#13;
&#13;
równowartość trzech tysięcy dolarów. Koszt i n d y w i d u ­&#13;
&#13;
w markowe europejskie stroje - u b r a n y m i . W pewnej&#13;
&#13;
alnie zamawianego seansu jest zbliżony. W&#13;
&#13;
koreań­&#13;
&#13;
c h w i l i wstępuje boso na scenę i zaczyna podskakiwać&#13;
&#13;
skich rodzinach gut urządza się przy k i l k u standardo­&#13;
&#13;
na palcach, do pary z szamanka. R ę c e w górze, oczy za­&#13;
&#13;
w y c h sytuacjach. Po pierwsze - w chorobie, gdy trzeba&#13;
&#13;
mknięte, na twarzy uniesienie. Wykrzykując opowia­&#13;
&#13;
odpędzić złe duchy postaciujące jej przyczynę. Po wtó­&#13;
&#13;
da, że zostanie szamanem, prosi d u c h y o pomoc.&#13;
&#13;
re - gdy trzeba zapewnić narodziny syna (a trzeba, bo&#13;
&#13;
W rozmowie próbuję dowiedzieć się, dlaczego chce&#13;
&#13;
bezdzietni, pozbawieni szansy synowskiego k u l t u , zo­&#13;
&#13;
zostać baksu. Jego ojciec, majętny przemysłowiec, bła­&#13;
&#13;
staną po śmierci błędnymi d u c h a m i , a nie przodkami,&#13;
&#13;
ga, by tego nie robił (status szamana-mężczyzny w spo­&#13;
&#13;
których się czci). Po trzecie - na pożegnanie zmarłego,&#13;
&#13;
łeczeństwie jest dość niski, nawet m i m o wysokich za­&#13;
&#13;
by jego dusza została odprowadzona w zaświaty, oraz&#13;
&#13;
robków). O n jednak wie, że m u s i n i m być - potrafi ob­&#13;
&#13;
w żałobie (zwłaszcza jeśli śmierć miała charakter tra­&#13;
&#13;
jaśnić to tylko słowami, że ma chwile przerażenia, iż&#13;
&#13;
giczny i trzeba żywym zapewnić spokój d u c h a ) .&#13;
&#13;
stałoby się z n i m i jego rodziną coś straszliwego, gdyby&#13;
się tego wyrzekł.&#13;
&#13;
Typowa sytuacja, w której prywatnie zamawia się&#13;
seans, to także stan żalu, rozczarowania, zawodu, po­&#13;
&#13;
Przyjaciel traktuje go jak swego mistrza, m i m o że -&#13;
&#13;
czucia goryczy lub pretensji, co wyraża się j e d n y m k o ­&#13;
&#13;
jak sam mówi - w odróżnieniu o d niego w ogóle nie&#13;
&#13;
reańskim&#13;
&#13;
Natomiast organizowany&#13;
&#13;
wierzy w szamańskie duchy. Chce b o w i e m przy n i m&#13;
&#13;
w miejskiej dzielnicy gut ma na celu zapewnienie ogól­&#13;
&#13;
słowem&#13;
&#13;
wgłębiać się w różne f o r m y n a u k ezoterycznych, by&#13;
&#13;
nej pomyślności. Ogląda się go chyba także z nostalgii&#13;
&#13;
zrozumieć samego siebie i poznać swoją przyszłość.&#13;
&#13;
han.&#13;
&#13;
92&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski • E T N O L O G W PODRÓŻY. KONFUCJUSZ PRZED K A M E R A M I , S Z A M A N K I PRZY M I K R O F O N I E&#13;
&#13;
o d rana po dziedzińcu, uwiązana za nogę. Teraz przy­&#13;
&#13;
9.&#13;
&#13;
szedł na nią koniec. Starsza szamanka - gość h o n o r o ­&#13;
wy - m a już w rękach łuk i strzały, którymi ją zabije.&#13;
jeden&#13;
&#13;
Po k i l k a razy strzela do niej mało celnie, podbiega, rzu­&#13;
&#13;
z wieprzy zostaje z męską p o m o c ą podniesiony i nabi­&#13;
&#13;
ca o ziemię dalej w stronę bramy, znów strzela i znów&#13;
&#13;
Następuje k u l m i n a c y j n y m o m e n t ofiary -&#13;
&#13;
ty o d spodu na krótkie trójzębne widły, które teraz&#13;
&#13;
rzuca o ziemię, aż wybiegnie z nią poza bramę, gdzie j ą&#13;
&#13;
trzeba postawić pionowo, tak by całość wyraźnie usta­&#13;
&#13;
wreszcie zabije (nie jestem tylko p e w i e n jak, bo działa&#13;
&#13;
ła w równowadze przez dłuższą chwilę. Będzie to znak,&#13;
&#13;
błyskawicznie, ukrywając ruchy, słabo je też widać&#13;
&#13;
że d u c h y przyjęły ofiarę, a t y m samym sprawdzian sku­&#13;
&#13;
w ciemności, ale pewnie dorżnie kurę nożem, bo strza­&#13;
&#13;
teczności szamanki jako ofiarniczki, toteż krząta się&#13;
&#13;
ły raczej chybiały c e l u ) .&#13;
&#13;
ona przy o f i a r o w a n i u , prowadząc rozmowę z d u c h a m i .&#13;
&#13;
10.&#13;
&#13;
A l e najbardziej pomoże dołożenie pieniędzy wprost&#13;
w rozwarty wieprzowy r y j . Znów zostanie do tego&#13;
wciągnięty jeden ze sponsorów w g a r n i t u r a c h .&#13;
&#13;
Zapadł już zmrok, opustoszał dziedziniec świątyni,&#13;
całodniową uroczystość zamyka krótka, m e l a n c h o l i j n a&#13;
&#13;
D e m o n s t r a c j ą mocy szamanki byłyby też klasyczne&#13;
&#13;
w nastroju ceremonia.&#13;
&#13;
t r i k i . Należą t u : c u d o w n e , samoistne utrzymywanie się&#13;
u warg ciężkiego naczynia z wodą, wbijanie noża&#13;
&#13;
D w i e asystentki, w t y m córka szamanki, zbierają&#13;
&#13;
w pierś albo stąpanie po ostrzach służących do sieka­&#13;
&#13;
i palą paski papieru z nazwiskami osób finansujących&#13;
&#13;
nia słomy, a wreszcie połykanie niekończącej się dłu­&#13;
&#13;
uroczystość. N a t y c h rozwieszonych wszędzie białych&#13;
&#13;
gości wieprzowych jelit. Proszę m n i e nie pytać, jak to&#13;
&#13;
wstęgach wypisane są nie tylko imię i nazwisko, ale też&#13;
&#13;
się naprawdę robi - t y c h sztuczek na seulskich sean­&#13;
&#13;
rok, miesiąc, dzień i godzina urodzenia - pełen zestaw&#13;
&#13;
sach nie widziałem.&#13;
&#13;
d a n y c h astrologicznych, służących do i d e n t y f i k a c j i&#13;
człowieka i jego losu.&#13;
&#13;
N a zakończenie szamanka pokazuje, że bierze na&#13;
siebie problemy i ciężary wszystkich obecnych, tyle że&#13;
&#13;
Dziewczyny siadają przed bramą wyjściową i kolej­&#13;
&#13;
zastąpi ją w t y m dużo młodsza i silniejsza asystentka.&#13;
&#13;
n o wyczytując, czy raczej n u c ą c te dane, podpalają pa­&#13;
&#13;
Z zarzuconym na plecy wieprzem ofiarnym, ugięta p o d&#13;
&#13;
ski. Podrzucają je w górę, a gdy opadają - l e k k i m i r u ­&#13;
&#13;
jego ciężarem, obiega uliczki wokół murów świątyni&#13;
&#13;
c h a m i r a m i o n po kilkakroć podbijają, tak by do końca&#13;
&#13;
generała, a p o t zalewa jej wykrzywioną ze zmęczenia&#13;
&#13;
spłonęły w powietrzu, przekazując gdzieś wyżej i n f o r ­&#13;
&#13;
twarz.&#13;
&#13;
mację o ofiarodawcach.&#13;
&#13;
W&#13;
&#13;
„Świątyni Dziecka" seans kończy się jeszcze&#13;
&#13;
Opadające płomyki, taniec unoszących je rąk i c i ­&#13;
&#13;
mocniejszym akordem. Zło zostaje wygonione poza&#13;
&#13;
che, ledwie słyszalne śpiewanie. Prosta melodia, w i e l ­&#13;
&#13;
bramę i t a m uśmiercone. Przeniesione zostanie naj­&#13;
&#13;
kiej symfonii zbudować się z niej nie da, ale będzie do&#13;
&#13;
pierw na zupełnie zwykłą kurę, który przechadzała się&#13;
&#13;
mnie wracać czasami, wieczorem.&#13;
&#13;
93&#13;
&#13;
�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11394" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11372">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/950a52c39d3e582a2950deca693f2e8a.pdf</src>
        <authentication>3929b341d1b86667a88ddba2c0c6a1e1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135714">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3083</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135715">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135716">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2887</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135717">
                <text>Etnolog w podróży. Opisywanie Chin / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty, 2001, t.55,  z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135718">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001, t. 55 z.1-4, s. 472-481</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135719">
                <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135720">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135721">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135722">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135723">
                <text>jerzy S. WWemlu • OPISYWANIE CHIN&#13;
&#13;
JERZY&#13;
&#13;
S.&#13;
&#13;
nia to przecież wysłuchiwanie czyichś relacji, czytanie&#13;
opisów poprzedników, budowanie w oparciu o nie wła­&#13;
snych wyobrażeń.&#13;
Czyż nie jedzie się po to, by sprawdzić wcześniejsze&#13;
wyobrażenia? Ruszamy w podróż, bo trzeba zareagować&#13;
na ten osobisty sygnał, odpowiedzieć na indywidualne&#13;
wezwanie, usłuchać powołania, którego głos może po­&#13;
chodzić nawet z podejrzanego źródła.&#13;
&#13;
WASILEWSKI&#13;
&#13;
Etnolog w podróży&#13;
Opisywanie Chin&#13;
&#13;
' I T T ~T podróży takiej jak ta najbardziej lubię ostat\ Y / nie dwa, trzy wieczory. Nieuchronność&#13;
W&#13;
końca, przymus pożegnania przeplatają się&#13;
z perspektywą powrotu do domu, a gdzieś w tle są jesz­&#13;
cze nadzieje i pomysły na powtórny przyjazd. Żal osło­&#13;
dzony ulgą, satysfakcją i oczekiwaniem.&#13;
Ulice chińskiego miasta, takiego jak Czengdu albo&#13;
Hsian, nigdy nie wyglądają lepiej. W dzień okropnie&#13;
ruderowate, z irytująco błotnistą nawierzchnią (może&#13;
to i historyczna stolica imperium albo prowincji, ale&#13;
Paryż to na pewno nie jest), przemieniają się na noc&#13;
w świetliste tunele, z zamykającym perspektywę lukiem&#13;
bramnym Wieży Bębnów albo Wieży Dzwonów. Szyb­&#13;
ko zapadający zmrok usuwa przestrzeń nieboskłonu,&#13;
dramatycznie obniżając pułap widzialności i dając wespół z koronami ulicznych drzew - kojące przykrycie&#13;
ciemnością tuż ponad głowami.&#13;
&#13;
2&#13;
Do Pekinu (w którym dotąd nie byłem) jechałem&#13;
w gruncie rzeczy po to, by zweryfikować pewną opo­&#13;
wieść. Usłyszałem kiedyś od pracującego w Chinach&#13;
przed laty znajomego, że jeśli w wypadku ulicznym&#13;
przejechany został człowiek (samochód pojawiał się&#13;
tam wtedy pewnie raz na pół godziny, ale może był&#13;
przez to groźniejszy dla nieobytych pieszych i rowerzy­&#13;
stów), to nie zadawano sobie próżnego trudu ustalania&#13;
personaliów ofiary i szukania jej adresu, tylko chowano&#13;
ją od razu, na miejscu - kopiąc grób gdzieś z boku, na&#13;
trawniku.&#13;
&#13;
Chodników nie oświetlają latarnie (jeśli już, to n i ­&#13;
skie i słabe), a jedynie mocne gołe żarówki, zawieszone&#13;
niby lampiony przed otwartymi do późna sklepami, lo­&#13;
kalikami i przeróżnymi warsztatami. Wabią półmro­&#13;
kiem mijane w ostatniej przechadzce zakłady fryzjer­&#13;
skie, pól-oświetlone różowymi jarzeniówkami i żaróweczkami wokół luster, a młode fryzjerki machają za­&#13;
chęcająco, jakby miały do zaoferowania coś więcej niż&#13;
tylko standardowe strzyżenie, połączone z masażem&#13;
głowy i akupunkturą uszu.&#13;
&#13;
Przyznam, że sugestywna to była wizja. Dzisiaj wiem,&#13;
że wystarczy nawet krótki pobyt w Pekinie, by znikła jej&#13;
hipnotyczna moc. Traktuję ją jako zmyślenie, typowe&#13;
dla ambasadzkich emisariuszy, dodających w ten spo­&#13;
sób egzotyczności miejscom swego wygnania. Historie&#13;
takie z jednej strony szokują niewiarygodnością, z dru­&#13;
giej strony wydają się zgoła wiarygodne, bowiem odwo­&#13;
łują się do obiegowych klisz (na temat przeludnienia&#13;
C h i n , braku szacunku dla jednostki) i wyobrażeń słu­&#13;
chacza o kraju nieznanym mu z autopsji, ale wystarcza­&#13;
jąco już zmitologizowanym. Trzeba samemu przejść się&#13;
pekińską ulicą, by prysło zaklęcie tej opowieści - oto&#13;
przecież obok poruszają się ludzie, a nie termity. Nawet&#13;
przed ćwierćwieczem nie było inaczej.&#13;
&#13;
' Znów kusi jedzenie - powtarzane do znudzenia&#13;
w całej podróży słodko-kwaśne smaki, do których nie­&#13;
prędko wrócę. Szkoda, ze nie kupię już pachnącego,&#13;
świeżo upieczonego placka z sezamem - ich sprzedaw­&#13;
cy poznikali z ulic, bo wieczór nie jest porą na uliczną&#13;
przekąskę, ale na prawdziwy obiad.&#13;
&#13;
A l e coś z „mitu" zostaje, skierowuje naszą uwagę na&#13;
pewne sceny, wyostrza wzrok w poszukiwaniu wyda­&#13;
rzeń, podsuwa takie a nie inne ich interpretacje. Je­&#13;
stem oto na statku, płynącym po Jangcy w jej środko­&#13;
wym biegu, na odcinku tzw. Trzech Przełomów. Te sła­&#13;
wione w Chinach od wieków za swą urodę miejsca,&#13;
przedstawiane w dawnej poezji i malarstwie, ze starymi&#13;
tekstami wykutymi w skalnych ścianach nad wodą, ze&#13;
świątyniami i miejscowościami, w których mieszka dziś&#13;
prawie półtora miliona ludzi, zostaną niebawem zalane&#13;
w efekcie budowy wielkiej zapory w Guizhou.&#13;
&#13;
Żal wyjeżdżać, bo przecież zniknie zaraz z oczu cały&#13;
świat. Pozostanie garść wrażeń, które uzbierały się na&#13;
sicie pamięci po odsianiu tego co zbyteczne, jałowe,&#13;
nudne. Już się one układają w relację, już wybieram to,&#13;
co będę opowiadać po powrocie. Syndrom Dżambla opowiadanie jako ostatnia, najprzyjemniejsza część po­&#13;
dróży, na równi z pierwszą - przygotowaniami do wy­&#13;
prawy. Zresztą obie one nakładają się. bo przygotowa­&#13;
&#13;
Przepływamy właśnie przez jedną z malowniczych&#13;
partii - jak wszystkie takie miejsca w Chinach ma ono&#13;
poetycką nazwę „Wątroba Konia i Płuca Wołu", pew­&#13;
nie od kształtów nurtu, układającego się w pełne zawi­&#13;
rowań tonie. Stojąc na pokładzie widokowym dostrze­&#13;
gam unoszące się na wodzie dwa ludzkie ciała. Półna­&#13;
gie, bladosine i miśkowate od opuchnięcia, z wycią­&#13;
gniętymi do góry ramionami i rozkraczonymi nogami.&#13;
&#13;
472&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski * OPISYWANIE CHIN&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski * OPISYWANIE CHIN&#13;
&#13;
�Jerri S. Wasilewski • OPISYWANIE CHIN&#13;
&#13;
�krzy S. WasitMski * OPISYWANIE CHIN&#13;
&#13;
Banknoty dla zmarłych&#13;
&#13;
476&#13;
&#13;
�Jerry S. Wasdewslu * OPISYWANIE CHIN&#13;
&#13;
twarzami do dołu, płyną tak pewnie juz jakiś czas, nie&#13;
wywołując reakcji żadnego z kursujących tam statecz­&#13;
ków i motorowych dżonek. Także i my przepływamy&#13;
nieopodal, nie robiąc sobie z nimi kłopotu. Nie umiem&#13;
wyjść poza banał zdawkowej konkluzji, że życie ludzkie&#13;
nie miało tu nigdy wysokiej ceny, skoro po śmierci los&#13;
jednostki jest wszystkim zgoła obojętny.&#13;
&#13;
ba nie przestaną tracić nadziei na ucieczkę przed losem,&#13;
który wydaje się przecież nieunikniony" - już przed półto­&#13;
ra wiekiem tak patrzyła na Chiny współczująca Euro­&#13;
pa, a konkretnie pastor G . N . Wright w pierwszym po­&#13;
pularnym przedstawieniu Państwa Środka, The Chine­&#13;
se Empire lllustrated (1859). Opisy zilustrował stosow­&#13;
nymi rycinami Thomas A l l o m , który nigdy w Chinach&#13;
nie był i nadał im klimat „Orientu bajecznego".&#13;
&#13;
3&#13;
Jaką głębszą prawdę o chińskim społeczeństwie mo­&#13;
że sformułować etnolog w podróży? Jakie wartości jest&#13;
w stanie dostrzec ktoś, kto nie zna chińskiego, nie mo­&#13;
że prowadzić intensywnych badań terenowych, jest&#13;
niewiele więcej niż turystą? Co szokuje mnie jako przy­&#13;
bysza z Europy i co z tymi spostrzeżeniami mam uczy­&#13;
nić jako nieuleczalny zawodowy interpretator?&#13;
&#13;
A przy tym - wracając znów do współczesnych kuli­&#13;
nariów - obsesja świeżości, głęboko mądra w gorącym&#13;
klimacie. Czujne sprawdzanie, czy kłute palcem&#13;
w brzuch tłuste żaby będą żwawo podskakiwać przed&#13;
upchaniem ich do plastikowej torby. Przed restauracyj­&#13;
kami na wyspie Putuoshan, na której wznosi się kilka­&#13;
naście świątyń buddyjskich i ogromny posąg Buddy&#13;
Miłosierdzia (stąd wysepka jest celem tłumnych week­&#13;
endowych wycieczek niby-pielgrzymów, czy po prostu&#13;
turystów z Szanghaju) pływają w miednicach wysta­&#13;
wionych na chodnik ryby i morskie stworzenia. Głodni&#13;
pielgrzymi wyszczególniają je palcem, a kelner chwyta&#13;
je oburącz, unosi ponad głowę i miłosiernie uśmierca&#13;
jednym silnym walnięciem o asfalt.&#13;
&#13;
Kiedy widzę, jak po dworcowym peronie biegnie do&#13;
pociągu mężczyzna w średnim wieku, niosąc na ple­&#13;
cach starowinkę, najpewniej matkę, to myślę o trwa­&#13;
łości konfucjańskich przykazań synowskiej miłości.&#13;
Chodząc po bazarze, patrząc na rozmaitość fauny, b u ­&#13;
dzącej zainteresowanie nabywców, przekonuję się, że&#13;
Chińczycy naprawdę kochają zwierzęta - pod wszyst­&#13;
kimi postaciami i we wszystkich smakach. Ta miłość&#13;
nie zna ogtaniczeń gatunkowych, jest chyba wręcz&#13;
ambicją tej kultury zrobienie użytku ze wszystkich&#13;
istot. Idąc przez bazar w stolicy Syczuanu, Czengdu,&#13;
mija się dział hobbystyczno-hodowlany z dziesiątkami&#13;
rodzajów rybek akwaryjnych, krabików pełzających&#13;
w swych kolorowych muszlach, żółwików i wszelakich&#13;
reptiliów, który to dział płynnie przechodzi w sektor&#13;
gastronomiczny. Dobrze utrzymane kotki z błyszczą­&#13;
cym futrem będą domowymi pieszczochami, ale w ko­&#13;
lejnych klatkach ustępują miejsca mniej zadbanym,&#13;
prze znaczonym 11 a pewno do garnka. I znów ta chiń­&#13;
ska mitologizująca poetyczność' taka zupa nazywa się&#13;
walka smoka z tygrysem" bo pływają w niej kawałki&#13;
mięsa kota i węża&#13;
„Wszędzie w Chinach widzi się ludzką&#13;
zarhezność.&#13;
Każde zajęcie i zatrudnień* wydaje się mieć za swój cel za­&#13;
spokojenie apetytu. Bogaci i wysoko postawieni są defmityunie uybrednymi smakoszami. Klasy średnie i niższe to&#13;
zdecydowani sensuaUści. Upodobania tych pierwszych&#13;
ograniczają jedynie rozmiary ich dochodów,&#13;
żarłoczność&#13;
tych drugich jest nkpomiarkowana, a to dzięki niezuryklej&#13;
ilości gatunków jadalnych. Jest to najbardziej wszystkozerny naród na świecie. Nie ma zwierzęcia ani rośliny, któ­&#13;
rych ci gastronomowie nie umieliby, dzięki kunsztowi&#13;
i przemyślności, podać na stół i zjeść bez groźby dla życia:&#13;
mięso dzikich koni, larwy ćmy, łapy niedźwiedzia (...) Naj­&#13;
bardziej poszukiwanym rodzajem psa jest spaniel: biedne te&#13;
zwierzęta zdają się szczególnie opuszczone w swym więzie­&#13;
niu, nie wyglądając nawet z kosza w nadziei wolności, pod­&#13;
czas gdy koty, przeciwnie - drą się bezustannie i nigdy chy­&#13;
&#13;
477&#13;
&#13;
Każda restauracyjka ma podział na „owoce morza"&#13;
i „żywe owoce morza", ale w praktyce ta dystynkcja&#13;
często ulega zatarciu. W syczuańskim Ludingu, w byle&#13;
jakiej knajpce na ladzie leżą do wyboru talerzyki z su­&#13;
rowymi porcjami, przygotowanymi do wrzucenia do go­&#13;
tujących się kociołków na stolikach. Właśnie doniesio­&#13;
no coś z zaplecza, male rybki (z głowy i wąsów sądząc sumiki) mają wprawdzie rozprute brzuchy, ale żaden&#13;
weterynarz nie wystawiłby im świadectwa zgonu w i ­&#13;
dząc ich żwawe ruchy, nawet jeszcze gdy pływają we&#13;
wrzątku w moim kociołku, zamaszyście zgarnięte przez&#13;
restautatora.&#13;
N a drugim biegunie gastronomii, w szanghajskim&#13;
Ritzu, podają sławne „pijane krewetki" - przebierając&#13;
odnóżami pływają jeszcze ochoczo w winie, w którym&#13;
będą się na naszych oczach gotować.&#13;
Nieostatnią rzeczą, która mnie w tym porusza, są re­&#13;
akcje przybyszy ze światów o odmiennych systemach&#13;
przekonań konsumpcyjnych. W hotelowym korytarzu&#13;
wpadam na ttzech przykucniętych młodzianów, gotu­&#13;
jących coś na turystycznym palniku. Zaskoczony py­&#13;
tam, dlaczego w kraju taniej gastronomii muszą sami&#13;
gotować. Nie dokończywszy pytania dostrzegam smagłość ich twarzy i sam odpowiadam, że musi to się wią­&#13;
zać z regułami Kaszrutu. Potwierdzają domysł i żalą się,&#13;
że nigdzie nie mogą być pewni koszerności jedzenia. C i&#13;
gorliwi (bo, jak się dowiaduję, świeżo sprowadzeni do&#13;
Izraela) Żydzi marokańscy skarżą się, że jako jedzenie&#13;
wegetariańskie podawano im kurczaka albo w a rzywa&#13;
smażone na wieprzowym smalcu, a sposoby traktowa­&#13;
nia i uśmiercania zwierząt są dla nich budzącym grozę&#13;
przejawem braku szacunku do życia.&#13;
&#13;
�h-rry S. Wasilewski •OPISYWANIE CHIN&#13;
&#13;
Żydzi (których, jak wszędzie w świecie, często spo­&#13;
tyka się wśród turystów) mają szczególne kłopoty z ży­&#13;
wieniem, nawet jeśli są to liberałowie z Nowego Jorku.&#13;
Muszą zweryfikować albo przenegocjować ze swymi&#13;
współmałżonkami wcześniejsze indywidualne warian­&#13;
towe wybory w kwestii wierności przepisom („wieprzo­&#13;
wina - nigdy, owoce morza - tylko w testauracjach,&#13;
żeby nie robić problemu, ale nie w domu, lody - za­&#13;
wsze tak, i t d . " ) .&#13;
N a prośbę prowadzącego restaurację Tybetańczyka&#13;
(który jest zresztą rzutkim człowiekiem rozlicznych i n ­&#13;
teresów i rozumie potrzebę wyjścia do takich klien­&#13;
tów) piszę zachęcający tekst po angielsku dla tury­&#13;
stów, obiecujący im jedzenie zgodne z ich standarda­&#13;
m i . M a m satysfakcję pomagając człowiekowi, który&#13;
wspiera tybetańską społeczność w chińskim otoczeniu,&#13;
ale jednocześnie jako etnolog jestem świadom, że&#13;
ptzyczyniam się do zacierania różnic w zglobalizowanym świecie, gdzie nawet w Tybecie będą podawać&#13;
koszerne jedzenie.&#13;
4&#13;
Miasto chińskie potrafi być odrażająco brzydkie.&#13;
Jeden buduje przez drugiego, przed drugim, na dru¬&#13;
gim. Widać to szczególnie w zachodnich, górzystych&#13;
rejonach kraju, gdzie terenów zdatnych pod budowę&#13;
jest niewiele, a jeszcze trzeba o nie walczyć z rolnic­&#13;
twem, które potrafi wykorzystywać parometrowe&#13;
spłachetki między skałami, szosą a rzeką. Położone&#13;
nad Jangcy-kiangiem na obszarze dokładnie 1 k n r&#13;
miasto Fengdu liczy n i mniej n i więcej tylko 40 tysię­&#13;
cy mieszkańców - niech to czytelnik łaskawie porów­&#13;
na ze znanymi mu z Europy wskaźnikami. Porówny­&#13;
walne wyniki notują tylko południowoazjatycke mo­&#13;
lochy - Bombaj, Kalkuta, Dżakarta; nawet T o k i o ma&#13;
gęstość zaludnienia trzykrotnie niższą. Takie upako­&#13;
wanie ludzi można osiągnąć przez pięttzenie wysokich&#13;
blokhauzów. Wszędzie goły cement, szarość, brud.&#13;
Ubłocone ulice, góry śmieci zsuwające się do rzeki m i ­&#13;
mo ustawicznej pracy biedaków, którzy odzyskują&#13;
każdy kawałek papieru, żelastwa, nawet styropianu.&#13;
Chwila naiwnej futurologu i ciarki przechodzą po ple­&#13;
cach na myśl, że to wcale nie jest przejściowy epizod&#13;
na drodze do porządnej metropolii albo lokalny subkontynentalny wariant, ale nieunikniona przyszłość&#13;
dla całego globu.&#13;
&#13;
wnętrz skarży się, że nawet w tym zamożnym, zeurope­&#13;
izowanym mieście ludzie przywykli odbierać mieszka­&#13;
nia z wykończeniem betonowym i tak to już zostaje.&#13;
Prowincjonalna metropolia w miniaturze, taka jak&#13;
Kanding, nieodparcie przywodzi na myśl koszmarne&#13;
miasta przyszłości w wersji apokaliptycznej, z takich fil­&#13;
mów jak Piąty element albo Łowca androidów. Kinema­&#13;
tograficzne skojarzenia narastają, gdy przyjrzeć się wieloetnicznemu tłumkowi na ulicy i na bazatze. Różno­&#13;
rodność antropologii, pstrokacizna strojów, niepraw­&#13;
dopodobne przybrania głowy, zupełnie jak w Wojnach&#13;
gwiezdnych - skupiska istot najróżniejszych gatunków,&#13;
nie tylko sapiens.&#13;
N o i monstrualne, nieludzkie kalectwo. Idąc&#13;
w Czengdu wzdłuż Shun chengu, istnej ulicy żebtaków,&#13;
nie mogę oprzeć się idiotycznej myśli, że starożytne wy­&#13;
obrażenia psiogłowców albo ludzi nakrywających się&#13;
własną stopą tu właśnie miały swoje źródło. Podchodzę&#13;
do jednego z nieszczęśników (dolna połowa twarzy&#13;
przerośnięta tak, że sięga do piersi), rzucam parę mo­&#13;
net i administruję sobie trening empatii, na wzór zale­&#13;
canego przez psychologów okresowego ćwiczenia asertywności: staram się opanować lęk i spojrzeć mu, jak&#13;
człowiekowi, w oczy.&#13;
5&#13;
Wieś chińska też potrafi być brzydka. Nawet w za­&#13;
chodnich, górzystych Chinach, gdzie urozmaicenie te­&#13;
renu maskuje nijakość domostw, poprzysłanianych zie­&#13;
lenią, domy są z teguły byle jakie, kryte szarą dachów­&#13;
ką, z gołymi cementowymi ścianami. Wewnątrz jest&#13;
jeszcze gorzej: ani śladu tego obowiązkowego układu&#13;
ptzestrzennego, jaki pamiętam z chińskich miasteczek&#13;
w Malezji. Wejściowy hol - wnętrze centralne, pełnią­&#13;
ce funkcje salonu ogólnorodzinnego i towarzyskiego był tam uporządkowany p r z e z dominantę domowego&#13;
ołtarza i symetrię hieratycznych krzeseł. T u jest on&#13;
równie niechlujnie zagospodarowany jak kolejne po­&#13;
mieszczenia (kuchnia, spiżarnia, sypialnia). Wypełnia&#13;
go zbieranina przypadkowych, rozklekotanych rupieci&#13;
(szczególnie odstraszają siedzenia autobusowe, z p o r o Z "&#13;
rapicerką z dermy), porozstawianych byle jak,&#13;
tak że nawet telewizor nie wpływa na zorganizowanie&#13;
czy uładzenie całości.&#13;
&#13;
Przypadek szczególny: Szanghaj. Kilka lat temu,&#13;
w szczycie koniunktury, pracowało tu - uwaga, to licz­&#13;
ba wręcz nieprawdopodobna - 60 procent wszystkich&#13;
dźwigów budowlanych na całym świecie! Dziś zostało&#13;
tylko 20 procent, a i tych nie widać, bo zasłaniają je&#13;
setki nowych wysokościowców, biurowych i mieszkal­&#13;
nych - w większości nijakich, nie składających się na&#13;
urbanistykę, niezintegrowanych z ulicą. A r c h i t e k t&#13;
&#13;
478&#13;
&#13;
W układzie wsi nie ma mowy o regułach feng shui,&#13;
które zalecały, by dom „siedział na północy, patrząc na&#13;
południe". Ludzie śmieją się z dawnej geomancji,&#13;
a skomplikowane kompasy służące niegdyś do określa­&#13;
nia właściwej lokalizacji domostwa względem stron&#13;
świata, gwiazdozbiorów itp. poniewierają się wśród sta­&#13;
roci sprzedawanych na bazarach turystom.&#13;
Jak to się dzieje, że tylko mniejszości etniczne zacho­&#13;
wują przywiązanie do wypracowanej, uporządkowanej&#13;
formy? W e wsi tybetańskiej zachodniego Syczuanu&#13;
&#13;
�I&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski * OPISYWANIE CHIN&#13;
&#13;
Uliczna apteka. Ilustracja Thomasa A l l o m a do albumu The Chinese Empire Ittitstrated, L o n d o n 1859&#13;
&#13;
wszystko budowane jest foremnie. Kamienne domy-twierdze mają nienagannie trapezoidalną sylwetkę&#13;
wzbogaconą jedynie o talerz satelitarnej telewizji na&#13;
dachu, gdzie po dawnemu odbywa się młócenie zboża.&#13;
Strojem codziennym nie jest też wyszmelcowana mary­&#13;
narka, ale fantazyjnie przerzucona przez jedno ramię&#13;
szuba, u kobiet kapelusz, a do tego różaniec albo mły­&#13;
nek modlitewny, stale w ruchu, nawet w czasie bazaro­&#13;
wych zakupów.&#13;
Mniejszość etniczna, narodowa - grupa ludzi, którzy&#13;
c h c ą pozostać w mniejszości, a kulturą materialną bro­&#13;
nią się przed znijaczeniem, upodobnieniem do domi­&#13;
nującej reszty wytartych marynarek i byle jakich bara­&#13;
ków, przed utratą tożsamości.&#13;
6&#13;
Religijność tybetańska, lamajska, jest poważniejsza&#13;
niz chińska, taoistyczna. Świątynia Tao, zwłaszcza bar­&#13;
dziej rozbudowana, większa, nieodparcie przywodzi na&#13;
myśl jakieś disneyowskie wesołe miasteczko. Pstrokacizna barw, nachalna polichromia posągów w długiej ga­&#13;
lerii, bóstw astralnych, deifikowanych postaci histo­&#13;
rycznych, cesarzy, generałów, patronów różnych&#13;
kunsztów i profesji. Gips, papier, tandeta - nie tylko f i ­&#13;
zyczna umowność, ale i myślowa płycizna symboli.&#13;
&#13;
479&#13;
&#13;
W i e r n i składający w ofierze przodkom „banknoty&#13;
zmarłych", spalane całymi plikami kolorowe pliki pa­&#13;
pieru z kiczowatymi emblematami, o nieprawdopodob­&#13;
nych, idących w miliardy, nominałach. Ogólna weso­&#13;
łość przy wykonywaniu zalecanych praktyk, które&#13;
zresztą wyglądają jak sztuczki, mające zapewnić zba­&#13;
wienie: pokonać długie schody nie oddychając, z za­&#13;
mkniętymi oczyma przejść po linii prostej, a przed ołta¬&#13;
rzem — licząc do trzech ustać na czubku mosiężnej pół­&#13;
kuli na jednej nodze.&#13;
W lamajskim klasztorze ciemności wnętrza odpo­&#13;
wiada chromatyka chóru mnisich głosów. Niskie, baso­&#13;
we dźwięki bezustannej, nawiedzonej recytacji tek­&#13;
stów. Skupione obchodzenie flgut, mozolne, długo­&#13;
trwałe obracanie wielkiego bębna - młynka modlitew¬&#13;
nego. Kiedy pochodzę, podbiega lama i pokazuje pra¬&#13;
widłowy kierunek obracania. Nie wie najwidoczniej, że&#13;
ma do czynienia z autorem studium na temat religijnej&#13;
symboliki ruchu obrotowego.&#13;
Dzięki C i , Panie Boże, ze stworzyłeś lamaizm.&#13;
7&#13;
Napisy nad drzwiami antykwariatów, wyliczające co&#13;
można tu dostać, często wymieniają „cztery przedmio­&#13;
ty do uprawiania nauki", bez dalszej ich identyfikacji.&#13;
&#13;
�Jerzy S. WasgeuaM • O P I S Y W A N I E C H I N&#13;
&#13;
Sprzedawca kotów i herbaty. Ilustracje Thomasa A l l o m a do albumu The Cń.ue.st Empire JHiutrored, L o n d o n 1859&#13;
&#13;
Chińska mnemotechnika - wpajanie cyfrowych go­&#13;
towców. Kultura bogata i skomplikowana, a przy tym&#13;
autorytarna, może być przyswojona najłatwiej pod po­&#13;
stacią skrótów, haseł, maksym, odwołujących się do&#13;
okteślonej, policzalnej ilości elementów.&#13;
„Jedno państwo, dwa systemy" (po przyłączeniu&#13;
Hongkongu), „trzy (razy) mieć" (trzy przedmioty chiń­&#13;
skiej minimalnej stabilizacji), „trzy naciski i trzy repre­&#13;
zentacje" (ostatnie hasła partyjnej propagandy), „ban­&#13;
da czworga" itd. - kolejno można tak pewnie dojść aż&#13;
do „filozofii stu kwiatów". A l e wcześniej jeszcze te&#13;
„cztery przedmioty do nauki", którymi okazują się: pę­&#13;
dzelek, papier, sztabka tuszu i ozdobna płytka do jego&#13;
rozrabiania. Bie, mo, dzy. je - sylabizuję. - Nie tak; bie,&#13;
dzy, mo, je - poprawia antykwariusz. Ważna jest też&#13;
kolejność.&#13;
Najpiękniejsza płytka jaką widziałem, właściwie pły­&#13;
ta, bo to krąg metrowej prawie Średnicy, wykonana&#13;
z kamienia, pochodzącego ze złóż od wieków słynących&#13;
z najlepszego surowca, ma kosztować niespełna sto ty­&#13;
sięcy dolarów.&#13;
Szacunek dla odwiecznego wzorca nie wyklucza&#13;
podróbki. Wręcz przeciwnie, utrudnia zmianę, ale za­&#13;
chęca do imitacji, naśladownictwa, produkowania ko­&#13;
pii. Chiny są i zawsze były krajem falsyfikatów - prze­&#13;
&#13;
konuje się o tym każdy, kto spróbuje poruszać się po&#13;
tutejszym rynku antykwarycznym.&#13;
Terakotowe figury koni i jeźdźców (nie myślę&#13;
0 oczywistych imitacjach armii z Hsianu, sprzedawa­&#13;
nych turystom) pochodzą z dzikich wykopalisk. O d antykwariuszy słyszy się opowieści, jak chłopi szukają gro­&#13;
bów z pomocą metalowych prętów, i „na czucie" od­&#13;
najdują je do głębokości 4 metrów. Natychmiast trafia­&#13;
ją do sprzedaży, pokryte jeszcze resztkami ziemi.&#13;
Hieratyczne, nieruchome figury jeźdźców z epoki&#13;
Han, galopujące rumaki z czasów dynastii T a n g , konie&#13;
Sung, z dziwną formą siodła - choruję na nie wszystkie,&#13;
nie wrócę bez choćby jednego, muszę przełamać strach&#13;
1 dokonać wyboru. Niech więc będzie to ten koń Sungów - pewnie z dwunastego wieku - brutalnie wytar­&#13;
gowany (aż mi żal prowincjonalnego antykwariusza,&#13;
który teraz zupełnie zamilkł, skonsternowany: nie po­&#13;
trafił opierać się dłużej na widok banknotów, ale jesz­&#13;
cze nie wierzy, że zgodził się na tak niską cenę, bo spo­&#13;
dziewał się kwoty dużo wyższej za taką udaną sztukę,&#13;
na ogół bowiem dostawcy przynoszą mu proste, nie­&#13;
zdarne figurki). Teraz już mój, krępy, szerokopierśny&#13;
wierzchowiec stoi z dumnie wyciągniętą do ptzodu pra­&#13;
wą nogą, z fantazyjnie przewiązaną tkaniną u siodła,&#13;
istny pomnikowy rumak czekający na bohatera.&#13;
&#13;
480&#13;
&#13;
�)erzy S. Wasilewski * OPISYWANIE CHIN&#13;
&#13;
W kilka tygodni później widzę podobny obiekt&#13;
u nieco już obznajomionego handlarza, który wie, że&#13;
nie wciśnie m i byle czego i w swych objaśnieniach po­&#13;
zwala sobie na szczerość. „A to jest taka dziewiętna­&#13;
stowieczna podróbka konia Sungów" - rozwiewa mo­&#13;
je iluzje.&#13;
8&#13;
W dzisiejszej chińskiej produkcji granica między&#13;
oryginałem a fałszerstwem przestaje istnieć. Nie ma&#13;
już prostego przeciwstawienia, są gradacje, niuanse&#13;
i ustawiczna niepewność. Pekiński „Bazar Jedwabny"&#13;
(gdzie nie sprzedaje się wcale jedwabiu, ale współcze­&#13;
sne tekstylia) kaze myśleć o jakiejś nowej, uogólnionej&#13;
teorii symulakrów. Człowiek Zachodu zjawia się t u&#13;
w poszukiwaniu dwóch - gdzie indziej niesprowadzalnych do siebie - wartości. Pierwszą z nich jest marka,&#13;
ten złoty cielec konsumeryzmu, obietnica absolutu&#13;
i materializacja ideału, której to marki posiadanie&#13;
wznosi we własnych i cudzych oczach do&#13;
U ] \ &gt;j | |&#13;
&#13;
wybr i-&#13;
&#13;
nych. Drugą, przeciwstawną wartością jest przystępność, taniość. Ta druga wartość dyskwalifikuje oczy­&#13;
wiście pierwszą. W zamian za satysfakcję finansową&#13;
przysparza rozterek duchowych.&#13;
Do jakich uczuć ma prawo ktoś, kto za parę dola­&#13;
rów kupi koszulę z magiczną sylwetką gracza w polo?&#13;
Nie wie, co ma o tym wszystkim myśieć. Nie wie na­&#13;
wet, co kupił, bo panuje tu zasada nieoznaczoności nie da się stwierdzić statusu przedmiotu. Może to do­&#13;
kładnie taki sam egzemplarz, jak ten do nabycia w ele­&#13;
ganckim świecie, ale tani, bo prosto od wytwórcy?&#13;
Może był on przeznaczony na eksport, ale został wy­&#13;
kradziony z fabryki? A l b o to raczej nielegalna konty­&#13;
nuacja oficjalnie zakontraktowanej partii? A może ja­&#13;
kieś niezauważalnie gorsze odrzuty? A l b o pełnopraw­&#13;
na, ale potaniona na użytek biednego kraju mutacja,&#13;
wykonana przez lokalną firmę-córkę, jakieś Chino-Po­&#13;
lo? A może nabywca, spojrzawszy nieuważnie na zna­&#13;
czek, nie dostrzegł, że ma on tylko przypominać ten&#13;
wiadomy, ale jest trochę inny, dzięki czemu ominięto&#13;
zarzut bezprawnej imitacji? Zgroza, snob pada ofiarą&#13;
nieuwagi - cóż za bolesna nauczka dla tego, którego&#13;
istotą jest przecież umiejętność odróżniania, wyszuki­&#13;
wania różnicy, wybredne znawstwo. A może produ­&#13;
cent poszedł jeszcze dalej, sparodiował znak oryginal­&#13;
ny, robiąc świadomie oko do nabywcy?&#13;
&#13;
481&#13;
&#13;
Wątpliwości niweczą poczucie prestiżowego sukce­&#13;
su. Absolut zdewaluowany, nie wiadomo nawet o ile.&#13;
9&#13;
Pewnych rzeczy nie zrozumiem nigdy. Konfrontacja&#13;
z realiami higienicznymi Chin to intelektualne wyzwa­&#13;
nie dla każdego przyzwoitego anty-antyrelatywisty kul­&#13;
turowego. Szczególnie trudny jest chyba test plucia.&#13;
Chińczycy plują wszędzie. Taksówkarz pluje przez&#13;
swoje okno, pasażer przez swoje. Kelner pluje na pod­&#13;
łogę, wychodząc z daniami z kuchni (on przynajmniej&#13;
ma po temu jakiś zrozumiały powód), piesi i rowerzyści&#13;
na ziemię, pasażerowie samolotu - do torebek, które&#13;
na pokładach innych linii używane są tylko w skrajnej&#13;
potrzebie; na lotniskach, w nowoczesnych, wyłożonych&#13;
marmurami pawilonach pluje się do koszy na śmieci,&#13;
ale chyba trochę rzadziej.&#13;
Najgorzej jest na stacjach autobusowych i w autobu­&#13;
sach dalekobieżnych. Ktoś podróżujący po Chinach&#13;
z zamkniętymi oczami czułby się jak w szpitalu gruźli­&#13;
czym - wszędzie słychać odgłosy szczególnie dojmujące,&#13;
bo poprzedzone długim, głośnym, głębokim odkrztusza­&#13;
niem flegmy, czyli po prostu charknięciem. Jeśli to ja&#13;
siedzę (lub leżę na pryczy autobusu sypialnego) od stro­&#13;
ny okna, to mój sąsiad nie będzie na tyle niegrzeczny, by&#13;
strzykać mi przed nosem i śmiało zacznie pokrywać&#13;
plwociną podłogę w przejściu. Dobrze jest siedzieć obok&#13;
kobiety. Kobiety w autobusach prawie nie plują.&#13;
Pytałem, czy są jakieś tubylcze uzasadnienia tej no­&#13;
torycznej praktyki, może odwołujące się do gimnastyki&#13;
dróg oddechowych, do wymogu czystości organów we­&#13;
wnętrznych albo nawet do obrzydzenia brudem doko­&#13;
ła. N i k t nie był w stanie podać jakiejkolwiek racji, moi&#13;
rozmówcy uciekali w formułki potępienia i nadziei, że&#13;
odpowiednia kampania władz to wypleni. Widocznie&#13;
nie każde ludzkie działanie, nawet powszechne, jest&#13;
pochodną jakiejś wiedzy i notm.&#13;
Rozumiem że „oni" wietzą w co innego niż „my" proszę bardzo, niech sobie wierzą w smoki, prądy ziem­&#13;
ne, nieśmiertelną moc nefrytu, niech mają swoje war­&#13;
tości - ale dlaczego oprócz tego nie podzielają moich,&#13;
naszych, zachodnich, przecież najważniejszych, (chcia­&#13;
łoby się) uniwersalnych.&#13;
10&#13;
Za Chinami się tęskni.&#13;
&#13;
�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11410" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11388">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c8ae613eac89ebf44dc72b0bd3683b4c.pdf</src>
        <authentication>75e6790473688c3aaa76526517441575</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135879">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5433</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135880">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135881">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135882">
                <text>Olędzki, Jacek (1933-2004)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135883">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5051</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135884">
                <text>Człowiek niewygasłego wejrzenia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135885">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4 ; s.237-238</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135886">
                <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135887">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135888">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135889">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135890">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135891">
                <text>acek Olędzki- to przede wszystkim oczy. Najpierw
"oko", dar wypatrywania, kadrowania, ustawiania
w najodpowiedniejszym świetle, tak by powstała fotografia pokazująca piękno, głębię i tajemnicę tam,
gdzie inni nie umieli zobaczyć nic. Jego światłocienio­
we zdjęcia dwóch zwykłych dłoni w mongolskiej grze
zręcznościowej wyglądają jak zapis tajnego języka albo
ezoterycznych scen ze wschodniego teatru cieni. Nigdy nie byłem z nim w terenie, ale wiem, że te fotografie robił w jurcie długo w noc, bez końca przestawiając
jakieś zmajstrowane z desek konstrukcje oświetlenio­
we; było to w obecności sędziwego profesora Dynowskiego, który próbował zasnąć i bardzo się wtedy zży­
mał, ale jeszcze po latach opowiadał o tym z szacunkiem dla Jackowej zawziętości.
A potem jego "oczy" w szerszym znaczeniu - jako
sposób patrzenia na drugiego człowieka, przenikania
w głąb i kontaktu z nim. Niech lepszy ode mnie portrecista opisuje to niesamowite spojrzenie: przenikliwe, świdrujące, a przecież nie bez wilgotnej warstewki
w oczach, która dawała nadzieję, że w jego patrzeniu
spode łba jest życzliwość i ciekawość, jaki jest ten drugi. A jeśli ironia - to także ta ciepła, jeśli żart - to raczej ścichapęk, bez śmiechu.
Kiedyś trochę się tych oczu bałem. "Trochę" to
zresztą mało powiedziane. Dawno temu, jako student
czwartego roku ówczesnej etnografii, miałem wygłosić
na jego zajęciach referat na temat historycznej genezy
polskiej sztuki ludowej. Czułem się przygnieciony odpowiedzialnością za przedstawienie tak zasadniczej
kwestii wobec człowieka, który - jak sobie wyobraża­
łem - oczekiwał wypowiedzi arcymądrej i tylko na ta-

JER ZY S. WAS ILEWSKI

J

Człowiek
niewygasłego

wejrzenia

ką ostateczną prawdę zasługiwał. Pamiętam, że

przemówienie po kilku minutach - sparaliżowany
strachem, że nie przedstawiam mu nic poza akademickimi abstrakcjami.
Swoim spojrzeniem obnażał nieautentyczność.
Mój (nasz, pokoleniowy) młodzieńczy zapał w imitowaniu modnych książkowych konstrukcji (albo
i w tworzeniu własnych, "śmiałych" uogólnień i modeli) brał na sztych swego krytycyzmu, uwagi dla detalu,
ciekawości i szacunku dla prawdziwych ludzi, ich osobowości, realiów życia i kultury. Kiedy przeczytał mój
artykuł o symbolice ruchu obrotowego w Mongolii,
dał mi swoją fotografię kobiety, która zmiata śnieg
z dachu jurty, posuwając się w lewo (a więc pod słoń­
ce, czyli wbrew "mojemu" kosmologicznemu paradygmatowi); przypomniał mi w ten sposób, że w codziennej praktyce człowiek działa inaczej niż w symboliczno-rytualnej teorii.
rwałem

�Z biegiem czasu i on zaadaptował do swego poznawczego światopoglądu odpowiadające mu elementy wielkich nurtów interpretacyjnych, ale zawsze po
swojemu je przetwarzał. Nie budował na ich wzór
sztywnych systemów, lecz jedynie brał z nich narzędzia
dla ulepszenia własnego wglądu w drugiego człowieka.
Kiedy zaczął przedstawiać polskie wierzenia magiczne
na temat przyrody, to głównie po to, by zilustrować
stosunek konkretnych ludzi do ich własnego otoczenia, a nie logikę czy strukturę modelu świata. Gdy gromadził mongolskie mity o pogodzie i żywiołach, to także miało to służyć lepszemu poznaniu i zrozumieniu ży­
jącego wśród nich człowieka, zakorzenionego w przyrodzie, a nie konstruowaniu abstrakcyjnego systemu
myślenia mitycznego. Ciekawiło go raczej to, z jakimi
uczuciami człowiek wykonuje działania magiczne czy
religijne, a nie to, jaki jest ich sens, możliwy do odczytania w gabinecie z pomocą uniwersalnego słownika
symboli. Mnie, zbierającemu wcześniej takie materiały, nie przyszło to nawet do głowy.
Wiadomo - Olędzki. Był zawsze sobą, osobowością, osobą, człowiekiem osobnym. Ale ten odludek
nie był nigdy mizantropem. Był badaczem terenowym
jak mało kto - wykraczając poza wymogi etnograficznej obserwacji uczestniczącej realizował wśród swoich
murzynowiaków uczestniczące uczestnictwo. Uświa­
damiam sobie teraz, nie bez zaskoczenia, że w gruncie
rzeczy musiał mieć niemało wiary w człowieka. Patrząc
na zmieniającą się wieś kurpiowską czy ginące kultury
pozaeuropejskie nie biadolił nad ich upadkiem, nie
skarżył się na zanik dawnej duchowości. Zamiast tego
podziwiał ich zdolności adaptacyjne, bez ironii opisywał nowoczesne zapożyczenia, świadczące o inteligencji i sile przetrwania, choć kogoś innego mogłaby tylko razić groteskowość takiej modernizacji.
Ostatnia książka, Ludzie wygaslego wejrzenia
(1999), jest summą wszystkich Jackowych sposobów
patrzenia, katalogiem od lat drążonych tematów, świa­
dectwem jego obsesji i idiosynkrazji. Nie miejsce tu na
jej krytyczne recenzowanie. Ze swoim rozrzutem tematycznym, obfitością wspominków i dygresji oraz zalewem kilkustronicowych cytatów, pisana jakby w proteście przeciw terrorowi wszelkich przyjętych zasad
wydawniczo-formalnych - copyrightowych, edytorskich, redakcyjnych, językowych i interpunkcyjnych zrobiła na mnie wrażenie problemowego collage'u,
książki raczej sfastrygowanej niż "dobrze zeszytej". Jej
czytanie to jak wędrówka przez trudny i uciążliwy,
a geologicznie różnorodny teren.
Ale, jak sam pisze, ujmując to w zdaniu na miarę
Koheleta, "bywa jednak, że nawet Sahara użyczy cierpliwemu swojego Tasili" (s. 145). Jego opis pracy grupy afrykańskich artystów wykonujących odlewy z brą­
zu (s. 3 70) mógłby wejść do antologii najlepszych opisów w antropologii, takich gdzie badacz relacjonuje
w zgęszczeniu istotną dla danej kultury scenę, której
był naocznym świadkiem. Podróżujący z nim czytelnik

widzi, że jest on wierny trasom i tematom swoich
pierwszych podróży: nomadzi Azji Centralnej, subsaharyjska Afryka, zwykły człowiek jako twórca. Wraca
do kwestii, które stawiał w młodości: przypominając
mocny film Jacopettiego Pieski świat, znów pyta, ile
w człowieku jest zwierzęcia; za Gabrielem Marcelem
powtarza pytanie, czy warto mieć, czy być.
Nie goni za aktualnością, nie używa takich słów
jak postmodernizm, chociaż śmiało mógłby uchodzić
za autentycznego, z bożej łaski, prekursora panowoczesnej postawy badawczej i pisarskiej. Wielkie kwestie stawia po swojemu, nie przywołuje aktualnie odmienianych nazwisk. To może dziwne, ale nie sięga
nawet do autorów, którzy mogliby mu być bliscy. Nie
cytuje filozoficznych wywodów Levinasa, nie komentuje antropologicznych wypowiedzi Kapuścińskiego on, taki znawca i miłośnik Afryki, nie powołuje się nawet na jego Heban.
Może odpowiedziałby nam przekornie, iż nigdy nie
interesowały go heban, kość słoniowa czy inne surowce "wysokie" - zbyt ostentacyjne, a do tego pozyskane
kosztem natury. Wolał "sztukę ubogą", której dzieła
robione są z tworzyw niepozornych, jak słoma, trzcina,
sznurek, gałęzie wierzby, barani łój, wosk pszczeli,
mąka do pieczenia małych ciastek ... Dlatego napisał
pochwałę zwykłego haka- wynalazku ludzkiego, wielkiego "pod względem swej niezwykle pomysłowej i zarazem praktycznej przydatności" (s. 95). Dlatego
uważnie przyglądał się - w różnych tekstach - takim
działaniom, jak wiercenie palcem dziur w cegłach
nadwiślańskich kościołów (w średniowieczu) czy
zostawianie w autobusach maleńkich "vlepek" (współ­
cześnie). Traktował je z pełną powagą- jako elementarne "znaki istnienia" owych hoi polloi, ludzi pospolitych, w historii nieznaczących, wszystkich tych "Kieł­
bików i Uklejek" (co za znakomite określenie, wyło­
wione z nadwiślańskiego terenu badań - nie zapominajmy, czyj to termin, podobnie jak owe "znaki istnienia",
"salony odnowy duchowej" i inne, którymi obiegowo
się posługujemy).

Jacek łączył w sobie i swoim pisarstwie cechy przeciwstawne. Szukam słów... może "smutny figlarz" albo
-koniecznie z dużej litery- "Przekora"? Na ponurym
obliczu, w oczach smutnego wodołaza coś się czasem
zapalało i zaczynała się oryginalna krytyka, kpiąca
ocena, zaskakujący wywód. Ten Przechera wodził nas
wtedy za nos, wyprowadzał słuchających w pole, dawał mi nauczkę. Ale była to przekora tylko wobec nas,
a za to najprawdziwsza pokora wobec Innych, wobec
Drugiego Człowieka.

238

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11450" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11428">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8fc66af4ba3fe120e5176f145b15bd7d.pdf</src>
        <authentication>07f16ded392207b62fa559715cce34d7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136416">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6515</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136417">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136418">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136419">
                <text>rzeczy użytkowe - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136420">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6087</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136421">
                <text>The Secret Story of Objects/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136422">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.163-167</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136423">
                <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136424">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136425">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136426">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136427">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136428">
                <text>O

f the three circlets lying in front of me two
are old coins, blackened, blurred, and with
uneven edges. I brought them a long time
ago from M ongolia, and although they converged for
the first time on my desk they are connected in a very
special way.

E T H N O L O G I S T EN R O U T E
JERZY

The first circlet of initiation
This copper coin comes from a bazaar held on Sun ­
days in U lan Bator. Every week this enormous dusty
square in the western periphery on of the town, near
the new cemetery (after it was shifted from a pictur­
esque oasis among the last Chinese houses at the foot
of the Gandan monastery hill), there appears a crowd
of traders, clients, and persons simply examining the
great variety of old oddments. A considerable part of
the items on sale produces the impression of having
been lying around in the streets for six days, and on
the seventh day, for reasons totally incomprehensible,
suddenly prom oted to the role of commodities for sale.
A s a rule, I rapidly crossed this part of the marketplace
and made my way towards a small area where better
quality objects are offered. Here, old men dressed not
in tacky jackets like the others but in festive M ongo­
lian costumes, sauntered next to a high fence made of
boards and showed the jostling commoners - or not,
depending on the assessment of the client - a con­
cealed remnant of old silver jewellery with corals and
turquoise, an agate or porcelain snuff box, a lamaic
icon painted on cloth or, the rarest of all, a brass bur­
khan.
Today, it is impossible to evoke the atmosphere of
those illegal quests. In M ongolia during the early 1970s,
a state whose capital not by accident still displayed a
statue of Stalin, the possession and flaunting of sac­
ral objects from the domain of the recently quashed
lamaic religion were not totally safe either for the sell­
ers or the buyers (chiefly foreigners planning to take

163

S. W A S I L E W S K I

The Secret History
of Objects

the purchases out of the country - in those instances,
the authorities immediately treated the religious piece
as a valuable example o flo cal culture). Such items as
snuff boxes could be displayed with greater panache,
producing an attachm ent, concealed on a daily basis,
to eliminated and vanishing forms of national culture
in which offering snuff as a form of greeting was uni­
versally celebrated. The more valuable samples were
studied by a huddled group of admirers. W hen in the
afternoons the square grew emptier the old connois­
seurs sat in a row next to the fence and, smoking long
pipes, showed each other the most precious snuffboxes
belonging to them and not necessarily for sale. Point­
ing their fingers at the details they conducted m eticu­
lous debates about the impact exerted on the price by
a pattern created by the grains of the stone, the setting
of the coral or an insect trapped in the walls of an am ­
ber bottle. Jewellery trade of the poor - 1 thought.
But on that particular day I was drawn to the worse
part of the bazaar, to all those petty items and old ware
arranged in piles on newspapers lying on the ground.
I cannot say why from among scores of such offers I
chose this particular chest and in it, underneath a lay-

�Jerzy S. Wasilewski • THE SECRET HISTORY OF OBJECTS

er of identical rusty screws and used motorcycle spark
plugs, I extracted this circlet. I do remember that sev­
eral years later I was still capable of recalling the mag­
netic attraction that led me there. Today, I am not
certain whether this was not a researcher’s ordinary
bazaar fever, an urge to examine everything. On the
other hand, perhaps something emanating from that
spot compelled me to discover the illegible and dirt
encrusted coin.
On one side: a tsarist two-headed eagle with an
orb and a sceptre in its claws. On the other, contrary
to expectations, by no means the bearded profile of
Nicholas II; underneath the dirt, scraped off with a
fingernail, there emerged the date: 1863-1864 and
around it a Cyrylic inscription: “Za usmirenye pol’skago
miatezha” (For stifling the Polish rebellion).
This is not a coin then but a medal for putting
down the January Uprising! I recall that Zeromski
mentioned it in Syzyfowe prace. Discovered in a Cen­
tral Asian bazaar it must, naturally, produce an ex­
tremely emotional reaction, astonishment at the good
fortune, coincidence, and bond despite such great dis­
tances. Only a few would not become excited by such
a twist of fate and an object carrying such a plethora of
meanings. Right away there ensue speculations about
the way in which it could have found itself in Mongo­
lia. The object itself suggests the following possibility:
since it is missing an eyelet for hanging it - we can
see that it was broken off and the gap hurriedly con­
cealed - it must have been passed off somewhere as a
coin. In a tavern along the Kiakhtin route an officer of
the Baikal Cossacks escorting traders on their way to
Urga carelessly hurled a handful of copper coins onto
a damp bar counter...
What about the earlier, Polish stages of this route?
Who and for what heroic deed was awarded this med­
al? Was it for valour, ingenuity or immorality? Perhaps
it was granted z&amp; khrabrost to junker Zubov, a half­

164

blood Circassian but a dzhigit of extraordinary courage
and fierceness, who after a victorious skirmish some­
where along the roads of northern Mazovia confront­
ed a group of insurgents and chased its three young
commanders to a manor house. Here, they hid in a
maiden’s room on the upper storey. Zubov rushed in
with a Cossack, a salvo was fired, all the bullets struck
the doorframe, and the inferior gunmen were slashed
by shashka sabres ...
Or was it presented for wartime skill to Dukmanov,
officer and veteran of the Crimean War, experienced
in battles waged in the Caucasus, who in the A u­
gustów gubernia cleverly defended wagons carrying
ammunition, and having caught a local inhabitant
used a knout to extract information about the route
of the rebels. Dukmanov first did not understand why
the captive was babbling about sheepskin coats, but
finally realised that he was being told the names of
the villages where the insurgents were to receive sup­
plies in the form o f ... sheepskin coats. The trap ended
with a bloody massacre. Much later, both Zubov and
Dukmanov were transferred to Transbaikal as part of
constant translocations within the Empire.
Wartime valour was, however, rewarded rath­
er with the Cross of St. Andrew, presented also for
other merits: loyalty to the ruler, cooperation with
legitimate authorities, eager introduction of the new
order. Perhaps it was received by Vogt Krasko from
the region of Kowno, who was kindly permitted to
choose: either the village was to be burned down and
all its inhabitants exiled somewhere near the border
with Turkestan, or he could organize a Muraviov rural
guard, denounce the agitators, and assist in catching
the last survivals of the Uprising wandering in the for­
ests. It was he, with a medal granted for being able
to force even Polish landowners to sign loyalty dec­
larations and probably for catching someone of great
importance and later hanged in Wilno, who left as a

�Jerzy S. Wasilewski • THE SECRET HISTORY OF OBJECTS

voluntary émigré for the steppes on the Baikal, where
land was for the taking. Strange, he did not choose
Vershina but preferred to settle down even further, all
the way next to the Chinese cordon.
W hy am I thinking of all those scenario episodes?
W ould an academic study on an artefact contain such
imaginary visions, which quite a few items are capa­
ble of easily evoking? A ll those stories about a single
bullet, a yellow shoe, the sofa of a Gestapo officer
and countless other objects - would it not be better
to leave them as material for a literary construction?
In science I am dissatisfied with idiography alone and
grow bored with stringing facts on the single thread
of chronology without reconstructing wider and more
abstract patterns - configurations and relations, m od'
ehlike solutions and systemic dependencies.
Ethnography must be also realistic - otherwise it
would not be itself at all. A lthough in my earlier re­
search I treated an object almost exclusively as a repre­
sentation of a certain intellectual system (envisaging it
as a text, a carrier of symbols, a correlate of beliefs and
imaginings, a consolidated record of an intellectual or
social system), in a more extensive presentation I do
not intend to be satisfied with a systemic, synchronic
dimension. Let it contain a threat of diachrony so that
the concrete individual history of things would not be
lost; the same holds true for the history of the people
in whose hands those items found themselves and into
whose genealogies they became intertwined.
A place where I specially miss such information
is the ethnographic museum. In these storehouses of
things all the extra-material contexts or backdrops
of an artefact are restricted. More, the unique is in­
tentionally and in a programme-like manner omitted.
Looking at an item we shall not find out anything
about its individual history, past, and meaning for all
those who handled it - from the producer to the col­
lector who had extracted it from its contexts and in­
serted it into his text, thus granting it new meanings
and endowing it with different emotions. Show me the
fate of a concrete work of human ingenuity before it
became part of an exhibition, frozen beneath glass as
yet another exhibit, b
Only a small regional museum or a memorial room
are not ashamed to offer such information. A n d even
if the guidebook does not disclose it we are forced to
resort to our imagination.
One has to set into motion a certain “hermeneutic
of things” and open up towards the language of the
object. T o do so one does not have to be a collector,
albeit owning a collection does facilitate the process
of opening up, especially if it takes place in special cir­
cumstances. The object possesses power. It is merely
necessary to cross its path and it will compel us to lis­
ten to its story. Then we shall view also other items
differently. Time to take a look at the second coin.
165

The second circlet of initiation
This is already a genuine coin. Brass, with Chinese
and Uighur symbols around a square opening in the
middle - the opening was used to string coins for the
sake of thesaurisation, to braid them into hair, and to
sew them on as a decoration of clothes. Just like all
coins out of circulation it could serve assorted practi­
cal purposes, e.g. as the ending of a rope used for tying
a lamaic book. The addition (to one or several linked
coins) of a piece of sheep wool created a pom pon of
sorts with a weight. It was used for playing a game of
tebek, consisting of kicking it in the air time and again,
similarly as the game of zośka played in W arsaw court­
yards and playgrounds.
I recall that when I played zośka I was intrigued
by its name. After all, it has nothing in common with
the principles of the game or its technique, and we do
not know the identity of the mysterious woman after
whom it was named. I read somewhere that it was used
already in ancient Rome - the game was m entioned by
one of the Plinys. Perhaps this is the source? But then
there was no Latin counterpart of the Greek name:
Sophia (which could have been the eventual source of
our native Zośka). The origin of the name - and the
game - thus remained a mystery until I came across its
M ongolian counterpart.
In M ongolian this copper coin is known as dzos,
which literally means “copper”. In Buryat pronuncia­
tion it becomes zos, but even if I had earlier thought
about it I would have never associated zos with the
Polish zośka owing to the thousands of kilometres sep­
arating these forms both linguistically and geographi­
cally. Now I come across information that renders this
connection credible.
Grigoriy Nikolayevich Potanin recounted (referring
to approximately the mid-nineteenth century) that
cadets of the military academy in the W est Siberian
town of Om sk used to play a game called zoska. 2 Eu­
reka! Since zośka was recorded in Siberia in a version
that has no meaning in Russian (it is not mentioned
in any dictionary and the name as such does not occur
in Russian) then it must have been borrowed from the

�Jerzy S. Wasilewski • THE SECRET HISTORY OF OBJECTS

Buryats (a suggestion made by the author, thus dispel­
ling our doubts about the long distance from Buryatia
to Omsk). Since the Buryat word did not sound natu­
ral in Russian an ending was added to make declina­
tion easier, thus creating zoska.
The familiar zośka was, therefore, originally a Mon­
golian and Buryat copper coin with the intermediary of
a Russian semantic form. I already know who brought
it to Poland: speaking metaphorically, it was the same
graduates of the Omsk and Irkutsk military academies
who were sent to conduct usmirenye pol’skogo miatezha,
and who later returned with medals. We are already
familiar with this route - someone who had discov­
ered in that part of the world the first copper coin,
material proof of contact between the distant steppe
and Mazovia, immediately becomes convinced that
the second circlet also traversed an identical path at
the same time and travelling with the same people. A
material object - as tangible as possible - suffices as
evidence of the genuine nature of such a hypothetical
reconstruction.
There is no greater joy for a researcher than when
an event he personally experienced leads towards
some sort of a scientific discovery or finding. There
is also no greater temptation than to succumb to this
allure. Our model, however, must be the crafty Odys­
seus, whose intellect and strong will power prevented
him from listening to the seductive and confusing
voices of the Sirens. To what mast of scepticism must
we tie ourselves in order to sail safely and cautiously
towards true discoveries? While building scientific hy­
potheses are we capable of getting rid of the tempta­
tion to connect facts that became linked in our daily
life in which research is, after all, immersed? Can we
protect ourselves against the outright "compulsion to
built associations" that renders us blind to the fact
that certain relations do not exist “really", but in the
manner of Ruskin’s beauty are only “in the eye of the
beholder"?
So many classification, periodisations, reconstruc­
tions, and models show facts in some sort of an asso­
ciation and grouping not because this is the way they
are connected organically but because thanks to that
procedure all corresponds in the author’s scientific
bookkeeping. No finding, thing or piece of informa­
tion can remain useless, superfluous or un-interpreted.
Everything has its place, all matches in a learned con­
struction simply because this is the way it is associated
by the researcher, offering him a pleasant feeling of
order and harmony.
A single pebble suffices to topple this psychological
construction, this synthesis of truth and falsehood - a
harsh warning to never complete a given theory (con­
struct, model).
A single book suffices as long as it is the right one.
Take the example of Zły by Leopold Tyrmand: so
166

many details about Warsaw of the 1950s, an outright
ethnography of the town. There is even information
about games, which before the war included pliszki,
cymbergaj and others, but not zośka, which appeared
immediately after the war.
Who brought it? It was not the Baikal Cossacks of
the Uprising era, after all? Am I, therefore, forced to
abandon the image of Russian soldiers playing v zosku
and watched by Polish children? This is already more
than I can bear - the power of both metal circlets is
much too great. I shall thus continue holding on to
the conviction that it was the soldiers who came from
the East, naturally not tsarist soldiers but Red Army
men. If, and this is quite possible, I come across signals
that zośka was played already before the war (although
not necessarily in Warsaw) I shall willingly return to
the earlier hypothesis. One way or another, regardless
of the proposed dates, nothing will topple my opinion
that the game arrived together with the army. The
proof provided by both objects is simply much too
strong.

The third circlet - the third lesson
This object too has an aperture, although it is no
longer a copper coin but a slightly larger jade circle
with greenish veins, flattened, thin, and with an inner
orifice with rounded edges. And nothing more.
We may only surmise that this is a Chinese prod­
uct; at any rate, the Mongols never pursued this craft.
Otherwise, there is no information (unless its steep
price would comprise some sort of substitute data).
Ideal simplicity, the absence of any sort of stylistic fea­
tures, patterns, incisions or even a knob. Nor is there
any point of departure for suppositions about origin,
age, purpose or even current usage. A small enigma, a
mysterious monolith, a mute child of anonymous par­
ents, a Kaspar Hauser puzzle.
The silence of this object provokes. In the cultural
reality of Central Asia one may assume, for all practical
purposes, only a single function - that of an ornament.
Could this have been an accessory for a snuff pouch,
a weight making it easier to hang the latter on a belt?
Mongolian accessories, similarly as their better-known
Japanese counterparts, netsuke, were, as a rule, figural.
Perhaps then this is some sort of an embellishment of
a woman’s festive costume? In that case it should fea­
ture an ornament, a flower, a decorative detail.
Can a sensible conclusion be drawn from sheer si­
lence? Is the meaning of an object determined by the
fact that it has no visible sign telling us something
about its identity? Or perhaps one should turn this
deficiency into a virtue and recall that the extremely
ascetic nature of an object could serve the embodi­
ment of abstract values: the ideal, the absolute, the
transcendent. Not by accident were such stone and
bronze circlets featuring intriguing simplicity known

�Jerzy S. Wasilewski • THE SECRET HISTORY OF OBJECTS

in China already during antiquity. Quite possibly the
same property that was decisive for their power at that
time grants them value when they are smuggled from
former imperial collections to make their way onto the
antiques market. If the original old case with imperial
seals also survived then it will act as legible guarantee
that it was precisely this object whose power fascinated
rulers of ancient dynasties. It will be presented by one
of the great auction houses in London or Hong Kong
at an auction held especially for this single artefact,
described as a “very important ritual disc (bi)”.
The simplest shapes and objects best materialize
eternity - regardless whether they are small circles
made of shells, about whose past so much was known
by the Trobrianders, or monstrous circles from other
islands of the South Seas, veritable mill stones exert­
ing magnetic attraction even in an antique shop in the
capital of one of the former colonial powers.
Power belongs not only to lavish, luxurious, and
beautiful objects. True, they too provide an aware­
ness of contact with transcendence. When touring
a cathedral treasury or a museum adjoining an East­
ern rite church and looking at an exceptional golden
pectoral or a church cross with a knob I envision how
a dying cardinal or an archimandrite grasped it on
his deathbed so that he might feel it with his fingers
while thinking that the Saviour was not abandon­
ing him. On the other hand, when I handle a pair of
imposing, massive, and sophisticated ritual knives I
know just how a person performing a lamaic sacrifice
must have felt during a ceremony of ousting evil by
offering a man-shaped kukla, the dzolig. Parapher­
nalia are a powerful guarantee of the might of each
religious act.
Naturally, this force belongs only to a genuine ob­
ject and not some sort of purchase, the outcome of a
short-lived adventure in a supermarket born out of a
fleeting relationship between the client and the great
whore of the market. We know that an object-gadget
will make its way across our home in a crowd of others,
along the path between the shopping cart and the gar­
bage bin. A genuine object is immortal. A copper plate
hurled into a fire during a potlatch will be remembered
for long. Iconoclasts, hunveibins, Savonarolas, Atillas
and fashionistas who tell us not to wear the design of
the past season will be always about. But it is the thing
that ultimately is our only eternity. A well-known
aphorism maintaining that man is an episode in the
history of an object produces a collector’s spontaneous
protest that is lesser than that of others.
Things compel us to think about eternity in both
directions - focused on the future and longevity, on
the past and eternity. Just like the silver baptismal
bowl commemorating seven generations of the Castorp family and evoking in the young Hans a strange,
dreamy, troubling sense: of change in the midst of dura­
167

tion, of time as both flowing and persisting, of recurrence
in continuity. 3
In order to enroot us in the past the object too
must be well embedded in it. This is why the sign of
the producer is so important - the author’s signature,
the stamp of a workshop, the thin engraved initials
of clockmakers repairing an old mechanism, or the
numbers written with a carpenter’s thick pencil at the
bottom of commode drawers so that they would fit
better. Enrootment in a cultural context is decisive for
identity. An old Turkmenian carpet possesses stylistic
features enabling its identification not only with the
Ersari tribal group but also with the region of the small
town of Dali on the Amu Darya, where it was execut­
ed; a contemporary Afghani carpet does not provide
the observer with an opportunity for tracing its line­
age - it is a collection of patterns, of which each once
belonged to some other clan and defined a concrete
and different provenance.
Thanks to things we also focus on the future. It is
things that force the collector to think about his heirs,
successors, and future observers. By enrooting us in
the past and growing into the future they expand our
personality and cultural identity. Someone who does
not wish to limit himself to an identity emploi deter­
mined by family tradition and its mementoes can build
a different identity out of objects he had personally
collected. 4 It is possible to free oneself from the re­
straints of own culture and horizon of behaviour. By
collecting exotica I touch the reality of the most distant
past and contact with Chinese artefacts enables me to
withdraw into the past as far as possible. While drink­
ing tea at a low table, which once was an “opium bed”
in a Chinese opium den, I do not become a Chinese
from the past but find it easier to imagine that I am
entering that world.
Contrary to the acclaimed alternative: ”To be or
to have” I insist that “to have” (a collection of things)
carries the same spiritual value as “’to be” (a collector
of things).
Endnotes
1 As recalled by Scandinavian ethnology - see: e.g.
L. Otto, L. Pedersen, Collecting oneself. Life stories and
objects of memory, “Ethnologia Scandinavica”, vol. 28,
1998, pp. 77-92.
2 G. N. Potanin, Ocherki severo-zapadnoy Mongolii, Sankt
Peterburg 1881, p. 120.
3 T Mann, Czarodziejska góra, Warszawa 1956, p. 48.
4 A review of such contemporary attitudes towards souve­
nirs in: B. Rogan, Things with a history - and other posses­
sions, “Ethnologia Scandinavica”, vol. 28, 1998, pp.
93-107. Ibid. basic literature for “material culture” thus
comprehended by contemporary Anglo-Saxon anthro­
pology.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11453" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11431">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4257afd4fad7f2e95ee4595de2cb7ddb.pdf</src>
        <authentication>0029c9a5a3732bc3d6cebd5ad85c20e8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136453">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6516</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136454">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136455">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136456">
                <text>Syberia - tożsamosć etniczna i kulturowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136457">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6088</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136458">
                <text>People of the Taiga, the Reindeer People, the People../ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136459">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.168-176</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136460">
                <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136461">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136462">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136463">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136464">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136465">
                <text>J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

People of the Taiga,
the Reindeer People,
the People...

... Darkness pervades the shamanic yurt. A huddled fig­
ure - perhaps the shaman’s wife or his young helper —holds a
massive drum above the dying flames of the fire. The shaman
sits slightly further, with the figurines of the deities of the home
altar behind him. His eyes are shut (...) the quiet murmur of
a prayer is heard. Suddenly, he stands up, takes hold of the
drum, and testing it strikes it; the sound is still insufficiently
loud —it has been raining the whole day and the leather on the
rim is moist and must be dried for a long time. Those sitting on
both sides observe him tensely....". 1
When more than a quarter of century ago I began my
book on shamanism with the above quotation I never
even hoped that I should ever see such a scene myself.
Much has changed since the time of Feliks Kon and other
authors from the turn of the nineteenth century on whose
accounts I based my descriptions. In the Siberian and
Mongolian stretch of taiga and tundra there appeared a
system that obliterated or modified the archaic ways of
existence, changed tents, teepees and yurts into wooden
barracks and cottages, transformed the shepherds into
kolkhoz tractor drivers, and eliminated all shamans. And
yet, I am witnessing today a recurrence of an ancient im­
age: a shamanic séance in a cramped teepee, held for a
few shepherds. The shaman looks just the same as his
counterpart did years ago: he wears an identical costume,
rocks back and forth, and murmurs in an unchanged
manner, his daughter dries the drum above the fire just
like it was done years ago because today it rained as it did
then, not surprisingly since the Eastern Sayan Mts. are a
range where it always rains.
The Tuva/Tukha/Tsaatan people of northern Mongo­
lia had completed a full circle - they returned to reindeer
grazing, living in yurts and teepees, and to shamanism.
We are on the edges of the Darkhad Valley, known as
the land of the shamans. Here flows the Shishged River,
further down known as the Yenisei. This is almost the
end of the world and we shall travel on horseback even
further, north of the last permanent settlement: Tsagaannuur, towards the frontier with Russia, or, more precisely,
with South Siberian Tuva. This territory, once known as
Uriankhai, has been the domain of rivalry between Russia
168

and China, embroiled in a competition for hegemony in
Asia intent on transferring Mongolia from the Asian axis
to the European one. Here, boundaries were never clearcut - hence the multiplicity of misleading names given
to the inhabitants of the forest-steppe borderline by the
Mongols, the Russians, and the Chinese: the Uriankhai,
the Soyot, the Uyghur, the Tuva (pronounced by the lo­
cals as Tukha and for some reasons transcribed in current
Western literature as Dukha), and the Tsaatan. Today,
the latter, Mongolian name signifying “people of the rein­
deer” is best known, although unwillingly accepted by
those concerned. The Tsaatan are not a Mongolian peo­
ple but of Turkic origin: native Tuvinians, who fled from
their homeland to Mongolia only half a century ago.
Not many remember that until 1944 there existed a
state known as the Republic of Tuva - a pseudo-inde­
pendent buffer between the USSR and Mongolia, a re­
gion of interests pursued by two other Far Eastern rivals:
China and Japan. Its symbolic independence came down
to post stamps (triangles and rhombi featuring shepherds
and milkmaids with sheep, cows, and camels). When at
the end of the war Stalin ultimately incorporated Tuva
into the Soviet Union, famine and enforced army recruit­
ment followed. The post-stamp shepherds started to flee
across the frontier - a feat accomplished the easiest by
breeders of small reindeer herds, who had earlier pen­
etrated the mountainous borderland.
After several years of compulsory returns and repeat­
ed attempts at escape, several hundred Tuvinians were
permitted to stay in Mongolia, where in 1956 they were
granted citizenship, while an ensuing adaptation policy
assumed the form of acculturation or outright assimila­
tion. The nomadic shepherds were settled down and
some became fishermen and employees of a fish process­
ing plant; it is worth recalling that neither they nor the
Mongols fished or ate fish ever before.
Forest culture was an embarrassment to the progres­
sive authorities, which regarded local shamanism as a par­
ticular disgrace. This is why foreign researchers were so
rarely permitted to tour these regions, as we experienced
personally a quarter of century ago while arriving with an
expedition organised by the Polish Academy of Sciences.
We were driven out after being accused of acting as In­
telligence agents working for the Japanese; a suspicious
janitor saw us using candles at night - evidently, we had
been developing espionage film negatives.
The events of the 1990s changed the mentality of
the local decision makers and transformed it beyond
recognition. This borderland region opened up not only
for researchers and tourists but also for all the more and
less fortunate consequences of a systemic transforma­
tion. The fish processing plant finally went bankrupt
(since no one ate the fish) and the reindeer kolkhoz was
disbanded, its members somehow managed to slaughter
more than half of the herd just in time before privatisation.and all funds for additionally financing animal hus­

�Jerzy S. Wasilewski

• PEOPLE OF THE TAIGA, THE REINDEER PEOPLE, THE PEOPLE...

bandry vanished as did those for constructing houses and
farm buildings, veterinary assistance, and schools.
Such were the conditions of an onset of inevitable re­
gress towards tradition as the sole possible form of surviv­
al. Once again teepees covered with torn tarpaulin had
to suffice together with small - 20-40 animals per family
- herds of reindeer and scarce products of the taiga as
an additional source of sustenance. Preserved remnants
of indigenous culture included tradition, spirituality, and
shamanism.

2.
We await the beginning of the séance in a dark tee­
pee, just before midnight. The not quite fifty years-old
Gandzorig is the youngest but the most active of four
Tsaatan shamans. He slowly arranges his costume, roomy
calf boots, and a black-feather headband. All resemble
items shown in old engravings, although they had been
made only three years ago and are kept inside a large
and capacious drum (a researcher cannot help noticing
with satisfaction that this is a proper “south Sayan” drum
according to the Prokofieva classification). The front
part of the costume imitates armour (a breastplate with
horizontal bands) and the back is embellished with long
ribbons, including one in the distinct shape of a snake.
The shaman’s daughter, assisting in the séance, still has
to sew on the last iron tags, which for reasons unknown
have to be placed anew before each séance. opposite the
entrance there hangs in the place of honour a half-metre
long sash displaying pieces of fabric and figurines made
of fabric and leather. These are the shaman’s holy ob­
jects - ongons prepared by his older brother, Gost, who
until recently was also a regular shaman. Later I shall de­
scribe the encounter with this celebrated figure of local
shamanism.
It is nearly midnight. The daughter lights a candle
and places it behind a bed sheet screen, producing an
excellent stage design effect. Silence falls and everyone
succumbs to solemn concentration. We are accompa­
nied by a young married couple quietly explaining in
the Tuvinian language the reason for their presence
- apparently, they are childless. Now it is my turn to
present our wishes - I ask for successful work, and a
happy return home. I feel like yet another member of a
long sequence of European researchers studying Siberia
- travellers and exiles who resorted to the same motiva­
tion to mask their curiosity that led them to the site of
a shamanic rite.

3.

We set off across the land of the Tsaatan on eight
horses: the four of us (two Polish and two Mongol re­
searchers), two guides, and two pack horses, carrying pro­
visions for us and our hosts so as to prevent them from
killing reindeer for meat. Apart from flour, rice, canned
goods, and pressed tea our supplies include flashlights,
candles, and ropes for tying reindeer; we could do with
169

more medicines, shoes for children, tarpaulin for covering
the teepees.....
It is October, the 3 000 meters-high peaks of the Say­
an Mts. on the horizon are already capped with snow, and
temperatures - especially at night - are well below zero.
The horses take fright while carefully stepping over the
ice-covered streams, but at least they do not sink in “black
water”, which in the summer hampers all movement in
the taiga. The laboriously traversed passes offer views of
a frozen, still landscape. Not a single trace of man - kil­
ometers of yellowed larch taiga covering the dome shaped
summits and the sprawling grassy valleys. Even the Tungus meteorite would not make an impression here.
The taiga displays yet another colour, i.e. black. This
is not solely the effect of the natural process of the larches
turning dark - larch is aptly called “the black tree”. In
many places one can see traces of local forest fires caused
by lightning. o u r guides secure the remnants of a bon­
fire, carefully covering it with sheets of ice from a frozen
stream. This does not come as a surprise - there is only a
single method of combatting fire: the intervention of an
owner of a magic stone known as dzada, whose exposure
to wind immediately brings rain. This special item comes
from the bowels of a stag and is an ossified fur ball just like
bezoar, the magic stone in mediaeval European tradition.
The magic anti-fire campaign is, by the way, financed by
the local authorities.
Only rarely do we encounter traces of human pres­
ence: an ovoo - a pile of branches with strands of hair
obtained from a horse or reindeer mane, and traces of
small sacrifices for the spirits of those sites, a khadag a blue sash hanging on a branch as a sign that nearby
a human corpse had been placed on the ground, or a
horse skull nailed onto a tree to guarantee the birth of
good stallions.
Here and there we can see that shamanic practices
and beliefs live on. We pass shaman’s trees full of ribbons,
the destination of those wishing to make a sacrifice on
this spot and whose relatives included a shaman. We see
reindeer with colourful ribbons around their necks -these
are blessed animals excused from hard labour; women
are forbidden to mount them. The ribbons - the same
as those hanging in the place of honor in a teepee as holy
objects - are the seat of the guardian spirits of the family,
and the reindeer are their carriers.
During our journey we encounter a lone rider trans­
porting a small load. He looks strange, as if he was car­
rying only part of his belongings. The mystery was ex­
plained once we arrived at the camp from which he had
departed.
Everyone is preparing for tomorrow’s joint transfer­
ence to a new site near the winter grazing land. Such a
day has to be astronomically providential for all - and it is
by no means easy to establish it for more than ten fami­
lies in the camp. The feat is almost accomplished, but for
one family this is still an unlucky day. The only solution is

�Jerzy S. Wasilewski

• PEOPLE OF THE TAIGA, THE REINDEER PEOPLE, THE PEOPLE...

magic: the departure has to be staged on another day by
dispatching a single family member; then the others will
follow with the rest.
This is where we shall spend the night. As always
when staying in someone’s teepee we are not allowed to
throw even the smallest piece of paper into the fire - this
would be an offence against the household fire, causing a
rash on the faces of all the residents. We can only help­
lessly watch our hostess putting outside our clean paper
wrappings, which could have been burnt without leaving
a single trace. Even more the pity considering that in this
environment they will litter the taiga for years to come.
This is a case of an insoluble conflict of the attitudes,
reasons, and values of the East and the West, perhaps
equally justified but also mutually exclusive.
When we finally go to sleep our host removes from
the wall all ongons —ribbons, small pieces of fur, iron em­
bellishments, and figurines so that, he explains, the spirits
would not torment us at night and bring bad dreams.

4.
Gandzorig puts on his costume, treating each part
with the smoke of a burning juniper branch and deeply
inhaling the smoke. He tries out the drum, first quietly
and calmly, facing the fire in the centre, and then with
his back turned to us and looking at the ongons. Standing
predominantly in this position he dances for several hours
during the séance.
After the first six-eight minutes the drum is beaten
regularly. Now, two rhythms will resound uninterrupt­
edly, interchangeably, and in long sequences: rapid series
of 166-180 beats a minute - a typical trance-inducing
shamanic rhythm, and double beats imitating the noise
of a galloping horse. This goes on tirelessly for over two
hours - when his hand gets tired of producing one of the
rhythms Gandzorig chooses the second tempo. He hums
something quietly, in a changed and unnaturally whin­
ing voice. The words are illegible and on the next day
he is unable to, or does not want to explain anything to
us. Sometimes he cries out, huddle, and using his hands
gathers something into the drum open on one side. He
wheezes and snorts, as if he were a bird soaring in the
air or a steed. This otherworldly flight is also rendered by
running on the spot, dynamic motions of the body, and
jumping on both feet. A quarter of an hour after falling
into the trance he sits down for less then a minute and
his daughter hands him a pipe. During successive brief
intervals he sips tea or puffs on a cigarette.
More than half an hour of the unflagging dance has
passed and the shaman is clearly losing control over his
motions; he is prevented from falling on his back by the
men sitting nearby who catch him and protect him from
hurting himself against an iron stove. Now, we have to
pay attention so while whirling rapidly he does not get one
of the ribbons entangled on the stove pipe. He no longer
controls his movements because he is being entered by
170

the supreme ongon; the only thing we know about it is
that it is a female.
One of the spectators ties to the shaman’s back a
white sash - the khadag, a gift that is supposed to win over
the ongon. Perhaps now the conversation with the spirit
will take place and produce divination for those gathered?
No, Gandzorig rarely resorts to this method and usually
the fortune telling involves interpreting the location of a
drum rattle thrown to each of the participants twice: the
first time one has to catch it with one’s hand and give it
back while saying: “divination!” (torog!), with the handle
turned towards the ; the second time it should be caught
without touching the object, into one’s lap, and the sha­
man, having looked at the position of the rattle, makes a
longer statement assuring about its conducive effect.
The ongon leaves the shaman’s body; at the same
time, the flight of his soul comes to an end. Those present
comment that now the shaman “is descending to earth”.
He slowly grows calm and takes off the attire without
help, although he staggers. One of the men gives him a
brief massage, and the son leads the shaman - undressed
and hot - outside; in a few minutes he returns refreshed.
He adds that he did not wish to exhaust us, the foreign­
ers, with an overly long séance, which could last for five
hours. When we leave for our tent it is almost three in
the morning.

5.
A day in the teepee always begins with making tea.
Today too we are awakened by a familiar sound - our
hostess uses a steel chisel to scrape the tea leafs pressed
into a hard brick and kept in a leather pouch, and then
pounds them into powder in a wooden mortar. We warm
up, chilled despite the warm sleeping bags, and listen
to what our hosts are saying: that the children found it
so hot at night that they went to sleep outside, on the
ground, and that the adults too would be unable to sleep
in a bed in a room in some town. In addition, it is high
time to begin the slaughter.
Slaughtering a reindeer starts with tying down the
dogs. The barely five year-old Budzen’ with a constantly
surprised expression on her face and her older brother
secure the two shaggy creatures, still covered with hoar
frost, to trees so that that they would not disturb us. Our
host has already separated the chosen animal from the
rest of the herd. He carries an axe and a long home made
bayonet - an irregularly shaped piece of iron in a wood­
en sheath. Now, he sends his little daughter to fetch his
knife, the one with a clasp made of a boar fang, which
he always wears tied to his belt and today has supposedly
forgotten and left behind in the teepee. By the time the
girl returns the whole operation has been completed: the
reindeer, stunned by the axe on the head, has fallen to
the ground and his heart has been stabbed with the bayo­
net deeply piercing the neck. Lying on its side, the animal

�Jerzy S. Wasilewski

• PEOPLE OF THE TAIGA, THE REINDEER PEOPLE, THE PEOPLE...

kicks and is pressed by the boy from the rear so that dark
thick blood flows into a bowl.
The little girl watches while the two men skin the
reindeer starting with the pasterns, slashing through the
belly, extracting the full stomach, cutting off the liver
and serving everyone a slice of warm, sweetish, meat.
The dogs calmly wait for their portion of inferior en­
trails. In not quite half an hour the pantry beams are full
of pieces of the meat of a whole reindeer, while the ribs
and the heart are being cooked for immediate consump­
tion.
It was not easy to make the decision to kill the animal.
The whole herd is not even thirty strong, but our host’s
wife is very weak, she recently miscarried, and the meat
should give her strength. Asked when he had last slaugh­
tered a reindeer our host becomes angry. He is well aware
that reducing the size of the paltry herd leads to nowhere
but the family has to eat something.
This is the prime problem faced by these people - the
dilemma: to slay the reindeer or not. The animals con­
stitute the foundation of their sustenance and not by ac­
cident are recorded in the Mongolian name of the ethnic
group. The several hundred strong Tsaatan community
and its specific culture will survive under the condition
that it does not kill off the reindeer. The number of the
animals is falling and today totals about 700, and the lack
of fresh blood means inbreeding together with all its nega­
tive consequences.
In addition, the herds are weakened by the proce­
dure of cutting off the antlers. In the spring, the antlers,
which grow back each year, are still soft because they are
richly supplied with blood and in this state - similarly to
the famous Siberian stag horns - they have been used for
centuries by traditional Chinese medicine and, more re­
cently, European medicine. A t the beginning of the sum­
mer Chinese merchants appear in the region, willing to
trade in bearskins and other products of the taiga, such as
mushrooms; in turn, they offer money, quickly exchanged
for vodka. In those conditions it becomes tempting to
once again cut off the antlers when they are growing back
before autumn, a procedure that exceptionally weakens
the animals and leads to infections and a degeneration
of the antlers. Consequently, the herds include a growing
number of deteriorated animals - our Father Christmas
would be ashamed to use them for his sleigh.
Everyone is supposedly aware of this, but it just so hap­
pened that in each cluster of the teepees we came across
fresh meat and the heads of the reindeer displayed bloody
wounds in place of the antlers.

6.
Does the reader recall the titular character of the Sibe­
rian hunter from a film by Akira Kurosawa, a man called
Dersu Uzala? This part was played by Maxim Bulduk, an
actor from Tuva - the land of shepherds located some
3 000 kms to the west from the site of the plot. Now, I
171

am no longer astonished at the extraordinary ease with
which he performed the role of a man of the taiga.
The Tsaatan are masters of the hunt. A young man
with a gun, who quietly whistling rides a reindeer next
to us, manages to shoot in the blink of an eye an edible
dormouse in a tree, and still on horseback skins its glis­
tening black fur. He laughs with glee because it is worth
5 000 tugriks (almost five dollars) and is the source of ad­
ditional meat. When the newly fallen snow is so deep that
even reindeer sink to their bellies he will put on primitive
home-made skis - long, wide, heavy larch beams fastened
with leather straps and with the hide of freshly skinned
reindeer attached to the bottom.
These are the natural born people of the taiga, a name
- taigynkhyn —that the Tsaatan use most often to describe
themselves.
Before leaving, the residents of the campsite say fare­
well to the holy mountain, thanking it for a well-spent
autumn. We are not permitted to take part in this rite
but upon return they show us the strange pebbles they
brought back. Smooth, regularly shaped, and with light
brown swirls, they supposedly lie scattered as if in stone
bowls. It pleases the mountain that they are taken in re­
turn for something that has to be left behind, even if it
is only apiece of white fabric. The mountain grudgingly
gives bad people only the smallest pebbles.
We set off on our way. Mounting the steep approach­
es we reach the passes only to laboriously guide the easily
frightened horses down. We cross couloirs covered with
rock scree, places that are so wild and devoid of people
that if almas - the local version of the yeti - were to live
somewhere in Mongolia this would be the location. Our
hosts, although recounting legends about the almas, do
not believe in its existence. They are most of all afraid
of bears, which can be fatally dangerous especially if the
summer season did not provide abundant berries and
ants and the hungry animal cannot fall asleep for the
winter.
We listen to the story of a man whose whole family
was killed by such a famished bear. Having returned to­
gether with his wife to the teepee where they left a small
child in the care of its granny, they found the mauled
remnants of the corpses cast together with household
utensils into the fireplace in the centre of the building, as
if the bear wished to set all afire and obliterate the traces
of the attack. The wife suffered a heart attack, which she
survived, but never managed to eliminate the depression
that after two years of suffering resulted in suicide. At the
end of the meeting the man, who since that time lives
alone, asked us to sign our names in a notebook in which
he collects the names of all his visitors.
only after a longer stay we were told in secret that
universal belief has it that the calamity must have been
brought about by a black shaman from Tuva, who for
reasons unknown sent the bear. After all, there could be
no other explanation for the fact that the animal passed

�1. Departing for wood. Photo
Lech Mróz
2. Atarma, Delgermagnay's
wife. Photo lech Mróz
3. Batzayaa leaving for the
hunt. Photo lech Mróz
4. The herd is back in the
camp. Photo lech Mróz
5. old lady in front of her
tepee. Photo lech Mróz

�6. Suyaan and her old shamanic drum. Photo Lech Mróz
7. Half-blind Tsend fortune-telling with 41 pebbles. Photo
lech Mróz
8. Ganzorig with his newly made paraphernalia. Photo lech
Mróz

�Jerzy S. Wasilewski

• PEOPLE OF THE TAIGA, THE REINDEER PEOPLE, THE PEOPLE...

tume and the drum with incense smoke and sprinkled the
ongons using a juniper branch dipped in sacrificial milk.
From a wooden box she took out a drymba (Jew’s harp) an iron instrument, which played with the lips produces a
7.
I
sincerely admire the researchers of yore capable ofquiet vibrating sound, allowing the spirits to travel great
gathering so much material about esoteric shamanism.
distances. The arrival of the main spirit, the "lord of onThey managed to overcome barriers and distances creat­ gons”, made it possible to decipher the prediction. Twice
in a row the instrument hurled on the ground fell with the
ed by distrust and alienness, decipher enigmatic symbols,
reconstruct the whole pantheon, and outline a model of tongue upward. This was a good sign.
The shaman got up, reached for a large drum made
the world.
I
was unable to attain this objective among the Tsaa-for her when she was still a young woman (it cost one
tans and local shamanism still remains a mystery. I was
reindeer), and started to lightly strike it with a wand and
even incapable of resolving the question concerning the
quietly hum. She skipped, turned around once and twice,
extent to which the shamans, declining to answer, con­ and rhythmically shook her head so that the braids cov­
ceal that, which must remain taboo or are concerned with
ering her face trembled. Old age, however, takes its toll:
preserving the aura of mystery required from the commer­ Suyaan did not complete the whole ritual, rapidly finished
cial point of view while additionally masking their incom­ it by sprinkling tea in front of the teepee and through its
upper opening - an offering for the local spirits.
plete knowledge of tradition.
Gandzorig forbids taking photographs in the course of
Her daughter, the kind-hearted, blind Tsend, arranges
the séance (and limits the number of photographs that
a genuine shamanic séance only once every three months,
we are permitted to take the next day to four). He also
but readily tells our fortune to see whether our return trip
refuses to speak about any details of his art - initiation,
will succeed. In the manner of all fortune-tellers in Central
training or the chanted texts, claiming that songs appear
Asia she uses 41 pebbles arranged in piles. Subsequently,
during the séance and that otherwise he is completely
she picks them up and in a gesture of prayer holds them
unfamiliar with them. He seems to be somewhat afraid
next to her face, rearranges them over and over again in
of the anger of the spirits and even more so of his older
three rows (each composed of three piles), brings them
together and once again arranges them. Your legs are light,
brother, Gost.
nothing bad will occur along your way, the personal fate of
Gost ceased being a shaman quite recently - I suspect
that he simply lost faith while observing the manner in
each of you is auspicious, but at the end she adds that while
which this art is becoming crude. He is stern and reti­ returning we should avoid a solitary yurt, otherwise we
shall encounter a “’slight obstacle”. Her son, watching the
cent - several years ago he had the reputation of a “black
shaman”, the sort that could harm his foes and be com­ course of the fortune telling and the configuration of the
pebbles, confirms the warning.
missioned to cast a fatal spell. The ongon no longer comes
Heedless of the divination, on our way back we ate
to him - reveals his sister. He refuses to speak about this
and condemns the commercialisation of shamanism in its
dinner in a lone yurt. Several hours later, just before en­
popular version, a process spreading among the Mongols.
tering the town, our jeep was stopped by the militia: it
After years of illegally practicing shamanism, for which
turned out that the driver did not have a license; if we
he was imprisoned, he still has too much respect for the
had arrived just a few hour earlier we could have saved
spirits to reach for a drum since he no longer believes in
ourselves a lot of trouble.
the effectiveness of such activity.
Predictions can be more or less down to earth, but de­
spite appearances a shaman séance is not merely rendered
The doyenne of the Tsaatan shamans is the 98 yearservice. To my astonishment, this rule is observed by the
old Su-yaan. Although she still threads a needle without
using spectacles, she is not longer able - as she did only a
praxis of old Tsaatan shamans. None had ever been com­
missioned to tell fortune, and the ritual is performed only
few years ago- to conduct hours long séances that demand
on certain days several times a year. Even the sick, arriv­
a constant beating of a drum and dancing, ecstatic leaps,
and the singing and recitation of texts. My head no longer ing for a cure, were expected to wait for that particular
remembers a single thing, I have forgotten all the prayers.
day - a séance in their intention could take place solely
during their absence. Gandzorig’s daughter explains, in
Two years ago, however, the sight of aged Suyaan
wearing a costume almost as old as she, and getting ready secret from her father, that when spirits come to him they
for a shaman séance signified a meeting with an entirely ask why they had been summoned and could punish him
different world. The cap-plume, the long tunic with jan­ for having beckoned them for petty reasons.
This information is at odds with my heretofore image
gling accessories, the high boots with sewn-on likenesses
of bird’s claws, and the large drum with a blurred image of of shamanism as an intervention praxis focused on ad hoc
either a human figure or a tree must have survived con­ assistance rendered to a person suffering from spiritual,
cealed somewhere. With the help of her daughter-in-law psychic or physical disability. I am incapable of sufficient­
the old woman reverently treated all the parts of the cos­ ly verifying it and coming to terms with the conclusion
by all the other teepees and carried out such a carefully
planned attack.

174

�Jerzy S. Wasilewski

• PEOPLE OF THE TAIGA, THE REINDEER PEOPLE, THE PEOPLE...

that in the case of intense research conducted in a small
community where the number of interlocutors is slight
and each person presents his own, complicated history
it is difficult to achieve tested, infallible generalisations.
There are no effective theses and diagnoses concerning
trends and no facile sweeping statements. Tsend, Gost,
Sandzhin, Bayaraa, Ganbat and others are concrete per­
sons representing individual experiences, knowledge, and
opinions as well as ignorance, forgetfulness, and doubts
that only multiply my questions and uncertainties.

8.
The people of the taiga are scarce: only forty families
breed reindeer in the mountains and over ten are gradu­
ally adopting Mongolian-style husbandry: they descend
to the dells where instead of the sickly reindeer they keep
more resilient cattle and sheep and move from the tee­
pees to warm felt yurts. Young men marry Mongolian
girls. This influx of new blood pleases the parents, but
the young brides anxiously await the moment when they
will be able to return, together with the husbands, to their
people.
We look at photographs of a recent wedding of such
a mixed couple, and at the same time conduct an eth­
nographic interview. The event took place in a teepee
newly erected for the young couple, but the ceremonies
originate in a Mongolian yurt and are borrowed from
Mongolian culture. The girl arrives on horseback, riding
on white felt placed in front of the entrance, where the
husband’s mother welcomes her by sprinkling milk. The
basic dish of the feast is mutton, and carefully measured
out portions are served according to a ceremonial code
describing how each guest is to be treated. The symbolic
test of the young wife involves making “the bride’s tea”:
to light a fire, grind the tea, add the milk, butter, and salt,
and serve it to all the guests. A t the culmination of the
ceremony she receives a piece of rope guaranteeing the
good fortune of the household and symbolising the “reins
of the yurt”, here artificially attached to the teepee. In this
manner, step-by-step, the Tsaatans gradually not only
start speaking Mongolian but also assume the Mongolian
language of symbols.
This is the second great problem facing the Tsaatan
people - the preservation of linguistic distinctness and
ethnic identity. Deprived of contact with Tuva they
slowly begin using Mongolian, the language of schools
and official communication, even within the family. They
have no elite, authorities or leaders concerned with the
retention of the remnants of tradition and self-identifi­
cation. The awareness of ethnic distinction is declining.
The Tsaatans know that they are Tuva but the genuine
Tuva people live abroad; this is why they call themselves
“the people of the taiga” and without using ethnic names
distinguish themselves from the “people of the river”, the
golynkhyn dweling in the Valley.

175

Ties with relatives in Tuva have been severed. For
decades there have been no local contacts and the fron­
tier remains firmly closed. The exchange of reindeer has
ceased and the influx of new blood has come to a halt, af­
fecting both people and animals. The unpopulated moun­
tainous borderland is a dangerous terrain. Expeditions of
robbers from beyond the border take place - desperate
shepherds, former kolkhoz workers, now left to their own
devices, are forced to obtain horses and cattle in some
way. A few years ago it was even rumored (those in the
know referred to reports of the US State Department)
that Tuva was involved in smuggling Russian weapons
for the Moslem Uyghurs in Chinese Sinkiang.
Despite the fact that reindeer require mountain pas­
tures and become ill in the valleys, where they also fall
prey to wolves, local strategies of survival force the people
of the taiga to descend. The impact of the presence of
Western tourists arriving thanks to travel agencies from
Ulan Bator is growing, and not everyone has the time to
go all the way into the mountains. Sometimes a foreign
charity organization delivers food supplies. The world is
starting to appreciate the need for help, however hum­
ble, in order to enable this small ethnic group to contin­
ue adding the bright colours of their distinctness to the
global palette. Not much is needed - some flour, so that
they would not slaughter the reindeer, tarpaulin for the
teepees, so that they would not seek shelter in yurts and
wooden cottages in settlements, and veterinary assistance
in recreating the herds.
Paradoxically, it could be the incomers - research­
ers, travellers, and tourists - who might provide the last
chance for the people of the taiga to preserve their cul­
ture. Who else will convince the Tsaatan that it is worth­
while to maintain certain elements of their lifestyle - the
teepees, the reindeer, and the shamans and their art?
And who will inform the West that if it is our caprice to
observe a people traversing a path of culture so arduous
and different from ours then we should all support them.

Endnotes
1 J. S. Wasilewski, Podróże do piekieł. Rzecz o szamańskich miste­
riach, Warszawa 1979, p. 5.

�Fig. 1. Althoughthis illustration does not come from Rgkopis znaleziony w Saragossie by Jan Potocki I would like; to add the
opening words of the novel: 'The first day Count d’Olavidez had. not: yet established foreign settlements in the 'Sierra Morena—
that lofty chain of mountains that separates Andalusia from La Mancha - which was at that time inhabited solely by smugglers,
bandits and a few gypsies. (...) The traveler who ventured into that wild re f on was assailed by a thousand, terrors that would freeze
the blood of the boldest man. (...) and invisible hands pushed him towards the edge of bottomless precipices.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6020" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6000">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5e8c2b986a1af34482a910e98c512c3d.pdf</src>
        <authentication>43874703e46611e22fd464f3e3322697</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71844">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1017</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71845">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71846">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:936</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71847">
                <text>Podarować - znaleźć - zgubić - zbłądzić / ETNOGRAFIA POLSKA 1980 t.24 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71848">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1980 t.24 z.1, s.283-304</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71849">
                <text>Wasilewski, Jerzy Sławomir</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71850">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71851">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71852">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71853">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71854">
                <text>„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. X X I V z. 1
I S S N 0071-1861

JERZY

SŁAWOMIR

WASILEWSKI

PODAROWAĆ — ZNALEŹĆ — ZGUBIĆ — ZBŁĄDZIĆ
NIEKTÓRE K A T E G O R I E JĘZYKA

SYMBOLICZNEGO

ZWIĄZANE Z OPOZYCJĄ Z Y C I E —

ŚMIERĆ

Celem niniejszego a r t y k u ł u jest przedstawienie k i l k u wybranych po­
jęć, które w j ę z y k u symbolicznym tradycyjnej kultury mongolskiej sto­
sowane są do modelowania obrazu „ t a m t e g o ś w i a t a " oraz do organizo­
wania rytualnych z nim k o n t a k t ó w . Podstawowe kategorie, odnoszące
się przede wszystkim do czasu, przestrzeni i ruchu, b y ł y j u ż — tak
jak i generalne założenia metodologiczne — prezentowane w c z e ś n i e j .
Niniejszy tekst stanowi ich k o n t y n u a c j ę , w n o s z ą c pewne dodatkowe
u s z c z e g ó ł o w i e n i a w zakresie mongolskiego m a t e r i a ł u terenowego. Nie
b ę d ę jednak u n i k a ć p r z y w o ł y w a n i a analogii polskich z zakresu tradycyj­
nej kultury wiejskiej, c z y n i ą c tak w przekonaniu, iż w r ó ż n y c h systemach
wierzeniowych m o g ą s i ę pojawiać — pod w a r s t w ą formalnych różnic —
te same zasadnicze kategorie p o j ę c i o w e , leżące u podstaw archaicznych
s p o s o b ó w modelowania ś w i a t a .
W strukturalno-semiotycznym u j ę c i u kategorie te do dychotomicznie
zestawione pary p o j ę c i o w e , t w o r z ą c e uniwersalny zasób opozycji binar­
nych. U j a w n i a j ą się one w y r a ź n i e w każdej dwudzielnej wizji świata,
zdychotomizowanego na „ t e n ś w i a t " (ludzi) i „ t a m t e n świat", b ę d ą c y do­
m e n ą z a r ó w n o z ł y c h , jak i dobrych d u c h ó w z m a r ł y c h p r z o d k ó w oraz
bóstw. Na d y c h o t o m i ę tę m o g ą się nakładać wszelkie opozycyjnie zesta­
wione pary p o j ę c i o w e ; tak w i ę c do modelowania obrazu z a ś w i a t ó w
i o b r z ę d o w y c h s p o s o b ó w komunikacji z nimi s ł u ż y ć b ę d z i e d ł u g a seria
pojęć, zbudowana o c z y w i ś c i e z tych „gorszych" c z ł o n ó w opozycji binar­
nych. P a r ą p o j ę c i o w ą , która odpowiada relacji obu ś w i a t ó w , jest m. in.
opozycja ż y c i e — śmierć. Uściślając: ż y c i e rozumiane jako doczesne
przeciwstawione zostaje śmierci jako jego negacji; w dychotomii takiej
nie ujawnia s i ę w a r t o ś ć śmierci jako życia wiecznego, k t ó r y to jej walor
pozostaje t e ż poza o b r ę b e m niniejszej analizy.
i

1

Patrz:

inwersji,
o

szamańskich

z zakresu

J.

S.

W a s i l e w s k i ,

„Etnografia

misteriach,

etnologii

Symbolika

ruchu

P o l s k a " , t. 22: 1978 z. 1; t e n ż e ,

świata

Warszawa
znaczeń,

1979; t e n ż e ,

„Teksty", nr ЗД979.

Po

obrotowego
Podróże
śmierci

do

i
piekieł.

wędrować.

rytualnej
Rzecz
Szkic

�284

J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

Sądzić można, iż para pojęć ż y c i e — śmierć jako jedna z naczelnych
opozycji o r g a n i z u j ą c y c h ludzką działalność s y m b o l i c z n ą s t a n o w i ć będzie
dogodny klucz do analizy semantyki w i e r z e ń i r y t u a ł ó w . Perspektywicznym
zamiarem autora jest ukazanie, jak wiele treści symbolicznych w y r a ż a ­
nych jest w kulturze za p o m o c ą pojęcia śmierci, jego metafor lub metonimii.
P o n i e w a ż opozycja ś w i a t — z a ś w i a t y odpowiada d o k ł a d n i e opozycji
życie — śmierć, środki symboliczne służące do modelowania obrazu tam­
tego świata i magiczne sposoby nawiązania z nim kontaktu m u s z ą odwo­
ł y w a ć s i ę do symboliki śmierci. Znaczy to, iż w szeregu ś m i e r c i znajdzie
się cała sfera sacrum w osobach z a r ó w n o dobrych, j a k i z ł y c h jej repre­
z e n t a n t ó w . Binarna wizja świata, w ł a ś c i w a dla archaicznego systemu
magiczno-religijnego, zanim przeciwstawi sobie sfery dobrych b ó s t w
i z ł y c h d e m o n ó w łączy je razem we w s p ó l n y m przeciwstawieniu wobec
ziemi i życia ziemskiego. S t ą d też wiele ś r o d k ó w symbolicznych u ż y w a ­
nych w praktykach religijnych w obliczu b ó s t w dobrych b ę d z i e iden­
tycznych jak te, które stosuje się w zabiegach magicznych dla nawiązania
kontaktu z siłą n i e c z y s t ą , wszystkie z a ś one m o g ą p o j a w i ć się w obrzędo­
w o ś c i pogrzebowej. P r z y k ł a d e m najprostszym m o ż e b y ć idea postu. Oczy­
w i ś c i e abstrachujemy tu od s k u t e c z n o ś c i fizjologicznej poszczenia jako
czynnika u ł a t w i a j ą c e g o halucynacje, s t a n o w i ą c e g o w s t ę p n y zabieg tzw.
technik odcięcia z m y s ł o w e g o ; wolno bowiem t r a k t o w a ć post jako autono­
miczny element j ę z y k a symbolicznego, m a j ą c y o k r e ś l o n ą s e m a n t y k ę .
B ę d ą c — z semiotycznego punktu widzenia — metondmią ś m i e r c i stanowi
on dogodny środek symboliczny dla zaznaczenia stanu martwoty; dzięki
temu pojawi s i ę z a r ó w n o w momencie śmierci, jak t e ż przed w y p e ł n i a ­
niem czynności przy ołtarzu kultowym, a wreszcie w odbywanych na
czczo zabiegach magicznych.
P r z y k ł a d p o w y ż s z y ma jedynie w p r o w a d z a j ą c y charakter, albowiem
w kulturze mongolskich pasterzy idea postu zbyt silnie wiązała się
z religią l a m a j s k ą i ś r o d o w i s k i e m klasztornym, by m o ż n a w niej b y ł o
szukać jedynie treści archaicznego ś w i a t o p o g l ą d u . Samo s ł o w o , oznacza­
j ą c e w j ę z y k u mongolskim post — bacag — jest pochodzenia t y b e t a ń ­
skiego. Przestrzegali go z w ł a s z c z a ci pasterze, k t ó r z y czuli się silnie
związani z w i a r ą lamajską, na starość z a ś składali odpowiednie śluby.
T w o r z y ł a się w ten s p o s ó b kategoria ludzi ( m ę ż c z y ź n i uwsz, kobiety
uwsanc), k t ó r z y w ramach p r z y g o t o w a ń do śmierci rezygnowali z tego,
co nieodłącznie w i ą ż e s i ę z ż y c i e m : ś l u b o w a l i c z y s t o ś ć s e k s u a l n ą , po­
wstrzymywali s i ę od jedzenia m i ę s a itp. Daty obserwowania p o s t ó w w y ­
znaczane b y ł y przez ł a m ó w na podstawie lamajskiego kalendarza k s i ę ­
ż y c o w e g o (na ogół 1, 8 i 15 dzień miesiąca). Poza tym przestrzegano
powszechnie postu w dniach p o m i ę d z y śmiercią członka rodziny a jego
pogrzebem. Zakaz o b e j m o w a ł s p o ż y w a n i e ś w i e ż e g o m i ę s a , s t ą d t e ż nie
wolno b y ł o w t y m okresie zabijać zwierząt, co powszechnie motywowano

�PODAROWAĆ-ZNALEZC-ZGUBlC-ZBŁĄDZlC

285

— zgodnie z b u d d y j s k ą doktryną reinkarnacji — obawą, iż dusza zmarłego
przerodzić s i ę m o g ł a w zabijane zwierzę. Także w czasie stypy unikano
podawania m i ę s a , c z ę s t u j ą c gości raczej potrawami z m ą k i i słodyczami.
Nie praktykowano r ó w n i e ż w tym okresie składania regularnych ofiar
z mięsa na domowym ołtarzu, ograniczając się do ofiarowania pierwszych
w danym dniu porcji herbaty — deedż. Przez 21 lub 49 dni po śmierci
trwał zakaz przelewania krwi; informatorzy s t w i e r d z a j ą w y r a ź n i e , iż
„jeśli pokazać krew — źle będzie".
Można chyba przypuszczać, że buddyjska motywacja zakazu o b a w ą
przed zabiciem w ó w c z a s z w i e r z ę c i a m o g ą c e g o potencjalnie stać się rein­
karnacją z m a r ł e g o stanowi t y p o w ą p o w i e r z c h o w n ą racjonalizację. W swej
istocie bowiem zakaz ten zakorzeniony jest w logice ukrytej struktury,
tej n a j g ł ę b s z e j , bo opartej na kategoriach ż y c i e — śmierć. S u g e r u j ę
przyjęcie w y j a ś n i e n i a , k t ó r e traktuje demonstrację k r w i zabijanego
zwierzęcia, podobnie jak i późniejszą k o n s u m p c j ę jego m i ę s a jako mani­
festację „ z n a k ó w życia". Demonstracja tych z n a k ó w nie m o ż e w y s t ę p o ­
w a ć w obliczu śmierci. Zakaz ten bierze się chyba nie tylko, a nawet nie
tyle stąd, ż e taka manifestacja s t a n o w i ł a b y groźbę dla życia w momencie
kryzysu, a w i ę c jak to f o r m u ł u j e fonomenologia: „nadeszła krytyczna
chwila, wszyscy w s t r z y m u j ą oddech" . W y j a ś n i e n i e strukturalne brzmi
inaczej: wszelki obrzęd jako kulturowa reakcja n a stan naturalny polega
na tym, iż na r ó ż n e sposoby, w k i l k u kodach w y r a ż a się i podkreśla
znakami j ę z y k a symbolicznego zaistnienie owego stanu naturalnego;
w wypadku o b r z ę d ó w pogrzebowych i ż a ł o b n y c h — stanu śmierci. S t ą d
obrzędowe o d w r ó c e n i e porządku o b o w i ą z u j ą c e g o w normalnym ż y c i u
(choćby przez zastosowanie inwersji przestrzennych), s t ą d t e ż zawiesze­
nie takich ż y c i o d a j n y c h czynności, jak prokreacja (tabu seksualne
w dniach, k t ó r e w ludowym kalendarzu m a j ą s y m b o l i k ę zaduszną) czy
wymieniona demonstracja k r w i i konsumpcja mięsa.
2

Szerzej wypada p r z e d s t a w i ć kolejny zakaz, m a j ą c y z pozoru z u p e ł n i e
odmienny charakter, w k t ó r y m jednak tkwi — jak s ą d z ę — to samo
podstawowe znaczenie. Jest to powszechny w wielu kulturach — w tym
także w naszej wiejskiej w i e r z e n i o w o ś c i — zakaz p o ż y c z a n i a czegokol­
wiek z domu w pewnych sytuacjach. Interpretując go ł a t w o z a t r z y m a ć s i ę
na poziomie prostych asocjacji c h a r a k t e r y z u j ą c y c h m y ś l e n i e magiczne:
pożyczanie jako wydawanie, ubytek, strata. Materiał mongolski pozwala
jednak pokusić s i ę o w y j a ś n i e n i a głębsze, o d w o ł u j ą c e się znowu do
kategorii życie — śmierć.
Zakaz wydawania jakichkolwiek p r z e d m i o t ó w z jurty — dawania
w darze, w y p o ż y c z a n i a , a nawet wynoszenia popiołu i śmieci — które to
rzeczy są w ó w c z a s ceertej (tabu) obowiązuje w bardzo r ó ż n y c h sytu­
acjach. Przestrzegany jest przez 3 albo 7 dni po ś m i e r c i domownika,
2

G . v a n der L e e u w , F e n o m e n o l o g i a r e l i g i i , W a r s z a w a 1978, s. 81.

�286

J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

kiedy to nie wolno w y n o s i ć z jurty ż a d n y c h p r z e d m i o t ó w . Data pogrzebu
będzie dniem o b ł o ż o n y m tym zakazem przez n a s t ę p n e lata, jak długo
rodzina o rocznicy tej pamięta. W przeszłości lama w s k a z y w a ł przedmio­
ty, k t ó r e m i a ł y podlegać najostrzejszemu zakazowi p o ż y c z a n i a i sprze­
daży. Dodać trzeba, że o ile po śmierci domownika rodzina unika dawa­
nia czegokolwiek na z e w n ą t r z , to zarazem nader g o ś c i n n i e podejmuje
się p r z y b y s z ó w w jurcie, co informatorzy k o m e n t u j ą w prostych s ł o ­
wach: „bo m y ś l ą , że k a r m i ą tak zmarłego".
Ten sam zakaz o b o w i ą z y w a ł po w y p e ł n i e n i u dorocznego lamajskiego
obrzędu p r z y w o ł y w a n i a p o m y ś l n o ś c i dallaga awach. Przestrzegano go
r ó w n i e ż po takich dorocznych ceremoniach lamajskich, jak ofiara dla
ognia gal tachich, w której ognisku domowemu s k ł a d a n o z a w i n i ę t y
w j e d w a b n ą szarfę mostek barani oraz po seter tawich — p o ś w i ę c e n i u
z w i e r z ę c i a ze stada lamajskiemu b ó s t w u . Na wszystkich tych obrzędach
lamaizm w y c i s n ą ł swe piętno (np. s ł o w o seter na oznaczenie p o ś w i ę c o ­
nego zwierzęcia pochodzi z t y b e t a ń s k i e g o c'e-tar — „znak uwolnienia"),
ale mają one r ó w n i e ż swoje miejscowe antycypacje. I n t e r e s u j ą c y nas
w tym miejscu zakaz pożyczania d o t y c z y ł m i ę s a , mleka, soli oraz przed­
m i o t ó w ze srebra i złota. Motywacje deklarowane przez pasterzy nie
b y ł y jednoznaczne: „grzech", „ z m a r ł e m u się zaszkodzi", ,,z jurty ubędzie".
Surowo przestrzegano zakazu wydawania jakichkolwiek przedmio­
t ó w przez 3 dni po kastracji b a r a n ó w , jako że m o g ł y b y to szkodliwie
w p ł y n ą ć na gojenie s i ę ran. Także po porodzie w i e l b ł ą d z i c y nie wolno by­
ło w y n o s i ć ani soli, ani ognia (zdaniem i n f o r m a t o r ó w „bez nich nie m o ż ­
na żyć"), inaczej bowiem m o ż e w n a s t ę p n y m roku z d e c h n ą ć p r z y c h ó w e k .
Zakaz ten nie o b o w i ą z y w a ł po porodach innych zwierząt, co pasterze
próbowali t ł u m a c z y ć s z c z e g ó l n y m szacunkiem dla w i e l b ł ą d a jako zwie­
rzęcia d ł u g o w i e c z n e g o . Na koniec wypada w s p o m n i e ć o zakazie wyno­
szenia z jurty ognia i popiołu po seansie szamańskim, a także — ten
motyw pojawia s i ę w r ó ż n y c h systemach wierzeniowych całego chyba
ś w i a t a — po zachodzie słońca.
Spośród p o w y ż s z y c h z a k a z ó w n a j w a ż n i e j s z y b y ł dla relacjonujących
ten o b o w i ą z u j ą c y po kastracji baranów. T u najkonkretniej f o r m u ł o w a ­
no konsekwencje jego złamania. S ą one dwojakiego charakteru: powia­
da się, że „rana s i ę nie zagoi" albo też, że „ w ten sposób otwiera się dro­
g ę dla w y d a t k ó w " . Sankcje te s f o r m u ł o w a n e s ą w sposób znamienny
dla magicznego m y ś l e n i a asocjacyjnego, bazują one n i e w ą t p l i w i e na w s p ó l ­
nej w obu wypadkach symbolice otwarcia. Z a r ó w n o bowiem „rana", jak
i „ w y d a n i e czegokolwiek z jurty" s t a n o w i ą rodzaj otwarcia; są zatem
pojęciami symetrycznymi, pozostają w logicznym z w i ą z k u ze sobą. K a ż ­
de z tych „otwarć" jest niepożądane, wzmacnianie zaś jednego drugim
(wydawanie czegoś, gdy rana jest jeszcze niezasklepiona) m o ż e okazać
się szkodliwe dla każdego z nich. Obie motywacje są w i ę c z punktu w i ­
dzenia m y ś l i magicznej r ó w n i e uzasadnione, c z ł o w i e k zaś z n a j ą c y ó w za-

�PODAROWAC-ZNALEŻC-ZGUBIĆ-ZBŁĄDZIC

287

kaz (relacjonujący go informator) „ m a do wyboru", na którą sankcję
w swojej wierze ma się z d e c y d o w a ć ; m o ż e zresztą połączyć obie.
Czy jednak w y j a ś n i e n i a o d w o ł u j ą c e się do poziomu m y ś l e n i a magicz­
nego w y s t a r c z a j ą we wszystkich p o w y ż s z y c h przypadkach? Sądzę, iż lo­
gika zakazu spoczywa głębiej, tak jak g ł ę b s z y jest w e w n ę t r z n y z w i ą z e k
wszystkich sytuacji, w k t ó r y c h zakaz ó w obowiązuje. Można się spodzie­
wać, iż w y j a ś n i e n i a magiczne p r z y k r y w a j ą sobą strukturę ukrytą. Logika
magii, działalności przecież utylitarnej i psychologicznie bliskiej c z ł o ­
wiekowi, jest bowiem stosunkowo prosta, m o ż e w i ę c p o s ł u ż y ć ludziom
do w y j a ś n i e n i a działań, k t ó r y c h n a j g ł ę b s z y sens jest dla nich samych
niezrozumiały. Magia s ł u ż y tu w i ę c — m o ż e zabrzmi to paradoksalnie —
racjonalizacji.
Co natomiast m i a ł o b y stanowić głębszą strukturę p o w y ż s z y c h zaka­
z ó w ? Odpowiedź wynika z analizy pojęcia tabu, którego mongolskie ceertej jest przecież ś c i s ł y m odpowiednikiem „Tabu jest to unikanie pew­
nych czynności i s ł ó w z bo jaźni przed mocą. S ł ó w , które dotyczą takich
dziedzin krytycznych, jak polowanie, wojna, stosunek p ł c i o w y , lepiej nie
wymawiać... [w w y n i k u nałożenia tabu] pojawia się w i ę c ś w i a d o m i e
w y w o ł a n e zatamowanie nurtu życia" . W p o w y ż s z y m określeniu p o ł ó ż m y
nacisk na p o j ę c i u „życia", rozumiejąc je przy tym o c z y w i ś c i e jako człon
opozycji binarnej; w y j a ś n i a nam ono w i ę c e j niż — traktowana przez
samego G . van der Leeuwa jako w y j ś c i o w a — idea „mocy". Tabu po­
woduje w ł a ś n i e ustanie życia. Okresowy zakaz prokreacji — tabu seksu­
alne — jest najsilniejszym sposobem manifestacji stanu śmierci, zawie­
szenia życia w jego najbardziej witalnym aspekcie. W Mongolii stosunki
seksualne b y ł y ceertej m. in. dla tych, którzy przygotowywali się do pro­
wadzenia ceremonii kultowych na owonach. Kontakt ze świętością w y ­
maga czystości r ó w n o z n a c z n e j z wyzbyciem się z n a k ó w życia.
3

P o w y ż s z e rozważania nie o d w o d z ą nas wcale od zagadnienia zakazu
dawania. Wynika z nich ono logicznie, o c z y w i ś c i e pod warunkiem, że
dawanej rzeczy nie b ę d z i e m y t r a k t o w a ć w y ł ą c z n i e jako wartości ekono­
micznej ani jako korelatu w i ę z i społecznych, lecz spojrzymy na n i ą jako
na element symboliczny. O d w o ł a j m y się z n ó w do trafnie uwydatniają­
cych ten aspekt daru s t w i e r d z e ń ojca fenomenologii religii: w darze „ n a j ­
w a ż n i e j s z e jest nie to, ż e ktoś coś otrzymuje, lecz ż e prąd życia p ł y n i e
dalej... [dar, ofiara] staje w centrum życia, jest d z i a ł a n i e m samej mocy
życia" .
4

Zakładam, iż rzeczy wydawane z jurty m o ż n a traktować na tej samej
co dar zasadzie. W przypadku n i e k t ó r y c h z nich mamy n a j w y r a ź n i e j do
czynienia z symbolicznymi „ k w a n t a m i życia", o w y r a ź n i e zapisanej funk­
cji stymulatora witalności. Dlatego w ł a ś n i e zakaz dawania dotyczy szcze3

Tamże,

s.

1

Tamże,

s.

80-81.
403.

�288

J E R Z Y S.

WASILEWSKI

golnie mleka i mięsa, ognia wraz z popiołem, soli — traktowanych jak
wiemy przez pasterzy jako „rzeczy, bez k t ó r y c h nie m o ż n a ż y ć " — oraz
p r z e d m i o t ó w ze złota i srebra. Z w r ó ć m y u w a g ę , ż e sól w wielu kultu­
rach pełni rolę symbolicznego ł a d u n k u życia, stąd jej rola w obrzędach
narodzinowych oraz apotropaiczne zastosowanie w magii przeciwko w y ­
w o d z ą c y m się z porządku śmierci demonom. To samo dotyczy metali
szlachetnych. „Złoto, które ma b a r w ę Słońca, ma t e ż w sobie część jego
życiodajnej siły... K r ó l o w i e rozdzielając złoto w ś r ó d swych u l u b i e ń c ó w
zarazem obdarzali ich ż y c i e m . D l a G r e k ó w symbolem życia b y ł y złote
jabłka Hesperyd" .
Wolno sądzić, że r ó w n i e ż dla M o n g o ł ó w dar s t a n o w i ł m a n i f e s t a c j ę ż y ­
cia; w tym sensie podobny b y ł do demonstracji k r w i — oba te zjawi­
ska (darowanie i krwawienie) b y ł y już zresztą intuicyjnie zestawiane .
Muszą one zostać zawieszone w kontakcie ze śmiercią, stąd zakaz zabija­
nia zwierząt i wydawania rzeczy po pogrzebie; jako że noc jest analo­
giczna wobec śmierci, w i ę c t e ż ten sam zakaz o b o w i ą z u j e po zachodzie
słońca. Podobnie m o ż n a go chyba rozumieć w pozostałych przypadkach
kontaktu ze ś w i a t e m sacrum — podczas jurtowych o b r z ę d ó w ofiarnych.
Rodzi s i ę co n a j w y ż e j pytanie, czy stosowanie ś r o d k ó w symbolicznych
b ę d ą c y c h negacją życia nie jest poniekąd ś w i a d e c t w e m pierwotnego
z w i ą z k u tych ceremonii z kultem z m a r ł y c h (przodków), logiczne jest bo­
wiem, iż przede wszystkim w takich obrzędach m u s i a ł w y s t ę p o w a ć ó w
zakaz demonstracji z n a k ó w życia. Zgodnie jednak z deklarowanym na
w s t ę p i e z a ł o ż e n i e m binaryzmu p o w i e d z i e ć trzeba, iż k a ż d y rytualny
z w i ą z e k ze sferą ś w i ę t o ś c i o d w o ł y w a ć się m o ż e do ś r o d k ó w b a z u j ą c y c h
na symbolice śmierci.
5

6

Zakaz wydawania p r z e d m i o t ó w z jurty po kastracji b a r a n ó w to przy­
padek szczególny, do którego jak w i d z i e l i ś m y także płytsze, magiczne w y ­
jaśnienie pasuje stosunkowo dobrze; tym niemniej i tu jest miejsce dla
interpretacji w kategoriach życie — śmierć. Otóż zabieg ó w stanowi
z p e w n o ś c i ą m e t o n i m i ę tej ostatniej. Przeprowadzając go pasterze oba­
wiali się o ż y c i e zwierząt; na w s t ę p i e wykonywano r y t magiczny m a ­
jący uchronić z w i e r z ę od śmierci i przenieść ją na obiekt zastępczy,
o p e r u j ą c y m zaś życzono w krótkim hymnie „lekkiej ręki". W sytuacji
metonimicznej śmierci o b o w i ą z y w a ć zatem powinien ten sam zakaz oka­
zywania z n a k ó w życia, co wobec śmierci rzeczywistej. Jest on jak wie­
my respektowany bardzo surowo — zarazem jednak zwyczaj nakazuje,
by osobom o p e r u j ą c y m w r ę c z y ć dar, nie obawiając się przy tym nega­
tywnych konsekwencji, bo „tylko one b ę d ą o tym wiedzieć".
Dar w tym momencie nie jest wcale — jakby m o g ł o się z d a w a ć —
w y ł o m e m w opisywanej dotychczas strukturze. Przeciwnie, potwierdza
S

-Tamże,
Tamże,

8

s. 90.
s. 400.

�PODAROWAC-ZNALE2Ć-ZGUBIĆ-ZBŁĄDZIC

289

się tu jego rola jako ł a d u n k u życia; jest on na miejscu nie tylko ze
społeczno-pragmatycznego, ale też z czysto semantycznego punktu w i ­
dzenia. Oto p r z e c i e ż n a l e ż y obdarzyć kwantem życia tych, k t ó r z y z e t k n ę ­
li się najbliżej ze śmiercią, trzeba bowiem podnieść ich o b n i ż o n y poten­
cjał energetyczny. Zapewne taka koncepcja daru za wykonanie pewnej
czynności wymaga jeszcze drobiazgowego m a t e r i a ł o w e g o sprawdzenia
(rodzaj z a b i e g ó w wynagradzanych, semantyka p r z e d m i o t ó w darowanych
itp.). Rysuje s i ę jednak m o ż l i w o ś ć nowego spojrzenia na rolę darów,
jakimi wynagradzane b y ł o wykonanie czynności oczyszczających w ob­
rzędach przejścia. N a l e ż ą tu b y ć m o ż e dary dla akuszerki albo osoby dokonującej postrzyżyn, zwłaszcza że obrzędy narodzinowe i okresu dzie­
cięcego w i ą ż ą się z ideą śmierci o tyle, o ile same narodziny traktowane
są w archaicznym systemie w y o b r a ż e ń jako fakt pozostający w zwier­
ciadlanej symetrii wobec śmierci, s t a n o w i ą c y w y ł a n i a n i e się z niebytu.
Dar, dawanie — pojęcia przeciwstawne wobec idei zakazu w y d a ­
wania — p o s ł u ż y ł y zatem do jej w y j a ś n i e n i a . Na zakończenie wywodu
dodajmy jeszcze, iż tradycyjna w i e r z e n i o w o ś ć zna pojęcie tworzące ś c i ­
słą opozycję wobec zakazu dawania — jest nim nakaz pożyczania. For­
m u ł o w a n y jest on np. w takim oto polskim wierzeniu: kobiecie ciężar­
nej, która prosi o p o ż y c z e n i e czegoś, nie wolno tego przedmiotu odmówić,
bo inaczej myszy w y g r y z ą dziurę. T a k w i ę c w parze z ż y c i e m — zna­
mionowanym przez b r z e m i e n n o ś ć — iść musi dawanie, odmowa zaś daru
przynosi jeśli nie śmierć, to przynajmniej zniszczenie, destrukcję. Opo­
zycja dar — zakaz daru, d a w a ć — odmawiać, odpowiada w i ę c opozycji
życie — śmierć.
Kolejną parę pojęciową, która identycznie koreluje się z tą podsta­
w o w ą opozycją, jest para ś w i a d o m o ś ć — n i e ś w i a d o m o ś ć . Jej drugi człon
stosowany jest powszechnie do charakteryzowania stanów, w k t ó r y c h
m o ż l i w y jest kontakt c z ł o w i e k a ze sferą zjawisk nadnaturalnych. Nie
mam tu jednak n a m y ś l i s t a n ó w szamańskiej ekstazy czy innych przeżyć
paranormalnych. P o z o s t a ń m y przy rytuałach wykonywanych niby to
świadomie, w k t ó r y c h jednak moment niewiedzy, n i e ś w i a d o m o ś c i ma
g w a r a n t o w a ć m a g i c z n ą skuteczność. D l a przykładu wspomnijmy o noto­
rycznie p o w t a r z a j ą c y m się w magicznych receptach wymogu utrzymywa­
nia danej kuracji w tajemnicy, inaczej bowiem okaże się ona nieskutecz­
na. T a k w i ę c w e d ł u g torguckiego przepisu na ł a t w y poród n a l e ż y maścią
z m ó z g u w ę ż a p o s m a r o w a ć organy rodzącej, tak jednak, by ona sama
o tym nie wiedziała. I nie warto chyba doszukiwać się w idei skrytości,
utrzymywania zabiegu w tajemnicy, jakichś intencji psychotechnicznych,
ludowej terapeutki itp. N i e ś w i a d o m o ś ć , n i e j a w n o ś ć i p r z y p a d k o w o ś ć m a ­
ją s w ą w ł a s n ą s e m a n t y k ę , s t a n o w i ą autonomiczne elementy języka s y m ­
bolicznego i to wystarczy, by znalazły zastosowanie w przekazach magicz­
nych. To stąd w polskich podaniach skarb ujawnia się temu kto nie
szuka go celowo; na tamtym ś w i e c i e działanie intencjonalne jest bo19 — E t n o g r a f i a P o l s k a , X X I V , z. 1

�290

J E R Z Y S.

WASILEWSKI

wiem — przeciwnie aniżeli na ziemi — nieskuteczne. T a k w i ę c c h ł o p ­
cu, k t ó r e m u przypadkiem wpada czapka do lochu, diabeł wyrzuca ją,
pełną pieniędzy, temu zaś, który w r z u c i ł ją tam n a u m y ś l n i e , zwraca j ą
z gnojem albo też wprost u r y w a g ł o w ę .
7

Tak w i ę c badając relację ś w i a d o m o ś ć — n i e ś w i a d o m o ś ć w kontakcie
z tamtym ś w i a t e m z w r ó c i m y u w a g ę na takie jej konkretyzacje, jak: i n ­
tencjonalnie — przypadkowo czy t e ż jawnie — skrycie. I tak dochodzi­
my do pary pojęć zgubione — znalezione (mong. gardz-oldz). Choć są to
pojęcia antyteczne, to o c z y w i ś c i e nie s t a n o w i ą one opozycji adekwatnej
wobec pary ś w i a d o m o ś ć — n i e ś w i a d o m o ś ć . Znajdą się one łącznie w serii
wyznaczanej przez n i e ś w i a d o m o ś ć (w przeciwstawieniu wobec przedmio­
t ó w uzyskanych lub utraconych intencjonalnie) albowiem ich status lo­
giczny jest podobny: zguba to coś, co traci się w sposób bezwiedny, tak
jak i znalezienie nie zależy od udziału woli. Rozpocznijmy od przedsta­
wienia mongolskiego r y t u a ł u tzw. „gubienia dziecka", chuuched
geczichle. Pod tą e u f e m i s t y c z n ą n a z w ą kryje się odprawiany n i e g d y ś p o c h ó w e k
dziecka, które zmarło mniej w i ę c e j przed trzecim rokiem życia. Z w ł o k i
zaszywano w skórę, konny jeździec z a ś przytraczał ó w worek do siod­
ła w sposób celowo niestaranny. N a s t ę p n i e galopem u d a w a ł się na tere­
ny odludne, gdzie długo k l u c z y ł i błądził, tak p o w o d u j ą c koniem, by
wreszcie worek odwiązał się sam, bez jego wiedzy i czynnego udziału.
Zgubienie takie jest środkiem w y s ł a n i a z m a r ł e g o dziecka w zaświaty,
aby uległo ono szybkiej reinkarnacji i odrodziło się ponownie w tej sa­
mej rodzinie. D o s t ę p n y m na ziemi obszarem, który m o ż e r e p r e z e n t o w a ć
symbolicznie tamten świat, jest w binarnej klasyfikacji k a ż d y teren bez­
ludny, pozbawiony ś l a d ó w obecności c z ł o w i e k a i zwierząt, nazywany przez
pasterzy mongolskich „ c z y s t y m miejscem", cewer gadzar. Termin „ c z y ­
stość" pojawia się już po raz w t ó r y — podobnie jak w k o n t e k ś c i e tabu
seksualnego — na oznaczenie braku z n a k ó w życia.
Podobny do w y ż e j opisanego sposób p o c h ó w k u relacjonował dla T u w i j e ż y k ó w F . K o n . Ciało zmarłego p r z y w i ą z y w a n o do kłody, którą przez
otwór w ścianie jurty w y w l e k a ł n a g ł y m szarpnięciem liny konny j e ź ­
dziec. Klucząc w galopie po bezdrożach porzucał z w ł o k i i nie oglądając
się za siebie w r a c a ł mylnymi drogami. Z w r ó ć m y u w a g ę n a motyw powro­
tu z pogrzebu okrężną drogą, znany w r ó ż n y c h systemach wierzeniowych.
Posiada on na ogół m o t y w a c j ę magiczną, mając jakoby na celu zmyle­
nie duszy zmarłego i zapobieżenie jej powrotowi do ś w i a t a ż y w y c h . P a ­
m i ę t a m y jednak, iż pod powierzchnią takich magicznych t ł u m a c z e ń —
8

'J.

Krzyżanowski,

Polska

bajka

ludowa

w

układzie

systematycznym,

t. I I , W a r s z a w a 1963, s. 219.
8

F. K o n ,

Za

M o s k w a 1934, s. 64.

50

let.

Sobranie

soczinienii,

t.

I I I : Ekspiedicija

w

Sojotiil,

�PODAROWAĆ-ZNALEŻC-ZGUBIĆ-ZBŁĄDZIĆ

291

bardzo ż y w y c h i rozpowszechnionych, albowiem w s k a z u j ą c y c h na celo­
wość, bezpośrednią przydatność stosowania danego zabiegu symboliczne­
go — kryje się głęboka logika znaczeń; nie chodzi w niej o m a g i c z n ą
skuteczność, lecz tylko o w y r a ż e n i e w j ę z y k u symboli istniejącego sta­
nu. Sądzę, ż e w omawianym wypadku poprzez kluczenie i błądzenie
wyrażona zostaje idea zawieszenia świadomości i zakłóceń struktury cza­
soprzestrzennej, jakie p a n o w a ć mają w krainie śmierci.
W relacjach mitologicznych wielu l u d ó w jest błądzenie typowym
sposobem w ę d r o w a n i a po zaświatach. Rozkładając ten motyw na p o j ę ­
cia abstrakcyjne m o ż n a powiedzieć, iż błąkanie owo wynika z innej na
tamtym ś w i e c i e struktury czasu i przestrzeni (wzmiankowane inwersje,
zakrzywienie przestrzeni u n i e m o ż l i w i a j ą c e wydostanie się, brak u p ł y w u
czasu itd.) oraz stąd, iż ustaje tam ludzka pamięć i ś w i a d o m o ś ć . B ł ą k a ­
ją się cienie elizejskie, błądzą herosowie typu Odyseusza, którzy w swych
w ę d r ó w k a c h po nieschodzonych drogach anekumeny ocierają się o śmierć,
błędne ścieżki oferuje labirynt — znane już w najbardziej archaicznych
kulturach w y o b r a ż e n i e z a ś w i a t ó w . Pojęcia takie, jak błąd — obłęd —
przybłęda — obłąkaniec, w i ą ż ą się z przynależnością do innego świata.
Nie mnożąc dalszych p r z y k ł a d ó w z w r ó c i m y jedynie u w a g ę na pojęcie
błędu, p o m y ł k i jako ś w i a d e c t w a ingerencji d e m o n ó w . Jest tu miejsce
zarówno dla ś r e d n i o w i e c z n e g o mnicha, który zrobiwszy błąd w przepi­
sywanej księdze w i n i ł za to diabła, jak i dla kobiety z mongolskich
opowieści wierzeniowych, która p o m y ł k ę w odmawianiu przepisanej for­
m u ł y magicznej przypłaciła kulawością.
Z a u w a ż m y , iż k u l a w o ś ć — ogólnie znana i nie w y m a g a j ą c a komen­
tarza sankcja za wkroczenie w sferę z a ś w i a t ó w — pojawia się także
w mongolskich wierzeniach w z w i ą z k u ze w z m i a n k o w ą ideą „czystego
miejsca". Oto bowiem cewer gadzar stanowi klasyfikacyjne z a ś w i a t y nie
tylko w obrzędzie pogrzebowym, lecz też po narodzinach. Wtedy to zako­
puje się na tym terenie ten cielesny zaczątek nowego życia i nowych
narodzin, jakim jest łożysko. Chowa się je tam posypane ziarnem, solą
i kadzidlanym proszkiem z jałowca arc wraz z baranią kością astragalową szagaj; ta ostatnia jest zapewne nosicielem idei ciągłości m i ę d z y p o ­
koleniowej, symbolizuje linię pochodzeniową. Zakopanie placenty razem
z tymi symbolicznymi nośnikami życia ma z a g w a r a n t o w a ć rodzenie się
dalszego potomstwa. Przy tej okazji f o r m u ł u j e się zakaz stąpania na
miejscu, gdzie obiekty te są zakopane. Ten kto b ę d z i e t a m t ę d y chodził —
okuleje.
Pojęcie zguby, od którego rozpoczęliśmy nasz w y w ó d , znajduje swe
o d w r ó c e n i e w idei znalezienia. Skoro zatem zgubienie jest sposobem w y ­
ekspediowania czegoś w z a ś w i a t y (w tym kontekście p o r ó w n a j polskie
powiedzenia na temat rzeczy zgubionej: „diabeł ogonem przykrył", „diab­
li na f o r m ę porwali', a także — z diabłem z a s t ą p i o n y m przez obcych —
„Żydzi na drągu wynieśli"), w i ę c t e ż znalezienie m o ż e b y ć traktowane

�292

J E R Z Y S.

WASILEWSKI

jako odbiór przesyłki z tamtego świata. Dzieje się tak r z e c z y w i ś c i e
c h o ć b y w magii, gdzie rzeczy przypadkowo znalezione w stepie — z w ł a s z ­
cza stare przedmioty, s p ł o w i a ł e od wiatru i słońca — traktowane są jako
szczególnie skuteczne. Skoro gubienie w y s t ę p u j e w pogrzebie, to syme­
tryczne wobec niego znajdowanie powinno p o j a w i ć się w z w i ą z k u z n a ­
rodzinami. W istocie, w mongolskich pieśniach weselnych ż y c z y się c z ę ­
sto pannie m ł o d e j „znaleziska"; oldz; eufemizm ten oznacza przyszłe
dziecko. Z t ą s a m ą intencją wypowiada się s ł o w a „ n i e c h będzie znalezi­
sko" w y r z u c a j ą c dwie obrane z m i ę s a kostki z tylnej nogi barana. S ą
to chrząstki, na k t ó r y c h gotuje się bulion służący do pierwszego obrzędo­
wego obmywania noworodka, wrzuca się je też do wody k a ż d o r a z o w o
m y j ą c dziecko. Rytualno-ludycznego aktu wyrzucania kostek d o k o n y w a ł
gospodarz, w y s t r z e l i w u j ą c je po zjedzeniu m i ę s a z ręki przełożonej pod
kolanem m i ę d z y nogami. Ś c i ę g n e m Achillesa borwi powinien trafić w we­
z g ł o w i e m a ł ż e ń s k i e g o łóżka, rzepką k o l a n o w ą z a ś tojg c e l o w a ł w g ó r ­
ny otwór jurty, w jego p r a w ą lub l e w ą p o ł o w ę , zależnie od tego, czy
chciał m i e ć córkę, czy syna. Trzeba w y j a ś n i ć , ż e o t w ó r dymno-okienny
traktowany b y ł jako miejsce pobytu duszyczek p r z y s z ł y c h dzieci. Ż y c z e ­
nie potomstwa m o g ł o b y ć w y r a ż o n e s ł o w a m i „ n i e c h b ę d z i e znalezisko",
oldz oroo, albo wprost: „niech b ę d z i e ładne, m i ł e dziecko", ongotej
chodrchon chuuched garach boldtugaj.
Idea znalezienia — nadal w z w i ą z k u z narodzeniem — pojawia s i ę
także w z a k o ń c z e n i u p o c h ó w k u . Gdy dla wywiezienia z w ł o k na cmen­
tarz układa się je na grzbiecie wielbłąda, to za pomost służą dwa od­
w r ó c o n e do góry dnem kosze, przeznaczone do zbierania suchego nawozu
na opał. Powracając z cmentarza kosze te n a l e ż y n a p e ł n i ć nawozem —
który w ó w c z a s nazywa się w ł a ś n i e „znaleziskiem" — i w y p a l i ć go n a ­
tychmiast w ogniu. W tej niejasnej dla samych pasterzy praktyce zawar­
ta jest chyba symbolika odrodzenia, jakie nastąpić ma po śmierci. D z i ­
w i ć może, iż kosze do nawozu, przedmioty o tak niskiej randze, u ż y w a n e
są jako akcesoria pogrzebowe. B y ć m o ż e w y j a ś n i e n i e tkwi w mitologii
poszukiwania. Skoro rzeczy przypadkowo znalezione traktowane s ą jako
pochodzące ze sfery sakralnej, to wszelkie zajęcia zbierackie m o g ą m i e ć
s w ą m a ł ą m i t o l o g i ę , w której b y ł y b y opisywane na w z ó r w y p r a w na
tamten świat. W tradycyjnej kulturze c h ł o p s k i e j d o t y c z y ł o to np. zbie­
rania g r z y b ó w . „ P o d o b i e ń s t w o grzybobrania do przechadzki c i e n i ó w eli­
zejskich" nie jest tylko z e w n ę t r z n e ; wierzenia na temat g r z y b ó w upo­
dobniają je do d a r ó w tamtego świata, które po wyniesieniu na z i e m i ę
tracą s w ó j cudowny walor, ulegają dematerializacji. M o ż e w i ę c r ó w n i e ż
kosz do zbierania opału w stepie (czynność ta jest c z ę s t y m motywem
w folklorze mongolskim) zawiera głębsze znaczenie symboliczne jako
rekwizyt kontaktu z tamtym ś w i a t e m ?
Skoro d o t k n ę l i ś m y symboliki pewnych niepozornych r e k w i z y t ó w w i ą ­
żących się ze śmiercią to zaprezentujemy teraz ciąg perypetii, jaki z a -

�293

PODAROWAC-ZNALE2C-ZGUBIC-ZBŁĄDZIC

rysowuje s i ę przy analizie takich w ł a ś n i e przedmiotów. D l a uproszcze­
nia przyjmijmy, iż punktem w y j ś c i a jest grzebień; w istocie w tej sa­
mej roli p o j a w i a ć się będą, jak zobaczymy, różne podobne d o ń przedmio­
ty. W wielu systemach wierzeniowych pojawia się on jako akcesorium
pochówku. W tradycyjnej kulturze wiejskiej b y w a ł składany do trumny
obok kilku innych osobistych rzeczy zmarłego. Trudno tu na początek
dopatrywać się tej roli symbolicznej, jaką ten sam przedmiot pełni np.
w p o c h ó w k u t y b e t a ń s k i m , a mianowicie funkcji apotropaicznych. Oto
w tybetańskiej ceremonii w y s y ł a n i a duszy zmarłego na tamten ś w i a t
(sanglion), przeprowadzanej przez czarownika-szamana zaraz po pogrze­
bie, zaopatruje się duszę w środki magiczne, m a j ą c e ochronić ją przed
demonami, zagrażającymi jej w drodze do krainy p r z o d k ó w
Rum-lyang.
Są tu m. in. szczotka i grzebień, które rzucone przez duszę za siebie za­
mienią się w zaporę, zagradzającą drogę z ł y m duchom .
9

Można przypuszczać, że takie w ł a ś n i e rozumienie symboliki przed­
m i o t ó w typu grzebienia legło u podstaw wykorzystania tego motywu
w licznych bajkach i podaniach. Badający historyczno-etnograficzne (ob­
r z ę d o w e i wierzeniowe) źródła baśni magicznej W. Propp stwierdził, iż
motyw grzebienia zamieniającego się w łańcuch gór w ucieczce przed
złymi duchami r o z u m i e ć n a l e ż y jako wyraz idei nieprzekraczalności —
czy raczej trudności w pokonaniu granicy m i ę d z y tym a tamtym ś w i a ­
tem . Z a przykład m o ż e służyć znane podanie o k r ó l o w e j Kindze, która
w ucieczce przed Tatarami rzuciła za siebie grzebień i wstążkę, z czego
p o w s t a ł y Pieniny i Dunajec. Mamy tu w y r a ź n i e do czynienia z transfor­
macją schematu „ucieczki z tamtego świata". Pojawia się tu przecież nie
tylko „ten sam grzebień' ale i to samo demoniczne zagrożenie; w średnio­
wiecznej Europie Tatarzy traktowani są o c z y w i ś c i e jako przybysze z T a r taru, czemu daje wyraz nie tylko ludowa etymologia, ale i oficjalna
pisownia (w j ę z y k u angielskim forma the Tartars utrzymuje się do X I X
wieku). Co zaś tyczy s i ę postaci samej bohaterki, to należałoby zastanowić
się, czy pierwotnie nie spełniała ona bardziej heroicznej roli zanim h i ­
storia nie skazała jej na niefortunną ucieczkę. „Legenda jest mitem,
który po drodze zahaczył o jakieś miejsce lub fakt historyczny" —•
powiada G . van der L e e u w . U z u p e ł n i j m y to stwierdzenie: pech chciał,
iż w tym wypadku mit zaczepił o okoliczności dziejowe n i e p o m y ś l n e , co
sprawiło, iż w legendzie akcent pada na moment klęski, ucieczki. B y ć
m o ż e jednak ucieczkę przed demonami p r z y b y w a j ą c y m i z tamtego ś w i a 1 0

1 1

9

M . H e r m a n n s , Schamanen-Pseudoschamanen,

vergleichen.de

Studie

religióser

Urphanomene,

Erloser

und

Hettbringer.

Eine

Teil I I : Pseudo-Schamanen, Wiesba­

d e n 1970, s. 90.
1 0

W. P r o p p ,

1 1

V a n der L e e u w , op. cit, s. 458.

Istoriczeskije

korni

wołszebnoj

skazki,

M o s k w a — L e n i n g r a d 1949.

�294

J E R Z Y S.

WASILEWSKI

ta poprzedzała — zgodnie z p e ł n y m schematem mitologicznym — jakaś
triumfalna, heroiczna przeciw nim wyprawa?
Nie chcąc bynajmniej pochopnie s u g e r o w a ć parabeli m i ę d z y postacią
błogosławionej K i n g i a herosami d o k o n u j ą c y m i zstąpienia do p i e k i e ł (wy­
starczy, ż e sam motyw ucieczki jest w obu wypadkach jednakowo ujmowa­
ny) przedstawmy raczej topos w y p r a w y bohatera do k r a i n y śmierci na
podstawie mongolskiego m a t e r i a ł u wierzeniowego, p a m i ę t a j ą c zarazem
stale o „ m o t y w i e grzebienia". Taką b o h a t e r s k ą postacią jest B a l d a n - L c h a m , w y o b r a ż a n y na lamajskich ikonach jako b ó s t w o g r o ź n e z czarną
t w a r z ą i mieczem w dłoni, galopujące na mule; z w i e r z ę ma umieszczone
na zadzie trzecie oko. Z boku zwisa poczwarny z e w ł o k ludzki, do siodła
przytroczony jest t e ż jakiś pręt z zaznaczonymi z ę b a m i czy nacięciami.
Wśród T o r g u t ó w rozpowszechnione jest podanie wierzeniowe, opowia­
dające o tym jak Baldan-Lcham w y p r a w i ł się do krainy d e m o n ó w —
mangasyn oron — aby je pokonać; podanie stanowi zarazem w y j a ś n i e ­
nie dla odprawianego co roku „na tę pamiątkę" obrzędu rozbijania kości,
który zostanie opisany dalej. O p o w i e ś ć relacjonowana w r ó ż n y c h wer­
sjach zaczyna się od stwierdzenia, iż pewnego razu w ś r ó d ł a m ó w zapa­
n o w a ł o podniecenie, albowiem dotarła do nich w i a d o m o ś ć , ż e w krainie
d e m o n ó w odbędzie się ślub syna chana mangusów
z córką chana szulmasów (obie nazwy oznaczają kategorie z ł y c h duchów). Ze z w i ą z k u tego
ma się narodzić syn, b ę d ą c y zagrożeniem dla życia na ziemi. B ó s t w o
Baldan-Lcham przybrało postać pięknej dziewczyny (albo w r ę c z p o d s z y ł o
się pod narzeczoną) i poślubiło owego mangusa. W pewien czas potem,
trzydziestego dnia grudnia urodziło się z tego z w i ą z k u d z i e c k o - p o t w ó r
z jednym okiem na środku czoła. W tym miejscu r ó ż n e warianty opo­
w i e ś c i rozchodzą się znacznie w szczegółach. R e k a p i t u l u j ą c : wszystkie
demony p r z y b y ł y wtedy w gościnę, u p i ł y się i zostały pokonane przez
Baldan-Lchama (czasem też dzięki pomocy i n t e r w e n i u j ą c y c h b u r c h a n ó w ,
które u w a l n i a j ą go z ż e l a z n y c h pęt, w jakie został zakuty). Baldan-Lcham
rozbija mangusowi kość udową, zabija t e ż potworne dziecko; jego trupa
przytracza do siodła, a rozlaną przy tym k r e w musi w y p i ć , inaczej
bowiem skazi ona z i e m i ę — od tego też sam czernieje. K i e d y na swym
wierzchowcu ucieka na ziemię, goni go pozostała przy ż y c i u zła starucha.
Dotarłszy do brzegu morza Korwin
dalaj przeskakuje ponad cieśniną,
starucha zaś rzuca za nim z ę b a t y m przedmiotem z żelaza, s ł u ż ą c y m do
obróbki skóry — chedreg; trafia nim Baldan-Lchama w czoło, rumaka
zaś w zad. W tych miejscach p o j a w i ą się im oczy, w y o b r a ż a n e na ikonach
podobnie jak grzebieniopodobny oręż staruchy, oraz inne rekwizyty
akcji. O b r z ę d o w e u p a m i ę t n i e n i e owej historii stanowi torgucki obyczaj
rozbijania wieczorem 29 albo 30 grudnia w o ł o w e j , rzadziej zaś baraniej
kości udowej. Odbywa się on w jurcie w obecności wszystkich c z ł o n k ó w
rodziny, którzy współuczestniczą w obrzędzie, odpowiadając c h ó r e m na
pytania rozbijającego siekierą kość gospodarza, a potem zjadając wydo-

�295

PODAROWAC-ZNAbEZĆ-ZGUBIC-ZBŁĄDZIC

byty z niej szpik. Gospodarz woła: „ D w u d z i e s t y d z i e w i ą t y , s ł u c h a j ! M y j ę
nogę muła, rozbijam n o g ę mangusa"! — Chorin jusun, sons! Lusyn chol
ugaadż, mangasyn czomog cochidż bajnal na co obecni odpowiadają: s ł y ­
szeliśmy! — sonslool Inny tekst zawołania, krótszy: „czy słyszeliście, ż e
dziś trzydziesty?" giiczin, guczin, sonsow uul powtarzany trzykrotnie
dawał okazję do zastosowania typowych o b r z ę d o w y c h retradycji — o p ó ź ­
nień pointy. Oto dwa razy odpowiadano „nie" (i wtedy gospodarz u d e r z a ł
lekko), za trzecim razem dopiero wołając „tak", po czym n a s t ę p o w a ł o
rozbicie kości. Mogło to b y ć wreszcie pytanie, jak rozbijać kość, w z d ł u ż
czy w poprzek, na co dwukrotnie odpowiadano celowo n i e p r a w i d ł o w o , by
za trzecim razem o d p o w i e d z i e ć poprawnie („wzdłuż"). Przytaczam wszy­
stkie szczegóły dotyczące rozbijania kości udowej aby unaocznić, jak sil­
nie wiążą się w tym obrzędzie lamajskie treści religijne z elementami ro­
dzimymi, t w o r z ą c w sumie amalgamat trudno poddający się analizie ge­
netycznej. Lamaizm w n i ó s ł d o ń chyba nie tylko p o d b u d o w ę ideologicz­
ną w postaci historii Baldan-Lchama. W p ł y w ó w t y b e t a ń s k i c h m o ż n a do­
patrywać s i ę przecieeż w samym zastosowaniu kości w o ł u ; zwierzę to nie
jest poza tą okazją w ogóle wykorzystywane do c e l ó w rytualnych, albo^wiem w kulturze mongolskich pasterzy „ z w i e r z ę c i e m symbolicznym" jest
w y ł ą c z n i e owca. Wydaje się również, iż obrzęd ten b y ł ze szczególną predylekcją wykonywany przez ł a m ó w w klasztorach, choć relacje informa­
torów nie są tu wolne od sprzeczności. Z drugiej strony wolno doszuki­
wać się treści archaicznych — co zresztą nie musi automatycznie zna­
czyć „autochtonicznych" — w symbolice szpiku, traktowanego przez pa­
sterzy jako symbol długowieczności („szpik nie wysycha przez 1000 lat"),
stąd też prawdopodobnie kojarzonego z przodkami. P o n i e w a ż do rozstrzyg­
nięcia tych kwestii brak jeszcze podstaw m a t e r i a ł o w y c h p o p r z e s t a ń m y
na zaakcentowaniu synkretycznego charakteru opisanego p o w y ż e j rytua­
łu, nie w y r o k u j ą c w kwestii proporcji p o m i ę d z y elementami rodzimymi,
mongolskimi a n a p ł y w o w y m i , lamajsko-tybetańskimi.
Skądinąd t ę s a m ą dwoistość odnajdziemy r ó w n i e ż w m o t y w u j ą c y m
obrzęd podaniu. Oprócz s z c z e g ó ł ó w typowych dla wyspekulowanej l a majskiej m y ś l i religijnej są tu cechy znamienne dla m y ś l e n i a ludowego,
„oddolnego". Te ostatnie w i d a ć nawet w kompozycji i wymowie przeka­
zu. Z torguckich relacji p o z n a l i ś m y wizerunek Baldan-Lchama jako bo­
hatera na skalę eposu, który dokonuje czynu heroicznego. Trzeba jednak
pamiętać, że w kanonicznej w y k ł a d n i t y b e t a ń s k i e j d'Pal-Ldan Lha-mo to
b ó s t w o żeńskie, bogini śmierci, żona w ł a d c y śmierci, Y a m y . Na zde­
cydowanie oddolny w k ł a d w y g l ą d a epizod o zranieniu nogi konia przez
złą staruchę przy opuszczaniu krainy d e m o n ó w — co w gruncie rzeczy
jest starym motywem -kulawości jako skutku pobytu w podziemiach.
1 2

1 2

A . G r u n w e d e l , Mythologie
L e i p z i g 1900, s. 175.

des

Buddhismus

in

Tibet

und

der

Mongolei,

�296

J E R Z Y S.

WASILEWSKI

Także przedmiot, k t ó r y m zadane zostają owe rany — z ę b a t e żelazo —
należy chyba do grupy „grzebieni", jakie m y ś l magiczna umieszcza jak
w i d z i e l i ś m y na granicy m i ę d z y tym a tamtym ś w i a t e m .
W tym miejscu krótka dygresja: k o m e n t u j ą c losy p r z e k s z t a ł c e ń w ą t ­
k ó w biblijnych, które zamieniają się niekiedy we w ł a s n ą odwrotność,
A. Sandauer o d w o ł u j e się do zasady: „ J e m u ukradli zegarek czy też on
ukradł zegarek, w k a ż d y m razie coś tam b y ł o z zegarkiem" . Podobny
mechanizm ujawnia się chyba w historii Baldan-Lchama! to co gdzie in­
dziej jest grzebieniem w rękach bohatera, tu przechodzi do rąk jego
przeciwnika; w k a ż d y m razie pojawia się w tym samym miejscu — na
granicy d w ó c h ś w i a t ó w .
1 3

Można chyba pokusić się o znalezienie rodowodu historii ciśnięcia
w Baldan-Lchama z ę b a t y m narzędziem; jest nim wielki epos T y b e t a ń c z y ków, M o n g o ł ó w i B u r i a t ó w — Geseriada. Opisuje ona w y p r a w y do k r a i ­
ny d e m o n ó w podejmowane przez Gesera i jego s y n ó w , z których boha­
terowie powracali w triumfie, pokonawszy zło. Zbieżności z historią
Baldan-Lchama są oczywiste: kiedy Geser pokonawszy demona — mangusa powraca na ziemię, spotyka na swej drodze kobietę „na źrebaku jasnorudym, z parcianym potnikiem, z drewnianym wielkim siodłem, z k n u tem s k ó r z a n y m z rękojeścią drewnianą, z j a s n o s i w ą g ł o w ą , z ostrą twa­
rzą, z jednym zębem, z bladą zębatką do wyrabiania skóry, d ł u g ą na
tysiąc sążni" . Jest to najmłodsza córka mangusa, która urodziła się „po
środku c i e ś n i n y wielkiego czarnego morza". Podobna postać pojawi się
jeszcze raz na jego drodze: „długa i ruda baba, cienka jak osika, na
chudym rudym koniu z jasnobiałą zębatką do wyrabiania skóry, długą
na tysiąc sążni" . A za trzecim razem będzie to żona mangusa: „staru­
cha o bladej twarzy, z podbródkiem wielkim i ostrym. Z jednym wielkim
okiem, z jednym z ę b e m , trzymała w rękach s w o j ą z ę b a t k ę do wyrabiania
skóry, bladą, długą na tysiąc sążni" . Kobiety te rzucają swym orężem
w bohatera, jemu jednak zawsze udaje się zasłonić i — w odróżnieniu
od Baldan-Lchma nie odnosi żadnej rany. D o k ł a d n i e takie same spotka­
nia m a j ą też powtarzający heroiczne czyny ojca dwaj synowie Gesera:
Oszor Bodgo i Churin Ałtaj . Postacie obu tych kobiet — córki, ż o n y
i matki wielkiego mangusa — w y p o s a ż o n e są w atrybuty ś m i e r c i w spo­
s ó b upodobniający je zgoła do w i z e r u n k ó w naszej Kostuchy. Można po­
wiedzieć, że ostra zębatka pełni tam rolę analogiczną do kosy w rękach
Śmierci. J a k j u ż wspomniano, podobny zębaty przedmiot w y o b r a ż a n y
1 4

1 5

1 6

17

1 3

A . S a n d a u e r , Bóg, Szatan, Mesjasz
i...?, K r a k ó w 1977, s. 213.
Abaj
G e s e r - C h u b u n , Epopieja.
Echirit-Bułagatiskij
wariant,
M . C h o m o n o w a , c z . I , U ł a n - U d e 1961, s. 115.
1 4

1 5

Tamże,

s. 157.

1 6

Tamże,

s. 195.

1 7

A b a j G e s e r - C h u b u n , cz. I I : Oszor
s. 99, 113, 121-122, 179, 187.

Bogdo

i Churin

Ałtaj,

Ułan-Ude

oprać.

1964.

�297

PODAROWAĆ-ZNALEŹC-ZGUBIĆ-ZBŁĄDZIC

bywa w lamajskich ikonach, przedstawiających Baldan-Lchama. Paste­
rze interpretują go w ł a ś n i e jako znany im praktycznie chedreg. Czy jed­
nak m o ż l i w e jest by, przedmiot gospodarczego u ż y t k u trafił do wizerunku
bóstwa?
Zapoznanie się z t y b e t a ń s k ą ikonografią postaci bogini śmierci d'PalLdan Lha-mo przynosi zaskakująco odmienne rozwiązanie. Ponacinany,
karbowany pręt, noszący n a z w ę khram-sin (w s t a r o t y b e t a ń s k i m khram —
wrąb, nacięcie, znak) w i ą ż e się oto z ideą zaznaczania długu. A . Rona-Tas
wywodzi go od p r ę t ó w - k a r b o w n i c , na k t ó r y c h zaznaczono p o w i n n o ś c i
podatników we w c z e s n o ś r e d n i o w i e c z n y m T y b e c i e . Zgodnie z sugestią
G. Tucciego wolno sądzić, iż w rękach bogini śmierci przedmiot ten musi
wiązać się raczej z rachubą g r z e c h ó w z m a r ł e g o ; korzysta z niego Y a m a ,
mąż bogini L h a - m o jako w ł a d c a u m a r ł y c h , Gśin-rje, ocenia swych podsądnych, gdy p o j a w i ą się przed jego obliczem. Jedna z trzech wersji T y ­
betańskiej K s i ę g i U m a r ł y c h Bar-do-thos-grol
m ó w i , iż Y a m a ocenia
grzechy w y w o ł u j ą c ich obraz w ł a ś n i e z pręta khram-sin; dwie pozostałe
wspominają natomiast o lustrze, które odbija postępki u m a r ł y c h .
18

1 9

Wynalazek pisma — V I I wiek — położył natychmiastowy kres stoso­
waniu karbownicy w ż y c i u ekonomicznym Tybetu, gdzie khram-sin prze­
staje b y ć stosowany już w p o ł o w i e V I I I wieku. T r w a natomiast p a m i ę ć
o nim jako akcesorium symbolicznym i tradycja umieszczania go na w i ­
zerunkach bogini Lha-mo, choć jak w i d z i e l i ś m y rozumienie jego pierwot­
nego znaczenia całkowicie już się zatarło.
P o w y ż s z y w y w ó d s t a n o w i ł b y co n a j w y ż e j ' p r z y c z y n e k do kewstii funk­
cjonowania m e c h a n i z m ó w przekazu, zmiany, dokonującej się w kulturze
przez niezrozumienie, zapomnienie, ciąg „ t w ó r c z y c h omyłek", z jakich
składa się historia kultury, gdyby nie pewne skojarzenie, które przenosi
problem rekwizytu symbolicznego na szerszą scenę. Oto w polskiej lite­
raturze etnograficznej opisany został przedmiot ściśle odpowiadający ty­
betańskiej karbownicy. S ą to tzw. „ w r ę b y " — k i l k u d z i e s i ę c i o c e n t y m e t r o we drewienko nacięte w 9 z ę b ó w z zaznaczoną r ę k o j e ś c i ą . Przedmiot
ten p o s y ł a n y b y ł na wsi lubelskiej s c h y ł k u X I X wieku jako znak śmierci
któregoś z m i e s z k a ń c ó w . Przenoszono go od chaty do chaty kładąc na
kominie ze s ł o w a m i „namta wręby". Można dodać, że tradycja wiejska
notuje w y s t ę p o w a n i e w tej roli także takich przedmiotów, jak wianek
świętojański, p ę c z e k lebiody, wreszcie krzyżyk czy ś w i ę t y obrazek. Nie­
kiedy określany b y ł kierunek ruchu przedmiotu — jego przekazywanie
powinno się o d b y w a ć w kierunku pod słońce, podczas gdy wszystkie i n ­
ne zawiadomienia, które obiegały w i e ś (np. kula sołtysa) obnoszono zgod­
nie z ruchem słońca. Pośród p o w y ż s z y c h p r z e d m i o t ó w „ w r ę b y " w y d a j ą
20

1 8

Lha-mo,

A.

R ó n a - T a s , Tally-Stick
and Divination-Dice
" A c t a O r i e n t a l i a " , t. 6: 1956, s. 163-166.

in

the

i ' G . T u с с i , Tibetan Painted Scrolls,
v o l . I I , R o m a 1949.
M . R . W i t a n o w s k i , Kula — poszukiwania,
„Wisła",
2 0

Inconography

t.

10:

1896,

of

s.

598.

�298

J E R Z Y S.

WASILEWSKI

się m i e ć zdecydowanie archaiczny charakter. Przemawia za tym j u ż sama
nazwa, co do swej genezy prasłowiańska (w odróżnieniu od późnego, ger­
m a ń s k i e g o pochodzenia s ł o w a „ k a r b y " ) . S. Ciszewski w swej rozpra­
wie o sposobach zaznaczania przez nacinanie zestawia w r ę b y z „karbo­
wanymi listami plemion prymitywnych", w k t ó r y c h zapisywane b y ł y
konkretne informacje liczbowe; nie zadaje jednak pytania o znaczenie tych
nacięć . Sądzę, iż na pytanie to trudno b y ł o b y o d p o w i e d z i e ć ( z w a ż y w s z y
sporadyczność przekazu o „wrębach"), gdyby nie odległa analogia do
t y b e t a ń s k i e g o „rejestru g r z e c h ó w " w rękach b ó s t w a śmierci. Nie w y j a ś n i a
nam ona wprawdzie, jak przedmiot ó w f u n k c j o n o w a ł pierwotnie (a w i ę c
czy np. u ż y w a n y b y ł przy pogrzebie; stosowanie go tylko w roli zawia­
domienia wydaje się m i e ć bardzo „ p r z e ż y t k o w y " charakter), pozwala jed­
nak w przybliżeniu zrozumieć jego s e m a n t y k ę . Mimo całej o d m i e n n o ś c i
obu s y s t e m ó w wierzeniowych — polskiego i t y b e t a ń s k i e g o — w obu po­
jawia się (i to przecież chyba nie na drodze zapożyczeń) identyczny rek­
wizyt symboliczny. Jeszcze raz utwierdza to nas w przekonaniu o uniwer­
salności n i e k t ó r y c h głęboko ukrytych treści archaicznych ś w i a t o p o g l ą d ó w ,
a zarazem o perspektywie b a d a ń p o r ó w n a w c z y c h w zakresie kultury du­
chowej, n i e w ą t p l i w i e bardzo ryzykownych, lecz zarazem m o g ą c y c h przy­
nosić nowe problemy i nowe ich tłumaczenia.
21

2 2

Jerzy Sławomir Wasilewski
GIVING
Some

— FINDING — LOOSING —

categories of the s y m b o l i c
w i t h the

BLUNDERING

language

opposition L i f e versus

connected

Death

S u m m a r y
This article presents

s e v e r a l concepts

used

i n the

d i t i o n a l M o n g o l i a n c u l t u r e for the t a s k of m o d e l l i n g
to organize

ritual

contacts

(Mong.

nardzow

— narburuu)

have

Life
In

the

structural-semiotic

a n d space

led to

the

conclusion

i n beliefs a n d
approach,

rites

represented

tra­
have

that

by t w o
by

the

death

a n d n e g a t i o n s of

of "this" a n d "other" w o r l d / c o r r e s p o n d i n g

vs D e a t h a r e m o d e l l e d

of

i n the s y m b o l i c of c i r c u l a r m o ­

a r e v e r s e of life is m a r k e d i n r i t u a l s b y s e v e r a l i n v e r s i o n s
normal behaviour. Images

language

w i t h it. T h e b a s i c categories of t i m e

a l r e a d y been a n a l y s e d b y the a u t h o r . T h e studies
vement

symbolic

a n i m a g e of "other w o r l d " a n d

sets of

to

opposition

binary

author

of

as
the

this

concepts.
article,

these categories c o m p r i s e a u n i v e r s a l c o m p l e x of b i n a r y oppositions — a catalogue
of elements w h i c h create a n a r c h a i c image

of the w o r l d , dichotomized

into "this"

w o r l d a n d a l l w h i c h is b e y o n d — i.e. the l a n d of death. T h i s i n c l u d e s b i n a r y c o n -

2 1

K. M o s z y ń s k i ,

Kultura

ludowa

Słowian,

t. I I : Kultura

duchowa,

W a r s z a w a 1968, s. 902.
2 2

S . C i s z e w s k i , Prace

etnologiczne,

t. I I I , W a r s z a w a 1930,

s.

146.

cz. I I *

�299

PODAROWAC-ZNALEZĆ-ZGUBIC-ZBŁĄDZIC

cepts

of

space

numbers

classifications

(even-odd).

There

(up-down,
are

also

right-left,

less

f r o n t - b a c k ) , time,

abstract

notions

movement,

reflecting

biological

aspects of life: p r o c r e a t i o n us i n f e c u n d i t y , s e x a n d p h y s i o l o g i c a l f u n c t i o n s
xuality,

prohibition

organism
Notions

as

of

eating,

sex

and

speech,

physiological

laughter

are

c o n c e r n i n g p s y c h i c a l functions

The

concepts

metonimies

mentioned

of d e a t h

(funeral r i t e s ) but

i n the

a r e , of

in almost

opposite

fasting,

d e s t r u c t i o n , m a t t e r vs

course, u s e d

not

magic

acts

vs

Death

often

metaphors

w i t h death

which are

a u n i v e r s a l c h a r a c t e r for

man

i n general,

elements m a y be f o u n d a m o n g s y m b o l i c languages
presents

therefore

—

i n a d d i t i o n to

the

analogic

use

or

itself

addressed

to those b e y o n d the r e a l m of h u m a n life. S i n c e the b a s i c opposition L i f e vs
is of

of

silence.

etc. S e v e r a l oppo­

i n contacts

or religious

ase-

"anti-matter".

which are

only

vs

functions

weaping,

memory-forgetfullness

"second" set,

every

to

such

a r e also i n c l u d e d i n b a s i c L i f e

opposition: c o n s c i o u s n e s s - u n c o n s c i o u s n e s s ,
sition r e l a t e to the i d e a s : c r e a t i o n vs

purity; further,

of

Death

the

same

of v a r i o u s c u l t u r e s . T h e a u t h o r

the M o n g o l i a n field

m a t e r i a l — also

Polish

data, w h e n e v e r the s i m i l i a r i t i e s he detected a r e of a deep s t r u c t u r a l c h a r a c t e r .
F a s t i n g — a p r o c e d u r e connected
maism) a n d with funeral rites —
The prohibition

of

meat

w i t h religious

is t h e

consumption

f i r s t of

ceremonies

analysed

during funeral

(Shamanism, L a -

metonimies

repasts

and

of

in

a

death.
defined

period after the death of a f a m i l y m e m b e r w i t h the c l o s e l y connected

prohibition

of the

bloodshed")

k i l l i n g of a n i m a l s d u r i n g t h a t p e r i o d

has b e n m o t i v a t e d

("prohibition of s p i l l i n g

b y i n f o r m a n t s — i n a c c o r d a n c e w i t h the

r e i n c a r n a t i o n —• w i t h the a p p r e h e n s i o n

that the

B u d d h i s t doctrine

s o u l of the d e c e a s e d

may

of

have

entered t h e k i l l e d a n i m a l . A deeper s t r u c t u r e could be f o u n d b e n e a t h this s u p e r ­
f i c i a l e x p l a n a t i o n : the c o n s u m p t i o n of m e a t a n d the d e m o n s t r a t i o n of blood d u r i n g
the k i l l i n g of a n a n i m a l w o u l d be a d e m o n s t r a t i o n of a "sign of life" (as for blood
means

life)

— what

death. T h e deeper

generally

just should

not

occur

in the

prevailing aura

logic of e a c h r i t u a l l i e s i n the fact t h a t b y m e a n s of a

of

whole

r a n g e of s y m b o l i c signs a n d i n m a n y codes the o c c u r e n c e of a n a t u r a l state (death
in this case)

is a c c e n t u a t e d . H e n c e , the r i t u a l i n v e r s i o n of o r d e r i n operation

e v e r y day life (the c l o s i n g of y o u r t s h e l t e r i n g the deceased

in

i n s i d e i n the d i r e c t i o n

"against the S u n " etc.), h e n c e t h e s u s p e n s i o n of l i f e g i v i n g f u n c t i o n (the p r o h i b i t i o n
of p r o c r e a t i o n a n d of c e r t a i n w o r k s also

i n Polish peasants

culture in the

days

connected w i t h t h e p r e s e n c e of t h e souls of the dead).
The

author

analyses

extensively

the

Mongolian

customary

prohibition

of

lending a n d g e n e r a l l y of r e m o v i n g a n y objects f r o m t h e y o u r t w h e r e a death
a f a m i l a r y m e m b e r o c c u r e d . T h e s a m e p r o h i b i t i o n applies after the f u l f i l l m e n t
some L a m a i s t i c r i t u a l s , s u c h a s the c a l l i n g for p r o s p e r i t y dallaga
sacrifice
of

sheep.

gal

tachich

as w e l l as after s h a m a n i s t i c s e a n c e a n d a f t e r

Motivations

of

prohibitions

after the c a s t r a t i o n of s h e e p :
"it

opens

the

way

awach,

for

explained

each

time

by

are

of
fire

the c a s t r a t i o n

informants

"the w o u n d w i l l not close" a n d , a t the

f u r t h e r ' expenses")

the

of

same

(e.g.,
time

typical rationalizing interpretat­

ions depicting only the s u p e r f i c i a l m a g i c a l goal a n d sense of t h e p r o h i b i t i o n .
T h i s seems to be a p a r a d o x — m a g i c s e r v e s h e r e as a r a t i o n a l i z a t i o n ; m a g i c a l
t h i n k i n g w i t h its a s s o t i a t i o n - p r i n c i p l e e a s i l y constitutes
the

"opening

of

wounds"

and the

"opening"

of

a way

a symbolic link
for

expenses.

v e r y close to the i n f o r m a n t b e c a u s e of its i l l u s i v e u s e f u l l n e s s a n d
Yet,

the

suggested

deeper

significance

of

the

p r o h i b i t i o n lies

between
Magic

is

purposefullness.

beneath

the

level

of m a g i c a l e x p l a n a t i o n . A c c o r d i n g to the a u t h o r the p r o h i b i t i o n of l e n d i n g , g i v i n g
etc. (Mong. ceertej) i s a n e x a c t e q u i v a l e n t of taboo, w h i c h m a y b e defined as t h e
"bringing of

the

s t r e a m of

life

to a s t a n d s t i l l " ( G . v a n d e r L e e u w ) .

This

inter­

r u p t i o n is n e c e s s a r y i n conditions i n v o l v i n g contact w i t h d e a t h (funeral) a n d w i t h

�300

J E R Z Y S.

each of its m e t o n i m i e s

WASILEWSKI

(castration) as w e l l a s w i t h s p i r i t s of t h e d e a d ( s h a m a n i s t i c

seance) or g e n e r a l l y w i t h the other w o r l d ( L a m a i s t i c s a c r i f i c e ) . T h e i d e a of gift is
l i n k e d w i t h the idea of life, gift is "a q u a n t u m of life" a n d h e n c e i t s s y m b o l i c r o l e
i n b i r t h a n d m a n y other r i t u a l s .
T h e opposition a w a r e n e s s vs

unconsciousness

or, to be p r e c i s e , its second p a r t

is, as c o m m o n l y k n o w n , g e n e r a l l y used for contacts w i t h the other w o r l d , to m e n t ­
i o n only
other

the

extatic shamanistic practices. T h e author, however,

realizations,

concretized

i n the

oppositions:

openly — s e c r e t l y . W i t h i n this context the

idea of s o m e t h i n g

f o u n d r e q u i r e s attention. T h e s e t w o notions,
determined

by

the

unconsciousness:

they

intentionally

is i n t e r e s t e d

—

by

lost a n d

though opposite, b e l o n g
are

both

independent

from

series

the

will.

as s o m e t h i n g

d e s p a t c h e d to

other

of

f r o m the

Hence,

the

a found

t h i n g — as r e c e p t i o n

similiar mythological

role

of

some

a n object

economic

activities,

g a t h e r i n g of d r y d u n g i n M o n g o l i a or the g a t h e r i n g of m u s h r o o m s
k l o r e , often
und" —

associated

w i t h a t r i p to

in Mongolian

wedding

songs,

h e l l . H e n c e , the w o r d
an

euphemism

or

something

to o n e

A lost object m a y be t r e a t e d , therefore, i n beliefs
world, and

in

chance

the

beyond.

such

as

the

in Polish fol­

oZdz-"something

signifying

a

future

fo­

child,

w h o s o soul w i l l enter t h e y o u n g b r i d e f r o m the w o r l d b e y o n d . I t a p p e a r s i n
same

m e a n i n g "io

h a v e p r o g e n y " also i n m a g i c a l a c t s of

of a s h e e p - b o n e ś a n t ,

s y m b o l i s i n g the

progeny,

a game-type

t h r o u g h the

the

(throwing

r o o f r i n g of

a yourt.

I t is, therefore, quite l o g i c a l to t e r m the b u r i a l of a s m a l l c h i l d as a "loss" (Mong.
chuuched

gecichle).

I t s s o u l s h o u l d r e a c h the other w o r l d as soon a s possible

and

r e t u r n to e a r t h as t h e n e x t c h i l d i n the s a m e f a m i l y . F o r s u c h a b u r i a l a r i d e r
s t r a p s t h e body of the dead c h i l d , s e w n into a l e a t h e r bag, i n t e n t i o n a l l y c a r e l e s s l y
to the saddle, t h e n r i d e s at a gallop to u n i n h a b i t e d a r e a s , cewer

gadzar,

obviously

r e p r e s e n t i n g the " w o r l d beyond", dodges a n d s t r a y s u n t i l t h e b a g b e c o m e s u n s t r a p ­
p e d a n d is lost, w i t h o u t the r i d e r ' s k n o w l e d g e .
T h e motif of s t r a y i n g , b l u n d e r i n g , w h i c h a p p e a r s h e r e , e x p r e s s e s
suspending

one's consciousness,

a n d at t h e s a m e time creates
a

turbulent

time-space

indispensable

for a contact

w i t h the

the

i d e a of

other

world

a n i m p r e s s i o n of the l a n d of d e a t h a s a p l a c e

structure. A s

the

comparative

analysis

has

shown,

of
this

a i m l e s s r i d i n g is the m a n n e r of t r a v e l l i n g i n t h e other w o r l d , k n o w n f r o m

tales

of heroes d e s c e n d i n g h e l l a n d the souls of t h e d e a d b l u n d e r i n g i n the u n d e r g r o u n d .
Notions,
mistake),

such

as

madness,

aimless

wandering,

madmen

or

errors

stragglers

(even
(in

in

Polish

the

meaning

one

word,

of

a

simple

homologue

b l u n d e r i n g , cf. G e r m , i r r e n , I r r t u m ) a r e a s s o c i a t e d w i t h the b e l o n g i n g to the

of

other

world.
F i n a l l y , the

author analyses

the s y m b o l i c of c o m b

on the

the t w o w o r l d s . D e n t i c u l a t e d objects a p p e a r i n m a n y f o l k l o r e

boundary
systems

between

in various

r e l a t i o n s r e f e r r i n g to the heroes r o a d to h e l l . S t o r i e s told b y M o n g o l i a n

shepherds

r e f e r r i n g to B a l d a n - l c h a m , a L a m a i s t i c deity, w h o m o v e d a g a i n s t demons,

include

t h e motif of a d e n t i c u l a t e d object for t a n n i n g hides, t h r o w n b y a w i t c h a t a p e r sued hero. T h i s motif, p r o b a b l y t a k e n f r o m the epos of G e s e r h a s for t h e

infor­

m a n t s a n a p p a r e n t s u b s t a n t i a t i o n i n i c o n o g r a p h y — L a m a i s t i c i c o n s p r e s e n t this diety
with

a s i m i l i a r object,

namely

with

a tally-stick. This

latter

has,

anyway

(as

T u c c i a n d R ó n a - T a s h a v e proved) a quite different m e a n i n g of a "register of s i n s "
of a m a n p a s i n g to the o t h e r w o r l d . T h e a u t h o r is i n t e r e s t e d not o n l y i n the
c h a n i s m s of

transforming this

image

and ascribing other

meanings

to

me­

it. I t

is

s u r p r i s i n g , t h a t a n i d e n t i c a l object, — a n o t c h e d p i e c e of w o o d — a p p e a r s d u r i n g
traditional funeral rites in Polish peasant

c u l t u r e — as a s i g n n o t i f y i n g

meone's d e a t h ; this fact seems to s u p p o r t the a u t h o r s d e e p l y

on

held conviction

c e r t a i n e l e m e n t s of t h e a r c h a i c i m a g e of t h e w o r l d a r e u n i v e r s a l .

so­
that

�301

PODAROWAC-ZNALEŻĆ-ZGUBIC-ZBŁĄDZIĆ

Ежи С л а з о м и р Василевски
ПОДАРИТЬ - НАЙТИ -

ПОТЕРЯТЬ - ЗАБЛУДИТЬСЯ

Н е к о т о р ы е категории символического языка, связанные
с п р о т и в о п о л о ж н о с т ь ю жизнь

— смерть

Резюме
Цель статьи — представить несколько понятий, к о т о р ы е на с и м в о л и ч е с к о м языке тра­
ди ц и о н н о й м о н г о л ь с к о й культуры п р и м е н я ю т с я для м о д е л и р о в а н и я о б р а з а „ т о г о м и р а "
и для организации ритуального о б щ е н и я с н и м . Основные категории, касающиеся в р е м е н и
и пространства, анализировались а в т о р о м у ж е раньше. Изучение с и м в о л и к и вращатель­
ного движения (монг. нардзов

— нарбуруу)

п р и в о д и т к з а к л ю ч е н и ю , что с м е р т ь как п р о т и ­

воположность ж и з н и обоз начается в ритуалах р я д о м инверсий и о т р и ц а н и й видов н о р м а л ь ­
ного поведения. О б р а з ы „ э т о г о " и „ т о г о " м и р а ( с о о т в е т с т в у ю щ и е п р о т и в о п о л о ж н о с т и
жизнь — смерть) м о д е л и р у ю т с я в верованиях и о б р я д а х п о с р е д с т в о м членов д и х о т о м и ч е с ­
ки сопоставленных пар понятий; в структурно-семиотической трактовке, д а в а е м о й з д е с ь
автором, э т и категории о б р а з у ю т у н и в е р с а л ь н ы й н а б о р бинарных п р о т и в о п о л о ж н о с т е й
— каталог кирпичиков, и з к о т о р ы х с т р о и т с я архаическая картина м и р а , д и х о т о м и з о в а н н а я
на „ э т о т с в е т " и все, что н а х о д и т с я вне его, т. е. царство с м е р т и . Здесь принадлежат э л е м е н ­
тарные смысловые пары классификации пространства (верх-низ, право-лево, перед-зад),
времени, движения, числа (чет-нечет). Есть также и м е н е е отвлеченные понятия, в ы р а ж а ю щ и е
биологические аспекты ж и з н и и с м е р т и : о п л о д о т в о р е н и е — б е с п л о д и е , секс и ф и з и о л о г и ­
ческие отправления — асексуальность, з а п р е т секса и физиологическая „чистота", ф у н к ц и и
организма, как напр. е д а , речь, см ех, противопоставленные посту, плачу, м о л ч а н и ю . Н а
б а з и с н у ю п р о т и в о п о л о ж н о с т ь жизнь-смерть

наслаиваются также понятия,

психологических функций (действительность — с о н ,

касающиеся

неведение — с о з н а н и е , память — з а б ­

вение и др.). Ц е л ы й ряд п р о т и в о п о л о ж н о с т е й связан с категориями с о з и д а н и е

— разру­

шение, бытие — небытие. К о н е ч н о , названные во в т о р о м ряду (смерти) понятия, являющиесячасто ее м е т а ф о р а м и и л и м е т о н и м и я м и , н а х о д я т с в о и конкретизации в о б р я д а х и в е р о ­
ваниях; о н и у п о т р е б л я ю т с я не только д л я о б щ е н и я с с а м о й с м е р т ь ю (в п о г р е б а л ь н о м о б р я д е ) ,
н о и в почти к а ж д о м магическом или р е л и г и о з н о м действии, адресаты к о т о р о г о находятся
ведь вне сферы человеческой ж и з н и . Так как исходная опозиция ж и з н ь

— смерть и м е е т у н и ­

версальный характер, т о и з э т о г о следует аналогическое использование тех ж е э л е м е н т о в
в символических языках разных культур. П о э т о м у параллельно с м о н г о л ь с к и м м а т е р и а л о м
автор представляет и польский м а т е р и а л

— т а м , г д е с х о д с т в о и м е е т глубокий структурный

характер.
П е р в о й и з а н а л и з у е м ы х м е т о н и м и й с м е р т и является пост, известный как в связи с ре­
л и г и о з н ы м и ц е р е м о н и я м и ( ш а м а н и з м , л а м а и з м ) , так и в п о г р е б а л ь н о м о б р я д е . Запрет п о ­
треблять м я с о в п о м и н к и и в течение о п р е д е л е н н о г о времени п о с л е с м е р т и д о м о ч а д ц а , а в м е ­
сте с т е м и с о п р о в о ж д а ю щ и й е г о запрет убивать животных в э т о время (запрет совершать
кровопролития) м о т и в и р у ю т с я и н ф о р м а т о р а м и — согласно с б у д д и й с к о й д о к т р и н о й о п е р е ­
в о п л о щ е н и и — о п а с е н и е м , что д у ш а у с о п ш е г о м о г л а у ж е перевоплотится в у б и в а е м о е ж и ­
вотное. П о д у р о в н е м э т о г о п о в е р х н о с т н о г о объяснения кроется б о л е е глубокая структура:
п о т р е б л е н и е мяса, а п р е ж д е всего д е м о н с т р и р о в а н и е крови при у б о е ж и в о т н о г о означали
бы „знак ж и з н и " , ч т о н е м о ж е т и м е т ь м е с т а п р и наличии состояния с м е р т и . Всякий ритуал
как культурная реакция н а естественно в о з н и к ш е е состояние (в э т о м случае смерть) с о с т о и т
в т о м , что р а з л и ч н ы м о б р а з о м в нескольких к о д а х выражается и подчеркивается знаками
символического языка возникновение э т о г о естественного факта. О т с ю д а о б р я д о в ы е и н ­
версии о б я з ы в а ю щ е г о п о в с е д н е в н о порядка (закрывание ю р т ы с у м е р ш и м „ н а о б о р о т " ,
против Солнца и д р . ) , о т с ю д а и о т м е н а ж и в о т в о р н ы х действий ( о п л о д о т в о р е н и е , запрет
выполнять некоторые р а б о т ы в д н и с з а у п о к о й н о й символикой в П о л ь ш е ) .

�302

J E R Z Y S.

WASILEWSKI

Несколько ш и р е анализируется а в т о р о м запрет одалживать и в о о б щ е выносить какиел и б о п р е д м е т ы и з ю р т ы п о с л е с м е р т и д о м о ч а д ц а , о б я з ы в а ю щ и й п о с л е выполнения л а м а й с к о г о о б р я д а зазывания благополучия даллага

авах, после ж е р т в о п р и н о ш е н и я о г н ю

гал

тахих, в ш а м а н с к о м сеансе п о с л е кастрации баранов и д р . Всякий раз мотивировка запрета
и н ф о р м а т о р а м и (напр. п о с л е кастрации баранов: „не заживет р а н а " и з а о д н о ж е

— „откры­

вается путь д а л ь н е й ш и м р а с х о д а м " ) есть типичное р а ц и о н а л и з и р у ю щ и е толкование, ука­
з ы в а ю щ е е на магическую цель и с м ы с л запрета. Н а л и ц о з д е с ь парадокс: м а г и я с л у ж и т ра­
ц и о н а л и з и р у ю щ е м у о б ъ я с н е н и ю ; магическое мышление, к о т о р о м у п р и с у щ а ассоциатив­
ность, легко установит символическую связь м е ж д у „ о т к р ы т и е м р а н ы " и „ о т к р ы т и е м "
п у т и д л я р а с х о д о в . А м е ж д у т е м б о л е е глубокий с м ы с л запрета н а х о д и т с я н и ж е уровня
магического толкования, с т о л ь б л и з к о г о и н ф о р м а т о р у в виду е г о ( и л л ю з о р н о й ) п р и г о д н о с т и
и ц е л е с о о б р а з н о с т и . П о м н е н и ю автора, запрет одалживать, давать и т. д . (цеертей) явля­
ется т о ч н ы м эквивалентом т а б у и т а к и м о б р а з о м д е л о з д е с ь в „остановке течения ж и з н и "
(Г. ван д е р Лееув). Э т а остановка н е о б х о д и м а в условиях контакта с о с м е р т ь ю (погребение),
с к а ж д о й м е т о н и м и е й ее (кастрация) и с д у ш а м и у с о п ш и х (шаманский сеанс), а также с сакраль­
н ы м м и р о м в о о б щ е (ламайские жертвоприношения). И б о и д е я д а р а с о с в о е й с т о р о н ы с о ­
четается с и д е е й ж и з н и , о н — „ з а р я д ж и з н и " , о т с ю д а - т о и е г о символическая р о л ь в о б р я д а х ,
связанных с р о ж д е н и е м .
Относительно п р о т и в о п о л о ж н о с т и сознание-неведение с л е д у е т о т м е т и т ь , ч т о ее в т о р о й
член везде, как известно, используется д л я о б щ е н и я с о сверхчувственным м и р о м , взять
х о т я б ы экстатические шаманские практики. А в т о р , о д н а к о , интересуется з д е с ь е е д р у г и м и
в и д а м и выполнения, объяснениями конкретизованными в понятиях: н а м е р е н н о

— случайно

и л и явно — скрыто. В э т о м контексте заслуживает внимания и д е я п о т е р и и находки. О б а
э т и понятия, х о т я о н и и п р о т и в о п о л о ж н ы , находятся совокупно в с е р и и , о п р е д е л я е м о й не­
в е д е н и е м : о б а о н и независимы о т участия в о л и . С т а л о быть, потеря м о ж е т считаться в ве­
рованиях отправлением чего-то в п о т у с т о р о н н и й м и р , находка ж е считается получением
посылки оттуда. О т с ю д а п о д о б н а я мифологическая р о л ь таких, с о с т о я щ и х в поиске, хозяй­
ственных р а б о т , как заготовка с у х о г о навоза аргал в М о н г о л и и и с б о р г р и б о в в польской
н а р о д н о й культуре, нередко сравниваемый с х о ж д е н и е м на т о т свет. О т с ю д а в монгольских
свадебных песнях с л о в о олз (найденное) представляет с о б о й э в ф е м и з м , о з н а ч а ю щ и й буду­
щ е г о ребенка, душенка к о т о р о г о воплотится в н о в о б р а ч н у ю . В э т о м ж е значении о н о появля­
ется в магических п р и е м а х и г р о в о г о характера, цель к о т о р ы х разжиться п о т о м с т в о м (вы­
брасывание бараньей косточки шагай в верхний п р о е м ю р т ы ) . Итак, логично н а з ы в а ю т
потерей (хуухед

гечихле) п о х о р о н ы маленького ребенка, д у ш а к о т о р о г о д о л ж н а с к о р е й ш и м

о б р а з о м залететь на т о т свет, чтобы вновь вернуться н а з е м л ю как с л е д у ю щ и й р е б е н о к в т о й
ж е семье. Э т о т о б р я д выполнялся с л е д у ю щ и м о б р а з о м : конный всадник приторачивал
з а ш и т о е в кожу т е л о ребенка к с е д л у нарочно н е аккуратно, п о с л е чего направлялся вскачь
к местности, л и ш е н н о й с л е д о в человека (цэвэр газар), что п о всей вероятности является
представлением т о г о света; т а м о н петлял и б л у ж д а л так д о л г о , пока м е ш о к н е отвязался
сам, без ведома ездока.
П о я в л я ю щ и й с я з д е с ь м о т и в б л у ж д а н и я выражает и д е ю приостановления сознания,
что н е о б х о д и м о д л я вступления в о б щ е н и е с п о т у с т о р о н н и м м и р о м , а в м е с т е с т е м о н пре­
д а е т представление о царстве с м е р т и как м е с т е с н а р у ш е н н о й пространственно-временной
структурой. Как показывает сравнительный анализ, б л у ж д а н и е

— э т о с п о с о б путешество-

вания п о т о м у свету, какой знали, н и с х о д я в п о д з е м е л ь е , г е р о и и д у ш и у с о п ш и х в различ­
ных религиозных системах. Такие понятия, как блуждание, з а б л у ж д е н и е ( д а ж е в значении
обыкновенной ошибки), а д а л е е — помешательство, приблудившийся и п о м е ш а н н ы й связа­
н ы с п р и н а д л е ж н о с т ь ю к д р у г о м у свету.
К концу статьи автор анализирует р о л ь г р е б н я как символической границы м е ж д у дву­
м я светами. Н е к и й зубчатый п р е д м е т появляется в разных фольклорных рассказах о х о ж ­
д е н и и героев в а д . Рассказы монгольских с к о т о в о д о в о л а м а й с к о м б о ж е с т в е Б а л д а н - Л х а м ,
в ы с т у п а ю щ е м против д е м о н о в , с о д е р ж а т м о т и в з у б ч а т о г о о р у д и я д л я выделки кожы, к о т о -

�PODAROWAC-ZNALEZĆ-ZGUBIC-ZBŁĄDZIC

рое бросает з а г е р о е м гонящаяся з а н и м ведьма. Э т о т м о т и в
эпоса Гесершда

303

— взятый п о - в и д и м о м у и з

— и м е е т свое кажущееся о б о с н о в а н и е в иконографии: ламайские иконы

представляют э т о б о ж е с т в о с д л и н н ы м п р у т о м с з ар уб к ами , и м е ю щ и м , в п р о ч е м , как о т м е ­
чали у ж е Туччи и Р о н а - Т а ш , с о в е р ш е н н о д р у г о е значение „списка г р е х о в " человека, напра­
вляющегося на т о т свет. А в т о р а интересует н е только м е х а н и з м п р е о б р а з о в а н и я э т о г о и з о ­
бражения и приписывания е м у иных значений. Н е о ж и д а н н ы м также является факт наличия
идентичного п р е д м е т а (куска дерева с з а р у б к а м и ) в рамках т р а д и ц и о н н о г о п о г р е б а л ь н о г о
обряда в польских деревнях

— как знака, с о о б щ а ю щ е г о о чьей-то с м е р т и — что п о з в о л я е т

утвердиться в у б е ж д е н и и в универсальности некоторых глубоко скрытых архаических э л е ­
ментов м и р о о щ у щ е н и я .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6569" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6549">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9dc13bdcc3eee3a794f36faa18ffca4b.pdf</src>
        <authentication>101e0072974cc6ef9e706010d895713c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78199">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:737</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78200">
                <text>1971</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78201">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:679</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78202">
                <text>Dualistyczne aspekty genezy feudalizmu / ETNOGRAFIA POLSKA 1971 t.15 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78203">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1971 t.15 z.2, s.251-274</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78204">
                <text>Wasilewski, Jerzy Sławomir</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78205">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78206">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78207">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78208">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78209">
                <text>„Etnografia Polska", t. X V z. 2

J E R Z Y SŁAWOMIR W A S I L E W S K I

DUALISTYCZNE ASPEKTY

GENEZY

FEUDALIZMU*

Niewiele będzie chyba przesady w stwierdzeniu, iż epoka feudalna —
jako rzeczywistość społeczno-ekonomiczna i kulturowa — stanowi zawikłany splot faktów, tendencji i przebiegów historycznych, z których wie­
le stoi ze sobą w najjaskrawszej sprzeczności. To subiektywne mniemanie
0 średniowieczu jako epoce dwoistości i paradoksów utwierdza lektura
prac — dotyczących różnych okresów w dziejach feudalizmu — prac p i ­
sanych przez ich autorów z bardzo osobistego czasem punktu widzenia .
Można pokusić się chyba o uogólnienie, iż w średniowieczu z siłą nie spo­
tykaną w żadnej innej epoce działała „zasada dualizmu", obejmująca
wszystkie dziedziny życia społecznego, poczynając od polityki, a kończąc
na twórczości artystycznej, by swe ostateczne usankcjonowanie znaleźć
w ówczesnej filozofii.
Nie usiłując nawet podawać we wstępie przykładów w wyczer­
pującej liczbie, wymienię tylko ogólne, najbardziej uderzające sprzeczno­
ści feudalizmu; istnieją obok siebie — anarchia i ideał władzy królew­
skiej, instytucjonalizacja i znaczenie autorytetu osobowego, centralizacja
1 siły odśrodkowe, wiara i pobożność oraz okrucieństwo i zamęt epoki.
Poszukiwanie źródeł owych kontradyktorycznych sił i tendencji do­
prowadza nas do początków ustroju feudalnego, do jego zarodków, tkwią­
cych w poprzednich formacjach.
W rezultacie wydaje się uprawnione postawienie tezy, iż wiele ze
sprzeczności dojrzałego feudalizmu wywieść można od momentu zetknię­
cia się odmiennych tendencji i postaw reprezentowanych na ogół przez
1

* Redakcja Naukowa, chcąc zapoznać Czytelników z pracami najmłodszego po­
kolenia etnografów, będzie się starała publikować najlepsze spośród nich. W obec­
nym zeszycie zamieszczamy artykuł J . S. Wasilewskiego, studenta I I I r. etnografii,
jako jego całkowicie samodzielną pracę oraz krótkie studium Т. M. Ciołka, stano­
w i ą c e fragment jego pracy magisterskiej.
J . H u i z i n g a, Jesień średniowiecza,
Warszawa 1967.
1

�252

J E R Z Y SŁAWOMIR

WASILEWSKI

dwie różne grupy ludzkie należące do zgoła różnych zespołów etnicznych,
a nierzadko też znajdujących się na niejednakowych etapach społecznego
rozwoju, takich jak barbarzyństwo i cywilizacja.
W pracy niniejszej chciałbym zwrócić uwagę na dualistyczne aspekty
genezy feudalizmu, posiłkując się materiałem z kilku — jak mi się zdaje
— kluczowych w historii tego ustroju formacji. Choć podobieństwa będą
wyraźne (zajmę się tylko zagadnieniem wchodzących w ustrój feudalny
cywilizacji) — to jednak nie stworzą one w sumie modelu genezy feuda­
lizmu. Albowiem „feudalizmy na świecie znamy ... różne, powstałe w róż­
nych, niezależnych od siebie społeczeństwach i epokach" i tylko osta­
teczne rezultaty — a nie mechanizmy ich tworzenia — są na tyle jedna­
kie, by objąć je wspólnym mianem.
Zdawać by się mogło także, iż wszelkim próbom tworzenia uniwer­
salnego modelu powstawania feudalizmu stoi na przeszkodzie fakt, że
zgoła różne ustroje były w różnych wypadkach jego poprzednikami. A l ­
bowiem feudalizm może następować bądź to bezpośrednio po ustroju ro­
dowym (jaki panował w świecie barbarzyńskim — by wymienić choćby
plemiona Germanów, Słowian czy koczowników Azji środkowej) lub też
po ustroju niewolniczym, którego zasadniczymi ogniskami były wielkie
cywilizacje (jak np. Imperium Rzymskie).
Lecz chciałbym na tym miejscu zwrócić uwagę na fakt, iż feudalizacja
społeczeństw rzadko tylko przebiegała w ich zupełnej izolacji. Często po­
wtarzało się zjawisko, iż po pewnym okresie, w którym zapowiedzi feu­
dalizmu wypracowane zostają „wewnętrznymi siłami" społeczeństwa, na­
stępuje zetknięcie tej grupy z sąsiednią, kulturowo odmienną, która jed­
nak również przechodzi właśnie wówczas proces wewnętrznej, wstępnej
feudalizacji. W przekonaniu moim dopiero owo połączenie dawało możli­
wość rozwinięcia ustroju feudalnego w jego pełnej postaci. Precyzując
to ściślej — szczególnie korzystne, umożliwiające powstanie „klasycz­
nego" feudalizmu, było takie połączenie, w którym jedną stroną było cy­
wilizowane państwo, potężne przynajmniej rozmiarami — jeżeli już nie
realną siłą — drugą zaś plemiona barbarzyńców.
2

Tego właśnie rodzaju zetknięcie widoczne jest w europejskim wcze­
snym średniowieczu — wielkie wędrówki ludów wprowadzają barbarzyń­
ców w obręb wyraźnego oddziaływania cywilizacji rzymskiej (choć w jej
dogorywającym kształcie) — bo w granice samego zachodniego cesarstwa.
Podobne procesy istniały także i poza Europą (zwrócę na nie oczywiś­
cie uwagę w części szczegółowej niniejszej pracy), co czyni przynajmniej
prawdopodobną hipotezę, iż feudalizm w pełnej, klasycznej postaci jest
wynikiem połączenia się dwóch zespołów zawierających uprzednio za2

W. K u l a , Teoria ekonomiczna

ustroju feudalnego, Warszawa 1962, s. 8-9.

�DUALISTYCZNE ASPEKTY GENEZY

253

FEUDALIZMU

ledwie jego zarodki — zespołów, które najogólniej można nazwać bar­
barzyństwem i cywilizacją.
Rozpatrywanie materiału szczegółowego wydaje się niemożliwe bez
przeprowadzenia kilku zabiegów wstępnych, przede wszystkim zaś bez
podania definicji feudalizmu. Niestety, „istota i cechy wyróżniające fe­
udalizm, a stąd także ściślejsza definicja tego pojęcia, są przedmiotami
sporu między różnymi kierunkami w nauce. Konsekwencją tego jest bar­
dzo niejednolite posługiwanie się w historiografii światowej terminem
„feudalizm" i pochodnymi od niego . Zrozumiałe jest, iż kwestie defini­
cyjne mogą przekreślić sens wszelkiego postępowania porównawczego,
jeśli przyjęta definicja okaże się zbyt wąska. Na szczęście opinię Monte­
skiusza, iż feudalizm był „wydarzeniem, które miało miejsce raz na świe­
cie i które chyba nigdy się nie powtórzy" , nauka uznaje dziś za nie­
aktualną; więcej racji miał piszący w tej materii — zgodnie z intuicją
raczej niż wiedzą historyczną — Voltaire, który stwierdził: „feudalizm
nie jest wydarzeniem; jest to bardzo stara forma, która mimo różnic
w swoim działaniu istnieje na trzech czwartych naszej półkuli" . Słu­
szność tych słów potwierdza marksistowska definicja formacji feudalnej,
widząca jej istotę w „specyficznych stosunkach produkcji, których pra­
wnym wyrazem jest własność podzielona i poddaństwo chłopów, a któ­
rych konsekwencją społeczną jest podział na dwie antagonistyczne kla­
sy: panów feudalnych i poddanych chłopów" .
3

4

5

6

Definicja tego stopnia ogólności musi oczywiście zostać dostosowana
do potrzeb niniejszej pracy — przede wszystkim przez uszczegółowienie.
Dla tego celu wydaje się nieodzowne stworzenie w oparciu o nią bardziej
szczegółowego obrazu feudalizmu, który zawierałby aspekty znamienne
dla ustroju w jego wykształconej formie — a jednocześnie dające się
obserwować już w trakcie jego powstawania. Konstrukcję taką akceptuję
na potrzeby badania genezy w następującej postaci:
Zasadniczą relacją feudalnego systemu społecznego nie jest bynaj­
mniej relacja: państwo — obywatel, lecz stosunek istniejący między pa­
nem a poddanym. Ze względu na zupełnie odmienne położenie ekono­
miczne obu stron (pan z tytułu prawa własności do ziemi zawłaszcza
część produktu, jaki na niej wytworzył kto inny — chłop), a co za t y m
idzie odmienną ich sytuację polityczno-prawną — istnieją w ustroju feu3

T . M a n t e u f f e l , hasło feudalizm [w:] Wielka encyklopedia
powszechna,
Warszawa 1966.
C h . M o n t e s q u i e u , Esprit des Lois, X X X , I ; cyt. za: M. B l o c h , Feudal
Society, The University of Chicago Press, 1961, s. 441.
V o l t a i r e , Fragments sur quelques revolutions
dans l'Inde, I I , cyt. za:
B l o c h , Feudal Society...
M a n t e u f f e l , op. cit.
4

5

6

�254

J E R Z Y SŁAWOMIR

WASILEWSKI

dalnym dwie antagonistyczne klasy: chłopstwa i panów feudalnych. Tego
typu dualizm społeczny pociąga za sobą rozdwojenie we wszystkich dzie­
dzinach kultury.
Następną ważną relacją feudalizmu jest zależność między panem feu­
dalnym (seniorem) a jego wasalem . Oznacza to uzależnienie skutecz­
ności politycznego działania od osobistego porozumienia niewielkiej licz­
by osób, co z kolei sprawia, że autorytet polityczny jest traktowany jako
własność prywatna, należąca do danej osoby, a nie do reprezentowanej
przez nią instytucji. Siłą rzeczy system taki staje się najbardziej efekty­
wny na podstawowym, lokalnym szczeblu, gdzie kontakty personalne są
najczęstsze i najskuteczniejsze. Sprzyja to łączeniu funkcji w jednym r ę ­
ku i dzierżeniu całości władzy — administracyjnej, sądowniczej i wojsko­
wej — na danym niewielkim terytorium — przez jedną osobę. Ten typ
panowania jednostki znajduje wsparcie w prywatnej armii, stojącej u bo­
ku władcy; istnienie owej „świty" pozostaje w zgodzie z rozwiniętą tra­
dycją wojskową. Często zresztą w obyczajach późniejszego już społeczeń­
stwa pozostaje po tradycji tej wyraźny znak — jak choćby ideał rycer­
skości w dojrzałym średniowieczu europejskim, japoński bushido czy
chiński kodeks rycerski z czasów Zachodnich Czou.
7

Powszechnie znanym przykładem wyżej opisanego ustroju jest feu­
dalizm Francji stuleci X do X I I I . Nie wdając się na t y m miejscu w ana­
lizę powodów, dla których właśnie z tego obszaru znana jest klasyczna
dla Europy forma feudalizmu, zaznaczę tylko, iż na terytorium romań­
skiej Galii istniały najdogodniejsze warunki dla twórczego zespolenia
dwóch żywiołów: cywilizacji rzymskiego imperium i kultury przyby­
łych zza limes Romanus germańskich „wędrujących ludów".
Ujmując najogólniej procesy zachodzące w schyłkowym okresie Ce­
sarstwa Rzymskiego należy powiedzieć, iż w dziedzinie ekonomiczno-społecznej wzięły zdecydowanie górę tendencje dezintegracyjne. Ścisłe okre­
ślenie daty, od której zaczynałby się wyraźny rozpad, nie jest chyba mo­
żliwe; powstawał on raczej stopniowo, a pierwsze symptomy — choć
nie zapowiadające bynajmniej rychłego upadku — ukazały się jeszcze na
długo przed pojawieniem się Cesarstwa.
Już bowiem od I I w p.n.e. rozwijały się na masową skalę potężne
7

Dalszy w y w ó d sporządzony został w oparciu o rozdział The Idea of Feuda­
lism pióra J . S t r a y e r a i R. C o u l b o r n a , pochodzący z tomu: Feudalism in
History, ed. by R. Coulborn, Princeton 1956. Relację senior — wasal uważają
w. w. autorzy za zasadniczą w feudalizmie, negując kardynalność relacji pan —
poddany. Wiąże się to najściślej z reprezentowanym przez uczestników tej pracy
tzw. „wąskim rozumieniem feudalizmu", sprowadzanego wręcz do roli jedynie me­
tody rządzenia. Nauka marksistowska z kolei nie uznaje relacji między seniorem
a wasalem za konieczną cechę feudalizmu.

�DUALISTYCZNE

ASPEKTY GENEZY

255

FEUDALIZMU

majątki ziemskie, o których w pierwszym wieku naszej ery powie P l i ­
niusz Starszy: ,,latifundia predidere Italiam" (latyfundia zgubiły Italię).
Ich istnienie było niewątpliwie brzemienne w następstwa dla losów ca­
łego społeczeństwa rzymskiego. Przede wszystkim wielka własność wpły­
nęła poważnie na upadek klas średnich i pogorszenie sytuacji klasy niż­
szej (tak w miastach, jak i na wsi). Do zredagowania roli miasta przy­
czyniło się m. in. przejęcie większej części działalności gospodarczej przez
wielkie i prężne majątki ziemskie (w tym nawet produkcji rzemieślniczej
oraz handlu), co spowodowało upadek znaczenia zajęć miejskich. „Ekono­
micznie państwo stawało się czysto rolnicze, a zasadniczym celem rządu
było zachowanie liczebności ludności wiejskiej i rozwój rolnictwa" .
Jednak nawet te cele nie mogły być za pomocą systemu latyfundialnego realizowane w sposób prawidłowy. Istnienie potężnych latyfundiów
musiało pociągnąć za sobą upadek nie wytrzymujących konkurencji śre­
dnich, a zwłaszcza drobnych posiadaczy — także chłopów. Taki stan
rzeczy powodował przeciwdziałanie ze strony samych cesarzy, którzy —
od Oktawiana Augusta poczynając — prowadzili politykę umacniania
średniej własności ziemskiej. Jednakże wzrost latyfundiów — które jako
jedyne zdolne były zaspokajać olbrzymie zapotrzebowanie na zboże —
był nieodpartą koniecznością. Wkrótce też przytłoczyły one swym cięża­
rem protegowaną średnią formę posiadania.
W swej początkowej fazie działalności latyfundia opierały się na dar­
mowej pracy niewolników, dostarczanych przez nieustanne wojny zdo­
bywcze. Lecz z chwilą osiągnięcia przez Imperium maksymalnej potęgi
terytorialnej — gdy granic nie można już było przesuwać dalej, albowiem
zamieszkujące poza nimi ludy okazały się równie silne, jak rzymskie le­
giony — ten ekstensywny system zdobywania siły roboczej musiał się zała­
mać. Coraz rzadziej dostarczany — a więc i coraz droższy — niewolnik,
nie pracujący bynajmniej wydajnie, został w latyfundiach zastąpiony
przez innego producenta. Był nim wolny dzierżawca — kolon. Wywodzący
się w prostej linii od niewolnika nie mógł długo cieszyć się wolnością.
Trudności z opłaceniem czynszu i rosnące zadłużenie doprowadziły go
wkrótce do stanu faktycznego poddaństwa, a kierujący się krótkowzroczną
polityką doraźnych ułatwień cesarze potwierdzili je zakazem opuszczania
ziemi bez zgody pana (konstytucja Konstantyna Wielkiego z r. 332). W
ten sposób latyfundium dokonało całkowitego uzależnienia swych mie­
szkańców — kolonów. Lecz ten potężny organizm gospodarczy potrafił
związać ze sobą nawet sąsiadów — wolnych dotąd drobnych chłopów.
Od I I I w n.e. mianowicie chłop w poszukiwaniu opieki przed popełnia­
nymi przez państwo i jego urzędników nadużyciami przekazuje wielkiemu
8

Ch. D a w s o n ,

Tworzenie

się Europy,

Warszawa 1961, s. 112.

�256

J E R Z Y SŁAWOMIR

WASILEWSKI

posiadaczowi swój majątek, by w zamian za zrzeczenie się prawa włas­
ności doń otrzymać możliwość jego spokojnego u ż y t k o w a n i a .
Zdobywszy w ten sposób dominującą pozycję w produkcji latyfun­
dium rozpoczęło walkę o formalne uznanie swych zdobyczy; tak więc
z biegiem czasu wielcy właściciele uzyskiwali wyłączenie swych dóbr
spod kompetencji aparatu państwowego —• przyznawano im prawo są­
dzenia, pobierania podatków, wyznaczania rekruta etc. To przejmowanie
funkcji aparatu państwowego przez poszczególne latyfundia powodowało
oczywiście rozrywanie więzi między ludnością a państwem.
Rezultatem naszkicowanego t u procesu dezintegracyjnego było po­
wstanie w łonie Cesarstwa stosunków protofeudalnych; nie ulega wątpli­
wości, iż w okresie schyłkowym Imperium wykształciły się zasady orga­
nizacji życia ekonomicznego średniowiecza. Długie jeszcze wieki po upad­
ku Rzymu trwać będzie przewaga znaczenia ziemi i produkcji rolnej wo­
bec znikomej wprost roli miast. Fakt oparcia owej produkcji na wielkiej
własności ziemskiej nie ulegnie również zmianie — i jak w późnym
Cesarstwie latyfundium, tak feudalna posiadłość lenna pełnić będzie wo­
bec swych mieszkańców wszystkie prawie funkcje państwa. Prywatne
armie rzymskich posesorów, tzw. buccellarii, znajdą swój średniowieczny
odpowiednik, tak jak feudalny poddany — chłop będzie bezpośrednim na­
stępcą rzymskiego kolona .
Konkludując — rodowód feudalnego systemu gospodarczego t k w i w
pewnych zjawiskach ekonomicznych chylącego się ku upadkowi Cesar­
stwa. Zgoła inaczej przedstawia się jednak geneza średniowiecznego sy­
stemu politycznego; sprowadzanie go — analogicznie do ekonomiki — do
zjawisk późnoantycznych napotkać musi liczne kontrargumenty. Albo­
wiem pamiętać trzeba, iż ustrój polityczny schyłkowego imperium nie
pozostawał w jakiejś prostej zależności od sytuacji ekonomicznej, że nie
był bynajmniej jego funkcją czy odzwierciedleniem. Z pewnością słabła
i rozpadała się — wraz z gospodarczą — także i polityczna jedność państwa
rzymskiego; lecz przecież przemiany te nie były bynajmniej sankcjonowa­
ne przez aparat władzy państwowej. Bowiem antyczne latyfundium —
w przeciwieństwie do feudalnego „państewka" lennego, z którym łączy
go tak wiele pod względem ekonomicznym — jako całość polityczna istnie­
je absolutnie bezbarwnie; jeśli pełni rozliczne funkcje państwa — to nie
można nazwać tego inaczej, jak uzurpacją; nie mamy podstaw do przy­
puszczeń, by inaczej osądzali to także współcześni. Podejmowane były l i ­
czne próby przeciwdziałania owej decentralizacji, zwłaszcza przez cesarzy,
9

10

9

Ten typ opieki (patrocinium)
obejmował nierzadko całe wsie, stąd nazwa
„opieka nad wsiami" — patrocinia
vicorum.
Por.: F . E n g e l s , Pochodzenie
rodziny, własności
prywatnej
i
państwa,
Warszawa 1947, s. 165.
1 0

�DUALISTYCZNE ASPEKTY GENEZY

FEUDALIZMU

257

którzy prócz prowadzenia wspomnianej wyżej polityki ochrony średniej
własności — wydawali liczne zakazy oddawania się wolnych pod opiekę
latyfundystów (konstytucje z lat 360, 368, 399 nakładały na obie łamiące
je strony surowe k a r y ) . Również pod groźbą ostrych represji zakazy­
wano tworzenia prywatnych armii — uporczywie stosowali politykę w
tym względzie cesarze I I poł. V w.: w zachodniej części cesarstwa — A n temiusz, we wschodniej •— Leon. I aczkolwiek walka z decentralizacją nie
była prowadzona ani konsekwentnie, ani skutecznie, to jednak świadczy
ona, iż drążące późne cesarstwo tendencje ekonomiczno-społeczne nigdy
nie uzyskały sankcji obowiązującego porządku politycznego. Zasadniczą
cechą tego ustroju pozostaje bowiem nadal despotyzm władzy cesarskiej
(dominat) i — teoretyczna przynajmniej —. omnipotencja władzy pań­
stwowej. Równie rzucającym się w oczy znamieniem ustrojowym późnego
cesarstwa jest „seperacja funkcji wojskowych i cywilnych wraz z szeroką
rozbudową biurokracji przypominającą wielkie biurokracje nowoczesne" .
11

12

Jakże różni się to od ustroju średniowiecznego państwa, w którym
„władza panującego — jest ... atrybutem jego prywatnej osobowości" ,
a więc gdzie istnienie i względna jedność państwa zależna jest bardziej od
dobrowolnych umów niż od obiektywnie działającego prawa państwowe­
go, gdzie wódz wojskowy jest zarazem władcą cywilnym i gdzie działa
społeczny partykularyzm tak niezgodny z duchem edyktu cesarza Kara­
kalu z 212 г., udzielającego prawa obywateli rzymskich wszystkim oby­
watelom Cesarstwa. Żadna z tych cech nie została wytworzona w społe­
czeństwie rzymskim do ostatniej chwili jego istnienia. W średniowiecze
musiała ją wnieść inna społeczność, ludzie żyjący według własnych praw,
w zgodzie z własnymi odmiennymi zwyczajami i instytucjami. Tą nową
siłą byli barbarzyńcy.
ł3

Zanim jednak poddamy analizie społeczności barbarzyńskie jako otwie­
rające nową epokę i wnoszące w nią z całym impetem swój kulturowy
dorobek, spójrzmy raz jeszcze na schyłkowy okres istnienia Imperium,
lecz pod innym tym razem kątem: mianowicie, w jakiej mierze czasy od
przełomu I I i I I I w. były okresem barbaryzacji Cesarstwa. Pamiętać trze­
ba bowiem, że jeszcze na długo przed wielkimi wędrówkami ludów w
obrębie Cesarstwa miały miejsce poważne migracje; infiltracja żywiołu
barbarzyńskiego (germańskiego) — mimo iż pokojowa, bo w swym celu
będąca imigracją zarobkową — nie mogła nie spowodować znacznych
konsekwencji —• takich jak olbrzymi wzrost znaczenia elementu germań-

1 1

Na chłopów — cielesne, wobec p a n ó w zaś — wysokie grzywny. Por. К. К or a n у i, Powszechna historia państwa i prawa, Warszawa 1968, s. 11.
K. Z a k r z e w s k i ,
U schyłku
świata antycznego, Warszawa 1964, s. 216.
Jw.
1 2

1 3

17 — E t n o g r a f i a P o l s k a , t. X V z. 2

�258

J E R Z Y SŁAWOMIR

WASILEWSKI

skiego w armii, upowszechnienie się instytucji foederati (ludów-sprzymierzeńców), czy germanizacja prowincji przygranicznych. Jeśli nawet nie
uznamy roli barbarzyńców w procesie dezintegracji za decydującą —
przypisując większą wagę przemianom ekonomicznym — to i tak nie
ulegnie wątpliwości, iż dla cywilizacji rzymskiej jest to postępujące na­
silenie się cech właśnie „barbarzyńskich" we wszystkich dziedzinach ży­
cia społecznego. Proces ten może być w znacznym stopniu zinterpreto­
wany jako wewnętrzna „barbaryzacja" — w znaczeniu nie tyle przejęcia
barbarzyńskich wzorów z zewnątrz, co nawrotu do wzorów z etapu ple­
miennego w dziejach Cesarstwa. Albowiem w owym okresie „znajdujemy
zmierzający do utwierdzenia się dawny europejski typ społeczeństwa ple­
miennego, a na ruinach prowincjonalnych miast—państw pojawia się
znów wiejskie społeczeństwo złożone ze szlacheckiego ziemiaństwa i wiej­
skich niewolników, jakie istniało w Europie środkowej przed nadejściem
Rzymu. W konsekwencji — nowej ery na Zachodzie nie należy tłumaczyć
jedynie nieodpartą inwazją germańskich ludów, lecz także odrodzeniem
się dawniejszego typu społeczeństwa na ziemiach samego cesarstwa, jak
to widzimy szczególnie wyraźnie w zachodniej Brytanii. W rzeczywistości
załamanie się imperium i powstanie nowych państw terytorialnych mo­
głoby nastąpić ... nawet bez interwencji barbarzyńskich najeźdźców" .
Aczkolwiek powyższej interpretacji słuszności odmówić nie sposób, to
jednak nagie fakty i daty mówią nam, iż trwanie Cesarstwa przeciągnęło
się aż do wielkich inwazji ludów barbarzyńskich i to dopiero właśnie one
położyły mu ostateczny kres.
u

Jak już stwierdziliśmy, ludy te przeniosły w ustrój feudalny liczne
instytucje ze swego dotychczasowego dorobku kulturowego, oparte na
ogół na zasadach zgoła obcych Rzymowi. Dotyczy to przede wszystkim
reguł systemu politycznego, tu bowiem — bardziej niż w ekonomice —
wyraźne są więzy łączące ustrój rodowo-plemienny i feudalny. Oczywiście
powstanie i trwanie owych instytucji musiało odbyć się w oparciu o rze­
czywistość gospodarczą i ekonomiczne warunki bytowania. Charakteryzu­
jąc je należy w pierwszej kolejności zwrócić uwagę na ich niestabilność.
Albowiem choć Germanie okresu schyłkowego Cesarstwa byli ludem osia­
dłym (i to zresztą od stosunkowo niedawna, bo jeszcze przed przełomem
er pędzili żywot koczowniczy, narzucany przez przeważające w gospo­
darstwie pasterstwo), to rozliczne wojny, tak międzyplemienne, jak i to­
czone z rzymskimi legionami, inwazje, przemieszczenia etc. wpłynąć m u ­
siały dezorganizująco na przejawy stabilizacji, tworzenia pokojowych wię­
zi i większych scentralizowanych organizmów. Nieustający stan wojenny
miał olbrzymie konsekwencje dla kształtu barbarzyńskiego społeczeństwa,
1 4

Dawson,

Tworzenie

się Europy, s. 111.

�DUALISTYCZNE

ASPEKTY GENEZY

FEUDALIZMU

259

co odzwierciedla już sama nazwa ówczesnego ustroju — „demokracja wo­
jenna". On to w głównej mierze przyczynił się do wyodrębnienia dwóch
klas — szlachty-wojowników z jednej, a niewolniczych wieśniaków
z drugiej strony. Dwoistość ta ze wszystkimi jej konsekwencjami w k u l ­
turze przeniesie się także w nową formację feudalną.
Społeczność germańska podzielona jest na grupy, z których każda sku­
pia się '— ze względów wojskowych — wokół jednego przywódcy, potra­
fiącego dzięki swym osobistym zaletom zapewnić jej pomyślność w wal­
kach, obfite łupy i nowe terytoria. Taka jest geneza władzy królewskiej,
z tego też wypływać musi tłumaczenie jej „osobowego" charakteru (owa
zaś „personalizacja" obejmie jeszcze władców feudalnych, dla których
— jak stwierdza Genicot — „napisze się więcej »Zwierciadeł doskonałego
władcy« niż traktatów politycznych") .
Z plemiennych też — a nie rzymskich — praw wywodzi się średnio­
wieczne traktowanie państwa jako osobistej własności jednostki panu­
jącej — patrymonium — i w konsekwencji zwyczaj dzielenia go między
synów.
Niepoślednią dźwignię w procesie wzrostu władzy królewskiej sta­
nowi drużyna. Nie jest ona jedynie grupą ludzi skupionych pod ekono­
micznym przymusem wokół silnej jednostki. Więź między wodzem i dru­
żyną zrodziła się na podłożu stosunków rodowych i rodowych ideałów
obrony, wspólnej wzajemnej pomocy i wierności współrodowców — lecz
nie taki jest jej ostateczny kształt. Oto w trakcie walk wiodących do w y ­
tworzenia wojennej demokracji członkowie drużyn zarzucają dawne zo­
bowiązania wobec współrodowców — z którymi teraz w każdej chwili
na rozkaz przywódcy może im przyjść walczyć — by przenieść je na wo­
dza i kompanów tych, z którymi wspólnie wojują, dzięki którym bogacą
się i zdobywają łupy. W rezultacie więzi między wodzem a drużyną
są sankcjonowane i umacniane ideologią wierności. Przykładem grupy
istniejącej na zasadzie dobrowolnej zależności od przywódcy jest wspo­
mniany jeszcze przez Tacyta germański comitatus, czyli grupa wojowni­
ków, orężem służących swemu panu w zamian za utrzymanie, opiekę
i protekcję. Niewiele różna jest też zasada funkcjonowania galijskiej klien­
teli (z okresu przedrzymskiego, kiedy to społeczeństwo Galów opierało się
na stosunkach szlachcica patrona do zależnych od niego klientów). Opis
takich grap dał nam znakomity znawca społeczeństw celtyckich, Stefan
Czarnowski:
15

„Każdy z tych możnych otoczony jest tłumem zobowiązanej jego hojnością,
zadłużonej u niego szlachty, wiszącej u jego klamki, oraz klientelą spomiędzy po­
spólstwa — dzierżawcami, dłużnikami, poddanymi. Możny Helwet [...] Orgetorix
15

L. G e n i c o t ,

Powstaje

nowy świat,

Warszawa 1964, s. 27.

�260

J E R Z Y SŁAWOMIR

WASILEWSKI

ma na zawołanie klientów i dłużników takich do dziesięciu tysięcy. Dumnorix
z plemienia H e d u ó w utrzymuje prywatne oddziały konnicy spośród szlachty i po­
mnaża stronników swoich hojnością, na którą zdobywa środki kładąc rękę na do­
chodach publicznych. Podobnym m o ż n y m panem był także bohater wielkiego po­
wstania 52 r. przed Chr., Vercingetorix, który w całej Galii w e r b o w a ł ubogich, nie
posiadających nic — poza siłą ramienia i bronią w o j o w n i k ó w " .
16

Ale odwrotną stroną przyniesionego przez wojny plemienne stenu de­
centralizacji było wytworzenie w społeczeństwach barbarzyńskich wielu
wzorców głęboko pozytywnych. Wspomnieliśmy wyżej o idei wierności;
jest ona składową częścią całego kodeksu wojownika, modelu istniejące­
go przynajmniej jako społeczny ideał, jeśli już opornie realizowanego .
Kwintesencja tej ideologii, jaką jest barbarzyński epos wojowniczy, prze­
bijać będzie spod wysublimowanych form poematów rycerskich o Cydzie
czy o Rolandzie, tak jak spadkobiercą tradycji jeźdźca barbarzyńskiego,
a nie rzymskiego pieszego legionisty, będzie feudalny rycerz.
Zrozumiałą jest rzeczą, iż zetknięcie się i gruntowne przemieszanie
dwóch tak odmiennych tradycji, jak rzymska i barbarzyńska, nie mogło
nie wytworzyć pewnego jakościowo nowego zespołu. Decydujący jest tu
okres nasilenia kontaktów w wieku V i V I , kiedy kulminacyjne fale w ę ­
drujących ludów doprowadzają do praktycznego podziału zachodniej czę­
ści Imperium na państwa szczepowe, czy jak je określa Toynbee —
„państwa sukcesyjne" . One to były pierwszym ucieleśnieniem tej no­
wej jakości, tu żyjąca tradycja rzymska złączyła się z nowo przyniesioną
kulturą barbarzyńców. Czas powstania państw sukcesyjnych jest różny
dla poszczególnych terytoriów. Sama podbita została najpóźniej, bo dopie­
ro z najazdem longobardzkim w V I - V I I w. Pozostałe państwa szczepowe
powstały nie drogą podbojów, lecz za — formalną przynajmniej — zgodą
Rzymu, zbyt słabego już, by odmówić Germanom odstąpienia swych te­
rytoriów. Tak więc drogą delegacji władzy powstają u schyłku V w. pań­
stwa: Wizygotów (Hiszpania), Ostrogotów na pd. od łuku Alp, Burgun­
dów — w pd.-wsch. Galii, Wandalów — w Afryce pn. Istnienie ich nie
trwało na ogół długo — tylko Wizygoci przetrwają Imperium, ulegając
w 711 r. Arabom, pozostałe zaś państwa zostaną zlikwidowane przez reaneksje Justyniana (państwo Wandalów — 534, Ostrogotów — 554 г.). Sa­
mych zaś Longobardów pokonają ostatecznie w 774 r. Frankowie, po
uprzednim zaanektowaniu państewka Burgundów w 534 r.
17

18

W tak krótkim i burzliwym okresie istnienia żadne z tych państw nie
zdołało wytworzyć ustroju — w całym znaczeniu tego słowa; mogły to
1 6

S. C z a r n o w s k i , Kultura, Warszawa 1958, s. 39.
Krytyczne spojrzenie na działanie idei wierności patrz S. P i e k a r c z y k ,
Barbarzyńcy
i chrześcijaństwo,
Warszawa 1960, s. 157-172.
A. J . T o y n b e e , Wojno i cywilizacja, Warszawa 1963, s. 133.
1 7

1 8

�DUALISTYCZNE ASPEKTY GENEZY

FEUDALIZMU

261

być co najwyżej zasady współżycia, konglomerat tradycji rzymskich i
barbarzyńskich. Jedną z nielicznych powszechnych — bo jeszcze pra­
wem rzymskim unormowanych — reguł był tzw. system kwaterun­
kowy (hospitalitas), w oparciu o który następowało zajmowanie teryto­
rium rzymskiego przez Ostrogotów, Wizygotów, Burgundów i Wanda­
lów. System ten — unormowany jeszcze w 398 r. przez cesarzy Hono­
riusza i Arkadiusza — polegał na przydzielaniu przybyszom Vs ziemi, do­
mostw i inwentarza, znajdujących się w posiadaniu Rzymian — bez obo­
wiązku płacenia podatku.
W nowych warunkach wiele musiało ulec zmianie w dotychczasowym
ustroju społecznym barbarzyńców. Upada ogólne zgromadzenie ludowe,
albowiem „wskutek ogromnej rozległości państwa nie można było rzą­
dzić za pomocą środków starego ustroju rodowego" . Prawa i admini­
stracja oparte są o rzymskie wzory, uproszczone wedle germańskich po­
trzeb. Król stojący na czele państwa ma cesarskie uprawnienia, jego armia
rozwija się jako kontynuacja germańskiej drużyny i rzymskich buccellarii zarazem, dwór jest kombinacją dworu cesarskiego i germańskiej stra­
ży przybocznej. Można zresztą pokusić się o ogólny sąd, iż całokształt
kultury tych krótkotrwałych państewek pozbawiony był wewnętrznej
jedności i społecznego porządku, a jedynie stanowił chaotyczny konglo­
merat treści rzymskich i obcych.
Nieporównanie korzystniejsze warunki dla swego rozwoju miała Ga­
lia po podboju frankijskim. Na jej terytorium spotkają się na stosunkowo
równych prawach — zromanizowane społeczeństwo galijskie i najeźdźcy
germańscy, by doprowadzić to państwo do stabilizacji terytorialnej, której
nie udało się osiągnąć pozostałym monarchiom barbarzyńskim. I choć wiele
ze sprzeczności i nieuporządkowań, które trapiły państwa Gotów czy Bur­
gundów, istnieć będzie także w Galii zarówno za Merowingów, jak i w
wiekach późniejszych, to jednak dzięki sukcesom pierwszego zjednoczenia
możliwy będzie rozkwit klasycznej postaci feudalizmu — od I X do X I I I
stulecia.
19

Po podboju Galii zdobywcy germańscy natrafili na dylemat: jak zor­
ganizować podbitą ludność, skoro „nie można tych rzymskich mas wcią­
gnąć do organów rodowych ani zapanować nad nimi przy pomocy tych
o r g a n ó w " . Zadanie uporządkowania stosunków pomiędzy zdobywcami
a ludnością podbitą było też utrudnione przez fakt istnienia grupowych
partykularyzmów, datujących się co najmniej od schyłku I m p e r i u m .
20

21

1 9

E n g e l s , op. cit., s. 169.
Jw., s. 168.
Kwestia, w jakiej mierze Galia wolna była od tych partykularyzmów w
bie Cesarstwa, jest jeszcze sporna.
2°

2 1

do­

�262

J E R Z Y SŁAWOMIR

WASILEWSKI

Przejawiały się one w kontynuowaniu — omówionych wyżej — tradycji
galijskiej klienteli, germańskiego comitatu i rzymskich buccellarii zara­
zem, a dodatkową pożywkę dla rozwoju więzi protofeudalnych stanowiły
popodbojowe warunki braku stabilizacji i przemieszania ludności. Zasadą
oddania się w opiekę i stania się „człowiekiem swego pana" (brak jesz­
cze w okresie Merowingów dokładniejszych terminów na określenie tej
zależności) jest obopólna korzyść — protekcja i obrona dla jednej, wzrost
zaś siły i realnego znaczenia dla drugiej strony. Władza centralna jest
zbyt słaba, by mogła korzyści takie zapewnić. Nie ma też sił ani doświad­
czenia, by zastąpić prywatne więzy zależności relacją państwo — oby­
watel. Królowie merowińscy nie usiłują przeprowadzać takiej zmiany —
włączenie więzów prywatnych w system państwowy przeprowadzają nie
przez p r z e k s z t a ł c a n i e tych pierwszych, lecz przez ich u s a n k ­
c j o n o w a n i e . Następuje ono z chwilą, kiedy ten sam typ zależności,
jaki panował dotąd nieoficjalnie w społeczności Imperium na jej podsta­
wowych szczeblach, w masach ludności, znajdzie swą replikę w stosunkach
u samego szczytu społecznej piramidy, w najbliższym otoczeniu króla. Za­
powiedzią stosunków pomiędzy królem a jego poplecznikami są relacje
obowiązujące między wodzem a drużyną; król merowiński nie jest prze­
cież nikim innym, jak wzbogaconym dzięki podbojowi germańskim wo­
dzem. Ale właśnie fakt podboju, przejęcia na własność olbrzymich mająt­
ków (zwłaszcza dawnych domen cesarskich), czyni z niego króla, sprawia,
iż jego „prywatne" posunięcia są zarazem zwiastunami form państwowo­
ści. Takim „prywatnym" przedsięwzięciem było nagradzanie eks-drużynników immunizowanymi nadaniami ziemskimi i przekształcanie ich w ten
sposób w przyszłych feudalnych wasali królewskich (vassi dominici), któ­
rzy z czasem — miast przebywać na dworze — osiadają na darowanej
ziemi, by nią władać.
2 2

W ten sposób przez uzupełnienie podstawowych stopni społecznych
zależności (istniejących już w Cesarstwie) schodkowym systemem relacji
osobistych w grupie panującej — stworzona zostaje zapowiedź późniejszej
kompletnej feudalnej piramidy. Można by zatem z dużym uproszczeniem
stwierdzić, iż historia feudalnego systemu lennego jest historią przeno­
szenia się i upowszechniania w całym społeczeństwie feudalnym tego ro­
dzaju praw własności, jakie w początkowym protofeudalnym okresie obo­
wiązywały drużynników wobec królewskiego nadania.
Konsekwencją takiej tezy musi być wniosek, iż wykształcenie pełnego
systemu lennego wymagałoby kolejnego przekazywania praw użytkowych
do ziemi na coraz to niższe etapy — delegowanie ich grupom o stopniowo
malejącej ważności. Byłby to więc sposób organizacji społeczeństwa „w p i 2 2

B l o c h , op. cit., s. 145-156.

�DUALISTYCZNE

ASPEKTY GENEZY

263

FEUDALIZMU

ramidę, której szczytem byłby król, a która rozszerzałaby się ku dołowi
dochodząc przez książąt, hrabiów, posiadaczy zamków aż do prostych r y ­
cerzy" . Ten idealny schemat nie był zresztą na terenie Europy nigdy
zrealizowany w tak uporządkowanej formie — choć np. dążeniem Karola
Łysego będzie, by każdy wolny człowiek miał swego suwerena. Tym nie­
mniej istniał w postaci ogólnej zasady już za pierwszych Karolingów,
uznał go także — wprowadzając zmiany zmierzające ku centralizacji —
Karol Wielki. A przecież ustrój stworzonego przezeń Imperium — tak jak
i ustrój państw je poprzedzających — nie został w nauce uznany za feu­
dalny. Przymiotnik ten przyznaje się, bez opatrywania go przedrostkiem
proto- czy pre-, dopiero Francji I I połowy I X w., a więc państwu wnu­
ków Karola Wielkiego. Jakie zmiany kryją się za tą właśnie datą? Otóż
w lapidarnym sformułowaniu byłaby to ostateczna zgoda władcy na „oli­
garchię w monarchicznym kształcie" . To właśnie w połowie, może u
schyłku I X wieku wprowadzono „taką formę prawną, która tłumaczyłaby
ów stan ograniczonej faktycznie suwerenności, nie pozbawiając jednak
nowego monarchy iluzji władzy nad całym królestwem. Razem z nią
rodzi się feudalizm" .
23

24

23

Dlaczego doszło do sytuacji, w której król w desperacki wprost sposób
zgadza się na usankcjonowanie rozbicia — krok, którego władcy frankoń­
scy nie odważyli się dotąd uczynić, acz w praktyce ich rządy równie
często miały iluzoryczny charakter? Odwracając zaś pytanie — dlaczego
społeczeństwo zdobyło się na usankcjonowanie rozbicia, w którym żyło
dotąd od paru setek lat? Odpowiedź tłumaczyłaby przyczynę ostatecznego
przejścia od protofeudalnego do w pełni feudalnego sposobu społecznej
organizacji. Być może wystarcza tu rozwiązanie, jakie daje nam Coulborn:
„Prawdziwą przyczyną przejścia od porządku protofeudalnego w feudalny by­
ła kontynuacja i rozwój przyczyn wszystkich głównych zmian, które przeszło [do
tamtego momentu — J . S. W.] społeczeństwo, mianowicie walka o bezpieczeństwo
czy o korzyści w społeczeństwie niedostatecznie kontrolowanym przez władze —
w społeczeństwie, które z głębokich, dla nas niezrozumiałych przyczyn, zmierzało
w kierunku rozpadu i wkrótce nie mogło być w ogóle dłużej kontrolowane" .
26

Jest to jednak — jak mi się zdaje — odpowiedź zbyt „ewolucjonistyczna", by miała tłumaczyć wystarczająco fakty, które były nie wyłącz­
nie wynikiem długiego procesu rozwojowego, lecz też reperkusją bezpo­
średnio je poprzedzających — a ogromnie ważnych wydarzeń historycz­
nych. Mam tu na myśli powstanie Cesarstwa Karolińskiego oraz wielkie
2 3

G e n i с o t, op. cit., s. 102.
J . B a s z k i e w i c z , Myśl polityczna wieków
średnich. Warszawa 1970, s. 73.
T. M a n t e u f f e l , Geneza feudalizmu, [w:] Pamiętnik
V Zjazdu
History­
ków, Warszawa 1930, s. 44.
C o u l b o r n , op. cit., s. 211.
2 4

2 5

2 6

�264

J E R Z Y SŁAWOMIR

WASILEWSKI

najazdy Awarów, Saracenów, a zwłaszcza Normanów, datujące się od
pocz. I X w.
W sporządzaniu odmiennej hipotezy należałoby uwzględnić szerzej
fakt istnienia u schyłku porządku protofeudalnego zgoła obcego tworu,
efemerydy i potentata zarazem, jakim było Imperium Karolińskie. Jego
jednoznaczna charakterystyka jest niemożliwa — Cesarstwo to usiłuje
bowiem skojarzyć przeciwieństwa i metodami swej pełnej partykulary­
zmów epoki (w oparciu o stosunki osobistej zależności obywateli, związki
lenne etc.) chce, zaopatrzone we wzorzec rzymski, osiągnąć „renovatio
Imperii". Siłą rzeczy bardziej „ewolucjonistyczne" spojrzenie na ów okres
wiązać się będzie z traktowaniem Cesarstwa raczej jako kontynuacji niż
innowacji w dziejach państwowości frankońskiej — z podkreśleniem tych
jego cech, które trwają od czasów merowińskiej monarchii.
Można jednak widzieć w Imperium Karolińskim — oprócz tego co
w nim rodzime — także ucieleśnienie innej, bo rzymskiej, uniwersalistycznej idei „renovatio Imperii", w którą właśnie przyobleczono raczej,
niż zjednoczono poprzedzające organizmy państwowe.
Potraktowanie państwa Karolingów, mimo tkwiących w nim tendencji
decentralizacyjnych, jako władztwa uniwersalistycznego, z jednym wład­
cą, a przy t y m obejmującego znaczne terytorium i , co niebłahe, świado­
mie powołującego się na wzorzec rzymski, umożliwi moim zdaniem przy­
równanie go do Cesarstwa Rzymskiego w jego schyłkowym okresie .
Oba te państwa można określić mianem formalnej centralizacji w impe­
rialnym kształcie, pod którą to powłoką istnieją silne procesy dezintegracyjne. Paralelę można przesunąć jeszcze dalej — w czasy upadku obu
organizmów, a zwłaszcza rodzenia się po nich nowych porządków. Spo­
wodowany przyczynami natury wewnętrznej rozkład, który doprowadził
oba państwa prawie na skraj przepaści, zostaje w ostatecznej formie za­
kończony najazdami barbarzyńców. Dla Rzymu falą taką byli Germanowie, dla pozostałości nie istniejącego formalnie od r. 843 Imperium Karo­
lińskiego — Awarowie, Saraceni (których oczywiście mianem barbarzyń­
ców obdarzać nie można) i Normanowie; najazdy tych ostatnich są najbar­
dziej brzemienne w następstwa, bo przywodzą dzieło zjednoczenia do kom­
pletnej ruiny. To pod wpływem przemierzających wzdłuż i wszerz Europę
barbarzyńców ze Skandynawii i z Panonii upadają wszelkie szanse na
centralizację — nawet krajową, co zaś dopiero obejmują pokaźną część
27

2 7

Zasadnicze różnice sprowadziłyby się oczywiście do tego, że o ile w procesy
dezintegracyjne schyłkowego Cesarstwa Rzymskiego powstawały jeszcze w zdro­
wym scentralizowanym organizmie, o tyle Imperium Karolińskie boryka się z nimi
od początku swego istnienia —• dziedziczy je bowiem po swych poprzednikach,
Galii Merowińskiej, nawet po Rzymie — a więc powstaje niejako na przekór tym
procesom, pokrywając je dopiero sztuczną jednością.

�DUALISTYCZNE ASPEKTY GENEZY

FEUDALIZMU

265

kontynentu. Władza królewska nie jest w stanie zapewnić obywatelom
bezpieczeństwa; obrona, by być skuteczną, musi przenieść się na stopień
lokalny; mnożenie się stosunków zależności osobistej, aktów komendacji
i związków lennych jest koniecznością chwili; rozdrobnienie osiąga maksi­
mum — jako jedyna możliwa forma przetrwania. A więc kiedy kataklizm
zewnętrzny dopełnia dzieła zniszczenia centralizacji karolińskiej, gdy w
sposób nader zdecydowany staje przed jej obywatelami prawda, iż centra­
lizacja taka w niespokojnych czasach nie potrafi spełnić swego zadania —
nie ma zatem racji bytu — wtedy to właśnie ostatecznym pogodzeniem
się z tą prawdą jest przejście od protofeudalnego w czysto feudalny już
porządek prawny.
Hipoteza, która konkludowałaby analogie rzymsko-karolińskie, ma
więc następującą postać: jak w pierwszej fazie wielkich wędrówek ludów
kontakt społeczności germańskiej z Cesarstwem Rzymskim spowodował
przekształcenie prefeudalnych tkwiących w obu tych grupach stosunków
społecznych w protofeudalne, tak w drugiej fazie najazdów barbarzyń­
skich walki Normanów, Awarów i Saracenów z Imperium Karolińskim
i jego sukcesorami sprzyjają przekształceniu stosunków protofeudalnych
już w feudalne.
O ile nieodzowne dla zrodzenia feudalizmu było owo „powtórzenie"
w historii — rozstrzygnąć autorytatywnie nie sposób. Osobiście skłaniał­
bym się jednak ku przypuszczeniu, iż to właśnie kompletne fiasko pań­
stwa Karolingów, które nie wytrzymało starcia z barbarzyńcami, ani też
nie potrafiło przełamać trudności wewnętrznych, dało asumpt do spo­
łecznego usankcjonowania rozbicia, do prawnego utwierdzenia „oligarchii
w monarchicznym kształcie", jednym słowem do wytworzenia klasycznej
postaci feudalizmu. Od tej pory restauracja życia społecznego odbywać
się będzie bez eksperymentów w rodzaju „sztucznej centralizacji karo­
lińskiej" , a w obrębie niewielkich domen feudalnych na lokalnym, lecz
jedynym poziomie z szansami powodzenia. Odtąd w oparciu o te naj­
mniejsze cegiełki ustrój feudalny może ewoluować ku swym najbardziej
wykształconym formom. Lecz będzie to właśnie przybieranie form, gdyż
materiał i zarys są od X w. gotowe. A że wraz z t y m stuleciem kończą
się też w zachodniej części kontynentu europejskiego wielkie najazdy
— przeto ustrój feudalny ma do spokojnej ewolucji drogę otwartą. W tym
więc momencie ustaje ostatecznie proces formowania się feudalizmu z
dwóch przeciwstawnych wątków. Nie oznacza to wcale, łż wątki owe prze28

29

2 8

D a w s o n, op. cit., s. 309.
Na Wyspach Brytyjskich najazdy kończą się dopiero w X I w. Koniec najaz­
dów nie oznaczał zapanowania pokoju w Europie. Przeciwnie — dalsze formowa­
nie się feudalizmu jest ściśle związane z nieustannymi wojnami panów feudalnych.
2 8

�266

J E R Z Y SŁAWOMIR

WASILEWSKI

stają biec dalej; przeciwnie, odtąd są one nierozerwalnie ze sobą sple­
cione i dają o sobie znać w sprzecznościach i paradoksach epoki. Albo­
wiem „dualizm genezy" feudalizmu jest zarazem „genezą dualizmu" tej
formacji. Czyż nie jest paradoksalna działająca w niej prawidłowość, iż
każdy pomyślny krok w procesie społecznej stabilizacji jest zarazem ko­
lejnym ciosem w istotę feudalizmu. Taki właśnie kierunek przybierają
procesy wewnątrz feudalnej posiadłości; z początkiem oderwała się ona
de facto od władzy królewskiej i od innych domen feudalnych — by tylko
umożliwić swym mieszkańcom przetrwanie epoki zamętu i najazdów.
Kiedy tylko cel ten zostaje osiągnięty i zauważyć daje się rozwój gospo­
darczy — posiadłość taka „otwiera się", integruje z sąsiednimi, rozwija
coraz dalej sięgający handel, wspiera miasta. Już to stanowi potężny cios
w feudalny partykularyzm. Gdy jeszcze miasta staną się na tyle silne i bo­
gate, by móc zaopatrzyć króla, którego są największym sojusznikiem,
w środki do zwycięskiej walki z krnąbrnymi feudałami — feudalizm przy­
bierze zgoła inną, schyłkową już postać.
Rezultat procesu analizowanego powyżej — feudalizm francuski w
dojrzałej postaci — uchodzi na ogół za klasyczny przykład tego ustroju na
świecie. Tymczasem wiele względów przemawia za tym, iż znacznie odeń
bliższy formie „modelowej" był system japoński, wykazujący przy tym
fascynujące podobieństwo do europejskiego — tak w zasadniczych tenden­
cjach, jak i w pewnych imponderabiliach.
Schemat zależności społecznych jest w przypadku feudalnej Japonii
zbliżony do wyraźnej piramidy, którą — w niezakłóconej formie — tak
chciałyby widzieć w Europie nasze interpretacje. Zasadniczą przyczyną
owej zwiększonej czytelności wzorca japońskiego wydaje się być fakt, iż
stosunkowo niewiele czynników zewnętrznych złożyło się na jego po­
wstanie. Na małym — w porównaniu z kontynentem europejskim — tery­
torium, dzięki wyspiarskiemu położeniu poważnie izolowanym od wielu
obcych wpływów, ustrój miał większe szanse na rozwój stopniowy i kon­
sekwentny. Także i jego trwanie mogło przeciągnąć się aż po wiek dzie­
więtnasty, a więc tysiąc lat po wyłonieniu się elementów początkowych.
Nie należy zatem w tłumaczeniu feudalizmu japońskiego nadużywać
interpretacji „sytuacyjnych" — gdzie nowe zjawiska byłyby traktowane
jako szybkie reakcje na nowo zaistniałe sytuacje; większą uwagę trzeba
zwrócić na długotrwałe procesy ewolucji, wieńczone w pewnych odstę­
pach czasu zmianami jakościowymi.
Zastrzeżenie to nie oznacza bynajmniej, iż Japonia nie zaznała duali­
zmu: plemienni barbarzyńcy a państwowość. Przeciwnie, chociaż ostatecz­
ne kształty feudalizmu — shogunat od 1192 r. — są rezultatem długiej
ewolucji, to u podstaw procesu odnaleźć można sprzeczności na podobień­
stwo dwoistości europejskich. Analogia jest zaciemniona przez okolicz-

�DUALISTYCZNE

ASPEKTY GENEZY

FEUDALIZMU

267

ność, iż w przeciwieństwie do przedfeudalnej Europy — gdzie na jednym
terytorium geograficznym sąsiadowały ze sobą dwa zupełnie odmienne
zespoły, określane przez nas jako barbaricum i cywilizacja, które później
dokonały fuzji — prefeudalne społeczeństwo Wysp Japońskich, znajdujące
się w całości na szczeblu plemiennym, musiało przejąć idee centralizacyjne w ukształtowanej postaci spoza swego terytorium, z imperialnych
Chin. W wypadku feudalizacji Japonii nie będzie więc zetknięcia się
mas ludzkich, reprezentujących odmienne etapy rozwoju społecznego,
lecz transplantacja samych tylko idei jednego z zespołów na grunt dru­
giego.
Na podobieństwo europejskich barbarzyńców społeczeństwo Japonii
wieku V I żyje na etapie plemienno-rodowym, którego zasadnicze więzy
są w obu wypadkach identyczne. Ten sam jest też kierunek wewnętrzne­
go rozwoju — tendencja do przechodzenia w stan państwowości, budowa
centralnego aparatu władzy.
Rozwój władzy centralnej odbywać się musi na zasadzie pozbawiania
dawnych rodowych komórek gospodarczych ich przywilejów — praw
swobodnego rozporządzania ziemią i jej produktami, bez obowiązku pła­
cenia podatków. Narzucenie obciążeń podatkowych na wszystkich oby­
wateli i uzależnienie ich od aparatu państwa znajduje swój wyraz w re­
formach Taika (tzw. wielkie przemiany) rozpoczętych w roku 645. Na
mocy reform ziemia stanowi własność państwową w dyspozycji cesar­
skiej; obowiązują nowe zmatematyzowane zasady organizacji ludności
w grupy, które — zależnie od rzędu wielkości — mają narzucony mniej­
szy lub większy zakres świadczeń. Wprowadzony zostaje odmienny sy­
stem podatkowy obowiązujący wszystkich obywateli oraz uściślone zasa­
dy rozdziału gruntów. Podatek przeznaczony jest na utrzymanie dworu
i cesarza, który stoi na czele aparatu biurokracji i przez urzędników
włada całym krajem.
Znaczenia reformy Taika nie można wprost przeceniać. Jej pełna rea­
lizacja oznaczałaby zniesienie dawnej autonomii możnowładczych rodów
i wprowadzenie na to miejsce rządów scentralizowanych, biurokratycz­
nych. Ale interpretacja procesu, którego przejawem jest reforma, nie jest
wcale jednoznaczna. Z jednej strony ustawa ta sankcjonuje wewnętrzne
zmiany, wiodące ku państwowości, wyodrębnieniu i umocnieniu klasy
rządzącej — przyszłych feudałów kosztem pospólstwa. Z drugiej strony
jest czymś więcej — foruje bowiem przede wszystkim władzę centralną
ze szkodą dla lokalnych feudałów; jeśli już realizuje feudalizm, to raczej
„absolutystyczny" niż „oligarchiczny", a więc jest przedsięwzięciem nie­
jako na wyrost, jeśli przyjąć, iż absolutna pozycja władcy utwierdzić się
może dopiero po pokonaniu feudalnej oligarchii, nie zaś przed jej po­
wstaniem.

�268

J E R Z Y SŁAWOMIR

WASILEWSKI

O ile zatem reformy Taika rozpatrywane jako etap procesu tworzenia
się państwowości — i warstw rządzących w o g ó l e — będą stanowić
ogniwo wewnętrznego ciągłego rozwoju społeczeństwa, to rozpatrywane
od strony dominacji władcy centralnego nad pozostałymi feudałami po­
jawią się nam jako twór obcy w dziejach Japonii, nie mający do owego
momentu precedensu w wewnętrznym rozwoju tego kraju. Rodzący się
aparat władzy skorzystał tu z wzorców stworzonych przez inne społeczeń­
stwo — współczesne chińskie, epoki Tang. Dlatego to reformy Taika
głoszą porządek bardzo zbliżony do chińskiego systemu biurokratycznego;
określić je można jako „ambitną próbę imitacji chińskiego systemu poli­
tycznego przez przekształcenie luźnej federacji rodów Japonii w central­
nie władane państwo" .
Przeszczepienie ideologii imperialnych Chin na rodowo-plemienny
grunt japoński nie mogło mieć dużych szans powodzenia; pewne prawa
i instytucje, właściwe dla ustroju chińskiego, naśladowane literalnie w no­
w y m środowisku zawodziły, podczas gdy nie były realizowane niektóre
zasadnicze elementy tego systemu, jak zasada przenoszenia urzędników
w różne prowincje czy zastąpienie istniejącej dotąd arystokratyczno-wojowniczej armii przez wojska piesze, rekrutujące się z chłopstwa. W nie­
dopasowaniu tym dopatrywać się można nie tylko przyczyn niepowodze­
nia samej reformy, lecz i powodów dalszego rozkładu gospodarczego. Jak
pisze K. Popów, „w historii europejskiej można wskazać analogiczną
nieudaną próbę Karola Wielkiego (786-814), który starał się zaszczepić
dawne prawa Rzymu do nowych form życia społecznego, jakie ukształto­
wały się w jego olbrzymim imperium" . Analogia jest trafna — prócz
tego, że umożliwia nam przyrównywanie działania ideologii Cesarstwa
Rzymskiego na państwo Karola Wielkiego do wpływów Cesarstwa T'angów na państwo japońskie, uprawnia nas do podobnego interpretowania
dwoistości: „ciągłość czy zmiana" wewnątrz państwa japońskiego okresu
30

31

s

reform Taika, jak to zostało uczynione wyżej wobec władztwa Karolin­
gów. Zbliżone były też dalsze losy — rozpad obu „sztucznych centrali­
zacji". W Japonii rozkład ów był niewątpliwie odpowiedzią na niedo­
stosowany do miejscowych warunków wzrost organów władzy cesarskiej;
oto rozwój aparatu administracji stawała się coraz bardziej kosztowny
dla społeczeństwa, obciążanego rosnącymi podatkami. Reakcją było oczy­
wiste dążenie do wyzwolenia się spod tych obowiązków; realizowano je
przez przekazywanie posiadanej ziemi tym panom feudalnym, których
dobra sho posiadały już cesarski immunitet. Następowało fikcyjne włącze­
nie nowej działki w obręb zwolnionej od podatków posiadłości feudalnej,
jej użytkownik zaś nie płacił odtąd podatków dla państwa, lecz świadczeE . E e i s c h a u e r , Japanese Feudalism, [w:] Feudalism
К. P o p ó w , Japonia, Moskwa 1964, s. 56.

in History,

s. 28.

�DUALISTYCZNE ASPEKTY GENEZY

FEUDALIZMU

269

nia shiki na rzecz feudała. Konsekwencją był wzrost znaczenia panów
feudalnych, grupy wewnętrznie zhierarchizowanej, gdzie słabszy w zamian
za świadczenia uzyskiwał opiekę silniejszego. Od V I I I w. kształtuje się
feudalna piramida zależności, władza centralna traci na znaczeniu na
rzecz prywatnej domeny sho, która też wkrótce staje się posiadłością
dziedziczną; podatki z coraz to większej ilości dóbr lennych trafiają nie
do cesarza już, lecz do lokalnych książąt, a pozbawiona w ten sposób za­
sobów materialnych władza centralna nie jest w stanie zapewnić pokoju
całemu krajowi. Zadanie zapewniania bezpieczeństwa na lokalnym szczeb­
lu przejmują grupy zbrojne, pozostające pod dowództwem prywatnych
posiadaczy ziemskich — a pociąga to za sobą oczywiście ciągłe wojny
w skali ogólnokrajowej.
Z końcem V I I I w. możemy mówić o jeszcze jednym czynniku decen­
tralizacji — wojnach z tubylczymi plemionami Aj nów. Aj nowie, nazy­
wani przez Japończyków Azuma-Ebisu, t j . wschodni barbarzyńcy, zamie­
szkiwali pn.-wsch. skraje wyspy Honsiu i przez całe wieki prowadzili woj­
ny z cesarstwem, które też nigdy nie narzuciło i m w całości swego pano­
wania. Wyprawy przeciw nim, ze szczególnym nasileniem przypadające
na lata 789-801, miały doniosłe znaczenie jako dalszy bodziec w rozwoju
stosunków feudalnych; stanowiły podstawę powstania instytucji shoguna
— który w 1192 r. przejmie administrację kraju, by dać tym samym po­
czątek fazie pełnego feudalizmu japońskiego; to w 784 г., w związku
z walkami we wschodniej części wyspy Honsiu, po raz pierwszy przy­
znany został tytuł seito-shogun, t j . „generał dla podboju wschodu". Dla
celów wojennych nieodzowna była także reorganizacja społeczeństwa,
zwłaszcza w prowincjach narażonych na ataki Ajnów. Tworzono zatem
obronne oddziały prowincjonalne składające się z synów naczelników po­
szczególnych okręgów, których wyłącznym zadaniem była walka i szko­
lenie wojenne. Grupy te stanowiły pierwszy krok na drodze do wytwo­
rzenia dziedzicznej klasy wojowników —• późniejszych samurajów. Zro­
dzone w czasie walk z Ajnami wojownicze klany bushi staną się siłą spo­
łeczną, w oparciu o którą rządzić będą shogunowie, prawdziwi — w od­
różnieniu od cesarzy, formalnie tylko zasiadających nadal na tronie —
władcy feudalnego państwa.
Analiza feudalizmu w Chinach —• następnym kraju Dalekiego Wscho­
du, który w dobie feudalnej wykazuje spore podobieństwa do Europy —
jest utrudniona w kilku zgoła zasadniczych momentach. Przede wszyst­
k i m ustrój gospodarczy oparty na produkcji rolnej, z ledwie tylko widocz­
ną rolą handlową i przemysłową ośrodków miejskich, z praktycznym
przywiązaniem chłopa do ziemi, której na ogół nie jest on posiadaczem,
lecz co najwyżej dzierżawcą, płacącym wysoką rentę jej właścicielowi —
należącemu do przeciwstawnej klasy rządzącej — taki ustrój ekonomiczny

�270

J E R Z Y SŁAWOMIR

WASILEWSKI

trwa w Chinach od czasów zamierzchłych aż po okres przemian X I X
i X X wieku. Należałoby więc całe tysiąclecia w historii Chin określić
jako feudalne pod względem gospodarczym; co się jednak tyczy ustroju
politycznego, to zmienia się on i różnicuje w przeciągu owego czasu na
tyle, by można było znaleźć podstawy dla wyróżnienia prócz plemien­
nego czy niewolniczego — także faz „typowego feudalizmu" i tzw. feu­
dalizmu biurokratycznego. Ten ostatni wyłączony będzie z naszych roz­
ważań. Oznacza on scentralizowane imperium rządzone przez płatny apa­
rat urzędniczy, mianowany na zasadach egzaminów państwowych, a nie
według (arystokratycznego) pochodzenia, aparat o funkcjach teoretycznie
niedziedzicznych. Są to więc cechy sprzeczne z „duchem" feudalizmu, nie
godzące się z zaakceptowaną przez nas na wstępie formułą.
Ale nawet umiejscowienie w czasie feudalizmu w zawężonym do za­
gadnień społeczno-ustrojowych rozumieniu tego słowa nie zostało jak do­
tąd przeprowadzone w sposób bezsporny i ostateczny. Na tym miejscu
poddamy krótkiej analizie okres panowania dynastii Czou (wg trady­
cyjnych przekazów 1122-256 r. p.n.e., uważany często za klasyczny dla
chińskiego feudalnego ustroju politycznego. Niedostatek przekazów i nie­
jednoznaczność materiałów z tak wczesnej epoki historii utrudnia roz­
strzygnięcie kardynalnego dla nas problemu, jaki ustrój gospodarczy po­
przedzał feudalizm — czy gospodarkę w Chinach przełomu I I i I tysiąc­
lecia p.n.e. można nazwać niewolniczą. Równie odległa od prawdy będzie
tu odpowiedź w pełni afirmatywna, wychodząca z dogmatycznego trakto­
wania schematu rozwoju społeczeństw, jak i kompletnie negująca znacze­
nie niewolnictwa w historii Chin. Mniej jednostronna, a zatem chyba bar­
dziej uprawniona teza głosi bowiem, iż „feudalizm ... od I X w. p.n.e. na­
rastał bezpośrednio na formacji wspólnoty pierwotnej, rozwijając się przy
współistniejącym układzie niewolniczym. Jest to zjawisko charakterys­
tyczne dla rozwoju feudalizmu na Wschodzie, spowodowane rozwojem
sił wytwórczych rolnictwa już w łonie wspólnoty pierwotnej" .
32

Do rzędu takich progresywnych (kumulacyjnych) przyczyn w powsta­
niu feudalizmu można by też zaliczyć za Marcel Granetem rozwój me­
talurgii brązu. Wg tego autora „można datować ustanowienie okręgów
administracyjnych i miast, powstanie systemu feudalnego i wojskowego,
podział wspólnot wiejskich na grupy wiejskie i miejskie począwszy od
określonej daty z historii techniki. Można uznać, że faktem, który przy­
czynił się do wykrystalizowania się tych zjawisk, było pojawienie się
w Chinach produkcji brązu oraz handlu przedmiotami z brązu" . Wyna­
lazek ten byłby zatem przyczyną specjalizacji: miasta tej epoki zamiesz33

32

3 3

Wielka encyklopedia powszechna, t. I I , Warszawa 1963, s. 434.
Cyt. za: J . G e r n e t , Chiny starożytne,
Warszawa 1966, s. 39.

�DUALISTYCZNE

ASPEKTY GENEZY

FEUDALIZMU

271

kane przez szlachtę-wojowników bronią producentów rolnych — chłopów.
Zważywszy, iż wynalazek techniki stapiania brązu dokonał się w Chinach
w X V I I I w. p.n.e. — teza Graneta prowadzi do poważnego przesunięcia
w głąb wieków początków społecznego dualizmu na tych obszarach. Ale
przecież wytworzenie się przeciwstawnych klas — miejskiej szlachty
i rolniczych chłopów — nie jest równoznaczne z początkiem feudalizmu;
stwarza raczej pewną podstawę, która przez wieki całe będzie się jeszcze
poważnie zmieniać, zanim od X I w. p.n.e. zacznie się na niej kształtować
feudalizm.
Chiny właściwe drugiej połowy I I tysiąclecia p.n.e., niewielki obszar
w dolnym biegu Żółtej Rzeki, stanowią władztwo dynastii Szangów
(1765 ? — 1123 ? p.n.e.). Traktowanie tego państwa jako centralizacji czy
przeżywającego swój zmierzch imperium nie jest na pewno odpowiednie
— państwo Szang-In jest bowiem pod względem terytorialnym jednost­
ką raczej skromną, nie unifikuje też bynajmniej jakichś różnolitych grup
etnicznych. Również materiał dowodowy na to, że u jego schyłku rozpo­
częły się przemiany ustroju, wyraźnie skłaniające go ku feudalizmowi —
ma za mało jednoznaczny charakter . Atoli nie ulega wątpliwości, iż
państwo to chyli się ku upadkowi; powodem jest trapiąca je anarchia,
samowola starszyzny plemiennej, długotrwałe wojny zewnętrzne i waśnie
wewnętrzne. „Inowie [nazwa plemienia tworzącego państwo rządzone
przez dynastię Szang — J. S. W.] kłócą się między sobą tak, jakby woda
w kotle wrzała lub jakby owady brzęczały na wiosnę" — mówi o nich
współczesna opinia . Za przejaw dekadencji można też uważać przepych
życia dworskiego, zbytek, rozrzutność ofiar kultowych, rozpanoszony al­
koholizm itp. zjawiska, o występowaniu których mówią nam przekazy
pisane i znaleziska archeologiczne .
34

35

36

Ostateczna klęska państwa Szang-In następuje w X I I lub X I w. p.n.e.
na polu bitewnym, jego zaś nowym władcą staje się zwycięskie plemię
Czou, sąsiadujące dotąd z Inami od zachodu. Nader sporna jest kwestia
określenia poziomu kultury zwycięzców; nie dorównywał on na pewno
osiągniętemu przez pokonane państwo, lecz przy obecnej ilości materiału
nie można orzec, czy plemię Czou stanowiło wobec lnów „barbarzyń­
ców" pozostających na zdecydowanie niższym poziomie rozwoju, etnicznie
obcych właściwym Chińczykom. Afirmatywnie odpowiada na to pytanie
Eberhard, stwierdzając, iż Czou byli plemieniem pochodzenia tureckiego
bądź mongolskiego, stali zaś na czele koalicji sfederowanych plemion niechińskich, w tym przynajmniej częściowo tybetańskich . Ma to związek
37

3 4

3 5

3 6

3 7

Por.: D. В o d d e, Feudalism in China, [w:] Feudalism in History,
S z a n g J ü e , [red.], Dzieje Chin, Warszawa 1960, s. 26.
G e r n e t, op. cit., s. 43-45.
W. E b e r h a r d , Conquerors and Rulers, Leiden 1965, s. 28.

s. 51-52.

�272

J E R Z Y SŁAWOMIR

WASILEWSKI

z całością poglądów tego autora na feudalizm chiński jako rezultat „etni­
cznej superstratyfikacji", w której lud pasterski nawarstwił się na gru­
pę rolniczą, co wyjaśnić ma dualizmy w kulturze feudalnych Chin.
Lecz jeśli nawet — za innymi sinologami — przyjąć, iż Czou byli
ludem pokrewnym i niewiele ustępującym pod względem kultury właś­
ciwym Chińczykom, to i tak nie ulegnie wątpliwości, iż rezultatem złą­
czenia się dwóch odmiennych zespołów musiała być nowa jakość. Przed
zdobywcami stanęła bowiem konieczność stworzenia systemu politycznego
dla zarządzania nowym, znacznie rozleglej szym od dotychczasowych sie­
dzib Czou, terytorium. Środki ustroju rodowego, jakimi dysponowało ple­
mię zdobywców, nie wystarczyłyby do utrzymania przez czas dłuższy
rezultatów pomyślnego podboju . Czou musieli przecież w pierwszym
okresie swego panowania pokonać resztki lokalnego oporu i uniemożliwić
odrodzenie starego porządku. Dokonują tego niejako ad hoc przez stwo­
rzenie systemu nadań, nie znanego w ich dotychczasowym ustroju spo­
łecznym (który był prawdopodobnie typowo plemienny). Wódz plemienia,
a obecnie król i właściciel całości ziemi w państwie (taki przynajmniej
jego obraz jest znany z nieco późniejszego przekazu), dzieli terytorium
i przyznaje nadziały w lenno poszczególnym książętom z rodu Czou, i n ­
nym, którzy przyczynili się najbardziej do zwycięstwa, a także części
obalonych dynastów Szang. Sam pozostaje jedynym władcą tylko na te­
renie „domeny królewskiej", reszta zaś terytorium znajduje się odtąd
w rękach książąt, podzielona na sto z górą państewek, z których każde
ma swoją stolicę i dwór, traktujący dwór królewski jako rodzinny (i jak
swego suwerena zarazem), a siebie nawzajem jako „młodsze bratnie kra­
je". Ta forma rządów rozpoczyna się od momentu, kiedy tylko staje się
jasne, iż formalna monarchia jest zbyt słaba jeszcze, by móc sprawować
rządy na całym terytorium — a widać to wkrótce po zwycięstwie.
38

39

Utworzenie drobnych księstw nie oznacza jednak osiągnięcia fazy feu­
dalnej — a dopiero protofeudalną — w rozwoju porządku społecznego.
O pełnym feudalizmie można mówić od chwili, kiedy więzy zależności
wasalskiej (łączące dotąd jedynie dom panujący z niewielką grupą szla­
chty terytorialnej) rozszerzą się na całe społeczeństwo. Przyczyny przej­
ścia na etap feudalny nie są dostatecznie jasne; Bodde stwierdza t u :
„feudalizm Czou, jaki jest nam znany w parę stuleci po podboju, był w y ­
nikiem stopniowego procesu ewolucyjnego — choć na podstawie obecnego
materiału dowodowego nie można określić, kiedy i jak ewolucja ta się
dokonała" .
40

3 8

Np.: O. L a t t i m o r e , Frontier
Paris 1962.
Por. przypis 19.
B o d d e , op. cit., s. 54.
3 9

4 9

Feudalism,

[w:] Studies in Frontier

History,

�DUALISTYCZNE ASPEKTY GENEZY

273

FEUDALIZMU

Można sądzić, iż druga fala najazdów barbarzyńskich, datowana na
771 r. p.n.e. nadeszła zbyt późno, by wpłynąć na przejście społeczeństwa
w ustrój feudalny; najeźdźcy zastali go już w ukształtowanej postaci.
Tym niemniej — jak w Europie i Japonii — od daty owego powtórnego
kontaktu cywilizacji z barbaricum zaczyna się okres wzmożonej dezin­
tegracji imperium. W Chinach jest to epoka Wiosen i Jesieni, w czasie
której „potężne królestwa brały na siebie przewodnictwo wojskowe i wpro­
wadzały ład, którego królowie nie byli w stanie zapewnić" . Władza cen­
tralna była w owym okresie tak znikoma, że relacje pomiędzy dawnymi
księstwami wasalnymi a stolicą powinny być określane raczej jako auto­
nomia a nie feudalizm. Praktyczna niezależność tych kilku państw trwa­
ła do czasu, kiedy jedno z nich, Ts'in, pokonawszy wykrwawionych r y ­
wali, założyło w 221 r. p.n.e. nowy typ antyfeudalnego w swym duchu,
biurokratycznego imperium. Ale to zwycięstwo władzy centralnej nie
oznaczało wcale zakończenia feudalizmu w historii Chin. Jego fenomeny
trwały w ustroju politycznym w okresach istnienia imperiów, a przede
wszystkim dawały o sobie znać wraz z powracającymi falami barbarzyń­
ców, którzy po zwycięskich podbojach ustanawiali rządy własnych dyna­
stii. Rozpad Cesarstwa Han (kontynuacji państwa Ts'in), choć nie jest
dziełem inwazji — to uwieńczony zostaje quasifeudalnym okresem „sze­
snastu państw pięciu plemion" (huńskiego, tureckiego, mongolskiego, t y ­
betańskiego i tunguskiego) z takimi znamionami feudalizmu, jak decent
tralizacja polityczna, autonomia możnowładców, system komendacji etc.
41

Rytm najazdów trwać będzie jeszcze trzynaście stuleci (dopóki wyna­
lazek artylerii nie przeważy w X V I w. szali zwycięstwa ku cywilizacji) i
przez cały ten czas sukcesy nomadów powodować będą pogłębianie cech
ustroju feudalnego, jak to zaobserwować można w okresach podboju Chin
przez Mongołów czy Mandżurów. Także w okresach panowania dynastii
rodzimych (T'ang, Ming) współżycie z nomadami organizowane jest na
zasadach ustroju feudalnego; wedle reguły i i chih i — „używać barba­
rzyńców przeciw barbarzyńcom" — cesarstwo nadaje w lenno wodzom
przychylnych mu plemion poszczególne terytoria pogranicza, których bro­
nić mają przed swymi pobratymcami ze wschodu w zamian za godność
feudalnego władcy. Efektem uzależnienia przygranicznych lenników od
suzerena — cesarza jest także wypieranie stosunków rodowych przez feu­
dalne.
Można zatem pokusić się o sąd, iż trwanie feudalnego ustroju polity­
cznego w Chinach uwarunkowane było faktem nieustannej bliskości no­
madów, sam zaś feudalizm był sposobem współżycia, jedynym możliwym
dla tak odmiennych — a pozostających ze sobą w wiekowym kontakcie
— zespołów, jak barbaricum i cywilizacja.
4 1

G e r n e t, op. cit., s. 57.

18 — E t n o g r a f i a P o l s k a , t. X V z. 2

�274

J E R Z Y SŁAWOMIR

WASILEWSKI

Powyższe spostrzeżenie nie stoi w sprzeczności z wnioskami dostar­
czanymi przez analizę feudalizmu europejskiego i japońskiego. Przykłady
np. Indii pod panowaniem muzułmanów od X I w. czy może nawet Iranu
Sasanidów zdają się w zasadzie potwierdzać schemat feudalizowanej przez
wielkie najazdy cywilizacji. Powyższy materiał pozwala nam na konklu­
zję, iż w okresach szybkiego, niepokojowego kontaktu cywilizacji z barbaricum feudalizm jest poziomem, na którym zjednoczyć się mogą oba
zespoły; dla cywilizacji jest ceną, którą płaci ona za włączenie w krąg
swego oddziaływania nowych terytoriów i nowych grup ludzkich.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6627" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6607">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/be0fba2b7e5aafc49b2a0c8df1542ef1.pdf</src>
        <authentication>d13af8e558c8e339d17a708ef3d4e9b5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79029">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:924</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79030">
                <text>1978</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79031">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:849</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79032">
                <text>Symbolika ruchu obrotowego i rytualnej inwersji / ETNOGRAFIA POLSKA 1978 t.22 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79033">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1978 t.22 z.1, s.81-108</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79034">
                <text>Wasilewski, Jerzy Sławomir</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79035">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79036">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79037">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="79038">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79039">
                <text>„Etnografia P o l s k a " , t. X X I I z. 1

J E R Z Y SŁAWOMIR

WASILEWSKI

SYMBOLIKA RUCHU
Praca

niniejsza

jest

rzeczy, materialnego

OBROTOWEGO I RYTUALNEJ
rezultatem

rozszerzenia

dzieła r ą k l u d z k i c h —

badań

INWERSJI
nad

symboliką

n a k o n k r e t n y m przykładzie

m o n g o l s k i e j j u r t y z j e j k o s m i c z n y m i o d n i e s i e n i a m i — w stronę s y m b o l i k i
n i e m a t e r i a l n y c h działań i z a c h o w a ń z w i ą z a n y c h
k r e t n y m p u n k t e m wyjścia był e t n o g r a f i c z n y
w

z t y m obiektem.

detal —

problem

Kon­

kierunku,

j a k i m o b c h o d z i się j u r t ę dokoła odsłaniając l u b zasłaniając j e j g ó r n y

otwór dymno-okienny. Zrekonstruowany w poprzednim a r t y k u l e schemat
wierzeniowy

wyjaśnia,

d l a c z e g o czynność t a p o w i n n a b y ć

wykonywana

z g o d n i e z r u c h e m słońca, działanie n a o p a k zaś g r o z i śmiercią, c h o r o b a m i
i i n n y m i k l ę s k a m i : o t o z w a ż y w s z y n a kosmiczną s y m b o l i k ę j u r t y i zasadę
magicznej
za

sobą

gwiazd,

skuteczności
automatycznie

na symbolu

naruszenie

czynność

porządku

ta

pociągnęłaby

kosmicznego

—

spadanie

które przecież bezpośrednio stanowią o pomyślności człowieka .
1

J a k się w y d a j e ,
dla

operacji

t a k i e w y j a ś n i e n i e p r a k t y k i r y t u a l n e j słuszne j e s t t y l k o

pewnego poziomu

—

uświadamianej

rzeczywistości

wierzeniowej.

P o d n i ą j e d n a k u k r y w a się cała s t r u k t u r a p o s t r z e g a n i a czasu i p r z e s t r z e n i ,
z której w y n i k a s y m b o l i k a w s z e l k i e g o r u c h u o b r o t o w e g o n i e z a l e ż n i e o d
kosmicznej s y m b o l i k i j u r t y .
Oto b o w i e m istnieje sytuacja, w
wbrew

gwiezdnemu

członka r o d z i n y ,

porządkowi,

której w ł a ś n i e działanie n a o d w r ó t ,

zostaje

po wyniesieniu z j u r t y

z a l e c o n e normą.

Po

śmierci

w s z y s t k i c h przedmiotów

s t a w i a się w n i e j ciało n a o k r e s t r z e c h d n i ; p o o p u s z c z e n i u j u r t y
się s z c z e l n i e d r z w i , o t w ó r d y m n y
„pod

s ł o ń c e " (narburuu).

odsłonięcie

następuje

Przez

zaś z a k r y w a

owe

natychmiast

trzy

po

się w ł a ś n i e w

dni nie wolno

wyniesieniu

z o s t a j e w k i e r u n k u „ z e s ł o ń c e m " (nardzow).

zwłok

tłumaczono j a k o znak,

iż z m a r ł y

zamyka
kierunku

go

otwierać,

i

wykonane

Pytanie o motywacje

zachowań n i e przynosiło w t e r e n i e zadowalających o d p o w i e d z i .
jurty

n i e należy

pozo­

takich

Zamykanie

już d o t e g o

świata,

t r z e b a g o odeń o d g r o d z i ć , a b y d u s z a n i e uciekła d o c z a s u p o g r z e b u ; o d -

1

Patrz:

J . S.

Wasilewski,

Symboliczne

„Etnografia P o l s k a " , t. 21: 1977 z. 1, zwł. s. 106-112.
6 — E t n o g r a f i a P o l s k a , t. X X I I , z. 1

uniwersum

jurty

mongolskiej,

�82

JERZY

wrócony

SŁAWOMIR

WASILEWSKI

k i e r u n e k z a m y k a n i a o t w o r u wyjaśniano:

„to znaczy,

c z y ł o się j e g o ż y c i e " , „ b o o n t a m j u ż w r ó c i ł " . S p o r a d y c z n i e

że s k o ń ­

p o j a w i a ł a się

o p i n i a , iż z a m y k a n i e o t w o r u „ p o d s ł o ń c e " p o śmierci j e s t j e d n y m z k i l k u
działań n a o p a k w y s t ę p u j ą c y c h w t e j s y t u a c j i —
przyczyn

takiego

postępowania,

niewiele;

do wątku

działań

tego przyjdzie

n a d a l bez

odwróconych

wyjaśnienia

zaś

okazało

się

n a m jeszcze p o w r ó c i ć , n a r a z i e

zas

r o z p a t r z m y sugestię, iż c h o d z i t u n i e t y l k o o o d w r ó c e n i e p o r z ą d k u
malnego,
runek

ale ż e s w o j e

ruchu

głębokie a u t o n o m i c z n e znaczenie

obrotowego.

D o takiego

w p e r s p e k t y w i e sensu nadawanego
n i e t y l k o zaś w
poznane

perspektywie

właśnie

nor­

p o s i a d a też k i e ­

ujmowania

problemu

—

r u c h o w i „pod słońce" i „ze słońcem",

odwrócenie —

skłaniają

analogie

polskie

w t r a k c i e badań t e r e n o w y c h n a R o z t o c z u . M u s z ę t u w y j a ś n i ć ,
2

iż zostaną o n e z a p r e z e n t o w a n e

n a równi z materiałem m o n g o l s k i m , a l b o ­

wiem

dawały

często

badawcze,

t o właśnie

wynikające

one

z

materiału

pierwszą

odpowiedź

mongolskiego,

na

pytanie

odpowiedź

dopiero

później n a t y m m a t e r i a l e w e r y f i k o w a n ą i p o t w i e r d z a n ą ; p o w t ó r e i s t n i e ­
jące analogie

polskie, e u r o p e j s k i e i i n n e upewniają

n a s , iż m a m y

t u do

c z y n i e n i a n i e ze s p e c y f i c z n y m i m o n g o l s k i m i w i e r z e n i a m i a n i t y m b a r d z i e j
jakimiś „zabobonami", ale z p o w s z e c h n y m i s t r u k t u r a m i myślowymi. I n i e
będzie

chyba

strukturalny

uznane

za l o g i c z n e

charakter

tych

błędne

koło

prawidłowości

stwierdzenie,

że

usprawiedliwia

właśnie

zestawienie

m a t e r i a ł ó w z r ó ż n y c h części świata.
Wybrane

przykładowo

etnograficznej

analogie

1. K i e r u n e k

„ze

z własnych

badań

p o l s k i e przedstawiają

słońcem"

uchodzi

za

terenowych

i z

literatury

się następująco:

pozytywny,

zalecany

jest

na

R o z t o c z u p r z y w i e l u p r a c a c h g o s p o d a r c z y c h . „ W l e w o się n i e m e ł ł o d o b r z e ,
a j a k p o słonku, t o i m e ł ł o się l e p i e j . I w m ł y n i e — też p o słonku. T a k
b y ł o i t a k będzie. N i c i też skręcać p o słonku, c z y sieczkę rżnąć, c z y co
t o m u s i iść p o słonku, b o j a k n i e , t o n i e p o r a d z i — n a n i c . W s z y s t k o

musi

iść p o s ł o ń c u " .
2. I z b ę n a l e ż y

zamiatać

ze

słońcem, b o jeśli

ktoś u c z y n i t o w

w r o t n y m k i e r u n k u , t o „ n i e o n z a m i e c i e , a l e j e g o (śmierć)

3. P o śmierci d o m o w n i k a , w czasie g d y z w ł o k i znajdują się w i z b i e
o r a z w W i e l k i P i ą t e k p r z e z analogię d o śmierci C h r y s t u s a —
z a k a z m i e l e n i a n a żarnach, p r z ę d z e n i a i z a m i a t a n i a (a w i ę c
mongolskiego

od­

wymiecie".
—

obowiązuje
odpowiednik

z a k a z u o t w i e r a n i a j u r t y ze z m a r ł y m — w ł a ś n i e ze w z g l ę d u

n a występujący w o b u sytuacjach r u c h o b r o t o w y ) .
4. „ J a k j e s t śmierć w

j a k i e j chałupie w e w s i Ż a b n i e ( p o w . K r a s n y ­

s t a w ) , t o z a r a z posyłają p o w s i z i e l e lebiodkę, z a n o s z o n o j e d o najbliższej
chałupy n a o p a k o d słońca i z o s t a w i a j o; s t a m t o d n i o s o d o następnej i t d .

- Były one p r o w a d z o n e

w e w s i a c h R o z t o c z a Środkowego (woj. z a m o j s k i e ) p r z e z

grupę proseminaryjną studentów etnografii U.W.

�SYMBOLIKA RUCHU

83

OBROTOWEGO

[...] P r z e z cały czas, j a k u m a r ł y j e s t w d o m u , chałupy n i e m o ż n a

zamia­

tać; p o w y p r o w a d z e n i u z a m i a t a j o n a o p a k " .
3

Tej

ostatniej

informacji —

podającej

przecież

opis o b y c z a j u

zaska­

kująco p o d o b n e g o d o m o n g o l s k i e j p r a k t y k i z a m y k a n i a j u r t y ze z m a r ł y m
.,pod

słońce" —

informatorów
odwrócenia.

n i e towarzyszyło

objaśnienie
Kluczem

j a k i e k o l w i e k pochodzące o d s a m y c h

sensu owego z w y c z a j u

do p r o b l e m a t y k i

i stosowanego w n i m

rytualnej

i n w e r s j i okazała

się

b a d a n a n a R o z t o c z u s y m b o l i k a żaren. W p e w n y m s z c z e g ó l n y m p r z y p a d k u
o b o w i ą z u j e o b r a c a n i e i c h „ p o d słońce", a w i ę c w b r e w c o d z i e n n e j

normie:

g d y d z i e w c z ę t a m i e l ą m ą k ę n a bułki u ż y w a n e d o A n d r z e j k o w y c h
na

wróżb

t e m a t p r z y s z ł e g o m ę ż a (bułkę upieczoną z t e j m ą k i m a p o r w a ć

a t o co z nią z r o b i , służy za p o d s t a w ę w r ó b y o l o s i e p a n n y ) . W
uporczywie

pytałem

o sens o d w r ó c o n e g o k i e r u n k u m i e l e n i a ,

z założenia, ż e o g ó l n e w y j a ś n i e n i a

gabinetowych

udziwnienie

daje

przekonanie

są z b y t p o w i e r z c h o w n e .
mując

odpowiedź

terenie

wychodząc

u c z o n y c h , k t ó r e można

b y streścić s ł o w a m i : „ w m a g i i w s z y s t k o r o b i się i n a c z e j
takie

niż w życiu, b o

o jej nadnaturalnej

skuteczności",

M o m e n t i l u m i n a c j i poznawczej przeżyłem

wyjaśniającą,

iż

w

pies,

opisywanym

przypadku

otrzy­
„żarna

kręci się « p o d s ł o ń c e » , b o c h o d z i n i e t y l k o o t o , ż e b y męża w y w r ó ż y ć , a l e
też, ż e b y g o z a t r z y m a ć " .
r u c h zgodny
mierników

W y p o w i e d ź t a p o z w a l a zrozumieć, iż o i l e

„ z e s ł o ń c e m " — z a r a z e m z r u c h e m księżyca, g w i a z d , a w i ę c
upływu

czasu,

rytmu

dnia i nocy,

miesięcy

i pór r o k u

—

służy p o s u w a n i u b i e g u świata i c z a s u w przyszłość, t o r u c h „ p o d s ł o ń c e "
lub

zatrzymanie

ruchu

cofnięcie. M ó w i ą c
cepcję

czasu,

oznacza

zatrzymanie

czasu,

o z a t r z y m a n i u czasu przyjmuję

jaka istnieje w

myśleniu

także

jego

o c z y w i ś c i e taką

a może

kon­

archaicznym, mianowicie

czasu

j a k o n a s t ę p s t w a stanów, e t a p ó w c z y s y t u a c j i . A b s t r a k c y j n a f o r m u ł a :
trzymanie

czasu"

przez

ruch

„pod

słońce",

oznacza

b l i ż s z y m w świadomości b a d a n y c h ) z a t r z y m a n i e

(w

„za­

sformułowaniu

osoby poddanej

danemu

działaniu w s t a n i e , w j a k i m się a k t u a l n i e z n a j d u j e . W i d a ć t o w y r a ź n i e n a
przykładzie

następujących

ukochanego

przy

środków

magii

s o b i e u ż y w a się w o d y

miłosnej:

spadającej

koła m ł y ń s k i e g o , p r z y z ł o ś l i w y c h c z a r a c h m a j ą c y c h
4

w i e n i e p a n n i e wyjście

dla

zatrzymania

z odwrotnej
n a celu

strony

uniemożli­

zamąż (a w i ę c z a t r z y m a n i e j ą w p a n i e ń s t w i e ) j e j

koszulę m i e l e się n a żarnach „ p o d s ł o ń c e " ( R o z t o c z e ) i t d .

8

Cytat ostatni za:

zachowywane,
nowych.
4

B.

H. Ł о p а с i ń s к i,

Obrzędy

religijne

i zwyczaje

przy

nich

„Wisła", t. X V I : 1902, s. 361; pozostałe przekazy — z badań tere­

Baranowski,

Wielki

proces

o czary

miłosne

w Praszce,

„Łódzkie S t u ­

dia Etnograficzne", t. I V : 1962, s. 10. „Gdyby pszczoły rojąc się chciały z tego
miejsca uciekać, biegnij co tchu od wylotu ula rachując trzy razy i to obróciwszy
się wspak [w tył] pod słońce..., a wnet uciekające pszczoły powrócą i już uciekać
nie będą". O. K o l b e r g , Dzieła w s z y s t k i e , t. 7: Krakowskie,
Kraków 1962, s. 116.

�84

JERZY

Śmierć

człowieka

SŁAWOMIR

wymaga

WASILEWSKI

od otoczenia

r y t u a l n y c h działań

symbo­

l i c z n y c h , k t ó r e a k c e n t o w a ł y b y f a k t u s t a n i a b i e g u życia. T o w ł a ś n i e d l a ­
t e g o p r z y z m a r ł y m z a t r z y m u j e się r u c h w s k a z ó w e k z e g a r a —
czas

stanął"

—

dlatego

też

nie wolno

obracać

żaren

ani

„bo

jego

wykonywać

i n n y c h p r a c w i ą ż ą c y c h się z r u c h e m o b r o t o w y m w k i e r u n k u „ z e s ł o ń c e m " ,
a

niezbędne

działania

—

posyłanie

lubelskiej, t a k j a k i zamykanie

z n a k u o śmierci

otworu jurty

zmarłego

mongolskiej

—

na wsi

wykonuje

się w k i e r u n k u p r z e c i w n y m d o r u c h u słońca.
Powyższe
lapidarności
w
do

u s t a l e n i a pozwalają
wierzenie,

zrozumieć

zanotowane

pewne

niezależnie,

intrygujące
w

w

odstępie

T y ń c u i n a M a z u r a c h : „kto c h o d z i d o tyłu, t e n w p y c h a swoją
piekła" .

W

5

czasoprzestrzeni

t y m lakonicznym

oboje

albowiem

rodzice),

jest

cała

j e s t z r u c h e m w dół, d o piekła, a t a k ż e z

jego

s k u t k o m podlega

a więc osoby

matka

(u

jest

właśnie

poprzedzające E G O w porządku

m a t k a , osoba

płci

żeńskiej,

s z c z e n i e , i ż n a t ę siatkę o p o z y c j i c z a s o p r z e s t r z e n n y c h

prze­

Kętrzyńskiego

—

czasowym,

reprezentujące P R Z E S Z Ł O Ś Ć . F a k t , iż w p r z y t o c z o n y m p o w y ż e j
wymieniona

matkę

struktura

w myśleniu t r a d y c y j n y m : r u c h do tyłu ( t a k j a k i r u c h

p o d słońce) a s o c j o w a n y
szłością,

zdaniu zawarta

swej

stu lat

nasuwa

zdaniu
przypu­

m o g ą nakładać się

i i n n e o p o z y c j e b i n a r n e , r o z b u d o w u j ą c i w z b o g a c a j ą c o w ą strukturę.

S t r u k t u r a czasoprzestrzeni w myśleniu t r a d y c y j n y m

"pod

stonce"
żeńsk
dót

W. K ę t r z y ń s k i ,
nictwo
ludowe
w Tyńcu,
1966, s. 148.
5

(piekło)

O Mazurach,
O l s z t y n 1968, s. 47; L . H a j ó w n a ,
„Rocznik M u z e u m E t n o g r a f i c z n e g o w K r a k o w i e " ,

Lecz­
t. 1:

�SYMBOLIKA RUCHU

85

OBROTOWEGO

Odchodząc j u ż o d m a t e r i a ł u p o l s k i e g o

m o ż e m y s t w i e r d z i ć , iż

c h o d z e n i a d o t y ł u odnoszące się d o d z i e c i n o t o w a n e są m . i n . w

zakazy

folklorze

k a z a c h s k i m , k i r g i z k i m i k a r a - k a ł p a c k i m . Ciśnie się też w t y m m i e j s c u
6

na

myśl

aforyzm

Leonarda

da V i n c i :

„Nie

cofa

się,

k t o się

związał

z g w i a z d ą " . C h o ć o c z y w i ś c i e w i n t e n c j i a u t o r a o d n o s i ł się o n d o s y t u a c j i
7

c z ł o w i e k a szczególnie w y r ó ż n i o n e g o p r z e z l o s , t o j e d n a k n i e c h m i w o l n o
b ę d z i e zastosować g o j a k o m o t t o d l a p r o b l e m a t y k i s y m b o l i k i r u c h u w m y ­
śleniu

archaicznym,

w

kulturach

t a k samo

nierozerwalnie

związanych

„z gwiazdą", z kosmosem i jego biegiem.
R ó w n i e ż materiał e g z o t y c z n y daje n a m b a r d z o i s t o t n e
dla supozycji,

iż r u c h

„pod słońce" asocjowany

potwierdzenie

jest z r u c h e m w

prze­

szłość. O t o w f o l k l o r z e w i e l u l u d ó w S y b e r i i b a r d z o p o p u l a r n y j e s t m o t y w
przeistoczenia
zmienić

w

się w

zwierzę

przez

niedźwiedzia

koziołkowanie

czarownik

głową

zdejmował

w

odzież

dół.
i

„Chcący

koziołkował

t r z y r a z y p r z e z g ł o w ę p o d słońce. D l a p o w r o t n e j z m i a n y k o z i o ł k o w a ł t r z y
razy

ze

słońcem" .
8

Komi-Permiaków

Wyjaśnić

jest

d o m y ś l a się c y t o w a n a
najwidoczniej

t u trzeba,

uważany

za

że niedźwiedź

praprzodka

a u t o r k a „liczba

działań

u

opisywanych

człowieka,

zaś

magicznych

—

jak

symbolizuje

l i c z b ę f a n t a s t y c z n y c h przeistoczeń o d l u d z k i c h p o t o m k ó w

do zwierzęcych p r z o d k ó w (to j e s t w porządku o d w r o t n y m ) i odpowiadała
l i c z b i e o g n i w g e n e a l o g i i d a n e j g r u p y t o t e m i c z n e j d o p o j a w i e n i a się o g n i w a
ludzkiego".
Identyczny

sens s t r u k t u r a l n y

m a r ó w n i e ż następujący

obyczaj

turk-

m e ń s k i : w t r a k c i e p o g r z e b u , g d y ciało z n a j d u j e się j u ż w g r o b i e , żałobnicy
o b c h o d z ą j e dookoła t r z y m a j ą c w rękach K o r a n — w k i e r u n k u p o d s ł o ń c e
t y l e r a z y , i l e dziesiątków l a t żył ó w człowiek; w

t e n sposób

dokonuje

się z m n i e j s z e n i a l i c z b y j e g o g r z e c h ó w d o p o z i o m u z n i e m o w l ę c t w a .
Naszkicowany
archaicznej
DNA,

wydaje

Watsona —

wyżej

model

się —

pojmowania

czasoprzestrzeni

mówiąc słowami o d k r y w c y

w

myśli

podwójnej

spirali

z b y t ładny i p r o s t y , b y miał być n i e p r a w d z i w y .

n i e m n i e j n a l e ż y pamiętać, że z b u d o w a n y

o n został n a p o d s t a w i e

kojarzących r o z p r o s z o n y w y r y w k o w y materiał i n f o r m a c y j n y —

Tym

intuicji

wierzenia

i t z w . p r z e s ą d y p o c h o d z ą c e z r ó ż n y c h części świata. N a r a ż a t o n a z a r z u t
dowolności l u b przypadkowości, może nasuwać p o d e j r z e n i e ,

że

schemat

t e n g o r z e j s p r a w d z a się w o d n i e s i e n i u d o j e d n e j k o n k r e t n e j k u l t u r y . D l a
rozproszenia

tych

wątpliwości

przeprowadzono

monograficzne

niejako

b a d a n i a n a d symboliką r u c h u o b r o t o w e g o w r a m a c h t r a d y c y j n e j
jednej

grupy etnograficznej

—

m o n g o l s k i c h T o r g u t ó w Ałtaju.

kultury
Starałem

s i ę zebrać m o ż l i w i e p e ł n e i n f o r m a c j e o w s z e l k i c h działaniach r y t u a l n y c h ,

6

E . D.

motiwow
7

8

E.

T u г s u n o w,

tiurko-mongolskich
Panofsky,

Ł. S .

skazók,

Studia

G r i b o w a,

Etnograficzeskije
z historii

Piermskij

osnowy

„Sowietskaja
sztuki,

zwierinyj

proischożdienia

Etnografia",

Warszawa
stil',

Moskwa

niekotorych

z. 2: 1976, s. 126.

1971, s. 400.
1975, s. 38-39.

�86

JERZY

SŁAWOMIR

WASILEWSKI

W których występuje r u c h o b r o t o w y i odwrócony, a także w i e r z e n i a n a
temat ruchu w
potwierdzają
wanych

zjawiskach

naturalnych. Badania

te nie t y l k o w

m o d e l w s t ę p n y , a l e też w z b o g a c a j ą

pełni

go o wiele

przewidy­

tak jak w

badaniach

elementów.

Referowanie
polskich —

z e b r a n e g o materiału z a c z n i j m y

o d s y m b o l i k i żaren. T r z e b a

—

t u p o w i e d z i e ć , że T o r g u c i

jako

j e d n a z n i e l i c z n y c h g r u p m o n g o l s k i c h u p r a w i a j ą zboże, stąd żarna z n a j ­
dują się w k a ż d e j j u r c i e . Są t o d w a płaskie k a m i e n i e r ó w n e j
w

czasie m i e l e n i a

leżą w p r o s t

z pomocą żerdzi wyjętej

n a ziemi,

górnym

średnicy;

k a m i e n i e m kręci

n a t e n czas z d a c h u , p r z y w i ą z a n e j

u góry

się
do

r z e m i e n i a n a p i ę t e g o m i ę d z y ścianami j u r t y . Ż a r n a o b r a c a się n a p r z e m i a n
w

o b i e s t r o n y . P r z e z t r z y d n i p o śmierci o b o w i ą z u j e z a k a z i c h u ż y w a n i a

(nie znany

jest natomiast zwyczaj

zatrzymywania

zegara —

najwidocz­

niej jest to p r z e d m i o t z b y t n o w y w Mongolii). M a g i i analogicznej
skiej

m a g i i miłosnej

T o r g u c i n i e znają,

z a b i e g ó w m a g i c z n y c h : g d y złodzieje

do p o l ­

a l e u ż y w a się ż a r e n d o i n n y c h

ukradną k o n i e l u b b y d ł o z g u b i

się

w s t e p i e , żarna u s t a w i a się n a p r o g u i kręci „ p o d s ł o ń c e " — m a t o s p o ­
wodować, że bydło wróci. Stosowane

j e s t też s a m o

zakopywanie

żaren

p o d p r o g i e m , b e z o b r a c a n i a , a z ł o d z i e j o w i „ z a k r ę c i się w g ł o w i e , p o w r ó c i " :
mają

więc

żarna

jako

przedmiot

autonomiczną s y m b o l i k ę w

i

t a k często

obracany

„pod

m a g i i z a t r z y m a n i a i p o w r o t u . Jeśli

słońce"
wielbłą­

d o w i p r z e s u n i e się n e r k a , żarna w i e s z a się m u n a g r z b i e c i e i e w e n t u a l n i e
j e s z c z e o p r o w a d z a t r z y r a z y dookoła j u r t y „ p o d słońce", a n e r k a p o w r ó c i
n a m i e j s c e . C z a s e m s t o s u j e się też masaż o p u s z c z o n e j

n e r k i żarnami, p r z y

czym

dlaczego używa

choć i n f o r m a t o r z y n i e są w

właśnie żaren —
W

magii

— „leczenie m a g i c z n e " .

pasterskiej

ruch

l u b zatrzymania;

stosowany

oprowadza

„pod

słońce"

analogicznie

d l a przyspieszenia

wielbłądzicy,

się

jakiegoś
ją

trzy

służy

zatem
procesu:

razy

m u ssać, j a g n i ę

w kierunku

oprowadza

się

więc

ruch
gdy

dookoła

słońcem"; podobnie g d y o w c a n i e p r z y z w y c z a j o n a
pozwala

spowodowaniu

„ze

słońcem"

opóźnia
jurty

się

właśnie

dookoła

niej

trzy

razy

także

pewne

chiirde,
(stupy).

ryty

skuteczności. W p r z y p a d k u b u d d y j s k i c h M o n g o ł ó w

w c h o d z i ł y t u w g r ę następujące p r a k t y k i s y m b o l i c z n e : o b r a c a n i e
suburganu

„ze

nardzów.

religijne o magicznej

czy

jest
poród

jeszcze do jagnięcia n i e

Z b a d a j m y t e r a z w kontekście s y m b o l i k i r u c h u o b r o t o w e g o

modlitewnego

się

stwierdzają, ż e i n n y p r z e d m i o t b y ł b y - t u n i e s k u t e c z n y ,

b o t o j e s t domnoch
powrotu

stanie wyjaśnić,

przebieranie
We

młynka

różańca e r c f i , o b c h o d z e n i e

klasztoru

w s z y s t k i c h t y c h działaniach r u c h

powinien

b y ć z g o d n y z k i e r u n k i e m r u c h u słońca. S e n s o b r a c a n i a m ł y n k a m o d l i t e w ­
nego to powodowanie

ogólnego pomyślnego b i e g u świata; w

wykładni lamajskiej p o w i n n o m u towarzyszyć w y m a w i a n i e
«ylab —
ma

do

m a n t r , t a k i c h j a k om
pozytywnej

mani

reinkarnacji po

podmę
śmierci:

chum,

kanonicznej
mistycznych

co p r z y c z y n i a ć

uniknięcia

się

transmigracji

�SYMBOLIKA RUCHU

w

niższe f o r m y

bytów
duszy

b y t u (gady, p t a k i , czworonogi)

ku formom
w

młynka

spirytualnym,

n i r w a n i e . Pasterze p y t a n i

sunku

dają

i awansowanie

b o d h i s a t t w o m aż

9

modlitewnego

87

OBROTOWEGO

o motywację

oczywiście

do o r t o d o k s j i , ale również

odpowiedzi

zachowujące

n a skali

do r o z p ł y n i ę c i a
wprawiania w
uproszczone

też

ruch

w

sto­

należną strukturę.

w i a r y w p o z y t y w n ą reinkarnację i p r z e k o n a n i a , że r u c h m ł y n k a
zło n a ś w i e c i e , d e k l a r o w a n o

„długie życie" j a k o efekt

się

Obok
niszczy

poprawnego

o b r a c a n i a ; t e n zaś, k t o kręci go n a o p a k , s k r a c a s o b i e ż y c i e ,

zmniejsza

w y z n a c z o n ą m u p r z e z l o s liczbę l a t ; p o śmierci j e g o d u s z a b ę d z i e błądzić
w

zaświatach

zamiast

dokonać

pomyślnego

wcielenia.

Istnieje

nawet

c i ę ż k i e p r z e k l e ń s t w o „ o b y t w ó j m ł y n e k kręcił się o d w r o t n i e " , churde
buruu

cziń

„ K t o kręci m ł y n e k « p o d słońce», t e n p ó j d z i e d o p i e k ł a "

ergul.

—

o s t r z e g a l i d a w n i e j l a m o w i e ; u j a w n i a się t u t a s a m a s t r u k t u r a , co w p o l ­
s k i c h w i e r z e n i a c h m ó w i ą c y c h , ż e p r z e z obejście dookoła krzyża,
l u b świętej

f i g u r y „pod

słońce" można w y w o ł a ć

m ł y n e k m o d l i t e w n y n a o p a k , s t a j e się „ c z ł o w i e k i e m obcej
nomtoj

kościoła

diabła. T e n , k t o kręci
wiary"

buruu

M i a n o t o stosują T o r g u c i do sąsiadów n i e b u d d y s t ó w : R o s j a n ,

chiin.

C h i ń c z y k ó w i K a z a c h ó w . O t y c h o s t a t n i c h o p o w i a d a się n a w e t z ironią,
że o t w i e r a n i a i z a m y k a n i a g ó r n e g o o t w o r u j u r t y dokonują „ p o d s ł o ń c e " ;
j a k s p r a w d z i ł e m u t a m t e j s z y c h K a z a c h ó w , r z e c z y w i ś c i e k i e r u n e k odsła­
niania jurty

nie m a dla nich symbolicznego

znaczenia,

r o b i się t o , j a k

j e s t w y g o d n i e j , w zależności o d w i a t r u , c z a s e m n a w e t o d w e w n ą t r z . Choć
więc

mongolskie

uzasadnienie,
tylko

przypisanie zachowania

to jednak

rzeczywista

wanie

działa

obserwacja

na opak

t u mechanizm
zachowań

obcym

znacznie

sąsiadów:

ma

częściowe

ogólniejszy

strukturalne

„ o b c e g o " z działaniem „na odwrót", g d y z a c h o w a n i e

niż

korelo­

„normalne"

p r z y s ł u g u j e g r u p i e w ł a s n e j . A n a l o g i c z n i e n a p o l s k i m R o z t o c z u określa się
ruch

to faktem,

że n a

„ r u s k i m " t z n . ukraińskim w e s e l u t a k i j e s t k i e r u n e k t r z y k r o t n e g o

lewoskrętny

mianem

„po

rusku"

uzasadniając

obcho­

d z e n i a p r z e z parę m ł o d ą p u l p i t u z P i s m e m

Świętym.

P r z y sposobności d o d a j m y , ż e k i e r u n e k „ p o d s ł o ń c e " j e s t r z e c z y w i ś c i e
zalecany

przez

separacyjny —

kościół

prawosławny.

Zapewne

działał

chęć odróżnienia się o d z w y c z a j ó w

tu

mechanizm

kościoła k a t o l i c k i e g o ,

w k t ó r y m r u c h ze słońcem p a n u j e w p r o c e s j a c h , c i r c u m a m b u l a c j a c h i t p .
Tak

właśnie było b o w i e m

w

p r z y p a d k u dwóch

g i j n y c h , k t ó r e nakazują s w y m w y z n a w c o m

innych

systemów

reli­

lewoskrętny k i e r u n e k obcho­

d z e n i a o b i e k t ó w k u l t o w y c h : i s l a m u i starotybetańskiej r e l i g i i b o n . M a h o ­
met

zalecił t e n k i e r u n e k o b c h o d z e n i a

mekkańskiej

Kaaby,

by

s w ą d o k t r y n ę o d w c z e ś n i e j s z y c h pogańskich k u l t ó w , k t ó r y c h

9

W.

Bearing
and

Simpson,
upon

Religious

the

The

Symbolism

Ritual,

Buddhist
of the

Praying
Wheel

Wheel.
and

A

Circular

Collection
Movements

odróżnić
wyznawcy

of

Material

in

L o n d o n 1896, s. 29. W e d ł u g m o n g o l s k i c h p a s t e r z y , gdy

Custom
gospo­

d a r z o w i padł u l u b i o n y w i e r z c h o w i e c , n a jego c z a s z c e l a m a wypisywał mantry
mani

padme

chum,

co miało spowodować ponowną reinkarnację

zwierzęcia.

om

�88

JERZY

obchodzili

ten telluryczny

SŁAWOMIR

obiekt

WASILEWSKI

,,ze s ł o ń c e m "

d o k o n a n a zastała i n w e r s j a k i e r u n k u o b c h o d z e n i a

10

.

Także w

religii bon

czortemóip (tybetańskich

n a l e w o s k r ę t y d l a odróżnienia o d n a p ł y w a j ą c e g o b u d d y z m u , f o r s u ­

stup)

jącego

kierunek

zgodny

zresztą — o b i e k t ó w
Natomiast
zgodnym
wiedzi

11

ze

słońcem

w

obchodzeniu

—

tych

samych

.

wspomniane

wyżej

skorelowanie

„swojego"

z

ruchem

ze słońcem w y r a ż a się c h o ć b y w n a d e r często padającej

n a p y t a n i e , dlaczego jurtę o t w i e r a

„to t a k i nasz m o n g o l s k i o b y c z a j "

(manaj

się w ł a ś n i e w

mongol

ulsyn

Deklaracja

dzari).

t a , i r y t u j ą c a e t n e g r a f a w t e r e n i e , b o n i e wyjaśniająca z n a c z e n i a
ma

jednak

swe odpowiednie

miejsce

i sens w

odpo­

t y m kierunku:

odtworzonej

obyczaju,
strukturze

myślowej.
Kolejny
zycjach
opis

przykład

mongolski

dostarcza

dalszych

informacji

b i n a r n y c h nakładających się n a d o t y c h c z a s o w y

dawnego zwyczaju

wyganiania

o

schemat.

z k l a s z t o r u m n i c h a , który

opo­

Jest t o
naruszał

o b o w i ą z u j ą c ą d y s c y p l i n ę , pił, uciekał w s t e p i t p . O t ó ż t a k i e m u m n i c h o w i
zakładano n a s z y j ę b u k ł a k n a w ó d k ę , za k t ó r y i n n y m n i c h

oprowadzał

g o — w e d ł u g opisujących b y ł o t o c i ą g n i ę c i e g o „ j a k b y k a " — t r z y
dookoła

klasztoru w

szczególną,

albowiem

kierunku
ze

„pod

względu

słońce".

na

Przekaz

istnienie

ten ma

klasztoru

w

razy

wartość
Bułganie -

j e s z c z e d o początku l a t 5 0 - t y c h X X w . , a w i ę c z n a c z n i e dłużej niż w p o ­
zostałej części M o n g o l i i —

był o n T o r g u t o m

ogólnie z n a n y

1 2

. Z

drugiej

zaś s t r o n y — j a k o ż e w d z i e d z i n i e w i e r z e ń n i e i s t n i e j e j u ż dziś społeczna
w y m i a n a treści, k o m u n i k a c j a , p o w o d u j ą c a k o n t r o l ę p r z e k a z y w a n e j

wiedzy

i

danego

„ucierania

obyczaju

—

się"

jednej,

powstaje

powszechnie

przyjętej

wykładni

dla

szereg różnych o d d o l n y c h wyjaśnień, które można

badać n a okoliczność i c h zgodności z odsłanianą strukturą m y ś l o w ą . I t a k
n a przykład

pojawia

się i n t e r p r e t a c j a ,

że zabieg t e n oznacza

J. Chelhod,
A Contribution
to the Problem
oj the Pre-eminence
Right, Based upon Arabic
Evidence,
[w:] Right and Left. Essays
on Dual
Classification,
R . N e e d h a m ed., C h i c a g o a n d L o n d o n 1973, s. 252, 259.
10

cofnięcie

of the
Symbolic

J e s t to pogląd p o w s z e c h n y wśród autorów komentujących charakterystyczną
dla r e l i g i i bon inwersję w z o r ó w b u d d y j s k i c h : odwrócenie skrzydeł m i t y c z n e g o p t a ­
k a G a r u d i , k i e r u n k u r a m i o n s w a s t y k i itd.; p a t r z : H . H o f f m a n ,
Die
Religion
Tibets,
München 1958, s. 40; S . A . A r u t i u n o w, N. Ž u к о w s к a j a,
Bon-sintoistskie
paraleli,
[w:] Mifołogia i wierowania
narodów wostocznoj
i jużnoj
Azii,
M o s k w a 1973, s. 14. „Podporządkowanie się i przyjęcie k o m p l e k s u cech, a potem
osiąganie a u t o a k c e p t a c j i p r z e z odwrócenie n a drugą stronę składników t y c h cech
to p r a w i e i n s t y n k t o w n a r e a k c j a słabej k u l t u r y , przeciwstawiającej się a g r e s y w n e j
s i l n i e j s z e j k u l t u r z e " . R . E к v а 11, Religious
Observances
in Tibet:
Patterns
and
Function,
C h i c a g o 1964, s. 22-23. T a k więc w p e w n y c h s y t u a c j a c h h i s t o r y c z n y c h
względy społeczne mogą okazać się n a t y l e silne, iż powodują odejście od — z d a ­
wałoby się u n i w e r s a l n y c h — w z o r ó w k o s m o l o g i c z n y c h .
11

O k a r z e t a k i e j w s p o m i n a już X V H - w i e c z n a k r o n i k a S a g a n g S e c z e n a ; I . J .
Schmidt,
Geschichte
der Ostmongolen
und ihres
Fürstenhauses
verfasst
von
Ssagang Ssetsen, S t . P e t e r s b u r g 1829.
1 2

�SYMBOLIKA RUCHU

mnicha z powrotem

89

OBROTOWEGO

d o s t a n u p r o s t y c h l u d z i (char

O d tego m o ­

chiin).

m e n t u przestaje o n być lamą; d a w n i e j przyjeżdżał w t e d y p o n i e g o władca
feudalny

który

(nojon),

znów

odzyskiwał

swego

poddanego.

i n n y c h wyjaśnień o p r o w a d z a n i e

„pod słońce" oznacza

pędzanie w

dzamd

złą s t r o n ę " (buruu

u c z y n k i . (O o p o z y c y j n y m
pomyślności

za p o m o c ą

ruchu

p o n i ż e n i e , zepchnięcie w
myśl

pewne

zwyczaju

dość

tego, k t o popełnił

oruulach)

„ze słońcem"

w

r y t u a l e dallaga

mongolskiego
dobny

sens

dzenie

trzy

dookoła

w

interpretacje

słońcem"

świętych

m a też choćby s t a r o i n d y j s k i rytuał
dookoła

buddyjskiego cenotafu

„ze

(stupy)

M o n g o l i i asocjowany

szamańska

brzmiące

„ze

wędrówka

u

słońcem"

O t y m , że r u c h

.

jest z r u c h e m w

w

kolejne

sfery

t u r a c h p r z e b i e r a n i e p a c i o r k ó w różańca, k t ó r e —
się d o s t a n u w y ż s z e g o

Zasygnalizujmy

16

obcho­
czy

również

oddawana
1 5

jest

że

przez

dookoła t r z e c h

. W różnych

kul­

j a k już w s p o m n i a n o

—

z l e w a w p r a w o , j e s t środkiem

po nici

l e n t e m l i n y p o z w a l a j ą c e j osiągnąć n i e b o

Po­

górę, n i e c h świadczy f a k t ,

niebieskie

buddyzmie poWinno być w y k o n y w a n e

—

„ze słońcem"

brzóz 9 razy ( t y l e jest sfer niebieskich) „ze słońcem"

wzniesienia

według

c z c i Ц.

w i e l k i c h władców

s z a m a n a b u r i a c k i e g o w czasie i n i c j a c j i , p o p r z e z c h o d z e n i e

w

mongolskiego

Pradakszina

tronu

jako

z kolei

gór, co

a u t o r a m a znaczyć i c h w y w y ż s z e n i e , o k a z a n i e
razy

złe

awach,

jest rozumiane

dół. T a o s t a t n i a d e k l a r a c j a p r z y w o d z i

gołosłownie

obchodzenia

„wy­

wobec tego w y g a n i a n i a zapraszaniu, w z y w a n i u

będzie m o w a poniżej). W r e s z c i e t a k i e o p r o w a d z a n i e
na

Według

wyganianie,

myślowej

będącej

ekwiwa­

.

jeszcze j e d n ą korelację, k t ó r a o m a w i a n a b ę d z i e s z e ­

r o k o poniżej, p r z y o k a z j i obrzędów r o d z i n n y c h , a t e r a z

zadokumentowana

zostanie t y l k o p e w n y m i zabiegami p a s t e r s k i m i . T a k j a k r u c h „pod słońce"
oznacza

zmniejszenie,

rozwojowi

1 3

stratę, t a k r u c h „ z e s ł o ń c e m " służy

i rozmnożeniu;

C y t . M.

Two

Tatar,

dlatego

Mongol

to przed

Texts

powiększeniu,

zapładnianiem

Concerning

the Cult

stada

of the

owiec

Mountains,

A c t a O r i e n t a l i a A . S . H . , t. X X X [1]: 1976, s. 10.
14

S i m p s o n, op. cit., s. 65

M.

E 1 i a d e,

Trakta

o historii

religii,

Warszawa

Vólker,

Helsinki

1968, s. 367.
15

U.

H а г v a,

Die

religiósen

1938, s. 491. A n a l o g i c z n i e w
którym

s i e d z i kapłan,

by

dotrzeć

s. 70-71; por. także obchodzenie
wane

przez

ponii,

[w:]

W.

źródłowego

materiału

der

altaischen

obrzędy

do

najwyższego

nieba,

Zwyczaje,

i symbole

japońskiego

obrzędy

religijne,

skrętny

bóstwo do wyjścia

jako

sprowadzający

s k i c h C . G . J u n g , К.

Simpson,

pozwoliła

i symbole

Warszawa

autorowi

nader

0 idei c z a s u i r u c h u w religii, np. „każde krążenie p o s u w a
1 pobudza

„ze słońcem" koła, n a

pagody i krążenie s z a m a n k i , w n i k l i w i e

Kotańskiego,

Zwyczaje,

Vorstellungen

bramińskim r y t u a l e o b r a c a n i a

podziemia

występował

К e r é n y i , Einführung

w

Ja­

trafnie

wnioskować

wykonawcą k u bóstwu

np. w

in das Wesen

religijne

1974, s. 208; a n a l i z a

z u k r y c i a " , tamże, s. 220. N a t o m i a s t
w

cit.,

op.

zanalizo­

kierunek

lewo­

misteriach eleuzyj-

der Mythologie,

Zurich

1951, s. 195.
1 6

W.

Toporów,

[w:] Semiotyka

kultury,

O

kosmologicznych

Warszawa

źródłach

1975 s. 151.

wczesnohistorycznych

opisów,

�90

JERZY

przez t r y k a

oprowadza

SŁAWOMIR

WASILEWSKI

się g o w o k ó ł o f i a r n e g o

ognia raz l u b trzy

razy

a l b o a n a l o g i c z n i e o k a d z a się g o w o k o ł o , a b y p o m n a ż a ł pomyślność.
Tak
w

przedstawia

najprostszych

dobnie

się c z a s o p r z e s t r z e n n a

działaniach

asocjowany

jest

ruch

występujący

takich j a k np. w i r powietrzny.
j e s t z siłą nieczystą
n a z y w a j ą g o sajtan
starucha"
zawodny

—

symbolika ruchu

obrotowego

r y t u a l n y c h i praktykach magicznych.
W

diabłami

całej

w

M o n g o l i i w i r t e n utożsamiany

(czitgur,

nawet

szulmas);

Kazachowie

(szatan). T o r g u c i m a w i a j ą , że w środku i d z i e „ k u l a w a

doglon

(zwróćmy

emgen

uwagę n a m o t y w

kulawości —

w s k a ź n i k chtoniczności, diabelskości). Jeszcze częściej

się o w i r z e

Po­

zjawiskach naturalnych,

ganc

chóltej

—

tijren

jednonogi

czort, p r z y

nie­

powiada.

czym

jest to

d i a b e ł m a j ą c y k o n t a k t ze z m a r ł y m i . O t o p o j a w i a się o n n a m o n g o l s k i m
c m e n t a r z u czy raczej
przez pierwsze

m i e j s c u , g d z i e się p o z o s t a w i a

zwłoki —

zwłaszcza

t r z y miesiące p o złożeniu ciała. M a w i a n o też, że w

kręci się chuwchaj

suudżny jas „ z b i e l a ł a n a słońcu i w i e t r z e

wirze

kość g o l e ­

n i o w a " . B a r a n i a kość g o l e n i o w a — j a k i l u d z k a , a l e t a j u ż w m n i e j s z y m
s t o p n i u — p o s i a d a skądinąd w y r a ź n e
do

wiru,

ale według

zapytywanych

skręcenie upodobniające
chodzi

ją j a k b y

t u o kość ludzką

—

trupi

goleń.
Zestawienie
pochodzących

zgoła a n a l o g i c z n y c h w i e r z e ń n a t e m a t w i r u
ze S ł o w i a ń s z c z y z n y

powietrznego

i S y b e r i i , gdzie również

utożsamiany

j e s t o n ^ z c z a r t e m , n a r z u c a strukturalną i n t e r p r e t a c j ę w kontekście
b o l i k i r u c h u . T ł u m a c z e n i a i n n e , m n i e j ogólne, stają się z a w o d n e :
śnienia

Moszyńskiego ,
1 7

kojarzony
burzą

iż

z siłą nieczystą

w i r powietrzny
dlatego,

z p i o r u n a m i , których

rola

jest

bo pojawia
polega

na

Słowiańszczyźnie

się b e z p o ś r e d n i o

przecież

według

r z a d k i e i n i e mają

w M o n g o l i i w i r y wieją
z nimi

przed

wierzeń n a

n i s z c z e n i u zła — j e s t w ł a ś n i e t a k i m c h y b i o n y m w y j a ś n i e n i e m
larnym. Oto bowiem

sym­
wyja­

partyku­

s t a l e , b u r z e zaś są b a r d z o

żadnego z w i ą z k u . Zarówno t a m , j a k i n a
1 8

S y b e r i i z n a n e j e s t r o z r ó ż n i e n i e n a w i r y kręcące się ze słońcem — t e są
jeszcze „ n i e n a j g o r s z e " — dzuger

i kręcące się p o d słońce —

n i e niepomyślne. Bułgańscy K a z a c h o w i e
chodzi od strony prawej

stwierdzają,

zdecydowa­

że w i r , k t ó r y n a d ­

k u l e w e j , j e s t szczególnie n i e b e z p i e c z n y ,

idący

zaś o d l e w e j

d o p r a w e j — n i e s p e c j a l n i e . P o d o b n e r o z r ó ż n i e n i e znają t e ż

ludy

1 9

17

Syberii
K.

,

s a m Moszyński

Moszyński,

Kultura

przytacza

ludowa

je

Słowian,

również

d l a Mazowsza.

t. I I , cz. 2, W a r s z a w a 1967,

s. 470-477.
wir

powietrzny;

można t a k sądzić z n o t a t k i G . P o t a n i n a , p o c z y n i o n e j wśród Derbetów:

„chancchan

1 8

Także

folklor

mongolski

zna motyw

kęltej

tirin

sumyn

r z u c a n a p r z e z N i e b o Tengri

Oczerki
wiście

biegnie

n a jednej

siewierozapadnoj
nie w y n i k a

nodze

Mongolii,

stąd, że w i r y

t a k szybko,

H a r v a, op. cit., s. 274.

bijącego

St. Pietiersburg
powietrzne

w

w

iż p i o r u n o w a

l e d w i e zdąży go dosięgnąć".

to treści religijne, mitologiczne z a k o d o w a n e
19

pioruna

strzała

G . N.

ajungo

P o t a n i n,

1883, t. I V , s. 138. O c z y ­

Mongolii

powstają

przed

burzą;

są w języku z j a w i s k n a t u r a l n y c h .

�SYMBOLIKA RUCHU

91

OBROTOWEGO

A j e d n a k a u t o r t e n — będąc n i e d a l e k i o d r o z w i ą z a n i a p r o b l e m u —
rzy

przecież

nawet,

że

polskie

nazwy

wiru,

takie

jak

akcentują m o m e n t r u c h u o b r o t o w e g o ( p i e r w o t n i e „ o b a r t e k " ) —
s z y f r o w u j e czasoprzestrzennej
Problem
„pod

tkwi

słońce";

nie roz­

jego s y m b o l i k i .

zresztą m o i m z d a n i e m

nie wydaje

koja­

„srala-bartek",

głębiej

się p r a w d o p o d o b n e ,

niż w
żeby

symbolice

ogólne

t r a k t o w a n i e w i r ó w p o w i e t r z n y c h b y ł o t y l k o ekstensją

ruchu

negatywne

zaobserwowanego

l e w o s k r ę t n e g o k i e r u n k u o b r o t u n i e k t ó r y c h spośród n i c h . P r o p o n u j ę

wy­

jaśnienie z j a w i s k a t e r m i n e m „ r u c h u p a r a d o s k a l n e g o " , p o z o r n e g o , p u s t e g o .
Przytoczmy
„kto
w

t u polskie wierzenie

nogami

chyboce,

nasuwające t a k i e w ł a ś n i e

ten wozi

drewno

do

piekła" ;

rozwiązanie:

ruch

2 0

pozorny,

k t ó r y m n i b y poruszają się n o g i , a l e p o z o s t a j e się w m i e j s c u m a k o n ­

sekwencje

analogiczne

do r u c h u w

d o piekła. T r ą b a p o w i e t r z n a —
nuje

taki

sam paradoksalny

się n i e p o r u s z a ;

tył, c o f a n i a się —

zjawisko

ruch,

w

powoduje

zejście

jakby niematerialne —

którym

nic konkretnego

sądzę, iż w ł a ś n i e n a t e j z a s a d z i e k o j a r z o n a

wyko­
przecież

j e s t z siłą

nieczystą. T e n s a m m e c h a n i z m w y j a ś n i a n a m istniejący w ś r ó d

Torgutów

z a k a z kręcenia p u s t y c h żaren, o b i j a n i a d w ó c h k a m i e n i i t p . , m a t o b o w i e m
p o w o d o w a ć n i e w y r o ś n i ę c i e zboża, z b i e d n i e n i e , u b y t e k a l b o s p o r y i p l o t ­
ki

2 1

. Bardziej

o b r a z o w o u j m u j e t o p r z e s t r o g a , iż działania t e są „ o s t r z e ­

n i e m z ę b ó w w i l k o m " . W i l k j e s t t u personifikacją s t r a t y , d o t k l i w e j
szcza d l a p a s t e r z y ,

a ostrzenie m u zębów —

opał d o piekła w c y t o w a n y m w i e r z e n i u p o l s k i m —
ksymalnie

nieekonomiczną

i

absurdalną

zwła­

t a k j a k i wożenie d r e w n a
j e s t czynnością m a ­

z ludzkiego

punktu

widzenia.

Z a u w a ż m y n a k o n i e c , iż z a k a z kręcenia p u s t y c h ż a r e n i o b i j a n i a k a m i e n i
opiera

się n i e t y l k o n a i d e i m a g i c z n e g o p o d o b i e ń s t w a

czynności o s t r z e n i a , a l e też n a s y m b o l i c e r u c h u p u s t e g o ,
wywołującego
i

—

tak jak i

ruch

odwrócony

—

t y c h działań

do

paradoksalnego,

cofanie,

zmniejszenie

stratę.
O m ó w m y t e r a z grupę b a r d z i e j złożonych p r a k t y k r y t u a l n y c h mających

na celu spowodowanie
z

najważniejszych

awach,
w

dosłownie

ogólnomongolskich
„przyzywanie

—

obrzędów

branie".

dorocznych:

Odbywał

się

on

d w ó c h n i e z a l e ż n y c h f o r m a c h : j a k o ś w i ę t o całej g r u p y l o k a l n e j

szkującej

daną j e d n o s t k ę administracyjną

święto r o d z i n y . W
w

r o z w o j u i p r z y w o ł a n i e pomyślności. J e s t t o j e d e n

porze

obu przypadkach

najbardziej

sprzyjającej

sezonowe już w y k o n a n o ,

(somori)

organizowano

świętowaniu,

a długie o k r e s y

gdy

zamie­

wewnętrzne

g o jesienią,
podstawowe

a

więc
prace

p o s t o j u spędzane n a o b f i t y c h

Kętrzyński,
loc. cit.; n a R o z t o c z u n a w e t
w o l n o huśtać n o g a m i „bo się diabła p r z y n i e s i e " .
20

oraz jako

dallaga
dawniej

małe

dzieci wiedzą,

że n i e

Oprócz t y c h określeń (ugujrne
— dosł. „nie przybędzie", choosoor — „spusto­
s z e n i e " ) ujmujących k o n s e k w e n c j e c z y n u w k a t e g o r i a c h m a g i c z n o - s y m b o l i c z n y c h
używa się też t e r m i n u religijnego, zawierającego konotację etyczną: „grzech",
nugul'.
21

�92

JERZY

jeszcze p a s t w i s k a c h bez

SŁAWOMIR

WASILEWSKI

konieczności

koczowania

umożliwiają

przepro­

wadzanie obrzędów weselnych, postrzyżynowych, stawianie n o w y c h j u r t .
Ogólnosomonowa

uroczystość

przywoływania

p r z e z cały dzień n a t e r e n i e k l a s z t o r u w

pomyślności

odbywała

n a sąsiedniej g ó r z e w o k ó ł k u l t o w e j s t e r t y k a m i e n i {owoo).
w

niej

a w

arystokracja,

momencie

lamowie

i

się

c e n t r u m każdego s o m o n u

pasterze;

k u l m i n a c y j n y m wyższy

lamowie

urzędnik

albo

Uczestniczyła

odmawiali

modły,

wykonywał

(sajd)

—

o c z y w i ś c i e „ z e s ł o ń c e m " — w i e l o k r o t n e o b r o t y pałeczką z d r z e w a s a n d a ­
łowego, z przywiązanymi do n i e j wstążkami, j e d w a b n y m i s z a r f a m i chadag,
dzwoneczkami,
wkoło

woreczkami
wykonywali

owemu

z

herbatą

wtedy

i

monetami.

koliste

ruchy

Wszyscy

siedzący

złączonymi

rękoma,

w k t ó r y c h t r z y m a l i p o s i a d a n e c e n n e o z d o b y , pierścienie, k o l c z y k i , w o ł a j ą c
p r z y t y m c h u r a i ! c h u r a i ! c h u r a i ! , co m i a ł o znaczyć „ n i e c h się g r o m a d z i "
Uroczystość

kończyła

się c e r e m o n i a l n ą

sobą mięso, ś p i e w a n o s t o s o w n e
trzy

razy

„ze

uroczystość

słońcem".

przebiegała

jedzono

pieśni. N a o d j e z d n y m

Wśród

w

ucztą,

innych

grup

zasadzie t a k samo,

przykład talerze z jedzeniem,

przywiezione
objeżdżano

mongolskich
przy

czym

chiszig

.

ze
owoo

omawiana

obracano

na

t a b a k i e r k i , różańce i t p .

C e l e m t e g o obrzędu jest w sformułowaniu informatorów
p o m y ś l n o ś c i " (bujan

r 2

„zaproszenie

P o j ę c i e p o m y ś l n o ś c i (bujan

duudach).

chiszig)

m a z n a c z e n i e o g ó l n e g o p o m y ś l n e g o o b r o t u r z e c z y , p r z e d e w s z y s t k i m zaś
oznacza

bogactwo,

długowieczność

i

zdrowie

członków

rodziny

rozmnożenie stada; ponieważ pomyślność t a krąży p o świecie w
„ze słońcem", należy

j ą zapraszać r u c h e m o b r o t o w y m , m o ż n a j ą

do symbolicznego naczynia markowanego przez odpowiednio
l i n ę czagtga

oraz

kierunku
łapać

uformowaną

n a ścianie j u r t y . T a n i e c o m i s t y c z n a k o n c e p c j a m a c h y b a

częściowo p o z a m o n g o l s k i
z s a n s k r . punja

—

rodowód:

powodzenie,

słowo

awach

lamaizm grupach: z jednej strony w

weselnym, z drugiej u Tuwijczyków w
mnożenia bydła. W

się

zapewne

2 3

p e w n e r e l i g i a l a m a j s k a . R y t u a ł y t y p u dallaga
wyznających

wywodzi

bujan

s z c z ę ś c i e " , n o s i c i e l e m zaś j e j b y ł a z a ­
z n a n e są i w

innych

Tybecie w

obrzędzie

czasie o f i a r n a owonie

dla roz­

t y m ostatnim w y p a d k u ceremonia

wygląda

analo­

g i c z n i e d o opisanej m o n g o l s k i e j ; o b e c n i n a n i e j w y ż s i urzędnicy i l a m o w i e

22

dowa

P a s t e r z e tłumaczą
etymologia

churai

słowo

przyjmowana

jako

„niech się z b i e r a , g r o m a d z i " .

jest przez badaczy

n i n, op. cit., s. 84). Ściśle r z e c z biorąc churai
churach,

nika

analogiczny
Ulaanbaatar

„zbierać"',
do

naszego

1966, s.

z którym
„hura",

j e s t przez

wzmiankowanym

indyjskim

aratów

rytuale

kojarzone;
chelijn

językoznawcom

związków między t y m i słowami w s p o m n i j m y ,
we

nie j e s t formą gramatyczną

J . С e w e 1, Mongol

731. Pozostawiając

Ta lu­

ze z n a k i e m z a p y t a n i a (P o t a czasow­

jest to o k r z y k

towcz

ustalenie

tajlbar

iż o k r z y k „huree" w z n o s z o n o

obchodzenia

tol',

ewentualnych

Pradakszina;

także

Simpson,

op. cit., s. 276.
23

G.

Montell,

The

Torguts

of Etsin-gol,

„Journal of t h e R o y a l

l o g i c a l I n s t i t u t " , v o l . L X X : 1940, p a r t I , s. 83; C .
uran

dzochiolyn

Damdinsiiren,

tojn, I dewter, U l a a n b a a t a r 1975, s. 119.

Anthropo­
Mongolyn

�SYMBOLIKA RUCHU

obracają

przed

sobą

talerze,

na

93

OBROTOWEGO

których

leżą

i t a b a k i e r k i , l u d zaś w t ó r u j e i m o k r z y k a m i rawol

kawałki

sera,

różańce

rawol

rawol .
2i

B a d a n i e dróg r o z p r z e s t r z e n i a n i a się t e j c e r e m o n i i w r a m a c h w ę d r ó w k i
j e d n e j r e l i g i i wymagałoby oddzielnej, szeroko zakrojonej

pracy; t u pozo­

stańmy zatem p r z y s t r u k t u r a l n e j analizie s y m b o l i k i r u c h u obrotowego, n i e
zajmując się d z i e j a m i i n s t y t u c j i , w r a m a c h k t ó r e j u j a w n i a się t a s t r u k ­
t u r a . A l b o w i e m ceremonia t a jest powszechnie

z n a n a i jeszcze

niedawno

była o d p r a w i a n a w każdej m o n g o l s k i e j

j u r c i e . Obrzęd p r z y z y w a n i a

myślności w

odbywa

dzielny,

w e r s j i wewnątrzrodzinnej

czasem

składanej

n a ogół

l a m a , który
odczytuje

zaś

w

we

ramach

dorocznej

wrześniu
każdą

z

nich

kończy

tachich,

Uczestniczy

dla ognia rozpoczyna

samo­

gal
w

dallaga

wołaniem

niej
awach:

churail

churail

w c z y m wtórują m u zebrani. K a ż d y z n i c h m a w ręku kawałek

churail,

s e r a o t r z y m a n y wcześniej o d gospodarza,
siwo l u b trzymany w lewej
t y m i oczyma wszyscy
ilekroć

wymawiane

trzymane w

włożony do p o c h e w k i n a k r z e ­

dłoni, p r z y k r y t e j p r a w ą ; m o ż n a t e ż t r z y m a ć

tabakierkę, czarkę l u b t a l e r z z j e d z e n i e m

i t p . W s k u p i e n i u , z zamknię­

obracają p r z e d sobą o w e p r z e d m i o t y p o t r z y
są s ł o w a

ręku specjalne

S a m zaś g o s p o d a r z

obraca

wiadro, woreczek

l u b skrzyneczkę

dallagny

wiszącej w środku

p o k t ó r e j , j a k m o ż n a sądzić, m a spłynąć pomyślność. N a c z y n i e
u c h y l o n e „ b y w c h o d z i ł o doń t c h n i e n i e m o d l i t w " , w
dują się p r z e p i s a n e

razy,

przyzywania.

z p r z y c i ś n i ę t y m doń k o ń c e m l i n y czagtga

saw

ogniowi

l u b październiku.

p o skończeniu o f i a r y

modlitwy,

się c z a s e m j a k o

ofiary

po­

jurty,

jest lekko

jego wnętrzu

a k c e s o r i a : r y t u a l n a strzała, d r o b i n k i s r e b r a ,

znaj­

koralu,

z i a r n o , w y b r a n e k a w a ł k i mięsa, r o d z y n k i i t p . W j u r c i e n a t o m i a s t p o j a w i a
się n a tę o k a z j ę s p e c j a l n y p r z e d m i o t , l i n k a dżidem
niej

drewnianymi miniaturkami

k t ó r a założona j e s t p ó ł o k r ę g i e m
co

dzień s p o c z y w a

w

magicznego leczenia

przedmiotów

z przywiązanymi

gospodarstwa

za ż e r d z i e d a c h o w e .

n a c z y n i u dallagny

saw,

Przedmiot

a używany

zwierząt. T a k więc umieszczenie

do

domowego,
ten na

jest t y l k o do

o w e j l i n k i n a czas

obrzędu p r z y z y w a n i a pomyślności w d a c h u j u r t y t o r g u c k i e j można r o z u ­
mieć j a k o nasycenie

j e j mocą magiczną. N i e c o i n a c z e j

przedstawia

s p r a w a w ś r ó d U r i a n c h a j c ó w . O t o w czasie o b r z ę d u w z d ł u ż

się

wewnętrznej

ściany j u r t y b i e g n i e z w y k ł a l i n a , n i e mająca s p e c j a l n e j n a z w y ,

„uziemio­

n a " z o b u końców w b i t y m i w ziemię p r z y d r z w i a c h kołkami. D o l i n y t e j
przywiązane

są

następujące

przedmioty

gospodarcze

zaś m i n i a t u r y ) : stępa, bukłak, b i c z ,

pęta, p o w ó d

wania

uzdy

konia,

przetyczka

nosowa

z

(oryginalne,

i lina

wielbłąda,

do

uwięź

nie

przywiązy­
dla

Można t o c h y b a rozumieć j a k o zabieg mający n a c e l u przeniesienie

owiec.
wpa­

dającej d o j u r t y p o m y ś l n o ś c i także p o z a nią, w sferę zajęć p a s t e r s k i c h ss.

2 4

F . K o n, Ekspedicija

25

Z e względu n a ogólną archaiczność k u l t u r y Urianchajców tę właśnie postać

w Sojotiju,

M o s k w a 1934, s. 113.

r y t u można uznać z a pierwotną w s t o s u n k u do w e r s j i t o r g u c k i e j . Oczywiście a n a -

�94

JERZY

SŁAWOMIR

WASILEWSKI

T a k p r z e d s t a w i a się obrzęd p r z y z y w a n i a pomyślności w s w e j

klasycz­

n e j ' p o s t a c i . P o z a t y m i s t n i e j e cały s z e r e g o k a z j i , p r z y k t ó r y c h r y t t y p u
n i e s t a n o w i odrębnej

dallaga

niczą. N a z w a
pozostaje

dallaga

uroczystości,

a l e spełnia

funkcję

pomoc­

n i e j e s t w t e d y n a ogół stosowana, ale celem

awach

n a d a l zaproszenie

pomyślności. W ś r ó d T o r g u t ó w r y t t e n p o j a ­

w i a ł się w następujących s y t u a c j a c h :
1) g d y w y d a w a n a za m ą ż córka opuszczała rodzinną j u r t ę , b y w
k u weselnym

przejechać d o j u r t y p a n a m ł o d e g o , j e j o j c i e c

orsza­

(który w o d ­

różnieniu o d m a t k i n i e p o w i n i e n uczestniczyć w o d b y w a j ą c y m się w n o ­
wej

jurcie

weselu)

stojąc

w

drzwiach

wykonywał

t a l e r z n a p e ł n i o n y „ b i a ł y m j e d z e n i e m " cagaan

obracając

dallaga

dokładnie w

idee

momencie

odjazdu;
2) a n a l o g i c z n i e
znane
lumną

żegnano s y n a

n a długi o k r e s ;
bagaría,

na Gobi

podtrzymującą

odjeżdżającego

do w o j s k a

lub w

nie­

wyjętą

ko­

koliste ruchy w y k o n y w a n o

górny

krąg j u r t y ,

podobnie

też

postępo­

wano tam w pierwszym przypadku;
3) p o p r z y j e c h a n i u d o j u r t y
t r z y k r o t n e churail

churail

z j e g o d r u h e n bergen

rodziców męża

pannie

młodej

robi

d o k o n u j e t e g o m a t k a m ę ż a l u b któraś

churai];

n a z n a k ciepłego przyjęcia, z życzeniem „ b y p a n n a

m ł o d a n i e w r ó c i ł a j u ż d o s w e j j u r t y " ( t z n . b y się n i e r o z s t a l i ) . W t e d y
o b j e ż d ż a się n o w ą j u r t ę p o t o , b y b y ł o dużo
w

też

dzieci ;
2 6

4) p r z e d p o g r z e b e m , w m o m e n c i e w y n o s z e n i a z w ł o k z j u r t y
d a l l a g a k t o k o l w i e k z pozostających
bierze

się

j u r c i e domowników

udziału w d r o d z e n a c m e n t a r z żona z m a r ł e g o ) . Dallaga

wykonuje

( n a ogół n i e
można też

w y k o n y w a ć w rocznicę śmierci p r z e z d o w o l n i e długi o k r e s . A n a l o g i ą t e g o
r y t u j e s t też p r z e n i e s i e n i e
wane

jurty przynajmniej

o k i l k a metrów,

z a w s z e p o w y n i e s i e n i u z w ł o k , n a ogół w

prawo

dokony­

l u b łukiem

„ze

s ł o ń c e m " , n i g d y zaś w t y ł , n a p ó ł n o c ;
5) za w y p r o w a d z a n y m
jeśli s p r z e d a j e

z g o s p o d a r s t w a s p r z e d a n y m bydłem, zwłaszcza

się j e o b c y m , c u d z o z i e m c o m

l u b g d y j e s t g o w i ę k s z a ilość,

powyżej 5 baranów czy 2 s z t u k bydła albo k o n i — a więc, g d y
straty

poczucie

jest w y r a ź n e ; dotyczyć t o m a t y l k o zwierząt w y h o d o w a n y c h

wf:

w ł a s n y m z a k r e s i e , n i e zaś u p r z e d n i o k u p i o n y c h .
W

r o z u m i e n i u b a d a n y c h r y t u a ł t e n m a służyć p r z y w o ł a n i u

pomyśl-

logiczne obrzędy stymulujące rozwój istnieją także poza światem buddyjskim;
przytoczmy tu opis „święta chodzenia w koło" u Eskimosów (za: W. N. В o g or a z, Czukczi,
Leningrad 1939, s. 97). Odbywa się ono w namiocie, przez górny
otwór którego wychodzi stojący pionowo drąg, z przywiązanymi na czubku skór­
kami zwierząt. W środku wysokości drąga umocowana jest rama zrobiona z wioseł,
do której przywiązane są wyobrażenia wielorybów i łodzi z ludźmi. U podstawy
umieszczone jest koło, za pomocą którego obraca się całością. Czynią to — ze słoń­
cem — mężczyźni i kobiety, śpiewając. N a koniec mężczyźni biegają wokoło za
kobietami i każdy z nich ma prawo spędzić noc ze schwytaną.
2 5

Tak

samo u Buriatów:

Leningrad 1969, s. 51.

K. W.

W i a t к i n a,

Oczerki

kultury

i byta

buriat,

�SYMBOLIKA RUCHU

95

OBROTOWEGO

ności w s z ę d z i e t a m , g d z i e d a w n e bujan

o d c h o d z i i t r z e b a zaprosić

chiszig

n o w ą pomyślność n a o p u s z c z o n e m i e j s c e . T a k w i ę c u ś w i a d a m i a n y
klarowany
w

sens

schemat:

ruchu

obrotowego

„ze słońcem" —

i

w

tym wypadku

zapraszanie,

„pod

A l e choć d e k l a r a c j e t e są s f o r m u ł o w a n e w

i de­

wpasowuje

słońce" —

się

wyganianie.

języku porządnych

opozycji

b i n a r n y c h i z g o d n e ze strukturą, t o j e d n a k p o j a w i a się domysł, iż

ruch

o b r o t o w y m a t u n i e t y l k o swój sens u ś w i a d a m i a n y i f o r m u ł o w a n y

expli­

a l e też t k w i ą c y w l o g i c e o b r z ę d u przejścia, implicite

cite,

w niej

i że właśnie t a l o g i k a d e t e r m i n u j e wystąpienie o w e g o
Przystąpmy

do

analizy

najbardziej

zawarty

ruchu.

spektakularnych

przykładów:

o b j e ż d ż a n i e w o k o ł o p r z y d r o ż n e g o owoo

i objazd j u r t y

Oto g d y orszak w e s e l n y

z panną m ł o d e w y w o ż ą c

jurty

odjeżdża w r a z

p a n a młodego, w s z y s c y

k o n n o objeżdżają

trzy

w czasie wesela.

razy

„ze

ją

do

słońcem"

j u r t ę j e j r o d z i c ó w : J e s t t o c e r e m o n i a n a d e r b a r w n a j e s z c z e dziś, k a w a l ­
2 7

k a d a k i l k u d z i e s i ę c i o o s o b o w a p o r u s z a się ze ś p i e w e m , n a końcu postępują
w i e l b ł ą d y o b j u c z o n e p o s a g i e m . T o zapadające w p a m i ę ć k a ż d e g o uczest­
nika

widowisko

ma

prócz

emocjonalnego

wyraźny

sens

strukturalny:

c e l e m j e g o j e s t w e d ł u g objaśnień i n f o r m a t o r ó w pomyślność p a n n y
w

nowym

drogi

życiu, a p r z e d e w s z y s t k i m

do nowej

jurty,

dosłownie

niezakłócone

życzenie

młodej

przebycie przez

„białej

drogi"

cagaan

nią

dzam.

A n a l o g i c z n y sens usunięcia j a k i c h k o l w i e k p r z e s z k ó d w m o m e n c i e d o ­
k o n y w a n i a przejścia m a o k r ą ż e n i e p r z y d r o ż n e g o owonu.

N a każdej

prze­

łęczy, u w y l o t u w ą w o z u , n a d r z e k a m i i s t r u m i e n i a m i w m i e j s c a c h

prze­

p r a w w z n o s z ą się t e s t e r t y k a m i e n i , d o k t ó r y c h k a ż d y p r z e c h o d z i e ń p o ­
w i n i e n dorzucić n a s t ę p n y —

n a z n a k podziękowania

dla ducha

miejsca

za p r z e b y c i e d o t y c h c z a s o w e j d r o g i ; oWoo n a l e ż y też objechać dokoła
s ł o ń c e m " , a jeśli m i j a się go b e z okrążenia, n a l e ż y p r z y n a j m n i e j

„ze

przeje­

chać mając g o p o p r a w e j s t r o n i e , n i e zaś p o l e w e j . J e s t t o i n t e r p r e t o w a n e
jako

intencja

droga"

(sajn

usunięcia

objechania j u r t y

przeszkody

„żeby

dzam),

p r z e z opuszczającą

d r o ż n e g o owo onu t o t y p o w e rites
umożliwiającym
(obrzęd

„skok

weselny) i w

w

z

nie było

dalszej

„żeby

27

O trzykrotnym
G.

dobra
przy­

i c h sens p o l e g a n a o t w a r c i u

jakim

(pokonanie

jest

przejście

przełęczy

s z k o d y n a t u r a l n e j ) i każda i n n a z m i a n a s t a n u l u b s y t u a c j i

pisze

była

T a k więc r y t

(saad).

ją pannę młodą i o b j e c h a n i a

de passage;

przyszłość",

przestrzeni

drogi:

zamknięcia"

w

czasie

l u b innej
2 8

prze­

. C h y b a także

objeżdżaniu ognia ofiarnego san w tym samym momencie

Timkowski,

Reise

nach

Chino,

durch

die

Mongolei,

Leipzig

1826,

s. 290.
Zawarcie małżeństwa oznacza również przejście w przestrzeni przede wszyst­
kim dla panny młodej (w społecznościach patrylokalnych), stąd to ona dokonuje
obchodzenia — por. rzymskie dextratio,
żydowskie siedmiokrotne obchodzenie
okrążanie osoby narzeczonego, siódmy krok wokół ognia dopełniający braministycznej ceremonii weselnej, po którym małżeństwo staje się nieodwołalne. Jest
też wesele „skokiem w czasie" w skali makro: jako akt gwarantujący następstwo
pokoleń. Idea przedłużania łańcucha generacji, od praprzodków ku potomkom to
23

�96
w

JERZY

SŁAWOMIR

k a t e g o r i i „otwarcia" raczej

łować

sens o p i s a n y c h w y ż e j

WASILEWSKI

niż „przyspieszenia" l e p i e j
zabiegów

magicznych

będzie f o r m u ­

stosowanych

n i e dającej m l e k a o w c y c z y p r z y o p ó ź n i a j ą c y m się p o r o d z i e

wobec

wielbłądzicy.

W ą t p l i w o ś c i n i e c h r o z s t r z y g n ą następujące p r z y k ł a d y : g d y w n o w e j j u r c i e
trzeba

symbolicznie

otworzyć

otwór

dymny

(niejako

przetrzeć

go,

by

m ó g ł p r z e z e ń w y c h o d z i ć d y m ) , d o k o n u j e się t e g o w y r z u c a j ą c c z t e r o k r o t n i e
osmoloną,

a więc

mającą

już

kontakt z

dymem

głowę

barana

przez

w s z y s t k i e c z t e r y s e k t o r y górnego kręgu, właśnie w k i e r u n k u „ z e słońcem"
poczynając

o d północno-zachodniego. Przykład d r u g i —

przekoczowania,
poruszyć

trzy

nuudel'
kamienie

tzw.

otworzenie

odjeżdżając ze s t a r e g o o b o z o w i s k a

neech:

podstawy

ogniowej

w

kierunku

(zaczynając o d p o ł u d n i o w e g o ) , c o z n a c z y , iż z a c z y n a

„ze

należy

słońcem"

się k o c z o w a n i e

—

i n a c z e j w d r o d z e p o j a w i ą się p r z e s z k o d y .
Ustalenie
przejścia,

sensu

ruchu

j a k wesela,

obrotowego

w

przekoczowanie

i

takich

istotnych

przekraczanie

r i a l n e j każe n a m s p o d z i e w a ć się, ż e i w i n n y c h rites
być o n stosowany
stanów.

obrzędach

granicy

teryto­

powinien

de passage

w t y m s a m y m celu, dla dokonania otwarcia

Prześledźmy

uważnie

wszystkie

mongolskie

obrzędy

granicy
przejścia

w c y k l u ż y c i o w y m c z ł o w i e k a , a okaże się, ż e w s z ę d z i e p o j a w i a się r u c h
obrotowy
mówiąc
waniu

„ z e s ł o ń c e m " . Już w
następującym

dziecka

przyzywania

—

w

obrzędzie n a r o d z i n o w y m —

trzy

pojawia

pomyślności,

czyli

d n i po urodzeniu i obrzędowym

się

ceremonia

nosząca n a z w ę

typu

opisywanego

dallaga

powyżej

„przyzywa-

churaana

n i e - z b i e r a n i e " . ( O b r z ę d u t e g o n i e w y m i e n i a ł e m opisując p o w y ż e j
kie r y t y

typu

albowiem nie posiadam danych o jego

dallaga,

ściśle
obmy­

wszyst­
występo­

w a n i u w ś r ó d T o r g u t ó w , a j e d y n i e w ś r ó d i c h n i e d a l e k i c h zresztą sąsiadów,
Miangatów ).

Interesująca

2 9

n a s część t e g o o b r z ę d u

polega

n a t y m , iż

a k u s z e r k a obraca t r z y r a z y w o k ó ł położnicy specjalne n a c z y n i e wypełnione
m i ę s e m , tłuszczem z b a r a n i e g o o g o n a , kiełbasą i herbatą z
s ł ó w churail

towarzyszeniem

Z a k a ż d y m o b r o t e m położnica k o s z t u j e p o j e d n y m

churail

kawałku z n a c z y n i a , które później obejdzie w s z y s t k i c h z e b r a n y c h w k i e nadrzędna k o n c e p c j a t r a d y c y j n y c h światopoglądów. Sądzą, iż j e j odległym
s e m może być f o l k l o r y s t y c z n y m o t y w

w e s e l a zaklętego w w i l k i . W

k a z a c h p o l s k i c h j e s t on już całkowicie p o z b a w i o n y

reflek­

znanych prze­

głębi światopoglądowej, a m o ­

m e n t odwrócenia j e s t z a t a r t y ; c z a r o w n i c a t a k oto z a m i e n i a w e s e l e w w i l k i : „jakoż
pas,
i

którym

nadto

się

kręciła

w
łyka

stanie

przewiązywała,

z l i p i n y i warzyła

c i-c к i, Klechdy,

Warszawa

ubytek

antytezę

stanowią

ryzykować
nania

przejścia,

pod próg

domu

l u d z i podlewała".

podłożyła
K.

W ój -

1837, t. I , s. 154. Zważywszy, że w i l k i , personifikujące
spodziewanego

hipotezę, że u p o d s t a w

obrzędu

skręciwszy

i tą wodą
efektu

motywu

popełnienie błędu

—

można

może leżeć i d e a niewłaściwego

wyko­

w

ślubu

—

rozmnożenia

sztuce (może np. okrążenie w

od­

wrotną stronę?) powodujące odwrócenie k i e r u n k u r o z w o j u , zamianę w w i l k i (albo —
j a k poniekąd w f o l k l o r z e

mongolskim —

w inne zwierzęta o a n a l o g i c z n e j

symbo­

lice u b y t k u , a m i a n o w i c i e m y s z y ) .
2 9

L.

Sonomceren,

Miangad

jastan

dzan

üjlijn

tuchaj

„Studia M u s e o l o g i c a " , t. I I , fasc. 8, U l a a n b a a t a r 1975, s. 60-61.

towcz

temdeglel,

�SYMBOLIKA RUCHU

97

OBROTOWEGO

r u n k u „ z e s ł o ń c e m " . Z w r ó ć m y u w a g ę , ż e t a k i k i e r u n e k poczęstunku n i e
z g a d z a się z o g ó l n i e p r z y j ę t y m p r z y i n n y c h , n a w e t c e r e m o n i a l n y c h o k a ­
zjach;

n o r m a l n i e częstuje

się gości o d chojmoru

części j u r t y ) k u d r z w i o m , n a j p i e r w

tych,

(północnej,

honorowej

siedzą n a

zachodniej

którzy

połowie, t z n . przeważnie mężczyzn, p o t e m siedzących n a l e w e j

—

prze­

w a ż n i e k o b i e t y . M o ż n a sądzić, ż e poczęstunek w k i e r u n k u „ z e s ł o ń c e m " ,
a występuje

o n także w

czasie w e s e l a ,

m a właśnie s t r u k t u r a l n y

3 0

sens

o t w a r c i a w o b r z ę d z i e przejścia.
W

k o l e j n y m o b r z ę d z i e c y k l u ż y c i o w e g o —• o d b y w a j ą c y c h się m i ę d z y

t r z e c i m a piątym r o k i e m życia postrzyżynach, znamionujących

przejście

d z i e c k a ze s t a n u j a k b y n i e z r ó ż n i c o w a n e j „ m a s y d z i e c i ę c e j " d o s t a n u p o ­
słusznych r o d z i c o m d z i e c i ( t a k p r z y n a j m n i e j w i d z ą t e n o b r z ę d
Torguci)

i

akceptację

podobny

moment:

dziecka

przez

grupę

o t o strzyżenie o d b y w a

krewniaczą

się w

—

niektórzy

pojawia

t e n sposób, ż e

się

dziecko

o b c h o d z i w s z y s t k i c h z g r o m a d z o n y c h w j u r c i e k r e w n y c h , z których każdy
obcina m u po k o s m y k u . Obchodzenie
nając o d chojmoru;
doń

kolejno

odbywa

się „ z e s ł o ń c e m " ,

poczy­

d z i e c k o też m o ż e stać t a m c a ł y czas, k r e w n i zaś będą

podchodzić

—

przekazywanie

nożyc

odbywa

się

wtedy

T a k więc w e w s z y s t k i c h opisanych powyżej okazjach m a m y do

nardzow.
czynienia

z ciągłym r u c h e m okrężnym w

obrębie j u r t y ,

zamiast

stoso­

w a n e g o n o r m a l n i e podziału n a d w i e połowy.
Następna
kolejnego
siodła

w

życiu

jednostki

etapu dojrzewania

uroczystość

życiowego

(9-13 l a t ) . N i e j e s t t o z w y c z a j

—

znamionująca
to otrzymanie

o takim

zamknięcie
od

rodziców

stopniu rytualizacji, j a k

pozostałe o b r z ę d y c y k l u ż y c i o w e g o , a l e i t u w y s t ę p u j e m o m e n t o b j e c h a n i a
przez dziecko

wraz

z ojcem

j u r t - sąsiadów —

właśnie w

kierunku

„ze

słońcem".
Ruch

kolisty

w

kolejnym

omawiany. Dodajmy

obrzędzie

przejścia

—

weselu,

był

młoda, a l e i p a n m ł o d y a k c e n t u j e r u c h e m o k r ę ż n y m d o k o n a n i e
o t o odjeżdżając

już

t u , że w czasie obrzędu w e s e l n e g o n i e t y l k o p a n n a

z własnej

jurty

p o narzeczoną w r a z

z

przejścia:

towarzyszącymi

m u d r u h a m i o b j e ż d ż a w b i t y p r z e d j u r t ą r o s o c h a t y k i j (ac mod)

z tlącym

się k a d z i d ł e m ; w a r t o dodać, ż e t e n w s t ę p d o o b r z ę d u przejścia

odbywa

s i ę n a o g ó ł t a k ż e w p o r z e przejścia, t z n . o g o d z i n i e 24 .
8 1

Wspomnijmy
dzidłem

t u , iż p o d o b n e g o

dokonują

też

jeźdźcy

objeżdżania

każdej

rozwidlonego

karawany

wyjeżdżając

kija

z ka­

w

daleką

drogę.
W y s t ę p o w a n i e r u c h u o b r o t o w e g o w pozostałych obrzędach c y k l u życia
ludzkiego. — p r z y opuszczaniu d o m u rodzinnego w weselu i w pogrzebie

—

zostało j u ż

że

omówione.

Materiał

t e n u t w i e r d z a nas w

przekonaniu,

W e s e l e u południowych
Chałchasów, r k p s a r c h i w a l n y w z b i o r a c h B i b l i o t e k i
Państwowej w U ł a n B a t o r (w jęz. m o n g o l s k i m ) s. 133.
si W e s e l e w Mongolii
Wewnętrznej,
r k p s j w . s. 10.
30

7 — E t n o g r a f i a P o l s k a , t. X X I I , z. 1

�98

JERZY

SŁAWOMIR

WASILEWSKI

r u c h o b r o t o w y w y k o n y w a n y w t r a k c i e obrzędu, o p r ó c z z n a c z e n i a u ś w i a ­
domionego

i

deklarowanego

rozmnażanie), posiada
przejścia —
może

być

przez

też sens

sens o t w a r c i a
uświadamiane

informatorów

strukturalny

granicy
lepiej

między

bardzo wyraźnie. P o j a w i a

ramach

zauważmy,

obrzędu

„otwarcia"

że

opozycyjne

jest zwerbalizowane i

się o n o w

rozwój,

logiki

stanami. Pojęcie

l u b gorzej;

w o b e c n i e g o p o j ę c i e „ z a m k n i ę c i a " saad
miane

w

(pomyślność,

uświada­

licznych wierzeniach.

Oto

jeśli w ą ż p r z e t n i e d r o g ę o s o b i e i d ą c e j , n a l e ż y zabić go, przeciąć n a d w i e
części, j e d n ą odrzucić w l e w o , d r u g ą w p r a w o i przejść ś r o d k i e m , i n a c z e j
bowiem

uczynione

„zamknięcie"

utrudni

dalszą d r o g ę ( p o r ó w n a j

p e j s k i przesąd n a t e m a t czarnego k o t a , przebiegającego
przy

całej

odmienności

symboliki

o b u zwierząt,

euro­

drogę, zbliżony

a także liczne

wśród

l u d ó w S y b e r i i z a k a z y p r z e c i n a n i a ś l a d ó w p o z o s t a w i o n y c h n a śniegu p r z e z
innych

myśliwych

honorową

szarfę

czy

koczującą

grupę). Podobnie

należy

(chadag)

wręczać

ją

ofiarowując

otwartą

stroną

komuś
złożenia

w stronę o s o b y o b d a r z o n e j , b o w i e m s k i e r o w a n i e k u n i e j s t r o n y z a m k n i ę ­
tej

(bitüü)

wróżby

uniemożliwiłoby

określają

realizację

jej

przyszłych

t z w . d n i z a m k n i ę t e (bitüü

odór),

spraw.

w

Lamajskie

które n i e należy

w y j e ż d ż a ć w dalszą d r o g ę .
Opozycja

otwarcie—zamknięcie

jest

więc

opozycją

relewantną

na

g r u n c i e wierzeniewości m o n g o l s k i e j , j e s t o n a uświadamiana n a w e t t a m ,
g d z i e — j a k w o b r z ę d a c h przejścia — m o m e n t „ o t w a r c i a " j e s t n i e z b ę d n y
na poziomie ukrytej
nie

byłaby

wewnętrznej

konieczna.

Nie

s t r u k t u r y rytuału i j e g o

będzie

chyba

zaciemnianiem

werbalizacja

obrazu,

jeżeli

p o w i e m , że wśród b a d a n y c h napotykałem czasem n a nieumiejętność o d ­
c z y t a n i a s e n s u t e g o r y t u w r a m a c h s t r u k t u r y obrzędu przejścia
cie");

zawsze j e d n a k

ziomie
w

—

umiano

„rozwoju,

zinterpretować

pomyślności"

czy

(„otwar­

t e n r y t n a płytszym

choćby

po­

„dobrego",

„białego",

p r z e c i w i e ń s t w i e d o c z a r n y m k o l o r e m o z n a c z a n e g o narburuu.

Wypada

t u z a t e m podkreślić, ż e i n t e r p r e t a c j e r y t u a ł u , z w ł a s z c z a o t a k w y s o k i m
stopniu

znakowości,

bardzo

zróżnicowane:

j a k obchodzenie wkoło
od

weselnej

powierzchownych,

jurty,

bazujących

mogą

na

być

prostych

a s o c j a c j a c h d o r o z u m i e j ą c y c h u k r y t ą strukturę o b r z ę d u w e s e l n e g o ; n a w e t
u

t e g o s a m e g o i n f o r m a t o r a o t r z y m a ć m o ż n a i c h bogatą mieszaninę. B a ­

d a c z o w i g r o z i z a t e m niebezpieczeństwo p o c h o p n e g o u z n a n i a jakiejś d e k l a ­
r a c j i z a „ w t ó r n ą r a c j o n a l i z a c j ę " , jeśli t y l k o n i e z d a j e o n a s p r a w y z u k r y ­
t e j s t r u k t u r y o b r z ę d u przejścia. T y m c z a s e m n i e n a l e ż y l e k c e w a ż y ć i t y c h
powierzchownych
w
To

rozumień,

także

one

bowiem

porządne o p o z y c j e b i n a r n e wzbogacając
one zarazem

abstrakcyjnej

czynią,

myśli,

iż

rytuał

wydrążonym

układają

strukturę z n a c z e n i o w ą

nie jest t y l k o
z

się- n a

wszelkich

produktem

ludzkich

ogół
rytu.

działania

treści,

ale

że

skupiają się w o k ó ł n i e g o zgoła p r z y z i e m n e u c z u c i a i e m o c j e , k t ó r e p r z e ­
c i e ż nadają m u nośność i siłę t r w a n i a .

�SYMBOLIKA RUCHU

99

OBROTOWEGO

P o d s u m u j m y zatem zebrane dotychczas n a g r u n c i e k u l t u r y
relatywne

opozycje korelowane

mongolskiej

z opozycją: r u c h „ze słońcem" —

ruch

„pod słońce":
ze słońcem
dobrze

— pod słońce
źle

przyzywanie

strata
poniżanie, s p y c h a n i e w dół
wyganianie

otwarcie

zamknięcie, z a t r z y m a n i e

swój

obcy

biały
przyszłość

czarny
przeszłość

życie

śmierć.

rozwój
wywyższanie

T a k w i ę c zwyczaj codziennego o t w i e r a n i a i z a m y k a n i a górnego o t w o r u
j u r t y „ z e s ł o ń c e m " i zasłaniania g o „ p o d s ł o ń c e " p o śmierci
został w y j a ś n i o n y
z

pomocą

już n i e w

rozbudowanej

odwołaniu d o k o n k r e t n e g o

struktury,

której

elementami

domownika

wierzenia,

ale

d y s k r e t n y m i są

człony l i c z n y c h o p o z y c j i b i n a r n y c h , p o części u ś w i a d a m i a n e , p o części zaś
ukryte.
Zauważyć

jednak

trzeba,

„ p o d s ł o ń c e " (narburuu)
ogólnej

opozycji

że

„poprawnie"

jeśli

n a odwrót,

ograniczyć

się

„ze

—

(dzów)

przypomnieć cytowaną wyżej
się w s z y s t k o

opozycja

słońcem"

(nardzow)

—

j e s t c h o ć b y p o d w z g l ę d e m s e m a n t y c z n y m częścią
„na

opak"

Pora

(buruu).

też

sugestię i n f o r m a t o r ó w , i ż p o śmierci

buruu.

t y l k o do

Zakres

owego

zebranego

w

robi

„wszystko" nie jest

terenie

materiału

—

mongol­

s k i e g o — z b y t duży. W y m i e n i ć t u n a l e ż y następujące p r a k t y k i : 1) z w ł o k i
leżą p r z e z 3 d n i w j u r c i e w p r z e c i w n e j p o ł o w i e niż t a , która przysługiwała
zmarłemu za życia; kobietę b o w i e m

k ł a d z i e się w

p o ł o w i e , m ę ż c z y z n ę zaś w e w s c h o d n i e j
z z a m i a r u odwrócenia,

zachodniej,

męskiej

— kobiecej. W y n i k a t o nie t y l k o

ale i z narzuconej

zwyczajem

religii

lamajskiej

r e g u ł y układania z m a r ł e g o n a b o k u : m ę ż c z y z n y n a p r a w y m , k o b i e t y n a
lewym;

gdyby

twarzą

d o ściany,

n i e zastosować o d w r ó c e n i a p o ł ó w , z m a r ł y m u s i a ł b y
a tyłem

kadzidło, o d m a w i a n e
to

przez

centrum jurty,

g d z i e przecież

zachodnią

u w a ż a n e j e s t z a buruu.

połowę,

P o t a n i n pisze,

za w ł a ś c i w e • K a z a c h o m ,

Jeśli zaś z w ł o k i w y n o s i

którą

wchodzenie

iż „Torguci uważają
których

mają

za

znak

w

zmarłemu
nadziei,

w

3) n a z m a r ł y m

t e n sposób

można

wcześnie

Potanin,

żywych

wchodzenie
3 2

będzie

op. cit., t. I I , s. 97.

do przysłu­

dziecku

robi

zidentyfikować

n o w o n a r o d z o n ą r e i n k a r n a c j ę . Z n a k t e n m a się p o j a w i ć w
miejscu — a więc n p . czerwona

32

dla

się p r z e z odłączone k r a t o w n i c e j u r t y l u b p r z e z

za ż y c i a ;
że

się

grzeszników" .

p o d n i e s i e n i e j e j ściany, t o c z y n i się t o p o s t r o n i e o d w r o t n e j
gującej

leżeć

pali

są m o d ł y i t p . ; 2) jeśli ciało w y n o s i się p r z e z d r z w i ,

i c h prawą,

z tej strony

do

się
jego

przeciwnym

n i t k a związana n a l e w y m ręku zmarłego

�100

JERZY

SŁAWOMIR

dziecka będzie pręgą n a p r a w e j

WASILEWSKI

ręce n o w o r o d k a , gołąb n a r y s o w a n y

na

p l e c a c h p o j a w i ł się — j a k o p o w i a d a n o — n a p i e r s i a c h p r z e r o d z e ń c a i t p . ;
4) u B u r i a t ó w a j m a k u s e l e n g i j s k i e g o

j e s z c z e dziś p o g r z e b o d b y w a się n i e

z a d n i a , a l e w n o c y , m u s i się b o w i e m skończyć p r z e d w s c h o d e m
Opozycji

życie—śmierć

odpowiada

opozycja

słońca.

poprawnie—na

odwrót;

a z a t e m w r y t u a ł a c h i w i e r z e n i a c h z w i ą z a n y c h ze śmiercią i krainą z m a r ­
łych, zaświatami, m u s i

pojawić

się m o m e n t

w i e l k i k o m p l e k s wierzeń, z którego p o d a j m y

odwrócenia.

Jest

choćby k i l k a

to

zaiste

przykładów,

pochodzących z k u l t u r S y b e r i i i A z j i C e n t r a l n e j , a mających s w e analogie
także gdzie i n d z i e j

3 3

. Z a ś w i a t y są w t y c h p r z e d s t a w i e n i a c h krainą o o d ­

w r ó c o n y m porządku w s t o s u n k u d o panującego n a z i e m i . G d y n a z i e m i
j e s t dzień, t a m p a n u j e n o c , i n a o d w r ó t , z m a r l i przechadzają

się

zatem

w n o c y i w t e d y składa się i m o f i a r y . Słońce w s c h o d z i n a z a c h o d z i e i z a ­
c h o d z i n a w s c h o d z i e , r z e k i w p a d a j ą d o źródeł. D r z e w o k o s m i c z n e

rośnie

k o r z e n i a m i d o g ó r y , z m a r l i chodzą d o g ó r y n o g a m i , i c h j ę z y k j e s t o d w r ó ­
ceniem ziemskiego

(tak z n a c z y nie

i o d w r o t n i e ) , w t e n sposób n a l e ż y się

d o n i c h z w r a c a ć . D u c h y ś w i a t a p o d z i e m n e g o chodzą d o t y ł u ( m o t y w t e n
p o j a w i a się t a k ż e w w i e r z e n i a c h n a t e m a t y e t i ) , ż y w i ą się padliną, n i e
zaś ś w i e ż y m
mitologii,

mięsem

Erlik-chan,

i t d . Władca

świata p o d z i e m n e g o w

przedstawiany

jest

na czarnym

lamaistycznej

byku

z

twarzą

zwróconą do t y ł u ( m o t y w z n a n y też z e g i p s k i c h w i z e r u n k ó w przewoźnika
przez rzekę zmarłych). W

w i e r z e n i a c h C z u w a s z ó w i B e l t y r ó w z m a r l i są

l e w o r ę c z n i . T e n z w i e r c i a d l a n y o b r a z z a ś w i a t ó w (a p a m i ę t a j m y ,

że

z w i e r c i a d ł o dzięki s w e j m o c y o d w r a c a n i a j e s t s y m b o l e m t a m t e g o

samo

świata,

m o ż e s t a n o w i ć w e j ś c i e d o ń ) p o w o d u j e i n w e r s j ę p o r z ą d k u działań w
pogrzebu:
pogrzebu
fratria),

uczty

d l a zmarłych odbywają

dokonuje
przedmioty

n i e g r u p a własna
mające

się n i e z a d n i a , l e c z w

zmarłego, ale o b c y

być używane

toku
nocy,

(przeciwległa

przez d u c h a zmarłego

składa

się d o g r o b u o d w r ó c o n e : t o , c o n o r m a l n i e z n a j d u j e się u l e w e g o b o k u
(broń u pasa), składa się p o p r a w e j s t r o n i e , strój n a z m a r ł y m b y w a w y ­
w r ó c o n y n a l e w ą stronę albo nałożony w o d w r o t n e j
Jak

wynika

z

przedstawionego

schematu

kolejności.

czasoprzestrzeni,

wszelki

r u c h d o tyłu j e s t k o j a r z o n y z p o d z i e m i a m i , zaświatami. W f o l k l o r z e e u r o ­
p e j s k i m z n a n y j e s t w ą t e k ( T 1525H) j a z d y d o piekła końmi o o d w r ó c o ­
nych podkowach

3 4

. W

M o n g o l i i n i e n a t k n ą ł e m się n a a n a l o g i c z n e

wie­

r z e n i e z t e j p r o s t e j p r z y c z y n y , iż p o d k u w a n i e k o n i n i e j e s t t a m n a ogół
stosowane;
ceniu
(nawet
tyłu

bardzo rozpowszechnione

siodła.

Normalnie

zabrania

dzieciom dla zabawy;

obowiązujący

w

są n a t o m i a s t o p o w i a d a n i a o o d w r ó ­

się

stawiać s i o d ł o n a o d w r ó t

społeczeństwach,

w

33

H а г v a, op. cit., s. 347-353; T u r s u n o w ,

34

J. Krzyżanowski,

t. I , W r o c ł a w 1962, s. 202.

buruu

porównaj w s p o m n i a n y zakaz chodzenia

Polska

bajka

których

op. cit.,

ludowa

w

chodzenie

do

piechotą

passim.
układzie

systematycznym,

�SYMBOLIKA RUCHU

jest ważniejsze

101

OBROTOWEGO

niż j e ż d ż e n i e k o n n o ) . W y s ł u c h a ł e m

też w i e l e

opowieści

o o d w r a c a n i u siodła p r z e z ściganych złodziei, ż o ł n i e r z y n a w o j n i e i t p . —
b y z m y l i ć i z a t r z y m a ć p o g o ń ( c z a s e m m ó w i o n o , że t e n m a g i c z n y

zabieg

ma

rytów

wpływ

n a wróżbę

pogrzebowych

robioną

odwrócenie

p r z e z ścigających). W

siodła

występowało

w

kontekście

tradycyjnej

kulturze

Torgutów przy o d d a w a n i u rzeczy p o zmarłym do klasztoru. Oto w
tygodnia

p o śmierci

należało

przekazać

mnichom

należące d o z m a r ł e g o : tabakierkę, c e n n y
tylko

dar pozorny,

wskazaniem,

przedmioty

niektóre

nóż, k r z e s i w o

te zwracane

k t o m a j e dziedziczyć) oraz

były

(na ogół był t o

rodzinie,

oddawany

ciągu

przedmioty
czasem

naprawdę

do

ze
kla­

s z t o r u k o ń z m a r ł e g o z uprzężą. N i e z ł o ż e n i e t e g o d a r u s p o w o d o w a ć miało,
iż d u s z a

z m a r ł e g o b ę d z i e błądziła w

powtórnie l u b zejdzie n a ziemię w
r e g o zdychają

przejścia",

deklarowanego
Każde

umożliwiającym

przekonania

działanie

koń —

jest d l a duszy,

dujące się „ b l i ż e j z m a r ł e g o "
w

p o s t a c i u p i o r a giijc,

k o n i e i bydło. O d d a n y

w i o n y m n a odwrót —
chowcem

zaświatach, n i e m o g ą c w c i e l i ć

3 5

końca ( p o r ó w n a j

występuje

odwrócone

„do

tyłu"

może

3 6

być

zorientowane

stąd w s z e l k i e

t y m kontekście stają się z r o z u m i a ł e t e n i e z w y k l e

zwłasz­
poprzez

do

cytowanego

kierunku

3 7

).

już

tekstu

Ponieważ

kategoriach p o w r o t u czasowego —

komi-permiao-

nie wspomina

do interpretowania

c h y b a że obciążyć d a w n y c h

niedokładnością w z b i e r a n i u m a t e r i a ł ó w . K o z i o ł k o w a n i e ,

przez głowę jako zachowanie

(zwierzę).

zwierzę

składano

do

z n a s i l e n i e m się w p ł y w ó w

nianie

zwierzęcia

przybłąkiwało

w

tajgę

(a

grobu;

takie

opozycji

ogóle l u b „życie n o r m a l n e "

przeciw-

zmarłego w jego k o n i a u Buriatów.

później

zaczęto

konia

oddawać

więc

je Rosjanom

poza
—

obszar

bano

zamieszkały

przez

się go, j a k p r z y b y s z a

(„obcym").

Potanin,

też

ludzi),
z

Pier­

szamanom,
wyga­
a

gdy

zaświatów;

op. cit., t. I V , s. 37.

К r zу ż a n o w s к i, op. cit., t. I I , s. 192.

" P o t a n i n ,

odwrócenie

człon każdej

lamajskich — klasztorom. Praktykowano

się ono z p o w r o t e m

na koniec sprzedawano
3 6

bada­

odwrócenie

l o g i c z n i e — także ze s t r u k t u r a l n e g o p t i n k t u w i d z e n i a — p r z e d s t a ­

wiają się dzieje z w y c z a j u z a o p a t r y w a n i a
wotnie

Oczywiście

każdy n e g a t y w n y

b i n a r n e j , w której życie l u d z k i e w

Nadzwyczaj

się
rytu

„ n a o d w r ó t " , o z n a c z a r e a l i z a c j ę członu o p o ­

nieczłowiek

może realizować równie dobrze

35

tekst

liczne,

lecz bez w y m i e n i a n i a

—

zlikwi­

które mówią o z a m i a n i e w zwierzęta

(analogicznie

człowiek

od­

).

w

zycji:

znaj­

i dopiero mistrz przeczytawszy

n i c h o k i e r u n k u „pod słońce", b r a k p o d s t a w

a

też

anulowanie —

w
czy

według

baśń o u c z n i u czarnoksiężnika, k t ó r y n i e u m i e

cza d l a S y b e r i i , p r z e k a z y ,
koziołkowanie

zaś

t a m j a k o miejsce

polegają n a w y j ś c i u t y ł e m l u b o d c z y t a n i u t e k s t u o d

n a w s p a k a n u l u j e sytuację

kiego,

klasztor

„wierz­

.

dować wywołanej przez siebie z j a w y
W

posta­

j a k m o ż n a sądzić, j a k b y

przeszłość, m i e ć n a c e l u cofnięcie,

czynienia magiczne

za sprawą któ­

właśnie z siodłem

reinkarnację,

pasterzy

się

op. cit., t. I V , s. 168; H а г v a, op. cit., s. 444-445.

�102

JERZY

stawione byłoby

SŁAWOMIR

odbiegającemu

WASILEWSKI

o d c o d z i e n n y c h n o r m światu

przekory,

wywrócenia „na o p a k " , „na n i c e " , d o góry n o g a m i . M i m o c h o d e m
mnijmy

t u wizerunek

stycznych
skiego

opowieści,

Nasreddina

facecji

Hodży,

i anegdot,

bohatera

(i autora)

p o p u l a r n y c h wśród

p l e b s u ; t e n k p i a r z , s a m będący

parodią

wspo­
parody-

muzułmań­

epickiego

bohatera

—

b i e d n y , źle u b r a n y , g a d a t l i w y , n i e g a r d z ą c y i złodziejską okazją, w y o b r a ­
ż a n y j e s t siedząc n a ośle t y ł e m d o p r z o d u , p o d o b n i e zresztą j a k b o h a t e r
chińskich o p o w i e ś c i h u m o r y s t y c z n y c h D z u ń - c z u n - l i .
P e ł n y o b r a z karnawałowego świata n a o p a k z całym b o g a c t w e m
a k c e s o r i ó w dał M . B a c h t i n w
wej

średniowiecza i r e n e s a n s u . Zrekonstruował o n właściwą k a r n a w a ­
3 8

ł o w i l o g i k ę i n w e r s j i w y r a ż a j ą c ą się w
materialno-cielesnego"
i

jego

s w y m k l a s y c z n y m dziele o k u l t u r z e l u d o ­

i szanowanej

zamianie t w a r z y i zadka,

„góry", w

błazeńskich

„dołu

koronacjach

d e t r o n i z a c j a c h , w k o s t i u m a c h nakładanych n a l e w ą stronę i s p o d n i a c h

wdziewanych

n a głowę. N i e m a potrzeby

przedstawiać w

t y m miejscu

w s z y s t k i c h zdobyczy B a c h t i n o w s k i e j i n t e r p r e t a c j i , stwierdzić j e d n a k t r z e ­
ba,

iż

praca

negacji:

t a uzmysławia

oto karnawałowy

nam pozytywny

sens

owej

symbolicznej

śmiech i działania n a o p a k n i e są t y l k o p a ­

rodią, l e c z p r o w a d z ą d o a f i r m a c j i n o r m a l n e g o p o r z ą d k u r z e c z y , p r z e z j e g o
oczyszczenie i odrodzenie.

N i e c h w o l n o m i t u będzie przedstawić

cyjną h i p o t e z ę , i ż w s z e l k i e
wych

mogą

mieć

t e n właśnie sens:

pozytywne-negatywne
mienny
na

opis:

codzień

likwidacji

opozycji

c z y ż y c i e — śmierć . P r z y t o c z m y

Hawajach

bardzo

surowo

[gdzie p r z e c i w s t a w i e n i e
normowane

—

takich jak

t u pewien

39

„Na

śmierć w o d z a

intui­

działania o d w r ó c o n e w m o m e n t a c h o b r z ę d o ­

góry

i

zakazów —

szeregiem

zna­

dołu

podkreślana b y ł a g w a ł t o w n y m i o z n a k a m i żałoby.

jest

JSW]
Uczest­

n i c y wiązali przepaski b i o d r o w e wokół szyi, a n i e n a z w y k ł y m m i e j s c u .
T e m u o d w r ó c e n i u g ó r y i dołu w s t r o j u t o w a r z y s z y ł a l i c e n c j a s e k s u a l n a .
(Odwrócenie

t o bez wątpienia ją

m a t u wyraźnie podwójny
dokonującą

się

śmierć,

sens:

oznaczało)" .

Zachowanie

40

j a k o odwrócenie w

natomiast jako inwersja

odwrócone

ogóle

symbolizuje

porządku

seksualnego

(z p o m o c ą o d w r ó c e n i a oznaczającej g o części u b r a n i a ) z l i m i t o w a n e g o n a
n i e l i m i t o w a n y spowodować m a odrodzenie,
zaistniałej

śmierci.

sens, j a k t r i u m f
waniach,

3 8

to

więc

powrót s t a n u życia

analogiczny,

„dołu materialno-cielesnego"

analizowanych

chyba mówić

wiecza

Ma

przez Bachtina. W

karnawałowych

zacho­

t y m właśnie sensie

w

można

o o d w r ó c e n i u j a k o o środku l i k w i d a c j i

M . B a c h t i n , Twórczość Franciszka
i renesansu,
K r a k ó w 1975.

pomimo

oczyszczająco-afirmujacy

Rabelais'go

opozycji

a kultura

życie

ludowa

U ż y w a m t u t e r m i n u semiotyków r a d z i e c k i c h tzw. ośrodka w T a r t u :
protiwopostawlenii;
może j e d n a k należałoby mówić r a c z e j o „mediacji",
s u g e r u j e całkowitego a n u l o w a n i a t a k i c h m a g i s t r a l n y c h opozycji.
39

4 0

C. L é v i - S t r a u s s ,

Myśl

nieoswojona,

Warszawa

1969, s. 216.

—

średnio­
sniatije
co n i e

�SYMBOLIKA

BUCHU

103

OBROTOWEGO

śmierć, w y r a ż a j ą c y m r ó w n o c z e ś n i e o b i e t e następujące p o s o b i e k o l e j n o ,
nierozdzielne w myśleniu „ n i e o s w o j o n y m " k a t e g o r i e
Materiał
trzeba

mongolski

jednak

wyznaczony

nie obfituje

pewien

zostaje

w

dane

zastanawiający

specjalny

.

tego t y p u ;

przykład.

człowiek,

4 1

przytoczyć

Oto przed

który

przed

tu

pogrzebem

wyprowadzeniem

z w ł o k m a n a z n a k s z a c u n k u dotknąć ciała z m a r ł e g o ( c z y n i t o z a p o m o c ą
żerdzi,

siedząc

na progu

nie —

co z n a m i e n n e

l u b dotykając

—

zmarłego

ręką) .

Równocześ­

4 2

t o w ł a ś n i e o n m a dać r o d z i n i e

przyzwolenie

odsłonięcia g ó r n e g o o t w o r u j u r t y . D o t k n i ę c i a o w e g o d o k o n u j e z z a w i n i ę ­
tymi

rękawami (gdy n o r m a l n i e o b j a w e m

malne

opuszczenie

wszystkimi

długich

rękawów

g u z i k a m i , mając

nierz wywrócony

dolne

s z a c u n k u jest właśnie

mongolskiego

del'),

z

maksy­

rozpiętymi

części p o ł y z a w i n i ę t e za p a s , a k o ł ­

d o środka t a k , b y w i d o c z n a

była goła pierś.

Jestem

s k ł o n n y i n t e r p r e t o w a ć t o „ n i e s t o s o w n e " i zastanawiające o b n a ż e n i e w ł a ś ­
n i e j a k o rozszerzenie l i c e n c j i cielesnej
nia;

( b y użyć t y l k o ogólnego określe­

o b n a ż e n i e m o g ł o b y t e ż oznaczać —

wrót

do

stanu noworodka,

brak

jak w

t u jednak

wielu kulturach —

interpretacji

po­

mongolskich,

c o każe z a c h o w a ć ostrożność).
D o o s t a t e c z n e g o r o z s t r z y g n i ę c i a t y c h k w e s t i i b r a k u j e jeszcze
n o studiów szczegółowych, j a k i p r a c o dużym w a l o r z e
blem
w

c z a s o w e j

symboliki ruchu

i

odwrócenia

zarów­

ogólności.

nie był

Pro­

dotychczas

o g ó l e s t a w i a n y w e t n o l o g i i . N a w e t d z i e ł a o t a k o b i e c u j ą c y c h tytułach,

j a k p r a c a W . S i m p s o n a , przechodzą o b o k z a g a d n i e n i a . W y m i e n i o n y
dysponując

sporym

materiałem

faktograficznym

I n d i i ) n i e potrafił wyjść poza p o w i e r z c h o w n e
pochodzeniu"

(?) o b r z ę d ó w o b c h o d z e n i a ,

s t a t u j e t y l k o , iż jest o n „ n i e p o m y ś l n y "

4 3

(zwłaszcza

autor

dotyczącym

stwierdzenia

o

„solarnym

o r u c h u zaś „ p o d s ł o ń c e " k o n ­
. B r a k i d e i związku r u c h u z cza­

sem nie dziwi w w y p a d k u autora XIX-wiecznego, wydaje

się b o w i e m ,

niemożliwe było sformułowanie o p i s u s t r u k t u r s y m b o l i c z n y c h

iż

wiązanych

z r u c h e m do czasu sformułowania p r z e z A . V a n G e n n e p a i d e i czasu tkwią­
cej

w

myśli archaicznej,

następstwa stanów
4 1

Przykłady

umarł. N i e c h
W.

4 2

król!"

mediację
Folklor

P r o p p,

organizującej

o b r z ę d y przejścia —

chciałoby
O

się

opatrzyć

roli rytualnego

między

życiem

i diejstwitielnost.

a

paradoksalną

śmiechu

śmiercią

Izbrannyje

w

„wszystko!"

(„śmiech

(bolnoo\)

4 4

np.

Trafne

rosyjski

—

utilizacii

i n t u i c j e pojawiają

trupa,

zamietki,
b.d.m.wyd.,

pisze

1976, s. 188-189.

słowa p y t a n i a ,

stawianego
(boloch

o d p o w i a d a ktoś z domowników, po c z y m

przy­

one właściwy sens rytuału, z a c i e m ­
s z a c u n k u d l a zmarłego.

s. 101.

prestrukturalista

i mifołogiczeskija

sardoniczny"),

Moskwa

n i o n y p r z e z interpretację owego d o t y k a n i a j a k o p r z e j a w u
op. cit,

„Król

pogrzebowym,

dźgnięcia żerdzią: „czy to już w s z y s t k o ? "

stępuje się do w y n i e s i e n i a zwłok. Wyjaśniają
" S i m p s o n ,

jako

formułą

obrzędzie

statii,

E g z y s t e n c j a l n y ładunek tego rytuału uwydatniają

p r z e z dotykającego w m o m e n c i e
uu?) —

czasu

.

powyższe

żyje

wyrażającego

4 4

się

oczywiście

L. F.

t. I : Czaszi
zapewne

i w

pracach

Wojewodskij
iz czelowieczeskich

w

wcześniejszych;

dziele
czeriepow

oto

Etologiczeskija
itp.

primiery

O d e s s a po 1877 r„ k o j a r z y występujący w b a j -

�104

JERZY

Badacze X X - w i e c z n i
mat

diabelskiej

w

symboliki ruchu

ramach symboliki prawej

i m wartości

pozytywnych

i

U . H a r v a , który zebrał przecież w i e l e
stosowany

jest r u c h
4 5

„pod

słońce",

tłuma­

ręki i

przyda­

Tak czyni

choćby

i lewej

negatywnych.

o p i s ó w o b r z ę d ó w przejścia,

„ze słońcem"; n i e z n a j d u j e m y

więcej niż z r o z u m i e n i e
l e w a ręka

WASILEWSKI

z k o l e i , dysponujący o b f i t y m materiałem n a t e ­

l u b tanatycznej

c z y l i t o wyłącznie
wanych

SŁAWOMIR

u niego

s t r u k t u r a l n e j a s o c j a c j i : śmierć —

gdzie

jednak nic

odwrócenie

—

.

A w i ę c p u n k t dojścia n i n i e j s z e j p r a c y — w k o m p o n o w y w a n i e się s y m ­
boliki ruchu obrotowego

w sieć o p o z y c j i b i n a r n y c h s k o r e l o w a n y c h z m a ­

gistralną o p o z y c j ą p r a w y — l e w y
bez j a k i e j k o l w i e k a n a l i z y
chu. Tymczasem,

— p r z y j m o w a n y b y ł dotąd w l i t e r a t u r z e

autonomicznej

s y m b o l i k i czasowej owego r u ­

j a k to c h y b a wykazałem, t e m a t y k a r u c h u

obrotowego,

m i m o że łączy się z p r o b l e m a t y k ą s y m b o l i k i s t r o n i o d w r ó c e n i a , t o j e d n a k
nie rozmywa

się w

n i e j i n i e d a się d o n i e j s p r o w a d z i ć . J a k sądzę d o

końcowego orzekania o wzajemnej
my

u p r a w n i e n i dopiero

chodzącego

z kultur

r e l a c j i t y c h dwóch porządków będzie­

p o p r z e b a d a n i u materiału etnograficznego,

południowej

półkuli. J a k o ż e w y s t ę p u j e

w i s k o lewoskrętnego pozornego r u c h u

słońca n a nieboskłonie

(z

jak w

w

m a g i i z a t r z y m a n i a czasu. Z a r a z e m

większości k u l t u r

kon­

j e d n a k również i t a m ,

świata, s t r o n a ( r ę k a ) l e w a

j e s t w i ą z a n a z siłą

nieczystą, m a w a r t o ś ć n e g a t y w n ą . U s t a l e n i e s p o s o b u , w j a k i n p . w
turze

australijskiej l u b innej

sprzeczność

pomiędzy

z południowej

lewym

jako

zja­

prawa

n a l e w o , p r z e c i w n i e n i ż n a półkuli p ó ł n o c n e j ) m o ż e t o m i e ć s w o j e
sekwencje

po­

tam

półkuli

rozwiązuje

kierunkiem ruchu

słońca

szłość) a l e w ą r ę k ą j a k o n e g a t y w n ą p o w i e d z i a ł o b y n a m w i e l e

się

(w
o

kul­
tę

przy­
ogólnej

r e l a c j i t y c h dwóch porządków w myśleniu człowieka.
I

wreszcie

n a koniec p o d e j m i j m y — b y być w zgodzie z metodologią

b u d o w y t w i e r d z e ń n a u k o w y c h — p r ó b y (łagodnej w p r a w d z i e )
zaprezentowanego
icznym

4 6

powyżej

m o d e l u czasoprzestrzeni

w

. Z p e w n o ś c i ą b o w i e m t r z e b a zdać s o b i e s p r a w ę z

ograniczeń w s t o s o w a n i u g o d o w y j a ś n i e n i a
słonięta p o w y ż e j

falsyfikacji

myśleniu

archa­

istniejących

działań s y m b o l i c z n y c h . O d ­

struktura determinuje bowiem

z p e w n o ś c i ą sposób o d ­

c z y t y w a n i a r y t u a ł u p r z e z p r a k t y k u j ą c y c h go, c z y t o n a t o m i a s t o n a określa
formę

danego rytuału w

momencie

jego powstania?

N a t a k generalnie

k a c h o B a b i e J a d z e i Przepięknej W a s y l i s s i e m o t y w obracającej się c h a t k i n a j e d n e j
nodze, przędzenia, kręgu k o l e j n o
upływu

c z a s u , którego

zapalających

władczynią

—

jak i

się i gasnących c z a s z e k itp. z ideą
panią

Śmierci

—

jest

Baba

Jaga

(tamże, s. 59-77).
45

Harva,

op. cit., s. 283-284, 330, 347-353. N i e i n a c z e j j e s t w

zbiorze p r a c n a t e m a t s y m b o l i k i p r a w e j i l e w e j ręki: Right
4 6

Oczywiście

istotnej

falsyfikacji

można

będzie

and

dokonać

z n a c z n y m materiałem z półkuli południowej, który p o z w o l i
duje

o kształcie

rytuałów:

kierunek

biegu

Słońca

najnowszym

Lejt.
dopiero

dysponując

rozstrzygnąć, co d e c y ­

c z y prawoskrętna

p s y c h o m o t o r y c z n a właściwa człowiekowi i p o w s z e c h n a w n a t u r z e .

dyspozycja

�SYMBOLIKA RUCHU

sformułowane

pytanie trudno

105

OBROTOWEGO

t u oczywiście

odpowiedzieć;

ograniczmy

się d o j e d n e g o p r z y k ł a d u :
W M o n g o l i i z n a n y jest powszechnie zabieg, n a z y w a n y przez Torgutów
— m a g i c z n e l e c z e n i e m a ł e g o d z i e c k a , k t ó r e w n o c y często płacze,

szireg

lęka się, n i e m o ż e
w

zasnąć. O p r o w a d z a

jurcie, do którego w s y p a n o

słońce", a p o t e m t r z y r a z y

się j e w o k ó ł

ognia l u b piecyka

nieco s o l i i kadzidła —

„ z e słońcem". W

opinii

trzy razy

„pod

informatorów

ruch

„ p o d s ł o ń c e " m a n a c e l u w y g o n i e n i e c h o r o b y , „ z e s ł o ń c e m " zaś —

przy­

w o ł a n i e z d r o w e g o j u ż d z i e c k a d o s i e b i e . T a k s a m o i n t e r p r e t u j e się t e ż
f a k t o p r o w a d z a n i a c h o r y c h zwierząt wokół j u r t y d w u k r o t n i e w
kierunkach.

(W innej w e r s j i zabiegu leczenia

różnych

dziecka oprowadza

się j e

t r z y r a z y p o d słońce, p o t e m zaś o b r a c a się c z a r k ę ze szczyptą z i e m i s p o d
łóżka — n a j p i e r w p o d słońce, p o t e m ze słońcem .) O c z y w i ś c i e

podawane

47

p r z e z p a s t e r z y objaśnienia są najzupełniej

z g o d n e z odsłoniętą strukturą.

M o ż n a b y się j e d n a k zastanawiać, c z y d w u k r o t n e o b c h o d z e n i e w

różnych

k i e r u n k a c h w z i ę ł o się n a p r a w d ę stąd, iż n a j p i e r w t r z e b a chorobę
nić, p o t e m zaś p r z y p r o w a d z i ć

wygo­

z p o w r o t e m samego pacjenta, b y t o n i e

j e g o d o t k n ę ł o w y g o n i e n i e . M o g ł o b y się zdawać, iż c h o d z i t u r a c z e j

o lo­

g i k ę ( c z y n a w e t o e s t e t y k ę ) s a m e g o rytuału, o t o , b y b y ł o n s y m e t r y c z n y .
T a k więc w

układzie z a b i e g u m a g i c z n e g o będą o d g r y w a ć rolę n i e t y l k o

z n a c z e n i a p o s z c z e g ó l n y c h działań, a l e i p e w n e w z g l ę d y f o r m a l n e , k o m p o ­
zycyjne,
sobie,

syntaktyczne

—

i ż są t o r ó w n i e ż

zdawać

niekiedy

n i e zaś s e m a n t y c z n e .
reguły

niezależy

strukturalne,

o d wartości

Ale

tu

uświadamiamy

choć i c h układ m o ż e

i m przypisywanej,

to

c z ł o n y d a n e j s t r u k t u r y noszą p r z y n a j m n i e j p o d s t a w o w ą o p o z y c j ę
—

„ m i n u s " i t o j a k o j e j nośniki są z a s t o s o w a n e

jeszcze, iż z r ó w n o w a ż e n i e o w e g o

„minusa"

—

w

rytuale.

ruchu

się

zawsze
„plus"

Dodajmy

p o d słońce

„plu­

s e m " — r u c h e m „ z e s ł o ń c e m " j e s t n i e z b ę d n e zwłaszcza d l a u m y s ł o w o ś c i
przepojonej

b u d d y j s k i m wartościowaniem

ogólnorozwojowego,

z

czego

w

w y n i k a obawa

kierunku
przed

ze słońcem

każdym

jako

działaniem

p o d słońce. Z a pośredni d o w ó d n i e c h posłuży t u p r z y k ł a d p o l s k i ,

który

podaję, b y w y k a z a ć , iż n i e t y l k o s t r u k t u r y m y ś l o w e są w s p ó l n e w
nych
w

częściach

świata,

ale

k t ó r y c h się t e s t r u k t u r y

i

podstawowe

manifestują.

formy

działań

róż­

magicznych,

O t o n a w s i rzeszowskiej

tzw.

„płaczki" u dziecka leczono o k a d z a n i e m „chodząc naokoło dziecka w s t r o ­
n ę o d w r o t n ą o d b i e g u słońca i m ó w i ą c " :
Idź czorcie, idź w ogień w i e c z n y ,
z tego n i e w i n n e g o ciała!
Idź z a l a s y , za góry
n a bagna, n a r o z s t a j n e drogi!
N i e w r a c a j t u nigdy,
połam sobie nogi!

4 7

tions

B.

Rintchen,

chamanistes

Melanges

des Mongols,

ethnographiques.

„Khara

йот"

—

les

supersti­

„Rocznik O r i e n t a l i s t y c z n y " , t. 20: 1956, s. 21.

�106

JERZY

SŁAWOMIR

WASILEWSKI

albo też
Zamawiom,

zalicom

i wyganiom

c h o r o b y n a bory,

n a l a s y , n a s u c h e korzenie...
t a m , gdzie n i e b y l o żadne s t w o r z e n i e ,
g d z i e kogut n i e dopieje,
gdzie słonko n i e dogrzeje,
idź t a m bólu
to c i t a m dobrze będzie .
48

A w i ę c następuje t u
„przeniesienie
odegnane poza
niesiony

w

widma

i człowieka

w

dwie

różne

przestrzenie;

naturę, dokąd odganiano każde zło [...]

centrum

natury,

to j e s t

do łona

matki.

widmo

zostaje

człowiek zaś zostaje
W

wersji

prze­

chrześcijańskiej:

do łona M a t k i :
Przestrachu, przestrachu
jo c i e s i e n i e boję
bo się w żywocie P a n n y M a r y i dostoję!"

4 9

M y ś l ę , i ż t e d ł u g i e c y t a t y d o b i t n i e ilustrują n i e t y l k o i s t n i e n i e g ł ę b o k i c h
a n a l o g i i w r a m a c h działań m a g i c z n y c h i d o w o d z ą n i e t y l k o i d e n t y c z n o ś c i
sensu

t y c h p r a k t y k , lecz też

czegoś w i ę c e j : t e j s a m e j ,

różnic k u l t u r y i r e l i g i i , s t r u k t u r a l n e j w i z j i świata —
na

bezpieczne c e n t r u m i t o co p e r y f e r y j n e ,

albo

buruu

dzam,

strona", zamieszkana

„zla

niezależnie

od

zdychotomizowanego

wrogie:

„suche

korzenie"

przez gady i wszelkie

złe

stworzenia.
W
w

moim

myśleniu

przekonaniu

zrekonstruowany

„nieoswojonym"

k t ó r a określała z a c h o w a n i a

jest

typową

człowieka w głębokiej

n y m s t o p n i u c z y n i t o d o dziś. N a j z u p e ł n i e j
nie

będzie

wyznawana

schemat

strukturą

na

ogół

przez

czasoprzestrzeni
długiego

trwania,

przeszłości i w

współczesną j e j

gospodynie

pew­

manifestacją

domowe

zasada,

iż

c i a s t o , m a j o n e z i t p . ucierać n a l e ż y kręcąc w j e d n ą stronę, n a j l e p i e j w p r a ­
w o , bo inaczej

ciasto „nie w y j d z i e " ,

t z n . j e g o składniki n i e przekształcą

się w n o w ą jakość, pozostaną w s t a r y m s t a n i e . Z a ś w i a d e c t w o n a r z e c z
archaiczności t e j s t r u k t u r y u w a ż a m n a t o m i a s t choćby następujące
b a d a c z a r e l i g i i p a l e o l i t u . O pchodzącej z t e r e n ó w E u r o p y z a c h .
sprzed

20 t y s . l a t —

instrumencie

analogicznym

słowa

warkotce

do australijskiej c z u -

r i n g i , z p o m o c ą k t ó r e g o w y w o ł y w a n o głos d u c h ó w p r z o d k ó w — p i s z e o n :
„ G d y umocowałem przyrząd n a taśmie i zacząłem kręcić n i m n a d głową, p o ­
czątkowo
w

pozostawał

on głuchy;

k i e r u n k u r u c h u wskazówek

ducha

epoki

lodowcowej,

dopiero gdy zakręciłem go w

zegara,

brzmiący

jak

głuchy

warkot

w k o n s t r u k c j i działał jakiś t r i c k s z a m a n a potrafiącego

4 8

43

F. K o t u l a ,
Tamże, s. 20.

Znaki

przeszłości,

lewo,

a więc n i e

rozległ się n a g l e obudzony o r y g i n a l n y

Warszawa

w

śmigła

lotniczego.

ciemnościach p r z e d

1976, s. 190-192, 336.

głos
Czy
na-

�SYMBOLIKA

RUCHU

107

OBROTOWEGO

m i o t e m wydobyć głos duchów z i n s t r u m e n t u , który p r z e d t e m
plemieńców w y p r ó b o w a n y j a k o n i e m y ? "

był p r z e z jego współ -

5 0

S ą d z ę , i ż słuszniej sza b ę d z i e r a c z e j o d p o w i e d ź w y n i k a j ą c a
tu

schematu

chronotopicznego

izomorfizmu:

ruch

„pod

z podanego

słońce"

to

ruch

w przeszłość, k u p r z o d k o m .
Wydaje
sowymi

się też,

że s c h e m a t

interpretacjami

biegnącego p o kole.
logicznych,

lecz

po

kole,

także

mogą

w

wyrażać

rytuałach

do refleksji

być

świętom

o

nie tylko w

5 1

m a być

zapisana

charakterze

odzwierciedleniem

właśnie

moment

nad

dotychcza­

myśleniu a r c h a i c z n y m

że w s z e l k i e okrążanie, tańce w

towarzyszące

n i e muszą

t e n skłania

czasu w

Podług t y c h k o n c e p c j i

stego; sądzę j e d n a k ,
nym,

wizji

idei

przejścia,

jako

czasu

tekstach

mito­

wizja

czasu

korowodzie i

astronomicznym
„wiecznego

zmiany,

i

koli­
ruchy

rodzin­

powrotu",

jaką

lecz

nieuchronnie

p r z y n o s i Czas, u p ł y w u , k t ó r e g o w y r a z i c i e l e m j e s t w o b r z ę d z i e r u c h . O c z y ­
wiście
żony

wszelkie odpowiedzi
charakter,

a dawane

w

tej k w e s t i i

mogą

m a s y faktów etnograficznych

być

po

powinny
zbadaniu

mieć

bardzo

nie tylko

z o b u półkul, l e c z t a k ż e d o p i e r o p o

n i u r e l a c j i pomiędzy p o z i o m e m głębokich, u n i w e r s a l n y c h s t r u k t u r
wych

a piętrem

wywa­

olbrzymiej

wyrafinowanych

koncepcji

i spekulacji

pozna­
myślo­

mitologicznych.

Ежи Славомир Василевски
С И М В О Л И К А ВРАЩАТЕЛЬНОГО ДВИЖЕНИЯ

И РИТУАЛЬНОЙ

ИНВЕРСИИ

Резюме
Работапосвящена анализу временно-пространственной симболики движения,в частности
вращательного, по направлению „по солнцу" и „против солнца", а также вперед

и назад,

вправо —влево, и ритуального обращения „наоборот" в обрядах и Магии. Местные иссле­
дования среди торгоутов монгольского Алтая (сопоставленные
исследований в традиционных польских деревнях
5 0

rek
W.

A. R u s t ,
ludzkich

Hensel,

Cultus

et

V o r 20ООО Jahren,

w

tańcu

koło

Wyobrażenia

cognitio.

w

Neumünster

związku

tańca 'koło'

Studia

1962, s. 188. P r z e d s t a w i e n i a

z jego

solarną

na ceramice

z dziejów

с итогами аналогичных

и с этнографическим материалом из дру-

symboliką

wczesnośredniowiecznej,

średniowiecznej

kultury,

figu­

wzmiankuje
[w:]

W a r s z a w a 1976,

t. 193-194.
5 1

Poetika

E . M . M i e 1 e tу ń s k i ,

nesie refleksji

Tomasza

M a n n a

mija,

Moskwa

1976, s. 318-319, n a m a r g i ­

n a d czasem, zawartych

w słowach H a n s a C a -

s t o r p a o tańcach wokół ognia w święcie sobótkowym: wieczność n i e j e s t „naprzód, ||
naprzód", lecz „karuzela, k a r u z e l a " , Czarodziejska
Podobnie

—

struktury

ukrytej

selny
że

obchód

czas

fallicznej
na

ziemi

musi

n a płaszczyźnie

wyeksplikowanej

rytuału i n t e r p r e t u j e

słupa, co „jest
płynąć,

koncepcji

czasu, a n i e

К o t a ń s k i , op. cit., s. 218, japoński w e ­

naśladownictwem

że t r z e b a

góra, W a r s z a w a 1961, t. I I , s. 40. ¡ i
kulturowo

działać

[...]

ruchu

jest

c z a s u po kole,

wyrazem

czci

dla

co o z n a c z a ,
nieruchomej

osi świata. B y ł to więc c z y n święty prowadzący do p o t r z y m y w a n i a
[...]

b y reaktualizować

jest też następstwo pokoleń".

ruch

wszechświata,

którego

nieodłączną

życia
częścią

�108

JERZY

SŁAWOMIR

WASILEWSKI

гих культур), показали существование элементарной структуры восприятия времени и прос­
транства, построенной из семантических двоичных оппозиций. Исходной точкой были по­
гребальные обычаи; поскольку в быту в действиях, заключающих элемент вращательного
движения, обязательно направление „по солнцу" как благоприятное, обеспечивающее раз­
витие (шествование вокруг юрты при ежедневном открывании и закрывании ее, вращение
жернова, подметание избы и т.д.), постольку после смерти домочадца применяется движе­
ние „против солнца" — или приостановление движения, запрет работ, заключающих такое
движение, остановяение часовых стрелок и т.п. Анализ применяемых в магии приемов об­
ращения приводит к заключению, что движение „против солнца" имеет целью остановить
или повернутьвспять,заставить вернуться кого-либо или что-либо: удержать покидающего
любовника в любовной магии, пчел убегающих из улея, девушку в девственности, возвра­
щениепропавшего скота ит.п. Итак, поскольку движение сходное с направлениемвращения
небесных тел — определяющих ход времени — как бы продвигает время вперед, влечеть
за собой развитие (ламаистская концепция чакравартинов, „вращающих круг"), постольку
движение „против солнца" вызывает поворот времени вспять или остановление его. Время
в древнем мышлении—это последовательность состояний (А. Ван Жэинеп), повернуть
время назад — это вернуть состояние, в каком находилось данное лицо или предмет. Отсю­
да — роль вращательного движенияво всех обрядах перемены состояния, обрядах перехода.
Движение „по солнцу" означает в этих ритуалах Время, символизирует происходящую
перемену. Троекратный обход юрты кортежем с новобрачнойв момент отъезда имеет целью
совершить „прыжок в будущее" — как в далеком измерении (развитие создавшейся семьи),
так и в рамках самого обряда (благополучный преход в новую юрту, преодоление дистан­
ции, открытие границы — аналогичнопри объезде овонов на перевалах). Круговое движение
„по солнцу" применяется в обрядах перехода в разных культурах по-разному. В Монголии
особенное значение имеют ритуалы типа даллага авах

— „зазывание благополучия" путем

вращения тарелки с едой, с окриком хураи! В этом обряде (совершающемся как отдельная
ежедневная церемония и как форма, сопровождающая обряды перехода) движение „по
солнцу" влечет за собой „приглашение", тогда какприменяемое в магии движение „против
солнца" означает „изгнание" (зла, болезни) и унижение. Структура хронотопа заключает
в себе переводимость, изоморфизм измерений:по солнцу (вправо)
= вверх (Небо), а „против солнца" (влево) — в прошлое

= в будущее = вперед

=

= назад = вниз (Преисподняя).

На это накладываются другие двоичные оппозиции (свой-чужой, мужской-женский и пр.).
Ритуальное обращение направления вращательного движения после смерти
новления времени, прикращения течения жизни

— знак оста-

— представляет собой лишь часть общего

обращения (оппозиции жизнь-смерть отвечает оппозиция правильно-превратно). Момент
обращения появляется в поверьях, касающихся потусторонних миров, их вида, способов
попасть туда (напр. передача монастырю коня для усопшего

— с седлом, поставленным

задом наперед). Некоторые обращения в ходе погребального обряда рассматриваются
мною как средство отмены оппозиции жизнь-смерть, а скорее посредничества между ними.
Для окончательного решения некоторых вопросов необходимо исследование материала,
происходящего от культур южного полушария: как решается там противоречие между
движением правого хода как направлением „против солнца", а значит отрицательным,
и положительной валоризацией правой стороны (руки).
Перевел С.Никонюк

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6704" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6684">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8032f93b07e5cdf5b5ffabe7cd569b20.pdf</src>
        <authentication>edcc776dc1132df858957ba034ff5675</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79863">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3223</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79864">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79865">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3020</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79866">
                <text>Święty Paweł - nawrócenie, odwrócenie i niepewność / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79867">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.177-183</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79868">
                <text>Wasilewski, Jerzy Sławomir</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79869">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79870">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79871">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79872">
                <text>I I . 1. Ś w . Paweł., olej na p ł ó t n i e , w y t n . 6 5 - - 5 2 c m , o k . 1850, S t a r y K o ś c i ó ł w Z a k o p a n e m

Jerzy Sławomir Wasilewski
ŚWIĘTY PAWEŁ -

Album

Aleksandra

Jackowskiego

i

NAWRÓCENIE, ODWRÓCENIE I NIEPEWNOŚĆ

Jadwigi

Jarmewkie-

usiłował sobie p o r a d z i ć nie t y l k o s ł o w o m , ale t a k ż e wizerunkiem

wieżowej Szttil-rt Iwlu połuk-icgo jest dla mnie nada) k s i ą ż k ą ей»,

m a l a r s k i m Szawla/Pawla. Prezentuje

r ó w n ą , tak j . , k był n i ą d w a d z i e ś c i a lut t o m u , k i e d y o g l ą d a j ą c

mencie upudku z k o n i a i t e w s p o s ó b najlepiej o d d a j ą c y prze­

go u t w i e r d z a ł e m

m i a n ę - - j a k o s p a d a j ą c e g o przez plecy do t y l u , g ł o w ą w dół.

-io w

decyzji studiowania e t n o g r a f i i . (Do-

KtitVm go w ł a ś n i e j a k o prezent

z

„Ody

do

mo­

ciotki

N a w r ó c e n i e zostaje oddane przez odwróconie, konwersja przez

młodości"

inwersjo. Przyjrzawszy się p o z y c j i s p a d a j ą c e g o m o ż n a o d c z y t a ć

maturalny od sędziwej

z dedykacja, zawiorujiya. czterowiersz

go w p r z e ł o m o w y m

i przykazanie by jej sh.Wii b y ł y dla m n i e „ g w i a z d ą p r z e w o d n i ą

w i ę c e j : oto nic siedzi on j u ż w siodle, ale t e ż nie s p a d ł jeszcze

przez całą d r o g ę m ł o d o c i a n i , " ) . Jest t a m reprodukowany obraz,

na z i e m i ę . G d y p r a w a noga wyrzucona jest wysoko

Па k t ó r y me p o t r a f i ł e m

d o t ą d z o b o j ę t n i e ć — n a w r ó c e n i e św.

Iow* t k w i jeszcze w strzemieniu. Wiadomo, ż e P a w e ł j u ż nie

w górę,

Pawia ze starego k o ś c i ó ł k a w Z a k o p a n e m . Akcjo, o b j a ś n i a w p i ­

jedzie, ale wciąż, nio w i a d o m o gdzie spadnie. Takio przedsta­

sane w obraz s ł o w o : w i s z ą c a nu drzewie k a r t k a „ d o Daroaska"

wienie w y r a ż a znowu f a k t p r z e ł o m u

aktualizuje czas i miejscu zdarzenia,

hater nie jeat j u ż Szuwlein, alo t o ż nie jest jeszcze Pawiem. J e s t

a podpis „ Ś . P a w e ł "

i s ł o w a b i e g n ą c e z ust Hog.i Ojeiv &gt;,&amp;(więtv) Szuwlo czego mnie
p r z e ś l a d u j e s z " - - idenl y d k u j ą

bohatera w całej jego

parado­

ujmuje c h w i l ę gdy bo­

kreska u ł a m k o w ą m i ę d z y j e d n y m a d r u g i m .
P a t r z ą c dzisiaj na t e n obraz o d c z y t u j ę go przez pryzmat

ksalnej d w o i s t o ś c i : od tej c h w i l i apostola i ś w i ę t e g o , bez d o t ą d

etnograficznej

przecież

e s t e t y k i . Nie m y ś l ę o n i m — j a k przed laty —

prześladowcy

chryoieijan. Z t ą

dwoistością

malarz

wiedzy o mechanice

symbolu, nie z a ś ludowej
w kategoriach

277

�„uroku

naiwności"

jego

f o r m y nio sprowadzam do nieporad­

ności w przedstawianiu s p a d a j ą c e g o

o ś l e p i o n y ś w i a t ł e m i zdezorientowany przez głos człowiek ro*

c i a ł a ; w s z t u c z n o ś c i od¬

poznaje w z d u m i e n i u w z j ę p o j a w i a j ą c ą się na n i e b i e " .

w r ó c e n i a do g ó r y n o g a m i w i d z ę w i ę c e j n i ż n i e z d a r n o ś ć — do­
strzegam

symbolikę

inwersji,

paradoks

transformacji, ambi-

waloncję s t a n ó w w obrzędzie przojśeia, słowem w i d z ę
gio do i n n y c h t e k s t ó w

znacząco.

analo­

kultury.

generalna

Szawla

brzmi:

czy e t n o g r a f m o ż e

na dzieło s z t u k i j a k o na p r o d u k t „ w y o b r a ż e ń

tional

zbiorowych" —

toż

ar-

tej k u l t u r y

znaczenia

np.

materialnych rekwizytów

tekstyliów

w świetle

krewioństwie

duchowym-

„E!cmontv

1

wioństwio " лууobrażonym
zvcjoin

w

których

rzadko

z imponująco

misterium

płyną

pojęciowych

który

„pewno

wszyscy

tremendum

i łańcuch

pełniając

przekształceń

no konwersyjną

Pawiową

zakopiańskiego

nosansie p r a c ę M a r t o n e ' a
mistrzowie ~

3

w poszerzeniu o

— trudno oprzeć

Michał

Anioł,

się w r a ż e n i u ,

Tintoretto,

żo

Caravaggio,

Veronese i i n n i - - p r z y b y l i na s c e n ę wydarzenia o c h w i l ę za
p ó ź n o : Pawiowe widzenie j u ż się zaczęło.

W wielkim

stwie zachodnioeuropejskim, k t ó r e od X I I w i n k u

malar­

przedstawia

feretronu

—

przedo

wszystkim

obraz
Pawia

6

l u b r ó w n o l e g l e d o ń . J u ż za c h w i l ę spadnie; m o ż e t o się d o k o n a ć
na

innyeh już p ł ó t n a c h

na

parę sposobów.

W XV-wiecznej

Mistrza z Hildosheim jeździec właśnie w y ­

p a d ł z siodła acz znajduje się jeszcze p o n a d k o ń s k i m g r z b i e t o m
N a t o m i a s t u M u r i l l a (Objawienie
ok

św

Pawia

Madryt

jeźdźca

g d y druga w y s t a j e p o n a d grzbietom z w i e r z ę c i a

podobnie na obrazie Taddeo Zucoariego ( f t y y m
cello a l Corso

ok

nogę
Nieco

kościół S Mar

1064 )^ N a t o m i a s t na obrazie J o h a n n a K o

t t m a y r a w k a t e d r / e w Passawie
nia się o d j e ż d ź c t

7

Prado

1655) k o ń u p a d ł j u ż na z i e m i ę p r z y g n i a t a j ą c j e d n ą

(100,3) k o ń nie pada а

uwal

z a ś P a w e ł spada n a z i e m i ę g ł o w ą prosto w

w dół^

geliści nie w s p o m i n a j ą o u p a d k u z k o n i a , P a w e ł

w o d z i ć m u s i na m y ś l obraz z a k o p i a ń s k i

jest na ogół k i o d y j u ż leży, z u p e ł n i e o b e z w ł a d n i o n y , j a k b y p r z y ­

upadku,

s t w a BelbeIło da P a v i a , о к . 1430. N a wizerunkach t y c h P a w e ł

N a w r ó c e n i e jako scenę k o n n ą , c h o ć Dzieje Apostolskie a n i ewan­
wyobrażany

„lirninalnym"

u t r z y m u j e się jeszcze n a k o n i u leżąc plecami n a k o ń s k i m grzbiecie

ostatnio

się na го-

od grupy, w

l u b X V - w l e o z n e przedstawienia w rodż-aju s p a d a j ą c e g o

scenie Nawrócenia

G d y o g l ą d a się sceny N a w r ó c e n i a — c h o ć b y te w y m i e n i o n o

odłączeniu

m a r g i n a l n y m " (A V a n Gcnncp) zawieszeniu

w manuskrypcie B a r b e r i n i w Bibliotooo W a t y k a ń s k i e j , autor­

kompe­

acz z a t r z y m u j ą c ą

grozy owego

Poi-deuono'a w katedrze w .Spiłimbcrgo kolo U d i n e , (po 1524)

j q wyrażono

wielcy

Tunics ) cvv

obok

ale b y z o b a c z y ć j a k r ó ż n i e rozumia­

w dawnej rozprawie Friedlaendera,

świadectwo

cza niestety p r z y k ł a d ó w takiego u j ę c i a ; na m y ś l p r z y c h o d z i —

przemianę i jakimi środkami symbolicznymi

wydaną, bogatą w dokumentację

to nie t y l k o

j a k i e p r z e ż y l i . T o t a k ż o opuszczenie bo-

podczas g d y k o ń p a d l na kolana"*. Fricdlaender nie p r z y t a ­

t e n t n y h i s t o r y k s z t u k i s z u k a ł b y go raczej w i l u s t r a c y j n e j gra­
fice nowotostamentowej

u s t a w a ł a , insygnit i

f a w o ł zw&lt;sa z k o n i a j a k A m a z o n k a n a a n t y c z n y m sarkofagu,

c h o ć b y w „ w i e l k i m " malarstwie n o w o ż y t n e j E u r o p y , nie t y ł o
z r o s z t ą w nadziei odnalezienia owego p i e r w o w z o r u

mają |

śniojs/.e. „ C z a s e m pokazany jest m o m e n t w ł a ś c i w e g o

moustalono. W y ­

t ę lulce w a r t o z a p o z n a ć się z i k o n o g r a f i ą

które

Są wreszcie przedstawienia j a k b y jeszcze o p a r ę c h w i l weze-

tradycyj­

(historycy sztuki)

pozostają

1

(V

w i d z i e l i " - , nie posiada swej m o n o g r a f i i . Jego e w e n t u a l n y pier­
wowzór

czj

transformacja — czy t o w e w n ę t r z n i e psychologiczna, j a k kon¬

w o w z o r ó w . E t n o g r a f n a p o t y k a t u p r ó g swej k o m p e t e n c j i : zako­
feretron,

innych,

górnym

wersja, czy u s p o ł e c z n i o n a , o b r z ę d o w a j a k inicjacja — o d b y w *

1

nej — n a l e ż a ł o b y o p r a c o w a ć s t u d i u m jego p r z e k s z t a ł c e ń i pier­
piański

i wywracają

w prawym

m i a n y . W j ę z y k u e t n o l o g i e z n y m p o w i e d z i e ć n a l e ż y , iż k a ż d a

podle­

k l u c z y — p o d s t a w o w y c h ele­

j ę z y k a symbolicznego k u l t u r y

zostawiony

przewartościowania.

się w s a m o t n o ś c i , w

mentów

Paweł

batera, jego izolacja, osamotnienie w cłiwili inicjoidalnej prze.

A więc zanim ulegnie się pokusie o d c z y t y w a n i u o b r a z u za
pomocą wszystkoodmykających

1544—45) —

r o z w i a n y m i sztandarami,

Ucieczka ż o ł n i e r z y

dekompozycjom i rekompoM

wreszcie - - j a k p o s t a ć

utraty statutu,

lub „ d u c h o w y m pukru-

tworzono ^tj setki irit&lt;*FtokHtów

g,

t r a c i ł y sens a z n a k i z n i k a ł y w momencie radykalnogo kryzysu,

Kira-

ргяоя koziosorów, аДн taczaj

gają w rekttth a r t y s t ó w licznym
er -»ł

kultury

ho Us t y сипу oh wzorach m y ś l o w y c h

1570), o d b i e g a j ą

z n a k ó w — t a k j a k b y wszelka s e m a n t y k a

kul­

k i u t l ó w , to nie da się togo p o d o b i e ń s t w a z b y ć frazesem o Jio w

Gallery, W a s z y n g t o n ,

jożdżają

innych tekstów

j e ś l i obrazv Picassa s ą podobne do m a s k i

(Lonmgrad, E r m i t a ż

;

Nawróceń^

l o d o w a t ą p r z e j r z y s t o ś ć j e d w a b i u a pozbawiono s ą jakichkolwiek

A l b o w i e m — j a k p o w i a d a j ą Barbara i Denis T e d ł o c k o w i e , f i ­
indiańskiej

Veronese'*

p o n o s z ą ich r u m a k i , k t ó r e t r a t u j ą

ebetypalno-uniwersalnych. A r c h e t y p nie spada p r z e c i e ż z nioba.

tury

Tintoretta

jest sam sobio: jego ż o ł n i e r z e czy t o w p a d a j ą do w o d y , czy to

dzieło s z t u k i , nawet ludowej, a w i ę c dzieło zin-

nezyjnie d e c y f r u j ą c y

kompozycjach

o p o ń c z y i k ł ą b ó w g a l o p u j ą c y c h k o n i . T a k ż e u T i n t o r e t t a (N»,

patrzeć

d y w i d u a ł i z o w n e , m o ż e b y ć interpretowane w kategoriach

maniorystyeznych

żołnierze, wiorzchowce, nawot psy. P e ł n o t u r o z m a i t y c h t u n i ^

by u ż y ć wyrażonia Durkheima, Hertza i wielu innych. Do ja­
kiego stopnia

W

Veronese's d o m i n u j e t u m u l t , zgiełk i p o p ł o c h . W

I w t e d y r o d z ą się w ą t p l i w o ś c i . O nich nioch b ę d z i e t e n tekst.
Niepewność

4

To co dzieje się z postaciami d r u g o p l a n o w y m i jest r ó w ^ j ,

Prawie w e r t y k a l n a i od^^róeona pozycj ъ P a w ł a p r z y
ale r ó ż n i c e w k o n i p o

z ;y c j i i s' z' c z e g ó ł a c h p oozooss t a ł j -eh
ż s z yл z%vi
c i pp a r t i i w j*kłuoza*a
u c z a j ą b&gt;l i ./.s
związ

k

gnieciony do ziemi, o t w a r t y m i oczami o g l ą d a j ą c wizję l u b prze­
żywając ją wewnętrznie, z zamkniętymi

oczyma.

Skoro p y t a n i e

o bezpośrednio

odpowiedzi,

warto

z m i e n i ć m e t o d ę . G d y zawodzi ustalenie jednoznacznych

wply-

poddaje się c h r o n o b g i z a c j i . T y l k o

w ó w m i ę d z y a r t y s t a m i czy d z i e ł a m i — m o ż n a s t u d i o w a ć tra¬

umownie i zarysowo

mo-

feretronu

p i e r w o w z o r y ikonograficzne

ekstatyczne, w k t ó r y m szok p o ł ą c z o n y jest z transem, t r u d n o

Wydarzenie o t a k s k o m p l i k o w a n y m przebiegu j a k p r z e ż y c i e

zakopiańskiego

pozostaje

bez

m o ż n a s p r ó b o w a ć i l u s t r o w a ć paroma z n a n y m i obrazami kolejne

d y c j ę , a n a l o g i ę , paralelo. Dzieło s z t u k i (zwł. ludowoj)

fazy w y p a d k u . N a j p ó ź n i e j s z a f&amp;zu j a k ą d o k u m e n t u j e m a l a r s t w o

mije b o w i e m t a k ż e w szerokich relacjach h i s t o r y c z n y c h i etno­

— n i e s k ł o n n e do o d m a l o w y w a n i a dalszej t r z y d n i o w e j ś k - p o t y

graficznych, u t«* nie s k ł a d a j ą się wcale z pojedynczych w p ł y ­

P a w ł a i k o ń c z ą c e g o j ą epizodu z Ananiaszem (Dz. A p . 9, 8—18)

wów.

t o m o m e n t , gdy P a w e ł p o d n i ó s ł się j u ż częściowo z niemi,
kiedy półleżąc wsparty na r ę k u p r z e ż y w a
najdoskonalszej,
obraz
1626).

promiennie

Parmigianma,

radosnej

(Wiedeń,

O c h w i l ę ' wcześniej

pełnię ekstazy.

postaci

przedstawia

W
ją

Kunsthietorichos M u s e u m , ok.

musiał

jednak

nastąp/ć-

przełom,

Spróbujmy

zatem

naszkicować

etnograficzny

fiuikejo-

kontekst

tego w i z e r u n k u — t z n . o d w r ó c e n i a , spadania g ł o w ą w d ó ł w
momencie p r z e m i a n y .
S k ą d i n ą d , w h i s t o r i i s z t u k i nio ignorowano tej k w e s t i i , do­
strzegając

n p . r ó ż n i c ę znaczenia

m i ę d z y scenami

p r z o d u i do t y l u . Martene d o ł ą c z a do a n a l i z y
przedstawień

przedzającą

Pawła

Grzegorza Wielkiego na t e m a t u p a d k u Szawla i d w ó c h rodza­

nawró­

j ó w u p a d k u w o g ó l e : „ u p a ś ć n a t w a r z w t y m ż y c i u znaczy u z n a ć

p o d k r e ś l a w e w n ę t r z n y proces konwersji a nie b e z p o ś r e ­

k a ż d y s w ó j b ł ą d i z m y ć go ł z a m i p o k u t y . Z drugiej s t r o n y upa­

na

początku

cenia

ukazuje

Caravaggio, k t ó r y

ekstatycznego

d n i k o n t a k t z Chrystusem,

178

transu

pokazuje

prowadzącego

taki w k t ó r y m

do

l e ż ą c y na

ziemi,

wo.ośniej.sze

do

przed „ z b u d o w a n i e m " m u s i się d o k o n a ć „ s k r u s z e n i e " . T ę po­
fazę

nawrócenia

upadku

XII-wiecznych

o sześć w i e k ó w

słowa

dek do t y l u , p r z y k t ó r y m nie w i d z i się nic, jest j a k n a g ł y upa-

�p r z y zamianie prawogo i lewego; t r w o ż ą l u b b a w i ą gdy o d w r ó eoniu ulognie t o co na g ó r z o i t o co na
Wyobraźnia

p o p u l a r n a jost na

tywem

inwersji

języka

symbolicznego t r a d y c y j n e j

dolo.

pewno zafascynowana

mo­

g ó r y i d o ł u . Fascynacja t a przekracza
kultury

ludowej.

ramy

Dają

jej

w y r a z dzieci — s t a j ą c na r ę k a c h , na g ł o w i e , „ p r z e w i j a j ą c

się"

na trzepakach i k o z i o ł k u j ą c , oraz a r t y ś c i m a l u j ą c y je w

tych

pozycjach, od c z a s ó w Gier dziecięcych
„wagoniki

strachu"

pokonujące

Breughla. Lunaparkowo

zenit

„pętli

śmiorci"

służą

roalizacji tego samogo doznania z p o m o c ą t e c h n i k i . O zaawan­
sowaniu

dzisiojszogo a m e r y k a ń s k i e g o

„rollercoastor'a"

świad­

czy z b u d o w a n y o s t a t n i o —• z r e s z t ą przez J a p o ń c z y k ó w —

na

W s c h o d n i m W y b r z o ż u U S A system, w k t ó r y m w w a g o n i k a c h
jodzie się —• i pokonujo p ę t l ę ś m i e r c i — na s t o j ą c o ! K t o nio
o d w a ż y się sam s p r ó b o w a ć — dozna tego samogo z a w r o t u g ł o ­
w y p a t r z ą c na m o t o c y k l i s t ę w beczce ś m i e r c i , a nawet na s t a r ą
f o t o g r a f i ę a m e r y k a ń s k i e g o l u n a p a r k u , gdzie w joj zonioio znajdujo się rowerzysta, k t ó r y w j e c h a ł t a m z r o z p ę d o m po

dtugioj

r a m p i o . U p a d e k „ n a lob na s z y j ę " m r o z i k r e w w ż y l o c h gdy

pa­

t r z y się na inne zdjęcio z dawnego l u n a p a r k u — k o ń z s i o d z ą c ą
na jego grzbiocio k o b i o t ą skacze czy raczej spada z dwudzie­
stometrowej

wieży

do

basenu

z

wodą.

1 3

Pozycja „ g ł o w ą w d ó ł " to pozornie t y l k o to samo co

„do

g ó r y n o g a m i " — t o z p e w n o ś c i ą straszniejsza o d m i a n a inworsji.
Jost w niej groza bozwladnogo
I I . 2. J e a n Pueelle, Objawienie Św. P a w ł a ,
Joanny I I z Nawarry, ok. 1300 r.

Godzinki

spadania

a nie t y l k o

komizm

chodzenia na opak. W galerii postaci, k t ó r o b y ł y w ten s p o s ó b
przedstawiono d a ł o b y
ł a t a , licznych

się z n a l e ź ć w y o b r a ż e n i a

potępiońców i skazańców,

1 4

Judasza

a przodo

i Pi­

wszytkim

p r o r w o w z ó r ich w s z y s t k i c h —• L u c y f e r a , Szatana, A n t y c h r y s t a .
B i b l i j n e t e k s t y w y j ś c i o w e o p i s u j ą c e to wydarzenie —
dok w d ó ł z doczesnych stanowisk, k i e d y to nio jest się ś w i a ­
1 0

d o m y m p o ż y t k ó w , jakie przynosi k a r a " . Tak

więc przedsta­

wienia, w k t ó r y c h P a w e ł spada do p r z o d u s y m b o l i z u j ą p o k u t ę ,
z a ś wizerunek s p a d a j ą c e g o do t y ł u jost a l e g o r i ą d u m y i ś l e p e j
ignorancji.

Wzorami formalnymi

nia u p a d a j ą c e j

m i a ł y b y b y ć t u przedstawie­

Synagogi.

O z b l i ż o n y c h przedstawieniach s p a d a j ą c e j

na

głowę P y c h y

pifze (^wiechowski, ż e akrobat3^czne pozycje, w j a k i c h ta i inne
p r z y w a r y s ą przedstawiano na ilustracjach z X w i o k u , w y w o ­
d z ą się z r y s u n k ó w w m a n u s k r y p t a c h t r a g e d i i grockich, w k t ó ­
rych

„odpowiednio

upozowani

aktorzy

odtwarzali

kształty

1 1

liter a l f a b e t u " .
C h o ć t a k i o precyzyjnio ustalane r o d o w o d y s ą niezmiernie
sugostywne, o t n o g r a f niewiole m o ż e z n i m i z r o b i ć . D l a

ludo­

Proro­

c t w o Izajasza, 14, 12—17; Ł u k a s z 10, 18; Apokalipsa św. J a n a
20, 1—10

— nie p r o c y z u j ą w p r a w d z i e pozycji u p a d k u B o ż o g o

adworsarza, ale j u ż Rivayat,

mazdojska k s i ę g a roligijna p r z o d -

stawia jogo przobieg z w y r a z i s t y m i
Ormuzda

Aryman

zostajo

s z c z o g ó l a m i . Oto na rozkaz

spętany

jego oblicze, gdzio s ł y s z y w y r o k :

i przyprowadzony

przed

„ t o n nieczysty, ograniczony

duchowo — z r z u ć e i o go g ł o w ą w d ó l do p i e k ł a . W t o d y B a h r a m
Y a z a d z a p r o w a d z i ł nioczystogo A r y m a n a
go" t a m g ł o w ą w

do p i e k l ą

i

wrzucił

1 5

dól" .

N a d r u g i m l i t e r a c k i m k o ń c u tej t r a d y c j i podobna, acz
dostojna c h a r a k t e r y s t y k a : „ D i a b e ł b y ł a n i o ł o m , ale
k o z i o ł k a g ł o w ą w d ó ł , a ... r o s z t ą do
Nio powtarzając
pomnijmy,

góry".

znanogo m a t e r i a ł u

mnioj

wywrócił

1 6

otnograficznogo

przy­

żo „ o d w r ó c e n i e jest znakiem rozpoznawczym i s t o t

wego o b r a z u P a w i a w o l e l i b y ś m y w i d z i e ć zaplecze raczej w l u ­
dowym

ś w i a t o p o g l ą d z i e niż w detalach karoliriskioj

miniatury.

A na t y m p o l u t r u d n o o k o n k r e t n o ś ć i p r e c y z j ę r ó w n ą tej osią­

II.

3. Belbollo

do P a v i a , o k .

1430

г., m a n u s k r y p t

Barberini

ganej przez h i s t o r y k ó w s z t u k i . M o ż n a n a t o m i a s t p o k a z a ć wie­
lość

sensów

odwrócenia,

które

w

ludowym

języku

symboli­

c z n y m w i ą ż e się genoralnie ze z m i a n ą , zo s t a n a m i p r z e ł o m o ­
w y m i , k i e d y po fazie chaosu, inwersji n o r m a l n y c h
pozycji

i statusów

stosunków,

•— przestrzennych, fizycznych

i

społecz­

n y c h —- n a s t ą p i o d w r ó c e n i e i odnowa.
Oczywiścio

inwersja

leży w z i ą ć p o d

s ł u ż y ć m o ż e nie

tylko

odnowie.

u w a g ę c h o c i a ż b y niedawne obiekcjo

Needhama, k t ó r y

występując

„przeciwko

Na­

Rodneya

usypiającemu

dzia­

ł a n i u p e w n i k ó w " p o d w a ż y ł l o g i c z n ą j e d n o l i t o ś ć samego p o j ę c i a
odwróconia.
dzajach

W

kilkunastu

odwróceń

wymienionych

(przostrzonnych,

przykładowo

leksykaln ycłi,

ro­

semanty­

cznych, zamianie p ł c i i t p . ) nie z n a l a z ł on logieznogo w s p ó l n e g o
mianownika,

a

raczej

powno

Wittgensteinowskie

„podobioń­

stwo r o d z i n n e " —• r e l a c j ę , j a k a ł ą c z y wszystkie o b i e k t y danoj
12

g r u p y m i m o b r a k u jednej cechy w s p ó l n e j dla n i c h w s z y s t k i c h .
Skoro tak, to nio n a l e ż y o c z e k i w a ć , ż e niejednoznaczno o d w r ó ­
cenio b ę d z i e

służyć

wyrażeniu

jednoznacznej

idei.

A l e w t y m miejscu m n i e j interesuje nas inwersja j a k o ope­
racja logiczna. O d w r ó c e n i a w y w o ł u j ą szoroki wachlarz

reakcji.

F r a p u j ą , o k s c y t u j ą , j a k p r z y zamianie p ł c i ; ś m i e s z ą j a k
odwróconiu

togo

co

wewnętrzne

na

zewnątrz;

przy

zastanawiają

179

�Na

t y m s a m y m tle w i e r z e n i o w y m p o j a w i ł y się przepowie­

dnie, iż w l a t a c h 1881, 1961 i t p . — k t ó r e to d a t y m o g ą
identycznie czytane po

odwróceniu

w pionio

być

— będzie

mieć

2 2

miejsce koniec ś w i a t a .
Eschatologiczna inwersja jest zarazem p o w t ó r z e n i e m
odwrócenia

podstawowych

stosunków

istniały w minionym, rajskim

tego

przestrzennych,

świoeie. Molanozyjski

jakie

k u l t cargo

przonosi to o d w r ó c e n i e na p ł a s z c z y z n ę s t o s u n k ó w s p o ł e c z n y c h —
relacji

biali-tubylcy

( „ k i o d y ś to m y

byliśmy biali, a

towary

b y ł y nasze; t a k b ę d z i e t e ż w p r z y s z ł o ś c i , a dzisiejsi b i a l i b ę d ą
2 !

u p r a w i a ć dla nas
Meksykański
krainy

ryż") .
(indiański)

rytuał

pielgrzymki

do

mitycznoj

p r z o d k ó w u o g ó l n i a to o d w r ó c e n i o na c a ł ą sferę zacho­

w a ń k o m u n i k a c y j n y c h — k i o d y mara'akame,
imieniem

Ramon

prowadzi

grupkę

i n d i a ń s k i szaman

Huicholów

na

pustynię

W i r i k u t a , gdzie jost ich m i t y c z n a , a t a k ż o i rzeczywista koleb­
ka

by

tam

zbierać

kaktusy

narkotycznego

peyotlu

—

ję­

z y k , k t ó r e g o u ż y w a j ą jost o d w r o t n o ś c i ą z w y k ł e g o . O d w r ó c o n y ,
odmieniony,

inny

znaczy

bowiem

szlakach po k t ó r y c l i w ę d r u j e m y
d z i m y różno rzeczy r o b i m y

„Na

wszystkich

t a k ą z a m i a n ę . To dlatego, bo

y o t l jest bardzo bardzo ś w i ę t y . To
c a m y . Dlatego k i o d y w i d z i m y psa
jeszczo przed

święty.

do k r a i n y p o y o t l u , k i e d y w i ­

osiągnięciem

świętej

pe-

dlatego wszystko o d w r a ­
2 4

to jest to k o t " .
krainy

wszystko

Czasom
zostaje

o d w r ó c o n e i z r ó w n a n e ze s w y m p r z e c i w i e ń s t w e m . Z n a n y ś w i a t
II.

4. Objawienie ś w . Pawia, P a r m i g i a n i n o , ok.
1525 г., Kunsthistorachos M u s e u m , W i e d e ń

zostaje o d w r ó c o n y t y l e m do p r z o d u i do g ó r y n o g a m i , starzec,
staje się dzieckiem nio t y l k o w j ę z y k u i o d t ą d n p . nie zbiera
drzewa n a opal — to ino jest zajęcie dla dziecka; uczestnicy
w i t a j ą się o d w r a c a j ą c się do siebio t y l e m i m ó w i ą c „ d o widze­

17

podziomnyeh i d e m o n i c z n y c h " . Trzoba j o d n a k tQ uproszczone
u o g ó l n i c n i o z dawnej l i t e r a t u r y u z u p e ł n i ć o w y m i a r p o z y t y w n y :

nia".
Bo

Slońco

musi b y ć

jest

księżycem

tak

jak

i

2 5

o d w r o t n i e " ... T a k t o jest.

powiodziano na

początku

W dawnych

26

o d w r ó c e n i e p r o w a d z i p r z e c i e ż do p o w t ó r n e g o narodzonia. Me­
chanizm s y m b o l i c z n y m o ż e się t o o d w o ł y w a ć do biologii ludz­

czasach" .
O d w r ó c e n i e j ę z y k a i zachowania to nie t y l k o p r o s t y ś r o d e k

kiego zarodka — f a k t u , żo pozycja prenatalna jost w l a ś n i o po­

mnomotochniczny

z y c j ą do g ó r y n o g a m i . D u c h y z m a r ł y c h p r z y j m u j ą

raczej

ją w

na-

sposobom

na

opisanie

zlikwidowania

innego

świata.

Zamiana

przeciwieństw

dzioi na p ^ w t ó r n o n a r o d z i n y —• t a k R o b e r t Graves i Raphael

cznych dla dzisiejszego ś w i a t a . , , W p r z y s z ł o ś c i —• m ó w i R a m o n —

Patai interpretują

ż y d o w s k i e (zapisane w Midraszach) wiorze-

K s i ę ż y c stanie się j a ś n i e j s z y a S ł o ń c e pociemnieje. N i e b ę d z i e

nia, ż e m i o s z k a ń o y r a j u —• E n o c h , Mojżesz — s t o j ą na g ł o w a c h ,

więcoj r ó ż n i c y . A n i k o b i e t a n i m ę ż c z y z n . A n i dzieci ani doro­

a c h o d z ą na r ę k a c h . S t ą d w t a k i o j p o z y c j i p o j a w i a j ą się p r z y ­

s ł y c h . W s z y s t k o się zamieni m i e j s c a m i " . A u t o r k a

27

wołane

przez b i b l i j n y c h

Zbliżoną

zaklinaczy d u c h y

interpretację

odwróconia

zmarłych .

oforujo

znany

obrażenia

o

duszach dla

noworodków

k o s m i c z n y m g ł o w a m i w d ó ł czy
której

rosnących

badacz

na

wy­

drzewio

c h i ń s k a s y m b o l i k a fasoli —•

ziarno przoehodzi w ziemi c a ł k o w i t o o d w r ó c e n i e , k i e d y

r o s n ą c y p ę d wynosi jo nio poddane r o z k ł a d o w i , z n o w u na
wierzchnię —

dają

po­

a s u m p t do u o g ó l n i e n i a , ż e „ w s z y s t k o

jest joszczo wo w n ę t r z u , nionarodzone, co nie w y s z ł o n a
1 9

t ł o dzienne — m u s i nalożoć do ś w i a t a o d w r ó c o n e g o .

przywodzi
światło

Mitologia ta

do

wspólnego

mianownika

i ciemność,

odwrócenio

ma

tak

wymiar

i

narodziny

i

powszechny, żo z ł a t w o ś c i ą
Guliwer,

żo „ u m a r ł y c h g r z e b i ą prosto, g ł o w ą w dół, p o n i e w a ż u t r z y m u j ą ,
żo po jedenastu t y s i ą c a c h k s i ę ż y c ó w wszyscy z m a r l i m a j ą zmar­
t w y c h w s t a ć , żo w ó w c z a s ziemia, k t ó r ą w y o b r a ż a j ą sobie p ł a s k ą ,
p r z e w r ó c i się na d r u g ą s t r o n ę i t y m sposobom w czasie swogo
z m a r t w y c h w s t a n i a wszyscy b ę d ą s t a ć j a k n a ł o ż y
Ogólne odwróconie

t o p o d s t a w o w y element

eschatologii. M o t y w a c j a ,

że ś w i a t o d w r ó c i

"

2 0

.

profetycznych

się w

dzień

Sądu

Ostatecznogo t o w a r z y s z y ł a o d w r ó c o n y m p o c h ó w k o m , k t ó r e

—

w postaci j a k b y d o k ł a d n i e zo Swifta, pionowo, g ł o w ą do d o ł u - znamy z XIX-wieeznej

Anglii. Odnotujemy

gwoli

rzotelności

icłi s p o r a d y c z n o ś ć , w r ę c z u n i k a l n o ś ć — p o m y s ł o d a w c a m i

byli

cksccntrycy kierujący

zre­

sztą

sporo k ł o p o t y

w

się t r a d y c j ą

zakresio pogrzebowej
2 1

do togo p o c h o w a ć się n p . k o n n o .

280

literacką, ryzykujący
logistyki,

u k i — k i o d y powiada, że zastosowanie t y c h

odwróceń

stwierdzeniu iż w s z y s t k o jest j e d n o ś c i ą . T a k

jak w raju

na­

służy
lew

b ę d z i e lożoć obok baranka, t a k toż „ o p o z y c j o b ę d ą leżoć obok
siebie",

konflikty

i

przeciwieństwa

pojęciowo) z o s t a n ą ostatecznio u s u n i ę t e

(także
2 8

to

abstrakcyjno,

.

Czło­

powrót.

poddaje się p a r o d i i . To o m i o s z k a ń e a c l i L i l l i p u t u p i s a ł

wiedzi — n a j p i o r w n a j ę z y k B i b l i i , p o t e m n a j ę z y k p o j ę ć

co

stowuje się b y z n o w u w e j ś ć g ł o w ą w d ó ł w c i e m n o ś ć . Pozycja
śmierć,

relacji,
wypo­

świa­

w i e k r o d z i się g ł o w ą w d ó ł z w r ó c o n y k u ziomi, po c z y m w y p r o ­
płodowa

tej

B a r b a r a M y o r l i o f f dokonuje d w u k r o t n e g o p r z e k ł a d u toj

1 8

archaicznej s y m b o l i k i , Carl Hentze. P o ł u d n i o w o a z j a t y c k i e

i

jest

charakterysty­

każąc

Tl. 5. M u r i l l o , Objawienie św. P a w ł a , ok. 1055 г., P r a d o , M a d r y t

�zaniu

do

podobnych

praktyk

inicjacyjnych

u

innych

pisze E l e m i r e Zolla w swej poetyckiej refloksji
chetypów:
dla

„Jak

może wrażliwe

tarantuli? W

serco o p r z e ć

tka

ludów

tomat

się

Galatinie [ A p u l i a ] jost ona

gnificansem a r c h o t y p ó w :

na

ar­

uwielbieniu

pierwotnym

sieć w trzech fazach,

si-

kosmogo-

nicznie, n a j p i e r w r z u c a j ą c się g ł o w ą w d ó ł i zwisa, k i w a j ą c 6ię
na nitce [ j a k i n i c j o w a n y

zrzucany] aby p r z e ż y ć uczucie —

w nagloj ś m i o r c i — momentalnego o d w i j a n i a się całego

jak

filmu

3 3

życia" .
Z drugiej s t r o n y , skakanio g ł o w ą w d ó ł i inna „ d i a b l a a k r o b a t y k a " jest — wraz z burleskami z a w i e r a j ą c y m i olomont od­
w r ó c e n i a , częścią p o w a ż n y c h coremnii r o ł i g i j n y c h , np. u
P r e r i i . G d y na p l a c u t r w a j ą

uroczystości,

łuje zejść z p ł a s k i c h d a c h ó w o k o l i c z n y c h d o m ó w po
g ł o w ą w d ó l : „ W ó d z S ł o ń c a " , k t ó r y sam

Indian

grupa k l o w n ó w

usi­

drabinie

był t a k i m

koyemshi,
3 4

opisuje w swej biografii j a k s c h o d z i ł w dól po l i n i e . Jost to
t y l k o jodno z w i e l u o d w r ó c o n y c h

zachowań,

którymi

klowni

b ę d ą b a w i ć p u b l i c z n o ś ć w c i ą g u całego o b r z ę d u .
Ani

pozytywnego

sensu k o m i z m u

obrzędowego,

ani

tym

bardziej i s t o t y jego z w i ą z k u z d e r n o n i c z n o ś c i ą z jednej a inicja­
cją z drugiej s t r o n y nio da się z r o z u m i e ć bez o d w o ł a n i a się do
postaci t z w . t r i c k s t e r a j a k o z w o r n i k a p o m i ę d z y t y m co diabelskie,
co b ł a z o ń s k i o i co
cjacyjny.
Tl.

6.

przechodzi w d a n y m momencie proces i n i ­

Trzeba

przedstawić

długie

continuum

osób,

któ­

r y c h imiona t o w planie m i t u — trickster, w planie o b r z ę d u —•

H a n s B a l d u n g G r u n , Objawienie ś w .
P a w i a , ok. 1508 г., M o n a c h i u m

k l o w n r y t u a l n y , z a ś w planie widowiska
pospołu metaforyznją

— arlekin,

a

które

proces ż y c i o w e j i n i c j a c j i . To z zasadni­

czej korespondencji m i ę d z y t y m i postaciami w y n i k a

formalno

p o d o b i e ń s t w o scen, k t ó r y c h s ą b o h a t o r a m i . T a k w i ę c na j e d n y m
k o ń c u komiczne d i a b ł y w y p r o w a d z a n e w pole przez sprytnego
Daleko

odeszliśmy

od

dcnioniczno-infornahiyoh

o d w r ó c o n i a . Trzeba do nich p o w r ó c i ć
zek

a;;poktów

p o k a z u j ą c wieszcio z w i ą ­

piekielnej sfery z a k r o b a t y c z n ą c y r k o w o ś c i ą , a to

dlatego,

żo

Paweł

cyrkowca. W

w

scenie

każdym

jakaś niosamowitość

nawrócenia

akrobatycznym

przypomina

odwróceniu

jost
dzia­

łanie w b r e w n a t u r z e . To c h y b a sprawia, że p a t r z ą c na

akro-

podejrzewam^'

Związek

cyrk

o

międ-.y k r a i n ą

kumentować

w

dwóch

uwagę

eiala

widza, jakieś

batów

co p r z y k u w a

nazbyt

choćby

alians z

cyrku

a sforą

aspektach i na

dwa

sposoby.

symboliki

akrobacji,

tak

jak

przedstawia! to

do­

Sposób

tanatyczWaldemar

Deonna. D r u g i , u s t a l a j ą c y w s p ó l n o t ę o b u sfer na obszerzo ko­
m i z m u , j a k to czyni! M i c h a ł
Doonna w

sposób

dość

akrobatyki starożytnej
listej

drogi

zwinięty

Bachtin.
dosłowny

odczytywał

zapis p r z e b i e g ó w

w

kosmicznych —

umioraj.-juogo i r o d z ą c e g o się s ł o ń c a .

w

kolo

akrobat4i

symbolizował

,,W

żalobnogo

D u a t , z a ś w i a t y albo słońce u m i e r a j ą c o co d z i e ń a b y
dzić.

Tancorki o

zwinnych

niach

pogrzobowyeh,

u

ciałach

bram

formach

Ozyrysa,
sę

odro­

ceremo­

umarłymi,

p r z e w r o t y i k o z i o ł k i s ą i n t e g r a l n ą częścią r y t u a ł u , co
dzają

;

występował)' w

grobowca, przed

ko­

Egipcio

a

cia, b i o d a - d m i k u nad

głową w

gdy

jest z a t r z y m a n y m

minacji,

przełomu

tylko zakrywała

dół będzio

utkwić

woda...

absurdalne

35

i komiczne

na

(takim

polowie,

zusadzio s t o p - k l a t k i obrazem
zatrzymanym

i .a m o m e n t

kul­

adeptem

inicjacyjnego p r z e j ś c i a , w y g l ą d a j ą c y m poczwa'*uio i groteskowo
j a k k a ż d y wizerunok o g l ą d a n y w p o w i ę k s z e n i u p o d

l u p ą , jest

w ł a ś n i e t r i c k s t e r ) . K i o d y po o d w r ó c e n i u n a s t ę p u j o ruch do g ó r y ,
odrodzenio — k o m i z m

scony m i j a , wraca z d o l n o ś ć

p r z e k a z u mistycznego. Znano przodstawieuia

wyrażania

św. Piotra ukrzy­

ż o w a n e g o g ł o w ą w dól w y j a ś n i a ć trzeba nie jego s k r o m n o ś c i ą
i l ę k i e m przed n a ś l a d o w a n i e m Jezusa, lecz t y m , że j a k on
mówi w apokryficznych

Akiach

Filipa

—

b i o r ą p o s t a ć pierwszogo czlowioka, protos
j a w i ł się na z i e m i g ł o w ą w
Ukrzyżowanio

znacznie

cielca w i e j ,

u

Bachtina:

pierwotna

jest

św.

czyniąc

tak

anlhropoa,

sam
przy­

który

po­

3 6

dół .

Piotra

koresponduje

więc

z

upadkiem

nia. Z t ą toż i n t e n c j ą b y ł y zestawiane naprzeciw siobie, w

logika i m e c h a n i k a c i a ł a : „ w najprostszych ruchach j a r m a r c z ­

wał odwróconogo

[gdzio] zad uparcie stara się z a j ą ć miejsco g ł o w y ,

a g ł o w a miejsce zadu [dostrzoc m o ż n a j rozgrywanio trzech

za­

sadniczych a k t ó w z ż y c i a groteskowego c i a ł a , mianowicie a k t u
p ł c i o w e g o , a k t u agonii [...] oraz a k t u p o r o d u " ; o c z y w i ś c i e
pografia cielesna nabiera t a k ż o w y m i a r u
zejścia

do

fikaniu

koziołków" .

piekieł

jest

implicite

kosmicznego

zawarty

w

to­

(„temat

najzwyklejszym

N i o zawsze s ą to „ z w y k ł o " fikołki. N a w o t w profosjonakrym
cyrkowym,
technicznych

retronu,
lował

p r a y zaawansowanej a k r o b a t y c o do
dochodzi

też

blokada

tru­

psychologiczna,

p r z y t r u d n e j technice skoku g ł o w ą w dół w

przeszkodę,

3 1

gdzio ś c i a n k a maskujo o t w ó r . Cóż dopiero w r e l i g i j n y c h
inicjacyjnych

japońskich

yamabushi,

gdzio

ce­

adept

musi s k o c z y ć g ł o w ą w dół ze stromego u r w i s k a i p r z e ż y ć szok,
3 2

z a t r z y m a n y s z a r p n i ę c i o m u w i ą z a n e j w kostce l i n y . W

nawią­

3 7

wnętrzach

szczonego

kościelnych .

Caravaggio,

P i o t r a , wcalo nio t a k

naprzeciw — ś w .

z P a w i e m do g ó r y n o g a m i
ukrzyżowania

Piotra.

który

przedstawił

tych

namalo­
—

umie­

Pawia. A u t o r zakopiańskiego
między

obra­

odpowiodniości między

znaczeniami, jest w s p ó l n y k o n t e k s t s y m b o l i c z n y , r ó w n i o
oo

strzałki

konkretnio

fe­

b y ć m o ż e n i g d y nie nama­

Korespondencje

zami i s t n i e j ą m i m o t o , s ą bowiom
żny

3 0

remoniach

odległym

„Dzisiejszych

w t e d y g d y do n i k ą d nio p r o w a d z i , g d y k o ń c z y się w

nego k l o w n a

np.

Dantejskich

k a n a ł e m i dajo d o ń n u r a — b y

g ł o w ą w dnie, k t ó r o lodwie

samych

dności

w

ś w . P a w ł a — oba s ą p r z y k ł a d a m i p r z e ż y c i a ś m i e r c i i odrodze­

2 9

występie

s t a w u ze s m o l ą

112—138). Na d r u g i m ,

c z a s ó w " w k t ó r o j Charlie w y c h o d z i rano zo swej oazy szczęś­

potwior-

teksty" .

Inaczej,

g ł o w ę do

k o ń c u — przekomiozna scona z Chu.pl inowskieh

Odwrócenie

interna m o ż n a

na

Złych Dolach (Piekło, X X I I ,

dcmonicznością.

pierwszy, ś m i e r t e l n i e p o w a ż n y — przoz ujawnianie
ncj

oszusta, s k a c z ą

ich
wa­

ustalonych

autorskich w p ł y w ó w

istniojo

kontekst

i zależności.
Pytanie,

gdzio w l a ś c i w i o

ten

oczywiście kłopotliwo. Nio w jodnym,

dairym

może

obrazie, to

być
ja­

sno — alo t e ż p r z e c i e ż nie t y l k o w g ł o w i e badacza. Z a w a r t y
o n jest w t e k ś c i e k u l t u r y , k t ó r y trzeba r e k o n s t r u o w a ć , nio t w o ­
rząc przy t y m

jakiojś nieistniejącej

metafizyki.

Zresztą,

roz­

t e r k i b ę d ą zawsze. S p a d a j ą c y P a w e ł , j u ż nie w siodle a jeszcze
nie na ziemi na zawsze pozostanie dla m n i e w p ó ł d r o g i m i ę d z y

181

�I I . 7. Cyrkowy „ s k o k H a n l o n a "

wielkim

archetypom a m a ł y m ogniwem ł a ń c u c h a przekształ­

hermeneutyką

etnologu a

„ d o t r z y m u j ą c ą z o b o w i ą z a ń " idio-

ceń, m i ę d z y uniwersałiami reguł i z n a o z e ń a k o n k r e t n ą reali­

grafią historii sztuki, s ł o w e m w miejscu nieustannych pokus

zacją z p o m o c ą indywidualnych ś r o d k ó w , m i ę d z y „ o b i e c u j ą c ą "

i wieoznyoh w ą t p l i w o ś o i .

P R Z Y P I S Y

I

B . i D . Tedlock, Text and Textile, „ J o u r n a l o f A n t h r o p o ­
logical Research", t . 41,1985, s. 143
J . W o ź n i a k o w s k i , G ł o s w d y s k u s j i ( w : ) Słowo i obraz. M a ­
t e r i a ł y S y m p o z j u m K o m i t e t u N a u k o Sztuce P A N p o d r e d .
A . M o r a w i ń s k i e j , Warszawa 1982, s. 224
W . Friodlaondor, Caravaggio Studies, P r i n c e t o n 1956; T h .
M a r t o n e , The Theme of the Conversion of Paul in Italian
Paintings
Prom the Early Christian Period To the High Renaissance,
New
Y o r k — L o n d o n 1985. Nieocenionemu Sergiuszowi M i c h a l s k i e m u
z a w d z i ę c z a m d o s t ę p do tej i k i l k u i n n y c h referowanych t u
pozycji.
Friedlaondor, op. c i t . , s. 23
t a m ż e , s. 3
M a r t o n e , op. c i t . , t a b . 104
repr. w J . Schultze, Paulus. Recklinghausen 19(14, s. 39—40
repr. w S.J. Freodberg, Painting
in Italy
.1600—1000,
H a r m o n d s w o r t h 1971, t a b . 211
repr. w В . H u b a l a , Johana, Michael Rotlmayr,
W i o n 1981,
t a b . 104
M a r t o n e , op. c i t . , s. 169—171
Z . Ś w i o c h o w s k i , „Psychomachia"
z Clermont ( w : )
Funkcja
dzieła sztuki. M a t e r i a ł y Sesji SHS, Warszawa 1972, s. 101, r y c . 7
R . N o e d h a m , Against
the Tranquility
of Axioms,
San
Francisco 1984, s. 98—116
r o p r . w M . B r i s t o l , Acting out the Utopia. The Politics of
Carnival,
„ P e r f o r m a n c e " t . 1 n r 6 1973, s. 13—28
Ź r ó d ł a r e p r o d u k c j i t a k i c h p r z e d s t a w i e ń podaje W . D o o n u a ,
Le symbolisme
de I'acrobatie
antique,
..Collection L a t o m u s " ,
v o l I X . B r u x e l l o s 1953, s. 92 p r z y p . 3
G. D u m e z i l , The Destiny of the Warrior,
Chicago—London
1970, s. 119
J . B a r b e y d ' A u r o v i l l y , Diable sprawy,
p r z o ł . J . Guze,
Warszawa 1978, s. 10
Handwdrlcrbuch
des deutschen
Aberglaubens,
s.v. „ U r n k e h r " , t . 8, s. 1322, B e r l i n 1936/7
8

3

4

5

6

7

8

9

1 0

I I

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

182

1 8

R . Graves, R . P a t a i , Hebrew Myths. The Book of Genesis'
L o n d o n 1966, s. 73—74
C . H e n t z e , Tod, Auferstehung,
Wellordnung.
Das
mythische
Bild in altesten China, in den grossasitischen
und
zirkumpazifischen Kulturen,
Z u r i c h 1955, s. 103—105, 189
J . S w i f t , Podróże Gulliwera, Warszawa 1957, s. 65
H . H a l p e r t , „The World Will Turn Upside Down":
An
Unusual
Burial
Explanation
in Folklore
and Literature
(w:)
Folklore
Today, B l o o m i n g t o n 1970, s. 193—207
J . Simpson, The World Upside Down Shall Be. A Note on
the Folklore of Doomsday,
Journal of American Folklore, t. 9 1 ,
1978, s. 559—67
W . M u h l a m a n n , Das Myihologem
der verkehrlcn
Welt,
„ K ó l n e r Zeitschrift fur Soziologie u n d Psychologie", n r 4/1961,
s. 614—624. Podobnie W . W . I w a n o w , К semioticzeskoj
tieorii
karnawału kak inwiersii dwoicznych protiwoposlawlenii,
Semeiotike.
Trudy po znakowym sistemam,
t . 8, s. 45—64, T a r t u 1977
В . Myerhof, Return to Wirikuia:
Ritual Reversal and Sym­
bolic ontinuily
On the Peyote Hunt of the Huichol Indiana ( w : )
The Reversible
World. Symbolic
Inversion
in Art and
Society,
ed. B a r b a r a Babcock, I t h a c a a n d L o n d o n , s. 237
B . Myerhoff, Peyote and Huichol Worldview:
The
Structure
of a Mystic Vision ( w : ) Cannabis and Culture, ed. V e r a R u b i n ,
Haguo-Paris 1975, s. 421—422
t e j ż e , Return to Wirikuta,
s. 239
t e j ż e , Peyote...,
s. 421
t e j ż e , Return to Wirikuta,
s. 232
Doonna, o p . c i t . , s. 82—83
M . Baclvtin, Twórczość Franciszka
Rabelais' go a
kultura
ludowa Średniowiecza
i Renesansu,
Warszawa 1975, s. 482, 537
P a t r z n p . i m p o n u j ą c y skok g ł o w ą w d ó ł do p i a n i n a , u p r a ­
w i a n y przez bra'-i H a n l o n w latach 70-tych X I X w i e k u , J .
Towson, Clowns, New Y o r k 1976, s. 179—180
C. Blocker, Catalpa Bow, Cambridge 1979
E . Z o l l a , Archetypes,
L o n d o n 1981, s. 137
1 9

8 0

8 1

8 2

2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

�I

I I . 9. R o w e r z y s t a w „ p ę t l i ś m i e r c i " , Colorado, 1905

3 4

Wódz Słońca.
Autobiografia
I).O.
Talayesvy,
Indianina
z plemienia Hopi, Warszawa 1964, s. 206
por. m o r a l i z u j ą c y wiorsz Jaeoba Catsa, De kindcmpclcn,
--k o m e n t a r z do p r z e d s t a w i e ń „ G i e r d z i o c i r m y c h " :
S p ó j r z oto c h ł o p c y stoją, na g'.owio
I w y c i ą g a j ą p r z y t y m n o g i do g ó r y (...)
J e s t e ś m y j a k c i , co p o s t r a d a l i r o z u m
Głowami zaryliśmy w ziemię
3 5

r.

P o k a z u j e m y B o g u podeszwy.
C y t u j ę w p r z e k ł a d z i e E w y T o n i a k za j o j p r a c ą m a g i s t o r s k ą
Mundus inversus. Ikonografia
„świata na opak" w n i d e r l a n d z k i e j
i niemieckiej grafice i m a l a r s t w i e X V I i X V I I w . , I n s t y t u t
H i s t o r i i S z t u k i U W 1986
J.Z. S m i t h , Birth upside down or right side up?, , , H i s t o r y
o f R e l i g i o n " , t . 9, 1970 n r 4, s. 289
Friedlaender, o p . c i t . , s. 7
3 6

3 7

183

�I I . 1. Trójca

Święta,

ok. 1230 г., Suzdal

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6762" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6742">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3ab07ee1f89c93c40ba4febd053e283a.pdf</src>
        <authentication>a92b6e4f74feb7a42c3139d4275df5d2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80525">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:897</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80526">
                <text>1977</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80527">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:825</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80528">
                <text>Symboliczne uniwersum jurty mongolskiej / ETNOGRAFIA POLSKA 1977 t.21 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80529">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1977 t.21 z.1, s.98-116</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80530">
                <text>Wasilewski, Jerzy Sławomir</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80531">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80532">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80533">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="80534">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80535">
                <text>J E R Z Y SŁAWOMIR W A S I L E W S K I

SYMBOLICZNE

UNIWERSUM

JURTY

MONGOLSKIEJ

1

Tekst niniejszy jest p r ó b ą odpowiedzi na pytanie, w j a k i s p o s ó b rzecz,
dzieło r ą k l u d z k i c h — w t y m w y p a d k u mongolska j u r t a j a k o w y t w ó r
k u l t u r y m a t e r i a l n e j oraz z w i ą z a n e z n i ą zachowania i d z i a ł a n i a — staje
się k o r e l a t e m postaw emocjonalnych, koncepcji
światopoglądowych
i t r e ś c i w i e r z e n i o w y c h , a w i ę c uczestniczy w duchowej sferze k u l t u r y .
Na t ę p o z y c j ę rzeczy w k u l t u r z e duchowej s k ł a d a j ą się d w i e zasadni­
cze okoliczności, w y m a g a j ą c e o d r ę b n e g o p o t r a k t o w a n i a . Pierwsza z n i c h
to ta, że przedmiot, z w ł a s z c z a tak w a ż n y dla c z ł o w i e k a j a k jego d o m o ­
stwo, skupia w o k ó ł siebie pewne emocje — uczucia p r z y w i ą z a n i a i sza­
c u n k u , czci i t r o s k i . M o g ą one p r z e j a w i a ć się w s p o s ó b z u p e ł n i e ś w i e c k i
albo p r z y b i e r a ć f o r m y r e l i g i j n e : k i e d y przedmiot zostanie opatrzony
w ł a s n ą i s t o t ą d u c h o w ą , g d y uzna się go za d z i e ł o b o g ó w czy wreszcie za
i c h s i e d z i b ę l u b m a t e r i a l i z a c j ę . O k o l i c z n o ś ć druga natomiast to ta, ż e
rzecz nie jest często uznana przez j e j t w ó r c ę i u ż y t k o w n i k a za jego c a ł ­
k o w i c i e autonomiczny p r o d u k t , lecz t y l k o za znak r z e c z y w i s t o ś c i pozaludzkiej, pozakulturowej, k t ó r a m i a ł a b y t u b y ć pierwowzorem, punktem
odniesienia, precedensem dla k s z t a ł t u ludzkiego w y t w o r u i d z i a ł a n i a .
M o ż n a zatem r o z d z i e l i ć aspekt z n a k o w y t r e ś c i w i e r z e n i o w y c h s k u ­
p i o n y c h w o k ó ł danego p r z e d m i o t u od autentycznej w a r t o ś c i d u c h o w e j ,
j a k ą się w n i m s a m y m dostrzega. O c z y w i ś c i e są to t y l k o d w a r ó ż n e spo­
soby w y r a ż a n i a zasadniczo tego samego ludzkiego stosunku do w y t w o ­
r ó w k u l t u r y , oddzielam j e t u jednak, p o n i e w a ż w y m a g a j ą one o d m i e n ­
nego p o t r a k t o w a n i a : p i e r w s z y — semiotycznego, d r u g i z a ś morfologicz­
nego.
U ż y w a j ą c t e r m i n u „ s y m b o l i k a j u r t y " m a m na m y ś l i n a t u r a l n i e t y l k o
t e n pierwszy, z n a k o w y aspekt t r e ś c i w i e r z e n i o w y c h . A l b o w i e m k a ż d y
s y m b o l to g ł ó w n i e znak, a w i ę c „coś, co pod j a k i m ś w z g l ę d e m l u b w j a -

1

Artykuł p o w s t a ł na podstawie materiałów terenowych zebranych w latach
1974-75 w somonach Rinczen-lchumbe i Tunel w ajmaku chubsugulskim (Darchaci,
Chotgojcy i Chałchasi), Bułgan ałtajski w ajmaku kobdoskim (Torguci) oraz Bajan
w ajmaku centralnym (Chałchasi i tzw. Szine Barga).

�SYMBOLICZNE UNIWERSUM JURTY

99

2

k i e j ś r o l i reprezentuje wobec k o g o ś coś innego"
Właśnie najogólniejsze
p o j ę c i e z n a k u z o s t a ł o p r z y j ę t e za k r y t e r i u m doboru m a t e r i a ł u w n i n i e j ­
szej pracy; s ą d z ę , że j a k o p u n k t w y j ś c i a do b a d a ń jest ono ściślejsze n i ż
niejednoznacznie p o j m o w a n y „ s y m b o l " . Zastosowanie w tej r o l i tego
ostatniego p o j ę c i a w y m a g a ł o b y arbitralnego w y b o r u k t ó r e j ś z i s t n i e j ą ­
c y c h jego d e f i n i c j i , w s k a z u j ą c e j na p o s z c z e g ó l n e cechy specyficzne s y m ­
b o l u w klasie z n a k ó w i p o c i ą g n ę ł o b y za s o b ą n i e b e z p i e c z e ń s t w o z b y t
ostrej selekcji m a t e r i a ł u nie p a s u j ą c e g o do p r z y j ę t e j d e f i n i c j i . T y m c z a ­
sem dopiero zadaniem tego t e k s t u jest w y ł o n i e n i e o w y c h cech specy­
ficznych; bo s y m b o l i k a danej rzeczy to zapewne jednak coś w i ę c e j n i ż
t y l k o z n a k o w y j e j charakter. N i e k a ż d y znak jest symbolem, bo ten
ostatni inaczej realizuje swe podstawowe f u n k c j e n i ż inne znaki; lecz na
pewno k a ż d y s y m b o l jest znakiem, i to s t a n o w i ć m o ż e p u n k t w y j ś c i a
w jego analizie.

Ryc. 1. Osiem symboli szczęścia:
1 — parasol, 2 — złote ryby, 3 — butla, 4 — lotos, S — muszla, 6 — nić szczęścia,
7 — znak zwycięstwa, 8 — krąg
Rys. M. Opalska

K a ż d y p r a w i e element j u r t y jest z n a k i e m czegoś, co istnieje w na­
turze l u b w ś w i e c i e n a d n a t u r a l n y m ; s ą t e ż w j u r c i e symbolizowane
o b i e k t y ze ś w i a t a k u l t u r y , a w i ę c rzeczy nie „ d a n e " , lecz stworzone r ę k ą
l u d z k ą , ale t e ż w t e d y s ą to p r z e d m i o t y o d u ż y m ł a d u n k u sacrum,
naj­
częściej k u l t o w e a t r y b u t y l a m a i z m u , czy n a w e t w y p r a c o w a n e przez t ę
2

Tak definiuje znak jeden z k l a s y k ó w problematyki, Charles Sanders Peirce,
cyt. za: U . E c o , Pejzaż semiotyczny, Warszawa 1972, s. 57-58.

�100

J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

r e l i g i ę wieloznaczne symbole, a zatem to, czego c z ł o w i e k nie u ś w i a d a m i a
sobie j a k o w ł a s n e swe d z i e ł o . J u r t a b y w a i n t e r p r e t o w a n a j a k o zrobiona
na w z ó r 8 o f i a r n y c h s y m b o l i l a m a i z m u (mong. najman
tachil,
pełna
nazwa óldzij chutugun
najman temdeg, t y b . Ъга-szis rtags-brgjad).
Tak
w i ę c „ p a r a s o l " rencen dug to o g ó l n a f o r m a j u r t y , „ k r ą g " chorlo to g ó r ­
n y k r ą g szkieletu, „ n i t k a s z c z ę ś c i a " mong. óldzij, t y b . balbij — p o k r y w a
się k r a t o w n i c ą j u r t y , z a ś b u t l i na w o d ę l u s t r a l n ą ЪитЪа
odpowiada
k s z t a ł t f o r m o w a n y na k o ń c u l i n y czagtga . Do tego t y p u i n t e r p r e t a c j i
m o ż n a jeszcze d o ł ą c z y ć o p i n i ę , że j u r t a p r z y p o m i n a s w o i m w y g l ą d e m
suburgan
(sanskr. stupa, cenotaf b u d d y j s k i ) . Z a u w a ż m y t u , że takie i n ­
terpretacje k w a l i f i k o w a n e s ą przez w s p ó ł c z e s n y c h pasterzy j a k o speku­
lacje ł a m ó w ; p o w s t a w a ł y one w trakcie n i e k a n o n i c z n y c h d o c i e k a ń m o n ­
golskich m n i c h ó w , s p o ż y t k o w u j ą c y c h r e p e r t u a r lamajskich s y m b o l i na
r o d z i m y m gruncie. P o ś w i ę c o n o i m t u t y l e miejsca, a l b o w i e m ze w z g l ę d u
na powszechne d a w n i e j uczestnictwo pasterzy w ż y c i u k l a s z t o r n y m s ą
one o g ó l n i e znane, c h o ć nie są u w a ż a n e za istotne. S k ą d i n ą d i c h w p ł y w
na ż y c i e s p o ł e c z n e b y ł niebagatelny, skoro na p r z y k ł a d w dzisiejszym
a j m a k u p o ł u d n i o w o g o b i j s k i m (a zapewne nie t y l k o tam) jeszcze bezpo­
ś r e d n i o przed r e w o l u c j ą zabraniano a r a t o m u ż y w a ć w j u r t a c h k r ę g u t y p u
chorlo, z a s t r z e g a j ą c go dla ł a m ó w i a r y s t o k r a c j i .
3

Z u p e ł n i e i n n y w y m i a r m a j ą te symbole w o b r ę b i e j u r t y , k t ó r e m o ż n a
o k r e ś l i ć j a k o ludowe, pasterskie. Nie są one t y l k o s p e k u l a c j ą na t e m a t
danej rzeczy, lecz w p ł y w a j ą na j e j k s z t a ł t , p r o g r a m u j ą s p o s ó b w y k o n a ­
nia i u ż y t k o w a n i a .
Z a c z n i j m y od o m ó w i e n i a s y m b o l i k i l i n y czagtga, z w i e s z a j ą c e j się ze
ś r o d k a g ó r n e g o k r ę g u toono, s ł u ż ą c e j m i ę d z y i n n y m i do jego s y m e t r y c z ­
nego ustawienia podczas r o z k ł a d a n i a j u r t y . W g ó r n e j części p o w i n n a ona
f o r m o w a ć ł u k , k t ó r y w e d ł u g s ł ó w pasterzy „ p r z y p o m i n a "
(szindżtej)
s z y j ę w i e l b ł ą d a , a zatem p o w i n i e n b y ć j e j r o z m i a r ó w . Gdzie indziej m ó w i
się, że p ę t l a ta „ z n a c z y " {temdeg) u r g ę do ł o w i e n i a k o n i i dlatego p o w i n ­
na m i e ć w y m i a r g ł o w y d w u l e t n i e g o ź r e b a k a . D o l n y z w i e s z a j ą c y się k o ­
niec l i n y z a k ł a d a n e j w e wschodniej p o ł o w i e j u r t y pod w o j ł o k i e m dachu
za ż e r d z i e uń p o w i n i e n f o r m o w a ć t a m wybrzuszenie, k t ó r e m a p r z y p o ­
m i n a ć owczy ż o ł ą d e k (chodood) albo l a m a j s k ą b u t l ę na w o d ę l u s t r a l n ą .
O p a s u j ą c e szkielet j u r t y t a ś m y dotuur choszlon p o w i n n y b y ć na p o c z ą t k u
p r z y r a m i e d r z w i z w i ą z a n e d w o m a w ę z ł a m i aman chüdzüü
ujaa, k t ó r e
p r z y p o m i n a j ą p i e r w s z y k r ą g s z y j n y o w c y {aman chüdzüü)
i stąd noszą
jego n a z w ę .
Bogata i z a j m u j ą c a jest t e ż s y m b o l i k a g ó r n e g o k r ę g u szkieletu j u r t y .
M a t e r i a ł f o l k l o r y s t y c z n y , k t ó r y ze w z g l ę d u na l i c e n c j ę a r t y s t y c z n ą nie
jest m o ż e g w a r a n t o w a n ą r e j e s t r a c j ą w i e r z e ń i p o g l ą d ó w , sugeruje t u
3

Nie natrafiłem w badaniach na istnienie pozostałych odniesień, ich rekon­
strukcję pozostawiam wyobraźni symbolicznej czytającego — na podstawie za­
mieszczonych ilustracji.

�101

SYMBOLICZNE UNIWERSUM J U R T Y

odniesienia kosmiczne; oto w geriijn jerol — b ł o g o s ł a w i e ń s t w a c h d l a j u r ­
t y wygłaszanych między i n n y m i przy zakładaniu rodziny — p r z y r ó w n u ­
j e s i ę ó w k r ą g do S ł o ń c a , g d y z a ś jest do p o ł o w y z a s ł o n i ę t y — do K s i ę ­
ż y c a . Jego k w a d r a t o w e w o j ł o k o w e p o k r y c i e ó r c h z w r ó c o n e jest r o g a m i
na cztery s t r o n y ś w i a t a , s t ą d p r z y p o m i n a nacagdordż
(lamajski symbol
z ł o ż o n y c h z d w ó c h s k r z y ż o w a n y c h oczirów
— r y t u a l n y c h bereł symbo­
lizujących między i n n y m i piorun).

Ryc. 2. Sposoby zakładania liny czagtga za żerdzie dachu jurty:
1 — bogaty żołądek, 2 — butla, 3 — nić szczęścia, 4 — wąż (w jurcie mieszkają
dwie osoby płci męskiej)
Rys. M. Opalska

Zagadki d o t y c z ą c e toono c z y n i ą , j a k s i ę zdaje, a l u z j ę do kosmicznego
drzewa, na k t ó r y m siedzi m i t y c z n y p t a k G a r u d i :
saglagar modny orojd
sajchan szuwuuny üür

[„Na wierzchołku rozgałęzionego drzewa
Gniazdo pięknego ptaka"]

P r z e c h o d z ą c do m a t e r i a ł u ściśle etnograficznego z w r ó ć m y u w a g ę na
c h a r a k t e r y s t y c z n y n o w y m o t y w w symbolice toono: t y p o w o pasterskie
odniesienie do owcy. Oto w centralnej, a z w ł a s z c z a w e wschodniej M o n ­
g o l i i , a w i ę c na terenach nie o b f i t u j ą c y c h w drzewa, k r ą g t e n s k ł a d a n y
jest z k i l k u d z i e s i ę c i u d r o b n y c h k a w a ł k ó w d r e w n a i dlatego p r z y p o m i n a

�102

J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

a r a t o m p o m a r s z c z o n ą p o w i e r z c h n i ę w e w n ę t r z n ą owczego ż w a c z a
sarchinag; s t ą d t e ż w z i ę ł a się jego nazwa sarchinag
toono. Z k o l e i t e n ż e k r ą g
w zachodniej i p ó ł n o c n e j M o n g o l i i , camchrataj
toono, sklejony z jednego
l u b k i l k u w i ę k s z y c h k a w a ł k ó w d r e w n a , ma g ł a d k i o b w ó d i k r z y ż u j ą c e
się pod k ą t e m p r o s t y m poprzeczki; w e d ł u g powszechnego w ś r ó d a ł t a j ­
s k i c h T o r g u t ó w przekonania p r z y p o m i n a on S u m b u r - u ł ę , k o s m i c z n ą g ó r ę
lamajskiej kosmologii. Jest do n i e j podobny, a l b o w i e m : 1) jest nieprze­
k r a c z a l n y ( z a r ó w n o g d y umieszczony jest u szczytu j u r t y , j a k i g d y l e ż y
na ziemi, bo w t e d y nie w o l n o nad n i m p r z e c h o d z i ć ) tak, j a k n i e d o s t ę p n a
jest S u m b u r - u ł a ; 2) poprzeczki d z i e l ą go na 4 s e k t o r y tak j a k S u m b u r - u ł a podzielona jest 4 g r a n i a m i na 4 zbocza; 3) znajduje się w ś r o d k u
j u r t y , tak j a k g ó r a kosmiczna w ś r o d k u ś w i a t a .
Na marginesie z w r ó ć m y t u u w a g ę na z n a m i e n n y f a k t , że wierzenie
o tak zasadniczej dla c z ł o w i e k a archaicznego w a r t o ś c i , j a k przekonanie
o „ b y c i u w ś r o d k u ś w i a t a " , realizuje się t u w s p o s ó b symboliczny, a w i ę c
o d m i e n n y n i ż w t r a d y c y j n e j s p o ł e c z n o ś c i c h ł o p s k i e j . O ile b o w i e m
w w i e r z e n i a c h np. polskich (co p r a w d a n o t o w a n y c h w X I X i X X w i e k u ,
a w i ę c w s c h y ł k o w y m okresie tej koncepcji symbolicznej, co b y ć m o ż e
t ł u m a c z y jej t r y w i a l i z a c j ę ) dana w i e ś , kościół czy k a m i e ń są w ś r o d k u
ś w i a t a i p e ł n i ą f u n k c j ę autentycznej hierofanii, to przedstawione p o w y ­
żej mongolskie wierzenie na t e m a t toono, k t ó r e t y l k o „ p r z y p o m i n a " s o b ą
c e n t r a l n ą g ó r ę , jest jej znakiem, nie u t o ż s a m i a go ze ś r o d k i e m ś w i a t a .
D o pasterzy mongolskich o d n i e ś ć m o ż n a zatem s ł o w a badacza m e n t a l n o ś c i
symbolicznej l u d z i ś r e d n i o w i e c z a , k t ó r z y „ n i e mieszali ani p l a n ó w , ani
p r z e d m i o t ó w : w y k o r z y s t y w a l i j e d n a k na t y c h r ó ż n y c h planach w s p ó l n y
m i a n o w n i k w subtelnej grze analogii, p o d ł u g tajemniczego stosunku m i ę ­
dzy ś w i a t e m f i z y c z n y m i ś w i a t e m s a k r a l n y m " .
4

Ó w tajemniczy z w i ą z e k m i ę d z y ś w i a t e m m a t e r i a l n y m , tzn. s t w o r z o ­
n y m i ręką ludzką formami symbolicznymi, a ś w i a t e m sakralnym, czyli
s f e r ą i c h n a t u r a l n y c h b ą d ź w i e r z e n i o w y c h p i e r w o w z o r ó w , m a t a k ż e na
naszym gruncie bardzo s z c z e g ó l n y i z ł o ż o n y charakter. Opisany p o w y ż e j
p i e r w s z y poziom tej r e l a c j i to z e w n ę t r z n e p o d o b i e ń s t w o m i ę d z y s y m b o ­
l e m a desygnatem; poziom n a s t ę p n y o k r e ś l a m y w p r z y b l i ż e n i u jako
„ w s p ó ł i s t o t o w o ś ć " r o z u m i e j ą c przez to, że s y m b o l posiada n i e k t ó r e w ł a ś ­
ciwości swego desygnatu w y b r a n e przez w z g l ą d na i c h i s t o t n o ś ć . P r z y ­
toczmy t u p r z y k ł a d z m a t e r i a ł u terenowego: w e d ł u g c z ę s t e j w ś r ó d pa­
sterzy o p i n i i , d w a w ę z ł y z a w i ą z u j e się na t a ś m i e o p a s u j ą c e j ś c i a n ę na
p o d o b i e ń s t w o k r ę g ó w o w c y po to, b y b y ł y one tak silne i nierozerwalne,
j a k nierozdzielne s ą owe k r ę g i , u c h o d z ą c e za bardzo t r u d n e do r o z ł a m a nia palcami. P r z e d s t a w m y t u jednak k r ó t k ą a n a l i z ę s e m a n t y c z n ą u j a w ­
n i a j ą c ą drugie dno tej i n t e r p r e t a c j i . Oto s ł o w a aman chüdzüü
— pierw­
szy k r ą g s z y j n y — p o s ł u ż y ł y nie t y l k o do nazwania o w y c h w ę z ł ó w , k t ó 4

D. С h e n u, Theologie au ХЦе siecle, Paris 1957, s. 160; cyt. za
e u r, Hermeneutyka i egzystencja, Warszawa 1975, s. 124.

P.

Rico-

�SYMBOLICZNE UNIWERSUM JURTY

103

r e są d w o m a p i e r w s z y m i w ę z ł a m i w i ą z a n y m i w czasie stawiania j u r t y ,
ale t e ż np. do honorowego t y t u ł o w a n i a drugiego k o n i a na mecie w y ś c i ­
g ó w z okazji ś w i ę t a naadara. T y t u ł u j e s i ę go aman chüüdzund
irsen
m o r ' — k o ń , k t ó r y p r z y s z e d ł , tak, j a k pierwszy k r ą g . K o ń z w y c i ę z c a t y ­
t u ł o w a n y jest türüülsen
mor', ostatni z a ś , h o n o r o w a n y na r ó w n i z p i e r w ­
s z ą p i ą t k ą — siilijn daaga. W k a ż d y m z t y c h w y p a d k ó w o d n a j d u j e m y
n a z w y części ciała z w i e r z ę c i a : g ł o w a (türüü) i ogon (süül'), c h o ć jest t o
związek trudniej uchwytny niż w ewidentnym przypadku „pierwszego
k r ę g u szyjnego"; jest o n podobnie o d l e g ł y , j a k z w i ą z e k naszych o k r e ś l e ń
„ n a c z e l n y " albo „ p r z y j ś ć w ogonie" z a n a t o m i c z n y m i o d p o w i e d n i k a m i .
W w y p a d k u w y ś c i g ó w m a m y w i ę c do czynienia ze z j a w i s k i e m oznacza­
nia k o l e j n o ś c i chronologicznej k o n i p r z y b y w a j ą c y c h na m e t ę za p o m o c ą
nazw k o l e j n y c h części owczego grzbietu. B y ć m o ż e podobnie n a l e ż y i n ­
t e r p r e t o w a ć „ k r ą g s z y j n y " — pierwsze w ę z ł y w jurcie. P i e r w o t n e b y ł o ­
b y t u zjawisko j ę z y k o w e , semantyczne — oznaczanie k o l e j n o ś c i chrono­
logicznej z j a w i s k za p o m o c ą k o l e j n y c h części owczego grzbietu. W ś w i a ­
d o m o ś c i pasterzy o t r z y m u j e ono n a s t ę p n i e i n t e r p r e t a c j ę s e m i o t y c z n ą : że
w ę z ł y te są podobne do k r ę g ó w owcy, a wreszcie w p e ł n i symbolicz­
n ą : że d z i ę k i t e m u b ę d ą podobnie mocne .
5

To nadbudowanie i n t e r p r e t a c j i symbolicznej na fakcie semantycz­
n y m s k ł a n i a chyba do r e f l e k s j i nad siłą m y ś l i symbolicznej, k t ó r a do­
s t r z e ż e r e a l n y z w i ą z e k t a m , gdzie p i e r w o t n i e jest t y l k o z w i ą z e k e t y m o ­
logiczny, a l b o w i e m t e n p i e r w s z y jest c z ł o w i e k o w i b l i s k i i ż y c i o w o po­
t r z e b n y (węzeł podobny do k r ę g u b ę d z i e r ó w n i e silny) d r u g i z a ś abstrak­
cyjny i bezużyteczny.
W ł a ś c i w o ś c i swego p i e r w o w z o r u posiada r ó w n i e ż z a k ł a d a n y za ż e r ­
dzie dachowe na k s z t a ł t owczego ż o ł ą d k a koniec l i n y czagtga, b i o r ą c y
s t ą d s w ą n a z w ę chodood, a n a j c z ę ś c i e j z szacunkiem bajan chodood, bo­
g a t y ż o ł ą d e k . A l b o w i e m w e d ł u g s ł ó w pasterzy, t a k j a k do ż o ł ą d k a o w c y
d o s t a j ą s i ę p o k a r m y , b y t a m z o s t a ć przetworzone i d a ć siłę c a ł e m u ciału,
t a k do owego z b i o r n i k a stworzonego przez koniec l i n y czagtga wpada
p o m y ś l n o ś ć bujan chiszig, n a s t ę p n i e przechodzi po niej w g ó r ę do k r ę g u
toono, s k ą d rozlewa s i ę na c a ł e domostwo. P o m y ś l n o ś ć ta — rozumiana
j a k o bogactwo i r o z w ó j rodziny, d ł u g o w i e c z n o ś ć j e j c z ł o n k ó w i wzrost
stada •— k r ą ż y po ś w i e c i e , w t y m t a k ż e w o k ó ł j u r t y w k i e r u n k u zgod­
n y m z r u c h e m S ł o ń c a , nardzow, i dlatego wpada do „ b o g a t e g o ż o ł ą d k a "

5

Nie podejmuję się sądzić, w jakim stopniu węzeł ten jest naprawdę podobny
do kręgu szyjnego owcy; według niektórych pasterzy — nie, „to tylko taka naz­
wa". Poza jurtą wiąże się go między innymi na końcach odkładanego na noc
zwiniętego jedwabnego pasa — tradycyjnego składnika mongolskiego stroju. Spot­
kałem się z opinią, że obwiązywanie pasa tym w ę z ł e m znaczy, iż noszący go czło­
wiek jest podobnie powściągliwy i skupiony jak odporny jest ó w krąg. Mechanizm
tworzenia symbolicznej nadbudowy jest więc tu taki sam, jak w przypadku węzła
w jurcie.

�104

J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

Ryc. 3. Stawianie jurty
Fot. S.

Szynkiewicz

od p ó ł n o c y ; s t ą d wybrzuszenie l i n y jest skierowane zawsze o t w o r e m w t ę
s t r o n ę (to znaczy w lewo), a l b o w i e m koniec znajduje s i ę w e wschodniej
części j u r t y s t o j ą c e j zawsze d r z w i a m i na p o ł u d n i e . Jedynie w j u r t a c h
gobijskich czagtga zawieszana jest po stronie zachodniej; s k ą d i n ą d pa­
sterze t a m t e j s i (ajmak ś r o d k o w o g o b i j s k i , d a w n y choszun
Tuszet-wana)
u t r z y m u j ą , że w p r z e s z ł o ś c i p a n o w a ł o z a k ł a d a n i e l i n y po stronie w s c h o d ­
n i e j w k s z t a ł c i e ż o ł ą d k a , co jednak m i a ł o z o s t a ć zmienione d e c y z j ą w ł a d ­
cy choszunu. Obecnie z a k ł a d a się czagtga w formie uproszczonego óldzij
albo w postaci ż m i i j a k o jednego z „ t r z e c h s i l n y c h s t w o r z e ń " , p r z y c z y m
s i ę g a ona za t y l e poprzeczek na p r a w o i l e w o od centralnej, i l e jest osób
płci m ę s k i e j w rodzinie.
Na i n n y m miejscu w y k a ż ę , j a k p ó ł n o c n y k i e r u n e k p r z y b y w a n i a bujan chiszig
w i ą ż e się z w i e l o m a m o n g o l s k i m i w i e r z e n i a m i , w k t ó r y c h
p ó ł n o c jest s t r o n ą d o b r ą , w y s y ł a j ą c ą w s z e l k ą p o m y ś l n o ś ć . J u ż z podane­
go m a t e r i a ł u w i d a ć jednak c a ł ą d i a l e k t y k ę r a c j i z a r ó w n o p r a k t y c z n y c h ,
j a k i t y c h w i e r z e n i o w y c h , k t ó r e w sumie o k r e ś l a j ą , k s z t a ł t rzeczy u ż y t ­
k o w a n y c h przez c z ł o w i e k a . O t ó ż czagtga jest to l i n a d o ś ć d ł u g a , k t ó r a
t y l k o w czasie s i l n y c h w i a t r ó w jest u ż y w a n a dla stabilizowania j u r t y
( t r z y m a n a w t e d y przez d o m o w n i k ó w l u b p r z y w i ą z y w a n a do k o ł k a w zie­
m i , c i ę ż k i e g o m e b l a czy d u ż e g o naczynia z k u m y s e m ) . Co za t y m idzie,
ż e b y nie p r z e s z k a d z a ć na co d z i e ń , m u s i b y ć zawożona — i to d o ś ć szero-

�SYMBOLICZNE UNIWERSUM J U R T Y

105

k o — za ż e r d z i e dachu, pod w o j ł o k o w y m p o k r y c i e m . P r z y t y m na p e w n o
ł a t w i e j jest p r z y t r z y m u j ą c l i n ę l e w ą r ę k ą f o r m o w a ć p r a w ą ó w „ b o g a t y
ż o ł ą d e k " czy b u t l ę ЪитЪа, co w rezultacie powoduje, że skierowanie
o t w o r u w lewo, na p ó ł n o c ma swe p r a k t y c z n e uzasadnienie. S y m b o l i k a
„ b o g a t e g o ż o ł ą d k a " w y d a w a ć się m o ż e zatem d o r o b i o n ą przez pasterzy
r e g u ł ą m n e m o t e c h n i c z n ą , albo w r ę c z p r ó ż n ą s p e k u l a c j ą ; jednak j e j p o w ­
szechne w centralnej i wschodniej M o n g o l i i w y s t ę p o w a n i e ( j u r t y zachodniomongolskie o b y w a j ą się w ogóle bez czagtga) j e j ścisły z w i ą z e k
z k o m p l e k s e m w i e r z e ń na temat bujan chiszig i k i e r u n k u p ó ł n o c n e g o ,
a wreszcie w z g l ą d na g ł ę b o k ą z g o d n o ś ć tej koncepcji z r e a l n y m ż y c i e m
mongolskich pasterzy owiec i i c h e m o c j o n a l n y m stosunkiem do tego
z w i e r z ę c i a — wszystko t o razem sugeruje archaiczny w r ę c z charakter
owego skojarzenia. „ B o g a t y ż o ł ą d e k " n a l e ż y do t y c h s y m b o l i , k t ó r y c h
„ n i e m o ż n a t r a k t o w a ć j a k o t w o r u w y o b r a ź n i , jako a l e g o r i i dorobionej
p ó ź n i e j do j a k i e g o ś d z i a ł a n i a ludzkiego, skoro to dopiero przez jego
u ś w i ę c e n i e u s t a n a w i a j ą go i c z y n i ą m o ż l i w y m " .
S k ą d i n ą d ta i s t o t n o ś ć l i n y czagtga w j u r c i e centralnomongolskiej zda­
je się b y ć p r a w i e n i e w y t ł u m a c z a l n a z w a ż y w s z y fakt, że j u r t y zachodniomongolskie doskonale się bez niej o b c h o d z ą oraz że praktyczne f u n k c j e
z a b e z p i e c z a j ą c e s p e ł n i a w y s t a r c z a j ą c o i n n a lina, osor l u b tatar, p r z y m o ­
cowana do ziemi i do toono. N i e l e d w i e mistycznego c h a r a k t e r u nabiera
czagtga u D a r c h a t ó w , co jest t y m dziwniejsze, że j a k o d a w n y l u d l e ś n y
żyj^ y
s z a ł a s a c h zaczęli oni u ż y w a ć j u r t y w s k a l i masowej dopiero
w X I X w i e k u i , j a k w s k a z u j ą badania terenowe, nie t o w a r z y s z y ł o t e m u
p e ł n e p r z e j ę c i e s y m b o l i k i . W czasie b u r z y nie w o l n o j e j t r z y m a ć n i k o ­
m u i n n e m u , j a k t y l k o gospodarzowi domostwa; l i n a ta nazywana jest
t a m gerijn dżoloo — wodze j u r t y ; u w a ż a się, że j a k k a ż d y k o ń t a k i k a ż ­
da j u r t a p o w i n n y m i e ć swe wodze. P r z y k ł a d podobnego t r a k t o w a n i a czagt­
ga zanotowano w somonie Bajan, gdzie wiesza się na niej w czasie b u r z y
u z d ę , co i n f o r m a t o r z y o b j a ś n i a j ą j a k o zabieg magiczny (domnoch) w z m a c ­
n i a j ą c y siłę l i n y s y m b o l i z u j ą c e j owe wodze. W a r t o t u d o d a ć , że w e d ł u g
t y c h samych ź r ó d e ł lina p o w i n n a b y ć spleciona z s i e r ś c i w i e l b ł ą d a —
r e p r o d u k t o r a i to takiego, k t ó r y r o z p o c z ą ł j u ż d z i a ł a l n o ś ć r e p r o d u k c y j n ą .
K r y j e s i ę za t y m chyba wierzenie, że w ł a ś c i w o ś c i w i e l b ł ą d a — r e p r o ­
d u k t o r a , k t ó r y w k u l t u r z e pasterzy jest niejako uosobieniem ż y w i o ł o w e j
siły, p r z e j d ą na z r o b i o n ą z jego s i e r ś c i l i n ę ( r o z s z a l a ł y w i e l b ł ą d z czer­
w o n ą w s t ą ż e c z k ą na szyi to jeden z n a j c z ę s t s z y c h t e m a t ó w masowych
r e p r o d u k c j i dzieł mongolskiej s z t u k i w s p ó ł c z e s n e j ) .
S y m b o l zachowa zatem w t y m w i ę k s z y m stopniu p o ż ą d a n e w ł a ś c i ­
w o ś c i desygnatu i m bardziej s i ę d o ń upodobni: f o r m ą , surowcem, spo­
sobem p o s t ę p o w a n i a magicznego analogicznym do d z i a ł a ń p r a k t y c z n y c h
(na linie p r z y p o m i n a j ą c e j w i e l b ł ą d a , zrobionej z jego s i e r ś c i zawiesza s i ę
u z d ę na p o d o b i e ń s t w o k i e ł z n a n i a tego z w i e r z ę c i a ) .
6

c

6

w

R i c o e u r , op. cit, s. 9.

�106

J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

S y m b o l , nie b ę d ą c t o ż s a m y z desygnatem, ma jego cechy — a w i ę c
m o ż e go z a s t ą p i ć u o b e c n i a j ą c to, co jest n i e d o s t ę p n e z p o w o d u swej n i e m a t e r i a l n o ś c i albo o d l e g ł e w przestrzeni czy t e ż z a m i e r z c h ł e w czasie.
W t e n s p o s ó b , gdy na t o r g u c k i m weselu wieszano w j u r c i e r o z g a ł ę z i o n y
k a w a ł e k drzewa actaj mod, z n a c z y ł o to, że wesele o d b y w a się w sza­
ł a s i e — pierwszej f o r m i e domostwa p r z o d k ó w . N i e b y ł to z r e s z t ą zabieg
stosowany często, lecz co n a j w y ż e j w j u r t a c h bogaczy, wesela b o w i e m
ś r e d n i o z a m o ż n y c h i b i e d n y c h pasterzy o d b y w a ł y s i ę p r z e w a ż n i e w t a k
z w a n y m dżołomie
— j u r c i e bez ścian, w k t ó r e j ż e r d z i e dachowe, t r o c h ę
d ł u ż s z e n i ż n o r m a l n i e , w b i t e s ą b e z p o ś r e d n i o w z i e m i ę . Dżołom t a k i sam
w sobie s y m b o l i z o w a ł s z a ł a s (owoochoj);
trzeba t u d o d a ć , ż e zaczynanie
ż y c i a rodzinnego od tej f o r m y domostwa m i a ł o s w ą m o t y w a c j ę p r a k t y c z ­
n ą , a l b o w i e m dżolom
jest znacznie t a ń s z y n i ż j u r t a , przez k i l k a l a t po
ślubie można kompletować brakujące ściany, wojłok i sprzęty. Nawet
j e d n a k ci Torguci, k t ó r z y nie z n a j ą p e ł n e j symbolicznej i n t e r p r e t a c j i w e ­
selnego dżołomu,
s ą zdania, że jest to nie t y l k o k o n i e c z n o ś ć ekonomiczna,
lecz obyczaj o p a r t y na przekonaniu, że aby ail — rodzina i domostwo —
m o g ł y się r o z r a s t a ć , i c h p o c z ą t k i p o w i n n y b y ć j a k najskromniejsze. Zresz­
t ą dla i n n e j g r u p y etnograficznej, chubsugulskich D a r c h a t ó w , posiadamy
i n f o r m a c j ę , że wesela i c h dlatego w ł a ś n i e o d b y w a ł y się w s z a ł a s i e urc,
bo starcy powiadali, iż jest to pierwsza f o r m a domostwa, a zawarcie
w niej ś l u b u p r z y n o s i szczęście .
7

T r a d y c y j n e wesele mongolskie b y ł o o b r z ę d e m , w k t ó r y m symboliczne
n a w i ą z a n i e do p r z e s z ł o ś c i m i a ł o zasadnicze znaczenie. W i n t e r e s u j ą c y m
nas zakresie p o l e g a ł o to m i ę d z y i n n y m i na rozpalaniu pierwszego ognia
w n o w e j j u r c i e nie na ż e l a z n y m s t o j a k u u ż y w a n y m na co d z i e ń , lecz na
trzech k a m i e n i a c h tułgyn gurwan czuluu, z p o m o c ą krzesiwa, a w i ę c tak,
j a k to r o b i l i p r z o d k o w i e — z a ł o ż y c i e l e g r u p y , do c z a s ó w k t ó r y c h trzeba
p o w r ó c i ć , b y m ó c „ k o n t y n u o w a ć ognisko d o m o w e " gal golomt
dzalgamdżilach, co oznacza p r z e d ł u ż e n i e ł a ń c u c h a p o k o l e ń .
S y m b o l — s u b s t y t u t u m o ż l i w i a w i ę c ł ą c z n o ś ć z t y m , co inaczej jest
n i e o s i ą g a l n e . Opinia, że k r ą g tonoo p r z y p o m i n a S u m b u r - u ł ę to nie f o l ­
k l o r y s t y c z n y ozdobnik, ale w y r a z przekonania, że obcowanie ze ś w i a t e m
b ó s t w jest m o ż l i w e , jeśli nad g ł o w ą znajduje s i ę w y o b r a ż e n i e g ó r y , k t ó r a
s i ę g a do nieba; podobnie o b e c n o ś ć b ó s t w w j u r c i e g w a r a n t u j ą i c h w i z e ­
r u n k i — i k o n k i domowego o ł t a r z y k a .
Ten ostatni p r z y k ł a d p r o w a d z i nas k u problematyce w y b i e g a j ą c e j po­
za r o z u m i a n ą ściśle s y m b o l i k ę j u r t y , ale o k a p i t a l n e j dla zagadnienia
s y m b o l u w ogóle w a ż n o ś c i . W y p a d n i e j ą t u p r z e d s t a w i ć t y l k o m a r g i n a l ­
nie, p r o b l e m b o w i e m w i z e r u n k ó w b ó s t w j a k o z n a k ó w i k o n i c z n y c h
w ś w i a d o m o ś c i w i e r z ą c y c h jest bardziej w i e l o w y m i a r o w y , a n i ż e l i p r e -

7

S . B a d a m c h a t a n , Chbwsgdlijn
przyp. 8.

Darchaad jastan, Ulaanbaatar 1965, s. 157,

�SYMBOLICZNE UNIWERSUM JURTY

107

zentowana t u s y m b o l i k a samego domostwa, s t ą d t e ż w y m a g a z p e w n o ś ­
cią o d r ę b n y c h b a d a ń . W y s t a r c z y t u jednak p o w i e d z i e ć , że o ile j u r t a jest
przez samych jej t w ó r c ó w - a r a t ó w u w a ż a n a za znak, to jest dzieło r ą k
l u d z k i c h , k t ó r e s w ą w a r t o ś ć s a k r a l n ą z a w d z i ę c z a odniesieniu do rzeczy­
w i s t o ś c i „ d a n e j " , to i k o n k a jest nie t y l e znakiem, ile a u t o n o m i c z n y m
sacrum. C h o ć b o w i e m wiadomo, że jest to dzieło r ą k ludzkich, to j e d n a k
przez f a k t swej „ o d d a l o n e j genezy" nabiera ona c h a r a k t e r u autentycznej
ś w i ę t o ś c i . I k o n k a m a l o w a n a jest b o w i e m przez l a m ę , c z ę s t o w klasztorze,
z zachowaniem ś c i s ł y c h r e g u ł , p r z y u ż y c i u farb u w a ż a n y c h za ś w i ę t e ,
jest podpisana n i e c z y t e l n y m n i e k i e d y dla arata, bo t y b e t a ń s k i m , i m i e ­
n i e m b ó s t w a — a j a k się zdaje n i e z r o z u m i a ł o ś ć jest i s t o t n y m elementem
k o n s t y t u u j ą c y m m o n g o l s k ą w i e r z e n i o w o ś ć , c z y l i to, co n i e z r o z u m i a ł e
( w t y m na p r z y k ł a d napisy w obcych j ę z y k a c h , j a k c h i ń s k i i rosyjski)
u w a ż a n e jest za p r z e j a w y swego rodzaju sacrum i stosowane w m a g i i
pasterskiej, p r z y o b r z ę d z i e p o g r z e b o w y m i t p . O c z y w i ś c i e nie znaczy to,
że mongolska i k o n k a jest zawsze t r a k t o w a n a przez w i e r n y c h tak, j a k
w p r a w o s ł a w i u i k o n y t y p u Acheiropoietos (ros. n i e r u k o t w o r i e n n y j ,
„nie
r ę k ą l u d z k ą m a l o w a n y " ) ; na pewno jednak i k o n k a odbierana jest prze­
de w s z y s t k i m j a k o sacrum autonomiczne, a dopiero w d r u g i e j k o l e j n o ś c i
j a k o znak, podczas gdy ewidentnie przez c z ł o w i e k a w y k o n a n a j u r t a jest
ś w i ę t o ś c i ą przede w s z y s t k i m j a k o znak. O c z y w i ś c i e w y w a ż e n i e p r o p o r c j i
z a l e ż y od i n d y w i d u a l n y c h k w a l i f i k a c j i r e l i g i j n y c h wiernego, a zanoto­
wane w somonie B a j a n w y p o w i e d z i t r a k t u j ą c e o z w i ą z k u m i ę d z y i k o n k ą
a w y o b r a ż o n y m na niej b ó s t w e m d a d z ą się u s z e r e g o w a ć na
continuum,
k t ó r e g o jeden b i e g u n s t a n o w i ć b ę d z i e ś w i a d o m o ś ć o d r ę b n o ś c i w i z e r u n k u
od desygnatu — b ó s t w a , d r u g i z a ś p e ł n e i c h u t o ż s a m i e n i e :
8

„Bóstwo jest jedno i żyje w powietrzu, a ikonki tylko pokazują nam jak ono
wygląda, można mu przy nich stawiać ofiary, ale one do niego materialnie nie
dotrą, ważne jest tylko, żeby wierzyć" [tj. okazać intencją].
„Te bóstwa żyją gdzieś w świecie [informator wskazuje ruchem g ł o w y kie­
runek północny], ale na oczy ich nie widziałem, nie rozmawiałem z nimi. Ich wy­
obrażenia stoją na ołtarzu, mówią, że burchan tam mieszka, ale czy to prawda
nie wiem".
„Bóstwo żyje w powierzu, ale w czasie składanych mu małych ofiar
[dżachyn
tachil, układane na górnym progu wewnątrz jurty odrobinki pożywienia] przyla­
tuje i wchodzi do woreczka [zawieszonego nad górnym progiem, zawierającego
wydrukowaną modlitwę] dlatego zostawia mu się uchylone drzwi, żeby wszedł
przez górną szparę".
8

W tym kontekście pasjonujący jest spór bizantyjskich ikonoklastów z „czci­
cielami ikon", w trakcie którego padały argumenty teologiczne reprezentujące —
mutatis mutandis — dwie przedstawione wyżej biegunowe interpretacje znaku ikonicznego: ikonoklastyczna (Konstantyn V opierający się na koncepcjach m a g ó w
Wschodu, stojących zresztą u kolebki podobnych poglądów myśli semickiej), zgod­
nie z którą wizerunek jest „konsubstancjalny" ze swym prototypem i „czicieli
obrazów" — oddzielająca wizerunek od prototypu. Patrz: G. O s t r o g o r s k i ,
Studien zur Geschichte des byzantinischen Bilderstreites, Wrocław 1929.

�108

J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

„Pięciu bogów jurty gerijn tawan tengri żyje w kręgu toono, czy tam będzie
jakiś znak, czy nie — one i tak tam są".
„Chadag wiszący nad ogniem [przywiązany do kręgu] to jest bóstwo [burchan
jum]".

A zatem s y m b o l p e ł n i wobec p i e r w o w z o r u r o l ę s u b s t y t u t y w n ą nabie­
r a j ą c d z i ę k i t e m u dodatkowej w ł a s n o ś c i : przez o d d z i a ł y w a n i e n a ń jako na
znak m o ż n a n i e k i e d y w p ł y n ą ć na jego desygnat. U m o ż l i w i a to owa t a ­
jemnicza w i ę ź m i ę d z y s y m b o l e m a o z n a c z a n ą p r z e z e ń r z e c z y w i s t o ś c i ą ,
stanowiąca m y ś l o w ą podstawę z a r ó w n o symbolicznych a k t ó w religij­
n y c h — na p r z y k ł a d ofiary s k ł a d a n e j przed w i z e r u n k a m i b u r c h a n ó w —
j a k i n i e k t ó r y c h p r a k t y k magicznych. D o t y c h ostatnich n a l e ż y na p r z y k ­
ł a d zaszywanie n i c i ą złącza d w ó c h p ł a t ó w w o j ł o k u na dachu j u r t y , co ma
u n i e m o ż l i w i ć p o r ó d w i e l b ł ą d z i c y l u b k r o w y zgubionej daleko w stepie,
g r o ż ą c y z a m a r z n i ę c i e m nowo narodzonego z w i e r z ę c i a . Oba podane p r z y ­
k ł a d y m a j ą na t y l e odmienny charakter, że w y d a j e s i ę uzasadnione sto­
sowanie do n i c h u t a r t y c h o k r e ś l e ń : religia i magia. S ą d z ę jednak, że r o z ­
r ó ż n i e n i e to, p o w s t a ł e na gruncie tradycyjnego europejskiego stosunku
do „ w y ż s z e j " r e l i g i i i „ n i ż s z e j " magii, b ę d z i e m u s i a ł o p r z y n a j m n i e j na
terenie c e n t r a l n o a z j a t y c k i m z o s t a ć poddane p o w a ż n e j r e w i z j i . Zmusza
do tego refleksja nad l a m a i z m e m — r e l i g i ą , k t ó r a opiera s w ą s k u t e c z n o ś ć
na m a g i i ; jest to b o w i e m nie t y l e p r z e j ę c i e przez t ę r e l i g i ę p r a k t y k m a ­
gicznych z j a k i c h ś w i e r z e ń n i ż s z y c h (np. szamanizmu), i l e istotne z a ł o ­
ż e n i e l a m a i z m u : w i a r a w k r e a c y j n ą moc s ł o w a , z a k l ę c i a , r y t u a ł u . Odzie­
d z i c z y ł a je chyba ta r e l i g i a po buddyzmie, dla k t ó r e g o t w ó r c z a moc s ł o w a
jest oczywista w ś w i e c i e , w k t ó r y m m a t e r i a jest t y l k o f u n k c j ą ducha.
M y ś l e n i e i d z i a ł a n i e symboliczne leżą w r ó w n e j mierze u podstaw m a g i i
co i r e l i g i i , skoro z a ś te d w i e dziedziny nie są na i n t e r e s u j ą c y m nas t e ­
renie t a k i n s t y t u c j o n a l n i e , w s p o ł e c z n y m f u n k c j o n o w a n i u od siebie o d ­
dzielone, j a k w Europie, to b y ć m o ż e upada j e d y n a podstawa ich r o z r ó ż ­
niania.
P r z e d s t a w m y t u p r z y k ł a d r y t u , k t ó r e g o w konwencjonalnej t e r m i n o ­
l o g i i nie s p o s ó b n a z w a ć m a g i c z n y m , c h o ć — j a k się p r z e k o n a m y — nale­
ż y on do k l a s y „ d z i a ł a ń na s y m b o l u automatycznie skutecznych wobec
desygnatu", j a k m o ż n a b y o k r e ś l i ć tak zwane sympatetyczne p r a k t y k i
magiczne.
M a m t u na m y ś l i ściśle przestrzegany nakaz o t w i e r a n i a i z a m y k a n i a
g ó r n e g o o t w o r u j u r t y t y l k o w k i e r u n k u nardzow, zgodnie z r u c h e m S ł o ń ­
ca. Dokonuje tego na ogół gospodyni, k t ó r a o b c h o d z ą c rano j u r t ę od d r z w i
w z d ł u ż ś c i a n y zachodniej k u t y ł o w i i c i ą g n ą c za l i n ę p r z y m o c o w a n ą do
w o j ł o k o w e j p o k r y w y orch o d s ł a n i a o t w ó r d y m n o - o k i e n n y , co dla do­
m o w n i k ó w oznacza p o c z ą t e k dnia. Wieczorne z a s ł a n i a n i e polega na prze­
c i ą g n i ę c i u owej l i n y — k t ó r a w c i ą g u dnia p o z o s t a w a ł a p r z y w i ą z a n a do
t y l n e j ś c i a n y j u r t y — na p o w r ó t k u d r z w i o m , t y m razem w z d ł u ż w s c h o d ­
niej ś c i a n y , a w i ę c nadal ze S ł o ń c e m . J e ś l i k t o ś , np. niezorientowane

�SYMBOLICZNE UNIWERSUM J U R T Y

109

dziecko, o d s ł o n i l u b z a s ł o n i orch pod S ł o ń c e n a t y c h m i a s t anuluje się t e n
r u c h , w y k o n u j ą c go p o t e m poprawnie, na znak z a ś ekspiacji zanurza się
koniec l i n y w m l e k u . Inaczej ten czyn m ó g ł b y s p o w o d o w a ć o g ó l n e n i e ­
szczęścia ( т м и ' ) — c h o r o b ę , a n a w e t ś m i e r ć c z ł o n k ó w r o d z i n y , w y g i n i ę ­
cie stada.
Z a n i m r o z p a t r z y m y s t r u k t u r ę tego z a j m u j ą c e g o wierzenia p r z e d ­
s t a w m y t u , j a k jest ono t r a k t o w a n e przez samych a r a t ó w . O t ó ż spora­
dycznie t y l k o m o ż n a w rozmowach z pasterzami n a p o t k a ć p r a w d z i w ą
w i a r ę w w y s t ą p i e n i e t y c h s k u t k ó w , n i k t z a ś nie p o t r a f i p o w i e d z i e ć , d l a ­
czego m i a ł y b y one m i e ć t a k i w ł a ś n i e charakter. N a ogół araci w y j a ś ­
n i a j ą : „ T o t y l k o t a k i obyczaj, k t ó r y zachowujemy po przodkach, ale
n a p r a w d ę t o nic b y się nie s t a ł o " . W y j a ś n i e n i e tego stanu rzeczy polega­
j ą c e g o na powszechnym k w e s t i o n o w a n i u r e a l n o ś c i sankcji owej n o r m y
p r z y j e j r ó w n o c z e ś n i e o g ó l n y m przestrzeganiu (z w y j ą t k a m i , o k t ó r y c h
p o n i ż e j ) m o ż e b y ć k i l k a . A w i ę c po pierwsze to zdystansowane spojrze­
nie m o ż e b y ć r e z u l t a t e m p o s t ę p u j ą c e j laicyzacji, w t y m i tej oddolnej,
r o d z ą c e j się c h o ć b y z obserwacji z m i e n i o n y c h w a r u n k ó w b y t o w a n i a ; na
p r z y k ł a d j u r t y torguckie p o s i a d a j ą obecnie k o m i n s t a ł y , nie o d e j m o w a n y
na noc od pieca — j a k t o jest w. j u r t a c h c h a ł c h a s k i c h . P o n i e w a ż k o m i n
ten t k w i w zachodniej części o t w o r u u n i e m o ż l i w i a to o t w i e r a n i e orch
z tej s t r o n y i powoduje, że trzeba to r o b i ć narburuu, pod S ł o ń c e („a m i m o
to nic się nie staje"). Po w t ó r e w y d a j e się, ż e pasterzom zawsze b y ł a
w ł a ś c i w a pewna s z c z e g ó l n a r a c j o n a l n o ś ć p o l e g a j ą c a na d o r a b i a n i u m n i e j
l u b bardziej zracjonalizowanych w y j a ś n i e ń do d z i a ł a ń ewidentnie i r r a c j o ­
n a l n y c h : - r y t u a l n y c h i symbolicznych. Po trzecie; c h o ć b y ta okoliczność, że
deklaracje takie o t r z y m u j e się w t r a k c i e w y w i a d u , a w i ę c r o z m o w y prze­
prowadzanej j ę z y k i e m r a c j o n a l n y m , d y s k u r s y w n y m nie z a ś symbolicz­
n y m sprawia, że r o z m ó w c y nie s ą w stanie inaczej w y j a ś n i ć s w y c h s y m ­
b o l i c z n y c h z a c h o w a ń , j a k t y l k o przez „ u c i e c z k ę w a u t o r y t e t " . N a ogół
jest to n i e p o d w a ż a l n y a u t o r y t e t t r a d y c j i , p r z o d k ó w , z w a l n i a j ą c y od za­
stanowienia się n a d mechanizmem symbolicznego d z i a ł a n i a , nad l o g i k ą
sankcji i t d . A r c y c i e k a w e b y ł o b y dla badacza poznanie, j a k m y ś l e n i e s y m ­
boliczne godzi się z r a c j o n a l n y m w u m y ś l e tego samego c z ł o w i e k a . N i e ­
s t e t y w trakcie r o z m o w y etnografa z i n f o r m a t o r e m taka k o n f r o n t a c j a
nie jest w ogóle m o ż l i w a ; z w y w i a d u b o w i e m z r o z u m i e ć m o ż n a t y l k o
j e d n ą s t r o n ę s y m b o l u : to, ż e jest on z n a k i e m r e p r e z e n t u j ą c y m coś i n ­
nego — t a k zostanie on b o w i e m o k r e ś l o n y w s f o r m u ł o w a n i u d y s k u r s y w ­
n y m , k t ó r e o d r ó ż n i znak od desygnatu. A l e to r o z r ó ż n i e n i e przestaje b y ć
aktualne w momencie, w k t ó r y m na miejsce refleksji p o j a w i a się emocja
l u b w i a r a ; w t e d y s y m b o l jest odczuwany j a k o częściowo l u b nawet c a ł ­
kowicie t o ż s a m y z rzeczywistością — k t ó r ą miał tylko r e p r e z e n t o w a ć .
J ę z y k d y s k u r s y w n y nie p o t r a f i z d a ć s p r a w y z tego irracjonalnego u t o ż ­
samienia, a wszelkie p y t a n i e o jego i s t o t ę jest k w e s t i o n o w a n i e m , p o w o d u ­
j ą c y m u c i e c z k ę r e l a c j o n u j ą c e g o w j e d y n e racjonalne w y j a ś n i e n i e , j a k ż e

�110

J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

często w y s ł u c h i w a n e przez badacza: „ T o t y l k o t a k i nasz mongolski o b y ­
czaj", mcmaj mongol ulsyn dzan. Ó w paradoks s y m b o l u , p o l e g a j ą c y na
t y m , że w w y r a ż e n i u d y s k u r s y w n y m jest on t y l k o znakiem, w s w y m
w ł a ś c i w y m z a ś f u n k c j o n o w a n i u jest u t o ż s a m i a n y z desygnatem, da s i ę
zapewne s p r o w a d z i ć do d w o i s t o ś c i s t r u k t u r y znaczenia, k t ó r e „ r ó w n o ­
c z e ś n i e jest f u n k c j ą n i e o b e c n o ś c i , skoro p r ó ż n o o d s y ł a do nieobecnych
p r z e c i e ż rzeczy, oraz f u n k c j ą o b e c n o ś c i , skoro ma t ę n i e o b e c n o ś ć uobec­
n i ć , p r z e d s t a w i ć " . T r u d n o t u p o w s t r z y m a ć s i ę od r e f l e k s j i , j a k zasadniczo
odmienne są te dwa t o r y ludzkiego m y ś l e n i a i d z i a ł a n i a : r a c j o n a l n y
i symboliczny, k t ó r e w y c h o d z ą z jednego p o j ę c i a : znaku.
9

W r a c a j ą c jednak do m e r i t u m sprawy, t z n . do i s t o t y owego obyczaju
o t w i e r a n i a órcTi ze S ł o ń c e m i z w i ą z a n e g o z t y m wierzenia, trzeba s t w i e r ­
dzić, że z p u n k t u widzenia przedstawionej w y ż e j koncepcji s y m b o l u
owa sankcja plasuje się j a k b y poza w ł a ś c i w y m miejscem w y z n a c z o n y m
jej przez l o g i k ę m y ś l e n i a symbolicznego. Oto jeśli p r z y j ą ć , że j u r t a po­
siada symboliczne odniesienia do k o s m o s u , to d z i a ł a n i a niezgodne
z w y z n a c z o n y m i p r z e z e ń w z o r a m i p o w i n n y m i e ć s k u t k i kosmiczne, n i e
z a ś t a k przyziemne, c h o ć drastyczne, j a k te, k t ó r y c h o b a w i a l i się araci:
n i e s z c z ę ś c i a w rodzinie i gospodarstwie. C z y ż b y ta k o n k r e t n a sankcja
b y ł a t y l k o zabiegiem socjotechnicznym, s p o ł e c z n ą p r z e s t r o g ą dla j e d ­
nostki, k t ó r a c h c i a ł a b y s i ę w y ł a m a ć z powszechnego obyczaju, d l a tego,
k t o g w a ł c i p r z y j ę t e w z o r y p o s t ę p o w a n i a ? Ż e t a k nie jest, że m a m y t u
do czynienia z w i e r z e n i e m k o n s e k w e n t n y m wobec r e g u ł m y ś l e n i a s y m ­
bolicznego, przekonuje analiza s y m b o l i k i r u c h u obrotowego. Z w r ó ć m y
b o w i e m u w a g ę , że k i e r u n e k „ze S ł o ń c e m " jest ogólnie p r z y j ę t y m k i e ­
r u n k i e m obchodzenia j u r t y , ofiarnego owo, mburganu
czy ś w i ą t y n i .
Z a u w a ż m y t e ż , że jest to k i e r u n e k obracania lamajskiego m ł y n k a m o d l i ­
tewnego churde.
Pasterze z a p y t y w a n i o e w e n t u a l n ą z w e r b a l i z o w a n ą
n o r m ę dla tego obyczaju p a m i ę t a l i , że l a m o w i e przestrzegali, iż za k r ę c e ­
nie m ł y n k a w k i e r u n k u p r z e c i w n y m „ p ó j d ą do p i e k ł a " . Dawniejsza
l i t e r a t u r a rzuca jednak snop ś w i a t ł a na t ę s p r a w ę . Oto G. N . P o t a n i n
opisuje rzadko s p o t y k a n y m ł y n e k m o d l i t e w n y z w y o b r a ż e n i e m b ó s t w a
O s e r - D ż a m e na wozie z a p r z ę g n i ę t y m w 7 ś w i ń . M ł y n e k t e n jest d y s k i e m
osadzonym na pionowej osi, a jego obie powierzchnie podzielone są na
7 s e k t o r ó w ; na p o w i e r z c h n i g ó r n e j w k a ż d y m z n i c h w y o b r a ż o n y jest
k w i a t , na dolnej — ś w i n i e , z w r ó c o n e r y j a m i w j e d n ą s t r o n ę , t a k że po
o b r ó c e n i u m ł y n k a od l e w e j do p r a w e j b ę d ą one w i r o w a ć r y j a m i do p r z o ­
du. A l e na noc d y s k t e n przewraca s i ę s t r o n ą z w y o b r a ż o n y m i ś w i n i a m i
do g ó r y i w t e d y trzeba go o b r a c a ć z p r a w a na lewo, b y ś w i n i e z n ó w
i0

9

R i с o e u r, op. cit., s. 14.
10 Wyrazem tego może b y ć np. opinia, że „jurta to pół nieba", bazująca na l u ­
dowej etymologii w y w o d z ą c e j słowo 'ger' (jurta) od 'tenger' (niebo). Patrz też m ó j
artykuł: Kategorio przestrzeni w kulturze koczowniczej. Analiza przestrzenna mon­
golskiej jurty, „Etnografia Polska", t. 19: 1975 z. 1, s. 109-128.

�SYMBOLICZNE UNIWERSUM JURTY

111

b i e g ł y r y j a m i do przodu; jeśli k t o ś zapomniawszy się o b r ó c i m ł y n e k tak,
j a k za dnia, od lewej do p r a w e j , to ś w i n i e p o b i e g n ą ogonkami do przodu,
co „ w e d ł u g w i e r z e ń M o n g o ł ó w m o ż e s p o w o d o w a ć naruszenie p o r z ą d k u
ś w i a t a i s k o ń c z y ć się u p a d k i e m jego k o n s t r u k c j i w e w s z e c h ś w i a t o w y m
potopie l u b p o ż a r z e " .
1 1

Z a n i m odniesiemy t ę i n f o r m a c j ę do sfery j u r t y w y j a ś n i j m y opis
Potanina p e w n y m i dodatkowo z e b r a n y m i i n f o r m a c j a m i . A w i ę c Oser- D ż a m e to z p e w n o ś c i ą t y b e t a ń s k i Od-zer-czan-ma (sanskr. MarlczT,
B r y l a n t o w e promienie), bodhisattwa przedstawiany na i k o n k á c h i po­
s ą ż k a c h w I n d i i i Tybecie na wozie z a p r z ę ż o n y m w 7 ś w i ń l u b na p o d ­
t r z y m y w a n y m przez nie t r o n i e z lotosu . Z n a n y m i m a t e r i a ł mongolski
sugeruje s o l a r n ą i n t e r p r e t a c j ę tego b ó s t w a (nie tak j u ż oczywiste jest,
czy f u n k c j o n o w a ł o ono tak samo na gruncie rdzennie b u d d y j s k i m ) . Prze­
m a w i a za t y m sam k s z t a ł t wspomnianego m ł y n k a — nie jest to j a k zawsze
cylinder, lecz dysk; charakter r o z s t r z y g a j ą c y m a j ą zanotowane w somonie Bajan informacje, że „ S ł o ń c e to b ó s t w o O s e r - D ż a m e " oraz p o c h o d z ą c e
z Gobi wierzenie, że „ S ł o ń c e jeździ na wozie z a p r z ę g n i ę t y m w 7 ś w i ń " ;
owe ś w i n i e b y ł y t u n i e z r o z u m i a ł e dla samych i n f o r m a t o r ó w , lecz bez
w i ę k s z e g o r y z y k a m o ż n a chyba w i d z i e ć w n i c h W i e l k i W ó z , z w ł a s z c z a że
funkcjonuje on na t y m terenie pod a r c h a i c z n ą n a z w ą „ T e r e g odon" —
W ó z gwiezdny, a nie t y l k o pod o g ó l n o m o n g o l s k ą n a z w ą D o ł o n - b u r c h a n —
Siedem b ó s t w .
12

Jak s ą d z ę , w ł a ś n i e ten fakt, iż wykazana t u solarno-gwiezdna s y m ­
b o l i k a m ł y n k a modlitewnego b y ł a oczywista dla jego u ż y t k o w n i k ó w ,
s p o w o d o w a ł , że sankcja za obracanie go „ n a opak", m i a ł a
explicite
kosmiczny charakter. W p r z y p a d k u obchodzenia j u r t y nie ma t a k i e j
kosmicznej sankcji expressis
verbis,
ale nie znaczy to, że nie ma j e j
implicite.
Na j e j istnienie w s k a z u j ą zebrane w terenie w y p o w i e d z i ,
w e d ł u g k t ó r y c h k a ż d y c z ł o w i e k m a na niebie s w ą g w i a z d ę , k t ó r a poja­
w i a się p r z y jego narodzinach, z a ś w czasie ś m i e r c i spada; s t ą d w i d z ą c
s p a d a j ą c ą g w i a z d ę m ó w i się w całej M o n g o l i i minij ód bisz — „ t o nie
moja gwiazda", Torguci z a ś d o d a j ą jeszcze: „ t o spada gwiazda Kazacha"
i s p l u w a j ą na z i e m i ę . Tak w i ę c z a k ł ó c e n i e biegu gwiazd odbija s i ę n a
1 1

G. N. P o t a n i n, Krugowoje dwiżenije
nocznogo niebje i grozowoje jawlenije w mongolskich priedanijach, ikonopisi i płastikie,
[w:] Zapiski
Siemipałatynskogo Podotdieła
Zapadno-Sibirskogo
Otdiela Russkogo Geograficzeskogo
Obszczestwa,
wyp. 3, Siemipałatynsk 1919, s. 18. Autor ten potrafił wznieść się ponad powszechne
europejskie widzenie lamajskich m ł y n k ó w modlitewnych jako maszynek do odma­
wiania modlitw dostrzegając głęboki ich sens w tym, że „o ile ruch młynka nie
odpowiadający pozornemu ruchowi gwiazd niszczy trwałość świata, to ruch zgodny
ten porządek umacnia. Każdy buddysta, kręcący główką osi cylindra, uważa się za
maleńkiego czakrawarti, obracającego koło".
Porównaj reprodukcje w: A. G r ü n w e d e l , Mythologie des Budhismus in
Tibet und der Mongolei, Leipzig 1900, s. 145-146; A. G o r d o n , Iconography of
Tibetan Lamaism, Tokyo 1967, s. 33 i tabl. 1-2 na s. 77.
1 2

�112

J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

losach c z ł o w i e k a •— s t ą d m o t y w o w a n i e zakazu o t w i e r a n i a órch
pod
S ł o ń c e w ł a ś n i e k o n s e k w e n c j a m i p r z y z i e m n y m i , ale p r z e c i e ż są one w y ­
n i k i e m katastrofy kosmicznej b ę d ą c e j b e z p o ś r e d n i m r e z u l t a t e m n i e ­
w ł a ś c i w e g o d z i a ł a n i a symbolicznego. P a m i ę t a się t y l k o o t y c h p i e r w s z y c h
konsekwencjach — nie m y ś l ą c wcale o gwiazdach — j a k b y na zasadzie
„ b l i ż s z a c i a ł u koszula", b o w i e m nie j a k i e j ś abstrakcyjnej katastrofy w kos­
mosie obawia się ó w „ m a ł y c z a k r a w a r t i " , ale j e j w p ł y w u na s w ó j w ł a s ­
n y los.
Jest to r u d y m e n t a r n y s k ł a d n i k w ł a ś c i w e j w s z y s t k i m chyba k u l t u r o m '
t r a d y c y j n y m holistycznej w i z j i ś w i a t a , k t ó r a z a k ł a d a , że d z i a ł a n i a ludzkie
p o w i n n y p r z e b i e g a ć zgodnie z w z o r e m w y z n a c z o n y m przez
Universum,
w p r z e c i w n y m b o w i e m razie n a s t ą p i z a k ł ó c e n i e kosmicznego ł a d u , k t ó r e g o
konsekwencje poniesie c z ł o w i e k . Ta jedna z Elementargedanken
ludzkości
realizowana b y ł a z r ó ż n ą siłą przez r ó ż n e k u l t u r y ; do s k r a j n o ś c i d o p r o ­
w a d z i ł j ą c h i ń s k i u n i w e r s a l i z m , w k t ó r y m pole d z i a ł a ń l u d z k i c h uzna­
n y c h za istotne dla f u n k c j o n o w a n i a kosmosu o b j ę ł o wszystkie chyba
sfery d z i a ł a l n o ś c i j e d n o s t k i i p a ń s t w a . To sama koncepcja w w y d a n i u
s p o ł e c z e ń s t w a pasterskiego (gdzie np. s p r a w y wegetacji i j e j p o d t r z y m y ­
wania nie m o g ł y o d g r y w a ć takiej r o l i , p r a k t y k i z a ś r e l i g i j n e m i a ł y daleko
m n i e j etatystyczny charakter) n o r m o w a ł a poczynania l u d z i w bardziej
j u ż ograniczonym zakresie: w i ę ź c z ł o w i e k a z kosmosem nie p r z y b i e r a ł a
f o r m m i s t y c z n y c h , lecz co n a j w y ż e j symboliczne, j a k to jest w pi'zypadku
rytów jurtowych.
W t y m miejscu p r o b l e m a t y k a holistycznej w i z j i ś w i a t a k r z y ż u j e się
z t e m a t y k ą s y m b o l u . Oto b o w i e m w y m a g a analizy klasa t y c h r y t u a l n y c h
z a c h o w a ń c z ł o w i e k a , k t ó r y c h celem jest p o d t r z y m a n i e t r w a n i a Kosmosu
poprzez d z i a ł a n i a symboliczne. P r o p o n u j ę n a z w a ć je m i a n e m m a g i i kos­
micznej, p o d k r e ś l a j ą c raz jeszcze, że magia ta m o ż e f u n k c j o n o w a ć w ob­
r ę b i e systemu religijnego (np. m ł y n e k m o d l i t e w n y ) , a n a c z e l n ą z a s a d ą
j e j w y o d r ę b n i e n i a b ę d z i e okoliczność, że jest to d z i a ł a n i e symboliczne
o oczekiwanej automatycznej s k u t e c z n o ś c i wobec p r z e d m i o t u odniesienia
( t u : Kosmosu). Oto b o w i e m m o ż n a w p ł y n ą ć na Kosmos przez d z i a ł a n i e
na obiekt, p o s i a d a j ą c y k o s m i c z n ą s y m b o l i k ę : dom, b u d o w l ę s a k r a l n ą ,
m ł y n e k m o d l i t e w n y p o ś w i ę c o n y b ó s t w u solarnemu — w y k o n u j ą c r u c h
o b r o t o w y zgodny co do k i e r u n k u z k o s m i c z n y m p i e r w o w z o r e m . A l e
szersza analiza s y m b o l i k i r u c h u obrotowego — k t ó r a zostanie p r z e d ­
stawiona na i n n y m miejscu — d o p r o w a d z i ł a b y do w n i o s k u , że w s z e l k i
r u c h o b r o t o w y , n i e z a l e ż n i e od tego czy przedmiot, w z w i ą z k u z k t ó r y m
s i ę go w y k o n u j e , posiada s y m b o l i k ę k o s m i c z n ą czy t e ż nie (jak c h o ć b y
k r ę c e n i e ż a r e n ) ma w w i e r z e n i a c h r ó ż n y c h l u d ó w konsekwencje dla
biegu czasu i przestrzeni. K a ż d y r u c h o b r o t o w y m u s i b y ć zgodny z k i e ­
r u n k i e m o b r o t u nieba, w ostatniej b o w i e m i n s t a n c j i symboliczne o k a z u j ą
się b y ć t a k ż e d z i a ł a n i a ludzkie, a nie t y l k o rzeczy. Jedne i drugie m u s z ą
o d p o w i a d a ć p i e r w o w z o r o m , j a k i e wyznacza r z e c z y w i s t o ś ć n a t u r a l n a .

�SYMBOLICZNE UNIWEKSUM J U R T Y

113

P i e r w o w z o r ó w t y c h poszukuje c z ł o w i e k w N a t u r z e , b y u w o l n i ć k u l t u r ę
od balastu a r b i t r a l n o ś c i , b y u z a s a d n i ć r a c j ę s w y c h d o w o l n y c h — bo
k u l t u r o w y c h , a nie n a t u r a l n y c h — p o c z y n a ń , z a k o t w i c z a j ą c je w absolucie
rzeczywistości „danej".
T a k w i ę c opisana p o w y ż e j s y m b o l i k a j u r t y s p e ł n i a w c a ł e j r o z ­
ciągłości r o l ę , j a k ą gdzie i n d z i e j p e ł n i m i t , k t ó r e g o „ n a c z e l n e zadanie
polega na ustaleniu p r a w z o r ó w d l a w s z y s t k i c h l u d z k i c h c z y n n o ś c i m a ­
j ą c y c h j a k i e ś znaczenie" . Z a u w a ż y ć t u trzeba, że nie z n a m y z t e r e n ó w
M o n g o l i i ż a d n e g o m i t u na temat powstania j u r t y , k t ó r y m ó g ł b y t ł u m a ­
czyć jej kształt i usprawiedliwiać istniejący sposób jej użytkowania.
U z y s k a n ą od t o r g u c H e g o barda l e g e n d ę , ż e j u r t ę w y m y ś l i ł Szeren-wan
(postać z r e s z t ą historyczna sprzed około d w ó c h w i e k ó w ) m o ż n a u z n a ć za
s p o r a d y c z n ą . C z ę s t s z a jest j u ż notowana w ś r ó d C h a ł c h a s ó w i B a r g u t ó w
somonu B a j a n opinia, że j u r t ę d a ł l u d z i o m b u r c h a n . Z tego stwierdzenia
nie w y n i k a j e d n a k n i g d y przekonanie, ż e j u r t a z o s t a ł a stworzona w t a ­
k i e j postaci, w j a k i e j znana jest obecnie. A r a c i s ą w p e ł n i ś w i a d o m i ,
że r o z w i j a ł a s i ę ona w h i s t o r i i od f o r m prostszych, j a k s z a ł a s przez
opisany w y ż e j dżołom
( c h a ł c h a s k i e : chatgur).
S ą d z ę , iż w p ł y w a na t o
fakt, że dzisiejsza j u r t a s t a n o w i j a k b y aglomerat t y c h f o r m i bardzo
często, na p r z y k ł a d na odgonach czy p r z y k r ó t k i m j e d n o d n i o w y m p o ­
stoju, u ż y w a s i ę tej samej j u r t y w k t ó r e j ś z j e j e w o l u c y j n i e w c z e ś n i e j ­
szych f o r m — bez ś c i a n albo bez g ó r n e g o k r ę g u , b y kosztem w i e l k o ś c i
i w y g o d y pomieszczenia oszczędzić na czasie rozstawiania.
S a k r a l n y ł a d u n e k z a w a r t y w p o s z c z e g ó l n y c h c z ę ś c i a c h j u r t y nie m a
w i ę c „ u p r a w o m o c n i e n i a przez g e n e z ę " , lecz na ogół przez z n a k o w ą r e l a c j ę
do a u t e n t y c z n y c h , i s t n i e j ą c y c h poza j u r t ą w a r t o ś c i . Zaistnienie tej r e l a c j i
ma d w o j a k i e s k u t k i : Z jednej s t r o n y daje ona poczucie b l i s k o ś c i desygnatu
( i k o n k i — b ó s t w a , k r ą g — S u m b u r - u ł a ) albo p r z y n a j m n i e j zbliża n i e ­
k t ó r e jego cechy (czagtga — siła w i e l b ł ą d a ) , czy wreszcie s t a n o w i n i e ­
k w e s t i o n o w a n y precedens d l a l u d z k i c h d z i a ł a ń i w z ó r i c h f o r m y ( k i e r u n e k
obchodzenia j u r t y , „ b o g a t y ż o ł ą d e k " ) . Z d r u g i e j s t r o n y zastosowanie
s y m b o l u z o b o w i ą z u j e do d z i a ł a n i a zgodnego z f u n k c j o n o w a n i e m p i e r w o ­
w z o r u pod s a n k c j ą k o n s e k w e n c j i d l a tego ostatniego, a l b o w i e m poprzez
d z i a ł a n i e na z n a k u m o ż n a w p ł y n ą ć na desygnat. J e ś l i c z y n y l u d z k i e s ą
zgodne l u b podobne do p r o c e s ó w n a t u r a l n y c h — u t w i e r d z a j ą u n i w e r ­
salny p o r z ą d e k ; g d y s ą sprzeczne l u b z o s t a n ą zaniechane — ł a d ulega
zachwianiu. Zanotowane w ś r ó d T o r g u t ó w podanie m ó w i o t y m , j a k
Czyngis-chan po naradzie ze s w y m i m i n i s t r a m i w y d a ł zakaz p ę d z e n i a
w ó d k i mlecznej archi — pod g r o ź b ą k a r y ś m i e r c i d l a r o d z i c ó w o s ó b w i n ­
n y c h tego p r z e s t ę p s t w a . Po k r ó t k i m czasie w c a ł y m p a ń s t w i e zapano­
w a ł a susza, a t y l k o w okolicy jednej j u r t y p a d a ł deszcz i w y r a s t a ł a r o ś l i n 1 3

1 3

M. E 1 i a d e,

Traktat

o historii

8 — Etnografia Polska, t. X X I , z. 1

religii,

Warszawa 1966, s. 404.

�114

J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

n o ś ć . Czyngis p r z e j e ż d ż a j ą c t a m t ę d y d o s t r z e g ł l e ż ą c ą na z i e m i d r e w n i a n ą
r u r ę burcheer,
w y m o w n e ś w i a d e c t w o , że w tej j u r c i e nadal destyluje
się archi. Z r o z u m i a ł , że to d z i ę k i p ę d z e n i u w ó d k i m o ż e p a d a ć deszcz
i o d w o ł a ł co p r ę d z e j zakaz. Z a u w a ż m y t u , ż e proces d e s t y l a c j i archi
(podgrzewany w n a c z y n i u d o l n y m m l e c z n y zacier paruje i s k r a p l a s i ę
na dnie naczynia g ó r n e g o , w y p e ł n i o n e g o z i m n ą w o d ą , a u z y s k a n y p r o ­
d u k t kapie na dół) p r z y p o m i n a proces p o w s t a w a n i a deszczu, p r z y c z y m
p r z y n a j m n i e j trzeci c z ł o n w tej analogii: parowanie — skraplanie —
spadanie k r o p l i , w p r o s t nie m ó g ł b y ć przez a r a t ó w nie z a u w a ż o n y .
Z p o w y ż s z y c h r o z w a ż a ń w y ł o n i ł s i ę obraz j u r t y j a k o s y m b o l u , a za­
r a z e m p r z e d s t a w i o n y z o s t a ł m a t e r i a ł d o k u m e n t u j ą c y cechy specyficzne
s y m b o l u w o b r ę b i e k l a s y z n a k ó w , przede w s z y s t k i m w zakresie jego
r e l a c j i do desygnatu. S y m b o l o k a z a ł s i ę t u b y ć znakiem, k t ó r y nie t y l k o
p r z y w o d z i na m y ś l desygnat d z i ę k i z e w n ę t r z n e m u p o d o b i e ń s t w u , ale daje
c z ł o w i e k o w i poczucie obcowania z w y o b r a ż o n ą r z e c z y w i s t o ś c i ą , w p e ­
w i e n s p o s ó b j ą uobecnia, jeśli nie w całości, to p r z y n a j m n i e j w postaci
w y b r a n y c h najistotniejszych j e j cech. Wreszcie przez d z i a ł a n i e s y m b o ­
liczne m o ż n a w p ł y n ą ć na r e p r e z e n t o w a n ą r z e c z y w i s t o ś ć .
W y m i e n i o n e p o w y ż e j cechy s y m b o l u nie są b y n a j m n i e j e l e m e n t a m i
jego d e f i n i c j i c h o ć b y dlatego, że ostatnia z nich, m o ż n o ś ć o d d z i a ł a n i a na
desygnat, p r z y s ł u g u j e t y l k o w y b r a n y m s y m b o l o m . W sumie w s k a z u j ą
one t y l k o , j a k g ł ę b o k i e m o ż e b y ć potencjalnie bogactwo i z ł o ż o n o ś ć s y m ­
b o l u w zakresie w ł a ś c i w i e ję.dnej t y l k o jego cechy — r e l a c j i do desyg­
n a t u — stwierdzane w ś w i a d o m o ś c i l u d z k i e j oraz w n i e d y s k u r s y w n y c h :
„ s y m b o l i c z n y c h " , o b r z ę d o w y c h i magicznych f o r m a c h j e j w y r a z u .
T r a k t o w a n i e rzeczy, z k t ó r ą z w i ą z a n e s ą t r e ś c i w i e r z e n i o w e , j a k o
znaku r z e c z y w i s t o ś c i i n n e j nie w y c z e r p u j e p r o b l e m a t y k i j e j duchowego
ł a d u n k u . Dopiero u z u p e ł n i o n y o p r e z e n t a c j ę autonomicznych w a r t o ś c i
s a k r a l n y c h i emocjonalnych, t k w i ą c y c h w j u r c i e , m a t e r i a ł ten m ó g ł b y
w p e ł n i p o k a z a ć , j a k rzecz jest nie t y l k o r z e c z ą . N i e c h m i w o l n o b ę d z i e
w y r a z i ć przekonanie, że t a k i e badanie p e ł n e g o znaczenia p r z e d m i o t ó w
m o ż e s t a n o w i ć d o m e n ę etnografii, k t ó r a j a k o jedyna w o b r ę b i e h u m a n i ­
s t y k i m o ż e z r o z u m i e ć c z ł o w i e k a przez zrozumienie rzeczy.

Ежи СлавомирВасилевски

СИМВОЛИЧЕСКОЕ МИРОЗДАНИЕ МОНГОЛЬСКОЙ ЮРТЫ
Резюме
Статья написана с целью показать, каким образом вещь, произведение человеческих
рук: традиционное монгольское жилище, юрта (монгол гэр) какпроизведение материаль­
ной культуры и связанное с нею поведение и действия человека становятся объектоммиро­
воззренческих концепций, верований и эмоций, участвуя в духовной сфере культуры.

�SYMBOLICZNE UNIWEBSUM JURTY

115

Это происходит путем приписывания юрте скотоводами-аратами подлинных симво
лических значений; по мнению информаторов юрта не есть автономное произведение че­
ловека, с произвольной формой, она символизирует собой („представляет", „напоминает")
множество различных объектов естественного мира (природа, животные) или сверхестественного — мира верований и космологических представлений. Она — выполненный рукой
человека знак внечеловеческой, внекультурной действительности, знак космоса и Природы,
составляющих прообраз и обоснование для формы человеческого произведения и действий.
Параллельно с представлением местного материала автор раскрывает очередные су­
щественные черты символа вообще, чтобы добиться полного понимания этого сложного
понятия. Итак, символ — это знак особого рода, знак, который не только : 1) своей внеш­
ностью походит на объект, который он должен изображать (десигнат), но также 2) имеет
для людей, создающих этот символ и верящих в него, некие существенные свойства изо­
бражаемого и благодаря тому может в известном смысле вызывать представление о нем,
и, наконец, 3) имеет часто то свойство, что путем воздействия на символ можно, по убеж­
дению верующих, воздействовать на изображаемый им объект, что есть основа всякой магии,
а в случае юрты, прежде всего, „космической магии", как предлагает называть ее автор.
Местный материал иллюстрирует поочередно названные черты символа. Итак, по
убеждению скотоводов, общая форма юрты и ее отдельные элементы (кольцо, формы кар­
каса, центральный трос чагтга) напоминают восемь знаков найман тахил или субурган
и т.п. Далеко более почетное место, чем эти ламайские спекуляции позднейшего времени,
занимают распространенные народные поверья, соотносящие отдельные части юрты с жи­
вотными — лошадью, бараном, верблюдом, близкими повседневному опыту монгольских
скотоводов. Особенно богатой является животная символика веревки чагтга, прикреплен­
ной к верхнему кольцу, и ее конца, образующего форму овечьего желудка, в который, по
поверьям скотоводов, должно ниспадать благополучие буян хишиг, чтобы отсюда распро­
страняться по юрте, как питательные вещества растекаются из желудка по телу овцы. Свя­
зываемые наподобие овечьего первого шейного позвонка два узла на тесьме, опоясыва­
ющей какркас юрты, не только названы так же, как этот позвонок (аман хузуу), но им при­
писывается такая же жесткость и прочность. Чрезвычайно занимательна символика верх­
него кольпа тооно. Фольклорный материал внушает здесь космические отнесения (солнце,
луна, космическое дерево с гнездом птицы Гаруди). По поверьям торгутов Алтая кольцо
напоминает собой Сумбур-улу, мифическую гору ламайской космологии, высящуюся в цен­
тре мира и достающую вершиной до небес. Таким символическим образом осуществляется
это повсеместное в традиционных культурах всего мира убеждение, что человек должен
жить „в центре мира", в месте, обеспечивающем связь с Небом.
Символ, стало быть, имеет силу вызывать представление отдаленного в пространстве
(недоступная Сумбур-ула), а также и давно минувшего во времени. Торгоутская свадьба
устраивалась в юрте, воздвинутой из одних лишь кровельных жердей, или с употреблением
специального, разветвленного куска дерева, ибо это напоминает шалаш — первую форму
жилища предков; огонь разводят огнивом на трех камнях, значит так, как это делалось
предками, ко временам которых необходимо символически возвратиться, дабы смочь про­
должать домашний очаг.
Третья характерная черта символа : связанное с ним убеждение что путем воздействия
на него можно повлиять на изображаемый им объект. Символические действия в юрте —
это, например, сшивание стыков двух пластов войлока на кровле, что должно воспрепятс­
твовать родить заблудившейся в степи верблюдице, или известная по сказанию о Чингис­
хане, запретившем гонить водку, магия вызывания дождя посредством прегонки архи (про­
цесс дестилляции ассоцировался здесь с аналогичным выпадением дождя). Однако наиболее
важна здесь „космическая магия", связанная с символикой вращательного движения вокруг
юрты. Обход юрты, а также монастыря, овона, и даже вращение молитвенной мельницы,
должны совершаться по движению Солнца. Анализ пространного сравнительного матер­
иала позволяет отметить, что всякое вращательное движение должно оказывать — по ло-

�116

J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

гике символического мышления — влияние на благополучный ход Солнца и звезд, движе­
ние же в обратную сторону нарушает этот ход и может привести, по древним поверьям,
к космической катастрофе. В случае юрты появляется другая мотивация: ежедневное от­
крывание и закрывание дымового-оконного проема путем протягивания веревки вокруг
юрты следует делать по Солнцу, в противном случае хозяев могут постигнуть несчастья:
смерть, болезни, падеж скота (отсюда специальный ритуал в случае ошибочного обхода
против Солнца). Эти санкции, однако, вполне соответствуют вышеописанному космичес­
кому механизму. Ибо в монгольских поверьях заметно проявляется ощущение связи судьбы
человека с движением его звезды (ср. оговаривание „это не моя звезда" при виде падающей
звезды). Делая движение не сходное с космическим первообразом влияешь м.пр. на дви­
жение твоей звезды, от которой зависит благополучие человека. Следовательно, в обычае
открывать юрту по Солнцу проявляется та же идея, которая лежит в основе буддийской
концепции „чакраварти" — „людей, которые вращают колесо", способствуя этим благо­
получному движению вселенной.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8540" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8519">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9bfab288f31e30229fd9a1c895c1b306.pdf</src>
        <authentication>eb9a450bd3416558760a4c52e2c73c93</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101980">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1269</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101982">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101983">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1171</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101984">
                <text>Tabu, zakaz magiczny, nieczystość / ETNOGRAFIA POLSKA 1987 t.31 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101986">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1987 t.31 z.1, s.19-42</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101987">
                <text>Wasilewski, Jerzy Sławomir</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101988">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101989">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101990">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="101991">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101993">
                <text>A

R

T

Y

K

U

Ł

Y

„Etnografia Polska", t. X X X I :
PL ISSN 0071-1861

1987, z. 1

J E R Z Y SŁAWOMIR WASILEWSKI
(Katedra Etnologii i Antropologii Kulturowej UW. Warszawa)

TABU, ZAKAZ MAGICZNY,
Część

ZROZUMIEĆ

NIECZYSTOŚĆ

I

TABU

Ponad 25 lat temu ukazał się w „Etnografii Polskiej" artykuł J. Klima­
szewskiej (1960) poświęcony zakazom magicznym w tradycyjnej kulturze lu­
dowej. Wystarczająco to długi odstęp czasu, aby warto było ponownie spoj­
rzeć na ten tekst i sprawdzić, które z jego tez przetrwały, które z obie­
cujących wówczas perspektyw nadal wydają się obiecujące, oraz generalnie
zastanowić się, czy posunęliśmy się w tym czasie naprzód w rozumieniu pod­
stawowego zjawiska kultury, jakim jest zakaz magiczny lub religijny: tabu.
Autorka nie podejmuje dyskusji na temat genezy tabu — tłumaczy się na
wstępie brakiem kontaktu z aktualną literaturą obcą. Dziś, gdy jesteśmy
w stanie nadrobić ten brak, okazuje się, że bieżąca literatura nie zawsze
ułatwia rozwiązanie problemu. Nowe kierunki nie odpowiadają bowiem na
stare pytania — zostawiają je po prostu, jakby zmęczone ich powtarzaniem,
a za to odkrywają nowe pola badań i stawiają nowe kwestie. Próżno ocze­
kiwać, że kognitywizm albo ethnoscience rozstrzygną problem genezy czy
pierwotnego sensu tabu — one co najwyżej wtrącą swoje trzy grosze, tzn.
dodadzą nowy wymiar do i tak złożonego zagadnienia.
Czy w takim razie jedyny postęp możliwy w humanistyce to tylko zmia­
na, zwłaszcza zmiana paradygmatu? Czy nowe metody nie mogłyby jednak
odpowiadać na odwieczne pytania, weryfikować stare odpowiedzi? Na szczę­
ście nowe podejścia umożliwiają co najmniej jedno: dostrzeżenie i skorygo­
wanie ograniczeń starych paradygmatów. Pokazują, że często zanim na py­
tanie udzielono (fałszywej) odpowiedzi, to przedtem źle je postawiono, ba­
zując na fałszywych założeniach, wynikających ze słabości całego systemu
dawnych eksplanansów. Te słabe punkty starych paradygmatów to:
— naiwna koncepcja człowieka: deklarowane lub ukryte, milcząco przyj­
mowane założenia na temat natury ludzkiej i m o t o r ó w działania symbo-

�20

J E R Z Y SŁAWOMIR WASILEWSKI

licznego, np. strach przed duchami, obawa o duszę itp.; jest to wynik gabinetowości XIX-wiecznej nauki o „dzikich";
— monomania interpretacyjna zamiast widzenia wielostronnego związku
wytworów kultury; wąski paradygmat — kilka wszechobecnych eksplanansów:
magia, animizm. moc, widziany jednopłaszczyznowo mit itp.;
— brak przemyślanego całościowego ujęcia różnych sfer kultury ducho­
wej — mitu, obrzędu, tekstów folkloru; na to miejsce „retoryka asocjacji" —
wyliczanie skojarzeń;
— ta sama żywiołowość w sferze metodologii: mnożenie hipotez ad hoc
bez poddawania ich stopniowej eliminacji — niechęć do stosowania „brzytwy
Ockhama"; nieuwzględnianie faktu, że wprowadzenie jednego pojęcia czy
hipotezy ma implikacje dla pojęć pozostałych, wymaga ich modyfikacji;
— niedostatki refleksji nad kulturą jako tekstem, nad pojęciami znaczenia,
rozumienia, wyjaśniania, nieporadność w traktowaniu wieloznaczeniowości
symbolu; utożsamianie pierwotnego sensu z genezą itp.
Błąd nieudolnego formułowania założeń badawczych oraz niekonsekwen­
cja w budowie i weryfikacji paradygmatu mszczą się do dziś na badaczach
podejmujących jakiekolwiek problemy szczegółowe w obrębie antropologii
symbolicznej. Stąd konieczność podjęcia prac nad zwartym zespołem myślo­
wych założeń, leżących u podstaw wszelkich interpretacji sensów, znaczeń,
symboliki.
Streśćmy nasze zamiary:
Przedmiotem pracy będą tzw. zakazy magiczne — pojęcie utożsamiane na
razie dla uproszczenia z terminem tabu. Spróbuję udowodnić, że można
i trzeba rozumieć je jako sposób — mówiąc metaforycznie — odczyniania nie­
doskonałości świata; tu zarysuje się związek tabu z ideą nieczystości — ele­
mentarnym składnikiem owej niedoskonałości. Pierwszym krokiem do takiego
sformułowania będzie krótki przegląd dotychczasowych koncepcji tabu. W oba­
wie, że krytyka teoretyczna byłaby tu jałowa, szybko obieram inną drogę:
konkretny wątek pewnej toczącej się od dawna debaty, aby na jego przy­
kładzie przedstawić najważniejsze konkurencyjne interpretacje. Tym polem
doświadczalnym będzie obszar biblijnych zakazów wraz z odwieczną kwestią
p o w o d ó w nieczystości świni u Semitów. Zagadnienie to obfituje w litera­
turę, i to tę szczegółową, dokonującą ustaleń, a nie tylko ogólną, postulu­
jącą metody. M o ż n a więc mieć nadzieję, że wnioski z takiej merytorycznej
debaty będą mogły posłużyć za myślowy punkt podparcia, od którego można
wyjść przy analizie innych zakazów.
Będzie ona przeprowadzona dwustopniowo: najpierw z zastosowaniem
procedury dedukcyjnej, na niewielkiej próbie materiałowej, zostanie sformu­
łowana hipoteza na temat zasadniczego sensu zakazów magicznych, po czym
na próbie większej, na podstawie wnioskowania indukcyjnego, będzie prze­
prowadzona jej weryfikacja. W dalszym ciągu zostaje naszkicowany taki szer­
szy kontekst pojęciowy, w którym należycie rozumiane tabu znajdzie swoje
miejsce; nie tylko umożliwi on zrozumienie wielowymiarowości tego zjawiska,

�T A B U . Z A K A Z MAGICZNY. NIECZYSTOŚĆ

21

ale też będzie mógł posłużyć do konsekwentnych interpretacji innych wytwo­
rów kultury symbolicznej. Jestem przekonany, że zanim paradygmat taki
zostanie sformułowany (by m o ż n a go było poddawać krytyce) wszelka dzia­
łalność interpretacyjna na poszczególnych polach — mit, rytuał — będzie mia­
ła tylko doraźny, prowizoryczny charakter. Twierdzę też, że nie da się zro­
zumieć szczegółu nie posiadając przybliżonej wizji ogółu — jak nie da się
naprawdę zrozumieć, „dlaczego to właśnie ś w i n i a jest zakazana", bez od­
powiedzi na pytanie, „co to znaczy, że jest ona z a k a z a n a " — dlaczego
w ogóle funkcjonuje zakaz, czym jest i jak się ma do innych działań sym­
bolicznych.
Finalnym celem jest więc szeroki paradygmat, wykluczający cząstkowe,
doraźne, ad hoc sporządzane interpretacje. Myślenie potoczne ma nieuleczalną
predylekcję do takich kawałkowych etiologii i na tej fali amatorskie wyjaśnie­
nia poszczególnych, z osobna branych zakazów przedostają się do studiów
i monografii etnograficznych, rażąc mentalnym rodowodem z drobnomieszczańskiego kręgu Tuwimowskich „ludzi, co widzą wszystko oddzielnie: że
koń, że Stasiek, że pies, że drzewo".

i
Plaga doraźności trapiła wiele wcześniejszych interpretacji tabu. Pomijając
w tej chwili pierwsze poważniejsze wystąpienia J . G . Frazera i W. Robertsona
Smitha wystarczy wymienić prace H . Schurtza i H . Webstera. Obie one
równie żałośnie, nieprzekonująco i eklektycznie wyliczają racje, dla których
istniało tabu. „Wszystkie te przesądy odzwierciedlają ignorancję człowieka
wobec jego otoczenia [...] wywodzą się one ze strachu wobec nieznanego
i niepoznawalnego" (Webster, 1942, s. 378; por. też Webster, 1916, s. 60) —
tyle tylko zrozumiał widocznie autor dwóch bogatych repertoriów zakazów,
albowiem tylko taki wspólny mianownik dostrzegł po wyliczeniu wszystkich
okazji, w których obowiązują tabu: seks i kwestia rozdziału płci, śmierć
i lęk przed zmarłymi, obcy i dziwne zjawiska, święte osoby i rzeczy, grzech
i zmaza rytualna, a wreszcie ekonomiczne aspekty tabu (zakaz zjadania
przydatnych zwierząt). Podobnie ogólnikowo łączy — z totemizmem — zakazy
żywnościowe H . Schurtz, dostrzegając co najwyżej halucynogenną funkcję
p o s t ó w (osłabienie organizmu sprzyja zaistnieniu wizji — Schurtz, 1893, s. 4041) oraz stwierdzając zakazy jedzenia tego. co należy do zmarłych. Rozumie
on przynajmniej ó w pozautylitarny, konwencjonalny i zrelatywizowany do
kultury sens zakazu: „niewinna mucha w zupie lub piwie, ślimak w sałacie,
dżdżownica w warzywach" — ileż obrzydzenia wywołują one we współczesnym
konsumencie, a przecież w innych kulturach stanowią pożywienie i nawet
ludzkie mięso zjadane przez kanibalów nie okazuje się szkodliwe (tamże, s. 16).
W podobnym duchu przemawia E . Crawley (1927, I wyd. 1902); spro­
wadza on znów tabu do idei unikania rzeczy groźnych, ale próbuje oprzeć
cały wywód na niebezpieczeństwie kontaktu płci i mistycznych skażeń stąd

�22

JERZY SŁAWOMIR WASILEWSKI

wynikających. Znacznie ciekawszy jest tam, gdzie pisze o przeciwieństwie za­
kazów — o idei karnawałowego rozpasania.
Dzieła ówczesnych psychoanalityków, choć również wydają się należeć
do archiwum koncepcji zwietrzałych, prezentują się oryginalniej. Wymienię
dwóch tylko autorów, których tezy dadzą się później wykorzystać — pod
warunkiem, że potraktuje się je nie jako ustalenia merytoryczne, ale jako
metafory, i że dokona się ich przekładu na pojęcia bliższe rzeczywistości.
Pierwszy to oczywiście Z. Freud (1913), traktujący tabu jako trwające do
dziś stłumienie pragnień, które nurtowały niegdyś pierwotną hordę. Miały
one doprowadzić do zabójstwa pierwszego ojca-tyrana przez jego synów,
zjedzenia go i podziału praw do kobiet w hordzie. Dzisiejsze tabu tote­
miczne to nic innego jak wyrzuty sumienia przeniesione na totemiczne zwie­
rzę, którego odtąd nie wolno zabijać ani jeść. Również egzogamia — a więc
tabuizowanie kobiet z własnej grupy — jest podobną reakcją sumienia na to
samo prawydarzenie.
Mniej spekulatywny jest Geza Roheim (1945), psychoanalityk posługujący
się w odróżnieniu od Freuda szczegółowym materiałem etnograficznym. Wi­
dzi on tabu jako środek symbolicznego zachowania jednej z najbardziej
pożądanych wartości, a mianowicie mającej swe biologiczne korzenie dwu­
stronnej jedności dziecka (płodu) i matki. Roheim traktuje najróżniejsze za­
chowania kulturowe — nawet takie, jak witanie się uściskiem dłoni i poca­
łunkiem — jako symboliczny wyraz „powrotu do lona". Także tabu ma za­
pewniać osiągnięcie owej dwujedni, nakładając ograniczenia na wszelkie dzia­
łania o charakterze symbolicznie separującym, wydzielającym. Autor wybiera
dla ilustracji tabu eskimoskie: zakaz zdrapywania szronu z okien, usuwa­
nia osadu z lamp, cięcia brył śniegu i surowców do obróbki, wyprawiania
skór, czesania się itp. Obowiązują one w sytuacji śmierci człowieka lub
zwierzęcia, a więc — jak to interpretuje — wtedy, gdy osamotniona dusza
powinna być jak dziecko przygarnięta przez żywych członków plemienia dla
osiągnięcia owej dwujedni.
Przeciwko tak wybiórczemu traktowaniu tabu zaprotestować musi każdy,
kto choć trochę zna materiał eskimoski, np. ze studium M . Maussa (1973),
dającego znacznie bardziej całościową jego interpretację. Zakaz separacji (od
matki) to przecież tylko jeden z aspektów tabu, podobnie jak oddzielenie
duszy, śmierć, to tylko jedna z wielu okoliczności, gdy ono obowiązuje.
Chociaż widzę dużo racji w ujmowaniu tabu jako prowadzącego do osiągnię­
cia sytuacji płodowej (sam Roheim miał raczej na myśli sytuację dzieciństwa
w ogóle) to jego wyjaśnienie okoliczności ogłaszania zakazów — kiedy owe
„bezradne dusze" powinny być potraktowane jak dzieci — trzeba odrzucić
jako nadzwyczaj naiwne.
Oczywiście w nurcie psychoanalitycznym i poza nim znaleźć można wię­
cej zwolenników tezy przeciwnej, wedle której tabu miałoby zapobiegać nie­
dojrzałym chęciom powrotu do matki, więzom edypalnym czy tzw. fiksacji
macierzyńskiej. To właśnie odcięcie od matki ma być celem różnych zabiegów

�TABU. Z A K A Z MAGICZNY. NIECZYSTOŚĆ

23

i zakazów nakładanych w momentach inicjacji, w okresach poporodowych
itp. Liczne analizy powstające w obrębie amerykańskich cross-cultural
studies
(F. Young, Y . Cohen), jak i prace wielu inaczej, bo symbolicznie, zoriento­
wanych badaczy europejskich (Luc de Heusch), idą właśnie w tym kierunku.
Na koniec wspomnijmy o zupełnie innym sposobie widzenia tabu —
o traktowaniu go jako operatora tubylczych klasyfikacji. Tak rozumieli tę
instytucję Durkheim i Mauss, tak też ujmował ją w swoim czasie C . LéviStrauss (1966, oryg. 1962). Jego tezę można w uproszczeniu podsumować
następująco: zakazy, zwłaszcza dotyczące pożywienia, są związane z regułami
zawierania małżeństw, są metaforycznym odpowiednikiem zakazów określa­
jących wymianę kobiet, są więc przetworzeniem reguł rządzących podstawo­
wą instytucją kultury. W ramach totemizmu jako uniwersalnego systemu
klasyfikacyjnego zostaje ustanowiony metaforyczny związek między odpowied­
nimi lub nieodpowiednimi rodzajami zwierząt i roślin a grupami ludzkimi
kwalifikującymi się lub nie do małżeńskich związków. Tabu (pokarmowe) to
tylko projekcja reguł klasyfikacji matrymonialnej.
Francuski eseista Georges Bataille również ujmował tabu w ścisłym związ­
ku z kwestią płci, aczkolwiek raczej w jej erotycznym aspekcie; traktował
je jako zakaz nałożony przez praczłowieka na wszelki gwałt przeszkadzający
w pracy, która go uczłowiecza i daje mu przyszłość: na niekontrolowany
seks, mord, krew menstruacyjną. Zalecające całościowe badanie tabu zamiast
izolowanych wyjaśnień słowa Bataille (1962. s. 51) „najwyższy już czas byśmy
zwrócili uwagę na wszystkie tabu religijne we wszystkich epokach i wszyst­
kich klimatach" powinny być odczytywane przy dźwięku fanfar. Ale czy
wobec różności postaw uczonych badających tabu i wobec różnorodności
samego materiału da się odnaleźć w nim wspólny mianownik? Czy warto
go zresztą szukać, skoro — jak konkluduje swą pracę o tabu Steiner (1956,
s. 141) — nie jest ono jedną instytucją ani jednym problemem socjologicz­
nym. N a Polinezji, z której przyszło do nas słowo tapu (dosł. „silnie zazna­
czone", złożenie ta — zaznaczać, pu — przysłówek intensywności), jest insty­
tucją specyficzną, nie spotykaną w tym kształcie na innych obszarach. Spró­
bujmy więc raczej spojrzeć na jeden zwarty blok zakazów — zakazy biblijne,
na temat których wypowiadały się pokolenia uczonych i egzegetów. Ponieważ
interesuje nas tylko pewien wymiar tej kwestii, rozpocznę referowanie de­
baty dopiero od chwili, kiedy włącza się do niej nowoczesna antropologia —
o k o ł o ćwierć wieku temu: „ N a początku była Mary Douglas".

II

Oryginalność tej autorki polegała na spostrzeżeniu, że nieczystość nie jest
zjawiskiem motywowanym biologicznie, lecz logicznie. Nic nie jest — po­
wiada ona — brudne samo w sobie; nieczyste jest to, co ma niejasny status
w obrębie pewnej siatki pojęciowej, co wyłamuje się z danego porządku
logicznego. Dotyczy to nawet „naturalnego" brudu; aby właściwie zrozumieć

�24

J E R Z Y SŁAWOMIR WASILEWSKI

stosunek d o ń , jaki panował w kulturach tradycyjnych, musimy zapomnieć
całą tę wiedzę, którą posiedliśmy dopiero w X I X w. — zapomnieć o idei
patogeniczności brudu, o odkryciu bakteryjnej transmisji chorób, o prawidłach
nowożytnej higieny. Jeśli abstrahujemy od tych nowoczesnych poglądów
i pojęć, to pozostajemy — mówi autorka — ze starą definicją Lorda Chesterfielda: „brud to rzecz nie na miejscu" — w znaczeniu: nie na swoim miejscu
(Douglas, 1966, s. 35). Tezę, że u źródeł nieczystości leżą nieład i niepo­
rządek, m o ż e ilustrować wzmiankowane j u ż zdanie Schurtza na temat „nie­
winnej muchy w zupie", ale podajmy inny, bardziej brytyjski przykład:
ziemia wniesiona na butach z ogródka. Tak długo, jak ziemia ta pozosta­
wała „na swoim miejscu", na grządkach — brudem wcale nie była. Staje
się nim dopiero wtedy, gdy zostaje przeniesiona w miejsce dla niej nie­
właściwe.
Brud — można więc uogólnić — nie jest nigdy izolowany, jest produktem
pochodnym pewnego systemu porządkowania i klasyfikacji rzeczy. Ten sam
mechanizm psychologiczny — potrzeba przestrzegania porządkującego syste­
mu pojęciowego — rządzi postępowaniem członków plemion prymitywnych,
gdzie zakazane jest mieszanie rzeczy z wyłączających się logicznie klas: wody
słodkiej i słonej, mleka i mięsa itp., jak i postępowaniem człowieka współ­
czesnego, który nie chce i nie lubi trzymać garnków w sypialni, a butów
w łazience. N a cokolwiek osobistą nutę autorka opowiada, jak to właśnie
wizyta w łazience znajomych, która zrobiła na niej wrażenie nieporządnej —
przez stojący tam rząd gumowych butów i innych nieprzynależnych do tego
miejsca rzeczy — przywiodła j ą do takich sformułowań na temat nieczystości.
Powrócimy jeszcze do tego spostrzeżenia.
Systematyczny materiał etnologiczny, który autorka interpretuje w świetle
tych założeń, pochodzi z Biblii, z Pięciokskigu
Mojżesza
(hebr. Tora —
Prawo). Jego analiza wykazuje, że u podstaw religijnego pojęcia nieczystości
w Pięcioksiągu leżą logiczne kryteria rozlączności i integralności. Są one wy­
mogiem religijnym, sformułowanym na samym początku biblijnej Księgi ro­
dzaju jako zasada Stworzenia: to przez rozdzielenie tworzy B ó g świat —
czyniąc rozdział między światłem i ciemnością, oddzielając niebo od ziemi,
suchy ląd od morza {Rdz 1, 4-18) . Dopowiedzmy tu za E . Leachem (1962),
że podjęte przez ludzi próby — budowa wieży Babel jako zamiar połączenia
nieba i ziemi — są karane.
Jeśli pod tym kątem spojrzymy na sformułowane nieco dalej, w Księdze
kapłańskiej
i w Księdze powtórzonego
prawa, zakazy religijne, to zauważymy,
że wiele z nich bazuje na tym samym 'ogjcznym kryterium rozłączności.
Przepisy Księgi kapłańskiej
— „Praw moich strzeżcie. Bydlęcia twego nie
1

1

Cytaty biblijne - wszędzie gdzie nie podano inaczej — pochodzą
rego Testamentu w przekładzie O. Jakuba Wujka, Warszawa 1956. W
ze względu na pożądaną ścisłość przekładu wobec Biblii hebrajskiej
i Septuaginty) sięgam do nowszych przekładów - Biblii K U L i Biblii

z Pisma śniętego Sta­
niektórych przypadkach
(a nie tylko Wulgaty
poznańskiej.

�T A B U . Z A K A Z M A G I C Z N Y . NIECZYSTOŚĆ

25

spuszczaj z bydlętami rodzaju innego. Roli twojej nie osiewaj rozmaitym na­
sieniem. Szaty, która z dwu rzeczy jest utkana, nie obleczesz" (Kpi 19, 19) —
ponawia Księga powtórzonego
prawa: „Nie będziesz zasiewał winnicy twej
różnym nasieniem, by siew, któryś posiał, i to co się rodzi z winnicy, ra­
zem się nie poświęciło. Nie będziesz orał wołem i osłem razem. Nie oble­
czesz się w szatę, która z wełny i z lnu jest utkana" (Pwt 21, 9-11). Różni
komentatorzy usiłują odnaleźć w tych zakazach tzw. racjonalne jądro, co
sprowadza się do pseudopraktycznych wtórnych racjonalizacji, które same
w sobie nie zawsze są logiczne, jak ten oto komentarz do Pwt 22, 9: „ D o ś ­
wiadczenie rolników uczy, że wykorzystywanie miejsca między winnymi szcze­
pami na inną roślinę obniża zbiór z winnicy i praktycznie się nie opłaca.
Prawodawca walczy tu zapewne z uczuciem chciwości u rodaków" (Biblia
poznańska,
1973, s. 333). A przecież zakazy te są tylko w tym sensie racjo­
nalne, że realizują podstawowy w y m ó g logiczny — niemieszania kategorii
pojęciowych.
Kolejny w y m ó g logiczny, integralności, to postulat domagający się, by
wszystkie obiekty występowały w swej morfologicznie pełnej, skończonej po­
staci. W takiej nieuszkodzonej, nieumniejszonej postaci, w jakiej został stwo­
rzony, ma występować człowiek, zwłaszcza gdy pełni obowiązki kapłana:
„[...] który by miał jaką wadę, nie będzie ofiarował chleba Bogu swemu,
ani nie przystąpi do służby jego, jeśli będzie chromy, jeśli małego nosa albo
wielkiego, albo krzywego, jeśli złamanej nogi albo ręki" (Kpi 21, 17-19).
Pełne powinno być też zwierzę ofiarne: „Wołu też albo owcę zbytnich albo
niezupełnych c z ł o n k ó w za dobrowolny dar ofiarować je możesz, ale ślub
z nich przyjemny nie będzie" (Kpi 22, 23 — wyjątkowo cytuję w przekładzie
Brytyjskiego i Zagranicznego Towarzystwa Biblijnego).
Podobnie wyeliminowane są osoby, które w danym momencie znajdują
się w niedkończonym, niezamkniętym stanie czy etapie swego życia: „[...] czło­
wiek, co zbudował dom nowy, a jeszcze go nie poświęcił [...], zasadził
winnicę, a jeszcze jej nie oddał na zwykły użytek [...], co się zaręczył
z kobietą, a nie pojął jej | . . . ] " — wyłączeni zostają z walki i mają odejść
z obozu (Pwt 20, 6-7). Przypomnijmy tu również nowotestamentową przy­
powieść (Łk 14, 16-21) o gościach, którzy wymawiali się od zaproszenia na
wieczerzę takimi okolicznościami, jak świeżo dokonane kupno wsi, wołów,
zawarcie małżeństwa; w świetle przepisów starotestamentowych mieli oni świę­
te prawo tak postąpić. Przerywanie nowych przedsięwzięć było bowiem uwa­
żane za niepomyślne, zarówno w kontekście wojskowym, jak cywilnym —
powtarza za wcześniejszymi komentatorami autorka, by później uogólnić to
rozwijając myśl A . van Gennepa na temat obrzędów przejścia. Badacz ten
„widział społeczeństwo jako dom z pokojami i korytarzami, w którym przejście od jednego
do drugiego jest niebezpieczne [jest to pierwsze zdanie III rozdziału Rites de passage — J.S.W.].
Niebezpieczeństwo leży w samych stanach przejścia, jako że przejście nie jest ani jednym sta­
nem, ani drugim, nie daje się ono określić. Osoba, która musi go dokonać, jest sama
w niebezpieczeństwie i emanuje je na innych" (Douglas, 1966, s. 96).

�26

JERZY SŁAWOMIR WASILEWSKI

C h o ć autorka wypowiada to zdanie z pozycji durkheimowsko-pansocjologicznych (stan przejścia jest niebezpieczny, bo jest to wyjście poza struk­
turę społeczną), to przecież rozpoznajemy tu myśl analogiczną do tej. na
której będą budować swe konstrukcje autorzy o wyraźnie strukturalnej albo
symbolicznej orientacji: V. Turner (1964), E . Leach (1964), a u nas jako
pierwszy L . Stomma (1975).
III

Sam już tytuł wczesnego artykułu Turnera (1964; tekst włączony potem
do Turner, 1967) dobrze charakteryzuje ambiwalencję m o m e n t ó w przejścia —
idiomatyczne Betwixt and Between znaczy „ani tu, ani tam, ni to, ni owo"
(to samo określenie odnalazłem w znacznie wcześniejszej pracy innego angiel­
skiego pioniera analizy symboli — A. Hocarta, 1927, s. 213; w jego analizie
mitu indyjskiego pojawia się ono użyte dla scharakteryzowania piany, której
Indra użył z tą ukrytą myślą, by zastosowanie owej „ani suchej, ani mok­
rej" substancji umożliwiało uznanie jego akcji za niebyłą).
Turner zwraca uwagę, że osoby znajdujące się w fazie liminalnej (co
najzupełniej odpowiada fazie marginalnej u van Gennepa) już nie są zakla­
syfikowane, a zarazem jeszcze nie są klasyfikowane. Jest to więc moment
destrukturyzacji i restrukturyzacji, stąd symboliczne modelowanie go w obrzę­
dzie za p o m o c ą biologicznych procesów śmierci i pobytu w łonie, porodu.
Zasada ekonomii symbolu {parsimony of symbolic reference; Turner, 1964,
s. 8) sprawia, że logicznie sprzeczne zjawiska — śmierć i narodziny — mo­
gą być wyrażone tym samym znakiem: inicjacyjny szałas jest zarazem gro­
bem i łonem (womb and tomb), nagość jest nagością trupa i noworodka
jednocześnie, itp.
E . Leach (1964, 1976) traktuje ambiwalencję jako myślowe podłoże insty­
tucji tabu. Z właściwą sobie umiejętnością radykalnego upraszczania buduje
taki oto wywód: świat wokół nas ma charakter continuum — czas i prze­
strzeń są ciągle, rzeczy — przemieszane i splątane. To ludzki umysł doko­
nuje w nim cięć, podziałów, pojęciowych rozgraniczeń. Operatorem tych
binarnych klasyfikacji jest tabu, które służy do oddzielenia ego od świata
zewnętrznego i do ustanowienia dalszych przedziałów między obiektami i kla­
sami. Aby móc jednoznacznie klasyfikować, trzeba zignorować albo wręcz
stłumić wszystko to, co w ciągłym świecie naturalnym znajdzie się na gra­
nicy sztucznie wydzielonych klas. A więc np. wydzieliny ludzkiego ciała;
substancje te są tabuizowane, bo intrygują i wprowadzają zamieszanie. Przez
swoją zasadniczą dwuznaczność — należą one do ciała, ale już nim nie są —
utrudniają odpowiedź na zasadnicze pytanie o własną fizyczną tożsamość.
Bo przecież wątpliwości „czym jestem j a w odróżnieniu od reszty świata"
i „gdzie są moje granice" to pierwsze pytania i sfera pierwszych ekspery­
mentów dziecka. Stąd też wszelkie obiekty graniczne stają się przedmiotem
najsilniejszych tabu. Aby logika dychotomicznej klasyfikacji mogła działać

�TABU, Z A K A Z MAGICZNY, NIECZYSTOŚĆ

27

skutecznie, muszą zostać usunięte — stłumione lub zapomniane, czyli pokryte
świadomym lub nieświadomym zakazem — wszystkie niewygodne obiekty,
które należą do dwóch klas jednocześnie. Diagram Eulera — dwa przenika­
jące się koła z zaszrafowaną powierzchnią wspólną (zakazaną) i formuła,
że tabu jest „zarówno A jak i ~ A", powtarzać się będą odtąd często
w pracach Leacha.
Część materiałowa artykułu O klasyfikowaniu zwierząt i brzydkich wyra­
zach (Leach, 1964) budzi zdumienie. Oto pies zostaje wybrany jako przykład
zwierzęcia tabuizowanego w naszej kulturze, czego przejawem ma być to,
że wszelka myśl o jedzeniu go byłaby złamaniem podstawowej normy kul­
turowej. Dowodem tabuizacji ma być też fakt, że wzmiankowanie go (w sło­
wach „ty psie" itp.) stanowi wyzwisko, a wszelkie przekleństwa polegają
przecież na celowym naruszeniu tabu. Wyjaśnieniem owej tabuizacji psa ma
być jakoby okoliczność, że to najściślej domowe zwierzę zajmuje miejsce po­
średnie — a więc ambiwalentne — między człowiekiem a zwierzętami gospo­
darczymi. Obiekty pośrednie są zresztą tabuizowane na różnych planach:
nie tylko werbalnie i konsumpcyjnie, lecz także w planie seksu i związków
małżeńskich. Bierze się to stąd, że każda kultura ma całościowy system
szeregowania oparty na odległości od Ego. Wedle Leacha sposób, w jaki
w danej kulturze klasyfikuje się zwierzęta na jadalne i niejadalne, odpo­
wiada sposobowi, w jaki klasyfikuje się kobiety, z którymi wolno i nie
wolno się żenić. Zwierzęta domowe są więc tabuizowane, tak jak niedostępne
są kuzynki pierwszego stopnia (Anglia); im dalej od domu, tym bardziej
zwierzęta nadają się do jedzenia, a kobiety do związków małżeńskich.
Halverson (1976) wykazał, że literalnie ani jeden z podawanych przez
Leacha przykładów nie był rzetelny. Wplątał się on też w fatalne utożsamia­
nie tabu i świętości (sacrum jako obszar pośredni między człowiekiem a świa­
tem pozaludzkim da się opisać tą samą co tabu formułą „A i ~ A " ) .
A przecież — komentuje Halverson — choć świnia była dla Semitów zaka­
zana, to wcale nie m o ż n a powiedzieć, że była święta.
Zasygnalizujmy tu kwestię, która wymagać będzie dalej szerszego przed­
stawienia: paradoksalność tabu. Gnębiła ona tych XIX-wiecznych badaczy,
którzy chcieli „racjonalnie" wyjaśnić nie mieszczący się w ich głowach fakt,
że jeden termin obejmuje rzeczy święte na równi z nieczystymi. Z obser­
wacji, że zakazane i izolowane są zarówno plemienne świętości, jak i ko­
biety w czasie porodu i menstruacji, nie umiano wyciągnąć innego wniosku,
jak tylko ten o zasadniczej tożsamości idei sacrum i nieczystości w pierwot­
nym umyśle. Wedle W. Robertsona Smitha i J . G . Frazera dziki nie od­
różniał świętości od nieczystości — w obu wypadkach występowały groźne
duchy i niebezpieczne moce wymagające tabuizacji. Nic więc dziwnego, że
gdy pierwszy z tych badaczy chciał rozumieć powody tabuizacji świni, to
musiał ryzykować tezę, że — wbrew materiałowi faktycznemu i Haiversonowi — nieczysta świnia była niegdyś dla Semitów święta (Smith, 1894, s. 153.
290, 448).

�28

J E R Z Y SŁAWOMIR WASILEWSKI

Skoro jesteśmy przy świni to znak, że pora powrócić do prac Mary
Douglas. Jej bowiem należy przypisać zasługę zbadania statusu klasyfika­
cyjnego tego zwierzęcia, co sprowokowało później powstanie licznych prac
pokazujących, jak zwierzęta m o g ą b y ć nie tylko dobre do jedzenia oraz do
myślenia (zwrot Lévi-Straussa), ale też ze względu na swój status będą dobre
do zakazywania (patrz tytuły prac: Bulmer, 1967; Tambiah 1969; Sperber
1975). W swym pionierskim studium kultu pangolina (mrówkojada łusko­
wego) Douglas (1957) pokazuje, jak u podłoża szczególnej roli tego zwie­
rzęcia w wierzeniach południowoafrykańskich Lele leży postrzeganie go jako
„istoty zmieszanych kategorii". M a on łuski jak ryba, ale chodzi po drze­
wach. Wygląda jak wielka jaszczurka, ale karmi młode jak ssak; zamiast
uciekać przed myśliwym — zwija się w kłębek i niejako sam oddaje w je­
go ręce.
Obserwacje te zaowocowały później w postaci niebanalnych spostrzeżeń
w kwestii nieczystości świni.

iv
Oryginalność Mary Douglas polega na zerwaniu z liczącą zapewne około
dwóch tysiącleci tradycją debatowania nad poszczególnymi racjami, dla któ­
rych świnia mogła b y ć uznana za nieczystą. D o tej pory czyniono bowiem
temu zwierzęciu zarzuty, że przenosi pasożyty, że mięso ma zbyt tłuste —
zwłaszcza jak na klimat Południa — że żeruje na odpadkach albo posiada
inne odrażające cechy, które słusznie powodują, iż ucieleśnia ono sobą brak
wartości moralnych. Tradycyjne interpretacje religijne, w których zwierzę to
figuruje jako alegoryczne upostaciowanie różnych wad, nie są wyjaśnieniami,
ale pobożnymi komentarzami. Wszystkie one „nie są ani konsekwentne, ani
całościowe — dla każdego rodzaju zwierząt musi zostać wymyślone odmienne
tłumaczenie i nie ma końca jeśli chodzi o ilość możliwych wyjaśnień"
(Douglas, 1966, s. 49).
Autorka, która j u ż na pierwszej stronie książki wyznaje głęboką awersję
do wszelkich kawałkowych interpretacji, jest świadoma, że właściwe wytłu­
maczenie musi objąć całość biblijnego tekstu dotyczącego zakazów, a przede
wszystkim uwzględniać długą listę zwierząt nieczystych (podaną w Kpi 11,
1-46, i powtórzoną w Pwt 14, 3-21); obok świni znajdują się na niej
wielbłąd i zając, krokodyl i konik polny na równi z wieloma gatunkami
płazów, ptaków i owadów. Dlaczego wyróżniać właśnie świnię? trzeba raczej
zbadać, jaka jest logika całego wyliczenia.
Tak oto przystępuje autorka do dowodu, że za nieczyste zostają uznane
te zwierzęta, które jako istoty „mieszanych kategorii" nie realizują zasady
logicznego uporządkowania świata — takie, które są niedoskonałymi człon­
kami swojej klasy, lub te, których klasa sama w sobie psuje ó w uniwer­
salny porządek. Od czasów Stworzenia istnieje — opisany w Księdze rodzaju
(1, 20-26) — zadekretowany przez Stwórcę trójdzielny ł a d ; wszystkie istoty

�TABU, Z A K A Z MAGICZNY, NIECZYSTOŚĆ

29

zostały stworzone w postaci odpowiedniej do środowisk, w których przyszło
im zamieszkiwać. Zwierzęta lądowe chodzą, biegają, skaczą, wodne pływają,
powietrzne latają. Naturalnie mają właściwe narządy — nogi, skrzydła, skrzela i łuski. Oczywiste jest więc, że istoty, które wyłamują się z tego po­
działu, którym brak np. organów ruchu stosownych do zamieszkiwanego
środowiska albo mają je w nadmiarze — są nieczyste. Stąd też
,.[...] cokolwiek skrzeli i łuski nie ma z łych, które się w wodzie ruszają i żyją, obmierzle
warn i obrzydłe będzie; mięsa ich jeść nie będziecie, a zdechlin wystrzegać się będziecie.
Wszystko, co nie ma skrzeli i łuski w wodach nieczyste będzie [...] Wszystko latające, które
chodzi na czterech nogach, obrzydłe wam będzie [...] Cokolwiek na piersiach łazi o czterech
nogach albo nóg nie ma, albo pełza po ziemi, jeść nie będziecie bo brzydkie jest" (Kpi I I ,
11-12. 20, 42).

Zasada logicznego uporządkowania świata według kryteriów integralności
i rozłączności — tu odniesiona do środowisk naturalnych i właściwych na­
rządów — okazuje się więc z n ó w stać u podstaw idei czystości. Tyle że nie
jest ona sformułowana expressis verbis i w niektórych miejscach pojawiają
się kłopoty. Oto wymienione jako nieczyste ptaki nie poddają się tak łatwo
interpretacji. „Z ptactwa te są, których jeść nie macie i strzec się ich macie:
orła i gryfa, i orła morskiego i kaní i sępa według rodzaju jego" etc. —
w sumie 20 gatunków, aż po finalne „dudka też i nietoperza" (Kpi 11,
13-19). Autorka przyznaje się tu do niewiedzy, co będzie ją sporo kosztować
w późniejszej krytyce: „O ptakach nie mogę powiedzieć nic, jako że są one
wymienione, a nie opisane, zaś przekład tych nazw jest wątpliwy". Dalej
sugeruje, że mogą to być takie ptaki, które np. latają, a zarazem nurkują
albo też ptaki-nieloty. „Gdyby pingwiny żyły na Bliskim Wschodzie, sądzę
że byłyby uznane za nieczyste jako ptaki bez skrzydeł" (Douglas, 1966, s. 56).
I wreszcie dochodzimy do listy nieczystych zwierząt lądowych, w tym
i świni, budzącej obrzydzenie Semitów. Ale Kpi w najmniejszym stopniu
nie wyróżnia jej spośród kilku innych zakazanych gatunków. T y m razem
formułuje najprzód zasadę ogólną określania nieczystości:
„Wszystko, co ma rozdzielone kopyto, a przeżuwa [...] jeść będziecie. Lecz cokolwiek
przeżuwa wprawdzie i ma kopyto, ale nie dzieli go, jak wielbłąd i inne, tego jeść nie bę­
dziecie i między nieczyste policzycie. Jeż [...] i zając też, bo i ten przeżuwa, ale kopyta nie
dzieli: i świnia, która dzieli wprawdzie kopyto, ale nie przeżuwa (...] wam są nieczyste"
(Kpi ! I. 3-8).

Świnia zostaje więc uznana za nieczystą z tego samego powodu, dla
którego zakazanych jest kilka gatunków; wszelkie wyrywkowe interpreta­
cje — od klimatologicznych po alegoryczne — idą więc brew duchowi i literze
tekstu biblijnego „prawa czystości". Kryteria klasyfikacji — przeżuwanie i parzystokopytność — zostają podane verbatim. Nie wiemy tylko, dlaczego są
one właśnie takie, a nie inne; sama Biblia takiego wyjaśnienia nie zawiera.
Propozycja M . Douglas jest prosta, przekonująca, aczkolwiek — jak zo­
baczymy dalej - niekompletna. Autorka przypomina, że dawni Izraelici byli
pasterzami owiec, którzy zapewne nie gustowali w zwierzynie łownej: nie

�30

J E R Z Y SŁAWOMIR WASILEWSKI

jest to zresztą kwestia gustów kulinarnych, lecz raczej pasterskiego etosu —
być zmuszonym do jedzenia dziczyzny to znak, że. jest się złym pasterzem.
Wzorem właściwego pożywienia była dla nich najlepiej znana owca; ona też
stanowiła model zwierzęcia czystego i jeśli już Izraelici jedli mięso dzikich
zwierząt — np. antylopy nie są objęte zakazem — to musiały one mieć zasad­
nicze cechy charakterystyczne owcy. T a zaś jest oczywiście parzystokopytnym
przeżuwaczem. Świnia wraz z wielbłądem i paroma innymi zakłóca więc za­
sady taksonomiczne, wyznaczone przez zwierzę modelowe; posiadanie tylko
jednej z dwóch cech charakterystycznych — przeżuwalność bez parzystokopytności albo odwrotnie — to naruszenie porządku klasyfikacyjnego, a więc
nieczystość. Zagadkę świni uznaje autorka za rozwiązaną — tabuizacja służy
tu, jak wszędzie, utrzymaniu jasności podziałów, a więc podtrzymaniu sakral­
nego, opartego na Bożym błogosławieństwie porządku świata.
Związek idei świętości i wydzielenia, oddzielenia, zapisany jest też w głę­
bokich pokładach języka hebrajskiego. • Słowa kadosz — święty, kadasz —
uświęcać wywodzą się z rdzenia qds denotującego separację, oddzielenie
(Smith, 1894, s. 150; Steiner, 1956, s. 69). W socjologicznej interpretacji naszej
autorki chęć Izraelitów bycia narodem wybranym pociąga za sobą do­
konywanie rygorystycznych wydzieleń, podziałów i dyskryminacji — nie tylko
oddzielenie sacrum od profanum, ale też utrzymanie rozdziału między kla­
sami rzeczy, zwłaszcza kategoriami stworzenia. Konkludujące jedenasty roz­
dział Kpi zdanie — admonicja Pana: „Świętymi będziecie, b o j a święty jestem"
(11, 45) — może być więc tłumaczona (choć z oczywistym zubożeniem sensu)
„Bądźcie wydzieleni, bo j a jestem wydzielony" (Douglas, 1966, s. 8, 56).
v
Zamykając prezentację ustaleń M . Douglas w kwestii biblijnych zakazów
żywnościowych trzeba odnotować, że w jej myśleniu przewijają się co naj­
mniej trzy wątki. Pierwszy można chyba określić jako Durkheimowski. Do­
minuje on zdecydowanie w pozostałych, tu nie referowanych partiach jej
studium, w tym też kierunku poszła autorka w swych późniejszych pracach
i obstaje przy nim do dziś. Akcent pada tu na związek między kategoriami
myślowymi a społecznymi, przy czym pierwsze są pochodną drugich, ostrość
zaś podziałów logicznych widziana jest przede wszystkim jako środek wyrazu
socjologicznych zasad i realizacji społecznych celów, takich jak utrzymanie
odrębności etnicznej, kastowej itp.
Wątek drugi, najsłabiej przez autorkę akcentowany, jest najściślej symbo­
liczny. T o wątek mitologiczny, widoczny, gdy zakazy biblijne okazują się
być wyrazem dążenia do utrzymania rzeczy w takich samych ramach, w ta­
kim samym ładzie taksonomicznym, w jakim powstały w czasach Stworzenia.
Ten kierunek rozumowania najmniej pociąga autorkę, a przecież wart on
będzie, jak zobaczymy, kontynuowania.
Trzeci wreszcie nurt nazwałbym umownie ..mentalistycznym"; ma on dwie

�TABU. Z A K A Z MAGICZNY. NIECZYSTOŚĆ

31

odnogi — strukturalistyczną i taksonomiczną. O pierwszej z nich mówić moż­
na tam, gdzie autorka uwydatnia ważność idei myślowego rozdzielania, do­
konywania intelektualnych operacji cięcia, rozróżniania, dyskryminacji oraz
tam, gdzie podkreśla, iż „nieczystość" ma swe miejsce w całym systemie
takich operacji raczej aniżeli w biologii. „Cięcie leży u źródeł dyferencjacji,
a dyferencjacja jest warunkiem wstępnym sygnifikacji [procesu tworzenia zna­
czenia]" (Soler, 1973, s. 946).
Jeśli chodzi o ujęcie taksonomiczne, to w rzeczy samej m o ż n a chyba
uznać M . Douglas za jedną z inicjatorek tego podejścia, które zaowoco­
wało później wieloma szczegółowymi studiami tubylczych taksonomii roślin
i zwierząt. (Wiele studiów B. Berlina, H . Conklina; Bulmer, 1967; Ellen,
Reason. 1970; Tambiah 1969).
Ta kierunkowa rozległość nie całkiem jest zresztą poddana w tekście
Purity and Danger należnej stratyfikacji. Konieczność dokonania takich wy­
odrębnień w niniejszym artykule z pewnością wpłynęła niekorzystnie na tryb
przedstawiania oryginału, zmuszając do komplikującego meandrowania, które
niestety nie kończy się na tym miejscu. To właśnie owa rozległość sprawiła,
że książka ta. a zwłaszcza jej część traktująca o ..obrzydliwościach" w Księ­
dze kapłańskiej,
stała się inspiracją i punktem odniesienia tak różnych prac
współczesnej humanistyki, podchwytujących wedle upodobania którąś z na­
czelnych tez brytyjskiej autorki. Jako najświeższy znany mi przykład podam
pracę Julii Kristevej, traktującej w specyficznie freudowsko-semiotyczny spo­
sób o zjawisku odrazy, obrzydzenia (Kristeva, 1980).
Była też i krytyka. Z najostrzejszym jej rodzajem, w najbardziej zjadliwej
formie wystąpił Marvin Harris, słynny — by nie rzec osławiony — antropolog
amerykański. Autor ten, bardzo popularny wśród studentów (zwłaszcza młod­
szych, undergraduates), reprezentuje tzw. „materializm kulturowy" — bez że­
nady identyfikując się z XIX-wiecznym wulgarnym materializmem, uzupeł­
nionym jedynie o ekologię. Odsłaniając w swych książkach pozaintelektualne
i pozasymboliczne uwarunkowania kultury i religii, Harris świadomie szar­
żuje i prowokująco lekceważy wszelkie elementy intelektualnego dyskursu.
A że czyni to w sposób zjadliwie dowcipny, z dużą ilością ujmująco pro­
stej demagogii w swych tezach — stąd jego popularność w zawsze pragma­
tycznie myślącej Ameryce.
Jego ekologiczno-ekonomiczne tłumaczenie tabu świni jest krótkie i proste:
w warunkach naturalnych Palestyny jest to zwierzę na dłuższą metę zbyt
kosztowne w utrzymaniu, tym niemniej kuszące przez obfitość mięsa. „Dla­
tego Jahwe, jak słyszano, powiedział, że świnie są nieczyste" (Harris, 1985,
s. 49). Religijne tabu jest najskuteczniejszym środkiem na przecięcie tej wątpli­
wości, eliminując nieracjonalną tzn. nieekonomiczną pokusę; tę tezę rozszerza
autor na inne zakazy żywnościowe, które według niego mają na celu prze­
cięcie ambiwalencji rachunków zysku i strat (Harris, 1979, s. 192-193).
Prymitywizm i pobieżność Harrisowskiego ujęcia odbierają ochotę do
wszelkiej polemiki. Zresztą w przewidywaniu argumentu krytycznego, iż wy-

�32

J E R Z Y SŁAWOMIR WASILEWSKI

rywa świnię z kontekstu zwierząt zakazanych, przygotował autor taką od­
powiedź: pozostałe zakazy jedzenia ptaków i skorupiaków też nie są nie­
racjonalne, „nie ma przecież niczego irracjonalnego w tym, że ktoś nie spę­
dza czasu polując na sępy na obiad lub wędrując trzydzieści kilometrów
przez pustynię po danie z mięczaków na połówce muszli" (Harris, 1985,
s. 40-50).
Jeśli dla kogoś wystarczającym wyjaśnieniem logiki złożonego systemu
jest zapewnienie, że nie był on irracjonalny (a to słowo u Harrisa znaczy
„powodujący śmierć głodową"), niech przyjmuje stanowisko tego autora. Po­
lemikę z klasyfikacjonistycznymi ujęciami M . Douglas prowadzi on w po­
staci uwag, że ich podstawą powinno b y ć c o ś więcej niż tylko jedna wy­
prawa do czyjejś łazienki i sarkastycznych stwierdzeń, że autorka „zrezygno­
wałaby z tezy o nieporządku jako głównym składniku brudu, gdyby musiała
posprzątać trawnik upstrzony złotymi zegarkami i brylantowymi pierścion­
kami" (Harris, 1979, s. 197).
Pomijając wszystkie te fajerwerki, jest u Harrisa jedno pytanie, które
wymaga odpowiedzi: „dlaczego [biblijny] system taksonomiczny został tak
zbudowany, że świnia ma w nim status anomalii, aczkolwiek nie ma prze­
cież oczywistego, uniwersalnego powodu, dla którego nie miałaby być ona
równie dobra do myślenia, jak do jedzenia" (tamże, s. 192). N a pytanie to
m o ż n a udzielić dwóch odpowiedzi. Jedna z nich będzie reprezentować nurt
klasyfikacjonistyczny i będzie operować akceptowanym przez Harrisa „nau­
kowym" językiem obiektywnych taksonomii, zestawionych z klasyfikacjami
tubylczymi. Odpowiada ona bezpośrednio na pytanie Harrisa, tym niemniej
ukażę jej słabości, które moim zdaniem podważają jej finalny charakter.
Okaże się wtedy, że ostateczne, doprowadzające do pełnego zrozumienia
uzupełnienie przynosi dopiero wprowadzenie paradygmatu mitologicznego.
Odpowiedź pierwszą trzeba rozpocząć od stwierdzenia, że w swym pocią­
gu do zdroworozsądkowego patrzenia Harris przeoczył fakt, że świnia, choć
na pozór zupełnie normalna, jest anomalią klasyfikacyjną także ze ściśle
naukowego punktu widzenia — ulubione Harrisowskie etk, przeciwstawione
emic. Oto spośród 91 znanych na Bliskim Wschodzie gatunków zwierząt,
które nie przeżuwają, świnia jest jedynym parzystokopytnym; odpowiednio
spośród 1! parzystokopytnych — jedynym nieprzeżuwająeym (Hunn, 1970,
s. 113). Tak brzmi argument scjentystycznego klasyfikacjonisty, który zwra­
ca do tego uwagę, że również grupa 10 zwierząt czystych, wymienionych
w Pwt 14, 4-6 (wół, owca. koza i inne parzystokopytne przeżuwające)
tworzy — wedle kryteriów naukowej systematyki gatunków odrębny takson,
w którym mieszczą się wszystkie znane na Bliskim Wschodzie gatunki na­
leżące do podrzędu Ruminantia rzędu Artiodactyla.
A zatem klasyfikacja
ludowa daje ten sam efekt, co taksonomia naukowa; obie one bazując na
tych samych kryteriach wyróżniają identyczny takson, przy czym ta ostatnia
przyjmuje jego ważność filogenetyczną, tj. wspólnotę pochodzeniową jego
c z ł o n k ó w (tamże, s. 108).

�TABU, Z A K A Z MAGICZNY, NIECZYSTOŚĆ

33

Ale to, co cieszy taksonoma — martwi antropologa symbolicznego; spró­
bujmy znaleźć lukę w tym rozumowaniu. Po pierwsze, spostrzeżenie, że kry­
teria biblijne odpowiadają kryteriom współczesnej systematyki gatunków wy­
daje się podejrzane; to alibi jest zbyt dobre, by było prawdziwe. Biblijne
określenia: „dzielenie kopyta" i „przeżuwanie", tylko na pozór odpowiadają
zoologicznym terminom parzystokopytności i ruminacji. Przyjrzyjmy się trójce
zwierząt uznanych za nieczyste, jako że przeżuwają, ale nie dzielą kopyta:
wielbłąd, zając i jeż (Kpi 11, 4-6).
Wielbłąd, któremu odmawia się tu rozdwojonych kopyt, należy przecież
do parzystokopytnych, tyle że jego racice są okryte od spodu poduszką
ułatwiającą bieganie i mają pazurokształtne zakończenia. Zając, któremu Kpi
i Pwt każą przeżuwać, czyni to tylko pozornie (zjawisko zwane mastykacją).
J e ż . . . nie jest wcale jeżem. T u mała dygresja: ten błędny przekład ks. Wuj­
ka — za Septuagintą — starały się skorygować Biblia poznańska
(„świstak")
i Biblia K U L („borsuk"). Jeśli wierzyć specjalistom od identyfikacji zwierząt
biblijnych, to chodzi tu o gatunek Procavia capensis, po polsku „góralek".
Jest to pospolity w Palestynie ssak wielkości królika o pazurzastych kopytach,
podobny do kapibary. Zresztą trudny do opisania (patrz W E P albo Mały
słownik zoologiczny), bo „jedyny w swoim rodzaju"; w systematyce zwierząt
stanowi oddzielny rząd, a jego najbliżsi krewni w królestwie zwierząt to . . .
słonie. „Góralek" jest więc nie tylko anomalią klasyfikacyjną, ale wręcz
unikatem.
Wracajmy do zasadniczej kwestii przeżuwania i kopyta. C h o ć — jak mówi­
liśmy — nowożytny takson parzystokopytnych przeżuwaczy został w Biblii
wyróżniony prawidłowo, to jednak nie znajdziemy tu innych pogrupowań,
które odpowiadałyby taksonom systematyki gatunków. Mówiąc o zwierzę­
tach, które „kopyta nie dzielą", nie ma przecież Biblia na myśli rzędu nieparzystokopytnych Perissodactyla:
ani wielbłąd, ani zając, ani jeż (lub świ­
stak, borsuk czy „góralek") nie należą przecież do nieparzystokopytnych —
są to wszystko zwierzęta różnych rzędów.
Jeśli więc biblijny podział tylko częściowo odpowiada współczesnej syste­
matyce, to w gruncie rzeczy pytanie M . Harrisa nadal pozostaje w mocy.
Nie wiemy, dlaczego Hebrajczycy klasyfikowali zwierzęta tak, że świnia była
tam anomalią, aczkolwiek wiemy, że kryteriami tej klasyfikacji były rozdwo­
jone kopyta (racice) i przeżuwanie. Przyjrzyjmy się obu tym cechom.

vi
Racice wykluczają pazury. Jak widzieliśmy, Biblia mówiąc o zwierzętach
nieczystych, które nie dwoją kopyta, miała na myśli takie, których łapy
(a nawet racice, jak u wielbłąda i „góralka") zakończone są pazurami. D o
czego służą pazury — oczywiście do chwytania i rozrywania zdobyczy; do
czego są dobre kopyta — raczej do chodzenia i biegu. A teraz przeżuwanie:
jest to charakterystyczna forma dokładnego żucia pokarmu polegająca na

3 -

Etnografia Polska t. 31. z. 1

�34

J E R Z Y SŁAWOMIR WASILEWSKI

powtarzającym się „odłykaniu", dostosowana do konieczności rozdrobnienia
pokarmu roślinnego, bogatego w celulozę, nietrawioną przez zwierzęce en­
zymy.
Zbieżny charakter obu tych cech jest oczywisty — ich wspólnym mianow­
nikiem jest roślinożerność, a więc „nie-mięsożerność". Starożytni Hebrajczy­
cy zwracali uwagę na budowę n ó g zwierzęcych, dostrzegali bowiem związek
pomiędzy anatomią a sposobem odżywiania. Rozumowali tu — powtórzmy
za Jean Solerem — jak twórca zasady korelacji w zoologii, Georges Cuvier,
wedle słów którego „wszystkie zwierzęta kopytne muszą b y ć roślinożerne,
jako że brak im narządów do chwytania zdobyczy" (cyt. za Soler, 1973, s. 938).
Zanim wyciągniemy wnioski z tego ustalenia rozszerzmy naszą analizę na
listę ptaków nieczystych. Lista ta (Kpi 11, 13-19) powtórzona prawie bez
zmian w Pwt (14, 12-18) sprawiała zawsze tłumaczom Biblii wiele kłopotów.
Oto próbka komentarzy naukowych z polskich przekładów: ..nazwy niektó­
rych ptaków występują jedynie w tym miejscu, stąd ich odpowiedniki polskie
nie mogą uchodzić za naukowo pewne" (Biblia poznańska,
1973, s. 180).
Czy jednak upoważniało to rzeczywiście tłumaczy do zastąpienia Wujkowego
„gryfa", w wierszu trzynastym, południowoamerykańskim kondorem? Inny
komentarz: „niepewne jest znaczenie wyrazu tahmas [...]. Według niektórych
uczonych jest to odmiana strusia, a według innych — odmiana jaskółki"
(Biblia K U L , Ks. Kapl., 1970, s. 186). Jeszcze raz na temat gryfa: „nie
wolno było spożywać również gryfa [...] jest to legendarne zwierzę czworo­
nożne, uskrzydlone, należące do wielkich p t a k ó w żarłocznych, które rzucają
się na ofiarę" (tamże, s. 185-186). Czyżby więc Biblia formułowała zakaz
polowania na zwierzęta legendarne? Tłumacze ulegli tu tradycji rodem ze
średniowiecznych bestiariuszy. Istnieją jednak sporządzone przez biblistów
w konsultacji z ornitologami, a więc zweryfikowane merytorycznie i językowo
przekłady nazw ptaków biblijnych (Parmalee, 1959, wykorzystując specjali­
styczne prace znanego ornitologa Dawida Lacka i biblisty G . Drivera),
z których wynika, że gryf to w rzeczy samej orłosęp brodaty, a struś
z naszych i obcych wydań Biblii to potężny palestyński puchacz, nazywany
tam „córką ciemności". Skądinąd struś wywoływał już zdziwienie komenta­
torów jako roślinożerny w tym raczej mięsożernym gronie (Biblia K U L ,
Ks. Kapl., 1970, s. 186). Po prawidłowym przełożeniu jako puchacz zajmie
on właściwe miejsce. Okaże się wtedy również, że spośród 20 wymienionych
jako nieczyste zwierząt powietrznych — 18 to ptaki mięsożerne, w tym 15
to drapieżniki — praktycznie wszystkie warte wzmianki ptaki drapieżne daw­
nej Palestyny. Dziewiętnasty jest dudek, ptak wszystkożerny, na dodatek
słynny z tego, że swym gruczołem kuprowym „własne gniazdo kala" — patrz
N K P P , s.v. „dudek" znane już przez Reja przysłowia „śmierdzi jak dudek",
„dudek i sam śmierdzi, i gniazdo swe zawżdy zaplugawi", itp. Dwudziesty
jest nietoperz — jedyna anomalia na całej liście: „ptak, bo lata, ale nieupierzony i nie składający jaj".
Komentatorzy tylko niepewnie wyrażali dotąd przypuszczenie, że skoro
„wiele [z ptaków nieczystych] należy do gatunków drapieżnych [to] m o ż e

�35

T A B U . Z A K A Z MAGICZNY, NIECZYSTOŚĆ

zatem aspekt zagrożenia życiu drugiej istoty każe wykluczyć te ptaki z użyt­
ku kultowego?" (Biblia poznańska,
1973, s. 180). Przeważało widzenie Biblii
w kategoriach dietetyki: „Mięso zwierząt przeżuwających uchodzi za zdrow­
sze od mięsa drapieżników; te drugie — jako nie przeżuwające — są nieczyste"
(tamże, s. 179).
Takie wyjaśnienie ignoruje zupełnie to, co Biblia mówi wcześniej na temat
zwierząt. A przecież mówi o nich od samego początku, od pierwszej opo­
wieści o stworzeniu świata w ciągu sześciu dni, tzw. hexaemeronu: „A wszyst­
kim dzikim zwierzętom i ptactwu wszelkiemu nieba, i wszystkiemu, co się
na ziemi porusza i ma w sobie życie, przeznaczam wszelką trawę zieloną
na pożywienie. I stało się tak" (Rdz 1, 30, Biblia poznańska).
A zatem,
wedle tego samego, nie bez pewnego zaskoczenia sformułowanego komen­
tarza, autor hexaemeronu „także dzikim zwierzętom każe się żywić pokar­
mem roślinnym!" I dalej najzupełniej słusznie: „Zapewne obrazuje to pier­
wotną harmonię, jaka według myśli Autora istniała po stworzeniu świata
między wszelkimi istotami" (tamże, s. 7).
Tak więc zwierzęta mięsożerne i ptaki drapieżne nie figurują w ogóle
w pierwotnym planie stworzenia; „raj jest wegetariański" (Soler, 1973,
s. 944). Idylla Edenu kończy się jednak, rzec można, równie tragicznie dla
człowieka, jak i dla zwierzęcia. Po wygnaniu z raju zwierzęce skóry stają
się okryciem człowieka (Rdz 3, 21). Rozszerzmy w tym miejscu nasz wywód
0 celne słowa św. Augustyna, De Genesi contra Manichaeos, I I . który do­
strzegał związek symboliczny między odzieniem ze skór a zapoczątkowaną
właśnie śmiertelnością pierwszych ludzi: „Oni tak długo przebywali w raju,
dopóki nie otrzymali odzienia ze skór, czyli śmiertelności życia doczesnego
[...] Jakimż bowiem lepszym znakiem można było zapowiedzieć śmierć,
którą czujemy w ciele niż przez skóry, które zwykle zdziera się z martwych
zwierząt" (św. Augustyn, 1980, s. 73). Zdanie to przypomnimy później, ana­
lizując tradycyjne ludowe zakazy związane ze skórami, kożuchem itp.
Wyrażone expressis verbis przyzwolenie Boże na uśmiercanie zwierząt po­
jawi się jednak później, dopiero po potopie. Wtedy to Jahwe pogodzi się
z ludzką niedoskonałością (Rdz 8, 21) i niejako koncesjonując skłonność
człowieka do niegodziwości i przemocy zezwoli na zabijanie i zjadanie zwie­
rząt. „A strach wasz i drżenie niechaj będzie nad wszelkim zwierzęciem zie­
mi i nad wszystkim ptactwem powietrznym ze wszystkim, co się rusza na
ziemi; wszystkie ryby morskie ręce waszej podane są. A wszystko co się
rusza i żyje, będzie wam na pokarm" (Rdz 9, 2-3). Zezwolenie na spoży­
wanie mięsa zostało więc niejako wymuszone na Jahwe, w każdym bądź
razie zostało ono dane ludziom dopiero w fazie upadku . Nic więc dziw2

2

Por. Piolr Skarga. Żywoty &lt;więtych, t. I. Kraków 1933. s. 529: ..Za Noego Pan
Bóg [...] dozwoli) im tego. aby już od onego czasu zwierzęta i ryby, i ptaki zabijać i pożywać
mięso ich mogli. Bo Adamowi i potomkom jego nie kazał Pan Bóg jeść, jedno owoce a zioła.
1 żaden człowiek na świecie aż do potopu nie jadł mięsa, bo mieli mocne a gorące natury
i długowieczni byli. Ale potopem Pan Bóg już napsował powietrza i zdrowia ludziom skrócił
i wiek odjął".

�36

JERZY SŁAWOMIR WASILEWSKI

nego, że przez prawodawców — autorów czy redaktorów Tory — zostaje ono
zaakceptowane jedynie jako zło konieczne: nie m o ż n a wszak odżywiać się
wyłącznie manną, choć było to pożywienie najdoskonalsze (Wj 16, 4-35).
Autorzy ci, jak wszyscy prawodawcy religijni, dążą przecież do tego, by
tworzony przez nich system religijny oparty był na niewzruszonych podsta­
wach ufundowanych przez Stwórcę w pierwszym okresie stworzenia, by jego
reguły naśladowały intencje, wedle których stworzony został wzorcowy świat —
raj. Ponieważ nie było w nim miejsca dla zwierząt i ptaków mięsożernych,
to właśnie one zostają uznane za szczególnie niestosowne. Jedzenie mięsa
przez człowieka jest złem koniecznym; karmienie się mięsem takich zwierząt,
które zabijają inne, byłoby złem do potęgi. Tabu powstrzymuje przed jego
popełnianiem.
VII

Przedstawione tu wyjaśnienie zwieńcza więc wywód o przyczynach nie­
czystości świni w judaizmie, odnajdując rację wystarczającą jej tabuizacji
w fakcie odbiegania od rajskiego wzoru. Tłumaczenie nasze wychodzi poza
paradygmat klasyfikacjonistyczny i w istotny sposób go uzupełnia; jak poka­
załem, u podłoża zakazu nie zawsze leży fakt odbiegania od rajskiej wzor­
cowej taksonomii (jak w przypadku anomalii, hybryd itp.), ale fakt złama­
nia rajskiej zasady harmonii i nienaruszania życia.
Zanim sformułujemy ostateczne konkluzje, musimy jeszcze rozważyć parę
kwestii szczegółowych. M o ż n a spytać dlaczego w takim razie wprowadza
Kpi koniunkcję dwóch kryteriów jako warunek czystości, skoro wystarczyło­
by jedno — przeżuwanie albo kopyta, i to niekoniecznie rozdwojone — wszak
nieparzystokopytne są również nieszkodliwe. Z a Solerem (1973) przyjmuję,
że wskazanie samego tylko przeżuwania byłoby zwodnicze, czego przykład
daje zresztą sama Biblia. Jako przeżuwacz figuruje w niej np. zając — z da­
leka łatwo jest wziąć za przeżuwanie ciągłe ruchy mastykacyjne pyska. Wnio­
skowanie z budowy anatomicznej jest mniej zawodne: oglądając nogę zwie­
rzęcia łatwiej przekonać się, czy ma ono pazury drapieżnika czy nie. A żt
nie zawsze pazury idą w parze z drapieżnością (znowu przykład zająca) to
już Hebrajczycy najwidoczniej przezornie zignorowali. Porządkując swą wie­
dzę i ustanawiając normatywy bazowali — powtórzę raz jeszcze znaną tezę —
na budowie nogi najlepiej sobie znanych parzystokopytnych zwierząt do­
mowych, z całą pewnością nie-mięsożernych; dlatego traktowali kopyto jakc
organ stąpania po ziemi, pazury zaś — chwytania zdobyczy. W traktowaniu
bydła jako wzorca mogła ich zresztą utwierdzać Księga rodzaju, wedle której
zwierzęta domowe zostały stworzone w ostatecznej postaci już w szóstym
dniu stworzenia: „I uczynił B ó g zwierzęta ziemi według rodzajów ich i bydło
i wszelkie ziemiopłazy [...]" (Rdz 1, 24-25); nie ma dalej mowy w Biblii
o ich udomowieniu. Wzorowanie się na bydle sprawiło też, że wybrano
kryterium rozdwojonego kopyta, a nie kopyta w ogóle, co dodatkowo wyeli­
minowało wszystkie, skądinąd nieszkodliwe koniowate (osła itd.).

�TABU. Z A K A Z MAGICZNY. NIECZYSTOŚĆ

37

A tak na marginesie, to trudno oprzeć się oczywistej uwadze, że właściwa
znajomość odnośnych danych empirycznych odgrywa kluczową rolę przy bu­
dowie teorii. Gdyby Mary Douglas znała właściwie przetłumaczoną listę
ptaków nieczystych (Parmalee, 1959) to nie mogłaby pocieszać się nadzieją,
że po poprawnym przetłumaczeniu okażą się one palestyńskimi pingwinami.
I zapewne nie popełniłaby kolejnego błędu, który pojawił się w jej później­
szym studium, mającym korygować nieuniknione uproszczenia pierwszej pra­
cy. Cytuje w nim zdanie z Miszny: „Cechy ptaków [zakazanych przez Torę]
nie są podane, ale Mędrcy powiadają, że każdy ptak drapieżny (który używa
pazurów do wyswobodzenia się lub do ataku) jest nieczysty"; komentuje je
w taki s p o s ó b : drapieżniki są nieczyste, bowiem nie spuszczają krwi z mięsa,
a to jest podstawowy nakaz religii żydowskiej — krew należy do Boga
(Douglas, 1972, s. 77).
Autorka, chcąc pozostać w swych interpretacjach możliwie blisko tesktu
biblijnego i odwołując się do naczelnej zasady rytualnej, nie zauważa tu
okoliczności, że kilka ptaków z listy nieczystych odżywia się tylko rybą
i owadami, tak więc kwestia spuszczania krwi ich nie dotyczy — i nie tłu­
maczy ich obecności na liście.
Oczywiście szukanie wyjaśnień w samym tekście jest intencją chwalebną —
jeśli reguły są w nim wyrażone explicite,
to znalezienie ich tam zapobiega
zbędnym spekulacjom, a do tego wyjaśnia różne postanowienia szczegółowe.
Tak więc zakaz spożywania krwi oznajmiony przez Jahwe (Rdz 9. 4; Kpi 17,
10-14) i biorąca się stąd praktyka rytualnego spuszczania krwi generują ko­
lejne zakazy, aż po tabu pomidora u chasydów — ze względu na skojarze­
nia go z pęcherzem krwi. Tym niemniej, jak widzieliśmy, żeby dotrzeć do
podłoża zakazu trzeba wziąć pod uwagę cały „tekst kultury", nie zaś tylko
czubek góry lodowej — wyjaśnienia paragrafów Kpi i Pwt.
Okaże się wtedy, że bazują one na wspólnej zasadzie ogólnej — są zaw­
sze zakazami naruszania sytuacji wzorcowej, rajskiej, sakralnej. Są nimi na
dwóch planach: jeden to plan klasyfikacji, kategoryzacji — tu działa tabu
anomalii. Drugi to plan tych akcji, które w inny sposób łamią zasadę
przedustanowionej harmonii — np. zabijanie i zjadanie. M o ż n a przypuszczać,
że taka zasada ogólna jest tylko jednym z elementów „rajsko-sakralnego
kompleksu" malowanego przez różne mitologie: obrazu świata alternatyw­
nego, w którym nie istniały (nie istnieją) koniunkcja seksu i śmierci, cho­
roby, konieczność odżywiania się, fizjologia, nieczystości biologicznego roz­
kładu, tak samo jak nie istniały klasyfikacyjne anomalie i hybrydy. Oczy­
wiście mogą istnieć również inne, wręcz przeciwne modele owego kompleksu
rajsko-sakralnego, na razie uznam jednak za wiodący ten, wedle którego
świat sacrum jest jednolity, statyczny i transcendentny — nie podlegając czasowości, biologii, zmianie. Trzeba przy tym pamiętać, by nie popełnić błędu
jednostronnego widzenia: oczywiście nie było tak, że kultury najpierw usta­
liły sobie wizję raju, a później dostosowywały do niej rytuały i wierzenia.
D o tej ważnej sprawy będę chciał jeszcze wrócić.

�38

J E R Z Y SŁAWOMIR WASILEWSKI

Zwróćmy uwagę, że naszkicowana zasada ogólna nie jest nigdzie w tekście
sformułowana expressis verbis. Tym niemniej jeśli nie zaryzykujemy jej przy­
jęcia, to pozostaniemy na manowcach czczego klasyfikacjonizmu albo prędzej
czy później znajdziemy się w ślepych uliczkach doraźnych interpretacji. Moż­
na oczywiście zapytać, dlaczego ta ogólna zasada nie jest w tekście jedno­
znacznie wyrażona. Byłoby to w gruncie rzeczy pytanie o naturę symbolu.
Tekst mityczny polega z samej definicji na tym, że nie objaśnia sam siebie
w niesymbolicznym języku dyskursywnym, że nie ma on zamiaru dokonywać
na końcu samoeksplikacji. Być może zresztą jest to gwarancją jego trwa­
nia — gdyby poddawał się racjonalizacji albo ujawniał swe założenia to pod­
dawałby się też krytyce, a wtedy szybko przestałby być tekstem świętym
czy mitem. Zwróćmy uwagę, że nawet współczesne, niesymboliczne teksty
normatywne nie tłumaczą przyczyn swych postanowień. Kodeks karny usta­
nawia zakazy zabijania, kradzieży itp. (ściśle: określa karę za ich naruszanie),
ale nie wdaje się w podawanie racji. Te są do odczytania tylko w „tekście
kultury".
Tak więc według proponowanego tu rozumienia tabu, zakaz religijny two­
rzy warunki do zaistnienia sytuacji wzorcowej, świętej. Przede wszystkim
wyłącza biologię i zmianę — dwa przejawy czasowości, która nie godzi się
z transcendencją — by ustanowić c h o ć chwilową replikę rzeczywistości sakral­
nej. Tylko przyjąwszy powyższą charakterystykę zakazu i świętości można
zrozumieć te biblijne zakazy, które odnoszą się do szeroko rozumianej bio­
logii. Aby pojąć dlaczego tak często mówi się w Kpi i Pwt o wszelkich
wydzielinach jako „niemiłych Jahwe", nie trzeba chyba wskrzeszać tezy Leacha o ich ambiwalencji. Podobnie gdy chodzi o śmierć i seks: kapłan nie
powinien mieć styczności ze zwłokami {Kpi 21, 3); arcykapłan nie może
przystąpić nawet do zmarłego członka swej najbliższej rodziny; m o ż e się on
żenić wyłącznie z dziewicą. Seks małżeński powoduje nieczystość — aczkol­
wiek legalną. „Pieniądze zarobione przez nierządnicę ani też «zarobek p s a »
nie mogą być ofiarowane w świątyni" (komentarz do: Pwt 23, 19); lepsze
wyjaśnienie tego przepisu aniżeli współczesny komentator („nie jest pewne
czy «zarobek p s a » pozostaje w związku z rozwiązłością psów, czy ich wier­
nością do swych panów" — Biblia K U L , Pwt s. 228) daje Józef Flawiusz
pisząc w Starożytnościach
żydowskich,
że chodzi tu o „zapłatę za wypożycze­
nie psa do rozpłodu, czy to psa łownego, czy też pasterskiego" Flawiusz, s. 241).
Wiele biblijnych zakazów nie tłumaczy się tak łatwo przez proste odnie­
sienie do pojęcia wykluczającego skalanie świętości. Zakaz umieszczania że­
laza na ołtarzu (Wj 20, 25) jest potraktowany prawie na równi z przyka­
zaniami Dekalogu; często wymieniane są zakazy pracy w szabat z wyszcze­
gólnieniem takich zajęć, jak przenoszenie ciężarów, rozpalanie ognia, piecze­
nie, gotowanie, prace polowe (Wj 20, 8-10; 31. 14-17; 34, 21; 35, 2-3, 16-23;
Kpi 23, 3); zakaz odbierania długu w dzień i rok szabatowy (Jer 17, 21),
kiedy to również kupcy nie sprzedają i nie oszukują na wadze (Ne 10, 31;
13, 15-22; Am 8. 5): zakaz używania małżeństwa w dzień szabatu według

�T A B U . Z A K A Z MAGICZNY, NIECZYSTOŚĆ

apokryficznej Księgi jubileuszy
spotyka się w Biblii

(50.

9.

17 — Paściak,

39
1984,

s.

166).

Często

wzmiankę o dniu nowiu księżycowego jako identycznie

tabuizowanym co dzień szabatu (2 Kri 4, 23; Iz

1, 13; Am

8, 5).

W tych przypadkach o g ó l n i k o w e odwołanie się do idei świętości nie jest
wytłumaczeniem

wystarczającym.

Skądinąd zakazy te

przypominają

w naszej kulturze ludowej zakazy magiczne, m. in. te

znane

analizowane przez

Klimaszewską (1960). Warto będzie zobaczyć, czy także one dadzą się wyjaś­
nić na podstawie ustaleń dotyczących podstawowych nieczystości biblijnych.
B y ć m o ż e ich analiza rzuci z kolei światło na właściwy sens ostatnio wymie­
nionej grupy zakazów.

LITERATURA
Augustyn, Św.
1985 Pisma egzegetyczne przeciw Manichejczykom, w serii: Pisma Starochrześcijańskich
Pisarzy, t. 25, Warszawa.
Bataille, G.
1962 Death and Sensuality. A study of eroticism and the taboo, New York 1962.
Biblia K U L
1970 Pismo Święte Starego Testamentu. Księga kapłańska, Wstęp — przekład z oryginału —
komentarz — ekskursy, opracował ks. dr S. Łach, Poznań —Warszawa.
Biblia poznańska
1973 Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, opracował zespół pod redakcją ks. Mi­
chała Petera, Stary Testament, t. 1, Poznań.
Bulmer, R.
1967 Why iv the cassowary not a bird? A problem of zoological taxonomy among the Karam
of the New Guinea Highlands, "Man", n.s. vol. 2, nr 1, s. 5-25.
Crawley, E.
1927 The Mystic Rose, New York 1927.
Douglas, M.
1957 Animals in Lele religious symbolism, "Africa", t. 27, s. 46-57.
1966 Purity and Danger. An analysis of concepts of pollution and taboo, London 1966.
1972 Deciphering a meal, "Daedalus", nr 4, s. 61-81.
Ellen, R„ Reason, D. (ed.)
1970 Classifications in their social context, London —New York 1970.
Flawiusz, Józef
1979 Dawne dzieje Izraela, Poznań.
Halverson, J.
1976 Animal categories and terms of abuse, "Man", vol. I I , s. 505-516.
Harris, M.
1979 Cultural materialism. New York 1979.
1985 Krowy, świnie, wojny i czarownice, Warszawa 1985.
Hockart, A.
1927 Kingship, Oxford.
Hun п. E.
1970 Abominations of Leviticus revisited, [w:] Ellen, Reason 1970.
K l i m a s z e w s k a . J.
1960 Zakazy magiczne związane z rokiem obrzędowym w Polsce, ..Etnografia Polska", t. 4.
Kristeva, J.
1980 Pouvoirs de Thorreur, Paris 1980.

�40

J E R Z Y SŁAWOMIR WASILEWSKI

Lévi-Strauss, С.
1966 Myśl nieswojona, Warszawa.
Leach, E .
1962 Genesis as myth, "Discovery", vol. 23, nr 5, s. 30-35.
1964 Anthropological aspects of abuse, [w:] E . Lenneberg (ed.) New directions in the study
of language, Cambridge (Mass.).
1976 Culture and communication. The logic by which symbols are connected, Cambridge.
NKPP
1969 Nowa księga przysłów polskich, red. J. Krzyżanowski, t. I.
Parmalee, A.
1959 All the birds of the Bible. Their stories, identifications and meaning. New York.
Paściak, J.
1984 Dziesięć slow Boga, [w:] D. von Hildebrand, Wobec wartości, Poznań.
Roheim, G.
1945 War, crime and the covenant, Montello, N. Y .
Schurtz, H.
1893 Die Speiseverbote. Ein Problem der Vólkerkunde, Hamburg.
Smith, W. R.
1894 Lectures on the Religion of the Semites, London.
Soler, J.
1973 Sémiotique de la nourriture dans la Bible, „Annales ESC", vol. 28, s. 943-955.
Sperber. D.
1975 Pourqoui les animaux parfaits, les hybrides et les monstres sont-ils bons a penser
symboliquement? „L'Homme", vol. 15, s. 5-34.
Steiner, F .
1956 Taboo, New York.
Stomma, L .
1976 Mit Alkmeny, „Etnografia Polska", t. 20, z. 1, s. 99-110.
Tambiah, S. J.
1969 Animals are good to think and good to prohibit, "Ethnology", vol. 8, s. 423-459.
Turner, V.
1964 Betwixt and between: the liminal period in riles de passage, Proceedings of the
American Ethnological Society, Symposium on new approaches to the study of
religion, Seattle, s. 4-20.
1967 Forest of symbols, London 1967.
Webster, H.
1916 Rest days. A study in early law and morality, New York.
1942 Taboo. A sociological study, Stanford.

Jerzy S. Wasilewski
TABOO, M A G I C PROHIBITION, I M P U R I T Y
Part I
TO U N D E R S T A N D TABOO
Summary
The presented paper is an introductory part of a larger study on taboo and ritual impurity
in traditional symbolic systems. I begin with presenting some previous approaches to these
issues, then I discuss in a more detailed way one particular clue - the debate on the Biblical

�41

TABU, Z A K A Z M A G I C Z N Y , NIECZYSTOŚĆ

prohibitions in Leviticus. The debate was initiated in anthropology by Mary Douglas in the
60-ties and her way of thinking seemed then to be a very promising one, pointing to the
notions of "ambiguity" and "ambivalence". Taboo has been conceived as the means for
excluding anomalies, the way of ensuring an univocal and logical perception of the universe.
In the next part of my study I show, that the alimentary taboos in Leviticus eliminate
not only the abnormal and the ambivalent. For example birds and animals recognized as
impure are birds of prey and the animals being carnivorous in fact or bearing some of the
features of carnivorous beasts (they have no cloven hoofs, they may have claws and/or
aren't ruminants). They are prohibited for they don't go with the model of the World of
Paradise. According to Genesis the Paradise was vegetarian and the religious prohibitions
tend to re-establish that situation by eliminating all the manifestations of biology and mortality.
The foundations of all the religious taboos is the idea of suspending and eliminating any
change and temporality which are not in accordance with the order of the transcendent
sacrum. This ascertainment will make my point of departure in the analysis in view concerning
Polish folk taboos in order to understand their symbolism.
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8579" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8558">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0aaa2c639e984b9e1885621d10bc699a.pdf</src>
        <authentication>6659a0274372efd5d5d8819c55a5ea58</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102503">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1372</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102504">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102505">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1267</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102506">
                <text>Tabu, zakaz magiczny, nieczystość / ETNOGRAFIA POLSKA 1990 t.34</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102507">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1990 t.34, s.7-46</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102508">
                <text>Wasilewski, Jerzy Sławomir</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102509">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102510">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102511">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="102512">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102520">
                <text>1

A

R

T

Y

K

U

Ł

Y

„Etnografia Polska", t. XXXIV: 1990, z. 1-2
P L ISSN 0071-1861

Część I

J E R Z Y SŁAWOMIR WASILEWSKI
Katedra Etnologii i Antropologii Kulturowej UW, Warszawa

TABU, Z A K A Z M A G I C Z N Y , NIECZYSTOŚĆ
Część II*
T A B U A PARADYGMATY E T N O L O G I I
I. D W I E T E Z Y I TRZY K O N T R T E Z Y

Analiza biblijnych zakazów pokarmowych, przeprowadzona w pierwszej
części pracy, pozwoliła na wysunięcie tezy, że instytucja tabu w planie
symbolicznym nie musi być rozumiana jako negatywny zbiór ograniczeń,
wynikających z obawy przed działaniem szkodliwych sił animistycznych czy też
niekorzystnych asocjacji metaforyczno-magicznych. Proponuję rozumienie ta­
bu jako systemu reguł pozytywnych, służących stworzeniu (odtworzeniu)
idealnej, pożądanej sytuacji; jest ona modelowana na wzór mitycznej sytuacji
początkowej („rajskiej"), w której nie istniały nieczystość i inne skażenia - one
też są obłożone zakazem (Wasilewski 1987).
W-przedstawianej poniżej części rozważań zostaną zaprezentowane dwie
tezy, oparte na polskim materiale etnograficznym - zbiorze zakazów magicz­
nych, będących operacyjnym przykładem instytucji tabu. Д е г а pierwsza ma
charakter ogólnoteoretyczny: proponuję rozumienie zakazu magicznego jako
symbolicznego środka stwarzania stanu idealnego (który był stanem począt­
kowym w mitologii wyrażonej explicite, a jeszcze częściej implicite), stosowane­
go we wszelkich momentach początku. Ponieważ zakazy magiczne przypadają
na tak właśnie pojmowane chwile przełomu, akcentowane obrzędami cyklu
rocznego i życiowego - propozycja moja musi prowadzić do przemyślenia
przyjętych opinii na temat tzw. obrzędów przejścia; w szczególności potrzebna
będzie konfrontacja rozumienia sensu zakazu wyrażanego w języku etic i emic,
ponowne rozważenie kwestii wartości „teorii badacza" i „teorii informatora",
deklaracji wierzeniowych i wyjaśnień strukturalnych.
' Teza druga ma charakter konkretno-historyczny. W toku prac nad
ludowymi zakazami, zwłaszcza dotyczącymi kobiety ciężarnej, odsłoniła się ich

* Część.pierwsza została zamieszczona w „Etnografii Polskiej", t. XXXI: 1987, z. 1.

�т
8

JERZY S. WASILEWSKI

?

zbieżność z zaleceniami lekarsko-mistycznego systemu tzw. medycyny humoralnej, panującej w europejskich kręgach lekarzy i myślicieli od starożytności po
czasy nowożytne. Sugeruję istnienie historycznego, genetycznego związku
między tezami medycyny humoralnej a niektórymi ludowymi zakazami magi­
cznymi. Może to wydawać się powrotem do starej koncepcji „opadania dóbr
kulturowych"; w mojej intencji jest to raczej pytanie o możliwość wzajemnego
przenikania egzo- i ezoterycznych treści w kulturze (bez wyrokowania o kierun­
ku przepływu) oraz o relację wyrażanych jawnie motywów działania do
ukrytych sensów.

r

�TABU. Z A K A Z MAGICZNY. NIECZYSTOŚĆ

9

Propozycje te, dokumentowane poniżej zakazami okresu ciąży oraz szerzej
każdego „okresu płodowego" - stanu początków wszelkiego rodzaju - for­
mułuję w intencji polemicznej wobec trzech przeważających dziś sposobów
zarówno potocznego, jak i analitycznego rozumienia zakazów magiczno-religijnych. Sposoby owe stoją na przeszkodzie proponowanemu tu rozu­
mieniu tabu i będą poddane kolejno krytyce. Są to trzy następujące inter­
pretacje: 1) magiczna, w myśl której zakaz nakładany jest na takie czyny, które
na zasadzie magicznego podobieństwa kojarzą się z niepożądanymi skutkami;
2) animistyczna, wedle której zakazy chronią przed groźnymi duchami zmar­
łych, a obowiązują głównie w momentach o charakterze zadusznym; 3)
strukturalna, w której zakaz jest elementem obrzędu przejścia (zapewnia
wyjście ze starego stanu i włączenie do nowego) lub też jest nakładany na
obiekty „przejściowe" (tabuizacja osób inicjowanych, czasów przełomowych
czy obiektów ambiwalentnych jako logicznie niejednoznacznych).

u. D Z I E D Z I C T W O

Dwa pierwsze sposoby rozumienia tabu zaciążyły najsilniej zwłaszcza nad
popularnymi tłumaczeniami jego potocznych form - przesądów, zabobonów
itp. W znacznej mierze jest to zasługą twórcy pierwszego z nich - a promotora
obu - Jamesa George'a Frazera. To samo ujęcie odnajdujemy zarówno
w popularnym, skróconym wydaniu Złotej gałęzi (Frazer 1962, s. 46-51,
160 231), jak też w bogatszym materiałowo - acz wcale nie teoretycznie
- d r u g i m tomie jej pełnej edycji (Frazer 1911). Materiał zakazów służy
Frazerowi głównie do podbudowy jego teorii magii.
Zjawisko tabu ma bazować - przypomnijmy - na tych samych dwóch
zasadach myślowych, podobieństwa i kontaktu, do których da się sprowadzić
większość działań magicznych (magia przenośna i homeopatyczna).
„Cała teoria tabu, a przynajmniej znaczna jej część, jest jak się zdaje jedynie szczególnym
zastosowaniem magii sympatycznej, z jej dwoma wielkimi prawami podobieństwa i kontaktu [...]
tabu jest negatywnym zastosowaniem magii praktycznej. [...] Celem magii pozytywnej, czyli
czarów, jest spowodowanie pożądanego wydarzenia, celem magii negatywnej, czyli tabu, jest
uniknięcie niepożądanego. Ale w obu wypadkach zakłada się, że obie konsekwencje, pożądana
i niepożądana, są rzekomo wynikiem praw podobieństwa i kontaktu" (Frazer 1962, s. 46-47).

Tabu jest więc odwrotną stroną tego samego medalu, na którego stronie
frontowej widnieje wyjściowe Frazerowskie odkrycie - metaforyczno-metónimiczne reguły magii sympatycznej. Na instytucję zakazu patrzy autor przez
pryzmat swego początkowego syntetycznego ustalenia i przedstawia ją w roli
dowodu a rebours powszechności tej samej zasady myślowej - magicznego
kojarzenia rzeczy.
Na tych samych stronach dochodzi jednak do głosu myśl zupełnie
odmienna: to lęk przed duchami i przed nieokreślonymi siłami ukrytymi
w przyrodzie jest podłożem działań symbolicznych „człowieka dzikiego",
w tym i instytucji tabu. Frazer wiernie kroczy torem wielkiej idei antropologii
XIX wieku, koncepcji, której - zważywszy gabinetowy charakter jego pracy
- nie mógł nie ulec, idei animizmu.
Czasem niebezpieczeństwo, przed którym bronić ma zakaz, sformułowane
jest enigmatycznie jako bezosobowa moc, w rodzaju odkrywanych w owym

�10

JERZY S. WASILEWSKI

czasie w wierzeniach tubylczych sił typu mana. Animizm ma swego młodszego
brata - dynamizm. Ta możliwość interpretacyjna pociągnęła też bardziej od
Frazera finezyjnych badaczy. Twórca fenomenologicznego religioznawstwa,
Gerardus van der Leeuv, tak właśnie definiuje tabu:
„Tabu jest to unikanie pewnych czynności i stów z bojaźni przed mocą [...] świadomie
wywołane zatamowanie nurtu życia. Nadeszła krytyczna chwila, wszyscy wstrzymują oddech. [...]
Tabu jest pewnego rodzaju ostrzeżeniem:»Uwaga! Wysokie napięcie! Tu nagromadziła się moc
i trzeba się mieć przed nią na baczności!« [...] Naruszenie tabu nie pociągało za sobą kary, lecz
automatyczną reakcję mocy. [Moc] po prostu reaguje jak prąd elektryczny, który uderza tego, kto
nieopatrznie dotknie przewodu znajdującego się pod napięciem" (van der Leeuv 1978, s. 79-82).

Identycznie traktuje tabu Mircea Eliade: „Na ogół jest lub staje się tabu
każdy przedmiot, czynność lub osoba, która ma w sobie jakąś siłę o mniej lub
więcej określonej naturze na skutek własnego sposobu bycia albo nabywa ją
w wyniku jakiegoś przełamania płaszczyzny ontologicznej" (Eliade 1966, s. 21).
Widzenie tabu na podobieństwo' izolatora, który chroni przed zetknięciem
z jakimś quasi-elektrycznym ładunkiem, utrzyma się także w pracach rezyg­
nujących w zasadzie z założeń animistyczno-dynamicznvch. Nie oprze się tej
analogii Claude Lévi-Strauss, który pisze o przedmiotach izolujących, używa­
nych przez menstruujące kobiety indiańskie (zgrzebła do drapania ciała, rurki
do picia, widelce itp.). Gdy wzrasta potencjalny ładunek jednego z dwóchbiegunów, muszą być one używane, by zapobiec krótkiemu spięciu (Lévi-Strauss
1969, s. 336; 1978, s. 500 nn., na materiałach Frazera 1911, s. 145-156, dot.
kobiet i inicjowanych).
Na polskim gruncie tezę o związku zakazów magicznych z obecnościądusz
zmarłych eksponował szczególnie Witold Klinger (1926) dowodząc zadusz­
kowego charakteru świąt Bożego Narodzenia, właśnie obecnością dusz wyjaś­
nia on sens obowiązujących wtedy zakazów (s. 35-37,'77-78). Nie inaczej czynił
Stanisław Poniatowski (1932), akcentujący do przesady „umrzykowy" charak­
ter obrzędowości dorocznej (s. 306). Także Kazimierz Moszyński (1967)
- kwestionujący „teorię badacza" tam, gdzie nie zgadza się ona z wyjaś­
nieniem samych informatorów - z satysfakcją przytacza pochodzące wprost
od chłopów animistyczne motywacje zakazu przędzenia w święta, w południe
itp. (s. 264).
Podejście to znajduje swe zwieńczenie we wspomnianym w części-pierwszej
artykule Jadwigi Klimaszewskiej (1960), ogarniającym całość polskiego mate­
riału i syntetyzującym go z perspektvwy magiczno-animistycznej. Autorka
uznaje za wiarygodne i dające racje ostateczną wszystkie animistyczne moty­
wacje informatorów, tłumaczące zakaz obecnością dusz w okresach świątecz­
nych: „Nie wolno było więc w tych okresach mleć, młócić, tłuc w stępie (bo
dusza może np. wtedy w stępie przebywać), nie wolno zamiatać ani bielić domu.
bo duszy oczy się zachlapie" (s. 116). Interpretację tę rozszerza na inne zakazy
- np. jedzenia na dworze w wigilię: „Zapewne chodziło o to, by wraz
z pokarmem nie połknąć unoszącej sie w powietrzu duszy" (s. 119). Na końcu
autorka dodaje wymiar historyczny i uogólnia: zakazy miały pierwotnie
motywację animistyczną, a wraz z odchodzeniem wierzeń w obecność dusz
- przybierały charakter czysto magiczny.
Powiedzieć trzeba, że ściśle animistyczne definiowanie tabu rzadko spotyka
się w najnowszej literaturze obcej. Nietypowym przykładem może być preten-

�TABU. Z A K A Z MAGICZNY, NIECZYSTOŚĆ

11

dujące do ogólności opracowanie serbskich zakazów, dokonane przez Dušana
Bandida (1980a). W dalszej części będę polemizował z tymi nielicznymi
tłumaczeniami autora, które mają charakter strukturalny; w całości praca ta
nie wychodzi poza paradygmat myślowy animizmu.
Zaskoczenie przynosi też lektura artykułu F. A. Hansona (1982), autora
pracującego na materiale maoryskim, a więc językowo polinezyjskim, skąd
pochodzi sam termin tabu (tapu). Analizując go w konwencji łagodnie
semiotycznej przychyla się on. do zdaniainajwcześniejszych badaczy, którzy
słowo tapu rozumieli jako stan występujący wtedy, gdy dane osoby lub rzeczy
są pod wpływem duchów - atmu Z tego punktu widzenia nawet komplikującą
okoliczność, że tapu raz oznacza rzeczy nieczyste, a kiedy indziej święte,
wyjaśnia Hanson odwołując się do duchów; „gdy duch atua wpływający na coś
był wysokiej rangi, wtedy rzecz była święta; jeśli zaś działający atua był zły,
szkodliwy i niskiej rangi, wtedy stawała się ona nieczystą" (s. 78).
Aż dziw bierze, że semiotycznie zorientowany autor poprzestaje tak łatwo
na wyjaśnieniu, które jest po prostu powtórzeniem uzasadnienia tubylczego.
Tym dziwniejsze to, że właśnie semiotyka przestrzega przed pułapką „ostatecz­
nego" wyjaśnienia, szukając znaczenia - wbrew hermeneutyce - w relacji
wzajemnej significansów, nie zaś w jednoznacznym odniesieniu do significatum.
Nie trzeba zresztą odwoływać się do semiotyki - nie mam zamiaru być tu
jej eksponentem - by wykazać wadliwość takiego wyjaśnienia. Byłoby ono
wystarczające, gdyby miało sens stwierdzenie, że Maorysi najpierw ustalili
sobie panteon duchów, a potem podciągali doń symbolikę i kwalifikację
działań, stanów i rzeczy. Powiedział to już Zygmunt Freud polemizując
z animistycznym rozumieniem tabu: reprezentował je wówczas w Niemczech
Wilhelm Wundt, wedle którego wywodziło się ono z „lęku przed działaniem sił
demonicznych [ i ] miało początkowo tvlko jedno znaczenie: Strzeż się gniewu
demonów!". Odpowiedź Freuda brzmi:
„Wyjaśnienie Wundta jest niezadowalające, dalekie jest bowiem od odkrycia źródeł wyobrażeń
tabu czy dotarcia do ich najgłębszych korzeni. Ani lęk bowiem, ani demony nie mogą być uznane
w psychologii jako formy ostateczne, opierające się dalszej redukcji. Byłoby inaczej, gdyby demony
istniały rzeczywiście; ale wiemv, że podobnie jak bogowie, są one tylko wytworami psychicznych sił
człowieka: zostały stworzone z czegoś i coś było przyczyną ich powstania". (Freud 1967, s. 34).

Krytykując Frazerowskie sposoby tłumaczenia tabu trzeba powiedzieć, że
tam, gdzie w ich eksplanansie figuruje teoria animizmu, są one co najmniej
niepełne; analiza przepisów biblijnych przekonuje, że przynajmniej zakazy
nieczystościowe nie mogą mieć nic wspólnego z duchami. Natomiast w tłuma­
czeniach odwołujących się do magii sympatycznej tkwić może błąd logiczny:
otóż o sensie zakazu wnosi się tu z sankcji - kary za jego przekroczenie.
A przecież może być tak, że sankcja nie wiąże się wcale z naturą ani istotą
zakazu. Widać to na przykładzie kodeksu karnego, jeśli potraktować go jako
zbiór zakazów i odpowiadających im sankcji. Otóż z przepisu powiadającego,
że za zabicie człowieka grozi kara od 8 do 25 lat lub kara śmierci, nie wynika
nic, co wyjaśniałoby sens zakazu. Ów sens nie jest w systemie normatywnym
wymieniony - jest widocznie oczywisty, skoro przepisy nie muszą go
formułować. Jeśli nawet można przyjąć że obawa przed karą bywa przyczyną
przestrzegania zakazu, to przecież nie ona wyjaśnia jego źródła. Skoro nie ma
logicznego sensu zdanie „zakaz zabijania powstał i istnieje dlatego, bo

�12

JERZY S. WASILEWSKI

wiadomo, że za jego naruszenie grozi sankcja x", tak też nie musi mieć sensu
zdanie „zakaz szycia i wiązania powstał i istnieje dlatego, bo wierzono, że za
jego naruszenie grozi sankcja
Przeświadczenie, iż motywacja sankcji (logika magiczno-animistyczna) nie
daje klucza do wyjaśnienia całej instytucji zakazu, że badać trzeba czas jego
obowiązywania i sens zakazanych czynności, legło u podstaw strukturalnej
interpretacji tabu.
III. TABU STRUKTURALISTÓW

Przy całej radykalnej odmienności trzeciego przedstawianego tu podejścia
- strukturalnego, ma ono pewną cechę wspólną z orientacjami wcześniej­
szymi: zakaz nadal nie stanowi celu badania sam w sobie, jego analiza służy
podbudowaniu tezy innej, tu - zostaje podporządkowana wywodom na temat
struktury obrzędu. Linię tę nazywam „strukturalną", nie zaś „strukturalistyczną", by zaznaczyć w ten sposób, że wiąże się ona nie tyle ze strukturalizmem
Levi-Straussa (który, jak pisałem, traktował tabu głównie jako operator
klasyfikacji totemicznej), ale ze szkołą badań nad strukturą obrzędów widzia­
nych jako obrzędy przejścia.
Ten sposób interpretowania zakazów przyjęto wywodzić od Arnolda van
Gennepa, a stwierdzają to także współcześni jego reprezentanci (Steiner 1956, s.
35; Douglas 1966, s. 126; Stomma 1986, s. 154 nn.). Wypada tu tylko zauważyć,
że w jego pionierskiej pracy poświęconej obrzędom przejścia kwestia zakazów
została całkowicie zbagatelizowana. „Jako że łatwiej jest wyliczać rzeczy,
których nie wolno robić, od tych, które trzeba lub można robić, teoretycy
znaleźli u wszystkich ludów cały szereg zakazów, tabu etc. i przecenili ich
ważność" (Gennep 1960, s. 8-9) oto jedna z czterech tylko wypowiedzi, jakie
w całym tym wpływowym dziele poświęcone są tabu; trzy pozostałe wzmianki
są równie zdawkowe (s. 114, 117, 184). Myśl van Gennepa jest czytelna
w całości dzieła: przejściu od stanu do stanu muszą towarzyszyć środki
ostrożności. Tabu tworzy granicę między nowicjuszem i społeczeństwem, jest
sposobem wyłączenia jednostki, a zarazem obrony grupy przed zagrożeniami
ze strony osobnika w fazie marginalnej, związanej ze świętością. „Tabu to
nie jest niebezpieczeństwo, to [ . . . ] środek ochrony przed niebezpieczeństwem"
(s. 117).
Dokładnie w tym kierunku prowadzi swą interpretację zakazów magicz­
nych towarzyszących obrzędom Jan Stanisław Bystroń (1916a). On także nie
mówi o tabu, ale o „schemacie izolacyjnym" (s. 65; patrz też Poniatowski 1921
z jego bezprzedmiotową krytyką). W schemacie takim znajdują dogodne
miejsce zakazy dotykania osób w stanie przejścia lub brania czegokolwiek z ich
rąk. Warto jednak zauważyć, że w pospiesznej interpretacji wszystko stało się
obrzędem przejścia, a pojęciu temu - z jego „wyłączeniową" strukturą
- została przydana zdecydowanie nadmierna moc wyjaśniająca.
Pierwszy przykład niewłaściwej interpretacji zakazu, a stąd i całego
obrzędu, to zakaz podawania sobie przez żniwiarzy sierpa w czasie żniw.
Zestawia go autor z zakazami przyjmowania przedmiotów z rąk kobiety
nieczystej, menstruującej (Bystroń 1916a, s. 10; 1916b, s. 57). Oczywiście
implikuje to traktowanie żniw - na równi z menstruacją - jako sytuacji

�TABU. Z A K A Z MAGICZNY, NIECZYSTOŚĆ

13

przejścia, żniwiarzy zaś jako inicjantów, a przecież stanowi to oczywiste
nadużycie interpretacyjne. W dalszej części pracy przedstawię inną propozycję
rozumienia tego zakazu; trzeba go moim zdaniem widzieć na tle licznych
zakazów wręczania przedmiotów z żelaza w sytuacjach tworzenia świątecznej
wspólnoty; jako że niszczą one ową communitas - odświętną więź grupową,
przyjaźń, tu zaś - wspólnotę żniwną.
Przykład kolejny, ważniejszy, to Bystroniowskie traktowanie zakazów
dotyczących kobiety ciężarnej w tej samej, wyłączeniowej konwencji. Ciąża
pojmowana jest znów jako okres przejścia, co narzuca takąż interpretację
zakazów: to, że ciężarnej nie wolno wychodzić na zabawę, do studni po wodę,
na zasiane pole, rozumie Bystroń tylko jako intencję wyłączenia (1916a, s. 16).
A przecież zakazy takie wcale nie są konkretyzacją uogólnionych zakazów
kontaktu z innymi ludźmi, wychodzenia z domu itp., jakie skądinąd istnieją
w niektórych okresach, np. w czasie nieczystości położnicy do wywodu. Są
raczej konkretnymi, ograniczonymi do szczególnych sytuacji implikacjami: jeśli
ciężarna pójdzie na zabawę, to ją rozbije (chłopcy będą się bili), jeśli wyjdzie na
zasiane pole - to ziarno uschnie. Zakazy te wymagają wyjaśnienia właśnie
jako takie implikacje - formuły o niejasnym, jak dotąd, związku między
czynnikim działającym a efektem, między poprzednikiem a następnikiem,
przesłanką a wnioskiem.
W końcowej części tego tekstu zaproponuję wyjaśnienie powyższych
zakazów, wedle którego sankcje - ludowe motywacje są logiczną konsekwen­
cją szczegółowych poglądów (wyrażonych w języku emicznym) na temat
stanów początkowych. Okaże się wtedy, że ów logiczny mechanizm wynika­
nia nie wiąże się z teorią zmiany stanów, a zakazy tego typu dają się uzasadnić
bez odwołania do modelu obrzędu przejścia.
Z tej samej van Gennepowskiej inspiracji wyrasta całościowa propozycja
interpretacyjna Ludwika Stommy (1976, 1981). W interesującej nas kwestii
zakazu towarzyszącego obrzędowi autor proponuje tłumaczenie przypadają­
cych na daty przełomowe cyklu rocznego i życiowego zakazów (szycia, tkania,
itp.) jako naturalistycznego wyrazu abstrakcyjnej idei zamykania. Z modelu
van Gennepa wyprowadza wniosek, że czynności zamykające powinny być
zakazane przed obrzędową zmianą, a nakazane - jako utwierdzające w no­
wym stanie - po jej dokonaniu (Stomma 1976, s. 103).
Wielką zaletą tej interpretacji jest powiązanie obrzędowości, i to zarówno
rodzinnej, jak i dorocznej, z pozostałymi sferami działalności symbolicznej, od
rachuby czasu po magię i demonologię. Ale skoro diabeł ukrywa się w szczegó­
le, zwróćmy uwagę na pewne tkwiące w tym podejściu niedogodności. Oto
w materiale faktograficznym obok zakazów wiązania, motania, przędzenia
znajdują się też - wymieniane w tych samych momentach - zakazy gięcia,
łamania, rąbania, siekania, nie mówiąc już o pracach uznawanych za ciężkie
i hałaśliwe, które nie dają się przecież ująć jako czynności zamykające.
Ponadto, gdyby koncepcja otwierania i zamykania stanu przez następujący po
zakazie nakaz wiązania miałaby być słuszna, to czynności zamykające,
zabronione w pierwszej fazie obrzędu, a zalecane jakoby w ostatniej, powinny
mieć charakter symetryczny; nie potwierdza tego materiał - różnorodnych
zakazów wiązania* w pewne dni nie równoważą sporadyczne nakazy typu
zawiązywania nożyc na Św. Mikołaja, jak proponuje autor.

�14

j
j
!
i
f
!
1

I
i

':
i
1

!
'i
J
|
I
Ü
'i!
i
I

JERZY S. WASILEWSKI

Zauważmy też, że jeśli zakaz ma się gruntować na modelu przejścia, to
sankcje powinny tej fazy dotyczyć. Tak więc np. obowiązujący ciężarną zakaz
wiązania i motania powinien być przez myśl ludową motywowany groźbą
trudnego porodu. Jest tak w istocie, ale zastanawiają przypadki odmienne: gdy
powiada się, że czynności zawiązujące powodują ograniczenie rozwoju płodu.
Co więcej, towarzyszy temu formułowane explicite zalecenie, by wszelkich
zakazów przestrzegać zwłaszcza w pierwszym okresie ciąży, wtedy bowiem
formuje się płód.
Co więc zrobić, gdy motywacja zakazu nie wykazuje związku z modelem
przejścia? Oczywiście można powiedzieć, że tłumaczenie ludowe - „wtórna
motywacja" - nie odpowiada „głębokiej strukturze" zakazu; tyle że pozostaje
wtedy wątpliwość, co w takim razie wyjaśniamy: skąd wzięła się owa głęboka
struktura, jak ją ustaliliśmy, jak wreszcie wytłumaczyć wyrażoną explicite
formułę zakazu. Strukturalny zapał może zaprowadzić, jak zaraz zobaczymy,
w ślepą uliczkę konsekwentnego ignorowania „etnoeksplikacji", a wraz z nimi
wszelkiego detalu, na rzecz konstruowania coraz ogólniejszych formuł wyjaś- .
niających.
Zapoczątkował tę drogę Edmund Leach (1964) postulując rozumienie tabu
jako mechanizmu tłumienia ambiwalencji (omówienie - Wasilewski 1980,
1987). Ponieważ ambiwalencje takie zawierają się nieuchronnie w strukturze
obrzędu przejścia, tezy Leacha zdawały się pasować do nowszych badań nad
obrzędowością. W praktyce doszło raczej do deklaratywnego aniżeli konkretno-analitycznego ich zastosowania (Stomma 1986, s. 152-156). Nie dziwi to
zważywszy na sygnalizowane w pierwszej części pracy odstawanie Leachowskiego podejścia od materiałowych realiów, generalizacje szyte na wyrost
i rozmijające się z wnioskami konkretnych analiz.
Przykładem bezproduktywności takiego podejścia niech będzie struktural­
na interpretacja serbskich zakazów magicznych przez Ivana Kovačevicia (1978,
1985) i w mniejszym stopniu Dušana Bandicia (1980a, b). Pierwszy autor
umieszcza na kalendarzowej linii różne zakazy (nie konkretyzując ich zresztą)
przypadające na okres jesienny i stwierdza ich nasilenie w terminie pomiędzy
14 września (Podniesienie Krzyża Św.) a 3 grudnia (prawosławna św. Barbara).
Przywodzi go to do wniosku, który brzmi jak karykatura: wiele zakazów
przypada na jesień, ponieważ jest to okres przejściowy między latem a zimą.
Przejściowość ową uzasadnia się tym, że lato jest okresem aktywności
gospodarczej, a nieaktywności obrzędowej (religijnej), zima zaś - odwrotnie;
a zatem muszą one być przedzielone ambiwalentnym i tabuizowanym okresem
przełomu (Kóvačevic 1985, s. 166-174).
Także przypadające w konkretnym momencie zakazy związane z siewem
chcą wymienieni autorzy rozumieć w odwołaniu do pojęcia logicznej am¬
biwalencji. Bandić (I980b, s. 29) powiada enigmatycznie, że „zakazy siewne
związane są z dialektyczną jednością siewcy i świata zewnętrznego, domu
i wsi". Kovačevié (1985 s. 164-165) mówi znów o „złożonym systemie tabu,
towarzyszącym przenoszeniu [ = przejściu] zasiewu od spichlerza do ziemi".
Zapewne, nietrafne interpretacje nie muszą unieważniać tez, na których się

�TABU, ZAKAZ MAGICZNY, NIECZYSTOŚĆ

15

zasadzają. Niemniej, choć nie są dowodem ich fałszywości, podważają nasze do
nich zaufanie, każą uważniej przyjrzeć się obiegowej monecie paradygmatu
- czy aby nie jest ona żetonem bez pokrycia. W powyższym przypadku rodzi
się wątpliwość w moc wyjaśniającą stwierdzenia, że obrzędy przejścia leżą
w sferze niebezpieczeństwa i stąd obfitują w tabu (van Gennep przywołany
przez Kovačevicia 1980, s. 143). Jak bowiem ma zeń wynikać wyjaśnienie
któregokolwiek konkretnego zakazu obowiązującego w okresie siewu, prokreacji lub płodności u ludzi czy zwierząt - np. zakazu pożyczania i wydawa­
nia rzeczy z domu, gotowania i palenia w piecu, gwizdania albo siewu w dniu
głoską „r"
nazwie?
Zauważyć wypada, że oparcie się na paradygmatycznej równości „przejściowość = ambiwalencja = tabu" doprowadza do rażącego wywietrzenia ana­
lizy z etnograficznego konkretu. Zwróćmy uwagę, że z trzech elementów
obecnych w każdej formule zakazu - co jest zakazane, kiedy i dlaczego (czyli
pod jakimi rygorami) - krytykowani autorzy przytaczają tylko jeden: datę
obowiązywania zakazu. To z niej interpretator wyprowadza nieuchronny
wniosek że zakaz przypada na okres przejścia- uzasadnienie zawsze daje się
dopasować. Punkt wyjścia staje się punktem dojścia, to co wiedzieliśmy na
noczatku wiemv i na końcu Po drodze zeubione zostały możliwości od­
czytania czegoś nowego — semantyki zakazu, zrozumienia, dlaczego zakazane
sa te a nie inne działania na iakiei zasadzie wiaża sie z nimi określone
snecvficzne konsekwencje czv okres пя którv nrzvnadam onisvwanv iest
w iezvkn 4vmho1Wnvm Hanei kultnrv'rzeczvwisrie iako faza nrzechodzenia od
stanu CL do st cínu t) fezy też moze jest to
analogia
Na obronę tej orientacji trzeba jednak powiedzieć, że ignorowanie w inter­
pretacjach zakazu elementu jego motywacji (sankcji) nie musi stanowić błędu
logicznego. Wręcz przeciwnie: pisząc powyżej o pochopności Frazerowskiego
wnioskowania na temat natury zakazu z sankcji („kary"), opowiedziałem się za
dopuszczalnością takiej eliminacji. Bo przecież wierzeniom i zwyczajom
towarzyszą nieuchronnie „etnoeksplikacje" - ludowe etymologie i wtórne
racjonalizacje bez większej wartości wyjaśniającej. Napotvkamy tu istotną
niejednorodność materiału: czasem zakaz jest jakby działaniem („przez zanie­
chanie"), zabronionym z głębokich powodów, których ludowe dociekanie nie
jest w stanie odtworzyć, posługując się co najwyżej motywacją powiadającą, że
karą za czyn x jest sankcja y. Kiedy indziej zakaz bywa wierzeniem: czynność
X powoduje w pewnych warunkach skutki y, a ponieważ te ostatnie mają
charakter niepożądany, stąd należy wystrzegać się działań x. W tym właśnie
wypadku etnolog nie ma żadnego innego klucza, jak tylko wyjaśnienie
wierzenia w całości - jako implikacji.
Tak więc motywy zakazów wolno niekiedy sprowadzać do mało ważnych
„etnoeksphkacji , które trzeba ignorować skoro sedno i tak lezy w zabronionej
czynności. Często jednak - przeciwnie, trzeba widzieć zakaz jako ca osc,
chciałoby się rzec jako „etnoimphkację , w której właśnie następnik (sankcja,
konsekwencja) umożliwia zrozumienie całości. Trudność polega na tym ze za
z ÓDU siraiegn jesi stosowniejsza w копкгешут рггурааки. iNie można

�16

JERZY S. WASILEWSKI

zaczynać od dowodu na fałszywość jednego z tych podejść - można jedynie,
przeprowadziwszy do końca oba rozumowania, zademonstrować większą
skuteczność jednego z nich. Dokonajmy takiej prezentacji.
IV. TABU I M E D Y C Y N A : O K R E S PŁODOWY A T E O R I A HUMORALNA

Punktem wyjścia niech będzie pewien zakaz dietetyczny, obowiązujący
kobietę ciężarną: nie wolno jej jeść móżdżku, bo by dziecku „z noska kapało",
śledziony - bo byłoby głupkowate i „śmiałoby się ciągle", ani też serca, bo
„miałoby zapchaną głowę" i źle by się uczyło (Lilientalowa 1905, s. 162, 170;
identycznie 1904, s. 144, z dodaniem do punktu pierwszego: „miałoby krótką
pamięć"). Jest to zakaz żydowski - o pozabiblijnym, ludowo-magicznym, acz
nietrywialnym charakterze - i okoliczność ta uprawnia do poszukiwania jego
rodowodu w obrębie dawnej tradycji medyczno-filozoficznej, przekazywanej na
piśmie od starożytności.
Skojarzenie pierwsze - wiązanie flegmy i innych soków cielesnych (nasię-,
nia, szpiku) z mózgiem, z którego spływają przez kanał kręgowy, było czynione
przez Arystotelesa i Pliniusza (Onians (1954, s. 112). Historia naturalis, ks. X I , r.
LXX, wiąże też serce zwierzęce - jeśli jest „stężałe i twarde" - z głupotą
(Pliniusz Starszy 1845, s. 289). Wywodzenie śmiechu ze śledziony to jak
zobaczymy - równie stara koncepcja. Natomiast synonimiczhy związek
między szpikiem a flegmą zanotowany jest w samym języku - także
w polskim, gdzie określenie „szpik" oznacza „smarki" i „smarkacza" (patrz
choćby Słownik warszawski, s. v. szpik, śpik).
Przeskakując na chwilę do odległego a znamiennego materiału z własnych
badań w Mongolii, przytoczę notowane tam często wierzenie, że dzieciom nie
należy wycierać nosów (w rezultacie czego są zawsze nieco usmarkane), bo
„zabraknie im w życiu szpiku". Chodzi tu nie o szpik kostny u człowieka, ale
ten zawarty w kości baraniej, sporadycznie bydlęcej, w planie symbolicznym
traktowany jako symbol długowieczności („nie wysycha przez tysiąc lat"),
zjadany obrzędowo w trakcie rodzinnej wieczerzy na koniec starego roku
(bituun). Znamienne jest, że alternatywną motywacją zakazu było to, że dzieci
„nie będą się dobrze uczyły ksiąg"; formuła takiej odpowiedzi, nom surdachguj,
pojawiała się w standardowej formie na równi z motywacją odwołującą się do
szpiku. Obie one są zaskakująco bliskie sankcjom zakazu żydowskiego. Każe
to dopatrywać się korzeni tego przekazu w jakiejś wspólnej, mającej starożytny
rodowód koncepcji anatomiczno-filozoficznej.
Ideą taką był humoralizm - teoria wiążąca poszczególne temperamenty,
zdolności i mankamenty charakterologiczne z odpowiednimi „sokami" (łac.
humores), produktami organów ciała - mózgu, serca, śledziony i wątroby.
Popełnilibyśmy "jednak prosty bład typu „widzieć drzewa, a nie dostrzegać
lasu", gdybyśmy odnotowali tylko te jednoelementowe uwarunkowania poje­
dynczych części składowych zakazu. Są to bowiem fragmenty większej całości,
które dopiero po jej rekonstrukcji odsłaniają swój pełny sens. Oto przykład
tekstu mitycznego, który daje wgląd w taką całość.
„Adam przed zgrzeszeniem miał ciało anielskie i znał wszelką muzykę, a głos miał dźwięczny,
który brzmiał jak monochord. W grzeszeniu jednak do jego szpiku i lędźwi wpełzł rodzaj wiatru

�T A B U , Z A K A Z M A G I C Z N Y , NIECZYSTOŚĆ

17

[biorącego się] ze złości wężowej, który jest nawet dziś u każdego człowieka. I z tego wiatru
nabrzmiała śledziona i niestosowna radość, śmiech i rechot są wzbudzone [...] Bowiem tak jak
w zgrzeszeniu Adama, jego święta i cnotliwa natura płodzenia została zmieniona na śmiech
i rechot. Albowiem niestosowna uciecha i śmiech miała pewien związek z rozkoszą cielesną, a to
stąd, że wiatr, który wzbudza śmiech powstający ze szpiku człowieka, wstrząsa jego lędźwiami
i organami wewnętrznymi" (Hildegarda von Bingen 1903, s. 148-149).

Fragment ten pochodzi z dzieła średniowiecznej mistyczki - a zarazem
pierwszej niemieckiej lekarki,- św. Hildegárdy z Bingen - powstałego w drugiej
połowie X I I w., zatytułowanego Causae et curae (O przyczynach [chorób]
1 sposobach leczenia). Traktat ten formułuje całościową teorię typów psycho­
fizycznych, temperamentów ludzkich jako charakterologicznych niedoskonało­
ści powstałych wraz z upadkiem pierwszych rodziców. Za doskonały uznany
zostaje temperament sangwiniczny, warunkowany krwią, który cechować miał
Adama przed upadkiem; pozostałe temperamenty - opatrywane znanymi już
w starożytności terminami: choleryczny, melancholiczny i flegmatyczny - wa­
runkowane są gorszymi sokami: żółcią, czarną żółcią i flegmą (św. Hildegarda
nie wyróżnia ich zresztą, lecz ujmuje pod łączną nazwę flegmata). Powodem
wytworzenia się owych trzech gorszych soków było skoagulowanie się krwi
w efekcie pierwszego grzechu - spożycia jabłka. Si enim homo in paradiso
mansisset, in immutabili et perfecto statu perstitisset [...].
Si enim homo in
paradiso permansisset, flegmata in corpore suo non haberet [...].
Cum enim
Adam divinum praeceptum praevaricatus est, in ipso momento melancolía in
sanguine eius coagulata est (Hildegarda von Bingen 1903, s. 36, 143. „Gdyby
człowiek pozostał w raju, utrzymałby się w stanie niezmiennym i doskonałym
[ . . . ] . Gdyby pozostał w raju, nie miałby w swym ciele soków flegmistych [ . . . ] .
Gdy bowiem Adam złamał przykazanie boskie, w tym samym momencie
skoagulowała się we krwi jego melancholia").
Wykład teorii humoralnej zacząłem nie od jej dziejowych początków, ale
od punktu kulminacyjnego w jej rozwoju. Hildegarda von Bingen nie była
wszak autorką humoralizmu, ale to ona jako pierwsza wyraziła myśl kluczową
dla prezentowanego tu wywodu - umieściła wyłonienie się temperamentów
w momencie upadku Adama.
Chcąc naszkicować zarys teorii humoralnej trzeba przypomnieć, że jej
twórcą uznanym w podręcznikach historii medycyny (Szumowski 1961,
s. 50-51; Seyda 1977, s. 47-51) byl Hipokrates (V w. p.n.e.). Zwieńczył on teorię
humoralnej patogenezy, opracowaną wcześniej przez krotońską szkołę lekarsko-filozoficzną; spośród jej przedstawicieli zasługuje na wzmiankę Alkmeon
z Krotony. Nieprzypadkowo to właśnie w Krotonie - siedzibie szkoły
pitagorejskiej - położono podstawy pod późniejsze usystematyzowania związ­
ków między elementami mikro- i makro-kosmosu. Cztery organy ciała
ludzkiego i ich produkty - soki, których równowaga w ciele jest podstawą
zdrowia - warunkują cztery podstawowe temperamenty; im też są przypo­
rządkowane elementarne jakości, strony świata (wiatry), pory roku i życia,
obiekty astrologiczne itd. Oto jak wyglądały one poczynając od I I w. n.e.,
zestawione przez Antiochosa z Aten (Seznec 1939, s. 45; patrz tab.).
Wyjaśnić trzeba, że termin „czarna żółć" odnosić się może do ciemnej,
zastoinowej krwi żylnej, widocznej w śledzionie zmarłych na choroby zakaźne
(Szumowski 1961, s. 50), może to być też zdegenerowana żółć. To z greckiej
nazwy czarnej żółci, melaina cholos, bierze się określenie temperamentu
2 -

Etnografia Polska t. 34 z. 1-2

*

�Znaki
Zodiaku

Pory
roku

Okresy
życia

Żywioły

Strony
świata

Wiosna

Dzieciństwo

Powietrze

Południe

Lato

Młodość

Ogień

Wschód

Waga
Skorpion
Strzelec

Jesień

Dojrzałość

Ziemia

Północ

Koziorożec
Wodnik
Ryby

Zima

Starość

Woda

Zachód

Baran
Byk
Bliźnięta
Rak
Lew
Panna

�Jakości pod­
stawowe

Stany
ciał

Humory

Tempera­
menty

Kolory

Gorąco —
Wilgoć

Płynny

Krew

Sangwiniczny

Czerwony

Gorąco —
Sucho

Subtelny
(Gaz)

Żółć

Żółciowy
(Choleryczny)

Żółty

Melancholiczrfy

Czarny

Flegmatyczny

Biały

Zimno

Gęsty
Sucho

Zimno —
Wilgoć

Czarna
żółć

Stały

Limfa

�TABU, Z A K A Z MAGICZNY, NIECZYSTOŚĆ

19

melancholicznego; podobnie jest z pozostałymi nazwami: żółć, cholos, warun­
kuje temperament choleryczny itd.
Tak więc w dzisiejszej potocznej terminologii psychologicznej brzmi echo
teorii humoralnej, przy czym dopiero w średniowieczu wypracowano charak­
terologiczne odpowiedniki antycznych terminów fizycznych. Rozpatrując moż­
liwy wpływ idei humoralnej na ludowe zakazy trzeba zwrócić uwagę właśnie na
te treści, które zostały wniesione w wiekach średnich, poczynając od X I I
stulecia, przez Hildegardę z Bingen i jej współczesnych - Williama of
Conches, Huguesa de Fouilloi i in.
Autorzy ci przekształcają starożytną klasyfikację soków cielesnych i typów
fizycznych w teorię temperamentalnego ukształtowania i zróżnicowania czło­
wieka. Zasługą Hildegardy z Bingen będzie unikalny wywód o charak­
terologicznym zepsuciu człowieka w chwili pierwszego grzechu i zobrazowanie
owej koncepcji upadku w słowach sugestywnego mitu etiologicznego, którego
próbkę poznaliśmy powyżej.
Dla zwartej prezentacji całości średniowiecznej doktryny humoralnej od­
dam głos Erwinowi Panofsky'emu, który w paru swoich pracach, poczynając
od studium twórczości Albrechta Dürera, przedstawił zaplecze intelektualne,
jakie legło u podstaw kilku rycin tego wybitnie melancholijnego twórcy, autora
Upadku pierwszych rodziców i Melencolia I .
„Wedle tej doktryny, sformułowanej w XII w., oryginalna natura człowieka nie była
pierwotnie określona ani zepsuta przez przewagę któregokolwiek z tych tajemniczych płynów, do
których nadal czynimy aluzję, kiedy używamy takich wyrażeń, jak sangwińiczny, flegmatyczny,
choleryczny i melancholiczny. Zanim Adam ugryzł jabłko, konstytucja człowieka była doskonale
zrównoważona [...] i stąd był on nieśmiertelny i bezgrzeszny. Wierzono, że dopiero zniszczenie tej
pierwotnej równowagi uczyniło organizm ludzki podatnym na choroby i śmierć, a duszę ludzką
podatną na przywary, przy czym rozpacz i skąpstwo są powodowane przez czarną żółć, duma
i gniew przez żółć, obżarstwo i lenistwo przez flegmę a rozpusta przez krew. Natomiast zwierzęta
były śmiertelne i złe od samego początku. Z natury były melancholiczne, choleryczne, flegmatyczne
albo sangwiniczne - zakładając, że temperament sangwińiczny, zawsze traktowany jako bardziej
pożądany od innych, nie był identyfikowany z doskonałą równowagą D*k to czyniła Hildegarda
z Bingen w cytowanym wcześniej fragmencie - przyp. J.S.W.]. Tak więc XVI-wieczny wykształ­
cony odbiorca z łatwością mógł rozpoznać w czterech rodzajach zwierząt na rycinie Dürera
[Upadek pierwszych rodziców] przedstawicieli czterech humorów i ich moralne konotacje: jeleń
oznacza smutek melancholiczny, królik - sangwiniczną zmysłowość, kot - choleryczne okrucień­
stwo, a wół flegmatyczną ospałość" (Panofsky 1955, s. 85; dobre streszczenia teorii humoralnej
- Panofsky 1971, s. 277n; Kępiński 1985, s. 279-321).

Na ostatku cofnijmy się ponownie do przełomowego X I I stulecia, by
wspomnieć, że to u jego schyłku pojawił się pierwszy syntetyczny wykład
doktryny w całej pełni - Tractatus de complexionibus, przypisywany niejakie­
mu Johannowi von Neuhaus, w którym połączone zostają systematycznie
cechy charakterologiczne ze szczegółami fizjologicznymi i dietetycznymi.
„W ten sposób został po raz pierwszy zrealizowany ideał odrębnego i całościowego
kompendium średniowiecznej doktryny o temperamentach. Co jeszcze pozostawało do zrobienia,
to jej przekład na język codzienny i zadanie to zostało skwapliwie podjęte w XIV i XV stuleciu
[...] w niezliczonej ilości tanich rękopisów, arkuszy rycin [Bilderbogen], almanachów, popular­
nych broszur na temat kompleksji. Oparte na ogół o traktat Johanna von Neuhaus przynoszą do
najskromniejszej chaty nie tylko przekazywane od późnej starożytności definicje typów tem­
peramentu, ale i bardziej jeszcze szanowaną koncepcję tej tajemniczej korespondencji między
żywiołami, humorami, porami roku i okresami życia człowieka, w formie uproszczonej i dość
okrojonej" (Klibansky, Panofsky, Saxl 1964, s. 115-116).

�20

JERZY S. WASILEWSKI

V. L U D O W A NAUKA O T E M P E R A M E N T A C H

Gdy etnograf napotyka słowa o „skromnych chatach" - wie, że jest już
w domu. Może przypuszczać, że treści owych niezliczonych druków" docierały na
wieś - także w przypadku Polski - utrwalonymi kanałami. Może też zastanawiać
się, czy kierunek przepływu treści pomiędzy - mówiąc słowami Jacquesa Le Gofta
- kulturą uczoną a kulturą ludową był tylko jeden: z góry do dołu.
Zanim można będzie wdać się w badanie historyczne, trzeba wyraźnie
wyartykułować sens symboliczny przedstawionych wyżej zakazów, które
dopiero teraz odsłaniają swoje ukryte znaczenie. Wystarczy nałożyć średnio­
wieczne wyobrażenia na temat okresu rajskiego jako bezhumoralnego na
etnograficzny materiał zakazów dotyczących ciężarnej, by zrozumieć, że
w okresie noszenia płodu należy realizować stan rajski przez zakaz wszystkiego
tego, czego w raju nie było: tu jest to zakaz spożywania takich pokarmów,
które prowadzą do ułomności, jakie rajska kondycja wyklucza. Ciężarna
przestrzegająca żydowskiego zakazu dietetycznego: nie jedząc móżdżku, serca
i śledziony, unika tego, co mogłoby wytrącić płód ze zbalansowanej harmonii
przedhumoralnej, przechylając jego rozwój w stronę któregoś z niepożądanych
temperamentów: flegmatycznego, krwistego i śledzienniczego.
Warto zwrócić uwagę, że nie tylko czynności zakazane - zabronione
rodzaje pożywienia - ale także sankcje za przekroczenie zakazu sformułowane
są nie w sposób dowolny, ale jako implikacje humoralnej teorii. Śmiech
- konsekwencja jedzenia śledziony - jest przecież przywarą temperamentu
melancholicznego, czyli śledzienniczego ( w średniowiecznym jego rozumieniu,
wedle którego melancholik raptownie przechodził od rozpaczy do nerwowego
śmiechu). „Kapanie z nosa" to oczywista przypadłość flegmatyka, cierpiącego
na nadmiar śluzu. Również zła pamięć jest cechą temperamentu flegmatycz­
nego, co w teorii humoralnej uzasadnia się tym, iż pamięć rezydować ma
w zimnej i suchej części mózgu, która siłą rzeczy szwankuje u „wilgotnego"
flegmatyka; stąd też dobrą pamięć mają melancholicy (Klibansky, Panofsky,
Saxl 1964, s. 35 przyp. 76; s. 69, przyp. 5; s. 118, 191).
Niekonsekwencje tkwią natomiast w trzecim członie rozpatrywanego
zakazu. Reguła niejedzenia serca powinna być tłumaczona obawą przed
temperamentem krwistym (por. białoruskie przekonanie, że dziewczyna nie
może jeść serca, „bo będzie sierdzista" - Federowski 1897, s. 311; archaiczna
koncepcja temperamentalna jest zapisana w samej etymologii: sieĄd)ce &gt; sier­
dzić). Jednak motywacja zakazu żydowskiego - to że dziecko miałoby
„zapchaną głowę" - jest niezgodna ze znanym nam kanonem humoralnym;
przecież to właśnie sangwinikom przypisywano zdolność łatwego uczenia się,
jako że cellula logística miała być ulokowana w ciepłej i wilgotnej części mózgu
(Klibansky, Panofsky, Saxl 1964, s. 68-69). Zauważmy też, że w żydowskim
zakazie najwyraźniej zgubił się temperament choleryczny, z pewnością bardziej
niepożądany aniżeli bliski idealnemu sangwińiczny; stąd mogło też dojść do
pomyłkowego przestawienia. Być może zresztą zakaz żydowski opiera się na
innym wariancie „uczonej" tradycji humoralnej - bo przecież nie wprost na
pismach św. Hildegardy.
Zważywszy wielość naruszeń logiki, zniekształceń i przeinaczeń, które musiały
mieć miejsce pomiędzy obszarem kultury ludowej, a wiedzą medyczno-fflozoficzną

1

�TABU, Z A K A Z MAGICZNY, NIECZYSTOŚĆ

21

wieków średnich, można spytać, czy teza o związku zakazów magicznych
i reguł humoralnych jest w ogóle do udowodnienia. Dla jej rozpatrzenia
przedstawmy na początek kilka takich zakazów, które w swych sankcjach
wyraźnie nawiązują do podstawowej zewnętrznej przywary flegmatyka. Są to
zakazy skierowane na uniknięcie nadmiernego zaflegmienia przyszłego dziecka:
ciężarna nie powinna gryźć żywicy, bo dziecko będzie się ślinić (Szubertowa
1950-51, s. 602). Pod tym samym rygorem położnica przed wywodem nie
przędzie i nie szyje, co bywą motywowane unikaniem ślinienia nitki (Magiera
1900, s. 57); mówią też o tym motywacje zakazu przędzenia w cyklu rocznym,
typu „boby się bydło śliniło" (Federowski 1897, s. 345; Gaj-Piotrowski 1967, s.
37, Uspienski 1985, s. 257), co oczywiście nie stanowi wyjaśnienia istoty samego
zakazu. Ciężarnej nie wolno jeść móżdżku, „bo dziecku włosy wyjdą" (Federo­
wski 1897, s. 308), wylizywać szpiku z kości, bo dziecko będzie usmarkane
(Malicki 1947, s. 82; Witanowski 1893, s. 275); z tych samych względów nie
powinna ona brać wody cieknącej z dachu ani stać pod okapem w czasie
deszczu (Wereńko 1896, s. 118). Interesującą motywację posiadają też zakazy
wobec rodziców chrzestnych. W dniu chrztu nie wolno im smarować wozu ani
czyścić butów bo dziecko będzie smarkate (Drozdowska 1963 s 119Matczakowa 1963, s. 140).
W odniesieniu ďo tych przykładów można powtórzyć zadawane już
wcześniej pytania. Po pierwsze, czy zasmarkanie dziecka jest samo w sobie
przypadłością na tyle groźną, by obawa przed nim mogła wywołać zakaz
jedzenia szpiku lub czyszczenia butów? Po wtóre, czy Frazerowski związek
- skądinąd bezsprzecznie istniejący na płaszczyźnie slowno-skojarzeniowej
- między smarowaniem (wozu) a smarkami jest wystarczającą okolicznością dla
powstania zakazu? Ponieważ na oba te pytania musi paść odpowiedź negatyw­
na, nasuwa się następująca konkluzja: skoro zakazy te nie mają sensu samoist­
nego, to stanowić o nim musi szersza konstrukcja wierzeniowa, w której
„smarkatość" jest tylko symbolem (lub składową) jakiejś istotniejszej niepożąda­
nej przypadłości. Takie wnioskowanie doprowadza do konieczności przyjęcia
istnienia szerszej teorii humoralnej, z której wynikałyby poszczególne zakazy.
Proponuję zatem badanie tradycyjnej ludowej wiedzy o temperamentach,
Nie musiała to być zresztą nauka wyrafinowana; skojarzenia, na których
bazowała, były proste i - chciałoby się powiedzieć - po Freudowsku
jednoznaczne: ciężarnej nie wolno przechodzić przez dyszel, „bo dziecko będzie
mieć wtedy duży temperament" (Drozdowska 1963, s. 119; bardziej dosłownie
- K L W 1967, s. 97). Popędliwości temperamentalnej mają też zapobiegać
zakazy dietetyczne: ciężarnej nie wolno jeść drobiu, bo jej dziecko „będzie się
czaplić jak kura" albo ,jak kogut będzie latał za dziewczynami" (Drozdowska,
tamże).
Czy da się dla kultury ludowej zestawić listę takich zwierząt, które byłyby
odpowiedzialne za konkretne cechy charakterologiczne, na wzór wzmian­
kowanego Dürerowskiego ujęcia czterech zwierząt jako symboli czterech
temperamentów? Wymieniane w zakazach zwierzęta - od myszy przez
wiewiórkę do niedźwiedzia - wiązane są na ogół tylko z ułomnościami
fizycznymi, ale zabrania się ciężarnej np. głaskania kota, „bo dziecko będzie
złe" - a więc identycznie jak u Dürera (bad. teren. Zawoja, woj. bielskie 1988;
kot jako zwierzę złe - Federowski 1897, s. 188-189).

�1

22

JERZY S. WASILEWSKI

i
i
I
i
1
i
I

i
i

i

I

1

I
I
i

t
,
1

-

I

!

!
I
i
1

i

W roli zwierzęcia zakazanego w okresie ciąży najwyraźniej występuje zając,
którego zobaczenie, wzięcie do podołka lub zjedzenie jego mięsa powoduje
według notorycznych deklaracji - identycznych jak w materiale światowym
- narodzenie dziecka z zajęczą wargą (Malicki 1947, s. 83; Matczakowa 1963,
s. 118,-132; Jastrzębska 1965, s. 140; Wereńko 1896, s. 118 - zezowate). To
banalne przekonanie ukrywa głębszą treść, której odsłonięcie wymagałoby
prezentacji tego zwierzęcia w roli mitologicznego trikstera, jako istoty wy­
prowadzającej z raju. Materiał słowiański jest skromny, jeśli porównać go
z danymi systemów mitologicznych wszystkich innych kontynentów, dlatego
też jego prezentację należy odłożyć do oddzielnego studium porównawczego.
Zadaniem zakazów jest więc utrzymanie wokół kobiety w ciąży idealnej,
rajskiej „sytuacji płodowej" - harmonii i równowagi. Powinna więc ona
unikać widoku śmierci, zabijania zwierząt, bicia, kalectwa i nieczystości. Nie
powinna złościć się, żywić zawiści, patrzeć na bijących się, kraść; ma patrzeć na
rzeczy piękne, być opanowana i zgodliwa, nie ma być „za bardzo honorowa"
(Lilientalowa 1904, s. 144, Malicki 1947, s. 82-83; Szubertowa 1950-51, s. 602;
Drozdowska 1963, s. 118; Witkoś 1977, s. 65).
Pora pokazać, że wprowadzenie perspektywy humoralnej może pogłębić
rozumienie zakazów magicznych, takich jak np. często obowiązujący zakaz
spania. Nakłada się go zarówno na kobietę ciężarną - we dnie - pod
rygorem śmierci dziecka (w polskim kanonie źródłowym bodaj nie notowany,
ma jednak powszechny zasięg europejski - patrz Ciszewski 1905, s. 15), jak
i na położnicę zaraz po porodzie, „bo na wieki by zasnęła", „dostanie
krwotoku" (DWOK 7: 148; Wilanowski 1893, s. 275; Witkoś 1977, s. 66 „nie
kłaść rąk pod głowę - szyja będzie wolowata albo pokarm pójdzie do głowy").
Zakaz ten bywa formułowany wobec panny młodej na weselu - by później nie
była ona gnuśna (DWOK 33, s. 288). Funkcjonuje on też w czasie chrztu
- pod postacią złej wróżby dla śpiącego wtedy dziecka (Federowski 1897, s.
212; Jastrzębska 1965, s. 150). W momencie śmierci można widzieć go w postaci
pozytywnej - w praktyce budzenia domowników i sąsiadów w momencie
śmierci, w czuwaniu przy zmarłym (DWOK 49, s. 529; 54, 299-300 - wyraźny
sens inicjacyjny huculskiego czuwania i specyficznych rozrywek je ułatwiających; Dworakowski 1935, s. 142) oraz w zakazie spania, gdy we wsi dokonuje
się eksportacja zwłok (DWOK 26, s. 121).
W cyklu rocznym zakaz spania obowiązuje w wielkanocną niedzielę - po
powrocie z rezurekcji („bo będzie się drzemać przy robocie wieczornej", Cisek
1889, s. 68; „złodziej okradnie", Kantor 1914, s. 237; „bo się umrze", Cercha
1919, s. 40; Gaj-Piotrowski 1967, s. 58; Kwaśniewicz 1985, s. 22), w poniedziałek wielkanocny (Kotula 1962, s. 66; Witkoś 1977, s. 146) oraz w wieczór
wigilijny przed pasterką (Cisek 1889, s. 68; Saloni 1902, s. 254; Kosiński 1903,
s. 84; Cercha 1919, s. 40) i wreszcie w dzień Bożego Narodzenia, przy czym
nierzadką sankcją jest wylęganie zboża (Pleszczyński 1893, s. 732; Tetmajer
1898, s. 171; Witowt 1901, s. 178; Miklavec 1902, s. 341; Dworakowski 1964, s.
84, 86; Lechowa 1967, s. 25; Kwaśniewicz 1985, s. 14, 22).
Ten sam zakaz formułowany jest rzadziej w odniesieniu do ostatniej
niedzieli zapustów lub samych ostatków, przy czym motywacja - jak zawsze
w tym okresie - związana jest z lnem: gospodynie nie kładą się, żeby się len nie
pokładał (Kopernicki 1887, s. 206; Lechowa 1967, s. 26); sporadycznie zakaz
ten dotyczyć może wszystkich przedświątecznych wieczorów, gdy w kościele

�TABU, Z A K A Z M A G I C Z N Y , NIECZYSTOŚĆ

23

trwają nieszpory (Kosiński 1903, s. 84), czasu, gdy w kościele odprawia się
suma (Gaj-Piotrowski 196*7, s. 195), i dnia, w którym przyjęło się komunię
(DWOK 48, s. 44).
Pominę oczywistą okoliczność, że zakaz spania w momentach obrzędo­
wych ma swój pozahumoralny rodowód - głębokość warstwy mitologicznej,
z której pochodzi, jest znacznie większa, o czym przekonuje choćby materiał
zgromadzony przez Frazera. Pominę też wymagający szerszego oświetlenia
sens religijny owej praktyki jako czuwania (wyraźny zwłaszcza w momentach
wigilijnych), koncentrując się na problematyce temperamentalnej. Teoria
humoralna w swej oficjalnej, nieludowej wersji prezentuje skodyfikowany
pogląd w kwestii spania. Jest mianowicie ospałość - obok niezadowolenia
- nieodłączną cechą usposobienia melancholicznego, które było przecież
„znienawidzone jako najgorsze". Iluminowane rękopisy i drukowane kalen­
darze, na które autor ten powołuje się jako na pierwowzory ryciny Dürera
Melencolia I dla ilustracji tego temperamentu, „ukazują rolnika usypiającego
przy pługu, mieszczanina - przed krucyfiksem, niewiastę przy kołowrotku
(Panofsky 1971, s. 278, 280 i ryc. 246; Klibansky, Panofsky, Saxl 1964, s. 301
i ryc. 89-90).
Warto przyjrzeć się tym ludowym wierzeniom, w których pojawia się
'moment senności, opieszałości, a także bólu głowy, albowiem przypadłości te
można traktować jako ludcwe przeformułowania cech dwóch najbardziej
niepożądanych temperamentów - melancholicznego i flegmatycznego. Cieka­
we zgrupowanie elementów humoralnych pojawia się w obrzędzie sobót­
kowym. O Kupale powiada się - według nieprecyzyjnej niestety wzmianki
- że „pilnuje wzrostu zboża i pośpiechu w robocie" (przy żniwach), zaś „kto na
sobótce nie będzie, główka go boleć wciąż będzie" (Lubicz 1891, s. 177-178).
Podobną funkcję spełnia białoruska Śpieszka-Sparyszka, do której dziewczęta
modlą się, by dała im pośpiech w pracach żniwnych i spor (obfitość)
- (Federowski 1897, s. 135, 270; Moszyński 1929-30, s. 65-66).
Prace polne lub pierwszy wypęd bydła bywają poprzedzone oblewaniem,
mającym zapewnić niezasypianie przy wypasie, siewie lub żniwach (Piątkowska
1889, s. 494; Gonet 1896, s. 224; Gaj-Piotrowski 1967, s. 104).
. Ospałość miała również swoją personifikację. Znamienne, że podobnie jak
na dawnych rycinach jest to przedstawienie zasypiającej prządki. Na Lubelszczyźnie nosi ona imię Drżymy lub Drymli i uczestniczy znowu w obrzędzie
sobótkowym pozorując przędzenie (Z. S. 1891, s. 35-36); kupalnockowe teksty
wspominają o niewyspaniu dziewcząt {Zwyczaje świętojańskie
1929-30,
s. 87-88), co nie dziwi w tę wypełnioną erotyką najkrótszą noc w roku.
W materiale łużyckim notowana jest postać zwana dremota, dremotka - jest to
istota demoniczna, do której porównuje się zasypiającą prządkę, a także lalka,
jaką chłopcy podrzucają dziewczętom podczas prządek (Černý 1898,
s. 675-676; Schulenburg 1985, s. 101-102; D W O K 59 cz. 1, s. 126). Wyraźna
identyczność lubelskiej i łużyckiej drzemiącej postaci prządki zadaje kłam
słowom Černego (tamże), wedle którego „są to widocznie zabawki, z których
nie należy wcale sądzić o jakiejś dawnej istocie mitycznej". (Pani doc. W.
Budziszewskiej dziękuję za wskazanie analogii łużyckiej.) W dalszych po­
szukiwaniach warto wziąć pod uwagę ludowe odróżnianie „snu" od „drymoty"
i możliwość traktowania ich personifikacji jako dzieci Morany, śmierci
(Kolberg za Hanuszem i materiałem pokuckim, D W O K 31, s. 106).

�T'
i

24

JERZY S. WASILEWSKI

1
}
\
i
!
i
I
!

,

i

t
I
1

I
i

i
I

1
i
I
Í

J

Cechą temperamentu melancholicznego bywa. wilgoć (wiązana również
z flegmatyzmem), co wynika z jego związku z ziemią; unser complexion ist von
erden veuch - „nasza kompleksja jest wilgotna od ziemi" głosi podpis pod
ryciną z pierwszego niemieckiego drukowanego kalendarza z 1481 roku,
przedstawiającą parę śpiących melancholików (Panofsky 1971, ryc. 247). Jeśli
uwzględnimy ten związek, to okaże się, że sankcje za naruszenie zakazu spania
w Boże Narodzenie i Wielkanoc są zaskakująco logiczne, albowiem zgodnie
z systemem humoralnym uwzględniają właśnie element wilgoci: „siano zmok¬
nie", „zboże w kopach zgnije", „słota przeszkadzać będzie podczas zbiorów",
„taka kobieta będzie mieć deszcz w czasie prania" (DWOK 31, s. 155; Kosiński
1890, s. 868; Schnaider 1899, s. 215; Saloni 1914, s. 63). Jest to logika
wychodząca poza Frazerowski związek sympatyczny, którym ostatecznie
można by tłumaczyć powszechną motywację zakazu leżenia i spania - „wylę­
ganie zboża".
W tym miejscu pora na wysunięcie najbardziej ryzykownego przypusz­
czenia. Oto niektóre wierzenia mogły powstać jako przeniesienia nie tylko
treści słownych, tekstowych, ale też poprzez przekład informacji ikonograficz­
nej, zawartej w dawnej grafice popularnej. Asumpt do sformułowania takiej
hipotezy dają znane z europejskiej grafiki popularnej X V - X V I wieku humoralne wyobrażenia tzw. „dzieci planet", a więc ludzi pewnych zawodów i charakterów, których patronem miałoby być dane ciało niebieskie.
Wypada przypomnieć, że poszczególne temperamenty były w doktrynie
humoralnej wiązane z planetami: sangwiniczny z Jowiszem (Jowialność"),
choleryczny z wojowniczym Marsem, flegmatyczny z Księżycem lub Wenus,
melancholiczny zaś z Saturnem. Ta ostatnia planeta wedle przejętej z arabskiej
astrologii korelacji rządzi rzeczami wilgotnymi, a także stałymi, trwałymi,
takimi jak ziemia, rolnictwo, uprawa. Jest to zresztą tylko część jej bogatych
odniesień; astrologiczne własności Saturna jako planety o bardzo długim
obiegu uzupełnione zostały mitologicznymi jego cechami jako bóstwa zasie­
wów w starożytnym Lacjum; połączyły się one z cechami Kronosa, syna
Uranosa, boga rolnictwa, którego Zeus wykastrował za pomocą sierpa, oraz
z Chronosem - bogiem czasu, stąd przedstawianym z kosą, aczkolwiek
podobieństwo obu imion jest zupełnie przypadkowe (Klibansky, Panofsky,
Saxl 1964, s. 127-151).
Na tej bazie wyrosły przedstawienia „dzieci Saturna" - ryciny, na których
urodzeni pod tą planetą przedstawiani są przy swych zajęciach: orce, siewie,
młóceniu, rąbaniu drzewa itp. Patronuje im trzymający w ręku sierp lub kosę
Saturn, wraz z przedstawieniami dwóch właściwych mu wilgotnych znaków
Zodiaku - Wodnikiem i Koziorożcem (tamże, ryc. 38-40). Zob. ryc. na s. 8.
Podobne przedstawienia skłaniają do postawienia pytania, czy to nie one
leżą u podstaw wierzeń i wyobrażeń ludowych. Formułując to przypuszczenie
w najmocniejszej, uproszczonej formie: czy wierzenie, że spanie powoduje
wylęganie zboża lub zamoknięcie siana, nie jest przekładem informacji graficzno-tekstowej, mówiącej o Saturnie i pokazującej go jako patrona śpiochów
oraz rolników przy pracach polowych, ponad którymi Wodnik wylewa
z dzbana wodę?
Teza o historycznym związku niektórych zakazów magicznych z systemem
medycyny humoralnej jest z pewnością trudna do ostatecznej weryfikacji.

�TABU, Z A K A Z MAGICZNY, NIECZYSTOŚĆ

25

Koronna obiekcja wynika z braku polskich druków popularnych o charak­
terze humoralnym. Bardzo malo wiadomo o XV-, XVI-wiecznych kontaktach
między folklorem a myślą uczoną. Źródła etnograficzne mogą co najwyżej
upewniać w istnieniu takiego związku, i to aż po czasy Kolbergowskie. Właśnie
u Kolberga znajdujemy - pośród obserwacji na temat ludowej medycyny
- uwagę, że „ślady z czasów humoralnej patologii jeszcze się i dziś słyszeć
dają. Żółć rzuca się na mózg, toż pokarm, itp. czyni. Osobliwie baby o tem
rozprawiają" (DWOK 7, s. 172;" opinia ta pochodzi z wykorzystanej przez
Kolberga pracy Zieleniewskiego 1845). Tamże czytamy, iż „niemal powszechne
j f t t przekonanie, że wyrzuty dzieciom są pożyteczne, że tak pozbywają się
zbytku humorów, stąd do leczenia ich rzadko się biorą" (s. 153).
Rozrzucone po literaturze epizody nie mają wprawdzie wartości dowodu, ale
szkicują proces utrwalania się na wsi treści astrologiczno-humoralnych aż po
wiek XX. Jeszcze Stanisław Pigoń (1983) sięgając do czasów dzieciństwa
w Komborni wspomni: „w latach młodości stwierdziła matka w jakiejś,
znalezionej wśród książek ojca » p r a k t y c e « astrologicznej, że urodziła się pod
taką planetą, co powoduje usposobienie melancholiczne. Zapamiętała sobie to
niezrozumiałe słowo" (s. 136) .
1

VI. REGUŁY „STANÓW BŁOGOSŁAWIONYCH"

Przeprowadzona powyżej szczegółowa analiza upewnia nas w trzech pod­
stawowych dla rozumienia zakazu kwestiach: co jest jego przedmiotem, kiedy on
obowiązuje, jaka jest wreszcie natura sankcji, a zarazem wartość „teorii
informatora". Tak więc po pierwsze zakazane są czynności symbolicznie
wyprowadzające z sytuacji idealnej; po wtóre zakaz obowiązuje w momentach
zalążkowych, gdy formują się początki; po trzecie - sankcje są logicznymi
konsekwencjami naruszenia stanu idealnego, sformułowanymi w języku pewnej
„teorii informatorów", której zrąb można odtworzyć: w omawianym wypadku
była to doktryna humoralna, zaopatrzona w mitologiczno-etiologiczne tło.
Proponuję zatem tezę o paradygmatycznym charakterze zakazów dotyczą­
cych ciężarnej: wiele innych zakazów magicznych należy rozumieć ná ich
podobieństwo - jako zakazy towarzyszące sytuacji zalążkowej, embrionalnej,
w zamierzeniu idealnej. Obok płodowych początków istoty ludzkiej momentami
takimi są okresy zapoczątkowujące koleiae fazy życia - stąd spora liczba
zakazów-i wierzeń do nich zbliżonych przypada na wczesne dzieciństwo. Są nimi
także początki roku - zarówno ten astronomiczny, zimowy, jak i daty
wyznaczające wiosenne odrodzenie: Zapusty, Wielkanoc i inne. Tu też należą
początki cyklów wegetacyjnych, gospodarczych i technologicznych: pierwszy
siew, rozpłód zwierząt, budowa domu. Mnogość zakazów towarzyszących tym
sytuacjom wyjaśnia się nie przez odwołanie do „przejściowości", ale do począt­
ków i sytuacji idealnej. Ów idealny stan rzeczy wymagany jest też przy tworzeniu
grupowej wspólnoty (biesiada, zabawa, świętowanie) i wreszcie w chwilach
1

Wspomniane wyżej mongolskie analogie europejskich wierzeń humoralnych znalazłyby
zapewne wyjaśnienie w ramach indyjskiego systemu medycznego, o elementach zaskakująco
zbieżnych z myślą grecką; nt. lamajskiej teorii humoralnej patrz K i r i l o v 1893; związki grecko-indyjskie na tym polu - F i l l i o z a t 1964, s. 196-237.

�26

JERZY S. WASILEWSKI

kontaktu ze świętością. Sacrum powinno być otoczone taką samą strefą
rzeczywistości idealnej, jak moment początku - świadczy o tym podobieństwo
obowiązujących wówczas zakazów.
Ostatnia kwestia stanowi dogodny punkt wyjścia, można ją bowiem
dokumentować obfitym materiałem identycznych pod względem formy zaka­
zów, obowiązujących z jednej strony kobietę ciężarną, z drugiej zaś - kap­
łanów, wypełniających kult religijny.
W tym względzie charakter standardowej listy różnych kapłańskich tabu
ma regulamin dnia flamena Dialisa, kapłana Jowisza, stanowiący istotny punkt
Frazerowskiego wyliczenia światowych zakazów (Frazer 1962, s. 165-16$
literaturę antyczną na ten temat podaje Ganszyniec 1923, s. 38). Flamenowi nie
wolno nosić obrączki i mieć w swym ubiorze węzłów, „szaty jego muszą być
utkane z jednej nici [ . . . ] , a jeśli do jego domu zostanie wprowadzony człowiek
spętany, należy zdjąć z niego pęta, a sznur musi być przeciągnięty przez
specjalny otwór w dachu i wyrzucony na ulicę".
Zamykające działanie symboliczne węzłów i pierścieni odczytywali interpretatorzy symboli już dawno (Frazer 1962, s. 216-220, m.in. fragment o długo­
trwałych narodzinach Heraklesa; Ganszyniec 1923; Frankowski 1924, s. 93;
Moszyński 1967, s. 321; Stomma 1976). Za takim rozumieniem przemawiają
motywacje częstego zakazu umieszczania węzłów w ubiorze szytym dla zmar­
łego, typu „grzechy nie byłyby odpuszczone", „dusza pokutuje w węźle" (DWOK
18, s. 81; 23, s. 122; Piątkowska 1889, s. 507; Udziela 1890, s. 127; Toeppen 1892,
s. 788; Świętek 1893, s. 555; Kołodziejczyk 1910, s. 80; Malicki 1947, s. 117).
Analogiczne względy mają wyjaśniać zakaz wiązania, nakładany na kobietę
w ciąży. „Zakazy przestrzegane z uwagi ria prawidłowy poród nacechowane były
myśleniem właściwym dla magii sympatetycznej. W trosce o łatwe rozwiązanie
powinna więc ciężarna unikać przechodzenia przez płoty, sznury, łańcuchy"
(Kwaśniewicz 1981, s. 104). Dlatego też ciężarna nie nawija, nie szyje,'nie tka, nie
przędzie, nie stąpa po sznurach, nie siada na progu, nie nosi na szyi korali' itp.
(DWOK 7, s. 145; 34, s. 162; Wierzchowski 1890, s' 191; Wereńko 1896, s'. 118;
Lilientalowa 1904, s. 144; Bystroń 1916a, s. 35;Szubertowa 1950-51, 's. 602).'
Z pozoru są to wyłącznie zakazy zorientowane -na ułatwienie wyjścia ze
stanu odmiennego. W tej funkcji nie pokrywają się one jednak zupełnie
z identycznymi pod względem formy zakazami obowiązującymi kapłanów.
W tym wypadku nie mogło przecie* chodzić o wyjście ze stanu kapłańskiego,
nawet jeśli definiować go jako stan wyłączenia; czy zatem i w zakazach
dotyczących ciężarnej chodzi tylko o łatwy poród?
Jak już sygnalizowałem, nie -bez. znaczenia są te przypadki zakazów,
w których podkreśla się, że obowiązują one szczególnie mocno w pierwszej
połowie ciąży, gdy formuje się płód; po ich naruszeniu dziecko narodzi się
niedorozwinięte (Federowski 1897, s. 296-298 - od poczęcia do pierwszych
ruchów płodu; Matczakowa 1963, s. 32 - „bo wtedy dusza się wiąże";
Jastrzębska 1965, s. 140; Witkoś 1977, s. 65; Gorczycka-Otto 1979).
Przykłady te umożliwiają znalezienie pewnej formuły wspólnej dla osoby
kapłana i kobiety ciężarnej, która uzasadnia istnienie identycznych tabu.
Zamiast o „stanie przejścia" lepiej w obu wypadkach myśleć o „stanie
błogosławionym", którego warunkiem jest otwarcie umożliwiające działanie
zarówno sił witalnych, jak i sakralnych.

�TABU, Z A K A Z MAGICZNY, NIECZYSTOŚĆ

27

W istocie jednak także i to wyjaśnienie jest kolejnym wyjaśnieniem
cząstkowym. Istnieją przecież przypadki, w których węzły i czynność zawiązy­
wania unikane są nie dlatego, że zamykają drogę czy rozwój, ale stąd, że - jak
każde sztuczne łączenie, sztukowanie - są przejawem niedoskonałości. Zanim
przytoczę zalecenie Platona, który na owym spostrzeżeniu zbudował regułę
liturgiczną, przypomnę konkretny przykład: szaty obrzędowe, o których •
w różnych kulturach powiada się, że mają być zrobione z jednej nitki. Taka
była np. tunika Jezusa - „suknia nie szyta, ale od wierzchu wszystka dziana"
(Ewangelia św. Jana 19, 23). Okoliczności tej nie przeoczył Roland Barthes,
odczytujący nową „fenomenologię dopasowania" z gładkich złączeń technicz­
nego bożyszcza masowej wyobraźni z lat sześćdziesiątych Citroena DS:
„Wiadomo, że gładkość jest zawsze cechą doskonałości, po prostu dlatego, że
jej przeciwieństwo świadczy o technicznej i czysto ludzkiej konieczności
dopasowywania: tunika Chrystusa nie miała szwów, tak jak kosmiczne statki
powieści przyszłościowej zbudowane są z jednorodnej metalowej powłoki"
(Barthes 1970, s. 78-79).
Dbałość o podobną harmonię, jednolitość, jednorodność formy legła
u podstaw charakterystycznych zakazów okresu ciąży. Kobieta nie powinna
wtedy jeść owoców drzewa, na którym zaszczepiono inny gatunek, jak też
przebywać na skrzyżowaniach (Niemcy - HdA 7, s. 1424). Nie powinna ona
chodzić po klinach, wciskać się między dwie osoby (DWOK 34, s. 162), zbliżać
się do drwali, przechodzić przez siekierę (Wereńko 1896, s. 119; Lilientalowa
1904, s. 143-144), palić klinami w piecu (Federowski 1897, s. 217), rąbać na
progu (Świątek 1893, s. 134), łamać patyków na kolanie, bo dziecko się
przesuwa, połamie się kiedyś (Drozdowska 1963, s. 118; Malicki 1947, s. 82),
przechodzić przez miedze, granice, płoty, drągi (Drozdowska 1963, s. 119;
Matczakowa 1963, s. 132; Witkoś 1977, s. 65).
Zakazy prac w rodzaju gięcia, wiązania i rąbania motywowane groźbą
narodzin ludzi i zwierząt z wykrzywionymi nogami spotykane są także
w związku z datami cyklu rocznego - porównaj białoruskie rusalne „krzywe
tygodnie". Ciekawie, choć gołosłownie, komentuje je Zelenin (1934, s. 21):
„zakazy te początkowo były stosowane tylko wobec kobiet ciężarnych w związ­
ku z magią płodności, a jako karę za ich naruszenie uznawano urodzenie
potworków".
•
Znamienne jest, że analogiczne polskie zakazy zabraniają tych samych
czynności w okresach, gdy kury wysiadują jaja: nie wolno wtedy palić wiciami
w piecu ani kręcić powróseł, bo pisklęta będą miały krzywe nogi (DWOK 7,
s. 135; Siarkowski 1879, s. 25; Ciszewski 1887, s. 28; Federowski 1888-89, I I s.
278; Łopaciński 1902, s. 414).
Warto zauważyć, że podobne zakazy tzarówno typu cięcia i łamania, jak
zawiązywania) obowiązują w cyklu rocznym w trzech okresach: bożonarodzeniowo-noworocznym, zapustnym i wielkanocnym. Należyta interpretacja zaka­
zów umożliwia właściwe zrozumienie sensu tych świąt - i odwrotnie.
Tłumaczenie zakazów np. w konwencji animistycznej pociąga za sobą trak­
towanie Zapustów jako czasu zadusznego. Tymczasem przypadające wtedy
nasilenie zakazów tkania, przędzenia, szycia itp. (z motywacją odwołującą się
do mającej nastąpić plenności lnu - a więc kobiecej sfery zajęć) każe widzieć
w nich raczej okres początkowy - święto przełomu zimowo-wiosennego.
t

�28

JERZY S. WASILEWSKI

Oczywiście, można tu mówić o „przejściu", są bowiem Ostatki także „świętem
końca", ale nie z tego wynikają owe zakazy; dla obrzędów końca charakterys­
tyczne jest z reguły rozpasanie i przyzwolenie na łamanie tabu, nie zaś ich
ustanawianie.
Przyjęcie „paradygmatu początków" zamiast „przejścia" tłumaczy też,
dlaczego zakazy są praktycznie nieobecne w tak znamiennym momencie
przełomowym, jak dzień 24 czerwca. Samo przejście najwidoczniej nie wystar­
cza do uformowania się zakazu - w dacie rocznej musi pojawić się element
początku, wyraźny w momencie przełomu zimowego i wiosennego.
Na koniec podkreślę, że właściwy charakter okresów obrzędowych lepiej
aniżeli w nadinterpretacjach badacza jest niekiedy ujęty w deklaracjach samych
informatorów. Skontrastujmy takie dwie interpretacje zakazów okresu Bożego
Narodzenia. Powiada badacz: „Powszechne i zupełnie jasno tłumaczące się
zakazy kręcenia wici itp. w okresie Bożego Narodzenia, wywołane obawą
skrzywdzenia błąkających się dusz, otrzymały wtórne tłumaczenie, iż prze­
kroczenie zakazu powoduje przyjście na świat dzieci lub zwierząt domowych
z wykręconymi nogami, przekręconą głową itp." (Klimaszewska 1960, s. 134).
A oto wyjaśnienie informatora na ten sam temat: „Przez cały czas od Bożego
Narodzenia do Trzech Króli nie ma roboty żadnej; nie godzi się młócić,
a szczególniej rąbać nie wolno dlatego, że w zimie każde bydle zwykło nosić
w sobie przypłodek, więc gdyby gospodarz rąbał cokolwiek, to mogłoby mu się
urodzić źrebię lub cielę bez nogi albo bez ogona lub ucha" (Kopernicki
1887, s. 146).
Oczywiście nie można poprzestać na dosłownym przyjęciu tego tłumacze­
nia, bowiem „bydlę nosi w sobie przypłodek" znacznie dłużej, a mimo to zakaz
obowiązuje tylko w święta. Jednakże sama tylko „obecność dusz" nie stanowi
racji wystarczającej do jego formułowania. Już cytowana autorka zauważyła
zaskakującą z punktu widzenia paradygmatu animistycznego okoliczność, że
np. w Dzień Zaduszny nie ma prawie wcale zakazów magicznych, jednak
przekonanie o oczywistej słuszności przyjętego założenia powstrzymało ją
przed dalszymi wnioskami.
VII. IDEAŁY HARMONII

Przedstawiane zakazy ludowe mają swe analogie w bardziej wyrafinowa­
nych regułach rytualnych, których celem jest zapewnienie harmonii wokół
sacrum, w sferze działania kultowego. Wywód dotychczasowy prowadzi do
stwierdzenia, że harmonia (także fizyczna - a więc jednolitość, jednorodność,
ciągłość) winna być atrybutem obiektów idealnych, w tym też przedmiotów
i działań kultowych. W gruncie rzeczy powraca tu znany motyw - referowane
wcześniej tezy Mary Douglas na temat wymogu integralności przy budowie
każdej tubylczej klasyfikacji. O ile jednak w tamtym ujęciu był to wyłącznie
problem kryteriów taksonomicznych, o tyle tutaj chciałbym ukazać związek
integralności i świętości w aspekcie materialnym, fizycznym.
Sugeruję istnienie tradycyjnej reguły - przejawiającej się w zakazach
i nakazach magiczno-religijnych - która zaleca materialną jednolitość przed­
miotów obrzędowych. Bywa ona wyrażana w przepisach tak wyrywkowych,

mm

�T A B U , Z A K A Z M A G I C Z N Y , NIECZYSTOŚĆ

29

a niekiedy trywialnych, że jej istota jest mało czytelna. Aby fragmenty te mogły
odzyskać pierwotną głębię, trzeba sięgnąć do dzieła myśliciela, którego imię
jest gwarancją istotności i uniwersalności przedstawianych pojęć.
„Filozof idei i mitu", Platon, w swym projekcie postanowień prawnych dla
idealnego państwa w X I I księdze Praw (§ 955 E - 956 B) takie podaje zasady
sporządzania ofiar i darów dla świątyni:
„Złoto i srebro [...] wzbudza zawiść ludzką. Kość słoniowa pochodząca z ciała zwierzęcia
pozbawionego życia nie jest czystym darem. Z żelaga i ze spiżu wykuwa się sprzęt wojenny.
Drewniane więc wizerunki wyrzeźbione z jednego kawałka drzewa i z jednej również bryły
kamienia wykonane posągi godzi się ofiarować bogom i stawiać je jako dary w publicznych
świątyniach. Odpowiednim darem są także tkaniny, z których każdą zdąży jedna niewiasta
sporządzić w ciągu jednego miesiąca [...] Barwić nie należy niczego oprócz przedmiotów
służących jako strój wojenny. Darami najgodniejszymi bogów są ptaki i ścienne malowidła, które
jeden malarz zdolny jest wykonać w jednym dniu. Takie są oto wskazania, których trzymać się
należy przy składaniu bogom wszelkich w ogóle ofiar i darów" (Platon 1960, s. 566-567).

Platońskie wymogi sakralnej jednolitości technologicznej i prakseologicznej
ciągłości wykonania trwają w praktyce magiczno-religijnej kultury ludowej,
choćby tylko pod postacią sporadycznych i pozbawionych głębi komentarzy.
Ilustracją pierwszej reguły niech będzie informacja, że np. o ozdobnej kracie
żelaznej, zamykającej prezbiterium kościoła w Wambierzycach opowiadają
oprowadzający, że wykonana została przez kowali kłodzkich „z jednego
kawałka żelaza". Wymóg drugi - ciągłości wykonania - bywa formułowany
tak, że wydaje się być nakazem czarnej magii. Oto np. znamienne dla
białoruskiego i ukraińskiego materiału etnograficznego wierzenia na temat
„tajemnej siły płótna zrobionego w przeciągu jednej doby" ( D W O K 34, s. 201;
też Federowski 1897, s. 275). „Kobiety zbierają z każdego domu len, potem,
zszedłszy się razem, przędą; po czym tkają z tego przędziwa z taką szybkością,
by zdążyć do rana wyrobić płat płótna nie mniejszy od 3 arszynów. Po tym
płótnie chodzi po wsi procesja" (DWOK 52, s. 434-435); podobnie musi być
wykonany pług do oborywania wsi przed zarazą, przy czym „drzewo na
osadzenie pługa musi być jednostajne, czyli całkowite" ( Ď W O K 57, s. 1254).
0 wielkoruskim zwyczaju budowania przez jedną noc cerkiewek w obronie
przed zarazą pisze Zelenin (1911), wydobywając jedynie „niezwykły" i tajemny
charakter takiego działania.
Przywodzi to na myśl częsty w światowym folklorze motyw H.1104
1 H. 1133 - cudowna budowla zostaje wzniesiona w przeciągu jednej nocy (np.
przez Mahometa, u nas - przez Twardowskiego, D W O K 28, s. 12), co z kolei
może się kojarzyć z rzeczywistą praktyką budowy kościołów - zaś w Ameryce
Łacińskiej slumsów - wbrew zakazowi władz w ciągu jednej nocy. w rezultacie
czego są one tolerowane.
Powróćmy do zakazów towarzyszących rytuałowi; spośród działań ob­
rzędowych, których przerywanie jest niewskazane, szczególnie wyraźnie za­
znacza się wieczerza wigilijna. Nie tylko nie wolno w jej trakcie wstawać od
stołu - co ma oczywiście sens zapewnienia świątecznej wspólnoty, podobnie
jak praktyka związywania razem łyżek po kolacji - ale też nie wolno
przerywać czy nie kończyć jedzenia; nie należy też odkładać łyżki na stół ani
podnosić jej, jeśli upadnie na ziemię (z typową motywacją, „aby krzyże nie
bolały" - D W O K 20, s. 74, D W O K 44, s. 63; Witowt 1901, s. 182; Kantor

�30

JERZY S. WASILEWSKI

1914, s. 217; Dekowski 1968, s. 158; przeniesione na śniadanie wielkanocne,
Kantor 1914, s. 237; „komu wypadnie łyżka lub wstanie - umrze", Kosiński
1903, s. 73; Janota 1878, s. 171, 224; Gaj-Piotrowski 1967, s. 31).
Nierzadko formułowany jest nakaz, by działanie rytualne lub magiczne
było wykonane od razu, bez powtarzania akcji, poprawiania i dokańczania.
„Przy ścinaniu drzewka [na podlaźnik] starać się należy, ażeby to uskutecznić
jednym cięciem" (Janota 1878, s. 165); Jednym cięciem noża rozrzynają
powrósło [wokół wigilijnej wiązki słomy], wszystko to z łoskotem spada"
(Saloni 1898, s. 48); po wodę na weselny stół „starosta wysyła chłopca [ . . . ]
z konewką nową [ . . . ] , żeby nabrał wody od jednego razu, strzegąc się
dolewania lub powtórnego zanurzenia" (DWOK 49, s. 365); ciasto na korowaje
należy rozdzielić za jednym razem, bez dokładania (Szablewska 1883, s. 121;
Federowski 1897, s. 280); jedząc kolację wigilijną nie wolno strzepywać żadnej
potrawy, a zwłaszcza kapusty z łyżek na powrót do misek - „liście
poopadałyby", zboża i jarzyny nie udadzą się (Gloger 1888, s. 815; Udziela
1890, s. 39; Świętek 1893, s. 557; Gaj-Piotrowski 1967, s. 31); zmarłego
układano „na ławie na słomie żytniej, której tylko raz, czyli garścią jedną
obiema rękami ze snopa wziąć wolno" ( D W O K 49, s. 530); pierwszego wypędu
bydła dokonuje gospodyni „nic nie mówiąc ani się nie zatrzymując (by później
i bydło nie zatrzymywało się po drodze i nie ryczało)" (DWOK 40, s. 85-86).
Zasada ta przechodzi do zachowania językowego, obowiązując przy
wymawianiu pacierza, modlitewki na znalezienie zguby, formuły magicznej
- bez przerywania, bez zająknienia, bez oddechu (Saloni 1898, s. 48; Udziela
1899, s. 219; Witowt 1901, s. 206; Jastrzębska 1965, s. 149). Odpowiada jej
motyw folklorystyczny C. 742 - bajkowego potwora należy zabić jednym
ciosem.
Działanie kreacyjne nie powinno być przerywane; oto zalecenie dotyczące
pracy garncarza przy wypalaniu: „układanie naczyń w piecu obowiązkowo
należało zakończyć w ciągu jednego dnia. Podczas tej czynności nie wolno było
zamiatać obejścia [ . . . ] ogień należało zażec od pierwszej zapałki, w przeciw­
nym razie czekało garncarza niepowodzenie" (Czubala 1974, s. 193-194).
Podobnie nie wolno przerywać mieszania polewy ani pozostawiać nie dokoń­
czonej roboty na kole garncarskim - „dokończą ją nieboszczycy" (Czubala
1978, s. 31-34).
Niedokończenie akcji twórczej - z istoty będącej obrzędową - ma
złowrogie konsekwencje. Przy siewie, typowym działaniu kreacyjnym, nieobsianie jednego zagonu (przez zapomnienie lub z braku ziarna - „ominucha",
„błąd") może skończyć się śmiercią gospodarza (DWOK 40, s. 71; 51, s. 62;
Witowt 1901, s. 180; Dworakowski 1964, s. 130). Powszechny przesąd zabrania
wracać do domu po rzecz zapomnianą - nie będzie się darzyć w podróży
(Świętek 1893, s. 564; Gawełek 1910, s. 100; Kołodziejczyk 1910, s. 80;).
Zapomnienie najdrobniejszego akcesorium mszalnego - podobnie jak chwilo­
we przerwanie pracy - uniemożliwia procesji wykopanie baśniowego skarbu
(Petrow 1878, s. 128; Udziela 1899, s. 86; Piątkowska 1901, s. 118).
Powyższe reguły stanowią myślowe zaplecze zaleceń dla ciężarnej, które bez
niego brzmią jedynie trywialnie. Przykładem wymogu pełni niech będą zakazy
wyrywania zębów, puszczania krwi, obcinania włosów, picia z wyszczerbionych
naczyń itp. (DWOK 7, s. 145; Ciszewski 1905, s. 8, 17; Matczakowa 1963,

li

�TABU, Z A K A Z MAGICZNY, NIECZYSTOŚĆ

31

s. 133; K L W 1967, s. 97). Ciężarną obowiązuje także zachowanie ciągłości
podejmowanych działań: ma ona „pamiętać, żeby krojąc [słoninę] z dużego
kawałka odkroić od razu tyle, ile trzeba do okraszenia i nie dokrawać już, bo
dziecko może mieć przyrośnięty język" (Matczakowa 1963, s. 133). Poród (np.
rozpoczęty wieczorem) powinien skończyć się tego samego dnia, ciężarna
powinna kończyć wszystkie wyrazy i każdą zaczętą rozmowę, „żeby dziecko
nie było zająkliwe" (Federowski 1897, s. 298). Czynności, w których uczest­
niczy, powinny być dopełnione - nawet z jej własną szkodą: „lepiej już, by
mąż zamierzywszy się np. na żonę uderzył ją" (Lilientalowa 1904, s. 144). Na
marginesie wspomnę o podobnym wierzeniu mongolskim: pewna specyficzna
dolegliwość ciężarnej może być spowodowana tym, że ktoś obiecał jej
podarunek, ale słowa nie dotrzymał;, sposobem odczynienia jest zamanifes­
towanie podarunku gestem trzykrotnego wkładania i cofania ręki z drobnym
darem {np. cukierkiem) poprzez szparę w jurcie - kobieta otrzymuje go
dopiero za ostatnim razem.
W ten sposób dochodzimy do nakazu obdarowywania ciężarnej, funkc­
jonującego powszechnie pod postacią zakazu odmawiania jej życzeniom
i zachciankom. Można go interpretować - podobnie jak wszelki dar - jako
formę tworzenia więzi. W istocie jednak jego zaplecze wierzeniowe stanowi
pewien zespół wyobrażeń o dużej ogólności: przekonanie o tym, że płód
w trakcie swego rozwoju wyciąga z otoczenia siły życiowe.
VIII. PŁÓD WYSYSAJĄCY

Na początek powróćmy do wyjściowego zakazu'zawiazywania, wspólnego
dla kapłana i ciężarnej, by w tej samej perspektywie zbadać przepis podobny:
zakaz przysięgania, obejmujący zarówno kapłankę (np. westalkę, której nie
wolno było składać przysięgi), jak i kobietę ciężarną - powszechnie obłożoną
zakazem przysięgania, bycia świadkiem w sądzie, kumą przy chrzcie itp.
Analogia to oczywista - choć przeoczył ją Bystroń, który przytoczywszy
polską i europejską literaturę do zakazu bycia przez ciężarną kumą na
chrzcinach i druhną na weselu, interpretował go jako przejaw „izolacji
społecznej" (Bystroń 1916a, s. 16).
Heinrich Ploss - niemiecki Frazer problematyki matki i dziecka - który
zanotował tę tradycję dla całej Europy środkowej (Ploss 1911, s. 31; patrz też
HdA 7, s. 1414 s.v. Schwangere) wzmiankuje, że także na Malajach ciężarnej nie
wolno było stawać przed sądem, albowiem mające tam miejsce spory źle
wpłynęłyby na płód. Motywacja ta - po części powracająca w żydowskim
przekonaniu, że ciężarnej (ale także menstruującej) nie wolno zaklinać się
i świadczyć (Allerhand 1898) - zgodna byłaby z zasadą rajskiej harmonii, jaką
należy otaczać płód. Nie da się ona jednak przenieść na pozostałe sytuacje,
w których również nie powinna pojawiać się kobieta ciężarna
w czynnej roli - chrzciny i wesele. A przecież są to okoliczności analogiczne:
matka chrzestna - podobnie jak przysięgająca w sądzie - bierze na siebie
zobowiązanie, którego spełnienie nastąpi za jakiś czas (gdy dziecko zostanie już
wychowane w wierze, gdy okaże się, że świadek mówił prawdę itp). Jak
powiada badacz historii przysięgi starożytnej, jest ona - przynajmniej
w jednej ze swych form - oddaniem siebie samego w zastaw: „zastrzegam

�32

JERZY S. WASILEWSKI

sobie wiarygodność, wiarę [w moje słowa] i stawiam za to pod zastaw siebie
samego, całą moją osobowość lub moje życie [ . . . ] Przysięga jest umową [ . . . ]
w przypadku jej niedotrzymania jestem gotowy stracić swój zastaw" (Hirzel
1902, s. 28-33).
*
A więc przysięga to zawieszenie statusu, pozbawienie się pełni osobowości,
niekorzystne w sytuacji początkowej; to także zamknięcie, zawiązanie (por.
„związany przysięgą"), utrudniające dokonanie przejścia. Oba te argumenty
łącznie wydają się tłumaczyć zakaz przysięgania w zaczątkowo-przełomowym
okresie ciąży, podobnie jak w okresie narzeczeństwa; logicznie brzmi formułowana w tym ostatnim wypadku sankcja „ich małżeństwo nie dojdzie do
skutku", ( D W O K 26, s. 93, 203; Świętek 1893, s. 554; Piątkowska 1899, s. 505).
Wyjaśnienia tego nie można jednak zastosować, gdy motywacja zakazu
trzymania dziecka do chrztu przez oboje narzeczonych razem brzmi „ich
małżeństwo się rozchwieje", (Toeppen 1892, s. 760); w podobny sposób ujmują
to te zakazy magiczne, które zabraniają ciężarnej bycia kumą i świadkiem
weselnym (druhną, starościną, oczepiającą). Formułują one jednolitą sankcję
w dwóch symetrycznych wariantach: może to zaszkodzić albo przyszłemu
dziecku ciężarnej, albo też dziecku młodej pary lub chrześniakowi („boby jej
chrześniak nie rósł" albo „bo jej przyszłe dziecko wnet po urodzeniu umarło­
by" D W O K 11, s. 51; 34, s. 163; 42, s. 393; 46, s. 494; Witowt 1901, s. 181;
Gawełek 1910, s. 101; Witkoś 1977, s. 69, oraz literatura podana przez
Bystronia 1916a, s. 16; z motywacją „że przez to młoda cały rok drzemać
będzie" - D W O K 52, s. 267). Aby zrekonstruować teorię informatorów,
z której wyrastają takie warzenia, trzeba przywołać zakazy treściowo odmien­
ne, ale oparte na tej samej strukturze.
Jest to seria zakazów zabraniających ciężarnej kontaktowania się ze
wszystkim co rośnie, kiełkuje, stanowi zarodek lub początek. Nie wolno jej
więc siać, sadzić, rwać owoców z drzewa, bo wyschnie, doić krów, karmić
dziecka piersią (Siarkowski 1885, s. 44; Lilientalowa 1904, s. 144; Szubertowa
1950-51, s. 602; Dekowski 1959, s. 94). Nie wolno jej chodzić na zasiane pole,
do źródła i studni, bo wyschną i zepsują się, co jak pamiętamy Bystroń (1916a,
s. 15, 33-34) uznawał za izolację okresu przejścia. Interpretacji takiej przeczy
jednak specyficzny dobór miejsc zakazanych. Motywacje są tu czasem odległe
(ciężarnej nie wolno schodzić do piwnicy, bo dziecko w „hareszcie" będzie
siedzieć, Malicki 1947, s. 83), ale zakazy takie można chyba rozumieć
identycznie jak wyrażony explicite zakaz chodzenia do pomieszczeń z ziarnem,
brania do podołka owoców, jaj, ziemniaków, kapusty, cebuli, wszelkich ziaren
i nasion itp. (DWOK 7,-s. 145; Federowski 1897, s. 296-297; Bystroń 1916a, s.
15; Szubertowa 1950-51, s. 602). Kryje się za nimi wiara, że ciężarna wyciąga
siłę życiową z otoczenia - zwłaszcza zaś z form rosnących, zarodkowych
- i przekazuje ją płodowi. Wierzeniowość niemiecka używa tu specjalnego
terminu, mówiąc o „wysuszaniu", jakie powoduje ciężarna idąc przez ogród lub
do studni- jeśli przejdzie przez świeży trawnik to ten zwiędnie albo też dziecko
będzie pomarszczone (HdA 8, s. 1561, s.v. verdorren). Znamienna symetria tej
ostatniej motywacji wskazuje' na możliwą obustronność procesu wyciągania
siły życiowej przez to, co rośnie.

L

A zatem nosząca, płód, zarodek, nie powinna mieć styczności z zaczątkami,
z innymi płodami - także rolnymi. Sformułowanie to nie jest zabawą ze

s

J
i
i
j
]
J

1

¡
i
1

�T A B U , Z A K A Z MAGICZNY, NIECZYSTOŚĆ

33

słowami - wyraża ono istotę całej grupy zakazów, a zarazem sugeruje
istnienie pewnego sposobu widzenia świata. W wizji tej ilość dobra na świecie
jest ograniczona, działa też zasada naczyń połączonych, tak więc początki
rozwoju czegoś nie mogą przypadać na początki czegoś innego, są one bowiem
wobec siebie wzajemnie konkurencyjne.
Wyrażają ją takie wierzenia, jak to mówiące, że gdy na sąsiadujących ze
sobą polach dwóch siewców sieje jednocześnie, to jeden z nich „podsieje"
drugiego - odbierze mu cały plon (Federowski 1897, s. 363; Dworakowski
1964, s. 130); podobnie gdy dwie ciężarne przechodzą obok siebie, albo gdy
dwie kobiety jednocześnie rodzą dzieci lub karmią je piersią - jedna z nich
traci siły, zdrowie, mleko na rzecz drugiej (Siarkowski 1878, s. 242; Zelenin
1934, s. 30-31; w odniesieniu do flwojga dzieci przyjmowanych jednocześnie
przez akuszerkę - Federowski 1897, s. 252, 300).
Przywołana tu praca Zelenina stanowi iście Frazerowską kolekcję zakazów
pożyczania, wydawania, wynoszenia itp., gruntujących się na obawie odebrania
siły życiowej, plonu i wzrostu. Jako że sam jej język jest dziś mocno
staroświecki - nawet jeśli pominąć zawartą w tytule koncesję na rzecz epoki
- warto odwołać się do podobnego poglądu wyrażonego we współczesnej
antropologii przez George'a Fostera (1965). Autor ten odnajduje w różnych
społecznościach chłopskich wyobrażenie o świecie, w którym istnieje „o¬
graniczona ilość dóbr" i każde sięgnięcie po nie musi się odbywać ze szkodą
innego użytkownika. Wizję taką odnajduje on zarówno w postawach ekonomiczno-produkcyjnych, jak i w działaniach obrzędowych, np. typu charivari, gdzie
kawalerowie piętnują powtórne małżeństwa wdowców, którzy już skorzystali
z owej zamkniętej puli kobiet i uszczuplają ich własne możliwości. W zakresie
interesującej nas problematyki płodowej przytacza afrykańskie i latynoamery­
kańskie przekonania, że kolejna ciąża matki powoduje specyficzną chorobę jej
ostatniego dziecka, któremu płód odbiera mleko; najwyraźniej nie chodzi tu
tylko o zjawisko znane w psychologii jako „rywalizacja rodzeństwa", skoro
identyczne przypadłości może odczuwać także mąż kobiety w pierwszych
miesiącach ciąży (Foster 1965, s. 298-299).
Tak samo wolno chyba interpretować elementy słabości i wyczerpania
mężczyzny (symboliczne lub traktowane jako rzeczywiste) przed i w trakcie
porodu żony, kwalifikowane łącznie a nieprecyzyjnie jako kuwada; oczywiście
zasięg tego zjawiska wykracza daleko poza ramy społeczności chłopskich (nt.
jego ciekawych form we współczesnej Ameryce - patrz Kupferer 1965, zaś
w kulturach pierwotnych - Schmidt 1955, zwł. s. 287-296 nt. męskich bólów
porodowych; s. 307-318 uogólnienia na temat zakazów okresu ciąży jako
środka tworzenia harmonii).
Ciąża jest okresem szczególnego zapotrzebowania na siły witalne, wymaga
- jak widzieliśmy - stworzenia środowiska idealnego, z którego je niejako
wyciąga czy wysysa. Psychologiczne tego objawy widoczne są w powszechnie
notowanym w przekrojowych badaniach międzykulturowych zjawisku „za­
chcianek" (staropol. bażenie, białorus. bażyćsia, ukr. bahnuť; ang. craving),
które można traktować jako potrzebę bycia karmioną; z psychologicznego
punktu widzenia nie są one wyrazem głodu, ale wynikają z potrzeby opieki,
stanowiąc jakoby regres do niedojrzałego stanu emocjonalnego na tle stresu,
obawy o poród itp. (Ayres 1967, s. 113-115).
3 -

Etnografia Polska t. 34 z. 1 2

�34

JERZY S. WASILEWSKI

Poza swym wymiarem psychologicznym zjawisko to ma niewątpliwy wyraz
w języku symbolicznym. Istnieją zakazy magiczne odmawiania życzeniom
ciężarnej o jednolitej sankcji: myszy pogryzą ubrania (wariant - sieci
rybakom) robiąc w nich dziurę wielkości płodu, albo wręcz zaszkodzi to
płodowi (DWOK 7, s. 145; 17, s. 122; 34, s. 162; 42, s. 392; Pierzchała 1896, s.
335; Federowski 1897, s. 324 - do połowy ciąży; Ronisz 1897, s. 118; Witowt
1901, s. 178; Szukiewicz 1903, s. 267; Lilientalowa 1904, s. 144; Gawełek 1910, s.
100; Schnaider 1912, s. 197; Ciesielski 1961, s. 14; Jastrzębska 1965, s. 141;
K L W 1967, s. 99) . W zgodzie z tą logiką złą wróżbą jest przejście ciężarnej
przez drogę (Ciszewski 1887, s. 32; Krzywicki 1889, s. 860; Federowski 1897, s.
204; K L W 1967, s. 119), choć trzeba pamiętać i o przekonaniach przeciw­
stawnych (Szubertowa 1950-51, s. 603) oraz o ponownej - tym razem
komplikującej wyjaśnienie - analogii kobiety ciężarnej i kapłana: ksiądz jest
„zły na przechód" (Saloni 1914, s. 59; D W O K 7, s. 255 za J. Grimmem:
„ukazanie się świętego człowieka przerywa ziemskie czynności i zabiegi";
D W O K 15, s. 121-122; 17, s. 83; 42, s. 47; 51, s. 59; 52, s. 440).
„Wysysanie" życia przejawić się może w tym, że - jak w wierzeniach
niemieckich - rany nie goją się, jeśli spojrzy na nie ciężarna, a chłopcy na
zabawie będą skorzy do bójki, jeśli ona będzie tam obecna (HdA 7, s. 1414 s.v.
Schwangere). Element ten wymaga dointerpretowania: niezgoda to nic innego,
jak rozpad świątecznej communitas (tu - w postaci wspólnoty zabawowej),
który powoduje ciężarna - albo płód - zaspokajając swe zapotrzebowanie
na wartości stanu idealnego.
Kiedy coraz więcej materiału wierzeniowego wyjaśnia się przez odwołanie
do pojęcia idealnego stanu początkowego raczej aniżeli stanu przejścia, pora
na postawienie radykalnego pytania.
2

j
i
«

i
!

IX. C Z Y ISTNIEJĄ OBRZĘDY PRZEJŚCIA?

Pytanie to nie oznacza kwestionowania sensowności pojęcia rites de
passage jako kategorii klasyfikacji obrzędów. Skoro jest grupa rytuałów,
zbudowanych na zasadzie „wyłączenie - margines - włączenie", to nie ma
podstaw, by odmawiać im takiego miana. Wątpliwości mogą dotyczyć jedynie
tego, czy pojęcie przejścia wolno traktować jako paradygmat i nakładać je na
całość materiału wierzeniowego, czy też raczej przyjmować jego ograniczoną
tylko do zasad budowy obrzędu stosowalność.
Postawmy zatem dwa sygnalizowane już pytania. Po pierwsze, czy przypadające w chwilach przełomowych wierzenia należy traktować jako pochodne
struktury obrzędu, czy też raczej wynikają one z wyobrażeń wcale nie
związanych z ową strukturą? Stąd kolejne pytanie: czy wierzenia wyrastają

2

Por. „gdy kołtuniastemu czego się zażąda [zachce], musi to mieć natychmiast, [inaczej]
kohun pokrzywi mu kości", Poszukiwania 1890, s. 441; „boby się gościec sprzeciwiał", U d z i e l a
1900, s. 715-716; tak wiec choroba nawiedzająca, „gość" ma podobne do ciąży działanie
wysysające.

?
\
3

\
j
'

�TABU, Z A K A Z MAGICZNY, NIECZYSTOŚĆ

35

z głębokich struktur (których logika odpowiadałaby - jak chce teoria
przejścia - logice rytuału), czy raczej są produktem wyobrażeń, które dadzą
się w pełni zrozumieć na „powierzchniowym" poziomie - przekonań, „idei
ludowych", elementów uświadamianej wizji świata.
Pierwszy dylemat formułował - i rozstrzygał - już J. S. Bystroń, który
rozróżniał „wierzenia na temat ciężarnej" i „ogólnosocjologiczne reguły in­
stytucji społecznej" (tzn. izolacji okresu przejścia), przy czym większość wierzeń
miałaby być wtórnym tłumaczeniem owej instytucji. Kilka cytatów zrekapitu­
luje tok jego rozumowania: „menstruacja, ciąża, połóg [są to] objawy
fizjologiczne. Niezrozumiałe są one dla człowieka pierwotnego, który nie umie
przyczynowo ich wyjaśnić, a widząc ich odrębność stara się osoby podlegające
im wyłączyć poza nawias społeczeństwa [ . . . ] izolacja kobiety jest instytucją
społeczną [ . . . ] , dla wytłumaczenia instytucji społecznej [ . . . ] tworzy się wiarę,
że czynność taka a taka szkodzi dziecku", wiara (w demony) jest późniejsza niż
izolacja (Bystroń 1916a, s. 7, 16, 18, 52-53).
Nie jest to wywód przekonujący, bo skoro „instytucja społeczna izolacji"
powstaje jako reakcja na niezrozumiałe zjawisko fizjologiczne, to przecież
równie dobrą odpowiedź - pierwotną, wcale nie „wtórną" - mogłyby
stanowić wierzenia. Natomiast celnym argumentem na rzecz pierwotności
reguł „socjologicznych" wobec wierzeniowych jest okoliczność, że te same
zakazy dotyczą zarówno kobiety ciężarnej, jak i menstruującej czy położnicy,
tak więc wspólnym mianownikiem może być tylko „stan przejścia" (jak widać,
Bystroń zignorował zupełnie fakt nasilonej biologiczności - i w tym sensie
nieczystości - tych stanów).
Zwróćmy uwagę, że koncepcja przejścia jako paradygmatu dla rozumienia
treści wierzeniowych zakłada, że w obrzędzie symbolizowana jest ta zmiana,
której uczestnik podlega realnie: z poprzedniej fazy życia do następnej,
z przeszłości w przyszłość, do przodu. Tymczasem w języku symbolicznym
obrzędu nader często wyrażony jest ruch w zupełnie innym kierunku, a nawet
w innym wymiarze - w przeszłość, w wymiarze mitycznym. Obrzęd niekonie­
cznie służy wyrażeniu zmiany, która dokonuje się wtedy naprawdę - on raczej
kształtuje symbolicznie sytuację idealną, zawsze tę samą, stałą. Przykład nieco
sztuczny, modelowy: obrzęd pożegnania nie ma na celu demonstracji dokonu­
jącego się rozdzielenia, ale raczej stworzenie wspólnoty - przez objęcia,
łączący wszystkich płacz, zakaz żegnania się przez próg itp.
Skoro symboliczne działanie obrzędowe nie musi służyć wyrażeniu tego, co
„i tak" dokonuje się na planie społecznym, to tym bardziej nie muszą spełniać
tego zadania towarzyszące mu wierzenia czy zakazy. Teza o priorytecie „zasad
instytucji społecznych" wobec wierzeń jest więc arbitralna. Materiał etno­
graficzny mówi stale o konieczności izolowania płodu i łona ciężarnej: dwa
fartuchy nakłada ona, gdy jest matką chrzestną, rzeczy zakazanych nie wolno
jej brać właśnie do podołka, nie powinna sadzać małych dzieci na kolana;
wierzono, że jeśli ciężarna trzyma do chrztu, to umrze dziecko, które znajduje
się niżej, jeśli zaś menstruująca - dziecko, niezależnie od płci, mieć będzie
podwójną miesiączkę, za siebie i za nią (Federowski 1897, s. 334; D W O K 7, s.
145; Malicki 1947, s. 82; Szubertowa 1950-51, s. 602; Jastrzębska 1965, s. 140).
W wierzeniach takich nie wyraża się wcale „reguła socjologiczna izolacji"; co

�36

JERZY S. WASILEWSKI

najwyżej to autor, który forsuje paradygmat socjologiczny, przekłada je na
swój idiom, widząc w nich metaforyczne przeniesienie czy odbicie zasad
działania instytucji obrzędowego przejścia.
Tak czyni np. Mary Douglas przytaczając zebrane przez Monikę Wilson
wśród afrykańskich Nyakusa wierzenia o zachłannym płodzie („o ciężarnej
sądzi się, że zmniejsza ilość ziarna, do którego się zbliży [ . . . ] bliskość dziecka
w jej łonie powoduje też, że u chorych wzrasta kaszel lub gorączka"), by
skonkludować w duchu van Gennepa: „niebezpieczeństwo tkwi w stanach
przejścia z tego prostego powodu, że przejście jest niedefmiowalne - nie jest
ani jednym stanem, ani drugim" (Douglas 1966, s. 95-96). Krytykuje Levy-Bruhla za to, że przytaczając identyczne wierzenia maoryskie dotyczące
płodu poronionego i kobiety menstruującej jako istot „z brakiem", niepełnych
- i stąd wysysających - pozostał na tubylczym poziomie wyjaśniania, nie
dostrzegając, iż niebezpieczeństwo leży w stanach granicznych w ogóle. Na
szczęście - powiada - van Gennep miał więcej „intuicji socjologicznej".
W ten sposób uwagi jej uchodzi okoliczność, że rozwinięcie koncepcji
„żarłocznego płodu" mogłoby mieć poważne implikacje także dla zrozumienia
rzeczywistości społecznej. Po wtóre - co jest równie ważne - nie wolno
interpretować izolacji obrzędowej wyłącznie jako zjawiska społecznego - ma
ono przecież tak samo ważne odniesienia wierzeniowe z ich biologicznymi
uwarunkowaniami (izolacja płodowa - rajskie odosobnienie itp.).
Może wyglądać na paradoks, że ten sam element wierzeniowy, „żarłoczny
płód", który był punktem wyjścia autorki - prekursorki badań nad stanami
ambiwalentnymi i posłużył jej do uogólnień na temat niebezpieczeństw
przejścia, stanowi dla nas punkt dojścia; finał tej samej drogi, tyle że pokonanej
w odwrotnym kierunku: od sformułowań języka etic do emic, od teorii obrzędu
do „idei ludowych". Wraz ze świadomością, że drogę tę można pokonywać
w obie strony, rodzi się pokusa, by sformułowany na wstępie dylemat uznać za
pozorny, a podejmowane przez autorów decyzje, czy wierzenie wyjaśniać
logiką obrzędu czy odwrotnie - uznać za kwestię upodobania badacza do
widzenia zjawisk w ramach tego lub innego kontekstu.
Może więc w ten sam sposób da się usunąć kolejny dylemat - pytanie, czy
wierzenia lepiej wyjaśniać przez nieuświadamiane struktury, czy też przez
uświadamiane wyobrażenia? Przed jego rozpatrzeniem należy oczywiście
określić, jakiego rodzaju struktury ma się na myśli. Niech zatem będą to
głębokie struktury postrzegania czasu i przestrzeni. Mocnym argumentem na
rzecz istnienia takiej nieuświadamianej matrycy organizującej wierzenia jest np.
koncepcja „demonogenności" punktów przełomowych, granic, okresów przejś­
cia (Stomma 1976). Ale nawet dla tej zwartej i przekonującej konstrukcji
można proponować cząstkowe wyjaśnienia alternatywne z innego poziomu.
Oto np. wierzenie, że dziecko dwukrotnie odstawiane od piersi staje się zmorą,
można by interpretować jako dobry przykład demonogenności niewłaściwie
dokonanego przejścia. Wyjaśnienie alternatywne odwoła się jednak do ludo­
wych pojęć na temat karmienia i odstawiania od piersi. Otóż dziecko, które po
odstawieniu domaga się nadal karmienia, odbiera następnemu jego udział
(białorus. obsos, Znamierowska-Prufferowa 1947, s. 29); „ma dwa serca i dwie
dusze" (Udziela 1890, s. 127); podobnie gdy karmione jest zbyt długo - przez
dwa Wielkie Piątki wg powszechnej formuły. Nic dziwnego zatem, że takie

�TABU, Z A K A Z MAGICZNY, NIECZYSTOŚĆ

37

dziecko zostaje uznane za wysysającą zmorę, strzygę albo ma uroczne oczy,
którymi przysparza szkód (DWOK 7, s. 136; 17, s. 113; 33, s. 177; Federowski
1897, s. 306; Saloni 1914, s. 59; w wierzeniach europejskich - Dundes 1980,
s. 106).
Przykład ten demonstruje możliwość tłumaczenia pewnych wierzeń przez
odwołanie do wizji świata o ograniczonej ilości dóbr. To z niej wynikają
zakazy nakładania jednej sytuacji początkowej na inną (mające uzasadnienie
w koncepcji naczyń połączonych) w rodzaju: „gdy zakładający gospodarstwo
kupi bydlę, nie może już nic równocześnie kupić, bo by mu się źle wiodło"
(Gustawicz 1900, s. 64).
W miarę gromadzenia podobnego materiału rośnie liczba zakazów tworze­
nia takich właśnie symetrycznych sytuacji, które jednak coraz słabiej tłumaczą
się obawą o rywalizację. Wątpliwości przysparza np. powszechny zakaz
obecności obojga młodych jednocześnie w kościele na zapowiedziach (z
sankcjami typu: głowy by ich bolały, niezgoda w małżeństwie, garnki będą się
w gospodarstwie tłukły) i unikanie wzajemnego spotkania w trakcie zaprosinowego obchodzenia wsi (DWOK 10, s. 290; 20, s. 137; 24, s. 275; 26, s.
194; 27, s. 152, 231; 33, s. 248; Siarkowski 1885, s. 43; Świętek 1893, s. 554,
Saloni 1914, s. 59). Można tu zaliczyć wierzenia, że źle jest, gdy orszak weselny
napotka inny orszak, pogrzeb - inny pogrzeb, jedna grupa kolędnicza albo
chodząca z kurkiem wielkanocnym - drugą. Efektem są bójki (DWOK 27, s.
127; 33, s. 201; Ulanowska 1888, s. 107); w Rumunii rytualną bitkę, muszą
odbyć dwie spotykające się grupy rytualnych tancerzy - calusari (Kligman
1981, s. 27), przy czym nawet w tych ostatnich przypadkach nie należy
poprzestawać na powierzchownie ekonomicznym uzasadnieniu zazdrością
o datki.
W tym momencie stajemy przed pokusą wyjaśnienia o zupełnie innym
charakterze - czysto formalnym, strukturalnym. Zamiast o „groźbie wysysa­
nia" można by mówić o zakazie nakładania na siebie sytuacji przejściowych,
mediacyjnych. Sprawdźmy, czy byłby to zabieg owocny szukając zakazów
tworzenia takich właśnie sytuacji symetrycznych.
Oczywistym przykładem mógłby być zakaz patrzenia w lustro albo
praktyka jego zasłaniania lub odwracania, obowiązująca (osoby) w momentach
przełomowych: niemowlę do pierwszego roku, pana i pannę młodą w trakcie
wesela, położnicę, otoczenie zmarłego (DWOK 15, s. 153; 17, s. 88; 23, s. 80, 26;
s. 93; 42, s. 394 i 411; 49, s. 532; Piątkowska 1889, s. 504; Z. Wasilewski 1889, s.
97; Kosiński 1890, s. 870; Wierzchowski 1890, s. 191; Wereńko 1896, s. 131;
Toeppen 1892, s. 788; Federowski 1897, s. 305; Lilientalowa 1898, s. 280;
Schnaider 1899, s. 340; Lilientalowa 1900, s. 322; Smólski 1901, s. 329; Saloni
1903, s. 250; Gaj-Piotrowski 1967, s. 54; Witkoś 1977, s. 66 i 188); z nawiąza­
niem do powodowanego przez lustro podwajania - dziecko będzie się jąkać,
„wypatrzy następne" (Kopernicki 1887, s. 202). Inne motywacje, np. krótka
pamięć (DWOK 7, s. 14; Gonet 1896, s. 227; Gaj-Piotrowski 1967, s. 152),
odwołują się do innej logiki (patrz też Bystroń 1916a, s. 36 i 137).
Inny przykład mogłyby stanowić zakazy przebywania pośrodku budynku.
Jeśli w miejscu centralnym budowli wolno widzieć pewien punkt początkowy,
zarodkowy - to wierzenie, że ciężarnej nie wolno stawać na środku kościoła
lub cerkwi (Wereńko 1896, s. 119), można by interpretować jako zakaz

j

i

¡Í

l

i
\

1
J

i
•
'
!

�38

JERZY S. WASILEWSKI

nakładania początków na początki. Podobnie w środku izby pod stragarzem
nie udaje się ubijanie masła, osoba tu siedząca przy grze w karty nie ma szans
na wygraną itp. (Łopaciński 1897, s. 243; Piątkowska 1897", s. 801; Pietkiewicz
1938, s. 231; Dworakowski 1964, s. 229; Łuczkowski 1980, s. 150).
Obok początkowych, embrionalnych punktów w przestrzeni (jeśli rzeczywi­
ście wolno tak rozumieć punkty centralne budowli) nie sprzyjają rozwojowi
także początkowe momenty cyklów czasowych. Poniedziałek, podobnie jak dni
nowiu („na wietku" - przy niewidocznym i minimalnym księżycu), jest - jako
„pusty dzień, zawiązanie tygodnia" - na równi z piątkiem dniem „twardym",
„ciężkim" (Kantor 1907, s. 152; K L W 1967, s. 105). Jest on zły jako dzień
urodzenia, niekorzystny do zaczynania siewu, sadzenia, orki, nawożenia,
sianokosów, żniw i dożynek, kiszenia, polowania, podróży, podejmowania
służby, pożyczania, załatwiania interesów, leczenia, zakładzin domów, a nawet
nakładania czystej koszuli, przystępowania do szycia i reperacji odzieży
i obuwia (DWOK 7, s. 138, 142, 174; 10, s. 290; 17, s. 70, 117; 20, s. 137; 24,
s. 275; 26, s. 194; 27, s. 152, 177 i 231: 33, s. 110; 42, s. 400; 46, s. 494; 57, s. 1267;
Podbereski 1880, s. 70; Udziela 1886, s. 90; Cisek 1889, s. 69; Rokossowska
1889, s. 172; Lorentowicz 1890, s. 825; Gonet 1896, s. 331; Pierzchała 1896, s.
336; Federowski 1897, s. 203, 339, 359, 374, 381; Piątkowska 1898, s. 420; Józef
znad Wiszenki 1899, s. 351; Gustawicz 1900, s. 63; Gawroński 1902, s. 125;
Łopaciński 1902, s. 415-416; Świętek 1902, s. 362; Saloni 1903, s. 255;
Schnaider 1912, s. 198; Saloni 1914, s. 63; Gaj-Piotrowski 1967 s. 93;
Baranowski 1972, s. 55).
Ta próba materiałowa uświadamia konieczność wyboru: albo uznajemy za
właściwe ujmowanie jego ukrytej logiki w abstrakcyjnych formułach, mówią­
cych o mediacjach i symetrii, rezygnując w gruncie rzeczy z jego rozumienia
- albo też szukamy wyjaśnień szczegółowych, opierających się na konkret­
nych wyobrażeniach. Ten drugi sposób wydaje mi się owocniejszy; zastosujmy
go do wyjaśnienia zakazów obowiązujących w poniedziałek: dzień ten należy
rozumieć nie tyle jako początek - nie był nim zresztą nigdy w kalendarzu
chrześcijańskim - ale jako dzień poświąteczny, i to właśnie jest powodem jego
feralności (analogicznie, w starożytnym Rzymie dni następujące po świętach
traktowane były jako niepomyślne). Wytłumaczenie kryje się w analogii
sięgającej poziomu mitologicznego: tak jak okres rajski stanowi sytuację
idealną, wyjście zeń zaś oznacza upadek, tak też święto jest czasem idealnym,
natomiast dzień następny ma waloryzację negatywną.
Analogię tę można posunąć dalej: skoro okres płodowy koresponduje
w wierzeniach - jak widzieliśmy - z sytuacją rajską, to okres po porodzie
będzie miał swój odpowiednik w następnej fazie mitologicznego scenariusza:
egzystencja na ziemskim padole, rozbicie pierwotnej harmonii itd. Nic więc
dziwnego, że z chwilą porodu pojawiają się te same symboliczne znaki upadku,
co w planie mitologicznym. Zgodnie z tą logiką byłyby powszechne wierzenia
o nieczystości i szkodliwym oddziaływaniu położnicy (materiał - Bystroń
1916a, s. 27). Ciekawe są zwłaszcza te przypadki, które meżna interpretować
jako znaki rozpadu wspólnoty. Tak można rozumieć przekaz, że dzieci
odmawiają słuchania matki po porodzie (Federowski 1889, s. 293). Wzmian­
kowane wierzenie niemieckie, że ciężarna rozbija zabawę taneczną, powtarza
się w zachodniej Polsce w odniesieniu do położnicy przez sześć tygodni po
porodzie (Kwaśniewicz 1985, s. 122).

�39

TABU, Z A K A Z MAGICZNY, NIECZYSTOŚĆ

Pomijając widoczną w tym przypadku kwestię zapożyczeń - leżącą poza
granicami badania znaczenia - stwierdzamy, że identyczność zakazów obo­
wiązujących przed i po porodzie znajdowałaby swe wyjaśnienie. Będzie się ono
odwoływać do dwóch oddzielnych mechanizmów, dwóch różnych „teorii
informatorów": koncepcji wysysającego płodu oraz analogii raj:upadek =
okres płodowy:okres poporodowy. Jeśli wyjaśnienie takie odrzucić jako zbyt
partykularne 'i szukać formuł ogólniejszych, np. odwołujących się do terminu
„przejście", to osiągnie się wkrótce pewien próg rozumienia. Dochodzimy doń
wtedy, gdy w ucieczce przed wyjaśnieniami cząstkowymi wybierzemy pojęcia
zbyt abstrakcyjne.
Do takiej właśnie granicy dotarł Rodney Needham usiłując zrozumieć,
dlaczego tak różnym obrzędom - od seansów szamańskich po ceremonie weselne
- towarzyszą instrumenty perkusyjne. Spostrzegł on, że można je wszystkie
nazwać obrzędami przejścia, ale też zauważył, że nie wynika stąd jeszcze, dlaczego
uczestniczy w tym perkusja. Nie ma koniecznego wewnętrznego związku pomię­
dzy logiczną strukturą zmiany kategorii a afektywnym działaniem tych instrumen­
tów; w istocie przechodzenia nie ma nic, co wyjaśniałoby konieczność użycia
perkusji, ani też odwrotnie. Ostatnie zdanie artykułu powtarza więc bezradnie
wyjściową obserwację: musimy zadowolić się stwierdzeniem, że „istnieje związek
między perkusją a przejściem" (Needham 1967, s. 613) .
Mamy tu chyba do czynienia z prawidłowością epistemologiczną znaną
i innym naukom: wprawdzie wraz z oddalaniem się od konkretnego przed­
miotu badań ujawniają się nowe związki, ale traci się możliwość mówienia
o zjawiskach mniejszej skali w ich własnych terminach, tu - w języku
pozwalającym na zrozumienie wierzeń. Konstruowanie interpretacji rozumieją­
cych byłoby więc podobne do rysowania mapy z pewnej wysokości: punkt
obserwacyjny nie może znaleźć się za nisko - mapa pokryje się wtedy
z terytorium, teoria zmieni się w opis rzeczywistości. Nie powinien on też
jednak znajdować się zbyt wysoko - stworzone dzięki „spojrzeniu z oddali"
kategorie będą tak ogólne, iż przestaną korespondować z językiem infor­
matora, a bez tej przekładalności niemożliwe jest rozumienie.
Tak więc o ile u podstaw tej pracy leżała niechęć do interpretacji
kawałkowych, rodem z myślenia potocznego (owi „ludzie co widzą wszystko
oddzielnie"), to jej końcem niech będzie przestroga przed pokusą widzenia
„wszystkiego razem" w myśleniu naukowym.
3

LITERATURA
A l l e r h a n d M.
1898 Przysięga kobiety ciężarnej u Żydów, „Lud", t. 4, s. 180-184.
Ayres B.
1967 Pregnancy Magic: A Study of Food Taboos and Sex Avoidance, [w:J Cross-Cultural
Approaches. Readings in Comparative Research, C. S. Ford ed., New Haven, s. 111-125.

3

Próbą odpowiedzi, wyrażoną znacznie później i - co znamienne - w innym języku, jest
ostrożna hipoteza, że reakcja organizmu na dźwięki perkusji wywodzi się z imprintingu
dokonanego w łonie matki, kiedy płód słyszy bicie serca, Needham 1981, s. 40-41. Gdyby
związek taki dawał się rzeczywiście udowodnić, mogłoby to być dodatkowe uzasadnienie dla
analogii sytuacji płodowej i obrzędowej.

�40

JERZY S. WASILEWSKI

B a n d i ć D.
1980a Tabu u tradicionalnoj kulturi Srba, Beograd.
1980b Značenie jednog sistema agrarnih tabua, „Etnološke sveske", t. 3, s. 21-29 [Beograd].
B a r a n o w s k i W.
1972 Tradycyjny terminarz prac gospodarczych w południowej części woj. łódzkiego, „Prace
i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi", nr 16, s. 43-63.
Barthes R.
1970 Mit i znak, Warszawa.
B y s t r o ń J. S.
1916a Słowiańskie obrzędy rodzinne. Obrzędy związane z narodzeniem dziecka, Kraków.
1916b Zwyczaje żniwiarskie w Polsce, Kraków.
C e r c h a S.
1919 Kleparz, przedmieście Krakowa przed 50 laty. Studjum etnograficzne, „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne", t. 14, s. 3-80.
C e r n y A.
1898 Istoty mityczne Serbów Łużyckich, „Wisła", t. 12, s. 188-210, 467-506, 667-672.
C i e s i e l s k i Z.
1961 Rybołówstwo na Pojezierzu Włodawsko-Łęczyckim, „Prace i Materiały Etnograficzne", t.
18, cz. l , s . 9-28.
Cisek M.
1889 Materyjały etnograficzne z miasteczka Żołyni w pow. przemyskim, „Zbiór Wiadomości do
Antropologii Krajowej", t. 13, s. 54-83.
C i s z e w s k i S.
1887 Lud rolniczo-górniczy z okolic Sławkowa w powiecie olkuskim, „Zbiór Wiadomości do
Antropologii Krajowej", t. 11, s. 1-129.
1905 Kuwada. Studyum etnologiczne, Kraków.
C z u b a l a D.
1974 Zwyczaje, obrzędy i wierzenia garncarzy polskich, „Lud", t. 58, s. 181-198.
1978 Folklor garncarzy polskich, Katowice.
D e k o w s k i J. P.
1959 Uprawa roli i rośliny uprawne w Opoczyńskiem, „Prace i Materiały Etnograficzne", t. 13,
s. 19-98.
1968 Z badań nad pożywieniem ludu łowickiego (1880-1939), „Prace i Materiały Muzeum
Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi", t. 12, s. 1-245.
D o u g l a s M.
1966 Purity and Danger. An analysis of concepts of pollution and taboo, London.
D r o z d o w s k a W.
1963 Magiczne normy postępowania w życiu codziennym Załęcza Wielkiego, pow. Wieluń,
„Łódzkie Studia Etnograficzne", t. 5, s. 111-130.
Dundes A.
1980 Wet and Dry, the Evil Eye, [w:] Interpreting Folklore, Bloomington, s. 93-133.
Dwok
1961-89 Dzieła Wszystkie Oskara Kolberga, t. 1-66, Warszawa.
D w o r a k o w s k i S.
1964 Kultura społeczna ludu wiejskiego na Mazowszu nad Narwią, Białystok.
E l i a d e M.
1966 Traktat o historii religii, Warszawa.
F e d e r o w s k i M.
1897 Lud białoruski na Rusi litewskiej, t. 1, Kraków.
1888-89 Lud okolic Żarek, Siewierza i Pilicy, jego zwyczaje, sposób życia, obrzędy, podania, gusła,
zabobony, pieśni, zabawy, przysłowia, zagadki i właściwości mowy, t. 1-2, Warszawa.
F i l l i o z a t J.
1964 The Classical Doctrine of Indian Medicine, Delhi.
F o s t e r G . M.
1965 Peasant Society and the Image of Limited Good, „American Anthropologist", vol. 67,
s. 293-315.
Frankowski E.
1924 Zabiegi magiczne przy pożyczaniu, kupnie i sprzedaży u ludu polskiego, „Lud", t. 23, s. 50-111.
F r a z e r J. G.
1911 The Golden Bough. A Study in Magic and Religion. T. 2. Taboo and the Perils of the Soul,
London.
1962 Złota gałąź, Warszawa [oryg. 1922].

�щ
TABU, Z A K A Z MAGICZNY, NIECZYSTOŚĆ

41

F r e u d Z.
1967 Człowiek, religia, kultura, Warszawa.
G a j - P i o t r o w s k i W.
1967 Kultura społeczna ludu z okolic Rozwadowa, Wrocław.
G a n s z y n i e c R.
1923 Pierścień w wierzeniach ludowych starożytnych i średniowiecznych, „Lud", t. 22, s. 33-62.
Gawełek F.
1910 Przesądy, zabobony, środki lecznicze i wiara ludu w Radłowie w pow. brzeskim, „Materiały
Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne", t. 11, s. 48-J06.
G a w r o ń s k i F . R.
1902 Zwyczaje ludowe we wsi Michowej, „Wisła", t. 16, s. 125-126.
Gennep van A.
1960 The Rites of Passage, Chicago (oryg. 1909).
Gonet S.
1896 Kilka szczegółów z wierzeń ludu z okolicy Andrychowa, „Lud", t. 2, s. 62-62, 221-228,
331-338.
G o r c z y c k a - O t t o M.
1979 Tradycyjna obrzędowość urodzinowa parafii kolbielskiej. Próba analizy strukturalno-semiotycznej (praca magisterska, maszynopis w K E i A K UW).
G u s t a w i c z B.
1900 O ludzie podduklańskim w ogólności, a Iwoniczanach w szczególności, „Lud", t. 6, s. 36-80,
126-157, 245-257, 340-350.
H a n s o n F . A.
1982 Method in Semiotic Anthropology; or, how the Maori Latrine Means, [w:] Studies in
Symbolism and Cultural Communication, F. A. Hanson ed., Lawrence, s. 74-89.
HdA
1927-38 Handwdrterbuch des deutschen Aberglaubens. T. 19, E . Hoflmann-Krayer, H. Báchtold-Staubli red., Berlin - Leipzig.
H i l d e g a r d a von Bingen
1903 Hildegardis Cauae et curae. Edidit P. Kaiser, Lipsiae.
H i r z e l R.
1902 Der Eid. Ein Beitrag zu seiner Geschichte, Leipzig.
Janota E.
1978 Lud i jego zwyczaje, „Przewodnik Naukowy i Literacki", t. 6, R. 6, s. 151-567.
J a s t r z ę b s k a M.
1965 Zwyczaje i wierzenia laznowskie związane z okresem wczesnego dzieciństwa, „Prace
i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi", nr 9, s. 134-168.
J ó z e f znad W i s z e n k i
1899 Niektóre wierzenia ludowe w Rudkach, „Lud", t. 5, s. 346-357.
KLW
1967 Kultura ludowa Wielkopolski, J. Burszta red., t. 3, Poznań.
K a n t o r J.
1907 Czarny Dunajec. Monografia etnograficzna, „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne
i Etnograficzne", t. 9, s. 17-229.
1914 Zwyczaje Świąt Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy z okolicy Jarosławia, „Materiały
. Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne", t. 13, s. 211-242.
K ę p i ń s k i A.
1985 Melancholia, Warszawa.
K i r i l o v N.
1893 Interes izučenia narodnoj i tibetskoj mediciny w Zabajkale, „Etnograficeskoe Obozrenie",
t. 19, s. 84-120.
K l i b a n s k y R., Panofsky E., Saxl F.
1964 Saturn and Melancholy. Studies in the History of Natural Philosophy, Religion and Art,
London.
Kligman G.
1981 Caluš. Symbolic Transformation in Romanian Ritual, Chicago - London.
K l i m a s z e w s k a J.
1960 Zakazy magiczne związane z rokiem obrzędowym w Polsce, „Etnografia Polska", t. 4, s.
109-140.

�42

JERZY S. WASILEWSKI

K l i n g e r W.
1926 Obrzędowość ludowa Bożego Narodzenia, jej początek i znaczenie pierwotne, Poznań.
Kołodziejczyk E.
1910 Z Andrychowa, „Lud", t. 16, s. 79-86.
K o p e r n i c k i I.
1887 Przyczynek do etnografii ludu ruskiego na Wołyniu, „Zbiór Wiadomości do Antropologii
Krajowej", t. 11, s. 130-227.
K o s i ń s k i W.
1890 Zapiski etnologiczne zebrane w Jurkowie i okolicy, „Wisła", t. 4, s. 861-873.
1904 Materyały etnograficzne zebrane w różnych okolicach Galicji zachodniej, „Materiały
Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne", t. 7, s. 1-86.
Kotula F.
1962 Z Sandomierskiej Puszczy, Kraków.
K o v a č e v i c I.
1978 Semiološki přistup proučavanju obreda na primieru obreda o sv. Andreji, „Etnološke
sveske", t. 1, s. 23-32 [Beograd].
1985 Semiología rituala, Beograd.
K r z y w i c k i L.
1889 Zwyczaje ludu w oświetleniu porównawczym. Baba jako wróżba nieszczęścia, „Wisła", t. 3,
s. 860-874.
Kupferer H.
1965 Couvade: Ritual or Real Illness, „American Anthropologist", vol. 67, s. 99-102.
K w a ś n i e w i c z К.
1981 Zwyczaje i obrzędy rodzinne, [w:] Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej,
Wrocław, t. 2, s. 89-126.
1985 Rok obrzędowy, [w:] Studia z kultury ludowej Beskidu Sądeckiego, Wrocław, s. 9-31.
Leach E.
1964 Antropological aspects of abuse, [w:] New Directions in the Study of Language, E .
Lenneberg (ed.), Cambridge (Mass.).
L e c h o w a I.
1967 Zwyczaje i wierzenia doroczne w Łowickiem, Prace i Materiały Muzeum Archeologicz­
nego i Etnograficznego w Łodzi", t. 11, s. 13-52.
L e v i - S t r a u s s С.
1969 The Raw and the Cooked. Introduction to a Science of Mythology, New York.
1978 The Origin of Table Manners, New York.
L i l i e n t a l o w a R.
1898 Przesądy żydowskie, „Wisła", t. 12, s. 277-284.
1900 Przesądy żydowskie, „Wisła", t. 14, s. 318 322; 639-Ś44.
1904 Dziecko żydowskie, „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne", t. 7,
s. 141-173.
1905 Wierzenia, przesądy i praktyki ludu żydowskiego, „Wisła", t. 19, s. 148-176.
L o r e n t o w i c z J.
1890 Lud fabryczny w Pabjanicach, „Wisła", t. 4, s. 825-830.
L u b i c z R. ( Ł o p a c i ń s k i H.)
1891 Sobótka - kwestjonarjusz, „Wisła", t. 5, s. 169-178.
Ł o p a c i ń s k i H.
1897 Zabytki cywilizacji pierwotnej, „Wisła", t. 11, s. 241-260.
1902 Zabobony, gusła, przesądy, czary i wierzenia różne, „Wisła", t. 16, s. 413-417.
Ł u c z k o w s k i J.
1980 Wierzenia związane z budynkiem mieszkalnym i jego wnętrzem, „Łódzkie Studia Etno­
graficzne", t. 22, s. 149-157.
M a g i e r a J.
1900 Wierzenia ludowe w okolicy Sułkowic (powiat Myślenicki), „Wisła", t. 14, s. 55-61.
Malicki L.
1947 Materiały do kultury społecznej górali śląskich, „Prace i Materiały Etnograficzne", t. 6,
M a t c z a k o w a S.
1963 Dziecko w rodzinie wiejskiej (materiały z pow. radomszczańskiego),
Etnograficzne", t. 5, s. 131-178.

„Łódzkie Studia

�T A B U , Z A K A Z M A G I C Z N Y , NIECZYSTOŚĆ

43

M i k l a v e c P.
1902 Zwyczaje, zabawy i zabobony ludu słoweńskiego w południowej Styryi, „Lud", t. 8,
s. 337-349.
M o s z y ń s k i K.
1929-30 Białoruski spor i sparyš, „Lud Słowiański", t. 1, z. 2, dz. B, s. 54-66.
1967 Kultura ludowa Słowian, t. 2, cz. 1, Kultura duchowa, Warszawa.
Needham R.
1967 Percussion and Transition, „Man", vol. 2, s. 606-614.
1981 Circumstantial Deliveries, Berkeley-Los Angeles.
O n i a n s R. B.
1954 The Origins of European Thought About the Body, the Mind, the Soul, the World, Time
and Fate, Cambridge.
Panofsky E .
1955 The Life and Art of Albrecht Dürer, Princeton.
1971 Studia z historii sztuki, Warszawa.
Petrow A.
1878 Lud Ziemi Dobrzyńskiej, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej", t. 2, s. 3-182.
P i ą t k o w s k a I.
1889 Z życia ludu wiejskiego w ziemi sieradzkiej, „Wisła", t. 3, s. 479-530.
1897 Pismo obrazowe, „Wisła", t. 11, s. 801.
1898 Obyczaje ludu ziemi sieradzkiej, „Lud", t. 4, s. 410-435.
1901 Zamek Sieradzki w historyi i powieści ludowej, „Lud", t. 7, s. 113-128.
Pierzchała L.
1896 Wierzenia ludu, „Lud", t. 2, s. 335-338.
P i e t k i e w i c z C.
1938 Kultura duchowa Polesia Rzeczyckiego. Materiały etnograficzne, Warszawa.
P i g o ń S.
1983 Z Komborni w świat, Warszawa.
Platon
1960 Prawa, przeł. M. Maykowska, Warszawa.
P l e s z c z y ń s k i A.
1893 Wochy i Koziary, „Wisła", t. 7, s. 719-735
P l i n i u s z Starszy
1845 K. Pliniusza Starszego Historyi Naturalnej ksiąg XXVII, Przeł. J. Łukaszewicz, Poznań.
Ploss H.
1911 Das Kind in Brauch und Sitte der Vólker, Т. I, Leipzig.
Podbereski A.
1880 Materyjaiy do demonologii ludu ukraińskiego. Z opowiadań ludu w pow. Czehryńskim,
„Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej", t. 4, s. 3-82.
P o n i a t o w s k i S.
1921 Przyczynek do metody badania izolacji obrzędowej, Lwów - Warszawa.
[1932] Etnografia Polski, [w:] Wiedza o Polsce, Warszawa, t. 3, s. 322-332.
Poszukiwania
1890 Poszukiwania, „Wisła", t. 4, s. 441.
R o k o s s o w s k a Z.
1889 O świecie roślinnym. Wyobrażenia, wierzenia i podania ludu ruskiego na Wołyniu we wsi
Jurkowszczyźnie pow. zwiahelskiego, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej", t.
13, s. 163-199.
R o n i s z W., К. B. W.
1897 Poglądy ludu na przyrodę, „Wisła", t. 11, s. 118-119.
Saloni A.
1898 Lud wiejski w okolicy Przeworska, „Wisła", t. 12, s. 47-64, 508-517, 719-748.
1903 Lud łańcucki. Materiały etnograficzne, „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne
i Etnograficzne", t. 6, s. 187-^19.
1914 Zaściankowa szlachta polska w Delejowie, „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne
i Etnograficzne", t. 13, s. 3-151.
Schmidt W.
1955 Gebrauche des Ehemannes bei Schwangerschaft und Geburt. Mit Richtigstellung des
Begriffes der Couvade, Wien.

I
i

I

1

i

�44

JERZY S. WASILEWSKI

Schnaider J.
1899 Z kraju Hucułów, „Lud", t. 5, s. 57-62, 147-154, 207-220, 336-345.
1912 Z życia górali nadiomnickich, „Lud", t. 18, s. 141-217.
S c h u l e n b u r g W.
1985 Wendisches Volkstum in Sage, Branch und Sine, Fotomechanischer Neudruck, Bautzen.
Seyda B.
1977 Dzieje medycyny w zarysie, Warszawa.
Seznec J.
1939 La survivance des dieux antiques, London.
S i a r k o w s k i W.
1878 Materyaly do etnografii ludu polskiego z okolic Kielc, „Zbiór Wiadomości do An­
tropologii Krajowej", t. 2, s. 209-259.
1879 Materyaly do etnografii ludu polskiego z okolic Kielc. Część druga, „Zbiór Wiadomości
do Antropologii Krajowej", t. 3, s. 3-61.
1885 Materyaly do etnografii ludu polskiego z okolic Pińczowa, „Zbiór Wiadomości do
Antropologii Krajowej", t. 9, s. 3-72.
Smólski G.
1901 O Kaszubach nadlebiańskich {ciąg dalszy i dokończenie), „Wisła", t. 15, s. 153-172,
321-339.
Stomma L .
1976 Mit Alkmeny, „Etnografia Polska", t. 20, z. 1, s. 99-110.
1981 Słońce rodzi się 13 grudnia, Warszawa.
1986 Antropologia kultury wsi polskiej XIX w., Warszawa.
S z a b l e w s k a S.
1883 Wesele i Krzywy taniec u ludu ruskiego z okolic Zbaraża, „Zbiór Wiadomości do
Antropologii Krajowej", t. 7, s. 120-134.
Szubertowa M.
1950-51 Obrzędy i zwyczaje związane z narodzinami dziecka, „Prace i Materiały Etnograficzne",
t. 8-9, s. 597-616.
S z u k i e w i c z W.
1903 Wierzenia i praktyki ludowe {zabobony, przesądy i wróżby) zebrane w gub. wileńskiej,
„Wisła", t. 17, s. 265-280, 432-444.
S z u m o w s k i W.
1961 Historia medycyny, Warszawa.
Ś w i ę t e k J.
1893 Lud nadrabski (Od Gdowa po Bochnię). Obraz etnograficzny, Kraków.
1902 Z nad Wisłoka. Rysy etnograficzne ze wsi Białobrzegi w pow. łańcuckim, „Lud", t. 8,
s. 245-257, 354-368.
T e t m a j e r W.
1898 Gody i godnie święta, czyli okres Świąt Bożego Narodzenia w Krakowskiem, „Materiały
Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne" t. 3, s. 165-197.
Toeppen M.
1892 Wierzenia mazurskie, „Wisła", t. 6, s. 145-184, 391^20, 641-662, 758-797.
U d z i e l a S.
1886 Materyjaly etnograficzne zebrane z miasta Ropczyc i okolicy, „Zbiór Wiadomości do
Antropologii Krajowej", t. 10, s. 75-156
, .
1890 Lud polski w powiecie ropczyckim w Galicji, „Zbiór Wiadomości do Antropologu
,»™
Krajowej*', t. 14, s 1-136
1899 Świat nadzmysłowy ludu krakowskiego, mieszkającego po prawym brzegu Wisły, „Wisła ,
t 13, s. 14-29 65-88 193-222
1900 Smat nadzmysłowy ludu krakowskiego mieszkającego Poprawym brzegu Wisły. Częsc II,
„Wisła , t. 14, S. 1-12, 132-144, Lbir-LU, 399-411, /13-/24.
л

1888
1

^ д Т Я

Boże Narodzenie u górali zwanych „Zagórzanami", „Wisła", t. 2, s. 98-119.
^nnl^nlnnin

W !,l wfkTi S
a

e

ХШ

к

„linii

W*™*

Warszawa.

Edmund Ronald Leack Eleazar Moisieiewicz Mieletyński- Władimir Jakowlewicz Propp
słowniki

Teść Tl) PolskaSztuka Ludowa" R 34 m 2 \

117 125

L

�T A B U , Z A K A Z MAGICZNY, NIECZYSTOŚĆ

1987

45

Tabu, zakaz magiczny, nieczystość. Część I: Zrozumieć tabu, „Etnografia Polska", t. 31,
z. 1, s. 19^41.
W a s i l e w s k i Z.
1889 Jagodne. Zarys etnograficzny, Warszawa.
Wereńko F.
1896 Przyczynek do lecznictwa ludowego, „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etno­
graficzne", t. 1, s. 99-228.
W i e r z c h o w s k i Z.
1890 Materiały etnograficzne z pow. tarnobrzeskiego i niskiego w Galicji, „Zbiór Wiadomości
do Antropologii Krajowej", t. 14, s. 145-251.
W i l a n o w s k i M. R.
1893 Z rodzinnej niwy, „Wisła", t. 7, s. 274-279.
W i t k o ś S.
1977 Bajdy i Moderówka, Poznań.
Witowt
1901 Kilka przesądów ze wsi Turowa (pow. Radzyński), „Wisła", t. 15, s. 177-183.
Z.S.
1891 W noc świętojańską, „Biesiada Literacka", nr 29, 17 lipca, s. 35-36.
Zelenin D.
1911 „Obydennyja" polotenca i obydennye chramy (Russkie narodnye obyćai), „Źiwaja Starina",
t. 20, s. 1-20.
1934 Imuščestwennyje zaprety как pereiitki perwobytnogo kommunizma, Leningrad.
Z i e l e n i e w s k i M.
1845 O przesądach lekarskich ludu naszego, Kraków.
Z n a m i e r o w s k a - P r ü f f e r o w a M.
1947 Przyczynek do magii i wierzeń rybaków, „Prace i Materiały Etnograficzne", t. 6, s. 1-37.
Zwyczaje świętojańskie
1929-30 Zwyczaje świętojańskie na zachodnim Polesiu, „Lud Słowiański", t. 1, z. 1, dz. B, s. 76-88.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10672" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10650">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8d9643abf26a83dbc51944ffc4d6718d.pdf</src>
        <authentication>5cf0bcac115b3da297b48cd89eb76ac9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127188">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:845</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127189">
                <text>1975</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127190">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:777</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127191">
                <text>Kategoria przestrzeni w kulturze koczowniczej. Analiza przestrzeni jurty mongolskiej / ETNOGRAFIA POLSKA 1975 t.19 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127192">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1975 t.19 z.1, s.109-128</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127193">
                <text>Wasilewski, Jerzy Sławomir</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127194">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127195">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127196">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="127197">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127198">
                <text>Część II
A

R

T

Y

K

U

Ł

Y

„Etnografia P o l s k a " , t. X I X z. 1

J E R Z Y SŁAWOMIR

WASILEWSKI

KATEGORIA PRZESTRZENI W KULTURZE KOCZOWNICZEJ
A N A L I Z A PRZESTRZENNA JURTY MONGOLSKIEJ
Pozostał ślad po j u r c i e
Okrągły j a k świat
Ogień wyznaczał j e j środek
Ścieżka od w s c h o d u prowadziła p r z e z próg
D r o g a mężczyzny po l e w e j
Droga kobiety po prawej

[.,.]

T u n a wojłoku siadał gość
W p a t r z o n y w strumień cudzego życia.
A n d r z e j Strumiłło

1

Przedmiotem niniejszego s t u d i u m jest t r a d y c y j n e mongolskie domo­
stwo, j u r t a , analizowana j e d n a k n i e od s t r o n y materiału czy k o n s t r u k c j i ,
ale sub specie spacii — j a k o p e w n a przestrzeń. Jurtę traktować b o w i e m
można także j a k o miejsce wydzielone wśród reszty t e r y t o r i u m , f u n k c j o ­
nujące inaczej niż przestrzeń n a zewnątrz i — co najważniejsze — w e ­
wnętrznie artykułowane: podzielone i wartościowane. T a k w t r a d y c y j ­
n y c h k u l t u r a c h agrarnych, j a k i u koczowników domostwo było miejscem
0 walorze s a k r a l n y m ; świętość d o m u realizowała się m . i n . przez u p o ­
dobnienie jego s t r u k t u r y d o przestrzeni kosmicznej. Sam a k t b u d o w y do­
m u miał w sobie elementy mitycznego stwarzania świata, analogia zaś
mikrokosmos — makrokosmos (siedziba l u d z k a j a k o odwzorowanie świa­
ta) określała f o r m y jego dalszego użytkowania. Ład przestrzenny domo­
s t w a określony był n i e tylko' względami f u n k c j o n a l n y m i , ale i normą
wierzeniową, mitologiczną. Przestrzeń t a k istotna była wyodrębniona od
otoczenia granicą szczególnie akcentowaną — stąd bogata s y m b o l i k a p r o g u
1 zakazy z n i m związane. Miejsce, n a którym miała stanąć n o w a budowla,
zwłaszcza świątynia czy pałac władcy, t o miejsce dane, wyznaczone przez
Niebo, często znajdujące się w środku świata alibo w p u n k c i e będącym j e -

1

A.

Strumiłło,

Moje

słowa obrazy.

K r a k ó w 1970.

�110

J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

go odwzorowaniem. J a k jest .to możliwe w k u l t u r z e nieosiadłej, j a k godzi
się t u jedyność i stałość p u n k t u — sacrum z wielością miejsc ludzkiego
obozowania?
J u r t a jest t y l k o jedną ze sfer przestrzeni, która w sposób nieciągły,
skategoryzowany rozpościera się wokół człowieka. Szkic niniejszy jest
częścią pełniejszej analizy kategorii przestrzeni w k u l t u r z e mongolskiej,
analizy, która szuka wyjaśnienia, dlaczego pewne czynności dzieją się
w t y c h , a n i e i n n y c h miejscach. Najbardziej interesujące są t u oczywiście
n i e odpowiedzi funkcjonalne, ale te, które ujawniają istnienie a b s t r a k c y j ­
nej koncepcji przestrzeni — wartościowania s t r o n świata, t e r y t o r i u m , g r a ­
nicy, c e n t r u m . D o przestrzeni w ludzkiej k u l t u r z e — j a k i do k a t e g o r i i
czasu — sprowadza się ostatnio coraz częściej w h u m a n i s t y c z n y m bada­
n i u wiele i n n y c h z j a w i s k k u l t u r o w y c h . T e podstawowe wartości są wszę­
dzie organizowane i u j m o w a n e inaczej, stanowiąc zasadniczy składnik
k o d u k u l t u r y . Domostwo koczowniczych pasterzy — porównywalne, a za­
razem n i e u c h r o n n i e odmienne od d o m u w k u l t u r a c h osiadłych — wydaje
się być dla studiów n a d kategorią przestrzeni d o b r y m p u n k t e m wyjścia .
2

Wewnętrzna kategoryzacja przestrzeni j u r t y to p r o b l e m podwójnie
złożony. Po pierwsze: abstrakcyjne l i n i e dzieląc n i e w i e l k i e wnętrza orga­
nizują ludzką egzystencję, stanowią n o r m y poruszania się i zajmowania
miejsca w j u r c i e przez mężczyznę i kobietę, starca i dziecko, gości i gos­
podarzy, szanowanych i lekceważonych. Dostarczają możliwości u h o n o r o ­
wania przez samo posadzenie w miejscu u z n a n y m za honorowe — choć
przecież nie jest ono realnie lepsze a n i wygodniejsze od pozostałych.
W k u l t u r z e nomadycznej, która n i e zaopatruje s w y c h członków w sze­
r o k i wachlarz dóbr m a t e r i a l n y c h , określających i c h społeczną pozycję,
wszelkie podziały abstrakcyjne kompensują niedobór rzeczy, wzbogacają
kulturę o nowe wartości i nowe możliwości. Społeczna h i e r a r c h i a o d ­
zwierciedla się w układzie p r z e s t r z e n n y m — w odległościach między
rozmawiającymi ze sobą ludźmi i w wartościowaniu miejsc, j a k i e p r z y ­
sługują i m w j u r c i e .
D r u g i m powodem, d l a którego p r z e d s t a w i m y t u szerzej wewnętrzny
podział j u r t y , jest rozwinięta poniżej hipoteza, iż właśnie przezeń r e a l i ­
zuje się upodobnienie j u r t y do kosmosu, d o m odwzorowuje przestrzeń
kosmiczną i nabiera c h a r a k t e r u sacrum.
Analizę podziałów wewnętrznych poprzedzić j e d n a k trzeba przedsta­
w i e n i e m s p r a w y logicznie wcześniejszej — j a k wydzielona jest j u r t a od
reszty świata. N i m dokonają tego' wojłokowe ściany odbywają się d w a
a k t y wstępne: wyznaczenie miejsca pod jurtę i jego konsekracja. W y b o r u
2

tach

Artykuł powstał n a p o d s t a w i e
1971-1973 w

badań t e r e n o w y c h a u t o r a p r o w a d z o n y c h

a j m a k a c h : c e n t r a l n y m , a r c h a n g a j s k i m , a zwłaszcza

w la­

środlkowogo-

b i j s k i m M R L . Materiały z badań w y k o r z y s t a n e wszędzie, gdzie p r z y p i s n i e z a z n a c z a
innego źródła, znajdują się w a r c h i w u m Zakładu E t n o g r a f i i Ш К М

PAN.

�KATEGORIA

PRZESTRZENI W KULTURZE KOCZOWNICZEJ

111

miejsca dokonuje w przeddzień przekoczowania głowa r o d z i n y l u b któryś
z doświadczonych mieszkańców k i l k u j u r t o w e g o obozowiska — ajlu, ozna­
czając j e k a m i e n i a m i , kołkami l u b s t e r t a m i suchego nawozu argal. T a k
oznaczone miejsce uznane jest za zajęte i jeśli staną n a n i m obce j u r t y
w y n i k a spór, który dawniej rozsądzała władza choszunu. A k t oznacze­
n i a — acz n i e s k o m p l i k o w a n y — ma zatem pewne konsekwencje. W y b i e r a
się zazwyczaj miejsce nieco wywyższone, l a t e m spadziste (dla odpływu
w o d y deszczowej), wiosną osłonięte przed w i a t r e m , zimą bardzo równe
ze względu n a tworzącą się wówczas zbitą warstwę zwierzęcego nawozu.
Są t o więc reguły praktyczno-gospodarcze, a n i e wierzeniowe. T y c h osta­
t n i c h n i e udało się zanotować w terenie a n i m n i e , a n i z n a n y m m i a u t o ­
r o m . Do p e w n y c h szczątkowych n o r m , z a w a r t y c h w niektórych tekstach
obrzędowych, jeszcze powrócę; t u muszę natomiast stwierdzić, że n a t e r e n
M o n g o l i i przeszły i znalazły niejakie zastosowanie reguły chińskiej geomancji. A c z k o l w i e k objęły one sferę działań świeckich (w odróżnieniu
o d Jamajskiej s y m b o l i k i przestrzennej, która u k i e r u n k o w u j e przede wszy­
s t k i m a k t y r e l i g i j n e , budowę świątyń itp.), t o zostaną w n i n i e j s z y m szkicu
pominięte, analiza b o w i e m tego złożonego s y s t e m u wiedzy, tworzonej
przez elitarną grupę rozwarstwionego społeczeństwa rolniczego, t y l k o czę­
ściowo leży w kompetencjach etnografa .
1

3

4

Następny obyczaj, uświęcenie miejsca pod jurtę, t o rytuał zdecydo^
wanie archaicznego pochodzenia, a i dziś jeszcze rozpowszechniony. Bez­
pośrednio przed rozstawieniem j u r t y gospodarz s k r a p i a ziemię m l e k i e m .
Jest to ofiara d l a władcy tego terenu, ducha sabdaka, przejaw k u l t u
z pewnością przedlamajskiego jeszcze pochodzenia . Sabdaka h o n o r u j e się
też n a odjezdnym, gdy p o złożeniu j u r t y świeżo w y d o j o n e kozie m l e k o
k r o p i się n a 4 s t r o n y świata. Istnieje j e d n a k rytuał, który znacznie s k u 5

Oczywiście, m i e j s c e pod jurtę w y b i e r a n e j e s t z uwzględnieniem zaleceń s y s t e ­
m u wartościowania szerszego t e r y t o r i u m , s t o s u n k u do różnych f o r m rzeźby t e r e ­
n u itp. W a r t e a n a l i z y są zwłaszcza p e w n e zasady, p r z e d e w s z y s t k i m n a t u r y p r a k t y ­
c z n e j , a l e być może z podkładem w i e r z e n i o w y m , które sprawiają, że mongolskie
(gobijskie) o b o z o w i s k a r o z b i j a n e są z reguły dość d a l e k o od n a t u r a l n y c h z b i o r n i ­
k ó w w o d y . Omówienie tego p r o b l e m u w y p a d a j e d n a k odłożyć, n i e d o t y c z y o n b o ­
w i e m bezpośrednio s f e r y p r z e s t r z e n i j u r t y .
3

M o n g o l s k i e źródła z B i b l i o t e k i U n i w e r s y t e c k i e j w K o p e n h a d z e , które z a w i e ­
rają interesujące n a s dane, n i e doczekały się j e s z c z e o p r a c o w a n i a ; informację w t y m
p r z e d m i o c i e zawdzięczam P a n u P r o f e s o r o w i W a l t h e r o w i H e i s s i g o w i .
4

A. P o z d n i e j e w ,
Mongolija
i mongoły, t. 1, S . — P e t e r b u r g 1896, s. 7. p r z y ­
p i s u j e t e m u o b y c z a j o w i rodowód szamański. W a r t o t u c h y b a p r z e s t r z e c p r z e d u j m o ­
w a n i e m m o n g o l s k i e j rzeczywistości w i e r z e n i o w e j t y l k o w dwóch k a t e g o r i a c h : s z a ­
m a n i z m u i l a m a i z m u . Z pewnością niektóre a r c h a i c z n e treści n i e należały do tego
zoficjalizowanego i względnie z u n i f i k o w a n e g o s y s t e m u wierzeń, j a k i m był m o n ­
golski s z a m a n i z m . P a t r z n a t e n t e m a t : G . T u с с i , W. H e i s s i g, D i e
Religionen
Tibets und der Mongolei,
Stuttgart 1970, s. 299-304.
5

�J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

112

teczniej uświęca miejsca pod jurtę. Myślę t u o s p o t y k a n y m d o dziś o b y ­
czaju u s t a w i a n i a przed r o z b i c i e m j u r t y tulgyn gurimn
czuluu, t r z e c h k a ­
m i e n i podkładanych później pod n o g i stojaka, n a którym znajdzie się k o ­
ciołek d o gotowania. Postawa ta, n i e j a k o s y m b o l ogniska domowego, m a
dziś przeważnie 4 nogi, stąd też używa się na ogół 4 k a m i e n i , pozostał
j e d n a k d a w n y liczebnik odnoszący się d o trójnogu. F u n k c j a t y c h k a m i e n i
nie jest b y n a j m n i e j t y l k o u t y l i t a r n a ; araci uważają j e nierzadko za n a j ­
ważniejszą rzecz w j u r c i e , są z n i m i emocjonalnie związani. G d y w y jeżdżdają poza rodzinne koczowiska „sił i m n i e starcza, b y rzucić te k a ­
mienie, zabierają je ze sobą" . Kamień południowo-zachodni (jeśli usta­
w i o n o cztery) l u b południowo-wschodni (gdy są t y l k o t r z y ) służy d o
„otworzenia przekoczowania" — przed w y r u s z e n i e m odsuwa się go w s t r o ­
nę n o w e g o obozowiska. I n t e r p r e t o w a n e jest t o j a k o poprawienie d r o g i ,
lecz można t u c h y b a widzieć dążenie d o zachowania ciągłości ogniska d o ­
mowego; m o i m zdaniem jest w t y m s k r o m n y m geście zamiar paradoksal­
nego pogodzenia konieczności z m i a n y miejsca i pragnienia jego stałości
czy k o n t y n u a c j i . Wydaje się też, że k a m i e n i e symbolizują nie t y l k o o g n i ­
sko domowe. Otóż p o p r z y b y c i u n a nowe miejsce u s t a w i a się je jeden n a
d r u g i m , dostawiając obok jeszcze piąty (wg informatorów — d l a p o d k r e ­
ślenia ważności i dawności ogniska). Dopiero bezpośrednio przed wzniesie­
n i e m j u r t y stos t e n rozbiera się i n a k a m i e n i a c h umieszcza stojak ognio­
w y . Wobec istnienia analogicznych zabiegów przed budową d o m u w w i e l u
k u l t u r a c h osiadłych nie będzie chyba n i e u p r a w n i o n a hipoteza, że t o ukła­
danie k a m i e n i jest s y m b o l i c z n y m powtórzeniem a k t u b u d o w y świata, n i e ­
o d z o w n y m d l a założenia i trwałości ludzkiej siedziby p o n o w n y m s t w o ­
rzeniem kosmosu. Także porządek, w j a k i m wznoszona jest j u r t a , w s k a ­
zuje, że o d w z o r o w u j e się w t e d y budowę świata. Stawia się ją b o w i e m
zgodnie z r u c h e m słońca, nardzow, w t y m też k i e r u n k u okręca się w s z y ­
stkie l i n y umacniające jurtę. K i e r u n e k t e n o d g r y w a znaczną rolę także
w dalszym j e j użytkowaniu: r a n n e o t w i e r a n i e górnego o t w o r u (dymnego
i okiennego zarazem) polegające n a przeciągnięciu l i n y o d d r z w i d o prze­
ciwległej ściany po zewnętrznej stronie, odbywać się m u s i zgodnie z r u ­
chem słońca, podobnie j a k wieczorne zamykanie — o d ściany północnej
do d r z w i . Czynienie tego w k i e r u n k u p r z e c i w n y m jest Ъигии — słowo
t o oznacza zarówno r u c h p r z e c i w n y d o nardzow, j a k i „zakazane" w sen­
sie tabu, z sankcją nadnaturalną. T y l k o w razie śmierci d o m o w n i k a przez
k i l k a d n i (dopóki ciało pozostaje w jurcie) otwór górny jest o t w i e r a n y
i z a m y k a n y w k i e r u n k u Ъигии, Przy niezakłóconej s y t u a c j i rodzinnej a n a 6

G . B a t n a s a n , Negdelczdijn
nüüdel, suuťszlyn
dzarim
asuuáald (Z
pro­
blematyki
koczownictwa
i przechodzenia
na osiadłość pasterzy-spółdzielców),
Ułan
B a t o r 1972, s. 132. P r a c y tej o r a z k o n t a k t o w i z jej a u t o r e m zawdzięczam większość
p o d a n y c h t u i n f o r m a c j i n a t e m a t „trzech k a m i e n i " .
6

�KATEGORIA

113

PRZESTRZENI W KULTURZE KOCZOWNICZEJ

logia mikrokosmos — makrokosmos t r w a dopóki stoi j u r t a , póki ognisko
domowe otoczone jest k a m i e n i a m i o kosmicznej konotacji. Desakralizacja
miejsca następuje przed odkoczowaniem, w r a z z rozrzuceniem k a m i e n i .
Podobne znaczenie ma też chyba wspomniane kropienie m l e k i e m p o złoże­
n i u j u r t y . Jak ofiara z m l e k a przed rozbiciem obozowiska przygotowuje
miejsce, uświęca je, t a k wydaje się, że kropienie na odjezdnym p r z y w r a ­
ca miejscu jego poprzedni status, profanizuje je, wciela w resztę n e u ­
tralnego t e r y t o r i u m . Od tej p o r y zarówno krąg-ślad po j u r c i e , j a k i cały
obszar dawnego obozowiska (ślady i n n y c h j u r t , stada itd.) nazywane są
wspólnym słowem buir. Charakterystyczny okrąg wydeptanej ziemi,
wskazujący gdzie w stepie stała j u r t a , oddziaływa emocjonalnie chyba
tylko' n a Europejczyka; d l a mongolskiego pasterza n i e s t a n o w i o n żadnego
precedensu, jurtę można postawić obok śladu l u b w jego obrębie, n i e
jest t o już obszar w a l o r y z o w a n y — aż do c h w i l i , k i e d y się go e w e n t u a l n i e
ponownie zasiedli.
W okresie między t y m i a k t a m i : sakralizacją i profanizacją, miejsce,
na którym stoi j u r t a , jest przestrzenią o walorze świętości. N i e w o l n o
w jego obrębie wykonywać niektórych czynności, n p . oddawać moczu,
język zaś, w którym została sformułowana k a r a za przekroczenie tego
zakazu, mówi o przestrzeni; t o antyspołeczne przecież wykroczenie jest
piętnowane j a k o grzech wobec miejsca, a n i e wobec zamieszkującej j e
g r u p y l u d z k i e j . T o r g u t (zachodni Mongoł), który je popełni, p o w i n i e n
przekoczować 7 razy w ciągu dnia, wbijając 7 brzozowych kołków. U Chałchasów zhańbioną ziemię zbiera się do czapki, wyrzuca, a i n k r y m i n o w a ­
nego sadza obok tego miejsca, z a k r y w a połą deli (ubrania) i p r z y b i j a ją
7 b r z o z o w y m i kołkami, a potem każe „grzesznikowi" wyjść zostawiając
tę część ubrania. Czasem w b i j a się 9 a n i e 7 kołków, z i e m i zaś n i e w y ­
rzuca, lecz zmieszawszy z herbatą daje d o w y p i c i a w i n o w a j c y .
7

O ważności sakralnego wyodrębnienia j u r t y n i e c h świadczy także s y m ­
b o l i k a progu. J a k każda granica jest o n w k u l t u r a c h osiadłych o b w a r o ­
w a n y l i c z n y m i zakazami i n a k a z a m i ; charakterystyczne, że p r z y słabszym
chyba akcentowaniu przez Mongołów ważności wszelkich i n n y c h granic
z progiem związano wiele i s t o t n y c h n o r m . Próg ważny jest j a k o l i n i a
przejścia, nie zaś jako obiekt, miejsce pod p r o g i e m n i e było nigdzie w y ­
soko cenione. N i e w o l n o nań przede w s z y s t k i m nadeptywać — jeszcze
X V I I - w i e c z n y zbiór p r a w Chałcha Dżirum p r z e w i d u j e za t o przewinienie
karę śmierci; przestrzegano przed t y m także Piano Carpiniego w X I I I w.,
gdy przygotowywał się do audiencji u chana G u j u k a ; obecnie n i e jest t o
dobrze w i d z i a n e przez gospodarzy. Nadal też n i e w o l n o n a p r o g u siadać.

7

G. P o t a n i n ,

Oczerki

siewierno-zapadnoj

s. 97.
8 — E t n o g r a f i a P o l s k a , t. X I X , z. 1

Mongolii,

t. 2, S . — P e t e r b u r g 1881,

�J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

114

Mówi się o n i m z szacunkiem, Mongołowie Barga używają w pieśni w e ­
selnej określenia „złoty próg". Z a p r o g i e m j u r t y — j a k każdego d o ­
mostwa — jest już i n n a przestrzeń aniżeli po jego zewnętrznej stronie.
Na b a i c k i m weselu w momencie, k i e d y panna młoda podnosi nogę, b y
przestąpić próg — g r u p a pana młodego ciągnie ją za rękę do środka, gdy
jej własna grupa usiłuje przeciągnąć ją n a zewnątrz . Krążąc wewnątrz
j u r t y dusza śpiącego człowieka jest bezpieczna, g d y w y j d z i e za próg —
czyhają n a nią niebezpieczeństwa . Przykłady można mnożyć, a wszystkie
będą świadczyć o t y m , że j u r t a f u n k c j o n u j e n i e t y l k o jako- realne zabez­
pieczenie f u n k c j i życiowych rodziny, ale i j a k o przestrzeń „mocna" w eliad o w s k i m r o z u m i e n i u słowa, o bardzo s i l n y m ładunku emocjonalnym.
8

9

Przejdźmy obecnie do omówienia wewnętrznej kategoryzacji j u r t y .
J u r t a jest b o w i e m wnętrzem jednoprzestrzennym i j e d n o r o d n y m t y l k o
w t e d y , g d y rozpatrywać się będzie wyłącznie jej wygląd i kształt m a ­
t e r i a l n y , a za k r y t e r i u m a r t y k u l a c j i p r z y j m i e n p . istnienie i z b przedzielo­
n y c h ścianami albo i n n y m i f i z y c z n y m i przegrodami. N i e w i e m y n i c O' i s t ­
n i e n i u t a k i c h przegród w d a w n y c h j u r t a c h , a n i arackich, a n i a r y s t o k r a ­
t y c z n y c h (chan dysponował przecież k i l k o m a j u r t a m i o- różnym przezna­
czeniu i f u n k c j o n a l n y podział wnętrza mógł być t u nawet słabszy niż
w zwykłych j u r t a c h ludu). L a m a j s k i przekaz opowiada o m n i c h u , który
j a k o że rozpoznawał chorobę nie widząc nawet chorego, a t y l k o będąc
z n i m połączony d w i e m a n i t k a m i — przyprowadzony do- żony chana m u ­
siał stawiać diagnozę pozostając na zewnątrz j u r t y . W okoliczności t a k
niecodziennej j a k poród dzielono jurtę zasłoną, zawieszając wojłok wokół
południowo-wschodniego sektora j u r t y (przy drzwiach) i t a m umieszczano
położnicę . N i e wiadomo' — a p y t a n i e t o m a także swoje znaczenie d l a
analizy przestrzennej — czy o wyborze tego właśnie miejsca na poród
decydowała jego niska ranga miejsca przy drzwiach, czy może n p . s y m ­
b o l i k a „wyjścia".
10

11

W dzisiejszych j u r t a c h spotyka się coraz powszechniej wyodrębnianie
przestrzeni osobistej, i n t y m n e j w postaci zasłon zawieszanych nad łóżkiem
na czas s n u . K r y t e r i u m obecności t a k i c h zasłon, przyjęte w badaniach
K . W i a t к i n a,
1960, s. 215.
8

Mongoly

MNR,

Trudy

Instituía E t n o g r a f i i , t. 60, L e n i n g r a d

U . H a r v a, Die religiosen
Vorstellungen
der altaischen
Vólker, H e l s i n k i
1938, s. 263. N a j b e z p i e c z n i e j s z y m dlá d u s z y m i e j s c e m j e s t środek j u r t y w pobliżu
o g n i s k a , którego i s k r y odstraszają złe duchy. W a r t o t u też c h y b a przytoczyć u z y s k a ­
ną w t e r e n i e informację, że d l a z a b e z p i e c z e n i a chorego p r z e d złymi w p ł y w a m i p r z e ­
ciąga się s z n u r e k o d rogu nadproża j u r t y do z i e m i ; także rozciągnięta p r z e d jurtą
uwięź d l a zwierząt h o d o w l a n y c h b y w a i n t e r p r e t o w a n a j a k o o c h r o n a wnętrza j u r t y ,
gdy j e j d r z w i są otwarte.
9

1 0

I . M a j s k i , Sowriemiennaja

11

Oczerki

istorii

kultury

MNR,

Mongolija,

I r k u c k 1921.

U ł a n U d e 1972, s. 192.

�KATEGORIA

PRZESTRZENI W KULTURZE KOCZOWNICZEJ

115

nad p r z e m i a n a m i warunków b y t o w y c h , potrzeb i aspiracji młodego p o k o ­
lenia, okazało się d o b r y m wskaźnikiem modernizacji w sensie w z r o s t u
potrzeb osobowościowych i poczucia indywidualności.
Z n i k a natomiast — i t o w tempie wyprzedzającym regres czy l a i c y ­
zację f o r m y domowego ołtarza — zwyczaj jego przesłaniania kurtyną
z j e d w a b n y c h szarf chadag.
W y m i e n i o n e wyżej e n k l a w y n i e czynią j e d n a k zasadniczej s t r u k t u r y zacji przestrzeni j u r t y . Podział podstawowy jest podziałem a b s t r a k c y j n y m ,
w którym l i n i e północ — południe i wschód — zachód są wyznaczane
przez pewne rzeczy w e wnętrzu j u r t y , ale n i e są akcentowane żadnymi
m a t e r i a l n y m i przegrodami. Przedstawienie tego podziału trzeba j e d n a k
poprzedzić krótką analizą zasad użytkowania przestrzeni j u r t y .
Najbardziej a d e k w a t n i e oddaje f u n k c j o n a l n y rozkład wnętrza j u r t y
następujący schemat 9 — p o l o w y :
12

R y e . 1. S c h e m a t f u n k c j o n a l n y j u r t y

W podziale t y m wyróżniają się przede w s z y s t k i m d w a południkowe
pasy: 1 — 2 — 3, n a lewo od wejścia (które zawsze skierowane jest n a
południe) będący męską częścią j u r t y , i pas 7 — 8 — 9, stanowiący część
kobiecą. W polach 1 i 7 odbywają się odpowiednio męskie i kobiece za­
jęcia gospodarcze; t u mieszczą się męskie narzędzia p r a c y w pasterstwie
z jednej i sprzęt k u c h e n n y z d r u g i e j strony. Pola 2 i 8 stanowią miejsca
1 2

T a k właśnie

opisuje

jurtę

A.

Rona-Tas,

Mongolia,

śladami

W a r s z a w a 1965, s. 175 - 178; jego opis uzupełniam własnymi o b s e r w a c j a m i .

nomadów,

�116

J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

odpoczynku w ciągu dnia, k o n s u m p c j i i snu. W sektorach 3 i 9 mieszczą
się cenne p r z e d m i o t y męskie i kobiece, przechowywane w s k r z y n i a c h
n a z y w a n y c h awdar pn.-zachodni i awdar pn.-wschodni. T a m także z a j ­
mują miejsca goście, p r z y czym najwyżej cenione jest miejsce w środku
pola 6, między stołem a d o m o w y m ołtarzem. W sektorze 9 (zasadniczo
kobiecym) może zasiąść gość najbardziej zżyty z rodziną l u b b l i s k i k r e w ­
n y . T a m także siedzi gospodarz, g d y p r z y j m u j e gości, mając żonę po swej
lewej ręce. W g objaśnień informatorów głowa r o d z i n y zajmuje t o właśnie
miejsce — nieco odsunięte od gości — b y każdy nieznajomy wkraczający
do j u r t y mógł zrazu zorientować się, k t o jest gospodarzem. Oto' najlepsza
ilustracja tezy, że „przestrzeń mówi".
Pas 4 — 5 — 6 jest swego rodzaju ziemią niczyją, przejściową między
częścią kobiecą a męską; w sytuacji codziennej u n i k a n o niegdyś j a k o b y
przechodzenia przed ołtarzem w p o l u 6. C e n t r a l n y k w a d r a t 5 jest jeszcze
wyraźniej wyłączony z użytkowania; jego główną część s t a n o w i p o d i u m
ogniowe galyn иг' — n i e w y s o k i , p o k r y t y blachą pomost z desek, który
nie jest w y k o r z y s t y w a n y (w j u r t a c h t r a d y c y j n y c h mieściło się t u ognisko,
używany dzisiaj p i e c y k m e t a l o w y wysunięty jest bardziej w k i e r u n k u
d r z w i ) . U góry znajduje się otwór d y m n o - o k i e n n y , którego okrągła r a m a
toono wspiera się n a dwóch k o l u m n a c h stojących po prawej i lewej stronie
podium.
Pole 4 p r z y d r z w i a c h t o miejsce przejściowe, najniżej cenione; zajmują
je, j a k i cały pas 1 — 4 •— 7, najpośledniejsi goście, służba, małe dzieci.
Z powyższego w y n i k a , że w obrębie j u r t y istnieją d w a podziały prze­
strzenne, których osie przesunięte są nawzajem o 90°. Pierwszy, poziomy,
jest podziałem wartościującym t r z y pasy na najgorszy, pośredni i n a j ­
lepszy. D r u g i , pionowy, d o k o n y w a n y jest w g zasady płci i wyznacza pas
męski ze s t r o n y zachodniej, kobiecy ze wschodniej i n e u t r a l n y między
n i m i . Zauważmy, że podział t a k i f u n k c j o n u j e jako codzienny, g d y n i e
interweniują okoliczności zewnętrzne. Do czynników mogących go zmo­
dyfikować należy przybycie gości. W takiej s y t u a c j i zmienia się charak­
t e r y s t y k a s t r o n : zachodnia przestaje być męską — jest już połową goś­
cinną, wschodnia przestaje być kobiecą, staje się ogólnorodzinną.
Wydawałoby się, że zachodzić p o w i n n a sytuacja o d w r o t n a , j a k zauważa
b o w i e m Rona-Tas — n i e rozpatrując niestety dalej zagadnienia — „za­
stanawiające jest to, że dla obcych przeznaczona jest strona męska, m i m o
że w społeczeństwach pasterskich o p a r t y c h na patriarchacie zawsze kobieta
uważana jest za osobę obcą, bo ona przychodzi d o swego męża, ona spro­
wadza się d o jego r o d z i n y " . M o i m zdaniem można dobrze tłumaczyć t o
zjawisko czymś, co nazwałbym „regułą w y m i a n y gościnności". Wiadomo,
13

1 3

I b i d . s. 178.

�KATEGORIA

PRZESTRZENI W KULTURZE KOCZOWNICZEJ

117

R y c . 2. J u r t a w s y t u a c j i r o d z i n n e j i w s y t u a c j i gościnnej

jaką rolę o d g r y w a w w a r u n k a c h stepowych obowiązek gościnności w n a j ­
szerszym r o z u m i e n i u . A b y zagwarantować jednostce przetrwanie n a odle­
głych od j e j miejsca zamieszkania t e r y t o r i a c h niektóre społeczeństwa
tworzyły s k o m p l i k o w a n e systemy pokrewieństwa; t r u d i r y z y k o b y t o w a ­
n i a w stepie A z j i Centralnej w y m a g a podobnych zabezpieczeń, biorąc
choćby pod uwagę konieczność dalekich nieraz przegonów stad, e w e n t u a l ­
ność jego pogubienia, częsty udział w karawanach l u b p i e l g r z y m k a c h d o
odległych klasztorów. Asekuracyjną funkcję pełni stepowa zasada gościn­
ności; zauważmy, że w powyższych sytuacjach (z wyjątkiem pielgrzymek
o charakterze ogólnorodzinnym, o d b y w a n y c h w t e d y w r a z z jurtą) uczest­
niczyć będą t y l k o mężczyźni. N i c zatem dziwnego, że t o męska połowa
j u r t y przeznaczona jest dla gości; w razie i c h p r z y b y c i a gospodarz i jego
synowie rezygnują ze swojej połowy i przenoszą się do części kobiecej,
b y — g d y i c h z kolei zmusi do- tegO' konieczność — skorzystać z męskiej
połowy każdej innej j u r t y .
Jeśli tę interpretację reguły zajmowania miejsca w j u r c i e w k a t e ­
goriach w y m i a n y uznać za z b y t śmiałą, t o j e d y n y m wytłumaczeniem c y t o ­
wanej wyżej wątpliwości byłoby stwierdzenie, że połowa męska jest wyżej
ceniona aniżeli kobieca i dlatego odstępowana gościom, wobec których
obowiązuje w k u l t u r z e mongolskiej t r a d y c y j n y szacunek. Z w y p o w i e d z i
informatorów w y n i k a , że prawa, zachodnia strona j u r t y ( w m o n g o l s k i m
r o z u m i e n i u patrząc od środka k u d r z w i o m ) jest uważana za lepszą i d l a ­
tego należy do' mężczyzny. X V I I - w i e c z n a k r o n i k a Szara Tudżi w epizodzie
o dwóch żonach chana zamieszkujących jedną jurtę stwierdza, że starsza
księżna zajmowała połowę zachodnią, młodsza zaś — wschodnią . K i e u

14

Szara

Tudżi,

Mongolska ja

letopiś

XVII

wieka,

Moskwa

1957, s. 163.

�118

J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

r u n e k zachodni w a l o r y z o w a n y jest zwłaszcza w układach szerszych, n p .
obozowiska — ajlu, gdzie j u r t y osób szanowanych stawiane są n a zachod­
n i m i południowo-zachodnim s k r a j u , j u r t y zaś biedoty i młodzieży — na
wschodzie; być może u podstawy tego porządku leży symboliczny związek
starość — zachód słońca. A zatem w o b u nieuświadamianych podziałach
j u r t y — zarówno w południkowym, j a k równoleżnikowym — przejawia
się n i e t y l k o kategoryzacja przestrzeni j u r t y , ale i j e j wartościowanie,
choć w każdym z n i c h w nierównym s t o p n i u .

R y c . 3. M o n g o l s k i e podziały j u r t y :
1 — üüden chajmor
— p a s n a północ o d d r z w i ; 2-2a — baruun
urd tal i uzüün
urd tal — s t r o n a południowo-wschodnia i s t r o n a południowo-zachodnia; 3-3a —
baruun
chojt tal i dzililn
chojt tal — s t r o n a północno-wschodnia i s t r o n a pół­
n o c n o - z a c h o d n i a ; 4 — chaldz Chojno
— l i n i a północna: 5 — chajmor
— miejsce
północne; e-6a —
baruun
chatawcz
i dziliin
chatawcz
— skrzydło z a c h o d n i e
i skrzydło w s c h o d n i e ; 7-7a — baruun
tal i dzililn
tal — s t r o n a z a c h o d n i a i s t r o ­
na wschodnia

�KATEGORIA

PRZESTRZENI W KULTURZE KOCZOWNICZEJ

119

Uświadamiany przez Mongołów podział j u r t y odbiega o d powyższego
schematu j e j użytkowania. F u n k c j o n u j e w i e l e różnych sposobów r o z u ­
m i e n i a j u r t y ; w t r a k c i e z b i o r o w y c h wywiadów i n f o r m a t o r z y z t y c h sa­
m y c h okolic prezentowali nierzadko odmienne poglądy. Zebrane schematy
dadzą się zgrupować tak, j a k n a rye. 3 .
15

J u r t a jest zatem dzielona n a d w i e symetryczne części: zachodnią —
prawą i wschodnią — lewą. Utożsamienie t o sprzeczne jest z naszym
przyzwyczajeniem, strona b o w i e m zachodnia — p r a w a — t o ta, która
znajduje się n a lewo- o d wejścia. W y n i k a ona z dwuznaczności słów baruun
i dzüün, które oznaczają zarówno „zachód", j a k i „ p r a w y " oraz odpowied­
n i o „wschód" i „ l e w y " ; południe t o także przód, północ zaś — tył. Baruun
tal i dzüün tal n i e są t o ścisłe połowy, większość b o w i e m informatorów
nie zalicza pasa p r z y d r z w i a c h (1) d o żadnej z części, n i e d z i e l i go żadnym
przedłużeniem l i n i i chaldz ćhojno. Pozostaje o n zawsze wyodrębnioną
całością, co może dziwić wziąwszy pod uwagę jego przejściowy charakter.
Wiedzie o d d r z w i d o pieca, m a zaś szerokość 1-1,5 m , równą d r e w n i a n e m u
p o d i u m między k o l u m n a m i pośrodku j u r t y .
Przedłużeniem uuden chojmor b y w a chojmor
(5) r o z u m i a n y j a k o pas
o szerokości wyznaczonej przez p o d i u m centralne, stół i ołtarzyk. T u mię­
dzy stołem a ołtarzem sadzani są szanowni goście. Często słowem chojmor
oznacza się całą północną honorową połowę j u r t y . Przebiegająca przez j e j
środek l i n i a chaldz chojno t o l i n i a najważniejsza; w g niektórych i n f o r m a ­
torów gość n a w e t n i e m a p r a w a n a n i e j siedzieć, a j e d y n y m u p r a w n i o ­
n y m d o tego zaszczytu m a być gospodarz d o m u — przeważnie jednak
zastrzega się ją d l a najznakomitszego przybysza.
Trzeba t u poświęcić nieco u w a g i miejscu wyłączonemu z użytkowania,
j a k i m jest wspomniane p o d i u m między k o l u m n a m i , stołem i żelaznym
piecem. Obszar t e n pozostaje najczęściej pusty (czasem t u umieszcza się
piec), t y m bardziej n i e w o l n o t a m siadać, a n i n a w e t wyciągać ręki —
a zatem n p . podawać jedzenie z kotła na stolik między k o l u m n a m i . P y t a ­
nie o- motywację n a p o t y k a dziś n a taką z w y k l e odpowiedź: „My, Mongo­
łowie tędy n i e przechodzimy; t y l k o nieposłuszne dzieci i p i j a n i siadają
n a ur' ". Interpretacja m u s i należeć do badacza — i n i e jest chyba t r u d n a .
Jest t o przecież miejsce zajmowane niegdyś przez ognisko', przedmiot
k u l t u domowników. Ogień był czczony, składano m u o f i a r y gal tachich,
n i e w o l n o było' wkładać doń noży a n i i n n y c h ostrych przedmiotów, w r z u -

S c h e m a t c z w a r t y podaję z a : J . S c h u b e r t , Paralipomena
Mongólica,
Ber­
l i n 1971, s. 159, pozostałe z własnych materiałów. T r z e b a t u zwrócić uwagę, że t e r ­
m i n y baruun tal i dzüün tal oznaczające u S c h u b e r t a s e k t o r y są n a ogół używane
n a o z n a c z e n i e dwóch połów j u r t y (bez p a s a üüden c h o j m o r ) .
1 5

�120

J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

cać śmieci i t p . Powyżej ognia n i e mogły znaleźć się przedmioty p r z y ­
ziemnego użytku (np. suszące się b u t y ) . Można zatem wnosić, że sięganie
czy przechodzenie było n i e t y l e niemożliwe ze względów p r a k t y c z n y c h
co zakazane ze względów k u l t o w y c h . N i e wszędzie nowocześniejszy piec
wkroczył n a święte miejsce ogniska. T a m , gdzie przetrwało ono w dawnej
postaci ( w o l n y ogień i stojak), t a m jest ono ogrodzone czterema l i s t w a m i
tworzącymi k w a d r a t chaszilga. W jego obrębie piasek p o w i n i e n być czy­
sty — jest t o b o w i e m czuchai dzüjl — „ważne miejsce". W w i e l u j u r t a c h
piec pozostaje w pewnej odległości od c e n t r u m (bliżej d r z w i ) j a k b y d o k u ­
mentując p e w i e n etap przejściowy, w którym używano go pomocniczo'
obok ogniska. Obszar pośrodku j u r t y pozostał w o l n y od zagospodarowa­
nia, ale n i e w o l n y od zakazów.
W f o r m i e d y g r e s j i w a r t o chyba zanotować, że t y l k o f o r m a wnętrza
taka j a k prostokąt może mieć k i l k a n a t u r a l n y c h punktów newralgicznych
w postaci rogów (kątów). W e wnętrzu o t a k i m kształcie m u s i być zatem
obrany kąt, w którym pełnione będą rytuały odnoszące się d o całego p o ­
mieszczenia (np. pokucie w k u l t u r z e słowiańskiej itp.). Przestrzeń k o l i s t a
nie dostarcza n a obwodzie takiego n a t u r a l n i e wyznaczonego
punktu
newralgicznego^ — każdy mógłby być u z n a n y za miejsce święte (gdyby
oczywiście n i e byk&gt; p e w n y c h d e t e r m i n a n t osiowych — n p . d r z w i j u r t y
zwrócone n a południe wyznaczają też przeciwległy i m p u n k t z tyłu, n a
północy j u r t y ) . J e d y n y m „danym" p u n k t e m w obrębie koła jest jego.
środek; n a n i m też skupia się uwaga w k u l c i e . To tłumaczyłoby — od
s t r o n y n o r m w i e r z e n i o w y c h , a nie gospodarczo-użytkowyćh, zarówno f a k t
lokowania ogniska pośrodku j u r t y , j a k i późniejsze t a b u tego miejsca.
Wracając d o całościowego podziału j u r t y należy teraz zbadać, j a k a
zasada leży u podstaw przedstawionego wyżej schematu. I oto jej analiza,
a zwłaszcza zestawienie realnego zaplecza s t r u k t u r y , fizycznych obiektów,
które wyznaczają siatkę a b s t r a k c y j n y c h l i n i i doprowadza do w n i o s k u
o niejednorodności pokazanej t u kategoryzacji. Otóż wydaje się ona być
w y n i k i e m i n t e r f e r e n c j i dwóch o d m i e n n y c h zasad podziału, splatających
się ze sobą w różnych proporcjach, co powoduje w rezultacie różnorodność
uświadamianych podziałów. D w i e te zasady n i e są oczywiście rozdzielone
w świadomości informatorów, zostały wyodrębnione przez badacza i za­
k w a l i f i k o w a n e j a k o podział „dolny" i „górny".
Podstaw dla pierwszego, dolnego, dostarczają wspomniane p o d i u m
galyn ur' albo' jego f o r m a wyjściowa — ogrodzenie ogniska
chaszilga,
a także wszystko, co- n a dole wiąże się z ogniem: podstawa pod kocioł,
piecyk, a może n a w e t — w przeszłości — 3 czy 4 wspomniane wyżej
kamienie. N a podstawie t y c h wyznaczników dzieliłaby się j u r t a j a k n a ­
stępuje :

�KATEGORIA

PRZESTRZENI W KULTURZE KOCZOWNICZEJ

121

Trzeba t u zauważyć, że p r z y d r z w i o w e skrzydła barüün
chatawez
i dzüün chatawez n i e należą do zasadniczych elementów tego podziału,
wchodzą do. dwóch sektorów. I n f o r m a t o r z y uznają i c h funkcjonalną o d ­
rębność, ale n i e uważają za części j u r t y równoważne wobec zasadniczych
sektorów. W dalszej analizie zostaną one pominięte.
Podział „dolny" wyznacza zatem d w a krzyżujące się pasy, z których
zwłaszcza południkowy (pionowy) będzie rdzeniem uświadomionej s i a t k i
podziału j u r t y .
Podział I I , który nazwaliśmy „górnym", realizuje się w o p a r c i u o 4
poprzeczki kręgu toono, stanowiącego szkielet o t w o r u dymno-okiennegou wierzchołka j u r t y . I c h przedłużenia wyznaczają następujące sektory
(por. też r y c . 1).
Najważniejszy jest t u d w u k r o t n y podział dychotomiczny; dokonują go
przedłużenia 2 poprzeczek kręgu toono, n a z y w a n y c h gerijn gol (środkowa
l i n i a j u r t y ) . One t o dzielą wnętrze n a połowę wschodnią — kobiecą i za­
chodnią — męską, północną — honorową i południową — poślednią.
L i n i a chaldz chojno, o walorze której już wspomniałem, jest przedłuże­
n i e m północnej gerijn gol, na l i n i i wschodniej i zachodniej poprzeczki
stać muszą 2 k o l u m n y podtrzymujące toono. Jeśli gość posadzony zostanie
na południe od k o l u m n , może ktoś zrobić gospodarzowi uwagę, b y posa­
dzono go wyżej. Gwarantujące pomyślność j u r t y szarfy czagtga, p o d w i e ­
szone u środka kręgu, muszą pokrywać się z prawą albo lewą gerijn gol
i jej przedłużeniem.
Wobec t a k i e j ważności obu t y c h l i n i i muszą być one wyznaczone bardzo
precyzyjnie; stąd uwaga, z jaką przy r o z b i j a n i u j u r t y araci przymierzają

�122

J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

poprzeczkę kręgu toono na południe, do środka d r z w i , przymierzając się
do n i e j i mrużąc jedno o k o — n a podobieństwo celowania z k a r a b i n u .
Można zatem wnosić o i s t n i e n i u dwóch p i e r w i a s t k o w y c h zasad podziału
j u r t y : górnej i dolnej, w g kręgu toono i w g miejsca d l a ognia galyn
uf,
których różne kombinacje dają w efekcie uświadamianą w pełni katego­
ryzację j u r t y . W a r t o zauważyć, że szkielet o t w o r u dymnego zostaje sko­
j a r z o n y z podstawą ogniową l u b stojakiem pod kocioł — może n a zasadzie
wspólnego k o n t a k t u z ogniem i d y m e m . Trzeba t u b o w i e m przypomnieć,
chaldz chojno

R y c . 5. Podział I I „górny"

że skojarzenie t y c h przedmiotów występuje także k i e d y i n d z i e j : g d y roz­
biera się jurtę przed odkoczowaniem odkłada się w k i e r u n k u nowego
miejsca zarówno- jeden z k a m i e n i pod ognisko, j a k i krąg toono, który
zdejmowany być m u s i w k i e r u n k u przekoczowania; po r o z e b r a n i u j u r t y
n i e w o l n o go położyć nigdzie poza obrębem śladu p o niej, ale trzeba
umieścić od r a z u na wozie l u b w j u k a c h zwierzęcych. Sądzę, że dokonuje
się w t e n sposób przeniesienia własności danego miejsca n a miejsce nowe,
podobnie j a k dokonuje się go przez wspomniane odstawienie k a m i e n i a
w k i e r u n k u przekoczowania albo- przez wzięcie go ze sobą w razie dale­
kiego w y j a z d u .
~_^_
_
W t y m — chińskiego co p r a w d a pochodzenia (liandz), ale niezmiernie
p o p u l a r n y m w e współczesnej M o n g o l i i — s y m b o l u pomyślności zapisana
jest m o i m zdaniem w i z j a j u r t y z j e j wewnętrznymi podziałami. Stopień
uświadomienia tego związku przez Mongołów nie jest duży — zresztą
żaden z badaczy n i e zwrócił dotychczas u w a g i n a tę analogię. Jednak
obserwacje j u r t somonu Bajan, gdzie wojłok stanowiący podłogę obszyty
był kolorową nicią układającą się w powyższy wzór, pozwalają p r z y ­
puszczać, że związek t e n jest n i e k i e d y dostrzegany. Zupełny b r a k studiów

�KATEGORIA

PRZESTRZENI W KULTURZE KOCZOWNICZEJ

123

nad znakiem püüdzen chee zmusza do wypowiedzenia jeszcze jednej nader
r y z y k o w n e j hipotezy: że jest o n uproszczoną mándala. Przez taką uprosz­
czoną mándale r o z u m i e m t u n i e o r y g i n a l n y tybetański s y m b o l (który
oprócz przedstawienia świata był również modelem p s y c h i k i ludzkiej, i i n ­
s t r u m e n t e m poznania, którego kontemplacja dostarczała nowej wiedzy),
ale każdy znak plastyczny, w którym schematyczny obraz świata zorga­
n i z o w a n y jest n a osiach wschód — zachód i północ — południe.
N i e rozwijając n a t y m miejscu koncepcji mandoli wyrażę t y l k o prze­
konanie, że dzięki swej odpowiedniości ze strukturą l u d z k i e j p s y c h i k i
mándala może stanowić imago mwndi, n a w e t jeśli n i e stwierdziliśmy i s t ­
nienia zwerbalizowanej w t e n sposób i n t e r p r e t a c j i danego znaku. Püüdzen
chee uważam za taką właśnie nieuświadomioną mándala; być może zresztą
w jakichś Jamajskich przekazach z a w a r t a jest taka koncepcja, bardzo
prawdopodobne w y d a j e m i się, że wobec istnienia podłóg j u r t y w p l a n i e
tego w z o r u powstanie i n t e r p r e t a c j i j u r t a = mándala byłoby d l a t r a d y ­
cyjnej k u l t u r y lamajskiej t y l k o kwestią czasu. O ile początkiem b u d o w y
j u r t y jest ustawienie 4 k a m i e n i , to j e j zakończeniem jest osadzenie toono.
Krąg i stojak pod kocioł przewożone są zawsze n a j e d n y m wozie razem ze
sobą — t r a d y c y j n i e rozstaw nóg podstawy dopasowany jest d o rozmiarów
kręgu. Można chyba dopatrywać się w t y m z a m i a r u nie p r z e r y w a n i a na
czas d r o g i k o n t a k t u między o b y d w o m a o b i e k t a m i — tego k o n t a k t u ,
który zazwyczaj d o k o n u j e się przez płomienie palącego się ogniska. N i e trwałość ludzkiej siedziby byłaby w t e n symboliczny sposób przezwy­
ciężona.
Podstawa p o d ogień i szkielet o t w o r u dymnego mogą być zatem zasad­
n i c z y m i elementami w j u r c i e , j a k o że dba określają miejsce ognia — jeden
u jego początków p r z y ziemi, d r u g i — g d y d y m opuszcza jurtę, u góry.
Według n i c h t w o r z y się podział przestrzenny j u r t y — są t o b o w i e m rzeczy
dobre n i e t y l k o do j e j b u d o w y , ale — b y użyć t u określenie s t r u k t u r a l i stów — „dobre do myślenia".
Wypada teraz omówić symbolikę przestrzenną, j a k a daje się odczytać
w niektórych tekstach f o l k l o r y s t y c z n y c h i w symbolach plastycznych
j u r t y , a więc w t y c h f o r m a c h .artykulacji przestrzeni, które w świadomości
informatorów straciły swój wyjaśniający charakter, przestały być r o z u ­
miane, a zawarta w n i c h i n f o r m a c j a osunęła się n a pół drogi między
uświadamianym a nieuświadamianym. Za t a k i s y m b o l uważam znak —
püüdzen chee (por, r y c . 6).
Jeśli przyjąć, że znak püüdzen chee t o „quasi u n a mándala", a zara­
zem s y m b o l j u r t y , w t e d y oczywiste staje się, że j u r t a mongolska przez
swe podziały wewnętrzne odwzorowuje strukturę Kosmosu.
Sięgnijmy p o przykład, niestety dość odległy: w lamajskich h y m n a c h
k u czci świętego miasta U r g i porównuje się je do m a n d a l i . Skądinąd w i e -

�v

124

J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

R y e . 6. Z n a k püüdzen

chee

m y , że U r g a wzniesiona była n a planie j u r t y ; dzielnice bogaczy znajdo­
wały się w t y m s a m y m sektorze koła, w którym w j u r c i e sadza się
zaszczytnych gości, dzielnice biedoty odpowiadały swą lokalizacją n a j ­
m n i e j h o n o r o w a n e m u miejscu p r z y d r z w i a c h . Można b y zatem prze­
nosić identyczność mándala — Urga n a mándala — j u r t a . D o t e j k o n ­
k l u z j i t r u d n o j e d n a k dojść w y e l i m i n o w a w s z y przesłanki niepewne i i n ­
tuicyjne.
Jak pokazałem wyżej sam a k t b u d o w y j u r t y o d b y w a się w porządku
z g o d n y m z regułami k o s m i c z n y m i , jest odwzorowaniem b u d o w y świata.
Także j e j użytkowanie odbywać się p o w i n n o w t y m porządku. N a jego
istnienie naprowadza chyba intuicja, gdy będąc w j u r c i e k o j a r z y się, że
mężczyzna wchodzi do niej zgodnie z r u c h e m Słońca, kobieta zaś prze­
ciwnie (chciałoby się powiedzieć: zgodnie z r u c h e m Księżyca, g d y b y n i e
był to astronomiczny błąd). Opozycyjny charakter Słońca i Księżyca
i przypisanie i c h o b u płciom dokonało się w e wszystkich p r a w i e k u l t u r a c h ,
p r z y c z y m b y n a j m n i e j n i e wszędzie zanotowano — e w i d e n t n y zdawałoby
się — związek k o b i e t y z Miesiącem; w w i e l u społeczeństwach symbolem
k o b i e t y jest Słońce . Co do- M o n g o l i i , powołać się można na opis olóckiego
i e

11

Informację te uzyskałem w Ułan-batorskim M u z e u m S z t u k i , gdzie z n a j d u j e
się o b r a z z l a t 1820-tych, przedstawiający I c h - C h u r e (dzisiejsze Ułan B a t o r ) .
1 6

E . P e г с z a k, Wyobrażenia
lunarne
w pozaslowiańskim
folklorze
literackim,
„Lud", t. 52: 1968, s. 153-208, o m a w i a tę problematykę porównawczo, co u w a l n i a
n a s o d obowiązku szerszego p r z e d s t a w i a n i a zagadnień. W y p a d a j e d n a k n i e zgodzić
się z a u t o r e m , k i e d y z a l i c z a Mongołów do g r u p y wiążącej kobietę ze Słońcem, męż­
czyznę zaś z Księżycem.
17

�KATEGORIA

PRZESTRZENI W KULTURZE

125

KOCZOWNICZEJ

obrzędu weselnego: przed jurtą dla państwa młodych rozkłada się wojłok,
n a którym w y s y p u j e się ryżem wyobrażenia Słońca i Księżyca odpowied­
n i o p o prawej i po lewej stronie. W trakcie obrzędu p a n młody siada n a
wyobrażeniu Słońca, panna młoda n a wyobrażeniu Księżyca i oboje m o ­
dlą się .
18

Jeśli przyjąć związek k o b i e t y z Księżycem a mężczyzny ze Słońcem,
to tłumaczy się n a t y c h m i a s t f a k t takiego rozmieszczenia płci w dwóch po­
łowach j u r t y , j a k i e obserwujemy dzisiaj; to, że kobieta zajmuje prawą od
wejścia, mężczyzna zaś lewą połowę nie jest chyba rezultatem doświad­
czenia gospodarczego — ewentualne odwrócenie n i e utrudniłoby w n i c z y m
realizacji b y t o w y c h f u n k c j i gospodarstwa. Obyczaj d a w n y c h ludów A z j i
Centralnej (w t y m i pra-Mongołów) w czasach, w których mógł m o d y f i ­
kować się wzór, nakazywał stawianie j u r t d r z w i a m i n a wschód. Strona
p r a w a j u r t y (lewa o d wejścia) pokrywała się w t e d y n a całej długości z d r o ­
gą Słońca, u l o k o w a n i e t a m mężczyzny było zatem „nadnaturalną koniecz­
nością". Dopiero obrócenie j u r t y o 90° zakłóciło logikę związku. Dokonało
się ono n i e później niż około początków drugiego tysiąclecia n.e., p r a w ­
dopodobnie pod wpływem chińskim. Świadectwa dokonujących się w ó w ­
czas przeobrażeń dostarcza Tajna historia Mongołów (r. 1240). Otóż mówi
się w n i e j o dwóch rodzajach j u r t : z j e d n y m i d r z w i a m i , zwróconymi n a
południe i z d w o j g i e m d r z w i , skierowanych n a wschód i zachód, p r z y
c z y m wschodnie wydają się być wejściem, zachodnie — wyjściem . N i e ­
stety w i z j a j u r t y , jaką można wytworzyć n a podstawie l e k t u r y
Tajnej
historii
Mongołów, n i e jest jasna, n a okoliczność zaś występowania j u r t
z d w o j g i e m d r z w i n i e zwrócono dotychczas w l i t e r a t u r z e mongolistycznej
u w a g i . A przecież informacja o takiej j u r c i e ( t y m razem arystokratycznej)
powtarza się w późniejszej o parę l a t relacji Piano Carpiniego: „wprowa­
d z i l i nas bramą wschodnią, b o n i k o m u prócz cesarza bramą zachodnią
wchodzić się n i e godzi. Książę każdy większy do swego n a m i o t u też
wchodzi o d s t r o n y zachodniej, pomniejsi zaś mało o t o dbają" .
19

20

Wracając d o p r o b l e m a t y k i j u r t y j a k o makrokosmosu trzeba w s p o m ­
nieć, że d o znamiennego utożsamienia j e j ze światem dochodzi, g d y
stosuje się wobec niej z w r o t gurwan dzug najmyn dzowchist,
„na cztery
s t r o n y świata, n a osiem kierunków". Określenie to może być zdaniem
informatorów stosowane wobec j u r t y , dzieli się ona b o w i e m — j a k
i świat — n a 8 części. Także jej k o n s t r u k c j a ma konotację kosmiczną.
D r e w n i a n e k r a t o w n i c e ścian są w h y m n a c h opiewających domostwo p r z y -

18

19

W i a t к i n a, on. c i i . , s. 221
Tajna

historia

i opracowanie
2 0

Giovanni

Mongołów.

Anonimowa

S. Kałużyńskiego, W a r s z a w a
del Plano

kronika

mongolska

z XIII

w. Przekład

1970, § 112,

C a r p i n i , Istorija

Mongołów,

M o s k w a 1967 s. 76.

�J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

126

równy wane do smoków reprezentujących cztery s t r o n y świata . A rebours
ważna jest też informacja Huc'a, że „wędrowni lamowie nazywają niebo
n a k r y w a o l b r z y m i e j j u r t y , co się światem z w i e " . Stosunkowo najpełniej
zachowała się wiedza o kosmicznych konotacjach j u r t y u Mongołów M o n ­
g o l i i Wewnętrznej. T u również półkulista n a k r y w a j u r t y symbolizuje
sklepienie niebieskie; otwór d y m n y , którego, miejsce m a wyznaczać G w i a ­
zda Polarna jest wyobrażeniem niebiańskich wrót czy b r a m y słonecznej.
Dzięki s w e m u kształtowi jego szkielet staje się symbolem Słońca, a f i l ­
cowa n a k r y w a m a postać znanego jeszcze w czasach Hanów kosmicznego
d i a g r a m u y u n chien, „kołnierza c h m u r " . Palenisko jest t r a k t o w a n e j a k o
reprezentacja wejścia do świata podziemi, całe zaś ognisko domowe sta­
n o w i jedność pięciu elementów: Drzewa (drewniana rama), Wiecznego
Ognia, Z i e m i (piasek wokół ogniska), Żelaza (kocioł i stojak) oraz W o d y
(płyny gotowane w kotle). Słup d y m u i p a r y b y w a r o z u m i a n y j a k o w y o ­
brażenie k o l u m n y świata, p n i a D r z e w a świata i t p . .
21

22

1

23

Dochodzimy t u do zagadnień w analizie przestrzennej n a j i s t o t n i e j ­
szych — p r o b l e m a t y k i środka. Jeżeli j u r t a m a odzwierciedlać strukturę
świata, t o j e j c e n t r u m m u s i być odwzorowaniem, środka świata. Z pozoru
wydaje się to absurdem w społeczności nomadycznej; a jednak n a w e t
wędrujący A u s t r a l i j c z y c y n i e tracą n i g d y k o n t a k t u z palem, będącym osią
świata, po którym m i t y c z n y przodek — bohater wkroczył d o nieba. P a l
t e n jest przenoszony w e w s z y s t k i c h wędrówkach plemienia, a jego u t r a t a
czy złamanie oznacza d l a g r u p y biologiczną katastrofę. L u d y ałtajskie
(w t y m Mongołowie) znały pojęcie Złotego Pala •— A l t a n Gadas. W s y ­
b e r y j s k i m szamanizmie m o t y w środka j u r t y , słupa czy d y m n i k a j a k o
columna mundi występuje wręcz explicite. Szaman odbywając swą eksta­
tyczną wędrówkę przez podziemia, ziemię i niebo posługuje się d r z e w e m
u s t a w i o n y m pośrodku j u r t y czy szałasu. Nie m a m y j e d n a k pewności, czy
szamanizm stepowy przywiązywał tę samą wagę do pojęcia Złotego Pala
albo drzewa życia, będącego kolumną świata, co szamanizm leśnych ludów
Syberii. Z p u n k t u widzenia analizy przestrzennej zachodzi zwłaszcza oba­
wa, że nawet jeśli w k u l t u r z e stepowej pojęcie A l t a n Gadas odgrywało
niejaką rolę, t o nie uświadamiano i n i e formułowano expressis
verbis
koncepcji pala j a k o środka świata. T y l k o mały zakres penetracji i n i e -

2 1

K.

W i a t к i n a,

Oczerki

kultury

i byta

bur jat,

L e n i n g r a d — M o s k w a 1969,

s. 223.
Ks. H u e ,
1856, s. 124.
2 2

Opisanie

podróży

przez

Tartaria

do Chin

i Tybetu,

Warszawa

W g a u t o r a badającego tę problematykę ok. 1940 r. świadomość s y m b o l i k i j u r ­
ty była bardzo żywa. P a t r z : S. C a m m a n n ,
Mongol
Dwellings
with
Special
Reference
to Inner
Mongolia,
[w:] Aspects
of Altaic Civilization,
Uralic &amp; Altaic
S e r i e s , v o l 23, edited b y D. S i n o r , B l o o m i n g t o n 1963, s. 17-22.
2 3

�KATEGORIA

127

PRZESTRZENI W KULTURZE KOCZOWNICZEJ

w i e l k i horyzont przestrzenny g r u p -osiadłych rolników l u b s y b e r y j s k i c h
łowców stanowić może zmienną stymulującą rozwój i d e i c e n t r u m świata
w sformułowaniu explicite.
W y d a j e się, że r u c h l i w y t r y b życia mieszkań­
ców stepu s t a n o w i znakomitą przeszkodę w r o z w o j u t e j koncepcji. Z a u ­
ważmy t u bowiem, że m o m e n t środka z n i k a n a w e t t a m , gdzie p i e r w o t n i e
istniał — j a k o element pożyczony z koncepcji osiadłej, „ultramontańskiej"
r e l i g i i , l a m a i z m u . Taką reminiscencją treści w i a r y l a m a j s k i e j , mówiącej
o rosnącym na centralnej górze S u m e r u drzewie, sięgającym k o r z e n i a m i
do świata podziemi a koroną do niebios może być następujący przekaz
barga — m o n g o l s k i n a temat słupa j u r t y : „ze świeżo zrąbanego drzewa,
które było kiedyś gałęzią pięknego sandałowca, wyrosłego n a wierzchołku
południowej góry zrobiono teraz podporę pod gładki, piękny krąg" .
24

Za z b y t pochopne uznać zatem należy stwierdzenie M i r c e a Eliadego,
który ideę tę uznaje za powszechną i niezależną o d t r y b u b y t o w a n i a .
W jego m n i e m a n i u homo religiosus
pozostaje zawsze w pobliżu środka
świata, t y l k o t u 'bowiem możliwy jest k o n t a k t człowieka i sacrum. Naszym
zdaniem „racjonalizm stepowy", j a k i powstał n a podłożu koczowniczego
b y t o w a n i a w y k l u c z a koncepcję środka świata w jej formułowaniu expli­
cite, n i e wykluczając oczywiście idei Złotego Pala. Stąd c e n t r u m j u r t y теЛ
jest t r a k t o w a n e j a k o odwzorowanie środka świata, acz dostrzegane są
jego związki ze Złotym Palem albo D r z e w e m Życia. Podobnie niemożliwe^
jest chyba w k u l t u r z e no-madycznej przekonanie — panujące w t r a d y c y j ­
n y c h k u l t u r a c h a g r a r n y c h , że jakaś miejscowość (jak choćby Oporów,
K i e r n o z i a czy T u r o b i n w Polsce) jest środkiem świata. W obozowisku ^
zmieniającym stale swe położenie jakiś p u n k t może być najwyżej odwzor o w a n i e m c e n t r u m , ale sam za c e n t r u m uznany n i e będzie. Stąd jeszcze
dziś można n a Gobi spotkać się ze w s p o m n i e n i e m o s t a w i a n y c h niegdyś
przed j u r t a m i a r y s t o k r a c j i gnomonach, n a z y w a n y c h A l t a n Gadas. Racjo­
n a l i z m stepowy i postępy laicyzacji sprawiły, że n i e pamięta się dziś
o jego f u n k c j a c h i n n y c h aniżeli praktyczne (mierzenie czasu). T e same
p o w o d y sprawiają, że duża część informatorów rozumie tylko- f u n k c j o ­
nalne względy stawiania 4 k a m i e n i — szaw i r o b i to d l a zaznaczenia
objęcia miejsca pod jurtę jeszcze przed przekoczo-waniem, a n i e j a k o
rytuał reaktualizujący budowę świata tuż przed wzniesieniem j u r t y . S y ­
tuacja społeczna zaciera pamięć o podziałach przestrzeni powstałych n a
gruncie w i e r z e n i o w y m ; dziś na G o b i mało- k t o w i e , że j u r t a dzieliła się
niegdyś n a stronę kobiecą i męską, acz przecież podział t e n f u n k c j o n u j e
nadal bardzo silnie w pozostałych regionach M o n g o l i i . Otóż „gobijski m a 2S

24

W i a t к i n a, op. cit., s. 225.

M . E l i a d e , Sacrum, mit, h i s t o r i a , W a r s z a w a
o historii religii, W a r s z a w a 1966, passim.
2 5

1970, s. 73-80; tenże:

Traktat

�128

J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

t r i a r c h a t " (wiodąca rola k o b i e t y w gospodarstwie i rodzinie, mężczyzna
jako przybysz okresowy) sprawia, że podział j u r t y n i e jest t a k przestrze­
gany a n i t a k uświadamiany j a k w „normalnej" s y t u a c j i rodzinnej.
Można chyba przyjąć hipotezę, że większość t y c h zjawisk, które u p o ­
dobniają symbolikę kosmiczną j u r t y do' s y m b o l i k i domostwa i n n y c h ludów
ma swoje d w a zasadnicze źródła: stosunkowo późne k o n t a k t y z lamaizmem
i chińską geomancją i znacznie wcześniejsze, bo sięgające pierwszego
tysiąclecia p.n.e. związki Mongołów ze środowiskiem tajgi. Na przykład
koncepcję Złotego Pala można chyba odnieść d o czasów zabajkalskiej
k o l e b k i p l e m i o n mongolskich. W t e d y t o mogły uformować się niektóre
spośród przedstawionych w n i n i e j s z y m szkicu zasad; w ciągu l a t nabrały
charakteru reguł nieuświadamianych, część z n i c h zachowała się t y l k o
w postaci szczątkowej, d o w i e l u przybyły nowe, zracjonalizowane i n t e r ­
pretacje. Archaiczny wzór z wielką trudnością daje się odczytać w w i e ­
lości f o r m współczesności.
Katedra Etnografii U W
N o w y Świat 69
00-046 W a r s z a w a

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6017" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5997">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8cddf935eec1af4fc1a7a7d5764696a6.pdf</src>
        <authentication>ae9c860732dceae39d0fd0f9e452d713</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71805">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5000</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71806">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71807">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71808">
                <text>Zadrożyńska, Anna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71809">
                <text>Bziukiewicz, Zdzisław</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71810">
                <text>Kurpie - współczesność</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71811">
                <text>etnografia w Internecie</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71812">
                <text>strony www</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71813">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4637</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71814">
                <text>Kurp w Internecie i realu - Zdzisław Bziukiewicz/ Antropolog wobec współczesności</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71815">
                <text>tom w darze Profesor Annie Zadrożyńskiej</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71816">
                <text>Antropolog wobec współczesności pod red. Anny Malewskiej-Szałygin i Magdaleny Radkowskei-Walkowicz s.163-180</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71817">
                <text>Waszczyńska, Katarzyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71818">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71819">
                <text>Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71820">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71821">
                <text>Katarzyna Waszczyńska
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW

Kurp w Internecie i realu
- Zdzisław Bziukiewicz
1

Strona internetowa www.kurpie.com.pl to jedna z kilku dostępnych w i t r y n poświę­
conych K u r p i o m i Kurpiowszczyźnie. Jej pomysłodawcą i administratorem jest
Zdzisław Bziukiewicz - kurpiowski twórca ludowy , obecny na większości imprez
folklorystycznych (festynów, jarmarków, przeglądów i t d . ) nie tylko w regionie
(uświetniał imprezy organizowane m.in. przez muzea w: Lublinie, Suwałkach, War­
szawie). Jego popularność jest związana z zajęciem, które wykonuje i promuje - bursztyniarstwem , a także osobowością - to człowiek otwarty łatwo nawiązujący kon2

3

1

Artykuł powstał na podstawie analizy strony internetowej w w w . k u r p i e . c o m . p l , oglądanej (regular­

nie) o d połowy lipca do połowy września 2009 r., oraz r o z m o w y ze Zdzisławem Bziukiewiczem, która
odbyła się 30 sierpnia 2009 r. w W a c h u (rozmowa nagrana i spisana, znajduje się w archiwum autorki).
2

Zdzisław Bziukiewicz jest członkiem Stowarzyszenia Twórców L u d o w y c h ; w latach 1995-2001 był

członkiem zarządu, a w latach 2 0 0 1 - 2 0 0 5 pełnił funkcję wiceprezesa. Z a swoją działalność twórczą z o ­
stał uhonorowany: w 2001 r. przez prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego Srebrnym K r z y ż e m Z a ­
sługi za promowanie kultury,- w 2003 r. nagrodą starosty ostrołęckiego,- w 2005 r. nagrodą Związku K u r ­
piów „Kurpikiem"; w 2009 r. przez ministra k u l t u r y i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego
nagrodą specjalną za całokształt pracy twórczej, upowszechnianie i popularyzowania k u l t u r y ludowej.
3

Pan Zdzisław zdobywał umiejętność obróbki bursztynu w d o m u rodziców: Stanisława i M a r i i Bziu-

kiewiczów. Jak sam powiedział: „wcześniej dzieci na wsi wszystko r o b i l i to, co rodzice,- ale jeśli c h o d z i
o pracę w bursztynie, t o reszta [rodzeństwa - K . W ] nie miała tego zamiłowania, bo t o trochę cierpliwoś­
ci trzeba mieć i fantazji, a ja tak o d razu, jak miałem w o l n y czas, t o coś tam robiłem". Podobna informacja
znajduje się na w w w . k u r p i e . c o m . p l : „Zdzisław Bziukiewicz [ . . . ] o d swoich rodziców, znanych bursztyniarzy przejął umiejętności i wzory: [ . . . ] Bursztyniarstwem zajmuje się o d najmłodszych lat. Z a ­
czynał o d » p s o c e n i a « r o d z i c o m . W w i e k u 10 lat samodzielnie już obrabiał kolie b u r s z t y n o w e na ko­
łowrotku. [ . . . ] Jest szczery i d u m n y że kontynuuje tradycje rodzinne i regionalne" (Bakuła, Bursztyniarstwo na terenie Kurpiowskiej Puszczy

Zielonej w XIX

i XX wieku, 2006, za: w w w . k u r p i e . c o m . p l ) . N a stronie

W W W można także odnaleźć czarno-białe zdjęcie ojca wraz z informacją o dacie jego śmierci: 26 l u ­
tego 2009 r. W n i k l i w y obserwator dostrzeże też, że na i n n y m zdjęciu przedstawiającym bursztynową
klamrę na kapeluszu k u r p i o w s k i m w i d n i e j e czarna przepaska - informująca o żałobie syna i jego r o d z i ­
ny żałobie bursztyniarzy: „odszedł nestor bursztyniarstwa kurpiowskiego", b r z m i podpis. N a temat
Stanisława Bziukiewicza można przeczytać także na f o r u m : w w w . k u r p i e . p u n . p l , w tekście napisanym
przez o s o b ę o nicku Z i b i i u m i e s z c z o n y m 13 stycznia 2008 r.

163

�Katarzyna Waszczyńska

takt, ciekawy świata i ludzi. Przekonałam się o t y m osobiście, kiedy odwiedziłam go
w domu, w Wachu . Tam też poznałam jego żonę - Laurę . Potem, kiedy spotykaliśmy
się przy okazji imprez regionalnych, zawsze witali się ze mną tak, jakby nasza zna¬
jomość była długoletnia. W a r t o dodać, że przygotowywane przez nich stanowisko
przyciąga uwagę, a wokół nich gromadzi się sporo ludzi. Wabikiem jest warsztat
bursztyniarza - kołowrotek (nieodłączny element stoiska), na którym pan Zdzisław
pokazuje, jak obrabia bursztyn. W z r o k przyciągają także wisiorki i sznury burszty¬
nów, misterne koronki - frywolitki, i zrobiona z nich biżuteria, serwetki, koszulki na
jajka kurze, kacze, indycze, strusie. Dopełnieniem zaś są sami twórcy ubrani w trady­
cyjne stroje kurpiowskie, choć czasem z jakimś nowoczesnym dodatkiem, np. oku¬
larami przeciwsłonecznymi, które wprowadzają dysonans do tego sielankowego
obrazka, jednak nikomu nie przeszkadzają. M i m o zdobytej już popularności obydwo¬
je zdają sobie sprawę z praw rynku i roli, jaką odgrywa reklama, stąd też nieodłącz¬
nym elementem stoiska jest informacja dotycząca tego, jak można się z nimi skon¬
taktować: adres, numery telefonów komórkowych, a od jakiegoś czasu także adresy
stron internetowych: www.kurpie.com.pl i www.frywolitka.pl . Zaciekawiona, zaj­
rzałam na wskazane w i t r y n y Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego Zdzisław Bziukiewicz je tworzy, bowiem zawarte w nich informacje nie mają celu wyłącznie promo¬
cyjnego. W a r t o więc zastanowić się nad motywacjami, które kierują działaniami
autora, i rolą, jaką te odgrywają.
4

5

6

O b e c n o ś ć Internetu w życiu codziennym sprawia, że niejednemu współczesne¬
mu użytkownikowi trudno sobie wyobrazić, że jeszcze 40 lat temu korzystanie z sieci
było ograniczone głównie do środowisk militarnych, akademickich, a potem indu¬
strialnych, aż wreszcie wkroczyło „w naukę i oświatę (nie tylko informatyczną), w ży­
cie polityczne i publiczne, wreszcie w domy i życie prywatne" (Mencwel 2006, s. 350).
Internauci są dziś tak samo liczącym się środowiskiem jak telewidzowie, dziennika­
rze, naukowcy i t d . , o których uwagę warto i należy zabiegać .
7

Internet określa się mianem makrosystemu komunikacyjno-informacyjnego, któ¬
rego dwie podstawowe cechy to powszechność i dostępność. Pierwsza z nich od¬
nosi się do wymiaru globalnego i zarazem transgranicznego (Hendrykowski 2005,
s. 19). Z kolei druga - przede wszystkim do łamania barier fizycznych, społecznych,

4

Państwa Bziukiewiczów odwiedziłam w ich d o m u (Wach 14) trzykrotnie. Po raz pierwszy w k w i e t ­

niu 2009 r., ostatni - 30 sierpnia 2009 r.
5

Laura Bziukiewicz jest także twórczynią ludową, znaną przede w s z y s t k i m dzięki k o r o n k o m -

f r y w o l i t k o m (wykonuje z nich serwety biżuterie, koszulki na jajka, ale t e ż zaintrygowana pomysłem
z Koniakowa zrobiła f r y w o l i t k o w e s t r i n g i ) , p o n a d t o maluje techniką batikową jajka, wykonuje k w i a t y
bibułkowe.
6

Strona w w w . f r y w o l i t k a . p l należy do L a u r y B z i u k i e w i c z , ale administruje nią pan Zdzisław.

Zresztą o b y d w i e strony są połączone i można przechodzić z jednej na drugą.
7

W y s t a r c z y np. przywołać w y b o r y Miss Polski 2009 c z y Miss Supranational, w których także in¬

ternauci w y b i e r a l i swoją miss.

164

�Kurp w Internecie i realu - Zdzisław Bziukiewicz

intelektualnych, czyli d o t y c z y bezpośrednio człowieka. Dzisiaj można powiedzieć,
że posiadacz komputera czy komórki jest jednocześnie potencjalnym użytkowni­
kiem Internetu, bez względu na to, do jakiej grupy (np. zawodowej czy wiekowej)
należy Także nieznajomość języka angielskiego (choć jest to podstawowy język I n ­
ternetu) nie stanowi t u problemu - można bowiem poruszać się po lokalnych wers¬
jach sieci internetowej lub poznać ogólnie przyjęty uproszczony kod komunikowa¬
nia się . Dostępność oznacza także czytelny dla wszystkich użytkowników model
przekazu i obiegu informacji. „Z definicji Internet maksymalnie racjonalizuje nasze
myślenie. Stąd bierze się czytelność i łatwa dostępność reguł tworzenia informacji
w sieci składającej się na tzw. wirtualny hipertekst" (Burszta 2003, s. 169).
8

Słowem kluczem tego nowoczesnego sposobu komunikowania się jest pismo
- w rozumieniu: czynności pisania oraz tekstu. Z kolei korzystanie z zasobów sieci
polega przede wszystkim na czytaniu. Andrzej Mencwel zwrócił uwagę na to, że
„wiele strukturalnych elementów internetu zostało uformowanych na podobieńst¬
wo elementów kultury druku i wykształconych w niej technik naukowych" ( M e n cwel 2006, s. 372).
Przykładem może być lektura „linkowa" (pozwalająca na przechodzenie z jednej
strony internetowej na drugą, od jednego tematu do drugiego), która przypomina
pracę ze słownikiem lub encyklopedią, a odsyłacze są niczym innym jak adaptacją
struktury kartoteki naukowej (Mencwel 2006). Pisanie jest zaś z jednej strony zwią¬
zane z programowaniem, umożliwiającym zamieszczanie gotowych tekstów (po¬
chodzących często z realu, np. książek), a z drugiej określa aktywność użytkownika,
który pisząc (np. na forach dyskusyjnych, czatach), współuczestniczy w kreowaniu
świata sieci. O b y d w i e te czynności odnoszą się do człowieka, który może być na¬
dawcą lub odbiorcą danej informacji, ale w sieci podział ten nie jest jednoznaczny.
Internet jest bowiem „kanałem komunikacji poziomej zarówno typu »jeden do w i e lu«, jak i »wielu do wielu«" (Castells 2003, s. 179).
Strona www.kurpie.com.pl jest przykładem komunikacji pierwszego typu, t j . „je¬
den do wielu", choć są na niej także informacje rozpoczynające się od słów: „zapra¬
szamy", „naszym celem" itd., sugerujące t y p drugi, „wielu do wielu". D o t y c z y to jed­
nak tylko wypowiedzi związanych z informacją o prowadzonej przez małżeństwo
Bziukiewiczów działalności edukacyjnej czy popularyzującej wiedzę o regionie.
Wygląd strony przypomina układ strony gazetowej, podzielonej na sekcje, dla­
tego nazywa się go layoutem. Dominującą kolorystyką www.kurpie.com.pl jest zie­
leń. Być może zamierzeniem administratora było, by w tak prosty sposób p r z y w o ­
łać u odwiedzającego stronę skojarzenia z lasem, puszczą, w której Kurpie mieszka¬
ją, ale mogły być i inne powody w y b o r u takiej kolorystyki. Tytuły tekstów i infor-

8

N a przykład na czatach dominują krótkie f o r m y w y p o w i e d z i c z ę s t o oparte na skrótach z języka

angielskiego lub spolszczonych z b i t k a c h słów p o l s k i c h i angielskich, uzupełnionych o e m o t i k o n y symbole e m o c j i ( t w o r z o n e z połączenia znaków i n t e r p u n k c y j n y c h ) .

165

�Katarzyna Waszczyńska

macji, będące linkami do nich, zostały zapisane na niebiesko lub fioletowo, sam tekst
na czarno. Strona jest ilustrowana kolorowymi zdjęciami autorstwa Zdzisława Bziukiewicza. Są one albo umieszczone bezpośrednio na stronie, albo prowadzą d o nich
linki . Jedno z nich, widoczne na stronie, u góry w lewym rogu, przedstawia mężczyznę
i kobietę, uśmiechniętych, ubranych w stroje kurpiowskie - to Zdzisław i Laura Bziukiewiczowie. Według pana Bziukiewicza dzięki temu są rozpoznawalni: „Jak gdzieś
jestem w mieście i ktoś podchodzi do stoiska, to mówi, że mnie poznaje z Internetu
[śmiech]... Jak ktoś przyjeżdża, to sam mówi, że z Internetu trafia". Umieszczenie
zdjęć Bziukiewiczów można traktować również jako podkreślenie, że jest to strona
prywatna - nie tylko w kontekście administrowania, jak powiedział pan Zdzisław:
9

N a p o c z ą t k u t o miała b y ć taka nasza o s o b i s t a strona, ż e i s t n i e j e m y . . . no, ale p ó ź n i e j ,
10

szczerze mówiąc, m o j a m i ł o ś ć t o h i s t o r i a i t a k p r z y o k a z j i t r o c h ę i n f o r m a c j i z a c z ą ł e m
wrzucać,- z n a j o m i etnografowie, h i s t o r y c y coś p o d r z u c i l i i n i e c h c ą c y t y l e się uzbierało.

Ostatecznie stała się stroną poświęconą Kurpiom, Puszczy Zielonej - K u r p i o w ­
skiej, ale prezentującą informacje przepuszczone przez filtr - jak ujął to autor: „Jak¬
by było coś, co mi się nie podoba, to nie wrzucam, co jak co, to mam ostatnie zda¬
nie, nie?".
Informacje, które można na niej znaleźć, zostały ujęte w kilka podgrup (zacho¬
wuję zapis widniejący na stronie): Sztuka Ludowa kurpi, Kultura Kurpiów, Historia
Kurpi, Regionalizm, Folklor kurpiowski, Przyroda Kurpiowska, Bziukiewicz Zdzisław, Ko­
ronka „Frywolitka", Warsztaty etnograficzne, Lekcje regionalne. Oddzielnie, w postaci za­
kładek, znajdują się następujące kategorie: Historia i etnografia, Bursztyn na Kurpiach,
Wielkanoc, Boże Narodzenie, Muzeum Kurpiowskie, Skanseny i muzea, Folklor, Blog Kurpie",
Forum Kurpie, Agro uBursztyniarza. Informacje i artykuły które można znaleźć w wy¬
mienionych zakładkach, znajdują się także pod linkami umieszczonymi w dwóch
kolumnach środkowej części. W pierwszej chwili, po otwarciu strony widać jedynie
umieszczone jeden p o d drugim ich tytuły, co sprawia wrażenie gąszczu informacji.
Tytuły odsyłają do różnych tematów, nie ma tu porządku, podziału, np. problemo¬
wego. Wspomniane powyżej zakładki są jakby elementem dodatkowym. Prawdopo-

9

W prawej kolumnie strony znajduje się oddzielna zakładka Galeria zdjęć - są t u różne fotografie ze

skansenów, z występów kurpiowskich zespołów folklorystycznych, miejscowości odwiedzanych przez
Bziukiewicza, a także stare zdjęcia z Kroniki parafii
10

Kadzidło.

O tej prywatności strony mogą także świadczyć informacje d o t y c z ą c e r o d z i n y pana Zdzisława,

np. dzieci - L i l k i i Pawełka (zdjęcia z przedszkola), fotografia zmarłego ojca; wreszcie t o informacja o n i m
samym znajdująca się w zakładce: Bziukiewicz Zdzisław - chociaż zawarte tam informacje są dość ogól­
nikowe i przybrały formę przedstawienia się.
11

Blog Kurpie pozwala wejść na http://kurpiezielone.blogspot.com i według zawartych tam informa­

cji jest rozszerzeniem strony w w w . k u r p i e . c o m . p l . M o ż n a t u dowiedzieć się głównie o udziale pań¬
stwa Bziukiewiczów w imprezach f o l k l o r y s t y c z n y c h i kiermaszach oraz audycjach t e l e w i z y j n y c h .

166

�Kurp w Internecie i realu - Zdzisław Bziukiewicz

dobnie zostały umieszczone na początku tworzenia strony kiedy jej wizja była jesz¬
cze klarowna. Z czasem zaś publikowane teksty wymknęły się spod kontroli, trud¬
no było porządkować informacje według ustalonego wcześniej klucza. Bziukiewicz
zresztą przyznaje:
W r z u c a m to, c o m n i e interesuje - w s z y s t k o o K u r p i a c h , ja się n i e o g r a n i c z a m d o
m a r t w y c h jakiś e t n o g r a f i i , k t ó r ą tam p i s a n o w X I X w i e k u ; to, c o m i się uda i teraz
znaleźć, przyroda, w s z y ś c i u t k o . w r z u c a m .

Wielość możliwych do wywołania przez kliknięcie informacji, tekstów, umiejsco¬
wienie ich p o d różnymi tytułami zakładek może jednak wynikać z zupełnie innego
założenia. Lektura strony internetowej, podobnie jak gazety, może być i bardzo
często jest fragmentaryczna, o dowolnej kolejności, sekwencyjna. Jej użytkownik
poszukuje określonych informacji, choć dzięki odsyłaczom - linkom, stwarzającym
wrażenie potencjalnej współobecności wielu tekstów, często zaczyna rozszerzać
swoje poszukiwania, nierzadko odchodząc od ich pierwotnego celu. Stąd umiesz¬
czenie podobnych lub tych samych tekstów w różnych miejscach można uspra¬
wiedliwić. K t o bowiem z odwiedzających stronę czyta ją od początku do końca?

J2
&gt;-

N
U
N

N
U

'S
3
ca
3

o

'N

3
"O

N

167

�Katarzyna Waszczyńska

G d y b y jednak pokusić się o pogrupowanie prezentowanych na stronie materiałów
i informacji, należałoby wyróżnić następujące grupy tematyczne:
-

pochodzenie, charakterystyka historyczna i etnograficzna Kurpiów;
zajęcia Kurpiów, szczególnie zaś bartnictwo i bursztyniarstwo;
religia na Kurpiach;
gwara i folklor słowny i muzyczny;
informacje na temat skansenów i muzeów (kalendarz imprez);
informacje na temat zespołów folklorystycznych (historia, repertuar);

- informacje na temat miejscowości, gmin i podejmowanych w nich działań na
rzecz regionu (kalendarze imprez).
Najobszerniejszą jest grupa pierwsza, w której znajdują się fragmenty większych
opracowań autorstwa: Adama Chętnika, Oskara Kolberga, Aleksandra Połujańskiego (w sumie 13 tekstów), fragmenty Kroniki Szkoły Podstawowej w Wachu (4 teksty),
artykuły etnografów, antropologów, historyków: Krzysztofa Brauna, Urszuli K u ­
czyńskiej, Patrycji Kuczyńskiej, Henryka Syski (w sumie 10 tekstów), relacja ks. A n ­
toniego Brykczyńskiego (1 tekst) . W a r t o podkreślić, że są t u teksty XIX-wieczne,
które ilustrują ówczesną wiedzę na temat ludności kurpiowskiej, wprowadzają też
w tamtejszy klimat . Z kolei wybrane teksty Oskara Kolberga (z 1886 i 1888 r.) i Ada­
ma Chętnika prezentują opisy etnograficzne, w których można odnaleźć charakte¬
rystykę społeczności kurpiowskiej, jej pochodzenia, zajęć, domostw, świąt rodzin¬
nych, związanych z narodzeniem i śmiercią człowieka.
12

13

Pod względem wiedzy etnograficznej w nich zawartej ciekawe są także cztery
teksty pochodzące z Kroniki Szkoły Podstawowej w Wachu (dzisiaj to Zespół Szkół
w Wachu) , z lat 1966-1984. Ich autorem był ówczesny dyrektor i nauczyciel his14

12

W a r t o d o d a ć , że a d m i n i s t r a t o r bardzo dba o zaznaczenie autorstwa danego t e k s t u , c z y t e ż

f o r m y jego pozyskania (np. można odnaleźć informację o stronie W W W , z której dane materiały z o ­
stały w z i ę t e ) . Tam gdzie brakuje takiej informacji, można wnosić, że autorem lub opracowującym jest
Zdzisław Bziukiewicz.
13

„Kurpie, czyli jak ich nazwał K a r o l X I I , chłopi bez butów, są ze k r w i , czyli z r o d u mściwi; p o c h o ­

dzenie ich, jako wygnańców społeczności, poniekąd tę wadę usprawiedliwia,- dzikość w obyczajach,
mała chęć do pracy, kradzież i pijaństwo są także w r o d z o n y m i t y c h mieszkańców puszczy wadami
[ * O d czasu misji duchownej w e wsi K a d z i d l e w r. 1857 o d b y t e j K u r p i e przestali pić wódkę, przez co
stali się m o r a l n i e j s z y m i i p r a c o w i t s z y m i ] " (Połujański, Wędrówki po guberni augustowskiej w celu naukowym
odbyte, 1859, t. IV, za: w w w . k u r p i e . c o m . p l ) ; „Powiecie m i może, iż słyszeliście o t e m , że k u r p i e t o ple­
mię p o w i e r z c h u t y l k o religijne, a w gruncie zepsute, że panuje między n i m i rozpasanie obyczajów, że
się trudnią p r z e m y t n i c t w e m , kradzieżą leśną i t d . Prawda, że tak jest, ale czyż w t y c h okolicznościach,
w jakich oni żyją, m o ż e być inaczej? Pamiętajmy, że oni nie mają w pośród siebie dworów, które na
Mazurach są tak częste i dają liczne z a r o b k i , że nie widzą n i g d y lepszego gospodarstwa, które c h o ć
z w o l n a , oddziaływa jednak d o d a t n i o na gospodarstwa małorolne, że mają t y l k o piaski lub bagna,
a więc życie prowadzą w ubóstwie lub nędzy" (Brykczyński, „Biesiada Literacka", 1892, nr 8, s. 119, za:
www.kurpie.com.pl).
14

Te same teksty można znaleźć w znajdującej się z lewej strony zakładce Zatrzymaj się w Wachu.

168

�Kurp w Internecie i realu - Zdzisław Bziukiewicz

torii - Józef Siwik. Podjęta przez niego tematyka: założenia miejscowości i jej za¬
siedlenia, zagrody wiejskiej, wnętrza chat czy obuwia, które dawniej noszono, choć
odnosi się tylko do Wachu, to jednak pozwala na głębszą refleksję. D o b r y język,
wnikliwość obserwacji, szczegółowość godna najlepszego etnografa, ilustracje ry¬
sunkowe - to główne zalety omawianych fragmentów kroniki. Chociaż można się
zastanowić, w jakim stopniu owa skrupulatność opisu była efektem talentu, znajo¬
mości rzeczy, a w jakim była wsparta literaturą, np. pracami Adama Chętnika, Anny
Kutrzeby-Pojnarowej czy Kazimierza Moszyńskiego - brakuje jednak informacji na
ten temat w cytowanych fragmentach. Wreszcie teksty współczesne, w większości
pisane przez wieloletnich badaczy Kurpiowszczyzny (Krzysztof Braun; Urszula
Kuczyńska). W swoich artykułach nie tyle opisują ludność kurpiowską, ile wskazują
na zachodzące w tej społeczności zmiany na elementy kultury umożliwiające budo¬
wanie kurpiowskiej tożsamości regionalnej (widoczna jest t u odmienność współ¬
czesnej refleksji na temat Kurpiów, chociaż nierzadko materiałem porównawczym
są prace wcześniejszych autorów, np. Adama Chętnika).
W a r t o również wspomnieć o najmłodszej autorce - Patrycji Kuczyńskiej. N a
stronie są zamieszczone trzy jej teksty: Czym jest antropologia kultury (trzy części), Po­
trzeba kategorii piękna w kulturze współczesnej (dwie części), Przeglądać się w lustrze sensorycznych doświadczeń dzieciństwa (dwie części). Artykuły te są szczególne, koncentrują
się bowiem wokół subiektywnego spojrzenia autorki na kurpiowski świat, z którego
pochodzi i do którego należy (w pełni świadomie). M i m o różnych tytułów można
w nich odnaleźć tę samą refleksję skoncentrowaną na małej ojczyźnie i obudowaną
takimi kategoriami jak: duma z kurpiowskiego pochodzenia, tradycja kurpiowska,
poszanowanie wartości rodzinnych i grupowych. Patrycja Kuczyńska pisze je prze¬
de wszystkim jako zdeklarowana Kurpianka, a dopiero potem studentka antropolo¬
gii kulturowej.
Ze strony można się także dużo dowiedzieć na temat dwóch zawodów stereoty¬
powo łączonych z Kurpiami, t j . bursztyniarstwa (prezentowana jest historia bursz¬
tynu, jego obróbka, narzędzia, specyfika bursztyniarstwa kaszubskiego i kurpiow¬
skiego) i bartnictwa. Przy okazji tego ostatniego warto wspomnieć nie tyle o arty¬
kułach mu poświęconych, ile o przytoczonym tekście przywileju królewskiego za¬
tytułowanego: Przywilej przez Króla Zygmunta JJJ dnia 20 grudnia 1630 roku bartnikom
miasta Nowogrodu udzielony. C h o ć mamy świadomość, że nie oglądamy oryginału, to
prezentowana kopia nabiera cech autentyczności w momencie lektury z ekranu kom­
putera. Decyduje o t y m strona formalna tekstu - zachowane cechy językowe staropolszczyzny oraz samo źródło, dzięki któremu możliwa jest jego lektura: w sieci bo¬
wiem nie ma rozróżnienia na „oryginał" i „kopię" - „oryginałem" jest bowiem dany,
aktualnie otwarty i przeglądany bądź czytany tekst (Burszta 2003, s. 170).
Spośród innych zamieszczonych na stronie informacji warto wspomnieć rów¬
nież o tych dotyczących kurpiowskich zespołów folklorystycznych (m.in. znajdują
się t u teksty na temat najstarszego zespołu, t j . Regionalnego Zespołu Pieśni i Tańca
169

�Katarzyna Waszczyńska

„Zawady", Zespołu Folklorystycznego „Kurpianka-Cepelia" z Kadzidła, K u r p i o w ­
skiego Zespołu Folklorystycznego „Carniacy" z Czarni) i ich repertuaru (można
m.in. zajrzeć do scenariuszy widowiska Król Herod czy Rajby, opracowanych przez
Witolda Kuczyńskiego). Znaleźć można także informacje na temat muzeów i skan­
senów w regionie (m.in. M u z e u m Północno-Mazowieckiego w Łomży Skansenu
Kurpiowskiego im. Adama Chętnika w Nowogrodzie), ale i poza nim (m.in. Muzeum
Kultury Ludowej w Węgorzewie, M u z e u m Budownictwa Ludowego. Park Etnogra­
ficzny w Olsztynku, Klon - żywy skansen pogranicza kurpiowsko-mazurskiego) .
15

Oddzielną grupą są informacje dotyczące gmin i ośrodków kultury. Począwszy
od krótkich wiadomości z zakładki Kurpie (znajdującej się po lewej stronie), doty¬
czących ciekawych miejsc w poszczególnych gminach, a skończywszy na ich ofic¬
jalnych stronach. Łatwo jednak zauważyć, że pan Zdzisław współpracuje głównie
z trzema: Kadzidłem, Czarnią i Lelisem. Informacje o nich znajdują się w środkowej
części strony oraz wśród linków kolumny lewej. Tutaj są umieszczone odnośniki
również do innych gmin i ośrodków kultury Kurpiowszczyzny, ale jak pan Bziukiewicz przyznał:
Jest p r o b l e m z t y m i d o m a m i k u l t u r y - o n i są tak o p o r n i na takie informacje, t o tak j a k b y
i c h nie interesowało, ż e c o ś o n i robią. T r z e b a d o n i c h d z w o n i ć , mailować, żeby p r z y ­
słali jakąś i n f o r m a c j ę [ . . . ] , c i ę ż k i e są te i n s t y t u c j e d o w s p ó ł p r a c y

Ponieważ jednak i jemu brakowało informacji o wydarzeniach kulturalnych,
odbywających się na Kurpiowszczyźnie, postanowił dodać je do swojej strony: „Bo to
było tak, że tu do mnie dzwoniono, mailowano z pytaniami: gdzie, co, więc zacząłem
wrzucać te kalendarze imprez". W efekcie na stronie można znaleźć oddzielną za¬
kładkę Kalendarz imprez ludowych na Kurpiach oraz zamieszczone oddzielnie kalenda¬
rze imprez (często już nieaktualne) organizowanych w poszczególnych gminach
czy placówkach muzealnych. Są także programy imprez i zaproszenia .
16

Powyższy przegląd pozwala na stwierdzenie, że odwiedzający stronę może na
niej znaleźć różne teksty i informacje - od tekstów naukowych po kalendarium i m ­
prez regionalnych i zdjęć wyrobów państwa Bziukiewiczów. I choć zasygnalizowane
wcześniej wrażenie gąszczu informacji może zniechęcać użytkownika, to pomysł
zebrania „wszystkiego o Kurpiach" jest ciekawy i przyciąga zainteresowanych tą
tematyką. Tym bardziej że udostępnienie zebranych materiałów w sieci (warto
17

15

Informacje na temat muzeów i skansenów są powtarzane k i l k a k r o t n i e - można je odnaleźć

w każdej z k o l u m n . W prawej k o l u m n i e znajdują się nawet d w u k r o t n i e , p o d hasłem: Galeria zdjęć oraz
oddzielnie. W a r t o dodać, że informacje te uzupełniają zdjęcia, c z ę s t o w f o r m i e fotoreportażu.
16

Informacje o imprezach można znaleźć również na w w w . k u r p i e . p u n . p l .

17

N o t a b e n e na stronie ( w w w . k u r p i e . c o m . p l ) zamieszczono następującą informację: „Serwis jest

ciągle r o z b u d o w y w a n y C e l e m [jego] jest p r o m o w a n i e i propagowanie k u l t u r y i h i s t o r i i k u r p i o w s k i e j .
Zapraszamy d o współpracy w s z y s t k i c h mieszkańców i miłośników K u r p i o w s z c z y z n y " . W a r t o p o d -

170

�Kurp w Internecie i realu - Zdzisław Bziukiewicz

przypomnieć o jej głównych zasadach: powszechności i dostępności) poszerza krąg
odbiorców . Pan Zdzisław nie ma wątpliwości, że: „Internet to potęga, jest dużo po­
tężniejszy niż książka, bo bezpośredni... ja robię w tej chwili, przygotowuję, i idzie
na cały świat". Pozwala na pozyskanie potrzebnej informacji, często niedostępnej
w tradycyjnej formie:
18

W i e l u r z e c z y w b i b l i o t e k a c h nie spotkasz, t y m b a r d z i e j jak mieszkasz w i n n y m r e g i o ­
nie, t o t y m b a r d z i e j nie spotkasz; o K u r p i a c h i u nas w b i b l i o t e k a c h nic nie ma [ . . . ] ; w i ­
d z ę , ż e s p o r o k o r z y s t a z m o i c h s t r o n u c z n i ó w , s t u d e n t ó w - p o t y c h hasłach w i e m ; za­
dają p y t a n i a takie b a r d z i e j szkolne... d u ż o jest tego... I n t e r n e t d u ż o czasu z a o s z c z ę d z a ,
b o jak jakiś k o n k r e t n y c h i n f o r m a c j i szukasz, n o t o siadasz i t o m o m e n t - z n a j d u j e s z .

Należy dodać, że na stronie www.kurpie.com.pl nie ma archiwum, ale zawsze
można odnaleźć teksty i informacje już wcześniej poznane lub też sięgnąć do in¬
nych, bez strachu, że zostaną usunięte. Takie działanie administratora pogłębia jed¬
nak wrażenie nieuporządkowania informacji.
Równie ważną rolą strony jest promocja działań Zdzisława i Laury Bziukiewiczów. Ich aktywność polega na prowadzeniu warsztatów, lekcji; uprawianiu twór­
czości artystycznej oraz stworzeniu Ośrodka Etnograficznego - Kurpiowskiej Wsi
(tworzące się Prywatne M u z e u m Kurpiowskie). Istnieje wiele możliwości uzy¬
skania informacji o prowadzonych warsztatach i lekcjach. Nawet hasło Poznaj historię
swoich przodków odnosi się do nich, mimo że można by oczekiwać raczej wiadomoś¬
ci sensu stricto historycznych, pochodzących z archiwaliów czy opracowań nauko¬
wych, albo np. wspomnień mieszkańców Kurpiowszczyzny. Informacja o zajęciach
i pokazach jest powiązana z różnymi tematami, ale po kliknięciu otwiera się ta sama
strona, zaczynająca się od słów:
19

Z i t a j t a d o nas. W i m i e n i u m o i m i m o j e j ż o n y L a u r y (znanej k o r o n c z a r k i ) zapraszamy
na w a r s z t a t y e t n o g r a f i c z n e . [ . ] U b r a n i w t r a d y c y j n y strój k u r p i o w s k i przybliżamy
h i s t o r i ę r e g i o n u , jego folklor, o b r z ę d y i z d r a d z a m y t a j n i k i n a s z y c h z a w o d ó w . K a ż d y
ma o k a z j ę s a m o d z i e l n i e o b r o b i ć b u r s z t y n l u b w y d z i e r g a ć f r y w o l i t k ę . Jest t o j e d y n a
okazja, b y w t y m samym m i e j s c u i czasie p o z n a ć te d w i e u n i k a t o w e w skali k r a j u dzie¬
dziny twórczości ludowej.

W t y m krótkim tekście łatwo dostrzec, że autor posłużył się gwarą jedynie
w zwrocie powitania („zitajta do nas"), reszta tekstu jest już po polsku. Posłużenie
kreślić ostatnie zdanie, w którym a d m i n i s t r a t o r daje sygnał, że nie chce tworzyć m o n o p o l u na posia­
daną wiedzę o K u r p i a c h i zgodnie z w y z n a c z o n y m sobie celem jest g o t o w y rozszerzyć g r o n o autorów
zamieszczanych tekstów, informacji, a jednocześnie twórców strony:
18

W zasadzie ich j e d y n y m ograniczeniem jest znajomość polskiego, strona nie ma wersji angielskiej.

19

T w o r c z o ś ć polegająca na w y k o n y w a n i u wyrobów z bursztynu i k o r o n e k - f r y w o l i t e k , które można

podziwiać, klikając na zakładki: Galeria wyrobów kurpiowskich, Galeria wyrobów bursztynowych,
LauryBziukiewicz,

czy na oddzielne l i n k i d o poszczególnych wyrobów.

171

Twórczość

�Katarzyna Waszczyńska

się gwarą oraz informacja o stroju kurpiowskim (oraz zawarta w innym miejscu tej
odsłony informacja o możliwości zjedzenia chleba ze smalcem i wypicia psiwa kozicowego) mają za zadanie podkreślić regionalny charakter spotkań oraz przywiązanie
do tradycji. O t o gospodarze są przewodnikami po dobrze znanej i m kulturze lokal¬
nej, którą są gotowi podzielić się z przybyszami. W tekście znajdują się także zwro¬
ty t y p o w o reklamowe, jak: „jedyna okazja" czy „dwie unikatowe w skali kraju dzie¬
dziny", mające podkreślić wyjątkowość oferty i wpłynąć na decyzję o skorzystaniu
z niej.
20

21

Poniżej tekstu zaproponowano 11 tematów spotkań. Wszystkie opierają się na
dwóch formach przekazu: werbalnym (bezpośrednim - opowieści) oraz manual¬
nym (stworzeniu relacji mistrz - uczeń, w efekcie której wykonuje się koronkę, kwia¬
tek z bibułki, pisankę lub obrabia bursztynowy paciorek). W ten sposób jest prze¬
kazywana wiedza na temat tradycyjnej kultury kurpiowskiej, reklamowany region
- Kurpiowszczyzna, a także sam Wach, oraz jest promowana rodzina Bziukiewiczów. Często bowiem takim w i z y t o m towarzyszy rejestracja fotograficzna lub fil¬
mowa, która wraca z gośćmi do ich miejsc zamieszkania i środowisk, ale też znajdu¬
je się na stronie www.kurpie.com.pl - t u zaczyna pełnić funkcję sprawozdania oraz
zachęty dla innych.
Przywiązanie do regionu państwo Bziukiewiczowie manifestują przez wkładanie
stroju kurpiowskiego - są w nim na zdjęciu na stronie głównej W W W , podczas
imprez regionalnych czy w czasie warsztatów. Zapytany o wykorzystanie stroju pan
Zdzisław powiedział:
T o jest b a r d z i e j p o k a z a n i e t e g o s t r o j u , b o p a n i p o w i e m , ż e p i e r w s z e t a k i e w r a ż e n i e . . .
g d z i e ś j e s t e m na s t o i s k u , n a w e t t u g d z i e ś w pobliżu, t o n a w e t l u d z i e m i e j s c o w i nie
znają s t r o j u m ę s k i e g o : „a g ó r a l e p r z y j e c h a l i " , a jak b u r s z t y n , t o „Kaszub", n o . . . ż e jak
s t r ó j , t o górale, p o p r o s t u k u r p i o w s k i strój nie jest z n a n y t o t y l k o t u t a j się mówi, że
jest z n a n y . . . p o j e c h a l i d o W a r s z a w y c z y c o ś t a m , t y l k o j e d n o s t k i znają k u r p i o w s k i . . .
łowicki, k r a k o w s k i , góralski t o tak, a o K u r p i a c h t o o s t r o ż n i e , n i k t nie p o w i e , ż e t o
kurpiowski.

A zatem noszenie stroju to sposób na przywrócenie wiedzy o nim, także w śro¬
dowisku lokalnym.
W a r t o wspomnieć, że tradycyjny strój ludowy w większości regionów zanikł lub
zmeniał się na przełomie X I X i X X w. p o d wpływem mód i napływu materiałów fab¬
rycznych. Po I wojnie światowej funkcjonował głównie w formule organizacji regio20

C o ciekawe, chleb ze smalcem i k i s z o n y m ogórkiem uznawany jest za tradycyjne jadło w w i e l u

regionach Polski. R ó ż n i c a polega w zasadzie t y l k o w nazewnictwie.
2 1

W tekście znajduje się sformułowanie „zdradzić t a j n i k i " - które można zinterpretować jako „po­

dzielenie się tajemnicą", co przecież jest możliwe t y l k o z osobami zaprzyjaźnionymi, g o d n y m i zaufa­
nia. C z y jednak sam p r z y j a z d d o W a c h u na warsztaty czy lekcje w y s t a r c z y b y znaleźć się w tej szcze¬
gólnej g r u p i e ?

172

�Kurp w Internecie i realu - Zdzisław Bziukiewicz

nalnych, teatrów ludowych, zespołów folklorystycznych. Podobną funkcję pełnił
po I I wojnie światowej, ograniczany jednakże do sfery folkloryzmu. Na Kurpiowszczyźnie nie było inaczej:
Ja nie w i e m , c z y jeszcze 20 lat t e m u t o k t o ś t u p r y w a t n i e s t r ó j miał męski, jeszcze nie
szyły te k r a w c o w e t y c h s t r o j ó w m ę s k i c h , b y ł y w i ę c te s z y t e w d o m u , a jeszcze nie
b y ł o t y c h z a w o d o w y c h k r a w c o w y c h . . . nie b y ł o jeszcze m o d y na stroje [ . . . ] , - stroje
szyli g d z i e ś daleko, na z a m ó w i e n i e dla z e s p o ł ó w . P r y w a t n i e n i k t się nie bawił w to.

Współcześnie strój regionalny może mieć każdy, ale nosić go można z różnych
powodów. Panu Bziukiewiczowi , jak sam twierdził, chodzi o „pokazanie, że to tak
i tak wygląda... no co, w garnitur łatwo jest się ubrać, prawda?", chodzi o „zacho¬
wanie od zapomnienia". Wydaje się jednak, że to coś więcej niż edukacja - to
również deklaracja przynależności do grupy kurpiowskiej, z dumą bowiem pod¬
kreślał: „Ja jestem Kurpiem, ja zawsze byłem" . Niemniej trudno oprzeć się wraże¬
niu, że strój może być traktowany także jako swego rodzaju „ubiór do pracy" .
W pewnym sensie jest on wymagany przez odbiorcę, który jadąc na K u r p i o ­
wszczyznę, oczekuje, że spotka tu Kurpiów w tradycyjnych strojach. To stwierdze¬
nie dotyczy oczywiście określonych sytuacji związanych z lokalnymi festynami czy
imprezami regionalnymi. Podczas nich można bowiem z łatwością wyróżnić twór¬
ców ludowych - ci są ubrani w odpowiednie stroje, oraz właścicieli sąsiednich sto¬
isk z zabawkami, ubraniami, jedzeniem i piciem, ozdobami i t d . , którzy są ubrani tak
jak odwiedzający.
22

23

24

Innym wyznacznikiem regionalności jest posługiwanie się gwarą. Z b i g n i e w
Greń w artykule Śląska lokalność w Internecie (2008) analizuje strony poświęcone Śląs¬
kowi p o d kątem treści oraz wykorzystywania gwary śląskiej. W efekcie wyróżnia

22

Pomijam t u panią Laurę, ponieważ nie jest ona Kurpianką z pochodzenia, chociaż przez swoją

działalność twórczą i edukacyjną postrzegana jest w kontekście k u r p i o w s k i m ; wkłada strój kurpiows¬
k i w p o d o b n y c h sytuacjach co mąż.
23

W a r t o wspomnieć, że na a d m i n i s t r o w a n y m przez Zdzisława Bziukiewicza f o r u m d y s k u s y j n y m

( w w w . k u r p i e . p u n . p l ) j e d n y m spośród 14 zaproponowanych d o dyskusji t e m a t ó w jest: Jestem Kurpsiem!
(Co to znaczy dla Ciebie. Zaszczyt

czy ujma). N i e s t e t y n i k t nie podjął tego wątku. Podobnie zresztą jak

większości innych. Według statystyki liczba użytkowników zamyka się w liczbie sześciu, w t y m sam
administrator. Z a p y t a n y o t o Bziukiewicz przyznał: „Ja zauważyłem, że t u K u r p i e . . . ludzie nie intere­
sują się t y m " . F o r u m działa o d g r u d n i a 2 0 0 7 r. W zamierzeniu miało być miejscem dyskusji na temat
K u r p i i Kurpiowszczyzny, ale także miało być w i r t u a l n y m miejscem spotkań dla t y c h , którzy miesz¬
kają za granicą: „Szczególnie zapraszam Polonię. M o ż e ktoś chce opowiedzieć swoją historię sprzed
lat lub podzielić się ciekawą opowieścią" - czytamy w p o w i t a n i u .
24

Pamiętam jedną z w i z y t u państwa Bziukiewiczów. Widziałam wyjeżdżający o d nich autokar

z wycieczką. M o j ą uwagę zwróciło to, że b y l i o b y d w o j e u b r a n i w stroje, ale ich dzieci (mają trójkę)
już nie. Przy kolejnej wizycie, m i m o że zapowiedzianej, p r z y w i t a l i m n i e w strojach c o d z i e n n y c h
(„cywilnych"). P r a w d o p o d o b n i e uznali, że jej cel jest bardziej p r y w a t n y niż m a r k e t i n g o w y c z y p r o mocyjno-edukacyjny.

173

�Katarzyna Waszczyńska

sześć kategorii stron. W jednej z nich znalazły się strony prowadzone w kodach ofic¬
jalnych (w t y m wypadku w języku polskim, angielskim, niemieckim) z wykorzysta¬
niem kodu lokalnego (w t y m wypadku gwary śląskiej) w celu podkreślenia specyfi¬
ki regionalnej (Greń 2008, s. 435). D o tej kategorii można by również zaliczyć
stronę www.kurpie.com.pl. W zasadzie jest ona prowadzona w języku polskim,
a gwara kurpiowska jest obecna przede wszystkim w zakładkach Gadki kurpiowskie ,
Wiersze kurpiowskie i w pojedynczych zwrotach, jak przywoływane już wcześniej
powitanie „Zitajta do nas". Oczywiście, w zamieszczonych na stronie tekstach tak¬
że można znaleźć fragmenty w gwarze kurpiowskiej, ale zależne jest to od autorów,
a nie administratora. Ten zaś gwary w piśmie nie używa świadomie, tłumacząc: „Nie
wiedziałbym, jak to napisać tą gwarą - to byłoby takie gdybanie; bo to później by
były jeszcze kolejne punkty zaczepienia dla tych, którym się nic nie podoba, nie?".
Kwestia posługiwania się gwarą kurpiowskiej w mowie także nie jest prosta:
25

26

27

Z gwarą t o jest t a k i p r o b l e m , ja g w a r y nie używam, jak ja się u r o d z i ł e m , t o g w a r y tej
w zasadzie nie było, b y ł o jakieś tam mazurzenie, p o j e d y n c z e słowa, nie, ale t a k i e j
g w a r y to, prawdę mówiąc, na t e j trasie d o M y s z y ń c a

28

t o nie b y ł o już p r z y mnie.

A mimo to podczas spotkań warsztatowych stara się używać gwary:
P r ó b u j ę t y l k o n i e k t ó r e słowa, t y l k o takie, ż e b y b y ł y zrozumiałe. B o c o z tego, że ja c o ś
p o w i e m , jak n i k t nie w i e [ o c o c h o d z i ] . T o raczej trzeba u m i a r k o w a n i e z tą gwarą. Jest
parę t a k i c h słów: „zitajta", „chujecki", te n a s z e . . . a t a k t o nie ma sensu.

Można powiedzieć, że w ten sposób stara się zwiększyć atrakcyjność spotkań
w Wachu, ale też zyskuje lepszy kontakt:
Jak taka g r u p a p r z y j e ż d ż a , b i o r ą c przykład t y c h „siurów", n i e ? .

a n o r m a l n i e co d o

d z i e c i a k a p o w i e s z , a t a k „siur", i już jest d o b r z e , już w e s o ł o , n i e ? C z ę s t o t o się r o b i ,
ż e b y g r u p a się śmiała, a nie siedziała jak na l e k c j i .

25

Znajdują się t u gadki autorstwa Leszka C z y ż a , W i t o l d a Kuczyńskiego, Jerzego W a s z k i e w i c z a ,

K u r p i a z Baranowa oraz gadka zapisana przez Adama C h ę t n i k a .
26

A u t o r a m i w i e r s z y znajdujących się na stronie są Marianna Piórkowska i Leszek C z y ż .

27

W c i ą ż trwają prace dialektologów, m . i n . prof. Barbary Falińskiej, która jest autorką opracowania

Gwary Mazowsza,

Podlasia i Suwalszczyzny,

Białystok 2004, ale zapis g w a r y k u r p i o w s k i e j nie jest jedno¬

lity. Współcześnie p o d j ę t o prace nad s t w o r z e n i e m podręcznika d o nauki k u r p i o w s k i e g o , które być
m o ż e uregulują tę kwestię.
28

C o ciekawe, w relacji ks. A n t o n i e g o Brykczyńskiego sprzed stu lat można przeczytać: „Gdy

przejeżdżając przez Kadzidło, zapytałem dzieci bawiących się w kałuży, w bieliźnie m n i e j białej o d ich
włosów, czy w o d a ciepła, a one odpowiedziały » t s i e p ł a « , na p o z d r o w i e n i e zaś chrześcijańskie ode¬
brałem odpowiedź »na sieki sieków«, powiedziałem sobie: o t o p r a w d z i w i Kurpie, bo i m o w a ich tego
d o w o d z i " (Brykczyński, „Biesiada Literacka", 1892, nr 6, s. 86, za: w w w . k u r p i e . c o m . p l ) .

174

�Kurp w Internecie i realu - Zdzisław Bziukiewicz

Poza t y m tworzy spójny obraz Kurpia - ubranego w strój regionalny posłu­
gującego się gwarą i wykonującego jeden z zawodów charakterystycznych dla Kur¬
piowszczyzny.
Ciekawym wątkiem, na który warto zwrócić uwagę, jest także informowanie o mu­
zeum tworzonym w Wachu przez pana Bziukiewicza. Wiadomość ta znajduje się na
stronie www.kurpie.com.pl i innych administrowanych przez pana Zdzisława. M u ¬
zeum to jest różnie nazywane. Na forum www.kurpie.pun.pl widnieje nazwa: O ś ­
rodek Etnograficzny - Kurpiowskiej Wsi, w logo muzeum znajduje się napis: Pry¬
watne M u z e u m Kurpiowskie. Wach, a na jednej z pierwszych informujących o mu¬
zeum tablic: Tworzące [się] - Prywatne M u z e u m Kurpiowskie. Różnice w nazwie są
jednak drugorzędne, choć to one wywołały burzę w środowisku kurpiowskim, na
którą Bziukiewicz reaguje spokojnie:
29

Ja w c z e ś n i e j c z y p ó ź n i e j m a m p l a n z a r e j e s t r o w a ć s w o j e m u z e u m . Ja t u nie r o b i ę
śląskiej c z y m a z u r s k i e j [ w y s t a w y ] , w i ę c c z e m u ma się t o t a k nie n a z y w a ć ? A że t w o ­
r z ą c e się? A d a m C h ę t n i k 15 lat t w o r z y ł [ s k a n s e n ] .

Zdecydowanie bardziej istotny wydaje się sam pomysł powołania prywatnego
muzeum etnograficznego . Pan Zdzisław przyznał: „Szkoda mi tego, że niszczeje,
że gnije to wszystko. W zasadzie, zbierając to, zauważam, że w okamgnieniu to
wszystko zniknie teraz". W zamieszczonym na stronie ogłoszeniu o powstającym
muzeum można zaś przeczytać:
30

N a s z y m c e l e m jest u r a t o w a n i e p r z e d s p a l e n i e m , w y r z u c e n i e m na ś m i e c i l u b o d d a ¬
n i e m na z ł o m o c a l a ł y c h jeszcze e l e m e n t ó w m a t e r i a l n y c h naszej k u l t u r y . Jeśli posia¬
dasz n a r z ę d z i a l u b m a s z y n y r o l n i c z e , s p r z ę t y g o s p o d a r s k i e c z y d o m o w e oraz inne
pamiątki związane z n a s z y m r e g i o n e m - p o m ó ż nam w u r a t o w a n i u i c h p r z e d z n i s z ­
c z e n i e m . P o k a ż m y je m ł o d s z e m u p o k o l e n i u ! O s o b y k t ó r e c h c ą nam p o m ó c w t w o ¬
r z e n i u z b i o r ó w i p r z e k a z a ć eksponaty, p r o s z ę o k o n t a k t .

Prywatnych muzeów, galerii, wystaw, kolekcji jest coraz więcej, nie tylko w me­
tropoliach. Można powiedzieć, że od kilku lat to zjawisko dosyć powszechne. Z jed­
nej strony jest ono efektem globalizacji, która paradoksalnie wywołuje działania od¬
wrotne, polegające na podkreśleniu wyjątkowości swojego miejsca na ziemi, małej
ojczyzny, i wyróżniających ją cech. W a r t o dodać, że mechanizm ten jest wykorzy¬
stywany podczas tworzenia atrakcji turystycznych. Z drugiej zaś wynika z potrzeby

29

Logo muzeum w W a c h u t o biały prostokąt (dwa jego przeciwległe kąty mają kolor zielony), w k t ó ­

r y m znajduje się rysunek sochy ( p o c h o d z ą c y z Kroniki Szkoły Podstawowej w Wachu i p r a w d o p o d o b n i e
autorstwa Józefa Siwika). Logo nie pozostawia wątpliwości, że muzeum prezentuje z b i o r y etnograficzne.
30

N a obszarze K u r p i o w s z c z y z n y są następujące j e d n o s t k i muzealne i skansenowskie: M u z e u m

K u l t u r y K u r p i o w s k i e j w O s t r o ł ę c e , Skansen K u r p i o w s k i w N o w o g r o d z i e , Z a g r o d a K u r p i o w s k a w K a ­
dzidle, O ś r o d e k E t n o g r a f i c z n y D z i e d z i c t w a K u l t u r o w e g o Kurpiów w Lelisie.

175

�Katarzyna Waszczyńska

gromadzenia , otaczania się rzeczami, chociaż nie zawsze uporządkowanymi w ro¬
dzaj kolekcji.
31

Inicjatywa Zdzisława Bziukiewicza jest więc jedną z wielu, a mimo to warto się
przyjrzeć temu prywatnemu muzeum. O t ó ż na stronie ogłoszono: otwarcie nastąpiło
1 kwietnia 2009 r. ; na powierzchni 200 m kw. zgromadzono około 1000 ekspona­
tów z takich dziedzin jak (kolejność zgodna z zapisem na stronie): tkactwo, bursztyniarstwo, stolarstwo, szewstwo, plecionkarstwo, wyposażenie domu i gospodarskie,
maszyny i narzędzia rolnicze; jest to inicjatywa prywatna, finansowana z własnych
oszczędności; zwiedzanie jest bezpłatne. Podczas pobytów u państwa Bziukiewiczów mogłam przekonać się, że liczba 1000 eksponatów jest już nieaktualna. Za każ­
d y m razem pan Zdzisław pokazywał mi, co przybyło, co zmienił, dodał. Nieustan¬
ne powiększanie się zbiorów (zgodnie z hasłem „muzeum tworzące się") pozwala
stwierdzić, że Kurpiowszczyzna nie została p o d t y m kątem wyeksploatowana. Po¬
dobnie jest z formą ich pokazania (wystawiennictwem) i wykorzystania w edukacji
regionalnej. Goście państwa Bziukiewiczów - przy okazji w i z y t y warsztatów czy
lekcji - mogą obejrzeć na wystawie, zorganizowanej w dawnej stodole, przedmioty
codziennego użytku, których używali Kurpie, mogą też posłuchać ich historii,
a wreszcie mogą tych przedmiotów dotknąć i dowiedzieć się, jak się nimi posługi¬
wać. O p r ó c z wzbogacania zbiorów i rozbudowy pomieszczeń pan Zdzisław ma
w planach stworzenie katalogu naukowego zebranych przedmiotów:
32

Z r o b i ę t a k i k a t a l o g i p o t e m b ę d ę szukał t y c h n a z w i w razie czego b ę d ę zmieniał, b o
n i e k o n i e c z n i e m o g ę zawsze d o b r z e zapisać, p o z a t y m g d z i e ś p o sąsiedzku m o ż e b y ć
i n n a , ale ja b ę d ę szukał t a k i e j o g ó l n e j k u r p i o w s k i e j , czasem i p o l s k i e j t r u d n o z n a l e ź ć .

Chce jednak nie tylko stworzyć go w realu, ale także dać możliwość zaglądania
do kolekcji użytkownikom sieci. Już pierwsze zdjęcia (42 obiektów) są dostępne na
stronie www.kurpie.com.pl, choć jeszcze bez pełnych opisów. Można także obej¬
rzeć fotoreportaż z zakładania osnowy na warsztat tkacki.
*
Przybliżając aktywność Zdzisława Bziukiewicza (tę wirtualną i tę realną), zastana­
wiałam się nad jego motywacjami. Sam autor w naszej rozmowie podkreślał:
31

„Pewien rodzaj »gromadzenia« wokół j e d n o s t k i i wokół g r u p y - nagromadzenie materialnego

»świata«, oznaczanie subiektywnego obszaru, który nie jest » i n n y m « - jest p r a w d o p o d o b n i e u n i w e r ­
salny" ( C l i f f o r d 1993, s. 12).
32

W y b ó r daty: 1 k w i e t n i a (prima aprilis), mógł być n i e p r z y p a d k o w y t y m bardziej jeśli weźmie się

p o d uwagę brak przychylności w środowisku k u r p i o w s k i m dla aktywności Zdzisława Bziukiewicza:
„Pierwsze te strony m o j e jak t y l k o ruszyły, zaczęły chodzić, t o t e ż t o środowisko ostrołęckie miało m i
za złe, czemu t o nie oni mają te »kurpie«, ale przecież m o g l i założyć, k t o i m bronił, nie? [ . . . ] tak samo
jest z t y m muzeum".

176

�Kurp w Internecie i realu - Zdzisław Bziukiewicz

Szczerze mówiąc, d u ż o dla siebie r o b i ę . [ . . . ] T a k samo i m u z e u m - t o t e ż dla siebie
[ . . . ] , w t y m sensie ja r o b i ę t o dla siebie, że ja t o lubię ( n a w e t o d n a w i a ć te r z e c z y i tak
d a l e j ) . [ . ] tak, dla s w o j e j satysfakcji, ż e c o ś z r o b i ę i p ó ź n i e j jakoś t o c o ś w y c h o d z i .

Z pewnością jest to rozwijanie zainteresowań, pasja - wyraz cech osobowościo­
wych Bziukiewicza, który przyznaje: „Siedzenie nigdy mi nie odpowiadało". Wyda¬
je się jednak, że te działania pozwalają mu także odnaleźć się w otaczającej rzeczy¬
wistości, t y m bardziej że gdy spojrzeć na rodzinę Bziukiewiczów okiem ekonomisty - to mamy do czynienia z rodzinnym biznesem. W biznesie zaś trzeba nie
tylko pracować, ale też zajmować się public relations, poszukiwać klientów. Temu służą
wszelkie działania promocyjne: informacje w stoisku, noszenie stroju kurpiowskiego,
który można tu potraktować jako rozpoznawalną markę (Bziukiewiczów), możliwość
obejrzenia na stronie W W W wyrobów (ich reklama), zaproszenia na warsztaty
lekcje. W tych działaniach jest jednak i to drugie dno. Robiąc „dla siebie", Zdzisław
Bziukiewicz robi to także dla swoich bliskich, a szczególnie dla dzieci. W sposób
uznawany za tradycyjny dla przekazywania treści kulturowych, tj. poprzez przekaz
międzygeneracyjny (werbalny - opowieści, i pozawerbalny - „bo ja nie bronię i m
wchodzić t u [ d o muzeum] bawić się t y m i rzeczami"), uczy ich kultury kurpiow¬
skiej, w której sam wzrastał. M a nadzieję, że „moje dzieci t u mi pomagając [ . . . ] tego
bakcyla złapią. [ . . . ] M o ż e trochę będą psocić, ale przy okazji i złapią tego bakcyla
- ktoś z nich". C h o ć jednego jest pewien: że wychowanie, które i m daje, pozwoli i m
na określenie, że są Kurpiami tak jak ojciec.
33

Działania Zdzisława Bziukiewicza można także rozpatrywać jako kreowanie
autorytetu dla społeczności lokalnej, a także dla zainteresowanych Kurpiowszczy¬
zną. Jego aktywność w środowisku, pomysły: warsztatów edukacyjnych, strony in¬
ternetowej czy powołania muzeum kurpiowskiego, powodują, że można uznać go
za jednego z przewodników po kulturze kurpiowskiej. Zresztą sam przyznał:
S p o r o jest t a k i c h rzeczy, ż e b e z p o ś r e d n i o dzwonią d o mnie. C z y k t o ś tam r o d z i n y
w Stanach szuka.

n a w e t p o m a g a ł e m p r o f e s o r o w i z U n i w e r s y t e t u Jagiellońskiego, t o

właśnie o g w a r ę chodziło, pisał o g w a r z e góralskiej i c h o d z i ł o o te m a t k i chrzestne, t o
ja tam w c z e ś n i e j w i e d z i a ł e m , t o pytał, jak u nas n a z y w a l i .

t o napisałem - ze d w i e

k a r t k i m a s z y n o p i s u k o m p u t e r o w e g o napisałem na t e m a t t y c h c i o t k ó w , s w a t ó w - jak
było, jak teraz jest. A czasem są i b z d u r n e t e l e f o n y . . . d z w o n i k t o ś ze S z c z y t n a i mówi:
p o w i e d z m i p a n - S z c z y t n o t o są M a z u r y c z y W a r m i a - b o t u w o j n a się dzieje.

W wersji wirtualnej takim przewodnikiem jest strona www.kurpie.com.pl. Ze¬
brane t u materiały i informacje pozwalają na poznanie specyfiki Kurpiowszczyzny,
zamieszkujących tu ludzi, szeroko rozumianej kultury kurpiowskiej. Strona umożliwia

33

W a r t o dodać, że Zdzisław Bziukiewicz sam jest z wykształcenia t e c h n i k i e m ekonomistą.

177

�Katarzyna Waszczyńska

także komunikację z większą liczbą odbiorców, którzy jeśli nie znajdą na niej o d p o ­
wiedzi, mogą zapytać administratora, przesyłając pytanie pocztą elektroniczną,
mogą także wymienić się poglądami, podyskutować.
Dla samego Bziukiewicza strona jest swego rodzaju oknem na świat, możliwością
dotarcia do większej liczby osób. Czasem wystarczy tylko świadomość, „że trochę
więcej ludzi będzie wiedziało", a czasem dzięki informacji zaczerpniętej z Internetu
„ktoś tam przyjedzie - pochwali, to od razu chce się robić, takie jest coś, nie?".
W a r t o dodać, że spośród twórców ludowych Kurpiowszczyzny własną stronę
W W W ma na razie tylko Zdzisław Bziukiewicz. G d y zapytałam, dlaczego - o d p o ­
wiedział bez wahania: „Mam, bo to jestem ja [śmiech]".

Bibliografia
Burszta W.J.
2003
Internetowa polis w trzech krótkich odsłonach, w: Ekran, mit, rzeczywistość, red. WJ. Bur¬
szta, Warszawa, s. 157-175
Castells M .
2003

Galaktyka Internetu. Refleksje nad Internetem, biznesem i społeczeństwem, Poznań

Clifford J.
1993
Kolekcjonowaniu sztuki i kultury, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa", nr 1,
s. 11-16
Greń Z .
2008

Śląska lokalność w Internecie, w: Oblicza lokalności. Ku nowym formom życia lokal­
nego, red. J. Kurczewski, Warszawa, s. 431-441

Hendrykowski M .
2005

Metafory Internetu, Poznań

Mencwel A .
2006

Poza adoracją i negacją. Przesłanki antropologii internetu, w: Wyobraźnia antropolo­
giczna. Próby i studia, red. A. Mencwel, Warszawa, s. 349-378

178

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7628" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7606">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1d835229e6413f372803600aa3013f6b.pdf</src>
        <authentication>466b6c32ab1a997a21068fdf3e03e8f7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91045">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1598</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91047">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91049">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1479</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91051">
                <text>"Fenomen" poetycki Brasławszczyzny / ETNOGRAFIA POLSKA 1997 t.41</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91053">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1997 t.41, s.195-204</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91055">
                <text>Waszczyńska, Katarzyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91057">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91059">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91061">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="91063">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91065">
                <text>„Etnografia Polska", t. XLI: 1997, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

K A T A R Z Y N A WASZCZYNSKA
Katedra Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego

„FENOMEN" POETYCKI BRASŁAWSZCZYZNY

1

Brasławszczyzna to ziemie na północy dzisiejszej Białorusi ograniczone
od północy i zachodu granicą z Łotwą i Litwą. Przed I I wojną światową
należały one do województwa wileńskiego. Tereny te charakteryzował duży
procent ludności o pochodzeniu polskim (52,5% z danych z 1919 г., przy
15,3% Białorusinów ), przez co zaliczano go do jednego z najbardziej pol­
skich miejsc Wileńszczyzny. Dzisiaj Ziemia Brasławska wchodzi w skład
obwodu witebskiego. Według spisów ludności z 1989 r. osób deklarujących
się jako Polacy jest 1,8%, Białorusinów zaś 79,4% .
Brasławszczyzna była i jest malowniczą krainą. Teren ten jednak jest
interesujący nie tylko ze względu na walory krajoznawcze: liczne jeziora, lasy,
a wśród nich położone wioski i miasta, ale także ze względu na mieszankę
narodowości i religii, które wzajemnie się przenikają sprawiając, że Brasławsz­
czyzna to miejsce szczególnie interesujące badawczo. Jest ona, w pewnym
sensie, miejscem unikalnym, stanowiąc obraz Białorusi w mikroskali.
Podczas badań etnologicznych, które prowadziłam na terenie Brasławszczyzny w 1996 г., spotkałam się ze zjawiskiem poetyckości. Prawie każdy
z moich rozmówców prezentował mi własną twórczość poetycką lub też
przerobioną przez siebie i dostosowaną do własnych potrzeb twórczość
innych. Fakt poetyzowania rzeczywistości i w ten sposób wyrażania swoich
myśli, refleksji zaciekawił mnie do tego stopnia, że postanowiłam bliżej
poznać życiorysy i sylwetki twórcze miejscowych poetek (poetów), jak też
ich ulubione wątki wykorzystywane w licznych wierszach i poematach.
W ten sposób chciałam odpowiedzieć na pytanie, co jest przyczyną tego
zjawiska tak powszechnego na Brasławszczyźnie. W swoich rozważaniach
2

3

4

1

Tekst ten został przygotowany na sesję krajoznawczo-naukową, która odbyła się w Brasławiu na Białorusi w dniach 24—26 kwietnia 1997 roku.
Dane statystyczne za: Eberhardt P., Przemiany narodowościowe na Białorusi, br, s. 51.
Tamże, s. 162.
* Moimi rozmówcami byli przede wszystkim ludzie, którzy deklarowali swoje pochodzenie
polskie. Takich też informatorów dotyczy poniższy tekst.
2

3

�196

KATARZYNA WASZCZYNSKA

chciałabym wykorzystać twórczość przykładowo wybranych trzech poetek:
Józefy Michniewicz z Muraży, Marii Kusznierewicz z Widz i Leokadii
Siemieńczuk z Brasławia.
Józefa Michniewicz urodziła się we wsi Szałtenie położonej między jezio­
rami Drywiaty i Bałto. Według samej Józefy Michniewicz, jej rodzina ma
rodowód francuski (rodowe nazwisko Józefy Michniewicz brzmi Szulie;
rodzinę tę sprowadzili na Brasławszczyznę Platerowie i osiedlili w Szałtenie).
Jednakże w domu, przede wszystkim, hołdowano tradycjom polskim. Miłość
do polskości, do ziemi na której przyszło żyć rodzinie Szulie, wpajano
dzieciom od najmłodszych lat. Uczono postrzegania nie tylko piękna otacza­
jącego ich krajobrazu, ale także szukania wartości w kontaktach międzyludz­
kich, kierowania się normami wyznaczonymi przez wiarę katolicką. Dzisiaj
Józefa Michniewicz mieszka wraz z mężem Janem w Murażach, niewielkiej
wiosce koło Brasławia. Ich dom stoi na wysokim brzegu jeziora Niespiż.
Prowadzi do niego alejka fioletowych bzów, podobnie jak do majątku
w Belmoncie. Z pewnością, na poetycką duszę pani Józefy Michniewicz
wpłynęło wychowanie wyniesione z domu, ale wydaje się, że przede wszyst­
kim wpływ miała wrażliwość na otaczającą ją rzeczywistość, a także głębokie
przekonanie o konieczności zachowania od zapomnienia wydarzeń historycz­
nych, jak i w równym stopniu ważnych dla poetki legend lokalnych. Twór­
czość Józefy Michniewicz można więc podzielić na trzy główne grupy: pierw­
sza z nich obejmuje pisaną prozą i wierszem kronikę Ziemi Brasławskiej oraz
kościoła w Brasławiu, druga - opowiadania podejmujące przede wszystkim
tematykę przyrodniczą, do trzeciej należy zaliczyć wiersze o tematyce religij­
nej, przeplatanej wątkami przyrodniczymi. Jako podgrupę można wyodrębnić
niezbyt liczne wiersze obyczajowe, stanowiące w większości przerabiane
wiersze czy pieśni innych autorów.
Chciałabym zatrzymać się przy każdej z wymienionych grup, aby po­
krótce je scharakteryzować.
Pierwsza, jak już zaznaczyłam, dotyczy historii samej Brasławszyzny, jak
i kościoła w Brasławiu. Obie historie pisane są z zacięciem literackim, można
by rzec, ze swadą i to zarówno wersja prozą, jak i wierszem. To, co przede
wszystkim w nich uderza czytelnika to połączenie historii powszechnej osad­
nictwa, chrześcijaństwa z lokalną historią Ziemi Brasławskiej czy kościoła
z cudownym obrazem Matki Boskiej Brasławskiej. Wszystkie ważniejsze
momenty obydwu historii (powszechnej i lokalnej) są jednakowo podkreś­
lane i uznane za ważne. Jednocześnie włączane są wątki legendarne, jak np.
historia o cudownym pojawieniu się obrazu Matki Boskiej Brasławskiej i Jej
wędrówek, aż po ostateczne umieszczenie cudownego obrazu w specjalnie
fundowanym kościele. Splatanie wątków rzeczywistych historycznie z legen­
dami czy opowieściami baśniowymi, co prawda podnosi walor artystyczny
tego typu twórczości, ale jednocześnie obniża wartość jej jako swego rodzaju
źródła pisanego do historii tej Ziemi. Bez wątpienia jednak, stanowi ona
jedyną kronikę wydarzeń minionych i obecnych Brasławszczyzny.

�„FENOMEN" POETYCKI BRASŁAWSZCZYZNY

197

Grupa druga mieści w sobie opowiadania pisane przez Józefę Michniewicz za czasów szkolnych. Są to głównie wypracowania na zadany temat,
np. „Idzie wiosna", „Piękny maj" itd. Stąd też wartość artystyczna ich nie
przedstawia zbyt dużej wartości literackiej.
I wreszcie grupa trzecia, najobszerniejsza w dorobku poetyckim Józefy
Michniewicz, czyli wiersze o tematyce religijnej. Najchętniej poetka podejmuje
temat Matki Boskiej Brasławskiej i jej cudownego objawienia w obrazie,
podkreśla także pełnioną przez obraz opiekę nad okolicznymi mieszkańcami.
Tak oto pisze o pojawieniu się obrazu w wierszu „Jezioro Nieśpiż" z 1968 г.:
Pięć wieków wstecz temu
Nad Nieśpiżą wzeszła Jutrzenka
I zbliżyła się ku niemu
Maryja Najświętsza Panienka.
Uroczo piękne jezioro Nieśpiż
Z a jego piękno Maryja upodobała
Że na jego pięknej wyspie
Zamieszkać sama zachciała.
Zamieszkać tu zachciała
T a jasna Zorza Porankowa
Piękne jezioro Nieśpiż ukochała
T a jego Pani i Królowa.

W innym wierszu pt. „Monasterska Pani Jeziora" (z 1968 r.) przed­
stawiona została historia obrazu:
Krysztalą się Wojsa wody
W nich niebo swój błękit odbija
W całym pięknie przyrody
Malownicze Nieśpiż obrała Maryja. [...]
Jezioro Nieśpiż Maryja upodobała
Za tron upatrzyła lipę rozłożystą
Z a królestwo Nieśpiż sobie obrała
I jego wodę jasnoczystą. [...]
Jezioro ciche z uśpienia budzi
Bo na pięknym Nieśpiży pośród wód
Maryja okazała dla przyrody, ludzi
Stał się Jej wielkiej miłości cud .
s

Gdy Ją w inne miejsca zapraszali
Na to zgody swej nie dawała
Gdy obraz w kościół brasławski przenosili
Znów na wyspę Święconą powracała.

5

Jak podaje Józefa Michniewicz, zjawienie się Matki Bożej na wyspie jeziora Nieśpiż miało
miejsce w 1467 roku.

�198

KATARZYNA WASZCZYŃSKA
Wreszcie na prośby brasławskiego kapłana
Objawiła po swej świętej woli
I we śnie mu wskazała Panna
Że na drugiej wyspie zostać woli.
Wzniósł się kościół na wyspie drugiej
W nim Maryja zamieszkała
I przez jakiś tam czas długi
Na Niespiży Pani królowała.

Z kolei w wierszu „Jezioro Drywiaty" (z 1968 r.) autorka podkreśla
cudowność obrazu Matki Boskiej Brasławskiej, jak i jego funkcje opiekuńcze:
A najwięcej wszystkiego ludzi ukochała
Matczyną miłością darzy swój lud
Ona życie ludzkie dobrze poznała
Zna jego nędzę i jego trud.
Ona Matka dobra i czuła
Otacza Opieką dziatki swe
Ona swe łaski wokół rozsyła
Do serca swego przygarnia je.
Ona wszystkim na pomoc śpieszy
Z ołtarza na wszystkich spoziera
Ona w smutku, niedoli cieszy
I łzy gorzkie z oczu ociera.
Jej obraz ozdobion wotami
I modlitwa ku Niej w niebo wzbija
I tu słynie licznymi cudami
Matka Brasławska Maryja.

To tylko fragmenty wybrane jedynie z trzech wierszy, ale stanowiące, jak
mi się wydaje, dostateczną próbkę poetycką. Doskonale widać tu, w jaki
sposób prezentowany jest wątek pojawienia się i funkcjonowania w świado­
mości powszechnej obrazu Matki Boskiej Brasławskiej. Wprowadzenie wąt­
ków przyrodniczych z jednej strony wzbogaca treść wierszy, wprowadza
w nastrój, pomaga działać wyobraźni, a z drugiej strony podkreśla wszech­
moc Bożą i wieczność Jego działań. Podsumowując: charakterystyczna dla tej
grupy wierszy jest ich głęboka religijność, co sugeruje, że autorka dużą wagę
przywiązuje do kwestii wiary. Świadczyć mogą o tym także wiersze poświęco­
ne już bezpośrednio Stwórcy, np. wiersz pt. „Stwórco Panie" z 1968 r.
I ostatnia grupa, o której wspomniałam, dotycząca wierszy pisanych pod
wpływem innych autorów. Przykładem mogą być wiersze: „Ojczyzna"
(z 1969 r.) napisany na podstawie pieśni rosyjskiej, czy „Szczęście" (z 1968 г.),
dla którego wzorem były wiersze Adama Asnyka.
Kolejną poetką, na którą - moim zdaniem - warto zwrócić uwagę jest
Maria Kusznierewicz z Widz. Pochodzi z rodziny ziemiańskiej Minkiewiczów
z okolic Dalekiego. Prawie cała rodzina została wywieziona na Syberię. Ocalała
jedynie matka pani Kusznierewicz. Nie przyznając się do swojego rodowodu

�.FENOMEN" POETYCKI BRASŁAWSZCZYZNY

199

zamieszkała w Opsie, gdzie wyszła za mąż za człowieka niewykształconego,
człowieka ze wsi. Dla bezpieczeństwa swojej córki nie wspominała o swoim
pochodzeniu, skupiając się jedynie na jej wykształceniu. Dopiero umierając
przyznała się do pochodzenia ziemiańskiego. Maria Kusznierewicz, po ukończe­
niu szkoły i kursu pielęgniarskiego, rozpoczęła pracę jako pielęgniarka w Wi­
dzach. Tutaj poznała swojego męża. Tutaj też, w Widzach, mieszka do dziś.
Także twórczość Marii Kusznierewicz można podzielić na grupy: pierw­
sza to wiersze miłosne, druga - wiersze religijne. Przyczyny powstawania
jednych i drugich były różne. Inspiracją wierszy miłosnych była niespełniona
miłość poetki do Polaka - żołnierza, który zaraz po wojnie wyjechał do
Polski i już nie wrócił na Brasławszczyznę. Mimo to, miłość z tych dawnych
lat pozostała na tyle silna, by wciąż stawać się bodźcem do pisania wierszy.
Jedyną zauważalną różnicą pomiędzy wczesnymi wierszami tej grupy i tymi
z ostatnich lat jest dojrzałość autorki, widoczna w prawie każdym wersie,
świadomość upływu lat i pogodzenia się, w pewnym sensie, z utratą mło­
dzieńczej miłości. Fragment wiersza „Nie szukaj dawnych chwil" (z 1944 г.):
Ach! Spokój utracony, zatrute młode dnie,
Gorzkie łzy tłumione i niepokoje w śnie.
Czy długo jeszcze czekać, wiosennych złotych zórz?
Czy szczęście me umarło, na wieczne czasy już?
Już chyba młodą pierś przetoczy zgryzota - ćma.
I nigdy już nie będzie jaśniejszego dnia.
Chyba już umrę z tęsknoty, pożegnam biały świat.
A po mnie nie zostanie najmniejszy nawet ślad.

I dla porównania fragment wiersza „Spotkanie" (z 1996 г.):
Nie wracajmy na drogę, gdzie się spotkali,
Na drogę zarosłą kwiatami wśród drzew zieleni.
Wspomnienia zostały z tych dni znikłych w dali,
Nie depczmy tych dawnych cieni.
Choć tak samo jak wówczas słońce świeci,
I niebo gwiazdami usiane.
Tak samo brzozy szumią, jak w tamtym lecie
I śpiew skowronka tak samo kochany.
Lecz chłopcze kochany, co się stało,
Że serce Twe, jakoś się zmieniło.
Twe serce niby twarda skała
Niby jak lód zimne się zrobiło.
Więc po co wracać na dawną drogę.
Po co powtarzać słowa.
Wszak pożegnania u nas nie było.
A może przyjść ta chwila grobowa.

oraz fragment wiersza „Nadeszła jesień" (z 1995 г.), w którym poetka pod­
kreśla motyw przemijania:

�200

KATARZYNA WASZCZYŃSKA
Kona serce moje z młodości stratą
Kona cicho w tajemnicy skryte.
A zdaje się, że świat cały umiera
Z liśćmi co lecą z drzew wiatrem zbite.
I patrzę z żalem, jak ginie ten świat
Jak kona z uśmiechem spokoju i w ciszy.
Z a oknem na zimnie drży suchy kwiat,
Którym wiatr srogi kołysze.

Tę grapę wierszy charakteryzuje nie tylko podkreślanie wątku upływają­
cego czasu, a z nim młodości, szczęścia i miłości, ale także refleksyjność,
o czym świadczą liczne powtórzenia, zdrobnienia, które mają za zadanie
wytworzenie odpowiedniego nastroju do zwierzeń autorki.
Draga grupa wierszy to wiersze religijne. Jednakże nie odnoszą się one,
jak było w przypadku wierszy Józefy Michniewicz, jedynie do wątku Maryj­
nego. Maria Kusznierewicz bowiem, pisuje wiersze religijne przede wszyst­
kim „na zamówienie", jako okazjonalne mowy i modlitwy. Dlatego pojawią
się w nich opowiedziane historie np. dzwonu kościelnego z Opsy, czy wież
kościelnych z miejscowego kościoła w Widzach. Fragment wiersza „O zagi­
nionym dzwonie" (z 1993 г.):
Dzwon w Opsie, inwalida wojny.
Twa klatka piersiowa skaleczona srogo.
Lecz ty żyjesz w kościele taki strojny,
Gdy patrzę na Ciebie, słyszę twój głos hojny.
Ciebie dobrzy ludzie schowali od wroga,
Ty spałeś długie lata w spokoju i ciszy.
Lecz wciąż marzyłeś wzywać ludzi do Boga. [...]
Armatnich strzałów ty nie słyszałeś,
I bluźnierczych słów i złorzeczenia.
T y w ziemi ojczystej spokojnie spałeś
I serce twe było niby z kamienia. [...]
Lecz gdy Bóg zniszczył bezbożne siły,
Wieść z Polski otrzymali, że dzwon jest schowany.
Że nie zginął, nasz dzwon miły,
A na czystym polu on jest zakopany. [...]
Jednego dnia i szczęścia i niedoli
Przez traktorzystę był dzwon znaleziony,
Przyczyniono dla dzwona tyle boli,
Bo on okrutnie był skaleczony.

Fragment wiersza „Wieże" (z 1996 г.):
W dalekiej przestrzeni
W chmurach czy w słońcu
Dwie Widzkie wieże stoją milczące.
Gdy dzień pogodny, błyszczą się oni.
I wówczas są widoczne niby na dłoni. [...]

�.FENOMEN" POETYCKI BRASŁAWSZCZYZNY

201

Nikt mnie na świecie, tak nie wysłucha,
Nikt nie ma tak czujnego ucha,
Tylko te ciche, wysokie, kochane,
Te widzkie wieże, dla mnie oddane.

W grapie tej pojawiają się jednak i wiersze pisane z potrzeby wyrażenia
swoich uczuć religijnych. Przybierają one wówczas charakter pieśni religij­
nych, swego rodzaju litanii, np. fragment wiersza „Moje prośby i dzięk­
czynienia" (z 1995 г.):
[...] Prowadź mię Matko, po bezpiecznej fali,
Matko Nieustającej Pomocy, opiekuj się nade mną stale.
Przyjdź zawsze Matko, na moje wołanie.
Oto Cię proszę, ja nieustannie.
Proszę Cię Matko i Tobie dziękuję,
za łaski Twoje, co ja otrzymuję,
Za wszystko, wszystko, co mam ja od Ciebie,
Dziękuje C i Matko na wysokim niebie.

Ostatnią poetkę, którą chciałabym przedstawić jest Leokadia Siemieńczuk
z Brasławia. Pochodzi ona z rodziny szlacheckiej zarówno ze strony ojca
(Skuriat), jak i matki (Giedziun). Rodzina Skuriatów zastała osadzona,
w połowie X I X wieku na 10 hektarach ziemi we wsi Dukiele. Dziad praco­
wał u Platerów jako zarządca. Ojciec był słynnym w całej okolicy szew­
cem. Zarówno w domu, jak i w okolicy, w której żyli podkreślano polskość,
przestrzegano mówienia w języku polskim oraz tradycji polskiej. Leokadia
wyszła za mąż za Jana Siemieńczuka, także pochodzącego z rodziny szla­
checkiej. Do Brasławia państwo Siemieńczukowie sprowadzili się kilkanaście
lat po wojnie, w 1960 r. Mieszkają tutaj do dzisiaj.
Twórczość Leokadii Siemieńczuk zdecydowanie różni się od twórczości
przedstawionych już poetek. Podejmuje ona przede wszystkim tematykę
bieżąca, mówi w swych wierszach o problemach współczesnych, takich jak:
alkoholizm, aborcja, gnębiących nie tylko społeczność Brasławszczyzny, ale
całą ludzkość. Oprócz charakterystycznych tematów, wiersze te wyróżniają
się moralizatorstwem i wielością zwrotek, np. wiersz „Odezwa nie narodzo­
nego dziecka do matki, zabitego przez abort" (z 1996 r.) liczy 60 zwrotek.
Fragment tego wiersza:
[...] T y kłopotu ze mną się pozbyła,
Bóg mię stworzył, a tyś nie urodziła,
Jak już było, tak już było,
Pamiętaj mamo! Że dusza moja żywa.
Czemu mamo, ty na świat mnie nie puściła,
Czemu ty w kościele, Chrztu Św. nie udzieliła,
Jeszcze my z tobą porozmawiamy,
I wówczas, gdy na Sądzie Bożym się spotkamy.

�202

KATARZYNA WASZCZYŃSKA
Tyś mamo ze mną bezbożnie postąpiła,
Żeby mnie nie urodzić, lekarzowi płaciła,
T y mamo nie wiesz, kim twe dziecko mogło być
W głębokiej starości twej może przy mnie ty mogła żyć. [...]

Fragmenty wiersza bez tytułu (z 1996 г.):
[...] Szatan biega po świecie,
Sieje nienawiść, kłamstwo, pychę i obłudę,
A kto zanim pobiegnie i na zawsze mu się pokłoni,
Odda swą duszę na wieczna zgubę.
Nie jest ten bogaty, kto pysznie ubrany,
A ten bogaty, kto w miłość doskonały,
Nie szukajcie ludzie, nie szukajcie złota,
A szukajcie ludzie, gdzie prawdziwa miłość i cnota. [...]
A co się nie raz dzieje w rodzinie?
Wejdziesz w dom, na ścianie obraz widać,
Na stole stoi butelka wódki,
Rodzina podpita, zaczyna gwizdać. [...]
Gdzie alkohol w domu gości,
Tam nie ma żadnej miłości,
tam płacze i narzekanie,
Jeden drugiemu ślą przeklinanie. [...]

We wszystkich tych wierszach podkreślane jest szerzące się zło, które
zagraża ludziom. Wiersze te zaś mają uświadomić ludziom niebezpieczeń­
stwa, z jakimi się spotykają, by mogli z nimi walczyć.
Przedstawione powyżej fragmenty wierszy prezentują nie tylko różne
typy twórczości, odmienną wrażliwość poetycką, ale także inne przyczyny,
dla których wymienione poetki zaczęły pisać. I tak, Józefa Michniewicz chce
przede wszystkim zachować historię Ziemi, którą tak ukochała, a jej wiersze
są pełne natchnionej religijności. Maria Kusznierewicz z kolei, zaczęła pisać,
aby w ten sposób wyrazić swoje uczucia wobec niespełnionej miłości. Z cza­
sem zaś, do swojego repertuaru wprowadziła wiersze religijne, pisane przede
wszystkim na zamówienie. Leokadia Siemieńczuk natomiast, podjęła się
walki z problemami współczesnego życia, próbując w ten sposób przeciw­
działać szerzącemu się złu.
Oceniając zaprezentowaną twórczość pod względem literackim , należy
podkreślić, że nie są to wiersze trudne w odbiorze, nie mają również zbytnio
rozwiniętej warstwy poetyckiej. Wszystkie poetki posługują się prostymi
rymami, szeregiem powtórzeń nie tylko słów, ale i tematów (chodzi o pod­
kreślenie ważności poruszanej problematyki), częste są także rusycyzmy
(co wynika, bez wątpienia, z mieszanki narodowościowej Brasławszczyzny),
6

6

Konsultacja wartości literackiej wierszy: mgr I . Burkacka, Wydział Polonistyki Uniwer­
sytetu Warszawskiego.

�203

„FENOMEN" POETYCKI BRASŁAWSZCZYZNY

zdrobnienia, szyk przestawny zdań. Jednakże nie chodzi tutaj o ocenę jako­
ści wierszy, ale o stwierdzenie ich przydatności dla samych poetek, jak i ich
otoczenia. Poetki, które zaprezentowałam znane są przede wszystkim lokal­
nie, we własnych środowiskach, głównie sąsiedzkich. Wiedza o ich twór­
czości nie jest powszechnie znana, dlatego trudno mówić, o jakimś ogromnym
oddziaływaniu ich wierszy. Mimo to, autorki dumne są ze swojego pisania.
Daje im to poczucie spełnienia, możliwość wyrażania swoich uczuć religij­
nych, miłości do ziemi, gdzie się urodziły, do ludzi, refleksji nad współczes­
nym światem. Tak na prawdę, to dla tego typu twórczości nie jest ważna ani
ich warstwa poetycka, ani wysoki kunszt twórczy, najważniejsza jest bowiem
chęć pisania, zrodzona przede wszystkim z miłości do Brasławszczyzny.
Właśnie to potrafią docenić ludzie, którzy urodzili się na Brasławszczyźnie
lub są z nią w jakiś sposób związani. Dla nich twórczość ta ma ogromne
znaczenie, stanowi bowiem część ich Brasławszczyzny, ich małej ojczyzny.
KATARZYNA WASZCZYŃSKA
F O L K P O E T R Y I N T H E R E G I O N O F BRASŁAWSZCZYZNA ( B E L A R U S )
Summary
The article is the author's paper prepared for the conference in Brasław, Belarus, in April
1997. It concerns the phenomenon called by her "poetization of reality" and refers to amateur
poetry written by common people. During her field researches in northern Belarus the author
came across folk poets among local people; here she presents three of them, women belonging
to Polish national minority. Each of them represents a different type of creativity, poetic
sensitivity and sources of inspiration. Józefa Michniewicz in her poetry wants to perpetuate the
history of her beloved homeland. Her verses are also full of religious sentiments. Maria
Kusznierewicz started writing poetry in order to express her frustrated love. Later she began
to write religious verses, most of them commisioned for particular occasions in her community.
The third woman, Leokadia Siemieńczuk was inspired by her protest against the evils of
contemporary world.
Trying to estimate literary standard of the presented samples of folk poetry the author
finds it not very high (rhymes are simple, phrases repeated, numerous Russicisms, diminutives,
grammar faults etc.) but their value and importance lies elsewhere - in the role the verses play
in the life of the folk authors themselves and that of their community. Writing poetry means
personal fulfillment, possibility of putting freely into voice their feelings and affections for their
homeland and people. The poems are also means of expressing the community's attachment to
the "little homeland" - the region of Brasław.
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8059" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8039">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/360c98a6886df2b8a41974890a8da956.pdf</src>
        <authentication>857e4ef6fecefe040ab47cbe6ab9e815</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96316">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1577</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96317">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96318">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1459</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96319">
                <text>Kto to jest szlachcic, czyli o obrazie szlachcica w oczach współczesnych mieszkańców pogranicza litewsko-białoruskiego / ETNOGRAFIA POLSKA 1996 t.40</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96320">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1996 t.40, s.155-188</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96321">
                <text>Waszczyńska, Katarzyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96322">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96323">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96324">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="96325">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96336">
                <text>„Etnografia Polska", t. XL: 1996, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

K A T A R Z Y N A WASZCZYŃSKA
Katedra Etnologii i Antropologii Kulturowej U W
„Obraz grupy jest zakorzeniony
w doświadczeniu, w codziennych
kontaktach z innymi,
nie rodzi się więc i nie trwa
w społecznej próżni."
A.P. WejUmd

KTO TO JEST SZLACHCIC, CZYLI O OBRAZIE SZLACHCICA
W OCZACH WSPÓŁCZESNYCH MIESZKAŃCÓW
POGRANICZA LITEWSKO-BIAŁORUSKIEGO
1

Tematyka szlachecka jest bardzo popularna nie tylko w Polsce, ale też na
Litwie i Białorusi. Podejmują ją naukowcy (historycy, socjolodzy, etnografo­
wie), a także ludzie z nauką nie związani. Ci ostatni, pod wpływem szerzącej
się mody, szukają we własnej genealogii korzeni szlacheckich. Te powroty do
przeszłości są związane z ogólnie panującym przekonaniem o silnym związku
między kulturą narodową i szlachecką. Zainteresowaniem cieszy się jednakże
przede wszystkim bogata szlachta i magnateria. Zapomina się, że główną siłę
stanu szlacheckiego, bo jego 60%, stanowiła drobna szlachta. Zamieszkiwała
ona rozległy obszar obejmujący Mazowsze, Podlasie, Wileńszczyznę, Oszmiańszczyznę, Polesie, Podole i Wołyń. Wielokrotnie dawała świadectwo
swojego bohaterstwa i oddania za sprawy zarówno ojczyzny, jak i stanu.
Mimo to, jej niska pozycja materialna , jak i problem z wylegitymowaniem
2

1

Tekst ten stanowi fragment pracy magisterskiej pt. „współczesny obraz szlachcica na
pograniczu litewsko-białoruskim (na przykładzie parafii bujwidzkiej i rejonu oszmiańskiego)",
Warszawa 1995, napisanej pod kierunkiem dr. hab. Lecha Mroza i złożonej w bibliotece
Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej UW.
W osadzie drobnoszlacheckiej ilość ziemi przeciętnie wynosiła ok. 10-15 dziesięcin (tj. ok.
11-16 ha). Było to dwa razy więcej niż posiadali włościanie. Mimo to powszechnie funkcjo­
nowały złośliwe powiedzenia określające bogactwo drobnej szlachty: „Poszła matuś zaźynać
zagona, ale pewnie i dzisiaj dożnie" (Zawadzki 1892, s. 223) czy „Jak pies usiądzie na dziedzictwie
drobnego szlachcica, to ogon za granicą trzyma" {Dawne obyczaje... 1860, s. 86-89). Reforma
uwłaszczeniowa z 1864 r. jeszcze bardziej uszczupliła i tak skromną własność szlachecką. Do­
piero komasacja gruntów z 1923 r. poprawiła trochę sytuację materialną „szaraków". Dzięki
bowiem, pójściu na kolonię nie tylko poprawili swój byt ekonomiczny, ale mogli także łatwiej
zachować ciągłość historyczną „tradycji zaściankowej". Jednakże od 1918 r. obowiązujący dekret
2

�156

KATARZYNA WASZCZYŃSKA
3

się wynikający z braku dokumentów szlacheckich , spowodowało, że za­
kwestionowano szlacheckość drobnej szlachty. Przyczyniła się do tego rów­
nież polityka antydrobnoszlachecka prowadzona przez carat , a później
także polityka komunistyczna. Działania te jednak nie wpłynęły na zniknięcie
drobnej szlachty, której potomków można spotkać i dzisiaj.
Prowadząc badania na temat stosunków etnicznych na terenie Litwy
i Białorusi wielokrotnie spotykałam się z ludźmi, którzy chętnie wspominali
przeszłość szlachecką. Wielu z nich, jak się potem okazało, było pochodze­
nia drobnoszlacheckiego. W zebranych przeze mnie opowieściach uderzyło
mnie przeświadczenie tych ludzi o wartości, jaką ma dla nich pochodzenie
społeczne. Zastanowiła mnie ich duma rodowa pomimo odebranego im
prawa do szlacheckości, jak i tego, że stan szlachecki został ostatecznie
4

Wszechrosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego Sowietów o socjalizacji ziemi. Była
to podstawa istniejącego od 1933 r. swoistego „ustroju rolnego w Rosji Sowieckiej opartego na
upowszechnieniu środków produkcji i zniesieniu wszelkiej własności prywatnej, a wprowadze­
niu sowchozów i kołchozów" (Staniewicz 1933, s. 4). Brak własnej ziemi wpłynął na osłabienie
świadomości pochodzenia szlacheckiego. Posiadanie ziemi, nawet niewielkiej ilości, podtrzymy­
wało bowiem „dumę rodową".
W 1800 r. władze carskie zażądały dowodów potwierdzających pochodzenie szlacheckie
drobnej szlachty, która znalazła się w wyniku zaborów (1772, 1793, 1795) na terenie objętym
jurysdykcją carską. Udokumentowanie swojego pochodzenia było dla większości z nich trudne,
ponieważ liczne wcześniejsze wojny i migracje spowodowały zniszczenie „papierów". Dodat­
kową przeszkodą było brak wykształcenia i znajomości prawa. Generalnie więc mogli się
wylegitymować tylko uznaniem ich praw przez Rzeczpospolitą i przestrzeganiem tradycji
szlacheckiej. W 1818 r. wydany został ukaz mówiący o wykreśleniu z ksiąg genealogicznych
szlachty, która uzyskała potwierdzenie tylko na podstawie metryk chrztu i świadectw osób
prywatnych. W 1831 r. ogłoszono następny ukaz (była to odpowiedź caratu na wystąpienie
szlachty w powstaniu 1830-1831), na mocy którego szlachtę zagrodową i zaściankową nie
tylko pozbawiono znacznej części dawnych przywilejów (m.in. ograniczono jej prawa do
własności, własność osobistą oraz nietykalność cielesną), ale także wyodrębniono spośród nich
„dworian" z pełnią praw (tu należeli posesjonaci i nieliczna wylegitymowana szlachta drobna
nie biorąca udziału w powstaniu) oraz dwa nowe stany: „odnodworców" czyli niewylegitymowaną szlachtę wiejską i „grażdan" czyli niewylegitymowaną szlachtę miejską. Także po po­
wstaniu 1863 r. wydano ukaz, w którym było napisane: „Decyzją rosyjskiej Rady Państwa
zniesiony został stan odnodworców i grożdan, a tworząca je drobna szlachta wcielona została
do gmin wiejskich i miejskich na zwykłych prawach" (Zajączkowski 1993, s. 104). Po objęciu
władzy przez komunistów nawet te dokumenty, które udało się przechować były na ogół
niszczone (palone). Bano się by nie stały się dowodem na „kułactwo", co było prawie równo­
znaczne z wywozem na Syberię.
Polityka antydrobnoszlachecka przybierała dwie formy: jedną - związaną z zakwes­
tionowaniem szlachectwa i wprowadzeniem ukazów uniemożliwiających wylegitymowanie się
(patrz przypis 3) i drugą, bardziej drastyczną, a mianowicie deportację na Syberię i przymuso­
wą rekrutację do wojska. Pierwsza z tych restrykcji była stosowana wielokrotnie, po każdym
zbrojnym wystąpieniu, w którym brała udział szlachta, czyli po: konfederacji barskiej (1768),
powstaniu listopadowym (1830-1831), powstaniu styczniowym (1863); a także po każdym
zaborze. Łącznie wywieziono na Syberię ok. 54 tys. jednodworców i grażdan. Druga zaś
dotyczyła synów złapanego w powstaniu szlachcica. Niepełnoletniego bowiem oddawano na
wynarodowienie do kantonistów, czyli wojskowych zakładów wychowawczych; pełnoletnich
zaś wysyłano na 25 letnią służbę wojskową (Zajączkowski 1993, s. 105).
3

4

�КТО ТО JEST

157

SZLACHCIC?
s

zniesiony art. 96 Konstytucji z marca 1921 roku . Dlatego też podjęłam
badania na temat świadomości pochodzenia szlacheckiego; prowadziłam je
w roku 1994 i 1995 na terenie Wileńszczyzny w jej granicach sprzed I I wojny
światowej. Zebrany materiał dotyczył przede wszystkim dwóch społeczności:
z parafii bujwidzkiej (Litwa) oraz rejonu oszmiańskiego (Białoruś). Na
podstawie przeprowadzonych rozmów starałam się odtworzyć współczesny
obraz szlachcica z jego charakterystycznymi cechami wypowiadany przez
potomków drobnej szlachty. Za weryfikację otrzymanych sądów posłużyły
mi wypowiedzi chłopów.
Drobna szlachta to termin zbiorczy, oznaczający szlachtę niezamożną.
W jej skład zaliczano: szlachtę cząstkową, zagonową, zaściankową, bezrol­
ną. Szukając jej rodowodu tak pisano w historiografii: „Szlachcic chodaczkowy nie tylko nie jest wynalazkiem czasów późniejszych, lecz okazuje się
owszem pod tąż samą nazwą pierwoczesnym mieszkańcem kraju, fundamen­
talną podstawą społeczeństwa narodowego" (Szajnocha 1881, s. 71). Po­
wstanie drobnej szlachty przebiegało w sposób złożony. Niewątpliwie na jej
wyodrębnienie się ze struktury stanu szlacheckiego wpłynęły takie czynniki
jak: kolonizacja dóbr rycerskich na prawie niemieckim, co przyczyniło się do
powstania folwarków, koncentracja ziemi w rękach zamożnej szlachty w wy­
niku rozpadu małej i większej własności ziemskiej oraz duży przyrost natu­
ralny, który powodował ten rozpad. W wyniku pogłębiającego się procesu
rozdrobnienia, który objął całą Polskę, na przełomie X V I I i X V I I I w. drob­
na szlachta zniknęła w ogóle z terenów Wielkopolski i Małopolski. Po­
wszechnie bowiem zakładane były tam folwarki. Na Podkarpaciu pozostało
jej niewiele. Jedynie na Mazowszu i Podlasiu szlachta stanowiła przeważają­
cy procent zamieszkującej tam ludności. Od XIV w. rozpoczęła się także
migracja drobnej szlachty na wschodnie tereny Rzeczypospolitej (Zającz­
kowski 1993, s. 40-41). Przemieszczanie się nawet całych okolic szlacheckich
spowodowane było dużym przeludnieniem Mazowsza i Podlasia oraz roz­
drobnieniem ziemi. Na rubieże Rzeczypospolitej dotarły w sumie trzy znacz­
ne fale migracyjne: z zachodu (mazowiecko-podlaska - w dwóch rzutach
w X I V i w X V I I w.), z południowego wschodu (z Kijowszczyzny i z Naddnieprza) oraz trzecia, o mniejszym znaczeniu, fala Tatarów z Polesia i Wo­
łynia. Ślady tej ostatniej migracji widoczne są po dziś dzień w okolicach
Krewa (Białoruś). Do kolonizowania ziem wschodnich przyczyniła się w du­
żym stopniu dynastia Jagiellonów. Pisano: „szlachta zaściankowa [...] jest to
wcale liczna część naszej ludności wiejskiej, gdyż na terenie województw:
5

Art. 96 Konstytucji z marca 1921 r. mówił: „wszyscy obywatele są równi wobec prawa.
Urzędy publiczne są w równiej mierze dla wszystkich dostępne, na warunkach prawem przypi­
sanych. Rzeczypospolita Polska nie uznaje przywilejów rodowych ani stanowych, jak również
żadnych herbów, tytułów rodowych i innych, z wyjątkiem naukowych i urzędowych i zawodo­
wych" fKrawczak 1993, s. 29). I mimo że, Konstytucja z 1935 roku odwołuje Art. 96, przy­
wracając tym samym prawa szlachcie, to jednak stan szlachecki przestał już faktycznie istnieć,
zarówno prawnie jak i politycznie. Pozostali jedynie ludzie z poczuciem własnej odrębności.

�158

KATARZYNA WASZCZYŃSKA

wileńskiego, białostockiego, poleskiego, wołyńskiego, tarnopolskiego, lwow­
skiego, stanisławowskiego zamieszkuje szlachta wiejska setki wsi i osad
i liczy ok. 400000 głów. [...] wszędzie zna swoje szlacheckie pochodzenie
i z dumą podkreśla, że jest szlachtą polską przez królów polskich osadzoną
na ziemiach wschodnich [...] dla rycerskiej obrony ich przed nieprzyjaciółmi.
[...] Na Wileńszczyźnie przecież [na Polesiu, czy Podolu] szlachta zaścian­
kowa właśnie była przedstawicielką i oparciem najsilniejszym polskiej pań­
stwowości. Za dawnej Rzeczpospolitej ona zaludniała puste obszary tutejsze,
ona stanowiła rdzeń chorągwi pancernych i lekkich, ona następnie po roz­
biorach, dawała świadectwo najsilniejsze polskości tych stron, krwawiąc
w powstaniach i idąc całymi osadami na Sybir. A dzisiaj żyje ona na tych
samych ziemiach, na których osiadła za Piastów i Jagiellonów i twardo
przechowuje przede wszystkim świadomość swego szlacheckiego pochodze­
nia" (Horoszkiewicz 1939, s. 7-9).
Szlachta zaściankowa terenów wschodnich została podzielona przez
R. Horoszkiewicza na następujące grupy: wileńską, poleską, wołyńsko-podolską i podkarpacką. Drobna szlachta, której potomkowie zamieszkują
dzisiejszą parafię bujwidzką i rejon oszmiański, należy według tego podziału
do grupy wileńskiej szlachty polskiej. Cechuje ją, jak podaje Horoszkiewicz,
zwartość zamieszkanego terenu, język polski, łatwe do wyodrębnienia zwy­
czaje i kultura, używanie takich zwrotów jak „pan", „waszeć", endogamiczność poparta przez zamknięcie i izolacja od wsi.
Według statystyki z końca XIX w., szlachty w powiecie wileńskim gu­
berni wileńskiej było 18612 osób przy ogólnej liczbie ludności 115 626,
co stanowiło 16,5% ogółu; w powiecie oszmiańskim guberni wileńskiej
- 13226 osób przy ogólnej liczbie ludności 12462, co stanowiło jej 10,4%
(za Wysłołuch, 1932, s. 17). Na podstawie przeprowadzonych badań stwier­
dzono, że ludność szlachecka najgęściej, bo powyżej 10%, zamieszkiwała
powiaty: wileński i lidzki guberni wileńskiej . Statystyki po 1921 r. nie
posługują się już sformułowaniem „szlachcic", w jego zastępstwie używa się
omówień, np. grupa ludzi o charakterystycznych cechach... (które to cechy
są analogiczne z występującymi we wcześniejszych badaniach pod hasłem
„szlachta", skąd można wysnuć wniosek, że chodzi o tę samą grupę), wielka
własność prywatna (jako określenie majątkowe). I tak, z danych z 1937 r.
wynika, że na terenach Wileńskiego w dawnych granicach, było ok. 600 tys.
ludzi, zamieszkujących zwarty teren i charakteryzujących się świadomością
pochodzenia, świadomością własnych zwyczajów, języka, częściowo religij­
nością i kulturą (Horoszkiewicz 1937, s. 173).
Z ostatnich danych statystycznych dotyczących narodowości wynika, że
w 1989 r. na Litwie było ok. 250 tys. Polaków, z czego na Wileńszczyźnie
6

6

Nazewnictwo: gubernia, powiat odpowiada nazewnictwu ze spisów, z których zostały
wzięte dane do powyższej pracy. Dzisiaj powiaty: wileński i oszmiański nie istnieją, a ich ziemie
należą do Litwy i Białorusi (Materiały..., 1860, 1863).

�159

КТО ТО JEST SZLACHCIC?

stanowili oni 60,5%, na Białorusi zaś Polaków w 1989 r. było ogólnie
417,7 tys., czyli 4,1% ogółu ludności, w oszmiańskiem jest 32,4% Polaków .
Jak już zaznaczyłam, materiał badawczy nt. obrazu szlachcica i jego cech
pochodzi z parafii bujwidzkiej (Litwa) i rejonu oszmiańskiego (Białoruś). Zanim
jednak zostanie on zaprezentowany chciałabym przybliżyć obydwa tereny.
Bujwidze to miasteczko w powiecie wileńskim, położone na lewym brze­
gu Wilii, przy ujściu Bujwidki. Posiada kościół parafialny pod wezwaniem
św. Jerzego ufundowany przez B. Radziszewskiego w 1785 r. (kościół po
spaleniu odbudowano w stylu klasycystycznym). Parafia bujwidzka liczyła
w X I X w. 4250 parafian, a w 1922 r. - 4987 . Niegdyś Bujwidze zostały
oddane przez króla Jana Kazimierza w posiadanie rodowi Brzostowskich.
Potem zostały przekazane Jukiewiczom, Radziszewskim i ostatnim właś­
cicielom - Makowskim. Do parafii należało ok. 75 zaścianków, 6 folwarków
i 5 majątków (Jałbrzykowski 1932, brak stron).
V. Čekmonas, znany litewski językoznawca i dialektolog, na podstawie
badań prowadzonych m.in. w parafii bujwidzkiej, stwierdził, że: „także
dzisiaj mieszkańcy okolic Bujwidz nazywają się szlachtą podwileńską
albo szlachtą bujwidzka (tak nazywają ich również geograficzni sąsiedzi)"
(Čekmonas 1991, s. 45). Wytłumaczenia tego faktu szukał u swoich rozmów­
ców, którzy wiązali to nazwanie z językiem polskim, którego prawie czystą
formę można usłyszeć w bujwidzkiem. Według nich, po polsku mówiła
mieszkająca tam szlachta, szczególnie ta w dworach. Wymieniano przede
wszystkim dwa dwory: Bujwidze - Makowskich i Pryciuny - Dolińskich.
Podkreślano ich rolę w kształtowaniu językowym i kulturowym parafii.
Charakterystyczne dla tego terenu jest występowanie zaścianków (za­
mieszkanych i dzisiaj), brak zaś okolic szlacheckich. Ludność pochodzenia
drobnoszlacheckiego stanowi grupę małą , ale w miarę spójną, dzięki nie­
wielkiemu obszarowi, który zamieszkuje. Ma także własną nazwę, „szlachta
bujwidzka", przez co jest identyfikowana przez sąsiadów.
Rejon oszmiański zasiedlany był w trzech falach migracyjnych już
w XIV wieku. Pierwsza fala związana była z osadnictwem ruskim, druga
to kolonizacja litewska i trzecia, którą stanowiła drobna szlachta z Ma­
zowsza i Podlasia, poszukująca nowych terenów z powodu dużego roz­
drobnienia własnej ziemi (Wysłouch 1932, s. 5). Po Unii Horodelskiej
(1413 r.) ówczesny powiat oszmiański wszedł, obok powiatu wileńskiego,
7

s

9

10

7

Dane statystyczne dotyczące Litwy pochodzą z: Čekmonas 1991, s. 44; Białorusi: Eberhardt
b.r., s. 148, 162.
Dane pochodzą z: Słownik geograficzny 1880,1.1, s. 455, t. 15, cz. 1, s. 269; „Kalendarz
Ziemi Wileńskiej" 1923, R. 4, brak stron.
Badania prowadziłam w zaściankach: Balince, Girdziuny, Horążyszki, Iszoryszki, Symonówka, Teklany, Wesołucha, Wysokie, Żwiniany.
Przeprowadziłam 18 rozmów, z czego 15 z informatorami o pochodzeniu drobnoszlacheckim, a 3 z chłopami. Najstarszy rozmówca miał ok. 85 lat, najmłodszy ok. 57, średnia wieku
wyniosła tu więc ok. 70 lat.
8

9

1 0

�160

KATARZYNA WASZCZYNSKA

do guberni wileńskiej. W 1842 r. powstał powiat oszmiański złożony
z 2 gmin miejskich i 23 wiejskich. Taki stan utrzymał się do 1922 г., kiedy
został przeprowadzony nowy podział administracyjny. W jego wyniku po­
wiat oszmiański zmniejszono do 2 gmin miejskich i 8 wiejskich. „Ogranicze­
nie wpływów Oszmiańszczyzny przez pomniejszenie jej terytorium wpływa
na osłabienie tego do tej pory najsilniejszego niemal prowincjonalnego oś­
rodka polskości na Wileńszczyźnie" (tamże, s. 54). Ludność tam zamiesz­
kująca, obok przedstawicieli bogatej szlachty i magnaterii żyjącej w licznych
dworach i pałacach (np. dwory Szafnaglów, Czapskich, Stasinowskich - dziś
już nie istniejące), to przede wszystkim drobna szlachta. Według spisu
Jałbrzykowskiego z 1932 г., w rejonie oszmiańskim (w dzisiejszych grani­
cach) było ok. 100 zaścianków. Do dzisiaj zachowały się tylko nieliczne
i w większości nie zamieszkane. Potomkowie ich dawnych właścicieli żyją
bowiem w kołchozowych wioskach lub niedalekich miastach. Dla tego tere­
nu charakterystyczne było występowanie obok zaścianków także okolic
szlacheckich (dzisiaj istnieje tylko pamięć o nich). Brak jest jednolitej nazwy
(inaczej niż w parafii bujwidzkiej) dla mieszkańców pochodzenia drobnoszlacheckiego. Funkcjonują jedynie nazwy lokalne związane z dawnymi
okolicami szlacheckimi, np. szlachta kamionkowska czy klejowska. Ludność
o pochodzeniu drobnoszlacheckim stanowi tutaj małą grupę (podobnie jak
w bujwidzkiem), ale rozproszoną po całym rejonie .
11

Chciałabym zaznaczyć, że podjęta przeze mnie próba odtworzenia oraz
analizy obrazu szlachcica i jego cech, według wypowiedzi potomków drob­
nej szlachty, nie wyodrębnia obrazu szlachcica i drobnego szlachcica. Brak
tego rozróżnienia jest z jednej strony wynikiem zatarcia się w XLX w. wzorca
osobowego szlachcica wskutek dodania do niego cech charakteryzujących
drobną szlachtę, a z drugiej strony zerwania ciągłości zarówno historycznej,
jak i kulturowej w tradycji szlacheckiej . Stąd też wydobyty obraz jest
jedynie ogólnym obrazem szlachcica.
Badana grupa z parafii bujwidzkiej i z rejonu oszmiańskiego zosta­
ła podzielona na dwie kategorie: „czystej szlachty" i „nieczystej szlach12

1 1

W rejonie oszmiańskim przeporowadziłam w sumie 32 rozmowy, z czego 21 z potom­
kami drobnej szlachty, a 11 z chłopami. Najstarszy informator miał ok. 90 lat, namłodszy
zaliczył ok. 25 lat, średnia wieku wyniosła więc ok. 65 lat. Kilkakrotnie podczas badań
starałam się rozmawiać z młodszym pokoleniem. Niestety było to prawie niemożliwe, ponieważ
w większości ludzie ci nie mieszkają ze swoimi rodzicami, czy dziadkami, a odwiedzają ich
rzadko. Nieliczne przeprowadzone rozmowy z młodymi nie stanowią materiału reprezentatyw­
nego dla tego pokolenia, ponieważ stykałam się jedynie z dwiema przeciwstawnymi postawami.
Jedną charakteryzował zupełny brak wiedzy i zainteresowania, drugą zaś wiedza, ale wzbudzo­
na na ogół przez zdobyte wyższe wykształcenie i zetknięcie z literaturą dotyczącą szlachty.
Zerwanie ciągłości historycznej i kulturowej w tradycji szlacheckiej było spowodowane
prawnym zlikwidowaniem stanu szlacheckiego w 1921 r. oraz JJ wojną światową i ustrojem
komunistycznym, który niszczył wyróżniające się klasy, a za taką można uznać drobną szlach­
tę. Ponadto uważano drobną szlachtę za tę warstwę stanu szlacheckiego, która była właściwie
schłopiała, tj. nie odróżniała się od chłopów.
1 2

�161

КТО ТО JEST SZLACHCIC?
13

ty" . Do pierwszej z nich zaliczeni zostali informatorzy, których rodzice
byli pochodzenia szlacheckiego, do drugiej - rozmówcy, których jedno
z rodziców nie pochodziło ze szlachty. Przekazywanie treści szlacheckich
było bowiem ściśle związane z wychowaniem, ono zaś wpływało na siłę
przekazu pokoleniowego. Przy „czystej szlachcie" rodzinie wychowanie jest
bardziej tradycyjne, oparte na silnym autorytecie ojca i starszych, co wy­
klucza jakiekolwiek obce, niesprawdzone w pokoleniowym doświadczeniu
wtręty. Te zaś widoczne są w rodzinie „nieczystej szlachty". Przykładem
niech będzie problem mieszanych małżeństw. W ostatniej z wymienionych
kategorii rodzin, treści dotyczące zachowania „czystości krwi" nie są prze­
kazywane, ponieważ sami rodzice jej nie zachowali. Wobec tego nie egzek­
wują jej od swoich dzieci, bojąc się, że ich własne postępowanie może być
poddane ocenie, to zaś wpłynie na utratę ich autorytetu. Z taką sytuacją nie
spotykamy się w rodzinach „czysto szlacheckich".
Dopełnieniem będą wypowiedzi chłopów, dla których utworzona została
grupa trzecia.
OBRAZ SZLACHCICA I JEGO C E C H Y W PARAFII BUJWIDZKIEJ

Grupa „czystej szlachty" utożsamia szlachcica przede wszystkim z czło­
wiekiem szlachetnym, następnie bogatym, dobrze wychowanym, a dopiero
na samym końcu z Polakiem, właściwie z kulturą polską. Niektóre od­
powiedzi na pytanie: „kto to jest, wg informatora, szlachcic?" były w pew­
nym sensie wymijające, używano bowiem formy nieosobowej słowa „szlach­
cic", takiej jak: „szlacheckość to dla mnie
czy „nas nazywano...". Widać
to wyraźnie w przytoczonych przykładowych cytatach:
„Nasze ludzie szlachetnie obchodzili się z każdym" (Polka, ok. 75 lat,
Bujwidze);
„Szlachcic dla mnie, to taki bardziej bogaty człowiek i taki więcej dobrze
wychowany, nie tylko kształcony, ale taki co dobrze robi" (Polka, ok.
70 lat, Żwiniany k. Bujwidz);
„Ta szlacheckość to dla mnie jest bardzo związana z polskością. [...]. Ja się
czuję szlachcianką i jestem Polką" (Polka, ok. 85 lat, Świątniki k. Bujwidz).
Jako wyróżniki szlachcica (przedstawione w kolejności od najczęściej
wymienianego, do najrzadziej) podawano :
• język polski (była to najczęściej wymieniona cecha, ponieważ pytanie
o szlachtę kojarzono z funkcjonującym określeniem ludzi zamieszkujących
14

15

1 3

Określenia: „czysta szlachta" i „nieczysta szlachta" - dotyczą informatorów pochodzą­
cych z rodzin czystoszlacheckich lub z rodzin, w których jedno z rodziców jest pochodzenia
nieszlacheckiego.
Wprowadzona do cytowanych wypowiedzi interpunkcja oznacza przerwy w mówieniu
oraz zawahania rozmówców. (Wywiady były nagrywane.)
Nie należy tej kolejności uważać za bezwzględnie reprezentatywną dla tej grupy, ponie­
waż powtórne badania mogłyby dopiero stwierdzić, czy nie jest to kolejność przypadkowa.
1 4

1 5

�162

KATARZYNA WASZCZYNSKA

parafię - „szlachta bujwidzka". Według informatorów, powstało ono właś­
nie z powodu używanego tu języka polskiego w odróżnieniu od okolicznych
wiosek, których mieszkańcy mówili gwarą „po prostu":
„Szlachta bujwidzka nazywało się tych, co dobrze po polsku mówili"
(Polka, ok. 70 lat, Żwiniany k/Bujwidz);
„Tu na zaścianku nikt «po prostemu» nie mówił, tylko po polsku"
(Polka, ok. 70 lat, Symonówka k/Bujwidz);
• wyróżniający się strój:
„Kiedyś, to po ubiorze można było szlachtę poznać [...] Zawsze staraliś­
my się ubierać lepiej, bogaciej" (Polka, ok. 60 lat, Michałowo);
• kulturę rozumianą jako dobre wychowanie, szacunek dla starszych:
„Kultura też szlachtę wyróżniała [...] U nas tak układniej było, starszych
się szanowało" (Polka, ok. 60 lat, Michałowo);
• solidarność grupową:
„Zaścianki charakteryzowały się tym, że się spotykały ze sobą. Przecież
to byli sąsiedzi. Jak coś komuś trzeba było pomóc, to pomagaliśmy sobie
nawzajem. Bardzo się zaścianki trzymały razem" (Polka, ok. 70 lat, Żwi­
niany k/Bujwidz);
• duże rodziny:
„Na zaściankach też zawsze raczej duże rodziny. Było w rodzinach
i 7 dzieci, ale i 12. Na ogół jednak dożywało tylko czworo. Zaścianki tym się
wyróżniały, że dużo dzieci w rodzinie było" (Polka, ok. 70 lat, Bujwidze);
• utrzymanie polskiej kultury:
„U szlachty bardzo się zawsze za to swoje gniazdo polskie trzymało"
(Polak, ok. 70 lat, Wysokie k/Bujwidz);
• religijność:
„Więcej w Boga wierzyli. Zawsze w kościele, w pomocy byli. Dlatego
nazywali tu ludzi szlachetnymi, mieli od tego nazwania zaszczyt" (Polka, ok.
75 lat, Bujwidze).
Jak widać z przedstawionego zestawienia, przeważają tu określenia nieoceniające, takie jak: język, kultura, wiara, strój. Dopiero w następnej kolej­
ności niektóre z nich są poddane waloryzacji, np. ubiór oceniany jest jako
lepszy, porządny, czysty, bogaty, z gustem, strojny. W zasadzie jednak
w wypowiedziach widoczne jest zatarcie różnicy między określeniem: „kto to
jest szlachcic" a tym, , jakie są charakterystyczne cechy szlachcica, na pod­
stawie których można go odróżnić od chłopa". Rozmówcy dają tylko eni­
gmatyczne sygnały zauważalnych przez siebie różnic tych dwóch określeń.
Podstawą opisu dla grupy „czysto szlacheckiej" było (wspomniane już)
funkcjonowanie sformułowania „bujwidzka szlachta", używanego po­
wszechnie dla określenia ludności zamieszkującej parafię bujwidzka i posłu­
gującej się językiem polskim (w odróżnieniu od okolicy, gdzie występuje
gwara „po prostu"). Stworzenie w Bujwidzach ośrodka polskości zwią­
zane było z istniejącymi tu do I I wojny światowej dworami: w Bujwidzach
(Makowskich) i w Pryciunach (Dolińskich). Wpływały one silnie na kształ-

�КТО ТО JEST SZLACHCIC?

163

towanie obrazu kulturalnego i językowego parafii, co też jest często pod­
kreślane przez rozmówców:
„[...] nazwali nas bujwidzka szlachta, za to że my po polsku mówimy,
a i nasza kultura wyższa niż ich [ sąsiadów z Ławaryszek - przyp. K.W.]
zawsze byla. Nasze zachowanie bylo kulturalniejsze. Kiedyś, to nawet wy­
różniała się szlachta bujwidzka w ubiorze. [...] My zawsze bardzo dbaliśmy
0 swój wygląd. Dlaczego? Może dlatego, że tutaj był majątek w Bujwidzach
1 panowie tu mieszkali. Do nich często możni przyjeżdżali w gościnę. Cho­
dziliśmy przecież, do kościoła razem, trzeba było się ładnie pokazać, że my
nie ze wsi jesteśmy, ale z zaścianka. [...] I my też staraliśmy się robić tak
jak państwo, i w zachowaniu, i w mowie, i w ubiorze" (Polka, ok. 70 lat
Bujwidze).
Jak widać z przytoczonego fragmentu wywiadu, okoliczna ludność za­
mieszkująca zaścianki (oraz same Bujwidze) pomimo tego, że nie miała
ścisłych kontaktów z dworami, wzorowała się na nich. Szczególnie widoczne
to było w języku, stroju, zachowaniu. Jednocześnie przekaz pokoleniowy
uzupełniał pozostałą treść dotyczącą religijności, wewnętrznej organizacji,
kultury (zwyczaje, obrzędy).
Kolejna grupa, nazwana przeze mnie „nieczystą szlachtą", w ogóle po­
mija pytanie: „kto to jest szlachcic" i nie wypowiada się na ten temat.
Podaje jednak, zauważalne przez siebie następujące wyróżniki szlachcica:
• język polski (pojawienie się tej cechy, jako pierwszej tłumaczy się
podobnie jak w grupie „czystej szlachty"):
„Należeliśmy przecież do szlachty bujwidzkiej. Tak mówiono o nas, bo
dobrze po polsku mówiliśmy" (Polak, ok. 75 lat, Wesołucha k/ Bujwidz);
• posiadanie ziemi:
„Nas szlachta nazywali, za to że my mieliśmy dużo ziemi" (Polak, ok.
70 lat, Horążyszki k/Bujwidz);
• kultura (chodzi o dobre wychowanie):
„Zaścianek byl zawsze kulturalniejszy od wioski" (Polak, ok. 70 lat,
Horążyszki k/Bujwidz);
• strój:
„Po stroju my się wyróżniali. Każdy ubierał się jak mógł, jak był bogaty"
(Polak, ok. 75 lat, Wesołucha k/Bujwidz).
Także tutaj wymieniane określenia mają raczej charakter nieoceniający.
Podstawą dla wypowiedzi była wiedza, jaką prezentowała wcześniej grupa
„szlachty czystej" (chodzi o sformułowanie „szlachta bujwidzka"). Widoczne
jest jednak, że pochodzenie z rodziny mieszanej, tzn. „nie czysto szlacheckiej",
miało wpływ na prezentowany obraz. Jego treść została bowiem jeszcze bardziej
uogólniona. Pozbawione było także refleksji znaczenie słowa „szlachcic".
Dla chłopów natomiast, „szlachcic" to przede wszystkim pan, który ma
majątek, ale sam w nim nie pracuje:
„Szlacht to pan jest, ma majątek i sam robić nie musi" (Polka, ok. 70 lat,
Wysokie k/Bujwidz).

�164

KATARZYNA WASZCZYŃSKA

Tym zaś, co odróżnia szlachtę od chłopów (a jest przez informatorów
0 pochodzeniu chłopskim zauważalne) to:
• zamknięcie grupy szlacheckiej (trzymanie się razem, sporadyczne tylko
kontakty ze wsią):
„Ta szlachta, się [...] tylko między sobą spotykała. [...] Ta szlachta, to
tylko między sobą się żeniła [...] Oni zresztą tylko między sobą się spotykali,
to i tam wybierali sobie mężów, żony też" (Polka, ok. 70 lat, Bujwidze);
• język polski:
„Mówili, że tutaj w parafii bujwidzkiej szlachta mieszka [...] chyba
dlatego, że tutaj po polsku się tylko mówiło" (Polka, ok. 70 lat, Bujwidze);
• kultura (chodzi o dobre wychowanie):
„Tutaj w parafii bujwidzkiej ludzie byli zawsze kulturalniejsi. Tutaj kultura
była przez to państwo wyższa, niż w Ławaryszkach, gdzie prości ludzie żyli
1 żyją. Tam państwa żadnego nie było" (Polka, ok. 70 lat, Bujwidze);
• ubiór:
„Zawsze staraliśmy ubierać się czysto i schludnie. Bogaciej to nie, bo to
zależy czy się jest bogatym, czy biednym. Przecież wiadomo, że bogatszy
będzie ubierał się strojniej" (Polka, ok. 70 lat, Bujwidze).
Ta, jak i inne wypowiedzi chłopów zamieszkujących parafię bujwidzką,
pokazują ciekawe zjawisko utożsamiania siebie z ogólnie funkcjonującą
nazwą ludności parafii a mianowicie z „szlachtą bujwidzką", choć infor­
matorzy określają siebie jako pochodzących z chłopstwa. Charakteryzując
jednak szlachtę na podstawie znanej im z obserwacji grupy sąsiedzkiej
przypisują sobie jej charakterystyczne cechy. Także w okolicy Ławaryszek
włączają chłopów do „szlachty bujwidzkiej". Dla nich bowiem wszyscy
mieszkańcy parafii bujwidzkiej to szlachta:
„Szlachta bujwidzką to nazywali inteligencję, co tutaj mieszkała. [...]
Szlachta bujwidzką nazywali też innych, co w Bujwidzach mieszkali [...].
Może dlatego, że my tutaj bardzo ze sobą się trzymamy i tylko po polsku
mówimy. A już w Ławaryszkach, co są niedaleko, jak na Wilno się jedzie,
to jest inaczej. Oni prości ludzie i po prostu rozmawiają [...]. Jak się tam
czasem jedzie, to oni stoją i słuchają rozdziawione jak my rozmawiamy. Stąd
też oni śmieją się z nas, że my jesteśmy bujwidzką szlachta. To za tą naszą
polską mowę tak. Takie nazwanie, może jeszcze za to, że był tutaj majątek
państwa Makowskich. Wszyscy co ich spotykali też chcieli tak żyć jak oni,
tak się zachowywać jak państwo, no i starali się bardzo. Ludzie za to mówią,
że u nas, duża kultura człowieka. Śmiesznie było jeszcze z tym, że w domu,
czasem to po prostu zagadasz, ale na gościńcu, czy u kogoś w gościnie, to
tylko po polsku, inaczej się nie godziło. I z zachowania my się różniliśmy od
tych z Ławaryszek. My byliśmy kulturalniejsi" (Polka, ok. 70 lat, Bujwidze).
Wszystkie zaprezentowane grupy podkreślały, że szlachcica można roz­
różnić na podstawie języka, którym włada (język polski), a także kultury,
tzn. wychowania, które nakazuje m.in. poszanowanie starszych. Z zewnętrz­
nych wyróżników były wymieniane: bogactwo (widoczne w posiadaniu zie-

�КТО ТО JEST SZLACHCIC?

165

mi) oraz strój. Nie wspomniano jednak o żadnych cechach charakterologicz­
nych, które mogą być przypisywane szlachcicom.
W określaniu „kto to jest szlachcic i jakie są jego cechy" ważną rolę
dookreślającą odgrywała charakterystyka jego miejsca zamieszkania oraz
tradycja szlachecka .
Przedstawienie tych ważkich elementów dookreśtających nie wymaga
rozdzielania grupy informatorów pochodzenia szlacheckiego (chłopi zostali
tutaj wykluczeni) na „czystą szlachtę" i „nieczystą szlachtę". W ich wypo­
wiedziach brak było większych rozbieżności. Przekaz pokoleniowy (jak
i dziedziczenie np. miejsca zamieszkania, domu) był jednakowo silny.
Miejsce zamieszkania . Drobna szlachta osiedlała się poza wsią w zaścian­
kach bądź okolicach szlacheckich, czasem ich miejsce osiedlenia nazywano
kolonią (nazwa powstała po reformie komasacyjnej). W parafii bujwidzkiej
zachowało się sporo dawnych zaścianków, gdzie i dzisiaj można spotkać
rozmówców o przypuszczalnym pochodzeniu drobnoszlacheckim. Przytoczone
cytaty dotyczyć będą zaścianka, domu i jego otoczenia oraz ich charakterystyki.
Zaścianek określano jako miejsce, o małej liczbie porozrzucanych do­
mów, zawsze stojących na ziemi ich właścicieli:
„U nas było kilka domów i dlatego się mówiło, że mieszkamy na zaścian­
ku. W zaścianku domy byly jak popadło, a na wsi była droga i koło niej,
z prawa i lewa domy, domy..." (Polak, ok. 70 lat, Iszoryszki k/Bujwidz).
Dom szlachecki wyróżniał się tym, że był „na dwa końce" (typ szerokofrontowy), miał obowiązkowo ganek „na słupkach" od frontu. Był to dom
duży i drewniany (podobnie jest dziś):
„W zaścianku zawsze domy były ładniejsze, bo na wsi były one raczej
male i słomą kryte, a u nas inaczej: duże takie były, drewniane z takim
paradnym gankiem" (Polak, ok. 60 lat, Balince k/Bujwidz);
„Dawniej budowali tak, że pośrodku była sień, a po bokach izby. Bokówki i kuchnia. W jednym końcu była izba dla gości, a w drugim się żyło.
Do sieni wchodziło się z ganka" (Polak, ok. 70 lat, Iszoryszki k/Bujwidz).
Otoczenie domu stanowiły zabudowania gospodarcze (stodoła, chlew,
itd.), łaźnia, a także sad, a w nim oczywiście ule:
„U nas za domem była duża stodoła. Potem był spichrz i chlew" (Polak,
ok. 60 lat, Balince k/Bujwidz);
„Na zaścianku każdy miał łaźnię, a na wsi była tylko jedna, czy dwie [...]
Sad przy domu duży i ule w nim stały [...]" (Polak. ok. 60 lat, Balince
k/Bujwidz).
Osadnictwo szlacheckie tworzyło więc właściwą sobie formę, odmienną
od struktury zabudowy wsi. Także domy miały charakterystyczne cechy.
16

17

1,5

Fakt ten jest zgodny z teorią G . Lakoffa. Uważa on bowiem że na tworzenie danego
obrazu mają wpływ i inne obrazy, których zadaniem jest dookreślenie obrazu podstawowego
(Wejland 1991, s. 22-23).
Opis zamieszkania jest o tyle ważny, że stanowi najbardziej widoczny wyróżnik szlachecki.
1 7

�166

KATARZYNA WASZCZYŃSKA

Nawiązywały one do powstałego w czasach stanisławowskich (XVIII w.)
stylu architektury nazwanego „stylem dworku szlacheckiego". Osobne miej­
sce zamieszkania podkreślało odrębność grupy drobnoszlacheckiej, dlatego
było uważane (przez rozmówców) za jeden z wyróżników szlachty.
Również w kulturze obecne są do dziś elementy, które nawiązują do dawnej
tradycji szlacheckiej. Informatorzy zauważają je w sposobie spędzania wolnego
czasu (niedziele, zabawy, majówki), w obrzędach rocznych i rodzinnych, a także
w zachowaniu, jak np. w używanych zwrotach. Nie chcę tutaj opisywać
dokładnie każdej z tych form tradycji, przedstawię jedynie ogólny ich rys,
uzupełniony przez wypowiedzi badanych na ten temat (wymieniali oni te
elementy, które - według nich - są charakterystyczne dla tradycji szlacheckiej).
Przeciętnie w niedzielę rano cała rodzina szlachecka szła lub jechała
bryczką (w zimie saniami tzw. wózkiem) na mszę do kościoła. Po powrocie
do domu zasiadano do rodzinnego obiadu. Po nim był czas wolny prze­
znaczony na odwiedziny i spotkania ze znajomymi, krewnymi:
,,W niedzielę nie wolno było pracować, to głównie. Do kościoła jechało
się koniem. Jak lato było, to bryczką, a jak zima to sanki zakładali. [...] Po
kościele był obiad, a potem sąsiedzi się spotykali i rozmawiali. Przecież,
tak w tygodniu nie było czasu, bo każdy miał pracy dużo u siebie i nie czas
było chodzić do sąsiada. Więc jak niedziela przyszła, to każdy każdego po
sąsiedzku odwiedzał" (Polak, ok. 70 lat Wysokie k/Bujwidz).
Jako najważniejsze elementy w zabawach szlacheckich wymieniono:
przychodzenie na nie tylko po uprzednim zaproszeniu; dziewczyna musiała
mieć pozwolenie rodziców; odbywały się tylko we własnym gronie, tzn.
szlachta bawiła się oddzielnie od chłopów (mieli swoje zabawy):
„Zabawy były u nas tylko za zaproszeniem. [...] Nie było jak teraz, że zaraz
chłopcy są pijani. Wódka była, a i owszem, ale nikt pijany nie był. Umieliśmy
się kiedyś bawić. I tańce ładne były i z chłopcem dało się porozmawiać, nie to
co teraz. Teraz młodzież tego nie potrafi. Kiedyś to chłopiec musiał panienkę
do domu odprowadzić. [...] Ze wsi, to do nas nie przychodzili [...] My mieliśmy
swoje towarzystwo, a oni swoje" (Polka, ok. 85 lat, Świętniki k/Bujwidz);
„Na taką zabawę u nas na zaściankach, to nie proszone goście nie
przychodzili. Tylko proszone mogli przyjść. A już tam dalej, na wioskach, to
każdy mógł przyjść na zabawę, kto tylko chciał. A u nas na zaścianku
chodziło się tylko po zaproszeniach. Z zaścianka nikt nie chodził na zabawy
na wioskę. To było nie honornie iść nie proszonym na zabawę" (Polak, ok.
70 lat, Wysokie k/Bujwidz).
Z kolei o majówkach mówiono, że najczęściej urządzane były na Zielone
Świątki. Zaraz po mszy młodzież i starsi z zaścianków szli na łąkę, polankę
lub do sadu. Mogli jednak przyjść tylko ci, którzy zostali wcześniej za­
proszeni. Na majówkach głównie śpiewano i tańczono:
„Majówki też u nas były. To głównie na Zielone Świątki. Szło się
najpierw do kościoła, a później, po kościele, urządzało się majówkę. Każdy
przynosił co chciał. Ten butelkę, ten ciasto, trzeci sałatę i tak dalej. Siadało

�КТО ТО JEST SZLACHCIC?

167

się na trawie, tam gdzie jakieś piękne miejsce było. I jadło się, rozmawiało,
potem tańczyło, muzyka była, a i śpiewanie też czasami [...]. Na te majówki,
to tylko zaścianki chodziły. We wsi też robili, ale oddzielnie [...]" (Polka, ok.
70 lat, Bujwidze).
Święta roczne, wg informatorów, spędzano przede wszystkim w gronie
rodzinnym. Charakterystycznym symbolem szlacheckiego Bożego Narodze­
nia była choinka:
,,Na Boże Narodzenie to u nas zawsze jodełka była. Na wsi to nie było,
ja nie widziałam, żeby tam była. W Wigilię było rodzinnie. Nigdzie się nie
wychodziło, tylko w domu z rodziną się świętowało. A na wsi to inaczej jest.
Oni chodzili w gości na Wigilię. Tego, co u nas było, a na wsi nie to, że moja
mama zawsze na święta torty piękne szykowała. Święto trzeba było ob­
chodzić godnie, tak mój ojciec zawsze powtarzał. Rodzina wtedy nawet
z daleka przyjeżdżała" (Polka, ok. 85 lat, Świętniki k/Bujwidz).
Wymieniany był także zwyczaj świętowania cztery dni, „by grad zasiewu
nie zniszczył", czyli zapewnianie sobie pomyślności i udanych zbiorów.
Wątpliwe jednak jest, by było to charakterystyczne jedynie dla szlachty.
Wspominano o tym:
„U nas było tak, że świątkowało się 4 dni musowo na Boże Narodzenie
i Wielkanoc. Dwa dni obowiązkowe, kościelne i dwa kolejne to od gradobi­
cia. Tak ludzie mówili u nas, że kto nie będzie świątkował czterech dni, to
mu grad zboże zbije" (Polak, ok. 85 lat, Teklany k/Bujwidz).
W Świętach Wielkanocnych za element szlachecki uznano zwyczaj Wielko­
sobotniego szybkiego powrotu ze święconką do domu. Miało to zapewnić
dostatek dla domu przez cały rok. Także ten element trudno chyba przypisać
jedynie szlachcie. Był jednak wymieniany jako szlachecki:
„Tylko u nas był taki zwyczaj w Wielką Sobotę, że jak się już z kościoła
ze święconym wraca, to trzeba jak najszybciej do domu dojechać. Mówiło
się, że kto pierwszy powróci, ten pierwszy w pole wyjdzie. To każdy się
spieszył, by być pierwszym. To tak u nas było. Nie słyszałam, by taki
zwyczaj był na wsi" (Polka, ok. 70 lat, Symonówka k/Bujwidz).
W obchodzeniu świąt rodzinnych, głównie w chrzcinach i weselu, także
zauważano elementy, które charakterystyczne są dla szlachty, nieobecne
zaś w podobnych obrzędach chłopskich. Wymieniano następujące zwyczaje
szlacheckie:
• rzucanie czapek i chusteczek za dzieckiem podczas chrzcin:
„Na chrzcinach u nas jest taki zwyczaj, że jak do kościoła wiozą dziecko,
to czapkami rzucają za dziewczynką, a za chłopcem chusteczkami. Robi się
tak, żeby mieli powodzenie w życiu, dziewczynki u chłopców, chłopcy
u dziewczynek. Teraz się tak nie robi, bo maszynami dziecko wiozą. Choć
może ktoś i za maszyną rzuci, jak pamięta o tym naszym zwyczaju. Ja go
dawno nie widziałem" (Polak, ok. 70 lat, Wysokie k/Bujwidz);
• brak dawania prezentów młodej parze podczas wesela (brak jawnego
darowania):

�168

KATARZYNA WASZCZYŃSKA

„U nas na weselu było inaczej zjedna rzeczą. Mianowicie u nas nie było
darowania młodych. Na wsi to jest taki zwyczaj, że prezenty daje się
oficjalnie. Każdy podchodzi i daje. U nas takiego zwyczaju nie było. Kto
przyniósł prezent do dawał młodym, ale po cichu" (Polka, ok. 75 lat,
Bujwidze).
Wśród wyróżników szlachectwa trzeba wymienić zwroty, używane jeszcze
po I I wojnie światowej, takie jak: „waszeć", „waszecia", „waćpan", „waćpani". Dziś pozostała już tylko forma „proszę pana", „proszę pani". Ta
ostatnia („pan", „pani") funkcjonuje powszechnie wśród całej społeczności
parafii bujwidzkiej, bez względu na pochodzenie mieszkańców. Na temat
wspomnianych zwrotów tak mówiono:
„Tutaj na zaścianku, mówili do siebie ludzie na «pan». Tylko ludzie
z tego starszego pokolenia zwracali się do siebie na «wacpan». Ja to jeszcze
dobrze pamiętam. Słyszałem, jak mój ojciec tak mówił do naszego sąsiada.
Tylko jedna sprawa, tak sobie przypominam, że to było takie trochę z bia­
łoruskiego, nie «wacpan», ale «waspan». Teraz już tego nie ma, nikt tak nie
mówi. Teraz to tylko został «pan». Ale tak trzeba musowo, inaczej się
nie mówi. Przypominam sobie jeszcze jedną rzecz, mówili jeszcze «waszec»,
ale to też było dawno temu" (Polak, ok. 70 lat, Iszoryszki k/Bujwidz).
Chciałabym wrócić jeszcze do pojawiającego się dość często w cyto­
wanych wypowiedziach sformułowania „bujwidzką szlachta". Od kiedy za­
częło ono funkcjonować w parafii bujwidzkiej trudno dociec. Niewątpliwie
pojawia się nie tylko w rozmowach, ale także jest określeniem obecnym
w literaturze (por. Čekmonas 1991). Według moich rozmówców, nazwa
„szlachta bujwidzką" powstała przede wszystkim dlatego, że mówiło się
tu po polsku, dopiero w dalszej kolejności wymieniano związek z bogatą
szlachtą (dwory) lub ogólnie - ze szlachtą zamieszkującą parafię bujwidzką.
Czasami także, wymieniając charakterystyczne cechy szlachty, tj. język pol­
ski i kulturę, odwoływano się właśnie do przykładu „szlachty bujwidzkiej",
z którą się utożsamiali (choć nie zawsze). O „szlachcie bujwidzkiej" mówio­
no w sposób następujący:
„Tu kiedyś, nazywali nas bujwidzką szlachta, bo wszyscy rozmawiali
tutaj bardzo ładnie i czysto po polsku. Jak ktoś przyjeżdżał do nas na fest,
to nie mówił inaczej niż, że jedzie na fest do szlachtów. Mój ojciec, to nawet
pytał, dlaczego nas szlachtą nazywają. Oni mu powiedzieli, że to za to, że
my tu jak wymawiamy, to bardziej ciśniemy język, że więcej po polsku
mówimy [...]. No i nazywali nas za to szlachty bujwidzkie. Ale my nie
jesteśmy szlachta. Szlachta, to byli tylko zamożniejsi, jak pan Makowski
i pani Szaniawska, a inni, my też to zwyczajni ludzie" (Polka, ok. 65 lat,
Girdziuny k/Bujwidz);
„Szlachta bujwidzką" to nazywali kiedyś wszystkich co mieszkali w Bujwidzach i dookoła nich. Wszystkich tak nazywali z parafii bujwidzkiej:
i tych co na zaściankach żyli, i tych co żyli w wioskach. O tej bujwidzkiej
szlachcie to ja nawet w radio słyszałam. Mówią, że za to się tu ludzi tak

�КТО ТО JEST

SZLACHCIC?

169

nazywa, że oni są inteligentni. A w samych Bujwidzach to właśnie inteligent­
niejsze ludzie mieszkają. Od Bujwidz właśnie poszło to nazwanie. Szlachta
nazwali, mimo, że nie mieli tutaj tych szlacheckich orderów" (Polka, ok.
70 lat, Symonówka k/Bujwidz);
„Tutaj była bujwidzka szlachta i pryciuńska szlachta, tak się nazywało,
bo tutaj bogaciej ludzie żyli i po polsku się tylko mówiło. Za to, to nazwanie
poszło. A już Ławaryszki, Bystrzyca, Majkuny to prości ludzie żyli i tylko
po prostemu rozmawiają. Nie zrozumiesz co oni mówią. To wioski są. U nas
szlachty, lepsza kultura była, bo my lepiej żyli i to pewnie dlatego" (Polak,
ok. 70 lat, Wysokie k/Bujwidz).
Podsumowując: w parafii bujwidzkiej, na temat „kto to jest szlachcic",
wypowiedziały się tylko grupy: „czystej szlachty" i chłopska. Grupa
„nieczystej szlachty" unikała odpowiedzi. Zarysowany wizerunek szlachcica
nie tłumaczył tak naprawdę, kim on jest. Wymieniane bowiem były tylko
jego cechy. Szlachcic więc to człowiek szlachetny, bogaty, dobrze wy­
chowany. Dopiero jako ostatnie (najrzadziej występujące) pojawiało się
określenie, że to Polak. Jak widać, nastąpiło zatarcie się rozumienia pojęcia
„szlachcic" i „szlachetność". Pozostało jednak w świadomości tej grupy
połączenie: szlachcic-Polak. Powodem może być trwałość rozumowania
(powstałego już w X V I I w.), że szlachcic to tylko Polak, a Polak to
szlachcic. Potwierdzeniem takiego wnioskowania może być także wymienia­
ny najczęściej wyróżnik szlachcica, czyli język polski (we wszystkich
grupach). Ma to niewątpliwy związek z funkcjonującym powszechnie, nie
tylko w terenie, ale też w nauce, sformułowaniem „szlachta bujwidzka".
Moi rozmówcy na pytanie: „kto to była szlachta bujwidzka?" wskazywali
właśnie przede wszystkim na język polski, jako pozostałość po działalności
panów (szlachty). Sami siebie jednak, nie zaliczali do szlachty, uważając,
że prawdziwa szlachta może być tylko bogata, a ich pozycja materialna
była raczej niska.
Kolejnymi wyróżnikami, wymienianymi przez grupy „czystej szlachty"
i „nieczystej szlachty", były: ubiór, kultura osobista, zamknięcie grupy, duże
rodziny, religijność, utrzymanie kultury polskiej. Podstawową cechą tych
wyróżników jest ich charakter nieoceniający. Dopiero w dalszym etapie
dochodzi do waloryzacji, ale prawie zawsze pozytywnej. Powtarza się tu
także zbitka szlachcic-katolik, utrwalona dzięki przekazowi pokoleniowemu
od X V I I wieku.
Pozostałe wyróżniki stanowią podstawę do powstania cech stereotypo­
wych . I tak, zdaniem informatorów:
18

1 8

Stereotyp i jego cechy to funkcjonujący w świadomości społecznej skrótowy, zabarwiony
wartościująco, ale nie koniecznie negatywnie obraz rzeczywistości. W. Lippman, który wpro­
wadził koncepcję „obrazu w naszej głowie", czyli myślenia stereotypami, uważa że myślenie
takie jest to naturalny sposób modelowania świata. Jest „wyrazem zwyczajnej ludzkiej skłon­
ności do podtrzymywania przekonań, do zachowania ciągłości własnego , j a " i utożsamiania
się ze światem innych ludzi" (Wejland 1991, s. 9-10).

�170

KATARZYNA WASZCZYŃSKA

• ubiór szlachecki jest na ogół bogatszy, strojniejszy (choć już wielo­
krotnie pisałam, że majątkowo byli niejednokrotnie biedniejsi od najbied­
niejszego chłopa);
• kultura szlachty miała być wyższa (kultura ta rozumiana była jako
wykształcenie, a przecież często przedstawiciele stanu szlacheckiego mieli
tylko ukończoną szkołę podstawową; jest to natomiast zgodne z pojmowa­
niem kultury jako dobrego wychowania, do dzisiaj bowiem jest utrzymane
wśród potomków drobnoszlacheckich poszanowanie starszych oraz używa­
nie zwrotów: „proszę pana", „proszę pani");
• szlachta trzymała się razem - grupa ta była zamknięta (teraz już
prawie jest to niemożliwe; dzisiaj potomkowie drobnej szlachty żyją głównie
na wsi lub w miasteczku a nie jak dawniej na zaścianku czy w okolicy, gdzie
mieszkała tylko szlachta; jeśli jednak rozważymy zjawisko „zamknięcia się"
szlachcica (jednostki) na społeczność nie szlachecką, to wymieniana cecha
będzie prawdziwa; stereotyp „zamkniętej grupy" jest także nadal utrzymy­
wany przez potomków drobnej szlachty);
• szlachta utrzymuje kulturę polską (co niewątpliwie jest pochodną
stwierdzenia, że szlachcic to Polak oraz świadomości przynależności narodo­
wej, silnie pobudzanej w ostatnich latach).
Można więc stwierdzić, że oprócz zacierania się pojęć: „szlachcic"
i „szlachetność", a także nie rozróżniania ich znaczeń, obraz szlachcica
nawiązuje do istniejącego w historii jego wzorca osobowego . Wzbogacają
go jednak te cechy (elementy, wyróżniki), dzięki którym wyraźniejsze stawa­
ło się odróżnienie szlachty od chłopów. Pominięto natomiast cechy charak­
teru szlacheckiego. Jednocześnie przedstawiony „obraz" jest w dużym stop­
niu idealizowany i właściwie pozbawiony głębszej refleksji, dotyczącej włas­
nego utożsamienia z prezentowanym obrazem. Wynika z tego wniosek, że
jest on obecny tylko w świadomości rozmówców. Jedynie utrzymane są takie
cechy rozróżniające jak: zamknięcie, utrzymanie kultury polskiej i religij­
ność, język polski, ale raczej w ramach przynależności do narodu polskiego,
a nie do szlachty. Dodatkowo, te dwa ostatnie wyróżniki są charakterystycz­
ne także dla grupy chłopskiej, a nie tylko dla szlachty.
Z kolei grupa chłopów wymienia przede wszystkim te cechy szlachty,
które są dla niej najlepiej zauważalne i znane z własnego doświadczenia. Są
nimi: język polski, kultura (większa niż chłopów), ubiór. Określają oni
szlachtę jako panów, właścicieli majątków, wynoszących się swoim szlache­
ckim pochodzeniem.
19

1 9

X V I do X V I I I w. wzorce osobowe: szlachcica-ziemianina, szlachcica-PoIaka-katolika
mogły być realizowane. Wzorzec osobowy szlachcica był kształtowany od wieku X V I . Osta­
tecznie uformowany zostaje w X V I I w., kiedy pojawia się i ugruntowuje stwierdzenie, że
szlachcic to Polak i katolik (czasem dodawano jeszcze: ziemianin). Wytworzone zatem w okre­
sie od tylko przez przedstawicieli stanu szlacheckiego.

�КТО ТО JEST SZLACHCIC?

171

Rye. 1. Edward Dokurno z Kamionki k/Holszan, Białoruś
Ze zbiorów rodzinnych informatorów autorki

O B R A Z S Z L A C H C I C A I J E G O C E C H Y W R E J O N I E OSZMIAŃSKIM

Na pytanie: „kto to jest szlachcic" przedstawiciele grupy „czystej szlachty"
odpowiadali (także tutaj wszystkie cechy podawane są w kolejności od naj­
częściej do najrzadziej wypowiadanych) - szlachcic to:
• Polak:
„Szlachcic, to kiedyś nazywali kto Polak był i katolik" (Polak, ok. 45 lat,
Kleje k/Żupran);
20

Porównaj przypis 15.

�172

KATARZYNA WASZCZYŃSKA

„Szlachcicem tylko Polak być może" (Polka, ok. 70 lat, Kamionka
k/Holszan);
• człowiek kulturalny (rozumiany tutaj zarówno jako wykształcony jak
dobrze wychowany):
„Szlachcic dla mnie, to człowiek wykształcony, kulturalny" (Polak, ok.
45 lat, Kleje k/Żupran;
„Szlachcic to według mnie taki kulturalny człowiek, co siebie prowadzi
akuratnie, skromny taki" (Polka, ok. 60 lat, Kamionka k/Holszan);
• człowiek bogaty:
„Szlachcic znaczy, że to człowiek, który pochodził z takich bogatszych
znacznych rodzin" (Polak, ok. 70 lat, Traby);
„Szlachcic, to był człowiek bogaty, co miał dużo swojej ziemi" (Polka,
ok. 70 lat, Kamionka k/Holszan);
• katolik:
„Prawdziwy szlachcic, to tylko Polak i katolik" (Polka, ok. 70 lat, Ka­
mionka k/Holszan);
• człowiek, który może udokumentować swoje szlachectwo (chodzi tutaj
0 przedstawienie dokumentów, posiadanie znaczącego nazwiska, a także
majątku):
„Tutaj, w Klejach szlachectwo kojarzyło się z papierkiem, nazwiskiem,
majątkiem" (Polka, ok. 65 lat, Kleje k/Żupran);
„Szlachcic dla mnie to [...] ten, co może się tym szlachectwem wykazać"
(Polak, ok. 45 lat, Kleje k/Żupran);
„Szlachcic to ten, kto pochodzi ze szlacheckiej rodziny" (Polka, ok.
80 lat, Szczepanowicze k/Graużyszek);
• człowiek dobry, delikatny w obejściu:
„Szlachcic to człowiek delikatniejszy, kulturalniejszy, taki kulturalny
1 delikatny w obejściu i w mowie [...] Po prostu szlachcic miał wrodzone
takie delikatniejsze cechy" (Polka, ok. 70 lat, Kamionka k/Holszan);
• sprawiedliwy, szlachetny w zachowaniu:
„Szlachcic dla mnie, to człowiek [...] akuratny [...] szlachetny w za­
chowaniu" (Polak, ok. 45 lat, Kleje k/Żupran);
„Szlachta, to ludzie takie rozumniejsze, czesne ludzie, to znaczy więcej
sprawiedliwe, ja tak uważam" (Polak, ok. 60 lat, Grodzie);
• człowiek dumny, honorowy:
„[Szlachcic] to taki, kto nigdy pleców nie schyla. Jak schyla, to on już
mużyk-chłop, a nie szlachcic. Ja też taki dumny jestem [...]. Teraz już są inne
czasy i nie można być takim jak kiedyś szlachta byli, że tylko duma ich się
liczyła.[...] Dla szlachcica najważniejszy byl zawsze, i teraz dla mnie jest
honor" (Polak, ok. 70 lat, Traby);
„Różnica między szlachcicem a chłopem była tylko taka, że człowiek
szlachecki to się dumniej od chłopa nosił" (Polka, ok. 70 lat, Kamionka
k/Holszan);

�КТО ТО JEST SZLACHCIC?

173

• dobry gospodarz:
„Szlachcic dla mnie to dobry gospodarz" (Polak, ok. 45 lat, Kleje
k/Żupran);
• przestrzegający tradycji szlacheckiej:
„Szlachta kojarzy mi się z powstałą skądś, ale nie wiem skąd, tradycją,
którą przekazuje się z pokolenia na pokolenie. To jakieś obyczaje, sym­
boliczne elementy związane z grupą ludzi" (Polak, ok. 30 lat, Oszmiana).
Rozumienie pojęcia „szlachcic" ma z jednej strony charakter określeń
nieoceniających, takich jak: Polak, katolik, gospodarz, a z drugiej - okre­
śleń oceniających, czyli prezentujących cechy charakterologiczne szlachcica
(dobry, delikatny w obejściu, dumny, honorowy, sprawiedliwy itd.).
Za wyróżniki szlachty uważano:
• zamknięcie grupy (kontakty z nie szlachtą ograniczone, trzymanie się
razem grupy szlacheckiej):
„Ludzie śmieli się z nas, bo my rzeczywiście, tak trochę inaczej się
zachowywaliśmy. Nie rozmawialiśmy ze wszystkimi i nie odwiedzaliśmy
nikogo prawie. Mówili więc, że się wywyższamy, że panów z siebie robimy.
Ale tak wcale nie było" (Polka, ok. 60 lat, Holszany);
„U nas ta specyfika to jest, np. to, że wszyscy z okolicy trzymają się
razem. Oczywiście konflikty jakieś powstają, ale wszyscy starają się trzymać
razem" (Polak, ok. 30 lat, Oszmiana);
• język polski:
„W ogóle to tutaj tych, co po polsku mówią, są Polakami, to nazywało
się szlachta" (Polak, ok. 45 lat, Kleje k/Żupran);
„Szlachta [...] rozmowę miała inną, bo po polsku tylko rozmawiała [...].
Kiedyś też, przezywali nas polskie przeki, to za to, że my po polsku roz­
mawialiśmy tylko, po prostemu nikt nie mówił" (Polak, ok. 60 lat, Grodzie);
• ubiór:
„Szlachta zawsze ubierała się kulturalniej niż chłopi, tak bardziej elegan­
cko" (Polak, ok. 70 lat, Traby);
„Szlachcica można było poznać po ubraniu, a jakże. Muzyki to lubili tak
kolory «lapiste», taki czerwony, kolory jaskrawe. A szlachta raczej takie
kolory spokojne nosiła" (Polka, ok. 60 lat, Kamionka k/Holszan);
• kultura (rozumiana jako wychowanie):
„Tu w zaścianku bardziej kulturalniejsze ludzie żyli. Oni byli uczeni,
inteligentni, to i wiadomo, że lepsi z nich ludzie niż ci, co na wsi żyli"
(Polka, ok. 90 lat, Zamościany k/Żupran);
„Szlachta była kulturamiejsza, bo się jedni od drugich uczyli" (Polak, ok.
70 lat, Traby);
• bogactwo:
„Na wsi nas przezywają szlachta, ale w sensie negatywnym. Ma to
oznaczać, że jesteśmy bogaci i dlatego się wywyższamy" (Polak, ok. 30 lat,
Oszmiana);

�174

KATARZYNA WASZCZYŃSKA

• duże rodziny:
„A i jeszcze taka specyfika, że u szlachty zawsze dużo dzieci było.
W mojej rodzinie teraz jest mało, bo tylko trójka rodzeństwa. Kiedyś zaś,
było tak, że im liczniejsza rodzina to i zaszczyt był dla niej większy""
(Polak, ok. 30 lat, Oszmiana);
• szacunek dla starszych:
„Wychowanie u nas w domu było surowe, [...] musiałem dobrze się
zachowywać, grzecznie odzywać, poważać starszych od siebie" (Polak, ok.
70 lat, Traby);
• religijność:
„U nas, u szlachty były wszystkie, i majowe, i czerwcowe, i różaniec. [...]
Szlachta bardzo wierząca była" (Polak, ok. 70 lat, Traby);
• niechlujstwo:
Z wyglądu nie dało się poznać szlachcica. Z obejść, to już bardziej, bo
rzeczywiście szlachta słynęła trochę z niechlujstwa. Niestety, to prawda. Tak
było i tak jest. Mój mąż na przykład, to taki prawdziwy szlachcic. Jak
przyszłam tuż żyć, to musiałam gwałtem koszule z niego ściągać, bo sam
zdjąć nie chciał. Mówił, że dopiero w niedzielę założył czystą i znów zmie­
niać? To musiał być już prawdziwy szlachcic, bo oni czystości żadnej nie
utrzymywali" (Polka, ok. 65 lat, Kleje k/Żupran).
Wśród wymienionych wyróżników przeważają określenia w założeniu
swoim nieoceniające (potem są dopiero wartościowane), ale znalazł się jeden
wyróżnik oceniający o zabarwieniu negatywnym (niechlujstwo). Duża liczba
wymienianych cech charakteryzujących szlachcica (szlachtę) wskazuje na
refleksyjność rozmówców. Wpływ na taki stan rzeczy mogła mieć z jednej
strony pamięć czasów kiedy Oszmiańszczyzna była ważnym ośrodkiem pol­
skości (obok Wileńszczyzny), a z drugiej to, że wszyscy informatorzy z grupy
„czystej szlachty" są świadomi swojego pochodzenia szlacheckiego i są
z tego dumni, czego nie ukrywają.
Kolejna grupa, czyli tzw. „nieczysta szlachta", podobnie jak jej od­
powiedniczka z parafii bujwidzkiej, nie wypowiedziała się na temat: kto to
jest szlachcic? Ograniczono się jedynie do podania wyróżników charak­
teryzujących szlachtę (od najczęściej do najrzadziej wymienianych):
• szlachta stanowi społeczność zamkniętą (trzymają się razem):
„Oni spotykali się tylko między sobą. Bardzo się razem trzymali. Z nami,
ze wsi bardzo rzadko rozmawiali, bo mówili, że oni ze szlachty są, a my
biedaki, chłopy tylko" (Polka, ok. 65 lat, Boruny);
• język polski:
„Ojciec mi zawsze powtarzał, że szlachetny człowiek, to musi dobrze po
polsku mówić, bo to prawdziwy Polak jest" (Polak, ok. 25 lat, Gołgieniszki
k/Murowanej Oszmianki);
„To, że jestem szlachcicem, to ojciec mówił [...]. Moi rodzice bardzo
nastawali na to byśmy uczyli się po polsku. Byśmy umieli czytać i pisać po
polsku, czytać polskie modlitwy" (Polak, 70 lat, Zarzecze k/Żupran);

�КТО ТО JEST SZLACHCIC?

175

• bogactwo:
„Szlachta się na nich mówiło, bo oni bogatsi byli, mieli więcej ziemi, ale
sami na niej nie pracowali" (Polka, ok. 65 lat, Borany);
• nieporządni:
„Ludzie na wsi śmieli się z nich [ze szlachty], że tacy pomazani chodzą,
brudni, a szlachta się mienią i nos wysoko drą" (Polka, ok. 65 lat, Borany);
• kulturalni:
„Ale to była szlachta, bo mimo, że pomazani, ale bardziej kulturałniejsze
ludzie niż u nas na wsi" (Polka, ok. 65 lat, Borany).
Z powyższego zestawienia widać, że wymieniane określenia w zasadzie
nie odbiegają od podawanych przez grupę „czystej szlachty". Pominięte
jednak zostały przez rozmówców „nieczysto szlacheckich" wyróżniki takie
jak: duże rodziny, szacunek dla starszych, większa religijność. Pojawia się
natomiast podobna cecha negatywna, jak w grupie poprzedniej, a mianowi­
cie: niechlujstwo.
I wreszcie wypowiedzi grapy chłopskiej. Dla niej szlachcic to:
• pan:
„Oni szlachta byli. To byli pany, bogaci byli, dużo ziemi mieli" (Polka,
ok. 70 lat, Soły) ;
• Polak:
„Szlachta to tylko Polacy. Oni tylko po polsku rozmawiali" (Polka, ok.
75 lat, Reczkiany k/Żupran);
• dobry, kulturalny człowiek:
„Ale szlachta dobra była. Nie oszukiwała i dobrze parobkom płaciła za
ich pracę" (Polka, ok. 75 lat, Reczkiany k/Żupran);
„Oni kulturalniejsi byli, bardziej inteligentni, bo do szkół chodzili" (Polka,
ok. 70 lat, Soły);
Jako wyróżniki szlachty, chłopi wymieniali:
• bogactwo (dużo ziemi):
„Ich dlatego nazywali szlachty, że oni byli bogaciejsze od innych. Oni
mieli dużo ziemi" (Polka, ok. 80 lat, Kuszlany);
„Szlachta to się wyróżniała tym, że była bogatsza" (Polka, ok. 75 lat,
Reczkiany k/Żupran);
• mieszkanie w zaściankach:
„Kiedyś zaścianki tak nazywali za to, że tam ludzie co żyli mieli boga­
ctwo duże. [...] Na zaścianku to takie szlachty żyli. Tak się tych ludzi
nazywało - szlachty" (Polka, ok. 65 lat, Ciechany k/Ankud);
• kulturę:
„Szlachta była bardziej kulturalniej sza niż ludzie na wsi" (Polak, ok.
80 lat, Boruny);
21

2 1

Wytłumaczenie to nawiązuje do doświadczeń informatorki z bogatą szlachtą, a nie
z drobną.

�176

KATARZYNA WASZCZYŃSKA

• ubiór (lepszy, bogatszy):
„Szlachtę zawsze można było poznać. Oni lepiej się ubierali, tak boga­
ci ej. Jak do kościoła przyjadą, to panienki zawsze kapelusiki miały na
głowach, rękawiczki, parasolki. A mężczyźni to w czarnych kostiumach
chodzili.[...] Na wsi ludzie biednie żyją, to już się tak nie ubierają jak
panowie.[...] Bo szlachta zawsze za modą szła" (Polka, ok. 70 lat, Soły);
• język polski:
„Szlachta to u nas była. [...] Ich nazywali dlatego szlachty, że oni wszyscy
po polsku tylko rozmawiali, po prostemu nie umieli" (Polak, ok. 70 lat,
Ciechany k/Ankud);
• duma ze swojego pochodzenia:
„Że oni szlachta, to było wiadomo, bo oni się wywyższali, nos zadzierali,
że są szlachta. Mówili, że co to oni nie są, że lepiej rodzeni" (Polak, ok.
80 lat, Boruny);
• grupę zamkniętą (trzymali się razem, nie kontaktowali się z nie szlachtą):
„Szlachta nie drużyła się z chłopami. Ona miała swoje kółeczko i tylko
między sobą się spotykała. Wiadomo, oni bogatsi byli, ziemi dużo mieli, to
i kultura u nich lepsza była niż na wsi, to i z prostym człowiekiem nie chcieli
rozmawiać. Nie szli na wieś, a i do nich nikt nie chodził" (Polka, ok. 75 lat,
Reczkiany k/Żupran);
• nieporządni:
„Kiedyś to było tak, ja przepraszam, że to mówię, ale tak było i to jest
prawda, że u tej szlachty to kury po stole chodziły, taki mieli porządek
u siebie. U chłopów tak nigdy nie było" (Polka, ok. 70 lat, Dociszki).
Grupa chłopska, jak widać z powyższych wypowiedzi, wymieniała tylko
te cechy, które były przez nią zauważalne, z którymi zetknęła się sama.
Dla dopełnienia prezentowanego przez potomków drobnej szlachty
z rejonu oszmiańskiego (grupa chłopska została tu pominięta) wizerunku
szlachcica i jego cech, należy przedstawić wybrane fragmenty ich opowieści
o miejscu zamieszkania szlachty oraz tradycji szlacheckiej .
Miejsce zamieszkania wraz z jego charakterystyką . W rejonie oszmiańskim nie było jednolitej formy osadnictwa szlacheckiego. Występowały więc
tu obok zaścianków także okolice szlacheckie. Dzisiaj jednakże wiele z nich
zostało zamienionych na wsie, w których pojawili się nowi osadnicy głównie
z głębi Białorusi. Zaścianki, w większości, zostały zrównane z ziemią. Ich
dawni mieszkańcy musieli zamieszkać we wsiach lub miasteczkach .
22

23

24

25

2 2

W przypadku opowieści o miejscu zamieszkania i tradycji szlacheckiej nie ma konieczno­
ści wprowadzania podziału na: „czystą szlachtę" i „nieczystą szlachtę". Brak jest bowiem
wyraźnych różnic w ich wypowiedziach.
Porównaj przypis 16.
Porównaj przypis 17.
Zmiana miejsca zamieszkania, znalezienie się w nowej rzeczywistości miało wpływ na
świadomość rozmówców. Ciekawe więc było sprawdzenie na ile wiedza o tradycyjnym osadni­
ctwie szlacheckim pozostała w pamięci badanych.
2 3

2 4

2 5

�КТО ТО JEST SZLACHCIC?

177

Zaścianek, okolicę (formy te są rozróżniane, ale ich charakterystyka jest
podobna), opisywano jako miejsce, z małą liczbą porozrzucanych domów,
stawianych na ziemi należącej do zamieszkującej tam szlachty:
„Zaścianek nazywało się dlatego, że tam było dużo ziemi. Prawda, że nie
tak dużo jak w majątkach, ale dużo. Zaścianek zaś, miał do 50 ha ziemi. [...]
Mówiło się też u nas, że na zaścianku to szlachta mieszka. Tak nas nazywali.
Szlachta nie mieszkała na wsiach, a tylko po zaściankach to ta biedniejsza,
a bogatsza po folwarkach i bardzo bogata w majątkach" (Polka, ok. 80 lat,
Szczepanowicze k/Graużyszek);
„Ja mieszkam w okolicy. Na nas tam mieszkających szlachta się mówi.
Mieszkali tam zawsze takie trochę bogatsze ludzie. Nie było w okolicy za
dużo domów, tylko parę. One były rozrzucone jak popadło: jeden nad rzeką,
drugi tam za ulicą, trzeci jeszcze gdzie indziej. Do każdego dróżka szła"
(Polka, ok. 60 lat, Holszany).
Dom szlachecki wyróżniał się tym, że był budowany z drewna na dwa
końce (typ domu szerokofrontowego), koniecznie musiał posiadać od strony
frontowej ganek na słupkach:
„My najpierw, mieszkaliśmy w starym szlacheckim domu [...] To był taki
długi dom z podcieniem na takich słupkach prostych. [...] Dom był zwyczajny,
na przestrzał długa sień i po jej dwóch stronach tzw. dwa końce. Jeden z tych
końców był zawsze czysty. Taki paradny" (Polka, ok. 65 lat, Kleje k/Żupran).
Otoczenie domu stanowiły zabudowania gospodarcze, sad z ulami, a tak­
że łaźnia:
„Za domem był chlew, spichrz, sad, a w nim ule" (Polka, ok. 60 lat,
Kamionka k/Holszan);
„Tak ogólnie, to każda okolica musiała mieć sad, a dookoła domostw
rosły topole. Przy każdym prawie domu była łaźnia. U nas tak właśnie było.
Tylko z oszczędności paliło się na zmianę, raz u tego, a raz u tego" (Polka,
ok. 65 lat, Kleje k/ Żupran).
Przedstawione opisy miejsca zamieszkania zaprezentowały wiedzę rozmów­
ców na temat charakterystycznego osadnictwa i budownictwa szlacheckiego.
Odwoływano się do zabudowy zaściankowej i okolic szlacheckich, jak i stylu
„dworku szlacheckiego" (powstałego w X V I I I w.) budynków mieszkalnych.
Tradycja szlachecka. W świętach dorocznych, czy rodzinnych, a także
formach spędzania czasu wolnego (niedzielach, zabawach, majówkach), roz­
mówcy zauważają elementy, które - według nich - są związane z dawną
tradycją szlachecką. Także tutaj nie chodzi o pełną rekonstrukcję obrzędów
i zwyczajów, ale o wskazanie cech charakterystycznych dla szlachty.
Zwykła niedziela wyglądała więc następująco: rano jechało się do koś­
cioła bryczką (latem) lub saniami (zimą). Potem po wspólnym posiłku był
czas wolny, który najczęściej spędzano z rodziną, ale też odwiedzało się
znajomych, krewnych. Był bezwzględny zakaz pracowania:
„W niedzielę szło się do kościoła. Potem wracało się do domu na
obiad. Były wtedy spotkania, ale tylko wśród rodziny, przyjaciół jak blisko

�178

KATARZYNA WASZCZYNSKA

mieszkali. Szlachta nigdy, tak jak chłopi pod płotem nie siedziała, by sobie
popić, czy poplotkować" (Polka, ok. 65 lat, Kleje k/Żupran);
„U nas w niedzielę było święto. Nie pracowało się, a tylko do kościoła
się szło. Po kościele się odpoczywało. Kto miał blisko krewnych, to czasem
ich odwiedzał, a tak to więcej w domu się siedziało. Pamiętam, że niedziela,
to takie święto było, że jak nawet guzik odpadł od sukienki, czy bluzeczki,
to mama nie pozwalała go przyszyć, tylko trzeba z tym było czekać do
poniedziałku. W niedzielę, to przede wszystkim szło się do kościoła" (Polka,
ok. 70 lat, Kamionka k/Holszan).
Zabawy, jak mówiono, były „po zaproszeniu". Przyjść więc na nie mógł
tylko ten, kto został zaproszony. Proszeni byli także miejscowi muzykanci.
Bawiono się we własnym towarzystwie, tzn. mieszkańców zaścianka czy
okolicy szlacheckiej. Tańczono zwykle mazurka, oberka, polkę, krakowiaka.
Do tańca przygrywano na cymbałach, skrzypcach, harmonii:
„Na zabawy zbierali się tylko ci z okolicy. Z wiosek już nie. Zresztą oni
mieli swoje zabawy. Mieli zupełnie inny styl zabawy niż my. Inną muzykę
U nas byly często takie instrumenty jak: skrzypce, harmonia. Na wiosce zaś,
raczej takie jak dudka (piszczałka). [...] U nas, u szlachty, były raczej takie
tańce jak: polka, oberek, takie tańce by się razem bawić. [...] Na chłopskie
zabawy szlachta nie chodziła, to czemu oni mieli przychodzić na nasze?"
(Polak, ok. 30 lat, Oszmiana);
„Szlacheckie zabawy były bardzo piękne. Teraz, to są te kluby i zbiera
się w nich rozmaita szarańcza, jakiej tylko chcesz [...] A dawniej, byle kto nie
szedł na zabawę. Zbierali się tylko lepsze kawalery, co ziemi mieli trochę
więcej, co po polsku pięknie rozmawiali. Zabawy były po domach. Za­
praszało się na nie muzykantów. Ja to jeszcze zachwyciłam tej delikatnej
zabawy. Na zabawy chodziło się tylko po zaproszeniu. Bez zaproszenia nie
pójdziesz, bo to nie wypadało. W jakim domu była zabawa, to z niego
przychodzili panienka czy kawaler i zaprasza na nią: proszę przychodzić,
u mnie będzie zabawa. A jeszcze dawniej, to kawaler musiał po panienkę do
domu przyjechać. Musiał się przedstawić jej rodzicom, kto on jest i skąd jest,
i dopiero wtedy mogła panna z nim iść na zabawę" (Polka, ok. 80 lat,
Szczepanowicze k/Graużyszek).
Majówki urządzano w Zielone Świątki, w maju. Były to spotkania towa­
rzyskie ludzi młodych i starszych z zaścianka czy okolicy, na które jednak
należało mieć zaproszenie. Majówki odbywały się w wybranym na ten cel
miejscu: na łące, polanie, też czasem w domu. Tańczono na nich i śpiewano:
„Majówki też robiliśmy. To przeważnie na Zielone Świątki były robione.
Wtedy też się robiło zaproszenia i wszystkich się zapraszało. Potem dziew­
częta spotykały się razem, piekły, szykowały zakąski na majówkę. Chłopcy
zaś przynosili wódkę i muzykantów sprowadzali. U nas w Egirtowie to
majówki były robione w domu. Ustawiano w domu stoły dookoła i wszyscy
tak dookoła za nim siadali. Rozmawiało się, śpiewało, kto chciał to tańczył.
Wesoło było" (Polak, ok. 70 lat, Traby).

�КТО ТО JEST SZLACHCIC?

179

Ryc. 2. Rodzina Regińskich z Kamionki k/Holszan, Białoruś
Ze zbiorów rodzinnych informatorów autorki

Święta spędzano przede wszystkim w gronie najbliższej rodziny. Jako
cechy charakterystyczne dla szlacheckiego Bożego Narodzenia, wymieniano
jodełkę oraz świętowanie Wigilii z najbliższą rodzina. Dopiero na drugi
dzień szło się w odwiedziny do rodziny, krewnych, znajomych, ale tylko do
tych, którzy zaprosili do siebie na Święta:
„Na Boże Narodzenie u nas zawsze się jodełkę ubierało. To mój ojciec ją
stroił, a mama stół stroiła jodełką do wieczerzy wigilijnej. I kolędy się
śpiewało. Na Wigilię, to każdy w swoim domu siedział i święcił ją ze swoją
rodziną tą najbliższą. Taki był u nas zwyczaj. A już na jutro to się od­
wiedzało dalszą rodzinę. A to oni do nas przyjadą, a to my do nich
jedziemy. Różnie bywało, jak było proszone" (Polka, ok. 70 lat, Żuprany).
Dla Wielkanocy zaś charakterystyczne są dwa zwyczaje, które uznano za
szlacheckie: świętowanie czwartego dnia, tzw. „gradowej środy", a także
szybki powrót ze święconką z kościoła do domu. Miały one zapewnić dobry
plon i szczęście na cały rok. (Wydaje mi się jednak, że nie są to tylko
szlacheckie zwyczaje.):

�180

KATARZYNA WASZCZYŃSKA

„A na Wielkanoc świętowano trzy dni, ale najczęściej dwa dni. Ze
święconym się u nas jeździło do kościoła. Wszyscy wozami jechali, cale
rodziny. Bo u nas ludzie konie mieli i wozy. Potem wracali szybko do domu.
Każdy spieszał, bo mówili, że: «kto pierwszy będzie w domu, ten cały rok na
przedzie bedzie». To taki był u nas zwyczaj. A w środę po święcie też się nie
pracowało. Ziemi wtedy ruchać nie można, bo mówią, że ta środa to
«gradowy dzien». Kto w pole pójdzie, temu grad zasiew zniszczy. Każdy
więc świętował tą środę od gradu" (Polak, ok. 60 lat, Grodzie).
W świętach rodzinnych (chrzciny, wesele, pogrzeb) za charakterystyczne
dla szlachty uważano:
• w czasie chrzcin: ich spokojny charakter, nie pokrywanie dziecka
(tj. nie kładzenia na dziecko prezentów przez gości), nie wywożenie babki
podczas uroczystych chrzcin , a także nadawanie imion po rodzicach
lub dziadkach:
,,U nas chrzciny nie były takie wesołe, jak na wsi. Na wsi więcej wódki
piją i kwasu. U nas nie było tych wszystkich zabaw, nie było wywożenia
babki na przykład. Tego u nas nie było, bo to nie jest polski zwyczaj. Do
tego są piosenki po białorusku, więc pewnie to białoruski zwyczaj. U nas
dawano imiona tylko polskie i to przeważnie po rodzicach lub dziadkach"
(Polak, ok. 70 lat, Traby);
„Jak były chrzciny, to szlachta nie pokrywała dziecka. To teraz dopiero
się tak robi. U szlachty też nie woziło się babki «topić», to muzyki robią
A w ogóle chrzciny szlacheckie były takie spokojniejsze" (Polka, ok. 60 lat,
Kamionka к/ Holszan);
• na weselu: brak darowania młodych:
„Kiedyś na weselu szlacheckim nie było darowania. Bo to darowanie
wygląda tak, jakby człowiek ubogi był i zbierał dopiero to swoje bogactwo.
U szlachty darowania nie było. Ono było tylko u muzyków. A dzisiaj, to bez
darowania, to i wesela nie ma" (Polka, ok. 70 lat, Kamionka k/Holszan);
• na pogrzebie: trzy dni musi zmarły leżeć w domu, wtedy też, się przy
nim czuwa, modli, sąsiedzi przychodzą pożegnać nieboszczyka:
„Jak kto ze szlachty umarł, to wszyscy z całej okolicy, czy zaścianka
przychodzili się z nim pożegnać na tą ostatnią drogę. Taki jest u nas
zwyczaj. Zmarłego, to trzymali w domu ile kto może, ale ja swojego męża,
to trzymałam dwie noce, bo mi powiedzieli, że tak trzeba" (Polka, ok. 80 lat,
Szczepanowicze k/Graużyszek);
„Zmarłego u nas można było dopiero na trzeci dzień pochować. To ojciec
mówił, że wcześniej dlatego nie można, że ten człowiek może nie umarł, tylko
jest w zachwycie. Dopiero po trzech dniach jest pewność, że to napewno
umarły. Wtedy można było go pochować (Polka, ok. 70 lat, Żuprany).
26

2 6

Por. B. Czech, „Chłopskie obrzędy rodzinne w powiecie oszmiańskim. Symbolika rekwi­
zytów", "Warszawa 1995 (praca magisterska złożona w bibliotece Katedry Etnologii i Antro­
pologii Kulturowej UW); patrz też art. autorki w bieżącym numerze „Etnografii Polskiej".

�КТО ТО JEST SZLACHCIC?

181

Ostatnim wyróżnikiem podawanym przez rozmówców są zwroty. W hi­
storiografii zanotowano, że zwroty takie jak „waszeć", „waćpan" charak­
terystyczne są dla szlachty. Informatorzy pochodzenia szlacheckiego w Oszmiańskiem twierdzą jednak, że nie słyszeli by używano takich zwrotów w ich
społeczności. Tłumaczą wręcz, że są to zwroty funkcjonujące wśród chło­
pów. Wśród szlachty zaś, zwracano się jedynie na „pan", „pani". Trudno
jednoznacznie stwierdzić, czy rzeczywiście nie używano zwrotów „waszeć",
„waćpan", czy po prostu o tym zapomniano:
„Ja słyszałam takie wołanie waszecia, ale mnie się wydaje, że ono nie
było u szlachtów. Mnie się wydaje, że waszecia to już chamskie słowo.
Proszę pana, proszę pani o, to już szlacheckie wezwanie, to tak prawdziwie
po polsku" (Polka, ok.60 lat, Kamionka /Holszan);
„U nas ludzie zawsze zwracali się do siebie tylko na pan, pani. Waszecia,
to tylko po wioskach było takie wołanie. Tu u nas tego nie było. Nikt u nas
tak nie mówił" (Polka, ok.70 lat, Kamionka k/Holszan).
Podsumowując należy stwierdzić, że w rejonie oszmiańskim badane gru­
py („czystej szlachty" i „nieczystej szlachty" oraz chłopów) wypowiadały
się pełniej na pytania: „kto to jest szlachcic?" i „jakie są jego cechy?". Na
temat określenia „pojęcia" szlachcic dała odpowiedź tylko grupa „czysto
szlachecka" i chłopska. „Nieczysta szlachta", analogicznie jak w parafii
bujwidzkiej, pominęła to pytanie.
Szlachcic dla wymienionych grup to przede wszystkim Polak, następnie
człowiek kulturalny, bogaty, katolik, ten który może udokumentować swoje
pochodzenie szlacheckie, to także człowiek dobry, sprawiedliwy, honorowy,
dumny, przestrzegający tradycji.
Wyróżniki szlachcica to przede wszystkim określenia nieoceniające, choć
pojawiają się także określenia oceniające, takie jak: dobry, sprawiedliwy,
honorowy, dumny. Są one waloryzowane dodatnio. Jako dodatkowe, grapy
(„czystej szlachty" i „nieczystej szlachty") wymieniały: zamknięcie grupy,
język polski, ubiór, kulturę, bogactwo, duże rodziny, szacunek dla starszych,
religijność, a także niechlujstwo.
Jak widać, niektóre z nich pokrywają się z wyróżnikami wskazanymi przez
rozmówców z parafii bujwidzkiej. Dodatkowymi są: bogactwo (obecnie jest
ono cechą stereotypową, ponieważ trudno mówić o posiadaniu przez potom­
ków szlacheckich własnej, rodzinnej ziemi), szacunek dla starszych (jest on
widoczny po dziś dzień, a wynika z wychowania otrzymanego w domu),
niechlujstwo (jest to jedyna wymieniana cecha negatywna - można ją uznać
za stereotypową, choć nie zawsze jest zgodna z rzeczywistością, ponadto
powszechnie funkcjonują anegdotki dotyczące niechlujności szlacheckiej).
Podobnie jak w przypadku parafii bujwidzkiej, nastąpiło również tutaj
zacieranie znaczenia pojęć „szlachcic" i „szlachetność". Widoczne są jednak
silne nawiązania do wzorca osobowego szlachcica w często powtarzających się
zestawieniach: szlachcic - Polak - katolik. Obraz szlachcica zaś, jest na ogół
waloryzowany pozytywnie, a nawet idealizowany. Mimo to, można powiedzieć,

�182

KATARZYNA WASZCZYŃSKA

że w rejonie oszmiańskim funkcjonuje w miare jednolity obraz szlachcica.
Tkwi on nie tylko w świadomości, ale jest także realizowany przez potomków
drobnej szlachty Oszmiańszczyzny. Wielokrotnie podczas badań spotykałam
ludzi, którzy z dumą podkreślali szlachecką przeszłość ich rodzin.
W wypowiedziach grupy chłopskiej uderza podobieństwo do wcześniej
prezentowanych wypowiedzi przedstawicieli tej samej grupy w parafii buj­
widzkiej. Wymieniane są przez nich więc, przede wszystkim te cechy, które
są przez nich najłatwiej rozpoznawalne, z którymi się zetknęli.
Na podstawie zebranego materiału (którego fragmenty zaprezentowa­
łam) koniecznym stało się, obok podziału na wypowiedzi „czystej szlachty"
i „nieczystej szlachty", także ukonkretyzowanie samego pojęcia „świado­
mość", którego pole semantyczne jest przecież bardzo szerokie. Dlatego
z ogólnego pojęcia „świadomość szlachecka" zostały wyodrębnione jego
składowe, czyli podpojęcia: „świadomość pochodzenia szlacheckiego"
i „świadomość tradycji szlacheckiej". Informatorzy, z którymi przeprowa­
dziłam rozmowy tylko w części charakteryzowali się świadomością szlache­
cką w pełnym tego słowa znaczeniu (tj. świadomością pochodzenia szla­
checkiego i świadomością tradycji szlacheckiej). Stanowili oni ok. 20%
badanych w parafii bujwidzkiej, a w rejonie oszmiańskim 80%. Pozostali
prezentowali jedynie świadomość tradycji szlacheckiej.
Przyczyny takiego stanu rzeczy mogą być różne. Niewątpliwie wpływ
miał brak dowodów (dokumentów szlachectwa), które w sposób oczywisty
potwierdzałyby przynależność stanową. Sam brak dokumentów nie jest jed­
nak powodem wystarczającym, by zaniknęła wraz z nimi świadomość po­
chodzeniowa. Wiele osób - mimo braku tzw. papierów - z dumą określa
siebie szlachcicami. Istotną rolę bowiem przy zachowaniu świadomości szla­
checkiej odgrywało wychowanie. Surowe, tradycyjne wychowanie, z silnym
autorytetem ojca zapewniało przekaz pokoleniowy dotyczący pochodzenia,
tradycji, historii rodzinnej. Możliwe, że w przypadku grupy prezentującej
jedynie świadomość tradycji szlacheckiej nakaz zachowania szlacheckości
był słabszy. Weryfikacja jednak tej tezy wymagałaby dodatkowych badań.
Na osłabienie świadomości szlachectwa mogły też wpłynąć cechy indywi­
dualne rozmówców, a także czynniki zewnętrzne tj. polityczne (działalność
władz carskich a następnie radzieckich). Ponadto wprowadzenie po I I woj­
nie światowej gospodarki państwowej i organizacja kołchozów zlikwidowały
wszelką własność prywatną. Zabierano więc szlachcie ziemię, majątek. Tylko
niektórym pozostawiono dom i możliwość mieszkania w zaścianku lub
okolicy szlacheckiej, większość zmuszono do przeprowadzenia się na wieś
lub do miasteczka. Wszystkim nakazano pracę w kołchozie. Strach o siebie
i rodzinę był odczuwany powszechnie, ale szczególnie silnie po I I wojnie
światowej kiedy to prowadzona była polityka odkułaczania. Dlatego lepiej
było zapomnieć o „niewygodnej" przeszłości. Dodatkowo wpajane zasady
ideologiczne marksizmu-leninizmu, że „wszyscy są równi", i że „partii trze­
ba wierzyć ślepo" sprawiły, że w świadomości społeczeństwa zatarły się

�КТО ТО JEST SZLACHCIC?

183

niektóre cechy dające podstawy do rozróżniania pochodzeniowego. Połącze­
nie zaś wspomnianych elementów mogło spowodować brak w świadomości
rozmówców wiedzy o ich pochodzeniu społecznym.
Teraz gdy Litwa i Białoruś stały się odrębnymi państwami (po 1991 r.
i upadku ZSRR, w skład którego wchodziły jako republiki) odradza się
także świadomość narodowa ich obywateli. Brakuje jednak refleksji nad
własnym pochodzeniem społecznym. Jest to zjawisko ciekawe, bowiem
w wielu usłyszanych przeze mnie historiach rodzinnych pojawia się stwier­
dzenie o pochodzeniu szlacheckim rodziców, dziadków, opowiadający zaś
bardzo rzadko przypisują takie pochodzenie sobie. Możliwe, że wynika to
z polityki ZSSR, która nastawiona była na stworzenie narodu radzieckiego.
W podtekście zaś miała pobudzenie procesu asymilacji, nie tylko narodo­
wościowej, ale także stanowej („wszyscy równi").
Zdaniem H.Kubiaka (1980, s. 15-25), proces asymilacji przebiega naj­
szybciej w sferze struktury społecznej, potem w kulturze, tj. przez przyjęcie
nowej kultury, a na samym końcu w osobowości, tj. świadomości. Moje
badania wykazały, że ta kolejność została zachwiana. Drobną szlachtę uzna­
wano za schłopiałą i tak było rzeczywiście, choć dotyczyło to raczej jej
charakterystyki zewnętrznej (ubogi ubiór, biedne gospodarstwa itd.). Pozo­
stała zaś, co jest widoczne do dzisiaj, społecznością, która wyróżnia się od
sąsiadów pochodzenia chłopów. Żyjąc we wsi lub mieście (jak już pisałam,
rzadko dzisiaj zdarza się by mieszkali w zaścianku czy okolicy szlacheckiej)
tworzą oni grupę zamkniętą, niechętną kontaktom z obcymi, szczególnie
chłopami. Charakteryzuje więc potomków drobnoszlacheckich: brak przyja­
ciół (jeśli są, to tylko sprawdzeni i najlepiej tego samego pochodzenia),
jedynie grzecznościowe kontakty z sąsiadami, niechęć do pijaństwa i plot­
karstwa. Nie można zatem mówić o całkowitej integracji struktury społecz­
nej. Nie można też mówić o procesie akulturacji, tj. przejęciu kultury chłop­
skiej. Co prawda, w tradycji szlacheckiej obecne są niektóre elementy nale­
żące do tradycji chłopskiej (np. świętowanie „gradowej środy"), ale są także
takie, które do niej nie należą (np. brak darowania młodych podczas wesela,
czy nie pokrywanie dziecka w czasie chrzcin). Najważniejsze jednak jest to,
że są one przestrzegane obecnie, pomimo że tradycja szlachecka dla młodego
pokolenia nie znaczy nic ponad historię. Ostatni etap asymilacji przebiega,
według H.Kubiaka, w sferze osobowości. Zmiana osobowości w znacznym
stopniu zaszła wśród rozmówców charakteryzujących się jedynie świadomo­
ścią tradycji szlacheckiej. W grapie o świadomości szlachectwa w pełnym
tego słowa znaczeniu, niewątpliwie nie zaistniała. Te stwierdzenia dotyczyć
mogą tylko przebadanej grupy potomków drobnej szlachty o średniej wieku
ok. 60 lat. W przypadku ludzi młodych proces asymilacyjny przebiegł we
wszystkich tych sferach. Dla nich szlacheckość stanowi jedynie wartość
historyczną, część historii rodzinnej. Dla poparcia tego smutnego, jeśli
chodzi o ciągłość szlachectwa, wniosku przytoczę przykładowe wypowiedzi
moich rozmówców:

�184

KATARZYNA "WASZCZYŃSKA

Ryc. 3. Siostry Regińskie z Kamionki k/Holszan, Białoruś
Ze zbiorów rodzinnych informatorów autorki

„Ja myślę, że teraz to jest już późno, żeby wracać do tej przeszłości
szlacheckiej. Starzy powymierali, tacy jak my już też mało pamiętają, bo to
czasy były takie i lepiej było zapomnieć, a młodym nie to w głowie, ich
to nie ciekawi" (Polak, ok. 60 lat, Wysokie k/Bujwidz);
„Młodzi już nie ciągną do tego co było. Myślę, że cała szlachecka
historia zginie. Ona już teraz powoli ginie" (Polak, ok. 30 lat, Oszmiana);
„Dzieci nie wiedzą nic o tym szlachectwie. Ja bym im nawet powiedział,
to by się zdziwili i zaczęli pytać: co to takie ten szlachcic? A ja i nie bardzo
mógłbym im powiedzieć, bo i mnie nikt zbytnio nie tłumaczył tego. Taki
kiedyś był czas, że lepiej było nie wiedzieć, a potem byłem już dorosły i sam
nie chciałem słuchać" (Polak, ok.45 lat, Kleje k/Żupran).

�КТО ТО JEST SZLACHCIC?

185

Oczywiście, na taki stan rzeczy ma wpływ wychowanie, które znacznie
różni się od tego, jakie otrzymali rodzice, a także nauka pobierana w szkole
(np. na lekcjach historii zaprzeczano istnieniu szlachty na Litwie czy Biało­
rusi). Nic dziwnego, że wiedza młodych na temat szlachty jest raczej ogól­
nikowa. Wyjątki stanowią ci nieliczni młodzi, którym udało się osiągnąć
wykształcenie wyższe niż podstawowe.
Ukazanie obrazu szlachcica i charakterystycznych dla niego cech w dwóch
społecznościach potomków drobnej szlachty miało na celu sprawdzenie, czy
spójność grupy wpływa na kształtowany obraz. Okazuje się, że w przypadku
tych grup brak takiej zależności. Badani z parafii bujwidzkiej stanowią grupę
małą (parafia) i w miarę spójną. Uświadamiany przez nich obraz szlachcica
jest natomiast słaby i pozbawiony refleksji. Wynika to niewątpliwie z tego, że
grupę tę charakteryzuje tylko świadomość tradycji szlacheckiej. Z powodów,
o których już wspomniałam, brak jest tej świadomości, która wpływa na
tożsamość jednostki. Z kolei badana społeczność w rejonie oszmiańskim,
to grupa mała i rozproszona po całej Oszmiańszczyźnie. Jednak występuje tu
zarówno świadomość pochodzenia szlacheckiego jak i świadomość tradycji
szlacheckiej. Dzięki temu przedstawiany obraz szlachcica jest pełniejszy .
Występujące różnice w świadomości szlacheckiej wynikać mogą zatem
z odmiennych losów historycznych badanych terenów, o których już
wspomniałam.
Powtórzę raz jeszcze, że na podstawie zebranego materiału terenowego
można stwierdzić istnienie w miarę jednolitego obrazu szlachcica w świado­
mości badanych oraz dostrzeganie przez nich elementów szlacheckich w oby­
czajowości i obrzędowości. Znajomość nawet niektórych elementów tradycji
szlacheckiej jest pocieszająca. Świadczy to bowiem o tym, że treści szlacheckie,
pomimo wielu prób, nie zaginęły. Jednocześnie coraz mniej osób uświadamia
sobie, że pamięć o szlachectwie dożywa swoich dni wraz z ostatnim pokoleniem,
które może o nim mówić jeszcze na podstawie własnego doświadczenia.
27

LITERATURA

Słownik geograficzny...
1880
Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, B. Chle­
bowski, W. Walewski (red.), 1.1, s. 455,1.15, cz. 1.
Č e k m o n a s V.
1991
Nad etniczną i językową mapą Polaków litewskich - o teraźniejszości i przyszłości,
„Lithuania", nr 3(4), s. 44-51.

2 7

Przedstawiony obraz szlachcica i jego charakterystyczne cechy dotyczy jedynie grup,
które zostały przebadane na pograniczu litewsko-białoruskim. W żadnym wypadku nie można
uogólnić wyników i obnieść ich do innych skupisk drobnej szlachty np. znajdujących się na
Laudzie (Litwa) czy w okolicach Nieświeża i Baranowicz (Białoruś). Wymagałoby to prze­
prowadzenia gruntownych badań.

�186

KATARZYNA WASZCZYŃSKA

Dawne obyczaje...
1860
Dawne obyczaje i zwyczaje szlachty i ludu wiejskiego w Polsce i w ościennych
prowincjach, Warszawa.
E b e r h a r d t P.
b.r.
Przemiany narodowościowe na Białorusi, Warszawa.
H o r o s z k i e w i c z R. W.
1936
Szlachta zagrodowa (zaściankowa) na ziemiach wschodnich, Warszawa.
1937
Szlachta zaściankowa na Ziemiach Wschodnich, „Rocznik Ziem Wschodnich
i Kalendarz", s. 171-176.
J a l b r z y k o w s k i R.
1932
Synodus archidioecenana Vilnensis, Vilno.
K r a w c z a k Т.
1993
W szlacheckim zaścianku, Warszawa.
Materiały....
1860
Materiały dla geografii i statistiki Rosii. Vilenskaja gubernia, Korewo (red.),
Petersburg.
1863
Materiały dla geografii i statistiki Rosii. Grodzienskaja gubernia, P. Bobrowskij
(red.), Petersburg.
S t a n i e w i c z W.
1933
Kolektywizacja rolnictwa Rosji Sowieckiej, Wilno.
Szajnocha K.
1881
Szlachta chodaczkowa. Szkice historyczne, Warszawa, t. 4, z. 5.
W e j l a n d A. P.
1991
Obrazy grup społecznych. Studium metodologiczne, Warszawa.
W y s l o ł u c h S.
1932
Ziemia oszmiańska na rubieży dwu kultur, Wilno.
Z a j ą c z k o w s k i A.
1993
Szlachta polska. Kultura i struktura, Warszawa.
Założenia...
1980
Założenia teorii asymilacji, H . Kubiak (red.), Wrocław.
Z a w a d z k i J.
1862
Drobna szlachta wobec kraju, „Gazeta rolnicza", nr 22-23, s. 200-203, nr 25-26,
s. 222-224.

KATARZYNA WASZCZYŃSKA
W H O IS "A N O B L E M A N " ? I M A G E S A N D S T E R E O T Y P E S
OF P E T T Y G E N T R Y AS A S O C I A L G R O U P
ON T H E LITHUANIAN-BYELORUSSIAN BORDERLAND
Summary
The subject of petty gentry - a social category characteristic for the social structure of
Eastern Poland, Western Byelorussia and Lithuania - has become popular in the ethnological
and social studies in the mentioned countries. It is the subject of this paper too. The author
aims at reconstructing the stereotypical image of a "nobleman", still present among those, who
preserve the tradition of coming from "gentry families". The material of the study comes from
field researches in two localities: near Niemenczyn, Lithuania and in the region of Oszmiana,
Byelorussia.
Not all the respondents came from petty gentry families, some of them had the status of
"peasants". The data collected from the latter ones were meant to be used for verification.

�КТО ТО JEST SZLACHCIC?

187

The two areas chosen for research represented two different types of communities - a small
territorial community living in close settlement near Niemenczyn and also small group of petty
gentry families living scattered in the region of Oszmiana. The comparison was going to show
if this factor would determine any differences in mental images of social identity. Previous
researches didn't confirm such relation. It was rather among the scattered population in the
region of Oszmiana that the memory of "noble social status" and the tradition of gentry have
survived in a stronger form. In Lithuania the memory is weaker. The image of a "nobleman"
(i.e. representative of the petty gentry class) is built up from different markers. The gentry are
said to be better ("more richly") dressed, have better manners and education.
They are also considered a more closed group reluctant to intermarrying with other
classes. They claim the attributes of Polish culture - Polish language in everyday communica­
tion and Roman Catholic religion. The above image is a kind of ideal one. Only a few of the
respondents in Oszmiana region identify themselves with "real gentry". The only negative
feature commonly attributed to gentry is "slovenliness" which often appeared in the respon­
dents' opinions.
Other markers distinguishing the "culture of the gentry" refer to their rituals of the annual
cycle (Christmas and Easter) those of the life cycle (birth, wedding and funeral) and styles of
enterteinment - picnics and dances. The respondents pointed at characteristic form of gentry
village architecture, the layout of villages and settlements. Last but not least, civil, old-fashioned forms of address in everyday communication were mentioned, various and reaching
far back to the traditions of the noble class in old Poland (most of them still in use).
The study proved that the mental image of a "model nobleman" is almost the same on
both areas. It confirms that the tradition of the gentry is still living in people's memory there.
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8295" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8274">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3c5117f9505fbcb01c4d2e22e6d2e1ce.pdf</src>
        <authentication>1dd541988b20121e10d73fa092d7cb6a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99126">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1650</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99129">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99131">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1527</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99134">
                <text>Terra Incognita / ETNOGRAFIA POLSKA 1999 t.43</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99135">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1999 t.43, s.147-150</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99136">
                <text>Waszczyńska, Katarzyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99138">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99139">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99140">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="99141">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99142">
                <text>S T U D I A

I

M A T E R I A Ł Y
„Etnografia Polska", t. X L I I I : 1999, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

K A T A R Z Y N A WASZCZYŃSKA
Katedra Etnologii i Antropologii Kulturowej
Uniwersytetu Warszawskiego

TERRA I N C O G N I T A

1

„Białoruś. Co czyta o niej Jaś i co będzie potem wiedział Jan? Dokładnie
nic, niczym o Papuasach w Nowej Gwinei... Najogólniej mówiąc, jest to
zasługa rosyjskiego imperializmu i polskiego etnocentryzmu". Te przekorne
słowa Sokrata Janowicza stały się jedną z inspiracji dla badań etnologicznych
prowadzonych od wiosny 1996 do jesieni 1997 r. na Białorusi przez grupę
sześciu studentów z Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej UW. Stu­
denci brali udział w badaniach w ramach laboratorium pt. „Identyfikacja
narodowa, etniczna, wyznaniowa, społeczna - Białoruś", należącego do szer­
szego projektu „Stosunki etniczne", finansowanego przez grant KBN-u, kie­
rowanego przez dr. hab. prof. U W Lecha Mroza.
Nie były to jednak pierwsze zainteresowania warszawskich etnologów terena­
mi leżącymi za współczesną wschodnią granicą Polski. K E i A K bowiem od 1992 r.
prowadzi systematyczne badania państw byłego ZSRR sąsiadujących z Polską.
Praca tej grupy była więc kontynuacją wcześniejszych wyjazdów badawczych.
Polem zainteresowań stała się zachodnia część Białorusi, a dokładnie za­
chodnia część obwodu mińskiego (oblasti mińskiej), okolice Nieświeża i Kie­
cka . Taki dobór terenu wynikał przede wszystkim z jego pogranicznego
charakteru, wpływającego na zróżnicowanie etniczne, narodowe, społeczne
2

3

1

Łac. ziemia nieznana
Sokrat Janowicz, Terra incognita: Białoruś, Białystok 1993, s. 5.
Badania prowadzono w następujących miejscowościach: w okolicy Nieświeża - (w dawnych
zaściankach, a teraz wsiach połączonych z zaściankami) Kaczanowiczach (jeden i dwa), Dubiejkach (Wielkich i Małych), Siejłowiczach, Wużance (Wielkiej i Małej), Nowosiółkach Nowych,
Sławkowie, (dawnych wioskach i wsiach przyfolwarcznych), Saskiej Lipce, Hanusowszczynie,
Pietuchowszczynie, Rudawce, Nowosiółkach Starych, Pleszewiczach, (miasteczkach) Nieświeżu,
Kłecku, Snowiu i Laniu; w okolicy Kiecka - (wioskach i dawnych zaściankach) Babajewiczach,
Kuchczycach, Kuchczycach - pasiołku, Czyrwonej Zorze (d. Radziwiłłmontach). Rozmowy pro­
wadzone były metodą „pogłębionego wywiadu". Zebrano i opracowano ok. 250 wywiadów
(złożone w archiwum K E i A K ) . Ponadto zbierana była dokumentacja fotograficzna, którą grupa
wykorzystała do wystawy pt. „Oswojeni przez Białoruś" (25.09. - 9.11.1997 г.).
2

3

�148

KATARZYNA WASZCZYŃSKA

i religijne. Zamieszkują tu bowiem Polacy (stanowiący większość), Białorusini
(w tym część Białorusinów przyjezdnych z Białorusi Wschodniej, głównie z te­
renów leżących niedaleko Czarnobyla), Rosjanie (przede wszystkim żołnierze
i ich rodziny z miejscowego garnizonu), Cyganie (grupa około 30 rodzin
Cyganów polskich i ukraińskich), Ukraińcy (przyjezdni), Tatarzy (spora grupa
osiedlona pod Nieświeżem, mająca swój Związek w pobliskim Kłecku), Żydzi
(dokładnie 4 Żydówki, którym udało się przeżyć dzięki wyrzeczeniu się swojej
religii na rzecz ideologii komunistycznej).
Na tym terenie żyją obok siebie następujące grupy wyznaniowe: katolicy,
prawosławni, ewangelicy (popularnie nazywani baptystami) oraz muzułmanie.
Wciąż wyraźny jest podział społeczny na szlachtę i chłopów (muzyków), na co
bez wątpienia wpływa obecność w Nieświeżu pałacu Radziwiłłów, a w okoli­
cach - byłych zaścianków zamieszkanych do tej pory głównie przez ludzi
określających się jako Polacy. Należy podkreślić, że o wyjątkowości tego
terenu stanowią nakładające się aspekty: historyczny - przez łączenie wpły­
wów zachodnich i wschodnich (10 km na wschód od Nieświeża przechodziła
granica ustalona w traktacie ryskim z 1921 г., dzieląca Białoruś na Zachodnią
i Wschodnią, co potwierdzało wcześniejsze strefy wpływów zachodnich - Rze­
czypospolitej potem I I Rzeczypospolitej i wschodnich - Rosji carskiej i sowie­
ckiej) i współczesny - położenie w centrum Białorusi, w rejonie centralnym,
mińskim. Z tego współistnienia wynika między innymi posługiwanie się przez
rozmówców dawną (pochodzącą z dwudziestolecia międzywojennego) termi­
nologią administracyjną. Rozmówcy podkreślają fakt przynależności Nieświe­
ża do Białorusi Zachodniej. Związane jest to z oceną mieszkańców Białorusi.
I tak: tym zachodnim przypisuje się cechy pozytywne, takie jak: pracowitość,
wysoka kultura osobista i edukacja, wschodnim zaś - cechy głównie negatyw­
ne: brak kultury, edukacji, pijaństwo, lenistwo. Funkcjonowanie (mimo zmian
administracyjnych wprowadzonych na Białorusi po I I wojnie światowej) po­
działu na Białoruś Wschodnią i Zachodnią w świadomości jej mieszkańców
uznane zostało przez studentów i przeze mnie jako prowadzącą grupę za
ważne dla rozmówców, dlatego też to określenie obecne jest w pracach.
Grupa, której prace prezentowane są w niniejszym tomie „Etnografii Pol­
skiej" zajmowała się jednym z ważnych elementów, wpływającym na świado­
mość jednostki i zbiorowości, a mianowicie identyfikacją . Podstawowym celem
grupy laboratoryjnej było: po pierwsze - odtworzenie funkcjonujących (dawniej
i obecnie) obrazów grup narodowych, etnicznych, społecznych, wyznaniowych,
jak i relacji między nimi; po drugie - zarejestrowanie zmian zachodzących
w nich pod wpływem wydarzeń historycznych, sytuacji ekonomicznej, politycz­
nej i kulturalnej Białorusi; po trzecie - poznanie stosunku do państwowości
białoruskiej, do działań odrodzeniowych kultury i języka białoruskiego.
4

4

Rozumianą jako identyfikacja: z... i jako oraz tożsamość, za: A. Kłoskowska Tożsamość
i identyfikacja narodowa w perspektywie historycznej i psychologicznej, „Kultura i Społeczeństwo",
nr 1: 1992, s. 131-141.

�TERRA INCOGNITA

149

W ciągu 6 wyjazdów badawczych, co dało w sumie 11 tygodni pobytu
w okolicach Nieświeża i Kiecka, studenci starali się, w miarę swoich możliwo­
ści i umiejętności, poznać badaną przez siebie społeczność. By ją zrozumieć
podejmowali te problemy, które sama im wskazała jako dla niej ważne. Jedną
z takich podstawowych kwestii było zdefiniowanie określeń 'Polak' i 'Biało­
rusin' oraz wskazanie cech charakterystycznych osób, które same siebie iden­
tyfikują z Polakami lub Białorusinami lub zaliczane są do tych grup przez
innych. Ważne było także znalezienie różnic między tymi grupami. Ten pro­
blem opisał w swojej pracy Krzysztof Wittels. Bardzo często jednak rozmówcy
mieli kłopot z jasnym określeniem swojej przynależności etnicznej czy narodo­
wej. W takich sytuacjach odwoływano się do wyznania: katolickiego lub
prawosławnego. W badanym terenie ma ono wciąż żywe odniesienia do stere­
otypowego łączenia katolicyzmu z wiarą Polaków i prawosławia - z wiarą
„Ruskich" (Białorusinów). Rafał Sadowski zajął się rolą identyfikacji religijnej
w kreowaniu stosunków między katolikami a prawosławnymi. Dopełnieniem
stereotypu Polak-katolik, „Ruski"-prawosławny jest tutaj pamięć podziałów
społecznych. Stąd dochodzi określenie: Polak-katolik-szlachcic i Białorusin-prawosławny-mużyk. Opisu klasowo różnej społeczności lokalnej, jej
wzajemnych kontaktów i relacji międzyludzkich, podjął się Rafał Poborski.
Amudena Rutkowska starała się sprawdzić, jaki wpływ na postrzeganie teraź­
niejszości i przyszłości ma świadomość historyczna. Z kolei Agata Biłaś
próbowała wyjaśnić, na czym polega rola języka jako czynnika ułatwiającego
identyfikację i wpływającego tym samym na tożsamość jednostki. Szósta
z prac poświęcona została Rosjanom. Agata Wierzbowska zastanawia się
w niej na ile Rosjanie, nie uznawani na Białorusi za mniejszość, są dla jej
mieszkańców „swoi" a na ile „obcy".
Podjęte przez studentów tematy stanowią opis rzeczywistości, z którą
zetknęli się podczas swoich badań. Czy jednak poznana przez nich Białoruś
z okolic Nieświeża i Kiecka przestała być terra incognita"? Odpowiedzią na to
pytanie są prezentowane artykuły.

K A T A R Z Y N A WASZCZYŃSKA

T E R R A INCOGNITA
Summary
This is an introduction to the collection of students' essays which follow it in this volume. The
essays result from the one and half year field studies, part of the curriculum of the students of the
Department of Anthropology at the Warsaw University.
The students carried out their field research between spring 1996 and autumn 1997 in
Belorussia (the localities of Nieśwież and Kleck), on the area of a considerable ethnic, social,
national and religious differentiation.
The problems raised were: social images and cultural definitions of particular national, ethnic,
religious and social groups. Their mutual relationships. Influence of the historical, economic,

�150

KATARZYNA

WASZCZYŃSKA

political and cultural changes on social relationships and cultural constructs. The people's atti­
tudes to Belorussian national revival, national language and culture.
T h e students went to the field six times, each of them had chosen a more particular subject
of his/her studies and final paper. Krzysztof Wittels tries to analyse the local definitions of the
terms 'the Pole' and 'the Belorussian'. Rafał Sadowski studied religious identities of the Roman
Catholics and Russian orthodox living side by side on the studied territories and how the
identities affect their mutual relatonships
R a f a ł Poborski concentrated on communities with a very peculiar social structure made up
of separate "classes". Amudena Rutkowska focused her interest on the influence of historical
consciousness on present attitudes. The subject of the work of Agata Biłaś was language

its role

in self-identification in multi-ethnic and multi-lingual areas. The sixth work concerns the Russians
who are not considered national minority in Belorussia. The author, Agata Wierzbowska, puts the
question to what extend they can be "strangers" in local communities.

Translated by Anna Kuczyńska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8351" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8330">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/01ceee5328cc54c8907a0e0a2c3be621.pdf</src>
        <authentication>5347cbce34db1313de0c90d437659fd1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99814">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2945</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99815">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99816">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2749</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99817">
                <text>Koncepcje etnograficznego zróżnicowania kultury ludowej dzisiaj / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99818">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.2, s.49-57</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99819">
                <text>Węglarz, Stanisław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99820">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99821">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99822">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99823">
                <text>Stanisław Węglarz

KONCEPCJE ETNOGRAFICZNEGO Z R Ó Ż N I C O W A N I A
KULTURY L U D O W E J DZISIAJ
W s t ę p
Zagadnienie z r ó ż n i c o w a n i a e t n o g r a f i c z n e g o „ z r o d z i ł o się ze
zdobytego z p o t o c z n e j o b s e r w a c j i przekonania o niejednolitości
zjawisk k u l t u r o w y c h , jakie w y s t ę p u j ą w t y m s a m y m czasie
w różnych p u n k t a c h przestrzeni w t y m s a m y m s p o ł e c z e ń s t w i e . "
Podjęcie p r o b l e m a t y k i etnograficznej regionalizacji oznacza:
1

— po pierwsze, uznanie terytorialnej integracji o k r e ś l o n y c h
zjawisk s p o ł e c z n o - k u l t u r o w y c h w postaci przestrzeni g e o g r a f i ­
cznej ( „ r e g i o n u e t n o g r a f i c z n e g o " , „ w s p ó l n o t y l o k a l n e j " itd.)
i/lub przestrzeni społecznej ( „ r o d u " , „ g r u p y e t n o g r a f i c z n e j " itp.)
oraz
— po drugie, dostrzeżenie i z a a k c e n t o w a n i e specyfiki danej
grupy czy regionu e t n o g r a f i c z n e g o , w ł a ś c i w y c h im c e c h , które
wyróżniają je o d i n n y c h g r u p czy też r e g i o n ó w . Tak pojęta
problematyka r e g i o n a l n e g o z r ó ż n i c o w a n i a k u l t u r y l u d u jest za­
warta (implicite lub explicite) niemal w całej literaturze składają­
cej się na korpus prac d o t y c z ą c y c h e t n o g r a f i i Polski.
Zainteresowanie r e g i o n a l n y m z r ó ż n i c o w a n i e m k u l t u r y l u d o ­
wej ujawnia się w polskiej literaturze etnograficznej przede
wszystkim w trzech g r u p a c h prac:
1. w programach b a d a w c z y c h ( a n k i e t a c h , i n s t r u k c j a c h , a p e ­
lach, kwestionariuszach i t p . ) ;
2. w opisach k r a j o z n a w c z o - l u d o z n a w c z y c h , o p r a c o w a n i a c h
etnograficznych w rodzaju m o n o g r a f i i r e g i o n a l n y c h i w e t n o ­
graficznych m o n o g r a f i a c h sensu stricto;
3. wreszcie w s y n t e t y z u j ą c y c h ustaleniach d o t y c z ą c y c h et­
nograficznej regionalizacji.
Kwestię kształtowania się p r o b l e m a t y k i etnograficznej r e g i o ­
nalizacji w polskiej myśli etnograficznej w ujęciu d i a c h r o n i c z n y m
potraktowałem szeroko gdzie i n d z i e j , tutaj natomiast w s p o m n ę
jedynie, iż ś w i a d o m o ś ć r ó ż n o r o d n o ś c i „ o b y c z a j ó w p o s p ó l s t w a "
i wynikający z niej postulat s z c z e g ó ł o w e g o o p i s y w a n i a różnic
występuje w p r o g r a m a c h b a d a w c z y c h p u b l i k o w a n y c h już na
początku XIX stulecia, jak r ó w n i e ż w p i e r w s z y c h pracach o c h a r a ­
kterze r e g i o n a l n y c h m o n o g r a f i i e t n o g r a f i c z n y c h . W 1 9 3 0 r.
ukazały się zaś pierwsze prace mające a m b i c j e s y n t e t y z u j ą c e g o
ujęcia kultury l u d u w jej r e g i o n a l n y m z r ó ż n i c o w a n i u : w o p a r c i u
o opis r ó ż n o r o d n o ś c i „ z w y c z a j ó w , guseł i p r z e s ą d ó w g m i n u "
w Ludzie Polski Łukasza G o ł ę b i o w s k i e g o oraz na p o d s t a w i e
kryterium a n t r o p o f izycznego w artykule S t a n i s ł a w a R z e w u s k i e g o
Zastosowanie fizjologii do historii.* Lata 30., 4 0 . i 5 0 . u b i e g ł e g o
wieku przyniosły — o b o k z b i o r ó w pieśni, p o d a ń , p r z y s ł ó w
— t a k ż e sporo relacji z w ę d r ó w e k „ s w o j a k ó w p o s w o j s z c z y ź n i e " ,
w których e k s p o n o w a n o rozmaitość w a r u n k ó w geograficzno-przyrodniczych i zależną o d n i c h r ó ż n o r o d n o ś ć k u l t u r y l u d u
przejawiającą się w w y g l ą d z i e f i z y c z n y m , c e c h a c h c h a r a k t e r o l o ­
gicznych oraz „ w i z u a l n y c h " e l e m e n t a c h k u l t u r y (strojach, b u d o ­
w n i c t w i e , n i e k t ó r y c h o b r z ę d a c h i z w y c z a j a c h , zajęciach l u d n o ś c i
itp.)...*
2

3

Ostateczne o d k r y c i e r e g i o n a l n e g o z r ó ż n i c o w a n i a ś w i a t a
c h ł o p ó w d o k o n a ł o się w trzecim ć w i e r ć w i e c z u XIX stulecia.
Wtedy t o — g ł ó w n i e za s p r a w ą W i n c e n t e g o Pola i Oskara Kolbera
— uznano, że k u l t u r ę l u d u należy p o z n a w a ć w jej r e g i o n a l n y c h
postaciach. Głoszona przez Pola — n a w i ą z u j ą c e g o m.in. d o
p o g l ą d ó w Aleksandra H u m b o l d t a i Karola Rittera — t e z a o bez­
pośredniej zależności p i e r w o t n y c h f o r m organizacji społecznej
( „ r o d ó w " ) i kultury ludu od czynników geograficzno-przyrodniczych, jak r ó w n i e ż d o k o n a n y przez n i e g o podział l u d n o ś c i
góralskiej" czy podział obszaru d a w n e j Rzeczypospolitej w opar­
ciu o „ r ó ż n i c e m i e j s c o w e o d n o ś n i e d o m o w y " , w y w a r ł y w p ł y w
na późniejsze k o n c e p c j e etnograficznej regionalizacji.
7

Z kolei Kolberg, w p i e r w s z y m — r o m a n t y c z n y m — okresie
zainteresowań f o l k l o r y s t y c z n y c h zamierzał d o k o n a ć systematyki
p o l s k i c h pieśni l u d o w y c h , poprzez zestawienie i p o r ó w n y w a n i e
w a r i a n t ó w m e l o d y c z n y c h t y c h s a m y c h u t w o r ó w z różnych okolic
kraju, by tą d r o g ą dojść d o u c h w y c e n i a r e g i o n a l n y c h w ł a ś c i w o ś c i
m u z y c z n e g o f o l k l o r u Polski. Ta k o n c e p c j a Kolberga była k o n ­
t y n u a c j ą myśli Karola Kurpińskiego, który w s w y m artykule
o p u b l i k o w a n y m w 1 8 2 0 r. dał w y r a z przekonaniu, że muzyka
l u d o w a jest z r ó ż n i c o w a n a r e g i o n a l n i e . D o d a j m y , iż w s p ó ł c z e ś ­
nie tę linię regionalizacji k u l t u r y l u d o w e j w oparciu o kryterium
e t n o m u z y c z n e k o n t y n u u j ą w s w y c h pracach tacy badacze jak
J a n Stęszewski i B o g u s ł a w L i n e t t e .
8

9

Na przełomie lat 5 0 . i 6 0 . u b i e g ł e g o w i e k u zrodził się
u Kolberga projekt w s z e c h s t r o n n e j d o k u m e n t a c j i kultury l u d o w e j
ziem d a w n e j Rzeczypospolitej w formie panoramicznej serii
m o n o g r a f i i r e g i o n a l n y c h . O d t ą d j e g o celem stało się dążenie d o
w y r ó ż n i e n i a „ s z c z e g ó ł ó w p r o w i n c j o n a l n y c h " , które systematy­
cznie opisane złożyć się miały na e t n o g r a f i c z n y obraz kraju.
R e j e s t r o w a n ą przez siebie (i p o z y s k a n y c h dla t e g o celu w s p ó ł ­
p r a c o w n i k ó w ) r ó ż n o r o d n o ś ć k u l t u r y l u d u u j m o w a ł Kolberg w ra­
m a c h p e w n y c h j e d n o s t e k t e r y t o r i a l n y c h , które nazywał „ p r o w i n ­
c j a m i " lub „ o d d z i e l n y m i cząstkami w sobie z a m k n i ę t y m i " (choć
d o o w e g o „ z a m k n i ę c i a " nie przykładał zbyt w i e l k i e g o znacze­
n i a ) . T y m s p o s o b e m doszedł o n d o u c h w y c e n i a regionu e t n o ­
g r a f i c z n e g o j a k o rzeczywistej j e d n o s t k i badań n a u k o w y c h .
W s w o i c h dziełach w y p r a c o w a ł Kolberg p o n a d t o klasyczny
m o d e l etnograficznej m o n o g r a f i i regionalnej.
10

Przykład Kolberga oraz liczne o d e z w y n a w o ł u j ą c e d o zbiera­
nia „rzeczy l u d o w y c h " w p ł y n ę ł y na p o w s t a n i e w okresie przeło­
m u XIX i X X w i e k u dużej liczby prac o charakterze m o n o g r a f i i
e t n o g r a f i c z n y c h . Analiza t y c h prac — p o w s t a ł y c h w k l u c z o w y m
dla u k s z t a ł t o w a n i a się w i z j i etnograficznej regionalizacji okresie
—

p o z w a l a na s f o r m u ł o w a n i e m.in. następujących w n i o s k ó w :

— materiały e t n o g r a f iczne d o t y c z y ł y j e d n e j , d w ó c h , kilku lub
większej ilości w s i ( o b e j m u j ą c e j „ z i e m i e " , p o w i a t y , r e g i o n y ) ,
bądź też p o ś w i ę c o n e b y ł y s u b g r u p o m lub g r u p o m etnograficz­
n y m . Trzeba podkreślić, że w y b ó r zasięgu terytorialnego m o n o ­
grafii był często dość p r z y p a d k o w y i zależał o d w i e l u okoliczności
( n p . zainteresowań lub m o ż l i w o ś c i b a d a c z y ) . A u t o r z y często
o p i s y w a l i wsie, z k t ó r y m i byli związani czy t o pracą z a w o d o w ą
(nauczyciele, księża, u r z ę d n i c y ) , czy też w z g l ę d a m i r o d z i n n y m i ;
— k o n c e n t r o w a n o się g ł ó w n i e na t y c h elementach badanej
kultury, które b y ł y specyficzne, w y r ó ż n i a ł y ją o d i n n y c h ;
— t y p o w a zawartość merytoryczna przedstawiała się n a ­
s t ę p u j ą c o : z reguły r o z p o c z y n a n o o d o p i s u b a d a n e g o t e r y t o r i u m ,
następnie w kilku s ł o w a c h lub zdaniach o p i s y w a n o w y g l ą d
fizyczny l u d n o ś c i , dalej w p o d o b n y s p o s ó b c h a r a k t e r y z o w a n o
w ł a ś c i w o ś c i psychiczne c h ł o p ó w , z kolei w kilku czy kilkunastu
zdaniach p o d a w a n o opisy u b i o r ó w , p o d o b n i e o g ó l n i k o w o c h a ­
r a k t e r y z o w a n o b u d o w n i c t w o i w n ę t r z e chat, nieco rzadziej
w s p o m i n a n o o p o ż y w i e n i u l u d u i w ł a ś c i w o ś c i a c h lokalnej g w a r y
— te e l e m e n t y o p i s u w y s t ę p o w a ł y w większości prac; w m n i e j ­
szej ich części c h a r a k t e r y z o w a n o gospodarkę, zajęcia rolnicze
i pozarolnicze l u d n o ś c i , p o d a w a n o niekiedy i inne jeszcze infor­
macje. Takie dane składały się na k a n o n s w o i s t e g o w p r o w a d z e ­
nia. Powyższe w ł a ś c i w o ś c i s t a n o w i ł y w zasadzie opis „charak­
teru z e w n ę t r z n e g o " badanej l u d n o ś c i i z a j m o w a ł y najczęściej nie
w i ę c e j niż kilka p i e r w s z y c h stronic p r a w i e w s z y s t k i c h przeanali­
z o w a n y c h prac. N i e p r o p o r c j o n a l n i e d u ż o w i ę c e j miejsca p o ­
święcano obyczajom, zwyczajom, obrzędom, wierzeniom, wie­
dzy, p i e ś n i o m , p o d a n i o m itd. — a w i ę c t e m u , c o w ó w c z e s n y m

49

�pojęciu składało się na opis „ c h a r a k t e r u z e w n ę t r z n e g o " (a raczej
jego manifestacji).
11

Na przełomie XIX i XX stulecia oprócz p r o w a d z e n i a k o n k r e t ­
n y c h badań i p u b l i k o w a n i a ich e f e k t ó w d o k u m e n t u j ą c y c h prze­
strzenne z r ó ż n i c o w a n i e k u l t u r y l u d o w e j poprzez u k a z y w a n i e jej
regionalnej (lokalnej) specyfiki, p r o w a d z o n o r ó w n i e ż o g ó l n e
rozważania nad ustaleniem podziału e t n o g r a f i c z n e g o Polski,
zgłaszając m.in. propozycje sporządzenia m a p e t n o g r a f i c z n y c h
(atlasu). W s p r a w a c h t y c h w y p o w i a d a l i się tacy badacze jak np.
Izydor Kopernicki, A d a m Zakrzewski, J a n Karłowicz, S e w r y n
Udziela, R o m a n Z a w i l i ń s k i i in. J e d n a k ż e poza sferę p r z y c z y n k ó w
i p o s t u l a t ó w w tej materii w y s z l i w zasadzie t y l k o Zakrzewski,
— który w 1 8 8 8 r. z a p r o p o n o w a ł klasyfikację regionalną, — i Kar­
ł o w i c z , który podjął próbę s y n t e t y c z n e g o o p r a c o w a n i a e t n o ­
graficznego zarysu ziem p o l s k i c h ( 1 9 0 4 r . ) .
12

Także w d w u d z i e s t o l e c i u m i ę d z y w o j e n n y m p r o w a d z o n o s t u ­
dia nad delimitacją t e r y t o r i ó w g r u p e t n o g r a f i c z n y c h ( m . i n . prace
Seweryna Udzieli, J a n a F a ł k o w s k i e g o , R o m a n a Reinfussa, Kazi­
mierza D o b r o w o l s k i e g o , Józefa Gajka, Kazimierza M o s z y ń s k i e ­
go),
jak r ó w n i e ż o p r a c o w y w a n o etnograficzne m o n o g r a f i e .
Część t y c h m o n o g r a f i i p o w i e l a ł a w zasadzie w y p r a c o w a n y
wcześniej, a p r z e d s t a w i o n y w y ż e j schemat; część natomiast
— zwłaszcza te o p r a c o w y w a n e przez e t n o g r a f ó w z t z w . szkoły
l w o w s k i e j A d a m a Fischera — opierała się na schemacie dzielą­
c y m całość kultury l u d o w e j na trzy działy: kulturę materialną
( t e c h n i c z n ą ) , kulturę społeczną, kulturę d u c h o w ą ( u m y s ł o w ą ) .
Treść p o s z c z e g ó l n y c h d z i a ł ó w była ustalona i zamknięta w szab­
lon następujący: w s t ę p (zawierający o g ó l n a charakterystykę w s i
lub r e g i o n u ) ; opis k u l t u r y materialnej ( ł o w i e c t w o , r y b o ł ó w s t w o ,
h o d o w l a , u p r a w a roli, p o ż y w i e n i e , o b r ó b k a s u r o w c ó w , odzież,
b u d o w n i c t w o , kształt w s i , sprzęty, transport, k o m u n i k a c j a ) ;
kultura społeczna (zwyczaje i obrzędy związane z narodzinami
dziecka, w e s e l e m , p o g r z e b e m , dalej t o w a r z y s k i e , społeczne,
doroczne, p r a w n e ) ; kultura d u c h o w a (wierzenia, l e c z n i c t w o ,
w i e d z a l u d o w a , literatura, sztuka, j ę z y k ) .
13

Okres m i ę d z y w o j e n n y zaznaczył się przede w s z y s t k i m j e d n a k
syntetyzującymi ujęciami d o r o b k u p o p r z e d n i k ó w w dziedzinie
badań nad p r o b l e m a t y k ą r e g i o n a l n e g o z r ó ż n i c o w a n i a k u l t u r y
l u d o w e j , w dziełach t a k i c h a u t o r ó w jak m.in. J a n S. B y s t r o ń ,
A d a m Fischer, Stanisław P o n i a t o w s k i . Należy w s p o m n i e ć także
o n o w a t o r s k i m podejściu d o zagadnienia g r u p y etnograficznej
( „ e t n i c z n e j " ) w pracach Józefa O b r ę b s k i e g o . "
14

W p o w o j e n n e j etnografii polskiej j e d n ą z w a ż n y c h dziedzin
badań były nadal studia m o n o g r a f i c z n e p o j e d y n c z y c h w s i , re­
p r e z e n t a t y w n y c h dla jakiegoś r e g i o n u lub zagadnienia, jak r ó w ­
nież m o n o g r a f i e o zasięgu t e r y t o r i a l n y m r e g i o n u (przeważnie
prace z b i o r o w e ) . Zasadniczej zmianie uległ natomiast cel o p r a c o ­
w y w a n i a o w y c h m o n o g r a f i i : miejsce realizowania K o ł ł ą t a j o w s kiego i K o l b e r g o w s k i e g o przesłania, w myśl k t ó r e g o s z c z e g ó ł o w e
opisy m o n o g r a f i c z n e p o j e d y n c z y c h m i e j s c o w o ś c i i w i ę k s z y c h
j e d n o s t e k t e r y t o r i a l n y c h składać się miały w sumie na obraz
e t n o g r a f i c z n e g o z r ó ż n i c o w a n i a kraju, zajęły badania nad p r o c e ­
sem przemian t z w . tradycyjnej k u l t u r y l u d o w e j . „ P r z e m i a n ę "
e t n o g r a f o w i e uznali za p o d s t a w o w ą w y k ł a d n i ę interpretacji zja­
w i s k k u l t u r o w y c h , a m o n o g r a f i e przestały służyć za ilustrację
zróżnicowania kultury ludowej rozpatrywanego w synchronii,
stały się zaś p o d s t a w ą d o analizy z r ó ż n i c o w a n i a u j m o w a n e g o
diachronicznie. Nie oznacza t o wszakże, żeby p o II w o j n i e
ś w i a t o w e j zupełnie zaprzestano z a j m o w a ć się u nas p r o b l e m a t y ­
ką etnograficznej regionalizacji u p r a w i a n ą w s t a n d a r d o w y s p o ­
sób,
niemniej j e d n a k badania te s t a n o w i ł y raczej margines
zainteresowań p o l s k i c h e t n o g r a f ó w . J e d n y m z n i e w i e l u u c z o ­
n y c h k o n t y n u u j ą c y c h prace nad delimitacją g r u p e t n o g r a f i c z n y c h
był Roman R e i n f u s s . W p o w o j e n n e j etnografii p o d e j m o w a n o
także p r ó b y oznaczenia „ t r a d y c y j n y c h " r e g i o n ó w e t n o g r a f i c z ­
n y c h na p o d s t a w i e u t r z y m y w a n i a się n i e k t ó r y c h r e l i k t ó w k u l t u r o ­
w y c h ( n p . z a c h o w a n y c h e l e m e n t ó w s t r o j ó w l u d o w y c h ) lub też
f u n k c j o n u j ą c y c h e t n o n i m ó w ( m . i n . Ryszard Kukier).
16

50

Istotną rolę w pracach n a d e t n o g r a f i c z n y m z r ó ż n i c o w a n i e m
Polski o d g r y w a ł y p o w o j n i e systematyczne badania i n w e n t a r y z a ­
cyjne t y p u a t l a s o w e g o . Pracami nad „ P o l s k i m atlasem e t n o ­
g r a f i c z n y m " k i e r o w a ł Gajek realizując t y m s a m y m postulaty
Bystronia i k o n t y n u u j ą c dzieło M o s z y ń s k i e g o , z k t ó r e g o inic­
j a t y w y w y d a n o w okresie m i ę d z y w o j e n n y m trzy zeszyty „ A t l a s u
k u l t u r y l u d o w e j w P o l s c e " . Okres p o w o j e n n y przyniósł p o n a d t o
p r ó b y k r y t y c z n e g o spojrzenia na p r o b l e m a t y k ę etnograficznej
regionalizacji w jej t r a d y c y j n y m r o z u m i e n i u , w szczególności
w p u b l i k a c j a c h A n n y K u t r z e b a - P o j n a r o w e j , J ó z e f a Burszty i in.
Konkluzję ich r o z w a ż a ń s t a n o w i ł postulat k o n i e c z n o ś c i podjęcia
na n o w o przemyślenia z a g a d n i e ń z w i ą z a n y c h z r e g i o n a l n y m
z r ó ż n i c o w a n i e m k u l t u r y l u d o w e j . N a w e t tak pobieżne zaryso­
w a n i e p r o b l e m a t y k i związanej z przestrzennym z r ó ż n i c o w a n i e m
k u l t u r y l u d o w e j pokazuje jak w i e l k ą rolę w całej historii polskiej
myśli etnograficznej o d g r y w a ł a k w e s t i a etnograficznej regionali­
zacji.
17

1 8

T r a d y c y j n e

r o z u m i e n i e

e t n o g r a f i c z n e j

regionalizacji

Za p u n k t w y j ś c i a d o p o d s u m o w a n i a d o t y c h c z a s o w y c h usta­
leń na t e m a t p r o b l e m a t y k i r e g i o n a l n e g o z r ó ż n i c o w a n i a kultury
l u d o w e j w polskiej myśli etnograficznej i p o c z y n i e n i a p e w n y c h
k o n k l u z j i , przyjmę t e o r e t y c z n e konstatacje J e r z e g o Damrosza
zamieszczone w artykule Symbolika
regionu jako
wyznacznik
odrębności.™
Z d a n i e m Damrosza „ k a ż d a p r ó b a analizy p r o b l e m a t y k i regio­
nalizacji kraju w i n n a w z i ą ć p o d u w a g ę historyczne podziały,
p o c z ą w s z y o d m o m e n t u , kiedy w o b r ę b i e m a k r o z e s p o ł u plemien­
n e g o P o l a k ó w zaczęły w y o d r ę b n i a ć się g ł ó w n e p l e m i o n a . "
I rzeczywiście „ p u n k t e m z e r o w y m " r o z w a ż a ń n a d etnograficz­
n y m u g r u p o w a n i e m l u d n o ś c i polskiej jest z w y k l e czas bezpo­
średnio poprzedzający „erę h i s t o r y c z n ą " , czyli m o m e n t rozpoczę­
cia procesu k s z t a ł t o w a n i a się p a ń s t w o w o ś c i polskiej, tj. koniec
X w i e k u . Niemal w s z y s c y badacze z a j m u j ą c y się zagadnieniem
etnograficznej regionalizacji, dla w ł a ś c i w e g o przedstawienia zró­
ż n i c o w a n i a „ e t n i c z n o - r e g i o n a l n e g o " uznają za konieczne sięg­
nięcie d o t z w . okresu p l e m i e n n e g o . Istniejące w ó w c z a s „ p l e m i o ­
na",
„ g r u p y p l e m i e n n e " , „ o d m i a n y p l e m i e n n e " , „ g ł ó w n e poko­
l e n i a " itp. t r a k t o w a n e są j a k o ź r ó d ł o i f u n d a m e n t zróżnicowania
e t n o g r a f i c z n e g o . Z a m i e s z k i w a n e przez znane h i s t o r y k o m plemio­
na polskie p r o w i n c j e g e o g r a f i c z n o - h i s t o r y c z n e , z w a n e krainami
naczelnymi ( s z c z e p o w y m i ) , s t a n o w i ą terytorialną podstawę
etnograficznej r e g i o n a l i z a c j i .
20

2 1

22

Etnograficzny obszar Polski — będący najczęściej przed­
m i o t e m d o k o n y w a n i a p o d z i a ł ó w r e g i o n a l n y c h — utożsamiany
jest z t e r y t o r i u m „ e t n i c z n i e p o l s k i m " , o b e j m u j ą c y m w przyb­
liżeniu obszar z n a j d u j ą c y się między Odrą a B u g i e m oraz Kar­
patami a B a ł t y k i e m . Uzasadnia się t o d a n y m i historycznymi,
g ł ó w n i e zasięgiem granic Polski za p i e r w s z y c h Piastów (schyłek
X s t u l e c i a ) , a także d o w o d a m i a r c h e o l o g i c z n y m i , antropologicz­
n y m i , j ę z y k o z n a w c z y m i i in., przytaczanymi m.in. przez przed­
stawicieli „ s z k o ł y a u t o c h t o n i c z n e j " g ł o s z ą c y c h , że ojczyzna Pras ł o w i a n leżała w d o l i n a c h O d r y i W i s ł y , zaś p l e m i o n a polskie
z X w i e k u w y w o d z ą się w prostej linii o d prasłowiańskich
p r z o d k ó w , poprzez lud k u l t u r y łużyckiej z e p o k i brązu i plemiona
W e n e d ó w z c z a s ó w rzymskich. Te idee „ r o d o w o d o w o ś c i " i „środ k o w o ś c i " Polski i P o l a k ó w w y z n a w a l i r ó w n i e ż etnografowie,
w z m a c n i a j ą c je d o d a t k o w y m i a r g u m e n t a m i .
Z y g m u n t Gloger pisał: „ S z e r o k a r ó w n i n a , w p o ś r o d k u starej
S ł o w i a ń s z c z y z n y , j a k b y w jej sercu p o ł o ż o n a , nachylona od
Karpat i gór o l b r z y m i c h ku morzu B a ł t y c k i e m u , przecięta Odrą,
W i s ł ą i ich d o p ł y w a m i , była o d w i e c z n ą ojczyzną p l e m i o n lechick i c h , t.j. n a r o d u m ó w i ą c e g o językiem p o l s k i m . " Jeszcze bar­
dziej d o b i t n i e ujął t o Karłowicz: „ P l e m i ę polskie zajmowało
w y j ą t k o w e w ś r ó d p o b r a t y m c ó w położenie: siedząc o d wieków
w sercu S ł o w i a ń s z c z y z n y (...) zajęło p r a w i e cały ten obszar, na
k t ó r y m siedzieli p i e r w o t n i e w s z y s c y S ł o w i a n i e " . Ta środkowość
plemienia naszego wyraziła się m.in. w j ę z y k u p o l s k i m , w którym
2 3

�„przechowała się nieznana i n n y m j ę z y k o m s ł o w i a ń s k i m roz­
maitość brzmień i o d m i a n , skupiająca w sobie p o n i e k ą d w s z y s t ­
kie znamiona o d r ę b n o ś c i i n n y c h n a r z e c z y . " P o n a d t o — t w i e r ­
dził dalej Karłowicz — „ n a r ó d nasz osiadając na ziemiach, które
po dziś dzień zajmuje, przyniósł z s o b ą nie t y l k o m o w ę , ale
i pewien zasób pojęć i w i a d o m o ś c i , które n a z w a ć m o ż n a w i e d z ą
ludową (...)." Te „ p o j ę c i a p i e r w o t n e o d b i ł y się w z w y c z a j a c h
i obrzędach prastarych; część i c h , p o m i m o w p r o w a d z e n i a chrześ­
cijaństwa, d o t ą d się u nas s p o t y k a ; s t a n o w i ą o n e w a ż n y i c i e k a w y
dział rzeczy l u d o w y c h , j a k o dziś jeszcze żyjące ś w i a d e c t w o pojęć
i żywota niezmiernie d a w n y c h p r z o d k ó w n a s z y c h . " Z d a n i e m
Karłowicza t u t a j w ł a ś n i e jest w i e l k i e zadanie dla l u d o z n a w s t w a
p o r ó w n a w c z e g o , które p o z w a l a ustalić „ c o który naród ma
własnego, a c o z a p o ż y c z o n e g o o d s ą s i a d ó w l u b z ksiąg starożyt­
nych. To zaś, c o jest czystą w ł a s n o ś c i ą p e w n e g o n a r o d u , c o m u
jest znane o d n a j d a w n i e j s z y c h c z a s ó w i nie p o w t a r z a się u i n n y c h
ludów, to w ł a ś n i e s t a n o w i znamię j e g o o d r ę b n o ś c i i n a z y w a się
cechą n a r o d o w ą , s w o j s k ą , c h a r a k t e r y s t y c z n ą . "

P o d o b n i e jak ze z m i e n n o ś c i ą t e r y t o r i u m — t w i e r d z i Davies
— m a m y r ó w n i e ż d o czynienia ze stałą mieszanką etniczną
l u d n o ś c i . Teza, iż Polacy uparcie trzymali się s w y c h ziem, podczas
g d y inne l u d y ciągle w ę d r o w a ł y na z a c h ó d , na w s c h ó d lub na
p o ł u d n i e , nie jest m o ż l i w a d o utrzymania. „ W w y n i k u tak licznych
w ę d r ó w e k l u d ó w n i e u c h r o n n i e nastąpiło o g r o m n e przemiesza­
nie l u d n o ś c i p o d w z g l ę d e m e t n i c z n y m . W związku z t y m jest
rzeczą a b s o l u t n i e n i e m o ż l i w ą w y o d r ę b n i e n i e c z e g o k o l w i e k , c o
p r z y p o m i n a ł o b y e t n i c z n y rdzeń; nie m o ż n a też, p o przeszło
tysiącu lat rozróżnić e l e m e n t ó w ras s ł o w i a ń s k i c h i niesłowiańs­
kich."
W istocie zresztą „ w przeszłości — zwłaszcza zaś
w okresie połączonej Rzeczypospolitej Polski i L i t w y w latach
1 5 6 9 — 1 7 9 5 — w z g l ę d y etniczne nie o d g r y w a ł y większej roli.
Z j e d n o c z o n a Rzeczpospolita była p a ń s t w e m w i e l o n a r o d o w o ś ­
c i o w y m , a j e g o o b y w a t e l e czerpali poczucie swej w s p ó l n e j
tożsamości nie tyle z k r w i płynącej w ich żyłach czy z ojczystego
języka, c o ze w s p ó l n e g o w s z y s t k i m posłuszeństwa w o b e c w ł a d ­
cy i p r a w a . "

Poszukiwanie t e g o , c o za B y s t r o n i e m m o ż n a określić „ z e ­
społem kultury p o l s k i e j " , b y ł o p r z e d m i o t e m d o c i e k a ń p o l s k i c h
etnografów o d Kolberga p o r e p r e z e n t a n t ó w t z w . szkoły his­
torycznej. Skutki t y c h p o s z u k i w a ń b y ł y j e d n a k d o ś ć mizerne.
Bystroń zaś stwierdził w p r o s t , że zadanie znalezienia zespołu
cech k u l t u r o w y c h charakterystycznych dla „ g r u p y etnograficznej
polskiej" i w y z n a c z e n i e w t e n s p o s ó b „ p o l s k i e g o t e r y t o r i u m
etnograficznego", c h o ć na pozór nietrudne, „nastręcza j e d n a k
przeszkody, w o b e c k t ó r y c h w dzisiejszym stanie nauki jesteśmy
bezsilni. Kultura l u d o w a jest tak z ł o ż o n a , tyle w y k a z u j e n a w a r s t ­
wień i w p ł y w ó w p o s t r o n n y c h , że t r u d n o znaleźć jest c e c h y , które
by były w s p ó l n e c a ł e m u t e r y t o r i u m j ę z y k o w o czy n a r o d o w o
polskiemu, były zaś zupełnie o b c e sąsiednim t e r y t o r i o m . "
Do
podobnych w n i o s k ó w o d n o ś n i e g e n e t y c z n y c h p o s z u k i w a ń
„macierzy", „ e t n i c z n e g o r d z e n i a " i k u l t u r y specyficznie polskiej
doszedł historyk N o r m a n Davies. Davies — będąc n e u t r a l n y m
badaczem i przy t y m d o c i e k l i w y m s c e p t y k i e m — miał o d w a g ę
zakwestionować ś w i ę t ą w i a r ę P o l a k ó w w „ r o d z i m o ś ć " naszej
ziemi, ludności i k u l t u r y , a także w s k a z a ć na z m i t y z o w a n y oraz
zideologizowany o w e j w i a r y charakter. Sądzę, iż w a r t o p r z y t o ­
czyć poczynione przez n i e g o w t y m w z g l ę d z i e konkluzje, b o w i e m
są one pouczające r ó w n i e ż dla e t n o g r a f ó w .

Stałym p r z e m i a n o m p o d l e g a ł y także zjawiska k u l t u r o w e . „ W
s p o ł e c z e ń s t w i e , które b y ł o jeszcze c a ł k o w i c i e niepiśmienne, nie
da się s p o ś r ó d n i e z r ó ż n i c o w a n e j masy S ł o w i a n Z a c h o d n i c h
w y r ó ż n i ć k u l t u r y specyficznie polskiej czy też 'lechickiej'. Ci,
którzy sobie w y o b r a ż a j ą , że Polacy, czy też kultura polska, są
w j a k i m ś sensie ' r o d z i m e ' dla ziem p o l s k i c h , mylą się tak samo, jak
ci, którzy sądzą, że Europa jest p i e r w o t n ą ojczyzną Europej­
c z y k ó w . Szukają r o z k w i t ł y c h w s p ó ł c z e s n y c h k w i a t ó w w p o ­
z b a w i o n y c h etykietek paczuszkach w y m i e s z a n y c h ze s o b ą prehi­
storycznych n a s i o n . " *
Reasumując: z p o w y ż s z y c h w y w o d ó w Daviesa jasno w y n i k a ,
iż nie istnieje nic t a k i e g o jak p i e r w o t n a i stała, „ r o d z i m a "baza
terytorialna w znaczeniu p o l i t y c z n y m czy n a r o d o w y m , e t n i c z n y m
czy k u l t u r o w y m ( e t n o g r a f i c z n y m ) . Dodać należy, że nie istnieją
r ó w n i e ż żadne j e d n o z n a c z n e d o w o d y , które p o t w i e r d z a ł y b y
istnienie odrębnej i określonej polskiej w s p ó l n o t y j ę z y k o w e j
przed XII w i e k i e m (najwcześniejszy ślad języka polskiego znaj­
duje się w bulli gnieźnieńskiej z 1 1 3 6 r.)
Dla nas płynie stąd
prosty w n i o s e k , że „ p o d s t a w o w e założenie" e t n o g r a f i c z n y c h
regionalizacji kraju — głoszące, iż historyczne podziały plemienne
z X stulecia, o b e j m u j ą c e p e w n e granice terytorialne, w i n n y
s t a n o w i ć „czasoprzestrzenne r a m y " dla określenia u g r u p o w a n i a
e t n o g r a f i c z n e g o l u d n o ś c i polskiej w XIX czy XX w i e k u — jest
faktycznie p o z b a w i o n e p o d s t a w .

24

2 5

2 6

27

2 8

Davies pisał: „ N i e ł a t w o jest dać prosty opis t e r y t o r i u m Polski
Piastów. W p e w n y c h kręgach przyjęła się praktyka p u b l i k o w a n i a
mapy 'Polski w r. 1 0 0 0 ' z ukazaniem z a r ó w n o w y r a ź n i e za­
znaczonych granic, jak i ich uderzającego p o d o b i e ń s t w a d o
obszaru Polskiej Rzeczypospolitej L u d o w e j p o r. 1 9 4 5 . M a p a ta
jest jednak nieco myląca. (...) T e r y t o r i u m P i a s t ó w nie p o k r y w a ł o
się z granicami z lat o d ok. 9 9 0 d o 1 0 0 2 i z r. 1 9 4 5 w ż a d n y m
innym okresie — ani przedtem, ani p o t e m . G d y b y autorzy m a p
wzięli za p u n k t odniesienia nie w y j ą t k o w y rocznik 1 0 0 0 , lecz rok
900, 1 1 0 0 , 1 2 0 0 l u b 1 3 0 0 czy też jeszcze ważniejszy rok 9 9 1 ,
w którym t o roku p o raz pierwszy, w ' D a g o m e iudex', o p i s a n o
granice ' p a ń s t w a g n i e ź n i e ń s k i e g o ' , d o s t r z e g l i b y p e w n e istotne
różnice. Granice p o l s k i e g o t e r y t o r i u m bez przerwy się zmieniały.
Do r. 1 3 2 0 obszar t e n nie t w o r z y ł żadnej organicznej całości (...)
ustalonych granic b y ł o n i e w i e l e , p o d o b n i e jak nie b y ł o p a ń s t w a
we w s p ó ł c z e s n y m t e g o s ł o w a znaczeniu: w ł a d z c e n t r a l n y c h ,
sprawujących rządy nad w s z y s t k i m i częściami o k r e ś l o n e g o tery­
torium. W g r u n c i e rzeczy zatem, w sensie w s p ó ł c z e s n y m , nie b y ł o
żadnej 'Polski'. T e r y t o r i u m miało o w i e l e mniejsze znaczenie niż
zamieszkujący je l u d z i e . " „ M i m o żarliwej w i a r y s a m y c h Pola­
ków w 'macierz', nie da się z d e f i n i o w a ć żadnej określonej bazy
terytorialnej, która byłaby polska stale, w y ł ą c z n i e i niezmiennie.
(...) W różnych okresach d z i e j ó w Europy W s c h o d n i e j p a ń s t w o
polskie b y w a ł o wszędzie i n i g d z i e . " „ O b r a z Polski musi w i ę c
być t r u d n y d o n a m a l o w a n i a . G d y b y d o ń w ł ą c z y ć t y l k o te
dzielnice, które b y ł y ze s o b ą stale p o w i ą z a n e , t w o r z ą c w s p ó l n y
byt polityczny, d o n a m a l o w a n i a nie p o z o s t a ł o b y nic. G d y b y
natomiast w ł ą c z y ć w s z y s t k i e obszary, k t ó r y m w t y m czy i n n y m
okresie d z i e j ó w b y ł o dane cieszyć się z w i ą z k a m i z Polską, obraz
musiałby objąć p o ł o w ę k o n t y n e n t u . " „ M i m o o p o r ó w p r o p a g a ­
ndy, d a w n e j i o b e c n e j , które zaciemniają obraz, ś l a d ó w ' n a r o d o ­
w o ś c i ' i 'tożsamości n a r o d o w e j ' nie da się odnaleźć w z i e m i . "
2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

3 4

3

3 6

Damrosz w c y t o w a n y m artykule stwierdził m.in., że istnieją
d w i e płaszczyzny analizy zjawisk s p o ł e c z n o - k u l t u r o w y c h trak­
t o w a n y c h j a k o kryteria w y o d r ę b n i a n i a r e g i o n ó w , a także związa­
ne z t y m d w i e k o n c e p c j e r e g i o n u :
— „ o b i e k t y w i s t y c z n a " , gdzie dla w y z n a c z e n i a regionu badacz
w y k o r z y s t u j e o b i e k t y w n e w y r ó ż n i k i , czyli opiera się „ n a o d r ę b ­
ności p o s z c z e g ó l n y c h o b i e k t ó w k u l t u r o w y c h " ;
— „ i n t e r s u b i e k t y w i s t y c z n a " , gdzie p o d s t a w ą dla wyznaczenia
r e g i o n u jest i n t e r s u b i e k t y w n y w y r ó ż n i k w postaci „ p o c z u c i a
odrębności w świadomości g r u p o w e j " ;
— istnieje p o n a d t o jeszcze trzecia zasadnicza koncepcja regio­
n a l i z a c j i — n a z w ę ją „ i n t e g r a l i s t y c z n ą " — polegająca na połącze­
niu ( w r ó ż n y c h zresztą p r o p o r c j a c h ) s t a n o w i s k a „ o b i e k t y w i s tycznego" z „intersubiektywistycznym".
D o t a k i c h trzech g r u p z a k w a l i f i k o w a ć m o ż n a wszystkie w y ­
stępujące w polskiej etnografii p r ó b y w y z n a c z a n i a terytorialnego
z r ó ż n i c o w a n i a „ t r a d y c y j n e j k u l t u r y l u d o w e j " , w f o r m i e ustalania
„tradycyjnych" regionów kulturowych lub grup etnograficznych,
j a k o pola czy p r z e d m i o t u e t n o g r a f i c z n y c h b a d a ń . Uściślę w t y m
miejscu — korzystając z w y s t ę p u j ą c e j w literaturze etnograficznej
k o n w e n c j i t e r m i n o l o g i c z n e j , która n o t a b e n e bardzo rzadko była
k o n s e k w e n t n i e s t o s o w a n a — że w w y n i k u przyjęcia „ o b i e k t y w i s t y c z n e j " k o n c e p c j i oraz z a s t o s o w a n i a j a k o k r y t e r i ó w p o ­
działu o b i e k t y w n y c h w y r ó ż n i k ó w , m ó w i się niekiedy o w y o d r ę b ­
nianiu r e g i o n ó w sensu stricto. W praktyce etnograficznej d o
takiej regionalizacji k u l t u r y l u d o w e j p r o w a d z i ć miały badania
a t l a s o w e i w y k o r z y s t a n i e m e t o d y kartograficznej. Z kolei stojąc
na g r u n c i e koncepcji „ i n t e r s u b i e k t y w i s t y c z n e j " i stosując kryte­
rium e t n o s o c j o l o g i c z n e , d o k o n u j e się podziału na „ g r u p y t e r y t o ­
rialne". Natomiast z a s t o s o w a n i e koncpecji „ i n t e g r a l i s t y c z n e j " .

51

�zakładającej łączne u w z g l ę d n i a n i e o d r ę b n o ś c i o b i e k t ó w k u l t u r o ­
w y c h oraz g r u p o w e g o samookreślenia, p r o w a d z i d o w y d z i e l e n i a
„ g r u p k u l t u r o w y c h " , a w i ę c g r u p stricte „ e t n o g r a f i c z n y c h . "
Proponuję przyjrzeć się nieco bliżej o w y m trzem k o n c e p c j o m oraz
k o n s e k w e n c j o m ich z a s t o s o w a n i a dla s t w o r z e n i a obrazu t e r y t o ­
rialnego z r ó ż n i c o w a n i a k u l t u r y l u d o w e j .
„ W przypadku o b i e k t y w i s t y c z n e j k o n c e p c j i r e g i o n u — t w i e r ­
dzi Damrosz — przyjąć m o ż n a j e d e n w y z n a c z n i k o d r ę b n o ś c i ( n p .
strój l u d o w y ) lub w i ę c e j niż j e d e n (czyli s y n d r o m c e c h o d r ę b n o ­
ści)."
Z d a n i e m tegoż autora „najlepszy podział opiera się
zazwyczaj na j e d n y m w y z n a c z n i k u " . J a zaś t w i e r d z ę , iż n a w e t
przyjęcie t y l k o j e d n e g o w y r ó ż n i k a o b i e k t y w n e g o — j u ż w s a m y m
założeniu arbitralne — w b r e w p o z o r o m w c a l e nie p r o w a d z i ł o d o
uzyskania j e d n o z n a c z n y c h p o d z i a ł ó w na r e g i o n y etnograficzne.
Celem uzasadnienia powyższej tezy posłużę się w s p o m n i a ­
n y m przez Damrosza przykładem stroju l u d o w e g o , który jest
0 tyle dobrze d o b r a n y , że w ł a ś n i e strój l u d o w y u z n a w a n y jest
p o w s z e c h n i e za kryterium par excellence etnograficzne. Na
początek przytoczę zdanie Pola: „ J a k wszystkie c e c h y r o d o w e ,
tak zmienia się i strój rodu w d r o b n y c h rzeczach o d w s i d o w s i
prawie, ale są c e c h y w s p ó l n e c a ł y m o k o l i c o m p o ł ą c z o n y m
w ę z ł e m jednej r o d o w o ś c i i te są i s t o t n e . "
Problem polega na
t y m , które c e c h y u b i o r ó w l u d o w y c h p o t r a k t o w a ć należy j a k o
istotne i czy w o g ó l e dadzą się w y r ó ż n i ć takie charakterystyczne
elementy stroju, na p o d s t a w i e w y s t ę p o w a n i a ( l u b braku) k t ó r y c h
można by d o k o n a ć regionalizacji s t r o j ó w l u d o w y c h . Przypomnę,
że Pol d o i s t o t n y c h cech zaliczył przede w s z y s t k i m krój stroju
3 7

3 8

3 9

1 u l u b i o n ą przez dany ród b a r w ę , gdyż j e g o zdaniem były t o c e c h y
najbardziej n i e z m i e n n e . J e d n a k ż e sam Pol regionalizacji stro­
j ó w l u d o w y c h nie przeprowadził, a p o n a d t o skądinąd w i e m y , iż
z a r ó w n o kroje jak i zestawy kolorystyczne ulegały c i ą g ł y m
przemianom.
Pierwszą c a ł o ś c i o w ą i w miarę k o n s e k w e n t n ą próbę charak­
terystyki oraz podziału u b i o r ó w l u d o w y c h przedstawił B r o n i s ł a w
M a l e w s k i . Biorąc p o d u w a g ę ś w i ą t e c z n y strój męski — a l b o w i e m
„ c o d z i e n n y jest mniej w i ę c e j wszędzie j e d n a k o w y " , natomiast
„stroje kobiece nie dadzą się tak ł a t w o , jak męskie p o d z i e l i ć "
— wyodrębnił Malewski d w a typy: wielkopolsko-mazowiecki
oraz małopolski i o g ó l n i k o w o je scharakteryzował. Podział ten
p o w t ó r z y ł następnie m.in. Fischer . Z a p r o p o n o w a n a przez M a l e ­
w s k i e g o t y p o l o g i a nie jest ściśle rzecz biorąc regionalizacją
s t r o j ó w l u d o w y c h , gdyż nie daje pełnego obrazu regionalizacji
kraju lecz p o z w a l a t y l k o na p r z e p r o w a d z e n i e p e w n y c h (dość
abstrakcyjnych) lokalizacji n i e k t ó r y c h e l e m e n t ó w l u d o w e g o o d ­
ś w i ę t n e g o ubioru męskiego ( n p . rodzaju s u k m a n y , nakrycia
g ł o w y , s p o s o b u noszenia k o ż u c h a ) .
40

4 1

4 2

43

P o d o b n i e rzecz się ma z d o k o n a n ą przez M o s z y ń s k i e g o
regionalizacją p o l s k i c h s t r o j ó w l u d o w y c h w o p a r c i u o materiał,
z j a k i e g o zostały w y k o n a n e . Na tej p o d s t a w i e uzyskać m o ż e m y
trzy zasadnicze g r u p y , oparte o trzy t y p y materiałów: „ 1 ) s t r o j e
oparte
na b i a ł y m
płótnie
s a m o d z i a ł o w y m
i owczej w e ł n i e w k o l o r a c h naturalnych,często
w postaci sukna oraz 2 ) s t r o j e , w k t ó r y c h (zwłaszcza
kobiecych) d o m i n u j e w e ł n i a n a t k a n i n a
pasiast a"
i grupa 3) „ u b i o r ó w o p r z e w a d z e
materiałów
p o c h o d z e n i a f a b r y c z n e g o " . W g r u p i e trzeciej m o ­
żemy jeszcze w y r ó ż n i ć d w i e o d m i a n y . „ D o pierwszej o d m i a n y
należeć będą te wszystkie stroje, które oparte nieraz w całości na
materiałach p o c h o d z e n i a f a b r y c z n e g o nie zatraciły o d r ę b n o ś c i
regionalnej. (...) D o drugiej o d m i a n y zaliczyć należy te stroje
l u d o w e , które oparte na materiałach p o c h o d z e n i a p r z e m y s ł o w e ­
g o uległy w p ł y w o m ó w c z e s n e j m o d y miejskiej, przejmując nie
t y l k o materiał, ale i k r ó j . " Podział s t r o j ó w l u d o w y c h ze w z g l ę d u
na rodzaj t k a n i n y użytej d o ich w y k o n a n i a , jest klasyfikacją bodaj
najbardziej abstrakcyjną. J e d n a k ż e n a w e t na tej p o d s t a w i e d o k o ­
nanie regionalizacji nie jest s p r a w ą prostą, b o w i e m w p r z y p a d k u
d w ó c h pierwszych g r u p nie jesteśmy w stanie d o k ł a d n i e określić
granic ich w y s t ę p o w a n i a , zaś g r u p a trzecia „ w ł a ś c i w i e nie
posiada określonego zasięgu terytorialnego ( w y s t ę p u j e w y s p o ­
w o ) , gdyż n a w a r s t w i ł a się na p o p r z e d n i e . . . "
44

4 6

4 7

48

Oczywiste jest t o , że jeżeli za p o d s t a w ę podziału przyjmie się
takie c e c h y stroju l u d o w e g o , jak krój, barwę, rodzaj z d o b i e ń .

52

zestawy p o s z c z e g ó l n y c h e l e m e n t ó w n o s z o n y c h łącznie itd. itp.,
t o s p r a w a e w e n t u a l n e j regionalizacji s k o m p l i k u j e się jeszcze
bardziej. Przy t y m zasada będzie taka, że im większą ilość
e l e m e n t ó w składających się na całość stroju l u d o w e g o będzie się
brać p o d u w a g ę , t y m mniejsze okażą się w y d z i e l a n e tą m e t o d ą
regiony, dla k t ó r y c h określenia b ę d z i e m y szukać w s k a z ó w e k
w s t r o j u . " D o d a m , że t o , c o s t w i e r d z i l i ś m y o d n o ś n i e regionali­
zacji k u l t u r y l u d o w e j w o p a r c i u o j e d e n w y z n a c z n i k o d r ę b n o ś c i
biorąc za przykład strój l u d o w y , m o ż n a r ó w n i e ż w y k a z a ć — m u tatis m u t a n d i s — na przykładzie i n n y c h w y r ó ż n i k ó w o b i e k t y w ­
n y c h (jak język, c e c h y a n t r o p o l o g i c z n e , b u d o w n i c t w o i t d . ) .
4 9

Damrosz z a u w a ż y ł trafnie, iż badacze z a j m u j ą c y s t a n o w i s k o
„ o b i e k t y w i s t y c z n e " zakładają z w y k l e istnienie w i ę c e j niż j e d n e g o
w y z n a c z n i k a , c o stwarza p o w a ż n e t r u d n o ś c i klasyfikacyjne,
k t ó r y c h nie s p o s ó b u n i k n ą ć .
Krótko m ó w i ą c t r u d n o ś c i te
polegają na t y m , że n a w e t rozpatrując zagadnienie zróżnicowania
k u l t u r o w e g o w przekroju s y n c h r o n i c z n y m , w zależności od
przyjętych w charakterze k r y t e r i ó w o d m i e n n y c h e l e m e n t ó w kul­
tury m o ż n a otrzymać r ó ż n o r o d n e zasięgi, zaś łącząc te o b i e k t y w ­
ne w y z n a c z n i k i w r ó w n i e o b i e k t y w n e konstelacje uzyskać można
d o w o l n ą ilość r e g i o n ó w . Paradoksalnie okazuje się więc, że
przyjmując „ o b i e k t y w i s t y c z n ą k o n c e p c j ę r e g i o n u " , d o c h o d z i m y
d o iście „ r o z p a s a n e g o " s u b i e k t y w i z m u w j e g o wyznaczaniu.
J e d n y m ze źródeł t e g o paradoksu jest a s y s t e m o w e p o j m o w a n i e
kultury.
50

G d y b y badacze zajmujący się p r o b l e m a t y k ą regionalnego
z r ó ż n i c o w a n i a k u l t u r y l u d o w e j zechcieli zagadnienie t o analizo­
w a ć w przekroju d i a c h r o n i c z n y m , natrafiliby na d o d a t k o w y
k ł o p o t , b o w i e m — jak t o wyraził Bystroń — „ c e c h y kulturalne
ł a t w o ulegają przekształceniu lub z a n i k o w i , z drugiej zaś strony są
czemś p r z e n o ś n e m , c o ł a t w o się r o z p o w s z e c h n i a . " W efekcie
daje t o „ b e z m i a r k u l t u r mniejszych i w i ę k s z y c h , zachodzących
w z a j e m n i e na siebie i krzyżujących się, ciągle r u c h l i w y c h i zmien­
nych..."
E t n o g r a f o w i e przedstawiali j e d n a k ż e zróżnicowanie
regionalne k u l t u r y l u d o w e j statycznie, bez u w z g l ę d n i a n i a ciąg­
ł y c h przemian z a s i ę g ó w w y s t ę p o w a n i a p o s z c z e g ó l n y c h elemen­
t ó w kultury. O d d y n a m i c z n e g o t r a k t o w a n i a zagadnienia zróż­
n i c o w a n i a r e g i o n a l n e g o niejako z w a l n i a ł y badaczy założenia
ideologii ludoznawczej.
51

5 2

T w i e r d z o n o zatem — o d w o ł u j ą c się d o a t r y b u t u niezmienno­
ści lub z a c h o w a w c z o ś c i — że c e c h u j e kulturę l u d o w ą „ p o w o l ­
niejszy r y t m przemian i d ł u g o t r w a ł e z a c h o w y w a n i e śladów
dawnych powiązań i kontaktów k u l t u r o w y c h "
M i a ł o to p o w o ­
d o w a ć d ł u g i e t r w a n i e w kulturze l u d o w e j przynajmniej nie­
k t ó r y c h jej e l e m e n t ó w , i w k o n s e k w e n c j i d ł u g o t r w a ł e utrzymy­
w a n i e się r e g i o n a l n y c h z r ó ż n i c o w a ń . D l a t e g o też najczęściej
w y k r e ś l a n o r e g i o n y e t n o g r a f i c z n e na p o d s t a w i e u z n a w a n y c h za
najbardziej z a c h o w a w c z e , r e l i k t o w y c h e l e m e n t ó w kultury (ar­
c h a i z m ó w , p r z e ż y t k ó w ) . J e d n y m z dość ekstremalnych przy­
k ł a d ó w t a k i e g o p o s t ę p o w a n i a jest artykuł J a n a Czekanowskiego
Zróżnicowanie
etnograficzne
Polski w świetle przeszłości.** Ana­
lizując w y s t ę p o w a n i e i zasięgi r ó ż n y c h w y t w o r ó w kultury mate­
rialnej, C z e k a n o w s k i przyjął milczące założenie, iż uwzględniane
przezeń w y t w o r y t r w a j ą w d a w n y c h g r a n i c a c h o d trzech tysięcy
lat. „ C o p r a w d a — j a k z a u w a ż y ł M o s z y ń s k i — o t w a r c i e Czekano­
w s k i t e g o założenia nie w y p o w i a d a . M u s i m y je jednak przyjąć
n i e o d z o w n i e , o ile z e c h c e m y przyznać j e g o referatowi w ogóle
jakikolwiek s e n s . "
D o k ł a d n i e t e n sam m e c h a n i z m myślenia
5 5

0 kulturze l u d o w e j i jej r e g i o n a l n y m z r ó ż n i c o w a n i u , ujawnia się
także w ó w c z a s g d y badacze zajmujący się tą problematyką
u ż y w a j ą określenia „ t r a d y c y j n y r e g i o n " i j e g o p o c h o d n y c h jak
np. „ t r a d y c y j n y s t r ó j " , „ t r a d y c y j n y z w y c z a j " , t r a d y c y j n y obrzęd",
„ t r a d y c y j n y t a n i e c " , „ t r a d y c y j n e b u d o w n i c t w o " itd. Zakładają
o n i b o w i e m , że d a n y strój, z w y c z a j itp. są charakterystyczne dla
d a n e g o r e g i o n u „ o d z a w s z e " , a sam region etnograficzny jest
w istocie p o n a d c z a s o w y .
Kończąc t e n f r a g m e n t rozważań p r z y p o m n ę , że Kazimierz
D o b r o w o l s k i s t w i e r d z i ł niegdyś, iż dla r o z w a ż a ń etnograficznych
z n a m i e n n e jest m.in. s y s t e m a t y z o w a n i e f a k t ó w pochodzących
z r ó ż n y c h c z a s ó w w p e w i e n s y n c h r o n i c z n y , ahistoryczny obraz,
1 określił t o z j a w i s k o m i a n e m praesens ethnographicum.*
Dodam
o d siebie, że ó w „ e t n o g r a f i c z n y czas teraźniejszy" jest w zasadzie
6

�tożsamy z t y m , c o się n a z y w a „ b e z c z a s o w ą teraźniejszością
mityczną" lub „ w i e c z n y m teraz m i t u " . Takie p o j m o w a n i e czasu,
zawarte implicite w i d e o l o g i i l u d o z n a w c z e j , stwarzało m o ż l i w o ś ć
abstrahowania o d h i s t o r y c z n e g o patrzenia na f o l k l o r y s t y c z n ą
rzeczywistość s p o ł e c z n o - k u l t u r o w ą , a w szczególności p o m i j a ­
nia analizy d i a c h r o n i c z n e j w obrazie r e g i o n a l n e g o z r ó ż n i c o w a n i a
kultury l u d o w e j oraz s w o i s t e g o „przerzucania m o s t ó w poprzez
w i e k i " . W y r a z e m t e g o jest p r z y j m o w a n y milcząco p o g l ą d o o d ­
wiecznym istnieniu w y r a ź n y c h o d r ę b n o ś c i k u l t u r o w y c h między
terytoriami zamieszkałymi przez różne społeczności i u t r z y m y w a ­
niu się — z n i e w i e l k i m i n a j w y ż e j z m i a n a m i — o w y c h różnic
w określonych g r a n i c a c h , przynajmniej d o czasu t z w . rozpadu
chłopskiej k u l t u r y t r a d y c y j n e j . Przy c z y m istoty s p r a w y nie
zmienia t o , że „ o d w i e c z n e i s t n i e n i e " nie o d n o s i ł o się d o „ c z a s ó w
Seta", lecz miało mniej w i ę c e j o k r e ś l o n ą lokalizację historyczną.
Przejdę teraz d o rozpatrzenia zasad regionalizacji e t n o g r a f i c z ­
nej, z p u n k t u w i d z e n i a k o n c e p c j i „ i n t e g r a l i s t y c z n e j " . Ta k o n c e p ­
cja podziału k u l t u r y l u d o w e j na g r u p y e t n o g r a f i c z n e — za­
kładająca łączne u w z g l ę d n i a n i e o b i e k t y w n y c h różnic k u l t u r o ­
wych l u b / i b i o l o g i c z n y c h p o m i ę d z y g r u p ą „ X " i g r u p ą „ Y " oraz
intersubiektywnego p o c z u c i a o d r ę b n o ś c i w ś w i a d o m o ś c i g r u p o ­
wej o b y d w u g r u p — miałaby m.in. zapobiegać d o w o l n o ś c i
w przyjmowaniu o b i e k t y w n y c h wyznaczników i wydzielaniu
regionów, cechującej k o n c e p c j ę „ o b i e k t y w i s t y c z n ą " . Koncepcja
„integralistyczna" zakłada m i a n o w i c i e , że o t y m , które s p o ś r ó d
odrębnych o b i e k t ó w k u l t u r o w y c h są m i a r o d a j n e dla jakiegoś
rozgraniczenia, d e c y d u j e fakt f i g u r o w a n i a ich w ś w i a d o m o ś c i
grupowej w roli c e c h o d r ó ż n i a j ą c y c h dane g r u p y o d siebie.
M o d e l o w y w p r o s t przykład z a s t o s o w a n i a k o n c e p c j i „ i n t e g ­
ralistycznej" w praktyce b a d a w c z e j , przedstawił R o m a n Reinfuss
w artykule na t e m a t pogranicza k r a k o w s k o - g ó r a l s k i e g o . W e d ł u g
tego uczonego „ ś w i a d o m o ś ć w ł a s n e j o d r ę b n o ś c i etnograficznej
powstaje najczęściej na tle różnic g w a r o w y c h , różnic w ubiorze,
sposobie z d o b y w a n i a ś r o d k ó w utrzymania ( n p . r o l n i c t w o i pas­
terstwo) lub wreszcie w o d m i e n n y m s p o s o b i e b u d o w a n i a osie­
dli. Inne zjawiska k u l t u r o w e , j a k o trudniejsze d o z a o b s e r w o w a ­
nia, rzadko s t a n o w i ą przyczynę u ś w i a d o m i e n i a sobie o d r ę b n o ś c i
własnej g r u p y w s t o s u n k u d o s ą s i a d ó w . Z t y c h w ł a ś n i e w z g l ę ­
d ó w podczas w y z n a c z a n i a z a s i ę g ó w t e r y t o r i a l n y c h p o s z c z e g ó l ­
nych grup e t n o g r a f i c z n y c h kładzie się g ł ó w n y nacisk na w y ­
c h w y t y w a n i e w ł a ś c i w o ś c i g w a r o w y c h , c e c h stroju, b u d o w n i c t ­
wa i trybu życia, charakterystycznych dla badanej l u d n o ś c i ,
i następnie o b s e r w u j e się, jak o d r ę b n o ś c i te w p ł y w a j ą na kształ­
towanie się p o c z u c i a przynależności g r u p o w e j . "
Generalna
zasada jest przy t y m taka, że „ i s t n i e n i e z e w n ę t r z n i e dostrzegal­
nych różnic k u l t u r o w y c h z reguły p o w o d u j e u l u d u w y t w o r z e n i e
się na tej p o d s t a w i e p o c z u c i a o d r ę b n o ś c i g r u p o w e j . Z c h w i l ą g d y
zatrą się różnice o b i e k t y w n e , zaczyna zanikać i poczucie w z a j e m ­
nej obcości między c z ł o n k a m i d w u r ó ż n y c h g r u p . U ł a t w i a t o
odstąpienie o d zasady w y ł ą c z n o ś c i g r u p o w e j i d o p r o w a d z a
z biegiem czasu d o zatarcia się n a w e t tradycji j a k i e g o k o l w i e k
podziału na g r u p y e t n i c z n e . "
5 7

5 8

Z p o w y ż s z e g o w y n i k a , że w e d ł u g k o n c e p c j i „ i n t e g r a l i s t y c z ­
n e j " — w w a r i a n c i e p r e z e n t o w a n y m przez Reinfussa — istnieje:
— p o pierwsze, ścisła zależność między ( n i e k t ó r y m i p r z y n a j m ­
niej) o b i e k t y w n y m i w y z n a c z n i k a m i o d r ę b n o ś c i i g r u p o w ą ś w i a ­
domością o w y c h różnic k u l t u r o w y c h , oraz
— p o drugie, zależność ta jest j e d n o s t r o n n a , gdyż „ r z e c z o w e
podstawy zróżnicowania" determinują świadomość odrębności.
O d n o ś n i e pierwszej przesłanki: Reinfuss stwierdził, iż materia­
ły na temat s t o s u n k ó w m i ę d z y g r u p o w y c h k t ó r y m i d y s p o n o w a ł ,
potwierdzają „ d o s t a t e c z n i e z g o d n o ś ć granic w y z n a c z o n y c h
przez lud z u s t a l o n y m i na drodze o b i e k t y w n e j analizy w y b r a n y c h
e l e m e n t ó w k u l t u r y l u d o w e j . " Otóż nie w i e m y niestety d o k ł a d ­
nie jakimi materiałami d o t y c z ą c y m i p o c z u c i a o d r ę b n o ś c i k u l t u r o ­
w y c h c y t o w a n y autor f a k t y c z n i e d y s p o n o w a ł —
określenie
poczucia o d r ę b n o ś c i w ś w i a d o m o ś c i g r u p o w e j w y m a g a bez
w ą t p i e n i a d ł u g i c h i p o g ł ę b i o n y c h badań t e r e n o w y c h , i d l a t e g o
p o w o ł y w a n i e się na p r z y t o c z o n e przez L u d w i k a M ł y n k a zdanie
j e d n e g o r e s p o n d e n t a ( J a n a M y j a k a — poetę l u d o w e g o z L i c h w i n a ) j a k o w y r o c z n i na t e m a t g r a n i c y między „ G o r o l a m i " a „ L a ­
c h a m i " , w y d a j e się a b s o l u t n i e niewystarczające — lecz m o i m
5 9

zdaniem w y c i ą g a n i e s f o r m u ł o w a n e g o w y ż e j w n i o s k u z d a n y c h
z a w a r t y c h w artykule jest n i e u p r a w n i o n e . D o w o d z i t e g o c h o ­
ciażby zamieszczona t a m mapa pt. Granice Góralszczyzny
pol­
skiej i zagadnienie
poczucia przynależności
grupowej
ludności
pogranicznej,
na której zaznaczono m.in.: „ w s i , których miesz­
kańcy uważają się za G ó r a l i " ; „ w s i e , k t ó r y c h m i e s z k a ń c ó w inni
u w a ż a j ą za G ó r a l i " ; „ w s i e , k t ó r y c h mieszkańcy uważają się za
L a c h ó w " ; „ w s i e , k t ó r y c h m i e s z k a ń c ó w inni uważają za La­
chów."
Otóż teza Reinfussa o absolutnej z g o d n o ś c i okreś­
lonych obiektywnych wyznaczników odrębności z poczuciem
owej odrębności byłaby prawdziwa w t e d y i tylko wtedy, gdyby
w e w s z y s t k i c h w s i a c h o „ c e c h a c h k u l t u r y w ł a ś c i w e j l a c h o m " , ich
mieszkańcy uważali się za „ l a c h ó w " i za t a k o w y c h byli uważani
z a r ó w n o przez i n n y c h „ l a c h ó w " , jak i przez „ g ó r a l i " , a także oni
sami uważali m i e s z k a ń c ó w w s i „ l a c h o w s k i c h " za „ l a c h ó w " oraz
m i e s z k a ń c ó w w s i o „ c e c h a c h k u l t u r y g ó r a l s k i e j " za „ g ó r a l i " (i
vice versa). Z a r ó w n o z mapy, jak i z treści artykułu w y n i k a jednak,
iż są np. takie w s i e , k t ó r y c h mieszkańcy uważają się za „ l a c h ó w " ,
zaś l u d n o ś ć sąsiednia określa ich „ g ó r a l a m i . " M o i m zdaniem
p o d w a ż a t o rzeczoną tezę — c b d d . Dlatego też bliższy p r a w d y
jest p o g l ą d , że „ m i ę d z y zakresem ś w i a d o m o ś c i g r u p o w e j a za­
kresem nie oznaczonej bliżej ilości p o s z c z e g ó l n y c h w y t w o r ó w
k u l t u r o w y c h zachodzi s t o s u n e k d w ó c h kół t y l k o c z ę ś c i o w o
pokrywających s i ę . "
6 0

6 1

6 2

U s t o s u n k u j ę się teraz d o t w i e r d z e n i a o istnieniu w p ł y w u
o b i e k t y w n y c h o d r ę b n o ś c i k u l t u r o w y c h l u b / i b i o l o g i c z n y c h na
g r u p o w ą ś w i a d o m o ś ć o d r ę b n o ś c i . Pogląd ten jest etnograficzną
m u t a c j ą socjologicznej „ h i p o t e z y o d m i e n n o ś c i j a k o p o d s t a w y
o b c o ś c i " , d l a t e g o też o d w o ł a m się d o t e g o , c o na ten temat
napisał Florian Z n a n i e c k i . „ O t ó ż przyjąwszy hipotetycznie, że
' o b c y ' w o d n i e s i e n i u d o d a n y c h ludzi t o są ci, którzy się o d nich
różnią b i o l o g i c z n i e lub kulturalnie albo też i biologicznie i k u l ­
turalnie, m u s i m y dalej przyjąć (...), że istnieje s t o p n i o w a n i e
o b c o ś c i uzależnione o d s t o p n i o w a n i a r ó ż n i c " . Przy czym różnica
i o b c o ś ć muszą p o z o s t a w a ć „ w s t o s u n k u prostym d o siebie
a w stosunku o d w r o t n y m do podobieństwa i swojskości".
Okazuje się jednak, iż „ r ó ż n i c e i p o d o b i e ń s t w a między d a n y m i
z b i o r o w o ś c i a m i lub o s o b o w o ś c i a m i ludzkiemi w niektórych
w y p a d k a c h przynajmniej nie dają się zrozumieć, ani n a w e t
w y z n a c z y ć na m o c y s a m e g o t y l k o o b j e k t y w n e g o ich p o r ó w n a n i a
w taki s p o s ó b , aby na ich p o d s t a w i e m o ż n a było j e d n ą z t y c h
z b i o r o w o ś c i ująć j a k o w t a k i m lub i n n y m s t o p n i u o b c ą w o d ­
niesieniu d o d r u g i e j ; w p r o w a d z e n i e zaś pierwiastka s u b i e k t y w ­
nego zmusza d o stwierdzenia licznych w a h a ń i n i e w y t ł u m a c z o ­
nych w y j ą t k ó w . "
Konstatacja ta z a c h o w u j e w a ż n o ś ć również
na g r u n c i e e t n o g r a f i c z n y m .
6 3

Nie ma w a l o r u u n i w e r s a l n o ś c i także teza Reinfussa o j e d n o ­
stronnej i j e d n o k i e r u n k o w e j relacji zależności ś w i a d o m o ś c i o d ­
rębności g r u p o w e j o d istnienia o b i e k t y w n y c h w y z n a c z n i k ó w
o d r ę b n o ś c i , z której w y n i k a ł w n i o s e k , że „ n i w e l a c j a kultury
l u d o w e j u ł a t w i a zacieranie a n t a g o n i z m ó w w y n i k a j ą c y c h z przy­
należności d o różnych g r u p e t n i c z n y c h " . Często b o w i e m
„ o d m i e n n o ś ć kulturalna b y w a umyślnie p o t ę g o w a n a dla odróż­
nienia się o d ' o b c y c h ' " . W t y m przypadku „ o d m i e n n o ś ć " nie
jest w i ę c przyczyną, lecz s k u t k i e m poczucia o b c o ś c i .
6 4

6 5

D o d a m , iż w koncepcji „ i n t e g r a l i s t y c z n e j " w y s t ę p u j ą inne
jeszcze sprzeczności. Na w i z e r u n e k g r u p y „ X " ( „ o b c e j " ) f u n k c ­
j o n u j ą c y w ś w i a d o m o ś c i g r u p y „ Y " ( „ s w o j e j " ) — jak wykazały
m.in. badania Józefa Obrębskiego, a także dane zawarte w c y t o ­
w a n y m artykule Reinfussa — składają się faktycznie nie tylko
w y m i e n i o n e o d r ę b n e c e c h y k u l t u r o w e (tj. g w a r a , strój, tryb życia,
o d m i e n n e b u d o w n i c t w o ) , ale r ó w n i e ż takie elementy jak np.
c e c h y w y g l ą d u fizycznego, c e c h y psychiczne oraz inne różnice
k u l t u r o w e . Z n a j d o w a ł o t o w y r a z w różnych o p o w i a d a n i a c h ,
p o w i e d z o n k a c h , porzekadłach, piosenkach i t p . Nie w i a d o m o
zatem dlaczego w ł a ś c i w i e należy ograniczać się t y l k o d o czterech
w s p o m n i a n y c h w y r ó ż n i k ó w o d r ę b n o ś c i , zaś pozostałe t r a k t o w a ć
66

— jak t o uczynił Reinfuss — j a k o „czerpane z f a n t a z j i " oraz
„ o d z n a c z a j ą c e się d u ż y m s u b i e k t y w i z m e m " i odrzucać? Czyż nie
b y ł o b y bardziej zasadne uznanie w s z y s t k i c h cech k u l t u r o w y c h
— f i g u r u j ą c y c h w w i z e r u n k u g r u p y „ o b c e j " oraz p o d n o s z o n y c h
w ś w i a d o m o ś c i społecznej g r u p y „ Y " d o g o d n o ś c i zasady
różnicującej — za r ó w n o p r a w n e w y z n a c z n i k i odrębności i łączne

53

�przyjęcie ich bądź —

p o pierwsze — za zespół c e c h o b i e k t y w n i e

w y r a ź n e rozróżnienie, na które d o t ą d zbyt małą z w r a c a n o u w a g ę .

charakteryzujących g r u p ę będącą p r z e d m i o t e m d a n e g o w i z e r u n ­

C z y m i n n y m jest w s w e j istocie:

ku i jej kulturę, bądź też —

—

po w t ó r e —

za zespół

cech

po pierwsze, określenie n a d a w a n e sobie przez daną społecz­

i n t e r s u b i e k t y w n y c h ze w s z y s t k i m i t e g o k o n s e k w e n c j a m i . W pier­

ność lokalną, inaczej m ó w i ą c samookreślenie g r u p o w e ;

w s z y m przypadku jednak k o n c e p c j a „ i n t e g r a l i s t y c z n a " będzie

—

tożsama z k o n c e p c j ą „ o b i e k t y w i s t y c z n ą " z t y m , że s u b i e k t y w i z m

inne społeczności, tj. bliższych i dalszych s ą s i a d ó w , a w i ę c g r u p y

p o drugie, określenie n a d a w a n e l u d n o ś c i z danej o k o l i c y przez

badaczy zostanie zastąpiony r z e k o m y m o b i e k t y w i z m e m przed­

„obce";

stawień i s f o r m u ł o w a ń z a w a r t y c h w w i z e r u n k u g r u p y „ o b c e j "

—

(co być może b y ł o b y słuszne, ale t y l k o w ó w c z a s jeżeli uzna się za

graficznej w charakterze n a z w y danej g r u p y e t n o g r a f i c z n e j .

p o trzecie wreszcie, określenie przyjęte w literaturze e t n o ­

p r a w d z i w ą l e n i n o w s k ą „ t e o r i ę o d b i c i a " ) . W d r u g i m natomiast

Przyjmuję dla uproszczenia — stosując k o n w e n c j ę t e r m i n o l o ­

przypadku koncepcja „ i n t e g r a l i s t y c z n a " jest tożsama z k o n c e p c j ą

g i c z n ą — iż w p i e r w s z y m p r z y p a d k u b ę d z i e m y m ó w i ć o „ e n d o e t -

„ i n t e r s u b i e k t y w i s t y c z n ą " , d o analizy której o b e c n i e przechodzę.
Etnograficzna regionalizacja zakładająca k o n c e p c j ę

„inter­

nikonie" („endoetnonimie"), w drugim o „egzoetnikonie" („egz o e t n o n i m i e " ) , zaś w trzecim o „ e t n i k o n i e " ( „ e t n o n i m i e " ) .
J a k się rzekło, e t n o g r a f o w i e dość rzadko zaznaczali różnicę

s u b i e k t y w i s t y c z n ą " , tj. w y k o r z y s t u j ą c a kryterium e t n o s o c j o l o g i czne, w b r e w

p o z o r o m jest najtrudniejsza

do

jednoznacznej

między egzo- i e n d o e t n o n i m a m i , j e d n a k ż e kilkadziesiąt przy­

interpretacji. Większość badaczy z a j m u j ą c y c h s t a n o w i s k o „ i n t e r -

k ł a d ó w p r z y t o c z o n y c h przez Udzielę w artykule

s u b i e k t y w i s t y c z n e " utożsamia —

ne--etnograficzny

zakładając implicite —

wyrażając t o explicite lub też

kryterium e t n o s o c j o l o g i c z n e z „ p o c z u ­

ciem odrębności t k w i ą c y m w ś w i a d o m o ś c i

mieszkańców" .
6 7

Najbardziej ś w i a d o m y w y r a z p o s t a w a taka uzyskała w d o c i e k a ­

opis

wsi polskich

w Galicji

Topograficz­

wskazuje jedno­

znacznie, że niemal w s z y s t k i e e n d o e t n o n i m y są n a z w a m i p o ­
c h o d z ą c y m i o d n a z w w s i , które dana l u d n o ś ć zamieszkuje.
konkluzję p o t w i e r d z a j ą r ó w n i e ż inne ź r ó d ł a .

70

Tę

71

niach Obrębskiego. Przedmiotem p r o w a d z o n y c h badań dla o k r e ­

Jeżeli c h o d z i o e g z o e t n o n i m y , t o d o m i n u j ą w n i c h określenia

ślenia istniejących z r ó ż n i c o w a ń e t n o g r a f i c z n y c h p o w i n n a być

o charakterze p r z e z w i s k o w y m . Karłowicz zebrał kilkadziesiąt tego

— z d a n i e m O b r ę b s k i e g o — s p o ł e c z n a sfera z r ó ż n i c o w a ń w y r a ż a ­

t y p u określeń z a w a r t y c h w literaturze e t n o g r a f i c z n e j

jąca się w p o s t a w a c h oraz w y o b r a ż e n i a c h c z ł o n k ó w i a d h e r e n ­

jąc, że „ n a z w y m i e s z k a ń c ó w w i e l u w s i i o k o l i c zawdzięczają

72

zauważa­

t ó w b a d a n y c h społeczności, a l b o w i e m g r u p a etnograficzna ( w

początek s w ó j ironicznej, szyderczej lub p o g a r d l i w e j żyłce sąsia­

stylistyce Obrębskiego „ e t n i c z n a " ) t o nic i n n e g o jak „ r z e c z y w i s t a

d ó w . . . " . Bystroń przytoczył n a t o m i a s t kilkaset t a k i c h określeń

czy potencjalna sfera a d e k w a t n o ś c i społecznej i k u l t u r a l n e j " , tzn.

dzieląc je na „ n a z w y i p r z e z w i s k a " , które w s k a z u j ą na: topografię,

sfera z a c h o w a ń , w a r t o ś c i itd., z k t ó r y m i dana j e d n o s t k a się

w ł a ś c i w o ś c i j ę z y k o w e , ubiór, c e c h y fizyczne lub moralne, stan

identyfikuje uważając je za s w o j e .

g o s p o d a r c z y i społeczny, u l u b i o n e p o t r a w y i in. Stwierdził o n , że

68

7 3

Obrębski

poza g r u p ą n a z w i przezwisk t o p o g r a f i c z n y c h , w s z y s t k i e rodzaje

ustalił, że „ p o c z u c i e o d r ę b n o ś c i d o m i n u j e t u zawsze nad ś w i a d o ­

określeń g r u p o w y c h „ m a j ą b e z w z g l ę d n ą p r z e w a g ę przezwisk,

Badając p o d t y m kątem ś w i a d o m o ś ć społeczną

mością w s p ó l n o t y " , w k o n s e k w e n c j i c z e g o w i z e r u n e k
„ o b c e j " jest bardzo wyrazisty, m o c n o z a r y s o w a n y ,

grupy

natomiast

n a d a w a n y c h przez s ą s i a d ó w o d p e w n y c h w ł a ś c i w o ś c i , które im
się w y d a j ą z t e g o czy i n n e g o p o w o d u ś m i e s z n e " .
74

w i z e r u n e k g r u p y własnej jest mglisty, słabo z a r y s o w a n y . W e d ł u g

P o d s u m o w u j ą c w s t ę p n i e d o t y c h c z a s o w e rozważania o e n -

Obrębskiego „ w i z e r u n e k w ł a s n y g r u p y jest w t ó r n y i zależny; jest

d o e t n o n i m a c h c h c ę podkreślić, iż w literaturze etnograficznej

o n p o prostu n e g a t y w e m t y c h w s z y s t k i c h o b r a z ó w , w k t ó r y c h

w y s t ę p u j e w y r a ź n a d y s p r o p o r c j a p o d w z g l ę d e m i l o ś c i o w y m na

u j m u j e o n a rzeczywistość o b c y c h g r u p e t n i c z n y c h . "

Wizerunek

korzyść e g z o e t n o n i m ó w . M o ż n a t o t r a k t o w a ć j a k o potwierdzenie

własnej g r u p y w ś w i a d o m o ś c i tejże g r u p y , p o w s t a j e zatem na

tezy O b r ę b s k i e g o o d o m i n a c j i „ p o c z u c i a o d r ę b n o ś c i " nad „ ś w i a ­

zasadzie antytezy c e c h s t a n o w i ą c y c h o o d r ę b n o ś c i g r u p y „ o b ­

domością wspólnoty".

c e j " . W y n i k a z t e g o , iż wyrażenie „ g r u p a w ł a s n a " oznacza tyle

r ó w n i e ż , że e g z o e t n o n i m y —

6 9

Z tego, co wyżej

napisałem

wynika

w p r z e c i w i e ń s t w i e d o endoet-

i t y l k o tyle, że jest g r u p a „ n o n o b c a " i nic poza t y m p o z y t y w n e g o

nonimów —

ze ś w i a d o m o ś c i g r u p o w e j na t e n t e m a t w y d o b y ć nie m o ż n a . Jej

p e j o r a t y w n ą k o n o t a c j ę . W literaturze etnograficznej znaleźć moż­

istnienie jest w y ł ą c z n i e „ n e g a t y w n e " .

na w i e l e p r z y k ł a d ó w na p o t w i e r d z e n i e t e g o .

Grupa „ s w o j a " o k a z u j e się w i ę c być bardzo s w o i s t y m b y t e m ,
który w g r u n c i e rzeczy jest raczej „ n i e b y t e m " : nie t y l k o nie jest
bowiem —

jak c h c e t e g o O b r ę b s k i —

mają charakter p r z e z w i s k o w y , zawierają wyraźnie

tworem

Z a t e m konotacja

czy w y s t ę p u j e o n o w roli e n d o - czy też e g z o e t n o n i m u .

t w o r e m k o n k r e t n y m , ale

nie jest n a w e t — w b r e w z a p e w n i e n i o m O b r ę b s k i e g o —

78

d a n e g o określenia zmienia się zasadniczo w zależności o d tego,
76

S p o ś r ó d i n n y c h w ł a ś c i w o ś c i o m a w i a n y c h określeń należy
koniecznie z w r ó c i ć u w a g ę na ich z m i e n n o ś ć w czasie, a przede

w y o b r a ż e n i o w y m . „ G r u p a e t n i c z n a " O b r ę b s k i e g o jest t o zaiste

w s z y s t k i m na s w o i s t e z r e l a t y w i z o w a n i e

przestrzenne ,

d z i w n a g r u p a s p o ł e c z n a , która m a p o c z u c i e o d r ę b n o ś c i , lecz nie

d o w o d z i , że r ó w n i e ż d e n o t a c j a t y c h określeń jest bardzo w z g l ę d ­

ma p o c z u c i a w ł a s n e j j e d n o ś c i i t o ż s a m o ś c i . P o g l ą d y O b r ę b s ­

na.

77

które

k i e g o — tak c h ę t n i e a c z k o l w i e k d o ś ć b e z k r y t y c z n i e p o w t a r z a n e

Nie w d a j ą c się w dalsze rozstrząsanie tej p r o b l e m a t y k i s k o n -

przez n i e k t ó r y c h dzisiejszych e t n o g r a f ó w — o k r e ś l i ł b y m „ n e g a ­

k l u d u j ę , że p o d m i o t o w a analiza f u n k c j o n u j ą c y c h w ś w i a d o m o ś c i

t y w n ą t e o r i ą g r u p e t n o g r a f i c z n y c h " . D o d a m , iż daleki j e s t e m o d

społecznej e t n o n i m ó w d o w o d z i , iż z a s t o s o w a n i e kryterium et-

zaprzeczania p r a w d z i w o ś c i ustaleń d o k o n a n y c h przez O b r ę b s ­

n o s o c j o l o g i c z n e g o nie może d o p r o w a d z i ć d o uzyskania realnego

kiego —

podziału

zostały o n e zresztą w i e l o k r o t n i e p o t w i e r d z o n e

na

i n n y m materiale — w i ę c e j , u t r z y m u j ę iż p o c z y n i o n e przez n i e g o

na p o j m o w a n e substancjalnie

grupy

etnograficzne.

P o t w i e r d z a t o r ó w n i e ż fakt, że jak u s t a l o n o w i e r z e n i o w e , pare-

o b s e r w a c j e są bardzo t r a f n e i rzucają n o w e ś w i a t ł o na p r o ­

m i o l o g i c z n e oraz f a b u l a r n e dane składające się na wizerunek

b l e m a t y k ę e t n o g r a f i c z n e j regionalizacji. Sądzę j e d n a k , że sam

g r u p y „ o b c e j " , j a k o efekt m e c h a n i z m u mityzacji „ n i e mają się

O b r ę b s k i , jak i j e g o z w o l e n n i c y , nie w y c i ą g n ę l i stąd ostatecz­

nijak d o rzeczywistości, ani nie są przez nią w e r y f i k o w a n e " .

nych w n i o s k ó w .

7 8

W z w i ą z k u z t y m , iż będące w y r a z e m p o c z u c i a

odrębności,

U p r o s z c z o n y m , lecz w praktyce p o w s z e c h n i e s t o s o w a n y m d o

t k w i ą c e w ś w i a d o m o ś c i społecznej w y o b r a ż e n i a o „ o b c y c h "

tworzenia obrazów etnograficznego zróżnicowania ludu i jego

przynależą d o p o r z ą d k u m i t y c z n e g o , ich kształt zależy nie tyle od

kultury w a r i a n t e m koncepcji „ i n t e r s u b i e k t y w i s t y c z n e j " , jest w y ­

realnych w ł a ś c i w o ś c i p r z e d m i o t u , ile o d s t r u k t u r systemu mitycz­

korzystywanie dla c e l ó w etnograficznej regionalizacji f u n k c j o n u ­

nego p o d m i o t u poznania. D l a t e g o też trzeba z g o d z i ć się z t y m , że

jących w ś w i a d o m o ś c i społecznej n a z w (przezwisk) określają­

zespół i n t e r s u b i e k t y w n y c h p o s t a w i w y o b r a ż e ń k o n s t y t u u j ą c y c h

cych p e w n e g r u p y l u d n o ś c i , czyli t z w . e t n o n i m ó w l u b e t n i k o -

w i z e r u n e k g r u p y „ o b c e j " , charakteryzuje j e d y n i e ś w i a d o m o ś ć

n ó w . O m a w i a j ą c tę kwestię, c h c ę przede w s z y s t k i m w p r o w a d z i ć

zbiorową grupy

54

będącej

podmiotem

(„nosicielem")

danego

�wizerunku. Inaczej: p o n i e w a ż „ w y o b r a ż e n i a g r u p y A o g r u p i e
B przynależą d o dyskursu m i t y c z n e g o i j a k o takie nie muszą mieć
żadnego odniesienia d o r z e c z y w i s t y c h w ł a ś c i w o ś c i , c e c h czy
postaw g r u p y B (...); c o zaś z p o w y ż s z e g o w y n i k a —

nie m o g ą

być w ż a d n y m w y p a d k u ź r ó d ł e m d o p o z n a n i a g r u p y B ani też
realnych relacji s p o ł e c z n y c h między g r u p a m i A i B. Są natomiast
te w y o b r a ż e n i a n i e z w y k l e c e n n y m materiałem d o analizy ś w i a d o ­
mości z b i o r o w e j g r u p y A . "

7 9

Nie muszę d o d a w a ć , iż taki w n i o s e k

ma niezwykle d o n i o s ł e k o n s e k w e n c j e dla zagadnienia

etno­

graficznej regionalizacji.
J a k o j e d e n z p i e r w s z y c h , d o s f o r m u ł o w a n e j w y ż e j konkluzji
doszedł B y s t r o ń . Interesująca jest przy t y m e w o l u c j a j e g o p o ­
glądów w t y m zakresie. W 1 9 2 5 r. pisał o n , że p o d m i o t o w o
pojmowane e t n o n i m y są p o m o c n e w w y d z i e l a n i u g r u p e t n o ­
graficznych i bardzo często „ z samejże n a z w y w z g l ę d n i e prze­
zwiska w n i o s k o w a ć m o ż e m y o jednej z c e c h danej g r u p y , która
była tak w y r a ź n a , że dała początek t e r m i n o w i " . W 1 9 2 7 r. o b o k
m

twierdzenia, iż n a z w y i przezwiska służyć m o g ą d o

badania

polskiego t e r y t o r i u m e t n o g r a f i c z n e g o oraz charakterystyki p e w ­
nych grup, d o d a w a ł że przydatne m o g ą być o n e r ó w n i e ż d o
charakterystyki myślenia l u d u .

8 1

W Megalomanii

narodowej

na­

tomiast Bystroń u t r z y m y w a ł już t y l k o , że zbiór u ż y w a n y c h przez
lud określeń na „ o b c y c h " , „ m o ż e być w i ę c e j c i e k a w y m p r z y c z y n ­
kiem d o naszego t e m a t u , d o p s y c h o l o g i i niechęci czy n i e n a w i ś c i
p l e m i e n n e j " . Niestety sam nie w y c i ą g n ą ł z t e g o w n i o s k u i nie
82

wycofał się z k r e o w a n e g o przez siebie obrazu

„ugrupowania

etnicznego l u d u p o l s k i e g o " ; o b r a z u , który będąc —

podobnie

zresztą jak p r ó b y p o d z i a ł u kraju na terytoria e t n o g r a f i c z n e d o k o ­
nane przez Fischera, P o n i a t o w s k i e g o i in. —

„niekonsekwentnym

połączeniem r o z m a i t y c h s t a n o w i s k b a d a w c z y c h i n i e p e ł n y c h
w y n i k ó w o b s e r w a c j i t e r e n o w y c h " , w s z e d ł j e d n a k na t r w a ł e d o
ro

świadomości e t n o g r a f ó w . A przecież o d z a w a r t e g o w
lomanii narodowejtwierdzenia

Mega­

o roli e t n o n i m ó w oraz w y r a ż o n e ­

go tam p o g l ą d u , iż g ł o s z o n a przez Karłowicza teoria „ ś r o d k o w o ści" polszczyzny p r z y p o m i n a w istocie charakterystyczne

dla

myślenia m i t y c z n e g o przekonanie o „ ś r o d k o w o ś c i " w ł a s n e j g r u ­
py, był już t y l k o krok d o s t w i e r d z e n i a u n i w e r s a l n o ś c i działania
mechanizmów m i t y z a c j i .

84

M e c h a n i z m y mityzacji „ o b c e g o " w e d ł u g p o g l ą d ó w Bystronia
—

zreferowanych przez L u d w i k a S t o m m ę —

wyglądają na­

stępująco: „ S k o n k r e t y z o w a n e p o c z ą t k o w o s y m p t o m y o b c o ś c i
podlegać zaczynają s z y b k i m p r o c e s o m idealizacji w trzech w y ­
miarach. Pierwszy z n i c h , który m o g l i b y ś m y określić j a k o w y o b ­
rażeniowy, t o p o s t ę p u j ą c a deformacja (i z reguły deprecjacja)
obrazu o b c e g o . (...) D r u g i t o rozciąganie sądu i n d y w i d u a l n e g o
na całą g r u p ę (...). S t e r e o t y p przestaje r ó ż n i c o w a ć . (...) Trzecim
wreszcie w y m i a r e m jest idealizacja h i s t o r y c z n a . . . "

85

Stawiając

kropkę nad „ i " w t y c h w y w o d a c h p o w i e m , że a n a l o g i c z n y m
mechanizmom

mityzacji

p o d l e g a myśl e t n o g r a f i c z n a

kreując

obrazy świata c h ł o p ó w , z j e g o podziałami na g r u p y czy regiony.
Sądzę,

iż p r o b l e m a t y k a

etnograficznej

regionalizacji

jest

szczególnym p r z y p a d k i e m o g ó l n i e j s z e g o zagadnienia, które g e ­
neralnie s f o r m u ł o w a ć m o ż n a w postaci t w i e r d z e n i a , że istotę
zainteresowań l u d o z n a w c z y c h oraz etnografii j a k o d y s c y p l i n y
badawczej s t a n o w i idea „ o b c o ś c i " c h ł o p ó w i ich kultury. Nie
zamierzam teraz o c z y w i ś c i e d o w o d z i ć słuszności tej tezy, ani też
w o g ó l e z b y t n i o r o z w i j a ć t e g o zagadnienia. Z w r ó c ę

uwagę

jedynie na kilka s p r a w z t y m z w i ą z a n y c h .
Czyż o t y m , że w w y o b r a ż e n i a c h l u d o z n a w c ó w i e t n o g r a f ó w
chłopi i ich ś w i a t j a w i ą się j a k o abstrakcyjnie „ o b c y " nie ś w i a d c z y
już c h o ć b y sam p r z e d m i o t z a i n t e r e s o w a ń b a d a w c z y c h ? W e t n o ­
graficznym d o r o b k u — z t a k i m t r u d e m i z a a n g a ż o w a n i e m g r o m a ­
d z o n y m przez kilkanaście p o k o l e ń badaczy — s k ł a d a j ą c y m się na
obraz l u d u i j e g o k u l t u r y , z n a j d u j e m y d o k ł a d n i e te same elementy,
które k o n s t y t u u j ą w i z e r u n e k g r u p „ o b c y c h " a w y n i k a j ą z p o ­
czucia o d r ę b n o ś c i . Czy w samej —
—

postawie w o b e c

a p o l o g e t y c z n e j najczęściej

k u l t u r y l u d o w e j , nie przejawia się

owa

„ w y o b r a ż e n i o w a idealizacja" p r o w a d z ą c a d o postępującej d e f o ­
rmacji oraz gloryfikacji z reguły ( c o nie zmienia istoty rzeczy,
b o w i e m taka apoteoza jest „ s y s t e m o w ą i n w e r s j ą " deprecjacji)
obrazu „ o b c e g o " ?
W p o g l ą d a c h e t n o g r a f ó w d o t y c z ą c y c h zagadnień regional­
nego z r ó ż n i c o w a n i a k u l t u r y l u d o w e j znajduje się o g r o m n a ilość
p r z y k ł a d ó w p o t w i e r d z a j ą c y c h działanie r ó w n i e ż d r u g i e g o m e ­
c h a n i z m u procesu mityzacji „ o b c e g o " , a m i a n o w i c i e s ą d ó w
u o g ó l n i a j ą c y c h . J u ż sama k o n c e p c j a stroju „ r e g i o n a l n e g o "
b u d o w n i c t w a „ r e g i o n a l n e g o " , m u z y k i czy tańca „ r e g i o n a l n e g o "
i w o g ó l e k u l t u r y „ r e g i o n a l n e j " o t y m świadczy. P o n a d t o już
w samej idei n a z w g r u p e t n o g r a f i c z n y c h zawarta jest zasada
generalizacji. Chcę przy okazji z w r ó c i ć u w a g ę , że f u n k c j o n u j ą c e
w literaturze etnograficznej e t n o n i m y t o p r a w i e w y ł ą c z n i e e g z o e t n o n i m y lub też n a z w y ukute przez s a m y c h e t n o g r a f ó w .
Bardzo nieliczne przypadki ś w i a d c z ą o p o k r y w a n i u się e t n o n i ­
m ó w z e n d o e t n o n i m a m i , należałoby jeszcze pomniejszyć o efekt
działania „ s a m o p o c z u c i a w m ó w i o n e g o " , o k t ó r y m pisał F a l k o w ­
s k i . S p o ś r ó d p o z o s t a ł y c h e t n o n i m ó w m o ż n a w zasadzie — dla
uproszczenia — p o m i n ą ć n a z w y u k u t e przez e t n o g r a f ó w , gdyż
jest ich s t o s u n k o w o n i e w i e l e
i nie wszystkie przyjęły się
w literaturze p r z e d m i o t u , a poza t y m spełniają o n e d o k ł a d n i e rolę
e g z o e t n o n i m ó w i ich efekt u o g ó l n i a j ą c y jest e w i d e n t n y . Przejdę
zatem d o e t n o n i m ó w b ę d ą c y c h e g z o e t n o n i m a m i . Otóż stając się
e t n o n i m a m i e g z o e t n o n i m y nie straciły nic ze s w y c h p i e r w o t n y c h
w ł a ś c i w o ś c i , t y l k o teraz zostały z r e l a t y w i z o w a n e d o p o g l ą d ó w
p o s z c z e g ó l n y c h a u t o r ó w d o k o n u j ą c y c h podziału i o p i s ó w g r u p
e t n o g r a f i c z n y c h . Wystarczy c h o ć b y p o r ó w n a ć rozmaitość w y ­
dzielanych przez r ó ż n y c h badaczy g r u p w ś r ó d np. ludności
góralskiej.
86

87

W charakterze c i e k a w o s t k i p o d a m , iż zdaniem Udzieli d o k o ­
nany przez Pola podział r o d ó w zamieszkujących p ó ł n o c n e stoki
Karpat „ o p i e r a ł się t y l k o na s a m y c h n a z w a c h , bądź t o n a d a ­
w a n y c h m i e s z k a ń c o m jednej w s i przez sąsiadów, bądź też
określających miejsce, z k t ó r e g o p o c h o d z ą . " Ten sam Udziela
przez s w ó j podział górali p o l s k i c h — na „ g ó r a l i b e s k i d o w y c h " ,
„ K l i s z c z a k ó w " , „ P o d h a l a n " i „ L a c h ó w " — przyczynił się m.in.
nie t y l k o d o u t r w a l e n i a w literaturze etnograficznej e t n o n i m u
„ K l i s z c z a k i " , lecz uczynił z „ K l i s z c z a k ó w " j e d n ą z zasadniczych
g r u p góralskich (podczas g d y u Pola był t o mały ród zamiesz­
kujący pomniejszą k o t l i n ę rzeki R a b y ) . Otóż Reinfuss podaje, że
podczas badań t e r e n o w y c h nad p o g r a n i c z e m k r a k o w s k o - g ó r a l s k i m , na z a d a w a n e r e s p o n d e n t o m pytanie w s p r a w i e t z w . Klisz­
c z a k ó w „ n i e padła ani j e d n a p o z y t y w n a o d p o w i e d ź . Nikt tej
n a z w y nie z n a ł . " Przykład ten dobrze pokazuje jak e t n o n i m y
g r u p e t n o g r a f i c z n y c h mają się d o rzeczywistości.
8 8

89

9 0

Pozostał jeszcze trzeci z B y s t r o n i o w y c h m e c h a n i z m ó w m i t y ­
zacji „ o b c e g o " — idealizacja historyczna. Ten w y m i a r mityzacji
jest w dziedzinie p r o b l e m a t y k i etnograficznej regionalizacji naj­
bardziej w i d o c z n y i nie w y m a g a c h y b a specjalnych uzasadnień.
Zresztą zagadnienie t o poruszałem już w t y m artykule.
W y k a z a ł e m zatem — c h c ę wierzyć, że w zadawalającym
s t o p n i u — iż w y o b r a ż e n i a l u d o z n a w c ó w i e t n o g r a f ó w na temat
l u d u i j e g o k u l t u r y w o g ó l n o ś c i , zaś na temat regionalnego
z r ó ż n i c o w a n i a ś w i a t a c h ł o p ó w w szczególności, podlegają t y m
s a m y m u n i w e r s a l n y m m e c h a n i z m o m mityzacji, które zawsze
kształtują w i z e r u n e k g r u p „ o b c y c h " . W y n i k a stąd m.in. i t o , że
prace traktujące o ludzie i j e g o kulturze w aspekcie zróżnicowania
r e g i o n a l n e g o , wyrażają przede w s z y s t k i m p o g l ą d y badaczy
0 o w y m z r ó ż n i c o w a n i u , w mniejszym zaś s t o p n i u dotyczą
rzeczywistego z r ó ż n i c o w a n i a e t n o g r a f i c z n e g o przedmiotu b a ­
dań.
Z a k o ń c z e n i e
Podejmując p r o b l e m a t y k ę etnograficznej regionalizacji czoło­
w i reprezentanci polskiej myśli etnograficznej —

o d Kolberga

1 Pola poczynając, poprzez Zakrzewskiego, Karłowicza i in., a na

55

�Bystroniu, Fischerze oraz w s p ó ł c z e s n y c h e p i g o n a c h t e g o zasad­
niczego nurtu kończąc — u j m o w a l i ś w i a t c h ł o p ó w j a k o u n i w e r sum, w którym:
— p o pierwsze, istnieją w y r a ź n i e w y o d r ę b n i a j ą c e się o b i e k t y
w postaci r e g i o n ó w l u b / i g r u p e t n o g r a f i c z n y c h ( r o d ó w i t p . ) .
T r a k t o w a n o je j a k o „ f a k t , na który wszędzie n a t r a f i a m y " ( P o l ) .
Byty te posiadały c e c h y inherentne, a w i ę c t k w i ą c e w samej ich
istocie, za które u z n a w a n o bardzo różne elementy: o d w a r u n k ó w
fizjograficznych i cech a n t r o p o l o g i c z n y c h l u d n o ś c i , poprzez dane
historyczne ( w y n i k a j ą c e z p o d z i a ł ó w p l e m i e n n y c h , na które
później nakładały się podziały polityczne, administracyjne itd.),
j ę z y k o w e , charakterystyczne zjawiska k u l t u r o w e sensu stricto
(stroje, b u d o w n i c t w o , obrzędy i t p . ) , p o poczucie o d r ę b n o ś c i
i funkcjonujące etnonimy. Takim cechom inherentnym nad­
a w a n o różne znaczenie p r i o r y t e t o w e , w zależności o d przyjętej
koncepcji regionu l u b / i g r u p y etnograficznej, przy d o k o n y w a n i u
p o d z i a ł ó w . W y b ó r o k r e ś l o n y c h k r y t e r i ó w podziału ( t r a k t o w a ­
nych j a k o tożsame z cechami i n h e r e n t n y m i o b i e k t ó w ) , s t a n o w i ł
p o d s t a w ę d o kategoryzacji: wszystkie o b i e k t y mające jakąś cechę
lub zbiór cech w s p ó l n y c h zaliczano d o tej samej kategorii ze
w z g l ę d u na te cechy. W efekcie o t r z y m y w a n o j e d n a k bardzo
różnorodne podziały etnograficzne. Przyczynę t e g o stanu rzeczy
u p a t r y w a n o bądź w c z y n n i k a c h natury s u b i e k t y w n e j (brak o d ­
p o w i e d n i e j ilości i jakości m a t e r i a ł ó w e t n o g r a f i c z n y c h , m y l e n i e
cech p r z y p a d k o w y c h z i n h e r e n t n y m i oraz z w i ą z a n y z t y m d o b ó r
n i e w ł a ś c i w y c h k r y t e r i ó w podziału i t d . ) , bądź też w c z y n n i k a c h
o b i e k t y w n y c h (jak proces zmian k u l t u r o w y c h o d b y w a j ą c y c h się
g ł ó w n i e p o d w p ł y w e m c z y n n i k ó w z e w n ę t r z n y c h — np. miasta
czy „ c y w i l i z a c j i " — oraz nasilania się k o n t a k t ó w m i ę d z y g r u p o w y c h , c o n i e u c h r o n n i e p r o w a d z i ć miało d o niwelacji różnic
i unifikacji), a najczęściej w o b u t y c h g r u p a c h c z y n n i k ó w
jednocześnie.
— p o drugie, o b i e k t y w n i e istniejące g r u p y l u b / i r e g i o n y e t n o ­
graficzne, mające ustalone c e c h y inherentne oraz należące d o
różnych kategorii, w c h o d z ą stale w określone związki między
sobą. Te relacje są także o b i e k t y w n e , a polegają na m i g r a c j a c h ,
dyfuzjach, n a w a r s t w i e n i a c h itp. Celem badania w z a j e m n y c h
w p ł y w ó w p o s z c z e g ó l n y c h o b i e k t ó w na siebie, miało być d o ­
p r o w a d z e n i e za p o m o c ą analiz p o r ó w n a w c z y c h , d o odkrycia
przede w s z y s t k i m „ p i e r w o t n y c h w ł a ś c i c i w o ś c i " czy „ c e c h pier­
w i a s t k o w y c h " — utożsamianych z cechami inherentnymi — i o d ­
różnienie ich o d naleciałości „ o b c y c h " czy z e w n ę t r z n y c h zapoży­
czeń. Kontakty k u l t u r o w e między p o s z c z e g ó l n y m i s p o ł e c z n o ­
ściami, c h o ć o b i e k t y w n e istniejące, b y ł y t r a k t o w a n e przez e t n o ­
g r a f ó w j a k o zło konieczne, b o w i e m z d e c y d o w a n i e u t r u d n i a ł y
d o k o n a n i e precyzyjnej d e l i m i t a c j i .
91

Reasumując: streszczony w y ż e j s p o s ó b podejścia d o p r o ­
blematyki przestrzennego z r ó ż n i c o w a n i a k u l t u r y l u d u , który n a PRZ
A. K u t r z e b a - P o j n a r o w a , Zagadnienie
regionu w
etnografii
polskiej a współczesne etnograficzne
prace terenowe na obszarze
północno-wschodniego
Mazowsza,
[ w : ] Kurpie. Puszcza Zielo­
na, p o d red. A. K u t r z e b a - P o j n a r o w e j , W r o c ł a w 1 9 6 2 , s. 2 5 i n.
1

Zob.: S. Węglarz, Regionalne
zróżnicowanie
kultury
ludo­
wej. Polska myśl etnograficzna
a rzeczywistość
spoleczno-kulturowa ( r o z p r a w a d o k t o r s k a , mszp w dyspozycji I n s t y t u t u Et­
nologii U A M ) , s. 2 1 — 7 3
2

Chodzi m.in. o s ł y n n y list Kołłątaja d o J a n a M a j a , ankiety,
instrukcje, apele i zadania k o n k u r s o w e w y d a n e przez U n i w e r s y t e t
W i l e ń s k i , T o w a r z y s t w o Warszawskie Przyjaciół Nauk, Tadeusza
Czackiego, W a w r z y ń c a S u r o w i e c k i e g o , W i n c e n t e g o Krasińskie­
g o i in., a także prace B a n d t k i e g o , G r a b o w s k i e g o , M ą c z y ń s k i e g o
oraz L u b i c z - C z e r w i ń s k i e g o .
3

Ł. G o ł ę b i o w s k i , Lud Polski. Jego zwyczaje,
zabobony.
Warszawa 1 8 3 0 ; S. R z e w u s k i , Zastosowanie
fizjologii do historyi,
„ P a m i ę t n i k Fizycznych, M a t e m a t y c z n y c h i S t a t y s t y c z n y c h U m i e ­
jętności z Z a s t o s o w a n i e m d o P r z e m y s ł u " , z. 4 , W a r s z a w a 1 8 3 0 , s.
334—345, 367—382
4

56

z w i e m y t r a d y c y j n y m , jest s z c z e g ó l n y m p r z y p a d k i e m s t a n o w i s k a
o b i e k t y w i s t y c z n e g o , zaś będąca j e g o e f e k t e m regionalizacja
etnograficzna — klasycznej teorii kategoryzacji. O b i e k t y w i s t y c z ny p u n k t w i d z e n i a oraz zasady klasycznego d e f i n i o w a n i a k a t e g o ­
rii z d e t e r m i n o w a ł y z a r ó w n o s p o s ó b o p i s u s p o ł e c z n o - k u l t u r o w e j
rzeczywistości będącej p r z e d m i o t e m etnograficznej eksploracji,
jak i jej interpretację. Znalazło t o s w ó j w y r a z m.in. w przed­
s t a w i a n i u ś w i a t a c h ł o p ó w poprzez m o n o g r a f i c z n e obrazy p o j e ­
d y n c z y c h w s i , z e s p o ł ó w w s i itd., aż d o m o n o g r a f i i g r u p l u b / i
r e g i o n ó w , na bazie k t ó r y c h b u d o w a n o syntezę etnograficzną
całego kraju, np. w f o r m i e w i z j i u g r u p o w a n i a e t n o g r a f i c z n e g o
l u d n o ś c i . Obraz c a ł o ś c i o w y ś w i a t a c h ł o p ó w w całej j e g o r ó ż n o ­
r o d n o ś c i miał zatem być s u m ą ( z b i o r e m ) o w y c h „ m o n o g r a f i c z ­
n y c h o b r a z k ó w " , o d p o w i a d a j ą c y c h p o d z i a ł o w i na kategorie,
subkategorie, s u b s u b k a t e g o r i e itd. Takie u j m o w a n i e rzeczywis­
tości s p o ł e c z n o - k u l t u r o w e j miało przede w s z y s t k i m w i e r n i e ją
o d z w i e r c i e d l a ć . Inaczej: opis k u l t u r y l u d u za p o m o c ą przed­
s t a w i a n i a jej j a k o p o d z i e l o n e j na g r u p y ( s u b g r u p y ) czy regiony
( s u b r e g i o n y ) e t n o g r a f i c z n e — w p r z e k o n a n i u e t n o g r a f ó w — pa­
s o w a ł d o ś w i a t a c h ł o p ó w t a k i e g o , j a k i m o n w s w e j istocie był.
T w i e r d z ę , iż takie substancjalne (esencjalne) p o j m o w a n i e
p r z e d m i o t u b a d a ń , które narzuca A r y s t o t e l e s o w y obraz świata
i klasyczna teoria kategoryzacji, nie o d d a j e inherentnej struktury
s p o ł e c z n o - k u l t u r o w e j rzeczywistości, nie s t a n o w i jej a d e k w a t ­
nego o p i s u , lecz rzeczywistość tę w o k r e ś l o n y m sensie defor­
muje. Odkładając — ze w z g l ę d u na o g r a n i c z o n e ramy tego
a r t y k u ł u — p r z e d s t a w i e n i e a l t e r n a t y w n e g o s p o s o b u podejścia do
p r o b l e m a t y k i z r ó ż n i c o w a n i a e t n o g r a f i c z n e g o p r z e d m i o t u badań
na inną okazję p o w i e m j e d y n i e , że w y k r e o w a n y przez e t n o g r a f ó w
obraz p o d z i a ł ó w ś w i a t a c h ł o p ó w na g r u p y ( r e g i o n y ) z literatury
n a u k o w e j i p o p u l a r n o n a u k o w e j trafiał „ p o d s t r z e c h y " , w dużym
s t o p n i u kształtując ś w i a d o m o ś ć społeczną. W szczególności
m o n o g r a f i e e t n o g r a f i c z n e , o b e j m u j ą c s w y m zasięgiem określony
obszar przyczyniały się d o w y o d r ę b n i a n i a d a n e g o terytorium
g e o g r a f i c z n e g o l u b / i s p o ł e c z n e g o tak w nauce, jak i w społecznej
ś w i a d o m o ś c i . Szczególnie duże znaczenie w t y m procesie miało
s w o i s t e p o ś r e d n i c t w o — w o w y m r o z p r o p a g o w y w a n i u etno­
g r a f i c z n e g o w i z e r u n k u regionalizacji — i d e o l o g i i r u c h u ludo­
w e g o i r u c h u r e g i o n a l n e g o , które n o t a b e n e były w w i e l u punk­
t a c h zbieżne z p o g l ą d a m i ś r o d o w i s k a n a u k o w e g o e t n o g r a f ó w . Tą
d r o g ą m.in. i d e o l o g i a l u d o z n a w c z a o d d z i a ł y w a ł a silnie na stosu­
nek d o w ł a s n e j tradycji s p o ł e c z n o ś c i c h ł o p s k i c h , kształtując np.
pojęcie „ m a ł e j o j c z y z n y r e g i o n a l n e j " . O b e c n i e zaś tradycyjna
k o n c e p c j a etnograficznej regionalizacji ś w i a t a c h ł o p ó w — nieja­
k o rykoszetem o d b i t a — w r a c a j a k o p r z e d m i o t zainteresowań
e t n o g r a f ó w w postaci zjawiska f o l k l o r y z m u . Szczególnie tzw.
w y s t a w i e n n i c t w o f o l k l o r u t r a k t o w a n e b y w a często „ s e r i o jako
k o n t y n u o w a n i e tradycji l u d o w e j bądź przejaw ż y w o t n o ś c i tej
tradycji"' .
2

PISY
Z o b . m.in.: Romantyczne
wędrówki
po Galicji. Wybrał,
o p r a c o w a ł i p r z e d m o w ą poprzedził A . Zieliński, W r o c ł a w 1987
5

W . Pol, Rzut oka na północne
krainy, K r a k ó w 1 8 5 1
6

stoki

Karpat

i przyległe

im

W . Pol, Rzecz o dijalektach
mowy polskiej, [ w : ] Dzieła
Wincentego Pola wierszem i prozą, 1.10, seria 2: Dzieła prozą, t. 5,
Pisma pomniejsze,
L w ó w 1 8 7 8 , s. 8 2 — 1 3 6
7

K. Kurpiński, O pieśniach w ogólności, „ T y g o d n i k Muzycz­
n y " 1 8 2 0 , nr 8, s. 2 9 — 3 0 ; nr 9, s. 3 3 — 3 4
8

J . Stęszewski, Uwagi o etnomuzycznej
regionalizacji
Polski,
[ w : ] Dyskurs o tradycji, W r o c ł a w 1 9 7 4 , s. 3 2 3 — 3 4 8 ; B. Linette,
Obrzędowe pieśni weselne w Rzeszowskiem:
typologia
wątków
muzycznych
jako kryterium
wyznaczania
regionu
etnograficz­
nego, Rzeszów 1 9 8 1
9

1 0

Por.: D W O K , t. 2, s. 6 i n.

W n i o s k i te o p a r ł e m na analizie p o n a d pięćdziesięciu prac
0 charakterze e t n o g r a f i c z n y c h m o n o g r a f i i , o p u b l i k o w a n y c h na
przełomie X I X i X X w . g ł ó w n i e w „ Z W A K " , „ M A A E " , „Wiśle"
1 „Ludzie".
1 1

�A. Zakrzewski, Nasz obszar etnograficzny,
„ W i s ł a " , t. 2,
1 8 8 8 ; J . Karłowicz, Rys ludoznawczy,
[ w : ] Opis ziem zamiesz­
kanych przez Polaków..., t. 1 , W a r s z a w a 1 9 0 4 , s. 4 9 7 — 5 1 6
1 2

Por.: J . F a l k o w s k i , O wewnętrznym
układzie
graficznych, „ L u d " , t. 3 5 , 1 9 3 8 , s. 1 6 2 — 1 6 8
1 3

prac

etno­

Zob.: J.S. B y s t r o ń , Powstanie
nazw i przezwisk
polskich
grup etnograficznych,
[ w : ] Studia społeczne
i
gospodarcze.
Księga Jubileuszowa
dla uczczenia 40-letniej
pracy
naukowej
Ludwika Krzywickiego,
W a r s z a w a 1 9 2 5 , s. 5 3 — 6 2 ; tenże, Ugru­
powanie etniczne ludu polskiego, K r a k ó w 1 9 2 5 ; tenże. Wstęp do
ludoznawstwa
polskiego,
L w ó w 1926 (2 w y d . Warszawa-Poznań 1 9 3 9 ) ; tenże Nazwy i przezwiska polskich grup
plemien­
nych i lokalnych,
„ P M A A E " , t. 4, 1 9 2 7 , s. 9 5 — 1 5 1 ; tenże,
Megalomanja
narodowa. W a r s z a w a 1 9 3 5 ; A. Fischer, Lud polski.
Podręcznik
etnografii
Polski, L w ó w 1 9 2 6 ; tenże,
Etnografia
słowiańska, z. 3, Polacy, L w ó w - W a r s z a w a 1 9 3 4 ; S. P o n i a t o w s k i ,
Etnografia Polski, [ w : ] Wiedza o Polsce, t. 3, W a r s z a w a b r w
(1932)
1 4

J . Obrębski, Problem grup etnicznych
w etnologii
i jego
socjologiczne
ujęcie, „ P r z e g l ą d S o c j o l o g i c z n y " , t. 4, 1 9 3 6 , s.
1 7 7 — 1 9 6 ; tenże. Dzisiejsi ludzie Polesia, „ P r z e g l ą d S o c j o l o g i c z ­
ny", t. 4 , 1 9 3 6 , s. 4 1 4 — 4 4 6 ; tenże. Problem etniczny
Polesia,
„ S p r a w y N a r o d o w o ś c i o w e " , t. 1 0 , 1 9 3 6 , s. 3 — 3 5

4 8

Tamże, s. 3 9 9 , 4 0 2

5 0

J . Damrosz, Symbolika

5 1

J.S. B y s t r o ń , Wstęp..., op.cit., s. 1 0

Z o b . m.in.: R. Reinfuss, Pogranicze
w świetle
dawnych
i najnowszych
badań
„ L u d " , t. 3 6 , 1 9 4 6 , s. 2 2 2 — 2 5 5

krakowsko-góralskie
etnograficznych,

K. M o s z y ń s k i , Atlas
Kraków 1 9 3 4 — 1 9 3 6
17

kultury

ludowej

w Polsce,

z.

1—3,

Zob. m.in.: A. K u t r z e b a - P o j n a r o w a , Kultura ludowa i jej
badacze. Mit i rzeczywistość.
W a r s z a w a 1 9 7 7 ; J . Burszta, Region
i regionalne monografie
etnograficzne.
Problemy i metody
badań,
„ L u d " , t. 5 1 , 1 9 6 8 , cz. 2, s. 5 9 9 — 6 1 1
1 8

Zob.: J . Damrosz, Symbolika
regionu jako
wyznacznik
odrębności,
[ w : ] D. S i m o n i d e s ( r e d . ) , Symbolika
regionów.
Studia etnologiczno-folk/orystyczne,
O p o l e 1 9 8 8 , s. 9 — 2 8

Tamże.

5 3

A. K u t r z e b a - P o j n a r o w a , Kultura

Damrosz, Symbolika...,

o p . c i t , s. 1 9

Por.: N a t a n s o n - L e s k i , Zarys
najstarszej, W r o c ł a w 1 9 5 3 , s. 6
2 1

granic

i podziałów

Polski

historyczna

2 4

J . Karłowicz, Rys ludoznawczy,

2 5

Tamże, s. 4 8

2 6

Tamże, s. 4 9

ziem

dawnej

K. M o s z y ń s k i , Niektóre przyczyny
zróżnicowania
kultury
ludowej w Polsce, „ L u d S ł o w i a ń s k i " , t. 4 , z. 1 , 1 9 3 7 , s. 7 3 B i n.
5 5

Zob.: K. D o b r o w o l s k i , Drogi rozwoju
„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. 1 , 1 9 5 8 , s. 7 5
5 6

5 7

228

Tamże, s. 5 0 i n.
J.S. Bystroń, Wstęp..., op.cit., w y d . 1 , s. 1 0

N. Davies, Boże igrzysko. Historia
s. 103 i n.
2 9

3 1

Tamże, s. 6 4

3 2

Tamże, s. 6 2 i n.

3 3

Tamże, s. 8 0

3 4

Tamże, s. 6 2

3 8

Tamże, s. 8 0 i n.

3 6

Tamże, s. 1 0 5

Polski, 1 . 1 , K r a k ó w 1 9 8 9 ,

Zob. np.: R. Reinfuss, Pogranicze
op. cit.,
3 7

3 8

5 8

Tamże, s. 251

5 9

Tamże, s. 2 4 6

6 0

Tamże, s. 2 4 9

6 1

Tamże, s. 2 4 7

6 2

J . Damrosz, Symbolika

6 4

248
6 5

6 7

J . Damrosz, Symbolika

6 8

J . Obrębski, Problem

6 9

Tamże, s. 1 8 7

Zob.: K. M o s z y ń s k i , Geograficzne
ludowej
w Polsce, „Kalendarz llustr.
1 9 3 8 , s. 6 8 — 7 7

krakowsko-góralskie...,

ubiorów

ludowych,

op.cit., s. 1 7 2

regionu...,

op.cit., s.

op.cit., s. 12

grup..., op.cit., s. 1 8 5

Zob.: S. Udziela, Topograficzno-etnograficzny
polskich w Galicji, „ M A A E , t. 6, 1 9 0 3 , s. 1 — 1 2 3

opis

wsi

Z o b . m.in.: A. R u m l ó w n a , Z mili kwadratowej
obszaru nad
rzeczką Kosówką w pow. białostockim.
Garść notat
krajoznaw­
czych, „ W i s ł a " , t. 1 6 , 1 9 0 2 , s. 5 7 i n.
Zob.: J . Karłowicz, Imiona
niektórych
plemion
i ziem
dawnej Polski, „ P a m i ę t n i k Fizyjograficzny", t. 2, Warszawa 1 8 8 2 ,
s. 4 9 7 — 5 1 6
7 2

7 3

Zob.: „ W i s ł a " , t. 8, 1 8 9 4 , s. 1 9 9

7 4

J.S. B y s t r o ń , Megalomanja...,

op.cit., s. 91

Z o b . m.in.: W . Pol, Rzut oka..., op.cit., s. 1 2 3 , 130; J.S.
B y s t r o ń , Megalomanja...,
op.cit., s. 1 5 6 , 1 6 6 i n, et passim; T.
Ż u l i ń s k i , Kilka słów do etnografii
Tucholców...,
„ Z W A K " , t. 1,
1 8 7 7 , s. 1 1 0 ; M . W a w r z e n i e c k i , Współczesne zewnętrzne
strony
życia ludu, K r a k ó w 1 9 1 1 , s. 11

kultury

7 9

Tamże, s. 1 4

8 0

J.S. B y s t r o ń , Powstanie

8 1

J.S. B y s t r o ń , Nazwy

wsi

polskiej

nazw i przezwisk...,

i przezwiska...,

XIX

w..

op.cit., s. 56

op.cit., s. 9 5

8 2

J.S. B y s t r o ń , Megalomanja...,

8 3

A. K u t r z e b a - P o j n a r o w a , Kultura

op.cit., s. 8 9

8 4

Por.: J.S. Bystroń, Megalomanja...,

op.cit., s. 2 3

8 5

L. S t o m m a , Antropologia

op.cit., s. 6 i n.

8 6

Zob.: J . Falkowski, Etnografia

ludowa...,

kultury...,

op.cit., s. 7 9

górali..., op.cit., s. 9

D o g r u p y tej należą m.in. „ P o ł o n i ń c y " Kopernickiego,
„ N a d r a b i a n i e " Ś w i ę t k a , a także p r a w d o p o d o b n i e „ C z u c h o ń c e "
i „ K u r t a k i " Pola oraz „ G ó r a l e B e s k i d o w i " r o m a n t y c z n y c h p o ­
d r ó ż n i k ó w p o Galicji.
8 7

zróżnicowanie
odzieży
Kuriera C o d z i e n n e g o " ,

K. H e r m a n o w i c z - N o w a k , Odzież, [ w : ] Etnografia
Polski.
Przemiany
kultury
ludowej,
t. 1 , M . Biernacka i in. (red.),
W r o c ł a w 1 9 7 6 , s. 4 0 0
Tamże, s. 4 0 2

op.cit., s.

krakowsko-góralskie...,

7 8

4 3

4 7

nad antagonizmem...,

R. Reinfuss, Pogranicze
2 4 7 i n.
6 6

L. S t o m m a , Antropologia
W a r s z a w a 1 9 8 6 , s. 7

Zob.: A . Fischer, Właściwości
etnograficzne
ludności pol­
skiej, „Kalendarz llustr. Kuriera C o d z i e n n e g o " , 1 9 3 4 , s. 9 4 — 1 0 0

Tamże, s. 4 0 1

F. Z n a n i e c k i , Studia

krakowsko-góralskie...,

7 7

Tamże, s. 3 0 6

4 6

R. Reinfuss, Pogranicze

Z o b . m.in.: W Pol, Prace z etnografii..., op.cit., s. 8 7 i n.;
M.Cz. C h o l e w a , Stroje ludowe Ziemi Sądeckie/..., „ L u d " , t. 3 6 ,
1 9 4 6 , s. 2 6 2 i n.; J . F a l k o w s k i , Etnografia
górali
środkowych
i wschodnich
Karpat Polskich, Warszawa 1 9 3 8 , s. 5 i n.

Tamże

B. M a l e w s k i , Próba charakterystyki
„ W i s ł a " , t. 1 8 , 1 9 0 4 , s. 3 0 2
4 1

4 5

op.cit., s. 12

F. Z n a n i e c k i , Studia nad antagonizmem
do obcych, „Prze­
g l ą d S o c j o l o g i c z n y " , t. 1 , k w i e c i e ń 1 9 3 0 — marzec 1 9 3 1 , s. 1 6 9

7 6

J . Damrosz, S y m b o l i k a regionu..., op.cit., s. 11

4 4

regionu...,

op.cit., s.

Z o b . m.in.: W . Pol, Rzut oka..., op.cit., s. 1 3 2 ; J.S. Bystroń,
Megalomanja...,
op.cit., s. 1 5 6 i n.; L. Czarkowski, Wzajemny
stosunek stanów na Podlasiu, „ M A A E " , t. 1 , 1 8 9 6 , s. 15

W . Pol, Prace z etnografii
północnych
stoków Karpat, J .
Babicz ( w y d . ) , „ A r c h i w u m E t n o g r a f i c z n e " nr 2 9 , W r o c ł a w 1 9 6 6 ,
s. 1 9 3

4 2

krakowsko-góralskie...,

polskiej...,

6 3

3 9

4 0

R. Reinfuss, Pogranicze

etnografii

7 5

2 8

Tamże, s. 5 3

Polski,

op.cit., s. 4 0

2 7

3 0

op.cit., s. 2 7 5

7 1

Zob. m.in. cyt. prace Z a k r z e w s k i e g o , Karłowicza, Bystronia,
Fischera, P o n i a t o w s k i e g o
Z. Gloger, Geografia
Kraków 1 9 0 0 , s. 9

ludowa...,

Zob.: J . C z e k a n o w s k i , Zróżnicowanie
etnograficzne
Polski
w świetle przeszłości,
„ S p r a w o z d a n i e P A U " , t. 4 0 , 1 9 3 5 , s.
64—67

7 0

2 2

2 3

op.cit., s. 12

5 4

19

2 0

regionu...,

5 2

1 8

1 6

Tamże, s. 4 0 0 , 4 0 2

4 9

8 8

rodów

S. Udziela, Etnograficzne
ugrupowanie
i
rozgraniczenie
Górali polskich, „ P r z e g l ą d G e o g r a f i c z n y " , 1 . 1 , 1 9 1 8 , s. 83

8 9

Por.: W . Pol, Rzut oka..., op.cit., s. 1 2 3

9 0

R. Reinfuss, Pogranicze

255

krakowsko-góralskie...,

Z o b . np.: S. Udziela, Etnograficzne
ugrupowanie...,
s. 8 0 i n.; J.S. Bystroń, Wstęp..., op.cit., s. 111
9 1

9 2

R. Sulima, Literatura

op.cit., s.
op.cit.,

a dialog kultur. Warszawa 1 9 8 2 , s. 56
57

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8602" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8581">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/25b2ec48ddb921a781881dd146a3164a.pdf</src>
        <authentication>f8235e1d35584071e6d4603af1393f4d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102742">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3366</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102743">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102744">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3154</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102745">
                <text>Ojcowie pustyni / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102746">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4, s.135-150</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102748">
                <text>Węglarz, Stanisław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102750">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102752">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102754">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102764">
                <text>Stanisław Węglarz

OJCOWIE PUSTYNI

1

Fenomen a n a c h o r e t y z m u nie jest zjawiskiem cha­
rakterystycznym jedynie dla c h r z e ś c i j a ń s t w a . J e d n a k ż e
p r ó b a ujęcia r ó ż n o r o d n y c h f o r m życia tamotniczego w
ramach w s p ó l n e j definicji jest p r z e d s i ę w z i ę c i e m skaza­
n y m na p o i a ż k ę . Za e g z e m p l i f i k a c j ę tej tezy niech po­
służy nam p r z y k ł a d k i l k u ludzi, k t ó r z y ś w i a d o m i e i do­
browolnie — w r ó ż n y c h okresach historycznych i na
r ó ż n y c h obszarach — i decydowali się żyć poza społe­
c z e ń s t w e m . W e ź m y p o s t a ć Timona z A t e n oraz trzech
ascetów religijnych:
buddyjskiego, hinduistycznego i
c h r z e ś c i j a ń s k i e g o . Żyjący w V w. p.n.e. Timon zwany
M i z a n t r o p e m podjął samotne życie z powodu niechęci
do ludzi nabranej na skutek pewnych przejść osobis­
tych (kiedy s t r a c i ł m a j ą t e k opuścili go wszyscy ci,
Którzy przedtem korzystali z jego bogactw i m i e n i l i
się b y ć jego przyjaciółmi). T r e ś c i ą tego pustelnictwa
jest więc niewiara w p r z y j a ź ń p o w s t a ł a na tle doznanej
od bliźnich k r z y w d y . Buddyjski jogin, ćwiczący zgodnie
z zasadami W a d ż r a j a n y , żyje w odosobnieniu ze w z g l ę ­
d ó w praktycznych: u w a ż a , iż m e d y t u j ą c w s a m o t n o ś c i
ł a t w i e j osiągnie oświecenie, a ż e b y później m ó c p o w r ó ­
cić do s p o ł e c z e ń s t w a w celu głoszenia D h a r m y .
8

3

Jogin hinduistyczny — u p r a w i a j ą c y na p r z y k ł a d
R a d ż a J o g ę — prowadzi samotny żywot po to, żeby
zdobyć wyzwolenie z k r ę g u w c i e l e ń . Natomiast samotnictwo
anachorety
chrześcijańskiego
wyraża... Stop.
Analiza z n a c z e ń c h r z e ś c i j a ń s k i e g o pustelnictwa b ę d z i e
w ł a ś n i e przedmiotem niniejszego a r t y k u ł u . J u ż tych
k i l k a p r z y k ł a d ó w dostatecznie wydaje się u z a s a d n i a ć
twierdzenie, że wynajdywanie w s p ó l n e j f o r m u ł y
dla
o k r e ś l e n i a wszystkich t y p ó w eremityzmu jest b ł ę d e m
metodologicznym, stanowi bowiem wykroczenie prze­
ciwko postulatowi rozpatrywania formy k a ż d e g o zja­
wiska w połączeniu z jego t r e ś c i ą oraz zawsze w k o n ­
tekście cystemu socjo — kulturowego, do k t ó r e g o na­
leży. Dlatego też w t y m artykule, p o m y ś l a n y m jako
rodzaj prolegomeny do etnologicznej interpretacji zja­
wiska pustelnictwa, ograniczymy się do zagadnienia
anachoretyzmu chrześcijańskiego, k t ó r y zostanie ujęty
w trzech esejach u j a w n i a j ą c y c h r ó ż n e jego aspekty.
4

5

Szkic pierwszy traktuje o genezie pustelnictwa, bar­
dzo istotnej ze w z g l ę d u na jej olbrzymi w p ł y w na
k s z t a ł t i znaczenie eremityzmu, a t a k ż e daje ogólną
a n a l i z ę ideologii odosobnienia (przede wszystkim w w e r ­
sji anachoreckiej). Esej drugi, z a t y t u ł o w a n y
Pustelnicy
— ludowi święci,
dotyczyć będzie n i e k t ó r y c h proble­
m ó w z w i ą z a n y c h z funkcjonowaniem pustelnictwa w
ś r e d n i o w i e c z n e j Europie, ze szczególnym u w z g l ę d n i e ­
niem ziem polskich. Z a j m o w a ć się b ę d z i e m y g ł ó w n i e
r o l ą p u s t e l n i k ó w w procesie chrystianizacji
ludności
wiejskiej. Analiza legend o życiu takich e r e m i t ó w j a k
św. św.: Andrzej—Swierad, Just, Urban, Benedykt
i bł. Jan г D u k l i ( z a r ó w n o w z i ę t y c h z l i t e r a t u r y , j a k
i zebranych podczas w ł a s n y c h b a d a ń terenowych), po­
służy jako pretekst io ujawnienia s t r u k t u r m y ś l e n i a
mitycznego t k w i ą c y c h u podstaw religijności ludowej.
W szkicu Obrazki z życia pustelników,
zamierzam przed­
s t a w i ć pustelnictwo w dobie dzisiejszej na p r z y k ł a d z i e
charakterystyki p a r u współcześnie żyjących
ascetów.

Na z a k o ń c z e n i e tych k i l k u uwag w p r o w a d z a j ą c y c h
dodajmy, że fenomen anachoretyzmu f a s c y n o w a ł m . i n .
bardzo w i e l u a r t y s t ó w . Griinewald, Bosch, Bruegel i i n ­
n i znakomici mistrzowie pędzla t w o r z y l i w i e l k i e dzieła
inspire-.vani ż y c i e m p u s t e l n i k ó w . R ó w n i e ż w utworach
literackich nierzadko w y s t ę p u j e postać eremity. Pisa­
rzem, w k t ó r y m temat życia samotniczego t r w a ł „tak
uparcie jak Faust w G o e t h e m " b y ł Gustaw Flaubert.
Efektem oczarowania Flauberta t y m zagadnieniem było
La tentation de Saint Antoine.
Kuszenie Świętego
An­
toniego jest ś w i a d e c t w e m poczucia duchowej j e d n o ś c i
wielkiego artysty z w i e l k i m pustelnikiem. Problem ere­
m i t y z m u z a j m o w a ł Flauberta przez całe niemal życie,
czego wyrazem były wielokrotne powroty do tego te­
matu i trzy redakcje k s i ą ż k i o ś w . A n t o n i m . T a k ż e
A n a t o l France jest autorem dzieła inspirowanego Ży­
wotem Antoniego
Atauarego Wielkiego, z k t ó r e g o po­
siewu n a r o d z i ł y się przede wszystkim Żywoty
Ojców.
Vitae Palrum,
to w s p ó l r y t y t u ł zbioru r ó ż n y c h u t w o ­
r ó w z a w e r a j ą c y c h wspomnienia o życiu i m y ś l a c h
Ojców pustyni, tzn. c h r z e ś c i j a ń s k i c h m n i c h ó w ż y j ą c y c h
na Wschodzie w okresie od drugiej p o ł o w y I I I w i e k u
do s c h y ł k u w i e k u V I . W s k ł a d Żywotów
Ojców
wcho­
dziły zasadniczo n a s t ę p u j ą c e dzieła: poza wzorcowymi
Vita beati Antonii Atanazego i Vita s. Pauli
Eremitae,
Vita Malchi,
Vita s. Hilarionis
p i ó r a św. H i e r o n i ­
ma, t a k ż e inne żywoty pojedynczych e r e m i t ó w ,
oraz
z b i o r k i o p o w i a d a ń t y p u Historia m n i c h ó w
egipskich,™
Historia
o mnichach
do Lausosa, *
Historia
pobożna,
Łąka
duchowa,
а ponadto Nauki
Starców
czyli
zestaw sentencji przypisywanych wschodnim anachoretom. Te u t w o r y o d e g r a ł y k l u c z o w ą r o l ę w f o r m u ł o ­
w a n i u i propagowaniu ideologii odosobnienia; w decy­
d u j ą c y sposób w p ł y n ę ł y na k s z t a ł t c h r z e ś c i j a ń s k i e g o
monastycyzmu. S t w o r z y ł y one model życia ś w i ą t o b l i ­
wego, d j k t ó r e g o o d w o ł y w a ł się Kościół p o c z ą w s z y od
I V stulecia, od czasu gdy c h r z e ś c i j a ń s t w o zostało r e l i g i ą
p a ń s t w o w ą . W ó w c z a s „ c z e r w o n e m ę c z e ń s t w o k r w i " za­
stąpiono „białym męczeństwem świątobliwego życia".
Po łych wszystkich uwagach w s t ę p n y c h , w części za­
sadniczej pierwszego szkicu, scharakteryzujemy p o k r ó t c e
historyczne tło powstania i rozwoju zjawiska monasty­
cyzmu, a n a s t ę p n i e przejdziemy do o d k r y w a n i a s t r u k ­
t u r y i interpretacji z n a c z e ń anachoretyzmu.
8

7

8

9

10

11

1 2

1

19

15

17

18

Historyczne ramy genezy chrześcijańskiego
monastycyzmu
W i e k i I I I — V I I n.e. — czas narodzin i bujnego r o z k w i ­
t u monastycyzmu chrześcijańskiego — są jednym z n a j ­
bardziej i n t e r e s u j ą c y c h i r ó w n o c z e ś n i e n a j s ł a b i e j poz­
nanych o k r e s ó w w dziejach k u l t u r y ś r ó d z i e m n o m o r ­
skiej. Jest to okres s c h y ł k u , a wreszcie upadku ś w i a t a
antycznego oraz — r ó w n o l e g l e — narodzin i k s z t a ł t o ­
wania s?c nowego p o r z ą d k u . Korzeni tych g ł ę b o k i c h
przemian należy u p a t r y w a ć w t o t a l n y m kryzysie, k t ó r y
od p o c z ą t k u I I I stulecia n ę k a ł Cesarstwo Rzymskie.
Ś w i a t o w a ekspansja k u l t u r y grecko-rzymskiej b y ł a zbyt
g w a ł t o w n a i powierscłv&gt;wna, aby m o g ł a p r z e t r w a ć . W y -

135

�I I . 1. K a r t a t y t u ł o w a dzieła J. i R. S a d e l e r ó w , Solitudo,
Wenecja 1600

d a w a ć by się mogło, i * z a k o ń c z e n i e p o d b o j ó w przyczyni
się do с k r z e p n i ę c i a p a ń s t w a , że z a k o ń c z e n i e rozbudo­
w y powstizyma proces destrukcji. S t a ł o się inaczej:
kres ekspansji z e w n ę t r z n e j powoduje stopniowy rozpad
I m p e r i u m Romanum. Z c h w i l ą ustania p o d b o j ó w do­
chody zaczęły m a l e ć , anarchia d o k o n a ł a reszty i nas t ą o i ł kryzys gospodarczy, jakiego ś w i a t r z y m s k i nigdy
nie z a z n a ł . P o t w i e r d z i ł a się zasada, iż cesarstwo t r w a
dopóki (rkŁpanduje. Gdy z a b r a k ł o nowych ziem i rzesz
n i e w o l n i k ó w do pracy na nich — z a ł a m a ł się cały sys­
tem ekonomiczny. Wielka inflacja p o c i ą g n ę ł a za sobą
upadek handlu oraz p o w r ó t do gospodarki naturalnej.
Rosła d r o ż y z n a , brak t o w a r ó w rodził s p e k u l a c j ę , wzno­
siła się fsla p r z e s t ę p c z o ś c i , mnożyły rozboje... P o s t ę p o ­
w a ł a dcr.icralizacja w a r s t w y biurokratycznej. C h c i w o ś ć
i korupcja stały się nagminne r ó w n i e ż w szeregach
a r m i i . Z.ai archizowane wojsko wynosiło i o b a l a ł o w ł a d ­
ców. N a j d o t k l i w i e j konsekwencje tych ciężkich czasów
o d c z u w a ł y n a j u b o ż s z e w a r s t w y l u d n o ś c i : coraz bardziej
v. y n ^ d z n i a ł e i g ł o d n e . Obchody pierwszego m i l l e n i u m
Miasla p r z y p a d ł y v; okresie gdy kryzys sięgał dna.
.Światopogląd ó w c z e s n e g o s p o ł e c z e ń s t w a o p a n o w a ł pesy­
mizm. W ś r ó d n a s t r o j ó w dekadenckich zapuszcza korze­
nie i umacnia się eschatologizm.
T ę s k n o t a za lepszymi czasami, pragnienie nowego,
szczęśliwego tysiąclecia łączą się z przekonaniem o n i e ­
chybnie zbliżającym się k o ń c u dotychczasowego ś w i a t a .
Chrzcic;jań.*two ze swoją a p o k a l i p t y c z n ą wizją nadcho­
dzącego K r ó l e s t w a Bożego trafia na podatny grunt.
136

Sive

vitae

Patrum

Eremicolarum...,

Wszelkie znaki na runbie i ziemi zdają się wskazy­
w a ć na m a j ą c y w k ó t c e n a s t ą p i ć p r z e ł o m . Atmosfera
owych lat jest na w s k r o ś religijna, p r z e s i ą k n i ę t a mis­
tycyzmem i ascetyzmem. W dziedzinie filozofii docho­
dzi do ponownego r o z k w i t u tych k i e r u n k ó w , k t ó r e są
bliskie p a n u j ą c e m u k r m a t o w i ś w i a t o p o g l ą d o w e m u . O d ­
radza się pitagoreizm, a także cynizm ze s w o j ą p o g a r d ą
d ó b r materialnych i sprzeciwem wobec n a w y k ó w k u l ­
turalnego życia. Z w ą t p i e n i e w w i e d z ę wskrzesza scep­
tycyzm. Ostatni stoicy szerzą k a t a s t r o f i c z n ą wizję z b l i ­
żającego się zognienia (lub potopu) świata... R e l i g i j n o ś ć
najszerszych k r ę g ó w społecznych pozostaje w opozycji
do materializmu, kuU.u powodzenia i z m y s ł o w y c h przy­
j e m n o ś c i — ongiś d o m i n u j ą c e g o — teraz istniejącego
tylko wśród w a r s t w y - z ą d z ą c e j . Zasadnicza różnica po­
g l ą d ó w w y s t ę p o w a ł a w szczególności m i ę d z y zwolen­
n i k a m i dawnego p o r z ą d k u , k t ó r z y nadal propagowali
ideologię hedonizmu, a k r z e p n ą c y m i z d o b y w a j ą c y m
sobie coraz w i ę k s z e rzesze w y z n a w c ó w
chrześcijań­
stwem. K o n f l i k t u p o m i ę d z y zwolennikami chrystianizmu
i e l i t ą w ł a d z y — dla k t ó r e j c h r z e ś c i j a n i n był antyspo­
ł e c z n y m a t e i s t ą , nieprzyjacielem rodzaju
ludzkiego,
o ś r o d k i e m biernego oporu, nielojalnym poddanym itd. —
nie dało się u n i k n ą ć . Ze szczególną j a s k r a w o ś c i ą w y ­
s t ę p o w a ł on wtedy, gdy na tronie cesarskim zasiadali
w ł a d c y , Których a m b i c j ą było w e w n ę t r z n e wzmocnienie
p a ń s t w a . P r z e ś l a d o w a n i a c h r z e ś c i j a n za Decjusza i D i o ­
klecjana Eą tego w y m o w n y m p r z y k ł a d e m . J e d n a k ż e
dokonana przez nich p i ó b a restauracji cesarstwa w m i -

�И. 2. Abba M a k a r y Egipcjanin. Na d r u g i m planie pustelnicy o d t w a r z a j ą c y

riionym k s z t a ł c i e me m c g ł a p o w s t r z y m a ć biegu historii,
a raczej p r z y ś p i e s z y ł a n a d c h o d z ą c e zmiany. P r z y p o m n i j ­
m y : w efekcie p r z e z w y c i ę ż e n i a p o w t a r z a j ą c y c h się przez
k i l k a d z i e s i ą t lat k r y z y s ó w w ł a d z y p o w s t a ł dominat.
W ł a d c y z dynastii i l y r y j s k i e j stworzyli scentralizo­
wana p a ń s t w o biurokratyczne. S t a n o w i ą c y jego podsta­
w ę aparat administracyjny był j e d n o c z e ś n i e sprawnym
n a r z ę d z i e m wyzysku. P r z y b i e r a j ą c y na sile ucisk fis­
k a l n y p o w o d o w a ł p a u p e r y z a c j ę ludności i jeszcze bar­
dziej p o g a r s z a ł s y t u a c j ę w a r s t w produkcyjnych: nie­
w o l n i k ó w i chłopów. G n ę b i o n a l u d n o ś ć swój protest
przeciwko nader trudaej sytuacji e k o n o m i c z n o - s p o ł e c z nej w y r a ż a ł a m.in. poprzez
powstania
niewolniczo-chłopskie oraz p o n u c a t n e ziemi. R e a k c j ą w ł a d z na to
ostatnie, b y ł a decyzja
o przywiązaniu
rolnika
do
gleby, z w i ą z a n i e jednostki z jej zawodem. Przymus p a ń ­
stwowy z kolei w z m ó g ł opór — w y t w o r z y ł o się b ł ę d n e
kcło...
C a ł k o w i t y k r y j y s f o r m egzystencji społecznej —
połączony ze w z r a s t a j ą c y m z a g r o ż e n i e m z e w n ę t r z n y m
Cesarstwa Rzymskiego — znalazł odzwierciedlenie w
nasilających
się objawach dekadencji
światopoglądu
antycznego. Miejsce ideologicznego z a m ę t u (synkretyzm u religijnego) coraz w y r a ź n i e j zajmuje, m a j ą c a u n i wersalistyczne aspiracje religia c h r z e ś c i j a ń s k a . Proces
ten u ł a t w i a ł a tzw. metoda „ c h r z e ś c i j a ń s t w a otwartego",
p o l e g a j ą c a — w n a j w i ę k s z y m uproszczeniu rzecz u j m u ­
j ą c — ;ia dopasowywaniu duchowej tradycji
kultury
hellenistycznej do d o k t r y n y chrystiaiiizmu.
Opierając
się na c h a r a k t e r y s t y s z i y m dla hellenizmu eklektyzmie,

Raj

przystosowano pewne kategorie, pojęcia i koncepcje
filozoficzne do potrzeb r e l i g i i c h r z e ś c i j a ń s k i e j . Po okre­
sie dominacji separatyzmu, w wieku
I I I znacznie
w z m o c n i ł y się tendencje adaptacyjne. Najpełniejsza re­
cepcja l a c j o n a l i s t y c i n e i t r a d y c j i filozofii greckiej doko­
n a ł a się w aleksandryjskiej Szkole K a t e c h e t ó w (przede
wszystkim w pismach Orygenesa). P ó ź n i e j na glebie
hellen zmu w y r o s ł y w i e l k i e dzieła teologiczno-filozoficzr.e O j c ó w
Kościoła
(m.in. Grzegorza z Nyssy i
Augustyna',. Wszelaka ca p o c z ą t k u w c h r z e ś c i j a ń s t w i e
istniał drugi, konkurencyjny n u r t szeroko o d w o ł u j ą c y
się do judaistycznych korzeni religii. Przedstawiciele
tego k i e r u n k u n a w i ą z u j ą c do koncepcji j u d e o - c h r z e ś c i j a ń s k i c h głosili m.in. elitaryzm zbawienia (eschatologia
indywidualna) w opozycji do zasady zbawienia pow­
szechnego (eschatologia uniwersalna), oraz idee apo­
kaliptycznego mesjanizrru ziemskiego opozycyjne w z g l ę ­
dem idei mesjanizmu auchowego, propagowanych przez
„hellenistów". Pierwszy wariant nawracania pogan, w y ­
pracowany dla pozyskania m i e s z c z a ń s k i c h klas ś r e d ­
nich b ę d ą c y c h o s t o j ą uniwersalistycznej k u l t u r y h e l l e ń ­
skiej, b y ł zasadniczo konserwatywny społecznie. Nato­
miast drugi — sięgający do uczuć nacjonalistycznych
(przeciwstawnych hellenistycznemu kosmopolityzmowi)
—• zyski »vał wierny :h c h r z e ś c i j a n w ś r ó d zrujnowanych
l u d ó w podbitych. Silna akcenty chiliastyczne przyczy­
niały c h r y e ś c i j a ń s t w u w i e l u z w o l e n n i k ó w t a k ż e spośród
rewolucyjnie nastawionych, n a j u b o ż s z y c h w a r s t w spo­
ł e c z n y c h . Te dwie dające się w y o d r ę b n i ć w akcji m i ­
syjnej tendencje, nie były w istocie przeciwstawne lecz
komplementarne, o d p o w i a d a ł y na r ó ż n e zapotrzebowa;

137

�I I . 3. Sw. P a w e ł z Teb. U góry k r u k , p r z y n o s z ą c y ś w i ę t e m u chleb. U dołu hiena
u o s a b i a j ą c e r o z p u s t ę i rozwiązłość

nia społeczne. Z a s p i k a j a j ą c oczekiwania w i e l u grup
socjalnych wzajemnie się u z u p e ł n i a ł y .
Egipt I I I w i e k u n.e. jest niemal laboratoryjnym
p r z y k ł a d e m sukcesu, j a k i przynosiło łączne ich stoso­
wanie w procesie
upowszechniania
chrześcijaństwa.
K r a j ten m o ż e służyć za wzorcowy model w a r u n k ó w ,
w j a k i c h d o k o n a ł się „ p r a w d z i w y i j e d y n y z a k r ę t h i ­
storyczny"
— przejście od hellenizmu do c h r z e ś c i ­
j a ń s t w a , od s t a r o ż y t n o ś c i do ś r e d n i o w i e c z a . Asymilacja
d w ó c h najbardziej z n a c z ą c y c h grup etnicznych zamiesz­
k u j ą c y c h d u c h o w ą -stolicę ó w c z e s n e g o ś w i a t a doprowa­
dza do tego, że Aleksandria j u ż w k o ń c u I I w i e k u „sta­
je się c e n t r u m k u l t u r y h e l l e n i s t y c z n o - c h r z e ś c i j a ń s k i e j " .
Lecz poza A l e k s a n d r i ą : jej kosmopolitycznymi miesz­
k a ń c a m i istnieje Egipt wiejski, w k t ó r y m wszystkie
zasygnalizowane
dotychczas problemy — charaktery­
styczne dla sytuacji historycznej okresu p r z e ł o m u so­
cjalnego i kulturowego z w i ą z a n e g o z upadkiem c y w i l i ­
zacji grecko-rzymskiej i ś w i a t o p o g l ą d u antycznego —
n a b r z m i a ł y szczególnie.
Na'd N i l e m Grecy, k t ó r y c h c e c h o w a ł a bezgraniczna
w i a r a w wyższość w ł a s n e j k u l t u r y ( w y r a ż a j ą c a się np.
w zasadzie nie podejmowania t r u d u uczenia się j ę z y ­
k ó w podbitych ludów), t r a f i l i na K o p t ó w u w a ż a j ą c y c h
się ?a b e z p o ś r e d n i c h s p a d k o b i e r c ó w c y w i l i z a c j i znacz­
nie starszej od k u l t u r y n a j e ź d ź c ó w . Wobec wzajemnego
uznania się za b a r b a r z y ń c ó w k o n f l i k t ś w i a t o p o g l ą d o w y
był n i e u n i k n i o n y . P o n i e w a ż ludzie m o g ą „współistnieć
o d m a w i a j ą c sobie wzajemnie p o r ó w n y w a l n e g o stopnia
człowieczeństwa, lecz wtedy jedni stają się p o d w ł a d ­
1 C

2 0

138

i

zając,

n y m i i n n y c h " " — proces hellenizacji (a później romanizacji) K o p t ó w ograniczył się do ich eksploatacji. „ P o ­
s t ę p u j ą c a b e z n a d z i e j n o ś ć życia i skrajna n ę d z a , szczegól­
nie pod panowaniem r z y m s k i m , kiedy to Egipcjanie
zeszli do r o l i jedynie siły roboczej wykorzystywanej do
n a p e ł n i a n i a zbożem spichlerzy R z y m u " ,
przygotowały
grunt dla r e l i g i i nadziei — c h r z e ś c i j a ń s t w a . W ciągu
I I I stulecia chrystianizm r o z p r z e s t r z e n i ł się b ł y s k a w i c z ­
nie w c'olinie N i l u , o b e j m u j ą c szerokie rzesze k o p t y j sk'ej ludności wiejskiej. N i e w ą t p l i w i e p r z y c z y n i ł y się
dc tego Heine paralele p o m i ę d z y w i a r ą p o g a ń s k i c h K o p ­
t ó w i r e l i g i ą c h r z e ś c i j a ń s k ą . Takie analogie j a k п р . :
zagadnienie życia po ś m i e r c i ; idea Boga u ś m i e r c o n e g o
i z m a r t w y c h w s t a ł e g o ; t r i a d y b ó s t w (w szczególności
Ozyrys — Izyda — Horus) — T r ó j c a P r z e n a j ś w i ę t s z a ,
Ś w i ę t a Rodzina i t p . oraz fakt, iż koncepcja
mono­
teizmu m i a ł a już w ó w c z a s duże poparcie w s p o ł e c z e ń ­
stwie egipskim u m o ż l i w i ł y s z y b k ą a d a p t a c j ę nowej r e Hgii. P r z e t ł u m a c z e n i e (na p r z e ł o m i e I I i I I I wieku)
większości k s i ą g Pisma świętego sprawia, że chrystia­
nizm umacnia poczucie jednostki etnicznej i tożsamości
k u l t u r o w e j Egipcjan s t a j ą c się m a n i f e s t a c j ą ich ducha
narodowego, a t a k ż e protestem przeciwko cesarskiej
centralizacji politycznej : k u l t u r a l n e j oraz d y s k r y m i n a ­
cji podbitego ludu.
Wyzysk ekonomiczny i p r z e ś l a d o w a n i a chrześcijan
za Decjusza, Waleriana, a później Dioklecjana oraz jego
n a s t ę p c ę na Wschodzie Maksymina Daję, s t a j ą się za­
czynem do powstania bezprecedensowego w swej skali
zjawiska — masowej anachorezy.
Dziesiątki tysięcy
28

23

�egipskich chłopów porzuciło ś w i a t cywilizowany,
za­
mieszkane obszary nad R z e k ą , u d a j ą c się na nieprzy­
s t ę p n e tereny „ziemi czerwonej".
Spalony s ł o ń c e m ,
prawie pozbawiony życia, pustynny p ł a s k o w y ż Pustyni
Wschodniej i Zachodniej staje się ś w i a d k i e m narodzin
c h r z e ś c i j a ń s k i e g o mo nasty cyzmu. W I V stuleciu, w sto­
sunkowo k r ó t k i m czasie (kilkudziesięciu lat), fenomen
monastycyzmu objął o l b r z y m i ą część t e r y t o r i u m Ce­
sarstwa: poza Egiptem, t a k ż e L i b i ę , P a l e s t y n ę , S y r i ę ,
Azję Mniejszą, wyspy Morza Ś r ó d z i e m n e g o i ś r ó d z i e m ­
nomorskie w y b r z e ż a Europy. D u ż e rozmiary p r z y b r a ł
r ó w n i e ż w krajach spoza k r ę g u ś r ó d z i e m n o m o r s k i e g o :
Etiopii, Mezopotamii, A r m e n i i , Gruzji... Wszędzie ideo­
logia odosobnienia doskonale się a k l i m a t y z o w a ł a d z i ę ­
k i w a r u n k o m jakie w y t w o r z y ł y się w I m p e r i u m , skut­
k i e m zarysowanych w y ż e j u k ł a d ó w historycznych. Do
s p o t ę g o w a n i a ekspansji monastycyzmu p r z y c z y n i ł a się
nadto nowa sytuacja Kościoła w p a ń s t w i e i stosunki
w samym K o ś c i e l e .
W wiekach V — V I I monachizm
stał się p o t ę ż n y m ruchem s p o ł e c z n y m , a wielka liczba
mnichów*
s p r a w i ł * , iż odgrywali o n i doniosłą r o l ę
w życiu r e l i g i j n y m , politycznym i gospodarczym. W k ł a d
k u l t u r y monastycznej dc k u l t u r y europejskiej oraz ś w i a ­
towej jest t r u d n y do przecenienia, nie miejsce t u jed­
nak na rozwijanie tego t e m a t u . P o w r ó ć m y jeszcze na
moment do z a g a d n i e ń z w i ą z a n y c h z genezą monasty­
cyzmu. Na pustyni egipskiej — w g ł ó w n y c h o ś r o d k a c h
samotniczego życia: Tebaidzie oraz N i t r i i , Celli, Scytii —
a t a k ż e na sąsiednich pustyniach Judzkiej i Syryjskiej,
j u ż w pierwszej p o ł o w i e I V w i e k u k r y s t a l i z u j ą się jego
24

28

podstawowe formy: anachorecka i c e n o b i t a l n a .
Spo­
śród t y c h — w y r o s ł y c h z zakwestionowania sensu do­
tychczasowego
istnienia — s t y l ó w życia cenobityzm,
k t ó r e g o fundamentem są r e g u ł y o k r e ś l a j ą c e zasady k o ­
egzystencji m i n i c h ó w (z nakazem p o s ł u s z e ń s t w a wobec
przełożonego na czele), staje się p o z y t y w n ą alterna­
tywą potępionego społeczeństwa. Mnisi są naśladowca­
mi Chrystusa i aniołów oraz życia wzorowanego na
życiu apostolskim. Z czasem monastycyzm w s p ó l n o t o ­
w y b ę d z i e coraz dobitniej a f i r m o w a ł w a r t o ś c i społecz­
ne, stając się h o ł u b i o n ą przez Kościół f o r m ą realizacji
ideału c h r z e ś c i j a ń s k i e g o . Natomiast anachoretyzm, zro­
dzony z absolutnego sprzeciwu wobec s p o ł e c z e ń s t w a , b y ł
najbardziej r a d y k a l n y m w y r a z e m p o t ę p i e n i a p a n u j ą c y c h
stosunków
socjalnych oraz całej sfery ideologicznej,
k t ó r a je s a n k c j o n o w a ł a . Pustelnicy konsekwentnie ne­
gowali wszelkie w a r t o ś c i społeczne, a nawet — w eks­
tremalnej postaci — całą k u l t u r ę .
28

25

Mit samotniczego życia

8

27

Adepci monastycyzmu
byli
głęboko
w i e r z ą c y m i , na
w s k r o ś r e l i g i j n y m i l u d ź m i . Dla tych ż a r l i w y c h w y z ­
n a w c ó w c h r z e ś c i j a ń s t w a n a j w y ż s z y m dobrem b y ł Bóg,
k t ó r y s t a n o w i ł k r y t e r i u m w a r t o ś c i — p o d s t a w ę nowe­
go, teocentrycznego systemu aksjologicznego. Ucieczki
na p u s t y n i ę b y ł y m a n i f e s t a c j ą w y b o r u B o g a . W prze­
k o n a n i u a n a c h o r e t ó w n a g r o d ą za r e z y g n a c j ę ze ś w i a t a
doczesnego b y ł o c z e k a j ą c e ich szczęście wieczne. Cel
ten p r a g n ę l i o s i ą g n ą ć jeszcze za życia t y m bardziej,
30

23.9

�że — j a k w ó w c z a s u w a ż a n o — kres tego ś w i a t a i S ą d
Ostateczny m i a l n a d e j ś ć lada m o m e n t . Za n a j w ł a ś c i w ­
szą d r o g ę do zapewnienia sobie zbawienia, uznano ż y ­
wot — sensu strictissimo — bezgrzeszny. N a s u w a ł o się
w z w i ą z k u z t y m pytanie: j a k powinna w y g l ą d a ć k o n ­
kretna p r a k t y k a takiego ż y c i a ?
Jako się r z e k ł o , o d ­
p o w i e d z i ą d a n ą przez O j c ó w pustyni było przede wszyst­
k i m porzucenie w i ę z ó w , jakie n a k ł a d a ł o pozostawanie
w o b r ę b i e s p o ł e c z e ń s t w a . Egipski pustelnik n a w o ł u j e :
„jeżeli zbawieni b y ć — synowie — chcecie, uciekajcie
od l u d z i " oraz „ u c i e k a j m y już synowie, g d y ż się zbliża
czas".
„ Z d a ł y się miasta jako więzienia, a osobność
p o k a z y w a ł a się i m R a j e m " . Za pierwszy, najdoskonal­
szy wzorzec dla realizacji swojego i d e a ł u , ś w i ą t o b l i w i
anachoreci p r z y j ę l i opisany w Księdze
Rodzaju
stan
pierwotnej n i e w i n n o ś c i i s z c z ę ś l i w o ś c i .
Stan ten —
w k o n t e k ś c i e tzw. drugiego opisu stworzenia — przed­
stawia i d e a l n ą , w z o r c o w ą s a m o t n o ś ć c z ł o w i e k a (Rdz
2,18). W Eden A d a m pędził ż y w o t w b e z p o ś r e d n i e j blis­
kości Boga i a n i o ł ó w , w s t a ł y m kontakcie z sacrum.
Podobnie żyją pustelnicy: J u l i a n Sabas przeprowadza
rozmowy z Bogiem, P a w e ł zwany Prostakiem rozma­
w i a (w p o ł u d n i e ) z Jezusem Chrystusem; a a n i o ł o w i e
często ich o d w i e d z a j ą , p r z y n o s z ą c „ p o k a r m niebieski"
(bezgrzeszny stan c z ł o w i e k a nie u w z g l ę d n i a ł pracy jako
źródła u t r z y m a n i a ) . Czas r a j s k i to t a k ż e epoka czu­
łego współżycia człowieka z p r z y r o d ą . Panuje w ó w c z a s
wegetarianizm (Rdz 1,29), a z w i e r z ę t a są c z ł o w i e k o w i
poddane. P o n i e w a ż temu ostatniemu zagadnieniu auto­
rzy Żywotów
p o ś w i ę c a j ą wiele miejsca, my r ó w n i e ż
31

3 2

83

34

35

36

HO

I

przytoczmy k i l k a f r a g m e n t ó w , k t ó r e t r a k t u j ą o p o s ł u ­
s z e ń s t w i e z w i e r z ą t wobec a n a c h o r e t ó w .
D z i k i osioł i k r o k o d y l w y k o n u j ą rozkazy pustelnika
Heleniego, Benon w y p ę d z a „dzikiego konia", k t ó r y pola
r o l n i k o m p u s t o s z y ł oraz krokodyla, i n n y pustelnik naka­
zuje l w u zastanemu w swej j a s k i n i a ż e b y ją opuścił,
co ten natychmiast czyni, podobnie J u l i a n S ł u p n i k przez
brata Pankracego poleca l w u opuścić k r a i n ę , w k t ó r e j
g r a s o w a ł . Pewien starzec tak p e ł e n cnoty i ł a s k i bożej
był, że „lwy w jednej z sobą j a s k i n i p r z e c h o w y w a ł
i p o k a r m i m na ł o n i e swoim d a w a ł " , natomiast Pardusa
Rzymianina lew nie chciał pożreć, co u z n a ł za znak
odpuszczenia m u g r z e c h ó w . P a w e ł z Tebaidy b r a ł w
ręce żmije, w ę ż e oraz skorpiony i r o z r y w a ł je w p ó ł ,
co w i d z ą c mnisi p y t a l i go: „ P o w i e d z nam, coś r o b i ł
ześ o d e b r a ł t a k ą ł a s k ę ? " , na co i m odrzekł: „Przebaczcie
m i bracia, jeżeli k t o ś będzie m i a ł n i e w i n n o ś ć wszystko
m u poddane b ę d z i e , j a k A d a m o w i kiedy b y ł w Raju
przed p r z e s t ą p i e n i e m boskiego przykazania".
Równie
w y r a ź n i e o m a w i a n ą t r e ś ć teologiczną w y r a ż a znane
opowiadanie o l w i e ojca Gierasima z d z i e ł k a Jana
Moschosa, k t ó r e kończy się n a s t ę p u j ą c o : „To z a ś stało
się nie dlatego, żeby lew m i a ł duszę r o z u m n ą , ale że
Bóg pragnie o d d a ć c h w a ł ę t y m , k t ó r z y m u o d d a j ą cześć
i to nie tylko za życia, ale i po ś m i e r c i oraz p o k a z a ć ,
jak z w i e r z ę t a były poddane pierwszemu c z ł o w i e k o w i ,
dopóki nie p r z e k r o c z y ł przykazania i n i m został w y ­
gnany z Raju rozkoszy".
Okres szczęśliwej koegzystencji w p i e r w o t n y m Raju
t r w a ł do momentu stworzenia niewiasty. B ł o g o s ł a w i o n a
37

�I I . 6. M n i c h D i d y m „różną g a d z i n ą bez szkody d e p t a ł "

s a m o t n o ś ć c z ł o w i e k a skończyła się. Ewa zaraz po t y m
j a k została stworzona — z d r a d z i ł a . D a ł a się p o d s t ę p ­
nie s k u s i ć — zazdrosnemu o rajskie szczęście ludzi —
szatanowi (Rdz 3,1—5). N a k ł o n i ł a
t a k ż e Adama do
n i e p o s ł u s z e ń s t w a wobec Boga (Rdz 3,6), na skutek cze­
go zostali w y p ę d z e n i z ogrodu Eden (Rdz 3,23). Grzech
p i e r w o r o d n y z a p o c z ą t k o w a ł n o w ą e p o k ę w dziejach
l u d z k o ś c i : h i s t o r i ę oddalania się c z ł o w i e k a od Boga
oraz s t o p n i o w ą d e g e n e r a c j ę l u d z i . Pierwszy grzech po­
zostaje w b e z p o ś r e d n i m z w i ą z k u z aktem seksualnym
i p r o k r e a c j ą (Rdz 3,16; 4,1—2), co pociągnęło za sobą
poddanie c z ł o w i e k a „ p r a w u cierpienia i p r a w u ś m i e r ­
c i " . Ojcowie pustyni, o d t w a r z a j ą c y zakłóconą l u d z k i m
wszeteczeństwem harmonię świata,
traktują pożądli­
w o ś ć s e k s u a l n ą jako grzech najcięższy. Walka z p o k u ­
sami cielesnymi należy w ich m n i e m a n i u do z a d a ń naj­
w a ż n i e j s z y c h . Ź r ó d ł e m n a m i ę t n o ś c i ciał są m.in. zmys­
ły, k t ó r e mnisi u m a r t w i a j ą na wiele s p o s o b ó w : np.
smak słoną w o d ą , w ę c h p r z y k r y m i zapachami i t d . Za
j e d n ą z najskuteczniejszych f o r m ascezy uchodzi post,
a ponadto ograniczona ilość snu, w y s i ł e k fizyczny, po­
waga, milczenie i w ogóle wszelka p o w ś c i ą g l i w o ś ć . W
„ Ż y w o t a c h O j c ó w " zawartych
jest
wiele
przestróg
przed grzechem c i e l e s n y m . Ł a d n i e w y r a z i ł to pewien
„święty starzec" s t w i e r d z a j ą c : „Dzieci, sól pochodzi z
morza, lecz jeśli zbliży się do wody, r o z p ł y w a się i g i ­
nie. Podobnie m n i c h : pochodzi z niewiasty, lecz gdy
zbliży się do b i a ł o g ł o w y , r o z p r z ę g a .się i przestaje b y ć
mnichem".
W opinii ś w i ą t o b l i w y c h m ę ż ó w celibat
38

3 0

40

41

(cnota czystości) należy do podstawowych w a r u n k ó w
osiągnięcia życia wiecznego; jest koniecznym etapem
na drodze p r o w a d z ą c e j do pcnownego zespolenia czło­
wieka z Bogiem. P o d s u m o w u j ą c dotychczasowy tok w y ­
w o d ó w na temat znaczeń anachoretyzmu s t w i e r d ź m y ,
że opisywany w Żywotach
Ojców ś w i ą t o b l i w y t r y b ż y ­
cia polega na o d t w a r z a n i u R a j u . Przywracanie
przez p u s t e l n i k ó w stanu rajskiej szczęśliwości i n i e ­
w i n n o ś c i modelowane jest m . i n . poprzez: s a m o t n o ś ć (i
celibat),
pozostawanie w b e z p o ś r e d n i m
kontakcie z
sacrum, s p o ż y w a n i e p o k a r m u niebieskiego, błogie w s p ó ł ­
życie z p r z y r o d ą (panowanie nad z w i e r z ę t a m i ) i t d . Czas
„ p o c z ą t k u " jest przez Ojców pustyni waloryzowany zde­
cydowanie pozytywnie. M a m y t u do czynienia z typo­
w y m dla m y ś l e n i a mitologicznego sposobem odczuwa­
nia czasu z w a n y m i n w e r s j ą h i s t o r y c z n ą . Opisany w
K s i ę d z e Rodzaju m i t Raju (mit rozumiany t u jako
„ p e w i e n p i e r w o t n y sposób w y r a ż a n i a t r e ś c i n a j g ł ę b ­
szej"), jest j e d n ą z wersji — znanego w i e l u mitolo­
giom — obrazu „złotego w i e k u " l u d z k o ś c i .
Anachoretyzm stanowi jego s c h r y s t i a n i z o w a n ą r e a l i z a c j ę . Jed­
n a k o w o ż analiza fenomenu pustelnictwa w kategoriach
powtarzania sytuacji wzorcowej, ujawnia tylko jeden
aspekt nader wieloznacznego zjawiska. Ideologia odo­
sobnienia jest r ó w n i e ż m i t e m eschatologicznym. Zycie
a n a c h o r e t ó w m o ż n a (i należy) i n t e r p r e t o w a ć także jako
antycypowanie
Raju.
U b ó s t w o m n i c h ó w — na
p r z y k ł a d — to z jednej strony powtarzanie sytuacji
sprzed grzechu pierworodnego (wówczas c z ł o w i e k o w i
42

4 3

141

�Mulufht*
nolbni tec ~b-m» }UERONYM
Va^n tłumią
pr*A,tv. faumi*.

ll.

Г.У. tru
л

Ai e\u )',trum fertant vttcrum i tslgt*,
&lt;v«« fffitubtt
tr~i fir ti­

7. Sw. Hieronim, Ojciec i Doktor Kościoła, autor pierwszych w języku
tów, w okresie życia pustelniczego

obce było pojęcie własności), z drugiej natomiast —
ewangeliczny nakaz, k t ó r e g o w y p e ł n i e n i e jest jednym
z w a r u n k ó w o s i ą g n i ę c i a nieba (Mt 19,21).
Celibat i cnota czystości w perspektywie eschato­
logicznej u z y s k u j ą s a n k c j ę w słowach Jezusa: „Są
t r z e b i e ń c y , k t ó r z y się sami na to skazali, dla k r ó l e s t w a
niebieskiego" (Mt 19,12). R e c e p t ą na panowanie nad
z w i e r z ę t a m i i tutaj jest b e z g r z e s z n o ś ć : „jeżeli p r z y k a ­
zania Pana naszego Jezusa Chrystusa p r z e s t r z e g a l i ś m y ,
to z w i e r z ę t a zaiste b a ł y b y się nas; ale przez grzech
n i e w o l n i k a m i stawszy się, my się ich b a ć pokazuje­
my".
P r z y k ł a d y m o ż n a m n o ż y ć . K r ó t k o m ó w i ą c , anachoreci o d p o w i a d a j ą t a k ż e na zawarte w Ewangelii
wezwanie: „ p o k u t ę czyńcie, zbliżyło się b o w i e m k r ó l e ­
stwo niebieskie" (Mt 3,2). Asceza ma na celu przygoto­
wanie p o w t ó r n e g o p r z y j ś c i a Zbawiciela. Pustelnicy dążą
do zrealizowania zapowiedzianego K r ó l e s t w a Bożego.
I c h życie to w y p e ł n i e n i e oczekiwanego przez w i e r n y c h
czasu urzeczywistnienia w a r t o ś c i n a j w y ż s z y c h .
44

4 5

R e a s u m u j ą c : w modelu
anachoreckim
zarówno
przeszłość, j a k i przyszłość są waloryzowane dodatnio.
B ł o g o s ł a w i o n y p o c z ą t e k zapowiada, przygotowuje i uza­
sadnia szczęśliwy koniec c z ł o w i e k a . T y l k o realny czas
t e r a ź n i e j s z y jest p o t ę p i o n y ; nie posiada w a r t o ś c i , nie
ma znaczenia i nie interesuje m n i c h ó w . Anachoreci po­
r z u c a j ą c ś w i a t doczesny „ w y ł ą c z a j ą " się z p r z e m i j a j ą ­
cego, n i e t r w a ł e g o , zmiennego czasu ś w i e c k i e g o . Ludzie,
k t ó r z y „ u m a r l i " dla ś w i a t a (motyw tej ś m i e r c i przed­
stawiony jest w Żywotach
Ojców m . i n . poprzez obrazy
p u s t e l n i k ó w p r z e b y w a j ą c y c h w grobach), t r a c ą czas
i w y c h o d z ą poza jego zasięg — ale j e d n o c z e ś n i e — zdo­

142

9

łacińskim

J**

Żywo­

b y w a j ą w zamian w i e c z n o ś ć i w s z e c h o b e c n o ś ć , a więc
prawdziwe życie. Przez; samotniczy ż y w o t „ w ł ą c z a j ą "
się w czas ś w i ę t y , czas c h r z e ś c i j a ń s k i e g o m i t u . S w o i m
życiem przeszłość i przyszłość p r z e k s z t a ł c a j ą w i n n ą
współczesność — b e z c z a s o w ą teraźniejszość m i t y c z n ą .
„ J e d y n i e w n i e z m ą c o n e j r ó w n o c z e s n o ś c i lub, co na j e d ­
no wychodzi, poza czasem m o ż e odsłonić się p r a w d z i ­
w y sens tego, co było, co jest i co b ę d z i e . . . " ,
albo­
w i e m „istotą tajemnicy jest i b ę d z i e b e z c z a s o w ą t e r a ź ­
niejszość".
O pustelnikach m o ż n a p o w i e d z i e ć : „mit
p r z e m i e n i ł się w nich w m i s t e r i u m , a między „ b y ć "
i „ o z n a c z a ć " nie b y ł o dzielącej r ó ż n i c y "
— odnosząc
do nich słowa T. Manna. Życie anachoreckie jest sui
generis r y t u a ł e m ;
dramatem, k t ó r e g o odgrywanie
zapewnia zbawienie.
49

4 7

4 8

To, co zostało powiedziane d o t ą d o w i z j i czasu,
k t ó r ą w y e k s p l i k o w a l i ś m y z t k w i ą c e g o implicite w Ży­
wotach Ojców c h r z e ś c i j a ń s k i e g o m i t u samotniczego ż y ­
cia, da się z a s t o s o w a ć — mutatis mutandis — r ó w n i e ż
do analizy w y o b r a ż e ń p r z e s t r z e n n y c h
tam za­
w a r t y c h . Dawno j u ż stwierdzono, ż e w ś w i a t o p o g l ą d z i e
m i t y c z n y m zjawiska w a ż n e w wymiarze czasowym, znaj­
d u j ą swoje odbicie t a k ż e w przestrzeni. P r z e j d ź m y więc
do przedstawienia sceny, na k t ó r e j toczy się akcja „ob­
r z ę d u " pustelniczego ż y w o t a .
Kandydaci na e r e m i t ó w p o r z u c a j ą c swoje dotych­
czasowe życie w ś r ó d s p o ł e c z e ń s t w a , opuszczali ś w i a t
zaludniony: domy, wsie, miasta; całą — u z n a n ą za po­
t ę p i o n ą ziemię — ekumene. U w a ż a l i , iż b e z p o ś r e d n i
k o n t a k t z sacrum może d o k o n a ć się tylko na obszarze

�I I . 8. Ilustracja w i a r y w obcowanie m n i c h ó w z a n i o ł a m i . Cenobita na rys. ubrany w sym­
boliczny ubiór mnicha: kaptur oznacza n i e w i n n o ś ć , szkaplerz — p o s ł u s z e ń s t w o , pas — m ę ­
stwo i czystość

„ d z i e w i c z y m " , nie s k a ż o n y m g r z e s z n ą d z i a ł a l n o ś c i ą l u ­
dzi. W y r u s z a j ą c w d r o g ę
na poszukiwanie
miejsc
ś w i ę t y c h w i e r z y l i , że z n a j d ą je na terenach s t a n o w i ą ­
cych anekumene: pustyniach i g ó r a c h . T a m szukali
ongiś utraconej ojczyzny Adamn, k t ó r ą teraz anachoreci — n o w i Adamowie p r a g n ę l i o d z y s k a ć . Nie było
to p r z e d s i ę w z i ę c i e n i e m o ż l i w e do s p e ł n i e n i a , albowiem
„w w y o b r a ż e n i a c h c h r z e ś c i j a n s t a r o ż y t n y c h i ś r e d n i o ­
wiecznych raj opisany w Księdze
Rodzaju
istniał w
dalszym ciągu w sensie d o s ł o w n y m . . . " .
Tyle tylko,
iż — j a k mniemano — „ d a l e k ą morza i ziemi odległoś­
cią od naszej zamieszkanej oddalony tak jest w y n i e ­
siony, że prawie aż nieba d o t y k a " .
Ostatnie słowa
tego cytatu d a j ą k o n k r e t n ą w s k a z ó w k ę d o t y c z ą c ą w y ­
b o r u odpowiedniego miejsca eremu: nowy Raj Ojców
p u s t y n i w i n i e n z n a j d o w a ć się na g ó r z e. Za t a k i m
usytuowaniem pustelni p r z e m a w i a j ą i inne w z g l ę d y .
W S t a r y m Testamencie znajduje się wiele wzmianek
w s k a z u j ą c y c h na d o n i o s ł ą r o l ę o d g r y w a n ą przez w z g ó r z a
w kontaktach Bóg — człowiek. Szczególnie góra Boża
Horeb (Synaj) b y ł a miejscem wielokrotnego k o m u n i k o ­
wania się Boga z l u d ź m i . P r z y p o m n i j m y : tu Pan uka­
zał się Mojżeszowi i w y j a w i ł m u i m i ę Swoje (Wj 3,1-—2;
3,14); t u z a w a r ł przymierze z ludem (Wj 19,18—20),
d a j ą c m u przykazania (Wj 20,2'—17); tutaj wreszcie ob­
j a w i ł się Eliaszowi ( I K r l 19,9—13). Wzniesienia były
terenem nieoficjalnych (plebejskich) f o r m k u l t u . Na
w y ż y n a c h s k ł a d a n o ofiary Jahwe; a jeden z p a g ó r k ó w
nazywano „Na w z g ó r z u Pan się ukazuje" (Rdz 22,14).
Odnowienie przymierza I z r a e l i t ó w z Bogiem d o k o n a ł o
4 9

50

51

5 2

się t a k ż e na górze zwanej G a r i z i m (Joz 8,30—35). W i e l ­
kie znaczenie w tak zdecydowanie p o z y t y w n y m w a r ­
t o ś c i o w a n i u „góry", miało skojarzenie tego k i e r u n k u
z „ n i e b e m " . K r ó t k o m ó w i ą c opozycja g ó r a - d ó ł n a l e ż y
do podstawowych kategoryzacji przestrzennych w micie
chrześcijańskim.
W modelu anachoreckim, podobnie j a k w k a ż d e j
mitycznej koncepcji przestrzeni, mamy do czynienia
z z a s a d n i c z ą jej n i e j e d n o r o d n o ś c i ą ( s e g m e n t a r n o ś c i ą ) .
Poszczególne fragmenty przestrzeni r ó ż n i ą się od siebie
stopniem ś w i ę t o ś c i . Pustelnicy c e n i ą jedynie te miejsca,
k t ó r e są daleko od ludzi (profanum) a blisko Boga
(sacrum). G ó r a najlepiej s p e ł n i a te w a r u n k i , dlatego
jest n a j c z ę s t s z y m miejscem z a k ł a d a n i a e r e m ó w .
Żywoty
Ojców
r o j ą się od p r z y k ł a d ó w to p o t w i e r d z a j ą c y c h .
Z w i ą z e k życia eremickiego z g ó r a m i b y ł w ó w c z a s tak
ścisły, że zwrot „pójść w g ó r y " b y ł (w o k r e ś l o n y m
k o n t e k ś c i e ) r ó w n o z n a c z n y z p o d j ę c i e m życia monastycz­
nego.
D r u g ą bardzo c h a r a k t e r y s t y c z n ą cechą miejsca pus­
telni było ź r ó d ł o . Koniecznie m u s i a ł o to b y ć tzw.
„źródło wody ż y w e j " czyli „ s a m o r o d n e j wody s t r u ­
m i e ń " . Trzecim elementem pustelni było d r z e w o (naj­
częściej jest to palma daktylowa), k t ó r e g o owoce sta­
n o w i ł y pokarm, a liście m o g ł y służyć za okrycie. M a m y
tu kolejne s y g n a ł y w s k a z u j ą c e jednoznacznie na to, iż
erem b y ł swego rodzaju odwzorowaniem Raju (Rdz
2,10; 2,9).
Ostatnim d a j ą c y m się w y e k s p l i k o w a ć z
Żywotów
Ojców
s k ł a d n i k i e m idealnego
miejsca pustelni była
53

из

�I I . 9. Hieronim

Bosch, Kuszenie

j a s k i n i a . P o d s u m o w u j ą c tę część naszej analizy fe­
nomenu anachoretyzmu należy p o w i e d z i e ć , że zrekon­
struowane w y ż e j miejsce eremu było w przekonaniu
p u s t e l n i k ó w terenem w y b r a n y m , lub w r ę c z specjalnie
stworzonym przez Boga dla u m o ż l i w i e n i a anachoretom
b e z p o ś r e d n i e g o z N i m k o n t a k t u . Eremici p ę d z ą c swój
samotniczy ż y w o t w t a k i m szczególnym miejscu mogli
ł a t w o o b c o w a ć z wiecznością. K r e u j ą c specyficzną cza­
s o p r z e s t r z e ń , m i t anachorecki p o w o d o w a ł , że pustelnicy
(w niej p a r t y c y p u j ą c y ) znajdowali się w swoistym s t a ­
n i e —• na granicy p o m i ę d z y z n i k o m y m ś w i a t e m do­
czesnym, a ż y c i e m wiecznym. S t ą d p r z e j ś c i e anachoret ó w do ś w i a t a pozaziemskiego było jedynie z w y k ł ą
„ f o r m a l n o ś c i ą " . Po ś m i e r c i Amona (z N i t r i i ) , św. A n t o n i
w i d z i a ł jego duszę do nieba n i e s i o n ą ; Pafnucy r ó w n i e ż
b y ł w z i ę t y do nieba przez a n i o ł ó w ; t a k ż e d u s z ę Anufa
a n i o ł o w i e tam zabrali, podobnie jak duszę — zabitego
p i o r u n e m — Szymona S ł u p n i k a . Ś m i e r ć fizyczna tak
dalece nie w y r z ą d z a ł a pustelnikom szkody, że ciała ich
nie u l e g a ł y r o z k ł a d o w i . Pozostawanie e r e m i t ó w w ,„sta144

1

św.

Antoniego

nie granicznym", m i a ł o jeszcze inny w y m i a r : n a r a ż a ł o
ich na szczególne n i e b e z p i e c z e ń s t w o ze strony demo­
nów.
H e r o i z m a n a c h o r e t ó w p o l e g a ł m.in. na t y m ,
iż u d a j ą c się na p u s t y n i ę , ś w i a d o m i e podejmowali o n i
o t w a r t ą w a l k ę z „ n i e c z y s t y m i duchami" w ich w ł a s n e j
siedzibie (Mt 12,43; Ł k 11,24). Jedynie „ a t l e c i " ascezy
„mogli się m i e r z y ć z demonami, p o n i e w a ż t y l k o oni
b y l i zdolni ujrzeć ich t w a r z ą w twarz i znieść tę strasz­
ną wizję".
Wzorem pustelniczego bohaterstwa był
A n t o n i , k t ó r y w i e l o k r o t n i e toczył z w y c i ę s k i e boje z
d i a b ł a m i : w grobowcach, ruinach zamku, na górze
Quolzem. W i e l k i asceta Szymon (zwany później S ł u p nikiem)
w s z e d ł do w y s c h ł e j studni „gdzie nieczyste
duchy m i e s z k a ł y " ;
a Euzebiusz w y z w a ł demony, osia­
d a j ą c w dawnej ś w i ą t y n i p o g a ń s k i e j . Anachoretom przy­
chodzi toczyć w a l k i z d i a b ł a m i p r z y b i e r a j ą c y m i prze­
r ó ż n e postacie: p i ę k n y c h kobiet; g a d ó w , p ł a z ó w i i n ­
nych z w i e r z ą t ; maszkar; a nawet s m o k ó w i bazylisz­
ków. Szatan, w celu osiągnięcia sukcesu, p o s ł u g u j e się
r ó ż n o r o d n y m i sztuczkami. (W charakterze ciekawostki
6 4

55

5 6

5 7

�II.

10. H i e r o n i m

Bosch, Św.

Jan Chrzciciel.
Jagnię
czystość i n i e w i n n o ś ć

podajmy, że j e d n y m ze sposobów u m o ż l i w i a j ą c y c h roz­
szyfrowanie jego p o d s t ę p ó w , jest rozpoznanie wroga po
z n a m i o n u j ą c y m go p r z y k r y m zapachu — zasadniczo róż­
n y m od p i ę k n e j woni ś w i a d c z ą c e j o obecności aniołów).
W ł a ś c i w y pustelnikom stan mediacji, nie t y l k o skazuje
ich na a t a k i ze strony d e m o n ó w , lecz daje szczególną
moc — czynienia c u d ó w . Teon, Beniamin i i n n i anachoreci m i e l i moc cudownego uzdrawiania, a Mucius
posiadł n i e z w y k ł e u m i e j ę t n o ś c i : N i l przechodził mocząc
się zaledwie do k o i a n ; przez z a m k n i ę t e d r z w i do i n ­
nych p u s t e l n i k ó w „na wyższych s k a ł a c h
siedzących
wchodził"; w d o w o l n y m miejscu natychmiast mógł się
znaleźć.
Przytoczone wyżej p r z y k ł a d y ś w i a d c z ą , że p r z e s t r z e ń
w analizowanym przez nas micie j a w i się jako a m b i ­
walentna:
poza miejscami ś w i ę t y m i , są r ó w n i e ż
miejsca zamieszkiwane przez demony (złe duchy). Ta
ambiwalencja pustyni w y r a ż a się ponadto w t y m , iż —
oprócz d e m o n ó w i dzikich z w i e r z ą t — jest ona m i e j ­
scem schronienia p r z e s t ę p c ó w . N a p i s a ł Jan Chryzostom:

symbolizuje Chrystusa

a

także

„Przed p r z y j ś c i e m Zbawiciela Jezusa Chrystusa, g ó r y
były schronieniem dla dzikich z w i e r z ą t i r o z b ó j n i k ó w ;
ale od czasu, gdy ludzie m o g ą o s i ą g n ą ć cnotę a n i e l s k ą ,
umieścili oni na szczytach swe siedziby, w k t ó r y c h na­
śladują życie a n i o ł ó w . "
Góry i pustynie z a m i e s z k u j ą
ludzie, k t ó r z y w y k l u c z y l i się ze s p o ł e c z e ń s t w a : święci
anachoreci oraz w y k l ę c i zbrodniarze. F a k t tego s ą s i a ­
dowania powoduje, że zbójca jest a n t y t e z ą pustelni­
ka. Teksty Żywotów
w i e l o k r o t n i e a k c e n t u j ą tę przeciws t a w n o ś ć . Na dowód przytoczmy (w streszczeniu) k i l k a
o p o w i a d a ń : H i l a r i o n żyje na pustyni p e ł n e j zbójców,
a gdy ci n a ń n a p a d a j ą — nasz bohater wykazuje się
n i e z w y k ł ą o d w a g ą . K i e d y na Teona chcieli n a p a ś ć roz­
bójnicy, ten ich „ c u d o w n y m sposobem z w i ą z a ł " . Ponie­
waż ojcu A m o n o w i zbójcy w y j a d a j ą pokarm, nakazuje
on d w o m smokom, aby wejścia do jaskini p i l n o w a ł y .
R ó w n i e ż pustelnika z góry Atlibens złoczyńcy napadli...
Zgodnie z f u n k c j o n u j ą c ą w ś w i a d o m o ś c i mitycznej za­
s a d ą i ten k o n f l i k t dobra ze złem, przynosi z w y c i ę s t w o
dobra: z w y c i ę ż e n i i skruszeni zbóje n a w r a c a j ą się, zo58

145

�I I . 11. Rysunek Bruegela do obrazu Kuszenie

stając m n i c h a m i — czynią p o k u t ę . P r z y k ł a d y w s p o m ­
nianych już ojców Teona i Muciusa, a ponadto Mojżesza
(czarnego n i e w o l n i k a , k t ó r y został p o t ę ż n y m hersztem,
a później w y b i t n y m mnichem) oraz D a w i d a (zakonnika
b ę d ą c e g o w c z e ś n i e j p r z y w ó d c ą bandy), dobitnie o t y m
ś w i a d c z ą . W w y m i e n i o n y c h osobach d o k o n a ł a się s y n ­
t e z a p r z e c i w i e ń s t w : zbójcy (zło) i pustelnika (dobro).
„ M e d i a c y j n o ś ć " jest w t y m przypadku niejako s p o t ę ­
gowana (w stosunku do i n n y c h O j c ó w pustyni) — stąd
ich z w i ę k s z o n a moc (patrz w y ż e j : podania o Muciusie
i Teonie).
W i e l o w ą t k o w o ś ć , w i e l o p ł a s z c z y z n o w o ś ć i wieloznacz­
ność e l e m e n t ó w m i t u , k t ó r y u s i ł u j e m y t u r o z s z y f r o w a ć ,
nakazuje p o w r ó c i ć raz jeszcze do kwestii z w i ą z k u anac h o r e t ó w z rajem. O p i s u j ą c stan n i e w i n n o ś c i i szczęśli­
w o ś c i oraz odtwarzanie sytuacji rajskiej w ideale anachoreckim, p o m i n ę l i ś m y (celowo) jeden z bardzo istot­
nych m o m e n t ó w — p i e r w o t n ą n a g o ś ć człowieka (Rdz
2,25) — do k t ó r e g o teraz zamierzamy w r ó c i ć , ażeby
w z b o g a c i ć n a s z ą i n t e r p r e t a c j ę ; n a c z e ń fenomenu pustelnictwa. Ojcom pustyni „ s t r ó j " Adama nie b y ł obcy:
pewien anachoreta przez 35 lat po p u s t y n i nago cho­
dził; jeszcze lepszy był pustelnik Sofroni, k t ó r y 70 lat
żył nago nad Morzem M a r t w y m ; inny eremita lat 50
na górze Synaj w z u p e ł n e j s a m o t n o ś c i mieszkał, j e d y ­
nie w ł a s n y m w ł o s i e m odziany.. P r z y k ł a d ó w
nagości
pustelników
jest w Żywotach
wiele. U w a ż a j ą oni,
iż ubranie to rzecz ś w i e c k a i grzeszna, k t ó r a c z ł o w i e ­
k o w i przed p o p e ł n i e n i e m grzechu b y ł a nieznana. „ O k r y ­
wanie wstydu ciała swego" — to owoc grzechu. Jed­
n a k ż e nagość posiada t u jeszcze inne znaczenie: stan
rajski jest kojarzony z ż y c i e m zgodnym z n a t u r ą .
N a t u r a l n o ś ć p u s t e l n i k ó w p o d k r e ś l a j ą m . i n . opisy sposo­
b ó w ich o d ż y w i a n i a : nagi pustelnik pasie się (!) na
t r a w i e ; wspomniany Sofroni żywił się jedynie ziołami;
Julian Sabas i jego uczniowie s p o ż y w a l i t y l k o j a r z y n y
146

św.

Antoniego

„w stanie n a t u r a l n y m " ; r ó w n i e ż Jakub Nisibita j a d a ł
w y ł ą c z n i e pokarmy r o ś l i n n e i w dodatku surowe (!).
Usytuowanie a n a c h o r e t ó w po stronie natury, widoczne
jest t a k ż e w ich relacji do z w i e r z ą t . P r z y k ł a d o w o : dzi­
ka koza uczy pustelnika r o z r ó ż n i a ć zioła; lwica zwraca
się do jednego z e r e m i t ó w z p r o ś b ą o p r z y w r ó c e n i e
wzroku jej szczeniętom.; wilczyca, k t ó r a p o p e ł n i ł a k r a ­
dzież prosi pustelnika o odpuszczenie w i n y , natomiast
sarna wskazuje miejsce, w k t ó r y m leżały zwłoki anachorety... Posiadanie u m i e j ę t n o ś c i porozumiewania się
ze z w i e r z ę t a m i pozostaje w stosunku komplementarności z niechęcią p u s t e l n i k ó w do u ż y w a n i a — b ę d ą ­
cego w y t w o r e m k u l t u r y — j ę z y k a ludzi. W i e l o m ó w n o ś ć
traktowana jest jako ciężki grzech, a milczenie u w a ż a
się za jeden ze skutecznych ś r o d k ó w p r o w a d z ą c y c h do
zbawienia. ( P r z y k ł a d e m na to może być 30-letnie m i l ­
czenie Teona). Miejsce pustelni to, z tego p u n k t u w i ­
dzenia, r ó w n i e ż element natury. Ariachoreci sypiają naj­
częściej w jaskiniach, grotach i t p . — czyli p o d s u n i ę t y c h
przez n a t u r ę miejscach — lub w r ę c z pod g o ł y m niebem.
Konkludując:
w
modelu
anachoretyzmu,
człon
pierwszy opozycji n a t u r a - k u l t u r a jest w a r t o ś c i o ­
wany dodatnio, natomiast drugi — ujemnie. Ku'.tura,
w rozumieniu O j c ó w pustyni, to efekt z a k ł ó c e n i a usta­
nowionego przez Boga ładu. Powstanie k u l t u r y łączy
się ściśle z przekroczeniem boskiego zakazu; jej naro­
dziny to dzieło ludzi skuszonych przez szatana. T y m ,
co m i ł e Bogu (święte) jest natura; natomiast k u l t u r a
jako sfera ś w i e c k a i grzeszna jest p o t ę p i o n a . Życie
zgodne z n a t u r ą , to w m n i e m a n i u p u s t e l n i k ó w , kolejna
recepta na osiągnięcie z b a w i e n i a . G w o l i ścisłości nadm i e ń m y , iż nagość poza o m ó w i o n y m i t u znaczeniami
uzasadnianymi wskazaniami p o c h o d z ą c y m i z przesz­
łości ( p o c z ą t k o w a n a g o ś ć wzmiankowana w
Księdze
Rodzaju),
oraz teraźniejszości (nagość jako znak zer­
wania z k u l t u r ą ) — ma t a k ż e uzasadnienie eschatolo59

�giczne. W jednej z apokryficznych ewangelii uczniowie
p y t a j ą Chrystusa: „Kiedy n a m się pokażesz i kiedy
Cię zobaczymy?"; na co o t r z y m u j ą o d p o w i e d ź : — „ K i e ­
dy zdejmiecie szaty i nie będziecie się w s t y d z i ć " .
C a ł k o w i t a s a m o t n o ś ć , absolutne milczenie, n a g o ś ć
itd., to raczej teoretyczne postulaty s p e ł n i a n e przez nie­
w i e l u a n a c h o r e t ó w . Rzeczywista p r a k t y k a samotnicze­
go ż y w o t a w y g l ą d a ł a nieco inaczej. Pustelnicy nie izolo­
w a l i się z u p e ł n i e od ludzi; milczenie p r z e r y w a l i cho­
ciażby dla udzielenia nauk o d w i e d z a j ą c y m ich piel­
grzymom, a ciało swoje o k r y w a l i s k ó r a m i z w i e r z ę c y m i .
S t r ó j w fenomenie
chrześcijańskiego
monastycyzmu
s p e ł n i a ł w a ż n ą f u n k c j ę , o k t ó r e j szerzej powiemy za
chwilę.
Na razie o d w o ł a j m y się raz jeszcze do m e n t a l n o ś c i
ó w c z e s n y c h c h r z e ś c i j a n . Otóż w e d ł u g w i e r z e ń s t a r o ż y t ­
nych i ś r e d n i o w i e c z n y c h w y z n a w c ó w Chrystusa, nie
wszyscy ludzie — spośród p o k o l e ń ż y j ą c y c h po grzechu
p i e r w o r o d n y m — b y l i p r z e k l ę c i . Stary Testament po­
daje, iż dwie osoby zyskały sobie szczególne uznanie
u Pana: Henoch (Rdz 5,21—24) i Eliasz (1 K r i 17 nn.;
2 K r i 1 п.). S w o i m ż y c i e m zasłużyli sobie na to, że nie
zaznali ś m i e r c i lecz b e z p o ś r e d n i o b y l i wzięci (z c i a ł e m
i d u s z ą ) do Raju. O Henochu niewiele wiadomo poza
t y m , iż żył „w p r z y j a ź n i z Bogiem a n a s t ę p n i e znikł,
bo z a b r a ł go B ó g " (Rdz 5,24). Bardziej szczegółowo
B i b l i a opisuje p o s t a ć i ż y w o t Eliasza. Jego, a t a k ż e
Elizeusza i Jana Chrzciciela u z n a j ą Ojcowie pustyni
za swych ludzkich p o p r z e d n i k ó w . Ś w i ę t o ś ć życia p r o r o ­
k ó w b y ł a poparta autorytetem ś w . P a w ł a z Tarsu,
k t ó r y w Liście do H e b r a j c z y k ó w w y r a z i ł się o nich
t y m i słowy: „...tułali się w s k ó r a c h owczych i kozich,
w nędzy, w utrapieniu, w ucisku — ś w i a t nie b y ł ich
w a r t — i b ł ą k a l i się po pustyniach i g ó r a c h , po j a s k i ­
niach i rozpadlinach ziemi" (Hbr 11,37 п.). Fragmenty
ich ż y c i o r y s ó w p r z y j ę t o za wzorzec, z k t ó r e g o korzystali
zarówno
anachoreci, j a k i cenobici. Monastycyzm
c h r z e ś c i j a ń s k i b y ł n a ś l a d o w n i c t w e m samotnictwa, u b ó s t w a , celibatu oraz pewnych i n n y c h f o r m ascezy
p r a k t y k o w a n y c h przez p r o r o k ó w (np. p o s t ó w ) .
60

W a ż k ą rolę w p o d k r e ś l a n i u b e z p o ś r e d n i e j łączności
p o m i ę d z y starozakonnymi p r o r o k a m i i c h r z e ś c i j a ń s k i m i
m n i c h a m i o d g r y w a ł s t r ó j . W 2 K r i Eliasz opisany
jest jako „człowiek w płaszczu z sierści i pasem s k ó ­
r z a n y m przepasany d o k o ł a bioder" (2 K r i 1,8). Płaszcz
Eliasza jest n a r z ę d z i e m dokonania p r z e z e ń cudu oraz —
nade wszystko — znakiem p o w o ł a n i a do s p e ł n i a n i a
f u n k c j i prorockiej, czyli aktualnego objawienia w o l i
Bożej (głoszenia Bożego słowa). K i e d y Eliasz chce prze­
k a z a ć Elizeuszowi swój charyzmat, czyni to poprzez da­
rowanie m u płaszcza, p e ł n i ą c e g o t u rolę oznaki na­
s t ę p s t w a (2 K r i 2,13). Pozostaje to w zgodzie z całą
starotestamentową
t r a d y c j ą t r a k t o w a n i a stroju jako
znaku: ubranie c z ł o w i e k a m ó w i o n i m (Syr 19,30). „ K i e ­
dy w B i b l i i otrzymuje ktoś n o w ą szatę, staje się i n n y m
c z ł o w i e k i e m . Szata jest b o w i e m odbiciem p o r z ą d k u B o ­
żego w ś w i e c i e i znakiem osoby w jej tożsamości i od­
r ę b n o ś c i " . M o t y w odmiany stroju, r ó w n o z n a c z n y z od­
m i a n ą sposobu życia, w i e l o k r o t n i e w y s t ę p u j e w
Żywo­
tach Ojców. Poza Eliaszem i Elizeuszem, r ó w n i e ż Jan
Chrzciciel — trzeci w ś r ó d p r o r o k ó w wzorzec ś w i ą t o b l i ­
wego m ę ż a — „nosił odzienie z s i e r ś c i w i e l b ł ą d z i e j
i pas s k ó r z a n y o k o ł o bioder..." (Mt 3,4; M k 1,6). O k r y ­
cie e r e m i t ó w , tzn. s k ó r a z w i e r z ę c a ( p r z e w a ż n i e — j a k
j u ż wspomniano — owcza lub kozia) w z g l ę d n i e płaszcz
z w i e l b ł ą d z i e j sierści oraz s k ó r z a n y pas — w i ą ż ą się
s w ą s y m b o l i k ą z u b i o r e m p r o r o k ó w . Ponadto i s t o t n y m
w y r ó ż n i k i e m c h r z e ś c i j a ń s k i c h s a m o t n i k ó w b y ł a laska
(najczęściej w k s z t a ł c i e greckiej l i t e r y „ T a u " ) , wzoro­
6 1

wana na lasce Elizeusza (2 K r i 4,29). Jak d o n i o s ł ą f u n k ­
cję s e m i o t y c z n ą p e ł n i ł s t r ó j , machaj zaświadczy — o p i ­
sany przez Palladiusza w Historii
Lausiaca
— przy­
padek niejakiego zakonnika (?) i m i e n i e m Serapion z
p r z y d o m k i e m Sindonita (gr. „ s m d o n " = „ p r z e ś c i e r a d ­
ło"). Nie nosił on s k ó r y , a n i laski, nic zgoła poza p r z e ś ­
c i e r a d ł e m , s ł u ż ą c y m m u za jedyne odzienie. Z tego po­
wodu — j a k podaje autor — n i k t w Atenach go nie
n a k a r m i ł . Uznano go zapewne ( i chyba słusznie) nie
za bogobojnego mnicha, lecz za jednego z licznych
wtedy, w ę d r o w n y c h a b n e g a t ó w o b r a ż a j ą c y c h opinię p u ­
b l i c z n ą i d r w i ą c y c h sobie z niej.
N a w i ą z y w a n i e do tradycji prorockiej znajduje swój
wyraz t a k ż e w stosunku p u s t e l n i k ó w do przestrzeni.
Wyżej wspomniano, że w modJiu anachoretyzmu n a j ­
bardziej cenionymi były miejsca teofanii. Teraz wypada
dodać, iż duże uznanie m i a ł y r ó w n i e ż miejsca h i e r o f a n i i : p r z e s t r z e ń z w i ą z a n a z działalnością Eliasza oraz
Elizeusza i Jana Chrzciciela. Gorę K a r m e l p r z y j ę t o za
p r z y k ł a d miejsca eremu spełniającego w p e ł n i w y m a ­
gane w a r u n k i : jest gorą, na k t ó r e j znajduje się j a s k i ­
nia, źródło wody ż y w e j (źródło Eliasza), m n o g o ś ć po­
ż y w i e n i a z ziół i owoców, a nadto zdrowe powietrze.
Pustelnicy „górę K a r m e l w uszanowaniu o s o b l i w y m
zawsze m i e l i "
i nad inne pustelnie p r z e d k ł a d a l i . To
samo dotyczy i n n y c h terenov/, k t ó r e były ozdobione
cudami p r o r o k ó w Eliasza, Elizeusza i Jana Chrzcicieia
(np. pieczary nad Jordanem, g ó r a E f r a i m itd.). W na­
ś l a d o w n i c t w i e p r o r o k ó w r ó w n i e ż nie z a b r a k ł o a k c e n t ó w
eschatologicznych. Eliasz, j a k wierzono, p r z e b y w a ł w
Raju o c z e k u j ą c n a d e j ś c i a czasów pojawienia się A n t y ­
chrysta. Wtedy m i a ł p o w r ó c i ć (wraz z Henochem —
o b r o ń c ą Żydów) na ziemię, dla wybawienia l u d z k o ś c i .
Ze tak w ł a ś n i e b ę d z i e , ś w i a d c z y ć m i a ł y s ł o w a Jezusa:
„Eliasz istotnie przyjdzie i n a p r a w i wszystko" ( M t
17,11). Jan Chrzciciel z a p o w i a d a ł pierwsze p r z y j ś c i e
Chrystusa, a Eliasz ( p o w t ó r n i e p r z y c h o d z ą c ) — p r z y j ś c i e
ostatnie. Anachoreci, w uznaniu w s p ó ł c z e s n y c h , b y l i
n o w y m i Eliaszami.
6 2

63

Na t y m zamykamy ten, z k o n i e c z n o ś c i Skrótowy,
zarys modelu c h r z e ś c i j a ń s k i e g o pustemictwa wraz z
p r ó b ą jego analizy. Do dokonanych t u i n t e r p r e t a c j i
będziemy
się o d w o ł y w a ć w zamierzonych, dalszych
szkicach t r a k t u j ą c y c h o fenomenie anachoretyzmu w i ­
dzianym przez pryzmat w s p ó ł c z e s n e j etnologii.

Zakończenie
R. Barthes n a z w a ł n i e g d y ś m i t „ s ł o w e m
nad­
m i e r n i e uzasadnionym".
T r a f n o ś ć tego s f o r m u ł o ­
w a n i a z n a l a z ł a potwierdzenie w zaprezentowanych t u
analizach m i t u samotniczego ż y w o t a . Z p e w n o ś c i ą nie
w y c z e r p a l i ś m y wszystkich m o ż l i w y c h jego interpreta­
cji — nie było to naszym zamiarem. C h c i e l i ś m y przed­
s t a w i ć pewne — naszym zdaniem i n t e r e s u j ą c e — zja­
wisko i p o k a z a ć , ż e fenomen anachoretyzmu jest zagad­
n i e n i e m s p o ł e c z n y m oraz k u l t u r o w y m , w i ę c t a k ż e etnologicznym, a nie (jak chcieliby n i e k t ó r z y )
chorobą
umysłowo^religijną.
84

65

Za p o d j ę c i e m przez etnologię b a d a ń nad proble­
m a m i z w i ą z a n y m i z pustelnictwem, zachęcająco prze­
mawia m . i n . specyfika jej przedmiotu i metod. E t n o ­
logia jest n a u k ą s y t u u j ą c ą często przedmiot swoich za­
i n t e r e s o w a ń na r ó ż n e g o rodzaju pograniczach. A n a ­
choreci e g z y s t u j ą poza s t r u k t u r a m i społeczności ś w i e c ­
kiej i k o ś c i e l n e j ; żyją w i ę c niejako na marginesie spo­
ł e c z e ń s t w a , na peryferiach k u l t u r y . J u ż przez ten fakt
s t a n o w i ą z a j m u j ą c y m a t e r i a ł dla e t n o l o g ó w l u b i ą c y c h

147

�b a d a ć zjawiska pozornie marginalne, k t ó r y c h w ł a ś c i w e
miejsce i ranga w systemie k u l t u r y uwidacznia się do­
piero z zajmowanego przez nich stanowiska poznaw­
czego.
P r z y k ł a d o w o : historycy piszący o pustelnictwie nie
bardzo m o g ą p o r a d z i ć sobie z k w e s t i ą olbrzymiego
autorytetu i p o p u l a r n o ś c i a n a c h o r e t ó w w ś r ó d szerokich
rzesz s p o ł e c z n y c h .
(Aspołeczność p u s t e l n i k ó w dotyczy­
ła z e w n ę t r z n e j formy życia, a nie sposobu o d d z i a ł y w a ­
n i a ) . " Ich w y j a ś n i e n i a s p r o w a d z a j ą się do wskazywa­
nia na ludowy charakter genezy m o n a s t y c y z m u ,
naj­
częściej bez precyzowania na czym (poza r e k r u t o w a ­
n i e m się m n i c h ó w z w a r s t w y chłopskiej), ta l u d o w o ś ć
m i a ł a b y polegać.
66

68

Dla zrozumienia zasygnalizowanego problemu nie­
odzownym jest p r z y j ę c i e perspektywy etnologicznej, z
k t ó r e j w i d a ć , iż ujawniona s t r u k t u r a pustelnictwa po­
zostaje w relacji homologicznej w z g l ę d e m ś w i a t o p o g l ą ­
du mitycznego. W y r a ź n i e wyszło to przy o m a w i a n i u
stosunku a n a c h o r e t ó w do przestrzeni i czasu. Wykaza­
liśmy j a k d o n i o s ł ą p e ł n i ł y te kategorie f u n k c j ę w rea­
lizacji i d e a ł u samotniczego ż y w o t a .

PRZ

1

T e r m i n „ a n a c h o r e t y z m " pierwotnie był synoni­
mem „ e r e m i t y z m u " oraz „ m o n a c h i z m u " i o z n a c z a ł zja­
wisko życia w odosobnieniu. Z czasem znaczenia grec­
kich w y r a z ó w „ m o n a c h ó s " , „ e r e m i t e s " , „ a n a c h o r e t e s " ,
k t ó r y m i o k r e ś l a n o ludzi p r o w a d z ą c y c h życie samotni­
cze czyli p u s t e l n i k ó w , uległy ewolucji i z r ó ż n i c o w a n i u .
„ M n i c h " p r z y j ą ł się jako nazwa członka w s p ó l n o t y
klasztornej (cenobitalnej f o r m y monastycyzmu), cenob i t y . „ E r e m i t a m i " nazywa się przede w s z y s t k i m przed­
stawicieli w s p ó l n o t pustelniczych (typu kameduli, k a r ­
tuzi itp.). Synonimem „ p u s t e l n i k a " pozostał w ł a ś c i w i e
jedynie „ a n a c h o r e t a " . P o n i e w a ż w okresie, k t ó r e g o do­
tyczy szkic pierwszy pojęcia mnicha, eremity, anachor e t y i pustelnika b y ł y r ó w n o z n a c z n e , zasadniczo u ż y ­
w a ć ich b ę d ę w y m i e n n i e .
2

T i m o n z A t e n , zwany Mizantropem, syn Echekratidesa. Żył w V w . p.n.e. ( z m a r ł przed 414 г.). J u ż od
I V stulecia przed nar. Chrystusa b y ł p o p u l a r n ą p o s t a c i ą
l i t e r a c k ą , bohaterem w i e l u dzieł dramatycznych. M . i n .
Szekspir u c z y n i ł go t y t u ł o w ą p o s t a c i ą jednej ze swych
sztuk.
Za p r z y k ł a d buddyjskiej ascezy typu pustelni­
czego może posłużyć ż y w o t Milarepy opisany w : W. Y.
Evans — Wentz, Tibet's
Great Yogi Milarepa,
Oxford
1973
Zob.: M . Eliade, Yoga: Immortality
and
Freedom,
New Y o r k 1958
Por.: С. L e v i — Strauss, Myśl nieosmojona,
War­
szawa 1969, s. 100, 102 et passim.
J. Parandowski, Gustaw Flaubert,
Warszawa 1948,
s. 4
I n t e r e s u j ą c ą a n a l i z ę twórczości Flauberta, w szcze­
gólności Kuszenia
Świętego
Antoniego
przeprowadza:
J. Bem, Desir et savoir
dans I'aeuvre
de
Flaubert,
Universite de L i l l e 1979
Zob.: Vitae
Patrum
sive
historia,e
eremiiicae.
L i b r i decem, PL, t. L X X I I I — L X X I V , Parisiis 1879. Ży­
woty Ojców zostały p r z e t ł u m a c z o n e na język polski w
X V I I w i e k u przez ks. Sebastiana Piskorskiego, w y d .
w K r a k o w i e w 1688 r. Dzieło s k ł a d a się z trzech części
oraz dodatku. Część p i e r w s z ą s t a n o w i ą żywoty m n i c h ó w
m.in. Atanazego, Hieronima, Pafnucego i i n . Druga
część to ..apoftegmaty" czyli n a u k i Ś w i ę t y c h S t a r c ó w ,
zebrane przez r ó ż n y c h a u t o r ó w . Na część t r z e c i ą s k ł a ­
dają się trzy „ h i s t o r i e " : Palladiusza Historia
Lausiaca,
Teodoreta z K y r r o s Historia
pobożna
oraz Jana Mos3

4

6

8

7

8

148

1

To samo dotyczy ludowej w i z j i ś w i a t a , w k t ó r e j
„nie ma i d e a ł u oderwanego od przestrzeni i czasu. Rze­
czy w a ż n e m o g ą i p o w i n n y w ostatecznym r a c h u n k u
b y ć w a ż n e t a k ż e w przestrzeni i czasie. C z ł o w i e k f o l ­
k l o r u wymaga przestrzeni i czasu po to, by się urze­
c z y w i s t n i ć , mieści się w nich c a ł k o w i c i e , są b o w i e m
jego
żywiołem".
Wyobrażenia
czasoprzestrzenne
o k r e ś l a j ą m i t y c z n ą t r e ś ć anachoretyzmu, r ó ż n ą od zra­
cjonalizowanych koncepcji ó w c z e s n y c h elit intelektual­
nych. Mnisi, podobnie jak i liczni podówczas pielgrzy­
m i mniemali, że empiryczna p r z e s t r z e ń jest ś r o d k i e m
do n a w i ą z a n i a k o n t a k t u z Bogiem (sacrum). Odmienne
p o g l ą d y głosili reprezentanci n u r t u elitarnego w r e l i g i i
c h r z e ś c i j a ń s k i e j u w a ż a j ą c y , że „ z m i a n a miejsca nie po­
woduje p r z y b l i ż e n i a do Boga...".
Anachoretyzm (oraz monastycyzm w ogóle) dzięki
p o w i n o w a c t w u z systemem myśli mitycznej, u c h r o n i ł
c h r z e ś c i j a ń s t w o — w okresie jogo formowania — przed
zbyt w i e l k i m w p ł y w e m spekulacji filozoficznej, odci­
n a j ą c katolicyzm np. od w y d u m a n y c h nadmiernie teorii
gnostyckich.
R ó w n i e ż pod t y m w z g l ę d e m rola feno­
menu monastycyzmu nie została dotychczas w p e ł n i do­
ceniona, ale to już temat na inne opowiadanie.
89

7 0

71

PISY

chosa Łąka duchowa zwana Nowym Rajem.
Dodatkiem
jest Jana biskupa Jerozolimy O postanowieniu
pierw­
szych zakonników...
W dalszej części niniejszego a r t y k u ­
łu o d w o ł y w a ł się b ę d ę do tego t ł u m a c z e n i a .
P o w s t a ł o ok. 376 r. Zob.: Vita s. Pauli primi
eremitae, PL, t. X X I I I , Parisiis 1883, s. 18—30
Napisane ok. 390—391 r. Zob.: Vita Malchi
monachi captivi, j . w . , s. 55—62
Ok. 391 r. Zob.: Vita s. Hilarionis
eremitae, j . w . ,
s. 30—54
Vita s. O n u p h r n ;
Vita
s. Pachomii;
Vita
sAbrahae i in., PL, t. L X X I I I , s. 213—294
Historia
monachorum,
j . w . , s. 707—735
Historia Lausiaca, j . w . , s. 1066
Philotheus,
sive Theophiles,
PL, t. L X X I V , s.
1—118
Pratum Spirituale,
j . w . , s. 119—243
Verba seniorum, PL, t. L X X I I I , s. 735—1066
Por.: M . Starowieyski, Świętość
w życiu i myś­
lach pustelników
egipskich IV wieku, W nurcie
zagad­
nień posoborowych,
Warszawa 1972, s. 370 n.
A. Camus, Eseje, Warszawa 1971, s. 554
M . Starowieyski, Świętość
w życiu
i
myślach...,
dz. cyt., s. 369
C. Levi-Strauss, Smutek tropików,
Warszawa 1964,
s. 136
A.S. A t i y a , Historia Kościołów
Wschodnich,
War­
szawa 1976, s. 18
Masowe ucieczki na p u s t y n i ę u w a ż a n e są za
p o c z ą t e k ruchu monastycznego. O d n o ś n i e miejsca jego
zainicjowania i s t n i e j ą dwie teorie. „Dyfuzjoniści" u w a ­
żają, iż do powstania i krystalizacji
monastycyzmu
doszło w Egipcie, skąd z o s t a ł przeniesiony na inne te­
reny. Zwolennicy konkurencyjnej hipotezy głoszą, że
monastycyzm n a r o d z i ł się n i e z a l e ż n i e od siebie w ta­
kich krajach j a k : Egipt, Syria, Palestyna. Dla nas p r o ­
blem absolutnego p o c z ą t k u zjawiska c h r z e ś c i j a ń s k i e g o
monachizmu — t r u d n y do jednoznacznego rozstrzyg­
nięcia — nie jest zbyt istotny. S k ł o n n i j e s t e ś m y przy­
c h y l a ć się do p o g l ą d u , że ze w z g l ę d u na s y t u a c j ę h i ­
s t o r y c z n ą jaka w y t w o r z y ł a się w Egipcie, tam n a j p r ę ­
dzej dojrzały w a r u n k i do zainicjowania tego ruchu.
Na temat p o c z ą t k ó w monastycyzmu zob.: W . H . Mackean,
Christian
Monasticism
in Egypt
to the Close of the
Fourth
Century, London 1920; t a k ż e : J. Bremond, Les
peres du desert, Paris 1927; t a k ż e : К . Heussi, Der Urs9

1 0

1 1

1 2

13

14

16

18

17

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

�prung des Mónchtums,
Tubingen 1936; t a k ż e : J. Leroy,
Moines et monasteres du Proche — Orient, Paris 1958;
t a k ż e : A . Voobus, A History of Asceticizm
in the
Syrian
Orient: A Contribution
to the History
of Culture
in
the Near Eeast, t. I — I I , [ w : ] Corpus Scriptorum
Christianorwm Orientalism,
nr nr 184, 197, L o u v a i n 1953, 1960
Liczba m n i c h ó w , z powodu braku wiarygodnych
źródeł, jest bardzo trudna do ustalenia. W e d ł u g p r z y ­
b l i ż o n y c h danych w Egipcie — w okresie n a j w i ę k s z e j
f a l i monastycyzmu — było ich k i l k a d z i e s i ą t tysięcy.
Por.: E.R. Hardy, Christian
Egypt, Church
and
People,
New Y o r k 1952, s. 92
W literaturze przedmiotu często m o ż n a znaleźć
pogląd, że masowe ucieczki na p u s t y n i ę w czasie gdy
c h r z e ś c i j a ń s t w o stało się r e l i g i ą p a ń s t w o w ą , b y ł y w y ­
razem protestu przeciwko
kompromisowi
Kościoła z
p a ń s t w e m oraz n a r a s t a j ą c e m u k l e r y k a l i z m o w i i stop­
niowemu wypaczaniu i d e a ł u c h r z e ś c i j a ń s k i e g o . Zob.: A .
Harnach, Das Monchtum,
seine Ideale und seine
Geschichte, Giessen 1901; t a k ż e : H.B. W o r k m a n , The
Evo­
lution of the Mlonastic Ideal from the Earliest
Times
down to the Coming of the Friars, L o n d o n 1927, s. 14;
także: M . Simon, Cywilizacja
wczesnego
chrześcijań­
stwa, I—IV
w., Warszawa 1979, s. 357; t a k ż e : T. M a n ­
teuffel, Zakony Kościoła
katolickiego
do polowy
XIV
теки,
[ w : ] Szkice
z dziejów
papiestwa,
Warszawa
1958, s. 3
K r y t y c z n e o m ó w i e n i e liczby m n i c h ó w zawiera
praca: D. Savramis, Zur Soziologie
des
byzantinischen
Mónchtums,
Leiden/Koln 1962, s. 53 n.
Szeroko pisze o t y m J. K ł o c z o w s k i w swym zna­
k o m i t y m dziele. Zob.: J. K ł o c z o w s k i , Wspólnoty
chrześ­
cijańskie,
K r a k ó w 1964, s. 138 n.
Obok tych d w ó c h zasadniczo odmiennych postaci
monastycyzmu, w y s t ę p u j e jeszcze forma p o ś r e d n i a —
w s p ó l n o t a anachorecka. Pustelnicy — uczniowie skupiali
się wokół anachorety — mistrza zwanego „ojcem" lub
,starcem", z dodaniem „święty". T a k i „ a b b a " cieszył
się s z c z e g ó l n y m autorytetem ( p r z y w ó d z t w o charyzma­
tyczne) i o p i n i ą świętości. A r c h i t e k t o n i c z n y m odzwier­
ciedleniem zbiorowo — eremickiej f o r m y monachizmu
jest l a u r ą (ławra, ł a w r a ) . Por.: J. K ł o c z o w s k i ,
Wspól­
noty chrześcijańskie,
dz. cyt., s. 60 n . Ponadto i s t n i a ł a
zapewne n i e m a ł a ) grupa tzw. m n i c h ó w w ę d r o w n y c h .
Niemal wszyscy pisarze k o ś c i e l n i w y ż e j o c e n i a j ą
c e n o b i t a l n ą f o r m ę monastycyzmu. T y l k o Jan
Kasjan
zdaje się bardziej cenić anachorelyzm. Zob.: Jan Kasjan,
Rozmów
dwadzieściacztery,
t. I I , P o z n a ń 1929, s. 243
Por.: M . Borkowska OSB, M n i s i — szaleńcy
hie­
rarchii wartości,
„ Z n a k " nr 318, g r u d z i e ń 1980, s. 1543
Okres oczekiwania eschatologicznego w przeko­
naniu, że drugie n a d e j ś c i e Zbawiciela n a s t ą p i r y c h ł o ,
t r w a ł od czasów A p o s t o ł ó w . Dopiero św. Augustyn, po­
w o ł u j ą c się na zdanie z Pisma św. (Dz I , 7), u s i ł o w a ł
p o d w a ż y ć tę p o w s z e c h n ą p e w n o ś ć .
Przypomnijmy, że w B i b l i i brak jest b e z p o ś r e d ­
nich w z o r c ó w ś w i ę t y c h ludzi i nie ma ich k u l t u . T r a ­
dycja uwielbienia m ę c z e n n i k ó w s t a n o w i ł a niejako pre­
cedens c h r z e ś c i j a ń s k i e j koncepcji ś w i ę t y c h .
Jan Moschos, Łąka duchowa, [ w : ] Żywoty
Ojców,
dz. cyt., s. 774
Jarl biskup Jerozolimy, O postanowieniu
pierw­
szych zakonników,
[iv:] j . w . , s. 843
Por.: P. Nagel, Die Wiedergewinnung
des
Paraćieaes durch
Askese,
„ F o r s c h u n g e n und F o r t s c h r i t t e "
34, 1960, s. 375 n.
Por.: A . Guriewicz, Kategorie
kultury
średnio­
wiecznej,
Warszawa 1976, s. 266 n. Dla
anachoretów
praca fizyczna b y ł a u m a r t w i e n i e m . Zob.: Nauki
świę­
tych Starców,
dz. cyt., s. 427. W Żywotach
Ojców w y ­
s t ę p u j ą fragmenty, k t ó r e w s k a z u j ą na
kształtowanie
się odmiennego stosunku do pracy c e n o b i t ó w . Zob.:
Nauki svjiitych
Starców,
dz. cyt., s. 446
Poza wspomnianym już t ł u m a c z e n i e m S. Piskor­
skiego, u k a z a ł się p r z e k ł a d tego fragmentu autorstwa
S. Hammera ( „ M e a n d e r " 1, 1946, s. 49—51) przedruko­
wany t a k ż e przez A . Bobera (Antologia
Patrystyczna,
s. 277 п.), oraz p r z e k ł a d M . Starowieyskiego, „ Z n a k "
252(6), czerwiec 1975, s. 802 л.
Schemat c h r z e ś c i j a ń s k i e j koncepcji historii m o ż ­
na p r z e d s t a w i ć n a s t ę p u j ą c o : stworzenie ś w i a t a i pier­
wotna szczęśliwość c z ł o w i e k a ; grzech p i e r w o r o d n y i od­
dalanie się ludzi od Boga; pierwsze przyjście Chrystusa
i odkupienie ludzkości; okres oczekiwania na p o w t ó r n e
przyjście i na koniec ś w i a t a ; drugie przyjście Z b a w i ­
ciela i k r ó l e s t w o m e s j a ń s k i e ; Sąd Ostateczny i p o w r ó t
2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

3 1

3 5

3 3

3 7

3 8

człowieka do Boga.
Średniowieczni
historiografowie
dokonywali nieco innych p o d z i a ł ó w dziejów (np. P a w e ł
Orozjusz w Historia
adversus
paganos dzieli h i s t o r i ę
ś w i a t a na cztery okresy, a Augustyn w s w y m
Państwie
Bożym
na sześć epok), lecz t r e ś ć zasadnicza jest iden­
tyczna. Por.: A. Guriewicz, Kategorie..., dz. cyt., s. 123 п.;
t a k ż e : J. Le Goff, Kultura
średniowiecznej
Europy,
Warszawa 1970, s. 169 п.; t a k ż e : Z Kuderowicz,
Filo­
zofia dziejów.
Rozwój
p r o b l e m ó w i stanowisk,
Warsza­
wa 1973, s. 9 n.
Por.: Jan Moschos, Łąka
duchowa, dz. cyt., s.
741. Nawiasem m ó w i ą c , nasuwa się t u pewne skojarze­
nie p o m i ę d z y p o s t ę p o w a n i e m a n a c h o r e t ó w i d z i a ł a l ­
nością s t a r o ż y t n y c h Egipcjan, k t ó r z y — zgodnie z k o n ­
cepcją ł a d u (Maat) — w i n n i b y l i swym życiem p r z y ­
w r a c a ć zachwiany stan w naturze i s p o ł e c z e ń s t w i e .
Zob.: S. Morenz, Bóg i człowiek
w starożytnym
Egipcie,
Warszawa 1972, s. 112 et passim.
Charakter o s t r z e ż e n i a ma np. historia o Eronie
z A l e x a n d r a , k t ó r e m u zgniły i o d p a d ł y genitalia jako
k a r a za s p ó ł k o w a n i e . Zob.: Palladiusz, Historia Lausiaca,
dz. cyt., s. 629
Jan Moschos, Łąka duchowa, dz. cyt., s. 817; to
samo w t ł u m . M . Starowieyskiego: „ Z n a k " 252(6), czer­
wiec 1975, s. 808
Por.: M . Bachtin, Problemy
literatury
i
estetyki,
Warszawa 1982, s. 352
Por.: P. Nagel, Die Motiuierung
der Askese
in
der Alten Kirche
und der Ursprung
des
Mónchtums,
B e r l i n 1966
Nie tylko Orygenes p o t r a k t o w a ł d o s ł o w n i e to zda­
nie. W „ Ż y w o t a c h O j c ó w " wspomina się z a r ó w n o o po­
jedynczych mnichach-kastratach, jak i o klasztorach
r e z a ń c ó w . Zob.: Jan Moschos, Łąka duchowa, dz. cyt.,
s. 782, 795, 800 et passim. R ó w n i e ż w innych miejscach
Pisma ś w i ę t e g o znaleźć m o ż n a twierdzenia p r e f e r u j ą c e
b e z ż e n n o ś ć (np. I K o r 7,1).
Jan Moschos, Łąka duchowa, dz. cyt., s. 741
M . Bachtin, Problemy literatury...,
dz. cyt., s. 334
T. Mann, Józef i jego bracia, t. I , Historie
Jakubowe. Młody Józef, Warszawa 1967, s. 25
t a m ż e , s. 24
„Droga" w ó w c z e s n y m ś w i a t o p o g l ą d z i e poza sen­
sem d o s ł o w n y m m i a ł a t a k ż e znaczenie p r z e n o ś n e : b y ł a
d u c h o w y m poszukiwaniem, por.: A . Guriewicz,
Kate­
gorie..., dz. cyt., s. 76
J. K ł o c z o w s k i ,
Wspólnoty
chrześcijańskie...,
dz.
cyt., s. 155
Jan biskup Jerozolimy, O postanowieniu...,
dz.
cyt., s. 844
To i n a s t ę p n e zdania, p o z o s t a j ą w ścisłym z w i ą z ­
k u z zagadnieniem m o t y w a c j i w micie. Zob.: R. Barthes, Mit i znak, Warszawa 1970, s. 44 n.
Por.: A . Guriewicz, Kategorie...,
dz. cyt., s. 74
W m y ś l zasad magii A l k m e n y , Por.: L . Stomma,
Słońce rodzi si% 13 grudnia, Warszawa 1981, s. 31 n.
P. Evdokimov, Prawosławie,
Warszawa 1964, s. 110
Tzw. s ł u p n i c y (stylici) to pustelnicy, k t ó r z y przez
długie okresy mieszkali w c a ł k o w i t y m odosobnieniu na
szczytach kolumn lub na specjalnie w t y m celu zbu­
dowanych filarach. Ta forma ascetyzmu n a r o d z i ł a się
w S y r i i , a p r z e t r w a ł a na Wschodzie przez wiele w i e ­
k ó w . Zob.: H . Delahaye, Les Saints Stylites,
„Subsidia
Hagiographica", X I V , Bruxelles — Paris 1923; t a k ż e :
J. K ł o c z o w s k i , Wspólnoty..., dz. cyt. s. 60; t a k ż e , A.S.
A t i y a , Historia
Kościołów...,
dz. cyt., s. 161
Zob.: Żywoty
Ojców, dz. cyt., s. 113
Cyt. za: J. K ł o c z o w s k i ,
Wspólnoty...,
dz. cyt.
s. 148
Analogiczne (w p e w n y m sensie) poglądy na w a r ­
tość natury o d n a l e ź ć m o ż n a w dziełach J.J. Rousseau.
U w a ż a ł on, że natura — pojmowana jako stan pier­
wotny — jest najdoskonalsza. Rousseau w i e l b i ą c n a t u r ę ,
r ó w n o c z e ś n i e p o t ę p i a k u l t u r ę . „Wszystko jest dobre, gdy
wychodzi z r ą k b t w ó r c y , wszystko się paczy w r ę k a c h
c z ł o w i e k a " . (Na marginesie dodajmy, że stworzona m u
przez przyjaciół siedziba, nazwana została Eremitage).
Zob.: W. Tatarkiewicz, Historia filozofii,
Warszawa 1959,
s. 207 n.
N i e k t ó r z y Ojcowie Kościoła t r a k t u j ą jako przed­
c h r z e ś c i j a ń s k i c h ś w i ę t y c h m.in. Sokratesa, Platona i
Senekę.
R. Przybylski, K u b r a k pośmiewiska,
„ Z n a k " 310,
k w i e c i e ń (4) 1980, s. 442
Żywoty
Ojców, s. 841
3 0

4 0

4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

4 6

4 7

4 8

4 9

5 0

5 1

5 2

5 3

5 4

5 5

5 6

5 7

5 8

5 9

6 0

6 1

62

149

�6 3

M o t y w ten r o z w i j a j ą iiczne pisma apokryficzne
(m.in. ewangelie). Zob.: „ Z n a k " 275, maj (5) 1977, s.
555 n .
R. Barthes, Mit i znak, dz. cyt., s. 49
Zob.: J. P t a ś n i k , Kultura
wieków
średnich,
War­
szawa 1925, s. 37
Zob.: J. K ł o c z o w s k i , Wspólnoty...,
dz. cyt., s. 59,
184 et passim, t a k ż e : T. Manteuffel, Zakony..., dz. cyt.,
s. 14; t a k ż e : J. Wierusz K o w a l s k i , Monastycyzm
wczes­
nochrześcijański
[ w : j Katolicyzm s t a r o ż y t n y , Warszawa
1969, s. 372 n.
Nie zgadzam się z tezami D. Savramisa w tej
k w e s t i i . Por.: tegoż, dz. cyt., s. 10 п., 81, 90 et passim.
6 4

6 5

6 6

6 7

6 8

Zob.: J. K ł o c z o w s k i , Wspólnoty...,
dz. cyt., s. 49,
53; t a k ż e : J. Wierusz K o w a l s k i , Monastycyzm
wczesno­
chrześcijański,
dz. cyt., s. 370 п.; t a k ż e : M . Simon,
Cywilizacja...,
dz. cyt., s. 360 n .
M . Bachtin, Problemy..., dz. cyt., s. 356
Grzegorz z Nyssy, Wybór
Pism, Warszawa 1963,
s. 228
Ciekawe b y ł o b y p o r ó w n a n i e koncepcji n i e k t ó r y c h
sekt gnostyckich (np. a d a m i t ó w ) i pewnych p o g l ą d ó w
heretyckich z I I I i I V stulecia, z fenomenem anacho­
retyzmu. N i e w ą t p l i w i e istniało między n i m i wiele ele­
m e n t ó w w s p ó l n y c h , niemniej jednak anachoreci ucho­
dzili od p o c z ą t k u za w i e l k i c h w r o g ó w h e r e t y k ó w . Por.
Żywoty
Ojców, dz. cyt., s. 743 et passim.
6 9

7 0

7 1

Fot.: Z. Zagajewski
Wszystkie

reprodukowane

ryciny

pochodzą

z dzieła

Solitude.

J . i R. Sadelerów, Wenecja 1600

1
I I . 1. Brat Urban, franciszkanin o p i e k u j ą c y się (w okresie od maja do ś w . Michała) „Puszczą bł. Ja­
na z D u k l i " . I I . 2. Sw. Andrzej Ś w i e r a d . Zaostrzone p r ę t y m a j ą r a n i ć z n u ż o n e snem ciało, podob­
nie — zawieszone nad g ł o w ą kamienie
150

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8605" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8583">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3225152c518d926e25d6be0e9f2a9f45.pdf</src>
        <authentication>c6882be0f82450128aa9d38e96a88234</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102769">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3367</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102771">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102773">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3155</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102775">
                <text>Pustelnicy - ludowi święci / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102777">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4, s.151-162</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102779">
                <text>Węglarz, Stanisław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102781">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102783">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102785">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102792">
                <text>Stanisław Węglarz

PUSTELNICY - LUDOWI ŚWIĘCI
MONASTYCYZM A EWANGELIZACJA EUROPY

W ś r e d n i o w i e c z n e j Europie d o k o n a ł a się swoista
mutacja c h r z e ś c i j a ń s t w a : z r e l i g i i w a r s t w plebejskich,
k t ó r e n a r z u c i ł y j ą cesarzowi i klasom p a n u j ą c y m , prze­
kształciło się w „ n o w e c h r z e ś c i j a ń s t w o " . C h r y s t i a n i ­
zacja s p o ł e c z e ń s t w Zachodu o d b y w a ł a się zasadniczo
d r o g ą „ o d g ó r n ą " . Decyzję o p r z y j ę c i u nowej r e l i g i i po­
dejmowali w ł a d c y — d o c e n i a j ą c y korzyści p ł y n ą c e z
p r z y j ę c i a chrztu dla k s z t a ł t u j ą c y c h się m o n a r c h i i feu­
dalnych — a wraz z n i m i ich najbliższe otoczenie.
Dopiero w drugiej kolejności n a s t ę p o w a ł y — bardzo
często dokonywane p r z e m o c ą — masowe chrzty pozo­
stałej ludności. Zastosowanie takiej „ m e t o d y misyjnej"
oznaczało katolicyzację
czysto f o r m a l n ą :
nawracana
l u d n o ś ć z a c h o w y w a ł a wierzenia, o b r z ę d y i zwyczaje
przedchrześcijańskie.
Z p r z y w i ą z a n i a w a r s t w l u d o w y c h do tradycyjnych
k u l t ó w z d a w a ł sobie s p r a w ę p a p i e ż Grzegorz I W i e l k i
(590—604), autor programu ekspansji Kościoła r z y m ­
skiego, k t ó r y w y z n a c z y ł k i e r u n k i p o l i t y k i papiestwa
na najbliższe w i e k i *. Zalecał cn misjonarzom, ażeby
nie l i k w i d o w a l i p o g a ń s k i c h miejsc i t e r m i n ó w ś w i ą t
kultowych, lecz adaptowali je do potrzeb c h r z e ś c i j a ń ­
s t w a . J e d n a k ż e inicjatywa misyjna Grzegorza I nie
s t a n o w i ł a n o v u m w zakresie takiej formy ewangeliza­
cji Zachodu. Palma p i e r w s z e ń s t w a w tej dziedzinie
przypada m n i c h o m . W drugiej połowie I V stulecia
na terenie G a l i i działa M a r c i n — m n i c h p r a k t y k u j ą c y
przez pewien czas pustelnictwo na wysepce G a l l i n a r i a
(koło Genui) i późniejszy biskup z Tours — inicjując
w i e l k i ruch monastyczny . Jest on misjonarzem sto­
s u j ą c y m praktycznie a d a p t a c y j n ą f o r m u ł ę
upowszech­
niania c h r z e ś c i j a ń s t w a : na miejscu ś w i ą t y ń p o g a ń s k i c h
wznosi kościoły i k a p l i c e . Na p o c z ą t k u V w i e k u w
Prowansji, na wyspie L ć r i n s , eremita Honorat z a k ł a d a
klasztor b ę d ą c y w a ż n y m
ośrodkiem
chrystianizacji
Około 415 r. t a k ż e w Prowansji (Marsylia) Jan Kasjan
organizuje klasztor pod wezwaniem św. W i k t o r a . W i ­
d o w n i ą n a j w i ę k s z e g o rozwoju liczebnego m n i c h ó w staje
i

3

4

5

e

7

się w V w i e k u I r l a n d i a . Preferowane w i r y j s k i m monachizmie idee zbiorowego eremityzmu znakomicie p r z y ­
s t o s o w a ł y się do starych w i e r z e ń celtyckich i t a m t e j ­
szej s t r u k t u r y s p o ł e c z n e j . Irlandzcy mnisi r e a l i z u j ą c
ascetyczny
nakaz „ w ę d r ó w e k dla Boga"
prowadzili
a k t y w n ą działalność m i s y j n ą i w k r ó t c e schrystianizow a l i celtyckich S z k o t ó w oraz P i k t ó w . N a s t ę p n i e misjo­
narze iroszkoccy podjęli a k c j ę e w a n g e l i z a c y j n ą w ś r ó d
A n g l o s a s ó w i dokonali i n w a z j i na kontynent, gdzie sta­
r a j ą c się o jak n a j s k u t e c z n i e j s z ą
infiltrację
religii
c h r z e ś c i j a ń s k i e j do ś w i a t o p o g l ą d u nawracanego ludu,
p r ó b o w a l i m . i n . obcy dla n e o f i t ó w ś w i a t pojęć c h r z e ś ­
c i j a ń s k i c h w y r a z i ć w miejscowym s ł o w n i c t w i e °.
C h a r a k t e r y s t y c z n ą cechą wczesnego monastycyzmu
zachodniego jest r o z m a i t o ś ć jego f o r m . Obok zorga­
nizowanych w s p ó l n o t klasztornych
istnieje
mnóstwo
w ę d r o w n y c h a s c e t ó w (gyrowagów), p u s t e l n i k ó w (rekluzów), „świętych ż e b r a k ó w " itp. Biskupi u s i ł u j ą zwal­
czać „ l u ź n y c h " m n i c h ó w ; p o w s t a j ą u c h w a ł y s y n o d ó w
m a j ą c e na celu ograniczenie ich i l o ś c i . W p o s t ę p u j ą ­
cym procesie unifikacji życia monastycznego
główną
rolę przyszło o d e g r a ć regule ś w . Benedykta z N u r s j i .
Poza t r a d y c y j n y m i cnotami i o b o w i ą z k a m i c e n o b i t ó w
jak czystość, u b ó s t w o ( w s p ó l n o t a d ó b r ) , p o s ł u s z e ń s t w o ,
k ł a d z i o n o w niej duży nacisk na p r z y w i ą z a n i e mnicha
do domu zakonnego (stabilitas l o c i ) . Poparta zdecy­
dowanie przez papiestwo, a później przez odnowione
cesarstwo k a r o l i ń s k i e , r e g u ł a b e n e d y k t y ń s k a
zaczyna
d o m i n o w a ć od V I I s t u l e c i a . Dla nas istotne jest, iż
klasztory b e n e d y k t y ń s k i e często z a k ł a d a n o na miejscach
p r z e d c h r z e ś c i j a ń s k i c h k u l t ó w , m a j ą c y c h t r a d y c j ę i po­
pularnych w ś r ó d okolicznej l u d n o ś c i .
Nawet tak p o b i e ż n y szkic historyczny pokazuje, że
w procesie krzewienia c h r z e ś c i j a ń s t w a poprzez akomodację — wzajemne przystosowywanie r e l i g i i c h r z e ś c i ­
j a ń s k i e j i w i e r z e ń p o g a ń s k i c h — o l b r z y m i ą rolę ode­
grał monastycyzm. Zrodzona na Wschodzie ideologia
odosobnienia została wykorzystana w charakterze „ i n 8

1 0

11

12

13

14

151

�П. 3. Fot. XVII-wiecznego obrazu J ę d r z e j a Ż u r a w k a z kościoła parafialnego w Opatowcu nad Wisłą.
Ptak — ż u r a w — p r z y n o s i ć m i a ł r y b y eremicie I I . 4. Obraz w T r o p i u , o ś r o d k u najżywszego k u l t u
Swierada w Polsce. Przedstawia Andrzeja Swierada oraz jego towarzysza Benedykta

strumentu misyjnego" do chrystianizacji s p o ł e c z e ń s t w
Zachodu. W kolebce c h r z e ś c i j a ń s t w a i monastycyzmu,
skalisto-piaszczyste obszary p u s t y ń s t a n o w i ł y k r ó l e s t w o
szatana, miejsce schronienia dzikich bestii oraz złoczyń­
ców (zbójców i b a r b a r z y ń s k i c h n o m a d ó w ) . M n i s i do­
konali „ o s w o j e n i a " tych t e r e n ó w : przeobrazili d z i k ą
p u s t y n i ę w obszar święty.
Na Zachodzie a n a l o g i c z n ą rolę — przestrzeni obcej
i wrogiej — spełnia las, b ę d ą c y „ p u s t y n i ą " ś r e d n i o ­
wiecznej Europy. Aż do k a r c z u n k ó w późnego ś r e d n i o ­
wiecza (i dłużej jeszcze) las dominuje w zachodnioi ś r o d k o w o e u r o p e j s k i m krajobrazie. P o k r y w a on zdecy­
d o w a n ą większość jej powierzchni. „Kiedy kończy się
las, z a c z y n a j ą się pieszczyste pustkowia, bagna, torfo­
w i s k a " . L u d z k i e osiedla, otoczone polanami upraw­
nej ziemi, b y ł y oddalonymi od siebie oazami w ś r ó d roz­
ległych lasów. M i e s z k a ń c ó w w i ę k s z y c h osad Europy
p o ł u d n i o w e j , o b y w a t e l i cywilizowanego ( = w y k a r c z o wanego) ś w i a t a , las p r z e r a ż a . J a w i się i m jako miejsce,
w k t ó r y m żyją dzikie z w i e r z ę t a (wilki!), u k r y w a j ą się
czyhający na w ę d r o w c ó w bandyci. Las jest r ó w n i e ż
siedzibą sił nieczystych, p o g a ń s k i c h d e m o n ó w oraz ich
barbarzyńskich wyznawców.
15

M a j ą c y w i e l k i e d o ś w i a d c z e n i e w walce z t y m i nie­
b e z p i e c z e ń s t w a m i atleci ascozy doskonale nadawali się
do podjęcia z a d a ń misyjnych. N i e m a ł ą f u n k c j ę w t y m
zakresie spełnili t a k ż e pustelnicy, k t ó r z y pomimo nie­
zbyt korzystnego dla siebie k h m a t u (tendencji l i k w i datorskich ze strony b i s k u p ó w ) , przez całe ś r e d n i o ­
wiecze „są wciąż obecni, wciąż n i e p o k o j ą i fascynu­
j ą " . W i ę c e j , b y w a j ą okresy szczególnego nasilania
się r u c h ó w eremickich. Idee życia samotniczego bardzo
i e

152

1 7

się p o p u l a r y z u j ą w wiekach X — X I I .
Eksplozja erem i t y z m u w X stuleciu łączy się m.in. z przepowiada­
n y m na rok 1000 k o ń c e m ś w i a t a . Z tego r u c h u pustel­
niczego w X I w i e k u f o r m u j ą się eremickie zakony
kontemplacyjne
(kameduli, k a r t u z i , wallombrozjanie
i in.) niemniej wciąż istnieje „ n i e p r z e l i c z o n e m n ó s t w o
s a m o t n i k ó w — p u s t e l n i k ó w i pustelniczek — z w i ą z a ­
nych bardzo luźno z j a k ą ś r e g u ł ą i c a ł y m kościelnym
systemem..." . Dla nas najbardziej i n t e r e s u j ą c e jest
spotkanie tendencji e r e m i c k i i ń r potrzebami misyjny­
m i °.
Dla etnologów kusząca jest hipoteza, iż z a l u d n i a j ą ­
cy lasy c h r z e ś c i j a ń s k i e j Europy pustelnicy nie osiedlali
się w miejscach przypadkowych. S ą d z i m y , że ze w z g l ę ­
du na a n a c h o r e c k ą wizję p r z e s t r z e n i , bardzo p r a w ­
dopodobne jest z a k ł a d a n i e e r e m ó w w miejscach, k t ó r e
już b y ł y u w a ż a n e za szczególnie sakralne: na g ó r a c h ,
przy źródłach, kamieniach, drzewach... Pustelnicy c h r y stianizowali b y ć może takie miejsca przez transpozy­
cję, n a d a j ą c i m nowy sens. W taki sposób ł a t w i e j mogli
p o w o d o w a ć , p r z y k ł a d e m swojego życia, stopniowe zmia­
ny w m e n t a l n o ś c i o k r e ś l o n y c h społeczności lokalnych,
a k c e p t a c j ę n o w y c h treści. Oczywiście zanim doszło do
pełniejszego przyswojenia przez k u l t u r ę l u d o w ą r e l i g i i
c h r z e ś c i j a ń s k i e j , m i a ł a ona t r w a ć w synkretycznej sym­
biozie z w i e r z e n i a m i p o g a ń s k i m i jeszcze przez długie
wieki .
P o ś r e d n i c h ś l a d ó w owych skomplikowanych pro­
cesów s p r ó b u j e m y p o s z u k a ć w historycznym, hagiograf i c z n y m oraz etnograficznym materiale d o t y c z ą c y m po­
staci k i l k u — bliskich sercom m i e s z k a ń c ó w Podkar­
pacia — ś w i ę t y c h p u s t e l n i k ó w . Zajmiemy się a n a l i z ą
pewnych „ m i t ó w l o k a l n y c h " z a w i e r a j ą c y c h
etiologię
1S

19

2

21

2 2

�przestrzeni geograficznej. M i t y te t ł u m a c z ą elementy
przestrzeni h i s t o r i ą lub l e g e n d ą (mogącą b y ć czasami
p r a w d z i w s z ą od historii), k t ó r a je u k s z t a ł t o w a ł a . Naz­
w y miejscowości, o k r e ś l e n i a miejsc, ich w y g l ą d , cha­
rakterystyczne cechy itp., z n a j d u j ą o b j a ś n i e n i e w zda­
rzeniach, k t ó r e się tam ongiś r o z e g r a ł y .
23

Takie m i t y p r z e k s z t a ł c a j ą
amorficzną
przestrzeń
fizyczną w u p o r z ą d k o w a n ą , z r o z u m i a ł ą , „ s w o j s k ą " prze­
s t r z e ń k u l t u r o w ą . Elementy tej „ u s e n s o w i o n e j " prze­
strzeni f u n k c j o n u j ą w danym systemie s p o ł e c z n o - k u l t u r o w y m jako znaki i tak też należy je t r a k t o w a ć , zys­
k u j ą c „sposób badania zjawisk społecznych i ś w i a d o ­
m o ś c i o w y c h w y c h o d z ą c y od ich obiektywnych przeja­
wów..." .
2 4

I I . 5. Pustelnik Swierad, r z e ź b a z 1830 r. w y k . przez
ludowego a r t y s t ę , Kaplica św. Swierada w Tropiu

Chrzest źródeł, drzew i kamieni
Nad Dunajcem, w pobliżu Jeziora Czchowskiego,
leży wieś Tropie. Tutaj „każdy z a k ą t e k , k a ż d a ścieżka,
k t ó r ą w ę d r u j e m y nad brzegiem rzeki przez las, drży
o p o w i e ś c i a m i o ś w . Swieradzie
zwanym
Jędrzejem
Ż ó r a w k i e m , pustelniku ż y j ą c y m na p r z e ł o m i e X i X I
w i e k u " . Swierad (ur. około 980 г., zm. w r. 1034),
pierwszy ś w i ę t y polskiego pochodzenia (kanonizowany
w 1083 г.), uznawany jest za postać h i s t o r y c z n ą .
Je­
d y n y m historycznym ź r ó d ł e m informacji o n i m jest V i t a
napisana przez Maurusa
biskupa
Pięciukościołów.
Dziełko to traktuje o ostatnich latach życia ś w . Swierada czyli okresie, w k t ó r y m — pod zakonnym i m i e ­
n i e m Andrzeja — p r z e b y w a ł w pustelniach:
opodal
klasztoru b e n e d y k t y ń s k i e g o na górze Zobor (koło N i t r y )
oraz na Skałce nad Wagiem niedaleko Trenczyna (Sło­
wacja).
Tamtejsza tradycja łączy z jego imieniem
m.in. p i e c z a r ę i źródło na górze Zobor, a t a k ż e g r o t ę
(ze ś l a d a m i k r w i i o t w o r a m i p o s i a d a j ą c y m i moc lecze­
nia chorych r ą k ) w S k a ł c e . Przy czym erem w S k a ł c e
kojarzony jest r ó w n i e ż z osobą ś w . Benedykta, pustelni­
ka i m ę c z e n n i k a , ucznia S w i e r a d a . O św. Benedykcie
wspomnimy p ó ź n i e j , teraz w r ó ć m y do k u l t u A n d r z e j a -Swierada w T r o p i u , a l b o w i e m r z e c z y w i ś c i e „kult t r o p ski jest w y j ą t k o w o p a s j o n u j ą c y m tematem dla hagiologa-etnografa" . Najstarsze dane ź r ó d ł o w e dotyczące
h i s t o r i i k u l t u na t y m terenie pochodzą od Jana D ł u ­
gosza.
Z jego relacji w y n i k a , że już w połowie X V
w i e k u i s t n i a ł a w T r o p i u pustelnia Swierada i ż y w e
było przekonanie o jego pobycie w tych stronach. H i ­
storycy piszący o św. Swieradzie p r z y j m u j ą , iż bogactwo
tradycji miejscowej w p o ł ą c z e n i u z i n f o r m a c j ą D ł u ­
gosza, dają d o s t a t e c z n ą p o d s t a w ę do uznania, że rzeczy­
wiście działał on t u t a j .
L u d o w e podanie głosi, iż w
miejscu eremu Swierada i s t n i a ł n i e g d y ś p o g a ń s k i gaj
i ś w i ą t y n i a . G d y w t y m lokalnym ośrodku przed­
c h r z e ś c i j a ń s k i e g o k u i t u p o j a w i ł się nasz pustelnik, n i k t
z m i e s z k a ń c ó w nie chciał m u udzielić
schronienia
i przed bezdomnym Swieradem pękł d ą b , aby w jego
dziupli mógł o s i ą ś ć .
Z b u d o w a ł t u kaplicę, w y c i n a ł
drzewa w lesie (zwanym przez długi czas „puszczą
Swierada"), uczył uprawy r o l i i e w a n g e l i z o w a ł t u b y l ­
ców.
W y s t ę p u j e więc w miejscowym folklorze r e l i g i j ­
n y m w charakterze swoistego bohatera kulturowego.
2 S

26

27

2 8

w i e l k ą pieczarę, k t ó r a s p e ł n i a ć m i a ł a funkcję
łoża.
W zbudowanej t u kaplicy 16 lipca o d b y w a j ą się u r o ­
czystości odpustowe k u czci ś w . ą t e g o , na k t ó r e rokrocz­
nie p r z y b y w a j ą rzesze okolicjnych m i e s z k a ń c ó w . Po­
wyżej kaplicy, w odległości k i l k u d z i e s i ę c i u k r o k ó w znaj­
duje się źródło, z k t ó r e g o pustelnik pijał w o d ę . W e d ł u g
powszechnej
opinii ma ona
własności
lecznicze .
Sprzeczne są p o g l ą d y na temat miejsca pochodzenia
S w i e r a d a . D l a nas i n t e r e s u j ą c y jest fakt, iż p o m y ł k a
M a r c i n a Baroniusza z a i n s p i r o w a ł a r o z w ó j k u l t u A n d r z e ja-Swierada (vel J ę d r z e j a Ż u r a w k a ) w Opatowcu nad
W i s ł ą . Jeszcze w pierwszych d z i e s i ą t k a c h X X w i e k u
wskazywano t a m cudowne źródełko, koło k t ó r e g o ere­
mita miał mieć swoją p u s t e l n i ę .
3 8

3e

40

4 1

4 S

2 e

30

I I . 6. Cudowne źródełko św. Swierada

31

3 2

33

?5

CG

Przypisuje się m u t a k ż e moc czynienia c u d ó w . W e d ­
ług relacji M a r c i n a Baroniusza z J a r o s ł a w i a w dniu
16 lipca 1569 г., kiedy to „ h e r e t y c y " napadli na p r o ­
cesję tutejszej ludności ś w . Swierad zjawił się z k i j e m
ognistym w dłoni i p r z e g n a ł „ n i e g o d n y c h l u t e r a n ó w " ,
w i e l u na ś m i e r ć p o r a ż a j ą c . Siadem tego wydarzenia
jest odcisk stopy świętego na Krzemiennym głazie.
3 7

Zasadniczym jednak dowodem pobytu Swierada w
T r o p i u (poza s z c z ą t k a m i d ę b u ) jest s k a ł a t w o r z ą c a nie-

153

�I I . 7. „Ci święci — to b y l i a r t y ś c i
— najcudniejsze ustronia obierali
sobie za siedzibę. To wzgórze z
kapliczką (...) owiane czarem prze­
cudnych w i d o k ó w — tak p r z y k u ­
wa myśl i serce, iż nie dziw, że
pustelnik t u pozostał, jako w m i e j ­
scu, gdzie Bóg m i a ł być wszyst­
kim..." ( M . S a n d o z ó w n a )

Cytowany M a r c i n Baran p r z y c z y n i ł się r ó w n i e ż do
s p o t ę g o w a n i a lokalnego k u l t u innego pustelnika o i m i e ­
n i u Just. Z a n o t o w a ł on na p r z e ł o m i e X V I i X V I I w i e k u
w Vitae sanctorum
quatuor fratrum Polonorum
eremitarum Camaldulensium
confesscrum...,
że w e d ł u g re­
lacji ludu z tych okolic gdzie żył święty Just, m i a ł on
p u s t e l n i ę na górze Ł o b z ó w i był towarzyszem Swiera­
da.
B r a k jest innych źródeł historycznych ś w i a d c z ą ­
cych o a u t e n t y c z n o ś c i tej postaci.
Najprawdopodob­
niej i n s p i r a c j ą dla religijnego f o l k l o r u b y ł a legenda
świętego Jodoka, pustelnika ryjącego na terenie Nor­
mandii w V I I wieku, k t ó r y mógł b y ć d r u g o r z ę d n y m
patronem tutejszej p a r a f i i .
Współcześnie na wzgórzu
nad Dunajcem (koło T ę g o b o r z a przy Jeziorze R o ż n o w ­
skim), w miejscu pustelni Justa, znajduje się otoczony
starymi l i p a m i drewniany kościółek. „Opowieść o jego
życiu i cudach nabiera innej b a r w y ; w t y m otoczeniu,
na tle miejscowej przyrody, treść jej staje się bliska,
bardziej w z r u s z a j ą c a " .
Pomimo, że tuż obok prze4 3

41

46

46

154

I

biega r u c h l i w a szosa łącząca Brzesko z N o w y m S ą c z e m ,
podczas budowy k t ó r e j zasypano s t u d z i e n k ę z c u d o w n ą
w o d ą — źródło świętego Justa ". Lecz legenda wciąż
t r w a dlatego, że jest zawsze p i ę k n a i bliższa sercu n i ż
r z e c z y w i s t o ś ć . 8 w r z e ś n i a k a ż d e g o r o k u (dzień odpustu)
zbiera się t u po k i l k a tysięcy ludzi, nie tylko z bliska
ale i z dalszych okolic, a ż e b y czcić p a m i ę ć swojego
świętego.
Trzecim pustelnikiem, l u d o w y m ś w i ę t y m czczonym
w tych stronach jest święty Urban (Urbanek, j a k piesz­
czotliwie go t u z w ą ) . M i e s z k a ł on w lasach koło I w k o wej na w z g ó r z u i przy źródle, z k t ó r e g o woda „od nie­
p a m i ę t n y c h c z a s ó w " b y ł a u w a ż a n a za skuteczny ś r o d e k
na chore oczy, g a r d ł o i „różne d e f e k t a " . K u l t ś w i ę ­
tego Urbanka t r w a tutaj od bardzo dawna pomimo,
iż „postać pustelnika Urbana nie znajduje potwierdze­
nia w ż a d n y c h , nawet p ó ź n y j h ź r ó d ł a c h . . . " . Prawdo­
podobnie cześć dla Urbanka jest l o k a l n y m w a r i a n t e m
rozpowszechnionego w całej Europie k u l t u świętego
4

48

49

�Kapliczka murowana, postawiona w X V I I I w. na miejscu pustelni Swierada: i l . 8. ryc. z p r z e ł o m u X I X i X X w.;
i l . 9. Współczesny w y g l ą d kaplicy. T y l n ą ścianą stanowi głaz, t w o r z ą c y n i e w i e l k ą g r o t ę

Urbana. Ten kanonizowany p a p i e ż (pontyfikat w l a ­
tach 222—230) czczony b y ł jako patron w i n n i c , b o w i e m
dzień uroczystości patronalnej świętego Urbana I (25
maja) kojarzony b y ł z r o z m a i t y m i zwyczajami r o l n i ­
czymi, zwłaszcza u p r a w ą w i n o r o ś l i .
Od p r z e ł o m u X V I i X V I I stulecia tradycja ludowa
łączy w y r a ź n i e tych trzech p u s t e l n i k ó w : Swierada, Justa i U r b a n k a . U w a ż a n i są za w s p ó ł c z e s n y c h sobie t o ­
warzyszy (czy nawet braci): „mieszkali o n i na w z g ó r ­
kach, tak że się mogli w i d z i e ć "
oraz „jedno źródło
m i e l i , jeśli k t ó r e m u z a b r a k ł o wody, to do drugiego
p r z y s z e d ł i ten m u j ą posłał c u d o w n y m s p o s o b e m " .
W ogóle „lud rzewnem podaniem r o z j a ś n i a ich serdecz­
ny stosunek s ą s i e d z k i " .
Zgodnie z w c z e ś n i e j s z ą
zapowiedzią,
poświęćmy
jeszcze k i l k a słów ś w i ę t e m u B e n e d y k t o w i . Biskup M a u rus pisze o n i m , że b y ł uczniem Andrzeja-Swierada
i ś w i a d k i e m jego heroicznego ż y w o t a .
Po śmierci
mistrza, przez trzy lata samotnie m i e s z k a ł w grocie
na S k a ł c e . P r z y c h o d z ą c y m do niego ludziom udzielał
rad i pomocy. Z n a ł się na właściwościach leczniczych
ziół, k t ó r y m i k u r o w a ł ludzi i z w i e r z ę t a . Pewnego razu
napadli n a ń zbójcy, uprowadzili, a n a s t ę p n i e zamordo­
w a l i i ciało w r z u c i l i do Wagu. Dopiero po d ł u ż s z y m
czasie n i e t k n i ę t e zwłoki odnaleziono w wodzie, za
wskazaniem o r ł a .
K u l t Benedykta został
zaaprobo­
wany na synodzie w ę g i e r s k i m w 1083 r. Jest czczony
szczególnie na W ę g r z e c h , Słowacji i Morawach. Nato­
miast w Polsce aż do X V I wieku nie z a c h o w a ł y się
ż a d n e ślady k u l t u świętego Benedykta. Dopiero od tego
stulecia k u l t w y s t ę p u j e zawsze łącznie z k u l t e m A n d r z e ­
ja-Swierada.
W literaturze przedmiotu łączy sio. nie­
kiedy Benedykta z dwoma p o z o s t a ł y m i towarzyszami
Swierada, lub u t o ż s a m i a z j e d n y m z Pięciu Braci M ę ­
czenników.
60

61

5 2

и

5,1

5 5

5 6

57

5 8

Z p o ł u d n i o w e j strony Karpat p r z e n i e ś m y się p o ­
nownie na polskie Podkarpacie, t y m razem o k i l k a ­
d z i e s i ą t k i l o m e t r ó w na p o ł u d n o w y wschód od naddunajeckiej okolicy wyznaczonej i r ó j k ą t e m T r o p i e - S w i ę t y
Just-Iwkowa, w Beskid Niski. Około trzech k i l o m e t r ó w
w k i e r u n k u p o ł u d n i o w y m od D u k l i , w pobliżu masywu
Cergowej, „na Z a ś p i c i e " znajduje się sanktuarium zwa­
ne „puszczą b ł o g o s ł a w i o n e g o Jana z D u k l i " . O życiu
i działalności bł. Jana nie ma wiele danych historycz­
nych. Urodził się b y ć m o ż e w r o k u 1414 w D u k l i . Jego
lata dziecięce i m ł o d o ś ć są okryte t a j e m n i c ą . Zapewne
około 1435 r. w s t ą p i ł do f r a n c i s z k a n ó w , gdzie dał się
p o z n a ć m.in. jako zdolny kaznodzieja. W 1463 r. roz­
począł się b e r n a r d y ń s k i okres jego ż y w o t a monastycz­
nego, k t ó r e g o większość spędził we L w o w i e . Z m a r ł
29 w r z e ś n i a 1484 r. N i e m a l nazajutrz po pogrzebie roz­
poczyna się k u l t Jana z D u k l i , oficjalnie zaaprobowany
w 1733 r. L u d o w a warsja Hagiografii b ł . Jana —
uchwytna w ź r ó d ł a c h od X V I I stulecia — podaje, że
w młodości był on pustelnikiem w lasach koło D u k l i .
Tradycja miejscowa wskazuje lokalizację d w ó c h jego
e r e m ó w : na Zaśpicie oraz u p o d n ó ż a góry Cergowej
(przy „złotej studzience"). „ N a j p i e r w m i e s z k a ł błogosła­
wiony Jan z D u k l i przez jeden sezon na Cergowej,
k o ł o złotego ź r ó d e ł k a . Potem m u s i a ł s t a m t ą d odejść, bo
j a k się modlił to pastuchy r z u c a ł y w niego kamienia­
m i . P r z e n i ó s ł się na górę Zaszpit i b y ł tu trzy lata.
Tutaj też w y k o p a ł ź r ó d e ł k o . Oba są bardzo popularne
u l u d z i " . Ojciec Cz. Bogdalski O F M (który na prze­
ł o m i e X I X i X X w i e k u z e b r a ł „bardzo s k r z ę t n i e wszel­
kie opowieści o b ł o g o s ł a w i o n y m Janie, k u r s u j ą c e w ży­
wej tradycji w okolicach Krosna i D u k l i " ) wspomina
m.in., że niedaleko K o m b o r n i jest źródło z w o d ą o
u z d r a w i a j ą c e j mocy. Przy n i m m i a ł odpoczywać J a n .
Z a s ł y n ą ł on r ó w n i e ż i n n y m i c u d a m i .
;

6 9

6 0

6 1

82

63

155

�K o l e j n y m etapem naszej w ę d r ó w k i ś l a d a m i pustel­
niczych tradycji b ę d z i e malownicza okolica nad rzecz­
k ą S t r a d o m k ą . Od wsi D ą b i e na p ó ł n o c y do Wierzbanowej na p o ł u d n i u , ciągnie się p o r o ś n i ę t y lasami długi
w a ł górski, z trzema w y b i t n i e j s z y m i
wzniesieniami:
Grodziskiem, Księżą i Cietniem. U p o d n ó ż a wschod­
nich s t o k ó w Księżej leży n i e z w y k ł a osobliwość p r z y ­
rodnicza — Diabelski K a m i e ń . Stanowi go s p ę k a n a ł a ­
wica ciężkowickiego piaskowca o długości 55 m , wyso­
kości ponad 17 m i 12 do 25 m szerokości. D i a b l i K a ­
m i e ń w podaniach miejscowej ludności kojarzony jest
z działalnością sił nadprzyrodzonych, zwłaszcza diabel­
skich. „ J a k budowali klasztor w Szczyrzycu, to d i a b e ł
chcąc p r z e s z k o d z i ć w budowie w z i ą ł głaz i niósł na
klasztor, żeby go zniszczyć. Kiedy z n a j d o w a ł się już
blisko Szczyrzyca zapiał k u r , złe moce p r z e s t a ł y dzia­
łać, diabeł upuścił k a m i e ń . Teraz leży tutaj i są na
n i m widoczne ślady p a z u r ó w diabelskich".
64

Dodajmy, że na P o g ó r z u znajduje się wiele podob­
nych m a s y w ó w skalnych. Należą do nich m . i n . tzw.
Kamienie B r o d z i ń s k i e g o w pobliżu L i p n i c y M u r o w a n e j
oraz skalne „grzyby", z k t ó r y m i są z w i ą z a n e analo­
giczne legendy. W bliskiej odległości od w s i Leksandrowa, na w z g ó r z u Bukowiec leży oryginalny grzyb
skalny, zbudowany z k i l k u ł a w i c piaskowcowych o r ó ż ­
nej odporności, przy czym czapa grzyba jest z materia­
łu najbardziej odpornego. Podanie głosi, że k a m i e ń ten
opuścił na ziemię w czasie piania koguta diabeł, k t ó r y
chciał n i m p r z y w a l i ć klasztor k a r m e l i t ó w w N o w y m
Wiśniczu.
We wschodniej części rezerwatu „Diable
S k a ł y " koło w s i Bukowiec (Pogórze Ciężkowickie), ster­
czy k i l k u n a s t o m e t r o w y skalny „ d i a b e ł " . W dolnej części
skały są o d c i ś n i ę t e diabelskie szpony, w k t ó r y c h b y ł a
niesiona z W ę g i e r , zanim upuszczono j ą na głos p i e j ą ­
cego koguta. Inne podanie o t y m głazie m ó w i , iż służył
on za p o g a ń s k i c h czasów jako o ł t a r z c a ł o p a l n y .
Rów­
nież na Jaworzynie K r y n i c k i e j znajduje się diabelski
k a m i e ń w k s z t a ł c i e grzyba, o k t ó r y m k r ą ż y podobna
legenda (diabeł chciał n i m n a k r y ć k r y n i c k i e źródła
lecz gdy zapiał k u r , m u s i a ł go p r z e d w c z e ś n i e zrzucić
na z i e m i ę ) . W y l i c z a n k ę t a k ą
m o ż n a by jeszcze długo
k o n t y n u o w a ć , użyjemy jedna* „ b r z y t w y Okhama", gdyż
nie w n i o s ł a by ona wiele nowego.
65

66

e7

l e g ł y m echem podobnej f u n k c j i kamienia. Przyznajemy,
że nasza hipoteza b r z m i dość r y z y k o w n i e . J e d n a k ż e
szczęśliwie dla nas, w sukurs d o m y s ł o m e t n o l o g ó w i d ą
d o m y s ł y a r c h e o l o g ó w . W 1952 л działała na tych tere­
nach n i e w i e l k a ekspedycja archeologiczna, w y k o n u j ą c
powierzchniowe badania w trzech obiektach (Grodzis­
ko, Klasztorzysko, D i a b l i K a m i e ń ) , nazwanych umow­
nie z e s p o ł e m poznachowickim . W s t ę p n e badania prze­
prowadzone przy D i a b l i m K a m i e n i u , u j a w n i ł y dwie
w a r s t w y k u l t u r o w e . Wykonano tu m . i n . m a ł ą o d k r y w ­
kę w u r w i s k u , z n a j d u j ą c elementy ceramiki (zaliczonej
do typu ł u ż y c k o - p o m o r s k i e g o ) , p o ł u p a n e kości zwie­
rzęce oraz p e w n ą ilość w ę g i e l k ó w . Na podstawie do­
konanych u s t a l e ń , A. Ż a k i wysnuwa
przypuszczenie
o istnieniu w Podkamieniu miejsca k u l t o w e g o . Su­
geruje on ponadto k o n i e c z n o ś ć przeprowadzenia dal­
szych b a d a ń , przy innych tego typu grzybach skalnych.
Nałożenie się d o m y s ł u a r c h e o l o g ó w na h i p o t e z ę etnologiczną dodatkowo j ą uprawdopodabnia. Niestety frag­
m e n t a r y c z n o ś ć m a t e r i a ł ó w nie pozwala nam, w c h w i l i
obecnej, u z n a ć jej za u d o w o d n i o n ą . W k a ż d y m razie
utrzymujemy, że istnienie miejsca kultowego przy D i a b ­
l i m K a m i e n i u jest m o ż l i w e , n możliwość nie należy do
kategorii m a ł o prawdopodobnych. Dodamy jeszcze, iż
na szczycie Diablego K a m i e n i a znajduje się — z pew­
nością nienaturalna — w n ę k a , z u t r z y m u j ą c ą się w niej
stale w o d ą o p a d o w ą ( „ m a r t w a w o d a " ) .
K o ń c z ą c tę d y g r e s j ę o diabelskich kamieniach na­
leży wreszcie w y j a ś n i ć , dlaczego ją t u w ogóle po­
czyniono. Jaki to ma z w i ą ż e * z pustelnikami? Otóż
w ł a ś n i e w Podkamieniu zlokalizowany jest, zamieszki­
w a n y nieprzerwanie od p o c z ą t k u X I X w i e k u , prze­
p i ę k n i e p o ł o ż o n y erem. O jego historii i czasach obec­
nych napiszemy w i n n y m a r t y k u l e . Teraz
chcemy
s t w i e r d z i ć jedynie, że drewniany krzyż umieszczony
na szczycie Diablego K a m i e n i a tuż obok pustelni, ma
w y m o w ę głębokiego („dającego wiele do m y ś l e n i a " ,
choćby o t r w a ł o ś c i pewnych s t r u k t u r ) symbolu i spina
k l a m r ą nasze — p e ł n e dywagacji — r o z w a ż a n i a na
temat pustelnictwa w r e l i g i j n y m folklorze.
n

74

75

7e

77

0 3

Wydaje się, iż przytoczone
przykłady
(pomimo
skromnej ilości) u p o w a ż n i a j ą do stwierdzenia, że w l u ­
dowych podaniach d o t y c z ą c y c h diabelskich k a m i e n i w y ­
r a ż a się ich mediacyjny charakter (jednoczą opozycje
typu: diabeł, siła niszczycielska, noc, obcość, zło —
klasztor, kreacja, dzień, swojsicość, dobro itp.). P o t w i e r ­
dzeniem tej tezy jest t a k ż e fakt, że często głazy takie
b y ł y wykorzystywane jako „ n a t u r a l n e " granice teryto­
rialne . Szczególnie w y r a ź n i e w i d a ć to na p r z y k ł a d z i e
naszego głównego bohatera, Diablego Kamienia spod
Szczyrzyca, k t ó r y s t a n o w i ł miejsce graniczne p o m i ę d z y :
p o s i a d ł o ś c i a m i , osiedlami, wsiami, ziemiami, powiatami,
gminami, w o j e w ó d z t w a m i i Bóg wie czym jeszcze.
W Podkamieniu
schodzi się tak wiele granic, iż ś m i a ­
ło m o ż n a D i a b l i K a m i e ń n a z w a ć „ w ę z ł e m granicznym"
lub „ g r a n i c ą granic". Owa, tak s p o t ę g o w a n a , graniczn o ś ć " w płaszczyźnie horyzontalnej, prowokuje do po­
stawienia hipotezy o jego meciiacyjności w płaszczyź­
nie w e r t y k a l n e j ; k a ż e się z a s t a n o w i ć nad wykorzysta­
niem Diablego K a m i e n i a do r c l i ł ą c z n i k a z rzeczywis­
tością t r a n s c e n d e n t n ą ( n a d p r z y r o d z o n ą ) . Na k o r z y ś ć do­
m y s ł u o u ż y w a n i u Diablego K a m i e n i a dla celów k u l t u ,
przemawia zanotowana w X I X w i e k u tradycja istnie­
nia w t y m miejscu pradawnej ś w i ą t y n i „ s ł o w i a ń s k i e g o
bożyszcza P e r u n a " . Wspomniane wyżej podanie o jego
z w i ą z k u z siłami diabelskimi, także mogło by b y ć o d ­
6 9

Pustelnictwo a religijność

ludowa

P r z y s z ł a pora na podjęcie p r ó b y k r ó t k i e g o podsu­
mowania oraz s f o r m u ł o w a n i a przynajmniej n i e k t ó r y c h
spośród n a s u w a j ą c y c h się w n i o s k ó w . Trzeba dodać, że
nie jest to podsumowanie p i l n e — to u m i e ś c i m y w
epilogu szkiców o pustelnictwie, po Obrazkach z życia
pustelników.
W y p u n k t u j e m y więc k i l k a konkluzji.
Po pierwsze, wszystkie — f u n k c j o n u j ą c e
głównie
w folklorze r e l i g i j n y m — legendy o pustelnikach za­
c z e r p n ę l i ś m y ze stosunkowo niewielkiego obszaru Po­
górza Karpackiego. W y n i k a z tego, że tereny te są bar­
dzo bogate w tradycje erenvekie. S t ą d nasz postulat
podjęcia szerszych b a d a ń etnograficznych nad t y m te­
matem.

70

7 1

72

156

Po w t ó r e , we wszystkich podaniach m a j ą c y c h z w i ą ­
zek ze zjawiskiem pustelnictwa ciągle p o w t a r z a j ą się
pewne charakterystyczne miejsca, b ę d ą c e znakiem (śla­
dem i symbolem) działalności e r e m i t ó w . Dla uprosz­
czenia u j m i j m y tę k w e s t i ę w f o r m i e n a s t ę p u j ą c e j ta­
belki:
Wypada zaznaczyć, że powyższa tabelka ma jedynie
p o g l ą d o w y charakter i nie aspiruje do statystycznego
zestawienia. J e d n a k o w o ż dość ewidentnie z niej w y n i ­
ka, iż z miejscem pobytu p u s t e l n i k ó w kojarzone są
przede wszystkim źródła i kamienie (wzgórza, skały,
groty). Bardzo silne jest przekonanie o szczególnej
„ c u d o w n o ś c i " tych miejsc,

�Nazwa eremu
(określenie
miejscowości
związanej z
działalnością
eremitów)

Imię pustelnika
kojarzonego
z danym
eremem

1

Zobor

Swierad

+

+

+

2

Skałka

Swierad,
Benedykt

—

""Г

+

Lp.

3

źró­
dło

Swierad
Tropie
Opatowiec

Swierad

5

Hw. Just

Just

6

Iwkowa

Urbrnek

7

Zaśpi t

8

Cergowa

9

Podkamień

4

Charakterystyczne
miejsca

Jan z Dukli
- "

1

+

Występowanie
przekonania
o sakralności
kamień
miejsca pobytu
(wzgórze,
pustelnika
grota)

drze­
wo

+

+

+

—

—
4-

+

+
1

+

i

~ь

i

+

M o ż n a w y s n u ć z tego kolejny wniosek: działalność
p u s t e l n i k ó w nie łączy się z d i w o l n y m i (przypadkowy­
mi) miejscami. W z w i ą z k u z t y m mamy n a s t ę p u j ą c e
możliwości:
a — pustelnicy osiadali w miejscach p r z e d c h r z e ś c i j a ń ­
skiego k u l t u , c h r y s t i a n i z u j ą c je przez
transpo­
zycję;
b — z a k ł a d a l i eremy w miejscach o już w y r o b i o n y m
znaczeniu (niekoniecznie k u l t o w y m ) , n a d a j ą c i m
nowe t r e ś c i ;
с — ze w z g l ę d u na a n a c h o r e c k ą wizję idealnego eremu
(góra, jaskinia, źródło, drzewo), zamieszkiwali w
miejscach „ ś w i a t o p o g l ą d o w o o b o j ę t n y c h " dla l o k a l ­
nej społeczności, semantycznie je n a z n a c z a j ą c do­
piero swoją działalnością;
d —• wszystkie trzy w a r i a n t y są prawdopodobne i po
trosze prawdziwe.
G ł ó w n i e ze w z g l ę d u na brak odpowiednio szerokiej
bazy m a t e r i a ł o w e j , k t ó r a notabene jest n i e m o ż l i w a do
zdobycia, musimy t r w a ć w sferze d o m y s ł ó w . S ą d z i m y ,
że najbliższa prawdy jest wersja kompromisowa: dzię­
k i bliskiej ś w i a t o p o g l ą d o w i mitycznemu koncepcji prze­
strzeni c h r z e ś c i j a ń s k i eremityzm mógł zostać zaakcep­
towany i znaleźć t r w a ł e miejsce w kulturze ludowej.
Niemożność jednoznacznsgo r o z s t r z y g n i ę c i a na k o ­
rzyść k t ó r e j ś z p o w y ż s z y c h hipotez jest w y m o w n a i na­
suwa n a s t ę p n ą k o n k l u z j ę : w swoich badaniach mamy
do czynienia z religijnością l u d o w ą , k t ó r a nie jest ani
„ c z y s t y m " c h r z e ś c i j a ń s t w e m , ani też nie zawiera w so­
bie „ k r y s t a l i c z n y c h " e l e m e n t ó w w i e r z e ń p r z e d c h r z e ś c i ­
j a ń s k i c h . Stanowi natomiast system, b ę d ą c y ich prze­
t w o r z o n y m p o ł ą c z e n i e m . Bardzo charakterystyczne
w
t y m względzie jest częste p r z e w i a n i e się w tekście a r t y ­
k u ł u daty: p r z e ł o m X V I i X V I I stulecia. WÓWCZAS
powstaje większość —• ż y w y c h do dzisiaj — ludowych
p o d a ń i legend o pustelnikach. P r z e ł o m X V I i X V I I
w i e k u to czas zasadniczego k s z t a ł t o w a n i a się r e l i g i j ­
nego f o l k l o r u . Kluczowa dla chrystianizacji wsi pol­
skiej rola okresu potrydenckiegc — wielokrotnie już
uzasadniana — znalazła potwierdzenie także w t y m
przypadku.

—

Uwagi

+
+
4~

U podnóża
góry
Na Diabel­
skim Kamie­
niu jest „mar­
twa woda"

Wreszcie na z a k o ń c z e n i e — p a r a f r a z u j ą c s ł o w a H .
Delahaye'a, k t ó r e ongiś z a i n s p i r o w a ł y L . S t o m m ę do
b ł y s k o t l i w y c h w y w o d ó w — powiedzmy, że elementem
o k a p i t a l n y m znaczeniu przy p r ó b a c h uchwycenia od­
ległych p o c z ą t k ó w k u l t u jest zgodność m i e j s c . Jest
to drugi p r z y k ł a d dobitnie w s k a z u j ą c y t r w a ł o ś ć ludo­
wych przyzwyczajeń.
78

PRZYPISY
1

Por. J. Le Goff, Kultura
średniowiecznej
Europy,
Warszawa 1970, s. 154
Por. E. Potkowski, Kościoły
terytorialne
i pań­
stwowe we wazesnym
średniowieczu,
[w:]
Katolicyzm
w c z e s n o ś r e d n i o w i e c z n y , praca zbiorowa pod red. J. K e l ­
lera, Warszawa 1973
Zob. t a m ż e , s. 51; t a k ż e : H . Daniel-Rops,
Kościół
wczesnego średniowiecza,
Warszawa 1969
Z r e s z t ą sam Grzegorz I posłużył się m n i c h a m i do
chrystianizacji B r y t ó w , w y s y ł a j ą c ich g r u p ę dla zorga­
nizowania w A n g l i kościelnej h i e r a r c h i i .
W 361 r. M a r c i n z Tours założył klasztor w L i g u g ś ; w r. 375 w M a r m o u t i e r . Por.: J. K ł o c z o w s k i ,
Wspólnoty
chrześcijańskie.
Grupy życia
wspólnego
w
chrześcijaństwie
zachodnim od starożytności
do XV wie­
ku, K r a k ó w 1964, 83 n.
Por. H . Daniel-Rops, dz. cyt.
Zob. J. K ł o c z o w s k i , dz. cyt., s. 71; t a k ż e : J. Le
Goff, dz. cyt.
P r a c ą p o d s t a w o w ą o i r y j s k i m monastycyzmie jest:
J. Ryan, Irish monasticism.
Origins and early
develop­
ment, D u b l i n 1931. Zob. t a k ż e dzieło o postaci ś w . Pa­
t r y k a , misjonarza I r l a n d i i : L . Bieler, The Life
and
Legend
of St. Patrick,
D u b l i n 1949. R ó w n i e ż : S. Czar­
nowski, Kult bohaterów
i jego społeczne
podłoże.
Świę­
ty Patryk
bohater narodowy Inandii,
[ w : ] Dzieła, t. 4,
Warszawa 1956
Por. L . Weisgerber, Die Spuren der irischen
Mis­
sion in der E n t w i c k l u n g der deutschen Sprache, „ R h e i nische Vierteljahresblatter", 17, 1952, s. 8—41
O okresach w rozwoju historycznym monasty­
cyzmu zachodniego we wczesnym ś r e d n i o w i e c z u , zob.
J. Wierusz K o w a l s k i ,
Monastycyzm
wczesnośrednio­
wieczny,
[ w : ] Katolicyzm
wczesnośredniowieczny,
dz.
cyt., s. 177—191
Por. E. Potkowski, dz. cyt., s. 19 п.; t a k ż e : J.
Wierusz K o w a l s k i , dz. cyt., s. 179 n .
Zob. Starożytne
reguły zakonne, Warszawa 1980,
s. 179—234
Por. J. Wierusz Kowalski, dz. cyt., s. 181
2

3

4

5

6

7

8

9

10

1 1

1 2

13

157

I

�5 4

Р о г . Т. Manteuffel, Zakony Kościoła
katolickiego
do potowy XIV wieku, [ w : ] Szkice z dziejów
papiestwa,
Warszawa 1958, s. 7
P. R i c h ś , Zycie
codzienne
w państwie
Karola
Wielkiego, Warszawa 1979, s. 28
J. Le Goff, dz. cyt., s. 189
Por.: J. K ł o c z o w s k i , dz. cyt., s. 183 п.; t a k ż e :
T. Manteuffel, dz. cyt., s. 14; także: J. Le Goff, dz.
cyt., s. 188
K a ż d y spodziewany „koniec ś w i a t a " (a było ich
w ś r e d n i o w i e c z u wiele), powoduje ogromny wzrost po­
p u l a r n o ś c i z a c h o w a ń ekspiacyjnych. Jednym z najbar­
dziej uznanych w z o r ó w takich d z i a ł a ń były ucieczki od
świata.
J. Le Goff, dz. cyt., s. 188
Por.: J. K ł o c z o w s k i , Eremityzm
na ziemiach
Sło­
wiańszczyzny
Zachodniej
w X—XI
w., „ S p r a w o z d a n i a
z C z y n n o ś c i Wydawniczej i P o s i e d z e ń Naukowych oraz
K r o n i k a Tow. Naukowego K U L " , t. 13, L u b l i n 1953, s. 91
A n a c h o r e c k ą wizję przestrzeni (jej rolę w k o n ­
taktach Bóg-człowiek; n i e j e d n o r o d n o ś ć ; c h a r a k t e r y s t y k ę
idealnego eremu itd.), o p i s a l i ś m y w poprzednim szkicu
Ojcowie
pustyni
Zagadnienie to było rozpatrywane w ogromnej
ilości prac. Na szczególną u w a g ę zasługuje dzieło: F.
Graus, Volk, Herrscher
und Heiliger
im Reich
der
Merowinger,
Praha 1965, s. 140—195
Por.: M . Bachtin, Problemy
literatury
i
estetyki,
Warszawa 1982, s. 404
C. Levi-Strauss, Antropologia
strukturalna,
War­
szawa 1970, s. 383
J. W i k t o r , Pieniny
i ziemia
sądecka,
Kraków
1965, s. 426
L i t e r a t u r a o św. Andrzeju-Swieradzie jest bardzo
bogata. O b s z e r n ą bibliografię prac t r a k t u j ą c y c h o tej
i n t e r e s u j ą c e j postaci o p r a c o w a ł o. R. Gustaw O F M [ w : ]
Hagiografia
Polska, t. 1, P o z n a ń 1971, 89—93
Vita Sancioyum
ertemitarum Andteae sen
Zoerardi cpnfessoris
et Benedicti
martiris,
a beato
Mauro
episoopo
Quinqueecclesiastensi
descripta
została n a p i ­
sana w latach 1064—1070. Inne wczesne źródła — przede
wszystkim Legenda Sancti Stephani regis (maior), z lat
1077—1083 — są od dzieła Maurusa zależne. Zob. J.T.
M i l i k , Święty
Swierad,
Roma 1966, s. 8; t a k ż e : H . K a p i szewski, Cztery źródła do żywota
św. Swirada,
„Na­
sza Przeszłość", 19 (1964), s. 5—31
Por. H . Kapiszewski, Eremita
Swirad
w
Panonii,
„Nasza Przeszłość", 10 (1959), s. 17—69
Por. J.T. M i l i k , dz. cyt., s. 87. A u t o r wspomina
tam r ó w n i e ż o pustelni w D ó m ó s .
Por. Polski Słownik
Biograficzny,
t. 1, K r a k ó w
1935, s. 423; t a k ż e : Hagiografia
Polska, dz. cyt., s. 114
J.T. M i l i k , dz. cyt., s. 101
J. Dlugossii sen L o n g i n i Canonici Cracoviensis,
Historiae
Poloniae
Libri
X I I , 1, K r a k ó w 1873, s. 158
(pod r o k i e m 998); tegoż: Liber
beneficiorum,
2, K r a ­
k ó w 1864, s. 248
Zob. T. Wojciechowski, Szkice historyczne
jede­
nastego wieku, K r a k ó w 1951, s. 74—78; t a k ż e : W . Sem­
kowicz, Andrzej
Swierad
[ w : ] Polski
Słownik
Biogra­
ficzny, dz. cyt., s. 100 n.
Zob. W. Demetrykiewicz, Dunajcem z niziny nad­
wiślańskiej
w Tatry, K r a k ó w 1911, s. 56; t a k ż e : M . Sand o z ó w n a , Melsztyn
i jego okolice,
L w ó w 1911, s. 91;
t a k ż e : J. W i k t o r , dz. cyt., s. 428 п.; t a k ż e : H . K a p i ­
szewski, Eremita
Swirad
na ziemi rodzinnej,
„Nasza
Przeszłość", 23 (1966), s. 67; t a k ż e : Tropie 1982
Zob. J. W i k t o r , dz. cyt., s. 428; t a k ż e : H . K a p i ­
szewski, Tysiąclecie
eremity polskiego. Swirad
nad Du­
najcem, „Nasza Przeszłość", 8 (1958), s. 63; t a k ż e : T r o ­
pie 1982
Zob. J. W i k t o r , dz. cyt., s. 427; п.; t a k ż e : Tropie
1982
Zob. M . Baronius Jaroslaviensis Clericus, Vitae
sanctorum
quatvar fratrum Polonorum eremitarum
Camaldulensium
oonfessorum...,
Fors sectmda,
Kraków
1609, s. 28
Odpust odbywa się 16 lipca zapewne na p a m i ą t k ę
wspomnianego wydarzenia. P a t r c n a ł y polskie, s ł o w a c ­
kie i w ę g i e r s k i e w y m i e n i a j ą Andrzeja-Swierada (wraz
z Benedyktem) pod r ó ż n y m i datami. P r z y k ł a d o w o : w
X V I w . w y s t ę p u j ą w patronale polskim pod
datą
1 lipca; od p o c z ą t k u X I X w. rubrycele m a j ą ich 21
lipca; Skarga pisze o J ę d r z e j u Polaku pod dniem
6 maja; F. Jaroszewicz natomiast — 17 lipca.
1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 8

2 6

27

2 8

2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

8 4

3 5

3 6

3 7

3 8

158

1

3 9

Zob. J. W i k t o r , dz. cyt., s. 428; t a k ż e : H . K a p i ­
szewski, Tysiąclecie
eremity..,
dz. cyt., s. 63; t a k ż e :
HP, dz. cyt., s. 86; t a k ż e : Tropie 1982
Sz. Morawski, Sądecczyzna,
K r a k ó w 1863, s. 35.
Autor u t o ż s a m i a wspomniany przez M . Baroniusza Opa­
towiec z Zakliczynem. Zob. t a k ż e : J.T. M i l i k ,
dz.
cyt., s. 108
Znacznie przesadzone jest zdanie H . Kapiszewskiego, że „ t r a d y c j a lokalna o pochodzeniu św. S w i r a ­
da z Opatowca ma znamiona wiarogodności...". Zob.
tegoż: Eremita Świrad na ziemi rodzinnej, dz. cyt., s. 83.
Por. HP, dz. cyt., s. 86
M . Baronius, dz. cyt., s. 30 n.
Pozbawiona podstaw jest sugestia H . Kapiszewskiego, że „ J u s t był p o s t a c i ą r z e c z y w i s t ą i w s p ó ł c z e s n ą
św. Swiradowi". Zob. tegoż: Tj/siqeleeie eremity...,
dz.
cyt., s. 69
Por. J.T. M i l i k , dz. cyt., s. 109. O J u ś c i e zob.
t a k ż e : M . S a n d o z ó w n a , dz. cyt., 105 n n . et passim;
t a k ż e : J. W i k t o r , diz. cyt., s. 419; t a k ż e H. Kapiszew­
ski, Tysiąclecie
eremity..., dz. cyt., s. 65—71 et passim;
t e n ż e , Eremita
Swirad
na ziemi rodzinnej,
dz. cyt.,
s. 75—79
J. W i k t o r , dz. cyt., s. 419
O istnieniu cudownego ź r ó d e ł k a na Sw. J u ś c i e
w z m i a n k u j ą : M . S a n d o z ó w n a , dz. cyt., s. 109; t a k ż e :
H . Kapiszewski, Tysiąclecie
eremity,
dz. cyt., s. 66,
O jego zasypaniu inf.: Sw. Just 1982
M . S a n d o z ó w n a , dz. cyt., s. 100. A u t o r k a p r z y ­
tacza tam r ó w n i e ż podanie n a s t ę p u j ą c e o źródle U r b a n ­
ka: „ J a k chłop puścił k a c z k ę u Urbanka do tej wody,
jak poszła tak poszła i aż w C z ę s t o c h o w i e w y s z ł a " .
Podczas b a d a ń terenowych w I w k o w e j (1982 r.) zano­
towano jeszcze inne podanie: „ D a w n i e j źródełko bar­
dzo s z u m i a ł o , ale j a k i ś pan w y k ą p a ł w n i m parszy­
wego psa, k t ó r y w y z d r o w i a ł — lecz ź r ó d e ł k o od tego
czasu szum s t r a c i ł o " . M . Sandoz wspomina t a k ż e o ros­
n ą c y m przy kapliczce w i e l k i m grabie, na k t ó r y m obja­
wił się Urbanek. I n f . z I w k o w e j (opiekujący się kaplicz­
ką) twierdzi, że przed k i l k u n a s t u laty ściął grab, bo­
w i e m z a g r a ż a ł kapliczce. D o d a ł r ó w n i e ż , iż z n a j d o w a ł y
się na n i m ś l a d y k r w i .
H . Kapiszewski, Tysiąclecie
eremity...,
dz. cyt.,
s. 72
Dowodem słuszności naszej hipotezy o pustelni­
k u U r b a n k u jako zmitologizowanej w e r s j i
hagiografii
Urbana I — poza tradycyjnie o d b y w a j ą c y m i się t u
u r o c z y s t o ś c i a m i z i e l o n o ś w i ą t k o w y m i (procesje do k a p ­
liczki Urbanka) — jest fakt, że z n a j d u j ą c y się w k a p ­
liczce obraz przedstawia w ł a ś n i e tego ś w i ę t e g o . Por.
opis ikonografii Urbana I [ w : ] L . R ć a u , Iconographie
de l'art Chretien,
[ w : ] Iconogrrapfue des Saints,
Paryż
1958—1959, s. 1294
Por. H . Kapiszewski, Tysiąclecie
eremity...,
dz.
cyt., s. 65
I w k o w a 1982
M . S a n d o z ó w n a , dz. cyt., s. 96
t a m ż e . Na t y m absolutnie nie w y c z e r p a l i ś m y ist­
n i e j ą c e j nad Dunajcem t r a d y c j i ludowej o pustelnikach.
P r z y k ł a d o w o : w Siemiechowie istnieje podanie, że żyło
t u siedmiu m n i c h ó w (uczniów Swierada). Ponadto w
Kamionce M a ł e j znana jest p o s t a ć pustelnicy K a t a r z y ­
ny. Zob. M . S a n d o z ó w n a , dz. cyt., s. 110 п.; t a k ż e :
H . Kapiszewski, Tysiąclecie
eremity...,
dz. cyt., s. 73;
t e n ż e : Eremita
Swirad
na ziemi rodzinnej,,
dz. cyt.,
s. 81
M . i n . na podstawie relacji Benedykta n a p i s a ł
Maurus swoje Vita...
Por. J.T. M i l i k , dz. cyt., s. 19
Por. HP, dz. cyt., s. 115
Por. t a m ż e , s. 112
Por. H.E. Wyczawski O F M , Błogosławiony
Jan
z Dukli. Zycie i cześć pośmiertna,
K r a k ó w 1957, 18 n .
Trzciana 1981
C. Bogdalski O F M , Błogosławiony
Jan z
Dukli.
Wspomnienia
z jego życia
i czci pośmiertnej,
Kraków
1903, s. 6
tamże, s. 25
Wykaz jego c u d ó w z a w i e r a j ą akta p r o c e s ó w bea­
tyfikacyjnych z lat 1615—1732 oraz akta z toczącego
się od 1948 r. procesu kanonizacyjnego.
Pogorzany
1981; K r z e s ł a w i c e
1981;
Szczyrzyc
1981; D ą b i e 1981
Leksandrowa 1982
Por. W. K r y g o w s k i , Beskidy.
Wyspowy,
Sądec­
ki..., Warszawa 1977, s. 370
t a m ż e , s. 330 n.
4 0

4 1

4 2

i 3

4 4

4 5

4 6

4 7

4 8

4 9

6 0

5 1

5 2

5 3

6 4

5 5

5 8

5 7

5 8

5 9

8 0

8 1

8 2

8 3

8 4

8 5

8 8

8 7

�I I . 10. Na wzgórzu św. Justa stoi drewniany kościółek, na p a m i ą t k ę pustelnika. W g ó r n e j czę­
ści o ł t a r z a znajduje się obraz w y o b r a ż a j ą c y Justa jako starca z d ł u g i m i w ł o s a m i i b r o d ą ,
w b i a ł y m habicie

II.
ka

11. X V I I - w i e c z n a murowana kapliczka w lasach na I w k o w a , w miejscu eremu pustelni­
Urbanka. W kapliczce znajduje się malowany na desce obraz p r z e d s t a w i a j ą c y świętego
w mitrze, prawdopodobnie jest to wizerunek p a p i e ż a Urbana I

�9 8

Ciekawe podanie o skalnym grzybie w Bigoszówce podaje za A . G o r c z y ń s k i m S. Pagaczewski,
Z tobołkiem
za Kraków,
K r a k ó w 1979, s. 132
O mediacyjnym charakterze granic pisał m . i n .
L . Stomma. Zob.: t e n ż e , Słonce
rodzi się 13 grudnia,
Warszawa 1981, 34 n.
O. R. Raj SOCist. b y ł ł a s k a w u d o s t ę p n i ć m i i n ­
f o r m a c j ę — w y d o b y t ą z dokumentu znajdującego się
w szczyrzyckim klasztorze — z k t ó r e j jednoznacznie
w y n i k a , że j u ż w X I V w. D i a b l i K a m i e ń t r a k t o w a n y
był jako zwyczajowa granica między p o s i a d ł o ś c i a m i .
Ponadto dla p r z y k ł a d u podajmy, iz obecnie rozgranicza
on wsie: D ą b i e , K r z e s ł a w i c e i Pogorzany oraz woje­
w ó d z t w a krakowskie i n o w o s ą d e c k i e .
P o d k a m i e ń —• to stare o k r e ś l e n i e najbliższej oko­
licy Diablego K a m i e n i a .
Z a n o t o w a n ą przez A . G o r c z y ń s k i e g o w i a d o m o ś ć
przytacza S. Pagaczewski. Zob. tenże, dz. cyt., s. 133
Zob.: A . Ż a k i , Zespół
osadniczy
Poznachowice
Górne,
pow. Myślenice,
w świetle
badań
wstępnych,
„ S p r a w o z d a n i a Archeologiczne", 4 (1957), s. 107—130
t a m ż e , s. 122
tamże.
t a m ż e , s. 125
Wg inf. ter. (Pogorzany 1981; K r z e s ł a w i c e 1981):
„ w o d a na D i a b l i m K a m i e n i u nigdy nie wysycha, ale
jest ona m a r t w a . Jakby ktoś u ż y w a j ą c jej się na przy­
kład ogolił, to włosy p r z e s t a ł y b y m u r o s n ą ć " . Do za­
gadnienia „ m a r t w e j w o d y " na D i a b l i m K a m i e n i u po­
w r ó c i m y szerzej w n a s t ę p n y m a r t y k u l e .
Por. L . Stomma, dz. cyt., s. 5
8 9

7 0

7 1

7 2

7 3

7 4

7 5

7 8

7 7

7 8

I I . 12. Ź r ó d ł o „ c u d o w n e j w o d y " w Zaszpicie k. D u k l i ,
w sanktuarium zwanym „puszczą bł. Jana z D u k l i "
11. 13. Jeden z „ d i a b e l s k i c h k a m i e n i " , w z g ó r z e B u k o ­
wiec k. Leksandrowej

I I . 14. Erem w Podkamieniu, lata 30-te X I X w., Rye. K . Auera z albumu Galicja w obrazach; I I . 15. D i a b l i K a ­
m i e ń , widok od północy. K r z y ż na szczycie to symbol chrystianizacji p o g a ń s k i c h w i e r z e ń I I . 16. S z c z ą t k i d ę b u
przy tropskim kościele, k t ó r y sam m i a ł się rozpaść aby w jego dziupli mógł z a m i e s z k a ć pustelnik

�Fot.: Z. Zagajewski

�т

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9927" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9905">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e80bbc7c3ce805a6ea62fb8ffd690525.pdf</src>
        <authentication>3cf4aedbee0ad3759409ec768b1d6612</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118077">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3217</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118078">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118079">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118080">
                <text>Etnologiczne i etnograficzne rozumienie kategorii "kultura". Szkic antymetodologiczny / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118081">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.151-154</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118082">
                <text>Węglarz, Stanisław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118083">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118084">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118085">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118086">
                <text>Stanisław Węglarz

ETNOLOGICZNE I ETNOGRAFICZNE ROZUMIENIE KATEGORII „KULTURA"
SZKIC ANTYMETODOLOGICZNY

N a j o g ó l n i e j rzocz u j m u j ą c

w e d ł u g pozytywistycznego para­

d y g m a t u n a u k i : obdarzony a u t o n o m i ą

p o zn a w с zą —

R o f o r u j ą c wizję poznania w aktualnej refleksji

metanaukowoj

o d w o ł a m się do klasycznogo j u ż dziola T.S. K u h n a
rewolucji

badacz, p o s ł u g u j ą c się n s u k n w ą

poprzedza j u ż p r z y j ę c i e czegoś w rodzaju p a r a d y g m a t u " . Para­

m o t o d ą. k t ó r a stanowi

naukowych,

Struktura

t z n . n i e z a l e ż n y od swojej s y t u a c j i biograficznej w świoeio - —

w k t ó r y m autor piszo, żo „ s a m ą p e r c e p c j ę
8

rejestruje

d y g m a t — w znaczeniu opistemologiozirym — c z y l i s t r u k t u r a l i -

,,nagie" —• a więc oczywiste, c a ł k o w i c i e wiarygodno i nie obcią­

z u j ą c y zdarzenia wzorzec, jest w stosunku do obsorwacji u p r z e d n i

ucielośnienio

,,naturalnoj"

racjonalności

żone interpretacją — f a k t y
o d k r y c i a

ludzkiej,

oraz d r o g ą i n d u k c j i dochodzi do

p r a w . U z y s k i w a n a w ton s p o s ó b wiedza n a u k o w a

jest racjonalna, w p o l n i o b i e k t y w n a i uniwersalna, c z y l i bez­
dzisiejszej

jedynie

kakofonię

dźwięków

i b a r w g d y b y nie

ten

swoisty „ f i l t r i n t e l e k t u a l n y " , k t ó r y czyni o b s e r w a c j ę z r o z u m i a ł ą ,
s e n s o w n ą . K a ż d e p o s t r z o ż e n i e s k ł a d a się wice z nierozerwalnie

sprzecznie p r a w d z i w a .
W

i o k r e ś l a s p o s ó b percepcji zjawisk. Ж r u m i e ń d o ś w i a d c z o n i a sta­
nowiłby

nauce p o d w a ż o n o

k o n c e p c j ę a u t o n o m i i poz­
empi-

Percepcja nie jest o d b i o r o m „ c z y s t y c h " d a n y c h e m p i r y c z n y c h ,

pretensje

lecz k o n s t r u o w a n i o m f a k t u . Dlatego t e ż „ u c z o n y nie r o z p o r z ą d z a

nawczej p o d m i o t u , zanegoWii.no stanowisko radykalnego
r y z m u oraz — w konsekwencji — zakwestionowano

z w i ą z a n y c h ze s o b ą e l e m e n t ó w : d o ś w i a d c z a l n e g o i teoretycznego.

n a u k i do dostarczania wiedzy absolutnej, b o z w z g ł ę d n i e p r a w d z i -

jodnoznacznio

woj i c a ł k o w i c i e pewnej, o r z e c z y w i s t o ś c i i jej p r a w a c ł i . Zdecydo­

t o w a ć " . T y m s a m y m u p a d a j ą tezy t r a d y c y j n e j filozofii n a u k i

ustalonymi

faktami,

któro

mógłby

reintorpro-

w a ł y o t y m t r z y — j a k s ą d z ę — zasadnicze e l e m e n t y :

o „nagich faktach", „ c z y s t y m doświadczeniu", „języku proto­

1 o d k r y c i a d o t y c z ą c e ludzkiej percepcji;

k o l a r n y m " i t d . , a potwierdza się p o g l ą d Poppora o n i e m o ż n o ś c i

9

wydzielenia t e r m i n ó w obserwacyjnych i teoretycznych. W świotlo

2 w n i o s k i z metanaukowoj refleksji, a w t y m :
— k r y t y k a noopozytywistycznoj w i z j i n a u k i ,

przedstawionej

— k r y t y c z n a rointerpretacja danych h i s t o r i i n a u k i ;

okazuje się f a ł s z y w ą a n t y t e z ą , g d y ż ż a d o n badacz nie jest w stanie

3 w y n i k a j ą c a m . i n . z o s i ą g n i ę ć n a u k e t n o ł o g i c z n y c h —. r e l a t y ­
wizacja m o ż l i w o ś c i poznawczych c z ł o w i e k a (również

reprezen­

t a n t ó w nauki).

Fundamentalna
charakter

—

tooria"

teorii.

S p o ś r ó d filozofów n a u k i najdalej i d ą c e konsekwonoje z tego
twierdzenia, w y c i ą g n ą ł t w ó r c a koncepcji p l u r a l i z m u

epistemologicznego

oraz anarchizmu metodologicznego

—• P . K .

10

teza Gostaltpsychologie g ł o s z ą c a , iż m y ś l c n i o

postaciowy

„empiria

F o y e r a b e n d . N a w i ą z u j ą c do h i p o t e t y z m u Poppora i r o z w i j a j ą c

t o w a ł y n o w y rodzaj samowiedzy n a u k i obecnej doby.
ma

antynomia

p r z e d s t a w i ć f a k t ó w w o l n y c h od balastu
ostatniego

O m ó w i ę p o k r ó t c o owo t r z y g r u p y c z y n n i k ó w , k t ó r o u k s z t a ł ­

gnoseologii,

o z n a c z a ł a , żo l u d z k a poreopcja

polega na odbieraniu oddzielnych w r a ż e ń s k ł a d a j ą c y c h

nie

się na

pewne jego idee, p o d j ą ł

on połomikę z popporowską

o d k r y ć n a u k o w y c h " . Foyerabend

„logiką

poddał druzgocącej

krytyce

p o g l ą d y Poppera na t o m a t istnienia s t a ł y c h n o r m „ r a c j o n a l n e g o

p o s t r z o ż e n i o , lecz na uchwycenie postaci zjawisk, g d y ż „ p o z n a ­

krytycyzmu",

j e m y zjawiska o t y l e t y l k o , o ile u c h w y c i l i ś m y ich p o s t a ć ; inaczej

nauki

określających

oraz z a p e w n i a j ą c y c h

progresywny

charakter

ciągłość wiedzy z

rozwoju

poszczególnych

p o z o s t a j ą dla nas c h a o s e m ' . Byle to holistyczne ujęcie ludzkiego

e t a p ó w . W oparciu o w n i k l i w ą a n a l i z ę p o r ó w n a w c z ą k o l e j n y c h

poznania, opozycyjne wobec t r a d y c j i asocjacjonistycznej

wielkich

1

w psy­

teorii

fizycznych

Foycrahend

n i o p o r o w ii у w a 1 n e

zawszo jost nierozerwalnie z w i ą z a n a z i n t o r p r e t a e j ą ,

z n a c z e ń w y k o r z y s t y w a n y c h przez nie p o j ę ć ;

ponieważ

zo

stwierdził,

chologii. S t ą d p o z o s t a w a ł j u ż t y l k o k r o k do p o g l ą d u , że percepcja

względu

na

„ w r a ż e n i a z m y s ł o w o budowane s ą przez system n e r w o w y w t a k i

odpowiednich t w i e r d z e ń

s p o s ó b , żo automatycznie

p o j ę ć : wreszcie n i e w s p ó ł m i e r n o ś ć c a ł y c h

z a w i e r a j ą w sobie i n t e r p r o t a e j ę

tego,

2

co jost widziane, s ł y s z a n e czy o d c z u w a n o " . Nowoczesna

sformułowanych

iż s ą

one

niowspólmiornośe
niewspółmierność

przy pomocy takich
teorii, k t ó r y c h

twior-

psy­

dzenia te s ą s k ł a d n i k a m i . T a k i e n i e w s p ó ł m i e r n e teorie s ą e m p i -

chologia u w z g l ę d n i ł a t y m samym c z y n n ą rolę c z ł o w i e k a w procesie

piryeznio n i e p o r ó w n y w a l n e ze s o b ą , w konsekwencji czego nie

poznania w y k a z u j ą c , iż „ n i e jest b i e r n y m o d b i o r c ą b o d ź c ó w p ł y ­

można

n ą c y c h ze ś w i a t a z e w n ę t r z n e g o ale w zupolnie k o n k r e t n y m sensie

konkurencyjnymi

zastosować eksperymontów

rozstrzygających

alternatywnio

wykorzystane m . i n . przez m e t o d o l o g ó w . W . W h e w e l l , w w y d a n e j

n a u k i j a k o stopniowego i systematycznego p o s t ę p u ,

w 1940 r o k u pracy Philosophy

tycznego p r z y b l i ż a n i a się do P r a w d y . R ó w n i e ż i n n i w s p ó ł c z e ś n i

Science,

powątpiewał

teorii

wyklucza

daną

dziedzinę

of Inductive

Niewspółmierność

pomiędzy

ujmującymi

t w o r z y on swój ś w i a t " . O d k r y c i a p s y c h o l o g ó w z o s t a ł y r y c h ł o

3

zjawisk.

teoriami,

model

asympto­

1 1

w istnienie t z w . nagich f a k t ó w w nauce, a K . R . Popper w p r o s t

filozofowie n a u k i — K u l m , Lakatos, T o u l m i n , P o l a n y i — o d ­

z a n e g o w a ł m o ż l i w o ś ć j ę z y k a czysto obserwacyjnego

w o ł u j ą c się do k o n k r e t n y c h p r z y k ł a d ó w z joj h i s t o r i i

4

iż

„zdania

protokolarne"

wszelka obserwacja
krytyka

(Neurath)

są

stwiordzając,

konwencjonalne;
5

z a l e ż n a jest o d t e o r i i . Nawiasem

empirystyoznoj koncepcji w i e d z y naukowej

że

mówiąc

— wodlo

k t ó r e j u m y s ł teoretyczny obcuje b e z p o ś r e d n i o ze z n i e w a l a j ą c y m i

żo w b r e w

dotychczasowym

mniemaniom,

nie

wykazali,

istnieją

jakioś

c z y n n i k i metodologiczne, k t ó r e g w a r a n t o w a ł y b y o d k r y c i e w a ż ­
nych praw, sformułowanie przełomowych teorii i t p .
J e ż e l i zgodzimy się z p o g l ą d o m , iż twórczość, n a u k o w a

jest

go f a k t a m i — s t a n o w i ł a n o v u m w refleksji n a u k o w e j , lecz na

„nioustannym

gruncie filozofii n o w o ś c i ą nie b y ł a . N a wszystko

co poprzodnicy uznali za najlepsze i najpownii jszo —. po t o , b y

charakter

założeń

tooretyczuycli zwracał

przonikający

już bowiem

uwagę

K a n t , j a k r ó w n i e ż p ó ź n i e j s i zwolennicy kantowskiogo k o n s t r u k ­
tywizmu.

6

poddawaniem

w wątpliwość

togo

wszystkiego,

samemu dojść do w ł a s n y c h i o c z y w i ś c i e lepszych (wo wdasnym
1 2

przekonaniu), pewniejszych p r a w d n a u k o w y c h " ,

to wówczas

T a k ż o i n n i m y ś l i c i e l e z p r z e ł o m u X I X i X X stulecia

m e t o d y naukowe b ę d ą c e ś w i a d o m y m w y p o s a ż e n i o m d z i a ł a l n o ś c i

' W h i t e h o a d , James, D o w e y , Bergson, Husserl), w p e w n y m sensie

naukowej s p r a w i ł y b y , żo w b a d a n y c h zjawiskach d o s t r z e g a ł o b y

'.aprzeczali i s t n i e n i u „ n a g i c h " f a k t ó w w s k a z u j ą c , że f a k t y
siadają zawsze w e w n ę t r z n y i z e w n ę t r z n y h o r y z o n t
jyjny.

7

po­

interpreta-

się t y l k o t o , co daje się u j ą ć z p o m o c ą t y c h m e t o d ; reszta po­
zostawałaby

w cieniu i zamiast

p o w i e l a ł o b y się j e d y n i e ustalenia

odkrywania nowych

prawd,

p o p r z e d n i k ó w . Wskazuje

to

152

�na w e w n ę t r z n ą

antynomiczność

nowożytnego

pojęcia

metody

n a u k o w e j : jeżoli z z a ł o ż e n i a jest ona b o w i e m sposobem na u z y s k i ­

t a k ą też n a l e ż y u z n a ć „ k u l t u r ę " — j e d n ą z c e n t r a l n y c h k a t e g o r i i
dyscyplin humanistycznych.

wanie w i e d z y n i e p o d w a ż a l n e j , t o nie m o ż o j e d n o c z e ś n i e u m o ż l i ­

Bogata i doskonale znana l i t e r a t u r a p r z e d m i o t u zwalnia m n e

w i a ć eksploracji o b s z a r ó w dotychczas niezbadanych i z a p e w n i a ć

z o b o w i ą z k u u d o w a d n i a n i a , że p o j ę c i e „ k u l t u r a " b y ł o — histo­

ich w y j a ś n i e n i e . W y m ó g ł ą c z n e g o s p e ł n i e n i a t y c h d w ó c h , w g r u n ­

r y c z n i e rzecz r o z p a t r u j ą c —• w y k o r z y s t y w a n o c z ę s t o j a k o n a r z ę ­

cie rzeczy sprzecznych p o s t u l a t ó w , m o ż n a p o r ó w n a ć z ż ą d a n i e m

dzie e t n o c e n t r y z m u . W y k a z a ł a

a b y c h o d z ą c ciągle po jednej i w c i ą ż tej samej ścieżce, d o c i e r a ć do

k o w s k a w s w y c h pracach

miejsc z u p e ł n i e n o w y c h i nieznanych. N i e c a ł k i e m bezzasadnie

Profesor

n a p i s a ł w i ę c P. Medewar, iż ,,nie istniejo nic takiego, j a k metoda

n i a " , w e d ł u g k t ó r e g o „ k u l t u r a jest to w z g l ę d n i e

n a u k o w a . N i e m a ż a d n e j procedury f o r m a l n e j , ż a d n e g o ustalonego

c a ł o ś ć o b e j m u j ą c a zachowania l u d z i p r z o b i e g a j ą c o w o d l u g w s p ó l ­

z b i o r u r e g u ł , za p o ś r e d n i c t w e m k t ó r y c h m o ż n a b y r o z w i ą z y w a ć

n y c h dla z b i o r o w o ś c i spolecznoj w z o r ó w w y k s z t a ł c o n y c h i p r z y ­

nowe p r o b l e m y l u b k t ó r o m o g ł y b y z a p e w n i ć p o p r a w n ą interpre­

K ł o s k o w s k a jest a u t o r k ą

2 0

M e t o d a p o j ę t a j a k o g o t o w y i uniworsalny wzorzec do n a ś l a ­
dowania jest b y ć m o ż e odpowiednia dla „ s t r a ż n i k ó w p r a w d y " ,
lecz na pewno nie jest do p r z y j ę c i a dla „ ś w i a d k ó w p r a w d y " —
1 4

naukowców .

A.

Kłos19

tomu

zagadnioniu .

„antropologicznego

określe­

zintegrowana

swajanych w t o k u i n t e r a k c j i oraz z a w i e r a j ą c a w y t w o r y t a k i c h
zachowań" .

13

tację danych w nowych dziedzinach" .

to d o b i t n i e c h o ć b y

poświęconych

Sądzi

ona,

że n a j i s t o t n i e j s z ą

właściwością

tak

zdefiniowanego p o j ę c i a k u l t u r y jost jego uniworsalistyczny cha­
rakter.

Przy

c z y m przez

określenie

„uniwersalizm"

rozumie

a u t o r k a c e c h ę p r z e c i w s t a w n ą stanowisku w a r t o ś c i u j ą c e m u c z y l i
2 1

oceniającemu .

Stanowisko

Kloskowskiej posłuży

m i jedynie

za pretekst do egzemplifikacji tezy, żo u źródol nawot najbardziej

N i e m n i e j k a ż d o badanie w y m a g a p r z y j ę c i a j a k i e g o ś p u n k t u
widzenia, t e o r i i p o z w a l a j ą c e j o d r ó ż n i ć t o , co w e d ł u g o k r e ś l o n y c h
k r y t e r i ó w jest i s t o t n e , od togo, co nio m a istotnego

znaczenia.

Trzeba j e d n a k ż e p a m i ę t a ć , iż na. w y b ó r t e o r i i k s z t a ł t u j ą c e j apcrc e p c j ę w p ł y w a j ą nie t y l k o c z y n n i k i racjonalne (metodologiczne),
lecz r ó w n i o ż pozaracjonalne: fizyczne, biologiczne, l i n g w i s t y c z n e ,
historyczne, s p o ł e c z n e , k u l t u r o w e . . . K a ż d a teoria osadzona jost
w warstwie sub teoretycznej, s t a n o w i ą c e j j e j

1 5

„infrastrukturę" .

sejontystycznie b r z m i ą c y c h doklaracji t k w i ą akcoptowano c h o ć
niouświadamiane wartości.
„ A n t r o p o l o g i c z n e o k r e ś l e n i e " n a l e ż y do d o m i n u j ą c e g o w socjo­
logii oraz i n n y c h naukach h u m a n i s t y c z n y c h t y p u definicji k u l ­
t u r y , p o d k r e ś l a j ą c y c h j e j s p o ł e c z n y charakter.

Szczególnie do-

b i t n i o a k c e n t o w a ł to S. Czarnowski p i s z ą c m . i n . :
„ K u l t u r a jest d o b r o m z b i o r o w y m i z b i o r o w y m d o r o b k i e m ,
owocem t w ó r c z e g o i p r z e t w ó r c z e g o w y s i ł k u nieliczonych p o k o ­

Stwierdzenie istnienia swoistej „ o p t y k i k u l t u r o w e j " nio jest

l e ń " . K u l t u r a to „całokształt zobiektywizowanych elementów

w naukach etnologicznych o c z y w i ś c i e n i c z y m n o w y m . E . Sapir

d o r o b k u spolecznogo..." ; „ W s z y s t k o w c z ł o w i e k u m a p o c z ą t e k

j u ż p o n a d p ó l w i o k u t e m u z w r ó c i ł u w a g ę , iż j ę z y k w n o s i w cha­

s p o ł e c z n y i s p o ł e c z n i e jest o k r e ś l o n e , poza t y m j o d y n i e , co w y n i k a

r a k t e r y s t y k ę r z e c z y w i s t o ś c i powne t r e ś c i teoretyczne, nio w y s t ę ­

b e z p o ś r e d n i o z jego u s t r o j u p s y c h o f i z y c z n e g o " ;

pujące w danych doświadczalnych-. Pisał on m . i n . :

„widzimy,

ś r o d o w i s k i e m , w k t ó r y m ludzie s ą , rzec m o ż n a , zatopioni i k a ż d y

s ł y s z y m y i w ogóle d o ś w i a d c z a m y t a k j a k d o ś w i a d c z a m y , w d u ż e j

m i ę d z y n i m i stosunek o k r e ś l o n y jest przoz k u l t u r ę danej zbio­

mierze dlatego, że zwyczaje j ę z y k o w e naszej s p o ł e c z n o ś c i prefe­

rowości" ;

16

r u j ą pewne w y b o r y i n t e r p r e t a c y j n e " .

23

24

2 5

k u l t u r a jost

i n d y w i d u a l n a t w ó r c z o ś ć jest s p o ł e c z n i e u w a r u n ­
2 6

k o w a n a i przebiega w społocznio u s t a l o n y c h f o r m a c h " .

U w i k ł a n i e badacza w k u l t u r z e nio ogranicza się z r e s z t ą jedynie
do z a l e ż n o ś c i o d s t r u k t u r j ę z y k o w y c h ,

2 2

albowiem w

procesie

P r z y j ę c i e metodologicznej zasady, wedle k t ó r e j k u l t u r a to
ponadorganiczna

i ponadindyw idualna c a ł o ś ć , jest ściśle skore­

socjalizacji otoczenie w p a j a k a ż d e m u c z ł o n k o w i s p o ł o c z o ń s t w a —

lowane

poprzez t y s i ą c e ś w i a d o m y c h i n i e ś w i a d o m y c h b o d ź c ó w — z ł o ż o n y

s z ą c e j , że podstawowe n o r m y i d y r e k t y w y m e t o d Jogiczne s ą

system

kryteriów

dotyczących

wyboru

oraz

oceny

z akceptacją

tezy n a t u r a l i z m u metodologicznego

gło­

wartości,

w s p ó l n e dla n a u k p r z y r o d n i c z y c h oraz d y s c y p l i n s p o ł e c z n o - h u -

m o t y w a c j i , c e n t r ó w z a i n t e r e s o w a ń i t d . , k t ó r e trzoba u z n a ć za

manistycznych. K u l t u r a w t y m ujęciu — n a z w ę j ą socjokulturą

nieusuwalne d e t e r m i n a t y

— to b y t ( l u b proces) sui generis, w k t ó r y m z a c h o d z ą systema­

poznania.

J a k o się r z e k ł o o d k r y c i a te p o d w a ż y ł y koncepcjo a u t o n o m i i
poznawczej

podmiotu,

uzasadniającoj

uzyskiwanie

wiodzy

tyczne

prawidłowości;

obdarzony

27

w p e ł n i o b i e k t y w n e j , w a ż n e j zawsze i w s z ę d z i e , n i e z a l e ż n i o o d

jednostek .

jego u s y t u o w a n i a m . i n . w świecio k u l t u r y .

-humaiiistycznych z socjokulturą

P o s t a w i ł o to p o d

znakiom z a p y t a n i a „ w y r ó ż n i o n y pod t y m w z g l ę d e m

charakter

n a u k i j a k o s z c z e g ó l n e g o rodzaju w i o d z y i szczególnej drogi do­

prawami

U t o ż s a m i a n i e przedmiotu b a d a ń nauk

dywidualizmem

oraz

społeczno-

ł ą c z y się z r e g u ł y z a n t y i n -

metodologicznym,

dokonania eksplanacyjnej
mości społocznej

1 7

chodzenia do p r a w d y " .

własnymi

f u n k c j o n u j ą c y n i e z a l e ż n i e od z a m i a r ó w czy w o l i p o s z c z e g ó l n y c h

który

przeczy

możliwości

r e d u k c j i zjawisk z zakresu

do zjawisk z zakresu

świado­

świadomości

indywi­

2 8

Obecnie k s z t a ł t u j e się n o w y rodzaj samowiedzy n a u k i : eksplikowanie — c z ę s t o g ł ę b o k o u k r y t y c h
założeń

dotyczących

n a u k i samej,

człowieka,

i nieuświadomionych

społeczeństwa,

świata

k t ó r e d e c y d u j ą o akceptacji o k r e ś l o n o g o

—
oraz

dualnej .
Podstawowymi n a r z ę d z i a m i analizy tak

pojmowanej

sfery

socjokultury s ą takie pojęcia j a k : wzór, norma, model, struktura,

ideału

system i t p . Celem i c h jest ujęcie t y c h zjawisk s p o ł e c z n o - k u l t u r o ­

n a u k i , w y b o r z e teorii n a u k o w y c h czy stanowisk poznawczych,

w y c h , k t ó r e c e c h u j ą się w y s o k i m stopniem r n w a r i a n t n o ś c i , sys-

jest dzisiaj o b o w i ą z k i e m n a u k o w c ó w .

temowości, powtarzalności,

1 8

O c z y w i ś c i e nio j e s t e ś m y w stanie u j a w n i ć i p o d d a ć k r y t y c e

t r w a ł o ś c i . . . Stwarza

to

możliwość

zastosowania m e t o d i l o ś c i o w y c h , n a d z i e j ę m a t e m a t y z a c j i ,

reali­

w s z y s t k i c h z a ł o ż e ń naszej w i e d z y , ale dociekania n a d u w a r u n ­

z a c j ę p o s t u l a t u ścisłości i t p . , a w i ę c spełnionio w a r u n k ó w n a u k o ­

k o w a n i a m i poznania p o w i n n y d o p r o w a d z i ć do o s i ą g n i ę c i a ele­

w o ś c i rozumianej j a k o p r z e d s i ę w z i ę c i e nomotetyczne.

m e n t u r e l a t y w i z m u wobec w ł a s n y c h p r z e k o n a ń .

wzięcie

I chyba

więcej o s i ą g n ą ć nie m o ż e m y , g d y ż nasza interpretacja

nic

świata

zawsze b ę d z i e l u d z k a , a n t r o p o m o r f i c z n a i m i t y c z n a . P r ó b y dezantropomorfizacji

nauki przypominają

wysiłki

barona

Mun-

nomotetyczne

czyli

nie

opisywanio

Przedsię­

osobliwości

locz

formułowanie praw.
Nomologiczny

ideał

Hempla-Poppera)

wyjaśniania

naukowego

(tzw.

z a k ł a d a , ż e wiedza n a u k o w a p o w i n n a

model
mieć

chausena, c i ą g n ą c e g o się za w ł a s n y harcap, a b y w y d o s t a ć się

charakter o g ó l n y . Jeden z a p o l o g e t ó w t a k i e j w i z j i n a u k i n a

z t r z ę s a w i s k a . Istnienie n i e m o ż l i w e g o do w y e l i m i n o w a n i a oraz

gruncie

zrelatywizowanego

k o n i e c z n o ś c i dokonania opisu k u l t u r y j a k i e j k o l w i e k g r u p y spo­

do

otoczenia

przyrodniczego

i

społeczno-

2 9

etnologii napisał

kiedyś,

żo badacz

„stojący

wobec

-kulturowego w s p ó ł c z y m i i k a humanistycznego, jest w a ż n ą c e c h ą

łecznej

charakterystyczną

istotne od d r u g o r z ę d n e g o , b y n a s t ę p n i e z a r y s o w a ć p a r o m a kres­

wszelkiego poznania.

Oznacza t o m . i n . , ż e

podobny

jest

karykaturzyście

muszącemu

oddzielić

kategorie poznania humanistycznego s ą z k o n i e c z n o ś c i r e l a t y w n e

kami

i w a r t o ś c i u j ą c e , a nie sensu s t r i c t o uniwersalistyczne i „ c z y s t o "

Dlatego też p o s t a w ę t a k ą o k r e ś l i ł e m m i a n e m „ e t n o l o g a - k a r y k a -

opisowe. W dalszej części a r t y k u ł u b ę d ę c h c i a ł w y k a z a ć , iż za

t u r z y s t y " . N a c z y m polega specyfika tej p o s t a w y ? P o s ł u g u j ą o

152

t o , co charakterystyczne,

zasadnicze,

najważniejsze"

3 0

�się w i z u a l n ą m e t a f o r y k ą m o ż n a o d p o w i o d z i o ć , żo na oryginalnej

czorpania

o p t y c e : „ o t n o l o g - k a r y k a t u r z y s t a " z w y k ł p a t r z o ć na k u l t u r ę —

model w y j a ś n i a n i a nomologicznego nie s p e ł n i a ł b y

wszolkich okoliczności

wyjaśnianego

stanu

j a k o p r z e d m i o t s w y c h b a d a ń — z daleka. Ostatecznym

rzoczy,

nakładanych

zadaniem

n a ń w a r u n k ó w , g d y ż p r a w a z definicji s ą t w i e r d z e n i a m i d o t y c z ą ­

h o ł d u j ą c e g o t a k i e j w i z j i n a u k i etnologa, jost poznanie i o s ą d z e n i e

c y m i w l a ś n i o klasy z d a r z e ń . N a o g r a n i c z o n o ś ć naturalistycznogo

c z ł o w i o k a z t a k o d l e g ł e g o p u n k t u widzenia, k t ó r y

i d e a ł u w i e d z y n a u k o w . ' j , u p a t r u j ą c e g o w d ą ż e n i u do o d k r y w a n i a

pozwalałby

u e z y n i ć t o w o d e r w a n i u o d cech u z n a n y c h t u za p r z y p a d k o w o ,
3 1

a u z a l e ż n i o n y c h od o k r e ś l o n e j „ o p t y k i k u l t u r o w e j " .

Abstra­

3 7

l u b konstruowania p r a w cel swego poznania — z w r a c a ł j u ż u w a g ę
m . i n . Hegol w s k a k u j ą c , że pojęcie p r a w a zawiera

wewnętrzną

h u j ą c j u ż o d tego, ż e realizacja takiego zadania z p e w n y c h za­

s p r z o c z n o ś ć : nio m o ż e w y r a ż a ć j e d n o c z e ś n i o powszochnoj

sadniczych w z g l ę d ó w , o k t ó r y c h w c z e ś n i e j b y ł a m o w a , jost co

n o ś c i i r ó ż n o r o d n e j k o n k r e t n o ś c i ; z y s k u j ą c na o g ó l n o ś c i , t r a c i na

najmniej w ą t p l i w a , n a l e ż y s t w i e r d z i ć , iż t a k i e widzonio przed­

konkretności .

m i o t u b a d a ń nie o b y w a się bez p o w n y c h k o s z t ó w .

Patrzenie

w y ł ą c z n i e z d u ż o g o dystansu powodujo n i o m o ż n o ś e d o s t r z o ż o n i a

ogól­

3 8

Postawa b a d a j ą c e g o w y ł ą c z n i e s o c j o k u l t u r ę

„etnologa-kary­

k a t u r z y s t y " jest s z c z o g ó l n y m p r z y p a d k i e m t r w a j ą c y c h od d w u ­

coch i n d y w i d u a l n y c h , k t ó r e n a d a j ą obrazowi b a r w y . A l b o w i e m

dziestu p i ę c i u w i e k ó w d ą ż e ń do zdobycia w i o d z y niekwestiono­

„ k r a j o b r a z b a r w n y z bliska staje się szary na horyzoncie. L u d z i e ,

w a n e j , pewnej i doskonalej o r z e c z y w i s t o ś c i i j o j p r a w a c h . Staro­

3 2

ż y t n y idoał epistome — w i o d z y z a w i e r a j ą c e j twierdzenia pewno

D ą ż o n i e za w s z e l k ą c e n ę do ścisłości, p o w a o ś c i , o b i e k t y w i z m u

o p r a w d a c h koniecznych i o g ó l n y c h , k t ó r e u m o ż l i w i a ł y b y doduk-

i t p . powoduje, ż e poznanie stajo się n a z b y t abstrakcyjne i sche­

cyjne wyprowadzonio n o w y c h t w i o r d z o ń

matyczne.

badań,

czy i s t o t ę rzeczy — o d n o w i o n y w n o w o ż y t n y m ideale wiedzy

k t ó r e g o zachowanie jest z koloi najistotniejszym celem „ o t n o -

n a u k o w e j , zakwestionowany z o s t a ł przoz o d k r y c i a samoj n a u k i .

grafów-portrecistów''.

P o d a m dwa p r z y k ł a d y z dy.so3'plin otoczonych a u r ą szczególnej

na k t ó r y c h p a t r z y się z daleka, s t a j ą się szarym

Traci ó w i n t y m n y

tłumom".

k o n t a k t z przedmiotom

O d w o ł u j ą c się do znanej m o t a f o r y Lovi-Straussa, o k r e ś l a j ą c e j
etnologię mianem astronomii nauk

spoloczao-humanistyeznyoh

33

tłumaczących

doskonałości.
W fizyce w s p ó ł c z e s n e j d a w n y , d e t e r m i n i s t y c z n y obraz przo-

m o ż n a rzec, iż ludzie ż y j ą nie t y l k o na planocio Ziemi łożącej

biogu w s z y s t k i c h zjawisk, z o s t a ł z a s t ą p i o n y obrazom

w

lecz

ministycznym.

pod

powności; prawa

Układzie

Słonecznym

pośród

i n n y c h ciał niebieskich,

t a k ż e na p e w n y m j e j s k r a w k u z n a j d u j ą c y m

się r ó w n i e ż

naturę

Pojęcio

prawdopodobieństwa

mająco

charaktor

niedetor-

wyparło

absolutny

i

pojęcie

nieodwołalny

c h m u r a m i . C h o ć b y z tej p r z y c z y n y t r u d n o się z g o d z i ć z p o g l ą d o m ,

z o s t a ł y z a s t ą p i o n o przez p r a w i d ł o w o ś c i

żo j e d y n i e wiedza „ a s t r o n o m i c z n a " jost dla c z ł o w i e k a

t y c z n y m i t d . T y m sposobom n a u k i przyrodnicze u t r a c i ł y n i m b

intoro-

39

o charakterze statys­

s u j ą c a ; zapewne nie m n i e j w a ż k i e p o w o d y m a o n do tego, a b y

doskonałości.

z a j m o w a ć się z j a w i s k a m i „ m e t e o r o l o g i c z n y m i " .

o g r a n i c z e ń m e t o d y dedukcyjnej u d o w a d n i a j ą c , żo w bogatszych

Uczestnictwo w ż y c i u s p o ł e c z n y m nio t y l k o u n i f i k u j e , u n i formizuje l u d z i oraz t y p i z u j e i c h zachowania, ale równioż w y z w a l a
t e n d e n c j ę do i n d y w i d u a l i z a c j i

jednostek l u d z k i c h . Człowiek nie

jest w y ł ą c z n i e b i e r n y m „ u ż y t k o w n i k i e m " k u l t u r y ,
j e j t w ó r c ą , nio t y l k o m y ś l i

lecz

alo i w y m y ś l a . . . J ę z y k

takżo

myślonia,

logika, o b r z ę d y i zwyczaje, m i t y i wierzenia i t d . , i t p . , boz w ą t p i e ­

W logico K . Godol W y k a z a ł istnicnio ważkie!]

systomaoh a k s j o m a t y c z n y c h z n a j d u j ą się zdania, k t ó r y c h praw­
dziwości n i o da się u d o w o d n i ć na gruncio p r z y j ę t y c h a k s j o m a t ó w
(twierdzenie o n i e z u p o ł n o ś c i ) . U d o w o d n i ł o n t a k ż o

twierdzenie

o n i e s p r z e c z n o ś c i o r z e k a j ą c o , iż nio m o ż n a w y k a z a ć n i e s p ó j n o ś c i
bogatszych s y s t e m ó w

dedukcyjnych.

40

Twierdzenia Godela u k a z u j ą w a ż n ą b a r i e r ę , k t ó r e j nie m o ż n a

n i a m a j ą charakter s p o ł e o z n y , ale zawsze naznaczone s ą p i ę t n e m

p r z o k r o c z y ć w procesie intelektualnego poznania

indywidualności, subiektywności,

J e d n ą z konsekwencji togo jest u ś w i a d o m i e n i e , żo zakres systemu

intymności. Jak

nie p o d l e g a j ą c e j

n a p i s a ł M . de U n a m u n o :

dyskursowi

„(...) jednostka

—

rzeczywistości.

p o j ę c i o w e g o danej t o o r i i — podobnio j a k wszelkich s y s t e m ó w

b ę d ą c a w pewnej mierze s p o ł e c z e ń s t w o m — i s p o ł e c z e ń s t w o —

f o r m a l n y c h — jest ograniczony t a k , iż pewne m o ż l i w e do sfor­

b ę d ą c e zarazem j e d n o s t k ą •— j a w i ą się p o ł ą c z o n e w jedno i za-

mułowania

p r o b l e m y p o z o s t a n ą poza jego z a s i ę g i e m .

p ł a d n i a j ą s i ę w z a j e m n i e . . . " . „ S p o ł e c z n e " oraz „ i n d y w i d u a l n e "

s ł o w y , wszystkie systemy teoretyczne, m e t o d y czy

w k u l t u r z e t o d w a bieguny, k t ó r e rozdzielić m o ż n a

poznaw cze

34

w celach a n a l i t y c z n y c h . P r z y p o m n ę

w t y m miejscu

jedynie
postulat

Sapira, m ó w i ą c y o t y m , iż „ w a r t o się z m u s i ć do spojrzenia

na

r

naznaczone s ą p i ę t n e m ograniczenia,

Innymi

stanowiska

cząstkowości,

f r a g m e n t a r y c z n o ś c i . W s z y s t k i e p r z e d s i ę w z i ę c i a teoretyczne

na­

znaczone s ą p e w n ą i d e a l i z a c j ą , m o d e l o m p r z e d s t a w i a j ą c y m , inter­

d o w o l n ą l u d z k ą c z y n n o ś ć z o b u p u n k t ó w widzenia, w a r t o się

pretującym lub wyjaśniającym

p r z e k o n a ć o jałowośoi takiej klasyfikacji

postępków,

w i s t o ś c i . K a ż d y z t y c h a s p e k t ó w zawiera p r a w d ę c h o c i a ż jest ona

znaczenio

w z g l ę d n a . W z w i ą z k u z t y m trzeba się z g o d z i ć z istnieniem wielu

która

zakłada,

ż e i c h jednostkowe

stanowi właściwość i m m a n e n t n ą " .

3 5

albo

ludzkich
spoloczno

Bez z n a j o m o ś c i

tego,

co

t y l k o n i e k t ó r e a s p e k t y rzeczy­

równoważnych systemów pojęciowych, w których można i należy

w k u l t u r z e — zobiektywizowane, s t a n o w i ą c e dorobek z b i o r o w y ,

a r t y k u ł o w a ć n a s z ą w i e d z ę o r z e c z y w i s t o ś c i (niozalożnio od tego,

z e w n ę t r z n e wobec jednostek, t r a d y c y j n e — nie m o ż n a z r o z u m i e ć

j a k i jest j e j status o n t y c z n y ) . W a ż n ą

tego, co w niej i n d y w i d u a l n e , niepowtarzalne. I vice versa: p e ł n o

d o b y — w y n i k a j ą c ą z u ś w i a d o m i e n i a sobie t y c ł i k w o s t i i — jest

4 1

zrozumienie k u l t u r y w y m a g a u w z g l ę d n i e n i a „ w y m i a r u antropo­

„bezdogmatyczność",

logicznego", s u b i e k t y w n o ś c i p r z e ż y t e g o d o ś w i a d c z e n i a ;

poglądów.

inwencji

„otwartość",

cechą nauki

sprzeciw

wobec

obocnoj

unifikacji

twórczej, oryginalności, a więc a s p e k t ó w heurystycznych

dzia­

łalności kulturowej; p r o b l e m ó w związanych z egzystencją

ludzi

cepcja p l u r a l i z m u epistomologicznogo Feyerabenda. P r z y p o m n ę

w k o n k r e t n e j r z e c z y w i s t o ś c i . Zagadnienia k o n s t y t u u j ą c e zakres

raz jeszcze, iż w y k a z a ł on dobitnie, żc wbrew zasadzie a u t o n o m i i

owej „ h u m a n i s t y c z n e j

i d i o k u l -

z a k ł a d a j ą c e j n i e z a l e ż n o ś ć f a k t ó w o d t o o r i i , „ n i e t y l k o opis k a ż d e g o

t u r y . Jej badanie leży w gestii „ e t n o g r a f a - p o r t r e c i s t y " , z pie­

p o s z c z o g ó l n e g o f a k t u z a l e ż y od j a k i e j ś t e o r i i " , locz „ i s t n i e j ą r ó w ­

t y z m e m p o d c h o d z ą c e g o do s z c z e g ó ł ó w . I d i o k u l t u r a nie m o ż e b y ć

nież f a k t y , k t ó r e m o g ą b y ć o d k r y t e t y l k o i w y ł ą c z n i e za p o m o c ą

36

m e t o o r o l o g i i " n a z w ę sforą

przedmiotem zainteresowań akceptującogo
nauki

„etnologa-karykaturzysty".

n o m o t o t y c z n y ideal

Wyjaśnienie

typu

nomolo-

gicznego t r a k t u j e b o w i e m zawsze w y j a ś n i a n y p r z y p a d e k
element

klasy z d a r z e ń

analogicznych

i dlatego

—• bo w y j a ś n i a ć nie m o ż e — i n d y w i d u a l n y c h cech

nie

jako

T e n s t a n ś w i a d o m o ś c i motodologicznej dobrze w y r a ż a

kon­

r

teorii a l t e r n a t y w n y c h w stosunku do t e j , k t ó r a podlega

spraw­

d z e n i u ; s t a j ą się ono n i e d o s t ę p n o , jeżeli t y l k o w y k l u c z y się takie
alternatywne

4 2

teorio" .

W

ujęciu

Feyerabenda

różnorodność

wyjaśnia

o p i n i i w nauce nie jest j e d y n i e w s t ę p n y m s t a d i u m wiedzy, k t ó r o

konkretnego

k i e d y ś w p r z y s z ł o ś c i zostanie z a s t ą p i o n o przez J e d n ą P r a w d z i w ą

zdarzenia, w y r ó ż n i a j ą c y c h go s p o ś r ó d j e m u p o d o b n y c h . W y j a ś ­

T e o r i ę , lecz m e t o d o l o g i c z n ą k o n i e c z n o ś c i ą .

nianie przez p r a w a p o m i j a z z a ł o ż e n i a specyficzne cechy danogo

r a l i z m s t a n o w i b o w i e m conditio sine qua non wszelkiej wiedzy

zjawiska

zgłaszającej

traktując

je j a k o

„nieistotne",

„naddane",

„irrole-

w a n t n e " . W t y m sensie „ n i e k o m p l e t n o ś ć " tego rodzaju w y j a ś ­
n i a n i a jest nie do u n i k n i ę c i a , a l b o w i e m w p r z y p a d k u p r ó b y w y -

43

Teoretyczny

pretensje do o b i e k t y w n o ś c i oraz jost

plu­

najbardziej

zgodny z h u m a n i s t y c z n y m p o g l ą d e m na ś w i a t .
Parafrazując

s ł o w a Lovi-Straussa m o ż n a p o w i e d z i e ć , iż na

153

�p e w n y c h otapuch b a d a ń n a u k o w y c h jest p o s t a w ą z d r o w ą u w a ż a ć ,

-hermeneutyczno s p e ł n i a j ą --• j a k j u ż w s p o m n i a ł e m — w a r u n k i

żo p r z y d a n y m stanie w i e d z y t y l k o jedna interpretacja m o ż o

przedstawiane a l t e r n a t y w n y m t e o r i o m , z p u n k t u widzenia zasad

w ł a ś c i w i e z d a w a ć s p r a w ę zo w s z y s t k i c h zjawisk p o d l e g a j ą c y c h

p l u r a l i z m u epistemologicznego. S ą one b o w i e m :

b a d a n i u . B ł ą d polega na rezygnacji z u s i ł o w a ń

1 niezgodne w dziedzinach, w k t ó r y c h się p o k r y w a j ą .

do p r z e z w y c i ę ż e n i a
Wracając

tego.

zmierzających

44

kładowo: strukturaliści wyjaśniają

do „ e t n o l o g a - k a r y k a t u r z y s t y "

— uznającego

za

(Przy­

t o , co znane przez t o , co

nieznane; c z y l i t o , co b e z p o ś r e d n i o dane t ł u m a c z ą t y m , co t y l k o

i s t o t n ą dla b a d a ń sferę s o c j o k u l t u r y , a k c e p t u j ą c e g o naturalis-

,,obsorwowalno", t z n . u k r y t e g ł ę b o k o p o d w a r s t w ą fenomenal­

t y c z n y ideal n a u k i i model w y j a ś n i a n i a nomologicznego — oraz

n ą . H e r m e n e u c i n a t o m i a s t s p r o w a d z a j ą , t o , co nieznane

„ o t n o g r a f a - p o r t r o c i s t y " — b a d a j ą c e g o i d i o k n l t u r ę i nie t r a k t u j ą ­

tego, eo znane, a w i ę c dane w d o ś w i a d c z e n i u b e z p o ś r e d n i m ) ;

cego n a u k i j a k o p r z e d s i ę w z i ę c i a nomototyeznego — m o g ę teraz

2 n i e w s p ó ł m i e r n e — o p e r u j ą systemami p o j ę c i o w y m i , k t ó r e s ą

s t w i e r d z i ć , żo s ą t o postaw3' r ó w n o w a ż n e p o d r ó ż n y m i w z g l ę d a m i ,

46

wzajemnie n i e r e d u k o w a l n e .

a w i ę c a l t e r n a t y w n e . Te dwa, s p o ś r ó d w i e l u m o ż l i w y c h p o d e j ś ć

W t y m u j ę c i u postawa zapatrzonego w y ł ą c z n i e w s o c j o k u l t u r ę

do badania k u l t u r y , c e c h u j ą się d i a m e t r a l n y m p r z e c i w i e ń s t w e m :

,, e t n o l o g a - k a r y k a t u r z y s t y "

jawi

l e ż ą c y c h u ich podstaw p r z e s ł a n e k t e o r e t y c z n y c h , w y z n a w a n y c h

swojogo

postawy

wizji

potwierdzają

n a u k i oraz samych koncepcji k u l t u r y

jako przedmiotu

do

zaprzeczenia
s i ę one

—

się j a k o

tlo konstytutywne

„etnografa - portrecisty":

wzajemnio i wzajomnio sobie

przeczą.

b a d a ń . E g z e m p l i f i k a e j ą o w y c h postaw w naukach etnologieznych

S ą d z ę , że ł ą c z n e stosowanie t y c h d w ó c h postaw p o z w o l i ł o b y n a

d n i a dzisiejszego s ą orientacje strukturahio-somiotyczna i fono-

uwydatnieni*! t r u d n o ś c i z w i ą z a n y c h z k a ż d ą z n i c h z

menologiczno-hermeneutyczna, rozumiano j a k o pewno całościowe

i j e d n o c z e ś n i e d o s t a r c z y ł o b y ś r o d k ó w do i c l i r o z w i ą z a n i a .

oraz w z g l ę d n i e s p ó j n e formacjo i n t e l e k t u a l n e .

osobna

O p o w i a d a m się w i ę c za stworzeniem w naukach etnologiez­

W k o n t e k ś c i e tego, co z o s t a ł o powiedziano, w i d a ć w y r a ź n i e ,

n y c h takiego p a r a d o g m a t u , dla k t ó r e g o charakterystyczna b y ł a b y

żo toczony n i e g d y ś na ł a m a c h czasopism etnograficznych s p ó r

postawa p a r a d o k s a l n a ,

p o m i ę d z y z w o l e n n i k a m i o b u t y c h postaw ( L . S t o m m ą i Z . Bone-

niacji

przeciwieństw;

p o l e g a j ą c a na r ó w n o c z e s n e j

bezpośrednim

zderzeniu

dwóch

afirstron

d y k t o w i c z o m ) , ze w z g l ę d u n a b r a k n i o z b ę d n e g o w t y m colu

s p r z e c z n o ś c i — w s p ó l w y s t ę p u j ą e y c h i r e l a t y w i z u j ą c y c h się wza­

consensus o m n i u m — m . i n . w s p ó l n i o a k c e p t o w a n y c h r e g u ł za­

jemnie — p o m i ę d z y k t ó r y m i nie m o ż e b y ć m e d i a c j i .

45

dowalającego

wyjaśniania

— jest

4 7

Najbardziej ś w i a d o m e stanowisko s a n k c j o n u j ą c e t ę p o s t a w ę

nicrozstrzygalny. Obydwie

m e t o d y s ą w równym s t o p n i u naukowo — o c z y w i ś c i e t y l k o w ra­

formułował

m a c h akceptowanego przez siebie i d e a ł u n a u k i — i empiryczno.

p o r s p o k t y w i z m u n a u k i ora.z dialogiczności m y ś ł o n i a .

równoczesnej

deprecjacji postawy k o n k u r e n c y j n e j , w y n i k a ć

wynika

m o ż e j e d y n i o z c z y n n i k ó w estetycznych, psychologicznych czy

i

uwzględnienia

ideologicznych, a nie stricte metodologicznych.

ności, k t ó r e u m y k a j ą

strukturalno-semiotyczne

oraz

fonomenologicznoI' R Z

I

W . T a t a r k i e w i c z , Historia filozofii, t . 1.11, Warszawa 1959,
s. 396
.1. B r o n o w s k i , Źródła wiedz// i wyobraźni.
Warszawa 1984,
в. 50
L . u r n B e r t a l a n f l y , Ogólna teoria systemów.
Podstawy,
rozwój, zastosowanie. Warszawa 1984, s. 231
z o b . : K . R . Popper, The Logie of Scientific Diseoci ry, L o n d o n
1959, s. 107 et passim ( w y d . p o l s k i e : Logika odkrycia na iikoirego.
Warszawa 1077)
z o b . : W . W h c w o l l , Philosophy aj Induetire Scicn-v. L o r d o n
1940, s. 39—49
* n p . E . Cassircr zdecydowaniu p r z e c i w s t a w i a ł s;ę tezie nol n i n a ł i s t y c z n e g o e m p i r y z m u , p r z y z n a j ą c e j piorwot.ność logiczną
w poznaniu elementarnym wrażeniom, k t ó r e jakoby miały b y ć
n a s t ę p n i e konstruowane w c a ł o ś ć .
p o r . : A . Sehutz, Potoczna i naukowa interpretacja ludzkiego
działania,
( w : ) Kryzys i schizma, 1, Antyscjcntystyczne
tendencje
w socjologii współczesnej,
W a r s z a w a 1984, s. 139 u .
T.S. K u l m , Struktura rewolucji naukowych. Warszawa 1968,
s. 137 i 129
t a m ż e , s. 137
z o b . : P . l v . Feyorabend, Jak być dobrym empirystaj, W a r ­
szawa 1979, t e g o ż , Again"/, Method, Outline of Anarchistic Theory
of Knowledge. L o n d o n 1975
per.: Fe\ r r a b e n d , Jak być..., s. 227 n .
\ V . Z o n n , Nauka a sztuka ( I I , Naiwny pitagureizm) ( w . )
W . Z o n n , A . F i n k e l s z t c i n , 0 nauce. Warszawa 1977, s. 1 0 1 ; p o r .
t a k ż e : B r o n o w s k i , Źródłu...,
s. 10(5 n .
P. Medewer, Tła; Suture of Knowledge, ( w : ) The, Encyklopedia
of Ignorance, Pergamon Press 1977, s. 15 ( c y t . za: J . Ż y c i ń s k i ,
Język i metoda, K r a k ó w 1983)
p o r . : B r o n o w s k i , Żródla....
s. 130
p o r . : A . W . Gouldner, Tcorel.yczicy kontekst socjologii ( w : )
Kryzys i. schizma, s. 112 n .
E . Sapir, Kultura, język, osobowość. W a r s z a w a 1978, s. 89
p o r , : S. A m s t e r d a m s k i , Między
historią a metodą.
Spory
o racjonalność
nauki, W a r s z a w a 1983, s. 92, 118 n .
t a m ż e . s. 26 n .
z o b . : A . K l o s k o w s k a , Kultura masowo. Krytyka, i obrona,
Warszawa 1980; t e j ż e , Z historii i socjologii kultury, Warszawa
1009; t e j ż e , Socjologia kultury. Warszawa 1984
K l o s k o w s k a , Kultura musowo..., s. 40
tamże
S. Czarnowski, Kultura
( w : ) Dzieła, i I . Warszawa 1956,
s. 13
a

3

4

5

7

8

9

1 0

I I

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

ją

również

koncepcje

Propozycja zajęcia postawy paradoksalnej w badaniach n a d
kulturą

Metody

alo w y r a ż a j ą

4 8

Opowiedzenie się po stronie k t ó r e g o ś ze stanowisk poznawczych,
przy

Feyorabend,

chęci

zo złożoności

zjawisk

społeczno-kulturowych

wielorakich a s p e k t ó w

ludzkiej

działal­

zdogmatyzowanym teoriom, absolutyzu­

j ą c y m swoje p a r t y k u l a r n e p e r s p e k t y w y .
P I S Y
2 3

t a m ż e , s. 20
t a m ż o , s. 15
t a m ż e , s. 14
t a m ż e , s. 23
nie ulega w ą t p l i w o ś c i , żo t a k i o p o j m o w a n i e k u l t u r y jest
wytworem określonych w a r u n k ó w społeczno -historycznych; por.:
A . W . Gouldner, Teoretyczny kontekst..., s. 123
p o r . : J . K m i t a , Szkice z teorii poznania naukowego, W a r ­
szawa 1976. s. 20 n .
p o r . : A m s t e r d a m s k i , Między
historią...,
e. 47 n .
L . S t o m m a , Determinanty polskiej kultury ludowej
XIX
wieku, „ P o l . Szt. L u d . " , R . X X X I I I , 1979 n r 3, s. 131
p o r . : C. Levi-Strauss, Smutek tropików,
Warszawa 1964,
s. 51
A . K ę p i ń s k i , Schizofrenia, Warszawa 1974, s. 49
z o b . : O. Levi-Strauss, Antropologia strukturalna, Warszawa
1970, s. 4S2 u . ; t e g o ż , W prowadzenie do twórczości
Marcela
Maussa, ( w : ) „U. Muuas, Socjologia i antropologia,
Warszawa
1973. s. L V I I
M . de U n a r u u n o , O poczuciu tragiczności
życia wśród ludzi
i wśród narodóie, K r a k ó w — W r o c ł a w 1984, s. 168
Sapir, К u Hura..., s. 149
p o r . : Levi-Strauss, Antropologia..., s. 465; t e g o ż , Wprowa­
dzenie..., s. X X X ; B . Suchodolski, Wstęp
( w : ) Levi-Strauss,
Antropologia....
s. 46 n .
p o r . : A m s t e r d a m s k i , Między historią...,
s. 47 n .
p o r . : G . W . Hegel, Fenomenologia ducha, Warszawa 1963,
s. 172 n .
p o r . : Ż y c i ń s k i , Język...,
s. 6 n .
t a m ż o , s. 212 n .
p o r . : v o n B e r t a l a n f f y , Ogólna..., s. 116 n .
Feyorabend, Jak być..., s. 41
t a m ż e , s. 25 п . , 47 п . , 108 п .
p o r . : Levi-Strauss, Antropologia...,
s. 154
zob.: Z . B e u e d y k t o w i c z , O niektórych zastosowaniach metody
fenomenologicznej
w studiach nad religią,
symbolem i
kulturą,
„ E t n o g r a f i a Polska", t . X X I V , z. 2, s. 9—47; L . S t o m m a , Magia
dzisiaj. Ituzicażaniu.
o metodzie, „ P o l . Szt. L u d . " , R . X X X I I ,
1978 nr 3—4, s. 136 n .
2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

3 4

3 5

3 6

3 7

3 8

3 9

4 0

4 1

4 8

4 3

4 4

4 5

4 6

4

z o b . : Feyerabond, Jak być...,

' p o r . : l v . P o m i a i i , Człowiek
s. 68, 81 u .
4 e

s. 133 n .

pośród

rzeczy, Warszawa 1973,

z o b . : W . B i b l e r , Myślenie
jako dialog, Warszawa
J . L i t w i n , Nieokreślenie
i człowiek, Warszawa 1976

1982;

�Czesław Robotycki

KLEJNOT I REKLAMA
1

Możliwości m e c h a n i z m ó w m i t y z u j ą c y c h d z i a ł a j ą c y c h w k u l ­

tego m o ż o

b y ć p l a k a t Tub

grafika

książkowa.

Równoczośnie

R o l a n d a Ba.rthes'a, nieograniczone.

jednak w i n n y c h j o j g a ł ę z i a c h k r ó l u j e u r z ę d o w o zatwierdzona

T o w a r z y s z ą c y m i t y z a c j i proces degradacji i przeniesienia z n a c z e ń

b y l e j a k o ś ć , zła k o m p o z y c j a , brudno k o l o r y , niski poziom w y k o ­

(Barthes'a słowo skradziono i z w r ó c o n o ) d o t y c z y ć m o ż e k a ż d e g o

nania i b r a k p o m y s ł ó w na opakowania, n a l e p k i , z n a k i firmowe,

turze masowej są, wodlug

elementu

kultury.

1

To

zuaue

tezy o d n o s z ę j u ż na

wstępie,

d r u k i reklamowe i t p . S t ą d m o ż e m a m y n o w ą „ g r a f i c z n ą " p o l s k ą

u p r z o d z a j ą c inno interpretacjo, do s z c z e g ó l n y c h z n a k ó w , k t ó r e

s p e c j a l n o ś ć : „ e t y k i e t ę z a s t ę p c z ą " oraz a m a t o r s k i kicz.

c z ę s t o w y k o r z y s t u j e się w r ó ż n y c h rodzajach g r a f i k i u ż y t k o w e j .

w y n i k a j ą c e z takiej s y t u a c j i nie są. s p r a w ą b ł a h ą . Granico togo

Wnioski

M y ś l ę o herbach w ich formie poprawnej heraldycznie lub w w y ­

co estetyczne s ą p ł y n n o . Nie b ę d z i e m y n i g d y p e w n i co

myślonej

k s z t a ł t u j e zbiorowy gust, galerie s z t u k i czy codziorme otoczenie

stylizacji.

Występują

r o z m a i t y c h w y r o b ó w , na

one

w

nieprzeliczonej

opakowaniach, e t y k i e t a c h ,

masie

szyldach

i formy

użytkowe.

lopioj

3

i w r e k l a m a c h . W bogatej, t a k zwanej europejskiej k u l t u r z e kon­

Polska z l i t e r y p r a w a i p r a k t y k i s p o ł e c z n e j jest p a ń s t w e m

sumpcyjnej dobra materialne są t ą sferą z e w n ę t r z n o ś c i , o k t ó r ą

e g a l i t a r n y m . J u ż k o n s t y t u c j a m a r c o w a (1921) pierwsza w odro­

p o d p r e s j ą m o d y stale się zabiega, b o w i e m posiadanie n o b i l i t u j e .

d z o n y m p a ń s t w i e w a r t y k u l e 96 s t a n o w i ł a , iż p a ń s t w o polskie nie

W sferze t a k i c h z a c h o w a ń herby na w i e l u p r z e d m i o t a c h z n a c z y ć

b ę d z i e u z n a w a ł o ż a d n y c ł i h e r b ó w , t y t u ł ó w i p r z y w i l e j ó w dzie­

m o g ą p o s t a w ę n a z y w a n ą w literaturzo fachowej „ m i e ć j a k o b y ć " .
P o r z u c a j ą c europejski w y m i a r zjawiska r o z o j r z y j m y się w o k ó ł

dzicznych.

siobio. Z mojej k r a k o w s k i e j p e r s p e k t y w y z a u w a ż y ł e m na p r z y k ł a d :

niem

wina owocowe, m a r k o w e nazwane Radwan

państwa

Lubicz.
Poraj,

Spotkalom
Nowina,

też

Dołęga.

restauracje

i Lcliwa,

sos p i k a n t n y

z zawołaniom

w

nazwie:

Polskie g o d ł a rodowe p o j a w i a j ą się też

w k o m p o z y c j a c h d r u k ó w r e k l a m o w y c h , na opakowaniach i na
naklejkach.

2

Wykorzystywanie

wzorców

rodzimej

heraldyki

to w skali polskioj s z t u k i i obyczaju sprawa marginesowa, p r o ­
p o n u j ę j e d n a k nie t r a c i ć jej z oczu i p r z y j r z e ć się z j a w i s k u

bliżej

Najnowsze

przekształcenia

egalitarystyczno,

które

d o k o n a ł y się formalnio i p r a k t y c z n i e po r o k u 1945 w r a z z nasta­
demokracji

ludowej,

stanowego. W i e l u

zlikwidowały
badaczy

ostatecznie

relikty

dostrzega j e d n a k

wciąż

pewien h i s t o r y c z n y fenomen, s t w i e r d z a j ą c , że w sferze obyczajo­
wej

wo

współczesnym

ludowym

państwie

przetrwały

pewne

w z o r y k u l t u r y s z ł a c h e c k i o j . S p o ł e c z n ą b a z ę ich istnienia t w o r z ą
dzisiaj przedstawiciele w s z y s t k i c h

środowisk

bez

względu

na

w a r s t w o w ą g e n e a l o g i ę . S ą to na t y l e w a ż n e części s k ł a d o w e p o l kiego othosu, żo ten etnologiczny f a k t c h ę t n i e e k s p o n u j ą i roz­

w k o n t e k ś c i e p e w n y c h osobliwości s t a ł e obecnych w naszej k u l ­

ważają

turze. D w i e z t y c h o s o b l i w o ś c i trzeba n a j k r ó c e j , c h o ć b y , o m ó w i ć ,

obyczaju i dzisiaj p r o b l e m m a bardzo b o g a t ą l i t e r a t u r ę . *

historycy,

historycy

literatury,

socjologowie,

znawcy

b o w i e m s ą one w a ż n e dla sygnalizowanego t u p r o b l e m u . Jedna

D o ł ą c z o n e t u p r z y k ł a d y i l u s t r u j e o b y d w i e o m ó w i o n e osobli­

d o t y c z y k u l t u r y plastycznej w naszym k r a j u , druga — t r a d y c j i .

w o ś c i . W p r z y p a d k u w i n a b i a ł e g o , owocowego, m a r k o w e g o ( i l . 3)

Grafika

użytkowa

w

niektórych

dziedzinach

reprezentuje

w Polsce bezspornie w y s o k i p o z i o m profesjonalny a p r z y k ł a d e m

s t y l i z o w a n y rysunek g ł o w y w h e ł m i e z p r z y ł b i c ą n a t l e sztandaru
w

białoozerwoną

szachownicę

jednoznacznie o d w o ł u j e

się

do

155

�3

rycersko-szlacheckiej t r a d y c j i . Całość w oryginale u t r z y m a n a jest

bliżej n i e o k r e ś l o n e g o „ w y r o b u w d a w n y m s t y l u " oraz

w t o n a c j i b i a l o - r ó ż o w e j i czerwonej z c z a r n y m l i t e r n i c t w e m .

r e k l a m u j ą c e g o warsztat u s ł u g o w y ( i l . 6 i 7) p o s ł u ż y l i się w k o m ­

Przepisu na p i k a n t n y sos p o l s k i o nazwie herbowego g o d ł a

afisza

Lubicz

p o z y c j i p o p r a w n y m i heraldycznie h e r b a m i p o l s k i m i . P o z o s t a ł e

nie z n a l a z ł e m a n i w k s i ą ż k a c h k u c h a r s k i c h warszawskiej L u c y n y

elementy k o m p o z y c j i t o r ó w n i e ż polska wspomniana o s o b l i w o ś ć .

Cwierciakiewiczowej

i w galicyjskiej M a r i i Monatowej a n i t e ż

N a o p a k o w a n i u jest n i ą rozmazany m o t y w k w i a t o w y n i e o k r e ś l o ­

w „ s t a r o p o l s k i e j k u c h n i " . E t y k i e t a skomponowana jest z b a r w

nej b a r w y „ r z u c o n y " na czarne t ł o . Afisz r e k l a m o w y jest d w u -

stosowanych w polskiej heraldyce: srebrnej, czerwonej i niebies-

b a r w n y . Czarny d r u k i rysunek umieszczono na j a s n o z i e l o n y m

skiej. W s t ę g a z n a z w ą sosu n a w i ą z u j e f o r m ą do w s t ą g z dewizami

p o d ł o ż u . T a k z w a n y „ s e l e d y n " t o b a r w a kanoniczna w Polsce,

h e r b o w y m i ( i l . 5). Technicznie lepiej dopracowana ś w i a d c z y j a k b y

j a k m o ż n a b y s ą d z i ć s p o g l ą d a j ą c na t y n k i i ś c i a n y w mieszkaniach,

o s w o i m polsko-zagranicznym zapleczu. A u t o r z y

k l a t k a c h schodowych, u r z ę d a c h i gabinetach.

opakowania

I I . 1. R e k l a m a p i w a z Niemiec Z a c h o d n i c h , z herbem k s i ą ż ę c y m ; i l . 2, 3. W z o r y zatwierdzone u r z ę d o w o
I I . 4. Opakowanie szwajcarskiej c z e k o l a d y ; i l . 5. P r o d u k t f i r m y polonijno-zagranicznej

'Scbokr

Maurtnus Ałpenrahm-Nue-Scho!«?iatJc,

156

�N o w o k o n t o k s t y , w k t ó r y c h u ż y t e z o s t a ł y herby l u b i c h n a z w y
nio n a w i ą z u j ą

do polskiej t r a d y c j i . W p r z e s z ł o ś c i sposoby

wania herbu b y ł y gwarantowane przywilejami
obwarowane p r a w o m . R o z w ó j

o d n a j d u j e m y we w s p ó ł c z e s n o ś c i , k i e d y m ó w i się o

inteligencji,

uży­

postawach l u b charakterze n a r o d o w y m P o l a k ó w . Z j a w i s k a te s ą

i rygorystycznie

d u ż o trwalsze n i ż prawno regulowania u s t a n a w i a j ą c e l u b z n o s z ą c e

i stosowanie w p r a k t y c e

odpo­

w i e d n i c h „ k o n s t y t u c j i " — j a k nazywano k i e d y ś postanowienia

przywileje

społeczne.

5

H e r b b y ł z n a k i e m t o ż s a m o ś c i . H e r b y polskio w s k a z y w a ł y na

sejmów — strzegących stanowych przywilejów i odrębności w y ­

z w i ą z k i rodowe. J e d n y m horbem p o s ł u g i w a ł o się n a w e t

tworzyły

dziąsiąt rodzin. M o t y w y godeł b y ł y w większości

z czasem b o g a t ą

obyczajowość,

hierarchię

wartości

i n o r m y — c z y l i t o , co n a z y w a się ethosem szlacheckim. H i s t o ­
r y c y nieraz p r ó b o w a l i z r e k o n s t r u o w a ć t e n ethos n a

kilka-

pochodzenia

6

r o d z i m e g o . T e n r o d o w y charakter h e r b ó w oraz s p o s ó b i c h u ż y c i a

podstawie

j a k i z a c h o w a ł się w sztuce (ozdoby architektoniczno, p o r t r o t y ,

odpowiednich ź r ó d o ł i l i t e r a t u r y . M i s t r z e m w t e j m a t e r i i b y ł

r z e ź b a , n a g r o b k i ) z d e c y d o w a ł y , ż e s t a ł y się one c z ą s t k ą h i s t o r i i .

J a n S t a n i s ł a w B y s t r o ń i w s p ó ł c z e ś n i e i d ą c y jego t r o p a m i Janusz

Ale s ą dziedzictwem szczególnym.

T a z b i r . A u t o r z y ci wskazali na c h a r a k t e r y s t y c z n y s p o ł e c z n y r y s

czesnym

kultury

szlacheckiej.

herby pozostały jako znaki, k t ó r y c h treść została

chodziło

o stale zabiegi szlachty b y z a c h o w a ć

w

społeczeństwie.

W

postawionej

Praktyka

t u kwestii

społeczna

heraldycznej
swoją

pozycję

weryfikowała

jednak

u s t a w o d a w s t w o . W relacjach m i ę d z y w a r s t w o w y c h , j a k w k a ż d y m

braku

znajomości

P r z y powszechnym

heraldyki

(szezegółowogo

współ­
kodu)

zapomniana.

Z a c h o w a ł y n a t o m i a s t p e w n ą f u n k c j ę oznaczania — s t a ł y się one
emblematami historii lub historycznośei.
R e k l a m a k o r z y s t a z p e w n y c h c h w y t ó w r e t o r y c z n y c h (meta­

s p o ł e c z e ń s t w i e , t a k ż o i w p o l s k i m , d o c h o d z i ł o p r z e c i e ż przez w i e k i

fora, m e t o n i m i a ) . Przekaz

do

m u s i m i e ć p o j ę c i o w o u c h w y t n e znaczenie — pisze jeden ze zna­

sytuacji konfliktowych

powstałych

na

różnym

tle —

od

reklamowy musi być

semantyczny,

gospodarki po w y z n a n i e . P o j a w i a ł y się n o w e w a r s t w y s p o ł e c z n e ,

nych autorów.

w z r a s t a ł o przechodzenie

etykieta) możo b y ć k a m u f l a ż e m , przesadą, m i m i k r ą .

l u d z i ze s t a n u do s t a n u . K a ż d a

sytuacja prawna strzegąca

barier s p o ł e c z n y c h r o d z i ł a

ich

to

obchodzenia.

Budziło

u s t a w o d a w c z ą , co p r o w a d z i ł o

kolejną

szlachecką

więc

sposoby

inicjatywę

do p o s t a n o w i e ń s p o ł e c z n i e

niere­

7

Reklamowy zewnętrzny

wystrój

(opakowanie,
8

Przykłady

polskiej g r a f i k i u ż y t k o w e j s t o s u j ą c e j h e r b y l u b ich n a z w y j a k o
elementy

kompozycyjne podlegają

t y m ogólnym

H i s t o r y c z n o ś ć polskiego h e r b u w ł ą c z o n a w szeregi

prawidłom.
semantyczne

a l i s t y c z n y c h a coraz bardziej s z c z e g ó ł o w y c h . P r a w o r e g u l o w a ł o

d e g r a d u j ą c e j k u l t u r y masowej ł a t w o o s i ą g a p o z i o m b a n a ł u w y ­

w i ę c n a w e t f o r m y u b i o r u , z a k a z y w a ł o szlachcie o k r e ś l o n y c h za­

r a ż o n y , na p r z y k ł a d , w j ę z y k u p o t o c z n y m n a z w ą

w o d ó w i c z y n n o ś c i (handel, r z e m i o s ł o ) , m ó w i ł o o utracie k l e j n o t u ,

Leliwa".

dziedziczeniu o b c y c h t y t u ł ó w i t d . Postanowienia t a k i e p r a k t y k a
życiowa

zamieniała

w s z c z e g ó ł obyczajowy, l i t e r a t u r ę ,

folklor

i n o r m y p o s t ę p o w a n i a , k t ó r o w specyficznych przetworzeniach

„ j a b c o k —•

P o z o s t a j ą c p r z y tej s k r o m n o j ilości p r z y k ł a d ó w , k t ó r o zgro­
m a d z i ł e m j a k o s y g n a ł zjawiska, u m y ś l n i o p o m i n ą ł e m

„importy'

— t o jest h e r b y i i c h stylizacje niepolskie z n a j d u j ą c e się na przed

11. 6. Opakowanio w y r o b u f i r m y r z e m i e ś l n i c z e j „ w d a w n y m s t y l u " ; i l . 7. P r y w a t n a , a m a t o r s k a r e k l a m a u s ł u g r z e m i e ś l n i c z y c h

&gt;Dohr/,e wiedzieć
[

by skor/yslu&lt; &lt;&lt;
• o"•"•&gt; "o i

siei ilp.

ttmph, кетчп

•

t * « w » e ~ - •*&gt;&lt;•»&lt;&gt;&lt;»

IJXTO,

О,-

, .

1

Л

&gt;&lt;тщЛ

W|W»kj« * " A r i e t o * wlavipck » po«wn»»r&lt;*&gt; «XI ll*«em,- «&gt;ub
РЯГМН'К* i piu.,.4jbie&lt;slw itjHl|№til»it||Ut» &gt;* toś««* *8(«!iKKh
SPECJALISTYCZNY Z A M AD USŁUO М ! Ш К А № 0 » У С Н

ADAM KAROL KOCZANOWSKI
u l ^ w U m i l w g t 4 (kdo KooMtiiritwjJ
JGtCSZENIA

W GODZINACH
i . . Z.

7Ш.П •

31-127
O D 10.00 D O 18.08

1 MO

157

�I

m i o t a c h p o c h o d z ą c y c h z t a k zwanego „ z a c h o d u " . T y c h jest t a k

w t y m w t ó r n y m u ż y c i u m o ż e też b y ć z n a c z ą c e w ś w i e t l e polskiej

wiele, ż e t r u d n o jo zliczyć. Ł a t w i e j

tradycji.

funkcję

też p r z y p i s a ć

im

oznaczania dobrogo g u s t u u ż y t k o w n i k a , l u b

wtórną
wysokiej

j a k o ś c i w y r o b u . T o , żo t a k niewiolo r o d z i m y c h h e r b ó w pozostaje

W s z y s t k i o te kwestie ledwo t u d o t k n i ę t e

wymagają

n a m y s ł u etnologa w s p ó ł c z e s n o ś c i , b ę d z i e w i ę c c z y m

zapełniać

n u m e r y „ S z t u k i L u d o w e j " — jeżeli redakcja p o z w o l i .

P R Z Y P I S Y
1

R o l a n d Barthes, Mit dzisiaj (w:) t e g o ż a u t o r a , Mit i znak —
w y b ó r e s e j ó w , Warszawa 1970, s. 30—49
J a k w i a d o m o w heraldyce polskiej o b o k znamienia wzroko­
wego (godła i k l e j n o t u ) w y s t ę p o w a ł r ó w n i e ż znak s ł u c h o w y - —
z a w o ł a n i e . Z o b . n p . Słownik
terminologiczny sztuk pięknych,
red.
Stofan K o z a k i e w i c z , Warszawa 1976, s. 174—177
Zobacz na ten t e m a t na p r z y k ł a d : P i o t r K r a k o w s k i , O sztuce
nowej i najnowszej,
Warszawa 1984; A l i c j a K u c z y ń s k a , Wzory
modne w życiu
codziennym,
Warszawa 1983; Reno K o e n i g ,
Potęga i urok mody, Warszawa 1979
* Janusz Tazbir, Kultura
szlachecka — struktura i wzorce oby­
czajowe, (w:) Narodziny
i rozwój nowoczesnej kultury
polskiej,
W r o c ł a w 1976, s. 9—36; t e n ż e , Kultura
szlachecka w
Polsce,
Warszawa 1978; Swojskość i cudzoziemszczyzna w dziejach
kultury
polskiej (pr. zb., red. Zofia Stofanowska) W a r s z a w a 1973;
Tradycje
szlacheckie w kulturze polskiej
(pr. zb., red. Z o f i a Stefanowska),
Warszawa 1976. Zobacz t e ż prace K a z i m i e r z a W y k i , J a r e m y
2

3

Pot.:

Maciszewskiego, Tadeusza Ł e p k o w s k i e g o ,
Bohdana Cywińskiego i wielu innych.

Jerzego

Jedlickiego,

5

Jan S t a n i s ł a w B y s t r o ń , Dzieje obyczajów
w dawnej
Polsce,
t . 1 i 2, Warszawa 1976; Janusz Tazbir, prace cytowane w y ż e j ;
J ó z e f C h a l a s i ń s k i , Społeczna
genealogia
inteligencji
polskiej,
Warszawa 1946. W a r t o w t y m miejscu p r z y p o m n i e ć t a k ż e z b i ó r
z n a k o m i t y c h e s e j ó w o g ł o s z o n y c h w t o m i e : Polaków portret
własny,
(red. Marok R o s t w o r o w s k i ) , K r a k ó w 1979, w y d a n y j a k o suple­
m e n t do w y s t a w y p o d t a k i m s a m y m t y t u ł e m .
6

D z i a ł o się t a k w p r z e c i w i e ń s t w i e do t r a d y c j i zachodnio­
europejskiej, gdzie k a ż d a rodzina m i a ł a s w ó j herb. Z o b . Gert
Oswald, Lexikon
der Heraldik,
L e i p z i g 1984, s. 310, h a s ł o : Połnische
Heraldik.
7

Giłlo Dordles, Człowiek
s. 242—243
8

t a m ż e , s. 284—287

Z. Pijak

zwielokrotniony,

Warszawa

1973,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10633" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10611">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/28037860b477e66ee276b59af1749863.pdf</src>
        <authentication>1c6eb080ba30ba9523e3621bef01eeee</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126698">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1925</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126699">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126700">
                <text>etnologia francuska</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="126701">
                <text>Lévi-Strauss, Claude, (1908- )</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126702">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1786</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126703">
                <text>Claude Lévi-Strauss : demon Leplace'a czy uprawiający muzykę Sokrates l/ LUD 1987 t.71</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126704">
                <text>LUD 1987 t.71,s.11-38</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126705">
                <text>Węglarz, Stanisław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126706">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126707">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126708">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="126709">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126710">
                <text>IJud, t. 71, 1987

STANISŁ,lW
WĘGLARZ
WOK Nowy Sącz

CLAUDE LEVI-STRAUSS: DEMON LAPLACE'A
CZY UPRAWIAJĄCY MUZYKĘ SORATES?

Cechą twórczości Levi-tSraussa, emocjonalnie dlań bodaj najisbotniejszą, jest jej aspekt naukowy. Z wielu wypowiedzi autora Antropologii
strukturaLnej wynika, iż jego naczelną ambicją było zasłużenie na miano
naukowca, a głównym dążeniem - unaukowienie humanistyki. Problem
,naukowości" przewija się jak Leitmotiv pod różnymi postaciami w całym dziele Levi-Straussa, jest motorem jego koncepcji antropologii strukturalnej i -- jak sądzę - właściwym kluczem do jej zrozumienia. W niniejszym szkicu zamierzam dokonać eksplikacji akceptowanego przez Levi-Strau'&gt;sa modelu ideału poznania naukowego 1 i jego konsekwencji
metodologicznych, a także wskazać na czynniki biograficzne, kulturowe
i historyczne warunkujące ową akceptację oraz na pewną antynomiczność poglądów autora Mythologiques, stąd wynikającą.
Uzdolnienia muzyczne, które w młodości Levi-Strauss posiadał, nie
prog~ozowały mu zrobienia kariery wybitnego kompozytora lub dyrygenta; podobnie jak zamiłowania poetyckie i literackie oraz pewien talent
plastyczny - nie wróżyły wspaniiałych sukcesów w dziedzinie poezji,
powieściopisarstwa względnie malarstwa. "W gruncie rzeczy to, :co robimy, wynika w dużej mierze z barier zamykających przed nami inne
drogi" - stwierdzi Levi-Strauss po latach 2. Czując, że brakuje czegoś
w strukturze jego mózgu, co uniemożliwia mu 2'jostanie wielkim artystą, postanowił zostać wybitnym naukowcem. Już jako młodzieniec zainteresował się botaniką orazigeologią, i to upodobanie do nauk przyrodniczych odcisnęŁo trwałe piętno na kształcie jego myśli 3.
Po ukończeniu studiów w zakresie prawa i fHozofii, wZ1ględyicharakterologiczne - żywość umysłu i "permanentne nieprzystosowanie" zniechęciły Levi-Straussa do podjęcia praktyki prawniczej, a później
1

Między

Na temat
historią

kOlncepcji "ideału poznania naukowego"
zob.: S. Amsterdamski,
Spory o racjonalność
nauki, Warszawa 1983, s'. 6, 18, 26

a metodą.

et passim.
2 "Le Point", 14.11.1983 r.
3 Por.:
"Literatura",
7 (34): 1985, s. 59 {przedruk
Levi Straussa tygodnikowi "Le Nouvel Observateur").

wywiadu

udzielonego

przez

�12

Stanislaw

Węglarz

skłoniły go do porzucenia pracy dydaktycznej w zakresie fiLozofii.Wstręt
do spekulacji filozoficznych sprowadzających się, zdaniem autora
Smutku tropików, do próżnej zabawy polegającej na operowaniu "statycznymi an iynomiami" typu treść i fOima, 'istota i istnienie, ,ciągłość
i nieciągłość itp., która ćwicząc inteligencję wys~lsza zarazem umysl wywo~ał zaintere.sowanie się Levi-Straussa zagadnieniami etnograficznym' 4. W etnologii dostrzegł "krańcową formę schronienia" i deskę ratunku mogącą wyzwolić go od zwątpienia i zapewnić satysfakcję intelektualną. Odtąd dyscyplina ta stała się prawdziwym powołaniem Levi-Straussa,
dając jego myśli "w praktyce przedmiot niewyczerpany,
dostarczany
przez różnorodność zwyczajów, obyczajów i instytucji" 5. Kilkuletni pobyt
w Brazylii :- wykłady na uniwersytecie w Sao Paulo, a przede wszystkim prowadzone wśród południowoamerY'kańskich Indian badania terenowe - to pierwszy etap "etnologicznego" żywota Levi-Straussa. Jednakże kluczowy dla ukształtowania się jego formacji intelektualnej był
okres pobytu w No'wym Jorku. Sam Levi-Strauss przyznaje, że fakty
biograficme ,są szczególnymi adwokatami jego metody, dlatego też nie
od rzeczy będzie poświęcić nieco miejsca naszkicowaniu klimatu intelektualnego, w którym rodziły się i krzepły poglądy teoretyczne autora Elementarnych struktur pokrewieństwa.
Ameryka w okresie ostatniej wojny była - jak wiadomo - przystanią dla emigrantów z krajów zagrożonych skutkami faszystowskiego totalitaryzmu i nacjonalistycznego szowinizmu. Wśród przybyszów z Europy - centrum hitlerowskiego cyklonu - znajdowało się wiele wyhitnych jednostek: :uczeni i pisarze, wynalazcy i poeci, inżynierowie i filozofowie .. , Mekką ich stał się Nowy Jork, przeobrażony w najbardziej
międzynarodowe środowisko jakie sobie można wyobrazić. W takim tyglu
najwybitniejszych umysłów tamtych czasów - rodziło siq nowe, nabie.;.
rał znaceznia problem integracji nauki oraz rozwoju badań interdyscyplinarnych. Tendencjami do zmiany teoretycznego układu odniesienia, mogącego doprowadzić do nowego widzenia świata, szczególnie zainteresowani byli humaniści. W klimacie intelektualnym, jaki wytworzył się wśród
przedstawicieli nauk społeczno-humanistycznych w efekcie II wojny światowej, dominował bowiem pogląd o zapóźnieniu tych dyscypli;'"l względ.em nauk przyrod.niczych. Zarzut niedorozwoju dotyczył zarówno ich
metod, daleko odbiegających ścisłością od kryterium naukowości stos·()wanego w przyrodoznawstwie, jak i efektów pnlktycznych, Bezradności
ludzkiej wobec katastrof spowodowarJych przez społeczne konflikty,
przeciwstaw.iały się olb1zymie sukcesy fizyki i jej praktycznych zastoso4

Zob.: C. Levi-Strauss,

5

j.w., s. 55.

Smutek

tropików,

Warszav,,-a 1964, s. 47 n. i nast.

�CLAUDE

LEVI-STRAUSS:

DEMON

LAPLACE'A

13

wań. Nic więc dziwnego, że w sferach intelektualnych
dość powszechnie
przypisywano
wówczas nieszczęścia
i zagrożenia
świata nierównomiernemu rozwojowi nauk przyrodniczych
i społeczno-humanistycznych,
wyrażaj,jc pod adresenl tych ostatnich
żal, iż nie nadążają
za rozwojem
tYCil pierwszych,
że opanowanie
otoczenia
przyrodniczego
okazało się
o tyle łatwiejsze
ni;i, racjonalizacja
stosunków
międzyludzkich.
Z drugiej strony doceniając rolę dyscyplin
społeczno-humani1stycznych
zdC,wano sobiesprGlwt?, że pytanie o ich ksztatt jest pytaniem o los ludzkości.W
obliczu narastających
problemów
socjalnych i ekonomicznych,
w ewentualnym
postępie dokonanym. na gruncie nauk społeczno-humani.:tycz.nych, widziano szansę wywarcia
leczniczego
wpływu
na niedomogi społeczości ludzkich. Teraz, podobnie jak mututis mutandis woświeceniu czy pozytywizmie,
wiara w nową naukę stała się więc znów fundanwnLem eschatologicznych
nadziei.
'0llej sytuClcji postulat unaukowienia
humanistyki
stanął w centrum!
metodologicznych
dyskusji.
Ażeby sprostać
temu wymogowi
należało
jedl~c,k dokonać takiej reorientacji
w obowiązującym
paradygmacie
nauki, aby nowe sposoby rozumowania
mogły rzeczywiście dopomóc w zrozumieniu otoczenia społecznego oraz uzyskaniu
nad nim kontroli.
Wielki
niepokój intelektualny
wkrótce przyniósł
efekty. Powstają
nowatorskie
teorie: teoria gier J. von Neumanna
i O. Morgensterna
(1944 r.); cybernetyka N. Wlenera i jego kontynuatorów
(1948 r.); teoria informacji
zapoczątkowana przez C. E. 8hannona i W. Weavera (1949 r.); ogólna teoria
systemów L. von Bertalanffy'ego
(1950 r.) i inne 6. Zapanowała
moda na
budowanie :modeli oraz abstrakcyjne
uogólnienia,
prowadzące
do poszukiwania możliwie naj ogólniej szych systemów teoretycznych;
hipotez wyjaśl1lających istotę zjawisk będących przedmiotem
badań tak nauk przyrodniczych, jak i społeczno-humanistyoznych.
Zaczęto dostrzegać na różnych poziomach
rzeczywistości
występoWianie
podobieństw
strukturalnych (Lzomorfizmów); usiłowano spojrzeć na świat jako na wielką zorganizowan'1 całość. Miejsce mechanistycznego,
analitycznego,
jednokierunkowo przyczynowego
paradygmatu
nauki klasycznej,
zajmuje podejście
systemowe. W humanistyce
wprowadza
się nowy aparat pojęCiiowy oraz
metody wzorowane na naukach ścisłych i przyrodniczych.
Głównym celem reprezentantów
dyscyplin społecznych
i humani'stycznych
staje się
dążenie do wykrycia (porządku (organizacji) w społeczeństwie
i człowieku.
Neumanm, O. Morgenstern,
Theory
of Games and Economic
1944; N. Wiener, Cybernetics
or Control and Communication
in the Animal
and the Machine, New York 1948'; C. E. Shannon, W. Weaver, The
Mathematical
Theory
of Communication,
Urbana 1949; L. von Bertalanffy.
The
Theory of Open Systems in Physics and Biology,
"Science", Ill: 1950, s. 23 - 29.
6

Zob.: J. von
Princeton

Beha1:ior,

�14

Stanislaw

Węglarz

W kontekście takiej właśnie atmosfery intelektualnej należy rozpatrywać ukształtowanie si~ akceptowanego przez 'Levi-Straussa ideału poznania naukowego i jego koncepcji metodologicznych. Elementy naszkicowanej wyżej wizji nauki stanowić będą osiowy program całej twórczości autora Elementarnych struktur pokrewie7~stwa.
"Nie możemy - pisał Levi-Strauss - umieścić nauk ścisłych i przyrodniczych po jednej stronie, a nauk społecznych i humanistycznych po
drugiej (... ). Podejście w istocie naukowe istnieje tylko jedno: jest to
podejście nauk ścisłych i przyrodniczych do badania świata i nauki humanistyc7..I1epowinny dążyć do takiego właśnie podejf,'cia w badaniach
nad człowiekiem jako częścią świata" 7. Każda prawdziwa nauka - zdaniem autora Antropologii strukturalnej - musi być zatem jak przyrodnicza. Decydują zaś o tym tak wZJględy ontologiczne, jak i epistemologiczne oraz met,odologiczne.
Struktury formalnie homologiczne są bowiem stwierdza Levi-Strauss - "wznoszone z różnych materiałów na różnych piętrach żywego organizmu: procesów organicznych, nieświadomej aktywności psychicz~ej, myśli refleksyjnej' 8. Twórca ogólnej toorii systemów wyraził
to .samo w stwierdzeniu, iż "świat (a więc wszystkie dające się zaobserwować zjawiska) wykazuje strukturalną jednolitość, przejawiającą się
w izomorficznych zarysach porządku !J. Potwierdzają to m.in. odkrycia
biologii molekularnej w zakresie genetyki komórkowej, które wykazują
głęboką -analogię z odkryciami lingwistyki strukturalnej na temat funkcjonowania języka 10.
Podobnie jest z procesem poznania: badanie geologiczne - polegaj&lt;{ce,najogólniej rzecz ujmując, na przekształcaniu pierwotnego chaosu,
jaki stanowi uniwersum skalnej materii, w uporządkowany układ warstw
składających się na skorupę ziemską - objawiło się Levi-Straussowi
jako wwrzec poznania prawdziwego. Poznanie bowiem - jak napisał
w Smutku tropików - "nie opiera się na wyrzeczeniu ani też na handlowej wymianie, lecz na selekcji p r a.w d z i w y c h aspektów, to znaczy tych, które odpowiadają właściwościom mojego myślenia. Nie dlatego, że moje myślenie wywiera nie unikniony wpływ na rzec'z;y,jak twierdzą neokantyści, lecz raczej dlatego, że moje myślenie jest samo również
przedmiotem. Będąc z tego świata, jest tej samej natury co świat H. Geologia zatem uświadomiła Levi-Straussowi, iż ład wprowadzany do całości
7 C. Levi-Strauss,
Criteria
of Science in the Social and Human Disciplines,
"InteTnational Social Science Journal", vol. 16, nr 4, Paris 1964.
8 C. Levi-Strauss,
Antropologia
strukturalna,
Warszawa 1970, s'. 280.
g L. VQn Bertalanffy,
Ogólna teoria systemów, Warszawa 1984, s. 120.
10 Por.:
C. Levi-Strauss,
Vivre
et parler, "Le s Lettres fran&lt;;aises", 14.02.1968.
11 C. Levi-Strauss,
Smutek .•. , dz. cyt., s. 52.

�CLAUDE

L~::VI-STRAUSS:

DEMON LAPLACE'A

15

zrazu bezładnej, nie jest ani przypadkowy, ani dowolny, lecz stanowi potwierdzenie tożsamości praw świata i praw myślenia.
Konsekwencją powyższego jest pogląd, że tradycyjny podział na nauki o 'Człowieku i nauki pr,zyrodnicze zawiera wewnętrzną sprzeczność,
albowiem "rozróżnienie to :nie opiera się na niezależności tych dwu
dziedzin, lecz tylko na tymczasowej naszej nieudolności naukowego traktowania faktów ujawnionych przez te pierwsze. Gdybyśmy zdołali fakty
te potraktować naukowo, przestałyby się one odróżniać od innych" 12.
Levi-Strauss jest więc zdecydowanym
zwolennikiem
nomnatywnej
wersji tezy naturalizmu metodologicznego - którego nie należy utożsamiać z redukcjonizmem 13 - głoszącej, że podstawowe normy i dyrektywy metodologiczne powinny być wspólne dla nauk przyrodniczych oraz
dyscyplin społeczno-h umanistycznY'ch.
Jakie zatem są owe podstawowe zasady metodologiczne, które konstytuują ideał poznania naukowego charakterystyc:zny dla przyrodoZil1awstwa?
Nowożytny ideał nauk przyrodniczych - ukształtowany w kulturzeeuropejskiej na przełomie XVI i XVII stulecia - zakładał, że wiedza
naukowa przede wszystkim musi być obiektywna, mieć charakter ogólny
(nomologiczny), a jej rozwój "vmien 'być zagwarantowany przez konsekwentne stosowanie racjonalnej metody badania 14. Wiara w realizację takiego poznania oparta była na dwóch podstawowych przesłankach:
1. ontologicznym przeciwstawieniu sfer "czystej" podmiotowości myślenia oraz absolutnej przedmiotowości świata. "Czysta" pocimiot,owość myślenia oznacza przekonanie o możliwości osiągnięcia całkowitej autonomii
przez podmiot poznający, która uzasadnia traktowanie go (podmiotu) jako
samoprzejrzystej świadomości, mogącej poznawać całkowicie zewnętrzny
byt. Konsekwencją podstawowej opozycji ("podmiot-przedmiot"), była
z kolei cała seria przeciwstawieilstw typu: "człowiek-przyroda", "ja-świat
zewnętrzny",
"fakt-wartość",
"nauka-sztuka",
"poznanie-przeżycie",
"opis-ocena", ,,'Obiektywna prawda-.subiektywny sens" ... 15;
2. założeniu o istnieniu ładu (prawidłowości) w porządku ontologicznym
oraz o możliwości odzwierciedlenia tego ładu w porządku epistemologicznym (w postaci wiedzy nomotetycznej).
c. Levi-Strauss, Panorama cLe l'Ethnologie, "Diogene", 2: 1953.
Redukcjonizm polega na sprowadzaniu
wszystkich zjawisk do jednego ich
rodzaju, &lt;!'J.p.
tylko do fizycznych lub psychicZl!1ych, lub też społecznych itd. Redukcjonizm idzie w parze z tendencją do unifikacji nauki - sprowadzeniu wszystkich
dyscyplin np. do fizyki.
u Por. S. Amsterdamski, Między historią ... , dz. cyt., s. 10 i nast.
15 Por.: M. Siemek,
Myśl drugiej
połowy
XX wieku, :[w:] Drogi współczesnej
filozofii,
Warszawa 1978, s. 112Jn. i nast.
12

13

�16

Stanislaw

Węglarz

Nauką wzorcową dla przyrodoznawstwa stała się matematyka. którą
potraktowano jako jedyny i najdoskonalszy instrument do badania natury i odkrywnia prawd obiektywnych. Matematyka zauroczyła zwłaszcza
fizykę i. astronomię, dzięki czemu - a w sz.czególnoś·ci za sprawą teorii
Newtor.a - "kosmos w oczach ludzi końca XVII wieku stał się księgą
praw bezwzględnych, praw mających charakter absolutny i nieodwołalny" 16. Mariaż przyrodoznawstwa z naukami ścisłymi otoczył to pierwsze nimbem doskonał1ości, a obiektywizm, precyzja i uniwersalizm ustaleń dokonywanych na ich (nauk przyrodniczych) gruncie, stały się przedmiotem zachwytu, zazdrości i pożądania ze strony przed~tawicieli dy~cyplin społeczno-humanistycznych,
przynajmniej od końca XVIII wieku.
Lad wszechświata cechujący się absolutną przyczynowością, konsekwen'2ją i ciągłością, został przeciwstawiony bezładowi praw ziemskich. Zauważmy, iż w ten sposób został zrealizowany, sięgający starożytności greckiej (platona, Arystotelesa) ideał episteme: wiedzy zawierającej twierdzenia pewne o prawdach koniecznych i ogólnych, w odniesieniu do ;'wiatCl
fizycznego.
W tradycji nauk społecznych za myśliciela, który w czasach nowożytnych pierwszy spostrzegł, że świat społeczny nie je.st domeną przypadko·
wości i chaosu, ~ecz rządzą niun pewne konieczne prawidłowości \\70wnętrzne, uchodzi Monteskiusz. Stwierdził on, iż "pomiędzy faktami społecznymi - tak samo jak między faktami fizycznymi - można wykryć
pewne stałe z\oviązki, dzięki którym fakty te są tym, czym są, niezależnie od naszych ocen, ideałów i oczekiwań" 17. Kontynuatorem tej idei
oświeceniowego filozofa na gruncie francuskiej myśli społecznej był Saint-Simone. Połącz,yI on pogląd o istnieniu określonych prawidłowości
w zjawiskach społecznych z koncepcją organicyzmu, postulując utworzenie _. ukonstytuowanej na wzór fizyki czy fizjologii - nauki społecznej, zajmującej się odkrywaniem owych prawidłowości i wykorzystaniem
tej wiedzy w praktyce do przewidywania oraz świadomego kierowania
społeczeństwem. Saint-Si:mone'a można więc uznać za prekursora idei naturalizmu metodol,ogicznego w nauce o ispołeczeństwie. Ideę tę przejęli
z kolei uczeni reprezentujący
pozytywistyczny typ myślenia 18: Comte
w swoim programie uprawiania socjologii; Mill w projekcie "logiki nauki
społecznej"; Quetelet w stworzonej przez siebie filozofii "fizyki społecznej". Postulat metodologicznego naturalizmu wyznawali także ewolucjo16 W. ZOO1Jl1,
Nauka
a sztuka (II. Naiwny
pitagoreizm),
w: W. Zonn. A. FinkeI:sztejn, O nauce, Warszawa 1977, s. 117.
17 J. Szacki, Historia
myśli socjologicZ'1l.ej, cz. l, Warszawa 1981, S, 102.
18 Na temat światopoglądu
pozytywistycznego zob. m. in.: J. Szacki, IHstoria ...•
dz. cyt., s.2I56 n. i nast.; L. Kołakowski,
Filozofia
pozytywistyczna
(od IIllme'a
do Kola Wiedeńskiego), Warszawa 1966.

�CLAUDE

L:eVI-STRAUSS:

DEMON

LAPLACE'A
,j

niści: filozof i socjolog Spencer oraz "ojcowie etnografii (tzw. badacze
kultury) Tylor, Morgan, Mc Lennan, Lubbock i in. Imperatyw stworzenia
nauki o społeczeństwie, modelowanej na wzór nauk przyrodniczych i analogicznej do nich, przyświecał rówież mistrzowi francuskiej szkoły socjologicznej, Durkheimowi i jego kontynuatorom.
Levi-Strauss, w aspekcie akceptacji naturalizmu
metodologicznego,
tkwi zatem w bogatej tradycji szeregu francuskich (i nie tylko zresztą)
myślicieli od Monteskiusza po Durkheima i Maussa. Zajmę (się teraz
przedstawieniem tego, jak wyobrażenia Levi-Straussa na temat metodologicznych właściwości nauk ścisłych i przyrodniczych, odzwierciedliły się
w jego koncepcji antropologii strukturalnej.
Obiektywizm stanowi conditio sine qua non prawdziwie naukowego
poznania, dlatego też "pierwszą ambicją antropologa jest osiągnięcie
obiektywności ... " 19.W dyscyplinach społeczno-humanistycznych zajęcie
postawy obiektywnej jest szczególnie trudne ze względu na to, że każdy
reprezntant danego społeczeństwa, (a więc również naukowiec) posiada narzuconą mu, swoistą "optykę kulturową". W procesie socjalizacji bowiem
"otoczenie wpaja nam poprzez tysiąc świadomych i nieświadomych bodźców złożony .system kryteriów, dotyczący oceny wartości, motywacji, centrów zainteresowania ... " 20. W związku z tym, iż postępujemy zawsze
zgodnie z tym systemem kryteriów, "rzeczywistości kulturowe znajdujące
się poza nim dają się obserwować tylko poprzez narzucone im przez ów
system deformacje, jeśli nie uniemożliwia nam całkowicie dostrzegania
ich" 21.Można by więc stwierd7ić, że "żadna kultura nie potrafi wyrobić
:sobie prawdziwego sądu o innej, :,ponieważ nie może wyjść poza siebie
samą i w konsekwencji jej ocena jest bardzo względna" 22.Prawdą jest,
iż zapoznawanie faktu uwikłania w kulturze ima ważkie konsekwencje
epistemologiczne i moralne: absolutyzowanie punktu widzenia danej kultury prowadzi np. do wypaczenia rzeczywistego obrazu innych kultur, ich
deprecjonowania lub (rzadziej) wywyższania. Problem ten jest bardzo
istotny także z metodollogicznego punktu widzenia, gdyż przedmiotem etnologii (badającej społeczności rozł07.one w przestrzeni) i historii (badającej społeczności rozłożone w czasie), są właśnie kultury odmienne od
.,podmiotowej" kultury badacza. W tym kontekście fundamentalne pytanie brzmi: czy w ogóle możliwe jest naukowe - a więc przede wszystkim obiektywne - poznanie "obcych" kultur przez badacza, który jest
przecież zawsze uwikłany w jakąś "swoją" kulturę. Kultur~ dostarczaC. Levi-Strauss, Antropologia ... , dz. cyt., s. 464.
C. Levi-Strauss,
Rasa a historia, {w:] L. C. Dunn,
-StrauS's, Rasa a nauka. Trzy studia, Warszawa 1961, s. 149.
lU

20

2l

j.w.

~ j.w., s, 155.
2

"Lud" -

t. 11

O. Klineberg,

C. Levi-

"

�Stanislaw Węglarz

18

jącą mu nie tylko określonego systemu wartości, ale wręcz determinującą
cały jego spOlsóbmyślenia. Odpowiedź Levi-Straussa na to zasadnicze pytanie jest z konieczności pO'z~ywna, albowiem - jak twierdzi - w przeciwnym wypadku, tzn. gdybyśmy byli trwale niezdolni do wyzwolenia się
od norm, które nas ukształtowały, "nasze wysiłki oglądania w perspektywie różnych społeczeństw, łącznie z naszym, byłyby znowu wstydliwym przyznaniem jego wyższości nad wszystkimi innymi" 23. Nieustępliwe poszukiwanie warunków osiągnięcia postawy obiektywnej w badaniach
etnologicznych spowodowało, że autor Antropologii strukturalnej
wiele
miejsca w swych pracach poświęcił na demaskowanie deformacji obrazu
innych kultur, wynikających z - najczęściej nieświadomego - absolutyzowania partykularnego punktu widzenia, zdetenminowanego światopoglądem danego społeczeństwa. Przykładem tego może być wynajdywanie
przeróżnych kryteriów, klasyfikujących społeczeństwa od zewnątrz. Levi-Strauss udowodnił, iż wszelkie tego typu kryteria są w istocie względne,
gdyż nie istnieje żaden system odniesienia dający się prawomocnie stosować do wszystkich społeczności stanowiących przedmiot zainteresowań
etnologów 24. W książce Le Totemisme aujourd'hui autor dokonał z kolei mistrzowskiej rozprawy z konsekwencjami spekulatywnych analiz
opartych na arbitralnym ujmowaniu rzeczywistości kulturowej społeczności plemiennych, rozpraszając "złudę totemizmu" 25. Przypomnę, że
przez totemizm rozumiano pewien rodzaj związków zachodzących między
grupami ludzkimi i elementalilli przyrody (totemami), traktując go m.in.
jako formę protoreligii. NiezrozUJmiałe i dziwne dla zewnętrznych obserwatorów zachowania tłumaczono przez nie mniej dziwne pseudonaukowe
spekulacje. Levi-Strauss pokazał, iż rzecznicy totemizmu, dowolnie wydzlielając z systemu myśli nieoswojonej przypadkowe elementy, mieszali
różnor,odne wierzenia i zwyczaje arbitralnie opatrując je wspólną etykietą: "totemizm". Wierząc w totemizm jako instytucjonalną rzeczywistość,
jego zwolennicy dawali się zwieść ;złudzeniu, albowiem tzw. totemiZlffi
bynajmniej autonomiczną - tj. dającą się określić wewnętrznymi cechami - instytucją nie jest. W gruncie rzec~y to, co uważano za totemizm
"jest tylko poszczególnym przypadkiem ogólnego zagadnienia klasyfikacji
i jednym z wielu przykładów roli przypisywanej często specyficznym kategoriom w celu wypracowaniu klasyfikacji społecznej" 26. Cały szereg
uczonych uchodzących za klasyków etnologii, dowolnie wyodrębniając jeden z poziomów czy momentów klasyfikacji, jaki tworzy odniesienie do

23
24
25
26

C. Levi-Strauss, Smutek ... , dz. cyt., s. 355 n.
Zob. m. in.: C. Levi-Strauss,
Antropologia ... , dz. cyt., s. 467
Zob.: C. Levi-Strauss, Totemizm, Warszawa 1968.
C. Levi-Strauss, Myśl nieoswojona, Warszawa 1969, s. 97.

nast.

�CLAUDE

LEVI-STRAUSS:

DEMON

LAPLACE'A

19

gat~nków przyrody, oraz nadając mu \fangę instytucji, w rzeczywistości
kreowało fikcję 27. W historii nauk etnologicznych takich przykładów kultywowania przesądów, reifikacji pustych abstrakcji, tworzenia quasibytów
jest znacznie więcej 28.
Zadaniem etnologii jest ujawnienie prawdy o człowieku poprzez ..studia
porównawcze nad różnymi formami społecznej egzystencji, wielpma ludzkimi doświadczeniami. Jeżeli wiedza na ten temat ma być faktycznie naukowa (obiektywna), badacz musi zmierzać do osiągnięcia takiej postawy,
która pozwoli mu na poznanie i osądzeni.eczłowieka "z punktu widzenia
dostatecznie wyniosłego i oddalonego, aby uczynić to w oderwaniu od
cech przypadkowych związanych z określonym społeczeństwem lub określoną cywilizacją" 29. Według autora Myśli nieoswojonej - jako się rzekło - zajęcie takiego stanowiska poznawczego jest możliwe. W tym celu
należy "oderwać się" od własnego społeczeństwa. Polega to na odczuciu
"nienaturalności", "obcości" własnej kultury; odrzuceniu traktowania jej
zwyczajów, obrzędów, norm, wartości itd., jako oczywistych i jedynie prawomocnych. Na marginesie zauważę, iż postawa ta kojarzy się z owym
zdziwieniem", które według tekstu Platońskiego Teajteta ma być konstytutywne dla filozofowania. Etnolog musi więc porzuc:ić cały system
odniesienia właściwy społeczeństwu, z którego wyszedł. Dopiero wówczas
formułowane przez antr()lpologię (strukturalną) wnioski odkrywające pewne ogólne własności życia społecznego, będą mogły być w równym :stopniu obowiązujące dla wszelkich społeczności ludzkich, bez względu na
ich historyczne i geograficZI!1erozmieszczenie. Levi-Strauss - wierny
zasadom akceptowanego przez siebie ideału poznania naukowego - marzy zatem właściwie o swoistym "hiperobiektywizmie": jego sformułowania mają być prawomocne nie tylko dla uczciwego i obiektywnego obserwatora, lecz również dla wszystkich możliwych 'obserwatorów, niezależnie od miejsca i czasu. Postawa hiperobiektywna odróżnia - zdaniem
autora Antropologii strukturalnej
- etnologa m.in. od etnografa, którego
zadaniem jest obserwacja i. monograficzny opis kultury, a który przeważnie "nie jest w stanie wyZ)wolić się całkowicie z własnej kultury, bądź
kultury dostarczającej mu metod i hipotez roboczych, należących przecież
do określonego typu kultury" 30. Hiperobiektywi:mn wyróżnia etnologa
także od socjologa dążącego do wytłumaczenia własnego społeczeństwa
poprzez wypracowanie ogólnej teorii socjologicznej, którego przedmiot
j.w., s. 204.
Por.: L. Stomma, Magia dzisiaj. Rozważania o metodzie, "Polska
Ludowa", XXXII: 1978, nr 3 - 4.
29 C. Levi-StraU5l'&gt;, Smutek ... , dz. cyt., s. 51.
30 C. Levi-Strauss,
Antropologia ... , dz. cyt., s. 117.
27

28

Sztuka

�Stanislaw

20

Węglarz

widziany jest zawsze "z punktu widzenia obserwatora", a wnioski z koniec:zmościsą historycznie i kulturowo zrelatywizowane 31.
Dla wyrażenia różnorodnych doświadczeń społecznych, w formie postulowanych przez Levi-Straussa wniJosków hiperobiektywnych, absolutnie nie wystarcza słown~ctwo potoczne, będące przecież wytworem kategorii socjologicznych jakiegoś jednego, określonego społeczeństwa. Konieczne natomiast staje się wprowadzenie nowych kategorii myślowych
i znacznie bardziej abstrakcyjnych pojęć; pojęć wolnych od ograniczeń związanych z partykularną optyką społeczno-kulturową. Uniwersalna wiedza musi być wyrażana w uniwersa1nym języku - stąd też nieodzowne jest odwoływanie się antropologii strukturalnej do matematyki
i logiki 32.
Dążąc do uzyskania poznania naukowego - pojmowanego przez Levi-Straussa jako zdobycie wiedzy pewnej, hiperobiektywnej, ważnej zawsze i _wszędzie - autor MythoIogiques
stara się konsekwentnie w całej
swej naukowej twórczości dystansować od wszelkich twierdzeń względnych, od prawd sytuacyjnych. Stąd wynika - jak sądzę - jego sceptycyzm względem wszelakich systemów filozoficznych oraz dotychczasowych osiągnięć tzw. nauk społeczno-hUlmanistycznych. Widać to dobrze
na przykładzie polemiki z poglądami Sartre'a - uchodzącymi w opinii
Levi-Strau:ssa za "ostatnią (wielką historyczną próbę podtrzymania tradycji filozoficznej, datującej się od Platona" 3:J którą podjął m.in.
w lX rozdziale Myśli nieoswojonej. \V Critique de la raison dialectique 34
Sartre, odwołując się do kryteriów świadomości historycznej, odróżnia pozbawionych (rzekomo) zdolności przeprowadzania analizy intelektualnej oraz nie potrafiących (rzekomo) racjonalnie przedstawiać rzeczywistości - "prymitywów" (tj. członków tzw. społeczności plemiennych) od
"cywilizowanych", tj. członków naszego zracjonalizowanego (rzekomo)
społeczeństwa. Lćvi-Strauss jednoznacznie udowodnił natomiast, że sposób w jaki ludy "prymitywne" konceptualizują świat, jest nie tylko spójny i konsekwentny, !lecz "jest jedynym sposobem, jaki narzuca się, gdy
stajemy przed przedmiotem, którego elementarna struktura tworzy obraz
o z~ożonej nieciągłości" 35. Operacje umysłowe konstruujące systemy klasyfikacji - czy to "przeżywane" jak totemizm, czy "wykonywane" jak
obrzędy, czy wreszcie "pojmowane" jak mity - tworzące światoobrazy
społeczności, "na których nie ciąży żadna szczególna fatalność" 36, są jak
31
3!
33
34

'5
as

j.w., s. 463 n.
j.w., s. 470.
"Le Point", 14.11.1983.
J. P. 8artre, Criitque de la raison dialectique, Paris 1960.
C. Levi-Strauss, Myśl ... , dz. cyt., s. 401 TI.
C. Levi-Strauss, Antropologia ... , dz. cyt., s. 186.

�CLAUDE

Ll1:VI-STRAUSS:

DEMON LAPLACE'A

21

najbardziej logiczne i dokonywane przez intelekt. W gruncie rzec4y logika tych operacji jest "równie wymagająca co ta, na której opiera się
myślenie pozytywne i w istocie mało od niej różna. Albowiem różnica
bierze się nic tyle z jakości operacji umysłowych, i'le z charakteru rzeczy, których dotyczą te operacje" 37. Autor Myśli nieoswojonej, opisując
erektywne działanie mechanizmów tzw. myślenia pierwotnego, ostatecznie przezwyciężył fałszywą opozycję między U!mysłowościąlogiczną i prelogiczną. Wykazał on doo~tnie, że myślenie pierwotne nie jest myślą dzikich, ani myślą iludzkośd prymitywnej czy archaicznej, lecz myślą w stanie pierwotnym - myślą "nieoswojoną", w odróżnieniu od myśli "oswojonej", czyli ksz.takanej w celu zwiększenia wydajności myślenia. Te dwa
rodzaje myśli absolutnie nie są przy tym przeciwstawne w lsensie jakościowym. Nie istnieje też między nimi żadna różnica czasowa lub prz,estrzenna. Myśl 'kształcona nie jest bynajmniej wynalazkiem współczesnym, ukazywała s:ięona bowiem w różnych miejscach kuLi ziemskiej
i w różnych momentach historii; analogicznie, myśl nieoswojona kwitnie
w dalszym ciągu w wielu dziedzinach życia naszego "zracjonalizowanego"
społeczeństwa, przeplatając .się z myślą oswojoną 38. Przykład Sartre'a pokazuje, jak niebezpieczne jest absolutyzowanie swojej partykularnej podmiotowości i przedstawianie pewnej prawdy :sytuacyjnej przy jednoczesnym przekonaniu, że przyjmuje się perspektywę uniwersalną i objawia
prawdę absolutną. Jego filozofia - według Levi-Straussa - może służyć
jc;ko dobry przykład mitologii naszych czasów (i naszego społeczeństwa),
gdyż Sartre sytuuje się wobec historii, "jak ludzie pierwotni wobec wiecznej przeszłości; w systemie Sartre'a historia odgrywa dokładnie rolę mitu" 39. Skoro w tworzonym przez niego systemie można odnaleźć wszystkie aspekty myśli nieoswojonej - stanowi on jej ekwiwalent, przez co
nie jest zdolny do jej osądzenia 40.
Opisana wyżej "tEchnika oddalenia" - zdaniem Levi-Straussa - upodabnia antl'Opologię (strukturalną) do astronomi'i, a antropologa do "astronoma nauk społecznych" tj. Paralela ta ma głęhszą wymowę: astronomia,
zajmując się obiektami bardzo odległymi, ukonstytuowała się jako pierwsza z nauk fizycznych; antropologia, badając "oddalenie społeczne", ma
szansę stać się pierwszą nauką spośród dyscyplin społeczno-humanistycz-

37

j.w., s. 313.

38

c.

39

j.w., s. 381.

40
41

Levi-Strauss,

Myśl ... , dz. cyt., s. 328 n.

jw., s. 374.
C. Levi-Straus:s,

do twórczości

Marcela

wa 1973, s. LVII; także:
szaWa 19SB, s. 14.

cyt., s. 482 n.; tenże, Wprowadzenie
M. Mauss, Socjologia i antropologia,
WarszaG. Charbonnier, Rozmowy z Claude Uivi-Straussem,
War-

Antropologia
Maussa,

Iw:l

... , dz.

�22

Stanislaw Węglarz

nych. Oparta na badaniach etnograficznych, etnologkzno-antropologiczna
synteza - w pojęciu Lćvi-Straussa - ma stać się uogólnieniem wszystkich badań nad człowiekiem; ma być ich aspektem teoretyczno-naukowym, podczas gdy inne dyscypliny przedstawiają tylko ich aspekt empiryczny 42. Przyjęcie postawy gwarantującej autonomię poznania (hiperobiektywizm) jest wszakże warunkiem wstępnym i koniecznym, lecz niewystarczającym dla osiągnięcia prawdy naukowej. Odkrywanie jej "obwarowano jeszcze przed powstaniem nauki nowożytnej warunkami dotyczącymi metody (... ). Podzielano przy tym sformułowane przez Kartezjusza ostrzeżenie, że uprawianie nauki bez pomocy metody wydaje się raczej szkodliwe niż pożyteczne" 43. Właśnie dzięki naukowej metodzie stano~ącej ucieleśnienie ludzkiej racjonalności - możliwe jest "zdobycie
nie tylko wiedzy prawdziwej, ale wiedzy której prawdziwość musi ujawnić się w.sposób niewątpliwy" 44. Znalezienie odpowiedniej metody jest
tedy drugim - w kolejności logicznej - krokiem, który Lćvi-Strauss
musi wykonać dla zrealizowania akceptowanej przez siebie wizji celów
poznania .naukowego, na gruncie dyscyplin społeczno-hllmanistycznych.
Po raz kolejny wypada odwołać się teraz do owych "szczególnych
adwokatów", czyli faktów biograficznych autora Antropologii strukturalnej. Podczas wspomnianego wyżej pobytu w Nowym Jorku, Lćvi-Strauss
nie tylko mógł żyć w panującej itam wówczas szczególnej atmosferze intelektualnej, lecz także miał okazję zetknąć się bezpośrednio z wieloma
czołowymi postaciami klimat ten tworzącymi. Najistotniejszy bodaj, bo
najbardziej owocny, był jego kontakt z Jakobsonem. Twórca fonologicznej teorii binaryzmu tak wspomina ,okres ich wspólnej pracy w Nowej
Szkole Badań Społecznych: " ... od samego początku różnice między studentami. i profesorami zostały anulowane z tego względu, że sami profesorowie uczęszczali na wykłady .swoich kolegów. Byłem pilnym "studentem" Lćvi-Straussa, a ponieważ on również chodził na moje wykłady,
mogliśmy ze sobą dyskutować" 45. Wykłady Jakobsona i dyskusje z nim
objawiły Levi-Straussowi, że to, co on sam chciałby dopiero zrobić
w dziedzinie etnologii - w językoznawstwie strukturalnym istnieje już
jako szkoła myślenia.
Językoznawstwo strukturalne 46, jako jedyna z dyscyplin humanistyczC. Levi-Strauss, Panorama ... , dz. cyt. (tłum. polskie: Aktualne perspektywy
"Polska Sztuka Ludowa", XXXV: 1981, nr 2, s. 68).
43 J. Zyciński, Język i metoda, Kraków
1983, s. 100.
44 W. Wojciechowska,
Słowo od tłumacza,
[w:] R. Descartes, Rozprawa o metodzie właściwego
kierowania
rozumem
i poszukiwania
prawdy
w naukach, Warszawa 1981, s. XII.
45 Rozmowa
Romana Jakobsona z Jean Pierre Faye, Jean Paris, Jacques Roubood, [w:] Znak, styl, konwencja, Warszawa 1977, s. 60.
48 Mam tu na myśli europejski
odłam lingwistyki strukturalnej.
42

etnologii,

�CLAUDE

Ll::VI-STRAUSS:

DEMON

23

LAPLACE'A

nych, zdołało sformułować pozytywną metodę i jednocześnie odkryć naturę faktów poddawanych analizie. Język, czyli jedno z najważniejszych
zjawisk społecznych, został potraktowany jako przedmiot niezależny od
obserwatora i taki, dla którego możliwe jest zebranie długich serii statystycznych. Tym samym lingwistyka strukturalna udowodniła, iż spośród zjawisk społecznych przynajmniej język można badać prawdziwie
naukowo, a więc w sposób tłumaczący jak się on ukształtował i przewidujący jego przyszłą ewolucję 47. Swoją uprzywilejowaną pozycję w humanistyce językoznawstwo strukturalne zajęło dzięki odkryciom de Saussure'a oraz narodzinom fonologii, łączącej się z nazwiskami Trubieckiego
i Jakobsona. Nie wdając się tu w przytaczanie ogólnie znanych poglądów
de Saussure'a. 48 oraz przedstawianie różnic między szkołami na tezach
autora Kursu językoznawstwa
ogólnego wyrosłymi, stwierdzę jedynie,
że tym, co łączyło cały zespół doktryn językoznawczych określanych mianem strukturalistycznych,
było przede wszystkim nowe spojrzenie na
przedmiot badań: poza chaosem zachowań językowych dostrzeżono pewien twór abstrakcyjny; rządzący się określonymi regułami, immanentny
system czy:;tych relacji. Miało to ważkie konsekwencje metodologiczne.
Czyniąc przedmiotem swych analiz rzeczywistość, której mechanizm jest
obiektywny i konieczny - a więc podlegającą prawom i dającą się sformalizować - lingwistyka jako pierwsza spośród dyscyplin humanistycznych osiągnęła pm:iom teoreetyczny bliski ideałowi prawdziwie naukowego poznania, a :dokładność jej metody zbliżała językoznawstwo do nauk
matematyczno-przyrodniczych.
Teoria [onologiczna Trubieckiego
natomiast została najpclniej wyłożona w dziele Grundziige der Phonologie 49.
Na gruncie wiedzy o języku, zagadnieniem dźwięków zajmowała się fonetyka. Ujmow~ła ona dźwięki jako jednostki fizykalno-akustyczne starając si~ w chaosie ich prawie niezlicwnej ilości występującej w poszczególnych języbch, ustalać normy poprawnej i bezbłędnej wymowy obowiązująco w dcll1ym języku. Fonetyka zajmowała się więc rozważaniami
dotyczącymi aktu mowy (parole), zwracając uwagę na stronę substancjalną dźwięków. Trubiecki zauwaźył, że spośród szeregu cech akustyczno-artykubcyjnych
składających się na dźwięki językowe, dla porozumiewania się relewantne (istotne) są tylko niektóre - spełniające funkcję
różnicowania znaczeń. Taki najmniejszy zbiór fonologicznie relewantnych
cech danego tworu dźwiękowego, określił mianem fonemu 50. W praktyPor.: C. Levi-Straus's, Antropologia .. , dz. cyt., s.
F. de Saussure, Cours de linguistique
g,źnerale,
Kurs językoznawstwa
ogólnego, Warszawa 1961).
49 N. S. Trubetzkoy,
Grundzuge
der Phonologie,
N. S. Trubiecki, Podstawy fonologii, Warszawa 1970).
50 N. S. Trubiecki,
Podstawy ... , dz. cyt., s. 39.
47

43

118 n.
Genewa

1916 (tłum. polskie:

Prague

1939 {tłum. polskie:

Należy

dodać,

że pojęciem

�24

Stanislaw

Węglarz

ce ',komunikacyjnej rozpoznawanie istotnych wrażeń akustycznych dokonuje się automatycznie, za pomocą nieuświadamianych kryteriów wyuczonych wraz z językiem. Fonemy danego języka wstępują w opozycje
charakteryzujące się obecnością względnie nieobecnością określonych cech
artykulacyjno-akustycznych.
Fonemami są więc wszystkie dźwięki językowe mogące (aktualnie lub potencjalnie) stać w opozycJi fonologicznej do :innych dźwięków. Trubiecki stwierdził ponadto, iż w każdym języku istnieje ograniczona liczba fonemów. Swoją funkcję komunikacyjną
spełniają one dzięki wzajemnej wartości pozycyjnej w systemie języka
(tzw. aspekt dystrybucyjny fonemów). Innymi słowy oznacza to, że "znaczeniowa funkcja języka nie jest beZJpośrednio związana z samymi dźwiękami, lecz ze sposobem, w jaki te dźwięki okazują się powiązane ze sobą" 51. Dzięki tym odkryciom, stworzył Trubiecki nową dyscyplinę językoznastwa - fonologię - badającą nie fizyczną jakość, zewnętrzną stronę dźwięków, ale ich istotę, czyli funkcję dźwięków jako reprezentację
uporządkowanego systemu znaków 52. Idee Trubieckiego wkrótce zostały
rozwinięte przez Jakobsona, który m.in. wykI10czył poza myśl autora Podstaw fonologii
w kwestii dotyczącej opozycji dystynktywnych. Słuszność
Jakobsonowskiej koncepcji wiązek cech binarnych (opozycja: nacechowane -nienacechowane,
tzn. obecność lub nieobeoność określonej cechy
charakterystycznej w członach dychotomicznie skonstrastowanych), które
są uniwersalne i mają zastosowanie we wszystkich systemach sem~otycznych, potwierdziła teoria komunikacji. Odkrycia twórców fonologii pokazując, jak powinno odbywać się przejście od rozpatrywania elementów
pozbawionych znaczenia do systemu semantycznego, a także drogę do odkrywania architektoniki języka, stworzyły na założonych przez de Saussure'a fundamentach gmach strukturalnej lingwistyki.
Prace językoznawców-strukturalistów
wykazały, że język jest systemem posiadającym hierarchiczną strukturę oraz składającym się ze ściśle
określonych (cechami dystynktywnymi), wzajemnie powiązanych jednostek, których liczba jest skończona (i niewielka), a których kombinacje
dążą do nieskończoności. Ważne również było udowodnienie, że prawie
wszystkie zachowania językowe sytuują się na poziomie myśli nieuświadamianej. W toku mówienia bowiem, nie posiadamy uświadamianej wiedzy o prawach językowych. Poza tym, nawet ewentualna świadomość
podmiotu posługującego się językiem nie wystarcza, ażeby w prawa te
skutecznie ingerować. Tak więc fonologia, a za nią językoznawstwo strukfonemu posługiwali się przed Trubeckim m. in. J. Baudonin de Courtenay oraz
M. Kruszewski; Trubiecki nadał mu jednak nowy sens.
51 C. Levi-Strauss,
Antropologia
... , dz. cyt., s. 287.
52 Por.:
G. Helbig, Dzieje językoznawstwa
nowożytnego,
Wrocław 1982, s. 54 n.

�CLAUDE

LEVI-STRAUSS:

25

DEMON LAPLACE'A

turalne, zdołała dotrzeć do obiektywnej realności polegającej na systemach b~dących wytworem nie uświadamianej działalności umysłu. Wykroczono tym samym poza zjawiska świadome i historyczne, pozostające
zawsze na powierzchni '13. Metoda fonologii (i językoznawstwa strukturalnego) sprowadza się do czterech podstawowych kroków:
]. przejściu od łJ2dania uświadamianych zjawisk do bada'nia ich nieuświadamianej infrastruktury;
2. uczynieniu podstawą analizy relacji zachodzących między człionami;
3. wprowadzeniu pojęcia systemu;
4. zmierzaniu do odkrycia ogólnych praw 54.
Tym sposobem zbliżono Isię do "naturalistycznego" ideału poznania
naukowego, w którym sięga się poza bezpośrednie dane empiryczne w celu uzyskania wiedzy a :obiekcie danym tylko pośrednio czyli "przedmiocie obserwowalnym" 55. Zjawiska językowe - a więc społeczne par excellence - zostały wyjaśnione poprzez sprowadzenie tego, co bezpośrednio dane, do tego, co w pewnym sensie tylko "obserwowalne". Dostrzegalne ZJmysł3mizachowania 'werbalne zaczęto uważać jedynie za zewnętrzny wyraz, natomiast za najważniej:szy uznano ukryty w nieuświadamianych strukturach Imyślowych, mechanizm nimi rządzący - abstrakcyjny system językowy (langue). Abstrakcyjne i f10rmalne bada'nia prowadzone metodą strukturalną, upodobniły się do badań przyrodniczych odkrywających abstrakcyjne, ale \DiezmienD'estosunki, w których przejawia się uchwytny dla rozumu aspekt badanego zjawiska.
Tak dużo miejsca poświęciłem omówieniu nowatorskich osiągnięć
w językoznawstwie dlatego, że właśnie w przetransponowaniu metody
lingwistyki strukturalnej do badania innych zjawisk kulturowych, dostrzegł Levi-Strauss szansę zastosowania w naukach społecznych ścisłych
sposobów rozumowania oraz stopniowej ich matematyzacji, a więc wprowadzenia tych dyscyplin do raju nauk ścisłych i przyrodniczych 56. Nasuwa się tu jednak zasadniczy problem: czy i na ile upraw:niona jest taka
ekstrapolacja metody wypracowanej w jednej dziedzinie na inne sfery?
Ażeby zaakceptować taki uniwersalistyczny charakter metodologicznych
zasad językoznawstwa strukturalnego, jako wzorcowych dla nauk zajmujących się całością zjawisk społecznych, należałoby pozytywnie odpowiedzieć na pytanie: czyglobalnie pojmowana - kultura składa się ze
zjawisk a naturze zbliżonej do natury ję7iyka?; a także czy są one powiązane podobnymi strukturami ID'ieuświadamianymi?
C. Levi-Strauss, Antropologia ... , dz. cyt., s. 119 n.
N. Trubiecki, La phonologie actlLel!e, w: Psychologie du langage,
s. 243 n.
55 Por.: S. Amsterdamski,
Między historiq ... , dz. cyt., s. 69 n.
56 Por.: C. Levi-Strauss,
Antropologia
... , dz. cyt., s. 131 n.
53

54

Paris

1933,

�26

Stanislaw

Węglarz

Na głęboką tożsamość zjawisk językowych i innych zjawisk kulturowych, jak również ich nieuświadamianą naturę, zwracał już uwagę amerykański eJtnolog Boas 57. Myśl' tę podjął z kolei m.in. Sapir, dla którego
"język był zjawiskiem fascynującym, ponieważ był w jego oczach kluczem do zrozumie'nia całeg'O ludzkiego świaia. Język był klucz,em do kultury, kluczem do myśli" 58. Pisał on m.in.: " ... całość ludzkiego behavioru
wspiera się na istotnej tożsamości mechanizmów psychicznych, zarówno
świadomych, jak i nieświadomych ... "5!l; " ... lingwistyka
jest nauką
o strategicznym znaczeniu dla metodologii nauk społecznych. Za pozorną nieprawidłowością zjawisk społecznych kryje się regularność konfiguracji i tendencji równie realna, jak regularność procesów fizycznych
w świecie mechaniki
" 60. Według Sapira "lingwistyka, dzięki swym
danym i metodom ( ), jest świadectwem możliwości prawdziwie nauko\\Tych badań 'nad zjawiskami społecznymi, nie małpujących metod i nie
przechwytujących bez rewizji pojęć z nauk przyrodniczych" 61. Stwierdzając tożsamość społeczno-kulturowych mechanizmów psychicznych oraz
doceniając teoretyczną dojrzałość językoznawstwa, Sapir już 00 '1ajmn~ej
kilkanaście lat wcześniej iniż Levi-Strauss stwierdzał, że "reguły ważne
w gramatyce są równie doniosłe dla badań nad organizacją społeczną,
religią, sztuką, mitologią i techniką" 62.
Tezy Sap-ira nie wyszły jednak w zasadzie poza sferę postulatów. Dopiero powstanie takich nowator.skich teorii, jak np. teoria informacji, która udowadniała m.in., że społeczeństwo sianowi pewną całość dzięki systemom porozumiewania się; czy też cybernetyki głoszącej, iż mózg ludzki ma wiele wspólnego z maszyną liczącą i przy pomocy znanej .nam logiki maszyny możemy rzucić światło na logikę człowieka - uzasadniło
nadzieje na zrozumienie człowieka i społeczeństwa poprzez badanie kultury ujmowanej z komunikacyjnego punktu widzenia. Metoda fonologii
natomiast miała w stosunku do nauk zajmujących się rzeczywistoscią społeczno-kulturową odegrać podobnie przewodnią rolę, jak matematyka wobec nauk fizycznych.
W sierprniu 1945 r. w;czasopiśmie "Word" - wydawanym przez JakobsO'na i jego współpracowników skupionych w Nowojorskim Kole Lingwistycznym - ukazał się artykuł Levi-Straussa Analiza strukturalna
57 Zob.:
F. Boas, Handbook
of American Indian Languages, "Bureau of Americam Ethnology", 40, 1911 (1908), I, s. 67, 70 n.
58 A. Wierzbicka,
Sapir a współczesne językoznawstwo,
[w:] E. Sapir, KultuTa,
język, osobowość, Warszawa 1978, s. 19.
59 E. Sapir, Kultura
... , s. 147 n.
GO j.w., s. 94.
ftl j.w.,
s. 94 n.
G2 j.w., s. 139.

�CLAUDE

LEVI-STRAUSS:

DEMON LAPLACE'A

27

językoznawstwie
i w antropologii 63, w którym po raz pierwszy 'spróbował on uza:sadnić praktycznie ideę stosowania uogólnionych reguł metody fonologicznej, do innych :niż językowe zj,awisk kulturowych (systemów pokrewieństwa). Koncepcje swoje --- tam zarysowane - rozwinął
'następnie w pracy Elementarne struktury
rokrewie11.stwa" 64, a w późniejszym okresie skutecznie wykorzystał
metodę strukturalną
przede
wszystkim do analizy mitów 65.
Wstępnym założeniem, które tkwi u podstaw Levi-Strau:s:sowskiej antropologii strukturalnej, jest pogląd, iż warunek powstania i trwania tak
języka jak i !całej kultury, stanowi symboliczny charakter ludzkiego myć;l&lt;:nia.Skoro więc :społeczeństwo wyraża się symbolicznie w swych zwyczajach i instytucjach, to problem naukowego badania zjawisk kulturowych jest w ostatecznym rachunku problemem komunikacji 66, dlatego
też "wszelka kultura może być :rozpatrywana jako zbiór systemów symbolicznych, wśród których czołowe miejsce zajmują język, reguły zawiercmia małżeństw, stosunki gospodarcze, sztuka, nauka, religia ... " 67.
Te różne systemy symboli, składające się na kulturę, są niesprowadzal:ne
do siebie. W związku z tym wyłania się kwestia wzajemnych stosunków,
\v jakich !lOzostajq one do siebie. Najistotniejszym i jednocześnie najbardziej skomplikowanym jest problem relacji między kulturą i językiem,
ze względu na jego szczególną rolę w kulturze. Wszak język jest nie tylko wytworem kultury oraz jej częścią, lecz także zasadniczym wyróżnikiem 68 - ronditio sine qua non jej istnienia: otrzymujemy język ż tradycji zewnętrznej, jest on zasadniczym instrumentem socjalizacji, za jego
pośrednictwem wszystkie formy życia społecznego są ustanawiane i nieustannie odtwarz~ne ... Przede wszystkim jednak język, będąc najdoskonal~'zym ze wszystkich przejawów porządku kulturowego, jest fundamentem, na :ldórym Sicl nadbudowane inne systemy symboliczne (niekiedy
bardziej złożone, 'liC tego samego typu) 6n. Na pytanie o istnienie formalnej odpowiednio::icl rni,,;dzy strukturą języka i innymi przejawami życia
spokcznego U~vi-Strauss odpowiada, iż stosunki zachodzące między jęUl

Zob.: C. Levi-Strauss, Antropol.ogia ... , dz. cyt., s. 89 - 115.
C. Levi-Strauss,
Les structlLres
elementaires
de la parente., Paris 1949 (2°
Paris-La Hayc 1967).
05 Poza
monumenb'll'l
~lythologiques,
Levi-Strauss
na temat mitów napisał
ponad 20 artykuló,:v.
GG Por.: C. Levi-Strauss,
Wprowadzenie
... , dz. cyt., s. XIX, XXXVI.
67 j.w., s. XXII n.
68 Podkreślanie
wyj'ltkowej roli języka, łączące się z problemem specyficznych
właściwości ludzkicgl) umysłu wyróżniających
człowieka spośród innych istot, ma
oczywiście bardzo odległą genealogię w myśl europejskiej (i nie tylko zresztą).
G9 C. Levi-Strauss,
Antropologia
... , dz. cyt., s. 130, 458; także: G. Charbonnier,
Rozmowy ... , dz. cyt., s. 142.
03
64

�28

Stanislaw

Węglarz

zykiem i kulturą :nie są absolutne, lecz dotyczą tylko pewnych aspektów
i poziqmów. W każdym razie język i kultura, według Levi-Straussa, są
dwoma równoległYmi przejawami bardziej fundamentalnej aktywności fun'kcji symbolicznej czyli nieuświadamianej działalności ludzkiego umysłu 70 "Zarówno język, jak kultura :są Zlbudowane z ,opozycji i korelacji, inaczej mówiąc ,stosunków logicznych" 71. Język, którego model 10giczlny jest doskonalszy ,i - dzięki językoznawstwu strukturalnemu lepi&lt;ej pOZJnany,może być pomocny dla zrozumienia innych form komunikacji. Dlatego "jeśli Ichcemy zrozumieć czym jest sztuka, religia, prawo (... ), należy je rozumieć jako kody utwor21one'przez artykulację znaków, według modelu lingwistycznego por'ozumiewania się" 72.
System symboliczny może być tylko dziełem zespołowym, "w przeciwieństwie do tego, normalne zachowania indywidualne mtgdy nie są
symboliczne :same przez się" 73. Z tego względu - twierdzi Levi-Strauss
- rzeczywistych ludzkich doświadczeń nie powinno poszukiwać się
"w żadnym razie w przejawach ,intelektualnej przygody wyjątkowych
umysłowości - poetów, mówców, filozofów - ale w cichym trudzie tych
bezimiennych zbiorowości, które tworzą społeczeństwo", albowiem "wnioski tyczące ,poszczególnych społeczeństw tylko wtedy są słusZlne, jeżeli
opierają się na znajomości wszystkich" 74. Ten pogląd autora AntrQPologii strukturalnej
jest swoistą wersją stanowiska antyindywidualizmu metodologicznego, przeczącego możliwości wyjaśnienia prawidłowości rządzących społeczeństwem za pomocą prawidłowości dotyczących jednostek. Stanowisko Levi-Straussa można by również określić "realizmem
kulturowym" lub "kulturologizmem" czy też "etnologizmem", przez analogię do pojęć z zakresu metodologii nauki
.spoleczeństwie: realizmu
socjologiczmego i socjologizmu. Sądzi on na przyklad, że twórczość artystyczna - !powszechnie traktowana jako ta dziedzina ludzkiej dzialalności, w której dowolność i fanb:zja grają główną rolę - jest w dużYm
stopniu z;determinowana przez strukturę myślenia danego społeczeństwa.
Artysta uważając, iż tworzy zupełnie niezależnie i wyraża siebie spontanicznie, ulega złudzeniu. W rzeczywistości kreując oryginalne dzieło
wyraża on liJnnych:przeszłych, teraźniejszych czy też potencjalnych twórców 7~. Czamowski - bezpośredni uczeń Durkheim:ł - pisał niegdyś
w identycznym duchu: artysta, posiadając co prawda swoiste i swobodne "natchnienie", jednak "nawet ,gdy
prZJ€ciwstawia si~ temu, co przez
,

°

C. Levi-Strauss,
j.w., s. 130.
72 G. Charbonnier,
73 C. Levi-Strauss,
•~ C. Levi-Strauss,
l. C. Levi-Strauss,
.0

Antropolog·a

... , dz. cyt., s. 133.

71

Rozmolcy

... , dz. cyt., s. 142.

Wprov.:-adzenie ... , dz. cyt., s. XIX .
Aktualne
Drogi

... , dz. cyt., s. 68.

masek,

Łódź 1985. s. 90.

�CLAUDE

LEVI-STRAUSS:

DEMON LAPLACE'A

29

innych zostało osiągnięte, gdy wyzwala się spod wpływów mistrzów, szkoły, rzemiosta artystycznego, gdy tworzy styl nowy, nie jest mimo pozorów samodzielny absolutnie. NajdalejiJdąca rewolucja w sztuce' jest przeciwieństwem tej sztuki, która 'istniała poprzednio, i jest przez charakter dawnej sztuki uwarunkowana" 76. Tak więc - konkluduje Czarnowski - ,,»twórca« - poeta czy pisarz - jest właściwie przetwórcą, jest
interpretatorem dawności w kierunku wymaganym przez teraźniejszość,
względnie jest tym, który teraźniejszość kształtuje artystycznie, ukazując ją w formie dawnej" 77. Zdaniem autora Studiów z historii kultury,
to samo dotyczy również iinnych jej dziedzin. Porównanie poglądów Levi-Straussa i Czarnowskiego wska'zuje jednoznacznie na proweniencję
owego realizmu kulturowego autora Myśli nieoswojonej: jest on kontynuatorem tradycyjnego nurtu w naukach społeczno-humanistycznych,
którego przedstawiciele - od przełomu XVIII i XIX stulecia począwszy
- ujmowali kulturę i społeczeństwo jako rzeczy autonomiczne wobec
tworzących je jednostek ludzkich, jako byty ponadindywidualne i takie,
które determinują wszelkie zachowania ludzi jako członków społeczno-kulturowej rzeczywistości. Takie ujmowanie społeczeństwa i kultury pozwalało na potraktowanlie ich z kolei jako zjawisk "naturalnych", a więc
m.in. niezależnych od planów i zamierzeń ludzi. W ten sposób kreowano
przedmiot badań dyscyplin społeczno-humanistycznych na wzór i podobieństwo przedmiotu badań nauk przyrodniczych, w celu realizacji tezy
metodologlcznego naturalizmu 78.
Kultura jest zatem zjawiskiem społecznym; natomiast to, co społeczne jest - według Levi-StrauSlsa - rzeczywiste tylko w postaci scalonej
w system, w ramach którego poszczególne elementy nań się składające
uzyskują sen,s 79. Antropolog musi więc traktować kulturę jako całość,
w ramach której wszystkie aspekty są organicznie ze sobą zespolone.
Ambicją badań etnograficznych nie jest wszakże osiągnięcie pełnej wiedzy o kulturze badanych społeczności; takie maksymalistycz:ne żądanie
byłoby absurdem, ponieważ bogactwo i różnorodność danych doświadczenia, zawsze będzie wykraczać poza wysiłki obserwacji i opisu. Etnograf
musi co prawda starać się dokładnie opisać zaobserwowane fakty, unikając przy tym zniekształ1cenia ich natury i doniosłości przez jakiekolwiek przesądy teoretyczne, tak aby w możliwie najwierniej'szy sposób
76 S. Czarnowski,
Studia
z historii
klLltury,
cz. I, Kultnra,
'Iw:] Dzieła, t. I,
Warszawa 1956, s. 23.
77 j.w., s. 116.
78 Por.: A. W. Gouldner,
Teoretyczny
kontekst
socjologii,
;[w:] Kryzys i schizma,
l, Antyscjentystyczne
tendencje
w socjologii
współczesnej,
Warszawa 1984, s. 112 1!1.
79 C. Levi-Strauss,
Wprowadzenie
... , dz. cyt., s. XXVIII;
tenże, Antropologia ... , dz. cyt., s. 92 i nast.

�30

Stanislaw

Węglarz

odtworzyć obraz życia grup społecznych. Celem monograficznego opisywania kultur jest ujęcie grup ludzkich w ich swoistości, odkrycie sposobu, w jaki jedne z nich JfóŻ1liąsię od innych 80. Albowiem grupa społeczna, mając do dyspozycji bardzo bogaty materiał psychofizyczny, zachowuje z trlliegotylko niektóre elementy, z których pewne przynajmniej
pozostają takie same w najbardziej różnorodnych kulturach; grupa łączy je w struktury za każdym Irazem inrne. Inaczej mówiąc, w kulturze,
tak jak w języku, na materię z definicji zawsze i wszędzie identyczną,
nakładają się modulacje różne w zależności IOd.społeczeństw i epok. Zadaniem etnografa jest więc opis kultury, pod pojęciem której - w tym
kontekście - rozumie się każdy zespół ietnograficmJ.y, wykazujący "znaczącez pUlIlktu widzenia badań odchylenia od innych" 81. Etnolog natomIDst powinien zanalizować i wytłumaczyć te dysty.nktywne odchylenia.
W';tym celu, na bazie etnograficznych danych, etnolog próbuje "wydobyć
te jedyne elementy stałe i zawsze cząstkowe, które pozwalają się porównywać i porządkować" 82. Za wzorem :nauk przyrodniczych, etnologia pojęła - twierdzi Levi-Strauss .~ że te sta~e elementy są nie do ujęCiCli
na płaszczyźnie rzeczowej obserwacji, gdyż zbyt bliskie obcowanie z konkretnymi zjawiskami empirycznymi skazuje badaczy na zamęt (stosunki
społeczne obserwowane bezpośrednio, jawią się jako chaos). Naukowa
analiza etnologiczna - usiłująca dotrzeć do inwariantów, ponad progiem
empirycznej różnorodności ludzkich społeczeństw - musi posługiwać się
skonstruowanymi przez badacza, na podstawie faktów empirycznych,
przedmiotami badań czyli modelami odtwa,rzającymi rzeczywistość 83.
Modele budowane przez badacza powinny uwzględniać koniecznie fakt
systemowego charakteru kultury, a więc:
1. muszą !składać się "z takich elementów, że zmiarna jednego pociąga
za sobą zmianę wszyslkich pozostałych";
2. "każdy model należy do pewnej grupy transformacji; każda z tych
transformacji odpowiada jednemu modelowi z tej samej rodziny, tak:
że zbiór tych transformacji stanowi grupę modeli";
3. "wskazane wyżej własności pozwalają przewidzieć zachowanie modelu
w przypadku zmiany jednego z jego elementów";
4. "model musi być zbudowany w taki sposób, by jego funkcjonowanie
mogło :zdać sprawę ze wszystkich dostrzeżonych faktóW" 84.
C. Levi-Strauss, Antropologia ... , dz. cyt., s. 67 n., 146 n.
j.w., s. 387.
82 jw., s. 421.
83 Na
temat modeli zob. m. in.: P. Auger, Les Modeles dans les sciences,
"Diogene", 52: 1965, s. 4 - 15; także: A. Badiou, Le concept de modele, Paris 1969.
Sam Levi-Strauss; zawiłościami teorii modeH się nie zajmował.
84 C. Levi-StrauS!S, Antropologia
... , dz. cyt., s. 367 n.
80

81

�CLAUDE

L11:VI-STRAUSS:

DEMON

LAPLACE'A

31

O ile na podstawie tego samego zespołu zaobserwowanych faktów można
zbudować wiele różnych modeli, to jednak "najlepszy będzie zawsze model p r a w d z i w y, tzn, najprostszy, a zarazem spełniający podwójny
warunek: niekorzystający z innych faktów niż te, które są braille pod
uwagę, i zdający sprawę z nich wszystkich" 85.
Naukowa analiza - zaobserwowanych, opisanych i systematycznie
poklasyfikowanych przez etnografów - faktów społeczno-kulturowych
przez etnologa, przedstawianych w postaci modeli, polega na:
1. wyodrębnieniu elementów stałych od przypadkowych;
2. nie braniu pod uwagę oddzielnych członów, lecz uczynieniu podstawą
analizy zachodzących między nimi relacji. (Etnolog-strukturalista
pamięta bowiem, że tym, co naprawdę stałe nie są elementy 86, lecz
tylko relacje 87. Innymi słowy, metoda strukturalna
w etnologii jak w językoznawstwie - polega na wykrywaniu form inwariantnych
w ramach różnych treści, gdyż "jedynie formy mogą być wspólne,
a nie treści" 88);
3. zbadaniu korelacji między systemami relacji formalnych
3.1. ustalając "czy własności formalne są względem siebie homologiczne i jak homologiczne; jeśli zaś są sprzeczne - to na czym
polegają te sprzeczności ... " 89,
3.2. poszukując dialektycznych stosunków - dających się wyrazić
w postaci ścisłych reguł transformacji (przekształceń) - pozwalających na przechodzenie od jednego systemu do drugiego 90,
przez co zmierza do ich całościowego wyjaśnienia i sformułowania praw 91.
Ogólnie mówiąc, Levi-Strauss stosuje scharakteryzowane wyżej zasady metodologiczne, chcąc dokonać w dziedzinie kultury tego samego
dzieła obserwacji, opisu, klasyfikacji oraz analizy i interpretacji, którego przedstawiciele nauk przyrodniczych dokonują w dziedzinie natury.
W ten sposób próbuje autor Antropologii strukturalnej
ukonstytuować
etnologię na wzór nauk przyrodniczych, chcąc tym samym podnieść ją
do rangi dyscypliny prawdziwie naukowej. W tym kontekście zarzut
Sartre'a, iż Levi-Strauss chce "badać ludzi jakby to były mrówki", powinien brzmieć dla autora Myśli nieoswojonej jak komplement.
j.w., s. 369.
Por.: C. Levi-Strauss, Myśl ... , dz. cyt., s.
81 j.w., s. 84.
SB j.w., s. 102.
89 C. Levi-Strauss,
Antropologia ... , dz. cyt.,
gij Koncepcję
zasad transformacji
zaczerpnął
cy: D'Arc y W. Thompson, On Growth and Form,
91 C. Levi-Strauss,
Antropologia ... , dz. cyt.,
85

86

100.

s. 151.
Levi-Strauss
prawdopodołxnie
New York 1942.
s. 148, 151.

z pra-.

�32

Stanislaw

Węglarz

Przy całej konsekwencji, z jaką Levi-Strauss dąży do realizacji nomologicznego modelu wyjaśniania naukowego na gruncie dyscyplin społeczno-humanistycznych,
podkreśla on jednak, że "alstronom nauk społecznych" musi uwzględniać jednocześnie "wymiar antropologiczny".
Etnolog powinien być zarówno obserwatorem, jak i uczestnikiem; musi
poru:szać \Się na "takim poziomie, na którym zjawiska zachowują znaczenie ludzkie i pozostają intelektualnie i uczuciowo zrozumiałe dla jednostkowej świadomości" 92. Realności, z którymi się styka antropolog, muszą mieć miejsce na płaszczyźnie przeżytego doświadczenia p0dmiotu.
Uprawiając "naukę społeczną obserwowanego" winien on zmierzać do
osiągnięcia punktu widzenia samego tubylca, członka odległych i egzotycznych społeczeństw, w obliczu których usiłuje "postawić się na miejscu
ludzi, którzy tam żyją, zrozumieć zasadę i rytm ich intencji ... '93 J edynie w ten sposób może się dokonać - według Levi-Straussa - całościowe ujęcie faktów społecznych 94. Dlatego "wszelka prawomocna interpretacja musi łączyć obiektywność analizy historycznej czy porównawczej
z subiektywnością przeżytego doświadczenia". Uchwytność w konkretnym
doświadczeniu daje bowiem gwarancję, iż "całościowy fakt społeczny
pozostaje w zgodzie z rzeczywistością, że nie stanowi arbitralnego zgromadzenia mniej lub bardziej prawdziwych szczegółów (... )" 9,,, że pochodzi z "poziomu autentyczności".
Jak możliwe jest więc połączenie w jednej teorii dwóch tak różnych
tendencji: hiperobiektywnego "spojrzenia z daleka", będącego gwarantem
osiągnięcia wiedzy ogólnej, oraz "Ispojrzenia z bliska", które pozwoli
uwzględnić "znaczenie antropologiczne"?
W naukach o człowieku - odpowiada autor Antropologii
strukturalnej - gdzie obserwator ma tę samą naturę co przedmiot badań, sam
obserwator jest częścią swojej obserwacji. Dzięki temu, iż przedmiot
jest jednocześnie podmiotem, w naukach społeczno-humanistycznych dochodzi do przezwyciężenia kartezjańskiej antynomii (podmiot-przedmiot),
gdyż podmiot posiada zdolność "nieograniczonego uprzedmiotawiania się",
tzn. potrafi emanować stale malejące ułamki siebie (nie dochodząc wszakże nigdy do zaprzeczenia siebie jako podmiotu) 96. Z tego powodu również
pojęcie kultury może odpowiadać rzeczywiJstości obiektywnej, pozostając
zarazem funkcją prwadzonych badań. Miejscem spotkania przedmiotowości i podmiotowości jest nieświadomość, która zapewnia istnienie możliwości mediacji między dwoma, z założenia nieporównywalnymi i nie9!
63
9.
95
96

j.w., s. 465.
C. Levi-Straus"" MyśL ... , dz. cyt., s. 375.
Ideę faktu społecznego zaczerpnął Levi-Strauss
oczywIscle od E. Durkheima.
C. Levi-Strauss, Wprowadzenie ... , dz. cyt., s. XXX.
j.w., s. XXXIII.

�CLAUDE

LEVI-STRAUSS:

DEMON LAPLACE'A

33

zdolnymi do komunikowania się podmiotowościami (ujęciami subiektywnymi). Dlatego, że "prawa działalności nieświadomej są z jednej strony
zawsze zewnętrzne względem ujęcia subiektywnego (możemy je sobie
uświadomić, ale jako przedmiot), z drugiej zaś - one to właśnie wyznaczają przypadłości tego ujęcia" 97, nieświadomość umożliwia - twierdzi Levi-Strauss - zniesienie opozycji między mną a drugim. Nieświadomość należy wyraźnie odróżnić od podświadomości 98. Ta ostatnia jest
"jednostkowym leksykonem, w którym każdy z nas gromadzi słownik
:swojej osobistej historii, ale ten słownik zyskuje' znaczenie dla nas samych i dla innych tylko w tej mierze, w jakiej nieświadomość organizuje go wedle swych praw i czyni zeń przeto mowę" 99. W ujęciu LeviStraussa "nieświadomość przestaje być schronieniem osobliwości, siedliskiem unikalnej hi'.3torii, która czyni z każdego z nas byt niezastępowalny" 100. Mianem nieświadomości określa on natomiast funkcję symboliczną, będącą formą aktywności stanowiącą warunek wszelkiego życia
umysłowego wszystkich ludzi, niezależnie od miejsca i czasu. Obiektywne
poznanie (wyjaśnienie), a także zrozumienie dowolnej kultury, jest więc
w ostatecznej instancji zagwarantowane przez symboliczną naturę myślenia, czyli nieuświadamianą działalność ludzkiego umysłu, zasadniczo
identycznie funkcjonującą u wszystkich ludzi - starożytnych i wIspółczesnych, "pierwotnych'
i "cywilizowanych" - a której manifestacją
są tak (pozornie, bo w warstwie "fenomenalnej") odmienne i różnorodne
kultury.
Według Levi-Strau.3lsa "nieuświadamiana działalność umysłu polega
na nakładaniu form na pewną treść, jeśli nadto formy te są zasadniczo
tożsame dla wszystkich umysłów (... ) to trzeba i wystarczy dotrzeć do
nieuświadamianej struktury utajonej za każdą instytucją i każdym zwyczajem, aby otrzymać za:sadę interpretacji stosowalną prawomocnie do
innych instytucji i innych zwyczajów, pod warunkiem rzecz jasna, iż
analiza doprowadzona jest dostatecznie głęboko" 101. Ażeby odkryć prawdziwą rzeczywistość społeczno-kulturową, 'należy odnaleźć - poza stanowiącymi chaos, uświadamianymi i stale odmiennymi wyobrażeniami
- istniejący w ograniczonej liczbie inwentarz nie uświadamianych możliwości 102. Odnajdując jednolity schemat, analogiczny w różnych kon9' jw., S, XXXIV.
9, Opozycja: podświadomość (w znaczeniu nadanym temu pojęciu przez Freuda)
- nieświadomość, jest ana]ogiczna do opozycji parole - langue (de Saussure'a) i wyraża m. in. różmicę między jednostkowym i społecznym (W sensie durkheimowskim).
99 C. Levi-Strauss,
Antropologia
... , dz. cyt., s. 28'2.
100 j.w., G. 281.
101 j.w., s. 77.
102 j.w., s. 79 n.

3 "Lud"

-

t. 71

�34

Stanislaw

W ęglaTz

tekstach czasowych i przestrzennych, a sprowadzający Się do pewnych
stosunków korelacji i opozycji, przechodzimy: od tego, co odsłonięte, do
tego, co ukryte; od tego, co szczegółowe, do tego, co ogólne; od tego, co
przypadkowe, do tego, co konieczne; od tego, co chaotyczne, do tego, co
logiczne. Nieuświadamiana
działalność ludzkiego umysłu polega więc
na narzucaniu strukturalnych praw, których odkrycie umożliwia metoda
strukturalna w antropologii.
O poglądach Levi-Straussa można by jeszcze długo. Niestety, wąskie
ramy artykułu nie pozwalają na to, żeby rozwijać problem jego wizji
nauki oraz jej realizacji w koncepcji antropologii strukturalnej. Podsumuję więc krótko dotychczasowe rozważania
zaproponuję
pewne
konkluzje.
Levi-Strauss podjął się przemyślenia zbulwersowanego przez
rozwój nauk ścisłych obrazu świata i podjął próbę zastosowania w dyscyplinach !Społeczno-humanistycznych podejścia, będącego podejściem nauk
ścisłych i przyrodniczych do przedmiotu badań. W tym celu uznał za
stos'owne zajęcie takiego stanowiska poznawczego, które pozwoliłoby mu
uzyskać wiedzę prawdziwie uniwersalną; zastosował do badania rzeczywistości społeczno-kulturowej uogólnioną metodę fonologii (językoznawstwa strukturalnego); wreszcie uczynił przedmiotem analiz zjawiska nieuświadamiane (mechanizm funkcjonowania ludzkiego umysłu). U podstaw tych działań leży, akceptowany przez autora Antropologii strukturalnej ideał poznania naukowego czyli zespół poglądów na cele poznawczej działalności w nauce. Fundament dominującego w nowożytnej
nauce europejskiej ideału poznania - którego zwolennikiem jest również
Levi-Strauss - stanowi koncepcja podmiotu autonomicznego głosząca,
że podmiot poznający "może być całkowicie autonomiczny, niezależny od
tradycji i osobniczego doświadczenia, od wszelkich okoliczności partykularnych, że sam w :sobie, we własnych zdolnościach poznawczych znajduje podstawy do budowania teorii naukowych ważnych zawsze i wszędzie ... " 103. Warunek autonomiczności podmiotu musi być spełniony,
ażeby zlikwidować antynomię pomiędzy partykularyzmem
indywiduum
i uniwersalną ważnością tworzonej przez nie wiedzy naukowej. Innymi
słowy, podmiot powinien stać się idealnym obserwatorem tj. "wyłączonym ze świata badanego, którego procesy poznawcze od jego usytuowania w świecie nie zależą i których przebieg oraz wyniki nie mają żadnego wpływu na badany przedmiot" 104. Model takiego idealnego obserwatora stanowi Laplace'owski demon, dla którego nie byłoby żadnych
tajemnic ani w przeszłości, ani w przyszłości 105. Levi-Strauss w swojej
103
1O~

105

S. Amsterdamski, Między historią ... , dz cyt., s. 76
j.w.., s. 77.
Por.: S. Amsterdamski, Nauka a porządek świata,

1T1.

Warszawa

1983, s. 143

ll.

�CLAUDE

L:£VI-STRAUSS:

DEMON

LAPLACE'A

35

koncepcji antropologii strukturalnej,
stosując "technikę wyobcowania",
zmierzając do wykrycia praw o charakterze ponadhistorycznym i transkulturowym oraz ujmując funkcjonowanie ludzkiego umysłu w panchronii - zdaje się do owego Laplace'owskiego demona upodabniać. To
domniemane podobieństwo jest jednak - jak sądzę - tylko pozorne.
Nie chodzi nawet o to, że współczesne odkrycia z zakresu m in. fizyki, biologii czy filozofii nauki, zakwestionowały możliwość absolutnej
suwerenności poznawczej podmiotu, jego zdolności do uzyskiwania wiedzy podmiotowo niezapośredniczonej. Pomijam także fakt, iż obecnie
coraz powszechniej!Sza staje się świadomość traktowania
nauki jako
"dobra problematycznego"; że sami - tak podziwiani przez Levi-Straussa - astronomowie, mówią o "zatruciu" fizyki matematyką, o zachwycie "protaczka, nie zdającego sobie sprawy, że w pewnej chwili podporządkował swoje myślenie schematowi stworzonemu przez poprzedników" oraz o chęci uzyskania bogactwa wrażeń i wszechstronności spojrzenia, kosztem "astronomicznej dokładności" 106. Chodzi mi natomiast
o pewną ambiwalencję postawy samego autora Mythologiques.
Levi-Straussowska wizja naukowego poznania jawi się jako koncepcja
nieomal mistyczna. Myślę, iż zasadne jest pytanie, czy autor nie sytuuje
się wobec Nauki tak, jak ludzie "pierwotni" wobec wiecznej przeszłości
i Sartre wobec historii? Inaczej: czy Nauka nie spełnia w systemie Levi-Straussa roli mitu? Uważam, że na to pytanie należy odpowiedzieć twierdząco. Przykładowo: przekonanie Levi-Straussa o uniwersalnej ważności
strukturalnej
metody dla naukowej interpretacji
całości ludzkich doświadczeń; pretensje do ustalania powszechnie obowiązujących prawd na
temat ludzkiego umysłu; sposób rozwiązywania problemów; umiłowanie
ładu, przejawiające się w dążeniu do totalnego uporządkowania świata
znaczeń itd. itp. - wszystko to uzasadnia wniosek o istnieniu homologii
między dziełem Levi-Straussa i myślą nieoswojoną. Więcej, taka formalna odpowiedniość jest logiczną konsekwencją głównej tezy twórcy
antropologii strukturalnej
o zasadniczej tożsamości ludzkiego umysłu,
niezależnie od miejsca i czasu. Hipotezę tę potwierdza m. in. pewien
fragment z Le cru et le cuit, w którym Levi-Strauss pisze, że jeśli ostatecznym celem antropologii jest dostarczenie lepszej wiedzy o zobiektywizowanej myśli i jej mechanizmach, to w ostateczności nie jest ważne,
czy proces myślowy amerykańskich Indian przybiera kształt poprzez
medium ich myśli.
Autor Myśli nieoswojonej
uważa, iż z chwilą pojawienia się myśli
106 Por.:
w. Zo;nn, O rozwoju nauki, Iw:] W. Zonn, lA. Finkelsztejn, O nauce,
dz. cyt., s. 35 n.; tenże, Nauka wobec innych rodzajów działalności ludzkiej, j.w.,
s. 68 n. i nast.

�36

Stanislaw

Węglarz

symbolicznej
więc także w momencie powstania języka i kultury,
a tym samym narodzin człowieka sensu stricto - "dokonało się przejście
od :stadium, w którym nic nie miało sensu, do innego, w którym miało
go już wsz)'lstko" 107. Od tej właśnie chwili, gdy ludzki wszechświat stał
się pełen znaczeń, znaczył już wszystko to, czego dowiedzenia się ludzkość
może oczekiwać. "To, co określa się jako postęp umysłu ludzkiego, a w
każdym razie - postęp poznania naukowego, mogło i zawsze będzie
mogło polegać tylko na poprawieniu ujęć, dokonywaniu przegrupowań,
określaniu przynależności i odkrywaniu nowych zasobów w łonie całości
zamkniętej i dopełniającej siebie samą" 108. Relacja homologiczna między
par excellence naukową myślą Levi-StrausSa i systemem myśli nieoswojonej (mitycznej), ma więc sens niejako ontologiczny, zdeterminowany
obiektywną naturą ludzkiego myślenia symbolicznego. Levi-Strauss, głosząc kategoryczny imperatyw uprawiania dyscypliny humanistycznej jako
przedsięwzięcia nomotetycznego, jest jednocześnie - paradoksalnie krytykiem takiego poznania i wyjaśniania naukowego. Doprowadzając
pretensje rozumu naukowego - jako wyróżnionego sposobu poznawania
- do swoistego absurdu, ukazuje jego granice. Korzystając z metafory
Nietzsche'go określiłbym Levi-Straussa mianem "uprawiającego muzykę
Sokratesa" 109.

Stanislaw

Węglarz

CLAUDE LEVI-STRAUSS: LAPLACE'S DEMON OR SOCRATES
PRACTICING MUSIC?
(summary)

The motor behind the idea of Levi-Strauss' structural anthropology and the key
to understanding
this work is the conception of the aims of scientific activity, that
is, the ideal of scientific co~nition accepted by the author of "The Savage Mind".
C. Levi-Strauss, Wprowadzenie ... , dz. cyt. s. LIII.
j.w., s. LIV.
109 NietZJ3che w Narodzinach
tragedii ... napisał m. in.: "Cały nasz świat nowoczesny uwikłany jest w sieci kultury aleksandryjskiej
i ma, jako ideał, uzbrojonego najwyższemi mocami poznawczemi, w służbie wiedzy pracującego człowieka
teoretyka,
którego prawzorem
i praojcem
jest Sokrates".
I w innym miejscu:
dopiero po doprowadzeniu
ducha nauki do jego granic i po zniszcz2niu jego
uroszczenia do powszechnej wa~ności przez wskazalnie owych granic, wolnoby mieć
nadzieję odrodzenia tragedji; a tę formę kultury oznaczylibyśmy symbolem u p r aw i aj ą c e g o m u z y kęS
o kra t e s a ... ". Zob.: F. Nietzsche, Narodziny tragedji
z ducha muzyki, czyli hellenizm i pesymizm, Wanszawa 1907, s. 123, 118.
107
lOS

lO'

••

�CLAUDE

Lj:;VI-STRAUSS:

DEMON LAPLACE'A

37

Nearly since the beginning of his scientific work, Levi-Strauss'
true vocation has
been making 3Ocio-humamstic disciplines scientific, and thus bringing them into
the "paradise of natural sciences".
From the point of view of the propos,cd idea of methodological naturalism,
Levi-Strauss
remains in the rich philosophical
and scientific tradition
from
Montesquieu to the representatives
of the French socio:ogical school (to llmit ourselves to only socia-humanistic
FIench thinking). In natural sciences, the ideal of
scientific cognition, which assumed its shape at the end of the XVIth arnd in the
XVIIth centuries, was based on the ontological opposition of "pure" cor13cioU'sness
of thinking (cognitiv'c autonomy of the subject) and absolute objectivity of being.
A series of such oppositio,ns as for examples, "cognition - experience"
"scionce
- art", and others, are the results of the main opposition "subject - object",
The way that Levi-Strauss'
has chosen to make the humanities scientific included:
1) the employment
of a cognitive attitude that would ensure cognitive autonomy
alnd liberation from a local "cultural scope" (hyperobjectivism);
2) the transfer of the method of phonology (of structural linguistics) to th~ sphere
of cultural phenomena, which are in general conceived from the communicative
point of view;
3) making the subject of the research
the unrealized mechanisms which control
the functioning of a human being.
Levi-Strauss' stay in New York, as well as his predilecticm. for exact sciences,
was o[ primary importance for his firm declaration on the side of the ,,lDaturalistie" ideal of scientific cognition and for the attempts, that resulted from the
above, to apply some particular
rules of satisfactory
expJanation in the socio-humanistic di:sciplines. There the author of "Elementary structures
of kinship"
met R. Jacobson, among others, who was the main popularizer of the idea of
structural linguistics (in its European versiom) overseas, and the intellectual atmosphere of the time and place left a lastimg mark on the program of the scientific
activity of Levi-Strauss.
It has been shown in the paper that the author of "Structural
anthropo'ogy"
has been involved in scientific activity in the broadly conceived "biographical
situation ". Both this fact and some irrational motifs (that is, other tham strictly
methodological or scientific), undoubtedly often unrealized by Levi-Strauss,
prove
that it is impossible to acquire the attitude of an ideal observer ("Laplace's
demon"), and thus show the groundlessnes of the claim for a ,;scientific reason"
to supp'y 'some universal knowledge, at least on the grounds of Gocio-humanistic
discipiines, The attitude of Levi-Strauss appears ambivalent thus: on the one hand,
he wants to practice the humanities as a nomethetic undertaking,
as a peculiar
way of arriving at the truth, etc.; on the other hand, he proves the identical
thinking of people which results from the universal rules of the functioning of
the human mind. In spite of expressis verbi·s declarations
formulated
by the
author of "Mytho'ogiques", he deserves the Iname of "Laplace's demo,'!1"more than
"Socrates prarticirng music", in which such antonyms as "science - myth", for
example, merge.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10634" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10612">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/aab129c1d2f746bdaf74a54c3b51f3db.pdf</src>
        <authentication>3f4b52b69987a252699b29ba96aad532</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126711">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1924</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126712">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126713">
                <text>etnologia francuska</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="126714">
                <text>Lévi-Strauss, Claude, (1908-</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126715">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1785</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126716">
                <text>Dzieło Lévi-Straussa dzisiaj / LUD 1987 t.71</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126717">
                <text>LUD 1987 t.71,s.3-10</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126718">
                <text>Węglarz, Stanisław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126719">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126720">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126721">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="126722">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126723">
                <text>Lud, t. 71, 1987

I. STUDIA I ROZPRAWY

CLAUDE LEVI-STRAUSS

-

PO LATACH

Z okazji 50-lecia pracy naukowej wybitnego, światowej sławy etnologa i antropologa kulturowego, Claude Levi-Straussa poświęcamy I część
tomu 71 "Ludu"opracowaniom
siedmiu młodych polskich etnologów
i antropologów kultury, przedstawiającym szereg refleksji na temat dorobku naukowego tego znakomitego teoretyka kultury.
Redakcja

STANISŁAW
WĘGLARZ
WOK Nowy Sącz

DZIEŁO LEVI-STRAUSSA DZISIAJ

"Strukturalizm jest zamkniętym rozdziałem historii nauki, dlatego
biążki Levi-Straussa możemy spokojnie odstawić na półki, gdzie w nobliwym towarzystwie dzieł klasyków, których ipoglądy również należą
do przeszłości, będzie je pokrywać stopniowo coraz grubsza warstwa kurzu". Tego typu głosy dają się słyszeć '- o ironio - także wśród etnografów. Czy nby diagnoza taka nie jest zbyt pochopna?
To prawda, że po okresie zachwytu (zwykle zupełnie bezkrytycznego)
jednych i wrogości (rzadko racjonalnie uzasadnionej) innych, nazwisko
Levi-Straussa nie budzi dziś tak żywych emocji, jak choćby przed laty
dziesięciu. Fakt ten nie jest wszakże wcale dowodem na to, iż koncepcje
autora Myśli nieoswojonej
nie wytrzymały już próby czasu. Sytuacja
ta świadczy. jedynie o tym, że minęła "strukturalistyozna moda" i dlatego powoływanie się na Levi-Straussa nie jest dziś "w dobrym tonie".
Zapytajmy jednak czy wizja teoretyczna Levi-Straussa jest już dziś
faktycznie unieważniona w znaczeniu teoretycznym, tzn. czy konfiguracja sensów i problemów konstytuująca istotną rzeczywistość myślenia
obecnej doby wyklucza definitywnie, jako przyżytek, stanowisko teoretyczne twórcy Mythologiques?
Odpowiedź na tak sformułowane pytanie
jest złożona, choć z pewnością - negatywna. Spróbujmy to krótko uzasadnić.

�Stanislaw Węglarz

4

Pomimo, ze Levi-Strauss tworzy nadal, to jego dzieło należy do społeczno-humanistycznej klasyki, a więc i do historii i dlatego też możemy
obecnie spojrzeć na nie z pewnego dystansu. Taka perspektywa umożliwia potraktCJwanie poglądów autora Antropologii
strukturalnej
jako
pewnego epizodu dziejów najnowszej myśli humanistycznej, pozwalając
tym samym na dostrzeżenie ich historycznych i społecz~o-kulturowych
uwarunkowań. Celem takiej relatywizacji nie jest umniejszanie znaczenia
dorobku teoretycznego Levi-Straussa, lecz lepsze zrozumienie jego roli
i miejsca we współczesnej humanistyce. Banalne jest już dziś bowiem
stwierdzenie, iż każda koncepcja - również naukowa - jest przynajnmiej do pewl1ego .stopnia produktem określonego czasu, epoki w jakiej
przyszło jej twórcy działać; społeczeilstwa, którego był członkiem; k ultury, w którą był uwikłany; systemu wartości, któremu hołodował ...
Takie ujęcie tego zagadnienia jest zresztą zgodne z duchem i literą
dzieła samego Lf:vi-Straussa, który w Drogach ro.asek napisał m.in. "Czy
jest się tego swiadomym, czy nie, nigdy nie kroc,zy się samotnie drogą
tworzenia" 1. Ażeby pozostać wiernym jego nauce, również dzieło autora
Mythologiques
nie może być traktowane jako system izolowany; interpretowane wyłącznie samo w sobie lub przez siebie. Właściwy sens tego
dzieła powinien być rozpatrywany przede wszystkim poprzez "umiejscowienie w grupie jego transformacji", czyli m.in. przez porównanie z poglądami, których przekształcenie stworzyło jego indywidualność. Chodzi
tu także o pokazanie relacji między wizją teoretyczną Levi-Straussa
i innymi koncepcjami (doktrynami, teoriami), które są jej prawdą w tym
sensie, że ukazują to, czego ona sama nie mogła objąć z właściwej :sobie
partykularnej
perspektywy. I vice versa: prawdy o innych - współcześnie ważnych - metodach, teoriach czy prądach intelektualnych należy poszukiwać poprzez odniesienie ich m.in. do koncepcji autora Smutku tropików. W tym znaczeniu antropologia strukturalna Levi-Straussa
jest wciąż jak najbardziej godnym adwersarzem w dialogu, np. z marksizmem czy hermeneutyką.
Poglądy Levi-Straussa zachowują swą ważność także ):1latego, że
wyrażają w oryginalny sposób pewne pierwiastki uniwersalne. Przy
czym forma egzegezy dzieła Levi-Straussa polegająca na próbach eksplikacji owych treści uniwersalnych, wcale nie musi oznaczać posądzania
jego koncepcji o bycie "zamaskowaną filozofią", przeciwko czemu on sam
zresztą wiel;okrotnie protestował 2. Może natomiast być wyrazem słusznego prawa do dokonywania refleksji typu filozoficznego (np. metanaukowej krytyki), nad najbardziej nawet naukowymi teoriami. Twórczość
l

!

C. LE~vi-St'raulss, Drogi masek, Łódź 11985, s. 90
Zob. m.tn.: "Le NoufV'e1 obslervalteur",
115, 1967; "Le P&gt;oilnlt", 14.11.1983

�DZIEŁO

L:eVI-STRAUSSA

5,

DZISIAJ

Levi-Straussa jest ciągle bardzo kuszącym obiektem do przeprowadzania
takich zabiegów.
Bardzo istotne znaczenie posiada wreszcie dzieło Levi-Straussa dla
różnego autnramentu badaczy i teoretyków kultury, i to nie tylko tych,
których bezpośrednio lub pośrednio zainspirowały jego koncepcje - to
jest bowiem oczywiste. Autor Elementarnych
stl"ukturookrewieństwa.,
pokazując np jakie drogi do uprawiania etnologii są zamknięte, wskazał
jednocześnie w j"ki sposób -- w post:strukturalnym stadium - dyscyplina ta może być uprawiar:a. Zaryzykować więc chyba można twierdzenie, iż,chcąc nie chcąc, każda nowa teoria na gruncie etnografii musi
antropol'ogię strukturalną traktować przynajmniej jako punkt wyjścia.
Reasumując stwierdźmy, iż w zupełności należy zgodzić SIę z tą częścią przytoczonego na wstępie zdania, która mówi, że książki Levi-Straussa powinny znaleźć się na półkach, lecz trzeba koniecznie dodać, że w domu każdego humanisty i zawsze w zasięgu ręki ...
Naszkicowana wyżej żywotność dzieła Levi-Strauss znalazła swoje
odzwierciedlenie w po1ri.fonicznym dyskursie z jego poglądarrni, na jaki
składają się artykuły zamieszczone w niniejszym tomie "Ludu". Pretekstem do ich napisania 'była przypadająca w 1986 fioku pięćdziesiąta rocznica opublikowania przez Levi-Straussa pierwszego artykułu z dziedziny
etnologii 3. Z kolei IRedakcja "Ludu" postanowiła uczeić ów złoty jubileusz naukowej twórczości jednego z najwybitniejszych myślicieli współczesnej hum,mistyki, i etnologa zarazem, otwierając swe łamy dla prac
traktujących - bardziej lub mniej bezpośrednio - o jego dziele. A dzieło to zaiste imponujące: kilkanaście książek, tłumaczonych na wiele języków; ok. dwustu artykułów; ponadto wiele wywiadów, dyskusji polemik ...
Pięćdziesiąt lat naukowej twórczości l W tak długim i pełnym gwałtownych przemian czasie, również poglądy Levi-Straussa niewątpliwie
ewoluowały. Dowodzi tego choćby analiza rozumienia opozycji "natura kultura" w jego pracach, przeprowadzona przez W. Bursztę w artykule
Natura - myśl symboliczna. - kultura 4. Kwestia relacji pomiędzy naturą i kulturą jest .- zdaniem autora artykułu - nie tylko podstawowym zjawiskiem, którym interesuje się etnolog, lecz także fundamentalnym problemem samej antropologii strukturalnej.
Wspomniane wyżej zmiany poglądów Levi-Straussa nie były jednak
nigdy na tyle zasadnicze, by go skłonić -do porzucenia podstawowych
3 C. LeV'i-Stra'uss,
Contribution
a l'etude
de !'organisation
sociale des
BOTOro, "Journal de la Socielte des AmericamJilslt-es", 1936, ,Z8, 2, s. 269 - 304.
4 Zob.: s. 39 - 58 niniejszego
tomu "Ludu".

Indies

�Stanislaw Węglarz

6

koncepcji metodologicznych, które zostały ugruntowane podczas pobytu
w Nowym Jorku i w gruncie rzeczy wykazują zadziwiającą trwałość
i konsekwencję. Poszczególne wątki jego twórczości są komplementarne:
zagadnienia organizacji społecmej i systemów pokrewieństwa, problemy
klasyfikacji aktywności ludzkiego umysłu, Ilogika mitu, "język" masek
itd., rozwijane są kolejno bez negowania zasadniczej treści ustaleń poczynionych uprzednio. Więcej, wizja teoretycma LENi-Straussa ujawnia
się właściwie dopiero w kontekście całości dzieła, pomimo iż istotne elementy tkwią we wszystkich jego częściach ..
Rozpatrując twórczość autora Antropologii strukturalnej jako spójną
całość, dostrzec w niej można pewne stałe wątki, które stale powracają
w różnych wariantach. Jednym z najczęściej powtarzających się - i zarazem najważniejszych - tematów, jest problem unaukowienia dyscyplin społeczno-humanistycznych. S. Węglarz - w artykule Claude Levi-Strauss: demon Laplace'a czy uprawiajqcy muzykę Sokrates? - podejmuje próbę analizy Levi-Straussowskiego "mitu Nauki" 5.
Dominujący w kulturze europejskiej wzorzec naukowego poznania
zakłada dążenie do osiągnięcia na jego gruncie wiedzy pewnej, ścisłej,
obiektywnej ... Taki model nauki pozostaje w opozycji m.in. do sztuki,
dla której z kolei charakterystyczna miała być dowolność, niepowtarzalność, subiektyvIizm ... Levi-Strauss dokonał swoistej mediatyzacji owej
opozycji wykazując, że;sfera sztuki - podobnie jak inne dz.iedziny kultury - nie jest domeną fantazji i absolutnej oryginalności. Problematykę
antropologiczno-strukturalnej
koncepcji sztuki, podejmują K. i K. Piątkowscy w artykule Sztukmistrz z Wersalu 6.
Z kolei J. A. Stuchliński w szkicu Lektura strukturalizmu 7 przeprowadza analizę metodologiczną postępowania badawczego Levi-Straussa
na przykładzie 'ostatnio wydanych w Polsce Dróg ma,sek. Artykuł dobitnie wykazuje, że prawidłowe interpretowanie analizy strukturalristycznej wymaga sporej kompetencji i przygotowania ze strony czytających.
Lektura strukturalizmu zakłada minimum kultury logicznej.
Dzieło Levi-Straussa .stanowi inspirację dla wielu nowatorskich teorii
i pomysłów w różnych dyscyplinach społeczno-humanistycznych. Dużo
zawdzięczają Levi-Straussowi badacze kultury spod maku strukturalizmu
i semiotyki nie tylko we Francji, lecz ITównież m.in. w ZSRR, USA,
Kanadzie, Japonii, Włoszech, krajach skandynawskich, Wielkiej Brytanii. Jednym z duchowych spadkobierców i reinterpretatorów Myśli nieoswojonej jest - znany m.rin. z krytycznej biografii Levi-Straussa -

5

j.w.,

s. 11 - 37

6

j.w.,

7

j.w.,

s. 81, - 96
s. 59 -7,9

�DZIEŁO

L:eVI-STRAUSSA

7

DZISIAJ

antropolog brytyjski E. Leach.O jego poglądach traktuje tekst autorstwa M. Buchowskiego 8.
I wreszcie artykuł G. Augustynowicz - w którym autorka próbuje
zbudować model transformacji mitu kosmogonicznego - jest także swoistym, bo pośrednim, "hołdem" dla Levi-Straussa 9.
Zbiór zamieszczonych w tym tomie tekstów pośwlięconych Etnologowi, w zamyśle ,autorów nie jest absolutnie próbą zamknięcia, nie pretenduje nawet cIo miana lpodsU!ffiowania dyskusji nad dziełem Levi-Straussa. Wręcz przeciwnie, intencją naszą jest sprowokowanie - choćby przez celową kontrowersyjność niektórych tez - szerszej dyskusji
nad sytuacją etnologii (etnografii) dzisiaj.
Ps.
Omówiony pokrótce zbiór artykułów uzupełniamy krótkim kalendarium
życia i naukowej twórczości Levi-Straussa oraz wyborem opracowań krytycznych jego dorobku.

WAŻNIEJSZE

DATY Z ZYCIA I NAUKOWEJ
CLAUDE LEVI-STRAUSSA

TWORCZOSCI

1908 urod:Dił się w BeJgii
1914 WTaz z Il'"Odziną,zamie':&gt;'zk1aJ:
we F'rancjli
1927 - 32 situdiował na Uni'Wellis'Y'tecieParysklilm prawo i filozofię
1/932- 34 pracował jako nauczyciel fi.lozoJliliw liceum MontaJde-Mairsan
1934 - 37 w ahara,kJterze proi€lsOl1awykładał socjologię na U.niwersy,tecie w Sao Paulo,
dOkonując jedmlocze§n!i.e kiJku kr6tkiilclh wyJpaid6w na terytoria
zamiesm'WalI1e
prrzez Indi&lt;Ja1 (Mato GrosSlO) celem pn~OW'aIdze\l1'il3. badań e'bnQgrafiicz.n.ycil
1936 opublikował ,pierwszy arit~kuł z dzveldziny eltmograflili','brakjńują:cy o organ1zacji
o;tpołecZlnejIndi'alll Borom
1938/39 wrga'ntzował - po.nad pół roku trwającą - ekispedY1Cję,poświęoO'Jlą badaniom kultiury Indian Nambikwa,ra 'i TUlpi-~a'W13hiilb
1939 - 40 OICllbYJwał
we Fraincj:i silużbę wojskJową
1941 opuścił Europę, udając się do Stanów Zjednoczonych
1941/42 - 45 pracował w Eooile Libre dies Hautes Etudes przy New School of Social
ResOOtrchw NowYJm Jookiu
1945 opou:b]ilkJował8·r·tykuł L'analyse ,struC'turale en L'inguis.tique e,t en anthropologie
1946 - 47 był a~·tJache kulturaJnylm przyamba.s:adrie
fraJnouskiej w USA
1P49 wydana wstała dysertacja Les Struoture
ćlementaires
de la rpaT'ente
1950 zos.tał mianowany Dyrektorem Naukowym w Eoole Pxabique des Haute'S Etudes na Uniwersytecli'e ParYJSkim
8
9

j.w., s. 97 - 109
j.w., s. 111 -126

�8

Stanislaw

Węglarz

195:2wydano pracę Race et histoire
] 953 wy:bro.ln'Y z·()stał SekJre,t~lrzem GetneralJnym M!iędzyna-rodO\vej Rady Nauk Społecznych
1955 na międzynawdowym
sy:mplolzj'um w USA wY:g/:osił r'eferalt, a na~tępnie opublikował artykuł The s,truc:tural S,tudy of Myth; wydaJno Tristes tropiques
1958 ukaz2J się zhiór ważn.iejs.2y,ch artykułów Anthropologie
structurale
1959 objął Prac·ownię A11'trQpo-lo()g~j,
SpogeC'znej w College de Elrance; 'Przeprowadził
'z G. Charb,mnier€m
cykl rOZlmów e/miiltofWIalny,ch
,przez radi'o fralnoUlSkie
] 962 wyd'.lJne zOiSltałyksiążkJ:': Lf! Tothnisme
aujourd'hui
oraz La Pensee sauvage
1964 opubUkowa'll!:J Mythologiques
I: Le Cru et Le cuit
1966

Mythologiques

II: Du miel

1968

Mythologiques

III: L'Origine

aux

cendres

des mamieres de Wble; Centre NaIpr:zyZ'nało mu Złmy Medal (najwyższe fira,n-

;t1:lonla,lde la Recheirche Scientifique
ouskie odrzr.a.czeniie!l11O.!Ukol\ve)
1971 wydano MYithologiques IV: L'Homme nu
1983 ukazał ",lię,kolejny zbiór arltyk!ułÓ'WAnthrapologie
structuTlale
1975 opublikowwno tom pierwszy La Voie des masques
1979
" drugi
1982 wy~ofał się z C&lt;Jllege de Fra11ce
1983 wydaloo La Regard eloigne
opr.

deux

Stanislaw

Węglarz

WAZNIEJSZE
OPRACOWANIA
KRYTYCZNE
POSWIĘCONE
W CAŁOSCI LUB CZĘŚCIOWO TWORCZOŚCI
CLAUDE LEVI-STRAUSSA

"A1etheia": Le structuralisme
(:numero spec'i'aJ1),mai, Paris 1966
"L'Arc": Levi-Strauss
(numer'{; sproi;al), 26, Aix 1965
."Aut AUlt, rivista d': filosofia c di cu1tura": Claude Levi-Strauss,
88, Milana, Luglio
1965
Auzias, J.-lVI.: Clefts peur Le structuralisme,
P3ris 1967
Backes, C : Lltvi-Strouss
OH la structure
et Le malheur,
Palris 1970
Batirtdde R. (ed.): Sens et usages du terme strueture
dans les sciences hunwines
et
sociales, Den fLl::1g 196~
goon J. 11..: From Symboli'sm to Structuralism.
Levi-Strauss
in a Literary
Tradition,
Oxford 197'2
Broekman J. M.: StrukLUrali.smus.
Mo.s.kau-Pr.ag-Perr'is,
Munehen 1971
Courltes J.: Levi-Strauss
et les· ccntraintes
de la pensee mythique,
Pari'S 11973
Crc'ssaJD~P.: Levi-Strauss,
Pari:.;; 1.970
Derrida J.: Nature,
Culture,
Ecriture.
La violence
de l·a lettre
de Levi-St-rauss
a Rousseau, "C2!hJiers piaUI' l'Am.alyse", 4, s ept./oct. 1966
"Esprit": La pensee sauvage et Le strllcluralisme
(numero special), nov. 1963
Hayes E. N. (ed.): Claude Levi-Strauss
._- ThE' Anthropologist
as Hero, Cambridge
Mias's. 1970

�DZIELO

L£VI,STRAUSSA

DZISIAJ

Her':il:'e" F.: L' Exercice cle la Parent6, P&lt;lÓS 1981
fif'usch, Luc de: Les voies de l'anthropologie
s,tructur,ale. L'oeuvre
de Levi-Strauss
et l'evo~ution cle' l'ethnologie
franqaise, "Z aiiil"e", 8, 1958
Heusch Luc de: Vers une JTLy,ho-iogique, "CrHiique", 219/i220, 1965
Hund W. D,: Strukhnalismus,
Ideologie
uncl Dogmenge.schichte,
Neuwied
1973
Jueg~; U.: Ordnung und C/wos - Stru/ct'iLralismus
als MetlVode und Mode, FmU1ikf Uf t 1963
Ko:m F: Elemcrvtar1j Stru0tures
Reco1'/)sidered. Levi-Strauss
On K~nship, London
1973
L(;ach E. R.: Ij'vi-Strauss,
Lo~d&lt;~:1.1970
Lefebre H: Au-dera du structumlisme,
Palis H973
l\tlakal1;R1SR. L.: Strueturalisme
au ethnologie, Paris 1973
Mar,c-L.piul16ky M.: I.e Structuralisme
de Levi-Strauss,
Paris 1973
Me:'qui&lt;H J.: Vieo et Levi-Strauss,
"L'Homme",
X, 2, 1970
Millet L.+Vaira':trl d'A/ilnvelle M.: Le Struotumlisme,
Pari\S 1970
NUltini H. +Buchler
1. H. (ed.): The Arvthropology
of Claude Levi-Strauss,
AppleH;oln
1972
Parain-Via1
J.: Jlnalyses strueturales
et ideologies S'tructuralistes,
Toulouse 1969
Paz O: Deux Transparents.
Marcel Duchamp
et Levi-Strauss,
Pirais 1971
"La Pen:see": Struoturalisme
et marXiisme (ll1U1mero speciail), 135, oct. 1967
Piagclt J: I.e Structuralisme,
Picuris 1968
Pouillon J. + Maranda
P. {eds.); Echanges et communications,
Den Haag 1970
R::&gt;ssi L aJnd Co.: The Logic of CulturE', LOIl1don 11982
Ra:ssi I. (ed.): The Unconsciou&gt;s in Culture. T.he Strueturahsm
of Claude Le,vi-Strouss,
New York W74
Sebag L.: Mar:J:isme et stnwturalis.me,
Paris 1964
Simonis Y.: Claude Levi-StralLss
OlL "la
passion de l'inceste",
Paris 11968
Sl)erber D.: On Anthropological
Knowledge,
CaJmorlXLg€ 1985
Wahl F. (ed): Ou. est-ce que le Mructuralisme,
P2Jris 1968
opr. StanisLaw

Stanistaw

Węglarz

Węglarz

THE WORK OF LEVI-STRAUSS'

TODAY

(summary)

The coHecbiOln of papClrLs ci,'1Icl'llded in this v·ol'Ume of "LUD" maga,zi.ne has been
prepared
1:0 ()():.nme.mo'fGlle tihe 50th ar.iversa;ry of lthe publi,caitiOln of "CollllbribUJtiOifi
a l'e,tude de 1"olrgu':-!isEiilioll'1.
sodale
des Imidies Borom" - Cla&lt;le Levii--SrtraUlSs' first
paper in the £ilcld af ethnology
which walS p:·esI2Il1Jte:d.in ,the "Journal
da la Societe
de, Ameri-ca1nitc5", The auth1o:-s of tlhe p&lt;J,pe.r.sof this volume, whtich aJre devolted

�10

Stanislaw Węglarz

Itlo the concepUs o()f the Fireinah masIter of IsltrucltUJr3 l all1alys'j,s, under1ta~e a kiInJd of
of polypholl1ic diJi;lc,ourse with :the id:;as expressed
'iJn his works. Proiblems cOll1Sidered
IWiithin this d1scourse present a la'fige reinge of question - [Irom ;the eplistelillological
baL.&lt;lisof sit.rudurallilSim to CIOI!1metepreslE'll1talho'llL9,wiJtlh Levi-S1Jr,auss' samp'1e aJI1alyses
and tJhek iirmer logi'c.
It /iJs als{) ooIn,J'i'I'med bybhe
a'UihiOiI1Sof ,tlhe 's'ix p&lt;1pers in their conclusiolns Ithart
Levi-Strauss'
thinking
is far from fossilization.
It still inspires
the researchers
to go far beY&lt;Olnd strumuralism
in iiUSIlMc'ral underslandiilng
in elthnology.
1

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8133" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8112">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/bae3c7265c0213e7ef08b8e91fdb471b.pdf</src>
        <authentication>7b3930bd47cf905199b5c23baa7e1181</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97187">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5018</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97190">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97193">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97196">
                <text>metodologia badań internetowych</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="97198">
                <text>internet - aspekt etnograficzny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97200">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4654</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97203">
                <text>Założenia teoretyczne i metodologiczne badań Internetu i w Internecie / Homo interneticus: etnograficzne wędrówki w głąb sieci</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97205">
                <text>Etnograficzne wędrówki w głąb sieci</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="97207">
                <text>Homo interneticus; ; pod red.Ewy Jagiełło i Pawła Schmidta s.8-13</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97209">
                <text>Wejland, Andrzej P.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97211">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97213">
                <text>Wydawnictwo Portalu Wiedza i Edukacja</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97215">
                <text>e-book</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97217">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97222">
                <text>Andrzej Paweł Wejland - Założenia teoretyczne i metodologiczne badań Internetu i w Internecie...

Andrzej Paweł Wejland
UNIWERSYTET ŁÓDZKI

Założenia teoretyczne i metodologiczne
badań Internetu i w Internecie.
Kilka uwag krytycznych

1.

M

am tu - tytułem wprowadzenia do dyskusji - powiedzieć parę słów o zało­
żeniach teoretycznych i metodologicznych badań Internetu i w Internecie.
Sprawa jest jednak o tyle zawiła i niejasno postawiona, że nie wiem, czy
chodzi o założenia, które są lub - chyba tak lepiej powiedzieć - bywają przyjmowane,
czy też o założenia, które - z jakichś powodów - dopiero należałoby lub warto by
przyjąć. To chyba oczywista różnica: albo opisujemy nasze faktyczne założenia ba¬
dawcze, albo określone założenia do badań postulujemy lub zalecamy, tworzymy więc
dla tych badań otoczkę normatywną. Oczywiste jest również, że oba podejścia - i to
deskryptywne, i to normatywne - w żywym dyskursie często się splatają. Choćby
z tej przyczyny nie uda mi się z pewnością zachować czystości rozważań: w zasadzie
chciałbym jedynie opisywać, lecz przypuszczalnie natknę się na, a może i potknę
o własne wyobrażenia o tym, jak etnograficzne (cokolwiek to znaczy) badania Inter­
netu i w Internecie powinno się w naukach społecznych przeprowadzać.
Dlaczego chcę tylko opisywać? Dlaczego z założenia chcę się wypowiadać o za¬
łożeniach teoretycznych i metodologicznych badań Internetu i w Internecie wyłącz¬
nie w duchu opisu (nawet jeśli zawiera on oceny), a nie postulatu czy dezyderatu? Po¬
wód jest prosty: by stawiać postulaty i wysuwać dezyderaty, trzeba mieć albo wię¬
cej niż ja wiedzy, albo więcej odwagi, albo niemało jednego i drugiego. Trzeba zaś
przede wszystkim oswoić problem konceptualnie i teoretycznie, a poza tym mieć na¬
prawdę rozległą znajomość badań już Internetowi poświęconych lub w Internecie
przeprowadzonych. Dopiero to wszystko uzasadnia, moim zdaniem, poważne po¬
stulaty i dezyderaty. Poważne, a nie naprędce i doraźnie formułowane i przedstawia¬
ne. Przedstawiane naukowo, a nie publicystycznie.
Sam wolę więc mówić ostrożnie o założeniach, które - jak to przed chwilą ująłem
- są lub raczej bywają przyjmowane przez badaczy. Bywają, a ponadto tylko niekiedy
są założeniami jawnymi, często bowiem pozostają założeniami jedynie domyślnymi

�Andrzej Paweł Wejland - Założenia teoretyczne i metodologiczne badań Internetu i w Internecie...

9

- niejawnymi, czyli nieprzedstawianymi wprost. To zwykle rozmaite paradygmatyczne
oczywistości, wspólnotowe przedsądy i przesądy, a także inne podobne entymematy.
Zagadnienia jawności nie chcę przy tym mylić z nieswoistą, bo pojawiającą się przecież
i gdzie indziej, kwestiąjasności albo czytelności wypowiedzi służących wyrażaniu przyj­
mowanych założeń. I to co jawne, i to co niejawne kryje się często (niejawne zatem po­
dwójnie) pod warstwą mętnego, mglistego języka: rozmaitych powabnych, tyle że - dla
analiz i interpretacji - kłopotliwych określeń. Część z nich to określenia nowe, niekiedy
metaforyczne, mieszające się z określeniami dosłownymi, część to stare słowa w nowych
znaczeniach jeszcze nie całkiem ustalonych, zdarza się, że wciąż rozmytych.

2.
Założenia teoretyczne to - użyję znanej metafory architektonicznej - założenia
najwyższych, zwieńczających myślowych pięter lub najgłębszych, utrzymujących
od spodu, myślowych fundamentów. Wśród tych założeń jedno przy tym wydaje mi
się tutaj zwieńczeniem zwieńczeń lub fundamentem fundamentów. To, jak łatwo się
domyślić, teoretyczne, a może po prostu filozoficzne, bo ontologiczne bądź epistemologiczne założenie o istnieniu (o istnieniu dla nas, w naszej konceptualizacji tego,
co poznajemy i badamy) dwóch rzeczywistości albo - to po części jedynie inna szata
słowna - dwóch światów: świata Internetu oraz świata poza nim.
Interesujące dla naszej dyskusji może być pytanie, o ile jest to założenie właściwe.
Bo czy w ogóle jest uprawnione? Problem uprawnienia to - w skrócie i uproszczeniu
- sprawa uznania za trafne i dopuszczenia we wspólnocie naukowego dyskursu: pod¬
parcia lub uzasadnienia jakąś teorią albo (jedno drugiego nie wyklucza) umocnienia
czy potwierdzenia jakąś zwyczajową praktyką etnograficzną. Co się wszak stanie,
jeśli rzucić je na tło, u swych źródeł nie najnowszych, lecz nieustannie powracających
w naukach społecznych rozważań bądź choćby prostych tez o wielości rzeczywis¬
tości? Czy umiemy, a przede wszystkim chcemy nawiązać do koncepcji mikroświatów Williama Jamesa lub wielości obszarów sensu Alfreda SchUtza, albo porządków
istnienia Arona Gurwitscha? Czy nie ulękniemy się fenomenologicznych sympatii,
zwłaszcza u tych dwóch ostatnich? Czy myśląc na przykład o wspólnotach interneto¬
wych jako wspólnotach wyobrażonych zgadzamy się być jednocześnie - wcale nie
skrajnymi - konstruktywistami społecznymi, takimi jak Peter L. Berger i Thomas
Luckmann - z całym ich fenomenologicznym i socjologicznym zapleczem pojęcio¬
wym? Czy potrzebne jest nam tutaj powiązanie idei wielości rzeczywistości z ideą
wielości tożsamości - z koncepcją homo multiplex, człowieka o wielu twarzach za¬
leżnych od rozlicznych, a zarazem równie ważnych porządków rzeczywistości jako
kontekstów jego społecznego działania, w tym również działania w codzienności?
O ile owe porządki rzeczywistości (a przynajmniej niektóre z nich) są - zaglądam do
Fredrica Jamesona - jedynie obrazami czy wizerunkami? Podobnych pytań o teore¬
tyczne i filozoficzne nawiązania, z przywołaniem innych autorów, można rzecz jasna
postawić dużo więcej, zwłaszcza poszukując objaśnień związku między tym, co „re­
alne", i tym, co „wirtualne".
Dodam od razu, iż - w moim przekonaniu - niewiele zmieni w tych poszukiwaniach
podstawienie zamiast wersji radykalnej, głoszącej zasadniczą i całkowitą rozdzielność
obu tak nazwanych rzeczywistości czy światów, wersją ponoć łagodniejszą, zgodnie
z którą mamy tu do czynienia z dwoma stanami tej samej rzeczywistości: jednym
„stałym", drugim zaś „ciekło-lotnym". Nie zmieni również dlatego, że - gdy zabrniemy

�Andrzej Paweł Wejland - Założenia teoretyczne i metodologiczne badań Internetu i w Internecie...

10

w rozważania ontologiczne - natrafimy zapewne na pokusę sięgnięcia do bardzo
starych znaczeń wyrażeń „rzeczywistość realna" oraz „rzeczywistość wirtualna". Bę¬
dziemy wtedy skorzy uznać rzeczywistość wirtualną za istniejącą dopiero w stanie
możliwości, choć bliższą aktualizacji, nie czysto potencjalną; za zaczątek czegoś, co się
dopiero wyłoni w ukształtowanej postaci, za coś więc, co na swój sposób jest już zdolne
do działania, lecz jeszcze nie w pełni. Czyniąc tak, rzeczywistość poza Internetem
w porównawczym zestawieniu wyróżnimy jako swego rodzaju model czy też wyjś¬
ciowy, mocny punkt odniesienia; to z nią będziemy konfrontować rzeczywistość Inter¬
netu i do niej j ą przyrównywać: co ma, a czego nie ma, jaka jest, a jaka nie jest itd.
Tymczasem wiemy już dziś, że gdy mowa o Internecie, te bardzo dawne znaczenia
wyrażeń „rzeczywistość realna" i „rzeczywistość wirtualna" okazują się adekwatne tylko
częściowo albo całkiem przebrzmiały. Rzeczywistość wirtualna - jak często się pod¬
kreśla - jest na swój sposób realna, słowo „wirtualny", w parze z „realny", zmieniło za¬
tem współcześnie swój sens. Pół biedy, gdy jest to sens jasny i przez badaczy uświa¬
damiany. Pół biedy, gdy redefinicje słów „realny" i „wirtualny" nie są obliczoną na po¬
klask ekwilibrystyką słowną albo czysto perswazyjną retoryką. Odnosi się bowiem wra¬
żenie, że bywają one niekiedy - w tej nierozłącznej parze - zaledwie łatwym w użyciu,
rozleniwiającym językowym szablonem. Są może nawet tylko - co jeszcze bardziej nie¬
pokoi i boli - chwytliwą lub mającą dodać powagi, patetyczną frazeologią.
Warte uwagi - i prawdziwie poważne na tle takich pseudonaukowych błyskotek
- są zresztą koncepcje kontrujące: to te, które oddzielanie świata „realnego" i „wir¬
tualnego" uznają za językowo czasem wygodne, lecz w gruncie rzeczy, czyli w innej
teoretycznej perspektywie, jeśli nie zbędne, to z pewnością przesadne, bo mnożące
byty i przez to zawierające poznawczo mylącą nadwyżkę. Zwolennicy tych kon¬
cepcji utrzymują, że istnieje tylko jeden świat społeczny, jakkolwiek relacje między
ludźmi - ich stosunki czy interakcje - przebiegać mogą, i przebiegają, w różnych
obszarach (czyli „przestrzeniach") i za pomocą różnych, właściwych tym obszarom
sposobów i środków (czyli „technologii"). Nie ma potrzeby, ani podstaw, by na serio
przywoływać ontologicznie zbyt mocne i epistemologicznie zbyt stanowcze tezy
o „wielości rzeczywistości" i osadzonych w nich odmiennych ludzkich „prawdach".
W jednej, wciąż tej samej rzeczywistości społecznej ludzie komunikują się - od za¬
wsze - bezpośrednio ustnie, twarzą w twarz, ale też - od czasu wynalezienia pisma
- za jego pomocą, również przy użyciu gołębi pocztowych, potem jeszcze za po¬
mocą telefonu i radia, a od niedawna komputerów i Internetu. Wystarczy odwołać
się do starych, ale jarych teorii, by na przykład uznać (to jedna z rozważanych tutaj
możliwości), że w „przestrzeniach" wyznaczonych tymi „technologiami" pełnią oni co
najwyżej rozmaicie modulowane, albo po prostu różne role społeczne. Zauważmy, iż
tego rodzaju ujęcia nie wymagają rezygnacji z poglądu, wedle którego każdy z nas ma
tylko jedną tożsamość, choć jej struktura jest z pewnością złożona. W różnych rolach
społecznych, w tych również w rolach określonych przez osobliwe sposoby i środki ko¬
munikowania się w Internecie i przez Internet, ta sama tożsamość uczestniczy inaczej,
chociażby - to spojrzenie nie tak znów przestarzałe - inaczej wypowiada się w narracji
(co owocuje zwykle tak zwanym rozkawałkowaniem narracyjnym).

3.
Zamierzam teraz postawić nieodkrywczą tezę, iż od ogólnych założeń teoretycz¬
nych, w tym również od - wyznaczających perspektywę badawczą - rozstrzygnięć po¬
jęciowych, zależą szczegółowe problemy i rozwiązania metodologiczne. Bo jeśli się

�Andrzej Paweł Wejland - Założenia teoretyczne i metodologiczne badań Internetu i w Internecie...

11

twierdzi, iż mamy jednak do czynienia z dwiema rzeczywistościami i jeśli (to jedna
z wersji najłagodniejszych) w czymś się one różnią, lecz w czymś sąjednak podobne,
to jakie sposoby i narzędzia są czy też bywają używane do ich badania? I czy w ba­
daniu naprawdę chcemy poznać obie, i to traktując je na równych prawach, czy raczej
tylko jedną z nich, chociaż poprzez tę drugą - zwykle tę „realną" poprzez „wirtualną"?
A może gotowi jesteśmy istnienie jednej z nich całkiem w badaniu zignorować? Od¬
powiedzi na te pytania (zabrzmiały one jak podpowiedzi do rachunku sumienia) mogą
być różne, a związane z nimi strategie badawcze nawet bardzo złożone. Odróżnić
wśród nich wypada wszakże strategie czyste i strategie mieszane. Te pierwsze, czyli
„czyste", to strategie badania wyłącznie jednej rzeczywistości i niesięgania w bada¬
niu do innej (nawet po to, by poprzez nią poznać tamtą). Te drugie, chyba o wiele cie¬
kawsze, lecz bardziej problematyczne, czyli strategie „mieszane", łączą badanie
Internetu czy w Internecie z badaniem świata poza nim czy z badaniem w tym świe¬
cie przeprowadzanym. Ich problematyczność zamyka się w pytaniu: dlaczego i po co
je obieramy? Jeśli towarzyszy nam jakakolwiek myśl o sprawdzeniu, czyli weryfika¬
cji tego, co wiemy z badania Internetu lub poprzez Internet, za pomocą badania prze¬
prowadzanego poza nim - i nie jest to myśl o eksperymencie czysto metodologicznym
- to dajemy tym znak, że badania internetowe uważamy za podrzędne: wciąż bowiem,
naszym zdaniem, ich wyniki wymagają podparcia, umocnienia.
Także wśród badaczy są netentuzjaści i netsceptycy - to w dużej mierze sprawa
nastawień paradygmatycznych i przywiązania do wyznaczanych przez nie poznaw­
czych perspektyw. Nie dowierza, jest wstrzemięźliwy, przeto sprawdza (o ile w ogóle
Internetu nie omija) netsceptyk. Netentuzjasta natomiast jest pełen zapału i wiary.
Którego z nich ucieszą, a którego zniechęcą, wymagające metodologicznej refleksji,
a i pokory, pytania dotyczące Internetu jako terenu badań, nas samych jako jego ba¬
daczy, wnoszonych przez nas do badania artefaktów, szczególnie zaś - jeśli jeszcze
ufamy prawdzie i nie wpadliśmy w relatywizm (albo nawet dużo skromniejszy perspektywizm) - poznawczych obciążeń, zniekształceń i skażeń? Czy w równym stop¬
niu przejmą się oni etycznymi kwestiami badań Internetu, w Internecie i poprzez
Internet? Który z nich weźmie pod uwagę, a który przeoczy zagadnienie wpływu, jaki
na wyniki mają szczegółowe metody i techniki stosowane w badaniu internetowym?
Czy będą to metody i techniki znane z badań poza Internetem, może jakieś ich prze¬
róbki i adaptacje, czy może jednak metody i techniki opracowane specjalnie z myślą
o badaniach internetowych? Wyjątkowo interesujący wydaje się w tym względzie
zabieg przeniesienia do badania Internetu, czyli „przełożenia", rozmaitych tradycyj¬
nych metod i technik etnograficznych. Na czym takie przeniesienie polega i jakie są
jego granice? Nawet tradycjonaliści wśród nas muszą uznać, że granice te są już dzi¬
siaj przepuszczalne jak osmotyczna błona, a tworzące się na nich ciśnienie jest sil¬
niejsze od starych badawczych zastrzeżeń i nawyków - i tych mentalnych, i tych
tworzących badawczy habitus.

4.
Co do mnie, to staram się być netrealistą. Zdaję więc sobie sprawę choćby z tego,
że sporo problemów stawianych w tej dziedzinie jako nowe to problemy sędziwe, po¬
wracające znów po latach, problemy więc na swój sposób wędrowne. Dlaczego nie
od razu je rozpoznajemy? Nierzadko z powodu zasłony językowej. Nadmiar powab¬
nej terminologii, bałamutnie dekonstruujące metafory, ozdobna, czcza retoryka - to
wszystko zdarza się również w refleksji nad badaniami Internetu i w Internecie.

�Andrzej Paweł Wejland - Założenia teoretyczne i metodologiczne badań Internetu i w Internecie...

12

Zdarza się wszakże w tej refleksji coś znacznie głębszego: zagubienie starych teo¬
retycznych i metodologicznych tropów. Albo się ich w ogóle nie zna i szczęśliwie od¬
krywa na nowo, nie od razu jednak w całej złożoności (ekscytując się przy tym zwykle
dziwnością i niezwykłością spraw, których dotyczą), albo znając je lub choćby prze¬
czuwając - odtrąca, ponieważ komplikują to, co wydawało się proste, w przykry
sposób tamują badawczy rozmach i zapał. Bywa i tak, że same słowa „teoria" i „me¬
todologia" brzmią tu dla niektórych zbyt groźnie, a teoretyczne i metodologiczne pro¬
blemy, jak problem założeń, który tu roztrząsam, są uważane za wydumane, górno¬
lotne, w najlepszym zaś razie za staromodne.
Zagubienie starych teoretycznych i metodologicznych tropów dziwi zwłaszcza
wtedy, gdy etnografowie Internetu próbują eksplorować go tak, jak czyniono lub czyni
się, badając świat społeczny poza Internetem. Mimo różnic mają to być przecież światy
na tyle podobne, że użycie wobec Internetu lub w Internecie znanych skądinąd metod
i technik badawczych wydaje się uzasadnione, może wręcz oczywiste. Stare tropy, pod¬
jęte w refleksji nad badaniami w Internecie i poprzez Internet, przydałyby się wobec
tego przynajmniej jako myślowe powinowactwa, instruktywne paralele, oświecające
analogie. Łatwiej byłoby zrozumieć - to nie więcej niż skromna ilustracja - na czym
polega osobliwość badanej zbiorowości internetowej, rozważana jako jej (powodująca
poznawcze „skrzywienie") niereprezentatywność, ponieważ w pewien szczególny spo¬
sób niereprezentatywne okazywały i okazują się zbiorowości osiągane w innych bada­
niach między innymi za pomocą ankiety prasowej czy konkursu na pamiętniki. Prostsza
mogłaby się również stać dzięki temu analiza dręczącej, często więc powtarzanej przez
badaczy „zagadki", dlaczego tak paradoksalnie pomieszane bywają w świecie Internetu
dwie, o różnym natężeniu, postawy (albo strategie komunikatywne): postawa zmyśle¬
nia i kłamstwa, przywdziewania przesłaniających prawdziwą tożsamość „masek" oraz
postawa nieskrępowanej otwartości, autentycznej prawdomówności, szczerości „aż do
bólu". Niezwykłe może wydawać się to, że obie one wyrastają z tego samego podłoża:
z poczucia anonimowości, jakie daje komunikowanie się w Internecie i poprzez Inter¬
net. Zapewne z mniejszą jaskrawością krzyżowanie się obu tych postaw zawsze wy¬
stępowało w sytuacjach badawczych poza Internetem (i w życiu poza nim w ogóle),
dlatego też - w związku ze sprawą anonimowości, czy też konfidencjonalności - było
ono teoretycznie dogłębnie rozważane, poświęcano mu także osobne eksperymentalne
studia metodologiczne. „Zagadką" pozostało o tyle, że - chociaż pojęciowo oswojone,
obudowane podręcznikowymi przestrogami i zaleceniami - niezmiennie fascynuje,
trochę też zmusza do męczącego kręcenia się w kółko tych głównie, którzy wciąż nie
chcą być społecznymi konstruktywistami i dociekliwie pytają o „prawdę" wypowiedzi
uzyskiwanych w badaniu. Owszem, dawno minęły czasy, gdy fascynacja tą „zagadką"
wywoływała rozkoszny dreszcz, wprowadzała całe wspólnoty badawcze w stan eufo¬
rii, kazała, w imię prawdy, toczyć widowiskową walkę z „błędami" i „zniekształce¬
niami". Dziś to badawcza rutyna, dziś również - co dotyczy niektórych spośród nas paradygmatyczny zwrot: dawnych siebie widzimy jako naiwnych donkiszotów, siebie
dzisiejszych kierujemy już bowiem ku konstruktywizmowi, który tej „zagadki" jako za¬
gadki już nie traktuje.
Wędrówka po starych teoretycznych i metodologicznych tropach może dzisiej¬
szych etnografów Internetu uzbroić w bardzo przydatne nastawienie: cierpliwego pie¬
chura, a nie szybkobiegacza. Zrobić dobre badanie nie jest łatwo, zrobić badanie, które
naprawdę coś doda do wiedzy o Internecie i coś dorzuci do puli wspólnych doświad¬
czeń - jeszcze trudniej. Oprócz wytrwałości i cierpliwości, również w formułowaniu

�Andrzej Paweł Wejland - Założenia teoretyczne i metodologiczne badań Internetu i w Internecie...

13

uogólnień, kontrolowaniu - o ile to możliwe - poznawczej optyki (zwłaszcza włas¬
nych stereotypów i etnocentrycznych uprzedzeń) oraz jej wpływu na wyniki badania,
wędrówka ta może uświadomić, że ominąć wszystkich raf się nie da, lecz zapładniając
etnograficzną wyobraźnię i z pokorą, a przy tym odpowiedzialnie czerpiąc z już na¬
gromadzonej wiedzy i doświadczeń - obok części z nich przejść jednak można bez¬
piecznie. Jedną bodaj z takich raf jest przeświadczenie o tym, że „wirtualny" świat
Internetu jest całością niezróżnicowaną w tym sensie, iż w każdej swej domenie mno¬
ży przed badaczem te same, równie dokuczliwe przeszkody. Nie rozbija się o nią ten,
kto dostrzeże przystępność i przychylność dla badań niektórych społeczności interne¬
towych, ich nie tylko już życzliwą gościnność, ale wręcz oczekiwanie, że - jako wspól¬
noty alternatywne, zaludniające kulturowe nisze i tworzące tak zwane historie zbio¬
rowe, dotąd pozbawione „głosu" - dzięki badaniu będą się mogły „objawić", „ujaw¬
nić", czyli po prostu wypowiedzieć, stając w opozycji do strzegących normatywnego
status quo, to znaczy właściwych dyskursowi panującemu, tak zwanych historii kul¬
turowych. W świecie poza Internetem, a więc w świecie „realnym", to zróżnicowanie
dyskursów i narracji dawno temu już dostrzeżono i , co tu tak ważne, poszukano dla
jego badaczy teoretycznych i metodologicznych osłon.
Warto się zatem, w moim przekonaniu, upierać przy stawianiu problemów teore¬
tycznych i metodologicznych, i przy szukaniu dla nich starych, nieźle rozpoznanych
tropów, ponieważ bez tego naukowe badania Internetu i w Internecie pozostałyby
badaniami niepełnymi: pozbawionymi zadumy nad ich poznawczymi zwieńczeniami
i fundamentami, i poniekąd pozbawionymi świadomości własnych korzeni. Żal po¬
myśleć, że taka - ułomna i na wpół ślepa, albo dziecięco niedojrzała - mogłaby być
internetowa etnografia.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6803" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6783">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/01a9f04b312d864e915756587ca75892.pdf</src>
        <authentication>60233e50b8884323d11ca7e648c82498</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80996">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6631</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80997">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80998">
                <text>2016</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80999">
                <text>Mauss, Marcel (1872-1950)</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="81000">
                <text>biologia współpracy</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="81001">
                <text>altruizm zwierzęcy</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="81002">
                <text>genetyka</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="81003">
                <text>neuronauka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81004">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6199</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81005">
                <text>Do ut des / Laboratorium kultury</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81006">
                <text>Laboratorium kultury 5 (2016) Marcel Mauss, Red. Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska, Emilia Wieczorkowska s.71-95</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81007">
                <text>Wężowicz-Żiółkowska, Dobrosława</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="81008">
                <text>Pisarek, Adam ( red. nacz.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81009">
                <text>grupakulturalna.pl</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="81010">
                <text>Uniwersytet Śląski w Katowicach</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81011">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81012">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81013">
                <text>5

Laboratorium Kultury 5 (2016)

2016
http://www.laboratoriumkultury.us.edu.pl
tytuł artykułu:
Do ut des. Teoria daru Marcela Maussa a biologia współpracy
autor / autorzy:
Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska
źródło:
„Laboratorium Kultury” 5 (2016), s. 71–95
wersja pdf:
http://www.laboratoriumkultury.us.edu.pl/pdf/LK-2016-4_ziolkowska.pdf
afiliacja autora / autorów:
Uniwersytet Śląski w Katowicach, Wydział Filologiczny, Instytut Nauk o Kulturze i Studiów
Interdyscyplinarnych, Zakład Teorii i Historii Kultury
słowa klucze:
biologia współpracy, altruizm zwierzęcy, wymiana świadczeń, genetyka, neuronauki
abstrakt:
(na początku artykułu)
article title:
Do ut des. Marcel Mauss’ theory of gift and the biology of cooperation
author / authors:
Dobrosława Wężowicz- Ziółkowska
source:
„Laboratorium Kultury” 5 (2016), pp. 71–95
pdf version:
http://www.laboratoriumkultury.us.edu.pl/pdf/LK-2016-4_ ziolkowska.pdf
institutional affiliation:
University of Silesia, Faculty of Philology, Institute of Cultural Studies,
Department of Theory and History of Culture
keywords:
biology of cooperation, animal altruism, exchange of gift, genetics, neuroscience
summary:
70

(at the end of the article)

�Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska

Uniwersytet Śląski w Katowicach
Wydział Filologiczny

Do ut des. Teoria daru Marcela
Maussa a biologia współpracy

Abstrakt
Artykuł podejmuje próbę reinterpretacji teorii daru Marcela Maussa poprzez odwołanie do współczesnych rozstrzygnięć nauk przyrodniczych – biologii ewolucyjnej, neuronauki i psychologii ewolucyjnej. Przypomina główne założenia teorii wymiany, opartej wg Maussa na zasadzie do ut des,
wskazuje na przyczyny jej aktualności oraz stawia tezę, że założenia Maussa odnośnie moralności,
na której budują się relacje społeczne, mają podstawy ewolucyjne. Teza ta zostaje dowiedziona
w oparciu o wiedzę współczesnej biologii.
Słowa klucze: biologia współpracy, altruizm zwierzęcy, wymiana świadczeń, genetyka, neuronauki

Dwa ważne powody myślenia o darze dzisiaj
Kiedy w 1924 r. Marcel Mauss wydał swój Szkic o darze ewolucjonistyczne
koncepcje społecznych zachowań zwierząt, budowane dzisiaj przez etologię
i socjobiologię, były jeszcze w powijakach. Niewiele też czasu upłynęło od
ponownego odkrycia genów, co dokonało się w 1900 r., nawiasem mówiąc,
równocześnie w trzech niezależnych laboratoriach (przez H. de Vrisa, C. Corrensa i E. Tschermaka)1 prawie 40 lat po tym, jak ich istnienie ustalił opat
1
Za: W. Szybalski, Rewolucja genetyczna na przełomie XX i XXI wieku, „Kosmos. Problemy Nauk
Biologicznych”, 2000, nr 3.

71

�Laboratorium Kultury 5 (2016)

Grzegorz Mendel (w 1866). Od 1856 r. natomiast znana była światu naukowemu teoria ewolucji Karola Darwina oraz stosowana w ewolucjonistycznym
przyrodoznawstwie metodologia badań, która w znaczący sposób zaważyła na
warsztacie badawczym antropologii, budującej się właśnie w 2. połowie XIX
stulecia2. Jednak, jak zauważa znawca historii myśli społecznej Jerzy Szacki,
w tym czasie (a mówimy o czasie powstawania Szkicu…) „Przeciętny socjolog
nie tylko odrzucał założenia ewolucjonizmu, ile się w ogóle nad nimi nie zastanawiał, uważając, iż należą do staroświeckiej filozofii społecznej”3. Był to zatem
okres pożegnania się antropologii społecznej i kulturowej z paradygmatem
ewolucjonistycznym, chociaż, jak doskonale wiedzą to badacze teorii antropologicznych, np. teoria potrzeb Bronisława Malinowskiego, czy teoria Richarda
Evansa-Pritcharda „wydaje się w całości wzięta z ewolucjonizmu”4. Te, skrótowo tylko przywołane fakty dotyczące relacji pomiędzy, najogólniej mówiąc,
naukami przyrodniczymi a społecznymi mają tu o tyle istotne znaczenie, że
mapując kontekst, w jakim powstawał Szkic o darze, pozwalają odnieść dociekania Marcela Maussa do tego, co stanowiło wówczas trzon wiedzy antropologicznej5, umożliwiając jednocześnie zrozumienie koncepcji daru poza nim, co
jest właśnie celem tego artykułu. Odwołanie bowiem do syntezy teorii ewolucji
dokonanej już po odkryciu struktury DNA (1953 r.), a dalej do mechanizmów
doboru krewniaczego, strategii ewolucyjnie stabilnych i samolubnych (lata
60. XX wieku)6, które siłą rzeczy musiały być Maussowi obce, stawiają dzisiaj
jego ustalenia dotyczące wymiany społecznej w nowym świetle. I chociaż we
Fragmencie planu ogólnej socjologii opisowej (1901–1902), nieco wbrew założeniom durkheimizmu, Mauss uwzględnia psychologiczny i fizjologiczny wymiar l’homme total (człowieka całościowego), proponując wizję homo triplex7
przeciw homo duplex swego mistrza – Émile’a Durkheima, wiedza biologiczna,
2
Por. np.: A. Bernard, Antropologia. Zarys teorii i historii, przeł. S. Szymański, PIW, Warszawa 2006 lub
inne podręczniki antropologii.
3
J. Szacki, Historia myśli socjologicznej. Część pierwsza, PWN, Warszawa 1981, s. 346.
4
Tamże, s. 348.
5
Marcel Mauss wpisywany instytucjonalnie w szkołę socjologiczną Émile’a Durkheima, nie praktykował
badań terenowych, tym niemniej przyczynił się znacząco do budowy paradygmatu francuskiej antropologii
społecznej, traktującej etnografię jako naukę pomocniczą, wspierającą. Rozwijanie wątku jego przynależności
do nauk społecznych i antropologii wydaje się tu zbędne, zaznaczmy jednak, iż program socjologii
ogólnej, konstruowany w kręgu „L’Année Sociologique” obejmował etnologię, dzisiaj zaliczaną do nauk
humanistycznych, a nie społecznych. Różnice między amerykańskim postrzeganiem antropologii (m. in. szkoła
Franza Boasa) a jej europejską wizją nie będą tu rozwijane.
6
Por. wyjątkowo rzetelnie opracowane hasło Ewolucjonizm, w: https://pl.wikipedia.org/wiki/
Ewolucjonizm_(biologia) [dostęp: 22.07.2016].
7
Na ten temat por.: G. Berthoud, Homo maussianus: totalite ou dissociation?, „Revue du M.A.U.S.S.” 2010/2,
nr 36, s. 503–520.

72

�Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska, Do ut des. Teoria daru Marcela Maussa…

jaką dysponował, wykluczała takie ujęcie zasady do ut des, o jakie możemy
się pokusić aktualnie. Gwoli ścisłości, myślenie Maussa o biologii/fizjologii
człowieka, co widać doskonale nie tylko we wspomnianym Fragmencie…, ale
szczególnie w Sposobach posługiwania się ciałem (1936) czy Idei śmierci wpajanej przez zbiorowość i jej wpływ na ciało jednostki (1926) wychodziło znacznie
poza ówczesny standard nauk społecznych. Jak sam podkreślał: „za niektórymi
twierdzeniami, na jakie sobie pozwoliliśmy, kryją się fakty – zwłaszcza zaś fakty
pouczające o bezpośrednim powiązaniu w człowieku czynników fizycznych,
psychicznych i moralnych, czyli społecznych”8. Nowatorstwo tych spostrzeżeń
Maussa po wielekroć zostało już docenione i opisane9, a kontynuatorzy jego
myśli o sposobach posługiwania się ciałem i ciała społecznym uzależnieniu
(tacy jak np. Michel Foucault) są doskonale znani10, aczkolwiek zgłaszany już
przez Lévi-Straussa projekt „inwentaryzacji i opisu wszystkich użytków, jakie
ludzie w toku historii […] czynili i czynią ze swoich ciał”11 nadal nie został
wdrożony. Nie oznacza to jednak, iż w myśleniu o wymianie jako całościowym
fakcie społecznym Mauss jednoznacznie zwracał się ku owym „czynnikom
fizycznym i psychicznym”, a tym bardziej ku ich biologicznym podstawom,
których wagę najwyraźniej dostrzegał, ale (poza wspomnianymi, „założycielskimi” rozważaniami) pomijał. Rozwinięcie projektu wyjaśnienia moralności
daru/odpłaty poprzez odniesienie do współczesnej wiedzy o tych (dzielonych
z innymi zwierzętami) podstawach zachowań Homo sapiens s. wydaje się zatem
dzisiaj ze wszech miar zasadne, a nawet, z racji interesujących ustaleń etologii
i socjobiologii oraz psychologii ewolucjonistycznej, w jakimś stopniu naglące.
To pierwszy ważny powód reinterpretacji koncepcji daru dzisiaj.
Drugi ma nieco inne przyczyny, o charakterze polityczno-ekonomicznym,
tyleż globalnym, co rozpoznawalnym i lokalnie. Wyjdę od tych ostatnich, czyli
od autopsji. Uznając niebagatelny wkład Maussa w rozwój antropologii, nieodmiennie i od lat prezentuję jego teorie podczas wykładów uniwersyteckich.
Przedstawiana studentom logika świadczeń agonistycznych, tak kapitalnie wyłożona przez Maussa, budzi stale (od lat 90. XX w.) takie samo zdumienie, a czasem
8
M. Mauss, Idea śmierci wpajana przez zbiorowość i jej wpływ na ciało jednostki (Australia, Nowa Zelandia),
przeł. J. Szacki, w: tegoż, Socjologia i antropologia, przeł. M. Król, K. Pomian i J. Szacki, KR, Warszawa 2001,
s. 338.
9
Por. C. Lévi-Strauss, Wprowadzenie do twórczości Marcela Maussa, w: M. Mauss, Socjologia i antropologia…,
s. 7–39.
10
Por.: M. Foucault, Historia seksualności, tegoż, Nadzorować i karać oraz inne, gdzie kontynuacja myśli
maussiańskiej jest ewidentna. Należą tu nie tylko Michel Foucault, ale także Georges Bataille, Pierre Bourdieu,
Giorgio Agamben, Jean Baudrillard, a pośrednio i Jacques Lacan.
11
C. Lévi-Strauss, Wprowadzenie…, s. 9.

73

�Laboratorium Kultury 5 (2016)

i oburzenie. Jak to możliwe, pytają studenci, by roztrwonić cały majątek, rozdać
go, łącznie z zasobami całego plemienia i pozostać z niczym, oprócz „twarzy”?
Z perspektywy człowieka współczesnego, zakrawa to na jakieś szaleństwo, na
dodatek połączone z poniżaniem gości i niegodnym ich wyśmiewaniem. Równe
zdziwienie budzi teza dotycząca istnienia ducha daru i jego mocy prowokowania
rewanżu, nie mówiąc o zobowiązaniu rodzącym się w procesie przyjmowania
darów, szczególnie w relacji: rodzice-dzieci. Największy zaś opór, czasem prowokujący ogólną wesołość, a czasem nawet i gniew, wzbudza twierdzenie Maussa,
że przedmiotem wymiany są również kobiety i dzieci. Prosta diagnoza, jaka się
tu nasuwa, to, że współcześni tak daleko odeszli od fundamentów moralnych
daru, prezentowanych przez tego badacza, iż nie są w stanie zaakceptować istoty
do ut des, widząc w niej wyłącznie archaiczne, interesowne „chwyty” bądź jakąś
„ezoterykę”12, przeciw którym, w całym swym liberalno-demokratycznym zideologizowaniu zdecydowanie protestują. Przekonaniu o własnej (ludzkiej?)
bezinteresowności towarzyszy tu, najpewniej, nawyk funkcjonowania w trybach
kapitalistycznej gospodarki pieniężnej, gdzie „więź przez rzeczy” nie może być
przecież „więzią dusz”13. To, jak daleko odeszliśmy dzisiaj od moralności pierwszej, i dlaczego tak daleko, pozostawmy w tej chwili w zawieszeniu14, aczkolwiek
pytanie to otwiera na jeden z najistotniejszych współcześnie problemów, podejmowanych przez badaczy tak znaczących, jak Bruno Latour, Arjun Appadurai czy
Zygmunt Bauman. Ich myślenie o ubóstwie, wykluczeniu, gniewie, oporze społecznym grup marginalizowanych lub, jak w przypadku Latoura, poszukiwanie
w rzeczach tego, co społeczne (teoria ANT) z pewnością wiele zyskałoby poprzez
interpretację tych zjawisk w odniesieniu do moralności daru, ustanawiającego
hierarchię, ustanawiającego pozycję wyżej/niżej, mediatora społecznych więzi.
Przede wszystkim zaś fundującego jednostkowe poczucie mocy (wagi) w tych,
którzy mogą dawać, a poczucie niemocy, niższości, upokorzenia w tych, którzy
nigdy nie będą mogli się zrewanżować, odpłacić, wyrównać pozycję, wynieść się
„ponad”. Także ponad grupę wiecznych beneficjentów społecznej dobroczynności, do której przynależność zgodnie z rozpoznaniem Maussa bywa po prostu
obelżywa, jeśli beneficjent sytuuje się w wymianie jako niezdolny do odpłaty15.
Demoralizacja wykluczonych, problem nieodmiennie spędzający sen z powiek
Zwracam uwagę na analogiczną opinię Claude’a Lévi-Straussa! Por. C. Lévi-Strauss, Wprowadzenie…, s. 7.
Por. M. Mauss, Szkic o darze. Forma i podstawa wymiany w społeczeństwach archaicznych, w: tegoż,
Socjologia i antropologia…, s. 181.
14
Ten właśnie wątek doskonale omawia S. Dzimira w pracy Marcel Mauss: savant et politique, Collection:
TAP/Bibliothèque du MAUSS, La Découverte, Paris 2007.
15
Por. M. Mauss, Szkic o darze…, s. 287.
12

13

74

�Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska, Do ut des. Teoria daru Marcela Maussa…

instytucjom opiekuńczym i dobroczynnym, a nawet całym państwom, objawiającym zdumiewającą krótkowzroczność i brak antropologicznej wiedzy o istocie
daru, anomia społeczna – bolączka współczesności, to przecież nic innego jak
efekt zarzucenia moralności pierwszej na rzecz bogacenia się bez „odpłaty”, odpowiedzialności za resztę współplemieńców i harmonię wymiany. Wykluczenia
jednostek, grup, rodzin, przybyszów, uchodźców z systemu świadczeń całościowych, pozbawienia ich możliwości bycia moralnym, czyli – dającym. Chociaż
wątek ten kusi swą niedostrzeżoną dotąd oczywistością interpretacji, możliwych
do zbudowania na starej teorii Maussa i odnosi nas właśnie do tego, z czego rozumieniem mają problem nie tylko studenci, tutaj chciałabym się skupić na innym
zagadnieniu. Na wymianie i moralności daru (w tym powszechności potlaczu
w naturze), do jakiej Mauss nie miał możliwości się odnieść, nie dysponując
wiedzą, która jest dzisiaj w zasięgu ręki (a raczej umysłu) każdego, kto zgłębia
podstawy etologii ogólnej, jaka zamarzyła się Marcelowi Maussowi u początków
XX w. Istnieje też nadzieja, że argumenty z obszaru cenionych dzisiaj neurosciences, kogniwistyki, psychologii ewolucyjnej i – najogólniej rzecz biorąc – biologii, którym lepiej niż socjologii powiódł się program uprawomocnienia swego
miejsca w utylitarystycznym projekcie budowania szczęścia i zdrowia jednostek,
okażą się bardziej przekonujące/przemawiające do wyobraźni, aniżeli jakieś hau
czy mana. Zanim jednak przejdę do tych argumentów, dla przypomnienia, kilka
słów o darze według Marcela Maussa.

Zasady moralności społecznej opartej na wymianie
Zacznijmy od definicji świadczeń całościowych z istotnym może dopowiedzeniem, że całościowość ta bywa rozumiana różnie, na co zwracał już uwagę Stephen Leacock16, a za nim Elżbieta Tarkowska17. Mauss pojmuje te świadczenia
jako „wymianę uprzejmości, festynów, obrzędów, usług wojskowych, kobiet,
dzieci, tańców, jarmarków”18, jakie świadczą sobie wzajemnie grupy społeczne. Umowa o wymianie, przynajmniej w społecznościach archaicznych19 nie
16
Albo jako badanie systemów społecznych jako całości, albo badanie konkretnego zjawiska społecznego
w jego uwikłaniu kontekstowym. Por. S. Leacock, The Ethnological Theory of Marcel Mauss, „American
Anthropologist” 1954, t. 56, nr 1.
17
Por. E. Tarkowska, Ciągłość i zmiana socjologii francuskiej. Durkheim, Mauss, Lévi-Strauss, PWN, Warszawa
1974, s. 115 i n.
18
M. Mauss, Szkic o darze…, s. 170.
19
Należą do nich, zgodnie z wywodem Maussa, tyleż społeczności proste, bez historii, jak natywni
mieszkańcy Polinezji, Melanezji, północnego zachodu Ameryki, co społeczności historyczne, posiadające
prawa pisane (od Wedów po Rzymian). Zasadność porównywania ich ze sobą wyjaśnia Mauss pragnieniem
dojścia do archeologicznych warstw transakcji międzyludzkich, realizowanych zarówno w gospodarkach nie

75

�Laboratorium Kultury 5 (2016)

obejmuje więc „wyłącznie dóbr i bogactwa, ruchomości i nieruchomości, rzeczy pożytecznych gospodarczo”20, stanowiących dzisiaj właściwy przedmiot
transakcji rynkowych, ale cały system zachowań, praktyk i instytucji, reprezentowany przez „osoby moralne” (klany, plemiona, rodziny), acz dotyczący
wszystkich. Ma ona na swój sposób charakter totalny i obowiązkowy, choć
dokonywana jest dobrowolnie. Uznawszy za wzorcową formę wymiany ten
jej typ, który opiera się na rywalizacji (agonie), Mauss skupia się szczególnie
na potlaczu21, mianem tym określając wszystkie, rozpoznawane przez siebie
niezależnie od szerokości geograficznej, całościowe świadczenia o typie agonistycznym. Od typów pośrednich świadczenia te odróżnia obecność „składnika
godności, prestiżu, mana, który daje bogactwo oraz [tego], który polega na
absolutnym obowiązku zwracania (odwzajemniania) tych darów pod groźbą
utraty tego mana – tego autorytetu, tego talizmanu i tego źródła bogactw, jakim
jest sam autorytet”22. W rejestrowanych wśród wielu społeczeństw świadczeniach i przeciw-świadczeniach tego typu, najbardziej interesującym jest dla
Maussa „mechanizm duchowy”, powód, który zobowiązuje do rewanżu, odwzajemnienia otrzymanego daru, który przecież (przynajmniej teoretycznie)
nie musi być odwzajemniony. Wyjaśnienie siły sprawczej odwzajemnienia daru
odnajduje Mauss u Maorysów, przekonanych, iż rzecz posiada swego ducha
(hau), którym jest mus zwrotu, rewanżu, odpłaty.
Więź przez rzeczy – pisze Mauss – jest więzią dusz, albowiem sama rzecz ma duszę, jest
z duszy. Wynika z tego, że ofiarować coś komuś, to ofiarować coś z siebie […], trzeba
zwrócić innemu to, co jest w rzeczywistości cząstką jego natury i substancji […] zachowanie tej rzeczy byłoby niebezpieczne i groziłoby śmiercią, nie tylko dlatego, że byłoby
niedozwolone, ale również dlatego, że ta rzecz […] daje komuś panowanie magiczne i religijne nad wami23.

Ma też władzę nad złodziejem lub przypadkowym znalazcą, dlatego przywłaszczanie rzeczy, które z natury chcą wrócić do „domu rodzimego” jest groźne,
uzależnia od innych. Mus zwrotu (duch rzeczy) pobudza ciąg użytkowników,
znających pieniądza oraz nim już dysponujących. Por. M. Mauss, Szkic o darze…, s. 167–169 (O metodzie).
20
M. Mauss, Szkic o darze…, s. 170.
21
Nazwa pochodzi z języka chinook, znaczy „karmić”, „spożywać”. Weszła do mowy potocznej Indian
Alaski i została przejęta przez antropologów amerykańskich, a później i innych na określenie wymiany
świadczeń opartych na rywalizacji i antagonizmie. Por. M. Mauss, Szkic o darze…, s. 171.
22
Tamże, s. 176.
23
Tamże, s. 181–182.

76

�Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska, Do ut des. Teoria daru Marcela Maussa…

tworząc łańcuch wymiany, dopóki rzecz nie trafi z powrotem na swoje miejsce. Wymiana podarunków wytwarza obfitość bogactw, a zatrzymanie tego
łańcucha, poprzez np. chciwe gromadzenie wyłącznie dla siebie, zakłóca kosmiczny porządek, albowiem prawdziwymi właścicielami dóbr tego świata
są bogowie i duchy zmarłych24. „Wymiana z nimi jest najbardziej konieczna,
a powstrzymywanie się od tej wymiany – najbardziej niebezpieczne”25. Od
nich bowiem pochodzą zasoby, których ludzie są jedynie czasowymi dysponentami. „Akt ofiarnego zniszczenia ma właśnie za cel bycie darowizną, która
zostanie nieuchronnie odwzajemniona”26. Jego zaniechanie zrywa więź między
ludźmi i bogami, grozi ich gniewem, którego przejawem będzie zaniechanie
zwrotu i odwet – odpłata „pięknym za nadobne”. Warto podkreślić, iż Mauss,
odwołując się również do zasad wielkich systemów religijnych, wskazuje na
ziemskich pośredników między ludźmi a bogami – jałmużników, biednych
i dzieci, którym dar należy się bezwzględnie.
[ Jałmużna jest – D.W.Z.] owocem moralnego pojęcia daru i bogactwa z jednej strony,
z drugiej zaś – pojęcia ofiary. Szczodrobliwość jest obowiązkiem, ponieważ Nemezis mści
biednych i bogów za nadmiar bogactwa u pewnych ludzi, którzy muszą się go pozbyć. Jest
to stara moralność daru przekształcona w zasadę sprawiedliwości27.

Obowiązek dawania i odwzajemniania jawi się więc jako źródło moralności pierwszej, ustanowionej niejako in illo tempore, na której budowane są różne jej odmiany,
z poczuciem sprawiedliwości i kary włącznie, fundujące późniejsze niż religijne
– ludzkie systemy prawne. „Nie jest, być może, dziełem czystego przypadku – konkluduje Mauss – że dwie uroczyste umowy – po łacinie do ut des, w sanskrycie:
dadami se, dehi me – również zostały zachowane w tekstach religijnych”28. Zasada
„daję, byś dał”, jak należy przełożyć owe formuły, w rozpoznaniu tego badacza,
stanowi fundament, skałę, na której wznoszą się społeczeństwa ludzkie. Nie tylko
buduje więzi, bez których społeczeństwa nie istnieją, ale wyznacza jasne podstawy
moralności oraz system ocen dobrego i złego. Dobrym jest ten, który daje i odwzajemnia dar, złym ten, który tego nie czyni. Mimo znaczącej odległości w czasie
budowania się tych pierwszych systemów moralnych od współczesności, trudno

Tamże, s. 188.
Tamże.
26
Tamże.
27
Tamże, s. 191.
28
Tamże, s. 190.
24
25

77

�Laboratorium Kultury 5 (2016)

zaprzeczyć, iż ta właśnie zasada oceny siebie i innych jest nadal spontanicznie,
intuicyjnie respektowana w codziennych relacjach międzyludzkich, nie mówiąc
o jej kulturowych manifestacjach29. Pozostaje ona w związku z powszechnym,
a zwerbalizowanym jasno przez Maussa odczuciem, że dając i odwzajemniając,
„świadczy się sobie i odwzajemnia »szacunek« – my mówimy »uprzejmości«”30.
Mówimy również o grzeczności i jej braku w sytuacji, gdy ktoś nie odwzajemni
powitania, uśmiechu, życzeń, zaproszenia. To grożący utratą „twarzy” przejaw braku szacunku; nie tylko dla obowiązujących norm społecznego funkcjonowania
(etykiety), ale także dla tego, kto daje. Natomiast ten, kto przyjmuje, nie odwzajemniając, rozpoznawany jest jako pozbawiony honoru i niewdzięczny. Trzeba zwrócić
przynajmniej tyle samo, a najlepiej więcej, niż się otrzymało. Niewątpliwie warto
zastanowić się w tym kontekście nad głębszym sensem powiedzenia: „mieć dług
wdzięczności”, skrywa bowiem ono właśnie prawdę o moralności niepisanych zobowiązań, od zarania regulujących stosunki międzyludzkie. Jeśli zaś uwzględnimy,
pomijany dotąd, a wyraźnie podnoszony przez Maussa w morfologii daru, obowiązek przyjmowania, element, budujący triadyczny, de facto, mechanizm świadczeń
całościowych, łatwiej będzie dostrzec, iż wymiana nie tylko decyduje o naszych
osądach moralnych (w tym poczuciu sprawiedliwości), ale również o hierarchii
społecznej, a nawet losach całych cywilizacji.

Magister, minister i warunki zachowania pokoju
System świadczeń oparty na wymianie, szczególnie o typie agonistycznym, w sprawdzony i skuteczny sposób ustala zależności między ludźmi. Jak przedstawiono wyżej,
dający i odwzajemniający oceniani są pozytywnie, jednak relacje między nimi nie są
symetryczne. I nie o równość przecież w wymianie chodzi. Mauss twierdzi, że
Dawać – to przejawiać swą wyższość, to znaczy być bardziej, wyżej, być magister; przyjmować bez zwracania czy bez zwracania z nadwyżką – to znaczy podporządkować się, stawać
się klientem i sługą, stawać się małym, opadać niżej (minister)31.
29
Np. w mitologiach i folklorze wszystkich ludów świata, gdzie nagrodę zyskuje ten, kto daje, odwzajemnia,
trudzi się dla innych, dając coś z siebie, dzieląc się najmniejszym dobrem, zaś zasłużoną, w myśl pierwotnej
sprawiedliwości, karę, ponosi samolubny, chciwy, zachowujący dla siebie to, co należy do innych. Wielość
przykładów wyklucza tu przywołania, ale wystarczy może wskazać na ustalenia Włodzimierza Proppa
dotyczące bajki magicznej, której bohater uzyskuje nagrodę poprzez likwidację inicjalnego „braku”, co osiąga,
mówiąc językiem Maussa, wchodząc w relacje świadczeń i przeciw-świadczeń, w których zawsze „gra czysto”.
Por. W. Propp, Morfologia bajki, przeł. W. Wojtyga-Zagórska, Książka i Wiedza, Warszawa 1976.
30
M. Mauss, Szkic o darze…, s. 254.
31
Tamże, s. 297. Zgodnie z zachowaną jeszcze w czasach pisania Szkicu… tradycją językową dialektu
oskijskiego (italski), ministreis to strona przegrywająca proces.

78

�Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska, Do ut des. Teoria daru Marcela Maussa…

Przez sam fakt otrzymania, wejścia w posiadanie rzeczy, przyjmujący wstępuje
również w stan niepewności, niby-winy, podrzędności, moralnej nierówności
wobec dawcy. Prestiż dającego płynie z nabywanej tak wyższości moralnej,
wynoszącej go na drabinie społecznych relacji bliżej bogów – pierwszych darczyńców, ale dla zachowania społecznej równowagi nie powinien on odmawiać
przyjęcia zwrotu, który uwolni ministreis. Spieszne oddawanie (rewanż), odczuwane często jako psychologiczna presja, to właśnie efekt pragnienia wyrównania własnej pozycji, zachwianej przyjęciem daru. Przyjmowania jednakże
odmawiać nie wolno. Odmowa świadczy, iż odmawiający „boi się, że będzie
musiał zwracać, że boi się być »spłaszczonym«, dopóki nie zwróci”32. Nadmieniana w części pierwszej niemożność zwrotu, zwłaszcza z powodów ekonomicznych (bezrobotni, uchodźcy, pariasi) spłaszcza, poniża, czyli obniża naszą
społeczną rangę, a jeśli proces jest długotrwały, de-moralizuje w najgłębszym,
maussjańskim tego słowa znaczeniu. Pragnienie zwrotu (wyrównania pozycji)
zmienia się wówczas w chęć odwetu, który także jest przecież formą odpłaty,
ale rodzi przemoc i gwałt. To właśnie jeden z dostrzeżonych przez Maussa
paradoksów społecznej psychologii. Masakra jest odpłatą za dar, którego nie
możemy zwrócić, czy inaczej – za nadmiar u innych i niedomiar u drugich. Jest
odpowiedzią na trudne do zniesienia „spłaszczenie”, niemożność podniesienia
swej rangi, postrzeganą jako niesprawiedliwość społeczna. Ale objawia ona swą
moc także w sytuacji odmowy przyjęcia, która budzi z kolei gniew w dających.
A ten, podobnie jak gniew nie mogących dokonać zwrotu (przeciw-świadczenia), prostą drogą wiedzie ku agresji. Gra darów (wymiana całościowa) jest
zatem pełną napięć grą społeczną, chybotliwą ścieżką wzajemnych zależności,
gdzie jeden mylny krok może doprowadzić do druzgocącej wszystko na swej
drodze lawiny eskalacji i odwetów. Nic zatem dziwnego, iż społeczeństwa archaiczne zrytualizowały wymianę, gwarantując sobie tym samym pokojowy
przepływ świadczeń i przeciw-świadczeń, a więc trwanie w korzystnym przymierzu; pełnym zobowiązań, ale bez militarnej przemocy. „Najpierw trzeba
było jednak umieć zdobyć się na złożenie broni […] przeciwstawić się sobie
bez masakry i dawać bez poświęcania się”33. Nic zatem dziwnego, można by
dodać, iż w społeczeństwach współczesnych (szczególnie zachodnich), rządzących się i rządzonych pieniądzem, gdzie sprzedaż została odłączona od
obowiązku moralnego i wymiany, pragnienie zysku wyparło umiejętność złożenia broni. Zysk zastąpił prestiż (zajął jego miejsce), rangę buduje się poprzez
32
33

Tamże, s. 235.
Tamże, s. 305.
79

�Laboratorium Kultury 5 (2016)

zysk, a nie zdolność dawania i przyjmowania bez urazy. Zasada moralności
pierwszej: „Powstrzymać się od przyjmowania – to uchybić swej godności;
tak samo uchybiłby jej ten, kto by powstrzymał się od zwracania”34, straciła na
znaczeniu, nie straciła jednak swej sprawczości! Tę zaś jasno artykułuje Mauss,
twierdząc iż „odmowa dawania, zaniechanie zaproszenia lub odmowa przyjęcia
są równoważne wypowiedzeniu wojny; jest to odrzucenie związku i wspólnoty”35. Przyjmowanie, istotny element wymiany, niejednokrotnie bywa jednak
bardzo trudne, nie tylko z powodu popadnięcia w stan podrzędności, niby-winy. Szczególnie dobrze trudność tę obrazują obyczaje związane z dzieleniem
się żywnością, do natury której należy, jak twierdzi Mauss, „by była dzielona;
niedawanie jej części innemu jest »zabijaniem jej istoty«, niszczeniem jej dla
siebie i dla innych”36. Przekonanie to najlepiej wyraża wedyjska mądrość: „Ten,
kto je bez wiedzy, zabija żywność, a zjedzona żywność go zabija”37. Żeby nie
urazić bogów i gospodarzy i nie zabić żywności, należy zatem bez mrugnięcia
okiem spożyć (przyjąć), co podano, choćby nawet budziło odrazę, albowiem
– jak wiadomo – różne ludy różnie kwalifikują to, co jadalne38. Dar z żywności,
podstawowy w budowaniu więzi, sięga najstarszych praw tworzenia wspólnoty. Nawet wywołujący mdłości, nawet podejrzewany o zaprawienie trucizną,
należy przyjąć, jeśli etykieta ma być zachowana, a więź utrzymana. Ruth Benedict, opisująca dziesięć lat po Maussie zachowania nutrytywne podejrzliwych
Dobuańczyków, przytacza bardzo wymowne w tym kontekście powiedzenie
mieszkańców północno-zachodniej Melanezji, wygłaszane w miejsce naszego
„dziękuję”: „Jeśli mnie teraz otrujesz, to jak ci się odwdzięczę za ten dar?”39.
Tamże, s. 236.
Tamże, s. 183.
36
Tamże, s. 274, gdzie przywołuje się też kodeks, w którym Anna – ubóstwiona żywność ostrzega, że kto
nie daje jej bogom, cieniom, swym sługom i gościom, połyka truciznę. „Tego spożywam, jestem jego śmiercią”.
37
Tamże, s. 275. Mądrość ta szczególnie wyraźnie zaczyna ujawniać swą trafność we współczesnych
społeczeństwach konsumpcyjnych, w których nadmierne spożycie, bez dzielenia się z innymi, stanowi
rozpoznane podłoże tzw. chorób cywilizacyjnych, „truciznę”. Sądzę, że tę wedyjską prawdę należy rozumieć
szerzej i odnosić do wszelkiej, nadmiernej i zachłannej konsumpcji, zakłócającej krążenie dóbr w świecie. Stan
nierównowagi (np. zachwianie równowagi ekologicznej) spowodowany samolubną chciwością nowoczesnych
cywilizacji przyczynia się do powstawania „zabijającej” nas zwrotnie „żywności” (produkcji).
38
Zasada ta, tj. spożywanie, czym częstują gospodarze, wznoszenie toastów, przyjęcie rewanżowe znane
są i obowiązujące tyleż w protokołach dyplomatycznych wszystkich współczesnych państw, co w lokalnych
„protokołach” gościnności. O lokalnych „obrzydliwościach” kuchni informacje m.in. na http://podroze.gazeta.pl/
podroze/56,114158,10427428,haggis-nadziewany-zoladek,,1.html, natomiast z realiów polskich można przytoczyć
choćby kulawkę, szklany kielich bez podstawy, niemożliwy do odstawienia bez uprzedniego wypicia trunku.
Popularny w Polsce w XVII i XVIII w., ale także w Anglii. Choć nie wzbudzał on może obrzydzenia, w abstynentach
lub chorych musiał wzbudzać istny postrach. Odmowa użycia kulawki miała jednak tak poważne konsekwencje,
że z reguły z niej korzystano. Por. H. Rzewuski, Pamiątki Soplicy, Ossolineum, Wrocław 2009.
39
R. Benedict, Wzory kultury, przeł. J. Prokopiuk, PWN, Warszawa 1966, s. 248.
34
35

80

�Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska, Do ut des. Teoria daru Marcela Maussa…

I komentuje następująco: „Znaczy to, że Dobuańczycy korzystają z każdej
okazji, by zwrócić ofiarodawcy uwagę, że nie odniesie żadnej korzyści, jeśli
posłuży się tą uniwersalną bronią [trucizną – przyp. DW.Z.] przeciwko komuś,
kto ma wobec niego pewne zobowiązania”40. Biesiady bogów, biesiady weselne, żałobne, wojenne, urodzinowe, zaręczynowe… to jedno z najstarszych
i najpowszechniejszych zachowań społecznych oraz kulturowych rytuałów
nawiązywania, potwierdzania i podtrzymywania więzi. Odmowa uczestnictwa
w nich lub zapomnienie o zaproszeniu na nie ważnych gości skutkuje zemstą,
zerwaniem, wojną.
Zasada do ut des w obu jej aspektach: „daję byś brał” ale i „daję byś zwracał”
jest prostym mechanizmem, motorem relacji, ustalania hierachii, wagi i rangi,
konstruowania wewnątrz- i zewnątrzgrupowego porządku, a więc tworzenia
społecznego ładu. Mauss przyjmuje, iż powstał on, ponieważ przez
długi czas […] ludzie spotykali się w interesującym stanie ducha – stanie złożonym
z przesądnego lęku i przesądnej wrogości oraz równie przesądnej hojności. […] Właśnie
w tych stanach ludzie zrezygnowali ze swej wyłączności i umieli zaangażować się w dawanie
i odwzajemnianie. Działo się tak dlatego, że nie mieli wyboru. Dwie grupy ludzi, które
się spotykają, mogą tylko albo rozejść się […], bić się – albo dobrze siebie traktować41.

Uświadomienie sobie, że wskazane możliwości reakcji, w tym zaangażowanie
w odwzajemnianie, nie dotyczą tylko ludzi, ale całej przyrody ożywionej, pozwala skierować namysł nad darem poza (antropocentryczny jednak) punkt
widzenia mistrza socjologii – Marcela Maussa. Wiedzie ku prawom natury,
obejmującym nie tylko świat człowieka, tak pilnie zgłębiany przez antropologów, ale i świat przyrody, do której gatunek ludzki przynależy, z którego się
wywodzi i który go ukształtował. Nasz gatunek formowały miliony lat ewolucji, podczas których nabywaliśmy wyposażenia biologicznego i nawyków,
charakterystycznych dla wielu innych zwierząt społecznych. Odróżniająca
nas cecha gatunkowa sapiens pojawiła się stosunkowo późno (mniej więcej
100 000 lat temu)42. Należymy do gatunku ssaków z rodziny człowiekowatych,
dwunożnych małp o przerośniętych mózgach, dzielących ze swym najbliższym
kuzynem szympansem 98% wspólnego genomu oraz cały szereg analogicznych
Tamże, s. 248.
M. Mauss, Szkic o darze…, s. 304.
42
Por. L. Stone, P.F. Lurquin, Geny, kultura i ewolucja człowieka. Synteza, przeł. W. Branicki, W. Więckowski,
Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2009, s. 25–67.
40
41

81

�Laboratorium Kultury 5 (2016)

zachowań, emocji i rozwiązań fizjologicznych (jak choćby hemoglobina), gwarantujących nam przetrwanie. Jak lakonicznie tę naszą przynależność i zależność od natury ujął świetny etolog Frans de Waal, „Małpa z dżungli wyjdzie, ale
dżungla z małpy nigdy”43. Dlatego warto wrócić do dżungli, pytając o podstawy
zachowań społecznych, moralności pierwszej i ów „interesujący stan ducha”,
w którym umieliśmy się zaangażować w dawanie i odwzajemnianie.

„Wskoczę do rzeki za dwóch braci i ośmiu kuzynów”. Biologiczne podstawy
wzajemności. Pierwsze przybliżenie
Mimo jasnych ustaleń Karola Darwina (od którego zaczęło się nasze myślenie o człowieku jako gatunku zwierzęcym, spowinowaconym z małpami), że:
„Instynkty społeczne powodują, że dla zwierzęcia przyjemne jest przebywanie
w społeczności znajomych osobników, wczuwanie się do pewnego stopnia
w ich przeżycia i wyświadczanie im różnych przysług”44, wcześni ewolucjoniści
skupiali raczej swoją uwagę na egoizmie i agresji w świecie przyrody i świecie
ludzkim, a nie na skłonności do świadczenia przysług. Widzimy to zarówno
w dziewiętnastowiecznej myśli społecznej (zwłaszcza tzw. darwinizmie społecznym Herberta Spencera), jak i przyrodoznawstwie. Przykładowo, zaangażowany obrońca ewolucjonizmu Thomas Henry Huxley jeszcze za życia
swego mistrza, Darwina, w latach 90. XIX stulecia, głosił samolubność ludzkich zachowań moralnych, uznając je wyłącznie za fasadę „w kosmicznej walce
o byt”45. Z kolei filozofowie tej epoki, na przykład Artur Schopenhauer, nie
ukrywali przekonania, iż „człowiek jest zły z natury”46, a Fryderyk Nietzsche
twierdził z kolei, że „Ekonomia dobroci jest marzeniem najśmielszych utopistów”47, bo najczęściej sprowadza się do egoizmu ludzi „słabych” z natury,
którzy w postępowaniu altruistycznym widzą szansę na własne przetrwanie.
Altruizm, rozpoznany jako „moralność niewolników”, był przez niego oceniany
raczej w kategoriach degeneracji48. Benthamowski duch utylitaryzmu, kalkulacji zysków i strat w dążeniu do zaspokajania potrzeb, w tym zwłaszcza potrzeby
43
F. de Waal, Małpa w każdym z nas. Dlaczego seks, przemoc i życzliwość są częścią natury człowieka?, przeł.
K. Kornas, Copernicus Center Press, Kraków 2015, s.7.
44
Za: F. de Waal, Bonobo i ateista. W poszukiwaniu humanizmu wśród naczelnych, przeł. K. Kornas,
Copernicus Center Press, Kraków 2014, s. 40.
45
Tamże, s. 58.
46
A. Schopenhauer, Erystyka czyli sztuka prowadzenia sporów, przeł. B. i L. Konorscy, Wydawnictwo
Literackie, Kraków 1984, s. 26.
47
F. Nietzsche, Ludzkie, arcyludzkie, t.1, przeł. K. Drzewiecki, Zielona Sowa, Kraków 2006, s. 50.
48
Za: W. Tatarkiewicz, Historia filozofii. Filozofia XIX wieku i współczesna, PWN, Warszawa 1968, s. 166 i n.

82

�Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska, Do ut des. Teoria daru Marcela Maussa…

przyjemności49, zdawał się wtedy unosić nie tylko nad pozytywizmem prawniczym, ale również naukowym. Z różnych więc, niemożliwych tu do szczegółowego omówienia, powodów, zwierzęca skłonność do kolaboracji i wchodzenia
w relacje wymiany świadczeń nie była w owym czasie przedmiotem głębszej
refleksji. Nie można też nie zauważyć, iż piętno założycielskiej wizji ewolucji
jako walki „na kły i pazury”, towarzyszyło nauce i później, przekładając się na
głębokie przekonanie, że dobro (altruizm, moralność), o ile w ogóle istnieją, są
własnościami wyłącznie ludzkimi, bo wynikającymi z rozumu. Tego zaś przynajmniej od Kartezjusza po Kanta odmawiano innym zwierzętom50. Chociaż
już w 1902 r., anarchista, książę Piotr Kropotkin dowodził, iż „Życie nie jest
krwawą walką, w której wszystkie chwyty są dozwolone, ani też Hobbesowską
»wojną wszystkich przeciw wszystkim«, ale charakteryzuje się w równym
stopniu współdziałaniem jak współzawodnictwem”51, przez prawie stulecie
interpretacje, czy to biologiczne, czy socjologiczne, praw darwinowskich,
nieodmiennie skupiały się na bezwzględności walki o byt i prawach selekcji
naturalnej, pojmowanej jako prawa silniejszego, na wiele sposobów uprawomocniając egoizm, zarówno osobniczy jak i klasowy.
Pomijając w tym miejscu olbrzymi rozdział dziejów myśli różnych o zwierzętach, jaki dzieli dziś prace Darwina od współczesności, trzeba stwierdzić, że
dociekania nad egoizmem i altruizmem swych naukowych falsyfikacji doczekały się dopiero w drugiej połowie XX w., kiedy to stały się przedmiotem obiektywnych badań, pozbawionych uprzedzeń ideologicznych i naukowych etologów. Rozwijały się w 2. połowie XX w. za sprawą Konrada Lorenza, Nikolaasa
„Niko” Tinbergena, Wolfganga Wicklera i Irenäusa Eibl-Eibesfeldta. Ten ostatni
był też współzałożycielem i pierwszym przewodniczącym Międzynarodowego
Stowarzyszenia Etologii Człowieka (International Society for Human Ethology),
które oficjalnie zinstytucjonalizowało humanetologię, budowaną pierwotnie
w oparciu o metodologię zoologicznych badań behawioralnych. Zainteresowanie

49
Oczywiście, utylitaryzm nie pochodzi wyłącznie od Jeremy’ego Benthama; ma korzenie oświeceniowe
(David Hume) i licznych przedstawicieli, może nawet lepiej znanych niż Bentham ( John Stuart Mill).
Wskazanie na Bethama ma tu jednak swoje, ideologiczne i socjologicznonaukowe uzasadnienie, zważywszy
na kontynuatorów myśli Marcela Maussa, takich jak Michel Foucault, który pewnych rozwiązań Benthama
używa jako metafory panoptyzmu władzy, wywiedzionej i wywodzącej się, o paradoksie, z liberalizmu.
Por. M. Foucault, Nadzorować i karać. Narodziny więzienia, przeł. T. Komendant, Aletheia, Warszawa 1993, s. 240 i n.
50
Historię myśli (szczególnie zaś filozoficznej) opracowującej relację: człowiek – zwierzę, dobrze
prezentuje na naszym gruncie Jacek Lejman. Por.: J. Lejman, Ewolucja ludzkiej samowiedzy gatunkowej. Dzieje
prób zdefiniowania relacji człowiek – zwierzę, UMCS, Lublin 2008.
51
P. Kropotkin, Pomoc wzajemna jako czynnik rozwoju, przeł. J. Hempel, „Słowo”, Łódź 1946, za: M. Ridley,
O pochodzeniu cnoty, przeł. M. Koraszewska, Rebis, Poznań 2000, s. 14.

83

�Laboratorium Kultury 5 (2016)

rolą zachowań zwierzęcych (w tym zachowań altruistycznych, szeroko obserwowanych i dokumentowanych przez etologów) przyniosło krytykę dawnych
twierdzeń, jakoby działanie związane z ryzykiem, czy nakładem energii własnej,
a przynoszące korzyść innym (jak definiowano altruizm), miało wyłącznie społeczno-kulturowe podłoże i było przeto specyficznie ludzkie, przy czym obstawał np. August Comte oraz filozofowie moralności52. Stwierdzono, iż altruizm
jest szeroko rozpowszechniony w przyrodzie, a objawiają go zarówno naczelne,
jak delfiny, szczury, wieloryby, owady (pszczoły, mrówki) i ptaki. Znaczące dla
tych ustaleń okazały się zwłaszcza eksperymenty i badania biologów, takich jak
William Donald Hamilton i Robert Trivers.
Zgodnie z paradygmatem ewolucyjnym, przyjmującym istnienie mechanizmu selekcyjnego, którego skutkiem jest przeżywalność najlepiej dostosowanych, założyli oni, iż niepodważalnie rejestrowane zachowania altruistyczne
wśród zwierząt muszą mieć jednak charakter przystosowawczy. W.D. Hamilton
stwierdził na przykład, że dokumentowany u zwierząt społecznych altruizm
zależy od stopnia pokrewieństwa między osobnikami i ustalił, że im wyższy
współczynnik pokrewieństwa, tym wyższy stopień altruizmu. Gdy współczynnik
wynosi 1 (czyli, kiedy krewny w stu procentach powiela mój genotyp), altruizm
osiąga swoje szczyty; im mniejszy zatem stopień spokrewnienia, tym gorzej dla
zachowań altruistycznych. Ustalił też, że u owadów społecznych, a więc gatunków o rozbudowanych systemach komunikacyjnych, współczynnik ten wynosi
¾ (siostry z jednego mrowiska mają nie połowę, ale siedemdziesiąt pięć procent
tych samych genów). Jego teza o korelacji między stopniem wspólnoty genów
i stopniem altruizmu została potwierdzona przez innych biologów. Wszystkie te
i wiele innych obserwacji świata zwierząt legły u podstaw sformułowania prawa,
że w populacji następuje wzrost częstości występowania zachowań altruistycznych, dopóki koszt ponoszony przez altruistę jest mniejszy niż zysk odnoszony
przez jego krewnych. Uznano także, że altruistyczne zachowania jawnie obecne
w świecie zwierząt, z poświęceniem życia włącznie, z racji bliskich związków
genetycznych osobników altruistycznych i beneficjentów, są w gruncie rzeczy
formą samolubnej strategii zachowania (jakiejś części) własnego genotypu. Ale
wykazano też, że w przyrodzie występuje gotowość do poświeceń oraz ograniczenie zachowań rywalizacyjnych na rzecz pomocowych. Hamilton sugerował,
iż stanowią one ogólne reguły biologicznej ewolucji społecznej. W historii nauki
52
Kwestie te interesująco omawia Patricia Churchland. Por. P.S. Churchland, Moralność mózgu.
Co neuronauka mówi o moralności, przeł. M. Hohol, N. Marek, Copernicus Center Press, Kraków 2013,
s. 265–307.

84

�Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska, Do ut des. Teoria daru Marcela Maussa…

często przywoływane jest stwierdzenie badacza owadów społecznych, Johna
Burdona Sandersona Haldane’a, który ponoć stwierdził: „Wskoczę do rzeki za
dwóch braci i ośmiu kuzynów”53, co można by uzupełnić dopowiedzeniem „ale
nie za obcych ludzi”. Tym niemniej, jak wiemy, skoki w celu ratowania obcych
zdarzają się także, co nieco podważa, zdeterminowaną genetyzmem teorię altruizmu krewniaczego, bo tak została ona nazwana. Generalnie przyjmuje się,
iż prace Haldane’a, Williamsa i Hamiltona wyznaczyły początek dominującego
w biologii od lat 60. XX w. genetyzmu, który swój najwyrazistszy kształt uzyskał w koncepcji „samolubnego genu” Richarda Dawkinsa, zakładającej m.in, iż
to „egoizm” chcących się powielać genów moderuje altruistyczne zachowania
osobnika. Idea, że „osobniki nie działają dla dobra swoich grup, rodzin ani nawet
dla siebie samych”54, ale dla dobra (przetrwania i replikacji) genów, jak zauważa
Matt Ridley, „zadała upokarzający cios ludzkiej pysze. Nie dość, że człowiek jest
tylko jeszcze jednym zwierzęciem, to jest on także […] narzędziem komitetu
genów, mających na oku własną korzyść”55. Nade wszystko jednak podważyła
ona przekonania o altruizmie jako efekcie wpływu ludzkiej dobrej (i wolnej)
woli, wyróżniającej nas ponoć w zwierzęcym świecie. Dodatkowo ujawniła, że
mają one podłoże samolubne, ponieważ pomoc krewnym i krewnych to działanie
na rzecz wspólnego genotypu.

Uprzejme „wet za wet”. Drugie przybliżenie
Z kolei Robert Trivers zajął się kwestią wyjaśnienia zjawiska altruizmu poza
rodowego, to znaczy świadczeń, sprzyjających przetrwaniu osobników nie
posiadających wspólnych genów, ponieważ i takie zostały zaobserwowane.
Tu wspomniany determinizm nie prezentował się już tak prosto, jak w przypadku inwestycji rodzicielskich, czy siostrzanych (u pszczół i mrówek). Trivers uznał, że działania na korzyść niespokrewnionego członka tego samego
gatunku można tłumaczyć poprzez korzyści płynące z przeciw-świadczenia,
odwzajemnionego/odpłaconego później. Jeden z ciekawszych przykładów
świadczeń tego typu zarejestrowano pośród nietoperzy-wampirów. Zaobserwowaliśmy, relacjonują Gerald G. Carter i Gerald S. Wilkinson, często przywoływani w pracach etologów, że:
Za: F. de Waal, Bonobo i ateista…, s. 48.
Por. M. Ridley, O pochodzeniu cnoty, przeł. M. Koraszewska, Rebis, Poznań 2000, s. 28 i n. oraz
R. Dawkins, Samolubny gen, przeł. M. Skoneczny, Prószyński i S-ka, Warszawa 1996 (wyd. oryginału 1976).
55
M. Ridley, O pochodzeniu…, s. 30.
53

54

85

�Laboratorium Kultury 5 (2016)

głodujące nietoperze były zazwyczaj karmione przez trzech dawców, tak więc koszt dzielenia się pokarmem podzielony był pomiędzy partnerów. Jak można się było spodziewać,
potencjalni dawcy czasami odrzucali żebrzących biorców, lecz co zaskakujące, niektóre
z głodujących osobników także wydawały się odrzucać oferty pokarmu od niektórych
dawców. Ta zaskakująca obserwacja może wskazywać, że nietoperze preferują dzielenie
się pokarmem z pewnymi partnerami, odrzucając innych, co implikuje, że współpraca pomiędzy nietoperzami-wampirami powinna być postrzegana raczej jako biologiczny rynek,
a nie powtarzalna relacja dwojga stałych partnerów interakcji56.

Ujawnia to obecność działań odwzajemnianych, niepowiązanych z krewniaczą (stricte genetyczną zatem) troską o przetrwanie osobników, wyposażonych w jakąś część wspólnego genomu. Ale ujawnia jeszcze coś innego – bliskie
ludzkim zachowania marketingowe, polegające na tworzeniu sojuszy i wyborze
partnerów/klientów wymiany. W przywołanej pracy można znaleźć zresztą cały
szereg opisów zachowań ssaków, odnoszących się do ich wewnątrzgatunkowej
komunikacji czy terytorialności, łącznie z rozpoznawaniem „swoich” i „obcych”, tak typowym dla społeczeństw ludzkich. Wszystkie one składają się na
koncepcję altruizmu odwzajemnionego, definiowanego jako „akty altruizmu
ze strony jednostki, które na jej koszt faworyzują przeżywalność drugiej jednostki, podejmowane w oczekiwaniu, że zwiększona przeżywalność jej samej
nastąpi w przyszłości dzięki podobnemu działaniu drugiej strony”57. Istnienie
„odroczonego altruizmu odwzajemnionego, czyli inaczej mówiąc, opóźnionej
gratyfikacji płynącej zwrotnie z aktów altruizmu od biorcy do donatora”58 stało
się faktem. Jak zauważył Richard Dawkins, altruizm tego typu „może wyewoluować tylko u gatunków, w których osobniki potrafią się nawzajem rozpoznawać”59. Dodatkowym, co wcale nie znaczy, że mało ważnym, założeniem jest
też hipoteza względnej stałości terytorium współdziałających osobników (tzw.
lepkość populacji, czyli skłonność do pozostawania w pobliżu miejsca swego
56
„We found that on average fasted bats were fed by three donors, so the costs of food sharing were
often divided among partners. As expected, potential donors sometimes rejected begging recipients, but
unexpectedly, some fasted subjects also appeared to reject food offers from some potential donors. This
surprising observation may indicate that bats favour some food-sharing partners over others, with implications
for modelling vampire bat cooperation as a biological market rather than as an iterated dyadic interaction”.
G.G. Carter, G.S. Wilkinson, Food sharing in vampire bats: reciprocal help predicts donations more than relatedness or
harassmen, „Proceedings of the Royal Society B” 280: 20122573. http://dx.doi.org/10.1098/rspb.2012.2573.
57
L. Stone, P. Lurquin, Geny, kultura…, s. 375 (Słowniczek).
58
Badania nad zachowaniami tego typu prezentują m.in. G.G. Carter, G.S. Wilkinson, Food sharing
in vampire bats: reciprocal help predicts donations more than relatedness or harassmen, „Proceedings of the Royal
Society B” 280: 20122573. Na Wilkinsona powołuje się też Dawkins, Samolubny…, s. 316–319.
59
R. Dawkins, Samolubny…, s. 256.

86

�Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska, Do ut des. Teoria daru Marcela Maussa…

urodzenia) i względnej długotrwałości życia populacji, w której strategie te się
realizują. Według teorii gier, zastosowanej w badaniach ludzkich strategii uprzejmości i korzyści przez amerykańskiego politologa – Roberta Axelroda60, istotne
jest także, czy z punktu widzenia uczestników gra ma charakter gry o sumie
zerowej, czy niezerowej i iterowanej (powtarzalnej), a zatem przekonanie, że
„obecna rozgrywka nie jest ostatnią”. Zgodnie z takim punktem widzenia, warunkami koniecznymi przy realizacji strategii uprzejmych są zatem: otoczenie przez
własne kopie, czyli (w danym czasie i miejscu) dominacja strategii uprzejmych
nad tzw. wrednymi, przewaga zysków genetycznych osobnika altruistycznego
nad zyskami, jakie z jego działań odnoszą jego krewni (chyba, że współczynnik
pokrewieństwa wynosi 1 lub ¾), zdolność rozpoznawania się osobników, świadczących sobie uprzejmości (w tym także zdolność rozpoznawania oszustów),
prawdopodobieństwo opóźnionego odwzajemnienia, względna stałość kontaktów międzyosobniczych, względna stałość terytorium wzajemnych świadczeń.
Wspomniany Axelrod, prześledziwszy także wśród ludzi stosowalność teorii
altruizmu odwzajemnionego w odniesieniu do wojennej zasady „żyj i daj żyć
innym”, do powyższych wniosków dodałby jeszcze jeden: przestrzeganie rytuału
jako warunek przewidywalności poczynań drugiej strony. Swoje badania zaś
skonkludował:
Na solidny sukces „wet za wet” złożyła się kombinacja jego uprzejmości, wielkoduszności
i przejrzystości. Jego uprzejmość zapobiega wpakowywaniu się w niepotrzebne kłopoty.
Jego odwetowość zniechęca drugą stronę od upierania się przy próbach zdrady. Jego wielkoduszność pomaga odbudować współpracę. A jego przejrzystość czyni go zrozumiałym
dla drugiego gracza, w ten sposób wywołując długotrwałą współpracę61.

Zauważmy, że obie odkryte i opisane szczegółowo postaci działań, „które
pociągają za sobą jakiś koszt (np. wymagając ryzyka lub poświęcenia energii),
mimo że korzyści odnosi ktoś inny”62, w jawny sposób podpadają pod formułę do
ut des, przedstawioną w Szkicu… jako skała, na której wznoszą się społeczeństwa
ludzkie. Musiały zatem wyewoluować tą samą drogą, co każde zachowanie, które
60
Axelrod wykorzystał tu program opracowany przez Anatola Rapoporta, nazwany „wet za wet”. Zaczyna
on od współpracy grających, a potem powtarza to, co drugi gracz zrobił ostatnim razem, ale przewiduje również
zdradę. Żaden ze zgłoszonych później 62 programów nie pobił „wet za wet”, zgodnie z którym wygrywał
najuprzejmiejszy gracz, ujawniając logikę współpracy o największym sukcesie ewolucyjnym. Zob. na ten temat:
M. Ridley, O pochodzeniu cnoty…, s. 75 i n.
61
M. Ridley, O pochodzeniu cnoty…, s. 75.
62
F. de Waal, Bonobo i ateista…, s. 44.

87

�Laboratorium Kultury 5 (2016)

zwiększa sukces reprodukcyjny w danej populacji, drogą doboru naturalnego.
Jednak ich odniesienie do człowieka, jak w przywołanym zdaniu Haldane’a
i jak uczyniła to, wywodząca się od Edwarda O. Wilsona, socjobiologia, która
z pomocą koncepcji altruizmu krewniaczego Hamiltona i determinizmu genetycznego starała się wyjaśnić nie tylko ludzki nepotyzm, ale i zachowania rodzicielskie, korporacyjne, militarne, dyplomatyczne, wykazując naszą zależność od
ewolucyjnego dziedzictwa63, wzbudziło głęboki sprzeciw przedstawicieli nauk
społecznych i licznych rzesz humanistów. O ile zatem społeczno-naukowa zgoda na obecność altruizmu wśród zwierząt wreszcie zaistniała, o tyle wnioski na
temat jego adaptacyjnego charakteru u człowieka zostały zawetowane. Tę fazę
gwałtownego wybuchu antroponegacjonizmu64 lat 70. XX w. dobrze skwitował
socjolog Pierre L. van den Berghe, zauważając: „Panowało powszechne przekonanie, że można zrozumieć zachowanie się człowieka bez brania pod uwagę
faktu, że ludzie są zwierzętami”65. To przekonanie dzisiaj mocno osłabło, a wyższość ludzkiego altruizmu nad zwierzęcym argumentuje się współcześnie w taki
oto sposób: „Zwierzęta żyjące w grupach również stosują się do pewnych norm
społecznych […]. Ale te normy nie występują u poszczególnych osobników
w formie oderwanych reprezentacji. Zwierzęta stosują się do norm grupy bez
zdawania sobie sprawy z ich istnienia”66. Uchylając w tym miejscu odpowiedź
na pytanie, czy tworzenie oderwanych reprezentacji jest warunkiem koniecznym postaw moralnych, przejdźmy do ustaleń bezpośrednio już wykazujących
zależność między ewolucyjnie nabytą skłonnością do współpracy i wymiany
świadczeń, a zasadami życia społecznego.

Biologiczne podstawy wzajemności. Rozstrzygnięcia
Newralgiczna, jak pokazano, kwestia biologicznych źródeł moralności człowieka uzyskała dzisiaj niemal jednoznaczne rozstrzygnięcie. Przyczyniły się
do tego szczególnie biologia molekularna, neuronauki oraz psychologia ewolucyjna. Ta pierwsza w sposób raczej nie budzący wątpliwości ustaliła wspólnotę

Por. m.in.: K. Szymborski, Poprawka z natury. Biologia, kultura, seks, Prószyński i S-ka, Warszawa 1999.
Antroponegacjonizm – termin stosowany przez Fransa de Waala i pojmowany jako „aprioryczne
odrzucenie istnienia wspólnych cech ludzi i zwierząt”. F. de Waal, Małpy i filozofowie. Skąd pochodzi moralność?,
przeł. B. Brożek, M. Furman, Copernicus Center Press, Kraków 2013, s. 91.
65
P.L. van den Berghe, Łączenie paradygmatów: biologia i nauki społeczne, w: Człowiek, zwierzę społeczne,
wyb. B. Szacka, J. Szacki, przeł. K. Najder, B. Szacka, J. Szacki, Czytelnik, Warszawa 1991, s. 322.
66
P. Gärdenfors, Jak Homo stał się sapiens. O ewolucji myślenia, przeł. T. Pańkowski, Wydawnictwo Czarna
Owca, Warszawa 2010, s. 199.
63

64

88

�Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska, Do ut des. Teoria daru Marcela Maussa…

naszych i szympansich genów, uprawomocniając w ten sposób rozważania
nad ewolucyjnym dziedzictwem człowieka i zasadność obserwacji małp człekokształtnych jako źródła wiedzy o „dżungli” w nas samych67. Druga, dzięki
skutecznym metodom badawczym i technikom analizy reakcji mózgu na różne
bodźce, buduje podstawy wnioskowania o społecznych zachowaniach ludzi,
ta ostatnia zaś, czerpiąc z ich dokonań, ale również teorii społecznych, antropologicznych i psychologicznych, najwyraźniej zmierza do syntezy faktów
społecznych, fizycznych i psychicznych, jaka roiła się Marcelowi Maussowi
w koncepcji l’homme totale. Gwałtownie rozwija się neuronauka społeczna –
neuronaukowcy interesują się społecznym światem człowieka, uznawszy, iż
badanie aktywności mózgu nie wystarcza dla rozpoznania tajemnic ludzkiego
umysłu. Konsolidacja całej dotychczasowej wiedzy biologicznej pozwala dzisiaj na reinterpretację społecznej teorii wymiany, opartej na świadczeniach
i przeciw-świadczeniach, tak absorbującej Marcela Maussa.
Do najważniejszych rozstrzygnięć należą tu:
• Towarzyskość i uspołecznienie ludzi, a także skłonność do współpracy
i opieki nad innymi w dużej mierze są efektami ewolucyjnych zmian specyficznych dla mózgów ssaków oraz presji selekcyjnej, której ssaki podlegają
od ok. 350 milionów lat68.
• U wszystkich zwierząt obwody neuronalne stanowią podstawę do samoopieki (self-caring) i dobrostanu (well-being)69. Samolubność stanowi zatem
stan wyjściowy życia i warunek przetrwania organizmu.
• Jedną z ewolucyjnie przetestowanych i skutecznych dróg samoopieki są
zachowania kooperatywne, za które odpowiadają wykryte w mózgu mechanizmy neuronalne. „Przychodzimy na świat wyposażeni w obwody służące
do interakcji społecznych”70.
• Odpowiedzialne za doświadczanie cudzych emocji oraz rozumienie powodów działań innych są neurony lustrzane, obecne w mózgach ludzi, bonobo i szympansów zwyczajnych (oraz innych zwierząt społecznych, jak
makaki)71.
• Neurony lustrzane mają istotny udział w istnieniu teorii umysłu, dzięki
Por. L. Stone, P. Lurquin, Geny, kultura…
Tamże, s. 35.
69
P. Churchland, Moralność mózgu…, s. 34.
70
M. S. Gazzaniga, Kto tu rządzi – ja czy mój mózg?, przeł. A. Nowak, Smak Słowa, Sopot 2013, s. 124.
71
G. Rizzolatti i in., Premotor cortex and the recognition of motor action, „Cognitive Brain Research” 1996,
nr 3 (2); M. S. Gazzaniga, Istota człowieczeństwa. Co sprawia, że jesteśmy wyjątkowi, przeł. A. Nowak, Smak
Słowa, Sopot 2011, s. 184 i n.
67
68

89

�Laboratorium Kultury 5 (2016)

której rozumiemy, iż inni mają umysły, intencje, pragnienia, stany psychiczne72, co pozwala na utożsamienie się z innymi istotami (np. w odczuwaniu
bólu, wstydu, radości).
• Człowiek ma wrodzony zmysł moralny (różny od tego, co rozumiemy przez
cnotę).
W toku ewolucji u ludzi ukształtowały się dwie zdolności niezbędne do prowadzenia przedłużonej wymiany społecznej opartej na regule wzajemności: umiejętność powstrzymywania się od działania przez pewien czas (czyli odraczania gratyfikacji) oraz zdolność karania
oszustów w sytuacjach wymiany społecznej73.

• Istnieje grzbietowo-boczny obszar kory przedczołowej hamujący zachowania egoistyczne (Antonio Damasio)74. Ma on istotny wpływ na poczucie
tego, co sprawiedliwe, na odpłatę i odwzajemnianie przysług.
• Podstawę wielu różnych wariantów uspołecznienia stanowi oksytocyna
(peptyd – łańcuch aminokwasów), zawiadujący siecią adaptacji do opieki
nad innymi75.
• Neuronalną platformą moralności jest przywiązanie (chęć do bycia z innymi i ból odczuwany w obliczu rozłąki).
• Odwzajemnianie opiera się na przywiązaniu i wrodzonej potrzebie wzajemności. Jest to emocja stanowiąca wyjściowe spoiwo społeczne.
• Neurobiologia sądów moralnych opiera się na uniwersalnych i wrodzonych
modułach moralnych76: module wrażliwości na cierpienie, wzajemności,
hierarchii, więzi koalicyjnej i czystości. Ich wytworem są intuicyjne sądy
moralne.
Chociaż każdy z wyliczonych modułów ma swój udział w powstawaniu intuicyjnych sądów moralnych, modyfikując relacje społeczne, w tym miejscu
warto przytoczyć dłuższy fragment wypowiedzi Gazzanigi, odnoszący nas
72
Na ten temat szeroko M. Tomasello, Kulturowe źródła ludzkiego poznawania, przeł. J. Rączaszek, PIW,
Warszawa 2002 oraz m.in. Gazzaniga, Istota człowieczeństwa…
73
M.S. Gazzaniga, Istota człowieczeństwa…, s. 137
74
A. Damasio, W poszukiwaniu Spinozy. Radość, smutek i czujący mózg, przeł. J. Szczepański, Rebis,
Poznań 2005.
75
Rolę tego peptydu szczegółowo opisuje Patricia Churchland, zwolenniczka teorii wpływu opiatów na
relacje społeczne. Por. P.S. Churchland, Moralność mózgu…
76
Badacze modułów moralnych, Leda Cosmides, John Tooby (prekursorzy) oraz Jonathan Haidt i Craig
Joseph definiują moduły „jako niewielkie programy typu wejście-wyjście, umożliwiające szybkie, automatyczne
reakcje na konkretne bodźce środowiskowe”. M.S. Gazzaniga, Istota człowieczeństwa…, s. 137.

90

�Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska, Do ut des. Teoria daru Marcela Maussa…

bezpośrednio do rozważań Maussa na temat źródeł składania broni i podjęcia
współdziałania.
Angażujemy się w wymianę opartą na wzajemności z osobami, którym ufamy, oraz mamy
zaufanie do tych, którzy odwzajemniają przysługi. […] Wśród emocji moralnych związanych z wzajemnością wymienić można współczucie, pogardę, gniew, poczucie winy,
wstyd i wdzięczność. Współczucie może zapoczątkować ów proces, motywując jednostkę
do zaangażowania się w wymianę […]. Gniew skłania nas do karania oszustów – stanowi
reakcję na nieuczciwość i może nas popychać do działań odwetowych. Pogarda to spoglądanie z góry na ludzi, którzy za mało się starają albo nie dorastają do głoszonych przez
siebie ideałów – to poczucie wyższości moralnej nad takimi osobami. Pogarda osłabia
inne emocje, takie jak współczucie, zmniejszając szanse na wymianę. Wdzięczność rodzi
się na skutek wymiany, ale odczuwamy ją także wobec tych, którzy demaskują oszustów.
[…] Cnoty, które wywodzą się z intuicyjnego przestrzegania zasady wzajemności, to poczucie sprawiedliwości, uczciwość, rzetelność i cierpliwość. Należy jednak podkreślić, że
odwzajemnianie przysług nie opiera się na wrodzonym poczuciu sprawiedliwości, lecz na
wrodzonej potrzebie wzajemności77.
[…] Przetrwały te jednostki i grupy, które skutecznie rozwiązywały takie problemy
moralne78.

Powyższe ustalenia można uzupełnić szeregiem dowodów nie pochodzących
od neuronaukowców, ale np. od etologów, jak Frans de Waal, czy Jane Goodall79,
dokumentujących potrzebę wzajemności bez ingerencji w obwody mózgowe
ludzi i zwierząt. Wyniki różnych podejść badawczych intersująco przedstawia
Matt Ridley w książce O pochodzeniu cnoty, formułując wszakże analogiczne do
powyższych wnioski. Zajmujący jest zwłaszcza rozdział omawiający dzielenie
się żywnością wśród szympansów i ludzi, a uwzględniający także obyczaje innych ssaków. Powołując się na de Waala – że: „szympansy »posiadają koncepcję
handlu«. Dzielą się żywnością […] w celu przypochlebienia się, otrzymania
odwzajemnionych korzyści w przyszłości i ogólnie rzecz biorąc, obrony swojej
reputacji cnotliwego”80, Ridley zauważa, iż „najbardziej fundamentalnie bezinteresowną i społeczną czynnością jest dzielenie się żywnością; jest to samą

Tamże, s. 140.
Tamże, s. 148.
79
Np. J. Goodall, Przez dziurkę od klucza: 30 lat obserwacji szympansów nad potokiem Gombe,
przeł. J. Prószyński, Prószyński i S-ka, Warszawa 1995.
80
M. Ridley, O pochodzeniu…, s. 117.
77
78

91

�Laboratorium Kultury 5 (2016)

podstawą społeczeństwa”81. Jego konkluzja jest z ducha maussjańska – „dar jest
bronią, gdyż stwarza zobowiązania”82.
Teza o ewolucyjnych, biologicznych podstawach daru, rywalizacji i współpracy opartych na emocjach i wrodzonej potrzebie wzajemności została udowodniona przez nauki empiryczne. Stawia to stary Szkic… Maussa w nowym świetle
– jego intuicje zostały potwierdzone, a zarzuty Lévi-Straussa, że porządek uczuć,
aktów woli i marzeń „są zjawiskami zewnętrznymi względem pola badań”83 można dzisiaj oddalić. To idea nowoczesnej interdyscyplinarności.
Nie oznacza to jednak, że całość życia społecznego opiera się tylko na ewolucyjnie wykształconej potrzebie wzajemności. Tu, oczywiście, trzeba zgodzić
się z zastrzeżeniami Maurice’a Godeliera wobec koncepcji Maussa i jego stwierdzeniem, że „Społeczeństwo ludzkie wyprowadza swoją egzystencję z dwóch
źródeł – jednym z nich jest wymiana i umowa, drugim – wszystko pozostałe, co
nie podlega umowie i opiera się na przekazie”84. Na przekaz ten składa się wszystko, co odróżnia ludzki sposób życia od egzystencji innych zwierząt społecznych.
Choć osobiście nie mam wątpliwości, iż było to dla Maussa oczywiste, warto
podkreślić – kultura ma znaczenie. To ona decyduje o różnorodności ekspresji
uniwersaliów, dzielonych przez nas ze zwierzęcymi przodkami. Dlatego istotnym
jest odróżnienie moralności od cnoty. „Cnoty to zachowania, które są cenione przez dane społeczeństwo jako moralne i które można sobie przyswoić”85.
Cnót uczymy się od swoich współplemieńców, nabywamy ich przez uczenie
się i naśladownictwo wzorów, obowiązujących w konkretnym systemie. Nie są
uniwersalne, ale partykularne. Niektóre kultury, co trafnie rozpoznała już Ruth
Benedict, przykładają większą wagę do rywalizacji, inne do pokojowej współpracy. Bywają oparte na różnych modułach, łączonych w różnych kombinacjach.
Nie wszędzie, jak w cywilizacji zachodniej, jednostkowa przyjemność, honor
i pokonanie przeciwnika w agonie budują prestiż. Istnienie ewolucyjnych fundamentów moralności nie przekłada się zatem na homogeniczność kultur. Ale,
jak trafnie diagnozuje to społeczna neuronauka, to nie zachowania różnią nas
o siebie, tylko ich teorie i przyznawana im waga. A „Zrozumienie, że nasze teorie
i wartość, jaką im przypisujemy, stanowią źródło wszystkich naszych konfliktów,
Tamże, s. 106.
Tamże, s. 145. Co znamienne, Ridley powołuje się na Maussa tylko raz, inni biologowie, psychologowie
i neuronaukowcy, śledzący zasady wymiany społecznej zdają się nie wiedzieć w ogóle o jego istnieniu.
83
C. Lévi-Strauss, Wprowadzenie…, s. 34.
84
M. Godelier, Zagadka daru, przeł. M. Hoffner, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków
2010, s. 48.
85
M.S. Gazzaniga, Kto tu rządzi…, s. 149.
81
82

92

�Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska, Do ut des. Teoria daru Marcela Maussa…

byłoby ważnym krokiem ku osiągnieciu zgody między ludźmi mającymi różne
systemy przekonań”86. Istnieje nadzieja, że upowszechnienie wiedzy o zachowaniach jako tym, co ludzi łączy, a nie dzieli, a co całą swą badawczą aktywnością starł się
wykazywać Marcel Mauss, pozwoli na jego głębsze zrozumienie przez współczesnych.

Bibliografia
Bernard A., Antropologia. Zarys teorii i historii, przeł. S. Szymański, PIW, Warszawa 2006.
Berthoud G., Homo maussianus: totalite ou dissociation?, „Revue du M.A.U.S.S.” 2010/2,
nr 36, s. 503–520.
Benedict R., Wzory kultury, przeł. J. Prokopiuk, PWN, Warszawa 1966.
Carter G.G., G.S. Wilkinson, Food sharing in vampire bats: reciprocal help predicts donations more than relatedness or harassmen, „Proceedings of the Royal Society B” 280:
20122573. http://dx.doi.org/10.1098/rspb.2012.2573.
Churchland P.S., Moralność mózgu. Co neuronauka mówi o moralności, przeł. M. Hohol,
N. Marek, Copernicus Center Press, Kraków 2013.
Damasio A., W poszukiwaniu Spinozy. Radość, smutek i czujący mózg, przeł. J. Szczepański,
Rebis, Poznań 2005.
Dawkins R., Samolubny gen, przeł. M. Skoneczny, Prószyński i S-ka, Warszawa 1996.
Dzimira S., Marcel Mauss: savant et politique, Collection: TAP/Bibliothèque du
M.A.U.S.S., La Découverte, Paris 2007.
Ewolucjonizm, hasło w: https://pl.wikipedia.org/wiki/Ewolucjonizm_(biologia),
[dostęp: 22.07.2016].
Foucault M., Nadzorować i karać. Narodziny więzienia, przeł. T. Komendant, Aletheia,
Warszawa 1993.
Gärdenfors P., Jak Homo stał się sapiens. O ewolucji myślenia, przeł. T. Pańkowski,
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2010.
Gazzaniga M.S., Kto tu rządzi – ja czy mój mózg?, przeł. A. Nowak, Smak Słowa, Sopot 2013.
Gazzaniga M.S., Istota człowieczeństwa. Co sprawia, że jesteśmy wyjątkowi,
przeł. A. Nowak, Smak Słowa, Sopot 2011.
Goodall J., Przez dziurkę od klucza: 30 lat obserwacji szympansów nad potokiem Gombe,
przeł. J. Prószyński, Prószyński i S-ka, Warszawa 1995.
86

Tamże, s. 152.

93

�Laboratorium Kultury 5 (2016)

Godelier M., Zagadka daru, przeł. M. Hoffner, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2010.
Haggis – nadziewany żołądek, http://podroze.gazeta.pl/podroze/
56,114158,10427428,haggis-nadziewany -zoladek,,1.html
Kropotkin P., Pomoc wzajemna jako czynnik rozwoju, przeł. J. Hempel, „Słowo”, Łódź 1946
Leacock S., The Ethnological Theory of Marcel Mauss, „American Anthropologist” 1954,
t. 56, nr 1, s. 58–73.
Lejman J., Ewolucja ludzkiej samowiedzy gatunkowej. Dzieje prób zdefiniowania relacji
człowiek – zwierzę, UMCS, Lublin 2008.
Lévi-Strauss C., Wprowadzenie do twórczości Marcela Maussa, w: M. Mauss, Socjologia i antropologia, przeł. M. Król, K. Pomian i J. Szacki, Wydawnictwo KR, Warszawa 2001.
Mauss M., Idea śmierci wpajana przez zbiorowość i jej wpływ na ciało jednostki (Australia, Nowa Zelandia), w: tegoż, Socjologia i antropologia, przeł. M. Krol, K. Pomian
i J. Szacki Wydawnictwo KR, Warszawa 2001.
Mauss M., Szkic o darze. Forma i podstawa wymiany w społeczeństwach archaicznych,
w: tegoż, Socjologia i antropologia, przeł. M. Król, K. Pomian, J. Szacki, Wydawnictwo
KR, Warszawa 2001.
Nietzsche F., Ludzkie, arcyludzkie, t.1, przeł. K. Drzewiecki, Wydawnictwo Zielona Sowa,
Kraków 2006.
Propp W., Morfologia bajki, przeł. W. Wojtyga-Zagórska, Książka i Wiedza, Warszawa 1976.
Ridley M., O pochodzeniu cnoty, przeł. M. Koraszewska, Rebis, Poznań 2000.
Rizzolatti G. i in., Premotor cortex and the recognition of motor action, „Cognitive Brain
Research” 1996, vol. 3 (2), 131–141.
Rzewuski H., Pamiątki Soplicy, Ossolineum, Wrocław 2009.
Schopenhauer A., Erystyka czyli sztuka prowadzenia sporów, przeł. B. i L. Konorscy,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 1984.
Stone L., Lurquin P.F, Geny, kultura i ewolucja człowieka. Synteza, przeł. W. Branicki,
W. Więckowski, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2009.
Szacki J., Historia myśli socjologicznej. Część pierwsza, PWN, Warszawa 1981.
Szybalski W., Rewolucja genetyczna na przełomie XX i XXI wieku, „Kosmos. Problemy
Nauk Biologicznych” 2000, nr 3, s. 385–394.
Szymborski K., Poprawka z natury. Biologia, kultura, seks, Prószyński i S-ka, Warszawa 1999.
Tarkowska E., Ciągłość i zmiana socjologii francuskiej. Durkheim, Mauss, Lévi-Strauss,
PWN, Warszawa 1974.
Tatarkiewicz W., Historia filozofii. Filozofia XIX wieku i współczesna, wyd. 3, PWN,
Warszawa 1968.

94

�Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska, Do ut des. Teoria daru Marcela Maussa…

Tomasello M., Kulturowe źródła ludzkiego poznawania, przeł. J. Rączaszek, PIW,
Warszawa 2002.
van den Berghe P.L., Łaczenie paradygmatów: biologia i nauki społeczne, w: Człowiek,
zwierzę społeczne, wyb. B. Szacka, J. Szacki, przeł. K. Najder, B. Szacka, J. Szacki,
Czytelnik, Warszawa 1991.
Waal de F., Małpa w każdym z nas. Dlaczego seks, przemoc i życzliwość są częścią natury
człowieka?, przeł. K. Kornas, Copernicus Center Press, Kraków 2015.
Waal de F., Bonobo i ateista. W poszukiwaniu humanizmu wśród naczelnych,
przeł. K. Kornas, Copernicus Center Press, Kraków 2014.
Waal de F., Małpy i filozofowie. Skąd pochodzi moralność?, przeł. B. Brożek, M. Furman,
Copernicus Center Press, Kraków 2013.

Abstract
Do ut des. Marcel Mauss’ theory of gift and the biology of cooperation
The article aims to reinterpret Marcel Mauss’ theory of gift with the help of modern science –
evolutionary biology, neuroscience and evolutionary psychology. It refers to the main concepts
of the theory of gift, which, according to Mauss is based on the rule of do ut des. The article points
out the reasons for its relevance and proposes a thesis that Mauss’ ideas of morality, upon which
social relations are built, have a basis in evolution. This thesis is established on the basis of findings
of contemporary biology.
Keywords: biology of cooperation, animal altruism, exchange of gift, genetics, neuroscience

Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska
Dr hab. prof. nadzwyczajny w Instytucie Nauk o Kulturze i Studiów Interdyscyplinarnych
UŚ; kulturoznawca, folklorystka, teoretyk kultury. Od 1996 r. współredaktorka, a od
2004 redaktor naczelna „Tekstów z Ulicy”. Redaktor serii Studia o Kulturze Wydawnictwa
Uniwersytetu Śląskiego, w badaniach skupiona na ontologii idei i metodologii badań
nad ich szerzeniem się (mity, folklor, mody kulturalne, dyskursy naukowe) oraz na komunikacji kulturowej w kontekście teorii systemów i nowej biologii. Autorka pierwszej
w kraju monografii dotyczącej memetycznej teorii kultury (Moc narrativum. Idee biologii
we współczesnym dyskursie humanistycznym, Katowice 2008).
95

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6298" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6278">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7e2b51e120ba33bd2a97afa1c6fae33c.pdf</src>
        <authentication>153aa759f8ab8f278e6356664ed47ff8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="12">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138656">
                  <text>Pre-teksty. Teksty nieopublikowane</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74978">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5120</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74979">
                <text>2011</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74980">
                <text>antropologia wizualna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="74981">
                <text>praktyka fotograficzna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="74982">
                <text>fotografia</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="74983">
                <text>antropologia fotografii</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74984">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4750</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74985">
                <text>Praktyka różnorodnego fotografowania - tekst instruktażowy / SAID</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74986">
                <text>Teksty instruktażowe SAID PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74987">
                <text>Wicher, Adam</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="74988">
                <text>Romanowski, Piotr</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74989">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74990">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74991">
                <text>Spotkania z Antropologią - Interdyscyplinarne Dyskusje (SAID)&#13;
Projekt realizowany ze środków Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego&#13;
&#13;
Piotr Romanowski, Adam Wicher&#13;
Praktyka różnorodnego fotografowania - tekst instruktażowy&#13;
Do gorących zwolenników-propagatorów stosowania fotografii w naukach społecznych&#13;
należeli ojcowie dzisiejszej antropologii kulturowej: Edward. B. Tylor, Kazimierz Moszyński,&#13;
Bronisław Malinowski. Przekonywali oni, że fotografia ma moc „dowodzenia" prawdy, unaoczniania&#13;
faktów zastanych w terenie. Nie musieli zresztą nakłaniać do używania tej techniki zbyt gorliwie,&#13;
gdyż nowy wynalazek doskonale sprawdzał się w badaniach terenowych, a w konsekwencji aparat&#13;
fotograficzny stał się niezbędnym wyposażeniem każdego etnografa. Badacze spierali się jedynie w&#13;
jakim stopniu pozwolić tej technice ingerować w przyjętą przez nich metodę. Bez względu jednak&#13;
na to, na ile robienie zdjęć wpisane jest w działanie terenowca - jeśli ten tylko akceptuje ich&#13;
wykonywanie - stanie on w końcu przed dokonaniem czysto technicznych wyborów i zmagać się&#13;
będzie z problemami natury mechanicznej.&#13;
Wybory...&#13;
Ilu badaczy, tyle założeń do ich badań. Wybór sprzętu fotograficznego powinien jak najlepiej&#13;
odpowiadać zamiarom etnografa. Może on chcieć dokładnej dokumentacji budynków lub&#13;
przedmiotów, bądź dążyć do możliwie najrzetelniejszego odzwierciedlenia rytuału. Czasem będzie&#13;
chciał zachowywać się taktownie, minimalizując swoją ingerencję w obserwowany świat, innym&#13;
razem może sobie pozwolić na zauważalne i czasochłonne ustawienia kadru.&#13;
Wybór aparatu cyfrowego, typu lustrzanka jednoobiektywowa wydaje się być naturalnym&#13;
wyborem. Rzeczywiście aparat tego typu jest najbardziej uniwersalny, gdyż można nim wykonać&#13;
praktyczne każde zdjęcie, w dowolnych warunkach z najwyższą jakością. A jednak może on mieć&#13;
swoje wady, takie jak: konieczność zasilania elektrycznego bateriami; zapis zdjęć w formie plików&#13;
cyfrowych; narażenie na wilgoć, wstrząsy, bądź kradzież.&#13;
Etnograf powinien zatem wziąć pod uwagę dostępność innego rodzaju aparatu, jak na&#13;
przykład:&#13;
1. Prosty aparat kompaktowy (cyfrowy, bądź na kliszę) - który nie za bardzo rzuca się w oczy&#13;
otoczenia, jest lekki, banalnie prosty i szybki w użyciu. Wadą może być niewystarczająca jakość&#13;
zdjęcia, bądź niemożność manipulowania ekspozycją obrazu.&#13;
2. Aparat średnioformatowy (cyfrowy, bądź chemiczny) - zapewniający wielką rozdzielczość zdjęć,&#13;
przydatny jest podczas wykonywania dokładnej dokumentacji. Minusem takiego wyposażenia jest&#13;
wielkość i ciężar kamery, co może znacznie obniżyć „spontaniczność" fotografowania.&#13;
3. Aparat wielkoformatowy - przeważnie wyposażony jest w ruchomy miech i prowadnice&#13;
pozwalające na korekcję perspektywy widzenia aparatu. Taki zabieg może być niezbędny podczas&#13;
inwentaryzacji budynków, posągów tak, aby nie zniekształcić ich wizerunku. Oczywistą wadą&#13;
aparatu jest wielkość i konieczność użycia stabilnego statywu.&#13;
4. Aparat do ładunków natychmiastowych typu polaroid - kamera ta nie rejestruje obrazu z dużą&#13;
precyzją, ale pozwala na błyskawiczne uzyskanie zdjęcia na papierze. Taki zabieg może być&#13;
pomocny, gdy analiza zdjęcia dokonywać ma się w niedługim czasie po dokonaniu zapisu, bądź gdy&#13;
trzeba np. „wkupić się" w łaski tubylców dając im zdjęcia w darze.&#13;
Badacz powinien zastanowić się czy potrzebuje aparatu ciężkiego czy lekkiego, widocznego&#13;
czy takiego, którym można robić zdjęcia z ukrycia, zasilanego elektrycznie, czy też takiego, który nie&#13;
wymaga baterii. Bez względu na to, jaki wybór ostatecznie zostanie wykonany niezbędna jest&#13;
gruntowna znajomość charakterystyki i każdej funkcji kamery. Niezbędne jest poznanie tych funkcji&#13;
do tego stopnia, by podczas pracy nie myśleć o sprawach technicznych związanych z ustawieniami&#13;
mechanicznymi, lecz skupić się na temacie i kompozycji zdjęcia.&#13;
&#13;
�Spotkania z Antropologią - Interdyscyplinarne Dyskusje (SAID)&#13;
Projekt realizowany ze środków Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego&#13;
&#13;
Czas, przysłona i czułość filmu&#13;
Aby otrzymać trwały obraz fotograficzny należy w urządzeniu nazywanym camera obscura&#13;
(łac. ciemna komnata) naświetlić materiał bądź sensor światłoczuły i utrwalić powstały na nim&#13;
obraz tego, co zostało sfotografowane. Każdy znany dziś aparat fotograficzny działa na tej zasadzie.&#13;
Czułość podłoża, na które pada światło jest to jego tolerancja na siłę i natężenie światła,&#13;
jaka potrzebna jest do naświetlenia obrazu utajonego, z którego uzyskać można zdjęcie.&#13;
Obraz naświetla się poprzez wpuszczenie do camera obscura światła odbitego od&#13;
fotografowanego obiektu w konkretnej jednostce czasu (czas naświetlania) z siłą regulowaną&#13;
wielkością otworu, przez które wpada światło (przysłona).&#13;
Współczesne aparaty fotograficzne posiadają zdolność pomiaru jasności otoczenia i&#13;
możliwość automatycznego wyboru za użytkownika czasu naświetlania i doboru przysłony&#13;
obiektywu. Jednak to fotograf powinien zadecydować jaki element fotografowanego obrazu życzy&#13;
sobie mieć jaśniejszy, a który ciemniejszy. Jednakże wybór odpowiedniej wartości czasu&#13;
naświetlania i przysłony niesie za sobą nie tylko konsekwencje dotyczące rozpiętości tonów jasnych&#13;
i ciemnych w obrazie. Czas naświetlania decyduje o zapisaniu na zdjęciu ruchu. Na przykład uważa&#13;
się, że do fotograficznego zamrożenia człowieka w biegu wystarczy otworzyć migawkę na 1/250&#13;
sekundy. Jeśli jednak zechcieć zapisać na zdjęciu ruch powinniśmy stosować czasy od 1/30 sekundy i&#13;
dłuższe.&#13;
Przysłona obiektywu prócz głównej swojej funkcji, którą jest dozowanie do camera obscura&#13;
światła decyduje także o wyraźności sfotografowanych przedmiotów. Zauważono, że im mniejszy&#13;
jest otwór, przez który do wnętrza aparatu wpada światło, tym obraz jest bardziej wyraźny. Na tej&#13;
podstawie sformułowano zasadę: im większa przysłona, tym głębia ostrości jest większa; im&#13;
mniejsza przysłona, tym głębia ostrości jest bardziej selektywna.&#13;
Znając powyższe prawidła antropolog może zechcieć samemu skonstruować swoją kamerę&#13;
fotograficzną. Aparaty są oczywiście powszechnie dostępne, więc taki krok wydać się może po&#13;
prostu stratą czasu. A jednak może się zdarzyć, że tylko kamera skonstruowana przez, albo na&#13;
życzenie badacza może zaspokoić jego wymagania.&#13;
Praktyczna porada dla wymagających-początkujących, czyli „zasada szybkostrzelności"&#13;
Reguła ta głosi, że aby w słoneczny dzień otrzymać poprawnie naświetlone zdjęcie na&#13;
błonie/matrycy światłoczułej o czułości 100 ISO, z umiarkowanie zamrożonym ruchem należy&#13;
ustawić w aparacie czas naświetlania na 1/60 sekundy, a przysłonę na wartość f/11. Przy czym&#13;
fotografując obiekt w bliskiej odległości standardowy obiektyw winien być ustawiony na odległość&#13;
3 m, natomiast fotografując obiekty dalsze wartość odległości na obiektywie powinna wskazywać 8&#13;
m.&#13;
Naturalnie, regułę tę można uznać za przestarzałą, gdyż wystarczy zaufać automatycznym&#13;
funkcjom aparatu, by mieć pewność, że zdjęcie wyjdzie dobrze. A jednak stosowanie zasady&#13;
szybkostrzelności, a także świadome odstępowanie od tej reguły jest świetnym ćwiczeniem i&#13;
doskonałą metodą, aby dobrze poznać zasady rządzące mechaniką fotografii.&#13;
Jak zacząć?&#13;
Gdy fotograf konfrontuje się z badaną przez siebie rzeczywistość, często ma wrażenie&#13;
dziejącego się chaosu. Zdarzenia nie następują po sobie, ale równolegle, przeplatając się&#13;
wzajemnie. Trudno wtedy zdecydować co jest ważniejsze, co i jak obserwować przy pomocy&#13;
&#13;
�Spotkania z Antropologią - Interdyscyplinarne Dyskusje (SAID)&#13;
Projekt realizowany ze środków Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego&#13;
&#13;
kamery fotograficznej. Otóż najlepiej zacząć od razu, nie zwlekać i nie zniechęcać się. Jeśli wokół&#13;
dzieje się zbyt wiele spraw należy zdystansować się od wydarzeń i sfotografować całość - zrobić&#13;
zdjęcie obejmujące możliwie wiele. Na takiej fotografii poszczególne elementy mogą być mniej&#13;
czytelne, ale za to ukażą relację między sobą. Następnie warto zbliżać się do wybranej sytuacji,&#13;
miejsca, obiektu. Fotografując dokonując nie tylko obserwacji lecz też interpretacji zastanych&#13;
faktów. Nie należy jednak marginalizować sytuacji, które uzna się za mniej istotne. Warto wciąż&#13;
zmieniać swoją perspektywę patrzenia - różnicować plany widzenia: oddalać się by sfotografować&#13;
całość, zbliżać się możliwie blisko, by zaobserwować małe szczegóły i detale.&#13;
Zaangażowanie&#13;
Bez względu jednak na wyposażenie i dopracowaną metodę działania w terenie, badacz&#13;
winien wykazać swoje zaangażowanie i zainteresowanie tematem. Bez ciągłej niepewności&#13;
dotyczącej tego, czy obrana droga jest właściwa ławo jest popełnić błąd. Z drugiej strony podjąwszy&#13;
decyzję o wyborze konkretnej metody fotografowania, etnograf powinien konsekwentnie&#13;
realizować swoje zamierzenia, a wszelkie zmiany wprowadzać rozmyślnie, niepochopnie.&#13;
Podobnie, jak warsztat pisarski antropologa rozwija się poprzez samodzielne pisanie i&#13;
czytanie tekstów innych badaczy, tak rzemiosło fotograficzne kształci się w terenie, nieustannie&#13;
pracując nad jego doskonaleniem, lecz też dzięki uczeniu się poprzez podpatrywanie warsztatu&#13;
innych badaczy. Ważne jest by nie poddawać się wobec niepowodzeń i niezadowolenia z&#13;
otrzymanych rezultatów. Nawet wytrawny fotograf musiał przejść etap&#13;
Literatura:&#13;
Hedgecoe J., Nowy podręcznik fotografii, Warszawa 2009.&#13;
Płażewski J., Fotografowanie nie jest trudne, Warszawa 1968.&#13;
Sztandara M., Fotografia etnograficzna i „etnograficzność" fotografii. Studium z historii myśli&#13;
etnologicznej i fotografii II poł. XIX i I poł. XX wieku, Opole 2006.&#13;
&#13;
�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9774" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9752">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/920e919823b0e2ff8587ba1a0758194b.pdf</src>
        <authentication>a917c1d37c3fe6f2b7be0adc8fecca0c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="12">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138656">
                  <text>Pre-teksty. Teksty nieopublikowane</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116227">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5119</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116228">
                <text>2011</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116229">
                <text>film etnograficzny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="116230">
                <text>antropologia wizualna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="116231">
                <text>film antropologiczny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="116232">
                <text>film</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="116233">
                <text>antropologia filmu</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="116234">
                <text>technika filmowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116235">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4749</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116236">
                <text>Na tropie człowieka. Kulisy powstawania filmu i zapisu antropologicznego / SAID</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116237">
                <text>Teksty instruktażowe SAID PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116238">
                <text>Wicher, Adam</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="116239">
                <text>Romanowski, Piotr</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116240">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116241">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116242">
                <text>Spotkania z Antropologią - Interdyscyplinarne Dyskusje (SAID)&#13;
Projekt realizowany ze środków Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego&#13;
&#13;
Piotr Romanowski, Adam Wicher&#13;
Na tropie człowieka. Kulisy powstawania filmu i zapisu antropologicznego&#13;
Filmowanie w terenie wcale nie musi być trudne. Etnograf powinien jednak dobrze poznać&#13;
wyposażenie, z jakim udaje się w teren, mieć pojęcie na temat tego, jak opowiedzieć o zdarzeniu,&#13;
które ma zamiar uwiecznić, a przede wszystkim zaangażować się w interesujący go temat.&#13;
Skromny warsztat - niezbędne minimum.&#13;
Wyposażenie filmowca-etnografa:&#13;
1. Kamera filmowa, najlepiej mająca możliwość ręcznego ustawiania przysłony obiektywu, czasu&#13;
naświetlania klatki filmowej, poziomu dźwięku.&#13;
2. Zewnętrzny rejestrator dźwięku, dający możliwość nagrywania przy pomocy mikrofonu&#13;
pojemnościowego lub kierunkowego.&#13;
3. Statyw do kamery.&#13;
4. Oświetlenie (np. prosta lampa nakamerowa)&#13;
5. Zapasowe zasilanie do kamery, dyktafonu etc.&#13;
6. Zapasowe nośniki zapisu (karty pamięci, kasety DV, etc.)&#13;
Jak przygotować się do filmowania w terenie?&#13;
Przygotowania dalsze (zanim udamy się w teren):&#13;
- sprawdzić stan kamery (przetrzeć obiektyw, zobaczyć czy przypadkowo nie jest włączona jakaś&#13;
niepożądana funkcja);&#13;
- sprawdzić poziom naładowania baterii;&#13;
- zastanowić się nad doborem formatu obrazu (np. 4:3 lub 16:9) oraz poziomem jakości filmu (np.&#13;
DV, HD, full HD);&#13;
- przyszykować cały sprzęt (kamera, statyw, rejestrator dźwięku, oświetlenie);&#13;
- przygotować nośniki (np. kaseta, karta pamięci)&#13;
Przygotowania bliższe (na miejscu akcji):&#13;
- rozstawić sprzęt (np. w przypadku filmowania statycznego podłączyć kamerę do stałego źródła&#13;
zasilania);&#13;
- skontrolować nastawy w kamerze (balans bieli, poziom dźwięku, przysłona, filtr szary-ND, ostrość,&#13;
czas naświetlania klatki - standardowo 1^50 sek.) oraz w rejestratorze dźwięku (dobór głośności,&#13;
właściwe podłączenie mikrofonu);&#13;
- upewnić się, czy stopka od statywu jest solidnie przymocowana do kamery;&#13;
- zatroszczyć się o właściwe oświetlenie miejsca akcji;&#13;
- być gotowym na nieprzewidziane sytuacje (brak prądu, zepsuty nośnik, nagła zmiana miejsca&#13;
akcji).&#13;
Jak zachowywać się w terenie z kamerą?&#13;
Poczuć się pewnie w terenie (co przychodzi wraz z upływającym czasem). Pomoże w tym&#13;
dobra znajomość swojego wyposażenia. Jeśli uporamy się ze wstępnym ustawieniem wszystkich&#13;
parametrów zapisu zadbajmy o to, co znajduje się w kadrze. Dobierzmy interesujący nas sposób&#13;
ujęcia sytuacji. Nie wykonujmy zbyt pochopnych, nerwowych ruchów. Idealną sytuacją jest, kiedy&#13;
„stapiamy się w jedno" z kamerą, stanowi ona przedłużenie naszych oczu, kiedy nagrywa ona w&#13;
&#13;
�Spotkania z Antropologią - Interdyscyplinarne Dyskusje (SAID)&#13;
Projekt realizowany ze środków Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego&#13;
&#13;
sposób chcemy.&#13;
Warto znać elementarne zasady rzemiosła filmowego&#13;
Etnograf-filmowiec powinien znać prawidła sztuki operatorskiej i reżyserskiej na tyle, by&#13;
swobodnie wykorzystywać je na potrzeby realizacji założeń swojej pracy. Dobrą szkołą reportażu&#13;
filmowego może być dla niego oglądanie filmów innych autorów. Zapoznanie się z filmami&#13;
kręconymi przez środowisko antropologiczne może być bezcennym źródłem inspiracji i pomysłów&#13;
na potrzeby własnych projektów.&#13;
Warto też posługiwać się terminologią filmową:&#13;
- ujęcie, scena, sekwencja, przebitka, mastershot;&#13;
- rodzaje kątów widzenia: obiektywny kąt widzenia, subiektywny kąt widzenia (kamera w oku&#13;
widza, kamera w oku bohatera, kamera jako niewidoczna publiczność), kamera jako punkt&#13;
widzenia;&#13;
- rodzaje planów filmowych: plan totalny, plan ogólny, plan amerykański, plan średni, plan&#13;
podwójny, półzbliżenie, zbliżenie, mocne zbliżenie, detal;&#13;
- rodzaje ujęć: standardowe, panorama, jazda, perspektywa żabia, perspektywa ptasia, kontrplan&#13;
(przeciwujęcie), przebitka;&#13;
- kąt filmowania obiektów: na wprost (od frontu), pod kątem (np. 3/4);&#13;
- zasada nieprzekraczalności osi akcji (oraz możliwości jej łamania);&#13;
- technika trzech ujęć (np. od ogółu do szczegółu);&#13;
- filmowanie na zakładkę;&#13;
- ciągłość kierunków: kierunki dynamiczne, kierunki kontrastujące, kierunki neutralne;&#13;
- kompozycja obrazu: linie równoległe, akcja „po przekątnej", wpisanie w trójkąt;&#13;
- równowaga wizualna: formalna (symetryczna), nieformalna (niesymetryczna).&#13;
Przydatne, darmowe programy do montażu filmowego i dźwięku&#13;
Film:&#13;
http://www.dobreprogramy.pl/Windows-Movie-Maker,Program,Windows,11546.html&#13;
Portal, gdzie opisane są także inne programy:&#13;
http://www.dobreprogramy.pl/Tworzenie-i-edycja-filmow,Kategoria,Windows,46.html&#13;
Dźwięk:&#13;
http://www.dobreprogramy.pl/Audacity,Program,Windows,11826.html&#13;
Portal, gdzie opisane są także inne programy:&#13;
http://www.dobreprogramy.pl/Tworzenie-i-edycja-muzyki,Kategoria,Windows,47.html&#13;
Literatura:&#13;
Block B., Opowiadanie obrazem. Tworzenie wizualnej struktury w filmie, telewizji i mediach&#13;
cyfrowych, Warszawa 2010.&#13;
Konrad K., Światło w filmie, Warszawa 2010.&#13;
Łukowski M., Polski film etnograficzny. Wybrane eseje, Warszawa 1987.&#13;
Mascelli J.V., 5 tajników warsztatu filmowego, Warszawa 2008.&#13;
&#13;
�Spotkania z Antropologią - Interdyscyplinarne Dyskusje (SAID)&#13;
Projekt realizowany ze środków Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego&#13;
&#13;
Murch W., W mgnieniu oka. Sztuka montażu filmowego, Warszawa 2006.&#13;
&#13;
�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="12856" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="13404">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/43079a57aa85ba509f9d8162c83cfaa0.jpg</src>
        <authentication>49f92dd99d8331095673cf2f8efc8ebf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="15">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154247">
                  <text>Kolekcja fotografii z badań terenowych PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154248">
                  <text>fotografia cyfrowa; badania terenowe ; </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154249">
                  <text>Kolekcja zdjęć Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego  utworzona z okazji obchodów 6. Ogólnopolskiego Dnia Etnografii, Etnologii i Antropologii Kulturowej ( 9 lutego). W 2025 roku  przypada 130. rocznica  powstania PTL, zatem świętowanie odbyło się  w sposób szczególny, przypominając wszystkim to, co stanowi fundament dyscypliny oraz naszej pracy  i pasji. To badania terenowe – nieustanne wędrowanie, odkrywanie, poznawanie nowych ludzi, rozmawianie z nimi oraz dokumentowanie. Zachwyca nas świat i ludzie, którzy go tworzą!&#13;
&#13;
Na akcję Etno-Foto-Teren odpowiedziało   34 badaczy z całej Polski. Publikujemy kolaże stworzone na podstawie przesłanych fotografii wraz z autorskimi opisami okoliczności, w jakich zdjęcia powstały.</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154250">
                  <text>Członkinie i członkowie Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154251">
                  <text>2025</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154252">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154253">
                  <text>jpg</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154499">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154500">
                  <text>Fotografia Cyfrowa</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154602">
                <text>ETNO-FOTO-TEREN 2025 / Kolekcja fotografii z badań terenowych PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154603">
                <text>Badania terenowe ; budownictwo wiejskie ;  Zabrze ; Górny Śląsk</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154604">
                <text>Tytuł: &#13;
relikty zabudowy drewnianej na terenie Zabrza&#13;
Opis zdjęcia:&#13;
 zdjęcie przedstawia pozostałości zabudowy gospodarstwa rolnego należącego, na przestrzeni ostatnich ponad 150 lat do rodziny Smoczok (Smok).&#13;
Zagroda, w/g tradycji datowana na drugą połowę XVIII wieku. Chałupa ustawiona szerokim frontem do drogi. W XIX wieku do chałupy dobudowano murowaną oborę. Całość nakrytą wspólnym dachem. Wejście („gonek”) znajduje się pomiędzy budynkiem mieszkalnym, a ogródkiem („zagródkiem”) przednim. Za ogródkiem szeroka brama prowadząca do pola. W głębi murowana stodoła, wybudowana po 1911 roku. Za stodołą, na terenie byłego tylnego ogródka, współczesny budynek, zamieszkały przez obecnego właściciela posesji.&#13;
Data wykonania:&#13;
9 sierpnia 2022 roku&#13;
Miejsce wykonania zdjęcia:&#13;
Zabrze, ul. Leśna 103&#13;
Imię i nazwisko autora zdjęcia:&#13;
Urszula Wieczorek&#13;
Okoliczności wykonania zdjęcia:&#13;
Zdjęcie powstało w trakcie realizacji problemu badawczego, dotyczącego wpływu procesu industrializacji (w warunkach Górnego Śląska, zapoczątkowanego w pierwszej połowie wieku XIX), na przemiany kulturowe, zachodzące na terenie wsi Mikulczyce. Jednej z kilku wsi, o rodowodzie średniowiecznym, wchodzącym obecnie w skład miasta Zabrze.&#13;
W efekcie przeprowadzonych badań terenowych (przy wykorzystaniu indywidualnych wywiadów pogłębionych, analizy dokumentów archiwalnych oraz etnografii cyfrowej). W oparciu o pozyskany materiał, zrealizowana została wystawa  oraz przygotowane zostało wystąpienie, na konferencji poświęconej konserwacji budowli drewnianych.&#13;
&#13;
</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154605">
                <text>Wieczorek,  Urszula</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154606">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154607">
                <text>2025</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154608">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154609">
                <text>jpg</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154610">
                <text>Fotografia cyfrowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7467" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7447">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/32ed9093c85cbd3efb0898bd4facd21c.pdf</src>
        <authentication>5ebefdc6f0b366ed0ae383b72ce3e6c7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89204">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2524</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89205">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89206">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2344</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89207">
                <text>Filozof w podróży / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89208">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.129-133</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89209">
                <text>Wieczorkiewicz, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89210">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89211">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89212">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89220">
                <text>Filozof w podróży
O dekonstrukcji pewnej metafory
Anna Wieczorkiewicz
Filozofia lubi przedstawiać siebie samą jako podróż odkryw­
czą, jako medytacyjną wędrówkę z ciemności błędu do światła
prawdy, jako błądzenie w poszukiwaniu pierwszych zasad, czy
jako ruch myśli. Nowatorskie pomysły wykłada korzystając
z figur drogi na zewnątrz. Ewokują one idee przekraczania oraz
wykraczania i pozwalają poddać w wątpliwość dany system
filozoficzny, czyli wyjść poza niego. Projekt innowacyjnej
podróży zarysowany w tym filozoficznym toposie ma działanie
ambiwalentne - w pewien sposób determinuje poznanie i za­
kreśla mu granice. Zwrócenie uwagi na ten topos i jego
analizowanie wiąże się z badaniem warunków poznania. Egzys­
tencjalną podstawę figury drogi stanowi podróż rozumiana jako
fizyczna zmiana miejsca w przestrzeni. Dla człowieka podróż
jest też przemieszczaniem się w przestrzeni kulturowej, a także
w swoistym psycho-temporalnym środowisku (zwłaszcza
w przypadku oglądania pamiątek przeszłości, zabytków, muze­
ów i innych. ..cmentarzysk sztuki").Przestrzeń podróży może
być również dostarczycielem czasu - dla refleksji, dla przemian
wewnętrznych i zewnętrznych, dla gromadzenia wrażeń i do­
świadczeń. A ujmując rzecz nieco inaczej: teren, przez który
biegnie szlak to także obszar, na którym podróżujący pisze
- pozostawiony przez niego ślad to zapis podróży. Ten
pierwszy, śladowy zapis może być trawestowany na tekst
dziennika podróży, na opis dalekich krajów; może przerodzić
się w przygodową fabułę, w opowieść alegoryczną o ludzkim
losie, lub dać impuls do tworzenia fantastycznych i imaginacyjnych opowieści podróżniczych. Teksty te wykazują różne
związki z podstawowym doświadczeniem
podróżowania
w przestrzeni fizycznej, doznawanej w kategoriach konkretnozmyslowych.
* **
Zwracając uwagę na dyskurs autorów, którzy podejmowali
w swym życiu podróże, pisali o podróżach własnych i cudzych,
ale zajmowali się też problematyką ściśle filozoficzną, można
badać tak egzystencjalny, jak i dyskursywny czy instrumentalny
(w znaczeniu instrumentu wyrażania abstrakcyjnych treści)
wymiar podróży.
Drogą takich przypuszczeń szedł Georges Van Den Abbeele
w swej książce o metaforze.' Dzienniki podróży i zapiski,
przywołujące odbywane niegdyś peregrynacje, potraktował
jako suplement do prac teoretycznych. (Suplement rozumiał
zgodnie z koncepcją Jacquesa Derridy.) Interesowały go po­
stacie Montaigne'a, Kartezjusza, Monteskiusza i Rousseau.
Pomiędzy tekstami, w których przedstawiali oni swe roz­
ważania a ich podróżniczymi doświadczeniami mógł istnieć
'stotny związek. Co więcej, być może metaforyka podróży
uczestniczyła w konceptualizacji myśli filozoficznej. U pod­
staw tej sugestii leży nie tylko przekonanie o wyjątkowości
"Walory podróży (a nawet ojej ontologiczncj i epistemologicz" J fundamentalności); przesłanki dają się wysnuć z samego
tyskursu filozoficznego.
Czterej wymienieni powyżej filozofowie zastanawiali się nad
Podróżowaniem jako takim, porównując je niekiedy z osiadłoś•Jj domowych medytacji. Mówili także o drodze osiągania
P awdy, o błądzeniu w poszukiwaniu rozwiązania problemów
e

r

filozoficznych. Co więcej, ich czasy charakteryzowały się
współwystępowaniem pewnych zjawisk kulturowych związa­
nych z podróżą. Chodzi, po pierwsze, o wzrastającą popularność
sztuki podróżowania, pełniącej istotną rolę w życiu społecznym,
po drugie, o odkrywcze podróże do egzotycznych krajów, a po
trzecie o obfitość literatury podróżniczej, także tej mówiącej
o podróżach fantastycznych.
Szczególnie istotne jest tu zagadnienie kontaków międzykulturowych. Obserwacja społeczeństw pozaeuropejskich skłania­
ła do uogólnień dotyczących istoty życia społecznego. Dawała
też impuls do kwestionowania wartości zakorzenionych w greko-katolickim paradygmacie kulturowym. W paradygmat ó w
wpisana była szeroko rozumiana narracja o podróży. For­
mowała ona chrześcijańską narrację o odkupieniu i o pielg­
rzymiej ścieżce do zbawienia. Obecna była też w idei sokratycz­
nego poszukiwania absolutu. W kręgu tych koncepcji narodziły
się wiekie podróże alegoryczne. Podróżny, pełen lęku przed
utratą właściwej drogi i przed osunięciem się w błądzenie,
rzadko kiedy żywił pragnienie poszukiwania nowych horyzon­
tów.
Wyprawy do obcego kulturowo świata w pewien sposób
relatywizowały, a nawet kwestionowały te narracje. Poddawały
w wątpliwość idee kultywowane w ojczyźnie podróżnika.
Dzieła renesansowych podróżników i geografów podszyte są
zwątpieniem w niektóre pryncypia teologiczne, a dzieje się to
zanim wątpliwości te zaczęły być artykułowane bezpośrednio
w tekstach filozoficznych.
Nurt filozoficzny, w którym sytuuje się analiza Van Den
Abbeelego to ten, w którym filozofia określana jest jako
dziedzina usiłująca zatrzeć swój tekstualny status. Wychodząc
z tego założenia dekonstrukcjoniści tropią ślady tych zabiegów.
Podkreślają znaczenie językowej tkanki rozważań filozoficz­
nych. Poprzez wnikliwą lekturę chcą dotrzeć do bezwiednie
stosowanych figur językowych i strategii retorycznych, które
deformują i rozkładają formułowane explicite programy filozo­
ficzne.'
Tak jak Derrida pisze o różni jako o ekonomii drogi okrężnej,
Van Den Abbeele pisze o ekonomii podróży. Chce wykryć to. co
niejawnie rządzi tekstem, wskazać zespoły pojęć i powiązać je
nieiami odpowiedniości. Okrężna droga, o której mówił Der­
rida, wywodzi z siebie wątki „ n o w e " . I c h nowość jest wpraw­
dzie problematyczna o tyle, że w istocie mamy tu nawiązanie do
dosłownego znaczenia drogi. Nowe są one jednak w tym sensie,
że wskazują ciekawe możliwości interpretacyjne. Chodzi tu o te
interpretacje, które powstają w polu relacji przestrzeń-ciałotekst. Podobnie dzieje się z kategoriami ruchu, odejścia czy
śladu, a poniekąd także obecności i nieobecności. Przywołajmy
tu jedno z tych Derridiańskich pojęć: „ślad odnosi się w nie
mniejszym stopniu do tego, co nazywamy przyszłością, niż do
tego, co nazywamy przeszłością, ustanawiając to. co nazywamy
teraźniejszością przez sam stosunek do tego, co nią nie jest, nie
jest nią w sposób absolutny, tzn. do przyszłości lub przeszłości
ujętych jako zmodyfikowana teraźniejszość. Jakiś odstęp musi
oddzielać teraźniejszość od tego, co nią nie jest, aby mogła być
sobą" .
2

4

Takie ujęcie pozwala pisać o czasowości ludzkiego życia,
o kondycji ludzkiej, nieodłącznie związanej z drogą, na której

129

�pozostaje ślad wędrowca. W opowieści o metaforze podróży
wyrazistość zyskują te spośród derridiańskich kategorii, które
tworzą pole „ d o s ł o w n o ś c i " - w dosłowność zresztą postmoderniści nie wierzą tak do końca, stąd ten cudzysłów. Interpretator-dekonstrukcjonista wędruje zatem przez różne płasz­
czyzny rozumienia podróży, okrążając pozostałe po tych po­
dróżach znaki. To „ o k r ą ż a n i e " jest oczywiście Derridiańskie:
„Znak - jak się powiada potocznie - zajmuje miejsce samej
rzeczy, rzeczy obecnej, przy czym „ r z e c z " dotyczy tutaj
zarówno sensu, jak odniesienia. (...) Kiedy nie możemy wziąć
do ręki lub pokazać rzeczy, powiedzmy raczej czegoś obecnego,
bytu obecnego, kiedy to, co obecne, nie uobecnia się, oznacza­
my to. nakładamy drogi przechodząc przez znak."
5

Kiedy dekonstrukcjonista bierze na warsztat książki, które
mają zrelacjonować podróż, odzwierciedlić ją i w pewien
sposób przywrócić, ma na uwadze tekstowy wymiar przedmiotu
badań. Narracja - mówi Van Den Abbeele - powstaje dzięki
powtórzeniu i przemieszczeniu; konstytuuje się jako repetycja,
a struktura relacji pozwala rozpoznać podróż jako taką. Można
mówić tak o czytaniu tekstu, jak i o odczytywaniu przestrzeni.
Oba te rodzaje lektury można następnie odnieść do wewnętrznej
i zewnętrzej przestrzeni własnego Ja, a następnie rozważać
problematykę tożsamości. (W pantekstualnym świecie dekonstrukcjonistów sama podróż też zresztą jest tekstem.)
W instrumentarium dekonstrukcjonisty nie może zabraknąć
pojęcia ekonomii. U Van Den Abbeelego jest to ekonomia
krytycznego myślenia, w której motyw podróży odgrywa
niebagatelną rolę. Wątek ten przechodzi w kolejny - rodzi się
koncepcja ekonomii podróży pojęciowo związana z domowością. Nici tego związku dostrzegalne są w greckim źródłosłowie
- greckie oikos oznacza bowiem dom. Z kolei pojęcie domu
stanowi zasadniczy czynnik kształtowania się semantyki po­
dróży. Dzięki odniesieniu do punktu stałego, do domu. osadzo­
nego w przestrzeni świata podróż może zyskać tożsamość. Ruch
konstytuujący podróż narusza tożsamość domu. Z drugiej
strony, pełne znaczenie domu i zadomowienia może się for­
mować dzięki ciągłemu odchodzeniu, dzięki drogom okrężnym,
wiodącym poprzez przestrzeń świata, na powrót do domu; dom
też wciągnięty jest w grę pomiędzy stałością i niezmiennością
a płynnością nieustannych przemian.
Przyjrzyjmy się dokładniej, jakie oblicza przyjmuje szeroko
rozumiana podróż filozoficzna u Montaigne'a, Kartezjusza.
Monteskiusza i Rousseau.
MONTAIGNE
Montaigne swą włoską podróż dokumentował w dzienniku.
Część zapisków dokonał sekretarz, którego potem Montaigne
odprawił z nie znanych nam przyczyn. Nazwy miejscowości,
daty postojów, komentarze dotyczące sytuacji politycznej i to­
pografii tworzą w dzienniku system odniesień dla informacji
historycznych, dla reminiscencji literackich itp.; ale z drugiej
strony topografia jest rodzajem tekstu. Sam Montaigne od­
wołuje się do metafory podróżowania jako czytania. Co charak­
terystyczne, Journal de voyage en Italie częściowo jest pisany
po włosku. Posługiwanie się językiem kraju, przez który się
przejeżdża odzwierciedla przemieszczanie się w przestrzeni.
Abbeele opisuje dziennik w kategoriach celu, topografii
i okoliczności przemieszczania się, by następnie określić
podstawę dla symbolicznej funkcji podróży w Próbach. W pla­
nie najogólniejszym włoska podróż ma dla Prób tego rodzaju
znaczenie interpretacyjne, że dzieli czas ich powstawania na
dwa okresy - pierwszy od 1571 do 1580, a drugi do 1588, kiedy
to ukazała się trzecia księga wraz z licznymi uzupełnieniami
w dwóch pierwszych. Eseje pochodzące z pierwszego okresu są
mniej osobiste; te późniejsze mają więcej rysów indywidual­
nych tak jakby włoskie peregrynacje przyczyniły się do „huma­
nizacji" twórczości Montaigne'a, a jednocześnie były metaforą
całego dzieła Montaigne'a jako długiej podróży medytacyjnej.

130

Prawdopodobnie Montaigne nie zamierzał publikować dzien­
nika. Liczne jego fragmenty znalazły się w Próbach.
(Journal
stanowi zatem suplement do esejów w derridiańskim tego słowa
znaczeniu.)
W tekstach Montaigne'a dyskurs o podróży przebiega pod
znakiem ciała. Filozof wiele uwagi poświęca swojemu zdrowiu.
Podróż podjął zresztą także po to, by je podreperować. Jako
człowiek cierpiący na kamienie w nerkach sądził, że wody
mineralne przyniosą mu ulgę. Zainteresowany „hydrauliką
c i a ł a " , zapisuje w dzienniku szczegóły dotyczące wypitych
i wydalonych płynów. (Jest świadom komiczności tych infor­
macji.) Rozważa wpływ środków komunikacji na stan nerek
i żołądka. Powóz i łódź pogarszają kondycję chorego, a jazda
konna łagodzi dolegliwości - pisze w eseju o pojazdach. Van
Den Abbeele daje psychoanalityczną interpetację tego zamiło­
wania do jeździectwa: filozof lubił poruszać się jeżdżąc konno,
gdyż dodawało mu to powagi i rekompensowało odczuwane
przez niego niedostatki, szczególnie niewielki wzrost oraz
stosunkowo świeże szlachectwo rodu Montaignów. Na grzbie­
cie wierzchowca jeździec czuł się godnie. Koń jest, zdaniem
interpretatora, metaforą dominacji i udomowienia; w pewnym
momencie staje się też dominującą metaforą dyskursu.
Psychoanalityczne rysy interpretacji Abbeelego są w ogóle
dość silne. Pisze on na przykład o Montaigneowskim komplek­
sie kastracji, o uczuciach, jakie Montaigne żywił w stosunku do
ojca. (Montaigne sytuuje siebie samego jako syna-nomadę
buntującego się przeciwko paternalizmowi. Pragnąc odcięcia,
postępuje śladami ojca - tak jak on podejmuje podróż do Italii
i tak jak on prowadzi szczegółowy dziennik.)
Do swych interpretacji Van Den Abbeele włącza analizy
sensów kojarzących się z nazwiskiem Montaigne'a. Chodzi mu
0 zdefiniowanie stosunku, jaki ma filozof do własnego nazwis­
ka. Świadomość tego nazwiska ma określać tożsamość poj­
mowaną w kategoriach niepowtarzalnego i indywidualnego
„ J a " . Nie chodzi tu j u ż o nazwisko kojarzone w pierwszym
rzędzie z posiadłością, ale o takie, które raczej wskazuje na
jednostkę. Poprzez nazwisko sygnujące autorskie dzieło tworzy
się punkt stały - podstawa dla konstytuowania tożsamości
filozofa. (Abbeele podkreśla znaczenie przejścia od feudalnego
do kapitalistycznego sensu nazwiska.) Rodzi się tu też nowe
rozumienie autora kładącego podpis pod swym dziełem. W in­
terpretacji Van Den Abbeelego nazwisko przywołuje znaczenie
wielorako rozumianej własności oraz prawa do posiadania.
Posiadanie to dotyczy tak dóbr ziemskich (nazwisko pochodzi
od nazwy posiadłości ziemskiej), jak teksu (nazwiskiem sygnuje
się własne dzieła dzieła) czy ciała (nazwisko określa toż­
samość). Te trzy zastosowania tworzą w dyskursie Montaigne a
sieć ekwiwalencji, którym Van Den Abbeele poświęca wiele
uwagi. Na przykład wspomniane wcześniej zaabsorbowanie
Montaigne'a gospodarką płynów wewnątrz ciała ma specyficz­
ny odpowiednik we fragmentach poświęconych technice hydrauliczej w Augsburgu, Prattolino. w Tivoli. Ta swoista odpowiedniość wpisuje się w ustalaną przez Abbeelego korespon
dencję kodu antropomorficznego i topograficznego. Z
mówiąc o pisaniu i podróżowaniu, Mointaigne wymieni*
stosuje kategorie opisu - jedno konceptualizuje w terminacn
drugiego. Podróżowanie - nieustannie podkreśla Van Е*"
Abbeele -jest czytaniem tekstu topografii. Z drugiej stronyj
też czynieniem pewnych zapisów w tym tekście, czego najpr°
szym przykładem są ślady pozostawione przez konia. ,.FW
wracanie'' podróży poprzez opowiadanie o niej to postępo
po śladach, którymi przeszedł koń. „Ślad podróżnika zoho*^
żuje nas do zniesienia opozycji pomiędzy czytaniem a P
^
-

csl

s

wa

IS

1 do zobaczenia w niej stałej, złożonej cyrkulacji znaków
pisanych co czytanych, które o tyle/ przekształcają речкой*»
o ile on przekształca teren w niekończącym się różnicują i 1
teks"
pojawianiu się, zarazem nieskończonej drodze okrężnej
si«
tekstu nieskończonej drogi o k r ę ż n e j " - tak porusz.
i
l
: u:
I , I, i i d p O ^ '
interpretator we wskazanych przez siebie zespołach odpo*"
1

�niości. W swe rozważania włącza kategorie ruchu oraz powrotu.
Ta ostatnia wiąże się z symboliką domu i daje się oczywiście
rozważać na kilku planach. Szczególne znaczenie interpretacyj­
ne ma rzymski etap podróży. Rzym stanowi dla Montaigne'a
dom prawdziwszy niż ten, z którego wyruszył. Tekst O próżno­
ści kończy się zacytowaniem dokumentu, w którym przyznaje
się mu obywatelstwo Rzymu. Rzym - twierdzi Van Den
Abbeele - jest miejscem, w którym Montaigne wyzwala się
z paternalistycznych więzów, i niejako powołuje do życia
samego siebie. W tym sensie Rzym staje się jego prawdziwym
domem. (Znamienne, że to właśnie w Rzymie Montaigne
odprawia swego sekretarza i przejmuje pisanie dziennika.)
Dopiero z tego „rzymskiego d o m u " wraca Montaigne tam, skąd
rozpoczął wędrówkę - do siedziby Montaigne'ow.
Van Den Abbeele ujmuje proces powstawania korpusu Prób
jako autorskie, kreacyjne w swej istocie, doświadczanie samego
siebie. Podróżowanie kojarzy się tak z utratą tożsamości jak
i z wewnętrznym powrotem oraz z odnalezieniem domu; także
z dojściem do kresu ziemskiego żywota, czyli do śmierci („Jako
filozofować znaczy uczyć się u m i e r a ć " - c z y t a m y w jednym
z esejów. Jest to ostateczny cel filozofii. Śmierć jest podróżą
w miejsce, skąd nikt nie wrócił.)
Fragmentaryczność Prób sprawia, że trudno wskazać ramy
tekstu. Skłania to do zrewidowania kategorii podróży, która
zwykle opiera się na założeniu, że możliwe jest określenie tego,
co wewnętrzne (wewnętrzne w stosunku do tekstu, do domu,
ciała - zależnie od tego, do czego metafora się odnosi.)
U Montaigne'a tekstualna podróż formuje się w nieustannne
dywagacje. Niekończąca się wędrówka koresponduje z niekoń­
czącym się dyskursem. (Brak pierwszej strony dziennika, czyli
niezamierzony brak początku, ma dla Abbeelego znaczenie
symptomatyczne, gdyż wskazuje na ważną cechę narracji
o podróży, a mianowicie na jej fragmentaryczność.)
KARTEZJUSZ
Kartezjusz za wszelką cenę pragnie odnaleźć szlak wiodący
ku prawdzie. Jego metoda ma wskazywać drogę wyjścia
z labiryntu stereotypowych błędów. Jak twierdzi w Rozprawie
0 metodzie, można próbować trzech dróg. Pierwsza jest drogą
emdyty, sięgającego do ksiąg. Obcowanie z myślą minionych
stuleci jest równoznaczne z podróżowaniem, a „czytanie wszel­
kich dobrych książek jest niby rozmowa z najgodniejszymi
ludźmi minionych wieków, będącymi tych dzieł autorami, ba,
1 to nawet rozmowa przemyślana, w której odsłaniają nam
jedynie swe najcenniejsze myśli ( . . . ) . " Znajomość tego, co
różne od nas. pomaga nam w osądzaniu nas samych i uczy lepiej
wyważać sądy. gdy chcemy orzekać o nieracjonalności czy
niedorzeczności innych ludzi.
Druga droga to zwiedzanie zagranicy w celu gromadzenia
doświadczeń i sprawdzania samego siebie w różnych sytua­
cjach. (Topografia myśli - zauważa Van Den Abbeele - staje się
mapą_ Europy, a ta ostatnia zmienia się w księgę, Wielką
Księgę Świata. Dosłowne podróżowanie staje się figuratywnym
czytaniem.) „ P o d r ó ż " , „ b ł ą d z e n i e " i „tekst" stanowią w dys­
kursie Kartezjusza jakby oblicza tego samego problemu. Na
P zykład te same niebezpieczeństwa kryją się w nadmiernym
Podróżowaniu i w nieumiarkowanym czytaniu. Erudyta, podob­
ne jak człowiek, który spędził zbyt wiele czasu na podróżach,
tatwomoże stać się obcym we własnym kraju. Może też. popaść
*błąd [ ) Kichota i to, co pochodzi z dawnych opowieści, brać
* Prawdziwe.
Droga trzecia to introspekcyjna medytacja. Ją właśnie w pew• / " i okresie swego życia wybrał filozof: „obróciwszy kilka lal
^ studiowanie w ten sposób w księdze świata i zdobywanie
'Kiego doświadczenia, postanowiłem pewnego dnia zarównież w samego siebie i użyć wszelkich sił mojego
ystu dla wyszukania dróg, jakimi iść mi należało. Powiodło
^ J . - j a k sądzę, o wiele lepiej, niż gdybym się nie był nigdy
" od mego kraju, ani od mych książek.
6

lu

f

o n

a

s , e

t0

a r

Kartezjusz. zdecydował się użyć własnego umysłu, aby
położyć kres lekturze cudzych ksiąg i błądzeniu pośród życia
(błądzeniu cielesnemu i mentalnemu). Wycofał się do domo­
wego zacisza, by podjąć podróż szczególną. Moment wycofania
się i samozamknięcia rozpoczyna metafizyczną podróż medyta­
cyjną, wędrówkę od cogito do nieskończoności Boga. Domowe
pomieszczenie (poele), w którym chroni się filozof, Van Den
Abbeele uważa nie tylko za przestrzeń fizyczną, ale i za
metaforę konieczną dla Kartezjańskiego odkrycia podmiotowo­
ści. Metafora ta, ufundowana na relacji wnętrza podmiotu do
jego zewnętrza, dana jest w materiam errandi, bez której nie
mógłby ukonstytuować się podmiot. (Po okresie wycofania
Kartezjusz udał się zresztą ponownie w podróż. Pojechał do
Włoch z pielgrzymką do Matki Boskiej Loretańskiej. Włochy
nie przypadły mu do gustu - narzekał na klimat, na niebez­
pieczeństwa. Potem swą stałą rezydencję przeniósł do Holandii,
stanowiącej przeciwieństwo Italii w jego indywidualnej psychogeografii.)
W kartezjańskim dyskursie często pojawiają się metafory
podróży i metafory topograficzne. Kartezjusz ucieka się do
figury podróży na przykład wtedy, gdy chce wyjaśnić po­
chodzenie różnic w ludzkich sądach. „Tak więc rozbież­
ność mniemań nie pochodzi stąd, aby jedni byli roztropniejs
od drugich, ale jedynie stąd, iż prowadzimy myśli nasze
rozmaitymi drogami i nie rozważamy tych samych rzeczy.""
Zawarta jest tu swojego rodzaju topografia myśli, topografia,
w ramach której każdy układa własne itinerarium. Za pomocą
metafor przestrzennych zarysowana jest nieprzestrzenność lu­
dzkiego wnętrza.
Fundamentalna dla kartezjańskich poszukiwań jest prze­
strzenna w swej istocie metafora utraty punktu oparcia, pojawia­
jąca się w drugiej Medytacji. Wyraźnie wskazuje ona na cechy
obecne potem w filozoficznym poszukiwaniu. Nagłe osunięcie
się spod nóg stałego gruntu powoduje, iż człowiek zapada się
w bezdenną otchłań. „Wczorajsze rozważania pogrążyły mnie
w takich wątpliwościach, że nie mogę już o nich zapomnieć ani
nie widzę, jakby je należało rozwiązać, lecz tak dalece straciłem
równowagę, jak ktoś, co wpadłszy w głęboki wir, ani dna
dosięgnąć, ani też na powierzchnię wypłynąć nie może. Chcę
jednak wydobyć się z tego i spróbuję ponownie iść tą samą
drogą, na którą wczoraj wkroczyłem. Będę mianowicie odsuwał
od siebie to wszystko, co najmniejszą choćby dopuszcza
wątpliwość, zupełnie tak samo, jak gdybym był stwierdził, że
jest to zgoła fałszem. Będę też podążał dalej, póki nie poznam
czegoś pewnego, i jeśli j u ż nie poznam niczego innego jako
pewne, to przynajmniej to, że nie ma nic pewnego. Aby całą
ziemię poruszyć z miejsca, żądał Archimedes tylko punktu,
który by był stały i nieurchomy; należy więc oczekiwać
wielkich rzeczy, jeżeli znajdę choćby coś najmniejszego, co
byłoby pewne i niewzruszone." (W tekście łacińskim jeszcze
silniej uwypuklony jest sens wątpienia, wpisany w metaforę
dezorientacji, czy raczej niemożliwości topograficznego zorien­
towania się w przestrzeni, wpisany w tę metaforę.)
Konsekwentnie postępując drogą wątpienia, można - jak
sądzi Kartezjusz - przybyć do punktu absolutnej pewności.
Ostateczne uzyskanie pewności (czyli poczucia, że stoi się na
twardym gruncie i że jest się bezpiecznym przed groźbą
bezładnego nomadyzmu) to cel, który stawia sobie filozof.
Projekt filozoficzny Kartezjusza, obejmujący poszukiwanie
stabilności, zarysowuje dyskursywną podróż, w czasie której
ma się do dyspozycji metodę, czy raczej metodyczne wątpienie.
Podróż, poprzez wątpienie to dyskursywny ruch w czasie
i przestrzeni. Wędrowanie, czy może raczej błądzenie, kon­
stytuuje podmiot. Dopiero ustanowienie cogito jako punctum
firnntm zneutralizuje bezład wędrówki, obróci je w nie-wędrówkę, a z błądzenia uczyni drogę celową. (Ujmując dyskurs od
innej strony, Van Den Abbeele stwierdza, że tekst, podobnie jak
otchłań wątpienia, jest także przestrzenią, którą trzeba przejść,
by dotrzeć do tego, co pewne i niewzruszalne.)
J

131

�Im więcej się myśli, tym więcej się błądzi i tym więcej się
wie. Mówiąc o błędach, Kartezjusz także korzysta z metaforyki
topograficznej. Błąd jako błądzenie pojawia się w paru po­
staciach. Może być mianowicie rezultatem wędrówki; może
polegać i na niezdolności do utrzymania się w ramach pewnych
ograniczeń. Błędem jest czynienie sądów, przekraczających
naszą zdolność rozumienia, a więc, powodowane przez hybris,
niewłaściwe używanie zdolności, którymi obdarzył nas Bóg.
Dzięki metaforze wędrówki można zrozumieć, jaki rodzaj błędu
bywa prawomocny: taki mianowicie, który jest jedynie odej­
ściem od prawdy, a nie poddaniem w wątpliwość prawdy jako
takiej. (Zatem wędrowanie ma ograniczenia.) Odejście od
prawdy stanowi bowiem sposób aby sprawdzić stabilność
cogito. Prawda cogito jest tu rozumiana także jako punkt
topograficzny.
Działanie topograficznej topiki w dyskursie Kartezjusza jest
nie tylko ambiwalentne, ale i wieloaspektowe. Jak twierdzi Van
Den Abbeele, skojarzenie topograficznej metaforyki z metafo­
ryką podróży zdradza fundamentalne niepokoje Kartezjusza,
ajednocześnie aktywnie uczestniczy w ich uśmiercaniu. Chodzi
tu o niepokoje nieodłączne od sytuacji błądzenia, które w formie
najbardziej przerażającej dotykałoby nieskończoności - byłoby
niekończącą się wędrówką lub niekończącym się tekstem.
Układając swój projekt (włączający nie tylko cogito, ale
i metodę, kwestie geometrii, czy elementy moralności). Kartez­
jusz chce w jakiś sposób zrozumieć nieskończoność. I tak jak
montaignowska próżność, kartezjańskie błądzenie jest am­
biwalentne.
MONTESKIUSZ
Półtora wieku po Montaigne'u pisze Monteskiusz swoje
Voyage de Gratz d la Haye (wydane dopiero pośmiertnie).
W podróż udał się w roku 1728, by zebrać materiały do swych
rozważań. Z Paryża wyruszył do Wiednia. Potem zwiedzał
kopalnie miedzi w Chemnitz. We Włoszech zatrzymał się
w Wenecji, Mediolanie, Turynie, Genui, Florencji. Pięć miesię­
cy spędził w Rzymie, skąd zrobił wycieczkę do Neapolu.
Wracając przez Niemcy, zatrzymał się w Hanowerze, po czym
przez Hagę udał się do Londynu. Następnie przez 18 miesięcy
przebywał w Anglii, gdzie w dużym stopniu ukształtowały się
jego poglądy polityczne. (Niestety, rękopis tej części Dziennika
został spalony na początku X I X wieku przez jednego z jego
spadkobierców.) Podróż dzieli twórczość Monteskiusza na dwa
okresy, zaznaczając przejście od literatury pięknej do teoretycz­
nej i politycznej. "
Swoją metodę podróżowania filozof opisał dość szczegóło­
wo. Polegała ona na tym. że po przyjeździe do danego miasta
wspinał się na najwyższą wieżę, by stamtąd objąć spojrzeniem
całą okolicę; potem dopiero wędrował po ulicach, by przed
odjazdem znowu udać się na wieżę i jeszcze raz spojrzeć z góry
na całość. Wieża stanowi punkt orientacyjny i pozwala plano­
wać przyszłe ruchy. Pełni ona funkcje oikos; ekonomizuje
turystyczne trasy i stanowi miejsce, do którego wraca się
kończąc pobyt w mieście. W przypadku tego powtórnego
spojrzenia z góry można mówić tak o dystansie przestrzennym,
jak i czasowym.
Monteskiuszowka turystyka wymaga zatem uwzględnienia
zarówno zmiany miejsca dokonującej się w przestrzeni hory­
zontalnej, jak i punktu stałego osadzonego na osi wertykalnej.
Ten ostatni dostarcza perspektywy całościowej, co nie znaczy,
że perspektywa ta byłaby wystarczająca i ostateczna. (Każda
z możliwych perspektyw ma pewne ograniczenia.) Pojawia się
tu zagadnienie mediacyjności podróży, związanego z nią ruchu,
oddalania się od obiektu oglądanego, co inicjuje grę perspek­
tyw. (Taką grę perspektyw można też wyartykułować w narracji
o podróży - a dowodem tego Listy perskie. Ukazany tam Uzbek
widzi w Europie to. czego nie dostrzegają rodowici mieszkańcy,
ale w dużym stopniu pozostaje ślepy na braki własnej kultury,
np. na dylematy despotyzmu.)
1

132

Ponieważ kolejne miasta zwiedzane są według tego samego
klucza, każde z nich staje się w pewnym stopniu repetycją
wszystkich innych, a żadna z perspektyw nie jest nadrzędna.
Istnieje jednak Rzym - miasto na siedmiu wzgórzach, gdzie
filozof zatrzymał się na dłużej w czasie swej włoskiej podróży.
Do tego miasta, które nie pozwala się ujrzeć w jednej nadrzędnej
perspektywie, prowadziły wówczas wszystkie drogi „kultural­
nego ś w i a t a " . Rzym był domem cywilizacji Zachodnioeuro­
pejskiej. Paradoksalnie, w miejscu nieobjętym jednym spoj­
rzeniem, rodziła się perspektywa zasadnicza. Nadrzędność
rzymskiej perspektywy polegała na tym, że oglądało się tu to, co
widzieli inni; Rzym stawał się widokiem widoków. Sposób,
w jaki Monteskiusz zwiedzał zagranicę, daje początek teorii
- rozumianej w związku z jej znaczeniem etymologicznym, to
znaczy jako oglądu. Teoria wiąże ze sobą poszczególne elemen­
ty rzeczywistości i umiejscawia je dzięki założeniu istnienia
wszystkowidzącego podmiotu. Jak twierdzi Jean Starobinski,
ten totalizujący ogląd z góry może stanowić metaforę postawy
Monteskiusza jako teoretyka." Wyraźnie widać to w dziele
O duchu praw, mającym dać całościowy zarys instytucji
ludzkich (le tout ensemble). Zdaniem Starobinskiego, ów
wertykalizm perspektywy związany jest z przekonaniem o wza­
jemnym powiązaniu ze sobą poszczególnych elementów bada­
nych przedmiotów oraz o ich istnieniu w ramach jednej całości.
Dialektyka Monteskiusza może być rozumiana jako totalizująca
w tym też sensie, że - za sprawą wpisanej w tę perspektywę
symultaniczności - neutralizuje lub anuluje temporalny aspekt
ruchu.
Van Den Abbeele, mówiąc o Monteskiuszu jako o turyścieteoretyku, przywołuje nie tylko Starobinskiego, ale i prace
Deana MacCannella, a zwłaszcza jego teorię turystyki. Turysta
ujęty jest w niej jako kolekcjoner wrażeń. Dokonuje on gestów
interpetacyjnych, w wyniku których dochodzi do konstrukcji
imaginacyjnego universum. Jeśli zwiedzanie - mówi Van Den
Abbeele - wiąże się z takim interpretacyjnym konstruowaniem,
to trudno zakładać istnienie nieprzekraczalnej granicy pomię­
dzy wizją świata a teorią. Z drugiej strony, teoria daje ogląd
całości danego schematu pojęciowego i w ten sposób staje się
zwiedzaniem. Zarówno teoria jak i zwiedzanie kierowane są
pagnieniem oglądania, a następnie totalizowania poszczegól­
nych elementów w ramach pewnej wizji ogólnej. Pragnienie to
leży u podłoża oświeceniowej epistemologii, a ta z kolei jest
immanentnie związana i z metaforyką wizualną, i z istotną
wówczas praktyką społeczno-kulturową, a mianowicie modą na
grand tour.
Podejdźmy teraz do problemu monteskiuszowskiego po­
dróżowania od innej strony. Dzieło O duchu praw może być
czytane jako rodzaj teorii turystycznej. Dana w nim jest swojego
rodzaju polityczna topografia. Krajobraz zostaje opisany naj­
pierw w terminach opozycji pomiędzy gorącym a zimnym
klimatem, pomiędzy północą a południem. Z opozycji tych
rodzi się topografia moralna. Północ to domena ludzi aktyw­
nych, pracowitych, odważnych, męskich, wolnych; południe
jest ojczyzną istot biernych, leniwych, zniewieściałych i służal­
czych. Klimat wpływa na obyczaje. Geografia istnieje w związ­
ku ze społeczeństwem, z jego historią i polityką. Teoria stara się
ująć aspekt strukturalny i progresywny. Zmiana rozmiaru
państwa wpływa na zmianę rządów, a rządy warunkują oblicze
stanu państwa. Z kolei historię można rozumieć tylko jako
historię stosunków p o m i ę d z y narodami, jako śledzenie
wciąż zmieniających się linii zarysowujących mapę. Tu właśnie
jest miejsce dla toposu podróży: podróż ustanawia relację
pomiędzy dwiema jednostkami geograficzymi, które są „uW
lane" poprzez różnice przestrzenne. Bez podróży nie byłoby
mapy; z drugiej strony mapowanie to próba myślowego ujC - '
podróży wraz z całą płynnością ruchu, który ona implikujeAnalizując powyższe wątki dyskursu Monteskiusza, Van Dj&gt;
Abbeele stwierdza, że sytuacja teoretyka społeczności ludzkie
tematyzowana jest w terminach poszukiwania perspektyw)
Niebagatelną rolę odgrywa przy tym metaforyka ujawniają 1 11

c

1

�problem dominacji (tak teoretycznej, jak politycznej czy rodzin­
pieczna, gdyż czytając m o ż e m y zapomnieć, że obcujemy
nej).
jedynie z tekstem; same znaki są niczym, jeśli nie ma się
W zakończeniu O duchu praw pojawia się topos końca
wyobrażenia o tym, na co one wskazują. (Podobnie mapa jest
książki jako końca podróży. Monteskiusz przywołuje ten
dla nas zrozumiała jedynie wtedy, gdy znamy ideę tego, do
fragment Eneidy (ks. I I I , 523), w którym towarzysze Eneasza czego się odnosi.) Znacznie mniej wiedzy zyskamy czytając
wypatrują wybrzeży Italii. Nie jest to koniec dzieła Wergiliusza
księgi niż skupiając się na subiektywnym odczuwaniu świata
i niekiedy tłumaczy się to pomyłką Monteskiusza - ale on sam
natury. Warunki do tego stwarza proste wędrowanie, w czasie
którego człowiek znajduje się w bezpośrednim kontakcie
daje przypis do odpowiedniego miejsca w tekście Wergiliusza.
z przestrzenią, którą przemierza. (Ten wątek myślenia o po­
Finał traktatu wskazuje sugeruje raczej to, że koniec książki nie
dróży przejęli potem romantycy.)
jest końcem ostatecznym, bo struktura podróży to powtarzanie
ciągów epizodów. „Italiom, Italiom... Kończę ten traktat o len­
Podróży nie powinno się jednak przeciągać ponad miarę.
nach tam, gdzie go większość autorów r o z p o c z ę ł a . "
Koncepcja wewnętrznego powrotu i odnalezienia samego siebie
koresponduje z koncepcją celu w podróży edukacyjnej. Celem
tym winno być odnalezienie własnego miejsca. Ostatecznie,
ROUSSEAU
dom opuszcza się po to. by następnie powrócić do niego.
Ryzyko podróży byłoby zbyt wielkie, jeśli człowiek nie wie­
W wielu miejscach swej twórczości Rousseau zarysowuje
rzyłby w powrót do domu. Dom stanowi miejsce uprzywilejo­
portret siebie samego jako samotnego wędrowca. Pisze o swym
wane, a podróż można uznać za udaną, jeśli nauczy człowieka
umiłowaniu wędrówek pieszych, w czasie których nie korzysta
wybierać d o m o w ą ńsiadłość.
z żadnych środków transportu i o bezpośredniości takiego
Van Den Abbeele tak określa topograficzny model sytuacji
podróżowania, o niezależności i wolności samotnego wędrow­
edukacyjnej zarysowanej przez Jana Jakuba: element ruchu, tak
ca. Jest to wolność od społecznego uwikłania: wolność wkracza­
jak i pewna dawka podróżowania, są potrzebne, żeby zachować
nia w świat imaginacyjny. (Niespieszne wędrowanie w po­
istotę domowości. Ale aby poznać świat w sposób, który dla
czuciu pełnej wolności i niezależności wydaje się idealnym
człowieka jest interesujący, wystarczy poznać siebie; wraz
wyobrażeniem autotelicznej fikcji.)
z odnalezieniem własnego miejsca, odnajduje się to. co człowie­
Rousseau czuje, jak sama czynność chodzenia ożywia myśli
kowi potrzebne. Jest to ten moment rozumowania, w którym
- c i a ł o potrzebuje ruchu po to, aby umysł był zasilany. O ile
rodzi się moralna topografia Rousseau. Jej solipsystyczne
Descartes potrzebował pewnej stabilności, aby oddać się po­
implikacje najwyraźniej widać w Przechadzkach
samotnego
dróży medytacyjnej, to według Rousseau ruch umysłu jest
wędrowca, które zaczynają się kwestią - „Tak więc jestem na
ożywiany przez ruch ciała. Stan umysłu powstający w czasie
ziemi sam, skazany na własne tylko towarzystwo, bez brata,
chodzenia jest początkiem dyskursu filozoficznego. Człowiek
bliźniego, przyjaciela." chciałby przedłużać ów czas, czas bycia w stanie natury, choćby
przez przypominanie go sobie, czy poprzez zapisywanie tego
stanu duszy. Tak rodzą się Reveries du promeneur
solitaire
- Marzenia samotnego
wędrowca.
Mówiąc o podróży, nie zawsze m ó w i m y naprawdę o niej.
Rousseau wierzy, że w czasie samotnej wędrówki odzyskuje
Przywołując obraz podróży, często chcemy ukazać to, co
swoje ..Ja" i osiąga samopoznanie. Jest to najistotniejszy rodzaj
pozbawione wymiarowości, co nieuchwytne zmysłowo - jakieś
poznania. Nie znaczy to. że podróż nie daje niczego ponadto.
przeczuwane przez nas idee, abstrakty, ulotne doznania i prze­
Rousseau włącza ją do planu edukacyjnego przedstawionego
czucia. Podróżą są podszyte teksty mówiące o czymś zupełnie
w Emilu. Odpowiednio wyedukowany człowiek powinien
innym - topika podróży czai się wszędzie. Tylko po co j ą
bowiem znać nie tylko swych ziomków. Jest jednak zasadnicza
dekonstruować? Po to między innymi, by ujawnić ryzyko
różnica pomiędzy podróżą podjętą po to, by zobaczyć inne
intelektualnych podróży odkrywczych. Dyskurs używa do
odkrywania tego, co odkrywa - ujawnia sam siebie w narracji,
kraje, a taką, w czasie której poznaje się innych ludzi. Pierwszy
mającej owo odkrycie reprezentować. Nigdy nie będzie więc
cel obierają ludzie powodowani próżną ciekawością; dla tych,
wolny od groźby oskarżeń - zawsze można poddać w wątp­
co umieją podjąć refleksję filozoficzną, jest drugi cel. Emil
liwość nie tylko to, co odkrywa, ale to jak odkrywa. Do
odbywa podróż dopiero wówczas, gdy właściwie jest j u ż
ujawnienia takich uwarunkowań zmierza dekonstrukcja metafo­
wychowany, a jego skutki podróży zostały zaplanowane przez
ryki podróży w tekstach filozoficznych, j a k ą przeprowadza
nauczyciela. Podróż Emila jedynie dopełnia edukację i określa
Georges Van Den Abbeele.
ucznia jako pełnego członka społeczeństwa.
12

1

Zwróćmy jednak uwagę na to, że takie usytuowanie podróży
w planie edukacji sugeruje, że to lekcja trudna, a może
'niebezpieczna. Uczeń musi być należycie przygotowany, jako
żeo wartości podróży ostatecznie zadecydują jej skutki, czyli to,
eo uczeń wyniesie z lekcji. (Znów mamy tu problem ambiwalencji podróży; tym razem jest to ambiwalencja moralna.)
Aby zrozumieć naturę wiedzy zdobywanej przez Emila,
trzeba pamiętać o lekceważeniu, jakim Rousseau darzył książki.
Przeszkadzające jakoby w czytaniu Księgi Świata. Wartość
'ektury cudzych opisów podróży jest znikoma, a nawet niebez­

1

W jego ujęciu topos podróży urasta do czynnika warun­
kującego poznanie - a stwierdzenie to można rozumieć wielo­
rako. Podróżowanie tworzy warunki poznania, i dostarcza
języka, by opowiadać o poznaniu samym. Metaforyka podróży
otwiera drogę myśleniu abstrakcyjnemu, ale poprzez swą
warstwę obrazową związana jest z tkanką życia. Dana jest nam
więc nić, którą możemy uchwycić, gdy j u ż zanadto zapętlimy
się we własne myśli. Z labiryntu dywagacji można wyjść ku
życiu - gdzieś wyjechać, uciec, udać się w podróż, na wakacje,
czy choćby wyjść na ulicę.

P R Z Y P I S Y
' CJ . Van Den Abbeele,
*nnesoia 1992

Travel us

Metaphor

from Montaigne

to

Rousseau.

Goeffrey Atkinson, Les Nouveaux Horizons de la Renaissance
franca/s,
«" 1935. s. 254 - 61. 402 - 5, podaję za V a n Den Abbeele, s. 14ft
for.: Nycz, Tekstowy świat. Poststruktualizju
a wiedza o literaturze.
'jrszawa 1993. s. .31
• J- Derrida, Różnią, przcl. J . Skoczylas, (w.) Drogi współczesnej
filozofii,
1*°г M Siemek, Warszawa 1987. s. .389
, Derrida, op. cit., s. 383
kariez|usz. Rozprawa
o metodzie właściwego
kierowania
rozumem
™zukiminia
prawdy w naukach, przcl. T . Ż e l e ń s k i Boy. W a r s z a w a
s

7

Ibidem, s. 3 5 - 3 6
" Ibidem, s. 29
' Rene Descartes, Medytacje
o pierwszej
Filozofa,
prze! M i К
Ajdukiewicz, Warszawa 1958, s. 32
"' P r z y w o ł a ć tu m o ż n a znamiennne daty: 1721 - Listy perskie:
1748
- O duchu praw
" J . Starobinski, Monlesqieu par lui-тёте,
Paris 1943, s. 60 - 1 1 3 , podaję
za: V a n Den Abbeele. op cit, s. 64 - 66 i 155
Montesquieu, O duchu praw, przeł T . B o y - Ż e l e ń s k i , Warszawa 1957. t.
II, s. 527
" J . J . Rousseau, Mar.tenia samotnego wędrowca,
przeł. E w a Rzadkowska,
W r o c ł a w 198.3, s. 3
l :

133

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7852" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7833">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3b4886ee9f825fd5798687ca77d153ab.pdf</src>
        <authentication>fbb09e1ee573f6eaaeecdf94b09007e3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93910">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2548</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93912">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93914">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2367</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93917">
                <text>O funkcji i retoryce wypowiedzi muzealnej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93920">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.1-2, s.37-53</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93923">
                <text>Wieczorkiewicz, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93925">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93927">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93929">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93940">
                <text>O funkcji i retoryce wypowiedzi muzealnej
Anna Wieczorkiewicz
PEJZAŻ MUZEALNY
Kolekcja a opis świata
Pewne obiekty - jak się sądzi - są warte tego, by wydzielić je
z ich „ n a t u r a l n e g o " kontekstu i przenieść w nowe środowisko.
Muzeum to przestrzeń, w której tworzy się takie środowisko.
W sensie najogólniejszym muzeum to
„...budynek przenaczony do magazynowania kolekcji obiek­
tów w celu ich kontroli, badania i w celach rozrywki. Obiekty
te mogą zostać przywiezione z krańców ziemi - jak koral
Z Wielkiej Rafy Koralowej z Australii, cegła z Wielkiego Muru
Chińskiego, strusie jajo z Afryki, kawałek skały magnetycznej
Z Grenlandii;
mogą być przedmiotami współczesnymi
lub
pochodzić
z odległej przeszłości
- jak model samolotu
odrzutowego czy skamieniałość
z warstw karbońskich;
mogą
być wytworami naturalnymi lub ludzkimi - jak bryły krysz­
tałów czy indyjski dywanik modlitewny.
Cele, jakie stawia się tym zbiorom bywają formułowane
rozmaicie. Twórcy m u z e ó w i ich kuratorzy widzą w muzeach
instytucje nie tylko chroniące elementy tradycji, ale i pomagają­
ce we wprowadzaniu społeczności tradycyjnych w krąg warto­
ści nowoczesnych i w ich umacnianiu. W oczach socjologów
czy antropologów bywają one natomiast istotnym składnikiem
nowoczesnego kompleksu kulturowego , czy też, ujmowane
w innym aspekcie, „ l a b o r a t o r i u m " , w którym fabrykuje się
prawomocny obraz świata. W tym ostatnim przypadku zbiory
traktowane są jako punkt wyjścia do dalszych intelektualnych,
artystycznych i symbolicznych działań na zgromadzonym
materiale. To, co poddaje się badaniu kulturoznawcy to na
przykład współistniejące ze sobą różne strategie przekazu, za
którymi stoją określone koncepcje wiedzy. Jedne z nich eks­
ponuje się silniej, inne słabiej. Któraś z nich pełni rolę wiodącą
i wpływa na sposób zorganizowania ekspozycji.
2

3

Dla antropologa tworzy się tu niezwykle dogodne pole
obserwacji - zyskuje dostęp do zmaterializowanej sfery reflek­
sji kulturowych. Zagadnienie to można widzieć bardzo szeroko,
wychodząc z założena, że gromadzenie i kolekcjonowanie
pewnych dóbr, arbitralnie tematyzowanych według wartości
i znaczenia jest nieodłączne od procesu formowania się toż­
samości. „Pewien rodzaj 'gromadzenia' wokół jednostki i wo­
kół grupy - nagromadzenie materialnego 'świata', oznaczanie
subiektywnego obszaru, który nie jest 'innym' - jest praw­
dopodobnie uniwersalny." - twierdzi James Clifford. Idąc za
sugestią Richarda Handlera, dowodzi on dalej, że w kulturze
Zachodu kolekcjonowanie różnych obiektów to jedna z praktyk,
w których ujawnia się rozwój tożsamości posiadacza. W kolek­
cjach można dostrzec odbicie szerszych reguł kultury, szczegól­
nie preferowanych przez nią rozwiązań epistemologicznych,
oraz wyborów aksjologicznych i estetycznych. Z tego punktu
widzenia w muzeum przejawia się lokalna wizja świata - widać
w nim jak na dłoni, w jaki sposób organizowana jest wiedza
i w jaki sposób zmierzamy do panowania nad nią.
4

5

6

Najwyraźniej zauważa się to oczywiście przy spojrzeniu
wstecz - ku początkom zachodniego muzealnictwa. Zwykle
mówiąc o nich, wskazuje się na gabinety osobliwości gromadzą­
ce przedmioty rzadkie i niezwykłe. (Na przykład kopenhaska
Kunsfkammer mieściła takie obiekty jak miniaturowe pantofle
wykonane z pestek wiśni, ozdoby z kości słoniowej i z muszli,
tak zwany „hełm biskupa Absalona" w rzeczywistości będący
węgierskim hełmem z X V I wieku, portret Iwana I V datowany
na lata 1547-65, klejnoty, obrazy, model ludzkiego szkieletu
wykonany z kości słoniowej, ciekawostki optyczne itp.)

Oglądając tego typu kolekcję m o ż e m y być co najmniej
zdezorientowani. Razi nas jej niespójność, brak myśli przewod­
niej. Innymi słowy, nie znamy narracji, w ramach której można
by w sposób sensowny ująć zebrane obiekty. Jest to jednak nasz
prywatny problem (problem nieznajomości odpowiedniej metanarracji), gdyż eksponaty w tego typu zbiorach w swoim czasie
stanowiły metonimiczną reprezentację większej całości (rejonu,
populacji). Kolekcja - jak ukazuje to Krzysztof Pomian - była
swoistym mikrokosmosem.
W wieku osiemnastym kolekcjonowano j u ż nieco inaczej.
W warunkach wzrastającego zainteresowania taksonomią, zbie­
racze pragnęli skompletować całą (możliwie pełną) serię da­
nych przedmiotów. Poszczególne okazy reprezentawały usys­
tematyzowane szeregi obiektów określonego typu (np. odzież,
narzędzia rolnicze itp.). Z kolei pod koniec dziewiętnastego
stulecia, kiedy to, co naukowe miało być ewolucjonistyczne,
eksponaty traktowano jako ilustrację rozwoju. Ewolucjoniści
zmierzali do tego, by poszczególne fenomeny umieścić na
nacechowanej aksjologicznie osi temporalnej - od prymityw­
nych do nowoczesnych. Wiodącą rolę w reprezentacji zyskał tu
czas. Nadawanie różnicom, które postrzega się w świecie,
wymiaru temporalnego pociągało za sobą implikacje w sferze
wartościowania (To, co bardziej prymitywne, mniej rozwinięte,
jest mniej doskonałe). Przedmiot stawał się wówczas źródłem
historycznym pozwalającym poznać wcześniejsze stadia roz­
woju.
7

Zapoczątkowana przez Boasa antropologia relatywistyczna,
znacznie rozszerza spektrum trybów reprezentacji, kładąc na­
cisk na umieszczanie poszczególnych eksponatów w ich kon­
tekstach. Kultury przedstawiano bądź, jak dotąd, w ciągach
ewolucyjnych, bądź też w sposób mający oddać jak najwięcej
z kontekstu kulturowego zebranych okazów. W tym drugim
przypadku różne kultury stanowiły symultaniczne teraźniejszo­
ści. Artefakty w założeniu wskazywały na całokształt wielo­
wymiarowego bytu kulturowego.
8

9

Homeopatia obcości
Gromadzenie różnych obiektów - zwłaszcza niezwykłych
i rzadkich - to szczególny rodzaj zajmowania się światem,
a dokładniej mówiąc, łagodzenia obcości i niepewności, jaką
odczuwamy w stosunku do tego, co różni się od naszego
macierzystego środowiska i zaspokajania naszych potrzeb
poznawczych. Zbieractwo można potraktować jako szczególny
opis świata - inny niż ten dokonywany za p o m o c ą języka, ale
istniejący w związku z nim. Wiadomo, że opanowywanie świata
dokonuje się różnymi drogami. Istnienie „drogi lingwistycz­
nej" (czyli deskrypcja w wąskim tego słowa znaczeniu) nie
budzi wątpliwości. Znany jest efekt zwrotny związanych z tym
procesów. Obejmowanie opisem coraz to większych i bardziej
różnorodnych obszarów modyfikuje język, gdyż rozsadza daw­
ne siatki kategorialne. Znane są trudności opisu Nowego Świata,
kiedy to w pewnym momencie okazało się, że za p o m o c ą
tradycyjnych słów nie odda się specyfiki nowego środowiska
i że nazwanie pumy lwem, a jaguara tygrysem niczego nie
załatwi. Zanim wypracowany zostanie nowy język, bardziej
adekwatna wydaje się „droga kolekcjonera'', czyli gromadzenie
okazów pochodzących z nieznanego świata. Przywożone przez
podróżników okazy flory i fauny współuczestniczą wówczas
w procesie przekazywania wiedzy i stanowią środek homeo­
patycznej asymilacji obcości. Artefakty reprezentujące odmień10

37

�ność epatują dziwnością i domagają się objaśniania. To, co
przeznaczone do oglądania, bywa uzupełnione opisem werbal­
nym, ale ten ostatni ujmuje się jako mniej precyzyjny i mniej
wiarygodny środek przedstawinia o d m i e n n o ś c i . "
Jak widać, to, co bywa gromadzone i używane do reprezen­
towania większych całości, jest uwarunkowane kontekstem
społeczno-kulturowym. (Czego innego szuka się w wieku
osiemnastym, czego innego w dobie panowania ewolucjonizmu, a czego innego szuka artysta zafascynowany sztuką
prymitywną.) Okazy gromadzone w ramach poszczególnych
kolekcji często odsyłają do różnych układów pojęciowych.
Wychodząc z tego założenia, zbiory traktować można jako
swoiste hipostazy historycznie i kulturowo uwarunkowanego
porządku mentalnego. Poprzez nie tworzony jest dyskurs
0 świecie i definiowane relacje pomiędzy tym, co w danych
warunkach społeczno-kulturowych uznaje się za istotne ele­
menty owego świata. Tego rodzaju dyskurs współistnieje
z innymi formami kulturowej refleksji i w powiązaniu z nimi
wypracowuje retoryczne środki służące przekonaniu o praw­
dziwości opisów oraz techniki dokumentacyjne mające przeko­
nać o tym samym.
12

Obcość w swojskim krajobrazie
Przestrzeń, w której umieszcza się zbiory, może stać się
miejscem kultywowania tożsamości kulturowej i definiowania
jej w kontekście zróżnicowania przestrzennego i czasowego. Jej
zadanie polega na organizowaniu treści kulturowej, ale ma ono
zarazem nad nią p a n o w a ć . Gromadzi artefakty, porządkuje je
1 objaśnia, relatywizuje w stosunku do własnych wartości
kulturowych. Czasy minione trwają tu w stanie zamrożenia,
schematycznie ukazane na wykresach. Odległe miejsca re­
prezentowane są przez pochodzące z nich przedmioty i przez
mapy wskazujące dokładną przestrzenną lokalizację poszczegó­
lnych regionów. W muzeum toczy się więc dyskurs o odmienno­
ści kulturowej, geograficznej i historycznej. Analizując go
można stawiać pytania, na przykład takie: jakie treści usiłuje się
tu przeforsować, na jakiego odbiorcę obliczona jest ta perswazja
oraz czy jest to perswazja skuteczna? Jak uprawomocnia się
poszczególne sposoby perswazji? Co uważa się za ważne
i prawdziwe w ramach danego dyskursu? O czym mają
świadczyć gormadzone artefakty? (Nie bez znaczenia jest też
status, jaki przyznaje się rzeczy umieszczonej w muzealnej
przestrzeni.)
Traktując muzeum jako tego rodzaju wypowiedź, nie można
zapominać o tym, że w sensie podstawowym, jest ono także
przestrzenią ukształtowaną w pewien charakterystyczny spo­
sób, tworzy się tu pewien „krajobraz".
„Krajobraz jest wizerunkiem kulturowym, obrazowym spo­
sobem reprezentacji, strukturalizacji
czy symbolizacji oto­
13

czenia. Nie sposób powiedzieć, że krajobraz jest niemate­
rialny. Może być oddany w różnych materiałach i na wielu
powierzchniach - w malarstwie na płótnie, w piśmie na
papierze, w ziemi, kamieniu, wodzie i roślinności na ziemi.
Krajobraz parkowy jest bardziej dotykalny; ale nie bardziej
realny, nie mniej imaginacyjny niż krajobraz malarski czy
poetycki. W ogóle znaczenia krajobrazu werbalnego, malar­
skiego i konstruowanego mają historię złożoną i wzajemnie
splecioną. (...) I oczywiście,
każde badanie
krajobrazu
dalej przekształca jego znaczenie, kładąc jeszcze
jedną
warstwę kulturowej
reprezentacji.''
Takie ujmowanie krajobrazu, kładące nacisk na kulturowe
istnienie przestrzeni i na tendencję do nasycania jej znaczeniami
można odnieść do przestrzeni muzealnej. Pozwoli to, jak sądzę,
uchwycić dwoistość istnienia tej instytucji - jako szczególnego
rodzaju wypowiedzi stanowiącej efekt kulturowej refleksji
i dążeń symbolizacyjnych oraz jako miejsca istniejącego
w określonym kontekście społeczno-kulturowym, używanego
przez ludzi w sposób nie zawsze całkowicie zgodny z planem
organizatorów tej wypowiedzi. (Ważne jest bowiem nie tylko
to, jak zaplanowano muzeum, ale i to, co ludzie robią z efektami
tych p l a n ó w . ) Zagadnienia konstruowania wizji historii i kul­
tury oraz wyrażania samoświadomości kulturowej okazują się
tu równie istotne jak to, że ludzie przechadzają się wśród
zgromadzonych eksponatów, wymieniając uwagi. Sposób, w ja­
ki korzystają oni z przestrzeni, w której umieszczono ekspozy­
cje i ich stosunek do niej wpływa na ukształtowanie muzealnego
pejzażu.
14

15

Interpretacje wypowiedzi kulturowej formułowanej poprzez
krajobraz muzealny mogą zmierzać do różnych celów - np.
koncentrować się na wątku konstruowania wiedzy o świecie, na
koncepcji historyczności, na procesie adaptowania bądź za­
właszczania obcych kulturowo i historycznie treści, na for­
sowaniu określonych wartości. M o g ą też traktować muzeum
jako medium kulturowego samookreślania się i określania
pozycji danej kultury względem innych. Byłyby to próby
odczytania muzealnego pejzażu różniące się od siebie, ale taka
wielość jest w pełni uzasadniona:
„Pejzaże są równocześnie
czytane i produkowane, a akt
odczytywania także nie jest bezproblemowy. Każdy czytelnik,
jak i każdy autor wnosi do tekstu swoją minioną
biografię
i aktualne intencję, tak że znaczenie miejsca albo krajobrazu
może być niestałe, wieloraka rzeczywistość dla różnych grup
dokonujących jego
odczytania."
Poniżej przedstawię swoją propozycję oglądania krajobrazu
kopenhaskiego Nationalmuseet gromadzącego eksponaty z za­
kresu historii kultury i etnografii. Bogactwo i różnorodność
zbiorów oraz różne sposoby ich eksponowania sprawiają, że
stwarza ono interesujące pole badania wymienionych na wstę­
pie zjawisk.
16

17

TOPIKA MUZEALNA
W muzeum unosi się aura symbolizacji. Przenoszone tu są tak
obrazy przeszłości czy odmienności kulturowej, jak i narracje.
Niekiedy jedne wyraża się środkami przynależnymi drugim,
a „reguły kierujące transformacją wizualnego w to, co poddaje
się czytaniu, nie dają się wyprowadzić z jednej dziedziny - jest to
właściwość mentalności ujętej bardziej całościowo " . Splecio­
ne ze zobą wizualne i narracyjne sposoby reprezentacji dają
(symboliczny) wgląd w sferę autorefleksji kulturowej
1 8

Człowiek daje się uwodzić tak obrazom, jak i opowieściom.
Niekiedy narracyjność i wizualność wspierają się w przekazy­
waniu i odbieraniu znaczeń symbolicznych , kiedy indziej ich
drogi rozchodzą się. Tego rodzaju współistnienie ukazać można
na przykładzie topiki, za pomocą której kształtuje się wypo­
wiedź muzealną. Topos rozumiem tu jako półgotową formę
(gdy mowa o literaturze - formę językową) obdarzoną dużą
19

20

mocą perswazyjną i mogącą służyć dowodzeniu różnych racji.
Wychodzę tu od badania przekazów werbalnych, a następnie,
zmieniając nieco perspektywę badawczą, odnoszę pojęcie topo­
su również do środków wizualnych. Takie posunięcie metodolo­
giczne, rozszerzające zakres tradycyjnego rozumienia toposu,
jest być może ryzykowne (naraża na zarzut braku czystości
metodologicznej), ale pozwala połączyć słowną i wizualną
warstwę wypowiedzi muzealnej i uwypuklić relację, w jakiej
istnieją. Zakładam, że topika przekazu literackiego i topika
wizualna nie stanowią dziedzin rozłącznych, jakkolwiek ich
funkcje nie zawsze muszą być jednakowe.
Podróże w czasie i przestrzeni
Zastosowanie toposu podróży w muzealnej narracji i w muze­
alnym spektaklu wydaje się oczywiste: wszak muzeum ma nas

�przenieść w świat odległy czasowo bądź przestrzennie, bądź
jednocześnie i czasowo, i przestrzennie. Topos podróży ob­
darzony jest dużą zdolnością oddziaływania na emocje. Podróż
kojarzy się z nowością, poznawaniem i doznawaniem, z przygo­
dą i różnorodnością. Stąd też motyw podróży bywa eks­
ponowany - szczególnie w tekstach ogólnie omawiających
tematykę ekspozycji i w broszurach reklamujących zbiory.
Przyjrzyjmy się bliżej paru przykładom.
W wystawie poświęconej zbiorom antycznym motyw po­
dróży wykorzystano w celu wprowadzenia w atmosferę „Staro­
żytności egipskich i klasycznych". Napis na tablicy znajdującej
się przy wejściu do sal poświęconych tej tematyce brzmi:
„Zwiedzanie
kolekcji
'Starożytności
Egipskich
i Klasycz­
nych'jest jak podróż wokół Morza Śródziemnego.
Od Egiptu
Faraonów
do świata greckiego,
który rozciągał się od
wybrzeży Azji Mniejszej, poprzez właściwą Grecję do połu­
dniowych Włoch, i do Etrurii, do Rzymu i do Imperium
Rzymskiego, siły dominującej
u schyłku
starożytności"
„ P o d r ó ż " pojawia się też w informacjach o poszczególnych
działach muzeum znajdujących się w muzealnym hallu niedale­
ko wejścia:
„Ludy Ziemi"
„Imaginacyjna podróż dookoła świata, zaczynająca się wśród
Indian, kończąca wśród Eskimosów.
Obszerny zbiór eks­
ponatów z Afryki, Indii, Indonezji, Nowej Zelandii,
Japonii,
Chin, Sodkowej Azji i Syberii. W Pokoju Muzycznym zwiedza­
jący mogą posłuchać
muzyki etnicznej i obejrzeć
audio­
wizualne programy dotyczące różnych kultur.
Ma to być przede wszystkim podróż różnorodna, nieco
podobna w formie do podróży turystycznych - chodzi o to, by

THE

MONGOLS

zobaczyć jak najwięcej niejednorodnych obiektów, pochodzą­
cych z miejsc kojarzących się egzotyką.
Niekiedy podróż przeradza się w n a u k o w ą eksplorację - tak
jak w tekście mówiącym o etnografie badającym Mongolię:
„Ten gabinet należał do duńskiego
naukowca. W domu
w Danii przygotowuje się on planując jeszcze jedną ekspedy­
cję do Mongolii. Otoczony jest ekwipunkiem
pochodzącym
Z wypraw w latach 1920-1950.
Gabinet zawalony jest papierami, książkami i fotografiami.
Na podłodze leży aparatura do nagrywania na płyty tradycyj­
nej muzyki w czasie ekspedycji. Sama ta aparatura
stanowiła
ładunek trzech
wielbłądów.
Dzisiejszy naukowiec schowałby
do kieszeni
wymyślnego
walkmana, by dokonywać nagrań w czasie pracy terenowej.''
Dawny podróżnik może zostać skrzyżowany z bywalcem
rzeczywistości wirtualnych:
„Skarby
Etnograficzne"
Jest tu możliwość zbadania dużej ilości obiektów z całego
świata. Informacje o tych obiektach zgromadzone są w kom­
puterach i wyświetlane
na ekranach. Aktualna
wystawa
składa się ze zbiorów eskimoskich, ale będzie
stopniowo
poszerzana, tak, by objęła wszystkie rejony ziemi."
Jak widać, topos podróży często pełni rolę pewnej ramy
retorycznej. M a przekonać zwiedzającego, aby „przełączył s i ę "
on na odpowiedni tryb percepcji, by był gotów poddać się
opowieściom, które do niego przemówią. Podróż rozwija się
w czasie, wymaga kontynuacji takiej jak narracja. Zwiedzanie
muzeum odbywa się w innym trybie; przechodzimy od jednego
eksponatu do drugiego, często chaotycznie. Informacje dotyczą­
ce poszczególnych przedmiotów nie odwołują się zatem często
do tego motywu. Częściej wskazują strzępy jakichś opowieści,
21

1993

the nomads of the steppes

R O O M 11: S H A M A N I S M
I: shaman tent
2: Mongol shamans
3: lumaislic monks
4: Yangyuan shaman
5: pilgrim snuvinier shop

R O O M 2: H I S T O R Y O F
THE MONGOLS
1: modem (ent (ger) L99I
2: map of Asia
3: photos from
Inner
Mongolia
4: objects on loan from
Mongolia

R O O M 5: C O S T U M E S
1 + 2: Inner Mongolia
3: Outer Mongolia

R O O M 3: N O M A D S AND
T H E I R ANIMALS
1: camel
2: horse

R O O M 6: L I V I N G IN
TENT
1: Inner Mongolian tent of
1938
2+3; funitures and

3: sheep and gouts

utensils

ROOM 9: M O N A S T E R Y
YARD
1: Black Hat dancer
2: Tsan-danser
3: piljrims
4: Mongol guests
5: Tilwtan guests

R O O M 12: MUSIC
THE GREAT WALL

ROOJV 10: M O N A S T E R Y
PEAVTiR H A L L
1: толка praying
2: monit orchestrę
3: poliVe monk
4: aitet outfit
5: life of wheel
6: fijjuies of gods

39

�jako że wiele elementów dekoracyjnych ilustruje wątki nar­
racyjne o głębszym znaczeniu mitologicznym, religijnym czy
symbolicznym (пр.: „motyw na wazie przedstawia Parysa, który
b y ł . . . " ) . Oczywiście, znajomość tych odniesień może pomagać
w rozumieniu oglądanych zbiorów, ale wydaje się, że informa­
cje te mają na celu także wywołanie emocjonalnego zaan­
gażowania u zwiedzających - zakłada się, że to właśnie narracja
jest ciekawa. (Zakłada się też, że zwiedzający nie jest erudytą
i nie wie, dlaczego wybuchła wojna trojańska.)
Motyw podróży przenoszącej w inny czas i w inne miejsce
wsparty zostaje mapami, planami, schematami. Niektóre z nich
łączą kategorie czasu i przestrzeni, ukazując np. zasięgi wy­
stępowania danych zjawisk w określonych momentach histo­
rycznych. Daje się też nam do ręki plan muzeum - na tej
podstawie m o ż e m y planować trasę naszej eksploracji.
Niekiedy motyw podróży jest mniej jawny - jest tak na
przykład w salach poświęconych zbiorom etnograficznym.
Opisy poszczególnych regionów, umieszczone na dużych plan­
szach, są uzupełnione fragmetnami globusa, na których punkt
centralny stanowi zawsze ten obszar, z którego pochodzą
eksponaty. Nieobecny ruch globusa można interpretować jako
odzwierciedlenie odbywanej przez nas podróży poprzez różne
kultury. Trasa nie została jednak narzucona.
Jeśli zwiedzanie muzeum ma być podróżą, to taką, której sam
zwiedzający będzie mógł nadawać porządek. Respektując spo­
sób, w jaki ludzie korzystają z krajobrazu muzealnego, daje się
im do ręki mapki muzeum, wiesza się plany przedstawiające
układ poszczególnych sal. (Często obok znajduje się inna mapka
- ukazująca region, z którego pochodzą eksponaty. To ze­
stawienie dwóch reprezentacji przestrzeni można potraktować
jako zaproszenie do dokonania metaforyzacji przestrzeni muze­
alnej.)
Wydaje się, że szczególną mocą oddziaływania obdarzona
jest topika miejsca rozumianego statycznie, jako wydzielony
z całości krajobrazu fragment. Ukształtowane w jakiś charak­
terystyczny sposób miejsca mogą wciągać - zwłaszcza jeśli są
niewielkie, pojawiają się niespodziewanie i nagle okazuje się, że
gdzieś można zajrzeć, czy wejść - na przykład do mongol­
skiego namiotu czy wnętrza renesansowej komnaty.
22

23

24

Różnorodność świata
Cytowany poprzednio tekst o „Skarbach Etnograficznych"
mówił o „różnorodnej
ilości obiektów
z całego
świata".
Oczywiście, motyw różnorodności nie zawsze występuje w po­
łączeniu z podróżą. Sam w sobie ma on wystarczająco dużą siłę
ekspresji. Przykładem niech będzie tekst mówiący o wystawie
poświęconej M o n g o l i i . Czytamy w nim, że ekspozycja
,, 'Mongołowie - nomadzi stepów' oparta jest na obszernej
kolekcji pochodzącej z wnętrza Mongolii, spoza niej i z Tybe­
tu. Wystawa przedstawia historię Mongołów, życie koczow­
nicze i zwierzęta domowe, pastwiska, mieszkanie w namio­
tach, ubiór i religię.
Zbiory ukazane są w pełen wyrazu, panoramiczny
sposób.
Wystawę wzbogacają publikacje i kasety o celach edukacyj­
nych. ''
Tekst odwołuje się tak do potrzeb poznawczych, jak i do
pragnienia doznawania nowych wrażeń, a korzysta przy tym
z techniki enumeracji - kolejno wymienia to, co wystawa ma
pokazywać. Szczególnie podkreśla korzyści edukacyjne płyną­
ce z obejrzenia wystawy. Drugim nurtem płynie informacja
o rozrywkowych walorach ekspozyji. Niekiedy stylistyka enu­
meracji połączona z wątkiem różnorodności i egzotyki sprawia,
że informacja o kolekcji muzealnej zbliża sie w swym brzmieniu
do reklamy biura podróży: wszystkie kraje w jednym, będziesz
tu oglądał to, to, i to:
„Kolekcja starożytności
egipskich i klasycznych"
„Egipskie mumie, wazy greckie, biżuteria etruska i rzymskie
szkło: wszystkim tym można się rozkoszować wśród zbiorów,
gdzie przedmioty dają świadectwo
codzienności
i świąt,
25

40

polityki
Egipcie,

i religii, życia,
Grecji i Italii.

miłości

i śmierci

w

starożytnym przesuwa się z prehistorycznych szkieletów na współczesnych
odkrywców - to my jesteśmy bohaterami, gdyż umiemy odkryć
ślady przeszłości i odpowiednio je zinterpretować. Mówiąc
Wielka Księga Białego Człowieka
ogólniej - kierujemy się przekonaniem, że opanowaliśmy
techniki, za p o m o c ą których potrafimy odczytywać znaki
Topos, który silnie kształtuje treści muzealnego przekazu
przeszłości i przyswajać znaki innych kultur. Znalezisko stano­
i często stanowi ramę szkatułkowych opowieści, to topos
wi jedynie surowy materiał wymagający intelektualnej obróbki,
odczytywania znaków składających się na zapis rzeczywistości.
a następnie odpowiedniej oprawy, czyli opisania i ewentualnie
Świat jako Wielka Księga to topos silnie zakorzeniony w kul­
przedstawienia (na przykład wyeksponowania w muzealnej
turze i , jak wszystkie formy trwające długo, zmieniający się
gablocie).
w zależności od klimatu kulturowego, w którym zostaje
Pomiędzy eksponatem a opisem może istnieć szczególnego
uaktualniony.
rodzaju rozbieżność. Na przykład kawałek zniszczonej skóry,
Z tekstu wprowadzającego do wystawy poświęconej sztuce
który niegdyś był butem, zostaje wzbogacony tekstem opisują­
i rzemiosłu średniowiecza dowiadujemy się, iż
cym dokładnie proces wytwarzania buta w danej epoce i stano­
,,(...) praktycznie brak środków poznania warunków
życia
wiącym właściwie prezentację możliwie pełnej wiedzy o tym
zwykłych ludzi.
przedmiocie. Eksponuje się tu nie tyle przedmiot, ile wiedzę na
Tutaj znaleziska pochodzące z wykopanych wiosek, konstruk­
jego temat, będącą efektem pracy interpretacyjnej badaczy. Oba
cji ziemnych i miast
przemawiają."
znaki - wizualny i werbalny - nie tyle korespondują ze sobą, ile
Wydobywane spod powierzchni ziemi przedmioty to dowody
raczej oba odnosić się mają do tej samej rzeczywistości. Łączy
historyczności danego społeczeństwa.
je kontekst, w jakim się znalazły (tzn. funkcjonowanie w ramach
Potrzebny jest oczywiście ten, kto umie je czytać. W formie
wypowiedzi muzealnej).
bardziej czy mniej jawnej pojawia się zatem motyw człowieka
odkrywającego tajemnice przeszłości na podstawie tego, co
ŚMIERĆ W N O W Y C H D E K O R A C J A C H
gdzieś znalazł, odkrył, wykopał z ziemi i wie, jak to zbadać oraz
zinterpretować.
W tekstach operujących topiką śledztwa, badania, eksploracji
To, co wyczytujemy z Wielkiej Księgi Świata często wiąże
się z ewolucją i z motywem postępu. (Ten wątek jest szczególnie wszystko się odkrywa, czy też wyłuskuje: z ziemi - dowody
wyraźny w zbiorach poświęconych prehistorii, gdzie wykazać rzeczowe przeszłości, z d o w o d ó w rzeczowych - informacje.
można przemiany roślinności, gatunków zwierząt, jak i przed­ Zjawiska związane z procesem interpretacji znaków przeszłości
miotów z dziedziny kultury materialnej.) Wszystko zmierza tu i odmienności kulturowej można w formie poglądowej pokazać
na przykładzie zabiegów tematyzacyjnych, którym poddawane
do naszych czasów; np:
bywają znaleziska pochodzące z dawnych grobów.
„Wraz z rolnictwem ziemia stawała się coraz
ważniejszym
„Materiał kostny może mieć bezpośrednie
znaczenie dla
środkiem dostarczającym
człowiekowi
pożywienia.
Jednak
wraz ze wzrostem populacji, uprawiany obszar musiał być antropologii fizycznej" - czytamy pod czterema gipsowymi
odlewami czaszek. Śmierć, a mówiąc dokładniej zmarły
poszerzany. Rolnicy wdzierali się coraz głębiej w las.
Las wciąż dominował,
ale wszędzie znaczony był przez człowiek, jego niekompletne szczątki i to, czym otaczano
człowieka.
Wszędzie były otwarte zarośla. Pasły się tu nieboszczyka, staje się tu muzealnym eksponatem i może zostać
pokazane w różnych stylistykach, czy raczej w różnych trybach.
zwierzęta, zapobiegając
odrastaniu lasu.
Punkt wyjścia jest jeden i z grubsza można by go określić tak:
Był to początek dzisiejszego
rolnictwa.
Życie rolników również się zmieniło. Od sąsiednich
ludów kości przodków winny do nas przemówić. W muzeum, tematyka
rolnicy poznali nowe surowce, nowe umiejętności i nowe idee grobów i śmierci jest o tyle oczywista, że wiele znalezisk
dotyczące życia i śmierci." (Sala nr 7) (Napis umieszczony pochodzi z miejsc pochówku. Z grobowców wyciągamy zatem
jest na dużej tablicy przedstawiającej schematycznie trzy nie tyle zmarłych, ile dowody przeszłości. Wprawdzie za
postacie, z których jedna zajmuje się uprawą roli, druga tematem śmierci jako takiej nasza współczesna kultura nie
przepada - chyba że przerobi go na fabuły i obrazy z gatunku
wyrębem lasu, trzecia wypasem owiec.)
Często explicite mówi się o związku człowieka z przyrodą, kryminału czy horroru - ale w muzeum (zwłaszcza w muzeum
ale jednocześnie człowiek zostaje ukazany jako istota ekspan­ historii kultury) nie sposób uniknąć tego motywu - tu bowiem
sywna, wydzielającą dla siebie z królewstwa natury własną chroni się świadectwa rozkopywanych grobów. Dlatego warto
przyjrzeć się bliżej temu, jakim zabiegom tematyzacjnym
przestrzeń życiową.
26

21

29

28

Nierzadko stosuje się chwyt skrótowego przedstawiania
ewolucyjnej zmiany poprzez zestawienie dawnej i współczesnej:
postaci danego okazu. Dotyczy to zarówno ukazywania wy«;
tworów kultury materialnej, jak i form biologicznych - roślin*
zwierząt, ludzi (bardzo często na uproszczonych schematyczl
nych rysunkach). Tematem ekspozycji (wyrażonym explicite}
jest oczywiście to, co dawne, ale sens istnieje ze względu n*
nieustanne odnoszenie do naszego świata; tzn. oglądamy tof
z czego wziął się nasz świat. W pewnym sensie wskazuje s i i
nam przyczyny wyglądu różnych jego elementów, ewokujajj
w ten sposób znaczenie ważności ekspozycji.Człowiek współł
czesny istnieje w wypowiedzi muzealnej nie tylko jako odkrywj
ca i jako ten, który umie odczytać znaki zawarte w Wielkiej
Księdze Świata, ale i jako ukoronowanie ewolucji.
Niekiedy tematem staje się samo znalezisko i , pośrednio, ci,
którzy je odkrywają. W jednej z sal poświęconych prehistorii
znajduje się gablota, w której umieszczono kolorowe zdjęci^
dwóch szkieletów z 5000 p.n.e. wykonane tuż po ich odkopaniu.
Poniżej wystawiono ozdoby, znalezione przy zmarłych, a strza-'
łki na schematycznych rysunkach pokazują dokładnie miejsca,
w których one leżały. W ekspozycji tej akcent niezauważalnie

poddaje się je, gdyż może to wskazać istotne tendencje naszej
kultury.
T a k a ładna śmierć...
Stylistykę egipską w sztuce europejskiej na różne sposoby
wiązano z tematyką śmierci. Sfinks, piramidy, obeliski - mo­
tywy egipskie symbolizujące tak śmierć jak i życie po śmierci
- tworzyły wyobrażenie Egiptu jako kraju wiedzy ezoterycznej
i tajemniczości. Grecy, a potem Rzymianie zapożyczali motywy
architektoniczne, czerpali z myśli egipskiej. Niektóre z moty­
wów przeszły tą drogą do kultury średniowiecznej. W czasach
renesansu zainteresowanie Egiptem istniało w ramach szerszej
fascynacji starożytnością klasyczną i przedklasyczną. Potem
parokrotnie, w różnym nasileniu pojawiało się jako zjawisko
samodzielne (czasy napoleońskie to oczywiście europejski
renesans egipskich fascynacji)
Motywy ikonograficzne kojarzone ze śmiercią często wyko­
rzystywane były w nagrobkach - symbolizowały nieśmiertel­
ność i ukazywały status społeczny zmarłego oraz jego rodziny.
Ikonografia i architektura - nasycone symboliką, monumental­
ne - przemawiały do europejskiej wrażliwości, ale śmierć
Egipcjan i śmierć, która nas dotyczy, postawały rozdzielone.
„Egipcjanie pragnęli zapewnić sobie życie wieczne wiążąc
swój los ze słońcem, bytem odradzającym
się każdego ranka,
czy też Z Ozyrysem, zmarłym i pogrzebanym jako mumia, ale
zmartchwywstałym
do życia f . . . ) "
- tak o życiu wiecznym Egipcjan mówi jedno z objaśnień.
„Egipcjanie wierzyli, ż e . . . " ta wprowadzająca formuła często
pojawia się w muzealnych opisach - i wszystko, o czym się dalej
mówi, dzieje się w tej bajce; płynie opowieść o egipskich
śmierciach, a narracja zawiesza naszą wiarę w prawdziwość ich
śmierci albo naszą niewiarę w taką formę życia po śmierci,
w jaką oni wierzyli. Nasza śmierć i śmierć ich nie istnieją w tej
samej rzeczywistości (dlatego zresztą można ich było powycią­
gać z grobowców i umieścić w gablotach.)
Jedna z sal poświęcona jest wyłącznie m u m i o m . Ułożone
jak chińskie szkatułki elementy sarkofagu są pochylone w stro­
nę widza w sposób pozwalający podziwiać ich ornamentykę.
Środek „chińskiej szkatułki" to oczywiście zmumifikowane
zwłoki, przeważnie owinięte zwojami materii. Jest też mumia
bez bandaży - budzi ona zresztą największe zainteresownie
zwiedzających, którzy, nawet jeśli pomijają inne podpisy, przy
tym się zatrzymują:
„Kapłanka Di-Mut-shep-n-ankh
zmarła w wieku 35 lat.
Została owinięta w 15 płacht, których ponownie użyto jako
bandaży dla mumii. Trzy Z tych płacht są wystawione
w gablocie z prawej strony. Mumia została znaleziona w tak
zwanym kartonażu z malowanego, sklejonego razem płótna.
Bogowie słońca owinęli swe skrzydła wokół kobiety С 700
p.n.e.
Drewniana trumna należała do kapłana Amen Ankh-f-nKhonsu VIII. С 650 p.n.e.
Tak mumia w kartonażu - jak i drewniana trumna
-pochodzą
ze zbiorowego grobowca kapłańskiego Month pod świątynią
Deir-el-Bari.''
Eksponat muzealny był niekompletny - zatem, w imię
ścisłości naukowej (to znaczy dostarczenia możliwie komplet­
nej informacji) oraz dla osiągnięcia pełnej satysfakcji estetycz­
nej (efekt „chińskiej s z k a t u ł k i " ) skompletowano „ c a ł o ś ć " .
Jedna z mumii jest źle zachowana - są na niej widoczne ślady
zepsucia ; mimo to wkomponowuje się ona w „egipski spektakl
z m a r ł y c h " . Spoczywa w trumnie częściowo przykrytej wie­
kiem, na którym ustawiono gliniane figurki. Całość utrzymana
jest w tonacji brązowo-piaskowej. Nadpsuta mumia, owinęta
płachtami, jest jasnobrązowa; współgra ona z całością i wszyst­
ko to okazuje się w jakiś sposób estetyczne (Cała sala po­
święcona mumiom została zaaranżowana jak galeria sztuki.)
Śmierć egipska, taka, jak przedstawia się j ą w muzeum, nie
jest właściwie śmiercią, lecz dokonaniem artystycznym, za30

3 1

32

33

Mumie i sarkofagi, Nationalmuseet, Kopenhaga

41

�inscenizowaniem wierzeń, spektaklem, w którym używa się
pięknie wykonanych p r z e d m i o t ó w . Teksty wyjaśnień dokład­
nie opisują proces balsamowania zwłok i związane z tym
techniki. (Zresztą zwiedzający muzeum często wymieniają
między sobą uwagi na ten właśnie temat - interesuje ich „jak oni
to r o b i l i " . Podobnie, więcej uwagi poświęcają zmumifikowa­
nym zwłokom niż przedmiotom kojarzącym się z pochówkiem)
Wszędzie snuje sie wątek dziwności i egzotyki, a estetyzacja
treści jest tu niezwykle silna.
34

Prehistoria i memento mori
W sali poświęconej d ę b o w y m trumnom z epoki brązu panuje
półmrok. Całą ścianę zajmuje długa czarno-biała fotografia
przedstawiająca kopce. W szklanych gablotach ustawiono dwa
rzędy dębowych trumien (w sumie jest ich sześć). W czterech
znajdują się niekompletne szkielety okryte ubiorem , w dwóch
ułożono jedynie ubiór i to, co znaleziono w trumnie obok
zmarłego. Opisy są dość dokładne, sformułowane w stylistyce
charakterystycznej dla tej części muzeum (dział prehistorycz­
ny):
„Trumna dębowa znaleziona w kopcu pogrzebowym Skrydstrup na południowej
Jutlandii.
Zmarła była 18-letnią kobietą, o wzrości 170 cm, szczupłą,
z popielato-blond włosami o rudawym odcieniu. Jej twarz
była długa i wąska, rzęsy długie, nos wąski, zęby szerokie
i prawidłowo
uformowane. Włosy upięto w
wypracowaną
fryzurę i ujęto siatką do włosów. W obu uszach miała złote
koła.
Tę młodą kobietę pogrzebano wczesnym latem. Ubrana była
w bluzkę z haftem na rękawach sięgających łokci. Długi płat
materiału, zebrany paskiem, pokrywał ją od talii do stóp. Przy
wykopaliskach znaleziono jedynie nieliczne szczątki trumny.
Zmarła kobieta wystawiona jest tu w trumnie
dębowej
pochodzącej
z Uge na południowej
Jutlandii.''
To, co można zobaczyć w trumnie, nie przypomina opisu.
Zestawienie opisu z eksponatem może wywoływać wydźwięk:
memento mori. Resztki skołtunionych włosów są prawie czarne,
podobnie jak czaszka i zęby. Ubiór rzeczywiście jest taki, jak
mówi to tekst, ale szczegóły (np. haft) nikną - wszystko zlewa
się w ciemny brąz. Błyszczą jedynie złote koła „ w uszach"
(uszu j u ż oczywiście nie ma).
Trudno jednoznacznie określić funkcje, jakie opis ó w pełni.
Z pewnością sprawia on, że szkielet (jeden z wielu) staje się
„indywidualnością". Rekonstruuje też pierwotny wygląd tego,
co uległo zniszczeniu i szkicuje kontekst minionych wydarzeń,
jednocześnie poetyzując go (pogrzeb młodej, pięknej kobiety
u początku lata).
Nie chodzi jednak tylko o rekonstrukcję tego przypadku
rozumianego w kategoriach indywidualnych - jeśli eksponat
jest niekompletny, uzupełnia się brakujące elementy fragmetami pochodzącymi z innych źródeł. Skoro zatem nie było
trumny, pożyczono j ą od innego nieboszczyka.
W niektórych trumnach spoczywają same ubiory, ułożone
tak, by markowały leżącą postać; obok ułożono przedmioty
należące do zmarłego. W takich przypadkach opis jest równie
dokładny.
„Trumna dębowa znaleziona w 1861 w Trindhj na zachód od
Kolding,
Jutlandia.
Grób zajmował jasnowłosy, gładko ogolony młody
mężczyz­
na. Był pogrzebany razem z mieczem i różnymi
innymi
należącymi do niego rzeczami: grzebieniem, brzytwą zapaso­
wą czapką w pudełku z kory.
Ciało owijał kaftan. W talii miał przewiązany pas zakończony
plecionymi ozdobami, a na głowie okrągłą czapkę. Na nogach
miał buty wykrojone z czworokątnego
kawałka skóry. Stopy
były owinęte wełnianą materią, tak żeby buty nie obcierały.
Przy zimnej pogodzie mężczyzna mógł zachować ciepło dzięki
długiej okrągło skrojonej pelerynie z delikatnej,
ciasno
uprzędzionej
wełny.
35

36

42

Pomiary grubości słojów drewna z trumny wskazują,
że
pochówek miał miejsce około roku 1356 p.n.e."
Opisuje się tu właściwie to, czego nie ma - w trumnie
spoczywa przewiązany pasem ubiór, miecz, drewniana pochwa,
czapka, grzebyk - przedmioty są takie, jak mówi o tym opis, tyle
że brak ich właściciela.
Charakterystyczne jest zakończenie tekstu - podobne sfor­
mułowania powtarzają się często, wprowadzając indywidualny
przypadek w jakąś ogólną siatkę odniesień. Sugerują też
naukową wartość eksponatu (fakt, że stanowi on przedmiot
specjalistycznych badań, w pewien sposób nobilituje obiekt)
a także o zdolnościach intelektualnych współczesnego człowie­
ka. Ta ostatnia presupozycja zawarta jest także w precyzyjnych
opisach rekonstruujących wygląd zmarłego - odbiega on tak od
tego, do czego się odnosi, że musi wzbudzić podziw: jak
zdołano wydobyć ze szczątków te informacje?
W ten sposób toczą się dwie opowieści, niekiedy się
przeplatając. Jedną opowiadają teksty objaśnień, drugą przeka­
zują przedmioty. W założeniu tworzą one całość; w rzeczywis­
tości jedna z nich (ta operująca głównie środkami wizualnymi)
ma większą siłę perswazji, co można stwierdzić obserwując
zwiedzających (Ludzie właśnie na nią zwracają uwagę.)
Tekst sformułowano tak, by przykuwał uwagę i by działał na
emocje. W rzeczywistości jednak to, co szczególnie przemawia
to szczątki ludzkie. Opisy bywają czytane głównie wtedy, gdy
obiekt w jakiś sposób zainteresuje zwiedzającego. (Istotne są tu
z pewnością także względy praktyczne - tekst jest dość długi,
sala ciemna, eksponatów wiele, a sposób, w j a k i zwiedza się
muzeum, nie sprzyja lekturze. Ludzie przychodzą tu po to, aby
oglądać, a nie, by czytać.)
Najwięcej zainteresowania budzą szkielety ułożone w takiej
pozycji, w jakiej je znaleziono, wśród przedmiotów, z którymi je
pochowano, zwłaszcza jeśli są to drobiazgi użwane w życiu
codziennym, takie jak np. ozdoby, wisiorki, grzebyki czy szpilki
do włosów. (Coś tak osobistego jak kolczyki silniej działa na
emocje niż gliniany garnek.)
Grób jako źródło poznania
W sali poświęconej epoce żelaza (nr 16) znajdują dwa
szkielety (w rodzaju tych, jakie budzą zainteresowanie), to
znaczy kompletne, otoczone przedmiotami osobistymi. Eks­
pozycja rekonstruuje stan w momencie odkopania, opis - w mo­
mencie pochówku:
„Około 200 AD tę bogatą kobietę razem z jej cennym
dobytkiem pogrzebano w Himlingje, Zelandia. Kobieta zo­
stała pogrzebana całkowicie ubrana. Nosiła masywne złote
koła, bransolety, naszyjnik ze szklanymi paciorkami, bur-

Rekonstrukcja grobu, Nationalmuseet, Kopenhaga

�sztynem i srebrem oraz masywną szpilką do włosów. Ubiór
kobiety był spięty czterema srebrnymi broszami, z których
największa
miała wyrytą inskrypcję
runiczną z męskim
imieniem Widuhudar. U stóp kobiety żyjący umieścili kosz­
towną rzymską zastawę bankietową z brązu i szkła. Grób
zawierał także kawałki wołowiny i wieprzowiny.''
Opowieść o zmarłej to właściwie jej opis - częściowo
pełniący funckje rekonstrukcji (podobnie jak było to w poprzed­
nich przypadkach). Potem zmarła staje medium dostarczającym
środków poznania pisma :
„Runiczna inskrypcja wyryta na jednej z brosz noszonych
przez zmarłą kobietę (zob. z lewej). Inskrypcja,
najstarsza
w Danii, zachowała się tylko częściowo. To, co zostało, to
Widuhudar, imię męskie. Najstarszy alfabet, futhark (na­
zwany tak od sześciu liter,) pojawia się w północnej
Europie
około 200 AD. Składa się z 24 liter i prawdopodobnie
inspirował późniejszy alfabet łaciński. Najstarsze runiczne
inskrypcje
składające
się z imion i przysiąg są zawsze
krótkie.
(Pod spodem umieszczono znaki alfabetu runicznego.)
Groby mają dostarczyć informacji. Stopniowo zmarły oraz
jego pośmiertny dobytek stają się więc źródłem historycznym.
Grób jako taki ulega dekonstrukcji - to, co zawierał zostaje
zaklasyfikowane do odpowiedniej klasy źródeł i stematyzowane
(np. grób czarownika staje się źródłem poznania magii.)
Przedmioty znalezione w grobach często eksponuje się osobno,
w informacji rekonstruując kontekst historyczny czy sytuacyj­
ny. (Zresztą w przypadku kremacji jedynie to pozotało.)
Samego zmarłego też można zdekonstruować, tak by jego
poszczególne części pozwalały badać różne zjawiska. Kości
dostarczają na przykład informacji o chorobach, sposobach
leczenia, czy o ludzkiej agresji:
„Choroby i wypadki zmniejszały przeciętny czas ludzkiego
Życia do około 35-40 lat. Śmiertelność
dzieci była praw­
dopodobnie wysoka. Jednakże przyrost naturalny był wystar­
czająco duży, aby popuacja rosła. Wiele chorób
możemy
poznać na podstawie szkieletów z grobów rolników.''
(sala
nr 3)
37

W jednej gablocie widzimy wykrzywione kawałki kręgo­
słupów, złamane kości, które krzywo się zrosły i kości ze
zmianami zwyrodnieniowymi; w drugiej - czaszki lub ich
fragmenty, takie jak np:
„Czaszka ze śladami dwóch trepanacji dokonanymi skrob­
nięciami na czubku głowy. Brzegi rany są zagojone. Wskazuje
to, że pacjent żył jakiś czas po operacji.'' „Czaszka
mężczyzny
w wieku około 40 lat zabitego dwoma strzałami.
Strzał
pomiędzy kości mostka był śmiertelny. Strzały
wystrzelono
z góry; prawdopodobnie zabójca siedział na drzewie. Ciało
spadło do małego jeziorka i dryfowało na wpół
pogrążone
w mieliźnie.''
(Ostrza strzał zachowały się, co nadaje czaszce niecodzienny,
dramatyczny wyraz.)
Tematyzacja znaleziska dokonana została w duchu fragmentacji zrywającej więź z pierwotnym, całościowym kontekstem
istnienia danego eksponatu. Opisy natomiast zmierzają do
nadania głębszej spójności danej kolekcji. Wprowadzone też
zostają dwa ogólne zagadnienia, które łączą pokazywane
czaszki:
J) „Człowiek zabija człowieka, świadczą śłady na szkieletach
pierwszych duńskich rolników. Uderzenia i strzały
kończyły
ich życie. Dlaczego? Zorganizowana wojna, czy prywatna
sprzeczka - obie są równie
możliwe.''
2) „Wśród rolników byli ludzie, którzy znali się na chirurgii.
Na wielu czaszkach, przeważnie znajdowanych w grobach,
nożna zobaczyć ślady trepanacji. Jest to operacja, w czasie
której usuwa się kawałki czaszki. Często przemoc fizyczna
mogła spowodować konieczność operacji. Innym wskazaniem
do przeprowadzenia tej operacji mogło być opętanie przez złe
duchy.''

Czaszki wzbudzają zainteresowanie zwiedzających - podob­
nie jak „zindywidualizowane szkielety". Czaszka przypomina
ludzką głowę, ma coś takiego jak „wyraz twarzy", ale nie jest
to już twarz człowieka. Być może fakt, że te czaszki są w jakiś
sposób nietypowe, gdyż noszą znaki szczególnych wydarzeń,
skłania ludzi do czytania objaśnień. Ekscytację wywołuje fakt,
że ślady na czaszce są skutkiem operacji.
Reakcję, jakie przejawiają zwiedzający na widok ludzkich
czaszek wskazują na dwoistość stosunku do szczątków ludz­
kich. Oglądając je, stają jednocześnie wobec tego, co zostało
z człowieka i zawiera w sobie jeszcze tajemnicę indywidualnej
historii życia, oraz wobec źródła historycznego pojmowanego
w kategoriach czysto reistycznych. W a ż n e jest przy tym, iż
chodzi tu nie o kości w ogóle, ale o czaszki.
,, W symbolice kości - pisze Louis- Vincent Thomas - czaszka
ma wartość szczególną, ponieważ nie tylko oznacza trwałość,
lecz także przypomina twarz i życie. Kult czaszek sięga zatem
bardzo odległej przeszłości: pierwsze ślady pochodzą z epoki
paleolitu. Wiadomo też, Że w czasach nam bliższych
niektóre
plemiona galijskie przechowywały
w skrzyniach głowy wo­
dzów, zabalsamowane w olejku cedrowym. Nawet w czasach
chrześcijańskich
konserwacja
czaszek bywała
przedmiotem
szczególnej troski; zdarzało się, że przechowywano je osobno
w ossuariach, a wspaniałe relikwiarze, zawierające
czaszkę
świętego, stnowiły nierzadko ozdobę skarbca
królewskiego."
n

Warto jednak zwrócić uwagę, że np. odlewy czaszek znale­
zionych w grobowcu katedry Roskilde (sala 102) nie wywołują
już takiego zainteresowania. Nie wynika to bynajmniej z faktu,
iż są to kopie (aby się tego dowiedzieć, trzeba wczytać się
w informację, a ludzie często po prostu przechodzą obok).
Cztery ustawione w rzędzie czaszki różnią się wprawdzie od
siebie (każda z nich ma nieco inny kształt, są znaczne różnice
w uzębieniu, w uformowaniu otworu nosa), ale by to wy­
chwycić, trzeba pewnej uwagi. Narzuca się natomiast odczucie
powtarzalności - są to po prostu kolejne czaszki, jakich wiele
w muzeum. Indywidualizuje je dopiero dołączony do nich opis
(Wiadomo nawet dokładnie, do kogo należały; znana jest też
data śmierci.) Podając szczegóły, sprowadza je jednak do
kategorii źródeł historycznych: „Badając dawne zwłoki, ant­
ropologowie mogąpowiedzieć
wiele o wyglądzie ludzi sławnych
w historii
Danii.''
Funkcjonowanie zabiegów tematyzacyjnych, którym pod­
legają szczątki ludzkie traktowane jako źródło historyczne
widać szczególnie wyraźnie wtedy, gdy zwłoki mają dostarczać
informacji dotyczących życia codziennego.
W sali poświęconej ubiorom i tkaninom z lat 1530-1660 (sala
nr 116) widzimy dwie gabloty - jedna przedstawia wyroby
dziewiarskie znajdowane przy pracach ziemnych, druga - „Ubiory pogrzebowe". Tekst wprowadzający znajdujący się w tej
drugiej mówi:
„Zmarłych często ubierano z wielkim staraniem,
najchętniej
w najlepsze jedwabie. Śmierć bardzo małych dzieci była na
porządku dziennym, a miały one takie same piękne
stroje
pogrzebowe jak
dorośli.''
Eksponaty w gablocie składają się na dość niejednolity zbiór.
Są tu: podwójny medalion przedstawiający księcia elekta,
zmarłego w 1647 roku (podpis zwraca uwagę na pilśniowy
kapelusz księcia, podobny do tego, jaki znajduje się obok
w gablocie), niewielki obrazek martwego dziecka w stroju
pogrzebowym (prawdopodobnie jednego z p o t o m k ó w Frydery­
ka I I I ) , fotografię zmarłego w 1627 roku w wieku dwóch lat
Fryderyka Chrystiana (jednego z synów Chrystiana I V - foto­
grafię wykonano w roku 1981, po otwarciu jego trumny
w katedrze w Roskilde). Pozostałe przedmioty to fragmenty
ubiorów - różne rodzaje czapek. Tylko jeden strój jest komplet­
ny: jedwabny ubiór Barbary Juel, która zmarła w 1632 roku
w wieku sześciu tygodni i została pochowana w kościele w Sorek
Oglądamy zatem tak wizerunki zmarłych w strojach, jak

43

�i same stroje. Tekst wprowadzający wskazuje na związek ze
śmiercią - trudno tu jednak mówić o zachowaniu kontekstu.
Ekspozycja ma świadczyć o tym, jakich ubiorów używano.
Dawne ubiory przeważnie nie zachowały się. (Mówi o tym tekst
opisu w drugiej gablocie, wyjaśniając, dlaczego prezentowane
tam czapki, skarpetki i rękawiczki są tak cenne.) To, co mogło
dostarczać materialnych d o w o d ó w kultury życia codziennego
znajowało się w trumnach.
Niemniej jednak w niektórych przypadkach ubiór okazuje się
takim rodzajem źródła, który pozwala eksponować wspomnianą
przy okazji omawiania czaszek ambiwalencję w stosunku do
eksponatów kojarzonych ze śmiercią. (Wiadomo, że niekiedy
„ m ó w i " on o zmarłym w sposób tak przekonujący, że czyni się
z niego substytut człowieka i grzebie wówczas, gdy niedostępne
jest ciało. ) Bywa, że w muzeum ubiór pełni rolę artefaktu
- zwłaszcza wtedy, gdy dzięki sposobowi ułożenia „przypomi­
na" kształt ludzkiego ciała. Ta „artefaktowość" nabiera szcze­
gólnego charakteru w sytuacji, gdy chodzi o odzienie zmarłych.
W omawianej tu ekspozycji dużą siłą wyrazu odznacza się
kompletny ubiór zmarłego dziecka. Jego prawdziwość od­
czuwamy nie tylko w tym sensie, że jesteśmy świadomi faktu, iż
pochodzi z dawnych czasów; świadomi także jesteśmy jego
bezpośredniego kontaktu z martwym ciałem.
39

40

Impresja i informacja
Retoryka wypowiedzi muzealnej świadczy o tym, że idealny
zwiedzający powinien być skrzyżowaniem homo sapiens z ho­
mo imaginans. Wskazują na to napięcia pomiędzy pierwiastkem
ścisłym a impresyjnym - pomiędzy informacją a opowieścią.
Opis chce być pierwszy - zawiera bowiem konkretne wiado­
mości stanowiące wynik wysiłku konceptualnego różnych
fachowców. Jego pierwszoplanowym - choć nie jedynym
- celem jest przekazanie wiedzy. Korzysta zatem z różych
środków retorycznych, by zwiększyć swą siłę perswazji. Stara
się być ciekawy; wprowadza motywy apelujące do emocji
i pobudzające wyobraźnię (piękna kobieta umierająca w począt­
kach lata, mężczyzna zabity strzałą przez skrytego wroga). Chce
odwrócić porządek muzealnego dyskursu, w którym przemawia
przede wszystkim obraz. Chce też połączyć odwoływanie się do
emocji z tym, co przemawia do intelektu, a więc ze ścisłością
historyczną oraz z wymogami wiedzy w jej wersji akademickiej.
Obok informacji mających wpłynąć na zindywidualizowanie
danego przypadku podaje konkretne podaje daty, miejsca
znalezienia. Niekiedy uwypukla fakt specjalistycznych badań
nad danym obiektem, co podnosi jego wartość. (Staje się on
cenny jako „materiał dowodowy," pozwalający odkrywać
szczegóły historii.)
Podobną stylistykę opierającą się na współistnieniu pierwia­
stków odwołujących się do emocji i do intelektu daje się
zauważyć w wizualnych środkach przekazu. W części prehis­
torycznej na ścianach umieszczono duże czarno-białe fotografie
kopców pogrzebowych i pejzaży. Kojarzą się one z wywoływa­
niem z pamięci tego, co minione. (Chodzi nie naszą osobistą
pamięć, ale o pamięć zbiorową, czy nawet gatunkową.) Rezyg­
nacja z koloru podkreśla niebezpośredniość pradziejowego
przekazu - ta przeszłość jest dostępna poprzez rekonstrukcje
i spekulacje, co uniemożliwia mimetyczne odtworzenie. Do
ekspozycji wprowadza się też „elementy natury'' - suche trawy,
zboża, kamienie. Muzealne eksponaty stają się czymś w rodzaju
„wspólnych p a m i ą t e k ' ' . Pamiątka, jak pisze Gadamer, oznacza
„wprawdzie coś minionego i o tyle jest rzeczywiście
znakiem,
ale też ma dla nas dużą wartość, gdyż uobecnia nam coś
minionego jako fragment tego, co nie minęło. Widać wszelako
wyraźnie, że nie jest to oparte na własnym bycie przedmiotu
wspomnienia. Pamiątka ma wartość jako pamiątka tylko dla
kogoś, kto już - tzn. jeszcze - wspomina przeszłość.
Pamiątki
tracą wartość, gdy przeszłość, którą przypominają, nie ma już
Żadnego
znaczenia."
41

44

Dla Gadamera kluczowe jest tu odróżnienie minionego od
teraźniejszego:
„To natomiast, że komuś pamiątki nie tylko coś
przypominają,
ale i rozwija on cały ich kult i żyje przeszłością
niczym
w teraźniejszości,
oznacza, że ma on zniekształcony
stosunek
do
rzeczywistości.''
Dystans do przeszłości oraz emocjonale zaangażowanie
cechujące stosunek do niej są to dwa momenty, które współgrają
ze sobą, a przebieg tej gry decyduje o ontologii pamiątki. Za
pomocą tych samych pojęć można opisać dążenie do wydoby­
wania wspomnień z „pamięci zbiorowej". W y p o w i e d ź muzeal­
na zakłada, że takowa istnieje i zmierza do tego, by wzbudzić
w zwiedzającym taki stosunek do oglądanych przedmiotów, jaki
ma się do osobistych pamiątek.
Jednocześnie wszędzie są rzuty i przekroje, schematy i wy­
kresy wskazujące w pierwszym rzędzie na to, że eksponaty
przekazują pewną wiedzę. (W zasadzie wszystko da się zeschematyzować, zestandaryzować i zestawić z jakimś typem
pokrewnym - tak siekierę, jak i b u d o w ę ciała ludzkiego).
Tu szczególnie wyraźnie ujawnia się gra pomiędzy dyskur­
sem naukowym i estetycznym. Dyskursy te na pewnym pozio­
mie wykluczają się, ale też umacniają wzajemnie swoje ist­
nienie. Oba zakładają, że świat odmienny od naszego czasowo,
przestrzennie, czy, mówiąc ogólniej, kulturowe, wymaga ochro­
ny i że należy poddawać go zabiegom mającym na celu jego
reprezentację. Retoryka wypowiedzi muzealnej zmierza do
opozycji pomiędzy naukowym a estetycznym trybem reperezentacji. Oczywiście, sposób w jaki organizowana jest wystawa
definiuje pewną nadrzędną pozycję, z której należałoby doko­
nać oglądu całości ekspozycji (czyli swoistą ramę modalną), ale
stosowane środki retoryczne odwołują się do tego, co przynależ­
ne biegunowi przeciwnemu. (Można to było obserwować w grze
pomiędzy elementami apelującymi tak do emocji, jak i do
intelektu.)
43

*

*

*

„Na ogół szczątki ludzkie, bez względu na postać, w jakiej są
przechowywane,
obarczone są symbolami i wpływają na
zachowanie żywych. Nierzadko wyobraża się je jako zbiorniki
i nośniki świętej potęgi lub magicznej mocy. "
To stwierdzenie Louisa-Vincenta Thomasa odnosi się głów­
nie do kultur tradycyjnych. W naszej kulturze współczesnej
martwe ciało wzbudza uczucia, które m o ż n a by nazwać klinicz­
ną formą zawstydzenia. Thomas ujmuje to w syntetyczny
sposób:
,, W tradycyjnej mitologii martwe ciało jest nie tylko tym, kim
nieboszczyk był, ale również tym, kim się stał i kim się staje:
istotą z tamtego świata, głęboko wnikającą w świat żywych
i ściśle go dotyczącą. W naszej kulturze,
pozytywistycznej
i nacechowanej indywidualizmem, uporczywie czci się i wie­
lbi raczej trupa osoby bliskiej dla podtrzymania się w złudze­
niu obecności, która jest już nieobecnością.
Dla tego jednak,
kto nie jest osobiście zaangażowany
i kto potrafi
nabrać
wystarczającego
dystansu do własnego
łęku - tak, żeby
wspiąć się na płaszczyznę
racjonalności
- trup jest jedynie
naukowo wytłumaczalnym
fenomenem biologicznym. Nato­
miast w oczach antropologa wszystkie praktyki o wartościach
religijnych, magicznych, estetycznych lub po prostu osten­
tacyjnych, odnoszące się do trupa, dowodzą, że jest on przede
wszystkim rzeczą
żywych."
M

45

46

Sposób, w jaki muzealne eksponowanie martwego ciała stara
się wyeliminować moc i tajemnicę śmierci, mówi wiele o skłon­
nościach naszego społeczeństwa. Nauka (w pozytywistycznym
tego słowa znaczeniu) służy tu do intelektualnego zawłasz­
czania świata i do uśmierzania lęków egzystencjalnych. To
prawda, że do ekspozycji włącza się niekiedy zainscenizowane
groby mające stanowić reprezentację sytuacji pochówku, że
opisy zarysowują kontekst i odtwarzają „ p r a w d ę " o zmarłym

�w taki sposób, by zawierała nieco informacji także o jego życiu.
Można to odczytać jako działanie zbliżone do pisania powieści
realistycznej, kiedy to przede wszystkim respektuje się zasady
prawdopodobieństa, ale dopuszcza do głosu także zamiłowanie
do fantazji. Zostaje więc pewien margines swobody inter­
pelacyjnej, który odbiorca może wykorzystać.
Jednakże to, co konstytuuje centrum znaczenia ekspozycji to
obiekt naukowy: spoczywające w gablocie szczątki ludzkie
poddane uprzednio specjalistycznym badaniom, odpowiednio
zinterpetowane i mogące służyć jako skupisko istotnych infor­
macji o sposobie życia i wyglądzie naszych przodków. Opo­
wieść o młodej dziewczynie, którą chowają w początkach lata
zostaje napisana po uprzednim poddaniu zwłok szczegółowym
analitycznym badaniom. Najpierw szkielet był źródłem histo­
rycznym, a grób - kopalnią d o w o d ó w mówiących o przeszłości
,,w o g ó l e " . Indywidualizacja znaleziska dokonana w duchu
powieściwej fabularyzacji jest wtórna. Muzeum to przestrzeń
zmieniająca znaczenie obiektów, które dostały się w sferę jego
wpływów. Martwe ciało, które tu umieszczono, zaczyna zna­
czyć w nowy sposób.
Warto zwrócić uwagę na tę szczególną moc muzealnej
przestrzeni, polegającą na tworzeniu precedensów i na sank­
cjonowaniu różnych moralnie dwuznacznych działań - takich
jak kradzież, profanacja, bezczeszczenie (np. grobów). Czyny te
popełniane są w imię pewnych „wartości w y ż s z y c h " takich jak
chronienie dóbr kultury, powszechna dostępność, edukacja,
dodawanie nowych d o w o d ó w do encyklopedycznej wiedzy
o świecie „ w o g ó l e " . Zjawisko to odnosi się dotyczy nie tylko
zbiorów historycznych czy etnograficznych; dotyczy także
kolekcji dzieł sztuki:
,,Dzieło sztuki ma zawsze w sobie cos' religijnego. To prawda,
Że religijne dzieło sztuki, które znalazło miejsce w muzeum,
albo jakaś pokazywana tam zabytkowa rzeźba nie mogą już

być bezczeszczone w takim samym sensie jak dzieło, które
pozostaje na swym pierwotnym miejscu. Oznacza to jednak
tylko tyle, że dzieło to w istocie doznało tego już wtedy, gdy
weszło w skład muzuem. Oczywiście nie dotyczy to wyłącznie
religijnego
dzieła sztuki. Dokładnie
to samo
odczuwamy
często w sklepie ze starociami, który wystawia na sprzedaż
stare przedmioty, tchnące jeszcze powiewem intymnego życia
- coś jakby zbezczeszczenie, swego rodzaju zniewagę
lub
profanację. Ostatecznie każde dzieło sztuki ma w sobie coś, co
się sprzeciwia
profanacji."
41

Istnieją jednakże kulturowo określone warunki profanacji
pożądanej, czyli takiej, której należy dokonać - w imię
„wartości w y ż s z y c h " , czy też przeniesienia określonych przed­
miotów w miejsce, gdzie uprawia się kult innego rodzaju. Jak
można to obserować, skłonni jesteśmy zakładać, że nasza nauka
ma moc desakralizacji wszystkich wierzeń i ujmowania w cu­
dzysłów cudzych przekonań. W ten sposób wypowiedź muzeal­
na współuczestniczy w tworzeniu spektakularnej wiedzy globa­
lnej i stanowi przyczynek do unifikacji współczesnego świata
oraz do nadzorowania tego, co w jej świetle uważa się za
tradycję i naturę. Jak ujmuje to MacCannell:
„Nowoczesne muzea i parki są anty-historyczne i nienatural­
ne. Nie są oczywiście anty-historyczne i nienaturalne w tym
sensie, że niszczą naturę, gdyż przeciwnie, chronią ją, ale
chroniąc, automatycznie oddzielają
nowoczesność
od jej
przeszłości i od natury i wynoszą ponad nie. Natura i prze­
szłość zostają uczynione częścią teraźniejszości,
nie w postaci
(nie zapośredniczony)
ducha wewnętrznego,
tajemnej duszy,
ale jako pokazane obiekty, jako turystyczne
atrakcje.
(podkr. aut.)
48

W ten sposób muzealizacja wpływa na sposób, w jaki różne
obiekty istnieją w rzeczywistości pozamuzealnej.

RYTUAŁY MUZEALNE
1) O P O W I E Ś Ć I O B R A Z Y
Ludzie zwiedzający muzeum przechadzają się, przemiesz­
czając się od jednego eksponatu do drugiego, a przechadzka
stanowi okazję tak do oglądania, jak i do wymiany myśli, uwag,
często powstających na zasadzie luźnych skojarzeń. W pierw­
szym rzędzie obcują oni z muzeum tak jak z krajobrazem, potem
dopiero tak jak z tekstem. Kiedy obserwujemy krajobraz
- twierdzi Brian Stock - przerzucamy naszą uwagę z jednego
fragmentu na inny; w różny sposób nadajemy im też znaczenia.
Wciąż oscylujemy pomiędzy tym, co może być interpretowane
w trybie sekwencyjnym a tym, co w trybie narracyjnym. Pejzaż
czytamy równocześnie na kilka różnych sposobów, zmieniając
perspektywy i miejsca skupiające naszą u w a g ę .
Możemy
traktować go jako scenerię wcielającą znane nam narracje,
niemniej jednak musimy zgodzić się na to, że jest to narracyjność inna niż ta będąca cechą tekstów pisanych.
44

50

Konstruując miejsca tak, by były one nasycone symboliką,
wpisuje się w nie treści, które winny być percypowane,
dekodowane, doświadczane w określony sposób - czyli struk­
tura przekazu zakłada pewien sposób odbioru. Zwiedzającemu
można przyznać tu rolę bądź czytelnika znaczeń, bądź też
kogoś, kto znalazł się wewnątrz krajobrazu nasyconego znacze­
niami. M o ż n a tworzyć tekst lub spektakl. Jest to oczywiście
uproszczenie. „Spektakl i tekst, obraz i słowo zawsze były
dialektycznie powiązane (...) i ten związek stawał się terenem
zaciekłej walki o znaczenie." W tym miejscu chodzi mi
o sposób zogranizowania treści, który uprzywilejowuje pewnien
typ odbiorczego postępowania z danym przekazem. Aby nieco
51

52

bliżej wyjaśnić, na czym to uprzywilejowanie polega, wskażę
dwa przykłady ekspozycji znajdujących się w kopenhaskim
Nationalmuseet.

Opowiedzieć historię
Muzeum wciela historię - o p o w i a d a j ą . Linearny, narracyjny,
chronologicznie uporządkowany schemat może narzucić spo­
sób zorganizowania treści. Tak jest na przykład w wystawie
poświęconej historii muzeum (,,Fra Kunstkammer til Danmarks
Nationalmuseum"). Rozrastanie się zbiorów, kolejne przebudo­
wy budynku przedstawiono zgodnie z porządkiem czasowym.
Opisy kolejnych faz rozwoju znajdują się na dużych, ponumero­
wanych planszach. (W pewien sposób dokonano tu fragmentacji
czasu i przestrzeni; poszczególne części mają swoją historię).
Tekst uzupełniają modele budynku, plany jego otoczenia,
portrety i fotografie osób związanych z muzeum oraz eksponaty
pochodzące z określonego okresu (np. tapety, którymi niegdyś
pokryte były ściany, drobne przedmioty znalezione w trakcie
budowy). Stanowią one ilustracje tekstu, a nie odwrotnie (tzn.
nie jest tak, że tekst dokonuje objaśniania przedmiotu). To
narracja stanowi szkielet konstrukcyjny.
Tego rodzaju systematyczna prezentacja wiedzy historycznej
wymaga intelektualnego zaangażowania się odbiorcy. Zwiedza­
jący winni oglądać wystawę podążając za wątkiem narracyj­
nym. Oczywiście, zakłada się tu aktywność widza, który chodzi
i rozgląda się - szczególne znaczenie ma aranżacja przestrzeni,
a mówiąc dokładniej odczucie jej multiplikacji uzyskane dzięki
wykorzystaniu luster. Ustawiony w rogu sali fragment altany

45

�ogrodowej zostaje odbity, przez co uzyskujemy wrażenie, że
oglądamy całe pomieszczenie. Nieduży, zrazu niezauważalny
napis na lustrze wyjaśnia, że jest to altana wybudowana w roku
1726 według projektu J.C. Kreigersa w ogrodzie Prisens
Palais. „Rekonstrukcja
jednej czwartej altany w naturalnej
wielkości jest przedstawiona w tym miejscu. Lustra
pomagają
oddać wrażenie całości altany.'' Do altany można wejść - tu też
znajdują się eksponaty i opisy.
Ta przestrzeń zaciekawia i wciąga - ludzie zaglądają tu i ,
zauważywszy niespodziewany efekt, wchodzą, rozglądają się,
a jeśli ujrzą coś frapującego, przyglądają się i rzucają okiem na
tekst opisu.
Podobnie zaglądają przez szybę do wnętrza domu wiejskiego
- eksponatu pochodzącego z duńskiego muzeum folklorystycz­
nego (ukazane jest ono w stanie z roku 1879, kiedy to
przygotowano je na wystawę w Kopenhadze.) Wnętrze to
stanowi fragment innej części wystawy, poświęconej zbiorom
etnograficznym. W tekście wprowadającym zastosowano cha­
rakterystyczną metaforę przestrzenną: „Muzeum
Narodowe
składa się z pewnej liczby zbiorów, czy, innymi słowy, z 'muzeów
w muzeum', z których każde ma swoją własną
historię.''
Stwierdzenie to uzmysławia, jak w „myśleniu o muzeum"
(przestrzeni trwającej w czasie) krzyżują się plan przestrzenny
i czasowy. M o t y w y przewodnie tej części wystawy to historycz­
ny rozwój zbiorów etnograficznych oraz dwa sposoby ich
zorganizowania: jako systematycznej kolekcji uporządkowanej
zgodnie z kryteriami formalnymi i jako ekspozycji przed­
stawiającej dany obiekt w jego naturalnym kontekście.
Opowiadanie historii muzeum korzysta z przestrzeni, jako ze
środka wyrazu - ujmując to w sposób metaforyczny („muzeum
w muzeum") jak i aranżując muzealną przestrzeń. (Część
rokokowych wnętrz zachowano w takim stanie, w jakim istniały
wtedy, gdy pałac przeznaczono na muzeum ). Sam budynek
staje się tu nośnikiem znaczenia. Zwróćmy uwagę na to, co
może stanowić punkt wyjścia do konstruowania tego znaczenia.
Budowla jako taka - poprzez sposób, w jaki istnieje ona
w przestrzeni - stanowi wdzięczny materiał do tego, by za jej
pomocą „ m ó w i ć " o historii i by wskazywać na pewne trwałe
w tradycji wątki symbolizacyjne. Innymi słowy, jest ona
podatna działania zmierzające do wyczytywania z niej różnych
opowieści. Budowle pochodzące z dawnych lat skłonni jesteś­
my obarczać zadaniem, które Gadamer nazwał „trwałą integra­
cją wczoraj z d z i ś " :

myślana jest jak historia, a k a n w ą „myślenia o historii" jest
narracja.
, J e s t e ś w stepie..."

53

„Dzieła architektury nie stoją nie zmienione na brzegu
historycznego strumienia życia, lecz strumień życia niesie je
ze sobą. Nawet gdy historycznie nastawione epoki usiłują
odbudować
dawniejszy stan budowli, nie mogą dążyć do
odwrócenia biegu dziejów, lecz muszą za swej strony tworzyć
nowe, lepsze pośrednictwo
między przeszłością a teraźniej­
szością. Nawet restaurator lub konserwator zabytków pozo­
staje artystą własnej
epoki." *
5

To, że dawne budowla istnieje we współczesnym krajobrazie
i że my świadomi jesteśmy ich dawności, zawiera zalążek
dyskursu o tradycji, który łatwo daje się rozwijać na bardzo
różne sposoby. W omawianym tu przypadku, pisząc historię
muzeum, ukazuje się j ą jednocześnie jako powieść szkatułkową
poprzez aranżację przestrzeni: altany (do której można wejść),
czy chaty (do której zagląda się przez s z y b ę ) . Tematyka
wystawy - tzn. muzeum i jego zbiory - jest inspirująca dla
takich zabiegów. W planach budowy czy modyfikacji budyn­
ków, które stanowią miejsca „kultywowania kultury" wysokiej
(teatry, muzea, wyższe uczelnie) oraz miejsca kultu religijnego
zaznacza się dążenie do tego, żeby wypowiedź architektoniczną
maksymalnie nasycić znaczeniami. Potem często odczytuje się
historię poprzez tę właśnie wypowiedź, skupiając się na jej
reprezentacyjnym potencjale symbolicznym. Jest to sposób
konstruowania wiedzy historycznej obdarzony dużą siłą per­
swazji.
55

W wystawie tej, opowieść o przestrzeni i o jej „ z a w a r t o ś c i "

46

W wystawie Mongołowie - nomadzi stepów podstawowym
środkiem wyrazu jest przestrzeń. Autor wystawy nagina ją do
potrzeb ekspresji. Chce wprowadzić od razu w środek mongols­
kiego świata - „Tu masz zieloną trawę, niebieskie niebo (kolor
ścian), jak jesteś w stepie, to ziemia paruje, powietrze drga
- zobacz - Ш tak jest" - mówi. (Patrząc poprzez szkło gablot
ustawionych w sali można mieć takie wrażenie. Gablota jest
złem koniecznym - oddziela widza od eksponatu; ale w tym
przypadku została wciągnięta w grę reprezentacji i obrócona
w środek wyrazu.)
Do Mongolii można dostać się od strony Chin i od strony
Europy - dwa wejścia, które prowadziły do ciągu sal składające­
go się na wystawę, zostały zaaranżowane na dwie drogi do kraju
nomadów. Droga z Chin wiedzie przez M u r Chiński - makieta
przedstawia fragment tego muru, w tle znajduje się jego
czarno-biała fotografia; drzwi zamienione zostały w bramę
w chińskim murze - na portalu widnieje napis złożony ze
znaków chińskich - wymyślone przez autora słowo oznacza
bramę do stepu.
Wchodząc od strony Europy mijamy „Gabinet etnografa"
wyposażony w przedmioty pochodzące z lat 1920-1950. Postaci
samego etnografa nie pokazano. W rzeczywistości ten, do
którego należy ten gabinet, jest osobą fikcyjną o kilku pierwo­
wzorach. Postać ta została wymyślona w odpowiedzi na pytania,
jakie autor wystawy słyszał od zwiedzających. („To jest kilka
postaci - ludzie często mnie pytają skąd mamy te rzeczy, jak je
nabyliśmy. M y je dostaliśmy, nie kupowaliśmy i c h . " ) Od­
powiedź na pytania została udzielona środkami wizualnymi.
Tego rodzaju odzwierciedlenie przestrzeni geograficznej nie
oznacza, że dalej trzeba posuwać się szlakiem zaplanowanym
przez organizatorów. Po wejściu do Mongolii, czy to od strony
Chin, czy to od strony Europy, kierunek zwiedzania jest
obojętny. M o ż n a przemieszczać się dowolnie, zaglądać do
różnych pomieszczeń - do dwóch wnętrz, w których wyświet­
lane są filmy, do świątyni buddyjskiej, do trzech namiotów.
W jednym z nich można usiąść na poduszkach rzuconych na
podłogę; wejście drugiego zagradza szklana ścianka, trak­
towana przez autora jako zło konieczne (trzeba było jakoś
ochronić cenne przedmioty). W trzecim modele postaci wyob­
rażają rytuał odprawiany przez szamana.
Autor określa percepcję wystawy jako „ c h w y t a n i e " . Za­
spokajanie potrzeb intelektu i imaginacji wiąże nicią doświad­
czenia: „Kiedy wchodzi się do świątyni lamaistycznej, jest
ciemno, po pewnym czasie oczy przyzwyczajają się, a gdy się
wychodzi na dziedziniec, oślepia światło - to jest to, co
rzeczywiście dzieje się wtedy, gdy wychodzisz ze ś w i ą t y n i . " !
I rzeczywiście - wychodzi się tu na „dziedziniec świątyni"
- do jaśniej oświetlonego pomieszczenia, w którym manekiny
tańczących postaci w tradycyjnych, rytualnych strojach in­
scenizują święto. Inne prezentują tradycyjne świąteczne stroje.
Tańczące postacie mają na twarzach maski. Twarze pozostałych
są umowne, niewymodelowane, a „ n i e d o k ł a d n o ś ć " ta jest'
celowa. W sąsiednich pomieszczeniach znajdują się bowiem
manekiny, których twarze wykonano na podstawie odcisków,
zdjętych z twarzy mieszkańców Mongolii - autor chciał uniknąć'
porównywania jednych z drugimi.
W komponowaniu tej wystawy ważny był szczegół. Na
przykład kolor traktowano jako środek ekspresji o znaczeniu tak
mimetycznym , jak i symbolicznym, estetycznym (skom­
ponowany z c a ł o ś c i ą ) i technicznym. Reprezentacja an­
gażująca środki wizualne nie musi jednak zmierzać do odzwier­
ciedlenia każdego szczegółu; nie powinna też udawać, że one
sama jest prawdą - oszustwo m o ż e się wydać (dlatego nl!
przykład brakujący próg w jednym z namiotów został uzupeł'
niony kawałkiem nowego drewna - autor zdecydował się nie.
5

58

59

60

61

�„ p o s t a r z a ć " go sztucznie). Ponadto można też łączyć różne
sposoby reprezentcji - tak więc mamy modele postaci z twarza­
mi będącymi kopiami prawdziwych ludzi, mamy takie, których
twarze są umowne, mamy też zdjęcia prawdziwych ludzi
i postacie „bez c i a ł " . W tym ostatnim przypadku chodzi
0 postacie zapaśników wyobrażone poprzez ubiór podwieszony
w sposób odzwierciedlający ruch walczących; tło stanowią
zdjęcia z prawdziwych zapasów. W ten sposób nakładają się na
siebie dwa plany czasowe - tradycyjne zapasy ukazane są na tle
tych współczesnych. Z w r ó ć m y uwagę, że motyw czasu został tu
oddany środkami innymi niż narracja.
Przemieszaniu planów czasowych towarzyszy różnorodność
rodzaju eksponatów i środków przekazu (obok tradycyjnych
eksponatów muzealnych takich jak np. ozdoby, ubiory, przed­
mioty codziennego użytku i te związane z kultem itp.; są tu też
filmy, nagrania z objaśnieniami, współczesne zdjęcia, stare
mapy.)
Świat ukazany w tej ekspozycji nie wywołuje bynajmniej
wrażenia chaosu. Przypuszczalnie dzieje się tak dlatego, że
percepcja wystawy jest inna niż taka, która pozo walałaby skupić
się na jednotorowym, linearnym wątku czasowym, zapisać go
w pamięci i d o k o n y w a ć nieustannej projekcji poszczególnych
elementów treści na tę siatkę chronologiczną.
Wystawa, stanowiąc pewnego rodzaju reprezentację bycia
w świecie, traktuje czas i przestrzeń jako aktywne czynniki
procesu wyrażania określonych sensów. Jesteśmy w środku
spektaklu, który sami tworzymy dokonując wyboru mediów
1 angażując określoną stronę naszej wrażliwości. Oczywiście, są
tu i napisy - te wskazujące ogólnie na tematykę odzwierciedlają
sytuację tradycyjnego mongolskiego targu, dokładniejsze wiszą
na zwojach na poszczególnych gablotach. Jednakże to nie na
słowie spoczywa zasadniczy ciężar ewokowania sensów koja­
rzonych z przedstawianą kulturą. Sposób, w jaki zwiedzający
może wejść w kontakt z tymi sensami, wyraża stwierdzenie
Briana Stocka:
„Zamiast mówić o oglądaniu jako o czytaniu, powinno się
może mówić o nim jako o 'rytuale wizualnym', gdyż oglądanie
krajobrazu jest tak rytuałem oka jak i czytaniem tekstu
62

Tego rodzaju „ r y t u a ł y " wydają się odgrywać istotną rolę
w muzeum, stąd też warto przyjrzeć się bliżej tak im samym, jak
i ogólnie rozumianej kategorii wizualności.

2) O G L Ą D A N I E Ś W I A T A

życia zbiorowego mogą znaleźć wyraz ekspresji w przed­
miotach. Systematycznie pozyskana kolekcja
przedmiotów
jest więc bogatym zbiorem przekonujących
dowodów.
Ich
kolekcja tworzy archiwum bardziej oczywiste i pewniejsze niż
archiwa pisane, gdyż są to autentyczne, autonomiczne przed­
mioty, które nie mogły być spreparowane
na potrzeby
konkretnego przypadku, tak więc charakteryzyją
rodzaje
cywilizacji lepiej niż cokolwiek innego. "
ы

Martwe, zdekontekstualizowane obiekty, jak twierdzi Mauss
w dalszym ciągu swego wywodu, m o g ą zostać przywrócone do
życia dzięki towarzyszącej i m dokumentacji (opisom, rysun­
kom, fotografiom). Punktem wyjścia jest jednak materialny
obiekt, poddający się intelektualnej obróbce i będący swoistym
partnerem w procesie poznawania świata. Traktowany jest on
jako fragment pewnej rzeczywistości i ma d a w a ć jej świadect­
wo. Owej roli eksponatu jako świadka nie m o ż n a pomijać, gdyż
stanowi ona podstawę muzealnej reprezentacji.
„Niektórzy świadkowie muszą być bardziej godni zaufania niż
inni. Wnioskowanie o wartości obiektów jako
'autentycznych
i autonomicznych', nie spreparowanych na użytek konkret­
nego przypadku jest zakładaniem, że inne rodzaje
świadectw,
'archiwa' zestawione na podstawie osobistych
obserwacji,
opisy i interpretacje, są mniej czyste, bardziej
skażone
przygodnym etnograficznym spotkaniem, zderzaniem w nim
interesów i prawd częściowych.''
- twierdzi C l i f f o r d .
65

Nieodzowność czynności związanych z etnograficznym
oglądaniem dotyczy różnych poziomów wnikania w rzeczywis­
tość kulturową. Znamienne są tu słowa, jakie uczestniczący we
wspomnianej wyprawie Marcel Griaule napisał w swej popular­
nej książce o pracy etnograficznej i archeologicznej w Czadzie.
66

„Być może jest to dziwactwo nabyte w służbie lotniczej, ale
zawsze z niechęcią odnoszę się do konieczności
pokonywania
nieznanego terenu pieszo. Teren widziany z powietrza kryje
niewiele tajemnic. Własność jest tu zarysowana jak tuszem,
drogi schodzą się w punktach krytycznych, ukazują się
wewnętrzne
dziedzińce,
chaotyczność
terenów
zamieszka­
nych staje się zrozumiała. Wraz z fotografią lotniczą elementy
instytucji układają się w dostępny ciąg oddzielnych
obiektów.
Człowiek jest niemądry: podejrzewa swego sąsiada, a nie
niebo; mniema, że w czterech ścianach,
w przestrzeni
otoczonej palisadą, ogrodzeniem, płotem, wolno wszystko.
Ale wszystkie jego wielkie i małe zamiary, sanktuaria i śmiet­
niska, jego byle jakie ulepszenia i ambicje rozwojowe ukazują
się na fotografii lotniczej. (...) Dzięki samolotowi
można
ustalić podstawową strukturę tak topografii jak i
umysłu.")
61

Oczywistość rzeczy widzianych
W muzeum wizualność - w sensie najbardziej podstawowym
- przejawia się jako oczywistość rzeczy widzianej. Była j u ż
o tym mowa przy okazji renesansowych okazów przywożonych
przez podróżników i włączanych do kolekcji. Ta ostatnia pełniła
wówczas między innymi funkcję godnej zaufania, choć frag­
mentarycznej, relacji o świecie niedostępnym bezpośredniemu
poznaniu. Oczywiście, jest to tylko jedna z funkcji, j a k ą pełnią
muzealne eksponaty, czy może raczej, jeden ze składników
kompleksowej funkcji, polegającej tak na pozyskiwaniu wie­
dzy, jak i jej kumulowaniu oraz przedstawianiu. Kompleks ten,
niewątpliwie zależny w swej ostatecznej postaci od kontekstu
kulturowego, charakteryzuje się dużą żywotnością. Uobecnia
się on w refleksji etnograficznej, co jest o tyle istotne, że
wskazuje na istotne cechy kwalifikacji przedmiotów odnaj­
dywanych w terenie i potem wcielanych do muzealnych
zbiorów. Szczególny status, j a k i przyznaje się przedmiotomświadkom widać wyraźnie np. w instrukcjach Marcela Maussa
Przygotowanych dla uczestników wyprawy Dakar-Djibouti
udającej się do Afryki w celu zgromadzenia eksponatów do
Paryskiego muzeum. Mauss pisze:
••Ponieważ ludźmi zawsze kierowała potrzeba
odciskania
śladów swego działania w materii, niemal wszystkie zjawiska

Griaule, były lotnik, do wizualności miał szczególne podej­
ście. Pozyskiwanie informacji tą drogą traktował - szczególnie
w początkach swej działalności - jako źródło, z którego można
czerpać niezależnie od badań prowadzonych metodą ustną, a co
więcej, jako źródło dostarczające możliwości sprawowania
kontroli nad danymi uzyskanymi dzięki metodzie ustnej oraz ich
weryfikacji. Wielokrotnie podkreślał wartość obserwacji, czy
może raczej całościowego oglądu. Wprawdzie w czasie swych
etnograficznych eksploracji rzadko miał do dyspozycji samolot,
ale zaadaptował panoramiczny punkt widzenia jako taktykę
niezastąpioną w czasie pracy terenowej.
Zwróćmy uwagę na to, że w takim ujęciu zwykłe zarysowanie
mapy daje wstępny ogląd kultury. Moc oglądu, a ściślej mówiąc,
spojrzenia z góry, polega na tym, że ujmuje ono pewną całość
(to znaczy to, co, za sprawą arbitralnej decyzji badacza, zostaje
uznane za całość). Nie można wykluczyć, że podejście takie
rzutuje na sposób, w j a k i konceptualizuje się widzianą rzeczy­
wistość.
Wszystko to stanowi o znaczeniu, jakie ma wizualność dla
etnografa w czasie gromadzenia wiedzy i w czasie jej konceptualizowania. Rzecz umieszczona w muzeum i przeznaczona do
oglądania ma być jednak atrakcyjna przede wszystkim dla
zwiedzającego. M o ż n a wyróżnić dwa zasadnicze aspekty,
68

69

47

�w jakich istnieje ta problematyka. Chodziłoby mianowicie o to,
co przynależy naturze wypowiedzi wizualnej (zwłaszcza
o szczególnego rodzaju mimetyczność, eksponującą swoje
funkcje reprezentowania) oraz o to, co jest kwestią korzystania
z tej wypowiedzi, czyli dotyczy krajobrazu muzealnego. Przyj­
rzyjmy się bliżej zagadnieniom związanym z tym drugim
kręgiem zagadnień, wychodząc jednakże nie od „rzeczy widzia­
n e j " , ale od tego, w jaki sposób wizualność zaznacza się
w kulturze współczesnej. Muzeum nie istnieje bowiem w próżni
kulturowo-społecznej; jego wewnętrzny krajobraz zmienia się
wraz z przemianami tego, co w stosunku do niego zewnętrzne.

Wizualność i kultura współczesna
W r ó ć m y raz jeszcze do charakterystycznego stwierdzenia,
cytowanego w rozdziale o wizualnym trybie reprezentacji:
„Zamiast mówić o oglądaniu jako o czytaniu, powinno się może
mówić o nim jako o 'rytuale wizualnym', gdyż
oglądanie
krajobrazu jest tak rytuałem dla oka jak czytaniem
tekstu."
Chciałabym potraktować ten cytat jako punkt wyjścia dla
przeniesienia rozważań na płaszczyznę ogólniejszą, a mianowi­
cie związku tego typu wizualności z kulturą współczesną.
Z pewnością jest wiele sposobów, w jakie można inter­
pretować wizualne aspekty krajobrazu muzealnego w powiąza­
niu z kulturą współczesną. Zacznijmy od tego, że definiując tę
kulturę, często wskazuje się na szczególne miejsce, jakie
zajmują w niej doznania wizualne. Podkreśla się, że rozwój
środków masowego przekazu doprowadził do rozmnożenia się
wizualnych znaków i symboli i do estetyzacji życia codzien­
nego. ' „Znaki i obrazy są w przeważającej
mierze wizualne
i zostały powiązane z wszystkimi rodzajami obiektów i usług.
Handlowanie swoiście pojętą własnością
wizualną daje się
zauważyć we wszystkich niemal dziedzinach życia
społecznego.
Konsumpcja jest więc 'symboliczna', a nie po prostu czy
głównie funkcjonalna albo zdeterminowana ceną.
twierdzą
autorzy książki Economies of Signs and Spaces - Scott Lash
i John Urry.
10

7

Ponowoczesny wzrost wizualnej konsumpcji idzie w parze
z jej de-dyferencjacją. Dla nowoczesności charakterystyczne
było wertykalne i horyzontalne zróżnicowanie poszczególnych
sfer życia społecznego. Określone mechanizmy społeczne
legitymizowały i chroniły ich specyfikę instytucjonalną, nor­
matywną i estetyczną. Istniało zatem zróżnicowanie na kulturę
wysoką i niską, na naukę i życie potoczne, na sztukę artystyczną
i popularne przyjemności. Ponowoczesność chce rozmyć te
granice, doprowadzić do przemieszania rozdzielonych niegdyś
jakości kultury i „przejść od kontemplacji do
kosumpcji."
Warto zastanowić się nad tym, jak w tę rzeczywistość wpisuje
się instytucja muzeum wraz ze swoją funkcją pokazywania (a
następnie interpretowania) znaków kultury. Muzeum potrak­
tować tu można jako czuły zmysł kultury. Niektóre cechy
współczesnej kultury stanowią konstytutywny składnik samej
idei muzeum. Zaliczyć tu można: prymat trybu reprezentacji,
dążenie do mimesis, któremu towarzyszy pewna niewiara
w możliwość jej osiągnięcia, a w końcu maksymalna kompresja
czasoprzestrzeni. (Mamy tu świat w pigułce - pigułka zawiera
esencję - to co w świecie istotne, warte zobaczenia).
Są jednak i takie właściwości kultury współczesnej, które na
pierwszy rzut oka wydają się niemożliwe do przeniesienia na
muzealny grunt. Kultura ta, zwłaszcza jej konsumpcyjne ob­
licze, charakteryzować się ma niestałością (dotyczącą w dużym
stopniu sfery estetycznej i aksjologicznej). Klientom proponuje
coraz to nowe produkty, pielęgnując w ten sposób zmienność
ich preferencji i skłonność do poddawania się nastrojom.
Tymczasem muzeum z założenia nastawione jest na chronienie
trwałych treści kultury, na zatrzymywanie znaków przeszłości.
W przestrzeni muzeum można jednakże wydzielić tereny, na
których pojawiają się coraz to nowe „ o s o b l i w o ś c i " . W hallu
kopenhaskiego Nationalmuseet układa się labirynt z k a m y k ó w
n

74

48

(cieszy się on dużym zainteresowaniem, spacerują po nim nie
tylko dzieci); przed świętami Bożego Narodzenia jego miejsce
zajmują stoiska z bombkami i smakołykami, obok pojawia się
mini-wystawa przedmiotów kojarzących się z przyprawami
(okręty i naczynia wykonane z goździków, pojemniki na
korzenie itp.), na podestach schodów chór śpiewa a capella
pieśni bożonarodzeniowe, a dzieciom organizuje się zbiorowe
klejenie łańcuchów na choinkę. Powstaje tu przestrzeń wesołe­
go jarmarku (tym bardziej, że dzieje się to na szlaku wiodącym
do muzealnego sklepiku).
Poszczególne wystawy nabierają charakteru spektaklu - tu
obrazy, tam muzyka i slajdy, tu przyciemnione światło - wszyst­
ko stanowi pożywkę dla imaginacji. Zwiedzający może tu być
po trosze turystą. Nie musi w nic się angażować, dobiera
wrażenia stosownie do swoich upodobań i nastrojów. Trochę
poogląda film, posiedzi w jurcie, słuchając objaśnień, których
dostarcza wypożyczony walkman, gdzie indziej wciśnie guzik,
by rozległa się melodia grana na instrumencie wystawionym
w gablocie. Krąży pomiędzy zwyczajnością a egzotyką. Za­
dbano o jego wygodę, więc ma pod ręką wszystko, czego'
ewentualnie mógłby potrzebować i w takim standardzie jaki
wybierze. (Są automaty z kawą i droższa, bardziej ekskluzywni
kawiarnia.)
Rozpatrywane z tego punktu widzenia „rytuały wizualne"
odprawiane w muzeach mają szczególny charakter. Dają po­
czucie uczestnictwa w Kulturze (zwiedzanie muzeów to działa­
nie sytuujące się w sferze kultury wysokiej); co więcej, daj?
poczucie poznawania świata w jego różnorodności i w tym, co;
nosi znak firmowy najwyższej jakości - wszystko, co jest
w muzeum, jest w jakimś sensie „ n a j . . . " (to znaczy należy do
kategorii rzeczy wartych uwagi, nawet jeśli stanowi rekonstruk­
cję.)
Muzeum zostaje wciągnięte w mechanizm de-dyferencjacji
kulturowej. Stara się ono przestać być świątynią, a przejąć nieco
z obszarów zabawy i nauki. Stąd też w muzealnym krajobrazie
pojawiają się obszary jarmarku, sanktuaria nauki, galerie sztuki.
Elementy charakterystyczne dla tych przestrzeni przenikają się.
choć zwykle jeden z nich nadaje zasadniczy rys ogólnej
atmosferze danego fragmentom muzealngo krajobrazu. (Jest to
taka formula, w której obecnie często funkcjonuje kultun
wysoka.)
Wchłanianie treści kulturowych jest łatwe i przyjemni
- sugeruje retoryka muzealnej przestrzeni i tekstów ulotek,
reklam i ogłoszeń; co więcej, dokonuje się go bez wysiłku
Muzeum ma być miejscem, w którym po prostu „przebywt
s i ę " , miejscem, w którym wszyscy będą czuli się dobrze.
Tworzy sie zatem konsumentowi Kultury i Sztuki cieplarniani
warunki - wszędzie umieszcza się plany i plansze z oznaczeni*,
mi: „Jesteś tu - tu jest sala nr 150". Człowiek jest zarazeł
samodzielny i niesamodziely; samodzielny, bo planuje sw
trasę, bo może wybrać jedną z wielu dróg; niesamodzielny - И
uzależniony od informacji, których mu dostarczono. Wybie*
też sposób edukacji - pozwala się edukować, a gdy mu Я
znudzi, cofa pozowolenie. To prawda, nie może wykraczać роЯ
wyznaczone mu tereny (bo rozlegnie się alarm), ale zamiast tegt
coraz częściej dostaje komputer - tu staje się imperatoref
panującym nad światem informacji. Naciska ekran - che
wiedzieć wszystko o tym przedmiocie - i dostarcza mu SK
potrzebnych danych. Ze swojego punktu widzenia panuje n#
przedmiotami, a ponadto organizuje własne rozumienie światł
Jednakże zerwana zostaje więź między informacją a prze*
miotem. (Właściwie przedmiotów w ogóle nie ma - są j e d y ł
ich artefakty.) Ujawnia się tu ambiwalencja relacji pomiędfl
podmiotem poznającym a przedmiotem poznania.
75

Imperialiści, turyści i historycy
Co w przedstawionych powyżej warunkach dzieje się z tres
cią wypowiedzi muzealnej, a zwłaszcza z wiedzą dyskursywnł
Jak funkcjonuje w tym krajobrazie to, czego muzeum, j»

�mówiliśmy na wstępie, winno strzec i co miało kontrolować?
Pewne charakterystyczne tendencje można zauważyć j u ż po
pobieżnym obejrzeniu paru ekspozycji, zorganizowanych na
różne sposoby. Chodzi mi przy tym o organizację wystawy
w ściśle określonym znaczeniu, a mianowicie o pewne koncep­
cje poznawania świata, których istnienie można wywnioskować
przyglądając się ukształtowaniu poszczególnych fragmentów
krajobrazu muzealnego.
Punktem wyjścia będzie znajdujący się w muzealnym hallu
tekst dotyczący wystawy zatytułowanej „Skarby Etnograficz­
ne":
76

„Jest tu możliwość zbadania dużej ilości obiektów z całego
świata. Informacje o tych obiektach zgromadzone są w kom­
puterach i wyświetlane
na ekranach. Aktualna wystawa
składa się ze zbiorów eskimoskich, ale będzie stopniowo
poszerzana, tak by objęła wszystkie rejony ziemi.''
Wystawie tej zdaje się patronować duch Linneusza. Do­
chodzą w niej do głosu ambicje dokonania opisu całego świata,
a raczej ujęcia go w ramach uniwersalnego systemu deskryptywnego. Jak wiadomo, Linneusz chciał skatalogować w ra­
mach tego systemu wszystkie rośliny na ziemi (zarówno znane
jak i te jeszcze nie poznane.) Jego projekt streszczał w sobie
aspiracje ówczesnej nauki europejskiej i jakkolwiek dziś wydaje
się nam abstrakcyjny i statyczny w wyrazie, w swoim czasie
miał jak najbardziej realną siłę działania. Liczni uczeni
rozpierzchli sie po świecie, by szukać obiektów do klasyfikowa­
nia. Charakterystyczne są słowa, jakie Linneusz skierował do
jednego ze swych znajomych:
77

„Mój uczeń Sparrman właśnie pożeglował
na Przylądek
Dobrej Nadziei, a mój inny uczeń, Thungerg, ma towarzyszyć
ambasadzie holenderskiej do Japonii; obaj są kompetentnymi
przyrodnikami. Młodszy Gmelin jest wciąż w Persji, a mój
przyjaciel Flack w kraju Tatarów. Mutis dokonuje wspania­
łych botanicznych odkryć w Meksyku. Koenig znalazł wiele
nowych rzeczy w Tankebarze. Profesor Friis Rottboll z Ko­
penhagi publikuje rośliny znalezione w Surinamie przez
Rolandera. Arabskie odrycia Forkssala wkrótce
zostaną
wysłane do druku w
Kopenhadze.''
78

W cytowanym wcześniej tekście dotyczącym wystawy po­
brzmiewały podobne tony. Wyraźny był motyw poznawczego
(a co za tym idzie i kulturowego) zawłaszczania świata - nasze
szkiełko i oko dotrze wszędzie; zmierzamy do tego, by nasza
muzealna reprezentacja była pełna. Sama ekspozycja zor­
ganizowana jest w sposób wskazujący na podobne tendencje
intelektualne. Poszczególne obiekty zgromadzone zostały zgod­
nie z formą i funkcją. W szklanych gablotach ułożono przed­
mioty codziennego użytku - w jednym miejscu same buty,
w innym same rękawiczki, w jeszcze innym same stołki czy
garnki. W środku sali stoi szklana gablota, w której przedmioty
złożyły się na scenkę. (Na przykład ukazanych jest kilka postaci
w typowych strojach.) Jak tłumaczy jedna z osób pracujących
w dziale etnograficznym muzeum - chodziło o to, by pokazać
jak największą ilość przedmiotów. Zwiedzający jest tu od­
dzielony od reprezentowanej rzeczywistości kulturowej. Udo­
stępnia mu się jednak komputer - w ten sposób może dowolnie
manipulować „rzeczywistością" - naciska określony obrazek
uzyskuje takie informacje, o jakie mu chodzi. Muzeum jako
.•skład cennych rzeczy" w swej skrajnej wersji w ogóle nie
pozwala na bezpośrednie obcowanie z artefaktami. Udostępnia
je potencjalnie - jako obrazy i informacje gromadzone
pamięci sieci komputerowych. Walorem tego rodzaju „ob­
cowania" ma być ogólna dostępność tego, co uznane zostało za
oobro kultury i winno stanowić wspólną własność ludzkości.
Interpretując taką organizację treści można ponownie od­
wołać się do pracy Lasha i Urry'ego. W analizie zjawisk
współczesnej turystyki autorzy ci korzystali z pojęcia kompresji
czasoprzestrzeni. Przejawia się ona jako swoiste anulowanie
1

s , e

w

79

przestrzeni spowodowane możliwością błyskawicznego poko­
nywania dużych dystansów. Inne jej oblicze j a w i się wtedy, gdy
zwrócimy uwagę na podróż symulowaną w nieustannie krążą­
cych znakach i obrazach, głównie natury wizualnej.
Naciskając ekran komputera działamy w świecie niepraw­
dziwym. O ile jest to podróż, to podróżujemy w szklanym tunelu
- ekran komputera i szyby w muzealnych gablotach determinują
tereny eksploracji.
Takie ograniczenie dotyczy jednak wykorzystania wiedzy,
a raczej jej reglamentacji. Natomiast stosunek do samego
zjawiska pozyskiwania jej przez fachowców po to, by dać
ludzkości dobro o niekwestionowalnej wartości można by
nazwać - oczywiście upraszczając nieco tę sytuację poznawczą
- „ i m p e r i a l i z m e m " poznawczym.
Wątek imperialistycznego traktowania świata obcego kul­
turowo jest żywo rozważany we współczesnej antropologii.
Mówiąc o muzealnej reprezentacji warto zwrócić uwagę na jego
nowsze oblicze, a mianowicie na imperialistyczną nostalgię,
czyli szczególnego rodzaju żal za minionym światem, tym,
który niknie za sprawą ekspansywnych działań kultury białej.
Taką nostalgię można np. zauważyć w aranżacji części prehis­
torycznej. Z półmroku wyłaniają się obrazy przeszłości np.
w postaci rekonstrukcji wiosek, przedmiotów codziennego
użytku pośród suchych traw, kamieni, konarów drzew, na tle
czarno-białych fotografii pejzażu. Obrazy życia w dawnych
wiekach jawią się w atmosferze sennej i nierzeczywistej (choć
z drugiej strony opatrzone są pieczęcią naukowości - datowane,
pokazywane jako dowody, często jako pierwociny obecnych
form danych przedmiotów czy gatunków zwierząt.)
80

81

Zostaje tu stworzone bezpieczne pole refleksji dla człowieka
współczesnego. Przechadza się on pomiędzy kadrami z prze­
szłości.
Teren przechadzki innego rodzaju zaaranżowano w dziale
„Ludy świata." W szeregu sal zgromadzono rzeczy pochodzące
z różnych obszarów świata: przedmioty kultu, ubiory, trochę
przedmiotów użytkowych. Epatują one swoją egzotyką i kunsz­
tem wykonania. Szczególnie wyeksponowano ich walory es­
tetyczne. Są to, mówiąc krótko, rzeczy, które cieszą oko i mogą
stanowić pożywkę dla imaginacji. Sprawy takie jak prze­
znaczenie, sposób użycia, związek z tradycją, religią, zwyczaja­
mi itp w niektórych przypadkach wyjaśniono w tekstach
opisów. Szereg obiektów opatrzono jedynie pobieżnymi infor­
macjami, wskazującymi „co to jest". Odwołując się do Clifforda, można by tu mówić o surrealistycznej tonacji tej wystawy.
(Przypomnijmy, że termin „ s u r r e a l i z m " w odniesieniu do
zachodnioeuropejskiej praktyki kolekcjonerstwa, stosowany
był przez tego autora w znaczeniu szerokim. Określał ten rodzaj
estetyki, który ceni fragmenty, dziwne i nieoczekiwane ze­
stawienia i zmierza do ukazania jakichś niezykłych rzeczywis­
tości odwołując się przy tym do dziedzin estetyki, erotyki,
egzotyki. )
82

Ten typ kolekcji etnograficznych bywał ostro krytykowany
przez etnografów jako wybiórczy, nienaukowy, nie oddający
istoty obcych kultur. Jednakże jeśli spojrzeć na niego z innego
punktu widzenia, to może on okazać się reprezentatywny. To
prawda, nie odzwierciedla on świata innych kultur w sposób,
jaki obecnie uznaje się za reprezentatywny. W pewien sposób
udostępnia jednak turystyczne doświadczenie, uważane za
symptomatyczne dla kultury współczesnej. Pozwala w sposób
łatwy, tani, wygodny i niezbyt absorbujący czasowo doznawać
różnorodnych wrażeń, pozwala też zachować zewnętrzna po­
stawa w stosunku do oglądanych treści.
Na umownej skali muzealnej reprezentacji taka wyrywkowość w ukazywaniu świata sytuowałaby się na biegunie
przeciwnym w stosunku do tego, gdzie wiedza przekazywana
jest w sposób systematyczny, linearny i wymaga intelektual­
nego zaangażowania się odbiorcy. Tego typu organizację treści
dyskursywnych obserwowaliśmy w wystawie ukazującej histo83

49

�rię muzeum. Szkielet konstrukcyjny tworzony był przez narra­
cję. Plany, zdjęcia, makiety pełniły funkcje ilustracyjne. Treść
przekazu stanowiła konkretna wiedzia historyczna, która winna
wpisać się w pewną, posiadaną już przez odbiorcę, świadomość
historyczną.
G r a muzealna
Rozbijanie wypowiedzi muzealnej na poszczególne elemen­
ty, wskazywanie różnych trybów reprezentacji to oczywiście
zabiegi analityczne mające prowadzić do wyjaśnienia tego, co
w swej warstwie podskórnej przekazuje wypowiedź muzealna.
Jednakże aby analiza taka miała jakikolwiek sens, najpierw
trzeba ujrzeć muzeum jako całość; i do całości tej trzeba
powrócić zakończywszy myślenie o różnych jej aspektach.
Ekspozycje poszczególnych autorów różnią się w swej
wymowie ale, istniejąc w ramach krajobrazu muzealnego,
składają się na całość - polifoniczną, płynną, dopuszczającą
możliwość wielorakiego odbioru, czy może raczej, wielo­
rakiego chwytania sensu. Tu zaczyna się interpretacyjne działa­
nie zwiedzających. W y p o w i e d ź muzealną formułuje się bo­
wiem ze względu na kogoś, dla kogo winna być zrozumiała.
W tym miejscu rodzą się pytania o roszczenia, jakie wypo­
wiedź ta wysuwa w stosunku do odbiorców, o wstępne warunki,
jakie ci ostatni powinni spełniać, by zrozumieć przekaz,
a w końcu o typu uczestnictwa, jakiego się od nich domaga.
Mówienie o tych roszczeniach to poniekąd mówienie o koncep­
cji sensu wpisanej w wypowiedź. (Oczywiście, trzeba tu
przyjąć, że muzeum jako całość zakłada pewną ogólną koncep­
cję sensu.) Pojawia się tu kolejne pytanie: czyj to ma być sens?
M o ż n a je jednak uchylić, jeśli wypowiedź muzealną potraktuje
się podmiotowo, natomiast sposób, w jaki istnieje ona wobec
zwiedzających, ujmie jako autoprezentację (w Gadamerowskim
tego słowa znaczeniu).
Jak twierdzi Gadamer, „oglądanie to pewien zasadniczy typ
u d z i a ł u . " Odnosi on to wprawdzie do przedmiotów sztuki,
a nie do eksponatów znajdujących się w muzeach historii
i kultury. Jego rozważania można jednak, jak sądzę, odnieść
także do tych ostatnich i to nie tylko z uwagi na to, że Gadamer
uwzględnia wątek różnych sposobów istnienia rzeczy jako
takich, ale i ze względu na przyjętą tu formułę rozumienia
muzeum: jako wyniku interpretacyjnych i kreatywnych działań
ludzkich. Będzie to oczywiście jedna z wielu możliwych prób
„hermeneutyki m u z e u m " .
Dla takiego ujęcia muzeum kluczowe wydaje się pojęcie gry,
za pomocą którego Gadamer wyjaśnia sposób bycia dzieła.
Całość znaczeniowa, jaką jest gra, istnieje według niego tylko
wtedy, gdy jest grana. Podobnie dzieło sztuki swe prawdziwe
istnienie i sens zyskuje w doświadczeniu odbiorczym. Nie jest
ono dla odbiorcy przedmiotem, bo jego znaczenie nie jest
gotowe, ale powstaje dopiero w interpretacji, do której dochodzi
w czasie samoprezentacji dzieła. W tym sensie podmiotem gry
jest samo d z i e ł o . Gra - mówi Gadamer - „ m a własną istotę,
niezależną od świadomości grających. Gra istnieje też tam,
a nawet przede wszystkim tam, gdzie żaden byt-dla-siebie
subiektywności nie ogranicza horyzontu tematycznego i gdzie
nie ma podmiotów o postawach graczy. Podmiotem gry nie są
grający; poprzez nich gra jedynie się prezentuje."
Ale też
istnienie gry jest nieodłączne od działań interpretacyjnych
graczy. W odniesieniu do dzieła sztuki oznacza to, że aby
poznać „dzieło samo", nie można abstrahować od jego od­
niesień do życia. Odbiorca i jego świat okazują się najważniej­
szymi uczestnikami gry.
Spróbujmy w podobny sposób spojrzeć na muzeum - z wpisa­
nymi w nie regułami reprezentacji i odbioru. Jeśli przyjmiemy,
że istnieje „gra muzealna'', decydujący będzie moment zgody
zwiedzającego na przyjęcie roli gracza.
W muzealnej grze gra się „całymi ś w i a t a m i " , które zostają
powołane do życia, ale przebieg gry jest prawidłowy, o ile
84

85

86

87

8 8

50

zachowana zostaje ciągłość sensu, łącząca j ą z zewnętrznym
światem gracza. „Nigdy grający, twórca lub widz nie są
wciągani tylko w obcy świat czarów, rauszu, snu, lecz raczej
wychodzą w bardziej właściwy sposób we właściwy sposób we
własny świat, głębiej się w nim rozpoznając."
W muzeum ó w moment wieloaspektowego rozpoznania jest
niezwykle istotny. T y m , co rozpoznawane są dwie (co najmniej)
rzeczywistości - ta prezentowana oraz nasze „tu i teraz".
Dowody istnienia naszego świata bywają włączane w reprezen­
tację inności, co widać wyraźnie np. w sytuacji, gdy ukazuje się
ewolucyjne przemiany form. Ponadto słowne objaśnienia nie­
ustannie odnoszą inność do tego, co znane, tłumaczą, angażują
intelektualnie, co utrudnia pogrążenie się w świecie nie-naszym.
Rozpoznanie dotyczy jednak jeszcze innego poziomu, a miano­
wicie rozpoznania własnej pozycji w świecie prowadzące do
poszerzenia s a m o ś w i a d o m o ś c i .
8 9

90

Kwestią o zasadniczym znaczeniu jest margines swobody
pozostawiony dla indywidualnego doszukiwania się i dookreślania tej prawdy, ku której prowadzić ma umieszczony w muze­
um przedmiot. Wiadomo, że ma on wskazywać na coś poza nim
samym. Jego byt wcześniejszy ulega przemianie, a byt obecny
swe spełnienie wyprowadza z ukazywania swego reprezen­
tatywnego charakteru. Zachodzi zatem wewnętrzna przemiana
przedmiotu (czy może raczej czegoś, co uznaje się za jego
istotę.) Reszta zależy od tego, co dokonuje się w dialogicznym
stosunku pomiędzy zwiedzającym a przedmiotem. ' Konstytu­
tywny element muzealnej gry stanowi pokonywanie dystansu,
nie mające bynajmniej prowadzić do jego ostatecznego zniesie­
nia. Musi bowiem zostać zachowana cecha reprezentatywności
tego, co przedstawiane.
9

92

U podstaw reguł tej gry leży sytuacja człowieka w świecie;
a zwłaszcza to, że jest on istotą skończoną i historyczną, co
określa horyzont jego rozumienia. Dlatego teksty, dzieła sztuki,
czy w ogóle wytwory człowieka przedstawiają się w sposób
zależny od tego, kto, kiedy i gdzie podejmuje interpretacyjną
grę. W różnych epokach ludzie zwracaję uwagę na co innego,
gdyż zanurzeni są w swej historyczności, w nieodłącznych od
niej uprzedzeniach i przesądach. Skłonni są stawiać określone
pytania, by wyjaśnić coś, co jest sensem w ich „tu i teraz".
Interpretując to, co ujmują jako przeszłość, tradycję, czy;
w ogóle odmienność, przyswajają je, odnajdują odpowiedzi na
swoje pytania, ale i podlegają ich oddziaływaniu. W toku takich
procesów przekształca się sens tego, co interpretowane. Interpetacja ujawnia sens, ale i formuje go, a ponadto otwiera
interpetatorom drogę dla wykraczania poza ich horyzont
Warunkiem jest gotowość na przyjęcie prawdy, którą niosą
w sobie teksty, dzieła sztuki, tradycja historyczna itp. Nie można
- jak twierdzi Gadamer - traktować świadectw przeszłości
jedynie jako źródła wąsko rozumianej wiedzy o przeszłości,
gdyż znaczyłoby to, że przeszłość ta jest nam całkowicie obca
i że nie niesie sobie żadnej istotnej dla nas prawdy. Chodzi tu
93

0 prawdę ważną dla tych, którzy dokonują interpretacji. Bez-,
zasadne byłyby przy tym ich roszczenia do bezpośredniości^
bezzałożeniowości i obiektywności działań interpretacyjno-rekonstruujących - istnieją oni bowiem w horyzoncie naszej
współczesności.
„Horyzont ó w nieustannie się kształtuje
1 - jak mówi Gadamer-jest,, czymś, w co wkraczamy i co kroczy
razem z nami.''
Doświadczamy tego szczególnie wówczas,
gdy poddajemy próbom nasze uprzedzenia. ,,Do takich prób
zalicza się również spotkanie z przeszłością
i rozumienie,
tradycji, z której się wywodzimy."
W takim spotkaniu dojść
może do fuzji horyzontów, w czasie której odsłoni się przed
nami przestrzeń nowych znaczeń i pogłębi nasze rozumienie
sposobu, w jaki istniejemy w świecie.
Taki byłby sens muzealnej gry odczytanej „po Gadamerowsk u " . Toczy się ona nie tylko o rozumienie tradycji, ale innościi
czy obcości (dlatego opis ten m o ż n a z powodzeniem odnosić doi
przedmiotów badań antropologii kulturowej) i daje się ująć jako
element szerszej gry o rozumienie ludzkiego świata w ogóle.
94

95

46

�PRZYPISY
1

Tak podaje Raport United Nations. Cyt. za: D. MacCannell, The
Tourist. A New Theory of the Leisure Class, New York 1989, s. 78
Mogło być to na przykład być rozumiane tak, iż muzea winny
„pomóc ludziom asymilować nowe wartości (...). Na przykład, korelacje
przyczynowo-skutkowe oparte na naukowej i pragmatycznej informacji
są produktem określonej kultury i muszą zostać wyjaśnione ludziom,
którzy mają całkowicie odmienny sposób myślenia." Hiroshi Daifuku,
The Museum and the Visitor, „Museum and Monuments" Vol. 9, The
Organization of Mueums: Practical Advice, Paris 1960 s. 78, cyt. za:
MacCannell, op. cit., s. 195, przyp. 1. MacCannell podaje także inne
przykłady formułowania celów muzealnictwa. MacCannell, op. cit. zwł.
s. 195, przyp. 1
MacCannell, op. cit. Charakterystyczne jest stwierdzenie MacCanella, że pewne eksperymenty mające prowadzić do unowocześ­
nienia ludzkiej mentalności prowadzone były w muzeach odkąd
z kolekcji dla badań naukowych przekształciły się one w miejsca
publiczne, jakimi są dzisiaj.
J. Clifford, The Predicament of Culture. Twentieth-Century Eth­
nography, Literature, and Art, Cambridge Mass. and London 1988, s.
218. Fragment rozdziału 10 On Collecting Art and Culture ukazał się
w tłumaczeniu Joanny Irackiej: O kolekconowaniu sztuki i kultury,
„Polska Sztuka Ludowa. Konteksty", 1993, nr 1, s. 11-17
Zob.: „(...) kolekcjonowanie i wystawianie to zjawisko decydujące
dla tworzenia się Zachodniej tożsamości." Clifford, O kolekcjonowa­
niu..., op. cit., s. 12
R. Handler, On Having a Culture: Nationalism and the Preservation of
Quebec's Patrimoine, „History of Anthropology", Vol 3, Objects and
Others, ed. G. Stocking, s. 192-217, Madison 1985
Clifford odwołuje się też do pracy C.B.Macphersona, The Political
Theory of Possesive Individualism, Oxford 1962, gdzie ukazany jest
dokonujący się w 17 wieku proces wyłaniania się ideału osoby jako
posiadacza różnych dóbr.
Clifford, O kolekcjonowaniu... op. cit., s.12
K. Pomian, Entire I'invisible et visible: La collection, „Librę",
1978 (3): 3-56; Clifford, op. cit.
J. Clifford mówi o problematyczności autentyzmu, który w założe­
niu miał być tu zachowany: „Tak kolekcjoner, jak i ocalający je (tzn.
zebrane eksponaty - AW) mogliby się ubiegać o ostatnie miejsce wśród
obrońców „prawdy rzeczy". Autentyzm, jak to zobaczymy, wytwarza
się bowiem w trakcie usuwania przedmiotów i zwyczajów z ich bieżącej
sytuacji historycznej - teraźniejszości-stającej-się-przeszłością." Clif­
ford, O kolekcjonowaniu..., op. cit., s. 15
Zjawiskiem niezwykle istotnym było wyłonienie się kategorii
sztuki prymitywnej, co uczyniło status niezachodnich przedmiotów
problematycznym. Dawały się one zdefiniować bądź jako obiekty
artystyczne bądź jako etnograficzne i odpowiednio do tego eksponować
- w galeriach sztuki ze względu na cechy formalne i estetyczne,
a w etnograficznych - na kontekst kulturowy. Clifford, op. cit.
A. Pagden, The Fall of Natural Man: The American Indian and the
Origins of Comparative Ethnology, Cambridge 1982; J. Duncan, Sites of
representation. Place, and the Discourse of the other, (w:) Place
/Culture/Representation, ed. J. Duncan, D. Ley, London and New York,
1993
" J. Duncan, op. cit. Oczywiście, nie każdy język jest równie
prawomocny w przekazywaniu wiedzy. Wiarę budzi beznamiętny język
nauki, zdolny jakoby w sposób obiektywny zdać sprawę z cech
poszczególnych obiektów (co niewątpliwie pomaga umieścić poszcze­
gólne okazy w ramach obowiązującej siatki kategorialnej).
Tematykę tę w odniesieniu do tekstów antropologicznych porusza­
łam, in.: M. L. Pratt, Fieldwork in commonplaces, (w:) Writing Culture,
ed- J. Clifford, E. Marcus, London 1986, s. 27-50; Clifford, On
Ethnographic Authority, (w:) The Predicament of Culture, op. cit., s.

rozmowy z ludźmi odwiedzającymi Expo 86. Stwierdzili oni, że ich
rozmówcy bardziej podkreślali np. zacieśnianie więzi rodzinnych
w czasie takiej wspólnej wyprawy, czy okazję spotkania nowych ludzi
niż treści wpisujące się w idee tej wystawy. D. Ley, К. Olds, Landscapes
Spectacle: world's fairs and the culture of heroic consumption,
..Environment and Planning D: Society and Space" 6: 191-212. Podaję
za: S. Warren, 'This heaven gives me migraines, (w:) Place/Cul­
ture/Representation, op. cit. s. 183
D. Ley, J. Duncan, Epilogue (w:) Place/Culture/Representation,
op. cit. s. 329
Oczywiście, jeśli traktować pejzaż w sensie najprostszym - to znaczy
jako określony obszar ukształtowany w pewien sposób - to o czytaniu
można tu mówić w znaczeniu metaforycznym. Nasze „odczytywanie''
pejzażu - twierdzi Brian Stock - różni od cichego czytania. Pejzaż może
być przedmiotem prywatnej lektury, niemniej jednak pozostaje wypo­
wiedzią publiczną (inaczej niż - w epoce druku - zwykły tekst pisany).
Pod pewnymi względami jest to tekst hybrydyczny, mający cechy tak
wypowiedzi pisanej, poddającej się indywidualnej lekturze, jak i tekstu
oralnego, wygłaszanego w obecności wielu słuchaczy. Ta ostatnia
analogia uwypukla wizualne aspekty sytuacji - podobnie jak recytator
tradycyjnej epiki wkraczał od razu in medias rem, a potem a kon­
tynuował parę wątków, tak i oglądanie krajobrazu wymaga wejścia
w środek, a następnie postępowania nie sekwencyjnego, lecz zgodnie
ewedtug pewnych ogniskowych motywów. Podobnie ująć można
dwojaki charakter muzeum (publiczne vs. prywatne). B. Stock, Reading,
community and a sense of place, (w:) Place/Culture/Representation, op.
cit.
Badania prowadziłam dwutorowo, to znaczy z uwzględnieniem
dwóch kręgów zagadnień. Pierwszy z nich obejmował analizowanie
retoryki wypowiedzi muzealnej, co miało na celu dotarcie do ist­
niejących w tejże wypowiedzi mechanizmów perswazyjnych. Szczegól­
nie interesowały mnie środki retoryczne nastawione na przekonanie do
określonych treści (zwłaszcza to, jakie są to treści i w jaki sposób wiążą
się one ze sobą.) Można by tu mówić o dążeniu do odkrycia wizji świata
wpisanej w wypowiedź muzalną, ale jest to, moim zdaniem, określenie
zbyt ogólne - chodzi raczej o preferowany w tej wypowiedzi (i
przedstawiany jako prawomocny) zespół wyborów aksjologicznych
i epistemologicznych, a także, w trochę mniejszym stopniu, rozwiązań
estetycznych.
Punktem wyjścia są dla mnie tradycyjne pojęcia teoretyczno-literackie, a zwłaszcza pojęcie toposu; inspirujące było dla mnie ujęcie
retoryki E. R. Curtiusa (E.R. Curtius, Europaische Literatur und
lateinisches Mittelaler, Bern 1954.) Natomiast jeśli chodzi o dziedzinę
badania tekstów antropologicznych, to korzystałam z sugestii wysuwa­
nych w ramach antropologii interpretatywnej.
Drugi nurt moich rozważań to badanie przestrzeni muzealnej.
Chodziło o takie ujęcie przestrzeni, jakie stosuje się w geografii
kulturowej, gdzie zwraca się uwagę na kulturowe znaczenia przestrzeni
oraz na obustronne relacje pomiędzy człowiekiem, a tym co go otacza,
na aktywność twórczą, której efektem staje się symboliczne nasycanie
środowiska oraz na to, jak to środowisko działa na człowieka (Bliskie
jest mi podejście hermeneutyczne przedstawione w pracy Pla­
ce/Culture/Representation).
Stock, s. 314. Autorowi nie chodzi tu o to, czym są obrazy (images)
i słowa w umysłach, ale o konkretną tradycję reprezentowania miejsc
w kategoriach wizualnych lub słownych.
Czasem, np. nie znając narracji, nie umiemy odczytać przekazu
architektonicznego, a znajomość samego tekstu nie daje nam dostępu do
pewnego rodzaju emocjonalnego odbioru symbolizacji.Podobnie, zna­
jąc z przewodnika jedynie opis danego miejsca - pisze B. Stock - nie
umiemy zrekonstruować samego doświadczania danego miejsca w nienarracyjnym otoczeniu. Czym innym jest też czytanie o danym miejscu
np o świątyni, a czym innym oglądanie fotografii ). Stock, op. cit.
" Zob. D. MacCannell, op. cit., s.78-80
E.R. Curtius, op. cit.
S. Daniels, D. Cosgrove, Introduction (w:) The Iconography of
Niekiedy motyw podróży pomaga nadać spójność elementom,
landscape. Essays on the symbolic representation, design and use of
które łączy głównie to, że znalazły się w jednym miejscu. Tak jest na
Past environments, ed. D. Cosgrove, S. Daniels, Cambridge 1988, s. 1. przykład w Muzeum Dziecięcym, w którym zaaranżowano kąciki
Autorzy wyjaśniają to dokładniej: „Aby zrozumieć krajobraz budowany, poświęcone bardzo różnej tematyce: „Muzeum dziecięce jest podróżą
Powiedzmy w J8-wiecznym angielskim parku, zwykle trzeba rozumieć przez tysiąclecia historii. Specjalna wystawa dla dzieci i towarzyszą­
J go pisane i słowne reprezentacje nie jako 'ilustracje' wyobrażenia
cych im dorosłych pokazuje oryginalne przedmioty, jak i kopie, których
znajdujące się na zewnątrz, ale konstytutywne wyobrażenia jego
można dotykać i używać, aby powoływać do życia historię."
jeżenia bądź znaczeń." Tamże.
Element werbalny może zmierzać do nadania grupie przedmiotów
Można tu nawiązać do badań socjologów przeprowadzających
struktury narracyjnej, jak np. w ekspozycji mającej przedstawiać życie
2

16

3

4

5

t

17

6

7

8

9

10

18

19

20

21

e

22

57

�Egipcjan tytut Od kołyski po grób (sala 302) wskazuje na to, że
eksponaty należy interpretować jako znaki, za pomocą których opowia­
da się ludzkie życie.
Niekiedy, przyzwyczajeni do „normalnego" dla nas wyglądu
mapy (tzn. takiego, gdzie w centrum sytuuje się nasz kraj i stopniowo
wskazuje coraz szersze kręgi jego umiejscowienia (jak bywa to na
przykład w szkolnych atlasach.) Możemy mieć trudności z natychmias­
towym zorientowaniem się w porządku takiego odwzorowania, gdzie
w centrum są Hawaje albo Grenlandię. Zob. także: J.B. Harley, Maps,
knowledge, and power, (w:) The Iconography of Landscape... op. cit.
Czasem okazuje się, że z przestrzenią można robić różne rzeczy
- np. wywołać ruch obrotowej makiety ukazującej zmiany w stanie
zalesienia, sprawdzić jak działają cuda optyki w rodzaju skrzynek,
w których przez niewielki otwór widać trójwymiarowy obraz. Tego
rodzaju angażowanie zwiedzających w podejmowanie pewnych „opera­
cji na przestrzeni" jest dość skuteczne; jeśli tylko jest możliwość,
zwiedzający podejmują tego typu działania.
Informacja znajdująca się w hallu muzeum.
C D . Maleszyński, „Jedyna księga". Z dziejów toposu w literatu­
rze dawnej, „Pamiętnik Literacki" 1982, z. 3/4
Wprowadzenie do zbiorów zatytułowych Wnętrze kościoła romań­
skiego („The interior of the Romanesque Church 1050-1250").
Spotyka się również sformułowania wyrażające opowiadanie poprzez
ukazywanie znalezisk: „Prehistoria Danii - od czasów łowców renife­
rów w epoce lodowcowej do ery Wikingów. Tysiąclecia historia Danii
opowiedziane poprzez znaleziska archeologiczne z epoki kamienia,
brązu i żelaza.''- czytamy w znajdującej się w hallu muzeum informacji
o zbiorach prehistorycznych.
Na przykład w sali nr 3 tytułowy napis mówi: „Pierwsi rolnicy
- topór i ogień zmieniały las w pole". Tło ekspozycji stanowi
czarno-biała panoramiczna fotografia zajmująca całą ścianę i ukazująca
ludzi pracujących przy wyrębie lasu. Przed zdjęciem umieszczono pnie
ściętych drzew.
Fragment objaśnienia dotyczącego gipsowych odlewów czaszek
w sali nr 102
Erie Grant, The sphinx in the north: Egyptian influence on
landscape, architecture and interior design in eighteenth- and niniteenth-century Scotland, (w:) The Iconography of Landscape, op. cit.
Sala 303 - fragment objaśniający ikonografię malowideł i figurek
związanych z grobowcami.
Sala 303
Mumia skarbnika królewskiego z 1530 p.n.e., sala 303. „Mumia
jest źle zachowana, gdyż balsamujący nie umieli jeszcze robić mumii tak,
by przetrwały" - czytamy w objaśnieniu.
Niekiedy sposób ukazania mumii jeszcze bardziej zaciera kon­
tekst, w jakim niegdyś istniała. Przykładem może być mumia peruwiań­
ska datowana na rok 600-1000. Znajduje się ona w dziale etnograficz­
nym i jest jedyną wystawioną tu mumią. (Muzeum posiada ich kilka,
lecz ta zachowała się najlepiej.) Przystrojona w pióra i stojąca wśród
różnorodnych eksponatów, które łączy to, że pochodzą z jednego
obszaru, w ogóle nie sprawia wrażenia mumii. Wyglądem zbliża się
w zasadzie do modeli szamanów czy czarowników, jakich wiele w tej
kolekcji. Jedynie podpis wskazuje, że nie jest to model: „W niektórych
częściach starożytego Peru praktykowano grzebanie zmarłych w pustyn­
nych piaskach wzdłuż wybrzeża. Ciała umieszczano w pozycji kucznej,
owijano w materię i przyozdabiano piórami. (•••)"
Sala nr 10
Są to prawie same czaszki z kawałkami kręgosłupa, w jednym
przypadku widać również piszczele.
Podobny jest porządek opisu drugiego szkieletu - tu tekst
przechodzi do tematyki rzymskich wyrobów z brązu i szkła.
Louis-Vincent Thomas, Trup, tłum. K. Kocjan, Lódź 1991, s.
97-98. Zob także: „W cywilizacji słowa, gdzie mowa jest życiem,
czaszka nabiera nowego wymiaru symbolicznego: usta, uszy są ośrod­
kami wymiany słownej, Z tego punktu widzenia czaszka staje się
wyrazem par excellence przejścia od semiotyki do symboliki.'' Tamże, s.
98
Nawiasem mówiąc, na zdjęciu zwłok dziecka trudno dopatrzeć się
jakichkolwiek szczegółów, można najwyżej zauważyć ogólne podo­
bieństwo barw do stroju leżącego obok.
Thomas, op. cit. s. 45
H.-G. Gadamer, Prawda i metoda, przeł. B. Baran, Kraków 1993,
s. 163. Gadamerowskie ujęcie pamiątki opiera się na rozróżnieniu
pomiędzy znakiem, symbolem i obrazem. Pamiątka ma być najbardziej
samoistnym ze wszystkich znaków. Natomiast znak „to nic innego niż
23

2 4

25

26

2 1

28

29

30

31

32

33

34

35

36

37

38

39

4 0

41

52

to, czego wymaga jego funkcja, którąjest wskazywanie poza siebie. Aby nieco różnią się od siebie. Ponadto część tła ma kolor niebiesko-zielony.
móc wypelnać tę funkcję, znak musi oczywiście przyciągnąć najpierw Autor tłumaczy: „To są niejednakowe odcienie, bo to jest papier, a to
uwagę. Musi się narzucić, tj. wyraźnie się wyodrębnić oraz zaprezen­ tkanina, więc trudno dobrać odcienie. Najpierw chciałem, żeby wszystko
tować swą wskazującą treść (...). Nie ma skupiać na sobie uwagi tak, było żółte, ale nie było dobrze widać postaci, więc w jednym miejscu
iżby pozwalał się kontemplować, gdyż ma tylko uobecniać coś nieobec­ dałem inne tlo.''
Być może także linearne uporządkowanie prezentowanej treści
nego, a nawet chodzi mu wyłącznie o to coś nieobecnego." Tamże.
zgodnie z porządkiem chronologicznym nie stanowi adekwatnej re­
Tamże.
Clifford rozważa to zjawisko w odniesieniu do dyskursów ant­ prezentacji porządku czasowego takiego, jaki istnieje w egzystencji
ropologicznego i estetycznego. W pierwszym z nich konkretna, ob­ ludzkiej. Wprawdzie „wiemy", że jesteśmy w „teraz," za sobą mamy
darzona inwencją egzystencja kultur plemiennych i artystów jest przeszłość, przed sobą przyszłość; można to wyrazić linearnie, ale
będzie to tylko schemat. Nasze „teraz" przeniknięte jest impresjami
stłumiona w procesie konstruowania „tradycyjnych" światów; w dru­
z przeszłości i oczekiwaniami dotyczącymi przyszłości.
gim - oceniania ich produktów według bezczasowych kategorii sztuki.
Stock, op. cit., s. 320.
Clifford, The Predicament..., op. cit., s. 200
M. Mauss, Instructions somaires pour les collecteurs d'objects
L.-V. Thomas, op. cit., s. 99
ethnographiques Musee d'Ethnographie du Trocadro. Pamphlet prepa­
Zob. Np. P. Aries, Człowiek i śmierć, Warszawa 1989, część
red with the assistance of M . Leiris and M . Griaule, 1931, s. 6-7, za:
V „Śmierć na opak".
Clifford, The Predicament of Culture..., s. 66 -67. Clifford zwraca
Tamże, s. 120
uwagę na metaforykę sądową (pices conviction, besoins de la cause).
Gadamer, op. cit., s. 162
Clifford, tamże, s. 67
Dean MacCannell, The Tourist, op. cit., s. 84
Miejsce wątku wizualności we współczesnej refleksji etnograficz­
Czytamy tekst linearnie, w sposób jaky regularny - przynajmniej nej rozważa J. Clifford w Introduction: Partial Truths, (w:) Writing
takie mamy wrażenie. W rzeczywistości percepcja tekstu pisanego jesl Culture, op. cit., s. 12. Szerzej na temat zdominowania etnografii przez
bardziej złożona. (Dokładniej na ten temat: B. Stock, Reading, com-, wizualność: J. Fabian, Time and the Other: How Anthropology Makes Its
munity and a sense of place, (w:) Place/Culture..., s. 317-318.) Tu Object, New York 1983, W. J. Ong, The Presence of the Word, New
chodzi mi jednak o linearne narracyjne uporządkowanie określonych Haven, Conn 1967; tegoż, Interfaces of the Word, Ithaca 1977.
elementów treści.
M. Griaule, Les Sad legendaires, Paris 1943, s. 61-62. Cyt. za:
Tamże.
Clifford, op. cit., s. 68. O fotografii lotniczej mówił też Griaule:
Pojęcie spektaklu wydaje się tu szczególnie przydatne - w znacze­ L'emploi de la photoghraphie aerienne et la recherche scientifique,
niu tak dosłownym jak i metaforycznym. „Spektakl (...) mógł znaczyć „L'antropologie"1937 ( 47), s. 469-471
Jak zauważa to Clifford, proponowana przez Griaule'a metoda
po prostu pokaz, ale i coś, czemu można się dziwić, a więc coś
dotykającego tajemnicy. Mógł przybierać jedynie znaczenie lustra, dokumentacji przypomina działania podejmowane przez twórców
dzięki któremu prawda, która nie może zostać wyrażona bezpośrednio, współczesnych sprawozdań przygotowywanych przez telewizyjnych.
może zostać odbita, być może wykrzywiona i mógł także oznaczać Poszczególni obserwatorzy, stojący w wyznaczonych miejscach, mieli
pomoc w widzeniu (...) - piszą S Daniels i D. Cosgrove o znaczeniach; zwracać uwagę na czas wykonywania poszczególnych obserwacji, co
spektaklu w renesansowej Europie. „Teatr'' - tak wówczas jak i obecnie następnie służyć miało syntezie, dokonywanej w czasie ostatecznego
opisu danego wydarzenia np. rytuału. Dokładniej na ten temat: Clifford,
- nie oznaczał jedynie budynku teatralnego. Sztuka tworzenia analgoii
op. cit., s. 70
pozwala przemieszczać się pomiędzy planem sztuki, a planem miejsci
O związku totalizującego oglądu okolicy dokonywanego z góry ze
- oba uczestniczą w przekazywaniu danych zjawisk ku ogólnemi
sposobem, w jaki tworzona bywa teoria zob: J. Starobinski, Montesąieu
zrozumieniu. S. Daniels, D. Cosgrove, Spectacle and text. Landscapi
par lui-meme, Paris 1943, s. 60-113, G. Van Den Abbeele, Travel as
metaphors in cultural geography, (w:) Place/Culture/Respresentation,
Metaphor from Montaigne to Rousseau, Minnesota 1992.
op. cit., s. 58
Stock, op. cit., s. 320
Tamże, s. 59
M. Featherstone, Consumer Culture and Postmodernism, London
Prinsens Palais to pałac pochodzący z połowy XVIII, stanowiąc) 1991.
najstarsza część kompleksu budynków wchodzących w skład dzisiej­
S. Lash, J. Urry, Economies of Signs and Spaces, London 1994, s.
szego muzeum.
277
H.-G. Gadamer, op. cit., s. 167
Tamże, s. 272. Zob. także uwagi Urry'ego na temat przemian
Wystawa poświęcona historii muzeum i ta, która mówi o zbioracl „muzealnego spojrzenia" (museal gaze) oraz sposobu, w jaki muzea
etnograficznych miały różnych autorów - tak więc pomysły te nie są a istnieją w ramach turystycznego kompleksu kulturowego (w:) J. Urry,
sobą związane. (Informacja uzyskana od autorki wystawy etnograficz­ The Tourist Gaze: Leisure and Travel in Contemporary Societies,
nej.) W tym miejscu traktuję muzeum jako całościową wypowiedź London 1990, s. 134
kulturową, która daje się odczytać na różne sposoby, stąd też pomijam
Znaczącą cechą konsumpcji wizualnej jest tendencja do tworzenia
fakt, że poszczególne elementy tej wypowiedzi nie zostały od początki miejsc „stematyzowanych", upozowanych zgodnie z jakąś konwencją,
odwołujących do pewnych znaczeń. Opisywano takie miejsca służące
podporządkowane ogólnej wymowie.
Zob. także: P. Woolf, Symbol of the Second Empire: Culture wypoczynkowi i rozrywce - w nich właśnie „ludzie są zachęcani do
Politics and the Paris Opera House, (w:) The Iconography of Lani tego, by oglądać i kolekcjonować znaki i obrazy wielu kultur - aby
scape, op. cit., s. 214-235. Autorka pokazuje, jak paryską open działać jak turyści (...) Jest to możliwe dzięki skrajnej formie kompresji
kreowano tak, by stała się symbolem ewokującym określone treści ora! czaso-przestrzeni, którą można określić jako globalną miniaturyzację."
Lash, Urry, op. cit., s. 272. Zob. także: U. Eco, Travels in Hyper-Reality,
jak późniejsze interpretacje rozwijały ten wątek.
London 1986; MacCannell, Empty meeting grounds, London and New
Przechodząc przez świątynię z lewej strony mamy wnętrzt
York 1992; S. Warren, „This heaven gives me migrains'': The problems
z modlącymi się postaciami mnichów, z prawej - gabloty z przed­ and promise of landscapes of leisure, (w:) Place/Culture/Represen­
miotami na tyle małymi, że włączenie ich w aranżację uniemożliwiłob) tation, op. cit., s. 173 - 186
zwiedzającym ich obejrzenie. Aby przyjrzeć się im dokładniej, możni
Turystyka może stanowić kontekst, w którym ujmuje się muzeum
na chwilę zapalić światło, które samo zgaśnie po paru minutach.
także w innym sensie. Formuła konsumpcji - coraz mniej nastawionej
„ Tu jest zielona trawa i niebieskie niebo - tak wygląda Mongolia
na funkcjonalność i coraz bardziej estetyzującej się - w turystyce
- mówi autor o kolorze ścian. Na ścianach widoczne są też szarawi przejawia się jako zacieranie granic pomiędzy turystyką a rozrywką,
zarysy gór i wkomponowane w nie zdjęcia - zarys gór ze zdjęcia zgada nauką, sportem, kulturą, hobby. W związku z tym, że klientów trzeba
z wzorem na ścianie, choć nie wtapia się w niego całkowicie. Jest tt zainteresować, zabawić, przyciągnąć ich uwagę pierwszorzędnego
mimetyczność świadoma swojego reprezentacyjnego charakteru.
znaczenia nabiera różnorodność i zmienność propozycji. Te same
„Dla buddyzmu musi być żółty - to jest oczywiste, bo żółty to kouf tendencje wyraźne są w retoryce muzealnej reklamy. Korzystam tu z:
buddyzmu" - tak autor motywuje kolor tła eksponatów poświęconyd Lash, Urry, op. cit., rozdział 10 ..Mobility, Modernity and Place".
buddyzmowi.
Autorzy zestawiają tu cechy uważane za typowe dla post-fordyzmu ze
O fioletowym tle ekspozycji szamanistycznej autor mówi: „Tą zjawiskami z dziedziny turystyki.
kolorjest tu dlatego, że podobał się architektowi. Ja go nie chciałem. Ab
^ Warto tu wspomnieć o wygodnym MacCannellowskim podziale
architekt zapytał mnie: 'To jaki kolor chcesz?' Żółty jest dla buddyzm* typów wystaw na kolekcje i reprezentacje. Re-prezentacja ma na celu
niebieskiego i zielonego mamy dużo, to jaki? no tak fioletowy..." j ukazanie danego obiektu w jego naturalnym otoczeniu, które zostaje
Postać Haik-Lamy znajduje się na żółtym tle, a odcienie żółteg' odtworzone w ekspozycji. Punkt widzenia, jaki się tu proponuje to ten,
62

42
43

63

64

44
45

4 6

47

65

48

66

49

67

50
51

68

69

70

52

71

53

12

54

73

55

74

56

57

58

59

6 0

61

który umiejscowiony byłby wewnątrz przedstawianej rzeczywistości.
Reprezentacja - twierdzi MacCannell - daje okazję do identyfikacji.
Natomiast w ramach kolekcji zostają zgromadzone różne obiekty
należące do określonego typu. Arbitralnie nakłada się na nie pewien
porządek. O ile re-prezentacja domaga się identyfikacji, to kolekcja
- podejścia estetyzującego. (Na innym poziomie niż poziom estetyczny
ten rodzaj zestawiania obiektów, jaki tworzy się w ramach kolekcji,
często nie miałby sensu.) Są dwa główne typy wystaw muzealnych:
kolekcja i re-prezentacja." Tego rodzaju klasyfikacja ma charakter
formalny. (To, co jest w niej istotne ze względu na interesujące mnie
zagadnienia to takt, iż włącza ona element intelektualnego i emocjonal­
nego zaangażowania odbiorcy. D. MacCannell, The Tourist, op. cit.
1989, s. 78. O kolekcjach zob. także: J. Clifford, On Coltecting Art and
Culture, (w:) The Predicament..., op. cit., S. Stewart, On Longing:
Narratives of the Miniature, the Gigantic, the Souvenir, the Collection,
Baltimore 1984
M. L. Prat, Imperial Eyes. Travel Writing and Transculturation,
London and New York, 1992, s. 25 i nast.
Podaję za: Prat, Imperial..., op.cit., s. 27
™ Lash, Urry, op. cit.
Ów „imperializm" trzeba ująć w cudzysłów. Można tu przypo­
mnieć uwagi Clifforda dotyczące europejskich „imperialistycznych"
działań podejmowanych w stosunku do sztuki plemiennej. Jak twierdzi
autor, kategoria sztuki rozciągnięta na skalę globalną pojawia się wtedy,
gdy ludy plemienne stają się przedmiotem dominacji politycznej,
ekonomicznej i religijnej Europy. Jednakże nie można nazwać przy­
swajania produktów plemiennych przez kulturę zachodnią jedynie
imperialistycznym, gdyż proces realizacji tego projektu zawierał w so­
bie także silną krytykę kolonializmu i założeń ewolucjonistycznych.
Z drugiej jednak strony cele, jakie to miało spglniać i nacisk kładziony
na logikę „odkrycia" sztuki plemiennej wskazuje na zachodnie dążenie
do hegemonii zakorzenione w epoce kolonialnej i neokolonialnej. J.
Clifford, Histories of the tribal and the modern, (w:) The Predicament...,
op. cit., s. 197
R. Rosaldo, Culture and Truth. The Remaking of Social Analysis,
Berkeley 1989, s. 68 i nast. Ogólniej na temat retoryki służącej kulturze
białej do ekspansji kulturowej i sposobu, w jaki kreuje ona wizję
odmienności historycznej i kulturowej: MacCannell, Empty meeting
grounds, op. cit.
J. Clifford, On ethnographic surrealism, (w:) The Predicament of
Culture, op. cit.
„Teraz wielu ludzi podróżuje, przychodzą, żeby zobaczyć, co
mamy z tych krajów, które odwiedzali. Najwięcej ludzi ogląda zbiory
z Grenlandii, bo wiedzą, że tego mamy dużo, i kolekcję indiańską
- znają to z filmów i książek przygodowych." - tak widzi stosunek
zwiedzających do zbiorów etnograficznych osoba pracująca w dziale
etnograficznym.
Gadamer, op. cit., s. 140
W tym miejscu Gadamer łączy sposób istnienia dzieła sztuki
z pojęciem święta.
Zob. też Tajemnica butów, czyli pochwala muzeum, „Polska
Sztuka Ludowa. Konteksty" 1993, nr 1. Autor wychodzi od Heidegerowskiego ujęcia rzeczywistości, po czym przedstawia koncepcję muze­
um jako zdarzenia. W jego ujęciu mamy rozróżnienie pomiędzy
muzeum jako doświadczeniem (experientia) i eksperymentem (experimentum).
Zostaje tu zatem zniesiona opozycja między podmiotem a przed­
miotem przeżycia estetycznego.
Tamże, s. 122
Tamże, s. 147
Tu ujawnia się tu medialność gry jako procesu: „Grający doświad­
cza gry jako przewycięzającej go rzeczywistości." Tamże, s. 128
Zob. także: „Tym, co mu się (tzn. widzowi AW) prezentuje i przez
co poznaje on siebie, jest prawda jego własnego świata, religijnego
i moralnego, świata, w którym żyje." Tamże, s. 143
Zob. także: „... dystans, jaki widz utrzymuje wobec widowiska, nie
jest jakimś dowolnym wyborem zachowania, lecz stosunkiem istotowym, który swąpodsawę ma w jedności sensu gry." Tamże, s. 144
Zob. także: K. Rosner, Hermeneutyka jako krytyka kultury,
Warszawa, s. 162
„Horyzont to krąg widzienia, który obejmuje i ogarnia wszystko, co
jest widziane z tego punktu. (...)Kto nie ma żadnego horyzontu, ten nie
widzi wystarczająco daleko i dlatego przecenia to, co leży w pobliżu
niego. Mieć horyzont natomiast oznacza wolność od ograniczenia do
tego, co najbliższe, i możliwość wyglądania poza to.'' Gadamer, op. cit.,
s. 287
Tamże, s. 288
Tamże, s. 290
77

78

80

81

82

83

84

85

86

87

88

89
90

91

92

93

94

95

96

53

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7874" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7854">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7f368a92b0752de1fb55b8d269f2dd88.pdf</src>
        <authentication>3d29a1bb93e7b113f816c6a6dd271ca9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94208">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1393</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94210">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94213">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1287</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94215">
                <text>Słowo i gest. Dwa warianty weselnych zaprosin / ETNOGRAFIA POLSKA 1991 t.35 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94217">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1991 t.35 z.1, s.85-104</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94219">
                <text>Wieczorkiewicz, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94221">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94223">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94225">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="94226">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94231">
                <text>„ETNOGRAFIA POLSKA", t. X X X V : 1991, z.l
P L ISSN 0071-1861

Anna Wieczorkiewicz
(IBL, Warszawa)

Słowo i gest.
Dwa warianty weselnych zaprosin

1

W artykule tym zajmujęsięsposobem istnienia obrzędu weselnych zaprosin
na wsi polskiej w wieku X I X i na początku X X . Zaprosiny traktuję jako element
pewnej rzeczywistości znakowej i dążę do wykrycia zasad budowy tych zna­
ków. Nie chodzi mi przy tym o działania inwentaryzacyjne czy klasyfikacyjne.
(Oczywiście, zabiegi te wykonywane były w toku pracy nad materiałem, ale
stanowiły jedynie etap przejściowy, technikę przygotowania materiału). Przyj­
muję do wiadomości zróżnicowanie form, jaki&lt;e przybiera akt zaprosin , ale nie
rozważam ich związków genetycznych. Ważna natomiast okaże się wymienial­
ność elementów, z jakich formy te są złożone, ich funkcjonowanie, oraz to, czy
orzeeruDowanie'składników wnływa w iakiśsoosób na ich całościowa wymo­
wę.
2

Materiał, na którym się opierałam, to przede wszystkim opisy pochodzące
z omawianego okresu. Niezwykle bogatym źródłem są oczywiście prace O.
Kolberga. Liczne rozproszone informacje zawierają też periodyki „Wisła",
„Lud", „Prace i Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne"
oraz „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej". Korzystałam też z mono­
grafii wesela i ogólnych prac o kulturze ludowej. Z prac nowszych uwzględni­
łam głównie te, które dotyczą obrzędowości weselnej X I X i początku X X
wieku. Miały one rolę uzupełniającą, a niekiedy pozwalały na weryfikację
starszych źródeł.
Zamieszczone przeze mnie cytaty mają pełnić funkcję egzemplifikacyjną
i dobrane zostały ze względu na największą reprezentatywność dla danego
zjawiska - stąd też wynika fakt, że często zestawiam dane pochodzące z róż­
nych regionów.
Można wyróżnić dwa sposoby „proszenia" na wesela - dwa warianty zapro­
sin. Pierwszy z nich wykorzystuje orację - to ona właśniestanowi punkt central­
ny wydarzenia. Słowo mówione zajmuje wtedy szczególną, wyodrębnioną
z całokształtu działań pozycję i ono staje się zasadniczym nośnikiem znaczenia.
Płaszczyznę działań niewerbalnych można zatem ujmować raczej jako kon­
tekst. Oczywiście nie neguję tu faktu, że całość tego rodzaju aktu zaprosin
można widzieć jako znak - czynnik organizujący całość stanowi w nim jednak
przemowa.
Drugi wariant zaprosin obywa się bez oracji. Funkcję nośnika znaczenia
przejmuje wówczas zachowanie, gest. Słowo mówione (jako pewien typ dzia-

�86
i
;
I
j
;
i
!
j
I

ANNA WIECZORKIEWICZ

łania werbalnego) sytuuje się na tym samym, co i one poziomie analizowanej
rzeczywistości. To, co w poprzednim przypadku było kontekstem, staje się
głównym planem wyrażenia. Ten wariant zaprosin nazywam niewerbalnym.
Nie chodzi przy tym o eliminację słowa mówionego, ale o ujrzenie go w innej
perspektywie, jako jednego z rodzajów znaków, funkcjonujących w ramach
złożonego systemu komunikacji. Wychodząc z takich założeń postaram się
przedstawić charakterystyczne, powtarzalne zespoły zachowań i gestów obdarzonych znaczeniem, składające się na swoisty „ekwiwalent" oracji.

Zaprosiny z oracją
I
!
i

Dokładne określenie, czym jest oracja ludowa może sprawiać pewne trud¬
ności. Wiadomo oczywiście, że to pewien tekst mówiony spotykany w życiu
obrzędowym wsi. Niełatwo jednak wydobyć ten szczególny sposób użycia
mowy spośród całości działań obrzędowych. Wydawałoby się, że w jakimś
stopniu decydująca jest forma podawcza - monolog. Granice bywają jednak
płynne. Zdarza się, że orator przechodzi od monologu do dialogu (częste jest
to zwłaszcza w przypadku podziękowania druhny za wieniec).
Oracja stapiać się też może z niewerbalnym, symbolicznym planem obrzę­
du, szczególnie przy oracjach związanych z błogosławieństwem - monolog
przekształca się w dialog gestów czy wymianę formuł. Niekiedy sam obrzęd
zostaje ujęty w swoiste ramy oracji (tzn. występuje ona przed nim oraz po nim).
Zachodzi wtedy przeciwstawienie mowy słów i mowy gestów. Poprzez to obie
mogą wyraźniej wyeksponować swoją specyfikę.
Oracja stanowi swoisty autokomentarz - nakierowana jest na samą siebie.
Poprzez ozdobność formy, liczne powtórzenia i paralelizmy rozciąga swe trwa­
nie w czasie i poświadcza niejako ważność własnego istnienia. Z drugiej strony
kieruje się ku obrzędowi - świadczą o tym liczne elementy semantyki (np.
komentowanie faktu wręczania wieńca przy oracjach wieńcowych), jak i te,
które zawierają się w ukształtowaniu stylistyki i struktury gramatycznej (np.
zwroty nastawione na wywołanie skutku, imperatywy, czy też wtrącenia o fun­
kcji głównie emocjonalnej. Ten ostatni mechanizm wiedzie ku wtopieniu się
oracji (jako strukturalnie wyodrębnionej mowy jednej osoby) w całość obrzę­
dowości, m. in. ku tak częstemu przechodzeniu monologu w dialog. Poetyka
w ujęciu semiotycznym wyjaśnia ten fakt w następujący sposób: „Teoretyczną
podstawą podziału na dialog i monolog jest liczba czynnych uczestników
językowej komunikacji.
Jeśli w kontekście językowym uczestniczy czynnie więcej niż jedna osoba,
mówimy o monologu. W praktyce jednak terminu »monolog« używa się sze­
rzej, obejmując nim także dłuższe, nieprzerwane wypowiedzi jednej osoby,
choćby poza tym językowo czynnych było więcej osób. Owa względność czasu
nieprzerwanej aktywności sprawia, że rozróżnienie jest teoretycznie nieostre.
Nie znamy definicji dostatecznie precyzyjnej. Trudność wynika w znacznym'
stopniu stąd, że właściwy monolog w potocznej komunikacji w istocie nie

;

istnieje, lub, ujmując rzecz ostrożniej, jest strukturą sztuczną. [...] Monolog¬

I

�SŁOWO I G E S T

87

bynajmniej nie występuje we wszystkich kulturach, w tych zaś, które go posia­
dają, iest w istocie wytworem szczególnych sytuacji komunikacyjnych, m. in.
także takich, jakie stwarza literatura pisana" (Mayenowa 1979, s. 260; podkr.
A. W.). Kieruje nas to w stronę pragmatyki. Widać więc wyraźnie, że wszelkie
wyznaczniki formalne nie mogą określić oracji w oderwaniu od jej źródeł
strukturalnych, od sytuacji, która powołała ją do życia. Elementem znajdują­
cym się poniekąd na pograniczu badania wewnętrznej struktury tekstu i jego
pragmatyki jest postawa osób uczestniczących w sytuacji zaistnienia oracji
- ich zamilknięcie, chęć słuchania, stworzenie tła (tzn. ciszy; ustać ma wielo­
głos wszelkich innych działań) dla oracji. Tworzy się szczególna relacja między
oratorem a resztą zgromadzonych ludzi.
Pragmatyka wyznacza też w pewien sposób zasady klasyfikacyjne oracji
- pozwala bowiem określić sytuacje, wokół których grupują się określone
rodzaje tekstów; stąd też można mówić o oracjach cyklu rocznego i oracjach
związanych z życiem rodzinnym. Te ostatnie można podzielić na weselne
i pogrzebowe; oracje weselne zaś w dalszym ciągu dają się klasyfikować w za­
leżności od miejsca, jakie zajmują w obrzędzie.
Poetyka oracji okazuje siew tym przypadku rzeczą drugorzędną. Przemowy
bywają mówione i wierszem, i prozą. Odwołują się też do rozmaitych zasobów
pojęć i obrazów. Oczywiście nie znaczy to, że nie ma żadnych wyznaczników
formalnych decydujących o jedności gatunkowej oracji ludowych. Charaktery­
styczne wydaje się np. powtarzanie pewnych elementów. Niektóre słowa wy­
stępują szczególnie często, liczne są pewne skonwencjonalizowane wyrażenia
używane w celu oddania określonych treści. Spotyka się specyficzny rodzaj
rytmizacji, a niektóre motywy okazują się niemal powszechnie. Płynie stąd
wniosek, że teksty te cechuje znaczny stopień formuliczności. Uderza zwłasz­
cza niezmienność formuł początku i końca. Wyodrębniają one mówiony tekst
z całości wesela. To odgraniczenie to niezwykle istotna cecha oracji. (Jest to
tendencja przeciwstawna do wspomnianego wcześniej dążenia tekstu do wto­
pienia się w całość obrzędowości). Wchodząc głębiej w sam tekst spostrzega
się, że zwroty oratora nastawione są na osiągnięcie pewnego skutku - wiele tu
np. zwrotów imperatywnych. Stąd wniosek o apelatywnym charakterze oracji.
Oracja ludowa byłaby więc dłuższym tekstem monologicznym zwróconym do
grona słuchaczy, związanym z określoną sytuacją głównie o charakterze ob­
rzędowym. Cechowałaby sie ponadto wyodrębnieniem z całokształtu działań
wysokim stopniem apelatywności i formulicznością.
W zasadzie każda część cyklu weselnego może być uświetniona oracją.
Przemowy wygłasza się i przy wręczaniu wieńca i przy błogosławieniu mło­
dych, przed wyjazdem do kościoła i przed obiadem weselnym. Przemowa
zaprosinowa posiada jednak własną specyfikę. Ona bowiem stanowi czynnik
organizujący cały akt zaprosin . Wydarzenie to, będące elementem cyklu ob­
rzędów weselnych, jest jednak dość wyraźnie oddzielone w czasie od zasadni­
czej części uroczystości. Oczywiście, stanowi składnik całego cyklu i tylko
w tym kontekście zyskuje pełny sens. Staje się wtedy szczególnym znakiem,
a zapraszani powinni odpowiedzieć na ten znak. Na ich odpowiedź złożą się
3

�88

ANNA WIECZORKIEWICZ

słowa, gesty i działania generujące z kolei nową sytuację. Oracja „wymusza"
na uczestnikach wydarzenia określoną postawę. Na czas wygłaszania mowy
tworzy się „teatralna" sytuacja. Już sama odświętność stroju drużby i jego
atrybuty wyróżniają go z ogółu; staje się on kimś szczególnym. Takie wydzie­
lenie „aktora" jest pewnym sygnałem do przyjęcia w stosunku do niego posta­
wy widza i słuchacza. Zachowanie drużby również wykracza poza konwencję
codziennych interakcji:
„Starszy drużba wstępuje do każdej wskazanej sobie chaty, ma przemowę,
którą poważnie niby trzepie, podczas gdy w assystencyji jego będący młody
drużba kłania się aż do nóg za każdym silniejszym zwrotem głowy" (Kolberg
1961-1975, t. 3 Kujawy, cz. 1, s. 262). Jak można zareagować na takie zacho­
wanie? Można jedynie patrzeć i słuchać. Tu właśnie widać, w jak dużym
stopniu oracja zaprosinowa staje się występem. Powaga drużby jest powagą „na
niby"; wygłaszany tekst to wyuczona rola. Ukłony młodszego drużby mają
uświetniać ową „niby-powagę" przemówienia, a przeznaczone są do oglądania,
współtworzą przedstawienie. Często zdarza się, że drużba „niby czyta" swoją
przemowę z iakieiś kartki Zaprosinv w koleinvch chatach przedzielone sa
swoistymi antraktami - drużbowie przechodzą od domu do domu śpiewając
- ó w cichnący śpiew zamyka „przedstawienie".
Istotny jest też sposób, w jaki oracja wtopiona jest w akt zaprosin:
„Po dwóch zapowiedziach [...] we czwartek przedślubny, drużba, którym
może być i ów swat towarzyszący młodemu, gdy szli obaj prosić o rękę panny
młodej, wraz z młodym panem obchodzą po wsi spraszać gości na wesele.
Wszedłszy do chaty i skłoniwszy się, zaczyna drużba zaraz recytować przemo­
wę zapraszalną, po wygłoszeniu której zamyka ją krótkim: "«Niech będzie
pochwalony Jezus Chrystus!» - i odbiera odpowiedź «Amen». Po czem uma­
wiają się głośno, o ile i gdzie jest do tego podnieta, o liczbę młodzianów
(drużbów) i o swachny (druhny) do usługi, których często prywatnie już zamó­
wiła sobie młoda, przyczem często ponawianemi ukłonami zachęcają rodziców,
aby zaproszeniem nie gardziła. Wszędzie częstują ich wódką, której flaszkę
i drużba nosi ze sobą. Na wygłoszeniu takich zaprosin schodzi im niekiedy cała
noc". (Kolberg 1961-1975, t. 11 Wielkie Księstwo Poznańskie cz. III).
W tym ujęciu oracja stanowi jedynie element całego ciągu zachowań. Ciąg
ów można by przedstawić następująco:
- wejście
- oracja (ujęta w ramy znaków początku i końca)
- pertraktacje dotyczące wesela (oficjalne i mające moc wiążącą - chociaż
młoda „często już sobie prywatnie zamówiła" określone usługi)
- poczęstunek (o funkcji daru - co zostanie jeszcze omówione w dalszym
ciągu artykułu)
- pożegnanie i wyjście (w cytowanym powyżej opisie pominięte).
Niemniej jednak przemowa to element niezwykle istotny; posiada zdolność
ewokowania całej złożonej sytuacji, którą także w pewien sposób „otwiera". I
Tekst oracji zaprosinowej może być wyrażony zarówno wierszem, jak ^
i prozą; granica jest tu zresztą nieostra. Specyficzna poetyka dopuszcza różne \
?

�SŁOWO I GEST

89

interpretacje gatunkowe. Możnaby uznać tego typu teksty za prozę wierszowa­
ną, tak jak to czyni J. Bartmiński (1973, s. 274), ale to wydaje się uzasadnione
raczej w przypadku oracji wieńcowych i oracji mówionych przed wyjazdem do
ślubu (niekiedy te dwa typy łączą się), gdzie struktura tekstu nie wymaga
recytacji, lecz wygłaszania. W oracji zaprosinowej natomiast przeważnie wy­
stępują krótkie, zespolone rymem, zrytmizowane odcinki - mówi sieje w zu­
pełnie inny sposób, na co często zwraca uwagę komentarz autorski folklorysty
zamieszczony w źródłach: „Drużba z poddrużbnikiem późno wieczór wchodzi
do izby i zaczyna trzepać". (Kolberg 1961-1975 t. 11, Wielkie Księstwo Po­
znańskie cz. 3, s. 70).
Do zjawisk przejściowych, leżących na granicy oracji wierszowanej i pro­
zatorskiej należą przemowy, które czerpią z tego samego zasobu pojęć i obra­
zów, ale jednocześnie kładą mniejszy nacisk na wyeksponowanie rymu. Ope­
rują natomiast paralelizmem składniowym i on to stanowi zasadę konstrukcyj­
ną. Efektem jest specyficzny rytm.
Spotyka się też teksty zapisane w źródłach w niejednolitej konwencji, co
świadczy o ich przejściowym charakterze, a nawet o swoistym synkretyzmie
gatunkowy m4.
Można również, choć raczej rzadko, spotkać oracje mówione wyłącznie
prozą, posiadające z gruntu odmienną poetykę5. Uderza w nich wykorzystanie
rozbudowanych, barokowych konstrukcji.
Środki wyrazu, jakich się używa, również posiadają barokową prowenie­
ncję, a cechuje je dążenie do bogatej ornamentyki i do nadania mowie znamion
stylu wysokiego. Służy temu zarówno ozdobność konstrukcji, używanie słów
nie funkcjonujących w mowie potocznej, jak i wymienienie rekwizytów bogac­
twa (пр.: „Z obligacji państwa młodego - lubo lichej prezencji - stawam się
mówcą. Co za szacowna korona berło ozdobi, sygny ty i rubin w tak wielki drogi
przyjaciel życia wielkie i ukochane państwo". (Kolberg, 1961-1975, t. 39
Pomorze, s. 81; podkr. A. W.). Oracje te wskazują wyraźnie na swe źródło
gatunkowe - barokowe oracje szlacheckie. Charakterystyczne wydaje się
ponadto, że przemowy tej nie da się powiedzieć szybko. Długie okresy zdanio­
we, niezwykle złożona składnia, trudne, niecodzienne słownictwo zmuszają do
odmiennej intonacji i do wolniejszego tempa.
Zjawiskiem wśród oracji zaprosinowych najczęstszym są mowy wierszowaneó. Układ elementów treści okazuje się w nich zazwyczaj następujący: po
tradycyjnym pozdrowieniu gospodarzy w imię Jezusa Chrystusa, orator powia­
damia, że przybył w celu zaproszenia obecnych na ślub i wesele. Podkreśla przy
tym wagęskaramentu małżeństwa, a zwłaszcza jego religijne znaczenie. Często
motywuje je biblijną historią Adama i Ewy. Niekiedy włącza też wątek poszu­
kiwania przez pana młodego towarzyszki życia, co ujęte zostaje w konstrukcję
porównania: kawalera porównuje się do ptaszka zbierającego ziele na budowę
gniazdka. Prosi się też, by młodzież mieszkająca w odwiedzanym właśnie domu
zechciała drużbować podczas wesela i informuje, jak powinni przygotować się
do uroczystości drużbowie, a jak druhny. Potem następuje opis hucznej uczty
weselnej. Orator rozwodzi się nad wspaniałością jadła i napoju. Zachwala

�90

ANNA WIECZORKIEWICZ

najróżniejsze uciechy, w jakie obfitować będzie zabawa. Kończy przeprosmami za ewentualne niedostatki własnej wymowy, po czym żegna zebranych,
również imieniem Chrystusa.
Układ tych elementów wydaje się niezwykle charakterystyczny. Korzysta­
jąc z Bachtinowskich kategorii analizy świata przedstawionego w twórczości
F. Rabelais'go7 można zauważyć przechodzenie od oficjalnej powagi, respe­
ktującej tradycyjną, ustaloną hierarchię zjawisk, do karnawału, będącego od­
wróceniem tego porządku. Już pierwsze słowa narracji przywołują sferę sakral­
ną - orator wita wszystkich imieniem Boskim; Boskim nakazem motywuje też
sakrament małżeństwa. Nieustannie wspomina te elementy rzeczywistości,
które kojarzą się z dziedziną sakralną - ona staje się gwarantem stabilności
świata. Z chwilą, gdy mówca przechodzi do opisu uczty weselnej oficjalna
hierarchia zjawisk ulega zawieszeniu. Tu rządzą inne prawa, a świat staje się
„światem na opak". (Stąd liczne konstrukcje budowane na zasadzie paradoksu,
częste zwłaszcza w opisie weselnych przysmaków, пр.:
„Pieczeń kumurową (z komara),
biesiadę morową,
wróblą golenią
podzielą, uszanują całą fornalską kompaniję."
(Kolberg 1961-9175, t. 11, Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. III, s. 88).
W tej części mowy ze szczególnym upodobaniem przywołuje się sferę nazywa­
ną przez M. Bachtina „dołem materialno-cielesnym".
Taka „dwubiegowość" treści oracji skorelowana jest z jej poetyką. Część
oficjalna, ujęta zwykle w dłuższe okresy zdaniowe, wykazuje pewne dążenia
do górnolotności. Słownictwo, czerpiące z języka modlitw i pieśni kościelnych
ma nadawać przemowie znamiona stylu wysokiego.
Natomiast część „karnawałowa" operuje krótkimi, lapidarnymi całostkami
intonacyjnymi. Rzeczywistość zostaje odmalowana w konkretnych, zmysło­
wych kategoriach. Nie stroni się przy tym od wyrażeń dosadnych.
Orację zaprosinową w jej obu częściach cechuje wielowątkowość. Tok
wywodu dopuszcza rozwój i fabularyzację wielu motywów. Mówiąc o tym, że
państwo młodzi przystąpią do sakramentu małżeństwa można przy okazji
opowiedzieć dzieje Adama i Ewy. Prosząc, by dziewczęta mieszkające w od­
wiedzanym domu były na weselu druhnami, a chłopcy drużbami, drużba instru­
uje dokładnie, jak powinni się do tego przygotować. Ponadto zdarza się mu
opowiedzieć, jak to kiedyś pewna druhna przyniosła pannie młodej wiele
wstydu gubiąc w kościele trzewik, czy też zasypiając w czasie uroczystości.
Opisując wspaniałość uczty weselnej przypomina o korzyściach, jakich przy­
sparza starszemu drużbie jego urząd - może on do woli i bezkarnie lasować
weselne przysmaki. Do pokaźnych rozmiarów rozrasta się też wątek zabijanego
i ćwiartowanego woła, przywoływany zwykle w części rozwodzącej się nad
wspaniałością uczty.
Takie rozbudowanie tekstu jest niezwykle charakterystyczne dla ustnej
literatury ludowej. Istnieje jednak i tendencja przeciwstawna, wiodąca ku kon­
densacji treści. Przywołuje się wtedy jedynie fragment wersji rozbudowanej.

•ku,

.

1

�SŁOWO I GEST

91

Ponieważ orator odwołuje się do pewnego znanego wszystkim zasobu pojęć,
nie zachodzi potrzeba akcentowania związków logicznych między elementami,
a konstrukcja operuje zasadą zestawiania formuł. Mechanizm spójności tkwi
nie w samym tekście, lecz w jego kontekście kulturowym. Dlatego tak ważne
jest pamiętanie o pragmatyce tekstu. To nie poprzez semantykę wewnętrzną
oracja spełnia swą funkcję - ważniejszy jest fakt jej wypowiedzenia, oraz to, że
fakt ów posiada moc ewokowania określonej sytuacji. Z drugiej jednak strony
to dopiero ta sytuacja obdarza orację pełnią znaczeń.
Oracja jako sformalizowany, dłuższy tekst mówiony jest szczególnym
aktem mowy, wymaga określonych warunków, oraz określonej postawy zarów­
no mówiącego, jak i słuchaczy. Dlatego konieczne staje się silne zaznaczenie
jej granic, przygotowujące słuchaczy do momentu zaistnienia przemowy. Wy­
nika stąd ważna pozycja wypowiedzi inicjalnych i końcowych (one to, jak już
wspomniałam, okazują się najbardziej formuliczne). Rolę znaku początku
i końca pełni w przemowie zaprosinowej przeważnie zwrot „Niech będzie
pochwalony Jezus Chrystus". Formuła ta zyskuje jednak zupełnie inny
wydźwięk w zależności od pozycji w tekście. Początkowe „Niech będzie po­
chwalony Jezus Chrystus" skojarzone zostaje z sytuacją przybycia i powitania
- słowa te są w takim układzie konieczne i nie muszą być odbierane jako część
przemowy. (Źródła pomijają często tę formułę lub podają ją jako część konte­
kstu sytuacyjnego). Niekiedy jednak taki początek wiąże się formalnie z dal­
szym ciągiem. Wtedy mogą zachodzić pewne przesunięcia (najczęściej skła­
dniowe) wewnątrz formuły:
„Niech będzie Jezus Chrystus pochwalony!
przychodzimy tutaj z prośbą, a niesiem ukłony..."
(Kolberg 1961-1975, t. 11 Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. III, s. 98).
Ponieważ początek oracji sytuuje się na „biegunie oficjalności" powitanie
w imię Chrystusa współgra semantycznie z całością. Zupełnie inaczej wygląda
sytuacja akcentu końcowego (chociaż przeważnie jest to ta sama formuła). Ku
końcowi bowiem tekst staje się coraz mniej oficjalny, coraz więcej w nim
zwrotów potocznych, a i tematyka (uczta weselna, tańce, zabawa, swawola)
odbiegają od wzorca sztywnej, oficjalnej powagi. Niekiedy tekst „przygotowu­
je" do tej formuły, sygnalizując, że zbliża się zakończenie. Po opisie uczty
i zabawy wygłasza się bowiem słowa:
„Panie ojcze, pani matko,
prosim, byście darowali,
w czem się nie spodobali,
czyli w śpiewie, czyli w mowie,
bom się nie uczyli w szkole,
jeno u cepów w stodole.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus"
(Kolberg 1961-1975, t. 24 Mazowsze, s. 128).

�92

ANNA WIECZORKIEWICZ

Równie częste są jednak przypadki, gdy pod względem semantycznym
zachodzi dysonans: sfera sakralnej uroczystości styka się ze sferą rozhukanej
zabawy:
„Będziemy tam mieli jeszcze co więcej,
bo i wół i krowa na krępulcu jęczy;
i ten wół w oborze, i ten w komorze
też nam dopomoże,
co daj Panie Boże.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus"
(Kolberg 1961-1975, t.20 Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. II, s. 283).

!

I

j
!
¡
!

j

Niekiedy takie zestawienie ma miejsce nawet po owym „przygotowaniu"
do zakończenia:
„Przebaczcie nam moi mili panowie,
boć my się tego nie uczyli w żadnej szkole,
tylko przy cepach w stodole;
a cepy i stodoła - była i będzie nasza szkoła,
będzie ci to tom, będzie sarni udzik pieczony,
niech będzie Jezus Chrystus pochwalony."
(Kolberg 1961-1975, t. 39 Pomorze, s. 111).
Ciekawym zjawiskiem wydaje się kumulacja formuł prowadząca do
wzmocnienia efektu, jak пр.:
(po „przygotowaniu" do zakończenia)
[...] ino my w takich bywali (szkołach -A. W.)
co nas kozicami okładali
i: k'sobie, ocib na nas wołali.
Daj Boże. Amen.
Zatem nich będzie pochwalony Jezus Chrystus."
(Kolberg 1961-1975, t. 10 Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. III, s. 240).
Dzięki takiemu zwielokrotnieniu formuły tekst zyskuje niejako podwójne
zakończenie. Jednocześnie zauważa się jednak dążenie do umotywowania tego
podwojenia: spójnik „zatem" łączy te formuły.
Widać więc, że formuły początku i końca, mimo identycznego brzmienia,
posiadają z gruntu odmienną istotę. Początkowe „Niech będzie pochwalony
Jezus Chrystus" wiąże się z sytuacją powitania, wynika z niej w sposób konie­
czny i jest spójne treściowo z tekstem, który następuje potem. Posiada też
kilkupoziomową semantykę.
Formuła końcowa zostaje odsemantyzowana, staje się wyłącznie znakiem ,
końca.
I
Formułując zasady podejścia do zaprosin, zaznaczyłam, że będą one trakto- .
wane jako pewnego rodzaju zamknięty akt. Porównując znaki rozpoczęcia
i zakończenia oracji zaprosinowych z analogicznymi częściami oracji wesel- f
nych innego typu, można znaleźć liczne argumenty motywujące takie podej- 4
4

j

L

i

�SŁOWO I G E S T

93

ście. Sposób, w jaki przemowy te funkcjonują i w jaki są wprowadzane okazuje
się odmienny.
W przypadku zaprosin wejście drużbów „przygotowuje" całą sytuację. Po­
słańcy posiadają zwykle rekwizyty wskazujące na ich funkcję, mówiące o tym,
że teraz dokona się coś nie należącego do zwykłego porządku dnia. Ich wejście
„wymusza" odpowiednią postawę na ludziach obecnych w izbie.
Zupełnie inaczej dzieje się, gdy oracja ma zabrzmieć w wielogłosie wesela
- wymaga ona wtedy środków stwarzających warunki do jej zaistnienia. Do
środków tych należą specjalne formuły o silnej apelatywności. Oto przykłady
takiego tworzenia tła dla wstępu mówcy:
„Proszę o uciszenie!
O Jezu, O Maryja
cóż się tu zebrała ta śliczna kompanija" (oracja przed wyjazdem do ślubu)
(Kolberg 1961-1975, Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. III, s. 240).
„Przestańcie mówić, bawić się, tańczyć i przycichnijcie najedno «Zdrowas
Maryja» przynajmniej. Ja pojadę dalej i mówić będę więcej, ja przyjaciel
prawdy. Cześć składam temu nakrytemu stołowi [...]" (przemowa swata przy
podawaniu wieńca) (Juszkiewicz 1893, s. 483).
„Niech będzie Jezus Chrystus pochwalony wszędzie.
A proszę, niechaj tu cicho zaraz będzie.
Dziś korona rozkwitła w kawalerskich rękach [...]" (przemowa swata przy
podawaniu wieńca) (Gloger 1901, s. 35).
Stopień zespolenia tych formuł początkowych z całością oracji jest różny.
Zawsze jednak wyraźne okazuje się nastawienie na osiągnięcie określonego
celu. Goście weselni mają przeistoczyć się w słuchaczy. Funkcję przygotowaw­
czą pełnią też rozmaite czynności - zarówno one, jak i oracja zostają związane
z obrzędem, jak ma to miejsce np. przy błogosławieństwie czy podaniu wieńca:
„Przed wyjazdem do kościoła następował akt błogosławieństwa oraz oracje
dziewosłęba wesela. Straszy drużba ustawiał pana młodego [...] obok panny
młodej:
- Podejcie kropidło i świncunom wodę,
niech nam dziewosłomb powie przemowę.
Stawiano stół nakryty prześcieradłem, a na nim krucyfiks i talerz ze świę­
coną wodą i kropidłem. Dziewosłąb stawał z jednej strony stołu, a państwo
młodzi z drugiej twarzą do niego, obok nich druhny i drużbowie. Na moment
zaległa cisza i dziewosłąb rozpoczynał oracje." (Świątkowski 1986, s. 45).
Oracje wygłaszane wtedy nacechowane są apelatywnością. Podkreślają
wagę obrzędu i stanowią naukę udzielaną młodym. Wszystko to akcentuje
charakter obrzędu przejścia. Sama oracja uzyskuje poniekąd funkcję przygoto­
wania do momentu najważniejszego - błogosławieństwa. W oracjach tego typu
akcenty końcowe stanowią skierowane do słuchaczy zwroty a pelatywne. Orator
to jednocześnie „dyrygent" - zatrzymał na chwilę polifoniczność wesela, spra-

�94

ANNA WIECZORKIEWICZ

wił, że cała uwaga skupiła się na nim, ale nie on jest tu głównym bohaterem
i przedmiotem wszystkich zabiegów. Dlatego potem kieruje uwagę i aktywność
uczestników wesela na „dzianie się", wymusza określoną reakcję, пр.:
„[...] zatem państwo młodzi rzućcie się pod nogi rodzicielskie, proście ich
o błogosławieństwo święte. Teraz żegnajcie się z rodzicami swemi, oraz wystę­
pujcie ze stanu młodzieństwa: panno młoda żegnaj się z siostrami swemi, które
ci się służyć w ostatniej chwili zobowiązały; także i ty panie młody podziękuj .
swym braciom, którzy ci się dziś na tym akcie weselnym przyozdobili. Dzię­
kujcie panom ojcom i matkom, którzy pozostaną świadkami do śmierci. Prze­
praszam cały akt weselny Teraz się zabierzmy do świątyni pańskiej i tam
upadnijmy na twarzach naszych przed obliczem Bożem, ażeby ich Bóg natchnął I
Duchem Świętym i ta Matka Boska ażeby ich z opieki swojej nie wypuściła, I
abv zrozumieli te przvsieee która kapłan nad nimi wymawiać będzie w imie
Jezusa Chrystusa co daj Boże' Amen Niech będzie pochwalony Jezus Chry
stus" (bracia przed wyjazdem do ślubu) fKolbem 1961-1975 t 10 Wielkie
Księstwo Poznańskie, cz. II, s. 93).
Oczywiście w tego typu przemowach spotyka się kończące formuły „Niech
będzie pochwalony Jezus Chrystus", „W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Amen" czy inne podobne, ale przy zaprosinach ich zamykający charakter był
0 wiele silniejszy. Tu natomiast często spotkać można szczególny „mocny
akcent": „Kapela wesoło!", „Graczu, wesoło!", a niekiedy współwystępujący
z „formułą świętą" (przed nią lub po niej). Przemowy te nie zawierają owej
niejednolitości nastroju, jaką można było zaobserwować w oracjach zaprosinowych. Ich nastrój jest ckliwy, łzawy, a dużą część wypełniają żale panny młodej
włączone w tekst, wypowiadane przez oratora „odgrywającego" niejako rolę
dziewczyny. To żegnanie stanu panieńskiego posiada formę bliską lamentacji.
Końcowy „mocny akcent" przestraja więc niejako ogólną atmosferę. Oracja
musi bowiem współgrać z całością obrzędu.
Trzeba jeszcze wspomnieć o możliwości innego ujęcia znaków początku
1 końca. Omawiane poprzednio formuły otwierały i zamykały tekst mówiony.
Zaprosiny rozumiane jako akt posiadają ramy nieco szersze:
„Drużba śpiewa przed każdym domem, do którego ma wchodzić, piosenkę
następującą:
Otwórz Kasineczko, niech sam nie stoję;
tylko jedną mam sukienkę, jeszcze nie swoje.
Poczem domownicy drzwi otworzą, a drużba wszedłszy do izby prosi na
wesele" (dalej cytowana jest mowa) (Kolberg 1961-1975, t. 19 Kieleckie, cz.
II, s. 283).
Tu określenie początku jest nieco trudniejsze, jeśli sam początek będzie
rozumiany jako otwarcie sytuacji. Rozwiązaniem najprostszym byłoby przyję­
cie, że jest nim wejście drużbów do izby. Jednakże już śpiew przed domem *
sygnalizuje w jakiś sposób cel przybycia i generuje całą sytuację. Dlatego to
ów śpiew można uważać za znak początku.
-

�SŁOWO I GEST

95

Podobnie dzieje się i przy zakończeniu. Wyjście drużbów kończy samą
czynność zapraszania, ale granica nie jest ostra. Idący od domu do domu
drużbowie śpiewają. Po ich wyjściu słychać jeszcze śpiew należący do danej
sytuacji. Zamykanie i otwieranie okazuje się stopniowe; to właściwie wycisza­
nie, a nie jednorazowe, zdecydowane zamknięcie.

Niewerbalny wariant zaprosin
Już po próbie wstępnego przyjrzenia się sytuacji widać bardzo wyraźne
różnice między zaprosinami z oracją a niewerbalnym wariantem zaprosin. Przy
wygłaszaniu przemowy zapraszał zwykle drużba z poddrużbnikiem (rola tego
ostatniego ograniczała się zwykle do ukłonów). W niektórych okolicach cho­
dził z nimi pan młody. Przez cały czas zachowywał on jednak postawę milczącą
i bierną. Główny aktor - orator był jeden i wokół niego organizowała się cała
scena.
Zupełnie inaczej dzieje się w przypadku niewerbalnego wariantu zaprosin.
Często chodzą wtedy zapraszać młodzi i to wpływa na ukształtowanie poszcze­
gólnych elementów tego aktu (bez ich obecności nie byłoby możliwe np.
błogosławieństwo). Dla obojga młodych przewiduje się bardziej aktywną rolę.
Co prawda bywają „wyręczani" przez drużbów w wypowiedzi formuły, ale
i oni wygłosić muszą swojwe kwestie. Zachodzi wtedy swoista reduplikacja
formuły, пр.: ,
„Na wesele prosi panna młoda w towarzystwie druhny. Wchodzi ona z nią
do chałupy i pozdrowiwszy wszystkich "pochwalonkiem" [...] podchodzi do
każdego, najprzód do starszych wiekiem i stanowiskiem w danej rodzinie,
schyla się do kolan i, ściskając je, mówi: „Prose na wesele". Druhna idzie za
nią (lub przed nią) i zaprasza: „Panna młoda prosi na wesele - i ja wzajem".
(Dworakowski 1935, s'. 65). Młodzi zwykle chodzą osobno - ona z druhną, on
z drużbą; zaczynają spraszać z przeciwnych końców wsi. Starają się nie spotkać
w drodze. Bywa i tak, że istnieją dwa odrębne „scenariusze" zachowania:
„W wystąpieniu młodej i młodego widzimy wszędzie tę sprzeczność, iż gdy
młoda z druhną krótko i poważnie, często nie bez wzruszenia i łez prosi na
wesele, a na twarzach dziewic znać utrudzenie od częstych i niskich ukłonów
i padania do nóg, to przeciwnie drużbowie młodego z radością na twarzach
popisują się w'każdym domu żartobliwymi a długimi oracyami." (Kolberg
1961-1975, t. 28 Mazowsze, s. 188).
Dzieje się zupełnie tak, jakby te dwie postawy uobecniały dwa bieguny
występujące w wierszowanej oracji zaprosinowej. Nawet sam sposób udawania
się na zaprosiny bywa różny: młody jedzie konno, młoda idzie, on tylko
zaprasza, ona zaś gromadzi rekwizyty mające uświetnić uroczystość (np. „po­
życza po wsi zdobić ją i towarzyszki mające wstążki różnobarwne") (Kolberg
1961-1975, t. 20 Radomskie, cz. I, s. 183).
Wyodrębnienie sekwencji zachowań w niewerbalnym wariancie zaprosin
jest trudniejsze niż w przypadku zaprosin z oracją ze względu na większą
rozmaitość form. Oczywiście i tu cały akt ujęty jest w ramy, jakie stwarza

�96

ANNA WIECZORKIEWICZ

wejście i wyjście zapraszających, ale niełatwo znaleźć wspólny mianownik dla
wielu różnych zachowań (np. wspomniana wyżej odmienność scenariusza dla
zapraszania przez młodego i zapraszania przez młodą. Ponadto występują tu
duże różnice regionalne). Myślę, że za zasadnicze elementy można uznać dwie
czynności: błogosławieństwo i obdarowywanie (ten element w dalszej części
artykułu nazywany będzie w skrócie „darem"). Prośba o przyjście na wesele
może być (i zwykle bywa) wyrażona słowami (np. Kolberg 1961-1975, t. 49
Sanockie-Krośnieńskie, s. 336) lub też, jak w cytowanym poniżej fragmencie,
może kryć się głębiej w strukturze całego aktu.
Oto jak błogosławieństwo i dar sytuują się w konkretnym akcie zaprosin:
błogosławieństwo
„Przy spraszaniu «w wesele», po przybyciu do domu pozdrawiają domow­
ników „pochwalonym". Młoda lub młody kłania się nisko wszystkim członkom
rodziny „po starszemu", wypowiadając przy każdym ukłonie prośbę: „Proszę
0 błogosławieństwo", odpowiadają im: „Niech Pan Bóg błogosławi".
dar
„W tym czasie towarzysząca druhna lub marszałek układa chleb na stół.
Kiedy młoda (młody) odchodzą, chleb przyniesiony przez nich pozostaje,
a otrzymują z tego domu pół bochenka (skrajkę) chleba."
(Oleszczuk 1951, s. 43-44).
Można tu zauważyć następującą sekwencję działań: pozdrowienie - ukłon
1 prośba o błogosławieństwo - uzyskanie błogosławieństwa (wypowiedzenie
formuły słownej) - wymiana darów - wyjście. Teksty mówionych tu formuł
wtapiają siew ciąg innych działań rytualnych, nie zostają wyodrębnione tak jak
tekst recytowanej oracji. Narzuca się więc ujmowanie ich jako istniejących
w tej samej płaszczyźnie analizowanej rzeczywistości co gesty.
Błogosławieństwo
Niezwykle istotny okazuje się tu gest. Mówi się przecież, że młoda chodzi
„po kłanianiu"9, że dostaje podarunki „za ukłon"10. Gest nadaje nazwę całemu
aktowi. Jest to oczywiście inny rodzaj ukłonu niż ukłon młodszego drużby przy
wygłaszaniu oracji, które urozmaicały i uświetniały wykonanie tekstu i w któ­
rych dało się zauważyć akcenty karnawalizacji świata oraz pewną dozę autoparodii. Tu natomiast jest to ukłon nacechowany powagą i rytualizmem. Formuła
słowna pełni funkcję uzupełniającą; ma mniejszą siłę ewokowania »iż gesty.
W cytowanym przykładzie mamy do czynienia z wymianą formuł.- więc ze „
zrytualizowanym dialogiem. Wraz z tym, co mówią gesty dialog ów składa się ,
na obrzęd błogosławieństwa.
Słowo może naturalnie rozbudować zaprosiny - istnieje nawet pewna dowolność w tym względzie, пр.:
r
;

�SŁOWO I GEST

97

„Panna młoda z druhną zaprasza na wesele, kłaniając się do kolan i mówiąc:
«prosze o błogosławieństwo* i na tem mogłaby poprzestać oświadczeniu, która
jednak rezolutniejsza, to prócz tego odezwie się do gospodyni domu, aby była
łaskawa usłużyć jej w swachy, a córce, jeśli ją ma, pozwoliła usłużyć w druhny,
synowi zaś w swaty" (Kolberg 1961-1975, t. 28 Mazowsze, s. 200).
Ukłon bywa też wymieniany w formułach, gdy chodzą spraszać tylko druż­
bowie (tj. bez młodych). Mówią wtedy пр.: „Kłaniam się domowi, gospodyni
i gospodarzowi. Prosi pan ojciec i pani matka, pan młody i panna młoda [...]"
(Kolberg 1961-1975, t. 2 Sandomierskie, s. 48).
Dar
Po wymianie formuł i gestów następuje wymiana darów. W ten sposób
umacnia się zawiązaną gestem i słowem więź. (Tę samą funkcję pełnić może
i pozdrowienie każdego spotkanego w drodze człowiekall. Dar może przybie­
rać różne formy. Jedną z nich było z pewnością częstowanie wódką oratora
i jego towarzyszy (przy wariancie zaprosin z oracją). Wódką częstują zwykle
gospodarze, ale bywają przypadki, że przynosi ją ze sobą drużba, (пр.: Kolberg
1961-1975, t. 10 Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. II, s. 81). Następuje wza­
jemne przepijanie do siebie, co umacnia tworzącą się między ludźmi więź.
Dość często dar przybiera formę poczęstunku, jakim podejmuje się przyby­
szów:
„Jak chodzą w wiliję ślubu prosyt na wesele, drużba z młodą ukłonią się:
«Prosemy na wesila waszeci, abyste buli łaskawy pryjity.»
«Diakijemu, naj wes Pan Bóg błohosławy i ja was błohosławiu.»
Gazda zaproszony idzie do komory, przynosi chleb, ser i gorzałkę, ugaszcza
ich, a potem daje im przędziwa pół kopy, a czasem 20, a nawet 40 ruczok."
(Kolberg 1961-1975, t. 49 Sanockie-Krośnieńskie, s. 336).
Tu po poczęstunku młoda dostaje coś jeszcze. Taką formę daru spotkać
można bardzo często. Zwykle, jeśli młoda i młody chodzą zapraszać oddzielnie,
dar dostaje tylko dziewczyna:
„Za «ukłon» przy drugich zaprosinach dają młodusze podarunki, najczę­
ściej takie, które mogą jej przydać się w przyszłem gospodarstwie. [...] Pan
młody na kilka dni przed weselem kompletuje drużynę weselną, a w przeddzień
lub w dzień "wyjazdu" zaprasza sąsiadów do siebie na poczęstunek. Podarków
żadnych nie otrzymuje, chyba od chrzestnych rodziców." (Dworakowski 1935,
s. 65). Nawet jeśli oboje dostają podarunki, to dar otrzymany przez młodą różni
się od daru dla młodego, np. jego częstują wódką, ona zaś dostaje przędziwo,
a niekiedy i pieniądze, (пр.: Kolberg 1961-1975, t. 35 Przemyskie, s. 90).
Podarunek dla pana młodego jest więc właściwie szczątkowy, symboliczny. Dar
może też być przynoszony przez drużbów - bywa, że to oni roznoszą po wsi
chleb i ser. W każdym domu, do którego zachodzą prosić na wesele zostawiają
po kawałku, (пр.: Kolberg 1961-1975, t. 20 Radomskie, cz.I, s. 172). Może być
i tak, że to na darze właśnie skupia się znaczenie całego aktu, пр.:

�100

ANNA WIECZORKIEWICZ

J a s t r z ę b o w s k i S.
1893 Mowa zapraszająca na wesele, „Wisła , t. 7, s. 336-338.
„ ;— ,
J u s z k i e w i c z A.
1893 Wesele wielońskic
419-435.
K o l b e r g O.

.Wisła" t 7,s 443-494,703-719, t. 8, s. 114-132,

1961-1975 Dzieła wszystkie, Wrocław.
K o t e r S.
1978 „Stare" i „nowe" w dzisiejszym weselu ludowym, „Literatura ludo­
wa", nr 2, s. 58-66.
К u к i e r R.
1968 Kaszubi bytowscy. Zarys monografii etnograficznej, Gdynia.
К uкiсгR
1975 Ludowe obrzędy i zwyczaje weselne na kujawach, Bydgoskie Towa­
rzystwo Naukowe, Prace Wydziału Humanistycznego, seria C, nr 17, Byd­
goszcz.
K u r e k Cz.
1976 Podopolslci fenoemen retory/ci ludowej, „Studia Śliskie t. 29.
K w a ś n i e w i c z K.
1981 Zwyczaje i obrzędy rodzinne, [w:] Etnografia Polski, Przemiany
kultury ludowej, Wrocław, s. 89-126.
L i s s o w s k i L.
1894 Obrzędy weselne w Szołajdach w powiecie kutnowskim, „Wisła" t. 8,
s. 269-281, 690-719.
Ł o p u s z a ń s k a J.
1976 Zwyczaje i obrzędy wesela w Liszkach, „Rocznik Muzeum Etnogra­
ficznego w Krakowie", nr 2, s. 153-172.
M a l i n o w s k i L.
1901 Zbiór oracji weselnych z okolic Opola, „Materiały Antropologiczno.Archeologiczne i Etnograficzne", t. 5, Kraków, s. 246-261.
M a t l a k o w s k i W.
1892 Oracja czyli zaproszenie na wesele na Kujawach, „Wisła" t. 6,
s. 79-81.

�101

SŁOWO I G E S T

M a y e n o w a M. R.
1979 Poetyka teoretyczna. Zagadnienia języka, AYrocław.

ObllwZrzedll'^

nr 2 s 48 57

MielczarskaW.
1931 Starosta weselny. Poznań.
Niektóre
wierzenia
1899 Metodre wierzenia ludowe w Rudkach, spisał Józef znad Wiszenki
w latach 1870-1875, „Lud", z. 4, s. 346-356.
O l e s i e j u к F.
1971 Obrzędy weselne w Lubelskiem, „Archiwum Etnograficzne P T L "
nr 31, Wrocław.
O l e s z c z u k A.
1951 Ludowe obf zędy wescl'ne na Podlasiu, I_Aiblin.

\9^Gld^m^Lk^

W

parafii ŻelbzewskU^

„Wisła" t. 10, s. 489-794.

R um e 1A
1901 Obrzędy weselne we wsi Masie, „Wisła" t. 15, s. 7-12.
SembrzyckiJ.
1893 Wesele na Mazurach. Mowy placmistrzowskie z powiatu Szczycieńskiego, „Wisła" t. 7, s. 87-97.
Ś w i ą t k o w s k i H.
1961 Dawne wesele łowickie, „Literatura ludowa" nr 1-2, s. 38-58.
Š

W 1

с t с łc J
od Gdowa po Boclinię

Kraków

W ojcicchowsks A
1976 Zwyczaje i obrzędy weselne, [w:] Kultura ludowa Wielkopolski, t. 3,
roznara
Ż m is.g r o d z k i M.
1907 Lud Polski i Rusi. Księga I. Obrzędy weselne, Kraków.

�102

ANNA W I E C Z O R K I E W I C Z

SŁOWO I G E S T

103

The gifts were of different sort - foodstuffs (sometimes a mutual exchange of them), the
things of everyday use or treatments.
The notions of „a bow" or „a gift" occured quite often in the spoken orations too and that
indicates a certain common set of meaningful concepts. Although verbal and non-verbal codes
communicate in two different ways the very essence of the message is the same. We can conclude
that both variants fulfilled the same function - they were the signs referring to the same meaning
although with different inner structure.

Anna Wieczorkiewicz

Word and gesture. Two variants of the ritual invita­
tion tO the Wedding Ceremony
Summary
The subject of the article is the ritual invitation to a wedding ceremony in the traditional
Polish peasant culture at the turn of the 19th and 20th centuries. The study is based on
ethnographical data recorded in that period, included in the great monography of Polish folk
culture by Oskar Kolberg as well as in periodicals: "Wisła", "Lud", "Prace i Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne", "Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej",
in the etnographic descriptions of folk wedding ceremonies and in general monographies of folk
culture. The studies coming from the later periods are of complementary meaning, some of them
verify older records.
The invitation ceremony is considered in the article as a particular communicative event.
The author's aim is to distinguish the essential variants of its form, to discover its structure, its
main components. The problem is whether those components are exchangeable and whether
their rearrangement affects their total significance.
The traditional invitation ceremony appeared in two basic forms: In one of them the best
man would invite the participants of the future ceremony with a recited oration. It was a con­
ventional text, usually in rhymes. It began with "official earnestness" and solemnity expressed
by long sentences and elaborate phraseology and then passed into the images of merry-making
and "the world upside down" described in short, lapidary thematic units.
The commonly repeating elements of the oration were: greeting, the story of Adam and Ewa
as a justification of the prospective marriage, the mention of a small bird collecting plants for
the nest. Then went the requests to designate the bridesmaide and groomsmen and the rules of
their behaviour, the description of the future feast, the apologies for the possible errors of the
orator and the farewell.
The most stable formulas were those beginning and concluding the oration since it was
necessary to mark the limits of the act of communication. The other thematic units were loosely
composed together with no emphasis on the logical connections among them since the orator
used to refer to the concepts familiar to the receivers. The most important was the very act of
delivering the oration - it had the function of a sign creating a particular bond among the
participants and enabled proceedings in ritual action. The invitation orations were different from
the orations recited at other stages of the ritual cycle. The former ones can be possibly conceived
as a mere element in the sequence of actions (i.e. entering of the groomsmen- delivering the
oration - negotiations concerning the future wedding ceremony - treatment - farewell and
leaving of the groomsmen) vet the oration made un the focal noint of the ritual At the same time
the oration itself was a "performance" distinct from the other actions.
Another variant of the ritual act of invitation was the non-verbal one. This does not mean
that it went without words at all but they had no function of the essential unit of meaning. That
function was attached to gestures, acts of behaviour, the spoken word was situated on a level
equal to them.
The persons visiting the future guests with invitations were not the groomsmen but the
groom and maid themselves. In some regions they were due to go together, in others separately.
In the latter case there were two schemes of the ceremony.
The basic components of this variant of the ceremony are: the blessing and the presenting
with gifts. The verbal texts recited by the groom or the bride or any of the bridesmaide or
groomsmen accompanying them had no such great power of evoking situations as the gestures
and were of complementary character. They often had a form of a dialogue. The language of
gestures became particularly expressive by the act of blessing, the bows seem to be most
meaningful among them.

Translated by Anna KuczynskaSkrzypek

�p

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10006" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9984">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d2279468a1dbc0a16de444f939fb127c.pdf</src>
        <authentication>3fc498a170fd357617ff79c8892dbaae</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119036">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6249</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119037">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119038">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119039">
                <text>antropologia ciała</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="119040">
                <text>Pastrana, Julia (1834-1860)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119041">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5826</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119042">
                <text>Kobieta-Małpa, Kobieta-Niedźwiedź / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.1</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="119043">
                <text>historia spojrzenia na Julię Pastranę</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119044">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.1, s.40-46</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119045">
                <text>Wieczorkiewicz, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119046">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119047">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119048">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119049">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119050">
                <text>040-46 Wieczorkiewicz.ps - 5/29/2006 5:08 PM

A NNA WIECZORKIEWICZ

chciał w niej mieć jednocześnie osobliwość i pannę
służącą. Nie traktował jej dobrze i po pewnym czasie
Julia zdecydowała się wrócić do swoich. W drodze wy­
patrzył ją jednak pewien Amerykanin znający się na
branży rozrywkowej i namówił do wyjazdu do Stanów
Zjednoczonych. Powiózł ją tam w grudniu 1845 roku.
Julię wciągnęły tryby machiny show-biznesu, zasi­
lanej bynajmniej nie tylko przez niskie żądze sensacji
i rozrywki, tak typowe dla gawiedzi. Efektywny napęd
dawało też to, co rodziło się w ramach dyskursu aka­
demickiego. W istocie oba te obszary - rozrywkowy
i akademicki - wzajemnie się zasilały. Spojrzenia ba­
daczy kierujące się na owłosione kobiece ciało szuka­
ły bowiem sensu nie tylko w domenie ściśle naukowej.
Historia Julii pozwala na różne sposoby rozważać na­
turę spojrzenia kierującego się na tych, których natu­
ra obdarzyła ciałami wykraczającymi poza normę.
Prześledźmy dalsze losy Indianki, zastanawiając się
nad tym, dlaczego potoczyły się one właśnie tak. Spy­
tajmy też: w jaki sposób skonstruowana jest ta kultu­
rowa machina, która obróciła jej ciało w obiekt o wa­
lorach spektakularnych.
W Nowym Jorku Julia zrazu przybrała półniedźwiedzią naturę - na Brodwayu pokazano ją jako „Niezwy­
kłą hybrydę, kobietę-niedźwiedzia” (Marvellous Hybrid
or Bear Woman). Pewien znawca, doktor Alexander
B. Mott, po zbadaniu okazu orzekł jednak, że w isto­
cie mamy tu do czynienia z hybrydycznym połącze­
niem człowieka i orangutana.
Małpy, zwłaszcza człekokształtne, wydawały się
ówczesnej publiczności ciekawe i zabawne, ale wie­
dziano o nich stosunkowo niewiele. Niejasna była róż­
nica między szympansami, pawianami, orangutanami,
gorylami. Afrykańskiego goryla nauka odkryła zresztą
dopiero w roku 1847. Wypchany okaz pokazano po
raz pierwszy w Europie na wystawie w Londynie w ro­
ku 1861. Pytanie o to, jaka jest relacja między nim
a nami w wielkim łańcuchu bytu, wydawało się fascy­
nujące. Opublikowanie przez Karola Darwina dzieła
O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego,
czyli o przeżywaniu doskonalszych ras w walce o byt w ro­
ku 1859, a potem w 1871 pracy o pochodzeniu czło­
wieka, ożywiło to zainteresowanie. Nic więc dziwnego,
że postać kobiety-małpy zdawała się tak intrygująca.
Julia odwiedziła kilka amerykańskich miast.
W Cleveland profesor Brainder zajmujący się medycy­
ną obejrzał pod mikroskopem jej włosy i stwierdził, że
nie należą do przedstawiciela rasy czarnej - chodzi tu
o oddzielny gatunek. Świadectwa medyczne jego oraz
doktora Motta włączono do ekspozycyjnego instru­
mentarium.
Wszędzie, gdzie się pojawiała, jej przybycie stawało
się sensacją o charakterze rozrywkowym i naukowym
jednocześnie. W Baltimore zabrano ją na bal wojsko­
wych, gdzie panowie żądni niezwykłych wrażeń mogli
zaprosić ją do tańca. W Bostonie interesowali się nią

Kobieta-małpa,
kobieta-niedzwiedz
Historia spojrzenia
na Julię Pastranę

N

a ilustracji zamieszczonej w niemieckiej gaze­
cie „Gartenlaube” w roku 1857 widać małpi
profil wyłaniający się z dekoltu falbaniastej
sukni: wysunięta szczęka, grube wargi, wały nadoczodołowe nad wąskimi oczkami, płaski, szeroki nos.
Bródka, bujne baki i krzaczaste brwi kontrastują z mi­
sternie upiętymi włosami, ozdobionymi wielką kokar­
dą. To Julia Pastrana - Indianka urodzona w Meksy­
ku w okolicach Sierra Madre w roku 1834. Nadmier­
ne owłosienie i rozrośnięta, wysunięta do przodu
szczęka nadawały jej osobliwy wygląd. Niektórym
przypominała małpę, inni uważali, że jest podobna do
niedźwiedzia. Portretowano ją w tanecznych pozach,
w falbaniastych sukniach. Niekiedy w ręku trzymała
kwiatek, czasem smętnie spoglądała w dal. Jej fryzura
zawsze była staranna i bardzo kobieca; o reszcie twarzy
nie można tego powiedzieć.
Ilustracja z „Gartenlaube” pochodzi z czasów, gdy
jej imię było znane, jakkolwiek kariera nie osiągnęła
jeszcze szczytu. Chodzi oczywiście o ten rodzaj kariery,
jaki dostępny był istotom mieszczącym się w kategorii
nondescript, nie poddającym się regułom klasyfikacji,
wykraczającym poza definicje płci, rasy czy gatunku o występy w pokazach osobliwości.
Opowiadano o niej niezwykłe rzeczy - fabuły zmie­
niały się zależnie od inwencji autora i od tego, dla ja­
kiej publiczności je przeznaczano. Jak podawała jedna
z jarmarcznych broszur, w dzieciństwie opiekowała się
nią pewna Indianka, którą ziomkowie przez sześć lat
uważali za zaginioną. Kiedy w końcu ją odnaleźli, mia­
ła przy sobie dwuletnią dziewczynkę o dziwnym wyglą­
dzie. Całe ciało małej pokryte było czarnym miękkim
włosem, a jej twarzyczka zdawała się mieć małpie rysy.
To właśnie była Julia. To imię nadano jej w przytułku,
gdzie naprawdę się wychowała.
Broszury ciągnęły jednak wątek indiańskiej opie­
kunki - a ta jakoby twierdziła, że została pojmana
przez wrogie plemię, które więziło ją w jaskini na od­
ludziu zamieszkiwanym jedynie przez zwierzęta - mał­
py i niedźwiedzie. Twierdziła, że nie jest matką dziec­
ka, ale kochała je jak swoje. Po jej śmierci dziewczyn­
kę wysłano do pobliskiego miasteczka, gdzie przejęła
nad nią kuratelę rodzina Pedro Sancheza. Sanchez

40

�040-46 Wieczorkiewicz.ps - 5/29/2006 5:08 PM

A n n a Wieczorkiewicz •

KOBIETA-MAŁPA, KOBIETA-NIEDZWIEDZ

pi wygląd” niekoniecznie prowadzić musiał do konklu­
zji dotyczącej małpio-ludzkiego pokrewieństwa.
Dla Darwina Julia to bynajmniej nie brakujące
ogniwo, ale kobieta o szczególnych cechach: „Julia Pa­
strana, tancerka hiszpańska, była niezwykłą kobietą,
lecz miała włosy na czole i gęstą męską bodę. Sfotogra­
fowano ją, a po śmierci jej wypchaną skórę pokazywa­
no jako okaz. Interesujący jest dla nas fakt, że w gór­
nej i dolnej szczęce miała anormalną, podwójną liczbę
zębów w jednym rzędzie; dr Purland sporządził odlew
jej szczęk z zębami. Wskutek takiej obfitości zębów
usta kobiety były wysunięte naprzód, a cała jej twarz
była podobna do twarzy goryla”. (Darwin 1959: 304)
Darwin pisał to przy okazji omawiania zmienności ko­
relacyjnej. Przytoczył inne znane mu przypadki, po
czym wyciągnął wnioski dotyczące zmienności korela­
cyjnej: „Tego rodzaju wypadki oraz istnienie bezwło­
sych psów przywodzą na myśl z wielką siłą fakt, że dwa
rzędy ssaków, mianowicie szczerbaki i walenie, posia­
dające arcynormalną powłokę skórną, mają równocze­
śnie jak najbardziej anormalne uzębienie, a mianowi­
cie zbyt małą bądź zbyt dużą liczbę zębów”. (Darwin
1959: 304)
Podobnie jak inni naukowcy, Darwin zbiera infor­
macje, wymienia się nimi z kolegami po fachu, ogląda
modele, odlewy, fotografie. W tworzonym przez niego
dyskursie Julia to postać drugorzędna, jeden z wielu
podobnych przypadków. Badacz rozważa te jej cechy,
które mogą przyczynić się do wyjaśnienia interesują­
cych go kwestii. Zwraca zatem szczególną uwagę na
stan uzębienia i zastanawia się, na ile jego anormalność związana jest z nietypowym owłosieniem. Łączy
w jedną kategorię nadmiar włosów i ich brak. Rozwa­
ża przy tym kwestię dziedziczności. Czasem wtrąci
ubarwiającą narrację uwagę o tym, że trzeba było prze­
kupstwa, by ktoś poślubił owłosioną Birmankę, ale to,
co go naprawdę zajmuje, to liczenie, mierzenie, po­
równywanie, zestawianie.1 Widowiskowość Julii, ro­
syjskich wieśniaków, czy birmańskiej dziewczyny nie
ma tu takiego znaczenia. Ludzie ci mogą być interesu­
jący, podobnie jak ciekawe są bezwłose psy i szczerbaki, ale to, co naprawdę fascynujące, to układ zależno­
ści i korelacji, w które można wpisać te istoty. Uwaga
badacza zatrzyma się więc na chwilę na „hiszpańskiej
tancerce”, by potem wznieść się tam, skąd roztaczać
się będzie szersza perspektywa.
Naukowcy działali w imię ogólnie szanowanych in­
stytucji, takich jak akademia, towarzystwo naukowe
czy szpital. Umieli formułować opinie, aby zbić ewen­
tualne zarzuty niemoralności, nieobyczajności, profa­
nacji, bezduszności. Natomiast w obszarze rozrywki
ciekawość łatwo stawała się podejrzana pod względem
moralno-obyczajowym. Dlatego w Berlinie władze wy­
raziły obiekcje co do stosowności wystawienia na wi­
dok publiczny kobiety-małpy. Lent zapewnił wówczas,
że nie chodzi tu o nic zdrożnego: Julia będzie tylko

członkowie Towarzystwa Historii Naturalnej. Samuel
Kneeland Jr specjalizujący się w anatomii porównaw­
czej oświadczył wówczas, że jest ona osobą całkowicie
ludzką, kobietą posiadającą wszystkie typowe dla swej
płci cechy. Reklamowe broszury zapewniały jednak, że
to hybryda o półzwierzęcej naturze; czasem dodawały
też, że wszyscy członkowie plemienia, z którego pocho­
dziła, byli owłosieni jak niedźwiedzie czy orangutany.
Kiedy w czerwcu 1857 pojechała do Londynu, jej
nowym impresario został Teodor Lent. Człowiek ten
wywarł ogromny wpływ na jej losy - nie tylko zresztą
doczesne, ale i pośmiertne. Ogłoszenia, jakie Lent da­
wał w gazetach, eksponowały kobieco-małpią hybrydyczność Julii, sugerując jednak, że dominuje natura
kobieca. Rys kobiecości pozwalał podkreślać to, co
zdawało się opozycyjnym biegunem zwierzęcej dziko­
ści. Julia jawiła się jako osoba subtelna i inteligentna.
Od Indian różniła się nie tylko wyglądem, ale charak­
terem i umiejętnościami. Jak pisano, opanowała an­
gielski i hiszpański, była biegła w pracach kobiecych,
takich jak: szycie, gotowanie, pranie i prasowanie.
Uwielbiała podróżować, cieszyła się dobrym zdrowiem
i zawsze chętnie uczyła się nowych rzeczy. Rozwodzo­
no się nad jej ujmującym charakterem i bystrością.
Całość ubarwiano historią o tajemniczym pochodze­
niu i pierwszych latach życia spędzonych na odludziu.
W czasie pokazów Julia śpiewała angielskie i hisz­
pańskie piosenki, tańczyła, a po pokazie konwersowa­
ła z publicznością, której nie tylko wolno było zadawać
jej pytania, ale i dotknąć bujnej brody lub pogładzić po
owłosionych policzkach.
Była niemal taka jak inni ludzie; więcej nawet umiejętnościami językowymi, gracją, zamiłowaniem
do tańca i śpiewu górowała nad wieloma kobietami;
ale z drugiej strony byłą też trochę jak mężczyzna (bo
niby skąd u niej broda?), trochę zaś jak zwierzę, ze swą
czaszką, która, jak orzekł Brytyjski znawca przyrody
Francis Buckland, jest w typie czaszek orangutanich
(ale nie jest całkowicie orangutania).
Nazywano ją kobietą-małpą, kobietą-niedźwiedziem - i nie wiadomo, czy została nią dlatego, że wy­
chowała się niemal razem ze zwierzętami, czy dlatego,
że Meksykanie zdeformowali jej czaszkę, czy też po
prostu dlatego, że taka była jej ludzko-zwierzęca natu­
ra. Istota jej bytu oscylowała gdzieś na pograniczach wyznaczana przez owe „prawie”, „niemal” i „trochę” i to właśnie czyniło ją ciekawą.
Julia przyciągała uwagę lekarzy i przyrodników.
Oglądali ją i opisywali, zwracając uwagę na szczegóły
sprawiające, że twarz zdawała się orangutania, a figura
kobieca. Naukowcy władali dyskursem, który pozwa­
lał w bezpieczny i prawomocny sposób interesować się
naturą owłosionej kobiety. N a ciekawości osnuwało
się badanie, wnikanie, rozumienie. Z tego punktu wi­
dzenia Julia stawała się okazem, który nurt dyskusji
naukowych wprowadzał w obszar wiedzy. Tutaj „mał­

41

�040-46 Wieczorkiewicz.ps - 5/29/2006 5:08 PM

A n n a Wieczorkiewicz •

KOBIETA-MAŁPA, KOBIETA-NIEDZWIEDZ

śpiewać i tańczyć. W Lipsku poszerzył jednak jej ak­
torskie kompetencje i kazał wystąpić w sztuce o głu­
pim mleczarzu zakochanym w kobiecie noszącej welon
- ta, ku uciesze publiczności, uchylała woal, gdy zalot­
nika nie było w pobliżu. Przedstawienie uznano nie
tylko za nieprzyzwoite, ale i niebezpieczne. Lekarze
twierdzili, że ciężarne kobiety widząc coś takiego ła­
two mogą poronić lub urodzić dziecko podobne do kobiety-małpy.
Skandal stanowił pożywkę dla ciekawości szero­
kich kręgów publiczności. Tygodnik „Gartenlaube”
opublikował obszerny wywiad z Julią. Opowiadała ona
0 swych podróżach, o licznych propozycjach małżeń­
skich, które odrzuciła, gdyż konkurenci nie byli wy­
starczająco majętni - to dobry chwyt rynkowy mogący
zwabić bogatych admiratorów.
Julia okazała się na tyle zyskowną inwestycją, że
konkurencja starała się ją podkupić. Przemyślny Lent
związał się zatem ze swym okazem węzłem małżeńskim
1 kontynuował objazd, udając się do Wiednia. W cią­
gu dnia Julia nie opuszczała mieszkania - inaczej jej
widok mógłby spowszednieć. Za to wieczorami, zawoalowana, pod kuratelą męża wychodziła z domu, by
oglądać pokazy dawane przez innych. Wówczas wta­
piała się w cyrkową publiczność, a przypisana jej rola
osobliwości ludzkiej ulegała zawieszeniu.
Następne na trasie były Niemcy, po których Lentowie krążyli razem z grupą woltyżerów - Julia mogła
nauczyć się paru sztuk, którymi urozmaicała pokazy
tańca, śpiewu, gry na gitarze i organkach. Natomiast
w roku 1858 plakat oznajmiający: Miss Julia Pastrana
z Meksyku występuje w cyrku Ślęzaka pojawił się na uli­
cach Warszawy. Szlak wiódł dalej na wschód, do M o­
skwy. Tutaj jednak pojawiły się komplikacje innego
rodzaju. Wprawdzie pokazy odniosły sukces, ale Julia
była w ciąży, a budowa jej ciała pozwalała spodziewać
się komplikacji. Lekarze zastanawiali się, na ile wąskie
biodra ciężarnej utrudnią poród. Obawy nie były bez­
podstawne. Chłopiec, który przyszedł na świat, dzie­
dzicząc po matce jej nietypowe cechy, żył niecałe dwie
doby. Julia zmarła pięć dni po porodzie (w prasie bul­
warowej pisano, że „serce jej pękło”).
Lent i tym razem nie przepuścił możliwości zarob­
ku. Odsprzedał zwłoki profesorowi z moskiewskiego
uniwersytetu anatomicznego - ten zmierzył je, zważył,
po czym zajął się konserwacją, wstrzykując specjalny
preparat zatrzymujący rozkład. Z niemowlęciem nie
było problemów, ale u Julii iniekcje trzeba było powta­
rzać przez kilka miesięcy. Efekt końcowy był świetny.
Wtedy znów pobudzony został nerw przedsiębior­
czości Lenta - Julia wyglądała niemal jak żywa, co po­
zwalało sądzić, że da się ciągnąć z niej zyski. Udało mu
się jakoś odzyskać zmumifikowaną małżonkę i potom­
ka (powiadano, że zapłacił profesorowi balsamiście su­
mę przewyższającą tę, za którą ich odsprzedał. Pomoc­
ny mógł też być akt ślubu poświadczony przez konsula

amerykańskiego.). Władze rosyjskie zakazały mu jed­
nak urządzania pokazów, więc udał się do Londynu.
Tam w roku 1863 otworzył ekspozycję zatytułowa­
ną Embalmed Female Nonderscript. Można ją było obej­
rzeć za cenę nieco niższą niż ta, której żądano przy po­
kazach żywej osobliwości. Julia miała na sobie strój ro­
syjskiej tancerki; obok niej w marynarskim ubranku
stało niemowlę. Jak pisał jeden z naocznych świadków:
„Twarz była wspaniała; dokładnie taka jak nad­
zwyczaj udany portret woskowy, ale nie była uformo­
wana z wosku. Stwierdziłem, że to była prawdziwa skó­
ra, spreparowana w jakiś cudowny sposób. (...) Nie by­
ło w tej figurze nic odstręczającego ani przykrego,
i trudno wyobrazić sobie, że owa mumia jest napraw­
dę istotą ludzką, a nie sztucznym modelem” (podkr.
aut.) (Cyt. za: Altick 1978: 267.) Godna podziwu by­
ła nie tylko Julia, ale i kunszt, dzięki któremu zdołano
zachować jej szczątki. Dziennikarz jednej z londyń­
skich gazet uważał za stosowne poinformowanie czy­
telników: „Ten nowoczesny, nie znany dotychczas
sposób balsamowania, przebadali w krytyczny sposób
wybitni londyńscy naukowcy, uznając go za niezwykle
udany, najwspanialszy ze wszystkich znanych przykła­
dów balsamowania”. (»Illustrated London News» 29
marca 1862: 316. Cyt. za: Altick 1978: 267)
Możemy oburzać się na optymizm poznawczy
uwłaczający godności zmarłej istoty ludzkiej. Warto
jednak spytać, co się pod nim kryje. Może nie chodzi
jedynie o to, by pokazać dziw ku uciesze tłumu i wzbo­
gaceniu właściciela. To prawda, publiczność lubi się
ekscytować, a widok człowieka - żywego czy martwe­
go - wzbudza szczególnie silne emocje. Widok ten ini­
cjuje grę pomiędzy współodczuwaniem a samorozpoznaniem się w konfrontacji z tym, co od nas różne. Za­
balsamowana Julia nie jest żywa i nie jest woskowym
modelem - jest jednak prawie jak żywa i niemal jak
z wosku. Jest martwa, ale nie jest rozkładającym się
trupem - pozostała prawie taka jak za życia.
Kiedy za życia wystawiano ją na pokaz, zacierano
kategorialne podziały tożsamości między tym co ko­
biece i co męskie, co dzikie i co cywilizowane, ludzkie
i zwierzęce; teraz opisując okaz, można było jeszcze
wymieniać miejscami martwotę i żywość. Historia
zmarłej, zabalsamowanej Julii i jej żywego, przedsię­
biorczego małżonka to opowieść o zakorzenionej
w kulturze fascynacji ciałem, które przekracza reguły
ludzkiej cielesności. Lent, organizując pokazy Julii,
tworzy tę opowieść, ale nie jest jej jedynym autorem.
Współtworzą ją ci wszyscy, którzy chcą widzieć i wie­
dzieć, których intryguje pytanie: co się dzieje, gdy na­
ruszy się granicę między kobietą a mężczyzną, między
człowiekiem a nie-człowiekiem, rozumnym a bezrozumnym, dzikim a cywilizowanym, żywym a martwym.
Pośmiertne losy Julii były równie niespokojne jak jej
życie - i tak samo wiele mówią nam o ambiwalentnym
stosunku do granicznych ciał.

42

�040-46 Wieczorkiewicz.ps - 5/29/2006 5:08 PM

A n n a Wieczorkiewicz •

KOBIETA-MAŁPA, KOBIETA-NIEDZWIEDZ

Lent (razem ze swoją zabalsamowaną żoną) przyłą­
czył się do wędrownego muzeum anatomicznego. Kie­
dy zawitał do Karlsbadu, doszły go wieści o brodatej
kobiecie ukrywanej przez rodzinę - była to świetna
okazja do zdobycia następczyni Julii. Udało mu się
spotkać z rodzicami kobiety i rozpocząć starania o zdo­
bycie jej ręki. Ojciec panny wymógł na nim jednak
obietnicę: pokazy za pieniądze są wykluczone. Lentowi łatwo przyszło dać słowo, jeszcze łatwiej go nie do­
trzymać. Powiózł małżonkę w podróż po Europie, kon­
fiskując jej oczywiście przybory go golenia. Nadał jej
także nową tożsamość: Zenora Pastrana miała być sio­
strą Julii. Nie cofał się też przed rozsiewaniem plotek,
że Julia i Zenora to ta sama osoba. Przez całe dziesię­
ciolecie miał dochodowe kontrakty z różnymi cyrka­
mi; zdarzały się i zaproszenia na prywatne pokazy dla
rodów panujących. Zrazu Lent jeździł z obiema żona­
mi - żywą i martwą. Potem tę martwą musiał zostawić
- widocznie nie podobało się to Zenorze. Julię wynaję­
to wówczas wiedeńskiemu Prauscher Volskmuseum.
W latach 80. XIX wieku Lent zapragnął położyć
kres wędrówkom i osiadł w Petersburgu, by prowadzić
niewielkie muzeum figur woskowych. Wkrótce jednak
popadł w szaleństwo - kiedy zaczął tańczyć na ulicy,
drzeć banknoty i papiery giełdowe i topić je w Newie,
jasne stało się, że trzeba go osadzić w zakładzie dla sła­
bujących na umyśle. Pozostał tam do końca życia. Ze­
nora wkrótce potem wyjechała z Rosji do Mona­
chium. Po drodze zabrała z Wiednia mumię swej po­
przedniczki i jej dziecka - należały do niej podobnie
jak reszta majątku Lenta. Pokazała je w monachijskim
towarzystwie antropologicznym.
Zenora chciała pewnie znormalnieć, położyć kres
plotkom, że ona i Julia są tą samą osobą, i wycofać się
na dobre z branży widowiskowej. Osiadła w Dreźnie,
gdzie poślubiła znacznie młodszego od niej mężczyznę.
Mumie przekazała na wystawę antropologiczną w Mo­
nachium, gdzie eksponowano je na różnych pokazach,
by w roku 1895 odsprzedać. W ciągu następnego
ćwierćwiecza okazy te kilkakrotnie zmieniały właści­
cieli, aż w roku 1921 trafiły w ręce Norwega Hakona
Jaegera Lunda, dbającego o urozmaicenie w organizo­
wanych przez siebie pokazach. Lund oferował widzom
różne rozrywki. Można było u niego na przykład obej­
rzeć woskowe figury przedstawiające sławnych ludzi,
spróbować szczęścia na loterii, wysłuchać wykładu
w „Muzeum Higieny i Anatomii”. W tym gabinecie
osobliwości obok preparatów monstrów zakonserwo­
wanych w słojach i woskowych odlewów chorobowo
zmienionych narządów ciała znaleźli schronienie Julia
i jej syn.
W roku 1943 w czasie okupacji Norwegii Niemcy
chcieli skonfiskować eksponaty, ale synowi Lunda
Hansowi udało się skłonić władze do zmiany decyzji.
Zorganizował wówczas długą objazdową wystawę.
W jednym z trzech wagonów wypełnionych modelami

i preparatami podróżowała zmumifikowana Julia.
Wciąż nosiła strój rosyjskiej tancerki, ale była już nie­
co podniszczona - trochę wyliniała, nie miała już swo­
jej dawnej brody, znikła gdzieś jej biżuteria; jej syn
utracił owłosienie oraz marynarskie ubranko. Mimo
wszystko oboje przyciągali uwagę. Niepokoili i intrygo­
wali, gdy wpatrywali się w ciekawskich z ozdobnej lek­
tyki, stanowiącej część ekspozycji. Podróż zakończyła
się w roku 1953 w Linkopong w Szwecji, gdzie Hâkon
Jaeger Lund umieścił podupadły już nieco gabinet
horroru.
Po śmierci Hâkona Jaeger Lunda jego syn przejął
interes, znacznie mniej lukratywny niż dawniej.
Wkrótce pojawiła się jednak nadzieja na korzystne
ożywienie. W roku 1969 pewien bogaty Amerykanin,
dowiedziawszy się o mumiach trzymanych gdzieś
w Skandynawii, zapragnął je kupić. Hans Jaeger Lund
uznał ofertę tysiąca dolarów za zbyt niską. Ociągał się
ze sprzedażą, tłumacząc, że sam chce zabrać prepara­
ty w objazd. Mimochodem rzucił też myśl o planach
meksykańskiego rządu, który chce wykupić mumie,
by umieścić je w specjalnym mauzoleum. Historia Ju ­
lii znów trafiła do gazet. Rozwodzono się nad całą
sprawą, włączając w to refleksje moralne, dotyczące
publicznego pokazywania zwłok. Podobne obiekcje
miały niektóre organizacje religijne. Amerykanin
próbował negocjować cenę, Lund wahał się, a w mię­
dzyczasie urządzał ekspozycje w Szwecji i Norwegii.
Sprawę jednak zbyt przeciągnął - amerykański kolek­
cjoner doznał udaru i oferta 5 tysięcy dolarów zdezak­
tualizowała się.
W roku 1971 mumie nadal pokazywano w Norwe­
gii i w Danii. Udały się też za ocean - podróżowały po
Stanach Zjednoczonych w gablocie z nietłukącego się
szkła w wielkim cyrkowym wozie. Wprawdzie w kilku
stanach kazano zamknąć wystawę ze względu na jej
niemoralny charakter, mimo to tournée okazało się ko­
rzystne finansowo. Kiedy Lund chciał kontynuować to
przedsięwzięcie w Norwegii, spotkał się z publicznym
sprzeciwem. Zaprotestowały władze kościelne. Biskup
Oslo stwierdził, że mumie należy pochować, by spoczy­
wały w spokoju. Lund bez trudu znalazł na to odpo­
wiedź: skoro Kościołowi tak zależy na spokoju zmumi­
fikowanych szczątków, niech zajmie się mumiami egip­
skimi; następnie wysłał Julię na tournée po Szwecji.
Upalne lato 1973 to czas ostatniego triumfu sce­
nicznego Pastrany. Kobieta-małpa w ozdobnej lektyce
z synkiem stojącym obok niej na piedestale, zamknię­
ci w wielkiej gablocie przyciągali uwagę w miastecz­
kach szwedzkiej prowincji. Ogłoszenia oznajmiające
ich przybycie podejmowały wciąż ten sam wątek ludzko-zwierzęcej hybrydyczności. Szybko jednak dały
o sobie znać nastroje nieprzychylne tego rodzaju
przedsięwzięciom. W miasteczku Hudiksvall wystoso­
wano do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych petycję
domagającą się wydania ogólnego zakazu urządzania

43

�040-46 Wieczorkiewicz.ps - 5/29/2006 5:08 PM

A n n a Wieczorkiewicz •

KOBIETA-MAŁPA, KOBIETA-NIEDZWIEDZ

takich spektakli. Julia musiała wrócić do Norwegii, ale
i tu Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zakazało jej
wystawiania. Trafiła zatem do parku rozrywki pod
Oslo, ale eksponowanie jej nie wchodziło już w grę.
Syn Hansa Jaegera Lunda, który stał się kolejnym wła­
ścicielem, nieszczególnie się o nią troszczył. W roku
1976 ktoś włamał się do pomieszczeń, gdzie ją prze­
chowywano i dokonał wielu szkód. Podarto suknię Ju­
lii, dziecko zrzucono z piedestału, odłamując mu rękę
i szczękę. Trzy lata późnej nastąpiło kolejne włamanie
- wówczas Julia zaginęła i trudno było przypuszczać, że
zachowa się cokolwiek z jej szczątków. Znaleziona zo­
stała przypadkiem dzięki dzieciom z przedmieść Oslo,
które na wysypisku natknęły się na zmumifikowaną
rękę. Zawiadomiono policję, a ta odnalazła resztki Ju­
lii w wozie porzuconym nieopodal, po czym przekaza­
ła ją Instytutowi Medycyny Sądowej w Oslo.

„Pozbawiony języka i energii życiowej, wciągnięty
w proces rozkładu, trup jest przedmiotem trwogi i od­
razy, ale także szacunku, miłości, nienawiści. N a ile
jest już jednak rzeczą, a na ile jeszcze osobą?” - pisał
Louis-Vincent Thomas w książce poświęconej kultu­
rowemu stosunkowi do martwego ciała (Thomas
1991: 100). Martwą Julię można wprowadzić w prze­
strzeń rozrywki, jeśli nie będzie trupem-osobą.
Historię zabalsamowanej Julii da się opisać jako
negocjacje dotyczące tego, czy jej trup ma być osobą,
czy rzeczą, odpadem, surowcem czy towarem (na takie
trzy tryby uprzedmiotowiania trupa - na czynienie
z niego odpadku, surowca lub towaru - wskazywał
Thomas).3 Status trupa-rzeczy i trupa-osoby negocju­
je się wówczas, gdy rozważa się możliwość pochówku.
Głos w dyskusji pozwala wyrazić szersze kwestie świa­
topoglądowe. Ten motyw wchodzi w grę także wtedy,
gdy zakazuje się wystawiania mumii na widok publicz­
ny. Jest przedmiotem handlu, ocenianym ze względu
na zyski, które da się z niej ciągnąć. Kiedy ją kradną
i porzucają, na jakiś czas staje się odpadem. Thomas
pisał: „Widok zmarłego skłania do cofnięcia się, kon­
takt z nim powoduje strach. Do fizycznego manipulo­
wania trupem można więc przystąpić dopiero wtedy,
gdy sprowadzi się go do przedmiotu i usunie fantazma­
ty, jakie wywołuje jego wyobrażenie”. (Thomas
1991:106) Niemniej jednak mumia będzie bardziej in­
teresująca, gdy motyw trupa-osoby włączy się do gry
na innym poziomie i niejako wtórnie.
Julia będzie fascynująca, o ile negocjacje pozostaną
w toku. Potwierdzą bowiem graniczny charakter jej
ciała, ewokującego sens przekraczania fundamental­
nych dla kultury kategorii płci i gatunku, dzikości
i ucywilizowania, życia i śmierci.
N a fotografii wykonanej w 1970 roku w Malmo
w Szwecji widzimy kobietę ubraną w haftowany strój.
Stoi z nogą wysuniętą do przodu, jakby chciała posta­
wić krok; rękę wsparła na biodrze, głowę odwróciła
lekko w bok, jakby czegoś wypatrywała. Obok niej na
postumencie w postawie na baczność ustawiono
dziecko, prawie nagie - ma jedynie przepasane biodra
i buciki z cholewkami. (Bondeson 1999: 238)
Dziecko na fotografii zdecydowanie nie jest nowo­
rodkiem - wygląda na 2-3 lata. Daje to asumpt do
snucia kolejnych sensacyjnych narracji. N a stronach
internetowych znajdujemy jeszcze jeden wariant bio­
grafii Julii Pastrany: może chciała ona być kimś innym
niż kobietą-małpą, może zapragnęła żyć jak normalni
ludzie. Ogłoszono zatem śmierć jej i dziecka, a rosyj­
ski profesor wykonał model, który pokazywano jako
mumię. W pierwszych relacjach dotyczących ekspo­
zycji zabalsamowanej Julii nie ma mowy o dziecku widocznie ten falsyfikat dorobiono później. Mumia
wygląda podejrzanie - o czym piszą także Glyseth
i Touverud: „Twierdzono, że Julię zabalsamowano,
ale jej obecny stan wskazuje na to, że w którymś

***

Losy Julii - zarówno żywej, jak i martwej - można
potraktować jako historię egzemplaryczną, mówiącą
wiele o naturze spojrzenia kierującego się na ciała,
które zdają się „obce”, „dziwne”, „nienormalne”, a mi­
mo to łącze między nimi a cielesną naturą patrzącego
nie ulega wątpliwości. Jest to też opowieść o tym, w ja­
ki sposób przebiega kulturowe organizowanie spekta­
kli wykorzystujących dziwne ciała, a także o znaczeniu
nośnych, ale nieustannie modyfikowanych narracji,
bez których nie obędzie się wówczas, gdy ciało ma zy­
skać walor atrakcyjności. Jak widzieliśmy, tworząc sce­
niczną osobowość Julii, wykorzystywano wątki przygo­
dowe, romansowe i kryminalne, fantastykę, horror,
ale i dyskurs akademicki. Owłosiona kobieta żyła
w przestrzeniach granicznych, między jarmarczną roz­
rywką, gdzie jako istota hybrydyczna wpisywała się
w kategorię dziwolągów, a obszarem nauki, otwartym
na retoryczne działanie dyskursów anatomii, antropo­
logii, medycyny, historii naturalnej. Jej wizerunki po­
jawiały się w pracach antropologicznych i na kartkach
sprzedawanych jako pamiątki, a przeznaczonych do
mieszczańskich albumów. To miejsce uzyskała nie tyl­
ko na mocy swej kondycji fizycznej (dzisiaj określanej
jako patologia, hirsutyzm czyli nadmiernie owłosienie
i gingival hyperplasia, czyli przerost dziąseł), ale i dzięki
sposobom, w jaki wówczas społecznie regulowano sto­
sunek do dziwnych ciał (między innymi dzięki instytu­
cjom takim, jak pokazy osobliwości).
Po śmierci, tak jak i za życia, Julia Pastrana była
przedmiotem szczególnego zainteresowania w dwóch
obszarach: nauki i rozrywki - jakkolwiek różniły się
one od siebie w swych celach i procedurach, to w tym
wypadku wzajemnie się zasilały. Doszedł wówczas jesz­
cze motyw fantastycznego zachowania ciała, ale pro­
blemem stały się kwestie związane z tym, co należy
czynić z martwym ciałem, a czego robić nie wolno.2

44

�040-46 Wieczorkiewicz.ps - 5/29/2006 5:08 PM

A n n a Wieczorkiewicz •

KOBIETA-MAŁPA, KOBIETA-NIEDZWIEDZ

fabułę, która da się potem zmienić na inną... Jak pisał
François Jacob w książce o grze możliwości: „Całe ży­
cie ludzkie, czy dotyczy to grupy czy jednostek, bierze
udział w ciągłym dialogu między tym, co mogłoby być,
a tym, co już jest. Mieszanina wiary, wiedzy i wyobraź­
ni tworzy przekształcający się nieustannie obraz tego,
co możliwe. Z tym właśnie obrazem porównujemy na­
sze pragnienia i nasze obawy. To, co w nim jest możli­
we, kształtuje nasze zachowanie i działanie. W pew­
nym sensie wiele działań ludzkich, takich jak sztuka,
nauka, technika czy polityka, jest tylko szczególnym
sposobem postępowania, każde za pomocą własnych
reguł: jest grą możliwości”. (Jacob 1987: 14)

momencie przynajmniej częściowo wypchano ją weł­
ną drzewną albo że wywatowano wypukłości tam,
gdzie anatomia doznała największych szkód. Czy Julię
zabalsamowano, a potem częściowo wypchano? W ja­
ki sposób zabalsamowane ciało uzyskało taką sztyw­
ność, że można je było eksponować bez widocznych
wsporników, tak jak działo się to od początków po­
śmiertnej kariery Julii, przynajmniej od roku 1862?
To znak, że wiele tajemnic otaczających Julię czeka
na wyjaśnienie”. (Glyseth, Touverud 2004: przyp.
6 rozdz. 6).
Czyżby cała jej pośmiertna historia była dramatycz­
nym przedstawieniem z fałszywymi aktorami i fabułą,
pisaną na zamówienie społeczne?
Czy ponad to pytanie nie należy przedłożyć innej
kwestii: dlaczego kultura w taki sposób opracowuje
wątki dotyczące cielesności granicznej i nie do końca
wyjaśnialnej? Dlaczego nieustannie pożąda ciał, wokół
których da się osnuwać pewne narracje? Historia Julii
(nieważne, czy prawdziwej czy nie) obrazuje społeczne
poszukiwanie obiektów, które mogą być użyte do two­
rzenia i odgrywania pewnych żywotnych kulturowo
narracji. Pokazuje też, do czego mogą prowadzić różne
praktyki wykorzystywania ciał, które okazały się po­
datne na implantacje owych narracji.
Scena, na której pojawiają się osobliwości takie jak
Julia, to przestrzeń ambiwalentna - kusi, przyciąga
i fascynuje, ale zarazem odpycha, wzbudza chęć posta­
wienia bariery między „ja” widza a światem form zabu­
rzonych i nieregularnych. Ci, którzy są odmienni
w sposób zauważalny - potwory ludzkie, monstra stanowią drwinę z pewnego porządku. Z przedziwnej
fascynacji taką odmiennością zrodziły się obrazy istot
cyklopicznych, gnomicznych. Zbiorowa wyobraźnia
powołała do życia centaury, minotaury, sfinksy, syre­
ny... Mitologiczne potwory często pojawiają się po to,
by ludzie musieli je pokonać. Wskazują też na jakiś in­
ny tryb istnienia niż ten, który odczuwamy jako co­
dzienną egzystencję; mówią o mocach, nad którymi
trudno zapanować. Wyobrażenia stworów mających
ciała w jakiś sposób podobne do ludzkich, a jednak
nie-ludzkie, odnoszą się do kwestii tożsamości indywi­
dualnej i zbiorowej, jednostkowego i kulturowego ist­
nienia. Rodzą się z pytań o to, co już nie jest ludzkie,
tylko nie-ludzkie, ponad-ludzkie, potworne...
Pytanie o granice stawiane jest w różnych obsza­
rach kultury - sfera publicznych pokazów to tylko je­
den z nich. Tutaj jednak szczególnie wyraźnie widać
sposób, w jaki kultura eksploruje sfery graniczne, wy­
korzystując do tego celu prawdziwe ciała: niech to co
ludzko-zwierzęce i ludzko-dzikie zmieni się w kobieco-męskie, niech potem przejdzie w żywo-trupie. Jeśli
będzie to zbyt drażniące, zbyt wątpliwe pod względem
moralnym, da się przedstawić ową graniczność jako
problem naukowy - problem, który można zmienić
w zagadkę; w zagadkę, z której można wysnuć fabułę;

Cytowana literatura
Altick, R.D. (1978) The Shows of London Cambridge Mass and Lon­
don, The Belknap Press of Harvard Univerity Press.
Bogdan, R. (1990) Freak Show. Presenting Human Odities for Amu­
sement and Profit Chicago and London, The University of Chicago
Press.
Bondeson, J. (1999) A Cabinet of Medical Curiosities New YorkLondon, W.W. Norton&amp;Company.
Darwin (1959) Zmienność zwierząt i roślin w stanie udomowienia (w:)
Dzieła wybrane t. III cz. II Warszawa, Państwowe Wydawnictwo
Rolnicze i Leśne.
Glyseth, Ch.H., Touverud, L. O (2004) The Tragic Story of the Vic­
torian Ape Woman Stroud UK, Sutton Publishing Ltd.
Jacob, F. (1987) Gra możliwości Warszawa, PIW.
Thomas, L.-V. (1991) Trup. Od biologii do antropologii Łódź, Wy­
dawnictwo Łódzkie.

Przypisy
1

45

„Pan Crawfurd widział na dworze burmeńskim mężczyznę
w wieku lat trzydziestu, którego całe ciało z wyjątkiem dłoni
i stóp pokryte było prostym, jedwabistym włosem, dochodzą­
cym na ramionach i wzdłuż kręgosłupa do pięciu cali długości.
Po urodzeniu włosy miał tylko na uszach. Dojrzałość płciową
osiągnął dopiero w wieku dwudziestu lat i wtedy także stracił
mleczne zęby, po czym wyrosło mu w górnej szczęce pięć stałych
zębów, mianowicie cztery siekacze i jeden kieł, w dolnej zaś
cztery siekacze: wszystkie zęby były małe. Człowiek ten miał có­
rę, która urodziła się z włosami wewnątrz muszli usznych,
wkrótce jednak włosy pokryły całe jej ciało. Kiedy kapitan Yule
odwiedził dwór, dziewczyna była już dorosła, a wyglądała dziw­
nie, bo nawet jej nos był gęsto pokryty miękkim włosem. Po­
dobnie jak ojciec miała tylko siekacze. Królowi udało się z tru­
dem przekupić mężczyznę, który ją poślubił. Z jej dwojga dzieci
czternastomiesięcznemu chłopcu wyrosły włosy w uszach, a po­
nadto wąsy i broda. Dziwna ta właściwość dziedziczyła się w cią­
gu trzech pokoleń, z tym że dziadek i matka nie mieli zębów
trzonowych. Nie wiadomo tylko, czy i dziecko będzie miało bra­
ki w uzębieniu.
Podobny wypadek zdarzył się niedawno w Rosji, a mianowicie
pięćdziesięcioletni mężczyzna oraz jego syn mieli twarze pokry­
te włosami. Dr Alex. Brandt przysłał mi opis tego wypadku wraz
z okazami niezmiernie cienkich włosów z policzka. Mężczyzna
ma braki w uzębieniu, gdyż posiada tylko cztery siekacze w szczę­
ce dolnej, a dwa w górnej. Jego syn w wieku około trzech lat ma
tylko cztery dolne siekacze. Jest to, jak stwierdza w swym liście
dr Brandt, niewątpliwie spowodowane zahamowaniem rozwoju
włosów i zębów. Widzimy więc, że te zahamowania muszą być

�040-46 Wieczorkiewicz.ps - 5/29/2006 5:08 PM

A n n a Wieczorkiewicz •

2

KOBIETA-MAŁPA, KOBIETA-NIEDZWIEDZ

niezależne od zwykłych warunków egzystencji, ponieważ wa­
runki życia wieśniaka rosyjskiego i tubylca z Burmy są jak naj­
bardziej różne”. (Darwin 303-304)
W roku 1996 ze strony duchowieństwa dochodziły głosy doma­
gające się, by zwłoki spalić lub pochować w katedrze w Oslo
zgodnie z ceremoniałem pogrzebowym. Motyw brakującego
ogniwa czy kobiety-małpy zdezaktualizował się i przestał w jaki­
kolwiek praktyczny sposób odnosić się do Julii. Wiadomo, że
była osobą ludzką i stosownie do tego należy traktować jej po­
śmiertne szczątki. Niech zatem nie będzie trupem-rzeczą.

3

Zob. także: „Uprzedmiotowienie trupa to odebranie mu wszel­
kiej wartości przypominającej istotę, jaką był. W optyce czysto
realistycznej poprzestać można jedynie na zjawisku biologicz­
nym, jakie reprezentuje; można także, nadal uznając w mar­
twym ciele atrybuty osoby, negować ją dla potwierdzenia swej
mocy, rozmyślnie traktując ją jako rzecz celem powtórnego za­
bicia.” (Thomas 1991: 100)

Masolino da Panicale, Kuszenie, 1426
(Kaplica Brancacci, Florencja)
www.abcgallery.com

46

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9592" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9570">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/957f3a54dcd54706168328411bacbc4a.pdf</src>
        <authentication>3c9da80f799653407cb9245a553ee6a1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114174">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3124</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114175">
                <text>1989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114176">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2925</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114177">
                <text>Mieczysław Piwko o sztuce / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114178">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.4, s.230-231</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114179">
                <text>Wieczorkiewicz, Anna; Zatorska, Joanna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114180">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114181">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114182">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114183">
                <text>Anna Wieczorkiewicz, J o a n n a Zatorska

M I E C Z Y S Ł A W PIWKO O SZTUCE

Rodzina Rzeźbiarza doskonale wie, o co może chodzić zwiedzają­
cym. Nikt nie pyta, kto to jest etnograf ani o czym chce rozmawiać.
— Ojciec jest zajęty, ale zaraz przyjdzie. — Rzeczywiście, za
kwadrans przychodzi, już umyty, przebrany i gotowy do udzielenia
wszelkich informacji.
„Od młodych lat mnie to ciągło. Był w drugiej wsi taki jeden
— dawniej to nie mówili „twórca ludowy" — to był „ten, co świątki
robi", mówili też — „niewyraźny". Jan Witek się on nazywał. Dobry
rzeźbiarz był. On robił więcej takie gotyckie — to znaczy wysokie,
szczupłe, w pewnym ruchu (pokazuje rękami — chodzi mu o charak­
terystyczną postawę). Gdyby on miał możność kształcenia się, ty by
niewiele uchodził od największych. Pięknie robił. Dorabiał tym.
Obrazów mało robił. Więcej kapliczki i figury do domu.
Jak pierwszy raz to może w drugiej, trzeciej klasie byłem, jak
rzeźbiłem narciarza. To taka zabawka była. Pani w szkole mnie
pochwaliła. Bo to było na robotach ręcznych — taki był kiedyś
przedmiot w szkole. Potem to też rzeźbiłem. Ale to trzeba zacząć od
tradycji kultury polskiej. Bo kiedyś święto Bożego Narodzenia, to
było najradośniejsze — zwłaszcza dla dzieci. Trzeba o tym pamiętać.
Ludzie są nieuczciwi względem własnej kultury.
Wtedy Święty Mikołaj był — dziś to się mówi dziadek Mróz. To
kiedyś było uroczyste święto. Gwiazdy się robiło i chodziło się po
kolędzie i winszowało się. Szopki robili — to takie pragnienie, żeby
coś ładniejszego zrobić — to na święta. Na dole tej szopki był teatr.
Wszystko tam odgrywali. To ruszało się. Reżyser ruszał tym.
I dialogi były: Żyd, Cygan, Diabeł, Śmierć — wszystko było w tym.
Najpierw to te figurki drewniane miały i były ubrane szmatkami. Ale
10 się brudziło, niszczyło. To potem zaczęli całe z drewna robić.
To odkurzyć łatwo. U mnie też wszędzie czysto — Krzyż panie widzą

230

wisi — też nie zakurzony.
Ja takie szopki z chłopakami robiłem.
We wojnę nie robiłem dużo — kilka szopek, jak miałem czas. Po
wojnie to już człowiek dorosły, żonaty, to już się nie chciało. Ale
jednak to mnie ciągnęło i fascynowało.
Jak widzą kawałek klocka, to już widzę co z tego będzie. Potem się
odbiera, odbiera, aż zostanie, co trzeba. Wiem zawsze, co mi z tego
klocka wyjdzie — to jest podatność — jak w życiu, że widać, na co
człowiek się nada.
Drewno się kupuje. Lipa najlepsza albo osika. Teraz wykupuje
drewno fabryka i nam jest trudno. Od chłopów się kupuje — trzeba
im za to płacić. Inaczej sprzedają do fabryki.
Lubią kolory żywe. Znają mnie wszędzie z mojej kolorystyki.
Ludziom też się podoba, ale się podoba, ale wiele się nie zastana­
wiam nad tymi kolorami, podświadomie je wybieram.
Jak mnie najdzie to robię. Czasem trzy, cztery dni nic nie robię.
Czasem tak nie idzie. Za dzień jedno zrobię, ale od rana do wieczora.
„Ojciec Święty", na przykład, nie wyszedł mi tak, jak bym chciał.
Wyszły mi same oczy. Włosy mają kolor za jasny. Brązowy byłby
lepszy — prawdziwy. (Na uwagę, że Ojciec Św. jest siwy). Tak, to
właśnie powinien być siwy. Ale nawet jak się nie uda, to nigdy nie
zniszczyłem swojej rzeźby.
Ja tego Chrystusika zrobiłem na krzyżu, to mi jeden pan mówi:
„Dlaczego on taki grubiutki?" A przecież nikt nie pamięta jaki był.
Każdy robi, jak sobie wyobraża. Można przypuszczać, że Chrystus
był jak Araby, bo to był Arab — chudy. Ale każdy rzeźbi według
wyobraźni. Tego świętego Floriana zrobiłem na wzór figury koło
kościoła. Kiedyś wierzyli, że chroni od ognia. Teraz też wierzą.
Florian to mój patron — bo ja byłem strażakiem. Dziś też 4 maja

�świętuję — na Św. Floriana — a nie tam żadne Dni Ochrony
Przeciwpożarowej.
Konkursy. Przeważnie to są dowolne tematy. Bym nie rzeźbił, żeby
temat był bez sensu. Albo czasem są bardzo krótkie terminy. To
wybieram poważniejsze konkursy jak prawdziwi artyści biorą
udział. Różne tematy rzeźbiłem. Tylko Lenina odmówiłem robić
— bo mówię, że mogłaby mi się chałupa pokrzywić (śmieje się).
Do Cepelii tylko trochę robiłem — kilka zamówień. To jest niższa
kategoria, rzemiosło, to nie jest sztuka, chociaż niektóre rzeczy mi się
podobają.
Moje figurki to od Japonii do Ameryki kupują. Szwecja, Norwegia,
Anglia — wszędzie.
Ja to robię najpierw siekierą, potem dłutem i nożem. Wygładzam nie
za mocno, ale lubię, żeby było milsze w dotyku.
Na twarz u każdego najwięcej się patrzy. Ale twarz mi nigdy nie
wychodzi taka sama.Tylko styl jednaki. To jest mój wytwór
wyobraźni. Tak każdy robi jak sobie wyobraża.
Człowiek musi się starać jak najbardziej, żeby piękne rzeczy robić,
pięknie rzeźbić.
Piękno się nie zmienia. Może być świadomie zniekształcone. Dziś
świadomie kulturę zniekształcają.
Strasznie lubię malarstwo. Malowałem, ale nie widziało mi to się. Na
desce malowałem plakatówką, lakierem potem pociągałem. Tylko
sakralne malowałem! Cywil-banda to co to za malowanie. To się do
niczego nie nadaje. No, malarstwo naturalne też lubię. Pejzaż to mi
się strasznie podoba. Ale na to talentu trzeba. Ja też narobiłbym tego
w pierony, ale mi sumienie nie pozwala. Dawniej, jak się niszczyło, to
palili obraz, żeby się nie poniewierał. Dlatego dużo ich było trzeba.
Teraz to robi się takie nowoczesne — trzy razy na krzyż, takie
dżezkoteki.
Tc uczone rzeczy, malarze, artyści sztalugowi, to wszystko udawane,
że to niby odbija jakieś kataklizmy. To jak ten chłop jeden, co mówił
wierszyk prozą - to co to za wierszyk? A niektóre wiersze to piękne
są — że aż pachnie z tego wiersza.
Hasior na ten przykład — dobry rzeźbiarz, ja nie powiem, ale wyczuł
głupotę w kulturze. Wyczuł konikunturę i teraz jedzie na całego. To
się nie nadaje na nic, ale to mu robi sławę. Tacy ludzie to nie służą
sztuce tylko mamonie.
Ja uważam prymitywizm, ale u człowieka, który był kompletnie
prymitywny. Oleksy na przykład. On nie rozumiał otaczającego
świata. On w to co robił, to cały intelekt włożył, jaki posiadał. Ale jak
kto ma więcej rozumu to powinien robić, żeby to zrozumiałe było.
Teraz to tych cudotwórców prymitywizmu namnożyło się. Taka
panienka tu kiedyś przyjechała. Ona mi mówi: „Czy to nie mógłby
pan tak robić, żeby tu trzaska wisiała, tu nie dorobione?" — żeby to
takie było, ona chciała. A ja chcę doskonalsze robić.
Oglądanie świata, to bardzo dużo daje. Witek Jan, to w Austrii był za
robotą, to się napatrzył w świecie. To działa. Ja też pojechałem do
Krakowa na wycieczkę, to się napatrzyłem. W Kościele Mariackim
rzeźby Wita Stwosza widziałem — to fundament, strażnica narodu
polskiego.
Zrobić komuś rzeźbę, sprzedać — nigdy bym nie odmówił. Ja
każdego człowieka lubię, jaki by nie był. Tylko hochsztaplera to ja
nie lubię. Chętnie bym wszystkie rzeźby w domu trzymał, ale to się
nie trzyma — od razu wezmą.
(Czy do jego świątków można się modlić?). Można się modlić, ale jak
są poświęcone. Ludzie się modlą, ale to musi być poświęcone. Każda
rzecz musi być atestowana! (śmieje się). Nie poświęcone są bezwarto­
ściowe pod względem świętości."
Pan Piwko mówi o sobie „artysta", „twórca ludowy". Bardzo
chętnie pokazuje swoje rzeźby. Szczyci się też swoim „archiwum"
~- dużymi notatkami, gdzie wkleja fotografie, listy świadczące
o kontaktach ze zbieraczami i etnografami, notatki z prasy itp.
Twierdzi, że może się to przydać komuś, kto będzie kiedyś pisał
„jakąś pracę doktorską". Bardzo chętnie pokazuje tę kronikę.
Żegnając nas w drzwiach powtarza: „Napiszcie — Paszyn 148, ale
wystarczy bez numeru, tylko: Piwko, Paszyn. 1 tak każdy mnie tu
zna, napiszcie!"
PASZYN, maj 1986 r.
Fot.: Jan Świderski

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6808" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6788">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/66b0421ee0225a325cba66d3fcd37235.pdf</src>
        <authentication>2c58a5a4175121c1b5d4ebb808546b6f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81091">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6626</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81092">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81093">
                <text>2016</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81094">
                <text>Mauss, Marcel (1872-1950)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81095">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6194</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81096">
                <text>Marcel Mauss – uczeń, badacz, nauczyciel / Laboratorium kultury 5 (2016)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81097">
                <text>Laboratorium kultury 5 (2016) Marcel Mauss, Red. Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska, Emilia Wieczorkowska s.11-26</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81098">
                <text>Wieczorkowska, Emilia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81099">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81100">
                <text>grupakulturalna.pl</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="81101">
                <text>Uniwersytet Śląski w Katowicach</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81102">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81103">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81104">
                <text>5

Laboratorium Kultury 5 (2016)

2016
http://www.laboratoriumkultury.us.edu.pl
tytuł artykułu:
Marcel Mauss – uczeń, badacz, nauczyciel
autor / autorzy:
Emilia Wieczorkowska
źródło:
„Laboratorium Kultury” 5 (2016), s. 11–26
wersja pdf:
http://www.laboratoriumkultury.us.edu.pl/pdf/LK-2016-1_wieczorkowska.pdf
afiliacja autora / autorów:
Uniwersytet Śląski w Katowicach, Wydział Filologiczny, Instytut Nauk o Kulturze i Studiów
Interdyscyplinarnych, Zakład Teorii i Historii Kultury
słowa klucze:
Marcel Mauss, Émile Durkheim, socjologia, etnologia, Żydzi we Francji
abstrakt:
(na początku artykułu)
article title:
Marcel Mauss – student, researcher, teacher
author / authors:
Emilia Wieczorkowska
source:
„Laboratorium Kultury” 5 (2016), pp. 11–26
pdf version:
http://www.laboratoriumkultury.us.edu.pl/pdf/LK-2016-1_ wieczorkowska.pdf
institutional affiliation:
University of Silesia, Faculty of Philology, Institute of Cultural Studies,
Department of Theory and History of Culture
keywords:
Marcel Mauss, Émile Durkheim, socjology, ethnology, Jews in France
summary:
10

(at the end of the article)

�Emilia Wieczorkowska

Uniwersytet Śląski w Katowicach
Wydział Filologiczny

Marcel Mauss – uczeń,
badacz, nauczyciel1

Abstrakt
Artykuł wprowadza czytelnika w kontekst społecznokulturowy, w jakim funkcjonował autor Szkicu
o darze. Marcel Mauss jest tu ukazany w relacji z Émilem Durkheimem, twórcą francuskiej szkoły
socjologicznej, bliskim krewnym, z którym szkołę tę współtworzył, z czasem – choć nie odrzucając
dzieła wuja – stając się niezależnym badaczem, uznanym za ojca francuskiej etnologii.
Słowa klucze: Marcel Mauss, Émile Durkheim, socjologia, etnologia, Żydzi we Francji1

B

ieżący, piąty, numer „Laboratorium Kultury” redakcja zdecydowała się
poświęcić osobie i dziełu Marcela Maussa – badacza, który na kartach
historii myśli kulturoznawczej zapisał się przede wszystkim za sprawą teorii
daru jako całościowego faktu społecznego. Tytułem wprowadzenia do lektury
tomu, warto przybliżyć czytelnikowi kontekst historyczno-społeczny, w którym
badaczowi przyszło dojrzewać (także naukowo), a później krzepnąć na dość
niełatwej do jednoznacznego określenia pozycji międzydyscyplinarnego autorytetu – w czasie, kiedy socjologia, etnografia i antropologia, choć już wyodrębnione, dopiero umacniały się instytucjonalnie i programowo w obrębie nauki
Artykuł powstał pod opieką merytoryczną współredaktorki tomu – dr hab. Dobrosławy Wężowicz-Ziółkowskiej, której uwagi wzbogaciły go w znaczny sposób.
1

11

�Laboratorium Kultury 5 (2016)

zachodnioeuropejskiej. Zaprezentowane tu małe studium biografii autora Szkicu
o darze pokazuje, mamy nadzieję, jak bardzo los tych dyscyplin i jego los oraz
dorobek były od siebie zależne i determinowane przez czynniki zewnętrzne.
A ponieważ tom niemal w całości ogniskuje się wokół mało znanej aktywności
Marcela Maussa, wynikającej z jego przekonań politycznych, zmierzając równocześnie ku odpowiedziom na pytania o konsekwencje naukowe tych przekonań,
ich wyraz w teorii naukowej, a wreszcie o trwałość i aktualność myśli Maussa,
takie wprowadzenie wydaje się ze wszech miar przydatne.

Rodzina
W każdym niemal opracowaniu2, każdej nocie biograficznej, poświęconej Marcelowi Maussowi (1872–1950), w pierwszej kolejności znajdziemy informację
o jego pokrewieństwie z Émilem Durkheimem (1858–1917), który był bratem
matki Marcela, a zatem jego wujem, przy czym różnica wieku między nimi wynosiła jedynie czternaście lat. Ich relacja nie była wyłącznie formalna, obie rodziny żyły ze sobą blisko, dość wspomnieć o wspólnie prowadzonym przedsiębiorstwie, którego nazwa zapewne wywoła uśmiech rozbawienia u niejednego
kulturoznawcy: Fabrique de Broderie à Main, Mauss–Durkheim [Wytwórnia
haftu ręcznego Mauss–Durkheim]3. Młode małżeństwo Maussów (rodziców
Marcela) współdzieliło też gospodarstwo domowe z Durkheimami. Naturalną
koleją rzeczy zdolny Marcel, pełen podziwu dla wuja, ale i otaczany przez niego
opieką, miał, można by rzec, wydeptaną ścieżkę prowadzącą z małomiasteczkowego, przepełnionego tradycją życia w Épinal, ku światu nowych idei.
Najważniejszym akcentem młodości zarówno Émile’a, jak i Marcela była tradycja żydowska, tym silniejsza, że była to wielopokoleniowa rodzina rabinistyczna. Tradycję tę zakończył dopiero Émile, obierając drogę pracy naukowej, która
uczyniła go ojcem socjologii francuskiej. Obaj chłopcy byli kształceni w szkole
talmudycznej, jednak z czasem porzucili nie tylko judaizm, ale i religię w jakiejkolwiek innej postaci niż w roli przedmiotu badań. Trzeba jednak przyjąć, że
doświadczenia młodości: znajomość zasad funkcjonowania wspólnoty religijnej
2
Nie mamy dostępu do zbyt wielu obszernych opracowań poświęconych Marcelowi Maussowi.
Niewątpliwie najpełniejszą pozycją o charakterze biograficznym jest świetna praca napisana przez Marcela
Fourniera. To głównie na tym dziele, niedostępnym jeszcze w języku polskim, oparty będzie niniejszy tekst.
Por. M. Fournier, Marcel Mauss: a biography, Princeton University Press, Princeton 2006. Wydanie
anglojęzyczne jest skrótem pierwotnej wersji francuskojęzycznej (Fayard, Paris 1994). Wszystkie tłumaczenia
cytatów zawarte w niniejszym artykule, o ile nie zaznaczono inaczej – Emilia Wieczorkowska.
3
M. Fournier, Marcel Mauss…, s. 10.

12

�Emilia Wieczorkowska, Marcel Mauss – uczeń, badacz, nauczyciel

(a syn i wnuk rabina z pewnością doświadczyli ich w modelowym wydaniu),
znajomość języka hebrajskiego4 były przydatnym backgroundem dla późniejszych
prac dotyczących religii5. A to właśnie religia w jej ujęciu socjologicznym była obszarem wspólnych ich zainteresowań naukowych. Jak twierdzi jednak wnuczka
Durkheima, „[był on] zawsze areligijny przez duże i stanowczo negujące »A«,
a myliłby się ten, kto chciałby w jego pracach doszukiwać się cienia judaizmu”6.
Co zaś się tyczy Maussa, można podejrzewać, że wcześniejsza apostazja wuja
nie tyle była dlań wzorem, co ośmieliła go w analogicznej decyzji. Jak wszakże
zauważa Yuri Slezkine, zjawisko odchodzenia od religii– pomimo silnej konsolidacji wewnątrz rodzin i gmin żydowskich – nie było rzadkością we Francji.
Jego zdaniem, oświeceniowe idee prymarnej roli rozumu w społeczeństwie nie
zostały wyparte we Francji przez romantyczne nacjonalizmy, a Żydzi w równościowych hasłach Rewolucji, dostrzegli dla siebie szansę całkowitej integracji ze
społeczeństwem7. Odrzucenie własnej religijności było zatem pewną naturalną
konsekwencją przyjęcia postaw demokratycznych, przenikających francuskie
społeczeństwo od czasu pożegnania z ancien régime (fr. stare rządy). Taka decyzja
wiązała się jednak nie tylko z osobistym podejściem do wiary przodków, ale też
musiała wpłynąć na stosunki z rodziną. Szczególnie w domu, w którym przestrzegano surowych zasad Tory („Jestem zaniepokojona, chciałabym ugościć Émile’a, ale nie wiem jak pogodzić wymagania jego żołądka z rytualnymi zasadami
Paschy. […]. Nigdy nie zasiądę do stołu, na którym leży chleb”8). Mimo takich
utrudnień, jak wiemy z listów i notatek biografów obu uczonych, nie zaniechali
oni kontaktów z krewnymi, często (przynajmniej na każde święta, choć już przez
nich traktowane wyłącznie jako okazja do spotkania z rodziną) przyjeżdżali do
Épinal, a Durkheim na starość osiedlił się w pobliżu miasteczka. Nie zostali także
przez tę rodzinę wykluczeni. Biografia Maussa i przywołana w niej korespondencja udowadnia zaś, że Marcel wszystkie swoje poczynania relacjonował wujowi
i matce, z którymi łączyła go nieprzerwanie silna więź.
4
„Wiedza na temat judaizmu zdobyta w młodości, a także biegła znajomość hebrajskiego były dla
niego [Maussa – przyp. E.W.] później użyteczne w trakcie pracy nad problemami poświęcenia i modlitwy”.
M. Fournier, Marcel Mauss…, s. 12. Prócz tego, z czasem Mauss opanował także sanskryt, grekę, łacinę oraz
język rosyjski – żeby wymienić te, którymi posługiwał się biegle.
5
E. Durkheim jest autorem fundamentalnej dla współczesnych badaczy rozprawy Elementarne formy życia
religijnego (Les formes elementaires de a vie religieuse 1912 r.), w której wypracował naukową definicję religii.
6
Tamże, s. 14.
7
Y. Slezkine, Wiek Żydów, przeł. S. Kowalski, Nadir Media Lazar, Warszawa 2006, s. 82.
8
M. Fournier, Marcel Mauss…, s. 16. Zgodnie z zasadami Tory, w trakcie święta Paschy, w gospodarstwie
nie może być śladu pieczywa wypiekanego na zakwasie czy drożdżach. Już na tydzień wcześniej gospodarze
dbają, by wyzbyć się z domu ich wszelkich pozostałości, natomiast na samo święto szykuje się macę, czyli
placki wypiekane z samej mąki i wody.

13

�Laboratorium Kultury 5 (2016)

Wspomniany już Slezkine zauważa, że dość typowym w tych czasach modelem społecznych rozwiązań był taki, w którym dzieci żydowskich przedsiębiorców – z racji dobrej sytuacji materialnej, a więc i dobrego wykształcenia, ale
niedostępności stanowisk w administracji9 – obierały ścieżkę kariery naukowej10.
W jego przekonaniu miałoby to, w połączeniu z praktykowanym w takich środowiskach kultem rozumu, wiedzy i samodoskonalenia człowieka od najmłodszych
lat, tłumaczyć duży odsetek studentów i badaczy pochodzenia żydowskiego11.
Kwestia żydowska powróci jeszcze mocnym akcentem w życiu obydwu badaczy w związku z tzw. aferą Dreyfusa, kiedy to niemal całe społeczeństwo francuskie czuło się w obowiązku opowiedzieć po jednej ze stron
kofliktu o podłożu antysemickim. Durkheim i Mauss, wywołani niejako do tablicy listem otwartym Émile’a Zoli (J’accuse…!, 1898), podobnie jak inni intelektualiści tego czasu, stanęli w obronie kapitana Alfreda Dreyfusa, niesłusznie
oskarżonego o szpiegostwo, najprościej rzecz ujmując, z powodu jego żydowskiego pochodzenia (zadziałał tu klasyczny mechanizm kozła ofiarnego, tak często wiązany właśnie z Żydami). Mauss i Durkheim podpisali się pod listem Zoli
(najpewniej) nie ze względu jednak na swoje żydowskie korzenie, ale z racji na
etyczną powinność opowiedzenia się przeciwko antysemityzmowi12, a być może
w ogóle przeciwko wszelkiej społecznej dyskryminacji wyznaniowej i rasowej,
która w tych latach zaczynała nabierać na świecie „rozpędu”, wiodąc w finale do
katastrofy nazizmu lat 30. Na pewno nie bez znaczenia były tu także przekonania
obu uczonych o równoprawności różnych systemów aksjologicznych, wywiedzione choćby z badań Durkheima nad faktami społecznymi (1985)13. Można
mieć pewność, że ich stanowisko nie byłoby tu odmienne w jakimkolwiek innym
wypadku: Hindusa – buddysty, Korsykanina – katolika, czy animisty – Kwakiutla. Obydwu myślicieli można by, podsumowując, scharakteryzować jako odważnych intelektualistów, patriotów o szerokich horyzontach, ale w odniesieniu do
ich przekonań religijnych – co najwyżej jako osoby o żydowskich korzeniach14.
Por. Y. Slezkine, Wiek Żydów…, s. 70.
Por. tamże.
11
Kwestię tę nieco inaczej naświetla pomieszczony w tomie artykuł Eweliny Pępiak, dotyczący
konserwatyzmu akademików francuskich. Por. E. Pępiak, Po Maussie. Współczesne wyzwania francuskiej teorii
kultury. Jeszcze inną interpretację podsuwa rozprawa P. Bourdieu i J.-P. Passeron, Reprodukcja. Elementy teorii
systemu nauczania, przeł. E. Neyman, PWN, Warszawa 2006.
12
Por. M. Fournier, Marcel Mauss…, s. 80.
13
Trzy lata przed sprawą Dreyfusa Durkheim wydał Zasady metody socjologicznej, w których dowodził,
iż zjawiska społeczne przybierają różnorodne formy jednostkowych manifestacji o takim samym znaczeniu
dla socjologii ogólnej. É. Durkheim, Zasady metody socjologicznej, przeł. J. Szacki, PWN, Warszawa 1968.
14
Mauss mówił o sobie jako o Francuzie o żydowskich korzeniach, a nie np. jako o francuskim Żydzie.
Por. M. Fournier, Marcel Mauss…
9

10

14

�Emilia Wieczorkowska, Marcel Mauss – uczeń, badacz, nauczyciel

Uczeń
Nie będzie przesadą uznanie Durkheima za mentora Marcela Maussa. W jakimś stopniu była to naturalna kolej rzeczy. Mauss, co prawda, wskazuje na
inne autorytety naukowe, jak choćby na Jamesa George’a Frazera, którego
Złotą gałąź uznawał za arcydzieło15, jednak za żadnym z innych badaczy nie
podążał tak konsekwentnie. Również wobec żadnej z metodologii nie był tak
lojalny, jak względem teorii i metody Durkheima. Durkheim dał siostrzeńcowi
wzór pracy naukowej i największą z możliwych motywację. Był też zawsze
pierwszym recenzentem jego prac, doradcą i opiekunem – niejednokrotnie,
co przywołuje Fournier, dyscyplinował młodego krewnego, karcił za brak subordynacji, przekładający się na powolne postępy pracy16. Wytyczył też dlań
pewne ścieżki. Mauss, wbrew oczekiwaniom, nie podjął studiów w paryskiej
École Normale Superieure, która, ze względu na wysoki poziom wydawała się
oczywistym wyborem dla wybitnego absolwenta liceum. W 1890 r. dołączył do
wuja w Bordeaux, gdzie w 1895 r. powstała pierwsza w Europie katedra socjologii. Na jej czele stanął Durkheim. Wyjazd do Bordeaux i podjęcie współpracy
z Durkheimem zdeterminowały naukowy rozwój Maussa, co nie znaczy, że
wraz z postępem własnych badań nie wyszedł poza socjologię durkheimowską.
Współpraca z wujem była jednak ważną częścią jego ścieżki życiowej. Warto
podkreślić: współpraca, dość szybko bowiem Mauss swoją aktywnością naukową, nie odbiegającą od poziomu prac Durkheima, a rozmachem nawet je
przekraczającą, zaczął wzbogacać dzieło wuja – szkołę Année sociologique17.
W 1898 r. ukazuje się pierwszy numer „Année sociologique”, rocznika mającego na celu rejestrowanie i prezentowanie wszystkiego, co aktualnie istotne
w naukach społecznych. Jest to nie tylko miejsce ekspresji myśli Durkheima

Por. tamże, s. 62.
Tamże, s. 70.
17
“»L'Année sociologique« est une revue semestrielle française de sociologie fondée en 1896 par Émile
Durkheim, qui en fut également le directeur. Elle a été publiée annuellement jusqu'en 1925, puis a recommencé
sa parution sous le nom d'Annales sociologiques entre 1934 et 1942. Après la Seconde Guerre mondiale,
elle a à nouveau été publiée sous son premier nom, L'Année sociologique. Sa publication n'a pas cessé
jusqu'aujourd'hui. Parmi les participants à L'Année sociologique aux origines, on peut citer entre autres Émile
Durkheim, Paul Fauconnet, Célestin Bouglé, Marcel Mauss, Henri Hubert, Robert Hertz, Maurice Halbwachs
et François Simiand” [“»L'Année sociologique« to francuski przegląd socjologiczny założony w 1986 przez
Émile’a Durkheima, który sprawował w nim funkcję redaktora naczelnego. Był publikowany rocznie do 1925 r.,
później wznowiony pod nazwą d'Annales sociologiques na lata 1934–1942. Po II wojnie światowej znów
ukazywał się pod pierwotną nazwą. Wydawany do dziś. Wśród pierwotnych twórców Année sociologique
można wymienić między innymi: Émile’a Durkheima, Paula Fauconneta, Célestina Bouglé, Marcela Maussa,
Henri Huberta, Roberta Hertza, Maurice’a Halbwachsa czy Françoisa Simianda]. https://fr.wikipedia.org/
wiki/L'Ann%C3%A9e_sociologique [dostęp: 18.02.2017].
15
16

15

�Laboratorium Kultury 5 (2016)

i jego uczniów, ale także przegląd europejskiego18 rynku wydawniczego z zakresu
nauk o społeczeństwie i kulturze. W założeniu twórcy powstaje, by pokazać „sens
tego, czym powinna być socjologia i tego, czego powinno się od socjologów
oczekiwać”19. Jednocześnie tym, co stanowiło siłę „Année…” była jego interdyscyplinarność. Zespół badaczy dobrano tak, by reprezentował różnorodne
perspektywy badania społeczeństwa, a zatem historię prawa, zwyczajów, religii
(tu prym wiódł Mauss, który kierował działem historii religii), ale także statystykę i ekonomię20. Poza wymienionymi, należy jeszcze wskazać etnografię, bez
której, w rozumieniu Durkheima i Maussa, nie byłoby socjologii. Ta bowiem jest
nauką komparatystyczną, a do swych porównań i w celu konstruowania praw
ogólnych potrzebuje faktów dostarczanych przez etnografię. Późniejsi komentatorzy zwracają uwagę, że nigdy wcześniej, ani też nigdy później nie zaistniała na arenie badań społecznych tak ściśle współpracująca grupa niezależnych
naukowców, trzymająca się spójnej linii metodologicznej – w tym przypadku
durkheimowskiej teorii faktu społecznego, wpisanej w zaproponowany przezeń
system morfologii społecznej i wyobrażeń zbiorowych.
Jak powiedziano, Marcel Mauss od początku jest jednym z filarów tego pisma.
Na łamach rocznika w sumie zrecenzował 464 książki (niewiele mniej niż sam
Durkheim), co dobrze obrazuje równocześnie naukowe zamysły redakcji czasopisma, ale też erudycję Maussa. Jeśli zaś wziąć pod uwagę ilość przywołanych
i analizowanych tekstów naukowych, to właśnie Mauss okazuje się najbardziej
płodny. Henri Lévy-Bruhl miał wręcz stwierdzić, że „[Mauss] ogromną część
swej wiedzy i dorobku rozsiał pośród recenzji pisanych dla »Année…«. I to
rocznikowi oddał najlepsze z siebie”21. Praca nad nim stworzyła istotną ramę
instytucjonalną dla działań badawczych, których efekty publikowano później
w postaci zwartych prac naukowych. Jak zauważył Fournier, niewiele w nich jest
tekstów podpisanych przez jednego autora. Choć faktyczny dorobek naukowy
Maussa jest duży, zbiór prac opublikowanych pod jego nazwiskiem może budzić
zdziwienie swoją skromnością. Trzeba wszakże wiedzieć, że autor Szkicu o darze
był również współtwórcą wielu fundamentalnych tekstów Durkheima – wspólnie
wydają O niektórych pierwotnych formach klasyfikacji (1903), a Elementarne formy
18
W 1924 r., do zespołu wznowionego po przerwie „Année Sociologique” zostaje zaproszony Stefan
Czarnowski, co jest równoznaczne z otwarciem pisma na Europę Wschodnią. Szerzej na ten temat
w: E. Wieczorkowska, „Splatać historię ludzi z historią myśli”, recenzji Listów Stefana Czarnowskiego do Henri
Huberta i Marcela Maussa, bieżący numer „Laboratorium Kultury”.
19
M. Fournier, Marcel Mauss…, s. 65.
20
Tamże.
21
H. Lévy-Bruhl, In memoriam: Marcel Mauss, „Année Sociologique” 1948–1949, s. 9.

16

�Emilia Wieczorkowska, Marcel Mauss – uczeń, badacz, nauczyciel

życia religijnego, jak zwraca uwagę Claude Lévi-Strauss, niejako zbierają wcześniejsze ustalenia Maussa z zakresu najważniejszych pojęć religii pierwotnych.
„Année sociologique” ukazuje się do 1912 r., a okres I wojny światowej okazuje się tragiczny dla francuskiej socjologii22: w 1917 r. umiera ojciec-założyciel
tego pomyślanego na dużą skalę przedsięwzięcia23, giną na froncie lub umierają
w tym czasie także inni wybitni badacze społeczeństwa – m.in. Beuchat, David
i Hertz. Tym samym zamyka się pierwszy rozdział historii rocznika.
W 1925 r., po wielu trudnych doświadczeniach frontowych24, nie kto inny,
jak Marcel Mauss podejmuje wysiłek wznowienia rocznika pod własną redakcją.
Pierwszy numer dedykuje tym, których francuska socjologia straciła podczas
wojny, jednocześnie deklarując silną wolę rozwijania dzieła Durkheima: „kontynuujmy zatem tę pracę przez kilka następnych lat. Niech nasza praca uhonoruje
ich pamięć, niech będzie godna dzieła rozpoczętego przez naszego Mistrza”25.
Nie można, oczywiście, odrzucić emocjonalnych pobudek, dla których Mauss
wznawia „Année…” i poświęca się temu projektowi jeszcze bardziej niż przed
wojną. Nie chodzi jednak tylko o poczucie obowiązku i sentymenty. Mauss doskonale rozumie wagę naukową czasopisma i konieczność rozwoju nauk społecznych, w których ma jeszcze wiele do powiedzenia. Posiada ich, wyartykułowaną
już w 1902 r., jasną wizję, którą – co warto tu podkreślić – przedstawił w postaci
wykładu dla zawodowych etnografów pracujących w terenie26.Traktował bowiem
etnografię jako naukę pomocniczą ogólnej socjologii opisowej, budującej teorie
w oparciu o analizę faktów. „Spróbujemy tu wyjaśnić, jak można gromadzić, dzielić i wyliczać fakty w sposób wystarczająco pełny, a następnie umieszczać je w poszczególnych działach. Nie ograniczymy się przy tym do podsuwania pomysłów,
ale będziemy chcieli rozpocząć badania, przeprowadzić analizę rzeczywistości
społecznej, aby […] wyprowadzić z tej analizy teorię. Taka jest konieczna kolej
rzeczy, ponieważ wynikająca z faktów teoria pozwala lepiej je dostrzegać, poznawać i rozumieć…”27. Metody etnograficznego gromadzenia faktów w terenie
22
Sam Mauss już na początku działań wojennych we Francji zgłosił się na ochotnika do Armii i brał udział
w działaniach do 1918 r.
23
Z korespondencji rodzinnej wynika, że pośrednią przyczyną śmierci była utrata syna: André Durkheim
zmarł w wyniku ran poniesionych na froncie. Por. M. Fournier, Marcel Mauss…, s. 178.
24
Te doświadczenia wykorzystuje potem w szkicu o sposobach posługiwania się ciałem. Por. M. Mauss,
Sposoby posługiwania się ciałem, w: tegoż, Socjologia i antropologia, przeł. M. Król, K. Pomian, J. Szacki,
Wydawnictwo KR, Warszawa 2001, s. 391–413.
25
Marcel Mauss, In Memoriam. L’oeuvre inedite de Durkheim et de ses collaborateurs, „L’année sociologique”
nouvelle serie, tome I (1923­–1924), p. 7–29. Za: Seth Leacock, Ethnological theory of Marcel Mauss, „American
Anthropologist” 1954, vol. 56, p. 59.
26
Por. M. Mauss, Fragment planu ogólnej socjologii opisowej, w: tegoż, Socjologia i antropologia…, s. 575–614.
27
Tamże, s. 576.

17

�Laboratorium Kultury 5 (2016)

(w szczególności na obszarze kolonii francuskich) traktuje Mauss jako „konkretną socjologię ogólną”28 – punkt wyjścia w badaniu ogólnych zjawisk życia
społecznego, co dość jednoznacznie rozstrzyga o przynależności tego programu
do antropologii kultury, tak, jak pojmowana jest ona dzisiaj. Rozwiewa też raczej wątpliwości, czy Marcel Mauss może być nazywany antropologiem. Jego,
ale także innych durkheimistów przekonanie, iż zespół wyobrażeń zbiorowych
– kulturę danej społeczności – można badać niezależnie od morfologii społecznej, ale rozważniej jest jednak tę morfologię uwzględniać29, ujawnia, że projekt
ogólnej socjologii opisowej to de facto szeroki projekt nauk społecznych, obejmujących tyleż etnologię, co socjologię w wąskim jej rozumieniu. Nie powinno
zatem dziwić, iż autor Szkicu o darze określał siebie mianem socjologa. Tyle że
we własnym ujęciu socjologii ogólnej, dla której „Każdy fakt społeczny musi
być przede wszystkim przeanalizowany w swoim najsurowszym stadium. […]
dla wydawców »Année…«, etnografia jest najważniejsza. Socjologia może być
jedynie porównawcza, a […] podstawą do porównań muszą być fakty etnograficzne”30. Związki socjologii z antropologią, tak wyraźnie obecne w projekcie
Maussa, dobrze rozpoznał już Jerzy Szacki, twierdząc, iż „Posługiwanie się terminem »francuska antropologia kulturowa« jest jednoznaczne z potraktowaniem
antropologii jako nauki wyrastającej właśnie z propozycji durkheimowskiej, aby
na społeczeństwo spojrzeć jak na rzeczywistość zewnętrzną, sui generis”31. Z kolei Elżbieta Tarkowska zauważa, że wnioski Durkheima i Maussa, „zbudowane
w oparciu o badanie społeczeństw pierwotnych, mają walor ogólny, filozoficzny,
w ostatecznym rezultacie mówią o człowieku w ogóle, o naturze człowieka, nie
zaś o członkach badanych społeczeństw pierwotnych”32, co nie pozwala na ograniczanie ich przynależności do jakiegoś konkretnie wyspecjalizowanego zakresu.
Widać wyraźnie, że postawienie sztywnej granicy przypisania ich do dyscyplin jest w przypadku tych badaczy niemożliwe. Z dużą świadomością korzystają
z narzędzi etnograficznych, by dokonywać konstatacji typowo socjologicznych.
Według Tarkowskiej, takie podejście było zresztą charakterystyczne dla myślicieli skupionych wokół „Année Sociologique”. Wskazuje także na elementy

Tamże, s. 576.
Czego słuszności dowiódł m.in. w Szkicu o sezonowych przemianach społeczeństw Eskimosów.
Por.: M. Mauss, Antropologia i socjologia…, s. 425–515.
30
M. Mauss, Internationales Archiv für Etnographie, „L’année Sociologique” 1898, nr 11, s. 232.
Za: M. Fournier, Marcel Mauss…, s. 66.
31
J. Szacki, Historia myśli socjologicznej, PWN, Warszawa 2007, s. 374–375.
32
E. Tarkowska, Ciągłość i zmiana w socjologii francuskiej. Durkheim, Mauss, Lévi-Strauss, PWN,
Warszawa 1974, s. 17.
28

29

18

�Emilia Wieczorkowska, Marcel Mauss – uczeń, badacz, nauczyciel

myśli durkheimowskiej szczególnie istotne dla antropologii: pierwszy „dotyczy
uwalniania się od własnej potoczności, co jest możliwe, jeśli uzna się, że świat
»Innego« jest nie tylko zewnętrzny wobec badacza, ale inny niż ten, do którego
badacz »przywykł we własnej kulturze«”33. Drugi dotyczy „»emocji«, które
mogą stać się narzędziem zdobywania wiedzy o »Innym«”34 (pisał o tym później
Clifford Geertz, doceniając empatię w procesie kontaktu z badanymi ludami)35.

Badacz
Jeśli chcieć w karierze naukowej Marcela Maussa wskazać punkt zwrotny, byłoby nim zatrudnienie w École Pratique Des Hautes Études, gdzie od 1902
prowadził kurs historii religii ludów niecywilizowanych, „odziedziczony” wraz
z nazwą po zmarłym kierowniku katedry historii religii, Léonie Marillierze.
Właśnie tytuł kursu wydaje się kluczowy – Maussowi nie podobało się zawarte
w nim sformułowanie „ludy niecywilizowane”: „Nie ma ludów niecywilizowanych. Są jedynie ludy z innych cywilizacji. Hipoteza »naturalnego« człowieka
została definitywnie porzucona”36 – mówił na pierwszym wykładzie cyklu.
I uzupełniał:
Przez ludy niecywilizowane powinniśmy rozumieć takie, które w hierarchii poznanych społeczeństw zajmują bardzo niskie miejsce. Są to małe, rozproszone
grupy społeczne, z ograniczonymi siedliskami, czy nawet o typie nomadycznym,
z elementarnym językiem i umiejętnościami technicznymi i wystarczająco elementarnym systemem prawnym, rodzinnym, religijnym i ekonomicznym37.

Czytelna tu niechęć Maussa do wartościowania i sytuowania społeczeństw ludzkich na ewolucjonistycznej drabinie rozwoju jest w 1902 r. nowatorska i wynika
zapewne nie tylko z przewartościowania koncepcji Frazera czy Tylora, których
prace cenił, ale również z jego, wspomnianych wyżej, a szczegółowo omawianych
w kolejnych artykułach tego tomu, demokratycznych poglądów. Tym niemniej
badanie społeczeństw mniej złożonych uważał za podstawową metodę socjologii

J. Szacki, Durkheim, Wiedza Powszechna, Warszawa 1964, s. 20–21.
Tamże.
35
Tamże, s. 20–21.
36
Marcel Mauss, L’enseignement de l’histoire des religions des peuples non civilisés, à l’École des hautes études”,
„Revue de l’Histoire des Religions” 1902, nr 45. Za: M. Fournier, Marcel Mauss…, s. 90.
37
Tamże.
33
34

19

�Laboratorium Kultury 5 (2016)

jako nauki porównawczej. Za Durkheimem38, przyjął on, że złożone systemy lepiej badać w ich wariancie wyjściowym, czyli na przykładzie kultur prostych, ponieważ objawiają wtedy struktury fundamentalne, dostępne badaczowi, co oczywiście nie oznacza, że badanie społeczeństw złożonych może się okazać równie
łatwe, jak analiza wybranych obszarów i obiektów, dobrze już udokumentowanych przez etnografów. Wielu krytyków takich założeń metodologicznych zarzuca im konstruowanie nieuprawnionych analogii, potępiając w ogóle stosowanie
metody porównawczej. Ponieważ, w istocie, jest to jeden z głównych sposobów
naszego poznawania świata, przynajmniej zgodnie z ustaleniami psychologii
ewolucyjnej, czy kogniwistyki39, a krytycy Maussa nie dokonaliby takiej negacji
bez zestawienia jego prac np. z pracami Bronisława Malinowskiego, kwestię tę
i metodę pozostawiamy bez komentarza. Porównawcza socjologia ogólna durkheimistów zakładała porównywanie faktów i tworzenie na tej podstawie praw
ogólnych, co z doskonałym skutkiem stosował Mauss w każdej niemal ze swych
prac, obecnie uznawanych za odkrywcze i dla wiedzy etnologicznej – fundamentalne, mimo wierności metodologicznym założeniom socjologii Durkheima.
Da się jednak zauważyć, że odejście Mistrza nie było bez znaczenia dla jego pracy.
Istotne są tu również jego zaangażowanie w przebudowę świadomości politycznej
rodaków oraz doświadczenia czasów wojny. Jego późniejsze dzieła mają coraz silniejsze nachylenie etnograficzne, którego apogeum stanowił klasyczny dziś Szkic
o darze (1924). Innym dziełem Maussa, świadczącym dobitnie o zainteresowaniu
etnografią jest, wydany pośmiertnie przez jego uczniów, Manuel d’etnographie –
zbiór spisanych wykładów stanowiących instruktaż badania społeczności, od morfologii społecznej, poprzez fizjologię, po fenomeny takie jak język czy etologia40.
Jest to w rzeczy samej obszerny i szczegółowy poradnik bogaty w dyspozycje dla
chcących ruszyć w teren. Oprócz instrukcji praktycznych (pamiętajmy, że Mauss
nie prowadził sam pracy w terenie), badacz przedstawia propozycję systematyzacji
zebranych danych, sugestie co do ich klasyfikacji. W tym aspekcie z pewnością
można dostrzec zakorzenienie w Szkole Durkheimowskiej. Zbiór zawiera także
opublikowany już wcześniej szkic Sposoby posługiwania się ciałem41, ukazujący na-

38
É. Durkheim, Elementarne formy życia religijnego. System totemiczny w Australii, przeł. A. Zadrożyńska,
PWN, Warszawa 1990.
39
Por. M. Gazzaniga, Kto tu rządzi – ja czy mój mózg? Neuronauka a istnienie wolnej woli, przeł. A. Nowak, Smak
Słowa, Sopot 2013 oraz S. Pinker, Jak działa umysł, przeł. M. Koraszewska, Książka i Wiedza, Warszawa 2002.
40
M. Mauss, Manuel d'ethnographie, Editions Payot, Paris 1967. Online: http://classiques.uqac.ca/
classiques/mauss_marcel/manuel_ethnographie/manuel_ethnographie.html, dostęp: 25.02.2017.
41
Właśc. Techniques du corps, tłum. polskie: K. Pomian w: M. Mauss, Socjologia i antropologia,
przeł. M. Krol, K. Pomian, J. Szacki, PWN, Warszawa 1978.

20

�Emilia Wieczorkowska, Marcel Mauss – uczeń, badacz, nauczyciel

wyki związane z używaniem ciała jako z jednej strony fakt społeczny – zależny od
grupy odniesienia, z drugiej – wynikający z fizjologicznych uwarunkowań człowieka (płeć, wiek, rasa, itd.). Mauss traktuje socjologicznie sklasyfikowaną morfologię
społeczności jako punkt wyjścia do tego, by przyjrzeć się z bliska, posiłkując się
opisami konkretnych przykładów – relacjom człowiek–kultura.
Naczelnym elementem metodologii socjologicznej Émile’a Durkheima jest
fakt społeczny opatrzony postulatem, by badać go jak rzecz42. Nie chodzi tu
bynajmniej o ujęcie materialne, od którego Durkheim wręcz się odżegnuje43,
a o to, by owe fakty społeczne badać jako coś zewnętrznego względem podmiotu. Badacz postuluje, by przystępując do opisu pewnych elementów rzeczywistości, odrzucić uprzednio posiadane wyobrażenia na ich temat, płynące
z myślenia potocznego. Do badania faktów społecznych należy przystępować
tak, jakbyśmy nie mieli na ich temat żadnej wiedzy. Idealną sytuacją badawczą
dla Durkheima byłoby, gdyby badacz nie był członkiem danego społeczeństwa,
nie miał żadnej wiedzy na temat procesów i zjawisk, które w nim zachodzą. Z tej
– m.in. – przyczyny, socjolog44 zwraca się ku obcym społeczeństwom, grupom
plemiennym Australii i Ameryki Północnej (podobnie jak później Mauss, korzysta ze źródeł zastanych, jest tzw. badaczem gabinetowym). Mogłoby to być
podstawą do krytyki jego dokonań, szczególnie ze strony badaczy terenowych
– nie bez przyczyny jednak Durkheim wybiera społeczności o jak najmniejszym
skomplikowaniu instytucji społecznych45, pozwala to zapewne uniknąć pomyłek
interpretacyjnych. Choć na gruncie badania społeczeństwa własnego postulat
metodologicznej niewiedzy jest niewątpliwie mrzonką, inaczej sprawa ma się
w sytuacji badań etnograficznych „w terenie” – propozycja Durkheima wydaje
się być spójna z jednym z założeń Bronisława Malinowskiego: antropolog opisuje
daną społeczność niejako „od zera”, wszystkie wnioski wyciągając z zaobserwowanych – i przedłożonych czytelnikowi – danych46.
Z Malinowskim, którego dzieła Mauss doskonale znał i z nimi polemizował
w Szkicu o darze, łączy francuskiego badacza także w dużym stopniu podejście
É. Durkheim, Zasady metody socjologicznej, przeł. J. Szacki, PWN, Warszawa 2000, s. 42 i n.
J. Szacki, Historia myśli…, s. 374.
44
Świadomie używam tego określenia w odniesieniu do Émile’a Durkheima, bo choć za czasów jego aktywności
naukowej, nie było jeszcze popularne, to nie mam wątpliwości, że nie kto inny, a właśnie kierownik pierwszej
w Europie katedry socjologii (utworzonej w 1895 r. na Uniwersytecie w Bordeaux), zasługuje na to miano.
45
Dość przypomnieć jednak, że nasz „ojciec badań terenowych”, Bronisław Malinowski, wynosi na
piedestały Jamesa George’a Frazera, który swoje analizy rozwoju kultury przeprowadzał jedynie w oparciu
o materiały zastane – starożytne podania zebrane przez misjonarzy i urzędników Imperium Brytyjskiego.
46
Por. B. Malinowski, Argonauci zachodniego Pacyfiku. Relacje o poczynaniach i przygodach krajowców
z Nowej Gwinei, przeł. B. Olszewska-Dyoniziak, S. Szynkiewicz, PWN, Warszawa 1987.
42
43

21

�Laboratorium Kultury 5 (2016)

funkcjonalne. O ile jednak Malinowskiego interesowało określenie funkcji danego aspektu kultury i relacji pewnych elementów wewnątrz badanej społeczności,
o tyle Mauss proponował, by zasady i zależności instytucji odkryte w danej grupie odnosić do innych kultur. Leacock47 wskazuje także za Lévi-Straussem, że
temu drugiemu obce było tłumaczenie faktów społecznych poprzez odwołanie
się do potrzeb biologicznych – co obecne było u Malinowskiego, a co w innym
nieco świetle przedstawiane jest w tym tomie w tekście Do ut des… Zdaniem Leacocka Mauss krytykował także podejście antropogeograficzne za przecenianie
kulturotwórczej roli środowiska fizycznego48, z czym z kolei trudno się zgodzić,
mając na uwadze jego Szkic o sezonowych przemianach społeczeństw Eskimosów,
analizowany tu przez Małgorzatę Kołodziej.
Nachylenie etnograficzne – w rozumieniu etnografii jako dyscypliny opisującej społeczeństwa obce – jest w metodzie Durkheima wyraźnie widoczne.
Jemu jednak potrzebne było jedynie narzędzie, które pozwoli udowodnić lub
obalić tezy o powszechności pewnych zjawisk życia społecznego – uniwersalność
faktów społecznych i instytucji. Historia i etnografia „mają dostarczać socjologii
danych w postaci wiedzy o konkretnych społeczeństwach”49, powiadał. Etnografia jest dlań swoistą ewolucjonistycznie rozumianą historią kultury.
Wydaje się, że choć zarówno Durkheimowi, jak i jego siostrzeńcowi, etnologia służyła do generowania ogólniejszych tez teoretycznych, to młodszy z badaczy – szczególnie u schyłku życia – w niej właśnie się realizował (świadczy
o tym chociażby wspomniany już Manuel d’etnologie). Jeśli więc zastanawiać się
nad charakterem relacji między nimi, należy zwrócić uwagę, że dla Maussa ustalenia wuja są ważnym punktem wyjścia, ale bynajmniej nie jest on li tylko jego
uczniem i kontynuatorem: „wychodząc od teoretycznych pojęć wypracowanych
przez Durkheima, Mauss, w oparciu o ogromny materiał etnograficzny, wskazał
i wytyczył nowe kierunki, w które dzięki niemu zaangażowali się później inni
badacze, dla dzieła odnowy socjologii” – pisze Jean Cazeneuve50. I niewątpliwie
ma rację. Dość powiedzieć, że w 1926 r. Marcel Mauss jest jednym z założycieli
paryskiego Instytutu Etnologii, który ukonstytuował tę dyscyplinę na arenie
francuskiej nauki. To za jego sprawą „francuska socjologia wyszła z sali wykładowej i biblioteki w teren”51.
S. Leacock, The Ethnological Theory…, s. 67.
Tamże, s. 65.
49
Tamże, s. 57.
50
J. Cazeneuve, Sociologie de Marcel Mauss, Presses Universitaires de France, Paris 1968, s. 122.
Za: E. Tarkowska, Ciągłość i zmiana…
51
S. Leacock, The Ethnological Theory…, s. 71.
47
48

22

�Emilia Wieczorkowska, Marcel Mauss – uczeń, badacz, nauczyciel

Nauczyciel
Kariera Marcela Maussa od początku była związana z nauczaniem. Kiedy
w 1901 r. (po dwuletniej podróży, w trakcie której miał sprecyzować swoje
zainteresowania badawcze) przyszło mu szukać stałej posady, rozważał podjęcie pracy nauczyciela w szkole średniej. W pewnym stopniu zrządzenie losu
(niespodziewany wakat w École Pratique Des Hautes Études) spowodowało,
że pozostał na ścieżce akademickiej. „Mauss wie wszystko” – mieli mawiać jego
studenci52. Robił na nich ogromne wrażenie przede wszystkim biegłą znajomością języków oraz rozległymi zainteresowaniami: od religii po ekonomię,
od Celtów po Bolszewików53. Wielu z jego uczniów trwało przy nim przez lata
– opisują go jako postać niezwykle charyzmatyczną, a seminaria, w których
uczestniczyli, były „iskrzącymi dyskusjami”54.
Elżbieta Tarkowska zwraca uwagę, że choć dzieło Maussa miało ogromny wpływ
na kształt socjologii i etnografii francuskiej (szczególnie w latach 60 i 70 XX w.), jest
to raczej wpływ pośredni – myśl jego odnajdywana jest w pracach innych badaczy55.
Trudno traktować to jednak jako wadę. Nieco gorzko, ale – wydaje się – jednak sprawiedliwie brzmią słowa przyjaciela Maussa, Henri Huberta, który miał stwierdzić, że
jedynej rzeczy, której brakowało dziełom Durkheima, był podpis jego siostrzeńca56.
Hubert niewątpliwie doskonale wiedział, ile własnej pracy Mauss w nie wkładał.
Patrząc z dzisiejszej perspektywy ów wkład Maussa w rozwój szkoły durkheimowskiej i francuską myśl etnologiczną jest nie do przecenienia. Świadczą o tym
publikacje badaczy skupionych wokół Mouvement Anti-Utilitariste en Sciences
Sociales – ruchu, jaki w 1988 r. zapoczątkował wydawanie periodyku „Revue
du M.A.U.S.S.”, którego autorzy podkreślają, że centralną metodą podejścia do
kultury jest dla nich właśnie maussowska teoria daru57. Zważywszy na fakt, że
„Revue…” nie ustaje w swej badawczej aktywności (prezentuje ją w tym tomie
tekst Anny Bary), a sam patron doczekał się monografii swego dorobku oraz nader kompetentnej i szczegółowej biografii, wydanych pod auspicjami M.A.U.S.S.,
trzeba stwierdzić, że jego dorobek jest wciąż żywy i nieodmiennie inspirujący,
czego dowodem jest również niniejszy tom58.
Tamże, s. 59.
O socjalistycznych zainteresowaniach i aktywności Maussa por. S. Dzimira, Demokracja i krytyka
bolszewizmu. Umieć się przeciwstawiać bez masakry w tym tomie.
54
Por. M. Fournier, Marcel Mauss…, s. 90.
55
E. Tarkowska, Ciągłość i zmiana…, s. 82.
56
„Il ne manque, dit Henri Hubert à Marcel Mauss, que ta signature”. Za: M. Fournier: Durkheim, Mauss
et Bourdieu: une filiation? „Revue du M.A.U.S.S.” 2010, nr 2 (36), s. 474.
57
Więcej na ten temat w artykule Anny Bary w niniejszym tomie.
58
Nie sposób nie przywołać tu także pracy Maurice’a Godeliera, który dokonując reinterpretacji
maussowskiej teorii wymiany społecznej w Zagadce daru właśnie na niej buduje interesującą propozycję
52

53

23

�Laboratorium Kultury 5 (2016)

Na zakończenie przytoczmy słowa wypowiedziane przez Charlesa Andlera,
rekomendującego osobę Marcela Maussa na członka Collège de France, najbardziej prestiżowej instytucji badawczej Francji i niewątpliwie jednej z ważniejszych w Europie:
jest jak Durkheim, tylko lepszy: badacz „lepiej wyposażony”, z niespotykanym
wigorem do pracy, własnym zdaniem, znajomością kilku języków starożytnych
– etnograf ukształtowany, z kompetencjami muzealnika, nieustannie gotów weryfikować słuszność zasad przyjętej przez siebie metody59.

Bibliografia
Bourdieu P., Passeron C.-J., Reprodukcja. Elementy teorii systemu nauczania, przeł. E. Neyman, PWN, Warszawa 2006.
Cazeneuve J., Sociologie de Marcel Mauss, Presses Universitaires de France, Paris 1968.
Durkheim É., Elementarne formy życia religijnego. System totemiczny w Australii,
przeł. A. Zadrożyńska, PWN, Warszawa 1990.
Durkheim É., Zasady metody socjologicznej, przeł. J. Szacki, PWN, Warszawa 1968.
Fournier M., Durkheim, Mauss et Bourdieu: une filiation?, „Revue du M.A.U.S.S.” 2010,
nr 2 (36).
Fournier M., Marcel Mauss: a biography, Princeton University Press, Princeton 2006.
Godelier M., Zagadka daru, przeł. M. Hoffner, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2010.
Gazzaniga M., Kto tu rządzi – ja czy mój mózg? Neuronauka a istnienie wolnej woli,
przeł. A. Nowak, Smak Słowa, Sopot 2013.
Leacock S., Ethnological theory of Marcel Mauss, „American Anthropologist” 1954,
vol. 56, pp. 59–76.
Lévy-Bruhl H., In memoriam: Marcel Mauss, „Année Sociologique” 1948–1949.
Malinowski B., Argonauci zachodniego Pacyfiku. Relacje o poczynaniach i przygodach krajowców z Nowej Gwinei, przeł. B. Olszewska-Dyoniziak, S. Szynkiewicz,
PWN, Warszawa 1987.
antropologii ekonomicznej. Por. M. Godelier, Zagadka daru, przeł. M. Höffner,Wydawnictwo Uniwersytetu
Jagiellońskiego, Kraków 2010.
59
Cyt. za: M. Fournier, Durkheim, Mauss, Bourdieu…, s. 475.

24

�Emilia Wieczorkowska, Marcel Mauss – uczeń, badacz, nauczyciel

Mauss M., Fragment planu ogólnej socjologii opisowej, w: tegoż, Socjologia i antropologia,
przeł. M. Król, K. Pomian, J. Szacki, Wydawnictwo KR, Warszawa 2001, s. 575–614.
Mauss M., In Memoriam. L’oeuvre inedite de Durkheim et de ses collaborateurs, „L’année
Sociologique” nouvelle serie, tome I (1923­–1924), p. 7–29.
Mauss M., Internationales Archiv für Etnographie, „L’année Sociologique” 1898, nr 11.
Mauss M., Manuel d'ethnographie, Editions Payot, Paris 1967. Dostęp online:
http://classiques.uqac.ca/classiques/mauss_marcel/manuel_ethnographie/manuel_ethnographie.html [ostatnia aktualizacja: 8 lutego 2010].
Mauss M., Sposoby posługiwania się ciałem, w: tegoż, Socjologia i antropologia,
przeł. M. Król, K. Pomian, J. Szacki, PWN, Warszawa 1978.
Mauss M., Szkic o sezonowych przemianach społeczeństw Eskimosów, w: tegoż, Socjologia
i antropologia, przeł. M. Król, K. Pomian, J. Szacki, Wydawnictwo KR, Warszawa 2001.
Pinker S., Jak działa umysł, przeł. M. Koraszewska, Książka i Wiedza, Warszawa 2002.
Slezkine Y., Wiek Żydów, przeł. S. Kowalski, Nadir Media Lazar, Warszawa 2006.
Szacki J., Durkheim, Wiedza Powszechna, Warszawa 1964.
Szacki J., Historia myśli socjologicznej, PWN, Warszawa 2007.
Tarkowska E., Ciągłość i zmiana w socjologii francuskiej: Durkheim, Mauss, Lévi-Strauss,
PWN, Warszawa 1974.

Abstract
Marcel Mauss – student, researcher, teacher
The article introduces the social and cultural context in which the author of The Gift lived. Marcel
Mauss is presented in relation with Émile Durkheim, the founder of The French School of Sociology and Mauss’ close relative. With the passing of time Mauss – not rejecting his uncle’s theories
– became the independent researcher, recognized as a founder of French ethnology.
Keywords: Marcel Mauss, Émile Durkheim, socjology, ethnology, Jews in France

Emilia Wieczorkowska
Doktorantka Zakładzie Teorii i Historii Kultury w Instytucie Nauk o Kulturze i Studiów
Interdyscyplinarnych UŚ, absolwentka kulturoznawstwa zrealizowanego w ramach Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych UŚ (drugi kierunek wiodący:

25

�Laboratorium Kultury 5 (2016)

socjologia). Zainteresowania badawcze: funkcjonowanie sacrum w kulturze popularnej, kicz religijny, folklor internetowy, a także biologiczne uwarunkowania zachowań kulturowych. Publikowała
m.in. w „Kulturze Współczesnej”, „Tekstach z Ulicy”, „Laboratorium Kultury”. Współredaktorka monografii wieloautorskiej Wilki i ludzie. Małe kompendium wilkologii. Członkini zespołów
redakcyjnych czasopism „Teksty z Ulicy. Zeszyt memetyczny” oraz „Laboratorium Kultury”.
Zatrudniona w Kolegium Indywidualnych Studiów Międzyobszarowych Uniwersytetu Śląskiego.

26

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10982" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10960">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d1f702179ea5ad6d4200ca8ed80553ed.pdf</src>
        <authentication>fb9e516df77d473fa2a0d720232baa0a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130925">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5499</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130926">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130927">
                <text>2013</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130928">
                <text>antropologia medyczna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130929">
                <text>antropologia stosowana - podręczniki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130930">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5115</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130931">
                <text>Stosowana antropologia medyczna, czyli co antropolog może dać lekarzowi / Antropologia stosowana</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130932">
                <text>Antropologia stosowana, pod red. Macieja Ząbka; s.337-354</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130933">
                <text>Wierciński,Hubert</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130934">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130935">
                <text>Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130936">
                <text>Międzynarodowe Centrum Dialogu Miedzykulturowego i Miedzyreligijnego UKSW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130937">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130938">
                <text>14
Hubert Wierciński

Stosowana antropologia medyczna,
czyli co antropolog może dać lekarzowi
W chwili obecnej pojawia się coraz większe
zapotrzebowanie na dane o charakterze jakościowym – rośnie zainteresowanie faktami etnograficznymi. W rezultacie zwiększa się liczba
badań etnograficznych w obrębie służby zdrowia
(Savage 2006).

Co to jest antropologia medyczna?
W czasach, w których tendencje do urynkowienia i upraktycznienia nauki
zaznaczają się coraz wyraźniej, warto zastanowić się, w jaki sposób nauki
humanistyczne, postrzegane przez większość ludzi jako teoretyczne i mało
praktyczne, można wykorzystać poza murami uczelni. Sądzę, że spośród konglomeratu wiedzy i praktyk produkowanych przez nauki społeczne i humanistyczne, szczególną szansę na „sukces poza uniwersytetem” ma antropologia
medyczna. Ta młoda dyscyplina, w Polsce niestety mało znana, stawia sobie
za cel poznanie i zrozumienie zjawisk, z którymi zmagać się musi każdy z nas.
Problemy takie jak choroba, terapia lub kontakty ze służbą zdrowia nie są nikomu obce. Trzeba nam bowiem wiedzieć, że antropologia medyczna zgłębia
nie tylko tajniki obrzędów szamańskich odległych plemion, ale bada także to,
co znamy z własnego podwórka – biomedycynę lub, jak kto woli, medycynę
naukową, uprawianą w szpitalach i przychodniach.
Jak każdy wytwór ludzkiej myśli, biomedycyna jest pewnym systemem,
ciągle ewoluującym i przechodzącym liczne zmiany. Rozumienie zdrowia
i choroby zmieniało się szybciej i o wiele częściej niż wynika to z ogólnego
przeświadczenia. Dość przywołać tu Historię szaleństwa w dobie klasycyzmu
Foucault (1987) czy Historię zdrowia i choroby Vigarello (2011), aby przekonać
się, że definicje zdrowia, choroby i praktyk medycznych są społecznie negocjowane i związane z tak zwanym „klimatem intelektualnym” danej epoki.

�338

Hubert Wierciński

Bez wątpienia medycyna ma wielki i niekiedy nawet decydujący wpływ
na obraz społeczeństwa, szczególnie w krajach euroatlantyckich. Mówimy
o postępującej medykalizacji społeczeństwa i kultury, która przejawia się,
między innymi, stałym wzrostem znaczenia biomedycyny i związanych z nią
instytucji w naszym życiu codziennym.
W tym miejscu chciałbym uspokoić wszystkich zaniepokojonych – współczesna antropologia medyczna nie chce krytykować wiedzy i praktyki medycznej,
opartej na mierzalnych i obiektywnych przesłankach, popartej latami pracy
wybitnych umysłów. Antropologia medyczna stawia sobie za cel odkrycie, w jaki
sposób wiedza ta funkcjonuje poza światem lekarzy i naukowców, w życiu
zwykłych ludzi, którzy zmuszeni są do korzystania z usług profesjonalistów „od
ciała” (choć niektórzy badacze chętnie zaglądają do paszczy lwa i badają tzw.
kultury profesjonalne). Antropolodzy skupiają się zatem na społecznym wymiarze
i odbiorze medycyny oraz praktyk i przedmiotów z nią związanych.
Przyglądają się i badają, jak ludzie wdrażają zalecenia lekarza w swoim
życiu, jak rozumieją i definiują choroby, w jaki sposób posługują się lekami oraz
jak lokalne zwyczaje i praktyki wpływają na biologiczny stan organizmu. Coraz
częściej słyszymy, że nasz styl życia wpływa na co i kiedy chorujemy. Dlatego
antropolodzy medyczni interesują się zarówno chorobami cywilizacyjnymi,
związanymi z postępem technologicznym i przemianami społecznymi, jak
i zagadnieniami z pogranicza epidemiologii. Współcześnie najgorętsze tematy
to problem rozprzestrzeniania się AIDS i innych chorób przenoszonych drogą
płciową, ubóstwo i jego wpływ na stan zdrowia oraz wpływ medycyny naukowej
na społeczności lokalne i ich tradycje. Dzięki wykształceniu, które łączy teorię
i praktykę antropologiczną z elementami wiedzy medycznej, biologicznej, demograficznej i historycznej, antropolodzy medyczni są w stanie odpowiedzieć
na pytania, które wymykają się tradycyjnym naukom społecznym.
W krajach anglosaskich antropologów można także spotkać w szpitalu,
na oddziale. Ci badacze, skoncentrowani na palcówce medycznej jako miejscu
i przestrzeni, w której toczy się życie pacjentów i terapeutów, pełne problemów
i wyzwań, uprawiają antropologię kliniczną. Jej rezultaty pomagają lekarzom
oraz osobom odpowiedzialnym za organizację leczenia opracować stosowne
programy i rozwiązania, polepszające jakość świadczonych usług. Dzięki takim
badaniom możemy lepiej zrozumieć postawy chorego i lekarza. Świat pacjenta
i jego terapeuty to konstelacja złożonych relacji, w obrębie których ma miejsce
transmisja wiedzy i doświadczenia. Jeżeli do tej relacji dołożymy kontekst rodzinny, zawodowy, ekonomiczny i klasowy obydwu stron, okraszony szczyptą
zwyczajnej ludzkiej subiektywności, otrzymamy prawdziwy węzeł gordyjski
– czyli uwielbiany przez antropologów rodzaj splątania.

�Stosowana antropologia medyczna...

339

Antropologia stosowana
Doszliśmy więc do punktu, w którym należy zdefiniować pojęcie antropologii stosowanej, dziedziny wiedzy znanej także pod angielskim terminem
applied anthropology, i poszukać obszarów związanych ze zdrowiem i chorobą,
w których antropologia może być pomocna. Słownik Roberta H. Winthropa
pod hasłem applied anthropology zawiera taką oto definicję:
Antropologia stosowana – wykorzystanie antropologicznej teorii i metodologii (głównie antropologii socjo-kulturowej), do osiągnięcia określonego
celu (Winthrop 1991).

Z kolei Ronald Cohen pisze:
Antropologia stosowana to zaplanowane próby poprawienia warunków
życia ludzkiego. To także analiza adekwatności i skuteczności podejmowanych w tym celu wysiłków, jak również badanie rezultatów działań zarówno
w sektorze publicznym, jak i prywatnym. W tym sensie nie różni się ona
od innych stosowanych nauk społecznych, z jednym istotnym wyjątkiem.
Konstruowanie teorii i zbieranie danych odbywa się głównie przy pomocy
metodologii etnograficznej (Cohen 1985).

Przytoczone definicje wskazują na kilka ważnych cech antropologii stosowanej. Po pierwsze, jest to dziedzina nauk społecznych, której podmioty
działania to ludzie i społeczeństwo oraz procesy i zjawiska w nim zachodzące.
Po drugie, antropologia stosowana czerpie z teorii antropologii akademickiej.
Po trzecie, antropologia stosowana stawia sobie konkretne cele: poprawę
warunków życia człowieka i podniesienie poziomu działania różnych instytucji i organizacji. Po czwarte, etnografia pełni nadrzędną rolę w procesie
pozyskiwania danych i tworzenia wniosków. Warto zauważyć, że etnografia
nie oznacza tu dyscypliny naukowej, czasem postrzeganej przez pryzmat jej
opisowego charakteru, a w Polsce kojarzonej głównie z folklorem. W kontekście
antropologii stosowanej, termin „etnografia” zamienił się w nazwę specyficznej
metodologii. Tradycyjne, etnograficzne narzędzia badawcze, takie jak obserwacja uczestnicząca („wynaleziona” przez naszego rodaka Bronisława Malinowskiego podczas pobytu na egzotycznych wyspach Trobriandach) i wywiad
etnograficzny, które generują informacje o charakterze jakościowym, stały się
podstawą antropologii stosowanej. O zaletach pogłębionych wywiadów, do
których scenariusz układa antropolog (choć nie zawsze), nie trzeba wiele pisać. Dzięki takim rozmowom badacz może uzyskać cenne informacje, o wiele
głębsze i bardziej szczegółowe niż te, które pochodzą z ankiet. Obserwacja
terenowa pozwala zaś „odkryć” to, czego ludzie nie potrafią lub nie chcą wy-

�340

Hubert Wierciński

razić słowami. Metoda ta daje również antropologom możliwość porównania,
o czym dane osoby mówią, a co faktycznie robią. Częścią wiedzy odróżniającej
antropologię od innych dyscyplin jest też unikatowe doświadczenie badacza,
który poprzez pracę w terenie (w grupie ludzi, w instytucji...) sam staje się
narzędziem badawczym, rejestrującym wrażenia i doświadczenia.
Badania stosowane, w odróżnieniu od tych akademickich, trwają stosunkowo krótko, ale za to są intensywne. Większość zleceń określona jest
precyzyjnymi datami realizacji. Niektórzy autorzy mówią wręcz o „szybkiej
antropologii” (Savage 2006) lub o „błyskawicznym szacowaniu” (Bennet,
Whiteford 2005), to jest o pewnych wariacjach metodologicznych, przystosowanych do bardzo efektywnego zbierania i analizowania danych terenowych.
Takie badania dotyczą najczęściej stosunkowo wąskiej problematyki, dla której
antropolog poszukuje możliwie najszerszego kontekstu. Uchwycenie wielości
powiązań, zastosowań czegoś lub wielopłaszczyznowości zjawisk społecznych
to główny cel antropologii stosowanej. Kontekst problemu jest więc kluczowy
dla poszukiwań badawczych.
Istotną cechą antropologii stosowanej jest jej interdyscyplinarność, która
pozwala wyjść poza wąskie ramy widzenia i spojrzeć na rzeczywistość z drugiej albo i z trzeciej strony. Grupę, w której pracuje antropolog, najczęściej
tworzą ludzie wielu profesji. Triangulacja metodologiczna i „burza mózgów”
są narzędziami badawczymi równie podstawowymi, jak wywiad i obserwacja.
W ten sposób uzyskuje się efekt synergii wiedzy i rozwiązań problemów. Nierzadko do takich zespołów zaprasza się przedstawicieli lokalnych społeczności,
którzy dysponują zarówno kulturową wiedzą, jak i znajomością terminologii
związanej z badanym problemem. Zapoznanie się z najważniejszymi faktami
kulturowymi oraz poznanie specyfiki języka (nazwy gwarowe, slang) danej
grupy umożliwiają zespołom sprawną komunikację i lepsze wdrażanie opracowywanych projektów.
Wiele nowoczesnych uniwersytetów (tylko kilka przykładów: University
of Connecticut, University of Buffalo, University of Montana, University of
California, McMaster University) oferuje specjalne kursy antropologii medycznej, których program jest ściśle powiązany z dyscyplinami takimi, jak
zdrowie publiczne i antropologia stosowana. Jak więc wykorzystać wiedzę
i umiejętności antropologów medycznych?

Medycyna a kultura
Klasyk antropologii medycznej, profesor antropologii oraz lekarz psychiatra z wieloletnim doświadczeniem, Arthur Kleinman (1984), sformułował

�Stosowana antropologia medyczna...

341

koncepcję tak zwanego lokalnego systemu zdrowia (local health system),
który składa się z trzech, zazębiających się części, które odpowiadają różnym
poziomom i źródłom wiedzy o chorobie i praktykach leczniczych. Są to: medycyna naukowa, sektor popularny oraz tradycyjny. Każda z tych części może
być dominująca – zależy to od społeczności i jej kultury. Najczęściej jednak
najpojemniejszą kategorią jest sektor popularny. Mieści się w nim ogromne
spektrum technik, środków leczniczych i wyobrażeń o zdrowiu i chorobie.
Wiedza na ten temat jest przekazywana w obrębie rodziny, znajomych, współpracowników lub współlokatorów. Jej źródła bywają różne – od indywidualnego
doświadczenia, po mass media i kulturę globalną. Sektor popularny zawiera
także elementy wiedzy i praktyk, pochodzących zarówno z profesjonalnej
medycyny, jak i lokalnej tradycji.
Każda społeczność dysponuje własnym lokalnym systemem zdrowia, który
determinuje nie tylko sposoby leczenia się, ale także wpływa na rozumienie
i doświadczanie choroby przez daną społeczność. Lokalny system zdrowia
to zatem lokalna racjonalność, która najczęściej różni się od racjonalności
lekarza lub pielęgniarki. Różnice, których źródła należy szukać w odmienności społecznej i kulturowej, rodzą problemy, tak lubiane przez stosowaną
antropologię medyczną.
W 1955 roku Benj amin Paul, uważany za jednego z ojców założycieli
stosowanej antropologii medycznej, wydał książkę zatytułowaną Health, culture
and community, w której opisał przypadki zderzenia się ze sobą różnych kultur
iracjonalności. Autor pracował jako konsultant w Many Farms, w stanie Arizona,
gdzie amerykańskie agendy rządowe próbowały objąć opieką medyczną autochtoniczną ludność Indian Navajo. Władze sfinansowały budowę nowej, dobrze
wyposażonej kliniki, w centrum rejonu, którego populację nękała cukrzyca,
gruźlica i alkoholizm. Ku zaskoczeniu strony rządowej, po poradę medyczną
zgłosiła się ledwie garstka Indian. Paul, wraz z kilkoma innymi antropologami, otrzymał zadanie wytłumaczenia tego zjawiska. Po przeprowadzeniu
badań terenowych, zespół odkrył szereg istotnych barier, które ograniczyły
kontakt lekarzy z Navajo. Indianie mieli odrębny lokalny system zdrowia,
gdzie pojęcia takie jak czas, zdrowie, choroba i poczucie wstydu definiowano
w odmienny sposób. Lekarze pracujący w klinice nie wywodzili się z lokalnych
grup indiańskich. Byli to biali, dobrze wykształceni i opłacani Amerykanie,
skierowani przez rząd do pracy na prowincji. Nigdy wcześniej nie pracowali
z ludnością autochtoniczną. Lekarze ci oczekiwali, że ich kontakt z pacjentami będzie dokładnie taki sam, jak w klinikach i szpitalach wielkomiejskich.
Tymczasem okazało się, że kulturowe reguły Navajo opierały się na zupełnie
innych prawidłach niż reguły lekarzy. Indianie odmierzali czas na podstawie

�342

Hubert Wierciński

cyklów przyrody – obce im były terminy kalendarzowe i zegarowe. Ogromną
rolę w definiowaniu i postrzeganiu choroby miejscowa ludność przypisywała
duchom i światu religii. Reguły dotyczące skromności i wstydu zabraniały
także indywidualnych spotkań z medykami twarzą w twarz. Problemy te
udało się częściowo rozwiązać, kiedy antropolodzy zaprezentowali swoje
wnioski stronie medycznej, niesłusznie przekonanej, że Indianie nie chcieli
współpracować. Dalsza organizacja służby zdrowia w regionie Manay Frams
odbywała się z uwzględnieniem lokalnego kontekstu kulturowego. Personel
medyczny przeszedł szereg szkoleń, dzięki którym poznał lepiej kulturę Navajo
i rządzące nią reguły. Dzięki akcji antropologów udało się skomunikować ze
sobą dwa odrębne światy, każdy rządzony przez inne reguły i racjonalność.
Wspólny wysiłek doprowadził do pewnych zmian w lokalnym systemie zdrowia
Navajo – medycyna naukowa wyraźniej zaznaczyła swoją obecność, jednak
musiała uwzględnić silną pozycję sektora tradycyjnego.
Tak więc biomedycyna ściera się z innymi systemami racjonalności i wyobrażeniami na temat zdrowia i choroby. Przytoczony przykład może wydać
się dość „egzotyczny” – zderzenie się świata indiańskiego z naukową medycyną musiało doprowadzić do napięć i nieporozumień. Sądzę jednak, że także
w „zwyczajnych” i mniej „egzotycznych” społeczeństwach podobne zjawiska
mają miejsce. Racjonalność wyszkolonych lekarzy, przedstawicieli kultury
profesjonalnej, przeważnie różni się od tej, jaką prezentują ludzie, którzy
nie posiadają naukowej wiedzy o ciele. Nie oznacza to jednak, że nie mają
oni żadnej wiedzy o chorobach i leczeniu się. Kultura, w jakiej wyrośliśmy,
wyposażyła nas dość hojnie w różne wyobrażenia i praktyki zorientowane na
zdrowie i ciało. Prawdą jest, że w społeczeństwach euroatlantyckich najwyraźniej słychać głos nauki – przynajmniej tak może się nam wydawać. Jednak
moja praktyka badawcza nie do końca potwierdza tę tezę. Jestem skłonny
stwierdzić, że w gabinecie lekarskim, podczas wizyty, zderzają się ze sobą
często różne światy i porządki, które nie tylko określają, jak należy rozumieć
chorobę i funkcjonowanie organizmu, ale decydują także, w jaki sposób informacje o zdrowiu i schorzeniach są przekazywane, zapamiętywane i wdrażane
w życie. Za przykład niech posłużą fragmenty wyników moich badań, które
dotyczyły opinii pacjentów z przewlekłymi problemami gastrologicznymi
o lekach i zasadach ich przyjmowania.
Z zebranego materiału wyłonił się obraz natury, postawionej w opozycji
do medycyny – kultury. Z naturą najczęściej rozmówcy kojarzyli ziołolecznictwo, zdrową dietę i pełen harmonii styl życia. Kultura zaś zawierała w sobie
elementy sztuczne, nieobojętne dla organizmu. Stąd lek definiowano jako
wytwór syntetyczny, powstały w laboratorium. Leki, w ogólnym mniemaniu,

�Stosowana antropologia medyczna...

343

miały za zadanie leczyć, choć rozmówcy byli świadomi wielu skutków ubocznych i działań niepożądanych zażywanych środków. Wiedza ta pochodziła
głównie z Internetu oraz książek i prasy. Najczęściej taką literaturę rozmówcy
określali jako poradniki, prasę kobiecą, czytadła. Bardzo ważnym źródłem
wiedzy o szkodliwym działaniu leku były załączane do każdego opakowania
ulotki. Rozmówcy, poprzez lekturę ulotki, nabywali wiedzę o przyjmowanej
substancji, ale także dowiadywali się, że zażywanie leku mogło grozić nagłym
zgonem lub zatruciem organizmu. Zdarzało się, że niektóre osoby doświadczały
negatywnego działania leków na własnej skórze:
„Azathiopryna, nastąpiło toksyczne uszkodzenie wątroby... Niesssamowity
ból, znalazłam się w szpitalu”.
„Duspatalin, zamiast pomóc, powoduje u mnie tygodniowe zatwardzenie
[...] Sterydy to straszny lek, nawet «lekiem» bym go nie nazwała. Bardzo źle
się po nim czuję, wpływa na stan psychiczny, pamięć, na wygląd ciała. Takie
są objawy przy sterydach”.

Rozmówcy, nawet przewlekle chorzy, stosowali ogromne spektrum ziół,
przeważnie na schorzenia mniej dolegliwe, z którymi nie trzeba koniecznie
zgłaszać się do lekarza, choć nie zawsze.
„Zioła, w odróżnieniu od leków, nie mają tak szerokich skutków ubocznych
jak syntetyczne leki i antybiotyki, wiadomo – są również trujące, silne zioła,
ale mówimy tu o starannie dobranych mieszankach i lekach. Wątroby nie
niszczą, jelit itp. [...] Wolę nic nie brać, ale jak już muszę, to zioła jakieś”.

Oczywiście picie ziół nie wykluczało równoległego przyjmowania leków
i odwrotnie. Zdecydowana większość rozmówców swobodnie łączyła ze sobą
dwa różne porządki – biomedycynę i medycynę naturalną. Kwestia wyboru
środka w dużej mierze zależała od potrzeby chwili. W przypadkach nagłego,
intensywnego bólu rozmówcy sięgali po leki na receptę lub preparaty reklamowane w mediach. Gdy choroba była w miarę „przewlekła”, perspektywa
kontaktu z lekarzem kiepska lub doświadczenia znajomej osoby brzmiały obiecująco, wówczas naturoterapia stawała się poważną konkurencją dla pigułek.
Zioła nie przynosiły jednak szybkiej ulgi – większość rozmówców uważała, że
należy je brać przez dłuższy czas, co oczywiście wymagało wytrwałości. Nie
trzeba chyba wspominać, że mało kto potrafił wytrwać dostatecznie długo.
Przyjęcie obydwu systemów leczenia sprawiało, że terapia ustalona przez lekarza nie odbywała się według zaleconego rytmu i schematu. W przyjmowaniu
leków, mieszanych z innymi substancjami, panowała dość spora dowolność

�344

Hubert Wierciński

i przypadkowość. W konsekwencji ilość zmienianych preparatów oraz konieczność ponownego odwiedzenia lekarza (a więc dołączenie do kolejki oczekujących lub prywatna, kosztowna wizyta) wprowadzały rozmówców w stan
irytacji, zniecierpliwienia i ogólnego rozczarowania. Choroba, źle leczona,
dezorganizowała życie rozmówców i kruszyła ich poczucie ontologicznego
bezpieczeństwa. Brak stałego kursu leczenia to brak kontroli nad chorobą.
W świadomości moich rozmówców, na skutek rozchwiania rytmu terapii, nie
istniał punkt na horyzoncie zdarzeń, który można by określić jako „zdrowie”.
Przyczyn tego stanu należy doszukiwać się w zderzeniu ze sobą dwóch różnych porządków. Z jednej strony mamy biomedycynę, obecną w opowieściach
pacjentów pod postacią leków, które nie do końca leczą. Ta ambiwalentna
postawa wobec pigułek mogła odzwierciedlać ogólny, często krytyczny stosunek społeczeństwa wobec służby zdrowia. Liczne skandale, kolejki i chaos
związany z jej funkcjonowaniem podważyły autorytet lekarza. Rozmówcy,
niezadowoleni z tego, co oferowano im w gabinetach medycznych, poszukiwali
wiedzy o chorobach i metodach walki z nimi na własną rękę, w Internecie,
wśród znajomych i w popularnej prasie. Tam znaleźli szereg informacji, które
doskonale wpasowały się do funkcjonującego w kulturze schematu, dzielącego
świat na to, co dobre i naturalne, oraz to, co sztuczne i szkodliwe. Zderzenie
się biomedycznej racjonalności, opartej na nauce i wypracowanych schematach
postępowania, z kulturowymi wyobrażeniami na temat natury i istoty leczenia
doprowadziły do stanu, w którym żadna terapia nie mogła przebiegać konsekwentnie. Tym samym chorzy nie otrzymali tego, czego tak bardzo chcieli
– ścieżki prowadzącej do zdrowia.
Stosowana antropologia medyczna jest w stanie „wykryć” szereg podobnych
problemów, których źródłem są różnice pomiędzy biomedycyną a lokalnymi
systemami zdrowia. Przyczyną niepowodzenia wielu terapii, a także źródłem
konfliktów i nieporozumień, jest zatem brak sprawnej komunikacji pomiędzy
różnymi dziedzinami wiedzy i doświadczenia, które reprezentują chorzy i lekarze. „Odkrycie” i interpretacja takich problemów może poprawić skuteczność
leczenia oraz wpłynąć pozytywnie na relacje pomiędzy lekarzami a pacjentami.
Warto w takim razie przyjrzeć się bliżej tak zwanej antropologii klinicznej.

Antropolog w placówce zdrowia
Jak sama nazwa wskazuje, antropologia kliniczna uprawiana jest przeważnie w placówkach medycznych, które antropolog traktuje jako „teren”.
Badania tego typu mogą jednak wykraczać poza obszar szpitala czy przychodni. Antropologia kliniczna, jak twierdzi John A. Rush (1996) sprawdza

�Stosowana antropologia medyczna...

345

się także jako użyteczne narzędzie, dzięki któremu powstają projekty oraz
programy związane z organizacją i zarządzaniem w obrębie służby zdrowia.
Ann McElroy (1996) uważa zaś, że antropologia kliniczna skupia się głównie
na tak zwanej komunikacji medycznej. Antropolog zatrudniony przez placówkę zdrowia realizuje projekty badawcze związane z funkcjonowaniem samej
instytucji lub dotyczące chorych i personelu medycznego. Zaangażowanie
badacza może być skupione wokół problemów organizacyjnych placówki
– antropolog wówczas poszukuje odpowiedzi na pytania dotyczące strategii
działania szpitala lub przychodni, wdrażania systemów i udogodnień skierowanych do pacjentów i personelu czy też rozwiązywania konfliktów wewnątrz
samej jednostki świadczącej usługi medyczne. Celem badania może być także
świat pacjentów i ich problemy – antropolog wówczas spróbuje zebrać wiedzę, która wydaje się przydatna w procesie leczenia, lecz nie jest uchwytna
dla biomedycyny. Jak już pisałem wcześniej, często okazuje się bowiem, że
światy chorego i lekarza znacznie różnią się od siebie i nie zawsze łatwo znaleźć dla nich punkt wspólny. Rolą antropologa nie jest tworzenie gotowych
recept i schematów postępowania w takich przypadkach (choć oczywiście
częściowo jest to możliwe). Badacz najczęściej daje wiedzę faktograficzną
i jej interpretację, na podstawie której stosowne organy lub osoby opracowują dalsze rozwiązania (bywa, że antropolog bierze w tych pracach udział).
W tym miejscu antropologia kliniczna często współpracuje z instytucjami
odpowiedzialnymi za zdrowie publiczne.
Polem do badań antropologii klinicznej nie zawsze musi być konflikt.
Antropolodzy chętnie skupiają się na badaniach, które odkrywają kontekst
środowiskowy i nawyki osób chorujących na określone schorzenia. Doskonałym przykładem są tu tak zwane choroby cywilizacyjne, dajmy na to związane
z układem krwionośnym. Nadciśnienie i miażdżyca wiążą się bardzo mocno
ze stylem życia, preferencjami żywieniowymi i stosunkiem do aktywności
fizycznej. Niebagatelną rolę ma także środowisko osób chorych – rodzina
i znajomi, w obrębie którego kultywowane są określone postawy oraz przekazywana jest wiedza i praktyki. Również edukacja i problemy stwarzane przez
wielokulturowość znajdują się w polu zainteresowania antropologii klinicznej.
Amerykańskie uczelnie często oferują kursy antropologii dla pracowników
służby zdrowia. Uczą się tam oni podstawowych technik zbierania i interpretowania informacji, ale także dowiadują się, jak radzić sobie w sytuacji, kiedy
zaplecze kulturowe pacjenta różni się od tego, w którym wyrósł lekarz. Kilka
uniwersytetów północnoamerykańskich prowadzi specjalne kursy antropologii
dedykowane przyszłym i praktykującym pielęgniarkom i pielęgniarzom. Nabyta
wiedza i umiejętności, w połączeniu z bogatym doświadczeniem i znajomością

�346

Hubert Wierciński

problematyki medycznej, pozwalają im z powodzeniem realizować założenia
klinicznej antropologii stosowanej. Margaret McKenna pisze:
Antropologia, jako dyscyplina akademicka, tworzy deskryptywne teorie,
które pielęgniarstwo wykorzystuje, łącząc je z wiedzą i kluczowymi teoriami
medycznymi. Pielęgniarki mogą dostrzegać wartość teorii deskryptywnych,
jeśli te posiadają wymiar praktyczny i mogą zostać przełożone na praktykę
kliniczną. Antropolodzy mogą z kolei tworzyć teorie, wyjaśniające jak tradycyjne przekonania i praktyki ścierają się z zachodnimi kanonami medycznymi,
jak czynniki społeczne wpływają na decyzje podejmowane w sprawach związanych z ochroną zdrowia i w jaki sposób zdrowie i choroba są elementami
całościowych wzorów kulturowych. W praktyce, pielęgniarki chcą powyższych
informacji, lecz przedstawionych w formie wskazówek, w jaki sposób opiekować się pacjentami z innych grup etnicznych (McKenna 1985).

Pielęgniarki i pielęgniarze stosują metody i koncepcje wypracowane na
gruncie nauk społecznych i przekształcają je w zależności od lokalnego kontekstu i sytuacji. Co więcej, pielęgniarstwo transkulturowe wypracowało szereg
własnych strategii pozwalających lepiej radzić sobie z zastanymi problemami.
Kontakt lekarza z pacjentem, nawet podczas hospitalizacji, nie jest stały. Pielęgniarka lub pielęgniarz asystuje pacjentowi nie tylko w trakcie zabiegów
czysto medycznych, lecz również podczas prozaicznych czynności – jedzenia,
załatwiania potrzeb fizjologicznych, poprawiania łóżka lub ubierania się. To
pielęgniarki i pielęgniarze są bliżej chorego i jego codziennego doświadczenia
choroby, przez co łączą ich głębsze relacje. Pielęgniarstwo transkulturowe
dotyka zatem sfer tradycyjnie związanych z antropologią medyczną, choć nie
prowadzi żadnych badań, co odróżnia je od klasycznej antropologii stosowanej.
Celem pielęgniarek i pielęgniarzy wyszkolonych w antropologii jest wdrażanie
nabytej wiedzy i teorii w życie. Dzięki klasycznym narzędziom badań etnograficznych personel medyczny pozyskuje informacje od chorych. Najczęściej
dotyczą one szeroko rozumianych problemów i doświadczeń związanych ze
stanem zdrowia. Szybka interpretacja i analiza zebranej wiedzy pozwala lepiej
zrozumieć postawy pacjentów i ich bliskich oraz opracować działania, które
wspomogą proces terapii i pobytu w szpitalu lub innej placówce zdrowia.
Choć Polska wydaje się być krajem jednorodnym etnicznie, wiem, że
w niektórych miastach lekarze doświadczają problemów, których źródłem są
różnice kulturowe. Doskonały przykład to mieszkający w Warszawie emigranci
z Azji południowo-wschodniej, głównie z Wietnamu. Stołeczni lekarze muszą
zmierzyć się nie tylko z różnicami wynikającymi z odmiennych języków, ale
także z odmiennym podejściem do ciała, choroby i roli rodziny w procesie
leczenia. Emigranci z Azji nie są jedyną grupą sprawiającą „problemy”. W śro-

�Stosowana antropologia medyczna...

347

dowisku medycznym „najgorzej” postrzegani są wyznawcy rzadkich lub bardzo
rygorystycznych religii oraz Czeczeńcy i Romowie. Dwóm ostatnim grupom
zarzuca się niestosowanie się do obowiązujących zasad higieny i regulaminów
placówek medycznych. Bywa też, że personel skarży się na naganną jego
zdaniem postawę ojców – głów rodzin, którzy próbują decydować, co lekarz
może zrobić, a co jest mu zabronione. Powszechnie krytykuje się przebywanie
całej, wielopokoleniowej rodziny w sali, w której leży dziecko. Lekarze nie
akceptują obecności wielu ludzi przy łóżku chorego, twierdząc, iż zakłóca to
spokój innych pacjentów oraz dezorganizuje pracę oddziału.
O ile z ostatnim stwierdzeniem da się zgodzić i antropologia co najwyżej może w jakiś konstruktywny sposób wpłynąć na organizację odwiedzin
i czuwania przy dziecku, o tyle problem przestrzegania zasad higieny i granic
interwencji lekarza stanowi poważne wyzwanie. Każda społeczność definiuje
pojęcia brudu i czystości na swój własny sposób, który z perspektywy sterylności
szpitala może wydawać się nie do zaakceptowania. Romowie są tu przykładem
wręcz szkolnym. Zadanie postawione antropologowi polegać więc będzie na
znalezieniu wspólnej płaszczyzny porozumienia pomiędzy dwiema stronami
sporu i zaproponowaniu drogi do kompromisu. Trzeba jednak zaznaczyć, że
udział w mediacji muszą zadeklarować obydwie kultury. Pomoże to uniknąć
przeświadczenia którejś ze stron o poniesionej porażce lub upokorzeniu.
Działania minimalizujące negatywne emocje są więc również ważną częścią
praktyki antropologicznej.
Antropologia kliniczna pomaga także lepiej zrozumieć potrzeby i oczekiwania pacjentów, szczególnie tych, którzy chorują przewlekle lub poważnie.
W życiu człowieka doświadczonego ciężką chorobą zachodzą nieodwracalne
zmiany – osoba cierpiąca doświadcza chaotycznych i bezładnych procesów, które
destabilizują znany sprzed choroby porządek i życiowy ład. Klasyk antropologii
medycznej, Arthur Frank (1995), postrzega chorobę jako zaburzenie „celu”
i „mapy”, dzięki którym nasza biografia rozwija się w określonym kierunku
i posiada pewien wewnętrzny ład. Doświadczenie utraty kontroli nad życiem
i biografią jest subiektywnym wymiarem choroby, określanym w terminologii
antropologicznej jako illness. Tomasz Rakowski, lekarz i antropolog, tak oto
definiuje tę kategorię:
To subiektywne rozumienie choroby, to choroba z perspektywy pacjenta.
To druga strona wiedzy o chorobie. Tak rozumianą chorobę określa się jako
illness. Jest to doświadczenie choroby, czyli to, czego lekarz dowiaduje się
od pacjenta. Są to nie tylko dolegliwości i objawy chorobowe, ale i wszystkie
odczucia, niepokoje, nieracjonalne nadzieje i przesądy, o których słyszymy
od naszych pacjentów (Rakowski 2008).

�348

Hubert Wierciński

Antropolodzy kliniczni, poprzez pogłębione badania etnograficzne, potrafią uzyskać wiedzę o subiektywnym wymiarze chorowania, który, jak już
wiemy, wcale nie musi być tożsamy z chorobą rozumianą w sensie medycznym
– disease. Indywidualne i osobiste rozumienie choroby może mieć istotny wpływ
na terapię i ogólną postawę pacjenta, tak ważną podczas leczenia chorób
grożących śmiercią lub trwałą utratą sprawności. Zdarza się, że oczekiwania
chorego i jego wizja ścieżki powrotu do zdrowia nie zawsze jest związana
z lekarzami i oddziałem szpitalnym. Oto przykład z moich badań.
Pani Alina w 2009 roku doznała drugiego udaru mózgu i znalazła się
na oddziale dla osób cierpiących na podobne schorzenia. Wydarzenie to
wstrząsnęło światem rozmówczyni – znaczny niedowład i problemy z mową
zmusiły ją do rozpoczęcia gruntownej przebudowy życia. Co dzień pani Alina powtarzała oddziałowy rytuał – budziła się wcześnie rano, około szóstej.
Przy łóżku czekały pielęgniarki, które wykonywały standardowe czynności
i pomagały się rozmówczyni ubrać. Ubranie się to pierwszy stopień „przygotowania do śniadania”. Poranny posiłek był zazwyczaj pierwszym istotnym
wydarzeniem dnia. Po śniadaniu miały miejsce konsultacje lekarskie i badania. Kolejne zajęcia – rehabilitacja, to zdecydowanie najciekawszy element
pobytu w szpitalu. Rehabilitacja odbywała się poza oddziałem. Prowadziła
ją młoda dziewczyna, z którą pani Alina nawiązała bardzo dobry kontakt.
Opowieść o rehabilitacji znacząco różniła się od tej o zwykłym dniu na
oddziale. W  „płaskiej” narracji rozmówczyni na temat oddziału czas był
rozciągnięty, wszystko działo się powoli, życie mijało na powtarzaniu tych
samych czynności, które nie prowadziły do konkretnego celu – poprawy stanu
zdrowia. Badania i konsultacje lekarskie nie przywracały utraconej sprawności ciała – były jedynie sprawdzaniem faktów znanych pani Alinie z autopsji.
Na oddziale szpitalnym podstawowe narzędzie komunikacji ze światem
i integralna część „Ja” – ciało rozmówczyni, pozbawione zostało sensownej
„opowieści restytucji” (Frank 1995), czyli ­opowieści zawierającej elementy,
dzięki którym chory może spróbować odbudować swój świat i przystosować
się do nowej rzeczywistości. Rehabilitacja przenosiła panią Alinę do innego
wymiaru, w którym zmieniało się tempo jej życia. Rozmówczyni, wspominając
o rehabilitacji, wprowadzała do opowieści element działania, symbolizowany
przez ćwiczenia i „zarabianie”. Praca w życiu pani Aliny odgrywała ważną
rolę. Dzięki niej rozmówczyni czuła się samodzielna oraz zawierała liczne
kontakty z innymi ludźmi. Jej stan zdrowia uniemożliwiał wykonywanie
jakiegokolwiek zawodu. Bez pracy pani Alina czuła się „przykuta” i niesamodzielna. Brakowało jej też kontaktów ze światem zewnętrznym – „wyjścia
z domu”. Przypuszczam, że doskonale wiedziała o tym rehabilitantka, która

�Stosowana antropologia medyczna...

349

nadała ćwiczeniom pewną strukturę działania – poprzez systematyczną
poprawę sprawności, pani Alina „zarabiała” na symbolicznie określone cele.
Podczas mojej wizyty, rozmówczyni pracowała akurat „na piwo”. Zarabianie częściowo przywracało poczucie wartości pani Alinie i wprowadzało
do jej życia element akcji, zmierzającej w kierunku wspólnie nakreślonym
z rehabilitantką. Punktem, do którego zmierzały kobiety, był stan względnego
zdrowia, opisywanego przez rozmówczynię jako zdolność do wykonywania
różnych prac i czynności, a więc formę samodzielności. W rozumieniu pani
Aliny leczenie odbywało się nie na oddziale, gdzie rozmówczyni spędzała czas
w sposób bierny i bezproduktywny, lecz w gabinecie rehabilitacji, w którym
odzyskiwała sprawność fizyczną oraz poczucie samodzielności i kontroli nad
ciałem i własnym życiem.
Powyższy przykład nie deprecjonuje roli lekarzy, bez których stan rozmówczyni byłby o wiele gorszy. Pokazuje on jednak, w jak różny sposób
pacjenci rozumieją kategorię „zdrowienia” i jak różne znaczenia ma dla nich
słowo „zdrowie”. Dane dostarczane przez antropologów klinicznych pozwalają lekarzom i innym pracownikom placówek medycznych lepiej zrozumieć
położenie chorego. Szczególnie w przypadku chorób przewlekłych i ciężkich,
gdzie kontakt personelu medycznego z chorym jest długi, informacje bezpośrednio nie związane z faktami medycznymi, lecz wpływające na terapię
i postawę pacjenta, mogą okazać się użytecznym narzędziem w rękach lekarzy. Dzięki takim informacjom, wzbogaconym o doświadczenie zawodowe
i wiedzę medyczną, terapeuci mogą lepiej pokierować procesem leczenia,
a tym samym być może szybciej uzyskać pożądane efekty w postaci poprawy
zdrowia chorego.

Antropologia a zdrowie publiczne
Działanie klinik i szpitali wiąże się z funkcjonowaniem organizacji i instytucji, które nie oferują leczenia, lecz mają niebagatelny wpływ na kształt
terapii oraz dystrybucję wiedzy o zdrowiu i chorobie. Myślę tu o instytucjach
związanych z szeroko pojętym zdrowiem publicznym, zarówno finansowanych przez państwo i samorządy, jak i organizacjach pozarządowych. To
w nich antropolodzy często znajdują zatrudnienie i pracują przy tworzeniu
i wdrażaniu rozmaitych programów i kampanii informacyjnych. Doskonałym
przykładem są tak zwane kampanie społeczne oraz programy profilaktyczne.
Celem działania antropologów jest dotarcie do możliwie szerokiej grupy osób
kwalifikujących się do badań i skłonienie ich do wzięcia w nich udziału.
Antropolog poszukuje kanałów komunikacji i form przekazu, za pomocą któ-

�350

Hubert Wierciński

rych uda się dotrzeć do osób objętych danym projektem. Zdarza się jednak,
że niektóre grupy nie chcą wziąć udziału w badaniach – przykładem niech
będą kobiety mieszkające na wsi, które często nie chcą iść do ginekologa,
lub mężczyźni z zaburzeniami urologicznymi i seksualnymi, wstydzący się
odwiedzić lekarza. Przyczyn takiej postawy możemy doszukiwać się oczywiście w lokalnej kulturze, w obrębie której istnieją różne sfery tabu i wstydu.
Czasami osoby te sądzą, że dopóki nie pojawia się ból, człowiek jest zdrowy,
a „zaczepianie” ciała może przynieść tylko odwrotne rezultaty – zamiast
zdrowia, prowokuje się chorobę. Praktyka antropologów pokazuje jednak,
że przyczyną fiaska rozmaitych akcji nie jest jedynie niechęć nieświadomych
lub nieufnych gospodyń wiejskich. Aby się przebadać, trzeba często dotrzeć
do odległego od miejsca zamieszkania punktu, spędzić tam określony czas
i potem znów wrócić. Stąd też, za namową między innymi przedstawicieli
nauk społecznych, coraz częściej sprzęt medyczny instaluje się w mobilnych
centrach diagnostyki i profilaktyki. Pojazdy z mammografem lub ruchome
gabinety ginekologiczne mogą dotrzeć do znacznie większej liczby osób. Dzięki mobilnym centrom medycznym, w krajach skandynawskich, szczególnie
na dalekiej północy, udało się w znaczący sposób ograniczyć liczbę kobiet,
u których rozpoznaje się nowotwory piersi i szyjki macicy w zaawansowanym stadium.
Współcześnie coraz większe znaczenie mają projekty zorientowane na
ograniczanie chorób o charakterze epidemiologicznym. Badacze, pracujący
głównie w krajach Trzeciego Świata (ale nie tylko), zajmują się dystrybucją
wiedzy i informacji na temat sposobów walki z malarią, ale także z HIV czy
SARS. Współczesna medycyna zauważa, że styl życia, wzorce kulturowe oraz
indywidualne preferencje mają ogromny wpływ na tworzenie się kanałów,
którymi przenoszą się różne choroby. Doskonałym przykładem może być tak
zwana ptasia grypa, która zbiera największe żniwa w południowo-wschodniej
Azji, gdzie zwyczajem jest mieszkanie ludzi w sąsiedztwie z udomowionymi
ptakami. W tym regionie popularne są także walki kogutów, podczas których
często dochodzi do kontaktu z krwią rannych zwierząt. Akcje antropologów
koncentrują się na próbach zmiany nawyków miejscowej ludności. Starają
się oni także wprowadzać elementy higieny biomedycznej, często kulturowo
obcej i irracjonalnej z punktu widzenia lokalnych tradycji i zwyczajów. Za
przykład niech posłużą akcje przeciwko epidemii SARS (które np. w niektórych regionach Chin przerodziły się w prawnie usankcjonowany zakaz),
polegające na skłonieniu ludności do zaniechania plucia na ulicy i podczas
posiłku. Takie praktyki, z punktu widzenia Europejczyka, mogą uchodzić za
naganne, lecz w Chinach mieszczą się one w spektrum akceptowanych zacho-

�Stosowana antropologia medyczna...

351

wań (Chińczycy obruszą się natomiast, jeżeli ktoś podczas posiłku wysmarka
nos w chusteczkę).
Choroby zakaźne, w świecie globalnym, zyskały nowe, groźne oblicze.
Dlatego antropologiczne studia nad migracjami stały się interesujące dla
epidemiologów. Śledzenie kierunków migracji oraz procesy związane z przyjmowaniem bądź odrzucaniem nowych wzorców kulturowych (w tym także
dotyczących higieny) mają niebagatelny wpływ na wiedzę o potencjalnych
ścieżkach rozprzestrzeniania się groźnych zarazków. Znajomość lokalnych
wzorców kulturowych może skutecznie ograniczyć zasięg epidemii, o czym
świadczy klasyczny przykład z Ekwadoru. W 1991 roku w kraju tym wybucha
epidemia cholery. Odnotowano blisko dziewięćdziesiąt tysięcy przypadków zachorowań, z czego około tysiąca zakończyło się tragicznie. Wiele osób chorych,
które mieszkały w trudno dostępnych regionach, nie zostało zdiagnozowanych
oraz nie otrzymało stosowanej pomocy medycznej. Epidemia dotknęła szczególnie ludzi ubogich, pochodzących ze społeczności o ograniczonym dostępie
do świeżej wody i żywności. Często ofiarami choroby byli rolnicy i ich rodziny.
Aby ograniczyć rozprzestrzenianie się cholery, szczególnie w ubogich obszarach wiejskich, ministerstwo zdrowia Ekwadoru, we współpracy z rozmaitymi
agendami (WHO, PAHO, USAID, EHP) i organizacjami pozarządowymi, zorganizowało pogłębione, interdyscyplinarne badania terenowe, których celem
było „odkrycie” tych praktyk i elementów związanych ze stylem życia, które
sprzyjały transmisji groźnych bakterii. Do projektu zaangażowano antropologów medycznych, epidemiologów oraz przedstawicieli społeczności lokalnych,
którzy cieszyli się szczególnym autorytetem. Na podstawie zebranego materiału
zespół opracował specjalny plan postępowania, który zakładał czynny udział
ludności dotkniętej epidemią. Ruch przeciw chorobie miał być zakorzeniony
w świadomości ludzi nią dotkniętych. W tym celu należało zmobilizować lokalne autorytety oraz poznać i uwzględnić czynniki kulturowe, które dotyczyły
zachowań prozdrowotnych. Przez osiemnaście miesięcy badacze zbierali dane
dotyczące sposobów gospodarowania wodą, organizacji społecznej i lokalnego
systemu zdrowia. Wolontariusze, rekrutujący się z ludności wiejskiej, przeszli
przyspieszony kurs antropologii stosowanej, dzięki któremu nauczyli się pozyskiwać wiedzę o charakterze etnograficznym. Ich „badania” dostarczyły zespołowi
antropologów i lekarzy cennej wiedzy o praktykach higienicznych ludności
dotkniętej epidemią. Poprzez połączenie wiedzy biomedycznej z regionalną
tradycją i kulturą udało się stworzyć sprawny mechanizm, który powstrzymał
rozwój cholery. W ciągu roku liczba zachorowań zmalała z ponad trzydziestu
dwóch tysięcy do niecałych siedmiu (Whiteford, Bennet 2005). Co więcej,
osoby pochodzące z terenów dotkniętych zarazą, które wzięły aktywny udział

�352

Hubert Wierciński

w projekcie, przez długie lata pełniły rolę lokalnych autorytetów i adwokatów
w sprawach związanych ze zdrowiem i organizacją służby zdrowia.
Przykład ten pokazuje, jak udana i owocna może być współpraca antropologów z przedstawicielami świata biomedycyny. Wiele innych chorób można
by także „poznać” od drugiej strony – wspominałem już o chorobach cywilizacyjnych. Sądzę, że stosowana antropologia medyczna sprawdziłaby się także
w radzeniu sobie z takimi problemami, jak niepełnosprawność, otyłość, ale
też w walce z alkoholizmem i narkomanią. Opracowywanie projektów pomocowych i profilaktycznych powinno uwzględniać czynniki i wzorce kulturowe,
które często są przyczyną samego problemu. Zmiana szkodliwych dla zdrowia
zachowań wymaga zmiany stylu życia, indywidualnego podejścia, ale także
zmiany ramy kulturowej. Bez rozpoznania kontekstu, w jakim istnieje dane
zjawisko, próby jego ograniczenia będą kończyły się jedynie połowicznym
i tymczasowym sukcesem.

Konkluzje
Stosowana antropologia medyczna, tak popularna w krajach anglosaskich,
jest użytecznym narzędziem badawczym i interpretacyjnym, które dostarcza
praktycznej wiedzy osobom związanym ze zdrowiem i chorobą. Metody badań
etnograficznych mogą być używane w wielu obszarach:
1) Dane etnograficzne pozwalają zrozumieć w pełniejszy sposób świat
człowieka chorego. Odkrywają one inny wymiar chorowania – illness, zakorzeniony w lokalnej kulturze. Ta strona choroby bardzo często wpływa na zachowania i postawy pacjentów wobec lekarzy i terapii. Poznanie subiektywnego
wymiaru choroby może w istotny sposób wpłynąć na jakość i czas leczenia.
Dzięki tym informacjom personel medyczny jest w stanie poznać definicje
zdrowia i choroby swoich podopiecznych i pokierować terapią w taki sposób,
aby spełniała ona oczekiwania chorych.
2) Badacze uprawiający antropologię kliniczną dostarczają praktycznej
wiedzy, dotyczącej funkcjonowania placówek medycznych, zarówno z punktu
widzenia pacjentów, jak i lekarzy. Antropolodzy prowadzący badania w placówkach zdrowia mogą pełnić rolę mediatorów, których celem jest znalezienie
wspólnego punktu pomiędzy profesjonalną kulturą biomedyczną a kulturą osób
przebywających w danej placówce. W tej roli sprawdzają się oni szczególnie,
kiedy pomiędzy personelem medycznym a pacjentami istnieją znaczące różnice
etniczne, kulturowe, społeczne czy klasowe.
3)	Stosowana antropologia medyczna to doskonałe narzędzie do pozyskiwania wiedzy o zachowaniach i praktykach osób dotkniętych określonymi

�Stosowana antropologia medyczna...

353

chorobami. Szczególnie przydatne wydaje się przy terapii i profilaktyce schorzeń,
które związane są ze stylem życia – choroby cywilizacyjne, choroby przenoszone
drogą płciową, epidemie. Antropologiczne studia nad migracjami dostarczają
cennej wiedzy na temat kanałów rozprzestrzeniania się określonych chorób.
4)	Antropolodzy i przedstawiciele świata medycznego mogą tworzyć
sprawne zespoły interdyscyplinarne, których celem jest poznanie i rozwiązane
danego problemu, poprzez połączenie wiedzy o lokalnej kulturze i praktykach
z wiadomościami z obszaru biomedycyny i higieny. Antropolodzy zatrudnieni
w agendach i organizacjach pozarządowych, związanych ze zdrowiem i chorobą,
sprawdzają się w roli koordynatorów i autorów projektów profilaktycznych
i kampanii społecznych.
Pomimo tak wielu obszarów, w których istnieje możliwość współpracy,
antropologia medyczna w Polsce ciągle nie może wyjść z cienia. Uważam, że
realizacja wspólnych, interdyscyplinarnych projektów okazałaby się bardzo
owocna dla stron biorących w nich udział. Z pewnością największym beneficjentem takiej współpracy byłby pacjent.

Literatura
Cohen R.
1985 – Social Theory and Critical Analysis in Applied Anthropology, „American
Behavior Scientist”, nr 29.
Foucault M.
1987 – Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu, Warszawa.
Frank A.
1995 – The wounded storyteller. Body, illness and ethics, Chicago.
Kleinman A.
1984 – Indigenous systems of healing. Questions for professional, popular and folk
care, Alternative Medicines: Popular and Policy Perspectives, London.
McElroy A.
1996 – Medical Anthropology, Encyclopedia of Cultural Anthropology, New York.
McKenna M.
1985 – Anthropology and Nursing – The Interaction between Two Fields of Inquiry,
„Western Journal of Nursing Research”, nr 6.
Paul B.
1955 – Health, culture and community: case studies of public reaction to health
programs, New York.

�354

Hubert Wierciński

Rakowski T.
2008 – Medycyna humanistyczna. Nowe wyzwania w praktyce lekarskiej, „Medycyna
po dyplomie”, nr 10.
Rush J.A.
1996 – Clinical anthropology. An application of anthropological concepts within
clinical settings, USA.
Savage J.
2006 – Ethnographic evidence. The value of applied ethnography in healthcare,
„Journal of Research in Nursing”, nr 11.
Whiteford L.M., Bennett L.A.
2005 – Applied anthropology and health and medicine, Applied anthropology. Domains of application, USA.
Winthrop R.W.
1991 – Dictionary of Concepts in Cultural Anthropology, New York.
Vigarello G.
2011 – Historia zdrowia i choroby, Warszawa.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6663" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6643">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2cd743713b661183da687fded2418131.pdf</src>
        <authentication>5b4d0b8f8cdee94908ff25bc44fcade1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79433">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2106</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79434">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79435">
                <text>badania terenowe</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="79436">
                <text>wies polska</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79437">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1955</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79438">
                <text>Wieś polska w perspektywie badań etnologicznych i socjologicznych/ LUD 1995 t.78</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79439">
                <text>LUD 1995 t.78, s.97-112</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79440">
                <text>Wieruszewska, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79441">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79442">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79443">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79444">
                <text>Lud,

II. STAN I PERSPEKTYWY

MARIA WIERUSZEWSKA
Instytut Rozwoju Wsi i Rolnictwa
Warszawa

t.

78, 1995

NAUK ETNOLOGICZNYCH

PAN

WIEŚ POLSKA W PERSPEKTYWIE
BADAŃ
ETNOLOGICZNYCH
I SOCJOLOGICZNYCH
Wstęp

Zaskakiwać może fakt, iż termin "wieś" nie znalazł się dotychczas w zbiorze
pojęć i terminów ogólnych ani socjologii, ani też etnologii. Dopiero przygotowywana do druku encyklopedia socjologii ma przełamać niepokojący fakt
pominięcia wsi - ważnej organizacji życia społecznego - w zbiorze pojęć
myśli socjologicznej.
Jest prawdą, dostrzeganą coraz wyraźniej, iż wieś stanowi słaby punkt
ogólniejszych teorii. Wieś, zepchnięta na margines systemów socjologicznych,
jako przedmiot badań do dziś pozostaje zawstydzającym obrazem niewiedzy
i niedomówień. Przyznają to wybitne autorytety, by przytoczyć opinię profesora Jana Szczepańskiego. Pomimo dużej liczby ośrodków różnodyscyplinowych
badall, grona utalentowanych badaczy, obszernej bibliografii wyników badań
cząstkowych i panoramy pism takich, jak między innymi "Etnografia Polska",
"Lud", "Literatura Ludowa", "Wieś i Rolnictwo", "Roczniki Socjologii Wsi",
"Regiony", "Sycyna" i "Pamiętnikarstwo
Polskie", brakuje prac syntetyzujących przemiany wsi polskiej XIX i XX wieku (Szczepański, 1994).
Co więcej, nowe zjawiska dokonujące się na wsi polskiej nie dają się opisać
przy pomocy istniejących teorii. Zmiana ustroju, zdaniem Szczepańskiego,
podważyła moc wyjaśniającą teorii modernizacji, ważność teorii stratyfikacji
społeczności wiejskich oraz teorii organizacji społecznej, opartej na funkcjonowaniu grup pierwotnych.
Brak adekwatności języka współczesnej socjologii do problemów i zjawisk
występujących w Polsce to powód załamania się funkcji społecznej nauki,
która w tradycji polskiej była przewodniczką w życiu społecznym. Jakie są tego
przyczyny?
Sięgnijmy do początków teorii socjologicznych okresu Oświecenia. Myśliciele XVIII wieku sprzymierzeni w dążeniu pokonywania ignorancji i przesądów, wpłynęli na uformowanie się zasadniczo nowej postawy wobec świata.
Wieś z takiej perspektywy, częściowo przechowanej do dziś, mogła być
widziana tylko jako oaza zacofania i zabobonów, którą należało oświecać
7 -

Lud t. LXXVIIl

�98

"kagankiem oświaty". Filozofia Oświecenia stała jednak pod wieloma względami wyżej - jak wskazuje Jerzy Szacki - od późniejszych systemów socjologicznych XIX wieku, które rozwijały się już w innych warunkach historycznych. Socjologia była od swych początków ukierunkowana
na badanie
problemów społeczeństwa po rewolucji przemysłowej. Dlatego też główne
wątki badawcze i teoretyczne socjologii skupiały się na historycznej zmienności
społeczeństw oraz odkrywaniu różnic pomiędzy starym społeczeństwem feudalnym, stanowym a nowym społeczeństwem kapitalistycznym, klasowym (Szacki,
1983, s. 149).

Teoria ewolucji i postępu siłą rzeczy pozostawiały na uboczu zainteresowanie segmentem agrarnym starego porządku społecznego, tym samym marginalizowały znaczenie wsi i jej mieszkańców w tworzącym się ładzie społeczeństwa przemysłowego.
Wieś -

przedmiot refleksji naukowej

Naj dawniej szych źródeł do poznania genezy wsi jako powszechnej formy
osiedlenia dostarcza archeologia. "Wsie" - duże osady występowały w kręgu
rolniczej kultury "radłowej" w końcowym okresie neolitu. Zamieszkiwanie
określonego obszaru, zbiorowe użytkowanie ziemi współtworzyło pierwsze
formy organizacyjne zwane wspólnotą sąsiedzką lub wiejską. Pierwsze źródła
pisane od połowy X wieku przynoszą informacje o historii wsi poprzez
inwentarze dóbr biskupich i klasztornych.
Późnośredniowieczne źródła rozszerzają pisane informacje o wsi poprzez
zamieszczanie wiadomości o kształtach, rozplanowaniu wsi i organizacji życia
wewnętrznego. Źródła te - zwłaszcza dokumenty lokacyjne na prawie
niemieckim od połowy XIII do połowy XV wieku - dostarczają informacji
o uwarstwieniu ludności wiejskiej, jej zróżnicowaniu, strukturze gospodarczej
i położeniu społeczno-prawnym
chłopów we wsiach czynszowych. Refleksje
o wsi na tle szerszych zainteresowań ginącymi kulturami, w tym kulturą
chłopów, można odnaleźć w historiografii, publicystyce, literaturze rolniczej
i pięknej od czasów Odrodzenia.
Wieś jako przedmiot systematycznych studiów wiąże się w Polsce, podobnie jak w innych krajach europejskich, z okresem kształtowania nowoczesnej
świadomości narodowej od przełomu XVIII i XIX wieku. Faza świadomych
poszukiwań źródeł do poznania historii chłopów i wsi wiąże się z załamaniem
systemu feudalnego, początkami kapitalizmu i rozpoczęciem bardziej pogłębionych studiów nad społeczeństwem.
Refleksja nad wsią jako społecznością lokalną łączy się w socjologii
z kryzysem grup pierwotnych opartych na stosunkach osobistych i współpracy
a zagrożonych przez procesy industrializacji i urbanizacji w miarę rozpowszechniania kapitalizmu.

�99
Odwołanie do takich cech jak wspólnota życia, więzy krwi, samowystarczalność i ograniczone rozmiary grup pierwotnych, zwanych przez C. H.
Cooley'a "piastunkami ludzkiej natury", uzasadniają cofnięcie do wcześniejszych źródeł klasycznych. Zapoczątkowana
przez Platona i Arystotelesa
refleksją dotyczącą cech greckiej polis, późniejsza myśl socjologiczna przenosi
ją do charakterystyki społeczności lokalnych. W ich opisie pojawiają się trzy
konstytutywne elementy: a) terytorium, b) interakcja społeczna, c) trwała więź.
"Izolacja świadomościowa" charakterystyczna dla wsi tradycyjnej w Polsce
zaczęła być przełamywana wraz ze zmianą sytuacji społeczno-ekonomicznej
chłopstwa. Paradoksalne jednak, że otwarcie takie działało przez długi czas
hamująco na percepcję wzorów kultury miejskiej i efektywność jej wpływu.
"Kobieta wiejska - pisze Barbara Olszewska-Dyoniziak
- która przed wojną
chodziła codziennie z mlekiem do miasta i bezpośrednio stykała się z wzorami
życia miejskiego, szanowała jednak swoją wiejskość i nie naśladowała swoich
odbiorców ani w sposobie ubierania, ani urządzania wnętrz, ani w sposobie
zachowania. Dziś ta sama kobieta stara się za wszelką cenę upodobnić do pań
z miasta" (Olszewska-Dyoniziak,
1994, s. 153) zacierając swoją tożsamość.
Pierwsza połowa XIX wieku przynosi badania nad wsią, ukierunkowane na
poszukiwanie odrębności i archaizmów kulturowych traktowanych jako źródła
dla "rekonstrukcji najdalszej historii" i początków kultury narodowej.
Pierwsze programy ludoznawcze skierowane na penetrację wsi polskiej
przypisuje się Hugo Kołłątajowi i działalności Warszawskiego Towarzystwa
Przyjaciół Nauk utworzonego w 1800 roku. Wyniki tych badań, w zamyśle ich
inicjatora, miały służyć celowi przekazania potomności "rzetelnego świadectwa
stanu w jakim zastała Polskę tragedia zaborów i dostarczenia argumentów
przeciw oszczerstwom obcym". Odpowiedzią na ten projekt stała się synteza
Łukasza Gołębiowskiego pl. Lud Polski jego zwyczaje i zabobony. Obok
monografii etnograficznych pojawiają się pierwsze opisy warunków gospodarowania i stosunków ekonomicznych na wsi wywołane narastającą kwestią
społeczną·
Przełom XIX i XX wieku przynosi, charakterystyczne
dla ówczesnego
prądu umysłowego epoki, przesunięcie zainteresowań wsią z poszukiwań
ludoznawczych i studiów "starożytności słowiańskich" w stronę badania
współczesnych przeobrażeń wsi. Podejmowane są analizy sytuacji konkretnych
wsi i regionów we wzajemnych odniesieniach do naturalnych warunków
przyrodniczych, struktury społecznej, form organizacji gospodarczej, w tym
spółdzielczości, oraz wpływu emigracji na życie społeczności wiejskich. Przed
badaniami społeczności rolniczych wyłaniają się istotne funkcje poznawcze
i praktyczne w wyniku problemów, jakie stwarzały wszędzie stosunki wsi
i miasta, społeczeństw przemysłowych i struktur wiejskich, rolniczych.
Socjologia wsi krajów Europy Centralnej i Wschodniej, inaczej niż w uprzemysłowionych krajach Europy Zachodniej, dotyczyła głównie problemów

�100
kwestii chłopskiej w kontekście narodowej i klasowej tożsamości. W funkcjonowaniu wspólnot wiejskich na tle czynników warunkujących życie ich
miyszkańców dostrzegano oryginalne treści narodowe.
Postulaty analizy naukowej w oparciu o "rzetelny opis obiektywny"
poszerzają ujęcia badawcze wsi, w których jeszcze w XIX wieku pomijane były
społecznie ważne problemy życia chłopów, przy koncentrowaniu się głównie na
poszukiwaniu "przeżytków" kulturowych, swoistej "egzotyki". Pojawiają się
wówczas postulaty badań instytucji, konfliktów i przemian kulturowych
społeczności wiejskich.
Głośna polemika z początków XX wieku, jaką wywołała książka Ludwika
Krzywickiego pt. Kwestia rolna, przenosi zainteresowania wsią i chłopami
w sferę programu rolnego. Wieś postrzegana jest jako pozostałość ustroju
feudalnego na tle industrialnych "tendencji nowoczesnych". Problemy relacji
wieś - miasto, które na cały wiek XX uformują sposób podejścia badawczego
w socjologii, pojawiły się już w dyskusji wokół tej właśnie książki wydanej
w roku 1906.
"Prastara wioska rozkłada się wprawdzie powoli ale nieuchronnie, a zanim
to nastąpi zmurszeje ideowo, tracąc wiarę w swe ideały i mądrość pradziadów
i przesiąkając duchem kultury miejskiej". Taka diagnoza ewolucji wsi zawarta
w Kwestii rolnej, jak większość poglądów jej autora, spotkała się z głośną
repliką Władysława Grabskiego, który odpierał argumenty Ludwika Krzywickiego dotyczące przekształceń wsi i rolnictwa w kierunku kolektywizmu
poprzez wykazanie, że gospodarstwa włościańskie okazywały się silniejsze
ekonomicznie od folwarków (Grabski, 1903).
Władysław Grabski stanowczo sprzeciwiał się prognozom "końca chłopów" a w konkurencyjnej
walce dostrzegał ich "siłę ekonomicznego indywidualizmu". Pisał, że "włościanie nie mają się wcale ku temu, by ustąpić
z widowni świata". Grabski przeciwstawiał się poglądom wyrosłym z uprzedzeń i pogardy wobec wsi. Tę skazę dostrzegał w sformułowaniach opisujących
włościan jako niższą kategorię ludzi, przy użyciu określeń takich jak: "stworzenia ujarzmione przez ziemię", "twarde czaszki", "uległe wobec tradycji",
"ciemne i zabobonne".
Zarzuty dotyczące jednostronności ujęć, które kierowano do autora Kwestii rolnej powrócą w latach dziewięćdziesiątych XX wieku u autorów kontestujących dominujące wzory badań wsi, przede wszystkim ze względu na
ograniczenia doktrynalne oraz paradygmat modernizacji wywiedziony z opcji
uprzemysłowienia i urbanizacji kraju.
Wyodrębnienie wsi jako przedmiotu badań kreuje nowy typ refleksji
socjologicznej i etnologicznej. Początki poszukiwań ludoznawczych i socjograficznych zmierzają do opisu wsi, gospodarstw, warunków życia, kultury
lokalnej - pozostałości i przeżytków ustroju feudalnego. Głoszone postulaty
rzetelnego poznania najliczniejszej warstwy narodu, zostały wzmocnione

�101
poprzez instytucjonalizację socjologii wsi i etnologii, co stało się możliwe
w Polsce dopiero w okresie międzywojennym.
W okresie Drugiej Rzeczyspolitej badania społeczności wiejskiej weszły do
kanonu socjologii wsi jako odrębnej dyscypliny. Działo się to za sprawą
samego przedmiotu badań - swoistej przestrzennej organizacji więzi społecznej i specyficznego sposobu życia oraz pracy ludności wsi - głównie
w rolnictwie w ramach postfeudalnych struktur społecznych.
W studiach Ludwika Krzywickiego, Władysława Grabskiego, Franciszka
Bujaka znalazły miejsce wyniki obserwacji procesów społecznych na wsi
okresu międzywojennego. Nowe orientacje teoretyczno-metodologiczne
za
sprawą ich twórców: Stefana Czarnowskiego, Floriana Znanieckiego, Józefa
Chałasińskiego, Stanisława Bystronia sprawiły, iż wieś stała się przedmiotem
systematycznej ekspansji empirycznej oraz refleksji teoretycznej. Jej klasyczny
przedstawiciel Jan Sto 13ystroń, profesor etnografii, etnologii i socjologii
korzystał z materiałów terenowych pochodzących ze wsi, porządkując je
według przynależności do określonych grup społecznych i kategorii. On
spopularyzował określenie kultury ludowej jako przekazu ustnego bezpośredniego. Jego dorobek wyróżnia - pod wpływem socjologicznej i etnologicznej
szkoły francuskiej - rozległość i wszechstronność zainteresowań - od analiz
światopoglądowych, obyczajów, magii, literatury ludowej po analizę autorytetu w danej kulturze wsi oraz ugrupowań etnicznych.
Okres międzywojenny przynosi studia monograficzne licznych wsi pisane
przede wszystkim przez etnografów. Dyrektywa Bujaka, wskazująca na niezbędność wypełnienia w monografii pełnego obrazu życia gospodarczego
i społecznego wsi jako najmniejszej jednostki osadniczej i administracyjnej,
znajdowała wielu naśladowców. Ich autorzy wywodzili się z ruchu krajoznawczego, ludoznawczego, placówek naukowych. Monografie wzorowane na
schemacie Franciszka Bujaka poruszają szeroki zakres zagadnień życia wsi
traktowanych jednak nierzako w sposób powierzchowny, z pobieżnym przeglądem spraw społecznych. Monografie socjologiczne - na przykład powtórna
monografia Zbigniewa Tadeusza Wierzbickiego Żmiąca w pól wieku później
wydana w 1963 roku, korzystając z typowo socjologicznych źródeł - obserwacji, wywiadu, ankiety - koncentruje się na zależnościach między życiem wsi
a zmianami w makrostrukturach
społeczeństwa globalnego.
Naukowa refleksja o wsi wyłania dwa główne sposoby interpretacji:
formalny i substancjonalny. Jedno podejście skłania w stronę poszukiwania
cech wsi jako fragmentu większej całości czy też wycinka rzeczywistości.
W takich przypadkach wieś najczęściej jest traktowana jako pole badań,
przykład mikrokosmosu, który daje możliwość prześledzenia ogólniejszych
prawidłowości i wielu zjawisk rzeczywistości społecznej wywołanych procesami
uniwersalnymi. Drugie podejście zakłada istnienie wsi jako konkretnej rzeczywistości samej w sobie, zarazem odrębnego i swoistego przedmiotu badań. To

�102
drugie podejście, bliższe wzorom antropologicznym, traktuje wieś jako "żyjącą
całość". W przypadku badań monograficznych, w których wieś była traktowana jako wyizolowany kompleks zjawisk, często brakowało interpretacji
sięgających do szerszego materiału porównawczego.
W ramach wsi widziano głównie możliwość poddania obserwacji różnych przejawów rzeczywistości społecznej: ekonomicznych,
demograficznych, społecznych, kulturowych. Wieś rzadziej stawała się przedmiotem
badań samym w sobie, jako społeczność. Pytanie o to czym jest społeczność
wiejska, jakie więzi ją konstytuują, jakim zmianom ulegają, było stawiane
wyjątkowo.
Model wsi tradycyjnej uformował stały punkt odniesienia we wzorze badań
przemian społeczno-kulturowych,
indukowanych procesami urbanizacji i industrializacji. Badania integralne nad wsią, przy udziale kilku dyscyplin historii, etnografii, socjologii, geografii, ekonomiki rolnictwa, statystyki,
prawa i innych, były postulowane jako wzór postępowania dla poznania
pełnego procesu przemian. Znajdowało to wyraz w badaniach procesów
urbanizacji wsi - zmian w strukturze zawodowej, migracjach, przenoszeniu na wieś miejskich wzorów życia, tzw. "modernizacji" gospodarki wedle
założeń doktryny socjalistycznej i upowszechniania we wsi nowych potrzeb
i aspiracji.
Przyjęte założenia o potrzebie przebudowy systemu społeczno-ustrojowego
rolnictwa i usunięcia podstawowych różnic między miastem a wsią w sposób
jednostronny uformowało wzory badań wsi w Polsce aż do przełomu lat
osiemdziesiątych XX wieku. Przewaga empirycznych poszukiwań terenowych,
przy słabszych dokonaniach teoretycznych i metodologicznych w studiach nad
wsią w Polsce Ludowej, doprowadziły do spiętrzenia problemów badawczych
obszarów wiejskich i zarazem kryzysu dyscyplin zajmujących się wsią.
Objawy kryzysu socjologii wsi wystąpiły zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i Europie. Próby jego przezwyciężenia łączy przekonanie o konieczności powrotu do pytań podstawowych, w tym sprecyzowania pojęcia wsi,
określenia jej miejsca w narodzie, państwie i strukturach globalnych. Wobec
ograniczonych możliwości badań środowisk wiejskich wedle koncepcji modernizacji, industrializacji i urbanizacji poszukiwane są nowe wzory i ujęcia
badawcze.
Nowy paradygmat badań wsi jako skomplikowanego tworu społecznego,
całości społeczno-kulturowej, jednocześnie wzoru z długą historią, bo dawniejszą niż miasto, a przyszłością nieokreśloną, jest zadaniem, które stoi przed
nauką społeczeństw europejskich. W warstwie epistemologicznej wymaga to
określenia stosunku do założeń ideologii agraryzmu i uniwersalnych wartości
ideologii chłopskiej. W sferze metodologicznej zaś wymaga zrównoważenia
procedur standaryzowanych i statystycznych sposobów analizy, poprzez metody obserwacji uczestniczącej, socjologii "rozumiejącej" z większym uwrażliwieniem na całości społeczne (Wieruszewska, 1991).

�103

Koncepcja badań wsi, promująca tzw. integrowany rozwój, wynika z reakcji na kryzys obszarów wiejskich spowodowany wielostronnymi zagrożeniami.
Rozerwanie więzi w strukturach średniego zasięgu jako ważnych ogniwach
pomiędzy makro- i mikrostrukturą, objawy anomii, destrukcja demograficzna
(depopulacja wsi), zanik gospodarstw, bezrobocie, utrata tożsamości kulturowej i podmiotowości społecznej wsi, tworzą nowe problerpy wymagające innej
konceptualizacji. Nie da się tego osiągnąć przez dyscypliny naukowe, które
utraciły wyczulenie na całości społeczne. Wieś może być bogatym zapleczem
argumentów dla demaskowania mitów i stereotypów jakie obarczają świadomość nie tylko uczonych i polityków.
Niezrozumienie spraw wsi ma swoje korzenie w dominujących formach
poznania naukowego, doktrynie politycznej, ogólnym kształcie rozwoju, jaki
tworzy napięcia pomiędzy wizją technokratyczną
a humanistyczną
oraz
pomiędzy cywilizacją a kulturą. Analityczno-logiczny model poznania, który
zdominował naukę europejską, odsuwał z pola widzenia te sfery rzeczywistości,
które jako metafizyczne nie mieściły się w kanonie pozytywistycznego ideału
wiedzy. Tym samym pytania o istotę, wartości, o to czym są naturalne całości
społeczne - w tym wieś - pozostawało na marginesie głównego kanonu
nauki. Uczeni, przywiązani do teorii wywiedzionych z kręgu własnej kultury,
stawali w kłopotliwej sytuacji, próbując poznać inny kontekst kulturowy. Wieś
jest najczęściej przykładem postrzegania z zewnętrznej perspektywy, przez
okulary innej estetyki i związanego z tym kłopotu kulturowego relatywizmu.
Nawiązywanie poprzez archetypy i symbole do pierwotnych struktur myślowych we współczesnej refleksji humanistycznej wpływa korzystniej na
pogłębienie wiedzy o wsi jako całości społeczno-kulturowej
(Wieruszewska,
1991).
Trendy współczesnej kultury harmonizują
z tymi doświadczeniami,
jakie były udziałem kultury chłopskiej. Tęsknota za poszukiwaniami utraconego sensu, moralnej pewności, społecznej więzi opartej na wspólnocie,
która staje się rysem społeczeństw zachodnich "zmęczonych" industrializmem, skłania do powtórnego przemyślenia spraw wsi jako społeczności
lokalnych. Próby takie podejmowane są w wielu krajach. Ruchy odnowy
wsi w Europie Zachodniej, "wiejskość" jako kategoria organizująca myślenie o przyszłości Europy, także wyniki naj nowszych badań wsi w procesie
ładu społeczno-gospodarczego
krajów Europy Środkowej i Wschodniej, są
nowymi próbami spojrzenia na całość procesów kulturowych wsi końca
wieku xx.
W każdym z krajów badania wsi stanowią wynik konkretnych problemów
innej rzeczywistości społecznej. Równocześnie, na co zwracał uwagę Bogusław
Gałęski, socjologia wsi ma zasięg uniwersalny o tyle, o ile jej zainteresowania
systemem życia wiejskiego - gospodarstwem i rodziną rolniczą oraz społecznością wiejską - znajdują wszędzie na świecie swoje empiryczne podstawy
(Gałęski, 1970, s. 37).

�104
Wieś w procesie transformacji -

nowe pytania

W artykule Horyzonty badań kultury wsi ("Roczniki Socjologii Wsi", 1983)
postawiłam tezę, iż dramatycznie wygasający nurt badań nad przemianami
kulturowymi wsi w latach 1975 - 1980, stanowił rezultat osłabienia teoretycznej
nośności dominujących koncepcji badawczych. Jednostronne widzenie rozwoju
wsi sprawiło, iż lepiej badawczo były spenetrowane mechanizmy uniformizujące i upodabniające kulturę wsi w skali ogólnokrajowej niż od strony
oddziaływania czynników różnicujących w skali lokalnej i regionalnej.
Pisałam wówczas, iż realia naszych czasów powodują, że problem tożsamości kulturowej wsi należy uznać za węzłowy dla jej dalszego rozwoju, tym
bardziej, że stoimy przed dylematem różnorodności kulturowej z jednej strony,
i uniwersalności nauki i techniki z drugiej, w obliczu walki między ujednoliceniem a dążnością do kreowania różnorodności. Odnoszę wrażenie, że
nowe tendencje w nauce, w których dostrzega się zagrożenia ze strony rozwoju
techniki i modernizacji rozumianej jako pochodna urbanizacji i industrializacji,
nie liczącej się z prawami lokalnych środowisk w aspekcie biologii i ekologii,
mogą stworzyć warunki do tego, aby nawiązał się dialog między modernizacją
rolnictwa a chłopami, między postępem techniki a potrzebami ludzi. Istnieje
zatem pilna konieczność opracowania
strategii rozwoju wsi polskiej na
podstawie lepiej rozumianego potencjału środowisk wiejskich i ich potrzeb.
Wymaga to jednak dokładnego uprofilowania badań, rozstrzygnięcia programowych problemów teoretycznych, między innymi i tego, czy istnieje
konflikt między poczuciem tożsamości i silnej przynależności lokalnej, regionalnej a asymilacją kulturową w szerszej skali.
Myślę, że należy mieć w pamięci nieocenioną radę prof. Jana Szczepańskiego, która winna pomóc w tworzeniu takiego modelu rozwoju wsi, a idea ta
brzmi: "Jest rzeczą ważną dla reformatorów i rewolucjonistów, aby przez
rozpoznanie tego, co trwałe i niezmienne w społecznej substancji, którą chcą na
nowo modelować, zapewnili sobie z góry racjonalność swoich poczynań,
właściwy szacunek możliwych efektów i aby budzili nadzieje zgodne z ich
miarami" (Szczepański, 1972, s. 35).
Diagnozy wskazujące na osłabienie potencjału rozwojowego wsi, które
ukazały się w ostatnich latach, zmuszają do zmiany widzenia spraw wsi
w naszym społeczeństwie, a także wśród samej ludności wiejskiej, która musi
mieć zrozumienie dla spraw własnego rozwoju. To także kwestia do badań
tożsamości kulturowej, rozumianej jako poczucie identyfikacji z wartościami
i symbolami kultury.
Podstawowa struktura wsi, w jej konstytutywnych elementach, zachowuje
trwałość i ciągłość. Rodzina, indywidualne gospodarstwo, krąg sąsiedzki,
krewniaczy, grupy nieformalne i lokalne, organizacje i instytucje tworzą sieć
stosunków i zależności, które utrzymują istotę społeczności do chwili obecnej.

�105
Dotychczasowe dyskusje przy formułowaniu programów rozwoju wsi
i rolnictwa brały pod uwagę głównie dwa kryteria: produkcyjno-ekonomiczne
oraz społeczno-polityczne. Akcenty położone na ęfekty ekonomiczne, a zatem
instrumentalne, wąskie traktowanie wsi jako producenta żywności, oraz na
problemy własności w rolnictwie, w istocie zacierały cały sens podmiotowości
wsi i rolnictwa jako całości wzajemnie powiązanych celów i funkcji w aspekcie
gospodarki i kultury narodowej. Stąd w sytuacji, gdy warunki istnienia kraju
potrzebują zasadniczych, koniecznych reform, a nie zabiegów kosmetycznych,
doniosłe i pilne staje się określenie strategii korzystnego rozwoju wsi i rolnictwa. Myślę, że chłopi, jeśli uda im się przetrwać, powinni się liczyć w przyszłym
rozwoJu wsI.
Tymczasem chłopi - naj starsi i rdzenni mieszkańcy wsi - stają się kością
niezgody, głównym obiektem i społecznym problemem transformacji. W mnożących się polemikach prasowych zaczyna przeważać pogląd, iż chłopi to
balast transformacji, produkt systemu socjalistycznego, bariera demokacji na
wsi, antyteza społeczeństwa obywatelskiego. Nie może zabraknąć w owych
dyskusjach głosu humanisty, etnologa. Trzeba odnotować, nieliczne wprawdzie, lecz godne upowszechnienia wyniki badań dokonane z perspektywy
horyzontów etnologicznych. Barbara Fedyszak-Radziejowska
broni chłopskiego etosu, który nie utrudnia modernizacji Polski. Z badań Instytutu
Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN wynika, iż "postawa przedsiębiorczości
kształtowana jest w obrębie wsi i gospodarstwa rolnego. Jej obecność wiąże się
przede wszystkim z rodzinną tradycją pracy na swoim". Autorka zauważa, że
"ani tradycyjna chłopska kultura, ani specyficzny dla rolników etos pracy
i poczucie własnej wartości nie utrudniały kapitalizmu i gospodarki rynkowej
w głęboko chłopskich państwach skandynawskich" (Fedyszak-Radziejowska,
1995, s. 15). Ten głos współbrzmi z moim artykułem Współczdni chłopi
w perspektywie etnologicznej (Wieruszewska, 1994, s. 158 i n.), w którym
odpowiadam na pytania dyskusji panelowej zorganizowanej przez Polskie
Towarzystwo Socjologiczne. Pytania te dotyczą: - konsekwencji, jakie dla
pozycji chłopstwa w strukturze społecznej miał okres 45-lecia powojennego;
- konsekwencji, jakie dla współczesnych chłopów polskich może mieć
pełne przejście do gospodarki rynkowej;
- pozycji chłopów w przyszłej strukturze społeczeństwa polskiego, którą
moim zdaniem, jako niemałą, określi nie ich liczebność, ale znaczenie w kulturze.
Okresy przełomów, także w nauce, odkrywają prawdę, że opisanie, wyjaśnienie i zrozumienie zjawisk nowej rzeczywistości wymaga zwiększonego
wysiłku intelektualnego i przekroczenia uformowanych strategii badań. Ci,
którzy podejmują się takiego zadania muszą wykazać się odwagą i wziąć na
siebie ryzyko pionierów. Profesor Jan Szczepański - autor eseju O indywidualności chłopów polskich - wskazuje na nikłe rozpoznanie rzeczywistości

�106
wiejskiej przez nauki społeczne i stawia tezę o braku adekwatności języka
współczesnej socjologii do problemów i zjawisk występujących w Polsce.
Powstaje zatem pytanie: jak rzeczywistość wsi, dziś bardzo zmienna, nieprzejrzysta, obrosła stereotypami, nadto, poddana ciśnieniu nowych trendów - gospodarki rynkowej i społeczeństwa demokratycznego
- zdoła się
znaleźć w owym "procesie hybrydyzacji". Problemem staje się poszukiwanie
płaszczyzn stycznych między Europą Zachodnią - o liberalnym i zsekularyzowanym obliczu - a Polską - katolicką, o kulturowym rodowodzie chłopskim. Dla praktyki życia społecznego i gospodarczego istotne jest wypracowanie korzystnych relacji między obroną interesów wsi i rolnictwa a regułami
gospodarki rynkowej i zasadami włączenia się w szersze, europejskie struktury
gospodarcze (Wieruszewska, 1992).
Traktując kulturę jako sferę obdarzoną swoistą autonomią, jako fundament filozofii życia, możemy przypuszczać, że logika nadchodzących zmian
zaczyna być coraz silniej zbieżna z podłożem kultury chłopskiej. Jeśli dostrzeżemy sens nadchodzących zmian jako potrzebę bardziej zrównoważonego
podejścia do rozwoju wedle kryterium efektywności ekonomicznej, ekologicznego zdrowia i wartości przetrwania, to wieś i rolnictwo łatwiej będzie dostrzec
jako przykład systemu samoodtwarzającego
się wedle mądrych reguł gospodarowania.
Przy dominującej tendencji do specjalizacji w nauce, której efekty słusznie
bywają oskarżane o "kawałkowanie rzeczywistości", osobliwe dla etnologii
wyczulenie na całościową wizję życia ludzkiego pozwala dostrzec to, co czasem
umyka innym dyscyplinom nauki.
Etnolog, badacz kultury, widzi wieś i rolnictwo jako formę gospodarczej
działalności człowieka w dostępnym mu środowisku. Dostrzega w niej umiejętności, talent i zmysł organizacyjny. Z myślą o przyszłości trzeba powiedzieć, iż
żaden ze styków życia - także uformowanych na wsi polskiej - nie powinien
być zagubiony, bo dziś trudno jeszcze orzec i przewidzieć z jakich inspiracji,
z jakiej wiedzy i umiejętności przyjdzie korzystać naszym spadkobiercom kolejnym generacjom.
Dziś środowiska opiniotwórcze, autorzy programów adresowanych do
wsi - przede wszystkim organizacje chłopskie, kościół, duszpasterstwo rolników próbują stworzyć wizję przyszłości w miarę spójną z duchem epoki
i wymaganiami integracji europejskiej. W tym celu sięga się do historii zarówno utrwalonej w ideologii agraryzmu, chłopskiej tradycji, jak i do
konieczności dyktowanych regułami transformacji, społeczeństwa demokratycznego i gospodarki rynkowej, odwołując się do etosu przedsiębiorczości.
Nie może wśród tych opinii zabraknąć spojrzenia humanisty - etnologa
i socjologa, spojrzenia, które pozwoliłoby pod ciśnieniem bieżących problemów dostrzec refleksję nieco innego wymiaru.

�107

Na naszym myśleniu ciążą pewne założenia, które powodują, że rozumiemy
proces integracyjny dość opacznie. Stajemy w sytuacji kogoś, kto zakupuje
licencję rozwojową, albo kogoś, kto jest uwikłany w "syndrom spóżnionego
przybysza", zapomniawszy, że integracja dotyczy zawsze różnych elementów.
W podejściu do spraw integracji europejskiej dominuje wyrównywanie
poziomów, dorównywanie, dostosowanie, obalenie dystansu. W tych wszystkich metaforach tkwi coś, co nie pozwala wyartykułować naszych atutów
i naszych interesów. Jako proces integrowania różnych elementów i proces
tworzenia nowej całości ma on pewne implikacje prawne, ekonomiczne,
społeczne i dokonuje się na pewnym poziomie ogólności. Powinniśmy zdać
sobie sprawę jacy aktorzy są w ten proces integracji włączeni i jakie mają tutaj
role do spełnienia. Wieś i rolnicy polscy nie muszą występować jako straszak
i zagrożenie.
Niezmiernie ważne są instytucje, głównie z tego powodu, że ustalają reguły,
procedury, normy w sferze regulacyjnej. Nie posługują się wyizolowanymi
wskaźnikami. Tu bowiem chodzi o całość, integralnie powiązany zespół bardzo
różnych wskaźników. I to jest ważne, bo rolnictwo związane z ziemią, z ludźmi,
ze społecznością kulturową, jest elementem narodu - chłopi wiążą naród ze
swoim terytorium i trzeba widzieć całe otoczenie, żeby dostrzec w pełni nasze
interesy.
Wiedza etnologiczna podpowiada, że wieś jako typ społeczności, wyrosły
z grupy pierwotnej, nie jest wrogiem społeczeństwa obywatelskiego, ale jego
wsparciem. Mogą więc koegzystować społeczności wiejskie o własnej tożsamości z więziami obywatelskimi. Element sacrum występuje nie tylko w kulturze
chłopskiej, istnieje i jest potrzebny społeczeństwom demokratycznym jeśli chcą
autorytetu norm transcendentnych
jako źródła prawomocności.
Tradycja
także nie przeczy lecz wzmacnia demokracje.
Chodziłoby o stworzenie na wsi kultury obywatelskiej, o ugruntowanie
obywatelskości poprzez nowe instytucje. Wiedza etnologiczna znów podpowiada, co teoretycy demokracji znają, iż "instytucji się nie buduje, instytucje rosną tak jak rodzina, sąsiedztwo, kościół, naród" (Dahrendorf, 1994,
s. 232).
Jeśli myślimy o "powrocie" do Europy, to warto by było - jak sądzę - nie
tracić z oczu tych przemian, które dziś czynią Europę inną i której elity
kwestionują te kierunki rozwoju, jakie degradowały wieś. Gdyby serio traktować wolę znajdowania płaszczyzn stycznych i nawiązania dialogu z Europą
Zachodnią, to trzeba te nowe fakty wziąć pod uwagę. Ponadto trzeba by
rozpocząć pracę konceptualizacyjną
wokół takich kwestii, jak: trudności
pogodzenia kultury wiejskiej jako kultury społeczności z tym, co tworzy
kulturę biurokracji (inaczej, kultury społecznej, opartej w dużej mierze na
normach zwyczajowych, z kulturą prawną społeczeństwa obywatelskiego).

�108
Chodzi tu więc o kwestię dopasowania reguł życia społecznego, umiejętność
porozumiewania się przez uczestników komunikacji kodem rozwiniętym z tymi, którzy mają też inną kompetencję komunikacyjną - odwołującą się do
treściowych aspektów, norm i wartości, a nie do abstrakcyjnych reguł.
Problemem jest poszukiwanie płaszczyzn stycznych między światem Europy
Zachodniej o liberalnym i zsekularyzowanym obliczu a polską wsią o chłopskim rodowodzie kulturowym, silnie związanym z religią katolicką. Można by
przy tej okazji zapytać, czy wieś polska może być dla Europy rezerwuarem
niezniszczalnych wartości, atrakcyjnie wpisujących się w nowy kształt ekologicznej (w sensie głębokim) świadomości, jako reałistyczne iunctirn tradycji
i nowoczesności. Tym mocniejsza to hipoteza, im więcej płaszczyzn stycznych
z ruchem odnowy wsi w Europie Zachodniej, oraz im poważniej traktowana
jest wieś jako alternatywa sposobu życia.
Dla zamożnej, dostatniej Europy ideologia "neowiejska" i powroty ludzi
zmęczonych miastem na wieś, w poszukiwaniu tam rekreacji i kontaktu
z bliskim, zrozumiałym otoczeniem - mają czytelną motywację. Są negatywem przerostu urbanizacji, a obszary wiejskie stają się rodzajem bufora
pełniącego funkcje instrumentalne względem otoczenia, to jest funkcje turystyczne, rekreacyjne, ochrony ekologicznej. Ponieważ ochrona tych obszarów
nie może dokonać się bez udziału zamieszkujących je ludzi i ich przekonania,
że jest sens w działaniach naprawczych, stąd ruch elit na rzecz odnowy
środowisk rustykalnych. Patronuje mu Ekovast (ruch na rzecz rozwoju wsi
i małych miast). Nie trzeba specjalnego trudu, aby wykazać, że w Polsce mamy
inną sytuację - chociaż inspiracje zachodnie mogą być pouczające. U nas
świadomość taka jeszcze się nie uksztahowała, co więcej - wzbudza kontrowersje i emocje. Krąg spraw związanych z koncepcją zielonej gospodarki,
"rewitalizacją" obszarów wiejskich, ochroną krajobrazu, rolnictwem ekologicznym, "zwrotem ku wsi", jeśli wykracza poza utarte sposoby myślenia, wzbudza
nieufność, jeśli nie ostry sprzeciw.
Pozostając na obszarze Europy, lecz cofając się o kilka wieków w przeszłość, trzeba przypomnieć, że dla krajów Europy Środkowej i Wschodniej,
w tym dla Polski, charakterystyczna
była trwałość gospodarki folwarcznej.
Koncentracja znacznej części potencjału gospodarczego w rękach wielkich
właścicieli ziemskich wpłynęła na odmienność przebiegu przemysłowego w tej
części Europy w porównaniu z Europą Zachodnią. Przygotowanie do procesu
industrializacji pod względem akumulacji kapitału, kwalifikacji nowych technologii było w krajach Europy Wschodniej słabsze niż na Zachodzie już
w punkcie startu.
Przez wieki ustroju feudalnego równowagę gospodarczą tworzyły rolnictwo, rzemiosło i handel. Wieś była strukturą wielofunkcyjną włączoną w ten
system. Została ona naruszona przez kapitalizm, system ze swej natury
ekspansywny, który wymusił na rolnictwie ciągły proces dostosowywania się

�109
(stąd niedocenienie sił wewnętrznych wsi wobec przytłumienia ich zewnętrznym czynnikiem zmian).
Schyłek wieku pozwala na dogodny punkt obserwacji. Daje dystans
do zdarzeń minionych, które widziane z pewnej perspektywy, nie zaciemniają obrazu nadmiarem szczegółów. Faza schyłkowa umożliwia również
wejrzenie w nowe tendencje jako początkowe ruchy myśli i zapowiedź nowej
epoki.
Żyjemy w okresie zwrotnych wydarzeń. Ich głębokość wykracza poza
powierzchnię strumieni życia oraz zjawisk społecznych i politycznych, które
z natury rzeczy zmieniają się szybciej. Natomiast przełom, jaki mam tu na
myśli, określany metaforycznie jako krawędź epoki, rozdroże cywilizacji
- dotyczy zmian głębszych, bardziej gruntownych i długofalowych. Nowa
postmodernistyczna
wizja świata zaczyna być budowana od zanegowania
podstaw myśli XVII i XVIII wieku. Tym samym podajemy w wątpliwość
założenia własnej cywilizacji (Burszta, 1992).
Nowa wizja świata zaczyna być budowana już nie w oparciu o paradygmat
mechanistyczny, jako ogólny wzór oglądu i poznania rzeczywistości. Przeciwstawia mu się głęboka świadomość ekologiczna, poszukująca związków człowieka z duchowymi wymiarami kultury, przyrody, kosmosu. Znajduje to wyraz
w napięciu między orientacJą technokratyczną a humanistyczną. Dramatyczne
pęknięcie między sferą cywilizacji a kultury staje się znakiem naszych czasów.
To prawda, że świadomość tę mają elity społeczne i one artykułują
dylematy współczesności, jak na przykład ten, czy rozwój nauki przetrwa
rozwój ludzkości i czy ustrój wolności da się pogodzić z więzią społeczną oraz
czy demokracja i rynek sprzyjają rozwojowi zrównoważonemu. Pytań tych nie
zadaje przeciętny mieszkaniec wsi i nie dla niego ważna jest sprawa wyboru
między technokratyczną a humanistyczną wizją przyszłości. Przeciętny mieszkaniec rozumie i czuje, czym jest tradycja - ów nieusuwalny składnik ludzkiej
kondycji. Wie, czym dla niego jest wieś, własne gospodarstwo, ma jakieś
pragnienia i chciałby, aby jego praca znalazła uznanie w społeczeństwie.
Reasumując: nowy ład społeczno - gospodarczy, wsparty na filarach
rynku i demokracji, otwiera szanse odnowy wsi w zainicjowanym w okresie
międzywojennym zakresie działań samorządowych, samopomocowych, wykorzystujących tkankę życia społecznego do łagodzenia skutków bezrobocia
i promowania przedsiębiorczości, wykorzystującej lokalne zasoby oraz lokalny
potencjał. Pytanie zaś o to, czy wieś jako struktura kulturowa może jeszcze
odzyskać swą tożsamość, czy może być symbolem stylu życia sobie właściwym,
odrębnym, różnorodnym i atrakcyjnym zarazem - zostawiam otwarte. Będzie
to zależało od tego, czy uda się nawiązać dialog z wartościami, które będą
określać kształt cywilizacyjno-kulturowy Europy i Świata w przyszłości. Jedno
jest pewne, odbudowa tożsamości wsi współczesnej jest sprawą ważną i nie da
się tego zrobić, ignorując korzenie tej kultury.

�110
BIBLIOGRAFIA
Burszta Wojciech
1992
Wymiary antrvpologicznego poznania kultury, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań.
Dahrendorf Ralf
1994
Zagrożone społeczeństwo obywatelskie, w: Europa i społeczeristwo obywatelskie.
Rozmowy w Castel Gando(fo, Znak, Kraków.
Fedyszak-Radziejowska
Barbara
1995
Spadek po PRL uwiera, "Cash" m II z 17 marca.
Gałęski Bogusław
1970
Wprowadzenie. Socjologia wsi w Polsce, w: A. L. Bertrand, Z. T. Wierzbicki,
Socjologia wsi w Stanach Zjednoczonych, Ossolineum, Wrocław.
Grabski Władysław
1903
Kwestia rolna. Przełom IV produkcji środków spożywczych w drugiej połowie XIX
wieku w oświetleniu p. L. Krzywickiego, "Gazeta Rolnicza" 1903, m 22 z 30 maja.
Krzywicki Ludwik
1967
Kwestia rolna, PWN, Warszawa.
Olszewska-Dyoniziak
Barbara
1994
Społeczeństwo i kultura. Szkice z antropologii kulturowej, Universitas, Kraków.
Szczepański Jan
1972
O trwało.fci porządku życia społeczellstwa, w: Studia z zakresu socjologii. etnografii
i historii ojiarowane Kazimierzowi Dobrowolskiemu, pod red. A. K utrzeby-Pojnarowej, M. Żychowskiego, Wydawnictwo Literackie, Kraków.
1994
Propozycje do koncepcji encyklopedii wsi polskiej ijej kultury (maszynopis powielony).
Wieruszewska Maria
1.983
Horyzonty bad£lll kultury wsi, "Roczniki Socjologii Wsi" t. 20.
1991
Wieś. W poszukiwaniu całości społeczno-kulturowej, PWN, Warszawa.
1992
(Red.) Odnowa wsi: między mitem a nadzieją. PAN, Warszawa (w niej esej Jana
Szczepańskiego o roli indywidualności).
1994
Współcze.ini chłopi w perspektywie etnologicznej, "Kultura i Społeczeństwo" t. 38,

m!.

Maria Wieruszewska
THE POLISH VILLAGE IN LIGHT OF ETHNOLOGICAL

AND SOCIOLOGICAL

RESEARCH

(Summary)
The village is the weakest point of more general sociological theories. The marginalization of
the agrarian segment of society has its roots in the canon of sociology which developed in the 19th
century under specific historical circumstances. The focus set on consequences of the industrial
revolution, combined with theories of evolution and progress, brought about little interest in the
agrarian segment of the old social order.
The author presents the origin of the interest in village and discusses main debates and
changes of theoretical and methodological approaches to the study of village culture. She
distinguishes between two interpretations of the village as a form of social organization: one aims
at recognizing the characteristics of the village as a fragment of reality, while the other starts from
an assumption that the village constitutes some specific reality "in itself'. The latter approach,

�111
which is closer to the models of anthropology, treats the village as a "living whole". The identity of
the village community. its constituting tics. and the changes which those ties may undergo have
been rarely examined by scholars.
The author deals also with a new role of the village as an object of study and an inspiration in
the context of the transformation of social and economic order of Europe in the late 20th century.
In this respect, she appreciates the function of ethnological reflection which may reach beyond the
standard academic view of the village towards its cultural aspects. She also indicates new domains
of research that so far have been neglected by scholarship. The restoration of the identity of
contemporary village requires that villagers share the responsibility for their own future.
Trans/. M. Wilczyński

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8017" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7997">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5db6c5bb4e45166c579d527274ffac15.pdf</src>
        <authentication>3203f0cb9aa5de53de6fd4bb74962535</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95866">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:791</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95868">
                <text>1973</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95870">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:727</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95872">
                <text>Integracyjna i wychowawcza funkcja folkloru / ETNOGRAFIA POLSKA 1973 t.17 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95874">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1973 t.17 z.1, s.105-114</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95878">
                <text>Wieruszewska, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95881">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95884">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95886">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="95888">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95893">
                <text>„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t . X V I I z. 1

MARIA

WIERUSZEWSKA

INTEGRACYJNA I WYCHOWAWCZA FUNKCJA

FOLKLORU

Głębsza refleksja nad zakresem sformułowanego p r o b l e m u p r o w a d z i
do przekonania, że umożliwia on zastosowanie różnych ujęć badawczych.
Stwarza również szanse rozległych i w n i k l i w y c h sondaży, które z powo­
dzeniem dałyby wciągnąć w swą orbitę zagadnienia będące i s t o t n y m
przedmiotem badań p r z y n a j m n i e j k i l k u d y s c y p l i n : socjologii, etnografii,
pedagogiki, psychologii społecznej, a nade wszystko f o l k l o r y s t y k i . Wśród
nich, p r z y ostatecznych rozstrzygnięciach problemu, zasadniczą pozycję
zająć jednak w i n i e n p u n k t widzenia kojarzący w s w y m zasięgu penetra­
cję systemów społecznego i k u l t u r o w e g o .
C e n t r u m u w a g i s k u p i m y n a analizie społecznych f u n k c j i , jakie w y w o ­
łuje pewna dziedzina k u l t u r y , zwana f o l k l o r e m . Mówiąc szerzej, będzie
to analiza skutków i następstw, zgodnie z rozumieniem pojęcia f u n k c j i ,
spowodowanych i s t n i e n i e m określonych faktów k u l t u r o w y c h . P r z y t y m
interesować nas będą s k u t k i w postaci działań integrujących społeczność,
a więc stwarzających i umacniających poczucie wzajemnej więzi, w efek­
cie sprzyjających spoistości grupy, a także s k u t k i w postaci działań w y ­
chowawczych. To ostatnie pojęcie odnosić się będzie, w naszym rozumie­
n i u , do procesu kształtującego aprobowane w grupie modele zachowań,
zgodne z p r e f e r o w a n y m i wartościami. T y m samym symptomów działań
w y c h o w a w c z y c h szukać będziemy t a k w kontekście systemu n o r m a t y w ­
nego, j a k i regulacyjnego.
W sytuacji empirycznej obie te funkcje podlegają dodatniemu sprzę­
żeniu z w r o t n e m u . Umocnienie więzi społecznej dokonuje się dzięki j e d ­
nolicie działającemu systemowi wychowawczemu. Przyswojenie prefero­
w a n y c h w grupie wartości stwarza b o w i e m poczucie wspólnoty, wza­
jemnej łączności. Analogicznie świadomość silnej więzi sprzyja a k c j i w y ­
chowawczej, przez unifikację systemu n o r m a t y w n e g o i minimalizację o d ­
chyleń od n o r m .
Wprowadzenie pojęć f u n k c j i , integracji, f o l k l o r u i w y c h o w a n i a zobo­
wiązuje do podania i c h d e f i n i c j i , zwłaszcza że nie są one jednoznacznie
rozumiane, niech jednak szczupłość miejsca u s p r a w i e d l i w i i c h brak, t y m

�106

MARIA

WIERUSZEWSKA

bardziej że w wystarczającej mierze zrekompensowało go poczynione już
wyjaśnienie celu zamierzeń.
W końcu wyjaśnijmy, że nie sprawia n a m kłopotu kontrowersyjność
o p i n i i na temat zakresu f o l k l o r u . Przewaga naszych materiałów empirycz­
nych, które stanowią osnowę niniejszych rozważań, dotyczy obrzędów
wraz z i c h rytuałem i konsekwencjami społeczno-magicznymi oraz zacho­
wań n o r m o w a n y c h tradycją, o mniejszej niż obrzędy mocy obowiązują­
cej, a także towarzyszącej i m otoczki w postaci f o l k l o r u słownego.
Nie zagłębiamy się w analizę l i t e r a t u r y ludowej jako t w o r u samoist­
nego, więc bajek, legend, zagadek, przysłów i t p . , j a k k o l w i e k , zgodnie
z dzisiejszym rozumieniem, stanowią one niewątpliwie t r z o n pojęcia f o l ­
k l o r . C z y n i m y to z dwóch powodów. Po pierwsze, analiza l i t e r a c k a
f o l k l o r u słownego doczekała się już takiej i n t e r p r e t a c j i F u n k c j o n u j e ona
zarówno w sformułowaniach profesjonalnych badaczy, j a k i potocznej
świadomości. Wystarczy wspomnieć znane komunały, że morał z a w a r t y
w bajkach i przysłowiach uczy , a podania, wierzenia — jako ilustracja
p e w n y c h zaleceń i n o r m współżycia — działają w y c h o w a w c z o , oraz
związane z tradycją romantyczną przekonania, że przysłowia są mądrością
narodów. Dość także stwierdzić, że f o l k l o r słowno-muzyczny był s w o i ­
s t y m orężem w walce klasowej. Taką wymowę mają przecież pieśni p r o ­
letariackie, pieśni ludowe okresu pańszczyźnianego, pieśni zbójnickie. I n tegrująco działały pieśni poszczególnych g r u p zawodowych: górnicze, h u t ­
nicze, wyrażając zbiorowe ideały i dążenia, będąc i s t o t n y m w y r a z e m
samookreślenia g r u p y .
2

3

Nieporównanie mniejsza jest wiedza na temat społecznych f u n k c j i ob­
rzędów i zwyczajów, które częściej stanowią domenę zainteresowań et­
nografów niż t y p o w y c h folklorystów.
Płaszczyzną odniesienia niniejszych rozważań będzie kontekst społeczn o - k u l t u r o w y , a w każdym razie te elementy s t r u k t u r y społecznej, które
w sposób i s t o t n y determinują przekształcenie systemu jako takiego. U w a ­
ga t a wypływa z głębokiego przekonania, że czas i k o n k r e t n a społeczność
to d w i e współrzędne, które w ostatecznym efekcie wyznaczają funkcje
f o l k l o r u . Bezkrytyczne p r z y p i s y w a n i e m u zawsze i wszędzie walorów
wzmacniających więź społeczną byłoby nonsensem.

1

C. H e r n a s ,

Antologia
3

polskiej

W

kalinowym

pieśni

ludowej

lesie,

t. 1; U źródeł

ze zbiorków

polskich

folklorystyki
XVIII

N a dydaktyczną funkcję p r z y s ł o w i a z w r a c a u w a g ę J . K r z y ż a n o w s k i

t y k u l e , Dzieje

przysłowia

polskiego

w toku

pięciu

wieków,

t. 2:

polskiej;

w., W a r s z a w a

1965.
w ar­

„Kultura i Społeczeństwo",

t.. 14: 1970 n r 1, s. 119, 120, 125.
3

wisku

D. S i m o n i d e s ,
społecznym,

1970, s. 86.

[w:]

Rola

współczesnych

Folklor

w

życiu

opowiadań
współczesnym,

ludowych

w żywym

środo­

r e d . B. L i n e t t e ,

Poznań

�INTEGRACYJNA

I WYCHOWAWCZA FUNKCJA

107

FOLKLORU

Niezbyt odległe doświadczenia badawcze etnografów wykazały, że
w r a z z wkraczaniem w s i w orbitę nasilonych wpływów urbanizacji, wraz
z k r y s t a l i z o w a n i e m się nowego t y p u więzi ponadlokalnych w rezultacie
procesów i n d u s t r i a l i z a c j i k r a j u , zmieniła się, mówiąc najogólniej, s t r u k ­
t u r a społeczna środowisk w i e j s k i c h , a na tle znamiennych sytuacji p i e r w ­
szego zafascynowania miastem f o l k l o r jako bagaż t r a d y c j i „wielka r u ­
pieciarnia okruchów, stanowiących margines k u l t u r y " , j a k go nazywa
S. C z a r n o w s k i , stawał się symbolem separacji odłamów w s i bardziej
zachowawczych, nieawangardowych, nienadążających za duchem czasu.
Tymczasem wiadomo, że w i n n y c h w a r u n k a c h , na przykład w okresach
zagrożenia b y t u g r u p y społecznej, dramatycznych sytuacjach w o j n y , akcji
w y n a r o d o w i a n i a i represji wobec mniejszości narodowych, właśnie o d ­
woływanie się do różnych przejawów f o l k l o r u , decydowało o spoistości
g r u p y , wzmagało tendencje konsolidujące, sprzyjało j e j p r z e t r w a n i u .
4

U f a m y , że przyjęcie zasady r e l a t y w i z a c j i do systemu pozwoli n a m
ocenić rolę f o l k l o r u nie a p r i o r i , a po ustaleniu e m p i r y c z n y m , które j a k
widać pokazuje, iż f o l k l o r może pełnić odmienne funkcje, w zależności
od układu odniesienia, względem którego jest r o z p a t r y w a n y . To stano­
w i s k o metodologiczne upoważnia nas do wprowadzenia obok pojęcia f u n k ­
cji jego opozycji w postaci d y s f u n k c j i . Wiadomo bowiem, że integracja
g r u p y wywołuje i pogłębia procesy izolacji w zględem g r u p obcych. Naszą
zasadę potwierdzają między i n n y m i spostrzeżenia R. F i r t h a dotyczące r e ­
l i g i i . Zauważa on mianowicie, że przypisanie r e l i g i i siły integrującej
sprawdza się bardziej wobec społeczeństw prostych niż złożonych, w r a z
b o w i e m z postępującym zróżnicowaniem społecznym i ekonomicznym r e ­
l i g i a staje często sztandarem dla dążeń separatystycznych. Jest to więc
ilustracja przejścia f u n k c j i w dysfunkcję, przy zaistnieniu określonych
zmian s t r u k t u r a l n y c h w systemie społecznym i ekonomicznym . Zbieżne
z nią są także u w a g i C. Geertza poświęcone zmianom f u n k c j i społecznej
rytuału pogrzebowego na Jawie. Otóż społeczne i psychologiczne funkcje
obrzędu, wpływające niegdyś na spoistość g r u p y i zapewniające przywró­
cenie równowagi emocjonalnej doprowadziły do wręcz o d w r o t n y c h s k u t ­
ków w w y n i k u r a d y k a l n y c h przekształceń sytuacji społecznej .
5

T

6

7

Badanie genezy f o l k l o r u wprowadza nas w czasy zamierzchłe, kiedy
4

S. C z a r n o w s k i ,

Studia

z historii

kultury,

[ w : ] Dzieła,

t . 1, W a r s z a w a 1956,

s. 118.
5

Metoda
6

Pojęcie

wyjaśnia

w socjologii

R. F i r t h , Function,

Sztompką,
7

dysfunkcji

funkcjonalna

na tle metody
i antropologii

[ w : ] Current

funkcjonalnej

społecznej,

Anthropology,

P.

Sztompka,

W r o c ł a w 1971, s. 103-105.

Chicago

1956, s. 242 (cyt. za

op. cit., s. 66).

C. G e o r t z, Ritual

and Social

Change:

t h r o p o l o g i s t " , R. 5 9 : 1957, n r 1, s. 32-54.

A Javanese

Example,

„American A n ­

�108

MARIA

WIERUSZEWSKA

to p r y m i t y w n y światopogląd skłaniał do personifikacji, k r e o w a n i a bóstw
i duchów, złych l u b opiekuńczych. Poprzez odpowiednie zabiegi r y t u a l n e
o magicznych konsekwencjach człowiek usiłował sobie stworzyć zabezpie­
czenie przed przeciwnościami losu. Czynił to poprzez formuły zaklęć, zamawiań, wróżb, poprzez rytuał ofiar, które w efekcie miały służyć po­
j e d n a n i u z d o m n i e m a n y m i i s t o t a m i n a d p r z y r o d z o n y m i . Były to bez wąt­
pienia cele podstawowe t y c h p r a k t y k , zamierzone i istotne, ponieważ do­
tyczące zachowania egzystencji. Zarazem jednak wiedza magiczna jako
podłoże treści f o l k l o r y s t y c z n y c h realizowała także funkcje u k r y t e . Strze­
żona w kręgach starszyzny plemiennej, czarowników, była zalążkiem póź­
niejszego zróżnicowania społecznego, podstawą do wyłonienia się g r u p
wtajemniczonych, s w o i s t y m narzędziem hierarchizacji. Jednocześnie była
dobrem ogółu, p r a k t y k o w a n a dla wspólnych celów realizowała potrzeby
zbiorowe — zapewnienie wegetacji, p r z e t r w a n i e g r u p y w okresach n i e ­
powodzeń i kryzysów. O w zbiór niepisanych doświadczeń, wskazań dzia­
łania, najskuteczniejszych p r a k t y k , składający się na wiedzę l u d u , t e n ze­
spół sprawdzonych przez pokolenia f o r m postępowania był n a t u r a l n y m
zespołem d y r e k t y w w y c h o w a n i a młodego pokolenia. Zgodne przestrzega­
nie zasad wynikających z wiedzy ojców gwarantowało sukces w y c h o w a w ­
czy, kształtowało osobowość na miarę potrzeb i wymagań g r u p y . F u n k c j e
te jednak nie zawsze działały w sposób zamierzony, częściej były n i e u ­
świadomioną i ukrytą konsekwencją zamierzonych celów podporządko­
w a n i a sobie sił p r z y r o d y .
Właśnie w kontekście związku człowieka z przyrodą u p a t r u j e m y sens
obrzędów i zwyczajów l u d o w y c h , których powszechność na w s i polskiej
rejestrowały jeszcze X I X - w i e c z n e relacje etnograficzne. Żywotność f o l ­
k l o r u , a zwłaszcza obowiązujący charakter obrzędów, u w a r u n k o w a n y do­
niosłymi konsekwencjami s a k r a l n y m i , m a g i c z n y m i i społecznymi, w spo­
sób pierwszoplanowy wpływał n a procesy integracji, podtrzymywał uczu­
cie wspólnoty i wzajemnej więzi.
Szczególną okazją do uroczystego przeżywania więzi grupowej było
liczne uczestniczenie w akcji r y t u a l n e j obrzędów r o d z i n n y c h i dorocznych,
stwarzając swoistą atmosferę nasilonej łączności, zwłaszcza że obrzędy
odwoływały się w swej istocie do szczególnie szanowanych wartości u r o ­
czystych, odświętnych, mających znaczną moc integrującą .
8

N i e t y l k o doraźne uczestnictwo w r y t u a l e , ale przede w s z y s t k i m jego
doniosłe s k u t k i gwarantowały w sposób ciągły społeczną więź mieszkańców
w s i . Będąc zarazem manifestacją uświęconej tradycją w i e d z y grupowej
spełniały funkcje wychowawcze sensu stricto, kształtując pożądany wzór
Z o b . t y p o l o g i ę wartości S. O s s o w s k i e g o
w p r a c y Z zagadnień
społecznej,
[ w : ] Dzieła, t. 3, W a r s z a w a 1967, s. 9 1 , 96.
8

psychologii

�INTEGRACYJNA

I WYCHOWAWCZA FUNKCJA

109

FOLKLORU

osobowy p o p a r t y społeczną aprobatą. Funkcje te realizowane były bar­
dziej w sposób u k r y t y , nieuświadomiony, niż j a w n y i zamierzony. Doko­
nywały się n a marginesie działań magicznych służących wegetacji.
O d m i e n n y t y p , z u w a g i na przyjętą przez nas klasyfikację, stanowiły
obrzędy o wyraźnej w y m o w i e społecznej, założonej explicite. I c h główny
sens polegał n a instytucjonalizacji określonych faktów w życiu j e d n o s t k i
i g r u p y . Rozumiemy pod t y m pojęciem nadanie placetu grupowego p e w ­
n y m sytuacjom, które t y m s a m y m stawały się prawomocne.
W p r z y p a d k u wesela społeczna aprobata i uznanie doprowadzały do
powstania związku małżeńskiego. Miało to szczególne znaczenie w czasach,
gdy z a w a r c i u małżeństwa nie towarzyszył rytuał kościelny a istnieć m u ­
siała prawdopodobnie określona f o r m a świecka zatwierdzająca t e n stan
i uprawniająca nowożeńców do wspólnego życia. M i m o że na skutek presji
kościoła f o r m a t a z czasem uległa zatarciu i przekształceniu, to pozostały
w niej ślady rytuału o wyraźnej w y m o w i e społecznej. Manifestowało się
to na przykład w w y k l u c z e n i u p a n n y młodej z grona dziewcząt i kręgu
własnej rodziny, w przekazaniu j e j pod opiekę męża i przyjęciu przez n o ­
wą rodzinę oraz grupę kobiet zamężnych. Kojarzył się z t y m rytuał w i e ­
czoru panieńskiego, rozplatania włosów, z a t r z y m y w a n i a orszaku młodego
na drodze, robienia m u sztucznych przeszkód, wiązał się z t y m również
rytuał błogosławieństwa rodziców, inscenizowanych w trakcie wesela scen
k u p n a i sprzedaży młodej, targowania w i a n k a , przekazywania rózgi w e ­
selnej l u b jabłoneczki, wreszcie a k t oczepin, a następnie przewiezienia
do d o m u młodego.
Akceptacja nowej r o l i społecznej w k u l t u r z e t r a d y c y j n e j wymagała
z reguły rytuału obrzędowego z o d p o w i e d n i m i formułami słownymi. Prze­
konują o t y m relacje etnograficzne dotyczące obrzędów recepcyjnych,
w t y m także w y z w o l i n na parobka, przyjęcia do g r u p y zawodowej kosia­
rzy, flisaków, myśliwych .
9

Frycówka, f r y c o w i n y l u b w i l k j a k o a k t y obrzędowego przyjęcia do
g r u p y zawodowej kojarzyły się z dojrzałością fizyczną adepta, były rów­
nież aprobatą jego zmienionej r o l i społecznej. Procedura przyjęcia miała
wiele cech podkreślających fizyczną dojrzałość, więc także wypróbowujących siłę, zręczność, wytrzymałość i umiejętności zawodowe parobka.
W w i e l u szczegółach rytuału zbliżała się do obrzędów i n i c j a c y j n y c h , które
w społeczeństwach p r y m i t y w n y c h miały na celu wprowadzenie młodzień­
ca do społeczności dorosłych i nadanie m u przy t y m obowiązków i p r z y ­
wilejów pełnoprawnego członka plemienia. W polskich obrzędach recep­
c y j n y c h aspekt t e n wiązał się z wyraźnym pouczaniem jednostki, z w y k l e

9

skiem,

M. W i e r u s z e w s k a ,

Obrzędy

„Łódzkie Studia Etnograficzne",

recepcyjne

wieku

t . 8: 1966, s. 30-41.

dojrzałego

w

Bełchatow-

�110

MARIA

WIERUSZEWSKA

w wierszowanej f o r m i e oracji l u b przyśpiewek, co do j e j sposobu zacho­
w a n i a zgodnego z nową rolą społeczną.
Pełna f u n k c j a wychowawcza realizowana była nie t y l k o przez ukaza­
nie pożądanego sposobu działań, ale również i c h egzekwowanie. Dlatego
też nie bez znaczenia będzie ukazanie elementów działań sankcjo­
nujących, j a k i e dadzą się śledzić w folklorze. N i e wyczerpywały one
wszystkich sposobów p r e s ji i sankcji społecznych stosowanych na w s i
w sytuacjach sprzecznych z kodeksem n o r m . Pewne b o w i e m dewiacje,
z w y k l e sporadyczne, nie mieściły się w zwyczajowo p r z e w i d z i a n y m sy­
stemie nagan. N a ogół j e d n a k elementy k r y t y k i w postaci sankcji psy­
chologicznych — wyśmiewania, szydzenia, d r w i n , j a k i m poddawano n i e ­
pożądane cechy c h a r a k t e r u jednostek czy i c h niewłaściwe z p u n k t u w i ­
dzenia obowiązujących zasad zachowanie, wplecione były właśnie w r y t m
obrzędów i zwyczajów dorocznych.
Z b i o r o w e uczestniczenie w obrzędach sprzyjało f o r m o m napiętnowa­
nia i odwoływania się od o p i n i i g r u p o w e j . Szeroki wachlarz t y c h ocen
o zdecydowanej w y m o w i e sankcjonującej ad personam zawierały teksty
przyśpiewek i oracji, wzbogacające obrzęd weselny, zwyczaj dyngusu —
szczególnie r e p r e z e n t a t y w n y na K u j a w a c h , a także obchody świętojań­
skie .
Dotychczasowe przejawy f u n k c j i integracyjno-wychowawczej, zakła­
dane w sposób j a w n y bądź u k r y t y , zamierzony czy niezamierzony —,
zgodnie z M e r t o n o w s k i m rozróżnieniem — odnosiły się do więzi w ukła­
dzie przestrzennym i i n t e g r a c j i międzypokoleniowej, t y m samym trwają­
cej w czasie. Pozostał n a m jeszcze do wyjaśnienia trzeci aspekt o m a w i a ­
nej f u n k c j i , jaką realizuje stabilizujące działanie obrzędów. U j a w n i a się
ono w sytuacjach przełomowych życia jednostki, j a k narodziny, osiągnię­
cie dojrzałości fizycznej, pierwsza praca, zmiana stanu cywilnego, choro­
ba, śmierć, a także przejściowych okresach t r w a n i a g r u p y , związanych
z c y k l e m pór r o k u , ale i bardziej d r a m a t y c z n y m i w y d a r z e n i a m i , j a k klę­
ski żywiołowe, głód, pomór, w o j n a i t p .
10

11

A n a l i z a f o l k l o r u przekonuje, iż owe przejściowe okresy cechuje szcze­
gólnie nasilony rytuał. Świadczą o t y m wszystkie obrzędy rodzinne s k u ­
pione wokół przełomowych dat w życiu jednostki, a także wszystkie
obrzędy doroczne towarzyszące n o w y m c y k l o m wegetacji roślinnej. Właś1 0

Problematyka

sankcjonującej

roli

niektórych

elementów

s t e m u k o n t r o l i społecznej z n a j d u j e pełniejsze w y j a ś n i e n i e
M.

Wieruszewska,

Sankcje

systemu

kontroli

folkloru

w osobnej

społecznej

wobec

n a t l e sy­

pracy

autorki.

rodziny

wiej­

A r g u m e n t y za i s t o t n y m z p u n k t u w i d z e n i a b a d a w c z e g o r o z r ó ż n i e n i e m

funkcji

„ Ł ó d z k i e S t u d i a E t n o g r a f i c z n e , t. 13: 1971, s. 48-59.

skiej,
1 1

podaje
68, 70.

R. K . M e r t o n ,

Social

Theory

and

Social

Structure,

Glencoe

1958, s. 65,

�INTEGRACYJNA I WYCHOWAWCZA FUNKCJA

111

FOLKLORU

nie w kontekście naturalnego zachwiania równowagi pełni f o l k l o r rolę
czynnika wewnętrznej samoregulacji, przeciwdziałając d o m n i e m a n y m ,
groźnym następstwom zachodzących przemian, zapewniając ciągłość życia
społecznego. Taką funkcję posiadały między i n n y m i obrzędy pogrzebowe,
na które powołuje się za R. S. Rudnerem P. Sztompka wyjaśniając, że
rzeczywistą i c h funkcję stanowiło dostarczenie usankcjonowanych sposo­
bów przezwyciężania sytuacji kryzysowej . Tę samą argumentację za­
wierają hipotezy A. V a n Gennepa, dla którego funkcją rites de passage
jest „łagodzenie zakłóceń spowodowanych istnieniem stanów przejścio­
w y c h " w.
12

Przenosząc t e n t o k rozumowania na wszelkie sytuacje grożące egzy­
stencji g r u p y społecznej łatwo wytłumaczyć s i l n y oddźwięk, j a k i w y w o ­
łuje w niej odwołanie się do f o l k l o r u jako siły spajającej wewnętrzną
więź, na przykład w okresie w o j n y , akcji w y n a r o d o w i a n i a , gdy spełniał
on rolę a n t i d o t u m na procesy postępującej dezintegracji. Może na t y m
tle łatwiej zrozumieć m o t y w y tworzenia pieśni obozów koncentracyjnych,
w w a r u n k a c h zdawałoby się najbardziej k u t e m u niesprzyjających . M a ­
m y t u przykład spontanicznego działania treści folklorystycznych, cho­
ciaż mogą one funkcjonować także w w y n i k u świadomej i n s p i r a c j i . M e ­
chanizmy te unaocznimy teraz omawiając rolę f o l k l o r u w czasach współ­
czesnych, w społeczeństwach zurbanizowanych, a t y m samym w zupełnie
o d m i e n n y m kontekście społeczno-kulturowym.
u

D a w n y sens w i e l u obrzędów zastąpiony został z czasem przez zinsty­
tucjonalizowane f o r m y akceptujące członkostwo w grupie, sankcjonujące
doniosłe dla niej wydarzenia. Wiele z n i c h przejął kodeks p r a w n y . N i e ­
gdyś zamierzone funkcje obrzędów ulegają zatarciu, gdzieniegdzie w bar­
dziej sprzyjających w a r u n k a c h utrzymują się jeszcze r e l i k t o w e f o r m y
dawnego rytuału. Czasem są zwykłym przeżytkiem, n i e k i e d y jednak t r w a ­
ją nadal dzięki zmienionej f u n k c j i na skutek zaspokajania a k t u a l n y c h po­
trzeb społecznych. Potwierdzają to współcześnie prowadzone badania na
terenie Polski. Otóż w y n i k a z nich, że obrzędy doroczne, p r a k t y k o w a n e
dawniej świadomie w celach magicznych, k o n t y n u u j e się obecnie w spo­
sób j a w n y i zamierzony, wyłącznie dla p o d t r z y m a n i a uczuć t o w a r z y s k i c h
w kręgu znajomych, w celu zabawy i r o z r y w k i . Wprawdzie obecnie zbio­
rowe uczestniczenie w zwyczaju także p o d t r z y m u j e uczucie wspólnoty,
ale pozbawia je swoistego podkładu moralnego właściwego k u l t u r z e t r a ­
dycyjnej, a zatem równie silnej mocy obowiązującej.
1 2

Sztompka,

1 3

M . K . G 1 u с к m a n , Essays

op. cit., s. 114.
on

1962, c y t . za recenzją Z. S o k o l e w i c z ,
1 4

ciu

J . L i g ę z a , Folklor

współczesnym,

s. 79.

w górnośląskim

the

ritual

and

social

relations,

Manchester

„Etnografia P o l s k a " , t . 9: 1965, s. 515.
okręgu

przemysłowym,

[ w : ] Folklor

w

ży­

�112

MARIA

WIERUSZEWSKA

Znamienne są obserwacje świadczące, że w e współcześnie p r a k t y k o ­
w a n y c h zwyczajach, nawiązujących do autentycznego f o l k l o r u , udział b i o ­
rą wąskie kręgi społeczne w s i , p r z y czym uczestniczą w n i c h czasem l u ­
dzie spoza lokalnego środowiska: koledzy z miejsca pracy, rodzina z m i a ­
sta. Te symptomatyczne reguły współczesnej e t y k i e t y , nakazujące zapra­
szać na uroczystości w i e j s k i e (odpusty) czy rodzinne (wesela, c h r z t y itp.)
l u d z i spoza bezpośredniego kręgu sąsiadów i znajomych, świadczyłyby
0 osłabieniu wewnętrznej więzi p e w n y c h odłamów w s i i nasileniu k o n ­
taktów zewnętrznych.
Równolegle jednak obserwowane w w i e l u wsiach ożywienie t r a d y c y j ­
n y c h obrzędów, dopasowywanie i c h do realiów współczesności, rozbudo­
w y w a n i e akcji i l i c z n y udział zarówno ludności miejscowej, j a k i t e j ,
która m a ze środowiskiem m a c i e r z y s t y m k o n t a k t y sporadyczne z okazji
świąt i urlopów, przemawiałoby za tezą już sygnalizowaną, że m a m y t u
do czynienia z tendencją przeciwdziałania t y m w s z y s t k i m procesom dez­
integracji, które postępują w r a z z urbanizacją i uprzemysłowieniem.
Z m i a n y f u n k c j i obrzędów, j a k i e obserwujemy w r a z z i c h s t o p n i o w y m
z a n i k i e m już od końca X I X w i e k u , a które potęguje dopiero w i e k X X ,
z i m p a k t e m wpływów ponadlokalnych, a zwłaszcza uprzemysłowienia k r a ­
j u , a zatem i recepcją n o w y c h wzorów, zmuszają etnografów do śledzenia
przeobrażeń współczesnych. N a t y m tle szczególnego znaczenia nabiera
miejsce treści k u l t u r y l u d o w e j w t w o r z e n i u k u l t u r y narodowej, a zatem
1 zadanie śledzenia r o l i f o l k l o r u w procesie i n t e g r a c j i narodowej.
Szeroko i n t e r p r e t o w a n e zjawisko f o l k l o r y z m u jako u g r u n t o w a n y n u r t
współczesnego życia k u l t u r a l n e g o , uzmysławia n a m t e n k i e r u n e k p r z e j ­
ścia od r e g i o n a l n y c h treści k u l t u r y l u d o w e j do j e j masowego upowszech­
nienia w ramach k u l t u r y powszechnej, masowej.
Już m a k s y m a l n i e zwięźle przedstawiona ewolucja f o l k l o r u w różnych
kontekstach społeczno-kulturowych ukazuje n a m w całej złożoności jego
funkcje społeczne, a zarazem świadczy o coraz szerszym zakresie jego
udziału w procesie integracji, zarówno w charakterze czynnika sprawcze­
go, j a k i p r z e j a w u nasilonej więzi społecznej.
M y l n e byłyby jednak w n i o s k i , że współczesna f u n k c j a f o l k l o r y z m u t o
t y l k o udział w t w o r z e n i u z u n i f i k o w a n e j k u l t u r y narodowej. Obok n u r t u ,
który zresztą nobilitował pewne elementy f o l k l o r u do r a n g i s y m b o l i n a ­
rodowych, spełnia f o l k l o r doniosłe funkcje
integracyjno-wychowawcze
w m i k r o s k a l i , życiu k o n k r e t n y c h w s i i regionów. Szczególne zasługi p r z y ­
pisuje się jego konsolidującej r o l i w procesie i n t e g r a c j i społeczno-kultur o w e j różnych g r u p etnicznych na ziemiach odzyskanych . Doniosłe są
także szanse f o l k l o r y z m u w kształtowaniu n o w y c h regionów społeczno1S

1 5

polskich

Zob. К.
ziem

Kwaśniewski,
zachodnich

Rola

i północnych,

folkloru

w

[ w : ] Folklor...,

procesie

integracji

s. 90-94, a t a k ż e M .

kulturowej
Mace-

�INTEGRACYJNA

I WYCHOWAWCZA FUNKCJA

FOLKLORU

-gospodarczych, które łączy „określony k l i m a t życia zbiorowego, postaw
społecznych, ideałów i dążeń" . W t y c h w y m i a r a c h umiejscowić trzeba
powstające na naszych oczach rejony uprzemysławiane Płocka, Puław, L u ­
bina, K o n i n a , Włocławka.
Przedstawione rozważania prowadzą do następujących wniosków.
1. Rzetelne wyjaśnienie społecznych f u n k c j i f o l k l o r u dokonane być może
t y l k o w powiązaniu z określonym kontekstem społeczno-kulturowym albo
w odniesieniu do sformułowanych na podstawie ustaleń empirycznych
modeli tego systemu. 2. Niezbędne wydaje się zastosowanie w analizie
t a k i c h opozycji pojęciowych, j a k funkcja, dysfunkcja oraz f u n k c j e : j a w ­
na, u k r y t a , zamierzona i niezamierzona. Przydatność t y c h d y c h o t o m i i
u j a w n i a się w całej pełni przy śledzeniu d y n a m i k i f o l k l o r u .
16

W w y n i k u dokonanych przemyśleń nasuwa się uwaga, że istotne k o m ­
ponenty f o l k l o r u , j a k : a) znamienne cechy t r a n s m i s j i ustnej (właściwe
t r a d y c y j n e m u przekazowi k u l t u r o w e m u ) ; b) bezpośrednie nawiązanie do
wartości uroczystych, szczególnie szanowanych w g r u p i e ; c) często r y ­
tualna postać uzewnętrznienia treści f o l k l o r y s t y c z n y c h (np. w kontekście
obrzędów); d) posługiwanie się s y m b o l a m i o i s t o t n y m dla g r u p y znacze­
n i u — stwarzają dostatecznie silne przesłanki dla istnienia f u n k c j i i n t e ­
gracyjnej i wychowawczej. Natomiast b r a k p e w n y c h elementów l u b i c h
niespójność w d a n y m układzie w w y n i k u różnicowania się s t r u k t u r y spo­
łecznej w skutek przemian egzo- czy endogennych doprowadza do zmian
f u n k c j i f o l k l o r u w ramach zarysowanych już opozycji.
w i c z - G o ! u b l i o w ,
kiej

w obrzędowości
10

Przejawy
dorocznej,

integracji

K. Z a w i s t o w i c z - A d a m s k a ,

t e r a t u r a L u d o w a " , R. V I : 1962 n r 3, s. 3-6.

С — Etnografia Polska, XVII/1

mieszkańców

współczesnej

wsi

dolnośląs­

tamże, s. 96-100.
Region

łódzki

(założenia

dyskusyjne),

„Li­

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10068" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10046">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/38c5fd2232b67b7076ec6e25ba872a50.pdf</src>
        <authentication>ce4802c0f98f67ea1ab4acf79bb46b28</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119715">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:656</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119716">
                <text>1969</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119717">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:603</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119718">
                <text>Sankcja opinii publicznej w polskich obrzędach i zwyczajach ludowych / ETNOGRAFIA POLSKA 1969 t.13 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119719">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1969 t.13 z.1, s.63-72</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119720">
                <text>Wieruszewska, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119721">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119722">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119723">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="119724">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119725">
                <text>„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. X I I I : 1969 z. 1

MARIA

WIERUSZEWSKA

SANKCJA O P I N I I PUBLICZNEJ W POLSKICH OBRZĘDACH
I ZWYCZAJACH LUDOWYCH
WSTĘP

Teoretyczne rozważania na temat opinii publicznej nie wzbudziły
dotychczas w polskiej literaturze etnograficznej szczególnego zaintere­
sowania, mimo że materiał ludoznawczy mógłby t u służyć za doskonałe
źródło dla empirycznej egzemplifikacji. Skromną ilustracją tego zagad­
nienia, nie pretendującą do całkowitego wyczerpania problematyki, jest
podjęta w niniejszym artykule próba spojrzenia na zwyczaj i obrzęd
przez pryzmat ich funkcji regulującej określone zachowania.
Opinię publiczną traktujemy jako jedną z form sankcji systemu
społecznej kontroli, świadomi faktu, że odwoływanie się do uznanych
i przyjętych przez grupę ocen, norm i wartości stanowi istotę kształto­
wania zachowań społecznie pożądanych. Skuteczność tego działania zakła­
da między i n n y m i powszechne w danej grupie uznanie jej kultury
i własnych kryteriów wartości oraz istnienie odpowiednio dostosowanego
do potrzeb regulacji kontrolnej systemu instytucji, które mają możność
czynnej ingerencji w zachowania poszczególnych jednostek .
Z uwagi na to wybrano jako przedmiot analizy niektóre elementy
1

1

J . S z c z e p a ń s k i , Elementarne
pojęcia
socjologii,
W a r s z a w a 1966, s. 120 n.
R o z r ó ż n i e n i e terminologiczne m i ę d z y z w y c z a j e m a o b r z ę d e m nie jest w literaturze
n a u k o w e j o k r e ś l o n e w s p o s ó b jednoznaczny. Zob. К . K w a ś n i e w i c z , Z
badań
nad zwyczajami
dorocznymi
w społeczności
wiejskiej,
„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. 9:
1965, s. 67 n . W p r a c y p o s ł u g u j e m y s i ę s f o r m u ł o w a n ą p r z e z
S z c z e p a ń s k i e g o
d e f i n i c j ą z w y c z a j u , j a k o u s t a l o n e g o sposobu z a c h o w a n i a s i ę w p e w n y c h s y t u a c j a c h ,
k t ó r y n i e s p o t y k a s i ę z n e g a t y w n y m i r e a k c j a m i g r u p y (op. cit., s. 120). N i e p r z e c z y
to j e d n a k m o ż l i w o ś c i i s t n i e n i a , w ł a ś n i e w z w y c z a j u o c h a r a k t e r z e s a n k c j o n u j ą c y m ,
e l e m e n t ó w o c e n i a j ą c y c h pewne zachowania. Nieprzestrzeganie bowiem zwyczaju
nie spotyka s i ę z n e g a t y w n ą r e a k c j ą grupy, c h o c i a ż w n i m s a m y m zawarta b y ć
m o ż e ocena u j e m n a . P o j ę c i e o b r z ę d u k o j a r z y m y natomiast z o k r e ś l o n y m i ś c i ś l e
p r z e s t r z e g a n y m r y t u a ł e m w r a z z- jego k o n s e k w e n c j a m i r e l i g i j n y m i , m a g i c z n y m i ,
społecznymi.

�64

MARIA

WIERUSZEWSKA

kultury tradycyjnej, licząc się z faktem, że tego typu przykłady umoż­
liwią wyeksponowanie najbardziej istotnych cech sankcjonującej roli
zbiorowej opinii, ze względu na znaczną homogeniczność kulturową wsi
tradycyjnej i właściwy jej charakter struktury społecznej.
SYSTEM

SPOŁECZNEJ

KONTROLI

NA

WSI

TRADYCYJNEJ

Zarówno zwyczaj, jak obrzęd, wraz z ich konsekwencjami sakralnymi
lub magicznymi, są elementami systemu społecznej kontroli, poprzez
który grupa realizuje określony wzór kulturowy przekazywany drogą
tradycji między pokoleniami zapewniając mu trwałość w czasie. W odróż­
nieniu od cech normujących, system sankcji spełnia funkcję kontroli
sensu stricto.
Klasyfikacja sankcji przyjęta w literaturze socjologicznej wyróżnia
ich charakter formalny i nieformalny, pozytywny i negatywny . Opinia
publiczna, nie negując słuszności tego podziału, stanowi sankcję szcze­
gólnego rodzaju. Z racji bezpośredniego odwoływania się do oceny
ogółu (społeczności), nawet mimo braku formalnej organizacji, jest
siłą regulującą zachowania w sposób bardzo skuteczny. Lęk przed w y ­
śmianiem, ironią, wyszydzeniem czy publicznym napiętnowaniem decy­
duje w społeczeństwach stosunkowo jednorodnych kulturowo o silnej
więzi społecznej, w znacznym stopniu o istniejących konformizmach
i uległości wobec postanowień grupowych . Prace etnograficzne dostar­
czają licznych przykładów ogromnej roli opinii zbiorowej, która narzu­
cała styl życia grupom i jednostkom w sposób sztywny i bezkompromi­
sowy. Nie jest ich pozbawiona także literatura piękna opisująca życie
wsi, a także niektóre prace historyczne z zakresu prawa zwyczajowego .
Różnorodność materiałów potwierdza w całej pełni tezę S. Bystronia,
że „gromada ma możność wywierania represji na tych, którzy wyłamują
się spod jej prawa" . Sankcje publiczne bez względu na ich surowość
noszą zawsze piętno decyzji grupowej, która manifestuje się niekiedy
w spontanicznej reakcji tłumu lub realizowaniu wyroku sądowego na
2

3

4

5

2

3

S z c z e p a ń s k i ,

B. D z i e m i d o k ,
4

Zob. В .

w Polsce
nych
J.

op. cit., s. 121

w

wieku

O komizmie,

XVII

„Chłopach"

w u m Etnograficzne
S.
s. 205.

W a r s z a w a 1967, s.

B a r a n o w s k i ,
i XVIII,

Sprawy

Ł ó d ź 1955;

Reymonta,

J . В o s s o w s к i , Sądy
6

n.

Z o b . rozdz. „ R o l a k p i n y i s z y d e r s t w a w ż y c i u l u d ó w p r y m i t y w n y c h " w

Boże

obyczajowe

na

w

t e n ż e , Echa

„Prace

Szkic

do

ludoznawstwa

seria

wiejskim

zwyczajów
VI,

Łódź

etnograficzno-prawny,

Instytutu Z a c h o d n i o - S ł o w i a ń s k i e g o

B y s t r o ń, W s t ę p

sądownictwie

dawnych

Polonistyczne",

Pomorzu.

pracy

138—140.

polskiego,

U . P . , z. 4:

praw­
1948;
Archi­

1937.

Warszawa—Poznań

1939,

�65

S A N K C J A O P I N I I P U B L I C Z N E J W OBRZĘDACH

oczach zebranych ludzi. Taki charakter miały w dawnej Polsce pokuty
kościelne czy publiczne chłosty .
Funkcjonowanie opinii publicznej na wsi tradycyjnej określał jedno­
lity system kulturowy i charakter struktury społecznej. Uznane i po­
wszechnie obowiązujące normy i wartości wskazywały ogólnie aprobo­
wany sposób zachowania, nad przestrzeganiem którego czuwał aparat
kontroli zbiorowej w postaci zwyczajów, obyczajów i odpowiednich
sankcji regulujących postępowanie w myśl pożądanych wzorów. Przewa­
ga bezpośrednich styczności osobistych, typowa dla kontaktów w zwar­
tych grupach społecznych, powodowała silne powiązanie ze zbiorowością,
ułatwiając t y m samym możliwość zewnętrznego ingerowania w najbar­
dziej intymne sprawy jednostki, rodziny, gromady . Niski poziom
intelektualny, znamienne cechy myślenia magicznego sprzyjały bez­
refleksyjnemu uleganiu szablonom, potęgując szanse formowania się
sądów opartych w większej mierze na zasadzie emocjonalnej, aniżeli
racjonalnych przesłankach rozumowych. Znaczny konserwatyzm przy
t y m i zdecydowanie aktywny autorytet ludzi starych, których zadaniem
było przekazywanie dorobku kulturowego następnym pokoleniom, utrud­
niały kształtowanie się sądów indywidualnych. Wszystkie te czynniki
w ogromnej mierze ułatwiały oddziaływanie zbiorowej opinii, z jaką
mieszkaniec wsi tradycyjnej musiał liczyć się w życiu codziennym .
Presja grupowej kontroli uwidaczniała się między innymi w obrzę­
dach, nie tylko poprzez ich konsekwencje społeczne, ale zewnętrzną
formę rytualną, w której przy pomocy świadomie wybranego tła dla
rozgrywającej się akcji, jakim była najczęściej wiejska karczma lub
droga publiczna, a także poprzez odpowiednie teksty piosenek, rekwizyty
obrzędowe, przepisowe gesty, manifestowała się zasadnicza wymowa
obrzędu, a mianowicie odwoływanie się do oceny grupowej. Sprzyjało
temu zresztą liczne uczestnictwo osób bezpośrednio zaangażowanych
w akcję i występujących w charakterze widzów.
6

7

8

FORMY

MANIFESTOWANIA

OPINII

PUBLICZNEJ

I JEJ SANKCJE

SPOŁECZNE

Cechy publicznej oceny zaznaczały się szczególnie wyraźnie w cyklu
obrzędów o charakterze oczyszczającym. Podczas sobótki dotyczyły one
głównie dziewcząt niezamężnych i z racji matrymonialnego wydźwięku
6

pedia
7

Paris
8

B a r a n o w s k i , Sprawy
staropolska
ilustrowana,
H. M e n d r as,
1958, s. 323.
Ibidem.

Sociologie

5 — Etnografia Polska, t. X I I I , z. 1

obyczajowe...,
s. 21, 31, 40, 94; Z . G l o g e r ,
t. 4, W a r s z a w a 1903, s. v. p r ę g i e r z .
du

milieu

rural,

[w:]

Traite

de

sociologie,

Encyklo­
t.

1,

�66

MARIA

WIERUSZEWSKA

obchodów świętojańskich koncentrowały się wokół spraw życia i n t y m ­
nego. „Śpiew przy Sobótce — pisze Gregorowicz — miał wykryć wszyst­
kie tajniki miłosne połączone z sądem o nich wsi całej, naznaczyć przy­
mioty dziewczętom i określić ich wady: więc był niejako cenzorem ich
postępowania i wskazówką opinii, jaką każda z nich posiadała między jej
mieszkankami" — konkluduje a u t o r . W piosenkach sobótkowych
wymieniano także chłopców i miejscowe małżeństwa z pozytywną lub
n e g a t y w n ą oceną i , jak wspomina Kolberg, „nie darowano nikomu", nie
pomijając służby dworskiej, sąsiadów, a nawet całej w i o s k i . Publicz­
ne napiętnowanie przejawiało się także w akcie wykluczenia jednostki
z obrzędu. Dziewczęta o złej opinii lub chłopcy posądzeni o złodziejstwo
nie byli dopuszczani do ogólnej zabawy .
Trudno uznać fakt publicznego napiętnowania występujący w obrzę­
dzie sobótkowym za jego właściwy element konstruktywny, natomiast
uzasadnione byłoby szukanie związku między oczyszczającym znacze­
niem ognia świętojańskiego a publicznym wypominaniem najróżnorodniejszych przewinień w celu ich złagodzenia .
Analogiczne znaczenie ma prawdopodobnie popularny dyngus. We­
dług relacji Kolberga podczas niektórych obchodów wielkanocnych
chłopcy wywoływali z dachu domu lub karczmy imiona wszystkich,
dziewcząt we wsi, dodając przy każdym uszczypliwe docinki w y ś m i e ­
wając ich lenistwo, niezaradność i niegospodarność . Panny pominięte
przy tej ceremonii uważały się za wzgardzone poczytując to sobie za
ujmę.
Do cyklu obrzędów oczyszczających należy prawdopodobnie tzw.
ścinanie kani. Zasadniczym momentem jest tu odczytanie aktu o s k a r ż e ­
nia przeciwko ptakowi, a następnie jego ścięcie. Podobną formę posiada
zwyczaj ścinania koguta, przy którym sędzia jeszcze przed egzekucją
odczytuje grzechy młodości p t a k a .
Pewne analogie formy rytualnej każą przypuszczać, że obrzędy te,,
niektóre zredukowane do widowiska czy zabawy, mają podobne konses

10

n

12

13

14

9

O. K o l b e r g ,

mierskie,

s.

1 0

Kolberg,

1 1

J. S w i ę t e k ,

Sobótka
1 2

czące

w

Dzieła

wszystkie,

op.

cit.,

t. 24: Mazowsze,

Sobótka,

Mikułowicach,

„Lud",

Obrzędowość

ogień

Kolberg,

1 4

T.

polskiego

wołają

świętojańska,

1 3

1961—1966, t.

wybrzeża,

cz. I , s.
5:

1899,

nosi w y r a ź n i e
„wybawiani

się

s.

s.

2;

Sando­

181.
588;

oczyszczający
od

t. 11: Poznańskie,

Obrzędy,

wierzenia,

S.

J a s t r z ę b o w s k i ,

33.
charakter.

grzechów".

„ W i e d z a i Ż y c i e " , nr 7: 1933,

op. cit.,

G u t t ó w n a ,

t.

„ W i s ł a " , t. 5: 1891,

W G r e c j i z w y c z a j ten
przez

Wrocław—Poznań

108.

s.

cz. I I I , s.

42.

zwyczaje

i

K.

Kobiety

ska­

Z a w i s t o w i с z„

4.

przesądy

„ P r a c e i M a t e r i a ł y E t n o g r a f i c z n e " , t. 8—9:

wśród
1950/1951, s.

rybaków
470.

�SANKCJA OPINII P U B L I C Z N E J

67

W OBRZĘDACH

kwencje, co przytoczone przez Frazera przykłady obrzędów oczyszcza­
jących, polegających na przenoszeniu grzechów z człowieka na zwierzę.
Charakterystyczny opis zawiera dość typowe elementy. Mężczyźni kładli
prawice na grzbiecie kozła, głośno spowiadali się ze swych grzechów, po
czym kozła zabijano, a zgromadzonych wieśniaków skrapiano jego
krwią .
Sceny publicznych sądów i egzekucji przybierające niekiedy udramatyzowaną formę widowisk odnosiły się także do ludzi. Symbolicznie
dokonywano ścięcia głowy chłopakowi, który dopuścił się kradzieży
w zapusty . Nowicjusza kosiarskiego poddawano między i n n y m i pu­
blicznej spowiedzi, po której otrzymywał od sędziego lub księdza odpo­
wiednią „pokutę". Są to zresztą tylko wybrane przykłady ilustrujące
rozbudowaną formę rytualną obrzędu, która prócz istotnych cech publicz­
nej kontroli spełniała wiele funkcji zabawowo-rozrywkowych.
Obrzędy o charakterze oczyszczającym, jak wynika z wymienionych
przykładów, noszą mniej lub bardziej widoczne znamiona kary. Wiele
z nich zachowało się w postaci zwyczaju smagania rózgą, który stoso­
wany wobec dzieci nie u k r y w a ł charakteru nagany, podczas gdy w sto­
sunku do panien wyrażał gest przychylności i u p r z e j m o ś c i
Za k a r ę
poczytywany był natomiast w czasie chłosty popielcowej. Miał on,
podobnie jak zwyczaj ciągnięcia kloca, zredukowany później do formy
zabawy, ukarać panny i kawalerów za niewstąpienie w związki m a ł ­
żeńskie. Podobny cel osiągano bieląc okna w domach dziewcząt na w y ­
daniu lub wieszając wianki z chwastów na ścianach domów starych
panien, pogardliwie zwanych „ciotami" . Na niektórych terenach Polski
sankcje satyryczne w postaci drwin i ośmieszania panien występowały
przy okazji obrzędu podkoziołka, który prócz elementów magii wege­
tacyjnej i matrymonialnej zaznaczonych w jawnym kojarzeniu par mał­
żeńskich zawierał wiele cech publicznej ekspiacji dziewcząt zmuszonych
do złożenia datku pieniężnego za karę pozostawania w stanie nieza­
mężnym .
Momenty wykupywania noszą wyraźne znamiona sankcji publicznej
kontroli. W polskiej obrzędowości ludowej występowały w formie ofiary
15

16

17

18

19

1 5

W . M . , Święto

z ę r , Złota

gałąź,

kozła,

„ P r z y j a c i e l L u d u " , R . 3: 1836 n r 2, s. 11; por. J . G . F r a ­

W a r s z a w a 1962, s. 443.

1 6

K o l b e r g , op. cit.,

1 7

K . Z a w i s t o w i с z, Wielkanocne

t. 10; Poznańskie,

cz. I I , s. 189 n.
wierzenia

i

obrzędy,

„Wiedza

n r 4: 1933, s. 5 n. Z w y c z a j s m a g a n i a r ó z g ą n i e o z n a c z a ł w y ł ą c z n i e
w

sobie

frycowin
1 8

elementy

miał

sprawdzić

zabiegu

magicznego,

wytrzymałość

M. W i e r u s z e w s k a ,

towskiem,
1 9

także

Obrzędy

a

fizyczną
recepcyjne

stosowany
adepta
wieku

na

i

kary.

przykład

Życie",
Zawierał
podczas

kosiarskiego.
dojrzałego

w

Bełcha-

„ Ł ó d z k i e S t u d i a E t n o g r a f i c z n e " , t. 8: 1966, s. 77 n.

Ibidem.

Maszynopis pracy w Z a k ł a d z i e

E t n o g r a f i i U Ł , n r i n w . 31, s. 88 n.

�68

MAKIA

WIERUSZEWSKA

pieniężnej lub darów w naturze, dość często w postaci poczęstunku wód­
ką. Znane są między innymi podczas licytacji dziewcząt i obrzędów
o charakterze recepcyjnym. Przez wykupienie wyzwalała się jednostka
z przykrych następstw publicznego napiętnowania, które przybierało
niekiedy ostre formy złośliwych uwag, przycinków, szyderstwa, a na­
wet bojkotu towarzyskiego. Niestosowanie się do ustalonych tradycją
przepisów zwyczajowych narażało mężatkę, która nie wkupiła się do
grona gospodyń, na uszczypliwe określenia: chytra, bidna,
obojętna,
śmierdzi
kozami lub wilkiem, które wykrzykiwano za nią nawet na
drodze .
Zachowania dewiacyjne, niezgodne z opinią ogółu, poddane są
zresztą przeważnie sankcjom satyrycznym, których następstwem ma być
wywołanie uczucia wstydu. „Na wstyd i srom" oprowadzał ojciec po wsi
upadłą c ó r k ę i uczucie wstydu miało wywołać publiczne wypowiadanie
wad i obraźliwych przezwisk. Obawa wyśmiania i lęku przed złą oceną
wsi decydowała częstokroć o zanikaniu pewnych zwyczajów lub podtrzy­
mywaniu innych. Kazała więc urządzać huczne wesela, prosić na nie
licznych gości zyskując aprobatę sąsiadów. W przeciwnym razie po­
wszechne niezadowolenie mogłoby znaleźć wyraz w dokuczliwych przy­
śpiewkach piętnujących chytrość, lenistwo czy niegospodarność kon­
kretnych jednostek:
2n

21

P o s t a w i l i g r o c h n a stole,
N i m a ocka w tym rosole...
P r o s i l i nas n a w e s e l e ,

22

na baranie kiski,
Jedlibyśmy, pilibyśmy,
nie

dali

nam

2 3

łyżki .

Wesele gromadzące znaczną liczbę osób stwarzało dogodne warunki
dla publicznej oceny wad. i zalet, która najczęściej przybierała formę
przyśpiewek. Było więc między innymi okazją do krytykowania ła­
komstwa, niezdarności, braku ogłady towarzyskiej.
Da

o!

Bo

łakoma

wypiła,

D a za sto

była,
grosy,

Gorzałki wypiła
2 0

2 1

s. 93.

Ibidem,
K.

s. 69; K o l b e r g ,

S k r z y ń s k a ,

„ P u b l i k a " oznacza w

s к i, Słowniczek
2 2

1899,

Wieś

gwary

gwarze

ludowej

W. B u r z e ń s k i ,
s.

op.

cit.,

Krynice

Wesele

ludu

542.

2 3

Kolberg,

2 4

Ibidem,

s.

op.
36.

cit.,

t. 2, s.

.

t. 9: Poznańskie,
w

cz. I , s.

Tomaszówskiem,

ziemi sanockiej wstyd.

ziemi
u

2 4

63.

sanockiej,
wiejskiego

Zob.

„ L u d " , s. 4:
w

129.

„Wisła",

t.

4:

1890,

L. M a g i e r o

w-

1898.

sieradzkim,

„Wisła",

t.

13:

�SANKCJA
A

69

O P I N I I P U B L I C Z N E J W OBRZĘDACH
co m i to z a d r u c h n i s k a ;

N i e o ź d z i w i zodno p y s k a ,
Ani pyska, ani
Postanyły,

papy,

kieby

gapy;

Lepibyście świnie

gnały,

N i z za d r u c h n y s i ę

2 5

wprosały .

A c ó ż t y z to za d r u z b i s k o ,
Zamarzło mu

kiesynisko,

Trzeba by m u wody

zwarzyć,

Kiesynisko mu odparzyć

2 6

.

Wesele było okazją do udzielania młodym moralizatorskich wska­
zówek odpowiednio do aktualnego modelu małżeństwa.
N a (oto m a s z ) k ą d z i e l i p r z ą d ź ,
A zawdy robotną, ochotną, posłuszną

swojemu

chłopu

bądź!

2 7

W piosenkach obrzędowych obok ujemnych cech osobowości podda­
nych ostrej krytyce wyrażano także pochwały, uznanie i szacunek. Pod­
czas chodzenia z gaikiem wychwalały dziewczęta majątek i zaradność
gospodarzy, nie szczędząc jednak uszczypliwych uwag leniwym parob­
kom. Podobnie charakter panegiryczny, a zarazem satyryczny, miały
przyśpiewki dożynkowe wykonywane przez żniwiarzy przed dworem
dziedzica:
A nasz p a n e ń k o dobry b y ł ,
Z e b r a ł p s z e n i c z k ę , nas nie b i ł .
A pan sąsiedni

leniwy,

Stoi pszeniczki

dwie

2 8

niwy .

Dla obchodu wieńcowego typowe są dowcipne i pełne zjadliwego
humoru piosenki pod adresem ludzi dworskich — ekonoma, pisarza,
karbowego, na co wskazuje złośliwy dwuwiersz:
A n a ł ą c e w i e l k a rosa —
N a s e k o n o m k i e b y osa .
2 9

Zwyczaje i obrzędy na marginesie swoich właściwych funkcji kulto­
wych i magicznych są skuteczną sankcją, która w zależności od kon­
kretnej sytuacji przybiera formy: pozytywną lub negatywną. Ilustrują
przez to wartości cenione w grupie. Tak np, zręczność nagrodzona
zostaje w święcie pasterskim, zwanym na Śląsku Roch wistem , a za30

2 5

2 6

B u r z e ń s k i , op. cit., s. 541.
K o l b e r g , op. cit., t. 10, s. 262.

2 7

K o l b e r g , op. cit.,

t. 9, s. 212.

2 8

K o l b e r g , op.
K o l b e r g , op.

cit.,
cit.,

t. 16: Lubelskie,
cz. I , s. 125.
t. 2, s. 165; t. 20: Radomskie,
cz. I , s. 122.

K o l b e r g , op.

cit.,

t. 43: Śląsk,

2 9

5 0

s. 25; t. 3: Kujawy,

cz. I , s.

241.

�70

MARIA

WIERUSZEWSKA

radność gospodarska -— podczas obchodów gaika, wieńcowego i obrzę­
dów weselnych.
Pochwała sprytu, chytrośei, czasem nawet przebiegłości, stanowi
znamienne tło ludowych widowisk, chociaż postacie jasełek czy szopki
z reguły nie należą do wiejskiej gromady i dlatego nie podlegają bez­
pośredniej kontroli miejscowej opinii.
Publiczna ocena, jaką staraliśmy się zaprezentować w niektórych
obrzędach, dotyczy nie tylko osób żyjących. Pogrzeb jest aktem w y k l u ­
czenia zmarłego ze społeczności żywych. Stanowi też okazję do oceny
i podsumowania zasług byłego współmieszkańca wsi. W jego imieniu
prosiło się więc zebranych o wybaczenie w i n , a mowy pogrzebowe za­
wierają do chwili obecnej wiele cech życzliwej i przyjaznej oceny życia,
pracy i postępowania zmarłego.
Opinia publiczna manifestowana w zwyczajach i obrzędach ludowych
nie ogranicza się wyłącznie do funkcji sankcjonującej. Z naczelnym ele­
mentem kontrolnym wiąże się ściśle jej cecha normująca, właściwa
wszelkiego typu regulatorom społecznym oraz funkcja społecznej apro­
baty w stosunku do pewnych nowych sytuacji życiowych, wokół których
nawarstwia się r y t u a ł obrzędowy. Taki charakter mają między innymi
rites de passage, k t ó r y m Van Gennep przypisuje rolę łagodzenia ewen­
tualnych zakłóceń występujących podczas przełomowych okresów życia
jednostki , Fortes zaś nadawania prawomocności określonym rolom
społecznym . Zarówno w jednym, jak w drugim rozumieniu nie pod­
lega kwestii społeczny walor obrzędu.
31

32

UWAGI

KOŃCOWE

Posługiwanie się w artykule terminem opinia publiczna, mimo w y ­
raźnie zarysowanego kontekstu, co ułatwia precyzję rozumienia, nie
zwalnia bynajmniej z obowiązku rozpatrzenia charakteru użytego przez
nas pojęcia w świetle dosyć różnorodnych definicji, jakie spotykamy
w literaturze.
Opinia publiczna jest zazwyczaj określana jako opinia grupy, do
której przynależność wyznacza jedynie wspólne zainteresowanie przed­
miotem opinii. Kontrowersje dotyczą natomiast: a) stopnia, w jakim
dana opinia powinna być wspólna dla pewnej grupy: b) stopnia, w ja­
k i m powinna być ona publicznie ogłoszona. Podział ten można łączyć
z odrębnością stanowisk monistycznego i pluralistycznego. Moniści
3 1

M . G l u с k m a n , L e s rites de passage, [w:] Essays
on the ritual and
social
relations,
M a n c h e s t e r 1962 (cyt. z a r e c . Z . S o k o l e w i c z , „ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. 9:
1965).
8 2

M. F o r t e s ,

Ritual

and

office

in

tribal

society,

ibidem,

s. 53 n.

�SANKCJA

OPINII P U B L I C Z N E J W OBRZĘDACH

71

obejmują nie tylko opinie zadeklarowane, lecz również te, które ogłoszo­
ne nie były. Włączają więc doń powszechne preferencje, inklinacje,
skłonności, postawy, zwyczaje i obyczaje. Pluraliści zaś definiują opinię
na tle sprzeczności i kontrowersji poglądów.
We wszystkich rozważaniach i dyskusjach na temat opinii publicznej
występują dwa zasadnicze problemy. Pierwszy dotyczy zakresu pojęcia,
drugi zaś pytania: kiedy opinię można określić jako publiczną. Problem
ten posiada dwa aspekty: jeden polega na tym, czy opinia ta jest w y ­
głoszona jako „publiczna" , drugi aspekt wiąże się z faktem, czy daną
opinię posiadają inni członkowie zbiorowości .
Usiłowania naszych rozważań zmierzające do podkreślenia sankcjo­
nującej roli opinii publicznej wiązały się naturalnie w mniejszym stop­
niu z jej walorami treściowymi, które miały ilustrować albo poglądy
powszechnie panujące, albo emocjonalne zaangażowanie po stronie pew­
nych sądów natury kontrowersyjnej. Interesował nas bowiem mechanizm
opinii regulujący określone zachowania w ściśle i przepisowo wyznaczo­
ny sposób, traktowany jako jedna z form sankcji systemu kontroli
społecznej. Ten świadomy wybór poparty materiałem etnograficznym
z zakresu tradycyjnych obrzędów i zwyczajów ludowych automatycznie
zdefiniował nasze stanowisko wobec problemu zasięgu opinii publicznej
i stopnia, w jakim była ona publicznie ogłoszona. Retrospekcyjna ana­
liza danych uniemożliwia natomiast ustosunkowanie się do kwestii, czy
określoną opinię posiadali inni członkowie społeczności i w j a k i m sto­
sunku pozostawała ona do ich poglądów prywatnych. Wnioski na ten
temat wyciągnąć można jedynie pośrednio, poprzez analizę struktury
społeczności tradycyjnej, której cechy w najogólniejszym zarysie umieś­
ciliśmy na początku niniejszych rozważań.
33

34

Analiza strony rytualnej niektórych zwyczajów i obrzędów ludowych
uwidoczniła charakterystyczną rolę, jaką odgrywała w nich opinia wsi.
Przejawiała się ona na marginesie właściwego sensu obrzędu, w k t ó r y m
zbiegały się nieraz różne elementy, ale mimo że nie stanowiła zasadni­
czego z nich, to stwarzała pewien schemat zachowań typowych dla od­
działywania sankcji zbiorowej opinii, na co staraliśmy się zwrócić szcze­
gólną uwagę. Obejmował on fakt publicznego celebrowania obrzędu
podkreślany między innymi przez wchodzenie na dach karczmy lub

3 3

P u b l i c z n ą o p i n i ą jest to, „ c o k t o ś m ó w i do k o g o ś obcego", np. z a d a j ą c e g o
p y t a n i e , i j e s t t y l k o c z ę ś c i ą jego „ p r y w a t n e j opinii", p r z y t y m t ą c z ę ś c i ą , k t ó r ą
d a n y c z ł o w i e k m a o d w a g ę z a w s z e w y g ł o s i ć . T . H a r r i s o n , What is public
opinion,
" P o l i t i c a l Q u a r t e r l y " , t. 11: 1940, s. 368—383, cyt. z a D . С. W a t t , A dictionary
of
the social sciences,
s. v. p u b l i c o p i n i o n .
3 4

W a t t , op.

cit.

�72

MARIA

WIERUSZEWSKA

drzewo i głośne wywoływania stamtąd imion, a nawet nazwisk osób pod­
legających zbiorowej ocenie lub najczęściej poprzez liczne uczestnictwo.
Powszechnie stosowaną sankcją jest w nich satyra operująca drwiną,
ośmieszeniem w celu wywołania wstydu.
Znamienną cechą jest również fakt, iż obrzędy i zwyczaje wymie­
niane w artykule dotyczą przeważnie określonych grup rówieśniczych.
To tłumaczy w pewnym sensie posiadanie uprawnień do kontroli postę­
powania osób z tej samej grupy .
Wszelkie przejawy odwoływania się do zbiorowej oceny przy okazji
obrzędów i zwyczajów ludowych, manifestujące się w formie sankcji,
wskazują na silną rolę opinii publicznej, która regulowała zachowania
według tradycyjnych norm i w uświęcony tradycją sposób. Stąd nie jest
kwestią przypadku, że okazję dla tej swoistej akcji wychowawczej stwa­
rzały szanowane czy tolerowane zwyczaje. Wykroczenie przeciw
usankcjonowanym zasadom godziło w powszechnie obowiązujące war­
tości i kara lub nagroda za ich przestrzeganie była sprawą ogółu.
35

3 5

N a z a g a d n i e n i e to z w r ó c i ł u w a g ę m . i n . T h u r n w a l d , p o d k r e ś l a j ą c f a k t s o l i ­
d a r n o ś c i w s p ó ł u c z e s t n i k ó w i n i c j a c j i , k t ó r z y p o s i a d a l i p r a w o swobodnego p i ę t n o ­
wania nawzajem swoich wad, R. T h u r n w a l d ,
Die menschliche
Gesellschaft
in
ihren
etno-soziologischen
Grundlagen,
t. 2: Werden,
Wandel
und Gestaltung
vor
Familie,
Verwandschaft
und Biinden,
B e r l i n 1932, s. 229. C i e k a w e j i l u s t r a c j i do­
s t a r c z a j ą t a k ż e m a t e r i a ł y z t e r e n u A u s t r i i , gdzie c z ł o n k o w i e z w i ą z k ó w r ó w i e ś n i ­
c z y c h p o w o ł a n i b y l i do p e ł n i e n i a k o n t r o l i n i e t y l k o n a d p o s t ę p o w a n i e m w ł a s n y c h
t o w a r z y s z y , a l e c a ł e j w s i . E . B u r g s t a l l e r , Allerseelengebacke,
Umrittsbrauchtum, Burschenschaften,
[w:] Atlas von Oberósterreich,
L i n z 1958, s. 146.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11263" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11241">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ed6b278647e0571e316624f8e70df0cf.pdf</src>
        <authentication>5acbaef261c29db51206d766122b83d2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134184">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2132</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134185">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134186">
                <text>społeczność wiejska</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="134187">
                <text>badania etnograficzne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134188">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134189">
                <text>The Polish Village in Light of Ethnological and Sociological Research / LUD 1995 t.79</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134190">
                <text>LUD 1995 t.79, s.55-68</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134191">
                <text>Wieruszewska, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134192">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134193">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134194">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134195">
                <text>Lud,

MARIA
Institute
Polish

vol. 79,

1995

WIERUSZEWSKA
of Village
Academy

and

Agriculture

Development

of Sciences

Warsaw

THE POLISH VILLAGE
IN LIGHT OF ETHNOLOGICAL
AND SOCIOLOGICAL

RESEARCH

Introduction
It is rather surprising that for a long time sociology and ethnology have not
taken any account of the notion of "village". Hopefully, the situation will
change when an encyclopedia of sociology, currently in preparation, is
published.
It is true that the village has not been well accounted for in general theories.
Pushed to the margin of sociological systems, the viIlage, as an object of
research, has never been given due credit. This is admitted by eminent scholars,
for example Professor Jan Szczepański. Although there are many different
research centres, groups of talented researchers, extensive bibliographies and
a range of ethnological and sociological journals, such as "Etnografia Polski",
"Lud", "Literatura Ludowa", "Wieś i Rolnictwo", "Roczniki Socjologii Wsi",
"Regiony", "Sycyna" and "Pamiętnikarstwo· Polskie", there are no works that
would synthesize the transformations of the Polish village of the 19th and 20th
centuries (Szczepański, 1994).
Furthermore, new phenomena occurring in the Polish village cannot be
described by existing theories. The change of the ideological system, in
Szczepański's opinion, undermined the explanatory power of modernization
theory, the validity of the stratification theory of rural communities and social
organization theory, based on the functioning of primary groups.
The lack of an adequate language of modern sociology to describe
problems and phenomena occurring in Poland is the reason for the collapse of
the social function of science which has always been to guide to social1ife in the
Polish tradition. What are the reasons for this?
Let us go back to the beginnings of sociological theories voiced in the
Enlightenment. The thinkers of the 18th century, united in the struggle to
overcome ignorance and superstitions, influenced the formation of a new
attitude towards the world. The village, seen from this perspective which has
been partly cherished tiU the present times, could only be seen as an oasis of

�56
old-fashioned times, which had to be enlightened with the "torch of learning".
It is claimed by Jerzy Szacki that the philosophy of the Enlightenment was
superior in many respects to many later sociological systems of the 19th
century which developed under different historical conditions. From its
beginnings, sociology was interested in the investigation of problems of the
society after the industrial revolution. Therefore, the main research and
theoretical trends of sociology were focused on the historical changeability of
societies and on discovering differences between the old feudal (state) society,
and the new capitalist (class) society (Szacki, 1983, p. 149).
The theory of evolution and progress was only marginally interested in the
agrarian segment of the old social order and, consequently, minimized the
importance of the village and its inhabitants in the new order of the industrial
society.
Village -

the Object of Scholarly Reflection

The genesis of village as the common form of settlement can be found in
archaeology. "Villages" - large settlements, were common in the "wooden
plough" culture at the end of the Neolithic Period. Habitation on a given area
and joint farming helped form first organizational forms called communities of
neighbours or rural communities. The first written sources from the middle of
the 10th century provide information on the history of the village (inventories
of bishops' and monastic property).
One also finds information about villages in the written sources from late
Middle Ages - information about the layout of villages and organization of
internal life. These sources, particularly foundation charters based on the
German law from the middle of the 13th to the middle of the 15th centuries,
provide information on the stratification of rural population, its differentiation,
economic structure and the socio-legal situation of peasants in villages owned by
landed aristocracy. Reflections on the village against the background of a wider
interest in disappearing cultures, including the peasant culture, can be found in
Renaissance historiography, journalism, agrarian literature and belles-lettres.
The village, as a subject of systematic studies, is connected with the period
in which modern national awareness was formed, particularly at the turn of the
18th century. The phase of a conscious search for sources to learn about the
history of peasants and the village is connected with the collapse of the feudal
system, the beginnings of capitalism and the commencement of deeper studies
on society.
Reflections on the village as a local community is related in sociology to the
crisis of primary groups based on personal relations and cooperation,
threatened by processes of industrialization and urbanization as capitalism was
developing.

�57
Reference
to such features
as a union of common
life, blood
ties,
self-sufficiency and a limited size of primary groups, which C. H. Cooley called
the "guardians
of human nature", justify the move to earlier classical sources.
The sociological thought originated by Plato and Aristotle with a reflection on
the features of Greek polis, applied it to the description
of local communities.
In this description
three constituent
elements appeared:
a) territory, b) social
interaction,
and c) a permanent
bond.
"Isolation of consciousness",
characteristic
of traditional
villages in Poland,
was first overcome when the socio-economic
situation
of peasants changed.
Paradoxically,
however, for a long time this had an inhibiting effect on the
perception of patterns of urban culture and the effectiveness of its influence. "A
peasant woman", Barbara Olszewska-Dyoniziak
wrote, "who before the war
used to go everyday to town with milk and had a direct contact with urban life,
respected her rusticity and did not imitate her customers, either as regards their
clothes or interior design or behaviour. Today the same woman tries her best
to be like the ladies of the town" (Olszewska-Dyoniziak,
1994, p. 153) and
obscures her identity.
Investigations
of villages in the first half of the 19th century focused on the
search for separateness
and cultural archaisms which were treated as a source
for the "reconstruction
of the most remote history" and at the beginnings of
national culture.
The first ethnological
programs
which aimed to investigate
the Polish
village were authored
by Hugo Kołłątaj and implemented
by the Warsaw
Learned Society established
in 1800. The results of these investigations
were
presented to posterity as the "true testimony of the conditions in which Poland
found itself after annexations
and provided arguments
against slanders voiced
by strangers". The project was carried on by Łukasz Gołębiowski's
synthesis
entitled Lud polski, jego zwyczaje i zabobony [The Polish people, its customs
and superstitions].
Apart from ethnographic
monographs
the first descriptions
of the conditions of farming and economic relations in the villages caused by
the growing interest in social questions
were published.
The turn of the 19th century brought a shift of interest in villages from
ethnographic
studies of "ancient Slavonic elements" to studies of contemporary
transformations.
Scholars attempted
analyses of situations in specific villages
and regions with reference to natural conditions,
social structure,
forms of
economic organization,
including cooperatives,
and the influence of emigration
on the life of rural communities.
Investigations
of rural communities
had to
take account of many problems created by the relations between villages and
towns, industrial
societies and rural, farming structures.
Rural sociology of countries
in Central and Eastern Europe, unlike in
industrialized
countries of Western Europe, mainly pertained
to problems of
the peasant question in the context of national and class identity. National

�58
elements were seen in the functioning of rural commUnities against the
background of factors that conditioned the life of their inhabitants.
Postulates of scientific analysis based on the "true objective description"
broadened the research of villages in which, even in the 19th century, socially
important problems of peasant life were neglected and research focused on
searching for cultural "relicts of the past". Proposals to investigate cultural
institutions, conflicts and transformations
of rural communities were put
forward.
The famous polemics from the beginning of the 20th century evoked by
Ludwik Krzywicki's book Kwestia rolna [The agrarian question] moved the
interest in the village and peasants to the agrarian programme. The village was
perceived as a remnant of the feudal system against the background of
industrial "modern tendencies". The relation between villages and towns, which
shaped the research approach in sociology for the entire 20th century,
appeared in discussions of the above mentioned book published in 1906.
"The old village is disintegrating, slowly but inevitably. But before it has
disintegrated its ideals will decay, belief in its ideals and the lore of forefathers
will be lost and it will be filled with the spirit of urban culture". This prognosis
of village evolution contained in Kwestia rolna [The agrarian question], and
most of the other views of the book's author, was challenged by Władysław
Grabski who opposed Ludwik Krzywicki's arguments on transformations of
the village and agriculture towards collectivism by showing that peasant farms
proved to be economically stronger than granges (Grabski, 1903).
Władysław Grabski strongly opposed the prognosis of the "end of
peasants" and in competition saw their "power of economic individualism". He
wrote that "peasants do not feellike stepping out of the world stage". Grabski
opposed the views born out of prejudices against and contempt for the village.
He noticed this in formulations which described the peasants as a lower
category of people with such expressions as "creatures dominated by the soil",
"hard skulls", "submissive to tradition", "uneducated and superstitious".
The objections raised to the one-sidedness of the formulations of Kwestia
rolna [The agrarian question] returned in the I990s. Authors contested the
dominant patterns of research on villages, primarily because of doctrinal
restrictions and the paradigm of modernization derived from the option to
industrialize and urbanize the country.
Identification of village as the subject of research created a new type of
sociological and ethnological reflection. First ethnographic and sociographic
investigations aimed to describe the village, farms, living conditions, local
culture - the remnants and relics of the feudal system. The postulates to
thoroughly investigate the most numerous stratum of the nation were
strengthened by the institutionalization
of the sociology of village and
ethnology, which became possible in Poland in the interwar period.

�59
During the Second Polish Republic investigations of rural societies became
the canon of sociology of the village and were treated as a separate discipline.
The investigations focused on the spatial organization of social ties and the
specific pattern of life and work of the rural population - mainly in agriculture
within the framework of postfeudal social structures.
In Ludwik Krzywicki's, Władysław Grabski's and Franciszek Bujak's
studies one could find results of the observation of social processes in the
village of the interwar period. In the new theoretical and methodological
orientations advocated by their creators - Stefan Czarnowski, Florian
Znaniecki, Józef Chałasiński, and Stanisław Bystroń, the village became the
object of systematic empirical expansion and theoretical reflection. Its classic
representative, Jan S. Bystroń, a professor of ethnography, ethnology and
sociology, used field data collected in villages, and ordered it according to
specific social groups and categories. He popularized the notion of folk culture
as direct oral transmission. His achievements are known for the extent and
comprehensiveness of interests, influenced by the French sociological and
ethnological school - from analyses of ideology, customs, magic, folk
literature to analyses of authority in a given rural culture and ethnic groups.
In the interwar period a number of monographic studies of villages were
written primarily by ethnographers. Bujak's directive, on the necessity to present
a complete picture of the economic and social life of the village (treated as the
smallest settlement and administrative unit), was followed in many monographs.
Their authors had their roots in the sight-seeing and ethnographic movement of
scholarly centres. Monographs modelling Franciszek Bujak's paradigm pertain
to a wide range of problems typical of villages, often treated superficially, with
only a scarce review of social issues. Sociological monographs, for example
a monograph by Zbigniew Tadeusz Wierzbicki Żmiąca w pól wieku później
[Żmiąca half a century later], published in 1963, using typically sociological
tools - observation, interview, questionnaire
- focused on the relations
between rural life and changes in the macrostructures of global society.
Scholarly reflection on the village revealed two main ways of interpretation:
formal and substantial. The former approach tended to look for features of the
village as a fragment of a greater whole or a segment of reality. In such cases
the village was most frequently treated as an area of investigations, an example
of a microcosm which offered the option to trace more general regularities and
many phenomena of social reality caused by universal processes. The latter
approach assumed the existence of the village as a concrete reality in itself and,
at the same time, a separate and unique object of research. The latter approach,
closer to anthropological paradigms, treated the village as a "living whole". In
the case of monographic investigations, in which the village was treated as
isolated complex of phenomena, there often was no interpretations drawing
from broader comparative materials.

�60
When sociologists and ethnologists were describing villages, they saw this
as a possibility to observe different manifestations of social reality - economic,
demographic, social, and cultural. The village was more rarely the object of
research in itself, as a community. Such questions as what was a rural
community, what ties made it up and what changes it underwent were asked
very infrequently.
The model of the traditional village formed a constant point of reference in
investigations of socio-cultural transformation, induced by processes of urbanization and industrialization.
Integral investigations of villages, involving
historians, ethnographers, sociologists, geographers, agricultural economists,
statisticians, lawyers and others, were postulated as a model to investigate the
complete process of transformations.
This found expression in the investigations of processes of village urbanization - changes in the occupational
structure, migrations, adoption or urban ways of life, the so-called "modernization" of the economy according to the assumptions of socialist doctrine
and the popularization of new needs and aspirations.
The assumptions about the need to restructure the socio-ideological system
of agriculture and remove basic differences between towns and villages formed
research models that were used to investigate villages in Poland till the turn of
1980s. As most of the studies were empirical, and the theoretical and
methodological achievements in People's Poland were weaker, research problems of rural areas accumulated and led to a crisis of disciplines that dealt
with the village.
Manifestations of the crisis of sociology of village were seen both in the
United States and in Europe. Attempts to overcome the crisis addressed basic
questions - the definition of village, determination of its place in society, state
and global structures. As possibilities of investigating rural communities in
accordance with concepts of modernization, industrialization and urbanization
were limited, new models and research paradigms were being looked for.
A new research paradigm of the village treated it as a complex social
phenomenon, a socio-cultural whole, at the same time a phenomenon with
a long history, older than that of the town, and with an unspecified future.
Investigations employing this paradigm are a task that social sciences
investigating European cultures has to face. Epistemologically, this requires
determining the relation to assumptions of the agrarian ideology and universal
values of peasant ideology. Methodologically, this requires balancing standardized procedures and statistical methods of analysis through methods of
participatory observation, "understanding" sociology with more emphasis on
social wholes (Wieruszewska, 1991).
The concept of investigations of villages which promoted the so-called
integrated development resulted from the reaction to the crisis of rural areas
caused by various threats. The break of ties in the mid-reach structures as

�61

important links between macro- and microstructure, symptoms of anomaly,
demographic destruction (depopulation of villages), disappearance of farms,
unemployment, loss of cultural identity and social subjectivity of villages
created new problems which required new concepts. This could not be done
through scientific disciplines which lost their sensitivity to social wholes. The
village can be an abundant source of arguments to deconstruct myths and
stereotypes which have troubled the minds of scholars and politicians.
The lack of understanding of rural problems had its roots in the dominant
forms of scientific study, political doctrine, and general developments that
created tensions between the technocratic and humanistic visions of society, and
between civilization and culture. An analytical-logical model which dominated
European science neglected those spheres of reality which, being metaphysical,
did not fit the canon of the positivist ideal of knowledge. The questions about
the essence, values, about what are natural social wholes, including the village,
were to the side of the main canon of science. Scholars, accustomed to theories
derived from the circle of their own culture, faced an awkward situation when
they tried to learn about a new cultural context. The village was most often an
example of perception from an external perspective, through the glasses of
another aesthetic, and this introduced the related problem of cultural relativism.
Reference through archetypes and symbols to primary mental structures in
modern humanistic studies were more favourable to a deepening knowledge of
the village as a socia-cultural whole (Wieruszewska, 1991).
These trends of modern culture harmonized with the experiences of peasant
culture. The longing for the search for the lost sense, moral certainty, social
bonds based on community which became typical of western societies, "tired"
with industrialism, has prompted a rethinking of the issue of the villages as
local communities. Such attempts were undertaken in many countries. Village
revival movements in Western Europe, "rusticity" as a category organizing
thinking about the future of Europe, and the results of the latest investigations
of villages in the process of changes in the socia-economic order of countries in
Central and Eastern Europe were new attempts to look at the whole of cultural
processes of the village at the end of the 20th century.
In each country investigations of villages are the result of specific problems
of another social reality. At the same time, as was' pointed out by Bogusław
Gałęski, the sociology of the village is universal insomuch as its interest in the
system of rural life - farming and farming family and rural community
- have their empirical foundations all over the world (Gałęski, 1970, p. 37).
Village in the Transformation

Process -

New Questions

In an article entitled The horizons oj investigations oj village culture
("Roczniki Socjologii Wsi" vol. 20, 1983) I advanced a thesis that the

�62
dramatically disappearing trend to research cultural transformations in villages
between 1975 - 1980 was the result of weakened theoretical significance of
dominant research concepts. Because of the one-sided viewpoint on village
development, there were more investigations of standarizing mechanisms,
mechanisms which made villages alike all over Poland and fewer investigations
of factors that differentiated villages on the local and regional scale.
I wrote then that because of the realia of modern times the problem of the
cultural identity of villages should be considered most important for their
further development. On the one hand, we were facing the dilemma of cultural
diversity and, on the other, the universality of science and technology. On the
one hand, we wanted to unify and on the other we wanted to create diversity.
I have the impression that new tendencies in science, in which the development
of technology and modernization, understood as the derivative of urbanization
and industrialization
that does not take into account the rights of local
communities with respect to biology and ecology, can create conditions for
a dialogue between modernization
of agriculture and peasants, between
technological progress and human needs. There is an urgent need to develop
a strategy for the development of Polish villages on the basis of a better
understanding of the potential of rural communities and their needs. This,
however, requires that the research be geared to specific problems, that
theoretical problems (for example, is there a conflict between the feeling of
identity and strong local and/or regional belonging and cultural assimilation
on a wider scale) be solved.
I think that we should remember the advice given by Professor Jan
Szczepański which should help to create this model of village development,
namely "It is important for reformers and revolutionaries that through
understanding of what is permanent and invariable in the social substance
which they want to remodel, they provide grounds for the rationality of their
action, proper respect for possible effects and that they inspire hopes that are
up to their measures" (Szczepański, 1972, p. 35).
The recent diagnoses indicating the weakening of the developmental
potential of villages forced a change of the viewpoint on village matters in
Polish society and among the rural population which must have an understanding for problems of its own development. This is also a problem of cultural
identity understood as the feeling of identification with the values and symbols
of culture.
The basic structure of the village, in its constituent elements, retains
permanence and continuity. A family, an individual farm, neighbours, relatives,
informal and local groups, organizations and institutions form a network of
relations that have sustained the essence of the community till the present time.
The discussions accompanying
the formulation of programs for the
development of villages and agriculture considered mainly two criteria:

�63
production and the economy and the socio-political dimension. The stress put
on economic effects (instrumental), reduced the treatment of village to the
function of a food producer and the stress put on problems of ownership in
agriculture practically obscured the sense of villages and agriculture understood
as a whole of mutually related aims and functions in the aspects of economy
and national culture. Hence, in the situation in which the conditions of the
country's existence required basic and necessary reforms, it became very
important and urgent to define the strategy of a favourable development of
villages and agriculture. I think that peasants, if they manage to survive, should
become assets to the future development of villages.
Meanwhile, peasants, the oldest and native inhabitants of villages, are
becoming the bone of contention, the main object and social problem of
transformation. In many press polemics a view that peasants are the deadwood
of transformation, a product of the socialist system, a barrier to democracy in
villages, an antithesis of civic society, is becoming dominant. A humanist, an
ethnologist must take a stand in this polemics. We must give credit to the
results of investigations conducted from the perspective of ethnological
horizons. For example, Barbara Fedyszak-Radziejowska defended the peasant
ethos, which, in her opinion, is not an obstacle to the modernization of Poland.
It results from the investigations conducted by the Institute of Village and
Agriculture Development of the Polish Academy of Sciences that the "attitude
of entrepreneurship is being shaped in villages and on farms. Its presence is
connected with the family tradition to work on one's own farm". The author
pointed out that "neither the traditional peasant culture nor the ethos of work
specific to farmers and the feeling of one's own worth were the obstacle to
capitalism and market economy in deeply rural Scandinavian countries"
(Fedyszak-Radziejowska,
1995, p. 15).
This opinion is supported by my article entitled Współcześni
chłopi
w perspektywie
etnologicznej
[Contemporary peasants from the ethnological
perspective] (Wieruszewska, 1994, p. 158ft) in which I answered the questions
asked during a panel discussion organized by the Polish Sociological Society.
These questions addressed such issues as:
consequences of 45 years of communist rule after the Second World
War for the position of peasants in the social structure;
consequences of a complete transition to market economy for contemporary Polish peasants;
position of peasants in the future structure of Polish society which, in
my opinion, being significant, will not determine their number but their
importance to culture.
Turning points reveal the truth that description, explanation and understanding of the phenomena of new reality reguire an increased intellectual effort.
Furthermore, pre-set strategies of investigations must be surpassed. Scholars,

�64
who attempt this task, must be bold and must take the risk comparable to that
of pioneers. Professor Jan Szczepański, the author of an essay entitled
O indywidualno.~ci chłopów polskich [About the individuality of Polish peasants], showed that the social sciences do not know much about the rural
reality. He stated that the language of modern sociology is not adequate to the
problems and phenomena occurring in Poland. A question arises: how can the
reality of village, today very changeable, obscure, burdened with stereotypes,
and subjected to the pressure of new trends - the market economy and
democratic society - find its place in this "hybridization process". Looking for
contact planes between Western Europe, liberal and secularized, and Poland,
Catholic, with a peasant cultural heritage, becomes a problem. For the practice
of social and economic life it is important to work out favourable relations
between the defence of the interests of villages and agriculture and rules of
market economy to become a part of wider, European economic structures
(Wieruszewska, 1992).
Treating culture as a sphere endowed with a specific autonomy, as
a foundation of the philosophy of life, we can suppose that the logic of the
oncoming changes is getting more and more convergent with the foundation of
peasant culture. If we perceive the" sense of oncoming changes as the need for
a more balanced approach to development according to the criterion of
economic effectiveness, ecological health and value of survival, it will be easier
to see village and agriculture as an example of a system that reproduces itself
according to judicious economic rules.
Ethnology, being sensitive to the overall vision of human life, is capable of
noticing what sometimes is neglected by other scientific disciplines.
An ethnologist, an investigator of culture, sees the village and agriculture as
a form of economic activity that man pursues in the environment he lives in.
He notices skills, talent and organizational abilities. Thinking about the future,
one must say that none of the styles of life, including those formed in Polish
villages, should be lost because today it is difficult to say what knowledge and
skills our successors, future generations, will be using.
Today opinion centres, authors of programmes addressed to villages,
particularly peasant organizations, the church and priests are trying to create
a vision of the future compatible to the spirit of the time and requirements of
European integration. To reach this objective, one draws from history, the
history of agrarian ideology, peasant tradition and rules of transformation,
making references to the ethos of entrepreneurship. This must be accompanied
by opinions voiced by the humanist, the ethnologist and the sociologist. This
must be accompanied by a view which, under the pressure of current problems,
will permit us to notice a reflection of a different dimension.
Our thinking is burdened with some assumptions which lead us to an
incomplete understanding
of the integration process. We find ourselves

�65
in a situation of somebody who purchases a licence or somebody who is
entangled in the "syndrome of a late newcomer" and we forget that integration
always pertains to different elements.
The approach to problems of European integration is full of such concepts
as reaching up to standards, adjustment, shortening the distance. In all these
metaphors there is something that does not permit articulation of our strengths
and our interests. As a process of integrating different elements and a process of
creating a new whole, this has some legal, economic and social consequences
and is done at a certain level of generality. We should realize what actors
become players on this stage of integration and what roles they play. Village
and Polish farmers do not have to be perceived as bogey and threat.
What is extremely important are institutions, mainly because they set the
rules, procedures, and norms. They do not use isolated indices. What matters is
the whole, an integral complex of different indices. And this is important
because agriculture, connected with soil, people, cultural community, is an
element of the people - peasants bind the people on their territory and one
must see the entire surroundings to fully perceive our interests.
Ethnological knowledge tells us that the village as a type of community,
born out of a primitive group, is not an enemy to civic society but its asset.
Hence, rural communities with their own identity can coexist with civic ties.
The sacrum element occurs not only in peasant culture, it exists and is
necessary to democratic societies if they want the authority of transcendential
norms and the source of legal validity. Tradition does not deny democracy but
strengthens it.
The goal would be to create a civic culture in villages, to strengthen
citizenship through new institutions. Ethnoiogical knowledge again tells us
that "institutions are not built, institutions grow like a family, neighbours,
church, people" (Dahrendorf, 1994, p. 232).
If we think about our "return" to Europe, it would be worthwhile, I think,
not to lose sight of the transformations which today make Europe different and
whose elites question the directions of development which degraded villages. If
we treated the will to find contact planes and establish dialogue with Western
Europe seriously, then these new facts would have to be reconsidered.
Furthermore, new concepts have to be built around such issues as: the
difficulties of compromise between the rural culture as community culture with
the culture of bureaucracy (or, social culture, based to a large extent on norms,
with the legal culture of civic society). This entails the question of adjustment to
the rules of social life, the ability of those speaking a developed code to
communicate with those who have a different communicational comptetence,
one that makes reference to aspects, norms and values filled with substance and
not to abstract rules. The problem is to look for contact planes between the
world of Western Europe, liberal and secularized and Polish village with
s --

Lud

t.

LXXIX

�66
peasant cultural heritage, strongly connected with the Catholic religion. One
could ask in passing whether Polish village can be for Europe a reservoir of
indestructible values, attractively finding its place in the new ecological
dimension of awareness, as a realistic iunctim of tradition and modernness. The
more contact planes with the revival movement in Western Europe we have
and the more seriously the village is treated as an alternative way of life, the
stronger the hypothesis.
For the rich, wealthy Europe, "neo-village" ideology and the return of
people tired of urban life to villages, in search for recreation and contact with
close, familiar environment, has a clear motivation. This ideology is a negative
response to overgrown urbanization and rural areas become a kind of a buffer
zone that performs instrumental functions to the surroundings, i.e. tourist,
recreational functions, and functions of ecological protection. As protection of
these areas cannot be done without the participation of people that inhabit
them and without their conviction that there is a sense in recuperative work,
a movement of elites for the restoration of rustic communities was born. It is
sponsored by Ekovast (movement for the development of villages and small
towns). No special effort is required to prove that in Poland the situation is
different, although Western inspirations can be educational. In Poland such an
awareness has not been formed yet, moreover, it stirs up controversies and
emotions. The range of problems related to the concept of green economy,
"revitalization" of rural areas, landscape protection, ecological agriculture,
"turn to villages", if it goes beyond accepted norms, awakens distrust if not
criticism.
Remaining in Europe but going back a few centuries, we must remember
that the permanence of a grange economy was characteristic of Central and
Eastern Europe, including Poland. Concentration of a considerable part of the
economic potential in the hands of freeholders had its impact on the different
course of the industrial revolution in this part of Europe as compared with
Western Europe. Preparation for the industrialization process with respect to
accumulation of capital, qualifications, and new technologies was weaker in
Eastern Europe than in the West.
Throughout the centuries of the feudal system, the economic equilibrium
was maintained by agriculture, crafts and trade. The village was a multi-functional structure, entailed in the new system. The equilibrium was upset
by capitalism, an expansive system by its nature, a system which continually
made agriculture adapt and adjust.
The turn of this century is an ample time to make observations. It offers the
distance needed to account for past events which, seen from a different
perspective, do not obscure the picture with too many details. It also helps us
to look at new tendencies which herald a new era.
We live at the time of landmarks. Their significance goes beyond the surface

�67
of life streams and social and political phenomena which change even faster.
The turn that I am talking about, metaphorically defined as the turning point
of the epoch, the crossroads of civilization, pertains to more profound, more
thorough and far-reaching changes. We start to build a new post-modernist
vision of the world by negating the foundations of 17th and 18th centuries. In
doing so we undermine the foundations of our own civilization (Burszta, 1992).
We are starting to build the new vision of the world not on the basis of the
mechanistic paradigm, as a general model of seeing and learning about reality.
This is opposed by profound ecological awareness which looks for relations
between man and the spiritual dimension of culture, nature, cosmos. This finds
expression in the tension between the technocratic and humanistic orientations.
The dramatic break between the sphere of civilization and culture is becoming
the sign of our times. It is true that social elites have this awareness and that
they articulate the dilemma of modern times. For example - will the
development of science outlive the development of mankind and can the
ideology of freedom be compromised with social ties and do democracy and
the market favour balanced development? Such questions are not asked by an
average inhabitant of a village and for him/her the choice between the
technocratic and humanistic vision of the future is not important. An average
inhabitant understands and feels what tradition is - that unremovable
component of human condition. He/she knows what village is for him/her,
what his/her own farm means for him/her, has some aspirations and would like
his/her work to be recognized by the society.
In conclusion - the new social and economic order, based on the pillars of
market and democracy, offers a chance for the restoration of villages as
autonomous communities, using social life to mitigate consequences of
unemployment and to promote entrepreneurship, using local resources and
local potential. The question whether village as a cultural structure can regain
its identity, whether it can be the symbol of a separate, different and abstract
lifestyle, remains unanswered. The answer will be provided if we manage to
establish a dialogue with values which will determine the future civilizational
and cultural status of Europe and the world. One thing is certain: restoration
of the identity of the modern village is an important issue and it cannot be
done if the roots of the culture are ignored.
BIBLIOGRAPHY
Burszta Wojciech
1992
Wymiary antropologicznego poznania kultury [Dimensions of the anthropological
cognition of culture], Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań.
Dahrendorf Ralf
1994
Zugroione społeczeństwo obywatelskie [An endangered civic society], in: Europa
i społeczeństwo obywatelskie. Rozmowy w Castel Gandolfo [Europe and civic society.
Conversations in Castel Gandolfo], Znak, Kraków.

�68
Fedyszak-Radziejowska
1995

Barbara

Spadek
II,

po PRL

folio

uwiera

issued

on

Gałęski
Boguslaw
1970
Wprowadzenie.
nych

legacy

Socjologia

wsi

in: A. L. Bertrand,

Poland],
Grabski

[The

[Sociology

of thc Polish

People's

Republic

Kwestia
wieku

Polsce

II'

[Introduction.

Z. T. Wicrzbick

of village

in the

United

SO\.:iology

States],

Krzywicki
1967

rolna.

Prze/om

w produkcji

środków

p. L. Krzywickiego

w oświetleniu

Ludwik
Kwestia

rolna

[The

agrarian

Olszewska-Dyoniziak
Barhara
1994
Spo/ecze/istwo
i kultura.
from
Szczepański
1972

Ossolincum,

spożywczych

[The

cultural

question],

Szkice

in

question.

O t/'\va/o.\:ci porządku
Dobrowolskiemu
nictwo

1994
Wieruszewska

tum

X JX
in the

its rolc in enlightening
30 May.

Warszawa.

kulturowej

Universitas,

połowie

Thc

[Soeicty

and culturc.

Essays

Kraków.

Jan

Kazimierz

życia społeczeństwa

[Studies

Literackic,

socjologii.
in

Dobrowolski],

[On

the permanence
i historii

etnoyrafli

sociology,

ethnography

cd. by A. Kutrzeba-Pojnarowa,

of order

o/Iarowalle

and

in the life of
Kazimierzowi

history

dedicated

M. Żychowski,

to

Wydaw-

Kraków.

Propozycje do koncepcji
village and its culture

encyklopedii
wsi polskiej i jej kultury [Encyklopedia
- some suggestions],
(xerox copy).

of Polish

Maria
Horyzonty

badań

"Roczniki
Wid.

wsi [The

Wsi"

W poszukiwaniu

hope].

po/skich

wsi: między

[About

Wspó/cze.lni
ethnological

PWN,

Including
chłopi

the
IV

an

horizons

of village

culture],

społeczno-kulturowe;

[Village.

In search

for

the

Warszawa.

mitem

a nadzieją

essay

by Jan

[Restoration
Szczepański,

individuality

of Polish

perspektywie

etn%yicznej

perspective],

of investigations

vol. 20.

ca/o.fci

whole],

(Ed.) Odnowa
and

kultury

Socjologii

social-cultural

1994

village
Z;edlloc:o-

Wrocław.

w drugiej

agrarian

PWN,

z antropologii

anthropology],

society], in: Studia z zakresu

1992

of

wsi w Stallaclr

i, Socjologia

production
of foods in the second half of the 19th eenturyand
by L. Krzywicki],
"Gazeta
Rolnicza"
1903, issue 22 from

1991

"Cash"

Władysław

1903

1983

hurts],

17 March.

"Kultura

peasants],

of village:

Translaled

myth

ch{oPÓ\\'

PA N, Warszawa.

[Contemporary

i Spolcczeństwo"

Betwecn

O indywidua/llli.\'ci
peasants

vol. 38, No

hy Zbiqniew

from the

I.

Nads/oga

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11293" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11271">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a74a81c2697ab13bcbcffdf80f159df4.pdf</src>
        <authentication>f7776445e0da44276780ade60c4ff009</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134613">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2202</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134614">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134615">
                <text>rolnictwo</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="134616">
                <text>integracja europejska</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="134617">
                <text>wieś polska - integracja europejska</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134618">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2046</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134619">
                <text>Kultura i wieś w perspektywie integracji europejskiej / LUD 1998 t.82</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134620">
                <text>LUD 1998 t.82, s.13-26</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134621">
                <text>Wieruszewska, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134622">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134623">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134624">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134625">
                <text>Lud, t. 82, 1998
MARIA WIERUSZEWSKA
Instytut Rozwoju Wsi i Rolnictwa
Warszawa

PAN

KULTURA I WIEŚ W PERSPEKTYWIE

INTEGRACJI EUROPEJSKIEJ

Rozważania o wsi w kontekście integracji europejskiej skłaniają do wstępnego zdania sobie sprawy z zakresu najważniejszych problemów. Główne ramy
zagadnienia objętego sformułowaniem tytułowym obejmują następujące węzłowe kwestie:
- integracja europejska jako wyzwanie dla wszystkich państw zarówno
członkowskich jak i kandydujących,
- miejsce i rola wsi i rolnictwa we współczesnej Europie,
- reforma Wspólnej Polityki Rolnej Unii Europejskiej a perspektywy integracJI,
- integracja europejska w opiniach elity społecznej - szanse i zagrożenia,
- globalizacja i regionalizacja.
Realia związane z poszerzeniem UE w obecnej sytuacji zmieniają perspektywę patrzenia na proces integracji. Politycy i urzędnicy instytucji unijnych
wypowiadali się w ciągu ostatnich pięciu lat o poszerzeniu jako ambitnym wyzwaniu, któremu trzeba będzie stawić czoła w przyszłości. Wyzwanie oznaczało, z jednej strony, potencjalną mobilizację tych, którzy wyzwanie rzucali,
a z drugiej strony tych, którzy je mieli przyjąć i zadaniu sprostać. Role nie były
zresztą wyraźnie określone. Członkowie Unii, jak i pallstwa kandydujące, miały
wspólnie realizować wyzwania integracyjne, odpowiednio do potrzeb i możliwości. Twarda rzeczywistość, przed którą staje aktualnie UE, uświadamia, że to
"nadchodzące poszerzenie daleko odbiega swoim charakterem i konsekwencjami od poprzednich" (Wallace, 1998), kiedy to okres przygotowawczy przed
wstąpieniem do UE dla Hiszpanii i Portugalii trwał około ośmiu lat, zaś Austrii,
Finlandii i Szwecji - po czterech latach trudnych negocjacji w sprawie ustanowienia Europejskiego Obszaru Gospodarczego - wydłużył się o dodatkowe dwa
lata. Obecny proces ma objąć cały kontynent i zrozumiałe, że wiążą się z tym
pytania o to, co taka integracja paneuropejska mogłaby oznaczać i jak zapewnić
jej stabilność.
Należy zgodzić się z poglądem, że nowy kontekst przestrzenny i czasowy
obecnego procesu integracj i wymaga rzetelnej diagnozy, która by odpowiadała
na pytanie: z czym ma się do czynienia, a nie jedynie powielenie już istniejącego i sprawdzonego modelu integracji zachodnioeuropejskiej.
Obecny proces
istotnie różni się charakterem i konsekwencjami od poprzednich. Potrzebne jest
zatem nowe określenie obecnej strategii integracji, co wynika z następujących
przesłanek:

�14
- braku klarowności co do tego, co integracja obejmuje i jakie sąjej wymagama,
- fazy "przejściowej", która obejmuje zarówno Europę Zachodnią, jak nowo
kandydujące państwa członkowskie oraz
- koniecznego usunięcia znaku zapytania w kwestii tego, co może scalić
kontynent europejski, czyli jaki rodzaj solidarności byłby najbardziej skuteczny
w utrzymaniu jedności paneuropejskiej.
Potrzebny jest zatem powrót do pytania podstawowego, takiego oto: Co rozumie się pod pojęciem integracji? Znaczy ono coś więcej niż poszerzenie
transakcji gospodarczych i tworzenie wspólnego obszaru gospodarczego z odpowiednimi regulacjami gospodarczymi (Wallace, 1998).
Charles de Gaulle, jeden z ojców idei europejskiej, miał się wyrazić, iż sen
o zjednoczonej Europie nie ma żadnych widoków na realizację, tak jak nie jest
możliwe zrobienie omletu z twardych jajek. Czym zatem ma być Europa
w projektach integracji? Z dotychczasowych dyskusji nie wyłania się pogląd
jednolity. Przeważają tendencje rozważania tego problemu głównie przez wymiar polityczny, gospodarczy oraz instytucje publiczne. Słabszy akcent kładzie
się na kontekst społeczny i kulturowy. Tymczasem to, co szczególnie istotne
dla przyszłości tego kontynentu, rozgrywa się w wymiarze kulturowym. Kultura nie ma "naskórka" - mówią antropologowie. Chcą przez to powiedzieć, iż to
w kulturze - rozumianej jako struktura wartości i reguły więzi społecznej,
w ramach których ludzie się komunikują, rozwijają wiedzę o życiu i postawy
wobec życia - da się odnaleźć zasoby nie ograniczone przestrzenią i czasem.
W Europie język wymiany był i jest oparty o wspólne wartości, czasem
oczywiste, niekiedy ukryte i zapomniane. Jest swoistym paradoksem, że współczesne rozwinięte techniki wymiany informacji nie sprzyjają porozumieniu
i komunikacji w takim stopniu, jak to miało miejsce na przykład w Europie
średniowiecza. Ówczesne uniwersytety skupiały elitę intelektualną świata
i ułatwiały znajdowanie wspólnych spraw w głębszym sensie, niż to ma miejsce
obecnie. Współcześnie mamy wprawdzie do czynienia z łatwym i coraz powszechniejszym dostępem do informacji, lecz równocześnie z coraz trudniejszą
jej interpretacją, porządkowaniem, rozumieniem wobec swoistego zalewu danych i "sporu języków". Istotnie, "kultura o wiele silniej wiązała ze sobą społeczellstwa naszego kontynentu w średniowieczu, czy jeszcze w XVIII wieku,
niż dziś. Kiedy 200 lat temu Diderot rozmawiał z carycą Katarzyną, mieli więcej w s pół n y c h spraw (podkr. M. W.), niż znaleźliby ich dzisiaj" (z wywiadu przeprowadzonego przez "Wprost" z Przewodniczącą Komitetu Integracji
Europejskiej,4.05.1997).
Jeśli chce się poważnie traktować wolę znajdowania płaszczyzn stycznych
dla integracji, a wolę tę deklarują obie strony - kraje Zachodu i nowo aspirujące państwa Europy Środkowowschodniej, to poza przesłankami politycznymi,
ekonomicznymi, geostrategicznymi, społecznymi należałoby też brać pod uwa-

�15
gę realia kulturowe. Z opinii wypowiadanych na temat integracji europejskiej
nie wyłania się wprawdzie obraz klarowny, ale tym mocniej zaznacza się potrzeba dopełnienia dyskusji refleksją nieco innego wymiaru.
Można usłyszeć pogląd, że "Europa w swych szczytowych momentach była
czymś więcej niż dobrze funkcjonującym mechanizmem (...). Europa zawsze
oznaczała pewną postawę duchową, styl intelektualny, mentalność, kanon kultury" (Plesul, 1998, s. 77). Wspólnota kulturowo-obyczajowa Europy dotyczyła
także krajów środkowej części kontynentu, przynajmniej od XVI wieku.
"Nasza elita intelektualna uczęszczała na te same uniwersytety i czytała te same
książki, co francuska, włoska czy angielska" (Tazbir, 1998). Siłą Europy było
bogactwo różnorodności obecne na małej przestrzeni. "Dlatego by pozostać ( ...)
Europa musiałaby być gotowa do z i n t e g r o wan i a wszystkiego, co przez swą
o dr ęb n ość mogłoby ją w z b o g a c i ć" (Plesul, 1998). Ta ostatnia konstatacja
odsyła nas w stronę rozumienia sensu dwóch pojęć: kultury oraz integracji. To
ostatnie należałoby opatrzyć komentarzem, iż integracja zawsze dotyczy różnych, a nie jednakowych elementów; tym samym nie może być mylona z homogenizacją. Co do pierwszego pojęcia warto przypomnieć w tym miejscu,
że zróżnicowanie jest warunkiem żywotności kultury i jej bogactwa. Wartości
kultury "muszą być stale kwestionowane, jeśli nie mają zwiędnąć, skostnieć,
umrzeć" (Kula, 1983, s. 320). "Tylko integracja różnorodności może stworzyć
nową ciekawa jakość" (Smułkowa, ]998, s. 76).
Przyjęcie powyższych założeń sugeruje określoną wizję europejskiego zjednoczenia. Dotychczas nie ma wprawdzie jasności, czy będzie to "Europa ojczyzn", czy wspólny "dom europejski", zatem czy zróżnicowanie sięgnie regionu, czy też utrzyma się na poziomie sfederowanych patlstw. Inny problem do którego nawiążę dalej - dotyczy regionalizacji i globalizacji w ich wzajemnych relacjach. W dyskusji na temat zjednoczenia Europy na razie przemawiają
względy pragmatyczne. Na pytanie, kto i po co chce Europę zjednoczyć, pada
odpowiedź, aby wspólnie stawić czoła ekspansji gospodarczej Dalekiego
Wschodu i Stanów Zjednoczonych, a po drugie, aby uniknąć w przyszłości
konfliktów zbrojnych na kontynencie. Z tego punktu widzenia ocenia się zjednoczenie Europy jako proces motywowany konkretnymi formalnymi oraz instrumentalnymi przesłankami. Jak pisze Antonina Kłoskowska, czymś innym
jest Europa aksjologiczna, która zawsze obejmowała polską kulturę. Powstaje
pytanie, czy autorzy procesu zjednoczeniowego, którzy kierują się przede
wszystkim względami praktycznymi, pragmatycznymi nie będą "odsuwać na
dalszy plan sfery aksjologicznej?" (Kłoskowska, 1998, s. 78). Jak dotąd dyskusje polemiczne są okazją takich oto opinii: ,,«Europa ojczyzn» to swoisty kompromis między myśleniem w kategoriach narodowych a myśleniem w kategoriach europejskich" (Sadowski, 1998) lub "Uciekając w koncepcje bardziej
narodowe np. koncepcję «Europy ojczyzn» nie prowadzi się debaty o realiach".
Przyjęło się uważać, że postawy względem integracji europejskiej różnicują się

�16

według orientacji politycznych: narodowo-katolickich - bardziej powściągliwych i sceptycznych oraz liberalnych - mocno entuzjastycznych. Tymczasem
sedno sprawy leży w samej wizji ~ednoczonej Europy. Co do tego, jak widać,
nie ma zgodności. Do niedawna nad naszym myśleniem o integracji ciążył gorset takich określell, jak: "wyrównywanie poziomów", "dorównanie", "dostosowanie", "zmniejszenie dystansu". W tej optyce mieścił się pogląd, iż "my
nie kształtujemy Europy, my do niej dołączamy"
lub wniosek, że "musimy
śmiało i radośnie p u k a ć (podkr. M. W.) do bram zjednoczonej Europy"
(Plesul, 1998). W takiej optyce gubiło się to, co można określić jako twórcze
podejście do integracji. W owej naśladowczej manierze Unia jawiła się jako
"nieżycz1iwy, bardzo wymagający i nieprzyjemny kontroler" (Olechowski,
1998). Przypominało to sytuację kogoś, kto zakupuje «licencję rozwojową»
lub cierpi na syndrom «spóźnionego przybysza». Tymczasem uzyskanie mocnej
pozycji w UE to nie tylko spełnienie formalnych standardów i unijnych norm
jako warunków szybkiej akcesji, lecz zdolność do twórczego i aktywnego
uczestnictwa. Nie trzeba wyobraźni socjologicznej, aby przewidzieć, że powodzenie włączenia się do struktur instytucjonalnych i prawnych, określonych
przez acquis communaulaire, może być spełnione przy wysokim obustronnym
zaufaniu. Stąd rodzą się oczekiwania, aby "wspólna Europa obchodziła się
z nami ostrożnie, nie odbierała nam odwagi i radości, nie przerażała gotowymi
receptami" (Plesul, 1998) lub aby "Unia się nam pokazywała lepiej, cieplej"
(Olechowski, 1998) oraz aby Europa nie tylko mówiła, co może dać, lecz i pytała, co może przejąć od nowych partnerów.
Antycypując problemy i ewentualne zagrożenia inicjuje się dyskusje o sprawach dotąd marginalizowanych na tle debat "nazbyt pragmatycznych i nazbyt
politycznych". Dotyczy ona otwartej kwestii zachowania narodowych tradycji
przy równoczesnych procesach unifikacyjnych, czego efektem ma być "tożsamość obywatela Unii Europejskiej" (Skórzyński, 1998, s. 53). Autorytet z zakresu socjologii kultury formułuje dla potrzeb wspomnianej dyskusji sądy,
które zasługują na szersze omówienie. Antonina Kłoskowska, powołując się
na różne badania, wskazuje, iż "samopoczucie przynależności narodowej jest
obecnie (...) w stanie pewnego kryzysu" (Kłoskowska, 1998, s. 60). Ta myśl
wprawdzie ostrożnie, lecz jednak widocznie koresponduje z przekonaniem,
że współcześni Polacy stracili więź z miejscem zamieszkania, własną historią,
własną tradycją i programowo odrzucili kanon kultury narodowej. Osłabienie
przywiązania do kultury narodowej, której kanonu się nie zna i nie ceni, wiąże
A. Kłoskowska z czynnikami wewnętrznymi: "nie przynosi go Europa (... )
przynosi go całość współczesnego życia (...), kultury zdominowanej przez standaryzację"·
Frontalnemu atakowi na wszelkie kanony (także narodowe) sprzyja, zdaniem autorki, moda na postmodernizm wśród polskich intelektualistów. Przewidywania co do dalszego biegu tego procesu mogą napawać obawą, iż "przy

�17
jednoczeniu się z szerszymi organizmami, przy jednoczesnej - idącej od środka
- utracie motywacji
aksjologicznej
w kierunku własnej
tradycji
kulturalnej
(podkr. M. W.) ta kultura zacznie schodzić do rzędu folkloru"
(Kłoskowska, 1998, s. 79). To ostrzeżenie wspiera twierdzeniem o konieczności reformy edukacji i mediów w służbie kultury narodowej, "bowiem Polska
nie powinna (...) tracić z oczu wartości swojej własnej kultury" (tamże).
Katalog wstępnych wyjaśnień co do natury integracji musi brać pod uwagę
parametry czasowe. Faza "przejściowa", w której znajdują się państwa kandydujące objęte procesem transformacji i zmianami strukturalnymi, jest równocześnie czasem zapowiadanej reformy samej Unii. Zatrzymajmy się przy kwestiach rolnictwa i wsi. Aktualnie uwaga jest skupiona na trzech kwestiach: Unii
Gospodarczej i Walutowej (UGW), wypracowaniu wspólnej polityki zatrudnienia oraz utrwaleniu respektowania takich wartości, jak wolność, sprawiedliwość, bezpieczeństwo. Nie wolno jednak zapominać, że właśnie sprawy rolnictwa traktowane sąjako jeden z najtrudniejszych tematów negocjacji.
W połowie 1997 roku przewodniczący Komisj i Europejskiej Jacques Santer
przedstawił ważny dokument, ogólnie znany jako "Agenda 2000", który zawiera analizę niezbędnych reform dla "umocnienia wzrostu, konkurencyjności
i zatrudnienia, unowocześnienia głównych kierunków politycznych i poszerzenia Unii" (Davidson, 1998). Udana aplikacja planów Komisji miałaby co sugeruje dokument - nie zwiększać budżetu Unii znacznie i poza konieczne
granice. Pomyślność owych zamierzell ma się jednak wiązać ze zmianą Wspólnej Polityki Rolnej (CAP), dotychczas obciążającej cały budżet Unii w 50 procentacll. Doświadczenia, które płyną z lektury "Agendy 2000" i z wywołanej
nią dyskusji, mogą zapowiadać w przyszłości nowy kierunek polityki wobec
wsi i rolnictwa. Zniesienie subsydiów i osłon otaczających Wspólną Politykę
Rolną zmienia radykalnie wektor dotychczasowej polityki rolnej, bardziej
w stronę wsi i jej walorów środowiskowych, przyrodniczych, kulturowych
niż produkcyjnych.
Przykładem zmiany podejścia do wsi i rolnictwa jest inny dokument opracowany z kolei przez Radę Europy (Council of Europe)'. W preambule odnotowano, iż obszary wiejskie w Europie, które obejmują około 85% całej
jej powierzchni, były przez długie lata traktowane przede wszystkim ,jako
miejsce wytwarzania surowców rolniczych". Konieczność zapewnienia bezpieczei1stwa żywnościowego, pilna zwłaszcza po zniszczeniach II wojny światowej, wpłynęła na kierunek i instrumenty polityki rolnej zmierzające do szybkiego wzrostu produkcji. Uprzemysłowienie i urbanizacja doprowadziły jednak
I Rada Europy nie jest instytucją Wspólnot Europejskich.
dlatego nie należy jej mylić z Radą
Unii Europejskiej. Jest to organizacja działąjąca od 1949 r.o założona w Strasburgu w celu wspierania współpracy w Europie. Członkiem Rady Europy jest również Polska (za .,Wieś i Państwo"
1996, nr 2-3).

�18

do znacznego zmniejszenia roli rolnictwa w gospodarce oraz kryzysu obszarów
wiejskich. Rozmaite inicjatywy podejmowane przez organizacje międzynarodowe, jak np. OECD czy Unia Europejska, zmierzają do naprawy sytuacji
i do "różnorodnych działa"l na rzecz społeczności wiejskich, trwałej gospodarki
zasobami naturalnymi, ochrony krajobrazów i wiejskiego dziedzictwa kulturowego". W klimacie zapowiadanych reform i poszerzenia Unii prowadzi się
dyskusje na temat zredukowania funduszy strukturalnych i Funduszu Spójności
oraz sygnalizowanych przez "Agendę 2000" reform Wspólnej Polityki Rolnej.
Debata wokół tych spraw dotyczy czegoś więcej niż tylko transferów finansowych i wzajemnych bezpośrednich zobowiązałl pomiędzy różnymi segmentami
struktury społecznej Unii oraz pomiędzy różnymi jej członkami. Wiąże się to
bowiem z głębszą zmianą dotychczasowych wzorów partnerstwa i stałej współpracy. Można przewidzieć, że znacznie więcej uwagi będzie się przypisywało
potrzebie kreowania nowych, głębszych form solidarności oraz budowania zaufania pomiędzy wszystkimi członkami Unii. Wspomnieliśmy już, że wypracowanie płaszczyzn stycznych dla instytucjonalnych i prawnych struktur może
się odbyć tylko przy wzajemnym zaufaniu. Tymczasem oznaki braku zaufania,
widoczne w życiu publicznym, wiąże się z głębszym kryzysem współczesnych
społeczeństw, co odnotowują nie tylko badania socjologiczne. Sukcesy integracji, w zgodzie z przyjętą formułą pragmatyczną, widzi się raczej w rozszerzeniu
rynku i transformacji gospodarek do reguł wolnego handlu w wymiarze globalnym niż w sferze moralnej odpowiedzialności za wspólne dobro. Dlatego też
zdolności konkurencyjne gospodarek nowo kandydujących pałlslw skupiają
główną uwagę autorów strategi i integracyjnej.
Powróćmy jednak do kwestii zaufania, szczególnie istotnej dla wypracowania nowych form paltnerstwa i współpracy między stronami o niesymetrycznych strukturach. Asymetrię tę zdaje się potwierdzać nowy tennin "giętkość",
który pojawia się w języku "euromowy" jako odpowiedź na przewidywane
trudności procedury negocjacyjnej. Wiąże się je z wydłużającą się fazą przejściową przewidzianą dla tych paóstw kandydujących do Unii, które nie sąjeszcze gotowe do wypełnienia wymaganych unijnych standardów. Przy okazji
wskazuje się, że sugestie co do tego, jakoby istniał jeden tylko zachodnioewopejski model zjednoczenia, pozbawia przyszły kształt Unii pożądanych trwałych zróżnicowań, które nowe państwa mogłyby wnieść do wspólnego "europejskiego domu". Powróćmy jednak do wymiaru zaufania, słabiej dostrzeganego w tle dominujących rynkowych reguł, lecz nieodzownego jako skuteczny
katalizator urzeczywistnienia idei "europejskiego domu". Andreas Bodenstedt,
przewodniczący Towarzystw Socjologii Wsi, Europejskiego i Światowego,
przedstawia następującą argumentację: "Zjednoczenie Europy w aspekcie czysto rynkowym przyniosłoby bez wątpienia dwa zdecydowanie niepożądane
skutki. Po pierwsze zaostrzenie konkurencj i, niosące rujnujące następstwa
dla wielu ludzi ze względu na wielką różnorodność podstawowych, niezmien-

�19
nych czynników naturalnych i kulturowych. Po drugie spowodowaną tym jeszcze intensywniejszą industrializacją, mającą na celu wyrównanie zróżnicowanych regionalnie wielkości podaży i popytu (...). Sprzeczność «ekologia przeciw ekonomii» przynosi kryzys agrarny i zagrożenie dla środowiska"
(Bodenstedt, ł 993, s. 142). Proponuje się zatem "wspieranie takich modeli
produkcji i konsumpcji, które łączą ochronę środowiska i konkurencyjność"
(Ochrona .I,rodowisku..., 1997).
Warto w tym miejscu przybliżyć dwa wymiary konkurencyjności - krótkoi długookresowy. Mieczysław Kabaj wyróżnia dziewięć czynników determinujących konkurencyjność w krótkim okresie oraz cztery czynniki determinujące
ją w okresie długim (Kabaj, 1997). Pomillmy te pierwsze i dla potrzeb naszego
wywodu skoncentrujmy się na dłuższej perspektywie. W długim horyzoncie
czasu, jak przyjmuje się w ekonomii, konkurencyjność jest związana z takimi
czynnikami decydującymi o rozwoju, jak: 1) inwestycje i postęp techniczny,
2) jakość zasobów pracy, 3) wzrost udziału wysokich technologii w gospodarce, 4) struktura populacji z coraz większym udziałem grup ludności tworzących
dochód narodowy i coraz mniejszym udziałem grup nie uczestniczących w powiększaniu Produktu Krajowego Brutto (PKB), a korzystających ze świadczeń
socjalnych (Kabaj, 1997). Zdolności konkurencyjne polskiej gospodarki istotnie utrudnia fakt, że na 100 aktywnych zawodowo, jak podaje Mieczysław Kabaj, mamy 77 osób korzystających z rent, emerytur, różnych świadczeJl socjalnych oraz bezrobotnych. Znaczny udział korzystających ze świadczeJl socjalnych przypada na wieś. W latach 80. świadczenia społeczne stanowiły około
8% łącznych dochodów rodzin chłopskich, od ł 990 roku udział ten systematycznie rósl, do 21,7% w 1994. Można stwierdzić, że "w okresie transformacji
wystąpiła tendencja do «socjalizacji» struktury dochodów w gospodarstwach
rolników" (CUP, s. 39). W Polsce dochody realne w roku 1995 w gospodarstwach chłopskich na jedną osobę były o około 40% niższe w stosunku
do 1989 roku. W krajach UE natomiast subsydiowanie produkcji rolnej pozwalało na utrzymywanie wysokiego poziomu dochodów rolniczych. Na wsi
polskiej w ostatnich latach, jak to ujmuje Jerzy Wilkin, zarysowało się kilka
niepokojących tendencji; jako naj istotniejsze wymienia stały wzrost bezrobocia, w tym długookresowego, depopulację obszarów wiejskich (rozpatrywanych
łącznie), szybszy niż średnio w kraju proces starzenia się ludności wsi, jej słabsze wykształcenie. Dawne zaniedbania infrastruktury technicznej i ekonomicznej pogłębiają "zapóźnienia cywilizacyjne" wsi. Zwiększenie konkurencyjności
polskiego rolnictwa, jak to wynika z logiki ekonomicznej, może nastąpić tylko
w warunkach obniżenia kosztów wytwarzania. Te zaś, zgodnie z opiniami
kompetentnych autorów, mogą być realizowane tylko w części efektywnych
gospodarstw, które szacuje się w przyszłości na 30-50% "zdolnych do rozwoju,
zarządzanych przez rolników, sprawnie dostosowujących się do wymogów
związanych z procesem integracji z Unią Europejską" (CUP, s. 48). Pytanie,

�20
co z resztą gospodarstw, nie jest bezpodstawne. Pytanie, co z polską wsią,
w tym kontekście nie jest tylko pytaniem retorycznym. Powstanie większych
gospodarstw w ograniczonej rolniczej przestrzeni może się dokonać tylko
kosztem zniknięcia mniejszych gospodarstw. Taką tendencję potwierdza zmodernizowane rolnictwo uprzemysłowionych krajów świata. Rolnictwo, które
pada ofiarą swego własnego sukcesu - a rolnicy wpadają w pułapkę bez wyjścia, bowiem produktywistyczny model rozwoju rolnictwa wsparty jest logiką
funkcjonowania systemu kapitalistycznego - ma tendencję do eliminowania
gospodarstw rodzinnych. Przyjmując perspektywę członków Unii, trzeba przyjąć, że w wyniku przyłączenia nowych krajów nastąpi wzrost o połowę powierzchni użytków rolnych całej Unii i równocześnie podwojenie siły roboczej
w rolnictwie. Aktualnie w Unii uprawia się J 30 mln ha, na których gospodaruje
8 mln rolniczych jednostek produkcyjnych o zróżnicowanej strukturze. Rolnictwo Unii, które w latach 1945-1975 ciągle się modernizowało w zgodzie
z ogólnym wzrostem gospodarczym, doprowadziło w trakcie owych lat prosperity do podwojenia produkcji, przy równoczesnym zmniejszeniu zatrudnienia
o połowę (Halamska, 1998). Ów dynamiczny produktywistyczny model ukazał
swoją negatywną stronę z całą mocą zjawisk kryzysowych w latach 80. Można
powiedzieć, że wspólna polityka rolna lat osiemdziesiątych stała się ofiarą własnych dokonań. Rosnące koszty, przede wszystkim wysokie dotacje, niewłaściwe użytkowanie ziemi, zakłócenia w handlu światowym, zniszczenie środowiska naturalnego, nierównowaga między popytem a podażą, co wywołuje
kłopotliwe skutki nadprodukcji w rolnictwie, to tylko część negatywnych zjawisk. Symptomy kryzysu pojawiają się jako zagrożenie szersze i dotyczą całości obszarów wiejskich. Wyludnienie wsi, zachwianie struktur demograficznych, które objawia się w starzeniu się populacji oraz niedostateczna liczba
kobiet lub mężczyzn dla harmonizowania struktur demograficznych, ponadto
bezrobocie - wszystkie te zjawiska wywołują kumulację czynników "niedorozwoju" w przestrzeni rolniczo-wiejskiej. Objawy te są sygnałem koniecznych
zmian, o których powiemy dalej, i które są podejmowane coraz intensywniej
w krajach Unii. Trzeba zdawać sobie sprawę, że w takiej "przejściowej" sytuacji wobec zapowiedzi zmian we Wspólnej Polityce Rolnej, kryteria poszerzenia Unii o nowych członków, a szczególnie o Polskę, która jest największym
państwem w regionie, tworzy pole napięć, i to z kilku powodów. Polska w tym
właśnie kontekście jest ważnym ogniwem procesu poszerzenia Unii. Postrzegana jest w tym układzie jako adwokat pallstw sąsiadujących, przede wszystkim
Litwy, Ukrainy i innych sąsiadów, którzy - jak się wyraził przy okazji omawianej dyskusji jeden z jej uczestników - "będą stali w kolejce do Europy"
(Osadczuk, 1998, s. 64).
Mówiliśmy, że efektem poszerzenia będzie wzrost powierzchni upraw
i zwiększenie zatrudnienia w rolnictwie. To stanie się w istotnej mierze właśnie
za przyczyną Polski. Warto w tym miejscu wskazać, że obszary wiejskie sta-

�21
nowią u nas 93,4% terytorium kraju. Blisko 40% populacji mieszka na obszarach wiejskich. Co szczególnie zasługuje na podkreślenie w debacie o integracji
- "Wieś polska jest w pewnym stopniu unikalna, i to zarówno w porównaniu
z Zachodem, jak i ze Wschodem. W Polsce mamy ostatnich chłopów w Europie" (Wieś polsku ..., s. 38). To właśnie chłopi przeciwstawiając się kolektywizacji zdołali zachować własność ziemi, czego nie udało się w dawnej Czechosłowacji, NRD, na Węgrzech i w byłym Związku Radzieckim. To różni Polskę
od innych krajów Europy Środkowowschodniej, które doświadczyły socjalistycznego eksperymentu. Polska, co nie mniej ważne, jest głównym producentem rolnym tej części Europy i zapewne właśnie ze względu na swój potencjał
oraz wspomnianą "wyjątkowość strukturalną" odegra szczególną rolę w procesie europejskiej integracji.
Wspomnieliśmy, że newralgiczność debaty o rolnictwie w związku z integracją dotyczy obu stron - nowych pallstw kandydujących i dawnych członków
Unii. Wiadomo, że społeczetlstwa i terytoria europejskie są zróżnicowane, mają
inne rolnicze struktury, a ich społeczności wiejskie i kultury chłopskie rozwijały się według "odmiennych trajektorii" (Halamska). Na wsi zachodnioeuropejskiej wcześniej pojawili się niezależni, wolni chłopi - właściciele gospodarstw rolnych. W Polsce i znacznej części Europy Środkowowschodniej kwitły wielkie dobra ziemskie w ramach gospodarki folwarczno-patlszczyźnianej,
które swą produkcję towarową - głównie zboże - wysyłały do metropolii Europy i znacznej części ówczesnego świata. Wówczas Polskę nazywano "spichlerzem Europy". Charakterystyczne, że to samo określenie zaczyna być przywoływane przez partnerów unijnych we współczesnych dyskusjach o integracji,
szczególnie w kontekście konkurencyjności. Kiedy czasy nowożytne w Europie
Zachodniej charakteryzowały się rolnictwem "wolnym od feudalnych zależności" (Noniewicz, 1996), to kraje Europy Środkowej cechowała trwałość gospodarki folwarcznej. W tym właśnie najsilniej zaznaczyła się odmienność owej
"agrarnej trajektorii" obu części kontynentu. Koncentracja znacznej części potencjału gospodarczego w rolnictwie wpłynęła też na inną dynamikę przewrotu
przemysłowego we wschodniej części kontynentu, w porównaniu z zachodnią.
Już w punkcie startu procesu industrializacji przygotowanie Europy Zachodniej
pod względem akumulacji kapitału, kwalifikacji, nowych technologii wyprzedzało rozwój gospodarczy Europy Środkowowschodniej . N iekorzystne położenie względem kształtującego się rynku światowego i ograniczona asortymentowo oferta handlowa (zboże, drewno) wpływały na marginalizację Polski
w wymiarze kontynentalnym i światowym.
Wspomnieliśmy wcześniej o kontekście globalnym jako istotnej przesłance
procesu integracji oraz głównym kierunku współczesnych strategii rozwojowych. Zatrzymajmy się zatem przy pojęciach globalizacji i regionalizacji, tak
jak są one definiowane, aby w konkluzji zbliżyć się do problemu miejsca wsi
i rolnictwa polskiego w tle współczesnych megatrendów. Podkreśla się najczę-

�22
ściej jednoczesność dwóch tendencji: scalających - globalnych i odśrodkowych
- różnicujących, nadając im wymiar lokalny, etniczny, narodowy, niekiedy
w zależności od ujęcia, widząc w tym tendencje separatystyczne albo zwykłą
potrzebę regionalnego rozwoju. Dostrzega się owe tendencje zarówno w płaszczyźnie gospodarczej, jak politycznej i społecznej. N iektórzy ekonomiści mają
tendencję do traktowania globalizacji jako przejawu ponadnarodowych powiązań przedsiębiorstw,
które wchodzą w strategiczne gospodarcze sojusze
na skalę międzynarodową. W tym też sensie są skłonni traktować globalizację
jako proces mikroekonomiczny, odniesiony bardziej do produkcji niż handlu.
Regionalizację zaś odpowiednio traktują jako proces makroekonomiczny, ponieważ dotyczy skali krajowej (O'Neill, 1996, s. 33). Antonina Kłoskowska
dostrzega dwa wymiary regionalizacji - ponadpal1stwowy i infrapallstwowy
(Kłoskowska, 1998). W warstwie społeczno-kulturowej zaznaczają się one jako
dwie różne tendencje. Inni autorzy, biorący pod uwagę wymiar gospodarczy,
traktują proces regionalizacji
i globalizacji jako wzajemnie powiązany
(O'Neill, 1996, s. 33). Day i Reibstein definiują globalizację jako siłę napędową nowych form konkurencji. Można spotkać się z definicją łączącą różne wymiary globalizacji traktowanej jako proces, w którym daje się wyróżnić trzy
nurty: global izację rynku, kultury i bezpieczellstwa (Buend ia, 1995). Instytut
Rozwoju Społecznego Narodów Zjednoczonych (UHRISD) wymienia sześć
kluczowych nUł1ów globalizacji, mianowicie: rozszerzenie liberalnej demokracji; dominację sił rynkowych; integrację światowych gospodarek; transformację
systemów produkcyjnych i rynków pracy; szybkie zmiany technologiczne; rewolucję w środkach komunikacji i upowszechnienie konsumpcyjnego stylu
życia. Inni autorzy wiążą globalizację z polityką wobec handlu, prywatyzacją,
wymianą zagraniczną, liberalizacją rynków finansowych, zwiększonym dostępem do międzynarodowych rynków, ograniczeniem roli pal1stwa w gospodarce.
Biorąc pod uwagę dowody historyczne, można przytoczyć opinię sygnalizowaną wcześniej, że nie ma niczego szczególnie nowego w obecnym umiędzynarodowieniu gospodarek. Taki właśnie sposób argumentacj i rozwijają Hirst
i Thompson, którzy wskazują, że proces ten, wspierany przez rozwój nowych
technologii przemysłowych, rozpoczął się już w połowie XIX wieku. Autorzy
wskazują, że światowe gospodarki nie są globalne, a raczej koncentrują się
w triadzie dominujących ogniw, którymi są Europa, Japonia i Północna Ameryka (Hirst, Thompson, 1996).
Pośród analityków współczesnych koncepcji rozwojowych nie ma jednomyślności co do skutków globalizacj i i wzrostu konkurencyjności na społeczny
wymiar rozwoju i bezpieczellstwa. Optymistyczne podejście akcentuje te cechy
globalizacji, które zmierzają do integracji rozwijających się krajów w globalną
gospodarkę, co ma się wiązać z podziałem korzyści i wymiany między uczestników procesu. Bardziej pesymistyczny punkt widzenia akcentuje fakt, że globalizacja nie jest procesem równomiernym, dotyczy głównie Północy świata,

�23
oraz zwiększa nierówności
rozwoju i marginalizuje
coraz większe grupy krajów. Istotnie, globalizacja
coraz częściej jest postrzegana
nie tylko jako gra
o pozytywnych skutkach, a raczej jako broJl sieczna a dwóch ostrzach ("a twa
edged sword ... with winners and losers") (O'Neill,
1996, s. 41). W konkluzji
można by pokusić się a określenie tych, którzy wygrywają i tych, którzy przegrywają w procesie globalizacji.
Nie to jest wprawdzie celem tych rozważaJl,
ale nie można pominąć stwierdzenia,
że w procesie transformacji
wieś poniosła
większe koszty niż inne segmenty struktury społecznej.
Złożoność,
zmienność,
nieprzejrzystość
przejścia
systemowego,
w jakim
uczestniczy spoleczeJlstwo
w latach 90., odciska się na nieokreślonym
miejscu
wsi i rolnictwa. W myśleniu o wsi przeważa ,jakby zewnętrzność,
tymczasowość i zbyteczność
wsi w warunkach
dzisiejszych".
Tego rodzaju podejście
przejawia się w traktowaniu jej jako "balastu, czynnika ważącego niekorzystnie
na szansach unowocześnienia
Polski i opóźniających
jej integracją z Europą
Zachodnią"
(Bukraba-Rylska,
1995). Cechą programów
naznaczonych
koniecznością
sprostania obecnym wyzwaniom jest "przyznawanie
wsi statusu
bytu niepełnowal10ściowego,
rzekomo
zdolnego
jedynie
do reagowania
na zmieniającą się sytuację ( ... ) wręcz odmawia się jej prawa do wywierania
w p ł Yw u (podkr. H. W.) na kształt współczesnego
świata" (Bukraba-Rylska,

1995).
Warto zatem postawić pytanie a możliwość wyał1ykułowania
struktury interesów wspólnej Europy w taki sposób, aby "odrodzony świat rolnictwa nie czuł
się już na marginesie i nie stracił poczucia, iż chyli się ku nieodwracalnemu
upadkowi" (Pisani, 1995). Być może dzisiejsze dramatyczne
pytania: "Co będzie z naszą wsią? Co będzie z naszym rolnictwem'?" znajdą bardziej satysfakcjonujące odpowiedzi, niż taka oto: "Wieś i rolnictwo to nie to samo. Wieś jest
naszą szansą, natomiast rolnictwo mamy niedobre, ponieważ jest zbyt dużo
małych gospodarstw,
dwa miliony, a wyżywić nas może 300-400 tys. gospodarstw". Zapewne pogląd ten koresponduje
z pewną wizją poszerzenia
Unii,
którą autor powyższych słów ujmuje tak oto: "Kanclerz Kohl mawia, że wszyscy chcą. żeby Polacy przystąpili
do Unii, póki nie nadlecą polskie gęsi
na święta. Wtedy miejscowi producenci gęsi krzyczą: «Nie chcemy, żeby nas
zalewał tani towar!»". Zatem, jakie widzi wyjście autor tego komentarza, snując na marginesie taką oto refleksję: "Dlaczego tak duża liczba Polaków ma się
zajmować najmniej wykwalifikowaną,
najmniej rozwijającą
pracą, w której
najwyższą umiejętnością
jest wyklepywanie
kosy
(sic! podkr. M. W.).
W Unii - konkluduje dalej - "istnieją ograniczenia
dostępu do zawodu rolnika
(... ) nie tak jak u nas, gdzie się uważa, że rolnikiem jest się z urodzenia"
(Olechowski,
1998). "Spór języków" istotnie może być niełatwym do pokonania wyzwaniem integracji, i to także po naszej stronie stołu negocjacji. Dlatego
tak ważne jest mówienie i pisanie o wsi w kontekście współczesnych
procesów:
integracj i, globalizacj i, regional izacj i.

�24
Miesięcznik "Więź" w czerwcowej edycji zamieścił dyskusję pod znamiennym tytułem: Wieś po/ska: historyczny skansen, ekonomiczny relikl czy 5pichlerz Europy, do której autorka tych słów została zaproszona. Biorący udział
w dyskusji prof. Jerzy Wilkin podzielił się swoim spostrzeżeniem, że w rozmowach o wsi z udziałem jej przedstawicieli dominuje narzekanie, zaś w środowisku miejskim dominuje irytacja.
Wieś drażni, drażnią problemy z nią związane. Z tym zderzeniem narzekai1
i lamentów, zjednej strony, oraz irytacji - z drugiej, naprawdę nie można sobie
poradzić" (Wilkin, 1998, s. 49). To także ważny powód, dla którego znajdowanie płaszczyzn stycznych i budowanie zaufania należałoby rozpocząć na własnym polu. Wspomnianą dyskusję zakoi1czył redakcyjny komentarz, pod którym podpisuje się autorka powyższego. "To dzięki integracji europejskiej mówi
się wreszcie o wsi, która przestała być tematem nie chcianym i nie lubianym.
Rolnictwo okazało się jedną z kluczowych kwestii przy naszym akcesie
do Unii. To w pewnym stopniu może napawać otuchą" (Słodkowska, 1998,
s.SO).

BIBLIOGRAFIA

Buendia H. G.
1995
The Limits 0/ the Global Village: Globali::ation. Nations and the State.
UHUIWIDER. World Development Studies 5. Helsinki.
Bukraba-Rylska I.
1995
Glos w dysku~ji panelowej. w: Wieś i jej mies::kańcy. Zró:::nicmvania, postawy
i strategie ::achowań. red. B. Fedyszak-Radtiejowska.
IRWiR PAN. Warszawa.
Bodenstedt A.
1993
Memorandum w sprawie u/wor::enia "Domu dla wiejskiej Europy". ,.Wieś i Rolnictwo". nr 2(79).
CUP
Tendencje i problemy pr::emian na wsi i w rolnictwie w okresie transformacji.
1996
Centralny Urząd Planowania, Biuro ds. Wsi. Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Warszawa. lipiec.
Davidson T.
1998
Przygotowania trwają wewnątr:: Unii, "Dialog Europejski". nr 3.
Day G.. Reibstein D.
1996
Keeping Ahead in the Competith'e Game ... Financial Times". No 18, 1995-1996
Mastering Management.
Halamska M.
1996
Dekolektywi::acja rolnictwa w Europie S'rodkowej - pr::yc::ynek do charakterystyki
problemu, "Wieś i Rolnictwo", nr I.
1998
Rolnictwo Unii Europejskiej. Re/orma Wspólnej Polityki Rolnej, wy::wania GA IT,
"Wieś i Rolnictwo", nr 2(99).
Hirst P., Thompson G.
1996
Globali::ation in Question, Policy Press. Cambridge.

�25
Kabaj M.
1997

Kłoskowska
1998

Economic Growlh, Compeliliveness and Employmenl in Ihe Perspeclive o/Inlegralion and Globalizalion, Chances. Threals and ChalIanges o/Ihe Polish Economy in
Transilion. Warsaw. september (maszynopis).
!\.

Głos w dyskusj i nI. To::samo.~ci narodowe i elnic=ne a to::samość inlegrlljqcej się
Fćuropy. w: Polska w Europie. z. 25. Fundacja .,Polska \Ii Europic". Warszawa.

Kula W.
1983
Hisloria. zacujónie. rozwój. Czytelnik. Warszawa.
Noniewiez Cz.
1996
Rozwój gospodarki chłopskiej. Filia UW. Bialystok.
Ochrona ~:rodo\l'islw..
1997
Ochrona środowiska przes=kodq dla gospodarki w okresie przejściowym, "Dialog
Europejski". nr 5. wrzesień-październik.
Olechowski /\.
1998
Glos \Ii dyskusji. "Europa". nr 2.
O'NciIIIL
1996
Globalization. Competitiveness and Humon Security: ChalIanges for Development
I'olic~vand Institutiona/ Change. Textes Reunis par Elaine Petitat-Cote, Vienna.
Osadczuk B.
1998
Głos w dyskusji nI. To::samo.ki narodowe i etnicne .... op. cit.
Pisani E.
1995
Jakiego potrzebujemy rolnictwa, tlumaezenie na język polski artykułu z "Le Monde". 27.05
PIcsui /\.
Głos w dysku"ji. "Europa", nr I.
1998
Sadowski J.
1998
Głos \Ii dyskusji. "Europa". nr I.
SkórzYllski 'I.
1998
Głos w dyskusji nI. To::somo.&lt;-cinarodowe i etnic::ne ... op. cit.
Słodkowska I.
1998
Prowadl.cnic dyskusji pl. Wieś po/ska: histolycny skansen, ekonomiczny relikt czy
spichlC'l'z Lul'Op),. "Więź". nr 6 (976).
Smulkowa I~.
1998
Głos IV dyskusji nI. To::somości narodowe i etniczne. " op cit.
Tazbir .I.
Głos w dyskusji. "Europa". nr I.
1998
Wallacc H.
Unia I1ll1sispojrzec·· prmvdzie II' ocy. "Dialog Europejski", nr 3.
1998
Wid po/ska ..
1998
lI'ie.~{lo/ska.' historl'cny skansen, ekonomiczny relikt czy spichlerz Europy? Dyskusja z ud:ialcm\I
Halomskiej, Al. Wieruszewskiej, J Sobocińskiego. J Wi/kina
11' rci/ah&lt;.ji .. Wip', "Więź".
nr 6 (476).
Wilkin .I.
1998
Glos II' dyskusji pl. lVie.~polska .... op, cit.

�26
Maria Wieruszewska
CULTURE AND A VILLAGE

IN THE CONTEXT OF EUROPEAN INTEGRATION

(Summary)
On the grounds of some new documents of the European Union and numerous scientific and
journalistic discussions currently held in Poland. the author tackles the problems of developmental prospects of rural culture. rural communities. and agriculture in the context of European
integration. The author assumes that the new context. hoth spatial and temporal, of the present
integration process should he thoroughly diagnosed so as to answCl' the question: What is one
going to deal with? rather than copy the alrcady cxisting and tested model of west-European
integration. Under the Polish conditions this process is likely to be complex. as already today it
raises many controversies. divergent evaluations and proposals. It is also going to ereatc a new
situation in the Union itself
li-ans/aled by A4. Wi/czyński

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6101" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6081">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/94d2ba8209c9f34e806aecb438ea8644.pdf</src>
        <authentication>c1f2b62d2d3d2e1dd9c38d4dd90d8cac</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72794">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72795">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72796">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72797">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2797</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72798">
                <text>Chodzimy po świecie i pytamy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72799">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.1, s.20-25</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72800">
                <text>Wilgosiewicz, Beata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72801">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72802">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72803">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72804">
                <text>Chodzimy po świecie
i pytamy
Z Moniką Mamińską r o z m a w i a B e a t a W i l g o s i e w i c z

- Jak to się stało, że tradycyjna kultura łudowa jest dła Cie­ I w tym kontekście on wie, że cząstkę tego można przekazać dabie ważna?
lej.
- Trudno wskazać moment, kiedy to zaczęło być dla mnie
-A Ty tak nie myślisz?
ważne. Wtedy, kiedy zaczęliśmy z Jankiem jeździć do Łemków,
- Nie wiem. To, czym się zajmujemy, tak myślę, przetrwać
może jeszcze wcześniej, kiedy Janek był w „Gardzienicach".
może tylko w jakimś niewielkim aspekcie i na pewno musi ulec
Osoba Janka odegrała tu pewną rolę, dlatego o tym mówię. Za­
wielkiej transformacji.
częłam się zajmować podobnymi rzeczami, spodobały mi się
- Wiadomo, że tradycyjna kultura ludowa w takim wymia­
one. Myślę, że gdyby pewne pytania nie były dla mnie ważne już
rze, w jakim istniała, nie ma szansy istnienia bez całego konte­
wcześniej, to nie zwróciłabym uwagi na to, co on mówił czy ro­
kstu życia, tyłko jako całość miała swoje znaczenie, swoją moc,
bił. Natomiast wtedy traktowałam to bardzo powierzchownie,
siłę i zadanie.
zupełnie nie zdając sobie sprawy, w jakim zmierzam kierunku.
- Naiwny badacz pyta: dlaczego nie śpiewa się już pieśni
Nawet wtedy, kiedy jeździliśmy do Łemków, to, co dla Janka by­
żniwnych? Kobiety śmieją się i odpowiadają - no bo kombajn je­
ło już świadomą obserwacją, dla mnie nieświadomym uczestnic­
dzie. Nie ma czasu ani możliwości śpiewać w czasie takich żniw.
twem. Byłam w takim momencie, że traktowałam to jako rodzaj
To jest realne życie, do którego trzeba się jakoś dostosować.
zabawy, a na pewno nie zadawałam sobie głębszych pytań, doty­
Można zatem zapytać: czemu zatem zajmować się taką dziedzi­
czących kultury tradycyjnej. To, co najbardziej rzucało mi się
ną, która jest już przeszłością? Oczywiście, zadawałam sobie ta­
w oczy, to odmienne niż w mieście zachowanie ludzi. Myślę, że
kie pytania i w odpowiedzi przyszło mi do głowy, że jest to jak
zaczęłam rozumieć wagę tych pytań wtedy, gdy powstała Funda­
gdyby bardzo kompleksowo pojęta nauka o człowieku, zawiera­
cja i usłyszałam ludzi od lat zajmujących się tą czy inną dziedzi­
jąca w sobie różne dziedziny. To tak, jakby się wtórnie poznawa­
ną kultury tradycyjnej.
ło całą wiedzę, do któregoś momentu wypracowaną przez czło­
- Czyli Twoja droga to wyjazdy na Łemkówszczyznę, spotka­wieka o sobie samym. Kultura tradycyjna daje przede wszystkim
nia z ludźmi, muzyką...
odpowiedzi na pytania z dziedziny, którą - na własny użytek nazwałabym mitologiczno-psychologiczną. Można powiedzieć,
- Na pewno uczestniczenie w święcie. Jeździliśmy do Łem­
że nie tyle opisowo, ile od środka zna człowieka. Z powodu za­
ków na kolędowanie, to było jak gdyby centrum naszego kalen­
pomnienia tej wiedzy, z powodu jej wypaczenia na przykład
darza, naszego czasu. Przyjechaliśmy już na taki teren, gdzie tyl­
przez wzorce romantyczne (te wszystkie piękne skądinąd:
ko parę kobiet potrafiło śpiewać kolędy, a pokolenie naszych
„dziewczyna widzi - odpowiadam skromnie, a gawiedź wierzy
rówieśników już nie śpiewało. Była nawet taka historia w czasie
głęboko, czucie i wiara silniej mówi do mnie, niż mędrca szkieł­
naszego pierwszego kolędowania, że zaproszono nas do chałupy,
ko i oko"), a później przez kulturę masową, spotkanie z kulturą
do której przyszli Łemkowie w różnym wieku, choć większość
tradycyjną może porazić tego, kto zaczyna się nią serio intereso­
naszych rówieśników, i wyniknęła taka sytuacja, że myśmy śpie­
wać.
wali różne kolędy i oni nie umieli ham odpowiedzieć pieśnią, nie
umieli śpiewać, tylko włączyli magnetofon i to, co usłyszeliśmy,
- W jakim sensie?
to był taki rodzaj łemkowskiego disco poło. Pamiętam, że nas to
- W takim, że człowiekowi wydaje się, że gdyby wrócił do
bardzo zdziwiło. Wtedy jednak nie wyciągałam jeszcze takich
korzeni tejże kultury, byłby mądry i szczęśliwy. To jest pierw­
wniosków, że trzeba coś z tym robić, tylko myślałam - kończy
sze zachłyśnięcie, tak jak to bywa z neofitami. Niektórzy pozo­
się jakaś kultura. Tak mówię o tamtym czasie, natomiast możli­
stają na tym etapie. Znam grupy ludzi, którzy chcą odrodzić po­
we, że ja wtedy miałam jakieś myśli, teraz po prostu nie pamię­
gaństwo, uważając, że tamten czas dla Bałto-Słowian był naj­
tam. Natomiast na pewno jeszcze wtedy nie myślałam o obrzę­
lepszym czasem, rajem bez wojen. To oczywiste, że czas,
dzie, o tym, co jest kluczowe dla każdej kultury. O obrzęd nikt
w którym żyjemy, ma już inne oblicze. Nie można odrzucać - to
nie pytał, nikt z nas bowiem nie miał wiedzy etnograficznej, nie
moje zdanie - tych 2000 lat chrześcijaństwa czy tysiąclecia na
wiedzieliśmy najzwyczajniej w świecie, o co pytać. Pytaliśmy
naszych ziemiach. Wszyscy przecież jesteśmy, nawet nie zdając
sobie z tego sprawy, przyzwyczajeni do praw jednostki, do my­
0 lirykę, o której nie wiedzieliśmy, że się tak nazywa, pytaliśmy
ślenia o jednostce jako o wartości. Takie właśnie myślenie
po prostu o piosenki. Potem jeździłam tam jeszcze, bo wydawa­
utwierdzone zostało przez chrześcijaństwo. Byli badacze kultu­
ło mi się, że napiszę dialektologiczną pracę na temat polsko-łemry tradycyjnej, którzy mówili, że w żadnym momencie nie sty­
kowskiego pogranicza i zadawałam pytania według ankiety. Ko­
ka się ona z chrześcijaństwem, że żyją, czy żyły, swoimi odręb­
lędowanie i wywiady były wtedy dla mnie jednak oderwanymi
nymi życiami. Ostatnio przeczytałam u Tatiana Bernsztam (co
elementami, nie umiałam ich jeszcze połączyć. Natomiast pa­
przeczuwałam), że jest dokładnie odwrotnie, że niektóre ele­
trzyłam, jak ludzie żyją, i z tego czerpałam wiedzę o nich, nabie­
menty kultury tradycyjnej są tak silnie związane z chrześcijań­
rałam szacunku dla takiego życia. Ten sposób patrzenia, nie
stwem, że nie istnieją po prostu bez niego. To oczywiście nie
wiem, czy był on dla mnie naturalny, mógł wynikać z bycia mie­
jest cała prawda o tym istniejącym od wieków związku. Kultu­
szczuchem. Wiesz, jak to jest: mieszczuch przyjeżdża na wieś
ra tradycyjna wspiera w nas „człowieka odwiecznego", te ele­
1 nic nie rozumie. Janek, który wcześniej doszedł do pewnych
menty bycia człowiekiem, które są w nas, mówiąc bardzo meta­
przemyśleń na ten temat, nigdy nie tworzył mitu, że wieś to jest
forycznie, „od zawsze".
jakaś arkadia, on już wtedy wiedział, że to jest normalne życie.
1

20

�ma możliwości powielenia w całości sposobów życia charakte­
-Wjaki sposób wspiera?
rystycznych dla okresu żywej kultury tradycyjnej. Nie można
-To znaczy, że pomaga przekraczać trudne momenty w życiu
stworzyć na przykład jakiegoś skansenu, w którym wielbiciele
człowieka, na przykład wszelkie inicjacje: w wiek dojrzały, przej­
życia „w zgodzie z naturą" oraliby sochą, prowadzili gospodar­
ście z jednego stanu społecznego w drugi, na przykład małżeń­
kę trójpolówki, sami tkali i czcili Peruna. A przecież takie myśli
stwo itd. Chrześcijaństwo zaś pokazuje, jak stać się „nowym czło­
chodzą niektórym po głowie, począwszy zapewne od Jeana Jawiekiem" i przebaczać nie 7, ale 77 razy, kochać bliźniego, nie
cąuesa Rousseau. Myśli o powrocie do takiego raju i próby jego
zajmować się zbytnio doczesnością („spójrzcie na ptaki niebie­
realizacji (o czym już wcześniej mówiłam) to jakaś straszliwa
skie, jako nie sieją ani nie orzą..."). Te dwa światy, te dwie mą­
utopia. Natomiast to, co jest niezaprzeczalnie stałe, to zmien­
drości rzeczywiście bardzo się różnią. Stanowią jak gdyby dwa
ność.
różne systemy filozoficzne. W pewnym momencie wydawało mi
się, że odkryłam tajemnicę punktu wspólnego - stosunek do ży­
- Jeśli zmienność, to czy dotycząca wszystkich sfer życia czy
cia; że tu i tu mówi się o świętości takiego zjawiska, jak życie.
ze zmianą, nazwijmy to upraszczająco, otoczenia w konsekwen­
Chyba się jednak myliłam: w okresie pogańskim kultury trady­
cji nie zmienia się psychika człowieka?
cyjnej życie, nazwijmy to „doczesne", jest świętością, przy tym
- No właśnie. Myślę, że nie do końca. Tu właśnie mogłabym
życie społeczności, a nie życie jednostki (istniały przecież ofiary
przywołać krótki tekst Jana Bernada zatytułowany Kontynuacja
składane z ludzi). Natomiast w chrześcijaństwie świętością jest
tradycji. Tekst powstał jako programowy do naszego projektu
życie jednostki, ale nie doczesne, lecz wieczne („ktokolwiek stra­
0 tym samym tytule. Janek pisze tam, że jedną z charakterystycz­
ci swoje życie dla mnie - zachowa je"). Chyba przygoda z rozwi­
nych cech kultury tradycyjnej, czy może kultury w ogóle, jest
kłaniem tego problemu jeszcze przede mną. Możliwe, że jest jed­
przekazywanie, a sytuacja dzisiejsza jest taka, że „jest nadawca,
nak jeden punkt wspólny, mianowicie obrzęd. Obrzęd i w kultu­
nie ma odbiorcy". Jesteśmy więc w momencie przerwanego łań­
rze tradycyjnej, i w chrześcijaństwie nie ma być jakimś aktem
cucha, pokolenie, no może dwa pokolenia temu. Kultura trady­
spontanicznym. Jest bardzo silnie kontrolowany i tu, i tu. Odziacyjna, co oczywiste, jest kulturą ustnego przekazu. Wracając do
łuje na nas. Może tu i tu niesie inne treści, ale główny akcent po­
tematu, przestaliśmy zdawać sobie sprawę, co z tego w nas pozo­
łożony jest na zachowanie życia, na jego ochronę, życia - jak już
stało (i trwa) z kultury tradycyjnej. Janek udowadnia, że przesta­
mówiłam - bardzo różnie rozumianego. Trudno mi powiedzieć
liśmy to po prostu rozróżniać. Odsyłam do jego tekstu, z którym
więcej, gdyż mówię bardziej o swoich odczuciach, nie cytując
zgadzam się całkowicie.
żadnych opracowań na ten temat. A mówię o odczuciach, uczci­
- Kultura ludowa to też cała sfera postaw wobec życia
wie muszę tu zakończyć, gdyż reszta jest dla mnie tajemnicą.
1 śmierci, wobec natury, mam poczucie, że na wsi ciągle jeszcze
- Czy znajdujesz jeszcze inne wspólne punkty, które łączą można wyraźnie odczuć istnienie świata pozazmysłowego, du­
chowego, to jeszcze żyje.
obrzędy pogańskie z chrześcijańskimi?
- Tak, w takim oczywiście sensie to żyje, dopóki żyje to po­
- Właśnie aspekt tajemnicy. Jest ona obecna zarówno w tym,
kolenie, które pamięta, nazwijmy to, poprzednią epokę, Zresztą
jak i w tamtym obrzędzie. Obrzęd (i tu, i tam) tworzył, czy two­
i dziś jest tak, że tam na wsi człowiek ciągle bije się o to, żeby
rzy, pewne ramy, w których można było kontaktować się z róż­
przetrwać, bo nie ma żadnej pewności, co będzie jadł, jeśli zie­
nie pojętym sacrum. Nie można było wyjść poza te ramy, gdyż
mia nie wyda plonów. Nie jest to na pewno tak dramatyczne jak
ich przekroczenie mogło doprowadzić do szaleństwa. Sądzę, że
kiedyś, ale jest. Oczywiście, że używa się teraz nawozów sztucz­
w obrzędzie chrześcijańskim podobnie, w sprawowaniu obrzędu
nych, a nie pieśni, czy obrzędów magicznych, jednak kontakt
także chroniona jest normalność życia, realność poznania. Wszy­
z naturą - nie tak powierzchownie pojmowaną, że ptaszki i mo­
stko, co jest poza realnością i normalnością, wymyka się takiej
tylki - tylko naturą jako czymś tajemniczym i nieokiełznanym,
wiedzy, która może człowieka ochronić. Mam tu na myśli przede
dalej ma swój wpływ na psychikę człowieka.
wszystkim katolicyzm, sceptyczny wobec różnego rodzaju „mistycyzmów" (choć istnieli przecież Wielcy Mistycy i w tej trady­
- Stworzyliście Fundację, organizujecie dużą liczbę różnego
cji). Doświadczenie mówi, że przekroczyć te ramy, tę granicę,
typu spotkań, sesji. Jesteście otwarci, zapraszacie ludzi...
mogą tylko ludzie niezwykle silni psychicznie. Doznać, ale
- Jeśli poznaje się coś i zaczyna to być dla ciebie ważne, to
umieć i chcieć powrócić do tak zwanego normalnego życia. Tro­
naturalne się staje, że chcesz to przekazać dalej, podzielić się.
chę inaczej jest w prawosławiu, gdzie zachowała się na przykład
Być właśnie pośrednikiem między nadawcą a odbiorcą, chcesz
tradycja ,jurodstwa". Ten rodzaj prawosławia, jaki znam z wła­
tego odbiorcę znaleźć.
snego doświadczenia, tj. ruskie prawosławie na ziemiach pol­
- Czyli podejmując trud upowszechniania, organizując róż­
skich, które ma na pewno inne zabarwienie kulturowe niż grec­
nego typu spotkania (liczba zorganizowanych przez was konfe­
kie, jest z kolei bardziej związane z kulturą tradycyjną niż kato­
rencji jest zdumiewająca), poszukujecie owego odbiorcy.
licyzm. Ale to są rzeczy powszechnie znane. Reasumując - to, co
- Mieliśmy taką ideę, żeby to nie były konferencje, które
według mnie łączy te dwa odrębne systemy (pogański i chrześci­
odbywają się tylko w gronie naukowców. Chcieliśmy, aby ich
jański), to dążność do zachowania normalności, a tym samym
wiedza trafiła do ludzi zainteresowanych tą problematyką. Mie­
ochrony przed - nazwijmy to - złymi mocami i przekazanie tej
liśmy szczęście zapraszając uczonych z Rosji, Litwy, Białorusi,
umiejętności dalej. Oczywiście każdy z tych systemów posługu­
Łotwy, Słowacji i Ukrainy, gdyż u nich przez lata ukształtował
je się swoimi metodami, wynikającymi z tego, na co jest położo­
się model teoretyka-praktyka. Ale tam (szczególnie w Rosji) my­
ny największy nacisk w poznawaniu otaczającej nas rzeczywi­
ślenie na ten temat trwa już o wiele dłużej. Na początku XX wie­
stości: Kosmosu i umiejętności poruszania się w tymże Kosmo­
ku Liniowa w Moskwie założyła coś w rodzaju ludowego kon­
sie, niejako „oswajania" go.
serwatorium, gdzie nauczano przedmiotów, które dziś zaliczają
- Czy człowiek współczesny może zbliżyć się do tego rodza­ się do dziedziny zwanej etnomuzykologią.
ju wiedzy o świecie, który tworzyła kultura tradycyjna i przejąć
- Tam naukowcy, którzy są teoretykami, są też praktykami.
stamtąd pewne mądrości, czy też pewien rodzaj postawy wobecMam tu na myśli zwłaszcza etnomuzykologów, którzy doskona­
świata?
łe znają repertuar, materiał muzyczny, którym się zajmują, two­
- Bardzo trudno odpowiedzieć na to pytanie. Ten, kto poszu­
rzą zespoły, uczą innych łub sami śpiewają i grają.
kuje, może starać się poznać kulturę tradycyjną, może uznać tę
- Tak, i to właśnie ich obecność na naszych konferencjach za­
wiedzę za konieczną do procesu poznawania człowieka jako ta­
inspirowała i mnie, i innych uczestników do myślenia o kulturze
kiego. Jednak już bardzo trudno byłoby tę kulturę odrodzić. Nie
tradycyjnej jako o czymś, co można czynnie poznawać, ucząc się
21

�pieśni, grając na instrumentach, poznając inne dziedziny sztuki,
związane z kulturą tradycyjną. Może to jest to, co Anna Wyka
mówi na temat bezpośredniego udziału badacza w zjawisku,
które bada, może bez tego udziału nie ma prawdziwego dotknię­
cia tamtej rzeczywistości.
- Dlaczego skupiliście się na muzyce, na pieśni?
- Dla mnie muzyka była zawsze najważniejszą dziedziną
sztuki. Słowo i muzyka. Uczyłam się od dzieciństwa grać, to za­
wsze było dla mnie ważne. Coś bardzo pięknego powiedział
Hesse na temat muzyki w Grze szklanych paciorków; powie­
dział, że muzyka, wywodząc się z obrzędów, zawsze miała ma­
giczną otoczkę, i że w niej najdłużej ta magiczna otoczka prze­
trwała. To właśnie muzyka najbardziej konsoliduje ludzi w jed­
nym przeżyciu, we wspólnym przeżywaniu czegoś.
- A czy uważasz, że przez muzykę, pieśń, można dotrzeć do
tego świata, który już nie istnieje?
- Myślę, że tak. Muzyka zachowała coś, czego nie zachowa­
ły inne sztuki. Nie wiem, dlaczego tak się stało. Może dlatego,
że muzyka była nieoddzielną częścią obrzędu, wręcz konstytu­
tywną. Muzyka współczesna jest bardzo intelektualna, tak się
mówi, niemniej nie doznajesz jej intelektem, lecz zmysłami. Jak
mówi filozof: „Nie ma niczego w intelekcie, czego by wcześniej
nie było w zmysłach". Jeśli chodzi o sposób poznawania świa­
ta, jestem chyba intuicjonistką, dlatego muzyka jest mi najbliż­
sza. Czy przez muzykę mogę dotrzeć do poznania świata? (Za­
znaczam, że moje rozważania prowadzę raczej na płaszczyźnie
metaforycznej niż ściśle filozoficznej.) Grotowski mówi o sztu­
ce w ogóle, że może być ona Wehikułem, który przenosi nas
gdzieś dalej, czy może lepiej - głębiej. Zatem pieśń też może
być wehikułem, który cię niesie, którym posługując się dozna­
jesz czegoś więcej. Ale jaki jest warunek? Jeśli chcesz pozna­
wać, jeżeli nurtuje cię jakieś pytanie, to to, czy zostaniesz na po­
ziomie odtwórcy, zależy tylko od ciebie. Jeśli zafascynowałeś
się tylko estetyczną stroną pieśni, to będziesz odtwarzał. Nato­
miast jeśli chcesz poznać więcej, jeśli poszukujesz wiedzy, to
nie będziesz odtwarzał, będziesz szukał coraz głębiej. To są rze­
czy z kategorii duchowych, nie umiem nawet powiedzieć o nich
nic więcej. W procesie poznawczym nie interesuje mnie po pro­
stu jeszcze jeden szczegół więcej. Oczywiście, interesuje mnie
dany ornament w pieśni, ale nie tylko dla tego szczegółu uczę
się tej pieśni. Pieśń staje się ważna wtedy, gdy mówi mi coś
o człowieku, o jego drodze, o jego kondycji, o tym, kim jest,
kim był, jak bardzo się zmienił, czy też jak się wcale nie zmie­
nił przez tysiąclecia, czy o sposobach dochodzenia do pewnej
tajemnicy. Do takiej tajemnicy, której dotknięcie nie wszystkim
jest dane, a ty nagle poczułaś, że chcesz ją poznać i wiesz, że ta
pieśń może ci wskazać drogę. Jest to doznanie duchowe. Trud­
no o tym mówić.
- W takim znaczeniu jest to droga dla wybranych?
- Nie wiem, co to znaczy być wybranym. Na pewno nie jest
to tak, że jest się kimś lepszym, nie dostaje się także od krocze­
nia tą drogą jakichś przywilejów, a wręcz przeciwnie. Tak, jak
niewiele ludzi zajmuje się na przykład ornitologią, w tej dziedzi­
nie podobnie. Pociąg ku temu jest jakąś tajemnicą, tak jak taje­
mnicą jest na przykład miłość. Dlaczego kogoś kochasz? To jest
tajemnica. I chcąc ją rozwikłać, chyba się zejdzie na jakieś głę­
bokie manowce.
- Jeśli nie ma od kogo uczyć się tej muzyki i pieśni, czy moż­
na samemu to robić, korzystając z archiwów, nagrań, by śpie­
wać w taki sposób jak było to dawniej?
- Boję się, że za parę lat będziemy na to skazani. Będzie to
już jakiś rodzaj protezy. Najlepiej uczyć się od żywych ludzi.
Ten ideał realizuje moskiewski zespół Narodnyj Prazdnik. Są to

22

kobiety, które od lat jeżdżą do jednej wioski. Każda z nich zna­
lazła sobie jedną wykonawczynię, od której uczy się jej maniery
śpiewu, przygląda się jej przy pracy i w czasie święta. W ten spo­
sób każda z członkiń tego zespołu może przekazać dalej tę wła­
śnie manierę śpiewu z jednej wioski. To jest to, czego ja chciała­
bym doświadczyć. Dlatego myślę, że istnienie archiwów ma
ogromne znaczenie - jednak raczej dla teoretyków niż tych,
którzy mogą stać się świadomymi nadawcami. Głos biały,
którym posługują się wszystkie wiejskie śpiewaczki, wydobywa­
ny jest w trochę inny sposób niż głos tak zwany akademicki, do
którego jesteśmy przyzwyczajeni. Jego barwa i siła tak bardzo
różni się od wyżej wspomnianego, że człowiek uczący się takie­
go śpiewu na początku boi się usłyszeć swój (biały) głos. Musi
przełamać coś w sobie. Trwa to niejednokrotnie i kilka miesięcy,
i nie jest to walka ze swoim głosem, lecz raczej ze swoją psychi­
ką. Wielka jest jednak radość, gdy się to uda przełamać. Tak sa­
mo jest z każdym momentem pokonywania strachu. Boisz się
czegoś, ale pokonawszy strach, stajesz się bogatszy o to do­
świadczenie, jakbyś zaczynał więcej wiedzieć o sobie.
- Pomimo Twoich zastrzeżeń raz jeszcze wracam do pytania
o możliwość kontynuacji tradycji, takijest bowiem temat Wasze­
go obecnego programu, to jest też pomysł i daleko już posunię­
te przygotowania programu edukacyjnego dla przedszkoli.
- Z przedszkolami to jest pomysł Janka, myślę, że bardzo do­
bry. Jeśli dzieciom zostaną przekazane pewne wartości, nie tylko
jak mówiłam, estetyczne, to wierzę, że przyczyni się to do ich
głębszego rozwoju, do przełamywania wstydu, że pochodzą ze
wsi, że ich dziadkowie mówią gwarą itp. To może śmiesznie
brzmi (dla nas, urodzonych w mieście i wyznających zasady tak
zwanej tolerancji), ale przecież wszyscy wiemy, że tak właśnie
jest. Myślę (można to nazwać marzycielstwem), że minie kult
centrów, a rozpocznie się jakiś nowy nurt, nadający wartość kul­
turze lokalnej. Mam na myśli taki proces, zachodzący w umy­
słach, w świadomości dużej grupy ludzi.
- Wróćmy do początku rozmowy, czyli do pytania o to, co dla
Ciebie ważne w kulturze ludowej. Czy to pewne uniwersalia, py­
tania, odpowiedzi, które zadaje sobie człowiek, żyjący na tym
świecie?
- Myślę, że tak. Ale nie jest też tak, że sposób, który ja sto­
suję, musi być uniwersalny dla wszystkich, gdyż ktoś inny, po­
znając fizykę - poznaje dokładnie to samo, co ja, a ktoś poznaje
to samo, będąc w zakonie. Mnie nie chodzi o zatrzymanie się, jak
już mówiłam, na poziomie estetycznym, nie chcę też dawać ta­
kiej odpowiedzi, że zajmuję się kulturą ludową, bo tylko tam
znajduje się jakaś prawda. Chociaż pytania są uniwersalne, są to
pytania, które zadaje sobie każdy człowiek myślący, badający
kondycję ludzką. Takie same pytania zadaje sobie filozof czy du­
chowny. Nie powiedziałabym, że to jest lepsza dziedzina od in­
nych, czy głębsza, czy więcej dająca. I nie mam żadnych goto­
wych recept, na przykład, że jeśli państwo tak nauczycie się śpie­
wać, to otworzy wam się droga do poznania prawdy. Wielu za­
trzymało się na etapie fascynacji kulturą ludową jako wyrocznią,
jako receptą na szczęście. Ja tak nie myślę.
- Czy potrafisz określić, nazwać, kim jesteś w swojej pracy:
badaczem, animatorem, twórcą, miłośnikiem?
- Nie jestem badaczem. Myślę, że jestem poszukiwaczem,
tak z czystym sumieniem mogłabym siebie określić.

PRZYPISY
1

Mowa tu o Janie Bernadzie, współzałożycielu Fundacji „Muzyka
Kresów".

�Referaty na sesjach
Fundacji „Muzyka Kresów"
1992-1996
Bożonarodzeniowe i noworoczne obrzędy na Kresach, L u b l i n 15-18.01.1992
„Kultura tradycyjna a muzyka ludowa" - Dorota Frasunkiewicz (Warszawa, Polska)
„Kolędy i szczedriwki Lwowszczyzny" - Jurij Kondratenko (Lwów, Ukraina)
„Obrzędy zimowe na Ukrainie" - Jewgienij W. Jefremow (Kijów, Ukraina)
„Instrumentalna muzyka w obrzędach kolędniczych na Białorusi" - Inna D . Nazina (Mińsk, Bia­
łoruś)
„Aspekt wegetacyjny chodzenia po kolędzie" - Dorota Frasunkiewicz (Warszawa, Polska)
„Kolędowanie na Podlasiu" - Jan Adamowski (Lublin, Polska)
„Herody we współczesnych inscenizacjach wiejskich" - Piotr Dahlig (Warszawa, Polska)
„Zimowe obrzędy na L i t w i e " - Rimantas Astrauskas (Wilno, Litwa)
„Muzyka instrumentalna w litewskich obrzędach zimowych" - Arvydas Karaska (Wilno, Litwa)
„Kalendarzowe pieśni obrzędowe w kontekście socjologicznym" - Wtodymir Hoszowski (Lwów,
Ukraina)
Duchowość narodów Europy Środkowej

i Wschodniej,

L u b l i n 7-11.04.1992

„Problem zderzenia kultur jako szansa otwarcia" - M . A . Krąpiec (Lublin, Polska)
„Wizja ffwiata mieszkańców terenów obecnej L i t w y w neolicie" -RimuteRimantiene (Wilno, L i ­
twa)
„Archaiczne tradycje kulturowe w duchowości człowieka pogranicza" - Jonas Trinkunas (Wilno,
Litwa)
„U źródeł kultury muzycznej Bałtów w świetle materiałów archeologicznych" - Arvydas Karaska
(Wilno, Litwa)
„Działalność G. Szymy i G. Titowicza jako zbieraczy folkloru na zach. Białorusi" - Tamara B.
Warfołomiejewa (Mińsk, Białoruś)
„Tradycja lirników na Ukrainie w świetle materiałów zebranych przez Filareta Kolasę" - M y chajło Chaj (Kijów, Ukraina)
„Lira na Białorusi. Tradycja starczestwa" - Aleksander W Ł o ś (Mińsk, Białoruś)
„Tradycyjna kultura sakralna w strukturze społecznej" - Regina Merkiene (Wilno, Litwa)
„Dualizm religijny i jego wpływy na duchowość U k r a i ń c ó w w aspekcie muzyki instrumentalnej"
-IhorMacijewski (St. Petersburg, Rosja)
„Pieśń religijna w życiu duchowym L i t w y X V I i X V I I w." - Juratę Trilupaitiene (Wilno, Litwa)
„Cerkiewna muzyka ukraińska X I I - X V I I I w. i jej miejsce w duchowej kulturze narodu ukraiń­
skiego" - Elena Szewczuk (Kijów, Ukraina)
„Znaczenie malarstwa ikonowego w cerkwiach prawosławnych dla duchowego pouczenia, ukie­
runkowania i wychowania" - Wiktor L . Downar (Mińsk, Białoruś)
„Tradycyjne malarstwo Białoruskiego Polesia w kontekście osobliwości wyznaniowych w X V I I
i XVIII w." - Nora I . Wietier (Mińsk, Białoruś)
„Średniowieczne budownictwo miejskie w dorzeczu Niemna na Białorusi. W p ł y w y i oryginal­
ność" - Aleksander K. Krawcewicz (Mińsk, Białoruś)
„Pierwotny wygląd zabytków architektury sakralnej i jego zmiany w aspekcie w p ł y w ó w wyzna­
niowych na Białorusi" - Olga I . Attas (Mińsk, Białoruś)
„Motywy kresowe w twórczości H . Rodakowskiego (album Palahickie)" - Małgorzata Kitowska
(Lublin, Polska)
„Talent twórcy a oryginalność twórczości" - Arvydas Karaska (Wilno, Litwa)
„Etniczne stereotypy w tradycyjnej mentalności Białorusinów" - Paweł Tieraszkowicz (Mińsk,
Białoruś)
„Literatura ukraińska a ukraińska tradycja religijna X I X i X X w." - Jewhen O. Swerstiuk (Kijów,
Ukraina)
„Sacrum i ethos w ukraińskich pieśniach duchownych i dumach kozackich" - Włodzimierz M o ­
kry (Kraków, Polska)
„Stosunki między Litwinami, Polakami i Niemcami w Prusach w X V I I I i X I X w." - Algirdas Matulavićius (Wilno, Litwa)
„Obraz odrodzenia litewskiego w powieściach polskich ( M . R o d z i e w i c z ó w n a i J. Weisenhoff)" AdamChruszczewski (Lublin, Polska)
„Specyfika małomiasteczkowej społeczności żydowskiej na L i t w i e do 1939 r." - Grigorij Kanowicz (Wilno, Litwa)
„Wpływy narodów L i t w y na kulturę k a r a i m s k ą " - Karina Fikaviciute (Wilno, Litwa)
„Ormianie na styku Wschodu i Zachodu" - Jarosław Daszkiewicz (Lwów, Ukraina)
„Kultura duchowa białoruskich miast X V I i X V I I w. (w oparciu o materiały z ksiąg magistrac­
kich)" - W ł o d z i m i e r z I . Pierwyszyn (Mińsk, Białoruś)
„Katolicki Uniwersytet w komunistycznym p a ń s t w i e " - Stefan Sawicki (Lublin, Polska)
„Między Kresami a E u r o p ą W s c h o d n i ą " - Miłosz Gałecki (Warszawa, Polska)
„Duchowość narodów Europy Środkowej i Wschodniej - pytania teologa" - J. S. Gajek (Lublin,
Polska)
„Pokój - kultura - dialog. R o z w a ż a n i a nad myślą Jana Pawła I I " - Eugeniusz Sakowicz (Lublin,
Polska)
Muzyka ludowa Europy Środkowo-Wschodniej
- Aspekt magiczny i kulturowy w systemie mu­
zycznym obrzędów wiosennych i letnich wschodniej Polski, Białorusi, Litwy i Ukrainy, R y b a k i
n. Narwią 6-19.07.1992
/. Orientacja magiczna kultury ludowej Europy Środkowej i Wschodniej
.Zachowania rytualne a zachowania magiczne" - Jarosław Kolczyński (Warszawa, Polska)
„Magiczność jako podstawa relacji pomiędzy kalendarzem o b r z ę d o w y m i dorocznym cyklem
pracy" - Ihor Macijewski (St. Petersburg, Rosja)
„Magiczne przedstawienia w wierzeniach ludowych białoruskich obrzędów wiosennych" - Władymir Wasilewicz (Mińsk, Białoruś)
„Magia w wierzeniach. Magiczne znaczenie o r n a m e n t ó w w ludowym stroju białoruskim" - Jelena Łoś (Mińsk, Białoruś)
.Jednolity cykl bałtyjskich świąt kalendarzowych" - Algirdas Patackas (Wilno, Litwa)
„Zapis wizualny i badanie kultury tradycyjnej (ilustracja filmowa wiosenno-letniej obrzędowo­
ści)- Rimas Karaliauskas (Wilno, Litwa)
„Magia a semantyka muzyczna - formuła zaklinająca w białoruskich pieśniach obrzędowych cy­
klu dorocznego" - Dorota Frasunkiewicz (Warszawa, Polska)
.Związki muzyczno-semantyczne w białoruskich pieśniach cyklu kalendarzowego" - Galina K u tyriowa (Mińsk, Białoruś)

„Relikty m a g ü i kultu w litewskich wiosennych melodiach cyklu kalendarzowego" - Rimantas
Astrauskas (Wilno, Litwa)
„Aspekt magiczny pieśni wiosennych na Polesiu kijowskim" - Jewgienij Jefremow (Kijów, Ukra­
ina)
„Przetworzenia inwolucyjne w hailkach (pieśniach wielkanocnych na Rusi Czerwonej) - Bohdan
Łukaniuk (Lwów, Ukraina)
„Magia a semantyka muzyczna w wołoczobnych (włóczebnych) obchodach białoruskich i pol­
skich na Białorusi" - Hala Tawłaj (Mińsk, Białoruś)
„Magiczne aspekty pieśni wołoczobnych (włóczebnych) zachodniej Białorusi" - Aleksander Łojko (Grodno, Białoruś)
„Magia homeopatyczna w konopielkach północnej Białostocczyzny" - Dorota Frasunkiewicz
(Warszawa, Polska)
„Pieśni wołoczobne (włóczebne). Wzajemne oddziaływanie tradycji pisemnej i ustnej" ~ Lija Sołowiej (Mińsk, Białoruś)
„Mit o uśmierconym Bogu jako tematyczna i znaczeniowa podstawa tradycji wołoczobnej
(włóczebnej)" - Siergiej Sariko (Mińsk, Białoruś)
„Zwyczaj trzymania straży przy grobie Jezusa Chrystusa w noc paschalną" - Arvydas KaraSka
(Wilno, Litwa)
„Wiosenne obrzędy Św. Jerzego na zachodniej Białorusi: aspekt magiczny, etnograficzny i mu­
zyczny" - Tamara Warfołomiejewa (Mińsk, Białoruś)
„Magiczne elementy w litewskich pieśniach obrzędowych, wykonywanych na huśtawkach" Skirmanté Valulyté (Wilno, Litwa)
„Sposoby Hryzacji pieśni w białoruskim ż n i w n y m cyklu kalendarzowym" - Galina Kutyriowa
(Mińsk, Białoruś)
„Letnie obrzędy cyklu kalendarzowego na obszarze Baisogala (centralna Litwa)" - Vilimas Malinauskas (Wilno, Litwa)
„Archaiczny obraz świata w choreografii wiosenno-letnich obrzędów litewskich" - Dalia Urbanoviciené (Wilno, Litwa)
„Tańce cyklu kalendarzowego a zabawy huculskie" - Łarisa Saban (Lwów, Ukraina)
//. Magia i pieśń obrzędowa

w badaniach

interregionalnych

„Problem granicy kulturowej z perspektywy słowiańskiego materiału muzycznego" - Anna Czekanowska (Warszawa, Polska)
„Magia a kult w rytuałach ludowych na św. Jerzego i św. Jana u Słowian Wschodnich i Bałtów"
- Ihor Macijewski (St. Petersburg, Rosja)
„Magia w synkretycznym kompleksie święta Kupały u Ukraińców, Białorusinów i Bałtów" - Ha­
lina Tawłaj (Mińsk, Białoruś)
„Ślad symboliczny w interpretacji obrzędów. Przykład symboliki trzech n ó g " - Jarosław Kol­
czyński (Warszawa, Polska)
„Wiosenno-letnia obrzędowość ł e m k o w s k a na tle obrzędowości wschodniosłowiańskich" - Bo­
gumiła Tarasiewicz (Zielona Góra, Polska)
„Regionalne zróżnicowania jakości muzycznych w słowiańskich pieśniach żniwnych" - Katarzy­
na Dadak-Kozicka (Warszawa, Polska)
„Repertuar muzyczny przesiedleńców na ziemiach zachodnich i północnych Polski (pozostałość
cyklu dorocznego w muzyce instrumentalnej)" - Piotr Dahlig (Warszawa, Polska)
„Muzyka instrumentalna w litewskich wiosenno-letnich obrzędach cyklu kalendarzowego" Arvydas Karaska (Wilno, Litwa)
Muzyka obrzędów
26-29.01.1993

rodzinnych

Europy

Środkowo-Wschodniej

/. Baitosłowiańskie

rytuały narodzin i chrzcin

- Chrzty i pogrzeby, L u b l i n

„Etnograficzne aspekty obrzędów związanych z narodzinami na Białorusi" - Tatiana Kucharonok
(Mińsk, Białoruś)
„Melodyczna typologia białoruskich pieśni rodzinnych" - Halina Tawłaj (Mińsk, Białoruś)
„Cechy charakterystyczne białoruskich pieśni na chrzciny o babce (akuszerce) i kumie" - Galina
Pietrowskaja (Mińsk, Białoruś)
„Zwyczaje taneczne na wielkich chrzcinach na Ukrainie" - Łarisa Saban (Lwów, Ukraina)
„Kołysanki i pieśni dla brzemiennych" - Júrate Semetaite (Wilno, Litwa)
„Ruch obrzędowy w rytuałach narodzin i śmierci" - Dalia Urbonaviciené (Wilno, Litwa)
//. Śmierć i zwyczaje żałobne

w kręgu kultury Europy Środkowej

i Wschodniej

. Z w i ą z e k semantyczny między m u z y k ą żałobną a m u z y k ą dorocznego cyklu pracy" - Halina
Tawłaj (Mińsk, Białoruś)
„ M ę s k a tradycja w obrzędach pogrzebowych Rusi Czerwonej" - Ihor Macijewski (St. Petersburg,
Rosja)
„Forma muzyczna lamentów żałobnych na Ukrainie" - Bohdan Łukaniuk (Lwów, Ukraina)
„Lamenty żałobne Ukraińców - emocja i kształtowanie formy" - Elena Murzina (Kijów, Ukrai­
na)
„Gry pogrzebowe na Huculszczyźnie" - Łarisa Saban (Lwów, Ukraina)
„System semantyczny huculskiej muzyki pogrzebowej" - Ihor Macijewski (St. Petersburg, Ro­
sja)
„Specyfika etniczna białoruskich zwyczajów pogrzebowych" - W ł a d y m i r Wasilewicz (Mińsk,
Białoruś)
„Białoruskie żałobne głoszenija - problemy estetyki i typologii muzycznej" - Tamara Warfoło­
miejewa (Mińsk, Białoruś)
„Wpływ melodyki białoruskich pieśni rodzinnych na lirykę pozaobrzędową" - Halina Tawłaj
(Mińsk, Białoruś)
„O lamentach pogrzebowych w Polsce" - Alicja Trojanowicz (Warszawa, Polska)
„Podlaskie pieśni pogrzebowe" - Janina S z y m a ń s k a (Warszawa, Polska)
„Repertuar polskich pieśni pogrzebowych" - Jan Adamowski (Lublin, Polska)
„Semantyka intonacyjna tradycyjnych płaczów litewskich" - Rimantas Astrauskas (Wilno, L i ­
twa)
„Lokalne odrębności litewskich pieśni pogrzebowych" - Zita Kelmickaité (Wilno, Litwa)
„Zjawisko śmierci w różnych gatunkach litewskich pieśni ludowych" - Rytis Ambrazeviéius
(Wilno, Litwa)

23

�„Cykl pogrzebowy w kontekście obrzędowej muzyki instrumentalnej" - Ihor Macijewski (St Pe­
tersburg, Rosja)
Duchowość
narodów
30.0J-2.04.1993

Europy

Środkowo-Wschodniej

-

Eros

i Thanatos,

cz. I , L u b l i n

„Nykti-nokti - życie i śmierć w kulturze litewskiej" - Algirdas Patackas (Wilno, Litwa)
„Kategoria miłości i śmierci w antropozofii" - Jerzy Prokopiuk (Warszawa, Polska)
„Ofiarowanie Izaaka - przezwyciężenie śmierci przez miłość" - Jadwiga Mizińska (Lublin, Pol­
ska)
„Grzech istnienia" - Taras Wozniak (Lwów, Ukraina)
„Problem afirmacji życia w kulturze białoruskiej" - Igor Uglik (Mińsk, Białoruś)
„Spirala w obrazie świata u dawnych Litwinów" - Elvira Usaciovaite (Wilno, Litwa)
„Powtórna śmierć w religii dawnych Bałtów" - Gintaras Beresnevicius (Wilno, Litwa)
„Archaiczna symbolika smoka w tradycjach ludowych Europy Środkowo-Wschodniej" - Jaro­
sław Kolczyński (Warszawa, Polska)
„Miłość i śmierć po rycersku - na podstawie ukraińskiej poezji barokowej" - Jurij Andruchowicz
(Iwano-Frankowsk, Ukraina)
„Dotyk ożywczy. Duchowość polskiego baroku wobec Innego" - Antoni C z y ż (Warszawa, Pol­
ska)
„Miłość i śmierć we współczesnej liryce białoruskiej" - Lubow Turbina (Mińsk, Białoruś)
„Odtworzenie sacrum w tekście poetyckim na podstawie współczesnej poezji litewskiej" - Eugenijus AliSanka (Wilno, Litwa)
„Słownik erotyczny w twórczości Milana Kundery" ~ Basia Nikiforowa (Wilno, Litwa)
„Święto śmierci w kulturze staropolskiej" - Alina Nowicka-Jeżowa (Warszawa, Polska)
„Miłość i śmierć w Cieniach zapomnianych przodków Michała Kociubińskiego" - Natalka Biłocerkiwec (Kijów, Ukraina)
„Eros i thanatos w sztuce socrealistycznej"- Mykoła Riabczuk (Kijów, Ukraina)
„Fatum miłości i pokusa śmierci w kręgu ukraińskiej szkoły romantycznej" - Danuta Sosnowska
(Warszawa, Polska)
„Problem Erosa i Thanatosa na pograniczu literatury i muzyki" - Józef Kon (Pietrozawodsk, Ka­
relia)
„Motyw śmierci w dramaturgii muzycznej liryki miłosnej" - Ihor Macijewski (St. Petersburg,
Rosja)
„Eros i thanatos w białoruskim święcie Kupały" - Halina Tawłaj (Mińsk, Białoruś)
„Wesele i śmierć - aspekt intonacyjny od Bałtyku do Karpat" - Izalij Ziemcowskij (St. Peters­
burg, Rosja)
„Eros i Thanatos w wyobrażeniach i przesądach ludowych" - Włodzimierz Wasilewicz (Mińsk,
Białoruś)
„Rola akuszerki w litewskich obrzędach ludowych związanych z narodzinami" - Rasa Paukśtyte
(Wilno, Litwa)
„Etnograficzne aspekty Erosa i Thanatosa w folklorze białoruskim" - Oleg Łysenko (St. Peters­
burg, Rosja)
„Cmentarze na L i t w i e " - Alfredas Sirmulis (Wilno, Litwa)
Muzyka ludowa Europy Środkowo-Wschodniej
giem 12-25 lipca 1993

- Tradycyjny obrzęd weselny, Dubienka n . B u ­

/. Specyfika struktur muzycznych pieśni weselnych
„Współczesny pogląd na definicję autentyzmu w tradycyjnej kulturze muzycznej" - W ł o d y m y r
Hrabowskij (Drohobycz, Ukraina)
„Podstawy klasyfikacji białoruskich melodii weselnych" - Tamara Warfołomiejewa (Mińsk, Bia­
łoruś)
„Typy łemkowskich melodii weselnych na terenach Łemkowszczyzny Zachodniej" - Bogumiła
Tarasiewicz (Zielona Góra, Polska)
„O specyfice typowych melodii weselnych zachodniej Białorusi" - Tamara Warfołomiejewa
(Mińsk, Białoruś)
„Z badań nad muzycznymi wątkami weselnymi w Polsce wschodniej" - Piotr Dahlig (Warszawa,
Polska)
„Sześciomiar w ukraińskich pieśniach weselnych" - Jewgienij Jefremow (Kijów, Ukraina)
„Niektóre właściwości muzyczno-poetyckie wesela słobodzkiego" - Wiera Osadczaja (Charków,
Ukraina)
„Ukraińskie pieśni weselne na Podolu" - Anatolij Zawalniuk (Winnica, Ukraina)
„Weselne peredładkanki"
- Bohdan Łukaniuk (Lwów, Ukraina)
//. Wesele jako kompleks

obrzędowo-muzyczny

„Problemy semantyki muzycznej wesela ukraińskiego" - Ihor Macijewski (St. Petersburg, Rosja)
„Dramaturgia muzyczna wesela ukraińskiego dorzecza Dniepru" - Elena Murzina (Kijów, Ukra­
ina)
„Wesele tradycyjne w dorzeczu Horynia" - Iryna Klymenko (Kijów, Ukraina)
„Funkcja muzyki w tradycyjnym weselu ł e m k o w s k i m " - Bogumiła Tarasiewicz (Zielona Góra,
Polska)
„Pieśni weselne a kontekst obrzędowy w dorzeczu Desny" - Irina Biełoswietowa (Kijów, Ukrai­
na)
„Obrzędy i pieśni weselne wsi Klusznykiwka (region Połtawski)" - Dmitrij Lebiedinskij (Char­
ków, Ukraina)
„Magiczne wierzenia i zabobony Białorusinów w strukturze obrzędu weselnego" - W ł a d y m i r
Wasilewicz (Mińsk, Białoruś)
„Kult przodków w weselu białoruskim" - Leonella Małasz (Mińsk, Białoruś)
„Elementy inicjacji w białoruskich obrzędach cyklu rodzinnego" - Tatiana Kucharionok (Mińsk,
Białoruś)
„Relikty obrzędu inicjacji w weselu białoruskim" - Leonella Małasz (Mińsk, Białoruś)
„Elementy teatru ludowego w weselu białoruskim" - Łarisa R y ż k o w a (Mińsk, Białoruś)
„Noc poślubna u Słowian" - Aleksandr Gura (Moskwa, Rosja)
„Wieczór dziewiczy na Kijowszczyźnie" - Hanna Koropniczenko (Kijów, Ukraina)
„Wesele w kraju Poniewieżskim" - Lina Kirsnyte (Wilno, Litwa)
„Rytuały nekrokultu w pieśniach weselnych" - Rasa Śukiene (Wilno, Litwa)
„Symbolika włosów w obrzędzie weselnym. Wybrane zagadnienia" - Jarosław Kolczyński (War­
szawa, Polska)
///. Wesele

V. Taniec weselny. Rytuał czy

zabawa?

„Taniec młodego i młodej w czasie wesela jako kontynuacja obrzędu inicjacji" - Łarisa Saban
(Lwów, Ukraina)
„Elementy inicjacji w tańcach drużby i drużki w obrzędzie weselnym Rusi Czerwonej" - Łarisa
Saban (Lwów, Ukraina)
„Elementy choreografii w białoruskim obrzędzie weselnym" - Nikołaj Kozienko (Mińsk, Biało­
ruś)
„Litewska obrzędowa choreografia weselna" - Dalia Urbanaviciene (Wilno, Litwa)
VI. Weselna muzyka instrumentalna
„Wesele w kontekście tradycyjnej, instrumentalnej kultury muzycznej Europy Środkowo-Wscho­
dniej" - Ihor Macijewski (St. Petersburg, Rosja)
„Tradycyjna muzyka instrumentalna wesela w podolskim dorzeczu Dniestru" - Raisa Gusak (Ki­
jów, Ukraina)
„Weselna muzyka instrumentalna w północnej Białorusi" - Jurij Bojko (St. Petersburg, Rosja)
„Problemy artykulacji w muzyce skrzypcowej huculskiego wesela" - Wiktoria Macijewska (St.
Petersburg, Rosja)
VII. Analogie muzyczne i pozamuzyczne cyklu dorocznego i rodzinnego
„Wesele Ciareszki - związki białoruskiej zabawy cyklu kalendarzowego z weselem" - Lilia Sołowiej (Mińsk, Białoruś)
„Związki funkcjonowania i strukturalne w pieśniach białoruskiego cyklu dorocznego i rodzinne­
go" - Halina Tawłaj (Mińsk, Białoruś)
„Typologiczne paralele p o m i ę d z y melodiami weselnymi a pieśniami cyklu kalendarzowego
w południowo-wschodniej L i t w i e " - Rimantas Astrauskas (Wilno, Litwa)
„Literackie instrumenty analizy w zastosowaniu do słowiańskich pieśni ludowych" - Anna Czekanowska (Warszawa, Polska)
Instrumenty muzyczne
24-28.01.1994

w kulturze

tradycyjnej

Europy

Środkowo-Wschodniej,

Lublin

„Najdawniejsze kompleksy fizyczne i biologiczne w prehistorii instrumentów muzycznych na
podstawie materiałów ukraińskich i karelskich" - A l ł a A b ł o w a (Pietrozawodsk, Rosja)
„Muzyka instrumentalna narodów Europy Północnej jako źródło badań etnokulturowych i etnogenetycznych' - Romualdas Apanavićius (Wilno, Litwa)
„Ślady najstarszej kultury w instrumentach muzycznych na Rusi Karpackiej" - Wiktor Szostak
(Użhorod, Ukraina)
„Najdawniejsze instrumenty kultury białoruskiej" - W ł o d z i m i e r z Puzynia (Mińsk, Białoruś)
„Źródła i wpływy lokalne w archaicznej białoruskiej muzyce instrumentalnej" - Halina Tawłaj
(Mińsk, Białoruś)
„Miejsce i funkcja muzyki instrumentalej w obrzędach kompleksu bożonarodzeniowego na Bia­
łorusi" - Inna Nazina (Mińsk, Białoruś)
„Bojkowska muzyka sopiłkowa związana z dorocznym cyklem pracy" - Bohdan Jaremko (Rów­
ne, Ukraina)
„Najdawniejsze przejawy muzyki instrumentalnej (corpora musica, muzyka fizyczna i biologicz­
na) oraz źródła uniwersalnej twórczości d ź w i ę k o w e j " - Ihor Macijewski (St. Petersburg, Rosja)
„Systemowość wiedzy o instrumentach muzycznych" - L u d w i k Bielawski (Warszawa, Polska)
„Instrument muzyczny jako medium w kontekście etnologicznym, ekologicznym, religijno-filo­
zoficznym i etnosferycznym na przykładzie narodów Północy" - Igor B o g d a n ó w (Moskwa, Ro­
sja)
„Źródła muzyki instrumentalnej B a ł t ó w " - Arvydas Karaska (Wilno, Litwa)
„Tradycyjne zespoły instrumentalne Litwinów. Etnogeneza sutartines" - Algirdas Vyźintas (Wil­
no, Litwa)
„Stan tradycji instrumentalnej na przebadanym terenie Polesia W o ł y ń s k i e g o " - Roman Jenenko
(Kijów, Ukraina)
„Z badań nad archeologicznymi instrumentami muzycznymi w Polsce" - Dorota Popławska
(Warszawa, Polska)
„Konkursy gry na instrumentach pasterskich w Ciechanowcu" - Piotr Dahlig (Warszawa, Polska)
„Ludowe instrumenty muzyczne w polskich kolekcjach muzealnych" - Ewa Dahlig (Warszawa,
Polska)
„Mężczyzna i kobieta a instrumentalna kultura na płaszczyźnie historycznej oraz etnopsychologicznej" - Ihor Macijewski (St. Petersburg, Rosja)
„Problematyka innowacji w budowie współczesnych instrumentów dudowych w Polsce" - Zbi­
gniew J. Przerembski (Warszawa, Polska)
„Dudy w folklorze litewskim" - Rimantas Sliuźinskas (Kłajpeda, Litwa)
„Dudy białoruskie na podstawie materiałów etnograficznych N . Nikiforówskiego i J. Romanowa"
- Aleksander Ł o ś (Mińsk, Białoruś)
„O zjawisku dźwięku harmonicznym i pewnym ich zastosowaniu w ludowym instrumentarium
muzycznym" - Jan Stęszewski (Warszawa, Polska)
„O zastosowaniu komputera w organologii. Przykład typologii z ł ó b c o k ó w " - Ewa Dahlig (War­
szawa, Polska)
„Drumla w tradycyjnej kulturze Bojkówszczyzny, Huculszczyzny i Bukowiny" - Larysa Saban
(Lwów, Ukraina)
„O kuokles od tradycji do posttradycji" - Valdis Muktupavels ( R y g a , Ł o t w a )
„Tradycyjne zabawki dźwiękowe na Zachodniej Ukrainie" - Larysa Saban (Lwów, Ukraina)
„Trembita w pasterskich i pogrzebowych zwyczajach Huculszczyzny" - Larysa Saban (Lwów,
Ukraina)
„Muzyka myśliwych i pasterzy, pytania o g e n e z ę specjalizacji oraz profesjonalizmu muzyczne­
go" - Ihor Macijewski (St. Petersburg, Rosja)
„Stanisław Lutkiewicz: o programowym utworze instrumentalnym pasterzy karpackich" - Boh­
dan Łukaniuk (Lwów, Ukraina)
1

Duchowość
narodów
19-22.04.1944

Europy

Środkowo-Wschodniej

-

Eros

i Thanatos,

cz. I I , Lublin

pogranicza

„Muzyka weselna ukraińsko-polskiego pogranicza na Wołyniu" - Michaił Łobanow (St. Peters­
burg)
„Lingwistyczno-etnograficzne podobieństwa i różnice w białoruskim i polskim weselu" - Anato­
lij Aksamitów (Mińsk, Białoruś)
„Funkcja wesela w dorzeczu Nurca i Bugu" - Dorota Frasunkiewicz (Warszawa, Polska)
IV. Wesele mniejszości

kulturowych

„ M u z y k a weselna słobodzkiej Ukrainy. Problemy mutacji w metropolii i w diasporach południo­
wej Ukrainy i Syberii" - Olena Tiurykowa (Donieck, Ukraina)

24

„Przemiany łemkowskiej obrzędowości weselnej w sytuacji diaspory (Polska zachodnia)" - Bo­
gumiła Tarasiewicz (Zielona Góra, Polska)
,.Elementy etnograficzne wesela karaimskiego" - Karina Firkaviciute (Wilno, Litwa)
„Muzyczne tradycje weselne wsi Bujwidze (rejon wileński)" - Anna Adamowicz (Warszawa,
Polska)

„Kategoria miłości w antropozofii" - Jerzy Prokopiuk (Warszawa, Polska)
„Ontologia Thanatosa jako epifenomen kultury" - Jurij Zaloska (Mińsk, Białoruś)
„Miłość i śmierć w ukraińskiej mitoreligijności w kontekście tradycji indoeuropejskiej" - Oleksandr Szokało (Kijów, Ukraina)
„Jeszcze raz o upiorze (wampirze)" - Jarosław Kolczyński (Warszawa, Polska)
„Miłość do śmierci. Problem nekrofilii we współczesnej literaturze europejskiej" - Natalka Biłocerkiwec (Kijów, Ukraina)
„Prawa biosu jednakie dla wszystkich... Problem życia i śmierci we współczesnej liryce ukraiń­
skiej" - L u d m y ł a Taran (Kijów, Ukraina)
„Miłość i śmierć w poetyce lamentów ukraińskich" - Sofija Majdańska (Kijów, Ukraina)

�„Ems i Thanatos w kontekście wojny w kulturze bałtosłowiańskiej" - Gintaras Beresnevicius
(Kowno, Litwa)
„Niełatwe stosunki Erosa i Thanatosa w zwierciadle sztuki białoruskiej" - Jawhien Szuniejka
(Mińsk, Białoruś)
„Problemy białoruskiego odrodzenia muzycznego: Eros i Thanatos" - Wiktor Skorobogatow
(Mińsk, Białoruś)
„Thanatos: paradygmat mitologiczny w folklorze ukraińskim" - Roman Kiś (Lwów, Ukraina)
„Spotkanie miłości i śmierci w symbolach ikoniczych i emblematycznych kultury tradycyjnej:
konfrontacja muzyki i sztuki przestrzennej" - Ihor Macijewski (St. Petersburg, Rosja)
„Źródła Erosa i Thanatosa w europejskim karnawale odnalezione w białoruskich zapustach (maslenicy)"-Halina Tawłaj (Mińsk, Białoruś)
„Eros i Thanatos w kurhanach aryjskiej praojczyzny" - Jurij Szyłow (Kijów, Ukraina)
„Muzyka a duchowość. Szkice na tle wielkiego tematu" - Wołodymir Hrabowskij (Drohobycz,
Ukraina)
„Technika kompozytorska jako znak. O metamorfozach z drugiej strony lustra. Jonas Kokkonen"
-Józef Kon (Pietrozawodsk, Karelia)
„Zycie - miłość i śmierć Jarosława Tyszyńskiego. Artysta, o którym zapomniano" - Iwona Kabzińska-Stawarz (Warszawa, Polska)
Muzyka ludowa Europy Środkowo-Wschodniej
11-24.07.1994

- Muzyka instrumentalna, R y b a k i n . N a r w i ą

„Różne warstwy tradycyjnej muzyki instrumentalnej: prologomena historyczne, funkcyjne
i strukturalne do problemu związku miasta i kulturalnych centrów z kulturą wiejską w Europie
Środkowo-Wschodniej" - Ihor Macijewski (St. Petersburg, Rosja)
„Przykład miejskiej kultury muzycznej w środowisku wiejskim w końcu X I X i na początku X X
wieku" - Irisa Priedite (Ryga, Łotwa)
„Kształtowanie się wzajemnych związków pomiędzy miejską i wiejską tradycją instrumentalną
na Zakarpaciu w XIX i X X wieku" - Wiktor Szostak (Użgorod, Ukraina)
„Ludowa sztuka przedstawiająca - zagadnienie modus existendie" - Jarosław Kolczyński (War­
szawa, Polska)
„Problematyka stylizacji folkloru instrumentalnego w aspekcie wykonawczym" - Algirdas
Vyzintas (Wilno, Litwa)
„Literackie i miejskie wpływy na tradycję w y k o n a w c z ą kobzarstwa ukraińskiego" - Nadija Suprun (Równe, Ukraina)
„Rola kultury miejskiej w tworzeniu się profesjonalnej tradycyjnej białoruskiej traistaj muzyki na
zachodnim Poozieriu" - Albina Skorobogatczenko (Mińsk, Białoruś)
„Wzajemne wpływy między tradycyjnymi i akademickimi elementami w wykonawczej technice
skrzypków z centralnego Polesia" - Serhij Ochrimczuk (Kijów, Ukraina)
„Tradycyjna wykonawcza maniera gry na harmoniach ludowych na południowej Pińszczyźnie" Bohdan Jaremko (Równe, Ukraina)
„Tradycyjna żeńska technika gry na instrumentach perkusyjnych na centralnej Ukrainie" - Han­
na Koropniczenko (Kijów, Ukraina)
„Tradycyjna muzyka instrumentalna w tzw. ludowo-akademickim środowisku i problem etnicz­
nego dźwięko-ideału Ukraińców" - Mychajło Chaj (Kijów, Ukraina)
„Niektóre osobliwości współczesnego codziennego muzykowania na L i t w i e " - W ł a d y s ł a w a Kaknaviciute (Kłajpeda, Litwa)
„Instrumentalna muzyka ludowa na pd.-zach. L i t w i e (Suwalkija) na początku X X wieku" - V y tautas Alenskas (Kłajpeda, Litwa)
„Muzyka wokalno-instrumentalna Białorusinów Pskowszczyzny i i jej paralele w różnych regio­
nach Rosji" - Jurij Bojko (St. Petersburg, Rosja)
„Ukraińska i białoruska muzyka taneczna w diasporach K a r e l i i " - Wiaczesław Kalaberda (Pie­
trozawodsk, Karelia)
„Weselna muzyka instrumentalna w podolskim dorzeczu Dniestru: źródła formowania tradycji"
- Raisa Gusak (Kijów, Ukraina)
„Tradycyjne zespoły ludowe M i ń s z c z y z n y " - Inna Nazina (Mińsk, Białoruś)
„Tradycja skrzypcowych kapel na Chersoń szczytnie" - Wiktor Kysil (Chersoń, Ukraina)
„Geneza białoruskiej pieśni skocznej" - Halina Tawłaj (Mińsk, Białoruś)
„Repertuar kapeli weselnej" - Larysa Saban (Lwów, Ukraina)
„Niektóre obserwacje nad wzajemnymi w p ł y w a m i między miastem i wsią" - Bohdan Łukaniuk
{Lwów, Ukraina)
„Muzykanci i tancerze w moich badaniach terenowych" - Grażyna D ą b r o w s k a (Warszawa, Pol­
ska)
„Muzyka instrumentalna w zbiorach Instytutu Sztuki, Folkloru i Etnografii w Kijowie" - Irina
Biełoswietowa (Kijów, Ukraina)
„Czynniki przeobrażeń ludowego instrumentarium muzycznego w Polsce" - Piotr Dahlig (War­
szawa, Polska)
„Lira korbowa w Polsce - problem normy i innowacji w budowie instrumentu" - Zbigniew Przerembski (Warszawa, Polska)
„ESAC - System kodowania melodii j e d n o g ł o s o w y c h . Pokaz komputerowy" - Ewa Dahlig (War­
szawa, Polska)
„Współczesna białoruska muzyka wiejska - requiem na skraju martwego miasta" - Juras Załoska (Mińsk, Białoruś)

Duchowość Narodów
7-8.09.1994

Europy

Środkowo-Wschodniej

-

Kult

zmarłych,

cz.

I,

Lublin

„Stąd do tamtych światów" - Jarosław Kolczyński (Warszawa, Polska)
„Rytuał pogrzebowy - cel i symbolika działań" - Anna Kowalska-Lewicka (Kraków, Polska)
„Obrzęd pogrzebu w dolnym dorzeczu Niemna (nowe odkrycia)" - Valdemaras Śemenas (Wilno,
Litwa)
„Szczególna ofiara dla zmarłych u Gotów ( I I I - I V w. po Chr.)" - Andrzej Kokowski (Lublin, Pol­
ska)
„Struktura i semantyka obrzędu pogrzebowego w kontekście innych o b r z ę d ó w " - Ihor Macijew­
ski (St. Petersburg, Rosja)
„Cross - kulturowe kowariacje wyobrażeń dotyczących śmierci jako indykator typu kultury" Roman Kiś (Lwów, Ukraina)
„Binarna semantyczna opozycja Tu i Tam w konstruowaniu mitologiczno-poetyckiej wizji tamte­
go świata (materiał karpacki)" - Maria Majerczyk (Lwów, Ukraina)
„Opozycja ten - tamten świat w ludowym światopoglądzie U k r a i ń c ó w " - Olha Poricka (Kijów,
Ukraina)
„Dydaktyczna funkcja obrazu śmierci i tamtego świata w ludowej etyce ukraińskiej" - Sofija
Majdanska (Kijów, Ukraina)
„Modelowanie obrazu tamtego świata na podstawie znalezisk w aryjskich mogiłach Naddnieprza" - Jurij Szyłow (Kijów, Ukraina)
„Pierwsze kroki duszy... (materiały z I poł. X X w . ) " - Regina Merkiene(Wilno, Litwa)
„Podróż w zaświaty w mitologii litewskiej" - Gintaras Beresnevicius (Wilno, Litwa)
„Rytuał pochówku w białoruskiej literaturze etnograficznej X I X wieku" - Halina Tawłaj (Mińsk,
Białoruś)

Duchowość
narodów
24-25.04.1995

Europy

Środkowo-Wschodniej

-

Eros

i Thanatos

cz. III,

Lublin

„Kategoria śmierci w antropozofii" - Jerzy Prokopiuk (Warszawa, Polska)
„Idea miłości i śmierci w książce Jana Pawła I I Przekroczyć próg nadziei" - Iwona KabzińskaStawarz (Warszawa, Polska)
„Bruno Schulz - przeciw śmierci" - Władysław Panas (Lublin, Polska)
„Esthesis jako spotkanie Erosa i Thanatosa" - Eugenijus AliSanka (Wilno, Litwa)
„Dydaktyczna funkcja obrazu śmierci i tamtego świata w ludowej etyce ukraińskiej" - Sofija
Majdanska (Kijów, Ukraina)
„Dla bezżennych niebiosa są z a m k n i ę t e . . . " - Anna Kowalska-Lewicka (Kraków, Polska)
„Narcyzm wielkiego państwa i jego thanatologiczne korelaty (wojna w kontekście kryzysu iden­
tyczności)" - Roman Kiś (Lwów, Ukraina)
„Między życiem a ś m i e r c i ą . . . " - Vytautas Beranis (Wilno, Litwa)
„Thanatos we współczesnej prasie polskiej (1994-95)" - Jadwiga Pstrusińska (Kraków, Polska)
„Miejsce muzyki w systemie obrzędów związanych z Erosem i Thanatosem" - Ihor Macijewski
(St. Petersburg, Rosja)
Muzyka ludowa Europy Środkowo-Wschodniej
n. N a r w i ą 18-22.07.1995

~ Muzyczny folklor dziecięcy

- źródła,

Rybaki

„Tradycje dziecięce w opanowaniu otaczającej przestrzeni (na materiale współczesnego miasta)"
- Maria Osorina (SL Petersburg, Rosja)
„Interpretacja kultury tradycyjnej w zabawie dziecięcej" - Jelena Wasiliewa (St. Petersburg, Ro­
sja)
„Obrzęd rozwiązywanie
rozumu u Rosjan" - Albert Bajburin (St. Petersburg, Rosja)
„Dziecięce prawo zwyczajowe" - Walentin Gołowin (St. Petersburg, Rosja)
„Dziecięce chodzenie po domach zgodnie z cyklem obrzędów kalendarzowych" - Anna Niekryłowa (St. Petersburg, Rosja)
„Niektóre właściwości dziecięcych pieśni litewskich" - Juratę Semetaite (Wilno, Litwa)
„Dziecięce pieśni - gry wiosenne niektórych regionów Wołynia i Polesia" - Nadija Suprun (Rów­
ne, Ukraina)
„Gatunki i rodzaje tradycyjnego ukraińskiego folkloru dziecięcego" - Halina Dowżenok (Kijów,
Ukraina)
„Dziecięce instrumenty muzyczne jako relikt ewolucji stadialnej i historii etnicznej" - Ihor Ma­
cijewski (St. Petersburg, Rosja)
„Dziecięce instrumenty muzyczne Huculszczyzny i południowej Pińszczyzny (na podstawie ma­
teriałów z powiatów kosowskiego i rJąbrowickiego oraz zareczniańskiego w województwach iwanofrankowskim i równiańskim)" - Bohdan Jaremko (Równe, Ukraina)
„Kształcenie skrzypków na Podhalu" - Tomasz Nowak (Warszawa, Polska)
^ocieszki jako przedmiot psychofizycznego wychowania dzieci" - Algyte Merkeliene (Kłajpe­
da, Litwa)
„Kołysanki w Galicji" - Bohdan Łukaniuk (Lwów, Ukraina)
„Wyliczanki dziecięce we współczesnym repertuarze folklorystycznym" - Jewginij Kostiuchin
(St. Petersburg, Rosja)
, Z w i ą z e k kołysanek łotewskich z kultem zmarłych: symbolika myszy" - Stanisława Kuczepatowa (St. Petersburg, Rosja)
„Praca z dziećmi i młodzieżą z miasta w zespole folklorystycznym" - Magdalena Świderek (War­
szawa, Polska)
„Opanowanie muzyki obrzędowej przez dziecięcy zespół folklorystyczny" - Halina Tawłaj
(Mińsk, Białoruś)
„Kółko folklorystyczne jako forma zintegrowanego wychowania etnicznego w szkole" - Ruta
Grumadaite (Kłajpeda, Litwa)
„Metodyka pracy z dziecięcym zespołem folklorystycznym w mieście" - Olena Tiurykowa (Do­
nieck, Ukraina)
Kultura tradycyjna a świat dziecka, L u b l i n 22-25.01,1996
„Etnopedagogiczne tradycje Białorusinów" - Lubow Rakowa (Mińsk, Białoruś)
„Tradycyjna pedagogika białoruska - aspekt porównawczo-kulturowy" - Igor Uglik (Mińsk, Bia­
łoruś)
,£&gt;om i ludzie w systemie tradycyjnego wychowania u U k r a i ń c ó w " - Hanna Horyń (Lwów, Ukra­
ina)
„Kontakt matki i dziecka - aspekt biopsychiczny i socjokulturowy" - Oksana Kiś (Lwów, Ukra­
ina)
„Rola k u m ó w (chrzestnych) w formowaniu oglądu świata u dzieci" - Biruté Imbrasiené (Wilno,
Litwa)
„Wychowanie a obrzędy kalendarzowe w kulturze tradycyjnej" - Anna Niekryłowa (St. Peters­
burg, Rosja)
„Pastwisko jako miejsce tworzenia się subkultury dziecięcej" - Anna Kowalska-Lewicka (Kra­
ków, Polska)
„Początkowe etapy wychowania muzycznego w kulturze tradycyjnej" - Ihor Macijewski (St. Pe­
tersburg, Rosja)
„Spontaniczna twórczość w kulturze tradycyjnej (na podstawie materiałów dotyczących najmłod­
szych dzieci w kulturach słowiańskich i bałtofińskich" - Karl Rautio (Pietrozawodsk, Karelia)
„Baśnie z pieśniami i ich miejsce w muzycznym wychowaniu dzieci" - Dalia Vaicenaviciené
(Wilno, Litwa)
„Ustna forma przyswajania tradycyjnych technik śpiewu w dziecięcym zespole ludowym" - Łarisa Ryżkowa (Mińsk, Białoruś)
.Zabawy dziecięce w kulturze tradycyjnej" - Austeié Nakiené (Wilno, Litwa)
.Zabawiania, przypowiastki i ich funkcja w tradycyjnym wychowaniu dziecka" - Juratę Semeta­
ite (Wilno, Litwa)
.Zabawy jako przedmiot nauki i metoda nauczania w tradycyjnym systemie wychowawczym" A l e ś Loska (Mińsk, Białoruś)
„Dziecko a tańce tradycyjne (referat ilustrowany filmami Magdaleny Świderek)" - Grażyna Dą­
browska (Warszawa, Polska)
„Kultura duchowa dziecka jako problem etnosocjalny" - Irina Kołaczowa (Mińsk, Białoruś)
„Etnokultura i poznanie świata" - Erimas Velicka (Wilno, Litwa)
„Folkloryzm jako forma świadomości etnicznej (na podstawie badań socjologicznych)" - Inija
Trinkuniené (Wilno, Litwa)
„Dlaczego dzieci uczą się o przeszłości? Orientacja na przeszłość w procesie pedagogicznym" Ivan Macak (Bratysława, Słowacja)
„Tradycje pedagogiczne w kontekście narodowej koncepcji edukacyjnej na Białorusi" - Świetla­
na Snopowska (Mińsk, Białoruś)
„Anton Hryniewicz (1877-1937) i jego koncepcja wchodzenia białoruskiego dziecka w świat tra­
dycyjnej kultury muzycznej" - Halina Tawłaj (Mińsk, Białoruś)
„Lwowska koncepcja nauczania folkloru muzycznego w trzystopniowym systemie kształcącym
(podstawowe, średnie i wyższe szkoły muzyczne)" - Bohdan Łukaniuk (Lwów, Ukraina)
„Folklor dziecięcy jako sztuka życia" - Katarzyna Dadak-Kozicka (Warszawa, Polska)
„In stercore invenitur" - Robert Reszke (Warszawa Polska)
„Obok sztuki, edukacji, etnografii" - Janusz Byszewski (Warszawa, Polska)

25

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11012" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10990">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e6bebde9365700af87c659404ce4266b.pdf</src>
        <authentication>4892f2e939eec618e03bb76e1432b172</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131299">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131300">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131301">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131302">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2796</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131303">
                <text>O potrzebie poznania poprzez dotknięcie źródeł kultury tej ziemi / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131304">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.1, s.9-19</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131305">
                <text>Wilgosiewicz, Beata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131306">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131307">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131308">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131309">
                <text>O potrzebie poznania
poprzez dotknięcie źródeł kultury
tej ziemi
Działalność Fundacji „Muzyka Kresów"
Beata Wilgosiewicz
„Człowiek nie jest w stanie żyć po ludzku poza środowiskiem żywotnym, solidarnym i zadomowionym. Pierwotność nie jest przeto wyłączną właściwością społeczeństw uprzednich, a zwłaszcza utraconych, jest właściwo­
ścią wszelkich zasługujących na swą nazwę społeczeństw. Im bardziej rozczłonkowana i skomplikowana jest cy­
wilizacja - tym większa potrzeba lokalności i przejrzystości. Im bardziej rozproszone i urzeczowione więzy mię­
dzyludzkie, tym większe pragnienie związków skupionych i osobowych. Im bardziej upośredniona i okazjonalna
komunikacja, tym większe łaknienie porozumienia intensywnego i bezpośredniego. Im bardziej rozbite i sprzecz­
ne wyobrażenia symboliczne, tym większy głód wyobrażeń spójnych i spajających. [...]
Kultura jest nieustanną oscylacją pomiędzy tym, co pierwotne, a tym co wtórne. Pierwotne są bez wątpienia
rodzina, pokrewieństwo i wspólnota, a wtórne - własność, władza, państwo. Pierwotne jest również doświadcze­
nie świętości, duchowości i całości, a wtórna fabrykacja, materializacja i racjonalizacja rzeczywistości. Różne,
klasyczne już teorie trafnie wskazywały bieguny tej oscylacji: sacrum i profanum, societas i civitas, wspólnota
i stowarzyszenie. W tej perspektywie antropologia kultury nie jest tylko wiedzą o tym, co uprzednie i utracone, jest
również wiedzą o tym, co niezbywalne. Nie trzeba więc koniecznie uprawiać jej w lasach Majomby królestwa Loango. Można pytać samego siebie, czy chodzi się prosto, pytać zatem o właściwe relacje pomiędzy tym, co świę­
te i powszednie, plemienne i obywatelskie, społeczne i państwowe, duchowe i intelektualne." (podkreślenia B.W.)
Andrzej Mencwel, Wstęp: wyobraźnia antropologiczna, W: Wiedza o kulturze.
Część I. Antropologia kultury

Spór o istnienie kultury ludowej
Kultura ludowa - czym była, czym jest, czy w ogóle jest - te
pojawiające się od lat pytania w ostatnim czasie przybrały na si­
le. Możmy obecnie śledzić dyskusję, która toczy się w różnych
środowiskach, na łamach wielu czasopism. Przekonamy się
o tym, biorąc do ręki ostatnio wydaną książkę pod znamiennym
tytułem Czy zmierzch kultury ludowej?} Problem pojawia się już
przy próbach ustalenia samej definicji kultury ludowej. Etnogra­
fowie, socjolodzy, antropolodzy, artyści, powołując się na defini­
cje wypracowane przez różne dziedziny nauki, z konsekwencją
większą lub mniejszą, posługując się przyjętym terminem,
umiejscawiają koniec tej kultury: jedni w XIX wieku, drudzy
wraz z początkiem czy też końcem I I wojny światowej, jeszcze
inni w czasach współczesnych i przyszłych. Nie jest moim za­
miarem porównywanie poszczególnych stanowisk, przedstawie­
nie poszczególnych definicji i wynikających z nich sposobów ro­
zumienia kultury ludowej. Poszczególne głosy i sądy, charakte­
rystyczne dla prowadzonego sporu, są dla mnie ważne jako
punkty odniesienia, punkty zakreślające przestrzeń, w obrębie
której porusza się Fundacja „Muzyka Kresów".
Pierwszy, ważny dla mnie głos, to wypowiedź Rocha Sulimy.
Wskazuje on na to, co pod pojęciem kultury ludowej kryje się
w obecnym czasie. Pisze: „KULTURA LUDOWA UMARŁA.
ŻYJE JEJ MIT, wzmacniany m.in. przez ekologizm, uchodzący
dziś prawie za odmianę historiozofii.
Kultura ta obecna jest w symbolach, przypomnieniach alu­

zjach, jest treścią naszej podświadomości, zobowiązaniem wo­
bec świata wartości. Ale obok tego kultura ludowa pozostaje
wciąż emblematem kultury gorszej. Pielęgnuje zatem rolę kultu­
ry ofiarnej, nieagresywnej. Jest symboliczną ekspresją niezni­
szczalnej woli życia. Nieobce są jej zarazem nastroje fatalistyczne, poczucie finalizmu biegu świata. Witalizm tej kultury sąsia­
duje ze swoistą filozofią godnego umierania. Jest to tyleż kultu­
ra życia, co kultura śmierci, czyli ginięcia rozumianego jako zarodnia przyszłego życia.
Korzystając z przysługującego humaniście prawa do przesa­
dy, mogę stwierdzić: nie ma już kultury ludowej, jest natomiast
myślenie o kulturze ludowej, np. w literaturze odwołującej się do
ludowego słowa. Jest marzenie o kulturze ludowej, jako utraco­
nej ludzkiej prakulturze. Jest wreszcie w Polsce coś, co można by
nazwać PRZEKLEŃSTWEM kultury ludowej, dziwna niestosow­
ność mówienia o niej. Jest jej negacja albo apologia." (podkre­
ślenia B.W.)
Kolejna wypowiedź - Piotra Sarzyńskiego, zgodna z wyżej
prezentowanym sądem, głoszącym śmierć tej kultury, wskazuje
na dodatkowy aspekt - współczesne ożywienie w wielu dziedzi­
nach kultury, przejawiające się w różnego typu przeróbkach, cy­
tatach i pastiszach w nawiązywaniu do kultury ludowej. Wszel­
kie te próby nie służą jednak „identyfikacji etnicznej czy budo­
waniu wspólnoty, ale są jedynymi spośród setek innych kulturo­
wych puzzli dobieranych swobodnie do tworzenia nowoczesnej
kultury masowej". Według Sarzyńskiego nie można przywrócić
tego, co nieuchronnie odeszło, a takie programy jak przywraca2

3

9

�nie „ginących zawodów" są jedynie kolejną próbą ożywiania tru­
pa. Tekst zaczyna się słowami, które można potraktować jako
konkluzję całej wypowiedzi: „Kultura ludowa umarła. Odeszła
bezpowrotnie w przeszłość tak, jak wcześniej kultura rycerska,
sarmacka czy ziemiańska. Właściwe miejsce dla niej to dziś mu­
zeum etnograficzne, skansen, izba pamięci. Zaś termin folklor
potrzebny jest tylko do rekonstrukcji historii, a nie opisu rzeczy­
wistości."
Dla równowagi przytoczę dwa odmienne sądy. Pierwszy:
spostrzeżenia Dyzmy Gałaja, kierują uwagę na dwie istotne ce­
chy, które są najważniejsze w kulturze chłopskiej, są jej ostoją.
Pierwsza, to stosunek chłopów do ziemi jako miejsca pracy i ży­
cia, „jako jedynego i centralnego wśród wszystkich spraw i rze­
czy świata miejsca, w którym kolejne pokolenia żyły, żyją i bę­
dą żyły - pamięć po sobie zostawiając w opiniach sąsiadów i na
parafialnym cmentarzu." Druga to silne poczucie wolności,
ujawniające się pomimo niedyskutowalnego przymusu przyro­
dniczego czy klimatycznego, gdyż „w ramach tego przymusu
jest wolność podejmowania prac każdego dnia czy też każdego
miesiąca". Przy tym autor nie idealizuje i nie mitologizuje sto­
sunku chłopa do ziemi. Widzi różnice w poszczególnych grupach
rolniczych, dokładnie opisuje zmiany, jakie zachodzą w dzisiej­
szych gospodarstwach, podając konkretne przykłady na to, iż
ziemia stopniowo z przedmiotu kultu i najwyższej wartości staje
się środkiem produkcji. Nad tym jest jednak to, co jest stałe i nie­
zmienne: „Inne niż dawniej są formy pracy, inne efekty, inne ce­
le i plany na przyszłość, ale gospodarstwo i rodzina nadal pozo­
stają sobą - nadal stanowią autonomiczną jedność gospodarczą,
kulturową i moralną." Sam widzi niewielką możliwość obrony
kultury ludowej w „zmaganiu się etosu ludowego z etosem ma­
sowym, etosu pracy z etosem konsumpcji". Jedyną szansą tej
grupy społecznej w nowej, zmieniającej się rzeczywistości jest
bycie partnerem „wobec innych grup zawodowych Polski i Eu­
ropy - w wykształceniu, dochodzie, wizerunku rodziny, stylu ży­
cia i aspiracji, obywatelskości i tworzeniu wartości kultury ogól­
nonarodowej, uniwersalnej".
Drugą wypowiedzią, dostrzegającą szansę przetrwania kultu­
ry ludowej, jest głos Anny Tatarkiewicz. Zastanawia się ona nad
możliwościami przetrwania tej kultury i podaje konkretne propo­
zycje. Pisze: „Mówiąc o sprawach wsi z reguły widzi się tylko
dwie możliwości: albo restrukturyzacja na wzór euroamerykański, albo skansen. Nasi Europejczycy nie dopuszczają myśli
0 trzeciej możliwości, jaką byłby awans cywilizacyjny wsi w pa­
rze z częściowym bodaj zachowaniem tradycyjnych wartości,
które nie od dziś próbuję ukazywać." (podkreślenie A.T.)
Wartość dyskusji tkwi w samym stawianiu pytań, w rozmo­
wie, dotyczącej roli i miejsca kultury ludowej w świadomości
1 rzeczywistości obecnych czasów. Artykułowane jest to, o czym
z trwogą myślał i przeciwko czemu kierował swoją działalność
już w XIX wieku Oskar Kolberg. Sądy o przemijaniu kultury lu­
dowej, ogłaszanie jej śmierci, zmuszają do głębokiej refleksji
nad jej rzeczywistym statusem. A wiara w przetrwanie tego świa­
ta tak naprawdę wskazuje na transformację zmierzającą w nie­
znanym kierunku, mówi o ostatnich iskrach, które jeszcze moż­
na uchwycić, czy też dzięki którym można zrozumieć tamten
świat. Przyszłość jest niewiadomą, nie wiadomo bowiem, co
owo ginięcie w zamian przyniesie, nie wiadomo co wyrośnie
z tej „zaradni przyszłego życia". Nie oznacza to jednakże, że po­
trzeba pierwotności, o której pisze Andrzej Mencwel, tej która
była fundamentem kultury ludowej, odchodzi na zawsze wraz
z wartościami, które w niej tkwiły. Są to bowiem wartości, które
Mencwel nazywa niezbywalnymi, i to niezbywalnymi dla każde­
go z nas, człowieka żyjącego pod koniec XX wieku.
Poprzez prezentację działalności Fundacji „Muzyka Kre­
sów", chcę włączyć się w powyższą dyskusję, przedstawiając
konkretny przykład współczesnych poszukiwań możliwości
4

5

6

7

8

9

10

10

funkcjonowania kultury ludowej czy też świadomości jej
istnienia. Jest to próba uchwycenia owych migotliwych iskier,
które mogą stać się życiodajnym niezbywalnym ogniem.
Działalności Fundacji
Fundacja „Muzyka Kresów" wraz z działającym przy niej
Ośrodkiem Badań Muzykologicznych i Kulturowych Europy
Środkowo-Wschodniej powstała w 1991 roku za sprawą dwóch
osób - Jana Bernada i Moniki Mamińskiej. Fundacja swoją dzia­
łalnością włączyła się w nurt poszukiwań, które pytają o możli­
wości, cele i kierunki kontynuacji tradycji ludowej. Kształtując
własny sposób patrzenia na tę kulturę, pytają o to, co w jej obrę­
bie jest jeszcze ważne i żywe dla współczesnego człowieka. Są
to próby wypracowania nowych form rozmowy na temat trady­
cji, wsi, a co za tym idzie, są to próby innego pokazywania tego
świata i jego rozumienia. W 1992 roku, w początkowym okresie
istnienia „Muzyki Kresów", Jan Bernad tak określił program
działalności Fundacji: „Nie chcemy być placówką naukową,
choć staramy się, by przygotowywane przez nas sesje teoretycz­
ne były na wysokim poziomie. Nie chcemy być też agencją kon­
certową, sprowadzającą chóry i zespoły folklorystyczne. Chcemy
powołać nową formą rozmowy o kulturach naszych narodów, fir­
mę, w której byłoby miejsce zarówno dla uczonych, twórców,
jak i ludzi młodych, zainteresowanych kulturą, która powstała
kilkaset lat temu na ziemiach zwanych w naszej tradycji Kresa­
mi. Formę tę chcemy tworzyć z podobnie myślącymi Białorusi­
nami, Litwinami, Ukraińcami." (podkreślenia B.W)
Cel, jaki wyznaczyła sobie Fundacja, to wspieranie, prezen­
tacja, popularyzacja i badanie muzyki ludowej i sakralnej (ko­
ścielnej, cerkiewnej i synagogalnej) narodów i grup etnicznych
środkowowschodniej części Europy, zamieszkujących te tereny,
które w dużej części pokrywają się z obszarem Rzeczypospolitej
Dwojga (czy wielu) Narodów. Słowo kresy w nazwie Fundacji
jest tu rozumiane jako pojęcie historyczne.' Przy tym Bernad
i Mamińska, tworząc Fundację, chcieli zerwać z taką wiedzą
o naszych wschodnich sąsiadach, która nie opiera się na znajo­
mościach realiów, ale na mitach i wyobrażeniach, często zresztą
negatywnych.
Współtwórcami programów i biorącymi w nich udział, od
początku istnienia Fundacji, są wybitni etnolodzy i etnomuzyko­
lodzy z krajów sąsiednich, bowiem: „rzetelność podejścia do te­
matu wymaga, byśmy o muzyce białoruskiej rozmawiali z twór­
cami i naukowcami Białorusi, o muzyce litewskiej z Litwinami
itd. Co do szans kulturowych - myślę, że za wcześnie o nich
mówić, bo nie wiemy jeszcze, co zostało żywe, a co obumarło
w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Na tym etapie rekonstruk­
cji obrazu naszych kultur, na jakim się znajdujemy, trzeba mieć
oczy i uszy otwarte i stwarzać fakty. Doprowadzać do wspólnych
badań, formułować nowe podejście do kultury i historii tego ob­
szaru".
Od 1991 roku, czyli od momentu powstania Fundacji, do dnia
dzisiejszego odbyło się kilkanaście konferencji, które, jak zau­
waża Piotr Dahlig, stały się ważnym forum dla spotkań etnomuzykologicznych, ponadto już w drugim roku działalności Fun­
dacja wykroczyła poza ramy ściśle etnomuzykologiczne, posze­
rzając tematykę spotkań o sferę zagadnień odnoszących się do
duchowości narodów Europy Środkowo-Wschodniej.
Można wyróżnić trzy bloki tematyczne, w obrębie których
skupiają się poszczególne tematy sympozjów. Pierwszy - Muzy­
ka Ludowa Europy Środkowo-Wschodniej , program ten
o charakterze naukowo-badawczym, edukacyjnym i popularyza­
torskim ma na celu wszechstronną prezentację muzyki tradycyj­
nej i jej roli w kulturach archaicznych oraz we współczesnej kul­
turze. Przedstawiając aktualny stan badań nad muzyką tradycyj­
ną prowadzonych w różnych ośrodkach naukowych Europy
11

2

13

14

15

�Środkowo-Wschodniej, program ten ma również na celu integra­
cję środowisk naukowych i twórczych tej części Europy. Obok
konferencji, koncertów, prezentacji muzyki tradycyjnej i war­
sztatów muzycznych, Fundacja prowadzi badania terenowe oraz
archiwum, gromadzące materiały z konferencji, dokumentację
filmową i fonograficzną ekspedycji naukowo-badawczych oraz
rejestrację koncertów i organizowanych przez siebie różnych
prezentacji muzycznych.
W celu dopełnienia całości obrazu należy przeprowadzić we­
wnętrzny podział i wyróżnić te sympozja, które odbywają się let­
nią porą. Ich specyfika polega na połączeniu formuły konferen­
cji z koncertami, warsztatami, indywidualnymi spotkaniami.
Aleksandra Domańska tak opisuje jedno z letnich sympozjów,
w nadbużańskich Dołhobrodach: „Różne były intencje uczestni­
ków: jedni śpiewali, drudzy badali, trzeci słuchali. Chwilami
spotkanie zamieniało się w rodzaj warsztatów muzycznych
i wzajemnej wymiany doświadczeń, chwilami były to koncerty,
kiedy indziej po prostu zabawa."
Drugi blok tematyczny - Duchowość narodów Europy
Środkowo-Wschodniej , pojawił się wraz z przeświadczeniem,
iż nie można mówić o muzyce ludowej bez szerszego kontekstu
kulturowego. Duchowość jest tu rozumiana „jako tworzący się
na przestrzeni tysiącleci stosunek wobec rzeczy ostatecznych:
Boga, narodzin, śmierci, miłości, choroby, cierpienia, czasu,
przemijania [...] w postawie wobec spraw ostatecznych tkwi
źródło duchowości człowieka, plemienia, grupy etnicznej, naro­
du. Pytania są te same, natomiast odpowiedzi w każdym przy­
padku są inne i ta inność stanowi o wartości i niepowtarzalności
zarówno jednostki, jak i całych kultur." Sympozja te mają cha­
rakter interdyscyplinarny, udział w konferencjach biorą uczeni
z różnych dziedzin nauki: filozofowie, teolodzy, religioznawcy,
etnolodzy, muzykolodzy, historycy, historycy sztuki, teoretycy
literatury oraz twórcy: poeci i malarze.
Trzeci blok tematyczny, zatytułowany Kontynuacja trady­
cji, to również wieloletni, wielowątkowy i interdyscyplinarny
program. Obok szeregu spotkań i konferencji, istotną częścią te­
go cyklu jest szeroko zakreślony blok edukacyjny w przedszko­
lach, który jest realizowany od września 1997 roku. W tym cyklu
tematycznym mieści się również długofalowy program naukowo-badawczy Pieśni obrzędowe Podlasia - wzajemne wpływy
oraz odrębności lokalne na pograniczu z białorusko-ukraińskim
Polesiem prowadzony od stycznia 1995.
Wysoki poziom naukowy konferencji jest wynikiem dbałości
w doborze tematów, które ukazują wieloaspektowość omawia­
nych problemów. Równocześnie podczas tych sympozjów
próbuje się odtworzyć taki obraz kultury ludowej, który umożli­
wia całościowe spojrzenie na człowieka i świat tradycyjnej wsi.
Omawiając poszczególne dziedziny, dany rodzaj pieśni, dany
aspekt duchowy, zwraca się uwagę na sieć powiązań, relacji
i znaczeń, na ich określone miejsce w czasie i przestrzeni, które
tworzyły spójny świat znaczeń.
Bernad i Mamińska zwracają szczególną uwagę na to, by
w przypadku sesji etnomuzykologicznych zapraszać takich nau­
kowców, którzy prowadzą badania w terenie i mogą zaprezento­
wać rzeczywiste fakty muzyczne, które jeszcze istnieją na wsi.
Jest to poszukiwanie ludzi, którzy podobnie myślą o muzyce tra­
dycyjnej, dla których nie tylko istotne jest rejestrowanie dźwię­
ków, ale samo ich odtwarzanie, by poprzez ten dźwięk dotrzeć
do świata przeszłego. Samo połączenie konferencji z warsztata­
mi, z możliwością praktycznego kontaktu z muzyką i pieśnią,
z możliwością wykonywania prostych, tradycyjnych instrumen­
tów i nauką gry na nich, jest próbą połączenia wiedzy teoretycz­
nej i wiedzy zdobytej w trakcie badań z edukacją i szukaniem
sposobu przekazywania tej wiedzy. Tego rodzaju próby umożli­
wiają z jednej strony bezpośredni kontakt naukowców, z drugiej
strony następuje przekaz pomiędzy naukowcami a ludźmi szuka­
16

17

18

19

20

jącymi praktycznych rozwiązań, zadającymi pytania: jak uczyć
się ludowych pieśni, muzyki czy tańca, jak pracować z dziećmi.
Nacisk położony zostaje na to, czemu dane spotkanie ma służyć.
Konferencje organizowane przez „Muzykę Kresów" nie odby­
wają się bowiem dla samych konferencji, naukowcy w większo­
ści wiedzą o swoich dokonaniach (choć oczywiście nie można
podważyć roli samego spotkania, wymiany wiedzy, stanowisk,
doświadczeń), konferencje skierowane są w stronę tych, którzy
mają potrzebę pogłębiania i poszerzania znajomości kultury lu­
dowej, po to by działać i czynić, i po to też, by przez umiejętne
stawianie pytań otwierać kolejne drzwi zamknięte przez czas
i niepamięć. Jak mówi Monika Mamińska, chodzi o czynne po­
znawanie kultury ludowej.
Tadeusz Kornaś, próbując opisać, czym są sympozja organi­
zowane przez Fundację „Muzyka Kresów", mówi o konsekwent­
nej całości, ale otwartej na przeróżne nieprzewidziane okoliczno­
ści. Wpisując działalność Fundacji w krąg tego rodzaju przedsię­
wzięć, które znajdują swój rodowód w kulturze czynnej Grotow­
skiego, pisze: „Bernad z naciskiem mówi, że on i Mamińska są
twórcami, a nie wyłącznie organizatorami [...] komponują kilku­
dniowe czy kilkutygodniowe spotkania. Ich praca polega na for­
mowaniu dzieła, w którym nie ma anonimowych uczestników,
w którym każdy potrafi odnaleźć swoje miejsce, a zarazem struk­
tury otwartej". Najważniejsze, co jest zgodne z nakazem Gro­
towskiego, „aby żyć w sposób istotny, ryzykować całym sobą" ,
że twórcy „Muzyki Kresów" nieustannie dążą do realizacji wła­
snych marzeń. Samo powołanie Fundacji, jest tym - jak mówi
Jan Bernad - co ma te marzenia chronić , co umożliwia realiza­
cję niemożliwego.
21

22

23

24

W głąb kultury ludowej
W programie zatytułowanym Kontynuacja tradycji czytamy:
„Powrót do tradycyjnej kultury jako jednolitego systemu jest już
niemożliwy. Procesy cywilizacyjne, wojny, migracje, zwłaszcza
XX w. sprawiły, że takiej tradycji już nie ma. Dziś odwołać się
można do tego, co widzialne: sztuki, ludzkiej pamięci..."
Zadaję sobie szereg pytań. Czym jest wyżej opisana działal­
ność Fundacji „Muzyka Kresów"? Czy można poszukiwać
w obrębie świata, który już nie istnieje? Czy działalność ta pod­
lega diagnozie, jaką postawił sztuce ludowej Czesław Robotycki, mówiąc iż „przez ostatnie 50 lat jej promowania i ochrony
skostniała w kanonie, który określili dla niej etnografowie, entu­
zjaści i instruktorzy. Zamknięta w ramy tradycji i normy nieod­
wracalnie osiadła w muzeach?' (podkreślenia B.W.) A jeśli tak
jest - czy twórcy Fundacji nie przyjęli postawy archeologów lub
twórców kolejnego skansenu? (Nie chcę tu bynajmniej podwa­
żać roli archeologów i roli muzeów czy skansenów. Walka jed­
nakże toczy się o żyjącą i wciąż życiodajną część ludzkiej kultu­
ry.) I czego poszukiwać? I co czynić z tym odnajdywanym, od­
krywanym w nie istniejącym systemie? Czy może rzeczywiście
te poszukiwania zatrzymują się na poziomie myślenia i marze­
nia, wyobrażania sobie kultury ludowej, a więc poruszania się
w obrębie mitu - tak jak o tym pisał Roch Sulima?
Przyglądając się poszczególnym przedsięwzięciom „Muzyki
Kresów", wsłuchując się w słowa wypowiadane przez Jana Bernada i Monikę Mamińska, próbuję odpowiedzieć na postawione
wyżej pytania, by odszukać tę drogę, która prowadzi w głąb kul­
tury ludowej i daje możliwość spotkania z nią. Już na samym
początku należy przyjąć założenie, że jest to spojrzenie człowie­
ka z zewnątrz, który wie (o czym była już mowa wcześniej), że
harmonijna całość tradycji została utracona, że powrót jest świa­
domy i jak mówi Monika Mamińska, „jeśli świadomy, to już sty­
mulowany z zewnątrz".
„W poszukiwaniu, które jest z jednej strony poszukiwaniem
uniwersaliów, a z drugiej strony odmienności, jakoś częściej za25

26

27

11

�Poprzez muzykę

I V Międzynarodowe Sympozjum „Muzyka Ludowa Europy Środko­
wo-Wschodniej". Rybaki n/Narwią, 1994.
Tańce litewskie i huculskie (na s. 13)

trzymuję się na wsi, na peryferiach, na obrzeżu... Tam najwięcej
znajduję. Tam też spotykam ludzi, z którymi jest mi co jakiś' czas
po drodze. A wieś to matecznik kultury tradycyjnej i oczywiście
muzyki." Jednym z pierwszych, znaczących wyborów jakich
Jan Bernad i Monika Mamińska dokonali był wybór przestrzeni,
dziedziny, w obrębie której prowadzą poszukiwania owych uniwersaliów i odmienności. Oboje swoje spotkanie z wsią i ludź­
mi, którzy tam żyją, nazywają istotnym, „przeogromnym" do­
świadczeniem swojego życia. Wieloletnie wędrówki po tych ob­
szarach, wielogodzinne rozmowy, wspólne muzykowanie
i śpiewnie stało się dla nich swoistego rodzaju wtajemniczeniem,
które dokonywało się przez wiele dni o różnych porach dnia i ro­
ku. Wielokrotnie powtarzają, iż tego rodzaju doświadczenie nie
mogło skierować ich na inną drogę, wzbudzić w nich innch py­
tań. Tak o czasie wspólnych gardzienickich, choć zapewne też
i późniejszych kolędniczych wędrówek pisze Krzysztof Czyżew­
ski: „... dla niektórych z nas ta podróż (poprzez wyprawy i reko­
nesanse ku ludziom na wsi) już dawno przestała być podróżą po
nowe środowisko dla teatru, po wiedzę krajoznawczą, czy histo­
ryczną, po atrakcyjny materiał, który później można by na różny
sposób wykorzystać. Niepostrzeżenie godziny spędzone
w izbach ze starcami przy wtórze ich pieśni, modlitwy, skargi
i tęsknoty stawały się godzinami wtajemniczenia na takiej samej
zasadzie, na jakiej kiedyś chcąc przyuczyć chłopaka do śpiewu
w cerkiewnym chórze, stawiano go pomiędzy śpiewaków pod­
czas każdej liturgii, aż sam nie dosłyszał tonu, który odtąd zestrajał będzie jego duszę i przywoływał".
Zetknięcie ze światem wsi nastąpiło poprzez patrzenie i słu­
chanie, a więc poprzez doświadczenie bezpośrednie. Jest to tego
rodzaju sytuacja badacza (choć myślę, że w pierwszym okresie
swojej działalności, a zwłaszcza przed założeniem Fundacji,
Bernad i Mamińska nie określali swojego sposobu kontaktu ze
wsią na zasadzie badacz i podmiot badany), czy też postawa oso­
by poznającej, przez Annę Wykę określona postawą „ucznia
podmiotu badanego", czyli aktywnego świadka, uczestnika, dla
którego relacje z wsią stają się sytuacją wymiany. Zastana rze­
czywistość ma znamiona wspólnego - bo ważnego dla obydwu
stron - świata. Jest to pójście o jeden krok wprzód, czy też
w głąb, w stosunku do podejścia, jakie prezentowało i prezentu­
je Stowarzyszenie Teatralne „Gardzienice" w swoich wiejskich
penetracjach, w których Jan Bernad w latach 1977-1983 jako
członek tej grupy teatralnej uczestniczył. Wybór wsi przestaje
być sposobem postrzegania kultury ludowej, widzialnego i nie­
widzialnego tam świata jako materiału wykorzystywanego po­
tem przy budowaniu spektakli, czy do wzbogacania własnego re­
pertuaru muzycznego. Świat wsi jawi się już nie tylko jako pew­
na tajemnica, po którą można sięgnąć w dowolny sposób, by po­
tem o niej świadczyć. Ale taka tajemnica, w której tkwią prawdy
- ukryta wiedza i mądrość wypracowana przez wieki, której to
odkrywanie staje się wyzwaniem i zobowiązaniem w wymiarze
praktycznym i metafizycznym.
28

29

30

31

12

„... muzyka w kulturze ludowej istniała jako dziedzina całko­
wicie nieautonomiczna, niosąc ze sobą znaczenia specyficzne
i jedynie właściwe dla określonej sytuacji społecznej. Każda sce­
na muzycznego dramatu życia społeczności wioskowej otrzymy­
wała sens poprzez przyporządkowanie do sytuacji będącej zna­
kiem swego czasu. W tej jednoznaczności przyporządkowania
ujawnił się sakralizujący walor muzyki. Pieśń ludowa była więc
zarówno w warstwie treściowej, muzycznej oraz wykonawczej
ściśle związana z pełnioną funkcją. Spójność sensu muzyki (uza­
leżnionego od sytuacji), jej struktury i sposobu wykonywania
strzegła tradycja."
Słowa Sławomiry Żerańskiej-Kominek, określające funkcje
muzyki w kulturze ludowej, wskazują na jej wszechobecność, na
jej sakralny charakter, na muzykę jako integralną część wielora­
kimi więzami połączoną z całym systemem kultury i życiem na
wsi. Słowa te odnoszą się do czasów, kiedy śpiew był codzienno­
ścią - był zwierciadłem i odbiciem życia człowieka. Do takiej
obecności muzyki w świecie starają się dotrzeć Jan Bernad i Mo­
nika Mamińska, czy też taką obecność próbują odtworzyć. Usy­
tuowanie muzyki w centrum swoich zainteresowań (co znalazło
swój wyraz już w samej nazwie Fundacji), jest wskazaniem na
kolejny znaczący wybór, jakiego dokonali. Oboje wielokrotnie
powtarzają, że to właśnie poprzez muzykę odkryli wieś, że przez
nią patrzą na kulturę ludową. Muzyka jest „takim oknem, w mia­
rę czystym, przez które mogę patrzeć na kulturę tej ziemi."
Obok dużej liczby konferencji, które mają ukazywać różne
aspekty muzyki tradycyjnej, obok indywidualnej pracy Jana Bernada i Moniki Mamińskiej - różnego typu ekspedycji prowadzo­
nych przez nich od lat, ważną częścią działalności Fundacji jest
prezentacja muzyki tradycyjnej. Na konferencje, sympozja, festi­
wale przyjeżdżają zespoły z różnych stron Polski i Europy Środ­
ki owo-Wschodniej, które poprzez śpiew i muzykę pokazują owe
„utracone" obszary. Są to przede wszystkim autentyczni wyko­
nawcy, którzy znają tradycyjny repertuar „od zawsze", bądź lu­
dzie, dla których zachowanie oryginalności linii melodycznej
i wierności w odtwarzaniu jest podstawową wartością w prezen­
tacji tej muzyki. Tu, jak zauważył podczas jednego ze spotkań
Aleksander Jackowski, poprzeczka w traktowaniu muzyki ludo­
wej postawiona jest wysoko, nie ma mowy o prezentacji tak
modnego współcześnie „nobilitowanego" i „uszlachetnionego"
folku - czyli różnego typu przeróbek, połączeń i przekształceń
dokonywanych na muzyce ludowej. Tu prezentacja muzyki tra­
dycyjnej, pieśń jest tym, czym „wydobywanie na powierzchnię
rubinów czy diamentów". Ponadto Bernad i Mamińska próbu­
ją stwarzać takie warunki dla koncertów czy prezentacji i tak je
aranżować, by móc przekazać najbardziej autentyczną muzykę
w odwołaniu do kontekstu, w jakim dawniej ona występowała.
Stąd zrodził się pomysł osobnych prezentacji poszczególnych
gatunków muzycznych i obrzędowych z odpowiednim komenta­
rzem - jak w przypadku prezentacji muzyki weselnej czy koły­
sanek.
W tym miejscu powraca pytanie o cel organizowania tego ty­
pu festiwali, koncertów, prezentacji, jeśli w nich, choćby nawet
najlepiej przygotowanych, nie przywróci się dawnych funkcji
muzyki, zwłaszcza jeśli chodzi o muzykę obrzędową, czyli tę,
która dla kultury ludowej była najważniejsza. W odpowiedzi
przychodzą słowa Jana Bernada, podkreślające rolę tradycyjnej
muzyki jako świadka czasów przeszłych, jako tę odziedziczoną
po przodkach możliwość zachowania z nimi łączności i zrozu­
mienia ich świata, „... to jest świadectwo, jedno z najstarszych
żywych świadectw tej ziemi. Różni się tym od eksponatów wy­
kopanych gdzieś w ziemi, które później leżą w muzeum (a w mu­
zeum, wiadomo, eksponatów dotykać nie wolno), że jest możli­
wość doświadczania bezpośredniego tego, co było bardzo daw32

33

34

�3S

no." Nie jest to jednak prosta droga, poszukiwania mają indy­
widualny charakter, a osiągnięcie celu zależy od tego, który szu­
ka, od jego postawy. Pieśń może być wehikułem - jak mówi Mo­
nika Mamińska - który przenosi gdzieś dalej czy głębiej, doda­
jąc przy tym: „Ale jaki jest warunek? Jeśli chcesz poznać, jeśli
nurtuje cię jakieś pytanie, to to, czy zostaniesz na poziomie od­
twórcy, zależy tylko od ciebie."
Jednym z częstych gości „Muzyki Kresów" jest Jewgienij Jefremow, znany etnomuzykolog z Kijowa. Jego poglądy na obe­
cność i funkcję muzyki, zarówno w tradycyjnym świecie, jak
i dzisiaj spotkają się z poglądami twórców Fundacji - „w obe­
cnej sytuacji na wsi, kiedy wnukom bliższa jest już tradycja
miejska, przeważnie obca tej regionalnej, bardziej kosmopoli­
tyczna, idąca z Zachodu, między wnukiem i babcią powstaje ta­
ka odległość, że zarówno dawne zwyczaje, sposób myślenia, jak
i oczywiście obrzędy i związane z nimi pieśni stają się zupełnie
nieprzydatne w nowej sytuacji i umierają. [...] ...nie ma sposo­
bu na zatrzymanie tego procesu. To by było jak przedłużanie
agonii umierającemu człowiekowi. Jednak bardzo smutno jest
patrzeć, jak to ginie i zostaje jedynie w zapisach magnetofono­
wych, w książkach. Muzyka musi być słuchana, inaczej to jakby
jej nie było. Dlatego założyłem zespół Drewo. [...] A mimo to
nasza działalność jest sztuczna. Dawniej muzyka była elemen­
tem całego systemu, wpisywała się w naturalny kontekst wie­
rzeń, zabobonów, zwyczajów. My żyjemy już w innym świecie,
jesteśmy innymi ludźmi, więc i pieśń nie będzie taka jak wte­
dy." (podkreślenia B.W.) W celu uzupełnienia, należy w tym
miejscu przytoczyć słowa Jefremowa, wypowiedziane w trakcie
innej z nim rozmowy: „sam proces emisji dźwięku, śpiewania
wytwarza jakieś nieokreślone, wewnętrzne samopoczucie. Ma­
gia dźwięku, magia muzycznej komunikacji i poczucie polifonii,
w jakiej uczestniczy twój głos, twój umysł - naprawdę wywiera
ogromny wpływ na świadomość w momencie śpiewania. Nie
wiem, na ile to można nazwać magią, którą odczuwali nasi
przodkowie. Możliwe, że to coś innego."
Po pierwsze muzyka nie jest tu postrzegana jedynie w wy­
miarze estetycznym. Pomimo świadomości zaniku funkcji, które
pełniła pieśń i muzyka w kulturze ludowej, istnieje nadal przeko­
nanie, że warto podejmować trud poszukiwań w obrębie jej sa­
mej i w jej kontekstach, by przez to docierać do jej pierwotnych
znaczeń. Poszukiwania te mają z jednej strony odkrywać taje­
mnice tkwiące w muzyce, z drugiej, są odkrywaniem oblicza sa­
mej kultury ludowej. Tu pojawiają się pytania już nie tylko o ro­
dzaj pieśni, muzyki, o jej strukturę rytmiczną i melodyczną, ale
o manierę wykonawczą i techniki śpiewu, od których skutecz­
ność tych dźwięków zależała. Są to próby odtworzenia tych naj­
starszych sposobów śpiewania, które były wpisane w cały kom­
pleks magiczno-wierzeniowy i pełniły funkcje magiczne - „nie
śpiewano ich dla przyjemności ani rozrywki, lecz jedynie w cza­
sie obrzędów. Z ich pomocą ludzie zwracali się ku duchom
przodków, ku swoim bogom: słońcu, wodzie drzewom. Prosili
o deszcz lub o pogodę. To nie mogło być zwyczajnie mówione,
oni musieli się do bogów dokrzyczeć. Na dodatek śpiewali
w otwartej przestrzeni, na łące w polu, pod lasem. Głos musiał
polecieć daleko, za rzekę lub do sąsiedniej wsi. Dlatego śpiew
ten był bardzo głośny, na pograniczu krzyku." Pojawiają się po­
nadto następne pytania, stawiane przez samych twórców „Muzy­
ki Kresów": „Jaki byłby dziś cel tego rodzaju śpiewania? W kul­
turze tradycyjnej nie każdy mógł śpiewać, więc kto dziś może
w ten sposób śpiewać? Pieśni z jakiego regionu Polski ma śpie­
wać dziewczyna od pokoleń mieszkająca w mieście?" Jak
mówi Jan Bernad, obok problemu - co w pieśni jest jeszcze ży­
we, jest to problem kontynuacji tradycji. Te zagadnienia, jak i sa­
me pytania są wyrazem, iż istnieje ciągła potrzeba odkrywania
tajemnic dźwięku, tajemnicy sposobu porozumiewania się po­
przez muzykę i pieśń z sacrum.
36

37

38

Poprzez pytania
Czesław Robotycki i Stanisław Węglarz, przedstawiając ce­
chy kryzysu epistemo-metodologicznego, jaki objął nauki huma­
nistyczne, przypominają nieraz uświadamianą prawdę, że nie ist­
nieje wiedza absolutnie obiektywna, pewna i prawdziwa. Wska­
zują równocześnie na nauki humanistyczne, których nie można
zwolnić od sądów wartościujących i podkreślają znaczenie tych
teorii i propozycji, które uwzględniają te fakty. Są to propozycje,
w których „zawierają się częściej postulaty rozumienia świata
niż jego pozytywnego wyjaśniania, więcej w nich pytań niż od­
powiedzi, albowiem nieustająca sytuacja pytajna wydaje się nie­
zbywalną cechą ludzkiego myślenia".
Nie tylko sama wiedza żywi się wciąż nowymi i starymi py­
taniami, życie, ta nieustająca sytuacja pytajna, zmusza, by
wciąż odkrywać stare i nowe znaczenia, które rodzą kolejne py­
tania. Ta niezbywalna cecha ludzkiego myślenia świadczy też
0 tym, iż człowiek nieustannie obcuje z niepoznawalnym. Jan
Bernad odpowiedział kiedyś na poważnie zadane pytanie o dzia­
łalność Fundacji, krótkim stwierdzeniem - chodzimy po świecie
1 pytamy. I ta odpowiedź, wypowiedziana jakby z przymruże­
niem oka, bardzo trafnie określa ich status. Można odnieść wra­
żenie, iż ilość pytań, które już dotychczas pojawiły się w tym
tekście oraz tych, które zapewne rodzą się przy jego czytaniu,
zamazuje obraz działalności „Muzyki Kresów". Bernad i Ma­
mińska sami mówią, iż nie mają gotowych odpowiedzi i recept,
mają natomiast mnóstwo pytań. Co jednak jest istotne - wy­
trwale od lat, zmagając się z tymi pytaniami, realizują własny
konkretny program, który zdecydowanie odbiega od oficjalnego
podejścia do kultury ludowej. Myślę, że to właśnie nieustanne
stawianie pytań, o to „jak, a nie czym się zajmować" jest tym,
co wyróżnia ich działalność jako inną spośród wielu propozycji
zajmowania się kulturą ludową (do dookreślenia ich pozycji nie
chcę używać nie do końca adekwatnego do opisu tego zjawiska
słowa „alternatywna", wolę zostać przy słowie inna) i wyznacza
wciąż dalszy kierunek tych poszukiwań. Ponadto ważne jest to,
że pytania o kulturę ludową, o to, co jest w niej jeszcze żywe,
traktują jako pytania osobiste, które nie są ważne dla kogoś, ale
są istotne „dla mnie, dla mojego życia i moich dzieci". W takim
też podejściu można odnaleźć źródło rozumienia, iż: „Kultura
tradycyjna, jej rdzeń, to nie wystylizowane resztki z procesu,
który zwykło się nazywać cywilizacyjnym, w postaci strojów
ludowych czy ludowych tańców. Kultura tradycyjna to postawa
i wynikające z niej pytania wobec rzeczy ostatecznych: naro­
dzin, śmierci, choroby, losu."
41

42

43

Poprzez szczeliny istnienia
„Niebawem umrą ostatnie babki, które na własne oczy oglą­
dały świat duchów. Oglądały z wiarą i spokojem, oczywiście
z lękiem też. Żywa, istniejąca nadprzyrodzona rzeczywistość
odejdzie wraz z nimi. Wyjąwszy rzadkie, mistyczne doświadcze-

39

40

13

�nie wybranych, będziemy skazani na pełną wysiłku i trudu
ufność w istnienie niewiadomego. Gładka, wypolerowana po­
wierzchnia codzienności usłużnie podsunie nam nasze własne,
płaskie odbicie jako głębię.
[... ] W ich osobach, w osobie mojej babki, można było znaleźć
cos' na podobieństwo szczelin istnienia, przez które sączyło się in­
ne, niecodzienne światło. To był pierwszy krok w uznaniu niejed­
noznaczności świata, dowód, że coś tkwi poza tym, co dane."
Nie wiem, czy szczeliny istnienia znikną wraz ze śmiercią
starych babek, wiem, że już są coraz węższe, a światło wpada
przez nie coraz węższą wiązką. Taką coraz węższą szczeliną jest
świat kultury ludowej, świat poszczególnych osób, ale też i taki­
mi przesmykami są dźwięki i cała sfera rzeczy dotykalnych i nie­
dotykalnych, które przynależały bądź jeszcze przynależą do tego
44

świata. Dlaczego zajmować się tym światem? Monika Mamińska
mówi, że etnografia, etnologia są dla niej ważne jako nauki
o człowieku do któregoś momentu, punktu, i „nie tyle opisowo,
co od środka znają człowieka" A poszukiwanie odpowiedzi na
pytania, które są pytaniami uniwersalnymi, dotyczącymi każde­
go człowieka, niezależne od kultury, z jakiej się wywodzi, dla
niej i dla Jana Bernada, znalazły swoją przestrzeń właśnie w kul­
turze ludowej. Tych odpowiedzi można poszukiwać w każdej in­
nej dziedzinie i nauce, dla nich tą szczeliną wpada s'wiatło. Czy
jest ona niezbywalna dla świata ?
„Po co wam to, Moniko i Janie? Monika: - To moje życie.
Jan: - Kiedyś przyśniło mi się, że powinienem szukać pierwsze­
go dźwięku muzyki. Bardziej serio mówiąc, mam potrzebę po­
znania - poprzez dotknięcie - źródeł kultury tej ziemi."
4 3

46

PRZYPISY

Czy zmierzch kultury ludowej? Wybór i opracowanie Stanisław Za­ Kultura tradycyjna a świat dziecka (styczeń '96), Muzyka ludowa Euro­
py Środkowo-Wschodniej - Muzyczny Folklor Dziecięcy (lipiec '96), Fe­
górski, Łomża 1997. Opublikowane tu referaty zostały wygłoszone na
stiwal Muzyka Utracona - Kołysanki (listopad '96), Festiwal Muzyka
ogólnopolskiej sesji popularnonaukowej pod tym samym tytułem, sesja ta
Utracona - Pieśni leśne, pieśni polne (październik '97).
była podsumowaniem dorobku Ogólnopolskiego Roku Glogerowskiego
Pierwsze sympozjum, dotyczące tego tematu, odbyło się w czerw­
i kolejnej, V I I edycji konkursu o Nagrodę i Medal Zygmunta Glogera.
cu 1997 roku.
Roch Sulima, Kultura ludowa i polskie kompleksy. W: Czy zmierzch
Wywiad z Moniką Mamińska, publikowany w niniejszym
kultury ludowej?, op. cit. s. 115
numerze.
Piotr Sarzyński, Żegnaj Konopielko. W: Czy zmierzch kultury ludo­
Tadeusz Kornaś, Paradoks kultury czynnej, „Teatr" 1997 nr 2,
wej? s. 127
s. 20
Ibidem, s. 123
Słowa wypowiadane kilkakrotnie przez Jerzego Grotowskiego
Dyzma Gałaj, Rola kultury w rozwoju wsi. W: Czy zmierzch kultu­
podczas spotkania w Teatrze Polskim we Wrocławiu w marcu 1997 roku
ry ludowej?, s. 145-146
podaję za: Grzegorz Niziołek, Źródło czyste - źródła zatrute? „Didaska­
Ibidem, s. 147
lia" 1997, nr 18, s. 12
Ibidem, s. 148
Wywiad z Janem Bernadem, publikowany w niniejszym numerze.
Bronisław Gołębiowski: Po zmierzchu i nocy - świt? W: Czy
25
Kontynuacja tradycji, broszura Fundacji.
zmierzch kultury ludowej? s. 171
Czesław Robotycki, Etnograficzne déjà vu, „Konteksty" 1996,
Dyzma Gałaj, op. cit., s. 155
Anna Tatarkiewicz, Miasto i wieś. W: Czy zmierzch kultury ludo­nr 1-2, s. 138-139
Monika Mamińska, wywiad, op. cit.
wej?, s. 161; zob. też Anna Tatarkiewicz, Ku przemienionym kołodziejom,
1

2 0

2

21

3

2 2

4

2 3

5

6

7

8

2 4

9

2 6

10

2 7

„Sycyna" 1995, nr 6
Jan Bernad, Muzyka
s. 48
11

12

28

Kresów,

„Biuletyn Wschodni" 1992, nr 1,

Według wypowiedzi Moniki Mamińskiej, Idzie pieśń pieśń przez

wieś.

Rozmowa z Moniką Mamińska prezesem Fundacji Muzyka Kre­
sów, i Janem Bernadem, dyrektorem Ośrodka Badań Muzykologicznych
i Kulturowych Europy Środkowo-Wschodniej przy Fundacji Muzyka
Kresów, „Nowa Res Publica" 1994, nr 6, s. 48
13

Idzie pieśń przez wieś. Rozmowa z Moniką Mamińska, prezesem

Fundacji Muzyka Kresów, i Janem Bernadem, dyrektorem Ośrodka Ba­
dań Muzykologicznych i Kulturowych Europy Środkowo-Wschodniej
przy Fundacji Muzyka Kresów, „Nowa Res Publica" 1994, nr 6,
s. 49
Wywiady z Janem Bernadem i Moniką Mamińska, op. cit.
Krzysztof Czyżewski, List z podróży, „Konteksty" 1991 3-4, s. 63
Zob. Anna Wyka, Badacz społeczny wobec doświadczenia, War­
szawa 1993
Sławomira Żerańska-Kominek, Muzyka w przemianach tradycji et­
2 9

3 0

31

Ibidem, s. 48
Piotr Dahlig, Konferencja Fundacji Muzyka Kresów w Lublinie,
nicznej Litwinów... W: Kultura muzyczna mniejszości narodowych w Pol­
„Muzyka" 1993, nr 3-4, s. 177
sce. Litwini, Białorusini, Ukraińcy, Warszawa 1990, s. 42
W ramach tego bloku odbyły się następujące sympozja: Muzyka lu­
Magdalena Stopa, Gdzie jest Nowogródek? „Rzeczpospolita"
dowa Kresów (lipiec '91); Bożonarodzeniowe i noworoczne obrzędy na
Kresach (styczeń '92), Muzyka ludowa Europy Środkowo-Wschodniej1992,
- nr 168
Określenie użyte przez Aleksandra Jackowskiego podczas dysku­
Aspekt magiczny i kulturowy w systemie muzycznym obrzędów wiosen­
sji w trakcie Festiwalu Muzyka Utracona, który odbył się w Krakowie
nych i letnich wschodniej Polski, Białorusi, Litwy i Ukrainy (lipiec '92);
w listopadzie 1995 roku.
Muzyka obrzędów rodzinnych Europy Środkowo-Wschodniej - Chrzty
i pogrzeby (styczeń '93); Muzyka ludowa Europy Środkowo-Wschodniej 35 Muzyka archaiczna dzisiaj... Z Janem Bernadem rozmawia Tade­
usz Kornaś, „Echo Krakowa" 1995, nr 159
- Tradycyjny obrzęd weselny (lipiec '93); Instrumenty muzyczne w kultu­
Wywiad z Moniką Mamińska, op. cit.
rze tradycyjnej Europy Środkowo-Wschodniej. Najstarsze formy muzyki
37
instrumentalnej (styczeń '94); Muzyka ludowa Europy Środkowo-Wscho­ Dokrzyczeć się do Bogów. Z Jewgienijem Jefremowem rozmawia
Magdalena Stopa, „Rzeczpospolita" 1992, nr 188
dniej - Muzyka instrumentalna (lipiec '94).
Jewgienij Jefremow za Tadeuszem Kornasiem, Weselna Muzyka
Aleksandra Domańska, Ludowa, ale autentyczna... Muzyka Kre­
Kresów, „Dialog" 1993, nr 10, s. 179
sów, „Gazeta Wyborcza", lipiec 199
3 2

14

15

3 3

3 4

3 6

3 8

16

Pierwsze spotkanie tego cyklu nosiło nazwę całego bloku Ducho­
wość narodów Europy Środkowo-Wschodniej (kwiecień '92), następne
Eros i Thanatos, cz. I , I I i I I I (kwiecień '93, 1994, 1995), kolejne - Kult

39

17

zmarłych (listopad '94, grudzień '95). Obecnie Fundacja przygotowuje

-

Dokrzyczeć się do Bogów, op. cit.
Idzie pieśń przez wieś..., op. cit., s. 48
Czesław Robotycki, Stanisław Węglarz, Chłop potęgą jest i basta.
O mityzacji kultury ludowej w nauce, „Polska Sztuka Ludowa" 1983,
40

41

kolejny cykl konferencji, zatytułowanych - Dobro i zło w kulturze trady­ 1-2, s. 7

cyjnej, nowoczesnej i ponowoczesnej.
Raport z działalności 1991-1996, Fundacja Muzyka Kresów,

4 2

Jan Bernad, wywiad, op. cit.
Kultura tradycyjna, druk ulotny Fundacji.
Andrzej Stasiuk, Babka i duchy, „Tygodnik Powszechny".
dek Badań Muzykologicznych i Kulturowych Europy SrodkowoWywiad z Moniką Mamińska.
- Wschodniej, druk ulotny.
Tadeusz Burzyński, Ku ojcowiźnie, Magazyn Tygodniowy „Gaze­
W jego ramach odbyły się już następujące spotkania: Festiwal M u ­
zyka Utracona - Archaiczne pieśni Bałtów i Słowian (październik '95), ta Robotnicza" 1996, nr 8
18

Ośro­

43

4 4

4 5

19

14

4 6

nr

�Chodzimy po
świecie
i pytamy
Z Janem Bernadem rozmawia
Beata Wilgosiewicz
- W1983 roku znalazłeś się wśród osób, które odeszły od te­
atru „Gardzienice". Rozeszłiście się w różne strony. Jak to się
stało, że dla Ciebie spotkanie z wsią zostało zwieńczone powo­
łaniem Fundacji „Muzyka Kresów" i działającego przy niej
Ośrodka Badań Muzykologicznych i Kulturowych Europy
Środkowo-Wschodniej, i dopytując dalej - co dla siebie odkry­
łeś w kulturze ludowej, co każe Ci już od sześciu lat penetrować
jej przestrzenie?
-Trzeba się cofnąć w czasie do 1977 roku, kiedy to pojawi­
łem się w Gardzienicach i zakładaliśmy tę grupę. Miałem wtedy
22 lata, a odchodząc stamtąd - 28. Tam, w „Gardzienicach", wte­
dy w 1977 roku, to był dziewiczy teren - ten rodzaj poszukiwań.
Nikt tak po wsiach nie chodził, nikt w ten sposób nie penetrował
kultury wiejskiej. Więc przede mną, przed nami, otworzyło się
całe bogactwo, z jednej strony przyrody, natury, a z drugiej stro­
ny nie znany nam świat kultury tradycyjnej - dla nas, którzy tak
naprawdę nie potrafili rozmawiać z ludźmi ze wsi. Przez te sześć
lat mieszkałem we wsi Gardzienice, jeździłem na rekonesanse,
zbierałem muzykę i przygotowywałem ją do spektakli, brałem
udział w stażach, grałem w przedstawieniach. Na nic innego ab­
Kolędowanie na Łemkowszczyźnie, 1985 r.
solutnie nie starczało czasu. Ten rodzaj pracy wykluczał jakie­
kolwiek inne życie i siłą rzeczy te sześć lat, przy całej swojej róż­
norodności, było czasem dosyć monotematycznym.
kalendarza prawosławnego w tym dniu obchodzona jest Wigilia)
z Kunkowej, maleńkiej wsi na Łemkowszczyźnie. Później Mał­
Obcując ze światem wsi, chociażby po to, by odaleźć się
gosię i Krzysia absorbowała praca w Poznaniu, tak że nie mogli
w jego codzienności, trzeba było go dla siebie odkryć i zrozu­
przyjeżdżać, a ja jeszcze przez następne dwa lata jeździłem tam
mieć prawa, jakie nim rządzą. Przemierzając wsie, pokazując
z Moniką Mamińską i Jolą Wróbel.
przedstawienia, spotykając się z ludźmi na Zgromadzeniach wie­
czornych, słuchając ich muzyki, zostawialiśmy też wiele rzeczy
Pracując jeszcze w „Gardzienicach" nad muzyką do spektaklu
po drodze. Podejrzewałem, że jest tam jeszcze obecny inny świat
Żywot protopopa Awwakuma, poszedłem śpiewać do cerkwi i do­
- niewidzialny, gęsty, pełen tajemnic i znaków, dotyczących te­
świadczenie tej muzyki to był szok - szok tak duży, że po odejściu
go, co ludzkie, i tego, co w zaświatach, i że jest jakaś pamięć
z „Gardzienic" przez kolejne trzy lata w każdą sobotę i niedzielę
zbiorowa, która oczywiście nie zostanie odkryta przed pierw­
chodziłem tam śpiewać. To było dla mnie odkrycie całkiem nowe­
szym lepszym. Teatr zaś rządzi się swoimi potrzebami, prawami,
go, innego świata, świata Wschodu, właśnie poprzez muzykę. Bar­
swoim rytmem. Do pewnych rzeczy, pewnych miejsc, pewnych
dzo ważne było dla mnie odkrycie prawosławnej muzyki liturgicz­
ludzi nie można było wrócić, bo taki był rytm, taka była praca.
nej. To było bardzo intensywne doświadczenie, śpiewałem na po­
Po odejściu z „Gardzienic" miałem więc czas, żeby samemu już
grzebach, na chrzcinach i na ślubach, poznałem całą społeczność
doświadczać, wracając też do tamtych miejsc.
prawosławną w Lublinie. Myślę, że oni zapomnieli z czasem, że je­
stem „rymokatolikiem". W tym też okresie, między 1983 a 1985,
Kiedy więc w 1983 roku odchodziłem, zdecydowanie wie­
poznałem w Lublinie nowych ludzi. Byli to studenci z filozofii, te­
działem, czego nie chcę, pytania dotyczyły jak, a nie czym się
ologii i historii sztuki KUL, którzy zaczęli razem ze mną i z Moni­
zajmować. W tym samym czasie z „Gardzienic" odeszli między
ką śpiewać w cerkwi, razem wyjeżdżaliśmy też na kolędowanie.
innymi Krzysztof Czyżewski i Małgosia Sporek (w parę miesiąCały czas myślałem o wsi, o tamtych przestrzeniach, o pieśniach,
cy później pobrali się), zamieszkali w Poznaniu, ja natomiast by­
wiedziałem, że sprawy trzeba posuwać jakoś naprzód, ale nie wie­
łem w Lublinie. Po pięciu latach wspólnej pracy, po tym niesa­
działem, czy sam czy z kimś, więc skoro pojawiali się ludzie, to
mowitym doświadczeniu, dzień w dzień, noc w noc, przy takiej
dlaczego nie z nimi. Ale jak to w życiu bywa, skończyli studia, roz­
pracy, przy której mało rzeczy może się ukryć, czy też mało rze­
jechali się i to się skończyło. Później pojawiła się druga grupa lu­
czy można ukryć, żal i ciężko było się rozstawać. W tym jest
dzi, z którymi cyklicznie spotykaliśmy się wokół tego samego, to
źródło idei kolędowania (to był rok 1984); chcieliśmy spotykać
znaczy pieśni ludowych i liturgicznych pieśni cerkiewnych. Wtedy
się chociaż raz w roku po to, żeby pobyć ze sobą, opowiedzieć,
byli studentami wydziału malarstwa i grafiki w Poznaniu. Przez
co się zdarzyło, patrzeć na siebie, i to wszystko przy czymś kon­
dwa lata spotykaliśmy się w Lublinie i w Poznaniu, a każdy rok
kretnym, takim jak kolędowanie. Status kolędników jest jasny:
wieńczył Plener na wsi, gdzie - jak mówiłem - żartem próbowali­
przychodzą, śpiewają pod drzwiami, dostają kielicha i idą dalej.
śmy połączyć muzykę z malarstwem (notabene zrobiliśmy tam
Równocześnie jest to wspólne doświadczenie. Udało się trzy ra­
spektakl). Szukając miejsca na drugi letni plener, wybraliśmy Kunzy wyjechać, trzy razy z rzędu wyruszaliśmy 6 stycznia (według
15

�kową, gdzie zamieszkaliśmy w dwóch pustych chałupach. Plener
polegał na tym, że rano - przed i po śniadaniu - śpiewaliśmy i gra­
liśmy, a potem na cały dzień rozchodziliśmy się. Oni malowali, ry­
sowali, a wieczorem znów graliśmy i śpiewaliśmy. Nie szukaliśmy
kontaktów z miejscowymi, chcąc spokojnie pracować, no ale jak to
w życiu, miejscowi absolutnie nie przejmowali się moimi sygnała­
mi, że nie należy nam przeszkadzać. Wytrzymali chyba tylko
pierwszych pięć dni, a potem przyszli z siatką wódki: Proszę pań­
stwa słyszymy jak wy gracie łemkowskie, my wam zaśpiewamy,
jak to jest, bo tutaj trochę inaczej się śpiewa. No i zaczęli. Wzięli­
śmy instrumenty i w ten sposób do końca Pleneru, czyli przez ca­
ły miesiąc, odbywały się takie cowieczorne spotkania. Pieśni, me­
lodii zrobiliśmy wspólnie tak dużo, że miejscowi chłopcy zapropo­
nowali, żeby zorganizować we wsi zabawę, z pozwoleniem naczel­
nika milicji, z biletami i bufetem. Wieczorami śpiewaliśmy też
czterogłosowe pieśni cerkiewne z Wieczerni, bardzo piękne (chłop­
cy siedzieli wtedy na ławce przed chałupą). Którejś niedzieli zapro­
siliśmy na obiad księdza prawosławnego, który tam dojeżdżał, i po
obiedzie nic nie spodziewającemu się księdzu zaśpiewaliśmy jedną
z pieśni. On po prostu zdębiał. Nie chciał uwierzyć, że nie jesteśmy
młodzieżą prawosławną na obozie wakacyjnym. Zaproponował, by
przygotować Wieczernię, całe ponaddwugodzinne nabożeństwo.
Kiedy przyjechał w następnym tygodniu, ustaliliśmy dokładną ko­
lejność tego, co śpiewa chór. Zabawa miała być w starej, zaniedba­
nej, przez ostatnie kilkanaście lat nie używanej szkole. Wieś kupi­
ła farby, a my z chłopakami pomalowaliśmy podłogę, ściany, okna.
I zakończenie pleneru wyglądało w ten sposób: w sobotę cała wieś
poszła do cerkwi na Wieczernię, a później wszyscy zeszli do szko­
ły - czyli do dawnej karczmy, gdzie miało miejsce przecięcie wstę­
gi, wystrzelił szampan, a ksiądz powiedział o wartości pracy ludz­
kiej. Potem zagrała kapela i grała do rana. Wtedy zobaczyłem, jak
naturalna jest potrzeba tego rodzaju spotkań, jak bardzo potrzebne
jest takie święto, zrozumiałem, że ciągle w świadomości jest miej­
sce na zabawę i taniec - jako uwolnienie. To odkrycie było tak sil­
ne, że jesienią przyjechaliśmy znowu, później na sylwestra. Zauwa­
żyłem, że pewne elementy zabawy, między ósmą wieczorem
a czwartą, piątą rano, energetyczne się powtarzają, o tej samej po­
rze podchodzi do nas miejscowy i mówi: No, teraz odpocznijcie, bo
kobiety chcą sobie pośpiewać. O tych samych porach była ta sama
liczba tańczących. Zobaczyłem, że zabawa ma swoją strukturę dra­
matyczną, która jest zakodowana w każdym z uczestników zabawy.
Był to też rodzaj gotowego scenariusza i, że gdyby skondensować
ten czas, można by myśleć o spektaklu. Moje myślenie szło wtedy
w tym kierunku. Potem były kolejne spotkania i zabawy, ale po kil­
kunastu miesiącach okazało się, że ludzie ze wsi, szczególnie ci
młodzi, w rozmowach stawiali taką alternatywę: No, teraz musisz
się zdecydować - albo jesteś z nami, czyli chłopakami Łemkami,
albo z resztą świata. Zaproponowali nam, byśmy kupili tam ziemię,
a oni pomogą postawić dom, żebyśmy tam zamieszkali, stając się
jednymi z nich. Wtedy zrozumiałem, że dochodząc do ich sacrum
i profanum (cerkiew i karczma) dotarłem do „granicy tożsamości".
Jak się domyślasz, nie doszło do zrealizowania tego spektaklu, ale
to było dla mnie, w wielu aspektach, przeogromne doświadczenie.
Między innymi wtedy zrodziły się zabawy, przyjeżdżali tam jako
muzykanci Wacek i Mutka , a wcześniej na kolędowanie przyjeż­
dżał Wolfgang. Wkrótce potem druga grupa też się rozpadła. A ja
któregoś dnia poczułem, że nie mogę już śpiewać, coś się wypali­
ło. Szczękościsk i milczenie przez dwa lata. Jednocześnie pojawia­
ły się pytania o twórczość i odtwórczość, w kontekście kultury tra­
dycyjnej.
1

2

W tym czasie miałem sen, ktoś w rozmowie spytał mnie, ja­
ki był pierwszy dźwięk, a ja miałem silne wrażenie, że ten
dźwięk to jest dźwięk, który stwarzał wszechświat, dźwięk jako
energia. I wtedy zacząłem myśleć o odpowiedzialności za wszy­
stkie te dźwięki, które powołuję. Nie wiedziałem jeszcze, że tu
chodzi o śpiewy obrzędowe, czyli ten śpiew, który pośredniczy
16

w rytuale między uczestnikami a Kosmosem. Jesteśmy w okoli­
cach 1987 roku. Lata 1988-89, to był dla mnie horror, myślę zre­
sztą, że dla wszystkich. Wyjeżdżałem za granicę, zarabiałem pie­
niądze, wracałem tu i żyłem kolejne miesiące, z uporem osła,
wierząc, że musi przyjść czas odpowiedzi na tych parę moich py­
tań, które są we mnie jak ziarna w glebie. No i jest rok 90, moż­
na się stowarzyszać. Czy ja w tamtych latach mogłem robić coś
innego, nie wiem, trudno mi powiedzieć. Dziś wydaje mi się, że
w tym, co mi się zdarzyło, jest pewna logika, i powołanie przeze
mnie i Monikę Fundacji jest naturalną konsekwencją poprze­
dnich piętnastu lat. Nasze doświadczenie, całe lata osiemdziesią­
te, wszystkie wyjazdy na koncerty, festiwale z chórem cerkiew­
nym, kolędowanie i zabawy, to nasze doświadczenie jako osób
prywatnych wypełniło się. Wiedziałem też, że jeśli chcę poznać
pieśni ukraińskie, to nie od mniejszości ukraińskiej w Polsce,
tylko trzeba pojechać na Ukrainę, no a jeśli będę chodził po
Ukrainie z magnetofonem i nagrywał tam staruszki, to pierwszy
posterunkowy wsadzi mnie do gazika i odstawi na granicę. Trze­
ba było zinstytucjonalizować doświadczenie, to znaczy stworzyć
coś takiego, co by chroniło moje marzenia. Wtedy Krzyś pierw­
szy założył Fundację „Pogranicze" i to zafunkcjonowało; poja­
wiły się kolejne fundacje. Potem my założyliśmy naszą.
- Dlaczego akurat muzyka ma dla Was tak szczególne zna­
czenie?
- Po pierwsze ten rodzaj sztuki jest mi najbliższy, a fenomen
muzyki, która spełniała w kulturach archaicznych o wiele doniośniejszą rolę niż dziś, jest dla mnie wyzwaniem w wymiarze
praktycznym i metafizycznym. Odnoszę wrażenie, że - szcze­
gólnie jeśli chodzi o najstarsze formy obrzędowe - tkwi w tym
jakiś rodzaj tajemnicy. Do dziś nie został stworzony klucz, który
pozwoliłby otworzyć przynajmniej pierwsze drzwi do tej taje­
mnicy, za którymi na pewno będą następne. Kultura tradycyjna,
mająca tysiące lat, była poprzez pokolenia pośrednikiem między
człowiekiem a Bogiem, Kosmosem, absolutem. To dziś bardzo
determinuje próby odczytania jej na nowo.
Skupmy się teraz na tym, co mnie najbardziej interesuje, czy­
li na śpiewie. W planie praktyki pytanie jest następujące: czy
śpiewając starą pieśń, mamy szansę na powołanie aktu twórcze­
go, aktu rozumianego jako połączenie z Bogiem. Jeśli już, to pra­
ca powinna odbywać się na dwóch poziomach. Pierwszy doty­
czyłby procesu twórczego, z jakim mamy do czynienia również
w przypadku innych dziedzin sztuki: malarstwa, rzeźby, poezji
(mam na myśli arcydzieła). Drugi plan jest bardziej skompliko­
wany, ponieważ mamy tutaj do czynienia z pieśnią, która po­
wstała wieki temu. W pracy trzeba byłoby więc skoncentrować
się na tym, co wspólne, to znaczy na spotkaniu kodu kulturowe­
go osoby śpiewającej z tym, co zakodowane jest w pieśni.
Kiedy kończy się odtwórczość (kopia), a pojawia się twór­
czość? Czy w tym przypadku można mówić o arcydziele, a może
nie trzeba? Tylko jaką to miarą mierzyć? Od strony praktycznej
pojawiają się pytania z zakresu techniki śpiewu; przy śpiewie
obrzędowym techniki nie są przypadkowe, są równie ważne jak
struktura rytmiczna czy melodyczna pieśni. Należy również pa­
miętać, że ta pieśń jest wyjęta z obrzędu, który trwał parę dni i no­
cy. Kultura tradycyjna jest tajemnicą, i jeśliby szukać klucza do tej
tajemnicy, to przez pieśń, taniec, muzykę, czyli to, co w niej na­
macalne. Taka postawa nie traktuje kultury tradycyjnej jako obiek­
tu muzealnego, jako czegoś martwego. Odwrotnie, rzetelna praca
nad techniką uruchamia wewnętrzny rozwój człowieka, to nie jest
tylko sprawa krtani. Ten rodzaj pracy dotyczy drogi duchowej. Jak
w każdym duchowym rozwoju, tu też są etapy; kiedy człowiek
idzie pod górę: może iść dalej, może zrezygnować. To powoduje,
że muzyka tradycyjna ma dla mnie szczególne znaczenie.
- Jako klucz?
- Na początku szukam klucza do pieśni, później pieśń staje
się kluczem do mnie, a to, co udaje się powołać w czasie pracy,

�że intencje były dobre, ale w latach sześćdziesiątych i siedemdzie­
staje się kluczem do otaczającej mnie rzeczywistości. Myślę, że
siątych powstawała polska muzyka młodzieżowa; tymczasem nie
mógłbym zajmować się innymi rzeczami, mógłbym robić teatr,
poszukując nowych form prezentacji muzyki ludowej, utracono jej
mógłbym grać folk i robić coś tam jeszcze. Ale jeśli dorosłem do
adresata. W jednej audycji, w jednym koncercie estradowym, pre­
pewnych pytań (co traktuję jako dar) i mam za sobą dwudziesto­
zentowano pieśni, które mają kilkaset i więcej lat, z pieśniami cał­
letnie doświadczenie twórcze - może nie ze względu na to, co
kiem nowymi, nie pokazując przy tym kontekstu i ich miejsca
zrobiłem, ale ze względu na ludzi, jakich spotkałem - to jest to
w cyklu rodzinnym czy kalendarzowym. Trzeba również pamiętać
już moja droga.
-W kwestii stawiania pytań, jaką widzisz różnicę pomiędzy 0 tym, że jest to okres masowej migracji młodych ludzi ze wsi do
Waszymi sesjami a innymi konferencjami, podejmującymi miasta. Oni bardzo szybki chcieli przestać być „wsiowymi". Od
początku naszej działalności postanowiliśmy prezentować muzykę
podobną problematykę?
według poszczególnych gatunków, po to, by można było zobaczyć
- Dla nas sesje spełniają podwójną rolę. Jeśli chodzi o sesje
każdy gatunek osobno, z komentarzem: kołysanki osobno, osobno
etnomuzykologiczne, nieprzypadkowo były one poświęcone mu­
pieśni obrzędowe itp. Problem jest też natury socjotechnicznej;
zyce obrzędowej, czyli najstarszym formom muzycznym. Po
pytanie o formę - jak robić, by ludzi w tym cywilizacyjnym pędzie
pierwsze, chcieliśmy zorientować się, jaki jest stan muzyki obrzę­
zatrzymać. Ja nie chcę ich za wszelką cenę zatrzymać, organizując
dowej w tej części Europy. Akurat tak się szczęśliwie składa, że
festiwal poświęcony kołysankom, ale jestem głęboko przekonany,
przyjeżdżają do nas najlepsi etnomuzykolodzy, którzy prowadzą
że brak kołysanek, a co za tym idzie - brak takiego aktu usypiania,
badania w terenie. Mamy więc informacje z pierwszej ręki. Po
ma ujemny wpływ na wychowanie pokoleń.
drugie, szukamy aliantów, to znaczy ludzi, którzy podobnie my­
ślą o muzyce, kulturze tradycyjnej. Po trzecie, obok sesji teore­
W związku z pytaniami dotyczącymi praktyki odchodzimy
tycznej jest miejsce na praktykę; mówiłem o tym wcześniej. Za­
od popularnego, powierzchownego spojrzenia na muzykę trady­
praszamy tych, którzy próbują podobnie pracować w Petersburgu,
cyjną. Zdaję sobie sprawę z konsekwencji i nieefektowności ta­
Kijowie, Rydze, Wilnie, Mińsku. Myślę, że w tym właśnie tkwi
kiej postawy, więcej, wydaje mi się, że taka postawa jest dziś wy­
różnica między naszymi sesjami a innymi konferencjami na ten
soce elitarna. Wróćmy choćby do technik śpiewu. Wiele rozma­
temat. Natomiast sesje o duchowości... Temat ten pojawił się po
wiałem o tym w Kijowie, Wilnie, St. Petersburgu. Wszędzie zga­
roku działalności Fundacji, kiedy doszliśmy do wniosku, że trud­
dzaliśmy się, że praca tjad techniką to sprawa wielu, naprawdę
no mówić o muzyce ludowej bez szerszego kontekstu kulturowe­
wielu lat żmudnych poszukiwań. Ostatnio rozmawiałem o tym
go, bez tego, co się równolegle działo w kulturze w tej części Eu­
z Rytisem . Potwierdza to, mówiąc, że rzeczywiście jest to obe­
ropy. Stąd temat: Duchowość narodów Europy Środkowo-Wscho­
cnie jeden z najważniejszych problemów w pracy nad pieśnią,
dniej. Duchowość pojmowana jest tutaj jako zmaganie się czło­ przez dziesiątki lat w ogóle nie zauważany. Teraz organizuje
wieka z paroma pytaniami, które były obecne w każdym okresie
w Wilnie konferencję na ten temat i mam nadzieję, że wkrótce
ludzkości, od neolitu aż do dziś. Po co człowiek tu jest, a jeżeli
wszyscy spotkamy się w Polsce na wspólnie zorganizowanym
jest, to jak ma być. Pytania są te same, odpowiedzi różne, i nas
sympozjum. Powiedz m i , ile osób jest gotowych p o ś w i ę c i ć swój
interesują odpowiedzi poszczególnych etnosów. Ponieważ ducho­
czas, swoją młodość, talent na tego rodzaju poszukiwania?
wość to jest bardzo pojemne pojęcie, postanowiliśmy podchodzić
Obumieranie kultur zaczyna się od tego, że zanika coś, co nie
do tego z różnych stron, paroma kluczami, odwołując się do pod­
poddaje się opisowi. Melodię i rytm można upraszczając zapisać,
stawowych elementów życia człowieka, które je konstytuują.
natomiast indywidualnego sposobu śpiewania nie. Pod wpływem
A więc: stosunek do Boga, narodzin, śmierci, drugiego człowie­
różnych czynników maniera śpiewu bardzo się zmieniła. Obrzę­
ka. Stąd tematy konferencji, które zorganizowaliśmy w ostatnich
dów już nie ma, a ponieważ śpiew przestał pełnić swoją magicz­
latach; najpierw przez trzy lata Eros i Thanatos, następne dwa la­ ną funkcję, stracił swego adresata, stał się śpiewem popularnym.
ta. Kult zmarłych, a teraz przymierzamy się do takiego kilkuletnie­ Kobiety w ten sam sposób śpiewają pieśni obrzędowe, jak lirycz­
go cyklu, który nazwaliśmy Dobro i zło w kulturze tradycyjnej,
ne. Monika, będąc w Dobrywodzie, w Białostockiem, poprosiła,
nowoczesnej i ponowoczesnej. Problematyka duchowości wynika by kobiety zaśpiewały pieśń wiosenne (wieśnianki), ale tak, jak
z pytań, które my sami sobie stawiamy, które pojawiają się w na­
je dawniej śpiewano, a one na to - o nie, tak „dziko" to śpiewać
szym życiu. Są one bardzo istotne.
nie będziemy. Jeszcze dziesięć lat temu tak właśnie śpiewały i in­
- Tak, ale mógłbyś szukać tych pytań i odpowiedzi na nie ny śpiew był dla nich nie do pomyślenia. Dzisiaj już tak „dziko"
nie będą. A przecież to, co było istotne, to właśnie to, jak te pie­
również w innych dziedzinach.
śni były zaśpiewane. To było najcenniejsze.
- Skoro tak potoczyło się moje życie i skoro zajmowałem się
tym, czym się zajmowałem, to patrzę na świat przez to, a nie in­
- Czy można więc jeszcze dzisiaj uczyć się od ludzi tego spo­
ne okno. Reszta jest logiczną konsekwencją kolejnych wyborów.
sobu śpiewania, czy pozostaje już - jak sam mówisz - tylko moż­
Na początku był temat związany tylko z muzyką ludową Europy
liwość pracy laboratoryjnej?
Środkowo-Wschodniej. Po roku pojawił się program poświęco­
- Jeśli weźmiesz zmatowiałą grudkę złota, najpierw musisz ją
ny duchowości narodów Europy Środkowo-Wschodniej. Po
oczyścić, a do tego potrzebna jest wiedza i technika. Ale technika
czterech latach działalności Fundacji pojawił się problem konty­
potrzebna jest również po to, aby w następnej fazie wejść w ma­
nuacji tradycji: czy możliwe jest zatrzymanie procesu obumie­
terię kruszcu, rozpoznać ją i rozłożyć, a potem, by umieć złożyć
rania kultury tradycyjnej? Proces ten jest z jednej strony natural­
1 wyjść z niej. Podobnie z pieśnią. Dostajemy ją od osoby już star­
ny, a z drugiej nie. Naturalny w tym znaczeniu, że ludzie umie­
szej; nie może młoda dziewczyna kopiować starego głosu. To jest
rają, ale nienaturalny, że nie ma tego komu przekazać. Zastana­
proces oczyszczania. I do tego potrzebna jest technika. Następna
wialiśmy się nad tym i stąd idea programu edukacyjnego dla
faza to praca nad strukturą rytmiczną i melodyczną pieśni. Tu
przedszkoli. W pewnym momencie pojawił się temat wywołany
trzeba wiedzieć, że struktura rytmiczna pieśni rytualnych jest po­
przez Tadeusza Kornasia Muzyka utracona, to on zaproponował,
chodną struktury rytualnych tańców. Jest to etap pracy nad struk­
żeby zorganizować cykliczny festiwal w Krakowie.
turą materii. Dalej pieśń trzeba osadzić w aparacie głosowym;
- Co roku w całej Połsce odbywa się kilkadziesiąt festiwali, niezbędne jest przy tym poznanie dialektu. Ten rodzaj śpiewu jest
śpiewem otwartym - śpiewem krzykiem. Występuje przy nim
na których prezentowana jest muzyka ludowa, czym różni się
ucisk na opony mózgowe i nie znając techniki, można zrobić so­
i czym jest Wasz festiwal?
bie krzywdę przez niedotlenienie mózgu. Więc technika jest po
- Sposób, w jaki prezentowano muzykę ludową przez ostatnie
to, by na każdym etapie pracy zachować kontrolę .
kilkadziesiąt lat, wyrządził jej wielką szkodę. Jestem przekonany,
3

7

8

4

5

6

9

17

�Środkowo-Wschodniej, śpiewające od kilkunastu lat, które
Jeżeli pewna struktura rytmiczna i melodyczna zachowała
próbują powrócić do tradycyjnego sposobu śpiewania. Ale te po­
się przez tysiące lat, nie poddając się żadnym wpływom, to
szukiwania zatrzymały się na pewnym etapie, czegoś zabrakło;
z jednej strony jest s'wiadectwem tamtego czasu, a z drugiej
martwa sztanca.
s'wiadczy o organicznym jej związku z tym, co dzisiaj jest
Jest schyłek pewnej kultury. Jedna z teorii mówi, że umiera­
w człowieku i jego kulturze. Jeżeli dotrwało to do dzisiaj i ma
jącą kulturę mogą uratować ludzie spoza tej kultury. Może ta tra­
tysiące lat, to między tamtym czasem a dzisiejszym musi istnieć
dycyjna forma śpiewania tych pieśni umrze. Praca laboratoryjna
ciągłos'ć. Ileż zmieniło się od średniowiecza w obyczaju, języ­
powinna więc wypracować umiejętność odwoływania się do te­
ku, a popatrz - zdawałoby się prosta, wręcz prymitywna melo­
go, co w tych pieśniach zostało jeszcze żywe, i co może odwoły­
dia, przetrwała.
wać się do kodu kulturowego współczesnego człowieka. Te pie­
- Czy przetrwała? Przecież jeśli chodzi o Polską, to ten ro­
śni nie będą już spełniały - jak kiedyś - funkcji magicznej, ale
dzaj śpiewu jest już nieobecny w życiu.
może będą spełniały jakąś inną. Na pewno poszukiwania nie po­
- Ten rodzaj śpiewu można jeszcze spotkać w różnych czę­
winny iść w stronę grania pieśni obrzędowych z Podlasia z bęb­
ściach Polski, choć są to już wyspy. W Polsce jest oczywiście
nami albo z komputerem, bo to jest tylko kolejna propozycja mu­
wiele archiwów muzycznych prowadzonych od lat. Ale w przy­
zyki rozrywkowej. Trzeba zamknąć się w laboratorium na parę
padku kontynuowania tradycji trzeba szukać bezpośredniego
lat. Tu pojawia się z kolei problem środków.
kontaktu. Tak więc trzeba tych ludzi odnaleźć, zobaczyć. Do czę­
ści można dotrzeć tropem Kazimierza i innych festiwali. Do in­
- W takim razie, czy widzisz sens w pracy nad wiernym od­
nych, wyruszając samemu w drogę. Na Roztoczu mieszka Wła­
twarzaniem muzyki ludowej, w tym, co robi właśnie Drewo czy
dysława Małek, ma głos niesamowity, nikt się nią nie intereso­
też inne zespoły? W Polsce właściwie brak takich zespołów, ale
wał, aż dwa lata temu została odnaleziona i dostała pierwsze
na przykład na Węgrzech jest ich dużo.
miejsce w Kazimierzu. Takich ludzi i miejsc jest więcej.
- Należy zadać pytanie, czy praca nad pieśnią, muzyką, tań­
- Pieśń i muzyka są istotnymi cząściami kultury ludowej, alecem zmusza mnie do pracy wewnętrznej, czy pomaga w moim
równie ważne są postawy wobec życia i śmierci, wobec natury, duchowym rozwoju. Bo jeżeli jest tak, że ktoś jedzie na wieś,
pracy, i pomimo szybkich przemian, jakie dokonują się na wsi, znajduje pieśń, uczy się jej melodii, tekstu i śpiewają dla siebie,
ten rodzaj postawy można jeszcze zaobserwować szczególnie we przyjaciół, a potem może by mieć z tego chleb, to jestem niemal­
że pewien, że nie ma możliwości dotarcia do tej pieśni zbyt głę­
wschodniej Polsce.
boko. Od strony muzycznej będzie na średnim poziomie wyko­
-To przeminie. Twoje pytanie jest takie, czy ludzie z miasta
nawcy estradowego. Natomiast jeśli przyjmiesz, że praca nad tą
mogą przejąć ten rodzaj stosunku do świata. Tak, ale jestem pe­
pieśnią, tym tańcem, który ma tysiąc lat, będzie szła w stronę po­
wien, że nie ma tu miejsca na wycieczki grupowe. Nie wyobra­
konywania wszystkich pojawiających się po drodze trudności,
żam sobie, by III rok Katedry Kultury Polskiej z Warszawy po­
które masz z ciałem, umysłem, z udawaniem, z nieudawaniem,
jechał do jakiejś wsi i tam kształtował sobie światopogląd. Nie.
ze wszystkimi pokusami świata, to może istnieje szansa. Jeżeli
To jest bardziej skomplikowane, to jest bardzo skomplikowane.
człowiek się z tym nie zmierzy, to jego śpiew będzie na poziomie
Najpierw muszą pojawić się w człowieku pytania, później bar­
średniej piosenki kabaretowej, i nic więcej. Natomiast z chwilą,
dzo często jest to zbieg różnych okoliczności: lektury, spotkania
kiedy podejmuje się ten wysiłek, to uruchamia się proces we­
z innymi ludźmi, podróże do miejsc. Dla wielu osób, które były
wnętrzny. Napisałem kiedyś o tym tekst."
na przykład w „Gardzienicach" na stażach lub w „Pograniczu",
czy też pojechały do „Węgajt", to raczej przyjemność obcowa­
- Jednak kultura tradycyjna obok tego, że dotyczyła jedno­
nia z cyganerią niż prawda, przez duże P. Oczywiście na tych
stki, dotyczyła określonej społeczności, określone wartości łą­
miejscach spoczywa wielka odpowiedzialność, one w pewien
czyły łudzi i głęboki sens kułtury tradycyjnej tkwił w jej społecz­
sposób są pośrednikami między ludźmi ze wsi a ludźmi z mia­
nym wymiarze.
sta. „Dom Tańca" w Warszawie, też pośredniczy, i czy chce te­
- Świat tych wartości został rozbity. Ten sens nie jest już
go czy nie, daje świadectwo. Niestety nie zawsze jest to świa­
możliwy. A przeniesienie pewnych wzorców społecznych ze wsi
dectwo kultury tradycyjnej, a raczej świadectwo większych lub
do miasta jest nieporozumieniem.
mniejszych zdolności artystycznych prowadzących. Tu bardzo
- Ałe przecież to też chodzi o rełacje między ludźmi.
łatwo dać fałszywe świadectwo duchowości wsi. Każdy przy­
- To masz w planie horyzontalnym, ty - ja, ale nie zapomi­
chodzi z innymi pytaniami i podejrzewam, że na sto osób, które
naj, że na wsi funkcjonowała bardzo mocno pamięć zbiorowa,
były w „Gardzienicach", „Węgajtach", „Domu Tańca", te czte­
Ludzie na wsi pamiętają, że ktoś przed pierwszą wojną zamordo­
ry, pięć gdzieś tam na własną rękę będzie szukać. Ludzie też do
wał kogoś, albo że dziecko się tam w tym konkretnym miejscu
nas przyjeżdżają, też przyglądają się i dopytują. To jest duża od­
utopiło, pamiętają, że jak gdzieś tam na weselu konie się zerwa­
powiedzialność.
ły, to była zła wróżba, bo potem rzeczywiście ktoś zachorował.
- Czyli nie widzisz możliwości odrodzenia kultury tradycyj­To wszystko się pamięta, to jest pamięć zbiorowa, która się na­
warstwia i jest fundamentalnym spoiwem. Natomiast dzisiaj na
nej?
osiedlu, gdzie możesz w każdej chwili zamienić mieszkanie
- W trzech wybranych przedszkolach województwa biało­
i wyjechać, te rzeczy absolutnie nie istnieją. Na wsi młodzi lu- ;
stockiego wprowadziliśmy program edukacyjny Ku tradycji.
dzie z miasta tworzą komuny, jest tam marihuana i jakiś sposób
Próbujemy stworzyć mechanizm, który pozwoliłby przekazywać
zarobkowania, paciorki itd... I nawet jeśli oni wynajmują chału­
lokalną tradycję; dzieci poznają pieśni, tańce, haftują, tkają, ro­
pę na wsi, to to nie ma nic wspólnego ze wsią. Miejscowi raczej
bią najprostsze instrumenty. Wykładowcami są lokalni twórcy
im przeszkadzają, bo patrzą na nich. Mało tego, sam świat wiej­
ludowi, ponieważ uważamy, że są oni ciągle potencjalnymi
nadawcami. Adresatem w tym programie jest dziecko. Jeśli cho­ ski jest już teraz rozbity. Spójrz na Białostocczyznę czy Suwal­
skie: młodzi powyjeżdżali, zostali starzy, samotni ludzie. Ta pod­
dzi o wieś, to jestem sceptykiem. Procesy cywilizacyjne z jednej
stawowa zasada kultury tradycyjnej, że przekazywana jest na­
strony i odchodzenie starszego pokolenia z drugiej strony, spo­
stępnemu pokoleniu wiedza, ale też i pamięć tego, co było: przed
wodować mogą, że jeżeli nawet ten program się sprawdzi, to nie
pierwszą wojną światową, przed drugą, w XIX wieku, za cara
wiem, czy zdążymy wprowadzić go w innych regionach Polski.
i za rozbiorów, ten podstawowy mechanizm właściwy kulturze
Natomiast myślę, że ludzie z miasta prędzej dostrzegą w tym
tradycyjnej, jakim jest bezpośredni przekaz, nie funkcjonuje. To
wartość, podejmą jakiś trud, wysiłek, ryzyko, ale to może odbyć
jest już tylko czekanie na śmierć.
się tylko w indywidualnym wymiarze. Są zespoły w Europie
1

18

�- Ale przecież są jeszcze miejsca, są ludzie, choćby Józef zuje go na anonimowość, tak samo jak informatora, i stąd bunt
Murawski na Suwalszczyźnie, który pracuje i wierzy w moc przeciw uprzedmiotowieniu. Choć myślę, że jest to bunt jedno­
stek. W przypadku naszej pracy na pewno jest też coś z pracy et­
przetrwania.
nografa; muszę wiedzieć, o co pytam. Natomiast zebrany przeze
-To jest ten moment, kiedy w Kunkowej chłopcy zapropono­
mnie materiał jest na równi ze mną podmiotem.
wali mi, żebym tam zamieszkał, żebyśmy mogli razem grać, ro­
bić zabawy, śpiewać w cerkwi. Ja wtedy w osiemdziesiątym
- W takim razie czy mógłbyś umiejscowić swoją pracę? Kim
szóstym roku zrozumiałem, na czym ma polegać istota obecno­
jesteś: animatorem, badaczem, twórcą, miłośnikiem?
ści animatora kultury. Powinien on poznawać język, dialekt,
- Teraz naprawdę nie wiem, może będę wiedział za dwadzie­
świętość i powszedniość, cerkiew i karczmę. Sytuacja była więc
ścia lat. Czuję się szukającym. Trudno o jednoznaczny status,
odwrócona, zapraszali mnie: nie animuj, tylko bądź częścią na­
trudno o status samej Fundacji. Fundacja z jednej strony robi to,
szej kultury, naszego pejzażu.
co ośrodki naukowe, z drugiej strony próbuje robić to, co labora­
toria, z trzeciej strony organizuje koncerty, czyli pełni rolę pew­
- Jestjeszcze praca etnografów, to jestjeszcze inna droga prze­
ciw zapomnieniu, ale tu pojawia się problem hermetyczności, nego
za­ rodzaju impresariatu czy agencji koncertowej. Formuła
Fundacji jest niedookreślona. Osobiście nie czuję potrzeby takie­
mknięcia tematu w pracach naukowych, archiwach, skansenach.
go dookreślania. Kłopot pojawia się wówczas, kiedy staramy się
- To nie wina etnografów, że nauka została ustawiona w ten
o pieniędze na działalność.
sposób. Naukowcy są pośrednikami między informatorem a całą
tak zwaną wielką nauką. Jadą na wieś, zbierają materiał, opraco­
Mam parę pytań, na które chciałbym szukać odpowiedzi
wują według pewnych stworzonych przez siebie lub innych me­
przez następne dwadzieścia lat, może więcej lat. To jest tak jak
tod, wydają książki i ten materiał, opracowany przez nich, wcho­
z programem dla przedszkoli. Kiedy widzisz coś gasnącego, ga­
dzi do panteonu. Na pewno nikt nie korzysta z tego materiału,
snącą świecę, i wydaje ci się, że wiesz, jak temu zaradzić, to im­
chcąc wybudować dom, a już na pewno nie traktuje go jako
puls staje się tak silny, że musisz to zrobić, niezależnie od tego,
wzorca na życie. Ale etnograf, antropolog, w pewnym momencie
ile zajmie ci to czasu i jak się to dalej potoczy. Będziemy się tym
połapał się, że w tej sytuacji jest „manipulowany", że nie jest
zajmowali przez następne cztery, pięć lat. Jeśli uda się wypraco­
podmiotem, tylko przedmiotem. Tak jak informator. Nauka ska­
wać pewien model, pewną metodę, to innym będzie już łatwiej.
PRZYPISY
1

Wacek i Mutka Sobaszkowie - twórcy Teatru Wiejskiego „Węgajty"; zaba­
wa jako forma spotkania ma istotne znaczenie w ich pracy teatralnej.
Mowa tu o Wolfgangu Niklausie, twórcy i aktorze Teatru Wiejskie­
go „Węgajty".
Sesje etnomuzykologiczne wchodzą w skład jednego z trzech głów­
nych programów realizowanych przez Fundację - Muzyka ludowa Euro­
py Środkowo-Wschodniej, w jego ramach odbyły się następujące sympo­
zja: Muzyka ludowa Kresów (lipiec '91); Bożonarodzeniowe
i noworocz­
ne obrzędy na Kresach (styczeń ' 1992), Muzyka ludowa Europy Środko­
wo-Wschodniej - Aspekt magiczny i kulturowy w systemie muzycznym
obrzędów wiosennych i letnich wschodniej Polski, Białorusi, Litwy
i Ukrainy (lipiec '92); Muzyka obrzędów rodzinnych Europy Srodkowo•Wschodniej - Chrzty i pogrzeby (styczeń '93); Muzyka ludowa Europy
Środkowo-Wschodniej - Tradycyjny obrzęd weselny (lipiec '93); Instru­
menty muzyczne w kulturze tradycyjnej Europy
Środkowo-Wschodniej.
Najstarsze formy muzyki instrumentalnej (styczeń '94); Muzyka ludowa
Europy Środkowo-Wschodniej
- Muzyka instrumentalna (lipiec '94).
2

3

4

„Kontynuacja tradycji" to nazwa trzeciego programu Fundacji.
Od września 1997 roku, w ramach bloku „Kontynuacja tradycji",
realizowany jest program edukacyjny w trzech wsiach województwa bia­
łostockiego, dzieci poznają kulturę tradycyjną poprzez bezpośredni kon­
takt z muzykami, pieśniarzami, twórcami ludowymi z danego regionu,
przy czym każde przedszkole realizuje własny, indywidualny program.
5

6

W cyklu Muzyka utracona w październiku 1995 roku odbył się fe­
stiwal zatytułowany Archaiczne pieśni Bałtów i Słowian, w 1996 roku
„Kołysanki", a w 1997 roku Pieśni leśne, pieśni polne.

7

Mowa tu o Rytisie Ambrazeviciusie, etnomuzykologu z Wilna.
Na lato 1998 roku planowana jest międzynarodowa sesja poświęco­
na archaicznym sposobom śpiewu.
Na ten temat Jan Bernad szerzej mówi w rozmowie z Tadeuszem
Kornasiem, zob. „Drzewo pieśni" „Didaskalia" nr 18 (kwiecień 1997), s. 9.
Fragment z tekstu Kontynuacja tradycji... napisanego przez Jana
Bernada, do którego nawiązuje w czasie rozmowy: „To nieprawda, że
kultura tradycyjna umarła. Uległa transformacji, posiada inne formy, in­
aczej się nazywa, nie umarła, bo pytania, które j ą tworzyły, pozostają te
same i ciągle są aktualne. Formy, które ją tworzyły, cały zespół zacho­
wań obowiązujących w społecznościach tradycyjnych, dziś już nie istnie­
ją. Dziś każdy indywidualnie w czasie swojego życia odtwarza w sobie
proces powstawania i umierania kultury tradycyjnej. Część z tego przej­
mują nasze dzieci, ale już nie sąsiad. Jej trwanie kończy się wraz z naszą
śmiercią.
Przyjrzeć się temu procesowi to przyjrzeć się sobie, to przyjrzeć się
własnej, niepowtarzalnej indywidualności, pytaniom, lękom, naszemu
rozumieniu dobra i zła, to przyjrzeć się czemuś, o czym mówiliśmy od
lat w czasie przeszłym, a co istnieje już tylko w indywidualnym losie
człowieka. Tym czymś jest właśnie kultura tradycyjna. Oprze się ona
wszelkim indoktrynacjom, zmianom granic i systemów. Jest niezależna
od religii, w jakiej się wychowaliśmy. W nas płynie strumień, nad którym
tylko w części panujemy i tak naprawdę nie potrafimy tego do końca na­
zwać.
Na takim rozumieniu kultury tradycyjnej, na takim rozumieniu czło­
wieka opieramy działalność naszej Fundacji i Ośrodka".
8

9

10

I I M i ę d z y n a r o d o w e Sympozjum „Muzyka ludowa Europy Środkowo-Wschodniej". Muzyka obrzędów kalendarzowych.
Rybaki n/Narwią, 1992 r. Warsztaty instrumentalne, litewskie ragaj. Prowadzi A . Karaska

19

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9899" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9877">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a3efa66816986d7a8c611f57a83e9cc1.pdf</src>
        <authentication>3ac43b0241fc1bcd88e9dcd85173583d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117782">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5090</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117783">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117784">
                <text>etnografia historyczna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="117785">
                <text>chłopi</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="117786">
                <text>płeć i seksualność - aspekt historyczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117787">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4722</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117788">
                <text>Z zagadnień obyczajowości seksualnej chłopów w Polsce XVI-XVIII wieku / LUD 2004 t.88</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117789">
                <text>LUD 2004 t.88, s.41-64</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117790">
                <text>Wiślicz, Tomasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117791">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117792">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117793">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117794">
                <text>Lud, t. 88, 2004

TOMASZ WISUCZ
Instytut Historii PAN
Warszawa

Z ZAGADNIEŃ OBYCZAJOWOŚCI SEKSUALNEJ
CHŁOPÓW W POLSCE XVI-XVIII WIEKU.
PRZYZWOLENIE I PENALIZACJA
Problem dziejów seksualności rzadko podejmowany jest przez polską naukę historyczną, być może z powodu ubóstwa źródeł. Jednak,jak ukazują Dzieje pięknej
Bitynki Jerzego Łojka l, można czasem natrafić na materiały pozwalające odtworzyć obyczajowość seksualną elit społecznych. Sporadycznie natomiast podejmuje
się próby opisu życia płciowego niepiśmiennych warstw niższych. Jeśli chodzi
o dzieje chłopów w okresie wczesnonowożytnym, pionierskim opracowaniem były
Sprawy obyczajowe w sądownictwie

wiejskim w Polsce w wieku XVII i XVIII

Bohdana Baranowskiego2, praca wciąż często cytowana, choć przestarzała, naginająca przekazy źródłowe do tezy o klasowym charakterze zasad moralnych. Jeśli nie
liczyć stosunkowo częstych odwołań do przypadków patologicznych), tojedyn)'lTI
kontynuatorem tej tematyki w zakresie historii obyczaju był Zbigniew Kuchowicz.
Jego książki Miłość staropolska4 i Człowiek polskiego baroku5 pozostająjedynymi opracowaniami z tego zakresu, zresztą dość wartościoWYJTIi.Dla badań nad
obyczajowością seksualną chłopów duże znaczenie posiadają także opracowania
dotyczące historii prawa (takich autorów jak Michał Staszków6, Ryszard Łaszew-

Skróty używane w poniższym tekście: AGAD - Archiwum Główne Akt Dawnych w Warszawie, AP - Archiwum Państwowe, BJ - Biblioteka Jagiellońska w Krakowie, BO - Biblioteka
Zakładu Narodowego im. Ossolillskich we Wrocławiu, SPPP - Starodawne Prawa Polskiego Pomniki, I..I)l,IA - 1.(eHTpanbHHH
,l(ep)J(aBHHHiCTopH'.JHHH
apxiB YKpa'iHI1y JlbBoBi.
I 1. Łojek, Dzieje pięknej Bitynki, Warszawa
1982.
2 B. Baranowski, Sprawy obyczajowe w sądownictwie
wiejskim w Polsce w wieku XVIl i XV/Il,
Łódź 1955.
J Zob. np. M. Roźek, 1. Kracik, Hultaje, złoczyńcy, wszetecznice
w dawnym Krakowie, Kraków
1986.
4 Z. Kuchowicz, Miłość staropolska,
Łódź 1982.
5 Tcnźe, Człowiek polskiego baroku, Łódź 1992.
6 M. Staszków, Przestępstwa
przeciwko Kościołowi i religii w księgach sądowych wiejskich,
"Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Wrocławskiego", Seria A, nr 10, Prawo III, 1958, s. 161-186.

�42

Tomasz Wiślicz

ski7, JurU Hoszkos i Margarita Korz09) oraz prace historyczno-literackie na temat
erotyku ludowego (Czesława Hemasa10, Jerzego Bat1mińskiegol\ i Dobrosławy
Wężowicz-Ziółkowskiej 12). Wiele nowego wniesie zapewne zapowiadana od paru
lat etnograficzna rozprawa na temat życia seksualnego chłopów polskich ZbigniewaLibery.
Poniższy tekst ma na celu jedynie zasygnalizowanie pewnych zagadnień wiejskiej obyczajowości seksualnej w okresie wczesnonowożytnym. Za podstawowe
źródło posłużyły wiejskie księgi sądowe z XVI-XVIII wieku. Kwerenda objęła
akta ponad 120 kluczy dóbr lub pojedynczych wsi, leżących głównie w południowej
części Małopolski i zachodniej części Rusi Czerwonej. Z rejonu tego pochodzi
bowiem zdecydowana większość zachowanych wiejskich ksiąg sądowych13• Dla
potrzeb porównawczych spożytkowano także unikatowe księgi wiejskie z innych
rejonów Rzeczypospolitej, przede wszystkim stosunkowo obszerny zbiór aktów
klucza starogrodzkiego w Ziemi Chełmińskiej. Dodatkowo wykorzystano inne źródła sądowe, przede wszystkim księgi spraw kryminalnych sądów miejskich, przed
które trafiali chłopi oskarżeni o cięższe przestępstwa, oraz źródła normatywne ustawy wiejskie wydawane przez właścicieli dóbr, a także ówczesne teksty literackie. Z zasady natomiast nie odwoływano się do źródeł etnograficznych. Jakkolwiek posiadają one duże znaczenie dokumentacyjne, to jednak ich wykorzystanie
w badaniach historycznych budzi poważne wątpliwości. Informacje zebrane przez
ludoznawców pochodzą najwcześniej z XIX wieku i trudno je wiarygodnie odnosić
do dalszej przeszłościl4•

7 R. Łaszewski,
Wiejskie prawo karne w Polsce XVII i XVIII w.. Toruń 1988; tenże, Przestępstwa
przeciwko religii i dobrym obyczajom w prawie wiejskim Rzeczypospolitej szlacheckiej, w: Historia
prawa. Historia kultury. Libel' Memorialis Vitoldo Maisel dedicatus, red. E. Borkowska-Bagieńska,
B. Olszewski, Poznań 1994, s. 185-191.
8 lO. rOlllKO,36U'laC6e npa60 HaceneHWi YKpaiHcbKuXKapnam ma rtpuKapnamflJJi XIV-XIX
cm., JlbBiB 1999.
9 M. KOp30, KOHlnpoJlb 3a c06Jl100eHLleMHOpMceKcya.qhllOUMOpMU 6 IIOJlbCKOll
oepelme
XVJf-XVlIJ 66., "ColliyM. AJlbMaHaXcOlliaJlbHOliCTopif', t. 2, 2003, s. 165-182.
10 C. Bernas,
W kalinowym lesie, Warszawa 1965.
II J. Bartmiński, "Jaś konikipoU".
Uwagi o stylu erotyku ludowego, "Teksty" 1974, nr 2, s. 11-24.
12 D. Wężowicz-Ziółkowska
Mi/ość ludowa. Wzory milo.~ciw polskiej pie.l'ni ludowej XVIJl-XJX '1(,
Wrocław 1991; tenże, Seksualizm ludowy w świetle obscenicznej pieśni ludowej, w: Literatura i kultura popularna l, red. J. Kolbuszewski, T. Żabski, Wrocław 1991, s. 137-167.
13 Przyczyny nierównomiemego
zachowania się ksiąg sądowych wiejskich omawiają S. Grodziski, Księgi sądowe wiejskie (zasięg terytorialny i geneza), "Czasopismo Prawno-Historyczne",
t. 12, 1960, z. l, s. 85-140; tenże, Jeszcze o księgach sądowych, tamże, t. 15, 1963, z. I, s. 287-292,
oraz L. Łysiak, W sprawie genezy ksiąg sądowych wiejskich, tamże, t. 14, 1962, z. 2, s. 175-194.
Obaj autorzy zajmują się także problemami krytyki tego typu źródeł, zob. równieź: A. Vetulani,
Wartość badawcza hi@ sądowych wiejskich, w: VIJJ Powszechny Zjazd Historyków Polskich
w Krakowie 14-17 IX 1958, Warszawa 1959, t. 7, s. 99-114.
14 Por. uwagi Z. Kłodnickiego, Etnologiczne i etnograficzne aspekty metody retlVgre.lywnej, "Lud",
l. 83,1999, s. 47-57.

�Z zagadnień obyczajowości seksualnej chłopów w Polsce XVI-XVIIJ wicku

43

W przypadku obyczajowości seksualnej chłopów w okresie wczesnonowożytnym wnioskowanie na podstawie przekazów etnograficznych niesie szczególne
niebezpieczeństwa. Jej stan, rejestrowany przez badaczy w połowie XIX wieku,
był wynikiem głębokich zmian, jakie zaszły w tej dziedzinie w ciągu poprzednich
250 lat. Społeczeństwa całej Europy przeżywały wówczas okres zasadniczych
przemian obyczajowych, w których niebagatelną rolę odegrały tworzące się nowoczesne struktury państwowe oraz zrefonnowane Kościoły, zarówno protestanckie,
jak i katolicki. W Rzeczypospolitej największe znaczenie miał wpływ instytucji religijnych. Od końca XVI wieku w wyniku działalności duszpasterskiej potrydenckiego Kościoła następowało stopniowe "moralizowanie" zwyczajowych fom1 życia płciowego chłopów i ograniczenie roli tradycyjnego systemu wartości w tym
względzie. Pomimo tej ewolucji można pokusić się o odtworzenie trwałych zrębów
tego systemu, zwłaszcza że -jak
się wydaje - największe zmiany zaszły tu
dopiero w drugiej połowie XVIlI i początkach XIX wieku.
Ogólnie można stwierdzić, że autonomiczna chłopska etyka seksualna była znacznie mniej rygorystyczna niż wzorzec proponowany przez duszpasterstwol5. Odnosiło się to zwłaszcza do kwestii życia płciowego osób stanu wolnego. Różnice
w tym względzie miały charakter prawdziwie zasadniczy. W chłopskim systemie
etycznym nie znane było właściwie pojęcie "czystości" w znaczeniu seksualnym.
W wyrokach sądów ławniczych pojawiały się, co prawda, sugestie, że zdaniem
ławy dziewczęta powinny "panieI1stwo zachowywać", zaś młodzieńcy "prawie nie
wiedzieć o takowym grzechu jeszcze"lfi, jednak w praktyce kwestia rozpoczęcia
życia płciowego wiązała się bardziej z czynnikami biologicznymi niż z normami
religijnymi, które starały się ograniczyć seksualność jedynie do stosunków małżeńskich. Problem ten w karykaturalnej fonnie ilustruje zapisany na początku XVIII
wieku wierszyk o ludowej proweniencji:
Od sochy do sochy
Niech trawa rośnie.
Nie dawaj picochy,
Az ci porośniel?

Dziewictwo nie stanowiło w środowisku chłopskim jakiejś szczególnie docenianej wartości. Istniało wprawdzie pojęcie "wieniec", utożsamiane zwykle z dziewictwem. Mówiło się o "odjęciu wieI1ca", bądź "nagrodzeniu wieI1ca", lecz znaczenie tych tenninów nie jest takie oczywiste. Tylko w jednym znanym przypadku

Por. Z. Kuchowicz, Mi/ość ... , s. 210-211.
Księga sądowa wsi Blażowej 1749-1830, AP w Rzeszowie, Akta Gminy Błażowej 99, s. 2
[1745]; Księgi sądowe kresu muszyńskiego (1754-1793), AP w Krakowie, Dep. rkps 100-101 (cyt.
dalej: Kres muszyński), t. 1, s. 58 [1759]; por. Księgi sądowe kluczajazowskiego 1663-1808, wyd.
S. Grodziski, SPPP seria II, dz. 2, t. 5, Wrocław 1967 (cyt. dalej: Kresjazowski), nr 203 [1748].
17 C. Hernas, W kalinowym ... , t. 2, s. 58.
15

16

�44

Tomasz Wiślicz

ława wiejska zastosowała słowo "wieniec" we współczesnym rozumieniu dziewictwa. Była to jednak sprawa wyjątkowo drastyczna - gwałt na jedenastoletniej dziewczynce'H• Zdecydowanie częściej pojęcia "utrata wieńca" używano znacznie szerzej, dla opisu skazy na opinii dziewczyny, powodującej obniżenie jej wartości na rynku matrymonialnym, a pośrednio tylko związanej ze stanem jej błony
dziewiczej. W praktyce było ono zazwyczaj równoznaczne z powiciem bękartal9.
Podejmowanie aktywności seksualnej przez osoby stanu wolnego obu płci nie
spotykało się z jednoznacznym potępieniem społeczności wiejskiej. Przeciwnie,
można raczej stwierdzić, że panowała atmosfera milczącego przyzwolenia dla stosunków przedmałżeńskich pod warunkiem zachowania pewnych norm zwyczajowych. Kiedy Agnieszka Starczali na z państwa suskiego romansowała z Bartkiem
Karczem, matka jej, "wiedząc, że z sobą mieli ścisłość, z tego się naśmiewała i niby
drwiąc Karczowi mówiła: ostrożnie z moją dziewką"20. Problem zaczynał się bowiem dopiero wtedy, gdy dziewczyna zachodziła w ciążę. Obydwojgu kochankom
groziło wówczas karanie ftzyczne i grzywny, kobietom dodatkowo znaczny uszczerbek na opinii i perspektywa wychowania i wyżywienia dziecka. Był to jednak czarny scenariusz, który wcale nie był nieuchronną koniecznością. Z powodu złych
warunków higienicznych i zdrowotnych średni okres współżycia, po którym następowało zapłodnienie, musiał być znacznie dłuższy niż obecnie; zwłaszcza przy dużej nieregularności stosunków. Ponadto stosowano różne prymitywne techniki,
a także środki antykoncepcyjne i poronne, które wchodziły w skład repertuaru
każdej znachorkjl! . Przede wszystkim zaś - zwyczajnym sposobem uniknięcia
kłopotów w takich przypadkach (choć nie zawsze kary, w łagodniejszym wszakże
wymiarze) było zawarcie małżeństwa.
Wśród zarejestrowanych w księgach Kasiny w latach 1602-1714 wyroków
w sprawie nierządu między osobami wolnymi ponad 29% zakończyło się dobrowolnym lub nakazanym przez sąd ślubem podsądnych. W kresie muszyńskim
w latach 1754--1766 odsetek ten sięgał blisko 43%. Dane te przedstawiająjednak
tylko wierzchołek góry lodowej. Większość takich przypadków nie była rejestrowana. Zwykle zawierano bowiem małżeństwa bez pośrednictwa sądu ławniczego,
a fakt uprzedniego popełnienia nierządu starano się ukryć. Pełne światło na to
IM Księgi sądowe wiejskie, wyd. B. Ulanowski, SPPP, t. 11-12, Kraków 1921 (cyt. dalej: Ulanowski), nr 7058 [1681].
19 Np. tamże, nr 4991 [1681]; Księga sądowa wiejska Rajbrotu 1728-1800,
AP w Krakowie,
Dep. rkps 268 (cyt. dalej: Rajbrot), s. 23 [1752]; K'iięgi ławnicze starogrodzkie 1721-1767, AP
w Toruniu, Akta Sądów Dominialnych Dóbr Biskupstwa Chełmińskiego (cyt. dalej: ASD), t. I, s. 56
[1721], t. 2, s. 125 [1743]; Kres rnuszyński, t. I, s. 159 [1758].
20 Ulanowski, nr 4637 [1700]; zob. także: Kres muszy/iski, t. 2, s. 174 [1764]. Por. Z. Kuchowicz,
Milo.\'ć... , s. 214-215.
21 Akta Sądu Kryminalnego
Kresu Muszyńskiego 1647-1765, wyd. F. Piekosiński, SPPP, t. 9,
Kraków 1889 (cyt. dalej: Piekosiński), nr 18 [1678]; Libel' damantorum seu malejicorum 1554-1625,
AP w Krakowie, Akta Miasta Krakowa 864, s. 341 [1610]; Acta scabinałia Nowego Sącza (1579-1647), AP w Krakowie, AD 67, s. 173 [1624].

�Z zagadnień obyczajowości seksualnej chłopów w Poisce XVI-XVlll

wieku

45

zagadnienie rzuciłaby dopiero analiza ksiąg metrykalnych. Niestety, specjalistyczne badania tego tematu przeprowadzane są bardzo rzadko22, a szczątkowy stan
zachowania takich źródeł z terenu Małopolski dodatkowo je utrudnia.
Można sięjednak domyślać, że taki sposób kojarzenia się par małżeńskich był
względnie powszechny. Jeśli wierzyć fraszce Wacława Potockiego, stanowił wręcz
wiejską normę:
Inakszcj zażywają chłopi na wsi mody,
Bo i zmowa na piccu i łożnica wprzody [...]
Aż skoro pannie młodcj brzuch nosa dosięga,
Wtcnaczas ślub i małżeńska nastąpi przysięga23•

Obietnicą ślubu w istocie dość łatwo było sobie zjednać przychylność dziewczyny. Wojciech Sitowski z klucza łąckiego córkę Bartłomieja Piekarczyka "namawiając na eksces, obiecował się z nią żenić i na tym fundamencie Pana Boga
obrażali"24.Trochę głębiej pobudki swe wyjaśniał Marcin Łukaszewicz, który swej
kochance Reginie "deklarował dawno przyjaźń małżeńską, oraz z kochania prawdziwego onej pozwalał sobie uczynki cielesne"25.
Taki schemat zawierania małżeństwa jako wyjścia bezpieczeństwa w przypadku "wpadki" najbardziej cynicznie podsumował Senko z Czukwi, który zalecając
się do Hasi Tuledzyny, mówił jej: "Ty wdowa, jam młodzieniec [ij.kawaler], jeśli co
zrobię, to cię wezmę, jeśli nie zrobię - przepadło"26. Opinia wiej ska nie widziała
w tym nic nagannego, a w każdym razie nic niemoralnego, nie ingerując,jeśli wszystko szło swym zwykłym torem. Wydaje się, że próby nakładania w XVIII wieku
grzywien (i innych kar) na małżeństwa, którym pierwsze dziecko urodziło się przed
upływem dziewięciu miesięcy od daty ślubu, były przede wszystkim pomysłem
właścicieli wsi na wyłudzenie od chłopów dodatkowych pieniędzy pod pozorem
obrony moralności. Praktyka taka upowszechniła się przede wszystkim w dobrach
biskupich. Znamy jąz kresu muszyńskiego i klucza starogrodzkiego, w których
chłopi nie mieli żadnego prawie wpływu na wymiar sprawiedliwości, zaś wiejskie
urzędy sprowadzone zostały do roli donosicieli. Sami chłopi odnosili się natomiast
do tych poczynań z dystansem27.
22 Zob. np. C. Kuklo, Funkcjonowanie społeczności parafialnej na tle analizy rejestracji chrztów
parafii Trzcianne 1600-1654, w: Społeczeństwo staropolskie, t. 3, red. A. Wyczański, Warszawa
i983, s. i85-228.
23 W. Potocki, Ogród/raszek,
Lwów 1907, t. 2, s. 432-433.
24 Księgi sądowe wiejskie klucza łąckiego, wyd. A. Vetuiani, SPPP seria II, dz. 2, t. 2-3, Wrocław
i962-i963 (cyt. dalej: Klucz łącki), nr 868 [i753].
25 ASD, t. i, s. 510 [i733];
por. też: Rajbrot, s. 22 [i751]; Księga :,praw gromadzkich Lipnicy
Górnej z lat 1753-1793, PAN Kraków, rkps 7ii8 (cyt. daiej: Lipnica Górna), s. 79 [i754]; ASD,
t. l, s. 145 [i722] i s. 4i5 [1732], t. 7, k. 90v-9i [1755] i k. 351 [1757].
26 Księga sądowa Czukwi 1586-1680,
IJ)l;IA, f. 142, op. l, t. l (cyt. daiej: Czukiew), s. 397
[2 poł. XVII w.].
27 Zob. np. ASD, t. l, s. 324 [i725];
ASD, t. 7, k. 90v [1755].

�46

Tomasz Wiś licz

Nie bardzo wiadomo natomiast, jak środowisko chłopskie oceniało takie stosunki seksualne między osobami stanu wolnego, w których małżeństwo nie było brane
pod uwagę - czy to ze względu na przeszkody obi~ktywne (np. spokrewnienie
w myśl prawa kościelneg028 lub politykę matrymonialną rodziców), czy też po
prostu żadna ze stron nie miała na to ochoty29. Przed sądy trafiająjednakjedynie
takie pary, w których doszło do poczęcia potomka. Najwyraźniej moralność wiejska wolała nie dostrzegać także i takich związków tak długo, aż nie doszło do
"skutku". Charakterystyczna jest tu sprawa z Wojkowej, gdzie w 1762 roku wdowa Ewa Czekanka w wyniku romansu z Piotrem Bartoszczykiem zaszła w kolejną
ciążę (a miała już pięcioro dzieci). Dopiero wtedy wójt z drugim sąsiadem zaczęli
przymawiać Bartoszczykowi, że źle uczynił, chodząc do Czekanki i płodząc z nią
dziecko. Sprawa zakończyła się tragicznie, gdyż rozgniewany wymówkami Bartoszczyk upił się i udusił śpiącą kochankę30.
Spłodzenie potomka w takim związku przedślubnym, gdzie ojciec dziecka nie
chciał lub nie mógł poślubić swojej kochanki, wywierało negatywny wpływ przede
wszystkim na życie kobiety, w mniejszym natomiast stopniu szkodziło mężczyźnie.
Trudno sięjednak zgodzić z opinią Bohdana Baranowskiego, że opinia wiejska
odnosiła się do takiej "upadłej" kobiety "z nieukrywanąnienawiścią", zaś zwyczaj
nakazywał jak najbardziej hańbiące wygnanie jej ze wsi31. Prawdąjest, że wśród
osób wyświeconych za przestępstwa obyczajowe prawie nie występowali mężczyźni. Jednak i wobec kobiet karę tę stosowano tylko wyjątkowo. We wzmiankowanym wyżej okresie w Kasinie ledwie co piąty wyrok w sprawach przestępstw
natury seksualnej nakazywał wygnać oskarżoną. Kara ta spotykała zasadniczo
recydywistki, kazirodczynie i kobiety z marginesu społecznego (np. kochankę rozbójnika)32. Sądy kasińskie były i tak wyjątkowo surowe. W przebadanym okresie
1754-1766 sąd kresu muszyńskiego tylko jednej nierządnicy kazał opuścić wieś
i to prawdopodobnie darując jej bolesną otoczkę rytualną wyświecenia.
Wyraźnie widoczna jest natomiast inna tendencja. Nierzadko kobiety, które zaszły w ciążę w związku niesakramentalnym, występowały do lokalnych instytucji
wymiaru sprawiedliwości z powództwem przeciwko ojcu dziecka o to, co nazwa-

1" Np. Ulanowski, nr 3811 [1728]; Księga miasta Nowej Góry [1677-1729J,
AP w Krakowie,
IT 229g, s. 24-25 [1677]; por. też ASD, t. 7, k. 351 [1757].
19 Tylko w jednym wypadku i dziewczyna i młodzieniec stwierdzili expressis verbis, że ,ją za żonę
nie chciał wziąć ani jej przyobiecował, ani oskarżona owego za męża i teraz nie chce" (ASD, t. I, s. 56
[1721]), ale przypuszczalnie przypadków takich było wiele wśród tych par, które pomimo "wpadki"
nie uciekały w małżeństwo przed odpowiedzialnością, wystawiając się na grzywny i plagi.
30 Piekosiński,
nr 34 [1732].
3] B. Baranowski, Problematyka badGli nad mentalnością chlopa pańszczyźnianego
na obszarze
woj. sieradzkiego i łęczyckiego wXVll iXV1llw., "Rocznik Łódzki", t. 14 (17), 1970, s. 271.
32 Karę wyświecenia
kobiety nierządnej przewidywały m.in. ustawy karne wsi należących do
dóbr klasztoru kannelitów w Czernej (Ulanowski, nr 7403 [1672]) iklucza łąckiego klasztoru klarysek w Starym Sączu (Klucz lącki, nr 544 [1670],599 [1702] i 603 [1712]), ale praktyka sądów łąckich wskazuje, że prawo to nie było stosowane.

�Z zagadnicI1 obyczajowości scksualnej chłopów w Polscc XVI-XVIII wieku

47

libyśmy obecnie wynagrodzeniem strat moralnych i alimentami. Na przykład
w 1721 roku przed sądem klucza starogrodzkiego stanęła Marianna Stannionka,
skarżąc się na Kazimierza Krona, "a to że jej podciwość oszpecił, ją sobie niewoląc do złego grzechu i złączenia się z sobą, który - grzech z nią płodził tak dalece,
że brzemieniem zaszła ijuż powiada bliska się bydź porodzenia, - prosi taż Marianna, aby był ten Kazimierz Kron parobek karany i jej za wieniec nad grodził, a na
dziecię także żeby dał"33.Reakcją sądu na takie oskarżenie było przymuszenie mężczyzny do odpowiednich świadczeń, grzywny na rzecz dworu, gromady i kościoła,
czasem także kary fizyczne. Co ciekawe, na ogół brak jest jakiejkolwiek oceny postępowania samej skarżącej, która wszak miała też swój udział w popełnieniu przestępstwa, więc powinna podlegać karze. Z zapisów sądowych wynika jednak, że
całą odpowiedzialność kamą za nierząd ponosił w takich wypadkach mężczyzna.
Obserwację tę potwierdza fraszka Adama Władysławiusza pt. O włodarzu
z Maćkiem, której bohater tytułowy - parobek - namówił dziewczynę do grzechu cielesnego, przyrzekając się z nią żenić. Kiedy kochanka zaszła w ciążę, wycofał się z obietnic. Dziewczyna wraz z rodzicami pozwała go przed urząd wsi.
Maciek stawiwszy się na rozprawę sądową rzekł:

o pojęciu wzmianka

z nią nie była.
I teraz panie wójcie, nie wiedźcie mię k temu,
Wolę raczej karaniu podlec inakszemu.
Wójt winy bykowego wprzód dać mu nakazał,
Dziewce kopę za wieniec odłoryć mu kazał;
Albo ją wziąć za żonę, na wolą mu dawał.
Ale Maciek na pierwszym wyroku przestawał
l zarazem dwie kopie na stole połorył.
Wójt winy jcdnę kopę do swej skrzynki włożył,
Drugą dziewce wziąć kazał. Ta licząc płakała;
Naliczywszy pół kopy, w wacek je schowała.
A drugie ku Maćkowi po stole pomknęła,
Mówiąc: Jużem ja swoje połowicę wzięła.
Druga sie też Maćkowi słusznie zostawiła,
Bo spoina nasza praca na tę kopę była34.

W osiemnastym wieku daje sięjednak zaobserwować zaostrzenie kontroli obyczajowej i standardów moralnych na wsi. Panny z dzieckiem, zgłaszające się do
sądów z prośbą o przyznanie im świadczeń alimentacyjnych, zaczęto traktować
jako współwinne nierządu i karać fizycznie, zaspokajając wszakże ich roszczenia
względem ojca dziecka. Cytowana wyżej Marianna Stannionka wystawiła się na
3) ASD, t. I, s. 56 [1721]; por. leż: Akta do dziejów Nowej Góry, 8J, rkps 122, k. 3v [1587J;
Ulanowski, nr 4991 [1681]; ASD, t. 7, k. 131v [1755]; Księga II. dekretów i komplanacji w sądzie
Pmistwa Łąckiego od roku 1787 i dalej zachodzących, BO, rkps 61 I 5 (cyt. dalej: Państwo /ąckie),
s. 138-142 [1793).
34 K. Badecki, Polska/raszka
mieszczańska. Minucje sowiźrzalskie, Kraków 1948, s. 57-58.

�Tomasz Wiślicz

48

50 plag rózgami, uzyskała wszakże od swego ex-kochanka "krowę dobrą cielną
do pożytk:ujej sposobną-także
i świnię", etc.35.W dalszym ciągu trudno zatem
mówić ojakimś szczególnym prześladowaniu kobiet, które wykroczyły przeciwko
szóstemu przykazaniu. Raczej marny do czynienia ze zwyczajem, który ignoruje
etyczną ocenę kwestii nieślubnego potomstwa, skupiając się na problemach praktycznych, ekonomicznych. Wartościowanie moralne schodzi zaś na dalszy plan.
Widać to na przykład w spisanych przez gromady "Punktach na mości księdza
Zagorskiego plebana wielkoporębskiego" z 1763 roku, gdzie mowa jest o jego licznym nielegalnym potomstwie: ,,12mo. In Anno 1762 Starmaszonka z Witowa
z tejże parafii została w ciąży i ma dziecko z imci ks. Plebanem, której obiecał dać
krowę, a nie dał, zajej panieństwo, co chodziła do dworu skarżąc się na ks. Plebana, że jej krowy nie dał. 13tio. Aneczkę z Krakowa wywiózł sobie ksiądz Pleban,
której zrobił dziecko i odesłał ją z brzuchem do Krakowa, co przyjechała z matką
swojąpo połogu upominając się o nadgrodę", itd.36.
Pomimo tego rzeczowego i względnie łagodnego podejścia chłopów do kwestii
nieślubnego potomstwa, pamiętać należy, że panna z dzieckiem wypadała na margines społeczności wiejskiej. Przede wszystkim znacznie zmniejszały sięjej szanse
korzystnego wyjścia za mąż. Dotykałająniewątpliwa
degradacja ekonomiczna
i społeczna, zwiększało się ryzyko popadnięcia w środowiska kryminogenne. Stopniowy upadek widać na przykład w dziejach trzech sióstr Portasionek ze Skotników Górnych, które osierocone przez rodziców, "nie maiąc względu na podsciwosc swoię, ladaiako sprawowały się, nie sluchaiąc dobrych perwezyi y przestrogi
sąsięckich, a co się bardziey tyczy przykazania Boskiego wykroczyli, bo nayprzod
starsza ladwiga, potym młodsza Zofia podupadszy cielesnie, błąkały się po ograniczu y do tych czas nie znayduią się we wsi, nayrnłodsza zas Zofia nietylko z wolnemi osobami, iak sarna zeznała, ale z męzatym popełniła cudzołostwo" w efekcie
została pozbawiona dziedzictwa po rodzicach i oddana pod kuratelę swego brata37.
Z drugiej strony można domniemywać (chociaż nie dysponujemy odpowiednimi
źródłami dla udowodnienia tej tezy), że problem nieślubnych dzieci dotyczył przede
wszystkim hipotetycznej grupy kobiet wiejskich, dla których było to doświadczeniem przekazywanym z pokolenia na pokolenie. Byłyby to osoby z nizin społecznych, pozbawione szans na poprawę swego statusu. Panieńskie dziecko nie wpływało znacząco na ich miejsce w hierarchii społecznej, bo trudno było w niej spaść
jeszcze niżej, zaś dobre zamążpójście i tak było niemożliwe.
Ogólnie rzecz biorąc, skala zjawiska nie była zbyt duża. Wedle niezbyt wiarygodnych szacunków Bohdana Baranowskiego procent nieślubnych dzieci na wsi
wynosił od 3 do 10%38.Znacznie lepiej udokumentowane źródłowo badania Jana

3S
36
37
38

ASD, t. I, s. 56 [1721].
Sumariusz papierów Wielkoporembskich, BO, rkps 11714, s. 895.
Ulanowski, nr 7503 [1775].
B. Baranowski, Sprawy obyczajowe ..., s. 69.

�Kujawiak

Krupiarka lwowska

Od Szkła koło Jaworowa

Wieśniak z żółkiewskiego sprzedający
różne drewniane sprzęty we Lwowie

Ryciny 1. Głogowskiego

�,:.::;;..;.o:""-

--.:::-

__

;)!UiJlftfW

po

.1I;&gt;iJ Z

~;~

I
I.

�Z zagadnień obyczajowości seksualnej chlopów w Polsce XVI-XVlIl

wieku

49

Kracika dla pierwszej połowy XVIII wieku w dekanacie Nowa Góra (na pn.-zach. od Krakowa) odsetek ten ograniczają do zaledwie od 1 do 5 procent w poszczególnych parafiach39.
Podjęcie współżycia płciowego w stanie wolnym było w sumie decyzją dość
ryzykowną, szczególnie dla kobiet. Wydaje sięjednak, że zachowywały one swego
rodzaju optymizm, licząc na zawarcie związku małżeńskiego w przypadku kłopotów, U. zajścia w ciążę. Zaufanie to musiało wypływać z doświadczenia grupowego i przypuszczalnie nie zawodziło w większości przypadków. Fakt ten potwierdza
występowanie także (dość rzadkie, co prawda, gdyż trudne do udowodnienia) przypadków, w których dziewczyna z premedytacją wykorzystywała groźbę zajścia
w ciążę dla przyśpieszenia ślubu z wahającym sięjeszcze młodzieńcem40. Sprzymierzeńcem ciężamych kobiet, domagających się od kochanków wypełnienia małżeńskich obietnic, były zresztą także urzędy wiejskie, które dysponowały skutecznymi środkami perswazji41.Jeśli nie dochodziło do spłodzenia nieślubnego dziecka
(lub innych publicznych skandali), społeczność chłopska nie ingerowała w życie
płciowe osób stanu wolnego, pozostawiając im pewną swobodę w ramach tradycyjnych modeli doboru seksualnego42.
Dopiero w połowie XVIII wieku pojawiają się przekazy, świadczące o pewnym
potępieniu przedślubnych stosunków płciowych. W 1762 roku Walenty Blecharz
z Filipowic wypominał w gniewie swemu parobkowi Witkowi Gąsiorkowi "Ty byku
osromociłeś mi dom", gdyż Witek karany był przez sąd dworski za uczynek cielesny z dziewką służącą43. W 1773 roku w Markowej Szczepan Lew i Zofia Krauzówna z rodzicami zawarli sądową ugodę, w której Szczepan zobowiązał się pojąć
za żonę ciężamą Krauzównę, tak jak był obiecywał. W ugodzie tej zawarto klauzulę, iż "obostrza się tymże dekretem, aby nikt nie ważył się temuż małżeństwu odtąd
wymawiać popełnionego excessu, i gdyby się ważył kto kiedy i kolwiek naśmie-

)91.

Kracik, Duszpasterstwo parafialne w dekanacie Nowa Góra w pier .•••..
szej polowie XVI JI wie-

/..11, Lublin 1977, s. 207-208. Zob. też ustalenia klasycznej pracy demograficznej Marcelego Handels-

mana i Zygmunta Nagórskiego, Wieś Bochotnica Królewska pod względem ludnościowym (monografia), Warszawa 1904, s. 6 (nadb. z "Ekonomisty", R. IV, 1904, t. 2). w wiejskich osadach parafii
Szaradowo Marek Górny w ogóle nie znalazł żadnych urodzell nieślubnych aż do lat sześćdziesiątych XVIII wieku, dopiero wtedy zaczęły się one sporadycznie pojawiać, zob. M. Górny, Zawarcie
maIżelistwa na wsi paluckiej w XVIll wieku: parafia szaradowska, "Genealogia. Studia i Materiały
Historyczne", t. 7, 1996, s. 92 i 96.
4Q Np. Marianna Plucienska Mateuszowi
Kumczenskiemu "się dała zuwiść, aby prędszem mógł
bydż mężem jej, cnotę swoję prędko utraciła", Protokół spraw miasta Janikowa (1771-1810), AP
w Kielcach, Akta Urzędów Wójtowskich i Ławniczych Miast I, s. 8 [1775J; por. Prothocolon causan/m criminalium 1679-1690, AP w Krakowie, Akta Miasta Krakowa 867, s. 191,192 [1685).
41 Zob. np. Ulanowski, nr 2878 [1606J inr 3988 [1742J; ASD, t. l, s. 510-511 [1733 J; PQllstwo
ląckie, s. 163 [1794).
42 Por. niezwykle ciekawe rozważania Ryszarda Tomickiego, oparte na materiałach etnograficznych: R. Tomicki, Norma. wzór i warto.i:ć w życiu seksualnym tradycyjnych społeczności wiejskich
w Polsce, "Etnografia Polska", t. 21, z. l, s. 54-59.
4) Księga miasta Nowej Góry [I 742-1798J, AP w Krakowie,
IT 229h, s. 29-30 [1762J.

�Tomasz Wiślicz

50

wać", to podpada pod plagi i grzywnyM. Pokazuje to, że nierządnicy stawali się
wówczas w środowisku wiejskim obiektami żartów i obmowy. W końcu XVIII
wieku moralność chłopów stała się na tyle surowa, że nie mogli oni sprawy nierządu puścić płazem. W Jasionce w 1791 roku urząd wsi wykroczył poza wyznaczone
przez zwierzchność dworską kompetencje, rozpatrując sprawę Sobka Kurdziela
i Małgorzaty Wiszki"o spłodzenie nieprawne potomstwa". Wezwany przed władze patrymonialne wójt Krzysztof Pokrzywa tłumaczył się z samowolnego osądzenia winnych takimi słowy: "ludzie gadali do mnie, iż niepięknie jest, że popełniony
występek przez Kurdziela i Wiszkę dotąd nie jest ukarany, i że należałoby ich ukarać, aby się tego dopuszczać nie ważyli inni, - co prawni, słysząc tę sprawę,
przed swój sąd wywołali"45.
To zaostrzenie wymagań moralnych wśród chłopów nastąpić musiało nie wcześniej niż w połowie XVIII wieku. Jeszcze sześćdziesiąt lat przed opisywanąpowyżej nadgorliwością ławników Jasionki, wójt i przysiężnicy wsi Kamionka w kluczu
strzeszyckim skazani zostali przez zwierzchność dworską na grzywny i po 30 plag
postronkami za wyjątkową opieszałość w sprawie nierządu Józefa Zelka z kobietą
z sąsiedniej wsi. Najpierw nie donosili administracji klucza ojego prowadzeniu się,
następnie prawdopodobnie umożliwili mu ucieczkę z więzienia, a potem zignorowali nakaz jego poszukiwania. Nakazano w końcu stawić go przed sądem dworskim pod groźbą grzywien i plag wymierzonych całej gromadzie4ó.
Osobnym problemem jest kwestia istnienia na wsi prostytucji. Dość często
z zeznań nierządnych kobiet wynika, że czerpały jakieś korzyści finansowe z utrzymywania stosunków z mężczyznami. Szczególnie widoczne jest to w okresach
stacjonowania we wsi jakichś wojsk, kiedy to następowało tzw. rozprzężenie obyczajów. Trudno mówić jednak o utrzymywaniu się kobiet z uprawiania nierządu.
W grę wchodziły bowiem raczej niewielkie prezenty, czasem drobne sumy. Np.
niejaka Magdalena z Ołpin zgrzeszyła z karczmarzem Gawłem Orłowem, który to
występek cielesny "w polu popełnili po trzy razy, to jest pierwszy raz dał jej syra
kawałek, drugi grosz pieniędzy, trzeci raz ją na służbę namawiał"47. Nie daje się
również stwierdzić inna cecha definiująca prostytucję - brak możliwości wyboru
partnera. Z zeznań nierządnych kobiet, o których wiadomo, że przyjmowały od
kochanków prezenty, wynika, że były raczej stałe w swych nieformalnych związkach lub pozwoliły sobie na jednorazowy eksces. W zeznaniach tych wiejskich
kobiet, które prowadziły bujne życie erotyczne, uderza natomiast brakjakichkolwiek odniesień do kwestii finansowych. Za przykład niech poshlŻy Maruszka ObuKsięga sądowa wsi Markowej 1591-1777, JJ.llIA, f. 85, op. 1, t. I, s. 915 [1773].
?mistwo ląckie, s.1 07-108 [1791]; podobna sytuacja miała miejsce trzydzieści lat wcześniej
we Florynce w kresie muszyńskim, Kres muszyński, t. 2, s.75 [1762].
46 Ulanowski, nr 3963 [1728]; podobnie w kluczu starogrodzkim,
ASO, t. 6, k. 127-127v [1755].
47 Akta sądowe wsi Olpiny fi 567-1 777j: II. Akta dotyczące spraw karnych w gromadzie Ołpiny,
AP w Krakowie, Oep. rkps 197(h) (cyt. dalej: Ołpiny), k. 5 [ok. 1720]; por. Kres muszY/lski,
t. 2, s. 32 [1761].
44

45

�Z zagadnień obyczajowości seksualnej chłopów w Polsce XVI-XVlH wieku

51

chówna z Brunar Niżnich, która przed urzędem kresu muszyńskiego przyznała się,
że wielokrotnie "przestąpiła przykazanie boskie": "l mo. Że najprzód był jej do tego
grzechu pobudką pomieniony Jacko Szlichta, z któlym wiele by razy ten grzech
popełniła tego nie pamięta, ale że on był najnatarczywszym zawsze na nią to zeznała.
2do. Zeznała, jako podczas wesela Ilka Bejdyka, z Janem Polańskim sołtysem pioruńskimjuż żonatym, na tym weselu będącym, pierwszy raz z nim dopuściła się
w stajni stojący. 3tio. Zeznała, jako z tymże drugi raz dopuściła się u Panka
w karczmie na boisku leżący. 4to. Zeznała, jako z Waniem młodzianem synem nieboszczyka Maksyma Szcześnika dopuściła się trzy razy, dwa razy u Maćka Furstaka
w izbie w nocy, trzeci raz na popostwie także w nocy W izbie. Sto. Zeznała, jako
z Tomkiem młodzionem, synem Piotra Marczaka, dopuściła się tego grzechu kilkanaście razy, nie pamięta siła. 6to. Zeznała, jako i zWaniem Gogocem dopuściła się dwa
razy w lecie raz w izbie, drugi raz w stajni," itd.48.Maruszka prowadziła zatem życie
dość rozwiązłe, ale ani sąd, ani świadkowie, ani ona sama nie uczynili żadnej sugestii,
żeby czynić to miała dla jakichkolwiek korzyści materialnych.
Forsowana przez duszpasterzy chrześcijańska moralność seksualna opierać się
miała na instytucji małżeństwa (i do niego zresztą ograniczać). Tradycyjna kultura
chłopska również przywiązywała do niego dużą wagę. Normy, które społeczność
wiejska stosowała wobec osób pozostających w związkach małżeńskich były znacznie surowsze niż wobec panien i kawalerów. W przypadku popełnionego przez nie
cudzołóstwa sądy ławnicze nawet we wsiach o szerokich uprawnieniach samorządu uciekały się czasem do straszenia podsądnych karą śmierci, która grozi za
taki występek49• Wyraźnie wskazuje to, jaki był stopień potępienia wśród społeczności wiejskiej dla takich ekscesów. Pomówienie o cudzołóstwo wywoływało nierzadko gwałtowne kłótnie, a nawet bójki50. W przypadkach skrajnych gromada
odsądzała czasem winnego cudzołóstwa gospodarza od roli51, co zdarzała się tylko
w przypadku najcięższych przestępstw kryminalnych (jornicatio nigdy nie stało
się powodem odebrania gospodarzowi roli, za to przestępstwo wyganiano ze wsi
raczej przedstawicieli niższych warstw).
O ile w kwestii stosunków seksualnych między osobami stanu wolnego wiejska
moralność przywiązywała wagę przede wszystkim do widocznych gołym okiem
efektów, to w przypadku cudzołóstwa na cenzurowanym było już samo "dawanie
podobieństwa". Sformułowanie to oznaczało takie zachowania kobiet i mężczyzn
względem siebie, które były nie akceptowane przez chłopski system etyczny, jako
Kres muszy/iski, t. 1, s. 63-63a [1756].
M. Podgórski, Wola Żarczycka. Streszczona kronika koście/na Ila zakOJ1czenie Trzeciego Stólecia przez ks. Maryana Podgórskiego, JasIo 1878, s. 32 [1635]; por. O/piny, k. 3 [17 J 8].
50 Np. Księga sądowa Wysokiej 1665-1792,
f. 53, op. l, t. 1 (cyt. dalej: 1fYsoka), s. 63 [1708];
Rajbrot, s. 86 [1755]; Akta w sprawach chłopskich hrabstwa tarnowskiego z polowy XV1I1 wieku,
wyd. S. Grodziski, SPPP seria II, dz. 2, t. 7, Wrocław 1970 (cyt. dalej: Hrabstwo tarnowskie), nr 53
[ 1756].
51 Księga wiejska Kąko/ówki [1616-1757J,
AP w Rzeszowie, Akta Gminy Blażowej 107, s. 364
[1719]; por. Ulanowski, nr 5036 [17291.
48

4~

�Tomasz Wiślicz

52

wskazujące na wzajemne zainteresowanie seksualne, niedopuszczalne w przypadku, gdy choć jedna ze stron pozostawała w związku małżeńskim. Katalog takich
podejrzanych zachowań był dość szeroki. Począwszy od dość ewidentnego przychodzenia "z gorzałką nocować pod nieobecność męża"52,przez "wodzenie się po
jarmarkach i odpustach"53, aż po częstowanie wódką w karczmie, wzajemne iskanie54i "zbyteczne konwersacje"55. Tego typu przejawy pozamałżeńskiego zainteresowania osobą przeciwnej płci były zwykle surowo piętnowane, gdyż - jak
domniemywano - stanowić mogły symptomy cudzołóstwa.
Tak szczegółowa profilaktyka w tym względzie wskazywałaby na dość gruntowne przyswojenie przez system etyczny wsi szóstego przykazania, w każdym
razie w stosunku do osób związanych małżeństwem. W życiu codziennym jednak
wiele rozmaitych czynników łagodziło surowość osądu cudzołóstwa. Najważniejsze były względy praktyczne. Wierność małżeńska nie sytuowała się widocznie
w hierarchii moralnej chłopów na tyle wysoko, by poświęcać dla niej inne wartości. Gdy w 1743 roku Jan Solenka z Rajbrotu skarżył się swojemu bratu i siostrom,
że nakrył na gorącym uczynku swą żonę z Antonim Mulką, rodzeństwo poradziło
mu: "daj temu pokój, po to człowiek żywy i przed jego [tj. Mulki] żoną nie wspominaj, bo je[st] w ciąży"56. Pragmatyczne czynniki oceny cudzołóstwa powodowały
również relatywizację występku w zależności od okoliczności zewnętrznych. Szczególnie jest to widoczne w przypadku kulturowego zróżnicowania zakresu swobody
seksualnej pomiędzy płciami. Mężczyźni cieszyli się bowiem szerszym zestawem
społecznie akceptowanych okoliczności łagodzących fakt popełnienia cudzołóstwa.
Najczęściej używane były tu argumenty związane ze statusem obiektu występku,
czyli - innymi słowy - następowało przerzucenie odpowiedzialności za własną
seksualność na kobiety. Nie stanowiło to oczywiście cechy charakterystycznej dla
wczesnonowożytnego chłopskiego systemu etycznego. Zjawisko to jest znacznie
szersze, występuje wszędzie tam, gdzie - wedle terminologii feministycznej mamy do czynienia ze społeczeństwem patriarchalnym. Na wsi małopolskiej tego
typu usprawiedliwieniem było przede wszystkim wskazanie na generalnie niemoralne prowadzenie się kobiety, z którą mężczyzna dopuścił się cudzołóstwa, tak
jakby fakt, że ona"z drugimi się źle zadawała" umniejszał ciężar występku. Taka
argumentacja zresztą rzeczywiście działała, jak wskazuje dekret sądu dworskiego
bratkowskiego łagodnie traktujący cudzołóstwo Mikołaja Dziuby, gdyż "się to stało
nie z panną, ani z mężatką, ale z zawidką [ij. 'panną z dzieckiem']", czyli z kobietą
z założenia 'podupadłą'57.
Ulanowski, nr 4704 [i725].
O/piny, k. 3 [1718].
54 Akta luźne wsi Rajbrot [1620-1886J, AP w Krakowie, Dep. rkps 269 (cyt. dalej: Akta luźne
Rajbrotu), nr 20 [i720].
ssNp. Uianowski, nr4726 [i750], nr 3937 [i720]; O/piny, k. 3 [17i8]; JofYsoka,s. 63 [i708].
56 Akta luźne Rajbrotu, nr 35 [i743].
57 AGAD, Archiwum Roskie, CLXIV/126
[1732]; por. AS D, t. i, s. i98 [1723] i s. 324 [1725].
52

53

�Z zagadnień obyczajowości seksualnej chłopów w Polsce XVI-XVIII wieku

53

Kwestia poziomu dozwolonej swobody seksualnej kobiet zamężnych jest bardziej
złożona. Z jednej strony, spotykały się one ze wzmożoną kontrolą w tym względzie
i nie mogły korzystać z żadnej właściwie taryfy ulgowej, chyba że udało się im udowodnić, że zostały zgwałcone. Z drugiej jednak strony, nie brak przekazów, że jakaś
część chłopskich małżeństw w ogóle dość swobodnie podchodziła do kwestii cudzołóstwa Trudnojest tu mówić o "przeżytkach małżeństw grupowych", jak chciał Bohdan
Baranowski58, ale dość liczne były przypadki par chłopskich wzajemnie pennisywnych w stopniu jaskrawo kłócącym się z dwudziestowiecznym wyobrażeniem tradycyjnej rodziny włościańskiej, pozostającej w kręgu oddziaływania kultury chrześcijańskiej. Na pIzykład Franciszek Solarz z 0lpin nie tylko pozwalał swojej żonie utrzymywać stosunki z parobkami pracującymi w jego gospodarstwie, lecz "śmieje się
jeszcze z tego i potuchy [im] dodaje, którzy na swoich służbach mają co jeść i co pić,
a oni się tern nie konte[ n]tują, tylko się schadzają tam się umywać, tam się przewdziać i tam niespome godziny opuszczają na tych s[w]ywolach, a to mąż wszytko
widzi a tern się nie brzydzi"59.W Kasinie w połowie XVIII wieku Katarzyna Krostkowa, mieszkając przez kilka lat bezpotomnie ze swym mężem Marcinem "ile, że
mąż jej chorowity był", zdecydowała się zajść w ciążę z sąsiadem laskiem Szpyrką,
co się zresztą odbyło za wiedzą i zgodą żony tego ostatniego60• Przypadki tego typu
można mnożyć, ukazują one zresztą sytuacje skrajne i na tyle drastyczne, że spowodowały kontrakcję któregoś z organów sprawiedliwości. Wartość ich polega na tym,
że obrazują, jak szerokie były granice tolerancji społeczności wiejskiej dla cudzołóstwa - spowodowanego czy to zwyczajną rozwiązłością, czy też usprawiedliwionego "wyższą koniecznością" posiadania potomstwa. Względnie wysoka częstotliwość występowania takich sytuacji w środowisku chłopów małopolskich w XVI-XVIII wieku wskazuje nie tylko na poszczególne, spersonalizowane przypadki porażek w zaszczepianiu szóstego przykazania bożego, lecz także znamionuje stopień
jego ogólnego przyswojenia przez kulturę etyczną wsi.
Chłopskie rozumienie związku małżeńskiego różniło się, być może w dość znacznym nawet stopniu, od wzorca proponowanego przez duszpasterstwo. Kwestia
zakresu dopuszczalnej swobody seksualnej małżonków nie była tu nawet najważniejszym problemem. Związek sakramentalny według nauczania katolickiego był
nierozerwalny. Kultura tradycyjna nie była w tym względzie tak dogmatyczna. Co
prawda nie było na wsi polskiej obyczaju zawierania "małżeństw na próbę", tak jak
w katolickiej Irlandii, lecz rozstania niedobranych par małżeńskich były przez opinię chłopską przyjmowane z pewnym zrozumieniem. Niepokoiło to natomiast szlacheckich lub duchownych nadzorców dóbr. W 1620 roku rządca w kluczu łąckim
Jan Gogoliński skierował przed sąd majętności sprawę młynarza Marcina Wróbla
ijego żony Małgorzaty, którzy rozstali się z sobą. Śledztwo wykazało, że "tego
5'
59
60

B. Baranowski, Sprawy obyczajowe ..., s. 91.
O/piny, k. 21 [ok. 1770]; por. też Ulanowski, nr 7139 [1685] i ASD, t. 6, k. 126-126v [1755].
Ulanowski, nr 3714 [1759]; por. też tamże, nr 3929 [1702].

�54

Tomasz Wiślicz

żaden nie wie, dla jakiej przyczyny, jednak ludzie powiedają, że dla wolnej woli
z obu stron", co jak widać było dla chłopów wystarczającym wytłumaczeniem61.
Wyroki w takich sprawach zawsze były jednakowe - nakaz mieszkania z sobą
pod karą grzywien i plag. Zwiększający się nacisk zewnętrznej kontroli prawnej
nad życiem chłopów powodował, że starali się oni czasem legalizować swoje rozwody, próbując uzyskać kościelne unieważnienie małżeństwa62. Najprostszym
i przypuszczalnie najczęstszym sposobem rozwiązania tej kwestii była jednak ucieczka ze wsi i rozpoczęcie życia na nowo w innej okolicy63.
Przed władzami kościelnymi i świeckimi stawała konieczność restrykcyjnej obrony
małżeństwa w jego potrydenckim kształcie. Ciekawym symptomem tej kampanii
były bardzo poważne procesy sądowe przeciwko towarzyskiej rozrywce słownej
uprawianej w karczmach przy trunku polegającej na żartobliwym "frymarczeniu"
żonami. W Krowodrzy w 1699 roku Marcin Multanik i Jan Koczczek, którzy "przy
posiedzeniu i wesołości" kupczyli swymi żonami "lubo to żartem, którego kupna
kościół święty katolicki i wierni w kościele Bożym gromadzeni nienawidzą, jako
obrządkom kościelnym przeciwne", skazani zostali na grzywny i po trzy dni więzienia64.Bardziej fantazyjną karę wymierzył za to samo przewinienie sąd czukiewski Jakimowi i Hryniowi Pasternaczkowi, którzy przez cztery niedzielne msze mieli
na zmianę siedzieć w kunie lub leżeć pod progiem cerkwi, tak "że będą ludzie przez
nich do cerkwie i z cerkwie chodzić"65.
Na tym tle wydaje się zastanawiające, dlaczego w ustawach wiejskich poświęcano kwestii przeciwdziałania cudzołóstwu tak mało miejsca w stosunku do zwalczania nierządu między osobami wolnymi. Właściwie jedynie w ustawie dla podpoznańskich wsi Zegrze i Rataje z 1733 roku kwestia ta jest omówiona szczegółowiej, a nie ogranicza się wyłącznie do ogólnego nakazu karania cudzołóstwa66.
Być może w większym stopniu, niż przy Jornicatio, spuszczano się na rolę Kościoła w walce z tym grzechem. W przeciwieństwie do nieślubnych ciąż, dostrzegalnych gołym okiem, adulteria wychodziły zapewne najaw głównie podczas
spowiedzi. Być może karanie nierządu osób wolnych było dla chłopów czymś mniej
oczywistym niż walka z cudzołóstwem i nie mieściło się w zwyczajowym kodeksie
kamym wsi. Dlatego też należało umieścić je w prawie pisanym.
61 Klucz /ącki, nr 444 [1620]; zob. też: Ulanowski, nr 3944 [1721] i nr 4723 [1750]; Kluczjazowski, nr 356 [1778].
62 Np. Acta iudicii scabinalis et advocatialis Novae Regiae Villae (1689-/790), AP w Krakowie, Gm.
P.IV-4, szósta składka, s. 28-29 [1736]; ASD, t. 6, k. 104 [1755]; Hrabstwo tarnowskie, nr 52 [1756].
6] Zob. np. Acta criminalia
Biecza 1547-1748, AP w Krakowie, Dep. rkps 6, s. 259 [1663];
A. Komoniecki, Chronografia albo Dziejopis Żywiecki, wyd. S. Grodziski, I. Dwornicka, Żywiec
1987 (cyt. dalej: Komoniecki), s. 370 [1712]; por. O/piny, k. 3.
64 Księga sądowa Krowodrzy
1677-1717, AP w Krakowie, Gm. P. VI-3, s. 54 [1699].
65 Czukiew, s. 107-108 [1624].
66 Ordynacja we wsiach miasta Poznania Zegrza i Ratajach z 1733 r., w: Polskie ustawy wiejskie
XV-XVIll w., wyd. S. Kutrzeba, A. Mańkowski, Archiwum Komisji Prawniczej, t. l J, Kraków 1938,
nr 27, s. 269.

�Z zagadnień obyczajowości seksualnej chłopów w Polsce XVI-XVIII wieku

55

Proces moralizowania etyki seksualnej wsi trwał co najmniej od początku XVII
wieku. Zasadniczą rolę odgrywało w nim nauczanie religijne, nauka o grzechu, zbawieniu i karze. Edukacja zaczęła przynosić owoce stopniowo kształtując chłopską
świadomość na wzór postulowanego wzorca. Wydany w 1754 roku zbiorek pt. Krakowiak w swojej postaci, czyli śpiewki wiejskie krakowskie zanotował taką przyśpiewkę:
Oj, parobecku gładki,
nie chodź do mężatki,
będzies gozał w piekle
po same łopatki67

Jest to zapewne odbicie nauki o szczególnych karach pośmiertnych za cudzołóstwo, przewrotnie użyte jako zachęta do zainteresowania się pannami.
Również indywidualne świadectwa wskazują, że kultura chłopska zaczęła przyjmować generalne rysy proponowanego systemu etyki seksualnej. Na przykład
w 1760 roku karczmarka z Krowodrzy Małgorzata Sporkowa oskarżona o cudzołóstwo z Janem Magosinskim, skrzypkiem z tejże karczmy, przyznała się, że upijała
go i wtedy do grzechu przymawiała. Przed sądem wyznała, iż wie, że źle czyniła,
a to wszystko z pijaństwa68•
Wpływ nauczania kościelnego na tematy obyczajowe zaznaczył się także
w wizjach samozwańczych proroków. W 1718 roku na Żywiecczyźnie dziewce od
krów, niejakiej starej Klarze Szafrance, ukazał się najpierw tajemniczy wędrowiec,
a następnie mówiący wilk, który wezwał do poprawy obyczajów, co oczywiście
Szafranka zaczęła głosić swym wsp&amp;czesnym, bolejąc nad ich moralnym upadkiem69.
Podobny proces stopniowej, lecz przyspieszonej moralizacji miał miejsce w przypadku tego, co później nazwano zboczeniami popędu płciowego. W omawianym
okresie były one wciąż jeszcze wraz z innymi grzechami ciała wrzucane do jednego worka pod nazwą nieczystość. Jak tłumaczył to ksiądz Benedykt Chmielowski
w swym konspekcie niedzielnej nauki katechizmu dla prostych parafian: "Cóż to
jest nieczystość. Jest to skłonność człeka do cielesnych grzechów. A tych grzechów jest wiele: l cudzołóstwo [tj. adulterium], 2. grzech z wolną osobą [tj.fornicatio], kazirodztwo, świętokradztwo [chodzi o stosunek seksualny z osobą duchowną], bestialski grzech, sodomski grzech [tj. "męszczyzna z męszczyzną, albo
białogłowa z białogłową" - jak dalej tłumaczy], grzech z samym sobą [ten ostatni
w rękopisie jest przekreślony], innych nie powiadam, bo wstyd wymówić i boję się
zgorszyć"?u. Niemniej jednak kultura prawna i zdrowy rozsądek ksztahowały zręby normy seksualnej poprzez szczególnie surowe karanie występków cielesnych
"przeciw naturze". Na przykład, w przypadku zoofilii, prawo magdeburskie, stoso67
6'
60

Znany tylko z odpisu, zob. C. Hernas, W kalinowym ... , t. 2, s. 79.
Ulanowski, nr 4393 [1760]; por. też nr 4155 [1726] i AS D, t. 1, s. 56 [1721].
Komoniecki, s. 508 [1718].

�56

Tomasz Wiślicz

wane w polskich miastach, przewidywało spalenie przestępcy na stosie razem
z obiektem przestępstwa, czyli zwierzęciem.
Jednak w środowisku wiejskim sodomia nie spotykała się początkowo z tak
gwałtowną reakcją. Co prawda najstarszy znany proces o stosunek ze zwierzęciem przed sądem wiejskim miał miejsce w Popowie koło Krzepic w roku 1613,
lecz z wielu powodów jest to przypadek szczególny. Oskarżenie Jana Misiaczka
o nierząd z jałowicą rozpłynęło się bowiem w znacznie uważniej traktowanych
kwestiach pogróżek pod adresem księdza proboszcza krzepickiego, stało się chyba
zatem tylko pretekstem rozprawy. Werdykt sądu - wypędzenie Misiaczka ze wsi
- było kompromisem pomiędzy księdzem a gromadą, która udzieliła Misiaczkowi
swego poręczenia71•
Kolejnym przypadkiem sądzenia sodomii na wsi była chyba dopiero enigmatyczna sprawa z roku 1677, kiedy sąd kasiński skazał Grzegorza Kozuba, oskarżonego od
gromady "o pewną robotkę smieszną a smierdzącą" na dwa złote grzywny i 30
plag72• W latach trzydziestych XVIII wieku zaczęły się pojawiać liczne przypadki
sądzenia chłopów, oskarżonych o sodomię, przez miejskie sądy kryminalne, a czasem także przez ławy wiejskie73. Wyroki w takich sprawach były bardzo suroweprzeważnie rzeczywiście orzekano kary przewidziane za ten czyn przez prawo magdeburskie. Jednak nierzadko właściciel wsi w drodze łaski nakłaniał sąd do złagodzenia wyroku - zamiany na dotkliwe kary fizyczne, liczone w setkach batów.
Samo pojawienie się tak licznych sprawo sodomię wskazuje, że w świadomości chlopów musiał dokonać się wówczas jakiś przełom i zoofilia została uznana za
postępek godny żarliwego potępienia, wart ścigania, doniesienia do dworu, i świadczenia w sądzie. Zeznania świadków w takich sprawach (na ogół sąsiadów lub
domowników oskarżonego) pełne są oburzenia dla tak strasznego występku. Natomiast podsądni ujawniają swą szokującą indyferencję w tym względzie. Jan
W cieslo spod Miechowa "będąc pytany od mistrza [tj. kata], dlaczegoś to z kobyłą
uczynieł, odpowiedział, że miał wolę zgwałcić Stróżową, która mu odpowiedziała:
masz żonę, idź do diabła, daj mi pokój, wyszedszy z domu jego Stróżowa, kobyłę
w swojej zapalonej lubieżności wprowadziwszy do izby, popełnieł z nią bestialita70 Powinności
chrześciGliskie albo summa, lub sama treść /lauki chrze.\'cijańskiej albo krótki katechizm dla prostych ludzi, BJ rkps 7079, k. 19, 24v.
71 Liber actuum villae nostrae hereditariae
Papaw, w: Kopiarz Krzepk'ki (w. XVII), Archiwum
Archidiecezjalne w Częstochowie, bez sygn., s. 26-29 [1613].
72 Ulanowski,
nr 3410 [1677].
73 Liber malejicorum Miechowa 157/-1747,
Bl, rkps 86 (cyt. dalej. Miechów), k. 93-95 [1735];
AP w Krakowie, Dep. rkps 327, plik VIII, k. 18-20 [1735]; Akta do dziejów Nowej Gó,y, Bl, rkps
122, k. 12-15 [1750] i k. 16-17 [1756]; Księga gruntowa Wysokiej 1632-179/, f. 166, op. I,
t. 1373, k. 49-49v [1756]; Acta nigra malejicorum Wisniciae abanno Domini 1665 [do 1785J, AP
w Krakowie, IT 2059 (cyt. dalej: Wi.\'nicz), s. 199-213 [1784]. A. Komoniecki pisząc o spaleniu za
sodomię z klaczą Stanisława Urbasa z Pietrzykowic dodaje"O którym występku jeszcze w Żywcu
nie słychano", Komoniecki, s. 448 [1714]; por. Akta spraw złoczyóców miasta Żywca) 589-1782,
[w:] Materiały do dziejów zbójnictwa góralskiego z lat 1589-1792, wyd. S. Szczotka, Lublin-Łódź
1952, nr 161.

�Z zagadnień obyczajowości seksualnej chłopów w Polsce XVI-XVlIl

wieku

57

tem"74. Można oczywiście podejrzewać, że Jan Wciesło mógł być - używając
ahistorycznego określenia - zboczeńcem, że należał do obecnego w każdej epoce
wąskiego marginesu ludzi po prostu chorych, których w połowie XVIII wieku zaczęto w Polsce z jakichś powodów karać za odmienność. Istnieje jednak inne
wytłumaczenie, chyba bliższe prawdy. Jan Wciesło mógł paść ofiarą przemian
społecznych zwanych procesem cywilizowania, które na najbardziej elementarnym poziomie polegały na zmuszeniu człowieka do kontroli swego ciała i zachowań biologicznych. Proces ten przebiegał pod naciskiem elit społecznych i z wykorzystaniem rozmaitych struktur władzy. W Polsce, wobec słabości instytucji państwowych, zasadniczym nośnikiem idei cywilizowania ludu był Kościół. Około
połowy XVIII wieku udało się zapewne duszpasterzom przekonać większość chłopów, że sodomia to straszny i "obmierzły Bogu" uczynek. W ciesło należał jednak
do tych nieprzekonanych, tkwiących wciąż w starej, "rozpasanej" kulturze, w której zoofilia była być może obiektem żartów, ośmieszenia i wstydu, ale na pewno nie
histerycznego potępienia, powodem kary stosu i ogni piekielnych po śmierci.
Zderzenie tradycyjnego, rubasznego stosunku do sodomii z nowożytnym podejściem serio ukazuje historia z Wierzchornki w kresie muszyńskim z roku 1762.
Sołtys Seman Barna orał pewnego dnia u Stanisława Lompar1a. Przyszedł do niego Jerzy Tymuryk, pozdrowił go i spytał ,jeżeli ma [na własność] klacz tę [którą
orał] i jeżeli by ją do bronienia nie najął. Wymówił się, że ma klacz tę, ale ją nie
najmie, bo on klacz ma za żonę". Ta żartobliwa riposta stała się przyczyną zainteresowania sądu kreski ego, śledztwa i przesłuchań w sprawie domniemanej sodomii Semana Barny75.
Dużo mniej wiadomo na temat stosunku chłopów do homoseksualizmu. Bardzo
nieliczne przekazy na ten temat uniemożliwiają uogólnienia. Przypatrzmy sięjednak dwóm lepiej udokumentowanym przypadkom.
Andrzej Komoniecki pod rokiem 1715 zanotował kryminalną aferę, która rozegrała się w Oszczadnicy w Beskidzie Żywieckim. Wójt tej wsi Michał Kucharczyk
"komornicę swojęjeszcze brzemienną okrutnie zabił z tej okazy jej, że on był styran[!] albo mieszaniec, to jest męskie i białogłowskie miał przyrodzenie w sobie,
więcej na białogłowskie ściągając. A ten, choć żonę miał, z nią nie przestawał,
tylko sobie pachołka chował, z którym osobno legał i w nim się kochał, a ten pachołek nad woląjego ożenił się i została z nim praegna[n]s. On zawiszcząc jej tego,
wywiódł żonę jego ku owcom i tam okrutnie z owczarzem zabił"76.Pomimo całej
drastyczności tego przypadku należy zauważyć, że ów Michał Kucharczyk, dopóki
nie dopuścił się morderstwa, jakoś układał sobie życie: znalazł kochanka, zapewnił
sobie neutralność otoczenia, a nawet pełnił funkcję wójta! Beskidcy chłopi musieli
wykazywać dużą tolerancję dla odmienności seksualnej, trudno bowiem uwierzyć,
Miechów, k. 94 [1735].
Kres muszy/iski, t. 2, s. 64-65 [1762].
76 Komoniecki,
s. 457 [1715].

74
75

�Tomasz Wiślicz

58

by udawało się Kucharczykowi tak skutecznie ukrywać swe preferencje przed
sąsiadami, żyjąc w małej, zamkniętej społeczności.
Drugi przypadekjest ponad sto lat wcześniejszy. W 1608 roku niejaka Lewkowa z Tyszowców na Zamojszczyźnie trzy razy myła zielem parobka Stanisława
Skrzypczyka "a to dla tego, aby go przerzeczony pan [Mikołaj] Turkowiecki, pan
jego, miłował, który to przerzeczony wyrostek Stanisław Skrzypczyk dał tej babie
za to groszy trzy". Tenże imć pan Turkowiecki przekonany był, że "przez tej baby
czaly z żoną swą mieszkać nie może i z matką swej żony". Złapał zatem Lewkową, zawiózł do swego dworu i "tamże przez sposoby pewne postraszywszy ją
(gdyż zrazu nic nie chciała dobrowolnie wyznać)" wymógł na niej obietnicę, że
naprawi, co uczyniła, a on będzie ze swą żoną mieszkać w zgodzie zamiast uganiać
się za Skrzypczykiem 77. Związek ten był - jak widać - trudny, ale przez obie
strony w jakiś sposób doceniany i podtrzymywany. Charakterystyczne jest, że jedyną osobą, którą z tej okazji zainteresował się wymiar sprawiedliwości była owa
Lewkowa, którą obwiniono o czarowanie.
W przypadku homoseksualizmu nie daje się na wsi zauważyć jakiegoś wyraźnego okresu wzrostu prześladowań. Było to spowodowane albo rzeczywistym niewystępowaniemjego wśród chłopów (w co jednak trudno uwierzyć), albo ignorowaniem tego występku przez społeczność wiejską. Ignorancji tej nie da się wytłumaczyć inaczej, niż rozłożeniem akcentów w nauczaniu moralnym, płynącym
z ambony. Podnoszenie poziomu etycznego chłopskich parafian miało swoje priorytety - skupiać się musiało przede wszystkim na grzechach najpowszechniejszych. Dlatego największy nacisk kładziono na kwestię cudzołóstwa, dalej nierządu (choć w tym wypadku duszpasterstwo napotykało bardzo silny opór tradycyjnych struktur doboru seksualnego, nic w zamian nie proponując). W dalszej kolejności
uświadomiono wiernym ciężar "grzechu bestialskiego", charakterystycznego dla
środowisk pasterskich i rolniczych, prawdopodobnie dość rozpowszechnionego78.
Homoseksualizm, który dotyczy nie więcej niż 4% populacji79, spaść musiał zatem
na dalszą pozycję w hierarchii celów duszpasterskich. Walka z grzechem Onana
przed końcem XVIII wieku na wsi polskiej nawet się chyba nie rozpoczęła80.
AP Lublin, Księgi Grodzkie Grabowieckie Relacje, 77, s. 415-416 [[608].
Zob. np. J. Liliequist, Peasants against Nature: Crossing the Boundaries between Man and Animal in l 7th- and 18th-Century Sweden, "Joumal of the History of Sexuality", vol. I, no 3, 1991,
p. 393-423, por. też: A. Soman, Pathologie historique: Ie temoignage des proces de bestia lite aux
XVr-XVlIf' sieeles, w: Actes du I07' Congres national des Societes savantes, Paris 1984, t. I, s. 159.
79 K. Imieliński,
Seksiatria, Warszawa 1990, t. 2, s. 255.
80 Jak uważa Z. Kuchowicz,
wśród ludzi prostych panowały jeszcze średniowieczne zasady
w tym względzie. Nacisk religii przynosił efekty ograniczone i powolne, zob. Z. Kuchowicz, Człowiek. .., s. 328. Nawet we Francji, gdzie do walki z masturbacjązabrala się policja obyczajowa, obyczaje wiejskie pod tym względem były bardzo liberalne. Aresztowani za ten występek w Paryżu
w latach trzydziestych XVIII w. chłopcy z prowincji w ogóle nie wiedzieli, o co chodzi stróżom
porządku, zob. M. Rey, Du pecM au desordre: police et sodomie a Paris au XVIII' sieele, "Revue
d'histoire modeme et contemporaine", t. 29, 1982, nr I, s. 119.
77

78

�Z zagadnień obyczajowości seksualnej chłopów w Polsce XV1-XVllI wieku

59

Na koniec należy dodać parę słów o tym, jak wyglądało życie seksualne
(w ścisłym sensie) w środowisku chłopów polskich w XVI-XVIII wieku. Ustalenia
tego typu są bardzo skomplikowane i niepewne nawet dla kręgów aktywnie posługujących się pismem - jak pokazują opracowania Z. Kuchowicza, koncentrujące się
na warstwie szlacheckiej, a przede wszystkim magnaterii. Historyk ten starał sięjednak objąć swoimi badaniami także warstwy niższe i, pomimo problemów metodologicznych, doszedł do wielu wartościowych wniosków. Zasadniczo potwierdził on
panującą opinię, że chłopi uprawiali seks byle jak, byle gdzie i z byle kim (czyli zwykle
z własną żoną)Xl.Osąd taki jest do pewnego stopnia uzasadniony, jeżeli jako skalę
porównawczą przyjmie się ówczesny literacki (przede wszystkim zachodnioeuropejski) wzorzec erotyki kształtowany zwykle w środowisku dworskim. Wiejska piękność była "byle kim" w porównaniu z zalotną dwórką, zaś komora w kurnej chacie
nie mogła równać się z wyłożonym tureckimi dywanami alkierzem. Tak sięjednak
składa, że erotyka w jej kontekście kulturowym zawsze łączy się z szeroko pojętą
estetyką. Regina Kucianka z Żukowic mogłaby wydawać się nam zupełnie nieatrak cyjna, ale dla kowala Jana Potępy i całego sądu hrabstwa tarnowskiego była "urodziwa, manierna w dyskursie, młoda, biesiadliwa, to jest rada tańcująca. Z tych tedy
kwalitec prędko ku sobie serca męskie zachęca"82. Jak widać z tego opisu, kategorie atrakcyjności seksualnej na wsi małopolskiej w XVIII wieku nie różniły się wcale
od tych stosowanych wówczas na królewskim dworze, ani też od obecnych. Odmienne było jedynie wartościowanie cech w ich obrębie.
Liczne przekazy świadczą o niezwykłej brutalności zachowań seksualnych
w środowisku chłopskim, zauważanej nawet przez przedstawicieli ówczesnej szlachty, której nie można było wszak przypisać przyrodzonej łagodności. Wacław Potocki pisał, że "chłopi kijem żony, przy miłości, łupią"83.Młynarz Wojciech Sroka ze
wsi Lęka pod Nowym Sączem tłumaczył się, że zabił żonę zupełnie przypadkiem,
a to "takim sposobem, [że] leżąc ze nmą na łóżku, nie chciała mi być powolną do
małżeńskiej powinności, ja się rozgniewał, uderzyłem ją w piersi pięścią i zaraz
zemdlała, ja tego nie postrzegł, zarazem się układł, dawszy zamysłowi pokój, usnąłem był potym"84. Zaloty Tomasza Smiałkowicza, krakowskiego rzeźnika, skończyły sięjedynie ciężkimi urazami wiejskiej dziewczyny: "igrałem z nią tak, żem ją
tylko wyszczypał, nachynęła[!] się była wprawdzie, bomją był rzucił na łóżko
i dlatego baby jąpotym smarowały, dałem na smarowidła złotych pięć"85. Stacjonujący pod Krakowem w 1742 roku żołnierz miał sięjakoby pytać swojej kochanki:
,,kochasz mnie Zosiu, ona miała powiedzieć kocham, miał jej kilka razy dać w gębę
mówiąc: za co mnie ty kochasz, albo ja twój mąż?"86.
"Z. Kuchowicz, Człowiek. .., s. 280-281; idem, Miłość ... , s. 439.
H2 Hrabstwo tarnowskie,
nr 52 [1756].
Hl W. Potocki, Ogród. .., t. 1, s. 141.
R4 Acta consularia Nowego Sącza 1652-1684,
AP w Krakowie, AD 116, s. 70 [1657].
M5 Prot/lOc%n
causarum criminalium 1679-1690, AP w Krakowie, Akta Miasta Krakowa 867,
s. 311 [1689].
K6 Księga inkwizycji m. K/eparza 1730-1762,
AP w Krakowie, KL 68, s. 172 [1742].

�Tomasz Wiślicz

60

Agresywność, grubiaństwo i rubaszność wiejskich zalotów przybierały, co prawda, czasem fonny patologiczne, takie jak powyżej, jednak -jak słusznie zauważył
Z. Kuchowicz - na ogół ściśle trzymały się pewnych zasad kulturowych. Co
prawda nonny te były szokujące zarówno dla ówczesnych elit, jak i dla współczesnego obserwatora, wynikały bowiem z innej koncepcji życia płciowego - pozbawionej hipokryzji, zbędnego wstydu i wartościowania czynności biologicznych
w kategoriach moralnych87•
Repertuar społecznie aprobowanych sposobów zalotów obejmował poklepywanie, podszczypywanie, gwałtowne uściski, pociąganie obiektu uczuć na posłanie, przewracanie się na sianie itp. 88. Katarzyna Zagasiowna z Filipowic któregoś
wieczora wracała z Pawłem Kłeczkiem z karczmy i zgrzeszyli z sobą na polu.
Wedle jej słów: ,,na ten uczynek między niemi żadnej zmowy nie było, tylko że mnie
wywrócił i po tym uczynku rozeszli się każde do swojej chałupy"89. Dużą rolę
odgrywały także śmiałe deklaracje słowne. Do Małgorzaty Wiszki przyszedł
w mięsopusty szynkarz z Jasionki Kazimierz Lech: "pytałam się go, po co przyszedł, on odpowiedział: przyszedłem się was zapytać, czyście wy mnie oddali dług
czy nie. Jam mu odpowiedziała: wszakżem ci już dług zapłaciła. On siadł na ławie,
i zaczął mie namawiać, abym mu się wżyć pozwoliła. Z początku pozbywałam
[się] go, a potym zezwoliłam"90. Sebastian Miaszczyk zalecał się do swojej szwagierki mówiąc: "mam dawno apetit na cię, nie ujdziesz mi tego, musisz mi bydź
powolną", w końcu zaraz po św. Stanisławie, "idąc spać do stodoły, po szarpnąłem
jąza brzuch; ona mi rzekła, że przyjdęja tu zaraz do ciebie". Rzeczywiście przyszła, choć, jak twierdziła, tylko po to, by "z nim pożartować", jednak "zgrzeszyliśmy z sobą"91.
Podkreślić należy, że inicjatywa w bezpośrednich i rubasznych zalotach wiejskich nie należała wyłącznie do mężczyzn. Kobiety były na tym polu równie aktywne, co z punktu widzenia ówczesnych elit społecznych było w dwójnasób uderzające92.Za przykład niech posłuży opis umizgów Marcinowej Żołnowej pod adresem Jana Klimka z Lipnicy Górnej: nie miał on "żadnego pokoju przed nią;
w karczmie choć jej uchodził, to wszytko za niem chodziła i podsiadała go, bo
wyszedszy z tańca to mu śpiewała różne a niepotrzebne pieśni do zgorszenia drugiem". W końcu wracając zjarmarku, Żołnina zaciągnęła Klimka w krzaki i "czego sama pragnęła, tom zrobił"93.

Z. Kuchowicz, Miłość ..., s. 352-357.
Zob. np. Księga inkwizycji m. Kleparza 1730-1762, AP w Krakowie, KL 68, s. 155-158 [1740];
Księga miasta Nowej GÓ1Y[1678-1692J, AP w Krakowie, IT 229b, s. 34 [1680).
89 Księga miasta Nowej Góry [1742-1798J,
AP w Krakowie, IT 229h, s. 16 [1751].
90 Państwo łąckie, s. 139-140 [1793]; por. Kres muszyński, t. 2, s. 207 [1765].
9. Wiśnicz, s. 44--45 [1692].
92 Z. Kuchowicz, Miło.~ć... , s. 360-363.
93 Lipnica Górna, s. 65-66 [1751]; por. Państwo łąckie, s. 142 [1793].
87

NR

�Z zagadnicń obyczajowości seksualnej chłopów w Polsce XV1-XVlll wieku

61

Najmniej informacji można zebrać na temat samego przebiegu aktu seksualnego. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można domniemywać, że większość stosunków odbywano w tzw. pozycji misjonarskiej, tj. na leżąco, twarzami do siebie,
przy czym kobieta leżała na plecach. Nie tylko jest to najpopularniej sza pozycja
seksualna w kulturze europejskiej w ogóle, lecz także wielokrotnie potwierdzona
w wykorzystanych źródłach, np. w zeznaniach świadków cudzołóstw94.Nie znaczy
to wszakże, że była j edyną znaną ijedyną uważaną za "naturalną", jak nakazywały
XIX-wieczne zasady pruderii, pokutujące gdzieniegdzie po dziś dzień, a powszechnie przenoszone na "dawne, dobre czasy" szlacheckiej Rzeczpospolitej. Z. Kuchowicz udowodnił, że szeroki wachlarz pozycji seksualnych stosowała magnateria, bywała w świecie szlachta, elity intelektualne, a także klienci i pracownice domów
publicznych95.Należy dodać, żejuż wyrywkowa kwerenda w materiale źródłowym
dotyczącym wsi wykazała stosowanie w środowisku chłopskim pozycji stojącycłf6.
Można sądzić, że dalsze badania potwierdzą znajomość innych pozycji, zwłaszczajak domniemywał Kuchowicz - tych, opartych na naśladowaniu zachowań seksualnych zwierząt. Nie sądzęjednak, żeby udało się skonstruować jakiś katalog wiejskiej ars amandi. Nasi bohaterowie mówili bowiem prozą, nie wiedząc o tym; nie
zawracali sobie głowy szufladkowaniem, nazywaniem i opisywaniem ułożeń ciała
podczas tak naturalnego aktu. Pozycję klasyczną preferowali natomiast ze względów kulturowych, nie zaś dlatego, że inne uważali za "grzeszne".
Uważa się na ogół, że stosunki seksualne w środowiskach plebejskich były agresywne, brutalne i grubiańskie97.Rzeczywistość była j ednak bardziej złożona. Obok
form żywiołowych, egoistycznych, daje się zauważyć co najmniej równie często
delikatność i czułość wobec partnera. Jako typowy element stosunku seksualnego
wymienia się pocałunki, głaskanie i różne inne pieszczoty98. Daje się także zauważyć zainteresowanie nagością, cielesną atrakcyjnością partnera nie tylko w wymiarze praktycznym dla współżycia płcioweg099. Można również domniemywać,
że ważną rolę pełnił kontakt werbalny między kochankami. Sprawności chłopów
w posługiwaniu się metaforyką seksualną dowodzą zachowane erotyki ludowe.
O swobodzie wypowiedzi na takie tematy i, szerzej, o istnieniu właściwego dla nich
języka świadczą zeznania dziewczyny z Żukowic pod Tarnowem, która starając się
udowodnić niejakiemu Sobczykowi ojcostwo swego dziecka, poproszona przez sąd,
by opisała ,jaki instrument do takiego uczynku ma Sobczyk? Ta zeznała, że mały,
cienkijak palec serdeczny u szczupłej ręki, żółty, w czepcu nie łysy, włosy gniade" 100.
Por. Z. Kuchowicz, Człowiek ... , s. 294.
Tamże, s. 294-295.
96 Kres muszyński, t. l, s. 63 [1756]; WL~nicz,s. 207 [1784].
97 Por. Z. Kuchowicz,
Człowiek ... , s. 293.
9K AS D, t. l, s. 425 [1732], s. 510 [1733]; Księga inkwizycji m. Kleparza 1762-1794,
AP w Krakowie, KL 69, s. 192 [1765].
99 Zob. ASD, t. 7, k. 370 [1757].
IOU Hrabstwo tarnowskie,
nr 59 [1756].
94
95

�62

Tomasz Wiślicz

Spośród innych technik seksualnych znany i często stosowany był coitus interruptus, zapewne przede wszystkim jako swego rodzaju środek antykoncepcyjnylOl.Nie brak też dowodów na popularność praktyk oralno-genitalnych; mówi
się o nich często w literaturze ludowej, rzadziej w zeznaniach sądowychiOl.Wzmianki na ten temat mają zwykle ton rubaszno-pobłażliwy, co kontrastuje z późniejszym
przypisaniem "miłości francuskiej" charakteru jakiejś szczególnie wyuzdanej perwersji. Jeśli chodzi o seks analny infonnacje są niezwykle skąpe. Charakterystyczne
jest pomawianie o tę praktykę pewnych grup w celu ich zdyskredytowania, np. Żydów lub kleru ruskiego. Dowodzi to oczywiście negatywnego jej wartościowania.
Z drugiej jednak strony - jak słusznie zauważył Z. Kuchowicz - świadczy to
równocześnie o orientacji w tej tematyce i ogólnie - o znajomości tej praktyki 103.
Jeśli zatem można pokusić się o scharakteryzowanie obyczajowości seksualnej
chłopów w Polsce XVI-XVIII wieku, to należy podkreślić, że był to okres daleko
idących przemian, które można nazwać procesem moralizowania etyki seksualnej
wsi. Zasadniczą rolę odgrywało w nim nauczanie religijne, nauka o grzechu, zbawieniu i karze. Edukacja ta stopniowo kształtowała chłopską świadomość, a w źródłach
z drugiej połowy XVIII wieku widać już, że doszło do głębokich przemian obyczajowości seksualnej na wsi. Jednym z symptomów tej ewolucji był spadek przyzwolenia dla przedślubnej aktywności seksualnej, przy czym zwracano uwagę przede
wszystkim na łączące się z nią "publiczne zgorszenie" - nieślubne potomstwo,
plotki o swobodnym prowadzeniu się itp.
W przypadku nonn etycznych dotyczących związków małżeńskich tradycyjny
system wartości nie odbiegał aż tak wyraźnie od wzorca proponowanego przez
duszpasterstwo. Aprobowane w chłopskiej moralności rozejście się niedobranego
małżeństwa, aczkolwiek surowo zwalczane przez władzę świecką i duchowną,
stanowiło raczej zjawisko marginalne. Zakres dopuszczalnej swobody seksualnej
małżonków zapewne uległ ograniczeniu, lecz zmiana ta potwierdzała tylko nakazy
tradycyjnego, deklarowanego systemu etycznego. Dokonała się ona raczej poprzez eliminację "pragmatycznych" usprawiedliwień cudzołóstwa, takich jak niepłodność jednego z małżonków.
Moralizacja etyki seksualnej zaznaczyła się również w zmianie stosunku chłopów do tzw. zboczeń popędu płciowego, przy czym największe zmiany dotyczą
zoofilii. "Grzech" ten, dość swobodnie traktowany w dawnych środowiskach pasterskich i rolniczych, został uznany w pierwszej połowie XVIII wieku za postępek
godny żarliwego potępienia i surowego karania. Inne zachowania dewiacyjne zapewne nie napotkały jeszcze na wsi polskiej większego zainteresowania. Brak, na
przykład, śladów walki z onanizmem, która w drugiej połowie osiemnastego wieku

101 Kresmuszyński,
t. 1, s. 159 [1758]; Wiśnicz, s. 91 [1722]; ASD, t. 7,k. 369v [1757]; zob. też
k. 106 [1755], gdzie być może chodzi o tzw. stosunek udowy.
102 Por. C. Hernas,
W kalinowym ... , t. 2, s. 50; ASD, t. 7, k. 345 [1757].
103 Z. Kuchowicz,
Człowiek. .., s. 322-323.

�Z zagadnień obyczajowości seksualnej chłopów w Polsce XVI-XVIll wieku

zajmowała społeczeństwa zachodnioeuropejskie.
ły jeszcze metod zalotów i technik współżycia,
cech archaicznych, takich jak przyzwolenie na
rubaszność i względną brutalność w kontaktach

63

Podobnie, przemiany nie ogarnęktóre wykazywały wciąż wiele
inicjatywę kobiet, żywiołowość,
cielesnych.

Tomasz Wiślicz

ON SEXUAL CUSTOMS OF PEASANTS IN 16T11-18TH CENTURY POLAND.
CONSENT AND PUNISHMENT
(SummaI)')
The article addresses some problems ofrural sexual customs in the early modem times.
It is based on village court books and other legal and literary sources. From the end ofthe
16'h century, a particular moral code was gradually being applied to the sexual life of peasants as a result ofthe pastoral work initiated after the Council ofTrent in 1545. The role
ofthe traditional system ofvalues was restricted. Basically, the autonomous peasant sexual ethics was much less strict than the model advocated by the clergy. For example, sexual
activity by unmarried men and women was tacitly approved on condition that some standards were observed. The peasant culture also permitted divorce of couples and justified
some cases of adultery, giving spouses some sexual freedom. However, in the second half
of the 18th century the standards of sexual ethics of the Polish peasants were made much
stricter - pre-marital sex was not approved, stricter control over married couples was exercised, some deviant behaviours were not tolerated. Civilisational changes were not far-reaching, however. There was no position on masturbation. Methods of courtship and techniques of sexual intercourse continued to exhibit many archaic features.

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11411" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11389">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0298c924f014f7d480f08044afb5f5be.pdf</src>
        <authentication>62e5290778717249dd1acef78b7995d2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135892">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5432</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135893">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135894">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135895">
                <text>malarstwo nieprofesjonalne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="135896">
                <text>Nikifor Krynicki (1895-1968)</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="135897">
                <text>twórcy nieprofesjonalni</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="135898">
                <text>Drowniak, Epifaniusz (Nikifor)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135899">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5050</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135900">
                <text>Epifaniusz Drowniak / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135901">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4 ; s.226-236</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135902">
                <text>Wisłocki, Seweryn</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135903">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135904">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135905">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135906">
                <text>SEWERYN

SĄD UZNAJE,
ŻE NIKIFOR -TO EPIFANIUSZ DROWNIAK

W dniu 26 marca 2003 r. "Sąd Rejonowy w Muszynie Wydział I Cywilny w następującym składzie: Przewodnicząca SSR Barbara Tischner po rozpoznaniu
w dniu 13 III 2003 r. w Muszynie na rozprawie z wniosku Zjednoczenia Łemków Zarząd Główny z siedzibą
w Bielance z udziałem Muzeum Okręgowego w Nowym
Sączu i Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu
o unieważnienie aktu urodzenia
postanawia:

l. Unieważnić akt urodzenia Nikifora Krynickiego
sporządzony w Urzędzie Stanu Cywilnego w Krynicy na
nr 4 77/1962/1 w dniu 18 X 1962 r. na podstawie postanowienia Sądu Powiatowego w Nowym Sączu Wydziału Zamiejscowego w Muszynie z dnia 18 września 1962 r.
sygn. Akt N s. 122/62;
U. Koszty postępowania między stronami wzajemnie
znieść;

III. Nie obciążać wniosk. kosztami postępowania na
rzecz Skarbu Państwa
Uzasadnienie
Wnioskodawca Zarząd Zjednoczenia Łemków
w Gorlicach we wniosku domagał się unieważnienia aktu urodzenia Nikifora Krynickiego, sporządzonego na
podstawie postanowienia Sądu Powiatowego w Nowym
Sączu Wydziału Zamiejscowego w Muszynie z dnia 18
września 1962 r. sygn. Akt Ns. 122/62, wywodząc, że Nikifor Krynicki to Epifaniusz Drowniak, dla którego sporządzono akt urodzenia pod nr. 35 w dniu jego chrztu
22 V 1895 r. w Greckokatolickiej Parafii w Krynicy.
Uczestnik Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu
wniósł o oddalenie wniosku i zarzucił, że wnioskodawca nie ma legitymacji czynnej do złożenia nin. wniosku.
Do niniejszego postępowania wstąpił Prokurator
Okręgowy w Nowym Sączu, zgłaszając swój udział
w sprawie o unieważnienie aktu stanu cywilnego Nikifora Krynickiego /k. 131 akt/.
SĄD USTALIŁ NASTĘPUJĄCY

WISŁOCKI

Epifaniusz Drowniak

J

ako wprowadzenie - ten fragment z postanowienia
oraz uzasadnienia wyroku sądu jest wystarczający.
Rzeczowo i z wykluczeniem wszelkich zastrzeżeń,
w specyficznie precyzyjnym języku prawniczym, Sąd
Rejonowy w Muszynie przywraca krynickiemu "Matejce" jego pełną tożsamość: imię i nazwisko, prawdziwą datę urodzenia i rodzinę, czyli łemkowski rodowód.
Doszło do tego wreszcie - w wymiarze formalnoprawnym - dzięki uporowi i konsekwencji Stefana Hłady­
ka, prezesa Zarządu Zjednoczenia Łemków. Podkreślam: w wymiarze formalnoprawnym, bowiem w kręgu
znawców przedmiotu matactwa wokół osoby Nikifora
wynikające z przesłanek politycznych (m.in. akcji ,:Wisła") sygnowane przez Mariana Włosińskiego i Stefana Półchłopka, a sterowane przez Andrzeja Banacha,
zostały już dawno rozpoznane. Dowodem prawdy w tej
mierze są bogate materiały dotyczące Nikifora opublikowane w monograficznym numerze "Polskiej Sztuki
Ludowej" (R. XXXIX, 1985 r. nr 3-4). Obok tekstów

STAN

FAKTYCZNY:
W dniu 21 V 1895 r. w Krynicy Eudokia Drowniak
urodziła syna Epifaniusza Drowniaka, którego ojciec
był nieznany. Eudokia Drewniak była córką Grzegorza

Drowniaka i Tatiany z domu Krynicka. W dniu 22 V 1895
r. w Parafii Greckokatolickiej w Krynicy Epifaniusz
Drowniak został ochrzczony imieniem "Epifaniusz". Jego rodzicami chrzestnymi byli Andrzej Kozak i Katarzyna wdowa po Jakubie Rystweju. W dniu
22 V 1895 r. sporządzony został pod nr. 35/1895 w Parafii Grecko-katolickiej w Krynicy akt urodzenia Epifaniusza Drewniaka urodzonego w dniu 21 V 1895 r.
w Krynicy syna Eudokii Drewniak, córki Grzegorza
i Tatiany z domu Krynickiej. Dowód: odpis zupełny aktu urodzenia Epifaniusza Drewniaka k. 13 akt oraz wyciąg z kopii ksiąg metrykalnych greckokatolickiej parafii Krynica przechowywanych w zespole Archiwum Biskupstwa Greckokatolickiego w Przemyślu k. 6 w aktach
tut. Sądu sygn. Ns. 169/98/... /."

Nikifor, fot. Jan Świderski 1965r.

226

�Seweryn Wislocki • EPIFANIUSZ DROWNIAK

Nikifor,

Pejzaż,

akwarela

A. Jackowskiego i J. Jarnuszkiewicz opublikowany
wtedy został materiał niżej podpisanego Przyczynek do

biografii Nikifora Drowniaka nazwanego Krynickim,
przytaczająy

m.in. za Pawłem Stefanowskim treść metryki urodzenia Nikifora - czyli Epifana Drowniaka.
Należy podkreślić, iż wspomniany numer monograficzny "P.Sz.I.:' zawierał pierwsze, poważne opracowania etnograficzno-etnologiczne dotyczące kultury
Łemków od czasu akcji "Wisła" w Polsce, a to, że się
ukazał, począwszy od koncepcji po realizację (włącz­
nie, a może szczególnie z pokonaniem ogromnych
oporów ówczesnych władz politycznych PRL oraz cenzury) było osobistą zasługą Aleksandra Jackowskiego.
W każdym razie jest faktem, iż od tamtego czasu,
a dotyczy to wydań z lat dziewięćdziesiątych ub. wieku, w Encyklopedii PWN, w jej wszystkich wariantach objętościowych, hasło Nikifor - to Epitafiusz
Drowniak z prawdziwą datą urodzenia. Również
w oparciu o tę publikację, jako w pełni wiarygodną,
Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie
w 1995 roku, zorganizowało ogromną wystawę dzieł
Nikifora, w stulecie jego urodzin, wydając przy okazji kompetentnie opracowany katalog. Został w nim,
obok tekstów Aleksandra Jackowskiego, Jadwigi
Migdał i Andrzeja Osęki, opublikowany obszerny
szkic mojego autorstwa "Epifan Drowniak - łem­
kowski &lt;&lt;Matejko&gt;&gt;, będący poszerzonym merytorycznie tekstem z "P.Sz.L." nr XXXIX, 1985 r., nr 3-4,
z przytoczeniem prób mityzacji ukrainizującej Epifana Drowniaka z katalogu wystawy "Nikifor Drowniak- stulecie urodzin" w Galerii Sztuki Ukraińskiej
w Krakowie.

Opracowanie to, które po raz pierwszy dotarło do
szerszej publiczności, zadając kłam licznym książkom
Banacha na temat Nikifora i wynikłym z nich publikacjom prasowym, wywołało sporą sensację, czego dowodem był dwukrotny dodruk katalogu wystawy muzealnej! Nie należy zapominać także o wydanym w tymże
1995 r. monumentalnym opracowaniu A. Jackowskiego Sztuka zwana naiwną. Zarys encyklopedyczny w Polsce, (Wyd. Krupski i S-ka, Warszawa), gdzie pomieszczone zostało duże hasło dotyczące Nikifora.
Wydawać by się mogło - skoro jest już tak dobrze,
to po co proces? Rzeczywistość w tym konkretnym
przypadku miała jednak cechy schizofrenicznego rozdwojenia. Z jednej strony tak jak powyżej, z drugiej,
tej oficjalnej, urzędowej, było zupełnie coś innego.
Urodził się w 1895 r. Epifaniusz Drowniak i zapowiadało się, że w swym życiu urzędowym będzie żył wiecznie. Po prostu nie mógł umrzeć, bo nie istniał w oficjalnych dokumentach. Na odmianę umarł w 1968 r.
jakiś Nikifor Krynicki, który w ogóle się nie urodził!
Nie ma takiego w księgach metrykalnych parafii greckokatolickiej w Krynicy - Wsi. W istniejącej do momentu tegoż historycznego wyroku sądu sytuacji nie
można było zmienić fałszywej inskrypcji na grobie najwybitniejszego akwarelisty świata. Nie można było
także umieścić stosownej tablicy na JEGO muzeum
w Krynicy. Fakt ten boleśnie odczuwali Łemkowie, jako dalszy ciąg dyskryminacji z okresu PRL.
Proces trwał bez mała 7 lat! Tyle trzeba było czasu
i ogromnej ilości świadków o nieposzlakowanej wiarygodności, aby przezwyciężyć w demokratycznej i wolnej Polsce komunistyczny humbug o ewidentnej pro-

�Nikifor przy pracy, fot.

J. Świderski

weniencji politycznej. Zjednoczenie Łemków 30 grudnia 1996 roku złożyło do Sądu Rejonowego w Nowym
Sączu (Wydział I Cywilny) wniosek o sprostowanie
aktu urodzenia Nikifora przezwanego Krynickim. Do
wniosku dołączono dowody: istniejący w USC w Krynicy skrócony odpis aktu urodzenia Epifaniusza Drowniaka, ze wskazaniem, że w księgach metrykalnych parafii greckokatolickiej w Krynicy- Wsi, przechowywanych w Archiwum Biskupstwa Greckokatolickiego
w Przemyślu (sygn. 7372, s. 174) istnieje zapis o urodzeniu tego samego człowieka. Celem rozwiania wąt­
pliwości, iż obydwa zapisy dotyczą osoby Nikifora,
Zjednoczenie Łemków przedstawiło pisemne oświad­
czenia tegoż dowodzące. Największy ciężar gatunkowy
posiadało w pierwszej fazie procesu oświadczenie księ­
dza Stefana Dziubiny, będącego w latach 1942-45 proboszczem greckokatolickiej parafii w Krynicy - Wsi
(obecnie Krynicy Dolnej) i zarazem spowiednikiem
Nikifora. Przytoczę je in extenso: ,~rew twierdzeniom, że był on głuchoniemy, oświadczam, że nie jest
to prawdą. W czasie wielu rozmów z nim rozumiałem
każde jego słowo, chociaż rzeczywiście mówił bardzo
niewyraźnie i dlatego kto nie znał dobrze mowy łem­
kowskiej, uważał go za niemego. Ja, jako rodowity
Łemko, rozumiałem go doskonale. Nieprawdą jest, że
był on głuchy. Nadmieniam również, że rozmawiałem
z nim w Krynicy po nadaniu mu nazwiska &lt;&lt;Krynicki&gt;&gt;
i kiedy powiedziałem mu, że on nie nazywa się &lt;&lt;Krynicki&gt;&gt; , ale &lt;&lt;Drowniab, to on wtedy chytrze odpowiedział: -Ja znam o tim, ale ja nie głupi siedzieć w kryminale. Powiedział tak, gdyż jako Łemko był wysiedla-

ny w czasie akcji &lt;&lt;Wisła&gt;&gt; , a gdy wracał do Krynicy, był
nadal wysiedlany, a z nazwiskiem &lt;&lt;Krynicki&gt;&gt; zostawiono go w spokoju".
W trakcie procesu wielu Łemków krynickich zeznało, iż Nikifor Krynicki i Epifaniusz Drowniak to ta
sama osoba. Z początku sprawę rozpatrywał Sąd Rejonowy w Gorlicach pod przewodnictwem sędzi Krystyny Wszołek, który nie dawał wiary zeznaniom świad­
ków. Rzecz ta była co najmniej dziwna, choćby w świe­
tle powszechnie stosowanej współcześnie w Polsce
praktyki określenia tożsamości Romów. W ich przypadku wystarczy oświadczenie przed sądem dwu świad­
ków romskiej narodowości, aby dany osobnik czy osobniczka otrzymali urzędowe akty swojej tożsamości.
Stroną w procesie było Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu reprezentujące skarb państwa, mające
wątpliwości, czy urodzony w 1895 roku Epifaniusz
Drowniak to ta sama osoba co Nikifor Krynicki.
Znaczna część spuścizny artystycznej po malarzu jest
w zbiorach tegoż muzeum i znajduje się od kilku lat
w budynku dawnej wilii Romanówka, przeniesionej
w rejon deptaku, przystosowanej do pełnienia funkcji
muzealnej. To na budynku Romanówki Stefan Hładyk
w imieniu Zjednoczenia Łemków chciał umieścić tablicę z prawdziwym nazwiskiem i prawdziwą datą urodzenia genialnego malarza. Sprzeciw ze strony muzeum stał się powodem procesu. Postacią głównie podważającą wiarygodność świadków, nieuznającą, iż metryka urodzenia Epifaniusza Drowniaka dotyczy nie
kogo innego, tylko Nikifora przezwanego później Krynickim, był od początku kustosz Muzeum Okręgowe­
go w Nowym Sączu Zbigniew Wolanin. Sprawa ta ma
swoją oddzielną, choć nie do końca zrozumiałą historię. W pierwszej połowie lat osiemdziesiątych pomagałem Antoniemu Krohowi, wybitnemu etnografowi,
ówcześnie kustoszowi Muzeum Sądeckiego w nawią­
zaniu kontaktów ze środowiskiem łemkowskim w Krynicy, ze zrozumiałych względów wysoce nieufnym wobec osób z zewnątrz. Miało to miejsce w związku
z przygotowaniem przez niego wystawy dotyczącej kultury materialnej i duchowej Łemków, a także tragicznych skutków akcji ,,Wisła". Wtedy Antoni Kroh zapoznał się z jednoznacznymi dowodami w środowisku
łemkowskim dotyczącymi tożsamości Nikifora.
Rzeczona wystawa doszła do skutku, była ogromnym wydarzeniem społecznym, politycznym i kulturalnym. Na niej pokazano po raz pierwszy publicznie, że
Nikifor Krynicki to Epifaniusz Drowniak.
Potem p. Kroh odszedł z pracy w muzeum, zmienił
się dyrektor i nastąpiło zlekceważenie, czy wręcz zignorowanie dokonanych przez rzetelnego badacza
ustaleń. Z jakich powodów się to stało, nie jestem tego w stanie określić, lecz przychylałbym się do opinii,
iż niekoniecznie par excellence merytorycznych. Przemawia za tym fakt, iż wielokrotnie wskazywałem kustoszowi Z. Wolaninowi osoby w Krynicy będące nośnikami informacji źródłowych w tej mierze. Nie zda-

228

�Seweryn Wtslocki • EPIFANIUSZ DROWNIAK

Nikifor, kompozycja złożona z 21 obrazków przedstawiających uzdrowienie chorej i Kościół w Krynicy, akwarela
rzyło się, aby z nich skorzystał, prezentując z uporem
godnym lepszej sprawy konsekwentnie negatywne stanowisko, twierdząc, że tożsamość Nikifora jest praktycznie nie do udowodnienia.
Jak dalece usiłowano zagmatwać całą sprawę, jak
dalece Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu zabrnęło
w kruczki prawne, niemające nic wspólnego z naukową metodologią badawczą, jedyną mu właściwą, jako
statutowej placówce naukowej - dowodnie ilustruje
postępowanie pełnomocnika muzeum w sądzie. Wyrażone przez niego stanowisko w imieniu Muzeum
Okręgowego było następujące: - zakwestionowanie
prawa Zjednoczenia Łemków do występowania
w sprawie Nikifora. Zjednoczenie - zdaniem pełno­
mocnika - nie wykazało swego interesu prawnego do
zmiany aktu urodzenia. Jednocześnie stwierdził on, że
Zjednoczenie Łemków wkroczyło w sferę praw osobistych. Z takim wnioskiem mogliby wystąpić krewni
Nikifora. Ponieważ nie ma ich wśród żyjących, albo
inaczej - nikt nie jest w stanie dowieść swego pokrewieństwa z Nikiforem- w obecnym stanie rzeczy koło
się zamyka. Wyrok korzystny dla Łemków byłby
stwierdzeniem, że sąd powiatowy popełnił błąd, naru-

szył ustawę

i zasady postępowania cywilnego. Wyrok
korzystny dla muzeum byłby przyznaniem się do błędu
polegającego na przyjęciu wniosku strony Łemkow­
skiej. W takiej sytuacji najlepszym wyjściem będzie
odroczenie sprawy na czas nieokreślony.
Wynika z tego jasno pozanaukowy, ciągle jakby polityczny podtekst całej sprawy. Jest w tym stanowisku
Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu zawarta pełna
negacja istniejących materiałów źródłowych, dużej
liczby wiarygodnych informatorów, jak na złość ludziom złej woli, ciągle żyjących, a także publiczne
przyznanie się do braku zainteresowania w wyjaśnie­
niu do końca podstawowych danych biograficznych
krynickiego artysty.
Należy zwrócić uwagę na sformułowanie - wyrok
korzystny dla Łemków (!)-nie wyjaśnienie wątpliwo­
ści, nie dojście do prawdy, nie osoba malarza są tu
ważne! Ważne jest, aby do wyświetlenia prawdy nie
dopuścić, bowiem byłoby to korzystne dla Łemków!
W tym kontekście trzeba uznać postawę Muzeum
Okręgowego w Nowym Sączu, wyrażoną jednoznacznie przez jego pełnomocnika, jako mieszczącą się we
współczesnym kontekście "spadku" po akcji ,,Wisła" ...

�Nikifor przy pracy, fot.

J. Świderski 1965r.

Dodatkowym dowodem na to, co napisałem pojest wydany trzy lata temu przez Muzeum
Okręgowe w Nowym Sączu album Nikifora, w którym pominięto informacje biograficzne. Trzeba
w sposób zdecydowany zwrócić uwagę, iż taka postawa cechowała wyłącznie sądeckie muzeum, a sam
proces był żenującym widowiskiem. Sąd zmusił Muzeum do rzetelności, do uznania dowodów o charakterze źródłowym! Jest to niechlubny casus w historii
muzealnictwa polskiego!
wyżej,

***

Proces wywołał ożywienie wokół Nikifora i spraw
z nim związanych. Pojawiły się spekulacje, na temat
rzekomo zakulisowych jego przyczyn. A to sprawa
zwrotu przez skarb państwa trudnych do wyobrażenia
pieniędzy - owych 367 tys. zł., jakie Nikifor zostawił
umierając na książeczkach oszczędnościowych PKO.
A do tego odsetki za ponad 30 lat!
W rzeczywistości w ogóle nie o to chodziło. Zjednoczenie Łemków już na początku procesu złożyło
w sądzie stosowne oświadczenie określające jego rolę
oraz oczekiwania Łemków. I tak, zgodnie ze statutem
zadaniem zjednoczenia jest reprezentowanie i ochrona interesu Łemków, pobudzanie, pielęgnowanie
i rozszerzanie działalności kulturalno-oświatowej
w regionie łemkowskim i innych skupiskach ludności
łemkowskiej .

Co do oczekiwań Łemków? Nie oczekują oni zwrotu pieniędzy ani setek obrazów i osobistych pamiątek
po Nikiforze. Zresztą nie mają do tego prawa. Chodzi
w tym przypadku o moralną stronę sprawy. O symboliczne choćby zadośćuczynienie za krzywdy doznane
zaraz po wojnie i jeszcze długo po niej. O zwrot zawłaszczonego artysty społeczności łemkowskiej, a więc
także o to, by wygnani przed laty odwieczni mieszkań­
cy tej ziemi mogli, przyjeżdżając tutaj, pomodlić się
nad grobem sławnego ziomka. Oznacza to przede
wszystkim zgodę władz na zmianę tekstu i dat na pły­
cie grobowca w Krynicy.
Wyrok sądu wychodzi naprzeciw tym oczekiwaniom. Ożywienie wywołane przez proces obrodziło
także dwoma dokonaniami o ambicjach dokumentacyjnych. Film Człowiek zwany Nikiforem, którego reży­
serem i autorem scenariusza jest Grzegorz Siedlecki,
to dzieło udane zarówno w płaszczyźnie dokumentacyjnej, jak i czysto filmowej, wręcz artystycznej. Film
ten zbudowany został z umiejętnie zestawionych, precyzyjnie dobranych wypowiedzi ludzi związanych z Nikiforem w różnoraki sposób. Siedlecki zgromadził
przed kamerą filmową osoby, które odegrały w tragifarsie, jaką było życie Epifana Drowniaka, zwanego
Nikiforem, najróżniejsze role. Świetnie zrytmizowany,
operujący kontrastem postaci, ich wypowiedzi, skalą
emocji osobistych, trafnie grupujący relacje dotyczące
meritum sprawy jak i te, które rysowały konteksty po-

230

�Seweryn Wislacki • EPIFANIUSZ DROWNIAK

lityczny i społeczny, jest bez wątpienia dokumentem
artystycznym, mającym własną wartość autonomicznego dzieła.
Znawcy przedmiotu, badacze, etnolodzy przewijają
się obok postaci zacnych, acz pospolitych, tudzież niezacnych, także pospolitych. Do tego kilka szwarccharakterów, nadal butnych, usiłujących się teraz "awansować" z podrzędnych wykonawców - do twórców
(rzekomo dla dobra Nikifora) - humbugu z jego wyssaną z nie wiadomo czego "metryką" i zmyślonym nazwiskiem Krynicki. Całość tego pochodu otwiera czło­
wiek, który swoją karierę "artystyczną" w relacjach
krajowej i europejskiej opiera wyłącznie na malowaniu
pastiszy obrazów Nikifora. Żadna postać występująca
w filmie nie wiedziała w jakim wystąpi towarzystwie,
i każda z wypowiedzi filmowana była oddzielnie. Dzię­
ki temu powstało porażające wręcz autentycznością
postaw i zabójczymi dla kłamców zestawieniami - panoptikum.
Film ten powstały- jak pisałem - z inspiracji tymże procesem, w jego ostatniej fazie stał się dowodem
dla sądu, i to dowodem, który mocno zaważył na ostatecznym wyroku! W tej sytuacji zwróciłem się do
Grzegorza Siedleckiego o przedstawienie, jak do realizacji tego zamysłu doprowadził. Oto jego lakoniczna
wypowiedź: Pomysl filmu powstal na podstawie artykułu
w "Gazecie Wyborczej" z roku 1998 o toczącym się procesie Nikifora. W tym samym roku wyjechałem na dokumentację do Krynicy, gdzie m.in. spotkałem się z Marianem Wlosińskim - osobą, która uczestniczyła w nadawaniu Nikiforowi polskiego, wymyślonego nazwiska. Na Festiwalu Filmów Krótkometrażowych (w Krakowie przyp. SAW) poznałem przyszlą producentkę filmu,
Agnieszkę Traczewską (Studio Filmowe "Largo" w Krakowie - przyp. SAW), której pomysł filmu się spodobał:
"W poszukiwaniu tożsamości Nikifora".
Po dokumentacji w archiwum Zachęty - wszystkich
wycinków prasowych, rozmowach telefonicznych lub spotkaniach z przyszłymi rozmówcami filmu - powstal scenariusz. Zlożony w 1998/99 roku w Agencji Produkcji Filmowej, mimo najwyższych ocen kilka lat czekał w kolejce
na pieniądze. To trudności finansowe - brak pełnego
budżetu filmu - rozciągały w czasie rozpoczęcie jego realizacji. W końcu stalo się to możliwe, dzięki usilnym staraniom i zaangażowaniu producentki, w 200 l roku.
Niektórzy świadkowie zmarli w międzyczasie, a co do
występu pozostałych, którzy mataczyli przy sprawie, nie do
końca bylem pewien, czy wezmą udział. Jednak udało się!".

Filmem jest zainteresowane Museum of Modern
Art w Nowym Jorku, jednak jak dotąd nie mogą się
znaleźć pieniądze w Telewizji na wyprodukowanie
wersji anglojęzycznej. Należy jeszcze gwoli ścisłości
dodać, że do realizacji doszło dzięki współdziałaniu finansowemu Agencji Produkcji Filmów, Programu
2 TVP i Studia Filmowego "Largo"
Drugim "produktem ubocznym" procesu jest
książkaJaśnie Pan Nikifor Adama Kowalczewskiego. 1

Nikifor, Autoportret

�Nikifor,

Wnętrze

nawet o niej, gdyby nie to, iż również została włączona przez sąd do materiałów dowodowych. Jest to prymitywny produkt, mający jednoznaczne cechy koniunkturalnego skorzystania z szerszego społecznie zainteresowania sprawą Nikifora, wywołanego przez inicjatywę Zjednoczenia Łemków. Kowalczewski- czyli "Jaśnie Pan Plagiator", swoje "dzieło" oparł głównie na kompilacji teksów Andrzeja Banacha, Aleksandra Jackowskiego i moich. Nie podając
literatury przedmiotu, ani nie zaznaczając cytatów, zasugerował, iż całość publikacji jest jego oryginalnym
opracowaniem. Aby mistyfikacja była pełna, bezczelny
Pan Plagiator, przepisując całe fragmenty publikacji
A. Jackowskiego i moich, prezentuje je tak, jakby były to fragmenty udzielonych wywiadów, czyli przykła­
dowo: ... - wspomina profesor Jackowski- str. 48 plagiatu Gest to fragment w całości przepisany z Notatek
o Nikiforze Jackowskiego z "numeru łemkowskiego'',2
w plagiacie Kowalczewskiego str. 43 - 48), "Seweryn
Wisłocki opowiada, ... "- str. 34 plagiatu)
Jedynie tu i ówdzie A. Banach jest cytowany (np.
str. 35 plagiatu z książki Historia o Nikiforze), ale to wynika prawdopodobnie z faktu, iż trudno byłoby Kowalczewskiemu z nieboszczyka zrobić swego rozmówcę!
Tych kilka cytatów nie zmienia tego, że duże partie
tekstu z książek Banacha zostały przepisane lub nieudolnie poprzerabiane i podane "jako swoje"!
W odniesieniu do mojej publikacji pomieszczonej
w rzec;::onym "numerze łemkowskim" "PSzC' Kowalezewski "korzystał" z niej obficie: "przyswoił" sobie
metaforyczne porównanie Nikifora z Mowglim z Księ­
gi dżungli Kiplinga,4 przepisał w nieudolnej przeróbce,
Nie

wspomniałbym

pod "hasłem" ,,Wisłocki wspomina ... " fragment dotyczący mojego dziadka Harasyma Gromosiaka i jego
opieki nad Nikiforem, a także o jego wędrówkach po
Łemkowszczyźnie,s przy wątku dotyczącym konfraterni żebraczej, kontaktu z nią Nikifora i jego chęci przystania do niej, brak jest podania źródła mojej publikacji, na którą ogólnikowo powołuje się Kowalczewski, 6
wątek "szpiegowski" jest przepisany w nieudolnej
przeróbce,7 jako tekst własny. Kolejny raz pod "hasłem". "Seweryn Wisłocki opowiada ... " przytoczony
zostaje fragment dotyczący Andrzeja Banacha i pewnego Rumuna, który dostał się do rodziny Gromosiaków na prawach "wojennego fuksu". Jest to nieudolnie przerobiony fragment mojego tekstu z "PSzC', 8 na
dodatek źle przepisany. Historia z rumuńskim dezerterem miała miejsce jesienią 1939 r., czyli w czasie
wojny, a nie jak niefrasobliwie napisał Pan Plagiator.
"Ale to było oczywiście przed wojną". Skandal zwią­
zany z pochówkiem Nikifora, a potem z jego muzeum,
został przepisany w nader prymitywnej przeróbce
z mojego tekstu Epifan Dwomiak - lemkawski "Matejko, opublikowanego w katalogu wystawy dla uczczenia 100-lecia urodzin Artysty, zorganizowanej przez
Państwo w Muzeum Etnograficznym w Warszawie, pt.
Nikifor w 1995 r.9 Prymitywne przekręcenia są tu
szczególnie rażące: polska elita intelektualna zamienia się w jakichś artystów protestujących w KC, Ludwig Zimmerer, który chciał utworzyć Muzeum Nikifora w Krynicy, dając narodowi za darmo swoją fenomenalną kolekcję polskiej sztuki ludowej i amatorskiej, zatrzymując dla siebie funkcję honorowego dożywotniego kustosza (czyli bez etatu), za co zobowią-

232

�Seweryn WISiocki • EPIFANIUSZ DROWNIAK

Nikifor,

Pejzaż

z cerkwią

zywał się do uzupełniania kolekcji ze swych funduszy
- zamienia się w tekście Kowalczewskiego w małego
karierowicza, któremu zależy na tym, aby być tam
pierwszoplanową postacią!

Wskazane przekręcenia świadczą nie tylko o niekompilatora i plagiatora, ale także o jego
nieznajomości tematu i "locie" myśli.
Nie wymieniłem oczywiście wszystkich "dwuznacznych" fragmentów zaczerpniętych z moich publikacji,
jedynie ważniejsze, bądź bardziej charakterystyczne.
Wszystkie znaleźć można wyłącznie w moich o wiele
wcześniejszych tekstach, mających charakter informacji źródłowych.
Oświadczam, że nigdy niejakiemu Adamowi Kowalczewskiemu żadnych wywiadów nie udzielałem.
Nie znam go osobiście. Nie udzieliłem mu także zgody
na wykorzystanie w takiej formie moich publikacji.
Pozostaje jeszcze "na deser" grubsze przestępstwo
A. Kowalczewskiego. Na 12 str. swego "dzieła" pisze on
tak: "Przekonywająca jest więc teza o zaproszeniu Nikifora przez dwóch malarzy związanych z Aleksandrem
Gierymskim. Kim oni byli? (... ) Kilka domysłów niepozbawionych podstaw snuje Seweryn Wislacki - tym
drugim mógł być syn Tadeusza Stryjeńskiego - Karol".
Na str. 14 m.in. czytamy: "Seweryn Wislacki opisuje swoją rozmowę z Zygmuntem Królem- krakowskim
malarzem, który zetknął się z Nikiforem około 1922 r.".
Obydwa odwołania się do mojego nazwiska (pisanego zres ztą konsekwentnie błędnie; poprawnie jest
udolności

Seweryn A. Wisłocki) i do rzekomych publikacji na
wskazane tematy są zwyczajnym humbugiem. Jest to
ordynarne kłamstwo. Jeśli nie- to żądam pokazania
moich publikacji, które upoważniły Kowalczewskiego
do napisania powyższych stwierdzeń.
Kowalezewski nie zna słowa "fontaź". Pisze "fontaż", a w przepisanym fragmencie z Notatek o Nikiforze
A. Jackowskiego - fontazie zamieniają się w fantazje!!! Takich prymitywnych lapsusów jest więcej, ale
na tym tylko się zatrzymam.

***

Zamykając ten specyficzny zapis dotyczący sądowego finału ustalenia tożsamości Nikifora jako Epifa-

niusza Drowniaka, chcę wrócić do pewnych fragmentów uzasadnienia wyroku. W części zatytułowanej:
Sąd ustalił następujący stan faktyczny mamy do czynienia z syntetycznym, opartym na udowodnionych
zdarzeniach i faktach, życiorysem Epifana Drowniaka,
w tym również z całościowo wypunktowaną jego świa­
tową karierą artystyczną. Część ta zamknięta jest peł­
nym wykazem dowodów procesowych. W szeroko rozbudowanej części trzeciej - W tym stanie rzeczy Sąd
zważył - omawiającej zeznania świadków i przedstawione dowody, podzielił je na wiarygodne i niewiarygodne. Te pierwsze sumuje stwierdzenie: "Złożone
więc przez nich zeznania i oświadczenia z tego wzglę­
du, że są autentyczne i prawdziwe, zasługują na wiarę.
Na ich podstawie Sąd ustalił tożsamość Nikifora jako

�Epifaniusza Drowniaka, syna Eudokii Drowniak urodzonego 21 V 1895 r. w Parafii Greckokatolickiej
w Krynicy na nr 35/1895. Natomiast Sąd pominął dowody z zeznań świadka Zbigniewa Wolanina, który
w zeznaniach nie miał żadnych istotnych wiadomości
o pochodzeniu i tożsamości Nikifora, a wątpliwości
(... ) . Zeznania św. Mariana Włosińskiego, św. Stefana
Półchłopka złożone w sprawie Ns 169/98 nie stanowią
materiału dowodowego istotnego w obecnie prowadzonej sprawie, bowiem wyjaśniają przyczyny dla których utworzono akt urodzenia Nikifora w toku postę­
powania przed Sądem Powiatowym w Nowym Sączu
Wydziałem Zamiejscowym w Muszynie".

Pisząc

***

Przypisy
Adam Kowalczewski, jaśnie Pan Nikifor, Wydawnictwo ADI,
Łódź, 2003 r.
Aleksander Jackowski, Jadwiga Jarnuszkiewicz, Notatki o Nikiforze, "Polska Sztuka Ludowa", Warszawa, Rok XXXIX, 1985,
nr 3-4, s. 227-238
Seweryn A. Wisłocki, Przyczynek do biografii Nikifora Drown.iaka nazwanego Krynickim, "Polska Sztuka Ludowa", j. w., s. 220221, w plagiacie s. 10-11
ibidem, s. 221; w plagiacie s. 8
patrz: przypis 3
ibidem, s. 223, w plagiacie s. 22-24
ibidem, s. 223; w plagiacie s. 31
ibidem, s. 223-224, w błędnej przeróbce s. 34
Seweryn A. Wisłocki, Epifan Drowniak- lemkawski "Matejko, w:
Katalog wystawy "Nikifor", PME, Warszawa, 1995, s. 20-21;
w plagiacie s. 57

ten tekst, uświadomiłem sobie, że 13 marca
2003 r. odbyła się przedostatnia rozprawa tego historycznego w swoim wymiarze procesu. Składałem na
niej zeznania jako ostatni świadek powołany przez
Zjednoczenie Łemków. Rozbudowane wnikliwymi pytaniami sędzi Barbary Tischner i podstępnymi pełno­
mocnika muzeum zeznanie trwało ok. półtorej godziny. Złożyłem również sądowi, jako dowód, kserokopię
tzw. łemkowskiego numeru "PSze oraz kserokopię
mojego tekstu z katalogu wystawy Nikifor w PME
w Warszawie na stulecie urodzin Artysty. 26 marca
2003 r. na ostatniej, tzw. walnej rozprawie sąd zapoznał się w obecności obu stron i przybyłej licznie publiczności (głównie krynickich Łemków) z filmem
Człowiek zwany Nikiforem Grzegorza Siedleckiego. Po
tej dowodowej projekcji został uroczyście ogłoszony
wyrok. Po uprawomocnieniu się jest on werdyktem
obowiązującym, którego wiarygodność nie budzi wąt­
pliwości.

Na zakończenie chcę podzielić się pewną refleksją.
Wbrew emocjom- może dobrze się stało, iż proces ten
trwał prawie siedem lat, że przesłuchano wszystkich
żyjących świadków, którzy znali Nikifora osobiście,
a także i tych, którzy mieli wiarygodne przekazy
z pierwszej ręki (jak przykładowo ja - od mojej Matki
Olgi z domu Gromosiak, Wisłockiej, córki Harasyma,
w którego domu mieszkał Epifaniusz, zwany przed
wojną pospolicie Nikifor). Sąd musiał "przekopać" się
przez multum publikacji gmatwających obraz, a także
zapoznać się materiałami o charakterze wiarygodnych
opracowań źródłowych. W sytuacji mataczonej do
ostatniej chwili jedynie tak rzetelnie, tak wnikliwie
przeprowadzony proces i wieńczący go wyrok - mają
wartość ustaleń nie do podważenia.
W wymiarze "Kontekstów. Polskiej Sztuki Ludowej" jest to klamra, już(!) po siedemnastu latach przynosząca urzędową korektę dotyczącą tożsamości Nikifora, zgodnie z naszymi niegdysiejszymi ustaleniami.
Dwór Bella Vita, Wola Zręczycka, 17.08.2003 r.

Nikifor, Biskup w pokoju ok. 1937 akwarela, papier

234

�Jacek

Olędzki 1933~2004

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5863" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5844">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/287e5c3f2e3aa477d3fcf069cda28dbe.pdf</src>
        <authentication>1861b5ac8508ed8f8335d40d3f90b80c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69952">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2465</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69953">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69954">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2289</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69955">
                <text>Socjotechniczne zabiegi mistyfikacyjne w obrębie twórczości amatorskiej w PRL - na wybranych przykładach śląskich / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69956">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.122-129</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69957">
                <text>Wisłocki, Seweryn A.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69958">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69959">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69960">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69961">
                <text>Socjotechniczne zabiegi mistyfikacyjne
w obrębie twórczości amatorskiej w P R L na wybranych przykładach śląskich
Seweryn A. Wisłocki

„ H i s t o r i a sztuki ludowej pierwszego dziesięciolecia P R L
czeka na swe syntetyczne opracowanie. Bez szczegółowych
b a d a ń nad t y m tematem trudno nam będzie zrozumieć procesy
zachodzące dzisiaj." - napisał A n t o n i K r o h w książce Współ­
czesna rzeźba ludowa Karpat Polskich". Przytaczam tę opinię
jako pierwszą wypowiedź publiczną badacza, który miał
o d w a g ę przeciwstawić się ówczesnej, mityzującej, z określo­
nych przesłanek politycznych, apologii tzw. sztuki ludowej
i nieprofesjonalnej. Myśl tę należy jednak rozszerzyć na cały
okres realnego socjalizmu i stosowanych ówcześnie na tym
obszarze (tzw. sztukę nieprofesjonalną, zaliczano przez długie
dziesięciolecia w Polsce do sztuki ludowej) socjotechnicznych
zabiegów mistyfikacyjnych, ze szczególnym uwzględnieniem
taktycznej wariantowości w poszczególnych okresach - jak
dobrze p a m i ę t a m y - nieustającego rozwoju i pogłębiania.
Brak wnikliwej refleksji nad całym precyzyjnie skonstruo­
wanym systemem deformowania świadomości społecznej i bu­
dowania na doktrynalnie narzuconych przesłankach metarzeczywistości, nad skutkami jakie z tego wynikły, j u ż dziś
zaczyna o b r a d z a ć w pewne interpetacje, mające — stwierdzam
to z przykrością - pretensje do analiz etnologicznych, k t ó r e
ignorując, b ą d ź świadomie starając się zatrzeć rzeczywiste
relacje skutkowo-przyczynowe, skutki działań socjotechnicz­
nych usiłują przedstawiać, j a k o efekty przemian „obiektyw­
nych".
Jest to w przypadku niektórych a u t o r ó w kontynuacja
działań w tej mierze z okresu realsocjalizmu, minimalnie
zmodyfikowana i ubrana w nowe szaty terminologiczne,
o dość współcześnie czytelnych i p o n i e k ą d zrozumiałych
intencjach. Przy braku wspomnianej na wstępie analizy - mo­
gą one być, niestety - traktowane jako wartościowe i poznaw­
czo słuszne. Szkic ten nie rości sobie pretensji do wyczer­
pującego o m ó w i e n i a problemu zasygnalizowanego w tytule.
N a zasadzie „ p a r s pro t o t o " stara się uchwycić i u k a z a ć zasady
systemu deformowania świadomości społecznej. Obszar twór­
czości środowisk nieelitarnych był tylko fragmentem działań
mistyfikcyjnych o o k r e ś l o n y m p o d ł o ż u politycznym, ale waż­
nym z p u n k t u widzenia skuteczności oddziaływań propagan­
dowych, o czym szerzej za chwilę.
D o k ł a d n i e i dobitnie d o k t r y n ę dotyczącą przekształceń
w tej mierze sformułował Włodzimierz Sokorski, ówczesny
minister kultury i sztuki P R L . Ogłosił j ą w broszurze pod
jednoznacznym tytułem: Sztuka w walce o socjalizm. Abs­
trahując od całej „rewolucyjnej" retoryki i m n ó s t w a prze­
k ł a m a ń natury ogólniejszej, chcę jedynie z a c y t o w a ć kilka
zdań, k t ó r e są kwintesencją, sprecyzowaniem „strategicz­
nego" podejścia do problemu kultury ludowej, a w dalszych
konsekwencjach - twórczości amatorskiej: „Sięgamy w kul­
turze ludowej po te jej bezcenne skarby, k t ó r e były wyrazem jej
społecznej odrębności i społecznego protestu w stosunku do
kultury ziemiańskiej i w stosunku do kosmopolitycznej sztuki
mieszczańskiej, i chcemy w t o p i ć ten żywy, potężny nurt mas
ludowych w n o w ą , n a r o d o w ą kulturę epoki socjalizmu (...).
Odrzucamy więc fałszywą stylizację, głosimy natomiast
ś w i a d o m e k s z t a ł t o w a n i e , a n a w e t r e ż y s e r i ę , za­
r ó w n o w treści jak i formie, żywego tworzywa
s z t u k i l u d o w e j . " (podkreślenie S A W ) .
Sokorski w tej publikacji formułuje koncepcję ideologiczną
1

2

122

i p r a k t y c z n ą programu przekształcenia sztuki ludowej w i n ­
strument popularyzujący treści polityczne w estetyce „ s o c ­
realizmu", zwyczyjnie w taki quasi spontaniczny „ n a i w n y
socrealizm". Nietrudno zauważyć w tym momencie wzór
zaczerpnięty z etnografii radzieckiej (nie mam tu na myśli co
oczywiste, wybitnych semiotyków i strukturalistów), k t ó r a
w istocie zajmowała się nie tyle badaniami naukowymi, ile
konstruowaniem nowych modeli, nowych w z o r ó w obyczajo­
wych, nowej „ p o s t ę p o w e j " symboliki itp. w oparciu o tradycy­
jne modele kulturowe.
Istnieje dość rozpowszechnione przekonanie, iż takie podej­
ście dotyczyło jedynie lat stalinowskich, a potem zostało
zarzucone, jako część rekwizytorium „ o k r e s u błędów i wypa­
czeń". Słowem, po październiku 1956 r. w Polsce podejście do
sztuki ludowej i amatorskiej wróciło do n o r m a l n o ś c i . „ S z t u k a
ludowa i folklor w odrodzonej Polsce od pierwszych chwil po
przepędzeniu hitlerowców stały się istotnym elementem reper­
tuaru k u l t u r y " - pisał Aleksander Błachowski w rozdziale pt.
Skarbiec tradycji postępowych książki Skarby w skrzyni malo­
wanej - czyli o sztuce ludowej inaczej"-„Po
pierwszym, p ł o d n y
w spontaniczne inicjatywy, lecz nieco chaotycznym okresie
przyszła pora na u p o r z ą d k o w a n i e problematyki tradycji ludo­
wych i ustalenia ich miejsca oraz roli w kulturze i życiu narodu.
Stojąc na stanowisku, że sztuka powinna być socjalistyczna
w treści i narodowa w formie, l u d o w ą twórczość artystyczn ą - n a r o d o w ą w formie, po raz pierwszy oficjalnie uznano za
jeden z nielicznych w z o r ó w w y w o d z ą c y c h się z p r z e s z ł o ś c i . "
Jako d o w ó d prawdy owego uznania przytacza Błachowski
obszerne cytaty ze wzmiankowanej broszury Sokorskiego.
K s i ą ż k a została wydana w połowie lat siedemdziesiątych,
kiedy j u ż tłumaczenie takiego p o s t ę p k u „zabiegiem taktycz­
n y m " względem władzy czy cenzury, było, na takim poziomie
wypowiedzi, zupełnie nonsensowne.
W 1982 r. ukazała się książka Lesława Wojtasika Propa­
gandowe funkcje niektórych form kultury, k t ó r a zalecana była
jako lektura o b o w i ą z k o w a na Wydziale N a u k Politycznych
Uniwersytetu Śląskiego. Oto kilka c y t a t ó w z praktycznego
poradnika propagandzisty wyższego stopnia wtajemniczenia:
„ K o n i e c z n e jest więc uruchomienie wszystkich możliwych
k a n a ł ó w służących rozpowszechnianiu w społeczeństwie p o ż ą ­
danych treści ideowo-politycznych. Chodzi także o to, aby te
kanały były szeroko d o s t ę p n e i atrakcyjne.
W t y m kontekście należy r o z p a t r y w a ć możliwość i koniecz­
ność wykorzystywania form masowej kultury w pracy ideowo-wychowawczej, a szczególnie w jednej z głównych jej form
- propagandzie. (...) I s t o t n ą zaletą p r z e k a z ó w masowej k u l ­
tury (a w niej, j a k wiemy, pomieszczona była twórczość
amatorska i tzw. ludowa - przyp. S A W ) wykorzystywanych
na użytek propagandy jest to, że m o g ą one rozpowszechniać
z a a n g a ż o w a n e treści w artystycznej, niekiedy bardzo atrakcyj­
nej formie. (...) daje (to) wreszcie n i e o g r a n i c z o n ą w r ę c z
możliwość zróżnicowania oddziaływania propagandowego,
dostosowania go do psychospołecznej sylwetki odbiorcy lub
też grupy o d b i o r c ó w . (...)
T w ó r c y materializują ideologiczne treści kultury, przekazu­
ją je w symbolicznej formie i w ten s p o s ó b nadają jej walory
narzędzia oddziaływania na ś w i a d o m o ś ć s p o ł e c z n ą . "
Wojtasik niczego nowego nie powiedział, jedynie zebrał
3

4

5

�w formie lapidarnej niezmiennie obowiązujące w komuni­
zmie zasady traktowania kultury i jej bezwzględnego pod­
p o r z ą d k o w a n i a doktrynie politycznej.
W odniesieniu do interesującego nas obszaru, konsekwent­
nie realizowane (w różnych formach) założenia były na­
stępujące:
1. Wyeliminowanie wszelkich elementów ( m o t y w ó w , sym­
boli itp.) o proweniencji religijnej, mistycznej, metafizycznej.
P o w o ł y w a n o się często w t y m względzie na wypowiedź
pisemną Włodzimierza Majakowskiego: „ O b o w i ą z k i e m każ­
dego artysty jest w z m o ż o n a propaganda, aby oczyścić świat ze
wszystkich mistycyzmów i p o k a z a ć jego m a t e r i a l n ą t r e ś ć . "
„ L u d " , a szczególnie „klasa robotnicza" miały się „ s a m e
w y k a z a ć " , że w zmienionych warunkach ideowo-politycznych
odrzuciły owo „ o p i u m " (F. Engels), k t ó r y m były systematycz­
nie zatruwane przez wyzyskiwaczy.
2. Wprowadzenie na to miejsce problematyki świeckiej,
w pierwszym okresie nachalnie socrealistycznej, później nieco
złagodzonej przez poszerzony wachlarz t e m a t ó w . P o w o ł a n e
do tego specjalnie (choć nie wyłącznie) takie tytuły jak
p r z y k ł a d o w o tygodnik „ W i e ś " czy „ P r z y a c i ó ł k a " stanowiły
szczebel perswazji i wskazywania w z o r ó w pozytywnych (Jaś
na traktorze, brzuchaty dziedzic, górnik, obrazki typu „wieś
dawniej i d z i ś " itp.).
Szczebel realizacji oparty został na sieci świetlic, d o m ó w
kultury (przede wszystkim z a k ł a d o w y c h - decydująca rola
p r z y p a d ł a tutaj tzw. kulturze związkowej, k t ó r a , jako zjawisko
specjalnie p o w o ł a n e do życia, powinna szczególnie frapować
badaczy) a w nich - zespołów plastycznych. Instrumentem
mobilizującym i dynamizującym ten system były konkursy
tematyczne o treściach politycznych.
3. W drodze doboru, a raczej selekcji, wytypowanie w każ­
dym mikroregionie jednego lub k i l k u t w ó r c ó w - a m a t o r ó w
i usytuowanie ich w roli ś r o d o w i s k o w y c h liderów, „ p r z o d o w ­
n i k ó w " twórczości propagandowej. A r a n ż a c j a całości miała
g w a r a n t o w a ć efekt działania tych „ a w a n s o w a n y c h ideologicz­
nie", j a k o spontaniczny, własny, zaświadczający o „ w y r o b i o ­
nej i wysokiej świadomości klasowej". Podzasada w zasadzie
- najlepiej żeby ludzie ci byli bezpartyjni, co m i a ł o zwiększać
ich w i a r y g o d n o ś ć w stosunku do środowiska.
D o tak skonstruowanego modelu działania potrzebny jesz­
cze był system upowszechniania w świadomości zbiorowej jego
„ z n a k o m i t y c h " w y n i k ó w . Stąd m.in. formuła b i o g r a m ó w
t w ó r c ó w , k t ó r a przeszła w stereotyp z jakiego dziś trudno się
wyzwolić nawet badaczom uczciwym (pisali o tym Dariusz
Czaja i Czesław R o b o t y c k i , stąd także zasada bezkrytycznej
i bezsensownej, z kulturowego i artystycznego p u n k t u widze­
nia, apologii w informacjach prasowych. Znajdujemy także
w t y m modelu o k r e ś l o n e funkcje zarezerwowane dla etnogra­
fów i socjologów.
Czesław Robotycki, m ó w i ą c o mityzacji prawdy artystycz­
nej w odniesieniu do t w ó r c ó w ludowych i nieprofesjonalnych
poprzez ich biografie w czasopismach fachowych i popular­
n y c h , wskazywał trafnie na to, iż mityzacji ulegają w w y n i k u
takich tekstów nie tylko sylwetki t w ó r c ó w , ale również ich
twórczość przez dodawanie interpretacji, s p o s o b ó w rozumie­
nia - wymyślonych przez a u t o r ó w o p r a c o w a ń . O d lat powiela­
ne są pewne wzory-matryce zbiorowej wyobraźni, w k t ó r y c h
jak w specyficznej ankiecie wpisuje się jedynie coś w rodzaju
detali dla rozróżnienia poszczególnych o s o b n i k ó w . Jego zda­
niem - takie zapisy nie służą nauce, czyli rozpoznaniu
i precyzyjnemu określeniu rzeczywistości, a wręcz przciwnie:
zatarciu relacji faktycznych przez nałożenie s ą d ó w życzenio­
wych. Dochodzi do sytuacji paradoksalnych: etnograf poprzez
konkursy, osobiste kontakty sam podpowiada twórcy tematy
i s p o s ó b ich potraktowania, a przez biografię i inne teksty
podsuwa odbiorcy interpretację tak zaistniałej „sztuki ludo­
wej" czy nieprofesjonalnej, a potem na samym k o ń c u , p r ó b u j e
takimiż samymi metodami tę „rzeczywistość" b a d a ć ! Jest to
elementarny błąd w sztuce, czyli przeniesienie do nauki
przbrzmiałych m i t ó w społecznych np. „ C h ł o p p o t ę g ą jest
i basta!".

6

7

8

9

M o i m zdaniem diagnoza ta jest niepełna i nie do k o ń c a

trafna. Owszem, jest to jedna z przyczyn leżących u p o d ł o ż a
sprawy. D r u g ą , nie mniej w a ż n ą , widzieć należy w umiejętnym
jej wykorzystywaniu do tworzenia propagandowych matryc
zbiorowej w y o b r a ź n i . T o przecież liczne gremium e t n o g r a f ó w
o p r a c o w y w a ł o założenia tematyczne k o n k u r s ó w politycznych
i wymyślało estetykę, raczej konwencję estetyczną przez m.in.
d o k ł a d n e określanie formuły wykonawczej dla twórców. Has­
ła p a d a ł y z określonych k o m i t e t ó w partyjnych, ale detale
wykonawcze powierzane były fachowcom z b r a n ż y .
Istotną rolę w całej tej konstrukcji mającej na celu pod­
p o r z ą d k o w a n i e , zniewolenie ludzi przez zmistyfikowanie rze­
czywistości pełnili również socjologowie realizujący systema­
tycznie testy badawcze, wg. określonego klucza-ankiety pod
o g ó l n y m i osławionym hasłem: „ P r z m i a n y w świadomości
klasy robotniczej (lub mieszkańców wsi)" i t p . Ich celem było
przede wszystkim sprawdzanie skuteczności stosowanych me­
tod indoktrynacyjnych, dostarczanie danych do modyfikacji
działań i socjotechnik, bowiem założenie „ s t r a t e g i c z n e " było
niezmienne, wymianie ulegały jedynie posunięcia „ t a k t y c z n e " .
Terminologia ta była oficjalnie u ż y w a n a w okresie komuniz­
m u i wywodzi się z p r y n c y p i ó w w tym względzie sformułowa­
nych przez W . I . Lenina.
Należy jeszcze oddzielną uwagę poświęcić konkursowi
tematycznemu, j a k o jednemu z najważniejszych narzędzi
instrumentacji propagandowej. M i c h a ł Szulczewski, jeden
z poważniejszych w okresie realnego socjalizmu t e o r e t y k ó w
w tej dziedzinie, w książce Propaganda polityczna określa
m e t o d ę konkursu j a k o jeden z najważniejszych s t y m u l a t o r ó w
propagandy. „Podjęcie tych akcji - pisze - następuje za wiedzą
odpowiednich władz p a ń s t w o w y c h przy poparciu zaintereso­
wanych instytucji społecznych. Cel akcji zbieżny jest z dąże­
niami władz (wspomaga je lub uzupełnia), ale obejmuje te
elementy życia społecznego, których nie s p o s ó b kształtować,
pozyskiwać lub p o b u d z a ć u r z ę d o w y m , oficjalnym działaniem.
W w y n i k u konkursu stwarzany zostaje pewien model p o ż ą d a ­
nych s t o s u n k ó w w jakiejś dziedzinie, którego cechą charak­
terystyczną jest to, iż jego treść, chociaż w znacznym stopniu
zaprogramowana przez o r g a n i z a t o r ó w , powstaje jdnak jako
samoistny przejaw inicjatywy, ambicji i pomysłowości grup
będących częścią o g ó ł u a d r e s a t ó w apelu. Czynnik konkuren­
cyjności sprawia, że w pewnym stopniu wszyscy uczestnicy
konkursu czuć się m o g ą w s ó l t w ó r c a m i nagradzanych modeli,
a wszyscy adresaci apelu propagandowego znajdują się w sytu­
acji potencjalnych uczestników konkursu. Tworzy to płasz­
czyznę szczególnie sprzyjającą zastosowaniu się a d r e s a t ó w do
kierowanego k u n i m w e z w a n i a . "
10

Po prostu nic d o d a ć - nic ująć. Ten sam autor w innej
książce pisze: „Aktywizacja funkcji społecznych (...) wiąże się
z innym jeszcze zjawiskiem. Oto w teorii informacji wyróżnia
się trzy rodzaje sterowania, w zależności od tego, na jakiej
podstawie się ono odbywa:
- na podstawie historii - gdy oryginały są wcześniejsze niż
obrazy;
- na podstawie diagnozy - gdy oryginały są równoczesne
z obrazami;
- na podstawie prognozy - gdy oryginały są późniejsze niż
obrazy."
Nieco dalej M i c h a ł Szulczewski precyzuje pojęcie manipula­
cji: „Sens manipulacyjny nadaje j a k i e m u ś działaniu przede
wszystkim w ł a s n a postawa działającego. Jest to zamiar kiero­
wania odczuciami i zachowaniami innych bez ujawniania
własnej postawy. Istotą manipulacji jest instrumentalne ope­
rowanie słowami obciążonymi skojarzeniami emocjonalnymi
w celu kształtowania z a c h o w a ń odbiorcy. W ł a s n e przekona­
nia i uczucia działającego są w tej sytuacji całkowicie obojętne.
Z zasady, iż o gustach się nie dyskutuje, manipulujący wyciąga
wniosek, że gusty się narzuca. Przenosząc to na wszelkie
wartościowanie, dąży się do uzyskania wpływu na wewnętrzne
nastawienie człowieka przez oddziaływanie zewnętrzne. N a ­
rzucanie oceny staje się ś r o d k i e m pozwalającym m a n i p u l o w a ć
postawami o d b i o r c y . "
11

12

„Symbole, hasła, slogany, etykiety wpływają na naszą
m e n t a l n o ś ć w stopniu bez p o r ó w n a n i a większym niż długie

123

�wywody najbardziej rzeczowe i słuszne - z a u w a ż a Henryk
J a b ł o ń s k i . - W tych warunkach umiejętność operowania t y m
zespołem elementów werbalnych jest nieprawdopodobnie wie­
lkiej wagi w organizacji wszelkiego wysiłku informacyjne­
go."
Dalej Michał Szulczewski pisze, że dla skutecznego manipu­
lowania świadomością odbiorcy, nadawcy t w o r z ą cały system
m i t ó w dotyczących zasad działania różnych form propagan­
dowych. Mają one pełnić funkcję wobec odbiorcy ś r o d k ó w
znieczulających, co podnosi skuteczność zabiegów manipula­
cyjnych. Jednym z tych m i t ó w jest rzekoma n e u t r a l n o ś ć
masowych ś r o d k ó w przekazu, a także, co należy d o d a ć do
Szulczewskiego, większości działań stymulujących w sferze
kultury masowej.
D o mistyfikowania rzeczywistości zatrudniano na najważ­
niejszych odcinkach wybitnych w swoim fachu specjalistów.
Fenomenem pod t y m względem jest tygodnik „Przyjaciół­
k a " . Fenomenem w innym, wyższym wymiarze był Andrzej
Banach i jego książki o Epifanie D r e w n i a k u , przezwanym
Nikifor K r y n i c k i , oraz Teofilu Ociepce. O d w o ł a m się w t y m
miejscu do bardzo interesującej pozycji, jaka u k a z a ł a się
ostatnio w Katowicach. M a m na myśli błyskotliwie n a p i s a n ą
przez Eugeniusza Zaczyka książkę Kamerdyner
Władzy.
Autor, utalentowany literat, jeden z czołowych propagandzis­
t ó w okresu Gierka i pierwszych lat stanu wojennego na Śląsku,
tak napisał o sobie (ale należy to odnieść do wielu innych):
„Byłem rasowym chartem propagandy sukcesu. (...) Czy
byłem ślepy i głuchy? Nie. Byłem n a j e m n i k i e m p i ó r a na
usługach ludzi, którzy chcieli się widzieć w takiej rzeczywisto­
ści, j a k ą kreowali, mimo że była to rzeczywistość podłości,
fałszu i postępującego z syfilityczną bezwzględnością ideo­
wego i materialnego bankructwa. (...) Sugestywnie skon­
struowane łgarstwo - to także sztuka: twórczość p o z o r ó w nie
jest łatwa - wymaga talentu i w y o b r a ź n i . T o , co czyniłem,
przynosiło m i perfidną satysfakcję, a jest to środek płatniczy
1 3

1 4

15

0 odurzającym n o m i n a l e . "

16

*

*

*

Na Śląsku po 1945 roku, nie wnikając w nader szczegółowe
omówienia, sprecyzowane zostały d o ś ć szybko założenia reali­
zacji w warunkach lokalnych, generalnej „ p r z e b u d o w y świa­
d o m o ś c i " . Region ten różnił się zasadniczo od innych w Polsce
m.in. t y m , że bardzo nielicznie ocalała lokalna inteligencja
wykształcona w okresie międzywojnia, wymordowana bez
pardonu przez hitlerowców za swą p a t r i o t y c z n ą p o s t a w ę
1 udział w ruchu o p o r u . Jako jeden z ważniejszych instrumen­
tów oddziaływania na „ m a s y ludowe" uznano szeroko roz­
budowany amatorski ruch plastyczny. (Oddziaływanie przez
symbol, znak, obraz).
Ten polityczny w y b ó r oparty został na wynikach pierwszej
wystawy plastyki amatorskiej, zorganizowanej w maju 1946 r.
przez W o j e w ó d z k ą R a d ę Kultury w Katowicach, na zasadzie
„pospolitego ruszenia". Wystawa ta (pierwsza tego rodzaju
w Polsce), pozwoliła na skonstatowanie faktu, iż amatorskie
malarstwo na Śląsku jest zjawiskiem powszechnym, uprawia­
nym przez liczne grono przedstawicieli różnych z a w o d ó w .
Tematyka prac, niestety (z punktu widzenia o r g a n i z a t o r ó w ) ,
była w przeważającej ilości religijna. Poziom artystyczny, j a k
i umiejętności warsztatowe, poza wyjątkami, nie były i m ­
ponujące.
„ M i n i s t e r s t w o K u l t u r y i Sztuki za p o ś r e d n i c t w e m wojewó­
dzkich i powiatowych referatów kultury i sztuki stworzyło
stałą sieć ognisk krzewienia kultury plastycznej. Ogniska
opierały swoją działalność na szczegółowo opracowanym
programie. Nauczanie trwało dwa do trzech lat (...)." - napisa­
ła Maria Żywirska, przybyła z Lublina na Śląsk etnografka
i szczera entuzjastka upowszechniania plastyki amatorskiej
w jej szlachetnej postaci. Jednocześnie p r z y s t ą p i o n o do
organizowania kół plastycznych, szczególnie przy zakładach
pracy, podległych z w i ą z k o m zawodowym. N a przełomie 1948
i 1949 r. Wydział Polityczny Z w i ą z k u Zawodowego G ó r n i k ó w
wydał polecenie organizowania dla uczestników zespołów
17

1 8

15

124

1

plastycznych pogadanek ideologiczno-wychowawczych, okre­
ślających rolę plastyki w kategoriach filozofii marksistowskiej
i w warunkach „ d y k t a t u r y proletariatu".
W 1950 r. chcąc z o r i e n t o w a ć się w liczebności, przekroju
społecznym, a szczególnie zawodowym, na Śląsku opracowa­
ne zostały specjalne kwestionariusze (przez Z G Z Z G ) , k t ó r e
rozesłano „ w teren", gdzie referenci k u l t u r a l n o - o ś w i a t o w i byli
zobowiązani d o p i l n o w a ć ich wypełnienia przez a m a t o r ó w . „ W
p o r ó w n a n i u do z a d a ń dydaktycznych i propagandowych
stawianych ruchowi amatorskiemu np. w Związku Radzie­
ckim i w Czechosłowacji nasz program nie a k c e n t o w a ł tak
silnie d o m i n u j ą c e g o tam postulatu polityczno-ideologicznego,
nie mówił o n i m bezpośrednio, nie p o d p o r z ą d k o w y w a ł mu
wszystkich innych wartości wychowawczych. Nie czynił z ru­
chu amatorskiego narzędzia walki ideologicznej." Ta opinia
Żywirskiej, niewątpliwie w j a k i m ś stopniu relatywnie słuszna,
w ostatnim swoim stwierdzeniu jest zbyt idealistyczna.
20

Przeszkoleni na wspomnianych wcześniej kursach amato­
rzy, na podstawie uzyskanych zaświadczeń, byli zatrudniani,
przy deficycie plastyków zawodowych, z a r ó w n o w zespołach
zajmujących się p r o p a g a n d ą wizualną w z a k ł a d a c h pracy, jak
i w roli i n s t r u k t o r ó w w kołach amatorskich. Przyuczeni do
rzemiosła malarskiego, kierowali i „uczyli", byli dumni ze
swego „ a w a n s u społecznego". Wykonywali także ochoczo
i bezkrytycznie każde polecenie ideologiczne. Paradoksem
jest, iż początek „ k a r i e r y " malarskiej jednego z najwybitniej­
szych śląskich malarzy mistycznych, Erwina Sówki, tak właś­
nie wyglądał. Przez dwa lata uczestniczył w zajęciach kursu
malarstwa w domu kultury przy u l . Francuskiej w K a t o w i ­
c a c h ^ potem zatrudniony został w pracowni plastycznej
kopalni „ W i e c z o r e k " . W y k o n y w a ł głównie portrety Stalina,
m a l o w a ł hasła i transparenty propagandowe.
2 1

22

W opozycji zgoła antropologicznej - złu - dekretowo
umiejscowionemu kategorycznie i w y ł ą c z n i e w rzeczywis­
tości „nacjonalistyczno-kapitalistycznej" przedwojnia oraz
jego reliktów, k t ó r e przetrwały kataklizm wojenny, przeciw­
stawione zostało - dobro - czyli „socjalistyczne w a r t o ś c i "
i nowy p o r z ą d e k społeczny, także globalny, w t y m „ i n t e r n a cjonalistyczne braterstwo ze Z w i ą z k i e m Radzieckim na czele."
Z tych przesłanek generalnych wynikały dyrektywy szczegóło­
we dla p l a s t y k ó w - a m a t o r ó w . Zgodnie z totalnie p o j m o w a n ą
z a s a d ą „centralizmu demokratycznego" - wytyczne centralne
mogły być realizowane w lokalnie określanej w a r i a n t o w o ś c i
z możliwością osobistej, „ t w ó r c z e j " inwencji przy rozwiązy­
waniu z a d a ń ideologiczno-propagandowych przez poszcze­
gólnych p l a s t y k ó w - a m a t o r ó w . Trzeba w tym miejscu przypo­
mnieć, że śląskim r o b t n i k o m przydano awansem „ z a s z c z y t n y "
tytuł in gremio „przodującego oddziału polskiej klasy robot­
niczej," którego słuszność należało systematycznie uwiarygod­
niać.
Jak wyglądała w tych warunkach szczególnie w latach
1949-1956, tzw. swoboda twórcza w amatorskich zespołach
plastycznych w tym regionie? O p r ę się na przykładzie głośnego
przez wiele lat zespołu plastycznego w Janowie przy kopalni
„ W i e c z o r e k " . W e d ł u g zgodnych relacji Pawła i Leopolda
W r ó b l ó w , Ewalda Gawlika, Erwina Sówki, Antoniego Jaro­
mina i innych, tematyka o b r a z ó w była amatorom narzucana
w s p o s ó b bardzo szczegółowy. Działo się to permanentnie. Nie
mówię w tym przypadku o konkursach tematycznych, które
pojawiły się znacznie później, jako wynalazek „wyższego
r z ę d u " . Amatorzy musieli m a l o w a ć przede wszystkim swoje
zakłady pracy, „ b u d o w y socjalizmu", p r e z e n t o w a ć „ p o s t ę p
i przemiany socjalistyczne", sceny strajkowe sprzed wojny,
nędzę i poniewierkę z tamtego okresu (szczególnie preferowa­
ne były sceny starć z policją g r a n a t o w ą ) , wynędzniałe kobiety
i dzieci, a g i t a t o r ó w komunistycznych z wpisanymi w obraz
hasłami politycznymi itp.
Nie wolno było, nawet w przypadku tych słusznych ideo­
logicznie t e m a t ó w , przy wkomponowywaniu ich w j a k i ś
konkretny pejzaż, umieszczać w nim krzyży p r z y d r o ż n y c h ,
kapliczek i kościołów, z n a k ó w urzędowych i godeł Polski
przedwrześniowej (głównie chodziło o orła w koronie). Jaka­
kolwiek tematyka sakralna, b ą d ź motyw sakralny, oznaczały

�w skutkach dla autora nie tylko relegowanie z zespołu, ale
degradację p ł a c o w ą i inne represje ze strony rezydujących
w k a ż d y m większym zakładzie pracy na Śląsku funkcjonariu­
szy U B . Z tego też powodu w obrazach Pawła W r ó b l a spotyka
się specyficzne zagęszczenie familoków lub czynszowych ruder
szopienickich na tle k o p a l ń czy hut, tworzące specyficzne
kompozycje w układzie pasowym, bez jakichkolwiek budyn­
k ó w o przeznaczeniu p u b l i c z n y m .
W odniesieniu do obrazowania „ r a d o s n e j teraźniejszości"
wzorce były również określane na zasadzie haseł, precyzowa­
nych w poszczególnych zespołach plastycznych. Przy po­
szukiwaniu m a t e r i a ł ó w źródłowych z tamtych lat w p a d ł m i
w ręce charakterystyczny i zarazem typowy plakat z roku 1950.
Oto jego treść: „ O k r ę g o w a Rada Z w i ą z k ó w Zawodowych
w Opolu organizuje W o j e w ó d z k ą W y s t a w ę Prac Plastyk ó w - A m a t o r ó w z dziedziny malarstwa, rzeźby, grafiki. Prace
zgłoszone na wystawę o b e j m o w a ć powinny sceny z życia
człowieka pracy w mieście i na wsi oraz t e m a t y k ę z życia
rodzinnego, odpoczynku, wczasów i t p . "
Malarzom-amatorom powierzano także (obok wspomnia­
nych „ p r o f e s j o n a l n y c h " zespołów zajmujących się wyłącznie
p r o p a g a n d ą wizualną dotyczącą sloganów, haseł, stachanowskiego wyścigu pracy) wykonywanie dekoracji, plansz propa­
gandowych, szczególnie gazetek ściennych, malowanie port­
retów (sic!) Stalina, Bieruta, Rokossowskiego i lokalnych
liderów komunistycznych. Praktyka ta, związana głównie
z 1 maja, 22 lipca, rocznicami rewolucji sowieckiej (przy
zmieniających się obliczach pierwszych sekretarzy i w o d z ó w
rewolucji), u t r z y m a ł a się do k o ń c a lat siedemdziesiątych,
czego byłem świadkiem, na terenie całego G ó r n e g o Śląska.
Obok tego głównego nurtu nakazowej „ t w ó r c z o ś c i " , k t ó r ą
eksponowano na licznych wystawach przede wszystkim w śro­
dowiskach, gdzie powstała, dopuszczalny był tzw. naiwny
realizm, będący „ t o w a r e m eksportowym", przedmiotem po­
chwał „ a r t y s t y c z n y c h " . Obrazy takie prezentowano w skali
wojwódzkiej i dalej.
23

2 4

O m ó w i e n i e manipulacji politycznych mających na celu
wykreowanie lokalnych liderów ideowych, stanowiących po­
zytywny przykład i wzór do n a ś l a d o w a n i a , o p r ę na d w u
bardzo charakterystycznych p r z y k ł a d a c h , ukazujących jedno­
cześnie dwa poziomy tego rodzaju zabiegów. Piotr Latoska,
ładowacz kopalni „ W a l e n t y - W a w e l " w Rudzie Śląskiej,
p r ó b o w a ł rzeźbić w węglu jeszcze przed wojną. Po jej z a k o ń ­
czeniu zgłosił się na kurs rzeźby w R y d u ł t o w a c h . Miał duży
talent. Przeszkolony w stylu „ s o c " , w y k o n a ł w 1949 r. na
zamówienie Z G Z Z G kilka dużych prac utrzymanych w t y m
kanonie. Zawieziono je na Kongres Z w i ą z k ó w zawodowych
do Warszawy, a j e d n ą w r ę c z o n o Bierutowi. Latoska otrzymał
za to Brązowy K r z y ż Zasługi. W t y m czasie j e d n ą z „idee fixe"
systemu było kierowanie na wyższe uczelnie, po tzw. kursach
maturalnych, przedstawicieli klasy robotniczej, co miało za­
świadczać najlepiej o szeroko pojętym „awansie s p o ł e c z n y m " .
Uznano, że Latoska nadaje się do tego jak ulał, w związku
z t y m , na wniosek Bieruta został skierwany „ a w a n s e m " bez
matury na studia do krakowskiej ASP. Miał po studiach na
Śląsku otworzyć n o w ą e p o k ę sztuki socjalistycznej.
„Senat Akademii Sztuk Plastycznych w Krakowie (sic!
- S A W ) wyraził zgodę na przyjęcie naszego amatora jako
wolnego słuchacza. Najcięższe dla Latoski były pierwsze
miesiące w Akademii, gdyż nie był w stanie o p a n o w a ć
poziomu w y k ł a d ó w , a niekiedy nawet nie r o z u m i a ł dobrze
słów używanych przez profesora. (...) J u ż w drugim roku
studiów Latoska miał m a t u r ę a w 1955 roku ukończył
A k a d e m i ę j a k o przodownik pracy i n a u k i . " Kiedy ten
człowiek, zupełnie nieświadom jakiego rodzaju manipulacji
jest obiektem, wrócił z ciężko zdobytym dyplomem na Śląsk,
zmieniły się j u ż dyrektywy polityczne, tak więc podjął pracę
w dziale ratownictwa górniczego w swojej kopalni, jednocześ­
nie pełniąc funkcję instruktora w zespołach plastycznych,
k t ó r ą uczciwie wykonuje do dziś.
Szczególnie interesujący przykład w tym względzie s t a n o w i ą
perypetie Pawła W r ó b l a . Żołnierz kampanii wrześniowej,
w przeddzień odznaczenia za o d w a g ę na polach bitew, dostaje
2 5

się pod Przemyślem do niewoli niemieckiej, skąd brawurowo
ucieka. W 1941 r. został zmuszony, j a k wększość Ślązaków do
podpisania Volkslisty nr. 3 (warunek sine qua non dalszego
zatrudnienia w kopalni). W 1945 r. wcielony do Wermachtu,
przechodzi na stronę radziecką. „ W n a g r o d ę " j a k o jeniec
zostaje wywieziony do kopalni rud na K a m c z a t k ę . Przetrwał
dzięki talentowi malarskiemu, malując rosyjskim kapo ko­
szulki i obrazki z kowbojami itp. Po powrocie do Szopienic
i do kopalni - wstąpił do zespołu plastycznego, do k t ó r e g o
należał także Teofil Ociepka. Po k r ó t k i m okresie względnego
spokoju wezwany został do kopalnianej k o m ó r k i U B . Wyrafi­
nowane szykany z a k o ń c z o n e zostały po k i l k u tygodniach
skierowaniem do zakładowej k o m ó r k i PPR. T a m dowiedział
się, że m o ż e z m a z a ć plamy w swoim życiorysie, jeżeli będzie
robił, to co m u każą. O d tego momentu m a l o w a ł regularnie
satyryczne gazetki ścienne tzw. „beczki z bumelantami",
gromił imperializm wszelkiej maści. - „ K o z a l i tych bomelantów o d r y s o w a ć - o p o w i a d a ł - tom robił, no niechby k t ó r y
wtedy władzy powiedzioł: Nie! N a z y w a ł o się, że j o som tych
b o m e l a n t ó w i innych krytykują, tak od siebie. Co miesionc zek
d o s t o w o ł od nich temat, bo oni całość trzymali".
Za jakiś czas „ a w a n s o w a ł " na robotniczego korespondenta-rysownika „ T r y b u n y Robotniczej" w Katowicach. Sprepa­
rowano m u życiorys, dodano brakujące do siedmiu cztery
klasy szkoły podstawowej i j u ż w zmistyfikowanych publikac­
jach prasowych biegle cytował Marksa i Lenina, w y p o w i a d a ł
się w „imieniu górnośląskiej klasy robotniczej" w istotnych
kwestiach m i ę d z y n a r o d o w y c h pryncypialnie, z ludowym po­
czuciem h u m o r u i doborem argumentacji. Tak manipulowa­
nych o s ó b z kręgu m a l a r z y - a m a t o r ó w było na Śląsku więcej,
ale w tej hierarchii Paweł W r ó b e l został postawiony najwyżej.
Omawiam tę sprawę dlatego dość szczegółowo, gdyż po pierw­
sze poza terenem Śląska nigdzie nie było tak bezwzględnej
i wręcz ordynarnej mistyfikacji amatorskiego ruchu plastycz­
nego z jednoczesnym p o d p o r z ą d k o w a n i e m go propagandzie
politycznej, po drugie praktyki te, w zmodyfikowanej formie,
nasiliły się w okresie „ p r o p a g a n d y sukcesu" (dekada Gierka).
Jak pisałem wcześniej, do tak skonstruowanego modelu
„ d z i a ł a n i a " amatorskiego ruchu plastycznego potrzebny był
system upowszechniania w świadomości społecznej jego „słu­
sznych klasowo" w y n i k ó w , a także lansowania właściwych
postaw poprzez „biografie" i „osobiste wypowiedzi". Rolę tę
pełniły partyjne środki masowego przekazu.
„ P o s t u l a t y 'realistycznego' malowania stawiali Ociepce
działacze kultury, związków zawodowych a przede wszystkim
dziennikarze, atakujący go za oderwanie od życia. Żywirska,
organizując Muzeum G ó r n i c z e w Sosnowcu także prosiła
malarza o Rodzinę górniczą (1948). Ociepka niechętnie podej­
m o w a ł t a k ą t e m a t y k ę , źle się w niej czuł i efekty także osiągał
nie najlepsze (vide Rodzina). N a m a l o w a ł jednak kilka takich
płócien, m.in. w 1950 r. Śląsk (wysłany przez z w i ą z e k
w podarunku Stalinowi), Barbórka
(1956), Warsztat
krawca
(1956/57). (...) Wykorzystano zmysł krytyczny malarza, ujaw­
niony w kompozycjach moralizatorskich (np. w Choince
chuligana) i Ociepka przez pewien czas pełnił rolę bicza na
b u m e l a n t ó w , rysował satyryczne scenki do miejscowej prasy
a także raz - do stołecznych 'Szpilek'.

26

P r ó b o w a n o nagiąć do własnych potrzeb propagandowych
nie tylko twórczość malarza, ale i jego życiorys. Świadomie
wypaczano jego słowa, tak, aby o d p o w i a d a ł y p o ż ą d a n e m u
modelowi g ó r n i k a - m a l a r z a . Najlepszym dowodem takiego
cynicznego przeinaczania słów Ociepki był wywiad, prze­
prowadzony z n i m przez przedstawiciela PAP. Znalazły się
tam m.in. zdania, k t ó r y c h nigdy nie mówił i które tak go
zdenerwowały, że wysłał list z ż ą d a n i e m , aby sprostowano
zamieszczony w 'Dzienniku Zachodnim' wywiad. Oto frag­
menty z tekstu PAP: '(...) Przebywając stale pod ziemią,
czułem tęsknotę do jasnych, żywych barw, d a w a ł e m wodze
swej fantazji. T ę s k n o t a ta znalazła wyraz w moich obrazach.
Przed wojną - mówił Ociepka - twórczością moją nikt się nie
interesował, nikt nie udzielił m i pomocy, ani zachęty, ani
wskazówek. Dopiero dzięki władzy ludowej w Polsce wysiłek
artystyczny znalazł pełne zrozumienie i opiekę. (...) Ostatnio

125

�nastąpił zwrot w mej twórczości od tematyki fantastycznej do
realistycznej. Obecnie maluję fragmenty mojej kopalni i pracy
w n i e j . " - napisał w eseju o Ociepce Aleksander Jackowski.
A u t o r ten, przytacza dalej inną opinię z prasy śląskiej na
temat I I Ogólnopolskiej Wystawy P l a s t y k ó w A m a t o r ó w .
„ D z i e n n i k a r z , kryjący się za literami A Z (...) pisał: 'odbija od
jednolitego na ogół tonu wystawy Teofil Ociepka. Jego
barwna a nie pozbawiona u r o k u kompozycja Raj ptaków nie
ma nic w s p ó l n e g o z socjalistycznym realizmem. Jeżeli odzwier­
ciedla życie to j a k o wynik i w y t w ó r pewnych w a r u n k ó w ,
k t ó r y m przez całe lata podlegał autor, ale nie j a k o ś w i a d o m e
przedstawianie rzeczywistości. C h ę ć p r z e ł a m a n i a zaczarowa­
nego k r ę g u i realistycznego podejścia do świata zarysowuje się
u Ociepki w płótnie Na hałdzie. M a m y nadzieję, że n a s t ę p n e
prace tego utalentowanego g ó r n i k a b ę d ą dowodem jego
ciągłego p o s t ę p u na drodze do realizmu. T a k ż e W r ó b e l ,
towarzysz pracy Ociepki, podlega pewnym skazom formalistycznym'."
27

28

Oto kolejny przykład propagandowego preparowania Teo­
fila Ociepki. Fragment pochodzi z „ D z i e n n i k a Zachodniego",
Katowice 13.06.1950. „ O c i e p k a to dodatnia w społeczeństwie
jednostka, odprężająca po ciężkiej zawodowej pracy swe
mięśnie i swe myśli w wypowadaniu swej dynamicznej wrodzo­
nej radości życia w malarstwie prymitywnym, lecz własnym,
z trudem wśród przeciwieństw losu zdobytym. (...) W kopalni
widział Ociepka odbicie paprociowych przedpotopowych la­
sów w lśniącym, czarnym węglu, k t ó r e w y d o b y ł na światło
dzienne w swej Dżungli i
Madagaskarze."
Te trzy przytoczone przykłady prasowych zabiegów mistyfikatorskich są wystarczającą reprezentacją praktyk z lat
pięćdziesiątych na Śląsku. D l a ścisłości należy d o d a ć , iż Teofil
Ociepka nie był górnikiem, p r a c o w a ł j a k o maszynista wycią­
gów w kopalni.
O ile środki masowego przekazu działające na podstawie
określonych dyrektyw politycznych starały się k r e o w a ć syl­
wetki t w ó r c ó w - a m a t o r ó w , p r e p a r o w a ć interpretacje ich dzieł
- posługując się specyficznym metajęzykiem określanym j a k o
„ n o w o m o w a " - na poziomie odbiorcy masowego, o tyle
etnografowie i inni specjaliści robili to samo, przy użyciu
„marksistowskiej metodologii", na poziomie „ n a u k o w y m " .
Kreowanie rzeczywistości fikcyjnej, opartej na totalnym uwia­
rygodnianiu fałszu, miało charakter działań, zupełnie nie
liczących się relacjami faktycznymi, a wymuszone skutki
„reżyserowania rzeczywistości" (Sokorski) otrzymywały
„ n a u k o w o " wywiedzioną wykładnię „ n a t u r a l n y c h przemian"
właściwych dla twórczości „ w y z w o l o n e j " dopiero w warun­
kach socjalistycznych. „ W drugiej połowie X X wieku dzięki
szerokiemu uprzystępnieniu i upowszechnieniu sztuki przez
śląskie placówki kulturalne, zwłaszcza muzea oraz domy
kultury wznoszone i subwencjonowane przez górnictwo, a co
za t y m idzie dzięki dostępności farb, płócien, papieru i innych
materiałów, wreszcie opiece nad wszelką amatorsko uprawia­
ną twórczością - malowanie o b r a z ó w stało się szczególnie
popularne wśród g ó r n i k ó w . (...) C h o ć niektórzy z nich, j a k
L u d w i k Holesz, swe pierwsze p r ó b y malowania wiązali z tema­
tyką s a k r a l n ą , co wynikało z zapotrzebowania rodziny, na
ogół nie nawiązywali w swej twórczości do tradycyjnych form
przedstawiania. (...) W pejzażach, scenach rodzajowych, kwia­
tach, a nawet portretach i innych obrazach o dowolnej
tematyce, dostrzec m o ż n a poszukiwania, k t ó r y c h celem jest
zaspokojenie potrzeb kulturalnych i estetycznych środowisk
społecznych, z jakich w y w o d z ą się t ó w r c y . (Sic! - S A W ) .
W y p ł y w a to nie tylko z przemian kulturowych zurbanizowa­
nego środowiska i technicznych umiejętności t w ó r c ó w , lecz
t a k ż e ze z m i a n ą funkcji m a l a r s t w a . " - napisała Irena
B u k o w s k a - F l o r e ń s k a . Dalsza „ d o w o d o w a " ornamentyka te­
go w y w o d u świadczy o wysokim kunszcie mistyfikacyjnym
autorki. Oto dwa dalsze przykłady z jej tekstu: „ O b o k prac,
w k t ó r y c h widoczne są n a ś l a d o w n i c t w o b ą d ź wpływy sztuki
profesjonalnej, spotyka się wiele płócien tematycznie związa­
nych z codziennym życiem i p r a c ą ich t w ó r c ó w . C i ą g ł o ś ć
t r a d y c j i k u l t u r o w e j (podkreślenie - S A W ) wyraża się tu
z a r ó w n o w treści, jak i w formie przedstawienia." Nieco dalej
29

3 0

31

32

33

126

i

dowiadujemy się, że: „ D a w n e i współczesne wydarzenia,
a r c h i t e k t u r ę k o p a l ń śląskich, pracę z a w o d o w ą odzwierciedlają
malunki Eugeniusza B ą k a z Szopienic (1918-1969), k t ó r e g o
ambicją, obok tworzenia rzeźb w drewnie, węglu, glince
szamotowej, było wykonywanie malarskiej i rzeźbiarskiej
dokumentacji k o p a l ń śląskich oraz pracy g ó r n i k ó w . (...)
Eugeniusz Bąk n a m a l o w a ł także wiele ujęć cynkowni 'Szopie­
nice', gdzie kilka lat p r a c o w a ł oraz w y k o n a ł sceny rodzajowe
związane z p r a c ą g ó r n i k ó w i ich życiem; te ostatnie miały
formę oryginalnych o b r a z o r z e ź b powstałych przez zamoco­
wanie polichromowanych figurek ludzi i zwierząt na płótnie
obrazu malowanego olejną f a r b ą . "
Tak oto, niewątpliwie utalentowany t w ó r c a - a m a t o r , jeden
ze zdolniejszych w y k o n a w c ó w t e m a t ó w „ n a zamówienie spo­
łeczne", laureat wielu ówczesnych n a g r ó d , wyróżnień, prefero­
wany w ś r o d k a c h masowego przekazu, j a k o „ t w ó r c a zaan­
g a ż o w a n y " i „światły p r z y k ł a d " dla innych, przedstawiony
nam został tym razem j a k o pasjonat tego rodzaju tematyki i jej
interpretacji. Ponadto trzeba wiedzieć, iż eufemistycznie okre­
ślone „ d a w n e i współczesne wydarzenia" będące „ i n s p i r a c j ą "
jego prac - to nic innego, jak opisana wcześniej, nadawana
z góry opozycja zło - sanacja, dobro - socjalizm.
Nadmierna
gorliwość
Ireny
Bukowskiej-Floreńskiej
w „ z b o ż n y m dziele interpretatorskim" postrzegana była kry­
tycznie o wiele wcześniej. W recenzji z jej książki: Twórczość
plastyczna w środowiskach robotniczych Górnego Śląska. Na
przykładzie
rzeźby w węglu w XIX i XX wieku. ( „ R o c z n i k
Muzeum G ó r n o ś l ą s k i e g o w Bytomiu. Etnografia", z. 8,
Bytom 1987. Muzeum G ó r n o ś l ą s k i e ss. 237) - Aleksander
Lipski o b n a ż a wiele słabości w tym względzie, choć nie
wszystkie, co także jest zrozumiałe, biorąc pod u w a g ę czas
i miejsce opublikowania recenzji. Pomijając wytknięcie ele­
mentarnych błędów jak choćby ten, że twórcą stylu z a k o p i a ń ­
skiego według Bukowskiej-Floreńskiej miał b y ć Witkacy),
autor ten pisze m.in.: „Wreszcie teza trzecia: twórczość
r o b o t n i k ó w nie należy do twórczości amatorskiej. Ta ostatnia,
zdaniem autorki, jest d o m e n ą a r t y s t ó w posiłkujących się
w swych dziełach dowolnymi wzorami, nie pozostającymi
w ż a d n y m koniecznym związku ze środowiskiem pochodzenia
czy etosem ich pracy zawodowej. (...) Z kolei artyści ze
środowisk robotniczych w twórczości prezentują treści związa­
ne ze swym regionem, jego zwyczajami, specyfiką własnej
pracy zawodowej itp. A u t o r k a p o p e ł n i a błąd nieuzasadnionej
ekstrapolacji, przypisując charakter szczególnej przecież dzie­
dziny twórczości, j a k ą jest rzeźba w węglu (a przez to
niereprezentatywnej), całej plastyce uprawianej przez artystów
a m a t o r ó w należących do klasy robotniczej, k t ó r ą to kategorię
społeczną B u k o w s k a - F l o r e ń s k a rozumie zgodnie z definicją
W . I . Lenina. Trudno byłoby autorce o b r o n i ć swoją tezę nawet
w odniesieniu do całej plastyki robotniczej G ó r n e g o Śląska.
W tzw. cywilizowanych krajach nie istnieją ś r o d o w i s k a izo­
lowane od w p ł y w ó w zewnętrznych, szczególnie dziś, w dobie
hegemonii ś r o d k ó w masowego przekazu. (...) Twierdzenia
Bukowskiej-Floreńskiej, w k t ó r y c h próbuje w y k a z a ć swois­
tość, o d r ę b n o ś ć sztuki klasy robotniczej, są tyleż ciekawe, co
sprzeczne z r z e c z y w i s t o ś c i ą . "
3 4

35

S p r ó b u j m y teraz oświetlić interesujący nas obszar z p u n k t u
widzenia „socjalistycznej" socjologii na G ó r n y m Śląsku. „ B u ­
dowa rozwiniętego społeczeństwa socjalistycznego, której
założeniem jest uzyskanie znacznego p o t ę p u w zaspokajaniu
podstawowych potrzeb życiowych członków społeczeństwa,
stawia równocześnie pewne określone wymagania w zakresie
planowego kształtowania systemu wartości, aspiracji i moty­
wacji z a c h o w a ń ludzkich. (...) Jest rzeczą z r o z u m i a ł ą i oczywis­
tą, że celów tych nie da się osiągnąć za p o m o c ą systemu
n a k a z ó w i z a k a z ó w , wspartych b o d ź c a m i mającymi charakter
przymusu. J e d y n ą d r o g ą p r o w a d z ą c ą do tego celu jest odpo­
wiedni system wychowania i motywowania społecznego przez
to, co Jan Szczepański nazywa 'pozytywnym n a k ł a n i a n i e m ' .
W praktyce chodzi o bardzo szeroki zestaw zabiegów dokony­
wanych w s p o s ó b zorganizowany, opierający się na całym
systemie s p o ł e c z n y m . " - napisała M a r i a Michalczyk we
wstępie a r t y k u ł u Aspiracje a wartości.
36

�I

A n t o n i G ł a d y s z w artykule Robotnicze
turze

(wskazania

modelowe

w warunkach

uczestnictwo
GOP-u)

w kul­
pisze

na

wstępie m.in.: ,,Wielu ludziom, nie przygotowanym do tego
typu r o z w a ż a ń , w y d a w a ć się może, iż podejmowanie p r ó b y
propozycji modelowych dla kultury czy kojarzących się im
z tym zajęć czasu wolnego jest nieszkodliwą futurologią. (...)
Temu bardzo wąskiemu i o b c i ą ż o n e m u klsową przeszłością
ujmowaniu spraw kultury przeciwstawiam od razu współczes­
ną, naukowo u z a s a d n i o n ą j e d n o ś ć kultury, wychowania
i 'świata człowieka'. Od razu też, uprzedzając dalsze wątpliwo­
ści, stawiam pytanie, na k t ó r e o d p o w i e d ź będzie zarazem
rozwinięciem kwestii sygnalizowanej w temacie. Czy mamy
- jako z b i o r o w o ś ć narodowa - określony m o d e l człowieka
tudzież m o d e l społeczeństwa, który realizujemy, lub przyna­
jmniej usiłujemy realizować? Najbardziej potoczna odpo­
wiedź, j a k ą w związku z tym m o ż n a usłyszeć, brzmi: mamy
i realizujemy m o d e l społeczeństwa socjalistycznego."
37

W dalszym toku swoich w y w o d ó w autor omawia ten
„ m o d e l " w różnych aspektach, lecz w podstawowej relacji
centralnych dyrektyw politycznych do stopnia ich realizacji.
Wysoko oceniając w tym względzie pierwsze 20-lecie PRL-u,
ubolewa nad postępującą z biegiem czasu rozbieżnością
między teorią, a wynikającą z niej p r a k t y k ą . W rozdziale
z a t y t u ł o w a n y m Propozycje

przemian

w sterowaniu

kulturą,

wskazuje na jeden z głównych p o w o d ó w takiego stanu rzeczy.
Jest nim „niemal całkowita a u t o n o m i c z n o ś ć p o l i t y k i kulturo­
wej najniższych i najmniej do tego przygotowanych ogniw
terenowych, to jest rad z a k ł a d w y c h i kierownictw z a k ł a d ó w
p r a c y " , p r z y p o w a ż n y c h niedostatkach naukowej organiza­
cji i kierownictwa w tym zakresie. Opierając się na wynikach
b a d a ń i sondaży socjologicznych, G ł a d y s z postuluje kategory­
cznie p o d p o r z ą d k o w a n i e merytoryczne działań związków
zawodowych w zakresie kultury Wydziałowi K u l t u r y U r z ę d u
W o j e w ó d z k i e g o , lub też W o j e w ó d z k a Rada Z w ą z k ó w Zawo­
dowych powinna wytworzyć „ k o m p e t e n t n y " organ progra­
mujący, realizujący i kontrolujący scentralizowaną politykę
k u l t u r a l n ą . Oczywiście, chodzi o wszystko, o wszelkie przeja­
wy kultury, a tezą zasadniczą G ł a d y s z a , pomieszczoną na
k o ń c u , jest postulat, aby kierunki rozwoju systemu sterowania
kulturą p o w i ą z a ć z pracami c e n t r ó w planistycznych. K o n ­
kludując, m o ż n a powiedzieć, że było to n a w o ł y w a n i e do
„ s p r a w d z o n e g o p o r z ą d k u " z lat czterdziestych i pięćdziesią­
tych, oczywiście w zmodyfikowanej formie, co wyraźnie
określiła Maria Michalczyk.
38

P r z y k ł a d ó w takich m o ż n a przytoczyć o wiele więcej. G r o n o
a u t o r ó w publikacji utrzymanych na prezentowanym poziomie
„ n a u k o w y m " było na Śląsku o wiele liczniejsze. Nie taki jest
cel mojego szkicu, a p r z y w o ł a n e fragmentarycznie publikacje
służyć mają jedynie ukazaniu w ostrym oświetleniu typowych
i zarazem dominujących tendencji w opracowaniach większo­
ści e t n o g r a f ó w i socjologów w tym regionie dotyczących
tematycznie interesującego nas obszaru. C e c h ą charakterys­
tyczną, odróżniającą w przeszłości Śląsk od reszty kraju,
w y w o ł a n ą celowo przez czynniki polityczne, była postawa
badaczy, której d o m i n a n t ę stanowiła niespotykana gdzie
indziej w takiej skali - dyspozycyjność względem pozanauko­
wych dyrektyw. W efekcie tegoż osądy życzeniowe o jedno­
znacznej proweniencji znajdują na tym terenie nikłą przeciw­
wagę w relacjach faktycznych. G r o n o ludzi zajętych kreowa­
niem rzeczywistości fikcyjnej, nie m o g ł o zwracać uwagi na
rzeczywistość j a k o t a k ą .
W kontekście tego, co zostało powiedziane powyżej, chcę
jeszcze p o w r ó c i ć do problemu „ n a u k o w e g o " wykazywania
swoistej odrębności „sztuki klasy robotniczej". Było to pryn­
cypialnie postawione zadanie w okresie komunizmu i dotyczy­
ło nie tylko obszaru Polski. Mnie interesuje realizacja tegoż na
Śląsku, jako że tu postulat ten spełniany był „ t w ó r c z o " niemal
do ostatnich dni istnienie poprzedniego systemu politycznego
(przykładem omawiana publikacja Bukowskiej-Floreńskiej
z 1987 r. ostatnia w tym zakresie w P R L ) .
W Ł o d z i w listopadzie 1983 r. zorganizowana została
konferencja pt. „ K u l t u r a klasy robotniczej". Towarzyszyła jej
wystawa zorganizowana przez Muzeum Miejskie w Zabrzu ze

zbiorów własnych z a t y t u ł o w a n a „ R o b o t n i c z e widzenie świata
w kręgu śląskiej plastyki nieprofesjonalnej". W towarzyszą­
cym jej folderze opublikowany został tekst spełniający trzy
podstawowe funkcje: stanowił „ s ł u s z n ą " i „ w ł a ś c i w ą " inter­
pretację śląskiej twórczości amtorskiej wywołanej sztucznie
przez opisane wcześniej zabiegi stymulacyjne, przedstawiał tak
zaistniałą twórczość, j a k o zjawisko naturalne, a po trzecie
starał się „ d o w o d z i ć " odrębności kulturowej, twórczości klasy
robotniczej.
Zanim o d w o ł a m się do samego tekstu, chcę zwrócić u w a g ę
na fakt, iż Muzeum Miejskie w Zabrzu gdzieś tak do 1986 r.
z „ u r z ę d u " zajmowało się gromadzeniem twórczości plastycz­
nej „górnośląskiej klasy robotniczej" wg określonego przez
politycznych d e c y d e n t ó w klucza w y b o r u . S t ą d też wynikały
niewątpliwe kompetencje i właściwość tego muzeum, preferu­
jące go do zorganizowania wspomnianej wystawy. Było ono
także organizatorem lub w s p ó ł o r g a n i z a t o r e m wielu regional­
nych k o n k u r s ó w tematycznych plastyki nieprofesjonalnej.
Należy ponadto zdać sobie sprawę z tego, że o ile w latach
pięćdziesiątych prowadzona była ostra kampania na rzecz
przebudowy świadomości narodu, niwelacji tradycji, istnieją­
cego systemu wartości, wyrugowania religii, a nawet całej
warstwy wierzeniowo-mitycznej wchodzącej w szeroko pojęty
obszar „ s a c r u m " (w odniesieniu do plastyki amatorskiej,
przewidzianej wg w z o r ó w radzieckich, j a k o skuteczny i n ­
strument propagandowy, realizowano j ą przy użyciu bezpar­
donowego systemu zakazowo-nakazowego), o tyle później
cały system p o s t ę p o w a n i a uległ zmianie. Po październiku
1956 r „ kiedy w polskich warunkach metoda terroru politycz­
nego poniosła f i a s k o , argumentum baculinum z a s t ą p i o n o
techniką „ m a r c h e w k i i kija", co w odniesieniu do plastyki
amatorskiej oznaczało wprowadzenie k o n k u r s ó w tematycz­
nych. Jednocześnie, czego nie wolno przeoczyć, okresowi temu
przyświecała pryncypialna interpretacja najwyższych gremiów
politycznych, że Polska weszła na wyższy etap budowy
socjalizmu i „socjalistycznego człowieka". Po latach sześć­
dziesiątych, w dekadzie Gierka o g ł o s z o n o , iż ludzie i kraj
znajdują się „ n a etapie budowy rozwniętego społeczeństwa
socjalistycznego".
3 9

40

Odpowiednio do tego w obrębie plastyki amatorskiej,
mającej być odbiciem „socjalistycznej świadomości narodu",
a szczególnie „klasy robotniczej", po przebyciu kolejnych
„ e t a p ó w rozwoju", w k o ń c u lat siedemdziesiątych i na począt­
ku osiemdziesiątych, zadaniem specjalistów z branży było
wykazanie „ n a t u r a l n o ś c i " obfitych z b i o r ó w dzieł amatorskich
zaistniałych sztucznie, przy jednoczesnym wykazaniu - osta­
tecznym i jednoznacznym - immanentnych cech twórczości
„klasy robotniczej", j a k o „ k u l t u r o t w ó r c z e j siły n a r o d u " w pe­
łni realizującej się dopiero w warunkach socjalizmu. C h o d z i ł o
w tym przypadku o prezentowanie tej twórczości, utrzymywa­
nej, lepiej lub gorzej (vide A n t o n i G ł a d y s z ) w ideologicznych
ryzach, j a k o emanacji postawy świadomościowej i mentalnej
r o b o t n i k ó w . Z tego w y n i k a ł o traktowanie sztuki amatorskiej
wyłącznie w kategoriach kulturowych i socjologicznych, k t ó r ą
to p o s t a w ę na Śląsku najpełniej reprezentowała Krystyna
Kaczko.
Oto w j a k i s p o s ó b tak s f o r m u ł o w a n e zadanie zostało
rozwiązane w katalogu rzeczonej wystawy. „Świat kultury
robotniczej, to świat swoisty, pełen bogactwa, wartości nie­
p o d w a ż a l n y c h i pewnych sprzeczności (...). Jednym z tych
zjawisk ( k u l t u r o w y c h - S A W ) jest zachwycająca (...) swoistym
pojmowaniem świata i ludzi twórczość nieprofesjonalna śląs­
kich środowisk robotniczych. Dowodzi ona nie tylko żywo­
tności i znamiennych przobrażeri tej formy artystycznej eks­
presji, ale również, a m o ż e przede wszystkim, wskazuje na
specyfikę, rozwój i bogactwo kultury robotniczej. Czy więc
m o ż n a p o r ó w n a ć ten nurt działań twórczych z jakimkolwiek
innym na obszarze rodzimej plastyki samorodnej? Chyba nie.
Jest ona wytworem głównie ludzi zatrudnionych w przemyśle
wydobywczym (górników), ciężkim ( h u t n i k ó w ) , r o b o t n i k ó w
innych gałęzi oraz rzemieślników. Łączy ich robotniczy rodo­
wód, określony rodzaj doświadczeń, tradycja, z reguły usankc­
jonowany inwentarz kulturowy, a wreszcie miejsce zamieszka-

127

�nia, przede wszystkim w obrębie dużych skupisk miejskich.
(...)
Są to swoistego rodzaju r e p o r t a ż e publicystyczne, swoistego
rodzaju refleksje nad przeszłością, teraźniejszością i przyszłoś­
cią. (...) Widzimy w tej twórczości przecież p r ó b ę znamiennego
modelowania świata zgodnie z własnymi potrzebami. (...)
Wraz jednak z awansem kultury ludowej i robotniczej, k t ó r y
nastąpił po drugiej wojnie światowej, stworzone zostały j a k o ś ­
ciowo odmienne warunki rozwoju twórczości nieprofesjonal­
nej. N a u w a g ę zasługuje przede wszystkim sformułowanie
określonych ram organizacyjnych, dzięki k t ó r y m twórca ro­
botniczy miał szansę rozwoju zaineresowań i eksponowania
dorobku. (...)
1 wreszcie nieodłącznym motywem twórczości nieprofe­
sjonalnej jest rozmaicie interpretowana praca. Częstotliwość
pojawiania się tego motywu j a k o źródła inspiracji artystycznej
świadczy niewątpliwie o chęci podkreślenia wagi pracy w życiu
człowieka jako nieodłącznej jego treści, k t ó r a nadaje sens
wszelkim p o c z y n a n i o m . "
Tekst ten w całości nie jest jednoznaczny. Przytoczone
fragmenty, wraz z p e w n ą p o m i n i ę t ą sferą opisową, spełniają
wymagania „ideologiczne". Jednak w drugiej swojej warstwie
posiada wyraźnie w y a r t y k u ł o w a n ą antytezę: Świat kultury
robotniczej „ W z b u d z a emocje i spory co do zakresu i sposobu
pojmowaia. Często jednak mimo określonych sukcesów ba­
dawczych nadal zdajemy się tkwić w kręgu pewnych nieporo­
zumień czy wręcz stereotypów. W konsekwencji wyłania się
z nich obraz wypaczony i uproszczony. (...)
Owe zasygnalizowane fascynacje przejawiające się w wyraź­
nym preferowaniu pewnych m o t y w ó w nie wyczerpują oczywi­
ście bogactwa twórczości nieprofesjonalnej. Jest ona przecież
złożona i r ó ż n o r o d n a , pełna jednoznaczności, ale i wieloznacz­
ności. W y r a ż a istotę odczuć i przemyśleń robotniczego twórcy,
a m o ż e po prostu odczuć i przemyśleń człowieka współczes­
nego."
Ostatnie dwa fragmenty s t a n o w i ą k l a m r ę całej wypowiedzi.
Tak więc ich rola konstrukcyjna w tym tekście jest bardzo
znamienna i istotnie waloryzuje całość. Przytoczony p r z y k ł a d
jest jednym z bardzo nielicznych p r ó b zasygnalizowania
niezgody ze strony śląskiego ś r o d o w i s k a etnograficznego na
wciąganie go w budowanie mistyfikacji w obrębie sztuki
amatorskiej.
Jest faktem bezpornym, że przez kilka dziesięcioleci w tak
skonstruowanej „ m a s z y n e r i i " przemielano na Śląsku często
niepoślednie talenty na manualnych w y k o n a w c ó w narzucanej
tematyki, zmieniając powoli, ale stale i , niestety, skutecznie
twórczość a m a t o r s k ą - w „ r u c h amatorski", będący u schyłku
lat osiemdziesiątych dość pośledniej miary zjawiskiem so­
cjologicznym. Ociepka i dosłownie k i l k u najzdolniejszych,
dzięki prywatnym i m o ż n y m protektorom ocaliło swoją
indywidualność twórczą, ale reszta zmuszona została do
zajęcia miejsc w karuzeli k o n k u r s ó w tematycznych.
Przybyła tuż po zakończeniu I I wojny światowej na Śląsk
w randze kapitana U В Czajka-Stachowicz, miała kaprys, aby
wylansować w świecie polskiego Celnika-Rousseau. Dzięki
temu Teofil Ociepka u r a t o w a ł się j a k o człowiek i malarz.
Skutki tego „dziwnego w y b r y k u " zostały stonowane przez
odpowiednie publikacje prasowe, Ociepkę „ a w a n s o w a n o " na
g ó r n i k a d o ł o w e g o , spreparowano m u życiorys, zrobiono
z niego poczciwego, naiwnego fantastę, dającego nadzieję na
„socjalistyczną r e e d u k a c j ę " , a na wyższym szczeblu mis­
tyfikacji fachową r o b o t ę wykonali swoimi pracami Andrzej
Banach dla obiegu ogólnopolskiego i Cezary L e ż e ń s k i dla
obiegu lokalnego. Obie te książki „załatwiły" całą skom­
p l i k o w a n ą sprawę. Jednocześnie wydana została instrukcja
zakazująca zakupu dzieł janowskiego mistyka do lokalnych
zbiorów muzealnych. Rzecz nie była trudna do upilnowania,
bowiem na Śląsku, wbrew obowiązującym w Polsce zasadom
muzealnym, wszelkie zakupy muzealiów były decydowane
przez scentralizowaną, wojewódzką Komisję Z a k u p ó w . E f e ­
ktem tego jest brak, poza kilkoma obrazami zakupionymi
ostatnio przez Muzeum w Zabrzu, dzieł Ociepki na Śląsku.
41

42

44

4 5

N a w y k i w d r o ż o n e przez tyle lat pracującym na Śląsku

128

i

muzealnikom i etnografom o w o c o w a ł y do niedawna d o ś ć
dziwacznymi, czy wręcz komicznymi przedsięwzięciami. Pod­
kreślam po raz kolejny, że nie m ó w i ę oczywiście o wszystkich
ludziach z b r a n ż y i wszystkich działaniach, ale o reprezen­
tatywnej większości. Socjotechniczna s p r a w n o ś ć manipulowa­
nia faktami, interpretacjami prezentowanymi jako rzekome
wyniki b a d a ń , w rzeczywistości f o r m u ł o w a n y m i ad usum
delphini - wyrugowały na t y m terenie w znacznym stopniu
z a r ó w n o rzetelność b a d a w c z ą jak i refleksję n a u k o w ą . W
drugiej połowie lat osiemdziesiątych machina ta kręciła się
nadal siłą rozpędu, choć „ p a r y ideowej" w tłokach było coraz
mniej.
Jednym z bardziej reprezentatywnych p r z y k ł a d ó w działań
mityzacyjno-mistyfikacyjnych była wystawa zrealizowana
przez Dział Etnografii Muzeum Śląskiego w p a ź d z i e r n i k u
1988 r. pt. „ Ż y w o t n o ś ć kultury ludowej na G ó r n y m Ś l ą s k u " .
„Celem ekspozycji było zatem pokazanie przede wszystkim
żywych treści kultury ludowej G ó r n e g o Śląska - napisała po
latach autorka ekspozycji, M a r i a Lipok-Bierwiaczonek - tra­
dycji najtrwalszych, przechowywanych do dnia dzisiejszego.
Wystawa d o k u m e n t o w a ł a zjawiska celowo dobrane - właśnie
według kryterium żywotności - od stroju ludowego noszonego
współcześnie przez najstarsze mieszkanki śląskich wsi lub
przechowywanego z pietyzmem i w k ł a d a n e g o na specjalne
okazje przez młodsze pokolenia (...), poprzez sposoby u r z ą ­
dzenia wnętrz mieszkalnych po kultywowane obrzędy: do­
żynki, 'mikołoje' pszczyńskie, pochody konne w raciborskich
Pietrowicach.
Wystawa była skomponowana w ciąg scen, k t ó r e otwierała
p o s t a ć pszczyńskiej ' c h ł o p i o n k i ' na rowerze z charakterystycz­
n ą siatką na tylnym kole - znakiem śląskiej w s i . "
Istota sprawy w t y m przypadku polega na t y m , że używanie
górnośląskiego stroju ludowego ma charater o zdecydowanej
tendencji zanikowej. U ż y w a n y jest faktycznie jedynie przez
najstarsze, o d c h o d z ą c e pokolenie. Jako „zjawisko celowo
dobrane" wg kryterium żywotności jest nieporozumieniem,
względnie celowym fałszem. T o samo dotyczy „ u r z ą d z e ń
wnętrz mieszkalnych". Zaprezentowane na tej ekspozycji
dawno zostały j u ż wyrzucone na śmietnik, nawet nie do
lamusa. Tak więc to, co ewidentnie w sferze materialnej
kultury o b u m a r ł o - zostało z całą „ n a u k o w ą p o w a g ą " przed­
stawione j a k o rzeczywistość realna, nadal trwająca. Jedynie
część d o t y c z ą c a o b r z ę d ó w o d p o w i a d a ł a p o s ł a n i u wystawy.
Chcę jeszcze zwrócić u w a g ę na o w ą „ c h a r a k t e r y s t y c z n ą siatkę
na tylnym kole", mającą być wg M a r i i Lipok-Bierwiaczonek
- „ z n a k i e m śląskiej wsi". D o momentu jej publikacji nie
z d a w a ł e m sobie sprawy z tego, że z a r ó w n o moja matka
p o c h o d z ą c a z K r y n i c y i mieszkająca w Krakowie, jak i cała
populacja kobiet na terenie krakowskiego, sądeckiego, w o g ó ­
le obszaru całej Polski, używająca w okresie międzywojnia
i zaraz po wojnie r o w e r ó w tzw. „ d a m e k " z o w ą siatką na
tylnym kole c h r o n i ą c ą długie spódnice przed w p l ą t a n i e m się
w szprychy, wywodziła się po prostu ze śląskiej wsi! Interesują­
ce „ o d k r y c i e naukowe"! W a r t o by się zastanowić, czy twier­
dzenia tego nie da się rozszerzyć na teren całej ówczesnej
Europy, za czym przemawiałyby np. filmy tzw. „ n e o r e a l i z m u
w ł o s k i e g o " z lat czterdziestych i pięćdziesiątych czy francuskiej
„nowej fali".
45

T r u d n o jest m i powiedzieć, czy była to mistyfikacja prywat­
na, wynikająca z osobistych s e n t y m e n t ó w , z owych m ł o d o p o l ­
skich korzeni, czy realizacja „ n a określone z a m ó w i e n i e " . Jest
faktem, iż sztuka, kultura typu ludowego, jak i twórczość
amatorska były właściwie do wczoraj na Śląsku obszarem, na
k t ó r y m m o ż n a było d o k o n y w a ć bezkarnie zabiegów najbar­
dziej dowolnych i cudacznych w todze „ n a u k o w e j powagi".
Znaczna część zbiorów muzealnych sztuki nieprofesjonal­
nej, z wyłączeniem kolekcji Muzeum Śląskiego, w tutejszym
regionie stanowi znakomity materiał egzemplifikacyjny do
b a d a ń nad rodzajami i efektami socjotechnicznych zabiegów
mistyfikacyjnych całego okresu „realnego socjalizmu". M o ż ­
na w nich znaleźć wstydliwie skrywane plony działań konkur­
sowych tej samej klasy, jak opisane przez Antoniego K r o h a
c u d e ń k a z Muzeum Etnograficznego w T o r u n i u np. Droga

�krzyżowa
Lenina, kapliczka gen. Świerczewskiego, czy też
Kopernik jako Chrystus Frasobliwy.
*

*

*

A u t o r zastrzega się, że tekst ten zawiera nieuniknione
uproszczenia, k t ó r e wynikają z a r ó w n o z jego objętości, j a k
również z założenia mającego na celu ukazanie określonego
modelu działań. N i e jest możliwe w tak krótkiej formie
przedstawienie pełnego spectrum zjawisk zaistniałych, w t y m
P R Z Y

postaci i działań badaczy rzetelnych, choćby Józefa Ligęzy
- jako opozycji do tendencji i postaw opisanych. Wymaga to
oddzielnej wnikliwej rozprawy.
Prezentowany szkic przedstawia jedynie określony przez
polityczne przesłanki realnego socjalizmu system działań
mających na celu niwelację tradycji kulturowej, związanych
z nią systemów wartości, zmistyfikowanie relacji faktycznych,
mające na celu wprowadzenie fałszu i p r z e k ł a m a ń w miejsce
wartości wyrugowanych.
' ISY:

1

Antoni Kroh, Współczesna rzeźba ludowa Karpat Polskich, IS PAN, fów, dla „właściwego" rozumienia zmistyfikowanej przy ich udziale twórczo­
„Ossolineum", Wrocław - Warszawa - Kraków - Gdańsk, 1979 г., s. 7
ści amatorskiej. Narzucony przez decydentów politycznych wybór elementów
krajobrazu, objaśniony zostaje nader gładko jako „cecha indywidualnego
Włodzimierz Sokorski, Sztuka w walce o socjalizm. Warszawa 1950; s.
stylu" i „synteza treści".
90-95 obejmują pełny wywód dotyczący sztuki ludowej, z którego prezen­
towany cytat został wyjęty.
W zbiorach specjalnych Biblioteki Śląskiej w Katowicach.
Maria Żywirska Amatorski ruch itd., s. 42
Pełniejszy kontekst dla wypowiedzi Sokorskiego, jak i zadań etnografii
Związek Zawodowy Górników.
radzieckiej znaleźć można przykładowo w broszurze: A.J. Sobolew, Kandydat
Nauk Filozoficznych, Leninowska teoria odbicia rzeczywistości w sztuce
Aleksander Jackowski, Teofil Ociepka, „Polska Sztuka Ludowa" R.
(Stenogram wykładu wygłoszonego w Centralnym Lektorium WszechzwiązX X X V I I I , 1984, nr 1-2, s. 44
kowego Towarzystwa Popularyzacji Wiedzy Naukowej i Politycznej), Biblio­
Tamże, s. 44—45 (brak daty publikacji i tytułu gazety, wynika stąd, że A.
teczka Naukowa „POPROSTU", z. 1, Warszawa 1955
Jackowski korzystał w tej mierze z archiwum malarza, gdzie część notatek
Oto dwa cytaty z Sobolewa: „Rozwój zarówno samej sztuki, jak i koncepcji
prasowych jest bez winiet).
estetycznych odbywał się i odbywa w procesie ostrej walki klasowej." (s. 5) Jest
Cytat za Jackowskim, op.cit., s. 54, przypis 29
to myśl zasadnicza podana drukiem wytłuszczonym.
„Prawdziwość" tego stwierdzenia nie wytrzymuje próby krytycznej
w porównaniu choćby z wnioskami wynikającymi z pierwszej powojennej
„Zgodnie z marksistowsko-leninowską teorią, sztuka jest formą świadomo­
wystawy sztuki amatorskiej na Śląsku w 1946 r. (mającej m.in. na celu
ści społecznej odzwierciedlającą byt społeczny - ideologiczną nadbudową,
„zinwentaryzowanie" istniejącej od dziesięcioleci twórczości plastycznej śro­
wywierającą z kolei silny wpływ na materialną podstawę, jest specyficzną
dowisk robotniczych w momencie obejmowania nad nią „Socjalistycznego
formą poznania świata zewnętrznego i jednym z narzędzi jego przekształcania.
mecenatu") - zawartymi np. w pracach M. Żywirskiej i A. Ligockiego.
Sztuka ma charakter klasowy i partyjny, tak jak każda inna forma nadbudowy
W wielu pracach innych badaczy (np. Józefa Ligęzy) sygnalizowana jest
ideologicznej." (s. 8)
powszechność amatorskiego uprawiania sztuki na Śląsku w okresie między­
Aleksander Błachowski, Skarby w skrzyni malowane, czyli o sztuce
wojnia z podkreśleniem przewagi prac malarskich nad rzeźbiarskimi. Dla
ludowej inaczej, LSW, Warszawa 1974, s. 145-146
ścisłości dodaję, iż dotyczy to również górników. Przykład ten jest typowym
Lesław Wojtasik Propagandowe funkcje niektórych form kullurv, w serii:
dla tej autorki ignorowaniem „niewygodnych" dla niej źródeł czy opracowań
„ABC Propagandy", MAW, Warszawa 1982, s. 4 i 8
badawczych.
Cytat za L . Wojtasikiem, op.cit., s. 8
Powszechnie znaną i udowodnioną w opracowaniach rzetelnych badaczy
Dariusz Czaja, Czesław Robotycki, Rodzina wiejska na Podlasiu - według
prawdą jest fakt braku akceptacji dla twórczości tzw. „nieprofesjonalnej"
tygodnika „Przyjaciółka", „Polska Sztuka Ludowa", R. X L , 1986, nr 3-4, s.
właśnie w środowiskach, z których się ci twórcy wywodzą. Wynika to zarówno
155
ze względów estetycznych (skuteczna konkurencja opartych na wysokim
Seweryn A. Wislocki, Król jest nagi, „Tak i Nie", nr. 1 (193), Katowice
poziomie poligraficznym wzorców plastycznych kultury masowej), jak i braku
2 I 1987
akceptacji narzuconej tematyki „socjalistycznego etosu pracy".
Omówienie fragmentu wystąpienia Czesława Robotyckiego na sesji
naukowej: „Polska sztuka ludowa - współczesność i perspektywy" zor­
Irena Bukowska-Floreńska, Twórczość plastyczna - rzeźba i malarstwo,
ganizowanej przez Muzeum Śląskie w 1989 r. Tekst tegoż wystąpienia nie
op.cit., s. 326. Interesujące jest także, jaką zmianę funkcji malarstwa miała na
został opublikowany. Przytoczony fragment oparty jest na notatkach autora
myśli autorka?
z w.w. sesji.
Tamże, s. 327
Michał Szulczewski, Propaganda polityczna.
Pojęca-funkcje-problemy,
Tamże, s. 329
Książka i Wiedza, Warszawa 1971, s. 219
Aleksander Lipski, O amatorskiej twórczości artystycznej w środowisku
robotniczym, „Zaranie Śląskie", R. L I , nr 3^1, 1988, s. 462
Michał Szulczewski, Polityka informacji, Książka i Wiedza, Warszawa
1977, s. 115
Maria Michalczyk, Aspiracje a wartości, „Górnośląskie Studia Soc­
Szulczewski, op.cit., s. 117)
jologiczne", t. 13, pod red. Wandy Mrozek, Śląski Instytut Naukowy,
Henryk Jabłoński, Opinia,parlament, prasa, Warszawa 1947 (cytat za M.
Katowice 1979 г., str. 31
Szulczewskim, op.cit., s. 117
Antoni Gładysz, Robotnicze uczestnictwo w kulturze (wskazania modelo­
Por. interesujący i wnikliwy szkic D. Czai i Cz. Robotyckiego, op.cit.
we w warunkach GOP-u), „Zaranie Śląskie", R. X X X V I I , styczeń-marzec
Eugeniusz Zaczyk: Kamerdyner Władzy, Śląski Fundusz Literacki,
1974, s. 64-65
Katowice 1992
Tamże, s. 82
Zaczyk, op.cit., s. 72
Wcześniej zbiory takie gromadzone były w Muzeum Górniczym w Sos­
Juliusz Niekrasz, Z dziejów AK na Śląsku, Katowice 1993
nowcu podległym pod Zarząd Główny Związku Zawodowego Górników
Na tej wystawie został zauważony po raz pierwszy Teofil Ociepka.
(dotyczyły tylko tej grup zawodowej), w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu.
Maria Żywirska, Amatorski Ruch Plastyczny wśród Górników, Katowice
Odnośnie Muzeum Miejskiego w Zabrzu należy powiedzieć, że w okresie
1959 г., Wojewódzki Ośrodek Kulturalno-oświatowy, s. 20
stanu wojennego, Jadwiga Pawlas-Kos kierująca działem sztuki nieprofes­
Tamże, s. 45
jonalnej po Krystynie Kaczko, jako pierwsza na Śląsku gromadziła obrazy
Obecnie w tym budynku mieści się Biblioteka Śląska.
Bronisława Krawczuka z cyklu będącego protestem artystycznym przeciw
Erwin Sówka chcąc się uwolnić od przymusu pracy w zespole propagan­
wojskowemu terrorowi komuny, ukrywając je w magazynach muzealnych. Po
dowym w kopalni „Wieczorek", zwolnił się z pracy, następnie zatrudnił jako
1986 r. zmieniła także radykalnie kryteria zakupu prac do muzealnej kolekcji,
górnik w Przedsiębiorstwie Robót Górniczych w Mysłowicach (inne zjed­
odrzucając obowiązujące do tego czasu i mzwiązane z wyżej omówionymi
noczenie węglowe), dopiero po jakimś czasie wrócił do kopalni „Wieczorek"
przesłankami politycznymi.
już jako górnik i wtedy wstąpił do zespołu plastyków - amatorów przy tej
W 1956 r. pierwsi Węgrzy zbuntowali się przeciw stalinowskiemu
kopalni.
dyktatowi.
Motywy takie w obrazach Pawła Wróbla zaczęły się pojawiać dopiero
Marian Grzegorz Gerlich, Jadwiga Pawlas-Kos, Robotnicze widzenie
pod koniec lat sześćdziesiątych. Irena Bukowska-Floreńska na ten temat pisze
świata w kręgu śląskiej plastyki nieprofesjonalnej, wstęp do folderu wystawy,
tak: „Odrębną grupę w dorobku Pawia Wróbla stanowią pejzaże, będące
Zabrze - Łódź 1983
jakby syntezą różnorodnych fragmentów typowego krajobrazu otaczającego
Tamże.
dawne śląskie osiedla górnicze: 'familoki', szyby kopalniane, kominy, hałdy,
krzyżujące się tory kolejowe, przejazdy i drogi; w rzeczywistości szare od pyłu
Komisja taka na terenie województwa śląskiego działała do 1991 г.,
na obrazach Wróbla kolorowe, wesołe, o dopracowanych w rysunku detalach.
potem jej działalność została zawieszona z powodów braku środków na
(...) Prace Wróbla mają wyraźne cechy indywidualnego stylu, wyrażająego się
zakupy muzealiów. Ponadto część muzeów przeszła pod jurysdykcję gminną,
m.in. syntezą treści, prostą czystą linią rysunku." (Fragment cytowany
co wyzwoliło je z tego reliktu okresu realnego socjalizmu, utrzymywanego
pochodzi z artykułu Twórczość plastyczna - rzeźba i malarstwo (w:) Górniczy
uparcie na Śląsku.
Stan w wierzeniach, obrzędach, humorze i pieśniach, pod red. Doroty Simoni­
Cezary Leżeński, Kolorowy świat mistrza Teofila, Wyd. „Śląsk", Katowi­
des, Śląski Instytut Naukowy, Katowice 1988)
ce 1963
Teksty Bukowskiej-Floreńskiej stanowią czysty, wręcz kliniczny przykład
Maria Lipok-Bierwiaczonek, Dział Etnografii, (w:) Ziemia Śląska t. 3,
„interpretacji życzeniowej" wykonywanej przez większość śląskich etnograpod red. Lecha Szarańca, Katowice 1993, s. 349
2

2 4

3

2 5

2 6
2 7

2 8

1 9
3 0

4

s

6

7

3 1

8

9

3 2

3 3

1 0

3 4

3 5

1 1

3 6

1 2

1 3

3 7

1 4
1 5

3 8

1 6

3 9

1 7

1 8

1 9

2 0
2 1

2 2

4 0

2 3

4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

129

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6127" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6107">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/cec44bc70b5d7043f11b7ff4f899bb69.pdf</src>
        <authentication>2746dd9360c32e044d3cc7297690d8e9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73088">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3139</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73089">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73090">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2939</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73091">
                <text>Ludowa plastyka Żywiecczyzny - Gody / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73092">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2, s.69-70</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73093">
                <text>Wisłocki, Seweryn A.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73094">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73095">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73096">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73097">
                <text>Seweryn A. Wisłocki

LUDOWA PLASTYKA ŻYWIECCZYZNY - GODY
T a k i tytuł no*&gt;U trzocia kolejna w y s t a w a

1

w Galom

„SR-

М А Р О К " działającej o d września 198G r. pod patronatem W y ­
działu K u l t u r y i Sztuki Urzędu Miojskk-g &gt;, M u w u i i

Górnej, kultywującego

dawny

scenariusz

obrzędu, w

którym

przeważają elementy m a g i i pastorskiej.

Śląskiego

Najstarsze m a s k i , pochodzące zo w s i L a l i k i , w y k o n a n o przez

] Centrum K u l t u r y w Katowicach. Była „;ia dziełom a u t o r s k i m

nieżyjącego już L u d w i k a P y t l a oraz d w u twórców a n o n i m o w y c h

Marii Fidorkiowicz i powstała w ofeb-.io prowadzonych przoz nią

przewyższały zdecydowanie

prywatnie terenowych badań etnograficznych. T r z o n ekspozycji

cyzją

stanowiły maski, stroje i rekwizyty wypożyejsone od działających
aktirilnio zespołów obrzędowych — ,.Dziadów" т. U l i k i „ Ż a b ­

wykonania

bogactwem

i dekoracyjnością

f o r m y , okspresją, pre­

wszystkie

inne.

Większość masek używanych w zespole и Łękawicy w y k o n a
Józef K u p o z a k , legitymujący się d y p l o m e m czeladnika w rzeźbie

n i c y " z Żabnicy Górnej. Zespoły te w y b r a n o w w y . u k u starannej

w

elekcji spośród kilkunastu działających na Zvn-ioecsy/ по w do-

w 1950 r. Pierwszą maskę drewnianą wykonał w ] 950 r . Spodobała

liaio Soły i jej dopływów od Cięeiny do Z w a r d o n i a . Wystawę

się t a k dalece, żo o d r o k u następnego r.a obstałunek zespołu

uzupełniały eksponaty z M u z e u m w Żywcu oraz рглео współ­

w Żabnicy

czesnych rzeźbiarzy masek obrzędowych.

k o m p l e t y masek dla ról obrzędowych. Drewniano m a s k i , o dużej

2

Ekspozycję pomyślano j a k o prezentację p l a s t y k i obrzędowej
żywej, zmieniającej się w czasie, toteż obok wytworów wykonapycli współcześnie pokazano staro, takżo wycofane już z użycia
przedmioty obrzędowe. Umieszczono n a wystawie

objaśnienia

dotyczące symbolicznego znaczenia prezentowanych przedmiotów
pozwóldy dostrzec

ich sens i rolę w poszczególnych etapach

obrzędu me redukując i c h do dzieł o walorach t y l k o p l a s t y c z n y c h .
C.ok-v.™ było zderzenie e s t e t y k i t r a d y c y j n e j z próbami n o ­

drewnie n a d a n y m przez

Tzbę

llzomieśimezą

w

Krakowie

j a k i i n n y c h g r u p kolędniczych wykonywał

całe

ekspresji, stanowią istotną innowacje. Przedtem zespoły posługi­
wały się g o t o w y m i m a s k a m i z p a p i e r u , nietrwałymi. K i r p e z o k
wzoruje się na p r z e d w o j e n n y c h r u n k a c h papierowych, które przorworzył uzyskując oryginalne i ar'/stycznie ciekawo efekty. W y ¬
k- m . i l p o n a d tysiąc ma=ek dla zeapołów kolędniczych, jest więc
człowiekiem, który wywarł poważny wpływ na kształt i formę
artystyczną masek używanych przoz. żywioekio „ D z i a d y " . M .
1-jderkimviez omawia twórczość Ivuprza-ka w Katalogu
Późniejszo m a s k i mają coraz

wystawy:

więcej coeli i n d y w i d u a l n y c h

watorskiej s t y l i z a c j i . „Dziady" z L a l i k rop rezon tują t y p zespołów

wskakujących n a inwoncje a r t v s t y Rzeźbione w drownio b a r w n i e

kolędniczych w y s t . ; p u j : r y o h w

malowane

twanyeh dzinHmi

lub

dolinie

górnego

biegu

Soły,

szlachcicami.

Zespól z L * l i k , który używa rn.in, najstarszych z zachowanych
na żywiecczyźnie masek, wprowadza do tradyeyjncg &gt; scenariusza

cechach

połno ekspresji

postaci

np

o przerysowanych k a r y k a t u r a l n i e

Żyda, Cyg;vna,

D i Vb 1 % fu u kfl j o n uj £|cy c l i

z dawien dawna w t r a d y c j i l u d o w e j ,
po^uidftJĄ

tlwio podsttiwo we

I'LH'II у * 'iloporynzjity i cliar&amp;kte

obrzędowego wiole i n n o w a c j i , w odróżnieniu od z o s p j h i z Żabnicy

!• Muski ..Żydów" z hit dwudziestych, L a l i k i ; i l . 2. F r a g m e n t ekspozycji: „ D z i a d y " z Żabnicy Górnej. F o t . J e r z y M i r s k i

69

�K u p c z a k jest a u t o r o m istotnej z m i a n y , przyjętej powszechnie
przez zespory kolędnicze: ślimakowaty s y m b o l głowy „ K o n i a "
Uczniom K u p c z a k a nazwać można M a r i a n a Chowańca, rzeź.
hiarza-samouka. "Początkowo podpatrywał K u p c z a k a p r z y pracy
próbując skrycie go naśladować. Jego późniejsze m a s k i korzystnie
różnią się o d masek K u p c z a k a . Mieszcząc się w kanonio narzueoindywidualnych,

potrafił nadać i m wielo

a u t o r s k i c h , uzyskując

oryginalny,

cech

ciekawy

wystawie pokazano

obrzędowa jest dzisiaj ostatnią redutę a u t e n t y c z n e j , nieskażona
gustom miejskiego o d b i o r c y , s z t u k i łudowej. Stwierdza, że
dziedzina twórczości j e s t wciąż żywa i r o z w i j a się, postuluje ti
uznanio jej za, równio ważną j a k rzeźba czy m a l a r s t w o .
K a t o w i c k a w y s t a w a w swojej warstwie etnologieznoj

wyfe

zała niezbicie, iż sens obrzędu kolędniczego „ D z i a d y " j e s t c i ^
świadomie magiczny, w b r e w głoszonym o p i n i o m , często w op„

plastyeznio efekt.
Ш

przez R . Reinfussa.
W e wstępie do k a t a l o g u a u t o r k a u t r z y m u j e , iż płastyfc,

zastąpił j e j werystyczną podobiznę.

n y r a przez tradycję Chowaiioo

~1

nastąpił po okresie z a n i k u , o d n o t o w a n y m w l a t a c h Ш 1 — 7 ^

także m a s k i a u t o r s t w a Stanisława

Kuehojdy, mieszkającego na Graniach między Cięciną a Żabnicą.
Jost to pierwsza prezentacja prac młodego rzeźbiarza, którego
ojciec, takżo Stanisław, jost rzeźbiarzem i s k r z y p k i e m grającym
w zospole „ D z i a d ó w " z Żabnicy. T a k więc m a m y w t y m p r z y ­
p a d k u do czynienia z kontynuacją rodzinnej t r a d y c j i . M a s k i
Chowańca i K u c h e j d y używano są przoz kolędników czyli f u n k c j o ­
nują w obrzędzie, są, akceptowano przez społeczność wiejską.
Wszyscy w y m i e n i e n i twórcy są a u t o r a m i masek nawiązują­
cych do t r a d y c j i zarówno w kształtach j a k i ekspresji. Zostały
one zostawiono z maskami będącymi próbą współczesnej s t y l i z a c j i ,
w y k o n a n y m i przez Ryszarda Biela z W i e p w a . B i e l p o p r a w n i e

cowaniach n a u k o w y c h , o jego r z e k o m y m z r e d u k o w a n i u się do
p u s t y c h f o r m teatralno-ludyсznych . Możliwo, iż n a uksztalft
3

wanie się opinii sprzecznych

ze stanem f a k t y c z n y m

wywaijj

wpływ sztuczne w swojej istocie, bo oderwano od rozumiejący^
rzeczywisty

sens magicznych nymboli l u d z i z r o d z i n n y c h

występy f o l k l o r y s t y c z n e zespołów kolędniczych, choćby n a щ,
prezie zwanej Gody Żywieckie. Poglądy takie, poza w s z y s t k i e
i n n y m i m o t y w a m i , zasadzają się na nie z r o z u m i e n i u p o d s t a w o relacji miedzy funkcją f o r m v , a treścią przekazu obrzędowej
W interesującym nas p r z y p a d k u m a miejscu t e a t r a l n o - h i d y o m
f o r m a realizacji magicznej
Trw.be

treści obrzędu .
4

w t y m miejscu zaznaczyć, żo obyczaj

kolędnie

„ D z i a d y " występuje wyłącznie w dorzeczu Soły, będąc u n i k a t o e

rzeźbiący w k a m i e n n i , w sposób n i c z y m nie uzasadniony i nie­

w t y m względzie enklawą. Terenowe badania

z b y t zręczny a r t y s t y c z n i e usiłuje w p r z y p a d k u masek inspirować

przez Marię Fiderkiewiez, których efektem między i n n y m i bjk

przeprowadza,

się sztuka murzyńską. Din, a u t o r k i w y s t a w y przesłanką było

w y s t a w a w Galerii „ S E M A F O R " , wykazały iż jest on nadl

uchwycenie i n s t n t u nascendi pewnej maniery obcej k u l t u r o w o

żywotny, jedynie odsunął się ni»co ful samego Żywca w stosunfc

obok rodzimej t r a d y c j i . T e n i inne przykłady wskazują na w y -

do końca l a t pięćdziesiątych, k i e d y badanie terenowe prowadał

r a i n y rozwój umiejętności tworzenia masek obrzędowych, który

B a r b a r a Bazielicb.

P R Z Y P I S Y
„Ludowa p l a s t v k a obrzędowa г Żywiecczyzny Gody".
Galeria „ S E M A F O R " C e n t r u m K u l t u r y K a t o w i c e . L u t y — k w i e ­
cień 1987 r . A u t o r k a scenariusza i komisarz w y s t a w y : M a r i a
F i d e r k i e w i c z . Aranżacja p l a s t y c z n a : FmnCtóaek K ł a k . "
1

K r y s t y n a K a c z k o Zwyetaje doroczne i rodzinne [ w : ] Zabfi
Ludowej kultury va Śląsku i w Częstochowskiem, M u z e u m Gór»
eiąskie w Bytomiu, Polskie T o w a r z y s t w o Ludoznawcze — Od
dział Śląski, B y t o m 1975, s. 130
N p . K r y s t y n a K a c z k o , op. c i t . , s. Ш
* Przykładem potwierdzająrym mój pogląd jest merytorycnB
nieuzasadniony, z p u n k t u widzenia sensu magiczno-praktycznej
w obrzędzie, oddzielny konkurs na „strzelanie" z bata w „Godjil
Żywieckich". P o n a d t o stosowano w n i m k r y t e r i a rywalizwj
preferują, niezgodne z tradycją, zdolności „rewolwerowe", cqi
szybkość strzelania" całkiem j a k w westernach, podczas
ważne było jedynie — zarówno v pvektvco pasterskiej. j a k i *
o d b i c i u obrzędowym - k t o „strzela" najgłośniej, bo t y l k o t
gwarantowało skuteczno odstraszenie złych mocy, tde też i w i l U i
oraz niedźwiedzi o d owczarni.
N i e f o r t u n n y t e n k o n k u r s p r z y c z v . n l się do skrócenia b a *
pod w y m o g i iury, bowiem z krótszych strzela się ciszej, ale z*к
szybciej.
3

- W pracy zbiorowej w w l a n e j prze* M u z e u m Górnośląskie
w B y t o m i u , K r y s t y n a Kaczko rozszerza n a obszar B e s k i d u
Śląskiego występowanie obvezeju „ D z i a d ó w " i „Szlachciców",
które t o f o r m v nigrtv nio przekroczyły graniev B e s k i d u Żywiec­
kiego, podobnie j a k właściwymi wyłącznie d l a " B e s k i d u Śląskiego
b y l i „Mikołajo". Z t o k s t u K . K a c z k o w y n i k a , że t e n poważny
bład m«.rvtorvC2nv móal powstać u nie i z zasugerowania sie
wspólnymi ^ W w m i Ź^pfJów kolędniczych z t e r e n u B e s k i d u
Śląskiego i Ż y w i e c k i e j w k.teeb sześćdziesiątych i na początku
siedemdziesiątych w Będzinie w dorocznych przeglądach orga­
n i z o w a n y c h p r a ż J . D.-miana. Kównież biedne iest u a u t o r k i
svt-uowftnio o b r z e d o - v . l r 'zwyczajów kolędniczych wyłącznie
w czasie przeszłym.' '
'

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6398" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6378">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/65089ed780a2d0bc456f230b98e75a3b.pdf</src>
        <authentication>20410b3a60bccb3512e9a9d53ebdae78</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76242">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3319</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76243">
                <text>1984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76244">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3111</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76245">
                <text>Erwin Sówka - duchowy spadkobierca nauk Teofila Ociepki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76246">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.1-2, s.77-88</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76247">
                <text>Wisłocki, Seweryn A.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76248">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76249">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76250">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76251">
                <text>II.

1. Święta

Nikiszowiec

Barbara,

Seweryn A. Wistocki

ERWIN

SÓWKA

D U C H O W Y SPADKOBIERCA NAUK
OCIEPKI

Oglądając p r z y różnych okazjach dawniejsze o b r a z y E r w i n a
Sówki

miałem

t a k i e odczucie,

końca, w y h a m o w a n o

ż e są o n e n i e d o p o w i e d z i a n e

do

w pół d r o g i a przez t o niepełne.
które

b y ć m o ż e z r o d z i ł o się z t e g o , ż e o b r a z y t e g o m a l a r z a i n t r y g o w a ł y
i

wywoływały

wewnętrzną

znaczeniowy,

potrzebę

poznania

innych

jeszcze

język, którego n i e z n a m , ale k t ó r y m a swoją i m m a m o ż n a się b y ł o z g u b i ć w o d c z y c i e o b r a z u , a

prze­

cież m o g ł a t o b y ć m y l n a h i p o t e z a . M o g ł o n i e b y ć żadnego k o d u ,
j o d y n i e d o w o l n a g r a różnego r o d z a j u f a n t a s t y c z n y c h elementów,
wywołująca

takie

skojarzenia.

Zacząłem

właściwie

przychylać

się d o p r z e k o n a n i a , że t o j e s t s p e c y f i c z n y , s a m o r o d n y s u r r e a l i z m .
Los

ciągoty

zdarzył, że p r z e z p e w i e n

czas m i e s z k a ł e m

stosunkowo

do

wiedzy.

objawia

głębokiego

Ma

dla

górnik,

filozofowania,

jak

i

Sówka imponującą
r

wywodu

Wręcz

wątków

ono nic

przeciwnie,

rozważaniach

poetyckich.
sprawność intelektualną —
uczynić

niezliczoną

ilość

o d d y g r e s j i , rozwinąć wiele, jego z d a n i e m

całości

wynikałoby

wykształcenia

ale n i e m a

„chłopską filozofią".

metafizycznych

prow adzonego

dygresji

prosty

i dowodów formalnego

się o n o w s u b t e l n y c h i w y r a f i n o w a n y c h

zarazem

od

Ten

społecznej

wspólnego z osławioną

m i się, ż e j e s t w n i c h j a k i ś u k r y t y k o d

nentną „ g r a m a t y k ę " . S y m b o l i k a , ale j a k a ? Idąc z n a n y m i t r o p a m i
dość s z y b k o

zaskakującej

z jego pozycji
ma

B y ł o t o odczucie właściwie n i c z y m n i e u m o t y w o w a n e ,

jogo prac. W y d a w a ł o

i

TEOFILA

pobocznych

i nigdy

potrafi
dygresji,

niezbędnych

n i e zdarzyło

m u się

p o g u b i ć , z a p l ą t a ć l u b s p r o w a d z i ć całość d o b a n a l n e j , c z y z g o ł a
czczej g a d a n i n y . J e s t człowiekiem s k r o m n y m , z n a t u r y

nieśmia­

ł y m , z a m k n i ę t y m w sobie i n ą « o dzień m a ł o m ó w n y m , lecz w m o ­
mencie wielkiej potrzeby
duje

się

w

gronie

wewnętrznej, n a t c h n i e n i a , jeżeli z n a j ­

zaufanych

przyjaciół

p o t r a f i się

otworzyć

b l i s k o E r w i n a S ó w k i i p o s t a n o w i ł e m p o z n a ć g o b l i ż e j . O k a z a ł się

szczerze i d o końca, a c z y n i t o w sposób n a t u r a l n y , bez e k s h i b i ­

bardzo

cjonizmu.

interesującym

człowiekiem

o

rozwiniętej

wyobraźni

77

�dlo

robotników.

J o się i n o w

pełni w y ż y w o ł

w

tych

różnych

boginiach sumeryjskich, egipskich czy i n d y j s k i c h , b o t u mogłem
sobie p o z w o l i ć . T a s y m b o l i k a s t a r o d a w n a , c o m ją stosował b y ł a
d l a n i c h n i c a n i c n i e zrozumiała, i n o myśleli, że j o gołe b a b y m a ­
lują, t a k j a k t o t e r a z j e s t m o d a . N i m a t a k i e j g a z e t y , ż e b y chociaż
g o ł y c h c y c k ó w r a z n a jakiś czas n i e p o k a z y w a ł a . N i e

powiem,

zawsze m n i e ciągło d o m a l o w a n i a aktów k o b i e c y c h , t a k j a k r o b i l i
d a w n i m i s t r z o w i e , ale jo nio m a m n a t o warunków. N i e m o m p r a ­
c o w n i , a j a k b y m sobie m o d e l k a u nas w J a n o w i e

przyprowadził

i k a z a ł się j e j r o z d z i a ć , ż e b y p o n a g u j o m m a l c n a ć , j a k b y się t o
rozniosło p o o k o l i c y , t o n i e m i o l b y m życia a n i j o , a n i m o j a
ani dzieci. T o som ciemni ludzie. Szkoda

baba,

godki na ten temat."

N i e w i e m w j a k i sposób m o ż n a dozować fantastykę w o b r a ­
z a c h , n i o w i e m też j a k m o ż n a udzielać t a k i c h k u r i o z a l n y c h r a d ,
a l e n a p e w n o w y w o d z ą się o n e z p r z e s t r a c h u p a n u j ą c e g o w p e w ­
nych

kręgach

administratorów

kultury,

którzy

obawiają

się iż

t w ó r c z o ś ć t e g o , c z y i n n e g o a m a t o r a w y ł a m u j e się z g r z e c z n e j p o ­
prawności, z założonych

z góry d l a n i c h , , r a m " . Wszystko

o r y g i n a l n e , nowe, rzeczywiście twórcze g r o z i
konsekwencjami,
Wystarczy

bowiem

jest nie d o

przykład

Erwina

przewidzenia!

Sówki.

1981 r o k u w M u z e u m R e g i o n a l n y m
„Wizjonerzy

co

nieprzewidzianymi

Zdarzyło

się

latem

w Z a b r z u , w czasie t r w a n i a

interesującej

wystawy

fesjonalnej",

że s t a r s z y m ę ż c z y z n a z w i e d z a j ą c y

w

polskiej

sztuce

niepro­

wystawę

stanął

j a k z a h i p n o t y z o w a n y p r z e d w i z e r u n k i e m świętej B a r b a r y n a m a l o ­
wanej

przez

S ó w k ę ( i l . 1). P o

c h w i l i u k l ą k ł i z a c z ą ł się ż a r l i w i e

m o d l i ć . W y w o ł a ł o t o sensację. M ę ż c z y z n a n i o z w r a c a ł n a n i k o g o
u w a g i , a k i e d y s k o ń c z y ł się m o d l i ć , w s t a ł , o t a r ł ł z y i b e z s ł o w a
opuścił m u z e u m . O t y m n i e c o d z i e n n y m j a k n a m u z e a l n e

zwyczaje

z d a r z e n i u opowiedziała m i J a d w i g a K o s - P a w l a s kierująca działem
p l a s t y k i nieprofesjonalnej
II.

2. E r w i n S ó w k a

Wokół
Sówki

niezwykłach

krążą

których

w

różne

muzeum.

przypadków

opowieści,

związanych

dziwne,

n i e sposób przytaczać,

l u b zgoła

b o można

z

obrazami

niesamowite,

zostać

posądzonym

o b r a k „ w s z y s t k i c h k l e p e k " . J a k b y n i e patrzeć n a sprawę, dość
specyficzna
Nauczony
i

w i e l o m a doświadczeniami zarówno własnymi, j a k

O c i e p k i , ale i S k u l i k a także, swoje predylekeje

teozoficzne

ukrywa

w

zręcznych

peryfrazacb,

i rozważania

czy

wręcz

nie­

domówieniach. D o p i e r o p o długim czasie, k i e d y nastąpiło m i ę d z y
n a m i o s t a t e c z n e p r z e ł a m a n i e l o d ó w , s t a l się Sówka, n i e o c e n i o n y m
przewodnikiem
niecodzienne
pozwalającym
niewielkim

po krainie swojej

wyobraźni inspirowanej

w naszej rzeczywistości źródła oraz
dokładniej

zrozumieć

wszystko

teatruni janowskiej gminy

D ł u g i e , n i e r a z całonocne r o z m o w y

przez

komentatorom

co się d z i a ł o n a

okultystycznej.
o sztuce, w t y m i o jego

m a l a r s t w i e potwierdziły moje niegdysiejszo, mgliste d o m n i e m a n i a .
T o w z g l ą d n a najbliższo środowisko, n a o p i n i e jurorów

w różno­

r a k i c h l o k a l n y c h k o n k u r s a c h w j a k i c h wcześniej k a r n i e s t a r t o ­
w a ł , aż d o m o m e n t u wewnętrznego b u n t u i i n n e tego s a m e g o r o ­
dzaju powody

s t a ł y się w ę d z i d ł e m d l a j e g o w y o b r a ź n i . . . W i e s z - -

m ó w i Sówka —

j o robił n a t e j k o p a l n i , t r z a b y ł o z czegoś żyć,

t o m u s i o l e i n się l i c z y ć z o p i n i o m , j a k t o p o w i e d z i e ć —

władzy.

1'rzez s w o j e m a l a r s t w o , j a k b y m t a k d o k o ń c a p o w i e d z i o l co b y ł o
we

m n i e . t y l k o mogłem

sobie bardzo

zaszkodzić. Nie, chodziło

o t o , że m o g l i b y ze m n i e z r o b i ć w a r i a t a , b o j o i t a k już b y l w i c h
oczach

n i e c a ł k i e m n o r m a l n y . Nie, e h c i o l e m , ż e b y m i p r z y l e p i l i ,

żem jakiś j e i c h wróg, j a k t o było z Ociepką, b o b y mną
wierali, dowali

do najgorszych

robót

z których

n i ma

ponie­
pienię­

dzy.

aura otacza

dzieła i postać j e d n e g o z n a j w y b i t n i e j ­

polskich twórców samorodnych

pochodzącego z

Janowa,

a zamieszkałego o s t a t n i o w K a t o w i c a c h . Bronisław K r a w c z u k , zna­
n y m a l a r z n i e p r o f e s j o n a l n y i o d l a t p r z y j a c i e l S ó w k i , t w i e r d z i , że
m a w swojej k o l e k c j i d w a t a k i e obrazy, które p r z y
na

wystawy

za k a ż d y m

razom

stwarzają

wypożyczaniu

specyficzne

G u b i ą się i k i e d y j u ż n i o m a n a d z i e i , o d n a j d u j ą się w
okolicznościach. J e d n y m z n i c h jest z n a n y
Hypnos

wystawie
O

z wielu reprodukcji

( i l . okładka), który „swoje s z t u c z k i " wyprawiał

poza granicami kraju,
wej

kłopoty.
dziwnych
również

między i n n y m i w Jugosławii n a świato­

„Naiwni—77".

początkach

swojej

przygody

malarskiej

tak

opowiada

S ó w k a : „ D o koła w k o p a l n i „ W i e c z o r e k " wstąpiłem w 1955 r o k u .
Malowałem

już

wcześniej

się z s z e d ł z E w a l d e m

przypadkowo

żem

G a w l i k i e m . O n robił r a z e m z m o i m

temperą.

Jakoś

ojcem

w k o p a l n i i t a k jakoś trafiłem d o tego j e i c h k l u b u . Całkiem wcześ­
niej chodziłem d o d o m u k u l t u r y n a u l i c y F r a n c u s k i e j , t a m k a j
teroz j e s t B i b l i o t e k o Śląska w K a t o w i c a c h i t a m u g ó r y b y ł a f a j u o
pracownia plastyczna. T o był okres socrealizmu. Przede w s z y s t k i m
r y s u n k u się t a m u c z y ł o . H u m n a w e t s t a m t ą d ś w i a d e c t w o .

Cho­

d z i e ! coś ze d w a l a t a , a p o t e m t o r o z w i ą z a l i . T o b y ł a d l o m n i e
przygoda,

wtedy

o t y c h sprawach.

nie mioiem
Lubiłem

jeszcze

jakiegoś

jasnego

pojęcia

po p r o s t u malować. Jakoś m n i e

to

interesowało, a p o t e m p o m y ś l a l o m : c h y b a zostaną t y m m a l a r z o m .
Później był k l u b , ale j o t a m o d r a z u byłem i n n y . N i e w i e m , czemu,

Tak

s o b i e p o s t a n o w i ł e m , ż e j a k już p r z e j d ą n a e m e r y t u r a ,

b ę d ę m a l o w a ł d o koń e n . а p r z e d t y m
ćwiczenio d u c h o w e ,

moje

takie przygotowanie

go w sobie p r z e c z u w o m .
jeszcze n i e p o w i e d z i o l .

obrazy to m a j o m

a l e się n i e p r z e j m o w a ł e m k r y t y k a m i , a n i t y m co k a z a l i m a l o w a ć .

być

P r o s t o ż e m s z e d ł , b o m u w a ż a ł , że j a k j a s a m się n i e s k r y t y k u j ą , t o

d o t e g o m a l a r s t w a , co

m n i e t a k n a p r o w d o n i k t n i e skrytykują. J o musza być s o m przed

Tyś t o w y c z u l — ciekawe! N i k t m i tego

sobą o d p o w i e d z i a l n y

za t o co

robią."

Z a w s z e g o d o ł i t u u n o s , n a Ś l ą s k u , że są

o n e z b y t f a n t a s t y c z n e i r a d z i l i m i , że l e p i e j b y m h a m o w o l z t o i n
fantastyką, b o n i e będę zrozumiały d l o l u d z i , a już

78

szych

nojbardziej

Czterdziestoośmiołetni górnik z k o p a l n i „ W i e c z o r e k " o d p o ­
n a d ćwierćwiecza p o s z u k u j e sfery „lepszego świata" w

medytac-

�I

�II.

jach o k u l t y s t y c z n y c h i wynikającym

5. Vrella,

oloj/pł., w y m . 5 0 x 6 0 c m , 1 9 7 3 r .

z tego malarstwie. M i m o

n i e i d z i e z d u c h e m c z a s u . N i k t się n i e s p o d z i e w a ł , ż e z O c i e p k ą

b l i s k i e g o sąsiedztwa, b o w i e m o b a j m i e s z k a l i n a u l i c y o wdzięcznej

i jego m a l a r s t w e m t a k i obrót przyjmą

n a z w i e „Leśnego P o t o k u " w J a n o w i e i przynależeli przez p e w i e n

siedemnaście l a t , t o co j a m o g ł e m z t o g o

czas

do

tego

samego

zespołu

malarzy-prymitywistów,

Erwin

Sówka n i e b y ł bezpośrednio u c z n i e m T e o f i l a O c i e p k i , lecz znalazł
się o d r a z u p o d w p ł y w e m
a potem dysydenta w
dysputy

ze

ficznych
niego

Skulikiem,

wciągnięcie

pobudzających

literatury

Bolesława

S k u l i k a , niegdyś

ucznia,

s t o s u n k u d o m i s t r z a . T o właśnie
w

otchłań rozważań

wyobraźnię,

okultystycznej

lektura

zaważyły

długie

Obok

zdecydowanie

zainteresowań o k u l t y s t y c z n y c h , a może

która odegrała b a r d z o istotną rolę w jego

dzieć. T e n W s c h ó d

na

duchowa,

Tradycja

u s t n a k r ę g u j a n o w s k i e g o n i e s i e , że p o m i m o t e g o T e o f i l

Ociepka

dzięki n i m ,

twórczości.

„ S k ą d te zainteresowania, t r u d n o jest n a t o teraz

od

u k s z t a ł t o w a n i u się o s o b o w o ś c i w r a ż l i w e g o m ł o d z i e ń c a .

miałem

zrozumieć?!"

z r o d z i ł a się u S ó w k i f a s c y n a c j a k u l t u r a m i s t a r o ż y t n e g o W s c h o d u ,

teozo-

pożyczanej

sprawy. W t e d y

klimat

ciągle n a m n i e

duchowy

tamtej

ciążył. T o
sztuki,

odpowie­

jest jakaś

który

więź

wyczuwam,

k t ó r y j e s t m i b l i s k i . S a m się n i e r a z n a d t y m z a s t a n a w i a m , o d
czego

t o się z a c z ę ł o , a l e c h y b a

o d baśni, z r o s y j s k i c h f i l m ó w .

uczynił go j a k b y s w y m „ n a s t ę p c ą " w a r t y s t y c z n y m tego słowa

M i e l i o n i w t e d y w i e l o t a k i c h baśniowych f i l m ó w , a za tą baśnią

znaczeniu. P e w n e g o r a z u miał t a k powiedzieć d o Sówki: „Myślisz

k r y ł a się w n i c h g ł ę b o k a f i l o z o f i a W s c h o d u . T e f i l m y m n i e i n ­

i

malujesz

boisz

się

inaczej
swojej

przemawia.

j a k j a , ale t y jeden

wyobraźni,

Będziesz

godnym

czyli
być

z nich wszystkich nie

tego,
po

że

przez

ciebie

duch

spirowały. M a m k i l k a książek n a t e n t e m a t , ale n i e t y l e
interesuje, t o co jest napisane, ile k l i m a t ,
który

mnie."

ale
Sówka

potwierdza

to

zdarzenie,

a

o

swych

kontaktach

t a m niepodzielnie

I n d i e , szczególnie

panuje.

Indie i w

w n i o j z a w s z e coś t a j e m n i c z e g o ,

sztuka

Sumerów,

sztuka Wschodu.

Było

a m n i e i n t o r e s o w a ł a siła m a g i i ,

z O c i e p k ą t a k m ó w i : „TJ T e o f i l a b y ł e m w d o m u t y l k o r a z w ż y c i u .

iluzji,

elektrowni

n i e d o końca, b o j a k będę dużo czytał n a t e n t e m a t , t o m o g ę

maszyny,

nieświadomie odrzynać w obrazach pewne s p r a w y . Stwierdziłem,

przez

d z i w n y m człowiekiem.

półtora

roku.

J a z n i m robił w

Czasem chodziłem

do niego,

do

ale o n był t a k i niezrozumiały w t y c h m e t a f i z y c z n y c h
niach.

Byłem

za

młody,

wyobraźnio

miołem

nie

rozważa­

rozbudzono

niezwykłego.

tylko

ogóle

mnie

sztuce,

Był

dość

czegoś

Nie

ten duch w

Przeczytałem

kilka

że n a s z a c y w i l i z a c j a j e s t p ł y t k a , t a k m o ż n a

książek,

choć

powiedzieć, t y l k o

t e c h n i c z n a i n i e m a w n i e j t e j w i e l k i e j głębi d u c h o w e j j a k a jest

i p o p r o s t u z a g ł u p i , ż e b y z t e g o coś z r o z u m i e ć . T a m g o u w a ż a l i

w

z a „ k o p n i ę t e g o " człowieka., a o n się w t e d y j u ż n i e k o n t a k t o w a ł

szedłem

z n i k i m . B y ł b a r d z o zamknięty. M o ż e b y ł b y i n n y , ałe mało k o g o

medytują o w s z y s t k i m . L u b i ą samotność i rozmyślanio. P o w i e ­

i n t e r e s o w a ł y w t y m c z a s i e t e s p r a w y . N a ś m i e w a l i się z n i e g o , ż e

dział

80

sztuce W s c h o d u . Trzeba
do takiego

przecież

t o g o s a m e m u szukać. O s t a t n i o d o ­

stadium,

mędrzec

że dużo

Wschodu,

przebywam

żeby

nie

sam i

kontaktować

dużo
się

�z nikim,

bo n a u c z y c i e l p r z y j d z i e

medytują

przychodzą

spływają

jakby

z

takie

som w postaci ducha.

fascynacje

powietrza,

jakby

że

po

m i jakiś

Kiedy

prostu
głos

obrazy

powiedział:

są t o u r o j e n i a l u b c z y s t a f a n t a z j a , a l e s t w i e r d z o n o n i e j e d n o k r o t ­
n i e u niego zdolność t e l e p a t y c z n e g o
W

sztuce

jest wymagający

n a d a w a n i a sygnałów.

wobec siebie,

ale też i w o b e c

zrób t o t a k , a t a k . T a k i e o b r a z y wychodzą m i n a j l e p i e j . T o jest

innych.

s p r a w a k o n c e n t r a c j i , a l e i o b s e r w a c j i ż y c i a . W o l ę stać n a u b o c z u

intelektualnego. Wyczuwa

i

obowiązków

dorosłym artystą m ó w i , t o t r z e b a budować w a r s z t a t , ale pracę

się

dzieje?

r a k t e r u . T o jest s p r a w a najważniejsza, b o t o jest s p r a w a d u c h a ,

t a k i głos w e w n ę t r z n y j a k i jest w człowieku, który m u

p o t e m m o ż n a się u c z y ć j a k s t a w i a ć k r e s k i i p l a m y n a p ł ó t n i e .

obserwować. Zrzucić z siebie
i

balast codziennych

szukać u k r y t e g o sensu ż y c i a .
To

Weźmy

ciągłe

pytanie:

każdy

posiada

taki

uznaje

łatwizny

f o r m a l n e j , j a k również

j e n a odległość.

„Jak

oszustwa

się c h c e

być

t ę m u s i się z a c z y n a ć o d s w o j e g o w n ę t r z a , o d p o p r a w i a n i a c h a ­

dlaczego?

Dlaczego

tak

m ó w i j a k c o m a r o b i ć . J e s t t o p e w n a siła d u c h o w a . N i e
czy

Nie

głos w e w n ę t r z n y ,

a

wiem,

z drugiej

strony

O b r a z m u s i p o w s t a w a ć z m i ł o ś c i , m u s i się g o c z u ć s e r c e m ,

wtedy

n i e t r z e b a się z a s t a n a w i a ć .

s k o r o j e s t , t o s k ą d się b i e r z e ? C z y t o j e s t j a k i e ś d r u g i e j a ?

Czy

Są t a c y , k t ó r z y u d a j ą a r t y s t ó w . T a m g d z i e m a b y ć s e r c e

o n o p o p r o s t u i s t n i e j e , t o m o j e d r u g i e j a ? Z czego i c z e m u

me

j e s t głaz. O n i n i c z e g o n i e odbierają w sensie d u c h o w y m . D l a n i c h

podpowiado

n i e m a ż a d n y c h w r a ż e ń , a w t y m co r o b i ą są całą

powierzchow­

j a k b y p o p r o s t u z d a l n i e s t e r o w a n i ? J e d n i m ó w i ą , że życie m a

•— z r ó b t o t a k , a t a k ! —

C z y n i e jesteśmy

czasem

n o ś c i ą . N i e j e s t w a ż n e c z y są a m a t o r a m i , c z y p o

akademiach,

sens, a i n n i że n i e . G d y b y w ogóle n i e było łudzi, c z y b y ł o b y ż y c i e ,

n i o j e s t w a ż n e w j a k i sposób z a m a l o w u j ą płótna, jaką posługują

t a k i e j a k m y g o r o z u m i e m y ? M y ś l ę , że w t e d y m u s i a ł o b y z a i s t n i e ć

się t e c h n i k ą , b o w t y c h o b r a z a c h n i c w o g ó l e n i e m a . W e ź m y

w

m a t e r i i , ale

naszych

poza

j a k r z u c i się p i ę k n e p l a m y , ł a d n e d l a o k a , t o w s z y s t k o , a p r z e c i e ż

czystej

to

tyż
Ja

postaci duchowej, bo m y istniejemy

jest

jakoś

jeszcze

sprawa

siebie

zaprojektowano

d o końca

w

daleko

n i e odnalazłem,

nami.

ale w i e m ,

pójdę w k i e r u n k u m a l a r s t w a religijnego, co n i e znaczy,
ono

być takie j a k w

Czuję w t y m m o j e
Erwin

Sówka

kościele. C h o d z i

o jego d u c h o w o m

jest

to

j e s t w s t a n i e siłą s w e g o d u c h a s p r o w a d z i ć

uważają,

że

że malują z n a t u r y a t o b u j d a ! Jedoń z d r u g i m m a t r o c h a pamięci

treść,

mediumicz-

s p o t k a n a k o b i e t a zwróci jego

co i c h z n a m

t o j u ż b y ł o i t o s t o r a z y l e p s z e . C h w a l ą się j e d e n p i z e z d r u g i e g o ,

n y m i , chociaż n i e c z y n i z n i c h większego użytku. T w i e r d z i ,
jożcli jakaś p r z y p a d k o w o

wszyscy,

że

wzrokowej,
wychodzą

właściwościami

prawie

że m a

przeznaczenie."
obdarzony

amatorów,

że

uwagę,

ją, a raczej

jej

któro
im w

u t i w a l o pewno
obrazach

elementy,

ale one, o

marnie i nieudolnie

kiedy

dziwo

malujom

śląski pejzaż. R o b i ą t o i n o j a k j e s t k o n k u r s b o t a k d l o z a r o b k u
odrzynają

niemieckie,

francuskie, czy holenderskie

landszafty.

K o p i u j ą z c z e g o się d o . N i e c z u j ą k l i m a t u . T o m a j ą b y ć a m a t o r z y
m a l a r s t w a ? T o są i n o g ł u p i e m a ł p y k t ó r e s k a c z ą j a k k t o i m z a g r a ,

d u c h a n o c ą d o s w e g o d o m u i d o w i e d z i e ć się o d n i e j w s z y s t k i c h

a t o j a k i ś W y d z i a ł K u l t u r y , a t o s ą s i o d , b o se u m y ś l i ł , ż e m u

szczegółów, n a w e t n a j b a r d z i e j i n t y m n y c h z j e j życia. B y ć

m a l a r z widokówka powiększy n a ściana."

II.

może

6. Kleopatra,

ołej/pł., 1 9 7 7 r .

81

�l ' j асе E r w i n a S ó w k i o d b i e g a j ą b a r d z o d a l e k o s w ą o r y g i n a l ­
nością o d twórczości i n n y c h m a l a r z y s a m o r o d n y c h , co j a k d o t ą d

właśnie D u c h a i Materię. M a t e r i a jest s k a z a n a n a zagładę, n a
zniszczenie."

n i e p r z y c z y n i ł o m u popularności, a n i szerszego u z n a n i a . -Między
jego twórczością, a pracą w k o p a l n i zachodzi c i e k a w e

sprzężenie

K o b i e t y w życiu i m a l a r s t w i e E r w i n a Sówki t o interesujący
temat.

„Ja

zawsze t a k i e k o b i e t y

maluję

—

mówi

jakieby

się

z w r o t n e . „ P r a c a w k o p a l n i dużo daje m o j e j sztuce, m ó w i , g d y b y m

chciało spotkać. D u ż o b y m a k t ó w m a l o w a ł , ale n i e m a m w a r u n ­

nie r o b i ! n a dole, n i o byłbym w stanie namalować i jednej

ków.

trzeciej

t e g o , co malują. P r a c a t a jest d l a m n i e c i o r p i e n i e m i z t e g o cier­

T e n o b r a z n a z w a ł e m Pieśń

T a Ave

z

Dzie­

to jest całkiem r e l i g i j n y obraz,

o Śląsku.

Maryja

choć

p i e n i a powstają obrazy. T o jest t a k i mój „ k r w a w y p o t d u c h o w y " .

ciątkiem

J o t a m j e s t e m o p i e p i z a n y , g n o j o n y — m u s z a t w o r z y ć ! T a ciężka

M a r i a m a gołe p i e r s i i t o serce z p i e r n i k a , j a k t o k i e d y ś b y w a ł o

robota

n a odpuście —

zmusza

mnie

do

r e f l e k s j i , o n a napędza

życiowo. I n n y górnik n i e o d c z u w a

moja

filozofio

tego, p r z y w y k ł już j a k koń

i t e n Józef

Święty

„Kocham

cię s t a r a " . K o t , co t a m się łasi j e s t

t a k s e k s u a l n y , j a k c h o l e r a . O n j e s t s t a r y zbereźnik. U w a ż a m , że

d o k i e r a t u i n a ś m i e w a się ze m n i e , c o t o j a t a k i e g o m a l u j ą .

To

t a k i e jest życie. N i g d y n i o malowałem k o b i e t t a k , żeby je p o r t r e ­

jest m o j a

że

tować.

nielubiana praca. Nieroz

budzą

się ze w s t r ę t e m ,

m a m iść d o k o p a l n i . M y ś l ą , ż e j u ż się w e m n i e u t r w a l i ł p e w i e n
s t a n d u c h a , że teroz, t o m ó g ł b y m n a g r u b i e n i e robić, a

Nie

daję

i m uśmiechu,

niczego."

P i e r w s z ą swą miłość egzaltowaną i eteryczną p r z e ż y ł w w i e k u

zająć

l a t sześciu, k i e d y z o s t a ł r a z e m z r o d z i c a m i w y w i e z i o n y n a r o b o t y

się i n o m a l o w a n i o m . M y ś l ą , żo t e r o z t o b y j u ż n i e z a s z k o d z i ł o

d o N i o m i e c . S p o t k a ł t a m ró%vieśnicę z n a j d u j ą c ą się w i d e n t y c z n e j

moim

obrazom."

Drogą

s y t u a c j i . Była b r z y d k a , ale przyciągała go d o siebie z ogromną

mozolnych

warsztatową,

przez

ćwiczeń

co o b r a z y

osiągnął

wspaniałą

z o s t a t n i c h pięciu

biegłość

lat

niewiele

m a j ą w s p ó l n e g o ze s z t u k ą p r y m i t y w n ą . S ą w y s m a k o w a n e w k o m ­
pozycji, finezyjne
zadziwiają

w b a r w i e , chociaż

precyzją

rysunku,

wołanych w wyobraźni
Artysta

posługuje

proweniencji,

szczególnie

Erwin

używa

mocnych,-

anatomicznego,

wy­

modeli.
się

symboliką

przeważnie

ale n i e t y l k o . J e g o o b r a z y

surrealistów.
w sztuce.

kolorów

Sówka

n i e uznaje

tego

chwile

spędzali r a z e m ,

całowali się, z w i e r z a l i n a j -

głębszo dziecięce t a j e m n i c o . K o n i e c

wojny

s t a l się i c h r o z ł ą k ą .

N i g d y p o t e m n i e s p o t k a l i się, a l e o n a ż y j e c i ą g l e w j e g o p a m i ę c i ,
p o j a w i a się w s n a c h i w t e d y r o z m a w i a j ą
spełnionej miłości i o e z o t e r y c z n y c h

ze s o b ą o s w o j e j

zagadkach

bytu.

nie­

Jest ona

ideałem k o b i e c y m , jego o s o b i s t y m i d o l e m kobiocości. N a d a ł j e j
magiczne

imię U r e l l a .

„Na

t y m obrazie

teozoficznej

kojarzą się z p r a c a m i
jednak

silą. W o l n e

ш

pokazałem

j a k we

m n i e rodzą

się

siły,

m ó w i Sówka, b o j e s t e m mężczyzną m a ł y m , ciężko pracuję. Czasem

kierunku

j e s t m i b r a k sił, w i ę c m o d ł ę się d o P e w n y c h S i ł , b y p o m o g ł y m i

O b u r z a się k i e d y k t o ś p r ó b u j e p o r ó w n y w a ć j e g o m a ­

przetrwać d o następnego d n i a . T u jest t o p o k a z a n e , t o t a k o b i e t a ,

l a r s t w o z s u r r e a l i z m e m , t w i e r d z ą c , ż e są t o p ł y t k i e z a b a w y , p o ­

k t ó r a w e m n i e w n i k a . J e s t t o m a g i c z n a siła, j a k b y M a t k a D u c h a ,

z b a w i o n e głębszej m y ś l i , jakiegoś d u c h o w e g o

k t ó r a w e m n i e w c h o d z i . P o c z ą t e k t e g o j e s t z a w s z e t a k i : j a k się

sensu.

Surrealizm,

t o w e d ł u g n i e g o „ t a k i e w y g ł u p i a n i e się, r o b i e n i e r ó ż n y c h e f e k t ó w

p a t r z ę n a j a w i e w n o c y , c z y w e śnie

i nic poza t y m . "

gwiazdy,

właśnie j a k b y g w i a z d y

—

O n a m a cząstkę j a k b y

i O n a w c h o d z i do m n i e i pro­

m i e n i u j e . Czuję t e p r ą d y , które biegną o d m ó z g u , aż d o nóg i p r z e ­
Silny wątek erotyczny, element k u l t u fallicznogo,
tantryczna

personifikacja

ziemskich wpisane
Nikiszowca
mach

Kutza),

nadprzyrodzonych

są c z ę s t o w r e a l i a s p e c y f i c z n e j

(wykorzystanej

„Sól ziemi

mierza

mocy

d l a swojej

czarnej"

i „Perlą

narzędzi

i maszyn

wyraźnie

jak i

zgoła

architektury

chorobliwej urody w

w

k o r o n i e " przez

górniczych.

Wszystkie

te

wymo­

w i e m o r a l i z a t o r s k i e j . „ T u j e s t B a r b a r a , m ó w i o j e d n y m ze s w y c h
obrazów

E r w i n Sówka,

to jest

nasza

p a t r o n k a górników,

ale

ona powstała u m n i e z t a k i c h elementów murów N i k i s z o w c a , bo
Nikiszowiec
jak

zbudowany

chodniki na

dole.

jest
To

tak, jakby

jest

jakby

zjechać

kopalnię

do

kopalni,

wyciągnąć

na

powierzchnia.

z

powrotem.

Nazywam

z elementów

m a s z y n , cała j e s t zresztą z e l e m e n t ó w górniczych, które

towa­

duchowym".
Niej

ź l e b y m się c z u ł . "
Jedyną kobietą jego życia jest żona, którą k o c h a i z którą
m a dwoje
byłaby

d z i e c i . J e d n a k Sówka uważa, że d l a a r t y s t y ideałem

k o b i e t a bezpłodna —

porządkowana

potencji

bardzo

przekonaniu,

bliskie

towarzyszka

twórczej
z

swego

którego

w y k s z t a ł c i ł a się i n s t y t u c j a h o t e r —
dziewcząt

przeznaczonych

na

życia zupełnie
mężczyzny.

w

starożytnej

pięknych i

niekrępujące

pod­

Jest

to

Grecji

wykształconych

towarzyszki

życia

polityków i artystów, wodzów i kapłanów, słowem l u d z i , k t ó r y m
p o s i a d a n i e r o d z i n y utrudniałoby działalność
Jest spocyficzny

Koronę m a o n a z noży k o m b a j n o w y c h , szyja

t o „Stosunkiem

O n a o d r a d z a w e m n i e siły, których n i e r a z m i b r a k u j e . B e z

fil­

Włodzi­

e l e m e n t y tworzą fascynujący k l i m a t w o b r a z a c h o m o c n e j

chodzą

który

fenomen

w m a l a r s t w i e E r w i n a Sówki, na

p i e r w s i zwrócili uwagę Aleksander

Zimmerer.

Chodzi

publiczną.

o wspomniany

Jackowski i

wcześniej w

Ludwig

t y m szkicu, nie

rzyszą n a m w p r a c y . I t a k właśnie powstała t a B a r b a r a . Święta

s p o t y k a n y n i g d y ' i nigdzie p r z e d t e m w polskiej sztuce t a n t r y z m .

B a r b a r a nie jest d l a m n i e t y l k o obrazem, który m a m y w cechowni,

W y n i k a o n zarówno z fascynacji W s c h o d e m ,

jest j a k g d y b y

t a c j i o k u l t y s t y c z n y c h , któro w istocie swojej

d u c h o m . J o się m o d l ą d o n i e j , j o m y ś l ą

o niej i nieroz mówię: —
Częstego w
rozumieć

w

odwiecznym
ryjskie

idole

obrazach

B a r b u r k o ! Pomóż m i ! "

w i e l u twierdzeń f i l o z o f i c z n y c h

Sówki wątku erotycznego

zwulgaryzowany
symbolem

często

sposób.

Dla

niego

n i e należy
kobieta

miłości, ciągłości i radości życia.

ż e ń s k i e są d l a n i e g o

równoznaczne

ze

jest

Sume-

współczes­

n y m i k o b i e t a m i , c h o c i a ż p r z e k o n a n y j e s t , iż l u d z i e s p r z e d t y s i ę c y
l a t m i e l i o w i e l e lepsze pojęcie o miłości i seksie, niż m y

teraz.

U w a ż a , ż e n a m się t y l k o d u ż o w y d a j e w t e j i i n n y c h d z i e d z i n a c h ,

j a k również

był

Erwin

Sówka

pod

wpływom

w

Polsce

istoty

przed

wojną

alchemii.

najmniej

interesowali

świadczalnymi,
Głównym

znaleźć

Otóż

można

prawdziwi
się

sprawami

choć i c h całkiem n i e
celem

interesującą

alchemicy
czysto

chemicznymi,

i c h działań i zainteresowań

Została j a k

mistycznego.

to t a k wy­

cesów a l c h e m i c z n y c h r o z w i j a l i o n i t e o r i e f i l o z o f i c z n e ,

obraziłem, że o n a b y ł a
ingerencję

człowieka,

Córka-Natura.

straciła

t o swoje

Była

piękno, ale przez

piękno. T o

myśmy

ją

było

głosić

otwarcie

zgwałcili, gwałcąc p r a w a n a t u r y . I t u j e s t cało p r o w d a o b r u t a l n e j

sztuką u m y s ł o w ą " —

My

d u c h o w y m o b j a w i e n i e m . Pokazując t o n a t y m obrazie, pokazują

82

człowiek
pro­

psycholo­

giczne i kosmogoniczne, których w d a w n y c h w i e k a c h nie można

i n g e r e n c j i człowieka w samą istotę życia n a k u l i z i e m s k i e j .

takim

do­

wtajemniczenia

P o d maską n o m e n k l a t u r y i opisów różnych

ryzykując

d ą ż y m y j a k b y w k i e r u n k u u n i c e s t w i e n i a się, a o n a b y ł a

wiodącej d o

był

p r o s t u K h a l i , bo&gt; K h a l i b y ł a

z córek b o g a .

n a drodze

wykładnię

lekceważyli.

i jego rozwój d u c h o w y

zgwałcona. J o sobie

loży

różokrzyżowi

z h i n d u s k i c h bogiń, opowiadał kiedyś Sówka, którą nazwałem p o
jedną

poprzez

kalifornijskiej

Różokrzyżowców. W publikacjach okultystycznych w y d a w a n y c h

a p o p r o s t u d a l e k o odeszliśmy o d n a t u r y . „ M o ż e p o w i e m o j e d n e j

mówi stara h i n d u s k a legenda,

od

r o d e m z I n d i i . C h c ą c t o , co p o -

w i e d z i a ł o m p r z y b l i ż y ć , m u s z ę z w r ó c i ć u w a g ę n a f a k t , że
Skulika

medy­

n i o są o d l e g l e

utraty

Osiągnięcie

w

języku

powszechnie

głowy. „Prawdziwa

głosi s t a r e p r z y s ł o w i e

„nadświadomości

zrozumiałym,

nie

transmutacja m e t a l i jest
alchemiczne.

ezoterycznej

zwanej

„ka­

m i e n i e m f i l o z o f i e z n y m " j e s t c e l e m w s z y s t k i c h szkół e z o t e r y c z n y c h

�И.

Wschodu i Zachodu. Podstawami
energia

i materia. W

lecia nastąpiło w z a j e m n e
а

jedność

w

dociekaniami

istocie

Gdzieś p o d k o n i e c ubiegłego

różokrzyżowców

kulturowych - -

Wzajemne
izmem,

między
na

naukami

Zachodzie.

tak przynajmniej

zainteresowanie

buddyzmem

a

okultyzmem

grafią, związaną z k u l t e m m o c y
Jego

fascynacja

stu­

Wschodu,

Różnorodność
wynika

twierdzą

jedynie

okultyści.

i w y m i a n a myśli między
zachodnim,

kalifornijską wpłynęły n a z a i n t e r e s o w a n i e

została n i e m o w i e d n i e

noszą

s k o n s t a t o w a n i e f a k t u , że i s t n i e j e z a s a d ­
dociekań

poprzez

hindu­
lożę

Sówki indyjską i k o n o ­

b o s k i c h w p o s t a c i a c h żeńskich.

t y m właśnie

nurtem w

sztuce

indyjskiej

rozwinięta przez Z y g m u n t a L i s a , artystę-

- p l a s t y k a , k t ó r y p r z e z długie l a t a p r o w a d z i ł zespół

olej/pł.,

z Dzieciątkiem,

tego światopoglądu są: umysł,

f o r m w j a k i c h e f e k t y d o c i e k a ń są p r e z e n t o w a n o
z różnic

Maryja

f i l o z o f i i i n d y j s k i e j te t r z y zasady

nazwę Czitta. P r a n a i Akasa.
nicza

7. Ave

plastyczny

p r z y k o p a l n i „ W i e c z o r e k " . O t ó ż n a prośbę S ó w k i — L i s t ł u m a c z y ł

mu

wiele

barwne

1 9 7 3 r.

p r o b l o m ó w z w i ą z a n y c h ze s z t u k ą i n d y j s k ą ,
reprodukcje,

słowem

zależności f i l o z o f i i i f o r m y
Zwrócenie

uwagi

przoz

pozwolił

w

tamtej
Sówkę

na

lepsze

przynosił

zrozumienie

kulturze.
na

indyjską

ikonografię,

z w i ą z a n ą z n u r t e m r e l i g i j n o - m a g i c z n y m w y w o d z ą c y m się z h i n ­
duizmu

i b u d d y z m u , m a motywację

zarówno

toozoficzną, j a k

i osobistą — w o g r o m n e j p o t r z o b i e m a l o w a n i a k o b i e c y c h a k t ó w .
Typowym
wanie

z j a w i s k i e m w sztuco ludowej i samorodnej

pretokstu do malowania

kobiecego

szym z nich jost t e m a t rajski, czyli A d a m
wiadomości

Dobrego

i Złego. Pretekst

aktu.

i Ewa pod

taki

jest

uży­

Najbanalniej­
drzewem

jest konieczny

dla

o k p i o n i a p r u d o r i i środowiska w j a k i m twórca żyje. W p r z y p a d k u
Erwina

Sówki

tantryczna

stylizacja

pełni

podobną

funkcję,

choć t r u d n o n i e z a u w a ż y ć j e j oryginalności. Z d r u g i e j s t r o n y n i e
można

bez k r z y w d y

d l a a r t y s t y t y l k o takiej wykładni

stoso­

wać.

83

I

�W

jego obrazach

funkcja znaczeniowa

tantrycznych

idoli

posadziłem n a t r o n nagą Kleopatrę. T a k i e g o t r o n u n i e m a nigdzie,

jest j e d n a k o d m i e n n a o d kanonów w s p o m n i a n y c h r e l i g i i wschod­

ale K l e o p a t r ę stworzyłem n a p o d s t a w i e

n i c h . O i l e n a p o c z ą t k u b y ł y t o j e d y n i e własne f a n t a z j o n a t e m a t

skich I d o l i . T o jest obraz

wizerunków
moce

w

bogiń wschodnich

naturze,

później

personifikujących

już

tantryzm

służebnie, j a k o f o r m a w y r a z u a r t y s t y c z n e g o ,
protestu
niego

przeciw

zagrożeniu

człowieka

najważniejsze

potraktowany

został

n p . d l a wyrażenia

przez

stworzoną

przez

N a początku powstała seria o r y g i n a l n y c h obrazów:

Asztoret

lub Isztar, Izys, Hathor, N a m m u w wielu odmianach.

Ciekawym

przykładem

stylizacji,

była

Wenus,

namalowana

w

indyjskiej

z s u m e r y j s k i m i s y m b o l a m i płodności i w śląskim, l u d o w y m w i a n ­
k u n a głowie. W s z y s t k i e one zostały r o z c h w y t a n e d o p r y w a t n y c h
kolekcji. J a k powstawały te obrazy?

Różnie, z inspiracji czysto

p r z y p a d k o w y c h . Miał w t e d y w duszy, j a k s a m o t y m mówił, taką
skłonność b y t y l k o t e b o g i n i e m a l o w a ć i w s z y s t k o d o n i c h s p r o ­
wadzał.
„Kiedy
sobie

z przydaniem

zrobiłem, m ó w i

Sówka,

w

rekonstrukcję

Tel Arnarna, ja

tej świątyni s a m ,

rzeczy. Tło

zrobiłem

nigdy nio byłem w Egipcie.

w

oparciu

Potem

o

zdjęcie,

bo

zacząłem budować

przecież
kompo­

umysłowo

i

zupełnie

uważa,

że

pozbawieni

ducha

technokraci.

najokrutniejsi bogowie

Erwin

wymagający

ofiar

l u d z k i c h , b y l i łagodni j a k b a r a n k i i p o p r o s t u b a r d z o h u m a n i ­
t a r n i w s t o s u n k u d o naszej „ P a n i T e c h n i k i " .
T a k rysuje
protest

się

przeciwko

najważniejsza

sprawa

dehumanizacji,

jaką

w

niesie

jego

twórczości,

nieuchronnie

sobą t e c h n i k a , uważana p r z e z technokratów za cel s a m w

ze

sobie.

B ę d ą c g ó r n i k i e m s p o t y k a się n a c o d z i e ń z „ d o b r o d z i e j s t w a ­
m i " mechanizacji

pracy wydobywczej.

t e m a t jest jednoznaczna:

O p i n i a górników n a ten

technika w naszych

k o p a l n i a c h służy

w p i e r w s z y m rzędzie d o zwiększenia w y d o b y c i a , a n i e d o z m n i e j ­
dziej

pylotwórcze

dopuszczalnie

górnicze

najbar­
są

nie­

hałaśliwe.

Przywiązany
w

w ę g l o w e są

n a świecie, nasze m a s z y n y

do

maszyny

człowiek

swoim naturalnym, biologicznym

przestaje

r y t m i e musząc

się d o t e m p a m e c h a n i z m u . „ P o k a z u j ę
jest b r u t a l n a p r a w d a tej pracy —

elementy dokoracyjne, które namalowałem. N a podstawie r y s u n ­

w N i k i s z o w c u , b o t o jest staro, górnicze osiedle,

k ó w s t a r o e g i p s k i c h stworzyłem sobie taką wizję. W t y m w s z y s t k i m

człowiek

sprasowany,

wtłoczony

II.

Barbara

8. Św.

pracować
dostosować

j a k jest naprawdę, j a k a

zycję. T a k i e b u d o w l e n i g d y n i e istniały, n a t o m i a s t istniały p e w n e

84

oczach

m u atrybutów

d a w n y c h b o g ó w . N a t e n piedestał w y n i e ś l i j ą ślepi i o g r a n i c z e n i

z f a n t a z j i . T a m n i e b y ł o t a k i c h pylonów, w ogóle n i e b y ł o t a m
takiej

n a piedestale

szenia uciążliwości p r a c y . Nasze k o m b a j n y
Michałowski robił w y k o p a l i s k a

sumeryj-

T e c h n i k a , k t ó r e j u s i ł u j e się s p r z e c i w i ć , t o j e s t w j e g o
moloch postawiony

Sówka

technikę.

t y c h małych

fantastyczny."

m ó w i S ó w k a . T u t a j są
w

na

bezduszną

karmerze,

domy

a n a prźodzie
technikę.

I

wersja

Co

�П . 9. Око

o l e j / p l . , w y r a . 5 9 , 5 x 4 9 , 5 o m , 1 9 7 5 г.

Gabriela,

z tego człowieka zostało ? M a s z y n a go połknęła i jest t e r a z głowa,

Ponieważ

co

są p r z y p a d k o w e , a l e i p r z o z

wrosła w

świder. T a ń c z y

już t e n m e c h a n i c z n y

taniec.

Jest

t y l k o częścią m a s z y n y . T o t a k i ś w i ę t y p r a c y z aureolą w p o s t a c i
głowicy

k o m b a j n u ścianowego.

Resztki

człowieczeństwa

się t a m , w t y m d o m u . M y ś l ę c z a s a m i , ż e z t e g o o b r a z u
powstać
siebie
z

prawdziwy

malowałem.

t y m wszystkim

będzie, k i e d y

pomnik

górnika.

Czasem

wydaje

godzić.

wszyscy

To

Może

okropne.

się z t y m p o g o d z i m y .

mógłby

nieświadomie

m i się, że

byłoby

kryją

zaczynam
Jeszcze

Wtedy

wnętrznego

ciepła

l a t ewoluują

patronki

m o d l i ł się w s p o m n i a n y

o d łagodnej

starego

górnictwa,

n a wstępie człowiek

w

przed

muzeum,

więc

J ó z e f B a ń k a , usiłujący s t w o r z y ć n o w y

i j e g o p r a c e m a l a r s k i e , s t w i e r d z i ł , że j e g o z d a n i e m , j e s t t o w s p a ­
J e s t t o t e r m i n u k u t y przez Bańkę, oznaczający człowieka wrażli­

za­

wego n a wartości m o r a l n e
dotychczasowej

we­

swoje

i sprzeciwiającego

cywilizacji

się s p o d

kontroli

technicznej,
człowieka

w

się s a m e j
której

i zaczyna,

p r a w a . J ó z e f B a ń k a u w a ż a , że o b r a z y

mu

są

którą

epoki i jej problemów

przez

w y w o ł u j ą one u odbiorców k o n t r o w e r s y j n e o c e n y i często szokują

cywilizacyjnych. To

jest przyczyną,

n a u k o w e ilustrować o b r a z a m i S ó w k i ! Będzie t o

g ó r n i c t w a , aż d o o k r u t n e j , n a m a l o w a n e j w j e d n e j t o n a c j i s t a l o w o -

mariaż

przyszłości naszego przemysłu

dyktować

t y m b a r d z i e j z d u m i e w a j ą c y m , iż s a m o r o d n y m d z i e ł e m n a m i a r ę

l u d z i . Twórca e u t y f r o n i k i postanowił o s t a t n i o swoje

Pani —

istocie

narzędzie

E r w i n a Sówki

r o n i e c i e r n i o w e j z n o ż y k o m b a j n o w y c h o p i e k u n k i współczesnego
nagiej

*

k i e r u n e k w e współ­

pełną c i e r p i e n i a , ściśniętą łańcuchami i t r y b a m i m a s z y n , w k o ­

-zielonkawej

zbieżności

czesnej f i l o z o f i i , t z w . filozofię t e c h n i k i , p o z n a w s z y E r w i n a S ó w k ę

wymyka

i pełnej

twórczości

t o b a r d z i e j interesujące.

się

w i z e r u n k i świętej B a r b a r y , j a k i e powstały n a prze­

strzeni ostatnich k i l k u

tamtej

niały przykład powstającego współcześnie , , h o m o e u t y f r o n i k u s a " .

braknąć n a z i e m i l u d z i , a zostaną d o d a t k i d o r o b o t ó w . "
Cztery

nie ^ n a

sam
gorzej

może

Sówka

wy­

nauki

z

fantastyczną

twórczością

że

publikacje

bezprecedensowy
malarza-samouka.

A r t y s t a m a l a r z i długoletni r e d a k t o r n a c z e l n y

„Przekroju"

d o b y w c z e g o . S ó w k a n a z w a ł ją O n a , a r ę k ę j e j u m i e ś c i ł n a d ź w i g n i

M a r i a n E i l e p o z a p o z n a n i u się z t w ó r c z o ś c i ą S ó w k i n a w y s t a w i e

m e c h a n i z m u ułożonego z czaszek.

jaką m u zorganizowałem w G a l e r i i P i w n i c y p o d B a r a n a m i w K r a ­

Zdumiewa

o b r a z n a z w a n y Święty

Transformator

wystylizo­

k o w i e w m a j u 1980 r o k u —

uznał, że j e s t t o m a l a r s t w o

rewela­

w a n y j a k b y na sumeryjskiego boga wojny. Ogromny, przygniata

cyjne i o b o k obrazów N i k i f o r a D r o w n i a k a , którego n i e wiedzieć

m a ł e , l u d z k i e d r o b i n y p e ł z a j ą c e n i e ś m i a ł o u j e g o s t ó p . Są

czemu

j a k n p . Mechanizm
na

obrazy

Legera

obrazy

w k t ó r y m znaleźć można uiemowiednią replikę
i

innyoh

twórców

awangardy

początków

X X - g o w i e k u , które b y ł y apoteozą t e c h n i k i i r o z u m u l u d z k i e g o .

Banach

przezwał

K r y n i c k i m , nio

widzi

mu

równych

wśród żyjących j a k i zmarłych nieprofesjonalów w Polsce. W a r t o
podkreślić, że d l a E i l e g o

był t o pierwszy

kontakt z

obrazami

t e g o twórcy, p o d o b n i e j a k d l a w s z y s t k i c l i gości wernisażowych.

85

�Nie

malarz

przoz

tyle l a t był t r z y m a n y n a uboczu, podczas g d y — zdaniem

bardzo

Eilego

—

dobrej

wystawa

r o z u m i e l i , dlaczego

tak oryginalny

t a k a , j a k wówczas w P i w n i c y , pokazana

g a l e r i f w P a r y ż u stała b y się n i e w ą t p l i w i e
Jak
bowiem
to

dotychczas
n i e dość,

malarstwo
że

jeszcze pośrednio

rozbija

Sówki
kanon

samo

w

sensacją.
sobie

„słodkiego

malować
Nie
także

„szkodziło"
koncepcję

jest t o wcale

wśród

momencie

prymitywu",

k o m p r o m i t u j e technokratyczną

takie przyjemne

dla oka i niefrasobliwe

których można w y p o c z ą ć p o zgiełku i poważnej

Przy

odosobniona

niektórych

obrazy

o p i n i a . S p o t k a ł e m się z n i ą

etnografów,

co p r z e s t a j e

być

w

o k a z j i przytoczę inną anegdotę, t y m r a z o m

sażu w y s t a w y

z werni­

E r w i n a S ó w k i w P i w n i c y . E i l e d ł u g o się

męczył

reżyserując

B y ł e m kiedyś świadkiem zabawnej

m a l a r z a ś l ą s k i e g o , b o w i e m b a r d z o z a l e ż a ł o m u n a t y m , by

rozmowy

tegoż m a l a r z a n a U n i w o r s y t e c i e

nobliwa i naukowo

utytułowana

w czasie

wystawy

Śląskim. Otóż

powna

p a n i stwierdziła z przekąsem:

„ W r ó b e l e k ( P a w e ł W r ó b e l — p r z y p i s 8 . A . W . ) j e s t słodki w swo­
ich

obrazkach.

jest
Skąd

86

Szczególnie

ten bajkowy
u

niego

u w i e l b i a m jego

k l i m a c i k , ale t e n Sówka

takie

pomysły.

Malarz

duszki, u Nikifora
jest

niedzielny

przerażający!
to

powinien

on

dobrze

starannie „sceniczną"
przyjęty

czesną a w a n g a r d o w ą
szona.

Z

tym

t a k i e śmieszne.

r o z w o j u k r a j u , co d o n i e d a w n a b y ł o szczególnie n i e m i l e w i d z i a n e .
obrazów

przy

pracy."

zarówno

część p r e z e n t a c j i

przez

niegdysiojszą

nieznanego

jak i

„ m a l a r i ę " krakowską, która została

r e k w i z y t o r n i k a b a r e t u w y d o b y t o jakieś śmieszne

został
współ­
spro­

podium,

t a k i e j a k d l a z w y c i ę s k i e h s p o r t o w c ó w . E r w i n a S ó w k ę ustawiono

stawia się Cham­
piona, Eile przeprowadza żartobliwy wywiad z artystą, zbita
na najwyższym postumencie, gdzie zwyczajowo

�Malowidła

w j e d n ą g r u p k ę s t o i a w a n g a r d a p r z e d w o j e n n a , , o b o k r o z p i e r a się
długowłosa

i

udziwniona

szpica

polskich

sztuk

plastycznych.

kleszczach

przedstawiające

„postępu",

ostro

człowieka

w

zarysowujące

mechanicznych

skazę

psychiczną

W p e w n y m m o m e n c i e z „drugiego p l a n u " widzów w y c h o d z i mło­

powstającą n a t y m t l e w n a s z y m społeczeństwie, n a w s z e l k i w y ­

d y , b r o d a t y i „ n a b i t y j a k ciężki b o m b o w i e c " człowiek i t u b a l n y m

padek

glosom

r y m i n i e n a l e ż y się z b y t n i o p r z e j m o w a ć . S a m t w ó r c a

kity

przerywa

wciskać!

ceremoniał:

„Dobra,

To, panie, podobno

dobra!

malarz!

Przestańcie

Powiedz

te

człowieku

p o t r a k t o w a n e zostały j a k o n i e s z k o d l i w e

dziwactwa,

któ­

wygłasza

czasem o p i n i e , które w y m o w n i e świadczą p r z e c i w n i e m u ! J e s t t o

skąd t y bierzesz te o k r o p n e baibarzyńskie k o l o r y n a t y c h o b r a ­

człowiek, w którym

z a c h ? C o ! ! " E r w i n S ó w k a się n i e s p e s z y ł , l e c z o d p o w i e d z i a ł b a r d z o

d r a ż n i ć się z o t o c z e n i e m . B y ł e m ś w i a d k i e m , j a k o g ł a s z a ł p u b l i c z ­

spokojnie:

n i e , że j e s t w i e s z c z e m n a w i e d z o n y m

przecież

pan jako

z palety. Z palety —
Dostał
a

wtedy

przyszpilowany

z kieszeni
W

powienien

Sówka

brawa

ripostą

plastyk

„przy

t e n sposób „ w p r o w a d z i ł

przez Boga,

a dzieła

jego

otwartej

kurtynie",

p ę k — b a w i ł się r e a k c j ą o b e c n y c h . „ O n i i t a k n i c z e g o n a p r a w d ę

do

wyjął

n i e r o z u m i e j ą , m ó w i ł p o t e m , t y l k o c o m a j ą zjeść, w y p i ć i k o m u

jesteś!"

zrobić n a złość. M o ż n a i m b y l e co p o w i e d z i e ć , n i c z e g o i t a k n i e

niego,

się! D o b r y

s i ę " j a n o w s k i twórca
malowidła

na

do

Kra­

zrozumieją."
E r w i n Sówka m a głęboki k u l t d l a hieroglifów e g i p s k i c h j a k o

świeżym

jednego z łuków p i w n i c z n y c h , v i s a v i s m a l a t u r y K a z i ­

dla

pisma

świętego, runicznego.

U w a ż a , że p r z y

jego

pomooy

technicznych

można napisać dzieło o współczesnej t e c h n i c e , g d y ż jest w n i m

W r a c a j ą c d o s p r a w y t r a k t o w a n i a o b r a z ó w Sówki n a Śląsku,

k o ń c a ś w i a t a . K o s m i c i i U F O są w y m y s ł e m w s p ó ł c z e s n e j , c h o r e j

realizacji

trzeba

nie

z a w a r t a możliwość

doszło.

zrozumieć, że stanowiły o n e p o w a ż n y szkopuł d l a osób

podchodzących

do

istoty

twórczości

artystycznej

w

sposób

wyrażenia wszystkiego

o d p o c z ą t k u , aż

powinno

już dojść d o jakiegoś k o n t a k t u i p o r o z u m i e n i a . „ N a s z

świat—

mówi

o b y t a c h astralnych zgodnio

Jeśli istnieją K o s m i c i , t o n a p e w n o mają zupełni

można

było

zo s t a r y m i t r a k t a t a m i o k u l t y s t y c z ­

sprowadzić

do kategorii nieszkodliwych,

acz

do

ludzkości, b o g d y b y b y l i gdzieś w kosmosie, t o d a w n o

u p r o s z c z o n y . O i l o o b r a z y T e o f i l a O c i e p k i w większości traktujące
nymi

lubi

w pełni zostaną z r o z u m i a n e za d w a tysiące l a t , a później z c i c h a

podszedł

zaproponował m u zrobienie

że

górę i w t e d y

akademii!"

m i e r z a Wiśniaka, ale j a k dotąd z p r z y c z y n czysto
do

wiedzieć,

bierze

pana w

tyle chyba nauczono

s p o d n i butelkę i r z e k i : „ N a p i j

kowa. Eile
tynku

malarz

czasem przekora

—

kształty.

jest

niepowtarzalny,

bo

jost stworzony

przez

Boga.

inne od naszych

O n i , j e ś l i są, t o są c a ł k o w i c i e o d m i e n n i , b o

przecież

c i e k a w y c h bajeczek o k r a s n o l u d k a c h , a symbolikę wziętą żywcem

jest rzeczą niemożliwą, b y B ó g p r z y swojej nieskończoności robił

z owych

jak od sztancy, t a k j a k ludzie."

traktatów przedstawić j a k o

„zacnego prostaczka" —
zastosować

w

s t o s u n k u do osoby

czystej

i twórczości

II.

T

twory

wyobraźni

tego r o d z a j u p r a k t y k nie można
Erwina

1 1 . Narodziny

uczuć,

było

Sówki.

Dywagacje
fakty.

myślowe

„Czwartym

są d l a n i e g o

wymiarem

olej/pl., w y m . 95,5x1.18 c m , 1971 r.

jest

ważniejsze

niż

pospolite

myśl, j a k o p i e r w i a s t e k bos-

�kości, głębokiej -wiedzy d u c h o w e j — m ó w i — d o którego d ą ż y m y

przez i c h twórcę j a k o specyficzny

p o o m a c k u . T o j e s t t o co n a z y w a m y „ k a m i e n i e m

filozoficznym"

sztatowe

czyli najwyższy

człowiek

osiągnąć.

stopień d u c h o w e j

Czasem

człowiek

jest

wiedzy,

tego

jaki

bliski,

ale n a w e t

może
o tym

i duchowe

i doświadczenia f o r m a l n e z l a t p o p r z e d n i c h .

b y ł c y k l Błękitny

s z c z ę ś c i a . Z a w s z o j e s t coś p o n a d n a m i , b o p o p r o s t u t a k j e s t e ś m y

nizm,

zakodowani,

w e r s j e św. Barbary

t y l k o krótki

taki

wykres

odcinków

po

j a k i c h się p o r u s z a m y z d n i a n a d z i e ń . T a k a j e s t n i e s t e t y p r a w d a .
Przychodząc n a t e n świat wszystko
poprzedników

i

t a k jest

swoją linią, a m y m a m y
o swoim

przez

cale

mamy

przygotowane

pokolenia.

Zycie

n i e w i e l k i w p ł y w n a nią, a

życiu t a k naprawdę

to nic nie

przez
biegnie

właściwie

wiemy."

tego rodzaju poglądy

się w y g ł a s z a , w s z a k

głupców, k i e d y spotykają

podstawową

jącą

prze­

—

interpretacją

kulturowej.
Czterej

Mój

Śląsk,

Pomnik

Mecha­

górnika,

dwie

obie opisane w t y m szkicu. O s t a t n i c y k l

Do

jeźdźcy

końca

niego

naszej

należy

Apokalipsy,

cywilizacji,

stalowo-sina

Chrystus

i zbudowany

naszej

Ona

i

ukrzyżowany

ze s z k i e l e t o - m a n e k i n ó w

formacji

niesamowici
na

pocisku

Obieg

naszej

kultury.

zasadą

się z c z y m ś , c o

n a k t ó r y s k ł a d a j ą się m i ę d z y i n n y m i

Transformator,

całość

Pierwszy

n a d k t ó r y m twórca zaczął pracować d w a l a t a t e m u j e s t wstrząsa­

sterowanym

T r u d n o jest żyć człowiekowi w p r o s t a c k i m otoczeniu, k i e d y
postępowania

Święty

war­

r o k u nastąpiło j a k b y

ośmielenie S ó w k i , i zaczęły p o w s t a w a ć o b r a z y łącząco w
elementy

n i e w i e , zresztą n i g d y człowiek n i e j e s t w s t a n i e osiągnąć pełnego
że m a m y

t r e n i n g , j a k o ćwiczenia

t o o d 1978

zarazem,

Obrazy

Erwina

Sówki

nawet w awangardowej

są

zjawiskiem

sztuce profesjonalnej

nie

przeczuwanym

uwikłanej

między

r a s t a i c h m o ż l i w o ś c i p e r c e p c j i , t o ogłosić, iż właśnie t o co d l a

p o s t k o n c e p t u a l i z m e m , a jałowym naśladowaniem h i p e r r e a l i z m u .

n i c h niezrozumiałe, jest p o p r o s t u głupie.

S t a n o w i ą zupełne zaskoczenie

Na
Erwina

marginesie

rozważań

o fenomenie

wizyjnoj

twórczości

S ó w k i , c h c ę z w r ó c i ć u w a g ę , że w o s t a t n i c h l a t a c h n a ­

i zawsze wywołują m o c n e

reakcje.

L u d z i e n i e t y l k o się d o n i c h m o d l ą , a l e i z d a r z a s i ę , że k r a d n ą
z

wystaw.

T a k było

choćby

w

Piwnicy

p o d B a r a n a m i , gdzie

stąpiła w n i e j w a ż n a , jakościowa p r z e m i a n a . O i l e p r z e z długie

u k r a d z i o n y został j e d e n z n a j l e p s z y c h w i z e r u n k ó w t a n t r y c z n y e h ,

lata

Bogini

powstawały

różne

serie

tematyczne

Fot.:

obrazów,

traktowane

J . Świderski,

Iszlar.

i l . 3 — 5 , 7, 9 — 1 2 ; S . W i s l o c k i ,

11. 1, 6 , 8

w j u n n o ś ć : 11. 4 — k o l . Z i m m c r e r ó w ; i l . 3 , 5, 7, 9 — 1 2 — B . K r a w ­
czuk,

&lt;tE»

U. 12.

88

Adam,

olej/płyta, w y m .

56x31 cm

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10212" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10190">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c422eb7abe8419cf291455e200546971.pdf</src>
        <authentication>16484020b39aa102d070b8be6ee82856</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121431">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2352</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121432">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121433">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2183</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121434">
                <text>Jędrzej Cierniak i jego teatr ludowy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121435">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.3-4, s.90-94</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121436">
                <text>Wisłocki, Seweryn A.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121437">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121438">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121439">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121440">
                <text>S e w e r y n A. Wisłocki

JĘDRZEJ CIERNIAK I JEGO „TEATR
P o n i e w a ż w y s t ą p i e n i e Jędrzeja Cierniaka z w ł a s n ą k o n c e p c j ą
„ t e a t r u l u d o w e g o " opierało się na z a k w e s t i o n o w a n i u sensu
istnienia a m a t o r s k i e g o r u c h u teatralnego na w s i w takiej f o r m i e
w jakiej u k s z t a ł t o w a n y został na przestrzeni XIX w . , d l a t e g o
n i e z b ę d n y m jest dla jasności w y w o d ó w zasadniczych p r z e d ­
s t a w i e n i e tegoż zjawiska k u l t u r o w e g o w n a j o g ó l n i e j s z y c h zary­
sach.
Teatr amatorski na w s i p i e r w o c i n y s w o i c h p o c z y n a ń d a t u j e na
drugą p o ł o w ę X I X w . , przy c z y m najlepiej r o z w i j a ł się na terenie
Galicji, gdzie Polacy, w p o r ó w n a n i u z i n n y m i z a b o r a m i , korzystali
z największych s w o b ó d . G ł ó w n y m celem organizatorów, naj­
częściej e f e m e r y c z n y c h scen a m a t o r s k i c h , b y ł o w t a m t y m czasie
p i e l ę g n o w a n i e języka p o l s k i e g o , b u d z e n i e ś w i a d o m o ś c i n a r o d o ­
w e j i p a t r i o t y z m u , w a l k a o przetrwanie k u l t u r y n a r o d o w e j .
Działalność ta była jedną z f o r m elementarnej pracy o ś w i a t o w e j
p r o w a d z o n e j w ś r ó d l u d u , przez ś w i a d o m ą k o n i e c z n o ś c i o b r o n y
istoty n a r o d o w e g o b y t u część polskiej inteligencji.
A m a t o r s k i e zespoły teatralne spełniały w i ę c rolę zręcznych
i s k u t e c z n y c h i n s t r u m e n t ó w przekazujących n i e p i ś m i e n n e m u
o d b i o r c y w postaci o b r a z o w e j , b a r w n e j , ł a t w e j d o zapamiętania
proste p r a w d y , w z o r c e g o d n e n a ś l a d o w a n i a oraz ich antytezy.
S ł o w e m była t o d y d a k t y k a , w p r z y p a d k u której w a l o r y artystycz­
ne z a r ó w n o w sensie materiału d r a m a t u r g i c z n e g o , jak i s p o s o b u
w y s t a w i a n i a , nie m i a ł y najważniejszego znaczenia.
R o z k w i t tak p o j m o w a n e g o teatru a m a t o r s k i e g o na w s i w i ą z a ł
się d w o m a w s p ó ł z a l e ż n y m i przyczynami: u w ł a s z c z e n i e m c h ł o ­
p ó w i p o w s t a n i e m na obszarze w s z y s t k i c h trzech z a b o r ó w dużej
ilości s t o w a r z y s z e ń , t o w a r z y s t w i i n n y c h organizacji, k t ó r y c h
c e l e m była działalność o ś w i a t o w o - k u l t u r a l n a w ś r ó d l u d u . A b s ­
trahując o d mozaiki pojęć s z c z e g ó ł o w y c h , pomijając nieistotne
z p u n k t u w i d z e n i a t e g o szkicu d y s o n a n s e w y n i k a j ą c e z r ó ż n o ­
rakich orientacji p o l i t y c z n y c h , s t w i e r d z i ć należy, że wszystkie te
organizacje t r a k t o w a ł y teatr a m a t o r s k i , doraźnie i n s t r u m e n t a l n i e ,
rozumiejąc g o j a k o niezbędny i m p o r t f o r m y i treści z w y ż s z e j ,
elitarnej k u l t u r y d o niższej — l u d o w e j .
Na przykładzie j e d n e j z t y c h organizacji, r e p r e z e n t a t y w n e j
z a r ó w n o przez w z g l ą d na d ł u g o ś ć , jak i zasięg działania, c h c ę
pokazać w j a k i m kontekście w y s t ę p o w a ł teatr amatorski, będąc
w a ż n y m i n s t r u m e n t e m o d d z i a ł y w a n i a , lecz j e d n y m z w i e l u , a nie
j e d y n y m . W 1 8 8 1 r o k u w K r a k o w i e p o w s t a ł o założone przez m.in.
A d a m a A s n y k a T o w a r z y s t w o Szkoły L u d o w e j .
„ P o c z ą t k o w o j e g o g ł ó w n y m zadaniem b y ł o zakładanie szkół
l u d o w y c h , aby u c h r o n i ć dzieci przed w y n a r o d o w i e n i e m . N a s t ę p ­
nie (...) — zakładano b i b l i o t e k i i czytelnie. T S L p r o w a d z i ł o także
kursy, w y k ł a d y i p o g a d a n k i . D o p r o g r a m u T S L należało r ó w n i e ż
o r g a n i z o w a n i e rocznic n a r o d o w y c h i p r z e d s t a w i e ń urządzanych
n i e j e d n o k r o t n i e w specjalnie p r z y s t o s o w a n y c h d o t e g o salach
w n o w o w y b u d o w a n y c h d o m a c h l u d o w y c h lub o ś w i a t o w y c h .
T o w a r z y s t w o Szkoły L u d o w e j , (...), w okresie o d 1 8 9 2 — 1 9 1 8
r o k u z o r g a n i z o w a ł o 6 4 1 8 o b c h o d ó w rocznic n a r o d o w y c h , 2 6 5 9
p r z e d s t a w i e ń t e a t r a l n y c h oraz kilkaset k o n c e r t ó w i z a b a w " .
N i e c o dalej w t y m s a m y m o p r a c o w a n i u jest informacja w a ż n a
przez w z g l ą d na Jędrzeja Cierniaka: „ P o roku 1 9 0 0 T S L z w i ę k ­
szyło liczbę w i e j s k i c h o g n i w , które r o z w i j a ł y o ż y w i o n ą działal­
ność teatralną. Na przykład młodzież koła T S L w Z a b o r o w i e
z o r g a n i z o w a ł a teatr a m a t o r s k i , k t ó r e g o pierwsze w i d o w i s k o
o d b y ł o się w sierpniu 1 9 0 4 r o k u . U r z ą d z o n o o b c h o d y rocznic
n a r o d o w y c h m.in. z okazji rocznicy p o w s t a n i a s t y c z n i o w e g o
w y s t a w i o n o w sali szkolnej sztukę patriotyczną Dziesiąty
pawilon
A . Staszczyka. W okresie dziesięciu lat przed pierwszą w o j n ą
ś w i a t o w ą z r e a l i z o w a n o kilkadziesiąt p r z e d s t a w i e ń na w s i r o d z i ­
mej oraz w sąsiednim R a d ł o w i e i Brzesku. M . i n . w latach 1 9 0 6
— 1 9 0 7 g r a n o Betlejem
Polskie L. Rydla. P r z y g o t o w u j ą c k o s 1

90

LUDOWY"

t i u m y i r e k w i z y t y korzystano ze w s k a z ó w e k i r y s u n k ó w W . Tet­
majera. (...) Zespół działał d o w y b u c h u pierwszej w o j n y ś w i a t o ­
w e j ; w l i p c u 1 9 1 4 roku odegrał w y b r a n e sceny z Kościuszki
pod
Racławicami
W . L. A n c z y c a i Wesele S. W y s p i a ń s k i e g o " .
2

Teatr amatorski spełniał także na w s i f u n k c j ę r o z r y w k o w ą .
T r u d n o p o w i e d z i e ć d l a c z e g o tak się d z i a ł o , m o ż e przez przykład
w ę d r o w n y c h t r u p t e a t r a l n y c h , ale był to n u r t z d e c y d o w a n i e m n i e j
a m b i t n y . Opierał się p o c z ą t k o w o na n i e w y b r e d n y c h farsach
w y d o b y w a n y c h zresztą o d o w y c h k o m e d i a n t ó w , na p o k r a c z n y c h
przeróbkach m.in. z Plauta czy „ d o s t o s o w a n i a c h " d o naszych
r e a l i ó w scenariuszy g r y w a n y c h w Polsce w XVIII w i e k u p r z e d ­
s t a w i e ń c o m m e d i a dell'arte. D o k o n y w a l i ich przez całe stulecie
r y m o p i s o w i e z „ b o ż e j ł a s k i " , rujnując w n i c h w s z y s t k o c o d o
z r u j n o w a n i a b y ł o , pragnąc j e d y n i e p r z y p o d o b a ć się s a k i e w k o m
j a r m a r c z n e g o w i d z a . Później, kiedy amatorski teatr w i e j s k i stał się
na tyle p o w s z e c h n y , że s t w o r z y ł r y n k o w e z a p o t r z e b o w a n i e na
materiał d r a m a t u r g i c z n y , p o j a w i ł y się o s ł a w i o n e „ k u m e d y j e "
— sztuczydła pisane specjalnie dla w i e j s k i e g o w i d z a ( n p . Fatalna
kiełbasa, Mosiek spekulant. Żyd w beczce. Amerykańska
golarnia
i t p . ) . Stało się t o na p o c z ą t k u XX w i e k u .
Dla pełniejszego z i l u s t r o w a n i a intencji oraz z a k ł a d a n y c h p o ­
przez scenę amatorską na w s i c e l ó w , w okresie o d s c h y ł k u XIX d o
p o c z ą t k u lat d w u d z i e s t y c h XX w i e k u , n i e z b ę d n e będzie za­
p r e z e n t o w a n i e założeń p r o g r a m o w y c h Z w i ą z k u T e a t r ó w i C h ó ­
r ó w W ł o ś c i a ń s k i c h w e L w o w i e . P o w s t a ł o n w 1 9 0 7 r o k u i był
j e d y n y m stowarzyszeniem m a j ą c y m w y ł ą c z n i e na celu o p i e k ę
oraz s t y m u l o w a n i e r o z w o j u a m a t o r s k i e g o r u c h u t e a t r a l n e g o .
W ś r ó d j e g o o r g a n i z a t o r ó w znaleźć można tak z n a k o m i t e n a z w i s ­
ka jak Józef K a l l e n b a c h , Tadeusz P a w l i k o w s k i , Lucjan Rydel,
L u d w i k S o l s k i , W ł o d z i m i e r z Tetmajer, M a r y l a W o l s k a i i n . „ W
amatorskiej pracy artystycznej u p a t r y w a l i o n i z n a k o m i t y c z y n n i k
budzenia ś w i a d o m o ś c i n a r o d o w e j i kulturalnej l u d u , nie w y ­
z b y w a j ą c się o c z y w i ś c i e m o ż l i w o ś c i o d d z i a ł y w a n i a na w i e ś dla
z a c h o w a n i a starych o b y c z a j ó w i s t r u k t u r y społecznej. (...)
3

Określeniem celu i zadań z w i ą z k u (...) o p u b l i k o w a n e zostało
w Poradniku
Teatrów i Chórów
Włościańskich
nr 1 2 / 1 9 0 9 s.
1 1 2 — 1 1 6 z 1 0 X 1 9 0 9 r o k u : '...Celem Z w i ą z k u jest s t w o r z e n i e
o r y g i n a l n e g o , s w o i s t e g o n a r o d o w e g o teatru w ł o ś c i a ń s k i e g o
w y n i k ł e g o z a r t y s t y c z n y c h tradycji l u d u i o d p o w i a d a j ą c e g o ściśle
duszy l u d u , j e g o t r a g i c z n e m u i k o m i c z n e m u ś w i a t o p o g l ą d o w i .
M a j ą c taki cel na o k u Z w i ą z e k w działalności s w e j nie c h c e na w s i
w p r o w a d z a ć o b c y c h p i e r w i a s t k ó w k u l t u r a l n y c h , u s t a l o n y c h sza­
b l o n ó w sceny mieszczańskiej, nie c h c e niczego l u d o w i narzucać
— popiera t y l k o k u l t u r a l n y r o z w ó j s k a r b ó w i z d o l n o ś c i , które już
są w ludzie, p o g ł ę b i a i uszlachetnia artystyczne p i e r w i a s t k i ,
t k w i ą c e w duszy l u d u , popiera ich kulturalną e w o l u c j ę — s ł o w e m
c h c e , b y k u l t u r a l u d u r o z w i n ę ł a się d o p o t ę g i k u l t u r y n a r o d o w e j
i ogólnoludzkiej'."
4

Z w i ą z e k działał z r o z m a c h e m . Posiadał w ł a s n e w y d a w n i c t w a
— „ P o r a d n i k T e a t r ó w i C h ó r ó w W ł o ś c i a ń s k i c h " , pełniący f u n k c j ę
j e g o o r g a n u , oraz „ B i b l i o t e k ę T e a t r ó w L u d o w y c h " zawierającą
p r o p o z y c j e repertuarowe. Nie był t o czysty materiał d r a m a t u r ­
g i c z n y , lecz o p a t r z o n y w s k a z ó w k a m i inscenizacyjnymi i s c e n o ­
graficznymi.
W p ł y w y tej organizacji sięgały p o z o s t a ł y c h d w u z a b o r ó w oraz
emigracji polskiej, a o d 1 9 0 8 r. nawiązała ona w s p ó ł p r a c ę
z Czechami, C h o r w a t a m i , Serbami, Francuzami, W ł o c h a m i i N i e ­
mcami.
O ile z a c y t o w a n y f r a g m e n t założeń p r o g r a m o w y c h Z w i ą z k u
T e a t r ó w i C h ó r ó w W ł o ś c i a ń s k i c h , w s k a z y w a ł b y na t o , iż były o n e
s k i e r o w a n e d o inteligencji (styl, język, s ł o w n i c t w o ) w y r a ź n i e
określając jej rolę w działaniu na rzecz l u d u ( m . i n . w „ p o g ł ę b i a n i u
i uszlachetnianiu artystycznych p i e r w i a s t k ó w t k w i ą c y c h w duszy

�l u d u " ) , o tyle należy jeszcze z a c y t o w a ć f r a g m e n t o d e z w y Kazi­
mierza Gabrielskiego s k i e r o w a n e j w p r o s t d o c h ł o p ó w , zamiesz­
czonej w „ P o r a d n i k u . . . " w piętnaście miesięcy później, aby mieć
pełniejszą o p t y k ę o m a w i a n y c h działań. „...Bracia k o c h a n i ! O d ­
n o s i m y się d o W a s w

s p r a w i e , która l u d o w i p o l s k i e m u

0 w i e l e bardziej s k o m p l i k o w a n a . Cierniak daleki był o d w ł a ś ­
c i w e g o w s p ó ł c z e s n y m s o b i e p o l i t y k o m l u d o w y m ciasnego e g o i ­
zmu klasowego.
U r o d z o n y 15 października 1 8 8 6 r. w e w s i Z a b o r ó w w d a w n y m

nie

p o w i e c i e brzeskim, m i m o biedy w d o m u , dzięki matce u k o ń c z y ł

p o w i n n a być o b o j ę t n a — s p r a w i e t e a t r ó w i c h ó r ó w w ł o ś c i a ń s ­

g i m n a z j u m b o c h e ń s k i e . T a m w ł a ś n i e zetknął się z działalnością

k i c h . Jest t o s p r a w a d o n i o s ł e g o znaczenia, bo istnienie i r o z w ó j

koła T S L , k t ó r e g o stał się w k r ó t c e j e d n y m z n a j a k t y w n i e j s z y c h

sceny w ł o ś c i a ń s k i e j w i ą ż e się ściśle z interesem n a r o d o w o ś c i

c z ł o n k ó w . O c z y w i ś c i e z a f a s c y n o w a ł g o teatr amatorski. J u ż

polskiej, a przede w s z y s t k i m m o w y polskiej, którą w r o g o w i e nasi

w t e d y ż y w o zainteresował się f o l k l o r e m , sztuką l u d o w ą . W r o ­

prześladują. Po utracie p o l i t y c z n e g o b y t u , p o s m u t n y c h d o ś w i a d ­

dzinnej w s i o r g a n i z o w a ł w i d o w i s k a oparte na l u d o w e j tradycji

czeniach przeszłości, w ciągłej w a l c e z uciskiem p o d zaborem

k u l t u r o w e j , stał się j e d n y m z założycieli koła T o w a r z y s t w a Szkół

p r u s k i m i rosyjskim, gdzie dążą d o naszego w y n a r o d o w i e n i a ,

Ludowych w Zaborowie.

zakazują m ó w i ć ojczystą m o w ą i uczyć nasze dzieci p o p o l s k u ,

M a t u r ę uzyskał w 1 9 0 8 r o k u i p o d j ą ł studia na U n i w e r s y t e c i e

o b o w i ą z a n i jesteśmy d o w s p ó l n e j pracy nad u t r z y m a n i e m i o d ­

J a g i e l l o ń s k i m , na s e m i n a r i u m z n a k o m i t e g o historyka literatury

rodzeniem ducha

które

polskiej I g n a c e g o C h r z a n o w s k i e g o . T a m też zetknął się z or­

w pracy tej o d d a ć n a m m o g ą n i e o c e n i o n e u s ł u g i , jest scena

narodowego. Jednym z czynników,

ganizacją, która w y w a r ł a na n i e g o w p ł y w d e c y d u j ą c y , ukształ­

polska. Scena t o szkoła, która uczy p o z n a w a ć d o b r e i złe s t r o n y

t o w a ł a g o i d e o w o i c h a r a k t e r o l o g i c z n i e . M o w a jest o s t o w a r z y ­

życia, dąży d o u s u w a n i a w a d , p o p r a w y złych o b y c z a j ó w , kształci

szeniu e t y c z n o - m o r a l n y m „ E l e u s i s " z a ł o ż o n y m przez prof. W i n ­

u m y s ł i charakter. Ona ukazuje n a m dzieje ojczyste, u t r z y m u j e

c e n t e g o L u t o s ł a w s k i e g o w 1 9 0 3 г., w 4 0 - t ą rocznicę w y b u c h u

pamięć w i e l k i e j przeszłości i w i e k o p o m n y c h c z y n ó w naszych

p o w s t a n i a s t y c z n i o w e g o . Bez t e g o t o w a r z y s t w a

p r z o d k ó w , którzy za ojczyznę kładli życie w ofierze (...). W c o ­

w s t r z e m i ę ź l i w o ś c i , bez j e g o m i s t y c y z m u n a w i ą z u j ą c e g o d o m i s ­

dziennej trosce życia daje też scena miłą, rozumną

t e r i ó w e l e u z y ń s k i c h , bez haseł m o r a l n e g o i d u c h o w e g o o d ­

rozrywkę

i w y t c h n i e n i e po pracy. Garnijcie się t e d y d o zakładania

poczwórnej

we

rodzenia n a r o d u p o l s k i e g o , być m o ż e nie d o s z ł o by n i g d y d o

w s i a c h w a s z y c h t e a t r ó w i c h ó r ó w w ł o ś c i a ń s k i c h , popierajcie

s t w o r z e n i a przez Cierniaka j e g o o r y g i n a l n e j k o n c e p c j i „ T e a t r u

istniejące już d r u ż y n y t e a t r a l n e " .

l u d o w e g o " , a już na p e w n o nie w t a k i m kształcie w

5

Nie jest p r z e d m i o t e m t e g o szkicu o m a w i a n i e o s o b i s t e g o w k ł a ­

jakim

zaistniała.

d u w dzieło t w o r z e n i a teatru a m a t o r s k i e g o na w s i n a j w y b i t n i e j ­

Ta dziś na p o ł y z a p o m n i a n a ( o c o i n t e n s y w n i e d b a n o w m i n i o ­

szych ó w c z e ś n i e t w ó r c ó w k u l t u r y p o l s k i e j , lecz — p a m i ę t a j m y

n y m okresie „ r e a l n e g o s o c j a l i z m u " ) , na poły n i e d o c e n i a n a or­

— bez niego m i e l i b y ś m y d o czynienia z zupełnie i n n y m i l o ś c i o w o

ganizacja skupiała młodzież o z r ó ż n i c o w a n y c h p o g l ą d a c h s p o ł e ­

i j a k o ś c i o w o z j a w i s k i e m . Działalność o ś w i a t o w o - k u l t u r a l n a na

c z n y c h i p o l i t y c z n y c h . Opierając się na młodzieży akademickiej

rzecz l u d u w i e j s k i e g o , a później także r o b o t n i k ó w i r z e m i e ś l n i k ó w

„Eleusis"

miała charakter s p e c y f i c z n e g o „ p o s p o l i t e g o ruszenia" polskiej

1 c h ł o p s k i c h na terenie w s z y s t k i c h trzech z a b o r ó w , a n a w e t

inteligencji. Nie t r u d n o nie z a u w a ż y ć w jej p o s t a w i e

w ś r o d o w i s k a c h p o l o n i j n e j emigracji z a r o b k o w e j np. na terenie

6

wielu

n i e k o n s e k w e n c j i , najczęściej sobie n i e u ś w i a d a m i a n y c h . F u n d a ­

działała

7

aktywnie

w

środowiskach

robotniczych
8

Westfalii.

m e n t e m działania, o b o k potrzeby r a t o w a n i a l u d u przed w y n a r o ­

Eleuzyński m i s t y c y z m n a r o d o w y stał się dla Jędrzeja Cierniaka

d o w i e n i e m , był m i t , k t ó r e m u początek dali r o m a n t y c y z Z o r i a n e m

w r ę c z o b j a w i e n i e m . O j e g o niepośledniej roli w tej organizacji

D o ł ę g a C h o d a k o w s k i m na czele, na temat l u d u i j e g o k u l t u r y j a k o

dowodnie

skarbnicy „ s ł o w i a ń s k o ś c i —

(skąd

P i g o ń : „ N i e s p o s ó b przedstawić t u w s z y s t k i c h w y b i t n i e j s z y c h

w o w s k i „ Z w i ą z e k T e a t r ó w . . . " zakładał działanie „ d l a z a c h o w a ­

c z ł o n k ó w naszej ó w c z e s n e j g r o m a d y , zbyt byli liczni. F l e g m a t y ­

na starych o b y c z a j ó w " ) , o p a r t y na p o z y t y w i s t y c z n y m , r a c j o n a l -

czny, c i ę ż k a w y , ale zawzięty w w y t r w a ł o ś c i R o m a n S ę k - G i e r -

iym

czyński, stateczny, p o g o s p o d a r s k u o p a n o w a n y i m e t o d y c z n y

haśle „ p r a c y

od

polskości — swojskości"

podstaw".

Była t o

postawa

„zejścia

v g m i n " t r a k t o w a n a j a k o misja n a r o d o w o - c y w i l i z a c y j n a .

elsów,

Stanisław

Stefan Sacha, serdeczny, p r a w y , dziecięco szczery i p o g o d n y

Stanęła ona w n i e o c z e k i w a n e j sprzeczności z n e o r o m a n t y c z i y m , m ł o d o p o l s k i m l u d o m a ń s t w e m , ze s p e c y f i c z n y m

zaświadcza j e d e n z c z o ł o w y c h

kultem

h ł o p a i j e g o k u l t u r y ( „ C h ł o p potęgą jest i b a s t a ! " ) , które nałożyło
&gt;ię na X I X - w i e c z n y s p o s ó b myślenia na przełomie w i e k ó w XIX
XX. Sprzeczność d o t y c z y ł a w zasadzie p r o b l e m u czy l u d należy
n k w e s t i i teatru o ś w i e c a ć , czy raczej s a m e m u u l u d u szukać

Jędrzej Cierniak ( . . . ) " . P o w a ż n y ciężar g a t u n k o w y ma ta o p i n i a
9

w y s t a w i o n a przez c z ł o w i e k a nieskorego d o t a n i c h k o m p l e m e n ­
tów.
O b o k „ E l e u s i s " , a w ł a ś c i w i e w c i e l a j ą c jej ideały w
p r o w a d z i ł Cierniak bardzo energiczną działalność

życie,

oświatową

i artystyczną na f o r u m A k a d e m i c k i e g o Koła T o w a r z y s t w a Szkoły

oświecenia, przez o d s z u k a n i e i w y d o b y c i e na ś w i a t ł o d z i e n n e

L u d o w e j . Wygłaszał p o g a d a n k i w licznych w ó w c z a s c z y t e l n i a c h

archetypicznych t r o p ó w

wiejskich w

równych

co

najmniej

pierwiastkom

teatru helleńskiego.

okolicach

Krakowa, współorganizował

obchody

rocznic n a r o d o w y c h , ale przede w s z y s t k i m p o c h ł a n i a ł a g o działa­

Nie została ona w zasadzie n i g d y roztrzygnięta w ł o n i e i n ­

lność w sekcji dramatycznej T S L - u . „ C z y n n i e j s z y udział m i a ł e m

teligencji polskiej, natomiast t r u d n o się d z i w i ć późniejszej reakcji

t y l k o w ś r ó d o w y c h p r z e w o d n i k ó w p o mieście, tudzież w sekcji

działaczy

d r a m a t y c z n e j , p r o w a d z o n e j p o d ó w c z a s przez a r c y m i ł e g o i u z d o l ­

ruchu

ludowego,

polityków

partii c h ł o p s k i c h ,

ich

i d e o l o g ó w , iż w czasie II Rzeczypospolitej z r e l i k t ó w c h ł o p o m a ń -

n i o n e g o kolegę K. Bartoszewicza. Po j e g o przedwczesnej śmierci

s t w a w y w i e d l i w ł a s n y mit kreujący w a r s t w ę chłopską na j e d y n y

pierwsze skrzypce przeszły t a m w p i e c z o ł o w i t e ręce Jędrzeja

przetrwalnik czystej i nieskażonej rodzimej tradycji k u l t u r o w e j ,

Cierniaka".

jak d o s ł o w n i e m a w i a l i „ t e j o d Piasta". Na t y m micie u s i ł o w a n o

10

Należy p r z y p o m n i e ć w t y m miejscu, iż szermująca

hasłami

z b u d o w a ć o g ó l n o n a r o d o w e przeświadczenie o szczególnej roli,

o d r o d z e n i a n a r o d o w e g o przez kształcenie charakteru, f o r m o w a ­

wręcz misji w a r s t w y c h ł o p s k i e j w dziele b u d o w y p o t ę g i n a r o d u

nia ś w i a d o m o ś c i n a r o d o w e j j a k o efektu o d d z i a ł y w a n i a

polskiego i jego odrodzenia d u c h o w e g o w rozumieniu p o w r o t u

(przede w s z y s t k i m dzieł w i e l k i c h r o m a n t y k ó w ) , przez o d r o d z e n i e

d o r o d z i m e g o pnia k u l t u r o w e g o . Był t o e w i d e n t n y efekt działania

m o r a l n e ( g ł o ś n e w s w o i m czasie hasło p o c z w ó r n e j w s t r z e m i ę ź ­

poezji

p r a w a w a h a d ł a — o d w r ó c e n i a m i t ó w szlacheckich i wejścia

l i w o ś c i o d palenia, picia, hazardu i w y b u j a ł e j e r o t y k i ) , pracę nad

w ich „ s k ó r ę " .

sobą i samokształcenie p o z w a l a j ą c e osiągnąć w y ż s z y s t o p i e ń

W y s t ą p i e n i a Jędrzeja Cierniaka, j e g o krytyki w i e j s k i e g o teatru
amatorskiego i n s p i r o w a n e g o przez inteligencję w postaci d y d a k t y c z n o - o ś w i a t o w e j , jak r ó w n i e ż j e g o k o n c e p c j i „ t e a t r u

rozwoju duchowego

i umysłowego —

eleuzyńska

gromada

działała — b y ł o t o jej założenie p r o g r a m o w e — na najróżniejszych

ludo­

płaszczyznach s p o ł e c z n y c h . E l s o w i e mieli s t w o r z y ć i s t w o r z y l i

działania

elitarną formację d u c h o w ą mającą rozprzestrzeniać jak najszerzej

w s p o m n i a n e g o p r a w a w a h a d ł a w tej w ł a ś n i e dziedzinie. B y ł o b y

s w o j e ideały, w c i e l a ć je w różnorakie działania k o n k r e t n e , sami

to d e f o r m u j ą c y m obraz rzeczywisty uproszczeniem. Rzecz jest

siebie i s w o j e j organizacji nie e k s p o n u j ą c n a d m i e r n i e .

wego"

nie w o l n o

rozumieć w y ł ą c z n i e j a k o efektu

91

�W latach 1 9 0 3 - 1 9 1 4 osiągnęła o n a w p ł y w y n i e b y w a ł e , jak
d o t ą d niezbadane, które zaważyły na w i e l u i s t o t n y c h płaszczyz­
nach działań s p o ł e c z n y c h II Rzeczypospolitej. „ J u ż sama n a z w a
organizacji, nawiązująca d o g r e c k i e g o miasteczka Eleusis, z n a n e ­
g o w starożytności z m i s t e r i ó w o b c h o d z o n y c h ku czci b o g i n i
Demeter, Persefony i Dionizosa, sugeruje, że miała o n a e l e m e n t y
m i s t y c y z m u , a obrzędy i s y m b o l e b y ł y d o s t ę p n e t y l k o dla w t a j e m ­
n i c z o n y c h " . Charakterystyczne i znaczące bez w ą t p i e n i a b y ł o
p o w o ł y w a n i e się przez e l s ó w na p o w i n o w a c t w o d u c h o w e
z „Filomatami".
1 1

T o e l s o w i e dążąc d o uzyskania jak n a j w i ę k s z y c h w p ł y w ó w ,
d o k o n a l i adaptacji s k a u t i n g u , t w o r z ą c harcerstwo — ich dziełem
był nie t y l k o 1 0 p u n k t p r a w a harcerskiego o b o w i ą z u j ą c y d o ż y ­
w o t n i o (a nie jak w a n g i e l s k i m p i e r w o w z o r z e d o 18 roku ż y c i a ) ,
ale także b o g a t y i z r ó ż n i c o w a n y dla p o s z c z e g ó l n y c h d r u ż y n
rytuał, znaki i s y m b o l e , piosenki i pieśni. A n d r z e j M a ł k o w s k i
i Tadeusz S t r u m i ł ł o o j c o w i e harcerstwa — byli c z o ł o w y m i elsami.
„ P r z o d o w a ł m i ę d z y nami Tadeusz S t r u m i ł ł o , z w a n y przez L u t o s ­
ł a w s k i e g o i przez nas w s z y s t k i c h D ę b e m . W s z e c h s t r o n n i e w y ­
kształcony, o szerokiej kulturze u m y s ł o w e j i artystycznej (...). O n
ustalał f o r m y naszego życia z b i o r o w e g o : s z c z e b l o w a n i e o r g a n i ­
zacyjne c z ł o n k ó w , c e r e m o n i a ł przyjęć, ś l u b o w a ń i t p . "
1 2

W s z y s t k o t o łącznie w y w a r ł o silne p i ę t n o na J ę d r z e j u Ciern i a k u " , na j e g o s t o s u n k u d o k u l t u r y l u d o w e j przyczyniając się
w a l n i e d o s f o r m u ł o w a n i a w kilka lat później k o n c e p c j i „ t e a t r u
l u d o w e g o " — jak „ t e a t r u z d u c h a z i e m i " , na który t o istotny
związek p r z y c z y n o w o - s k u t k o w y nie z w r ó c o n o jak d o t ą d bacz­
niejszej u w a g i . W m o m e n c i e o d r o d z e n i a się p a ń s t w a p o l s k i e g o ,
na p o c z ą t k u lat d w u d z i e s t y c h w y s t ą p i ł o n p u b l i c z n i e ze s w o j ą
wizją, traktując ją j a k o j e d y n i e g o d n ą roli k o n t y n u a t o r k i s a m o r o d ­
n y c h tradycji o b r z ę d o w y c h teatru l u d o w e g o . Miała ona p o n a d t o
służyć — t o bardzo istotne — dalszemu, n a t u r a l n e m u j e g o
r o z w o j o w i , b r o n i ą c g o przed z a n i k i e m , przed w y r u g o w a n i e m
przez f o r m y miałkie artystycznie i bez w a r t o ś c i d u c h o w y c h . O b o k
w y m i e n i o n y c h p o p r z e d n i o , na u k s z t a ł t o w a n i e się k o n c e p c j i
Cierniaka d u ż y w p ł y w miały reformatorskie nurty i przeobrażenia
w teatrze e u r o p e j s k i m , a także i p o l s k i m , o c z y m jeszcze będzie
mowa.
„ C i e r n i a k zerwał s t a n o w c z o z m n i e m a n i e m , że teatr l u d o w y t o
jest teatr a m a t o r s k i , o d g r y w a j ą c y po w s i a c h p o p u l a r n e sztuczki
k o m i c z n e l u b patriotyczne. Nie w ł ą c z a ł d o ń n a w e t sztuk p i s a n y c h
p o w s i a c h przez s a m o r o d n y c h a u t o r ó w — c h ł o p ó w . W s z y s t k o t o
miał za czczą z a b a w k ę . J e g o koncepcja teatru l u d o w e g o była
o w i e l e głębsza. W y c h o d z i ł z założenia, że p i e r w o t n e życie
g r o m a d z k i e w s i w y t w o r z y ł o i zestaliło p e w n ą ilość o b r z ę d ó w - w i d o w i s k o charakterze w ł a ś n i e d r a m a t y c z n y m , z e ś r o d k o w u j ą c y c h w sobie m o m e n t y j a k i c h ś d o n i o ś l e j s z y c h zespoleń d u c h o ­
w y c h . D o dziś z a c h o w a ł y się z n i c h j e d y n i e niektóre, i t o w stanie
s z c z ą t k o w y m . Z jakąż radością przyjął Cierniak r o z p r a w ę Cezarii
E h r e n k r e u t z o w e j , która na rozległym materiale d o w o d o w y m
wykazała takie w ł a ś n i e t r a d y c y j n e e l e m e n t y d r a m a t y c z n e w w i e j ­
s k i m obrzędzie w e s e l n y m , m a j ą c y m o d d a w n a ustaloną s w ą
nienaruszalną strukturę, rozdział ról między a k t o r ó w p r o t a g o n i s t ó w i d r u g o p l a n o w y c h , c h ó r z koryfeuszami, i u s t a l o n y porządek
p o c z y n a ń o b r z ę d o w y c h . R e m a n e n t y i n n y c h prastarych, w p e ­
w i e n rytuał d r a m a t y c z n y u j ę t y c h o b r z ę d ó w są w c a l e częste p o
w s i a c h , związane z porą roku (gaiki czy maje, s o b ó t k i ) , z c z y n ­
nościami g o s p o d a r s k i m i ( ż n i w n e , kosiarskie, zakładziny d o m o ­
s t w a ) , z b i e g i e m życia i śmierci ( p o g r z e b y , Zaduszki). J e d n y m
s ł o w e m , w ł a ś c i w e w i d o w i s k o dla c h ł o p a — t o nie z a b a w a , nie
„kumedyje", to o b r z ę d s p o ł e c z n y o c h a r a k t e r z e s a k ­
r a l n y m , stężały w p e w i e n c e r e m o n i a ł t r a d y c y j n y .
O t ó ż za g ł ó w n e zadanie teatru l u d o w e g o uznał Cierniak
p r z y w r ó c e n i e w i d o w i s k o m o b r z ę d o w y m ich charakteru i d o ­
s t o j e ń s t w a oraz uczynienie ich o g n i s k i e m życia artystycznego;
chciał w i ę c r o z w i n ą ć je w ich b o g a c t w i e i u t r w a l i ć w g r o m a d z k i m
obyczaju w i e j s k i m " .
1 4

Przystępując d o s a m o d z i e l n e g o działania Cierniak w y t k n ą ł
Z w i ą z k o w i T e a t r ó w i C h ó r ó w W ł o ś c i a ń s k i c h , z którą t o o r g a n i z a ­
cją sam był z w i ą z a n y , że
M a j ą c na u w a d z e nie tyle sztukę
92

teatralną, ile w p ł y w treści d r a m a t ó w na o b u d z e n i e uczuć m o r a l ­
n y c h i p a t r i o t y c z n y c h , nie s z u k a n o w ł a s n y c h , o r y g i n a l n y c h
k s z t a ł t ó w w y p o w i e d z i , ale w z i ę t o g o t o w e , utarte f o r m y sceny
z a w o d o w e j z c z a s ó w realizmu tak w samej k o m p o z y c j i d r a m a t y ­
cznej, jak i w b u d o w i e s k r z y n k o w e j sceny z m a l o w a n y m i kulisami
oraz w ekspresji aktorskiej. S ł o w e m n a ś l a d o w a n o ż y w c e m teatr
z a w o d o w y bez zastrzeżeń, a że w y k o n a w c a m i byli prości a m a t o ­
rzy, nie mający f a c h o w e g o w y s z k o l e n i a , w i ę c t o n a ś l a d o w a n i e
b y ł o nieudarzone, nie m ó g ł w i ę c tak p o j ę t y teatr stać się
t w o r z e n i e m a r t y s t y c z n y m l u d u , nie był w ścisłym s ł o w a znacze­
niu teatrem l u d o w y m " .
1 5

Ten zarzut niezborności m i ę d z y deklaracją p r o g r a m o w ą a prak­
tyką, p o s t a w i o n y działaczom Z T i C h W o t w i e r a ł k a m p a n i ę prze­
c i w k o r o z p o w s z e c h n i o n e m u w ó w c z a s n u r t o w i teatru a m a t o r s ­
kiego na w s i . „ D z i s i a j — na nieszczęście — w y t w o r z y ł się
w Polsce i r o z p o w s z e c h n i ł specjalny t y p teatru t z w . a m a t o r s ­
k i e g o , który polega na n i e w o l n i c z y m n a ś l a d o w a n i u w treściach
i f o r m a c h teatru z a w o d o w e g o , naturalnie z p o m i n i ę c i e m artyzmu
sceny z a w o d o w e j . Rozmaici p o w o ł a n i i n i e p o w o ł a n i pisarze
k o m p o n u j ą „ s z t u k i " dla t e a t r ó w a m a t o r s k i c h , jak je l u d n a z y w a
„ k u m e d y j e " . Jest t o j a ł o w a , realistyczna sieczka, przeważnie bez
w a r t o ś c i (...) I t o się pcha w masy, każe im się grać w z d e c y d o w a ­
n y c h kształtach. B u d u j e się scenę z t z w . dekoracji ( B o ż e , pożal się
c o t o za d e k o r a c j e l ) , tresuje się p o c z c i w y c h ludzi j a k o a k t o r ó w ,
każe im się d a w a ć z siebie w s z y s t k o t o , czego bez nauki d a ć nie
m o g ą i zabija się d o c n a samodzielną, s a m o r o d n ą p o m y s ł o w o ś ć
artystyczną, która w k a ż d y m , n a w e t p r o s t y m c z ł o w i e k u jest, t y l k o
trzeba ją w y z w o l i ć " .
1 6

Odrzucając z d e c y d o w a n i e taki kształt teatru w i e j s k i e g o , Cier­
niak p o s t a n o w i ł w y ł ą c z n i e oprzeć się na reliktach a u t e n t y c z n e g o
teatru o b r z ę d o w e g o . U w a ż a ł , że w i e j s k i e o b r z ę d y takie jak
wesela, chrzciny, zaduszki, t u r o n i e , M a r z a n n y , c h o d z e n i e z G a i k i e m - M a i k i e m , czy n a w e t s z o p k i b o ż o n a r o d z e n i o w e są w ł a s n y m
i o r y g i n a l n y m teatrem w o l n y m o d o b c y c h naleciałości, s t w o r z o ­
n y m w w y o b r a ź n i i fantazji p o l s k i e g o l u d u . Z a u w a ż a j ą c w nich
k o n s e k w e n t n y podział r ó l , d r a m a t u r g i ę , teksty m ó w i o n e ale
i ś p i e w a n e , ze specyficzną „ s c e n o g r a f i ą " i „ k o s t i u m a m i " , z b o g a ­
tą rekwizytornią, podział na c h ó r y i p r o t a g o n i s t ó w — u p a t r y w a ł
w t y m f o r m y teatralne p r z y p o m i n a j ą c e początki w i e l k i e g o teatru
g r e c k i e g o . W t y m p r z e ś w i a d c z e n i u nie był o d o s o b n i o n y .
U w a ż a ł , że j e d y n i e ten nurt, k t ó r e g o narodzin nie da się żadną,
c h o ć b y przybliżoną datą określić, nurt b ę d ą c y j e d n y m z i n t e g r a l ­
n y c h e l e m e n t ó w k u l t u r y l u d o w e j — j e s t najcenniejszy i j e d y n i e
godny nazwy „teatr l u d o w y " .
Jędrzejowi Cierniakowi w sprecyzowaniu własnej koncepcji
„teatru l u d o w e g o " wiele p o m o g ł o obcowanie z Leonem Schil­
lerem, W i l a m e m Horzycą, J u l i u s z e m Osterwą — l u d ź m i , którzy
w okresie d w u d z i e s t o l e c i a m i ę d z y w o j e n n e g o p o d j ę l i się o g r o m ­
n e g o dzieła p r z e b u d o w y artystycznej i odrodzenia polskiej sceny
z a w o d o w e j oraz nadania jej o d r ę b n e g o o d i n n y c h s t y l u , stylu
p o l s k i e g o . Ich działanie mieściło się w w i e l k i m t w ó r c z y m f e r m e n ­
cie, jaki na przełomie stuleci rozpoczął się w a w a n g a r d z i e
teatralnej całej Europy. W A n g l i i , Francji, N i e m c z e c h i Rosji
z a p o c z ą t k o w a n y został b u n t p r z e c i w k o skostniałej f o r m i e teatru
określanej j a k o „ s z t u k a a p o l l i ń s k a " uosabiająca arystokratyczny
ideał statycznej d o s k o n a ł o ś c i . P r z e c i w s t a w i a n o t e m u p o s t a w ę
„dionizyjską".
O b j a w i a ł a się ona zwłaszcza poprzez l u d o w y , k a r n a w a ł o w y
entuzjazm i „ ś w i ę t e u n i e s i e n i e " , przez p o w r ó t d o źródeł kultur
„ o ś w i e c o n y c h " czyli k u l t u r y l u d o w e j . W Polsce p o w r ó t ten b y ł
j e d n o c z e ś n i e n a w i ą z a n i e m d o tradycji r o m a n t y c z n y c h i n e o r o m a n t y c z n y c h , d o M i c k i e w i c z a i W y s p i a ń s k i e g o . O b o k zaintere­
s o w a n i a i p r ó b , zresztą z n a k o m i c i e u d a n y c h , s t w o r z e n i a n o w y c h
inscenizacji t a k i c h d r a m a t ó w jak Dziady czy Wesele n a w i ą z u j ą ­
c y c h d o ś r e d n i o w i e c z n e g o teatru m i s t e r y j n e g o czy też jarmarcz­
n e g o , Leon Schiller jak i W i ł a m Horzyca interesowali się w i d o w i ­
skiem c y r k o w y m j a k o f o r m ą par excellence l u d o w ą oraz a może
przede w s z y s t k i m , l u d o w y m teatrem o b r z ę d o w y m z w i ą z a n y c h
ściśle z w i e j s k i m i z w y c z a j a m i , z r o c z n y m c y k l e m życia p o ­
d z i e l o n y m na pory r o k u , w i e r z e n i a m i r e l i g i j n y m i , z i s t o t n y m i

�w y d a r z e n i a m i w życiu c z ł o w i e k a t a k i m i jak narodziny, chrzest,
zaślubiny itp.

ka, W . Skoczylas, A . Pronaszko i in. (...). W i d o w i s k a sceniczne
Schillera o charakterze s t a r o p o l s k o - l u d o w o - w o d e w i l o w y m z o ­

Leon Schiller w Reducie

k i e r o w a n e j przez Juliusza O s t e r w ę

w 1 9 2 4 r. i n s c e n i z o w a ł staropolskie Pastorałki
w y b o r u i u k ł a d u oraz w i d o w i s k o Wielkanoc

według swego

oparte na d a w n y c h

stały oparte na inspiracjach n i e j e d n e g o , a kilku na raz f o l k l o r ó w :
historyczno-szlacheckiego,

miejsko-ludowego,

parafialnego,

c h ł o p s k i e g o , żołnierskiego i in. Te w ą t k i f o l k l o r y s t y c z n e z r ó ż n y c h

tekstach i z w y c z a j a c h l u d o w y c h . W i ł a m Horzyca po o g l ą d n i ę c i u

p r z e k r o j ó w c z a s o w y c h i z r ó ż n y c h ś r o d o w i s k z towarzyszącą im

w i d o w i s k a o b r z ę d o w e g o Wesela

r ó ż n o r o d n o ś c i ą s t r o j ó w potrafił Schiller p o w i ą z a ć w j e d n o z w a r t e

na Kurpiach

w Teatrze R e g i o ­

n a l n y m w W a r s z a w i e stwierdził, że p r a w d z i w y teatr

ludowy

w i d o w i s k o sceniczne (...). Okazuje się, że w

Schillerowskiej

charakteryzuje się t y m , iż „ k a ż d y fakt, uczucie, zdarzenie istnieje

k o n c e p c j i w i d o w i s k a l u d o w e g o i j e g o sukcesach t k w i ł y zarodki

nie j a k o naga realność, ale tej realności misteryjna, o b r z ę d o w a

dalszych u k i e r u n k o w a ń t e a t r a l n y c h . C h o d z i m i a n o w i c i e o w p ł y w

transpozycja".

Schillera na teatr l u d o w y okresu m i ę d z y w o j e n n e g o " .

Józef Burszta w książce Kultura
interesująco

przedstawia

ludowa

rodowód

inspiracji

19

narodowa

Tak w i ę c w efekcie w s z y s t k i c h w y m i e n i o n y c h wcześniej w p ł y ­

folklorystycznej

w ó w , d o ś w i a d c z e ń , fascynacji, „ w y s o k i c h strojeń d u c h o w y c h "

— kultura

w sztuce teatralnej. Szczególnie e k s p o n o w a n e miejsce należy się

Jędrzej Cierniak s f o r m u ł o w a ł w ł a s n ą k o n c e p c j ę „ t e a t r u l u d o ­

w t y m w z g l ę d z i e o s o b i e i t w ó r c z o ś c i Stanisława W y s p i a ń s k i e g o ,

w e g o " , z g o d n ą z d u c h e m s w o j e g o czasu, z p a n u j ą c y m k l i m a t e m

ciągle czekającej na o d d z i e l n e i w n i k l i w e o m ó w i e n i e w ł a ś n i e o d

i n t e l e k t u a l n y m . O t o , w zasadniczym zarysie, o n a : Obrzędy l u d o ­

s t r o n y inspirującej fascynacji l u d e m i j e g o sztuką. „ B y ł przecież

w e są specyficzną formą teatru. D o s k o n a l o n e przez w i e l e p o k o l e ń

poetą, artystą malarzem, d r a m a t u r g i e m i inscenizatorem.

s ł o w a , gesty, z w y c z a j o w e c z y n n o ś c i , m u z y k a , taniec, pieśń, jak

Był

z j a w i s k i e m n i e p o w t a r z a l n y m , nie d o n a ś l a d o w a n i a . W zakresie

r ó w n i e ż l u d o w y strój i dekoracje związane z k a ż d y m

sztuki teatralnej w n i ó s ł ten nurt i k o l o r y t , który był n a t c h n i e n i e m

o b r z ę d o w y m w i d o w i s k i e m zwierają w sobie c e n n e p i e r w i a s t k i

takim

dla w s p o m n i a n y c h w y ż e j t w ó r c ó w (S. Ż e r o m s k i e g o , J . Cierniaka

z o r g a n i z o w a n e g o , a u t e n t y c z n e g o piękna. Jest t o p i ę k n o s a m o r o ­

i L. Schillera — przyp. S A W i s ) .

d n e , o r y g i n a l n e i w ł a s n e . T a k i e g o teatru nie trzeba się uczyć,

W s w o i c h d r a m a t a c h łączył w ą t k i klasyczne z r o m a n t y c z n y m i ,

m o z o l n i e przyswajać sobie zasad j e g o f u n k c j o n o w a n i a , b o w i e m

sięgał d o f o l k l o r u , d o m i t ó w h i s t o r y c z n y c h i l e g e n d , łączył te

taki teatr nosi się w e k r w i , w i ę c w y s t a r c z y być w n i m sobą i t y l k o

wszystkie e l e m e n t y s w o i s t y m , n i e p o w t a r z a l n y m językiem i stylem

sobą.

w j e d n o zespolone w i d o w i s k o , p o w i ą z a n e z a k t u a l n y m i p r o ­

Trzeby j e d n a k uszlachetnić g o przez oczyszczenie ze z ł y c h ,

blemami politycznymi i kulturalnymi, co w konsekwencji zawie­

o b c y c h naleciałości, jak r ó w n i e ż należy r o z w i j a ć j e g o

rało w sobie o g r o m n ą siłę ekspresji, wstrząsało u m y s ł a m i i p o d ­

w ł a s n y m , t w ó r c z y m w y s i ł k i e m . Czynić t o p o w i n n o każde ś r o d o ­

formy

niecało uczucia n a r o d o w e . Tak n p . w dramacie B o l e s ł a w Ś m i a ł y

w i s k o , każdy region z g o d n i e ze s w y m d u c h e m i s w o j ą tradycją,

( 1 9 0 0 r.) przyodział postacie z c z a s ó w p i a s t o w s k i c h w kierezje,

stare treści artystyczne w z b o g a c a j ą c ideami s w e g o czasu, a w t e ­

a r ó w n o c z e ś n i e w ł ą c z y ł w ich p r z y o z d o b i e n i e l u d o w e m o t y w y

d y uzyska się w y n i k i z n a k o m i t e , w a r t o ś c i o w e artystycznie, a czę­

k r a k o w s k i e , p o d h a l a ń s k i e , ruskie dając n i e z w y k l e b a r w n ą , ale

sto w r ę c z i m p o n u j ą c e .

i jednocześnie jednorodną w s w y m p o l s k o - n a r o d o w y m wyrazie
sztukę".

Taki w ł a ś n i e teatr w e d ł u g Cierniaka m ó g ł być g o d n y miana
l u d o w e g o , b o w i e m treść i f o r m ę czerpać będzie z l u d u i t o

17

Z n o w a t o r s k i c h i z d u m i e w a j ą c y c h w s p ó ł c z e s n y c h treścią jak
i formą sztuk teatralnych S t a n i s ł a w a W y s p i a ń s k i e g o

wynikły

z a r ó w n o w i e j s k i e g o , jak i r o b o t n i c z e g o .
Nie ograniczył się o n t y l k o d o o p r a c o w a n i a f o r m u ł y „ t e a t r u

przemyślenia Stefana Ż e r o m s k i e g o , który w i e l e troski przejawiał

ludowego",

w p o s z u k i w a n i u w ł a ś c i w e g o repertuaru dla teatru l u d o w e g o .

zaszczepienia tej idei w całej ó w c z e s n e j Polsce.

lecz d o k o n a ł w r ę c z g i g a n t y c z n e j

pracy w

celu

niezmierna dziedzina t w ó r c z o ś c i — pisał — leży w ś r ó d l u d u . Kto

Jest rzeczą w a ż n ą i interesującą jak Cierniak realizował s w o j ą

t o w i e , może t a m r ó w n i e ż leży s p o s ó b nie znany n a m jeszcze na

w i z j ę , jak t r a k t o w a ł materiał f o l k l o r y s t y c z n y ? M i m o c a ł e g o d e ­

teatr n a r o d o w y , nasz w ł a s n y .

k l a r o w a n e g o p i e t y z m u i niezaprzeczalnie szczerych intencji a u ­

Inteligencja t y l k o schylić się ma, żeby ó w s p o s ó b zobaczyć,
podnieść, w y ś w i e t l i ć i p o d a ć l u d o w i , j a k o ś w i e t n y i najzupełniej

tentyczny

obrzęd

ludowy

(np. wesele

krakowskie)

w

jego

o p r a c o w a n i u ulegał specyficznej stylizacji, nabierając cech b l i s ­

o d p o w i a d a j ą c y c e l o m teatr, przede w s z y s t k i m l u d o w y . M o w a t u

kich mistycznemu rytuałowi zamkniętemu w pewien narzucony

0

gorset inscenizacyjny. „ W s ł o n e c z n y m k r ę g u . W i d o w i s k o c y k ­

o g r o m i e l e g e n d , p o d a ń , k l e c h d , historii, bajek,

opowieści

p r z y w i ą z a n y c h d o ruin, w z g ó r z , uroczysk, miejsc s z c z e g ó l n y c h ,

liczne oparte na z w y c z a j a c h i o b r z ę d a c h z ż y w o b y c i e m w i e j s ­

m a j ą c y c h w każdej o k o l i c y s w e dzieje w ł a s n e , żyjące zawsze

kiego człeka w d o r o c z n y m o b i e g u słońca z w i ą z a n y c h "

w ustach l u d z i " .

w i d o w i s k i e m u j ę t y m w tak ścisły rygor d i d a s c a l i ó w , iż t r u d n o

1 8

2 0

— jest

O Leonie Schillerze, o j e g o w k ł a d z i e w r o z w ó j p o l s k i e g o teatru

m ó w i ć o ewentualnej spontaniczności w y k o n a w c ó w , a wyraźna

n a r o d o w e g o i n s p i r o w a n e g o m.in. l u d o w o ś c i ą i s t a r o p o l s k i m i

d b a ł o ś ć o e s t r a d o w ą ( w przenośni) s p r a w n o ś ć i e f e k t o w n o ś ć

t r a d y c j a m i Józef Burszta tak pisał: „ Z t k w i e n i a w r o m a t y c z n y m

w i d o w i s k a stoi w

nurcie literatury i sztuki scenicznej, z m a n i i

kolekcjonerstwa

m i a ł o b y o n o się stać s p o s o b e m , czy raczej i n s p i r u j ą c y m przy­

pieśni s t a r o p o l s k i c h i z p o g ł ę b i o n y c h s t u d i ó w nad staropolsz-

k ł a d e m na o ż y w i e n i e t r a d y c j i , na o ż y w i e n i e l u d o w y c h o b r z ę d ó w .

zasadniczej sprzeczności z założeniem, iż

czyzną i nad f o l k l o r e m s t w o r z y ł Schiller serię w i e l k i c h w i d o w i s k

Nie p r ó b u j ę n a w e t pobieżnie a n a l i z o w a ć t e k s t u , zasady w y b o r u ,

1 r e w i i l u d o w y c h , które w e s z ł y na t r w a l e d o historii polskiej

b o w i e m nie o n jest n a w e t w t y m w s z y s t k i m najważniejszy ( ! ) ,

k u l t u r y teatralnej. O charakterze t y c h w i d o w i s k ś w i a d c z ą same

a w ł a ś n i e f o r m u ł a inscenizacyjna.

ich t y t u ł y . O t o niektóre: Szopka
wnym

Narodzeniu

latane....

Pańskim,

Wielkanoc.

Zmartwychwstaniu
według

Mikołaja

ludowych

Historia
Pańskim

cudo­

Umieszczenie przez Cierniaka w zasadzie całego „ t e a t r u l u d o ­

przep­

w e g o " w sferze s a c r u m z m u s i ł o g o po pierwsze d o t w o r z e n i a

Chwalebnym

w i d o w i s k obrzędowo-rytualnych wytrzebionych z nadmiernej

staropolska—misterium
krotofilnymi

intermediami

o Męce Najświętszej
w 3 obrazach.

z Wilkowiecka,

dewocyj,

o

i
Treść

officjów

i

widowiska

(?!) j e g o z d a n i e m soczystości, d o s a d n o ś c i , czy w r ę c z j u r n o ś c i , c o

obrzędów

już samo w sobie oznaczało przesunięcie ich z zamierzanego
a u t e n t y k u w obrazki b u k o l i c z n e , po d r u g i e fascynacje eleuzyńs-

ułożył...

W treści, napisanej zresztą przy w s p ó ł p r a c y i n n y c h , s p o t y k a m y
sceny z m i s t e r i ó w p o w i ą z a n e z g r o t e s k o w y m i

kie s p o w o d o w a ł y pójście r y z y k o w n ą drogą p s e u d o r e k o n s t r u k c j i

intermediami,

o b r z ę d ó w p o g a ń s k i c h . S ł o w e m j a k o f o r m a czysto teatralna, j a k o

postacie żołnierzy Piłata w s p ó ł w y s t ę p u j ą z Czartami oraz l u d o ­

propozycja p e w n e j z a b a w y — rzecz interesująca. J a k o f o r m u ł a

w y m i scenami d y n g u s o w y m i , z c h o d z e n i e m z g a i k i e m , n o w y m

p r z y w o ł a n i a prastarego o b r z ę d u , przy braku z n a j o m o ś c i u Cier­

latkiem itp. (...) Jeszcze inne t o Pieśń o ziemi naszej.
na motywach
oparte

(...)

obrzędów,
czy Kulig.

zwyczajów
Widowisko

ludowych
staropolskie.

i

Widowisko

niaka i ludzi, dla k t ó r y c h „ o b r z ę d " p r z y g o t o w y w a ł przedchrześ­

staropolskich

cijańskiej s y m b o l i k i , pełnej m i t o l o g i i pogańskiej — była z w y c z a j ­

Układ t e k s t u ,

m u z y k a i reżyseria L. Schillera. Dekoracje W . Drabik, Z. Stryjeńs­

nym nieporozumieniem.
Dla m n i e f o r m u ł a inscenizacyjna „ t e a t r u l u d o w e g o " kojarzy się
93

�a zasadzie specyficznej j e d n o ś c i ze stylizacjami p l a s t y c z n y m i

f o r m u ł y teatru = o b r z ę d u , teatru = m i s t e r i u m , które chciał by l u d

'of ii Stryjeńskiej czy W ł a d y s ł a w a Skoczylasa. P o d o b n a z a c h o d z i

przyjął j a k o s w ó j w ł a s n y dla w y r a ż a n i a i zaspokajania n a j g ł ę b ­

elacja między p i e r w o w z o r e m a a r t y s t y c z n y m o p r a c o w a n i e m .

szych potrzeb d u c h o w y c h . Natomiast w

J a n S t a n i s ł a w B y s t r o ń nie dał s o b i e w m ó w i ć a u t e n t y c z n o ś c i
ibrzędu w

widowisku

Cierniaka. S t w i e r d z i ł , że zyskuje o n :

...najczęściej na s p r a w n o ś c i i na spoistości akcji, ale traci swą

płaszczyźnie czysto

teatralnej, s t w o r z y ł w teorii i praktyce inscenizacyjnej o r y g i n a l n y
rodzaj w i d o w i s k a , które przez cały okres p r z e d w o j n i a k u l t y w o ­
w a n e było zarówno

przez Z w i ą z e k

M ł o d z i e ż y Wiejskiej

RP

spontaniczność, bezpośredniość, czy też po prostu m ó w i ą c , s w ó j

„ W I C I " , jak i przez U n i w e r s y t e t y L u d o w e . Stało się o n o poprzez

o b r z ę d o w y charakter, stając się coraz bardziej teatrem. Rozmaite

sięganie d o p o g a ń s k i c h źródeł, poprzez p r z e d z i w n y synkretyzm

' w i ą z k i młodzieży l u d o w e j , u n i w e r s y t e t y l u d o w e i kursy o ś w i a t o ­

p o g a ń s k o - s ł o w i a ń s k o - g r e c k i i chrześcijański, j e d n y m ze s p o s o ­

we p r o w a d z ą czasem systematyczną naukę inscenizacji o b r z ę -

b ó w wyrażania przez ruch m ł o d o - w i e j s k i s w o j e j i d e o l o g i i , m i t u

l ó w w e d l e z g ó r y p o d a n y c h w z o r ó w , szerzy się w t e n s p o s ó b

o w ł a s n e j roli i znaczeniu w narodzie i p a ń s t w i e .

ewnętrzną o b r z ę d o w o ś ć , nadając jej jeszcze najczęściej f o r m y

Po II w o j n i e ś w i a t o w e j nastąpiło w latach pięćdziesiątych

togatsze i okazalsze niż d a w n i e j , ale zatraca się r ó w n o c z e ś n i e

z przyczyn p o l i t y c z n o - i d e o l o g i c z n y c h b e z k o m p r o m i s o w e znisz­

y w ą tradycję o b r z ę d o w ą " .
Tak w i ę c

czenie d o r o b k u Cierniaka, w t y m z a ł o ż o n e g o przezeń I n s t y t u t u

21

nie udało się J ę d r z e j o w i

Cierniakowi

stworzyć

Teatrów Ludowych.

PRZYPISY:

Henryk T y m o n J a k u b o w s k i , Teatr amatorski
na wsi. W a r ­
szawa 1 9 7 8 г., s. 37
Tamże, s. 3 8
S a m fakt p o w s t a n i a z w i ą z k u t e a t r ó w , jest d o w o d e m na t o
iz musiało ó w c z e ś n i e działać d u ż o scen a m a t o r s k i c h . Działając
w p e w n y m rozproszeniu, ale w myśl w s p ó l n e j ideii, udało się
inteligencji u p o w s z e c h n i ć na w s i scenę amatorską l u b p r z y n a j m ­
niej w y w o ł a ć potrzebę jej zaistnienia.
Cytat za: J a k u b o w s k i , o p . cit., s. 5 2 - 5 3 . Proszę p o r ó w n a ć t e n
tekst c h o ć b y z w y s t ą p i e n i a m i S t a n i s ł a w a W i t k i e w i c z a o o g r o m ­
nym rezonansie s p o ł e c z n y m na obszarze w s z y s t k i c h z a b o r ó w ,
d o t y c z ą c y m j e g o k o n c e p c j i „ s t y l u z a k o p i a ń s k i e g o " j a k o stylu
n a r o d o w e g o w architekturze i z d o b n i c t w i e .
* Cytat za: J a k u b o w s k i , o p . cit., s. 5 5 - 5 6
P r z y k ł a d o w o J ó z e f Ignacy Kraszewski założył w e L w o w i e
.Macierz S z k o l n ą " w 1 8 8 0 r. Pomysł i koncepcja przyjęły się na
terenie w s z y s t k i c h z a b o r ó w . W 1 8 8 5 r. p o w s t a ł a „ M a c i e r z
Szkolna Księstwa C i e s z y ń s k i e g o " , a w zaborze rosyjskim „ P o l s k a
Macierz S z k o l n a " w 1 9 0 5 г., z a l e g a l i z o w a n a w rok później,
w efekcie p e w n e j liberalizacji p o l i t y k i carskiej p o w y d a r z e n i a c h
' e w o l u c y j n y c h . W zaborze p r u s k i m działało o d 1 8 8 0 r. T o w a r z y s w o Czytelń L u d o w y c h . W zaborze rosyjskim działalność t e a t r a l ­
ną p r o w a d z i ł o także Stowarzyszenie Szerzenia O ś w i a t y „ Ś w i a t o " skupiające r z e m i e ś l n i k ó w i c h ł o p ó w . Z i n i c j a t y w y Stefana
Ż e r o m s k i e g o p o w s t a ł oddział w N a ł ę c z o w i e , a k o ł o dramatyczne
w n i m p r o w a d z i l i rzeźbiarz Józef Gardecki i Faustyna M o r z y c k a .
Po 1 9 0 5 r. r ó w n i e ż w zaborze rosyjskim p o w s t a ł o T o w a r z y s t w o
Kultury Polskiej p r o w a d z ą c e m.in. działalność teatralną. Były t o
organizacje, w p o w o d z i i n n y c h , znaczniejsze, skupiające
w s w y c h szeregach w y b i t n y c h przedstawicieli polskiej i n t e l i g e n ­
cji ( o b o k w c z e ś n i e j w y m i e n i o n y c h n p . M a r i ę K o n o p n i c k ą , W ł a ­
d y s ł a w a Orkana i i n . ) .
A k a d e m i c k i e k o ł o „ E l e u s i s " na U n i w e r s y t e c i e J a g i e l l o ń s k i m
zostało f o r m a l n i e zarejestrowane d o p i e r o w 1 9 0 8 г., c o nie
zmieniało f a k t u licznego udziału w tej organizacji m ł o d z i e ż y
a k a d e m i c k i e j o d s a m e g o jej p o c z ą t k u . T o przecież g ł ó w n i e d o
s t u d e n t ó w z w r ó c i ł się L u t o s ł a w s k i rzucając z katedry U J hasło
w y c h o w a n i a n a r o d o w e g o , p r z e c i w s t a w i a j ą c e g o się d e s t r u k c y j ­
n y m w p ł y w o m szkoły z a b o r c ó w . Zostało o n o podjęte przez nich
entuzjastycznie.
Poza K r a k o w e m najsilniej „ E l e u s i s " działało na terenie Śląska
w Zabrzu, Zaborzu i G l i w i c a c h . Były t o par excellence organizacje
r o b o t n i c z e , p o w s t a ł e z i n i c j a t y w y działaczy śląskich. W y d a w a ł y
o n e n a w e t w ł a s n e p i s m o „ I s k r a " , które założył L u t o s ł a w s k i .
Stanisław P i g o ń , Z Komborni w świat. Warszawa 1 9 8 3 , s. 2 4 3
Tamże, s. 2 7 5
Krystyna Barszczewska, Eleusis
- tajny związek
młodzieży
polskiej
w Zabrzu, „ K r o n i k i miasta Z a b r z a " 1 9 7 6 , nr 9, s. 3 3
St. P i g o ń , o p . cit., s. 241
R ó w n i e ż sam P i g o ń , będący na n a j w y ż s z y m szczeblu w t a j e m ­
niczenia w „ E l e u s i s " i o d g r y w a j ą c y w n i m o g r o m n ą rolę ( m . i n . na
terenie Śląska) — brał c z y n n y udział w t w o r z e n i u harcerstwa
p o l s k i e g o , c o nie b y ł o w j e g o b o g a t y m życiorysie specjalnie
e k s p o n o w a n e . „ 1 6 . 1 1 . 1 9 1 1 r. Naczelna K o m e n d a S k a u t o w a
(czyli d r u h Tadeusz S t r u m i ł ł o — przyp. S A W i s ) w e L w o w i e
1

2

3

4

6

7

8

9

1 0
1 1

1 2

94

m i a n o w a ł a 2 6 - l e t n i e g o S t a n i s ł a w a P i g o n i a d r u ż y n o w y m I Prokocimskiej D r u ż y n y S k a u t o w e j i m . ks. S. Brzóski. (Przez trzy lata
dr P i g o ń był nauczycielem i w y c h o w a w c ą w p r o k o c i m s k i e j
średniej „ N o w e j s z k o l e " , n i e o p o d a l pałacu J e r z m a n o w s k i c h .
Prócz ć w i c z e ń w p o l u i zajęć harcerskich drużyna z a j m o w a ł a się
t e m a t y k ą dość n i e z w y k ł ą : na z b i ó r k a c h a n a l i z o w a n o książki
— m.in. R. D m o w s k i e g o Myśli nowoczesnego
Polaka i o c z y w i ś ­
cie M i c k i e w i c z o w s k i e Księgi Pielgrzymstwa
w opracowaniu
k r y t y c z n y m d r u ż y n o w e g o . (...) Praca d r u ż y n o w e g o Pigonia
w y w a r ł a w p ł y w na i d e o l o g i ę p o w s t a j ą c e g o w ó w c z a s harcerstwa
p o l s k i e g o . W i d a ć t o w p r o g r a m i e A. M a ł k o w s k i e g o (założyciela
o r g a n i z a c j i ) " . M a r e k Lovell, „ E c h o K r a k o w a " , Nr 2 4 8 ( 1 3 3 0 9 ) ,
Kraków, 2 1 - 2 6 g r u d n i a 1 9 9 0 r.
W latach 1 9 4 8 - 1 9 4 9 , a p o t e m p o o d r o d z e n i u Z H P, o d 1 9 5 7
— d o 1 9 6 2 r o k u b y ł e m c z ł o n k i e m w K r a k o w i e d r u ż y n y harcerskiej
Czarnej Trzynastki i m . Z a w i s z y Czarnego z G a r b o w a . Otóż
drużyna posiadała (i posiada nadal) bogatą tradycję, w ł a s n e
f o r m y życia o r g a n i z a c y j n e g o . Powstała w 1 9 1 8 r o k u . O d p o c z ą t ­
k u , aż d o m o i c h c z a s ó w była drużyną puszczańską o o b r z ę d o w o ­
ści s ł o w i a ń s k i e j .
Opis w i d o w i s k o b r z ę d o w y c h Cierniaka, z a c h o w a n e zdjęcia,
skojarzyły m n i e się n a t y c h m i a s t z o b r z ę d a m i m o j e j d r u ż y n y . B y ł y
o n e d o siebie z a d z i w i a j ą c o p o d o b n e . Wyraźnie p o c h o d z i ł y z j e d ­
n e g o pnia.
S t a n i s ł a w P i g o ń , Cierniakowa
nuta, ( w : ) Na drogach
kultury
ludowej—
rozprawy i studia. W a r s z a w a 1 9 7 4 , s. 5 3 4 - 5 3 5
Cytat za: J a k u b o w s k i , o p . cit., s. 56
Jędrzej Cierniak, Źródła i nurty polskiego
teatru
ludowego.
W a r s z a w a 1 9 6 3 , s. 41
J ó z e f Burszta, Kultura ludowa - kultura narodowa.
War­
szawa 1 9 7 4 , s. 2 8 8
Tamże, s. 2 8 8
Tamże, s. 2 8 9 , 2 9 0
Jędrzej Cierniak, W słonecznym kręgu. Widowisko
cykliczne
oparte na zwyczajach
i obrzędach
z żywobyciem
wiejskiego
człeka w dorocznym obiegu słońca związanych.
Warszawa 1 9 4 8
J a n S. B y s t r o ń , Kultura ludowa, Warszawa 1 9 4 7 , s. 4 0 2 .
Cytat za: H. T. J a k u b o w s k i , Teatr amatorski...,
o p . cit., s. 91
Nie c h c ą c r o z b u d o w y w a ć k o n t e k s t u p o m i n ą ł e m „ t e a t r
z g ł o w y " czy inaczej „ t e a t r i n s c e n i z a c j i " I g n a c e g o i Z o f i i S o l a r z ó w , r o z p o w s z e c h n i a n y przez n i c h w t z w . r u c h u m ł o d o w i e j s k i m .
W o d r ó ż n i e n i u o d Cierniaka, który z a j m o w a ł się f o r m a m i bardziej
m o n u m e n t a l n y m i , S o l a r z o w i e t w o r z y l i o d s a m e g o p o c z ą t k u teatr
m a ł y c h f o r m . M i m o , iż rozpoczęli s w o j e działania niezależnie o d
siebie, już o d 1 9 2 5 r o k u , o d w i z y t y Cierniaka u nich w S z y c a c h ,
podjęta zostaje stała w s p ó ł p r a c a i k o n t a k t . S o l a r z o w i e , p o d o b n i e
jak Cierniak, a k c e n t o w a l i „ o d w i e c z n ą o d r ę b n o ś ć historyczną
i k u l t u r o w ą c h ł o p ó w " . I n s c e n i z o w a l i k o r o w o d y , obrządy n p .
s o b ó t k o w e czy inne, w y b i e r a l i miejsca „ ś w i ę t e " , d ę b y stare,
uroczyska, o w i e w a j ą c w s z y s t k o mistyką ni t o prapogańską, ni t o
chrześcijańską. O d w o ł y w a l i się d o k u l t u r y p i a s t o w s k i e j , tej pusz­
czańskiej, b o r o w e j , najczystszej, b o opartej na n a j w y ż s z y m s t o p ­
niu s y m b i o z y c z ł o w i e k a z przyrodą.
Działalność S o l a r z ó w dopełniała w s p o s ó b znaczący p o c z y n a ­
nia teoretyczne i praktyczne Jędrzeja Cierniaka.
1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8
1 9

2 0

2 1

2 2

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10470" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10448">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/732371048748e387e0053adec16fba4e.pdf</src>
        <authentication>c53e1d4ee6690e3bd088655487b6494c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124622">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3302</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124623">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124624">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3095</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124625">
                <text>Iwan Jurijewicz Rusenko / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124626">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4, s.210</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124627">
                <text>Wisłocki, Seweryn A.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124628">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124629">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124630">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124631">
                <text>Seweryn A. Wisłocki

I W A N

J U R I J E W I C Z

U r o d z i ] się w 1890 r o k u we w s i K r a s n a w powiecie k r o ś n i e ń ­
skim, zmarł

10 stycznia 1960 r. wo wsi Korohwka,

w

ezortkowskim,

powiecie

w

województwie

położonej

tarnopolskim

w

ZSRR.

R U S E N K O

Po wojnie s z u k a j ą c ś r o d k ó w do ż y c i a z d e c y d o w a ł się na p r a c ę
w

r

szkolnictwie i z o s t a ł nauczycielem w polskiej wsi

Lutcza,

w powiecie k r o ś n i e ń s k i m . Żył t a m i p r a c o w a ł od 1924 do 1945 r.
T a m t e ż się o ż e n i ł . W 1946 r o k u z o s t a ł wysiedlony na Z a c h o d n i ą

Ł e m k o w s k i poeta i r y s o w n i k , c a ł y swój dorobek o p u b l i k o w a ł
n a ł a m a c h Karpatoruskiego
kosojuz"

kalendarza

amerykańsko-kanadyjski

na zachodzie, gazoty „ K a r p a c k a

wydanego przez

oraz, r ó w n i e ż

,,Łom-

wydawanej

U k r a i n ę , do w o j e w ó d z t w a

d o k u m e n t u dawnej
I w a n J . Rusenko n a l e ż a ł do utalentowany cli u c z n i ó w Rus­
kiej B u r s y w N o w y m

S ą c z u . M i m o , iż z d a ł m a t u r ę (1912

r.)

pra­

za s t r o n a m i r o d z i n n y m i o b u d z i ł a w n i m talent p o e t y c k i . W t y m
czasie p o w s t a w a ł y

Ruś".

tarnopolskiego, gdzie r ó w n i e ż

c o w a ł j a k o nauczyciel. N a terenie Z S R R p r z e ż y ł 14 lat, T ę s k n o t a
również rysunki

o walorach

Prezentowane r y s u n k i z o s t a ł y w y k o n a n e dla
Kalendarza

artystycznego

Łemkowszczyzny.
Kar/jahirwkieyo

w 1959 r o l u i z niego są reprodukowane (kalendarz

z w y n i k i e m d o b r y m , nie m ó g ł się dalej k s z t a ł c i ć z p o w o d u b r a k u

za r o k 1961). W s p ó ł z i o m k o w i o wysoko cenili go j a k o r y s o w n i k a

ś r o d k ó w m a t e r i a l n y c h . P o c h o d z i ł z r o d z i n y wiejskich

a t a k ż e p o e t ę i n a z y w a l i Rusonko budzicielem ducha narodowego.

n i k ó w , nie

posiadających

skrawka własnej

ziemi. W

wyrob­
r.

p o w o ł a n y z o s t a ł do s ł u ż b y w c e s a r s k o - k r ó l e w s k i e j a r m i i
ciszka J ó z e f a . S ł u ż y ł w Sarajewie i t a m
r

w ojny

światowej. Odbył ją

1913
Fran­

z a s t a ł go p o c z ą t e k

w randze c h o r ą ż e g o . J a k o

I

oficer

Ps. N o t a biograficzna I w a n a J . R u s e n k i oparta jest na a r t y ­
kule p o ś m i e r t n y m zamieszczonym w Karpatoruskim

Kalendarzu

na 1961 r. C h c ę w t y m miejscu złożyć serdeczne p o d z i ę k o w a n i e
p a n u B a z y ł e m u Sowie z K r y n i c y za u d o s t ę p n i o n i e n i e m i

n i c z y m się s z c z e g ó l n y m nio w y r ó ż n i ł , do s ł u ż b y austriackioj nie

patoruskiego

p r z y k ł a d a ł się g o r l i w i e

oraz

Kalendarza

informacji.

Kar-

j a k r ó w n i e ż i n n y c h cennych m a t e r i a ł ó w

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10474" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10452">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/75d1b2a204c49c72491f9a6b779cff1f.pdf</src>
        <authentication>c6e2540e71bfb2962406f69714445206</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124663">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3305</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124664">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124665">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3098</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124666">
                <text>Przyczynek do biografii Nikifora Drowniaka nzwanego "Krynickim" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124667">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4, s.219-226</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124668">
                <text>Wisłocki, Seweryn A.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124669">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124670">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124671">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124672">
                <text>Seweryn A. Wis'ocki

P R Z Y C Z Y N E K

D

O

B I O G R A F I I

N A Z W A N E G O

W

k s i ą ż c e E l i i Andrzeja .Banuchów U Шоу in о

Nikiforze

N I K I F O R A

D R O W N I A K A

„ K R Y N I C K I M "

roku

m u s i a ł z n a ć jego personalia.

Przyznaje

to

bezpośrednio

w y d a n e j w 1966 r. w K r a k o w i e piv.cz W y d a w n i c t w o L i t e r a c k i e ,

na stronie 43 Historii

r o z d z i a ł 22 z a t y t u ł o w a n y jest: Nikifor

ocalić Nikifora, od wysiedlenia wraz z i n n y m i Ł e m k a m i z K r y n i c y

staje si}

Krynickim".

o Nikiforze,

opowiadając jak próbował

Oto p o c z ą t e k : , , W dniach o d 11 do 16 lutego 1903 r. Agencja

w ramach a k c j i

Prasowa, r o z e s ł a ł a do d z i e n n i k ó w

więc u nas w y r a ź n i e p r z e r a ż o n y . P r z y n i ó s ł j a k i e ś papiery, p a p i e r y

znanego

prymitywisty

następującą

k r y n i c k i e g o Nikifora,

notatkę:
powoli

,,Życie

się

nor­

„Wisła":

„ P e w n e g o ranka Nikifor

zjawił się

g r o ź n o , a r e s z t ę d o p o w i e d z i a ł n i e w y r a ź n ą m o w ą . " Jost r z e c z ą

malizuje. O t r z y m a ł nowe mieszkanie, zainstalowano m u telefon

o c z y w i s t ą , iż p a p i e r y d o t y c z ą c e wysiodlenia m u s i a ł y

i dano nazwisko — K r y n i c k i . ( . . . ) "

d o k ł a d n e porsonalia, o s ó b na to skazany cli. N i o m o g ł o więc by ć

r

W w y d a n y m przez , , A r k a d y " w 1983 r. albumie z a t y t u ł o ­
w a n y m Nikifor
bowiem

Banach przyznaje, ż e N i k i f o r m i a l swoje nazwisko,

byl nieślubnym

dzieckiem Llusinki

zawierać

(Łemkini)

Derowniak, t a k więc zgodnie zo s t o s o w a n ą o d w i e k ó w

Marii

praktyką

w t a k i c h p r z y p a d k a c h , m u s i a ł nosić p a n i e ń s k i e nazwisko m a t k i !
W o w s z y s t k i c h p u b l i k a c j a c h prasowych i k s i ą ż k o w y c h

Ba­

mowy

o nieznajomości

nazwiska N i k i f o r a

w okresie

pisania

pierwszej o n i m k s i ą ż k i .
Na

teronie K r y n i c y mieszka liczna, i rozgałęziona, rodzina

ł e m k o w s k a K r y n i c k i c h , p o c h o d z ą c a z P o w r o ź n i k a , wsi leżącej
w p o b l i ż u K r y n i c y D o l n e j ( D a w n a W i e ś ) . W momencie nadania
D r e w n i a k o w i togo nazwiska, a trzoba wiedzieć, że jego m a t k a po-

nach przedstawia się j a k o j e d y n y mecenas N i k i f o r a i j a k o czło­

ehodzila z P o w r o ź n i k a ,

w i e k , k t ó r y wie o n i m wszystko. N a w e t jeżeli jest to w j a k i e j ś

k r e w n y m i w y e l i m i n o w a ć z tej roli B a n a c h ó w . Zabiegali t a k ż o

mierze p r a w d ą , nio znaczy iż autor rzotolnie i p r a w d z i w i e referuje

po ś m i e r c i N i k i f o r a o spadok po n i m , d o w o d z ą c rzeczywistego

zderzeniu obu i n f o r m a c j i ,

usiłowali

„ z a o p i e k o w a ć " się

p o k r e w i e ń s t w a , k t ó r o i c h ł ą c z y ł o ze s ł a w n y m m a l a r z e m - p r y m i -

biografię Nikifora.
W

Kryniccy

k t ó r e przytoczy dom

powyżej,

t у wista.

przedzielonych i n t e r w a ł e m 17 l a t — k r y j e się wiele p o d t e k s t ó w .

W t y m miojscu n a l e ż y p r z y t o c z y ć dano z odnalezionoj przez

Nasuwa się p y t a n i e : dlaczego, po oo m i a ł o miejsco takie m ą c e n i e

P a w ł a Stefanowskiego m e t r y k i , aby to co piszę b y ł o z r o z u m i a ł o :

w o d y w o k ó ł nazwiska N i k i f o r a ? B a n a c h , c h o ć b y t y l k o z racji

N i k i f o r , a w ł a ś c i w i e E p i f a n D r o w n i a k u r o d z i ł się 21 maja 1895 r.

piastowanej przez siebie w y s o k i e j , u r z ę d o w e j f u n k c j i j u ż w 1947

w ' K r y n i c y w d o m u n r 49 (oczywiście K r y n i c y - W s i ) . M a t k ą jogo

219

�N e f y f o r . " Jest w t y m s ł w i e r d z o n i u , obok przeinaczenia nazwiska
joszcze i n n y b ł ą d , p o w a ż n y i r a ż ą c y . N a terenie K r y n i c y i zachod­
niej Ł e m k o w s z c z y z n y n i g d y w p r z e s z ł o ś c i nio b y ł o prawosław-ia,
autochtoniczna l u d n o ś ć ł e m k o w s k a b y ł a wyznania grecko-katolickiego, t a k

więc w

Krynicy znajdowała

się cerkiew u n i c k a ,

lub j a k m ó w i ł o się w y m i e n n i e — kościół u n i c k i . Jest to bardzo
istotna r ó ż n i c a . Ten b ł ą d w zestawieniu z p o d a n y m w albumie
. . A r k a d " r z e k o m y m b r z m i e n i o m nazwiska „ D r e w n i a k "

sugerują

d o ś ć przewrotnie u k r a i ń s k i r o d o w ó d N i k i f o r a . Za-chodzi w t y m
przypadku
będziemy

pewna

subtelność

podawać

jako Derewniak
z fonetyką

—

jako

fonetyczna:

Drewniak,

zukrainizujemy

j ę z y k a - czy j a k

jeżeli

nazwisko

spolonizujemy

jo,

je, podczas g d y

zgodnie

wolą i n n i , g w a r y ł e m k o w s k i e j

nazwisko to b r z m i D r o w n i a k

to

jeżeli
—

i tydko t a k n a l e ż y je p o p r a w n i e

p i s a ć oraz w y m a w i a ć . Zgodna z zapisem w m e t r y c e jest t a k ż e
pisownia na-zwiska N i k i f o r a w w y d a w a n y c h przez a m e r y k a ń s k o -kanadyjskio

emigracyjno

skupiska

łemkowskie

kalendarzach

i i n n y c h d r u k a c h , gdzie d o ś ć c z ę s t o w s p o m i n a n y jest

„artysta

N i k i f o r D r o w n i a k z K r y n i c y " . J u ż w 1961 r. Karpatoruskij

ka-

lendar zamieszcza dwa jego zdjęcia w y k o n a n e na d e p t a k u w K r y ­
nicy. P r z e d s t a w i a j ą N i k i f o r a w otoczeniu c z ł o n k ó w zespołu piośni
i t a ń c a z B i e l a n k i . b ę d ą c e g o z a l ą ż k i e m obecnej „ Ł e m k o w y n y - " .
Kalendarz ten,

podobnie j a k

inno w y d a w n i c t w a m i a ł o

wielu

Ł e m k ó w rozproszonych w diasporzo na torenie Polski. Z licznych
relacji w y n i k a , iż f a k t y te b y ł y znane B a n a c h o w i przed p o d j ę c i o m
i n i c j a t y w y nadania N i k i f o r o w i nazwiska — K r y n i c k i .
I m i ę N i k i f o r w r z e c z y w i s t o ś c i b y ł o przezwiskiem,
zastępczym,

lub

czymś

w tym

rodzaju,

nadanym

imieniem
mu

przez

Ł e m k ó w , k t ó r e zrosło się z n i m nierozerwalnie. W i e m

o

tym

z p r z e k a z ó w r o d z i n n y c h . M a t k a mówiła, m i , żo i m i ę E p i f a n bydo
w ś r o d o w i s k u ł e m k o w s k i m rzadkie, dziwne, a w i ę c t r u d n e

do

z a p a m i ę t a n i a ; p o n a d t o jego rodzicielka b y ł a n i e m o w ą , r o d z i n y
nie m i e l i , t u ł a l i się po s ł u ż b i e w ś r ó d obcych — k t ó ż więc m i a l
z a p a m i ę t a ć , że c h ł o p i e c n a z y w a się E p i f a n ? K t o ś , coś p i ą t e przez
d z i e s i ą t e p r z y p o m i n a ł sobie, w i ę c j a k b y p o w t ó r n i e go nazwano,
nio mniej niezwykle i nieco d ź w i ę k o p o d o b n i o —

Nicefor.

W K r y n i c y Dolnej naprzeciwko szpitala, stoi jeszcze, c h o ć
d n i jego są j u ż policzone, d r e w n i a n y d o m wzniesiony przed w o j n ą
w nowszym s t y l u ł e m k o w s k i m . U l i c a n a z y w a się Kraszewskiego,
d o m m a n u m e r 147 i jest j e d n y m z w i e l u , j a k i e w l a t a c h m i ę d z y ­
wojennych
i

budowało

urlopowiczach

się

tłumnie

wyłącznie

z myślą

zjeżdżających

do

o

kuracjuszach

modnego

kurortu

latem i zimą.
Ton dom na. p ó l p o k r y t y b l a c h ą , na p ó l d a c h ó w k ą , z balko­
n i k i e m od f r o n t u , jest o s t a t n i ą z a c h o w a n ą b u d o w l ą z zasobnego
ongiś obejścia

szanowanego o b y w a t e l a k r y n i c k i e g o

Harasyma

Gromosiaka. Z t y l u , po lewej stronie — p a t r z ą c od szpitala —
s t a ł o szczytem do uliey w ł a ś c i w e domostwo. Rozebrane z o s t a ł o
T

zaraz po drugiej wojnie światow oj. W i e k o w e , wzniesione z solid­
n y c h b i e r w i o n zwiezionych z J a w o r y n y — zwanej „ g ó r ą

Gro-

m o s i a - k ó w " , d ł u g i e i parterowe, k r y t e s t r z e c h ą , a p ó ź n i e j d a c h ó w ­
J c w d o k i a D r e w n i a k , m a t k a N i k i f o r a . Zdjęcie ..ze s k r z y n i , "

k ą — bydo przez p o n a d ć w i e r ć w i e k u stałymi p u n k t e m p o b y t u ,

retuszowane o ł ó w k i e m przez malarza

a raczej s t a l ą b a z ą k r y n i c k ą N i k i f o r a D r o w n i a k a .
H a r a s y m Gromosiak, m ó j dziadek po k ą d z i e l i , zasobny gospo­
darz, ale
cześnie

b y k i Jcwdokia, D r e w n i a k , c ó r k a

Hryhoria

i Tatiany z

domu

też z n a k o m i t y m y ś l i w y i pszczelarz, u c h o d z i ł jedno­

za

autorytet moralny

krynickiej

gminy

łemkowskiej.

Byd p a t r i a r c h ą w p e ł n y m tego s ł o w a znaczeniu. B y ć m o ż e z odru­

K r y n i c k i e j ze wsi P o w o r o z n y k . Ojciec nieznany. P o ł o ż n a A k u l i n a

chu serca, hyc

Szkwarla, E p i f a n

nego przez Pismo Ś w i ę t e — p r z y g a r n ą ł biednego w ł ó c z ę g ę , u p o ś ­

b vł ochrzczony
t

maja. 1895

r. w grecko-

m o ż e z poczucia moralnego o b o w i ą z k u nakaza­

-katolickiej cerkwi w K r y n i e y - W s i . Ochrzcił go M y k o l a K o r o p a ś ,

ledzone, n i e ś l u b n e dziecko n i e s z c z ę s n e j n i e m o w y J e w d o k j i D r o w ­

greeko-katolieki duszpasterz w K r y n i c y . R o d z i c a m i chrzestnymi

n i a k . Pod

b y l i A n d r e j H o r a k i K a i ery na. w d o w a po J a k o w i - R y s t w cju —

dzielącej domostwo na dwie części, k a z a ł Haras z r o b i ć

miejscowi w i e ś n i a c y . B y l w i ę c po babce N i k i f o r k r o w n y m

Kry­

- k l i t k ę z d r z w i a m i z a m y k a n y m i na p r o s t ą z a w o r k ę . T a m

miał

n i c k i c h , a nadanie m u tego nazwiska o k a z a ł o się p ó ź n i e j p r z y c z y n ą

N i k i f o r legowisko i p ó ł e c z k i na swoje r ó ż n e p r z y b o r y , w

tym

dość kłopotliwych

i malarskie, na ś w i ę t e o b r a z k i , r ó ż n e oleodruki, gazetowe ilustracje

1'rzy

okazji

w publikacjach

sytuacji

dla

inicjatorów

owego

humbugu.

n a l e ż y s p r o s t o w a ć dwie inne . . w o l t y "
Andrzeja

Uanaoha, W łfisfoiii

zawarte

&lt;i Xi!:ijoi~t'.

na

wspomnianej 43 stronicy pisze, że przed 1947 r. N i k i f o r „ c h o d z i ł
w n i e d z i e l ę do
220

cerkwi,

b y l więc prawosławnymi, n a z y w a ł

się

o b s z o m y m i schodami w i o d ą c y m i na s t r y c h , w sieni
pokoik-

i t p . T u m też s p o c z y w a ł a jego skrzynia, k t ó r ą w y p r o s i ł u b a b c i ;
AS- niej trzy mai swe n a j w i ę k s z e

„skarby".

W d u ż e j izbie, zwanej ś w i e t l i c ą j a d a l i wszyscy razem — do­
mownicy

i s ł u ż b a . K a ż d y m i a ł swoje s t a ł e miejsce p r z y stole.

�N i k i f o r t a k ż e . W czasie jego corocznych w ę d r ó w e k , n i k t tego

lubił m a l o w a ć na denkacb pudelek

miejsca nie z a j m o w a ł i zawsze s t a ł p r z y n i m talerz z n a k r y c i e m ,

r o s ó w z u s t n i k i e m o nazwie „ E g i p s k i e " . B y ł a to dobra g a t u n k ó w o.

b o w i e m m i a ł N i k i f o r swojo s t a ł o miejsce t a k ż o w domowej spo­

biała tektura

łeczności. N i e b y ł o ono wysokie, ale i nie p o d ł e . R o b o t y od niego

szczególnie u r o c z y ś c i e . T a k i e t e ż , obok i n n y c h , w i ę k s z y c h , m u ­

nie wymagano, bo się do ż a d n e j nie n a d a w a ł , c h o ć czasem coś

lów anych na kartonie i b y l e j a k i m papierze w r ę c z a ł Gromosia-

z w ł a s n e j fantazji p o m ó g ł . Ci z p o ś r ó d d o m o w n i k ó w , czy t e ż

k o w i . Scena t a niezmiennie, co r o k u w y w o ł y w a ł a wiele wesołości

i malowane

d u ż \ c h . eleganckich

na niej obrazki N i k i f o r

papie­

traktował

s ł u ż b y , k t ó r z y z p o c z ą t k u p r ó b o w a l i t r a k t o w a ć go l e k c e w a ż ą c o ,

u d o m o w n i k ó w , ale dziadek, m i m o , iż nio p r z y k ł a d a ł wagi do

skarceni surowo przez dziadka, zaniechali z biegiem czasu uszczyp­

o w y c h m a l u n k ó w , c h c ą c o k a z a ć N i k i f o r o w i , żc t r a k t u j e go po-

liwości. B y ł t r a k t o w a n y j a k o to „ b o ż e stworzenie",

któremu

w a ż n i o i godnie, nie t y l k o ich nie w y r z u c a ł , ale c h o w a ł w swojej

trzeba po c h r z e ś c i j a ń s k u p o m ó c . Po wsiach ł e m k o w s k i c h , leżą­

izbie obok p r z y b o r ó w m y ś l i w s k i c h , co b y ł o nio lada w y r ó ż n i e ­

cych dalej o d K r y n i c y , gdzie w czasie swojej m ł o d o ś c i lubił się

n i e m . G d y D r e w n i a k p r z y c h o d z i ł z i m o w a ć , p o k a z y w a ł m u je

w letnie m i e s i ą c e w ł ó c z y ć , miano go przez p ó ł za p r z y g l u p a ,

wszystkie, co s p r a w i a ł o m a l a r z o w i w i e l k ą r a d o ś ć .

ale przez drugie p ó ł za nawiedzonego,

„jurodiwego"

„bożego

W ten s p o s ó b u z b i e r a ł o się w d o m u dziadka d u ż o wspania­

s z a l e ń c a " — a więc t r a k t o w a n o go z p o g a r d ą , ale t e ż z przymiesz­

ł y c h , przedwojennych

k ą zabobonnego strachu, bo n u ż k t o wie, czy nie jest w kon­

Co się z n i m i s t a ł o ? Przet r w a ł y w o j n ę , p r z e t r w a ł y

szachtach zo „ z ł y m " i p o t e m ludziom zaszkodzi. Lepiej j u ż b y ł o

który

d a ć m u j a ł m u ż n ę , coś do zjedzenia, j a k trzeba t o i s k r o m n y nocleg

z K O P E - o m w Muszynie i za pomoc w u k r y w a n i u b r o n i w Czar­

w

latach

i z czasu okupacji m a l u n k ó w

okupacji

zadeiuinojowaiiy

za

Nikifora.

Gromosiaka,

współdziałanie

cim Jarze, więziony b y ł na M o n t e l u p i c h w K r a k o w i e ,

na sianie, byle sobie j a k najszybciej p o s z e d ł dalej.
D z i w n y m b y ł dla otoczenia przez swój „ d z i a ł k a j ą c y " b e ł k o t

razom

w jednej celi ze S t a n i s ł a w e m Marusarzem, a p o t e m zestal roz­

i to malowanie od n a j m ł o d s z y c h lat, k t ó r e do niczego p o r z ą d n e g o

strzelany na W z g ó r z a c h Krzoslawiokich. Przeniesiono ze starego,

nie b y ł o podobne. Z a t r z y m y w a ł się n i z tego n i z owego, c h o ć b y

rozebranego domu j u ż po z a k o ń c z e n i u w o j n y , do d o m u dla let­

p o d c e r k w i ą w T y l i c z u i m a l o w a ł . Czasem r y s y czyjejś t w a r z y

n i k ó w , p r z e t r w a ł y a k c j ę w y s i e d l e ń c z ą w 1947 r o k u .

p o c h w y c i ł , ale c z ł o w i e k a j a k b y p r z e m i e n i ł

w

świętego. I strój

Po wywiezieniu N i k i f o r a ria z a c h ó d , m i m o i n t e r w e n c j i pana-

b o g a t y cerkiewny m u p r z y d a ł i a u r e o l ę n a m a l o w a ł , a b y ł to

banaohowych, k i e d y o k a z a ł o się, żc wrócił on, n a p r z ó d bez swojej

z w y k ł y opilec i ludzie sarkali na to. D z i w n o to b y ł o , niezwyczajne.
B a n o się, że t y m i o b r a z k a m i czary m o ż e c z y n i ć , u r o k i na ludzi
i doby tok r z u c a ć . J a k i ż i n n y m ó g ł b y ć p o ż y t e k i cel malowania
t a k i c h b o h o m a z ó w , k t ó r y m k u d y b y ł o do cerkiewnej

doskona­

łości ?
N i k i f o r o d c z u w a ł b o l e ś n i e takie t r a k t o w a n i e i z biegiem l a t
coraz rzadziej w y p u s z c z a ł się poza K r y n i c ę , k t ó r ą u k o c h a ł sobie,
bo to i b y ł y w nioj „ e l e g a n c k i e p a n y " , k t ó r e czasem wzięły obra­
zek i groszaka r z u c i ł y , no i H a r a s y m

Gromosiak, k t ó r y

umiał

się z n i m od n a j m ł o d s z y c h l a t d o g a d y w a ć i n i g d y nio o k a z y w a ł
r

m u l e k c e w a ż e n i a , a i od s w o j a k ó w lepszego doznaw al t r a k t o Wania,
W e d ł u g mojej, niestety j u ż nie żyjącej m a t k i Olgi,

sprawa

u p o ś l e d z e n i a w y m o w y w y n i k a ł a nic t y l e z p r z y c z y n u ł o m n o ś c i
fizycznej, ile z f a k t u , iż N i k i f o r b y ł j a k M o w g l i , bohater „ K s i ę g i
d ż u n g l i " K i p l i n g a , w okresie n i e m o w l ę c y m i wczesnego dzieciń­
stwa w y c h o w y w a n y w y ł ą c z n i e przez m a t k ę - n i e m o w ę . B y ł a n ę d z a r k ą — m ó w i ł a m o j a m a t k a —- w ogóle b y ł a u p o ś l e d z o n a f i ­
zycznie. C h o d z i ł a

na

palcach

i zawsze spiesznym

truchtem.

W y d a w a ł a k r ó t k i o , wysokie d ź w i ę k i p r z y p o m i n a j ą c e szczekanie
psa, nic w i ę c dziwnego, że c h ł o p i e c nie n a u c z y ł się m ó w i ć . C h o w a ł a
go sama, n o s i ł a w t o b o ł k u na plecach. G n i e ź d z i l i się w r ó ż n y c h
miejscach

T

w zależności od tego, u kogo z n a l a z ł a się robota.

T r z y m a n o się p r z e w a ż n i e od nich na odległość jak od z a d ż u m i o n y c h : n i e z g u ł a , do tego z n i e ś l u b n y m dzieckiem! To b y ł y inne,
z u p e ł n i e inne czasy. Ona nic n a u c z y ł a go a r t y k u ł o w a n i a d ź w i ę ­
k ó w znaczących w mowie ludzkiej,

bo sama ich

artykułować

nie p o t r a f i ł a . P a m i ę t a m , j a k b y ł a m d z i e w c z y n k ą , j a k ona zawsze
za s o b ą w l o k ł a m a ł e g o N i k i f o r k a , zawsze biegiem. On nio n a d ą ż a ł ,
nogi m u się p l ą t a ł y , w t e d y gniewnie na niego dzialkala i bila.
.lak m u z m a r ł a m a t k a , k t ó r e j nic ż a ł o w a ł z b y t n i o , m ó w i ł nieraz
do t a t y , że b y ł a biedna i g ł u p i a , s t r a c i ł na powiem czas swój p u n k t
oparcia. Z o s t a ł sam. Nasz d o m u l u b i ł sobie j u ż w c z e ś n i e j , a to
za s p r a w ą ojca, k t ó r y z a p r a s z a ł go na obiady w niedziele i on
p r z y c h o d z i ł . M i a ł t a k i osobliwy zwyczaj, żo za. k a ż d y m daniom
T

d z w o n i ł ł y ż k ą w talerz.
K i e d y dziadek z a p r o p o n o w a ł m u s t a ł y k ą t ucieszył się. Prze­
m i e s z k i w a ł w n i m od jesieni do wiosny bez p r z e r w y , a potem
u d a w a ł się na wspomniano wcześniej w ę d r ó w k i po L e m k o w s z o z y ź nie. M i a l o i l m ł o d y c h Jat poczucie

g o d n o ś c i , a swojo obrazki

t r a k t o w a ł j a k o swoisty ś r o d e k w y m i o i i n o - p l a t n i e z y . Zawsze po
zimie, k i e d y zbierał się do drogi p r z y g o t o w u j ą c węzełek z nie­
z b ę d n y m i w jego p o j ę c i u p r z e d m i o t a m i , robił z dziadkiem „ r o z hczenio" za g o ś c i n ę . B y ł a t o forma r e w a n ż u , j a k m i ę d z y r ó w n y m i
sobie.

Nikifor

honorowo

wręczał

Harasymowi

kilka,

więcej o b r a z k ó w , w y k o n a n y c h w zimowe m i e s i ą c e . Przed

czasem
wojną

N i k i f o r sfotografowany z listem proszalnym na d e p t a k u w K r y ­
nicy. Zdjęcie z l a t dwudziestych

221

�N i k i f o r p r z y obrazach. T o zdjęcie, podobnie j a k inno, pochodzi „zo s k r z y n i " malarza. Widoczne z a m i ł o w a n i e malarza uo ujęć
hieratycznych

�skrzyni, a p o t e m i skrzynia się z n a l a z ł a , ale bez obfitości przecho­

t o w y w a n o balie z g o r ą c ą w o d ą , a oni zrzucali swoje ł a c h y , od-

w y w a n y c h w niej przedwojennych o b r a z k ó w , r u s z y ł B a n a c h na

wiązywali

teren K r y n i c y W s i s z u k a ć , czy jeszcze czegoś się w ś r ó d l u d z i nie

z głów-, w cudowny

znajdzie. Dowiedziawszy się o p r z y j a ź n i m i ę d z y Gromosiakiom

poczym zaczynali się m y ć i p r z e b i e r a ć . B y l i w ś r ó d nich i p r a w d z i ­

i N i k i f o r e m d o t a r ł do d o m u p o d n u m e r e m 147 na u l i c y

w i kalecy, alo stanowili oni z d e c y d o w a n ą m n i e j s z o ś ć . S t r o i l i się

Kra­

„ropiejące
7

rany",

zdejmowali

strupioszale

peruki

s p o s ó b o d z y s k i w a l i b r a k u j ą c e ręce i nogi,

szewskiego. M i e s z k a ł w n i m pewien dezerter z a r m i i r u m u ń s k i e j ,

w

k t ó r y K a r p a t a m i aż do K r y n i c y uciokł i u dziadka Harasa schro­

0 w s p a n i a ł o ś c i . G u d a k i j u ż z cicha p r z y g r y w a l i . W k u c h n i k o ń -

nienie z n a l a z ł , za p a r o b k a z o s t a ł p r z y j ę t y , p a p i e r y „ l e w e " otrzy­

czydy się piec i g o t o w a ć m i ę s i w a , sosy, zupy i inne frykasy

m a ł , d z i ę k i czemu u n i k n ą ł k u l i w leb, a p o t o m się z G r o m o s i a k o w ą

całonocną ucztę.

cudaczno stroje,

będąco

jakimiś

ich

projekcjami

marzeń

7

p a s i e r b i c ą ożenił i j a k Ł o m k ó w wysiedlono — za g a z d ę z o s t a ł .

P o n i e w a ż o caloj sprawie n i k t nio ś m i a ł się d o w i e d z i e ć

na
pod

K i e d y d o w i e d z i a ł się za c z y m chodzi ten pan z K r a k o w a , zdecy­

g r o ź b ą u t r a t y ż y c i a , a j e d n o c z e ś n i e do p o s ł u g i p r z y

d o w a ł , że o b r a z k i , k t ó r e j a k o rodzinne p a m i ą t k i (tak jo t r a k ­

żebrakach

towano) po ojcu m i a ł a o t r z y m a ć m o j a m a t k a , sprzeda i n t r a t n i e .

więc za zgodą, „ k r ó l a " i r a d y starszych ż e b r a c z e j

I t a k też zrobił. Owe p l a e i d ł a z serca i w d z i ę c z n o ś c i Nikiforow'ej

czasem do pomocy dobierano k o g o ś z r o d z i n y . I t a k p a r ę razy

s p r z e d a ł o n ż o R u m u n n i e z w y k l e korzystano panu Banachowi za

moja m a t k a b y ł a przy t a k i m karnawale dziadowskim, ale zawsze

dwa l i t r y w ó d k i czystej, p ę t o k i e ł b a s y i kilkaset- z ł o t y c h (przed

brano do

wymianą.) na

a j e d n o c z e ś n i e , zafascynowany n i e s a m o w i t y m m i s t e r i u m ,

dokładkę.

B y l to biznes dla obu stron znakomity

- jedna z nich m o g ł a

We

wszystkich

publikacjach,

лее

wszystkich

pomocy

N i k i f o r a , który- jako niemowa b y l p e w n y ,

rozmowach

oży­

S z c z e g ó l n i e f a s c y n u j ą c a b y ł a druga noc, j u ż po z a k o ń c z e n i u
odpustu. W t e d y , zgodnie z ż y c z e n i a m i

granicą.

karczmy,
konfraterni

wiony i dzięki t e m u p r z y d a t n y .

efektownie k o n t y n u o w a ć „ g a u z b a l " w gronie kolegów, a druga
p r z y g o t o w a ć się do w i e l k i c h w y s t a w w k r a j u i za

7

c z ę s t o nie wy starczala n o r m a l n a o b s ł u g a

licznych

żebraków,

wyganiano

ostatnich gości przed d z i o w i ą t ą , z r e s z t ą większość p ą t n i k ó w j u ż

0 N i k i f o r z o przejawia się w ą t e k jego ż e b r a c z y c h u p o d o b a ń . Jest

opuściła

w t y m wiele zdziwienia.: po co'r dlaczego ; t y m bardziej, że w k o ń ­

jeszcze efoktow-niejsze niż poprzedniego wieczora. N i k i f o r p a t r z y ł

7

cu otoczony by 1 o p i e k ą , z a r a b i a j ą c y p o w a ż n e sumy, t a k ż o w obcej
7

w alucie, nie t y l k o , że nie m u s i a ł , ale u i o

p o w in ie n

był

Krynicę.

rozszerzonymi
w dziesięcioro,

Abluoje

były

zo zdumienia
jęczący,

szczególnie

oczami, j a k

ropiejący,

uroczysto,

ci n ę d z n i ,

skamlający

stroje

skręceni

ludzkioj

łaski,

ż e b r a ć . T e n m a n i a k a l n y n a w y k coniedziolnego ż e b r a n i a w p i j a l n i ,

j a k te s t r z ę p y ludzkiego rodzaju, n a g ł o p r z e c h o d z ą z d u m i e w a j ą c ą

czy

m e t a m o r f o z ę . P r o s t u j ą się, c z y s z c z ą , t r e f i ą , liczą na s t o ł a c h ba­

w y s t a w i a n i a kapelusza na

datki

ogromnie u t r u d n i a ł

jogo

opiekunom w y w i n d o w a n i e N i k i f o r a na p i e d e s t a ł Wielkiego A r t y s ­

jońskie kwoty,

t y w r o z u m i e n i u t e g o ż t e r m i n u przez t a k

w pas

zwanego masowego

c h o ć w groszakach, g u d a k i i m g r a j ą ,

Kusyki

7

się k ł a n i a j ą . Ż e b r a k i , a pany ! W i e l k i e p a n y ! N i e

raz,

możnych

niejeden z n i c h n ó ż ostry j a k b r z y t w a p r z y ł o ż y ł m u do g a r d ł a

Moja m a t k a p o w i e d z i a ł a m i k i e d y ś , że ci ludzie z u p e ł n i e nie

c h o ć s ł o w o m o t y m co w i d z i a ł , a N i k i f o r p a d a ł na kolana, r ę c e

r o z u m i e j ą o co t u chodzi. Jest to historia stara i b a r w n a . W K r y ­

b ł a g a l n i e w znosił i d z i a ł k u j ą c z a p e w n i a ł , ż e on — n i g d y ! Ś m i a ł y

nicy wsi s t a ł a cerkiew u n i c k a pod wezwaniem P i o t r a i P a w ł a ,

się z niego ż e b r a k i , aż karczma się t r z ę s ł a , ałe k i e d y zabawili

oboemo zamieniona na k o ś c i ó ł r z y m s k o - k a t o l i c k i . B y ł o t o miejsce

się d o ś ć , t y m jeszcze od n i c h n ę d z n i o j s z y m stworzeniem, p o t r a ­

k u l t u s ł a w n o na całej Ł e m k o w s z c z y ź n i o po obu stronach granicy

f i l i m u r z u c i ć nieraz całe d w a d z i e ś c i a z ł o t y c ł i ! D o s t o ł u go

polsko-słowackiej. Na

praszali, alo bal się do nicłi d o s i ą ś ć , za w i e l k i b u d z i l i w n i m res­

odbiorcę. Powodował

zżymanie

się na

niego

wielu

1 ś m i e j ą c się z p r z e r a ż e n i a n i e z g u ł y , groził ś m i e r c i ą j a k

1 „światłych".

piśnie

:

7

początku

lipca rokrocznie odby-wał

się

za­

w toj cerkwi w i e l k i odpust, na k t ó r y ciągnęli ludzie w p i e l g r z y m ­

p e k t . P a t r z y ł na t a ń c e , na swawolne h u l a n k i , p a t r z y ł na t o , jak

kach pieszo i wozami nieraz aż spod Koszyc, z H u c u ł s z c z y z n y .

szef miojseowoj p o l i c j i , j u ż w c y w i l n y m u b r a n i u bierze „ d o l ę "

Po obu stronach p o t o k u K r y n i c z a n k a od szpitala w dól do cerkwi

od ż e b r a k ó w i j a k i jest grzeczny dla ich „ k r ó l a " . S ł y s z a ł w roz­

rozkładały- się g ę s t y m szpalerem kra-my z j a r m a r e z o - o d p u s t o w y m i

m o w a c h w karczmie, że t a k i c h p o t r a w , że t a k i c h w i n nie

wspaniałościami.

i nie je wielu t y c h

Dewocjonalia,

zabawki, kramy

z jedzeniem,

z n a p o j a m i , k r z y k , wrzask, rwetes, stroje o d ś w i ę t n e p ą t n i k ó w ,

polskich p a n ó w , co t a m

w y ż e j do

pije

zdroju

przyjechali!
P a t r z y ł j a k n a d ranem k ł a d l i się ż e b r a c y s p a ć p o k o t e m a po­

bogate ludowe, ale i skromne chudzin r ó ż n o r a k i c h . B a r w y rw-aly
ognia, zjadacze szklanek, k i e l i s z k ó w , siłacze r o z r y w a j ą c y

wszelkich r a c h u n k ó w , o p ł a t na rzecz swojej organizacji, jeszcze

chy b a w i l i p o b o ż n y c h p i e l g r z y m ó w . P r z y b y w a l i t a k ż e

łańcu­

żebracy.

To b y ł o ich ś w i ę t o . D o K r y n i c y ś c i ą g a ł y rzesze o w y c h oczaj­
7

s p r a w n ą , o r g a n i z a c j ę , wedle zasad

r

u nich o b o w i ą z u j ą c y c h o t r z y m y w a ł i miejsce do ż e b r a n i a . Pokry­
7

wały się ono z terenem objętymi k r a m a m i . E l i t a ż e b r a c z e j
fraterni sadowiła, się zawsze n a j b l i ż e j

kon­

I n k u mijamy

7

a za n i ą budyneczek k u ź n i . D a l e j , naprzeciw szkoły podstawowej,
przed pawilonem

mieszczącym

sklep

7

spożywczy ,

znajduje

się

zapłaceniu

I t a l i to p o z o s t a ł o w jego ś w i a d o m o ś c i . T a k i m zawsze chciał
b y ć . P o d j ą ł raz nawet p r ó b ę , p r z e ł a m a w s z y n i e ś m i a ł o ś ć , dostania
się do klanu ż e b r a c z e g o . N i o przy-jęli go, w y ś m i a l i , kazali „ t r e ­
n o w a ć " , to w t e d y , b y ć m o ż e , b y ć m o ż e . . .
Wspomina

u l i c z k ę s k o ś n i e biegnącą, w s t r o n ę t o r u kolejowego,

się w r ó ż n o strony , po

u w o ż ą c niezłe sumy zmienione j u ż na p i e n i ą d z e papierowe lub

cerkwi.

I d ą c od szpitala, w dól l e w ą s t r o n ą ulicy Kraszewskiego, na

rozjeżdżali

srebrne.

d u s z ó w , k t ó r z y żorowali na ludzkioj n a i w n o ś c i i g ł u p o c i e . K a r n i ,
zdyscyplinowani, posiadający

chyłkiem

7

oczy, zawsze p r z y j e ż d ż a ł j a k i ś p r z e w o ź n y l u n a p a r k . Polykaezo

tem

się. czasem o perypetiach

Nikifora

Drowniaka

z w i ą z a n y c h z wysiedleniem go z K r y n i c y , alo j a k d o t ą d

nikt

sprawy rzetelnie nie p r z e d s t a w i ł a ociera się ona o tragifars;,.
Otóż. w 1947 r o k u m a l u j ą c y na swoim m u r k u , na
d e p t a k u , z o s t a ł aresztowany

7

kryniekiem

i postawiony w stan

oskarżenia

wolna p r z e s t r z e ń . W ł a t a c h m i ę d z y w o j e n n y c h s t a ł a t a m obszerna

j a k o szpieg, nacjonalista p r z y g o t o w u j ą c y szkice m a j ą c e

k a r c z m a , k t ó r a należała, do mojej c i o t k i J u l i i , po m ę ż u K u s y k .

inw azję K r y n i c y przez TJPA! 11 T a k p o w a ż n e podejrzenia miejsco­

ułatwić

O t ó ż „ k r ó l " ż o b r a k ó w - Ł e n i k ó w (bo tydko oni mogli w t e d y źebra,ć)

wej m i l i c j i w y w o ł a ł y fantastyczne transformacje architektoniczne,

na p a r ę d n i przed odpustem co r o k u u s t a l a ł z c i o t k ą , j a k i e to

k t ó r e m i a l pecha, tego d n i a m a l o w a ć . K o n t a k t ó w z banderowcami

ekstra delicje m a j ą b y ć dla ż e b r a c z e j b r a c i sprowadzone. P a m i ę ­

m u nie udowodniono, ale s t r z e ż o n o go bardzo. Stale m i a l kolo

t a m z j a k i m wzburzeniem o p o w i a d a ł a m i m o j a m a t k a , żo specjal­

siebio k i l k u uzbrojonych l u d z i . „ J a z e m b y ł wy siedlany 17 lipca

7

nie dla n i c h sprowadzano w t a j e m n i c y najlepsze w i n a w ę g i e r s k i e ,

1947 r o k u

h i s z p a ń s k i e , w ó d k i ekstra od Baczewskiego ze L w o w a i t d . Za­

w Krynicy

m a w i a n o t a k ż e dwde, а czasem t r z y kapole g u d a k ó w — ł e m k o w ­

Strasznie go obstawiali, bo szpiega p r z y w i e ź l i ! On w naszym

7

- m ó w i B a z y l i Sowa, Ł o m k o z a m i e s z k a ł y obecnie
- - i wtedy

7

p r z y w i e ź l i do Ł a b o w e j togo N i k i f o r a .

skich C y g a n ó w . W pierwszy d z i e ń o d p u s t u — t r w a ł on dwa d n i -

transporcie j e c h a ł do Krzy-ża i do P i ł y biedaczy-sko. Znalem go

po

zwykle,

z K r y n i c y z p r z e d w o j n y i t a k sobie m y ś l a ł e m , ż e b y n i e m o w a b y l

t y d n y m w e j ś c i e m schodzili się ż e b r a c y . Z a s ł a n i a n o okna, przygo­

szpiegiem — to raczej dziwno. P r z e c i e ż to bydo ry sow ane i m a ł o -

zamknięciu

karczmy

o dziesiątej

wieczorem, j a k

7

7

223

�wane z jego fantazji i ukochania Ł e m k o w s z c z y z n y . Może dlatego

p r z y k r e w r a ż e n i e . W n i o s k o d a w c o m c h o d z i ł o o t o , b y wreszcie

t a k d u ż o m a l o w a ł , bo nie m ó g ł się w y g a d a ć ? Zawieźli go gdzieś

t e n oberwaniec p r z e s t a ł

do w o j e w ó d z t w a g d a ń s k i e g o , a on p o m a ł u u c i e k a ł do K r y n i c y .

uzdrowiska.

szpecić

ulice k u l t u r a l n e g o i czystego

T r o c h ę się wiózł a t r o c h ę pieszo d o t a r ł spowrotem t u t a j . Л а к się

Osoby z n a j ą c e N i k i f o r a bliżej i d o k ł a d n i e j , w s k a z u j ą n a jego

zjawił, z n ó w go w y w i e ź l i , teraz jako Ł o i n k a , j u ż nie szpiega,

b e z p o ś r e d n i e i mocne emocjonalnie z w i ą z k i z c e r k w i ą grecko-

ale gdy znów w r ó c i ł to go chcieli w y w i e ź ć trzeci raz jako że­

- katolicka, i ze s z t u k ą b i z a n t y j s k ą . M i a l o n o g r o m n ą s ł a b o ś ć do

braka."

c e r k w i , p o p ó w i i c h r o d z i n . T o b y ł jego c a ł y , j a k b y pozareligijny

Z a Nikiforem ujął się w k o ń c u Juliusz Zawadowski, ó w c z e s n y
Naczelny Lekarz uzdrowiska i zarazem b u r m i s t r z K r y n i c y .

To

w ł a ś n i e Zawadowski u c h r o n i ł N i k i f o r a od d e f i n i t y w n e j deportacji.
W t y m dziele p o m a g a ł t a k ż e d o k t ó r Saw czak, co trzeba p o d k r e ś l i ć
gwoli prawdzie i sprawiedliwości.
dzie j u ż

potom,

a w

swoich

Banach

książkach

p o j a w i ł się w zasa­
rzecz

zmistyfikowal.

k u l t . C h o ć m o ż e t o z a b r z m i e ć paradoksalnie, w h i e r a r c h i i w a r t o ś c i
j a k ą sobie w y t w o r z y ł , k u l t cerkwi s t a ł co p r a w d a na n a j w y ż s z y m
poziomie, alo w z n o s i ł się b e z p o ś r e d n i o nad
Miał

Nikifor

także

swojo

kultem

żebractwa.

sądy

estetyczne.

zdecydowane

Z o p i n i i k i l k u o s ó b , k t ó r e p o t r a f i ł y się z n i m d o g a d a ć w y n i k a , iż
nio u z n a w a ł on m a l a r s t w a europejskiego. U w a ż a ł , że j o d y n i e

dlatego

w a ż n e jost, t o , k t ó r e p r z y s z ł o z B i z a n c j u m . Specjalnym uwiel­

wielo f a k t ó w przekręcił lub nic p o d a ł do publicznej w i a d o m o ś c i ,

bieniem o t a c z a ł i k o n ę . Bardzo lubił k r ę c i ć się po c e r k w i . U d a w a ł ,

bo t a k b y ł o m u wygodnie i dla k o n i u n k t u r y politycznej i dla

że w niej s ł u ż y . Przed w o j n ą , j a k b y ł o w cerkwi pusto r o z s i a d a ł

„ B a n a c h m o i m zdaniem — m ó w i B a z y l i Sowa. --

interesu. On się p r z e c i e ż

rozpytywał

o Nikifora

u

tutejszych

się czasem w gospodarskich ł a w k a c h

i u d a w a ł , że jest

kimś

Ł e m k ó w , k t ó r z y zostali. R o z m a w i a ł t a k ż e ze m n ą k i l k a razy,

bardzo w a ż n y m , ale po wojnie k i e d y j u ż o s i ą g n ą ł sukces, k i e d y

a z tego. eo m y ś m y m u powiedzieli nic do k s i ą ż k i nie

to z r o z u m i a ł , c h o d z i ł specjalnie do tej c e r k w i , c h o ć t o już by I

weszło."

Niecli n i k o m u się nie wydaje, że na t y m z a k o ń c z y ł y się p r ó b y

kościół r z y m s k o - k a t o l i c k i , r o z s i a d a ł się w ł a w c e , r o z w a l a ł w r ę c z

usunięcia, N i k i f o r a z. K r y n i c y . Mówił mi A n t o n i K r o h , ż e w czasie

po p a ń s k u , p o d p i e r a ł g ł o w ę r ę k ą . Cała ł a w k a b y ł a jego, а d o s i ą ś ć

kiedy pracował w M u z e u m O k r ę g o w y m w Nowym S ą c z u z e t k n ą ł

się m ó g ł j e d y n i e ten, kogo on znal.

się t a m

z. pismem K o m e n d y Miejskiej

MO w K r y n i c y

wysto­

„ P r z y c h o d z i ł do m n i e c z ę s t o na r o z m o w ę — m ó w i

Bazyli

sowanym do w ł a d z p o w i a t o w y c h . Pismo to, ostre w tonie, po­

Sowa — c i ą g n ę ł o go, bo j a k s i ę d z a (popa) syn. On do p o w a ż n e j

chodzi z r o k u

r o z m o w y to c h c i a ł t y l k o k s i ę d z a , k s i ę ż e g o syna, a j ą k n i e — t o

1954

czy

1955

i wnosi o wysiedlenie N i k i f o r a ,

j a k o żo jost ż e b r a k i e m , że jest n a t r ę t n y , napastuje l u d z i , u b r a n y

świętego

jest niechlujnie i na, kuracjuszach i na t u r y s t a c h m o ż e s p r a w i a ć

P a m i ę t a m j u k nieraz po swojemu p r z y g a d y w a ł m i : nie m a

224

Mikołaja.

Miał

ogromno

poczucie

swojej

wartości.
kra-

�w a t u , nie m a niczego, a ze mną, rozmawia ? T y bez k r a w a t y dziad,

tacjo

a j a jest w i e l k i malarz. Mówił nieraz, że n a j w y ż e j i k o n ę p o w a ż a ,

idealizowania i w y o l b r z y m i a n i a — kreowania m a l a r s t w a i osoby

a natura

N i k i f o r a D r o w n i a k a , p r z y p i s y w a n i e m u intencji i a t r y b u t ó w nie­

jego przedstawiania d z i w n a b y ł a w obrazach,

które

m a l o w a ł . Ś w . .Mikołaja c z ę s t o r y s o w a ł w rosyjskiej czapce, tak
samo ś w . P i o t r a i na dodatek w" kufajce. P y t a ł e m go o t o , ale nie
c h c i a ł p o w i e d z i e ć czemu t a k maluje,

funkcji

społecznej,

idąca

w kierunku

mesjanistycznego

i s t n i e j ą c y c h faktycznie.
N a jego g r ó b w K r y n i c y p r z y j e ż d ż a j ą Ł e m k o w i e 7. r ó ż n y c h
stron P o l s k i , a czasem i z zagranicy, b y z ł o ż y ć na n i m k w i a t y

L u b i ł j a k k t o ś do niego po ł e m k o w s k i ! z a g a d a ł . T o go w r ę c z

i p o m o d l i ć s i ę za N i k i f o r a . D w a l a t a t e m u w K r y n i c y

byłem

u z d r a w i a ł o . Raz do niego, na jego u r o d z i n y p r z y j e c h a ł a z M o k r e ­

ś w i a d k i e m , j a k ż e ń s k i c h ó r greeko-katolicki p r z y k o ś c i e l e 0 . 0 . B a ­

go do K r y n i c y grupa ś p i e w a c z a , m o ż e sześć o s ó b . Chcieli m u

z y l i a n ó w w Warszawie, prowadzony przez J a r o s ł a w a P o l a ń s k i e g o

o d ś p i e w a ć k i l k a p i e ś n i , że t a k rozsławił n a r ó d ł e m k o w s k i w świe­

( Ł e m k a p o c h o d z ą c o g o ze wsi P o l a n y ) , p r z y g o t o w u j ą c y

cie. Było to w 196") i'. P y t a l i mnie gdzie N i k i f o r mieszka. Odpo­

w y s t ę p ó w w R z y m i e , na zaproszenie Ojca Ś w i ę t e g o , przed w y ­

się do

w i e d z i a ł e m : N i k i f o r mieszka m i ę d z y l u d ź m i , trzeba go s z u k a ć .

jazdem o d ś p i e w a ł p r z y g o t o w a n y p r o g r a m N i k i f o r o w i n a d gro­

P o s z l i ś m y razem. Prawie kolo Starego D o m u Zdrojowego w i d z ę

b e m ! J e m u na c h w a l ę , a sobie na... szczęście w w i e l k i m świecie.

go j a k idzie z t ą t a b l i c z k ą , l a s e c z k ą się p o d p i e r a ł i w białej czapce.

P o w s t a j ą wiersze o N i k i f o r z e . M a m na m y ś l i nic k o k i e t l i w i e -

Zaraz ci ś p i e w a c y otoczyli go i z a ś p i e w a l i m u ,,Mnohaja l i t a " .

- n i a k i j a ż o w ą , a o d pewnego czasu s a m o c h w a l c z ą t w ó r c z o ś ć na

T l u i u y l u d z i , kuracjuszy się z e b r a ł y w o k ó ł nas, niesamowite t ł u ­

t e m a t y ł e m k o w s k i e Jerzego H a r a s y m o w i c z a , ale p r ó b y poetyckie

m y nas obskoezyly. N i k t z n i c h chyba nie słyszał, j a k m y śpie­

powstające

wamy elegancko ..Mnohaja l i t a " , nasze ł e m k o w s k i e „ S t o l a t " —

silnie m o t y w i d e n t y f i k a c j i

a on j a k to u s ł y s z a ł , po prostu się r o z p ł a k a ł , o p a r ł się r ę k a m i

podkreśla

0 nas. o b e z w ł a d n i a ł c a ł k i e m z w r a ż e n i a , j a k b y z e m d l a ł .

z a w ł a s z c z e n i a jego osoby, s ł a w y . Oto jeden z t a k i c h wierszy:

wśród młodzieży

łemkowskiej. Występuje

narodowej

się jego ł e m k o w s k i e

z krynickim

pochodzenie,

ale

w nieli

mistrzem,

też. i

próby

•lak miał j u ż t ę b u d k ę do m a l o w a n i a , w y m a g a ł , że m a m go
i b o ć raz na t y d z i e ń o d w i e d z i ć i p o g a d a ć z n i m n a s z ą

gwarą.

G d y b y m go nie odwiedzi), to b y k r z y c z a ł , po p r o s t u b y n m i o
o p l u ł . Co by to m i a ł o z n a c z y ć , ż e b y m go t a k z n i e w a ż y ł . "
I

tak z a r y s o w a ł się d o ś ć niespodziewanie n o w y w ą t e k

—

roli jaką zaczął p e ł n i ć dla swego m a ł e g o n a r o d u , jeszcze za ż y c i a ,
w m i a r ę jak s ł a w a jego z a t a c z a ł a coraz to szersze k r ę g i na świecie.
S t a ł o się tak j a k jest powiedziane w P i ś m i e Ś w i ę t y m , że ostatni
s i a n ą się p i e r w s z y m i . N i k i f o r z pogardzanego niedorajdy, z po­
pychania stuł się ł e m k o w s k i m

bohaterem,

tytułem

do d u m y ,

k i m ś k t o jednoczy ł e m k o w s k ą s p o ł e c z n o ś ć w diasporze!

Żaden

z n a j w y b i t n i e j s z y c h m a l a r z y — p r y m i t y w i s t ó w w świecie t a k i e j
r o l i nic o d e g r a ł . P r z y t y m w s z y s t k i m , trzeba sobie z d a w a ć spra­
w ę , iż nie oznacza to wcale, że wszyscy Ł e m k o w i e

akceptują

jego m a l a r s t w o , czy, żo c h o ć b y je z n a j ą . N i c z t y c h

rzeczy

P r z y z n a j ą się do N i k i f o r a j e d y n i e j a k o do rodaka, k t ó r y s t a ł się
w świecie n a j s ł a w n i e j s z y m
Należy

s p o ś r ó d n i c h wszystkich.

w t y m miejscu z w r ó c i ć u w a g ę na f a k t

narastania

specyficznego m i t u N i k i f o r a D r o w n i a k a w ś r ó d Ł e m k ó w , na coraz
częstsze p r z y p a d k i otaczania go po ś m i e r c i s w o i s t y m k u ł t e m
R o d z i się m i t , k t ó r y zaczyna coraz swobodniej o d c h o d z i ć od
faktów, kreując

go na ł e m k o w s k i e g o

„narodowego

świętego".

,,-la w swoich zapiskach — m ó w i B a z y l i Sowa — n a p i s a ł e m
t a k ą u w a g ę co do N i k i f o r a : od m ł o d o ś c i w y c h o w a n y w biedzie,
wyz\ sku

— m a t k a s ł u ż ą c a , on bez przestanku w y d a w a n y na

p o ś m i e w i s k o , b y w a ł za s ł u ż ą c e g o — p a ś ć b y d ł o w y p a d ł o

mu

nieraz, czy gęsi albo ś w i n i e , czy co inne r o b i ć — u c i e k a ł od togo
1 b e z przestanku widział siebie p o n a d to wszystko. O n się w y ­
o d r ę b n i a ł od z w y c z a j n o ś c i i to j u ż o d bardzo dawna przed w o j n ą .
Chciał

się z r o b i ć j a k i m ś p r z y w ó d c ą

tego t y p u ,

który

widział

niedolę l u d u biednego j a k o n sam b y ł . On b y ł w y r a z i c i e l e m tej
biedy ł e m k o w s k i e g o l u d u i m y ś l a ł , że j a k ludzie od niego w y k u p i ą
i r o z n i o s ą po świecie o b r a z k i , to przedstawi ś w i a t u , j a k skrajnie
jeszcze t u t a j ludzie ż y j ą . Ja wiem, że on dzisiejszej r z e c z y w i s t o ś c i
nie odpow iadal. t ł u nic g ó r o w a ł w w i e l k i c h p o ł a c i a c h
w swoich wyrazach

stali',

lxv. p r z e s t a n k u :

i pisał

P o m ó ż c i e m i , bo

jestem b i e d n y , bo jestem n i e d o ł ę ż n y . M ó w i ą o N i k i f o r z e , że nie
u m i a ł c z y t a ć i p i s a ć ! T y l u ludzi jest k s z t a ł c o n y c h wysoko, а nic
poti'cfia

tyle. tak prosto i od serca p o w i e d z i e ć , co on

swymi

obrazkami.
Nikifor,

ten nieuk, ten n i e d o ł ę g a , n i e ś l u b n y

syn

gęglawej

poslugaczki, nagle stal się w i e l k i m tego ś w i a t a , geniuszem, a to
oznacza, że nic on m u s i a ł iść do ś w i a t u , t y l k o ś w i a t p r z y s z e d ł
do niego, a on z naszogo n a r o d u p o c h o d z i . "
Opinio Bazylego

Sowy

przez

fakt

jego

wysokiej

pozycji

m o r a l n e j , a u t o r y t e t u , j a k i m się cieszy w ś r ó d swych w s p ó ł b r a c i ,
warte s ą przytoczenia, c h o ć b y dlatego, że nio s ą jego p r y w a t n y m ,

Podobnie j u k na z d j ę c i a c h p r z e d s t a w i a ł siebie N i k i f o r n a obra­

odosobnionym zdaniem. S t a r a ł e m się z a c h o w a ć ich o r y g i n a l n y

zach. O t o jeden z t a k i c h w y i d e a l i z o w a n y c h p o r t r e t ó w , z k s i ę g ą

k s z t a ł t s t y l i s t y c z n y , k l i m a t i b a r w ę . Rzuca się w oczy interpre­

w dłoni

225

�„Drowniak"

S p o t k a ł e m się w r ó ż n y c h stronach P o l s k i z d o w o d a m i takiego
stanu rzeczy. Z b i e r a j ą c m a t e r i a ł y na terenie J a n o w a d o t y c z ą c e
k o ł a , do k t ó r e g o n a l e ż a ł o k i l k u w y b i t n y c h p r y m i t y w i s t ó w , j a k

T y c o ś na d e p t a k u g ł o d n y nieraz stal

Ociepka, U r b a n e k , Stolorz, B ą k , W r ó b e l i S ó w k a n a t r a f i ł e m na

Niejednemu willę w y k r e ś l i ł e ś n o w ą
Za k ą t i k a w a ł e k

t a k ą c i e k a w ą r e l a c j ę . „ N i e w i e l u b y ł o t a k i c h u nos — m ó w i ł nie­

chleba

ż y j ą c y j u ż A n t o n i J a r o m i n — w kole, co b y m i e l i coś osobistego

Szczerze i s ł o n o p ł a c i ł e ś

do w y r a ż e n i a . N o , a wszyscy chcieli się w y b i ć , co t u r o b i ć w t a k i m

D w a razy n a z a c h ó d w y s ł a ł a cię W i s ł a

razie? B y ł a m o d a na tego n i e m o w ę z K r y n i c y , na

D z i ś genialny polski

Pisali o n i m , b ę b n i l i , o b r ó ż k i p o k a z y w a l i w r o z m a i t y c h gazetach,

artysta

Nikifora.

to Stolorz i B ą k z a c z ę l i s i ę p o w t a r z a ć po N i k i f o r z e . S t a ł się on
A u t o r e m jest P i o t r S z k w a r ł a z K r y n i c y . Wiersz p r z y t a c z a m ,

dla n i c h wzorcem, nawet pisali n a obrazach j a k on, ż e b y się j a k

m i m o jego n i e d o s k o n a ł o ś c i , g d y ż oddaje syntetycznie i emocjo­

najbardziej u p o d o b n i ć . I co? C h w y c i ł o , komisje n a g r o d y d a w a l i ,

n a l n i e w j a k i s p o s ó b m y ś l i o „ K r y n i c k i m M a t e j c e " m ł o d e po­

w gazetach zaczeni i c h w y c h w a l a ć , że p r i m a sort, że oryginalne
i t a k i e i n n e b z d u r k i . B ą k t o n a w e t specjalnie b y ł w K r y n i c y

kolenie Ł e m k ó w .
Skoro jest m o w a o N i k i f o r z e i jego t w ó r c z o ś c i , o t w o r z e n i u
się m i t ó w po jego ś m i e r c i , m y ś l ę , że w a r t o p r z y okazji z a z n a c z y ć ,

u N i k i f o r a . J a k w r ó c i ł , t o s i ę d z i w o w a ł , żo s p a ł za

iż za ż y c i a stal s i ę on t a k ż e wzorcem a r t \ s t y c z n y m do k o p i o w a n i a

z tego

( i t o d o s ł o w n i e ) przez m a l a r z y - a m a t o r ó w spragnionych s u k c e s ó w .

p o t e m p l u ł do f a r b ó w . "

r

specjalno

odcienie k o l o r ó w

Jedno z ostatnich zdjęć N i k i f o r a . Stary, z m ę c z o n y , schorowany

Nikifor

miał już to,

o c z y m dawniej m a r z y ł — d o m , s a m o c h ó d , r a d i o , zegarki — ale nie u m i a ł się j u ż
t y m cieszyć

226

tapczanem

n a p o d ł o d z e , a ś l i n a m i f a r b y r o z r a b i a ł . M y ś l a ł nawet,
wydobywa i

że to
sam

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
