<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items?output=omeka-xml&amp;page=42&amp;sort_field=Dublin+Core%2CTitle" accessDate="2026-10-01T01:16:53+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>42</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>4499</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="8317" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8296">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f705926a20c9e1eed761eba0a92f6a98.pdf</src>
        <authentication>2cf16907a4108b9b84ed70ef15aab731</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99403">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6352</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99404">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99405">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99406">
                <text>summary</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99407">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5927</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99408">
                <text>Noty o autorach , summary, contens / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99409">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1 ; s.188-196</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99410">
                <text>PSL Konteksty - redakcja</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99411">
                <text>pol, ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99412">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99413">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99414">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99417">
                <text>noty o autorach.ps - 4/25/2007 2:17 PM

Noty o autorach

Teresa Ryf Esbert - studentka historii sztuki na Uni­
wersytecie w Bernie w Szwajcarii.

Aleksander Jackowski - antropolog kultury i krytyk
sztuki, autor wielu tekstów o współczesnej kulturze ar­
tystycznej, zwłaszcza ludowej. Organizator kilkudzie­
sięciu wystaw sztuki ludowej i naiwnej w kraju i zagra­
nicą. Ostatnio wydał Sztukę zwaną naiwną, N a skróty,
Obrazy ludowe. Redaktor „Kontekstów”.

Jerzy Jarnuszkiewicz (1919-2005) - studiował w Szko­

Wojciech Bałus - prof. dr hab., historyk sztuki, dy­
rektor Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiel­
lońskiego. Zajmuje się teorią i historią sztuki XIX i XX
wieku (architektura, malarstwo, sztuka ogrodowa,
sztuka sakralna).
Redaktor rocznika „Modus. Prace z Historii Sztuki”
i serii „Ars Vetus et Nova”. Członek rady redakcyjnej
czasopisma ”Centropa. A Journal of Central Europe­
an Architecture and Related Arts” (Nowy Jork). A u­
tor książek: Mundus melancholicus. Melancholiczny
świat w zwierciadle sztuki (1996), Malarstwo sakralne
(2001), Figury losu (2002), Krakau zwischen Traditio­
nen und Wegen in die Moderne. Zur Geschichte der A r­
chitektur und der öffentlichen Grünanlagen im 19. Jahr­
hundert (2003), Sztuka sakralna Krakowa w wieku XIX.
Część pierwsza (współautor, 2003).

Zbigniew Benedyktowicz - antropolog kultury, re­
daktor naczelny miesięcznika „Konteksty. Polska Sztu­
ka Ludowa”. Członek redakcji „Kwartalnika Filmowe­
go”. Kierownik Pracowni Antropologii Kultury, Filmu
i Sztuki Audiowizualnej Polskiej Akademii Nauk. A u­
tor prac z zakresu wyobraźni symbolicznej i antropolo­
gii współczesnej. Współautor książki Dom w tradycji lu­
dowej (1993). Autor pracy Portrety obcych (2000).
Krzysztof Bielawski - adiunkt w Zakładzie Filologii
Greckiej Instytutu Filologii Klasycznej UJ, w badaniach
skoncentrowany na leksykografii greckiej i dramacie
greckim okresu klasycznego. Tłumacz, wydawca, założy­
ciel i redaktor naczelny Wydawnictwa Homini, redaktor
serii monografii naukowych, obejmującej m.in. Starożyt­
ne kulty misteryjne Waltera Burkerta, Grecy i irracjonalność Erica R. Doddsa, Homoseksualizm grecki Kennetha
Dovera i Tragedia grecka w działaniu Olivera Taplina.

Justyna Chmielewska - studentka Instytutu Etnolo­
gii i Antropologii Kulturowej UW oraz Instutu Orientalistycznego UW. Od 2002 roku prowadzi badania
wśród Świętych Chrześcijan Syjonistów Muraszkowców na zachodniej Białorusi oraz zachodniej i połu­
dniowej Ukrainie.

le Sztuk Zdobniczych i Przemysłu Artystycznego w Kra­
kowie, następnie w Warszawskiej Szkole Sztuk Zdobni­
czych i Malarstwa, początkowo w pracowni Tadeusza
Breyera. Po wojnie kontynuował studia w ASP w War­
szawie, gdzie po uzyskaniu dyplomu w pracowni Fran­
ciszka Strynkiewicza. W 1950 r. prowadził Pracownię
Kompozycji Brył i Płaszczyzn przy Wydziale Rzeźby. Od
1952 r. kierował samodzielną Pracownią Rzeźby z pra­
wem dyplomowania. W roku 1957 został docentem,
a w 1968 otrzymał tytuł profesora zwyczajnego. Począ­
tek samodzielnej twórczości artysty przypada na czas
okupacji i obejmuje małe formy, figurki, portrety w gip­
sie, studia natury. Realistyczne przedstawienia zastępuje
z czasem inna skala obrazowania i ekspresji, dążność do
monumentalizmu, heroiczności gestu. Z drugiej strony
artysta rozwija bardziej prywatny, dekoracyjny styl wi­
doczny głównie w exlibrisach. W końcu lat 50. przecho­
dzi do zagadnień przestrzeni i otoczenia, widocznych
w nowatorskich projektach pomnikowych. W początku
lat 60. znikają z rzeźb Jarnuszkiewicza motywy figuralne
i ekspresyjne interpretacje form na rzecz poznawania
nowych możliwości pracy w metalu. Powstają geome­
tryczne konstrukcje z blachy i prętów, poetycko-ekspresyjne, pełne metaforycznych odniesień. Tworzy również
konstrukcje skupione na mnożeniu przestrzeni, rytmizacji i dynamizacji kompozycji. W końcu lat 60. Jarnusz­
kiewicz powraca do przedstawień figuralnych, sięga po
tematy o metafizycznym i duchowym sensie. Tworzy po­
mniki, jest też wybitnym medalierem, autorem monet
obiegowych oraz rysownikiem i grafikiem. Artysta
uczestniczył w kilkudziesięciu pokazach zbiorowych
w kraju i za granicą, miał również wystawy indywidual­
ne; m. in.: 1964 - Ravne; 1966, 1970, 1990 - Warsza­
wa; 1972 - Montreal; oraz z okazji 75. Rocznicy Urodzin
w CRP w 1994 roku. Przykładowe realizacje: 1950 grupy rzeźbiarskie na Cmentarzu-Mauzoleum Żołnierzy
Radzieckich w Warszawie, 1952 - płaskorzeźby Hutnik
i Nauczycielka na MDM w Warszawie, 1960 - Pomnik
Adama Asnyka w Kaliszu, 1963 - ołtarz i krucyfiks
w kościele w Quebec, Kanada, 1964 - kompozycja rzeź­
biarska w Ravne, Jugosławia, 1967 - Międzynarodowy
Pomnik Pamięci Ofiar Faszyzmu w Oświęcimiu-Brzezince, 1968-71 - krucyfiks w kaplicy KUL-u w Lublinie,
1973-78 - cykl Kagańce, 1983 - Pomnik Papieża Jana
Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego na dziedzińcu

188

�noty o autorach.ps - 4/25/2007 2:17 PM

NOTY O AUTORACH

KUL-u w Lublinie, 1983 - Pomnik Małego Powstańca
w Warszawie, 1983 - cykl Stacje Męki Pańskiej.

Tadeusz Kantor (1915-90) - reżyser, twórca happenin­
gów, malarz, scenograf, pisarz, teoretyk sztuki, aktor we
własnych przedstawieniach, wykładowca krakowskiej
ASP. Czerpał inspiracje z konstruktywizmu i dadaizmu,
malarstwa informel i surrealizmu. Kształcił się w Akade­
mii Sztuk Pięknych w Krakowie pod okiem wybitnego
scenografa międzywojnia Karola Frycza. W roku 1955
grupa plastyków, krytyków i teoretyków sztuki pod jego
kierownictwem założyła teatr CRICOT 2. Pierwszą pre­
mierą CRICOT 2 była Mątwa wg Witkiewicza (1956),
W drugim przedstawieniu Cyrk, odnaleźć można było
kolejny rozpoznawalny element ówczesnych widowisk
Kantora - ambalaż. Ambalaż miał pozbawiać aktorów
i przedmioty właściwego im kształtu, czynić z nich niezróżnicowaną materię. Kolejnym krokiem od ambalażu
było przejście do „teatru informel” (1960-62) - teatru au­
tomatycznego, poddającego się przypadkowi, ruchowi
materii. Aktorzy w przedstawieniu „teatru informel” W małym Dworku wg Witkiewicza (1961) - byli trakto­
wani na równi z przedmiotami, zostali całkowicie pozba­
wieni indywidualności. Ideę „teatru informel” zastąpiła
koncepcja „teatru zerowego” (1962-64), pozbawionego
akcji dziania się. Jej najpełniejszym wyrazem był spektakl
Wariat i Zakonnica także wg Witkiewicza, wystawiony
przez Kantora w 1963 roku. Następnie ewolucja prakty­
ki i estetyki akcji scenicznych doprowadziła Kantora do
granicy teatru pojmowanego tradycyjnie. W roku 1965
powstają pierwsze polskie happeningi - Cricotage i Linia
Podziału. Dwa lata później słynne: List oraz Panoramiczny
Happening Morski. Rozczarowanie happeningiem przy­
wiodło Kantora na powrót do teatru. W 1972 roku po­
wstają Nadobnisie i Koczkodany wg Witkiewicza, w któ­
rych elementy happeningu zostały wchłonięte przez
widowisko. Trzy lata później spektaklem Umarła Klasa
rozwinął Kantor kolejny nurt w swym teatrze opatrzony
przez autora mianem „teatru śmierci”. Właśnie do tego
nurtu przypisywane są najwybitniejsze i najbardziej znane
spektakle artysty: Wielopole, Wielopole (1980), Niech sczezną artyści (1985), Nigdy już tu nie powrócę (1988) oraz
wystawione pośmiertnie Dziś są moje urodziny (1991),
których motywem głównym jest śmierć, przemijanie i pa­
mięć oraz utrwalona w niej historia. W widowiskach „te­
atru śmierci” uwypukla się obecna w całej twórczości
Kantora koncepcja „Realności Najniższej Rangi”.

Agnieszka Karpowicz - asystentka w Instytucie Kul­
tury Polskiej na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu
Warszawskiego. Zajmuje się awangardową i neoawangardową kulturą artystyczną XX wieku oraz antropo­
logią słowa. Prezentowany tekst jest fragmentem roz­
prawy doktorskiej Kolaż. Awangardowy gest kreacji.
Themerson. Buczkowski. Białoszewski. Książka ukaże
się w 2007 roku.

Ważniejsze publikacje: Słowo kolażu („Przegląd Huma­
nistyczny” 2005, nr 1), Ready-made. Przedmiot w pro­
zach Mirona Białoszewskiego, („Pamiętnik Literacki”
2006, z. 1).

Jacek Leociak - adiunkt w Instytucie Badań Literac­
kich PAN, kierownik Zakładu Badań Nad Literaturą
Holocaustu IBL PAN. Opublikował: Tekst wobec Za­
głady. O relacjach z getta warszawskiego (1997, przekład
angielski 2004) oraz (wspólnie z Barbarą Engelking)
Getto warszawskie, Przewodnik po nieistniejącym mieście
(2001, przekład angielski ukaże się w 2006 w Yale
University Press). Artykuły, szkice, recenzje publiko­
wał w „Pamiętniku Literackim”, „Tekstach Drugich”,
„Tygodniku Powszechnym”, „Nowych Książkach”,
„Res Publice” i „Res Publice Nowej”, „Midraszu”,
„Gazecie Wyborczej” , „Rzeczpospolitej” oraz w książ­
kach zbiorowych. Zajmuje się literaturą dokumentu
osobistego i formami zapisu doświadczeń granicznych
(w tym doświadczenia Zagłady).

Aleksandra Melbechowska-Luty - historyk sztuki,
studia na UW, doktorat z nauk humanistycznych (UW
1966). Specjalizacja: historyk sztuki polskiej XIX/XX w.
Adiunkt w Instytucie Sztuki PAN (gdzie pracowała
w latach 1955-85), Pracownia Słownika Artystów Pol­
skich. Autorka 8 książek, m.in. Teofil Kwiatkowski (mo­
nografia), Ossolineum, Wrocław 1966; Widmo. Zycie
i twórczość Ludwika De Laveaux, Wrocław 1988; Posągi
i ludzie. Antologia tekstów o rzeźbie polskiej XIX w., IS
PAN, Warszawa 1993 (wspólnie z Piotrem Szubertem);
Mali mistrzowie polskiego pejzażu XIX w., Neriton, War­
szawa 1997; Nokturny. Widoki nocy w malarstwie pol­
skim, Arkady, Warszawa 1999 Sztukmistrz. Twórczość
artystyczna i myśli o sztuce Cypriana Norwida, 2001;
Posągi i ludzie. Rzeźba polska dwudziestolecia między­
wojennego 1918-1939, 2005.

Marek Nowakowski - pisarz, debiutował w 1957 r. opo­
wiadaniem Kwadratowy na łamach „Nowej Kultury”,
które opisywało świat marginesu społecznego. W kolej­
nych tomach (powieść Trampolina, 1964; zbiory opowia­
dań Silna Gorączka, 1963; Zapis, 1965; Gonitwa, 1967;
Mizerykordia, 1971; Układ Zamknięty, 1972; Śmierć żół­
wia, 1973) pisarz poszerzał krąg peryferyjności. Następnie
wydał Wesele raz jeszcze (1974), Robaki (1968); Książę no­
cy (1972); Chłopiec z gołębiem na głowie (1979), Raport
o stanie wojennym (1982-1984), Notatki z codzienności
(1983), Dwa dni z aniołem (1984), Wilki podchodzą ze
wszystkich stron (1985), Grisz, Ja tiebia skażu (1986). Ra­
port o stanie wojennym zapewnił mu europejski rozgłos.
Rozważania autotematyczne pojawiły się w tomach Por­
tret artysty z czasów dojrzałości, (1987), Karnawał i post
(1989) oraz w opowiadaniu Bożydar z tomu Grecki bożek
(1993). Po 1989 roku wydał m.in. Homo Polonicus
(1992), Grecki bożek (1993 Strzały w motelu George

189

�noty o autorach.ps - 4/25/2007 2:17 PM

SUMMARIES

(1997), a także zbiory opowiadań, będących rodzajem
nostalgicznego powrotu do Warszawy tuż-powojennej
i jej barwnego półświatka (Powidoki, 1995, 1997).

Dorota Piekarczyk - językoznawca, adiunkt w Zakła­
dzie Językoznawstwa Ogólnego UM CS w Lublinie.
Autorka prac z zakresu językowego obrazu świata,
m.in. książki Kwiaty we współczesnym językowym obra­
zie świata (Lublin 2006).

Joanna Pietruszka - absolwentka Instytutu Etnologii
i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszaw­
skiego. Interesuje się życiem codziennym w krajach
postsocjalistycznych.

Czesław Robotycki - etnograf, antropolog kultury,
prof. dr hab., dyrektor Instytutu Etnologii i Antropolo­
gii Kulturowej UJ. Autor książek: Tradycja i obyczaj
w środowisku wiejskim, Environment and Pollution (ra­
zem z M. Ekstromer), Etnografia wobec kultury współ­
czesnej, Nie wszystko jest oczywiste oraz 140 artykułów.
Redaktor wydawnictw UJ: „Prace Etnograficzne”, serii
„Anthropos”, Przewodniczący Rady programowej serii
„Cultura”. Zajmuje się analizą różnych form polskiej
kultury współczesnej i Europy środkowej (świadomość
narodowa i etniczna, twórczość amatorska i inne formy
ekspresji kulturowej, etos, obyczajowość itp.).

(1930—39), Polacy na Biennale Sztuki w Wenecji 1895—99
oraz Poza kanonem. Sztuka polskich artystek 1880—39. Pu­
blikowała m.in. w „Biuletynie Historii Sztuki”, „Twór­
czości”, „Kresach”, „Znaku”, „Architekturze”.
Paweł Stangret - absolwent filologii polskiej Uniwer­
sytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.
Doktorant Instytutu Badań Literackich PAN. Publi­
kował m.in. w „Didaskaliach”, „Tekstach Drugich”,
„Teatrze”, „Dialogu”. Zajmuje się twórczością literac­
ką Tadeusza Kantora, interesuje go także pogranicze
sztuk plastycznych i literatury. W IBL PAN przygoto­
wuje rozprawę doktorską na temat Lekcji mediolańskich
Tadeusza Kantora pod kierunkiem prof. Marii Prussak. Obecnie na UKSW prowadzi konwersatorium Co
to jest teatr? Jest stypendystą Polskiej Akademii Nauk.

Bernd Stieghorst - kolekcjoner, pracował jako kura­
tor w muzeum rzeźby w Zurichu. Żyje i pracuje w Zurichu i Monachium.

Joanna Szadura - językoznawca, adiunkt w Zakładzie
Tekstologii i Gramatyki WspółczesnegoJęzyka Polskie­
go IFP UM CS w Lublinie. Swoje zainteresowania do­
tyczące problemów językowego obrazu świata i stereo­
typów językowych rozwija, uczestnicząc w pracach nad
wydawanym w Lublinie Słownikiem stereotypów i symbo­
li ludowych. Członek Komisji Etnolingwistycznej Komi­
tetu Językoznawstwa Polskiej Akademii Nauk.

Artur Rumpel - absolwent Śląskiej Akademii Me­
dycznej (farmacja) i Uniwersytetu Śląskiego (etnolo­
gia). Bada religijność ludową i symboliczne aspekty
folkloru. Publikował w „Gadkach z Chatki”, „Panacei”
i „Uniwersytecie Kulturalnym”. Mieszka w Rybniku.

Wiesław Szpilka - etnolog (studia UJ), studia dokto­

Joanna Sosnowska - dr hab. historyk sztuki, docent

Bartłomiej Walczak - socjolog, antropolog kultury

w Instytucie Sztuki PAN w Warszawie. Ukończyła stu­
dia na Uniwersytecie Warszawskim, doktoryzowała się
w Instytucie Sztuki PAN, tam też uzyskała habilitację
w 2004 roku. Wykłada na Akademii Sztuk Pięknych
w Warszawie. Zajmuje się polską sztuką XIX i XX wieku.
Wydała Materiały do dziejów Instytutu Propagandy Sztuki

w Wyższej Szkole Pedagogiki Resocjalizacyjnej Peda­
gogium w Warszawie. Zainteresowania badawcze: epi­
stemologia i metodologia nauk społecznych, metodo­
logia badań on-line, teoria i historia antropologii
amerykańskiej, analiza i filozofia tekstu, narratologia
i teorie dyskursu, yanomamologia.

Summaries

eidetic (phenomenological) ethnography, outlined in
his previous texts. The experiences registered by Stoller are analysed with the assistance of the conception
of triple mimesis (Paul Ricoeur) and instruments ap­
plied for text analysis. Regardless of the dramaturgy of
the experience itself, the case of Paul Stoller is an
excellent contribution to reflections on the boundary
of cognition in anthropology, and the translatability of
perspectives between distinct varieties of Lebenswalt.
The dramatic history of the author of Money Has No
Smell demonstrates that an attempt at a total opening
up towards local cognitive categories, the detextualisation of culture, and the assumption of ”the skin” of the

Bartłomiej Walczak Paul Stollers Project of Eidetic
Ethnography
A presentation of the controversial In Sorcery’s Shadow
by Paul Stoller and Cheryl Olkes - a record of Stoller’s experiences with the Songhay in Niger. The au­
thor of this review formulated the thesis that Stoller’s mimetic involvement in sorcery and the resultant
strong emotive (and psychosomatic) reaction are the
consequence of an attempt at realising a programme of

ranckie Instytut Sztuki PAN, pisze pracę doktorską
poświęconą etnologicznej interpretacji kultury maso­
wej. Mieszka w Kościelisku.

190

�noty o autorach.ps - 4/25/2007 2:17 PM

SUMMARIES

Other may end in a significant deprecation of research
objectives and a mimetic merge of two identities.
The text is partly based on chapter V of the Ph. D.
dissertation Podmiot a przedmiot poznania nauk społecz­
nych na przykładzie antropologii kulturowej. Analiza wy­
branych struktur narracyjnych w pisarstwie antropolo­
gicznym (The Subject and the Object of Cognition in
the Social Sciences upon the Example of Cultural
Anthropology. An Analysis of Selected Narration
Structures in Anthropological Writings), presented in
2006 in the Institute of Applied Social Sciences at
Warsaw University.

Agnieszka Karpowicz The Collage Experiment. The
Leopold Buczkowski Archive
The "ephemera of memory” comprise a category con­
stitutive for the works of Leopold Buczkowski. Punctualistic, aleatoric non-fiction constructions create
museum space in which the author tries to revive
"Rusin words-sounds”, i. e. the living, dialogical and
multicultural vernacular of pre-war Podolia. His sto­
ries, however, progress more in time than in space by
creating simultaneously overlapping strata of myriad
versions of events, myths, and imagery, enrooted in
collective imagination. The homophonic quality of
the ephemera corresponds to the fleeting nature of
human memory.
With attempts at capturing living speech and music
as his point of departure, Buczkowski arrived at decontextualised records or even written down conver­
sation when, for instance, he creates narration com­
posed of quotations from Polish-French phrase-books.
Only decontextualisation, characteristic for the writ­
ten word, is regarded by the author as a tool suitable
for building a memory museum; he thus endeavours
to create an archive of forms no longer existent after
the Second World War, in this way salvaging a dying
world and chronotypes doomed to oblivion.
By setting up an archive of past forms of culture and
art Buczkowski also conducts an in-depth analysis of
modern culture based on the bourgeois ethos and wri­
tings which he holds responsible for the catastrophe
of the Second World War.
In the ”museum of memory” writing has assumed the
shape of archaeology, i. e. the extraction of the relics
and forms of a vanishing world from oblivion. This is the
reason why narration brings to mind a collection. It re­
mains specific because its medium is the printed word.
Just as in collections of objects, it constitutes an attempt
at reaching, via material (here: the letter, the visible sign
of writing), that which is invisible and impalpable forms of a world which perished in World War II.
The instruments applied by the author are close to the
techniques of twentieth-century art which also frequ­
ently turns into archaeology by gathering actual objects

and the debris of contemporary civilisation. Prose by
Buczkowski resembles a visual art collage, an assembla­
ge executed with the help of the recycling technique.

Jacek Leociak Contemporary Antigone
One the determinant of humanity mentioned by
Giambatisto Vico is burial of the dead. The author of
this study does not deliberate on burial conceived as
attempts at taming dread of the deceased or an act
stemming from fear of the impurity of the corpse. He
is interested in testimonies describing situations in
which the human corpse is defiled and the burial ritu­
al - violated, as well as in attempts at restoring the
thus undermined order of things. Subsequently, he
ponders on the nature of interment in extreme situ­
ations (such as the world wars or the Holocaust) and
the cultural meanings borne by the act of defiling the
corpse and desacralising the burial ground. The artic­
le starts with recalling classical tradition (Homer, So­
phocles, Virgil, and the Bible) and goes on to study re­
cords from the Warsaw ghetto (primarily those by
Rachela Auerbach). In doing so the author focuses on
burial comprehended as the obligation of the living
towards those who were not allowed to survive. In
this context, efforts to fulfil the burial ritual should be
understood as a final protection of the foundations of
humanity at the time of Shoah.

Paweł Stangret A Concise History of the Avantgarde in
Tadeusz Kantor’s Lekcje mediolańskie
The article considers the presence of the avantgarde
in the oeuvre of Tadeusz Kantor, and tries to capture
the artist’s conceptions relating to contemporary art.
The helpfulness of Lekcje mediolańskie (The Milan
Lessons) lies in the fact that this publication is situ­
ated on a margin of Kantor’s theoretical reflections
and artistic undertakings. The text shows how abs­
traction, Constructivism and Surrealism affected the
work of the author of Umarła klasa (Dead Class).
Lekcje mediolańskie also indicates the reasons why
Kantor referred to precisely those three trends, sum­
ming up their role and significance in twentieth-cen­
tury art. Kantor returned to the bases of modern art
in order to define his whole oeuvre and contempora­
neity as such vis a vis the listed currents.

Aleksandra Melbechowska-Luty, Elegy and Drama.

191

The Niches, Passages and Thresholds of Jacek Sempoliński.
In March 2006 the Studio Gallery in Warsaw held an
exhibition of paintings and drawings by Jack Sempo­
liński, testifying to the considerable extent in which
his oeuvre is connected with the ingenium of Kazi­
mierz on the Vistula, an exceptionally picturesque

�noty o autorach.ps - 4/25/2007 2:17 PM

SUMMARIES

small town whose symbolic, myth and legend have
successively grown in the course of past centuries.
Sempoliński used to come here already as a child, and
from 1979 he spends his summer vacations in an old
thatched-roof cottage in nearby Męćmierz. The show
featured numerous "Kazimierz” works (executed in
mixed techniques) in which objects and motifs chan­
ge into sui generis phenomena of spiritual art, functio­
ning on a lower level and living a life of their own.
The works in question include a Baroque statue of St.
John from the parish church, transposed by the artist,
The Crucified from the church of St. Anne, dramatic
Heads of the dying Christ, simple crosses without the
figure of Jesus, executed in pencil, water paint or pa­
stel, the local quarry with outlines of blocks of stone,
the shadow of a cross or a skull, as well as views of the
castle in Janowiec, a metaphor of the author’s recol­
lections and youthful experiences.

Aleksander Jackowski Jerzy Jarnuszkiewicz
In this fragment of a book currently in print, Aleksan­
der Jackowski reminisces about the outstanding sculp­
tor Jerzy Jarnuszkiewicz, recalling the post-war years,
the 1950s and the 1960s in the artist’s oeuvre. This pe­
riod certainly differed from the contemporary condi­
tions of Polish art ”His era required memory and forced
the artist to tackle the setting of lies and the gag of cen­
sorship. Today, young artists are free of such determi­
nants and feel no need to commemorate anything. The
world of their imagination is open. They astonish and
even shock, without having to paying any price for do­
ing so (...) Could a portrait of an artist, even such an
acclaimed one, be of any interest at a time when all the
components of art are changing, and when it has beco­
me outright embarrassing to speak about the categories
of beauty and consider what which is ethical (...)?”
The proposed text is also an attempt at personal me­
ditation on memory: ”We live in such rapid times that
unrecorded memory vanishes instantly. Art? Everyday
there appear more painters and sculptors than in the
whole history of mankind. The rushing tide of facts is
simply enormous. Which young intelligent person to­
day knows anything about Tadeusz Sieklucki, Tade­
usz Brzozowski, Józef Gielniak or Jerzy Panek? About
the great artists?
What are you working on at the moment? - I was
asked by a female journalist from an important daily.
- I’m writing about Jarnuszkiewicz... - And who’s he?
Well, I am writing so that she would know”.

Aleksandra Melbechowska-Luty Tribal Rhapsody.
Private Notes on the Art of Magdalena Abakanowicz
The numerous sculptures by Magdalena Abakanowicz
(and her examples of related arts) include unusual vi­

sual concepts, meanings and contents relating to
man’s individual and group experiences. Abakano­
wicz is interested in all that is alive: man, animal and
plant, their diverse” bodies”, which she shapes or
commemorates in anthropomorphic or biomorphic
forms by using natural material, e. g. wool, canvas, ju­
te, hide, horsehair, and wood but also stone and me­
tal. The characteristic features of her works include
monumentalism and a masterly treatment of ”mobile”
textures which link the structures of the surface with
the very core of a given composition. Abakanowicz is
the author of highly unconventional fabrics known as
Abakany; these by no means decorative or utilitarian
objects comprise large-scale soft sculptures organising
space. She finds the thread which ties together the
structure of living organisms to be fascinating mate­
rial. The human figures which are, as a rule, incom­
plete, maimed, naked, headless, armless, and sexually
undefined (derived from the myth of Androgyne), are
accompanied by Sitting Figures, Backs, Heads, Faces,
Self-portraits and the figures and heads of animals.
Hundreds of figures - swathed in sacking or cast in
bronze - are arranged in rows and crowds against the
backdrop of a panorama of large towns, in parks and
gardens or on the banks of rivers and lakes. These
“collective” compositions carry universal symbolic
messages and speak about ”primary things” extracted
from the depths of time; simultaneously, they are
transposed into contemporary life and evoke a meta­
phorical image of the endless ”migration of the pe­
oples”. Abakanowicz constantly resorts to the oldest
motifs, such as the form of the circle. She executes ro­
und spoke constructions and rolled bearings, and in
Israel arranges large circles composed of limestone in
the Negev Desert. She also embarks upon the cathar­
sis motif and depicts perennial War Games involving
wounded human bodies and war machinery - guns
and missiles, resembling toppled trees. Her Sarcophagi
bring to mind coffins and the covers of nuclear reac­
tors. Untamed imagination directs her towards archi­
tectural-town planning sculpture designed on an im­
mense scale. Abakanowicz is the author of visions of
plant-entwined houses-gardens intended for Paris and
the 640-metres high Hand Monument, probably the
loftiest statue in the world, stretched towards the sky
and commemorating the victims of Hiroshima. Her
entire oeuvre refers to the existential and spiritual
condition of homo universalis and all cultures, at the
same time becoming part of the ”correspondence of
the arts” since the compositions resound with the
echoes of musical rhythm or correspond to the visions
of poets (T. S. Eliot) and architects (Hand Monument
evokes the conception launched by Le Corbusier who
half a century earlier executed a sculpture of The
Open Hand raised towards the heavens in the Indian
town of Chandigarh).

192

�noty o autorach.ps - 4/25/2007 2:17 PM

SUMMARIES

Joanna Sosnowska An Old Female Artist Paints

Wojciech Bałus Dan Brown, his Macho and the Qu­
estion of Truth

Only recently has old age become the object of reflec­
tions pursued in assorted domains of science. Indubita­
bly, the reason for this phenomenon lies in constantly
expanding longevity. We still do not have at our dispo­
sal criteria for determining the precise onset of old age,
and prevailing opinions remain at odds. As a rule, it is
accepted that old age is tantamount to maturity when
spiritual issues predominate over material ones, parti­
cularly corporeal. Marcel Proust was an exponent of
a contrary view claiming that the commencement of
old age is marked by a changed attitude towards the
surrounding world, when bodily relations, to use the
expression coined by the writer, become more impor­
tant than spiritual ones. This is the moment when con­
tact with the object, the landscape and another person
assumes a new significance, and becomes a nourish­
ment of sorts, indispensable for life and creativity.
Późna twórczość wielkich artystów (The Late Works of
Great Artists), a book by Mieczysław Wallis published
more than thirty years ago and devoted predominan­
tly to aged artists - albeit not exclusively, since the
very term ’’late works” does not have to denote creati­
vity dating from an artist’s old age, makes no mention
of female artists as if the very problem did not pertain
to them. From a statistical viewpoint, for centuries
women tended to die earlier than men, but this was
not the essential reason for the omission. The expla­
nation should be sought in the category of womanho­
od obligatory in our culture. Only a woman capable of
fulfilling maternal functions was regarded as notewor­
thy. An old woman who had already completed all
her duties towards the family and society, became
a matron and was accepted only in this guise. Appa­
rently, the combined status of a matron and an artist
was excluded. Those two social constructions could
not be mixed, and female artists were refused the ri­
ght to have a family; for all practical purposes old fe­
male artists did not exist. Nevertheless, there always
remained the sort of a woman who violated the impo­
sed rules of conduct, and frequently she was an artist.
Already in her youth Olga Boznańska rejected the de­
mands of the patriarchal world and did not accept the
functions deemed fitting for a woman by totally devo­
ting herself to art. By refuting all subjugation to co­
nventions, in time she drew attention to something
which usually remains invisible, i. e. otherness atta­
ined by age itself. As an older woman she fascinated
the visitors who appeared in her rather unkempt stu­
dio. Physical relations, understood as contact with ob­
jects and people, remained extremely important due
to the very fact that she was a painter, and with age
they grew even more intense. She needed them in the
same manner as the one described by Proust, succum­
bing to the tide of life delineated by old age.

In his critical comments about Dan Brown’s bestsel­
lers, W. Bałus, an historian of art, omits their widely
commented factographic preposterousness and focu­
ses on the measures applied by the novelist in order to
construct the leading protagonist as well as the lat­
ter’s conceptions about culture. Robert Langdon, the
hero of Brown’s books, appears to be a scientific ma­
cho and an advocate of scientism, whose knowledge
possesses all the traits of total unambiguity akin to ni­
neteenth-century visions of culture. Brown is descri­
bed as yet another "master of suspicions”, and his bo­
ok is regarded as a successive example of postmodern
para-religious nonsense.

Artur Rumpel Pious Inscriptions in the Tworki Deanery
Folk songs are suffused with symbolic, in the past uni­
versally understood and today largely forgotten. A l­
most every song had not a single meaning but at least
two or even more. A t present it has become impossi­
ble to discover all of them although in certain cases
such an objective may be attained. The presented
song Miała Kasia Jasia (Kate and her Johnny) descri­
bes the tragic death of a young man on the battlefield
and the complicated love for a poor boy, disclosed by
a sequence of legible symbols which create a logical
whole.

Czesław Robotycki Against Kopaliński and towards
Bartmiński. On a Polish Dictionary of Folk Stereotypes
and Symbols
The title of the article suggests a cautious use of dic­
tionaries of catalogue-arranged symbols in all inter­
pretations of culture (in Poland the author of the
most popular dictionary of this sort is W. Kopaliński).
C. Robotycki claims that the anthropologist will find
ethno-linguistic dictionaries of greater use. Dictiona­
ries of symbols list meanings without indicating their
pragmatic context, while the latter variety locates
symbolic meanings within the context of the vocabu­
lary, grammar and pragmatic rules. Such a dictionary
has been written by Jerzy Bartmiński (together with
a team of collaborators). The range of this publication
encompasses folk symbols and linguistic stereotypes,
making it possible to reconstruct the linguistic image
of the world of culture. The author discusses the pre­
mises of the presented dictionary and the manner of
their realisation; he also emphasises the importance of
links between ethno-linguistic and anthropological
reflections, indicating the long tradition of ethno-linguistics derived from the philosophy of the language,
anthropology and linguistic studies.

193

�noty o autorach.ps - 4/25/2007 2:17 PM

SUMMARIES

Aleksander Jackowski “N a Skróty”. Postscript

towards the maintenance of a continuum and resistan­
ce against the gradual loss of impact on one’s fate.

A postscript to the autobiographical N a Skróty
(Shortcuts) by the long-term editor-in-chief of ’’Pol­
ska Sztuka Ludowa” and a steady collaborator of the
quarterly ’ Konteksty” ; the book was published seve­
ral years ago.

Joanna Pietruszka On Those who Stayed Behind. A Stu­
dy on Old Age and the Looming Extinction of the Ukrainian
Countryside
A presentation of old age along the borderline betwe­
en contemporary society and a Ukrainian traditional
rural community facing extinction. The portrayed gro­
up of people share their place of residence, age, and
experiences of historical events as well as the progres­
sing disappearance of village life. Upon the basis of
a local comprehension of the conception of age - wi­
thin the context of performed social roles and health,
the author interprets the organisation of life and the
changes transpiring within the community. Observa­
tions of daily life, communication and memory of the
deceased serve as a foundation for describing strivings

Justyna Chmielewska An Old Story of New Jerusalem
An attempted reconstruction of the history of the Murashkovtsy Christian Holy Zionists - a religious communi­
ty established in the 1930s in present-day Western Bela­
rus and Ukraine. The chief protagonists are the prophets
Ivan Murashko and Olga Kirylchuk-Korneychuk who,
according to the Zionists, embodied the Second Coming
of Christ. By basing herself on on-the-spot interviews the
author tried to bring the reader closer to hagiographic
narrations about the miracles and sanctity of the Father
and Mother of Zion, as the founders of the movement
were known, and the history of New Jerusalem - a holy
city built in 1936-39 in Volhynia as a realisation of the
idea of the Kingdom of God on Earth.
We learn about prophets, apostles, holy blood and New
Zion as well as about rejection and strong social stigma­
tisation. The post-war history of the group is branded
with persecution, arrests and imposed wanderings from
Volhynia across the Caucasus to Central Asia and fi­
nally to the environs of Odessa where more than 350
members of the congregation continue to reside.
From the very onset the Zionists, engaged in imple­
menting their utopia, remained on the margin of so­
cial and religious life. Ridiculed by some and openly
branded by others, they sought refuge in isolation, fled
the outside world, and closed themselves in enclaves
governed by rules formulated by the prophets. The
presented text is an attempt at bringing the reader
close to the alternative created by the Murashko ad­
herents in their New Jerusalem.

Wiesław Szpilka No So Long Ago
In 1981 ”Polska Sztuka Ludowa” published a survey on
Ethnography - ethnology - anthropology of culture. What
are they? What is their objective? The survey was a sui generis generation manifesto issued by researchers connec­
ted with the editorial board of ”Polska Sztuka Ludowa”
(today: ’’Konteksty”), who at the time perceived ethno­
graphy as a ’ science without boundaries” and one which
”opts for freedom”. This methodological breakthrough
(which coincided with the proclamation of martial law)
became the reason why, according to the author of the
article, Polish ethnography lost its innocence.
The presented text, written in the form of a recollec­
tion, challenges oblivion. Józef Czapski wrote that
”personal reminiscences rebel against the reduction of
our past, which has been already pigeonholed by hi­
storians and devoured by statistics and figures in the
order of millions to become abstract and almost me­
aningless for the next generation”.
Fot. Marta Leśniakowska

194

�noty o autorach.ps - 4/25/2007 2:17 PM

Polska Sztuka Ludowa

KONTEKSTY
f

CULTURAL ANTHROPOLOGY f ETHNOGRAPHY f ART
2007 rok LXI nr 1 (276). Indeks 369403. ISSN 1230-6142. Cena 15 zł
INSTITUTE OF ART POLISH ACADEMY OF SCIENCES, SOCIETY LIBER PRO ARTE

Contents 1 2007

B artłomiej W alczak Paul Stoller’s Project of Eidetic Ethnography
A gnieszka K arpowicz The Collage Experiment. The Leopold Buczkowski
Archive
J acek L eociak Contemporary Antigone
Paweł S tangret A Concise History of the Avantgarde in Tadeusz
Kantor’s “Lekcje mediolańskie”
A leksandra M elbechow ska -Luty Elegy and Drama. The Niches, Passages and Thresholds
of Jacek Sempoliński
A leksander J ackow ski Jerzy Jarnuszkiewicz
W ojciech B ałus Gothic with no roots
A leksandra M elbechow ska -Luty Tribal Rhapsody. Private Notes on the Art of Magdalena
Abakanowicz
B ernd S tighorst The Crowd and the Individual
T eresa R yf E sbert Magdalena Abakanowicz
J o a n n a S o sn o w ska An Old Female Artist Paints
W ojciech B ałus Dan Brown, his Macho and the Question of Truth
A rtur R umpel Pious Inscriptions in the Tworki Deanery
C zesław R obotycki Against Kopaliński and towards Bartmiński. On a Polish
Dictionary of Folk Stereotypes and Symbols

195

�noty o autorach.ps - 4/25/2007 2:17 PM

CONTENTS

J ERZY B artmiŃSKI Polish Dictionary Folk Stereotypes and Symbols
A leksander J ackow ski “N a Skróty”. Postscript
J o a n n a Pietruszka On Those who Stayed Behind. A Study on Old Age and
the Looming Extinction of the Ukrainian
J ustyna C hmielewska An Old Story of New Jerusalem
W iesław S zpilka No So Long Ago
K RZYSZTOF B ielawski A Pterodactyl in a Compote. The answer to Maciej Rychły

196

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11148" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11126">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/45053b5f3ca7837d810c90ec0045219b.pdf</src>
        <authentication>5b21e1775c4e1d08005d959159c41e64</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132941">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3621</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132942">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132943">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3398</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132944">
                <text>Noty o autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132945">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4, s.194</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132946">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132947">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132948">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132949">
                <text>NOTY
A r u n a s B u b n y s . h i s t o r y k , p r a c o w n i k Instytutu H i s t o r i i
Akademii

Nauk,

zajmuje

się

relacjami

O

AUTORACH

Litewskiej

l i t e w s k o - p o l s k i m i , II

w o j n ą ś w i a t o w ą . O p u b l i k o w a ł 3 teksty na l a m a c h

„Lithuanii",

w c h o d z ą c w dialog z L. T o m a s z e w s k i m .
Mikalojus

Kontantinos Ćlurlionls

m.in.

P o l s k i r o m a n t y z m a literatura B a ł t ó w (1973),

r a t u r z e ś w i a t o w e j (1983). D z i a ł a ł w S a j u d i s i e , w s p ó ł z a ł o ż y c i e l
r. partii K a r t a O b y w a t e l s k a . B y ł j e j

w 1991

(1875-1911)

-

malarz,

kom­

pozytor, s y m b o l i s t a , j e d e n z wielkich p r e k u r s o r ó w sztuki X X

min.

sztuki. W y k ł a d a ł w W i l e ń s k i m

tyczne na

UAM

w

Poznaniu.

Był c z ł o n k i e m

zespołu

„Gar-

w

Krakowie.

Profesor

muzykologii,

pianista,

historyk

Instytucie P e d a g o g i c z n y m

na

wydziale m u z y c z n y m . Wiele zrobił dla poznania i popularyzacji
t w ó r c z o ś c i Ć i u r l i o n i s a . Autor p o d s t a w o w y c h p r a c o tym a r t y ś ­

dzienice", obecnie pracuje w Sejnach, gdzie z a ł o ż y ł F u n d a c j ę

c i e Pavasario

„ P o g r a n i c z e " (1991). J e s t jej p r e z e s e m . Z o r g a n i z o w a ł

muzika

wiele

przewodniczącym.

V y t a u t a s L a n d s b e r g i s , ur. 1932 w K o w n i e , s t u d i a m u z y k o l o g i c z n e

w i e k u . W i ę c e j d a n y c h w art. J . A . Z i e l i ń s k i e g o .
K r z y s z t o f C z y ż e w s k i - ur. w W a r s z a w i e w 1958 r. S t u d i a p o l o n i s ­

Litewska

l i r y k a X X w. (1982), L i t e r a t u r a l i t e w s k a w o b e c p r z e m i a n w lite­

Sonata

(1965), Ćiurlionio

(1986). Z a ł o ż y c i e l

daile

Sajudisu

Ćiurlionio

(1976),

i jego

przewodniczący.

sesji naukowych, imprez, spotkań m ł o d z i e ż y z różnych krajów.

Jego nieustępliwości

Redaktor naczelny kwartalnika

stopniu s w ą n i e p o d l e g ł o ś ć . Prezydent Litwy w p i e r w s z e j k a d e ­

grody M ł o d y c h
dacji

„Krasnogruda".

Laureat

Na­

im. S t a n i s ł a w a W y s p i a ń s k i e g o , n a g r o d y F u n ­

POLCUL.

Krzysztof

Droba

-

teoretyk

muzyki,

wykładowca

w

Akademii

„MMMM"

w

Stalowej

Woli

(1975-79),

których

utworów

wykonano pora2 pierwszy w

współczesnych

kompozytorów

Polsce

ferencjami

ur.,

1949

L e c h M r ó z ur. 1939 r., e t n o g r a f , p r a c o w n i k k a t e d r y e t n o g r a f i i U W .

litewskich. Od

1989

Litwie,

mieszka

i

pracuje
powyżej.

S i g i l a s G e d a , p o e t a , krytyk l i t e r a c k i , t ł u m a c z , S e k r e t a r z Z a r z ą d u
G ł ó w n e g o Z w i ą z k u P i s a r z y Litwy, d z i a ł a c z S a j u d i s u , z - c a

red.

nacz

Ate­

pisma kulturalnego „ Ś i a u r e s

Atenai" ( „ P ó ł n o c n e

ny"), w y c h o d z ą c e g o w Wilnie.
na Wydziale Sztuk P i ę k n y c h Uniwersytetu S t e l a n a
s z a w i e . W 1957
Aleksander

jako

lektor n a

Batorego.

Uniwersytecie w

po p o g r o m i e k i e l e c k i m w y j e c h a ł a d o

Jackowski,

ur.

się tematyką

kultury

i

redaktor

naczelny

1920

r.

w

Warszawie,

współczesnej

War­

Izraela.

studiował

kulturze

ludowej. Krytyk sztuki. W y k ł a d a

artystyczne,

na

Katedrze Et­

nologii i Antropologii Kulturalnej UW. O r g a n i z a t o r k i l k u d z i e s i ę ­
ciu w y s t a w w kraju i z a g r a n i c ą sztuki ludowej o r a z n a i w n e j .
Redaktor „ P o l s k i e j Sztuki L u d o w e j " od

1952

r.

s t u d i o w a ł lituanistykę na U n i w e r s y t e c i e W i l e ń s k i m

r„

i polonis­

tykę na U J , p r a c u j e w Instytucie Literatury Litewskiej i Folkloru
Polskiej

Uniwersytetu

Komizm

we

Mickiewicz
porary

1993

r.

kierownik Katedry

Wileńskiego.

współczesnej

prozie

Autor

llthuanian

literaturę

m.in.

litewskiej

(1985) (po l i t e w s k u ) : Echoes

ko-polskiego

Filologii

monografii
Adam

(1984).

of the

Years.

„Znad

Wilii".

Działacz

Litwie.

ści ludowej, monografii wiejskich a r t y s t ó w .

( 1 9 8 8 ) ; w s p ó ł a u t o r Słownika

dnika

Powszechnego".

i przewodniczący

W

Koła

latach

1936-1976 p o s e ł

Poselskiego

„Znak".

na

sejm

Jedyny

poseł,

k t ó r y w 1976 r. m i a ł o d w a g ę g ł o s o w a ć p r z e c i w p o p r a w k o m
Konstytucji w p r o w a d z a j ą c y m
wiecznej

przyjaźni

ze

z a p i s o k i e r o w n i c z e j roli

Związkiem

Prymasowskiej

Radzieckim.

Rady

do

PZPR

Od

Społecznej,

1981

w

latach

1989-91 s e n a t o r R P . C z ł o n e k R a d y K r a j o w e j Unii D e m o k r a t y c z ­
nej. Wybitny z n a w c a problematyki

niemieckiej.

V a l a u t a s U r b a n a v l c i u s , a r c h e l o g , kierownik b a d a ń ruin

Zamku

logii, t a k ż e f i l m ó w

krótkometrażowych.

N p r b e r t a s V e l i u s , wybitny z n a w c a mitologu B a ł t ó w . Autor wielu
prac z tego z a k r e s u .
Tomas

Venclova

pozbawiony

ur.

1937

r.

obywatelstwa

w

Kłajpedzie,

osiadł

w

poeta. W

USA,

wykłada

k i c h " . A u t o r m . i n . t o m u w i e r s z y Rozmowa

lite

w jęz. polskim, n a k ł a d e m „ Z e s z y t ó w Literackich")

ws-

r.. p i s a r z ż y d o w s k i , z a m i e s z k a ł y

do

Autor p o w i e ś c i ,

1978
w

University. C z ł o n e k z e s p o ł u redakcyjnego „ Z e s z y t ó w
w zimie

Uniwersytetu Marii C u r i e - S k ł o d o w s k i e j w

1993 r. w W i l n i e , p i s z ą c y w j ę z y k u r o s y j s k i m

Litwie.

Polityk, redaktor m i e s i ę c z n i k a „ Z n a k " , c z ł o n e k r e d a k c j i „ T y g o ­

Contem¬

(1991).

Grigorij] K a n o w l c z u r . 1929

ich

D o l n e g o w Wilnie, autor wielu prac z z a k r e s u historii i a r c h e o ­

A l g i s K a l e d a , l i t e r a t u r o z n a w c a , t ł u m a c z , dr filologii; ur. w 1952

A N Litwy, od w r z e ś n i a

i

A l é Poćiulpalte, historyk sztuki, autorka p r a c z z a k r e s u t w ó r c z o ­

przewodniczący

zwłaszcza

dwutygodnika

w ś r o d o w i s k u Polaków na

i

o

dwóch

Cyganów

p o s e ł do p a r l a m e n t u Litwy w p o p r z e d n i e j k a d e n c j i , z a t o ż y c i e l

autor

tekstów

etnicznych. Autor

( 1 9 7 1 ) , Geneza

(1991).

s o c j o l o g i ę n a UW u proł. S. O s s o w s k i e g o . A n t r o p o l o g kultury,
wielu

mniejszości

k s i ą ż e k o C y g a n a c h : Cyganie

S t a n i s ł a w S t o m m a (1908 r.) p r o f e s o r p r a w a , u r o d z o n y n a

T a m a r a G o r d o n ur. 1911 r. w W i l n i e , u k o ń c z y ł a s t u d i a p l a s t y c z n e
wojnie p r a c o w a ł a

Zajmuje

C z e s t a w Oklńczyc, absolwent uniwersytetu w Wilnie, adwokat,
na

w Warszawie. Szczegóły w tekście zamieszczonym

Po

i pracuje w Wilnie.

(1988-89).
kilkanaście

muzykologicznymi.

Eidrigevićius

zwłasz­

cza t w ó r c z o ś c i ą w s p ó ł c z e s n y c h a r t y s t ó w litewskich. Mieszka
V i k t o r a s L l u t k u s . historyk i krytyk sztuki.

kieruje z e strony polskiej c o r o c z n y m i Polsko-Litewskimi kon­
Stasys

ncji.

„Wrzesień

Muzyczny" w B a r a n o w i e (1983-86), „ C o l l e c t a n e a "
na

dużym

L a i m a L a u c k a i t e - S u r g a l l i e n e , krytyk s z t u k i , z a j m u j e s i ę

M u z y c z n e j w Krakowie. T w ó r c a festiwali, p o ł ą c z o n y c h z s e m i ­
nariami

i odwadze z a w d z i ę c z a Litwa w

H e n r y k W i s n e r u r . 1936,
PAN

w

Warszawie.

się

literac­

(ukazał się
D o k t o r h.c.

Lublinie

profesor, pracownik
Zajmuje

r.

Yale

dziejami

Instytutu

Historii

Rzeczpospolitej

s c e n a r i u s z y filmowych, d r a m a t ó w , wierszy, t ł u c z a c z . Z p o ś r ó d

c z a s ó w Z y g m u n t a III i W ł a d y s ł a w a I V , d z i e j a m i L i t w y i s t o s u n ­

7 p o w i e ś c i , w P o l s c e u k a z a ł y s i ę p r z e k ł a d y : Świece

k ó w p o l s k o - l i t e w s k i c h . A u t o r k s i ą ż e k : Najjaśniejsza

Rzeczpo­

spolita

(1987),

(1983 i 1987) i Modlitwy

głupców

na

( 1 9 8 9 ) , Nie odwracaj

wietrze

twarzy

od

śmierci

(1992). K a n o w i c z b y ł p r e z e s e m T o w a r z y s t w a Ż y d ó w n a

Litwie

We

w

wrześniu

1993

r. w y j e c h a ł

z Wilna

i zamieszkał

Izraelu.

Halina

K o b e c k a i t e , d r . filozofii,
Moskiewskim z

Tłumacz

ur

1939

r. w T r o k a c h .

zakresu

estetyki

literatury p i ę k n e j z j ę z y k ó w

polskiej

Studia
Uniwer­

(1972

tureckich na

Sajudi­

su. p r z e w o d n i c z ą c a T o w a r z y s t w a kulturalnego K a r a i m ó w
Od

listopada

1989

r.

jest

dyrektorem

r.).

litewski.

W y k ł a d a ł a e s t e t y k ę w K o w n i e i Wilnie. C z ł o n e k S e j m u
Litwie.

i Litwini

na

generalnym

D e p a r t a m e n t u do S p r a w N a r o d o w o ś c i p r z y R z ą d z i e

Republiki

litewskiej.
V y ł a u t a s K u b i l i u s , u r . 1928 n a L i t w i e . K r y t y k i h i s t o r y k l i t e r a t u r y ,

( 1 9 9 1 ) , Zygmunt

( 1 9 8 2 ) , Kirchoim

III Waza

(1991).

M a g d a l e n a Z o w c z a k , etnolog, z a j m u j e s i ę z a g a d n i e n i a m i z

po­

kulturą

d u c h o w ą . Adjunkt w K a t e d r z e Etnologii i Antropologii kulturo­
w e j U W . A u t o r k a k s i ą ż k i Bohaterwsi.

Mit i stereotypy,

Wrocław

1991.
Zita Żemaltyte, u k o ń c z y ł a w y d z i a ł artystyczny i h i s t o r i ę sztuki na
Uniwersytecie
ludowych.

w

Wilnie. Z a j m u j e

Autorka

monografii

się

twórczością

ludowych

artystów

rzeźbiarzy,

m.in.

Lionginusa Ś e p k i i Ipolitasa U ż k u r n y s a .
Andrzej Czajkowski, Beata Czech, Janina D o m a ń s k a , Agnieszka
H a l e m b a , Renata Hryciuk, A n n a K o w a l c z y k , P a w e ł

Kowalski,

P a w e ł Ł a d y k o w s k i , E w a Moroz, Mikołaj O l s z e w s k i . Agnieszka

p r a c o w n i k Instytutu L i t e r a t u r y i F o l k l o r u U W i l . D o k t o r f i l o l o g i i .

Pokropek,

A u t o r w i e l u a r t y k u ł ó w i p o n a d 10 k s i ą ż e k z z a k r e s u l i t e r a t u r y

i V roku etnologii n a UW.

194

w wierze

g r a n i c z a historii sztuki, formami ż y c i a religijnego w s i ,

w Wilnie i T a s z k i e n c i e . P r a c ę d o k t o r s k ą o b r o n i ł a na
sytecie

Litwa

(1978), Rozróżnieni

Łukasz

Smyrski.

Anna

Wróblewska:

studenci

IV

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10492" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10470">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/aca66223c5e8a2553f2596f66dfe0c58.pdf</src>
        <authentication>2bcdca551ff4c1e506f95cd4b7eeb006</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124931">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2505</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124932">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124933">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2328</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124934">
                <text>Noty o autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124935">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.173</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124936">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124937">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124938">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124939">
                <text>NOTY

O

AUTORACH

Jerzy Prokopiuk - tłumacz literatury humanistycznej (niemieckiej,
angielskiej, francuskiej, 78 wydanych pozycji), antropozof, religio­
znawca. Redaktor naczelny dwumiesięcznika ,,Gnosis", były
prezes klubu Gnosis i klubu C. G. Junga. Tłumaczył m.in. Junga,
Mistrza Ekharta, Anioła Ślązaka, Goethego, Schillera, Novalisa,
Hegla, Steinera, Freuda, Fromma, Aldousa Huxleya, Eliadego.
Kirsten Hastrup - Dunka, światowej sławy antropolog, profesor
w Instytucie Antropologii w Uniwersytecie w Kopenhadze. Jej
postać stała się podstawą sztuki Talabot wystawionej przez Odin
Teater.
Mircea Eliade - 1907-1986, ur. w Bukareszcie, studiował filozofię
indyjską, wykładał historię religii i filozofię Wschodu w Bukaresz­
cie, Berlinie, Bernie i Londynie. W 1945 osiadł w Paryżu i podjął
współpracę z wybitnym religioznawcą Georges Dumezilem. Wy­
kładał w Ecole Pratique des Hautes Etudes. Autor pomnikowego
dzieła Traktat o historii religii. Publikował w języku francuskim
wiele innych prac z zakresu religioznastwa i antropologii kultury.
Marcin Brocki - student V roku Etnologii Uniwersytetu Wrocławs­
kiego.
Jagna Knittel - etnograf, absolwentka UW, zajmuje się penetracją
pogranicza kultury i natury, alternatywnymi systemami medycz­
nymi i różnicami światopoglądowymi. Tłumaczy z francuskiego.
Maria Janion - historyk literatury i historyk idei, krytyk literacki.
Profesor w IBL PAN, wykładowca na UW, w latach 1956-89 zajęcia
w WS Pedagogicznej w Gdańsku, a następnie na Uniwersytecie
Gdańskim. Opublikowała m.in.: Zygmunt Krasiński, debiut i doj­
rzałość, W-wa 1962; Romantyzm. Studia o ideach i sty tu, W-wa
1969; Romantyzm. Rewolucja.
Marksizm. Kolokwia
gdańskie,
1972; Hermeneutyka. Poznanie i terapia, 1974; Gorączka roman­
tyczna, 1975; Literatura wobec wojny i okupacji, 1976; Romantyzm
i historia, 1978; Reduta. Romantyczna poezja
niepodległościowa,
1979; Odnawianie znaczeń, 1980; Seria Transgresje;
Czas formy
otwartej, 1984; Wobec zia, 1989; Życie pośmiertne
Konrada
Wallenroda, 1990; Projekt krytyki fantazmatycznej,
1991.
Maria Żmigrodzka - historyk literatury, krytyk literacki, prof, w IBL
PAN w latach 1948-1992, wykładała na UMC-S w Lublinie w latach
1959-68 i na UJ 1976-92. Opublikowała studia poświęcone pozyty­
wizmowi i romantyzmowi: Orzeszkowa.
Młodość
Pozytywizmu,
1965; współautorka z prof. Marią Janion prac: Romantyzm i Histo­
ria, 1978; Słowacki mistyczny, 1980.
Małgorzata Łukasiewicz - germanistka, tłumaczka m.in. Gadamera,
Habernasa, Simmla, Hessego, Suskinda, Roberta Walsera.
Zygmunt Krzak - doc. dr hab. Pracownik Instytutu Archeologii
i Etnologii PAN. Zajmuje się prehistorią świata ze szczególnym
uwzględnieniem megalitów i myśli ludzkiej. Najważniejsze dzieło
to synteza megalitów Europy pt. Megality Europy. Autor 10 książek
i 250 publikacji.
OionizjuszCzubaia-dr folklorysta, badacz mitologii życia współczes­
nego (studia polonistyczne, doktorat z etnologii, Uniwersytet
Wrocławski). Adiunkt w Zakładzie Teorii i Historii w Instytucie
Nauk o Kulturze, Uniwersytet Śląski.
Aleksander Jackowski - antropolog kultury (studia: socjologia UW),
autor wielu tekstów o współczesnej kulturze artystycznej, zwłasz­
cza ludowej. Krytyk sztuki. Wykłada w Katedrze Etnologii i Ant­
ropologii Kulturowej UW. Organizator kilkudziesięciu wystaw
sztuki ludowej i naiwnej w kraju i za granicą. Redaktor naczelny
„Kontekstów".
Adam Czyżewski - etnolog (studia UJ), antropolog kultury. W 1990
doktorat Idea miasta-ogrodu
w Polsce 1899-1939. Obecnie przy­
gotowuje Słownik wierzeń i obyczajów ludowych w Polsce (na
zamówienie Wydawnictwa Szkolnego).
Monika Sznajderman - etnolog (studia UW), studia doktoranckie
w Instytucie Sztuki PAN; pisze pracę doktorską poświęconą
postaci błazna w kulturze. Autorka książki Zaraza.
Mitologia
dżumy, cholery i Aids.
Wojciech Michera-archeolog, etnolog (studia UW); prowadzi zajęcia
w Studium Kształcenia Otwartego (UW), w Państwowej Wyższej
Szkole Teatralnej. Autor książki AntyDaniken.
Jacek Olędzki - ur. w 1933 roku (studia UW). Etnolog na Wydziale
Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego.
Współpracownik naszego pisma od 1959 r. Od kilkunastu lat łączy
szczegółową i systematyczną pracę badawczą w Murzynowie
koło Płocka z szerszą refleksją, obejmującą inne części Polski
oraz znane mu z autopsji miejsca w Europie, Azji i Afryce.

Elżbieta Umińska - studia filozoficzne na Uniwersytecie Warszaws­
kim (1965), etnograficzne w Podyplomowym Studium Etnografii na
Uniwersytecie M. Kopernika w Toruniu. Interesuje się kulturą
i sztuką ludową (folklor, plastyka, muzyka) filozofią i psychologią.
Autorka książki Gry i zabawy dziecięce ^966) atakże recenzji, not
i artykułów.
Zbigniew Libera - pracownik Katedry Etnologii Uniwersytetu Wroc­
ławskiego. Autor kilku prac dotyczących semiotyki barw, etnobotaniki (m.in. z Adamem Paluchem, Lasowiacki zielnik, Kolbuszo­
wa 1993) medycyny ludowej (Etnomedycyna.
Słowiańszczyzna
zachodnia i wschodnia XIX-XX wiek - w druku) „antropologii
ciała" (w druku - Rzyć, aby żyć. Rzecz antropologiczna
w3aktach
z prologiem
i epilogiem; Wstęp do nosologii napisanej z wy­
czuciem
antropologicznym).
Andrzej Różycki - artysta fotografik, reżyser filmowy - dokumentalis­
ta. Studiował na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu, a także
w Łódzkiej Szkole Filmowej. Autor wielu wystaw fotograficznych
(m.in. Koszulki Panny Marii, Moje prywatne Kalwarie,
Drzewo
poznania, Raj tracony, Chusta Weroniki), twórca filmów dokumen­
talnych, w których opowiada o rzeczywistości symbolicznej, do
której dostęp mają ludzie ze wsi, artyści i nawiedzeni (m.in.
Kalwaria Marii Wnęk, Drzewa i Maska, czyli świat od początku,
Nieskończoność dalekich dróg). Twórca nagrodzonego na Fes­
tiwalu w Krakowie filmu Podpatrzona i podsłuchana Zofia Rydel
anno domini 1989.
Ewa Korulska - polonistka, antropolog kultury, doktorat Mit chłopa
w literaturze i sztuce 1863-1939, Warszawa 1993, msp w Instytucie
Sztuki PAN.
Wiesław Myśliwski - prozaik, dramaturg, redaktor naczelny kwartal­
nika „Regiony". Autor głośnych powieści nawiązujących do
znaczeń kultury chłopskiej, wielokrotnie wznawianych i tłumaczo­
nych na wiele języków europejskich: Nagi sad, Pałac, Kamień na
kamieniu oraz dramatów Złodziej, Klucznik, Drzewo.
Roch Sulima - pracownik Katedry Kultury Polskiej UW, gdzie kieruje
zespołem Do Badań Kultur Środowiskowych i Zróżnicowań Kul­
turowych. Autor wielu książek m.in. Folklor i literatura,
Dokument
i literatura, Literatura a dialog kultur, Słowo i Etos.
Ryszard Ciarka - etnolog, pracownik Instytutu Sztuki PAN, Pracownia
Antropologii Kultury, Filmu i Sztuki Audiowizualnej. Zajmuje się
antropologią współczesności, autor wielu artykułów.
Agnieszka Taborska - historyk sztuki, romanistka, zajmuje się
tłumaczeniami literackimi. Wykłada literaturę francuską w Rhode
Island School of Design w Providence USA. Autorka książki
Szalony zegar (Nagroda Niemieckiej Akademii Dziecięcej, luty
1994) ; kolejna książka Polubić muzykę country. Dziennik amery­
kańskiej podróży (wyd. NOWA, grudzień 1994).
Jeremy Rifkin - autor książek Biosphere Politics, Time Wars i A/geny,
znany jest głównie dzięki pracom na temat środowiska natural­
nego oraz tekstom krytycznym o współczesnej technologii. Jest
przewodniczących Greenhouse Crisis Foundation i Foundation on
Economic Trends, Anatomia cheeseburgera
(„Granta" 38, zima
1991) stanowi fragment książki Beyond Beef. The Rise and Fall of
the Cattle Culture. (E. P. Dutton, 1991).
Małgorzata Haładewicz - absolwentka Filologii Angielskiej UAM
w Poznaniu, specjalizuje się w socjolingwistyce. Współpracuje
z klubem ekologicznym GAJA. Zatrudniona w charakterze nau­
czycielki języka angielskiego w Zespole Szkół Elektronicznych we
Wrocławiu.
łga Czaczkowska - doktorantka Instytutu Ekumenicznego Uniwer­
sytetu Lubelskiego. Blisko związana z pracą Światowej Rady
Kościołów w Genewie.
Jadwiga Rodowicz - japonistka, wykłada na UW. W latach 1979-89
pracowała w Zespole Teatru Gardzienice, obecnie zajmuje się
badaniem teatru japońskiego. Autorka książki Pięć widzeń kobiety
w teatrze No (Pusty obłok, W-wa 1993).
Koji Kamoji - japoński malarz, wykształcony na Akademii Sztuki
w Tokio, w 1959 roku przyjechał do Polski, studiował w warszaws­
kiej Akademii Sztuk Pięknych. Mieszka w Warszawie. Zadebiuto­
wał w 1965 roku w krakowskiej galerii Krzysztofory. Na stałe
związany z Galerią Foksal w Warszawie. Tworzy reliefy z drewna,
obrazy i instalacje, a najnowsze prace to reliefy z aluminium
i drutu zbrojeniowego.

173

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9557" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9535">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/026acd376f4cd804bbc33cac6413b1fb.pdf</src>
        <authentication>eb57153a87e4a9aee2447a82a65fcb7d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113822">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113823">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113824">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2784</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113825">
                <text>Noty o autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113826">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.223-224</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113827">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113828">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113829">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113830">
                <text>R y s z a r d

C i a r k a THE HEAD AT THE BOTTOM OFTHE BED

K r z y s z t o f

OR P R O P A E D E U T I C O F E T N O G R A P N Y
T h i s j o c u l a r text is an attempt at a slightly caricaturist! description of
semiotic-structural

reflections

about

K u b i a k T H ESPEECH OF WRITTEN

WORDS

T h i s is a venture at tackling recollections and their written form.The

the dependence

between

author o f the article arrived at the c o n c l u s i o n that the specificity of

the

a manuscript and the colourful personality o f its author would be

arrangement o f the quilt and the speed with w h i c h one falls asleep.

best captured by a filmed

record. H e thus presents

a project for

a film about O t y l i a Z a c h u r a . resident o f a solitary mountain homestead,
W o j c i e c h

M i c h e r a T H E BOUGH O F AENEAS

and her childhood w a r t i m e r e m i n i s c e n c e s . T h e brief and strikingly

M e n o f antiquity universally believed that this fatal bough w a s the

authentic diary is cited in its entirety in the article, w h i c h is the basis

G o l d e n B o u g h w h i c h A e n e a s , obedient to the c o m m a n d s of S y b i l , broke

for a screenplay.

off on the e v e o f his dangerous journey to the land o f the dead - wrote

the birthdays o f assorted members of the Z a c h u r a family, and the

James F r a z e r 150 years ago in his Golden

by notes with the dates of

T h e author of the

most important events in the lives o f their children. T h i s element endows

article refers to this v i e w , and presents the mythical theme of travellers

the text with a characteristic . . b i b l i c a l " rhythm. It also shows Great

on their w a y to the other-world. H e deals with the existential dimension

History as seen by ordinary people, and ordinary people as a fragment of

of the journey, alluding to paintings and poetic visions. He also indicates

History.

the significance

o f the golden

bough

Bough.

It is supplemented

against

the backdrop o f the

symbolic of the holy tree, and depicts the connection between the
predecessors

of Aeneas

(in accordance

On
the , , S o - c a l l e d
Jackowski

with the texts by V i r g i l )

- T h e s e u s . P o l l u x . O r p h e u s and Heracles - with the myth about Jason
and

his expedition

in search

suggestions contained

for the G o l d e n

in a sixteenth-century

Fleece.

An

Following

album

So-called

Naive

Naive

Art

Art

by

Aleksander

by A l e k s a n d e r J a c k o w s k i w a s

published in 1995. T h e book, w h i c h contains 91 biogramm.es o f naive

a l c h e m i c a l w o r k , the

artists, met with a lively response. T h e r e v i e w s indicated the necessity

author examines the s y m b o l i c kinship o f this myth with the story o f

of

Heracles stealing apples from the garden o f the Hesperides. F i n a l l y , he

non-professional art, and the relation between high and low culture.

a

new

approach

to

such

problems

as

professional

and

interprets the mediaeval legend of the H o l y G r a i l , the B i b l i c a l story of

W e include a r e v i e w by H a n n а К i r c h n e r , T H E N I N E T Y S E C O N D

the flood, and the S u m e r i a n epos about G i l g a m e s h as well as a mythical

S I L H O U E T T E fragments o f r e v i e w s , w h i c h were presented in the

prop - the staff o f Hermes and A e s c u l a p i u s , entwined by serpents.

press, and an i n t e r v i e w h e l d b y Z b i g n i e w
with the author o f So-called

E w a

D ż u r a k

ELEMENTS
NATIVE

LITERATURE

A N D RITUAL.

IN C O N T E M P O R A R Y

WRITTEN

Benedyktowicz

art and the autobiography

Short

cuts.

TRADITIONAL

NOVELS

naive

BY

AMERICANS

Danuta

W a w i ł o w THEKLAN

EXPERIMENT

T h e typical feature o f the contemporary novel written by Native

T h e history o f K L A N - C l u b of A r t i s t i c a l l y Inexhaustible People - is

A m e r i c a n s is predominantly a combination of traditional and modern

brief. It w a s founded in 1992 by young people aged from thirteen to over

motifs, and a presentation of heroes balancing in a cultural void, situated

twenty. T h e basic K L A N f o r m u l a w a s . and is. the right to creativity

between cultures, and experiencing a feeling of alienation. T h e i r lot

- writing poems, d r a w i n g , m a k i n g m u s i c , sculpting little clay birds and

assumes the mythical dimension of a paradigmatic controversy between

soon. F o r some participants o f the experiment it constitutes a significant

good and evil. In an analysis of two novels: House

stage in their life, a lesson in imagination and creative love. T h e founder

Scott M o m a d a y and Ceremony

Made of Down by N .

by L e s l i e M a r m o n S i l k o . the author

shows how myth and ritual interfere into the texts and help the heroes to
overcome their complicated situation produced by the dissolution o f

and author o f this article discovered K L A N to be a source o f knowledge
about life, people, poetry and art.
K L A N , w h i c h exists not only in W a r s a w but also in other towns,

traditional culture.

comprises a group o f people sharing a philosophy of life and art.

W ł a d y s ł a w

Ewa

Ha s iо r ONPLEBEIAN ART

K o r u l s k a CHILDREN KNOCK ONDOORS O F STONE

T h e first contact with a poetic text is often d e c i s i v e for a child's

T h i s is an interview with W . H a s i o r hold by A l e k s a n d e r J a c k o w s k i .
T h e outstanding artist speaks about his collection of plebeian art

approach to poetry, a n d e a n stir or stifle his imagination. Polish language

- several thousand slides documenting the phenomenon in question as

school lessons offer an opportunity for a w a k e n i n g and stimulating the

well as the iconospherc of communist Poland.

c h i l d ' s sensitivity towards the w o r d . O n e o f the available methods is to

In his o w n w o r k s Hasior uses elements of folk, plebeian art: in the
select

examples,

he recognizes

authentic

longing

for beauty. B y

create possibilities for individual creativity, and to demonstrate the
c i r c u m s t a n c e s in w h i c h e v e r y o n e ' s ability o f articulating impressions

annulling ..aesthetic c r i t e r i a " and rejecting the notion o f kitsch, the artist

and emotions

draws particular attention to private worlds, separated by a picket fence,

creation, starts treating the poetic text as a natural mode o f expressing his

w h i c h offer their o w n vision o f beauty.

thoughts and feelings.

N O T Y

O

M a ł g o r z a t a B a r a n o w s k a poetka, krytyk i historyk literatury. A u t o ­
rka k s i ą ż e k : Pamiętnik
zja.

Ta jest

wasze

mistyczny.
życie.

Surrealistyczna

masowej

w: Problemy

i poe­

Autorka wielu artykułów o w y o b r a ź n i

symbolicznej i kulturze masowej m i n . Pocztówka
źni

wyobraźnia

wiedzy

a kulturze

jako wyraz,
(Ossolineum

autorka d w ó c h t o m ó w poetyckich: Miasto.

Zamek

O g ł a s z a w „ T w ó r c z o ś c i " Prywatną

poezji.

historię

wyobra­

w

1986).

Pirenejach.

A U T O R A C H

popularny z a r y s literatury p o z y t y w i s t y c z n e j Pozytywiści

i inni ( P W N )

oraz książkę p o ś w i ę c o n a p o w i e ś c i kobiecej ( o d Ż m i c h o w s k i e j do
Nałkowskiej) (IBL).
Jacek

Borowski

— absolwent

i p o g r a n i c z e m filozofii

IFiS

i antropologii.

U W . Zajmuje

s i ę estetyka

Pracuje w W y d a w n i c t w i e

Naukowym P W N .
W o j c i e c h J . B u r s z t a dr hab., profesor w Katedrze E t n o l o g i i U A M .

J a n u s z B a r a ń s k i etnograf, filozof, absolwent U J , doktorant w I n ­
stytucie Etnologii U J w K r a k o w i e . Z a j m u j e s i ę problemami ant­

Autor m.in. K s i ą ż e k : Wymiary

antropologicznego

poznania

kultury

1992; Czytanie kultury. P i ę ć s z k i c ó w , 1995.
R o g e r C a i l l o i s etnolog, socjolog i filozof francuski, znany ze swoich

ropologii polityki i metodologia polityki.
Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z antropolog kultury, redaktor „ K o n t e k s ­
t ó w " . K i e r o w n i k P r a c o w n i Antropologii

is activated. A c h i l d w h o has experienced the j o y of

Kultury. Filmu

i Sztuki

A u d i o w i z u a l n e j . Autor prac o w y o b r a ź n i s y m b o l i c z n e j i antropologii

s z e r o k i c h z a i n t e r e s o w a ń , r ó w n i e ż literaturą. W Polsce w y s z ł y d w a
zbiory j e g o t e k s t ó w Żywioł

i lad oraz Odpowiedzialność

i styl.

R y s z a r d C i a r k a etnolog, p r a c o w n i k Instytutu S z t u k i P A N , P r a c o w n i a

w s p ó ł c z e s n e j , m i n . k s i ą ż k i (z D a n u t a B e n e d y k t o w i c z ) Dom w trady­

Antropologii K u l t u r y , F i l m u i S z t u k i A u d i o w i z u a l n e j . Z a j m u j e s i ę

cji

a n t r o p o l o g i ą w s p ó ł c z e s n o ś c i , autor w i e l u a r t y k u ł ó w

ludowej.

G r a ż y n a B o r k o w s k a - krytyk i historyk literatury, pracuje w I B L
P A N , w y d a l a Dialog

222

powieściowy

i jego

konteksty;

z ł o ż y ł a do druku

James

Clifford

profesor

antropologii,

wykładał

między

h i s t o r i ę ś w i a d o m o ś c i na U n i v e r s i t y o f C a l i f o r n i a , Santa C r u z

innymi
Autor

�Ewa

z n a c z ą c y c h prac na lemat historii d y s k u r s u misyjnego, d o ś w i a d c z e n i a
p o d r ó ż y i m u z e a l n i c t w a . A u t o r m.in. Predicament

of Culture

(1988)

i w s p ó t e d y t o r zbioru t e k s t ó w o b r a z u j ą c y c h obecny p r z e ł o m w etno­
grafii Writing

Culture

Sztuki

Orawie.

s y m b o l u w filmie.

Warszawa

s i ę w s p ó ł c z e s n ą literaturą Indian A . P . M i e s z k a

Kulturowej
Zrealizował

UW.

Prowadzi

pięć filmów

K a t e d r z e Etnologii
badania w

dla T e l e w i z j i

pod

Lectures

( 1 9 8 1 ) Mea

W h i t e m , 1987), The

M i c h a ł G ł o w i ń s k i - prof., p r a c o w n i k n a u k o w y I B L P A N . Zaintereso­

Wojciech

West is Dead
Waters

Michera -

Dark

archeolog, etnolog (studia

UW);

tradycji

W y ż s z e j S z k o l e Teatralnej. A u t o r k s i ą ż k i AntyDiiniken

zwłaszcza

p o w i e ś c i X I X i X X w i e k u , z j a w i s k k o m u n i k a c j i literackiej. Autor
min.

Porządek,

Poetyka

Tuwima

chaos, znaczenie.

a polska

tradycja

1968. Style odbioru

literacka

1977, Mity

Studium

Kształcenia

Otwartego ( U W ) ,

Marek N o w a k o w s k i -

1962.

przebrane

Pierwsze

opowiadanie

pisarz, autor w i e l u
Kwadratowy

p i e r w s z a k s i ą ż k a Ten stary złodziej
Hasior -

wybitny

artysta, t w ó r c a

rzeźb,

pomników,

K o l e j n o m i ę d z y i n n y m i : Robaki.

inscenizacji p l e n e r o w y c h ( p o c h ó d ze sztandarami w Ł ą c k u ) . A u t o r

Gdzie jest droga na Walne. Książę

w i e l u w y s t a w w kraju i za g r a n i c ą .

Powidoki.

A l e k s a n d e r J a c k o w s k i antropolog kultury, krytyk sztuki: redaktor

w

prowadzi

Państwowej
i programów

w

książek

„Nowa

( 1 9 5 9 ) , Beniek
Miz.erykordia.
Nocy, Raport

i

opowiadań

Kultura"

(1957),

Kwiaciarz.
Wesele

(1961).

raz

o stalnie

jeszcze,
wojennym.

Jest laureatem w i e l u n a g r ó d , m.in.: Nagroda

Wolność

P E N c l u b u . F r a n c j a , nagroda J u r z y k o w s k i e g o . N o w y Jork.

. . K o n t e k s t ó w " . A u t o r w i e l u prac z zakresu sztuki ludowej i naiwnej.
M a r i a J a n i o n historyk literatury i historyk idei. krytyk

(z E .

telewizyjnych.

1990.
Władysław

Łamem

Proof

(1993).

zajęcia

w

na

realizacji.

( 1 9 8 3 ) . The

of Thirst

i

Polskiej i siedem

wania b a d a w c z e prof, s k u p i a j ą s i ę m.in. w o k ó ł w s p ó ł c z e s n y c h funkcji

książek

i Ant­

Beskidach

A d a m M a r s - J o n e s brytyjski pisarz i krytyk f i l m o w y . Autor

Bostonem.

literackich, teorii i historii form narracyjnych,

chłopa

1993, msp w Instytucie

f i l m ó w dla Katedry, kolejne trzy filmy s ą w

D ż u r a k - etnolog (studia U W ) , pracuje w bibliotece na Harvar-

dzie. Z a j m u j e

1863—1939,

K u b i a k etnograf, pracuje w

ropologii

oraz w redakcji „ K o n t e k s t ó w " ; n a p i s a ł r o z p r a w ę doktorska na temat

i sztuce

PAN.

Krzysztof

(1986).

D a r i u s z C z a j a etnolog (studia U J ) , pracuje w Katedrze E t n o l o g i i U J

Ewa

K o r u l s k a polonistka, antropolog kultury, doktorat Mit

w literaturze

Mieszka

w Warszawie.
Aneta

literacki.

Pierzchała

na

KUL-u.

Profesor w I B L P A N , w y k ł a d o w c a na U W . w latach 1 9 5 6 — 8 9 z a j ę c i a

D y p l o m w Katedrze T e o r i i Literatury ( K U L ) . S t u d i o w a ł a

również

w

d z i e n n i k a r s t w o na U W . P r a c o w a ł a na W y d z i a l e P o l o n i s t y k i

WS

Pedagogicznej w

Gdańskim.
jrzałość.

Rewolucja.

meneutyka.
Literaturo

Poznanie

Reduta.

Romantyczna
1980; Seria

1989:

krytyki

i terapia,

Życie

poezja

Uniwersytecie
debiut

gdańskie.

i

1979:

Konrada

Wallenroda,

współpracuje

Sztuki

UW.

i filozofię

UW,

kultury „ Ż y c i a W a r s z a w y " . P u b l i k o w a ł a

w „Akcencie" i „Dialogu".

1975:

doktoranckie w I B L P A N . Pracuje w R e d a k c j i

1976:

Polskiego. Z a j m u j e s i ę f i l o z o f i ą j ę z y k a , p o z n a n i a i teorią literatury.

Odnawianie

J u s t y n a S o b o l e w s k a studentka polonistyki U W . T e k s t jest fragmen­

1984:
1990:

Wobec

Języka

tem pracy magisterskiej pisanej na s e m i n a r i u m prof. Marii Janion.

1991.

Kruk

H i s t o r y k sztuki, filozof, autor w i e l u

Słowników

A n d r z e j S t a s i u k - poeta, pisarz. A u t o r k s i ą ż e k : Mury Hebronu,

Projekt

W i e s ł a w J u s z c z a k profesor w Instytucie Sztuki P A N i na W y d z i a l e
Historii

z działem

polonistykę

M a g d a l e n a S a g a n i a k s t u d i o w a ł a p o l o n i s t y k ę i f i l o z o f i ę U W . Studia

Her­

i historia.

Czas formy otwartej,

do­
1969:

1972;

romantyczna.

1976; Romantyzm

niepodległościowa.

pośmiertne

fantazmatycznej.

Kolokwia

1974: Gorączka

Transgresje;

na

Krasiński,

Studia o ideach i stylu, W - w a

Marksizm.

wobec wojny i okupacji.

znaczeń

a następnie

m.in.: Zygmunt

W - w a 1962; Romantyzm.

Romantyzm.

z.la.

Gdańsku,

Opublikowała

studiowała

1995.

Wiersze

K r a k ó w 1995

miłosne

i nie,

Opowieści

galicyjskie.

Biały
Znak,

Mieszka w Beskidzie Niskim

L u d w i k S t o m m a profesor, etnolog, w y k ł a d o w c a w E c o l e Pratique des

książek

i artykułów,

Hautes Etudes ( S o r b o n a ) .

Hanna Kirchner i krytyk literacki,

dr hab..

ur. w

W a r s z a w i e , historyk

t ł u m a c z k a . E d y t o r k a Dzienników

Zofii

kiej. Wieloletni p r a c o w n i k Instytutu B a d a ń Literatury P A N .
l i c z n y c h rozpraw, s t u d i ó w

i esejów

M a r i l y n S t r a t h e r n profesor antropologii na U n i w e r s y t e c i e w

literatury
Nałkows­

chesterze a obecnie w

Autorka

pici. Autorka takich prac, j a k Gender

Hasiora.

i After Nature:

Pokwitowanie dla wpłacającego

wpłacający

English

Kinship

Odcinek dla posiadacza rachunku

zł
wpłacający

Zł

Man­

badawcze

k o n c e n t r u j ą s i ę przede w s z y s t k i m w o k ó ł kulturowego postrzegania

o literaturze X X w i e k u . Z a ­

j m o w a ł a s i ę m.in. t w ó r c z o ś c i ą W ł a d y s ł a w a

C a m b r i d g e . Jej zainteresowania
of the Gift, Partial

in the

Twentieth

Connections

Century.

Pokwitowanie dla wpłacającego

zł
wpłacający

Dokładny adres

Dokładny adres

Dokładny adres

na r-k

na r-k

na r-k

AMOS

AMOS

AMOS

ul. Zuga 12, WARSZAWA

ul. Zuga 12, WARSZAWA

ul. Zuga 12, WARSZAWA

VIII Oddział PKO W-wa
nr r-ku 1586-77578-136

VIII Oddział PKO W-wa
nr r-ku 1586-77578-136

VIII Oddział PKO W-wa
nr r-ku 1586-77578-136

Ktcmpd

stempel

siempcl

podpis przyjmujuccgn

[WKjpis

pr/yjmuJ4CCjjt&gt;

podpis pr/.yimum^ego

�Kazimiera S z c z u k a studiowała polonistykę ( K U L , U W ) . Publikowa­

Jerzy

S.

Wasilewski

-

etnolog,

pracuje w

katedrze

ła m.in. w , . T y g o d n i k u L i t e r a c k i m " , „ K i n i e " . Doktorantka S z k o ł y

i Antropologii

N a u k S p o ł e c z n y c h P A N . Z a j m u j e s i ę r o m a n t y c z n y m mitem kobiety.

n i k i e m c o r o c z n e j e k s p e d y c j i I H K M P A N do M o n g o l i i .

M o n i k a S z n a j d e r m a n - etnolog (studia U W ) , studia doktoranckie
w Instytucie S z t u k i P A N ; pisze p r a c ę doktorska p o ś w i ę c o n ą postaci
b ł a z n a w kulturze. A u t o r k a k s i ą ż k i

Zaraza. Mitologia dżumy, cholery

Kulturowej U W . W

też penetrację e t n o g r a f i c z n ą

latach

innych krajów

Etnologii

1971-80 był

uczest­

Prowadził

A z j i . Autor książek:

Podróże do piekieł, rzecz, o szamańskich misteriach. W - w a 1979.
Tabu a paradygmaty etnologii, W - w a , 1989.

i Aids.
J a d w i g a W a i s adiunkt Z a k ł a d u F i l o z o f i i i S o c j o l o g i i A W F W r o c ł a w
u k o ń c z y ł a s o c j o l o g i ę na W y d z i a l e F i l o z o f i c z n y m U n i w e r s y t e t u W a r ­
szawskiego w

Danuta Wawiłow

poetka,

tłumaczka,

autorka k s i ą ż e k

dla

dzieci

i m ł o d z i e ż y , animatorka r u c h u K L A N .

1970 r. praca mgr. o F l o r i a n i e Z n a n i e c k i m u Prof.

Jerzego S z a c k i e g o . doktorat o u k r y t y c h w nauce z a ł o ż e n i a c h

aks­

A n n a W i e c z o r k i e w i c z absolwentka polonistyki

j o l o g i c z n y c h (w P o z n a n i u u Prof. L e s z k a N o w a k a ) . Ostatnia publika­

adiunkt

c j a to w 17 numerze

pograniczem

1994 r. „ E d u k a c j i F i l o z o f i c z n e j " a r t y k u ł pt.

Proces w „Procesie" Franza Kafki.

w

Zakładzie
teorii

Teorii

kultury

Kultury
i

IFiS

literatury

i etnografii

P A N . Zajmuje

oraz

antropologią

UW,
się
wę­

drówki.

E r r a t a : W poprzednim zeszycie (2/1995) zdarzył się błąd, za który serdecznie
przepraszymy Autorkę, pominięto bowiem w spisie treści jej nazwisko i tytuł
artykułu. Należało po tekście p. Mariusza Czubaja podać: Magdalena Jaworska,
Polesie. Pieśń o umieraniu.

N a w s z y s t k i c h c z ę ś c i a c h blankietu n a l e ż y w p i ­
s a ć czytelni atramentem, d ł u g o p i s e m lub pis­
mem

maszynowym

jednakkowo

kwotę

PRENUMERATA
„KONTEKSTÓW"

cyf­

PRENUMERATA
„KONTEKSTÓW"

rami, i m i ę i n a z w i s k o w p ł a c a j ą c e g o , j e g o ad­
res, s i e d z i b ę o d d z i a ł u b a n k u w k t ó r y m p r o w a ­
dzony jest rachunek oraz numer i n a z w ę tego

I półrocze

I półrocze

I I półrocze

I I półrocze

roczna

roczna

ilość egz.

ilość egz.

rachunku.

Z a skutki w y n i k ł e z m y l n e g o w y p e ł n i e n i a
blankietu ponosi o d p o w i e d z i a l n o ś ć
wyłącznie wpłacający.

�WARUNKI PRENUMERATY
1. W p t a i y na p r e n u m e r a t ę p r o w a d z o n a , przez „ R u c h " p r z y j m o w a n e s ą na o k r e s y k w a r t a l n e .
C e n a p r e n u m e r a t y w y n o s i 3 zt za n u m e r (1 i 2 k w a r t a ł ) o r a z 4 zł z a n u m e r (3 i 4 k w a r t a ł ) . P r e n u m e r a t a ze
z l e c e n i e m d o s t a w y za g r a n i c ę j e s t o 100% d r o ż s z a ,
W p ł a t y na p r e n u m e r a t ę
-

przyjmują:

na teren k r a j u - j e d n o s t k i

kolportażowe

opaską". Wpłaty

„Ruch":

od osób

istnieje

i instytucji

również

możliwość

z miejscowości,

w których

prenumeraty
nie ma

„pod

jednostek

k o l p o r t a ż u „ R u c h " n a l e ż y w n o s i ć d o R u c h S A O d d z . W - w a , u l . T o w a r o w a 28, k o n t o j a k
niżej.
- na z a g r a n i c ę

- Z a k ł a d K o l p o r t a ż u Prasy i W y d a w n i c t w 0 0 - 9 5 8 W a r s z a w a , k o n t o P B K , X I I I
W-wa

D o s t a w a z a m ó w i o n e j prasy
-

Oddział

370044-1195-139-11
następuje:

przez jednostki k o l p o r t a ż o w e „ R u c h " - w s p o s ó b u z g o d n i o n y z z a m a w i a j ą c y m .
p r z e z u r z ę d y p o c z t o w e - p o c z t ą z w y k ł ą na w s k a z a n y adres, w r a m a c h o p ł a c o n e j p r e n u m e r a t y z w y j ą t k i e m
z l e c e n i a d o s t a w y na z a g r a n i c ę p o c z t ą l o t n i c z ą d o o d b i o r c y z a g r a n i c z n e g o , k t ó r e j k o s z t w p e ł n i p o k r y w a
prenumerator.

T e r m i n y p r z y j m o w a n i a p r e n u m e r a t y na kraj i z a g r a n i c ę - d o 2 0 X 1 n a l k w a r t a ł r o k u n a s t ę p n e g o , d o 20 I I - na I I
k w a r t a ł , d o 20 V na I I I k w a r t a ł , d o 20 V I I I na I V k w a r t a ł .
2. P r e n u m e r a t ę

„ K o n t e k s t ó w " prowadzi także

firma

AMOS.

Warszawa,

ul. Zuga

12. 0 1 - 8 0 6

Warszawa

( t e l . 3 4 6 5 2 1 ) . W p ł a t y na o k r e s y p ó ł r o c z n e ( d w a z e s z y ł y l u b jeden p o d w ó j n y ) i r o c z n e p r z y j m o w a n e s ą na
konto:
A M O S . V I I I O d d z i a ł P K O W a r s z a w a N r 1586-77578-136.
Dla u ł a t w i e n i a zamieszczamy
3. C e n a p r e n u m e r a t y

obok w y d r u k o w a n y blankiet.

r o c z n e j przez „ R u c h " l u b A M O S w y n o s i 14 zł. P r e n u m e r a t a za I p ó ł r o c z e : 6 z ł ; z a I I

p ó ł r o c z e : 8 z ł : n u m e r p o j e d y n c z y 3 zł. w I p ó ł r o c z u i 4 z ł w I I p ó ł r o c z u .
4

Z e s z y t y b i e ż ą c e o r a z n i e k t ó r e d a w n e m o ż n a k u p o w a ć w I n s t y t u c i e S z t u k i P A N . W a r s z a w a u l . D ł u g a 28 (hall)
lub

tamże

w

D z i a l e W y d a w n i c t w , t e l . 31-32-71

w . 258.

Sprzedaż

także

na r a c h u n e k ,

za

zaliczeniem

p o c z t o w y m l u b za g o t ó w k ę .
5. P r e n u m e r a t a z a p e w n i a o t r z y m a n i e p i s m a w cenie w y ż e j p o d a n e j , n i e z a l e ż n i e o d tego, o i l e d r o ż s z y
w sprzedaży

będzie

numer.

W y d a w n i c t w o Instytutu Sztuki Polskiej A k a d e m i i Nauk publikuje książki i czasopisma z z a k r e s u sztuki,
teatru, filmu, m u z y k i , folkloru
S t a ł ą s p r z e d a ż k s i ą ż e k i c z a s o p i s m k W y d a w n i c t w a IS P A N , p r o w a d z ą n a s t ę p u j ą c e
Warszawa

księgarnie:

- „ H a r c f i l m " Księgarnia Festiwalowa, . al. Krasińskiego 34

G ł ó w n a Księgarnia Naukowa im. Bolesława Prusa,
Krakowskie Przedmieście 7
- Księgarnia O R P A N . Pałac Kultury i Nauki
- Księgarnia Fundacji Pomocy Bibliotekom Polskim.
M a r s z a ł k o w s k a 74

"
"
~

(kino ,.Kijów )
..Hnrefilm", ul. Piłsudskiego 38
K s i ą g a n u a Akademicka, ul. Anny 6
K s i ą g a m i a „ S u s z c z y ń s k a " . pl. Wszystkich Świętych 7
K s i ą g a n u a Naukowa ..Elefent". ul. Podwale 6

-

.
/-лпг»лк! ™ u -лm-i , ,. • c
Księgarnia O R P A N . Pl. M a n i Curie-Sklodowskiej 5

- Księgarnia Ossolineum. J a w o r z y ń s k a 4

Lublin

-

Księgarnia Uniwersytecka „ L i b e r " , K r a k o w s k i e P r / e d m i e ś -

-

Księgarnia w Centrum S/luki Współczesnej. Pałac Książąt

-

Ujazdowskich
Księgarnia . . G r y f " . Foksal 10
Księgarnia ..Reprint". Krakowskie Przedmieście 71
Księgarnia „ O d e o n " . H o ż a 19 oraz pl. Unii Lubelskiej
Księgarnia Zamku Warszawskiego. Świętojańska 2

-

Księgarnia ..Akcent". Kościuszki 4

-

Księgarnia Ossolineum. Łagiewniki 56

Białystok

Łódź
_ Księgarnia Ossolineum. Piotrkowska 181
Poznań
- Księgarnia Uniwersytecka. Zwierzyniecka 7
Wrocław
_ Księgarnia Ossolineum, Rynek 6

Gdańsk

. .
К

Г

а

К

О

Ciugki spr/eda/ hurtową publikacji Wydawnictwa IS P A N prowadzi
*

Skład Księgarski „ E W A "

- Antykwariat . . B i b l i o f i l " . Szpitalna 19
- „ H a r c f i l m " , Księgarnia Filmoznawcza, al. Krasińskiego 7

| Rodziewiczówny 4. 45-451 Opole
tel. 374-28

u

N u m e r liczy 28 ark. drukarskich. 4 0 ark. w y d a w n i c z y c h
Fotoskład: „Iskra",
ul. N i s k a 18/6, tel. 3 9 - 9 0 - 8 3
Druk: mgr i n ż . Piotr W ł o d a r s k i ,
ul. K s a w e r ó w 21: tel. 43-14-71 w. 240
N a k ł a d 1200 egz.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8581" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8560">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b803bb6358a22e7b09f94e0b59f3436c.pdf</src>
        <authentication>f38ee8b82af5c81a6f717a9de501e059</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102523">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3705</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102524">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102525">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3482</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102526">
                <text>Noty o autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102527">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.225</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102529">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102531">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102533">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102536">
                <text>Noty o autorach
Franklin R. Ankersmlt - profesor teorii historii
i historii intelektualnej na Uniwersytecie Groningen.
Napisał m.in.: Narrative Logic. A semantic Analysis
of the Historian Language, Hague/Boston/London
1983. Jest współtwórcą narratywistycznej teorii
historii (obok Haydena White, Arthura C. Danto).
Janusz Barański -etnograf, filozof, absolwent UJ;
doktorat w Instytucie Etnologii UJ na temat propa­
gandy politycznej schyłkowego PRL-u.
Zbigniew Benedyktowicz - antropolog kultury,
redaktor „Kontekstów". Kierownik Pracowni Ant­
ropologii Kultury, Filmu i Sztuki Audiowizualnej.
Autor prac o wyobraźni symbolicznej i antropologii
współczesnej, m.in. książki (z Danutą Benedyk­
towicz) Dom w tradycji ludowej.
Marcin Brocki - etnolog, doktorant śląskoznawczego studium doktoranckiego na Uniwersytecie
Wrocławskim, stypendysta fundacji na rzecz nauki
polskiej. Zajmuje się antropologią ciała i metodolo­
gicznymi problemami etnologii.
Dariusz Czaja-etnolog (studia UJ). Napisał pracę
doktorską o symbolu w filmie. Adiunkt w Instytucie
Etnologii UJ, pracuje także w Instytucie Sztuki PAN,
w redakcji „Kontekstów". Wydał książkę Mitologie
popularne.
Włodzimierz Filipek - wykładowca historii kultury
i komunikacji masowej w ASP w Poznaniu oraz
autor filmów dokumentalnych z zakresu historii
najnowszej* dziejów kultury.
Clifford Geertz - Profesor antropologii w Institute
for Advanced Study, Princeton (New Jersey). Je­
den z najwybitniejszych antropologów swojej gene­
racji w Ameryce. Autor m.in. takich znaczących
książek jak The Interpretation of Culture, Local
Knowledge i Works and Lives. The Anthropologist
as Author.
Carlo Ginzburg - profesor historii nowożytnej
Uniwesytetu Bolońskiego. Jego prace na temat
wierzeń ludowych i heterodoksji religijnej w XVI
i XVII w. cieszą się dużym uznaniem we Włoszech
i i poza ich granicami.
Aron Guriewicz - jeden z najwybitniejszych histo­
ryków rosyjskich. Autor m.in. takich książek jak
Kategorie kultury średniowiecznej i Problemy śred­
niowiecznej kultury ludowej.
Kirsten Hastrup - Dunka, światowej sławy ant­
ropolog, profesor w Instytucie Antropologii w Uni­
wersytecie w Kopenhadze. Autorka licznych ar­
tykułów i książek. Ostatnio m.in. współwydawca
(wraz z P. Hervikiem) książki Social Experience
and Anthropological Knowledge (1994). Jej postać
stata się podstawą sztuki Talabot wystawionej
przez Odin Teater.
Aleksander Jackowski - antropolog kultury (stu­
dia: socjologia UW), autor wielu tekstów o współ­
czesnej kulturze artystycznej, zwłaszcza ludowej.
Krytyk sztuki. Organizator kilkudziesięciu wystaw
sztuki ludowej i naiwnej w kraju i za granicą.
Ostatnio wydał Sztukę zwaną naiwną i Na skróty.
Redaktor „Kontekstów".
Wiesław Juszczak - profesor w Instytucie Sztuki
PAN i UW, historyk sztuki, filozof, autor wielu
książek i artykułów. Ostatnio wydał Fragmenty.
Szkice z teorii i filozofii sztuki.
St. Zbigniew Kamieński - studia ASP w Krakowie
i Warszawie, dyplom w Pracowni Litografii, Wydz.

Grafiki. Profesor w Katedrze Wychowania Plas­
tycznego, Wydziału Nauczycielskiego Politechniki
Radomskiej, uczy także w liceum plastycznym.
Uprawia rysunek, malarstwo, zajmuje się także
plakatem. Współorganizator wystaw rysunku
współczesnego. 26 wystaw indywidualnych. Udział
w wielu ogólnopolskich i międzynarodowych wy­
stawach grafiki i rysunku i wystawach sztuki pol­
skiej za granicą.
Witosław Klembowskl - student etnologii w Uni­
wersytecie Warszawskim.
Maciej Krupa - antropolog kultury (studia UJ),
redaktor polskiej sekcji radia BBC w Londynie.
Jerzy Kutkowskl - ukończył Studium Reklamy
w Warszawie. Malował w konwencji sztuki naiwnej
(udział w licznych wystawach). Obecnie rysuje
miasta (udział w ponad 70 wystawach w kraju i za
granicą, 16 wystaw indywidualnych, prace w licz­
nych muzeach). Pracuje jako nauczyciel fotografii.
Należy do Związku Polskich Artystów Plastyków.
Mieszka w Radomiu.
Jacques Le Goff - jeden z najwybitniejszych
współczesnych historyków francuskich. Pośród je­
go prac znajdują się tak fundamentalne dzieła jak
Kultura średniowiecznej Europy, Sakiewka i życie,
Gospodarka i religia w Średniowieczu, Człowiek
Średniowiecza (red.).
Jurij MIchajłowiczŁotman- nieżyjący już wybitny
literaturoznawca i semiotyk rosyjski. Inicjator słyn­
nej Letniej Szkoły w Kaariku i redaktor światowej
sławy serii „Trudy po znakowym sistemam" (ze­
szyty naukowe Uniwersytetu Tartuskiego). Autor
tekstów i książek z różnych dziedzin kultury, m.in.
Semiotyka filmu, Struktura tekstu artystycznego,
Aleksander Puszkin.
Marcin Michalski - student etnologii w Uniwer­
sytecie Jagiellońskim.
Stefan Morawski - emerytowany profesor w In­
stytucie Sztuki PAN, filozof, estetyk, krytyk sztuki.
Redaktor naczelny „Polish Art Studies". Autor
wielu prac z teorii sztuki i filozofii.
WaldemarOkoń (ur. 1953)-historyk sztuki, poeta,
eseista, pracownik Instytutu Historii Sztuki Uniwer­
sytetu Wrocławskiego. Wydał książki: Sztuka i nar­
racja. O narracji wizualnej w malarstwie polskim
drugiej polowy XIX wieku (Wrocław 1988), Alegorie
narodowe. Studia z dziejów sztuki polskiej XIX
weku (Wrocław 1992), Sztuki siostrzane. Malarst­
wo i literatura w Polsce w drugiej połowie XIX wieku
(Wrocław 1992), Wtajemniczenia. Studia z dziejów
sztuki XIX I XX wieku (Wrocław 1996) oraz tom
Wiersze północne (Wrocław 1991) i scenariusz
widowiska teatralnego AntoniS., czyli Wieża Babel
(Wrocław 1995).
Jacek Olędzki - etnolog, pracuje na Wydziale
Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu
Warszawskiego. Autor tekstów do naszego pisma
od 1959r. Od kilkunastu lat łączy szczegółową
i systematyczną pracę badawczą w Murzynowie
koło Płocka z szerszą refleksją obejmującą inne
części Polski oraz znane mu z autopsji miejsca
w Europie, Azji i Afryce.
Adam Paluch - profesor etnologii, pracuje w In­
stytucie Socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego.
Zajmuje się medycyną niekonwencjonalną i ant­
ropologią ciała.
Marcin Pastwa - student historii sztuki na Katolic­
kim Uniwersytecie Lubelskim.
Stefania Peter - etnolog, absolwentka Instytutu
Etnologii Uniwersytetu w Hamburgu, obecnie dok­
torantka Uniwersytetu Viadrina (Frankfurt n/Odrą)

Czesław Robotycki -dr. hab., pracuje w Instytucie
Etnologii UJ. Autor licznych artykułów i książek
m.in. Etnografia wobec kultury współczesnej. Za­
jmuje się antropologią kultury współczesnej.
Sławomir Sikora - etnolog (studia UW), sekretarz
redakcji „Konteksty". Zajmuje się antropologią fil­
mu i fotografii.
Maria Skiba - studentka V roku etnologii Uniwer­
sytetu Jagiellońskiego. Jest też śpiewaczką spec­
jalizującą się w wykonywaniu muzyki dawnej.
Ludwik Stomma - profesor, etnolog, wykładowca
w Ecole Pratique des Hautes Etudes (Sorbona).
Autor m.in. takich książek jak Antropologia wsi
polskiej XIX w. oraz Wzloty i upadki królów Francji.
Wiesław Szpilka - etnolog (studia UJ), studia
doktoranckie Instytut Sztuki PAN, pisze pracę dok­
torską poświęconą etnologicznej interpretacji kul­
tury masowej. Mieszka w Kościelisku.
Monika Sznajderman - etnolog (studia UW), stu­
dia doktoranckie Instytutu Sztuki PAN; pisze pracę
doktorską poświęconą postaci błazna w kulturze.
Autorka książki Zaraza. Mitologia dżumy, cholery
i Aids.
Janusz Tazbir - profesor historii; od wielu lat
zajmuje się badaniem dziejów kultury polskiej
XVI—XVIII stulecia, jak również historię reformacji
i kontrreformacji. Opublikował kilkaset artykułów
i ponad 20 książek dotyczących tej tematyki, m.in.
Rzeczpospolita i świat, Kultura Szlachecka w Po­
lsce. Rozkwit. Upadek. Relikty, Państwo bez sto­
sów, Reformacja w Polsce. Redaktor naczelny
„Odrodzenia i Reformacji w Polsce" (1965-).
Wojciech Tomasik, dr hab., profesor WSP w Byd­
goszczy, historyk literatury. Opublikował książki:
Polska powieść tendencyjna 1949-1955. Problemy
perswazji literackiej, Ossolineum, Wrocław 1988;
Słowo o socrealizmie. Szkice, Wyd. WSP, Byd­
goszcz 1991 (wznowienie -1993); Od Bally'ego do
Banfield (i dalej). Sześć rozpra wo„ mowie pozornie
zależnej", Wyd. WSP, Bydgoszcz 1992. W latach
1995-1996 stypendysta Fundacji Sorosa (RSS
HESP).
Helen Wayne (Malinowska) - najmłodsza córka
Bronisława Malinowskiego z pierwszego małżeńst­
wa. Uczęszczała do szkoły w Angliii, studiowała
historię w USA. Po powrocie do Anglii pracowała
w Foreign Office Information Department a następ­
nie kolejno w BBC Television, była reporterką
pisma „Life". Wydała korespondencję Bronisława
Malinowskiego z żoną, Elsie Masson Malinowską,
The Story of Life.
Terence Wright - profesor antropologii kultury,
fotograf, wykładowca o mediach sztuki i antropolo­
gii wizualnej na wydziale humanistycznym w Uni­
wersytecie w Luton. Członek Oksfordzkiego Towa­
rzystwa Fotografików.
Wojciech Wrzosek - filozof nauki. Zajmuje się
filozofią humanistyki i współczesną historiografią.
Jest autorem m.in. monografii Historia - Kultura
- Metafora. Powstanie nieklasycznej historiografii.
(Leopoldinum 1995) (wyd. ang. History - Culture
-Metaphor. Facets of non-classical historiography.
Poznań 1997) oraz licznych artykułów publikowa­
nych w kraju i za granicą. Uczestniczył w wielu
konferencjach naukowych, prowadził badania i wykładałmiędzy innymi w Paryżu, Madrycie, Florencji,
Turynie, Moskwie. Jest redaktorem naczelnym
"Studiów Metodologicznych" i członkiem Komitetu
Redakcyjnego międzynarodowego rocznika „Odysseus".

225

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5880" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5860">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d449f01e91b30d3aa459082d11cf1343.pdf</src>
        <authentication>59660eb16321a20bce594c56add00736</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70128">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2645</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70129">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70130">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70131">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2460</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70132">
                <text>Noty o autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70133">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4, s.221</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70134">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70135">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70136">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70137">
                <text>NOTY O AUTORACH
Małgorzata Baranowska - poetka i historyk literatury. Autorka min. takich
książek, jak fumi(mi&amp; miiryczny. Snrrfa/лд tvyoomzrüü i poez/u, 7» y«(
wuzr życie, Warszawa, Mwiqcr, /nfw wieW oraz wielu artykułów z za­
kresu wyobraźni symbolicznej i kultury masowej, dwóch tomów wierszy
МкШо, Zamrt w Лг«лг/асА. Ogłasza w „Twórczości" Prywofną Aiffon;
poez/i.
Zbigniew Bcncdyktowicz - antropolog kultury, redaktor „Kontekstów".
Kierownik Pracowni Antropologii Kultury, Filmu i Sztuki Audiowizualnej.
Autor prac z zakresu wyobraźni symbolicznej i antropologii współczesnej,
min. książki (z Danutą Benedyktowicz) Dom № fWyc/i Wowf/.
John Berger - historyk sztuki, krytyk, pisarz. Autor min. takich prac, jak 77ie
SwmfM ( W füf/wr« о/У/гц«о, Лг| ( W Afvo/u/ion. 77ie ¿oot о/77ii«^j,
Ą%»»6y км/сглщ Лбом/ Looting, ЛмгЯ/ier Wm o/7f//mg, fig Ewrf/i, Олег
i» Europo, G.
Anna Beata Bohdziewicz - absolwentka etnografii UW, współpracowała przy
robieniu filmów min. z W. Borowczykiem, K. Kieślowskim, K. Zanussim.
Fotograf, autorka m.in. następujących cyklów fotografii: foWziermit czy/i
Ломл&amp;а o W i n i ЛимЩ Anf)y?wzfÓKft oraz profesjonalnej kartoteki
aktorów polskich.
Hubert Czachowski - etnolog (UAM), pracuje w Dziale Folkloru w Muzeum
Etnograficznym w Toruniu; prowadzi zajęcia na UMK.
Dariusz Czaja - etnolog, studia UJ. Napisał pracę doktorską o symbolu
w filmie. Pracuje w Instytucie Etnologii UJ i w redakcji „Kontekstów"
Redaktor książki MiWogif рори/дгле.
Urszula Czartoryska - historyk sztuki, zajmuje się fotografią, emerytowany
profesor Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, starszy kustosz Muzeum
Sztuki w Łodzi. Autorka książek frzygoaypWyczM/ofogrw/ii (1965). Or/
pop дли f/o izmti бомсергкн/ле/ (1973, 1976) oraz licznych artykułów.
Krystyna Czerni - absolwentka historii sztuki UJ. Publikuje w „Znaku",
„Tygodniku Powszechnym", „Odrze", „W Drodze".
Gilíes Deleuze (1925-1996) - filozof francuski, wieloletni wykładowca na
Uniwersytecie w Lyonie, Paris Vlll-Vincennes i College de France.
Zajmował się przede wszystkim problemem uwarunkowanych historycznie
i kulturowo obrazów myślenia, które mając charakter dynamiczny ciągle się
zmieniają, choć więc wiecznie wracamy do tego co było, to stale wracamy
inaczej.
Jarosław jot-Drużycki - studiuje etnologię na UW. Redaktor pisma po­
święconego kulturze miasta „KurWar". Zajmuje się antropologią miasta.
Richard Dyer - szef zakładu badań filmoznawczych - Joint School of Film and
Literature - w Warwick University. Naukowiec, publicysta, działacz ruchu
gejowskiego w Wielkiej Brytanii. Autor m.in. L/gAf Eiiferiuinmenf (1987)
i Он/у biferfummenf (1992).
Maria Jeczmyk - pracuje w Polskim Radiu S.A., program II, redakcja
publicystyki kulturalnej. Autorka rozmów z artystami - cykl rozmów
„Witryna sztuk wszelkich" oraz cyklu audycji Polska w Europie.
Ryszard Kasperowicz - ukończył historię sztuki na KUL-u. Asystent w kated­
rze Historii i Teorii Doktryn Artystycznych (KUL). Przygotowuje pracę
doktorską na temat B. Berensona.
Ewa Klekot - absolwentka etnologii (UW): asystentka w Katedrze Etnologii
i Antropologii Kulturowej UW. Zajmuje się sztuką popularną i uwarun­
kowaniami kulturowymi przekazu wizualnego.
Andrzej P. Kowalski - archeolog, doktor filozofii, pracuje w Instytucie
Archeologii i Etnologii UMK w Toruniu.

Wojciech Michera - antropolog kultury (studia UW), twórca telewizyjny,
prowadzi zajęcia na UW i w Akademii Teatralnej w Warszawie. Autor
książki Ллг/Шликл.
Bohdan Pociej - muzykolog, krytyk muzyczny. Napisał min. K/wyrywi/ci
/гимекку (1969), Ддсй. Muzyki i wic/We (1972), Weu - dztw;* - /оллд
(1972), Szkice z późnego го/лдлгуглш (1978), Mw/i/er (1993), ДдсА i/ego
muzyk (1995). Publikuje m.in. w „Znaku", „Ethosie", „Tygodniku Po­
wszechnym", „Ruchu Muzycznym". Autor licznych audycji radiowych.
Czesław Robotycki - dr hab., pracuje w Instytucie Etnologii UJ. Autor licznych
artykułów i książek, m.in. Eino/ogiw wobfc Wfiwy нурокголг/. Zajmuje się
etnologią kultury współczesnej.
Andrzej Różycki - ukończył Wydział Sztuk Pięknych UMK oraz wydział
reżyserski w łódzkiej Szkole Filmowej. Fotograf i filmowiec, autor licznych
filmów dokumentalnych bardzo często o profilu etnograficznym, m.in.
Ko.W&amp;ifmmyMwm, M«yepr)'wwlneKwWne. СлнЛд УУгголШ. №'«WÍсголоУс дд/ftic/i amg.
Zona Rydet (1911-1997) - wybitna fotografka. Autorka min. takich cyklów
fotografii jak Mufy czfow/at, Awwr uciić" i wyobrwzw, MoWczono/ć"
¿Wabc/i (/róg oraz Zwpi'.; wc/okgiczw)'. Wzięła udział w ponad 350
wystawach.
Magdalena Sicramska - historyk, od 1986 r. kieruje Muzeum Żydowskiego
Instytutu Historycznego. Zajmuje się badaniem żydowskiej sztuki kultowej,
a szczególnie jej symboliką. Publikowała artykuły z tej dziedziny.
Sławomir Sikora - etnolog (studia UW). Sekretarz redakcji „Konteksty".
Zajmuje się antropologią fotografii i filmu.
Monika Sznajderman - etnolog (studia UW), studia doktoranckie IS PAN;
pisze pracę doktorską poświęconą postaci błazna w kulturze. Autorka książki
Zaraza. MiWog/a Ашпу, cWery i Лкк.
Marcin Szporko - etnolog (studia UW), studiuje na Międzywydziałowych
Studiach Doktoranckich UW. Zajmuje się antropologią współczesności,
a w szczególności antropologią polityki.
Joanna Tokarska-Bakir - etnolog, adiunkt w Katedrze Etnologii UW.
Napisała WyzWeme przez zmy.?/y. ТуЫЫД/е Wicrpcye .rokrio/ogiczni!,
До/ w otw Opwfrzwwd (w druku).
Jadwiga Wais - ukończyła socjologię na Uniwersytecie Warszawskim.
Zajmuje się pograniczem filozofii i literatury. Publikowała min. w „Studiach
Filozoficznych", „Edukacji Filozoficznej". „Kontekstach". Obecnie jest
adiunktem w Zakładzie Filozofii AWF we Wrocławiu.
Helena Wayne (Malinowska) - najmłodsza córka Bronisława Malinowskiego
z pierwszego małżeństwa. Uczęszczała do szkoły w Anglii, studiowała
historię w USA. Po powrocie do Anglii pracowała w Foreign Office
Information Department a następnie kolejno w BBC Television, była
reporterką pisma „Life". Wydała korespondencję Bronisława Malinows­
kiego z żoną, Elsie Masson Malinowską, 77ie Sfory « / Li/g.
Edgar Wind (1900-1971) - Profesor historii sztuki, urodzony w Niemczech.
Znajomość historii sztuki łączył z głęboką wiedzą na temat starożytności
klasycznej, filozofii i estetyki. Był związany z Instytutem Warburga oraz
profesorem w University of Oxford. Autor m in. takich prac, jak Arf ( W
Лпдгс/iy, Е/оды«к% о/ Дуглбо/i, SfWif.t m /цопал/Л arf, Giorgiong'i
ТгглргЛд.
Terence Wright - profesor antropologii kultury, fotograf, wykładowca o me­
diach sztuki i antropologii wizualnej na wydziale humanistycznym w Uniwe­
rsytecie w Luton. Członek Oksfordzkiego Towarzystwa Fotografików.

227

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10936" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10914">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/66e9a994cdb7e28f19d98858bdc9b4b7.pdf</src>
        <authentication>f1df5b126e958d2016647f7ff616815a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130399">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2774</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130400">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130401">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2584</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130402">
                <text>Noty o autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130403">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2, s.220</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130404">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130405">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130406">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130407">
                <text>NOTY O AUTORACH
Janusz Barański - adiunkt w Instytucie Etnologii UJ. Autor prac m.in.
o słowiańskiej kosmogonii, języku polityki, reklamie; obecne jego
zainteresowania pozostają w zakresie tzw. studiów kulturowych.
Zbigniew Benedyktowicz - antropolog kultury, redaktor „Konte­
kstów". Kierownik Pracowni Antropologii Kultury, Filmu i Sztuki
Audiowizualnej. Autor prac o wyobraźni symbolicznej i antropologii
współczesnej, m.in. książki (z Danutą Benedyktowicz) Dom w trady­
cji ludowej.
Edyta Bielawska - studentka V roku Wiedzy o Teatrze Akademii Tea­
tralnej.
Danuta Bolikowska - historyk (studia UW). Ukończyła Szkołę Nauk
Społecznych PAN. Pracuje w Najwyższej Izbie Kontroli. Publikowa­
ła w „Karcie" i dodatku „Plus-minus" do „Rzeczypospolitej".
Krzysztof Cibor - student V roku Katedry Etnologii i Antropologii
Kulturowej UW.
James Clifford - profesor historii świadomości, meta-antropolog, czo­
łowy przestawicie! postmodernistyczne antropologi kulturowej, wy­
kłada! m.in. historię świadomości na University of California, Santa
Cruz. Autor znaczących prac na temat dyskursu w antropologii, do­
świadczenia podróży, muzealnictwa, m.in Predicament of Culture
(1988), współautor i współ wydawca zbioru tekstów ukazujących
przełom w antropologii Writing Culture (1986).
Dariusz Czaja - etnolog, studia UJ. Napisał pracę doktorską o symbo­
lu w filmie. Adiunkt w Katedrze Etnologii UJ, pracuje także w Insty­
tucie Sztuki, w redakcji „Kontekstów". Redaktor książki Mitologie
popularne.
Tomasz Dobrowolski - chemik, biolog, fotograf i meloman. Od 1978
związany z Teatrem Cricot 2 Tadeusz Kantora, gdzie brał udział
w tworzeniu sfery dźwiękowej spektakli: Gdzie są niegdysiejsze śnie­
gi. Nigdy tu już nie powrócę, Dziś są moje urodziny. W 1986 r. został
zatrudniony w Cricotece, do końca związany z Teatrem Tadeusza
Kantora jako realizator dźwięku.
Jarosław jot-Drużycki - studiował w Katedrze Etnologii i Antropolo­
gii Kulturowej UW. Redaktor pisma poświęconego kulturze miasta
„KurWar". Zajmuje się antropologią miasta. Pisze pracę magisterską
na temat tramwaju. Pracuje w „Kontekstach".
Małgorzata Dziewulska - w latach 1991-1996 była doradcą literac­
kim Teatru Starego w Krakowie. Obecnie jest kierownikiem literac­
kim Teatru Narodowego. Wykłada na Wydziale Wiedzy o Teatrze
warszawskiej Akademii Teatralnej. Określa siebie przede wszystkim
mianem „pisarza teatralnego". Wydała dwie książki: Teatr zdradzo­
nego przymierza (1980) oraz Artyści i Pielgrzymi (1995).
Marzena Gierga - etnolog (studia UJ). Studia doktoranckie w Instytu­
cie Etnologii UJ; przygotowuje pracę doktorską poświęconą związ­
kom antropologii z historią i literaturą w oparciu o Kroniki włoskie
Stendhala. Dwukrotna stypendystka do Włoch, staż w Instytucie An­
tropologii Kultury w Sienie.
Katarzyna Gieryszewska - pracuje w Katedrze Etnologii i Antropolo­
gii Kulturowej UW. Przygotowuje doktorat na Wydziale Historycz­
nym UW. Zajmuje się religijnością nowych wyznań. Współpraca
przy przygotowaniu programów telewizyjnych, min. „Swojskie kli­
maty".
Jan Gondowicz - krytyk, wydawca, współpracownik „Tygodnika Po­
wszechnego"; wydał m.in. Marmur Josifa Brodskiego, Słownik ko­
munałów Gustawa Flauberta, Zoologifantastyczną uzupełnioną. Mie­
szka w Warszawie.
Igor Gorzkowski - Asystent na Wydziale Aktorskim Wiedzy o Teatrze
w warszawskiej Akademii Teatralnej.
Dorota Gut - absolwentka Instytutu Etnologii UJ.
Dorota Hall - studentka Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej
UW
Tomasz Kalczyński - absolwent Wiedzy o Teatrze Akademii Teatral­
nej. Zajmuje się pisaniem scenariuszy.
Ireneusz Kamiński - student IV roku Instytutu Etnologii UJ.
Agnieszka Kołakowska - studentka Międzywydziałowego Instytutu
Studiów Humanistycznych UW.
Joanna Kowalik - studentka V roku Wiedzy o Teatrze Akademii Tea­
tralnej. Zajmuje się fotografią.
Katarzyna Kuszyńska - studentka IV roku Instytutu Etnologii UJ.

Stanisław Łabiszewski - (1916-1985) fotograf samouk. Fotografował
przede wszystkim na placach targowych i odpustach na terenie całej
Polski, korzystając ze zrobionego przez siebie samego tzw. aparatu
pięciominutowego. Mieszkał na warszawskiej Pradze.
Olga Łobaczewska - historyk sztuki, doktor, badaczka białoruskiej
sztuki i wytwórczości ludowej. Pracuje w Białoruskim Instytucie
Problemów Kultury w Mińsku. Jest autorką kilkudziesięciu publika­
cji (w tym monografii Zbierahajuczy samabytnaść. Z historii narodnaha mastactwa ipromysłau Biełarusi, Mińsk 1998) i wielu przed­
sięwzięć organizacyjnych (konferencje naukowe i wystawy, m.in.
Sztuka naiwna, Polesie, jakiego nie znamy, Białoruski rucznik).
Anna Łoboda - studentka V roku Wiedzy o Teatrze Akademii Teatral­
nej i III roku italianistyki na Uniwersytecie Warszawskim.
Agnieszka Makarewicz - studentka IV roku Instytutu Etnologii UJ.
Dorota Nowak - studentka V roku Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej.
Marek Oziewicz - anglista, literaturoznawca, absolwent Instytutu Filo­
logii Angielskiej we Wrocławiu. Obecnie doktorant IFA UW, przy­
gotowuje pracę doktorską na temat Kronik narnijskich C S . Lewisa.
Jacek Olędzki - etnolog, pracuje na Wydziale Geografii i Studiów Re­
gionalnych Uniwersytetu Warszawskiego. Autor tekstów do naszego
pisma od 1959 r. Od kilkunastu lat łączy szczegółową i systematycz­
ną pracę badawczą w Murzynowie koło Płocka z szerszą refleksją
obejmującą inne części Polski oraz znane mu z autopsji miejsca
w Europie, Azji i Afryce.
Chana Pollack - w 1997-1998 przebywała na rocznym stypendium
w Polsce przyznanym przez Fulbright Research Scholar na zrobienie
filmu, opartego w dużym stopniu na listach jej Babci pisane w jidysz
(w latach 1920-1923) do męża, który poszukiwał miejsca do życia
i pracy w Kanadzie i USA. Mieszka w Nowym Jorku.
Magdalena Radkowska - studentka Katedry Etnologii i Antropologii
Kulturowej i polonistyki UW.
Tomasz Rakowski - student Katedry Etnologii i Antropologii Kulturo­
wej UW i Akademii Medycznej w Warszawie.
Maksymilian Dawid Rejmer - student V roku Katedry Etnologii i An­
tropologii Kulturowej UW.
Krzysztof Rekosz - inżynier, studiował też filozofię i wiedzę o teatrze.
Mieszka w Warszawie.
Dominika Rembelska - studentka V roku Wiedzy o Teatrze Akademii
Teatralnej
Artur Maciej Setniewski - student V roku Katedry Etnologii i Antro­
pologii Kulturowej UW.
Piotr Szacki - etnograf, muzeolog, twórca kilkunastu etnograficznych
zapisów filmowych koncentrujących się na problemach dawnych
technik rzemieślniczych i tradycyjnych zawodów. Pracuje w Pań­
stwowy Muzeum Etnogarficznym w Warszawie. Autor wielu wy­
staw, między innymi wystaw problemowych próbujących odkryć no­
we sfery znaczeń i nowe obszary w muzeologii, np. Mieć (1991,
1992, 1998), Niezwykłość (1998/9).
Jakub Szczuka - historyk sztuki ( K U L ) , doktorant przy Katedrze Teo­
rii Sztuki i Historii Doktryn Artystycznych ( K U L ) . Członek redakcji
„Kresów"
Wiesław Szpilka - etnolog (studia UJ), studia doktoranckie Instytut
Sztuki PAN, pisze pracę doktorską poświęconą etnologicznej inter­
pretacji kultury masowej. Mieszka w Kościelisku.
Marcin Szporko - antropolog kultury (studia UW), studia doktoranc­
kie ISNS (UW), zajmuje się folklorem politycznym.
Joanna Tokarska-Bakir - antropolog kultury, adiunkt w Katedrze Et­
nologii i Antropologii Kulturowej UW. Autorka prac: Wyzwolenie
przez zmysły. Tybetańskie koncepcje soteriologiczne; Łzy Hagar na
pustyni. Wypisy z Simone Weil; Imago insolita. Hermeneutyczna lek­
tura źródeł etnograficznych.
Agnieszka Tulik - absolwentka historii UW. Pracuje w Bibliotece Na­
rodowej w Warszawie.
Marta Krystyna Tylkowska - studentka V roku Wiedzy o Teatrze
Akademii Teatralnej.
Tomoho Umeda - student V roku Katedry Etnologii i Antropologii
Kulturowej UW.
Marceli Zygała - student V roku Katedry Etnologii i Antropologii Kul­
turowej UW.

�W

poprzednim

numerze:

Zbigniew Benedyktowicz, Podróże, miejsca mityczne, przedmioty • Stanisław Cichowicz, Problemat Sartre'a (Rzecz) •
Teresa Grzybkowska, Jacka Malczewskiego Finis Poloniae, Rewolucja 1905 roku czy wyznanie miłosne? • Witold Dobro­
wolski, Mitologia Malczewskiego • Maria Janion, Staw w Wielgiem czyli pomiędzy śmiechem a śmiercią • Zygmunt
Kubiak, Hellenizm Jacka Malczewskiego • Zbigniew Herbert, Podróż, Elegia na odejście pióra, atramentu lampy (z to­
mu Elegia na odejście) • Tomasz Żukowski, Abym jak wiór ognisty spłonął w oddechu nocy - okupacyjne doświadcze­
nie świata w poezji Krzysztofa Kamila Baczyńskiego • Lech Sokół, Henrik Ibsen - mit osobisty • Dariusz Czaja, Toska­
nia. Trzy podróże • Marzena Gierga, Tajemnicze miejsca greckiej Sycylii. Syrakuzy miasem wielkich kobiet (cz. I) • Je­
rzy Wojciechowski, Szkicownik Jana Potockiego z jego podróży do Cesarstwa Marokańskiego • Marta Miskowiec, Ка­
по. Koszmarny upał, zmęczenie i kurz • Jarosław jot - Drużycki, Miasto, jego osobliwości i ich zbieracze • Sławomir
Sikora, W Lizbonie jak na wsi • Jan Gondowicz, Kartografia a niektórzy pisarze • Francois Augieras, Podróż na Górę
Atos " Marek Oziewicz, Co można znaleźć w szafie? Światy równoległe Kronik narnijskich CS. Lewisa (cz. I) • Kry­
stian Lupa, Miejsca i podróże mityczne • Grzegorz Graff, Cuda Polski - mityczna przestrzeń, mityczne dzieje • Maciej
J. Dudziak, Etnografie Brunona Schulza. Próba antropologicznego ujęcia Ulicy Krokodyli jako analizy miasta • Albert
Bajburin, Semiotyczne aspekty funkcjonowania rzeczy • Stanisław Cichowicz, Koan Zenona • Jerzy Wasilewski, Taj­
na historia przedmiotów • Leonid Stołowicz, Zwierciadło jako model semiotyczny, epistemologiczny, aksjologiczny •
Jurij Cywjan, Rentgen, chirurgia, mikroskop w semiotyce wczesnego kina • Tomasz Rakowski, Ciało prześwietlone - Ra­
diografia i jej magia • Magdalena Radkowska, Przedmiot, podróż, miejsce mityczne. Projekt netnologii • Maciej J. Du­
dziak, Mikro-makro market. Przyjemność i groza ponowoczesnego rynku • Magdalena Radkowska, Przyszła do mnie
z wizytą sprzedaż bezpośrednia • Michał Ajvaz, Sklep na ulicy Maisla • Krzysztof Cibor, Ten który wędruje. Historia
pewnego przekaźnika, teraźniejszość pewnego przekazu • Wiesław Szpilka, Rower, narty, buty • Tomasz Rakowski,
Trzy miesiące w fitness klubie • Andrzej Pilichowski-Ragno, O fotografiach Roberta Mapplethorpa • Tomoho Umeda,
Gitara elektryczna • Zuzanna Grębecka-Ćwiek, Jak żywy? Końska dawka hiperrealności • Dorota Hall, Pielgrzymka
do starej-nowej ziemi świętej • Anna E. Kubiak, Brudne misie czystych relacji, czyli rzecz o nostalgii w kulturze *
Krzysztof Lipka, Szrukoj • Irena Huml, Kulturotwócza rola warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych w mieście i w kraju
- wybrane zagadnienia • Krystyna Duniec, Ibsen w Teatrze Telewizji • Elżbieta Waga, Ikonozofia wieczysta • Broni­
sław Malinowski, Dzienniki 1908-1913 zeszyt 3 • Daniel Gerould, Podróż Witkacego do tropików: itinerarium cejlońskie
• Bronisław Malinowski, Dziennik 1914-1918 • Lech Sokół, Pożegnanie • Nasz Profesor
O Bronisławie Malinowskim pisaliśmy już
w numerze 3-4/1992:
James Clifford, Samokreacja etnograficzna: Conrad i Malinowski
w numerze 1-2/1997:
Grażyna Kubica-Heller, Spotkanie z córką Bronisława Malinowskiego i jego biografem
Grażyna Kubica-Heller, Rozmowa z Heleną Wayne
Grażyna Kubica-Heller, Rozmowa z Michaelem Youngiem
Helena Wayne (Malinowska), Wpływ kobiet na życie i dzieło Bronisława Malinowskiego
Helena Wayne (Malinowska), Historia małżeństwa. Listy Bronisława Malinowskiego i Elisie Masson
Terence Wright, Antropolog jako artysta: fotografie Malinowskiego z Trobriandów
w numerze 3-4/1997:
Helena Wayne (Malinowska), Historia małżeństwa. Listy Bronisława Malinowskiego i Elisie Masson
Bronisław Malinowski, Pisane dla Anieli Zagórskiej
w numerze 1/1998:
Maria Ossowska, Bronisława Malinowskiego „Dziennik w ścisłym znaczeniu tego słowa "
Clifford Geertz, Zaświadczające Ja. Dzieci Malinowskiego.
Grażyna Kubica-Heller, Wstęp do dzienników Bronisława Malinowskiego 1908 - 1913
Bronisław Malinowski, Dzienniki, Zeszyt 1
w numerze 2/1998:
Bronisław Malinowski, Dzienniki, Zeszyt 2
w numerze 3-4/1998:
Bronisław Malinowski, Dzienniki, Zeszyt 3
Dziennik 1914-1918

Prenumerata „Kontekstów. Polskiej Sztuki Ludowej" za rok 1999
kwartalna - 5 zł; półroczna - W zł; roczna - 20 zł
Wpłaty na prenumeratę przyjmuje firma AMOS, Warszawa, ul. Zuga 12
Konto: P K O BP V I I I Oddział Warszawa nr 10201084-77578-270-1-111 oraz
RUCH, konto: P B K S.A. o/Warszawa, nr 11101053-16-551-2700-1-67 (z zaznaczeniem: prenumerata „Kontekstów")
Prenumerata ze zleceniem wysyłki za granicę jest 150% droższa (AMOS);
podrożona o realny koszt wysyłki (RUCH).

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6730" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6710">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/294c446a98734f9b44375629711e6082.pdf</src>
        <authentication>53acb4c3b459f1c7d4104a55d0dbf08e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80153">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2886</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80154">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80155">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2691</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80156">
                <text>Noty o autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80157">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.260-262</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80158">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80159">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80160">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80161">
                <text>NOTY O AUTORACH

n y m . Członek K o m i t e t u N a u k o w e g o p e r i o d y k u „Ouaderni
U r b i n a t i d i C u l t u r a Classica,, (od 1995 r ) . Członek K o m i t e t u

Noty o autorach

Wydawniczego periodyku „Mediterraneo A n t i c o :

Economie

Societa C u l t u r e " . O s t a t n i o został m i a n o w a n y r e d a k t o r e m n a ­
czelnym periodyku „Annali dell'Istituto U n i v e r s i t a r i o O r i e n ­
tale" (Sezione filologico-letteraria), w którego Komitecie Re­
d a k c y j n y m pracował o d m o m e n t u jego założenia (1979).
Najważniejsze publikacje: I i lingvaggio politico nel Prometeo di
Eschilo. Saggio di semantica, R o m a

1975; Legislazione orale

Małgorzata Baranowska - p o e t k a , k r y t y k i h i s t o r y k litear-

e tragedia greca. Studi sullAntigone di Sofocle e sulle Supplici di

tury. A u t o r k a m . i n . t a k i c h książek, j a k Pamiętnik mistyczny,

Euńpide, N a p o l i 1979; Storia e biografia nel pensiero antico, Ro-

Surrealna wyobraźnia i poezja, To jest wasze życie, Warszawa.

m a - B a r i 1983 (wspólnie z B. G e n t i l i m ) ; Platone sociologo delia

Miesiące, lata wieki oraz w i e l u artykułów z zakresu wyobraź­

comunieazione, M i l a n o 1 9 9 1 , wydanie rozszerzone i u a k t u a l ­

n i symbolicznej i k u l t u r y masowej, dwóch t o m ó w wierszy

n i o n e : Lecce 1996; Parmenide di Elea, Poema sulla natura, In-

Miasto, Zamek w Pirenejach. Ogłasza w „Twórczości" Prywat­

troduzione, testo, traduzione e note di G . Cerri, M i l a n o 1999.

ną historię poezji.

Jest także a u t o r e m literackiego przekładu i wstępu d o Iliady.
Omem, Iliadę, M i l a n o 1986. Przekład t e n został wyróżniony
pierwszą nagrodą X X V I edycji k o n k u r s u „Citta d i M o n s e l i c e " .

Krystyna Bartol - filolog klasyczny, hellenista, profesor U n i ­
wersytetu i m . A d a m a M i c k i e w i c z a w Poznaniu; interesuje się
poezją grecką różnych okresów, zwłaszcza jej aspektami w y ­

Barbara Czarniawską - k i e r u j e Katedrą Studiów Zarządza­

k o n a w c z y m i ; a u t o r k a licznych prac teoretycznych i i n t e r p r e ­

nia w I n s t y t u c i e B a d a ń n a W y d z i a l e E k o n o m i i i Prawa H a n ­

t a c y j n y c h z tej dziedziny, m . i n . m o n o g r a f i i Greek Elegy and

d l o w e g o n a U n i w e r s y t e c i e w G e t e b o r g u . Jest m i a n o w a n y m

Iambus. Studies in Ancient Literary Sources (1993), książki;

profesorem Europejskiego I n s t y t u t u Z a a w a n s o w a n y c h S t u ­

Studia teoretyczno- i historyczno-literackie nad dialogiem pseudo-

diów Zarządzania w B r u k s e l i , członkiem Szwedzkiej Królew­

-Plutarclw. „ O muzyce" (1995) oraz pierwszego całościowego

skiej A k a d e m i i N a u k oraz Szwedzkiej Królewskiej A k a d e m i i

przekładu na język polski d i a l o g u pseudo-Plutarcha O muzy­

T e c h n i k i . W b a d a n i a c h zajmuje się głównie procesami k o n ­

ce ( 1 9 9 2 ) . Jej autorstwa jest też t o m I (Jakub i elegia) d w u t o ­

t r o l i w złożonych organizacjach, a o s t a t n i o k o n c e n t r u j e się

m o w e j p u b l i k a c j i Liryka grecka. Wybór tekstów i komentarz

n a zagadnieniach zarządzania w i e l k i m i m i a s t a m i . M e t o d o l o ­

p o d r e d . Jerzego Danielewicza (t. I I Melika w opr. J. D . ) .

giczne ujęcie jakie uprawia w s w o i c h b a d a n i a c h polega na

O b e c n i e pracuje n a d k o m e n t o w a n y m przekładem wybra­

łączeniu t e o r i i i n s t y t u c j i z podejściem n a r r a t y w i s t y c z n y m .

n y c h pism Filodemosa oraz Mędrców przy uczcie A t e n a j o s a .

Opublikowała wiele prac dotyczących zagadnień

Uczestniczy j a k o współautor w p r z y g o t o w a n i u a k a d e m i c k i e ­

i a d m i n i s t r a c j i publicznej w języku p o l s k i m , szwedzkim, wło­

go podręcznika h i s t o r i i l i t e r a t u r y greckiej.

s k i m i a n g i e l s k i m . O s t a t n i e p u b l i k a c j e m . i n . t o : Narrating

Zbigniew Benedyktowicz - a n t r o p o l o g k u l t u r y , r e d a k t o r

o f C h i c a g o Press, 1997), A Narrative Approach to Organiza­

biznesu

the Organization: Dramas of Institutional Identity ( U n i v e r s i t y
naczelny miesięcznika „Konteksty. Polska Sztuka L u d o w a " .
Członek

redakcji „Kwartalnika

Filmowego".

Kierownik

Zakładu A n t r o p o l o g i i K u l t u r y , F i l m u i S z t u k i A u d i o w i z u a l ­

tion Studies (Sage, 1998), Writing Management ( O x f o r d U n i ­
versity Press, 1999), A C i t y Reframed ( H a r w o o d , 2 0 0 0 ) .
W y d a ł a również G o o d Novels, Better Management (z Pierre
G u i l l e t de M o n t h o u x , H a r w o o d , 1994), Translating Organi­

nej. A u t o r prac z zakresu wyobraźni symbolicznej i a n t r o p o ­

zational Change (z G u j e S e v o n , de G r u y t e r 1996) oraz Orga­

logii współczesnej. Współautor książki D o m iv tradycji ludo­
wej ( 1 9 9 3 ) . A u t o r pracy Portrety obcych ( 2 0 0 0 ) .

nizing Metropolitan Space and Discourse (z R o l f S o l l i , 2 0 0 1 ) .

Antonina Bereza - absolwentka e t n o l o g i i n a U W ; s t u d e n t ­

ty; Accounting, Management and Information

Publikowała artykuły w : Accounting, Organizations and Socie­

ka I S N S , U W .

Technologies;

Consultation; International Studies of Management &amp; Organi­
zation; Journal of Management Studies; Management Commu­
nication; Management Learning; Organization;

Giovanni Cerri - ur. w 1940 r. w Rzymie, profesor zwyczaj­

Organization

Studies; Scandinavian Journal of Management Studies i Studies

ny l i t e r a t u r y greckiej na W y d z i a l e L i t e r a t u r y i Filozofii I n s t i ­
t u t e U n i v e r s i t a r i o O r i e n t a l e w N e a p o l u . D o tematów, n a

in Cultures, Organizations and Societies.

których k o n c e n t r o w a ł się w dotychczasowej pracy badaw­
czej należą: związek między oralnością a p i s m e m w k o m p o ­

Mathieu Deflem - profesor socjologii n a P u r d u e U n i v e r s i ­

zycji i rozprzestrzenianiu tekstów p o e t y c k i c h w epoce archa­

ty. A u t o r o k o ł o 4 0 p u b l i k a c j i poświęconych socjologii p r a w a

icznej i klasycznej; epos h o m e r y c k i ; słownictwo polityczne

i k o n t r o l i społecznej (w t y m prac n a t e m a t organizacji i dzia­

w liryce i tragedii; teorie antyczne na t e m a t n a t u r y i celów

łania i n s t y t u c j i p o l i c y j n y c h ) , a także h i s t o r i i socjologii i a n ­

o p o w i a d a n i a historycznego i biograficznego; m e c h a n i z m y

tropologii.

narracyjno-ekspresywne, za p o m o c ą których m i t jest usta­
wicznie a k t u a l i z o w a n y jako p a r a d y g m a t sytuacji i n d y w i d u a l ­

Jacek Dziekan - absolwent p o l o n i s t y k i K U L , r e d a k t o r tygo­

n y c h i społecznych; rytuały, ideologia i k u l t u r a dionizyjska;

d n i k a l o k a l n e g o w Dębicy. Publikował w „ K o n t e k s t a c h " , j e ­

t e c h n i k a d r a m a t u r g i c z n a t r a g e d i i a t t y c k i e j V w. p.n.e.; myśl

d e n z autorów książki Ojczyzny słowa.

platońska ze szczególnym uzwględnieniem t e o r i i k o m u n i k a ­
c j i i p o e t y k i ; filozofia i poezja Ksenofanesa z K o l o f o n u i Par-

Izabella Dzienisiewicz - ukończyła etnografię ( U n i w e r s y t e t

mcnidesa z Elei.

Warszawski). Jest w trakcie pisania pracy magisterskiej. Po­

Inicjator, koordynator i redaktor prac zbiorowych, organizator

siada także d y p l o m t e c h n i k a księgarza. O b e c n i e z p o w o d u

międzynarodowych k o n f e r e n c j i n a u k o w y c h . W w y d a w n i c t w i e

b r a k u możliwości znalezienia pracy w zawodzie pracuje jako

A r g o (Lecce) kieruje serią „II vello d'oro", w której publikowa­

menadżer b i u r a w k a n c e l a r i i p r a w n i c z e j . Interesuje się a n ­

ne są teksty greckie i łacińskie oraz studia o świecie antycz­

tropologią k u l t u r y współczesnej.

260

�NOTY O AUTORACH

Jan Gondowicz - k r y t y k , wydawca, współpracownik „Tygod­

Anna Malanowska - absolwentka p o l o n i s t y k i U W , studia

n i k a Powszechnego"; wydał m . i n . Marmur Josifa Brodskie­

d o k t o r a n c k i e w I n s t y t u c i e K u l t u r y Polskiej U W , pisze pracę

go, Słownik komunałów

doktorską poświęconą p r o b l e m a t y c e legend t e a t r a l n y c h .

G u s t a w a Flauberta, Zoologię fanta­

styczną uzupełnioną. Mieszka w Warszawie.
Peter Martyn - d o k t o r n a u k h u m a n i s t y c z n y c h , a d i u n k t za­
Tomasz Grygiel - d o k t o r , absolwent U W , laureat N a g r o d y

t r u d n i o n y w I n s t y t u c i e S z t u k i P A N i wykładowca, zajmuje

i m . Prof. dr. Władysława Tatarkiewicza, p r a c o w n i k n a u k o w y

się k w e s t i a m i związanymi z historią, strukturą przestrzenną,

I n s t y t u t u S z t u k i P A N . Prowadzi badania n a d r e c e p c j ą sztu­

i socjologiczną oraz tożsamością miast. Przygotuje pracę h a ­

k i włoskiej w światowym dziedzictwie, teorią i filozofią sztu­

bilitacyjną wokół p r o b l e m a t y k i wspólnych k o r z e n i o d cza­

k i . A u t o r l i c z n y c h prac d r u k o w a n y c h w k r a j u i zagranicą.

sów starożytnych w p r o j e k t o w a n i u a r c h i t e k t o n i c z n y m oraz

Teresa Grzybkowska - profesor, bada sztukę polską i gdań­

c h o d n i ą Azję, s u b k o n t y n e n t y europejski i i n d y j s k i oraz Pół­

ską w kontekście sztuki europejskiej i t r a d y c j i antycznej. Te­

n o c n ą Afrykę.

układzie przestrzennym miast na obszarze o b e j m u j ą c y m za­

m u zagadnieniu poświęciła k i l k a książek, m . i n . M i t Erosa
w sztuce polskiej ( 1 9 9 3 ) , Artyści i patrycjusze gdańscy ( 1 9 9 6 ) ,

Aleksandra Melbechowska-Luty - h i s t o r y k sztuki, studia

Świat obrazów Jacka Malczewskiego ( 1 9 9 6 ) ; sesje M i t Odysa

na U W , d o k t o r a t z n a u k h u m a n i s t y c z n y c h ( U W 1966). Spe­

( 1 9 9 8 ) . W y s t a w y Mitologia Jacka Malczewskiego

cjalizacja: h i s t o r y k sztuki polskiej X I X / X X w. A d i u n k t w I n ­

w M u z e u m C z a r t o r y s k i c h w K r a k o w i e ( 1 9 9 6 ) , Aurea Porta

stytucie S z t u k i P A N (gdzie pracowała w l a t a c h 1 9 5 5 - 1 9 8 5 ) ,

Rzeczypospolitej w M u z e u m N a r o d o w y m w G d a ń s k u ( 1 9 9 7 ) .

P r a c o w n i a Słownika Artystów Polskich. A u t o r k a 35 a r t y k u ­

w Gdańsku

Założyła studia h i s t o r i i sztuki na U n i w e r s y t e c i e G d a ń s k i m

łów i 7 książek, m . i n . Teofil Kwiatkowski

w 1998, gdzie wykłada. W i e l e podróżuje.

O s s o l i n e u m , W r o c ł a w 1966; Widmo. Zycie i twórczość Ludwi­

(monografia),

ka De Laveaux, W r o c ł a w 1988; Posągi i ludzie. Antologia tek­
I S P A N , Warszawa

1993

Aleksander Jackowski - a n t r o p o l o g k u l t u r y (studia: socjo­

stów o rzeźbie

logia U W ) , a u t o r w i e l u tekstów o współczesnej kulturze ar­

(wspólnie z P i o t r e m S z u b e r t e m ) ; Mali mistrzowie polskiego

polskiej XIX w.,

tystycznej, zwłaszcza l u d o w e j . K r y t y k sztuki. O r g a n i z a t o r

pejzażu XIX w., N e r i t o n , Warszawa 1997; Nokturny. Widoki

kilkudziesięciu wystaw sztuki l u d o w e j i n a i w n e j w k r a j u i za

nocy w malarstwie polskim, A r k a d y , Warszawa 1999; Sztuk­

granicą. O s t a t n i o wydał Sztukę zwaną naiwną,

mistrz. Twórczość' artystyczna i myśl o sztuce Cypriana Norwi­

Na

skróty,

Obrazy ludowe. R e d a k t o r „Kontekstów".

da, N e r i t o n , Warszawa 2 0 0 1 .

Magdalena Jagiełło - ukończyła Katedrę E t n o l o g i i i A n t r o p o ­

Jacek Olędzki - e t n o l o g , d r h a b i l i t o w a n y , pracuje n a W y ­

logii K u l t u r o w e j ( U W ) . W 2000 r uczęszczała na Uniwersytet

dziale G e o g r a f i i i Studiów R e g i o n a l n y c h U n i w e r s y t e t u W a r ­

Wiedeński w ramach programu stypendialnego Sokrates/Era-

szawskiego. A u t o r tekstów d o naszego pisma o d 1959 r. O d

smus. A k t u a l n i e studiuje p o d y p l o m o w o w C e n t r u m Studiów

k i l k u n a s t u l a t łączy szczegółową i systematyczną pracę ba­

Latynoamerykańskich U W . Pasjonuje się kulturą i historią

dawczą w M u r z y n o w i e koło P ł o c k a z szerszą refleksją obej­

M e k s y k u . Planuje kontynuować specjalizację w tej dziedzinie.

m u j ą c ą i n n e części Polski oraz znane m u z autopsji miejsca
w Europie, A z j i i Afryce.

Iwona Jędrzejewska - A b s o l w e n t k a Wydziału P o l o n i s t y k i
U n i w e r s y t e t u Warszawskiego. O d r o k u 1994 d o 2001 miesz­

Zbigniew Osiński - teatrolog, profesor zwyczajny w I n s t y t u ­

kała w U p p s a l i w Szwecji. N a Uppsala U n i v e r s t t e t s t u d i o w a ­

cie K u l t u r y Polskiej na W y d z i a l e P o l o n i s t y k i U W , p r o j e k t o ­

ła między i n n y m i filologię szwedzką i lingwistykę. W Szwecji

dawca oraz d y r e k t o r artystyczny i n a u k o w y O ś r o d k a B a d a ń

pracowała j a k o tłumacz tekstów n a u k o w y c h . Po p o w r o c i e

Twórczości Jerzego G r o t o w s k i e g o i Poszukiwań

do Polski pracuje d l a w y d a w n i c t w a JACEK SANTORSK1 &amp; CO.

n o - K u l t u r o w y c h we W r o c ł a w i u . A u t o r w i e l u książek i arty­

Przekład powieści A g n e t y Pleijel Lord Nevermore jest jej d e ­

kułów z zakresu h i s t o r i i i t e o r i i t e a t r u , edytor tekstów: Jerze­

b i u t e m jako tłumacza l i t e r a t u r y p i ę k n e j .

go G r o t o w s k i e g o , Mieczysława
Osterwy,

Wacława

Radulskiego,

Teatral-

L i m a n o w s k i e g o , Juliusza
Konrada

Swinarskiego.

Ewa Klekot - ukończyła archeologię i etnografię n a U W ;

Najważniejsze książki: Teatr Dionizosa, Romantyzm w polskim

adiunkt w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej

teatrze współczesnym, W y d a v ^ n i c t w o L i t e r a c k i e 1972; Gro­

U W ; zajmuje się k u l t u r o w y m i u w a r u n k o w a n i a m i przekazu

towski i jego Laboratorium, P I W , Warszawa 1980; Grotowski

wizualnego oraz popularną r e c e p c j ą sztuki.

wytycza trasy, Pusty O b ł o k , Warszawa 1993; Grotowski.

Źró­

dła, inspiracje, konteksty, W y d a w n i c t w o słowo/obraz t e r y t o ­
Agnieszka Kula -

ukończyła studia w Katedrze E t n o l o g i i

i A n t r o p o l o g i i K u l t u r o w e j U W . Praca magisterska Rewaloryza­

ria, G d a ń s k 1998. Złożył w w y d a w n i c t w i e slowo/obraz tery­
toria książkę Pamięć Reduty.

cja kulturowej przestrzeni miasta. Dzielnica El Raval i M u z e u m
Sztuki Współczesnej w Barcelonie ( p r o m o t o r : prof, dr hab. A n n a

Andrzej Pieńkos - a d i u n k t w I n s t y t u c i e H i s t o r i i S z t u k i

Zadrożyńska, 2001). Publikowała w „Poznaj Świat" i „Gazecie

U W . W r a z z żoną, J o l a n t ą Chrzanowską-Pieńkos, o p u b l i k o ­

Studeckiej".

wał Słownik artystyczny Paryża i regionu lle-de-France

(War­

szawa 1996) i Leksykon polskiej sztuki XX w. (Poznań 1997).
Michał Łuczewski - S t u d e n t K o l e g i u m Międzywydziało­

Prace z zakresu h i s t o r i i sztuki nowoczesnej (książka Okrop­

w y c h I n d y w i d u a l n y c h Studiów H u m a n i s t y c z n y c h U W ( W y ­

ności sztuki, G d a ń s k 2 0 0 0 ) , k r y t y k i artystycznej i eseistyki

dział Psychologii i I n s t y t u t Socjologii) oraz C o l l e g i u m l n v i -

dotyczącej k u l t u r y publikował w l i c z n y c h czasopismach.

sibile (filozofia p o l i t y c z n a , h i s t o r i a i d e i ) . O b e c n i e zajmuje
się z a g a d n i e n i a m i awansu społecznego, stereotypami spo­

Agneta Pleijel - bardzo znana i c e n i o n a szwedzka p o e t k a ,

łecznymi oraz związkami między n a c j o n a l i z m e m a p a t r i o t y ­

d r a m a t u r g i powieściopisarka. O p r ó c z k i l k u t o m ó w poezji:

z m e m . Publikował w „Kulturze i Społeczeństwie", „Res P u ­

,Anglar, dvargar" ( 1 9 8 1 , Anioły, karły), „Ogon u r en drom"

blice N o w e j " i „Studiach Socjologicznych".

(1984, Oczy ze s n u ) , wydała również powieści: „Yindspejare"

261

�NOTY O AUTORACH

(1989, Psia

Tomasz Wit Szarszeń - student drugiego r o k u międzywydzia­

G w i a z d a ) , „Fungi" (1993) i „En vinter i Stockholm" (1997,

(1987, K t o zważa na w i a t r ) ,

łowych I n d y w i d u a l n y c h Studiów H u m a n i s t y c z n y c h ( M I S H ) .

Pewnej zimy w S z t o k h o l m i e ) oraz najnowszą, opublikowaną

Interesuje się antropologią miasta i f i l m u . Fotografuje.

„Hundstjarna"

w r o k u 2000 L o r d Nevermore. Lord Nevermore przetłuma­
czony zosta! na wiele języków, m i n . : f r a n c u s k i , n i e m i e c k i ,

Jerzy Sławomir Wasilewski - e t n o l o g , d o k t o r h a b i l i t o w a n y ,

angielski, w i o s k i , hiszpański. W Polsce powieść ukaże się

pracuje w Katedrze E t n o l o g i i i A n t r o p o l o g i i

w przekładzie I w o n y Jędrzejewskiej n a k ł a d e m W y d a w n i c t w a

U W . W l a t a c h 1971-80 był u c z e s t n i k i e m corocznej ekspedy­

Jacek S a n t o r s k i ćk C o . jesienią tego r o k u .

c j i I H K M P A N do M o n g o l i i . Prowadził też p e n e t r a c j ę e t n o ­

Karolina Siemion - absolwentka e t n o l o g i i ( U W ) . Z a j m u j e

kieł, rzecz o szamańskich

się antropologią miasta i fotografią.

a paradygmaty etnologii, Warszawa

Kulturowej

graficzną i n n y c h krajów A z j i . A u t o r książek: Podróż do pie­

misteriach, Warszawa 1979, Tabu
1989.

Sławomir Sikora - e t n o l o g (studia U W ) . Sekretarz redak­
cji „Konteksty". Z a j m u j e się antropologią f o t o g r a f i i i f i l m u .
Grzegorz Sokół - absolwent K E i A K U W . O p r ó c z zagadnień
związanych z symboliką narodową w sztuce d e w o c y j n e j i n t e ­
resuje się szeroko p o j m o w a n ą problematyką kształtowania
tożsamości -

n a r o d o w y c h , p o n a d n a r o d o w y c h oraz osobi­

Summary of articles
Krystyna Bartol, Read, Read Homer...
Giovanni Cerri, Odysseus - A Hero Who Tells His Own Story
T h i s t e x t by an o u t s t a n d i n g I t a l i a n classical p h i l o l o g i s t , an

stych, zwłaszcza z perspektywy i n d y w i d u a l n e j , a także współ­

expert o n Greek archaic l i t e r a t u r e , a translator o f the Iliad,

czesną teorią n a u k h u m a n i s t y c z n y c h . O d stycznia 2002 d o k ­
t o r a n t na wydziale E t n o l o g i i Europejskiej na U n i w e r s y t e c i e
w L u n d w Szwecji, w r a m a c h i n t e r d y s c y p l i n a r n e g o p r o j e k t u
" G r a n i c e Europy".

a n d a scholar whose scientific investigations c o m b i n e p u r e ­
ly literary studies w i t h investigations c o n c e r n i n g the p h i l o ­
sophical reflections o f Greek t h i n k e r s , is an e x t r e m e l y i n t e ­
resting proposal o f a „centrifugal" a p p r o a c h t o the t e x t o f
the Odyssey. C e r r i seeks a d e f i n i t i o n o f the personal i d e n t i ­
ty o f Odysseus, the h e r o o f H o m e r ' s p o e m , at the same t i m e

Lech Sokół - D y r e k t o r I n s t y t u t u S z t u k i P A N , d r h a b i l i t o ­

posing a q u e s t i o n a b o u t the reasons for the v i t a l i t y o f the as­

wany, wykładowca A k a d e m i i Teatralnej w Warszawie, histo­

sorted images o f this figure i n the literary oeuvre o f all

ryk dramatu i teatru, komparatysta. A u t o r publikacji o W i t ­

epochs. W h i l e d e m o n s t r a t i n g the characterological m u l t i -

k a c y m , S t r i n b e r g u i Ibsenie, m . i n . Groteska w teatrze S. 1.

-aspect n a t u r e o f Odysseus, C e r r i strives at c a p t u r i n g an ele­

Witkiewicza ( 1 9 7 2 ) , August Strinberg ( 1 9 8 1 ) , Witkacy i Strin-

m e n t m e r g i n g p a r t i c u l a r aspects o f his personality, a n d

berg: dalecy i bliscy (1995).

ascribes f u n d a m e n t a l relevance t o a n analysis o f t h e he­
ro's a u t o b i o g r a p h i c a l discourse. I n d o i n g so, he proves t h a t

A n n a Spissowa - absolwentka e t n o g r a f i i UJ, kustosz d y p l o ­

secondary n a r r a t i o n , i . e. the tale a b o u t himself, presented

m o w a n y M u z e u m Etnograficznego w K r a k o w i e . Zaintereso­

by Odysseus at the c o u r t o f the k i n g o f the Phaeacians, is -

w a n i a n a u k o w e k o n c e n t r u j ą się wokół zagadnień muzeal­
n i c t w a , zwłaszcza skansenowskiego,

in anthropological dimension - a paradigmatic evocation of

k u l t u r y sepulklarnej,

h u m a n c o g n i t i o n . F u r t h e r m o r e , he demonstrates t h a t the

tradycyjnego z d o b n i c t w a wnętrz, a szczególnie n o w e j estety­

i n t r o s p e c t i v e s t a t e m e n t made by the m a i n h e r o remains c l o ­

k i mieszkań na wsi i w mieście.

sely c o n n e c t e d w i t h the emergence o f his self-awareness o f

Katarzyna Suchcicką - j a k o p o e t k a d e b i u t o w a ł a
kiem

Nie

powstrzymana

mięśniem

szybuję

this process, w h i c h seems t o seal the personal i d e n t i t y of

tomi­

nagrodzonym

w konkursie „Pokolenie, które wstępuje" w r o k u

1986.

Po d e b i u c i e w y d a l a t o m y p o e z j i Sycenie w W y d a w n i c t w i e
K a l a m b u r ( W r o c ł a w 1987)

i Niebieska pończocha

dawnictwie L i t e r a c k i m (Kraków

1 9 9 3 ) . Jest

w Wy­

Laureatką

przez T o w a r z y s t w o P o e t y c k i e N e w H a m p s h i r e . Jej wiersze
były p u b l i k o w a n e w a n t o l o g i a c h Over the Rainbow, M i c h i ­

gan 1990; D a n River Anthology,
A n A n t h o l o g y of

Maine

Contemporary

ve discourse represents an already m o u l d e d personality, i t
allows i t t o c o m e i n t o b e i n g i n an objective w o r l d . I n this
sense, H o m e r ' s n a r r a t i o n , focused w i t h i n the lens o f the

N a r o d o w e g o K o n k u r s u Poetyckiego U S A organizowanego

Aglow.

every person. T h u s , albeit the a u t o b i o g r a p h i c a l , retrospecti­

1990; Ambers
Polish Women's

awareness (or rather, self-awareness) o f the m a i n h e r o , reve­
als - as i f i n the spirit o f Berkeley's esse est percipi - the p r o ­
m i n e n c e o f the w o r d i n shaping o u r images o f the w o r l d .

Aleksandra Melbechowska-Luty, Cywilizacja - Trans- Atlantyk.
The Ocean, Ships and Havens of Norwid and Gombrowicz

1996

I n 1958, M a r i a Dąbrowska w r o t e a b o u t a c e r t a i n s p i r i t u a l

oraz S n u ć miłość. Polska poezja miłosna od X I V w i e k u W ł o ­

kinship between Cyprian N o r w i d and W i t o l d Gombrowicz,

Poetry R e g i n y G r o l , H o s t P u b l i c a t i o n s A u s t i n , Texas

d z i m i e r z a B o l e c k i e g o , B e r t e l s m a n , Warszawa 2 0 0 0 . P u b l i ­

t w o Polish writers a c e n t u r y apart. B o t h shared a similar

k o w a ł a również wiersze, k r y t y k i i eseje w p o l s k i c h p i s m a c h

stance, features, passions, t h o u g h t s , o u t s t a n d i n g intellects,

literackich.

originality, innovativeness, u n c o m m o n personalities a n d a
special

U k o ń c z y ł a filologię polską n a U n i w e r s y t e c i e W a r s z a w s k i m .
O d 1990 r jest dziennikarką telewizyjną, a u t o r k ą p o n a d 40
programów m . i n . z serii Skąd ta wrażliwość,

poświęconych

Autorów

i Kompozytorów

ZAiKS.

a

critical

a ruthless
attitude

assessment
towards

of

their

s u r r o u n d i n g a n d i n t r o d u c e d i n t o the i n t e l l e c t u a l life o f the
of n e w n o t i o n s , reflections, concepts a n d theories o f art

Na­

groda. Jest c z ł o n k i e m Stowarzyszenia Pisarzy Polskich oraz
Związku

life,

e p o c h his o w n v i s i o n o f the w o r l d . N o r w i d was a precursor

l i t e r a t u r z e i sztuce. Zrealizowała także f i l m y d o k u m e n t a l n e
o tematyce l i t e r a c k i e j : Nowa Fala oraz Kościelscy i ich

b o n d ; b o t h disclosed

contemporary

Obecnie,

(subsequently
Gombrowicz

continued
became

the

by

the

modernists),

co-author

of

while

"self-aware"

l i t e r a t u r e , thus preceding "negative experience" art. T h e

w związku z p o b y t e m n a p l a c ó w c e d y p l o m a t y c z n e j , zamiesz­

biographies o f the t w o m e n also c o n t a i n experiences as

kuje w S z t o k h o l m i e .

262

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10195" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10173">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/99c9f3dd06a03443a2936a072ab0ca02.pdf</src>
        <authentication>0a648b1512f230d8af6b3949a7b20693</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121263">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2923</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121264">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121265">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2727</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121266">
                <text>Noty o autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121267">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.284-286</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121268">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121269">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121270">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121271">
                <text>Roberto DaMatta - profesor a n t r o p o l o g i i na uniwersytecie
N o t r e D a m e , U S A , członek Brazylijskiej A k a d e m i i N a u k ;
d o k t o r a t z zakresu a n t r o p o l o g i i społecznej uzyskał n a H a r v a r d
U n i v e r s i t y w 1970, międzynarodowe uznanie przyniosły m u
studia o brazylijskich rytuałach n a r o d o w y c h i komparatystyczne badania z zakresu k u l t u r y społecznej zmierzające d o
wyjaśnienia istoty brazylijskich f e n o m e n ó w k u l t u r o w y c h (kar­
nawały, parady, procesje, bohaterowie l u d o w i , gry i zabawy,
hazard). A u t o r d w u n a s t u książek, m . i n . Carnivals, Rogues and

Noty o autorach

Heroes: An Interpretation of the Brazilian Dilemma; A Divided
World: Apinaye Social Structure; The Brazilian Puzzle.

Aleksandra Banaszkiewicz - d o k t o r a n t k a w I Katedrze Pe­
d i a t r i i A k a d e m i i M e d y c z n e j w Warszawie.

Robert Darnton - Profesor h i s t o r i i w P r i n c e t o n U n i v e r s i t y
Małgorzata Baranowska - poetka, k r y t y k i historyk l i t e a r t u ( U S A ) . Prócz sławnej Wielkiej rzezi kotów, jest a u t o r e m tłu­
ry. A u t o r k a m . i n . t a k i c h książek, jak: Pamiętnik mistyczny, Sur- m a c z o n y c h n a wiele języków książek: Mesmerism and the End
realrui wyobraźnia i poezja, To jest wasze życie, Warszawa. Miesią­
of the Enlightenment in France ( 1 9 6 8 ) ; The Business of Enligh­
ce, lata wieki oraz wielu artykułów z zakresu wyobraźni symbo­ tenment: A Publishing History of the Enc^clope'die, i 775-1800
licznej i k u l t u r y masowej, dwóch tomów wierszy Miasto, Zamek ( 1 9 7 9 ) ; The Literary Underground of the Old Regime ( 1 9 8 2 ) ;
w Pirenejach. Ogłasza w „Twórczości" Prywatną historię poezji. The Kiss of Lamourette: Reflections in Cultural History ( 1 9 8 9 ) ;
Zbigniew Benedyktowicz - a n t r o p o l o g k u l t u r y , r e d a k t o r
naczełny miesięcznika „Konteksty. Polska Sztuka L u d o w a " .
C z ł o n e k r e d a k c j i „Kwartalnika F i l m o w e g o " . K i e r o w n i k
Zakładu A n t r o p o l o g i i K u l t u r y , F i l m u i S z t u k i A u d i o w i z u a l ­
n e j . A u t o r prac z zakresu wyobraźni symbolicznej i a n t r o p o ­
logii współczesnej. Współautor książki D o m w tradycji ludo­
wej ( 1 9 9 3 ) . A u t o r pracy Portret} obcych ( 2 0 0 0 ) .
Asa Boholm - h i s t o r y k społeczny i a n t r o p o l o g , pracuje na
uniwersytecie w G ó t e b o r g u ( I n s t i t u t for A d v a n c e s Studies
i n Social A n t h r o p o l o g y ) , napisała m . i n . : The Doge of Venice:
The Symbolism of State Power in the Renaissance ( 1 9 9 0 ) , Ve­
netian wbrlds. Nobility and the C u l t u r a l construction of Socie­
ty ( 1 9 9 3 ) , Political Ritual ( 1 9 9 6 ) .
Suzanne Chappaz-Writhner - e t n o l o g ze Szwajcarii, p r a c u ­
je w I n s t y t u c i e E t n o l o g i i U n i w e r s y t e t u N e u c h a t e l . Wykłada­
ła n a U n i w e r s y t e c i e w N e u c h a t e l , Lozannie, Bazylei. O b e c ­
nie nie jest związana z żadnym ośrodkiem badawczym. Zaj­
m u j e się b a d a n i a m i n a d karnawałem, w t y m m . i n . kategorią
taksonomicznej transgresji w r y t a c h i n w e r s y j n y c h i dziełach
literackich, postaciami hybrydycznymi i sobowtórami,
a szczególnie postacją „dzikusa" w obrzędach i literaturze
( k o n t e k s t europejski). G ł ó w n e p u b l i k a c j e : M a s k i z Lotschental. Prezentacja i krytyka źródeł związanych z maskami
Z Lótschental, w : „Les A n n a l e s valaisannes", „Bulletin de la
S o c i e t ć d'histoire d u Valais r o m a n d " , 4 9 ć m e a n n ć , 1975; Tu­

Berlin Journal, 1989-1990 ( 1 9 9 1 ) ; The Forbidden Best-Sellers
of Prerevolutionary France, and the Clandestine Literatures in
France 1769-1789 ( 1 9 9 5 ) .

Ewa Domańska - a d i u n k t w I n s t y t u c i e H i s t o r i i U n i w e r s y ­
t e t u i m . A d a m a M i c k i e w i c z a w Poznaniu. Z a j m u j e się
współczesną angloamerykańską teorią i historią h i s t o r i o g r a ­
f i i . A u t o r k a książki Mikrohistorie: spotkania w między światach
( 1 9 9 9 ) . Pod jej r e d a k c j ą ukazały się w Polsce - Historia: o je­
den świat za daleko? ( 1 9 9 7 ) , Pamięć, etyka i historia. A n g l o amerykaństka teoria historiografii lat dziewięćdziesiątych
( 2 0 0 2 ) , а w S t a n a c h Z j e d n o c z o n y c h - Encounters: Philoso­
phy of History After Postmodernism ( 1 9 9 8 ) . W r a z z M a r k i e m
Wilczyńskim opublikowała zbiór artykułów H a y d e n a W h i te'a - Poetyka pisarstwa historycznego ( 2 0 0 0 ) .
Stypendystka N u f f i c ( R i j k s u n i v e r s i t e i t G r o n i n g e n ; 1992-3);
F u l b r i g h t a ( U n i v e r s i t y o f C a l i f o r n i a , Berkeley; 1995-96)
i F u n d a c j i Kościuszkowskiej ( S t a n f o r d U n i v e r s i t y ; 2 0 0 0 - 0 1 ) .
Fellow scholar n a U n i v e r s i t y o f C a l i f o r n i a , Santa C r u z
(1997) i C o r n e l l U n i v e r s i t y , I t h a c a - N Y ( 1 9 9 8 ) . Visiting pro­
fessor w D e p a r t m e n t o f Social a n d C u l t u r a l A n t h r o p o l o g y ,
Stanford University (2002).
O b e c n i e pracuje n a d książką o n i e - h i s t o r y c z n y c h p o d e j ­
ściach d o przeszłości zwracając uwagę n a p r o b l e m y i d e o l o g i ­
zacji h i s t o r i i , etycznego z w r o t u w t e o r i i h i s t o r i i , k r y t y k i h i ­
storiografii, neo-idealistycznej o r i e n t a c j i w myśleniu o prze­
szłości, pamięci j a k o dyskursu a-historycznego oraz możliwo­
ści de-estetyzacji dyskursu historycznego.

rek, Głupiec i Smok. Postacie karnawału z górnego Valais,
Neuchatel, Institut d'ethnologie, Paris, M a i s o n des sciences deWojciech

Dudzik - t e a t r o l o g i k u l t u r o z n a w c a , pracuje
w I n s t y t u c i e K u l t u r y Polskiej U n i w e r s y t e t u Warszawskiego,
gdzie m . i n . prowadzi zajęcia z a n t r o p o l o g i i w i d o w i s k oraz a u ­
tyką, w: Opowiedzieć innych. Refleksje i praktyki etnologiczne,torskie k o n w e r s a t o r i u m „Karnawały w k u l t u r z e " ; w l a t a c h
r e d . ] . H a i n a r d , R. Kaehr, Lozanna 1997, Payot; Temat wiedzy
1994-1999 wykładał gościnnie w N i e m c z e c h , n a u n i w e r s y t e ­
zakazanej w «Piaskunie» E. T. A. Hoffmanna. Od rytu inwersji
cie w Tybindze. A u t o r studiów z zakresu h i s t o r i i t e a t r u X X
do dzieła literackiego, „Ethnologie francaise" X X X I I , 2 ( n u m e r w i e k u (Wilama Horzycy dramat niespełnienia, 1990), polskiej
poświęcony e t n o l o g i i szwajcarskiej).
myśli t e a t r a l n e j (edycja p i s m Franciszka S i e d l e c k i e g o
1'homme, 1995 ( d o k t o r a t ) . D w a artykuły obrazujące ostatnie
poszukiwania badawcze: Dzikus - między reprezentacją a prak­

Barbara Chmielewska - s t u d e n t k a V r o k u rusycystyki. Języ­
k i obce są jej hobby, k t ó r e m u poświęca wiele w o l n e g o czasu;
jest współredaktorem gazety studenckiej „Magister", w w o l ­
n y c h c h w i l a c h pisze o p o w i a d a n i a d l a dzieci.
Dariusz Czaja - e t n o l o g , studia UJ. Napisał pracę doktorską
o s y m b o l u w fiłmie. Pracuje w I n s t y t u c i e E t n o l o g i i UJ i w re­
d a k c j i „ K o n t e k s t ó w " . R e d a k t o r książek Mitologie popularne
(1994) i Metamorfozy ciała ( 1 9 9 9 ) .
Mariusz Czaja - absolwent teatrologii i e t n o l o g i i n a U n i w e r ­
sytecie Jagiellońskim, d o k t o r a n t wydziału historycznego n a UJ.

284

0 sztuce scenicznej, 1991), współautor - z Leszkiem K o l a n k i e w i c z e m - podręcznika a k a d e m i c k i e g o Teatr w kulturze.
Zagadnienia i wybór tekstów, 1 9 9 1 , eseista (Wieża Hólderlina

1 inne miejsca,

2000).

Błażej Dzikowski - absolwent anglistyki U W , student k u l t u roznawstwa, uczestnik s e m i n a r i u m dr W . D u d z i k a „Karnawa­
ły w K u l t u r z e " . Prozaik. Jego powieść p t . Pies ukazała się je­
sienią 2002 r o k u n a k ł a d e m w y d a w n i c t w a Z i e l o n a Sowa.
Umberto Eco - włoski semiotyk, estetyk i pisarz; zajmuje się
m . i n . teorią literatury, estetyką średniowieczną oraz środka­
m i przekazu; profesor uniwersytetów we F l o r e n c j i i B o l o n i i ;

�NOTY O AUTORACH

(Dzieło otwarte, Pej­ Karl Kerćnyi ( 1 8 9 7 - 1 9 7 3 ) , w y b i t n y węgierski hellenista,
zaż semiotyczny, Nieobecna struktura); autor głośnych erudy- zajmował się przede wszystkim grecką mitologią i historią re­
c y j n y c h powieści (Imię róży, Wahadło Foucaulta, Baudotino), l i g i i . Spośród bardzo l i c z n y c h jego książek (pisanych p o n i e ­
m i e c k u ) w Polsce ukazały się: Hermes przewodnik dusz; Mi­
esejów, felietonów (Zapiski na pudelku od zapałek).
steria Kabirów. Prometeusz; Dionizos. Kerćnyi znany jest t a k ­

wniósł w y b i t n y wkład d o t e o r i i s e m i o t y k i

Jan Gondowicz - k r y t y k , w y d a w c a , współpracownik „Tygo­
d n i k a Powszechnego"; wydał m . i n . Marmur Josifa Brodskie­
go, Słownik komunałów G u s t a w a Flauberta, Zoologię fanta­
styczną uzupełnioną. Mieszka w Warszawie.
Dorota Hall - a n t r o p o l o g kultury, d o k t o r a n t k a w Szkole N a ­
uk Społecznych przy IFiS P A N . Prowadzi zajęcia w I n s t y t u c i e
E t n o l o g i i i A n t r o p o l o g i i K u l t u r o w e j U W , zajmuje się kulturą
N e w A g e , a w szczególności jej p o p u l a r n y m i przejawami.
Aleksander Jackowski - a n t r o p o l o g k u l t u r y , autor w i e l u
tekstów o współczesnej kulturze artystycznej, zwłaszcza l u ­
d o w e j . K r y t y k sztuki. O r g a n i z a t o r kilkudziesięciu wystaw
sztuki l u d o w e j i n a i w n e j w k r a j u i za granicą. O s t a t n i o w y ­

że ze współpracy z C . G . J u n g i e m i k o ł e m Eranosa.
Marta Kolankiewicz - ukończyła studia w Instytucie Studiów
Iberyjskich i Iberoamerykanskich U n i w e r s y t e t u Warszawskie­
go (2001) przez d w a lata (1998-2000) studiowała również w i e ­
dzę o kulturze w Instytucie K u l t u r y Polskiej ( U W ) .
Antoni K r o h - h i s t o r y k k u l t u r y , l i t e r a t . Długoletni współ­
p r a c o w n i k k w a r t a l n i k a „Konteksty - Polska Sztuka L u d o ­
wa". W l a t a c h siedemdziesiątych komisarz konkursów i w y ­
staw sztuki l u d o w e j K a r p a t Polskich. Współautor w y s t a w :

Łemkowie, Duchy epoki, czyli pierwsza wojna światowa trwa do
dziś, Spisz i i n n y c h . Opublikował m . i n : Współczesna rzeźba lu­
dowa Karpat Polskich ( 1 9 7 9 ) , Sklep potrzeb kulturalnych ( t o m
dał Sztukę zwaną naiwną, Na skróty, Obrazy ludowe, Polska szkiców o P o d h a l u , 2 0 0 0 ) , Tatry i Podhale (Seria W y d a w n i c ­
twa Dolnośląskiego A to Polska właśnie, 2 0 0 2 ) , O Szwejku
Sztuka Ludowa. Redaktor „Kontekstów".
Michał Jagiełło - a b s o l w e n t p o l o n i s t y k i w U n i w e r s y t e c i e
J a g i e l l o ń s k i m w K r a k o w i e . O d m ł o d y c h lat związany z gó­
r a m i . T u r y s t a , t a t e r n i k , a l p i n i s t a , r a t o w n i k górski. O d
1962 r. związany z G O P R i T O P R . U c z e s t n i k p o n a d 2 5 0
w y p r a w r a t u n k o w y c h . O d j e s i e n i 1989 d o jesieni 1997 w i ­
c e m i n i s t e r k u l t u r y . O d czerwca 1998 r. d y r e k t o r B i b l i o t e k i
Narodowej.

i o nas (emocje polsko-czeskie w X I X i X X w ) . W przygoto­
w a n i u m . i n . : Prywatny leksykon współczesnej polszczyzny
(Wspólnie z Barbarą Magierową; słownik n o w y c h zjawisk
w polszczyźnie potocznej p o 1945 г.).

A n n a E . Kubiak - a n t r o p o l o g k u l t u r y , a d i u n k t w I n s t y t u c i e
Filozofii i Socjologii P A N . A u t o r k a pracy n a t e m a t n o w y c h
ruchów r e l i g i j n y c h p t . Delicje i lewa ręka Kryszny (IFiS P A N ,
Warszawa, 1997; nagroda i m . Stanisława Ossowskiego), za­
Pisarz i publicysta. A u t o r k i l k u n a s t u książek z obszaru h i s t o r i i
literatury, historii idei, literatury f a k t u i prozy artystycznej.
mierza opublikować swoje Dzienniki, prowadzone podczas
Góry, a szczególnie Tatry są j e d n y m z najważniejszych tema­
d w u l e t n i c h badań t e r e n o w y c h n a d r u c h e m H a r e Kryszna.
tów jego twórczości. O s t a t n i o opublikował: Partnerstwo dla O d 1996 r o k u prowadzi badania n a d kulturą N e w A g e
przyszłości. Szkice o polityce wschodniej i mniejszościach narodo­
w Polsce, A n g l i i , Szkocji i D a n i i . Przygotowuje d o d r u k u
wych; w y d . 2, poszerzone, Warszawa 2000. Próba rozmowy. książkę p t . N E W A G E .

Szkice o katolicyzmie odrodzeniowym i „Tygodniku Powszechnym"
1945 - 1953, Warszawa 2001. Gałązka kosodrzewiny. Najdaw­ Robert Kulpa - studiuje wiedzę o k u l t u r z e n a U n i w e r s y t e ­
niejsze wypadki tatrzańskie w piśmiennictwie pohkim; wyd. 3, po­
cie W a r s z a w s k i m i F i l m o z n a w s t w o w K r a k o w i e . Interesują
szerzone, Warszawa 2001. Wolanie w górach; w y d . 6, poszerzo­

ne, Warszawa 2002. Trójkątna turnia, Warszawa 1996. Za gra­
nią grań, Warszawa 1998. Jawnie i skrycie, Warszawa 2000.
Grzegorz Janikowski - absolwent Wydziału Wiedzy o Teatrze
A k a d e m i i Teatralnej w Warszawie i T h e Samuel Beckett C e n ­
tre for D r a m a and Theatre Studies, T r i n i t y College w D u b l i n i e .
D o k t o r a n t Szkoły N a u k Społecznych I n s t y t u t u Filozofii i So­
cjologii P A N , redaktor „Pamiętnika Teatralnego" i „Sceny",
wykładowca A k a d e m i i Teatralnej w Warszawie i jej Filii w Bia­
łymstoku. Publikował teksty, recenzje, przekłady m . i n . w „Dia­
logu", „Teatrze", „Notatniku Teatralnym", „Więzi", dwutygo­
d n i k u k u l t u r a l n y m „Sycyna", „Rzeczpospolitej" i „Życiu".
Justyna Jaworska - d o k t o r a n t k a w i n s t y t u c i e K u l t u r y
Polskiej U W , współpracuje z miesięcznikiem „Dialog".
Łada Jurasz-Dudzik - filolog, współpracuje z k i l k o m a warszaw­
skimi oficynami wydawniczymi jako redaktor merytoryczny,
tłumaczy z języka francuskiego i niemieckiego, obecnie pracuje
nad przekładem pism autobiograficznych H e r m a n n a Hessego.
Małgorzata Just - a b s o l w e n t k a K a t e d r y E t n o l o g i i i A n t r o ­
p o l o g i i K u l t u r o w e j ( U W ) , interesuje się różnorodnymi zja­
w i s k a m i w r a m a c h r u c h u N e w A g e , między i n n y m i twór­
czością jego reprezentantów, o b e c n i e również o d w o ł a n i a m i
do t r a d y c j i c e l t y c k i e j w n a r o d o w y m s a m o o k r e ś l e n i u się
m i e s z k a ń c ó w B r e t a n i i . W c z e ś n i e j zajmowała się p r o b l e m a ­
tyką u c h o d ź c ó w i opublikowała artykuł: Inny Świat ( I I I
1999) w b i u l e t y n i e Polskiego T o w a r z y s t w a A f r y k a n i s t y c z nego „Afryka" poświęcony z a g a d n i e n i o m i c h a d a p t a c j i
w Polsce.

285

go współczesne przemiany w k u l t u r z e polskiej, zwłaszcza
f u n k c j o n o w a n i e w jej obrębie k a t e g o r i i gender oraz t e o r i i
queer. Referował n a k o n f e r e n c j i „Zrozumieć p ł e ć " , W r o c ł a w
2002 oraz „Różnica i tożsamość. K u l t u r a o d m i e ń c ó w wobec
marginalizacji i h o m o f o b i i " , Warszawa 2002 r.
Iwona Kurz - Pracuje w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersy­
tetu Warszawskiego, gdzie obroniła d o k t o r a t o wizerunkach fil­
m o w y c h gwiazd w Polsce lat 1955-1968, i zajmuje się specjaliza­
cją „Animacja k u l t u r y " . K i e r u n k i badań: antropologia ciała
i płci, historia obyczajów i życia codziennego w Polsce w X X wie­
k u , antropologia filmu i audiowizualności. Publikowała między
i n n y m i w „Kinie" i w „Dialogu", stale współpracuje z interneto­
w y m tygodnikiem „Latarnik". Wiosną 2002 r o k u przebywała na
stypendium w Indiana University w B l o o m i n g t o n ( U S A ) .
Hollis Urban Liverpool - h i s t o r y k i e t n o m u z y k o l o g , b . m i ­
nister k u l t u r y w Republice T r y n i d a d u i Tobago; badacz kar­
nawału trynidadzkiego i jego a k t y w n y uczestnik, opublikował
cztery książki, m . i n . Rituals of Power and Rebellion: The Car­
nival Tradition in Trinidad and Tobago (1993), n a podstawie
której doktoryzował się n a uniwersytecie w M i c h i g a n ; j a k o
w y k o n a w c a calypso nagrał wiele płyt, w czasie karnawału zo­
stał pięciokrotnie w y b r a n y M o n a r c h ą Calypso T r y n i d a d u
i Tobago, ośmiokrotnie otrzyma) tytuł „St. T h o m a s Calypso
K i n g o f the W o r l d " , a d w u k r o t n i e „World Calypso M o n a r c h " .
Piotr Machul — dziennikarz, m u z y k folkowy. Ukończył p o ­
lonistykę n a U n i w e r s y t e c i e W a r s z a w s k i m . O b r o n i ł pracę
magisterską na t e m a t m u z y k i w s p e k t a k l a c h „Gardzienic".
Studiował też d z i e n n i k a r s t w o . O d 1991 r. związany z G a r -

�NOTY O AUTORACH

dzienicami.

Brał udział w l i c z n y c h p r o j e k t a c h t e a t r u . A b s o l ­
w e n t gardzienickiej A k a d e m i i P r a k t y k T e a t r a l n y c h .
Aleksandra Melbechowska-Luty - historyk sztuki, studia na
U W , d o k t o r a t z n a u k humanistycznych ( U W 1966). Specjali­
zacja: historyk sztuki polskiej X I X / X X w, a d i u n k t w Instytucie
S z t u k i P A N (gdzie pracowała w latach 1955-1985), Pracownia
Słownika Artystów Polskich. A u t o r k a 35 artykułów i 7 ksią­
żek, m . i n . Teojil Kwiatkowski (monografia), Ossolineum, W r o ­

pie Beribazu. Mieszka w Warszawie.
Wiesław Szpilka - e t n o l o g (studia U J ) , s t u d i a d o k t o r a n c k i e
I n s t y t u t S z t u k i P A N , pisze pracę doktorską p o ś w i ę c o n ą etnologicznej i n t e r p r e t a c j i k u l t u r y masowej. Mieszka w K o ­
ścielisku.

Filip Taranienko student K o l e g i u m M I S H U W oraz I I r o k u
Specjalizacji Nowogreckiej przy Wydziale Polonistyki ( O B T A
claw 1966; Widmo. Zycie i twórczość Ludwika De Laveaux, W r o ­U W ) . Publikował w „Odrze" i poświęconym muzyce chrześci­
claw 1988; Posągi i ludzie. Antologia tekstów o rzeźbie polskiejjańskiej k w a r t a l n i k u „Ruah". Śpiewa w warszawskiej scholi gre­
goriańskiej Sanctae Crucis. W r a m a c h p r o j e k t u „Ludus D a n i e XIX w., IS P A N , Warszawa 1993 (wspólnie z P i o t r e m Szuber­
tem) ; Май mistrzowie polskiego pejzażu XIX w., N e r i t o n , War­lis" współpracował ze Scholą Teatru Wiejskiego Węgajty.
szawa 1997; Nokturny.
dy, Warszawa 1999.

Widoki nocy w malarstwie polskim,

Arka­
Victor Turner - ( 1 9 2 0 - 1983) w y b i t n y a n t r o p o l o g k u l t u ­
ry, badacz terenowy, religioznawca; p o d o k t o r a c i e n a u n i ­
wersytecie w M a n c h e s t e r (Schism and Continuity in an Afri­
Wojciech Michera - a n t r o p o l o g k u l t u r y , a d i u n k t w I n s t y t u ­
can Society: The Study of Ndembu Village Life, 1957) prze­
cie K u l t u r y Polskiej U W , wykładowca w A k a d e m i i Teatral­
niósł się d o U S A i t a m w r o k u 1968 uzyskał profesurę n a
nej w Warszawie, twórca telewizyjny. A u t o r książki Antiuniwersytecie w C h i c a g o , a p o dziesięciu l a t a c h został p r o ­
-Daniken oraz w i e l u p u b l i k a c j i z zakresu a n t r o p o l o g i i
fesorem a n t r o p o l o g i i i religioznawstwa n a U n i v e r s i t y o f V i r ­
wybraźni.
ginia; a u t o r k o n c e p c j i d r a m a t u społecznego oraz communi­
tas, badacz rytuału i jego symbolicznej s t r u k t u r y . N a j b a r d z i e j
Dietz-Rudiger Moser - germanista o zainteresowaniach
znane prace T u r n e r a - oprócz trzech m o n o g r a f i i afrykań­
folklorystycznych
i m u z y k o l o g i c z n y c h , profesor u n i w e r s y t e ­
skiego p l e m i e n i a N d e m b u z Z a m b i i - t o : The Ritual Process:
tu monachijskiego, dyrektor Instytutu Historii Literatury
Structure and Anti-structure ( 1 9 6 9 ) , Dramas, Fields and Me­
Bawarskiej, r e d a k t o r k w a r t a l n i k a „Literatur i n B a y e r n " ; a u ­
tor k i l k u n a s t u książek, m . i n . Fastnacht. Fasching. Kameval. taphors: Symbolic Action in Human Society ( 1 9 7 4 ) , Variations
Das Fest der verkehrter Welt ( 1 9 8 6 ) , Maskeraden auf Schlittenof the Theme of LimiriaUty ( 1 9 7 7 ) , Image and Pilgrimage i n
( 1 9 8 7 ) , Brauche und Feste im christlichen Jahreslauf ( 1 9 9 3 ) , Christian Culture: Anthropological Perspectives ( 1 9 7 8 ) , From
Ritual to Theater: The Human Seriousness of Play ( 1 9 8 2 ) .
Lexikon der deutschen Gegenwartsliteratur ( 1 9 9 7 ) .
Włodzimierz Karol Pessel - s t u d e n t wiedzy o k u l t u r z e
w I n s t y t u c i e K u l t u r y Polskiej U W , r e d a k t o r naczelny stu­
d e n c k i e g o miesięcznika „Uniwersytet K u l t u r a l n y " i prezes
S t u d e n c k i e g o Koła K u l t u r o z n a w c z e g o . Z zamiłowania skand y n a w i s t a : interesuje się zwłaszcza kulturą duńską, a obec­
nie pisze pracę magisterską o M u m i n k a c h f p o d k i e r u n k i e m
prof. R o c h a S u l i m y ] . Publikował w S t u d e n c k i m K w a r t a l n i ­
k u N a u k o w y m „Rubikon" i w „Res Publice N o w e j " .
Andrzej Pieńkos - a d i u n k t w I n s t y t u c i e H i s t o r i i S z t u k i
U W . W r a z z żoną, J o l a n t ą Chrzanowską-Pieńkos, o p u b l i k o ­
wał Słownik artystyczny Paryża i regionu lle-de-France ( W a r ­
szawa 1996) i Leksykon polskiej sztuki XX w. (Poznań 1997).
Prace z zakresu h i s t o r i i sztuki nowoczesnej (książka Okrop­
ności sztuki, G d a ń s k 2 0 0 0 ) , k r y t y k i artystycznej i eseistyki
dotyczącej k u l t u r y publikował w l i c z n y c h czasopismach.
Marta Pietrzykowska - s t u d e n t k a p o l o n i s t y k i i V r o k u wie­
dzy o k u l t u r z e n a U W . Z a j m u j e się uczeniem o b c o k r a j o w c ó w
polskiego. Publikowała m . i n . w „Odrze", „Kulturze Współ­
czesnej", sekretarz r e d a k c j i „Sztuka i Filozofia".
Tomasz Rakowski - d o k t o r a n t w I n s t y t u c i e K u l t u r y Pol­
skiej U W , r e d a k t o r antropologicznego pisma „Opcit", lekarz.
Z a j m u j e się antropologią ciała i antropologią nędzy.
Czesław Robotycki - a n t r o p o l o g k u l t u r y , profesor d r h a b .
K i e r o w n i k I n s t y t u t u E t n o l o g i i UJ. A u t o r l i c z n y c h artykułów
i książek, m . i n . Etnografia wobec kultury współczesnej, Nie
wszystko jest oczywiste. Z a j m u j e się analizą różnych f o r m
polskiej k u l t u r y współczesnej (świadomość n a r o d o w a , twór­
czość amatorska, teatr a l t e r n a t y w n y , obyczajowość s u b k u l ­
t u r ) . Jest r e d a k t o r e m serii w y d a w n i c t w a UJ Anthropos.
Maciej Różalski - s t u d e n t filozofii na U n i w e r s y t e c i e W a r ­
szawskim. Z fascynacji kucharz (absolwent szkoły k u l i n a r ­
n e j ) . C z ł o n e k grupy muzycznej „Super G i r l ćk R o m a n t i c
Boys". O d dwóch l a t zajmuje się brazylijską C a p o e i r a w g r u ­

286

Jerzy Sławomir Wasilewski - e t n o l o g , d o k t o r h a b i l i t o w a n y ,
pracuje w Katedrze E t n o l o g i i i A n t r o p o l o g i i K u l t u r o w e j
U W . W l a t a c h 1971-80 b y l u c z e s t n i k i e m corocznej ekspedy­
c j i I H K M P A N d o M o n g o l i i . Prowadził też p e n e t r a c j ę e t n o ­
graficzną i n n y c h krajów A z j i . A u t o r książek: Podróż do pie­
kieł, rzecz o szamańskich misteriach, Warszawa 1979, Tabu
a paradygmaty etnologii, Warszawa 1989.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7370" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7350">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/70f0bce26aededbe69650e99b3daf7ca.pdf</src>
        <authentication>fc7d665c078e558ed509bffc4e7df4d5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87981">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5355</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87982">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87983">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87984">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4976</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87985">
                <text>Noty o Autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87986">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4; s.340-343</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87987">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87988">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87989">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87993">
                <text>Dipesh Chakrabarty - historyk, profesor na Wydziale Języ­
ków i Cywilizacji Poludniowo-Azjatyckich Uniwersytetu
w Chcicago (Chicago University). Zajmuje się przede
wszystkim współczesną historią i historiografią Azji Połu­
dniowej oraz teorią postkolonializmu i jej wpływem na pisar­
stwo historyczne. Chakrabarty jest współredaktorem pisma
„Critical Inquiry", redaktorem „Postcolonial Studies"
i współpracownikiem „Public Culture" i „American Histori­
cal Review". Opublikował m.in. Habitations of Modernity:

Noty o autorach

Essays

in th Wake of Subaltern

Europe:

Postocolonial

(2000), Rethinking

Franklin R. Ankersmith - historyk, profesor Uniwersytetu
Groningen. Stworzył, wraz z Haydenem White i Arthurem C.
Danto, narratywistyczną teorię historii. Autor wielu publikacji
w tej dziedzinie, m. in.: Narrative

Logic. A semantic Analysis of

the Historian Language, Hague/Boston/London 1983. W "Kon­
tekstach" nrl-2: 1997 opublikowaliśmy na prawach pierwo­
druku polski przekład artykułu Ankersmitha Język a doświad­
czenie historyczne, który ukazał się w książce Historische

Sinnbil­

dung, ed. Klaus E. Müller and Jörn Rüsen, Hamburg 1997.
Maciej Bańkowski - absolwent Instytutu Anglistyki Uni­
wersytetu Warszawskiego, tłumacz (angielski i niemiecki)
i redaktor tekstów anglojęzycznych, ukazujących się w cza¬
sopismach polskich i zagranicznych.
Małgorzata Baranowska - poetka, krytyk i historyk litera­
tury. Autorka m.in. takich książek, jak Pamiętnik mistyczny,
Surrealna

wyobraźnia

i poezja, To jest wasze życie,

Warszawa.

Miesiące, lata wieki oraz wielu artykułów z zakresu wyobraź¬
n i symbolicznej i kultury masowej, dwóch tomów wierszy
Miasto,

Zamek w Pirenejach,

Prywatną
Prywatna

historię

poezji.

Powrót Ogłasza w "Twórczości"

Ostatnio wydała Posłaniec

historia pocztówki,

uczuć.

Warszawa 2003.

Joanna Benedyktowicz - studentka historii na Uniwersyte¬
cie Warszawskim.
Zbigniew Benedyktowicz - antropolog kultury, redaktor
naczelny miesięcznika „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa".
Członek redakcji „Kwartalnika Filmowego". Kierownik Pra­
cowni Antropologii Kultury, Filmu i Sztuki Audiowizualnej
Polskiej Akademii Nauk. Autor prac z zakresu wyobraźni
symbolicznej i antropologii współczesnej. Współautor [z:
Danutą Benedyktowicz] książki Dom w tradycji
ludowej
(1993). Autor pracy Portrety obcych (2000).
Anna Beata Bohdziewicz - absolwentka etnografii UW,
współpracowała przy robieniu filmów m.in. z W. Borowczy¬
kiem, K. Kieślowskim, K. Zanussim. Fotograf, autorka m.in.
następujących cyklów fotografii: Fotodziennik, czyli Piosenka
o końcu świata, Antypocztówek oraz profesjonalnej kartoteki
aktorów polskich. Ostatnio pracuje nad cyklem Antypocztówka z... , cykl ten obejmuje miasta takie jak Warszawa, Ber¬
lin, Cannas, Jerozolima, Pekin. Współpracuje z pismami
„Konteksty", „Tygodnik Powszechny", „Zeszyty Literackie",
„City".
Marcin Brocki - adiunkt w Katedrze Etnologii i Antropo¬
logii Kulturowej Uniwersytetu Wrocławskiego, autor książki
Język

ciała

w ujęciu

Wolską) Clifford

antropologicznym,

Geertz.

Lokalna

współredaktor (z D.

lektura.

Publikuje artykuły

na temat komunikacji niewerbalnej, antropologii ciała i me¬
todologicznych problemów współczesnej etnologii.

340

Thought

Working-Class

Studies
and

(2002),

Provincializing

Historical

History:

Bengal,

Difference
1890-1940

(1989).
Andrzej Dąbrowski - kurator Galerii Sztuki Współczesnej
„Bunkier Sztuki", filozof, pisze doktorat pt. Intencjonalność
świadomości na Uniwersytecie Warszawskim. Publikuje m.in.
w „Nowych Książkach", „Przeglądzie Powszechnym", „Pryncy­
pia", „Kwartalniku Filmowym". oraz w „Respublice Nowej".
Dariusz Czaja - antropolog kultury, absolwent etnologii UJ.
Adiunkt w Instytucie Antropologii Kultury i Etnologii UJ,
członek redakcji „Kontekstów". Redaktor książek Mitologie
popularne (1994) i Metamorfozy ciała (1999). Zajmuje się zja¬
wiskami kultury współczesnej, publikuje artykuły z dziedziny
antropologii filmu, teorii symbolu, myślenia mitycznego.
W druku jest jego książka Smak fragmentu. Narracje
antropo­
logiczne (Wydawnictwo Uniwersyteckie, (2003).
Mariusz Dobkowski, historyk. Zajmuje się religiami histo¬
rycznymi i symboliką religijną. Specjalizuje się w herezjach
średniowiecznych i nurtach dualistycznych. Redaktor na¬
ukowy prac zbiorowych: Nurty chrześcijaństwa,
Wydawnic­
two Semper, Warszawa 1995 oraz Kościoły, wspólnoty, herezje,
Wydawnictwo Semper, Warszawa 1997. Autor artykułów
naukowych, popularnonaukowych i recenzji; uczestniczy
w przygotowywaniu haseł do wielotomowej publikacji Reli¬
gia. Encyklopedia
PWN. Współpracuje z pismem "Gnosis"
i tygodnikiem "Polityka".
Jan Gondowicz - krytyk, wydawca, współpracownik „Tygo¬
dnika Powszechnego"; wydał m.in. Marmur Josifa Brodskie¬
go, Słownik

komunałów

styczną uzupełnioną.

Gustawa Flauberta, Zoologię

fanta­

Mieszka w Warszawie.

Katarzyna G ó r s k a - studentka wiedzy o kulturze w Instytu¬
cie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego; redaktor¬
ka „Uniwersytetu Kulturalnego" - uniwersyteckiego mie¬
sięcznika poświęconego zjawiskom antropologii kultury; au¬
torka artykułu na temat pocztówek: Odkryte karty, Polityka,
N r 51-52 (2381)/2002.
Mikołaj Gumilow (1886-1921) - rosyjski poeta i teoretyk
poezji, podróżnik, żołnierz I wojny światowej, współtwórca
szkoły akmeistów, mąż Anny Achmatowej, rozstrzelany
z wyroku CzK w ramach skierowanej przeciw intelektuali¬
stom prowokacji, nazwanej „spiskiem Tagancewa".
Jo Harper - dziennikarz i tłumacz, w 1991r. ukończył sto¬
sunki międzynarodowe na Bristol University (praca magi¬
sterska:

The

Historic

Compromise

in

Italy,

1976-79),

a w 1999r. uzyskał tytuł doktora nauk politycznych w Lon­
don School of Economics (The sources of the SdRP's

political

legitimation in Poland, 1989-93). O d 1997r. na stałe mieszka
i pracuje w Polsce. Współpracował m.in. z „Dow Jones New-

�NOTY O AUTORACH

swires, „The Guardian" (Londyn), „Media Marketing Euro­
pe" (Londyn). Obecnie tłumaczy dla MSZ i jest korespon­
dentem „Platts" w Polsce.
Jan Hartman - filozof i bioetyk, dr habilitowany w Instytucie Fi­
lozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego; założyciel i redaktor naczel­
ny pisma Principia i szef Centrum Dokumentacji Filozofii Polskiej.
Autor m.in. Heurystyka filozoficzna (1997) Jak poważnie
filozofię (1999) Techniki metaflozofii

rze Młodych". Początkowo zajmował się problematyką krajo­
wą, np. w zbiorze Busz po polsku. O d wczesnych lat 60. podró­
żował po Afryce, Ameryce Łacińskiej i Azji, śledząc konflikty
polityczne i wydarzenia wojenne, później po Rosji i krajach
byłego ZSRR. Opublikował m.in.: Kirgiz schodzi z konia, Gdy­
by cala Afryka,
III, Heban,

studiować

Chrystus

z karabinem

lowa, Cesarz, Lapidarium,
Lapidarium

na ramieniu,

Imperium, Lapidarium
IV, Z Afryki

Wojna futbo­
II,

Lapidarium

oraz zbiór wierszy Notes.

(2001), Short Studies in Bio-

ethics (2003) oraz licznych artykułów, esejów i przekładów.

Kerwin Lee Klein - historyk, profesor Uniwersytetu w Ber­
keley. Autor m.in głośnej książki Frontiers of Historical Imagi­

Bogusław Jędruszczak, ur. w 1949 roku w Warszawie. Ab­
solwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszaw¬
skiego. Wieloletni nauczyciel historii, wiedzy o kulturze
i społeczeństwie w warszawskich szkołach średnich, obecnie
w L X X X I Liceum Ogólnokształcącym im. A . Fredry. Zainte¬
resowania skupione wokół problematyki życia społeczeństwa
polskiego w latach wojny i okupacji, historii Warszawy, za¬
głady Żydów zaowocowały kilkunastoma publikacjami pra¬
sowymi i opracowaniami historycznymi.

nation.

Wiesław Juszczak - profesor Instytutu Historii Sztuki Uni­
wersytetu Warszawskiego i Instytutu Sztuki PAN. Historyk
sztuki, filozof, autor wielu książek i artykułów oraz tłumaczeń
(w tym literatury pięknej). Wybitny znawca malarstwa pol¬
skiego XIX i XX w. Obecnie jego główne zainteresowania ba¬
dawcze to filozofia sztuki oraz historia religii. Prowadzi wy¬
kłady monograficzne poświęcone m. in. archaicznej greckiej
myśli o sztuce, koncepcji sztuki u Platona, teorii sztuki u He¬
ideggera oraz związkom sztuki i religii. Opublikował m. i n .
Wojtkiewicz

i nowa sztuka,

Warszawa 1965; Jan

Warszawa 1972; Postimpresjoniści,
polskie:

modernizm,

1979; Fakty
ptaki

albo

Fragmenty.

Warszawa 1973;

Stanisławski,

Warszawa 1979; Zasłona

"O granicach:

okresu

powieści",

w rajskie

Warszawa 1981;

Szkice z teorii i filozofii sztuki, Warszawa 1995. oraz

przekłady Coctail Party Eliota oraz dwóch poematów Blake'a:
Milton,

Zaślubiny

Nieba

of Native

America,

Bohdan Kos - doktor fizyki ( U W ) , tłumacz z hebrajskiego
(Sefer Jecira), znawca kabały, poeta (Podróż zludna, Tikkun,
Warszawa 1992), jego wiersze ukazały się także w antolo­
giach: Mrok

i gwiazda. Mroczna

poezja miłosna,

mowa w słowie, Das land Ulro nach Schliessung

Orfeusz.
dar

Roz­

Zimtländen.

Wydawca (wraz z Iwoną Arkuszewską prowadzi wydawnic­
two Tikkun). Publikował w „Gnosis", „Znaku", „Odrze",
„Manuskripte" (czasopismo literackie - Austria), „Czasie
Kultury", „Kulturze Niezależnej". Obecnie bezrobotny.
Waldemar Kuligowski - antropolog kultury, adiunkt w In¬
stytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej U A M w Pozna¬
niu, autor i redaktor kilkudziesięciu prac, w tym: (wspólnie
z W. J. Bursztą) Dlaczego
pejzaże

i Piekła (Wydawnictwo Universitas).

stości

Marcin A . Kafar - etnolog i antropolog kultury; studia
w Katedrze Etnologii UŁ. Autor artykułów i szkiców publi¬
kowanych w pracach zbiorowych i czasopismach. Zakres za¬
interesowań: historia idei, krytyka literacka, antropologia
współczesności.
Ireneusz Kania - pisarz, tybetolog, tłumacz-poliglota. Au¬
tor 60 przekładów z języków europejskich i orientalnych
(francuski, włoski, hiszpański, portugalski, rumuński, an¬
gielski, niemiecki, greka, łacina, hebrajski, sanskryt, palijski,
tybetański rosyjski) oraz zbiorów esejów O Kabale i Zoharze
(1994), Ścieżka nocy (2002) i księgi wypisów starobuddyjskich Muttavali (1999).
Katarzyna Kaniowska - antropolog kultury, dr hab., pra¬
cownik Zakładu Metodologii i Teorii Kultury w Katedrze Et¬
nologii Uniwersytetu Łódzkiego, wykładowca w Katedrze
Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Wrocław¬
skiego. Zajmuje się metodologicznymi problemami współ¬
czesnej antropologii, powiązaniami wspólczesnej refleksji fi¬
lozoficznej z antropologią kultury. Autorka artykułów doty¬
czących tej problematyki. Opublikowała Opis - klucz do ro¬
kultury

Conquest

Jan Andrzej Kłoczowski O P . Profesor, doktor habilitowa­
ny, filozof, teolog i historyk sztuki. Dominikanin, wykładow­
ca Papieskiej Akademii Teologicznej, Rektor Kolegium Do­
minikanów w Krakowie. Zajmuje się filozofią religii.

kultury
tekstu

(2000).

Ryszard Kapuściński - reportażysta, eseista, publicysta, po­
eta; laureat wielu nagród literackich. Debiutował w "Sztanda­

341

kościotrup

(1999); Antropologia
(2001), Siedem

(2002); Ojczyzny

zumienia

the European

Malarstwo

Warszawa 1977; Młody Weiss, Warszawa

i wyobraźnia,

Narrating

1890 - 1990, Berkeley 1997. Klein analizuje w niej niezmier¬
nie ważny w historiografii, antropologii i krytyce literackiej
symbol „amerykańskiej granicy", który istnieje od chwili przy­
bycia do wybrzeży Ameryki pierwszych przybyszy z Europy.

szkiców

słowa. Narracyjne

red. z W. J. Bursztą); Edukacja

nie wstaje.
refleksyjna.

Ponowoczesne
O

rzeczywi­

do antropologii
wymiary

w świecie

kultury

kultury

miłości
(2002 popularnej

(2002 - red. z P. Zwierzchowskim).
Włodzimierz Lengauer - historyk, profesor w Instytucie Hi¬
storycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Główny przedmiot
jego zainteresowań badawczych stanowi historia starożytnej
Grecji okresu archaicznego i klasycznego, a zwłaszcza proble¬
matyka ustroju, świadomości społecznej, kultury, mentalno¬
ści oraz religii. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Filolo¬
gicznego, Polskiego Towarzystwa Historycznego, Komitetu
Głównego Olimpiady Historycznej, Komitetu Nauk o Kultu¬
rze Antycznej PAN (od 1995 r.) oraz Rady Naukowej Insty¬
tutu Filologii Klasycznej. Pełni funkcję zastępcy przewodni¬
czącego Zarządu Krajowego Funduszu na Rzecz Dzieci. Jest
też członkiem Rady Redakcyjnej czasopisma „Meander",
członkiem redakcji „Ars Regia" i „Przeglądu Historycznego".
Najważniejsze publikacje: Greek Commanders in the 5th and
4th Centuries

B. C. Politics and Ideology: A Study of

Warszawa 1979; Pojęcie równości

w greckich

tycznych.

V wieku

Od Homera

do końca

1988; Religijność starożytnych

Greków,

Militarism,

koncepcjach
p.n.e.,

poli­

Warszawa

Warszawa 1994.

J. Krzysztof Lenartowicz. Architekt, pracował w Danii,
Szwajcarii i Libii. Autor i współautor projektów i realizacji,
laureat i współlaureat nagród i wyróżnień w międzynarodo¬
wych i krajowych konkursach architektonicznych. Profesor

�NOTY O AUTORACH

Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej, Gastdo­
zent Fachhochschule Münster. Prace naukowe z zakresu teorii
architektury, psychologii architektury (O psychologii archi­

Mieczysław Porębski - wybitny historyk i teoretyk sztuki,
profesor dr hab. Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autor m. in.:

tektury

wadzenie

1992;

Słownik

psychologii

architektury

1997)

i teorii

Granica

Współczesności
do sztuki

1909 - 1925

XX

(1966), Ikonosfera

wieku

(1965), Kubizm.

(1965), Pożegnanie

(1972), Sztukaainformacja

z

Wpro­
krytyką

projektowania architektonicznego. Zainteresowania: archi­
tektura polskich kresów wschodnich, rysunek.

(1997), Polskość jako sytuacja

Barbara Major - absolwentka Katedry Etnografii UJ. Pracu­
je w Galerii Sztuki w Częstochowie.

Czesław Robotycki - antropolog kultury, profesor dr hab.
Kierownik Instytutu Etnologii UJ. Autor licznych artykułów
i książek, m.in. Etnografia

Peter Martyn doktor nauk humanistycznych, adiunkt za­
trudniony w Instytucie Sztuki PAN, wykładowca, zajmuje
się kwestiami związanymi z historią, strukturą przestrzenną
i socjologiczną oraz tożsamością miast. Przygotowuje pracę
habilitacyjną dotyczącą problematyki wspólnych korzeni od
czasów starożytnych w projektowaniu architektonicznym
oraz układzie przestrzennym miast na obszarze obejmującym
zachodnią Azję, subkontynenty europejski i indyjski oraz
Północną Afrykę.
Zbigniew Osiński - teatrolog, profesor zwyczajny w Instytu¬
cie Kultury Polskiej na Wydziale Polonistyki UW, projekto¬
dawca oraz dyrektor artystyczny i naukowy Ośrodka Badań
Twórczości Jerzego Grotowskiego i Poszukiwań Teatralno-Kulturowych we Wrocławiu. Autor wielu książek i arty¬
kułów z zakresu historii i teorii teatru, edytor tekstów: Jerze¬
go Grotowskiego, Mieczysława Limanowskiego, Juliusza
Osterwy, Wacława Radulskiego, Konrada Swinarskiego.
Najważniejsze książki: Teatr Dionizosa,
teatrze
towski
wytycza

współczesnym,

Romantyzm

PIW, Warszawa 1980;

trasy, Pusty Obłok, Warszawa 1993;

Gro­

Grotowski

Grotowski.

Źró­

dła, inspiracje, konteksty, Wydawnictwo słowo/obraz teryto­
ria, Gdańsk 1998. Złożył w wydawnictwie słowo/obraz tery­
toria książkę Pamięć Reduty, do której wejdą oba publikowa¬
ne tutaj teksty.
Elżbieta Paczkowska-Łagowska - Prof. dr hab., historyk fi­
lozofii w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego,
ostatnio wydała Logos życia. Filozofia

gu Wilhelma Diltheya,

hermeneutyczna

w krę­

słowo/obraz/terytoria, Gdańsk, 2001

Henryk Paprocki - teolog, historyk Kościoła Wschodniego,
tłumacz, znawca twórczości Dostojewskiego, duchowny pra­
wosławny.
Ewelina Pawlus - doktorantka Instytutu Historii Sztuki UJ,
stypendystka The School of A r t History, University of St An¬
drews, Szkocja. 2001/2002 - specjalista ds. public relations
w Galerii Sztuki Współczesnej „Bunkier Sztuki" w Krakowie.
Zajmuje się zagadnieniami związanymi ze sztuką ziemi, envi¬
ronmental art, sztuka performance. Publikuje w „Formacie".
Andrzej Pieńkos - adiunkt w Instytucie Historii Sztuki
UW. Wraz z żoną, Jolantą Chrzanowską-Pieńkos, opubliko­
wał Słownik

artystyczny

Paryża

wobec

kultury

współczesnej,

Nie

wszystko jest oczywiste. Zajmuje się analizą rożnych form
polskiej kultury współczesnej (świadomość narodowa, twór­
czość amatorska, teatr alternatywny, obyczajowość subkul­
tur). Jest redaktorem serii wydawnictwa UJ Anthropos.
Sławomir Sikora - etnolog, adiunkt w Instytucie Etnologii
i Antropologii UW, pracuje również w redakcji „Kwartalnika
Filmowego" (ISPAN). Zajmuje się antropologią fotografii i filmu
Tomasz Sikora - religioznawca, adiunkt w Zakładzie Feno­
menologii Religii UJ. Autor książki Użycie środków halucyno­
gennych a religia (1999).

Lech Sokół - profesor, dyrektor Instytutu Sztuki PAN, wy­
kładowca Akademii Teatralnej w Warszawie; historyk drama¬
tu i teatru. Autor publikacji o Witkacym, Strinbergu i Ibsenie,
m.in. Groteska

w teatrze S. I. Witkiewicza

berg (1981), Witkacy

i Strinberg:

(1972), August

Strin-

dalecy i bliscy (1995).

w polskim

Wydawnictwo Literackie 1972;

i jego Laboratorium,

(1986), Deska

(2002).

i regionu Ile-de-France

(War­

szawa 1996) i Leksykon polskiej sztuki XX w. (Poznań 1997).
Prace z zakresu historii sztuki nowoczesnej (książka Okrop¬
ności sztuki, Gdańsk 2000), krytyki artystycznej i eseistyki
dotyczącej kultury publikował w licznych czasopismach
Maria Poprzęcka - historyk sztuki, profesor zwyczajny w In¬
stytucie Historii Sztuki UW. Specjalizuje się w historii, kry¬
tyce i teorii sztuki X I X i XX wieku. Ostatnio opublikowała
Pochwała malarstwa, Gdańsk 2000.

342

Włodzimierz Staniewski - wybitny twórca i teoretyk te¬
atru. W czasie studiów polonistycznych (w Krakowie i we
Wrocławiu) pracował w Teatrze S T U Krzysztofa Jasińskiego,
w roku 1971 powołany przez Jerzego Grotowskiego do Te­
atru Laboratorium. W 1977 roku zakłada Ośrodek Praktyk
Teatralnych „Gardzienice". Autor (reżyseria, scenariusz,
struktura muzyczna, rozwiązania przestrzenne) wszystkich
przedstawień Ośrodka Praktyk Teatralnych
(Gargantua
i Pantagruel na podstawie Francois Rabelais, Gusła na pod¬
stawie I I i IV cz. Dziadów Adama Mickiewicza, Żywot Proto¬
popa Awwakuma,

Carmina

Burana,

Metamorfozy

na podsta­

wie Apulejusza), wystawiane w Polsce i za granicą (m. in.
w Nowym Jorku, Bostonie, Seulu, Sao Paulo, Amsterdamie,
Londynie, Nancy, Berlinie, Toronto, Sztokholmie). Autor
i realizator idei Wypraw i Zgromadzeń organizowanych na
wsiach, odbył także wiele zagranicznych wędrówek badaw¬
czych (m.in. do Laponii, Meksyku, Korei Południowej, Gre¬
cji), by porównać tradycyjne ceremoniały, techniki ruchu,
głosu, dialogowania, organizowania przestrzeni z technika¬
mi, które wprowadził do pracy Ośrodka. Po dwudziestu la¬
tach pracy warsztatowej i dydaktycznej z młodzieżą w Gardzienicach, stworzył w 1997 roku Akademię Praktyk Taetralnych; wykładał i prowadził zajęcia dla aktorów w USA,
Meksyku, Francji, wielkiej Brytanii, Szwecji, Kanadzie.
Piotr Szacki - etnograf, muzeolog, twórca kilkunastu etno¬
graficznych zapisów filmowych koncentrujących się na pro¬
blemach dawnych technik rzemieślniczych i tradycyjnych
zawodów. Pracuje w Państwowym Muzeum Etnogarficznym
w Warszawie. Autor wielu wystaw, między innymi wystaw
problemowych próbujących odkryć nowe sfery znaczeń i no¬
we obszary wmuzeologii, np. Mieć (1991, 1992, 1998), Nie­
zwykłość (1998/9).
Magdalena Sztandara - etnolog (UJ), studia doktoranckie
na Wydziale Historycznym UJ, pisze pracę doktorską o foto-

�NOTY O AUTORACH

grafii etnograficznej i „etnograficzności" fotografii. Obecnie
pracuje jako asystentka w Katedrze Kulturoznawstwa i Folk¬
lorystyki Uniwersytetu Opolskiego.
Iwona Święch - etnolog, kustosz Muzeów: Etnograficznego
w Toruniu i Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku,
obecnie Muzeum Historii Fotografii w Krakowie. Autorka
i współautorka wielu wystaw z zakresu sztuki i folkloru np.
„Alchemiczny krąg Teofila Ociepki", „Kujawskie skrzynie
wianne", „Ikony", „Wigilia - czas oczekiwania, czas magii",
cykl o ludowych rzeźbiarzach. Autorka scenariuszy wnętrz
skansenowskich oraz publikacji z zakresu kultury ludowej
i muzealnictwa.

Jean-Pierre Vernant (ur. 1914), profesor honorowy
w Collège de France, założyciel (1964) i dyrektor (do 1985)
Centre de Recherches Comparées sur les Sociétés Ancien­
nes (Centre Louis Gernet) w Paryżu. Nestor francuskich
hellenistów, jeden z najwybitniejszych na świecie znawców
kultury greckiej. Autor pionierskich prac o charakterze an­
tropologicznym na temat mitu, religii i greckiej myśli. Opu­
blikował m. i n . : Les origines de la pensée grecque
myśli greckiej

1996); Mythe

the et société en Grèce ancienne
gures de l'Autre

en Grèce

l'amour. Soi-męme

Lech Trzcionkowski - doktor historii, pracuje w Katedrze
Historii Starożytnej KUL. Zajmuje się historią religii staro¬
żytnej Grecji; autor licznych artykułów publikowanych
w prasie specjalistycznej
Jerzy Sławomir Wasilewski - etnolog, dr hab., pracuje
w Katedrze Etnologii i Antropologii Kulturowej UW. W la¬
tach 1971-80 był uczestnikiem corocznej ekspedycji I H K M
PAN do Mongolii. Prowadził też penetrację etnograficzną
innych krajów Azji. Autor książek: Podróż do piekieł, rzecz
0 szamańskich

misteriach,

Warszawa 1979, Tabu a paradygma¬

ty etnologii, Warszawa 1989.
Stephanie West - filolog klasyczny i papirolog, profesor
w Hertford College w Oksfordzie. Badaczka starożytnej lite¬
ratury greckiej, wybitna znawczyni Homera (jest m . i n .
współautorką trzytomowego A Commentary
on Ho­
mer's Odyssey)

i Herodota.

ses de l'intelligence.
croux Dans

Cóż po filozofie?

ka myślenia

Heidegger

Eseje filozoficzne

i problem zła, Hermes

Filozofia jako sztu¬
i Eros. Eseje

Dru¬

1997.

debiut i dojrzałość

(1962), Romantyzm.

0 ideach i stylu (1969), Romantyzm.
lokwia

gdańskie

i okupacji

zmatycznej

Rewolucja.

(1972), Humanistyka.

(1974), Gorączka

romantyczna

Czas formy otwartej;

Konrada

Wallenroda

Poznanie
znaczeń

Ko­
terapia

wobec woj­

(1980),

(1990), Projekt

krytyki

co przeżyłeś,

Eseje o wojnie

tak, ale razem z naszymi umarłymi,

2001. Wampir. Biografia

i

Seria

Wobec zła (1989), Zycie po­

(1991), Czy będziesz wiedział,

Zyjąc tracimy życie. Niepokojące

Studia

Marksizm.

(1975), Literatura

(1976), Odnawianie

1 duch inności (1996), Płacz generała.
Do Europy

343

l974; La cuisine du sa-

Maria Janion - historyk literatury i historyk idei, krytyk li¬
teracki. Profesor IBL PAN. Prof. Janion prowadzi semina­
rium w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN. W latach
1956-89 zajęcia w WS Pedagogicznej w Gdańsku, a następ­
nie na Uniwersytecie Gdańskim. Opublikowała m. in. Zyg­

śmiertne

Aleksander Wolicki - historyk, adiunkt w Instytucie Histo¬
rii Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się starożytną Gre¬
cją; autor licznych publikacji dotyczących epigrafiki greckiej.

La métis des Grecs

O d redakcji:
W poprzednim tomie zamieściliśmy niepełny tekst noty
o Prof. M a r i i Janion prof. Janion. Obecnie zamieszczamy
całą informację o wydanych ostatnio książkach. Autorkę
serdecznie przepraszamy.

Transgresje.

gie kilkudziesięciu artykułów, esejów, rozpraw oraz kilkuna¬
stu przekładów książek filozoficznych.

l972; Mythe

Daniel Vogel - anglista (absolwent Uniwersytetu Wrocław­
skiego), wykładowca Nauczycielskiego Kolegium Języków
Obcych w Raciborzu.

ny

Szestowa

2000); wspólnie z Pierre V i -

et tragédie en Grèce ancienne

l'oeil du miroir

Jest autorem m . i n . Wiedza

myśli Lwa

la mort,

1999; L'homme

crifice en pays grec l979; wspólnie z Françoise Frontisi-Du-

munt Krasiński,

Studium

1985; Lindividu,

et l'autre en Grèce ancienne

et tragédie deux l986; wspólnie z Marcelem Detienne, Les ru-

Cezary Wodziński, filozof, dr hab., w Instytucie Filozofii
1 Socjologii PAN. Główne obszary jego zainteresowań to me¬
tafizyka, ontologia, aksjologia, hermeneutyka, fenomenolo¬
gia, filozofia dialogu, filozofia języka, apofatyka filozoficzna.
i zbawienie.

(Źródła

l965; My­

l974; La mort dans les yeux. Fi-

ancienne

grec (red.) l993 (Człowiek Grecji
dal-Naquet, Mythe

1962

et pensée chez les Grecs

Gdańsk 2002

Prace wybrane, t.1-5, Kraków 2000-2002.

(1998).

Warszawa 2000

tematy egzystencji,

symboliczna,

fanta­
Kobiety

Warszawa

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11407" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11385">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/36236439bae37ed20d61ec687bd95a4c.pdf</src>
        <authentication>eced9b5e1d84cb204d4042c187a97c38</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135846">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5441</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135847">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135848">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135849">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5059</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135850">
                <text>Noty o autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135851">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4 ; s.258-260</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135852">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135853">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135854">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135855">
                <text>Jan Gondowicz- krytyk literacki i tłumacz. Archeolog wyobraźni. Współpracuje, prócz "Kontekstów",
z "Nowymi Książkami", "Literaturą na Świecie" i "Tygodnikiem Powszechnym". Autor kilku tysięcy recenzji. Przekładał między innymi Biełego, Charmsa,
Brodskiego, Flauberta, Jarry'ego, Queneau i Topora.
Wydał bestiariusz Zoologia fantastyczna uzupełniona
(1995). Usiłuje opublikować trzy książki własne i szereg ekscentrycznych tłumaczeń. Były dziennikarz, były krytyk filmowy, były wydawca. Utrzymuje się (z trudem) z redagowania dzieł polskich pisarzy współcze­
snych i skopanych przekładów. Mieszka w Warszawie.

N o ty o autorach

Wojciech Brojer - absolwent Wydziału Elektroniki Politechniki Warszawskiej, pracownik Instytutu Historii
PAN w Warszawie. Wydał m.in. Sefer jecira - Księga
Stworzenia (1995 , współautor); Diabeł w wyobraźni śre­
dniowiecznej (2003). Założenie Domu Bożego jest fragmentem przygotowywanej książki Studia nad wzgórzem Moria.

Zygmunt Krzyżanowski - urodzony 11 lutego (30
stycznia nowego stylu) 1887 roku pod Kijowem. Miejsce jego urodzenia, nie zostało dokładnie ustalone.
W 1919 roku, w pierwszym numerze pisma "Zori",
ukazał się debiut Krzyżanowskiego - osadzony w epoce niemieckiego Sturm und Orangu dialogowy esej
o urokach niepewności, ]acobi i ,,Jakoby". Późniejsze
utwory nie zostały jednak opublikowane przez dłuższy
czas. Dopiero w dziewięć lat po śmierci Krzyżanow­
skiego, czyli w roku 1959, w Związku Pisarzy powoła­
no na fali odwilży stosowną komisję, mającą udostęp­
nić jego twórczość czytelnikom. Pierwsze prozy Krzyżanowskiego ukazały się w prasie dopiero na przełomie
1988 i 1989 roku. By mogły przebić się do publiczności, musiał upaść komunizm.

Mateusz Braun- absolwent Instytutu Etnologii i Antropologii UW
Ryszard Ciarka- sekretarz redakcji "Kwartalnika Filmowego", pracownik Instytutu Sztuki PAN.
Andrzej Coryell- malarz i rzeźbiarz mieszkający w Bazylei.
W 1978 r. opublikował zbiór wierszy Les chameaux du
myope (Wielbądy krótkowidza) wyd. Caracteres, Paryż.
Powieść Spółka z lwem, wydano w 1986 r. w wyd. Czytelnik, a w 1991 r. -w języku francuskim- wyd. Actes Sud.
Jest autorem aforyzmów i przypowieści, które ukazały się
w ZeszYtach Uterackich, Frazie, Uteracjach, Aspektach,
Toposie. W 2002 r. zrealizował film krótkometrażowy Album rodzinny, a w 2004 r. następny- Wodna kaligrafia.

Wojciech Dąbrowski - antropolog pracujący w Australii i Papui-Nowej Gwinei. Studiował na Wydziale Afrykanistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Doktoryzował
się na Uniwersytecie Narodowym w Canberze (Australia), pisząc pracę na temat reakcji ludności Gór Zachodnich w Nowej Gwinei na obecność misji katolickiej.
Wykładał na Uniwersytecie Narodowym w Canberze,
Uniwersytecie Sydnejskim i na Uniwersytecie Macąu­
arie w Sydney. Pracował z Aborygenami Nowej Połu­
dniowej Walii przy zbieraniu materiałów dokumentują­
cych ich prawa do własności ziemi w ramach nowego
ustawodawstwa federalnego (Native Title). Jest konsultantem naukowym filmów dokumentalnych i fabularnych poświęconych PNG i Trobriandom (Black Harvest,

Joe Leahy's Neighbours, First Contact, Szlachetny Dzikus,
In the Savage Land) i historii emigracji do Australii (Amnesia). Ostatnio pracuje wśród Aborygenów i nie-Aborygenów przy rozwijaniu metod nauczania opartych
na zindywidualizowanej opiece mentorskiej.
Krystyna Dudzińska - etnograf, Instytut Etnologii
i Antropologii Kulturowej UW, badania nad religijnością necprotestantów na Podlasiu i Ukrainie,
Religijność ewangelicznych chrześcijan-baptystów w
dowisku prawosławnych i katolików (2003).

Julia Hartwig - poetka, eseistka i tłumaczka, laureatka wielu nagród i wyróżnień. Opublikowała następu­
jące tomiki poetyckie: Pożegnania, Wolne ręce, Dwoistość,
zieleń,

Czuwanie, Obcowanie, Czułość, Nim opatrzY się
Zobaczone, Przemija postać świata oraz ostatnie
zbiory poetyckie- nie ma odpowiedzi (2001), za który
była nominowana do Nagrody Nike, Wiersze amerykańskie (2002) oraz Błyski (2002); szkice: Z niedalekich
podróży, Dziennik amerykański; monografie: Apolinaire,
Gerard de Nerval; książki dla dzieci (pisane wraz z Arturem Międzyrzeckim): ]aś i Małgosia, Przygody poziomki, Tomcio Paluch, Wielki pościg.
Agata Kapturkiewicz - studentka IV roku Etnologii
i Antropologii Kulturowej UW oraz I roku Wiedzy
o Teatrze na Akademii Tetralnej, pracuje jako asystentka w filmie.
Ewa Klekot - ukończyła archeologię i etnografię na
UW; adiunkt w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UW; zajmuje się kulturowymi uwarunkowaniami przekazu wizualnego oraz populamą recepcją sztuki.
Bartłomiej

śro­

258

Kowal -jest doktorantem Katedry Języ­
koznawstwa Ogólnego i Bałtystyki UW, a także studentem etnologii. Interesuje się językoznawstwem
i antropologią oraz związkami między tymi dwiema
dziedzinami.

�NOTY O AUTORACH

Lubomir Kosiński - zm. w 2004 r. starszy kustosz,
w dziale Dokumentacji Archiwalnej i Fotograficzno-Filmowej Państwowego Muzeum Etnograficznego
w Warszawie.

kie w Instytucie Lingwistyki Stosowanej UW (2000).
Stypendium badawcze w Universitat Trier i Centre
Universitaire de Luxembourg (2002). Praca dydaktyczna dla Goethe-Institut w Warszawie (2002-2004).

Anna E. Kubiak- antropolog kultury, adiunkt w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Autorka pracy na temat nowych ruchów religijnych Delicje i lewa ręka
Kryszny, 1997, za którą otrzymała nagrodę im. Stanisła­
wa Ossowskiego; zamierza opublikować swoje Dzienniki
prowadzone podczas dwuletnich badań terenowych
nad ruchem Hare Kryszna. Od 1996 roku prowadzi badania nad kulturą New Age w Polsce, Anglii, Szkocji
i Danii. Przygotowuje do druku książkę NEW AGE.

Lech Mróz - Profesor dr hab. etnolog, zajmuje się problemami etnicznymi, autor wielu prac o Cyganach m.in.

Anna Kucio - absolewntka Instytutu Romanistyki
Uniwersytetu Warszawskiego. Do jej zainteresowań
badawczych należy szeroko rozumiana wielokulturowość i komunikacja międzykulturowa, w szczególności
kwestie dotyczące frankofonii (stosunki etniczne,
zmiana językowa i kulturowa we francuskich obszarach
językowych świata, literatura wyżej wymienionych).
Lechosław Lameński- dr

hab., prof. nadzw. KUL, historyk sztuki i krytyk, Dyrektor lnsrytutu Historii
Sztuki KUL, a zarazem Kierownik Katedry
Historii Sztuki Nowoczesnej, autor monografii: To-

masz Oskar Sosnowski 181 0-1886 rzeźbiarz polski
w RzYmie, 1997; oraz wielu artykułów, wstępów do katalogów, recenzji i haseł do encyklopedii, głównie z zakresu sztuki polskiej (architektury, rzeźby i malarstwa)
od II poł. XIX wieku do 1939 roku.
Aleksandra Metbechowska-Luty - historyk sztuki,
studia na UW, doktorat z nauk humanistycznych (UW
1966). Specjalizacja: historyk sztuki polskiej XIX/XX
w. Adiunkt w Instytucie Sztuki PAN (gdzie pracowała
w latach 1955-1985), Pracownia Słownika Artystów
Polskich. Autorka 46 artykułów i 7 książek, m.in. Teofil Kwiatkowski (monografia), Ossolineum, Wrocław
1966; Widmo. Życie i twórczość Ludwika De Laveaux,
Wrocław 1988; Posągi i ludzie. Antologia tekstów o rzeź­
bie polskiej XIX w., IS PAN, Warszawa 1993 (wspólnie
z Piotrem Szubertem); Mali mistrzowie polskiego pejzażu .
XIX w., Neriton, Warszawa 1997; Nokturny. Widoki nocy w malarstwie polskim, Arkady, Warszawa 1999.
Grzegorz Pawłowski - absolwent filologii germańskiej
KUL (1999). Studia humanistyczne w Centre Universitaire de Luxembourg (1994-95) oraz w Universitat Salzburg (1997). Praktyka metodyczno-dydaktyczna w Centre de Langues, stypendium Ministre des Affaires Culturelles Grancl-Ouche de Luxembourg
(1996). Praca w charakterze reportera i nauczyciela fotografiki w ramach Academie d'ete w Larochette, Echtemach i Luksemburgu dla Cercle Europeen pour la
Propagation des Artes ( 1997, 1998). Studia doktoranc-

Dzieje Cyganów- Romów w Rzeczpospolitej XV-XVIII w.,
Warszawa 2001; Etnos Przebudzony [red.] Warszawa
2004. Dyrektor Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UW
Andrzej Pieńkos - adiunkt w Instytucie Historii
Sztuki UW. Wraz z żoną, Jolantą Chrzanowską-Pień­
kos opublikował Słownik artystyczny Paryża i regionu
Ile-de-France (Warszawa 1996) i Leksykon polskiej sztuki XX w. (Poznań 1997). Prace z zakresu historii sztuki nowoczesnej (książka Okropności sztuki, Gdańsk
2000), krytyki artystycznej i eseistyki dotyczącej kultury publikował w licznych czasopismach.
Magdalena Prosińska - absolwentka Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej UW (praca magisterska
na temat pielgrzymek na Podhalu) i Studiów Ochrony
Światowego Dziedzictwa (World Heritage Studies) na
Wydziale Architektury Folitechniki Brandenburskiej
w Cottbus (praca magisterska na temat zmian w tradycyjnej, drewnianej architekturze Nungów z Van
Quan, w północno-wschodnim Wietnamie). Zainteresowania badawcze i projekty dotyczące zmian w krajobrazie kulturowym wsi, dokumentacja, ochrona
i rozwój dziedzictwa. Mieszka w Berlinie.
Tomasz Rodowicz - historyk filozofii (ATK), aktor,
i muzyk. W 1972 założył z przyjaciółmi w Warszawie
pierwszy w Polsce ośrodek socjoterapii dla młodzieży
uzależnionej. W latach 1974-76 współpracował z Teatrem Laboratorium we Wrocławiu przy projektach
parateatralnych. Zaproszony przez Włodzimierza Staniewskiego, współtworzy z nim Ośrodek Praktyk Teatralnych "Gardzienice", gdzie pracuje do dziś.
W 1985 wyreżyserował w Munster (Niemcy) Prometeusza wg Ajschylosa. W latach 1992-94 współpracował
z teatrem Tanto w Wiedniu, w 1996 w duńskim Oyfn
Veg. W "Gardzienicach" jest współodpowiedzialny za
stronę muzyczną projektów; w 2000 r. wydał płytę
z muzyką antyczną Metamorfozy. W Akademii Praktyk
Teatralnych prowadzi trening fizyczny i zajęcia głoso­
we. Pracuje nad projektem Orkiestra Antyczna.
Maria Rogińska- doktorantka
nych przy IFIS PAN.

Szkoły

Nauk Społecz­

Maciej Rożalski - absolwent Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, obecnie na studiach doktoranckich w Instytucie Sztuki PAN. Zajmuje się zagadnieniami z zakresu pogranicza antropo-

�rzył

logii kultury, filozofii kultury i estetyki - szczególnie
rolą ruchu, tańca, krwawej ofiary, spożywania w sztuce i rytuałach różnych kultur i systemów religijnych.
Sam zajmuje się teatrem, między innymi jako uczestnik akademii Ośrodka Praktyk Teatralnych "Gardzienice" oraz jako performer teatrów ulicznych.

Towarzystwo Kursów Naukowych, konwersatorium
i Przyszłość (DiP) , współdziałał ze śro­
dowiskami katolickimi - Klubem Inteligencji Katolickiej, z "Tygodnikiem Powszechnym", z ,,Więzią", z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim, z "Laskami" i z Duszpasterstwami Ludzi Pracy. Szczególnie bliskie kontakty
miał z kościołem św. Stanisława Kostki i z górnikami.
W roku 1980 w Gdańsku został doradcą "Solidarności" i działał w niej do końca swoich dni. Udział
w ruchu "Solidarność" widział jako dalszy ciąg uczestnictwa w Powstaniu Warszawskim.
Brał udział w wielu konferencjach międzynarodo­
wych, m.in. Rencontres de Geneve, Klub Rzymski,
W.F.S.F, Wiłton Park.
Zarówno w swojej twórczości, jak i działalności reprezentował myśl niepodległościowego i humanistycznego socjalizmu, ładu społecznego opartego na idei
braterstwa i chrześcijańskiego personalizmu. Było to
permanentnym "powstawaniem" przeciwko wszelkim
przejawom totalitaryzmu i nieprawościom władzy.
Był członkiem polskiego PEN Clubu, który w r. 1990
ustanowił nagrodę jego imienia.
Autor kilku książek i ok. 150 artykułów. Najważniej­
sze pozycje: O socjalistycznym humanizmie, Zapiski z lat
1950-1953, Próby świadectwa, niepokoje amerykańskie,
Doświadczenie

Maja Stachowiak - studentka Kolegium Międzywy­
działowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na UW; w ramach studiów realizuje minimum
programowe w Instytucie Antropologii Kulturowej
i Etnologii oraz w Instytucie Stosunków Międzynaro­
dowych.
Tomasz Wit Szerszeń- student MISH-u na UW oraz
w Studium Fotografii w PWSFTViT w Łodzi. Publikował w "Kontekstach".
Wiesław

Szpilka - etnolog (studia UJ), studia doktoranckie Instytut Sztuki PAN, pisze pracę doktorską
poświęconą etnologicznej interpretacji kultury masowej. Mieszka w Kościelisku.
Jan Strzelecki, urodzony 4 VII 1919 r. w Warszawie,
zmarł 11 VII 1989 r. w wyniku brutalnego napadu
w do dziś niewyjaśnionych okolicznościach.
Był socjologiem-filozofem, publicystą, eseistą.
Rozpoczęte przed wojną studia kontynuował W czasie wojny; studiował na tajnym uniwersytecie. Działał
w grupie młodzieży "Płomienie" związanej z organizacją
,,Wolność- Równość- Niepodległość". Współredago­

wał

pisma młodzieży socjalistycznej "Płomienie", "Mło­
Socjalistyczna" i "Droga". Uczestniczył w działa­
niach bojowych, m.in. w pomocy Warszawskiemu Gettu. W Powstaniu Warszawskim walczył w batalionie
"Żywiciel" (AK). Dwukrotnie ranny, odznaczony Krzyżem Walecznych i Krzyżem Powstańczym.
Powojnie, w 1946 r., został asystentem prof. Stanisława Ossowskiego w Katedrze Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, a także przewodniczącym akademickiego Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej (AZNMS), członkiem PPS i jej Rady Naczelnej.
(Po połączeniu PPR i PPS stał się członkiem PZPR,
z której go usunięto w roku 1978 za permanentną
dzież

działalność opozycyjną).
Już

w roku 1946 był aresztowany pod zarzutem
należenia do WIN, zwolniony dzięki ostrej interwencji władz PPS. Od tego jednak czasu był stale, aż do
tragicznej śmierci, inwigilowany przez służby bezpieczeństwa.

W 1952 r. usunięty z pracy na UW jako "ideologiczny demoralizator młodzieży akademickiej". Nigdy więcej
nie pozwolono mu wrócić do pracy z młodzieżą. W latach 1957-1988 pracował w Polskiej Akademii Nauk.
Uczestniczył w wielu inicjatywach niezależnych
i opozycyjnych - był współtwórcą i prezesem Klubu
Krzywego Koła, współpracował z KOR-em, współtwo-

Socjalizmu model liryczny, Kontynuacje, Solidarite. Analyse
d'un mouvement social (wyniki badań socjologicznych
przeprowadzonych wspólnie z prof Alainem Touraine).
Jadwiga Brzezińska-Strzelecka - psycholog. Studiowała na Uniwersytecie Warszawskim u prof. Stefana
Baleya, prowadzącego Katedrę Psychologii wychowawczej. Kolejno pracowała: jako asystentka swego
profesora, jako redaktor literatury dla dzieci i młodzie­
ży, w spółdzielni wydawniczej Czytelnik, następnie jako psycholog w Poradni Społeczno Wychowawczej.
Pełniła też niejednokrotnie funkcję biegłego sądowego
w procesach nieletnich przestępców.
W czasie wojny należała do AK. Odznaczona medalem "Sprawiedliwej wśród Narodów Świata"
Agnieszka Śmiertka - studentka Instytutu Etnologii
i Antropologii Kulturowej UW, absolwentka Instytutu
Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego.
Interesuje się kulturą Wielkiej Brytanii XIX i XX
wieku, a w szczególności życiem codziennym w czasach wiktoriańskich oraz kulturą niderlandzkiego obszaru językowego.
Gabriela Świtek - historyk sztuki. Adiunkt w Zakła­
dzie Dziejów Myśli o Sztuce, Instytut Historii Sztuki
Uniwersytetu Warszawskiego. Absolwentka University of Cambridge (wydział architektury, praca doktorska z dziedziny historii i filozofii architektury, 1999).
Kurator w Zachęcie Narodowej Galerii Sztuki w Warszawie (m.in. kurator wystawy Daniela Libeskinda,
Fundamenty pamięci, 2004).
/

260

�NOTY O AUTORACH

Jerzy Sławomir Wasilewski- etnolog, doktor habilitowany, pracuje w Katedrze Etnologii i Antropologii
Kulturowej UW W latach 1971-80 był uczestnikiem
corocznej ekspedycji IHKM PAN do Mongolii. Prowadził też penetrację etnograficzną innych krajów
Azji. Autor książek: Podróż do piekieł, rzecz o szamań­
skich misteriach, Warszawa 1979, Tabu a paradygmaty
etnologii, Warszawa 1989.
Seweryn A. Wisłocki - etnolog, krytyk sztuki, eseista. Zajmuje się śląską sztuką nieelitarną, (współtwór­
ca Kolekcji Sztuki Nieprofesjonalnej w Muzeum
Śląskim), oraz problematyką interetniczności kultury
śląskiej. Autor licznych publikacji, m.in. książki Górniczy Śląsk w sztuce Górnego Śląska. Mit, sacrum, kreacja (1996).
Anthony Vidler - historyk i krytyk architektury
nowoczesnej i współczesnej. Absolwent m.in.
Wydziału Architektury, University of Cambridge.
Wykładał m.in. w Princeton University School of
Architecture oraz na Wydziale Historii Sztuki,
University of California, Los Angeles. Od 2002
dziekan The Cooper Union School of Architecture
w Nowym Jorku. Specjalizacja: francuska architektura
od czasów Oświecenia do współczesności. Ważniejsze
publikacje: The Writing on the Walls: Architectural

Theory

in the Late Enlightenment (Princeton
Architectural Press, 1987), Claude-Nicolas Ledoux:

Architecture and Social Reform at the End of the Ancien
Regime (MIT Press, 1990), The Architectural Uncanny:
Essays in the Modem Unhomely (MIT Press, 1992),
Warped Space: Architecture and Anxiety in Modem
Culture (MIT Press, 2000).
Joanna Zalewska - studentka Instytutu Etnologii
i Antropologii Kulturowej UW. Psycholog. Pracuje
w Instytucie Psychologii Zdrowia przy Polskim Towarzystwie Psychologicznym, gdzie współtworzy portal
internetowy poświęcony tematyce psychologicznej.
Interesuje się antropologią współczesności.
Magdalena Zowczak, etnolog, dr hab., profesor w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się antropologią religii: związkami między kulturą religijną a tożsamością,
studiami nad apokryfem i modlitwą oraz współczesną
ekspresją religijną. Prowadziła badania etnograficzne
na Litwie, Białorusi i Ukrainie. Napisała m. innymi:
Bohater wsi. Mit i stereotypy, Wiedza o kulturze, Wrocław 1991, Biblia ludowa. Interpretacje wątków biblijnych w kulturze ludowej, Wyd. FUNNA, Wrocław
2000, współautorka tomu Podole i Wołyń. Szkice etnograficzne, DiG, Warszawa 2003.

Summary of articles

Grzegorz Pawłowski My Home, Jerusalem
Reminiscences from a voyage to the Eternal City
of Jerusalem. The effect of awaiting successive images
has assumed the shape of a series of photographs
which document experiencing the fragmented shapes
ofhistory.
Wojciech Brojer The Establishment of the House of God
As long as they wandered, God accompanied them
and preceded them in the Ark of the Covenant and
below the Tabernacle. Once they settled clown in the
Promised Land, it became necessary to build Him
a House. Who, and in what manner was to decide
where in the homeland of the twelve generations of
Israel should the Tempie of Jehovah be erected? The
answer to this question is to be found in the texts of
the Jahvist (ninth century B. C.), cited in chapter 24
of 2 Samuel (2 Kings) and repeated (almost) faithfully
seven hundred years later in the Chronides (l ChronicIe, 21). The account given by Samuel is immersed in
the political re ality of the emergent Kingdom of Israel
and Juda, the organisational undertakings of King Da-

vid, and the revolt against the new structures. The inspiration, however, came from God (the wrath of Jehovah), and the foundation of the House of God was
composed of hierophancy together with its drastic
consequences and the abrupt intrusion of divine energy into earthly reality; the Temple's construction site
emerged in a dramatic dialogue between God and David. Heretofore destructive energy assumed the form
of Jehovah's altar in Jerusalem and on M t. Zion -land
obtained from the King of the Jebusites.
Anthony Vidler The Architectural Uncanny. Essays in

the Modem Unhomely.
Unhomely Houses is the first chapter of Anthony
Vidler's The Architectural Uncanny: Essays in the Modem Unhomely (MIT Press, 1992), in which the author traced the motif of haunted houses recurring in
Romantic literature, i. a. in the stories of Edgar Allan
Poe (The Fall of the House of Usher), Victor Hugo (Les
Travailleurs de la mer), and E. T. A. Hoffmann (The
Golden Flower Pot, Rath Krespel). By analysing literary
imagesof unusual houses and, at the same time, refer-

�ring to The "Uncanny", the celebrated text by Sigismund Freud, Vidler attempted to define the element
of the "uncanny" as a special experience in architecture. Assorted symptoms of spatial eeriness, e. g. the
feeling of disorientation, instability, and claustrophobia experienced when faced with the abyss of an imaginary void, a labyrinth or a prison, are discovered also in literary descriptions by Thomas De Quincy
(Confessions of an English Opium-eater) and Charles
Nodier (Piranese, contes psychologiques), one of the
many examples of the Romantic, sometimes "mistaken" interpretations of Giambattista Piranesi 's Carceri d'Invenzione series.

agent, obtained thanks to a pact with an unclean spirit
and used to expand an insufferably cramped flat, leads
to an explosion of the void: the flat hecomes a breeding
ground for an alternative, prison-like universe.
Tomasz Rodowicz Home, or Wandering in Time
An account of the first excursion made by the actors of the Gardzienice Theatre in Septernber 1982
to northern Norway (Lapland) and the only nomadic
tribe in Europe, the Sami. lts members have retained
their distinctness, identity, occupation (reindeer breeding) and archaic songs known as JOJK. A moving
description of the experience of seeking the reindeer,
loneliness, and the feeling of being los t, together
with an attempt at defining the true nature of the
home.

Mańa Rogińska,

The Road Home. Certain Aspects of
the Model of theWorld in Russian Orthodox Narration
from the End ofthe century.

Andrzej Coryell Drawing a Home
A reflection by an author of aphorisms and poetry,
expressing the dream-like dimension of a home.

In the presented reflections on the organisation
and conceptualisation of Iiving space in post-Soviet
Russia (1991-2004) the loss of the habits of sacralising
space is confronted with a tangible longing for the
Home, conceived as a sacral locum. The author attempted to examine, in the spirit of structuralism and
phenomenology, the status of the home in models of
the word contained implicitly (K. Levi-Strauss) in
Russian mythology. She sought an image of the home
in eontemparary Russian Orthodox narration (upon
the basis of 900 documents of daily life) by resorting
to a presumption of a profound analogy between the
religious and secular order, disclosed by Russian history as a whole. In this perspective, the text delves into
the theme of the home and the border, the home and
prison, the home envisaged as a stop along the way,
members of the household and newcomers, the home
and fate, the home and the family, sight and sound in
the space of the home, static and dynamie qualities,
and time and eternity. The author analysed concepts
of the smalt and large home (Fatherland, native land),
which appear as elements of a wartime image of the
world, typical for comemporary Russia.
Jan Gondowicz, Collector of Fissures
A biogramme of Sigismund Dominikovich Krzhizhanovsky vel Zygmunt Krzyżanowski (1887-1950),
whose voluminous prose and numerous essays were
revealed in Russia some fifteen years ago. This sophisticated and concise author - a Pole writing in Russian - transformed philosophical and physical concepts into succinct and astonishing tales worthy of
Calvin, Buzzatti, Landolfi, Rosendorfer or Borges, and
maintained in their spirit.
Zygmunt Krzyżanowski Quadraturite
This novel (Kvadraturin, 1926) from the collection
Chem lyudi miortvi, not published during Zygmunt
Krzyżanowski' s lifetime, starts in the manner of Bulhakov and ends in a truły Kafkaesque vein. A miraculous

Jerzy S. Wasilewski On the Trail of an Imaginary
Escape The Long March by Slavomir Rawicz - a description of an impressive escape to British lndia
across Mongolia, Tibet and the Himalayas, accomplished by a Pole arrested by the Russians in 1939 and
detained in a Siberian labour camp - has recently enjoyed a worldwide career, and is treated as a document. To an ethnographer farnihar with the terrains
in question it remains obvious fiction, brimming with
naive images of the East and glaring errors in depictions of cultural reality. The plot is full of infantile inventions, and totally lacks details which simply had
to be included if the described events really took place. A critical review of episodes, landscapes, and portrayals of the natives proves that the book was written by someone who had never been there. The current popularity of the publicarion demonstrates the
degree to which the boundary between the virtual
and the real has become obliterated. The reader is increasingly less concerned with finding out whether
something was an historical fact or fiction, vero or
merely bene trovato.
Maciej Rożalski Candomble
Candomble is a generał term pertaining to a group
of religious cults in Brazil. There is no single, strict definition of the essence of this phenomenon, which
cannot be even described as a cohesive religious formula, since Candomble is extremely differentiated and
syncretic. Depending on the region in which it takes
place the ritual is composed of various elements. Diverse impacts, partially of Catholicism and partly of
local Indian culture, together with the religious beliefs
brought over from Africa by black slaves, produced
a unique mixture characteristic for the multi-cultural
and ambiguous qualities of its form. As a rule, men-

262

�SUMMARY OF ARTICLES

tion is made of a set of cults, thus avoiding eventual
problems associated with definitions. There does
exist, however, a certa in joint feature typical for all offshoots of Candomble and worthy of special attention
- so-called passession which, according to the adherents of the cult, is a manner in which the pantheon
of the worshipped deities reveals itself. The gods descend into dancers selected for this purpose by assuming eontroi over their bodies. The nature of this divine passession remains unexplained. On the other
hand, it is known that it appears both in Brazil and in
other cults of African origin in Cuba and Haiti, not to
mention large parts of Africa, where it originated. lt is
even possible that this form of religious activity was
present already in the rituals of ancient Greece. The
author tells one of the stories about Candomble, the
Brazilian cult of possession.
Jacek Olędzki Poetic Diaries. Peru, the Iconosphere of

the Most Extraordinary Petroglyphs
In 2002 the author organised at Warsaw University a ("ceiling") display of Peruvian petroglyphs. In this
extremely personał sketch he describes his interest in
the phenomenon, and takes the opportunity to present anthropological themes and publications which
he regards as important.
Jacek Olędzki Quiet and Loud
A highly personał interpretation of Rondo de Gaulle'a (The de Gaulle Rondo), a book by Olga Stanisławska - a reporter's account of a trip to Africa.

Dąbrowski Verandah
Verandah is a description of the first four weeks of

Wojciech Z.

the author's stay in New Guinea and the historical
event which took place at the time- a missionary expedition across the jungle to terrains which up to then have remained heathen. For two years the author conducted on-the-spot work in the Western Highlands of
Papua-New Guinea. His research concerns changes of
the consciousness among tribes of the Hagen culture,
living in Jimi Valley, which in the second half of the
twentieth century found themselves under the impact
of a powerful gravitation of Western civilisation. In
contrast to many other earlier colonised lands, Papua-New Guinea, which from the 1930s remained under
Australian administration, did not experience a mass-scale influx of settlers and the resultant sudden attack
launched against its tribal organisation.
Magdalena Prośińska Feeding a Dead
The reportage, written by an ethnographer working in Van Quan, North-eastern Vietnam, tells a story of her experience of meeting a lady-shaman called
a then singer, who invites her to assist in a ritual called
feeding of a dead person. The Tay shaman calls the soul
ofMr. Tuan, who died one hundred days before and leads him through dangers of an Underground world.
An army of the Then spirits helps the shaman and Mr.
Tuan to reach the Land of Ancestors. The artide describes preparations for the ritual and gives many details about the ceremcny and people taking part in it.
Jan Strzelecki, Jadwiga Strzelecka The presented block

Tomasz Szerszeń BRISEES or Traces of Africa.
On the African Journal of Michel Leiris In Poland,
Michel Leiris is associated predominantly with the
surrealistic movement and placed within a constellation of such names as Georges Bataille or Antonin
Artaud (the recently translated into Polish De la
litterature consideree comme une tauromachie /Lustro Tauromachii l stems from Bataillean inspiration
which explains such an interpretation of Leiris' writing in Poland). Meanwhile, Leiris was also
an ethnographer. Years later, interest in his works was
disclosed by such influential anthropologists as James
Clifford. The author of text presented in this issue
concentrates his attention on Afrique fantorne (1934)
- a journal written by Leiris during his ethnographic
expedition across Africa. The journey came as a
breakthrough for Michel Leiris: all problems, topies, manners of writing characteristic for his later
works originate in Afrique fantome. This intriguing
text evades all classifications: it combines the features
of an intimate diary, an adventure story, an ethnographic treatise, and traveller's notes ... The author stresses the connection between "ethnography", "art'' and
"life" - Afrique fantorne is simultaneously "ethnograhy" and "autobiography".

of texts relating to the tragically deceased ]an Strzelecki
sociologist, mountaineer, political activist and publicist, encompassed predominantly that part of his life
which was associated with mountain climbing and research expeditions. The texts inducle reminiscences
by Strzelecki's wife, Jadwiga, documenting his mountain excursions (primarily in the Tatra M ts.); an interview conducted by Andrzej Wilczkowski, brimming
with fascinating anecdotes, in which Strzelecki recalled his first encounters with the mountains and the
beginnings of his career as a mountain clirober and alpinist; Strzelecki's "ethnographic" recollections from
an International Sodological Seminar held in Vittakivi (Finland), as well as his private notes and letters
linked with the Spitsbergen expedition.
Wiesław

Szpilka On Sealskins
"Sealskining" is a special type of skiing which
thanks to a suitable construction of the skis, the bindings, and the shoes, and by using two glued-on strips
of fa brie makes it possible to reach, and descend from,
every arbitrarily chosen spot. Ski-touringand ski-Alpine mountaineering also describe the phenomenon in
question, which offers a feeling of unrestrained liberty,
but also the experiences of exertion, pain and hazard.

�Andrzej Pieńkos The San Michel Book and Home
From the time of eighteenth-century expeditions
the island of Capri remained a popular destination of
artists and researchers alike. In 1876 Axel Munthe,
a young physician from Sweden, feli under the spell of
the island's beauty and commenced building his dream residence, which he named Villa San Michel. In
1929 he published his life's work, an autobiographical
novel entitled The Book from San Michel, a source of
information about a profound fascination with classical culture, which gave rise to the construction of the
author's highly individual home. The villa was not
subjected to any architectural conceptions, nor did its
owner employ a professional architect. The end result
was the outcome of inspiration sought among the ruins of Capri and the labaur of severallocal workers. A.
Pieńkos analysed this interesting example of hazardous architectural eclecticism, and inquired into the essence of this phenomenon, the limits of aesthetic fascination, and the arbitrariness of an artistic collage.

longing to existence, albeit free from the commonplace and banality; in this unique manner, he elevates and consecrates details of daily life, devising his
own imaginarium of man's real and supra-sensual existence. De Tramecourt uses gouache, pasteis and oil
paint; he seeks special texture effects and strives to
improve impasto and glaze. As a habitual partkipant
in artistic life, he frequently showed his works in assorted Polish, German and French cities. The most
relevant impulse in selecting the artist's path of life
proved to be a deeply encoded determination and
a conviction that he must devote himself to art,
which has become the sole reason for his existence.
Lechosław Lameński, To Conserve, to Restore, or Perhaps Simply to Tear It All Down?

A review of three books written upon the initiative
of Jarosław Krawczyk, editor-in-chief of the monthly
"Mówią Wieki", concerning the history of the protection and conservation of monuments of architecture:
Wokół

Aleksandra Metbechowska-Luty Places, Traces, Sha-

dows. On the Oeuvre of Daniel de Tramecourt
As an artist Daniel de Tramecourt is both an amateur and a professional. He had never graduated from
an Academy of Fine Arts, and in 1964-1967 he attended an secondary arts school in Lublin, where he
learned the basie warkshop skilis and embarked upon
individual work. For long he has succumbed to various fascinations, and is captivated by the art of Bosch,
the Surrealists, Witold Wojtkiewicz, Jean Dubuffet,
and Francis Bacon; in about 1995 he chose his master- the acclaimed painter Jacek Sienicki, in whose
works he discavered a spiritual affiliation. De Tramecourt applied graphic techniques and drew and sculpted a lot, but painting remains the core of his oeuvre.
He recreates the surrounding world: sites, landscapes, houses, interiors and objects, but also that which
he sees with the "inner eye" and which had been rendered indelible in traditional mernory - archetypical
motifs taken from philosophy, literature, art, the Bibie and mythology, and thus those realms which contain the ever-present idea of returnability, the "eterna! return" to the sources. In this manner, his art not
only mirrors substitutes of reality, but glows with the
shadows of "primary things". During the 1980s de
Tramecourt painted quasi-ludic grotesques, intensively "coloured" genre scenes enacted in the market
square of Kazimierz Dolny. Subsequently, he entered
the domain of the human dwelling - up this very day
de Tramecourt executes magnificent likenesses of the
universal space of the home and metaphorical, usually deformed, portraits of men and women shouldering
the heavy burden of existence, but also endowed
with a secret spirituallife. De Tramecourt paints still
life compositions and utensils: tables, chairs, fish, wine, fruit and flowers, which become iconic signs be-

Wawelu. Antologia tekstów z lat 190 1-1909 (Abo-

ut Wawel. An Anthology ofTexts from the Years 19011909, Warszawa-Kraków 2001), Alois Riegl, Georg Dehio i kult zabytków (Alois Riegl, Georg Dehio and the
Cult of Historical Monuments, Warszawa 2002) and

Zabytek i historia. Wokół problemów konserwacji i ochrony
zabytków w XIX wieku. Antologia (The Historical Monument and History. On the Conservation and Protection of Historical Monuments During the Nineteenth
Century. An Anthology, Warszawa 2002).
Ewa Klekot National Heritage Monumentsand the Re-

lation towards the Past
Ewa Klekot wrote about the modern and postmodern comprehension of the concepts of "history" and
"heritage", the rhetoric which emotionally appropriates ("colonises"} past experiences, precisely as an "heritage", in order to legitimise the presence, and the role played within such rhetoric by the concept of "monuments of the past". The artideisan introduction to
texts presenting the outcome of the research conducted by students of the Institute of Ethnology at Warsaw University among visitors touring the royal castles
in Cracow and Warsaw.
Joanna Zalewska (National heritage monuments - who do they belong to?} examined egalitarianism and
elitism, as well as participation and exclusion in the
attitudes of visitors touring the monuments.
Agnieszka Śmiertka (Monuments and guidebooks, or

the source of the tourist's knowledge about what is worth
seeing} studied the image of the two castles as seen by
individual tourists using guidebooks.
Anna Kucio (Knowledge about national heritage monuments upon the example of the Royal Castle in Warsaw

264

�SUMMARY OF ARTICLES

and Wawel Castle) clemonstrared the fact that knowledge about national heritage monuments is not histofical but haphazard lore about the past, whose part is
composed of symbols and patriotic feelings.

real name of the famous naive painter from Krynica,
known as Nikifor, was Epifaniusz Drowniak. The tria!
was the outcome of years-long efforts on the part of
the Łemko Union to recognise the artist's Łemko descent.

Bartłomiej Kowal (Between tourism and religion. Experiences of national heritage upon the example of the Royal
Castle in Warsaw and Wawel Castle) - with a differen-

Peter Martyn, The former highway inn of Paweł Out-

tion between the concepts of "emotional experiencing" and "experiencing as such" as his point of departure, the authar showed how in the case of visitors at
Wawel Castle and the Royal Castle in Warsaw tourist
experiences change into experiencing the "national
heritage".
Agata Kapturkiewicz (Must a national heritage monument be authentic?) described the ways in which a tourist understands authenticity, and the manner in
which the latter influences the evaluation of a given
site as a heritage monument.
Maja Stachowiak (Power and politics within the context
of national heritage monuments in the opinion of the visitors) attempted to reconstruct the common understanding of the concepts of "power" and "politics",
and wrote about the ways of situating them within the
space of national heritage monuments: the inclusion
of the former and the exclusion of the latter.
Wiesław

Szpilka Wit
Persona! notes made after reading Dariusz Czaja's Sygnatura i fragment. Narracje antropologiczne (Signa tu re and Fragment. Anthropological Narrations), a book which demonstrates how assorted spaces of culture can become the domain of ethnographic analysis. A eonfrontarion of various perceptions, forms of presence, and shapes of the same,
performed in order to come elaser to the ultimate
sense.
Mateusz Braun A True Myth, or How Karol

Wojtyła

Became the Pope
The historical event of the election ofKarol Wojto the office of Pope, as perceived by the community of Gorlice, possesses the symptoms of a mirade and is located within mythical space. The story recounted by the authar pertains to the oath
sworn by the Pope's father during the battle of Gorlice, one of the bloodiest clashes during World War
l. This tale has aU the features necessary to create
a myth about the miraculous intervention of Providence.
tyła

Seweryn A.

Wisłocki,

Mostowski at Poronin: an historie monument of wooden
architecture in (dire) peril
This open letter is intended to inform readers of
the threat that an appallingly ill-conceived 'road improvement" scheme poses not only to an outstanding
example of vernacular wooden architecture but equally a place of exceptional natura! beauty. The planning scheme, which forms part of the generał transforming of the highway from Cracow to Zakopane into
a dual carriageway, is intended to link this concrete
and tar-macadammed 'zakopianka" with the regional
road that leads to Slovakia.
The apparent indifference shown by the !ocal
authorities of Poronin towards the former inn at the
confluence of the Poroniec mountain stream and River
Zakopianka may be explained partly by its overexaggerated association with V.l. Lenin, but also by the
likelihood that the 'Tatras Junction" is merely a sign of
what is to come; namely, the entire area's
redevelopment. The forces of change currently moving
in on an enclave of uniqueness, where people achieved
a remarkable degree of harmony with a beautiful but
harsh natura! environment, may be seen as part of an
ongoing catastrophe. The entire region could only
have been spared the worst excesses of modern
'civilisation' if the !ocal highlanders themselves had
demonstrated an intuitive foresight which, due to a
paradoxical course in their more recent history, they
seem to have all but completely forfeited. Having in
large part introduced themselves to the ~merican' way
of life by escaping - much like the lrish - rura! poverty
and overcrowding, embracing with arms ever wider
outstretched successive achievements of the industrial
and techno-informational ages, the Highlanders
currently find themselves between the devil of material
well-being that has so long enticed them and the
growing despair of witnessing their once safe, but now
insecure, homeland being turned into a spiritual no less
than an environmental wasteland.

The Court Rules that Nikifor is

EpifaniuszDrowniak
On 26 March 2003, aftera seven-years long tria!,
the Regional Court in Muszyna proclaimed that the

Nr inw. .J(,..'(.~ ............ .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11362" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11340">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5f656a1f5421269e918241b219e99e03.pdf</src>
        <authentication>e2ab330e9d55ddd97be1d51260c5c45c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135379">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6296</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135380">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135381">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135382">
                <text>PSL Konteksty - czasopismo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135383">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5873</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135384">
                <text>Noty o autorach, summaries / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135385">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.60 z.2, s.178-189</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135386">
                <text>PSL Konteksty - redakcja</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135387">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135388">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135389">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135390">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135391">
                <text>178-188 noty.ps

9/7/2006 4:34 PM

NOTY O AUTORACH

Noty o autorach

„Rzeczpospolita”, „Kino”, „Psyche-Info”. Tłumacz
siedmiu książek o medytacji z angielskiego (m.in.
Umysł zen, umysł poczatkujacego Shunryu Suzukiego,
Wolność od autorytetu Toni Packer,) oraz tekstów po­
etyckich (m.in. Sutra Pradźnia Paramita).
Tłumacz wystąpień artystów teatru: Peter Brook, Eu­
genio Barba, Robert Wilson, Christopher Hampton,
Peter Greenaway, Pina Bausch, Ellen Stewart, Sanjukta Panigrahi, Ariel Dorfman.
Tłumacz, researcher, reporter i dziennikarz m.in.dla:
BBC (od 1989), CNN, NBC, CBS, CBC, National
Geographic TV. W 2005 roku odznaczony medalem
„Gloria Artis” przez Ministra Kultury.

Krzysztof Bielawski, adiunkt w Zakładzie Filologii
Aleksandra Hirszfeld - doktorantka Instytutu Filozo­

Greckiej Instytutu Filologii Klasycznej UJ, w bada­
niach skoncentrowany na leksykografii greckiej i dra­
macie greckim okresu klasycznego. Tłumacz, wydaw­
ca, założyciel i redaktor naczelny Wydawnictwa Homini, redaktor serii monografii naukowych, obejmują­
cej m. in. Starożytne kulty misteryjne Waltera Burkerta,
Grecy i irracjonalność Erica R. Doddsa, Homoseksu­
alizm grecki Kennetha Dovera i Tragedia grecka w ak­
cji Olivera Taplina.

Julia Holewińska - ur. 1983, absolwentka Wiedzy

Anna Bogdanowicz - członek Stowarzyszenia T e­

Małgorzata Jabłońska - ur. 1981. Studentka teatro­

atralnego „Chorea”; studentka IV roku Wiedzy o T e­
atrze na Uniwersytecie Jagiellońskim; absolwentka Fi­
lologii Angielskiej na Uniwersytecie Śląskim, Akade­
mii Praktyk Teatralnych „Gardzienice”. Bierze udział
w projektach Stowarzyszenia: Tańce Labiryntu, Orkie­
stra Antyczna i przedstawianiu Tezeusz w labiryncie;
zajmuje się pisemnym i ustnym przekładem z i na ję­
zyk angielski.

logii w Instytucie Polonistyki UJ. Zajmuje się mitoznawstwem oraz kulturowym uwarunkowaniem tech­
nik posługiwania się ciałem. Aktualnie w trakcie re­
dakcji pracy magisterskiej na temat condidtio humana
zapisanej w partyturze cielesnej aktora.

Agata Diduszko-Zyglewska - absolwentka Akade­
mii Praktyk Teatralnych w Gardzienicach (1999)
i Instytutu Anglistyki UW (2003); doktorantka In­
stytutu Sztuki PAN; prezes Stowarzyszenia “Sztuka
Społeczna”.

Krystyna Duniec - adiunkt w Zakładzie Teatru In­
stytutu Sztuki PAN. Autorka rozpraw i artykułów
z zakresu historii teatru i teatru współczesnego, książ­
ki Kaprysy Prospera. Szekspirowskie inscenizacje Leona
Schillera.

Jacek Dobrowolski ukończył anglistykę na UW, po­
eta, tłumacz, autor wielu utworów m.in. Raróg - po­
emat dramatyczny, Reprint, 1991, Partytury - tom
wierszy, Wydawnictwo Przedświt, 1997, Dziewanna dramat poetycki, wydawnictwo doM wYdawniczy
tCHu, 2006, wiersze pisane po angielsku drukowane
w biuletynach ośrodków zen w U.S.A. oraz w książce
- Zen Master Seung Sahn: Bone of Space. Autor esejów
i recenzji publikowanych w: „Teatr” (stały współpra­
cownik), „Res Publica Nowa”, „Odra”, „Konteksty”,

fii Uniwersytetu Warszawskiego specjalizująca się
w problematyce współczesnych sztuk audiowizualnych.

0 Teatrze w Akademii Teatralnej. Publikowała w „Sce­
nie”, „Teatrze”. Z rosyjskiego tłumaczy eseje o teatrze
1 dramaty współczesne. Stypendystka Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego.

Aleksander Jackowski - antropolog kultury i krytyk
sztuki, autor wielu tekstów o współczesnej kulturze ar­
tystycznej, zwłaszcza ludowej. Organizator kilkudzie­
sięciu wystaw sztuki ludowej i naiwnej w kraju i zagra­
nicą. Ostatnio wydał Sztukę zwaną naiwną, N a skróty,
Obrazy ludowe. Redaktor „Kontekstów”.

Mikołaj Jewrieinow - (1879-1953), rosyjski drama­
turg, teatrolog, reżyser, jeden z założycieli „Bezpań­
skiego Psa”. Autor nowatorskich teorii dotyczących
teatralizacji życia.

Katarzyna Kasia jest doktorantką w Zakładzie Estety­
ki Uniwersytetu Warszawskiego. Aktualnie zajmuje
się badaniem hermeneutycznej estetyki włoskiej,
a przede wszystkim koncepcji formy w filozofii sztuki
Luigiego Pareysona.

Ewa Klekot - ukończyła archeologię i etnografię na
UW; adiunkt w Instytucie Etnologii i Antropologii
Kulturowej UW; zajmuje się kulturowymi uwarunko­
waniami przekazu wizualnego oraz popularną recepcją
sztuki. Tłumaczyła z angielskiego m.in. Egipt na wysta­
wie świata Mitchella i Potęgę wizerunków Freedberga
(Wydawnictwo UJ, Kraków 2005).

178

�178-188 noty.ps

9/7/2006 4:34 PM

NOTY O AUTORACH

Dariusz Kosiński - adiunkt w Katedrze Dramatu
Uniwersytetu Jagiellońskiego, antropologizujący hi­
storyk teatru i dramatu. Ostatnio opublikował książki
Sceny z życia dramatu (Księgarnia Akademicka 2004)
i Dramaturgia praktyczna. Polska sztuka aktorska XIX
wieku w piśmiennictwie teatralnym swej epoki (Societas
Vistulana 2005). Stale współpracuje z „Didaskaliami”,
regularnie publikuje w „Dialogu”.

Aleksandra Koś ur.1978, doktorantka w Instytucie
Filozofii UW, prowadzi zajęcia z filozofii społecznej na
Uniwersytecie Szczecińskim, licencjat w dziedzinie fo­
tografii intermedialnej na A SP w Poznaniu, publikuje
teksty naukowe (np. „Nowa Krytyka”), publicystyczne
(np. „Pogranicza”) i literackie (np. „Rita Baum”), or­
ganizuje imprezy artystyczne (np. we współpracy z T e­
atrem Kana), sporadycznie pokazuje własne prace.

Alicja Kuczyńska filozof, estetyk. Autorka wielu pu­
blikacji z zakresu estetyki i historii estetyki w tym ksią­
żek m.in. Sztuka jako filozofia w kulturze włoskiego rene­
sansu (1988); Filozofia I teoria piękna Masilia Ficina
(1972); Piękny stan melancholii. Filozofia niedosytu
i sztuka (1999). Uczennica Władysława Tatarkiewicza,
opublikowała Władysław Tatarkiewicz, Wybór pism es­
tetycznych (2005); Art Transforming Life. On Tatarkie­
wiczs Aesthetics (2006). Alicja Kuczyńska jest profe­
sorem zwyczajnym na Uniwersytecie Warszawskim.

Bogna J. Obidzińska - IB w UW C of the Adriatic
1996, mgr w Instytucie Filozofii UW 2001, doktorant­
ka w IF UW, publikacje m.in. w „Sztuce i Filozofii”
oraz „Nowej Krytyce”.

Dorota Porowska , studia polonistyczne na Uniwersy­
tecie Warszawskim. W latach 1984-2004 aktorka
Ośrodka Praktyk Teatralnych „Gardzienice”. Od 2002
prowadzenie formacji Tańców Labiryntu. Współudział
w tworzeniu i prowadzeniu Stowarzyszenia Teatralne­
go „Chorea”. W 2004 współreżyserowanie (razem
z Elżbietą Rojek) spektaklu Tezeusz w labiryncie. N a­
stępnie udział w spektaklu Po ptakach, powstałym we
współpracy z Earthfall Dance.Na przełomie 1991/1992
roku razem z Anną Zubrzycką dostała nagrodę za ko­
biecą rolę roku w spektaklu Carmina Burana.

Jerzy Prokopiuk (ur. 1931) - religioznawca, filozof,
psycholog, gnostyk, antropozof - jest przede wszyst­
kim znany jako tłumacz i popularyzator literatury hu­
manistycznej (głównie ezoterycznej, religioznawczej,
filozoficznej i psychologicznej) z niemieckiego, angiel­
skiego i francuskiego obszaru językowego; jest twórcą
i redaktorem naczelnym Gnosis oraz prezesem hono­
rowym Klubu Gnosis.
Do autorów 113 przełożonych przezeń (i wydanych
w latach 1957-2001) książek należą m.in. Mistrz Ec-

khart, Anioł Ślązak, Telemann, Goethe, Schiller, N o­
valis, Hegel, Schleiermacher, R. Steiner, G. Wehr, E.
Bock, Freud, Jung, E. Neumam, Pauli, Kerenyi, Max
Weber, W.F. Otto, van der Leeuv, U. von Balthasar,
C.F von Weizsacker, E. Junger (litereatura niemiec­
ka), R. Benedict, Fromm, Galbraigth, Hillman, A.
Huxley, E.O. James, P. Johnson, Koestler, Laing, S.
Leak, Mayendorff, D. Morris, S. Runciman (literatura
angielska i amerykańska), Eliade i Sedir (literatura
francuska), jak również H. Hesse, B. Goetz i M. Ende
(beletrystyka). Kilkanaście przełożonych przezeń ksią­
żek, nie zostało jeszcze wydanych. Jego dokonania
translatorskie zostały uwieńczone nagrodą Instytutu
Polsko-Niemieckiego w Darmsztacie w roku 1987, zaś
w dwa lata później został laureatem nagrody Stowa­
rzyszenia Tłumaczy Polskich.
Wspomnieć nadto należy, iż Jerzy Prokopiuk jest au­
torem niemal trzystu esejów, artykułów i wywiadów publikowanych tak w periodykach naukowych, jak
i zwróconych do szerszej publiczności, w prasie kultu­
ralnej. Od lat sześćdziesiątych prowadzi też bogatą
działalność odczytową.
Dotychczas ukazały się następujące książki Jerzego
Prokopiuka:
Labirynty herezji, Warszawa 1999, Ścieżki wtajemnicze­
nia. Gnosis aeterna, doM wYdawniczy tCHu, Warsza­
wa 2000. W czerwcu 2001 roku ukazał się w Gdyni
trzeci tom esejów J. Prokopiuka - Nieba i piekła. Jesienią 2003 ukazały się dwa tomy Szkice antropozoficzne
i pierwszy tom Zapisków życia duchowego —Światłość
i radość —Inspiracje i refleksje.

Tomasz Rodowicz - Historyk filozofii, aktor, muzyk.
W 1972 założył z przyjaciółmi w Warszawie pierwszy
w Polsce ośrodek socjoterapii dla młodzieży uzależnio­
nej. W latach 1974 - 76 współpracował z Teatrem La­
boratorium we Wrocławiu przy projektach parate­
atralnych. Współzałożyciel Ośrodka Praktyk Teatral­
nych „Gardzienice”, gdzie pracował przez 28 lat.
W 1985 roku wyreżyserował w Munster (Niemcy)
„Prometeusza” wg. Ajschylosa. W latach 1992 - 94
współpracował z Teatrem Tanto w Wiedniu, w 1996
z duńskim Oyfn Veg. W „Gardzienicach” był odpo­
wiedzialny za stronę muzyczną projektów; w 2000 r.,
razem z zespołem Gardzienic, wydał płytę z muzyką
antyczną (w aranżacjach Macieja Rychłego) ze spek­
taklu Metamorfozy. W 2001r wraz z Maciejem Ry­
chłym powołał w OPT Gardzienice projekt muzyczno
- badawczy Orkiestra Antyczna, który dotyczył naj­
starszych, praktycznie nieznanych źródeł muzyki euro­
pejskiej. W 2003r. grupa wydała płytę Orkiestra An­
tyczna. W 2003 r. w wyniku współpracy Orkiestry A n­
tycznej z walijską grupą Earthfall Dance powstał spek­
takl Hodç Galatan , którego T. Rodowicz był współreżyserem. W lutym 2004r. wraz z Elżbietą Rojek i D o­
rotą Porowską powołał Stowarzyszenie Teatralne

179

�178-188 noty.ps

9/7/2006 4:34 PM

NOTY O AUTORACH

Chorea, którego jest prezesem T. Rodowicz jest auto­
rem muzyki do pierwszego spektaklu grupy Tezeusz
w labiryncie (2004). We wrześniu 2005r. odbyła się
premiera spektaklu Po ptakach, wspólnej produkcji
Stowarzyszenia Chorea oraz walijskiej grupy Earthfall
Dance. Tomasz Rodowicz jest współreżyserem spekta­
klu i odtwórcą jednej z głównych ról.

Piotr Schollenberger - obronił w czerwcu 2006 r. pra­
cę doktorską poświęconą problemowi doświadczenia es­
tetycznego pod kierownictwem prof. dr hab. Alicji Ku­
czyńskiej w Zakładzie Estetyki Instytutu Filozofii UW

Marcin Sutryk jest doktorantem na wydziale Filozofii
w Instytucie Socjologii i Filozofii Uniwersytetu War­
szawskiego. Zajmuje się też malarstwem.

Elżbieta Rojek - rozpoczęła karierę wokalną w 1986
roku z zespołem „Orkiestra św. Mikołaja”, zajmującym
się tradycjami muzycznymi Łemków i Hucułów.
W 1990 roku rozpoczęła współpracę z Ośrodkiem Prak­
tyk Teatralnych „Gardzienice”, zaś w 1994 dołączyła do
niego na stałe. Wystąpiła w spektaklach Avvakum, Car­
mina Burana oraz Metamorfozy. W roku 2002, w ra­
mach działalności „Gardzienic” rozpoczęła, wraz z Do­
rotą Porowską, pracę nad projektem Tańce Labiryntu,
który zajmował się tańcem antycznym, inspirowanym
ikonografią zapisaną na wazach starożytnej Grecji. Za­
grała główne role we wspólnym projekcie (finansowa­
nym ze środków unijnego programu Kultura 2000) A n­
tycznej Orkiestry Gardzienic i brytyjskiego teatru tańca
Earthfall, zatytułowanym Hode Galatan (2003), oraz
Tezeuszu w labiryncie (2004), będącym jednocześnie jej
debiutem reżyserskim wspólnie z Dorotą Porowską. Elż­
bieta Rojek brała również udział w filmie „Gardzienice
Trening Aktorski” (2001) Michała Tarkowskiego
i Włodzimierza Staniewskiego, jak również w filmie Jac­
ka Petryckiego „Metamorfozy” (2005). Płyty z jej udzia­
łem to: „Metamorfozy: muzyka antycznej Grecji”
(2000) i „O miłości przy grabieniu siana” (2004) - pły­
ta oparta na poezji Wandy Czubernatowej.

Maciej Rożalski - absolwent Instytutu Filozofii
i Socjologii UW, obecnie na studiach doktoranc­
kich w Instytucie Sztuki PAN. Zajmuje się zagadnie­
niami z zakresu pogranicza antropologii kultury, fi­
lozofii kultury i estetyki - szczególnie rolą ruchu,
tańca, ofiary w sztuce i rytuałach różnych kultur
i systemów religijnych. Sam zajmuje się teatrem,
między innymi jako uczestnik akademii Ośrodka
Praktyk Teatralnych Gardzienice oraz jako perfor­
mer teatrów ulicznych.

Alicja Sawicka - Absolwentka filozofii Uniwersytetu
Warszawskiego (temat pracy magisterskiej: Czy możliwe
są normy odbioru dzieła teatralnego?), doktorantka z Za­
kładzie Estetyki Instytutu Filozofii UW. Ma na swoim
koncie publikacje poświęcone teatrowi oraz insceniza­
cjom Anny Augustynowicz (miesięcznik „Dialog”).

Tomasz Szerszeń - absolwent Międzywydziałowych
Indywidualnych Studiów Humanistycznych (MISH)
na UW, doktorant w IS PAN, robi również dyplom na
kierunku Fotografia w Szkole Filmowej w Łodzi. Od
2005 członek redakcji „Kontekstów”.

Małgorzata Szum - krytyk teatralny; od 1992r. publi­
kacje w pismach: „Teatr” ; „Didaskalia”; „Dialog” ;
„Scena” m.in. na temat dramaturgii i teatru brytyj­
skiego; W latach 2001-2005 Wicedyrektor Instytutu
Kultury Polskiej w Londynie.

Martin Litchfield West - ur. 1937. Od 1991 roku Se­
nior Research Fellow w All Souls College w Oksfordzie
(uprzednio: w latach 1974-1991 Professor of Greek na
University of London, w Bedford College, później
w Royal Holloway i Bedford New College; w latach
1960-1963 Junior Woodhouse Research Fellow, w St.
John’s College w Oksfordzie i w latach 1963-1974 Fel­
low and Praelector in Classics w University College
w Oksfordzie), członek Akademii Brytyjskiej, Akade­
mii Europejskiej w Londynie i Akademii Umiejętności
w Getyndze, uznawany za najwybitniejszego żyjącego
grecystę, jest autorem kilkunastu ważnych książek, m.
in. na temat metryki greckiej, krytyki tekstów, poezji
elegijnej i jambicznej, oraz licznych edycji krytycznych.
Laureat Nagrody Balzana (2000) w kategorii nauk hu­
manistycznych, społecznych oraz sztuk pięknych „za
mistrzowskie edycje i komentarze poezji greckiej od
Homera po tragedię attycką oraz za pionierskie studia
nad nadal burzliwie dyskutowanymi - związkami po­
między Grecją i Orientem”.
Autor ważnych monografii: Early Greek Philosophy
and the Orient, Oxford 1971, Textual Criticism and Edi­
torial Technique, Stuttgart 1973, Studies in Greek Elegy
and Iambus, Berlin 1974, Greek Metre, Oxford 1982,
The Orphic Poems, Oxford 1983, Introduction to Greek
Metre, Oxford 1987 (wyd. pol. pt. Wprowadzenie do
metryki greckiej, przekł. J. Partyka, Kraków 2003), Stu­
dies in Aeschylus, Stuttgart 1990, Ancient Greek Music ,
Oxford 1992 (wyd. pol. pt. Muzyka starożytnej Grecji,
przekł. A. Maciejewska, M. Kaziński, Kraków 2003),
The East Face of Helicon: West Asiatic Elements in Gre­
ek Poetry and Myth, Oxford 1997.

Jerzy S. Wasilewski - etnolog, doktor habilitowany,
pracuje w Katedrze Etnologii i Antropologii Kulturo­
wej UW. W latach 1971-80 był uczestnikiem corocz­
nej ekspedycji IHKM PAN do Mongolii. Prowadził też
penetrację etnograficzną innych krajów Azji. Autor
książek: Podróż do piekieł, rzecz o szamańskich miste­
riach, Warszawa 1979, Tabu a paradygmaty etnologii,
Warszawa 1989.

180

�178-188 noty.ps

9/7/2006 4:34 PM

NOTY O AUTORACH

Wiesława Wierzchowska - historyk i krytyk sztuki,
redaktor w pismach PROJEKT i ASPIRACJE, stała
współpraca z pismem krytyków POKAZ. Kuratorka
wielu wystaw, autorka wywiadów z artystami, tekstów
o sztuce, wstępów do katalogów wystaw. Opublikowa­
ła m.in. „Współczesny rysunek polski” (1982), „Sąd
nieocenzurowany” (1989, drugi obieg), „Autoportrety
(1991), «Andrzej Mierzejewski» (1997), «Aleksandra
Jachtoma» (2003, ze Zbigniewem Taranienko), opra­
cowanie korespondencji «Panek-Gielniak» (2006,
z Elżbietą Dzikowską).

Danuta Wróblewska - Studia na Uniwersytecie War­

kę artystyczną. 1956 - 1983 praca w redakcji czasopi­
sma «Projekt». 1984 - 1989 współtwórczyni utworzo­
nego w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej działu
sztuki współczesnej. W latach 80. udział w ruchu kul­
tury niezależnej. 1990 - powołana do prowadzenia ga­
lerii Kordegarda (do 2001). W latach 80. i 90. publi­
cystka w czasopismach «Dom»,”Dom i wnętrze», «Po­
kaz». W 1995 założyła Muzeum Rzeźby A.Karnego
w Białymstoku. Od 2001 roku ścisła współpraca z gale­
rią STUDIO. 2004 2006 redaktorka «Aspiracji» wyda­
wanych przez Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie.
Autorka i kuratorka wystaw, także autorka tekstów
z zakresu polskiej sztuki współczesnej.

szawskim w Instytucie Historii Sztuki. Uprawia kryty­

Podpis pod zdjęcie do Contents: Trening, Bułgaria, Radopy, maj 2005,
od lewej Dominika Gorzkiewicz, Adam Biedrzycki, Dorota Porowska, fot. Andrzej Koziara

181

�178-188 noty.ps - 9/7/2006 4:34 PM

Anna Bogdanowicz

Summaries
Zbigniew Benedyktowicz
Continuity

Jerzy S. Wasilewski
The Travelling Ethnologist. Triste Arctique in a shamanic costume, under a festival masque
The everyday life of the Eveny (so Vitebsky, 2005),
a group of reindeer herders of Yakutia (Siberia) is split
or dissociated in several ways. The male herders, mi­
grating continuously in the taiga, are separated from
their settled-down womenfolk, which results in a ba­
sic discontinuity in the transmission of culture. With
the post-soviet economic collapse animal husbandry
lost its meaning. The purpose of the reindeer herders
festival in Topolino is to re-establish hope and a sen­
se of meaning. Organized and choreographed by local
authorities, which accounts for its bureaucratic folk­
lore and political nostalgia, it gives nevertheless the
herders a rare chance “to show off themselves and to
look at the others”.
A crucial personage of the old culture, the shaman,
moved away to the capital city, where the custo­
mers are. And so did another unusual member of
the Eveny group, Anatoliy Alekseev, an outstan­
ding culture broker who introduced Savey, a sha­
man from the taiga, to the modern city public.
With his truly tricksterian qualities, he provides an
impressive mix of mythological and scientific expla­
nations for Savey’s actions, thus enriching their
spiritual dimension and contributing to their at­
tractiveness (see his unusual photos from a shamanistic séance , showing allegedly supernatural po­
wers at work).

CHOREA
The chapter concerning Theatre Association „Cho­
rea” consists of the texts that provide the short
glimpse at the three-year period of the Associa­
tion’s diverse activities. Though so young, the A sso­
ciation has its share in the history of its founders the former actors of The Center for Theatre practices
“Gardzienice”: Tomasz Rodowicz, Elżbieta Rojek and
Dorota Porowska. The Association continues artistic
work and research around the culture of Ancient
Greece, that its founders begun in Gardzienice. The
two main areas of interest and exploration are an­
cient Greek music and dance and the priciple of choreia i. e. simultaneous use of dance, music and voice
in performance.

The Bulgarian “Banka" with Cheese and Spinach.” Tur­
kish" Coffee and Vine Leaves, or on the Need for Expe­
riencing the Different in the Theatrical Quest
The text that opens the chapter (Bulgarian ‘banitza’with cheese and spinach, turkish coffe and vine leaves.
About the need to experinece the Other in theatre rese­
arch) is an impression after the group’s journey to Bul­
garia between May and June 2005. It is a subjective
account of a few meetings with Bulgarian folk cultu­
re, witch were also a search for inspiration to theatre
work with iconography and music of Ancient Greece.

Tomasz Rodowicz
Why Antiquity, or the Condition of Europe
The Chorea Theatrical Society (2004-2006)
Too Late - The “Bulgaria-Balkan Epic” Project
The text by Tomasz Rodowicz - one of the funders of
the Association concerns the origins of the Associa­
tion and situates the phenomenon in the wider histo­
rical context and in the context of the personal expe­
rience of the author. The text is an attemt to sum up
the hitherto achievements of the Association and
sketch the plans for upcoming projects.

Martin L. West
Forward to the past translated by Marianna Cielecka

Martin L. West
Music af Ancient Greece. Its Transmission Then and
Now translated by Sara Rodowicz, checked by Wło­
dzimierz Lengauer

Martin L. West
Ancient Greek Music: its transmission then and now
translated by Maciej Kaziński, Anna Bogdanowicz
The author of the three followig texts - Martin L.
W est - the prominent clacissist and musicologist,
author of Music of Ancient Greece (Polish translation
by A. Maciejewska and M. Kaziński, Homini Publi­
shing House, 2003) visited Poland in October 2004
at the invitation of the Theatre Association Chorea
and Homini Publishing House. During the visit he
gave two of the three lectures published here (Music
a f Ancient Greece. Its Transmission Then and Now In­
stitute of Art, Polish Institute of Science, Warsaw
and Man, Destiny and Death in Indoeuropean Tradi­
tion, Jagiellonian University, Kraków).

Krzysztof Bielawski
The Paeans of Delphi —Historical Context
Article by Krzysztof Bielawski is a fragment of the
book (Poetic Texts of Greek music fragments) that is
being prepared for publishing. He places the paeans
that were performed at the occasion of Delphic fe­
stivals, in the religious, social and political context.

182

�178-188 noty.ps

9/7/2006 4:34 PM

SUMMARIES

Małgorzata Jabłońska

He also writes about the performers - the technitai
- artists of Dionysios that were associated in the
guilds.

Dariusz Kosiński
Clouds
Essay Clouds by Dariusz Kosiński is reflection after
performance After the Birds (Theatre Association
Chorea in cooperation with Earthfall Dance). The au­
thor situates the performance in the context of the
contemporary theatre and music phenomena in Po­
land, inspired by the culture of Antiquity. He developes his iterpretation in relation to the text of Aritophanes The Birds, which was the pretext for the per­
formance.

Dorota Porowska
Theseus and the Labyrinth Dances
Dorota Porowska writes about the beginning of the
work with the group of the Dances of the Labyrinth,
interweving the personal reflections with the techni­
cal explenations of the methods of work and giving
some resources for the research that accompanied
ńreadingi vase painting through the body. She also
writes about the myth that became the basis for the
performance Theseus in the Labyrinth and she explains
interpretative traits that constitute the ńrealityi of the
performance.

Agata Zyglewska-Diduszko
Theseus in the Labyrinth
Then Agata Zyglewska, in her review of the prformance organizes her reasoning around the theree
chosen motives: ‘Woman and Bull’, ‘Theseus and La­
byrinth’ and ‘Community’. She also stresses the cere­
monial - ritualistic traits as one of most crucial quali­
ties of the performance.

Małgorzata Szum
The light of Antic: Hode Galatan — Earthfall/Choreafirst part of the trilogy
The text by Małgorzata Szum is an extended review of
the performance Hode Galatan , which was produced
in co-operation with Welsh company Earthfall Dan­
ce. The performance was the result of putting toge­
ther modern, urban form of choreography represented
by the Welsh directors Jim Ennis and Jessica Cohen
and interpretations of ancient Greek music performed
by Ancient Orchestra run by the Polish director of the
piece - Tomasz Rodowicz. The author notices in the
piece the question about the form of art related to
a an artist’s desire of experiencing the sacred. A t the
same time there is a search for authenticity and a new
language of expression reaching to the Greek roots of
theatre and exploring the principle of chorea - the tri­
-unity of poetry, music and dance.

The Dance —the Drama of the Body —the Order of the
World
The subject of the work on iconography of Ancient
Greece is also undertaken by Małgorzata Jabłońska.
In her text she undertakes profound interpretation of
the labyrinth of signs: dance, gesture, body, rhythm, ri­
tual and those that are created in the relations and
actions of the characters from the story in the performace Theseus in the Labyrith. She also records frag­
ments of different versions of the myth and in relation
to these she draws her associations and possible lines
of interpretation.

Elżbieta Rojek
A Few Thoughts On the Training
The author analyses the emergent form of training
that has been the result of many years of her work on
Ancient Greek dance “reading” the movement from
the paintings on ancient vases, relieves and other iconographic sources. She also talks about other inspira­
tions: film, diverse form of dance, literature, and gives
an example how a piece of text was made into a piece
of movement. She places her discoveries in the wider
context of dance theory and research quoting for
example Polish dance anthropologist Roderyk Lange.
She concludes her text with a statement that training
in itself does not have a stable value, it constantly de­
velops and inspires new projects. She also mentions
that in her research she plans to look for the “three-di­
mensional” kind of movement that would be useful in
exposing the meaning and the emotional content of
dance.

Maciej Rychły
A Pterodactyl in a Compote — Subjective Notes from
Work on Classical Music in Chorea
The last text by musician and composer Maciej
Rychły Pterodactylus in Stewed Fruit - Subjective N o­
tes from the work on Ancient Music with Chorea (The­
atre Association Chorea) is a collection of often hu­
morous reflections about the work with remaining
fragments of Ancient Greek musical notation and
composing music on their basis. The author writes
about all the intricacies of the process, finds surpri­
sing analogies and in the end, appears to be a gifted
storyteller.

Krystyna Duniec
The Body in the Theatre. From Transcendence to Trans­
gression
Krystyna Duniec in her text analyzes functions of hu­
man body in a contemporary theatre. She shows how
an artistic function of actor body has been changing
during a discussion of different theatrical and theore­
tical concepts of the XX century art.

183

�178-188 noty.ps

9/7/2006 4:34 PM

SUMMARIES

Ewa Klekot, Tomasz Szerszeń
“Anthropology is Not Enough to Understand What Hap­
pens with Man in the Face of Beauty...". A Record of
a Conversation about D. Freedberg’s “The Power of Ima­
ges: Studies in the History and Theory of Response"
The book by David Freedberg makes an important
attempt at examining the image from an anthropolo­
gical vantage point. Although the author is by tra­
ining an art historian he challenged his discipline by
writing that the whole discourse which emerged and
grew around ’’art” is a mere evasion. The image al­
ways exerts a similar impact upon the recipient - Fre­
edberg drew attention to, i. a. the Freudian motif of
suppression, and underlined the religious character
of art and the image. The point of departure for rese­
arch into art is the question of iconoclasm. The pre­
sented text is a recorded conversation about the titu­
lar publication.

Transformations of the Category of Aesthetics in
the World of the Multimedia
Alicja Kuczyńska
Shall I Close My Eyes to See?
It is true that we live in a world of images although
their existence remains sightly ambiguous: increasin­
gly often they are shown not only in a completed form
but are merely generated. For quite some time now,
their exclusive and indisposable feature has ceased to
be eyewitness perception comprehended literally, sin­
ce the winner in the competition with it is spontane­
ous imagination and its derivatives. Images exist,
press all round us, and populate in great numbers all
possible regions of cognition.

Katarzyna Kasia The Author
Within the context of the so-called “death” of the au­
thor in contemporary art I analyse two phenomena:
the non-existent author (and his works) and collecti­
ve creativity rendered possible by the www web. I al­
so refer to real examples of unreal authors, inquiring
into the merits of their works and pondering on the
manner in which they are perceived by contemporary
philosophy.

Bogna J. Obidzińska
Painting of the Pre-Raphaelites, or the Composition Which
Can Be Itself
In order to fulfil the function of depicting something
else than itself, the painting must leave the the centre
of attention. It is this act of departure that art wishes
to avoid. Successive attempts at rendering the representing-represented dichotomy whole proved to be
ineffective - abstraction resigns from the represented,
illusionism - from the representing, academic realism
transforms the represented in its own fashion, and al­
though the symbol combines both elements, the reci­

pient, while noticing them, incessantly wavers betwe­
en one and the other, unable to encompass both si­
multaneously.
The Pre-Raphaelites insisted on the authenticity of
art understood as creation based directly on Nature
and according to its laws. The outcome of their work
is painting which presents itself and thus makes it po­
ssible to establish contact with the reality to which it
belongs and refers. In an aesthetic experience the Prerap h aelite oeuvre reveals both the image and the
depicted world.

Alicja Sawicka
The Director’s Intentions. A Record of Assumptions
This text is a “record” of assumptions about the inten­
tions motivating Krzysztof Kieslowski and the opi­
nions which this director could have voiced in a di­
scussion on "The eye, the view, representation. The
image in culture”. All the questions and answers co­
me from the author of the article. The basic point of
reference is a series of TV films made in 1988/1989
under the joint title of Decalogue.
By citing the statements made by the director (K. Kie­
slowski About Myself, Kraków 1997) and proposing an
interpretation of selected fragments of the Decalogue,
the author outlines the artistic path followed by Kie­
ślowski (a departure from the documentary film for
the sake of the feature film) as a consequence of per­
ceiving the danger that might be created by the power
wielded by the director over the viewers of his films.
In order to preserve a so-called director’s sincerity the
artist begins to deprive himself of the right to use cer­
tain means while working on a concrete film. Reli­
nquishing them one after the other, he is finally is left
with nothing and compelled to resign from making
movies. This takes place in a situation when the di­
rector becomes aware of the necessity of taking into
consideration three intermingling perspectives: the
author or authors, the protagonists, and the spectator.
As a consequence - he also experiences the need to
suggest to the spectator the existence of these view­
points, a task achieved with the assistance of certain
“signs”. The director is forced to leave behind assor­
ted traces of his presence in the film: sufficiently am­
biguous so that their meaning could not be identified
with a certain single thought which he supposedly wi­
shed to express and at the same time sufficiently
unambiguous so that they could be noticed by the
spectator and recognised not as signs referring to so­
me sort of meanings. Unwilling to appear in the role
of a judge (and not wishing to allow the recipient to
assume such a rank) the director must accomplish wi­
thin the film an “interiorisation” of a single percep­
tion, i. e. his own and the spectator’s. The basic pro­
blem which concentrates the analyses and interpreta­
tions proposed by the author of this text, is the possi­

184

�178-188 noty.ps

9/7/2006 4:34 PM

SUMMARIES

bility of implementing the above-outlined ideal and
indicating those of its consequences which could turn
against the good intentions of the artist who wishes to
retain his honesty as a director.

Piotr Schollenberger
“Transcendental Narcissism" and the Philosophy of Art
The author discusses the question of “narcissism”,
specifically understood in the phenomenological
works of Merleau-Ponty, in which it denotes a percep­
tion that discovers truth within itself, the unexpres­
sed, pre-rational truth of the world as it is, which best
captures the process of painting as a work of art.
Merleau-Ponty believes that although it evades the cla­
ims made by the rationalising description, the relation
between the visible and the invisible generates a lingu­
istic, discursive meaning. In other words, it is possible to
speak about art in the language of philosophy and, in
addition, to speak well by doing justice to a given work
of art, or not. Does the philosophical discourse apply pa­
inting as an illustration, or perhaps it unites in a com­
mon objective the solution of the mystery of visibility, or
discovers within it its own “silent” reflection? Regardless
of the answers we give to these questions, the problem
of “narcissism” - a perception which finds the truth wi­
thin itself - remains a problem not only of contempora­
ry philosophy but also of contemporary art.

Maciej Rozalski
The “Animation" of the Image as a Method of Creating
a Theatrical Work
The text focuses on the possibility of “animating” an
already completed work of art which serves as a the­
me and source of inspiration in the process of creating
another artwork. The author cites the example of the
efforts pursued by the “Gardzienice” company while
referring to ancient Greek vase painting, primarily the
Francois Vase, as well as iconographic themes relating
to the Greek Cabiri mysteries.

simir Malevich. This was the form which in the ar­
tist’s oeuvre acted as a point of departure and a goal,
by designating the beginning or signalising the end.
Furthermore, the form in question encloses all the su­
prematist accomplishments of the painter. The artic­
le tries to decipher the form of the square as a unique
boundary.

Aleksander Jackowski
Hasior Recalled
Greenaway d la “Greenaway" —or an Englishman’s Cre­
ative UNIVERSE in a Nutshell is a cursory survey of the
wide spectre of films by Peter Greenaway from the per­
spective of innumerable webs composed of events,
symbols and figures. The whole Greenaway oeuvre, his
collages - the reference to earlier and later works, the
creation of imagery and installations or theatrical-ope­
ra spectacles which supplement his cinematic pursuits
- enable the spectator to enter premises full of artifacts
created not necessarily in a manner resembling the
conditions and events transpiring in our world, and to
cross the boundaries of a separate Universe. The artic­
le is an attempt at finding a key to this sophisticated
multi-level world composed of a labyrinth of images,
and at placing Greenaway’s work within a certain fra­
mework of contemporary philosophical thought, toge­
ther with the prime ascertainment that the world de­
picted by the author of The Pillow Book ceased presen­
ting something and became art solus ipse, part of the
post modern current of multiplying Borgesian maps.
The creative Universe, including every film, comprises
maps of a new world, a new self-reference hyper-reali­
ty, a film model of simulation. The spectator - invited
to take part in the game, to watch the film world, to
celebrate the webs of connections, and to seek keys
and open successive domains concealing myriad refe­
rences and finely constructed mini-truths, enters
a world of a schematic construction as subtly knit as
Descartes’ model of reality, a Magic World of a Creati­
ve Universe built by a certain Englishman.

Aleksandra Kos
The Text of the Image
Although the perception of the photograph as a “mir­
ror of reality” is universal, it cannot be upheld. The
process of noticing the complexity of relations betwe­
en language and reality is by no means a new discove­
ry. Already at the very outset of photography there
appeared theoretical opinions indicating that it faith­
fully registers only the physical world while the rema­
ining meaning is created by a cultural superstructure.
Photography is a text.

Jerzy Prokopiuk

Marcin Sutryk
“The Black Square” by Kasimir Malevich
The author attempts to define the role played by the
form of the square in the suprematist painting by K a­

185

What we can do with Gurdjieff?
a renowned Polish anthroposophist and translator (R.
Steiner, C. G. Jung, E. Fromm, M. Eliade), puts Gur­
djieff s teachings in a historical theosophical context.
He sees them as syncretic, anti-Christian, pseudo-Su­
fi and negative Gnostic teachings. Still his advice is
not to fight them but to transform them.

Zbigniew Osinski
Contribution to the Reception of Gurdjieff
The interest in Gurdjieff disclosed by Grotowski was
the outcome of his years-long friendship with Peter
Brook, starting with the 1960s. Its evidence includes
the correspondence, cited in the article, between the

�178-188 noty.ps

9/7/2006 4:34 PM

SUMMARIES

Customs Office in Zgorzelec and Jędrzej Selle (in
1966-1971 deputy head of administration at the La­
boratorium Theatre in Wrocław, in 1972-1978 head
of organisation entrusted with the duties of deputy
director), who in December 1968 brought Grotowski’s books over to Poland. The more than ten titles,
primarily classics of literature, philosophy and mysti­
cism, included French translations of Gurdjieff ’s Belzebub’s Tales to His Grandson , 1950 (Récits de
Belzébuth a son petit-fils) and P. D. Uspiensky’s In
Search of the Miraculous: Fragments of an Unknown
Teaching, 1949 (Fragments dun enseignement incon­
nu), highly regard by the Gurdjieff circles. In the light
of the documents cited in the article the beginnings
of more profound interest in Gurdjieff could be dated
as 1968.
I discuss the copy of Uspiensky’s book given to me by
Grotowski in 1982, prior to his final departure from
Poland. I also recall that the part of the young Gurdjieff in Jeanne de Salzmann’s and Peter Brook’s Me­
etings with Remarkable Men (1978) was supposed to
have been played by Ryszard Cieślak.
Grotowski was not interested in having some of his te­
xts, originally published in the West, translated in Po­
land. They included his study on Gurdjieff - A Kind of
Volcano. An Interview with Jerzy Grotowski, based on
three meetings with Michel de Salzmann in Paris in
1991, published in French in Switzerland in 1992, and
in English in the U SA in 1996. In this case, however,
the Polish translation was issued in November 2001,
almost three years after Grotowski’s death. His heirs
agreed to the request made by Peter Brook, who tur­
ned to them in connection with a publication prepa­
red upon the occasion of a conference held in Wro­
cław - “Towards the essence. Georgiy Ivanovich Gur­
djieff - impact and significance”.
It is a great pity that we do not have at our disposal
a precise list of Grotowski’s book collection, and that
all chances for such a list will be lost irreversibly. Gro­
towski was to a considerable degree influenced by
a dialogue with certain book, as I mentioned more
extensively in the article Dzieło Jerzego Grotowskiego
jako przedmiot badań (The Works of Jerzy Grotowski
as a Topic of Research), published in this issue of
“Konteksty”.
Finally, I would like to mention that, as far as I know,
Grotowski never connected his name with any of the
Gurdjieff groups; on the other hand, he harboured the
conviction, which he shared with others, including

me, about the absence of any sort of a missionary inc­
lination both on the part of Gurdjieff himself and his
followers. Naturally, we cannot exclude the possibili­
ty that even if he had not met Peter Brook, Grotow­
ski could have stumbled upon Gurdjieff in some other
way. These are, however, mere speculations which it
is best to evade.

Jacek Dobrowolski
„Guru Gurdjieff"
a Polish poet, critic and translator, criticizes Gurdjieff
following Anthony Storr’s diagnosis published in his
Feet of Clay. Saints, Sinners and Madmen: a Study of
Gurus as a charismatic, highly narcissistic manipula­
tor who abused his students. Dobrowolski sees his te­
aching as a distorted Sufi doctrine combined with
wild theosophical theories of his own making.

Nikolai Evreinov
Towards the Philosophy of the Theatre
The author poses a question about the essence of the
theatre by opposing the generally accepted perception
of the theatre as entertainment or narrowly compre­
hended “art”. Nikolai Evreinov saw the presence of
the theatre in simplest human activity, claiming that
each person possesses a theatrical drive and instinct
which compel him to conduct constant transforma­
tions both of reality and himself. Stress is placed on
the fact that we render our life theatrical already in
childhood, if only in the assorted games we play. The
role of games among Indian tribes, Mexicans, etc. is
also discussed. Finally, Evreinov was one of the first to
introduce the concept of the theatralisation of life,
which remains fundamental for such domains as the
anthropology of the theatre or performance studies.

Julia Holewińska
A Pearl from an Old Curiosity Shop
A t attempt at a brief presentation of the life and
works of Nikolai Evreinov - one of the leading figures
of the Russian Silver Age. This extended biogramme
mentions both Yevreinov’s involvement in successive
artistic initiatives, including the establishment of the
“Under the Homeless Dog” club, his activity in “The
Crooked Mirror”, and theoretical texts.
The author draws attention to the multitude of pro­
fessions pursued by Evreinov, who was a director,
a philosopher, an actor, a playwright and a theoreti­
cian of art.

Sprostowanie: W poprzednim numerze pisma w artykule pani Aleksandry Melbechowskiej-Luty pt. Harmonia
mundi. Kilka refleksji o obrazowaniu Stanisława Fijałkowskiego, na s. 105 doszło do pomylenia podpisu pod jedną z ilu­
stracji. Zamiast Grafika komputerowa, 2002 powinien być podpis Orion linoryt 1969. Za pomyłkę przepraszamy.

186

�178-188 noty.ps

9/7/2006 4:34 PM

Polska Sztuka Ludowa

KONTEKSTY
♦ CULTURAL ANTHROPOLOGY ♦ ETHNOGRAPHY ♦ ART^
2006 rok LX nr 2 (273). Indeks 369403. ISSN 1230-6142. Cena 15 zł
INSTITUTE OF ART POLISH ACADEMY OF SCIENCES, CULTURE FOUNDATION, LIBER PRO ARTE

Contents 2 2006
Zbigniew B enedyktowicz Continuity
J ERZY S. W asilewski The Travelling Ethnologist. Triste Arctique in
a shamanic costume, under a festival masque

Chorea
A n n a B OGDANOWICZ The Bulgarian “Banica” with Cheese and Spinach.”
Turkish” Coffee and Vine Leaves, or on the Need for
Experiencing the Different in the Theatrical Quest
T OMASZ R odowicz Why Antiquity, or the Condition of Europe
The Chorea Theatrical Society (2004-2006)
Too Late - The “Bulgaria-Balkan Epic” Project
M ARTIN L. W est Forward to the past translated by Marianna Cielecka
M ARTIN L. W est Man, Destiny and Death in Indoeuropean Tradition
translated by Sara Rodowicz, checked by
Włodzimierz Lengauer
M ARTIN L. W est Ancient Greek Music: its transmission then and now
translated by Maciej Kaziński, Anna Bogdanowicz
K rzysztof B ielawski The Paeans of Delphi —Historical Context
D ariusz K osiński Clouds
D o ro ta Porow ska Theseus and the Labyrinth Dances
A g a t a Zyglew ska -D iduszko Theseus in the Labyrinth
M ałgorzata S zum “The World on Antiquity" Hode Galatan —
Earthfall/Chorea- First Part of the Trilogy
M ałgorzata J abło ń ska The Dance —the Drama of the Body —the Order of the
World

187

�178-188 noty.ps

9/7/2006 4:34 PM

El żbieta R ojek Several Thoughts on Training A Few Thoughts On the
Training?
M aciej R ychły A Pterodactyl in a Compote —Subjective Notes from
Work on Classical Music in Chorea
K rystyna D uniec The Body in the Theatre. From Transcendence to
Transgression
Ew a K lek o t , T om asz S zerszeń “Anthropology is Not Enough to Understand What
Happens with Man in the Face of Beauty ...’’. A Record
of a Conversation about D. Freedberg’s “ The Power of
Images: Studies in the History and Theory of Response"

Transformations of the Category of Aesthetics in
the World of the Multimedia
A licja K uczyńska Shall I Close My Eyes to See?
K atarzyna K asia The Author
B o g n a J. O bidzińska Painting of the Pre-Raphaelites, or the Composition
Which Can Be Itself
A licja S aw icka The Director’s Intentions. A Record of Assumptions
Pio tr S chollenberger “Transcendental Narcissism" and the Philosophy of Art
M aciej R ó żalski The “Animation" of the Image as a Method of Creating
a Theatrical Work
A leksandra H irszfeld Greenaway d la “Greenaway" —or an Englishman’s
Creative UNIVERSE in a Nutshell
A leksan dra K oś The Text of the Image
M arcin S utryk “The Black Square" by Kasimir Malevich
A leksander J ackow ski Hasior Recalled
J erzy Prokopiuk What we can do with Gurdjieff?
Zbigniew

ó sinski

Contribution to the Reception of Gurdjieff

J acek D obrow olski Guru Gurdzijew
N ikolai Evreinov Towards the Philosophy of the Theatre
J ulia H olew ińska A Pearl from an Old Curiosity Shop

188

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10350" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10328">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d1fc0a70d32de1c10029f7b688a66552.pdf</src>
        <authentication>f169a34bb709d7840c216818097ac698</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123130">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5313</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123131">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123132">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4935</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123133">
                <text>Noty o autorach/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123134">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2; s.287-290</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123135">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123136">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123137">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123138">
                <text>Hanna Baltyn - absolwentka Wydziału Wiedzy o Te­
atrze Akademii Teatralnej w Warszawie; historyk, kry­
tyk, tłumaczka, wydawca, redaktor, pisała doktorat
pod kierunkiem prof. Zbigniewa Raszewskiego (Świat
widowisk Warszawy XIX wieku). Były pracownik IS
PAN („Polish A r t . Studies") i Ministerstwa Kultury
i Sztuki. Przez ostatnie 10 lat była redaktorem wydaw­
nictwa Egmont. Współpracuje z Polskim Radiem, stale
publikuje recenzje książkowe w „Nowych Książkach"
i teatralne w „Teatrze" i „Teatrze Lalek". Okazjonalnie
współpracuje z tzw. prasą kobiecą. Opublikowała wy­
wiad-rzekę z Antonim Marianowiczem (Zycie surowo
wzbronione). Przełożyła m.in. oksfordzką Historię Teatru
pod redakcją Johna Russela Browna (wyd. Bertel¬
smann). Przełożyła także pod pseudonimem Marek
Karpiński setki książeczek dla dzieci; także wierszem.
Maciej Bańkowski - absolwent Instytutu Anglistyki
UW. Urodzony w Warszawie w wieku 5 lat wyjechał
wraz z rodzicami do Anglii, gdzie wychowywał się do
15 roku życia. Po 15 letnim pobycie w Polsce (1966-81)
wyemigrował ponownie do Austrii, gdzie przebywał do
1995r. Obecnie mieszka w Polsce, zajmuje się tłuma¬
czeniami (angielski, niemiecki) oraz redakcją tekstów
anglojęzycznych ukazujących się w Polskich i zagra¬
nicznych czasopismach. Współpracuje m.in. z redak¬
cją „Kontekstów" oraz warszawskim biurem „Reader's Digest" (Przegląd).
Małgorzata Baranowska - poetka, krytyk i historyk
literatury. Autorka m.in. takich książek jak Pamiętnik
mistyczny, Surrealna wyobraźnia i poezja, To jest wasze
życie, Warszawa. Miesiące, lata wieki oraz wielu artyku­
łów z zakresu wyobraźni symbolicznej i kultury maso­
wej, dwóch tomów wierszy Miasto, Zamek w Pirene­
jach. Ogłasza w „Twórczości" Prywatną historię poezji.
Zbigniew Benedyktowicz - antropolog kultury, re¬
daktor naczelny miesięcznika „Konteksty. Polska Sztu¬
ka Ludowa". Członek redakcji „Kwartalnika Filmowe­
go". Kierownik Pracowni Antropologii Kultury, Filmu
i Sztuki Audiowizualnej Polskiej Akademii Nauk. Au¬
tor prac z zakresu wyobraźni symbolicznej i antropolo¬
gii współczesnej. Współautor książki Dom w tradycji lu­
dowej (1993). Autor pracy Portrety obcych (2000).
Dorota van Bercken - tłumaczka literatury nider¬
landzkiej, tłumaczyła m.in. książkę dla dzieci pisarki
Thei Beckman, mieszka w Warszawie.
Anna Bolecka - polonistka, powieściopisarka, studia
UW. Zadebiutowała w 1989 roku powieścią Leć do nie­
ba. W 1994 roku opublikowała powieść Biały kamień,
za którą otrzymała nagrodę im. Stanisława Reymonta.
Kolejna powieść Kochany Franz (1999) została wyróż¬
niona nagrodą Pen-Clubu. Obie te powieści są prze¬
tłumaczone na kilka języków, m.in.: niemiecki, nider287

Noty o autorach

landzki, duński i portugalski. W roku 2002 ukazała się
powieść dla dzieci pt. Latawce. Mieszka w Warszawie.
Wojciech Bońkowski - absolwent italianistyki i mu­
zykologii UW, tłumacz. Z zamiłowania enolog - wraz
z Markiem Bieńczykiem wydał ostatnio przewodnik
Wina Europy.
Dariusz Czaja - antropolog kultury, absolwent etno­
logii UJ. Adiunkt w Instytucie Antropologii Kultury
i Etnologii UJ, członek redakcji „Kontekstów". Redak­
tor książek Mitologie popularne (1994) i Metamorfozy
ciała (1999). Zajmuje się zjawiskami kultury współcze­
snej, publikuje artykuły z dziedziny antropologii filmu,
teorii symbolu, myślenia mitycznego. W druku jest je¬
go książka Smak fragmentu. Narracje antropologiczne
(Wydawnictwo Uniwersyteckie, 2003).
Małgorzata Dziewulska - autorka książek Teatr zdra­
dzonego przymierza oraz Artyści i pielgrzymi. Zajmuje się
obsługą literacką teatrów: Starego, Narodowego,
obecnie Dramatycznego. Wykładowca Akademii Te¬
atralnej w Warszawie.
Hanna Faryna-Paszkiewicz, dr historii sztuki, pra­
cownik Instytutu Sztuki Pan, kierownik Pracowni Bi¬
bliograficznej. Redaktor i współautor tomów w serii
„Polska Bibliografia Sztuki", 1801-1944. Autorka licz¬
nych artykułów z zakresu historii architektury i plasty¬
ki XX wieku oraz o tematyce varsavianistycznej, dru¬
kowanych m.in. w „Architekturze", „Kronice Warsza¬
wy", „Biuletynie Historii Sztuki" w serii Biblioteka To­
warzystwa Opieki nad Zabytkami, a także dwóch mo­
nografii o historii i architekturze Saskiej Kępy (wyd.
1998 i 2001), monografii Władysław Podkowiński, Aleja
Zasłużonych. Cmentarz Powązkowski, Cmentarze Żydow­
skie w Warszawie; współautorka Atlasu Zabytków Archi­
tektury w Polsce (2001) i Przewodnika po Wyspach Kana­
ryjskich (2003). Współpracuje z redakcjami encyklope¬
dii (Saur, WEP), a także z Polskim Radiem.
Amelia Franas - studentka V roku etnologii UJ.
Jan Gondowicz - krytyk, wydawca, współpracownik
„Tygodnika Powszechnego"; wydał m.in. Marmur Josifa
Brodskiego, Słownik komunałów Gustawa Flauberta,
Zoologię fantastyczną uzupełnioną. Mieszka w Warszawie.

�NOTY O AUTORACH

Ruth Ellen Gruber - amerykańska pisarka, dzienni­
karka i fotograf, od wielu lat mieszka w Europie, obec­
nie w Umbrii i w Budapeszcie. Przez ponad dziesięć
lat była korespondentką United Press International
(m.in. w Rzymie, Brukseli, Londynie, Belgradzie,
Wiedniu oraz w Warszawie, w której pracowała
w okresie pierwszej Solidarności i stanu wojennego
i skąd w 1983 roku została wydalona pod fałszywym
zarzutem szpiegostwa). Jest autorytetem w sprawach
dotyczących współczesnych Żydów europejskich. Wy¬
kłady z tej dziedziny wygłaszała na uniwersytetach
amerykańskich (m.in. Harvard, Brandeis, Brown,
Hunter College) i w placówkach europejskich (m.in.
Moses Mendelssohn Zentrum w Poczdamie, Dom
A n n y Frank w Amsterdamie). Jest autorką kilku ksią­
żek (m.in. Upon the Doorposts of Thy House: Jewish Li­
fe in East-Central Europe, Yesterday and Today (1994);
Jewish Heritage Travel: A Guide to East-Central Europe
(1992/94/99). Wkrótce, nakładem wydawnictwa Po¬
granicze ukaże się polski przekład jej ostatniej książki
Virtually Jewish: Reinventing Jewish Culture in Europe
(University of California Press, 2002). Jej artykuły
i reportaże ukazują się od lat w prasie amerykańskiej
(m.in. „New York Times", „International Herald Tri­
bune", „Business Week", „Media Studies Review")
i izraelskiej („Ha'aretz"). Miała także kilka wystaw fo¬
tograficznych we Włoszech i na Węgrzech.
Julia Hartwig - poetka, eseistka i tłumaczka, laure­
atka wielu nagród i wyróżnień. Opublikowała nastę­
pujące tomiki poetyckie Pożegnania, Wolne ręce,
Dwoistość, Czuwanie, Obcowanie, Czułość, Nim opa­
trzy się zieleń, Zobaczone, Przemija postać świata oraz
ostatnie zbiory poetyckie - Nie ma odpowiedzi
(2001), za który była nominowana do Nagrody Nike,
Wiersze amerykańskie (2002) oraz Błyski (2002); szki­
ce: Z niedalekich podróży, Dziennik amerykański; mo¬
nografie: Apolinaire, Gerard de Nerval; książki dla
dzieci (pisane wraz z Arturem Międzyrzeckim): Jaś
i Małgosia, Przygody poziomki, Tomcio Paluch, Wielki
pościg.
Maria Janion - historyk literatury i historyk idei, kry¬
tyk literacki. Profesor IBL PAN, wykładowca na UW.
W latach 1956-89 zajęcia w WS Pedagogicznej
w Gdańsku, a następnie na Uniwersytecie Gdańskim.
Opublikowała m.in. Zygmunt Krasiński, debiut i dojrza­
łość (1962), Romantyzm. Studia o ideach i stylu (1969),
Romantyzm. Rewolucja. Marksizm. Kolokwia gdańskie
(1972), Humanistyka. Poznanie i terapia (1974), Go­
rączka romantyczna (1975), Literatura wobec wojny
i okupacji (1976), Odnawianie znaczeń (1980), Seria
Transgresje. Czas formy otwartej; Wobec zła (1989), Ży¬
cie pośmiertne Konrada Wallenroda (1990), Projekt kry¬
tyki fantazmatycznej (1991), Czy będziesz wiedział, co
przeżyłeś, Kobiety i duch inności (1996), Płacz generała.
Eseje o wojnie (1998).
288

Piotr Kłoczowski - eseista, edytor, wydawca m.in.
Konstantego Jeleńskiego, Jana Kotta, Kawafisa (wspól­
nie z Zygmuntem Kubiakiem), Nicola Chiaromonte.
W 1993 roku ogłosił swoje rozmowy z Józefem Czap­
skim. Wykłada w Akademii teatralnej w Warszawie.
Bohdan Kos - doktor fizyki ( U W ) , tłumacz z hebraj­
skiego (Sefer Jecira), znawca kabały, poeta (Podróż
złudna, Tikkun, Warszawa 1992), jego wiersze ukazały
się także w antologiach: Mrok i gwiazda. Mroczna po­
ezja miłosna, Orfeusz. Rozmowa w słowie, Das land Ulro
nach Schliessung dar Zimtländen wydawca (wraz z Iwo­
ną Arkuszewską prowadzi wydawnictwo Tikkun). Pu­
blikował w „Gnosis", „Znaku", „Odrze", „Manuskrip­
te" (czasopismo literackie - Austria), „Czasie Kultu¬
ry", „Kulturze Niezależnej". Obecnie bezrobotny.
Antoni Kroh - historyk kultury, literat. Długoletni
współpracownik kwartalnika „Konteksty - Polska
Sztuka Ludowa". W latach siedemdziesiątych komi¬
sarz konkursów i wystaw sztuki ludowej Karpat Pol¬
skich. Współautor wystaw: „Łemkowie, Duchy epoki,
czyli pierwsza wojna światowa trwa do dziś", „Spisz"
i innych. Opublikował m.in: Współczesna rzeźba ludo­
wa Karpat Polskich (1979), Sklep potrzeb kulturalnych
(tom szkiców o Podhalu, 2000), Tatry i Podhale (Seria
Wydawnictwa Dolnośląskiego A to Polska właśnie,
2002), O Szwejku i o nas (emocje polsko-czeskie
w XIX i XX w). W przygotowaniu m.in.: Prywatny lek­
sykon współczesnej polszczyzny (wspólnie z Barbarą Magierową; słownik nowych zjawisk w polszczyźnie po­
tocznej po 1945 r.).
Danuta Kuźnicka - jest adiunktem w Instytucie Sztu¬
ki Polskiej Akademii Nauk, gdzie pełni funkcję kierow¬
niczki Zakładu Historii i Teorii Teatru. Wykłada
w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza
w Warszawie. Prowadzi badania nad teatrem współcze¬
snym i teorią teatru. Obecnie pracuje nad monografią
poświęconą twórczości Jerzego Grzegorzewskiego.
Lew Łosiew - profesor literatury rosyjskiej i dziekan
rusycystyki w Dartmouth College, prozaik, eseista, po¬
eta. Opublikował m.in. On the Beneficence of Censor¬
ship: Aesopian Language in Modern Russian Literature,
Poetika Brodskogo oraz ośmiu tomów poetyckich i pro¬
zatorskich.
Jerzy Łoziński - filozof i tłumacz, pracuje jako starszy
wykładowca w Zakładzie Filozofii Nowożytnej Wy­
działu Filozofii i Socjologii UW.
Zbysław Marek Maciejewski (16 V I 1946 Pohulanka
- 2 X 1999 Kraków)
Odbył studia na Wydziale Malarstwa krakowskiej
Akademii Sztuk Pięknych. Dyplom uzyskał w pracow¬
ni Wacława Taranczewskiego w 1969 roku. Był profe-

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9815" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9793">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e3d896dd04f390c7c74d8236ade0e3b9.pdf</src>
        <authentication>9d9cf4c7076a42be597466e1680dadb8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116775">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6495</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116776">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116777">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116778">
                <text>streszczenie</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116779">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6068</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116780">
                <text>Noty o autorach/ Summaries/ Contents/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116781">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.59 z.2, s.142-151</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116782">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty-redakcja</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116783">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116784">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116785">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116786">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116787">
                <text>Noty o autorach

Hartmann mógł wyjechać do Monachium na studia
dyrygenckie (1908-1912) u Felixa Mottla, ucznia
i przyjaciela Richarda Wagnera. Spotkanie z Gurdżije­
wem w 1916 roku w St. Petersburgu stanowiło punkt
zwrotny w jego życiu. Przez następnych dwanaście lat
de Hartmann i jego żona Olga pracowali blisko z Gur­
dżijewem. W latach 1922-1929 mieszkali w instytucie
Gurdżijewa we Francji, gdzie skomponowanych zosta­
ła większość utworów. W końcu lat czterdziestych i na
początku pięćdziesiątych Jeanne de Salzmann zaprosi­
ła go na koncerty muzyki, którą skomponował z Gurdżijewem. W tym okresie de Hartmann nadzorował
proces wydawania zapisów nutowych oraz skompono¬
wał nowe utwory do ruchów i świętych tańców Gurdżijewa.

NOTY BIOGRAFICZNE AUTORÓW
BLOKU O GURDŻIJEWIE:
Peter Brook (ur. 1925) jest dyrektorem Międzynaro­
dowego Ośrodka Twórczości Teatralnej w Paryżu.
Wcześniej pracował jako reżyser i dyrektor w The
Royal Shakespeare Company w Wielkiej Brytanii.
Wystawił wiele przełomowych przedstawień teatral­
nych, do których należą: Marat/Sade, Sen nocy letniej
i Mahabharata. We współpracy z Jeanne de Salzmann
wyreżyserował film Meetings with Remarkable Men
(Spotkania z wybitnymi ludźmi). Jego książka The Emp¬
ty Space (Pusta przestrzeń), podejmująca problematykę
istoty i roli teatru, należy do najważniejszych publika­
cji o teatrze XX wieku.

Henriette Lannes (1899-1980) była londyńską wysłanniczką Jeanne de Salzmann. Dzięki niej Praca
w Anglii posiada tak silne podstawy. Przez ponad trzy
dziesięciolecia pracowała w Londynie, przyjmując na
siebie dodatkowo odpowiedzialność za prowadzenie
pracy w Lyonie. Była gwarantem etosu, dynamiki
i ukierunkowania Pracy.
James Moore jest autorem biografii Gurdżijewa
(1991) oraz książki Gurdjieff and Mansfield (1980).
Pracuje w Londonie w Gurdjieff Studies Group.

Pauline de Dampierre, pracowała jako adwokat
i dziennikarka. Spotkała Gurdżijewa w 1942 roku i do
swej niedawnej śmierci była jedną z głównych prowa¬
dzących pracę w Paryżu. Rozmowy z nią na temat na¬
uczania Gurdżijewa ukazały się w czasopismach „Para­
bola" i „Material for Thought".

Fritz Peters jest autorem dwóch tomów wspomnień
0 Gurdżijewie: Boyhood with Gurdjieff (1964) oraz
Gurdjieff Remembered (1965).

Joanna Haggarty była członkinią The Gurdjieff Socie¬
ty of London i została wprowadzona w Pracę przez mat­
kę, uczennicę Piotra D. Uspieńskiego. Uczestniczyła
w ostatnim wykładzie Uspieńskiego w 1947 roku
w Londynie, a następnie dołączyła do grupy prowa­
dzonej przez Kennetha Walkera. Gurdżijewa spotkała
na krótko w 1949 roku, po czym, w tym samym roku
rozpoczęła naukę ruchów z Alfredem Etievantem.
Brała udział w dwóch filmach dokumentujących Ru¬
chy oraz w filmie Petera Brooka Spotkania z wybitnymi
ludźmi. Przez wiele lat była jedną z głównych nauczy¬
cielek Ruchów w Londynie i w Norwegii. Zmarła
w 1994 roku.

Laurence Rosenthal jest kompozytorem, pianistą
1 dyrygentem. W jego dorobku znajdują się kompozy¬
cje do wielu filmów i realizacji telewizyjnych. Dokonał
aranżacji i orkiestracji muzyki do filmu Spotkania z wy­
bitnymi ludźmi Petera Brooka, na którą składały się
liczne fragmenty skomponowane przez Gurdżijewa
i Thomasa de Hartmanna. Razem z Lindą Daniel¬
-Spitz i Charlesem Ketchamem opracował wydanie
krytyczne Music for the Piano Gurdżijewa i de Hart­
manna (Wergo/Schott Recordings).

Thomas de Hartmann (1885-1956) był kompozyto¬
rem i pianistą, który współpracował bezpośrednio
z Georgijem I . Gurdżijewem w latach 20. XX wieku.
Po uzyskaniu dyplomu konserwatorium w St. Peters¬
burgu (1903) rozpoczął karierę baletem Szkarłatny
kwiat, wystawionym w petersburskim Teatrze Marińskim z Anną P. Pawłową, Tamarą P. Karsawiną, Micha¬
iłem M . Fokinem i Wacławem Niżyńskim w obsadzie.
W uznaniu dla tego przedstawienia car Mikołaj I I
zwolnił go z czynnej służby wojskowej, aby umożliwić
mu całkowite poświęcenie się muzyce. Dzięki temu de
142

Jeanne de Salzmann (1889-1990), córka Julesa Allemanda, znanego szwajcarskiego architekta, studiowa¬
ła muzykę (fortepian, kompozycję i dyrygenturę)
w konserwatorium w Genewie. Była tancerką i na¬
uczycielką rytmiki oraz uczennicą Emile'a Jaques-Dalcroze'a, z którym pracowała w Hellerau w Niemczech,
w awangardowym instytucie sztuki, tańca i teatru.
Spotkała tam malarza i scenografa, Alexandra de Sal¬
zmanna, którego poślubiła w 1917 roku. Podczas re¬
wolucji w Rosji mieszkała z mężem w Tiflisie w Gruzji,
gdzie otworzyła szkołę tańca i muzyki. W 1919 roku
kompozytor Thomas de Hartmann przedstawił mał¬
żeństwo de Salzmannów Gurdżijewowi. Spotkanie to
miało decydujące dla nich znaczenie. Z upływem lat

�NOTY O AUTORACH

Jeanne de Salzmann stała się najbardziej zaufaną asy­
stentką Gurdżijewa, który pod koniec życia wyznaczył
ją na kontynuatorkę swej pracy. Pod jej kierownic­
twem nauczanie Gurdżijewa rozwinęło się i poszerzyło.
Doprowadziła ona do połączenia wielu grup pracują­
cych w odosobnieniu. Nadzorowała publikacje i tłu­
maczenia książek Gurdżijewa. Przez ponad czterdzieści
lat pracowała z uczniami, by zachować i przekazać da­
lej ćwiczenia i tańce opracowane przez Gurdżijewa.
Wyjątkowy cykl filmów dokumentalnych zatytułowa­
ny Sacred Dances daje świadectwo jej pracy i stanowi
niezrównaną dokumentację nauczania Gurdżijewa.

cudownego), tomu opublikowanego w języku angiel­
skim dwa lata po jego śmierci, a następnie w przekła­
dach na wiele języków pod tytułem Fragments of an
Unknown Teaching (Fragmenty nieznanego nauczania).
Dzieło to stanowi najbardziej klarowną wykładnię idei
Gurdżijewa i jest jedną z przyczyn wzrostu ich oddzia­
ływania. Spotkanie z Gurdżijewem w Moskwie w 1915
roku stanowiło punkt zwrotny w jego życiu. Odtąd za
swój główny cel Uspieński uznał studiowanie i stoso¬
wanie w praktyce idei przekazywanych przez niego.
Rozstał się jednak z Gurdżijewem w 1918 roku na
Kaukazie, gdzie pracował z nim przez prawie rok, a na­
stępnie przez Konstantynopol dotarł do Londynu
(1921). Wygłaszał tam wykłady i organizował prywat­
ne spotkania. Po raz ostatni spotkał Gurdżijewa w Pa­
ryżu w 1930 roku. Lata I I wojny światowej spędził
w Stanach Zjednoczonych, wygłaszając wykłady
w Nowym Jorku. Na początku 1947 roku powrócił do
Londynu, gdzie zmarł.

Michel de Salzmann (1923-2001) był odpowiedzial­
ny za prowadzenie grup w Paryżu, w Holandii oraz
w Genewie, a także podczas letnich spotkań w Alpach
Szwajcarskich, w trakcie których zbierali się członko¬
wie różnych grup z całego świata. O d 1990 roku do
śmierci w sierpniu 2001 doktor de Salzmann kierował
siecią fundacji, towarzystw i instytutów Gurdżijewa na
świecie. Jego przyjaciele oddają mu cześć jako jednej
z największych postaci duchowych XX wieku.

Grzegorz Ziółkowski (ur. 1970) pracuje w Zakładzie
Dramatu i Teatru Uniwersytetu Adama Mickiewicza
w Poznaniu oraz jako Dyrektor Programowy Ośrodka
Tchesslav Tchechovitch (Czesław Czechowicz) spo­
Grotowskiego we Wrocławiu. Jest autorem monografii
tkał Gurdżijewa w Konstantynopolu w 1921 roku
Teatr Bezpośredni Petera Brooka (2000). Razem z Ewą
i tam podjął z nim pracę, którą kontynuował w Prieuré
Guderian-Czaplińską przetłumaczył na język polski
i w Paryżu aż do śmierci Gurdżijewa w 1949 roku. Tom
książkę Petera Brooka Ruchomy punkt (2004). Współ­
jego wspomnień Tu l'aimeras — Souvenirs sur G. I. Gur- redagował dwa zeszyty specjalne „Pamiętnika Teatral­
djieff został opublikowany w lutym 2005 roku. Angiel¬
nego" poświęcone Jerzemu Grotowskiemu (2000,
skie tłumaczenie tej książki ukaże się drukiem w koń¬
2001). Razem z Paulem Allainem zredagował zeszyt
cu 2005 roku.
specjalny „Contemporary Theatre Review" na temat
teatru polskiego po 1989 roku. Z Jarosławem Fretem
Henri Tracol był dziennikarzem i fotografem, który
zorganizował czternastą sesję Międzynarodowej Szko¬
obserwował hiszpańską wojnę domową jako dyrektor
ły Antropologii Teatru Eugenia Barby (2005).
agencji prasowej republikanów. Pracował następnie
w Musée de l'Homme w Paryżu i został rzeźbiarzem.
Przez dziesięć lat był bliskim uczniem Gurdżijewa. Ja¬
ko czołowy przedstawiciel nauczania został prezyden¬
tem Instytutu Gurdżijewa we Francji i razem z Jeanne NOTY O POZOSTAŁYCH A U T O R A C H :
de Salzmann zredagował francuskie wydanie Opowie­
ści Belzebuba.
Eugenio Barba urodził się w 1936 r. we Włoszech, do­
rastał we wsi Gallipoli. Po ukończeniu akademii woj­
Tilo Ulbricht jest emerytowanym naukowcem, który
skowej w Neapolu zrezygnował z kontynuowania woj­
prowadził badania w różnych dziedzinach, takich jak:
skowej kariery śladami swojego ojca i rozpoczął studia
kwasy nukleinowe, pochodzenie życia, środowisko na¬
nad francuską i norweską literaturą oraz historią reli­
turalne, dieta i zdrowie. Pracował także w krajach roz¬
gii na Uniwersytecie w Oslo.
wijających się, zarządzając badaniami w rolnictwie. Je¬
W 1961 r. Barba przyjechał do Warszawy aby stu­
go nauczycielami w Pracy byli najbliżsi uczniowie Gurdiować reżyserię teatralną w Państwowej Wyższej
dżijewa. Jest członkiem rady The Gurdjieff Society of
Szkole Teatralnej. Po roku dołączył do Jerzego Gro­
London.
towskiego, wówczas stojącego na czele Teatru 13 Rzę­
dów, w którym Barba spędził następne trzy lata. Jego
pierwsza książka poświęcona Grotowskiemu: In Search
Piotr Demianowicz Uspieński (1878-1947), rosyjski
autor, myśliciel i mistyk. Książka Tertium Organum,
of a Lost Theatre (W poszukiwaniu teatru straconego)
którą napisał w 1911 roku, ukazała się w Nowym Jor¬
została opublikowana w 1965 r. we Włoszech i na Wę¬
ku w 1922 roku, przynosząc mu międzynarodową sła¬
grzech. W ciągu ostatnich 36 lat Barba wyreżyserował
wę. Zostanie jednak zapamiętany przede wszystkim ja­
23 przedstawienia, niektóre wymagające prawie dwu­
ko autor In Search of the Miraculous (W poszukiwaniu
letnich przygotowań. Do najbardziej znanych należą
143

�NOTY O

Ferai (1969), Min Fars Hus (Dom mego ojca, 1972),
Brecht's Ashes (Popioły Brechta, 1980), The Gospel
According to Oxyrhincus (Ewangelia z Oxyrhynchos,
1985), Talabot (1988), Kaosmos (1993) oraz Mythos
(1998).
W 1979 r. Barba założył Międzynarodową Szkołę
Antropologii Teatru ISTA. Jest członkiem rad redak­
cyjnych takich periodyków jak „The Drama Review",
„Performance Research", „New Theatre Quarterly"
oraz „Teatro e Storia". Wśród jego ostatnich publika­
cji, przetłumaczonych na wiele języków, wyróżnić war­
to: The Paper Canoe (wyd. Routledge), Theatre: Solitu­
de, Craft, Revolt (wyd. Black Mountain Press), Land of
Ashes and Diamonds. My Apprenticeship in Poland, fol­
lowed by 26 letters from Jerzy Grotowski to Eugenio Bar¬
ba (wyd. Black Mountain Press) oraz The Secret Art of
the Performer, napisany we współpracy z Nicolą Savaresem (wyd. Centre for Performance Research/ Routledge). Eugenio Barba otrzymał doktorat honoris
causa uniwersytetów w Àrhus, Ayacucho, Bolonii,
Hawanie, oraz Warszawie, jak również odznaczenie
„Reconnaissance de mérite scientifique" Uniwersyte­
tu w Montrealu. Przyznano mu m.in. Nagrodę Duń­
skiej Akademii, Nagrodę Meksykańskich Krytyków
Teatralnych, nagrodę Diego Fabbri, Miedzynarodową
Nagrodę Pirandello oraz Nagrodę Sonning Uniwersy¬
tetu w Kopenhadze.
Zbigniew Benedyktowicz - antropolog kultury, re¬
daktor naczelny kwartalnika „Konteksty. Polska Sztu¬
ka Ludowa". Członek redakcji „Kwartalnika Filmowe­
go". Kierownik Pracowni Antropologii Kultury, Filmu
i Sztuki Audiowizualnej Polskiej Akademii Nauk. Au¬
tor prac z zakresu wyobraźni symbolicznej i antropolo­
gii współczesnej. Współautor książki Dom w tradycji lu­
dowej (1993). Autor pracy Portrety „obcego" (2000).
Roberta Carreri urodziła się w 1953 r. w Mediolanie
(Włochy). W 1974 r. dołączyła do Odin Teatret pod¬
czas pobytu grupy we włoskiej miejscowości Carpignano. Jej teatralne doświadczenia zostały opisane w The
Actors Way, pod redakcją Erika Exe Christoffsena.
Carrieri prowadzi warsztaty dla aktorów z całego świa¬
ta, oraz demonstrację pracy, zawodową autobiografię
zatytułowaną Traces in the Snow (Slady we śniegu).
Dwa razy do roku kieruje imprezą Odin Week (Ty¬
dzień Odin) organizowaną w Holstebro.
Henryk Jurkowski - teatrolog, profesor w Akademii
Teatralnej w Warszawie. Teoretyk i historyk teatru
lalek. Również autor prac z zakresu folklorystyki, semiologii, antropologii. Krytyk teatralny publikujący
swe prace w czasopismach „Scena", „Teatr", „Dialog"
i inne. Dramaturg i tłumacz. Do najważniejszych
prac historycznych należą: trzytomowe Dzieje teatru
lalek (PIW 1970-1984); do prac teoretycznych: Szki­
ce z teorii teatru lalek (POLUNIMA-Łódź), do dzieł

dramatycznych Tryptyk staropolski wystawiony w Te­
atrze Lubelskim (1972). Szeroka działalność zagra­
niczna w Międzynarodowym Stowarzyszeniu Teatrów
Lalek U N I M A (sekretarz generalny, prezydent, pre­
zydent honorowy). Stała współpraca ze szkołami te­
atralnymi (w charakterze profesora gościnnego)
w Londynie, Stuttgarcie, Charleville-Mezieres i Pra­
dze czeskiej.
Ostatnio opublikował: Antologia
Klasycznych Tekstów Teatru Lalek - Barok - Roman­
tyzm. PWST Wrocław 1999; Antologia Klasycznych
Tekstów Teatru Lalek, Modernizm, PWST Wrocław
2001; Antologia Klasycznych Tekstów Teatru Lalek.
W kręgu polskich tradycji. PWST Wrocław 2003;
Metamorfozy Teatru Lalek w XX Wieku, Errata, War¬
szawa 2002.
Tage Larsen urodził sie w 1949 r. w Randers (Da­
nia). Choć pracę w Odin Teatret rozpoczął w 1971
r. jako „złota rączka", szybko zdobył pierwsze aktor­
skie doświadczenia. Zmęczony życiem w teatrze od¬
szedł w 1974 r. powróciwszy prawie natychmiast,
w Odin Teatret pozostał do 1987 r., gdy zainauguro­
wał działalność własnej grupy teatralnej, Yorick Teatret. Larsen również nauczał w Nordkisk Teater
Skole w Ârhus. W 1997 r. ponownie dołączył do
Odin Teatret.
Iben Nagel Rasmussen urodziła się w 1945 r. w Ko¬
penhadze (Dania). Pierwszy członek grupy, który do¬
łączył do teatru po jego przyjeździe do Holstebro
w 1966 r. Historia jej pracy aktorskiej została opisana
w The Actor's Way, pod redakcją Erika Exe Christoffersena. Podstawowym projektem pedagogicznym Rasmussen są coroczne spotkanie aktorskie, które służą
wymianie artystycznych doświadczeń oraz tworzeniu
spektaklu, którego nazwa pochodzi od grupy „Vindenes Bro" (Most Wiatrów).
Mirella Schino wykłada historię teatru i spektaklu na
uniwersytecie dell'Aquila. Współredaktor „Teatro
e Storia". Jej badania obejmują komedię dell'arte,
dziewiętnastowieczny teatr europejski, historię reżyse¬
rii teatralnej, oraz współczesny teatr eksperymentalny.
O d 1987 r. uczestniczy w Międzynarodowej Szkole
Antropologii Teatru ISTA. Do najważniejszych publi¬
kacji Schino należą: Il segreto delia Commedia dell'arte
(we współpracy z Nando Taviani, wyd. Casa Usher,
Florencja 1982); Il teatro di Eleonora Duse (wyd. I I
Mulino, Bolonia 1992); Il crocevia sulponte d'Era. Storie e von da una generaliom teatrale. 1974-1995 (wyd.
Bulzoni, Rzym 1996); Teorici, registi e pedagoghi vol. III,
w: Storia delteatro moderno e contemporaneo (wyd.
Einaudi, Turyn 2001); Profilo delteatro ita Kano. Dal
XV al XX secolo (wyd. Carocci, Rzym 2003); La nascita delia regia teatrale (wyd. Laterza, Rzym 2003); Racconti del Grane Attore (wyd. Citta d i Castello, Edi¬
mond 2004).

�NOTY O AUTORACH

Paweł Soszyński - doktorant w Instytucie Kultury
Polskiej UW, promotorem pracy magisterskiej „Taniec
labiryntu - hermeneutyka doświadczenia mitu" i po­
wstającego w Zakładzie Teatru i Widowisk IKP dokto¬
ratu na temat fenomenologii doświadczenia u Jerzego
Grotowskiego jest prof. Leszek Kolankiewicz. Autor
powieści.
Ferdinando Taviani - profesor historii teatru (Uniwer­
sytet dell'Aquila, Włochy). Tematyka jego badań obję­
ła komedię dell'arte, dziewiętnastowieczny teatr z naci¬
skiem na kulturę aktorów, teatr Pirandella, zwłaszcza
relacje pomiędzy praktykami scenicznymi i dramatem,
oraz - w odniesieniu do teatru XX wieku - „sztukę ak¬
torów", teatry eksperymentalne i anomalne, a takze re¬
lacje pomiędzy praktykami scenicznymi i dramatyczny¬
mi. Jeden z założycieli „Teatro e Storia" oraz Międzyna¬
rodowej Szkoły Antropologii Teatru ISTA.
Julia Varley urodziła się w 1954 r. w Londynie (Wiel­
ka Brytania). W 1976 r. zadebiutowała w Odin Teatret. Poza aktorstwem, Varley zajmowała się również

scenariopisarstwem, reżyserią oraz kwestiami organi­
zacyjnymi. Jej artykuły drukowano na łamach „Mime
Journal", „New Theatre Quarterly", „Teatro e Storia",
„Conjunto", oraz „Lapis and Mascara". Wyreżysero­
wała dwa przedstawienia dla Teatru Pumpenhaus
(Niemcy - 1992) oraz Semillas de Memoria wraz z Aną
Woolf (Argentyna - 1999).
Od 1980 r. Varley bierze udział w organizowaniu Mię­
dzynarodowej Szkoły Antropologii Teatru ISTA.
Członek Magdalena Project od chwili jego powstania
w 1986 r. Stoi na czele Transit Festival - Międzynaro­
dowego Festiwalu i Spotkań Teatralnych.
Torgeir Wethal urodził się w 1947 r. w Oslo (Norwe­
gia). Od 1964 r. bierze udział we wszystkich zespoło¬
wych występach Odin Teatret. Jego aktorskie wspo¬
mnienia zostały spisane w The Actor's Way, pod redak­
cją Erika Exe Christoffersena. Wethal kieruje produk­
cją Odin Teatret Film, jest reżyserem filmów prezentu­
jących występy grupy, jak również poswięconych pra­
cy Decroux, Cieślaka i aktorów Odin Teatret.

Gurdjieff was a „Greek-Armenian spiritual teacher
who remains an enigmatic figure and an increasingly
influential force i n the contemporary landscape of
new religious and psychological teachings. [...] He
brought to the West a comprehensive model of esote¬
ric knowledge and left behind him a school embody¬
ing a specific methodology for the development of
consciousness", Michel de Salzmann writes i n a bio¬
graphical note included i n the selection.
[More information can be found at the web-sites
of The International Association of Gurdjieff Founda­
tions (www.iagf.org) and of Gurdjieff International Re­
view (www.gurdjieff.org).]
The articles are grouped i n six sections: Recep­
tion, Towards the Essence, Teaching, Belzeebub and
Movements, Gurdjieff — the Man, and Bibliography. In
the first section, Grzegorz Ziółkowski writes about
how little Gurdjieff teaching is known i n Poland.
The situation is only now beginning to change - the
first Polish group supervised by a qualified teacher
has been recently formed. The author underlines
that i n Poland interest i n Gurdjieff is mostly (but not
exclusively) due to Jerzy Grotowski for whom Gurdjieff constituted an important reference point since
the late 1970's.

Summaries

Special Section on G . I . Gurdjieff and His Teaching
Edited by Grzegorz Ziółkowski, Consulted with Ti¬
lo Ulbricht, in Collaboration with James Moore
In his General Introduction Peter Brook explains the
motives for publishing i n „Konteksty" a section devo¬
ted to G. I . Gurdjieff and his teaching: „In November
2001, The Grotowski Centre i n Wrocław organised
a special seminar to enable Polish students and thin¬
kers to acquaint themselves with a vast subject - the
teaching of George Ivanovitch Gurdjieff. The consi¬
derable interest that the three days of meetings and
discussions aroused led to a powerful wish to under¬
stand the subject more fully and more deeply. This is¬
sue of 'Konteksty' is a first attempt to respond to this
demand. It brings together the experiences of many
who have devoted a considerable part of their lives to
following the Gurdjieff teaching".

145

�SUMMARIES

The second part is a collection of texts based on
speeches delivered at the „Towards the Essence" con¬
ference organised by the Grotowski Centre in Wro¬
cław (2001). For Peter Brook, James Moore, Lauren¬
ce Rosenthal and Tilo Ulbricht an encounter with
Gurdjieff's understanding formed a central axis of
their lives. I n their capacities as a theatre and film di¬
rector (Brook), a writer (Moore), a musician and
composer (Rosenthal), and a scientist (Ulbricht) they
present their own essential perception of what this te¬
aching means today.
The third part, Teaching, expresses the opinions of
those who worked with Gurdjieff directly and of the
„second generation" of his pupils - as in the case of Ja­
mes Moore and especially Jeanne de Salzmann; it is
on her shoulders that Gurdjieff placed responsibility
for a continuation of his work. Her guidance made it
possible to develop and expand Gurdjieff's teaching
and to draw together many of his pupils and separate
groups. She also supervised the translation and publi¬
cation of Gurdjieff's written works. Over a period of
forty years, Jeanne de Salzmann worked tirelessly with
her pupils to preserve and transmit the exercises and
dances originally taught by Gurdjieff. Her First Initia¬
tion is a pitiless critique of those human beings who in
reality 'are not what they believe to be.' Only the ac­
ceptance of this idea and observation without precon¬
ceptions can place wo/men on the path leading to¬
wards truth - Jeanne de Salzmann firmly states.
Thomas de Hartmann and P. D. Ouspensky also
belong to those who met Gurdjieff (already in pre-revolutionary Russia) and collaborated with him. The
former helped Gurdjieff to translate his musical ideas
into actual notes on paper. „De Hartmann's musical
credentials were impeccable", Rosenthal writes. „He
had studied at the Moscow Conservatory with the
well-known Taneyev, as had his contemporaries
Rachmaninov and Scriabin. He became not only Gurdjieff's lifelong disciple, but also his devoted collabo¬
rator, dedicating his deep musical sensibilities to the
realisation of Gurdjieff's musical ideas". „'Ouspensky
will be chiefly remembered for In Search of the Miracu¬
lous, published posthumously in 1949 and later in se¬
veral foreign languages under the title Fragments of an
Unknown Teaching. This work is by far the most lucid
account yet available of the teaching of G. I . Gurdjieff, and it has been a principal cause of the growing
influence of Gurdjieff's ideas", John Pentland adds in
a biographical note on the Russian philosopher and
thinker. The section contains fragments of their prin¬
cipal books: De Hartmann's Our Life with Mr Gur­
djieff, written with his wife, Olga, and Ouspensky's In
Search of the Miraculous (a selected fragment focused
on remembering oneself).
Texts by Michel de Salzmann and Henri Tracol,
which come next in this section, concentrate on dif¬
ferent aspects of the teaching. De Salzmann's article:
146

Seeing: The Endless Source of Freedom, which demon­
strates the psychological background of the author,
puts emphasis on the quality of seeing: „As one begins
to realise that the fundamental aim is to become awa¬
re of the whole of oneself, then the sacred quality of
'seeing' becomes as important as what is seen, and
a balance begins to appear „. It should be highlighted
that from 1990 until his death in August 2001, Dr. de
Salzmann directed the network of Gurdjieff founda¬
tions, societies, and institutes around the world. In his
Remembering Oneself Henri Tracol, President of the
Gurdjieff Institute in France, evokes Gurdjieff's lucid
remark: „When you remember oneself, what exactly is
it that you remember?". His text testifies to the multifaceted questioning conducted by the author.
In a chapter entitled The Revelation in Question
from the biography Gurdjieff: An Anatomy of a Myth
James Moore pauses in his narrative on Gurdjieff's li¬
fe to present his teaching as a multilevelled structure
encompassing not only the totality of human existen¬
ce but also cosmology and a vision of the entire uni¬
verse. „Gurdjieff's ideas and methods, in all their bre¬
athtaking scope, are constellated around the idea of
conscious evolution", accentuates the biographer. He
concludes his exhaustive account by declaring that „If
this man cannot be understood without his teaching,
neither can the teaching be understood without the
man".
Gurdjieff's teaching is transmitted directly by his
disciples and followers whose working tools include
the writings of their master and special gymnastics
known as Movements. A distinctive place among the
books written by Gurdjieff is reserved for Beelze­
bub's Tales to His Grandson, first published in English
in 1950, i . e. a year after Gurdjieff's death. It is, as Mi¬
chel de Salzmann notices, „an unprecedent vast and
panoramic view of man's entire life on Earth as seen
by beings from a distant world. Through a cosmic al¬
legory and under the clock of discursive anecdotes
and provocative linguistic elaborations, it conveys the
essentials of Gurdjieff's teaching". The next section
focuses on the word and the dance as the vehicles of
teaching, and includes texts by Henri Tracol (Thus
Spake Beelzebub), who together with Jeanne de Sal­
zmann worked on the French edition of Beelze­
bub's Tales to His Grandson, and by Joanna Haggarty
(Some Aspects of Movements) and Pauline de Dampier¬
re (The Role of Movements) who taught the sacred
dances for many years.
The section on Gurdjieff — the Man encompasses
a short comprehensive biographical text by Michel de
Salzmann, written for Mircea Eliade's The Encyclopa¬
edia of Religion, and three testimonies by Gurdjieff's pupils from different periods. In Boyhood with
Gurdjieff Fritz Peters, a boy when he met Gurdjieff in
Prieuré (south of Paris) during the 1920s, describes
how strongly the master emphasised incessant work

�SUMMARIES

on developing one's self. Tcheslaw Tchechovitch's vi¬
vid evocation (The Dvadsatniki) of Constantinople in
1921, when the town teemed with refugees from the
Bolshevik revolution in Russia, shows the importance
attached by Gurdjieff to the fact that those around
him were responsible human beings capable of over¬
coming obstacles created by historical turmoil. Hen¬
riette Lannes in To Recognize a Master, addressed to
Gurdjieff's pupils in 1957, on the eighth anniversary
of his death, evokes the impact of the master's force
which she experienced in direct contact with him du¬
ring the 1940s. True teaching is validated by the qu¬
ality of the teacher's presence.
The selection ends w i t h the editor's bibliography
of sources on Gurdjieff i n Polish and with text of
Michel de Salzmann. This view is further enhanced
by Michel de Salzmann in his valuable guidelines to
those readers who can easily become lost in the
abundance of Gurdjieff literature. I n the closing
section devoted to written sources De Salzmann
stresses „the awakening power emanating from his
[Gurdjieff's] presence" and points out that „All
those who approached him were marked indelibly
by the experience", adding that „A definitive cha¬
racteristic of a living teaching or 'way' is that i t can¬
not be found i n any book". He acknowledges howe¬
ver that some books can be helpful as support while
working on one's self, as well as that „testimony is
a necessity". His sober remarks on the position of
the written in understanding Gurdjieff's teaching
can be revealing especially for those who tend to
confuse definitions with the living process of trans¬
mission.

14th Session of Ista
The Wrocław session of the International School
of Theater Anthropology (ISTA) was held on 1-15
April 2005. The author of the project was Eugenio
Barba, director and head of the forty years old Odin
Teatret company, which every few years gathers in
assorted places all over the world a group of
researchers dealing with the theatre in order to
jointly delve into the secrets of the art of acting.The
prime objective and premise of the functioning of
ISTA is an extensive theoretical and practical study
of the manners of creating a theatrical spectacle.
Barba and his coworkers try to capture the essence of
the origin of that which may be described as the
phenomenon of theatrical qualities by applying
scientific research methods and so-called theatrical
quests. The articles entitled „ISTA- Wrocław 2005"
document the workshops, spectacles and lectures
which comprised this yearOs session, enhanced with
an attempt at a meta-reflection on the meaning and
premises of the Barba project in general.
147

Henryk Jurkowski
Craig in the World of Ideas
This summary of the book Swiat Edwarda Gordona
Craiga. Przyczynek do historii idei (The World of
Edward Gordon Craig. A Contribution to the History
of Ideas, in print) contains numerous statements fully
documented in the publication. The author embarked
upon a verification of many of the terms proposed by
Craig, i . e. the theatrical artist. Contrary to common¬
ly held views, Craig did not ascribe it to the director,
but had in mind an authentic artist, regardless whe¬
ther the latter fulfilled the functions of the author of
the staging, the director or merely the stage designer.
The aversion expressed by Craig in relation to re­
ady texts (e. g. Shakespeare) was the outcome of the
same premises - an „artist of the theatre" should mo¬
uld his output from the beginning to the very end.
Craig regarded the work performed by painters and
graphic artists, who decided about every detail, as
exemplary, since it involved selecting the material
over which they subsequently dominated. This appro¬
ach proved to be a source of conflicts between Craig
and genuine actors, by no means complaisant. Natu¬
rally, he appreciated outstanding actors, capable of
transforming their personality and body. Nonetheless,
he envisaged the possibility of creating a theatre
which would apply assorted means of expression. I n
1905 he planned to open the International Uber-ma¬
rionette Theatre, with a seat in Dresden. The with¬
drawal of promoters compelled Craig to focus on his
conceptions by conducting a theatrical laboratory and
school in Florence. This was the period of the origin
of his first (unpublished) texts reflecting his interest in
the theatre of the ritual and the mystery play theatre.
It was also at that time that Craig presented his famo¬
us essay The Actor and the Uber-marionette, issued in
the debuting periodical „The Mask". This was not me¬
rely an attack launched against the egoism and me¬
diocrity of the art of acting, but a manifesto in favour
of the theatre of the ritual, inspired by publications
about the primeval religious rites of India. It was also
a demonstration in favour of the plastic arts theatre,
which placed the dynamic plastic metaphor in the fo¬
refront. Craig transferred elements of this approach to
his scenarios intended for the puppet theatre. His re¬
flections on the theatre (with a predominance of ob­
jective elements over subjective ones) remained influ­
enced by Nietzsche, from whom he also probably fo¬
stered the term „uber-marionette". This was not the
only inspiration! He also borrowed animosity towards
realism and the social service of the theatre, which is
not to say that he did not support social solidarism
and even state institution benefits for the sake of...
the theatre. Neglected by the British theatrical milieu
(throughout his whole life Craig dreamed of being ap¬
pointed director of an English theatre) he valued all

�SUMMARIES

signs of recognition by fascist Italy, Soviet Russia and
even the victorious Third Reich i n occupied Paris. E.
G. Craig was a complicated man, frequently inconsistent and naive; at the same time, he remained a creator gifted with extraordinary imagination, whose im¬
pact upon the twentieth-century European theatre
appears to be still insufficiently studied.
Henryk Jurkowski
The Art of Acting as an Expression of Philosophical
Dualism
In order to resolve an inquiry into the character of
theatrical mimesis the author examined all the „mimetic" impulses which constitute either a certain con¬
text or the sources of theatrical performance. The
text starts with a reflection on the conception propo¬
sed by Huizinga, i . e. to treat playing i n general as
a source of human culture (homo ludens). This introduction is the reason for an analysis of children's ga¬
mes, whose point of departure is the activity of an in¬
fant who, deprived of the mother's breast, tries to dominate the objects which replace it.
In this manner there opens up a domain of psycho¬
logical analyses which lead to the notion of art accor¬
ding to Freud, Jung and, predominantly, Nietzsche.
A l l these authors perceived art as a phenomenon of
the objectivising „I" which, i n the opinion of Jung,
produces myths and thus parallel worlds i n a confir¬
mation of man's inclination towards mimesis, mentio¬
ned already by Aristotle. The existence of the pheno¬
menon of mimesis is also attested by contemporary
anthropological research which, following the exam¬
ple of James Frazer, acknowledges that mimesis po¬
ssesses magical and pragmatic functions.
Michael Taussig drew attention to mimesis conceived as a manner of existing with the Others, which
implies the multi-functional nature of emulation.
Otherness possesses also a specific internal dimen¬
sion, disclosed i n the use of persons deformed mental¬
ly or physically as representatives of supernatural for¬
ces. Such an attitude yielded the inveterate tradition
of the mythical jester, whose functions were subjected
to assorted transformations, and provided an example
of the presence of mimesis upon the borderline of re¬
ality and daily life.

148

A distinct issue involves the application of the
mask as a likeness of the Other, to be tamed and tau¬
ght how to establish contact. In classical tragedy the
image of the Other persisted up to the time of perti¬
nent critical reflection, as i n the case of every deple¬
ted myth. In the theatre, the mask lost its sacral func¬
tions, making way for the human actor, a fact which
evoked a new situation. As a rule, psychologists asso¬
ciate the act of creativity with echoing the divine act
of creation. The actor is deprived of such opportuni¬
ties, since he is not a substance that could exist bey¬
ond him. (The only exception is the puppeteer who
employs artificial substance). The ensuing complica¬
ted situation demands that the actor define the de¬
gree of his involvement i n creating the depicted
world.
One could say, therefore, that the actor (or the
performer as such) enjoys an extensive scale of possi¬
bilities defined by a chance for a dualistic or monistic
conception of the world. The former vision originates
from Plato, and claims that all that which we produ¬
ce is a reflection of the world of ideas. The actor's ro¬
le and his impression of a character i n a play corre¬
spond to this approach. The monistic vision based on
Fichte's idealism, which assumes that the source of all
phenomena lies i n the uniform spiritual „I", makes it
possible for the actor to regard himself to be the gate¬
way and path towards becoming acquainted with the
world.
The dualistic vision i n the actor's performance is
confirmed by the metaphors devised by Diderot, An¬
toine, Mikhail Chekhov and, naturally, Brecht. The
monistic vision springs from the deliberations of Ar¬
taud, the „Living Theatre" and Grotowski. The who¬
le issue, however, becomes even more complicated i n
a situation when the initiator of the conception of the
actor's performance is the director, and especially
when he treats the thespian as material for his own vi¬
sions (Kantor). In those cases, the dualistic visions
harboured by the director (I, the creator - they, the
actors, my material creation) does not have to concur
with the stance of the performers who find their own
justification for the situation i n which they found
themselves. These are the complications i n the exi¬
stence of mimesis which one simply cannot foresee.

�XIV S E S J A ISTA
WYBRANA DOKUMENTACJA

Program XIV sesji ISTA
Eugenia Barba: Jak doszło do powstania ISTA
Eugenio Barba: Antropologia teatru
Eugenia Barba: Improwizacja: pamięć,
nieciągłość

powtórzenie

Hfa'ra w Krzyżowej
Concertum Mundi
Ci?/oie n™ nym/ana - barter
J

•Synipo^ium „Improwizacja: pamięć, powtórzenie,
nieciągłość"
Antologia - bukiet kwiatów. Sceny z wielu tradycji
Improwizacje
Przedstawienia: Ora efe Ofe/o; Bonjour, Monsieur Decroux,
Topeng; Sen Andersena
Wykłady
Festiwal „Wschodnia Lima"
iorum Wymiany
Prezentacje
Wydawnictwa (tylko w języku polskim)
Mai Lanfeng. Mistrz opery pekińskiej, pod red. Ewy
Gudenan-Czaplinskiej i Grzegorza Ziółkowskiego
Barba Eugenio, 5avarese Nicola: Sekretna sztuka aktora.
S!ji\-r,tk antropologii teatru, red. wyd. polskiego Leszek
Kojanfcfewifcz, przełożyli Jarosław Fret i inni
Technika i kreatywność (tylko w języku polskim*
Masaiau Llufs: Technika i kreatywność. Rozmowy
z aktorami Odin Zealzet: Thorgeirem Wethalem, Iben Nage!
Hasjpusien, Robertą Carreri i Juiią Varley.(1995), pod red.
Gj^egójza Ziółkowskiego",.przełożyła Agnieszka Cieślak

Syrnposiur

' . Pres

wL

Pub lita

Met"Can fan
Master of Pe
Grzegorz Zió
Barba E
Słownik an
Dictionary
Leszek Kola
Teehniqu
Mas
With Od,
Rasmu
text ed
Cieślak

?ry pekińskiej [Mei L,
' Ewa Guderian-Cza

%

Acknowledge"
Tho Grotowski
Ośrodek Grotowskiego jest instytucją łączącą przedsięwzięcia artystyczne i badawcze, które odpowiadają na wyzwania postawione
przez praktykę artystyczną Jerzego Grotowskiego. Ośrodek istnieje od 1990 roku i działa w dawnych pomieszczeniach Teatru
Laboratorium na Rynku Starego Miasta we Wrocławiu oraz w leśnej bazie w Brzezince koło Oleśnicy. Patronat nad Ośrodkiem
sprawują Władze Miasta Wrocławia.
The Grotowski Centre is an institution which combines artistic and scholarly research projects that correspond to the challenges laid
down by Jerzy Grotowski s artistic practice, f-ounded in 1990 the Centre operates from the former Laboratory Theatre premises locat­
ed in Wroclaw's Old Market Square and from the forest base of Brzezinka near Oleśnica.
Dyrektor/ Director: Jarosław Fret

Dyrektor Programowy/ Programme Director: Grzegorz Ziółkowski

0 £ A 0 D f K GfLOTOWSPifGO/Tflf GKOTOWSfci CENTRE
Rynek-Ratusz 21, 50- 101 Wrocław (Poland)
Tel. (48) 71 34 45 320 / Fax (48) 71 34 34 267
E-mail: sekretariat@grotcenterart.pl / wwwgrotcenter.art.pl

�Polska Sztuka Ludowa

KONTEKSTY
• CULTURAL ANTHROPOLOGY • ETHNOGRAPHY • A R T *
2005 rok LX nr 2 (269). Indeks 369403. ISSN 1230-6142. Cena 15 zł
I N S T I T U T E OF A R T P O L I S H A C A D E M Y OF SCIENCES, CULTURE F O U N D A T I O N , LIBER PRO A R T E

C o n t e n t s 2 2005
ZBIGNIEW BENEDYKTOWICZ

The Puzzleman and Riddle of Mankind.
- Anthropology of Theatre
Georgiy Ivanovich Gurdjieff

Material edited by Grzegorz Ziółkowski, consultant:
Tilo Ulbricht, cooperation: James Moore, editor of translations: Grzegorz Ziółkowski
Introduction by Peter Brook
Reception
GRZEGORZ ZIÓŁKOWSKI The Reception of the Teachings of Georgiy Ivanovich
Gurdjieff in Poland
Towards Essence
PETER BROOK Introduction: " Towards Essence"
PETER BROOK Playing a Part in Life
JAMES MOORE Speech Given in Wrocław in November 2001
LAURENCE ROSENTHAL

Towards Essence

TILO ULBRICHT Introduction to Teaching about Great Laws
Teaching
THOMAS DE H A R T M A N N

Our Life with Master Gurdjieff (fragment)

PYOTR D. USPIENSKY Fragments of Unknown Teachings. In Search of the
Miraculous (fragment)
JEANNE DE SALZMANN

First Initiation

MICHEL DE SALZMANN Seeing: The Endless Source of Freedom
HENRI TRACOL

JAMES MOORE

„Remembering Oneself"

The Revelation in Question

Beelzebub and Movements
HENRI TRACOL Thus Spake Beelzebub
JOANNA HAGGARTY Some Aspects of Movements
Role of Movements - an interview with Pauline de
Dampierre
150

�Gurdjieff

M I C H E L DE SALZMANN

- the

Man

Georgiy Ivanovich Gurdjieff

FRITZ PETERS Boyhood with Gurdjieff
TCHESSLAV TCHEKHOVITCH
HENRIETTE LANES

(Czesław Czechowicz) Faithful of the Twentieth Day
Recognize a Master

Bibliography
GRZEGORZ ZIÓŁKOWSKI Bibliography of Sources in Polish on Gurdjieff
and His Teachings
MICHEL DE SALZMANN Reference to Literature on Gurdjieff
Editorial note
Expressions of gratitude
HENRYK JURKOWSKI

Craig in the World of Ideas

HENRYK JURKOWSKI

The Art of Acting as an Expression of Philosophical
Dualism

14th Session of I S T A (International School of Theatre Anthropology)
- Improvisation Memory, Repetition, Discontinuity
MACIEK RożALSKI
EUGENIO BARBA
JULIA VARLEY

A Utopia Which Managed to Come into Being
The Origin of ISTA.

Translated by Katarzyna Kasia

ISTA - Tale of Transformation. Open Letter to the
Participants and Chairpersons of the 14th ISTA

Session,

Wrocław, 2005. Translated by Maciek Rożalski
NANDO TAVIANI

Experiencing the Theatre between Improvisation and
Premeditation. Translated by Katarzyna Kasia
Improvisations by Odin Teatret Actors. Translated by
Jolanta Kossakowska

PAWEŁ SOSZYŃSKI Andersen's Dream
PAWEŁ SOSZYŃSKI

EUGENIO BARBA

Slow Motion

Children of Silence. Reflections on the Fortieth
Anniversary of Odin Teatret - To Special People — Friends
of Odin Teatret. Translated by Zofia Dworakowska

EUGENIO BARBA

Winning the Difference - Letter to a certain Historian with
an Unmanageable Autobiographical Memory.
Translated by Katarzyna Kasia
Notes on the authors of texts
Summaries of articles
Contents

151

�W następnych zeszytach Kontekstów n r 3 i 4/2005
poświęconych tematowi: Oko, wzrok, spojrzenie:
obraz w kulturze ukażą się m.in.

Françoise Frontisi-Ducroux Oko,

wzrok, spojrzenie - kilka greckich przedstawień

przełożyła Magdalena

Garncarek * Mauro Manichetti Lustro, odbicie i świat Dionisosa przełożył W. Michera, współpraca
A . Dudzińska-Facca * Krystyna Bartol Korespondencja sztuk. Simonides i inni. * Katarzyna Pietruczuk Ślepiec
i widz - Edyp w Kolonos Sofoklesa * Judith Okely Wizualizm i krajobraz: patrzeć i widzieć w Normandii przełożyła

i

Iwona Kurz * Szymon Wróbel Czarowanie reprezentacji * Jerome Baschet Inwencyjność

i seryjność

średniowiecznych przedstawień. W kierunku poszerzonej metody badania ikonografii. Przełożył Jan Mackiewicz *
Kornelia Binicewicz Najlepszy obraz świata. Ekfrazy Zmartwychwstania

Piera delia Francesca. * Wiesław

Juszczak Ekfraza imagnacyjna: eidolon Heleny. * Eleusis - dyskusja wokół książki Karla Kerenyiego z udziałem
Juszczaka, W. Lengauera, L . Kolankiewicza i K . Bielawskiego * Włodzimierz Lengauer Eleusis *
Krzysztof Bielawski Pajany delfickie - kontekst historyczny. * François Lissarrague, Alain Schnapp Imagerie des
Grecs

ou Grèce

des imagiers? Przełożyła Małgorzata Grąbczewska * Jaś Elsner Seeing and

Saying:

A Psychoanalytic Account of Ekphrasis, przełożył W. Michera * Yannis Papadopoulos Wild animals - Theatre
Gods, przełożyła Iwona Kurz * Wojciech Michera Kobieta-wąż

* Cynthia Klestinec Vesalius i kultura druku:

publiczna sekcja zwłok jako rytuał intymny, przełożyła Katarzyna Przyłuska * Jonathan Simon Invisible and
visible technology. The anatomist, the corpse and the public. Honoré Fragonard and Gunther von Hagens, przełożyła
Katarzyna Przyłuska * Łukasz Zaremba Wenecja - Kinszasa. Niewidzialne miasta * Anna Wieczorkiewicz,
Kobieta-Małpa,

Kobieta-Niedźwiedź.

Historia s pojrzenia na Julię Pastranę * Tomasz Szerszeń Warszawa - Paryż:

obrazy destrukcji * Aleksandra Melbechowska-Luty „Posąg jest przezroczem, duchowym widziadłem.
przypomnień o mitach i magii skulptury. * Janusz Barański Antropologia, między przed- a ponowoczesnością
wróżb na nowy wiek.* Stanisław Fijałkowski Kilka problevnéw

budowy obrazu w pismuach

Kilka
- garść

Wadysława

Strzemińskiego. * Aleksander Jackowski W kręgu sztuki trudnej do nazwania (Krzysztof Okoń, Rt)man Śledź,
Władysław Rząb). * Anna Niedźwiedź Sztuka czytania ikon. (Robin Cormack, „Malowanie duszy. Ikony, maski

w religijności typu ludowego. Kilka uwag na przykładzie
Częstochowskiej.

materiałów

dotyczących

wizerunku

* Anna Niedźwiedź Symbolika ran z obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej

Matki

Boskiej

w twórczości

niezależnej lat osiemdziesiątych. * Anna Krynicka Xięga i Księga - dwie przestrzenie doświadczenia (czytania), szkic
topograficzny. * Marta Steiner Opera z pachnącego
z Michałem Kokotem.

portu. * Hubert Czachowski Formy duszy. Rozmowa

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11258" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11236">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/780fbfa9012befdc93ef0b991bc9cebd.pdf</src>
        <authentication>365572f7780531bfae09183319e78578</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134128">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3056</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134129">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134130">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2860</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134131">
                <text>Noty reżyserskie. "Żywot protopopa Awwakuma", "Carmina Burana", "Metamorfozy" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134132">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.328-330</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134133">
                <text>Staniewski, Włodzimierz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134134">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134135">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134136">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134137">
                <text>Włodzimierz Staniewski • NOTY REŻYSERSKIE

Snuliśmy razem marzenia o lepszym świecie.

WŁODZIMIERZ

Niekoniecznie na tej ziemi.
Nie na tej ziemi? N a jakiej więc?
Odpowiedź była zawsze jedna: na ziemi swojego ser­
ca, swojej duszy, swojego umysłu.

STANIEWSKI

Noty reżyserskie
Żywot protopopa Awwakuma

I może, być może, na ziemi Sztuki.
Ostatnią pieśń ptzedstawienia streścić można w zda­
niu: Wszelkie stworzenie śpiewa pieśń chwały.

Carmina Burana

Wierzę, że geniusz sztuki mieszka w każdym stworze¬
niu.

Metamorfozy

Carmina Burana
Nota reżyserska z roku 1998 do programu występów
w Gandawie (Belgia) w ramach „Ghent Festival"

Żywot protopopa Awwakuma
Nota reżyserska z roku 1993 do programu występów
w Japonii w ramach „Toga Festival"
„Duszo moja, duszo moja, czemu śpisz? Obudź się
i powstań, przeklęta!...
Zasnęłaś snem zgubnym, zadrzemałaś wśród jadła
i napoju. Patrzaj, miłująca łajno!" - woła A w w a k u m
w jednej z kluczowych scen przedstawienia i okłada się
służącym do mszy trybularzem. Cudu objawienia moż­
na pragnąć tak mocno, że gotowym jest się poświęcić
i życie, i przedmioty czci. Historyczny A w w a k u m stał
się żywą pochodnią. Spłonął na stosie jako obrońca
starej wiary.
Spektakl „Gardzienic" powstał w czasie stanu wo­
jennego w Polsce, jako dowód, iż nawet z głębi rozpa­
czy i nienawiści do politycznego wroga śpiewać można
pieśń życia.
Jedna z koncepcji polskiego romantyzmu głosi, iż
Duch spętany jest przez materię. Dla uwolnienia D u ­
cha niezbędny jest chrzest krwi (uświęcona ofiara).
W czasie stanu wojennego wołanie do duszy, aby się
przebudziła, było wołaniem o cud wolności. Cud się
spełnił. Łaska politycznej i społecznej wolności spłynę­
ła. Więc czemuż ja, artysta, stojąc dziś na rozstajach
dróg, wołam: Duszo moja, duszo moja, powstań?
Podczas pracy nad Awwakumem cały nasz zespół
wędrował po wsiach polsko-rosyjskich, polsko-ukra­
ińskich. Powoływaliśmy Zgromadzenia, należące do
wielowiekowej tradycji. Śpiewaliśmy, recytowaliśmy
teksty, pokazywaliśmy sceny z prób przedstawienia.
Piliśmy z ludźmi wódkę i przeklinaliśmy podłe życie,
słuchaliśmy i uczyliśmy się ich pieśni, przyglądaliśmy
się ich ruchom, spaliśmy w i c h łóżkach. Życie „natutalizowało" spektakl.
Tak - wtedy, wędrując - byliśmy Bractwem A r t y ­
stów Życia.

Oryginalne Carmina Burana to antologia poezji
dwunasto- i trzynastowiecznej, która przez wiele lat po­
zostawała w ukryciu, w klasztorze, w Alpach Bawar¬
skich.
Została ponownie „odkryta" i opublikowana dopiero
w X I X wieku. Oak gdyby wielcy cenzorzy obawiali się
śpiewania tych „wolnomyślicielskich" pieśni śpiewa¬
nych zbyt głośno; sławienia kultu miłości, emancypacji
Erosa, wolności idei i przebudzenia duchowego; często j
skierowanego ostrzem satyry przeciw wszechwładnej
regule Kościoła.)
W naszym spektaklu poezja ta splata się z anglonormańską opowieścią o Ttistanie i Izoldzie, pocho­
dzącą z tej samej ery historycznej i - podobnie - na- j.
leżącą do fundamentalnych dzieł kultury europej­
skiej. Przedstawienie zrodziło się z tych dwóch dziel |
literackich.
Napisano, że legenda o Tristanie i Izoldzie to „naj­
piękniejsza i najbardziej wzruszająca pieśń o splocie mi­
łości i śmierci, jaką zna literatura europejska".
X I I i X I I I wiek to oktes ogromnych przemian na ca
łym kontynencie europejskim. Był to czas wielkiej na¬
dziei na odnowę świata. Tak, jakby cała intelektualna
i duchowa energia epoki skupiła się na idei miłości. Jat
gdyby istnienie i wartość idei miłości były jedynym wa­
runkiem istnienia kultury i cywilizacji.
Nasze przedstawienie traktuje o miłości.
Rozumiem miłość jako spotkanie wolnego dudni
z pieśnią. Z tego bierze się ruch. Ruch ciała, myśli!
uczucia.
T o pieśń, to inkantacja daje początek wszystkiemJ
w naszej sztuce.
Sztuka jest religią indywidualistów.
Spektakl jest łańcuchem alegorii, symboli i skoja-l
rzeń, oryginał literacki zaś - pretekstem do ich snucia!
Jak w malarstwie Hieronima Boscha. Bosch nie interj
pretuje. O n stwarza. Alegorie w jego obrazach są pląl
taniną hieroglifów. Żadną miarą nie da się w nich o i l

328

�Włodzimierz Staniewski • NOTY REŻYSERSKIE

i l
|

I
| |--«
IIHIT-S

.- ¿ 1 1 I
Oficyna i fragment pałacu, styczeń 1990 r. Fot. D a n u t a Kuciak

naleźć historii czy też racjonalnych przesłanek. T o ra­
czej tematy. Pojawiają się i znikają, jak tematy w m u ­
zyce, i wyczuwa się w nich wysoki akord wołania. W o ­
łania do duszy, do Ducha. Wołania o cud objawienia.
Hieronim Bosch był członkiem Bractwa Wolnego D u ­
cha. Bractwa artystów życia.
Dramaturgia muzyczna przedstawienia została głów­
nie skonstruowana - głównie - z przetransponowa­
nych elementów muzyki tradycyjnej. Były one zbierane
podczas Wypraw do odległych osiedli. Są tam fragmen­
ty melodii śpiewanych po wsiach, o których można po­
wiedzieć, iż są odwieczne. W niektórych dźwiękach,
frazach, uważny słuchacz usłyszy echo średniowiecza.
Jedna z fraz śpiewana podczas przedstawienia zosta­
ła zapisana na pośladku nagiej postaci z obrazu Piekło
muzykantów (śpiewana do słów „Ego sum Abbas Cucaniensis" - w Carmina Burana numer 222). Niektóte
fragmenty są humorystycznie sparafrazowane z Carla
Orffa, a także, są też fragmenty zaadaptowane z inter­
pretacji Carmina Burana René Clemencica; np. „Bonum est confidete", nr CB 27., „Ecce torpet probitas".

W ciągu k i l k u zaledwie lat naszego życia granice
państw europejskich zmieniły się, społeczne i poli­
tyczne systemy upadły. Ktoś obwieścił koniec histo­
rii. Koło Fortuny obróciło się o sto osiemdziesiąt
stopni.
A l e ludzie pozostali tacy sami. Być może tylko bar­
dziej rozdrażnieni, bardziej zagubieni. T y m samym jed­
nakże marzenia ich stały się bardziej frenetyczne, a pa­
sje - bardziej gwałtowne.
Tak gwałtowne niekiedy, iż zdaje się, że statek o na­
zwie „Ziemia" podniósł Czarny Żagiel.

Metamorfozy
Nota reżyserska z roku 1999 do programu występów
w Gardzienicach
Drodzy Goście,
Dwudziestoletnim już zwyczajem pokazujemy jedne­
go wieczoru dwa zdarzenia: to starsze odchodzące, i to
nowe, wschodzące.

Scenografia ptzedstawienia jest stwotzona z arche­
typowych obrazów, przetransponowanych z odwiecz­
nych mitów, takich jak Koło Fortuny czy Łódź z czar­
nym żaglem.

T o statsze Carmina Burana, nazwane niegdyś etnooratotium,-traktujemy jako utwór - w pełnym tego sło­
wa znaczeniu - teatralny. T o nowe, „wschodzące",
utworem teatralnym jeszcze nie jest.

Carmina Burana była zrobiona w roku 1990, w roku,
w którym rozpoczęła się nowa epoka.

Do bycia utworem, bycia spektaklem musi dojrzeć,
zapracować na odzienie, na rekwizyt, na scenografię.

329
J

�Włodzimierz Staniewski * NOTY REŻYSERSKIE

Tak, „zapracować", ponieważ nie mamy w zwyczaju
przystrajać czegoś, co nie okrzepło i nie określiło swo­
jej osobowości.
Parę słów o tym „nie-spektaklu". Jak każda praca
u nas (od zawsze od początku), tak i ta ma za swoje źró­
dło muzykę.
Muzyka jest początkiem i istotą każdej tzeczy, którą
powołujemy.
T u , w tej pracy, pierwszy raz zmieniliśmy naszą filo­
zofię i nie od żywych ludzi nauczyliśmy się muzyki, a od
kamieni.
O d żywych kamieni.
Bo tej antycznej muzyki Grecji, od V wieku p.n.e do
I I w n.e., ślady pozostały (w wielu przypadkach) tylko
wyryte na kamieniach.
Śpiewać z kamienia, to jakby śpiewać kamień, dając
świadectwo temu, że jest o n przynajmniej tak żywy jak
przyroda.
To, na co was zapraszamy w I I części wieczoru, to
przede wszystkim śpiewanie w starożytnych tonacjach,
starożytnych liniach melodycznych, głosami dzisiejszymi.
Trochę to wszystko przerobione, np. tempa, rytmy, dyna­
mika... A może „nie-przerobione", może organicznie
zgodne z Duchem Epoki, bo linii życia rytmu nikt nie jest
w stanie odtworzyć. Można tu pójść jedynie za intuicją.

Gardzienice, oficyna 1996 r. Fot. Joanna Holcgreber

po drodze - osobliwe owoce, np. Oberża Artystyczna
„Złoty Osioł" przy Grodzkiej 5A, pod naszym adresem;
powstał scenariusz znanego dramaturga angielskiego
Howarda Brentona. Był o n owocem naszej współptacy
z Royal Shakespeare Company. Z tego scenariusza adaptacji Złotego Osła została pieśń pt. You Are Broken
śpiewana po angielsku.

Pieśni te pozostają w związku z księgą, do której filo­
zofii odwoływaliśmy się w pracy. Jest to wielka księga
przełomu, kiedy odchodził Stary Bóg Dionizos i A p o l ­
lo i wkraczał Nowy Bóg Chrystus. Księgę napisał wiel­
ki Apulejusz z Madaury, który o sobie i o sobie bliskich
mówił: „My, rodzina platońska, znamy to, co uroczyste,
radosne, święte, wzniosłe, niebiańskie...".

Jeszcze jedna powiastka. O naszym śpiewaniu w czasie prób, późną nocą w Gardzienicach, w sali jak
stodoła, na wzgórzu między lasami, w „miejscu, które I
nie istnieje", gdzie snują się smętek i niedola; o tym
śpiewaniu w skalach pitagorejskich; w słotne jesienne
noce, kiedy buty grzęzną w błotnej mazi, a czerń nieba
siada na duszy; w czasie zimowych nocy, kiedy śnieg
i zimne wiatry ze stepów Azji zabijają każdą radość ży¬
cia. Podczas tych nocy przychodziły grzać się i łasić dzi¬
kie, przegnane psy-

Apulejusz z I I w n.e. był Platończykiem, stąd u nas
esencje z Platona: o naturze duszy, o naturze miłości,
o misteriach przemian. O t y m ztesztą wszystkim,
o czym w Metamorfozach Apulejusz, Platończyk, mówi
językiem alegorii.
To, co państwu zaśpiewamy, „to" - mówiąc języ­
kiem malarzy - zagruntowanie płótna pod obraz.
Formę, jaką „to" ma obecnie, nazywam „esejem te­
atralnym".
Ze sporego zestawu ćwiczonych (ptzez ostatni t o k
albo i dłużej) pieśni wybieramy na każdy wieczót nieco
inny układ, sondując n i m głębię, jaką chcemy osią­
gnąć, i namierzając kierunek, w którym - już wkrótce
- wszystko nieodwracalnie pójdzie.
Zostają ciekawostki. W przeszłości podchodziliśmy
wielokrotnie do Apulejusza i do pieśni z kamienia, po
czym zarzucaliśmy ten temat. Powstały jednak z tego -

Psy były pierwszymi świadkami naszych Wypraw
w Starożytność. Ich oswajanie się to jeszcze jedno zwy­
cięstwo Pitagorasa, który chciał leczyć muzyką i muzy­
ką stroić duszę wszelkiej żywej natury.
I jeszcze jedno. Jest dziś i trzecie zdarzenie wieczoru.
Mamy więc „tryptyk", a nie - jak zwyczajowo - dyptyk.
T y m zdarzeniem jest ten budynek - Oficyna - i ten
park. Oficyna dźwignięta z kompletnej ruiny to nasz
największy utwór. A park też niedługo już „zagra"
w całej swojej krasie.

330

�WOKÓŁ „ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAKUMA". Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM ROZMAWIA MONIKA KUBAT

Prof. Jerzy Nowosielski: Jeszcze przed I I wojną
i w biednej Rosji, i tutaj w naszej Galicji Wschodniej
powstały szkoły malowania ikon tradycyjne, bizantyj­
skie, a po wojnie to się rozszerzyło na kresy jak zaraza!

Wokół „Żywota
protopopa
Awwakuma"*

Monika K u b a t : Zaraza?
- Zaraza. O n i zrobili z kanonu formalnego ikony h i ­
storycznej jakiś kanon dogmatyczno-religijny. Teraz
całą Grecję obmalowują jakimiś straszliwymi bohoma­
zami według kanonu. O n i nie mają pojęcia, jak malo­
wać ikonę, żeby malować ikonę, to trzeba namalować
obraz, trzeba być malarzem, a to nie są malatze, tylko
to są ideolodzy.
- Uwzględniają j e d n a k tradycję, tak
w sztuce ikony.

Z prof. Jerzym Nowosielskim
rozmawia Monika Kubat

ważną

- Ale tradycja musi być żywa, ona nie może być
odgrzewaniem statych kotletów.
- Trzeba j e d n a k trzymać się kanonu, to nie­
zbędne.
- Trzeba się trzymać konwencji, ale nie konwencji
wymyślonej, ideologicznie usankcjonowanej, tylko ży­
wej konwencji, rozwijającego się malarstwa. O n o musi
być żywe, nie może być kapliczką artystyczną. Byłem
parę razy w Grecji i widziałem, co tam się dzieje. Cóż
na to można poradzić - taka jest moda.
- Czy można tu m ó w i ć o profanacji ikony?
- Nie, to jest po prostu kapliczka artystyczna, zatra­
cono łączność pomiędzy pojęciem ikony historycznej,
obrazem, ikona to obraz, i możliwością tworzenia obra­
zu dzisiaj.
- Czyli to, co się maluje jest martwe?
- Tak, zaczęto stosować przepisy, w dziesięciu to
daje dobre rezultaty, bo są też tam zdolni artyści, ale
reszta to są sakramenccy kanciarze!
- Jak się ma kwestia zwierząt do tematyki za­
wartej w ikonie? Wiadomo, że jest to temat raczej
pomijany.
- Kwestia zwierząt jest zaniedbana w chrześcijań­
stwie, bo stosunek religii chrześcijańskiej do zwierząt każdej: greckiej, prawosławnej, rzymskokatolickiej,
protestanckiej - jest haniebny! Nie mamy sumienia,
jeśli chodzi o zwierzęta i los jaki i m przygotowujemy.
My jako gatunek naczelnych, czyli homo sapiens.
- Pan jednak obdarza zwierzęta cechami aniel­
skimi.
- Oczywiście, że tak, bo podejrzewam, że tak jest,
ptzeczuwam to. Poza t y m ten związek istnieje nawet
w symbolice ikonograficznej, w symbolice ewangeli­
stów. To nie jest mój wymysł. Stosunek chrześcijan do
zwierząt to jest jeden wielki skandal religijny, skandal
sumienia ludzkiego. T o dotyczy wszystkich - od pro­
stych chłopów, którzy rżną prosiaki bez miłosierdzia,
po biskupów i po papieża — wszyscy oni są nieczuli na
te sprawy. T o są tomiści nieuleczalni.
- A kto jest dla P a n a odbiorcą sztuki - prosty

człowiek czy ten świadomy widz sztuki? K t o ją le­
piej odbiera?
- N i k t nie odczuwa ikony w tej chwili, w naszych
czasach. Właściwie ja maluję tylko dla siebie, ludzie te­
go zupełnie nie rozumieją. O n i w swoim własnym su­
mieniu usprawiedliwiają moją akcję. Ja właściwie
unieszczęśliwiam ogół wiernych, malując te ikony. O n i
tego nie lubią, nie rozumieją. Dla tych paru osób, któ­
re rozumieją, warto to zrobić.
-

C z y myśli P a n o jakiejś konkretnej grupie?

- Nie, to są poszczególne osoby. Czasem mi dają
znać o tym, że zostały uszczęśliwione przez to, że oglą­
dały to, co ja maluję
- J a też do n i c h należę. T o , co mnie tu przy­
gnało do Pana, to przekonanie, że Pana malar­
stwo zawiera element nadprzyrodzony.
- Każde dobre malarstwo zawiera element nadprzy­
rodzony, dobry impresjonizm Renoira czy Moneta też
zawierał w sobie element nadprzyrodzony.
- Polem P a n a twórczości jest nie tylko sfera
malarstwa?
- Całe życie drzemał we mnie oprócz malarza jakiś
niezrealizowany architekt i w końcu, pod koniec życia
zaptoponowano, m i zaprojektowanie i wybudowanie
cetkwi. Ja postawiłem twardy warunek: kochani, mu­
si być wszystko dokładnie według tego, jak ja zapro­
jektuję. Jeśli pojawią się najmniejsze kontestacje czy
sprzeciwy, to ja ustępuję. Tyrańskim sposobem na
nich wymogłem, że zbudowali m i całość, tak jak
chciałem.
- C z y trudno było to osiągnąć?
- Nawet nietrudno, bo zrobiłem szczegółowy pro­
jekt, który mój kolega architekt przełożył na język ry* Wywiad

przeprowadzony

w

sierpniu

1998

r.

jest

fragmentem pracy magisterskiej M o n i k i Kubat p t . Żywot protopopa
Awwakuma,
Awwakuma

na podstawie u t w o r u literackiego: Żywot
przez niego samego nakreślony

przedstawienia O P T

protopopa

i wybór innych pism oraz

„Gardzienice", napisanej

p o d kier. prof.

Czesława Hernasa (Wrocław 2000). Uniwersytet Wrocławski, I n ­
stytut Filologiczny, Filologia Polska.

331

�WOKÓŁ „ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAKUMA". Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM ROZMAWIA MONIKA KUBAT

sunków technicznych. Teraz majster bez rysunków
technicznych nic nie potrafi zrobić. Nie jest teraz tak,
jak było w czasach Michała Anioła, gdy o n robił rysu­
nek framugi okiennej u Św. Piotra, to kamieniatz wie­
dział dokładnie, jak to zinterpretować. Teraz bez ry­
sunku majster nie potrafi nic zrobić. Zrobiliśmy to na
spółkę z moim przyjacielem i sama się cerkiew wybudo­
wała. Ja tam tylko parę razy byłem.
- W j a k i m stopniu nawiązuje do teatru antycz­
nego?
- Teatt antyczny to jest akcja sakralna. W teatrze
antycznym były trzy wejścia. Gdy projektowałem deko­
rację teatralną do różnych sztuk, m.in. do Antygony i
Sędziów, nigdy nie miałem na myśli, żeby jakoś naśla­
dować tradycję teatru antycznego, ale jak zrobiłem
projekt, to każdy projekt w jakimś sensie był realizacją
tej tradycji. Jakby to się działo w mojej podświadomo­
ści. T o samo jest w kościele i cerkwi - ttzy wejścia. L i ­
turgia Kościoła chrześcijańskiego jest w jakimś sensie
kontynuacją teatru antycznego.
- J a k P a n dobiera kolory zarówno w malar­
stwie, j a k i w architekturze?
- A tego to ja nie wiem w ogóle. Ja w ogóle nie do­
bieram kolorów. One m i się same dobierają, to dzieje
się jakoś intuicyjnie.
- C z y w takim razie potrzebna jest wizja?
- Musi być wizja. Jest takie staroświeckie słowo na­
tchnienie. Bez tego nie biorę się do roboty.
- J a k powstał projekt c e r k w i w Białym Borze,
czy był on skutkiem wielu przemyśleń?
- Nie, ja całe życie marzyłem o zbudowaniu cerkwi,
robiłem dziesiątki szkiców, rysunków itd. T o się wszystko
zsumowało w pewną określoną wizję i zastosowałem to.
- C z y jest w tym jakaś archetypiczna c h ę ć bu­
dowania?
- Licho wie! W e mnie może siedziała żyłka archi­
tekta, której nie mogłem zrealizować, bo nie miałem
przecież uprawnień architekta ani też żadnych zamó­
wień. Dopiero potem zwrócono się do mnie z taką pro­
pozycją.
- Czy zgodziłby się P a n ze stwierdzeniem, że
postawienie c e r k w i przez osobę, która jest mala­
rzem, to jest uprzestrzennienie obrazu
- N i e chciałbym teoretyzować. N i e widzę bezpo­
średnich związków intuicji malarskich z intuicjami ar­
chitektonicznymi.
- Czy są to dwie różne osoby w j e d n y m czło­
wieku?
- Są to rzeczy autonomiczne w stosunku do siebie.
- A P a n j a k o scenograf?
- Jako scenograf mam wiele wspólnego z architektutą. Jest to budowanie architektury na wydzielonej
przesttzeni. Miałem różne podejścia do tego zadania.
Urządzałem w Wesołej pod Warszawą właściwie pustą

332

architekturę kościoła według swojej myśli - to już była
praca nad prawdziwą architekturą.
- C e r k i e w w Białym Borze jest bardzo nowo­
czesna. Z j a k i m odbiorem się spotkała. Czy Pan
rozmawiał z parafianami?
- Ja z nimi nie rozmawiałem. W Białym Borze jest
publika składająca się z tych wszystkich osób powypędzanych w akcji „Wisła". I m się teraz świetnie powodzi;
to są panowie inżynierowie, panowie doktorzy, adwoka­
ci. Moje mieszkanie wobec ich mieszkań to jest nędza.
O n i swoje przeżyli, zostali odseparowani od kultury cer¬
kiewnej na dobrych pięćdziesiąt lat. Jaka konsekracja'
Przyjechał metropolita greckokatolicki z Ptzemyśla.
Mieszkańcy Białego Boru raz w życiu widzieli biskupa.
O n i chcieli powrócić do tradycji, tylko że nie bardzo
wiedzieli, co to jest. Dla nich to było wielkie przeżycie,
zdziwienie, że tak to wszystko wygląda.
- A duchowni, którzy sprawowali pieczę nad
cerkwią?
- T a m była masa księży greckokatolickich i metro­
polita z Przemyśla. O n i już byli jakoś zakorzenieni,
w tradycji. A l e tamtejsi ludzie? Dla nich to byl szok,
oni do moich realizacji architektonicznych nie mieli
żadnych zastrzeżeń, oczywiście jeżeli chodzi o tamtej¬
szą inteligencję, bo ona nie pamiętała niczego. Starsi
natomiast ptzeklinali mnie. Co on zrobił? - pytali. Nie
mam pojęcia, jak to się ułoży. Jest tam takie liceum
ukraińskie, pensjonat. Jest tam dużo młodzieży inteli-J
gentnej, to i m się moja praca podobała, ja to właściwie
dla n i c h robiłem.
- W n i c h nadzieja?
- Tak, bo oni będą stanowili w przyszłości o tychl
sprawach.
- J a k a jest i c h świadomość sztuki?
- T o jest młodzież inteligentna, a przynajmniej t a l
ką stara się być. Jest bardzo otwarta na takie akcje, ja-|
kiej ja dokonałem.
- T o jest wierząca młodzież?
- Wierząca, to są mądrzy młodzi ludzie, którzy przy I
chodzili i mnie ściskali, mówili, jacy są m i wdzięczni, ż J
ja to tak zaaranżowałem.
- Jakie znaczenie m a dla P a n a architekturami
ikonie?
- M a dość duże znaczenie dlatego, że na ikonie pra-|
wie nie istnieje. Istnieje, ale niezwykle rzadko, pejzaż
Istnieje tło architektoniczne. Sceny, które się dzieją
ikonie, są albo w kościele, albo w jakimś pałacu, i tam
oczywiście architektura jest obecna. Wizja zrealizowa
na z logiką ikony. Architektura na ikonie jest.
- C z y zgadzałby się P a n , że jest na iko
„dzianie się", że istnieje ruch?
- T a m są pewne sytuacje przestrzenne i właścr
w osiemdziesięciu procentach te sytuacje przestrzel
ne „dzieją się" w tamach jakiejś architektury, przed-

�WOKÓŁ „ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAKUMA". Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM ROZMAWIA MONIKA KUBAT

Cerkiew w Białym Borze, widok fasady. Fot. W . Kryński

stawionej oczywiście na wzór ikoniczny. T o ma swój
rodowód w antyku hellenistycznym, w malarstwie te­
go okresu architektury było dużo. Ona była o wiele
bardziej przesttzenna i tealistyczna niż w późniejszych
ikonach. Później się troszeczkę zmieniła w pewien
schemat, w architekturę klasycznej ikony, ale ikona
wywodzi się z malarstwa antycznego.
- Ile do dzisiaj pozostało w ikonie cech grec­
kich?
- Wszystko w niej jest greckie. Ikona to dalszy ciąg
sztuki helleńskiej.

- Staram się znaleźć na ikonie r u c h . Pomaga
m i w tym m a t e r i a ł filmowy i zdjęciowy O P T
„ G a r d z i e n i c e " zrobiony do przedstawienia pt.
Żywot protopopa Awwakuma.
Zespół przy pracy
nad tym spektaklem p r a c o w a ł też z ikonami,
p r z y p a t r y w a n o się gestom tam p o k a z a n y m ,
u k ł a d o m ciał, śledzono istnienie samej ikony,
jej konteksty. U d a ł o m i się odnaleźć na zdję­
c i a c h , w materiale f i l m o w y m analogiczne sceny
zbiorowe z tymi, które przedstawiane są na iko­
nach.

333

�WOKÓŁ „ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAKUMA". Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM ROZMAWIA MONIKA KUBAT

- Trudno m i się zgodzić. Ruch na ikonie istnieje,
ale ja osobiście nie umiałbym tego opisać.
- P a u l Evdokimow mówi o „człowieku ukrytym w swoim sercu", taką m a w y m o w ę ciało
przebóstwione n a ikonach.
- A l e Evdokimow to doktryner!
- Chciałabym się przeciwstawić i wręcz napi­
sać o „człowieku objawionym w gestach".
- Tak, czy t u nie ma ruchu? T o jest szalenie dyna­
miczny sposób ujęcia postaci. Tak, t u jest bardzo dużo
ruchu, dopiero pani zwróciła m i uwagę na ten problem.
Przecież to nie są postaci zastygłe, istnieje jakaś relacja
dynamiczna, przestrzenna między tymi postaciami.
- Chciałabym zapytać o postać Jana Chrzciciela.
Przy pracy nad wspomnianym tematem, przy prze­
glądaniu reprodukcji ikon, zwróciło moją uwagę je­
go samotnictwo, przedstawiony jest j a k zaniepoko­
jony młodzieniec, o zmierzwionej czuprynie; nawet
jeśli występuje obok Matki Bożej, adorując Chry­
stusa, w scenie Deesis, jego oczy są daleko.
- Tak, występuje często sam, jako postać ze skrzy­
dłami. Jest to osobistość niesłychanie dynamiczna.
T k w i ona między rzeczywistością Starego i Nowego
Testamentu. Jego charakterystyczna niepewność, gdy
z więzienia posyła do Chrystusa, czy to T y jesteś, czy
może jeszcze mamy na kogoś czekać. Pewność nastąpi­
ła z przybyciem Chrystusa nad rzekę Jotdan, ale potem
Jan zatracił tę pewność. Jest to przecież człowiek Stare­
go Testamentu, który stoi przed zagadką czegoś zupeł­
nie nieznanego, w stosunku do czego nie ma on żadne­
go określonego przykładu. T a k było do jego śmierci pozostał na skraju dwóch światów, i przez to samo jest
dynamiczny.
- T e ż tragiczny.
- Głęboko tragiczny i dynamiczny.
- A Matka B o s k a pokazana jest dynamicznie,
w dwóch układach obok siebie: raz z rękami roz­
wartymi, następnie ze zwartymi, co sugeruje k o ­
lejne etapy r u c h u . M a się wrażenie, że raduje się,
klaszcze w dłonie.

- N i e byłby P a n za ideą Kościoła roztańczone¬
go - „ciesz się i tańcz", to słowa zapisane n a górze
Athos.
- T o niech sobie robią derwisze. Ja byłbym ostrożny
w tych sptawach.
- Proszę o skomentowanie basmy, obrzeża
ikony. (por. Matka Boża Uodigitńa, s. 341)
- A tak, obrzeża. T o są prorocy.
- Szalenie dynamiczni, a przede wszystkim ich
zwoje!
- Dlaczego zwoje są dynamiczne? Bo k i m są proro­
cy? T o byli ludzie, którzy przeciwstawiali się prawu. Bo­
ży szaleńcy, o n i wszyscy byli poddani działaniu Ducha
Św. - objawił i m się nad Jordanem i przemówił przez
proroków. Prawo było od Mojżesza, a prorok od Ducha
Świętego. Duch był zawsze w opozycji do prawa. Cała
sttuktura myślowa, która się nam narzuca - prorok to
jest sumienie. Sumienie, dobrze, ale musi być dobrze
uformowane. Sumienie dobrze uformowane nie jest su­
mieniem. Natchnienia Ducha Św. nie da się uformo­
wać. D u c h tchnie, kędy chce. Jakby prorocy Statego
Testamentu byli dobrze uformowani, nie byliby prorO'
kami. Katoliccy hierarchowie boją się, żeby ten Duch
Św. za bardzo się nie rozszalał!
- Zgodzi się więc P a n , że o n i się tu rozszaleli.
- Tak, nie byliby prorokami, i to widać. T o są ruchy
zupełnie nie do przewidzenia, tak, szaleńcze.
- Jeśli wszystko się rusza i szaleje, to musi mieć
ciało, a jeśli jest ono przemienione, to z ziemskości pozostaje r u c h tylko.
- Zostaje szaleństwo.
- A ono przecież mieszka w ciele, w gestach.
- Tak, ale tylko w papirusach, jest przeniesione na;
ich natchnione teksty.
- A l e mają przecież r ę c e , głowy, nogi!
- A l e najważniejsze, co o n i trzymają w ręce i co fru­
wa!
- Fechtunek więc?
- T a k można powiedzieć.
- A ciała proroków są przemienione?

- A l e tu obserwujemy r u c h ciała, w pierwszym
ujęciu Matka Boża jest pochylona, w następnym
już wyprostowana.

- Ciało przemienione jest w M a r i i Theotokos i dla-!
tego Ona jest otoczona szaleństwem proroków.
- W j a k i sposób istnieje ciało n a ikonie?
- Ciało jest wielką tajemnicą, zostało przeklęte
przez Lucyfera, dlatego ciało jest grzeszne. Lucyfer nie
chciał, żeby ciało zostało przebóstwione.

- Bo t u są przedstawione różne stany duchowe.
W czasie takiego nabożeństwa, gdzie jest zwyczaj roz­
kładania rąk, np. u Ormian, Koptów, Syryjczyków, to
istnieją różne stany entuzjastyczne. Tertulian ostrze­
gał jednak swoich współczesnych chrześcijan: jak
wznosicie ręce w czasie nabożeństwa, to nie wznoście
ich zbyt wysoko. Ostrzegał przed pewną egzaltacją.
Nawoływał do zachowania umiaru.

- N a ikonach jest.
- Jest, ale to jest ciągle wojna z Lucyfetem.
- T o , co biologiczne, jest od Lucyfera?
- T o , co biologiczne. Bóg to chciał przebóstwić, j
a Lucyfet się temu sprzeciwił i oplugawił ciało, oskarżył
ciało. Cały dramat naszej duchowości na tym polega.
- Chciałabym zapytać o nagość, wspomina Pan
w swoich wypowiedziach o erotyzmie n a ikonie.

- Nie, to jest gest orantki antycznej. T o są modyfi­
kacje tego samego układu, to są warianty, rozbicie
pewnej idei ikonicznej na różne warianty.

334

�WOKÓŁ „ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAKUMA". Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM ROZMAWIA MONIKA KUBAT

- Nagość jest czymś najbardziej świętym i najbar­
dziej ptzeklętym.
- Nadzy są piekielnicy, nagi jest Chrystus na
krzyżu, nadzy są męczennice czy męczennicy.
- Mało tego. Naga jest jeszcze jedna osoba na iko­
nie Sądu Ostatecznego. Zauważa pani, jaka jest bli­
skość Raju i Piekła, to jest bezpośrednie sąsiedztwo.
Między Rajem a Piekłem jest nagi mężczyzna przywią­
zany do kolumny, bardzo podobnej do kolumny biczo­
wania. Jest nad n i m napis. Był rozpustnikiem, dlatego
nie może być zbawiony, był miłosierny, dlatego nie mo­
że być potępiony. O n stoi jakby jakiś zwornik pomiędzy
Rajem zbawionych a Piekłem potępionych. O n jest
I w pionie u góry nad n i m Chrystus
i - Nagość to tajemnica?

- Nagość jest wielką tajemnicą. N a progu tej tajem­
nicy stoi anioł z mieczem ognistym. Jak wypędzono
Adama i Ewę z Raju, postawiono tam z mieczem ogni­
stym anioła. Chodziło o to, że skoro skosztowali z drze­
wa wiadomości dobrego i złego, to żeby nie skosztowa­
l i z drzewa życia.
- C z y m dla P a n a jest wstyd?
- W s t y d w przeżyciach ludzkich, szczególnie
w przeżyciach erotycznych, jest najpiękniejszym, co
moglibyśmy sobie wyobrazić; przezwyciężenie uczucia
wstydu jest wielkim misterium. Jak słucham Radia Ma­
ryja, tam się ciągle modlą publicznie, uważam, że jest
to bluźnierstwo. Wstyd w przeżyciach między kobietą
a mężczyzną jest rzeczą nadzwyczaj wstydliwą. Uwa­
żam, że modlitwa jest jeszcze bardziej wstydliwa, dlate-

Jerzy Nowosielski, Św. Szymon Stupnik, cerkiew Zaśnięcia Najświętszej M a r i i Panny, polichromia

335

�WOKÓŁ „ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAKUMA". Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM ROZMAWIA MONIKA KUBAT

go nie wolno jej profanować. Już Pan Jezus powiedział,
jeżeli chcesz się modlić, to wejdź do izby, zamknij drzwi
i tam się módl.
- Czy przezwyciężenie wstydu jest według P a ­
na inicjacją?
- T o jest niewątpliwie sakralna inicjacja. Pospolitowanie tego naturalnego poczucia wstydu jest szalonym
grzechem. T o się nazywa nieczystość. T o jest to, z czym
się na co dzień spotykamy. N a ten temat nie wie nikt,
kto się nie zakochał. T o już patriarcha Bartłomiej po­
wiedział - na marginesie przeżycia mężczyzny i kobiety
- jeżeli się zakochali, to ja z n i m i do sypialni nie wejdę.
Ja nigdy nie byłem w sex-skopie i mnie to nie interesu­
je, a po drugie sprawia m i przykrość.
- Zmieniając trochę temat, czym dla P a n a jest
twórczość?
- Nie wiem. Dotąd to był sposób na życie. Ja inaczej
nie potrafiłem żyć. Teraz to już niczym. Człowiek jak
się rodzi nagi, tak umrze nagi, musi zostawić wszystko,
co mu na tym świecie przysługiwało.
- Wszystko to proch marny, pogarda dla cia­
ła...
- Dlaczego, przecież jest Słowo, które się ciałem
stało.
- A asceza? Są tacy, którzy skrajnie się umar­
twiali, skrajnie wierzyli.
- Są tacy. T o jest pewien gatunek przeżycia religij­
nego, jest to pewna dewiacja, która z objawieniem Lo­
gosu, który stał się ciałem, niewiele ma wspólnego. Są
różne szczeble dojrzewania duchowego, możliwe, że ta­
ki szczebel skrajnej ascezy na jakimś etapie jest po­
trzebny.
- A męczennicy, którzy dali się odzierać ze
skóry, kroić, palić?
- Nic na ten temat nie mogę powiedzieć, bo bym
się nie dał pokroić, ze strachu bym umarł!
- Czy nie jest to grzech przeciw temu, co zosta¬
ło nam dane?
- Ciało dane nam zostało w Raju. Bóg stworzył
człowieka: mężczyznę i kobietę. T o jest wielka świę­
tość, która została splugawiona przez anioła upadłego.
- T ę plugawą część niszczą asceci.
- W jakimś sensie tak, ale nie można ich za to w i ­
nić, bo spełniają pewną funkcję kosmiczną, oczyszcza­
jącą.
- C z y tworząc, czuł się P a n rewolucjonistą?
- T o się wszystko działo samo przez się.
- Czyli to nie była w a l k a o wartości? Protest?
- Nie miałem żadnego programu.
- Czy ma P a n swojego duchowego ojca?
- Nie, nie mam nikogo. W ciągu całego mojego ży­
cia, rozwoju mojej osobowości oponowałem przeciw
duchowemu ojcostwu.
-

- Był taki sprzeciw w mojej psychice.
- N a pewno m a P a n uznanie dla pewnej grupy
twórców.
- Oczywiście dla wielu. Choćby dla Teofana Greka,
dla Rublowa, Dionizego, Modiglianiego i dla wielu,
z których bogactwa czetpałem. Modigliani ma wiele
wspólnego z malarstwem ikonowym, o n młodo umarł
i właściwie nie zdążył określić swojej indywidualności
duchowej malarstwa. A l e to, co malował, niektóre rze­
czy, to jest bardzo święta sprawa.
- G d y zobaczyłam cerkiew w Białym Borze,
pomyślałam o Matissie i jego swoistym dziele, ka­
plicy D o m i n i k a n e k w V e n c e , którą wybudował,
C z y P a n a sytuacja twórcza jest podobna?
- N i e , dlatego że Matisse tworzył na terenie wła­
ściwie pozbawionym tradycji liturgicznej i był skazany
na własną pomysłowość, to, co zrobił, jest jego wy­
łączną zasługą. Natomiast ja czerpałem z tradycji li­
turgicznej Kościoła Pierwszego Tysiąclecia. Byłem
bardzo mocno usadowiony w tej ttadycji: zewnętrzna j
ściana to jest proscenium, a dalsza część to bazylika
starorzymska; dlatego że liturgia bizantyjska ciągle
t k w i korzeniami bardzo silnie w tych dwóch trady­
cjach. Ja byłem prowadzony za rękę, starałem się tyl­
ko wyeksplikować tę moją świadomość tradycji litur­
gicznej.
' - C z y nie umniejsza to zasług malarza?
- Matisse'owi? Nie, on był tylko skazany na własna
intuicję. O n był bardziej samodzielny ode mnie.
- Tworzył też dla Kościoła.
- N i e wiem, czy sobie zdawał sprawę z tego. Gdy to,
robił, był już bardzo chory. Powiedział, że to, co tu ro­
bi czy szkicuje, to tak jakby jakiś anioł wodził jego rę¬
kę.
- C h c ę zapytać o atmosferę, która panuje na
ikonie, o stosunek postaci tam przedstawionych
względem siebie.
- Między Marią Theotokos a Logosem jest wichet
natchnienia D u c h Św. naokoło!
- A czy można m ó w i ć o cieple w znaczeniu |
ludzkim?
- Nie zauważam. Przynajmniej w tej chwili nie zda-!
ję sobie z tego sprawy. A l e o cieple można mówić tam,
gdzie występie jakaś siła nadprzyrodzona.
ma

A M a t k a B o ż a UmÜienijel
Tak, to jest czułość!
W r a c a j ą c do cielesności, j a k i e zabarwienie |
dla P a n frywolność?

- Ja to źle odbieram, dlatego że to jest lekceważę*:
nie, pogranicze jakiegoś niepoważnego traktowania,!
T o jest profanacja Erosa.
- C z y l i Eros istnieje tam, gdzie jest zapładnianie D u c h a , P i ę k n o .
- Tak, tak. Eros jest konktetnym bogiem.

Dlaczego?

336

�WOKÓŁ „ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAKUMA" Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM ROZMAWIA MONIKA KUBAT

�Jerzy Nowosielski, Droga Krzyżod
Sąd u Piłata, (fragment: FaryzeJ
kościół franciszkański na Azoradj
Kraków, akryl na desce
Jerzy Nowosielski, Droga Krzyżowi
Chrystus Trzy Marie „Olej niosąc!
pociesza (fragment: Trzy Marie!
kościół franciszkański na Azoraclj
Kraków, akryl na desce

338

��WOKÓŁ .ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAJKUMA". Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM ROZMAWIA MONIKA KLBAT

�WOKÓŁ „ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAKUMA". Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM ROZMAWIA MONIKA KUBAT

�WOKÓŁ „ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAKUMA" Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM R07MAWIA MONIKA KUBA I

��WOKÓŁ

ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAKUMA". Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM ROZMAWIA MONIKA KUBAT

Fragment obrzędu
misteryjnego, Villa dei
Misteri, megalografia,
Pompeje
Jerzy Nowosielski, Villa dei
M i s t e r i (fragment), 1975,
akryl na płótnie

�WOKÓŁ „ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAKUMA". Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM ROZMAWIA MONIKA KUBAT

- W y c i ą g a P a n je?

- A emocje i namiętności mają coś wspólnego
2 ikonami?

- Bardzo rzadko.
- W ramach odkurzania?
- Nie, w ramach oglądania.

- Namiętność to jest pasja - w logicznym jakimś
spelnieniu się to tak. Między kobietą a mężczyzną pa­
sja jest realna. Tu, na ikonie, to jest cierpienie, pathos
po grecku znaczy cietpienie.

- N i e ma P a n chęci spotykania się z nimi?
- Mam, ale na razie m i wystarczy.
- Mówi P a n też o swoich niedobrych obra­
zach.

- Jaki jest związek między ikoną a sztuką abs­
trakcyjną?

- M a m też dużo niedobrych.
- Niedobre znaczy nieprawdziwe?
- Byli tacy w Polsce koloryści, żaden z nich nie na­
malował nigdy złego obrazu, bo się tego bali jak diabły
święconej wody, ale nikt też nie namalował genialnego
obrazu. Mówiłem swoim studentom tak: nie bójcie się
namalować złego obrazu, bo jeśli ktoś nie namaluje złe­
go, to nie namaluje tego genialnego. Te niedobte to
niewypały, ale to trzeba popełnić.

- Sztuka abstrakcyjna to aniołowie!
- W Trójcy Św. Rublowa określił P a n anioły
jako protezy.
- Rzeczywiście to są protezy, bo anioł to musi być
realizacja abstrakcyjna. A l e , co robić, mamy ludzi ze
skrzydłami. Ja pani pokażę parę aniołów [pokazuje foldeI ! wystawy, która odbyli się w 1998 r. w Krakowie w Galerii
famacH- Rublow dzisiaj tak malowałby anioły. Jak
bytem młody, urzekł mnie surrealizm, ale potem m i
przeszło. Byłem kiedyś silnym ateistą.

- Sztuka objawia czy coś ukrywa?
- Ja w ogóle nie wiem, czy istnieje. Moje malarstwo
na pewno objawia, siebie jestem pewny. Widziała pani
kiedyś takiego zarozumiałego faceta jak ja?

- Wspomina Pan w swoich wypowiedziach, że
bez tego doświadczenia nie byłoby Pana twórczości.
- Tak, trzeba przejść wszystkie te etapy - to była
inicjacja w twórczość. Ateizm jest bardzo pożytecznym
stanem świadomości. Oczyszczającym od różnych nale­
ciałości.
- Czy geometryzacja znaczy zawsze odmaterializowanie?
- Przeważnie tak. Twór geometryczny jest przeważ­
nie tworem umysłu ludzkiego, a koncepcja intelektual­
na jest zawsze niematerialna.
- Ma Pan dzisiaj młodych ulubionych twór­
ców?
- Niestety nie, bardzo słabo znam to środowisko, ze
swoimi studentami straciłem właściwie kontakt.
- Jako nauczyciel ma P a n poczucie klęski?
- Tak. Można stworzyć pewne warsztatowe dyspo­
zycje, które ustrzegą człowieka przed szukaniem po
omacku. Tylko do tego przydaje się nauczyciel.
- Za resztą stoi talent, wizja?
- Za resztą stoi Pan Bóg. Miałem takie zdolne stu­
dentki i takich zdolnych studentów, tyle w nich na­
dziei pokładałem, ale to się bractwo zmarnowało.
- Co to znaczy?
- Zajęli się czymś innym. Nie można chałturzyć.
Nie można zarabiać pieniędzy, ale jak to tobić. Ja nie
robiłem pieniędzy, byłem utrzymywany przez żonę, któ­
ra za mnie robiła pieniądze, ale potem się odwróciło.
- Nie myślał Pan o tym?
- Nie potrafiłem tego tobić.
- Skoro o kobietach. Chciałby P a n namalować
kobietę, jakiej Pan jeszcze nie spotkał?

- Szanuję samoświadomość twórcy... Chodzi
P a n do teatru?
- Dużo miałem kontaktu z teatrem Kantora, sam
robiłem scenografię do kilku przedstawień. Nie próbo­
wałem nic pisać dla teatru.
- A oglądać?
- Najbardziej lubię oglądać obrazy!
- Obrazy to teatr?
- Czy ja wiem? Lubię oglądać nabożeństwa dobre.
Pontyfikalne nabożeństwa greckie to jest teatr.
- Czuje się P a n j a k widz?
- Nie, jak współtwórca.
- Pełne uczestnictwo?
- Jakby mnie nie było, to po co by ten biskup bło­
gosławił świecami, kogo by miał błogosławić. Mnie bło­
gosławi i ja jestem m u potrzebny, tak samo jak on mnie
jest potrzebny. Tak jest przecież z obrazami - maluje
się i wystawia.
- P a n mówi, że dla siebie maluje.
- Zawsze mam nadzieję, że ktoś jest. Miałem wiele
razy dowód na to, że ktoś jest, bo m i powiedział. T o
może być kolejarz. Kiedyś malowałem taki pejzaż
w plenerze. Podchodzi do mnie takie panisko, okazało
się, że to kolejarz, jak mu się to sttasznie podobało. O n
to czuł całym sobą. Może być profesor uniwersytetu
i nic nie czuje. Taki, kto odbierze obraz, zawsze się
znajdzie.
- C h c ę , żeby P a n wiedział, że jestem kolejną
osobą, która odczuwa to, co P a n tworzy.
- Jestem 'bardzo szczęśliwy z tego powodu. Bardzo
pani dziękuję za miłą wizytę i rozmowę.

- Wydaje mi się, że już namalowałem.
- Ma Pan koło siebie swoje obrazy?
- Tak, wszystko jest w skrzyniach.

-

345

T o j a dziękuję, za wszystko, za twórczość.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6473" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6453">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/db85b2bd1a05046f74758d32d28398f3.pdf</src>
        <authentication>21f16f8ec6dd74ff6096a93b1a56374e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77052">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:708</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77053">
                <text>1970</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77054">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:652</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77055">
                <text>Nowa dziedzina deficytowa - etnografia Europy / ETNOGRAFIA POLSKA 1970 t.14 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77056">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1970 t.14 z.2, s.207-214</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77057">
                <text>Zadrożyńska-Barącz, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77058">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77059">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77060">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="77061">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77062">
                <text>.Etnografia P o l s k a " , t. X I V z. 2

A N N A

Z A D R O Z Y N S K A - B A J R Ą C Z

NOWA DZIEDZINA DEFICYTOWA

— ETNOGRAFIA

EUROPY

1

K u l t u r ę ludową poszczególnych krajów europejskich przyzwycza­
iliśmy się rozważać najczęściej w powiązaniu tylko z ich historią, pro­
blemami gospodarki czy przemianami społecznymi. Rzadko umieszczamy
je na szerszym tle. I tak na przykład w etnograficznych rozważaniach
nad Polską w najlepszym wypadku nawiązujemy do Słowiańszczyzny
(pojęcia, którego realność już niejednokrotnie kwestionowano) czy do
terytoriów geograficznie sąsiednich. Nigdy prawie nie prowadzi się
rozważań nadających problematyce szczegółowej charakteru egzemplifikacji procesów dziejących się na całym terytorium Europy i zrozumia­
łych tylko w ujęciu całościowym, tłumaczących jednocześnie prawidło­
wości jak i wyjątkowe wypadki w kulturze Europy.
Przyczyny takiego traktowania zjawisk europejskiej kultury ludowej
tkwią w genezie i historii etnografii. Przyczyny te uwarunkowane nie­
zwykle skomplikowanymi w Europie procesami politycznymi, gospo­
darczymi, społecznymi i kulturalnymi doprowadziły po pierwsze do
różnic zainteresowań pomiędzy Europą zachodnią a środkową i wschod­
nią i preferowania innych badań. Następnie doprowadziły do wyodręb­
nienia się w ramach zainteresowań europejską kulturą ludową do tego,
co G. de Rohan-Csermak nazywa „szkołami narodowymi".
Kraje Europy zachodniej w związku z rozwijającym się kapitali2

1

N i e s ą d z ę , by t e n k o m u n i k a t m ó g ł w y c z e r p a ć c a ł o ś ć p r o b l e m a t y k i d o t y c z ą c e j
etnografii E u r o p y . P o w i n i e n j e d y n i e j ą n a s z k i c o w a ć i z a s u g e r o w a ć k i e r u n k i r o z ­
w a ż a ń i s y t u a c j i w s p ó ł c z e s n y c h b a d a ń w tej d z i e d z i n i e . N a z w i s k a u c z o n y c h spo­
tykane w t e k ś c i e są n a z w i s k a m i n a j c z ę ś c i e j doskonale z n a n y m i w n a s z y m ś r o d o ­
w i s k u . Dlatego t e ż n i e s t a r a m s i ę p o d a w a ć a n i d o k ł a d n y c h b i b l i o g r a f i i p r a c w y ­
mienianych badaczy, ani c h a r a k t e r y z o w a ć ich postaw teoretycznych. T y m r ó w n i e ż
tłumaczę małą ilość przypisów.
2

G . d e R o h a n - C s e r m a k , L e s écoles
ethnographiques
nationales
et
L'eth­
nologie européene,
[ w . ] Vie
Congres
Internationale
des Sciences
Anthropologiques
et Ethnologiques,
P a r i s 30 j u i l l e t — 6 a o û t 19(60, M u s é e de l ' H o m m e , P a r i s 1963,
s. 237-243.

�208

ANNA

ZADROŻYNSKA-BARĄCZ

stycznym systemem produkcji zmuszone zostały do rozszerzania swych
rynków zbytu drogą ekspansji kolonialnej. Ekspansja ta przybiera na
sile szczególnie w wieku X I X , kiedy to bardzo wyraźnie polityka kra­
jów Europy zachodniej kieruje się prawie wyłącznie na zdobywanie
nowych kolonii i utrzymanie wpływów na terytoriach już posiadanych.
Wiąże się to w sposób oczywisty z koniecznością rozwoju zainteresowań
badawczych w krajach kolonialnych w celu właściwego nimi zarządzania
i eksploatacji. Jednocześnie na plan dalszy przesunięto badania nad
własną kulturą ludową, t y m bardziej że bodźców do tego typu badań
w postaci na przykład ograniczenia samodzielności politycznej kra­
je te nie posiadały. Dlatego to w Europie zachodniej wyodrębnia się
dość wcześnie antropologia kulturalna czy społeczna jako dziedzina
zajmująca się teorią i metodologią badań nad społecznościami „pier­
wotnymi", lecz nie uwzględniająca prawidłowości rozwoju i przemian
kultury w społecznościach europejskich. Badaniami tego typu zajmują
się geografia i ekonomia.
3

Kraje Europy środkowej i wschodniej, zamieszkane przeważnie przez
Słowian, o niskim w porównaniu z Zachodem poziomie gospodarki,
o skomplikowanej historii i konfliktach politycznych, musiały szukać
uzasadnień swych dążności separatystycznych w stosunku do, krajów
nad nimi dominujących. Walki narodowowyzwoleńcze, u których podłoża
leżały przede wszystkim trudności natury ekonomiczno-społecznej, wska­
zywały na konieczność zasadniczych reform ustrojów gospodarczych,
a te z kolei wymagały samodzielności politycznej. Ideologie ruchów
narodowowyzwoleńczych podkreślają więc wady ekonomii i ucisk na­
rodu. Nawołują do wystąpienia społeczeństwa przeciw zaborcom w imię
własnej historii, tradycji, kultury. W kulturze natomiast poszukują
pierwiastków autentycznych, rodzimych, wyróżniających ją od kultury
zaborców. Za nurt najbardziej trwały i rodzimy uznana zostaje kultura
ludowa i ona staje się t y m elementem, na którym ideologie tego typu
ruchów w Europie środkowej i wschodniej opierają uzasadnienia dążeń
do samodzielności politycznej, i za pomocą którego odbywa się mobili­
zacja najszerszych kręgów narodu. Badaniami własnej kultury ludowej
zajęła się etnografia, włączając do swych rozważań poza rekonstruk­
cjami kultury ludowej próby opracowań teorii dotyczącej prawidłowości,
rozwoju i przemian tej kultury oraz jej stosunku do kultury zwanej
niekiedy elitarną.
Ten podział zainteresowań badawczych pomiędzy Europą zachodnią
a środkową i wschodnią należy wiązać ponadto z dużo wcześniej rozpo­
czętymi procesami ekonomicznymi obydwu tych części. Otóż w wieku
X I X obserwujemy już tylko efekty kilkuwiekowych tendencji różnicuG e o g r a p h i e h u m a i n e , é c o n o m i q u e et

sociale.

�ETNOGRAFIA EUROPY

jących. Z a c h ó d przechodzi bardzo w c z e ś n i e na gospodarkę typu kapita­
listycznego z oczywistym p o ł o ż e n i e m nacisku na rozwój p r z e m y s ł u .
W s c h ó d natomiast od okresu gospodarki folwarcznej k r o c z y ł prawie
w y ł ą c z n i e po linii produkcji rolnej . I o ile słuszne będzie charaktery­
zowanie gospodarki Zachodu jako gospodarki p r z e m y s ł o w e j z zapleczem
m o d e r n i z u j ą c e g o s i ę rolnictwa, o tyle gospodarka wschodu jest przede
wszystkim oparta na rolnictwie z bardzo słabo r o z w i n i ę t y m p r z e m y s ł e m .
Dlatego też warstwa związana z produkcją rolną a uznana za tę, która
przechowuje treści kultury określane jako najdawniejsze i charaktery­
styczne dla narodu, w krajach Europy środkowej i wschodniej jest
w a r s t w ą liczebnie najsilniejszą, s t a n o w i ą c ą j e d n o c z e ś n i e n a j w i ę k s z y
problem gospodarczy i kulturowy tej części kontynentu. O d w o ł y w a n i e
się w i ę c do niej, zainteresowanie jej ż y c i e m jest uzasadnione w wypadku
konieczności określenia narodu, kiedy n a l e ż y w y k a z a ć różnice z naro­
dem kraju zaborczego i p o d o b i e ń s t w a z narodami r ó w n i e ż w a l c z ą c y m i
0 w o l n o ś ć . K r a j e Europy ś r o d k o w e j i wschodniej nie m i a ł y w i ę c warun­
k ó w do rozwoju innych z a i n t e r e s o w a ń poza w ł a s n ą kulturą. Co w i ę c e j
nie m i a ł y potrzeby rozwijania tych zainteresowań, podczas gdy zainte­
resowanie w ł a s n ą kulturą i w ł a s n y m narodem s t a n o w i ł o najistotniejszą
k o n i e c z n o ś ć w dążeniu do samodzielności politycznej.
Badania w i ę c nad teorią kultury i k u l t u r ą w obydwu tych częściach
Europy przebiegają odmiennie i posiadają o d m i e n n ą egzemplifikację.
Istnieje wiele teorii kultury wypracowanych w badaniach nad s p o ł e ­
c z e ń s t w a m i plemiennymi. Teorie kultury ludowej rzadko n a w i ą z u j ą do
ich ustaleń i bazy p o j ę c i o w e j .
Znacznie później n i ż w badaniach nad s p o ł e c z e ń s t w a m i plemiennymi,
pod koniec wieku X I X , odnajdujemy w badaniach nad Europą n a w i ą ­
zania do o g ó l n y c h r o z w a ż a ń nad formami życia i kultury c z ł o w i e k a .
Wiąże się to z opracowaniem i zastosowaniem metody geograficznej
1 rozważań typu historycznego. N a l e ż y tu w y m i e n i ć przede wszystkim
nazwiska F . Ratzla, J . Brunhes'a, Vidal de la Blache'a, S. Passarge'a,
V . Jacoby'ego, A. Meitzena czy p ó ź n i e j s z e nieco r o z w a ż a n i a R. G r a d manna.
Zainteresowania w ł a s n ą kulturą l u d o w ą w krajach europejskich da­
tują s i ę na koniec wieku X V I I I i początek X I X , czyli wiążą s i ę z okre­
sem romantyzmu p o s z u k u j ą c e g o p i ę k n a w poezji ludowej i ludowej
literaturze ustnej. Wtedy to prawie we wszystkich krajach w y c h o d z ą
zbiory o p o w i a d a ń ludowych i pieśni, opisy o b y c z a j ó w itd. W Anglii
4

5

4

A . M ą c z a k , U źródeł
nowoczesnej
gospodarki
europejskiej,
O m e g a n r 81-82,
W a r s z a w a 1967.
O p i e r a m s i ę tu g ł ó w n i e n a a r t y k u ł a c h z a w a r t y c h w „ E t h n o l o g i a Europaea",
n r 1:1967 z. 1-2, o r a z n a a r t y k u l e R o h a n - C s e r r n a k ,
op. cit.
5

14 — Etnografia Polska, t. X I V , z. 2

�210

ANNA ZADROŻYNSKA-BARĄCZ

wydaje je Th. Percy, w Niemczech — J. G. Herder, bracia Grimm,
w Rosji — Czułkow, w Szwecji — S. G. Geler i A. A . Afzelius, na
Węgrzech — G. Gaal, w Finlandii — E. Lännrot,, w Bułgarii — bracia
Miładinow, w Serbii — V. Karażić i t d . Stopniowo opisy te przeradzają
się w systematyczne badania i stają się odrębną gałęzią nauki — folklo­
rystyką. Ten drugi etap znaczą nazwiska Finów — A . Aarna i K . K r o h na, Niemców — J, Meiera i J. Boltego, Czecha — J. Polivki, Anglika —
S. Thompsona, Szweda- — C. W. von Sydowa, Węgrów — S. Solymossyego i J. Hontiego, Francuzów — A. van Gennepa i A. Sebillota, Estoń­
czyka — W. Andersona, Norwega — R. Chrystiansena, Holendra —
J. de Vriesa, Flamandczyka — M . de Meyera, Irlandczyka — S. O. D u i learga, Hiszpana — A. Espinosy czy Rosjanina — J. Sokołowa. Prace
opierają się o wypracowaną już metodologię zastosowaną konsekwent­
nie. Prace C. Brailoiu, B. Bartoka, V. Stoina, A. C. Väisänena, W. D a n
kerta czy E. Pittarda poszerzają zainteresowania folklorystów o sferę
twórczości muzycznej i prowadzą do zainteresowań sztuką ludową
w ogóle. Z tego samego okresu datują się zbiory strojów, rzeźby w drze­
wie, ceramiki, sprzętów oraz początkowe zainteresowania budownictwem
ludowym. Jest to w zasadzie początek europejskiej etnomuzeologii da­
jącej pierwsze materiały do późniejszych studiów nad kulturą mate­
rialną, prowadzone w oparciu o wszelkiego typu kolekcje i muzea.
Rozpoczynają się studia analityczne i porównawcze. Tu należy wymie­
nić nazwiska takich badaczy, jak H . Th. Bossert, J. Heierli, G. Palotay,
A. Spamer, A. Tzigara-Samurcas, J. Vydra, S. Erixon, L . de Hayos Sainz
itd. Jest to już zdecydowane wyjście poza etap opisu w etnografii. Ze­
brane materiały służą do opracowań pod kątem określonych teorii, naj­
częściej nawiązujących do nurtu historycznego w etnografii oraz zwią­
zanych z metodą geograficzną zapoczątkowaną przez Ratzla.
T

Jednocześnie ruchy narodowowyzwoleńcze dają bodziec do badań
etnogenetycznych. Najznakomitsze prace tego nurtu (cały czas świado­
mie pomijam historię etnografii polskiej) to gigantyczne monografie
dotyczące rozważań pochodzenia europejskich ugro-finów, nawiązujące
do migracji ludów Azji na tereny Europy. Trzeba t u wymienić znane
monografie U . T. Sireliusa i J. Jako.
Innym nurtem są badania dotyczące najdawniejszych dziejów euro­
pejskiej kultury materialnej, które szczególnie rozwinęły się w krajach
skandynawskich , co jednak nie wyklucza badaczy z reszty kontynentu.
Są to między innymi: Szwed A . Oldeberg, Norweg G. Gjessing, D u ń 6

6

K r a j e s k a n d y n a w s k i e n a s k u t e k specyficznego u t o ż s a m i e n i a k u l t u r y n a r o d o ­
wej z l u d o w ą 'bardzo w c z e ś n i e r o z p o c z ę ł y s y s t e m a t y c z n e z b i e r a n i e z a b y t k ó w k u l ­
t u r y l u d o w e j . N a j w c z e ś n i e j t e ż r o z w i n ę ł y u siebie m u z e a l n i c t w o etnograficzne.

�ETNOGRAFIA EUROPY

211

czycy A. Steensberg, P. V. Glob, G. Hatt, Finowie T. Itkonen, S. Pälsi,
Estończyk R. Indreko, Niemcy O. Paret, H . Reinarth, Francuz A. Varagnac, Szwajcarzy L . Rütimeyer i H . G. Waćkernagel, Anglik J. G. D.
Clark czy E. C. Curwen. Metodykę tych prac można już wiązać z me­
todami wypracowanymi nad społeczeństwami pierwotnymi. Z t y m też
nurtem należy wiązać badania nad technologią prowadzone we Francji
już współcześnie przez A. Leroi-Gourhana, włączającego materiał z te­
renów Europy w ogólne rozważania nad technologią, a prowadzące do
ustaleń teoretycznych dotyczących zachowań się człowieka w określo­
nym środowisku i dysponującego określonym wyposażeniem technicz­
nym. Następstwem tych prac. mogą być prace A. Bielensteina czy
P. Scheuermeyera. Badania tego typu oraz tradycja korzystania z me­
tody geograficznej doprowadziły do rozpoczęcia pracy nad atlasami
etnograficznymi w prawie każdym z krajów europejskich.
Innym jeszcze nurtem w badaniach kultury europejskiej są prace
francuskiej géographie humaine, économique i sociale. Badaniami t y m i
zajmują się tacy uczeni, jak P. George czy M . Bloch, interesujący się
osadnictwem wiejskim, gospodarką i związaną z nimi kulturą w per­
spektywie całego świata ze stopniowym zawężaniem do Europy i Fran­
cji. Nie odrywając Europy od innych kontynentów klasyfikują zjawiska
tu spotykane względem zjawisk analogicznych w reszcie ekumeny.
Nie sposób również nie wspomnieć o badaniach typu etno-socjologicznego nad instytucjami społecznymi, zwracających uwagę na wielopłaszczyznowość powiązań zjawisk społecznych, i to nie wyłącznie na
gruncie europejskim. Tu należy wymienić nazwiska A. Bacha, A. Spa­
mera, V. von Geramba, W. Presslera, R. Weissa, D. Gustiego, J. Caro
Baroja, J. de Vriesa, R. Corsa, A. Nesheima czy K . R. V. Wikmana. Uzu­
pełniające te zagadnienia badania nad prawem z punktu widzenia etno­
logii prowadzą K . Taganyi, R. Maunier, F. Kiinsberg, E. A. Virtanen.
W zasadzie rozwój dziedziny, którą chcielibyśmy nazwać etnografią
Europy, datuje się na początek naszego stulecia. Jednak przez jego
pierwsze ćwierćwiecze prace poszczególnych uczonych i badaczy były
izolowane w granicach własnych krajów i koncepcji. Niemniej narastała
wciąż konieczność porozumienia i wymiany doświadczeń. Stan wiedzy
i coraz większa liczba zajmujących się t y m tematem uczonych wyma­
gały już nie tylko porozumienia, ale również podjęcia pierwszych prób
zbiorowych opracowań czy nawet syntez. W roku 1925 wychodzi Atlas
der Völkerkunde
R. Karutza, a w 1926 — praca Illustrierte
Völkerkunde
G. Buscharia, gdzie między innymi znajdują się rozważania M . i A. Haberlandtów nad pojęciem etniki europejskiej oraz przegląd ludów po­
chodzenia indoeuropejskiego. Wreszcie w roku 1928 w Pradze odbywa
się Kongres Sztuk Ludowych, na którym spotykają się po raz pierwszy

�212

ANNA ZADROŻYŃSKA-BARĄCZ

najznamienitsi przedstawiciele badań nad Europą. Zasadniczym tema­
tem obrad stało się ujednolicenie używanej terminologii. Pojęcia wyko­
rzystywane w publikowanych pracach odzwierciedlały stanowiska teo­
retyczne poszczególnych uczonych. Ujednolicenie więc terminologii,
a t y m samym w pewnym stopniu ujednolicenie stanowisk teoretycznych
okazało się jednak niemożliwe. Przede wszystkim same koncepcje doty­
czące rozwoju kultury europejskiej nie zostały jeszcze dokładnie w y ­
pracowane. Nie istniała zatem możliwość ustępstw czy wyjaśnień. Ten
brak chociażby jednej zwartej koncepcji dotyczącej kultury Europy
skazał etnografię Europy na nurt boczny w stosunku do badań i teorii
wypracowanych w odniesieniu do społeczeństw plemiennych.
Niemniej stale postępująca potrzeba międzynarodowej współpracy
w tej dziedzinie doprowadziła do ponownego spotkania na kongresie
w Paryżu w 1937 r. W tym też roku wychodzi pierwszy numer czaso­
pisma „Folk-Liv" pod redakcją i duchowym patronatem Sigurda E r i xona. Po I I wojnie światowej uczeni i badacze problemów Europy zna­
leźli możliwości współpracy w ramach organizacji międzynarodowych
kongresów nauk antropologicznych i etnologicznych.
Obecnie mamy wiele dziedzin i prac badawczych, które składają się
na etnografię Europy. Każdy kraj posiada w tej dziedzinie pewne osiąg­
nięcia. Każdy kraj prowadzi u siebie prace badawcze typu monografii,
atlasów czy nawet prób syntez etnografii własnego kraju. Nadal jednak
problem stanowi regularna wymiana doświadczeń i konfrontacja włas­
nych osiągnięć z osiągnięciami innych. Nadal podstawową trudnością
jest widzenie całościowe procesu rozwoju i przemian w kulturze Europy,
niepanowanie nad procesami przebiegającymi w makrostrukturze i od­
biciem ich w tym, co zwiemy mikrostrukturą. Biorąc ponadto pod
uwagę podstawowe pojęcia, którymi posługiwaliśmy się do tej pory:
kultura ludowa, narodowa, elitarna, naród, lud, wieś czy miasto —
stajemy przed koniecznością zdania sobie sprawy, że zmieniły one dawno
już swoją treść, że znaczą dziś co innego i że stosowanie ich nadal w tra­
dycyjnym rozumieniu prowadzić może do nowych nieporozumień za­
miast wyjaśniać stare.
Nie znaczy to, że chcę proponować zupełnie inną terminologię, czy
tę uważam za zupełnie bezużyteczną. Uważam tylko, że jest niewystar­
czająca przy analizie procesów w społeczeństwach europejskich. Pro­
cesów, które już dawno przekroczyły granice państw i narodów. Nato­
miast zmiany treści wymienionych pojęć są wynikiem procesów gospo­
darczych typu industrializacji, przynoszących zmiany społeczne typu
urbanizacji. I obydwa te procesy znajdują odbicie w kulturze, którą
coraz częściej zaczynamy nazywać masową, w braku lepszego, bardziej
różnicującego terminu.

�213

ETNOGRAFIA EUROPY

Dlatego też synteza etnografii Europy nie może przebiegać po l i n i i
syntez kultury poszczególnych narodów czy krajów. Nie może obierać
d o w o l n e g o stanowiska teoretycznego, nie może być zbiorem d owolnych
monografii czy opisem krajoznawczym poszczególnych
części Europy. Musi iść po linii uzgodnienia stanowisk teoretycznych,
musi wieloaspektowo ujmować obraz kultury Europy współczesnej.
Rozpoczęta współpraca uczonych w tej dziedzinie na kongresie w Pa­
ryżu trwa nadal. W roku 1967 rozpoczęto wydawanie międzynarodowego
pisma „Ethnologia Europaea", którego założycielem ponownie stał się
S. Erixon i zespół skupiony wokół jego osoby. Komitet Redakcyjny tego
świetnie zapowiadającego się i rokującego olbrzymie nadzieje półrocznika stanowią uczeni ze wszystkich zainteresowanych krajów. Zestaw
artykułów w dwu pierwszych zeszytach tego pisma budzi zrozumiałe
zainteresowanie. Piszą S. Erixon, G. de Rohan-Csermak, A. Varagnac,
A. Hultkranz i inni znani badacze problemów Europy. Z inicjatywy
również S. Erixona odbywają się corocznie kongresy poświęcone Euro­
pie i regularnie publikuje się z nich sprawozdania w „Ethnologia Euro­
paea". Należy więc żałować, że zeszyty tego pisma dostajemy nieregu­
larnie i że Polska nie ma możliwości korzystania z wymiany doświad­
czeń podczas wspomnianych kongresów, których nie przerwała śmierć
ich założyciela. Jedynym przedstawicielem Polski na ostatnim (w 1968 r.)
kongresie w Lizbonie był prof. dr W. Dynowski.
W Polsce badania nad etnografią Europy ograniczają się do rozważań
prowadzonych w kilku ośrodkach uniwersyteckich. Stroną teoretyczną
problemów europejskich zajmuje się prof. W. Dynowski, zagadnieniami
szczegółowymi i powiązaniami z teorią kultury wypracowaną na spo­
łeczeństwach pierwotnych — doc. doc. A. Waligórski i Z. Sokolewicz,
zagadnieniami dotyczącymi pogranicza słówiańsko-germańskiego — doc.
T. Wróblewski. Należy tu również włączyć wszystkich badaczy Sło­
wiańszczyzny i Polski, którzy wnieśli wkład do badań nad Europą. Do tej
pory największym osiągnięciem w dziedzinie syntezy Europy jest program
wykładów z etnografii Europy dla studentów I I I i I V roku etnografii.
Program ten został zasadniczo opracowany przez warszawski ośrodek
uniwersytecki, lecz konsultowany był wiele razy ze wszystkimi innymi
ośrodkami uniwersyteckimi w Polsce, a ponadto z prof. Tokariewem
ze Związku Radzieckiego. Program ten zawiera część dotyczącą możli­
wości zastosowania dotychczas już istniejących teorii do rozważań i tłu­
maczenia procesów europejskich. Zawiera część omawiającą zasadnicze
typy makro- i mikrostruktur Europy oraz podstawowe procesy mające
7

' Pozostałe

zeszyty

„Ethnologia Europaea" są prawie nieosiągalne

bliotekach z niewiadomych przyczyn.

nawet

w

bi­

�214

ANNA

ZADROZYŃSKA-BARĄCZ

wpływ na ukształtowanie się obecnego obrazu Europy — etnicznego,
językowego, kulturowego. Obejmuje więc całość problematyki tak
z punktu widzenia historii, jak i przestrzennego tłumaczenia zjawisk
na terytorium Europy. Trudność w jego realizacji polega na tym, że
nie ma specjalisty mogącego pokusić się o ujęcie całości tej problema­
t y k i nawet przy dowolnej egzemplifikacji każdego zagadnienia.
Przedstawiona sytuacja badań nad etnografią Europy wykazuje, że
obecnie s t a n o w i ona dziedzinę chyba najbardziej deficytową polskiej
etnografii, by użyć terminu zapożyczonego z artykułu prof. Dynowskiego . Jest to dziedzina deficytowa ze względu na stronę teoretyczną,
materiałową, kadrę zajmującą się t y m i problemami (najczęściej i tak
ubocznie, dodatkowo), wymianę międzynarodową w dziedzinie informa­
cji, nie mówiąc już o możliwościach badań i zdobywania oryginalnych
materiałów.
Przez okres pięciu lat egzotyka •— w 1964 r. dziedzina jeszcze defi­
cytowa — odnalazła wielkie możliwości dzięki badaniom prowadzonym
przez ekspedycję mongolską, możliwości dokonania podsumowań dzięki
publikacjom książkowym, artykułom czy tomom studiów mongolskich.
I chociaż w wyniku współpracy z Bułgarską i Mongolską Akademią
Nauk zaplanowano w warszawskim I H K M P A N studia porównawcze
nad współczesnymi przemianami kultury oparte na materiałach zebra­
nych podczas badań w tych krajach i posiadanych materiałach z terenu
Polski, to jednak Europa — kontynent najbliższy, pozostaje nadal nie­
znana. Kontynent nie do zbadania i nie do zrozumienia.
8

8

t. 7:

W. D y n o w s k i ,
1964.

Z

dziedzin

deficytowych

etnografii,

„Etnografia

Polska",

J

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7580" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7560">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0cd71495c5b0ac132943ec892c08e745.pdf</src>
        <authentication>1e77164bc72fe0d1b9bead8010818dee</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90471">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2786</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90473">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90476">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2595</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90478">
                <text>Nowe przestrzenie antropologii wizualnej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90480">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.3, s.68-70</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90482">
                <text>Sikora, Sławomir</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90483">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90484">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90485">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90487">
                <text>Nowe przestrzenie
antropologii wizualnej
Sławomir S i k o r a
Rethinking Visual Anthropology, red. Marcus Banks i Howard Morphy, Yale University Press,
New Haven and London 1997

Chociaż termin „antropologia wizualna" nie zadomowił
się jeszcze na dobre w języku polskim, a może nawet w mys'leniu samych etnologów (a sądzę - nieskromnie - że „Kon­
teksty" mogą się uznać za lidera w dziedzinie jego propago­
wania w Polsce, poświęcając numery specjalne temu zaga­
dnieniu - 3-4/1992 i 3-4/1997, jak również „rozrzucone" na
przestrzeni lat pojedyncze teksty), a oto termin ów pojawia
się już odbity w kolejnym lustrze autorefleksji w postaci
książki Rethinking Visual Anthropology. Chyba od czasów
sławnej książki Leacha - Rethinking Anthropology (1961) kiedy to termin rethinking prawdopodobnie po raz pierwszy
pojawiał się w tytule dzieła etnograficznego, od czasu do cza­
su gości on tam ponownie, sugerując już nie tylko powtórne
przemyślenie jakichś' zagadnień, lecz raczej przemyślenie
głębsze, sięgające podstaw dziedziny, przemyślenie osadzone
w nowym czasie. Takie ambicje niesie również i ta nowa
książka wydana przez Yale University Press, wydawnictwo,
które można uznać za zasłużone na polu antropologii wizual­
nej: kilka lat temu opublikowało ono bowiem inną znaczącą
książkę z tego zakresu - Anthropology and Photography
1860-1920 (pod redakcją Elizabeth Edwards, 1992), którą
„synekdochicznie", w postaci przedrukowanego tekstu Terence'a Wrighta Fotografia: teorie realizmu i konwencji, gościlis'my na łamach naszego pisma (nr 3-4/1997).
Wprawdzie, jak powiada Jay Ruby (nieobecny w książce),
antropologia wizualna narodziła się z prostego faktu, że kul­
tura manifestuje się poprzez widzialne symbole, to jednak od
pomysłu ukazania na wystawie w Antropological Hall na
World's Columbian Exposition w 1893 roku (współorganizo­
wanej przez Franza Boasa) czternastu Kwakiutlów, czy też
sprowadzenia do Paryża Senegalczyków, aby w czasie Expo­
sition Ethnographique de l'Afrique Occidentale pływali
w fontannie (1895), do czasu kiedy antropologia zaczęła wi­
dzieć nie tylko to, co znajduje się po drugiej stronie lustra,
lecz także zwracać pilniejszą uwagę na samo lustro i własne
w nim odbicie (a jednym z pierwszych poważnie „gnębio­
nych" problemem reprezentacji miał - wedle Jamesa Clifforda - być Michel Leiris), upłynęło nieco czasu. Owa relacja
zwrotnos'ci, odejs'cia od włas'ciwej aparatowi fotograficznemu
„jasnos'ci widzenia", została, jak sądzę, nieźle sportretowana
w ostatnim, przed długim milczeniem, filmie Antonioniego,
w Zawodzie reporter. Pojawia się tam mianowicie scena roz­
mowy, którą reporter stara się przeprowadzić z miejscowym
kacykiem, przywódcą rebelii w Afryce:
„Locke: Wczoraj, kiedy filmowaliśmy pana w wiosce, jak
rozumiem, przywołano pana jako czarownika. Czy nie jest to
niezwykłe, zważywszy na fakt, że spędził pan kilka lat we

68

Francji i Jugosławii? Czy nie zmieniło to pana nastawienia do
pewnych plemiennych zwyczajów? Czy nie uderzają pana
one teraz jako fałszywe, a może nawet złe dla plemienia?
Tubylec: Panie Locke. Istnieję doskonałe odpowiedzi na
pańskie pytania. Ale nie sądzę, aby pan zrozumiał, jak mało
może się pan z nich dowiedzieć. Pańskie pytania zdecydowa­
nie bardziej odsłaniają pana, niż moje odpowiedzi traktowa­
łyby o mnie.
Locke: Zadałem je szczerze.
Tubylec: Panie Locke. Możemy porozmawiać, ale tylko
pod warunkiem, że będzie w tym nie tylko to, co pan uzna za
szczere, lecz także to, co ja uznam za uczciwe.
Locke: Oczywiście..."
Przywódca rebelii odwraca kamerę - w centrum obrazu
pojawia się obecnie Locke.
„Tubylec: Teraz możemy rozmawiać. Może pan zadać te
same co poprzednio pytania."
W tej nowej roli reporter czuje się już mniej pewnie.
Z owego nieco już trudniejszego położenia zdają sobie także
sprawę autorzy omawianego tomu.
Redaktorzy zbioru wyznają, że choć antropologia wizual­
na jest już dziedziną całkiem nieźle zinstytucjonalizowaną, to
stale kłopocze się z podobnymi jak i cała antropologia pro­
blemami, m.in. problemem zdefiniowania własnego zakresu
i własnych granic. Antropologia zajmuje się prawie wszyst­
kim i ma wielką skłonność, by niczego nie pozostawiać poza
obrębem własnych zainteresowań. Takie interdyscyplinarne
ciągoty antropologii sprawiają, że istnieje w niej stałe napię­
cie między tendencjami odśrodkowymi i dośrodkowymi.
A wśród zalewu tematów i subdyscyplin nieustająco pojawia
się pytanie, czy to, co robimy stale, jest jeszcze antropologią.
I choć można sądzić, że miejsce w centrum nie zapewnia peł­
nego komfortu, to być może właśnie - jak chcą tego autorzy
wstępu, Howard Morphy i Marcus Banks - powrót do cen­
trum, do ogólniejszych pojęć dyscypliny, stanowi o jej zwar­
tości. Owa otwartość dyscypliny u jednych wzbudza niepo­
kój, innych zaś najwyraźniej przyciąga: słowa Margaret
Mead - że w antropologii istnieje rodzaj wolności, można
robić cokolwiek i nazywać to antropologią - miały sprawić,
że Clifford Geerz wkroczył na antropologiczne ścieżki. (Na
marginesie warto zauważyć, że na tę skłonność dyscypliny do
poruszania się po peryferiach, granicach dyscypliny - margi­
nalnych tematach i tematach z marginesu zwracał już uwagę
w ogłoszonej niegdyś w niniejszym piśmie ankiecie Zbi­
gniew Benedyktowicz [nr 2/1981].)
Rzeczywiście omawiany tom mieści w sobie bardzo róż­
norodne wątki: znajdujemy tam m.in. zagadnienia z pograni-

�cza antropologii wizualnej i antropologii rytuału, świata me­
diów, antropologii krajobrazu, antropologii sztuki. Oto kilka
tytułów kolejnych rozdziałów, które winny zaświadczyć
o szerokości przedsięwzięcia: First exits from observational
realism: narrative experiments in recent ethnographic films
(P. Loizos), Burlesquing knowledge: Japanese quize shows
and models of knowledge (D. P. Martinez), Computer softwa­
re as a medium: textuality, orality and sociality in an artifi­
cial intelligence research culture (G. Born), To see and not to
see: looking as an object of exchange in the New Guinea
Highlands (G. Gillison).
Czymże jest zatem antropologia wizualna?
Antropologia wizualna podąża dwoma nurtami: z jednaj
strony zajmuje się (z czym czasem ją się przede wszystkim
łączy) środkami, które antropolog mógł wykorzystać w bada­
niach innych kultur - głównie fotografią, filmem i wideo
(prawdopodobnie pierwszą poważną książką na ten temat by­
ła Visual Anthropology: Photography as a Research Method,
wydana pierwotnie w 1967 r. przez Johna Colliera, Jr.,
a w poszerzonej wersji wraz z Malcolmem Collier w 1986 ro­
ku, oraz zredagowany przez Paula Hockingsa zbiór artyku­
łów Principles of Visual Anthropology [1975]), z drugiej stro­
ny (i wydaje się to późniejszym, choć obecnie - także w oma­
wianym tomie - wysuwającym się na pierwszy plan pomy­
słem, obejmującym również tzw. indigenous media) wiąże
się z badaniem systemów wizualnych i „widzialnej kultury".
Jeśli zważymy na fakt, że większość działań człowieka ma
swój aspekt wizualny, to przywołane przez autorów wstępu
słowa Iry Jacknis: „W rzeczywistości wielu antropologów
uprawia antropologię wizualną, nie zdając sobie z tego spra­
wy" - brzmią zasadnie, i choć u jednych być może zasieją za­
męt, to innym dodadzą zapewne otuchy. Warto jednak pamię­
tać, że antropologia wizualna zdecydowanie nie ogranicza się
do zwykłego badania tego, co widzialne. Zainteresowana jest
problematyzowaniem tego, co widzialne w odniesieniu do
procesów kulturowych, w celu zrozumienia istoty przedsta­
wień wizualnych i sposobów, w jakie widzenie i to, co wi­
dzialne, staje się częścią konceptualnego świata ludzi. W nie­
których tekstach obserwujemy np. subtelną grę tego, co wi­
dzialne i niewidzialne, nałożoną na to, co materialne i niema­
terialne, „rzeczywiste" i „nierzeczywiste".

do zbierania danych etnograficznych (które dopiero później
miały być analizowane), co odróżniało ją od Gregory Batsona, który pojmował aparat/kamerę jako narzędzie eksploracji
- zwraca na to uwagę David MacDougall (współautor tomu).
Niemniej nie przeszkodziło to wspomnianym autorom stwo­
rzyć jedną z pierwszych prac z antropologii wizualnej Balinese Character, gdzie zestawienia fotografii miały przekazy­
wać prawdę niemożliwą do przekazania samym słowem. Za­
rysowana powyżej rozbieżność wydaje się pobrzmiewać bli­
źniaczo wobec zdania Jaya Ruby'ego, że zamiast filmów
o antropologii należy robić filmy antropologiczne.
Można się zastanawiać, dlaczego fotografia zniknęła
w znacznym stopniu z prac etnograficznych. Jednego z powo­
dów należy upatrywać w nadmiernej teoretyzacji dyscypliny,
która sprawia, że fotografie z terenu mogą spokojnie egzysto­
wać w muzeum, jednak na ścianach założonego przez Radcliffe-Browna Institute of Social Anthropology znajdują już
miejsce członkowie antropologicznego establishmentu. Foto­
grafie zaczęto utożsamiać z muzeum, kulturą materialną,
dawnymi metodami, a tym samym paradoksalnie z „antropo­
logią na odległość". Poglądowi Kirsten Hastrup, że film i fo­
tografia antropologiczna, w odróżnieniu od prac pisanych,
wiąże się z „opisem rozrzedzonym", towarzyszy mniemanie
Maurice'a Blocha - iż antropologowie, którzy poświęcają
zbyt wiele czasu filmowi antropologicznemu, „tracą ufność
do swych własnych idei" (przytaczane przez MacDougalla).
To ostatnie zdanie wyrwane z kontekstu może nieść nawet
pozytywne konotacje, ale nie o to chyba Blochowi chodziło.
W pracy pojawia się ciekawa kwestia paralelizmu (bądź
też jego braku) pomiędzy podejściem do materiału wizualne-

Pośród celów, jakie stawiają przed sobą redaktorzy tomu,
znajdują się między innymi: „powtórne przemyślenie miejsca
antropologii wizualnej w obrębie całej dyscypliny, jak rów­
nież powtórne przemyślenie samej subdyscypliny. A w szcze­
gólności mamy na celu rozwikłanie związków pomiędzy an­
tropologią wizualną, filmem i fotografią". Zauważając słu­
sznie, że film (i rozważania o nim) zdominował antropologię
wizualną, autorzy wstępu przestrzegają przed łatwymi roz­
wiązaniami: „Można postrzegać antropologię wizualną jako
przedmiot łatwy w nauczania antropologii - wystarczy jedy­
nie stworzyć program filmów etnograficznych. (...) wyświe­
tlać po prostu filmy etnograficzne w celu dostarczenia łatwo
strawnej etnograficznej karmy. Taki program (...) z łatwością
może odwieść studentów od antropologii w stronę tworzenia
filmów dla nich samych." W najgorszym zaś razie może pro­
wadzić do tego, że film etnograficzny pojawi się w roli babysittera, który zastąpi zapracowanych nauczycieli.
To, że nie ma jedności w podejściu do spraw wizualności,
uwidacznia się już w rozbieżności w podejściu do wykorzy­
stania aparatu fotograficznego i kamery. Nawet tak zasłużona
dla popularyzacji antropologii wizualnej osoba jak Margaret
Mead skłaniała się, by pojmować aparat i kamerę jako środki
69

�go i panującymi aktualnie modelami teoretycznymi. Taką
rozbieżność zauważają autorzy wstępu już u Spencera i Gillena: ich podejście do fotografii miało w sobie więcej z ducha
obserwacji uczestniczącej w stylu Malinowskiego niż
z podejścia ewolucjonistycznego. Temat ten pojawia się rów­
nież w znaczący sposób w tekście Anny Grimshaw (The eye
in the door: anthropology, fdm and the exploration of interior
space). Choć jej tekst koncentruje się na zestawieniu W. H. R.
Riversa, antropologa i psychologa, z filmowcami D. W. Griffithem i Dżigą Wiertowem, to jednak zwraca ona także uwa­
gę na uderzającą symetrię pierwszych czterech dziesięcioleci
rozwoju filmu i antropologii kończącą się ustanowieniem
„naukowej etnografii" i „filmu dokumentalnego" w latach 30.
Wyróżnia trzy pary postaci zaświadczające o tym paralelizmie:А. C. Haddon (organizator etnograficznej wyprawy do
Cieśniny Torresa, 1898) i Louis Lumiere (1895, rejestracja
scen z życia codziennego), Malinowski (1922 - publikacja
Argonautów Zachodniego Pacyfiku) i Flaherty (1922 - Nanook of the North) - w obu przypadkach autorka wskazuje na
podobne wizje świata, statyczne spojrzenie „pojedynczego"
oka; choć Flaherty'emu można by przypisać szeroko rozu­
mianą funkcjonalistyczną perspektywę, to jednak ten amator,
badacz i goszczony w Hollywood filmowiec reprezentował
wszystko, co budziło zagrożenie u Malinowskiego; ostatnia
para to Radcliffe-Brown i John Grierson. Autorka postuluje
zmianę perspektywy - „zwizualizowanie" antropologii po­
ciągałoby za sobą umieszczenie jej nie tyle w kontekście lite­
ratury (co się ostatnio powszechnie robi), ile sztuk wizual­
nych. Cytując zdanie Malinowskiego „Rivers jest Riderem
Haggardem antropologii; ja będę jej Conradem", paradoksal­
nie łączy Malinowskiego ze zdecydowanie bardziej zacho­
wawczą perspektywą - śledzącym okiem, które widzi, lecz
nie jest widziane, postawą renesansowego artysty, który
szczegółowo analizuje to, co obserwowalne („nacisk położo­
ny został na miejsce człowieka w świecie, harmonię, holizm
i integrację"); stanowisko Riversa, odmiennie, łączyłoby się
bardziej z wewnętrznym okiem wyobraźni (mind's eye), zde­
cydowanie większą refleksyjnością podejścia, które próbuje
łączyć perspektywę zewnętrzną i wewnętrzną; Rivers mie­
ściłby się - jej zdaniem - bliżej tego, co za Johnem Bergerem
można by nazwać przełomem kubistycznym, momentem
przekształcenia w naszym rozumieniu koncepcji świata:
gdzie nie ma już pojedynczego punktu widzenia, z którego
patrzy się na znajdujący się na zewnątrz obraz, lecz raczej
wielość spojrzeń i perspektyw. „Przez krótki twórczy mo­
ment kubiści odkryli sposób na zsyntetyzowanie całości
i części, struktury i procesu, przedmiotu i podmiotu." „Kubi­
ści - twierdzi Berger - zdali sobie sprawę, że świadomość
jest częścią natury."
W antropologii wizualnej zawsze sporo mówiło się o pro­
blemie rozróżnienia między sztuką i nauką. Zazwyczaj jed­
nak dyskusje owe koncentrowały się na tym, jak oddzielić,
zarysować jasną, widoczną dla wszystkich linię, która odróż­
ni naukę od reszty (tzn. sztuki). Wedle autorów wstępu zbyt
często film etnograficzny pojmowany bywa w naiwnie reali­
stycznej, dokumentalnej perspektywie, jako pragnienie udo­
kumentowania tego, co widzialne (w takiej też formie trafia
do studentów). Jednocześnie przeoczony zostaje fakt, że
przedstawia on wówczas najczęściej sposoby widzenia sa­
mych twórców, którzy nie zdają sobie nawet z tego sprawy.
Nie wszystkie rzeczy dadzą się również w takiej manierze
sportretować. W podejmowanych (przede wszystkim daw­
niej) staraniach dyskryminowania (w sensie odróżnienia, ale

70

w konsekwencji także dyskredytacji) tego, co można uznać
za sztukę (znamienne jest zastrzeżenie Batesona w rozmowie
z Mead: „...artists is not a term of abuse in my vocabulary"),
dostrzec można jasną analogię do zarysowanego przez Clifforda Geertza problemu wyrzeczenia się jednego z rodziców,
zatajania literackiego przodka antropologii na rzecz nauko­
wego („mamy skłonność - podobnie jak pewien północnoafrykański muł, który mówił zawsze o bracie swojej matki,
koniu, nigdy zaś o własnym ojcu, ośle - zatajać z korzyścią
dla tych rzekomo bardziej godnych szacunku." Dzieło i ty­
cie. Antropolog jako autor - w druku, Wydawnictwo KR).
Kwestii tej w ciekawy sposób dotyka tekst Elizabeth
Edwards Beyond the Boundary: a consideration of the
expressive in photography and anthropology, który stara się
wykazać użyteczność fotografii w antropologii i pomyślany
jest raczej jako zamierzenie badawcze i propozycja do dysku­
sji niż przedstawienie jakiegokolwiek jasno określonego mo­
delu. „Polaryzacji twórczości wizualnej nie należy koniecz­
nie odczytywać w kategoriach opozycji: realistyczny versus
ekspresyjny, dokument versus sztuka, lecz jako powiązane
i dialektycznie wzajemnie ze sobą zależne zjawiska." Autor­
ka, odwołując się zresztą do Kracauera, powiada także: „Fo­
tografia może komunikować na temat kultury, życia ludzi,
doświadczeń i wierzeń nie na poziomie powierzchniowego
opisu, lecz jako wizualna metafora, która łączy przestrzeń te­
go, co widzialne i niewidzialne, która komunikuje nie tyle
przez paradygmat realistyczny, ile przez liryczny wyraz."
Tym samym może ona odsłaniać głębsze znaczenia i metafo­
ry kulturowego istnienia. Co ciekawe, autorka eksplorując
przestrzeń między antropologią a sztuką, wybiera przykłady
wykraczające poza antropologię (wykorzystanie realistycz­
nego dokumentalnego obrazu antropologicznego w kulturze
popularnej, turystyce; fotografie z pogranicza dokumentu et­
nograficznego i ekspresji estetycznej współczesnej artystki
oraz wykorzystanie dokumentów antropologicznych w sztu­
kach wizualnych, reklamie). Badając tę pośrednią przestrzeń
(opozycja fakt-dokument/fikcja-alegoria - przynajmniej od
czasu wystąpienia w tej sprawie Clifforda i Asada - nie po­
krywa się z opozycją prawda/fałsz), postuluje, że można ją
pojmować jako pokrewną temu, co w psychoanalizie David
Winnicott nazwał „paradoksalną trzecią przestrzenią", która
nie znajduje się ani w świecie fantazji (ekspresji), ani też
w zewnętrznym wspólnym świecie rzeczywistym. Mieści się
niejako w obu naraz. Nie pierwszy to przykład szukania wyj­
ścia poza sztywną dychotomię, by wspomnieć tylko o trze­
cim znaczeniu Barthes'a czy piśmie pod znamiennym tytu­
łem „Third text".
Kończąc to z konieczności krótkie i wybiórcze omówie­
nie, warto podkreślić, że autorzy tomu zdecydowanie wy­
kraczają poza etnografię postulatywną, która zastanawiała­
by się przede wszystkim nad tym, jaka antropologia być
winna. Znajdujemy tam twórcze analizy, które ukazują nam
antropologię wizualną taką, jaka ona być może, jaka w rze­
czy samej jest. Wprawdzie po przeczytaniu zredagowanego
przez Banksa i Morphy'ego wyboru tekstów nadal pewnie
nie mamy w głowie jasno zdefiniowanego, otoczonego flan­
kami terytorium, jakie zajmuje antropologia wizualna, to
jednak w kontekście przywołanego na początku istnienia
odśrodkowych i dośrodkowych sił w antropologii, warto
przypomnieć metaforę „wycieczki" jaką Barthes rozwija
w Wykładzie - wzbogaceni o dary, jakie może ona ze sobą
nieść, wiemy zdecydowanie więcej o krainie, przez którą
przyszło nam wędrować.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7843" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7824">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7f4ab283967a9a37c6f1a96588751818.pdf</src>
        <authentication>feeea05ef136ffdaf510d0edf94008ae</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93807">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2550</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93809">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93811">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2369</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93813">
                <text>Nowe tendencje w muzealnictwie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93815">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.1-2, s.66-75</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93819">
                <text>Laskowska, Justyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93822">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93824">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93827">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93834">
                <text>Nowe tendencje w muzealnictwie
Justyna Laskowska

Stykając się od 1992 r. z działalnością muzealną dostrzegłam
wśród muzealników rosnący ferment dotyczący metod pracy
oświatowej ze zwiedzającymi, a jednocześnie rosnącą refleksję
filozoficzną nad sensem istnienia muzeów w ogóle.
Frustracja tradycyjnym sposobem pojmowania roli muzeum
i skostniałymi metodami pracy dydaktycznej pojawiła się na
zachodzie j u ż około 20 lat temu i doprowadziła do prób
tworzenia muzeum „ a l t e r n a t y w n e g o " .Obecnie każde szanujące
się muzeum posiada szeroko rozwinięty dział popularyzatorski,
w którym „trust m ó z g ó w " pracuje nad urozmaiceniem i udos­
konaleniem dróg kontaktu z publicznością, tak aby znaleźć
najtrafniejszy sposób przekazania przeogromnej wiedzy zgro­
madzonej w formie eksponatów (z których dodajmy tylko
niewielka część zamknięta jest w gablotach, gross umiera
nieoglądane przez nikogo w kazamatach magazynów), zwraca­
jąc uwagę nie tylko na ilość podanej wiedzy, lecz również na
jakość tego „ p o d a w a n i a " .
Problem leży nie tylko w metodzie, lecz również w refleksji
filozoficznej, która towarzyszy nowym działaniom. I znów, na
zachodzie ten typ rozważań pojawił się daleko wcześniej niż
u nas. Przykładem tego jest fragment z rozdziału książki Jamesa
Clifforda The Predicament of Culture XXth. Century Ethnog­
raphy, Literature and Art opublikowany w tłumaczeniu Joanny
Irackiej w „ K o n t e k s t a c h " (nr 1/1993). W tym samym numerze
znaleźć możemy refleksje Wojciecha Michery pt. Tajemnica
butów, czyli pochwała
muzeum. Jako ciekawe uzupełnienie
przemyśleń Jamesa Clifforda proponuję rozprawkę filozoficzną
Anny Kubiak pt. Krótki tekst o totalu opublikowaną w „Społe­
czeństwie O t w a r t y m " nr 3 (1994). Dotyczy ona jednej z istot­
nych cech „osobowości europejskiej", t j . skłonności do totaliz­
mu. W „Plastyce i wychowaniu" nr 2, 1993 r. parę słów
o zastosowaniu nowych metod opublikowała również autorka
tego artykułu.
Podstawą mojej refleksji stały się też dwie publikacje, będące
podsumowaniem dwu sympozjów muzealniczych: jednego,
które odbyło się w Katowicach w 1991 r. („Śląskie Prace
Etnograficzne", 1993 r.) i drugiego, które odbyło się dwa lata
później w Berlinie („Zeitschrift fiirEthnologie", 1993 r. z. 118).
To ostatnie podjęło się kilku różnych bloków tematycznych:
- muzea etnograficzne w oczach nieeuropejczyków;
kolekcje a dziedzictwo kulturowe; - ranga obiektów muzeal­
nych a ich konserwacja; - edukacja i profesjonalizm - aktyw­
ność antropologa w muzeum; - przyszłość ekspozycji etno­
graficznych i przyszła rola muzeów. Pod tymi tytułami kryją się
takie zagadnienia jak aspekt prawny „ m i g r a c j i " obiektów
kulturowych, nieuświadamiane relacje między „ p r o d u c e n t a m i "
obiektów a kolekcjonerami, muzea wobec żądania zwrotu
niektórych przedmiotów, prawa autorskie do koncepcji eks­
pozycji muzealnych, projekt tworzenia wystaw „na ż ą d a n i e "
zwiedzających - zasięg współpracy ze zwiedzającymi. Naj­
większym zaskoczeniem tego sympozjum było odkrycie, że
pozaeuropejscy muzealnicy akceptują kształt i działalność
europejskich muzeów etnograficznych.
Dla moich rozważań szczególnie ciekawym okazał się
artykuł Charlesa Hunta z Marischal Museum przy Uniwer­
sytecie w Aberdeen pt. Muzea - arena sacra oraz artykuł Briana
Durrans z Departament of Ethnography. British Musem of
London pt. Przyszłość ekspozycji
etnograficznych.
Chciałabym również zapoznać czytelnika z przemyśleniami
Janusza Byszewskiego, który wraz z Mają Parczewską, pracując

66

w Laboratorium Edukacji Twórczej Centrum Sztuki Współ­
czesnej w Warszawie stał się spiritus movens projektu „Innemuzeum''. Projekt ten jest realizowany od 1992 r. Jak widzimy
więc data narodzin polskiego „alternatywnego muzeum" jest
bardzo świeża: niestety aż do lat 90. panował u nas niepodzielnie
smutny model nudnego, zakurzonego muzeum. Ale szczęśliwie
nasz muzealny noworodek czuje się dobrze i ładnie się rozwija
zważywszy, że w projekcie „Inne muzeum" wzięły j u ż udział
następujące muzea warszawskie: Narodowe, Wilanowskie, Zie­
mi, Zamek Królewski, Historyczne, Literatury, Łowiectwa
Żydowski Instytut Historyczny; a spoza Warszawy: Zamkowe
w Malborku, Lubelskie, Łańcuckie, Muzeum Sztuki w Łodzi,
Okręgowe w Toruniu, B W A w Koninie, Płockie, Morskie
w Gdańsku. Regularnie przez dwa ostatnie lata odbywają się
warsztaty w różnych muzeach, spotkania dyskusyjne dla pra­
cowników oświatowych, oraz zajęcia grup pracujących nad
rozwiązaniem konkretnych problemów. Na ten rok planowana
jest sesja wyjazdowa, którą zorganizuje Sekcja Edukacji Muze­
alnej przy Polskim Komitecie INSEA (Międzynarodowe Stowa­
rzyszenie Edukacji Przez Sztukę).
Niezależnie od projektu „Inne muzeum", zajęcia alternatyw­
ne prowadzą Muzeum Etnograficzne, Archeologiczne, Techniki
w Warszawie, wypracowując swą własną specyfikę.
Zanim przejdę do przedstawienia konkretnych technik pracy
ze zwiedzającymi, chciałabym podsumować znane mi refleksje
teoretyczne dotyczące tego tematu. To, co ja, językiem potocz­
nym nazywam nudą muzeów, znalazło pogłębioną analizę
u wymienionych wyżej autorów. Wojciech Michera tak definiu­
je muzealną rzeczywistość: „najczęściej jest próbą odtworzenia
i zaprezentowania czegoś, co istniało wcześniej, lub gdzie
indziej. Próba ta przybiera charakter platońskiej mimesis, jest:
chęcią zbliżenia się do ideału. Jest to jednak próba zawsze mniej
lub więcej nieudana. Poszczególne elementy stworzonej sytua­
cji muzealnej są wprawdzie oryginalne, ale w całości jest ona
tylko kopią. Jej wartość to stopień podobieństwa do oryginału;
w istocie ważny jest tylko on. (...) Ujęcie to umieszcza widza
wyłącznie w kontekście oryginału, usiłuje przenieść go w tamta
rzeczywistość; kontekst aktualny, związany ze światem widza,
nie jest istotny, a nawet w próbie tej przeszkadza." Wobec takiej
rzeczywistości autor postuluje zmianę rozumienia funkcji mu­
zeum na wzór arystotelesowskiego pojmowania sztuki, które
łączy naśladownictwo (mimesis) z twórczym uporządkowa­
niem rzeczywistości. „Rzecz j u ż nie w skopiowaniu uprzedniej
rzeczywistości, lecz raczej, według słów Paula Ricoeura, w jej
przerwaniu, dokonaniu wyrwy otwierającej przestrzeń fikcji."
Dzięki przejściu do dynamicznego traktowania muzeum „stanie
się [ono - przyp. J.L.] wtedy przestrzenią twórczą, przestrzenia
aktywnej penetracji rzeczywistości. (...) Jest to zarazem rezyg­
nacja z pretensji do quasi-magicznego przenoszenia się 'tam',
w tamten kontekst". Dla Michery punkt ciężkości „nowego
muzeum" leży nie w kontekście przeszłości, które roztacza da-,
na ekspozycja, lecz w kontekście obecnego doświadczenia wi­
dza. Kontakt między tymi dwoma kontekstami następuje po­
przez symboliczne traktowanie przeszłości. W tak rozumianym
zdarzeniu muzealnym horyzont naszego życia „ulega jednak
poszerzeniu, musi otworzyć się na obcy kontekst zjawiska, które
n a p o t k a ł " . Owo otwarcie możliwe jest, wg Michery, dzięki
traktowaniu eksponatów muzealnych nie jak elementów in­
struktażowych, lecz na takim eksponowaniu, które by wykorzy;
stywało ich stronę symboliczną. Podkreślenie symbolicznośO.

„zdarzenia" umożliwia jego „ p r z e ż y c i e " . Dzięki temu uda się
zachować autentyzm całego przedsięwzięcia. „Autentyzm sym­
boliczny to sformułowanie tylko pozornie paradoksalne. W zda­
rzeniu muzealnym ma ono specjalne zastosowanie. T y m bo­
wiem co wyróżnia prawdę symboliczną, jest jej dynamiczność,
ekstatyczność. Nie można bowiem o niej powiedzieć, że jest
(gotowa), ona jest odkrywana. Nie tkwi w dziele, lecz jest przez
nie wywoływana, ewokowana, by nie powiedzieć prowokowa­
na; wobec niej dopiero się ujawnia. M a zatem charakter
egzystencjalny, bo z biernego 'wystawienia' czyni 'zdarzenie',
a z widza - jego uczestnika. (...) Unikamy w ten sposób
naprawdę paradoksalnej sytuacji, gdy widz w muzeum jest
zjednej strony niewątpliwie niezbędny, z drugiej (...) widz jest
tylko dodatkiem."
O ile dla Michery zdaniem-kluczem wydaje się być: „muze­
um może być miejscem wtajemniczenia" to Janusz Byszewski
z Centrum Sztuki Współczesnej stworzył swoisty kanon brzmią­
cy: „możemy wyobrazić sobie muzeum bez obiektów, nato­
miast nie może ono funkcjonować bez o d b i o r c ó w ' ' . To parado­
ksalne sformułowanie nie postuluje „spalenia bibliotek" lecz
tylko daje nam do zrozumienia, że w muzeum najważniejszy
jest człowiek, który do niego przychodzi. Muzeum staje się
pretekstem do samoobserwacji, eksponatami stajemy się my
sami. Te założenia Byszewskiego są niezwykle zgodne z reflek­
sjami poety Jamesa Fentona (cytowanego przez Jamesa Cliffor­
da we wspomnianym na wstępie artykule), który odkrywa
w jednym ze swych wierszy kolekcję etnograficzną jako miejsce
fascynacji nieznanymi obszarami własnego „ j a " .
Artykuł Clifforda wysuwa pewne tezy, dotyczące idei leżą­
cych u podłoża istnienia współczesnych muzeów. Clifford widzi
te idee jako chorobliwy wręcz objaw „zachodniego indywidua­
lizmu posiadania", który j u ż w X V I I w. wyłonił ideał osobyposiadacza. Ideał ten stał się elementem europejskiej tożsamo­
ści. „Tożsamość, czy to kulturowa, czy indywidualna zakłada
z góry konieczność kolekcjonowania, gromadzenia dóbr arbit­
ralnie systematyzowanych według wartość i znaczenia. (...)
Kolekcjonowanie i wystawianie to zjawisko decydujące dla
tworzenia się Zachodniej tożsamości." Konieczność gromadze­
nia przedmiotów dla określenia swej tożsamości ma swe
lustrzane odbicie w uprzedmiotowianiu się tożsamości grupo­
wej. Tą stroną zjawiska zajmuje się Anna Kubiak w Krótkim
tekście o totalu: „Typ to postrzeganie jednostki (również przez
samą siebie) nie jako odrębnej osoby, ale poprzez wypełnianie
przez nią społecznych typizacji, wzoru reguł związanych
z określoną grupą społeczną. Jeśli jednostka utożsamia się
z typem to dochodzi do uprzedmiotowienia tożsamości (totalself). Tożsamość jest sztywna, stała, zamknięta w granicach
typu. Wysiłek takiej jednostki kieruje się w stronę wypełnienia
roli świadka autowizerunku grupy, przyczyniając się do jego
podtrzymania wśród uczestników i wobec otoczenia. Rośnie
w ten sposób maska owej społeczności. Konsekwencją jest
pośpiech w głoszeniu zadekretowanej doskonałości. (...) W ten
sposób dochodzi do mylenia persony społeczności z osobą,
rozumianą personalistycznie. Jednostka przestaje być świad­
kiem jej prawdy wewnętrznej - dotyczącej osoby, a w każdym
razie jej rozwój jest znacznie zahamowany. Osoba zaś żyje
oddzielnym życiem lub pozostaje stłumiona, ponieważ zawsze
tylko fragment osobowości poddaje się typizacji." Podsumo­
wując: „osobowość europejska" wymaga kolekcjonowania.
Jednocześnie inna cecha tej osobowości - skłonność do totaliz­
mu stymuluje działania, w oparciu o które wzmacnia się swój
wizerunek. Tego typu działaniem jest kontynuowanie kolekcji
taki sposób by tworzyła ona jednolity obraz społeczności
i całego „ p o s i a d a n e g o " przez nią świata. Podobnie rzecz się
miała z teatrem europejskim w dobie odkrywania Nowego
-Wiata - jak twierdzi S. Mullaney. Dramat stał się wówczas
°dzajem rytuału celebrującego odkrycia nie poprzez prezenta­
cje- lecz poprzez dostosowanie. „Przykładem takiego działania
wystawienie sztuki o przybyciu Henryka I I do Rouen
w

r

w Brazylii w 1550 r. Etnograficzne spostrzeżenia i wiedza
0 Rouen była autentyczna, zdumiewająco dokładna i bogata
w szczegóły, jednakże nie starała się zrozumieć kultury brazylij­
skiej, lecz przetworzyć j ą paradoksalnie we własny s t y l . " Dalej
podobne wnioski formułuje Mullaney wobec ówczesnych kole­
kcji. „Wczesne kolekcje nie są jedynie próżnym zestawieniem
rzeczy dziwnych i odległych. Kolekcje są rytualnym procesem
włączenia pojawiających się kultur w jaśniejący obraz elżbietańskiej sceny."
Patrząc pod trochę innym kątem, muzea stwarzając złudzenie
adekwatnego przedstawienia świata, najpierw wyrywając
przedmioty z ich szczególnego kontekstu (czy to kulturowego,
historycznego czy intersubiektywnego) i każąc i m reprezen­
tować abstrakcyjne całości: np. maska plemienia Bambara staje
się etnograficznym metonimem kultury Bambara. Następnie,
w celu przechowywania i wystawiania danego przedmiotu,
wypracowany zostaje schemat klasyfikacji, a tym samym
rzeczywistość kolekcji, jej spójny porządek, niweczy historię
tworzenia i przeznaczenie tego przedmiotu" (J. Clifford).
Schemat klasyfikacyjny, a także sposób wystawiania „opiera się
na rozstrzygnięciach teoretycznych i jest stymulowany przyję­
tym modelem rzeczywistości. Z tego wynikają koncepcje
1 założenia ideowe muzeum - stwierdza Czesław Robotycki
w artykule Teorie kultury a muzea etnograficzne („Śląskie Prace
Etnograficzne", Katowice 1993). Dalej autor podaje przykłady
niektórych takich kontaminacji. Są to: ewolucjonizm („nauka to
swoisty skarbiec ludzkiej wiedzy, do którego kolejne pokolenia
dokładają swoje u d z i a ł y " ) . Przykładem takiej koncepcji wy­
stawienniczej były „Człowiek i materia" oraz „Środowisko
i technika" Leroi-Gourhana w Musee de 1'Homme. W Polsce
układ stałych ekspozycji opierano na założeniach dyfuzjonistycznych K. Moszyńskiego, S. Poniatowskiego i E. Frankow­
skiego. Również współczesna antropologia interpretacyjna ma
swą muzealniczą awangardę w wystawach kubistów i surrealistów zderzających prymitywną sztukę Afryki z wytworami
sztuki europejskiej. Postmodernizm i dekonstrukcjonizm prze­
konują, że przedmiotem zainteresowania historyka sztuki i etno­
loga może być twórczość w ogóle, t j . np. kicz, apokryfy lub
twory naszego codziennego otoczenia.
W zasadzie wszyscy współcześni krytycy muzealnictwa
świadomi są presji kolejnych europejskich wizji świata na
kształt wystawiennictwa. Ustosunkowują się do tego zagad­
nienia bądź neutralnie, tak jak np. Robotycki lub Aleksander
Jackowski dochodzący źródeł powstawania polskich ekspozycji
etnograficznych w patriotyzmie porozbiorowym, romantyzmie
J.J. Rousseau, marksizmie i postulujący jedynie dopasowanie
muzealnictwa do nowych trendów teoretycznych opartych na
rozbudowaniu kontekstów kulturowych. Inni oskarżają pewne
prądy naukowe za kryzys muzealniczy, np. Charles Hunt
(„Zeitschrift fur Ethnologie", nr 118, 1993), który stwierdza:
„ W końcu funkcjonalizm strukturalny, stał się 'dominującą
ideologią od lat 60.', skoncentrował się na badaniach abstrak­
cyjnych systemów społecznych i ich analizie synchronicznej,
opuścił ostatecznie muzea. (...) Ten podział spowodował wiele
nieszczęśliwych konsekwencji. Po pierwsze: muzea stały się
ośrodkami badania kultury materialnej rozumianej jako prymi­
tywna technologia, bądź nabrały charakteru kolekcji sztuki
i rzemiosła. Muzealnicy-etnografowie stracili impet intelektual­
ny i motywację do poszukiwania filozoficznego podłoża dla
swej działalności. Muzea stały się ciałami bez głów. Po drugie:
francuski strukturalizm, kreując nowe podejście do obiektów
kultury materialnej, szczególnie ich ikonicznego i symbolicz­
nego charakteru oraz nowy rodzaj komparatystycznych badań
międzykulturowych, stał się bodźcem do odejścia od empirycz­
nych badań terenowych. Dopiero postmodernizm przywrócił
pozytywne nastawienie do muzeów, wysoko szacując ich
wartość semiotyczną oraz ich funkcję odbicia współczesnych
struktur teoretycznych."

J e s t

Ten sam autor sięga jednak również głębiej, pod powierz-

67

�chnię zależności teoria-praktyka, zastanawiając się, podobnie
jak Clifford, nad sensem istnienia m u z e ó w w ogóle, w przeci­
wieństwie do Clifforda jest on jednak optymistą, twierdząc, że
„ m u z e u m jest manifestacją struktury raczej nie funkcji europej­
skiego społeczeństwa i odpowiada na głęboką potrzebę rozu­
mienia siebie i innych." Gdzie indziej dodaje jeszcze: „Dzieje
muzeów są w swej istocie dziejami społecznej historii wiedzy
i krytyczne na nie spojrzenie może poszerzyć samoświadomość
badaczy."
Podobnie widzi sens istnienia muzeów Brian Durrans („Zeits­
chrift fiir Ethnologie", nr 118, 1993). „Muzea nie tylko
kolekcjonują i przechowują fragmenty kultur, są też częścią
kultury, specjalną przestrzenią, gdzie żyjące kultury umierają
a umarłe wracają do życia. Klucz do aktywności muzeów ma
charakter holistyczny. (...) Jest w muzeach coś takiego, że ludzie
zwiedzają je, niezależnie od tego są oprowadzani przez spec­
jalistę pełniącego funkcje edukacyjne, czy też nie. Oznacza to,
że istnieje część zwiedzających przygotowanych do tworzenia
własnych znaczeń, na bazie zawartości muzeów, atmosfery
refleksji i ich własnej w y o b r a ź n i . " A więc wiąże się to
z przeżyciem osobistym - podkreśla autor - którego to nie
dostarczają nam współczesne mass-media, nastawione bądź na
masowy odbiór kultury, „a jeżeli nawet zwężają odbiór do
prywatności (walkman, rzeczywistość wirtualna) to ma to
charakter mechaniczny, nie organiczny, co w efekcie daje
indywidualizm wyalienowany."
Pomimo że obaj ci autorzy powołują się na przemyślenia
Clifforda, żaden z nich nie jest aż tak krytycznie nastawiony do
idei leżących u podłoża istnienia muzeów jak sam „ m i s t r z " .
Podkreślmy raz jeszcze, że w operacjach intelektualnych przed­
stawicieli kultury europejskiej, uwidaczniających się poprzez
działalność muzealniczą, Clifford widzi niebezpieczeństwo.
W ten właśnie sposób członek cywilizacji Zachodu lub przed­
stawiciel warstwy oświeconej, tworząc, narzuca swoją klasyfi­
kację, która dodatkowo naznaczona jest często nacjonalizmami
lub różnego rodzaju centryzmami i odkrywa, ale i zdobywa,
zagarnia inne kultury, staje się ich posiadaczem. „Nadawanie
znaczenia w muzealnej klasyfikacji i ekspozycji jest mis­
tyfikowane jako odpowiednie przedstawienie". Kolekcje dążąc
do całościowości przedstawienia, stają się mikrokosmosami,
a przetworzone przez nasze systemy wartości włączają się
w nasz makrokosmos, dopasowując się do niego i karmiąc
drzemiącą w każdym z nas potrzebę totalnej jedności.
Anna Kubiak w Krótkim tekście o totalu bardzo ciekawie
analizuje konsekwencje postawy totalnej. Na wstępie cytuje
wnioski S. Rosenzweiga i E. Levinasa, filozofów zajmujących
się „syntezą prawdy" - jak nazwali oni totalizm, głoszące, że
wywodzi się on ze starożytnej Grecji, gdzie powstała idea
sprowadzenia struktury bytu do jednej zasady, mającej uchwy­
cić jego istotę (i gdzie dodajmy powstała idea muzeum - choć
przyznać trzeba nie w takiej jak obecnie formie). Jakie jednak
wnioski w artykule Kubiak mogą nam pomóc zrozumieć
rzeczywistość współczesnego muzealnictwa? Najważniejsza
wydaje się występująca wraz z totalizmem skłonność do
absolutyzacji, tematyzacji i uprzedmiatawiania. W muzeach
uprzedmiotowieniu w eksponaty podlegają całe kultury. Ulega­
my w ten sposób złudzeniu, że sprowadzamy te kultury do
„esencji rzeczy", a przez to jesteśmy w posiadaniu wiedzy
pewnej, wszystko wyjaśniającej. „Uprzedmiotowienie wyraża
się w utożsamieniu 'rzeczy', o którą chodzi, z przedmiotem,
a więc z czymś zewnętrznym (...). Wobec uprzedmiotowionej
rzeczy kształtuje się stosunek właściciela. (...) Z pozycji
właściciela rzeczy jedyną formułą są niepodważalne twier­
dzenia. Pytania bywają tylko retoryczne. Możliwy okazuje się
tylko monolog w imieniu rzeczy. Nawet jeśli skrywa się pod
maską rozmowy jest zamknięty na o b e c n o ś ć . " Czyż te słowa
żywcem nie przypominają stylu tradycyjnego „ o p r o w a d z a n i a "
po muzeum? Następną pochodną totalizmu jest absolutyzacja.
„Absolutyzowanie własnej rzeczy [np. własnych systemów

68

poznawczych, wg których konstruuje się kolekcje - J.L.] będzie
więc wymagało jej ochrony i będzie izolować wobec groźnej
w tym przypadku obcości. (...) Konsekwencją traktowania
'bezwarunkowości' prawdy jako prawdy ważnej dla wszystkich
jest - zdaniem Jaspersa - nietolerancja, niezdolność do komuni­
kowania się z innymi, żądza władzy, 'instynkt niszczenia' " . J a k i
już powiedziałam tradycyjne „ z w i e d z a n i e ' ' nie daje możliwości
uniknięcia ani zafałszowań postrzegania obcych kultur ani
wyżej wymienionych konsekwencji postawy totalnej. Oczy wiś-,
cie sytuacja ta przedstawiona jest przeze mnie w sposób
przejaskrawiony. Po wizycie w muzeum ani my ani nasze dzieci
nie wypadamy z niego w postaci nietolerancyjnej, niszczyciels­
kiej hordy. Ale przecież kiedyś nasi milusińscy zmieniają się
w tragedię. Smutną rzeczą jest uzmysłowienie sobie, że muzea,
hołdując starej formie edukacji przekazują nam wiedzę obar­
czoną takimi konsekwencjami psychologicznymi, jak te wymie­
nione przez Annę Kubiak czy Jaspersa.
Na zakończenie przeglądu refleksji powołanych do życia
kryzysem muzealnictwa, proponuję j e d n ą jeszcze tezę głoszoną
przez Charlesa Hunta w oparciu o idee Emila Durkheima. Nie;
pasuje ona do ogólnej tonacji cytowanych tu wypowiedzi, lecz
jest równie interesująca. „Uprzywilejowany status kolekcji
muzealnych, wzięty pod uwagę w perspektywie durkheimowskiej, sugeruje, że należą one do kategorii materialnego tabu.
Dzielą one tę kategorię ze zwłokami, odpadkami, ekskremen­
tami, z którymi to posiadają wspólną własność, a mianowicie
postrzegane są jako skażone, niebezpieczne, niedotykalne.
Wszystkie te przedmioty są trzymane w ściśle określonych
miejscach. Granice tych miejsc są oznaczone i bronione przez
bardziej lub mniej całościowe rytuały przejścia. Wszystkie te
przedmioty są wyrwane z kontekstu ich używalności i do-j
prowadzone do upadku, tj. do istnienia bez celu. Jako anomaliesą one groźbami dla uporządkowanej percepcji i dlatego muszą
być uwieńczone w klasyfikacyjnym Gułagu. Muzea są też
wyraźnie oddzielone od takich przybytków jak sklepy czy domy
towarowe, zawierające przedmioty dostępne. Zawartość muzeów traktowana jest z religijnym respektem. Jest to widoczne nie
tylko w dużych muzeach, gdzie pielgrzymi tysiącami przy­
chodzą przed słynnymi dziełami kultu lub sztuki, ale także
w małych muzeach wypełnionych dewocyjną ciszą wobec
reliktów niegdysiejszej świetności. Sakralność muzeum od­
powiada poglądowi, że zwiedzanie kolekcji jest rytuałem,
dodajmy o charakterze dewocyjnym. W rytuale jest akcep­
towane, że uczestnicy nie do końca rozumieją procedury, które
mają tam miejsce. Wiadomo, że wielka część zwiedzających nie
jest dostatecznie przygotowana edukacyjnie lub zdolna emoc­
jonalnie uchwycić całość idei i wrażeń, które są w stanie
wywołać przedmioty. Od tego są eksperci interpretujący kolek­
cje. To spostrzeżenie nie zaprzecza możliwościom edukacyj­
nym muzeów, a jedynie, jeżeli wyobrażenie muzeum jako
świętego środowiska ma uzasadnienie, mogłoby wskazać spo­
sób, w który wizyty w muzeum stałyby się bardziej satysfakc-;
jonujące. A więc rytuał wzmacnia uczucie bardziej niż wiedzę,
dwuznaczność bardziej niż objaśnienie, przeżycie dramatyczne
bardziej niż bierny odbiór, tajemnicę nad d o w ó d . "
:

Ten passus kieruje moje myśli ku artykułowi Wojciecha
Michery - pozostanę jednak wśród bardziej do mnie przema­
wiających idei odczytujących rzeczywistość współczesnego
muzeum w oparciu o wspomnianą wyżej potrzebę totalnej
jedności świata i widzenia Europejczyka jako posiadacza
Wydają się one mieć zasadniczy wpływ na istnienie muzeóW:
w obecnej formie. Mają również swe konsekwencje w sposobi*
percepcji. Przyglądałam się ostatnio swoim dzieciom zwiedza­
jącym wystawę w Muzeum Etnograficznym. Stefan (lat 7).
ekspozycję „Być wojownikiem" przeleciał lotem torpedowym
aż pod sam koniec stanął jak wryty przed Wojnami Gwiezd­
nymi. Dopiero wówczas wrócił się i spokojnie obejrzał całość
Joanna (lat 12) z równym brakiem zainteresowania przemierza­
ła salę afrykańską i zatrzymała się dopiero na widok torebek

z koralików, obecnie bardzo modnych. Moje dzieci wyraźnie
poszukiwały czegoś znajomego wśród niezrozumiałego dla nich
materiału. Udało im się w Wojnach Gwiezdnych i torebkach
z koralików znaleźć idee jednoczącą ich doświadczenia wcześ­
niejsze z obecnymi, cudzymi, innymi i zechciały wówczas
przyjąć to wydarzenie do swojej pamięci. Taki typ reakcji
u dzieci zwiedzających muzea jest, według moich doświadczeń
z czasów pracy w muzeum, czymś nagminnym. Ale zdarzają się
też sytuacje zupełnie nadzwyczajnych reakcji dziecka. Byłam
wiele lat temu na kieleckiej wystawie malarstwa naiwnego.
Wśród zwiedzających znalazła się także jakaś dziewczynka
z futerałem na skrzypce. Obok niej szła koleżanka i dziewczęta
szeptem wymieniały uwagi. Przy jednym z dzieł zatrzymały się
na dłużej, stały w milczeniu, a w pewnym momencie panna
z futerałem wyjęła skrzypce i zaczęła grać do obrazu.
Fenomenologowie, których sądy podsumowuje artykuł Anny
Kubiak, podsuwają nam inny pomysł na sposób zdobywania
wiedzy, który może okazać się bardziej owocny w pracy
popularyzatorskiej muzealników. Radzą traktować „prawdę
rzeczy jako odsłanianie procesu jej egzystencji. (...) Prawda
- w tym przypadku - jest tą która się dzieje (i którą się czyni) [a
więc tą, która staje się 'nasza' - J.L.], nie zaś obiektywnym
przedmiotem poznania. (...) Systemowość wiedzy wyrasta ze
stanowiska esencjonalizmu. Jego przeciwieństwo, rozumienie
prawdy jako źródła, nie ma 'okazji' by ulec 'nostalgii totalności'
(...)." Są to, podsumujmy, postulaty poznania poprzez „przeży­
cie". Dokładnie w tym kierunku idzie współczesne muzealnict­
wo. Brak autentyczności w muzeach wyczuwany jest nie tylko
przez dzieci. Jak zwrócił uwagę Clifford nie ma tu mowy
0 autentyczności przedstawianych kultur. Autentyczny jest
jedynie kontekst klasyfikacyjny, np. przedstawienie ewolucyj­
nej koncepcji historii lub wielowymiarowości kultury. W takiej
sytuacji Clifford postuluje pozbawienie eksponatów autorytatywności przez zaznajomienie zwiedzającego również z tezami
towarzyszącymi powstawaniu danej kolekcji. „ N a bardziej
intymnym poziomie, zamiast pojmować przedmioty jedynie
jako znaki kultury i artystyczne obrazy, możemy przywrócić im,
tak jak to czyni Fenton, ich utracony status fetyszy - to jest nie
przedmiotów dewiacyjnych czy egzotycznego 'fetyszyzmu', ale
naszych własnych fetyszy. Ta krytyka, z konieczności osobista,
nadałaby kolekcjonowanym przedmiotom raczej siłę przywią­
zania niż samą tylko zdolność pouczenia czy poinformowania
(...). Widziane jako niepoddające się klasyfikacji, mogłyby nam
przypomnieć o naszym braku zdolności posiadania siebie
(self-possesion), o sztuczkach, do których się uciekamy usiłując
gromadzić świat wokół siebie."
Pewne analogie do tego rozumowania odnajdujemy we
wspomnianym j u ż wyżej szkicu Janusza Byszewskiego. Mając
za sobą doświadczenia w pracy z młodzieżą w Laboratorium
Edukacji Twórczej zaryzykował on owo stwierdzenie, że
muzeum powinno stać się tylko pretekstem do samoobserwacji.
Jakie są praktyczne konsekwencje takiej postawy refleksyjnej?
Po pierwsze zwiedzający ma prawo do „dyskusji" ze zgroma­
dzonymi dziełami. Dyskusja ta ma polegać na odnalezieniu
własnych ocen, uświadomieniu emocji towarzyszących kontak­
towi z przedmiotem. Odkrywanie samego siebie z jednej strony
1

pozbawienie eksponatu cech autorytetu daje możliwość
żywego dialogu. Muzeum traci ów irytujący współczesnych
stncte instruktażowy charakter. „Akcent z oceny zewnętrznej
zostaje przeniesiony na ocenę wewnętrzną. Przyznanie ważnego
miejsca ocenie indywidualnej sprzyja łatwiejszemu przyjęciu
"mych ocen. Droga do zrozumienia, akceptacji innych po­
glądów prowadzi tylko poprzez wyrobienie własnego s ą d u . "
tym miejscu rozumowanie Byszewskiego ujawnia jego
negatywny stosunek do tradycyjnego systemu edukacji, w któjym brak jest sposobności na wyrabianie własnych poglądów.
'e jest to miejsce na poruszanie tak szerokiego tematu jak żywa
°ecnie dyskusja nad niedostatkami współczesnych systemów
zkolnych. Warto jednak zauważyć, że kwestia ta jest jednym
w

z korzeni prób znalezienia „alternatywnego muzeum", które
mogłoby uzupełniać owe braki. Doświadczenia edukacyjne
warsztatów twórczych prowadzonych w Centrum Sztuki
Współczesnej doprowadziły do sformułowania twierdzenia, że
stosując metodę „od własnego przeżycia twórczego ku zro­
zumieniu przeżycia innych l u d z i " i poszerzając możliwość
wyboru, zwiększa się tolerancję i akceptację sądów wydawa­
nych przez innych, a więc także przez autorytety. W „innym
muzeum" zwiedzający nie uczy się o czymś, lecz wykorzystuje
przedstawiony mu materiał do własnego rozwoju. „Inaczej
mówiąc: poprzez własne doświadczenie twórcze, poprzez włas­
ny wysiłek i trud, pokonywanie własnych ograniczeń, własną
naukę języków sztuki, poprzez własne próby wypowiadania się
na tematy ważne dla nas, dzielenie się emocjami - prowadzi
droga do zrozumienia twórczości innych." Warto tu zwrócić
uwagę na szalenie atrakcyjną dla prowadzących warsztaty
sytuację, która wytwarza się podczas tak prowadzonych zajęć,
a mianowicie na to, że powstaje w niej dwustronny obieg
informacji; efekt wspólnej pracy, przy podkreślaniu jej i n ­
dywidualnego nastawienia, jest zawsze nieznany. Wobec tego
prowadzący nie popada w rutynę, gdyż ma możliwość uczyć się
od tych, których uczy. Przyznać jednak trzeba, że przeprowa­
dzenie zajęć twórczych wymaga zwielokrotnionego wysiłku
przygotowawczego ze strony prowadzących. Przede wszystkim
należy wiedzieć z kim będą odbywały się zajęcia. Postulat
znajomości zwiedzającego tzn. znajomości jego zakresu wie­
dzy, możliwości precepcyjnych związanych z wiekiem (np.
umożliwienie małym dzieciom poznawania obiektów poprzez
wszystkie zmysły), oczekiwań, a nawet pochodzenia społeczne,
realizowany jest już na zachodzie od lat. Każdy scenariusz
wystawy musi posiadać ściśle określonego i dobrze poznanego
adresata. Program „Inne muzeum" ma w tej sprawie na­
stępującą propozycję. Wizytę klasy w muzeum należy trak­
tować jako środkowy element triady:
- zajęcia prowadzone przez nauczyciela w klasie jako
wprowadzenie do zajęć muzealnych
- działania muzealne z pełnym współuczestnictwem nau­
czyciela
- zajęcia w klasie podsumowujące wizytę w muzeum.
Realizacja tego planu wymaga nowych metod pracy przygo­
towawczej: wernisaży dla nauczycieli, druków edukacyjnych
dla uczniów i nauczycieli, warsztatów specjalnie przygotowa­
nych dla nauczycieli, wypraw, gier.
Potrzeba kontaktowania się z adresatem wystawy znalazła
ostatnio swe odbicie także w postulacie notowania jego oczeki­
wań. Wniosek ten w osobie Andreasa Grotę został postawiony
na konferencji w Berlinie, w marcu 1993 r. Jeszcze wcześniej,
bo w 1991 r„ potrzebę tę dostrzegła Maria Michalska, na
konferencji muzealniczej w kwietniu 1991 r. w Katowicach,
a następnie wyraziła j ą w artykule Zamysł twórczy a odbiór
społeczny (na przykładzie
wystawy monograficznej
„Polskie
szopki ludowe"; „Śląskie Prace Etnograficzne", Katowice
1993 г.). Spontaniczne reakcje, wyrażające się w tak licznych
pisemnych wypowiedziach, świadczyły o zawiązaniu się dialo­
gu; stanowiły odpowiedź na propozycje zawarte w treści
i formie wystawy. Spowodowało to uświadomienie sobie,
niejako na nowo i z całą ostrością, pewnych powszechnie
znanych i banalnych faktów oraz ustaleń:
- wystawa jako forma przekazu i jako integralny utwór
(dzieło) sugeruje absolutne komunikowanie się;
- wystawa, rozumiana jako znak czy system znaków, wy­
zwala aktywność, ponieważ znak czy symbol to zarazem
określenie przeszkody do przezwyciężenia - przezwyciężenia
w postaci uczestnictwa bądź ekspresji;
- wystawa ma charakter utworu (dzieła) artystycznego [mu­
zealnicy uzmysławiają sobie ostatnio, że wystawy jako dzieła
artystyczne powinny być objęte prawami autorskimi - patrz
„Zeitschrift fur Ethnologie" z 1993 r. - J.L.], a każdy tego
rodzaju przekaz - o charakterze artystycznym i intelektualnym

69

�- konkretyzuje się ostatecznie dopiero poprzez percepcję
odbiorcy, tzn. - zgodnie z ingardenowskim stwierdzeniem
- stanowi zaledwie schemat nieokreślony, a jego konkretyzacja
dokonuje się w każdorazowym przeżyciu estetycznym, intelek­
tualnym odbiorców i ono dopiero stanowi nieodzowne uzupeł­
nienie procesu twórczego i samego d z i e ł a " . Publiczność od­
wiedzająca muzea jest sama w sobie bardzo ciekawym odbiorcą,
gdyż manifestuje potrzeby znajdujące się poza ramami społecz­
nymi kultury masowej (radio, telewizja, prasa). Zaliczana jest
do tzw. publiczności bezpośredniej, badanej znacznie rzadziej
niż odbiorcy kultury masowej. „Nasuwa się w tym miejscu
nieodparcie myśl: jak wielkie możliwości stwarzałoby wyko­
rzystanie tej poniekąd naturalnej skłonności dużej części w i ­
dzów do artykułowania swoich opinii (...). Taka myśl, czy też
propozycja, nie jest niczym nowym ani odkrywczym. Już K.
Moszyński, pisząc w 1926 r. na temat wystaw etnograficznych
w muzeach regionalnych, zachęcał do stawiania pytań zwiedza­
jącym, do nakłaniania ich do współpracy z muzeum. (...)
Wymienione działania prowadziłyby zarazem do aktywnej
formy odbioru zdarzeń muzealnych."
W tym samym kierunku idą zmiany wprowadzane przez
twórców „innego muzeum". Nawet „ z w y k ł e " oprowadzanie
wygląda tu inaczej. W r ó ć m y jeszcze raz do stwierdzenia, że
eksponat zostaje pozbawiony autorytetu. Oznacza to także, że
nie zakładamy oczywistości spotkanego obiektu. Pojęcie oczy­
wistości jest dla Byszewskiego świadectwem nieuwagi pat­
rzącego. Wobec tego autor szkicu proponuje operowanie nie­
wielką liczbą eksponatów, tak by kontakt z nimi wymagał
zatrzymania się, pogłębionego patrzenia, odkrywania tego, co
w przedmiocie ukryte. „Istotne wydaje się stwarzanie warun­
ków do refleksji nad tematem, obiektem, problemem, zamiast
pobieżnego, wymuszonego tempem, powierzchownego 'po­
znania' wszystkiego."
Wreszcie ostatni postulat twórców alternatywnej działalności
muzealnej: „Przestrzeń 'innego muzeum' nie jest tylko miejs­
cem kontaktu 'wysokiej kultury' ze zwykłymi odbiorcami. Jest
to przestrzeń, w której mogą zaistnieć wystawy zorganizowane
zgodnie z zasadą 'demokratyzacji m e d i ó w ' , oznacza to, że
zapełnić je mogą własną aktywnością także ci, których nazywa­
my odbiorcami czy publicznością."
Funkcjonujący od dwu lat program „Innego muzeum"
wypracował interesującą refleksję metodologiczną. Porównaj­
my rodzime przemyślenia z wieloletnimi j u ż doświadczeniami
muzealników zachodnich. Oto jak widzą rolę przewodników
muzealnych autorzy broszury pt. Teach the mind, touch the
spirit, będącej pomocą naukową dla nauczycieli-opiekunów
grup zwiedzających Muzeum Naturalne w Chicago: „Rola
przewodników grup polega na ułatwianiu wzajemnego od­
działywania pomiędzy dziećmi i eksponatami, a nie na za­
stępowaniu eksponatów. (...) Już nasze najwcześniejsze do­
świadczenie obejmuje, przede wszystkim, poznanie przedmio­
tów. Słyszymy, widzimy, wąchamy, smakujemy, czyli dostar­
czamy sobie, za pomocą zmysłów, informacji, które potem
wpływają na formułowanie przez nas definicji świata. Z czasem
jednak inne zdolności, takie jak mówienie, czytanie, pisanie,
stają się w a ż n e . " „Ulepszenia w oświacie, transporcie, druku
oraz telekomunikacji oznaczają, iż ludzie w zachodnim świecie
przyzwyczajeni są do szybkiego i skutecznego komunikowania
się za pomocą słowa mówionego bądź pisanego. Generalnie
jednakże uczniowie nie są jednak przyzwyczajeni do oceniania
znaczenia wytworów ludzkiej ręki jako formy komunikacji i nie
rozwijają sposobów analizy tego ważnego źródła historycz­
nego" [źródła wiedzy w ogóle - J.L.] - z przewodnika dla
nauczycieli S. Morris z English Hertage. „ S ą jednak ludzie, dla
których nauka z przedmiotami jest o wiele łatwiejsza i przyno­
sząca i m więcej satysfakcji. Łatwo mogą się o tym przekonać
nauczyciele, przyprowadzający swoich uczniów do muzeum.
Bardzo często dzieci, które w szkole są zaklasyfikowane do
grupy 'wolno uczących s i ę ' , w muzeum ujawniają uderzający

70

wręcz talent wiedzy sytuacyjnej. Lekcje muzealne więc poma­ łów jest ono zrobione? Jak poszczególne elementy są ze sobą
gają w kształceniu każdego dziecka. Faktem jest, że każdy z nas przemieszczane?" albo: „Czy są jakieś ozdoby? Czy są jakieś
lubi doświadczać przedmioty na sobie, lub patrzeć na nie, części ukryte lub trudne do zobaczenia?"
dotykać ich, badać przy użyciu zmysłów, tak by w końcu stały
Zajęcia zbliżone do ostatnio opisanych prowadzone są
się naszymi własnymi ideałami. Nauka z przedmiotami jest
warszawskim Muzeum Literatury, przy czym połączone są
z jednej strony ciekawa, zabawna czasami, ale także jest jedną
z elementami literackimi, np. z konfrontacją postaw
z możliwości ukierunkowania zainteresowań, zdolności, czyi opisanych w Konradzie Wallenrodzie. Również wiele zabaw
wręcz rozwoju psychicznego dziecka. Nawet najprostsze przed­ plastycznych proponuje Zamek Królewski w Warszawie, nie
mioty jak np. spinacz do papieru posiada siłę angażującą naszą wspominając j u ż o Muzeum Narodowym.
uwagę i zmuszającą nas do myślenia. (...) Przedmioty sąj W 1992 r. prowadziłam zajęcia w Muzeum Archeologicz­
interdyscyplinarne. M o g ą także służyć jako pomoc do nauki nym. Wykonywaliśmy wówczas z dziećmi między innymi
o innych przedmiotach. (...) Nauczać przedmiotów i za ich biżuterię neolityczną. Do zajęć wybraliśmy miedź, ze względu
pomocą można także tych, którzy nie umieją ani pisać ani
jej archaiczność oraz łatwość obróbki. Posługiwaliśmy się
czytać. (...) Praca z przedmiotami wpływa także na rozwój drutem miedzianym, cieńszym nieco od ówcześnie używanego,
umiejętności wysławiania się, uporządkowanie procesu myś­ za to bardziej przystosowanego do rąk naszych młodych
lowego oraz sposób kreowania się. Ćwiczenie ze spinaczem rzemieślników. Cieńszy drut nie wymaga też użycia wielu
ujawnia umiejętność (lub jej brak) percepcji powiązanej ściśle-" narzędzi. Każde dziecko dostaje jedynie cęgi oraz metalowe
z obserwacją, która potem służy do opisu, porównań, analizy,' rdzenie, służące do produkcji ozdobnych sprężynek. Motywem
wniosków, uogólnień, formułowania tez, hipotez, przytaczania zdobniczym, najprostszym do wykonania, a zatem najpopularargumentów, (...) bowiem chodzi głównie o wydobycie i oda nijszym jest spirala. Otrzymujemy j ą skręcając drut cęgami lub
powiędnie wykorzystanie tego co wiedzą dzieci, a nie tego co. nawijając na rdzeń. Przeplatając drut pomiędzy odpowiednio
potrafią powiedzieć na dany temat bez zaangażowania w roz­ wbitymi w deseczkę pręcikami, uzyskujemy wzór ósemkowy
ważany problem."
lub węzłowy. Drut można misternie okręcić cieńszym druci­
kiem lub ażurować. W ten właśnie sposób dzieci wykonują
Przy tak sformuowanych założeniach programów alternatyw­
szpile i pierścionki. Przy okazji prezentowane są zabytki
nych otwiera się droga dla najróżniejszych eksperymentów
archeologiczne. Uczniowie wykonują też z modeliny kopie
wyobraźni. Oto jak wygląda lekcja muzealna w Muzeum
szklanych paciorków neolitycznych. Paciorki występują w prze­
Historii Naturalnej w Chicago. Każde z dzieci dostaje 6 spina-i
różnych formach: kuliste, elipsoidalne stożkowate itd. Mogą
czy do papieru i wykonuje na nich ok. 25 operacji służących
być jednobarwne, lub ozdabiane kolorowymi paseczkami,
z założenia powiększeniu siły obserwacji, tworzeniu nowych
rzeźbione, mozaikowe. Mieszając niedokładnie kilka barw
perspektyw skojarzeniowych oraz uczeniu się kierowania włas-'
otrzymuje się wzór z nieregularnych smug. Przesuwając masą
nym myśleniem. Dzieci wykonują między innymi takie zadania:
w dół i górę uzyskuje się falowanie kolorowego pasma.
,,1) Wyjmij spinacze, przyjrzyj się i m chwilę, a następnie nie
Wszystkie te metody dzieci mogą wykorzystać przy wyrobie
patrząc na nie spróbuj jeden z nich naszkicować. Porównaj swój
paciorków z modeliny. Po połączeniu paciorków z miedzianymi
rysunek z rzeczywistym przedmiotem. Czy są jakieś różnice? 2)
sprężynkami powstają oryginalne naszyjniki, które dzieci mogą
Wyobraź sobie, że rozmawiasz z osobą, która nigdy nie widziałaze sobą zabrać. Muzeum Archeologiczne, mimo że nie bierze
spinacza. Opisz go jej na głos. 3) Spójrz ponownie na spinacze,
udziału w programie „Inne muzeum", również, jak widzimy,
Czy są jednakowe? Wybierz jeden i opisz go pisemnie, tak by
uznało za zasadne wprowadzenie nowego typu zajęć ze zwie­
ktoś inny mógł na podstawie tego opisu odnaleźć ten właśnie
dzającymi. Taki wydaje się być w y m ó g chwili.
spinacz. 4) Jak odróżnić stary spinacz od nowego? Z jakiego
materiału wykonany jest spinacz? Jakie są jego cechy charak­
Inną znaną m i próbą eksperymentalnego potraktowania
terystyczne? Wymień rzeczy, które są mniej lub bardziej rzeczywistości muzealnej są działania Wojciecha Michery
elastyczne. Jakie rzeczy są cięższe, a jakie lżejsze od spinacza? w Czarnym i w Biskupinie. Nie uczystniczyłam w tych
5) Czego używano zanim pojawił się spinacz? Jakie są inne zajęciach, znam je tylko z opisu umieszczonego w „Konteks­
sposoby spinania kartek? i t d . "
tach" (nr 1-2/1993). Trudno jest m i zatem powiedzieć, czy to
w

o n e

1

n a

Przykładem mniej ekscentrycznych, lecz nie mniej cieka­
wych, zajęć muzealnych niech będzie lekcja pt. Mówiące obrazy
z Dulwich Picture Gallery w Londynie. Założenia wstępne M
następujące: nauka przy pomocy sztuki pomaga w zrozumieniu
wielu problemów np. powiązań pomiędzy chemią a malarst­
wem. W zakresie samej sztuki młodzież nauczana jest takich
umiejętności jak koordynacja ręki i oka, techniki malarskie,
problemy krajobrazu, perspektywy, portretu itd. Dla każdego
rodzaju zajęć przygotowany jest odpowiedni kwestionariusz,
według którego kierunkuje się myślenie uczniów. W pewnym
momencie pojawia się aktor w stroju „z e p o k i " i poprzez
improwizację prezentuje dany warsztat malarski. Element ten
wprowadza widza w klimat epoki, skupia uwagę na szeregi
wiadomości, a także ożywia wizję malarzy i ich dzieł. Łatwiej
też „ m a l a r z o w i " ocenić styl współczesny i porównać do
własnego stylu. Zajęcia na temat portretu prowadzone sa
w oparciu o następujący kwestionariusz: „Wybierz portret,
który Cię interesuje. Opisz tło i akcesoria. Co mogą one
oznaczać? Opisz ubiór. Dlaczego ta postać jest tak ubrana?
Opisz wyraz twarzy, nastrój. Czy praca wywiera na Tobie jakieś
wrażenie? Opisz pozę, gesty. Co one mogą oznaczać? Opi
detale. Jak nazywa się oglądana postać? Kto namalował tea
portret i kiedy? Dlaczego wybrałeś ten właśnie portret?" Obok
tych pytań pojawiają się pytania bardziej szczegółowe npw odniesieniu do nakryć g ł o w y ! " Z jak wielu różnych materia
sZ

-

same działania czy też braki w opisie wywołują we mnie uczucie
niedosytu, a nawet sprzeciw. Michera nazywa swoje działania
dotykaniem rzeczywistości. Ale o jaką „rzeczywistość" mu
chodzi. Deklaruje chęć poszerzenia muzealnego zdarzenia tak,
by otworzyło się ono na kontakt z obcością i zachowało
autentyzm przedsięwzięcia. Jednocześnie jednak zarzuca próbę
rekonstrukcji dawnych obrzędów (pogrzebowych w wypadku
Biskupina i zaduszkowych w wypadku Czarnego). Mówi wręcz,
że jego działania „nie byłyby taką rekonstrukcją nawet wtedy,
gdyby pochodziły 'z epoki' (a są przecież całkowicie naszym
pomysłem). Żadnych zatem złudzeń bezpośredniego kontaktu
z minioną rzeczywistością ludów dawnych epok (...). Nigdy
bowiem nie da się w spotkaniu - nawet z żywą osobą - uniknąć
pośrednictwa symbolicznego. Ale pośrednictwo takie nie musi
°yć traktowane jako przykre ograniczenie - dzięki niemu
właśnie to, co się dzieje w Biskupinie lub na Czarnym, nie jest
"keją przenoszenia się ' g d z i e ś ' , lecz przeciwnie - poszerze­
niem własnej, realnej rzeczywistości." Zastanawiam się, czego
owiedzieć możemy się o obecnym kontekście, rezygnując
P° nania onego? Nie nawiązując kontaktu z tamtą rzeczywis' ą , lecz tworząc sobie swój własny kontekst kręcimy się
wokół ogona własnej rzeczywistości, kopiując siebie samego
możliwości „ p r z e r w a n i a " ciągu własnych doświadczeń
'asnych skojarzeń. Obcej rzeczywistości nie można włączyć
własne życie bez przeżycia i nawet bez prostej rekonstrukcji.
z

z

o s c

e z

w

e

Tego typu działania zaprzeczają wręcz współczesnym koncep­
cjom rozumienia „rzeczywistości muzealnej", gdzie wszystko
dąży właśnie do doświadczenia przeżycia obcej kultury, nienaszej rzeczywistości czy osobowości twórczej innego człowie­
ka. O co więc Michera chce poszerzyć własną rzeczywistość?
Autor wielką wagę przykłada do symbolizmu naszych działań.
Wkracza w życie swoich podopiecznych jako etnograf, prezen­
tując i m pewien typ widzenia ich zachowań. Przedstawia zatem
im jedną z konstrukcji interpretujących rzeczywistość, ale to
wcale nie jest rzeczywistość grobów biskupińskich czy cerkwi
w Czarnym. Jest to rzeczywistość tej tylko interpretacji. I jest to
jeszcze według mnie heppening o charakterze wysoce abstrak­
cyjnym, gdyż zakłada uniwersalizm przeżyć ludzkich. Jako
heppening działania takie są dla mnie zrozumiałe. Jednakże
w niewielkiej tylko mierze wykorzystują one ogromne moż­
liwości jakie daje muzeum - możliwości wejścia w twórcze
działania innych. Na poziomie mimesis I I I (przypomnijmy „jest
to aspekt, który włącza do sfery aktu twórczego o d b i o r c ę " )
działania Michery są niewystarczające gdyż, zamykają odbiorcę
w kręgu tylko jego własnej twórczości. Zaryzykowałabym za
Byszewskim twierdzenie, że tego typu działania są powoływa­
niem do życia martwych znaków - martwych poprzez właśnie
swój wysoce abstrakcyjny zasięg. „ W Biskupinie pragnęliśmy
przywrócić d w ó m eksponatom status grobów, a całej prze­
strzeni muzeum nadać symboliczny charakter cmentarza. Wie­
czorna pora pozwala uniknąć spotkania z turystami - mogłoby
ono spowodować, że podjęte działania staną się niezamierzo­
nym heppeningiem. Zapadający zmrok, podobnie jak stroje
przywołujące skojarzenia z monastyczną modlitwą, to także
pomoc w stworzeniu odpowiedniego nastroju. Wszystko trwa
ok. 20-30 min., wypełnionych przede wszystkim śpiewem.
Kilkunastu uczestników zdarzenia okrąża salę, ogarniając j ą
i wypełniając dźwiękami określającymi początek owego czasu
skupienia. Później, przy każdym z grobów, śpiew, wspomagają­
cy milczenie dźwięk fletu, cichy znak dzwonka oraz kwiaty
materializują niejako pamięć o z m a r ł y m . " Drugie wydarzenie,
które chciałabym przedstawić dla porównania miało miejsce
parę lat temu w jednym z amerykańskich muzeów. W muzeum
tym znajdują się doczesne szczątki kilku w o d z ó w indiańskich.
Niesiony ekspiacyjną falą jubieluszu odkrycia Ameryki, dyrek­
tor tego muzeum zaproponował współcześnie żyjącym człon­
kom plemienia, oddanie im tych szczątków. Rada plemienia
podziękowała i poprosiła o czas na debatę wewnątrzplemienną.
Któregoś dnia w muzeum zjawili się Starsi plemienia, w ob­
rzędowych strojach i obwieścili swoją decyzję. Ponieważ
utrzymanie świętych relikwi jest szalenie kosztowne, a oni są
biednym plemieniem, proszą o zatrzymanie „ w o d z ó w " w mu­
zeum, a jednocześnie proszą o możliwość odprawiania rytuałów
w muzeum. Tak też się stało. Symbole ożyły poprzez rzeczywi­
ste zaangażowanie Indian w swą przeszłość, a chociaż na ogół
towarzyszą ich obrzędom zwiedzający, nikt nie obawia się
„niezamierzonego heppeningu".
Postmodernizm tak żywo obecny we współczesnej nauce,
spełnił też rolę katalizatora wobec kryzysu muzealniczego.
Niewątpliwie stał się on świeżym oddechem dla starzejących się
koncepcji, wyłonił kilka niezauważalnych do tej pory prob­
lemów jak np. oderwanie się od europocentrycznego światopo­
glądu i otwarcie na inne systemy znaczeń; potrzebę stworzenia
atmosfery autorefleksji, zmobilizowania widza do aktywnego
odbioru ekspozycji - a co za t y m idzie nawiązanie kontaktu ze
zwiedzającymi przez badania ich opinii, a nawet włączenia ich
do tworzenia koncepcji wystaw; współpraca muzealników
z twórcami kultur reprezentowanych przez obiekty muzealne.
Zdarza się obecnie, że twórcy ci zapraszani są w charakterze
„specjalistów" do organizowania wystaw. Innym żywotnym
problemem jest wyrwanie się z zaklętego kręgu interpretacyjności, np. przez użycie języka poezji w miejsce tradycyjnych
etykietek przy obiektach, jak postuluje Charles Hunt: „Praw­
dopodobnie jest nie do uniknięcia przedstawianie przedmiotów

71

�Propozycja wystawy i lekcji muzealnej dla klas 1-6 szkoły podstawowej.
afy zarówno niebezpiecznej nudy wśród martwych, niedotykal­
nych
eksponatów, jak również niebezpieczeństwa wiecznego
NA TRIOBR A N D A C H
feksperymentu, w którym gubi się poznawcza rola muzeum?
Jednym słowem, co zrobić, by przedmioty ożyły i nauczyły nas
P o ś r o d k u sali ustawiona jest makieta w s i Omarakana
t z e g o ś rzeczywistego o obcych kulturach lub dawnych czasach,
z Triobrand. W a ż n e jest, by b y ł o to prawie d o k ł a d n e jej przeniesie
nie, łącznie z wymiarami.
a pośrednio o nas samych?
Dzięki mniej wyszukanej formie, a jednocześnie, dzięki
Makieta powinna być wykonana w g p o n i ż s z e g o planu. Konieczne jest także
zaznaczenie p o s z c z e g ó l n y c h części wioski, ndywidualnemu zbliżeniu z eksponatami, zajęcia warszaws­
tak j a k na rysunku p o n i ż e j .
kich placówek realizujących program „Inne muzea" wydają się
(bardziej odpowiadać wymogom współczesnych muzealników.
Plan w i o s k i Omarakana (Triobrandy)
(Oczywiście każde muzeum ma swoją specyfikę, swoje moż­
liwości, ale i swoje ograniczenia. W Muzeum Archeologicznym
(można stać się na moment biskupińskim garncarzem i borykać
się z technicznymi problemami obróbki gliny lub modelowania
biżuterii miedzianej. W Muzeum Etnograficznym można stać
się twórcą ludowej wycinanki, pisanki lub wypróbować ar­
chaicznych narzędzi do produkcji odzieży, w Muzeum Narodo­
wym lub w Centrum Sztuki Współczesnej można zmierzyć się
z technikami plastycznymi i odnaleźć w sobie własne narzędzia
ekspresji. Ale tak bliskiego kontaktu z eksponatem nie możemy
spodziewać się np. w Muzeum Ziemi, gdzie dziecko nie ma
szans na zerwanie liścia z karbońskiego drzewa, a w Muzeum
С З С Э
Ewolucji nie przejedzie się na dinozaurze. To zadanie dla
ulica wioskowa
wesołych miasteczek (bez ironii). Podstawowym zadaniem
tu nie wolno g o t o w a ć
•
a
&lt;
- tutaj koncentruje się życie domowe
wystaw jest ukazanie przedmiotów i kryjącej się w nich wiedzy,
a nie dostarczenie zwiedzającym dobrej zabawy. Nie mniej
^
- tutaj wolno g o t o w a ć
boisko
element zabawy, z podkreśleniem naukowej roli wyobraźni
tańców
w młodych umysłach spotykamy w każdym działaniu muzeal­
nym. Jak pisałam w swym artykule sprzed roku („Plastyka
i Wychowanie" nr 2/1993) w procesie dydaktycznym wykorzy­
stywana jest naturalna ciekawość dziecka, drzemiąca w nim
cmentarzysko
żyłka odkrywcy i wreszcie dziecięcy ejdetyzm, dla sprowoko­
wania samodzielnego myślenia, swobodnej gry wyobraźni oraz
dostrzeżenia trudu ludzkiej wynalazczości; by dzieci dotykając
0

0
0
0

0

0
D

przedmiotów i bawiąc się nimi zastanowiły się nad ich dziejami.
Od 1992 r. prowadzę zajęcia muzealnicze dla studentów
Etnologii U W . Staram się zaznajomić moich studentów z zało­
żeniami alternatywnego muzeum i przygotować ich do pracy
muzealnej w nowym stylu. Założyłam na wstępie, zgodnie
z zasadą - aby coś zrozumieć trzeba to najpierw przeżyć, że
studenci będą odbywać zajęcia w charakterze dzieci. Dlatego
też uczestniczą oni w działaniach muzealnych robiąc dokładnie
to samo, co młodzi goście alternatywnych programów. M a m
nadzieję, że dzięki temu zbliżą się do odczuć swoich przyszłych
„ofiar". Jednocześnie przekazywana i m jest przez pracow­
ników muzeów wiedza specjalistyczna dotycząca budowy tego
typu lekcji. Sprawdzianem dla mnie są samodzielne scenariusze
lekcji sporządzane przez studentów pod koniec cyklu semina­
riów. Na zakończenie chciałabym przedstawić efekty naszej
wspólnej pracy, inspirowanej poszukiwaniem alternatywnych
działań muzealnych. Poniżej prezentuję dwa takie scenariusze.
Katarzyna Hilchen
KONSPEKT LEKCJI MUZEALNEJ
W MUZEUM ZIEMI PAN W WARSZAWIE
(al. Na Skarpie 20/26)
D L A : dzieci z klasy drugiej szkoły podstawowej, w wieku 8-9
lat
CZAS T R W A N I A : ok. 60 min.
T E M A T : Z W I E R Z Ę T A Z PREHISTORII
CELE:
- przekazanie dzieciom informacji o życiu na Ziemi przed
milionami lat; o ewolucji gatunków
- zachęta do korzystania ze zbiorów muzealnych jako pomocy
(i urozmaicenia) w zdobywaniu wiedzy
- wyrabianie wśród dzieci przekonania, że zbiory muzealne
mogą być pretekstem do zabawy

V
C 3

krąg chat mieszkalnych

•

krąg spichlerzy na yam

mm

chata wodza
O

spichlerz wodza

jako elementów trwałych struktur raczej, niż jako przedstawi­
cieli pewnej dysputy ideologicznej, w której znaczenie jest
płynne i czułe na zmieniające się warunki historyczne. Problem
w tym jakich użyje się słów do ich opisu. I m więcej tych słów
użyjemy i i m bardziej będą one specjalistyczne, tym bardziej
zaciemnimy znaczenia tych przedmiotów. Film, wideo czy
realistyczne symulacje tylko komplikują sytuację. Poezja, która
zawiera znaczenia między słowami, może być drogą mówienia
0 przedmiotach należących przecież do niejednoznacznych
rzeczywistości."
Postmodernizm otworzył muzeom drogę do eksperymentu.
1 z tej właśnie strony doczekał się on krytyki. W eksperymencie
nie ma co prawda nic zdrożnego, tym bardziej, gdy jest on
czyniony świadomie, tzn. gdy twórcy eksperymentu kontrolują
w nim siebie samych i użyte przez się narzędzia. Eksperyment
jest też praktycznym sprawdzeniem nowych koncepcji. Ale
stała obecność w muzeach eksperymentu może oczywiście

72

Katarzyna W a s z c z y ń s k a

nużyć, i znów tym bardziej im bardziej ekspozycja staje
tylko polem wyrażania potrzeb estetycznych lub co gorsS
wbrew swej pierwotnej funkcji oddala nas od oglądu innyd
kultur w nieopanowanej pogoni za samym sobą. Brian Durraff
należy do zdecydowanych krytyków postmodernizmu: „Kieł*
nek nieinterpretujący zwany postmodernizmem jest objawet
kryzysu światopoglądu naukowego. Obecnie, w globalnej rec*
sji, towarzyszącej bezprecedensowemu kryzysowi spolecznen*
i środowiskowemu, wyobrażenie postępu całkowicie porzuco*
i staramy się nauczyć nie obawiać, a kochać chaos. Щ
Postmodernizm jest bardzo pretensjonalnym i w ogóle dziwact
nym paradygmatem. Pomimo skłonności do uogólnień ludZ*
przecież nadal potrzebują identyfikacji z grupą lokalną, (rady
cją. Obok tendencji zjednoczeniowych istnieją przecież tende*
cje nacjonalistyczne. Wystawy w starym stylu: wystawy regtf
nów, konkretnych kultur zapewniają realizację takich potrzeb.
Czy istnieje pośrednia ścieżka działań muzealnych, omijając
щ

1

73

�METODY:
- pokaz filmu wideo - gra
- pogadanka
- pokaz eksponatów
POMOCE:
- film wideo o ewolucji gatunków, którym dysponuje Muzeum
Ziemi
- eksponaty skamieniałości, czaszki i szkielety zwierząt czwar­
torzędowych ze zbiorów Muzeum Ziemi
- szarfy (35 po 7 każdego rodzaju) w pięciu grupach:
prekambr
paleozoik
napisy na szarfach
mezozoik
kenozoik - trzeciorzęd
kenozoik - czwartorzęd
- plansza do gry + kostka do gry (z trzema oczkami - ma­
ksymalnie) ew. nagrody dla zwycięskiej drużyny: w formie
małych figurek dinozaurów (do kupienia w kioskach i skle­
pach z zabawkami w cenie kilku tysięcy)
- plastelina (2 pudełka po 6 kolorów) podzielona na 35
niewielkich porcji + muszle, kamyki, patyczki
TOK ZAJĘĆ:
1. Przy wejściu rozdanie (losowo) dzieciom szarf
2. Przekazanie informacji o tym gdzie powstało życie na ziemi
- z pytaniem typu: jak myślicie, gdzie?
+ [przy planszy ilustrującej podział na okresy] przekazanie
informacji o podziale dziejów Ziemi
zwrócenie uwagi dzieci na ich własne szarfy co jest na nich
napisane; połączenie się dzieci w grupy i ustawienie się
według kolejności er
3. [ W sali prezentującej eksponaty: skamieniałości] Pogadanka
na temat: skąd wiemy o zwierzętach żyjących na ziemi przed
setkami czy dziesiątkami milionów lat? Podkreślenie roli
wykopalisk.
Zaprezentowanie eksponatów: skamieniałości.
4. Rozdanie plasteliny + muszelek, patyczków, k a m y k ó w
każde dziecko może samo sprawdzić jak powstawały ska­
mieniałości przez odciskanie różnych form w plastelinie.
5. Przejście do sali wideo. Pokaz filmu o ewolucji gatunków,
z zaznaczeniem er (poznanych j u ż przez dzieci) - czas
trwania ok. 20 min.
6. Uzupełnienie lub rozszerzenie niektórych podanych przez
film informacji:
- podkreślenie najważniejszych elementów, które później
będą wykorzystane w grze, np. „ciało gadów było pokryte
łuską, a ich krew była zimna. Musiały się wygrzewać na
słońcu, żeby zgromadzić ciepło, które da i m siłę do porusza­
nia się - stąd żagle na grzbietach niektórych z n i c h . "
7. Prezentacja eksponatów: czaszek zwierząt czwartorzędo­
wych + komentarz.
8. Utrwalenie wiadomości w formie gry planszowej:
- ponowny podział na grupy według szarf z nazwami er
- drużyna po konsultacji odpowiada na pytania związane
z polem na którym stanęła w wyniku rzutu kostką - jeśli
nie odpowiedzą cofają się o jedno pole.
PYTANIA:
pole nr 1: Patrząc na te zwierzęta, przypomnijcie gdzie
narodzyło się życie?
nr 2: Co to są skamieniałości?
Dlaczego są dla nas ważne?
nr 3: Jakie zwierzęta żyły wśród glonów i nimi się
żywiły?
nr 4: W co wyposażone były ryby w paleozoiku?
nr 5: Jak nazywają się zwierzęta, które pierwsze nau­
czyły się oddychać powietrzem?
nr ó: Do czego służył żagiel na grzbiecie niektórych
gadów?
nr 7: Jaką długość (od nosa do ogona) osiągały naj­
większe dinozaury?

74

nr
nr

8: Ile milionów lat królowały na Ziemi dinozaury? ata wodza zarezerwowana dla prowadzącego). W y b ó r ma
9: Czy tyranozaur był drapieżnikiem czy roślinożer- j wierciedlać zasadę patrylokalności, czyli zamieszkania ra­
cą?
dżiny w domu męża - ojca rodziny podstawowej,
nr 10: Dinozaury czy ssaki były zwierzętami stałociepl- ponowne zebranie wszystkich na placu.
nymi?
prowadzący lekcję pełni rolę naczelnika wioski. Objaśnia on
nr 11: Od czego pochodzi nazwa „ s s a k i " ?
funkcjonowanie wioski trobriandzkiej: ziemia dookoła wsi jest
nr 12: Dlaczego zwierzęta na Ziemi się zmieniały?
j s n o ś c i ą wodza i jego krewnych, zaś mieszkańcy wioski
nr 13: Jakiego współcześnie żyjącego zwierzęcia b y ł o _ j ą na polach i w ogrodach j ą otaczających. Zebrane przez
przodkiem i jak się nazywało przedstawione na j , j plony dzielone są na części, które następnie są oddawane:
rysunku zwierzę?
_ wodzowi - najlepsze owoce yamu, jako wypełnienie
świadczeń należnych naczelnikowi wioski;
NA T R O B R I A N D A C H (Katarzyna Waszczyńska)
_ kjewnym - wypełnienie świadczeń krewniczych, okreś­
lających zasadę, że „brat żony wypełnia spichrz jej m ę ż a " ;
Propozycja wystawy oraz lekcji dla klas 1-6 szkoły pod-' _ pozostałą częścią wypełniają własny spichlerz,
stawowej.
^ ogrodach wioski pracują wszyscy, zarówno kobiety, jak
Wystawa
. ż y ź n i . Kobiety zajmują się ponadto domem i zajęciami
cn

oc

w

z

a

r a c u

c n

m c

C Z

czółno, którą podarują wodzowi) jest to niezgodne z rzeczywis­
tością trobriandzką, ale potrzebny jest motyw współdziałania
i rywalizacji pomiędzy grupkami.
W ó d z wynosi z chaty przedmioty wymiany: naszyjniki
(soulowa) i naramienniki (mwali). Każda z rodzin dostaje
mniejsze (mogą być to korale imitujące naszyjniki i naramien­
niki).
Przed samą wymianą - krótkie przedstawienie jej zasad
i charakteru.
Kula to wymiana mająca na celu zaspokojenie potrzeby
kontaktów pomiędzy ludźmi. M a ona charakter obrzędowy.
Odbywa się według określonych tradycją reguł, w wyznaczo­
nym czasie. Otoczona jest magicznymi rytuałami. Uczestnictwo
w Kula jest związkiem trwałym, nakłada różne obowiązki, ale
i przywileje. Łączy ludzi w stałe stosunki wzajemnej wymiany
darów i usług.
Dlatego obowiązują następujące zasady:
- raz w Kula zawsze w Kula - dar musi być przyjęty
i odwzajemniony o takiej samej wartości lub wyższej; zasada
uczciwości i równoważności,
- nie wolno zmuszać do dania daru, ani nie wolno się go
domagać,
- zasada hojności.
Przed przystąpieniem do zabawy w Kula, wyszukanie przez
dzieci zaznaczonych stron świata i pokazanie, w którą stronę
powinny poruszać się naszyjniki, a w którą naramienniki. Teraz
następuje zabawa dozorowana przez prowadzącego, czuwające­
go nad prawidłowością wymiany. Gdy j u ż zostanie dokonana
wymiana, ponownie zbierają się na placu tańców, gdzie od­
powiadają na pytania dotyczące Kula i jej przebiegu. Chodzi
o utrwalenie zasad jej funkcjonowania. Powinny także paść
pytania o samą wioskę i jej organizację dla sprawdzenia jak
wiele informacji zostało zapamiętane przez dzieci (na tej
podstawie powinno się bądź ograniczać przekazywane treści,
bądź je rozszerzać). Przez cały czas dzieci powinny same
zadawać pytania.
Na tym kończy się dzień w wiosce trobriandzkiej, ale jutro
zaczyna się nowy z n o w ą grupą dzieci...
Wyżej przedstawiona lekcja oprócz nauki o samej społeczno­
ści trobriandzkiej, ma za zadanie nauczyć wzajemnego współ­
działania, prawidłowego kontaktowania się pomiędzy sobą,
wzajemnego akceptowania, ale także nauczyć rzeczy pod­
stawowych, jak np. kierunki świata, posługiwanie się m a p ę itp.

Pośrodku sali makieta wsi z Trobriand - Omarakany J gospodarskimi. Czynności te m o g ą być wykonywane jedynie na
prawie dokładne jej przeniesienie, łącznie z wymiarami; wg ulicy znajdującej się pomiędzy kręgiem spichrzy a kręgiem
poniższego planu z zaznaczeniem poszczególnych części wio- chatjki
Co 2-10 lat do wioski dochodzi wielki „obieg , tzn.
Dookoła sali, na dużych planszach, udających trójwymiaro- następuje wielkie święto związane z wymianą Kula. Do tej
we - zdjęcia tamtejszych mieszkańców - Trobriandczyków wymiany cała wieś przygotowuje się przez czas pomiędzy
przy ich codziennych i świątecznych zajęciach. Chodzi o zro- wymianami. Kula dotyczy wszystkich mieszkańców, ale najbienie wrażenia „ b y c i a " w tej wiosce. W dali sączące się/ ważniejsza odbywa się pomiędzy wodzami wioski. Wymienia
nagranie rozmów, śpiewów, przyrody. Poniżej tablic - re­ nę są naszyjniki i naramienniki z muszli spondylusa (przejście
prezentatywne eksponaty ułożone tematycznie: narzędzia po- do gablotki i pokazanie, jak wyglądają). Naszyjniki są wymietrzebne przy budowie chat, łodzi; narzędzia pomocne przy pracy niane ze wschodu na zachód, naramienniki odwrotnie z zachodu
w ogrodzie; podstawowe przedmioty z wyposażenia chat;, na wschód. Przed Kulą, we wsi mężczyźni przystępują do
spódniczki z rafii; naszyjniki oraz naramienniki z muszli budowy czółen, które umożliwiają wzięcie udziału w wymianie
spondylusa.
pomiędzy wioskami.
Przy wejściu duża mapa przedstawiająca Australię i Oceanię
Tak przygotowane dzieci zaczynają „żyć życiem Trobriand- schematycznie, z wyraźnym zaznaczeniem położenia Wysp czyka". Na początek rozchodzą się po sali w poszukiwaniu
Trobrianda i wsi (mniej więcej). Kolejną planszą graficzną pożywienia - yamu-bulw jadalnych (które imitują grapefruity)
powinna być plansza z planem wsi Omarakana z zaznaczonymi a następnie znoszą je do swoich domów, gdzie dokonują
poszczególnymi jej częściami.
podziału na grupy potrzebne do wypełnienia wyżej wymienioPonad całością zdjęć - bardzo wyraźne zorientowanie i za- nych świadczeń. Teraz następuje wzajemne przynoszenia zbioznaczenie kierunków: wsch., p d „ pn., zach.
rów - po kolei grupa po grupie.
W pewnym momencie przynoszenia „ b u l w " przybiega nie­
Żadnych podpisów ani tekstów wprowadzających (nauczanie
nielogistyczne!).
znany dzieciom pracownik muzealny (a la Trobriandczyk)
Celem wystawy, jak i lekcji jest pokazanie systemu społecz­ i zawiadamia wszystkich, że czas szykować czółna, bowiem
nego panującego na Trobriandach, życia społecznego Melane- zbliża się Kula. Pomimo że zajmują się tym tylko mężczyźni,
zyjczyków tam mieszkających z zaznaczeniem takich momen­ tutaj współpracują całe „ r o d z i n y " , które mają za zadanie
tów, jak praca w ogrodzie, zakładanie spichrzy poszczególnych zrobienia czółna jak największego z papieru. Po jego wykonaniu
mieszkańców i spichrza wodza, budowa łodzi, kula - wymiany zbierają się na placu, gdzie w konkursie wybierane jest najlepsze
międzywioskowej i między wyspowej.
Lekcja
Trobriandy to wyspy położone na pd-wsch. od Papui - Nowej
BIBLIOGRAFIA
Gwinei. Stolica - Kiriwina. Ludność mieszkająca to Malanezyjczycy nazywani popularnie od nazwy samych wysp - Trobrian-1 Byszewski J., Parczewska M.
Michalska W.
1993 Zamysł twórczy a odbiór społeczny (na przykładzie wystawy mono­
1992 Deklaracja programowa projektu pt. „Inne muzeum". Centrum
dczykami.
graficznej „Polskie szopki ludowe" „Śląskie Prace Etnograficzne".
Sztuki Współczesnej, Warszawa.
Zabawa w wyszukanie na mapie wstępnej wysp i próby
Clifford
J.
nazwania mieszkańca i mieszkanki Trobriand (Trobriandczy,,
'992 O kolekcjonowaniu sztuki i kultury, „PSL: Konteksty" nr 1, 1993. Michera W.
Trobriandka) - chodzi o utrwalenie nazwy i oswojenie się z tym Durrans B.
1993 Tajemnica butów, czyli pochwala muzeum, „PSL-Konteksty", nr 1.
egzotycznym tematem.
1993 The future of ethnographie exhibitions, „Zeitschrift fiirEthnologie", 1994 O symbolicznym dotykaniu rzeczywistości, „PSL-Konteksty", nr 1.
Wejście do wioski. Krótkie przedstawienie jej części, spraw­
z. 118
Morris S.
dzenie z planszą zgodności rozmieszczenia poszczególnych Hunt Ch.
J993 The museum: a sacred arena, „Zeitschrift fiir Ethnologie", z. 118. 1983 Л teacher's guide to using portraits, English Heritage.
budynków. Zebranie grupy pośrodku - na placu tańców.
Jackowski
A.
Krótkie omówienie organizacji społeczności z wytłumacze­
Mullaney S.
•993 Czy muzea etnograficzne mogłyby powstać dzisiaj?, „Śląskie Prace 1983 Strange things, gross terms, curious customs: the rehersal of cultures
niem (przystępnym) jej nazw.
Etnograficzne".
in the late Renaissance, „Representations", nr 3.
Trobriandczycy są społecznością matrylinearną, tzn. że wsze­
Kubiak A.
Robotycki Cz.
lkie pochodzenie, jak i dziedziczenie dóbr jest w linii matki - p? 1994 Krótki tekst o totalu, „Społeczeństwo Otwarte" nr 3.
1993 Teorie kultury a muzea etnograficzne, „Śląskie Prace Etnograficzne''
matce. Uprzednio podzielona grupa ma rodziny podstawowe, tj,^°*ska-Otwinowska J.
matka, ojciec, (dla uproszczenia) jedno dziecko - wybierając
Voris
H., Sendzielarz M., Blackman C.
Biżuteria według pradawnych wzorów, „Plastyka i Wychowanie",
nr 2.
Teach the mind, touch the spirit. Muzeum Naturalne w Chicago
swojego przedstawiciela z rodzin podstawowych wymienia: kto
po k i m dziedziczy. Następnie łączone są po dwie rodziny
podstawowe celem utworzenia „wspólnot interesów i więzó*
k r w i " , czyli krewni w linii matki - jest to potrzebne przy
dalszych działaniach. Podzielona grupa dostaje zadanie wy­
brania sobie odpowiedniej chaty i spichrza przy chacie (wyjątek
-

;

75

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9642" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9620">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b65ca66e2ffb67c4ee33b2106afd62f4.pdf</src>
        <authentication>11d6a2b5cba50fd38e379aa7c398db79</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114769">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5398</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114770">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114771">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5016</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114772">
                <text>Nowojorskie domy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114773">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4 ; s.21-34</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114774">
                <text>Vidler, Anthony</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114775">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114776">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114777">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114778">
                <text>ANTHONY VIDLER
awiedzony dom jest niewątpliwie najpopularniejszym toposem dziewiętnastowiecznej niesamowitości. Jako motyw przewodni zarówno
literackich fantazji, jak i odrodzenia stylów historycznych w architekturze, opisywany w baśniach, horrorach i powieściach gotyckich, zapoczątkował specyficzny rodzaj pisarstwa, który pod koniec wieku został
utożsamiony z romantyzmem. Właśnie taki dom stał
się ulubionym miejscem niesamowitych wydarzeń;
swojski charakter siedliska historii rodu i nostalgii,
ostatniego, najbardziej intymnego schronienia dla prywatności, tym bardziej pogłębiał grozę inwazji obcych
duchów. Zagłada Domu Usherów Edgara Allana Poego
jest tego modelowym przykładem: "Gdy po raz pierwszy zamajaczył mi przed oczyma, targnęła mą duszą sam nie wiem dlaczego - nieuskromiona żałość. [... ]
nieuskromiona, bowiem uczucia tego nie koiły owe na
wpół rozkoszne, gdyż spowite poezją wrażenia, jakich
zazwyczaj doznaje umysł na widok najgroźniejszych naturalnych przejawów okropności i spustoszenia".'
W wyglądzie opisanego przez Poego Domu Usherów nie było jednak nic takiego, co m&lt;?głoby wyzwolić
przeczucia "upiornych zwidywań". "Załobne mury"
i "okna zgasłym podobne źrenicom" były opustoszałe,
lecz wszelkie przejawy spustoszenia odnosiły się bardziej do fantazji narratora niż do jakiegoś niezwykłego
detalu budowli. Patrząc obiektywnie, stare posadzki,
rzeźbione stropy, obicia na ścianach i rycerskie trofea
wyglądały dość znajomo. "Atmosferę" spowijającą
dom, grobowe wyziewy "podnoszące się ze spróchniałych drzew, szarych ścian i głuchej topieli", trudno było uznać za "ulotne wrażenia", oczywiste efekty sennych
marzeń. Świadomość zakorzenienia tych właściwości
w domu, w każdym jego kamieniu obdarzonym fatalną
mocą - świadomość, że sam dom był niesamowitą mocą- przyszła powoli, bezwiednie, wbrew rozumowi; wobec całkowicie normalnego otoczenia brak widocznej
grozy wzbudzał tym większy niepokój. To co znajome

N

wywoływało niepokojące wrażenie niezwyczajności:

"Aczkolwiek otaczające mnie przedmioty [... ] różniły
niewiele lub nie różniły się wcale od tych, do których nawykłem od dzieciństwa; aczkolwiek rozpoznawałem niezwłocznie te rzeczy, tak dobrze mi znane, mimo to nie wychodziłem z podziwu, iż zwyczajne zjawiska mogą rozniecać takie niezwyczajne urojenia".Z
W tym modelowym, nawiedzonym domu Poego
można było odnaleźć wszelkie oznaki nawiedzenia starannie zebrane od romantycznych poprzedników pisarza. Miejsce było opustoszałe, mury bez wyrazu i prawie dosłownie "bez twarzy", okna "podobne źreni­
com", ale bez oznak życia- "zgasłe". W dodatku była
to skarbnica wielu wieków pamięci i tradycji wpisanych w mury i przedmioty: w ściany "wyblakłe doszczętnie w przebiegu wieków", w pokruszone kamienie, pociemniałe meble, sklepione i mroczne komnaty.
Tak naprawdę było to prawie muzeum, rodzaj kolekcji
się

Nieswojskie domy*
Niektóre języki nowożytne nie mogą oddać naszego wyrażenia "niesamowity dom" inaczej, jak
tylko przez opis: "dom, w którym straszy".
Sigmund Freud, Niesamowite

podobnej do zbioru Alexandra du Sommerard
w Hotel de Cluny, zachowanej dla upamiętnienia rodu. Ród prawie wymarł - pochłonięty przez historię,
która wyziewami z grobu, z rodzinnej krypty, wypełnia­
ła tę żywą niegdyś siedzibę; jej mury przypominały
"stare wiązania drzewne, co butwieją od dawna w zatęchłym, nie przewietrzanym podziemiu". 3
Dom był więc kryptą przeznaczoną do własnego
pochówku; to wydarzenie zapowiadała "zaledwie widoczna rysa", która poczynając od dachu zbiegała
w dół. We wnętrzu znajdował się namalowany przez
Ushera obraz jego własnego grobu, przedstawienie,
które poprzez swoją "abstrakcyjność" wydało się narratorowi najbardziej niesamowite:
Pewien fantastyczny, mniej wszakże w abstrakcjach zaprzepaszczony utwór mojego przyjaciela postaram się, acz nieudolnie, nakreślić tu w słowach. Nieduży ten obrazek przedstawiał wnętrze jakiegoś niezmiernie długiego, prostokątnego podziemia czy tunelu o niskich ścianach, gładkich i białych, pozbawionych wszelkich przerw
i ozdób. Niektóre szczegóły uboczne miały naprowadzać na domysł,
że tunel ten znajduje się niesłychanie głęboko pod powierzchnią ziemi. Na całej jego ogromnej przestrzeni nie widniało nigdzie wyjście
ani pochodnia lub jakiekolwiek inne, sztuczne źródło światła, a jednak powódź jaskrawych blasków roztaczała się wszędzie i zatapiała
czeluść upiorną, nieodgadnioną poświatą. i

Porzucone domy, rzeczywiste czy też wyimaginowane, wywierały na widzu podobne wrażenie. Domy na
wyspach Jersey i Guernsey opisane przez Victora Hugo
- wierne obrazy jego własnego wygnania na obczyźnie
- podobne były do Domu Usherów, z tą tylko różnicą,
że nie były "nawiedzone" przez jakiegoś wymyślonego
ducha rodziny, lecz przez zabobony mieszkańców wysp.
Zdarza się czasem na Jersey lub Guernsey, na wsi, a nawet
przez jakieś puste zakątki lub przez ludną ulicę, napotykamy dom o zabarykadowanym wejściu; ostrokrzew
tarasuje drzwi; okna parteru zabite są deskami przypominającymi jakiś ohydny plaster; okna wyższych pięter są jednocześnie otwarte
i zamknięte, gdyż wszystkie futryny są zaryglowane, lecz wszystkie
szyby wybite.
iw

mieście, że przechodząc

Taki dom, zabity przez

własną pustkę

oraz przesądy

panujące w okolicy, "jest domem nawiedzanym [une
maisan visionee]. W nocy przychodzi doń diabeł". 5

�chii romantycznych gatunków niesamowitość była blisko
powiązana - choć zaskakująco odmienna - z bardziej
majestatyczną i poważną "wzniosłością", podstawową kategorią tęsknoty, nostalgii i nieosiągalnego. Usiłując zdefiniować szczególne uczucie wywołane przez Dom Usherów, Poe odróżnił je wyraźnie od bardziej przerażających
wrażeń towarzyszących zazwyczaj wzniosłości: "Zlodowaciała, zniżyła się, omdlała dusza - potępieńczym zrozpaczeniero przepoiła się myśl, której żadna tortura wyobraź­
ni ku niczemu wzniosłemu pobudzić nie mogła". 8
Wszystkie podgatunki - groteska, karykatura,
baśń, melodramat, opowieść o duchach, horror- tradycyjnie uznawane były za formy wywrotowe wobec
solidnych podstaw i transcendentnych ambicji wznio-

Spośród wszystkich "umarłych domów" jeden szczególnie fascynował Hugo - opustoszały dom we wsi Plainmont na wyspie Guernsey. W ciągu siedmiu lat Hugo
powrócił tam trzykrotnie, aby wykonać szkice domu
z różnych stron; uczynił z niego motyw przewodni
w Pracownikach rrwrza. Naszkicowany w sepii, niewielki, jednopiętrowy, kamienny domek wyglądał zwyczajnie. Budynek o czterech oknach zamurowanych na parterze, jednych drzwiach, stromym dachu i kominie wydawał się jedynie archetypicznym "domkiem dla dzieci", zwykłą kompilacją podstawowych elementów zamieszkiwania. Jak zauważa Hugo, "położenie jest pięk­
ne, dom w dobrym stanie. [... ] Dom ten, zbudowany
z granitu i jednopiętrowy, stoi wśród zieloności. Nie robi wrażenia ruiny. Nadaje się do zamieszkania. Ma grube mury i mocny dach. W ścianach nie brak ani jednego kamienia, a na dachu ani jednej dachówki". Jednak
dom uważany był za nawiedzony i pomimo swojej prostoty "wyglądał tajemniczo". Opuszczone miejsce, prawie całkowicie otoczone przez morze, było prawdopodobnie zbyt piękne: "położenie jego jest wspaniałe,
a tym samym złowieszcze". Kontrast pomiędzy zamurowanymi oknami na parterze a otwartymi, pustymi
oknami na piętrze, "wychodzącymi na ciemne wnę­
trze", nadawał całej budowli niby-antropomorficzny
charakter: okna "są jak oczodoły po wyrwaniu oczu".
Zagadkowa inskrypcja nad zamkniętymi drzwiami potę­
gowała atmosferę tajemniczości, przypominała o budowie domu i o jego porzuceniu przed Rewolucją: "ELM-PBILG 1780". Również cisza i pustka podkreślały tę
grobową aurę: "rzekłbyś grobowiec z oknami, przez które duchy mogą patrzeć na światło dzienne". Hugo wyjaśnia nawiedzenie domu, odwołując się do tajemnic
wpisanych w lokalną tradycję. Kim byli pierwotni
mieszkańcy domu? Dlaczego dom porzucono? Dlaczego
nie ma właściciela? Dlaczego nikt nie uprawia pola? Te
pytania - pozostawione bez odpowiedzi z jakichś nieznanych i metafizycznych powodów - potęgowały ogólną atmosferę: "Dom ten jest niepokojący w południe,
jakiż musi być o północy? Patrząc nań, spogląda się na
zagadkę . [... ] Nie wiadomo. W tych kamieniach jest
święta groza. Mrok panujący w zakazanych pokojach
jest więcej niż mrokiem: to- nieznane".6 W dalszym
opisie Hugo, dom strzeżony przez grozę paradoksalnie
staje się schronieniem dla tych, których nawiedzenie
nie przeraża; jest to dom przemytników i renegatów, wygnańców i uciekinierów. Tylko ci z marginesu mogą się
czuć jak w domu w tak niespokojnej siedzibie. Legenda
o przestępstwie tutaj popełnionym, o winie nie do zmazania, która doprowadziła do upadku domu, określa jego teraźniejszość. W taki oto sposób koło historii domu
zabijanego przez wspomnienia zamyka obraz grobu zamieszkiwanego przez jego grabieżców: "Dom, podobnie
jak człowiek, może stać się trupem. Wystarcza, by zabił
go zabobon. Wówczas jest straszny". 7
Jednak tego rodzaju "groza" nie w pełni odpowiada
odczuciu opisanemu przez Edmunda Burke'a; w hierar-

słości. Odnajdując podstawową przyczynę wzniosłości

w grozie, Burke jednocześnie przyznawał, że nie
wszystko, co wzbudza grozę, jest wzniosłe. 9 Podobnie
Kant w swoich opisach wzniosłości - której źródło
znajduje się w umyśle skłaniającym się ku temu, by
"nieosiągalność przyrody ujmował myślowo" - nie odnosi jej do wszystkich idei rzeczy nieosiągalnych: We
wszelkich próbach osiągnięcia wzniosłego wyrazu kryły się pułapki, takie jak nagłe przejście od rzeczy
wzniosłych do przyziemnych, czy nawet do nonsensu.
Retorzy - od Longinusa do Jeana Paula Richtera rozpoznali tę skłonność wzniosłości do popadania
w śmieszność, w skrajne przeciwieństwo, które posiadało jednak wiele cech podobnych do swojej bardziej
poważnej poprzedniczki. "Brzydota - stwierdza Burke
- jest raczej zgodna z wyobrażeniem wzniosłości. Nie
chcę jednak żadną miarą, by miał ktoś zrozumieć, że
brzydota sama jest wzniosłym wyobrażeniem, chyba że
łączy się z jakościami, które budzą silną grozę". 1 0
Niesamowitość wydawała się jednak najbardziej
przewrotna ze wszystkich kategorii, nie tylko dlatego,
że była z łatwością trywializowana, ale również dlatego, że niekiedy była niemożliwa do odróżnienia od
wzniosłości. To błędnie zdefiniowane, jednak coraz
bardziej popularne wrażenie, Burke zaliczył do odczuć
kojarzonych z tajemniczością wzbudzającą grozę,
umieszczając je obok nocy i całkowitej ciemności: "jak
znacznie noc powiększa nasz lęk zawsze, ilekroć grozi
niebezpieczeństwo i jak bardzo myśli o duchach i gnomach, o których nie jesteśmy w stanie utworzyć jasnych wyobrażeń, opanowują umysły".ll Tak wielka
była groźba niesamowitości w okresie romantyzmu, że
Hegel - w próżnym wysiłku, aby zachować pamięć
o autentycznej wzniosłości w hebrajskich tekstach próbował zamknąć drzwi do sfery "zjawisk magicznych, magnetycznych, demonicznych, wytwornej
upiorności jasnowidztwa, chorobliwych stanów lunatycznych", wyganiając ciemne moce z jasnej i przejrzystej krainy sztuki. Hegel musiał jednak pogodzić się
z powszechnym zainteresowaniem tymi "niepojętymi
mocami" wśród jemu współczesnych, chociaż kryje się
w nich "niepoznawalna prawda przerażającej, niezrozumiałej i nieuchwytnej grozy",l 2

22

�Anthony Vidler • NIESWOJSKIE DOMY

spół

cech charakterystycznych. Niesamowitość byłaby
podejrzana, dziwna; lepiej
określona przez "lęk" niż grozę, czerpiąca swą siłę bardziej z nieokreśloności, utajonego niepokoju niż z jasno określonego źródła strachu, bardziej z nieprzyjemnego nawiedzenia niż z oczywistego objawienia.
W tym przypadku angielskie słowo [uncanny- przyp.
tłum.] wydaje się bardziej pomocne niż Freud skłonny
był przyznać: beyond ken - oznaczające dosłownie "bez
wiedzy" - pochodzi od canny, posiadający wiedzę lub

lat później Freud wykazał, że
jest - czy też wydaje się - kategorią estetyczną, która leży w obszarze tego "co w ogóle budzi
lęk", to znaczy w granicach tradycyjnej wzniosłości
(N 235).* Jednak Freud wyznaczył sobie zadanie określenia "tej szczególnej cechy, która dopuszcza rozróżnie­
nie w obrębie tego, co należy do sfery lęku, pierwiastka
'niesamowitego"'. Wręcz z przyjemnością podjął badania na przekór "estetycznym wywodom, które [... ] zajmują się raczej tym, co piękne, wspaniałe, pociągające,
[... ] aniżeli tym, co temu przeciwne, co odpychające,
przykre" (N 235) - czyli badania nad marginesami
wzniosłości wbrew jej uznanym źródłom. Dla Freuda
niesamowitość była niewątpliwie szczególnie użytecz­
nym narzędziem, dzięki któremu można było wypuścić
powietrze z balonu pustej estetyki z korzyścią dla wiedzy
psychoanalitycznej. Była to potyczka odzwierciedlająca
jego większy atak na psychologię metafizyczną:
Ponad

osiemdziesiąt

więc złowroga, niepokojąca,

niesamowitość

umiejętność. 13

Psycholog Ernst Jentsch- w eseju z 1906 roku, od
którego Freud rozpoczyna swoje dociekania - wykazał
istnienie bliskich związków pomiędzy psychologią a języ­
kiem: "Nasz język niemiecki utworzył całkiem niezłą
konstrukcję w słowie unheimlich. Niewątpliwie oznacza
ono, że ktoś, kto doświadcza uczucia niesamowitości,
nie jest całkiem zu Hause [w domu], że nie jest heimisch
[swojski], że sprawa jest mu obca". 14 Jentsch przypisał
uczuciu niesamowitości zasadniczy warunek- niepewność spowodowaną "brakiem orientacji", poczuciem
czegoś nowego, obcego i wrogiego, co ogarnia stary, znajomy, zwyczajny świat. Jak to streszcza Freud, Jentsch

Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że należy ono [ "niesamowite"- przyp. tłum.] do dziedziny tego, co przeraźliwe, wywołu­
jące lęk i grozę, równie pewne jest i to, że słowa tego używa się nie
zawsze w ostro odgraniczonym znaczeniu, tak że najczęściej zlewa
się ono właśnie z tym, co w ogóle budzi lęk. Można jednak oczekiwać, że istnieje jakiś szczególny rdzeń usprawiedliwiający stosowanie specyficznego słowa określającego pojęcie. Chcielibyśmy się dowiedzieć, czym jest ów wspólny rdzeń, który dopuszcza na przykład
rozróżnienie w obrębie tego, co w ogóle należy do sfery lęku, pierwiastka "niesamowitego". (N 235)

uznaje [... ], że zasadniczym warunkiem zaistnienia niesamowitego uczucia jest niepewność intelektualna. Niesamowite zawsze
byłoby więc właściwie czymś, w czym, by tak rzec, nie mamy rozeznania. Im lepiej człowiek orientuje się w świecie, tym trudniej
przychodzi mu odnosić wrażenie niesamowitości w rzeczach lub wydarzeniach. (N 236-237)

Wrażenie "niesamowitości" było więc uczuciem
szczególnie trudnym do zdefiniowania. Nie była to ani
wszechogarniająca trwoga, ani łagodny niepokój; niesamowitość lepiej nadawała się do opisania jako coś,
czym nie jest, niż za pomocą własnej natury. Dlatego
też łatwo dawała się odróżnić od przerażenia i wszystkich silnych doznań strachu. Nie była w pełni identyfikowana z doznaniami parapsychologicznymi: to, co
magiczne, halucynacyjne, mistyczne i pozaziemskie,
niekoniecznie implikowało "niesamowitość". Nie była
również obecna we wszystkim, co wydawało się obce,
dziwne, groteskowe czy fantastyczne; stanowiła przeciwieństwo karykaturalności i deformacji, które poprzez
swoje przerysowanie nie wzbudzały strachu. Posiadając cechy wspólne wszystkim rodzajom strachu, niesamowitość ujawniała się poprzez swoją nieokreśloność,
spotęgowaną przez liczne, nieprzetłumaczalne słowa,
które miały wskazywać na obecność niesamowitego
w różnych językach.
Podjęta przez Freuda próba definicji w oparciu
o lingwistykę komparatywną legła w gruzach, zderzając się z unheimlich, inquietant, sinistre, lugubre, etrange,
mai asan aise, sospechoso, de mai aguero, siniestroi oczywiście uncanny, słowem samym w sobie nieprzetłuma­
czalnym. Greka oferuje po prostu "xenos" (dziwaczny,
obcy), a łacina jedynie locus suspectus, czyli "niesamowite miejsce" (N 237). A jednak, pomimo irytacji
Freuda, w ostatecznym efekcie ten kolaż słów wyznacza jeśli nie słowo, to przynajmniej pole skojarzeń, ze-

I chociaż Freud kwestionuje granice tego wyjaśnie­
nia- stwierdzając, że definicja Jentscha "nie jest wyczerpująca" - to jednak podkreśla ono pierwszy zwią­
zek pomiędzy niesamowitym a przestrzenią i otoczeniem, związek "orientacji", "rozeznania".
Dla Freuda wielorakie znaczenia i skojarzenia niemieckiego słowa unheimlich okazały się bardziej obiecujące. Posłużyły mu do wyjaśnienia działania niesamowitości jako systematycznej zasady, jak również do
ostatecznego określenia obszaru niesamowitości
w tym, co domowe, swojskie. Umożliwiły również odnajdywanie niesamowitości w doświadczeniu indywidualnym jako nieświadomego produktu powieści rodzinnej. W tym celu Freud świadomie doszedł do definicji unheimlich poprzez znaczenie przeciwstawne
heimlich; podkreślił w ten sposób niepokojącą afiliację
pomiędzy nimi oraz uznał pierwsze znaczenie słowa jako bezpośredni rezultat tego drugiego.
Odwołując się obficie do cytatów z dziewiętnasto­
wiecznych słowników, Freud pozwolił, aby jego argument, by tak rzec, sam się rozwinął (N 237-241). 15
I tak w Warterbuch Daniela Sandersa z 1860 roku heimlich jest definiowane przede wszystkim jako "należący
do domu", "nieobcy", "znajomy". Jest łączone z domowym, "lubym i przytulnym", "rozkosznym uczuciem cichego zadowolenia itd., przyjemnym spokojem i pewnym schronieniem, takim jakie wywoływane w za23

�mkniętym, zamieszkanym domu". Sanders przywołuje
wiele przykładów: "Zniszczyć samowitość [Heimlichkeit
- przyp. tłum.] ojczyzny". "Ciche, miłe i samowite
[heimlich- przyp. tłum.] -miejsce, jakiego tylko moż­
na by sobie życzyć". ,,Wyobrażaliśmy sobie, że to takie
wygodne, takie ładne, takie przytulne i samowite".
,,W cichej samowitości, ciasno otoczony przez cztery
ściany". Fisarze szwabscy i szwajcarscy zdawali się
szczególnie podatni na tego rodzaju wyrażenia; Sanders podaje termin w jego lokalnej i malowniczej odmianie [heimelich, heimelig- przyp. tłum.]: "Jak samowity był później wieczór Iva, gdy leżał w domu".
"W domu było mi samowicie". "Ciepła izba, samowite
popołudnie". "Chata, w której siadywał on często tak
samowicie, tak radośnie ... w gronie znajomych". Sło­
wo heimlich odnosi się więc do domowości (Hauslichkeit), bycia w domu (heimatlich) lub bycia w sąsiedz­
twie (jreundnachbarlich) .16
A jednak ukryte za tymi obrazami szczęścia, wyzierające zza przykładów przytaczanych przez samego
Sandersa, pojawia się coś, co na pewno nie jest heimlich: "Człowiek, niedawno jeszcze całkiem obcy"; "protestanccy posiadacze nie czują się samowicie ... w otoczeniu katolickich poddanych"; "co z daleka przychodzi... na ogół wcale nie żyje samowicie z ludźmi".
Uświadomiwszy sobie wtargnięcie obcego, Sanders
zdaje się martwić, że "ten sposób użycia zasługuje na
to, by stać się powszechnym, by zachować to dobre
słowo od zestarzenia się, ponieważ łatwo je pomylić
z [trzymanym w ukryciu]". Sanders obawia się, że
heimlich zwróci się przeciwko sobie i przyjmie jako jedyne to drugie, główne znaczenie, czyli "schowane,
trzymane w ukryciu, tak aby inni o tym się nie dowiedzieli": "samowicie (za czyimiś plecami) coś czynić";
"samowite miejsce (w którym można skryć własne bogactwo)". Przejście od domu do prywatności, prywaty
("samowita komnata"), do tajemniczego, magicznego
("samowita sztuka [czary]") było zbyt proste. Jak zauważa Sanders, był to niedaleki krok od unheimlich:
"w przeciwnym znaczeniu: niesamowicie: niemiło, budząc grozę: 'Który ukazał się prawie obok niego, niesamowicie, upiornie ... 'Odczuwa niesamowitą grozę"'.
"Niesamowicie i nieruchomo jak obraz z kamienia".
"Niesamowite mgły zwane też mlecznymi".l7
Definiując słowo heimlich w Deittsches Warterbuch
(1877), bracia Grimm, niestrudzeni kolekcjonerzy
folkloru i mitu, w podobny sposób prześledzili ideę
swojskości związanej z domem i domowym ogniskiem,
poczuciem bezpieczeństwa, wolności od lęku - swojskości, która stopniowo przekształciła się w coś przeciwnego - nieswojskość:

4. Ze swojskiego, domowego rozwija się dalej pojęcie tego, co ukryte
przed wejrzeniem obcych oczu, ukrytego, tajemnego ...
"samowicie"

stało się słowem oznaczającym

ukrycie ...
rad w sprawach wagi państwowej, które
trzeba trzymać w tajemnicy, noszą miano samowitych radców przymiotnik, który w dzisiejszym uzusie językowym został zastąpiony
urzędnicy udzielający

24

słowem

"tajny" ...
samowity dla poznania, mistyczny, alegoryczny: samowite znaczenie, mysticus, divinus, occultus, figuratus.
Inne znaczenie ma słowo "samowite" w podanych niżej przykła·
dach, gdzie oznacza ono to, co niedostępne poznaniu, nieświadome: ...

Proces nabierania zrwczenia tego, co ukryte, niebezpieczne ... rozwija się dalej, toteż słowo ,,samowite" otrzymuje zrwczenie, jakie skqdinqd
posiada słowo "niesamowite" [... ]: "Czasem czuję się jak człowiek wę­
drujący nocą, wierzący

i przejmuje

w upiory: każdy zaułek jest mu samowity

grozą".lB

Freud był zafascynowany tym powolnym przechodzeniem domowego, swojskiego w nieswojskie; ucieszył się z odkrycia, że "'samowite' to słowo, które rozwinęło swe znaczenie podług zasady pewnej ambiwalencji, aż w końcu stopiło się z przeciwnym mu pod
względem znaczenia słowem 'niesamowite"' (N 241).
Również Sanders przytacza fragment potwierdzający
ową tendencję: "słówko 'samowite' pośród wielu odcieni swego znaczenia ujawnia także ten, który jest
zbieżny z jego przeciwieństwem, to znaczy ze słowem
'niesamowite'". To cytat z dramaturga Karla Ferdinanda Gutzkowa, zawierający zdanie: "My określamy to
mianem niesamowitego, pan nazywa to samowi tym".
Lecz psychoanalityka Freuda bardziej zaintrygowała
pierwsza część cytatu:
,,Wszystkie gry w chowanego są samowite [... ]?" ... Co rozumieją
jako samowite? ... - "Cóż... wydaje mi się, że ta rzecz się przedstawia
tak samo jak z zasypaną studnią czy wyschniętym stawem. Nie moż­
na przejść nad nimi nie uświadamiając sobie za każdym razem, że
kiedyś znowu może się tam pojawić woda". My określamy to mianem niesamowitego, pan nazywa to samowi tym" .19

Znaczenie zasypanej niegdyś studni, z której nieoczekiwanie tryska woda, znaczenie unheimlich porównywane do niepokojącego powrotu, znajduje potwierdzenie w innych przykładach podanych przez Sandersa - tych, które łączą pojęcie unheimlich jako "ukrytego" ze znaczeniem czegoś "pochowanego". Tak jak sen
był w pewnym sensie heim'lig, tak cmentarze były "ciche, miłe i samowite- miejsce, jakiego tylko można by
sobie życzyć na wypoczynek", a akt pochówku niczym
więcej jak "rzuceniem w doły, w samowitości [Heimlichkeiten - przyp. tłum.]". "Mam korzenie l całkiem
samowite l" - wykrzykuje autor cytowany przez Sandersa- " l w głębi l jestem ugruntowany". 20 W tym
znaczeniu unheimlich zdaje się wyrastać ponad heimlich, innymi słowy, powstaje na nowo po okresie pozornego uśpienia, wyzwala się z oków domowego ogniska.
Według Freuda to przypisane znaczenie znajduje
potwierdzenie w aforyzmie cytowanym przez Sandersa, a zapożyczonym od filozofa Schellinga: "Mianem
niesamowitego zwie się wszystko, co ma pozostać w tajemnicy, w ukryciu ... co zaś wyszło na jaw".Z 1 Właśnie
to zdanie Freud uznaje za klucz do swojej interpretacji; jako motyw przewodni całego eseju staje się ono
prawdziwą "zasadą", która przywołując prepsychoanalityczną wersję "powrotu wypartego", pozwala Freudowi na wyjście poza pojęcie "niepewności intelektual-

�Anthony Vuller • NIESWOJSKIE DOMY

rzeczywistości cały

argument Niesatego pozornie prostego
stwierdzenia, które, zdaniem Freuda, można w pełni
zrozumieć dzięki koncepcji wyparcia.
Sanders zapożyczył tę trafną definicję z Philosophie
der Mythologie z 1835 roku- podjętej przez Schellinga
próby syntezy historii religii i antropologii kultów.
Schelling łączy początki niesamowitości z początkami
religii, filozofii i poezji. Jego pogląd, poprzedzający
myśl Nietzschego, zakładał konieczność niesamowitości jako siły, która powinna być okiełznana, jako
pierwszego kroku w stronę narodzin poezji. W komentarzu o pieśniach homeryckich, które uważał za najczystszy przejaw wzniosłości, Schelling stwierdza, że
były one wynikiem pierwotnego stłumienia, ucywilizowanego ujarzmienia misterium, mitu i wiedzy tajemnej. Podobnie jak element apolliński narodził się z dionizyjskiego, tak i homerycka wzniosłość powstała
w wyniku wyparcia niesamowitości:
nej" Jentscha. W

mowitego ewoluuje

wokół

Grecja miała Homera, ponieważ miała tajemnice, a to dlatego,
z przeszłości - wciąż dominującą i wyraźnie widoczną w systemach Wschodu- i zepchnąć ją z poże zdołała całkowicie ujarzmić zasadę

wrotem do wnętrza, do sekretności, do Tajemnicy (z której przecież
pochodzi). Czyste niebo nad homeryckimi poematami, sklepienie
niebieskie unoszące się nad światem Homera nie mogłyby rozpoście­
rać się nad Grecją, gdyby nie to, że ciemne i tajemne moce tej zasady niesamowitości, które zdominowały wcześniejsze religie, zostały
zredukowane do Misteriów (wszystkie rzeczy, które powinny pozostać tajemne, ukryte, nieujawnione, a jednak zostały ujawnione nazwane zostały niesamowitymi); wiek Homera nie mógłby kontemplować zmiany swojej czysto poetyckiej mitologii, gdyby nie to, że
prawdziwa zasada religijna została zabezpieczona we wnętrzu, zapewniając w ten sposób rozumowi całkowitą zewnętrzną wolność.ZZ

Cytowany powyżej opis "zasady niesamowitości" oprócz tego, że stał się wygodnym punktem wyjścia dla
Freuda, gdyż odnosił się do pierwotnego wyparcia, do
uśmiercenia ojca ("Homer", stwierdza Schelling, "nie
jest ojcem mitologii, to mitologia jest ojcem Homera")23 - był również podsumowaniem idei unheimlich
przywoływanej przez romantyków. Jako fenomen zarówno psychologiczny, jak i estetyczny, niesamowitość
jednocześnie ustanawia i destabilizuje. Jej działanie
zostało zagwarantowane przez pierwotną autentyczność, pierwszy pochówek; stało się silniejsze dzięki powrotowi, który - w dziejach cywilizacji - uległ przemieszczeniu. Coś było więc nie tyle nawiedzone, co
ponownie opanowane przez siłę dawno uznaną za
umarłą. Romantyczna psyche i romantyczna estetyczna wrażliwość w pełni otworzyły się na tę siłę; w każ­
dej chwili to, co wydawało się swojskie i zapewniające
dobre samopoczucie, bezpieczne i wolne od zabobonu,
mogło być ponownie zawłaszczone przez coś, co powinno pozostać w ukryciu, a jednak powróciło przez
jakąś szczelinę w zasłonie postępu.24
Określając niesamowitość jako rodzaj "ciemnych
mocy", które "świadczą tylko o chorobie ducha"i

"wciagają poezję w sferę czczej i pustej mglistości",
Hegel wymienia wśród jej największych praktyków pisarza E.T.A. Hoffmanna, który uczynił z niesamowitości gatunek sam w sobie. To przede wszystkim aura tajemniczości przyciągnęła Freuda do Hoffmanna. Co
więcej, opowiadania Hoffmannawydawały się doskonałymi przykładami "teorii niesamowitości" Schellinga w jej wszystkich możliwych permutacjach.
Nieprzypadkowo więc hoffmannowskie systematyczne badanie związków pomiędzy swojskością i nieswojskością, pomiędzy znajomym i nieznanym przerodziło się w równie wyrafinowane badanie roli architektury w przedstawianiu wrażeń - architektury jako
narzędzia narracyjnych i przestrzennych przejawów
niesamowitości. Hoffmann był architektem amatorem, scenografem i "kolekcjonerem" dziwnych domów; jako pisarz i muzyk najbardziej podziwiał architekta Karla Friedricha Schinkla, u którego zamówił
projekty scenografii do swojej opery Undine.25 Jednak
szczególne miejsce architektury w hoffmannowskiej
idei niesamowitości zapewniało nie tylko niezwykłe
uwielbienie, jakim pisarz darzył utalentowanego scenografa. Dla romantyków z pokolenia Hoffmanna
podstawowym zadaniem architektury było przedstawianie natury, wiernego mikrokosmosu społecznego
i naturalnego świata. Kant uczynił z architektury metaforę całej swojej filozofii, tłumacząc poprzez architektonikę strukturalne związki myśli. Dla młodych
Niemców, z następnego po Goethem pokolenia, architektura zarówno w gotyckim, jak i klasycznym wcieleniu była obrazem estetycznej doskonałości - klasycznej jako normy, gotyckiej jako świadka narodzin narodu. Schiller, Schelling, bracia Schlegel, a później Hegel uczynili z architektury centralny punkt estetyki.
Holderlin, Novalis i Clemens Brentano odnaleźli pożywkę dla swoich orficznych wizji w świątyniach i forach antycznego Złotego Wieku. Caspar David Friedrich malował ruiny i ślady symbolicznej doskonałości
zniszczonej przez czas i żywioły. Hoffmann, pomimo
wyraźnej ironii, odnalazł w architekturze namacalny
znak muzycznej harmonii niemożliwej do osiągnięcia
poprzez dźwięk. Hoffmann również "projektował"
z wielką starannością tła dla swoich opowieści, wytyczał przestrzenie, które wywołując wspomnienia,
współgrały z psychologiczną naturą charakterów. Były
to nie tyle ilustracje prymitywnej gotyckiej grozy, co
wybudowane odpowiedniki psychologicznej niesamowitości w architekturze.
W opowieściach Haffinanna pojawia się wiele nawiedzonych domów. Na przykład dom archiwariusza
Lindhorsta opisany w Złotym garnku wygląda jak każ­
dy inny dom stojący przy ulicy. Jedynie kołatka u bramy zapowiada coś niesamowitego we wnętrzu. Jednak
zwyczajne wnętrza bibliotek, ogrodów i biur w każdej
chwili mogły się zmienić w fantastyczne, na wpół organiczne otoczenie: pokoje utworzone z palm, lśniące
liście pokrywające sklepienie, złotobrązowe pnie

�wznoszące się niby naturalne kolumny, tropikalne
ogrody nieoświetlane z zewnątrz. Mniej fantastyczna,
lecz bardziej niesamowita, opuszczona rezydencja opisana w Das ode Haus [Opuszczony dom- przyp. tłum.]
miała- podobnie jak ruina Hugo -drzwi zaryglowane
od frontu. Dom - zniszczony, dziwny w porównaniu ze
wspaniałym otoczeniem bulwaru - był jak "kwadratowy blok kamienia przeszyty przez cztery okna, o dwóch
kondygnacjach, parteru i piętra; ... popękany i popadający w ruinę ... Cztery okna były zaryglowane. Te na
parterze były zamurowane".26 Zamek Rossitten w Ordynacji wydaje się romantyczny jedynie z zewnątrz; to
ponura ruina przeklęta przez los swoich właścicieli.
We wnętrzu panuje atmosfera podobna do wrażenia,
kiedy to, co zwyczajne, okazuje się dziwne - atmosfera półsnu wywołana przez nagłą przemianę przytulnego i bezpiecznego w nieprzytulne i niebezpieczne.
Żaden z domów nie wyraża tak dobrze charakteru
niesamowitości jak dom opisany w opowieści Radca
Krespel. Opublikowane po raz pierwszy w 1818, następnie zamieszczone w pierwszym tomie Braci serafiońskich wydanym rok później, opowiadanie podkreśla
związek pomiędzy niesamowitością i architekturą, nie
odwołując się jednak do marzeń sennych, nawiedzenia czy tajemnicy.27
Opowiadanie rozpoczyna pozornie przypadkowy
opis budowy domu. Jak zaznacza narrator, to tylko ilustracja jednej z "najpocieszniej szaleńczych psot" radcy, który był "najdziwaczniejszym z ludzi" (K 9). Dom,
dar od miejscowego księcia jako zapłata za prawnicze
porady, został zbudowany w głębi ogrodu radcy według
jego własnych, cokolwiek dziwnych wskazówek. Po
tym jak kupił i zebrał materiały budowlane, przywiózł
i pokruszył kamienie, zmieszał wapno i przesiał piasek,
radca nie przestał zadziwiać swoich sąsiadów, konsekwentnie odmawiając jakiejkolwiek pomocy architekta - zatrudnił jedynie mistrza murarskiego, robotników i czeladników. Co więcej, nigdy nie zamówił, ani
też nie sporządził planu domu, wykopał tylko rów
w kształcie regularnego czworoboku, który miał pomieścić fundamenty domu. Zgodnie z jego wskazówkami murarze wznieśli ściany bez okien i drzwi, do wysokości wyznaczonej przez radcę. Pomimo ewidentnego szaleństwa tej procedury, budowniczowie - obficie
wynagradzani jedzeniem i piciem -byli raczej zadowoleni. Dnia pewnego Krespel zakrzyknął: "Stój!" iścia­
ny zostały ukończone (K l O) .
Następnie Krespel oddał się najdziwniejszej czynności; chodząc po ogrodzie, podchodził do domu z róż­
nych stron, aż dzięki tej skomplikowanej triangulacji
"znalazł" odpowiednie miejsce dla drzwi i nakazał
przebicie ich w kamieniu. W podobny, pozornie spontaniczny sposób, chodząc po domu, wytyczył okna
i ściany działowe, określając ich miejsce i wielkość.
Wtedy dom został ukończony. Z okazji zakończenia
budowy domu Krespel wyprawił ucztę, podczas której
grał na skrzypcach; nie zaprosił swoich przyjaciół, lecz

robotników wraz z rodzinami. Efektem jego poczynań
był dom, "który od zewnątrz przedstawiał nieopisanie
szaleńczy widok, jako że jedno okno nie było podobne
do drugiego itd., [... ] wyposażenie wewnętrzne sprawiało jednak wrażenie wysoce oryginalnego, swoistego
komfortu" (K 11-12) .
Ten krótki, anegdotyczny wstęp służy w opowiadaniu Hoffmanna do przedstawienia szczególnego charakteru muzyka, prawnika i lutnika Krespla. Jego pięk­
na, lecz nieszczęsna córka Antonia, obdarzona niesamowicie harmonijnym głosem, została uwięziona
w domu; nie może śpiewać, gdyż taki wysiłek zagraża
jej życiu. W dalszej narracji - historii uwiedzenia Antonii i jej ostatniej, śmiertelnej pieśni- opis szalonego
domu Krespla może się wydać jeszcze jednym bezsensownym wymysłem właściciela albo co najwyżej zabiegiem literackim. Szalony dom byłby więc jedynie malowniczym fragmentem, poruszającym wstępem do
opowieści.

Jednak ekscentryczna decyzja Krespla o niezatrudnianiu architekta - którego zawodowe ambicje i ich
katastrofalne skutki zostały opisane przez Goethego
w "architektonicznej" powieści Powinowactwa z wyboru•- pozwala na odczytanie wstępu Hoffmanna jako
fragmentu zawierającego morał. Możliwe, że w błazeń­
stwach radcy Hoffmann subtelnie wyśmiewa mit "naturalnego architekta", mit zarówno epoki Oświecenia,
jak i romantyzmu. W tym opowiadaniu architekt był­
by więc bohaterem rousseańskim, który pozostawiony
w pierwotnym lesie od razu wiedziałby, jak budować,
ustanawiałby prawa architektury, wznosząc pierwsze
kolumny i wyznaczając pierwsze podpory. Jako "antynaturalny" projektant, Krespel tworzyłby jedynie nieład w wyniku swoich prymitywnych i niedbałych działań, demonstrując tym samym - tak jak to często demonstrował sam Hoffmann- negatywne wartości sentymentalnych mitów. Podążając tą drogą interpretacji,
możemy również przyjąć, że odrzucając pomoc architekta (nowoczesnego profesjonalisty), a zatrudniając
murarzy (tradycyjnych budowniczych i geometrów),
Krespel staje się wzorem romantycznego mecenasa powraca do "korzeni" prawdziwej, niemieckiej sztuki
budowania dzięki odtworzeniu wiedzy cechów rzemieślniczych.

Dom Krespla można by też uznać za wzór piękna
w architekturze. Fundamenty domu zostały przecież
wytyczone na planie idealnego kwadratu. Parniętając
o tym, że Krespel był muzykiem, możemy odwołać się
do analogii nieustannie podkreślanych w klasycznej
teorii, związków pomiędzy architekturą i muzyką, kiedy to architektura odzwierciedla muzykę poprzez geometryczną harmonię . Była to również ulubiona analogia romantyków: Schelling ogłosił, że "architektura
jest w ogóle zastygłą muzyką", przytaczając mit Amfiona, który dźwiękiem swojej liry poruszył kamienie, by
połączyły się ze sobą i utworzyły mury miasta Teb.28
Idea architektury jako muzyki konkretnej była szeroko

26

�Anthony Vidler • NIESWOJSKIE DOMY

dyskutowana. W Maksy71Ulch i refleksjach Goethe zamienił wyrażenie na "skamieniałą muzykę" i przywołu­
jąc mit Orfeusza, określił swoje rozumienie architektury - uznał ją za rodzaj "wyczerpanej harmonii":
"dźwięki zanikają, lecz harmonia wciąż żyje".29 W tym
znaczeniu dom Krespla można postrzegać jako wielką
pozytywkę grającą w imieniu niemej lokatorki Antonii, bezpiecznej po raz pierwszy od chwili, kiedy słysza­
no jej śpiew, kiedy to dom zabłysnął odbitym blaskiem,
a okna zajaśniały "niezwyczajnym światłem". Co prawda elewacje szalonego domu niewiele przypominały
skamieniałe dźwięki Orfeusza, "rytmiczne ściany"
przywołane przez Goethego - lecz przecież Krespel był
nadzwyczaj nieortodoksyjnym muzykiem.JO
Zgodnie z synestetyczną analogią dom może być
interpretowany jako bezpośrednia, kamienna replika
muzycznej osobowości Krespla, oddająca nie tylko jego zewnętrzny ekscentryzm, ale i wewnętrzną duszę.
Dowiadujemy się, że jego zewnętrzne zachowanie jest
w rzeczywistości odbiciem jego wewnętrznych emocji:

niewielki krok dzieli swojski dom od domu nawiedzonego - domu, w którym to, co wewnętrzne i bezpieczne, jest jednocześnie tajemnicze, skryte i niedostępne,
niebezpieczne i pełne grozy: "słówko 'samowite' pośród wielu odcieni swego znaczenia ujawnia także ten,
który jest zbieżny z jego przeciwieństwem, to znaczy ze
słowem 'niesamowite'".
W tym znaczeniu dom Krespla jest konstrukcją,
która zmienia zasadniczy kierunek ruchu niesamowitego, od swojskiego do nieswojskiego - kierunek występujący w większości historii o duchach, w których
pozornie swojski dom stopniowo przekształca się
w miejsce grozy. Dom Krespla nie stara się ukryć swojej niesamowitości na zewnątrz. Należy również pamiętać, że w czasie budowy domu postępowanie Krespla było wyraźnie niesamowite:
-Rozstąpcie się!- zawołał

Krespel, pobiegł w jeden róg ogrodu
z wolna w stronę swego czworoboku; tuż przy murze potrząsnął niechętnie głową, pognał w drugi skraj ogrodu, podszedł
ponownie ku czworobokowi i powtórzył poprzedni manewr. Jeszcze
kilkakroć zabawił się tak, aż w końcu wlazłszy niemal spiczastym nosem na ścianę zawrzasnął: - Hej, do mnie tutaj, do mnie tu, ludzie,
wybijcie mi drzwi, wywalcie tutaj drzwi! (K 10-ll- podkr. autora)
i jął

Istnieją

ludzie - [... ], z których natura albo szczególny splot
w nas, osobnikach normalnych, szaleństwo naszej istoty. Ludzie tacy bywają podobni do cienkobłonych owadów, co przy żywej, widocznej na zewnątrz grze mięśni wyglądają na potworki, atoli wszystko wraca
u nich niebawem do właściwej formy. To, co u nas pozostaje zamysłem, u Krespla staje się czynem. (K 26-27)
okoliczności zdarł zasłonę, niepostrzeżenie kryjącą

Podobnie jak ślepiec prowadzony przez laskę i swój
nos, Krespel - w odróżnieniu od normalnych ludzi nie spojrzał na coś, a następnie na to wskazał, lecz
podbiegł i dotknął. Jeżeli w ogóle widział cokolwiek,
było to "zbliżenie", wizja niemal haptyczna. To wraże­
nie potwierdza dalszy ciąg opowiadania; następnego
dnia Krespel poruszał się jak pijany lub jak ślepiec:
"wydawało się, że lada chwila coś tam potrąci, jakąś
szkodę wyrządzi". A jednak, za sprawą jakiegoś niesamowitego zmysłu, nie stłukł filiżanek stojących na stole i zdołał ominąć wielkie zwierciadło, które początko­
wo wydało mu się pustą przestrzenią.
Jedynie niedowidzący mógł zostać oszukany przez
zwierciadło, sądząc że nic tam nie ma. Po kolacji, kiedy Krespel wycinał miniaturowe przedmioty z kostek
zajęczych, zachowywał się jak krótkowzroczny jubiler,
który widzi małe przedmioty w powiększeniu, a duże niewyraźnie. A jednak, w dosłownym znaczeniu, Krespel widzi; to tak jakby świadomie pomniejszał pełną
zdolność widzenia, aby wzmocnić inne, głębsze i potęż­
niejsze zdolności. Wyjaśnienie represji oka można odnaleźć w innych opowieściach niesamowitych Hoffmanna, a zwłaszcza w Fiaskunie uznanym przez Freuda
za źródło wszelkiej niesamowitości. To historia, która
przedstawia "pożądliwość oka" -jakby to określił Walter Pater- we wszelkich możliwych kombinacjach.3 1
Jak zauważa Freud, w Fiaskunie Hoffmann faworyzuje moc oka. I rzeczywiście, dociekliwy czytelnik może doliczyć się opisu ponad sześćdziesięciu par oczu,
nie wspominając nawet o worku pełnym oczu niesionym przez legendarnego piaskuna, "tysiącach" oczu
w błyszczących okularach wędrownego optyka Coppoli, czy też o nieustannych aluzjach do oczu w opisach

Tak więc pozornie "obłędne" gesty i "irracjonalne"
wyskoki radcy są jedynie zewnętrznym wyrazem jego
ducha - ducha, który pozostaje zdrowy pomimo widocznego szaleństwa, a może właśnie dzięki niemu.
Chaos elewacji domu - porównany do poczucia ładu
we wnętrzu - stanowiłby więc analogię warunku odwróconego wyparcia. Podobny model odwrócenia pojawia się w całym opowiadaniu - we wszystkich jego
warstwach odnajdziemy opozycję pojęć: pozornego szaleństwa, czyli zła, oraz ewidentnego zdrowia psychicznego, czyli dobra. To mise-en-abfme przedstawienia na
wspak krystalizuje się i ujawnia w przestrzeni domu.
Powyższa charakterystyka zmierza do końcowej obserwacji, która nie skazuje już nas na krążenie wokół
domu jako metafory, lecz pozwala nam na przekroczenie progu budowli, której konstrukcja jest zgodna
z nastrojem opowiadania i sugeruje metodę jego interpretacji. Jak pamiętamy, dom jest "szaleńczy" z zewnątrz, ale swojski wewnątrz:
dom [... ] od zewnątrz przedstawiał nieopisanie szaleńczy widok
[tollsten, "szalony", "zwariowany"), jako że jedno okno nie było podobne do drugiego itd., [... ]wyposażenie wewnętrzne sprawiało jednak wrażenie wysoce oryginalnego, swoistego komfortu [Wohlbehaglichkeit, "przytulności", "przyjemności"]. Upewniali o tym wszyscy,
którzy przestąpili próg domostwa [... ] (K 11-12)

Powracając więc do pojęć użytych już wcześniej,
był swojski wewnątrz, lecz nieswojski na ze-

dom

wnątrz. Obrazował

w ten sposób przeczucie Freuda,

kroczyć

że

77

�spojrzeń, zerknięć

rem, produktem sztuki upiększającym

można podzielić

ją wspaniałe możliwości naturalnego oka, a przez to
zazwyczaj oszukują wzrok. Stają się prawdziwymi na-

i wizji. Role tych wszystkich okuli
na dwa rodzaje. Do jednego rodzaju
należą oczy, które widzą wszystko jasno, jak w rzeczywistości. Takie są oczy Klary, "jasne" i "dziecięce",
które widzą "tylko tęczową powierzchnię rzeczy ziemskich" (P 255). To oczy, które zatrzymują się na powierzchni zjawisk. Innego rodzaju są oczy obdarzone
o wiele większą mocą, oczy piaskuna, a być może także oczy Nataniela; to oczy patrzące w głąb zjawisk,
choć zaprószone piaskiem. Te pierwsze, jasne oczy, porównane są do zwierciadeł, odbijają świat zewnętrzny:
oczy Klary są jak "jezioro Ruisdaela, w którym przeglą­
da się jednocześnie i przeczysty niebios błękit, i zarazem bogactwo krajobrazu w całej pełni kolorów i kipiącego życia" (P 262). Te drugie, ciemne oczy żarzą
się wewnętrznym światłem, płomieniem; nie tyle odbijają, co ukazują, wypychają wewnętrzne moce na zewnątrz, zmieniając i wykrzywiając obraz świata. Posiadaczom tych potencjalnie śmiercionośnych narzędzi
zwykłe zwierciadła wydają się pozbawione życia: "Ja
mam oczy jak i dawniej, spojrzyj w nie ... "- mówi Klara do Nataniela. "Nataniel spogląda w oczy Klary, ale
okazuje się, że są to oczy umarłej, patrzące na niego
z wyrazem miłości" (P 265-266). Jednak ci, którzy mają jedynie zwierciadła, ci obdarzeni zwykłymi oczami,
nie obawiają się ich utraty: "piaskun nie wydrze mi
oczu"- oświadcza Klara (P 257).
Ludzie obdarzeni wewnętrznymi, niesamowitymi
oczami żyją w nieustannym strachu przed utratą wzroku; oko wewnętrzne, oddzielone od tego fizycznego,
również może z łatwością zaniknąć, a nawet zostać
unicestwione przez oczy obdarzone większą mocą.
Freud interpretuje lęk przed utratą wzroku jako substytut lęku przed kastracją, odwołując się do "relacji
zastępczej pomiędzy okiem a członkiem męskim - relacji przejawiającej się w marzeniu sennym, fantazji
i micie" (N 245). Zgodnie z tą interpretacją po śmier­
ci ojca Naraniela piaskun pojawia się jako niszczyciel,
burzyciel, kastrator; pod jego (wizualnym) wpływem
Nataniel odczuwa destruktywny niepokój.
W Fiaskunie pojawia się również trzeci rodzaj oczu
- mechanicznych kopii, które albo imitują oczy prawdziwe, jak w przypadku lalki Olimpii, albo zwiększają
możliwości oczu naturalnych, jak okulary czy teleskopy. Jednak wszystkie te oczy spełniają niesamowite zadania. Lornetka, którą Cappola sprzedaje Natanielowi, umożliwia ożywienie sztucznych oczu Olimpii:
"Jednak w miarę jak się jej przypatrywał, wyraźnie budziły się w nich wilgotne jakieś blaski [... ]. Powiedział­
byś, że zdolność widzenia rodziła się dopiero w tej postaci. Stopniowo oczy jej ożywiały się coraz mocniej"
(P 271-272). Lornetka ma również moc przemiany
prawdziwych oczu w martwe. Kiedy Nataniel, wyjąw­
szy lornetkę z kieszeni, aby obejrzeć dziwny krzak
wskazany przez Klarę, spogląda przypadkiem w jej
oczy, natychmiast dopada go wizja połamanej Olimpii,
drewnianej lalki. Oczy mechaniczne są więc sobowtó-

rzędziami

naturę. Potęgu­

trompe l'oeil.

Sztuka jako sobowtór natury, rozdwajanie niepoludzkiej egzystencji, egzystencji podzielonej na ja i ja obserwujące samo siebie, to temat
podejmowany przez Haffinanna i wielu innych pisarzy
romantycznych. Opowiadanie Hoffmanna Die Doppelltgiinger [Sobowtóry - przyp. tłum. ] rozgrywa się pomiędzy malarzem i jego sobowtórem oraz podwójnym
życiem, jakie można odnaleźć w jego sztuce. W innym
opowiadaniu, Diable eliksiry, wątek sztuki dublującej
naturę odnosi się do historii Pigmaliona, który mocą
swego pragnienia ożywił posąg Galatei. Hoffmann
zmienia tutaj historię opowiedzianą przez Owidiusza,
zastępując posąg obrazem, który w niesamowity sposób ożywa przed oczami malarza Franceska. W obu
przypadkach dublowanie przez sztukę, której udaje się
oszukać oko, wiąże się z niebezpieczeństwem. W zakończeniu Sobowtórów malarz Haberland przedkłada
czysty ideał w swoim umyśle nad prawdziwą Natalię,
a w Diablich eliksirach ożywiona Wenus okazuje się
dziełem Szatana. Sztuka, która powstała po to, aby
chronić przez zagładą - rysowanie na ścianie konturu
cienia ukochanego jest tego przykładem - przerodziła
się w demoniczny znak śmierci. Jak wykazał Freud,
w taki oto sposób sztuka przejęła cechy niesamowitokojącej dwoistości

ści.

Sztuka jest więc niesamowita, gdyż przesłania rzeczywistość - również dlatego, że nas mami. Sztuka nie
oszukuje jednak z własnej woli, to żądza widza obdarza
ją mocą zwodzenia. Jak zauważa Jacques Lacan, historia namalowanych przez Zeuksisa winogron, które
ptaki biorą za prawdziwe, nie opowiada o tym, że malarz namalował doskonałe owoce, ale o tym, że oszukano wzrok ptaków, o "triumfie spojrzenia nad
okiem". Podobnie historia malarza Parrazjosa - tego,
który pokonał Zeuksisa, malując płótno na ścianie
z taką wiernością, że Zeuksis poprosił: "no dobrze, pokaż nam teraz, co pod nim namalowałeś" - dotyczy relacji pomiędzy spojrzeniem widza przepełnionym żądzą
posiadania a trikiem obrazu. 32 Stąd wywodzi się zło­
wieszcza relacja pomiędzy sobowtórem, który jest jednocześnie maską i przedstawieniem, a złym, nienasyconym okiem, które samo chce się oszukać.
Nic dziwnego, że radca Krespel ujarzmił moc oka,
świadomie stając się krótkowidzem. Krespel niewąt­
pliwie faworyzował dotyk i słuch - podstawowe zmysły muzyka. Romantyczna mitologia obdarzyła wzrok
złowieszczymi zdolnościami destrukcji (złe oko) i obłudy. Dzięki maskowaniu się Krespel osiągał coś
w rodzaju upragnionej niewinności, dziecięcej percepcji rzeczywistego świata. Jedynie w ten sposób
radca mógł zbudować dom - taki, który nie byłby
złowrogim "sobowtórem", zamierzoną projekcją jego
najgorszych namiętności, taki, w którym mieściłoby

28

�Anthony Vidler • NIESWOJSKIE DOMY

się jego wewnętrzne "ja", całe i niczym niezmącone.
Dlatego też na zewnątrz dom wydawał się unheimlich,
podczas gdy jego wnętrze heimlich. Jako ślepa transkrypcja, automatyczne pismo niepodzielonej duszy
radcy, dom pełnił funkcję drogi powrotnej, przejścia
od niesamowitości do swojskości. Profesor uznaje
niezwykłe zachowanie radcy za wskazówkę, że "już
jutro rano posunie [... ] swym oślim truchtem po wydeptanych koleinach"; w podobny sposób nieswojskie elewacje domu wyraźnie wskazują na swojskie
wnętrze. Jak zauważa profesor: "to, co z ziemi powstało, oddaje on ziemi z powrotem, umiejąc przecie
zachować to, co z Boga jest" (K 2 7). Zanim nastał
wiek analizy, szalony dom radcy pełnił funkcję samozachowawczego mechanizmu.
W tym znaczeniu dom był narzędziem terapeutycznym; Krespel odnalazł w masce szaleństwa drogę do
odrzucenia świata i do osiągnięcia wewnętrznego spokoju. Był to sprytny sposób postępowania według zasady, którą Haffinann nazwał Serapians Prinzip - zasady,
która zjednoczyła świeckie bractwo w cyklu opowiadań pod tym samym tytułem [Bracia serafiońscy przyp. tłum.]. Zgodnie z tym ideałem świat zewnętrz­
ny służył jako dźwignia do poruszenia świata wewnętrznego artysty, wytyczając tym samym granicę pomiędzy poezją a życiem. Dlatego też artysta musiał wypielęgnować w sobie szczególny rodzaj spokoju, Besonnenheit, stan świadomości kontrolujący tworzenie obrazów i tłumaczący bodźce ze świata zewnętrznego na
domenę ducha. Jak zaznacza Maria Tatar, "bez tego
daru płótno malarza pozostaje czyste, rękopis pisarza
składa się z pustych stron, zapis kompozytora pozbawiony jest nut, a artysta zostaje napiętnowany przez
społeczeństwo mianem szaleńca".33 Przed nastaniem
wieku analizy Krespel zdołał zachować swoje poetyckie "ja" dzięki sztucznej granicy, dzięki domowi, który
był szczególnym zwierciadłem jego duszy.
Dom Krespla stał się jednym z wielu niesamowitych domów dziewiętnastego wieku, a to dzięki niezwykłej relacji pomiędzy zewnętrzem i wnętrzem. Podobnie jak heimlich i unheimlich, wnętrze i zewnętrze
stały się głównymi toposami niesamowitości. Typowe
dla opowieści o duchach otoczenie, pozornie swojskie
wnętrze, które stopniowo przekształca się w narzędzie
grozy, pojawiało się w wielu wersjach - jako radosne
domostwo, kiedy to, zazwyczaj po kolacji, mężczyźni
palą fajki przed kominkiem, kobiety szyją, a dzieci jeszcze nie poszły spać. Była to nostalgiczna ewokacja
veillee, "wiejskiego" obrazu domu i domostwa, pojawiającego się najczęściej w epoce emigracji ze wsi do
miasta. W takim bezpiecznym otoczeniu opowieści
grozy mogły być smakowane z przyjemnością; wielu pisarzy potrzebowało burzy za oknem dla wzmocnienia
kontrastu z zacisznym wnętrzem. Otoczenie opisane
przez Hoffmanna w opowiadaniu Niesamowity gość
wzbudzało lęk przed nadprzyrodzonym; cztery składni­
ki: "jesień, wichura, ogień na kominku i poncz" wywo-

ływały dziwne poczucie grozy. Nastrój ten był doskonale podtrzymywany przez opowieści przypominające
słuchaczom o otaczającej ich krainie duchów.34
Thomas De Quincey, adept sztuki wywoływania
przerażających snów - niekiedy w sztuczny sposób, za
pomocą opium - był również przekonany o potrzebie
bezpiecznego miejsca, z którego można by rozpocząć
wewnętrzną podróż. Miejscem jego wizji wywoływa­
nych przez laudanum był prosty, biały domek w dolinie Grasmere, należący niegdyś do Wordswortha. Był
to swojski domek, "umajony kwitnącymi krzewami",
położony w cienistej dolinie, ze skromnymi pokojami
pełnymi książek, ogrzewany przez radosne serca.35 De
Quincey domagał się również zimy i burzy jako tła dla
swych podróży umysłu, niewinnie popijając ze zwyczajnej butelki zwodniczy płyn - przyczynę fantazjowania o architektonicznej wzniosłości, jaką pamiętał
z opisów Coleridge'a, który to inspirację czerpał
z mglistego wspomnienia rycin Carceri Piranesiego.36
Wpisując się w bogatą tradycję "błędnych interpretacji" Piranesiego - od Horacego Walpole'a począwszy, poprzez Loutherbourga, aż do Williama Beckforda - De Quincey naszkicował pierwszą romantyczną medytację o czymś, co można by nazwać przestrzenną niesamowitością. Przestrzenna niesamowitość nie jest zależna ani od czasowych przemieszczeń
wyparcia i powrotu, ani od niezauważalnego przejścia
od swojskości do nieswojskości; uwidacznia się za to
w powracających otchłaniach wyimaginowanej pustki.J7 Opisany przez De Quinceya pionowy labirynt
przedstawia artystę Piranesiego, doświadczającego zawrotu głowy en abfme własnej twórczości, który nieprzerwanie wspina się po niekończących się schodach
w przestrzeniach karcerów. Oto słynny fragment:
Jeśli się powiodło wzrokiem po płaszczyznach murów, można bydostrzec schody, a na nich idącego po omacku w górę samego Piranesiego. Przesunąwszy wzrok nieco wyżej, można było zobaczyć, że
schody się nagle urywają, nie ma na ich końcu żadnej poręczy, a ten,
kto dotrze na sam kraniec, nie może już postawić następnego kroku,
chyba że w znajdującą się w dole przepaść. Cokolwiek z nieszczęsnym
Piranesim się stanie, należy przynajmniej przypuszczać, że jego trud
musi w jaki sposób w tym miejscu się zakończyć. Lecz uniósłszy
wzrok, dostrzeżesz jeszcze wyżej drugie schody, na których znów widać Piranesiego, stojącego tym razem na samym skraju przepaści.
I uniósłszy wzrok jeszcze raz, ponownie dostrzeżesz jeszcze wyżej w powietrzu następne schody i znowu ujrzysz nieszczęsnego Piranesiego,
pracowicie odbywającego wspinaczkę w górę, i tak dalej, aż niekoń­
czące się schody wraz z Piranesim giną w górze tej ponurej sali.JS
ło

De Quincey wykracza poza zwyczajne rozkoszowanie się Burke'a nieokreślonością ruin, wzniosłością
i ogłasza w pełni rozwiniętą koncepcję przestrzennej
niesamowitości. Arden Reed zauważa tu podobień­
stwa do niesamowitości Freuda zarówno we "wszechmocy myśli" obecnej w sennych wizjach De Quinceya,
jak i w przestrzeni niekończących się powtórzeń przestrzeni skonstruowanej w interpretacji, która łączy
wszystkie Carceri w jeden łańcuch mentalno-prze-

�tości. Wyobrażając

sobie pałac zbudowany przez Piranesiego - być może Ampio magnifico collegio - Nodier
zestawia "przytłaczającą wielkość" i "wszechogarniają­
cą wspaniałość" zewnętrznego widoku z wnętrzem wypełnionym drewnianym rusztowaniem. Nic nie jest
skończone, nic nie jest tu kompletne i jasne:

strzennych skojarzeń. 39 Powtórzenie tego rodzaju stwierdza Derrida, nawiązując do powtórzenia przez
Freuda nietzscheańskiej afirmacji "wiecznego powrotu" - obdarzone jest szatańską cechą. Komentując
tekst Freuda Poza zasadą przYjemności, Derrida zauważa: "Cały tekst posiada diaboliczny ruch, naśladuje
chodzenie, chodzi bez przerwy, ale nie przyspiesza; regularnie wyznacza jeden krok naprzód, ale nie pozwala na zdobycie piędzi ziemi".4° Nieustanna potrzeba
powtórzenia jest więc niesamowita sama w sobie, zarówno ze względu na skojarzenia z pędem ku śmierci,
jak i ze względu na "podwojenie" niezbędne w ciągłym
ruchu bez ruchu.
Ryciny Piranesiego posłużyły wielu romantykom
jako (zawsze błędnie interpretowane) ślady przestrzennej niestabilności oznaczające pęd ku otchłani
nicości. Relacja De Quinceya z jego rozmowy z Coleridge'em zapoczątkowała długą tradycję (nad-)interpretacji Piranesiego. Ryciny więzień - opisywane na
rozmaite sposoby: jako sny, narkotyczne deliria, wię­
zienia umysłu - stają się labiryntami, po których błą­
dzi artysta, metaforami romantycznego umysłu.
W podobny sposób Charles Nodier - nie znając,
ale niewątpliwie twórczo interpretując De Quinceyapodejmuje ochoczo ten wątek w opowiadaniu opublikowanym w 1836 roku, o nieprzypadkowym tytule Piranese. To opowieść o protoborgesiańskim charakterze, w której przestrzeń wewnętrznej refleksji jest symbolizowana przez niezliczone biblioteki, repetycję wieży Babel, pozbawione oryginału dublowanie świata
w książce.41 Charakteryzując rodzaj choroby nazwanej
"monomanią refleksji" (monomanie reflective), Nodier
odnajduje dla niej przestrzenną analogię w kaprysach
- jak nazywa "zamki w Hiszpanii" Piranesiego. Ten romantyczny bibliofil w zaskakujący sposób odróżnia
konwencję wzniosłości, jaką można odnaleźć w obrazach Johna Martina, od dziwnych, wewnętrznych
"koszmarów" Piranesiego:

Wijące się, skręcone,

wielkie schody, głęboki przedsionek i dłu­
daleko w głąb do jeszcze węższych schodów
wypełniają prowizoryczne konstrukcje - tak gęsto, że trudno sobie
wyobrazić robotników przedzierających się pomiędzy nimi; mogłoby
się zdawać, że słyszymy ich lamenty, płacz, krzyki wyczerpania, gło­
du i rozpaczy.

gą galerię prowadzącą

Podobnie jak De Quincey, Nodier umieszcza
w środku tej konstrukcji Piranesiego; stoi z jedną stopą na pierwszym stopniu, ze wzrokiem wbitym we
wnętrze, zmuszony przez "przeznaczenie nie do pokonania" do wspinaczki na samą górę. Pojawiająca się
w czasie snu Piranesiego "dziwna obsesja" jest zarówno marzeniem sennym, jak i emblematem typowego
losu romantycznego geniusza: "Musi się wspinać, pomimo przeszkód i niebezpieczeństw, aby zwyciężyć lub
zginąć." Otchłań tego wstępowania przypomina tę
z opisu De Quinceya, jednak scena pokonywania kolejnych, powtarzających się etapów drogi ku nieskoń­
czoności została przedstawiona z wielką starannością.
O, biedny Piranesi, jakże odnajdzie drogę pomiędzy tymi napiebelkami i kruchymi rusztowaniami, które uginają się i ła­
mią? Jakże przejdzie pomiędzy chwiejnymi słupami połączonymi wą­
skimi i chybotliwymi legarami? ... pomiędzy zwałami źle położonych,
wystających bloków kamienia, pod niskimi i niebezpiecznymi sklepieniami... ? Trzeba by niepewnie podążać śladem najlżejszej, zwinnej jaszczurki!
Piranesi wspina się mimo to, i choć trudno sobie to wyobrazić,
osiąga cel. -Niestety, dochodzi do budowli podobnej tej pierwszej,
do której wejście jest równie trudne, stawia przed nim znów te same przeszkody, wymaga podobnego, choć jeszcze większego wysiłku
spotęgowanego zmęczeniem, wyczerpaniem i podeszłym wiekiem ...
Mimo to Piranesi znów się wspina; musi wspinać się i wspinać, aby
dojść do celu. - I dochodzi.
Dochodzi do celu, wyczerpany, wyniszczony, załamany, słaby jak
cień; doszedł do podnóża budowli podobnej tej pierwszej ...
rającymi

Ruiny Piranesiego zaraz się zawalą. Jęczą, płaczą ... Efekt jego
wielkich budowli jest nie mniej niezwykły. Przyprawiają one o zawrót głowy, tak jakby mierzono je z wysoka, a kiedy szukasz przyczyny tego inspirującego cię uczucia, zaskoczony trzęsiesz się ze strachu
stojąc na jednym z gzymsów, widzisz wszystkie przedmioty wirujące
w dole przed twoimi oczami, kiedy spoglądasz ze szczytu jakiejś kolumny.
Jednak nie na tym polegał koszmar Piranesiego. Jestem pewien, że
Martyn (sic] doświadczał koszmaru przestrzeni i tłumu. Piranesi z pewnością doświadczał koszmaru samotności i zamknięcia, więzienia i trum-

W taki oto sposób Piranesi wspina się nieustannie
w przestrzeni, która - zgodnie z prawami perspektywy
malarskiej - zmniejsza się, powtarza "dopóki [budowle] nie znikną w niewyobrażalnej dali". W tym momencie nawet Piranesi - "Piranesi, który spogląda na
kolejną budowlę z przerażeniem, który wspina się,
idzie i dochodzi, bliski poddania się temu niewyrażal­
nemu smutkowi, gdyż jego cierpienia nie mają końca"
- staje się "niewidoczny... jak czarny punkt na nikną­
cym horyzoncie, prawie zagubiony w otchłani nieba."
Na końcu Nodier stwierdza z pewną ulgą: "nie ma nic
prócz przestrzeni".43
Długa i świadomie wyczerpująca promenade architecturale potrzebna była Nodierowi do wytyczenia przestrzeni "chorobliwego snu", "nieznośnego cierpienia",
jako objawów monomanii wewnętrznej refleksji, gdzie

ny - koszmaru kogoś, komu brakuje powietrza, aby oddychać, tchu, aby
krzyczeć, przestrzeni, aby móc się uwolnić.42

W taki oto sposób Nodier

odróżnia ogólną

przei bezkres opisane
przez Burke'a) od przestrzeni niesamowitego (ciszy, samotności, zamknięcia i duchoty), czyli od takiej przestrzeni mentalnej, w której zatracają się czasowość
i przestrzenność. Lęk wysokości wywołany przez
wzniosłość pojawia się obok klaustrofobii niesamowistrzeń wzniosłości (wysokość, głębię

30

�Anthony Vidler • NIESWOJSKIE DOMY

"wszystkie wrażenia trwają bez końca, gdzie każda minuta staje się wiekiem". Przechadzka stanowi preludium do równie niesamowitej analizy przestrzeni mentalnej Hrabiego G., zamożnego kawalera, który zdecydowawszy o wycofaniu się ze świata, planował odnowienie wnętrz swego zamku według "fantazyjnego planu piranesiańskiego pałacu". Literacka konstrukcja
przestrzeni zamku, "labiryntu kamieni", skrywa w sobie
samotnię właściciela, który - podobnie jak postać
ze stu dwudziestu dni Sodomy De Sade'a- ogradza się od
świata siecią przerwanych połączeń, prawie niemożli­
wych do pokonania: "galerii, których obejście wymaga
cierpliwości i odwagi; wąskich schodów prowadzących
na przemian w górę i w dół, przecinanych ciemnymi,
błędnymi korytarzami wiodącymi donikąd ... ". Jedynie
wąziutka kładka, po której strach było przejść, wiodła
do apartamentu Hrabiego - azylu prawie niemożliwe­
go do odnalezienia, w którym właściciel mieszkał przez
trzy lata medytując w samotności, "jak słupnik na
swym słupie". Hrabiego w końcu odnaleziono, kiedy
spoczywał w spokoju na łożu śmierci. W samym sercu
wnętrza przypominającego wieżę Babel zdołał osiągnąć
pewien stopień "alienacji", która - jak to podkreśla
Nodier - nie była szaleństwem opisywanym przez lekarzy. Podobnie jak zdystansowanie się naukowca (również opisane przez Nodiera) - który pragnąc samotności odcina się od świata w mieszkaniu pełnym sznurów,
huśtając się na nich coraz dalej od drzwi- był to rodzaj
"dziwnej alienacji uwalniającej wszystkie pozostałe cechy wielkiej inteligencji... fanatyzm perfekcjonizmu".44
Ten wewnętrzny świat był, zdaniem Nodiera, prawdziwym źródłem niesamowitości, ostatecznym miejscem
buntu wobec "postępu postępu".45
Przejście od swojskiego do nieswojskiego- dokonujące się teraz jedynie w umyśle - podkreślało niejednoznaczność granicy pomiędzy światem rzeczywistym
a snem, pomiędzy światem rzeczywistym a światem duchowym, zatracając tym samym poczucie bezpieczeń­
stwa, jakiego oczekiwali profesjonalni marzyciele. Postępując według przepisu Kanta na osiągnięcie rozkoszy
poprzez grozę, poprzez pewną świadomość bezpieczeń­
stwa - "ich widok [przerażających zjawisk natury przyp. tłum.] tym silniej nas pociąga, im większy budzi
lęk, o ile tylko sami znajdujemy się w bezpiecznym miejscu" - esteta grozy zdołał odgrodzić się od natury po to,
aby rozkoszować się smakiem grozy.* Jednak kiedy źró­
dło niesamowitości przeniosło się do umysłu, takie bariery były trudne do utrzymania, szybko rozpływały się
w materii snu, nawiedzając miejsca własnego lęku.
Niesamowite staje się więc veillie ["czuwanie" przyp. tłum.], czy też stay-up-late evening, jak to Michael Riffaterre tłumaczy tytuł wiersza Rimbauda.46
Czuwanie pozbawione poczucia bezpieczeństwa, przesłonięte spodziewanym zakończeniem, staje się niesamowite od czasu tych nocy, kiedy to - jak w opowiadaniu Haffinanna - ojciec Naraniela siedzi milczący
w fotelu i oczekuje przybycia piaskuna "puszczając tak

kłęby dymu, żeśmy się zdawali pływać w ob(P 245), aż do wieczoru - opisanego przez
Rimbauda - kiedy gzyms i tapeta stały się częścią snu
o podróży, po to jedynie, aby powrócić jako znak normalności, znak śmierci:

ogromne
łokach"

Światło powraca na środkowe sklepienie budowli. Z dwóch
sali, wśród byle jakich ornamentów, biegną ku sobie harmoniczne elewacje. Ściana przed czuwającym jest psychologicznym
porządkiem następujących po sobie przekrojów, fryzów, powietrznych gzymsów i geologicznych zapaści. - Mocny i śpieszny sen grup
sentymentalnych z istotami wszystkich rodzajów wśród wszystkich
krańców

przywidzeń.41

Z takiego oto spotkania veillee i nowoczesnego
miasta Rimbaud wywodzi swoją własną wizję piranesiańskiej otchłani, wizję "Miast" z Iluminacji.
W wielu opowiadaniach i veillies - od Hoffmanna
do Rimbauda- pojawia się dym, który sprawia, że materia domu rozpływa się, zamienia w głęboki sen.
W ten sam sposób dym jako narzędzie wzniosłości zawsze zmieniał w tajemnicze to, co wydawało się zbyt
oczywiste.
Nic nie wydawało się bardziej spokojne, bardziej
swojskie, niż życie narratora opowiadania Melville'a I and My Chimney, kiedy pełen zadowolenia wypuszczał dym ze swojej fajki, siedząc przy równie dymiącym kominie.48 Nie pragnąc żadnych zmian, jedynie utrzymania paktu przyjaźni ze swoim starym, milczącym przyjacielem, kominem, narrator pobudzał wyobraźnię tych, którzy postrzegali coś użytecznego i zdecydowanie "amerykańskiego" w umieszczaniu kominka
w sercu domu: tradycję początków osadnictwa, zakorzenioną w antropologii Sempera, a wyrażoną w architekturze domów preriowych Franka Lloyda Wrighta.49
Narrator zapewne kochał swój komin, który dostarczał ciepła w całym domu i gwarantował stabilność
jego konstrukcji. W przeciwieństwie do żony komin
nie "pyskował"; w symbolicznym sensie był ostatnim
bastionem dobrej przeszłości, który strzegł właściciela
przed wtargnięciem współczesnych, złych czasów.
A jednak- jak narrator często przyznawał- komin był
czymś w rodzaju tyrana. Komin- mierzący dwanaście
stóp u podstawy, u góry szeroki na cztery stopy - cał­
kowicie uzurpował środek przestrzeni domu, blokował
przejście, nieustannie zmuszał mieszkańców do poruszania się po obrzeżach. Obecność komina była tak
dominująca, że narrator stał się jego niewolnikiem.
Komin był panem domu, "właściciel" komina pozostawał w jego cieniu, ustępował mu na każdym kroku. Co
więcej, właściciel obronił komin przed zniszczeniem,
stał nieustannie na straży, żeby nie został zburzony bez
jego zgody. Tę opowieść przepełnia lęk: lęk przed pozbawieniem "kręgosłupa" wraz z usunięciem komina,
lęk przed utratą "poczucia trwałości" zamieszkiwania,
lęk przed konfrontacją z żoną oraz - biorąc pod uwagę kształt komina i jego wertykalną siłę - lęk przez
utratą męskości.

�Komin zapewniał jeszcze jeden rodzaj wsparcia. Był
przedmiotem fantazji narratora. Przywołując
wspomnienia odległych piramid egipskich i mrocznych, rytualnych ostańców wzniesionych przez druidów, komin został utożsamiony z całą romantyczną
historią źródeł - jako prapomnik, jako dający i odbierający życie znak wiecznego ognia i grobów królewskich. Był również narzędziem poznania, obserwatorium wycelowanym w niebo. Nie można było go
zmniejszyć - jego nieproporcjonalna bryła nie dawała
się sprowadzić do matematycznych wyliczeń architekta (pogardliwie nazwanego Skrybą). Jego czeluście
kryły tajemnice, a zewnętrzne ściany były nieprzeniknione i milczące; komin stanowił - jak by to określił
Hegel - doskonały przykład symbolicznej architektury
jako przedmiot jeszcze nieoddzielony od magicznego
świata demonów czy obrazów ludzkich fantazji. Wokół
tego grobu w kształcie piramidy rozciągała się przestrzeń domu uzależniona od komina jako źródła poży­
wienia i podpory; dzięki swojej lokalizacji był rodzajem
labiryntu chroniącym wnętrze przed zbezczeszczeniem. Powstała w wyniku tego gmatwanina, złożona
sieć zależności. Każde pomieszczenie musiało być pokojem przechodnim, w jednym z nich mieściło się aż
dziewięcioro drzwi: "prawie każdy pokój, podobnie jak
filozoficzny system, stanowił całość samą w sobie lub
też przejście do kolejnych pokoi i systemów pomieszczeń- był to szereg wejść". Pokoje zdawały się wytyczać mapę mentalną kogoś, kto śni na jawie: "chodząc
po domu, masz wrażenie, że będziesz tak szedł wiecznie i nigdzie nie dojdziesz". I rzeczywiście można było
się zagubić: "to tak jakby zgubić się w lesie; chodzisz
i chodzisz wokół komina, i jeśli w ogóle gdzieś dochodzisz, to jedynie do punktu, z którego wyruszyłeś, zaczynasz od nowa i znów dochodzisz donikąd".50
Podobny przypadek niesamowitego powtórzenia
znajdujemy u Freuda w opisie dziwnego doświadczenia
z pewnej dzielnicy prowincjonalnego miasteczka,
z okolicy, "w której charakter nie mogłem długo powątpiewać", gdyż w oknach niewielkich domków widać było same umalowane kobiety.

waniu drzwi lub przełącznika", by raz po raz zderzyć się
z tym samym meblem (N 249). Narrator Melville'a odczuwa podobną bezradność wobec niesamowitej mocy komina i równie niechętnie próbuje doszukiwać się nieświadomych motywacji dla swoich "niezamierzonych" działań.
W niechęci narratora do odcyfrowania czy też zinterpretowania hermetycznego komina wyraźnie widać
potrzebę ukrycia źródła zależności. To tak jakby próba
odczytania zagrażała jego własnemu ciału. Narrator
chciał, żeby piramida pozostała pierwotną siłą, przed
narodzinami pisma, niepoddającą się jakimkolwiek
wyjaśnieniom - podobnie jak hieroglify przed Champollionem. Nawet kiedy architekt- próbując ostatecznie przekonać właściciela, żeby zburzył komin- wymyśla historię o "hermetycznie zamkniętej przestrzeni ...
komnacie tajemnic ... ukrytej w ciemnościach", narrator nie chce podjąć poszukiwań. Nie dlatego, że nie
wierzy w jej istnienie, wręcz odwrotnie - zbyt mocno
wierzy w tajemnice. To, co kryje w sobie komin, swoje
i jego piekło, powinno pozostać w ukryciu. ,~ielkie
i straszne nieszczęścia" - stwierdza narrator, powtarzając słowo w słowo argument Schellinga - "wynikły
z bluźnierczego otwarcia otchłani tajemnicy". Tym
sposobem osiągnięte zostało milczące porozumienie
pomiędzy przewrotnymi i kojącymi mocami budynku,
po to, aby - przynajmniej za życia właściciela - budynek pozostał domem.
Przełożyła Gabriela Świtek

głównym

Tłumaczenie

na podstawie:© AnthonyVidłer,

Unhomeły

Houses [w:]

idem, The Architectural Uncanny. Essays in the Modern Unhomely,
The MIT Press, Cambridge, Massachusetts, London, England 1999,
s. l 7-44. [Przyp. dum.] Redakcja
i autorowi za zgodę na przekład.

składa podziękowanie

wydawnictwu

Przypisy

Śpiesznie skręciłem w najbliższą wąską przecznicę, byleby tylko
to miejsce. Wędrując tak przez jakiś czas bez przewodnika,
nagle znowu znalazłem się na tej samej ulicy, zacząłem już wzbudzać
zainteresowanie, a moja śpieszna ucieczka zaowocowała tylko tym,
że idąc okrężną drogą, po raz trzeci trafiłem w to samo miejsce.
Wtedy to ogarnęło mnie uczucie, które mogę określić mianem niesamowitego. (N 249)
opuścić

Freud porównuje to "niezamierzone powtórzenie",
które przekształciło spokojne włoskie miasteczko (Genuę) w miejsce piranesiańskiej klaustrofobii, do zagubienia we mgle podczas wędrówki po górskim lesie,
kiedy ktoś "mimo wszelkich usiłowań znalezienia znanej lub oznaczonej drogi za każdym razem będzie wracał na to samo miejsce", lub do sytuacji, kiedy chodzi
się po "nieznanym sobie, ciemnym pokoju w poszuki-

10
11

12

*

32

Edgar Allan Poe, Zagłada Domu Usherów [w:] Opowiadania l,
tłum. S. Wyrzykowski, Czytelnik, Warszawa 1956, s. 132
Ibidem, s. 135
Ibidem.
Ibidem, s. 139-140
Victor Hugo, Pracownicy morza, tłum. M. Korniłowicz, PIW,
Warszawa 1955, s. 69-70
Ibidem, s. 179
Ibidem, s. 70
Poe, Zagłada Domu Usherów, s. 132
Edmund Burke, Dociekania o pochodzeniu naszych idei wzniaslości i piękna, tłum. P. Graff, PWN, Warszawa 1968, s. 42-44
lmmanuel Kant, Krytyka władzy sądzenia, tłum . J. Gałecki,
PWN, Warszawa 1964, s. 169 [115] . [Przyp. tłum. ]
Burke, Dociekania o pochodzeniu naszych idei ... , s. 136
Ibidem, s. 65
Georg Wilhelm Friedrich Hegel, Wyklady o estetyce, tłum. J.
Grabowski, A. Landman, PWN, Warszawa 1964, tom l, s. 389
Cytaty w tekście polskim- podobnie jak w tekście angielskimoznaczono jako "N". Cyt. za S. Freud, Niesamowite [w:] idem,
Pisma psychologiczne, tłum. R. Reszke, Wydawnictwo KR, War-

�Anthemy Vidler • NIESWOJSKIE DOMY

u

14

15

l6

17

18

19

20

21
ZZ

23

24

szawa 1997, s. 235-262. [Przyp. tłum.]
Can pochodzi od anglo-saksońskiego can lub cann, tryb oznajmujący od cunnan, "wiedzieć", "móc", odpowiadający holenderskiemu kunnan i niemieckiemu konnen, "wiedzieć". Canny lub
cannie znaczy: ostrożny, mądry, wiedzący, uważający, ale także
zdolny, ekspert. Stąd pochodzi znaczenie "posiadający nadzwyczajną moc"; "znający się na magii". Tak więc uncanny oznacza:
tajemniczy, niezwykły, przerażający, nadprzyrodzony, dziwny,
straszny, niesamowity. Uncanny pozostaje w podobnej relacji do
canny jak unheimlich do heimlich.
Ernst Jentsch, Zur Psychologie des Unheimlichen, "Psychiatrisch-Neurologische Wochenschrift", vol. 22, 25 August, 1906, s.
195. Druga część artykułu została opublikowana w tym samym
magazynie, vol. 23, l September, 1906, s. 203-205. Za tłuma­
czenie artykułu Jentscha autor dziękuje Jeannette Treiber, University of California, Davis.
Obszerne przedstawienie przez Freuda słownikowych definicjijakby zapraszające czytelnika do uczestnictwa w jego własnych
dociekaniach - było oczywiście wyreżyserowane. Jak wykazali
krytycy, argument Freuda był precyzyjnie skonstruowany aż do
samego końca. Jednak narzucający się rytm słownika, nakłada­
nie się określonych "znaczeń", przypomina raport sądowy. Zestawienie cytatów z wielu słowników, tekstów biblijnych i niemieckich źródeł pozwoliło na umiejscowienie niesamowitości
w szerszym polu kulturowym, które - za sprawą Schillera
i Schellinga - przybrało na sile w okresie romantyzmu. Efekt
kumulacji osiągnięty na tych paru stronach cytatów ze słowni­
ków, przytaczanych bardziej lub mniej dosłownie przez Freuda,
było -jak zauważa Helene Cixous - samo w sobie niesamowite. Freud, podobnie jak Sanders i Grimm, nieustająco i obsesyjnie krążył wokół konceptu, delikatnie pobłażając czytelnikowipodobnie jak Holmes pobłażał Watsanowi -aż zatrzymał się na
najbłahszym z dowodów, na jednym zdaniu Schellinga, które
stało się podstawową zasadą psychoanalitycznej niesamowitości. Por. Helene Cixous, Fiction and Its Phantoms: A Reading of
Freud's Das Unheimłiche, "New Literary History", no 7, Spring
1976, s. 525-548. Jak zauważa Cixous, tekst Freuda jest "dziwną, teoretyczną powieścią", "rodzajem teatru lalek, w którym
władczy, lecz kapryśny reżyser manipuluje prawdziwymi lub fał­
szywymi lalkami, prawdziwym lub udawanym życiem" (s. 525).
Daniel Sanders, Wórterbuch der Deutschen Sprache, 3 vols., Otto Wigand, Leipzig 1860, vol. l, s. 729. Cyt. za Freud, Niesamowite, s. 238
Sanders, Wórterbuch, vol. l, s. 729. Cyt. za Freud, Niesamowite,
s. 239
Jacob i Wilhelm Grimm, Deutsches Worterbuch, 16 vols., S. Hirzel, Leipzig 1854-1954, vol. 4, 2, s. 874. Cyt. za Freud, Niesamowite, s. 240
Sanders, Warterbuch, vol. l, s. 729; cyt. za powieściopisarzem
i dramaturgiem Karlem Ferdinandem Gutzkowem (1811-1878).
Cyt. za Freud, Niesamowite, s. 238
Sanders, Worterbuch, vol. l, s. 729. Cyt. za Freud, Niesamowite,
s. 239
Ibidem.
Friedrich Wilhelm Joseph Schelling, Philosophie der Mythologie,
2 vols., Wissenschaftliche Buchgesellschaft, Darmstadt, 1966,
vol. 2, s. 649. Tłum. Eric Randolf Miller.
Ibidem.
Przywołany przez Schellinga przykład estetycznej niesamowitości- zarysowany w jego wczesnych pracach, a tutaj w pełni rozwinięty- dotyczył rzeźb z frontonu świątyni w Eginie, które były głównymi eksponatami w monachijskiej Gliptotece, zaprojektowanej przez Leo von Klenze. Zdaniem Schellinga, te na
wpół prymitywne, na wpół nowoczesne rzeźby reprezentowały
szczególny okres w rozwoju sztuki zachodniej.

25

26

27

*

28

29

30

3l

32

33

34

35

36

37

38
39

40
41

W liście z 26 stycznia 1816 roku do Carla Reichscounta von
Briihla, dyrektora naczelnego Królewskiego Teatru w Berlinie,
Hoffmann zauważa, że do wystawienia jego sztuki Undine najlepiej nadawałby się Schinkel, "który tak doskonale zgłębił prawdziwego ducha romantyzmu". Wcześniej pisarz wyraził pragnienie, aby "zainteresować Schinkla historią Undine". "Pragnę, aby
zbudował wspaniały, prawdziwy, gotycki grobowiec". Por. Selected Letters of E.T.A Hoffmann, red. i tłum. J.C. Sahlin, University of Chicago Press, Chicago 1977, s. 254-256. Premiera tej
"opery magicznej" w scenografii Schinkla odbyła się 3 sierpnia
1816 roku.
E.T.A Hoffmann, Der Sandrnann. Das ode Haus, Philipp Reclam, Stuttgart 1969, s. 46-47. Dom znajdował się przy Unter
den Linden 9 w Berlinie.
E.T.A Hoffmann, Radca Krespel, tłum. A Rybicki [w:] idem,
Bracia serafiońscy, Czytelnik, Warszawa 1960, s. 9-38. Cytaty
w tekście oznaczono jako "K".
Por. Johann Wolfgang Goethe, Powinowactwa z wyboru (Die
Wahlllerwandtschaften), tłum. W. Markowska [w:] idem, Dzieła
wybrane, red. S.H. Kaszyński, t. III, Utwory prozatorskie, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2002, s. 137-305. [Przyp. tłum.]
Friedrich Wilhelm Joseph Schelling, Filozofia sztuki, tłum. K.
Krzemieniowa, PWN, Warszawa 1983, s. 289
Goethe, Maximen und Reflexionen [w:] Werke, Hamburger Ausgabe, vol. 12, 1953, s. 474
Ibidem. "Zastygłą muzykę" Schellinga Goethe zastąpił wyraże­
niem "niema muzyka" (11erstummte Tonkunst).
E.T.A. Hoffmann, Piaskun, tłum. F. Faleński [w:] Opowieści fantastyczne, Czytelnik, Warszawa 1959, s. 243-289. Cytaty z tego
opowiadania oznaczono w tekście jako "P".
Jacques Lacan, The Four Fundamental Concepts of Psychoanalysis, red. J.-A Miller, tłum. A. Sheridan, W. W. Norton, New
York 1978, s. 102-103
Maria Tatar, Spellbounds: Studies on Mesmerism and Literature,
Princeton University Press, Princeton 1978, s. 126
E.T.A. Hoffmann, Niesamowity gość [w:] Opowieści, tłum.
I. Wieniewska, Towarzystwo Wydawnicze "Ateneum", Warszawa-Lwów 1925, s. 81-133
Thomas De Quincey, Wyznania angielskiego opiumisty i inne pisma, tłum. M. Bielewicz, Czytelnik, Warszawa 1980, s. 117
Najpełniejszą analizę romantycznego łańcucha interpretacji rycin Piranesiego Carceri przedstawia Luzius Keller, Piranese et !es
rornantiques fran~ais, le mythe des escaliers en spirale, Librairie
Jose Corti, Paris 1966. Keller podsumowuje piranesiańskie fantazje De Quinceya, Alfreda de Musseta, Charles'a Nodiera
i Theophila Gautiera, a także śledzi ich wpływ na Balzaca, Hugo, Baudelaire'a i Mallarmego. Modernistycznym spadkobiercą
tego mitu ruchu był Siergiej Eisenstein; o jego przekształce­
niach Carceri pisze Manfreda Tafuri, The Sphere and the Labyrinth, MIT Press, Cambridge, Mass. 1988
Por. Mario Praz, Introductory Essay [w:) Three Gothic Novels, red.
P. Fairclough, Penguin Books, Harmondsworth 1968. Praz śledzi
wpływ Carceri na ZamcZYsko w Otranto (1765) Horacego Walpole'a, Dreams, Walking Thoughts and Incidents (1783) Williama
Beckforda oraz na literaturę okresu Rewolucji. Praz cytuje dwa
klasyczne studia tych związków: Jorgen Andersen, Giant Dreams,
Piranesi's Influence in England, "English Miscellany", nr 3, Rome
1952 oraz Luzius Keller, Piranese et !es rornantiques fra~ais, op. cit.
De Quincey, Wyznania angielskiego opiumisty, s. 137-138
Arden Reed, Abysmal Influence: Baudełaire, Coleridge, de Quincey, Piranesi, Wordsworth, "Glyph", no 4, 1978, s. 189-206
Jacques Derrida, Specułations - On Freud, tłum. I. McLeod,
"Oxford Literary Review" 3, nr 2, 1978, s. 78-97
Charles Nodier, Piranese, contes psychologiques, a propos de la

monornanie reflectille [w:] Oeu11res completes de Charles Nodier,

�42

43

44
45

12 vols., Eugene Renduel, Paris 1832-1837, vol. 11, s. 167-204.
Na temat toposu biblioteki u Nodiera por. Didier Barriere, Nodier l'homme du livre, Plein Chant, Bassac, Charente 1989
Nodier, Piranese, s. 188-189 (podkr. autora). Cytaty w tekście
pochodzą z tego wydania.
Nodier, Piranese, s. 193. Po tej długiej wariacji na temat De Quinceya, Nodier zauważa cokolwiek naiwnie: "Rysunek, o którym wspominam, pewnie gdzieś został opisany, ale narysował go
Piranesi".
Nodier, Piranese, s. 194-200
Zmagania Nodiera były niewątpliwie zmaganiami bibliotekarza
rozdartego pomiędzy fetyszystyczną bibliofilią a bibliofobią zrodzoną z nienawiści do nieuchronnego rozmnożenia książe k
w epoce druku; por. opowiadanie Nodiera Le Bibliomane [w:]
Oeuvres, vol. 11, s. 25-49 (Charles Nodier Biblioman [w:] idem,
Wróżka okruchów i inne opowieści, tłum. J. Guze, PIW, Warszawa
1979, s. 264-276). Nodier odnalazł jednak pewien rodzaj spokoju w rym najbardziej heimlich miejscu, w miejscu studiowania
w ciszy, w niczym nie zakłócanym odosobnieniu. Biblioteka odgrywająca w topografii Nodiera główną rolę -jak np. w literackiej utopii Mes reveries napisanej w czasie Terroru, czy też jako
doskonała architektura biblioteki Maxime w .LAmour et Ie grimoire napisanej prawie trzydzieści lat później - stała się miejscem niemal świętym (por. Barriere, Nodier, s. 28-31). Niezależ­
nie od tego, czy umieszczona w starym zamku czy w pomieszczeniach specjalnie przeznaczonych do tego celu, biblioteka jest
określona przez swoją architekturę: "Cały budynek składał się
z długiego, prostokątnego pokoju oświetlanego od wschodu
i zachodu przez owalne okna- niewielkiego, lecz dobrze pomy-

*
46

47

48

49

50

Krajobraz. Fot. Jacek Olędzki

34

ślanego, od strony południowej wychodzącego na ogród" (Nodier, .LAmour et Ie grimoire [w:] Contes, Garnier, Paris 1961, s.
530). Pośrodku prostokątnego pokoju stał długi, czarny stół,
identyczny w planie, ustawiony tak, by można było go obejść;
na ścianach widać było jedynie skórzane grzbiety książek. Bliskość ogrodu podkreślała związek pomiędzy książkami a wielką
księgą natury, niewyczerpanym słownikiem. Wyprzedzając prostokątną formę Bibliotheque Sainte-Genevieve Henri Labrouste'a z wejściem na parterze przypominającym ogród filozofa,
Nodier skrupulatnie buduje obszar, w którym jego bohater może odwrócić się od frywolnego społeczeństwa teatru, porzucając
"maski" dla "medytacji", jaką może odnaleźć w bibliotece. Jednak w przeciwieństwie do ujarzmionego otoczenia tego azylu bibliofila, biblioteka przybiera złowrogą formę nieujarzmionej
wieży Babel.
Kant, Krytyka władzy sądzenia, s. 158 [104]. [Przyp. tłum.]
Michael Riffaterre, Hermeneutic Models, "Poetics Today" 4, nr l,
1983, s. 7-16
Artur Rimbaud, Czuwania [Iluminacje] [w:] Sezon w piekle. Iluminacje, tłum . A. Międzyrzecki, Prószyński i S-ka, Warszawa
1998,s. 73
Herman Melville, I and My Chimney [w:] Pierre, Israel Potter,
The Confidence-Man, Tales and Billy Budd, The Library of America, New York 1984, s. 1298-1327
Por. V. H. Litman, The Cottage and the Tempie: Melville's Symbolic Use of Architecture, "American Quarterły", nr 2, 1969,
s. 638.
Melville, I and My Chimney, s. 1311

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5907" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5887">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/337ed1ba4d19a747b03cb6e4e419e2e3.pdf</src>
        <authentication>45e2f3b1ec920d8411585abed7c9cf3b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70436">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5202</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70437">
                <text>licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70438">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70439">
                <text>Nowoosadnicy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70440">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4827</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70441">
                <text>Nowoosadnictwo w Lucimiu, czyli historia pewnego eksperymentu artystyczno-spolecznego/ ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t. 49</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70442">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t.49, s.147-166</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70443">
                <text>Kwiatkowska, Olga</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70444">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70445">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70446">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70447">
                <text>„Etnografia Polska", t. XLIX: 2005, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

OLGA KWIATKOWSKA
Katedra Etnologii, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu

NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA
PEWNEGO EKSPERYMENTU ARTYSTYCZNO-SPOŁECZNEGO.
CZĘŚĆ I *

NOWOOSADNICY I SPOŁECZNOŚĆ L O K A L N A

W wydanej w 1996 roku pracy pt. Klasa i kultura w okresie transformacji:
antropologiczne studium przypadku społeczności lokalnej w Wielkopolsce Michał
Buchowski poprzedza swoje zasadnicze rozważania konkluzją, iż młodsze poko­
lenie antropologów polskich w dużej mierze odwróciło się od tematów związa­
nych ze współczesną wsią. Odnosi się to - według niego - przede wszystkim do
problematyki związanej z aktualnymi przekształceniami społeczno-kulturowymi, które mają miejsce na obszarach wiejskich i bezpośrednio wpływają na życie
mieszkających tam ludzi . Co prawda, autor podaje kilka przykładów, które
sprawiają, że „problemy polskiej wsi [...] [nie] pozostają dla antropologii terra
incognita" (1996, s. 9), ale nie zmienia to w jego opinii faktu, iż jest to obszar
przez antropologów pomijany i zaniedbany. Tekst Buchowskiego można potrak¬
tować dwojako. Z jednej strony jako próbę wypełnienia dostrzeżonej luki w ba¬
daniach, z drugiej - jako propozycję tematyczną i metodologiczną skierowaną
do polskich antropologów .
1

2

Po prawie dziesięciu latach, które minęły od opublikowania przywołanego
tekstu, trudno stwierdzić, żeby nastąpił jakiś diametralny zwrot ku tak pojmowa¬
nej problematyce wiejskiej wśród antropologów. Zresztą, w dobie utrwalonego
już pluralizmu tematycznego w obrębie etnologii chyba trudno tego oczekiwać.
Tym bardziej jednak warto zwrócić uwagę na fakt, że - zupełnie niezależnie od
* Prezentowany tutaj tekst jest fragmentem większej całości realizowanej w ramach tematów
badawczych Katedry Etnologii U M K w Toruniu.
Rozważania autora dotyczą zmian związanych z transformacją ustrojową, która ma miejsce
w Polsce od lat dziewięćdziesiątych X X wieku. Kolejne istotne przeobrażenia, których tekst
Buchowskiego już nie obejmuje, ale z pewnością mogą być zaliczone do tej samej klasy proble¬
mów, to zmiany związane z wejściem Polski do Unii Europejskiej.
W tym kontekście warto zwrócić uwagę na wydaną w 2002 roku książkę Anny Malewskiej-Szałygin, Wiedza potoczna o sprawach publicznych. Rozmowy o władzy lokalnej w wybranej
gminie mazurskiej w latach 1994-1995, którą można widzieć jako swoistą realizację postulatu
Buchowskiego, choć, co ciekawe, ani w tekście, ani w bibliografii nie ma bezpośrednich odnie¬
sień do jego tekstu. Autorka prezentuje proces modelowania nowych (z założenia demokratycz¬
nych) struktur władzy niższego szczebla przez konkretne środowisko lokalne.
1

2

�148

OLGA KWIATKOWSKA

siebie i przyjmując odmienne perspektywy badawcze - kilkoro badaczy/ek zain­
teresowało się zjawiskiem integralnie związanym z wsią, a mianowicie nowoosadnictwem (Kuligowski 2003; Kwiatkowska 2004; Laskowska-Otwinowska
2004; Markisz 2002, Sztandara 2001, 2002, 2003) . Polega ono na migracji
z miasta na wieś w poszukiwaniu miejsca, w którym będzie możliwa realizacja
alternatywnego stylu życia. Nowoosadnicy - ludzie biorący udział w omawia¬
nym procesie - dokonują świadomego wyboru miejsca swojego osiedlenia, zgod¬
nie z wyznawanymi wartościami, podzielaną wizją świata i kondycji człowieka.
Pojawienie się zjawiska nowoosadnictwa w Stanach Zjednoczonych i Euro­
pie Zachodniej badacze wiążą przede wszystkim z rozwojem ruchu kontrkulturowego lat sześćdziesiątych X X w. W Polsce jego genezy upatruje się w lokalnej
odmianie tego ruchu końca lat siedemdziesiątych zeszłego wieku, uwikłanej
w realia polityczno-społeczne PRL-u (por. Kuligowski 2003, s. 18; Laskowska-Otwinowska 2004, s. 293). U podstaw alternatywnego stylu życia leży przede
wszystkim krytyka cywilizacji (Wyka 1983, s. 112) oraz stanu świata, który jest
wynikiem jej rozwoju, a w którym ludziom przyszło żyć. Drugim ważnym ele¬
mentem omawianego stylu życia jest proponowanie i realizowanie alternatyw¬
nych wartości w miejsce krytykowanych. Nowoosadnicy przyjmują więc aktyw¬
ną i kreatywną postawę wobec zastanego świata wierząc w możliwość, a nawet
konieczność, wprowadzania w nim zmian. To z kolei sprawia, że pełnią, bądź
pragną pełnić, kulturotwórczą rolę. Jednym z podstawowych postulatów w ra¬
mach alternatywnego stylu życia jest budowanie takich wspólnot, w których
będzie możliwa pełna samorealizacja jednostki, widziana zawsze w powiązaniu
z innymi ludźmi i otaczającym światem, a nie wbrew lub przeciw nim. Przy
czym, rozpiętość form samorealizacji człowieka mieszcząca się w obrębie świa¬
topoglądu alternatywnego jest bardzo duża, dlatego też aktywność środowisk
alternatywnych przybiera wiele różnorodnych postaci od działalności artystycz¬
nej, rzemieślniczej po rolniczą. W związku z tym, że w miastach trudno budo¬
wać wspólnoty umożliwiające realizowanie alternatywnych wartości, przestrze¬
niami, które uznano za szczególnie ku temu dogodne stały się obszary wiejskie.
3

Oczywiste jest, że przy analizie tak zdefiniowanego zjawiska, wieś musiała się
znaleźć w samym centrum perspektywy badaczy/ek zainteresowanych nowoosadnictwem i to na dwa sposoby. Po pierwsze, jako nowa przestrzeń życia nowoosadników, po drugie - jako podstawowa kategoria w ich światopoglądzie - wyraźnie
i specyficznie definiowana oraz waloryzowana. Paradoksalnie więc, w tym przy¬
padku, uwaga antropologów zwróciła się ku zjawiskom rozgrywającym się na wsi
polskiej nie dzięki tym, którzy tradycyjnie są z nią wiązani i stanowią większość
3

Badacze interesujący się tym zjawiskiem określają je różnymi terminami. Obok stosowanej
w niniejszym tekście nazwy „nowoosadnictwo", w literaturze spotyka się również określenie
„osadnictwo alternatywne" (Laskowska-Otwinowska 2004, s. 293). Różne terminy są również
używane w odniesieniu do ludzi biorących w nim udział. Oprócz stosowanego tu „nowoosadnicy"
(Kuligowski 2003, s. 19; Laskowska-Otwinowska 2004, s. 293) pojawiają się „imigranci z mia¬
sta" (Markisz 2002), „miejscy osadnicy" (Sztandara 2002, s. 61), „miejscy osadnicy na w s i "
(Sztandara 2003, s. 46), „osadnicy z miasta" (Sztandara 2003, s. 45).

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

149

jej mieszkańców, czyli rolnikom, ale dzięki ludziom wywodzącym się z miasta,
którzy wybrali życie na obszarach wiejskich. Mimo to, kiedy jest omawiane zjawi­
sko nowoosadnictwa, trudno całkowicie pominąć kwestie wiążące się z innymi
mieszkańcami wsi. Pojawiają się więc oni w polu widzenia badaczy/ek choćby
w minimalnym stopniu. Dzieje się tak, ponieważ nowoosadnicy nigdy nie przy­
bywają na tereny zupełnie puste, niezamieszkałe. Chociaż dość często wybierają
obszary na odludziu, to nie są to przecież przestrzenie bezludne. Powołuje to
zawsze do życia różnorakie relacje pomiędzy nowoprzybyłymi a środowiskiem
lokalnym. Oczywiście, w tekstach badaczy interesujących się nowoosadnictwem
można znaleźć różne sposoby prezentowania środowiska lokalnego. Od trak¬
towania go jako niezindywidualizowanego tła dla zjawiska nowoosadnictwa,
poprzez wyraźniejsze ukazanie jego obecności i roli w kontekście omawiania
relacji pomiędzy miejscowymi a nowymi - zazwyczaj jednak z perspektywy nowoosadników, aż po próby rekonstrukcji obrazów obu grup na swój temat.
W analizach nowoosadnictwa skupienie uwagi na środowisku lokalnym wy¬
daje się szczególnie ważne i to z dwóch powodów. Po pierwsze, bierze ono udział
w procesie nowoosadnictwa - oczywiście, w inny sposób niż nowoosadnicy. Jed¬
nak zawsze członkowie lokalnej społeczności ustosunkowują się do tego zjawiska,
wchodzą też (bądź nie) w różnorakie relacje z nowoosadnikami. Przywołując
metaforykę teatru, można powiedzieć - nawet jeśli brzmi to banalnie - że środo¬
wisko lokalne jest jednym z bohaterów dramatu. Po drugie, przyjęcie takiej optyki
umożliwia podjęcie próby od-tworzenia perspektywy tych, których udziałem staje
się obecność nowoosadników. To zaś z pewnością odsłania kolejny aspekt za¬
gadnienia. Warto próbować odpowiedzieć na pytania, w jaki sposób lokalna
społeczność postrzega nowoosadników, jak interpretuje ich działania i jak widzi
wzajemne relacje. Szczególnie w kontekście tego, że spora część nowoosadników często deklaruje chęć i potrzebę działania na rzecz środowiska lokalnego,
niejednokrotnie wypowiada się również w jego imieniu w świecie zewnętrznym.
Justyna Laskowska-Otwinowska, w tekście pt. „SWÓJ - OBCY". Przejawy
koegzystencji kulturowej społeczności wiejskiej i alternatywnej", proponuje, by
relacje pomiędzy środowiskiem lokalnym - utożsamianym przez nią z ludnością
rolniczą - a nowoosadnikami postrzegać przez pryzmat pojęcia kontaktu mię¬
dzykulturowego (2004, s. 294) , z wszelkimi możliwościami i konsekwencjami,
jakie ta kategoria ze sobą niesie. Pomimo przynależności do jednej wspólnoty
narodowej podzielającej wspólne elementy (np. język) różnice pomiędzy wartoś¬
ciami, a w konsekwencji - stylem życia obydwu grup, są na tyle duże, że można je
widzieć jako odrębne kultury, pomiędzy którymi dochodzi do kontaktu. Takie uję¬
cie wyraźnie podkreśla odrębność kulturową grup wchodzących ze sobą w różno¬
rakie relacje. Perspektywa ta wydaje się być trafna i, mimo że nie werbalizowana
4

4

Warto w tym miejscu przywołać słowa samej autorki: „[z]a kontakt międzykulturowy uznaję
tu kontakt ludności rolniczej, miejscowej z osadnikami miejskimi, o specyficznym «alternatywnym» zestawie sposobów postępowania, zarobkowania i kultywowania wyznawanych wartości"
(2004, s. 294).

�150

OLGA KWIATKOWSKA
5

w sposób tak bezpośredni, jak uczyniła to Laskowska-Otwinowska , to zdaje się
być obecna w większości tekstów dotyczących tej problematyki. Zawsze bowiem
mocno podkreślana jest różnica kulturowa (odmienność kulturowa) pomiędzy
nowoosadnikami a środowiskiem lokalnym.
W tym miejscu chciałabym przywołać koncepcję Michała Buchowskiego,
który proponuje spojrzenie na konkretną społeczność wioskową jako taką, w której
obrębie istnieją zróżnicowane klasy społeczne dysponujące zróżnicowanymi for¬
mami kapitału ekonomicznego, społecznego, symbolicznego i kulturowego (1996,
s. 15-22) . Przynależność do konkretnej klasy „wyznacza działania jednostek,
sposoby postrzegania relacji międzyludzkich i międzygrupowych, konceptualizowania świata" (tamże, s. 16). W tym ujęciu środowisko lokalne danej wsi jest
widziane jako zróżnicowane pod względem klasowym, gdzie poszczególne klasy
pozostają ze sobą w dynamicznych relacjach i na bieżąco negocjują sensy i defi¬
niują za każdym razem sytuacje. W literaturze etnologicznej społeczność wios¬
kowa jest bardzo często prezentowana jako „stosunkowo jednolita, harmonijna
i dobrze funkcjonująca całość spojona więzami kultury" (tamże, s. 19). Wydaje
się, że podobnie ujmowana jest wieś w tekstach dotyczących nowoosadnictwa.
Wystarczy nie być nowoosadnikiem, a żyć na wsi, by zostać zaliczonym do grupy
mieszkańców wsi związanych i tworzących wspólną kulturę. W ten sposób jej
członkowie zaczynają stanowić „kategorię badawczą definiowaną przez ich środo¬
wisko życiowe i osobliwą kulturę" (tamże, s. 17). Koncepcja Buchowskiego, nie
likwidując zarysowanego dzięki propozycji Laskowskiej-Otwinowskiej podziału
na dwa środowiska społeczno-kulturowe, pozwala go wzbogacić i zdynamizować.
Przede wszystkim umożliwia ona dostrzeżenie wewnętrznego zróżnicowania
środowiska lokalnego, które może być istotnym czynnikiem generującym i róż¬
nicującym stosunek poszczególnych jednostek tworzących środowisko lokalne
do nowoosadników i relacje z nimi. Warto zatem analizować konkretne przypadki
nowoosadnictwa, biorąc pod uwagę obydwa powyżej zarysowane spojrzenia.
6

NOWOOSADNICY W L U C I M I U
7

W drugiej połowie ubiegłego wieku we wsi Lucim funkcjonowała grupa kilku
artystów związanych z Toruniem i Bydgoszczą. Ich obecność i działalność
w Lucimiu można uznać za swoisty przypadek nowoosadnictwa. Jest on szcze­
gólny z dwóch względów. Po pierwsze, w chwili obecnej należy już do prze5

Badaczka zwerbalizowała i zaakcentowała to, co przez innych było traktowane prawdopo¬
dobnie jako oczywiste. A przecież padło już nie tylko: „nie wszystko jest oczywiste" Czesława
Robotyckiego (1998), ale także „nic nie jest oczywiste" Michała Buchowskiego (2004).
Autor zastrzega, że pojęcia klasy społecznej nie ogranicza do ujęcia marksistowskiego.
Jednocześnie podkreśla, że podziały klasowe „[są] płynne, pełne napięć, zmienne historyczne"
(1996, s. 21).
Wieś wchodzi w skład gminy Koronowo leżącej w granicach obecnego województwa ku¬
jawsko-pomorskiego.
6

7

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

l5l

szłości. Artyści pojawili się na wsi pod koniec lat siedemdziesiątych i działali
tam intensywnie do połowy lat dziewięćdziesiątych. Później ich aktywność
zaczęła ulegać rozproszeniu, a także przybierać inne formy. Dominowały indy­
widualne działania poszczególnych twórców. Część z nich już tylko w luźny
sposób była powiązana z tą wsią i jego mieszkańcami. Artyści, co prawda, nie
przestali się w Lucimiu pojawiać, nie zaniechali też całkowicie tam realizacji
swoich działań, przybrały one jednak na tyle inny charakter, że trudno już je
łączyć z kategorią nowoosadnictwa. Dlatego też można traktować omawiane
zjawisko jako proces zakończony. To zaś zmienia nieco sposób jego widzenia.
Zazwyczaj teksty dotyczące problematyki nowoosadnictwa prezentują przypadki,
które rozpoczęły się w dalszej lub bliższej przeszłości, mają już swoją historię,
ale nadal egzystują. Uwaga badaczy/ek jest jednak przede wszystkim skupiona na
obserwowanej przez nich sytuacji obecnej. Oczywiście, w spektrum ich zaintere¬
sowań znajduje się również przeszłość nowoosadników. To kiedy, dlaczego i jak
doszło do ich osiedlenia się na wsi. Jak przebiegały te początkowe - nazwijmy je
pionierskimi - lata. Jednak najistotniejsza wydaje się być chwila obecna. Warto
również zwrócić uwagę, że w takim wypadku badacz może mieć bezpośredni
wgląd w życie nowoosadników. Może obserwować je na bieżąco w trakcie „dzia­
nia się". Poza tym, inaczej rysują się tu kwestie związane z przyszłością. W przy¬
padku nowooosadników opinie jej dotyczące są integralnie splecione z miejscem
ich aktualnego życia. W ich wizjach przyszłości, planach, zajmuje ono ważną po¬
zycję, stanowi też istotny punkt odniesienia. Większość nowoosadników deklaruje
konieczność wprowadzania różnorakich zmian w zastany porządek społeczno-kulturowy oraz chęć ich przeprowadzenia. Przekonanie o możliwości ich reali¬
zacji w przyszłości wyznacza cele i kierunek ich aktualnej aktywności. Bardzo
często rozmawiając z nimi można usłyszeć, że ich działania w danym miejscu
zaowocują w przyszłości, a zaplanowane przez nich zmiany urzeczywistnią się.
To wszystko ma ciągle szansę się wydarzyć. Powyższe kwestie decydują o rozło¬
żeniu akcentów w tekstach na temat nowoosadników. Tym bardziej wydaje mi się
interesująca możliwość przyjrzenia się sytuacji należącej do przeszłości. Pytania
0 skutki obecności i działalności nowoosadników dla środowiska lokalnego, które
w każdym takim przypadku można i należy zadawać, tu brzmią inaczej.
Historia artystów związanych z Lucimiem jest szczególna również z innego
powodu. Członkowie grupy, którą zaliczyłam do kategorii nowoosadników
w gruncie rzeczy nigdy nie mieszkali na stałe we wsi, w której działali. Być może,
w tym kontekście właściwiej było by użyć określenia: pomieszkiwali. Jednak,
jak już kiedyś pisałam, moje rozumienie tego pojęcia nie ogranicza się wyłącznie
do przypadków opuszczenia miasta i osiedlenia się na wsi na stałe (Kwiatkowska
2004). Traktuję je szerzej, włączając w jego zakres także przypadki polegające
na ograniczeniu pobytu i aktywności w mieście na rzecz intensywnej obecności
1 działalności na wsi, która ma właśnie na celu realizację alternatywnego stylu
życia. Można uznać, że o zaliczeniu kogoś do kategorii nowoosadników decyduje
coś, co nazywam migracją egzystencji. Ma ona miejsce wówczas, gdy główny
nurt życia danych osób i ich aktywności realizuje się na wsi, mimo że mieszkają

�152

OLGA KWIATKOWSKA

w mieście. Tak jak osiedlenie się na wsi nie musi wcale oznaczać przyjęcia alter¬
natywnego stylu życia, tak realizowanie go na wsi nie musi oznaczać permanent¬
nego przebywania na jej terytorium. Członkowie omawianej przeze mnie grupy
uznali, że uprawianie sztuki zgodne z ich wizją nie jest możliwe w mieście. Wieś
natomiast jawiła się w tym kontekście jako obszar dający taką szansę. W związ¬
ku z tym, to tam przygotowywali i realizowali swoje projekty. Ich obecność
w Lucimiu nie ograniczała się jedynie do przebywania w nim. Wieś nie pełniła
również wyłącznie roli inspiracji do twórczości. Aktywność artystyczna grupy
była zorientowana na Lucim i jego mieszkańców, w zamierzeniu była integralnie
związana z życiem egzystującej tam społeczności . Alternatywny charakter
działalności artystów zauważyła Aldona Jawłowska kreśląc charakterystykę
polskiego nurtu kultury alternatywnej funkcjonującego od lat siedemdziesią­
tych do osiemdziesiątych ubiegłego wieku (1988, s. 19-48). Warto zauważyć,
że w okresie PRL-u wachlarz stylów życia był mocno ograniczony. Podział na
szeroką, w miarę ujednoliconą kulturę oficjalną, dominującą, i niewielki strumień
alternatywny był w gruncie rzeczy o wiele bardziej widoczny niż dzisiaj, kiedy
paleta stylów życia jest ogromna a dążenie do indywidualizmu tak duże.
8

9

Opowieść o eksperymencie artystyczno-społecznym realizowanym w Lucimiu składa się z dwóch części . Pierwsza powstała przede wszystkim na podsta¬
wie tekstów członków grupy i komentatorów ich działań nie wywodzących się
z Lucimia, pisanych w latach, kiedy grupa działała we wsi . Jest próbą od-tworzenia historii nowoosadnictwa w Lucimiu, na podstawie utrwalonej w tekstach
perspektywy samych nowoosadników. Druga część to próba dopełnienia tej
historii głosami nieobecnymi w pierwszej, a pochodzącymi z lokalnej społecz¬
ności. Ten fragment jest re-konstruowany na podstawie wywiadów-rozmów
przeprowadzonych przeze mnie w trakcie badań terenowych w Lucimiu w 2003
i 2004 roku. Powstał na bazie „penetrowania" pamięci wybranych mieszkańców
wsi. Ma charakter otwarty i może być uzupełniany, ponieważ nie prezentuje
wszystkich głosów członków lokalnej społeczności.
10

11

12

8

Co ciekawe, w tekstach, w których m.in. działalność artystów związanych z Lucimiem jest
prezentowana (patrz Jawłowska 1988, s. 40-41; Wojciechowski 1992, s. 92-93) pisze się o nich
jako o grupie twórców osiadłych w Lucimiu. Zastosowanie tego określenia może być wynikiem
braku dokładnych informacji, bądź uznania, że intensywność i stopień zaangażowania w dzia­
łalność artystyczną w Lucimiu są równoznaczne z osiedleniem się w tym miejscu. Jeśli przyjmie¬
my drugi wariant, potwierdzałoby to słuszność mojej decyzji traktowania członków grupy jako
nowoosadników.
W książce Aldony Jawłowskiej charakterystyka ta stanowi tło dla interesującego autorkę
fenomenu „studenckiego ruchu teatralnego".
W niniejszym tekście jest prezentowana pierwsza cześć, druga, integralnie z nią związana,
koncentrująca się na od-tworzeniu perspektywy środowiska lokalnego, zostanie opublikowana
w następnym numerze "Etnografii Polskiej".
Część z nich była adresowana do środowisk spoza Lucimia, część do mieszkańców wsi.
Historia jest tu rozumiana przeze mnie, za Hubertem Czachowskim (który z kolei w tej
kwestii odwołuje się do refleksji Jerzego Topolskiego) nie jako historia wydarzeniowa, ale autorska
narracja historyczna, w której kluczową rolę odgrywa interpretacja badacza (1999, s. 141-142).
9

1 0

1 1

1 2

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

153

Można powiedzieć, że obie części pozostają w stosunku do siebie w relacji
podwójnej asymetrii. W pierwszej pojawia się głos artystów, nie został natomiast
uwzględniony głos członków lokalnej społeczności. W drugiej odwrotnie, w cen¬
trum uwagi znajdują się opinie mieszkańców wsi, pominięty zaś został głos
artystów. W pierwszej części brak opinii artystów komentującej okres nowoosadnictwa w Lucimiu z dzisiejszej perspektywy . Druga jest zbudowana na
bazie aktualnych sądów członków środowiska lokalnego dotyczących obecności
i działań artystów we wsi w przeszłości.
13

EKSPERYMENT L U C I M S K I - PERSPEKTYWA NOWOOSADNIKÓW

Dom

Bracia, artyści plastycy, Bogdan i Witold Chmielewscy w 1976 roku kupili
we wsi Lucim zrujnowaną zagrodę wiejską z poł. X I X wieku. Obejście, co praw¬
da, leży w granicach wsi, ale położone jest na jej uboczu. W rzeczywistości,
bliżej z niego do lasu i jeziora, niż do domostw innych mieszkańców, a co dopie¬
ro do zbudowanego w kształcie owalnicy centrum wsi. Artyści znali wieś jeszcze
przed dokonaniem zakupu domu. Spędzali w tych okolicach, wraz z innymi
zaprzyjaźnionymi twórcami, wakacje w czasach studenckich. Zapewne dobrze
się tu czuli i cenili te tereny. Mogło to sprzyjać podjęciu decyzji o kupnie domu,
kiedy nadarzyła się ku temu okazja. Prawdopodobnie jednak zdecydowało o tym
głównie położenie zagrody - na uboczu wsi i blisko przyrody, a przede wszyst¬
kim wiek, walory architektoniczne i estetyczne domu wchodzącego w jej skład.
Posiadał widocznie dla nich dużą wartość, skoro kupili go mimo silnego zdewa¬
stowania. W wielu tekstach, pisząc o nim, podkreślają jego lata i zabytkowy
charakter, zwracają też uwagę na materiał (drewno), z którego został zbudowany
(por. np. Chmielewski W. 1985b, s. 23; Chmielewski B. 1989, s. 192; 2001, nlb).
Zakupiony w Lucimiu dom staje się bardzo istotnym miejscem dla braci
Chmielewskich i coraz intensywniej angażuje ich aktywność. Przyjeżdżają tu w
każdej wolnej chwili i remontują go. Decydują się przy tym na wykorzystanie
naturalnych materiałów i dawnych technologii. To prawdopodobnie skłania ich
do lektury literatury etnograficznej, etnologicznej, w końcu antropologicznej.
W ten sposób, przywracanie życia domostwu w wymiarze praktycznym staje się
zarazem wstępem do odkrywania jego wymiaru symbolicznego (Chmielewski B.
1989, s. 192; 2001, nlb). Istotną rolę w uwrażliwieniu artystów na tego ro­
dzaju kwestie odegrała lektura prac Martina Heideggera, Gastona Bachelarda
a przede wszystkim Mircea Eliadego (Chmielewski B. 1997, s. 22) . Koncepcje
14

1 3

Te głosy oczywiście mogły się tu pojawić (najprawdopodobniej powstałaby wówczas inna
historia). Świadomie jednak zdecydowałam się nie podejmować próby przeprowadzenia wywia­
dów z artystami na tym etapie badań.
W roku 1974 ukazało się pierwsze polskie wydanie Sacrum i profanum. O istocie religij­
ności, a także druga edycja Sacrum. Mit. Historia. Wybór Esejów.
1 4

�154

OLGA KWIATKOWSKA

rumuńskiego religioznawcy bardzo mocno wpłynęły na sposób myślenia arty¬
stów o świecie, ukonstytuowały także ich twórczość oraz wyznaczyły na lata jej
kierunek. Jednym z zasadniczych eliadowskich wątków przewijających się w ich
aktywności jest postrzeganie domu jako środka/centrum świata, mikrokosmosu,
miejsca fizycznego i duchowego realizowania się ludzi (patrz np. Chmielewski B.
1989, s. 192; 2001, nlb).
Warto zwrócić uwagę na fakt, że artyści w wielu swoich tekstach bardzo
mocno akcentują doniosłość nabycia domu w Lucimiu . Akt ten jest postrze¬
gany przez nich w kategoriach początku istotnego etapu w ich biografii arty¬
stycznej a zarazem życiowej. Dom spełnia doniosłą rolę w czymś na kształt
mitu założycielskiego w przypadku większości nowoosadników . Jednocześnie
jest wizualnym śladem początku wybranej przez nich drogi. Nabycie domu
w Lucimiu stało się punktem przełomowym. Bogdan Chmielewski stwierdza
nawet - przywołując nota bene terminologię etnologiczną, że był to jeden
z dwóch w jego życiu artystycznym ważnych momentów przejścia, istotnych
dla ukształtowania się jego poglądów i formy jego praktyki „życiowo-twórczej"
(Chmielewski B. 2001, nlb).
Artyści spędzali coraz więcej czasu w nowym domu. Oswajali obcą przestrzeń,
odkrywali jej przeszłość rozmawiając z członkami rodziny, od której nabyli za¬
grodę. Jednocześnie organizowali tę przestrzeń zgodnie ze swoimi wyobrażenia¬
mi wiejskiej chaty - drewnianej, krytej strzechą, wypełnionej starymi sprzętami.
15

16

OPOZYCJA „MIASTO - W I E Ś "

Dom w Lucimiu, a także sama wieś, stały się istotne nie tylko dla braci Chmie¬
lewskich, ale również dla ich przyjaciół. Spośród nich trzech związało swój
los z Lucimiem na dłużej. Byli to: Andrzej Maziec i Stanisław Wasilewski
- fotograficy oraz Wiesław Smużny - artysta plastyk. Prowokuje to nie tylko
do zadania pytania, co sprawiło, że wieś stała się dla nich wszystkich tak ważna,
ale również innego - nie mniej istotnego - czy przestrzeń miejska, z której
pochodzili i w której dotychczas działali, nie spełniała ich potrzeb i oczekiwań?
A jeśli tak, to jakich? Czego jej brakowało?
Miasta, z którymi artyści byli związani to Toruń i Bydgoszcz. W pierwszym
z nich bracia Chmielewscy i Smużny ukończyli studia na Wydziale Sztuk Pięk¬
nych U M K a następnie rozpoczęli na tym Wydziale pracę. Jednak i Chmielewscy,
i obaj fotograficy mieszkali w Bydgoszczy. Toruń, liczący wówczas ok. 160 ty17

1 5

Tak o tym pisze Bogdan Chmielewski: „Punktem zwrotnym w moim postępowaniu i dzia¬
łaniu było nabycie zabytkowego, opuszczonego, drewnianego domu w Lucimiu, w 1976 roku"
(1989, s. 192)
Wydaje się, że opowieści nowoosadników o początkach mają ten sam schemat i ogniskują
się właśnie wokół kategorii domu i zabiegów związanych z jego nabyciem oraz przystosowywa¬
niem do zamieszkania.
Również nabył stary domu w Lucimiu.
1 6

1 7

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

l55

18

sięcy mieszkańców, to miasto średniej wielkości , Bydgoszcz natomiast z liczbą
ponad 330 tysięcy mieszkańców można zaliczyć do miast dużych.
Artyści pojawili się w Lucimiu w okresie drugiej połowy rządów Edwarda
Gierka w Polsce. Charakterystyczny dla tego czasu, jak i całej dekady lat
siedemdziesiątych, był proces deideologizacji państwa i jego okcydentalizacji
(Piotrowski 1999, s. 11).
W pierwszej połowie lat siedemdziesiątych społeczeństwo polskie doświad¬
czało na poziomie codziennej egzystencji stabilizacji i poprawy poziomu życia
- oczywiście w stosunku do okresu wcześniejszego i późniejszego. W sklepach
pojawiło się więcej żywności i towarów, w tym również zachodnich. Przeciętny
obywatel mógł liczyć m.in. na otrzymanie spółdzielczego mieszkania, zakup
przysłowiowej meblościanki, pralki, lodówki, telewizora oraz nabycie fiata 126p
lub 125p. Dzięki liberalizacji polityki paszportowej (Delorme 2001, s. 31) miał
również szanse na wyjazd za granicę . Oczywiście, wszystko to działo się dzięki
zaciąganym za granicą pożyczkom. Negatywne skutki takiej polityki zaczęły jed¬
nak dawać o sobie znać dopiero w drugiej połowie lat siedemdziesiątych (Davies
1998, s. 676-683; Kuroń, Żakowski 1996, s. 138-147).
Warto jednak pamiętać, że ówczesnemu życiu miejskiemu towarzyszyły
typowe, negatywne zjawiska wynikające z faktu dużego zagęszczenia ludzi
i koncentracji przemysłu na niewielkim obszarze, takie jak zgiełk, tłok, anoni¬
mowość, zanieczyszczenie środowiska itd. Ponadto, cechą charakterystyczną,
choć zupełnie innego rodzaju, było bardzo silne przesycenie życia w mieście
propagandą sukcesu oraz różnymi fasadowymi hasłami, na przykład sojuszu
świata pracy z kulturą i sztuką. Korespondowało to, oczywiście, z dominującą
ideologią, ale nie przekładało się na rzeczywistość i fałsz tego przez wielu był
głęboko odczuwany.
W świecie sztuki przez całą dekadę dominowała atmosfera festiwalowa. Dzieła
były prezentowane pod szyldem „osiągnięć" i „sukcesów". Charakterystyczna
była aura ludyczna, brakowało natomiast twórczych poszukiwań (Piotrowski
1999, s. 41). Jednocześnie artyści i ich działalność podlegała różnorakim zależ¬
nościom i presjom ze strony rządzących. Historyk sztuki Piotr Piotrowski tak
opisuje ówczesne realia, w których funkcjonowała sztuka:
19

1 8

Według Rocznika Statystycznego woj. toruńskiego 1977, dokładna liczba mieszkańców
Torunia w roku 1976 wynosiła 157 611, Bydgoszczy zaś, według Rocznika Statystycznego woj.
bydgoskiego 1978, w roku 1977 wynosiła 339 237.
Warto odnotować, że badacze nie są zgodni co do oceny jakości życia obywateli w okresie
rządów Gierka i tak na przykład Andrzej Delorme kwestionuje słuszność stosowania wobec spo­
łeczeństwa tamtych czasów określenia użytego przez Andrzeja Friszke „socjalistyczne społe­
czeństwo konsumpcyjne" twierdząc, że ówczesna poprawa sytuacji materialnej nie dotyczyła
całego narodu. Wydaje się jednak, że z perspektywy przeciętnego obywatela przede wszystkim
pierwsza połowa dekady gierkowskiej, zwłaszcza w porównaniu z okresem wcześniejszym i tym,
który nastąpił po roku 1980, mogła być odbierana jako dekada względnego dobrobytu i więk¬
szych możliwości konsumpcyjnych. Realia życia codziennego lat siedemdziesiątych X X wieku
świetnie oddaje serial pt. „Czterdziestolatek" w reżyserii Jerzego Gruzy.
1 9

�156

OLGA KWIATKOWSKA

[...] system funkcjonowania karier artystycznych [...] osadzony był w instytucjonalnej monopoliza­
cji życia artystycznego. Państwo miało monopol na życie artystyczne, choć był on rozpisany na
głosy. Kontrolowało je przez system cenzury, hamowanie edukacji artystycznej, kontrolę krytyki
i podległych sobie instytucji wystawienniczych. Nie miało jednak sprecyzowanej polityki kultural­
nej w sensie merytorycznym. Nie było zainteresowane narzucaniem artystom wizji świata i sztuki;
wyznaczało im jedynie „strefy zakazane" (1999, s. 75).

Ówczesna rzeczywistość miała swoich krytyków, była negatywnie oceniana
przez pojawiające się w Polsce od początku lat siedemdziesiątych środowiska
kontrkulturowe i alternatywne. Krytykowały one między innymi nijakość życia,
bierność społeczeństwa, jego bezmyślny konsumpcjonizm, uleganie taniej roz­
rywce proponowanej przez mass-media oraz brak głębszych poszukiwań egzysten­
cjalnych (Jawłowska 1988, 19-48; Kuroń, Żakowski 1996, s.147). Ten sposób
widzenia świata był bliski również artystom, którzy pojawili się w Lucimiu.
Chociaż rok ich przybycia do wsi to, w gruncie rzeczy, schyłek krótkotrwałego
gierkowskiego dobrobytu i początek narastającego w kolejnych latach kryzysu,
to prawdopodobnie jednak niezadowolenie z rzeczywistości miejskiej pierw¬
szej połowy lat siedemdziesiątych zdecydowało o poszukiwaniu miejsca, gdzie
mogłoby być inaczej.
Z tekstów artystów związanych z Lucimiem wynika, że jednym z najbardziej
dla nich dokuczliwych elementów ówczesnych realiów był tzw. „układ artystycz­
ny", który tworzyły instytucje przeznaczone do upowszechniania sztuki, czyli
galerie sztuki i muzea, ale także zastępy krytyków i ich recenzje oraz cały system
nagradzania artystów. Metaforycznie można powiedzie, że „układ" ten stanowił
coś na kształt osobnej wyspy, ponieważ charakteryzował się dużą hermetycznoś¬
cią, nie umożliwiał artystom kontaktu z odbiorcami, brakowało mu rzeczywistego
zaangażowania w życie społeczne. Obecność i siła oddziaływania „układu arty¬
stycznego" najintensywniejsza była w miastach, tam, gdzie były skupione jego
agendy. Paradoksalnie jednak negatywne skutki centralistycznego zarządzania
sztuką, w postaci ograniczenia wolności artystów, często najdotkliwiej były odczu¬
wane w miastach takiej wielkości jak Toruń, a nie tych największych. Sprzyjały
temu niewielkie rozmiary środowiska związanego ze sztuką, trwałość jego struk¬
tury i relacji w jego ramach (Żydowicz 1989, s. 14-15). Wieś natomiast z rzadka
i na krótko stawała się obszarem zainteresowania „układu artystycznego".
Sztuka, która była bliska artystom związanym z Lucimiem i jaką chcieli upra¬
wiać, to sztuka pozagaleryjna, taka, która sytuowałaby się blisko prawdziwego
życia, która byłaby na nie wrażliwa a zarazem je przenikała. Istotnym jej ele¬
mentem była możliwość kreowania takich sytuacji, w których miałoby miejsce
spotkanie twórcy i odbiorcy. Sztuka autonomiczna, wyizolowana z całokształtu
praktyki życiowej, budziła ich sprzeciw (Dziamski 1987, s. 10).
Realia życia miejskiego mogły wywoływać w artystach poczucie zmęczenia,
niechęci i potrzebę poszukiwania przestrzeni wolnej od jego niedogodności,
a przynajmniej w mniejszym stopniu nimi obarczonej. W tym kontekście wieś
jako niewielka struktura osadnicza, leżąca na marginesie oddziaływania przy¬
śpieszenia urbanizacyjnego i presji propagandowej, mogła się wydawać miejs-

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

157

cem dającym na to szansę. Pobyt na wsi pozwalał jednak przede wszystkim uwol­
nić się i zdystansować do świata kreowanego przez „układ artystyczny". Zakup
domów w Lucimiu i kolejne lata działalności w tej wsi były przez artystów po¬
strzegane właśnie jako proces wychodzenia i rezygnacji z uczestnictwa w nim
(Chmielewski W. 1985b, s. 23). Stwarzał również możliwość realizacji wizji
własnej drogi artystycznej.
Ważną rolę, w początkowym etapie fascynacji Lucimiem, mógł odgrywać
również - mający długą tradycję w kulturze polskiej - mit wsi jako Arkadii,
a więc miejsca, gdzie panuje harmonia a człowiek żyjąc blisko natury wiedzie
proste, ale szczęśliwe życie. Mit ten łączy się także z wątkiem wyrzeczenia się
wielkiego świata i uwolnienia z zewnętrznych zobowiązań (por. Hernas 1965,
s. 7-40, 1965; Kowalski 2002, s. 214-224).
Artyści w trakcie pobytów w Lucimiu stopniowo zaczynają poznawać wieś
i jej mieszkańców. Obraz, który dostrzegają niewiele ma wspólnego z harmo¬
nijną Arkadią. Stwierdzają, że - co prawda - wzrósł prestiż społeczny rolnika,
poprawiła się również i na wsi sytuacja materialna oraz warunki życia, ale jedno¬
cześnie nastąpiło odejście od tradycji i dawnych wartości oraz rozpad więzi
międzyludzkich (Chmielewski B. i inni 1977-1978, s. 4). Dostrzegają również
brak jakiegokolwiek lokalnego życia kulturalnego - stan ten określą później mia­
nem „sytuacji zerowej" (Chmielewski W. 1985a, s. 62). Ta kulturalna pustka
Lucimia z jednej strony a zniechęcenie do świata „wielkiej sztuki" z drugiej,
stanowią impuls do działania. Artyści w 1977 roku podejmują decyzję o reali¬
zacji rocznych działań artystycznych (dzisiaj powiedzielibyśmy projektu) pt.
„Akcja Lucim". Nawiązują kontakt z sołtysem wsi, przedstawiają mu swoje pro­
pozycje i zyskują jego przychylność. Następnie aranżują spotkanie z mieszkań¬
cami, na którym prezentują koncepcję „Akcji Lucim". W ten sposób wkraczają
w życie społeczności Lucimia.
20

ARTYŚCI N A WSI - ODSŁONA I

Ramy „Akcji Lucim" wyznaczało założenie o jedności miejsca inspirującego
powstanie dzieł i ich prezentacji. Prace powołane do życia w i pod wpływem
mikroświata lucimskiego miały później zaistnieć w jego przestrzeni. Taka kon¬
cepcja była alternatywą w stosunku do rozpowszechnionej praktyki, kiedy
to wieś stawała się „[...] miejscem upowszechniania tego, co powstało poza nią
i co jest sztucznie przenoszone na jej grunt, a w konsekwencji obce jej i nieczy¬
telne. O ile wieś bywa inspiracją zewnętrzną sielsko-krajobrazową, to rzadko
bywa miejscem upowszechniania tego, co było nią inspirowane i dotyczy jej
«wnętrza»" (Chmielewski B. i inni 1977-1978, s. 4). Pod względem wyboru
formy wypowiedzi artystycznej każdy miał pełną swobodę.
2 0

W jednym z tekstów (Chmielewski B. i inni 1989, s. 191) pojawia się informacja, że po¬
mysł narodził się wiosną, w innym (Chmielewski W. 1985b, s. 23), że jesienią tegoż roku.

�158

OLGA KWIATKOWSKA

W trakcie realizacji „Akcji" artyści odbyli kilka spotkań autorskich, na których
prezentowali mieszkańcom swoją twórczość. W ten sposób dążyli do coraz
intensywniejszego pogłębienia kontaktu z nimi. Działania zakończono ekspozy¬
cją dzieł w obrębie wioski w sierpniu 1978 roku . W ciągu dwóch dni wieś stała
się czymś na kształt galerii, przestrzenią niezwykłą. Wzdłuż drogi, w nowowybudowanej, ale jeszcze nie zamieszkanej willi, w jednej ze stodół, w pomiesz¬
czeniach dawnej kawiarni, w świetlicy ZSMP, na pustym placu po rozebranym
domu zostały umieszczone obrazy-transparenty, instalacje, fotografie. Odbywa­
ły się akcje artystyczne, prezentacje autorskich filmów oraz dokumentacji filmo¬
wej z przebiegu przygotowań do finału „Akcji". Członkowie społeczności byli
również bezpośrednio angażowani w realizację artystycznych sytuacji. Dodatko¬
wymi elementami całego „artystycznego święta" były ognisko i zabawa.
21

W znanej, swojskiej dla mieszkańców Lucimia ikonosferze codziennego by¬
towania pojawiły się niecodzienne obiekty. Z jednej strony były one kojarzone
z obcym i dalekim światem, z drugiej, w jakiś sposób jednak odzwierciedlały
elementy znane z lokalnego życia. W niektórych dziełach mieszkańcy rozpozna¬
wali siebie i innych lucimian, a także znane im miejsca i to te realizacje budziły
najwięcej zainteresowania i emocji. Dla artystów „Akcja" była urzeczywistnie¬
niem ich wizji funkcjonowania sztuki. Jednym z istotnych jej elementów była
możliwość kontaktu twórcy z odbiorcą, dlatego też, w trakcie prezentacji, byli
gotowi do rozmowy z uczestnikami, oczekiwali i z uwagą obserwowali ich
reakcje. Na wielu zdjęciach dokumentujących wydarzenia można zobaczyć ludzi
wędrujących po tej specyficznej „galerii" i z ciekawością oglądających efekty
pracy artystów. Warto również zwrócić uwagę na dwie spośród sześciu - wyróż¬
nionych przez artystów - części konstytuujących ich artystyczne przedsięwzię¬
cie: badanie odbioru oraz upowszechnianie (Chmielewski B. i inni 1977-1978,
s. 5 ) . W celu określenia stanu percepcji zastosowano badania ankietowe.
Doszło tu więc do włączenia w świat sztuki metody z obszaru nauk społecznych.
Pierwsze z badań miały pomóc w rozpoznaniu częstotliwości kontaktów ze
sztuką oraz stanu wiedzy na jej temat wśród mieszkańców Lucimia. Kolejne
dotyczyły uczestnictwa w spotkaniach, które odbywały się w trakcie całego roku
trwania „Akcji", i percepcji prezentowanych wówczas prac. Celem ostatnich ba¬
dań było ustalenie, jaki był udział w finale oraz które z prac i w jakim stopniu
cieszyły się uznaniem społeczności. Upowszechnianie polegało na prezentacji
dokumentacji fotograficznej i filmowej z działań oraz niektórych prac w innym
czasie i w odmiennych środowiskach. W tym celu wykorzystywano istnienie
oficjalnych instytucji i form upowszechnia sztuki. Wydawać by się mogło,
że można w takim razie zakwestionować wyjście artystów poza „układ arty22

2 1

Dokładny opis prac oraz działań wraz z dokumentacją fotograficzną można znaleźć
w katalogu Akcja Lucim (1977). Oprócz realizacji twórców, którzy na dłużej związali swoje życie
artystyczne z Lucimiem, w ramach „Akcji Lucim" zostały również okazjonalnie zaprezentowane
prace Wawrzyńca Kresendowicza.
Pozostałe części to: inspiracja, tworzenie, organizowanie, akcja. Ich pełną charakterystykę
można znaleźć w Katalogu Akcja Lucim (Chmielewski B i inni 1977-1978, s. 4-5).
2 2

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

l59

styczny" i potraktować je jedynie jako deklarację. Warto jednak być ostrożnym
w wyrażaniu tak pochopnych opinii. Krytyk sztuki Grzegorz Dziamski, charak¬
teryzując sztukę młodych z lat siedemdziesiątych - uwzględniając w tym
również działalność grupy artystów związanych z Lucimiem - stwierdza, że
istotnym rysem dla części jej przedstawicieli było sytuowanie się „[...] pomiędzy
kontekstem istniejącym w ramach systemu artystycznego a projektowanymi
i rodzącymi się dopiero formami uspołecznienia sztuki" (Dziamski 1987, s. 14).
Postawę tę określa jako „bycie pomiędzy". Związane jest ono, z jednej strony
z całkowitym oddaleniem się od systemu artystycznego, z drugiej - z okazyjnym
wkraczaniem w jego obszar, ale tylko po to, by wskazać na istnienie alterna¬
tywnych przestrzeni (tamże).

ARTYŚCI N A WSI - ODSŁONA I I

W następnym roku artyści, już pod nazwą „Grupa Działania", realizowali
przedsięwzięcie pt. „Działanie w Lucimiu", które było czymś na kształt dru¬
giej, wzbogaconej edycji „Akcji Lucim". Po jej zakończeniu ponownie podjęli
decyzję o kontynuowaniu działalności we wsi, ale tym razem miała ona mieć
charakter długofalowy i trwać kilka lat. Doświadczenia artystów, zdobyte w trak¬
cie ich dotychczasowej aktywności, doprowadziły do wykrystalizowania się
w 1980 roku wizji sztuki „Grupy Działania" i sposobu jej uprawiania w postaci
idei i programu „sztuki społecznej" . Podstawową rolą działań artystycznych
- w ramach tak rozumianej sztuki - było kreowanie takiego rodzaju komunikacji
symbolicznej, której skutkiem będzie wytwarzanie więzi międzyludzkich.
Zakładano, że jest to możliwe tylko w bezpośrednim kontakcie nadawcy i od¬
biorcy, przy czym role te nie miały mieć charakteru stałego i mogły ulegać
zamianie. Artysta, w gruncie rzeczy, miał za pomocą swoich działań zachęcać
lokalną społeczność do tworzenia własnych kreacji twórczych. Przy czym, inspi¬
rujące dzieło - działanie artysty oraz kreacje powstałe pod jego wpływem lub
w odpowiedzi na nie - traktowano jako pewną ponadindywidualną, wspólno¬
tową całość a nie osobne byty (Chmielewski W. 1987, s. 272-273). W takim
ujęciu granica pomiędzy sztuką a życiem, pomiędzy artystą a tzw. zwykłym czło¬
wiekiem, ulegała rozmyciu - a to właśnie było postulowane przez środowiska
kontrkulturowe i alternatywne.
23

Im bardziej artyści poznawali życie Lucimia, tym bardziej rozumieli, że jeśli
ich aktywność ma być dla mieszkańców istotna musi - o wiele bardziej niż
dotychczas - korespondować z ich życiem i potrzebami. W związku z tym,
poszukując wartości wspólnych dla nich i dla lucimian skupili się na świętach
związanych z kalendarzem liturgicznym oraz życiem rolników. Święta dawały
możliwość przeżywania turnerowskiego communitas (Burszta 1998, s. 108-111;
2 3

Szczegółową prezentację idei i programu „sztuki społecznej" można znaleźć między inny­
mi w albumie Sztuka młodych 1975-1980 (Chmielewski W. 1987, s. 273).

�160

OLGA KWIATKOWSKA

Sulima 2000, s. 58-60; Turner 2004, s. 240-266.) a więc przeżywania współbycia, doświadczania - tak przez artystów podkreślanych - więzi międzyludz¬
kich. Artyści widzieli sytuację wsi w kategoriach upadku i regresu, dlatego też
swoją działalność traktowali jako misję o charakterze ratowniczym, polegającą
na „[...] wydobywani[u] i wzmacniani[u] dawnych wartości, tworzeni[u] innych,
znajdywani[u] dla nich, współtworzonych z lucimianami, sakralizujących je dzieł
i działań, zachowań, symboli i obyczajów" (Chmielewski W. 1985a, s. 62).
„Grupa Działania" osadziła swoją działalność w rytmie pór roku. W ciągu
kilku lat zostaje wypracowany lucimski rok obrzędowy, na który składają się
przede wszystkim: „Święty Wieczór - Trzech Króli", „Gromniczna - Rocznica
3 lutego", „Popioły", „Wielka Moc", „Zielone Świątki", „Święty Jan - Wianki",
„Święto plonów", „Zaduszki" . Warto zwrócić uwagę na wymienione w drugiej
kolejności święto, ponieważ początkowo nie było ono związane z dniem Matki
Boskiej Gromnicznej i nie odwoływało się do sensów religijnych. „Rocznica
3 lutego", bo taka była pierwotna nazwa święta, wykraczała poza przyjęty sche¬
mat, ponieważ została powołana do życia przez „Grupę Działania" na pamiątkę
nadania Lucimiowi prawa czynszowego przez Kazimierza Wielkiego w 1359 roku.
Miała więc zdecydowanie lokalny wymiar a artyści za jej sprawą chcieli zwrócić
uwagę mieszkańców na przeszłość wsi i uczynić historyczny wymiar miejsca
istotną wartością . Ten przykład obrazuje dynamiczny charakter poszukiwań
artystów. W związku z tym, że znajomość przeszłości uważali za pożądaną
wartość, starali się ją, m.in. przez obchodzenie „Rocznicy", upowszechniać.
Popularność i atrakcyjność tego święta jednak szybko spadała, w związku z tym
próbowali je ocalić poprzez połączenie go z bardziej czytelnymi i ważnymi dla
odbiorców sensami religijnymi.
24

25

Wszystkie święta były tak animowane przez artystów, by miały charakter
spotkania całej społeczności i miały szansę być wspólnie przeżywane. Odwo¬
łując się do tradycji, tworzono własne scenariusze poszczególnych świąt i kre¬
owano ich twórcze realizacje. Oczywiście, szczególnie manifestowało się to
w oprawie plastycznej wydarzeń . Powstawały niezwykłe dekoracje, kompo¬
zycje o znaczeniu symbolicznym i sakralnym (Chmielewski W. 1985b, s. 27).
W ich tworzeniu, ale również w samych działaniach, bardzo istotną rolę odgry¬
wały elementy lokalnego środowiska, takie jak: woda, ziemia oraz rośliny, a także
relacje z samym terytorium wsi.
26

2 4

Repertuar świąt ulegał niewielkim modyfikacjom, w związku z tym w poszczególnych
tekstach dotyczących „Grupy Działania" występują pewne różnice (por. np. Kunczyńska-Iracka
1990, s. 6; Chmielewski B. i inni 1989, s. 192). Tutaj zdecydowałam się przywołać święta najczęś¬
ciej wymieniane.
Problem przyczyn zróżnicowania skali akceptowania świąt wprowadzanych przez arty¬
stów poruszyli Aleksander Jackowski, Ewa Korulska i Hanna Szewczyk, w rozmowie prezento¬
wanej na łamach „Polskiej Sztuki Ludowej" (1985, s. 44-48).
Warto byłoby poświęcić uwagę każdej z realizacji poszczególnych świąt, niestety, prze¬
kracza to objętość niniejszego tekstu. Opisy niektórych z nich można znaleźć w artykule Witolda
Chmielewskiego pt. Inspiracje i działania plastyczne w Lucimiu (1985b, s. 26-27).
2 5

2 6

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

l6l

Po pewnym czasie realizacji nowego typu koncepcji, członkowie „Grupy Dzia¬
łania" stwierdzili, że ich efektem jest pojawienie się zespołu zmian kulturowo-społecznych w lokalnym środowisku. W ten sposób zaistniała m.in. nowa
jakość, nazywana przez artystów „nową sztuką ludową" . Z punktu widzenia
artystów, miały j ą konstytuować elementy wywodzące się z lokalnej tradycji oraz
pochodzące z kultury masowej a także propozycje „Grupy Działania". Sztuka ta
powstaje z potrzeby środowiska lokalnego i dla niego, a nie dla świata zewnętrz¬
nego. Spajać miała lokalną wspólnotę wokół wspólnych wartości i odgrywać
istotną rolę w budowaniu jej tożsamości oraz poczucia godności. Czyni to Lucim
i jego mieszkańców jedynymi w swoim rodzaju. Prorokowali też, że „nowa
sztuka ludowa" lokalnych społeczności będzie jedną z dróg rozwoju kultury
w przyszłości (Chmielewski W. 1985a, s. 64). W związku z tym, iż artyści uznali,
że mieszkańcy Lucimia stali się zaangażowanymi współtwórcami ich prac,
istnienie „Grupy Działania" wydało im się już niepotrzebne i jesienią 1981 zde¬
cydowali się na jej samorozwiązanie. Był to gest o symbolicznym wręcz charak¬
terze, przypieczętowywał zniesienie - w ich przekonaniu - granicy pomiędzy
nimi - zespołem artystów, a lokalną społecznością. W miejsce animującej dzia¬
łalności „Grupy" pojawia się praktyka powoływania komitetów przy realizacji
poszczególnych przedsięwzięć (Chmielewski W. 1985a, s. 69).
27

Ponieważ w Lucimiu tak wiele się działo, coraz bardziej był odczuwalny brak
miejsca, w którym dynamiczne życie kulturalne mogłoby się rozgrywać. Na po¬
czątku lat osiemdziesiątych rozpoczęła się budowa Domu Ludowego. Artyści
byli bardzo zaangażowani w to przedsięwzięcie, szczególnie w opracowywanie
jego strony wizualnej. Dzięki nim projekt budynku przygotował architekt Jan
Sabiniarz, który dążył do tego, by Dom był wkomponowany w otoczenie, aby
nawiązywał do lokalnej, tradycyjnej architektury. Takie podejście do problemu
zabudowy nie było ówcześnie popularne, dominowała raczej nadal architek¬
toniczna brzydota.
W 1983 roku, nie do końca widząc w działalności lucimskiej możliwość samo¬
realizacji, ale również z powodów osobistych, Wasilewski i Maziec definitywnie
wycofują się z aktywności w Lucimiu. Nie wpływa to w jakiś drastyczny sposób
na wizję i potrzebę działania pozostałych artystów. Sytuacja zmienia się natomiast
w drugiej połowie lat osiemdziesiątych. Następuje wówczas pewne osłabienie
aktywności środowiska lucimskiego jako całości, mniej osób jest chętnych do
organizowanie imprez, mniej mieszkańców na nie przychodzi. W tym samym
czasie bracia Chmielewscy zaczynają angażować swój potencjał twórczy poza
Lucimiem, w Górce Klasztornej, mają więc mniej czasu i energii, by animować
dotychczasowe środowisko. Zdają sobie również sprawę, że aby zmiany w lokal¬
nej społeczności były autentyczne i trwałe powinny wynikać z dobrowolnych
i w miarę samodzielnych działań jej samej (Chmielewski W. 1985a, s 69).
2 7

Oczywiście, z punktu widzenia znawców tzw. sztuki ludowej użycie tego terminu w kontekś¬
cie działań lucimskich może budzić zastrzeżenia. Dali temu wyraz Aleksander Jackowski, Ewa
Korulska i Hanna Szewczyk (1995, s. 27). W niniejszym tekście pomijam dyskusję na ten temat.

�162

OLGA KWIATKOWSKA
TELECHATA Z REWITALIZACJĄ W TLE

Ponowne bardzo silne ożywienie życia w Lucimiu miało miejsce pod koniec
lat osiemdziesiątych i w pierwszej połowie dziewięćdziesiątych X X w., a zwią­
zane było między innymi z realizacją projektu powstania we wsi pierwszej pol­
skiej telechaty - nowoczesnego ośrodka informacyjno-telekomunikacyjnego .
Miał on być wyposażony w sieć komputerową i telekomunikacyjną służącą
zaspokajaniu potrzeb mieszkańców wsi i okolicy. Dzięki dostępowi do nowocze­
snych systemów przetwarzania informacji telechata miała gwarantować uczest¬
nictwo w społeczeństwie informacyjnym oraz pomóc we wprowadzaniu licznych
przemian społecznych, kulturalnych i ekonomicznych nie tylko w Lucimiu, ale
na obszarze całej gminy Koronowo (Kaleta, Wieczorkowski 1993, s. 49). Przede
wszystkim przewidywano, że dzięki niej nastąpi poprawa systemu telekomuni¬
kacyjnego, możliwy będzie dostęp do różnego rodzaju usług (bankowych, pocz¬
towych, telekomunikacyjnych) informacji, porad, szeroko rozumianej edukacji
a także, że przyczyni się do zwiększenia miejsc pracy. Na wybór Lucimia ogrom¬
ny wpływ miało to, że artyści, którzy zaczęli od 1989 roku funkcjonować pod
nazwą „Grupa 111", sama wieś i prowadzony w niej eksperyment byli już dobrze
znani, nie tylko w środowiskach artystycznych, czy zajmujących się animacją
kulturalną, a także związanych z badaniem i rozwojem obszarów wiejskich. Oto
jak uzasadniano wybór Lucimia na miejsce realizacji projektu:
28

29

Wybierając Lucim jako miejsce realizacji pierwszego polskiego programu rewitalizacji wsi mie­
liśmy na uwadze podejmowane bez mała od 20 lat działania „Grupy 111" („Akcja Lucim") na­
kierowane na odbudowę tożsamości kulturowej jego mieszkańców. Uznaliśmy, że ten jedyny
w swoim rodzaju eksperyment artystyczno-społeczny realizowany przez grupę artystów plastyków
z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika (Witold i Bogdan Chmielewscy, Wiesław Smużny) stanowi
istotne wzmocnienie programu, w którym [...] przywrócenie mieszkańcom własnej podmiotowości
przez wydobycie i dowartościowanie ich własnej tradycji kulturowej stanowi jedno z centralnych
zadań całego przedsięwzięcia (Kaleta 1996, s. 40).

Zakładano też, że długoletnie działania artystów w Lucimiu stworzą „szansę
zaangażowania sił lokalnych na skalę trudną do osiągnięcia w innych społecznoś¬
ciach wiejskich" (Kaleta, Wieczorkowski 1993, s. 48). Wydaje się również, że
artyści mogli być postrzegani jako odpowiednie osoby do pełnienia roli pośred¬
ników pomiędzy lokalnym środowiskiem a przybywającymi z zewnątrz specja¬
listami. Artyści bardzo zaangażowali się w projekt. Po pierwsze, w koncepcji
rewitalizacji obszarów wiejskich idealnie mieściła się prowadzona przez nich
działalność. Po drugie, projekt - podobnie jak aktywność „Grupy 111" - miał

2 8

Autorem idei był Henning Albrechtsen. Pierwsza telechata powstała w Szwecji w połowie
lat osiemdziesiątych X X wieku. Dokładny opis jej idei, historii i prób realizacji w Polsce można
znaleźć w artykule Andrzeja Kalety i Kazimierza Wieczorkowskiego pt. Telechata jako instru­
ment kulturowej odnowy wsi (1993; patrz także Gosieniecka 1996, s. 95-101).
Szczegóły dotyczące wyposażenia technicznego zawiera tekst Kalety i Wieczorkowskiego.
2 9

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

163

charakter misji ratowniczej; efektem obu miała być tętniąca życiem wieś. Ponadto,
realizacja projektu wydawała się być ogromną szansą dla Lucimia.
Ośrodek teleinformatyczny miał być ulokowany w budowanym przez miesz¬
kańców Domu Ludowym - co wiązało się z koniecznością rozbudowy budynku
- aby w konsekwencji stać się Europejskim Domem Wiejskim (Kaleta, Wieczor¬
kowski 1993, s. 48). Jego powstanie miało być finansowane ze środków Euro¬
pejskiej Wspólnoty Gospodarczej.
Idea telechaty była jednym z elementów szerszego programu odnowy wsi
Lucim, realizowanego przez międzynarodowy zespół badaczy współpracujących
z Instytutem Socjologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Ten z ko¬
lei wchodził w skład większego projektu rewitalizacji obszarów rustykalnych
Europy (Kaleta 1996, s. 39). W programach tego typu bardzo mocno podkreśla
się konieczność utrzymania równowagi pomiędzy środowiskiem a gospodarką
człowieka, którą można osiągnąć między innymi poprzez rozwój rolnictwa
ekologicznego i agroturystyki. Również w programie przygotowanym dla Lucimia te dwa elementy zajęły istotne miejsce (Zysnarska 1996, s. 66-76; Maciąg
1996, s. 77-85).
Okres realizacji projektu związanego z rewitalizacją Lucimia to dla wsi czas
licznych wizyt naukowców, urzędników różnego szczebla oraz dziennikarzy, a tak¬
że kilku polsko-niemieckich obozów naukowo-badawczych, w trakcie których
analizowano między innymi stan środowiska przyrodniczego i społecznego
wioski. To czas entuzjazmu, ale również rozbudzonych nadziei i oczekiwań.
Niestety, z wielu różnorakich przyczyn, telechata nie powstała w Lucimiu.
Do tej pory również nie wykończono ostatecznie i nie oddano oficjalnie do użyt¬
ku Domu Ludowego . Żaden z rolników nie zdecydował się na przestawienie
swoich upraw na ekologiczne, nikt też nie zaczął prowadzić gospodarstwa agro¬
turystycznego, a sam proces rewitalizacji nie był kontynuowany.
30

KONKLUZJA

W połowie lat dziewięćdziesiątych aktywność zespołowa „Grupy 111" za¬
częła ustępować działaniom indywidualnym poszczególnych jej członków, reali¬
zowanym również poza Lucimiem. Mimo że „Grupa" do dzisiaj nie ogłosiła
swojego rozwiązania, to trudno mówić, by nadal istniała i działała w Lucimiu
jako całość. Jej członkowie nie są już również - w takim samym stopniu jak
dawniej - zaangażowani w życie wsi. Wpłynęło na to zapewne wiele różnych
czynników. Prawdopodobnie znaczącą rolę odegrała tu również kwestia niezreali¬
zowania projektu stworzenia telechaty.
Artyści, wiążąc swoje życie z Lucimiem, przeszli drogę od fascynacji miejs¬
cem - wiejską siedzibą, przez włączenie się w życie mieszkańców wsi, głównie
3 0

Należy zaznaczyć, że mimo tego, odbywają się w nim imprezy kulturalne, jest też wynaj¬
mowany na uroczystości rodzinne.

�164

OLGA KWIATKOWSKA

poprzez prezentację swojej twórczości i animowanie lokalnego środowiska,
po włączenie się w przygotowanie i realizację dużego, zaplanowanego pro¬
jektu społecznego rewitalizacji wsi. Sami twórcy postrzegali swoją obecność
w Lucimiu jako proces prowadzący od akcjonerskich działań ku długofalowym,
w których uwzględnia się oczekiwania lokalnego środowiska i poszukuje się
„wspólnego mianownika".
Decydując się na działalność w Lucimiu osiągnęli poczucie wolności, przede
wszystkim od „układu artystycznego" - a trzeba pamiętać, że zwłaszcza w cza­
sach PRL-u było to bardzo trudne. Zyskali również głębokie przekonanie, że ich
twórczość jest istotna społecznie i potrzebna - to natomiast było szczególnie
ważne w kontekście kryzysu i alienacji sztuki w latach siedemdziesiątych ubieg¬
łego wieku. Poza tym, animując tak niewielkie środowisko, mogli mieć poczucie
wpływu na rzeczywistość i to, że przeobrażanie jej zgodnie ze swoim wizjami
jest możliwe. Niewątpliwie, ich program i postawa miały bardzo prospołeczny
charakter, wszystkie ich działania były skoncentrowane na lokalnej społeczności.
Byli zainteresowani opiniami i sugestiami jej członków dotyczącymi twórczości
i aktywności. Świadczyć o tym może choćby praktyka, przeprowadzanie wywia¬
dów i ankiet. Warto podkreślić tego typu stanowisko, ponieważ w świecie nowoosadników nie zawsze ma ono miejsce.
Lucim, z pewnością, stał się miejscem centralnym, jeśli nie życia twórców, to
bez wątpienia ich twórczości. W tekstach dotyczących działalności artystów
w Lucimiu życie kulturalne wsi jest prezentowane w dużej mierze jako ich
kreacja, ich żywe dzieło. Co prawda, podkreśla się, że powstało ono przy współ¬
udziale mieszkańców, ale w gruncie rzeczy to przecież oni najpierw wybrali
to miejsce. Zdiagnozowali jego stan jako „sytuację zerową" i zdecydowali się
je ratować angażując się w działania o charakterze animującym. Artyści oscylo¬
wali na granicy sztuki i życia wierząc, że swoimi działaniami granicę tę przekra¬
czają. Wydaje się, że rzeczywiście mniej lub bardziej przybliżali te dwa obszary
do siebie, zmniejszając - tak boleśnie przez niektórych artystów odczuwany
- dystans pomiędzy nimi, trudno jednak stwierdzić, że udało im się to całko¬
wicie. Sztuka prawdziwa, ważna, miała rodzić się tam, gdzie jej dotychczas
brakowało, czyli w życiu mieszkańców Lucimia. Co ciekawe, nigdy nie porusza¬
li tej kwestii w odniesieniu do swojego własnego zwyczajnego życia, nigdy nie
pisali o swoim codziennym bytowaniu na wsi. To także bardzo ich wyróżnia
na tle innych nowoosadników. Dążyli raczej do tego, by sztuka stała się elemen¬
tem życia społeczności lucimskiej, aby była bliską jej formą ekspresji i działała
na nią integrująco.
Na pytanie, jakie miejsce w swoim życiu przypisali artystom i ich działaniom
oraz wykreowanemu, rozsławionemu w świecie zewnętrznym, wizerunkowi
Lucimia jego mieszkańcy spróbuję odpowiedzieć w drugiej części tego artykułu.

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

165

LITERATURA
B u c h o w s k i M i c h a ł 1996, Klasa i kultura w okresie transformacji: antropologiczne stu­
dium przypadku społeczności lokalnej w Wielkopolsce, Les Travaux du Centre Marc Bloch,
Berlin.
- 2004, Zrozumieć Innego. Antropologia racjonalności, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiel¬
lońskiego, Kraków.
B u r s z t a W o j c i e c h J. 1998, Obrzędy i symbole, [w:] tegoż, Antropologia kultury. Tematy,
teorie, interpretacje, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań, s. 101-120.
C h m i e l e w s k i B o g d a n 1989, Punkt oparcia, [w:] Tumult Toruński. Sztuka poza centrum
(katalog wystawy), Fundacja Toruńskiej i Pomorskiej Sztuki Współczesnej „Tumult",
Toruń, s. 191-193.
- 1997, Od poczekalni do domu - od realności potocznej ku utopii retrospektywnej, Prze­
gląd Artystyczno-Literacki,
nr 4, s. 22-24.
- 2001, „Rok Polski" - odnaleziony według czasu i miejsca (wybrane realizacje z lat
1990-2001), U M K , Toruń, nlb.
C h m i e l e w s k i B o g d a n i inni 1977-1978, Akcja Lucim, Socjalistyczny Związek Studen¬
tów Polskich, Kujawsko-Pomorskie Towarzystwo Kulturalne, Lucim.
- 1989, Etapy, realizacje, idee, [w:] Tumult Toruński. Sztuka poza centrum (katalog
wystawy), Fundacja Toruńskiej i Pomorskiej Sztuki Współczesnej „Tumult", Toruń,
s. 191-192.
- 1996, Odbudowa tożsamości kulturowej, [w:] Andrzej Kaleta i inni, Rewitalizacja obsza­
rów rustykalnych Europy, t. 1: Społeczność wiejska (na przykładzie wsi Lucim), Zakład
Narodowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo, Wrocław, s. 86-93.
C h m i e l e w s k i W i t o l d 1982, U progu nowej sztuki ludowej, Inspiracje, nr 4, s. 12-13.
- 1985a, Granice sztuki, Integracje, kwiecień, s. 61-70.
- 1985b, Inspiracje i działania plastyczne w Lucimiu, Polska Sztuka Ludowa, nr 1-2,
s. 23-36.
- 1985c, Przepowiednie lucimskie, Polska Sztuka Ludowa, nr 1-2, s. 37-44.
- 1987, Grupa Działania, [w:] Sztuka młodych 1975-1980, Młodzieżowa Agencja Wydaw¬
nicza, Warszawa, s. 270-275.
- 1998, Odbudowa kulturowej tożsamości wsi, [w:] Rozwój obszarów wiejskich w perspek­
tywie integracji z Unią Europejską, Andrzej Kaleta (red.), Wydawnictwo U M K , Toruń,
s. 225-235.
C z a c h o w s k i H u b e r t 1999, Życiorys preparowany czyli fakty i domysły utkane w historię,
Rocznik Muzeum Etnograficznego w Toruniu, t. I I , s. 141-153.
D a v i e s N o r m a n 1998, Boże Igrzysko. Historia Polski, Wydawnictwo Znak, Kraków, t. I I .
D e l o r m e A n d r z e j 2001, Szarość komunistycznej codzienności. Percepcja jakości życia
w PRL-u, [w:] PRL z pamięci, Czesław Robotycki (red.), Wydawnictwo UJ, Kraków,
s. 13-57.
D z i a m s k i G r z e g o r z 1987, Kontekst artystyczny lat siedemdziesiątych, [w:] Sztuka mło¬
dych 1975-1980, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa, s. 7-19.
E l i a d e M i r c e a 1999, Sacrum i profanum. O istocie religijności, tłum. Robert Reszke, Wydaw¬
nictwo KR, Warszawa.
G o s i e n i e c k a A n n a 1996, Telechata, [w:] Andrzej Kaleta i inni, Rewitalizacja
obszarów
rustykalnych Europy, t. 1: Społeczność wiejska (na przykładzie wsi Lucim), Zakład Naro¬
dowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo, Wrocław, s. 95-101.
H e r n a s C z e s ł a w 1965, W kalinowym lesie. U źródeł folklorystyki polskiej, t. 1, PIW, War¬
szawa.
J a c k o w s k i A l e k s a n d e r , K o r u l s k a E w a , S z e w c z y k H a n n a 1985, O Lucimskim eksperymencie, Polska Sztuka Ludowa, nr 1-2, s. 44-48.
J a w ł o w s k a A l d o n a 1988, Więcej niż teatr, PIW, Warszawa.

�166

OLGA KWIATKOWSKA

K a l e t a A n d r z e j , W i e c z o r k o w s k i K a z i m i e r z 1993, Telechatajako instrument kul­
turowej odnowy wsi, Kultura i Edukacja, nr 1, s. 43-52.
K a l e t a A n d r z e j 1996, Lucim - środowisko przyrodnicze i społeczność lokalna, [w:]
Andrzej Kaleta i inni, Rewitalizacja obszarów rustykalnych Europy, t. 1: Społeczność
wiejska (na przykładzie wsi Lucim), Zakład Narodowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo,
Wrocław, s. 39-62.
K o w a l s k i P i o t r 2002, Odyseje nasze byle jakie. Droga, przestrzeń i podróżowanie w kultu¬
rze współczesnej, Wydawnictwo Atla 2, Wrocław.
K u n c z y ń s k a - I r a c k a A n n a 1990, Sygnały z Lucimia, Polska Sztuka Ludowa, n r 1 ,
s. 61-62.
K u l i g o w s k i W a l d e m a r 2003, Glokalizacja po polsku: Wiejskie Alternatywne Społecz­
ności. Przypadek Wolimierza, Kultura i Społeczeństwo, nr 4 , s. 17-45.
K u r o ń J a c e k , Ż a k o w s k i J a c e k 1996, PRL dla początkujących, Wydawnictwo Dolno­
śląskie, Wrocław.
K w i a t k o w s k a O l g a 2004, To Make a Dreamscape Real: the role of the environment in new
rural Polish settlements, [w:] De la connaissance des paysages à l'action paysagère. Recueil
des résumés. Colloque International (Bordeaux 2-4 décembre 2004); CD z materiałami
z konferencji - w archiwum prywatnym autorki.
L a s k o w s k a - O t w i n o w s k a J u s t y n a 2004, „Swój - Obcy". Przejawy koegzystencji kul­
turowej społeczności wiejskiej i alternatywnej, [w:] Wartości uniwersalne i odrębności
narodowe tradycyjnych kultur europejskich, Mieczysław Marczuk (red.), Międzynarodowa
Organizacja Sztuki Ludowej - Sekcja Polska, Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej
- Wydział Politologii, Lublin, s. 293-301.
M a c i ą g J o l a n t a 1996, Agroturystyka, [w:] Andrzej Kaleta i inni, Rewitalizacja obszarów
rustykalnych Europy, t. 1: Społeczność wiejska (na przykładzie wsi Lucim), Zakład Naro¬
dowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo, Wrocław, s. 77-85.
M a l e w s k a - S z a ł y g i n A n n a 2002, Wiedza potoczna o sprawach publicznych. Rozmowy
o władzy lokalnej w wybranej gminie mazurskiej w latach 1994-1995, Wydawnictwo DiG,
Warszawa.
M a r k i s z A g a t a 2002, Dwie skrajności współczesnej wsi. Dezintegracja wsi popegeerowskiej a świadomy wybór tworzenia nowych jakości kulturowych przez imigrantów z mia¬
sta, Masovia. Pismo poświęcone dziejom Mazur, t. 5, s. 11-130.
P i o t r o w s k i P i o t r 1999, Dekada. O syndromie lat siedemdziesiątych, kulturze artystycznej,
krytyce, sztuce - wybiórczo i subiektywnie, Wydawnictwo Obserwator, Poznań.
Rocznik
Statystyczny...
1978, Rocznik Statystyczny woj. bydgoskiego 1977, Wojewódzki
Urząd Statystyczny w Bydgoszczy, Bydgoszcz.
Rocznik
Statystyczny...
1977, Rocznik Statystyczny woj. toruńskiego 1977, Wojewódzki
Urząd Statystyczny w Toruniu, Toruń.
R o b o t y c k i C z e s ł a w 1998, Nie wszystko jest oczywiste, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiel¬
lońskiego, Kraków, s. 146-156.
S m u ż n y W i e s ł a w 1989, „Wyciąg z Lucimia", [w:] Tumult Toruński. Sztuka poza centrum
(katalog wystawy), Fundacja Toruńskiej i Pomorskiej Sztuki Współczesnej „Tumult",
Toruń, s. 190-191.
S u l i m a R o c h 2000, O imionach widywanych na murach, [w:] tegoż, Antropologia codzien¬
ności, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków, s. 53-92.
S z t a n d a r a M a g d a l e n a 2001, „Miejsca święte i miejsca przeklęte". Szkic o antyurbanizmie „Wiejskich Społeczności Alternatywnych", [w:] Przestrzenie, miejsca, wędrówki.
Kategoria przestrzeni w badaniach kulturowych i literackich, Piotr Kowalski (red.),
Wydawnictwo Uniwersytetu Opolskiego, Opole, s. 51-78.
- 2002, Alternatywne „ucieczki" w kulturze masowej, [w:] Kultura popularna, Wiesław
Godzic, Agnieszka Fulińska, Mirosław Filciak (red.), Rabid, Kraków, s. 59-67.

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

167

- 2003, Sposoby na „ludowość". „Powrót do źródeł" i idea działań alternatywnych, [w:]
Materiały pokonferencyjne: Tradycja z przyszłością, Towarzystwo Naukowe Sando­
mierskie, Sandomierz, s. 45-65.
T u r n e r V i c t o r W., 2004, Liminalność i communitas, [w:] Badanie kultury. Elementy teorii
antropologicznej. Kontynuacje, Marian Kempny, Ewa Nowicka (red.) Wydawnictwo Nau¬
kowe PWN, Warszawa, s. 240-266.
W o j c i e c h o w s k i A l e k s a n d e r 1992, Czas smutku, czas nadziei. Sztuka niezależna lat
osiemdziesiątych, Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe, Warszawa.
W y k a A n n a 1983, O awangardowym stylu alternatywnym, [w:] Style życia, obyczaje, ethos
w Polsce lat siedemdziesiątych - z perspektywy roku 1981, Andrzej Siciński (red.), Instytut
Filozofii i Socjologii PAN, Warszawa, s. 109-124.
Z y s n a r s k a E w a 1996, Ekologizacja rolnictwa, [w:] Andrzej Kaleta i inni, Rewitalizacja
obszarów rustykalnych Europy, t. 1: Społeczność wiejska (na przykładzie wsi Lucim),
Zakład Narodowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo, Wrocław, s. 66-76.
Ż y d o w i c z M a r e k 1989, Kilka uwag o powojennej rzeczywistości Torunia. Rozmowa
z Januszem Boguckim, [w:] Tumult Toruński. Sztuka poza centrum (katalog wystawy),
Fundacja Toruńskiej i Pomorskiej Sztuki Współczesnej „Tumult", Toruń, s. 14-18.

OLGA KWIATKOWSKA
"NEW SETTLEMENT" I N THE V I L L A G E OF L U C I M . THE HISTORY
OF A PARTICULAR SOCIAL A N D ARTISTIC EXPERIMENT
Summary
The term "new settlement" refers to a particular social and cultural phenomenon. It means
migration of town and city dwellers to the country in quest for realization o f alternative ways of
life. Such cases have already become the subject of interest for ethnographers and anthropo­
logists. The problem usually studied is that of mutual relationships between the "newsettlers"
and the village community they come to live in, i.e. relationship between two social groups with
different ways o f life. The author of the article emphasizes another aspect of such situation,
namely the inner differentiation of the local community itself, suggesting that the consequences
of that differentiation should be taken into account in the research of the subject.
The text presented here is the first part of the work. In it the author presents and analyzes the
case of the village of Lucim-social and artistic experiment realized by a group of town artists who
came to live in that village in the second half of the 20 century. In her analysis the author
includes the artists' motives for moving to the country, the way they perceive the village and its
inhabitants and the way they understand their role as organizers of local cultural activities.
The history o f the "new settlement" is reconstructed as described by the "new-settlers" them¬
selves.
In the second part to be published in the next issue of "Etnografia Polska" that history w i l l be
completed by the perspective of the villagers. Their views have been expressed in long interviews
recorded during the author's fieldwork in the years 2003 and 2004.Thus the selected villagers'
memory has been "penetrated" and two perspectives are juxtaposed, resulting in many-sided
presentation of the phenomenon.
th

Translated by Anna

Kuczyńska

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9868" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9846">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1659b184c2773f58ea22d42e91bfb43d.pdf</src>
        <authentication>6f3459c8d7848357c28a7796cc600657</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117447">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5241</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117448">
                <text>PIA</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="117449">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117450">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117451">
                <text>Nowoosadnicy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117452">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4865</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117453">
                <text>Nowoosadnictwo w Lucimiu, czyli historia pewnego eksperymentu artystyczno-społecznego./ ETNOGRAFIA POLSKA 2006 t.50</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117454">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2006 t.50, s.197-211</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117455">
                <text>Kwiatkowska, Olga</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117456">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117457">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117458">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117459">
                <text>„Etnografia Polska", t. L: 2006, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

OLGA KWIATKOWSKA
Katedra Etnologii,
Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu

NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA
PEWNEGO EKSPERYMENTU ARTYSTYCZNO - SPOŁECZNEGO.
CZĘŚĆ I I
1

WSTĘP

Od końca lat siedemdziesiątych do połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego
wieku we wsi Lucim funkcjonowała grupa artystów związanych z Toruniem
i Bydgoszczą . Ich obecność i działalność we wsi analizuję przez pryzmat kate­
gorii nowoosadnictwa. Terminem tym określa się zjawisko migracji z miasta na
wieś w poszukiwaniu miejsca, w którym będzie możliwa realizacja alternatyw­
nego - w stosunku do dominujących wzorców - stylu życia. W tej perspektywie
artyści jawią się jako nowoosadnicy - czyli ludzie, którzy dokonali świadomego
wyboru miejsca swojego osiedlenia, zgodnego z wyznawanymi wartościami oraz
podzielaną wizją świata i kondycji człowieka (więcej patrz: Kwiatkowska 2005).
Jak zaznaczałam analiza zjawiska nowoosadnictwa wymaga, oprócz koncentra¬
cji na samych nowoosadnikach i ich działalności, skierowania uwagi także na
środowisko lokalne. Jest to konieczne ze względu na fakt, że również ono bierze
udział w tym procesie. Warto więc w tym kontekście próbować odpowiedzieć na
pytania, w jaki sposób lokalna społeczność postrzega nowoosadników, jak inter¬
pretuje ich działania i jak widzi wzajemne relacje. Takie ujęcie problemu pozwoli
przyjrzeć się zjawisku nowoosadnictwa z innej, nie mniej ważnej perspektywy,
dopełnić jego obraz i uwzględnić jego polifoniczność (tamże, s. 148-150).
2

3

W pierwszej części artykułu została przedstawiona próba odtworzenia historii
nowoosadnictwa w Lucimiu na podstawie utrwalonej w materiałach pisanych
perspektywy artystów. Powstała ona na bazie analizy tekstów ich autorstwa
oraz komentatorów ich działań, pisanych w latach, kiedy grupa funkcjonowała
w Lucimiu. Obecnie prezentowana część jest próbą dopełnienia tej historii
poprzez prezentację perspektywy środowiska lokalnego. Jest poszukiwaniem
1

Prezentowany tutaj artykuł stanowi drugą część tekstu, który ukazał się w ubiegłorocznym
tomie „Etnografii Polskiej" (Kwiatkowska 2005). Obie części są fragmentem większej całości,
realizowanej w ramach tematów badawczych Katedry Etnologii U M K w Toruniu.
Wieś wchodzi w skład gminy Koronowo leżącej w granicach obecnego województwa ku¬
jawsko-pomorskiego.
Bogdan i Witold Chmielewscy, Wiesław Smużny, Andrzej Maziec i Stanisław Wasilewski
(dwaj ostatni wycofali się z działalności w Lucimiu w 1983 roku).
2

3

�198

OLGA KWIATKOWSKA

odpowiedzi na pytanie, jakie miejsce w swoim życiu mieszkańcy Lucimia przy­
pisali artystom i ich działaniom oraz wykreowanemu, rozsławionemu w świecie
zewnętrznym, wizerunkowi ich własnej wsi. Ta część powstała na bazie „pene­
trowania" pamięci wybranych osób mieszkających w Lucimiu w trakcie wywia­
dów - rozmów przeprowadzonych przeze mnie w ramach badań terenowych
w 2003 i 2004 roku.
W połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku Hanna Szewczyk, omawia­
jąc z Aleksandrem Jackowskim i Ewą Korulską przypadek lucimski, powiedziała:
„[n]ajbardziej interesuje mnie, jakie ślady tych teraz już zaniechanych działań
odnajdziemy w kulturze Lucimia za 20 czy 30 lat, gdy dzieci, z którymi przede
wszystkim współpracują członkowie Grupy, zdążą się zestarzeć" (Szewczyk
i inni 1985, s. 46). Zdanie to stanowiło dla mnie jedną z inspiracji do podjęcia
badań w Lucimiu. Idąc wyznaczonym przez nie tropem, ale zawężając jego
zakres, można zapytać, jakie ślady obecności artystów znajdziemy w pamięci
członków społeczności lucimskiej?

PAMIĘĆ I NARRACJA

Współcześnie w humanistyce i naukach społecznych wiele miejsca poświęca
się zagadnieniu pamięci (patrz: Kaniowska 2003, s. 57) . Według francuskiego
historyka Pierre'a Nory przeżywamy w ogóle „[n]a całym świecie [...] nadejście
czasu pamięci" (2001, s. 37). Ma się to objawiać w erupcji najrozmaitszych form
działań różnych grup społecznych i jednostek zogniskowanych wokół kwestii
związanych z ich prawdziwą i/lub wyimaginowaną przeszłością. Proces ten na¬
rasta od ponad ćwierćwiecza i polega przede wszystkim na kształtowania nowe¬
go stosunku do przeszłości. Przez długi czas w ramach historii jako dziedziny
wiedzy dążono do formułowania jednej wersji dziejów, zdając sobie oczywiście
sprawę z istnienia wielu odmiennych pamięci (tamże, s. 41). „Era pamięci" (tam¬
że, s. 39), która „zapanowała" na poziomie życia społecznego w dużej mierze
przyczyniła się do tego, że aktualnie różnorodne pamięci zbiorowe, szczególnie
te dotychczas marginalizowane w dominującym nurcie, stały się również przed¬
miotem zainteresowania wielu historyków. Zajmują się oni ich rekonstrukcją oraz
artykulacją w obszarze swojej dyscypliny, a także życia społecznego.
4

Intensywna obecność i działalność artystów jako grupy w Lucimiu należy w tej
chwili do przeszłości. Kluczową kategorią, jaka się pojawia przy próbie od-tworzenia historii nowoosadnictwa w tej wsi z perspektywy środowiska lokalnego jest
właśnie pamięć. W związku z tym, że ma ona strukturę narracyjną, a „rozpatrywać
i badać pamięć to badać narracje o przeszłości" (Kaniowska 2003, s. 62) druga
istotna kategoria, którą można w tym kontekście zastosować, to narracja.
4

Spektakularnym przykładem tego zainteresowania w ramach antropologii kulturowej są dwa
zeszyty „Polskiej Sztuki Ludowej. Konteksty" z 2003 roku (nr 1-2, 3-4) poświęcone w całości
kwestiom pamięci.

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

199

Przedmiotem mojego zainteresowania jest to, czy artyści i ich działalność jest
pamiętana przez członków społeczności Lucimia, a jeśli tak, to jakie miejsce w ich
pamięci te minione wydarzenia zajmują oraz, jaki obraz nowoosadnictwa wyłania
się z ich wspomnień. Moja uwaga koncentruje się więc na ich narracjach dotyczą¬
cych określonego tematu. Jest tak, ponieważ to właśnie w formie narracji pamięć
interesujących mnie minionych wydarzeń została mi udostępniona w trakcie wy¬
wiadów. Jeśli przyjąć dodatkowo, że „[n]arracja jest sposobem rozumienia świa¬
ta przez ludzi" (Trzebiński 2002, 17), to analizując je można szukać odpowiedzi,
jak obecności artystów w ich wiosce była rozumiana przez mieszkańców Lucimia.
W tym kontekście, przedstawioną przeze mnie dotychczas historię nowoosadnictwa w Lucimiu z perspektywy artystów (Kwiatkowska 2005) można również
widzieć jako odtworzenie jednej z narracji na ten temat, narracji samych nowoosadników dotyczącej ich własnej obecności i działalności we wsi. Przyjmuję, że
relacja między nowoosadnikami a społecznością lokalną Lucimia miała charakter
kontaktu międzykulturowego (tamże 2005, s. 149) i w związku z tym zakładam,
że narracje obydwu tych środowisk, odnoszące się do interesujących mnie kwestii,
mogą być odmienne. Oprócz tego, że różnica pomiędzy nimi może wynikać z fak¬
tu, że zostały sformułowane z perspektywy odrębnych grup kulturowych, łączy się
ona również z tym, że różny jest czas i medium ich artykulacji. W pierwszym
wypadku narracja była utrwalana w piśmie prawie na bieżąco, w trakcie rozgry¬
wania się zjawiska, a więc podlegała regułom piśmienności. Zyskała w ten sposób
charakter ustabilizowany, zastygły i bardzo spójny. Narracje środowiska lokalnego
natomiast były mi dostępne w formie oralnej z wszystkimi jej konsekwencjami
i czynione z odległej perspektywy czasowej w stosunku od wydarzeń. Dodatko¬
wo, jako że przy analizie nowoosadnictwa wykorzystuję odwołującą się do kon¬
cepcji Pierre'a Bourdieu propozycję Michała Buchowskiego (1996, s. 15-22),
postulującą widzenie konkretnej społeczność wioskowej jako takiej, w ramach,
której istnieją zróżnicowane klasy społeczne rozporządzające odmiennymi for¬
mami kapitału ekonomicznego, społecznego, symbolicznego i kulturowego, za¬
kładam, że w ramach lokalnego środowiska lucimskiego może funkcjonować
wiele różnych pamięci, a zatem i narracji na temat nowoosadnictwa.
Pamięć jako taka jest przede wszystkim zogniskowana wokół przeszłości, jej
podstawowe funkcje to przechowywanie, organizowanie, przywoływanie i wy¬
woływanie tego, co minęło. Wielu badaczy analizujących fenomen pamięci zwra¬
ca jednak uwagę, że nie odnosi się ona wyłącznie do przeszłości, ale że pozostaje
również w silnej relacji z teraźniejszością i przyszłością. Warto w tym kontekście
przywołać dwa terminy stosowane przez Paula Ricoeura (1995, s. 23), a miano¬
wicie przestrzeń doświadczenia i horyzont oczekiwań (patrz także: Mamzer
2003, s. 145). Pierwszy z nich odnosi się do obszaru przeszłości jednostki.
To do niego przede wszystkim przypisana jest pamięć Ja. Jednocześnie stanowi
5

5

Terminy te Ricoeur (2005 s. 23) zaczerpnął z prac Reinera Kosellecka. W swoich rozważa¬
niach odnosi się i do poziomu jednostki, i do poziomu zbiorowości, nie zawsze jednak wiadomo,
o którym z nich mówi w danym momencie. W moim tekście wykorzystuję jego uwagi dotyczące
egzystencji jednostki.

�200

OLGA KWIATKOWSKA

on punkt odniesienia dla tego, co mieści się już w horyzoncie oczekiwań, a więc
pragnień, obaw, przewidywań, projektów, marzeń Ja, tego wszystkiego, co skie­
rowane jest ku przyszłości. Pomiędzy tymi obszarami istnieje polaryzacja, a jedno­
cześnie zachodzi przepływ, który jest możliwy dzięki pośrednictwu żywej teraź­
niejszości. Teraźniejszość, w tym przypadku, nie jest rozumiana wyłącznie jako
punkt pomiędzy czymś przedtem i czymś potem, ale stanowi „dialektyczną me­
diację pomiędzy przestrzenią doświadczenia i horyzontem oczekiwań w tej mie­
rze, w jakiej jest wypełniona niedawną przeszłością a nadciągającą przyszłością"
(Ricoeur 1995, s. 24). Powyższe powiązania jasno pokazują uwikłanie pamięci
w przeszłość, teraźniejszość i przyszłość jednostki. Jednocześnie pomiędzy tymi
trzema elementami czasowego wymiaru egzystencji ludzkiej ma miejsce odwrot¬
ny ruch. Jednostka interpretuje wydarzenia z przeszłość poprzez pryzmat jej „tu
i teraz" oraz poprzez wizje jej przyszłości. Co prawda, przeszłość ma charakter
zamknięty, nie podlega więc zmianie, to co się wydarzyło nie może się odstać,
ale „sens tego, co się zdarzyło, nie jest ustalony raz na zawsze" (Ricouer 1995,
s. 35). W zależności od tego, jaka jest obecna sytuacja jednostki i jej cele, inter­
pretacja i ocena przeszłości może się zmieniać. Z tej perspektywy określany jest
sens przeszłości (Heidegger, za: Kaniowska 2003, s. 61; patrz też Rosner 2003,
s. 20-22). Jednocześnie należy mieć na uwadze fakt, że pamięć ze swej natury
jest „selektywna, wybiórcza, obciążona wartościowaniem, przysłonięta rozmai¬
tymi normatywnymi schematami" (Kaniowska 2003, s. 60), dlatego staje się rów¬
nież obszarem przekłamań i różnorakich kreacji Ja.
Dzięki strukturze narracyjnej pamięci następuje synteza tego, co różne i odręb¬
ne, pojawia się „dysharmonijna harmonia pomiędzy momentem zdarzenia a mo¬
mentem rozpoznania, uzgadniania nieciągłość wspomnień zakrzepłych w opowie¬
dziane epizody z ciągłością pamięci, która znajduje wyraz w spójności opowiadanej
historii" (Ricouer 1995 s. 29). Przeszłe wydarzenia są widziane i werbalizowane
w logicznym porządku przyczynowo-skutkowym tak, by były zrozumiałe dla nar¬
ratora. W ten sposób pamięć nadaje sens przeszłości i pozwala jednostce postrze¬
gać to, co się je wydarzyło w związku z jej teraźniejszą i przyszłą biografią. Wielu
badaczy podkreśla, że kwestie dotyczące pamięci i narracji odgrywają bardzo
istotną rolę w procesie kształtowania i funkcjonowania tożsamości jednostek .
Podstawową techniką badawczą, jaką stosowałam w Lucimiu, był wywiad
pogłębiony, od czasu do czasu „przeplatany" techniką wywiadu projekcyjnego
(na ten temat patrz: Olechnicki 2003, s. 171). Było to przede wszystkim możliwe
od momentu, kiedy część rozmówców udostępniła mi fotografie związane z wy¬
darzeniami kreowanymi przez artystów i mogłam się posługiwać ich kopiami
w trakcie kolejnych rozmów. Fotografie mogą stymulować pamięć . Prezentacja
zdjęć minionych wydarzeń wywoływała i ogniskowała pewne wątki narracyjne,
czasami ożywiała te, które wydawały się już zamierać.
6

7

8

6

Przy czym nie chodzi tutaj o narracyjną strukturę ograniczoną wyłącznie do obszaru pamięci.
Chodzi tu przede wszystkim o narracyjną koncepcję tożsamości jednostki ludzkiej (więcej
patrz: Rosner 2003; Giddens 2002).
Nie koncentruję się tu na - skądinąd ogromnie ciekawym - wątku relacji pomiędzy foto¬
grafią i pamięcią. Więcej na ten temat patrz np. Bartuszek 2005; Olechnicki 2003.
7

8

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

201

Kończąc ogólne rozważania na temat pamięci i narracji warto zaznaczyć, że
moja relacja na temat narracji mieszkańców Lucimia dotyczących nowoosadników ma również postać narracji. Przy czym jej celem nie jest ustalanie obiek¬
tywnych faktów, nie stanowi ona poszukiwania odpowiedzi, jak było naprawdę,
jest natomiast interpretacją w postaci autorskiej narracji. I to interpretacją kolej¬
nego stopnia, ponieważ interpretuje interpretacje minionych wydarzeń wyrażone
przez samych członków środowiska lokalnego. Jak trafnie zauważa Katarzyna
Kaniowska (2003, s. 59) „[o]dkrycie przeszłości oznacza jedynie odkrycie za¬
słon interpretacji, z którymi - jako faktycznymi źródłami - stykają się rekonstruktorzy i narratorzy tego wszystkiego, co «mówi nam» o przeszłym świecie".

NARRACJE LUCIMSKIE

Oczywiście pamięć lucimian o nowoosadnictwie „rozgrywającym się" w ich
wsi można analizować z różnych punktów widzenia i pod wieloma kątami.
Kaniowska, rozważając zagadnienie pamięci w obszarze antropologii kulturo¬
wej, wyróżniła trzy podstawowe sposoby jej rozumienia: jako źródło wiedzy,
jako przedmiot wiedzy oraz jako narzędzie poznania (2003, s. 58-64). Przedmiot
mojego zainteresowania z jednej strony, koresponduje z pierwszym sposobem
ujmowania pamięci. Zgodnie z nowymi paradygmatami nie dążyłam do pozna¬
nia jakiegoś „prawdziwego" przebiegu zdarzeń, ale skupiłam się na interpreta¬
cjach wybranych członków społeczności na ten temat. Z drugiej strony, istotny
był dla mnie także ostatni ze sposobów rozumienia pamięci wyróżniony przez
badaczkę, ponieważ interesowały mnie podobieństwa i różnice w rozumieniu
i konceptualizowaniu przeszłej obecności artystów we wsi. Próbowałam też usta¬
lić, jakie czynniki determinują taki stan rzeczy.
Spektrum postaw wobec moich propozycji rozmowy na temat działalności
artystów w Lucimiu było zróżnicowane. Część indagowanych w ogóle odma¬
wiała dialogu i tu pojawiły się dwa typy uzasadnień. Po pierwsze, deklarowano
brak wiedzy, czy raczej brak pamięci zbyt odległych wydarzeń, po drugie, okazy¬
wano brak zainteresowania proponowanym tematem. Jednocześnie część z tych
osób wskazywała na ludzi w Lucimiu, do których powinnam się udać, jako że
posiadają oni odpowiednie kompetencje i na pewno zdecydują się na wywiad .
Na tej podstawie można wyróżnić dwie grupy. Większa z nich nie była zaintere¬
sowana formowaniem, a na pewno udostępnianiem mi narracji na temat arty¬
stów. Mniejsza zaś, którą można nazwać grupą aktywistów, z perspektywy człon¬
ków pierwszej, dysponowała odpowiednią wiedzą na interesujący mnie temat .
Można powiedzieć, że mamy tu do czynienia ze zjawiskiem przyznawania przez
jedną grupę innej grupie monopolu na wyrażanie pamięci zbiorowej. I to właśnie
ten jej rodzaj jest postrzegany jako wart udostępniania osobom z zewnątrz. Same
9

10

9

Robiła tak również część osób, które decydowały się na rozmowę ze mną.
Zjawisko o podobnym charakterze, choć występujące w odmiennym kontekście, bo zwią¬
zanym z kreowania lokalnej historii Wojnicza, opisywał Czesław Robotycki (1998, s. 55).
1 0

�202

OLGA KWIATKOWSKA

reakcje na przeprowadzenie wywiadów są o tyle ważne, że wyrażenie zgody lub
odmowa same w sobie mają już charakter znaczący i w pewien sposób wskazują
na rodzaj stosunku do przeszłej obecności artystów oraz stopień przywiązywania
do niej wagi w kontekście własnej biografii i społeczności.
Część z tych osób, które wyraziły zgodę na przeprowadzenie wywiadu, nie
zgadzała się na jego rejestrację. Najczęściej miało to miejsce w przypadku, kiedy
ocena działalności artystów i jej konsekwencji dla wsi była negatywna. Osoby te
decydowały się na zwerbalizowanie i udostępnienie mi swojej narracji, ale chciały
by miała ona charakter ulotny. Kolejną grupę stanowili ludzie, którzy reagowali
pozytywnie na propozycję rozmowy, zgadzając się również na jej nagrywanie.
Często budowali oni bardzo długie, obfite i barwne narracje, ale i na tym pozio¬
mie pojawiały się kolejne różnice w postawach. Prowadząc wywiady miałam
udział w budowaniu narracji poszczególnych rozmówców. Już samo zognisko¬
wanie uwagi na artystach zakreślało pożądany przeze mnie jej zakres tematycz¬
ny. Również pytania, które zadawałam sugerowały pewne tropy. I tu część roz¬
mówców ignorowała proponowane przeze mnie „reguły gry". W konsekwencji
ich narracje „odpływały" od proponowanych przeze mnie wątków, krążąc wokół
różnych istotnych i - co znaczące - ważniejszych dla narratorów problemów.
Część rozmówców jednak dzieliła się ze mną opowieściami rzeczywiście zorga¬
nizowanymi wokół postaci artystów oraz ich działalności i , mimo że tu również
pojawiały się wątki poboczne, to nigdy nie były one dominujące. O treści oraz
długości opowieści decydowały przede wszystkim stopień zaangażowania roz¬
mówcy w realizację działań animowanych przez artystów oraz - związana z tym
w dużej mierze - ilość kontaktów z twórcami. Na to zaś wpływało kilka mogą¬
cych się krzyżować i nakładać na siebie czynników. Po pierwsze, poczucie kom¬
petencji i obowiązku wypływające z pełnionych funkcji w lokalnej społeczności,
w tym również w oficjalnej strukturze władzy. Ogromną role odgrywa tutaj po¬
strzeganie działalności artystów przez pryzmat kategorii sztuki i szerzej - kultur y , tę zaś traktuje się jako wartość samą w sobie, nie wymagającą uzasadnienia.
Władza ma obowiązek dbać o nią i stwarzać warunki umożliwiające mieszkań¬
com dostęp do niej. Po drugie, umiejętność i potrzeba odbioru sensów zawartych
w realizacjach artystów i walorów estetycznych, wiążąca się z kapitałem kul¬
turowym poszczególnych członków społeczności. Po trzecie, pewien typ wraż¬
liwości na wypowiedź artystyczną, nie wynikający z kapitału kulturowego, ale
z indywidualnych cech charakteru.
11

12

WĄTKI

W tym miejscu chciałabym się skupić na prezentacji i analizie dwóch wybra¬
nych, ale szczególnie istotnych wątków tematycznych, które przewijały się
w narracjach moich rozmówców, a mianowicie na motywie obecności artystów
1 1

1 2

Chodzi tu o wąskie, wartościujące rozumienie kultury.
Mam tu na myśli lokalną, oficjalną strukturę władzy.

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

203

w Lucimiu oraz motywie ich działań artystycznych. Oczywiście wątki te łączą
się ze sobą. Można powiedzieć, że prezentacja pierwszego stanowi wprowa¬
dzenie do następnego. Jak już wspomniałam, duży wpływ na pojawienie się
tych, a nie innych treści w narracjach miały zadawane przeze mnie w trakcie
wywiadów pytania.

OBECNOŚĆ. AKCJA L U C I M , GRUPA DZIAŁANIA CZY GRUPA 111?

Stopień znajomości imion i nazwisk artystów wśród moich rozmówców był
zróżnicowany. Część z nich doskonale się w tej materii orientowała, potrafiła
wymienić wszystkich, łącznie z postaciami dwóch fotografików, którzy zaprze¬
stali działalności w Lucimiu na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku.
Zdarzały się jednak osoby, które miały problemy z wyliczeniem wszystkich arty¬
stów, czasem deklarowały przy tym, że znają ich z widzenia i nawet jeśli nie
pamiętają ich imion i nazwisk, to każdego z nich rozpoznają. Jeśli chodzi o okreś¬
lenia zbiorowe, to najczęściej przewijała się nazwa Akcja Lucim oraz Grupa
Działania , nie stosowano natomiast prawie wcale określenia Grupa 111 . Duża
część rozmówców określała twórców po prostu mianem artystów. Niektórzy
wspominali, że na początku, kiedy ci pojawili się w Lucimiu, określano ich mia¬
nem 'studenci', mówiono studenci przyjechali ( X A ) . Słaba orientacja w ewo¬
luowaniu nazwy grupy oraz jej przyczynach może świadczyć o nieistotności tych
kwestii dla lokalnego środowiska.
13

14

15

16

Pamięć o pierwszym spotkaniu z artystami w większości przypadków jest „roz­
myta". Od czasu pojawienia się ich we wsi upłynęło prawie 30 lat. Pytani o tę
kwestię zazwyczaj zamykali sprawę krótkim: nie pamiętam. Tylko niektórzy byli
w stanie lub próbowali to ustalić i wskazywali, że miało to miejsce na zebraniu .
Pierwszą reakcją na pojawienie się artystów w Lucimiu była ciekawość. Towarzy¬
szyła ona również pierwszym akcjom twórców. Świetnie obrazują to słowa jednej
z zaangażowanych we współpracę lucimianek: ludzie mówili miedzy sobą „oj, po
co oni tu przyjechali, a co tu będą robić ", no bo to dla wszystkich była nowość, bo
jeżeli takie coś [wcześniej] się [tutaj] nie działo " (XB); czy słowa innej, równie
zaangażowanej, osoby: [o]ni działali, my żeśmy wszyscy chodzili, bo to było cie­
kawe, nie, dla ludzi [...], każdy na płotach, na wszystkim ludzi [było] pełno (XC).
11

1

1 3

8

Nazwa rocznych działań artystycznych realizowanych we wsi w 1911 roku. Inicjowały one
twórczą obecność artystów w Lucimiu.
Nazwa, pod którą artyści funkcjonowali w latach 1918-1981.
Nazwa przyjęta przez artystów w roku 1989. W skład grupy nie wchodzili już Wasilewski
i Maziec.
Imiona i nazwiska autorów cytowanych tu wypowiedzi zostały zastąpione symbolami: X A ,
X B , XC, X D , XE, XF, XG, X H , X I itd.
Chodzi o specjalnie zwołane zebranie wiejskie, na którym artyści zaprezentowali koncep¬
cje „Akcji Lucim".
Wszystkie cytowane wypowiedzi pochodzą z przeprowadzonych przeze mnie wywiadów
rejestrowanych na kasetach magnetofonowych.
1 4

1 5

1 6

1 1

1 8

�204

OLGA KWIATKOWSKA

Zupełnie inną perspektywę ma osoba, której uczestnictwo w działaniach przy­
pada na okres, kiedy artyści byli już zadomowieni w Lucimiu: nie pamiętam
kiedy się zetknąłem z [artystami], to było dla mnie [...] coś zupełnie naturalnego,
jakby część życia Lucimia, [...] to [nie] było dla mnie nic nadzwyczajnego, tylko
[...] takie święto
[...], które było po prostu w kalendarzu, miało tak być, to było
normalne dla mnie, ja przychodziłem po prostu na [ich] działania [...], byłem
odbiorcą działań i nawet nie zastanawiałem się, że to jest coś niespotykanego,
to znaczy wiedziałem, że to jest niespotykane gdzie indziej, że to jest tylko tu
w Lucimiu u nas, ale z drugiej strony, to było już tutaj naturalne (XD).
Odmienność wyglądu artystów (brody, u niektórych długie włosy, odzież),
która mogła budzić w małej społeczności zainteresowanie, z dzisiejszej perspek­
tywy nie jest podkreślana. Prawdopodobnie łączy się to z oswojeniem obecności
twórców poprzez te wszystkie minione lata. Dużą rolę w tej kwestii mogła rów¬
nież odegrać sama kategoria Artysty, do której postacie twórców były przypisa­
ne. Zaklasyfikowanie nowej osoby do odpowiedniej kategorii pozwala ludziom
uzasadnić jej odmienność i przejść nad nią do porządku dziennego. Wykrystali­
zowana pod koniec X I X wieku w kulturze nowożytnej i egzystująca do dzisiaj,
również na poziomie świadomości potocznej, figura Artysty jako kogoś odmien¬
nego, oryginalnego, wyrastającego ponad przeciętność, także spełnia taką rolę.
W tej perspektywie artysta nie tylko może, lecz nawet powinien być inny.
Powód, dla którego artyści wybrali na swoją działalność Lucim nie jest dla
wszystkich jasny. Większość twierdzi, że nie wie, jakie były tego przyczyny,
niektórzy próbują to uzasadniać tym, że Lucim się artystom po prostu spodobał.
Osoby, które miały bliższe kontakty z twórcami wskazują, że decydującą rolę
odegrał tu zakup domu na Kadzionce przez braci Chmielewskich.
Uzasadnienia postępującego z czasem spadku zainteresowania działalnością
artystów i uczestnictwa w inspirowanych przez nich projektach są różne. Od
wskazania na zwiększenie się repertuaru dostępnej rozrywki m.in. przez pojawie¬
nie się video i większej liczby programów telewizyjnych, poprzez zmniejszenie się
atrakcyjność propozycji twórców, czy zmianę w postawie ludzi w stosunku do
aktywności na płaszczyźnie społecznej w ogóle i wycofanie się ich w obszar
życia prywatnego po odejście pokolenia, które wykazywało dużą aktywność.
Trzeba wziąć pod uwagę, że działalność artystów jako grupy rozpoczęła się pod
koniec lat siedemdziesiątych i trwała do połowy lat dziewięćdziesiątych. W tym
czasie miała miejsce zmiana ustroju państwa i wiele związanych z nią przekształ­
ceń ekonomiczno-gospodarczych oraz społecznych, których konsekwencje miesz­
kańcy Lucimia odczuwają do dzisiaj. Jedną z najbardziej dotkliwych jest wysoki
stopień bezrobocia. W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku zwolnionych
z pracy zostało wielu dwuzawodowców pracujących w pobliskim Koronowie
19

20

1 9

Artyści, nawiązując do tradycji, tworzyli autorskie scenariusze poszczególnych świąt zwią­
zanych z kalendarzem liturgicznym i życiem rolników.
Nazwa jednej z części Lucimia. Bracia Chmielewscy w 1976 roku kupili tam zrujnowaną
zagrodę wiejską z poł. X I X wieku. Warto podkreślić, że Kadzionka leży w granicach wsi, ale jest
położone na jej uboczu.
2 0

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

205

czy Bydgoszczy. Zatrudnienie straciła też duża część mieszkańców w wyniku
likwidacji miejscowego PGR-u (Duthweiler 1996). To jeszcze bardziej pogłębiło
i tak już istniejący podział pomiędzy rolnikami indywidualnymi i pracownikami
dawnego PGR-u. Odwołując się do koncepcji Pierra Bourdieu można powiedzieć,
że habitusy mieszkańców Lucimia, ukształtowane w okresie PRL-u, nie spraw¬
dziły się w nowych warunkach; ludzie zaczęli dotkliwie doświadczać dysonansu
pomiędzy ich dotychczasowymi sposobami radzenia sobie w świecie, a nową
sytuacją (Bourdieu, Wacquant 2001, s. 100-131). W swoich narracjach rozmówcy
wyraźnie dzielą czasy na dawne i obecne. Przypisują im też odmienny charakter
i jakość. W trakcie rozmów jest to podkreślane za pomocą sformułowań: zmieniły
się czasy (XA), ludzie się zmienili (XE), ludzie są teraz inni (XB), wtedy ludzie
byli jacyś inni (XD). W tym kontekście pojawia się również nostalgia za mi¬
nionym oraz idealizowanie czasu przeszłego, szczególnie jeśli pokrywa się on
z okresem młodości rozmówców . Przez pryzmat tego podziału jest też widziana
działalność artystów. Masowe uczestnictwo w animowanym przez nich życiu
kulturalno-społecznym wsi jest sytuowane raczej w „dawnych czasach" oraz na
przełomie „nowego" i „starego", kiedy nadzieje, że zmiany będą korzystne były
duże a ich negatywne konsekwencje nie były jeszcze znane.
21

W narracjach moich rozmówców poruszany był także wątek braku wspól¬
nych działań wszystkich artystów z mieszkańcami Lucimia w chwili obecnej.
Ograniczano się raczej do stwierdzania faktu wycofania się poszczególnych artys¬
tów z aktywności we wsi. Niektórzy pamiętają, że najpierw zniknęli Stanisław
Wasilewski i Andrzej Maziec. Warto podkreślić, że tym postaciom w ogóle po¬
święca się w opowieściach niewiele uwagi, prawdopodobnie ze względu na bar¬
dzo duży upływu czasu (ponad dwadzieścia lat) od momentu ich wycofania się
z aktywności w Lucimiu. Potem zniknął Witold Chmielewski. Wielu podaje jako
powód jego wyjazd do Warszawy, gdzie ma cały czas pracować przy Małych
Ojczyznach . Wycofał się również z organizowania i uczestnictwa w masowych
imprezach wioskowych Bogdan Chmielewski, choć jest on najczęstszym bywal¬
cem Lucimia, ponieważ sporo czasu spędza w domu na Kadzionce. Niektórzy
z rozmówców orientują się, że w przestrzeni Lucimia są przez niego obecnie
realizowane kameralne wydarzenia artystyczne. Niewielka część, najbardziej za¬
interesowanych, jest zapraszana do wzięcia w nich udziału. W narracjach moich
rozmówców, należących do grupy lokalnych aktywistów, przy omawianiu wątku
wycofywania się poszczególnych twórców wyczuwalny jest żal. Jednocześnie,
w tym kontekście, mocno się podkreśla i bardzo ceni obecność i zaangażowanie
Wiesława Smużnego w niektóre z wioskowych imprez. Jest ona postrzegana
w kategoriach wierności wsi i grupie.
22

2 1

Warto zwrócić uwagę, że takie bezwarunkowe pozytywne waloryzowanie przeszłości
jest jedną z typowych cech myślenia w ramach kultury typu ludowego (patrz Robotycki 1992,
s. 22-23).
Chodzi o ogólnopolski program-konkurs Fundacji Kultury „Małe Ojczyzny - tradycja dla
przyszłości". Witold Chmielewski był w latach 1993-1991 jego dyrektorem; siedziba programu
znajdowała się w Toruniu.
2 2

�206

OLGA KWIATKOWSKA
PROJEKTY ARTYSTYCZNE

W pamięć większości moich starszych rozmówców najbardziej wryły się nie¬
które z realizacji prezentowanych podczas pierwszego spektakularnego działania
artystów „Akcja Lucim" oraz pierwsze realizacje związane ze świętami. Wynika
to najprawdopodobniej z faktu, że nigdy wcześniej tego rodzaju przedsięwzięcia
nie miały miejsca w Lucimiu. To było coś kompletnie nowego, nie dającego się
z niczym znanym porównać. W mechanizmach pamięci ogromną rolę odgrywa
przecież prawo kontrastu, zapamiętuje się to, co niezwykłe. I tak na przykład,
niektóre osoby przywoływały instalację z luster jako tę, która wywarła na nich
bardzo duże wrażenie: mi utkwił[a] [w pamięci] wystaw[a] luster, [...] przez
tę naszą główną drogę między innymi były [poustawiane] lustra różn[ych] format[ów], wielkości, mniejsze, większe, [o różnorodnych] kształt[ach] (XE).
0 trwałości wspomnienia pierwszego Świętego Wieczoru również wydaje się
decydować niezwykłość zapamiętanych wrażeń. Był on organizowany z dala od
centrum wsi, w opuszczonym gospodarstwie, do którego trzeba było iść w ciem¬
nościach, w ostry mróz, aż na tzw. Egipt . Tam kawał drogi [jest, dochodzimy]
a tam krowy ryczą, świnie kwiczą, pani, moja córa z jeszcze jedną szukali, gdzie
tu są te świnie, no tyle się naśmialiśmy, a oni mieli to nagrane, w ciemnościach
ryczą, no [a] nigdzie ich nie ma, tych krów (XA). Jako zabawną ciekawostkę,
wybijającą się oryginalnością na tle innych wydarzeń, dość często przywoływano
też w opowieściach wątek „palenia świni" w trakcie tzw. Popiołów. Organizowano
je na rozpoczęcie postu. Artyści zrobili sztuczną świnię i potem w tą świnię tam
naładowali i alkohol i kiełbasy i wszystko to [...] [zostało] spalone (XF).
Kolejne akcje oswoiły już mieszkańców z obecnością artystów i ich realiza¬
cjami. Poza tym, jako że artyści z czasem zaangażowali się przede wszystkim
w animowanie świąt związanych z kalendarzem liturgicznym i życiem rolników,
ich działania wpisały się w charakterystyczną dla nich powtarzalność czasową
1 treściową. W związku z tym, w pamięci wielu rozmówców nie funkcjonują one
jako wyodrębnione wydarzenia, ale raczej jako swoiste, rokrocznie się powta¬
rzające ciągi. W ich narracjach poszczególne „Święte Wieczory", „Jany", Dożynki - bo te święta właśnie najczęściej były przywoływane - zlewają się ze
sobą. W narracjach o projektach artystycznych ponownie daje o sobie znać po¬
dział na tych, którzy należeli raczej do widzów wydarzeń i tych, którzy włączyli
się w ich przygotowania. Pierwsi ograniczają się do przywołania nazw poszcze¬
gólnych imprez, przy czym często łączą ze sobą autorskie nazwy nadawane przez
artystów i powszechnie używane nazwy świąt, a ich opisy samych wydarzeń
są najczęściej dość skromne. Natomiast o wiele mniej liczna grupa aktywistów
23

24

25

2 3

„Święty Wieczór" to „zadomowiona" wśród mieszkańców nazwa, nadana przez artystów
spotkaniu, które było związane z Bożym Narodzeniem.
Zwyczajowa nazwa jednej z części Lucimia.
„Jany" to prawdopodobnie skrócona wersja nazwy „Święty Jan - Wianki" nadanej przez
twórców Nocy Świętojańskiej. Preferowana przez artystów nazwa „Święto plonów" nie wyparło
powszechnej nazwy Dożynki.
2 4

2 5

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

207

o wiele więcej pamięta, wykazuje dużą znajomość projektów i nie tylko zna ich
nazwy, ale również posługuje się nimi w swoich narracjach. Można na przykład
usłyszeć: na Świętym Wieczorze dostałam siew ( X B ) . Opowiadają o przebiegu
poszczególnych świąt, niektórzy omawiają je z detalami, jeszcze inni dołączają
do tego komentarze dotyczące symboliki, którą w trakcie działań przedstawiali
im artyści. Pewne miejsce w narracjach zajmują też wątki dotyczące przygoto¬
wania imprez. Wydarzenia pamięta się przez pryzmat czynności, które się w ich
trakcie wykonywało. W przypadku kobiet mowa jest o przygotowywaniu, czysz¬
czeniu, a szczególnie dekorowaniu miejsc, w których imprezy się odbywały oraz
o przygotowywaniu poczęstunku, pieczeniu ciast - to był obszar kobiecej krząta¬
niny przed i w trakcie imprez. Można mówić tu o czymś w rodzaju repetycji
kobiecej krzątaniny domowej, ale tym razem w przestrzeni publicznej. W przy¬
padku mężczyzn mowa jest głównie o czynnościach, które wymagały siły lub
znajomości obsługi sprzętu np. nagłaśniającego oraz o organizowaniu transportu
np. na Kadzionkę, kiedy się tam odbywały „Jany". W opowieściach osób z tej
grupy jest też akcentowana i negatywnie oceniana bierność oraz brak zaangażo¬
wania w działania kulturalno-społeczne na rzecz wsi innych mieszkańców.
Szczególne miejsce w opowieściach niektórych kobiet zajmują kwestie doty¬
czące tworzenia różnego rodzaju dekoracji roślinnych. W ramach tego wspomina
się również aranżowane przez Wiesława Smużnego akcje związane z sianiem
kwiatów i warzyw . Ich efektem były żywe dekoracje roślinne, najczęściej ze
słoneczników, w przestrzeni wsi. Jedna z lucimianek uczestnicząca w tych pro¬
jektach, kończąc swoją obszerną wypowiedź pełną uwag o kolorach i kształtach
kwiatów, podkreśliła z przekonaniem i nieskrywanym zachwytem: to było coś
pięknego (XB). Akcje siania kwiatów korespondowały z lokalnymi praktykami
uprawiania ogródków oraz ich estetycznymi waloryzacjami. Prawdopodobnie ze
względu na to, idea artysty mogła się zbiec z wiedzą i wrażliwością niektórych
mieszkańców, a właściwie mieszkanek wsi, bo przecież ogród kwiatowy jest ich
domeną. Zadbany, wypełniony ładnymi kwiatami jest traktowany jako wizytówka
właścicieli. „Wątki roślinne" są przez rozmówczynie zazwyczaj kończone uwagą,
że niestety praca związana z upiększaniem Lucimia nie była szanowana, bo
jej efekty, bardzo szybko były niszczone przez miejscową młodzież. Jak tylko
słoneczniki posiane w przestrzeni publicznej dorastały, były zrywane lub łamane.
Uprawiana i upowszechniana m.in. w Lucimiu przez Wiesława Smużnego
Magia liczb znalazła swoje odbicie w sposobie postrzegania rzeczywistości
26

21

28

2 6

Określenie siew jest terminem stosowanym przez Wiesława Smużnego w działaniach zwią¬
zanych z programowym, czyli podlegającym ustalonym przez artystę regułom, sianiem kwiatów
i warzyw. Pierwszy raz tego typu działanie było realizowane w Lucimiu w ramach projektu „Akcja
Lucim" [pt. „Siew-Plony (Uprawy programowane)]. Więcej na temat założeń patrz: Chmielewski
i inni 1911-1918, s. 49 i 15.
Patrz przypis 26.
Nazwa jednego z działań Wiesława Smutnego, realizowanego w Lucimiu w ramach pro¬
jektu „Akcja Lucim" ( Więcej na temat założeń patrz: Chmielewski i inni 1911-1918, s. 15). Jest
stosowana przez niektórych lucimian w stosunku do różnych działań artysty, w których pojawiają
się liczby.
2 1

2 8

�208

OLGA KWIATKOWSKA

przez niektórych mieszkańców wsi. Dobrym tego przykładem mogą być nastę­
pujące słowa jednej z lucimianek: [Wiesław Smużny] w tym roku przywiózł mi
słoneczników, przywiózł mi tych słoneczników 21, przepraszam 25 na to 25-lecie
i tyle przez drogę poniszczył, że tylko się zostało 11. Ale 11! Pani sobie wyobraża!
Jak ja mu to powiem, że 11 się przyjęło! (XB). Liczba roślin nie jest tu już trak­
towana neutralnie, jest znacząca. Autorka wypowiedzi wie, że ta informacja
będzie ważna dla artysty, a przez to staje się ważna również dla niej.
Obecność i działania artystów stały się dla kilku kobiet z Lucimia inspiracją
do założenie zespołu, który zaczął występować na animowanych przez artystów
imprezach. Grupa miała specjalne stroje. Śpiewała układane przez siebie piosenki
najczęściej do melodii znanych szlagierów , deklamowała lub czytała wiersze
własnego autorstwa oraz przedstawiała powszechnie znane skecze. Duża część
utworów była specjalnie układana na okoliczność danego święta. Ich treść doty¬
czyła uroczystości, Lucimia, poszczególnych jego mieszkańców, członków Grupy
Działania, nawiązywała do bieżących wydarzeń . Za ilustrację tej twórczości
niech posłuży fragment utworu jednej z członkiń zespołu, która się wręcz wy¬
specjalizowała w układaniu tekstów okolicznościowych wierszy i piosenek: [... ]
razu pewnego, przed kilku laty, nikt nie pamięta dokładnie daty, zjawiła się Grupa
Działania i do kultury ludzi nakłania, i do kultury, i do tradycji, mamy już kilka
tych kompozycji, jak święta nocka, wianki na wodzie, także dożynki w pięknym
pochodzie, jest doborowa także orkiestra, to gra Pan Zygmunt - to wnuk Sylwe­
stra, ludzie piosenki chętnie śpiewają i taki zespół w Lucimiu mają, są też przyjezd­
ne te domowiny, pół serca bliźniemu, pół dla rodziny i tak nam tylko tu dodać
trzeba, że jak potrzeba to tylko nieba [...] więc się radujmy, ludzie kochane, że w tej
epoce nam żyć jest dane, nikt nie ma o tym jeszcze pojęcia co tu do dania i co do
wzięcia, będą w historii o tym wspominać, że tu działała Akcja Lucimia . Członki¬
nie zespołu widzą swoją aktywność jako własny wkład w wzbogacenie animowa¬
nych przez artystów działań. Występowały po to, by było weselej i ciekawiej.
29

30

31

32

33

Działania artystów, ich idea i symbolika, nie zawsze były dla mieszkańców
wsi czytelne. Tak o tym mówi jedna z lucimianek: bo to początkowo nawet tro­
chę niezrozumiałe [to] było, jak[a] [jest tego] symbolik[a], więc musieli niektóre
fakty tłumaczyć, co to oznacza co tamto, co jeszcze inne, [tak żeby było] bardziej
przemawiające. [... ] początkowo nawet sam język, którym oni się posługiwali to
był taki obcy nie przemawiający do wszystkich, więc nazwy czy coś takiego próbo¬
wali właśnie jakoś tłumaczyć na taki powszechny język (XE). Inna stwierdziła:
2 9

Mowa o 2003 roku.
Chodzi o 25-lecie Grupy Działania.
Oprócz melodii popularnych utworów często naśladowano również ich budowę (układ
zwrotek itp.).
Teksty piosenek i wierszy okolicznościowych, które powstawały w Lucimiu w trakcie dzia¬
łalności artystów, same w sobie stanowią ciekawy przykład folkloru i zasługują na osobną analizę.
Więcej na ten temat będzie można przeczytać w mojej pracy doktorskiej.
Cytat pochodzi z utworu pt. Ballada o Lucimiu. Jako przykład lokalnej twórczości specjal¬
nie został wybrany ten właśnie fragment, ponieważ świetnie koresponduje on z tematem pamięci.
3 0

3 1

3 2

3 3

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

209

[c]hociaż my jesteśmy tyle lat z nimi związani,ale [...] niektóre sprawy, jak się
widzi no to niewiadomo co to ma znaczyć (XB). Pojawił się również głos kwe¬
stionujący możność, a nawet w ogóle potrzebę, tłumaczenia działań artystycz¬
nych: no jak odbierać, tłumaczyli, tłumaczone było w miarę możliwości, [ale]
tłumaczyć sztukę [...], to są często rzeczy niewytłumaczalne i często nie dające się
tak opisać, ponieważ aktywność twórców w Lucimiu należy do tego rodzaju
działań artystycznych, które wymyka[ją] się jakimś takim określeniom po prostu
znanym ogólnie, to było [... ] poszukiwanie czegoś czego wcześniej nie było, czyli
to co właściwie jest głównym zadaniem sztuki, [... ] czyli zrobienie czegoś czego
wcześniej nie było, czegoś, czego by nie było nigdy gdyby nie ci twórcy (XD).
Niektórzy z moich rozmówców zwracali również uwagę na różnice w sposo¬
bie prezentacji, komentowania działań pomiędzy artystami: Witold [Chmielew­
ski] talent miał do rozmawiania, do takiego komentowania tych rzeczy [chodzi
o działania artystyczne], bo tu, jego brat, Bogdan [Chmielewski], pan Bogdan
to już tak raczej w mówieniu taki bardziej oszczędny [jest] [...], już taki może
charakter ma, a pan Smużny znów dużo komentuje (XF); Pan Smużny to się tak
bardziej zachwyca, tak poszukuje różnych rzeczy, [zwraca uwagę na] niuanse
[...], to też trochę śmieszn[e] [jest], trochę bawi (XD); ze zwykłej rzeczy [...] umie
zrobić prawie bajkową [...] rzecz (XG).
Oceny roli działań artystycznych dla mieszkańców Lucimia rozciągają się po¬
między dość powszechnymi lakonicznymi stwierdzeniami typu: ważne, że coś się
działo, nie było nudno (XH); zawsze urozmaicenie jakieś było (XI), a rozbudowa­
nymi komentarzami takimi jak: [twórczość Grupy] była urozmaicenie[m] tego ży¬
cia, życie staje się bogatsze po prostu dzięki takim działaniom niekonwencjonal¬
nym, niepowtarzalnym, życie staje się niepowtarzalne bardziej może, jest o czym
mówić (XD), czy: ja, gdyby nie ta akcja Lucim, to ja nie wiem, czy w ogóle by mnie
cokolwiek interesowało, czy bym kiedyś wszedł do muzeum, czy do galerii jakiejś,
jakiejkolwiek, bo po prostu dzięki temu troszeczkę tego zainteresowania załapałem
tego typu sztuką, oprócz kina teatru ewentualnie, jest coś innego, coś więcej (XG).

KONKLUZJA

Artyści w trakcie swojej działalności w Lucimiu animowali nie tylko projekty
artystyczne, ale również angażowali się w projekty społeczne . W związku
z tym, ich obecność na wsi oraz realizacje artystyczne są widziane także przez
pryzmat efektów ich działań na tym polu .
34

35

3 4

W tym kontekście projekty artystyczne definiuję jako działania koncentrujące się na wy¬
miarze symbolicznym, natomiast przez projekty społeczne rozumiem te, które dotyczyły obszaru
kultury techniczno-użytkowej (według terminologii Jerzego Kmity).
Chodzi o program odnowy wsi Lucim realizowany przez międzynarodowy zespół badaczy
współpracujących z Instytutem Socjologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu,
który wchodził w skład większego projektu rewitalizacji obszarów rustykalnych Europy (więcej
patrz: Kaleta 1996). W jego ramach propagowano ideę rolnictwa ekologicznego i agroturystyki,
3 5

�210

OLGA KWIATKOWSKA

Analiza narracji lucimskich wskazuje funkcjonowanie zróżnicowanych inter¬
pretacji obecności artystów i podejmowanych przez nich działań w Lucimiu.
Pojawia się tu polifonia głosów. Spektrum mieści się pomiędzy obojętnością
a zaangażowaniem, pomiędzy zdystansowaniem się do zjawiska a dumą z niego,
pomiędzy ludycznym odbiorem treści działań a głębszą refleksją na temat sztuki.
Różnice w narracjach na temat artystów i ich działalności, ale także - co równie
ważne - odmowa, czy brak chęci ich artykułowania związane są z wewnętrz¬
nym, dotyczącym wielu poziomów, zróżnicowaniem środowiska lokalnego
Lucimia. Łączą się one z zajmowanym przez jednostki miejscem w hierarchii
społecznej, z pełnieniem (lub nie) funkcji w oficjalnej strukturze instytucjonalnej,
z poziomem wykształcenia, ale również z cechami osobowościowymi. Jedno¬
cześnie, wielość narracji jest manifestacją zróżnicowania lokalnej społeczności.
Pokazuje to dosadnie, że należy unikać pułapki mitu homogenicznego Innego,
który jest ciągle jeszcze żywy w antropologii społeczno-kulturowej, a którego
konsekwencją jest postrzeganie środowiska wioskowego jako jednowymiaro¬
wego i jednorodnego (Herzfeld 2004, s. 41-42).
Najintensywniejsze działania artystów w Lucimiu miały miejsce w dobie pro¬
sperity wsi polskiej, jak jest oceniany koniec lat siedemdziesiątych przez miesz¬
kańców Lucimia. Wspomnienie tamtych czasów pozostaje w ogromnym kontraś¬
cie z obecną sytuacją pomorskiej wioski. W tym kontekście pamięć przeszłych
wydarzeń związanych z artystami przyjmuje postać bądź pamięci nostalgicznej,
bądź pamięci rozczarowanej . W pierwszym przypadku na pierwszym planie
obecna jest idealizacja przeszłości. Pozwala ona jednostkom „oderwać się" od
niepewności dnia dzisiejszego i czerpać ze wspomnień poczucie bezpieczeństwa.
W drugim przypadku uwaga jest skupiona przede wszystkim na tym, że działa¬
nia społeczne animowane przez artystów, w których realizację zaangażowało się
wielu mieszkańców wsi, nie przyniosły spodziewanych efektów. Lucimianie pro¬
jektowali swoją przyszłość. Niektóre projekty nie udały się, a nawet nastąpiły
nieprzewidziane, negatywne ich konsekwencje i pojawiło się coś, co Ricoeur
(1995, s. 36) określa mianem cmentarzyska obietnic.
36

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt, który z pewnością miał wpływ
na kształt i treść narracji moich rozmówców, a mianowicie na fakt, że moja oso¬
ba była łączona z postaciami artystów i ich światem. Tak jak oni przybywałam
z zewnątrz, tak jak oni pracuję na Uniwersytecie, mówię podobnym do nich
językiem itp. Świadectwem tego było zadawane od czasu do czasu pytanie:
a pani też artystka? Dlatego moja postać została usytuowana zgodnie z wiedzą
związaną z ich przestrzenią doświadczenia, a to wpływało na to, co i jak mi
mówiono, w jakim świetle starano się przedstawić minione wydarzenia oraz
jakich tematów unikano. Narracja w zależności od tego komu jest prezentowana
w Lucmiu miała też powstać telechata - nowoczesny ośrodek informacyjno-telekomunikacyjny.
Świadomie zrezygnowałam z rozwijania tutaj tych obszernych wątków. Będzie można na ten
temat przeczytać w mojej pracy doktorskiej.
Ten rodzaj pamięci pojawia się przede wszystkim w kontekście projektów społecznych,
a szczególnie w odniesieniu do koncepcji i konsekwencji budowy telechaty.
3 6

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

211

podlega pewnym modyfikacjom, dlatego też trzeba wziąć pod uwagę, że nar¬
racje na ten sam temat funkcjonujące wśród mieszkańców Lucimia mogą i przy¬
bierają - jak przypuszczam - inny kształt .
37

LITERATURA
B a r t u s z e k J o a n n a 2005, Między reprezentacją a „martwympapierem".
Znaczenie chłop­
skiej fotografii rodzinnej, Wydawnictwo Neriton, Warszawa.
B o u r d i e u P i e r r e , W a c q u a n t L o i c J.D. 2001, Habitus, illusio i racjonalność, [w:]
tychże, Zaproszenie do socjologii refleksyjnej, Oficyna Naukowa, Warszawa, s. 100-131.
B u c h o w s k i M i c h a ł 1996, Klasa i kultura w okresie transformacji: antropologiczne stu­
dium przypadku społeczności lokalnej w Wielkopolsce, Les travaux du Centre Marc Bloch,
Berlin.
C h m i e l e w s k i B o g d a n i inni 1977-1978, Akcja Lucim, Socjalistyczny Związek Studen­
tów Polskich, Kujawsko-Pomorskie Towarzystwo Kulturalne, Lucim.
C h m i e l e w s k i W i t o l d 1987, Grupa Działania, [w:] Sztuka młodych 1975-1980, Młodzie¬
żowa Agencja Wydawnicza, Warszawa, s. 270-275.
D u t h w e i l e r H e l m u t h 1996, Lucim - środowisko przyrodnicze i społeczność lokalna,
[w:] Andrzej Kaleta i inni, Rewitalizacja obszarów rustykalnych Europy, t. 1: Społeczność
wiejska (na przykładzie wsi Lucim), Zakład Narodowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo,
Wrocław, s. 39-62.
G i d d e n s A n t h o n y 2002, Nowoczesność i tożsamość. „Ja" i społeczeństwo w epoce późnej
nowoczesności, tłum. Anna Szulżycka, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa.
Herzfeld
M i c h a l e 2002, Pierwsza orientacja: Antropologia jako praktykowanie teorii,
[w:] tenże, Antropologia. Praktykowanie teorii w kulturze i społeczeństwie, Wydawnictwo
UJ, Kraków, s. 19-44.
J a c k o w s k i A l e k s a n d e r , K o r u l s k a E w a , S z e w c z y k H a n n a 1985, O Lucimskim eksperymencie, Polska Sztuka Ludowa, nr 1-2, s. 44-48.
K a l e t a A n d r z e j 1996, Lucim - środowisko przyrodnicze i społeczność lokalna, [w:]
Andrzej Kaleta i inni, Rewitalizacja obszarów rustykalnych Europy, t. 1: Społeczność wiej¬
ska (na przykładzie wsi Lucim), Zakład Narodowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo, Wro¬
cław, s. 39-62.
K a n i o w s k a K a t a r z y n a 2003, Antropologia i problem pamięci, Polska Sztuka Ludowa.
Konteksty, nr 3-4 s. 57-65.
Kwiatkowska
O l g a 2005, Nowoosadnictwo w Lucimiu, czyli historia pewnego ekspery­
mentu artystyczno-społecznego. Część I , Etnografia Polska, t. X L I X , z. 1-2, s. 147-167.
M a m z e r H a n n a 2002, Tożsamość w podróży. Wielokulturowość a kształtowanie
tożsamości
jednostki, Wydawnictwo Naukowe, Poznań.
N o r a P i e r z e 2001, Czas pamięci, Res Publica Nowa, nr 7 (154), s. 37-43.
O l e c h n i c k i K r z y s z t o f 2003, Antropologia obrazu. Fotografia jako metoda, przedmiot
i medium nauk społecznych, Oficyna Naukowa, Warszawa.
P o d e m s k i K r z y s z t o f 2005, Socjologia podróży, Wydawnictwo Naukowe U A M , Poznań.
R i c o e u r P a u l 1995, Pamięć - zapomnienie - historia, tłum. Jacek Migasiński, [w:] Tożsa­
mość w czasach zmiany. Rozmowy w Castel Gandolfo, Krzysztof Michalski (red.), Znak,
Kraków, Fundacja im. Stefana Batorego, Warszawa, s. 22-43.
Robotycki
C z e s ł a w 1992, Etnografia wobec kultury współczesnej, Wydawnictwo UJ,
Kraków.
3 7

Kilka razy doświadczyłam sytuacji, w której pojawienie się w trakcie wywiadu innego
mieszkańca Lucimia i jego włączenie się do rozmowy zmieniało jej charakter.

�212

OLGA KWIATKOWSKA

- 1998, Historia - folklor - tradycja a kwestia „małej ojczyzny", [w:] tegoż, Nie wszystko
jest oczywiste, Wydawnictwo UJ, Kraków, s. 42-61.
R o s n e r K a t a r z y n a 2003, Narracja a tożsamość jednostki ludzkiej. A. MacIntyre, Ch. Taylor,
A. Giddens, D. Carr, [w:] tejże, Narracja, tożsamość i czas, Universitas, Kraków, s. 17-51.
S z a c k i J e r z y 2001, Historia i mitologia, ResPublicaNowa,
nr 7 (154), s. 53-57.
T r z e b i ń s k i J e r z y 2001, Narracyjne konstruowanie rzeczywistości, [w:] Narracja jako spo­
sób rozumienia świata, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk, s. 17-38.

OLGA KWIATKOWSKA
"NEW SETTLEMENT" I N THE V I L L A G E OF L U C I M .
THE HISTORY OF A PARTICULAR SOCIAL A N D ARTISTIC EXPERIMENT (PART I I )
Summary
The presentation and analysis of a social and cultural phenomenon: "new settlement", i.e.
a migration from the city to the country in search for fulfilling of an alternative life style,
in relation to the predominant patterns, should focus not only on the "new settlers" and their
activities but also on the local community.
This article is the second part of the work. The author presents and analyzes the case of "new
settlement" in the village o f Lucim, an artistic and social experiment undertaken by a group
of city artists who moved into that village in the second half of the 20 century. In the first part
of the article, published in the last issue of "Etnografia Polska", the author reconstructed
the history of the "new settlement" seen from the perspective of the "new settlers". In this part
mentioned history is analyzed as viewed by the villagers (local community). The author is trying
to answer the questions about the way the members of the village community perceive the "newsettlers", how they interpreted the activity of "new-settlers" and how they saw the relationship
between their community and the group of artists.
Nowadays the presence and activity of the artists in Lucim belongs to the past, therefore the
memory is the basic category applied in the analysis. Since memory has a narrative structure and
"examining and investigating the memory is to research narrations about the past" (Kaniowska,
2003: 62), the narration is the second essential category applied here. The author presents and
analyzes the narrations of selected inhabitants from Lucim about the "new settlement" in their
village. The analysis of these narrations indicates a variety of interpretations of the presence and
activity of the artists in Lucim. There is a polyphony of voices that emerges and its spectrum
is situated between the indifference and engagement, between the distance to the phenomenon
and the pride coming from its existence, between the popular perception of the artistic activity and
a far-reaching reflection about art.
th

O.K.
Adres Autorki:
Mgr Olga Kwiatkowska
Katedra Etnologii U M K
Szosa Bydgoska 44/48, 87-100 Toruń
e-mail: etno-olga@o2.pl

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9604" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9582">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6b5ee197c53cb3216aee572f0398d3cd.pdf</src>
        <authentication>5b7e248a2641b85cfa8a903c2ab652ca</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114353">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1095</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114354">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114355">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114356">
                <text>Noworoczne gry mongolskie. Ich symbolika i związki z magią / ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114357">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.1, s.253-296</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114358">
                <text>Kabzinska-Stawarz, Iwona</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114359">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114360">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114361">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114362">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114363">
                <text>„Etnografia

Polska",

t.

XXVII,

z. 1

I S S N 0071-1861

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

'

NOWOROCZNE GRY MONGOLSKIE.
ICH SYMBOLIKA I ZWIĄZKI Z MAGIĄ *
Część I
Badacze k u l t u r y od dawna zwracali uwagę na związek zachowań l u dycznych — przede w s z y s t k i m gier — z obrzędami. C h a r a k t e r tego
związku określali jako ewolucyjno-genetyczny
— w grach widziano
b o w i e m świadectwo odległych zwyczajów i obrzędów, które z czasem
utraciły swe p i e r w o t n e znaczenie i przeszły w zachowania o charakte­
rze z a b a w o w y m (ewolucjoniści z E. B. T y l o r e m i l a d y A . B. Gomme
na czele i i n n i badacze I I połowy X I X w.). Interesowano się też genezą
gier w ujęciu historyczno-porównawczym (S. C u l i n , P. B. Brewster).
Próbowano określić miejsce i czas i c h powstania i drogi, j a k i m i u p o w ­
szechniały się w różnych k u l t u r a c h . Właściwie każdy k i e r u n e k w etno­
l o g i i odciskał swe piętno na badaniach zachowań l u d y c z n y c h . Trzeba
jednak powiedzieć, że badania te n i g d y nie należały do tzw. " w i e l k i c h
tematów w nauce" i znajdowały się niejako na marginesie zaintereso- '
wań badaczy. Równolegle z p r a c a m i etnologicznymi powstawały dzieła
psychologów (przede w s z y s t k i m J . Piageta, S. H a l l a , G. Batesona, a t a k ­
że S. Freuda). W i e k X I X w etnologii to przede w s z y s t k i m okres zbie­
rania materiałów, porządkowania i c h według r o z m a i t y c h zasad k l a s y ­
f i k a c j i , powstawania w i e l k i c h m o n o g r a f i i opisowych i prób wyjaśnie­
nia zachowań l u d y c z n y c h przede w s z y s t k i m z p u n k t u widzenia i c h ge­
nezy. Nową falę zainteresowań t y m i zachowaniami przynoszą lata 30-te

* Artykuł

ten stanowi

fragment

przygotowywanej

obecnie

przeze

p r a w y n.t. zachowań l u d y c z n y c h p a s t e r z y m o n g o l s k i c h (praca p o w s t a j e
Etnografii

IHKM

PAN

w

Warszawie).

Został

on w

znacznej

mnie

mierze

oparty

w y n i k a c h badań, j a k i e przeprowadziłam l a t e m 1978 i 1980 r. w Mongolii.
miejsca

zrezygnowałam

zagadnienia.
tacji

Nie jest

opisywanych

materiały, j a k i e

z

omawiania

o n a zresztą

zachowań

literatury

szczególnie

dotyczącej

bogata, b r a k

l u d y c z n y c h , toteż w p r a c y

udało m i się zebrać

w

r a m , znajdują się w Zakładzie E t n o g r a f i i I H K M P A N .

na

Z

braku

interesującego

mnie

też n a ogół

cytuję

t e r e n i e . Materiały,

roz­

w Zakładzie

przede

interpre­
wszystkim

n a których się

opie­

�254

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

naszego stulecia, k i e d y to pojawiają się dzieła J . H u i z i n g i , R. Caillois,
M . Eliade dotyczące t e o r i i k u l t u r y i miejsca, j a k i e zajmują w n i e j za­
chowania ludyczne. Powstają też pierwsze prace z zakresu k o m u n i k a c j i
wewnątrzkulturowej nawiązujące do osiągnięć c y b e r n e t y k i (G. B a t e son, C. Geertz, S. M i l l e r , E. G o f f m a n i in.). L a t a 50-te to początek b a ­
dań s t r u k t u r a l n y c h (B. S u t t o n - S m i t h , R. E. H e r r o n i i n . ) . B r a k m i e j ­
sca nie pozwala na przedstawienie choćby najważniejszych koncepcji,
i n n y jest zresztą cel tego artykułu. Skrótowy przegląd kierunków
i osiągnięć poszczególnych badaczy zawiera praca H . B. S c h w a r t z m a n n ,
a także popularna książka S. M i l l e r . Do t y c h prac odsyłam więc z a i n ­
teresowane t y m t e m a t e m osoby.
1

2

Spośród polskich badaczy zachowań l u d y c z n y c h na czoło w y s u w a
się zdecydowanie E. Piasecki, który nie t y l k o zebrał o g r o m n y materiał
opisowodokumentalny z różnych s t r o n świata, lecz także podjął próbę
określenia genezy niektórych zachowań i f u n k c j i , j a k i e pełnią one
w kulturze .
3

Żadna z koncepcji badań zachowań l u d y c z n y c h , j a k i e powstały w e t ­
nologii od połowy X I X w., nie została ostatecznie odrzucona przez póź­
niejszych badaczy, żadna też nie doczekała się miana u n i w e r s a l n e j .
Może t y l k o z m n i e j s z y m zainteresowaniem skłaniamy się dziś k u ewol u c j o n i s t y c z n y m próbom wywodzenia genezy niektórych zachowań z o b ­
rzędów, większym zaś d a r z y m y badania n a d symboliką t y c h zachowań,
i c h związkami z magią (przede w s z y s t k i m płodności) i funkcją k o m u ­
nikacyjną. P r z y obecnym stanie w i e d z y próba całościowego spojrzenia
na zachowania ludyczne, odtworzenia i c h genezy i e w o l u c j i , dróg w ę ­
drówek i f u n k c j i , jakie pełnią w k u l t u r a c h , p r z y p o m i n a w y k u w a n i e
łańcucha w którym stale b r a k u i e iakieeoś o g n i w a abv można bvło
uznać dzieło za skończone Toteż wciąż ieszcze wiecei iest orać o cha­
rakterze o o i s o w v m niż nrób i n t e r p r e t a c j i materiałów i śmiałeeo dowo¬
dzenia s t a w i a n y c h hipotez.
W swoich badaniach n a d zachowaniami l u d y c z n y m i (z egzemplifikacją na materiale mongolskim) skupiłam przede w s z y s t k i m uwagę na
pozaludycznych f u n k c j a c h t y c h zachowań. Szczególnie zaś interesowa­
ła m n i e i c h f u n k c j a k o m u n i k a c y j n a , połączona z funkcją symboliczną
i magiczną.
Badania n a d zachowaniami l u d y c z n y m i ( r o z p a t r y w a n y m i j a k o k o ­
m u n i k a t ) rozpoczęte w latach 4 0 - t y c h przez G. B a t e s o n a * dotyczyły
1 H . B . S c h w a r t z m a n, Transformations.
Play,

The

Anthropology

of

Children's

N e w Y o r k 1978.
2

The Psychology

S. M i l l a r ,

» E . P i a s e c k i , Badania
Dalsze

badania

i gry ruchowe
4

nad
dzieci

genezą

[w:] Steps

ćwiczeń

i młodzieży,

G . B a t e s o n , Naven,

Fantasy,

of Play,

L o n d o n 1968.

nad genezą ćwiczeń
cielesnych,

cielesnych,
Warszawa

Poznań 1922; t e n ż e ,
1938; t e n ż e ,

S t a n f o r d , C a l i f . , 1936; t e n ż e , A

to a'l Ecology

Zabawy

K i j ó w 11916.
of MivA.

Theory

N e w Y o r k 1972, s. 177-193.

of Play

and

�NOWOROCZNE

G R Y

255

M O N G O L S K I E

przede w s z y s t k i m zabaw (przy czym objęto n i m i nie t y l k o g r u p y l u d z ­
kie, ale i zwierzęta). W dużo m n i e j s z y m s t o p n i u interesowano się g r a ­
mi,' a więc t y m i f o r m a m i zachowań l u d y c z n y c h , w których działania
uczestników wyznaczone są przez ściśle określone reguły i których za­
sadą naczelną jest współzawodnictwo. Traktując zabawę jako k o m u n i ­
kat, przekaz i n f o r m a c j i , próbowano przede w s z y s t k i m określić c h a r a k ­
t e r ' kontaktów i n t e g r u p o w y c h s t w a r z a n y c h przy j e j pomocy, środki słu­
żące do nawiązywania tego k o n t a k t u , i porozumiewania się niezbędne­
go do udziału w zabawie. Próbowano odpowiedzieć n a pytanie, w j a k i
sposób zabawa staje się k o m u n i k a t e m , który mówi: " t o jest zabawa".
&lt;?ama 7 a b a w e t r a k t o w a n o t&gt;rzv t v m iako k o m u n i k a t o stosunkach spor ^ n l c h iako r e i n t e r p r e t a c i e rzeczywistości Badając zachowania l u d v r 3 i a k o k o m u n i k a t więcej powiedziano dotychczas o s a m y m mechanfrmie
worzenia sie teeo k o m u n i k a t u o sposobie przekazywania i n f o r ­
macji między nadawcą a odbiorcą niż 'o i n t e r p r e t a c j i samych zachowań.
N i e w i e l k i e są też osiągnięcia badaczy w zakresie i n t e r p r e t a c j i za­
chowań l u d y c z n y c h i ukazania i c h jako soczewki skupiającej ważniej­
sze cechy k u l t u r y , w której zachowania te występują .
A b y mówić o grach j a k o k o m u n i k a c i e o p e w n y c h rysach k u l t u r y , ,
trzeba przede w s z y s t k i m zrozumieć zachowania i c h uczestników, poznać
reguły kierujące i c h postępowaniem. W swoich badaniach założyłam,
że k o m u n i k a t z a w a r t y w grze przekazywany jest właśnie p r z y pomocy
zachowań zgodnych z regułami. D l a nadania tego k o m u n i k a t u gracze
posługują się językiem s y m b o l i zachowań i przedmiotów obowiązują­
c y m w i c h k u l t u r z e ( w działaniach pozaludycznych także). F u n k c j a k o ­
m u n i k a c y j n a gier współwystępuje więc najczęściej z i c h funkcją s y m ­
boliczną.
5

G r y — prawdopodobnie od początku swego istnienia — pełniły też
w k u l t u r a c h f u n k c j e magiczne. Badacze są na ogół zgodni, że źródła
w i e l u gier tkwią przede w s z y s t k i m w m a g i i . Na magiczne przeznacze­
nie gier wskazują zresztą często same reguły gier, j a k i i c h powiązania
funkcjonalne z obrzędami. G r y związane są przede w s z y s t k i m ze z m i a ­
n a m i pór r o k u i towarzyszącymi i m obrzędami dorocznymi. Występu­
ją wówczas najczęściej w charakterze bodźca dla życiodajnych sił n a ­
t u r y toczących w t y m czasie symboliczną walkę ze śmiercią, z ł e m .
6

Dlaczego dla i l u s t r a c j i

5

Badania

podejmując

tego

Balijczyków. W
mu

społecznego

Interpretation
6

Takiego

typu

m. i n . próbę
walkach

tezy o k o m u n i k a c y j n o - s y m b o l i c z n e j

zapoczątkował
wyjaśnienia
kogutów

C.

Geertz

zachowań

X X

pewnych
C.

w.),

wśród

cech s y s t e ­

Geertz,

The

N o w y Y o r k 197,3.

z d a n i a są n p . J . A u b o y e r ,

Washington

40-tych

popularnych

społeczeństwa.

Some

Games

a n d W e s t " , v o l . 6: 1855, s . 132-134, oraz S . C u 1 i n, Games
Indians,

latach

dostrzegał on n p . odbicie

c h a r a k t e r y s t y c z n y c h d l a tego

of Cultures,

(w

ludycznych

funkcji

1'907 ( p r z e d m o w a

of Ancient

India,

of the North

do tej książki n a p i s a n a

przez

"East
American.

autora).

�256

IWONA

KABZIŃSKA-STAWARZ

gier i i c h powiązań z magią wybrałam właśnie g r y noworoczne? N o w y
Rok (mong. Cagaan Sar) to jedno z najważniejszych świąt w e w s z y s t k i c h
k u l t u r a c h . Jeszcze w końcu X I X w . i na początku X X obchody Cagaan
Sar trwały w M o n g o l i i 16 d n i , będąc jednocześnie świętem początku
wiosny, a wcześniej dochodziły do miesiąca. D n i te przeznaczano na
modły, odwiedzanie się, biesiady, składanie życzeń. I n t e n s y w n i e poświę­
cano się też g r o m i zabawom. Żadne z pozostałych świąt mongolskich
(dorocznych i rodzinnych) nie było t a k nasycone g r a m i , j a k Cagaan Sar.
Grano w e dnie i nocą. G r a l i mężczyźni i k o b i e t y , s t a r z y i młodzi. N a ­
w e t dzieciom zezwalano na nocne granie. Ta intensywność gier była
nie t y l k o przejawem radości z powodu święta związanego z t a k ważnym
przełomem w c y k l u k a l e n d a r z o w y m , odradzaniem się czasu i wszel­
k i c h podstaw życia, lecz miała także znaczenie pozaludyczne. Staje
się ona zrozumiała wówczas, gdy weźmiemy pod uwagę magiczne prze­
znaczenie t y c h gier. Większość z n i c h była p r z y t y m związana wyłącz­
nie z okresem n o w o r o c z n y m . Grę w i n n y c h okresach (w g r y , które n a ­
leżały do noworocznego r e p e r t u a r u ) uważano za wykroczenie przeciw
t r a d y c j i . Jeszcze w początkach naszego stulecia starcy s t r a s z y l i dzieci
i młodzież nie przestrzegającą istniejących p i e r w o t n i e ścisłych związ­
ków między rodzajem gier a i c h czasowoobrzędowym k o n t e k s t e m s u ­
r o w y m i k a r a m i , które miało zesłać Niebo.
Grano nie t y l k o k u uciesze ludzi. G r y — j a k większość zachowań
l u d y c z n y c h — miały cieszyć gospodarzy p r z y r o d y , ją samą, dobre siły
opiekujące się człowiekiem. Były też jednocześnie bronią przeciw złu
i niebezpieczeństwu czyhającemu na człowieka i jego stada. Z wdzięcz­
ności za tę radość — według wierzeń Mongołów — d u c h y opiekuńcze
(gospodarze p r z y r o d y ) zsyłały na człowieka wszelką pomyślność której
m i e r n i k i e m dla pasterza były przede w s z y s t k i m liczne stada i r o z r a ­
stająca się, zdrowa rodzina. G r y miały ponadto wspomagać przyrodę
w j e j r o z w o j u , w walce ze złem (śmiercią). Były też z n a k a m i zwycię­
s t w a n a d siłami zagrażającymi podstawom egzystencji pasterza.
Z wy­
ników gier wróżono sobie ponadto o przyszłości w nadchodzącym r o k u .
Zwycięstwo zwiastowało r o k szczęśliwy, bogaty w zwierzęta, pomyślny
dla ludzi.
G r y noworoczne — poza f u n k c j a m i m a g i c z n y m i i l u d y c z n y m i —
pełniły też f u n k c j e k o m u n i k a c y j n e . Odtwarzały one b o w i e m n a j b a r ­
dziej charakterystyczne wierzenia związane z m o m e n t a m i przejścia,
powtarzały i c h ideę. Przemawiały p r z y t y m właściwym sobie językiem
s y m b o l i i znaczeń. G r y noworoczne były więc s w o i s t y m k o m u n i k a t e m
o wydarzeniach, w których kontekście występowały. I j a k o k o m u n i k a t
o k o n k r e t n y m kontekście czasowym pojawiały się t y l k o i wyłącznie
w t y m kontekście.
W wierzeniach noworocznych przewijają się przede w s z y s t k i m wąt­
k i dotyczące odtwarzania czasu, kosmosu i podstaw l u d z k i e j egzysten-

�NOWOROCZNE

257

GRY MONGOLSKIE

cji. Wyraźny jest też wątek w a l k i między życiem i śmiercią, d o b r e m
i złem. Wszystkie te idee były wyrażane w grach noworocznych. W a r ­
t y k u l e t y m p r z e d s t a w i a m niektóre z nich. Oddzielnie omówione zostanie
zagadnienie symbolicznej w a l k i między życiem a śmiercią, która z n a j ­
duje odbicie przede w s z y s t k i m w grach planszowych, a także g r y i n ­
formujące o r e - k r e a c j i świata ( l u b niektórych jego elementów) s k o n ­
struowane na bazie schematu zgubić/ukryć — znaleźć. G r y te znajdą
się w p r z y g o t o w y w a n e j do d r u k u I I części artykułu.
MAGICZNA ROLA

ASTRAGALI

Wierzenia noworoczne znajdowały wyraźne potwierdzenie przede
w s z y s t k i m w mongolskich grach, do których używano astragali (po
mong. z w a n y c h szagaj), t j . kości śródstopia t y l n y c h nóg owcy (rzadziej
były to kości k r o w i e ) . W grach tego t y p u ujawniał się też zdecydowa­
nie i c h charakter magiczny, bazujący m . i n . na symbolice nadawanej
s a m y m astragalom, j a k również n a symbolice niektórych zachowań w y ­
maganych przez reguły gier.
G r y , w których używano astragali, znane były już w starożytności.
Potwierdzają to liczne znaleziska archeologiczne m . i n . z t e r e n u E u r o ­
py, A f r y k i i A z j i . Znaleziono je m . i n . na terenach współczesnej M o n ­
golii, a także na obszarach południowej S y b e r i i ( w grobowcach pozosta­
w i o n y c h przez l u d y t u r e c k i e w k o t l i n i e Chakasko-Minusińskiej z I I
i I tys. p.n.e.) . N a w i e l u kościach o d k r y t y c h na terenie M o n g o l i i i S y ­
b e r i i południowej znajdowały się tajemnicze znaczki. Większość uczo­
n y c h jest zdania, że były to tamgi — rodowe z n a k i własności. Badacze
dostrzegają w n i c h także f i g u r y , które mogły lec u podłoża uproszczo­
n y c h znaków l i t e r o w y c h . Istnieją też koncepcje, że tamgi były p i e r ­
w o t n y m i wyobrażeniami bóstw i duchów opiekuńczych .
Występowanie astragali w pochówkach nasuwa przypuszczenie, że
miały one służyć zmarłemu „po t a m t e j s t r o n i e " j a k o przedmiot roz­
r y w k i . Wszystkie b o w i e m akcesoria wkładane do g r o b u miały umoż­
liwić zmarłemu kontynuację t r y b u życia, j a k i e wiódł „tutaj". Jednakże
kości te nie spełniały wyłącznie f u n k c j i l u d y c z n y c h . Z m o i c h badań
oraz badań S. Szynkiewicza przeprowadzonych
n a terenie M o n g o l i i
7

8

Z.

7

Bukowski,

Warszawa

1965, . 294; L .
s

Tichogo
lew,

Okeana.

Driewnaja

k o w, Pietroglify
8

K.

Dąbrowski,

Siadami

1978, s . 334; Driewniemongolskie
Jewtjuchowa,
Po

sledam

istorija

jużnoj

Mongolii,

Jużniaja

driewnich
Sibiri,

Sibir

kultur,
Moskwa

"

-

Część

[red.],

[w:]

Ot Wołgi

1954, s. 201; S . W .

1951, s. 461-463; A . P.

I,

Moskwa
do

Kisie­

Okladni-

L e n i n g r a d 1981.

P. P . C h o r o s z i c h , Znaki
op. cit., s. 71.

Etnografia Polska X X V I I / !

azjatyckich,

S. K i s i e l e w

w driewnosti,

Moskwa

sobstwiennosti

u bur jat, " S i b i r s k a j a Z i w a j a S t a ¬

r i n a " , n r 8-9: 1922, s. 199-212; J e w t j u c h o w a ,
Okładnikow,

kultur

goroda,

op. cit;

Kisielew,

op.

cit.;

�1

IWONA

258.

V

I

KABZIŃSKA-STAWARZ

w y n i k a , że astragale używane były j a k o p r z e d m i o t y magiczne, mające
zapewnić kontynuację życia, płodność, mnożenie się. Wskazuje n a to
zastosowanie t y c h kości w sytuacjach związanych ze zmianą, p r z e j ­
ściem, p r z y c z y m zabiegi te dotyczyły zarówno l u d z i j a k zwierząt.
Najbardziej z n a n y m chyba przykładem zastosowania w m a g i i płod­
ności astragala, mającego zapewnić kontynuację r o d z i n y , było zako­
p y w a n i e t e j kości w r a z z łożyskiem nowo narodzonego dziecka pod p r o ­
giem j u r t y . Czasem kość tę malowano na czerwono (kolor k r w i , płod­
ności) • W niektórych j u r t a c h astragale z p r a w e j nogi barana wiesza­
no na złotych l u b s r e b r n y c h n i t k a c h n a d ołtarzykiem. Co r o k u do za­
wieszonych już kości dodawano nową. Czyniono t o wówczas, g d y składano o f i a r y ogniowi, najczęściej w okresie n o w o r o c z n y m , choć n i e b y ­
ło wspólnych dat dla w s z y s t k i c h pasterzy. Kości wieszano t a k , b y mię­
dzy n i m i nie było wolnego miejsca. Astragale dawano też małym
dzieciom w charakterze a m u l e t u , aby zapewnić i m ochronę w okresie,
gdy dziecko szczególnie było narażone na działanie złych mocy. Według
niektórych informatorów, z którymi miałam okazję rozmawiać p o d ­
czas swoich badań, wieszano też astragal n a d słabym, c h o r y m zwie­
rzęciem, które przynoszono do j u r t y . Zastosowanie astragala w i d z i m y
też w i n n y c h m o m e n t a c h przejścia. N p . p r z y przechodzeniu na jesienne
koczowiska pasterze wkładali k i l k a astragali do o t w o r u powstałego
w ziemi po wyjęciu palików od sznura, do którego przywiązywano k o ­
nie. Przykłady można b y mnożyć. W i e l e z d a w n y c h zwyczajów uległo
już dziś zapomnieniu, inne budzą n a w e t zdziwienie. Współcześni n a m
Mongołowie nie pozostawiają już n p . astragali w miejscu pochówku
i prawdopodobnie nie c z y n i l i tego już w końcu X I X w . Dziwią się n a ­
wet, g d y słyszą p y t a n i e badacza, że można było zostawiać t a k cenny
przedmiot z czymś t a k dla n i c h bezwartościowym, j a k t r u p (co n i e
przeszkadza, że w X I X w . kładziono w r a z z t r u p e m kość goleniową,
której częścią jest właśnie astragal). Z d z i w i e n i e b u d z i też p y t a n i e
o p r z y c z y n y pozostawiania astragali na opuszczanych koczowiskach. J a k
m i mówiono obowiązkiem pasterzy przechodzących n a nowe miejsca
wypasów było b o w i e m zabranie w s z y s t k i c h cennych przedmiotów a do
t y c h należał m . i n . astragal. Wierzono, że kość t a porzucona n a koczow i s k u będzie spoglądała za gospodarzem, dopóki t e n n i e z n i k n i e za
przełęczą, że będzie t r z y razy się podnosić, b y spojrzeć na odchodzą­
cego gospodarza, wreszcie, że dostanie się w e władanie złych m o c y .
1 0

» Zwyczaj
powszechnie
skij,

O

ten znany
u

był

nie tylko

i n n y c h mieszkańców

driewnosti

odnogo

ludom

Azji

mongolskim.

Występował

Środkowej. P a t r z n p . B . A .

sriednieaziatskogo

obyczaju,

Kratkije

o n też

L i t w i n -

Soobszczenija

Instituía E t n o g r a f i i , n r 30, M o s k w a 1958, s. 31-34.
1 0

W

bajkach

mongolskich

spotykamy

np. motyw

bohatera,

który

zostawia

n a p a s t w i s k u złoty i s r e b r n y a s t r a g a l , a następnie s t a c z a o n i e walkę z wiedźmą.
Mongolskie

skazki,

M o s k w a 1967, s. 167-170.

�NOWOROCZNE

GRY MONGOLSKIE

259

Wiedza o d a w n y c h zwyczajach zachowała się dziś w większym s t o p ­
n i u u mieszkańców zachodniej części M o n g o l i i . W części centralnej
i wschodniej niejednokrotnie obserwowałam b r a k znajomości zachowań,
0 których wspominano w części zachodniej i które prawdopodobnie b y ­
ły w jakimś okresie wspólne w s z y s t k i m Mongołom.
We w s z y s t k i c h przypadkach, w których występował astragal, uży­
wano go z myślą o zapewnieniu i k o n t y n u a c j i życia l u d z i i zwierząt.
W i a r a w związek astragali z płodnością, j a k i udział t e j kości w m a g i i
płodności, w y d a j e się powszechna, nie ogranicza się t y l k o do M o n g o l i i
1 — szerzej — A z j i Środkowej. Związki astragali z magią płodności p o ­
twierdzają badania k u l t u r starożytnej E u r o p y i A z j i Przedniej. W sta­
rożytnym R z y m i e i Grecji n p . do częstych motywów ikonograficznych
należały sceny przedstawiające dzieci grające astragalami przed posąga­
m i bogiń ( m o t y w y te pojawiały się n p . na monetach). Przedstawiano
też same boginie (np. Artemidę, Herę i Atenę) bawiące się astragala­
m i » . T r u d n o chyba o lepszą ilustrację idei płodności i mnogości niż i k o ­
nograficzny zapis związku między b o g i n i a m i - k o b i e t a m i i m a t k a m i ( s y m ­
bolizującymi element żeński w przyrodzie, Matkę — Ziemię) a dzieć­
m i , m o n e t a m i i astragalami.
W k u l t u r z e mongolskiej b r a k przykładów t a k wyraźnego i k o n o g r a ­
ficznego wyrażenia i d e i płodności, związku astragala z magią płodności,
k o n t y n u a c j i życia. Wskazują j e d n a k na jego istnienie n i e t y l k o przykła­
d y zastosowania t e j kości, lecz także niektóre w y p o w i e d z i , dzisiejszych
mieszkańców M o n g o l i i , w których asocjacja astragal — dziecko jest
bardzo wyraźna. N p . na p y t a n i e o p r z y c z y n y popularności gier w szagaj n i e j e d n o k r o t n i e odpowiadano m i , że g r y te są t a k popularne, gdyż
grają w n i e dzieci, te z k o l e i są lubiane przez dorosłych i uczucia,
jakie żywią dorośli d l a dzieci, przenoszą się n a grę. W rzeczy samej
dorośli g r a l i w kości również i to z o w i e l e większym zaangażowaniem
czasowym i emocjonalnym. W i e m y też, że dzieci były zachęcane przez
rodziców do g r y w kości, co widać wyraźnie przede w s z y s t k i m w o k r e ­
sie noworocznym. Rodzice p a t r z y l i też z sympatią na codzienne, nieceremonialne zabawy dzieci astragalami. Przykładów występowania astra­
gala jako a t r y b u t u dziecka dostarcza też l i t e r a t u r a mongolska. W b a j ­
kach i legendach astragal występuje często j a k o u l u b i o n a zabawka
dziecka — i c h bohatera. Dziecko to b a w i się przy t y m najczęściej n a d
wodą l u b w y c h o d z i z wody, co wskazuje na związek opisywanej s y t u a ­
cji z życiem, narodzeniem (woda jako s y m b o l życia, dziecko j a k o w i ­
domy znak jego k o n t y n u a c j i , narodzin, wreszcie astragal j a k o s y m b o l
B e c q de F o u q
d z i e w i c z , Starożytni
bawiące się a s t r a g a l a m i
ziony n a terenie obecnej
dition", v o l . 17: 1974, n r
11

u i r e s , Les jeux des anciens,
P a r i s 1869, s. 65; E . R o grają w kości, " M e a n d e r " , n r 4: 1960, s . 233-242. D z i e c i
p r z e d s t a w i a także r e i if pochodzący z V I I I w. p.n.e., z n a l e ­
T u r c j i P i s z e o t v m M B a r a n Children's
Games,
"Expe­
1, s. 21.

�IWONA

260

KABZIŃSKA-STAWARZ

k o n t y n u a c j i i magiczny środek j e j zapewnienia) * . W m o n g o l s k i m obrzę­
dzie w e s e l n y m młodym małżonkom podawano natomiast w t r a k c i e
uczty kość goleniową owcy. Mężczyzna chwytał za goleń, kobieta zaś
trzymała w dłoniach astragal, podkreślając w t e n sposób swą zdolność
do rodzenia dzieci, udział w k o n t y n u a c j i mężowskiego r o d u .
Magiczne działanie p r z y p i s y w a n o n i e t y l k o p o j e d y n c z y m astragal o m . I c h moc magiczno-symboliczna była też w y k o r z y s t y w a n a d l a
wzmocnienia s y m b o l i k i i n n y c h przedmiotów. Przykładem może być
wspomniana t u kość goleniowa owcy, której częścią jest astragal. Kość
ta występowała w w i e l u obrzędach przejścia towarzyszących c y k l o w i
życia człowieka. Badania S. Szynkiewicza wykazały, że kość t a s y m b o ­
lizowała pokrewieństwo agnatyczne, a j e j pojawienie się w obrzędach
miało podkreślać trwałość k o n t y n u a c j i międzypokoleniowej. A s t r a g a l
zaś przez swą symbolikę k o n t y n u a c j i i płodności nadawał t e m u t r w a ­
n i u akcent bardziej w y m o w n y .
Magiczne (wspomagająco-ochronne) działanie astragali u j a w n i a się
też wyraźnie w zwyczaju b u d o w a n i a z n i c h f i g u r y żaby (mong. melchij) l u b żółwia (mong. jast melchij)
w szczególnych sytuacjach, przede
w s z y s t k i m zagrożenia (np. chorobą, stratą bydła, suszą, n a przełomie
r o k u kalendarzowego). Figurę tę stawiano n a d w o d a m i , w górach, koło
zagród dla bydła, w j u r c i e . Budowano ją — j a k mówili niektórzy
z m o i c h informatorów — z 1000 kości szagaj d l a władcy p r z y r o d y L u s
sabdaga ( l u b jego dzieci), aby patrząc na nią ( f i g u r a ta miała p r z y p o ­
minać L u s o w i jego konia) ucieszył się, a w k o n s e k w e n c j i był p r z y c h y l ­
n y pasterzom i i c h stadom.
2

1 S

D l a uspokojenia złych mocy i zwalczenia choroby nękającej które­
goś z członków r o d z i n y zakopywano też figurę żaby (żółwia) głęboko
pod ziemią, zasypując ją ziarnem i mąką oraz polewając t o p i o n y m m a ­
słem. N a ziemi, n a d miejscem, gdzie zakopano figurę zwierzęcia, palono
ognisko. Zabieg t e n miał odstraszyć zło, zniszczyć chorobę, a także za­
pewnić spokój obecnym i przyszłym pokoleniom. Wierzono bowiem, że
zakopana "żaba" ("żółw") zejdzie głęboko pod ziemię i zniszczy zło
u jego korzeni.
P r o f i l a k t y c z n i e , a b y ustrzec się przed s t r a t a m i , chorobą bydła, a t a ­
k i e m zła, stawiano też figurę żaby (żółwia) przed zagrodami d l a bydła
w okresie n o w o r o c z n y m . Budowano ją też n a d w o d a m i w d r u g i m d n i u
lata, g d y — według wierzeń pasterzy — pojawiał się na ziemi j e j go­
spodarz L u s sabdag i w 1 6 - t y m d n i u środkowego miesiąca jesieni, k i e ­
d y L u s opuszczał naszą planetę. Budowano też wspomnianą figurę p r z y
zagrodach i w wodzie, g d y odchodzono n a wiosenne koczowiska (po
"

Patrz

np. G .

N.

Po tanin,

Oczerki

Siewiero-Zapadnoj

t i e r b u r g 1883, s. 609.
1 1

I n f o r m a c j a u s t n a u z y s k a n a od S . S z y n k i e w i c z a .

Mongolii,

S.-Pie-

�261

NOWOROCZNE GRY MONGOLSKIE

Cagaan Sar), a g d y jeden z astragali zaczynał płynąć p o d prąd (podob­
no to się zdarzało) — a więc k u źródłom — zabierano go do j u r t y i c h r o ­
niono j a k największy skarb (erdene).
Stawianie f i g u r y żaby (żółwia) w celach ochronnomagicznych dziś
jeszcze jest p r a k t y k o w a n e przez niektórych mieszkańców M o n g o l i i
(przede w s z y s t k i m w j e j zachodniej części). Czynność ta ma ( i miała)
wyraźny charakter magiczny. Mongołowie wierzą bowiem, że człowiek,
który buduje tę figurę, będzie bogaty, że bydło będzie m u się mnożyć
i stanie się on niejako posiadaczem części bogactw Lusa. Jeszcze w koń­
cu X I X w . budowanie f i g u r y żaby (żółwia) z astragali w określonych
sytuacjach było zabiegiem powszechnym w części zachodniej i c e n t r a l ­
nej. Z badań terenowych, j a k i e przeprowadziłam w M o n g o l i i , w y n i k a
natomiast, że zwyczaj t e n nie był szeroko p r a k t y k o w a n y w t y m czasie
w południowo-wschodniej (gobijskiej i przygobijskiej) części k r a j u . N i e ­
którzy z m o i c h informatorów t w i e r d z i l i wręcz, że w strefie t e j n i g d y
nie stawiano f i g u r y żaby (żółwia), a n i żadnej i n n e j , w celach magicznoochronnych.
W i a r a w magiczną moc żaby i żółwia, przede w s z y s t k i m w i c h f u n k ­
cje ochronne, możliwość zniszczenia zła, mnożenia d o b y t k u , była pow­
szechna wśród w i e l u ludów A z j i jeszcze w starożytności « .
Jeszcze w początkach X X w . pasterze mongolscy (przede w s z y s t k i m
w zachodniej i centralnej części k r a j u ) b u d o w a l i też dla celów m a gicznoludycznych figurę zwaną ałag melchij.
Określenie t o można prze­
tłumaczyć j a k o pstra żaba, różnorodna żaba, żaba złożona z różnych
części. W i a r a , iż ałag melchij
przedstawia żabę, była powszechna prze­
de w s z y s t k i m wśród mieszkańców zachodniej M o n g o l i i (Ojratów). Chałchasi natomiast widzą w niej żółwia (jast melchij).
M o n g o l s k i badacz
gier, N . Namdżildordż, t w i e r d z i także, że ałag melchij
wyobrażała w y ­
łącznie żółwia
Pisząc o b u d o w a n i u f i g u r y żaby z astragali nieprzypadkowo umiesz­
czałam w nawiasie "żółwia". Pragnęłam w t e n sposób podkreślić s y m ­
boliczną, wierzeniową i magiczną tożsamość t y c h zwierząt.
I n f o r m a c j e o magiczno-symbolicznej
r o l i żaby w k u l t u r z e m o n g o l ­
skiej budziły zdziwienie nawet u niektórych orientalistów, którym p r e ­
zentowałam w y n i k i swoich badań. Z kulturą mongolską przywykliśmy
bowiem łączyć wyraźnie żółwia, a nie żabę. W y k o p a l i s k a archeologiczne
dają n a m w i e l e dowodów obecności tego właśnie zwierzęcia w k u l t u r z e
mongolskiej, a wcześniej jeszcze w k u l t u r z e ludów t u r e c k i c h , które za-

P a t r z n p . N. G . B o r o z n a, Niekotorye
matierialy
szenijach
nasilenija
Sriedniej
Azii,
[w:] Domusułmanskie
u&gt; Sriedniej
Azii, M o s k w a 1975, s. 281-297.
14

15

N. N a m d ż i l d o r d ż ,

Mongolyn

(chólógt)

togloom,

ob amuletach
wierowanija
Ułan

Bator

—
i

ukraobrjady

1963, s. 4 9 -

�262

IWONA

KABZINSKA-STAWARZ

mieszkiwały t e r e n y obecnej M o n g o l i i . K a m i e n n e f i g u r y żółwi p o j a w i a ­
ją się w t u r e c k i c h petrogligach i pochówkach. Występowały też one
w charakterze podstaw pod stelle, na których w y r y t e były d e k r e t y
władców. W t a k i m charakterze możemy je spotkać n p . w p o m n i k a c h
wzniesionych k u czci K u l Tegina l u b . Bilge Kagana przez Turków O r chońskich i«. E. T r y j a r s k i uważa, że zwyczaj t e n został przejęty z C h i n .
Chińscy rzemieślnicy pomagali też prawdopodobnie p r z y wznoszeniu
t y c h c h a r a k t e r y s t y c z n y c h pomników. Dziełem chińskiego a r t y s t y jest
też prawdopodobnie słynny żółw z K a r a k o r u m " , ż ó ł w podpierający
pionowe stelle z h i s t o r y c z n y m i i n s k r y p c j a m i był jednocześnie w y r a ­
zem koncepcji stworzenia ziemi na grzbiecie tego zwierzęcia, które
s p o t y k a m y także w wierzeniach i n n y c h ludów A z j i .
W M o n g o l i i żółw związany jest wyraźnie z l a m a i z m e m . J«go k a ­
mienne f i g u r y pojawiają się na terenach świątyń. Najsłynniejszą i n a j ­
lepiej zachowaną kamienną figurą żółwia jest niewątpliwie żółw z klasz­
t o r u Erdene D z u u i .
W wierzeniach mongolskich, podobnie j a k w wierzeniach ludów chiń­
skich czy i n d y j s k i c h , żółw występuje przede w s z y s t k i m j a k o podstawa
ziemi, aczkolwiek w p i e r w o t n y c h koncepcjach buddystów, a także
w p r z e d b u d d y j s k i c h kosmogoniaeh Hindusów, j a k o podstawa z i e m i p o ­
j a w i a się n i e t y l e żółw, co żaba w t o w a r z y s t w i e 2 wielorybów. Z w i e ­
rzęta te j a k o jedyne miały przetrwać okres chaosu i utworzyć podsta­
w y ziemi po jego zakończeniu«. Mongołowie p r z y p i s y w a l i też żółwio­
w i f u n k c j e magiczne. Żeliwne f i g u r k i tego zwierzęcia były m . i n . w y ­
korzystywane w czynnościach wyznaczania miejsca pod budowę klasz­
t o r u oraz określania miejsca pochówku zmarłego . Żółw był też s y m ­
bolem długowieczności.
g

20

i« P a t r z n p . E . A . N o w g o r o d o w a ,

Die

Alte

Kunst

1980, s. 240, oraz E . T r y j a r s k i , O n the Archaeological
Mongolia,

Mongolei,

Leipzig

of Old Turks

in

" E a s t a n d W e s t " , v o l . 21': 197,1, s. 130, n r 1-2.
op. cit,

" T r y j a r s k i ,
rów, założonej

[w:]

N. S e r - O d ż a w ,
publikie,

s. 130. O żółwiu z K a r a k o r u m , d a w n e j

ok. 750 r., której

g i z - c h a n a , p a t r z też S . W.
Karakoruma,

świetność

przypada

K i s i e 1 e w, Kamiennaja

Mongolski]

archieologiczeskij

Archieologiczeskije

na

czeriepacha

sbornik,

issledowanija

Narodnoj

Riespublikie,

stolicy

czasy panowania

UjguCzyn-

"bieżawszaja"

Moskwa

iz

1962, s. 65-67;

w Mongolskoj

tamże, s. 5-10; K . W . W j a t k i n a, Archieologiczeskije

golskoj
«

der
Traces

Narodnoj

pamjatniki

Riesw

Mon­

" S o w i e t s k a j a E t n o g r a f i j a " , v o l . 1: 1959, s. 93-106.

P a t r z n p . D. M a j d a r, Architiektura

1971, s. 91, o r a z W . R a d l o f f ,

i gradostroitielstwo

A t l a s der Alterhiimer

Mongolii,

der Mongolei,

Moskwa

S.-Pietierburg

1892, p l . 40, fig. 1, 2. P o r . także p r z y p i s 17.
i» S .

Godzin ski,

W

kręgu

lamajskich

żeliwnej

figurki

legend

i

mitów,

Warszawa

1981,

s. 125-126.
*° O

wykorzystywaniu

żółwia

miał stanąć k l a s z t o r , p i s z e n p . A . P o z d n i e e w ,
styriej

i buddijskago

posledniago

k narodu,

duchowieństwa
S.-Pietierburg

w

Mongolii

do

Oczerki
w

oznaczenia

miejsca-

by ta buddijskich

swjazi

s otnoszenijami

gdzie
monasego

1887, ,s. 23. O o z n a c z a n i u figurką żółwia m i e j -

�NOWOROCZNE

263

GRY MONGOLSKIE

Żaba w wierzeniach mongolskich, p r z y n a j m n i e j jeśli chodzi o w i e k
X I X , pełniła funkcję podobne do t y c h , j a k i e p r z y p i s y w a n o żółwiowi.
Występuje w n i c h przede w s z y s t k i m jako podstawa ziemi. Świadectwem
j e j udziału w akcie k r e a c j i są przede w s z y s t k i m m i t y . Mongołowie
łączyli też żabę symbolicznie z płodnością, re-kreacją świata, przejś­
ciem z pierwotnego chaosu do s t a n u życia. Wskazują na to chociażby
wspomniane przykłady budowania f i g u r y tego zwierzęcia w sytuacjach
szczególnych, będących m o m e n t a m i faktycznego l u b pożądanego przej¬
ścia. T a k szeroko pojętą symbolikę żaby s p o t y k a m y też w i n n y c h k u l ­
turach świata, n i e t y l k o w M o n g o l i i *&gt;.
S y m b o l i k a żaby w y k a z u j e w i e l e cech wspólnych z symboliką nada­
waną przez wiele ludów świata żółwiowi . Taką symboliczną tożsamość
żaby i żółwia o b s e r w u j e m y także w M o n g o l i i , w m i t a c h , wierzeniach
i magicznych zabiegach mieszkańców tego k r a j u . Czy żaba w w i e r z e ­
niach mongolskich zastąpiła częściowo żółwia, czy też od początku w y ­
stępowała z n i m równocześnie, a może poprzedziła go w t y c h w i e r z e ­
niach (por. chociażby kosmogoniczne koncepcje wczesnych buddystów
i prebuddyjskie), t r u d n o powiedzieć. Odpowiedzi na te p y t a n i a nie z n a j ­
dziemy prawdopodobnie w l i t e r a t u r z e .
D o w o d e m n a to, iż możliwe było zastąpienie w wierzeniach żółwia
przez żabę, jest choćby g r a zwana ałag melchij bróch, w której n a prze­
łomie r o k u budowano, a następnie dzielono figurę melchij.
Korzenie
tej g r y sięgają, j a k się w y d a j e , g r u n t u chińskiego, gdzie bez wątpie­
nia budowana f i g u r a przedstawiała żółwia . A j e d n a k część Mongołów
(przede w s z y s t k i m Ojratów) jest przekonana, że w grze chodzi o żabę.
O symbolice t e j g r y i j e j f u n k c j a c h magicznych będzie m o w a w d a l ­
szej części artykułu.
S y m b o l i k a żółwia i żaby, i c h związki z re-kreacją i kontynuacją
życia, była wzmacniana przez symbolikę s a m y c h astragali, których uży­
wano do b u d o w y t y c h f i g u r . I o d w r o t n i e : występowanie astragali w p o ­
łączeniu ze zwierzętami, którym p r z y p i s y w a n o symbolikę płodności
2 1

2S

24

pocho^vku. moM^iono m i 'w OGirtTsInsj j. z&amp;chodniGj
dziłam b a d a n i a .

op. cit., s. 221, 224-225; N i e k l j u d o w ,

" P o t a n i n ,
czeskoj

i folklorno-epiczeskoj

simwolike

u mongolskich

łota, " E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. 24: 1980, s. 76; t e n ż e ,
Oija, [w:] Mify

narodów

" P a t r z : Dictionary
1974, s. 204-205.
»

Dictionary

0

mira, M o s k w a
0

f Symbols

f Symbols...,

-hpai,

Mongolskich

1958, s. 113. A u t o r

mifołogi-

narodów

zomijolo-

Amsterdam

s. 471.
do b u d o w y

t j . żółwiowe t a b l i c z k i . I n f o r m a c j e te podaje

Rutland
gry.

o

simwolika

A d d e Vrie.s [ed.],

figury

której występował żółw, z w a n o w C h i n a c h kwai

w

Zamietki

narodów:

1982, s. 173.

and Imaginery,

** Chińczycy i Koreańczycy używali
Grę,

czyści Mon§oliij jjdy ipxow3

n i e podaje

żółwia płytek

p'ai, a w K o r e i

S . C u 1 i n, Games

of the

domino.
ke-puokOrient,

j e d n a k bliższych i n f o r m a c j i o regułach t e j

�264

IWONA

KABZIŃSKA-STAWARZ

i udział w akcie stworzenia ziemi, potwierdzało symboliczne związki
samych astragali z płodnością, kontynuacją życia, mnogością.
Jak już wspomniałam, zarówno żółw j a k i żaba są wyraźnie zwią­
zane z s y t u a c j a m i przejścia. I c h f i g u r y pojawiają się wówczas, g d y
pożądana jest zamiana śmierci w życie (np. w czasie choroby będącej
s y m b o l i c z n y m s y n o n i m e m śmierci), na przełomie r o k u . W t a k i c h prze­
łomowych sytuacjach pojawia się także astragal. I o n spełnia f u n k c j e
magiczne w czasie choroby, wesela, podczas którego panna młoda t r a k ­
towana jest jako przedstawicielka "tamtego świata", pochówku, n a r o ­
dzin, zakończenia r o k u i t p . A s t r a g a l występuje również t a m , gdzie n i e ­
zbędne jest wzmocnienie życia, t j . wówczas, gdy s t a n o w i zabawkę ( a m u ­
let) niemowlęcia.
D l a współczesnych n a m Mongołów szagaj to nie t y l k o s y m b o l k o n ­
t y n u a c j i życia, płodności i mnogości, lecz także s y m b o l pasterskiej go­
spodarki (przy c z y m s y m b o l i k a t a nie jest powszechnie znana miesz­
kańcom M o n g o l i i ) . Łączeniu s y m b o l i k i astragali z gospodarką pasterską
towarzyszy nadawanie poszczególnym s t r o n o m kości nazw zwierząt
h o d o w a n y c h przez pasterzy: strona węższa to " k o ń " (mong. m o r ' ) ,
a j e j przeciwstawna — "wielbłąd" (mong. temee),
s t r o n y szer­
sze to " o w c a " (mong. choń) i " k o z a " (mong. jamaa). Strona zwana te­
mee nosiła czasem nazwę ucher (krowa), (ryc. 1). Podobne n a z w y n o ­
siły też poszczególne s t r o n y kości u Buriatów i Kałmuków ^. Ch. D a -

R y c . 1. Kości do g r y (szagaj).
" k o z a " z a : E . T a u b e, Einige

O d l e w e j : kość w położeniu "koń", " w i e l b ł ą d " ,
Mongolische
Unterhaltung
spiele
„Jahrbuch des M u s e u m

für

"owca"

Völkerkunde z u L e i p z i g " ,
B . 24: 1967, S. 56

rambadzar i D . Tangad sądzą, że n a z w y te zostały wprowadzone w ó w ­
czas, gdy Mongołowie stali się l u d e m pasterskim. W czasach myśliw­
s k i c h używali astragali jeleni, a poszczególne s t r o n y kości n a z y w a l i
odpowiednio bök, czik ta i alcz. Bök odpowiadał stronie choń,
czik-jamaa,

2 5

piski

Patrz:

K . D. Ł o g i n o w s k i j ,

Czitinskogo

Otdielenija

U . E . E r d n e w , Kalmyki,

Igry

Priamurskogo

E l i s t a 1970, s. 260.

bur jat
Otdieła

wostocznogo
RGO", nr

Zabajkalia,
2:

1897, s.

"Za­
51;

�NOWOROCZNE

to —

temee,

alcz

265

GRY MONGOLSKIE

mór'2«. N a j a k i c h źródłach o p a r l i się c y t o w a n i a u ­

torzy, n i e wiadomo. Podane przez n i c h n a z w y odpowiadają n a z w o m sto­
sowanym jeszcze w X I X w . przez Buriatów i Kałmuków, a więc t r u d n o
fr]e uznać za dowód i c h przedpasterskiej przeszłości.
U p a t r y w a n i e w astragalu s y m b o l i k i gospodarki, j a k czyni to część
współczesnych n a m pasterzy mongolskich, jest z pewnością zawężeniem
jego pierwotnej s y m b o l i k i płodności i k o n t y n u a c j i życia, potwierdzo­
nej dla w i e l u ludów świata, j e j uszczegółowieniem. G d y b y astragal był
wyłącznie s y m b o l e m pasterskiej gospodarki, nie używano b y go zapew­
ne w zabiegach odnoszących się do życia i zdrowia człowieka, w obrzę­
dach i sytuacjach przejścia, wykraczających daleko poza r a m y paster­
stwa. Możemy też przypuszczać, że ludyczne znaczenie astragali, w któ­
rych istotne stają się n a z w y poszczególnych s t r o n kości i i c h wartości,
zostało nadane t y m kościom później niż i c h znaczenie magiczne, dla
którego, być może, n a z w y nie miały znaczenia, nie mówiąc już o zna­
czeniu s y m b o l i c z n y m . U w i e l u ludów świata oznaczenia poszczególnych
stron kości używanych do g r y nie miały nic wspólnego z symboliką
płodności i m a g i c z n y m znaczeniem astragali. N a z w y te odwoływały się
do podziałów społecznych, profesji (np. w G r e c j i i Persji), używano też
oznaczeń c y f r o w y c h (np. Indie)
Zapewne i w t y c h k u l t u r a c h magicz­
ne f u n k c j e astragali wyprzedziły w czasie i c h f u n k c j e ludyczne.
W nazwach poszczególnych s t r o n kości na uwagę zasługuje nie t y l ­
ko samo nazewnictwo, lecz także, a może przede w s z y s t k i m , stosunek
tych nazw i odpowiadających i m s t r o n wobec siebie. Poszczególne s t r o ­
n y kości, stanowiące n a t u r a l n e opozycje jako b o k i przeciwległe, były
także opozycjami z u w a g i na nazwy. U ludów mongolskich " k o ń " był
przeciwstawiany "wielbłądowi" l u b " k r o w i e " , " o w c a " zaś —
kozie".
Potwierdzenie w s p o m n i a n y c h opozycji s p o t y k a m y także w wierzeniach
t y c h ludów. Koza, wielbłąd i k r o w a , t o zwierzęta o z i m n y m oddechu
(chujten
choszuu mai). Koń i owca należą natomiast do zwierząt o go­
rącym oddechu (chaluun
choszuu mai). Zwierzęta zimne łączą się zaw­
sze w wierzeniach z " t a m t y m światem", z k i e r u n k i e m d o l n y m , złem.
Zwierzęta gorące łączone są natomiast z dobrem, górą. K o n i o m p r z y ­
pisuje się pochodzenie niebiańskie. K o n i e i owce należały też niegdyś
do zwierząt składanych N i e b u w ofierze. W astragalach mongolskich
zachowana została reguła, j a k i e j przestrzegano i w i n n y c h k u l t u r a c h
świata, oznaczając s t r o n y kości (także sześciennych), opozycyjności s t r o n .
Opozycja t a była podkreślana przez oznaczenia cyfrowe, l i t e r o w e , r y ­
s u n k i . Powtarzała ona z k o l e i symboliczną opozycyjność kierunków,
s t r o n świata, pór r o k u i t p .
*• C h . D a r a m b a d z a r, D. T a n g a d, Cagaan
dzarim
8 7

togloom,
T . A.

sard

naaddag

mongol

ardyn

" S z i n d z l e e h U c h a a n A m r d a l " , n r 1: 1980, s. 75.

Sebeok,

P. G . B r e w s t e r ,

Studies

in Cheremis:

I n d i a n a U n i v e r s i t y P u b l i c a t i o n s , F o l k l o r e S e r i e s , n r 11, B l o o m i n g t o n

Games

v o l . 6,

1958, s. 43.

�266

IWONA

KABZIŃSKA-STAWARZ

W y k o r z y s t a n i e kości, których s t r o n y wyrażają element opozycji,
w grach, przede w s z y s t k i m noworocznych, jest j a k najbardziej z r o z u ­
miałe. Cały okres noworoczny jest b o w i e m w w i e r z e n i a c h czasem,
w którym toczy się w naturze w a l k a między opozycjami życia i śmierci
i i c h p o c h o d n y m i (dobrem — złem, bielą — czernią itp.), Opozycyjność
wyrażana przez poszczególne s t r o n y astragali koresponduje także z za­
biegami m a g i c z n y m i , mającymi zapewnić przejście o d s t a n u śmierci do
stanu życia, wzmocnić życie i zapewnić jego ciągłość, w których uży­
w a n y był astragal.
GRY

NOWOROCZNE.

SYMBOLICZNO-MAGICZNY PODZIAŁ

SZCZĘŚCIA

P r z y j r z y j m y się teraz grom, w którym używano astragali. Z a n i m
jednak przejdę do i c h opisu, chciałabym dodać, że gier z użyciem t y c h
kości było niegdyś znacznie więcej, niż możemy to odtworzyć dziś n a
podstawie dostępnych źródeł . Po niektórych grach pozostały już t y l ­
ko nazwy, podczas g d y same reguły uległy zapomnieniu. Po w i e l u
grach zaginął w s z e l k i ślad.
Wśród gier n o w o r o c z n y c h bardzo rozpowszechnione były takie, któ­
re polegały n a t y m , b y zgarnąć dłonią j a k największą ilość astragali
rozrzuconych na podłodze, s t o l i k u l u b na z i e m i p r z y jednoczesnym
s c h w y t a n i u podrzuconej uprzednio jednej kości l u b innego p r z e d m i o t u
(szagaj awach). Liczba uczestników i kości w grze była dowolna. Cza­
sem gra dzieliła się na t r z y fazy. W pierwszej gracze z b i e r a l i kości r z u ­
cone tak, b y znajdowały się b l i s k o siebie ( r z u t t a k i nazywano bandżaa
szagaj albo szagaj awach). W d r u g i e j kolejce pozostałe kości rozrzucano
tak, b y odległości między n i m i były większe niż w p i e r w s z y m rzucie
(rzut zwany chajaa). N a koniec pozostałe kości układano w szeregu
(duudżuu szagaj). Zebranie kości leżących w jednej l i n i i było n a j t r u d ­
niejsze, dlatego zezwalano graczom n a pozostawienie 1-2 sztuk. Kości
pozostawione przez gracza zwano suul (ogon).
28

Podobny charakter miała też gra zwana aduu chumich,
w której
gracze podrzucali 3-5 kości, łapiąc j e n a j p i e r w na zewnętrzną stronę
dłoni noszącą w grze nazwę uul (góry), a następnie na stronę wewnętrz­
ną, zwaną t u stepem (tal).
Uczestnikami gier t y p u szagaj awach i aduu chumich b y l i przeważ­
nie młodzi mężczyźni w w i e k u 16-40 l a t . T y p o w o dziecięcą grą była
natomiast dolnuur.
Każde dziecko miało 5 astragali, które układano
koliście na ziemi. Dzieci podrzucały do góry 1 astragal, z w a n y strzałą
(sum), a łapiąc go musiały wziąć jednocześnie jedną z kości leżących
w kręgu bez d o t y k a n i a pozostałych. Wygrywało to dziecko, które p i e r w ­
sze zebrało swoje astragale według określonych reguł.
D . A m a r s a n a w a r t y k u l e Mongolskije
nacionalnyje
igry,
"Mongolia",
8: 1980, s. 25 pisze np., że d a w n i e j Mongołowie z n a l i 108 gier w kości.
2 8

nr

�NOWOROCZNE

267

GRY MONGOLSKIE

Grą najbardziej rozpowszechnioną wśród ludów mongolskich, w y ­
stępującą także wśród i n n y c h mieszkańców A z j i Środkowej, polegają­
cą również na zebraniu rozrzuconych kości p r z y jednoczesnym c h w y t a ­
n i u podrzuconego p r z e d m i o t u , jest szagaj szüürech, z w a n y też l o k a l n i e
szagaj atgach albo szagaj cochich (w zachodniej części k r a j u ) , a także
szagaj andraa l u b andraa awach (w części centralnej). Podrzucany k a ­
wałek m e t a l o w e j p l e c i o n k i , przypominający f r a g m e n t kolczugi w o j o w ­
n i k a , nosił najczęściej nazwę szüür albo sum. G r a dzieliła się przeważ­
nie na t r z y fazy (identyczne j a k w szagaj awach). Jeden z m o i c h i n f o r ­
matorów przed ok. 40 l a t y obserwował grę szagaj szüürech w a j m a k u
archangajskim. Grano przez 2-3 d n i (w okresie noworocznym), p r z y
c z y m jeden z grających rzucił szüür t a k wysoko, że n i e m a l dotykał n i m
tono ( o k i e n n o - d y m n i k o w e g o o t w o r u j u r t y ) . I n f o r m a t o r t e n uznał r z u ­
canie p l e c i o n k i t a k wysoko za niewłaściwe, gdyż z a n i m szüür upadł
z tej wysokości n a ziemię, gracz zdążył zebrać w i e l e kości Grający nie
reagowali j e d n a k n a te zarzuty. Rzucanie szüür w k i e r u n k u tono mogło,
j a k sądzę, symbolicznie wyrażać ideę przejścia, charakterystyczną dla
wierzeń noworocznych, a także symbolikę samego tono (jak t w i e r d z i
M Eliade s y m b o l i k a górnego o t w o r u o d D r o w a d z a i a c e e o d v m w siedzi¬
bach l u d z k i c h iest bezpośrednia t r a n s f o r m a d a uwieńczonego w m i t a c h
wyobrażenia osi kosmicznei mieisca łączności m i e d z y ziemia a poza­
z i e m s k i m i s f e r a m i w s z e c h ś w i a t a " Być może ów g r a c z Drasnął też za­
pewnić sobie w y g r a n a n a w i a z u i a c svmboliczno-magicznv k o n t a k t z do­
b r y m i m o c a m i " t a m t e g o świata") W k u l t u r z e ludów m o n g o l s k i c h z n a i d u i e m v wiele przykładów udziału tono w m a g i i zapewniania pomyślnoś­
ci nrzywoływania na pomoc - za iego pośrednictwem - d o b r y c h sił
związanych z "górą" 30.
Rzucanie szüür w k i e r u n k u tono jest również godne u w a g i ze wzglę­
d u na symboliczne znaczenie tego o t w o r u . W w i e r z e n i a c h mongolskich
tono jest s y m b o l e m Nieba i zarazem miejscem, gdzie przebywają dusze
nienarodzonych dzieci. Szüür lecąc k u tono i zetknąwszy się z miejscem
s k u m u l o w a n e j płodności przenosił ją następnie na ziemię. Magiczne
właściwości miał też s a m szüür j a k o p r z e d m i o t m e t a l o w y . P r z e d m i o t y
z żelaza i ołowiu były powszechnie używane nie t y l k o p r z e z Mongołów
do w a l k i ze złem, p r z y p i s y w a n o i m jednocześnie" znaczenie ochronne.
Do w a l k i ze złem i ochrony przed n i m używano też strzał. W grach
reprezentują je kości noszące nazwę sum. Nazwą tą określano też cza­
sem s a m szüür. Występowanie metalowej p l e c i o n k i i "strzał" w grach
wskazuje na związek t y c h gier z magią zwalczania zła. Świadczą o t y m

2 8

M . E l i a d e , Sacrum,

80

Przykłady p a t r z np.: Kultura

mit, historia,

1977; L . L . W i k t o r o w a , Mongoły.
s k w a 1980, s. 27.

W a r s z a w a 1974, s. 75-79.

i byt

Kalmykow,

Proischożdienie

A. G. Mitrow
nar oda

i istoki

[red.],
kultury,

Elista
Mo­

�268

IWONA KABZINSK A-STAWARZ

ponadto wspomniane r z u t y kości i sziiiir 'ku tono, czy w ogóle do góry.
Gest w y r z u c a n i a przedmiotów k u górze wskazywał też k i e r u n e k , z j a ­
k i m Mongołowie łączyli pomyślność. "Góra" — stąd pochodzi szczęście
człowieka, t a m ważą się jego losy. T a m też przebywają dobre bóstwa
opiekuńcze.
W geście zbierania kości możemy natomiast widzieć s y m b o l i c z n y p o ­
dział darów, j a k i e bóstwa opiekuńcze rozdzielają między ludzi. Kości
symbolizujące gospodarkę pasterską reprezentowały t u ów dar, stada
stanowiące podstawę b y t u pasterzy. I m więcej kości udało się zebrać
podczas g r y , t y m znaczniejsze miały być korzyści pasterza i jego r o ­
dziny, t y m większa liczba h o d o w a n y c h zwierząt. T a k wierzono i w t y m
magiczno-wróżebnym celu grano podczas nowego r o k u .
W grze aduu chumich
gracz zbierał symbolicznie stada k o n i (aduut a b u n y ) przenosząc je z " g ó r " będących o d p o w i e d n i k i e m Nieba, osią
łączącą ziemię z Niebem, na step (wewnętrzna strona dłoni), a więc do
swojego środowiska, w swój świat. W grze dolnuur grający zbierał k o ­
lejno 5 kości, symbolizujących (jak można się domyślać) 5 podstawo­
w y c h rodzajów zwierząt, h o d o w a n y c h przez m o n g o l s k i c h pasterzy.
Patrząc szerzej można widzieć w t y c h kościach 5 elementów, z których
zbudowany jest cały świat, s y m b o l i c z n y w y r a z pewnej całości, jaką b y ­
ła piątka.
Magiczny charakter przyciągania pomyślności z góry miała też g r a
znana w całej M o n g o l i i i zwana iinee saach l u b gilu saach. G r a ta w y ­
stępowała na terenie M o n g o l i i jeszcze w początkach naszego w i e k u ,
o czym świadczą w y p o w i e d z i współczesnych mieszkańców tego k r a j u .
I n f o r m a c j i o tej grze nie spotkałem natomiast w l i t e r a t u r z e . W iinee
saach (gilu saach) grały przede w s z y s t k i m dzieci. Każde z dzieci p o d ­
rzucało kolejno 4 astragale (w guii saaah — 3), łapiąc j e szybko, b y
żaden z n i c h nie upadł na ziemię. P r z y p o m i n a to cyrkową żonglerkę
p r z e d m i o t a m i . Ten, k o m u n i e udała się sztuka, oddawał 2 astragale
p r z e c i w n i k o w i . Kości zdobyte od i n n y c h zawodników gracz składał na
kupkę, podrzucając zawsze t y l k o 3 l u b 4 astragale. Rodzice zachęcali
dzieci do t e j g r y szczególnie w okresie n o w o r o c z n y m . Dzięki n i e j n a d ­
chodzący r o k miał być o b f i t y w zwierzęta. Wierzono b o w i e m w j e j
znaczenie magiczne. Podrzucane kości były j a k b y s y m b o l e m w y m i o n
dojonych zwierząt. G d y podrzucano je szybko i s p r a w n i e , obserwują­
cy miał wrażenie, że tworzą jedną białą linię, którą m o i i n f o r m a t o r z y
przyrównywali do s t r u g i mleka, do białego sznura. O t y m , że czynność
tę t r a k t o w a n o j a k najbardziej serio (z u w a g i n a j e j c h a r a k t e r magicz­
n y ) świadczy ogromna troska o szczegóły Dzieci przedstawiające czyn¬
ność dojenia zwierząt przybierały takie pozy, j a k i e przyjmują d o j a r k i .
Pozy te są zróżnicowane
zależności od rodzaju dojonego zwierzęcia.
G d v dzieci naśladowały doienie krów siadały z l e w v m k o l a n e m o o d niesionym, a p r a w y m o p a r t y m na ziemi. G d y i c h czynność wyrażała do-

L

.

�NOWOROCZNE

GRY MONGOLSKIE

269

jenie kobył, t o p r a w e kolano było uniesione, a lewe oparte. P r z y doje­
n i u owiec dzieci siadały na piętach trzymając nogi szeroko rozstawione
w kolanach, a g d y doiły wielbłądzice, to stały, trzymając prawą nogę
opartą o k o l a n o lewej (wyprostowanej). Jednocześnie kości zdobyte o d
przeciwnika i odkładane na kupkę leżały zawsze stroną noszącą nazwę
"dojonego" zwierzęcia k u górze. P r z y położeniu kości brana też była
pod uwagę i c h pozycja wobec gracza. Każda strona kości m a b o w i e m
l e w y i p r a w y bok, różniące się wyraźnie kształtem. L e w y bok odpowiadał
samcowi, p r a w y zaś samicy — l e w a strona jest b o w i e m dla Mongołów
stroną męską, p r a w a zaś kobiecą. Gracz układał więc zdobyte kości b o ­
k i e m odpowiadającym samicy zwierzęcia k u górze. W t e n sposób za­
pewniał sobie mnogość stad, mnogość mlecznych produktów i k o n t y n u a ­
cję stada (symbolika astragalu i udział samicy w p r o k r e a c j i stada). Gra
iinee saach (guii saach) w końcu X I X w . towarzyszyła nie t y l k o obrzę­
dom n o w o r o c z n y m , choć z t y m i była najbardziej związana i p i e r w o t n i e
prawdopodobnie n i e pojawiała się w i n n y m kontekście. Jej magicznowpomagający c h a r a k t e r zaczęto wykorzystywać także m . i n . w świę­
t a c h związanych ze składaniem ofiar p r z o d k o m , N i e b u i d u c h o m p r z y ­
r o d y (tzw owoo tachich)
w związku z w y k o n y w a n i e m ważniejszych prac
pasterskich. M o i i n f o r m a t o r z y n i e p o t r a f i l i jednak wytłumaczyć, j a k
było t o możliwe l a t e m , a właśnie wówczas organizowano owoo
tachich
i większość prac związanych n p . ze strzyżą owiec i produkcją wojłoku,
w okresie, g d y obowiązywał zakaz g r y w kości. W początku naszego
w i e k u dzieci grywały w e wspomnianą grę także w d n i powszednie
p r z y aprobacie rodziców.
Z i n n y c h gier, w których możemy doszukiwać się symbolicznego p r z y ­
ciągania pomyślności oraz podziału bogactwa danego przez Niebo (przez
gospodarza p r z y r o d y Lusa) i zapewniających mnożenie się stad (symbo­
l i k a astragala) należałoby wymienić n p . chumpraj.
Grano 3 astragalami.
Każdej stronie kości odpowiadała pewna liczba punktów. N p . za r z u t
w s z y s t k i c h t r z e c h kości na stronę " k o z y " gracz otrzymywał 1 p u n k t .
Podobnie, jeżeli rzucił wszystkie kości n a stronę " o w c y " albo jeśli r z u ­
cił d w i e " o w c e " i jedną "kozę" l u b d w i e " k o z y " i jednego "wielbłąda",
dwa "wielbłądy" i "kozę", d w a " k o n i e " i " o w c e " . D w a p u n k t y o t r z y ­
mywał gracz za w y r z u c e n i e dwóch "wielbłądów" i jednego " k o n i a " l u b
dwóch " k o n i " i jednego "wielbłąda". Wreszcie za w y r z u c e n i e trzech
" k o n i " otrzymywał t r z y p u n k t y . Grano do osiągnięcia ustalonej przed
gra s u m v nunktów Gre te zapisałem w a i m a k u c e n t r a l n y m i w zachod­
n i m a j m a k u k o b d o s k i m . W części wschodniej występowała podobna
gra o nazwie umbraa. Grano t a m czterema astragalami do osiągnięcia
ustalonei s u m v Dunktów Za wyrzucenie czterech i e d n a k o w v c h kości
gracz otrzymywał 4 p u n k t y za d w i e iednakowe i d w i e iednakowe (np.
d w i e " o w c e " i d w i e " k o z y " ) - 2 p u n k t y , za cztery różne kości dosta¬
wał 8 punktów. G d y wyrzucił t r z y jednakowe kości l u b t r z y różne
nie

�270

IWONA

KABZIŃSKA-STAWARZ

otrzymywał punktów w ogóle. N a podobnej zasadzie polegała g r a z w a ­
na w a j m a k u c e n t r a l n y m dôrwôn berch orchoćh, której uczestnicy r z u ­
cali także czterema astragalami. Suma punktów, jaką otrzymywał gracz
za wyrzucenie poszczególnych s t r o n , odpowiadała pozycji, jaką zajmo­
wały zwierzęta domowe w k u l t u r z e mongolskiej. Największym sza­
c u n k i e m w t e j k u l t u r z e cieszył się koń, a więc za jego w y r z u c e n i e
w grze gracz otrzymywał najwięcej punktów.
Wartość zwierząt w grach była mierzona nie t y l k o p u n k t a m i , lecz
także wyrażana u m o w n i e w pieniądzu. N p . w grze zwanej tawan lanbodoch, w którą grano we wschodniej M o n g o l i i , za w y r z u c e n i e " o w c y "
gracz otrzymywał 30 l a n « , za " k o z ę " — 20, za "wielbłąda" 40 i za
" k o n i a " — 50 l a n . Rzucano 5 astragalami po 5 r a z y (znów powtarza się
liczba 5!). W y g r y w a ł ten, k t o uzyskał 1000 l a n (1000 też s y m b o l i z o w a ­
ło pewną całość, pełnię, dostatek). I t e j grze p r z y p i s y w a n o znaczenie
magiczne. Grano w nią podczas Cagaan Sar i na j e j podstawie wróżo­
no o nadchodzącym r o k u .
S y m b o l i c z n y podział bogactwa wyrażała także g r a zwana móngocech (zapisałem ją w a j m a k u c e n t r a l n y m ) . Gracze układali cztery rzę­
d y poziome, kładąc w j e d n y m z n i c h astragale stroną " k o n i a " k u górze,
w d r u g i m astragale odwrócone na stronę "wielbłąda", w t r z e c i m —
" o w c y " , a w c z w a r t y m " k o z y " . Uczestnicy r z u c a l i kolejno kostką. W z a ­
leżności od tego, na którą stronę upadła kostka, grający zabierał t a k i e
samo "zwierzę" z jednego z rzędów. Jeżeli ktoś wyrzucił kostkę n a s t r o ­
nę, która nie miała już swego odpowiednika w żadnym rzędzie, m u ­
siał oddać takie "zwierzę", j a k i e wyrzucił. Wygrywał ten, k t o zebrał
najwięcej kości. Podobną grę opisuje N . Namdżildordż . Nosi ona naz­
w ę chuszuu malyn dzajaa bodoch i została zapisana przez autora w a j ­
m a k u ôwôrchangajskim. Gracze r z u c a l i t a m czterema astragalami j e d ­
nocześnie i na podstawie uzyskanych wyników zabierali "zwierzęta"
z poszczególnych rzędów. W grze zapisanej przez Namdżildordża n i e
było astragali s t a w i a n y c h na stronie " k o z y " do góry. Zamiast n i e j w y ­
stępowała " k r o w a " .
32

Symboliczny podział bogactwa, którego m i e r n i k i e m były dla paste­
rza stada zwierząt, następował nie t y l k o przez symboliczne przyciąga­
nie pomyślności (gry polegające na łapaniu j a k największej liczby kości
p r z y jednoczesnym podrzucaniu astragalu l u b m e t a l o w e j p l e c i o n k i k u
górze) czy też dzielenia "zwierząt" w zależności o d w y r z u c o n y c h astra­
g a l i i ilości zdobytych punktów. O podziale t y m mówiły także g r y ,
w których uczestnicy p s t r y k a l i palcami w kości leżące j e d n a k o w y m i
»

L a n — jednostka wagowa srebra. W

ną ok. 37 g. W
W grze,
tek.
82

Mongolii

miała ona wartość stałą r ó w ­

C h i n a c h n a t o m i a s t każda p r o w i n c j a

posługiwała się i n n y m łanem.

oczywiście, l a n s t o s o w a n y

Namdżildordż,

jest umownie

op. cit., s. 110.

j a k o " c e n a " poszczególnych

pły­

�NOWOROCZNE

271

GRY MONGOLSKIE

stronami k u górze, b y kości te zetknęły się nie poruszając p r z y t y m i n ­
nych. G d y czynność ta udała się, gracz zabierał kości, które zetknęły
się w w y n i k u pstryknięcia. Jeżeli nie — czynność p s t r y k a n i a w y k o n y ­
wał następny grający. G r y te nosiły różne nazwy. N p . w a j m a k u cen­
t r a l n y m zwano j e szagaj charwach (w odróżnieniu od i n n e j popularnej
g r y noszącej w M o n g o l i i to właśnie miano, t u zwanej jesón
tochoj)
i grano 7-12 astragalami przypadającymi na jednego gracza. I n n a gra
oparta na t y c h samych zasadach nosiła nazwę dżaran szagajny tag. G r a ­
no t u 60 astragalami (łącznie). C i e k a w y m p r z y p a d k i e m t e j g r y jest
duuguj doloococh.
Grano w nią również podczas Cagaan Sar i uczestni­
czyły w niej przede w s z y s t k i m dzieci. Grało na ogół 2-3 dzieci, z któ­
r y c h każde miało 7 kości. Kości rzucano na podłogę. G d y dwie z n i c h
upadły na jednakową stronę, to gracz, który wykonywał r z u t , pstrykał
palcami t a k , aby jedna kość uderzyła o drugą. G d y pozostała t y l k o
jedna kość, to rzucano ją kolejno, aż upadła na stronę " k o n i a " . Jeżeli
gracz wyrzucił " k o n i a " , to siedzący obok oddawał m u jedną ze zdoby­
t y c h uprzednio kości. P i e r w s z y gracz rzucał obie kości. Jeżeli upadły
na tą samą stronę, to pstrykał znów i t d . Grających obowiązywał jeden
w a r u n e k : zachowanie milczenia podczas całej g r y . Z w a r u n k i e m t y m
nie spotkałam się w odniesieniu do i n n y c h gier, poza wspomnianą t u ­
taj. Dlaczego gracze m u s i e l i milczeć? M o i i n f o r m a t o r z y mówili, że gra
była przez to bardziej interesująca l u b że chodziło o to, b y n i k t nie o d ­
padł z g r y ; aby przez złamanie zakazu mówienia zawodnik n i e został
w y e l i m i n o w a n y z w a l k i . Dlaczego jednak w walce miało m u przeszko­
dzić słowo? Nasuwa się analogia z b a j k a m i , w których bohaterowie p r a g ­
nący zdobyć jakiś przedmiot, uratować kogoś z n i e w o l i i t p . zobowią­
z y w a l i się zachować milczenie. W p r z e c i w n y m razie nie m o g l i w y k o ­
nać swego zadania, a nawet groziła i m śmierć. Milczenie miało też
chronić przed a t a k i e m zła n p . podczas polowań. Zakaz mówienia n a
polowaniach występował u większości ludów A z j i . Chodziło o to, a b y
nie zwracać u w a g i zwierząt i gospodarzy lasów, aby ukryć przed n i m i
zamiary myśliwych. Czy t e n sam zakaz występujący w grze możemy
tłumaczyć w t a k i sam sposób? Czy w grze chodziło również o u k r y c i e
zamiarów człowieka (dzielenie bogactwa)? Bvć może t a k właśnie bvło
skoro wypowiedzenie słowa eliminowało zawodnika z gry, pozbawiająć go t v m s a m v m w a r i w i i d 7 i a h i w t v m &lt;?vmholir7nvm nodziale h o gactwa Bvć może zakaz L w f e n i a obowiazvwał także w i m w c h grach
l u b w grach onartvoh i a k T a L L ę k a n i u w kości leZce
iedn kowv
m i s t r o n a m i do góry
*
"
a

J

Y

Darambadzar i Tangad uważają, że na rozrzuceniu kości i s t r z e l a n i u
palcami, b y kości te zetknęły się, polegały najstarsze g r y mongolskie.
P i e r w o t n i e miano p r z y t y m strzelać do kości leżących s t r o n a m i prze­
c i w n y m i do góry, n p . próbowano zetknąć kość leżącą stroną " o w c y " k u
górze z kością leżącą stroną " k o z y " (również k u górze). G r a ta nosiła

�272

IWONA

KABZINSKA-STAWARZ

nazwę bok czig niaslach
l u b też bogcog niaslach. Później — dokładnie
nie w i a d o m o k i e d y — zaczęto strzelać do j e d n a k o w y c h kości .
Czy s t y k a n i e kości leżących na p r z e c i w s t a w n y c h s t r o n a c h miało ozna­
czać pierwotną walkę między d w o m a opozycjami, j a k a toczyła się zaw­
sze w m o m e n t a c h przejścia i która rozpoczęła się już w momencie s t w o ­
rzenia życia n a ziemi? Czy dlatego, że w a l k a ta była niebezpieczna dla
życia, obowiązywał zakaz mówienia podczas g r y przedstawiającej te
zmagania? N i e p r z y p a d k o w a w y d a j e się też liczba kości używanych
w grach — 7, 12, 60. Suma 60 i 12 p o w t a r z a się też w i n n y c h grach
noworocznych. Miało to zapewne związek z kalendarzem mierzącym
czas 6 0 - l e t n i m i c y k l a m i (dużymi), z których każdy był podzielony na
5 c y k l i 12-letnich (małych)? Cyfrą "kosmiczną" była także 7, oraz —
występujące w większości gier — 3 i 5 (liczba kości używanych w grach).
Idea podziału szczęścia, bogactwa, znajduje najpełniejszy
wyraz
w noworocznej grze zwanej ałag melchij óróch. Łączy się ona p r z y t y m
z ideą stworzenia ziemi (symbolika żółwia i żaby) oraz z ideą długo­
wieczności (symbolika żółwia).
W przeddzień nowego r o k u w j u r t a c h zamieszkanych przez głowy
rodzin budowano z astragali figurę melchij. B u d o w a n o ją w następujący
sposób: z 36 kości tworzono plecy (6 rzędów po 6 kości), z 16 nogi (4 po
4 kości), z 6 szyję, z 1 serce, z 2 n e r k i (2 r a z y po 1 kości), z 3 ogon,
z 5 głowę, z 20 paznokcie (4 łapy po 5 paznokci — r y c . 2). W l i t e r a t u ­
rze znalazłam informacje o możliwościach r o z b u d o w y w a n i a f i g u r y o do­
datkowe elementy. Np. p r z y głowie z astragali p o m a l o w a n y c h n a czer­
w o n o budowano ognisko domowe, zamiennik ognia — jednego z pięciu
elementów, koło ogona kładziono 3 kości pomalowane na czarno (repre­
zentujące żywioł w o d n y ) , z lewej s t r o n y f i g u r y kładziono 5 kości poma­
l o w a n y c h na niebiesko (drzewo), z p r a w e j s t r o n y pleców kładziono 3 białe
kości (żelazo) i na 4 łapy kładziono po 1 kości żółtej ( z i e m i a ) . Nigdzie
w terenie n i e znalazłam jednak potwierdzenia t e j i n f o r m a c j i , a u t o r z y
zaś nie podają źródła j e j pochodzenia.
Kości kładziono najczęściej stroną " o w c y " do góry. N i e l i c z n i i n f o r ­
m a t o r z y mówili o zróżnicowaniu kości, wskazując na obecny w nazwie
p r z y m i o t n i k ałag — pstry, różnorodny, złożony z różnych części. W e d ­
ług n i c h głowę melchij budowano z kości leżących stroną " o w c y " k u gó­
rze, podobnie j a k ogon. Nogi z kości leżących stroną "wielbłąda" ( " k r o ­
w y " ) k u górze, a plecy — stroną " k o n i a " . A l b o też głowę budowano
z kości leżących stroną " k o n i a " k u górze, łapy — " k o z y " , plecy " o w c y " ,
nogi " k r o w y " , a szyję z kości leżących stroną "wielbłąda" k u górze.
Całość miała przypominać o t y m , że podstawą egzystencji pasterza jest
hodowla pięciu rodzajów zwierząt. Czasem stosowano kości pomalowa­
ne na biało i czarno. Głowę i łapy budowano z kości p o m a l o w a n y c h na
33

34

«
Darambadzar,
" D a r a m b a d z a r ,

T a n g a d,

op. cżt., s. 76.

T a n g a d,

op. cit., s. 75.

�NOWOROCZNE

273

GRY MONGOLSKIE

usta
szyja
oczy
uszy
łapy
tidcs

t N J d

serce

0)0» CD

tułów

9C&amp;dl

tJ tfl $

nerki

0&gt;C5

pęcherz
moczowy

#4?

ogon
R y c . 2. Ułożona
melchij
óróch

z kości

(szagaj)

figura

żółwia

występująca

m . i n . w grze

alag

R y s . J . Kabzińska-Stawarz

biało układanych stroną " o w c y " k u górze, pozostałe części melchij b u ­
dowano natomiast z kości p o m a l o w a n y c h n a czarno, które kładziono
stroną " k o z y " do góry. T a k i układ kości wyrażał najpełniej ideę p i e r ­
w o t n e j w a l k i dwóch opozycyjnych elementów życia i śmierci, z który­
m i asocjują się odpowiednio biel i czerń oraz " o w c a " i " k o z a " . O p i e r ­
wocinach życia przypominała też sama f i g u r a .
F i g u r a t a zajmowała honorowe miejsce w j u r c i e . Stawiano ją w czę­
ści północnej, przeznaczonej d l a burchanów i szanowanych gości oraz
18 -

Etnografia Polska XXVII/1

�•i
i
j

274

IWONA

KABZIŃSKA-STAWARZ

j

!
|
•i

!
!
j
I
!
i
{
!

!
|
j
I
I
!
|
j
j
:
I
i
j
i

dla głowy r o d z i n y — gospodarza j u r t y . Większość z m o i c h informatorów
twierdziła, że głowa melchij
zwrócona była w k i e r u n k u burchanów,
według i n n y c h miała ona spoglądać w k i e r u n k u d r z w i (na południe, t j .
w k i e r u n k u Słońca). F i g u r a ta stała na wojłokowym d y w a n i k u l u b n a
poduszce uszytej z owczej skóry. Podściółki te zasługują n a baczniej­
szą uwagę. Wełna (skóra owcza, wojłok) jest b o w i e m t y p o w y m dla
M o n g o l i i znakiem przejścia. Czasem przejścia jest też cały okres no¬
woroczny.
Podczas odchodów Cagaan Sar (według i n n y c h w wigilię tego święta) przystępowano do podziału f i g u r y . Gracze, począwszy od najstarsze¬
go — jeżeli grano w wigilię święta — l u b od najmłodszego — g r y grano
w n o w y r o k , a jeszcze według i n n y c h w e r s j i od tego, k t o urodził się
w r o k u noszącym nazwę tego samego zwierzęcia co r o k zapoczątkowan y przez Cagaan Sar — rzucali kostką sześcienną i w zależności od l i c z ­
b y w y r z u c o n y c h oczek b r a l i odpowiadającą j e j część f i g u r y . W y r z u c i w ­
szy jedno oczko gracz mógł n p . wziąć serce, d w a — usta, oczy, n e r k i ,
t r z y — głowę, ogon, cztery — szyję, jedną z nóg, pięć — paznokcie,
sześć — jeden z rzędów tułowia. . G d y uczestnik wyrzucił taką ilość
punktów, za którą nie mógł wziąć niczego czekał na następną kolejkę
l u b _ według i n n y c h i n f o r m a c j i otrzymywał coś w zamian albo
oddawał to, co wziął wcześniej, mające tę samą wartość. N a podsta­
w i e wyników g r y wróżono o przyszłości w nadchodzącym r o k u . I m
więcej gracz zebrał kości, t y m większego mógł się spodziewać bogactwa,
szczęścia. Liczono pojedyncze kości l u b stosowano sposób, j a k i m n a j ­
częściej posługiwali się pasterze dla określenia wielkości stad, stosu¬
jąc tzw. bodo, c z y l i ogólną miarę dużych sztuk (wielbłądów, krów i k o n i ) w stadzie. N p . w t e j grze 10 kóz odpowiadało 1 bodo, 7 baranów
także, podobnie j a k 1 koń i 1 wielbłąd. K t o miał najwięcej bodo t e n
wygrywał. O d ilości bodo obliczano d a w n i e j w M o n g o l i i wysokość po¬
datków. Jeden z m o i c h informatorów twierdził nawet, że gra była
wcześniejsza i że przyjęty w niej sposób liczenia i określania zwycięzcy stał się p i e r w o w z o r e m dla systemu podatkowego.
Sporadyczne informacje pozwalają przypuszczać, że istniała g r a będąca niejako odwróceniem ałag melchij
bróch. Polegało to na budowa¬
n i u f i g u r y melchij w trakcie g r y . Taką informację uzyskałam w zachodniej części M o n g o l i i u przedstawicieli mongolskiej mniejszości etnicznej
Eletów i Miangatów. U Miangatów n p . jeszcze w początku X X w . urządzano zawody, k t o szybciej zbuduje tę figurę (nie było t a m g r y polegającej na dzieleniu żółwia, lecz t y l k o zawody szybkiego budowania jego
f i g u r y ) . Wierzono, że zwycięzca będzie miał powodzenie w życiu, że
będzie bogaty. Grano w początkach r o k u , co było zgodne z wierzeniami^
o odradzaniu się w t y m czasie podstaw ludzkiego b y t u (astragal) i świa-"
ta (żółw).
Większość m o i c h rozmówców była przekonaną, że alag melchij
to

�NOWOROCZNE

275.

GRY MONGOLSKIE

jedna z najstarszych gier mongolskich. W i e r z y l i też, że gra ta została
wynaleziona przez Mongołów. Badania h i s t o r i i niektórych gier nie po­
twierdzają j e d n a k t y c h przypuszczeń. Figurę podobną do t e j , jaką s t a ­
w i a l i Mongołowie, b u d o w a l i b o w i e m także Chińczycy i Koreańczycy,
używając w t y m celu płytek stosowanych również w grze w d o m i n o .
Stąd gra ta została zapewne przejęta przez Mongołów, podobnie j a k
wiele i n n y c h gier. Możliwe jest natomiast, że Mongołowie przejęli od
Chińczyków samą ideę g r y , wprowadzając istotną zmianę, polegającą
na w y k o r z y s t y w a n i u astragali do budowania melchij,
chyba bliższym
t r a d y c j i pasterzy mongolskich niż domino. Dzieląc melchij
Mongołowie
w i e r z y l i , że dokonują nie t y l k o podziału bogactwa, zyskując część z n i e ­
zmierzonych zasobów L u s sabdaga, ale także, że zapewniają sobie dłu­
gowieczność. Cieszono się przede w s z y s t k i m , g d y w ałag melchij
grały
dzieci. G r a miała j e b o w i e m ustrzec przed chorobami i zapewnić dłu­
gie życie. Wierzenia te przemawiają również za t y m , że budowana
w okresie n o w o r o c z n y m f i g u r a była figurą żółwia. J e m u b o w i e m p r z y ­
pisywano symbolikę długowieczności, trwałości życia.
Większość gier z użyciem astragali była g r a m i l o s o w y m i . Wiele za­
leżało od tego, w j a k i sposób upadną rzucone kości, czy gracz zdoła
je zebrać, czy też nie, czy będzie umiał schwycić rozrzucone astragale
w r a z z metalową plecionką l u b kością zwaną sum. Zależność od losu nie
była jednak całkowita. Gracz mógł b o w i e m wpływać na przebieg g r y
i zapewnić sobie zwycięstwo dzięki zręczności swoich palców i dłoni,
refleksowi.
Gracz, który chwytał kości w garść p o w i n i e n zrobić to t a k , aby j e d ­
na z kości wystawała spomiędzy palców i b y na nią właśnie upadł
szuiir (jeżeli grano w szagaj sziiurech).
Miało to sprawiać wrażenie peł­
nej ręki, obfitości, symbolizować dostatek.
3 5

KARTY

M o t y w podziału bogactwa, który powtarzał się w w i e l u grach n o ­
worocznych, wyrażany był nie t y l k o za pomocą gier w kości. O podzia­
le dóbr d a n y c h człowiekowi przez gospodarzy p r z y r o d y (czynnik losu)
mówiły też n p . g r y , do których używano płytek przypominających k a r ­
ty. Stara mongolska gra, do której używano d r e w n i a n y c h l u b papiero­
w y c h płytek z w i z e r u n k a m i zwierząt i ptaków, nosiła nazwę
uuczuiir.
W M o n g o l i i znalazłam właściwie t y l k o fragmentaryczne informacje o t e j
grze. Została ona n i e m a l całkowicie zapomniana, ocalały t y l k o f r a g m e n ­
ty, z których t r u d n o złożyć całość, odtworzyć jakąś powszechną wersję.
Opis t e j gry, aczkolwiek niezbyt dokładny, znalazłam u F. K o n a
oraz
36

8 5

C u l i n , Games

of the Orient...,

F - K o n , Z a 50 let. Sobranije
s k w a 1934, s. 115-116.
M

s. 113 (por. p r z y p . 24).
socziniejni,

t. 3, Ekspiedicija

w Sojotiju,

Mo­

�276

IWONA

KABZINSKA-ŚTAWARZ

u K . Łoginowskiego « . O b y d w a opisy, choć jeden dotyczy Urianchajów,
d r u g i zaś Buriatów, potwierdzają ogólne zasady g r y , j a k i e udało m i się
odtworzyć na podstawie i n f o r m a c j i współczesnych mieszkańców M o n ­
golii. M o i i n f o r m a t o r z y b y l i na ogół zgodni co do tego, że w grze w y ­
stępowały płytki z w i z e r u n k a m i następujących ptaków i zwierząt: szuwuu ( d z i k i ptak, bez bliższego określenia jakiego rodzaju) — 64 płytki,
tuulaj (zając) — 32, buga (jeleń) — 16, chuder (piżmowiec) — 8, irbes
(pantera) — 4, bar (tygrys) — 2 i arslan (lew) — 1. Każda płytka miała
swą wartość wyrażoną w łanach. Najwyższą wartość miał l e w (64 łan),
następnie t y g r y s (32), pantera (16), piżmowiec (8), jeleń (4), zając (2)
i p t a k (1). Wszyscy b y l i też zgodni, że do g r y używano sześciu kostek
sześciennych, p r z y c z y m każdy z grających rzucał o d r a z u w s z y s t k i m i
k o s t k a m i . N i e było natomiast pełnej zgodności co do s a m y c h reguł.
J e d n i z informatorów t w i e r d z i l i , że gracz mógł zabrać tę płytkę spośród
leżących, której wartość była równa ilości u z y s k a n y c h punktów ( w y r z u ­
conych oczek). A b y wziąć „lwa", który „kosztował" 64 l a n , trzeba b y ­
ło rzucać d w u k r o t n i e i sumować oczka. Można to było uczynić t y l k o
wówczas, jeżeli n a stole znajdowały się k a r t y od „pantery" wzwyż. K o n
pisze, że aby wziąć " l w a " , trzeba było wyrzucić 6 razy po 6 oczek.
Według i n n y c h m o i c h rozmówców, na poszczególnych stronach kości
były oznaczane k o l o r y . Lecz i t u i n f o r m a c j e nie były zgodne. J e d n i
mówili, że każda z 4 s t r o n kości była m a l o w a n a na i n n y kolor, a 2 s t r o ­
n y były czerwone, p r z y czym na t y c h s t r o n a c h miały znajdować się
1 i 4 (oczka). Wśród kości znajdowała się jedna z oznaczeniami od Odo 5,
p r z y c z y m jeżeli kość upadła na 0, to cały r z u t unieważniano. Jeszcze
i n n i t w i e r d z i l i , że stosowano t y l k o ' 2 k o l o r y d l a oznakowania kości —
czerwony i czarny, a w y n i k zależał od l i c z b y kości, które upadły na
określoną stronę. G d y gracz wyrzucił jedną kość n a stronę czerwoną,
a pozostałe n a czarną, mógł wziąć „ptaka", gdy d w i e kości upadły n a
stronę czerwoną, a cztery na czarną — „zająca", g d y t r z y kości były
czarne i t r z y czerwone — „jelenia", za cztery czerwone i d w i e czarne —
„piżmowca", za pięć czerwonych i jedną czarną — „tygrysa", a za sześć
kości czerwonych — " l w a " . Grano dopóty, dopóki na stole pozostawał
„lew". K o m u udało się wziąć „lwa", t e n wygrywał. Mongołowie w i e ­
r z y l i , że t e n , k t o często w y g r y w a w uucziiur,
będzie miał powodzenie
w życiu, będzie żył w dostatku. Dobrze też było grać na Cagaan Sar
w k a r t y , b y nadchodzący r o k był pomyślny. Dlaczego łączono pomyślność
właśnie z t y m i zwierzętami, których w i z e r u n k i znajdowały się na płyt­
k a c h stosowanych w grze? Pasterze mówili, że zwierzęta te były szano­
wane przez l u d z i , b o w i e m miejscem i c h p o b y t u są góry. Mówiono m i
też, że dopóki zwierzęta te są w górach, człowiekowi będzie się dobrze
żyło. Ponadto, jeśli p r z y r o d a jest bogata, o b f i t u j e w zwierzęta i p t a k i ,

3 7

Łoginowskij,

op. cit., s. 48-49.

�NOWOROCZNE

277

GRY MONGOLSKIE

to bogatym staje się i człowiek. J a k można sądzić, w y p o w i e d z i te mają
charakter bardziej ogólny, symboliczny. Góry to nie t y l k o miejsce p o ­
b y t u zwierząt i ptaków, lecz także miejsce łączące się w wierzeniach
z dobrem, sacrum. Góra to k i e r u n e k , z którego pochodzi dobro, gdzie
decyduje się pomyślność człowieka. L e w , t y g r y s jeleń, których w i z e r u n ­
k i występowały n a płytkach używanych w grze, były szczególnie sza­
nowane przez Mongołów, zaliczane do zwierząt solarnych. O d n i c h za­
leżała także pomyślność człowieka, dostatek, płodność p r z y r o d y . Roz­
dzielając płytki z w i z e r u n k a m i zwierząt wyrażających ideę płodności,
k o n t y n u a c j i podstaw l u d z k i e j egzystencji (i egzystencji całej n a t u r y ) ,
człowiek brał również część tego dobra dla siebie, zapewniając po­
myślność sobie i swej rodzinie w nadchodzącym r o k u .
Ułożenie płytek w grze — przed przystąpieniem do g r y układano
je koliście na s t o l i k u l u b podłodze j u r t y — nawiązywało symbolicznie
do koncepcji wiecznego odradzania się czasu i całej p r z y r o d y , s y m b o ­
lizowanej t u t a j przez p t a k i i zwierzęta, których w i z e r u n k i znajdowały
się n a płytkach. Także gracze siadali kołem wokół rozłożonych k a r t .
W b u r i a c k i m w a r i a n c i e g r y najcenniejszą kartą była płytka z w i ­
z e r u n k i e m myśliwego na k o n i u , trzymającego w ręku naciągnięty łuk.
Ta płytka "kosztowała" 64 " r u b l e " . W grze rzucano 3 c z e r w o n y m i
i 3 n i e b i e s k i m i kośćmi sześciennymi z oczkami. G d y na jednej z r z u ­
conych kości znalazło się 1 oczko, gracz zabierał " p t a k a " , g d y na j e d ­
nej z kości były 2 oczka — brał "zająca", g d y na jednej z kości były
3 oczka — brał " p a w i a " i t p . A b y wziąć " t y g r y s a " , gracz musiał rzucić
5 j e d n a k o w y c h kości, a " l w a " — wszystkie różne. A b y wziąć "jeźdźca"
rzucał n a j p i e r w jedną kostką, p o t e m sześcioma, następnie d w a razy
ciskał 6 kości. Jeżeli w t y c h czterech r z u t a c h sześciokrotnie została p o ­
wtórzona cyfra, jaką wyrzucił p r z y p i e r w s z y m rzucie jedną kostką, t o
gracz mógł wziąć "jeźdźca". Na zakończenie g r y liczono sumę " r u b l i " ,
jaką u z y s k a l i poszczególni gracze ponad ustaloną dolną granicę .
38

Według S. W . I w a n o w a gra t a wyrażała epizody z p r a k t y k i myśliw­
skiej Buriatów i była swego rodzaju wróżbą o pomyślności polowania » .
Niewykluczone, że gra ta, mająca związki z magią i wróżbami, mogła
być stosowana przez myśliwych, j a k również w zabiegach noworocz­
nych zmierzających do określenia najbliższej przyszłości (adz iidzech —
zobaczenia swego losu).
3

R E - K R E A C J A ŚWIATA I C Z A S U

W okresie n o w o r o c z n y m wszystko zaczynało się od początku, odra­
dzał się czas i podstawowe elementy życia. D o idei stworzenia nawiązy­
wała gra alag melchij
óróch, informująca jednocześnie o s y m b o l i c z n y m
«
"
XIX

Ł^gmowskij,

op. cit,

s. 49.

S . W . I w a n o w , Matierialy
po izobrazitielnomu
— naczala XX ww., M o s k w a 1954, s. 692.

iskusstwu

narodów

Sibiri

�IWONA

278

KABZINSKA-STAWARZ

podziale dóbr między l u d z i . O akcie r e - k r e a c j i świata i czasu k o m u n i ­
kowała też g r a zwana najczęściej chorlo (w zachodniej i centralnej czę­
ści Mongolii), dzendmene
l u b arwan chojer dżil (u Chałchasów w części
centralnej) i norow l u b bajasgalan (na wschodzie). Grano w nią p o w ­
szechnie podczas Cagaan Sar całymi r o d z i n a m i , łącznie z dziećmi. Cza­
sem zaczynano grać już w wigilię święta. Grano w dzień i w nocy,
zezwalając na nocną grę również dzieciom.
Grający d y s p o n o w a l i 60 płytkami, okrągłymi l u b k w a d r a t o w y m i ,
w y k o n a n y m i z drzewa. N a 48 płytkach znajdowały się w i z e r u n k i
zwierząt, których n a z w y noszą kolejne lata dwunastoletniego c y k l u k a ­
lendarzowego (12 zwierząt X 4 płytki). Płytki te nosiły nazwę gadzryn
mod. W grze kładziono je na podłodze j u r t y . Gadzryn mod były w całej
M o n g o l i i jednakowe. Natomiast w i z e r u n k i , j a k i e znajdowały się n a p o ­
zostałych 12 płytkach, z w a n y c h garyn mod, były różne. Płytki te t r z y ­
mano w ręku na znak i c h wyższości n a d gadzryn mod. W grze miały one
większą wartość niż gadzryn mod. W centralnej części M o n g o l i i jako
garyn mod występowały najczęściej: chorlo (koło), dzendmene
(tybetań­
s k i znak 7 drogocenności), chas (swastyka), arslan (lew) albo m i t y c z n y
ptak Chan Gard. W zachodniej M o n g o l i i występowały: chorlo,
dldzij
(znak szczęścia i długowieczności), Chan G a r d i lew, w e wschodniej
zaś — chorlo, dzendmene,
zwany t u z tybet, norow, dldzij i Chan G a r d .
Czasem zamiast dzendmene
pojawiał się bajasgalan
(wieczny ogień),
a zamiast Chan G a r d swastyka. Z 60 płytek, które przed przystąpie­
n i e m do g r y układano koliście w 12 k u p k a c h (po 5 płytek w każdej),
budowano t z w . " j u r t y " (ger barich).
Budowanie " j u r t " polegało na t y m , że na spodzie każdej k u p k i kła­
dziono płytki o najniższej wartości (z w i z e r u n k a m i zwierząt o t w i e r a ­
jących c y k l kalendarzowy), k o l e j n i gracze dokładali zaś płytki o w a r ­
tościach wyższych. Najwyższą wartość miała płytka ze z n a k i e m chorlo.
K i e d y kładziono płytkę z w i z e r u n k i e m jakiegoś zwierzęcia, mówiono
przy t y m słowa określające to zwierzę i jego związki z kalendarzem.
Mówiono n p . t a k :
" J e d e n r o k , to r o k m y s z y , która
c z a m i . J e d e n r o k , to r o k k r o w y

—

z białego b r z u c h a
dużej, rogatej,

którą

pluje
lubi

drogocennymi

rze­

j e j gospodarz.

Je­

d e n rok, to r o k t y g r y s a , który t r o s z c z y się t y l k o o s w e w y g o d y i cały c z a s m i e s z ­
ka

w

l a s a c h z a górami. J e d e n r o k , to r o k szybkiego

ludziom

deszcz. J e d e n r o k , to r o k zająca

z długimi

pstrego

s m o k a , który

u s z a m i , który

biega

daje

po n a ­

szej p l a n e c i e . J e d e n r o k , to r o k brązowej p s t r e j żmii, która c h o d z i t a m , g d z i e n i e
m a ludzi. J e d e n r o k , to r o k k o n i a z okrągłymi k o p y t a m i , którego bardzo
gospodarz

i który j e s t b a r d z o

który

nierówne

miejsca

która

cały czas naśladuje

która

bardzo

lubi

swe

potrzebny

wypełnia

swym

pomiotem.

człowieka n a n a s z e j

dzieci i rano

l u b i jego

człowiekowi. J e d e n r o k , t o r o k
Jeden

r o k , to

rok

barana,
małpy,

p l a n e c i e . J e d e n r o k , to r o k k u r y ,

wszystkich budzi.

J e d e n r o k , to r o k p s a ,

który s z c z e k a c h o n , c h o n n a z n a k , że ktoś p r z y j e d z i e . J e d e n r o k , to r o k świni, któr a pięknymi kłami w z r u s z a z i e m i e . "

"

�NOWOROCZNE

GRY MONGOLSKIE

279

Przytoczyłam wypowiedź jednego z mieszkańców somonu Erdenebiiren w a j m a k u kobdoskim, w zachodniej części k r a j u . I n n e określe­
nia były bardzo podobne, t a k że przytoczony t u tekst można uznać za
pewien wzór, od którego odstępstwa były d o p r a w d y nieznaczne. Czasem
nie notowałam żadnych zmian t e k s t u , czasem były one n i e w i e l k i e . W i n ­
n y m tekście, z a n o t o w a n y m przeze m n i e także w a j m a k u kobdoskim,
znajdujemy n p . takie określenia:
" J e d e n r o k , to r o k m y s z y z białymi u s t a m i . J e d e n r o k , to r o k dobrego k o n i a ,
który p o m a g a gospodarzowi,
szybkiego,

pstrego

k i e d y c h c e o n wyruszyć w drogę. J e d e n r o k , to r o k

s m o k a , który b y w a

zawsze

w

niebie. J e d e n r o k , to r o k k u r y ,

która z w i a s t u j e świt. J e d e n r o k , to r o k świni, która n i s z c z y c z o r t a " .

Pozostałe określenia były niezmienione w stosunku do najczęściej
powtarzającego się t e k s t u , który przytoczyłam na początku.
Prawdopodobnie jeszcze w końcu X I X w . grze towarzyszyła, m e ­
lodia. Słowa w y m a w i a n e p r z y poszczególnych płytkach były śpiewane
przez graczy na odpowiednią nutę. Informacje o śpiewaniu słów n i e są
jednak powszechne. Mówiono m i np., że pieśń o 12 zwierzętach śpie­
wano na pastwiskach (bez gry), pragnąc przypomnieć o i c h i s t n i e n i u
i wyrazić i m szacunek. Wśród Ełetów z somonu Erdeneburen spotka­
łam też informację, że melodia towarzyszyła słowom, w y m a w i a n y m p o d ­
czas g r y t y l k o u Urianchajów. M o i rozmówcy d o d a w a l i p r z y t y m , że
Urianchajowie .różnicowali charakter m e l o d i i dostosowując go do cha­
r a k t e r u zwierzęcia, o którym śpiewano. Niestety, n i e udało m i się s p r a w ­
dzić tej i n f o r m a c j i wśród Urianchajów.
Niektórzy z m o i c h informatorów określali chorlo j a k o zapis h i s t o r i i
Mongołów. H i s t o r i i rozumianej oczywiście nie j a k o zbiór faktów, m a ­
jących miejsce w przeszłości, lecz jako ciąg czasu odmierzającego dzie­
je, a więc jako swoisty kalendarz. A oto legenda, jaką zapisałam w somonie Erdenebiiren:
"Burchan-baksz
ności

następują

dziny. Stworzył

pragnął,

by l u d z i e

po sobie

zwierzęta

więc

zwaną

grę

dobrze

zapamiętali

dwunastoletniego

chorlo.

sobie,

w

jakiej

c y k l u , miesiące,

Występowanie każdego

kolej­

dni i

go­

zwierzęcia n a 4

płytkach miało oznaczać 4 s e z o n y w każdym r o k u . C e l e m tej g r y j e s t przypomnieć
nie l u d z i o m o i s t n i e n i u dwunastoletniego c y k l u " .

Związek g r y z czasem, a także — szerzej — z kosmosem jest bardzo
wyraźny. Znamienne są choćby c y f r y : 60 płytek to 60 l a t dużego c y k ­
l u , 12 k u p e k — to lata c y k l u małego i 5 płytek tworzących jedną jurtę,
to jeden c y k l mały — obowiązkiem graczy było ponadto rozegranie 12
Partii w każdym chotonie. Jeżeli w chotonie było wiele j u r t , to starano
się, by cały choton grał 60 razy (np. w 15 j u r t a c h po 4 razy).
Znamienna jest też s y m b o l i k a poszczególnych zwierząt, których w i ­
zerunki znajdowały się n a płytkach i s y m b o l i k a garyn mod. Najwyższą
wartość w grze miał chorlo, będący symbolem wiecznego Nieba, kosmo-

�280

IWONA

KABZINSKA-STAWARZ

su, czasu, odpowiadający jednocześnie tono w j u r c i e . Zauważmy, że
płytki używane w grze były również okrągłe, a jeśli używano płytek
k w a d r a t o w y c h , t o znajdujące się na n i c h w i z e r u n k i były ujęte w k o ­
listą otoczkę. Rozkładano je ponadto koliście przed przystąpieniem do
gry. L e w należał do tzw. s i l n y c h zwierząt, a jednocześnie p r z y p i s y w a n o
m u s y m b o l i c z n y związek ze Słońcem. Jego skóra miała symbolizować
ściany j u r t y . Ze Słońcem był też związany Chan Gard, posiadający p r z y
t y m właściwość leczenia chorób, zwalczania zła. Jego skrzydła miały
symbolizować dach j u r t y . Wieczny ogień — bajasgalan — to także zam i e n n i k Słońca na ziemi. W j u r c i e odpowiadało m u palenisko. Pojawiający się n a niektórych terenach s y m b o l s w a s t y k i to p r a d a w n y s y m boi kosmicznego c e n t r u m , prapoczątku. O r n a m e n t óldzij oznaczał wieczną nić szczęścia, długowieczność, a w j u r c i e odpowiadały m u symbolicz­
nie d r z w i i sznury. Z n a k dzendmene
zaczerpnięty z i k o n o g r a f i i l a m a j skiej, przedstawiał 7 drogocenności. S y m b o l i k a garyn mod jest wyraź­
nie związana z t y m , co dzieje sję niejako poza człowiekiem, co wpływa
na jego życie, stąd też wysoka wartość płytek w grze.
Budowanie " j u r t " miało w grze charakter symboliczny. Nawiązy­
wało do i d e i r e - k r e a c j i świata, kosmosu, którego s y m b o l e m jest właśnie
dla Mongołów j u r t a « . Budując " j u r t y " w okresie Cagaan Sar gracze
uczestniczyli niejako i n d y w i d u a l n i e w o g r o m n y m dziele odtwarzania
kosmosu, odradzania się podstaw l u d z k i e j egzystencji.
Według wierzeń pasterzy, na egzystencję człowieka mogły wpływać
m . i n . zwierzęta, których w i z e r u n k i znajdowały się na płytkach chorlo.
Mysz, otwierająca c y k l , miała dbać o-spokój na ziemi. Była jednocześnie
s y m b o l e m gospodarności i skrzętności. K r o w a dawała l u d z i o m mięso
i mleko, a b y k był m i t y c z n y m przodkiem ludów mongolskich i s y m b o ­
l e m siły. T y g r y s należał do tzw. s i l n y c h zwierząt, a jego w i z e r u n e k r y ­
sowany na s k r z y n i a c h miał chronić d o b y t e k pasterza. Zając t o dobra
dusza, chroniąca dzieci przed złem. Smok to władca deszczu i b u r z y .
Żmija — pomocnik władcy podziemi, ale jednocześnie zwierzę p r z y ­
jazne człowiekowi, mogące uratować go od śmierci, a kobietę obdarzyć
płodnością. Koń to pomocnik i przyjaciel człowieka. B a r a n — żywiciel
i podstawa gospodarki pasterza. Małpa to l u d z k i przodek. K u r a to także
żywiciel człowieka, k o g u t zaś to z w i a s t u n d n i a . Pies — p r z y j a c i e l
i p o m o c n i k człowieka, obrońca jego d o b y t k u . Obrońcą człowieka miała
też być świnia, kończąca c y k l .
Zwierzęta należące do dwunastoletniego c y k l u były także związa­
ne z kosmosem i jurtą j a k o jego symbolem. Każdemu z t y c h zwierząt
p r z y p i s y w a n o stałe miejsce w j u r c i e , ściśle określoną część o w a l u za­
kreślonego przez j e j ściany. Wewnętrzne rozplanowanie j u r t y dzieliło

4 0

Patrz:

J . S.

Wasilewski,

Symboliczne

" E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. 21: 1977, z. 1, s. 98-116.

uniwersum

jurty

mongolskiej,

1
f"
5
;
*

']

'

�NOWOROCZNE

281

GRY MONGOLSKIE

ę na 12 części, które nosiły n a z w y poszczególnych zwierząt c y k l u . Sa¬
ta j u r t a jest okrągła j a k Słońce — a j e j 60 żerdzi jest podporządkowaych " r u c h o w i " Słońca. I c h wewnętrzne rozplanowanie odpowiadało d u ­
rniu c y k l o w i . Według n i c h pasterze o r i e n t o w a l i się też d a w n i e j w czae dobowym. Miarą tego czasu był promień słońca prześlizgujący się
3 tono i końcach żerdzi « .
T a k więc zwierzęta c y k l u przedstawione n a gadzryn mod i z n a k i
rzedstawione n a garyn mod łączyły się w e wspólnej symbolice u n i v e r i m , którego o d p o w i e d n i k i e m jest j u r t a .
Mongołowie darzą chorlo ogromną sympatią. S y m b o l i k a t e j g r y jest
rzecież t a k bliska i c h wierzeniom, t a k dobitnie j e wyraża. Sądzą też,
5 są sami twórcami t e j g r y . Jaka jest geneza chorlo, t r u d n o m i p o w i e zieć. Nie prowadziłam b o w i e m t a k dokładnych badań porównawczych,
y móc stwierdzić bezsprzecznie, j a k i m i d r o g a m i przenikały poszczeJlne g r y do M o n g o l i i i j a k i m uległy przekształceniom. Nie spotkałam
;dnak danych o grze podobnej do chorlo w l i t e r a t u r z e dotyczącej i n ych ludów A z j i . Wiadomo natomiast, że grę tę przejęli od Mongołów
uwińczycy
Niektórzy z m o i c h informatorów p r z y p i s y w a l i grze moc magiczną.
Kała ona, j a k większość gier noworocznych, wspomagać przyrodę w akcie
- k r e a c j i . Ponadto, zwycięzca, który zbudował najwięcej " j u r t " , mógł
czyć n a pomyślność w nadchodzącym r o k u . C i , którym przypadły
• udziale płytki o najwyższej wartości, m o g l i spodziewać się bogactwa
szczęścia.
Jeżeli grano w chorlo podczas Cagaan Sar, to zaczynały dzieci, n a ;ępnie młodzież i starcy. Reguła ta jest zgodna z c h a r a k t e r e m w i e r z e iowego k o n t e k s t u . W n o w y r o k rozpoczyna się b o w i e m liczenie czasu
i początku, jego stopniowe starzenie się, toteż grę kończą starcy. Jeżezaczynano grać w przeddzień święta, to grę i n i c j o w a l i starcy, a koń:yły dzieci, zwiastując nadchodzące odrodzenie czasu, zmianę.
Nazwę ger barich (budowanie j u r t ) nosiła też jedna z gier w d o m i o. Jednakże zdania co do tego, czy domino było grą noworoczną, są
Ddzielone. G r a ger barich oparta n a zasadach podobnych do chorlo
skazywałaby jednak na możliwość istnienia takiego związku. B u d o w a ie " j u r t " odbywało się w t e j grze przez dokładanie płytek o w a r t o :iach wyższych (o największej liczbie oczek) n a płytki o wartościach
iższych. G r a n o 60 płytkami, które układano koliście w 12 k u p e k po
płytek w każdej. Zwyciężał ten, k t o zbudował więcej " j u r t " .
W końcu X I X w , i w początkach naszego stulecia jeśli grano w do­
lino podczas Cagaan Sar, to raczej nie czyniono tego powszechnie. Z a 4 2

4 1

D . P j u r w i e j e w,

Dizajn

i79, s. 27-30.
I . S a m b u u, Tuwinskije
4 2

jurty,

narodnyje

"Diekoratiwnoje
igry,

iskusstwo S S S R " ,

Kyzył 1978, s. 59.

n r 5:

�282

IWONA

KABZIŃSKA-STAWARZ

decydował o t y m obserwowany wówczas n e g a t y w n y stosunek Mongołów
do t e j g r y (co nie przeszkadzało w i e l u osobom grać hazardowo. N i e czy­
niono jednak tego na ogół w okresie noworocznym). Kształtowanie się do
domina negatywnego stosunku, który był wyraźnie obecny przede wszy­
s t k i m w postawach starszego pokolenia pasterzy, miało złożone podło­
że. Decydowała o t y m prawdopodobnie świadomość, że gra ta wyrosła
z obcego — chińskiego — g r u n t u , skąd została przeniesieniona do M o n ­
golii. N e g a t y w n e odczucia kształtowały się także pod wpływem legend
0 genezie g r y . L e g e n d y te opowiadały najczęściej o t y m , że płytki d o ­
m i n a powstały w okolicznościach związanych ze śmiercią, że zostały
w y k o n a n e przez starego Chińczyka z kości jego zmarłego syna, który
zginął tragicznie (utonął, został zabity przez ojca, który n i e mógł p a ­
trzeć, j a k s y n ginie w nędzy itp.). Trzymając w dłoniach owe płytki
Chińczyk miał wrażenie, że jego s y n jest blisko, że są razem. Czasem
w legendzie człowieka zastępuje w i e r n y p r z y j a c i e l pies. W i n n e j w e r ­
s j i jest m o w a o Chińczyku, który straciwszy wszystko zabił swego syna
1 zrobiwszy z jego kości domino, zaczął grać hazardowo, b y się w z b o ­
gacić.
Grze w domino przypisywano też nierzadko związki ze złem, przede
w s z y s t k i m z chorobami, co było k o l e j n y m m o t y w e m n e g a t y w n e j oceny
samej g r y , a co za t y m idzie u n i k a n i a j e j w okresie n o w o r o c z n y m . M o i
i n f o r m a t o r z y mówili, że starcy zabraniali g r y w domino twierdząc, że
ten k t o gra, stanie się b i e d n y m , że n i e będzie miał szczęścia w życiu.
Czy chodziło t u wyłącznie o przestrogę przed s k u t k a m i hazardu? Łą­
czono też d o m i n o z ospą (ceceg ówgón), chorobą, która nieraz dziesiątko­
wała l u d z i i stada zwierząt. Białe i czerwone k r o p k i rysowane na płyt­
kach miały być p r z y p o m n i e n i e m w y s y p k i , występującej podczas cho­
roby. Wierzono, że gra sprowadza tę chorobę. Według niektórych i n f o r ­
matorów w okresie epidemii obowiązywał ścisły zakaz grania (dotyczy­
ło to zarówno zachorowań bydła, j a k ludzi). W legendzie o genezie do­
m i n a pojawia się zresztą m o t y w śmierci chłopca o i m i e n i u D a a l u u (stąd
nazwa g r y daaluu) właśnie w w y n i k u ospy. Umierający chłopiec miał
12 l a t , stąd najwyższa wartość w grze w y n o s i 12. M o w a jest też o ojcu,
który zrobił płytki z kości syna i naznaczył j e z n a k a m i choroby.
Wierzono w n e g a t y w n y wpływ g r y na człowieka i zwierzęta. M ó - ,
wiono, że przeszkadza w mnożeniu się bydła. Zakaz g r y w domino pod­
czas ospy, j a k i w Cagaan Sar, obowiązywał w zachodniej części M o n ­
golii. W części wschodniej natomiast, choć nie grano podczas nowego
r o k u , t o w p r z y p a d k u epidemii używano g r y jako środka magicznego
służącego do w a l k i z chorobą. Wierzono, że choroba, której nadawano
postać starego człowieka (stąd nazwa ceceg ówgón — k w i e c i s t y sta­
rzec), k i e d y zobaczy grających w domino, pomyśli, iż ludzie się j e j nie
boją, że z niej szydzą i wyśmiana odejdzie.
Podczas Cagaan Sar g r a l i natomiast w domino Chałchasi w c e n t r a l -

�NOWOROCZNE

GRY MONGOLSKIE

283

nej części k r a j u . Wróżyli o n i nawet z wyników g r y o nadchodzącym r o ­
k u . K t o zbudował najwięcej " j u r t " — tego los miał być pomyślny. I n ­
formacje te uzyskałam jednak nie od Chałchasów, a od mieszkańców
zachodnich rejonów k r a j u . Chałchasi p y t a n i przeze m n i e o domino t w i e r ­
dzili, że w ogóle nie g r a l i w tę grę, albo też nie p r z y z n a w a l i się do g r y
podczas Cagaan Sar. Czyżby z obawy przed p r z y z n a n i e m się do h a ­
zardu zabronionego przez władze t a k obecnie, j a k i w przeszłości?
Wydaje m i się, że negatywne skojarzenia związane z domino, j a k i e
obserwujemy dla przełomu X I X i X X w., są wywołane konkretną s y ­
tuacją historyczną ( u t r a t a niepodległości i w i e l o w i e k o w a niewola w r a ­
mach państwa chińskiego) i nie mogły towarzyszyć grze od początku,
t j . od m o m e n t u , w którym Mongołowie przejęli tę grę od Chińczyków.
K i e d y to się stało, t r u d n o powiedzieć. Współcześni n a m Mongołowie
twierdzą, że w końcu X I X w., ale możliwe są d a t y wcześniejsze. W C h i ­
nach i K o r e i domino należało do najstarszych gier, związanych w y ­
raźnie z magią i wróżbiarstwem . W t y c h k r a j a c h grano w domino
podczas obchodów nowego r o k u bez żadnych n e g a t y w n y c h skojarzeń,
zachowując zapewne wierność p i e r w o t n e j t r a d y c j i . Magiczno-wróżebne
przeznaczenie domina, jego związki z ciągnięciem losów i p r z e p o w i e d ­
n i a m i tłumaczyłoby j a k najbardziej grę w t y m właśnie czasie. D o o k r e ­
su przejścia nawiązywała też s y m b o l i k a domina, na opisywanie której
nie ma t u , niestety, miejsca.
Podobnie j a k w grze chorlo, mongolski gracz kładący płytkę na stół
opisywał ją o d p o w i e d n i m i słowami. O ile w chorlo słowa te były w y ­
raźnie adresowane do zwierząt i przedmiotów mających symboliczny
charakter, to w d o m i n o związek t e n jest m n i e j wyraźny, m n i e j j a w n y .
Na płytkach znajdowały się przecież " t y l k o " k r o p k i (białe i czerwone,
, lub —
i n n y c h k o m p l e t a c h — czerwone i czarne). A j e d n a k wyobraź­
nia Mongołów nadała t y m k r o p k o m ułożonym symetrycznie l u b asy­
metrycznie n a poszczególnych płytkach charakter obrazów, ilustrują­
cych jakąś sytuację. N p . płytkę, n a której znajdowało się 5 czerwonych
kropek (ułożonych t a k j a k n a kościach sześciennych) i jedna duża biała
kropka, zwaną townag, określano słowami taban buluu neg joluu (5 g u ­
zów i jeden pucołowaty, grubas). Figurę złożoną z 4 k r o p e k czerwo­
nych i 3 białych określano guja doloo, szanag doloo i kładąc ją mó­
wiono: gujayn chuii doloo, gurilny
chuii szalsaj, gutlyn chiiu
szaachaj
(siódemka s y n zadniej nogi, s z a l s a j
s y n mąki, podeszwa s y n obuwia)
i t d . Każda z 60 płytek miała swoją nazwę i była odpowiednio określa­
na. W opisach płytek występowały często poetyckie porównania. Dziś
sami Mongołowie nie zawsze rozumieją i c h sens. Czasem były t o tłu43

w

44

nia.

48

C u 1 i n, Games

44

Szalsaj — figura

of the Orient...,

s. 114-116.

z c i a s t a używana przez łamów podczas

obrzędu o c z y s z c z a ­

�284

IWONA

KABZINSKĄ-STAWARZ

maczenia chińskich oryginałów, czasem rodzima twórczość pasterzy. Roz­
szyfrowanie nazw i opisów odnoszących się do poszczególnych płytek,
s y m b o l i k i poszczególnych oznaczeń w y m a g a jeszcze badań, których n i e
byłam w stanie podjąć z b r a k u odpowiednich źródeł. Pasterze n i e w i e l e
mogą t u t a j pomóc.
M i m o że Mongołowie zapożyczyli domino od Chińczyków, n i e zaak­
ceptowali t e j g r y "żywcem", lecz odcisnęli na n i e j własne piętno. Po­
większyli przede w s z y s t k i m ilość płytek z 32 do 60, co wskazuje być
może n a związek g r y z czasem i kosmosem, wyraźniej w i d o c z n y w p o ­
dobnej do domino grze chorlo. Być może chorlo stała się w z o r e m d l a
jednej z gier w domino zwanej ger barich? Oznaczenia stosowane przez
Mongołów różnią się także od oznaczeń chińskich. Wreszcie określe­
nia poszczególnych płytek wskazują raczej na kulturę pasterską niż n a
filozoficzno-magiczny pierwowzór, j a k i m było chińskie domino. Chiń­
skie płytki dzieliły się na 2 g r u p y : cywilów (mon) i w o j s k o w y c h (mo).
Płytki w grupie m o n nosiły n a z w y wskazujące na związki z kosmo­
sem. N p . płytkę z 12 oczkami n a z y w a n o fin (niebo). " N i e b o " p o w t a r z a ­
ło się ponadto w nazwach samych gier. Płytka z 2 oczkami była nazy­
w a n a ti (ziemia). I n n e płytki nosiły nazwę yang (element męski), wo
(ład, harmonia) i t d . W grupie m o znajdowały się płytki o nazwach: c h i
tsiin (supremacja) albo tsap kau (heterogeniczna dziewiątka) i t p . Różni­
ce między domino chińskim i m o n g o l s k i m wyrażały się też w niektórych
grach .
4S

Oprócz g r y zwanej ger barich popularną w M o n g o l i i grą w d o m i n o
była także dcm dża i dawchar dża (prosta i złożona odmiana g r y zwanej
ogólnie diałach). W dan dża układano domino szeregiem (12 " j u r t " po 5
płytek w każdej). Każdy gracz brał 5 płytek. Jedną z płytek, j a k i e p o ­
zostały na stole, wykładano stroną z oznaczeniem do góry. Gracz mógł
wziąć tę płytkę l u b zostawić i n n y m , którym mogła się ona przydać do
skompletowania pary. W grze t e j chodziło b o w i e m o skompletowanie
dwóch d o w o l n y c h par i jednej p a r y z liczb "bijących", t j . 10, 11 i 12. G r a ­
no i n d y w i d u a l n i e l u b p a r a m i , t a k j a k w większość gier w kości i chorlo.
W grze dawchar dża brały natomiast udział t y l k o 3 osoby. Grający
b r a l i po 10 płytek (po 2 " j u r t y " ) . 5 płytek t r z y m a l i w ręku, 5 pozosta­
w i a l i na stole. T y c h płytek nie w o l n o było mieszać. W t r a k c i e g r y każ­
d y zachowywał się tak, j a k b y grał za d w i e osoby — oddzielnie płytka- '
m i z ręki, oddzielnie ze stołu. Wygrywał t e n , k t o pierwszy s k o m p l e t o ­
wał 3 p a r y , p r z y c z y m liczono p a r y łącznie — z ręki i ze stołu. Grano
też w tawan chodżgor, ale reguły t e j g r y nie były dokładnie znane
m o i m i n f o r m a t o r o m (w a j m a k u k o b d o s k i m i c e n t r a l n y m ) . Miała to być
gra podobna do ger barich. Wiadomo t y l k o , że c i , którzy przegrali, b y l i

4 5

C u 1 i n, Games

s k i c h gier w domino.

of

the

Orient...,

s. 116-122 podaje

kilka

przykładów

chiń­

�NOWOROCZNE

GRY MONGOLSKIE

285

poddawani k a r o m , n p . m u s i e l i biegać wokół j u r t y albo nosić na gło­
wie jakieś ciężkie przedmioty. W pozostałych grach w domino nie s t o ­
sowano k a r . W końcu X I X w . i początkach naszego stulecia stosowanie
kar w grze nie było zresztą częstym zjawiskiem.
ODSTRASZANIE

ZŁA

O odstraszaniu zła za pomocą gier wspominałam już omawiając sza­
gaj szuurech
i inne g r y , w których podrzucano astragal zwany strzałą
(sum), b y następnie złapać r z u c o n y przedmiot i zebrać kości rozrzuco­
ne na podłodze j u r t y , na ziemi l u b s t o l i k u . Ponieważ g r y te miały jesz­
cze inne znaczenie magiczno-symboliczne, nie t y l k o odstraszające, w y ­
odrębniłam je i omówiłam w rozdziale o symboliczno-magicznym p o ­
dziale szczęścia. Podział zastosowany przeze m n i e w t y m a r t y k u l e jest
oczywiście rzeczą umowną, gdyż większość gier nie mieści się po p r o ­
stu w jakimś j e d n y m schemacie, k o m u n i k u j e o więcej niż j e d n y m zja­
w i s k u , w i e r z e n i u i t p . Ważne w y d a j e się natomiast to, która z i n f o r ­
macji p r z e k a z y w a n y c h przez grę jest najważniejsza, do czego możemy
sprowadzić grę mówiąc o j e j symbolice i powiązaniach z magią. W grach
omówionych na początku podział szczęścia wydawał się najważniejszą
sprawą, co zresztą podkreślały nie t y l k o reguły gier, ale i w y p o w i e d z i
pasterzy łączących określone g r y właśnie z bogactwem, szczęśliwą
przyszłością, której m i e r n i k i e m są stada i t p . Odstraszanie zła było też
jedną z f u n k c j i f i g u r y melchij, budowanej w j u r t a c h na przełomie r o k u ,
a jednak f u n k c j a ta nie w y d a j e się najważniejsza n a w e t dla samych p a ­
sterzy. Dlatego też gra ta została omówiona w i n n y m miejscu.
Istniały jednak gry, którym pasterze p r z y p i s y w a l i zupełnie jedno­
znacznie funkcję odstraszania złych mocy, magicznego środka stosowa­
nego do w a l k i ze złem zagrażającym człowiekowi i podstawom jego egzy­
stencji właśnie w okresach przełomowych, do których przede w s z y s t k i m
należy n o w y r o k . Grą, w którą n i e m a l obowiązkowo grano w Cagaan
Sar, była t z w . szagaj charwach, przez Chałchasów zwana też jesón tochoj. Gra ta przyciągała przede w s z y s t k i m młodych mężczyzn w w i e k u
20-40 lat, wymagała b o w i e m zręczności i siły. Uczestniczyli w n i e j
mieszkańcy k i l k u j u r t , brygady, a w niektórych rejonach M o n g o l i i o r ­
ganizowano zawody na większą skalę, gromadzące mieszkańców z całe­
go choszunu. Jak pisze mongolski badacz R. D z o r i g — było w zwycza­
j u tworzenie zespołów złożonych z w y b r a n y c h mieszkańców choszunu,
które współzawodniczyły z mieszkańcami innego choszunu. W okresie
autonomii M o n g o l i i były wyznaczone miejscowości, w których odbywały
się zawody w szagaj charwach. Były to m . i n . " N a r a n Chógetij" ( t e r y ­
t o r i u m dzisiejszego a j m a k u środkowogobijskiego), " B a d y n Boór" (ajmak
oworchangajski), " T u u l y n cagaan chochlij szagaj" (w Ułan Bator n a d
brzegiem Toły), " B a j a n b u l g i j n szagaj", " J a m a a t y n szagaj", " C h a n g i -

�286

IWONA

KABZINSKA-STAWARZ

n a c h y n szagaj" (ajmak bułgański), " C h o n c h o r n u u r y n szagaj" " D u r a a a l y n szagaj" (między dwoma Czojrami) — zawody odbywały się co
r o k u w jednej z t y c h miejscowości. Były one znane n a terenie całej
Chałchy, skąd m i e l i pochodzić najlepsi gracze. Z a w o d y miały c h a r a k ­
ter ogólnokrajowy, przyciągały nie t y l k o najlepszych strzelców, ale
również tłumy kibiców. Był t a k i zwyczaj, że dla zawodników p r z y g o t o ­
w y w a n o specjalne p o t r a w y i napoje n a okres dwóch miesięcy. Każdy
bag przybywający na zawody miał swego achłagcza (kapitana). W skład
jednego bagu wchodziło 4, 6 l u b 8 osób. W t y m okresie nie było i n s t y ­
t u c j i , która centralnie zajmowałaby się organizacją zawodów. Z a w o d y
przebiegały w o p a r c i u o ustalenia dokonane między achłagczami, prze­
ważnie odbywały się między l u t y m a m a j e m ( t j . w okresie w i o s n y licząc
od Cagaan Sar — I K S ) . Z a w o d n i c y i kibice z b i e r a l i się w t e d y , k i e d y
chcieli doraźnie n i e było ustalonego t e r m i n u . Jedynie w miejscowości
" B a d y n boór" t e r m i n zawodów był stały ( b r a l i w n i c h udział sławni za­
w o d n i c y z całego k r a j u ) . W 1918 r. w zawodach o r g a n i z o w a n y c h w m a ­
j u w choszunie D z o r i g t wanga w miejscowości " N a r a n c h d g c t i j " wzięło
udział 101 bagów (drużyn). Jeden bag liczył przeciętnie 6-8 osób. W s u ­
m i e w zawodach brało więc udział 606-808 osób. Liczba ta obejmowała
t y l k o zawodników. Oprócz n i c h uczestniczyło w zawodach w i e l e osób
towarzyszących, sędziowie, organizatorzy oraz kibice. Miejscowością,
która w okresie a u t o n o m i i przyciągała w i e l u zawodników, była " B a d y n
szaa". Znajdowała się ona na terenie dzisiejszego a j m a k u centralnego.
Wiele bagów walczących w t e j miejscowości słynęło n a całą Chałchę.
Były to m . i n . bagi Gonczigdżawa z somonu Erdene-sant, choszunu Dzo­
r i g t wanga, bagi S a m b u u i szar L c h a g w y z somonu Delerchangaj, cho­
szunu Tuszetu wanga (dzisiejszy ajmak środkowogobijski), bag solgoi
Dżamiangina z choszunu Dajczin-bejsa (obecnie ajmak środkowogobijski),
bag Sunduja z choszunu B a r u u n - g u n g a (obecnie ajmak bułgański), bag
chdeh duganczina Dordżpalama z B a r u u n - c h u r e e . Wielką sławę cieszył
się bag szar L c h a g w y , z w a n y "kapryśna szóstka". Sława jego przetrwała
do dziś. Ba§ t e n przed 1921 r. 12 razy uczestniczył w zawodach w " B a d y n
szaa" i 10 razy odniósł t a m zwycięstwo, a t y l k o 2 razy został pokonany.
W latach r e w o l u c j i odbywały się zawody głównie w Ułan B a t o r i a j ­
m a k u bułgańskim, wschodniogobijskim i selengijskim .
46

O organizowaniu zawodów, w których b r a l i udział mieszkańcy cho­
szunu, słyszałam też od współczesnych n a m mieszkańców M o n g o l i i . Nie
p o t r a f i l i o n i jednak powiedzieć niczego konkretnego, n a w e t zlokalizować
dokładnie miejsca, w którym zawody t a k i e były organizowane. Po r e ­
w o l u c j i 1921 r. t r a d y c j a t a k i c h zawodów została przerwana.
Zadaniem grających w szagaj charwach było zestrzelenie kości l e ­
żących na podłodze j u r t y , na deseczce l u b s k r z y n i , czasem n a progu
«

R . D z o r i g, Mongoł

ardyn

sport, U ł a n B a t o r 1960, s. 93, 97-98.

�NOWOROCZNE

287

GRY MONGOLSKIE

w pewnej odległości od zawodników. Odległość ta była najczęściej w y ­
znaczana przestrzenią j u r t y (jej średnicą), czasem odmierzano ją d o ­
kładniej, b y wynosiła n p . 9 łokci (stąd inna nazwa g r y jesôn
tochoj).
Liczba kości stanowiących cel nie była jednakowa dla całej M o n g o l i i .
Mogła wynosić n p . 12 (centralna część k r a j u ) l u b 4-6 (zachodnia), a zda­
rzały się też pewnie różnice lokalne. W j a t k i n a pisze (dla części wschod­
niej), że cel stanowiło 8 k w a d r a t o w y c h płytek « . Podczas swoich badań
nie zetknęłam się j e d n a k z informacją, b y strzelano do przedmiotów i n ­
n y c h niż astragale. Kości, w które celowali zawodnicy, układano p a r a m i
(jedna na drugą); w t e n sposób kładziono też płytki, o których pisała
W j a t k i n a . Połowa kości należała do jednej drużyny, połowa do d r u ­
giej. Zadaniem grających było zestrzelenie w s z y s t k i c h kości p r z e c i w ­
nika (w grze i n d y w i d u a l n e j zwycięstwo przypadało t e m u , k t o zestrze­
lił największą liczbę kości). Na terenie M o n g o l i i zachodniej grano też
używając d w u deseczek. N a jednej z n i c h znajdowały się kości należą­
ce do jednej drużyny, na d r u g i e j — znajdującej się naprzeciwko —
kości należące do drużyny przeciwnej. Według m o i c h informatorów,
w a r i a n t g r y z dwoma deseczkami był późniejszy w s t o s u n k u do w e r s j i
z jedną deseczką (na której połowę stanowiły kości należące do jednej
drużyny, połowę zaś kości należące do przeciwników) spotykanej
w części centralnej i wschodniej. G r a z dwoma deseczkami występo­
wała w części zachodniej jeszcze przed 50-60 l a t y , czasem n a t y c h sa­
m y c h terenach równolegle do w a r i a n t u g r y z jedną deseczką. W grze
z dwoma deseczkami każda drużyna miała 5 astragali. Trzeba było wce­
lować w
astragal
leżący
dokładnie
naprzeciw
astragala
nale­
żącego do własnej drużyny; strzały na skos były niedozwolone.
Strzelano przeważnie astragalami o w c z y m i . Zdarzało się jednak, że
używano astragali j e l e n i c h l u b przedmiotów w y k o n a n y c h z jeleniego
rogu na podobieństwo astragali, z w a n y c h chasaa. Za cel służyły w ó w ­
czas także astragale jelenia l u b w y k o n a n e z j e l e n i c h rogów.
Grający o d d a w a l i strzały w p r o s t z dłoni, m o g l i też kłaść kość, któ­
rą strzelali, na podłodze. Najczęściej j e d n a k posługiwali się deseczką
(chaszlaga) wykonaną z cennych gatunków drzewa l u b też p r z y p o m i n a ­
jącą taką deseczkę środkową częścią kości goleniowej wielbłąda. Kość
ta nosi nazwę szilbe, ale wykonaną z niej "deseczkę" zwano również
chaszlaga. Taką kością posługiwano się przede w s z y s t k i m w rejonach
gobijskich, gdzie było t r u d n o o drzewo. Pośrodku deseczki (drewnianej
i kościanej), równolegle do j e j dłuższych brzegów, biegł r o w e k , czasem
żłobiono też l i n i e ukośne, t a k że w całości r y s u n e k przypominał strza­
łę. Nosił on zresztą nazwę s u m . Nazwę tę nosiła też kość w y s t r z e l i w a ­
na z deseczki ( l u b z dłoni albo z podłogi). Deseczka mogła być też w y K . W.
I960, s. 266.
4 7

Wjatkina,

Mongoły

Mongolskoj

Narodnoi

Riespubliki,

Moskwa

�288

IWONA

KABZIŃSKA-STAWARZ

posażona w cięciwę l u b patyczek, którym w y p y c h a n o kość p r z y strze­
l a n i u . Długość deseczki wynosiła ok. 16-17 cm, t a k że mieściła się ona
w dłoni.
Szagaj charwach p r z y p o m i n a zawody łuczników, organizowane jesz­
cze w X I X w . w e w s z y s t k i c h rejonach M o n g o l i i i zaliczane do t z w .
erijn gurwaan naadam, t j . trzech gier mężnych. G r y te organizowano
w czasie najważniejszych świąt, przede w s z y s t k i m dorocznych. W m i a ­
rę rozpowszechniania się b r o n i palnej łuk wyszedł z użycia j a k o broń
myśliwska i coraz rzadziej pojawiał się na l o k a l n y c h zawodach naadam o w y c h . W X X w . t y l k o w Urdze (dzisiejsze Ułan B a t o r ) i c e n t r a c h
ajmacznych można było spotkać łuczników, którzy s t a w a l i do zawo­
dów.
Łucznicy, podobnie j a k uczestnicy szagaj charwach,
walczyli indy­
w i d u a l n i e l u b drużynowo. S t r z e l a l i o n i do leżących na ziemi zwinię­
t y c h w kłębuszki skórzanych rzemieni. Rzadziej strzelano do owczej
skóry l u b piłki. Wspomniane kłębuszki (sur) układano p a r a m i jeden na
d r u g i m , j a k astragale w szagaj charwach. Szagaj charwach i sur char­
wach (zawody łucznicze) rozpoczynał zawsze najlepszy strzelec z każ­
dej drużyny ( l u b i n d y w i d u a l n i e ) . I jeszcze jedno wyraźne podobieństwo
między szagaj charwach i s u r charwach — po każdym u d a n y m strzale
obserwatorzy głośno wołali u — cha!, przeciągając samogłoskę u i moc­
no akcentując końcowe — cha! Podczas zawodów łuczniczych kibice
z r y w a l i się z miejsc podnosząc ręce do góry. T e n s w o i s t y h y m n miał
być pochwałą dla dobrego strzelca i jednocześnie zachętą do dalszej
w a l k i . Miał p r z y t y m — j a k m i mówiono — zatrwożyć słabych prze­
ciwników, zazdrosnych o w y n i k i . I m bliżej końca, t y m głośniej śpie­
wano u — cha! H y m n t e n miał daleko szerszy zasięg. Docierał on —
j a k wierzono
nie t y l k o do l u d z i , ale także do złych mocy czyhają­
cych na życie człowieka Był s w o i s t y m orężem w a l k i przeciw n i m .
Jednakże n i e t y l k o głośne słowa były bronią stosowaną w walce ze
złem (hałas był n a t u r a l n y m składnikiem w s z y s t k i c h gier r u c h o w y c h , d y - *
namicznych, nie t y l k o szagaj charwach i sur charwach i jako t a k i był
uważany za magiczny środek do w a l k i ze złem). Taką bronią była też
sama gra. Magiczny sens strzelania polega b o w i e m n a odstraszaniu zła,
" p r z e b i i a n i u " go Człowiek prezentował iednocześnie celność ręki siłę
której p o w i n n o bać się zło.
Sens g r y polegający na zniszczeniu zła potwierdzają też reguły i t o ­
warzyszące i m wyjaśnienia samych Mongołów. Na moje pytanie do­
tyczące układania astragali ( i sur w zawodach łuczniczych) w p r o s t na
ziemi l u b na n i e w i e l k i m podwyższeniu, a nie n p . n a wysokości piersi
człowieka, mówiono, że chodziło o to, b y nie strzelać do góry, lecz na
ziemię, w k i e r u n k u k u dołowi, b y zniszczyć zło związane symbolicznie
z k i e r u n k i e m d o l n y m , niższą częścią, ziemią.
Uważając szagaj charwach

za magiczny środek stosowany w

walce

�NOWOROCZNE

GRY MONGOLSKIE

289

ze złem organizowano zawody najczęściej podczas Cagaan Sar, t j . w m o ­
mencie przełomowym, g d y toczyła się w a l k a między życiem a śmier­
cią w całej naturze. Do Cagaan Sar ograniczano się w i n d y w i d u l a n y c h
przypadkach, w rodzinach, ale zawody, w których uczestniczyło więcej
osób, organizowano w całym t y m przełomowym okresie (wiosennym)
przeciągając je do k i l k u t y g o d n i , j a k w y n i k a n p . z materiałów zebra­
nych przez Dzoriga (por. przypis 46). W i n d y w i d u a l n y c h p r z y p a d k a c h
grano też n i e k i e d y wówczas, g d y rodzina była dotknięta chorobą l u b g d y
choroba zagrażała stadom. Grano wówczas n a w e t całymi d n i a m i w j u r ­
tach i w pobliżu zagród dla bydła wierząc, że demonstrując siłę i cel­
ność odstraszy się zło (chorobę). Starano się p r z y t y m czynić j a k n a j ­
więcej w r z a w y , co również miało cel magiczny. N i e grano jednak l a ­
tem, n a w e t w p r z y p a d k u choroby, zważając na obowiązujący w t y m
czasie zakaz g r y w kości. Zakaz t e n był przestrzegany przez pasterzy
dość konsekwentnie jeszcze w początkach naszego stulecia, nie w i e m
więc, czy rację m a D z o r i g pisząc, że grano przez cały r o k , a zaintere­
sowanie grą nasilało się l a t e m . Być może były to jakieś i n d y w i d u a l ­
ne odstępstwa o d ogólnie akceptowanej reguły.
Zastanawiać może jedno: dlaczego strzelano do astragali, które w ża­
den sposób n i e mogą być utożsamiane ze złem w grze, która miała słu­
żyć zniszczeniu tego zła? Dlaczego używano przedmiotów t a k cennych,
jak rogi jelenia? W grze chodziło o to, b y p r z e d m i o t y te wybić poza
granicę, jaką tworzyła deseczka l u b niewidoczna l i n i a tworzona przez
same astragale ustawione na podłodze, l u b próg, który tę granicę s y m ­
bolizuje najpełniej będąc w i d o m y m znakiem przejścia, s y m b o l e m o t w a r ­
cia i właśnie — granicy. W sur charwach rysowano linię na ziemi, b y
wybijać poza nią rzemienie. Jeśli astragal l u b rzemień nie wypadł po­
za linię, strzał uważano za niecelny. Chodziło b o w i e m o przerzucenie
astragalu (i rzemienia) poza tę granicę, otwarcie j e j , umożliwienie p r z e j ­
ścia na drugą stronę elementom wyrażającym życie, jego kontynuację
(astragal) i podkreślającym samą ideę przejścia. D o b r z y strzelcy b y l i
nagradzani o k r z y k i e m u — cha! n i e t y l k o za celność, lecz za to, że dzię­
k i niej zapewniali g r u p i e zwycięstwo nad złem, śmiercią. Każdy strze­
lec walczył w interesie g r u p y . Nie t y l k o własnej drużyny, lecz r o d z i n y ,
którą rep»ezentował, r o d u l u b choszunu.
Zawody, w których uczestniczyli mieszkańcy różnych choszunów, b y ­
ły organizowane nie t y l k o dla zmierzenia się w szagaj charwach
czy
eńjn gurwan naadam, ale także w i n n y c h grach. Ta prawidłowość n a
Przełomie X I X i X X w . przedstawia się jednak w M o n g o l i i dość n i e ­
jasno. Możemy o n i e j wnioskować t y l k o z n i e l i c z n y c h w y p o w i e d z i i p r z y ­
kładów wskazujących n a to, że przed t y m okresem istniała jednak czę­
ściej przestrzegana zasada mierzenia się mieszkańców dwóch choszu4 8

18

"

-

Dzorig,

0

p . cii,

s. 97.

Etnografia Polska X X V I I / !

�290

IWONA

KABZINSKA-STAWARZ

nów przede w s z y s t k i m właśnie w okresie n o w o r o c z n y m . Możemy też
domyślać się istnienia t a k i e j prawidłowości przez analogię do i n n y c h
ludów A z j i Środkowej, które właśnie w t y m przełomowym okresie sta­
czały p r a w d z i w e w a l k i z udziałem mieszkańców p r z e c i w n y c h dzielnic
miast, wiosek, członków p r z e c i w n y c h rodów i t p . W a l k i te miały po­
twierdzać istniejące opozycje — nie t y l k o między ludźmi, lecz także
w naturze, kosmosie.
Bardzo podobna do szagaj charwach była gra zwana môsôn szagaj
charwach.
Grano w nią zimą m . i n . także podczas obchodów noworocz­
n y c h . G r a ta była znana jeszcze w początkach X X w . przede w s z y s t k i m
w zachodniej części k r a j u , choć — być może — "nie znały j e j wszy­
stkie zamieszkujące tę część k r a j u mniejszości etniczne (prawdopodob­
nie z n a l i j e j n p . Derbeci). O grze t e j w s p o m i n a się już w Tajnej
hi­
storii Mongołów* .
W l i t e r a t u r z e j e d n a k na ogół m i l c z y się na j e j te­
mat. J e d y n y m wyjątkiem jest n i e w i e l k i artykuł M , T a t a r .
W grze t e j brały udział d w i e drużyny. Za c e l służyły astragale
albo też kawałki rogów bydła domowego, kawałki drzewa l u b lodu.
Układano je w jednej l i n i i wspólnej dla o b y d w u drużyn albo też w d w u
l i n i a c h znajdujących się naprzeciwko siebie. Grający s t r z e l a l i puszczając
po lodzie kawałki lodu l u b drzewa. Kawałki te nazywano sum. Grają­
c y kładł sum na dłoni i wypychał ją środkowym palcem, j a k b y w y p u s z ­
czał strzałę, dokładnie t a k samo, j a k c z y n i l i to uczestnicy szagaj
char­
wach. Wygrywała ta drużyna, która wykonała więcej t r a f n y c h strza­
łów, Czasem strzały były p u n k t o w a n e , n p . za t r a f i e n i e w przedmiot
znajdujący się w c e n t r u m l i n i i gracz otrzymywał 2 p u n k t y , za t r a f i e ­
nie w p r z e d m i o t y boczne — 1. I w tej grze uczestnicy w y s t r z e l i w a l i
poza granicę, którą stanowiła l i n i a u s t a w i o n y c h obok siebie przedmio­
tów, e l e m e n t y życia, p r z e d m i o t y związane z n i m przez swą symbolikę
i przypisywane i m znaczenie. A więc przede w s z y s t k i m astragale, na­
stępne drzewo, będące s y m b o l e m żywej p r z y r o d y i życia w ogóle, k a ­
wałki byczego r o g u ( b y k uważany jest za jednego z przodków przez
niektóre l u d y mongolskie i dawcę życia) i wreszcie k o s t k i lodu, będące
nie t y l k o zamrożoną wodą, której przypisuje się s y m b o l i c z n y związek
z życiem, z prapoczątkiem, lecz mające same zdolności przekazywania
życia. W wierzeniach mongolskich b o w i e m śnieg i lód mogą mieć udział
w p r o k r e a c j i , zapłodnieniu kobiety.
9

5 0

Duże podobieństwo g r y do szagaj charwach, wyrażone zarówno w sa­
mej nazwie j a k i regułach, każe przypuszczać, że podobne były też j e j
«

W

Tajnej

historii

Mongołów

nie

wymienia

się

co

prawda

nazwy

gry,

pisząc ogólnie, że Temudżyn i D z a m u k a g r a l i w kości n a l o d z i e O n o n u , a l e chodzi
tu

z a p e w n e właśnie o môsôn

szagaj

charwach.

Tajna

historia

Mongołów,

Warsza­

w a 1970.
5 0

M . T a t a r , Le moson

sagaj

charvach,

H u n g a r i c a , v o l . 25: 1972, n r 1-3, s. 221-226.

jeu d'osselets

Mongol,

Acta O r i e n t a i

�NOWOROCZNE

GRY MONGOLSKIE

291

magiczno-symboliczne funkcje, że i ta gra informowała o walce ze złem
i miała służyć odstraszeniu mocy nieprzyjaznych człowiekowi. Współ­
cześni Mongołowie, o ile jeszcze pamiętają tę grę, widzą w n i e j już t y l ­
ko walkę między d w o m a drużynami, nie łącząc j e j t a k wyraźnie, j a k
szagaj charwach czy sur charwach z walką o życie, z niszczeniem zła.
Nie znajdziemy więc potwierdzenia t y c h przypuszczeń w w y w i a d a c h
z pasterzami m o n g o l s k i m i .
KOŃ I A S T R A G A L . CZAS

PRZEJŚCIA

Dla Mongołów astragal jest n i e t y l k o s y m b o l e m i c h pasterskiej go­
spodarki, nie t y l k o m a g i c z n y m środkiem stosowanym w m a g i i płodności
i zabiegach związanych z kontynuacją życia. W i e l u Mongołów utożsa­
mia go metaforycznie i symbolicznie z k o n i e m . J a k i może istnieć zwią­
zek między astragalem a t y m zwierzęciem? Sami Mongołowie nie po­
t r a f i l i m i wskazać żadnego t r o p u . Asocjowanie astragala z k o n i e m n i e
w y n i k a z i c h symbolicznej tożsamości, jaką mogłaby być s y m b o l i k a go­
spodarcza. A s t r a g a l w p r a w d z i e symbolizuje gospodarkę pasterską, nie
czyni tego jednak koń. Wyjaśnienia związku należy więc szukać na i n ­
nej płaszczyźnie, przede w s z y s t k i m zaś w podobieństwie f u n k c j i peł­
nionych przez astragal i k o n i a w obrzędach. Jak już wspomniałam,
astragal pojawiał się zawsze w sytuacjach przejścia, g d y pożądana była
zamiana śmierci w życie, wzmocnienie życia i zapewnienie jego k o n ­
tynuacji. W obrzędach przejścia pojawiał się także koń. Towarzyszył
on zmarłemu w wędrówce na miejsce pochówku. Jego głowę w r a z ze
skórą wbitą na p a l pozostawiano jeszcze w średniowieczu p r z y grobie
zmarłego 5i. Pamiętamy, że w pochówkach pozostawiano także astra¬
gale. U przodków Mongołów koń (a także pies) przechodził też przez
miejsce, gdzie zazwyczaj siadywał zmarły za ż y c i a . Koń pełnił też
ważną rolę w obrzędzie w e s e l n y m przewożąc pannę młodą, traktowaną
jako reprezentantkę "tamtego świata" do d o m u teściów, co było równo­
znaczne z przekroczeniem g r a n i c y między strefą niebezpieczną, obcą
(obszary należące do r o d z i n y p a n n y młodej) i bezpieczną (przestrzeń
będąca w posiadaniu r o d z i n y młodego). T a k i c h przykładów symbolicz­
nego przekraczania g r a n i c y za pomocą konia z n a j d u j e m y wiele w l i 52

L i t e r a t u r a dotycząca r o l i k o n i a w pochówkach jest bardzo o b s z e r n a . P r z y ­
kłady udziału k o n i a w obrządzie p o g r z e b o w y m ludów m o n g o l s k i c h i i c h przodków
obficie podaje W i k t o r o w a, op. c i t , s. 29, 125, 135, 149 i n . P a t r z też E . E . K u z m i n a , Rasprostranienije
koniewodstwa
i kulta konia u iranojazycznych
plemien
snedniej
Azii i drugich
narodów starogo sWieta, [w:] S r t e d n j a j a Azija w
driewnosti i sriedniewiekowie,
M o s k w a 1977, s. 28-52. T a m też z n a j d u j e się o b s z e r n a
bibliografia dotycząca k u l t u k o n i a i jego m i e j s c a w k u l t u r z e narodów A z j i Ś r o d ­
kowej.
5 1

M

W i k t o r o w a, op. cit., s. 125.

�292

IWONA

KABZIŃSKA-STAWARZ

teraturze mongolskiej, przede w s z y s t k i m w baśniach i b o h a t e r s k i c h epo­
sach. Wyścigi k o n i towarzyszyły też w s z y s t k i m ważniejszym świętom
d o r o c z n y m i r o d z i n n y m związanym ze z m i a n a m i w c y k l u kalendarzo­
w y m i życiu j e d n o s t k i w rodzinie. Koń poprzez swój udział w obrzę­
dach przejścia staje się niejako s y m b o l e m dokonującej się zmiany, k o ­
m u n i k u j e o zachodzących przeobrażeniach. Jego pojawienie się jest już
samo w sobie świadectwem r a n g i obrzędu, z n a k i e m przejścia. W o b ­
rzędach i sytuacjach przejścia występuje także astragal. I on pełni r o ­
lę źródła i n f o r m a c j i o zmianie, dokonanej l u b pożądanej.
Rzadki dowód potwierdzający symboliczną tożsamość konia i astra¬
galu z n a j d u j e m y u Sandżejewa . Opisując szamański bęben D a r c h a tów podaje o n następujące informacje: "Między skórą jelenia a d r e w ­
nianą ścianą bębna znajdują się 2 końskie i 2 jelenie astragale, a także
21 astragali owiec i baranów. Te ostatnie mają wyobrażać s t a w y k o n i a " .
Magiczno-symboliczne związki istniejące między astragalem i k o n i e m
wyrażały też niektóre g r y . Były one związane z n o w y m r o k i e m , a więc
czasem zmiany, przejścia. Najbardziej znaną grą, której astragal " w y ­
stępuje w r o l i k o n i a " , są wyścigi k o n i zwane mor'uralduulach,
mor'uraldaan albo churdaan
mor', będące niejako o d p o w i e d n i k i e m wyścigów
k o n n y c h organizowanych w momentach przejścia z udziałem p r a w d z i ­
w y c h k o n i . N a piasku, kawałku materiału l u b p a p i e r u rysowano p r o ­
stokąt, który dzielono wewnątrz l i n i a m i p o z i o m y m i n a 9 części. Pola
zwano gadzar (ziemia) albo urt (długość), a wyznaczające je l i n i e —
dawaa (przełęcz). Czasem w górnej części prostokąta dodawano trójkąt,
którym oznaczano miejsce, gdzie przybywały konie (mor barich
gazar).
Każdy z graczy stawiał swój astragal (będący jego " k o n i e m " ) u dołu
prostokąta. Miejsce to zwano mor' tawich
gazar.
W mor'uralduulach,
mor'uraldaan,
grało 4 uczestników, w
churdann mor' — do 9-11 włącznie. Gracze r z u c a l i najczęściej 4 astragalam i . W zależności od tego, ile z n i c h upadło stroną " k o n i a " do góry,
gracz posuwał się po planszy. 'Jeżeli n p . na stronę " k o n i a " upadły 2
kości, posuwał się o 2 pola i t p . Gracz rozpoczynający grę mówił erged
jawnal (jazda!), j a k b y rzucał komendę p r a w d z i w e m u k o n i o w i .
Jak pisze E. Taube, przed w y k o n a n i e m r z u t u gracz podnosił do ust
astragale i cicho ( l u b głośno) mówił: mor'buu,
mor'buu,
albo:
minij
mor'dôon unaaraj
(mój k o n i u , u p a d n i j w j a k największej l i c z b i e ) .
W ten sposób próbował wpłynąć na los, aby zwyciężyć. N i e w i e m n a i l e
przykład podany przez Taube można uznać za powszechny. Podczas
swoich badań bezskutecznie szukałam i n f o r m a c j i o t a k i c h próbach m a ­
gicznego wpływania n a los przez graczy. N a w e t jeśli jest to zabieg sto-53

54

5 8

goliju
6 4

1!

G . D. S a n d z e j e w ,
w 1927 godu,

Darchaty.

Etnograficzeskij

otczet

o poiezdkie

w

Mon-

L e n i n g r a d 1930, s. 62.

E . T a u b e, Einige

Mongolische

Unterhaltungspiele,

für Völkerkunde z u L e i p z i g " , v o l . 24: 1967, s. 60.

" J a h r b u c h des

Museum

�NOWOROCZNE

GRY MONGOLSKIE

293

sunkowo rzadko stosowany, zasługuje z pewnością na uwagę jako p r z y ­
kład sposobu oddziaływania na los.
Wyścigi, w których występowały astragale — konie, były organizo­
wane nie t y l k o na planszy. W a j m a k u c e n t r a l n y m zapisałam n p . grę
charajlt, polegającą na podobnych zasadach, j a k gra opisna poprzednio.
Gracze układali 9 astragali w jednej l i n i i (zawsze stroną " k o n i a " d o gó­
ry), a następnie r z u c a l i j e d n y m astragalem. G d y wypadł "koń", gracz
przesuwał swój astragal wzdłuż l i n i i astragali. K t o p i e r w s z y minął 9
astragali, t e n wygrywał.
Z k o n i e m i astragalem związane też były g r y ruchowe. Uczestniczy­
ły w nich dzieci, które biegały trzymając astragal w ręku i przekazując
go po drodze i n n y m dzieciom. Była to swoista sztafeta (mann
buuchia).
Informacje o n i e j zapisałam w a j m a k u wschodniogobijskim. Zwyciężał
w t e j sztafecie t e n , k t o p i e r w s z y dobiegł do m e t y n i e zgubiwszy astragala. I znów p o w t a r z a się m o t y w wyścigu, z m i a n y w przestrzeni i cza­
sie. W p r z e k a z y w a n i u kości k o l e j n y m uczestnikom sztafety można w i ­
dzieć o d p o w i e d n i k p o k o n y w a n i a przeszkód. Jest to zawsze m o m e n t r y ­
zyka, można b o w i e m upuścić astragal, eliminując siebie ( i drużynę)
z dalszej w a l k i . Patrząc p o d kątem s y m b o l i k i możemy powiedzieć, że
gracz, który zgubi astragal, e l i m i n u j e się z w a l k i o życie, n i e p r z e k r a ­
cza symbolicznych granic, dzielących go od świata żywych. K o n s e k w e n ­
cje magiczno-symboliczne łączą się przede w s z y s t k i m z upuszczeniem
astragala, nośnika życia, gwarantującego jego ciągłość. Astragal p o w i ­
nien znaleźć się za linią m e t y — granicą, jako znak trwałości życia,
magiczny bodziec wspomagający jego rozwój'.
W y m i e n i o n e t u g r y miały aspekt magiczny. Zachęcano do n i c h prze­
de w s z y s t k i m dzieci. Mówiono, że dobrze jest grać w mor'
uralduulach
czy churdaan mor', aby było dużo wyścigów, dużo świąt. Organizowa­
nie wyścigów było pożądane n i e t y l k o z u w a g i n a i c h aspekt l u d y c z n y .
Wypowiedzi tego t y p u możemy potraktować j a k o przenośnię. Wyścigi,
stanowiące element świąt, to oznaki zmiany, zwycięstwa n a d złem,
śmiercią. I m więcej t a k i c h oznak, t y m zwycięstwo staje się bardziej w i ­
doczne.
Użycie astragali w grze każe n a m łączyć ją z magią płodności, za­
pewnianiem k o n t y n u a c j i życia. Użycie astragali asocjowanych z k o n i e m
podkreśla ponadto związek g r y z czasem przejścia, ze z m i a n a m i , co tłu­
maczy się także umieszczeniem g r y w kontekście now oroc z nym . Z m i a ­
nę symbolizują też r u c h y " k o n i a " na planszy (mor' uralduulach,
mor'
uroldoon, churdaan mor') wzdłuż l i n i i astragali (charajlt)
l u b uczestni­
cy sztafety (morin buuchia). Na planszy służącej do w s p o m n i a n y c h gier
na uwagę zasługują m . i n . poziome l i n i e zwane dawaa. Przełęcz w k u l ­
turze mongolskiej symbolizuje granicę, przejście, miejsce, w którym
stykają się d w a światy. A b y dotrzeć do mor' barich gazar, gracz m u s i
pokonać 9 t a k i c h przełęczy. 9 jest cyfrą magiczną, szczęśliwą, 9-krotne

�^7

IWONA KABZINSKA-STAWARZ

294

powtarzanie "jakiegoś zabiegu g w a r a n t u j e jego' skuteczność. Przełęcz
miała też d l a Mongołów znaczenie magiczne. J a k pisze D z o r i g
w sta­
rej mongolskiej t r a d y c j i było przyjęte, że jeśli u l u b i o n y s z y b k i koń
padł ze starości albo został zabity n a w o j n i e , to aby zachować n a w i e ­
k i pamięć o n i m , jego głowę umieszczono n a Szczycie góry, n a p r z e ­
łęczy
(pódkr. — I K S ) , bądź po prostu w stepie w pobliżu rodzinnej
miejscowości. U s y p y w a n o owoo i składano ofiary. Kobyłę, która miała
się oźrebić, przyprowadzano n a to miejsce, co miało zapewnić n a r o ­
dziny równie dobrego, szybkiego konia. Miejsce takie nosiło nazwę m o rin tolgoj (głowa konia), morin dawaa (przełęcz konia) i t p .
Tak więc m a m y w grze jeszcze jeden element mogący wskazywać
na j e j symboliczno-magiczne związki z płodnością, z magią życia. Jest
n i m obecność "przełęczy", przez które przechodzą astragale — " k o n i e " .

Przytoczyłam t u t y l k o niektóre przykłady gier noworocznych, ogra­
niczając się do gier najbardziej p o p u l a r n y c h bądź też z jakiegoś wzglę­
du wyjątkowo interesujących. Gier t y c h było dużo więcej. Stanowiły
one jednak najczęściej w a r i a n t y gier o p a r t y c h n a zasadach, j a k i e t u t a j
podałam. K o l e j n e przykłady n i e wniosłyby więc niczego nowego (poza
s a m y m materiałem) do i l u s t r a c j i tezy o pozaludycznych f u n k c j a c h gier,
ich symbolice i związkach z magią, wreszcie do tezy o k o m u n i k a c y j ­
nej f u n k c j i gier, o t y m , że gra występuje j a k o k o m u n i k a t o kontekście
czasowoobrzędowym, przekazujące idee w i e r z e n i o w e związane z t y m
kontekstem.
Msona Ka63HHbCKa-C aBaac
T

HOBOrOAHHE
HX

MOHrOJIBCKHE

CHMBOJ1HKA

H CB.H3H C

HrPŁI.

MAFHEfł

PesKwe
H a H36paHHbix n p a M e p a x MOHroJiBCKjix n i p a B T o p noKa3WBaeT HeKOToptie H3 He-pa3BJieKaTeJTMbK &lt;ł&gt;yHKUHH 3THX H i p . OflHOH H3 H H X HBJWeTCfl KOMMyHHKaTHBH3H &lt;ł&gt;yHKUJW. Hrpbl TOB o p j i T HaM o i e M - T c c n o M o m s K ) npaBHJi. Coo6memie, coflepacaiiieeca

B STHX

flaerea

aaHHOH jcyjibType.

c ynoTpe6jieHHeM Jmnca

MyHHicaraBHaa

CHMBOJIOB H

3Ha«reHHH, o6a3M aioiHHx
B

B

npaBHnax, n e p e K O M -

&lt;j&gt;yHKUHa H r p coneTaeTca n o s T O M y Hame Bcero c H X CHMBOJimecKolt (JryHKUHeH.

H r p w nOHBJMIOTCH 0 6 b I 1 H 0 B TOHHO OnpeflejieHHOM BpeMeHHÓM H OÓpHflOBOM KOHTeKCTe. B 3TOM
KOHTeKCTe

OHH

u cocTaBjisiioT cooómeHKe.

O H H

noflTBepKAawT

OUHOBPCMCHHO

coieTaiomHeca

c H H M H B e p o B a i m a H Hflen. C B J B H Mesmry poflOM H r p H BpeMeHHÓ-o6paflOBMM K O H T C K C T O M , B K O TOPOM

OHH

noaBJiaioTca, noKa3aHw 3#ecb H a n p n M e p e MOHronbCKHX HOBoro,ziHHX H r p .

ABTOP

paccMaTpHBaeT npaBHJia H r p H M e w m H x MCCTO B HOBOrO/JHCC BpCMJI IlOBCIOJUy H3. TCppHTOpHH
MoHrojiHH X I X - X X B B
coo6me a
HH

noKa3breaer cBoeo6pa3Hyio

TOKflecTBeHHOCTb nepeaaBaeMoró n r p a M H

H BepoaaHHH, CBJI33.HHbIX C HOBblM TOAOM

55 D z o r i g ,

op. cit., s. 34.

�NOWOROCZNE

BpeMH nepexoaa, 6opb6w

HoBwit rofl -

295

GRY MONGOLSKIE

JKHSHH CO

CMepTbio, 6 : i a r a c o

no6eflbi

SJIOM,

JKHSHH,

B03po*fleHHH BpeMCHH H K o c M O c a , a Taiojce B C A K H X O C H O B l e j i o B e i e c i c o r o c y m e c T B O B a r a a . 3 T O
T

a K K e nepnofl npopHuaHHfi H npaeMOB n o o6ecneieimio 6jiaronoJiyiH« H a Becb rofl. Taicyio

rHHecKyio 4&gt;yHKUHio ncnoJiHflJiH T a x x e H MOHroJitcKHe n r p w .

MaraiecKaa $yHKHHa r p

c o T e r a n a c b c H X KOMMyHHKaraBHOH H cHMBOjnnecKOH (J&gt;yHKUHeH, B b i r e K a a Tarace

H

caMnx

3

M

a -

HBHO

H

npa-

BHU 3THX BHflOB IIOBefleHHa.
B npeoÓJiaflaiomeM 6oJibmHHCTBe H O B O T O O T H X
aciparajiaMH

H

r p MOHronbcrae

( 6 a 6 a M H ) . AcrparaJiw B MOHroJibCKOił x y j i b r y p e

CKOTOBOAM

o6jiaflaK&gt;T

K

nojibsoBajmcb

ABHOH

CHMBOJIHKOH

MHOrOHHCJICHHOCTH H HJIOflOBHTOCTH. BMeCTe C T e M OHH CHMBOJlH3Hpywi CKOTOBOflHeCKOe X03HHC T B O . O H H ynoTpe6jiHJiHCb n p n M a r m e c r a x n p n e M a x no oGecneHeHHw n p o f l J i e m i a J K H S H H (mofleił
H acHBOTHbix) H J I H y K p e m i e m i i o ee, o 6 j i e n e H H i o n e p e x o f l a H3 C O C T O A H H A C M e p r a (6ojie HH) B

coc-

3

TOHHHe 3KH3HH (3flOpOBbfl).
neiMMH,

3 T a CHMBOJIHKa a C T p a r a J I , IlpHMCHHCMblX

yicpenjiaeT cHMBOJiHKy caMHX H r p , c j i e f l y w u r y i o

C He-pa3BJieKaTCJTbHbIMH

H3 H X npaBHJi.

CHMBonHKe a c T p a r a J i , a T a i c * e H X He-pa3BJieKaTejibHwM &lt;J&gt;yHKu.HaM n o c B a m e H a

oxnenbHaa

nacTb cTaTbH. Aajree B c r a T b e o 6 c y K « a i o T c a HecKonwco H r p , npaBHJia K O T o p w x cooSmaioT o n p o HCxoflameM

B HOBoroflHHH

nepnofl

npHBjieKaK&gt;Tca n p H M e p w w p

C H M B O J T H H C C K O M pacnpeflejieHHH

6 o r a T C T B Meatfly

JHOABMH.

B K O C T H H K a p T O i H w x H r p . B C B O K J onepeflb noKa3aHM n r p w ,

c«a-

3anHbie c Hfleett c o T B o p e r a a MHpa, B0cco3flaHHa BpeMeHH H K o c M o c a , H n r p w c o o 6 m a w m H e o n p e oflojieHHH r p a H H Mexqry »CH3Hbio H CMepTbio, o no6efle XOH3HH, cjiyacamne BMecTe c T C M H
rHBaHHio 3jia, y r p o x c a w m e r o lejiOBeicy O C O 6 C H H O CHJibHO B

MOMCHTH

omy-

n e p e x o f l a . LTocJieflHaa n a c T b

CTaTbH n o c B a m e H a n r p a M , B K O T O P H X a c T p a r a n n o a B J i a e T c a A K O S M B p o j i H KOHa. K o m , H a c T p a raji o c y m e c T B J i a r o r B MOHroJibCKOH Kyjn.Type cxoflHBie KOMMyHHicaTHBHbie (fryHKiiHH. O H H n o a B ^ a i o T c a name B c e r o B

coo6maa o

MOMCHTM

B O 3 H H K H I C H HJTH

nepexofla

( n o x o p o H M , CBaflb6a, CMeHa BpeMeH rofla H T . n . ) ,

py6eaca Meatfly

acejiaTenbHofl npeMeHe, npeoflojieHHw

CBeTOM". O H H oflHOBpeMeHHO

flOJixoibi

ManwecwiM

o6pa30M

noflflepacHBaTb

"STHM" H

„TeM

HenoBeica B

ero

6 o p b 6 e 3 a n e p e x o a r p a H H Meatfly 6 j i a r o M H 3 A O M , a o B H b i o H CMepTbio, " S T H M " H " T e M C B C T O M " .
ABTOP
B

He p a c c M O T p e j i a Bcex BasKHeHinnx HOBoroflHHx

noflroTaBjiHBaeMoii

HfleH, noflTBepsKflaioiflHxca

B . n e i a r b B T O P O H n a c T H CTaTbH 6 y f l y T pacMOTpeHbi

Ha npHHiinne yrpaHeHHoe-HaHfleHHoe,

nrpw,

nrpaMH.

ocHOBaHHbie

cBa3aHHbie c Hfleen c o T B o p e H H a , posKfle-HHa 3KH3HH, a Taiotce

Ta6jiHHHbie n r p b i H3o6pa»caiomHe 6opb6y Meatfly 5KH3HŁIO H CJVtCpTBK) MC^CflV flBYMJT OCHOBHUPvtH
npOTMBOITOJTOJKHOCTflMH

BŁI^CJlHCMŁrMH BCCMH H3.pOpHa.MH

MHpa

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6606" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6586">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9fdac948f9dd9b7434dcecc995c545eb.pdf</src>
        <authentication>ea50be982ab156089027abfc53c8cc94</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78717">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1184</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78718">
                <text>1984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78719">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1091</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78720">
                <text>Noworoczne gry mongolskie. Ich symbolika i związki z magią / ETNOGRAFIA POLSKA 1984 t.28 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78721">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1984 t.28 z.2, s.189-230</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78722">
                <text>Kabzińska-Stawarz, Iwona</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78723">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78724">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78725">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78726">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78727">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X V I I I z. 2
P L I S S N 0071-1861

&gt;(к
га

áe
е-

ia
go

о),
o•az
ka

in-

IWONA KABZIÑSKA-STAWARZ

NOWOROCZNE GRY MONGOLSKIE. ICH S Y M B O L I K A I
Z MAGIĄ

;ci.
:h,

ZWIĄZKI

Część I I

sa­
in­

^

I. G R Y I SYTUACJE KONFLIKTOWE

are

aw
s aach
¡est
RR
T

W I części a r t y k u ł u * p r z e d s t a w i ł a m p r o p o z y c j ę innego n i ż d o t y c h ­
czasowe spojrzenia na zachowania ludyczne pasterzy mongolskich, p r ó ­
b u j ą c u k a z a ć znaczenie symboliczno-komunikacyjne i magiczne gier, sta­
n o w i ą c y c h j e d n ą z f o r m t y c h z a c h o w a ń . O p e r u j ą c p r z y k ł a d a m i gier
w kości (astragale), domino, 'oldzij, chorlo i i n . s t a r a ł a m się u k a z a ć p o zaludyczne funkcje, j a k i e g r y te p e ł n i ł y prawdopodobnie w k u l t u r z e m o n ­
golskiej jeszcze w p o c z ą t k a c h X X w . P r ó b o w a ł a m t a k ż e w y j a ś n i ć i c h
związki z kontekstem noworocznym, w k t ó r y m w y s t ę p o w a ł y najczęściej
w t y m okresie. O p e r u j ą c zachowaniami i p r z e d m i o t a m i , k t ó r e m i a ł y dla
M o n g o ł ó w o k r e ś l o n e znaczenie symboliczne, p o d k r e ś l a ł y one — j a k p r ó ­
b o w a ł a m w y k a z a ć — i s t o t ę w y d a r z e ń z a c h o d z ą c y c h w naturze w o k r e ­
sie nowego r o k u (sytuacja zmiany, r e - k r e a c j i wszelkiego ż y c i a itp.). W y ­
s t ę p o w a ł y ponadto j a k o magiczny bodziec dla n a t u r y , w z m a c n i a ł y i c h r o ­
n i ł y o d r a d z a j ą c e się życie, u ł a t w i a ł y p o w r ó t do p r a p o c z ą t k ó w . Z w y n i ­
k ó w gier w r ó ż y l i t e ż pasterze o p o m y ś l n o ś c i w n a d c h o d z ą c y m r o k u .
W I I części a r t y k u ł u , przedstawiam n i e k t ó r e mongolskie g r y planszo­
we. A . Popova t w i e r d z i , że są one systemem s e m i o t y c z n y m ( j ę z y k i e m ) ,
w k t ó r y m d z i a ł a n i a graczy (zgodne z o k r e ś l o n y m i r e g u ł a m i ) d o p r o w a ­
d z a j ą do powstania i n t e r a k c j i o c h a r a k t e r z e ' k o n f l i k t o w y m . W y r ó ż n i a
1

* I część artykułu, pod tym samym tytułem, ukazała się w „Etnografii Polskiej",
t. X X V I I I : 1983, z. 1, s. 253-295.
A. P o p o v a , Analyse formelle et classification des jeux de calculs mongols,
Etudes Mongoles, Paryż 1974, vol. 5, s. 7.
Większość badaczy wyróżnia gry spośród innych zachowań ludycznych na pod­
stawie cechy, jaką jest współzawodnictwo ujęte w reguły, nie nadając mu jednak
jakiegoś znaczenia pozaludycznego. Znajdujemy jednak w literaturze przykłady
1

�•-" 190

IWONA KABZIÑSKA-STAWARZ

ona n a s t ę p u j ą c e d z i a ł a n i a r o z s t r z y g a j ą c e w a l k ę t o c z ą c ą się na planszy,
a t y m s a m y m p r o w a d z ą c e do z w y c i ę s t w a jednego z graczy: u n i e r u c h o ­
mienie p r z e c i w n i k a , jego odcięcie i odosobnienie, p o ś c i g , zgromadzenie
j a k n a j w i ę k s z e j ilości p i o n ó w w j e d n y m miejscu zajęcie t e r y t o r i u m ,
eliminacja, w s p ó ł z a w o d n i c t w o i i n . M ó w i ą c o sytuacjach k o n f l i k t o w y c h
badaczka ta nader rzadko stawia p y t a n i e o przedmiot k o n f l i k t u , a w n i e ­
licznych p r ó b a c h w y j a ś n i e n i a i c h znaczenia nie w y c h o d z i poza s f e r ę
gospodarki pasterskiej, s z u k a j ą c w n i e j z a c h o w a ń , k t ó r y c h modelem b y ­
ł y b y g r y . Podobnie j a k Popova, r ó w n i e ż i n n i badacze gier mongolskich
na ogół p r z y j m u j ą , że w y s t ę p u j ą c e t u sytuacje są m o d e l e m rzeczywis­
tych zachowań społecznych .
2

3

I d ą c dalej w badaniu gier planszowych n a l e ż a ł o b y , j a k s ą d z ę , p o d j ą ć
p r ó b ę o k r e ś l e n i a znaczenia w y s t ę p u j ą c y c h t u s y t u a c j i k o n f l i k t o w y c h , m . i n .
z p u n k t u widzenia s y m b o l i k i i u d z i a ł u gier w procesie
komunikacji.
P o w i n n i ś m y przede w s z y s t k i m p o s t a w i ć p y t a n i e o i s t o t ę tego rodzaju
sytuacji, o k r e ś l i ć przedmiot k o n f l i k t u i s p o s ó b jego r &lt; p ; t r z y g n i ę c i a , p r ó ­
b u j ą c n a s t ę p n i e — o ile to m o ż l i w e — w y j a ś n i ć s y m b o l i k ę d z i a ł a ń p r o ­
w a d z ą c y c h do z w y c i ę s t w a . Trzeba t u jednak od r a z u z a z n a c z y ć , że w s p ó ł ­
cześni n a m M o n g o ł o w i e p r z e w a ż n i e nie n a d a j ą k o n f l i k t o w i w y s t ę p u j ą ­
cemu w grach planszowych znaczenia symbolicznego i nie u j m u j ą go
np. w w y m i a r a c h u n i w e r s a l n y c h . W y s t ę p u j ą c e t u sytuacje są dla n i c h
przede w s z y s t k i m i l u s t r a c j ą rzeczywistych w y d a r z e ń z w i ą z a n y c h z w o j wskazujące ma konfliktowy charakter działań rozgrywających się na planszy oraz
interpretacje nadające tym sytuacjom znaczenie symboliczne. Niektóre z nich przed­
stawiam w tym artykule omawiając poszczególne gry mongolskie. Można tu dodać,
że konflikt — jeśli pominiemy sferę stosunków międzyludzkich — nie jest w ł a ś c i w y
jedynie grom. Pojawia się on m.in. jako jeden z zasadniczych m o t y w ó w w bajkach,
mitach, legendach, bohaterskich eposach itp. formach ustnej twórczości Mongo­
łów. Formy te posługują się odmiennymi środkami przekazu informacji niż gry.
Mają jednak także wiele cech wspólnych. Jedną z nich jest informowanie o sy­
tuacjach konfliktowych za pomocą języka symboli obowiązującego w danej kul­
turze (w tym przypadku — mongolskiej). Na podobieństwa te zwracano już uwa­
gę w literaturze. T. McFeat пр., powołując się na ustalenia J . M. Robertsa
i B. Sutton-Smitha, zwraca uwagę na powiązanie treści m i t ó w i gier z doświadcze­
niami grupy, w której występują te formy. Zauważa też, że zarówno w mitach
jak i grach dominuje element współzawodnictwa, napięcia, niepewności, sporu,
który musi być rozstrzygnięty; jako przeciwnicy występują
związanych ze
sobą opozycji; metody prowadzące dó rozwiązania konfliktu są podobne; T . Mc
F e a t , Myth and Game Media [ w ] Small ; Group CultitT6 Toronto 1974 s 68-70. Na
podobieństwo treści mitów i gier'oraz innych zachowań będących elementom i fol­
kloru zwracaia także uwase Iwanow i Tonorow nadkrpślaiac rjrzede W4zv4tk m
w s n ó l n v im iezvk symboliki oraz eenezenń W W I w a n o w W N T o
porów
Issledowanija
w oblasti sławjanskich
driewnostiej
Moskwa 1964 '
г P o p o v a , op cit s 8 13
Np. C h . D a r a m b a d z a r, Mongol ündesnij togloomyn sistemijn
chogdżloos,
Tüüchijn Sudlal, Ułan Bator 1979, vol. 14, facs. 7; R. D z o r i g,
Mongol ardyn
sport, Ułan Bator 1960.
;

3

�101

NOWOROCZNE G R Y M O N G O L S K I E

4

ną, polowaniem, pasterstwem i t p . J e d n a k ż e charakter tablic i p i o n ó w ,
i c h n a z w y , k o l o r y s t y k a , m a t e r i a ł , z jakiego z o s t a ł y wykonane, k s z t a ł t i t p . ,
terminologia, a t a k ż e rodzaj d z i a ł a ń p o z w a l a j ą w n o s i ć , że n i e g d y ś g r o m
t y m p r z y p i s y w a n o znaczenie symboliczne, a t a k ż e — b y ć m o ż e — m a ­
giczne. W n i o s k u j ę o t y m przede w s z y s t k i m o d w o ł u j ą c się do j ę z y k a s y m ­
b o l i k i o b o w i ą z u j ą c e g o w k u l t u r z e mongolskiej, k t ó r y m p o s ł u g u j ą * się
t a k ż e g r y . O i l e to m o ż l i w e k o r z y s t a m t a k ż e z i n f o r m a c j i w s p ó ł c z e s n y c h
n a m pasterzy mongolskich. Za s y m b o l i c z n y m znaczeniem gier planszo­
w y c h znanych M o n g o ł o m przemawia t a k ż e m a t e r i a ł p o r ó w n a w c z y po­
c h o d z ą c y z M o n g o l i i W e w n ę t r z n e j , I n d i i , T y b e t u i C h i n . Część u s t a l e ń
ma jednak charakter hipotetyczny.
5

Obok cech f o r m a l n y c h ł ą c z ą c y c h g r y planszowe (m.in. charakter dzia­
ł a ń graczy) w y s t ę p u j ą t e ż r ó ż n i c e , przede w s z y s t k i m w rodzajach p i o ­
n ó w i plansz. Ponadto, j a k m o ż e m y p r z y p u s z c z a ć , g r y te m i a ł y swoiste
znaczenie symboliczne. Jak w y k a z a ł y moje badania, w p o c z ą t k a c h X X w .
nie c i e s z y ł y się t e ż j e d n a k o w ą p o p u l a r n o ś c i ą .
W s p ó ł c z e ś n i n a m M o n g o ł o w i e nie r o z u m i e j ą w p r a w d z i e na ogół s y m ­
bolicznego znaczenia gier, w y r a ź n i e natomiast u ś w i a d a m i a j ą sobie z w i ą z ­
k i z m a g i ą i w r ó ż b i a r s t w e m , jakie p r z y p i s y w a n o g r o m . jeszcze w p o c z ą t ­
k a c h X X w . (tego okresu s i ę g a najdalej p a m i ę ć m o i c h i n f o r m a t o r ó w ) .
Jak m o ż e m y p r z y p u s z c z a ć , w i a r a w m a g i c z n ą s k u t e c z n o ś ć gier decydo­
w a ł a t e ż w ó w c z a s zasadniczo o n a d a w a n y m i m znaczeniu s p o ł e c z n o - k u l t u r o w y m . W bardzo m a ł y m stopniu z a ś w y p ł y w a ł a oraz z rozumienia
s y m b o l i k i tego rodzaju z a c h o w a ń .
Ze w z g l ę d u na swe funkcje magiczne i w r ó ż e b n e g r y t o w a r z y s z y ł y
s y t u a c j o m o s z c z e g ó l n y m znaczeniu dla jednostki i g r u p y . B y ł y to przede
w s z y s t k i m sytuacje o charakterze ś w i ą t e c z n y m i o b r z ę d o w y m . Grano
jednak t a k ż e np. podczas c h o r ó b l u d z i i z w i e r z ą t .
S z c z e g ó l n i e nasycony g r a m i b y ł n o w y r o k u (mong. Cagaan Sar). Jak
w y k a z a ł y m o j e badania, o p r ó c z gier w kości, k t ó r e o m ó w i ł a m w I części
a r t y k u ł u , charakterystyczne dla tego okresu b y ł y w ł a ś n i e g r y planszowe.
Opisy o b c h o d ó w nowego r o k u w M o n g o l i i , jakie znajdujemy w l i ­
teraturze ( u z u p e ł n i o n e o w y n i k i b a d a ń Ekspedycji Etnologicznej P A N ) ,
p o z w a l a j ą n a m t r a k t o w a ć Cagaan Sar jako ś w i ę t o odradzania się ż y c i a
i jego manifestacji. Ś w i a d c z ą o t y m m . i n . : obfitość j a d ł a i n a p o j ó w , n o w a
odzież, palenie ognisk, s k ł a d a n i e ofiar b ó s t w o m d o m o w y m (przede w s z y ­
s t k i m b ó s t w u / b o g i n i ognia) i opiekunom p r z y r o d y , m i e j s c o w o ś c i i t p . , i n ­
tensyfikacja k o n t a k t ó w t o w a r z y s k i c h , z a c h o w a ń l u d y c z n y c h i i n . Caga¬
6

* Większość

informacji zawartych w tym

artykule pochodzi

z badań,

jakie

przeprowadziłam w Mongolii w latach 1978 i 1980 w ramach prac Ekspedycji Etno­
logicznej Polskiej Akademii Nauk, którymi kierował prof, dr W. Dynowski.
6 Brak miejsca nie pozwala mi na szersze omówienie materiału porównawcze­
go. Podaję w i ę c tylko niektóre, istotne — jak sądzę — informacje.
« Informacje o obchodach Cagaan Sar w Mongolii m o ż e m y znaleźć np. w Ober­
kach istorii kultury MNR, U ł a n Ude 1971, s. 204-205; patrz też: N. P u r i e w s u-

�192

IWONA KABZIÑSKA-STAWARZ

an Sar

to t a k ż e okres z a k o ń c z e n i a c y k l u gospodarczego i p o c z ą t e k w i o s ­

ny

sezonu

_

odpowiadającego

symbolicznie

7

dzieciństwu

człowieka .

S z c z e g ó l n e znaczenie m i a ł y w t y m momencie d a r y . B y ł y to przede w s z y ­
stkim
tym

chadaki
różne

przekazujące

wypieki,

cukierki,

symbolicznie
orzeszki

życzenia

8

pomyślności ,

(współcześnie

poza

także

np.

ołówki)

i i n n e a r t y k u ł y w y r a ż a j ą c e , j a k się w y d a j e , m n o g o ś ć . Sam

dar

zaś

9

w k u l t u r z e mongolskiej w i e l o r a k i e znaczenie symboliczne — p o z w a l a

ma
na

o t w a r c i e ż y c i a , zapewnia jego t r w a ł o ś ć i k o n t y n u a c j ę , jest p o n a d t o jego
manifestacją
Przyjęty

1 0

.

przeze m n i e s p o s ó b w y j a ś n i a n i a

związku zachowań

ludycz-

n y c h z o k r e ś l o n y m k o n t e k s t e m c z a s o w o - o b r z ę d o w y m n a w i ą z u j e do u s t a ­
leń strukturalistycznych, które zakładają,
t u r o w a reakcja na
w

że „ w s z e l k i

stan n a t u r a l n y polega na

k i l k u - kodach w y r a ż a

obrzęd

t y m , iż na

się i p o d k r e ś l a z n a k a m i j ę z y k a

jako k u l ­

r ó ż n e sposoby,
symbolicznego

zaistnienie owego stanu n a t u r a l n e g o " " . Z a c h o w a n i a l u d y c z n e

występu­

j ą c e w k o n t e k ś c i e n o w o r o c z n y m s ą w ł a ś n i e j e d n y m ze s p o s o b ó w

wyraża­

nia informacji

naturze.

o w y d a r z e n i a c h z a c h o d z ą c y c h w o w y m czasie w

г i en,
Prázdník
nowogo goda po lunnomu kalendářju,
„Mongolia", nr 2: 1979,
s. 10-11; B . R i n c z e n , Mongolski] nowy] god, „Cagaan Sar", „Sowriemiennaja
Mongolia", nr 2: 1961, s. 23; K . W. W j a t k i n a, Mongoly Mongolsko] Narodnoj
Riespubliki, Trudy Instituta Etnografii im. N. N. Mikłucho-Makłaja, t. 60, Moskwa—
Leningrad 1960, s. 266.
D. Cagaan pisząc o twórczości mongolskiego poety D. Rawdżi podaje, że
w jego wierszach „dzieciństwo, młodość, dojrzałość i starość człowieka p o r ó w n y ­
wane są do pór roku (wiosny, lata, jesieni i zimy)"; D. C a g a a n ,
Tworczestwo
D. Rawdżi w swietie wzairaoswiaziej mongolsko] litieratury s indijskoj i tibietanskoj litieraturami, [w:] Litieraturnyje swiazi Mongolii, Moskwa 1981, s. 201. Podobne
porównania możemy spotkać i w innych kulturach.
Patrz: A. L a t u s e k ,
Chadak — mongolska szarfa dobrych życzeń, „Etno­
grafia Polska", t. 14: 1970, z. 1, s. 203-224.
Podczas Cagaan Sar nie dawano nigdy pojedynczych przedmiotów w charakte­
rze prezentów. Takie podarunki zwano onczin beleg (sieroce dary); za:
Wjatkin a . op. cit., s. 243.
J . S. W a s i l e w s k i , Podarować — znaleźć — zgubić — zbłądzić,
„Etnogra­
fia Polska", t. 24: 1980, z. 1, s. 283-289. Autor ten omawiając symbolikę daru w k u l ­
turze mongolskiej opiera się na własnych badaniach terenowych, nawiązując przy
tym do koncepcji daru sformułowanej przez G . v a n d e r L e e u w ' a
w jego
Fenomenologii religii, Warszawa 1978, s. 403 n. S. Szynkiewicz natomiast omawia­
jąc dary związane z weselem, jednemu z nich — kałymowi (mong. süj, süj be­
leg) — przypisuje szczególne znaczenie symboliczne interpretując go jako „specy­
ficzny dar л t w i e r a j ą су [podkr. — I . K - S . ] rytuał zawarcia m a ł ż e ń s t w a i za­
wiązujący nowy rodzaj więzi społecznych — powinowactwa" w odróżnieniu od da­
ru inicjującego swatanie i cały proces wymiany małżeńskiej, odwołując się przy
tym do mitologii, która „prezentuje k a ł y m jako w y m i a n ę darów inicjujących
małżeństwo"; S. S z y n k i e w i c z , Rodzina pasterska w Mongolii, Wrocław 1981
s. 227.
7

4

s

3

1 0

11

Za: W a s i l e w s k i ,

Podarować...,

s. 285.

-4

#1

�193

NOWOROCZNE G R Y M O N G O L S K I E

4
Zgodnie z t y m z a ł o ż e n i e m , g r y noworoczne, k t ó r y c h t r e ś c i ą jest s y m ­
bolicznie w y r a ż o n a sytuacja k o n f l i k t o w a , p o w i n n y i n f o r m o w a ć o k o n f l i k ­
cie w w y m i a r z e u n i w e r s a l n y m — walce t o c z ą c e j się w n a t u r z e w okresie
nowego r o k u . C ó ż jednak w i e m y
cjach m o m e n t u p r z e j ś c i a
jakimi

dysponują

o o w e j walce, a szerzej — o k o n c e p ­

w k u l t u r z e mongolskiej X I X / X X

informacji.

M u s i m y o d w o ł y w a ć się do o g ó l n y c h r y s ó w t a k i c h koncepcji

obowiązują­

gołowie —

dostarczają

w. ? Źródła,

wyczerpujących

cych w i n n y c h

badacze, nie

s p o ł e c z e ń s t w a c h r e p r e z e n t u j ą c y c h — podobnie j a k

dualistyczny typ

1 2

w i d z e n i a ś w i a t a . Koncepcje te

Mon­

zakładają

przede w s z y s t k i m , że w okresie nowego r o k u toczy się w n a t u r z e w a l k a
między

dobrem a złem,

życiem

a ś m i e r c i ą . Owa

walka

jest

m.in.

za­

sadniczym m o t y w e m t r e ś c i m i t ó w kosmogonicznych. P r z y p o m i n a się

je

z a ś w s y t u a c j a c h s z c z e g ó l n y c h dla s p o ł e c z e ń s t w a i j e d n o s t k i m . i n . w o k r e ­
sie o b c h o d ó w nowego r o k u , k t ó r y t r a k t o w a n y jest j a k o
nie k o s m o g o n i i '

1 3

„zaktualizowa­

. W s p o m n i a n y k o n f l i k t p o j a w i a się r ó w n i e ż w

mitach

m o n g o l s k i c h (por. p r z y p . 12).
W

tym

miejscu

chciałabym

p o d k r e ś l i ć , że badanie z w i ą z k u

treścią

zachowań

ludycznych

ustnej

twórczości

występujących

-obrzędowych

a

charakterem

(przede w s z y s t k i m
w

określonych

owego k o n t e k s t u

gier) i

kontekstach
pozwala

między

różnych
nam

form

czasowoniekiedy

! 2

Cechy dualistycznego m y ś l e n i a ' u Mongołów zostały potwierdzone m. in. na
przykładzie koncepcji podziałów przestrzeni (J. S.
Wasilewski,
Symboliczne
uniwersum jurty mongolskiej, „Etnografia Polska", t. 21: 1977, z. 1, s. 98-116), poj­
mowania czasu ( t e n ż e , Symbolika ruchu obrotowego i rytualnej inwersji, „Etno­
grafia Polska", t. 22: 1978, z. 1, s. 81-108), podziałów społecznych (R. H a m a y . o n ,
Jak język kobiet oddaje dominację
mężczyzn:
„Etnografia Polska", t. 25: 1981, z. 1,
s. 173-189; S. S z y n k i e w i c z , Współczesne
zmiany terminologii
pokrewieństwa
u Mongołów, „Etnografia Polska", t. 24: 1980, z. 1, s. 171-172; t e n ż e ,
Rodzina...,
s. 124-147, 196), widzenia „tego" i „tamtego świata" ( W a s i l e w s k i ,
Podarować...,
s. 283-303; t e n ż e ,
Podróże
do piekieł. Recz n szamańskich
misteriach, Warsza­
wa 1979; t e n ż e , Po śmierci
wędrować.
Szkic z zakresu etnologii świata
zna­
czeń, „Teksty", nr 3: 1979). Znajdujemy je także w mitach, których egzemplifika«ję prezentują' пр.: Т. А. В i e r t a g a j e w,
Kosmogoniczeskije
priedstawlenija
w mifołogii mongolskich plemien, [w:] Iśtoriko fiłołogiczeskije
issledowanija, Moskwa
1974, s. 406-418; U . H a r v a, Die religidsen Vorstellungen der altaischen Volker,
Porvoo 1938; L . L ó r i n c z , Die mongolische Mythologie, Acta Orientalia Academiae Scientiarum Hungaricae, Budapeszt 1973, vol. 27, nr 1, s. 103-126* G N. P ot a n i n , Oczerki siewiero-zapadnoj
Mongolii, wyd. 4, S-Pietierburg 1883; I. P o dg o r b u n s k i j , Iz mifołogii
buriat i mongołow
szamanistow, „Sibirskij Sbornik",
vol 3- 1894 s 1-34' G T u c c i
W Heissig
Die Religionen Tibets und der
Mongolei, Stuttgart 1970; patrz też ogólne omówienie: S. J.u. N i e k l u S o w Mon­
golskich narodów
mifołogija
[ w ] Mify narodów
mira Moskwa 1982 s 170-174
Sądzę, że wyrazem dualistycznego myślenia Mongołów są też gry plenszowe,' w k t ó те grano niemal obowiązkowo w okresie noworocznym.
1 8

M. E l i a de,
Sacrum, mit, historia, Warszawa 1970, s. 104; Patrz też пр.:
Iwanow, Toporów,
op. cit., szczeg. ss. 180-216; A. Z a d r o ż y ń s k a , Homo
faber i homo ludens, Warszawa 1983, s. 192-219, 252-255.
13 -

Etnografia Polska t. 28/2

�194

IWONA KABZIÑSKA-STAWARZ

o k r e ś l i ć sam kontekst, p o s z e r z y ć n a s z ą w i e d z ę o jego u k r y t y c h
z w y k ł y m spojrzeniem sferach.

przed

I I . E L I M I N A C J A . B L O K A D A . OSŁABIANIE SIŁ P R Z E C I W N I K A
l. SZACHY

Do najbardziej p o u l a r n y c h gier planszowych, bez k t ó r y c h nie m o ­
gą- się obejść noworoczne u r o c z y s t o ś c i , n a l e ż ą szachy (mong.
szatar).
Jeszcze do niedawna p r z y p i s y w a n o i m znaczenie magiczne. M i a ł y one
o p i n i ę g r y s z c z ę ś l i w e j , dobrej i m ą d r e j . Z n a l a z ł o to m . i n . w y r a z w p r z y ­
s ł o w i u , k t ó r e m ó w i , że n a j l e p s z ą r z e c z ą na uczcie jest w ó d k a i k u m y s ,
najlepsze w ś r ó d gier z a ś są szachy i szagaj (mongolska nazwa astraga­
li) . Wierzono t e ż , że z w y c i ę s t w o w grze w szachy p r z y n o s i bogactwo,
zaszczytne posady, m o ż e r o z s t r z y g a ć o m a ł ż e ń s t w i e , daje d ł u g i e życie
i zdrowie. D o b r y gracz m ó g ł w i ę c w p ł y n ą ć na s w ó j los.
1 4

O s z c z e g ó l n e j randze g r y m ó w i ą legendy, z k t ó r y c h w i e l e do dziś
ż y j e w chudonie. Jedna z n i c h w s p o m i n a n p . o z w i ą z k u m i ę d z y w y n a l a z ­
k i e m g r y a bogactwem. Powiada się w n i e j o p e w n y m k r ó l u arabskim,
k t ó r y polecił m i e s z k a ń c o m swego k r a j u , aby w y n a l e ź l i g r ę w y m a g a j ą c ą
m y ś l e n i a . S p o ś r ó d Wielu gier, j a k i e m u przedstawiono, w ł a d c a w y b r a ł
szachy. C h c ą c n a g r o d z i ć w y n a l a z c ę s p y t a ł , j a k i e j pragnie nagrody. Ten
z a ś rzekł," że c h c i a ł b y o t r z y m a ć k a w a ł e k ziemi r ó w n y d ł u g o ś c i l o t u pszczo­
ły, b y sadzić na n i m owoce i w a r z y w a . D z i ę k i o t r z y m a n e j nagrodzie c z ł o ­
w i e k ó w s t a ł się bogaty .
1 5

Inna, popularna w M o n g o l i i legenda opowiada o c z ł o w i e k u , k t ó r e g o
dobra gra w szachy u r a t o w a ł a od ś m i e r c i . C z ł o w i e k t e n m i a ł iść do
p i e k ł a . E r l i k - c h a n , w ł a d c a podziemi, p o s ł a ł po niego d i a b ł a . K i e d y w y ­
s ł a n n i k p r z y s z e d ł do j u r t y , w k t ó r e j m i e s z k a ł ó w c z ł o w i e k , grano t a m
w Mong. najryn cziń sajchan, archi czigee chojer, naadmyń
cziń sajchan, szagaj
szatar chojer; przysłowie to zapisałam u Eletów ajmaku kobdoskiego; mat. autorki
1978 r.
Legendę tę zapisałam w ajmaku kobdoskim w 1978 r. Wątek nagrody za
wynalezienie szachów znajdujemy także w hinduskiej wersji legendy o genezie
gry. Jej wynalazek przypisuje się braminowi Sessie synowi Dahera, który stworzył
pierwowzór szachów pragnąc ukazać nieudolnemu władcy, że król nie może zdzia­
łać niczego bez pomocy innych osób (w szachach: figur). Mądry bramin zażądał
w nagrodę tyle pszenicy, ile zmieści się na szachownicy, przy czym na pierwszym
polu położono jedno ziarno, na drugim — dwa, na trzecim — cztery itd. Na każdym
polu ilość ziaren pszenicy ulegała podwojeniu. Aby nagrodzić Sessę syna Dahera
w ł a d c a mftsiałby obsiać całą ziemię 8 razy i 8 razy zebrać plon, za: J . G i ż y c k i ,
Z szachami przez wieki i kraje, Warszawa 1960, s. 75. W bajkach i legendach mon­
golskich znajdujemy wiele w p ł y w ó w obcych. Mongołowie bowiem od dawna prze­
kładali teksty folklorystyczne Wschodu stopniowo nadając im cechy rodzime. Sami
w okresie swoich podbojów przekazywali je dalej, m. in. do Europy. Takiego zdania
jest np. D. C e r e n s o d n o m , Bensen iilgerijn onslog bajlad, „Aman Dzochiolyn
Sudlal", vol. 6: 1968, s. 33.
1 5

�4
NOWOROCZNE G R Y MONGOLSKIE

195

w ł a ś n i e w szachy. Z a p a t r z y ł s i ę , czart, czas jego p o s ł a n i a m i n ą ł i m u ­
siał w r a c a ć z n i c z y m . P o d o b n ą l e g e n d ę przytacza Koczeszkow zaznacza­
jąc jednak, że w y s ł a n n i k E r l i k a sam b y ł m i ł o ś n i k i e m s z a c h ó w i z n a k o m i ­
t y m graczem .
W legendach d o b r y gracz nie t y l k o z d o b y w a ł bogactwo, zaszczyty
itp., ale t a k ż e m ó g ł ' r a t o w a ć z opresji inne osoby g r a j ą c zamiast n i c h .
Jego p a r t n e r e m b y ł p r z e w a ż n i e z ł y chan, k t ó r y dotychczas zawsze w y ­
g r y w a ł , a p o k o n a n y m u c i n a ł g ł o w ę . Bohater o c z y w i ś c i e z w y c i ę ż a ł w p ł y ­
w a j ą c ponadto na chana, aby z a p r z e s t a ł karania p o k o n a n y c h g r a c z y .
W i n n e j legendzie jest m o w a o d w ó c h braciach, k t ó r z y s t a n ę l i do w a l k i
0 s c h e d ę po ojcu. W o j s k a s t a ł y j u ż nad brzegami rzeki. Przed b i t w ą w y ­
szli jednak d w a j m ł o d z i synowie z w a ś n i o n y c h i zaczęli g r a ć w szachy.
G r a l i d ł u g o . W t y m czasie ojcowie i c h pogodzili się, wojska z a ś rozje­
c h a ł y się do d o m ó w .
I n n a legenda wskazuje natomiast na p r z y p i s y w a n i e szachom znacze­
nia w r ó ż e b n e g o : „ D a w n o t e m u d w a plemiona p r o w a d z i ł y w o j n ę . Jeden
z d o w ó d c ó w , c h c ą c p o z n a ć w y n i k b i t w y , j a k a m i a ł a się r o z e g r a ć naza­
j u t r z , g r a ł zawsze wieczorem w szachy. Rezultaty g r y s p r a w d z a ł y się
w rzeczywistych bojach i dlatego M o n g o ł o w i e l u b i ą t ę g r ę .
.
Legendy i wierzenia z w i ą z a n e z g r ą w szachy w y j a ś n i a j ą n a m w p e w ­
n y m stoniu p o w o d y , dla k t ó r y c h cieszyła się ona w M o n g o l i i szacunkiem
1 uznaniem. N a l e ż y jednak w s p o m n i e ć , że stosunek M o n g o ł ó w do tej g r y
nie jest c z y m ś s z c z e g ó l n y m . Z w i ą z e k g r y w szachy z o s i ą g a n i e m p e w ­
nych korzyści, w ś r ó d k t ó r y c h najważniejszą było życie, potwierdzają
bowiem także m a t e r i a ł y dotyczące innych k u l t u r .
1 6

1 7

18

1 9

2 0

2 1

" Legendę tę opowiadali mi zarówno Chałchasi, jak i Ojraci.
N. W. K o c z e s z k o w , Diekoratiwnoje
iskusstwo mongolojazycznych
na­
rodów XIX — sieriediny XX wieka, Moskwa 1979, s. 60.
Patrz np. Mongolskije
skazki, Moskwa 1968, s. 37; podobne legendy były
znane także Buriatom: J a . S. S m o 1 e w, Buriatskije
legiendy i skazki, Trudy
Troickosawsko-Kiachtinskogo Otdielenija Priamurskogó Otdieła I R G O , Moskwa,
1903, t. 6, nr 1, s. 145-147.
T . S i e r g i e j e w a, Mongolskije szachmaty — szatar, „Diekoratiwnoje I s kusstwo SSSR", vol. 5: 1979, s. 56.
Legendę tę zapisałam u Eletów ajmaku kobdoskiego w 1978 r.
W grobowcach faraonów egipskich znaleziono np. wizerunki szachownic.
Umieszczone na nich hieroglify odnosiły się do sądu Ozyrysa nad zmarłym, który
grał w zaświatach o s w ó j los; S. C u l i n , Cřiess and playing cards, Waszyngton
1898, s. 367. Przypomnijmy też scenę z bergmanowskiego filmu „Siódma pieczęć",
w której rycerz grał ze śmiercią w szachy i przegrał. W XVI-wiecznym poemacie
Scacchia ludus M . G. V i d y , którego treścią jest partia szachowa grana przez
Apollina i Merkurego, Jowisz przyrzeka zwycięzcy jako nagrodę różdżkę mającą
moc wyprowadzania i wprowadzania dusz ludzkich do Hadesu oraz dar zsyłania
snu jednym, a odbierania drugim, M. G . V i d a , Szachy, J . K o c h a n o w s k i ,
Szachy, opr. J . Ciechanowicz, Warszawa 1983; patrz też: J . S ę k , Od Kocha­
nowskiego do Grochowiaka.
Rzecz o motywach szachowych w poezji
polskiej,
„Akcent", nr 2: 1983, s. 92.
1 7

1 8

1 8

2 0

2 1

i

�196

IWONA KABZIÑSKA-STAWARZ

Przytoczone t u p r z y k ł a d o w o wierzenia w s k a z u j ą na z w i ą z e k g r y
w szachy z o s i ą g a n i e m o k r e ś l o n y c h k o r z y ś c i i p o z w a l a j ą d o m y ś l a ć się
p o w o d ó w , dla k t ó r y c h M o n g o ł o w i e g r a l i w nie w okresie n o w o r o c z n y m .
M a t e r i a ł y terenowe, jakie z e b r a ł a m podczas swoich b a d a ń w M o n g o l i i ,
p o t w i e r d z a j ą w y r a ź n i e p r z y p i s y w a n i e szachom f u n k c j i magicznych jesz­
cze w 1 p o ł . X X w . Przedmiotem g r y jest p r z y t y m n a j c z ę ś c i e j bogac
t w o , szczęście, zdrowie, s ł a b o natomiast reprezentowana jest w i a r a
w z w i ą z e k m i ę d z y w y n i k i e m g r y a ż y c i e m , o k t ó r y m m ó w i ą legendy.
W sytuacjach k o n f l i k t o w y c h
r o z g r y w a j ą c y c h się na
szchownicy
współcześni nam Mongołowie widzą najczęściej ilustrację wojennych w y ­
d a r z e ń (rzeczywistych l u b legendarnych). Nie n a d a j ą i m natomiast cha­
r a k t e r u symbolicznego. Jeden ze w s p ó ł c z e s n y c h badaczy mongolskich,
Darambadzar, pragnie w i d z i e ć w grze w szachy nie obraz w o j e n n y c h
w a l k , lecz s a t y r y c z n y w i z e r u n e k sporu d w ó c h k o c z o w n i k ó w . Ta o r y ­
ginalna koncepcja nie znajduje jednak potwierdzenia w l i t e r a t u r z e .
Nie p o t w i e r d z a j ą jej t e ż w s p ó ł c z e ś n i n a m pasterze mongolscy. H i s t o r y c z ­
nego uzasadnienia nie znajduje r ó w n i e ż przeprowadzony przez tego auto­
ra w y w ó d o m o n g o l s k i m rodowodzie s z a c h ó w , k t ó r e m i a ł y b y p o w s t a ć
z p o ł ą c z e n i a znanych w c z e ś n i e j M o n g o ł o m gier p l a n s z o w y c h . N a pod­
parcie swoich tez Darambadzar przeprowadza m . i n . a n a l i z ę l i n g w i s t y c z ­
n ą . Terminologia stosowana w szachach mongolskich wskazuje w p r a w ­
dzie na z w i ą z e k g r y ze ś r o d o w i s k i e m pasterskim, nie jest jednak do­
w o d e m na to, że M o n g o ł o w i e b y l i w y n a l a z c a m i g r y .
r

2 2

23

2i

P r z y k ł a d e m „pasterskiej terminologii" mogą być nazwy niektórych
p o s u n i ę ć stosowanych w szachach mongolskich X I X / X X w . Z w a n o je п р . :
k r ą g w i e l b ł ą d z i albo 24 (temeen tojruulga
bujuu 24), samotny w i e l b ł ą d
{temeen ganc), k o ń s k i e 3 (morin guraw), pstre 10 (alag araw), 5 g o r ą c y c h
(tawan chaluun),
radosny mat (bajartaj
mad), u ś m i e c h p r z e b i e g ł e j sy­
n o w e j (uran berijn
ineelt) i t p . W zależności od rodzaju f i g u r y , k t ó r a
d a w a ł a „ s z a c h no j o n o w i " , m ó w i o n o п р . : szach rozgniewanej, t w a r d e j
d a m y (chatan bersijn omgolon szag), szach g o r ą c e j telegi (chanchaj
tere-

8

D a r a m b a d z a r , op. cit., s. 85-86.
Jak podaje Giżycki, istnieją przypuszczenia, że szachy były grą ściśle wojenną służącą szkoleniu oficerów i dowódców; G i ż y c k i , op. cit., s. 131. Perski poeta z przełomu X i X I w., A. K . Firdausi w poemacie Szach-пате
niejednokrotnie
porównuje grę w szachy do pola bitwy. O wojennym rodowodzie gry m ó w i też
indyjska legenda, której bohaterami są dwaj królewicze walczący o tron po ojcu.
Jeden z nich ginie na polu bitwy doznawszy szoku. Drugi, na prośbę matki, z pomocą dwóch mędrców odtwarza przebieg bitwy i śmierci brata posługując się deską
o 100 miejscach i figurami władców, słoni, wielbłądów, koni, rycerzy i in.; I. O rb e l i , K . T r e w e r , Szatrang. Kniga o szachmatach, przekład z włoskiego, Leningrad 1936, s. 15-27, 69-71.
« D a r a m b a d z a r , op. cit., s. 75-88.
ra

fj
f,
%\
fj
¿
1
Щ
;
ÍÍ
»

�NOWOROCZNE G R Y M O N G O L S K I E

197

25

gnij chaluuchan
szag), cór
k o ń s k i e g o k o p y t a (óróolt moriny
oszgolón
cór) i t p .
„ S z a c h " i „ m a t n o j o n o w i " k o ń c z y ł y g r ę . Eliminacja gracza n a s t ę p o ­
w a ł a t e ż w ó w c z a s , gdy n a l e ż ą c e do niego f i g u r y i p i o n y nie m i a ł y m o ż l i ­
wości poruszania się. Sytuacja blokady p r z e c i w n i k a jest dla nas szcze­
gólnie i n t e r e s u j ą c a . M a ona b o w i e m w k u l t u r z e mongolskiej ( i szerzej:
w k u l t u r a c h A z j i Ś r o d k o w e j ) o k r e ś l o n ą s y m b o l i k ę . U t o ż s a m i a się j ą bo­
w i e m z c z a s o w ą ś m i e r c i ą , k t ó r a staje się „ c e n t r u m m e d i a c y j n y m " m i ę ­
dzy c h t o n i c z n y m „ j u ż nie ż y c i e m " , a „jeszcze nie ż y c i e m " a k t u kosmicz­
nego. A k t ten jest r ó w n o l e g ł y do z m a r t w y c h w s t a n i a (np. bohatera eposu,
legendy i t p . ) . Blokada p r z e c i w n i k a jest sposobem r o z s t r z y g n i ę c i a k o n ­
f l i k t u w w i e l u mongolskich grach planszowych. Symbolizuje ona, jak
z a k ł a d a m , c z a s o w ą ś m i e r ć p r z e c i w n i k a i strony, j a k ą reprezentuje.
2 6

2 7

Symboliczna ś m i e r ć p r z e c i w n i k a łączy się t e ż z o s ł a b i a n i e m jego siły
przez zbijanie p i o n ó w . C z y n n o ś ć t ę o k r e ś l a się s ł o w e m idech, co d o s ł o w ­
nie znaczy „ z j a d a ć " , szerzej z a ś m o ż e b y ć rozumiane jako: z a w ł a d n ą ć ,
p o p r a w i ć s w ą s y t u a c j ę , s t a ć się lepszym .
W s p ó ł c z e ś n i M o n g o ł o w i e od k i l k u d z i e s i ę c i u lat p o s ł u g u j ą się k o m p l e ­
t a m i szachowymi z n a n y m i Europejczykom, u m o w n i e p r z e d s t a w i a j ą c y m i
p o s z c z e g ó l n e p i o n y i f i g u r y . W y p a r ł y one c a ł k o w i c i e dawne szachy m o n golskie, w k t ó r y c h w y s t ę p o w a ł y n a s t ę p u j ą c e f i g u r y : nojon, bers (odpo­
wiednik damy) przedstawiany w postaci l w a , t y g r y s a l u b psa, dwa ko¬
" nie, dwa w i e l b ł ą d y i dwie telegi. Jako p i o n y m o g ł y w y s t ę p o w a ć m i n i a ­
t u r o w e r z e ź b y dzieci, z a p a ś n i k ó w , k u r , p i e s k ó w , ż o ł n i e r z y , m y ś l i w y c h
i in.
B o h a t e r a m i w a l k i szachowej b y l i w i ę c ludzie i z w i e r z ę t a . Z w r a c a
u w a g ę fakt, że w wierzeniach- i o b r z ę d a c h mongolskich n i e k t ó r e z n i c h
w y s t ę p u j ą nie w w a l k a c h w o j e n n y c h , lecz w sytuacjach zmiany, p r z e j ś ­
cia o swoistej symbolice. W t a k i c h momentach w y s t ę p u j e t e ż często te­
lega.
2 8

2 9

« Słowo nieprzetłumaczalne na mongolski.
* Obszerniej o regułach dawnych szachów mongolskich pisze пр. C . D a nd z a n , Szatryn tüüchees
sochodż Udzwel, „Szindżlech uchaan am' dral", vol. 1:
1980, s. 69-72; z tego artykułu pochodzą podane przykłady.
W ten sposób tłumaczy je np. S. Ju. N i e к 1 u d o w, O funkcionalno-siemanticzeskoj prirodie znaka w powiestwowatielnym folkłorie, {w:] Siemiotika i chudożestwiennoje
tworczestwo, Moskwa 1977, s. 193-228. Blokada bohatera i jego sym­
boliczna śmierć następuje zazwyczaj w miejscu związanym z dołem: w jamie,
dziurze, pieczarze itp.
• D a r a m b a d z a r , op. cit, s. 78.
O szachach mongolskich patrz пр.: N. W. W. K o c z e s z k o w ,
Szachmaty
u mongolojazycznych narodów,
„Sowietskaja Etnograf i ja", vol. 1: 1972, s. 132-138;
G. M o n t e l l , Mongolian chess and chess-men, „Ethnos", vol. 2: 1939, s. 81-104;^
В. R i n c z e n , Les échecs et le deuil chez les Mongols, „Archiv Orientalni", v o l /
23: 1965, s. 482-483; L . S a n d ż a a d ż a m c , Mongol szatar, Dalandżagdad 1968;
P o p o v a , op. cit., s. 45-56.
! 7

2 8

#

�198

IWONA KABZIÑSKA-STAWARZ

K o m p l e t y szachowe w y k o n y w a n o z drzewa, kości, k a m i e n i a l u b me­
t a l u (te ostanie przede w s z y s t k i m u U r i a n c h a j ó w ) . F i g u r y i p i o n y nosi­
ł y zawsze w y r a ź n e cechy naturalistyczne i w y k o n a n e b y ł y w s p o s ó b nad
w y r a z realistyczny . Dla o d r ó ż n i e n i a p o s z c z e g ó l n y c h z e s t a w ó w u ż y w a n o
b a r w y zielonej i czerwonej l u b czerwonej i ż ó ł t e j , rzadziej b i a ł e j i b r ą ­
zowej. Zachowana w i ę c b y ł a r e g u ł a stosowania w czaturandze,
od k t ó ­
rej prawdopodobnie w y w o d z ą się szachy .
3 0

3 1

Nie w i e m y natomiast, czy i w j a k i s p o s ó b M o n g o ł o w i e r ó ż n i c o w a l i
f i g u r y i p i o n y n a l e ż ą c e do p o s z c z e g ó l n y c h graczy. Na podstawie nielicz­
n y c h k o m p l e t ó w d a w n y c h s z a c h ó w mongolskich, jakie z a c h o w a ł y się dziś
g ł ó w n i e w muzeach, t r u d n o o d t w o r z y ć t y p o w e w z o r y i r e g u ł y , k t ó r y m i
r z ą d z i l i się i c h w y k o n a w c y . Z r ó ż n i c o w a n i e m f i g u r i p i o n ó w , n a l e ż ą c y c h
do p o s z c z e g ó l n y c h graczy, poprzez nadawanie i m cech opozycyjnych spo­
t y k a m y się natomiast w M o n g o l i i W e w n ę t r z n e j jeszcze w p o ł o w i e X X w .
N a l e ż y jednak z a z n a c z y ć , że tendencje te nie b y ł y w ó w c z a s powszech­
ne. M o ż e m y o n i c h m ó w i ć raczej na poziomie tradycyjnego modelu.
W kompletach szachowych p o c h o d z ą c y c h z M o n g o l i i W e w n ę t r z n e j ,
opisanych m . i n . przez Cammanna , K o r m a z o w ą
i M o n t e l l a , na u w a ­
g ę z a s ł u g u j e przede w s z y s t k i m przeciwstawianie f i g u r
statycznych
( w komplecie n a l e ż ą c y m do jego z graczy) f i g u r o m
dynamicznym
( w komplecie drugiego gracza). Ponadto postacie s t o j ą c e s t a n o w i ą opo3 2

3 3

34

3 0

Pisze o tym пр. К о с z e s z к o w, Diekoratiwnoje
s. 60.
O czaturandze i szachach patrz пр.: L . В а с h m a n, Szachmatnaja
igra
w je je istoriczeskom razwitii, Leningrad 1925; D. F o r b e s , The history of chess,
London 1860; G i ż у с к i, op, cit., s. 51-52; H . J : R. M u r r a y , A history of chess,
Oxford 1913; I. S a r g i n , Driewnosť
igr w szaszki i szachmaty, Moskwa 1915.
W Indiach, skąd wywodzi się czaturanga, kolory pionów odpowiadały barwom, k t ó ­
re łączono z poszczególnymi stronami świata: czerwony — północy, zielony —
wschodowi, żółty — południowi i czarny — zachodowi; czerwone i zielone grały
najczęściej przeciwko żółtym i czarnym'. Mongołowie nie tylko łączyli z barwami
poszczególne kierunki, lecz także określali nimi np. inne ludy. Indie określane b y ł y
jako ludy koloru białego, Tybet — czarnego, Chiny — czerwonego, Korea
błę­
kitnego, sami Mongołowie zaś oznaczali siebie kolorem żółtym; S. K a ł u ż y ń s k i ,
Tradycje i legendy ludów Mongolii, Warszawa 1978, s. 285. Kolor żółty był dla Mon­
gołów barwa ziemi kobiety słońca' S. Ju. N i e к 1 u d o w Zamietki o mifoloaiczeskoj i folkłomo-epiczeskoj
'simwolikie u mongolskich narodów:
simwolika
zołota,
8 1

Etnografia Polska" t 24' 1980 z 1 s 73 75 87 Kolor czerwony bvł symbolem
ognia i życia; C e w e l , Mongo\czuudyn erchemledeg ongo, Studia Ethnographica,
Ułan Bator 1959 t 1 fase 6 s 4 Kolory symbolizowały Donadío newne stanv du­
cha' S. G o d z i n s k i , Sztuka mongolska,
Etnografia Polska" t 24* 1980 z 1
113. Jak podkreślali moi informatorzy nie stosowano czarnej barwy dla'oznaczania kompletów szachowych albowiem czerń jest kolorem ' nieszczęśliwym, mrocz¬
nym złym Tak też określa ją C e w e l op cit s 4
S. C a m m a n n ,
Chess with mongolian Lamas, „Natural History", vol. 55:
1946, s. 408-411.
W. А. К o r m a z o w a, Szachmaty u Mongołów,
„Wiestnik Mańczdżurii",
vol. 5: 1926, s. 41-43.
M o n t e 11, op. cit., s. 88-91.
8 2

3 3

3 4

�199

NOWOROCZNE G R Y MONGOLSKIE

zycję wobec s i e d z ą c y c h l u b l e ż ą c y c h . Z w i e r z ę t a z zaznaczonymi cecha­
m i płci m ę s k i e j są p r z e c i w n i k a m i z w i e r z ą t o cechach ż e ń s k i c h . Posta­
ciom o d z i a n y m w s t r ó j n a r o d o w y ( „ s w ó j " ) przeciwstawia się postacie
n o s z ą c e odzież „ o b c ą " (np. m o n g o l s k i n o j o n — c h i ń s k i w i c e k r ó l albo
T u r e k ) . Wreszcie postacie symbolicznie kojarzone z dobrem, niebem, m ę ż ­
c z y z n ą i t p . przeciwstawione są postaciom ł ą c z ą c y m się w wierzeniach ze
z ł e m , z i e m i ą , k o b i e t ą i t p . (np. l e w i t y g r y s , o r ł y i z a j ą c e , p a w i e i k u r y
i in.).
Charakter f i g u r i p i o n ó w pozwala 'nam sądzić, że w a l k a , w k t ó r e j
u c z e s t n i c z y ł y , m i a ł a znaczenie symboliczne. T a k w i d z i j ą t e ż np. C a m mann, k t ó r y pisze, że j e d n ą strona r e p r e z e n t o w a ł a w grze ducha, siłę
i dobro, druga z a ś — rzeczy materialne, słabość i zło .
T r u d n o d o k ł a d n i e o k r e ś l i ć , k i e d y i j a k i m i d r o g a m i p r z y b y ł y szachy
.do M o n g o l i i . Najstarsze informacje o n i c h jako grze k s i ą ż ą t mongolskich
znajdujemy w kronice Sagan Seczena z 1578 r. Napisano t a m , że k i e d y
lama L h a s y na zaproszenie A l t a n chana w i z y t o w a ł region K u k u N o r ,
to mongolscy k s i ą ż ę t a g r a l i w s z a c h y . W X I X w . szachy m o ż n a b y ł o
s p o t k a ć w j u r t a c h bogatych M o n g o ł ó w , na d w o r a c h k s i ą ż ę c y c h oraz w l i c z ­
n y c h klasztorach . O grze w szachy z l a m a m i w s p o m i n a j ą t e ż p o d r ó ż f
nicy . L a m o w i e b y l i zapewne nauczycielami g r y i za i c h p o ś r e d n i c t w e m •
szachy p r z e n i k n ę ł y do j u r t pasterskich. Pasterze, z k t ó r y m i r o z m a w i a ­
ł a m , zaliczali szachy do gier najbardziej p o p u l a r n y c h w ś r ó d ł a m ó w .
M o n t e l l przypuszcza, że M o n g o ł o w i e z e t k n ę l i się z szachami za c z a s ó w
Czyngiz chana i jego ekspansji, prawdopodobnie w w y n i k u k o n t a k t ó w
z T u r k i e s t a n e m , gdzie szachy b y ł y znane przed najazdem m o n g o l s k i m .
Innego zdania jest np. Sawienkow, k t ó r y sądzi, że to w ł a ś n i e M o n g o ł o ­
wie przekazali szachy l u d o m t u r e c k i m i szerzej — a ł t a j s k i m .
3 5

36

3 7

3 8

3 9

4 0

4 1

Legendy mongolskie p o d a j ą , że opanowanie t a j n i k ó w g r y w szachy
zaliczane b y ł o ' d o cech w y r ó ż n i a j ą c y c h m ę ż c z y z n ę i t r a k t o w a n e j a k o
S ~ C a ^ m a n n , op. cit, s. 409. Na s. 411 autor ten pisze, że szachownica jest
zwierciadłem dualistycznych sił rządzących wielkim światem człowieka.
*• I . J . S c h m i d t , Geschichte der Ostmongolen und ihres Fürstenhauses
verfast von Ssagang Ssetsen, S-Pietiersburg 1829, s. 229.
К a r m a z o w a, op. cit., s. 41.
Np. C a m m a n n , op. cit., H . H a s 1 u n d - С h r i s t e n s e n, Mongolian Yourney, Londyn 1949, s. 64.
Pozdniejew pisze, że gra w szachy dozwolona była tylko lamom wyższych
stopni. Młodsi stopniem (geleng, gecel i bandi) nie mieli prawa do gry, a przyła­
pani na łamaniu zakazu parania się szachami byli karani, np. musieli w y k o n a ć
500 pokłonów; A. P o z d n i e j e w , Oczerki byta buddijskich monastyriej i buddijskago duchowieństwa
w Mongolii w swjazi s otnoszenijami siego pośledniego
к na­
rodu, S-Pietiersburg 1887, s. 186-187, 259. Również moje badania potwierdzają, że
zakaz ten nie był w praktyce przestrzegany.
« M o n t e l l , op. cit, s. 97.
« I . S a w i e n k o w , К woprosu ob ewolucii szachmatnoj igry.
Srawnitielnoetnograficzeskij
oczerk, „Etnograficzeskoje Obozrienije", nr 1: 1905, s. 37-39. Podob­
nie twierdzi np. Karalkin; P. I . К a r a l k i n , Tuwinskije
szachmaty, [w:] Etno­
grafa narodów SSSR, Leningrad 1971, s. 137-138.
8 7

8 8

8 9

.
*

�200

IWONA

KABZIÑSKA-STAWARZ

oznaka jego m ę s k o ś c i . W legendzie o bohaterze Bujdarze c z y t a m y n p .
że k i e d y w y g r a ł on d w a razy z chanem, z k t ó r y m w c z e ś n i e j p r z e g r y ­
w a ł jego ojciec, m a t k a p o m y ś l a ł a : „ t e r a z m ó j s y n jest m ę ż c z y z n ą " .
W szachy g r a ł y jednak t a k ż e k o b i e t y — pasterki, mieszkanki miast
i b o h a t e r k i l e g e n d . Kobiecie przypisuje się nawet a u t o r s t w o p o p u l a r ­
nego p o s u n i ę c i a szachowego zwanego uran brijn ineelt .
M o ż n a jeszcze
d o d a ć , że g r ę r o z p o c z y n a ł zawsze starszy ( u C h a ł c h a s ó w ) l u b m ł o d s z y
(u O j r a t ó w ) w i e k i e m uczestnik. R e g u ł a ta o b o w i ą z y w a ł a nie t y l k o w sza­
chach, ale t a k ż e w i n n y c h grach. •
r

4 2

43

44

%
2. W A R C A B Y
45

W a r c a b y s t a n o w i ą prawdopodobnie f o r m ę g r y s t a r s z ą n i ż s z a c h y .
Gra ta cieszy się dziś w M o n g o l i i stosunkowo d u ż ą p o p u l a r n o ś c i ą , nie
jest ona jednak r ó w n a p o p u l a r n o ś c i s z a c h ó w . Nie z a n o t o w a ł a m i n f o r m a ­
c j i , k t ó r e w s k a z y w a ł y b y na j a k i e ś szczególne znaczenie pozaludyczne
p r z y p i s y w a n e tej grze w p r z e s z ł o ś c i . W i e m y natomiast, że — podobnie
iak szachy — jeszcze w p o c z ą t k a c h X X w . w a r c a b y n a l e ż a ł y do gier
noworocznych. T r u d n o dziś jednak o d p o w i e d z i e ć na p y t a n i e o p r z y c z y ­
n y w ł ą c z a n i a tej g r y do k o n t e k s t u noworocznego.
W M o n g o l i i w y s t ę p u j e obecnie w zasadzie jeden rodzaj g r y w warca­
by, z w a n y daam (gra w d a m k i ; jest to r ó w n i e ż o g ó l n a nazwa samej
g r y w w a r c a b y ) . K a ż d y z graczy p o s ł u g u j e się 12 k a m i e n i a m i (pionkami
z w a n y m i chüü), k t ó r e p o r u s z a j ą się po t a b l i c y 64-polowej. Gracze sta­
r a j ą się w y e l i m i n o w a ć p r z e c i w n i k a z w a l k i z b i j a j ą c jego p i o n y , b l o k u j ą c
r u c h y i z a j m u j ą c jego miejsce na planszy. Jeszcze w p o ł o w i e naszego
stulecia na n i e k t ó r y c h terenach M o n g o l i i w y s t ę p o w a ł y rozmaite w a r i a n ­
t y g r y . Informacje o n i c h znajdujemy przede w s z y s t k i m w pracach
Namdżildordża i Popovéj .
4 6

4 7

« Mongolskije skazki..., wyd. 1967 г., s. 120; legenda znajduje się na ss. 119-127.
« Mongolskije skazki..., wyd. 1967 г., s. 37; S i e r g i e j e w a, op. cit., s. 56.
« S a n d ż a a d ż a m c, op. cit., s. 42, przytacza przypowieść ukazującą, jak
doszło do powstania tego posunięcia. Na u w a g ę zasługuje fakt, że kobieta, która
nie miała prawa publicznego demonstrowania zalet swego umysłu, podpowiadała
grającemu teściowi, jak wybrnąć z kłopotliwej sytuacji i pokonać przeciwnika,
używając e u f e m i z m ó w i stwarzając pozory rozmowy nie dotyczącej szachów (sytu­
acji na szachownicy). Sprawa ta dotyczy również tzw. języka kobiet, o którym pi­
sze np. H a m a у on, op. cit., s. 173-189.
T a k twierdzi np. S a r g i n, op. cit., s. 25. Istnieją jednak koncepcje przeciwne
w y w o d z ą c e warcaby od szachów, np. A. v a n d e r L i n d e , Quellenstudien zur
Geschichte des Schachspiels, Berlin 1891. Z koncepcją tą polemizuje m. in. M. G on i a j e w , Iz istorii szachmatnoj igry, „Szachmatnoje Obozrienije", nr 26-29: 1893,
s. 265-273.
« N. N a m d ż i l d o r d ż , Mongolyn (chológt) togloom, Ułan Bator 1963, s. 150¬
174.
" P o p o v a , op. cit., s. 32-35.
4 5

�Ž-3;
NOWOROCZNE G R Y M O N G O L S K I E

201

Do gier t y p u daam n a l e ż a ł y п р . : 1) araldżaa
(bieg koni) — t a b l i c ą
była t u 9-polowa szachownica; gracze p o s ł u g i w a l i się 2 ( w e d ł u g N a mdżildordża) l u b 3 ( w e d ł u g Popovej) p i o n a m i . Jeden z n i c h d y s p o n o w a ł
figurkami b i a ł y c h k o n i , d r u g i z a ś — czarnych. P o s ł u g i w a n o się t e ż k a ­
mieniami odpowiedniej b a r w y ; 2) jeson mor (9 koni) — do g r y s ł u ż y ł a
81-polowa tablica; gracze m i e l i do dyspozycji 9 figurek k o n i . W c e n t r u m
tablicy z n a j d o w a ł a się meta. W y g r y w a ł ten, k t o pierwszy d o p r o w a d z i ł
do niej swe „ k o n i e " ; 3) bajr (postój) — t a b l i c ą b y ł a 100-polowa sza­
chownica; z d a r z a ł y się tablice o 36 lub 64 polach; k a ż d y z graczy dyspo­
nował 10, 3 l u b 6 p i o n a m i (w grze u c z e s t n i c z y ł y 2 lub 4 osoby). P i o n y
ustawiano w rogach szachownicy, a zadaniem graczy by|o przemiesz­
czenie i c h na p r z e c i w l e g ł y r ó g ; 4) toono ( o t w ó r d y m n o - o k i e n n y w j u r ­
cie); tablica b y ł a kolista j a k toono; k a ż d y gracz p o s ł u g i w a ł się 3 p i o ­
nami; 5) bóchijn barildaan (zapasy) — tablica m i a ł a k s z t a ł t k r z y ż a ; k a ż d y
z graczy d y s p o n o w a ł 4 p i o n a m i ; 6) charajlt
(skok) — t a b l i c ą b y ł t u p r o ­
stokąt podzielony w e w n ą t r z 3 l i n i a m i p o z i o m y m i i 5 p i o n o w y m i ; k a ż d y
z graczy m i a ł 6 p i o n k ó w
p i o n k i czarne zwane k o ź l ę t a m i (iszig) b i a ł e
ś
j a g n i ę t a m i (churga);
7) buudal (popas)
tablicą był t u romb
wpisany w k w a d r a t ; gracze dysponowali 6 p i o n k a m i , z k t ó r y c h jedne
p r z e d s t a w i a ł y szczeniaki czarne, drugie zaś nakrapiane (char
nochoj
i chaltra nochoj);
8) dóow (szczeniaki)
grano na szachownicy 64-polowej; p i o n k a m i b y ł y czarne i b i a ł e f i g u r k i s z c z e n i a k ó w . Zamiast n i c h
mogły t e ż w y s t ę p o w a ć f i g u r k i w i l k ó w . W grze tej m o g ł y b y ć u ż y w a n e
mniejsze ( 4 X 4 pola) l u b w i ę k s z e (10 X 10) tablice; 9) buriad
daam
(warcaby buriackie)
grano 8 p i o n a m i b i a ł y m i i 8 c z a r n y m i na t a b l i c y
64-polowej" 10) uraldaan
daam (zawody, w y ś c i g i w a r c a b ó w )
tablica
była 64-polowa gracze p o s ł u g i w a l i się 4 p i o n k a m i b i a ł y m i i 4 c z a r n y m i ;
dżirch (nazwa syberyjskiej w i e w i ó r k i ziemnej" patrz t e ż informacje
0 grze zwanej dżirch, dżireg l u b dżirge w dalszej części a r t y k u ł u ) ; t a b l i c ą
był t u k w a d r a t podzielony w e w n ą t r z l i n i a m i p r o s t y m i , k t ó r y c h p r z e c i ę c i a
t w o r z y ł y 25 miejsc do g r y ; jeden z graczy d y s p o n o w a ł 10 p i o n a m i b i a ł y ­
mi (cagaan dżirch),
d r u g i z a ś 10 p i o n a m i p s t r y m i (coochor
dżirch).
G r ę r o z p o c z y n a ł zawsze uczestnik d y s p o n u j ą c y b i a ł y m i l u b p s t r y m i
pionami. Podobnie j a k w i n n y c h grach o b o w i ą z y w a ł a t e ż zasada rozpo­
czynania g r y przez starszego ( C h a ł c h a s i ) l u b m ł o d s z e g o (Ojraci) z graczy.
N a z w y gier t y p u daam w s k a z u j ą na z w i ą z e k t y c h f o r m z a c h o w a ń
ludycznych z pasterstwem. Wydaje m i się jednak, że m o ż n a je r o z u ­
mieć t a k ż e m n i e j d o s ł o w n i e . Skok, bieg k o n i w y r a ż a j ą b o w i e m d y n a m i ­
kę, z m i a n ę , p r z e j ś c i e . P o s t ó j i popas z a ś o d p o w i a d a j ą sytuacji statycz­
nej, p o p r z e d z a j ą c e j z m i a n ę , r u c h . Wiele m ó w i ą c e są t e ż n a z w y p i o n ó w
z a

-

1 nadawanie i m f o r m z w i e r z ę c y c h . Pies, w i l k , koza, owca, k o ń w y s t ę p u ­
ją n a j c z ę ś c i e j w wierzeniach mongolskich w sytuacjach p r z e j ś c i a . Po­
dobna uwaga d o t y c z y ł a f i g u r szachowych. K o l o r y s t y k a p i o n ó w p o d k r e ś l a ­
ła opozycję w a l c z ą c y c h . Na u w a g ę z a s ł u g u j e t e ż k s z t a ł t tablic. F i g u r y te

�J'

l,

202

IWONA K A B Z I N S K A - S T A W A R Z

•

Л,
;f

m a j ą s y m b o l i k ę k o s m i c z n ą . Toono jest ponadto miejscem s k u m u l o w a n e j
p ł o d n o ś c i . Znamienna jest t e ż w y m o w a liczb: 3, 5, 9, 16, 36, 64, 8 1 , 100
(ilość p ó l n a tablicach); 2, 3, 4, 6, 8, 9, 10, 12, 16 (ilość p i o n ó w ) . S ą to,
c y f r y magiczne, kosmiczne, z w i ą z a n e z kalendarzem, u n i w e r s u m i t p .
M i m o to dla w s p ó ł c z e s n y c h n a m M o n g o ł ó w w a r c a b y s ą t y l k o g r ą
nie m a j ą c ą o k r e ś l o n e j s y m b o l i k i czy znaczenia magicznego. Zaintereso­
wanie badaczy gier mongolskich koncentruje się przede w s z y s t k i m na
szachach, t o t e ż ilość i n f o r m a c j i o warcabach jest w l i t e r a t u r z e m o n g o l i stycznej nader skromna. N i e s p o t k a ł a m t a k ż e p r ó b i n t e r p r e t a c j i w y ­
stępujących t u sytuacji konfliktowych.
I n t e r p r e t a c j e s y t u a c j i k o n f l i k t o w y c h w y s t ę p u j ą c y c h w warcabach
znajdujemy natomiast w l i t e r a t u r z e nie d o t y c z ą c e j M o n g o l i i . Przedsta­
w i a się je np. j a k o w a l k ę m i ę d z y 12 j a s n y m i , d o b r y m i w ł a d c a m i wscho­
d n i m i i 12 c z a r n y m i , zachodnimi b a r b a r z y ń c a m i o r ę k ę p i ę k n e j k r ó l e w ­
ny, k t ó r a m i a ł a w ł a d a ć t a l i z m a n e m szczęścia (jej p a ł a c b y ł zaznaczony
w ostatnim r o g u d e s k i ) .
B y ć m o ż e M o n g o ł o w i e w i d z i e l i n i e g d y ś w warcabach — podobnie
jak w szachach — i l u s t r a c j ę w o j e n n y c h w y d a r z e ń ? B y ć m o ż e n a d a w a l i
jej znaczenie symboliczne? P r z e m a w i a ł b y za t y m charakter r e g u ł g r y ,
wspomniane elementy ś w i a d c z ą c e o j e j z w i ą z k u z s y t u a c j ą p r z e j ś c i a oraz
umieszczenie j e j w k o n t e k ś c i e n o w o r o c z n y m .
48

3. „BUGA"

G r ą , k t ó r a jeszcze na p o c z ą t k u naszego stulecia w y s t ę p o w a ł a powszech­
nie na terenie M o n g o l i i , jest buga (jeleń). G r y tego t y p u n a l e ż ą do n a j ­
starszych gier planszowych znanych l u d o m ś w i a t a . Jej o j c z y z n ą są p r a w 4 8

S a r g i n , op. cit., s. 15. W Egipcie np. „bohaterami" gry były lwy i antylopy
(kozły). Rysunek tych zwierząt grających w warcaby znajdował się na jednym
z Х Ш - w i e c z n y c h papirusów, W warcabach perskich i greckich na górnej stronie
pionów rysowano g ł o w y l w ó w i p s ó w ; t a m ż e , op. cit., s. 90-91. Sargin interpretuje
tę grę jako podróż po gwiazdozbiorach (od Bliźniąt do Koziorożca), w których licz­
ba gwiazd wynosiła 63, była w i ę c bliska ilości pól na szachqwniey. Na związki
z gwiazdozbiorami ma też w s k a z y w a ć terminologia stosowana np. w warcabach
rzymskich; S a r g i n . , op. cit., s. 237-238. Przyjmuje się też, że liczba pól na sza­
chownicy jest magiczna. 64 było cyfrą magiczną w Indiach i w Chinach. Z 64 heksagramów zwanych, kwa składał się diagram s ł y n n e j księgi przepowiedni I — cziń
ukazującej różne kombinacje połączeń elementu
• (męskiego) i
(żeńskiego),
każdy heksagram miał swą nazwę i tekst wyjaśniający jego znaczenie; C u l i n ,
Games
s. 73-76; S a r g i n , op. cit., s. 152. Diagram ten dokładniej opisuje np.
J . B l o f e l d , The Way of Power. A practical guide to the tantric mysticism of
Tibet, London-Bristol 1970, s. 100-101. Jeszcze wyraźniejsze związki magiczno-symboliczne przypisuje się grze zwanej nard. 15 białych kamieni używanych w niej
to 15 dni 15 czarnych zaś — 15 nocy. Jedno oczko na kostce to Ahura-Mazda, naj­
wyższy bóg zoroastryzmu, który wszystko na ziemi szczęśliwie stworzył; 2 — niebo,
i ziemia; 3 — trzy sfery oraz: myśl, mowa i działanie; 4 — cztery strony świata,
cztery temperamenty ludzkie; 5 — pięć źródeł światła, pięć czasów dnia i nocy; 6 —
sześć pór trwania aktu stworzenia; O r b e l i , T r e w e r , op. cit., s. 51.
;

�NOWOROCZNE G R Y M O N G O L S K I E

' "~

203

dopodobnie I n d i e . S t ą d p r z e j ę ł y ją inne l u d y A z j i . T r a f i ł a ona t a k ż e
do Europy. Grano w n i ą m . i n . w s t a r o ż y t n e j G r e c j i i R z y m i e .
K i e d y buga z n a l a z ł a się na terenie M o n g o l i i , nie wiadomo. Nie .wiado­
mo też d o k ł a d n i e , j a k i m i d r o g a m i t u t a j d o t a r ł a . W y k o p a l i s k a archeolo­
giczne p o z w a l a j ą p r z y p u s z c z a ć , że ma ona dość d ł u g i r o d o w ó d w k u l t u r z e
mongolskiej. Tablica s ł u ż ą c a do g r y zwanej dziś przez M o n g o ł ó w buga,
wykonana z g l i n y o g r u b o ś c i ok. 4 cm, z o s t a ł a b o w i e m znaleziona w r u i ­
nach K a r a k o r u m p r z y w r o t a c h do miasta .
• M o n g o ł o w i e X I X / X X w . w y k o n y w a l i t a b l i c ę do g r y buga z drewna,
płótna, r y s o w a l i j ą na papierze albo w p r o s t na ziemi. Ś r o d e k planszy
t w o r z y ł n a j c z ę ś c i e j k w a d r a t l u b p r o s t o k ą t podzielony na w e w n ę t r z n e
kwadraty i t r ó j k ą t y p r z e k ą t n y m i , liniami poziomymi i pionowymi.
W g ó r n e j i dolnej części p r z y l e g a ł y do niego t r ó j k ą t y l u b r o m b y t a k ż e
podzielone w e w n ą t r z p r z e k ą t n y m i . Tablice m o g ł y b y ć rozbudowane o do­
datkowe r o m b y , k w a d r a t y i t r ó j k ą t y p r z y l e g a j ą c e do b o k ó w (lewego
i prawego) ś r o d k o w e g o k w a d r a t u l u b p r o s t o k ą t a , albo do p o s z c z e g ó l n y c h
k ą t ó w ś r o d k o w e g o pola. Liczba t y c h f i g u r geometrycznych i w e w n ę t r z n y c h
pól z m i e n i a ł a się w z a l e ż n o ś c i od rodzaju g r y . Z m i e n i a ł a się t e ż liczba
pionów, k t ó r y m i g r a l i zawodnicy. W buga g r a ł y zawsze 2 osoby. N i e
będę d o k ł a d n i e j o m a w i a ć tablic s ł u ż ą c y c h do g r y buga i j e j r o d z a j ó w .
Bliższe informacje z n a j d u j ą się w cytowanej t u w i e l o k r o t n i e pracy* N a m d ż i l d o r d ż a . N i e z a l e ż n i e od n a z w y g r y , w i e l k o ś c i t a b l i c y i j e j złożo­
ności oraz od ilości p i o n ó w zasady g r y nie u l e g a ł y zmianie. Jeden z gra­
czy p o s ł u g i w a ł się p i o n a m i , k t ó r e n o s i ł y n a z w ę buga (jelenie) — liczba
4 9

5 0

5 1

tych p i o n ó w w y n o s i ł a od 2 do 8 w zależności od rodzaju g r y
d r u g i zaś
d y s p o n o w a ł p i o n a m i z w a n y m i chüü (chłopcy) l u b , rzadziej, nochoj (psy).
Liczba p i o n ó w chüü/nochoj
w a h a ł a się od 4 do 80. 'Вида i
chüü/nochoj
m i a ł y o k r e ś l o n e pola,
po k t ó r y c h w o l n o i m b y ł o p o r u s z a ć s i ę . Вида
z a j m o w a ł y p o c z ą t k o w o pola z n a j d u j ą c e się na s t y k u w e w n ę t r z n e j f i g u r y
i figur bocznych. Chüü/nochoj
z a ś z a j m o w a ł y pola ś r o d k o w e . W zależności
od u m o w y , stawiano wszystkie p i o n y od razu albo t e ż n a j p i e r w k ł a d z i o n o
ich (część, p o z o s t a ł e z a ś d o k ł a d a n o w trakcie g r y . O zasadzie tej m o i
i n f o r m a t o r z y w s p o m i n a l i bardzo rzadko. Pisze o niej natomiast Potan i n . W X X w . zasada ta nie b y ł a chyba szerzej p r a k t y k o w a n a , brak
o niej b o w i e m w z m i a n e k nie t y l k o w m a t e r i a ł a c h terenowych, ale t e ż
u Namdżildordża.
5 2

P i o n y w grze t y p u buga p o r u s z a ł y się nie po polach, lecz po l i n i a c h
w e w n ę t r z n y c h z a t r z y m u j ą c się na i c h p r z e c i ę c i a c h . P r z y p o m i n a to za4 9

S a r g i n, op. cit., s. 68-69.
«• Driewniemongolskije
goroda, S Kisielew (red.), Moskwa 1965,
N a m d ż i l d o r d ż , Mongolyn .., s. 122-149.
G. N. P o t a n i n, Oczerki siewiero-zapadnoj Mongolii, wyd.
burg 1881, s. 117; O podobnej zasadzie wspomina też Kon (odnośnie
jów); F . K o n , Za 50 let. Sobranije soczinienij, t. 3: Ekspiedicija w
kwa 1934, s. 118.

s. 294.

5 1

6 2

2, S-Pietiersdo UriąnchaSojotiju, Mos­

�IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

204

sady. stosowane w szachach chińskich. N i e k t ó r z y badacze sądzą zresztą,
że szachy chińskie b y ł y wzorowane na grze hinduskiej s t a n o w i ą c e j pier­
w o w z ó r Ъида .
Wspólna tym grom b y ł a też zasada umieszczania cen­
tralnej postaci gry w odosobnionym, w y r a ź n i e zaznaczonym na planszy
miejscu. W Ъида miejscem tym b y ł romb lub trójkąt zwany uul (góry),
53

7

\

/

К

N
А

к

v

/

N

Rye. 1. Przykłady tablic do gry Ъида:
wariant najczęściej w y s t ę p u j ą c y w Mongolii w początkach X X w. służący m. in. do
gry buga nochoj, uulyn Ъида itp. В — tablica do gry zwanej idżil buga; С — tablica d.o
gry zwanej ich Ъида
•
Rys. I. Kabzińska-Stawarz

и

S a r g i n , op. cit, s. 65. O szachach chińskich patrz пр.: C u l i n , Gomes...,
s. 84-85; A. L . L e o n t i e w, Opisanije kitajskoj szachmatnoj igry, S-Pietiersburg
1775; S a r g i n , op. cit., s. 69.

�NOWOROCZNE G R Y M O N G O L S K I E

205

bugyn chewtesz
(legowisko jelenia), tołgoj
( g ł o w a ) , czasem stosowano
nazwy geograficzne np. pasm g ó r s k i c h — Changaj u u ł i C h e n t i j u u ł .
W szachach c h i ń s k i c h miejscem odosobnionym b y ł obóz w o j s k o w y , za­
mek, t w i e r d z a i t p . T a m z n a j d o w a ł się zawsze „ k r ó l " . M o ż n a t u d o d a ć ,
że i w grze b ę d ą c e j o d p o w i e d n i k i e m buga, w y s t ę p u j ą c e j na i n n y c h obsza­
rach ś w i a t a , stosowano podobne nazwy, t j . forteca, t w i e r d z a i t p .
Zadaniem g r a j ą c y c h w buga b y ł o takie m a n e w r o w a n i e p i o n a m i , aby
z a b l o k o w a ć r u c h y p r z e c i w n i k a , u n i e m o ż l i w i ć m u poruszanie się po p l a n ­
szy. „ J e l e n i e " m i a ł y p r z y t y m m o ż l i w o ś ć zbijania p i o n ó w
chüüinochoj
(mong. idech). Chüüinochoj
m o g ł y t y l k o b l o k o w a ć przeciwnika.
Grano przede w s z y s t k i m k a m i e n i a m i . W i ę k s z e kamienie b y ł y buga,
mniejsze chüüinochoj.
Czasem p o s ł u g i w a n o się t e ż astragalami, ale w pó¬
J
c z ą t k a c h X X w . b y ł o to nader rzadkie. O u ż y w a n i u astragali w grze
I
buga w k o ń c u X I X w . w s p o m i n a natomiast Potanin, k t ó r y z k o l e i nie
ř
pisze w ogóle o u ż y w a n i u k a m i e n i . P o t a n i n podaje, że kości, k t ó r e z w a 5,
no buga, k ł a d z i o n o s t r o n ą „ k o n i a " do g ó r y , a p o z o s t a ł e k o ś c i k ł a d z i o n o
I
s t r o n ą b o c z n ą . N i e w i e m y , niestety, czy b y ł a to strona „ o w c y " czy
*
„kozy". O u ż y w a n i u astragali w p o c z ą t k a c h X X w . pisze S ó d e r b o m nie
I
zamieszczając r ó w n o c z e ś n i e ż a d n y c h w z m i a n e k o stosowaniu k a m i e n i .
I
Badania, jakie p r z e p r o w a d z i ł a m , w s k a z u j ą jednak, że w p o c z ą t k a c h X X w .
I . u ż y w a n i e astragali w grze buga nie b y ł o powszechne. J e ś l i grano astraI
galami, to kości o d p o w i a d a j ą c e buga k ł a d z i o n o s t r o n ą „ o w c y " do g ó r y ,
kości z a ś o d p o w i a d a j ą c e chüüinochoj
— stroną „kozy". Postępowano więc
nieco inaczej n i ż to opisał Potanin.
5 4

5 5

5 6

i
'
\

i
i
I
I

Odpowiednie u ł o ż e n i e astragali p o d k r e ś l a ł o o p o z y c j ę
walczących
stron. J e ś l i natomiast u ż y w a n o k a m i e n i , to o p o z y c j ę t ę p o d k r e ś l a n o i c h
wielkością i b a r w ą . Вида b y ł y k a m i e n i a m i w i ę k s z y m i o jasnych barwach,
chüüinochoj
z a ś — m n i e j s z y m i o k o l o r a c h ciemnych.
С
Вида łączą się w grze z k i e r u n k i e m g ó r n y m . W s k a z u j ą na to n a z w y
miejsc, w k t ó r y c h p r z e b y w a j ą . O d p o w i a d a j ą i m takie f i g u r y geome6 4

Np. w starożytnej Grecji; S a r g i n . , op. cit., s. 69. W p ł y w y greckie widoczne
są m. in. u Sartów Turkiestanu, gdzie w grze występującej w 2 poł. X I X w. sto­
sowane b y ł y greckie nazwy np. na oznaczenie górnego i dolnego trójkąta planszy
(zwano je astar, tj. twierdza). W Grecji miejsce to oznaczano s ł o w e m asty (miasto,
twierdza); patrz notka P. A. K o r m a z o w a w „Szachmatnoje Obozrienije", nr 3:
1893, s. 250. „Militarny" charakter miała też gra tybetańska, zwana kungser. Łączo­
no ją z wydarzeniami, jakie miały miejsce w tym kraju w 1 poł. X V I I w. podczas
walk o władzę między możnymi rodami Tybetu; S. H u m m e l , P. G . B r e w s ­
t e r , Games of the Tibetans, Helsinki 1963, s. 10-11, A. T a f e l , Meine Tibetreise,
Stuttgart 1914, s. 181. Do Polski gra tego typu dotarła w X V I I I w. pod nazwą „for­
teca". Podobnie jak w grze tybetańskiej i polskiej „żołnierze" występowali także
w ¿řze niemieckiej, japońskiej, cejlońskiej,. malajskiej i in.; L . P i j a n o w s k i ,
Przewodnik gier, Warszawa 1978.
P o t a n i n , Oczerki
wyd. 2, s. 117.
G. S ó d e r b o m , The mongolian Games Norobo or Cindi, „Ethnos", vol.
1-2: 1950, s. 95.
6 5

6 6

�206

IWONA KABZIÑSKA-STAWARZ

tryczne, j a k r o m b i t r ó j k ą t , k t ó r e w k u l t u r z e mongolskiej ł ą c z ą się
z g ó r ą ( t r ó j k ą t s t a n o w i ł np. p o d s t a w ę S u m b u r u u ł — g ó r y b ę d ą c e j osią
ś w i a t a ) . Chüü/nochoj
zaś p r z e b y w a j ą na dole (Potanin n a z y w a t o m i e j ­
sce d o l i n ą ) . Odpowiada m u ś r o d k o w e pole planszy oznaczone k w a d r a t e m
l u b p r o s t o k ą t e m . F i g u r y te ł ą c z ą się w wierzeniach m o n g o l s k i c h z zie­
mią.
Bohaterami g r y są „ z w i e r z ę t a " (jelenie i psy) l u b t e ż opozycyjna para
z w i e r z ę — c z ł o w i e k . Opozycyjne p a r y z w i e r z ą t w y s t ę p o w a ł y t e ż n p .
w grach s t a n o w i ą c y c h odpowiednik mongolskiej buga w X I X - w i e c z n y c h
I n d i a c h i Tybecie. B y ł y to np. w i l k i i owce, t y g r y s y i k r o w y (w Indiach)
l u b t y g r y s y i owce (w T y b e c i e ) . Jak w i e m y , w n i e k t ó r y c h rejonach
T y b e t u bohaterami g r y b y l i t a k ż e „ ż o ł n i e r z e " (por. p r z y p . 54).
Informacje, jakie u z y s k a ł a m od w s p ó ł c z e s n y c h n a m m i e s z k a ń c ó w
M o n g o l i i , nie w s k a z u j ą jednak na p r z y p i s y w a n i e grze buga c h a r a k t e r u
„ m i l i t a r n e g o " ( p r z y n a j m n i e j w p o c z ą t k a c h X X w . ) , j a k to czyniono na
i n n y c h obszarach ś w i a t a , choć n a l e ż y z a z n a c z y ć , że nie b y ł a t o na
n i e k t ó r y c h terenach (np. w Tybecie) j e d y n a i n t e r p r e t a c j a
konfliktu
w y s t ę p u j ą c e g o w grze.
W s p ó ł c z e ś n i n a m pasterze mongolscy (starszego pokolenia) w i d z ą
w buga g ł ó w n i e obraz polowania. Za t a k ą i n t e r p r e t a c j ą k o n f l i k t u w y s t ę ­
p u j ą c e g o w grze p r z e m a w i a j ą przede w s z y t k i m w y s t ę p u j ą c e t a m „ z w i e ­
r z ę t a " , j a k t e ż „ l u d z i e " p r ó b u j ą c y z a b l o k o w a ć jelenie. Badacze m o n g o l ­
scy ł ą c z ą t ę g r ę z k u l t e m jelenia w i d z ą c w niej t a k ż e p o w t ó r z e n i e p e w ­
n y c h s y t u a c j i znanych pasterzom, z w i ą z e k z pasterskim ś r o d o w i s k i e m ,
przyrodą, zwierzętami i t p .
M o ż e m y o c z y w i ś c i e p r z y s t a ć na t a k i e k o n ­
cepcje i u z n a ć , że r e g u ł y g r y p r z y p o m i n a j ą polowanie. O t y m , że polo­
w a n i a na jelenie, w k t ó r y c h p o m o c n i k a m i c z ł o w i e k a b y ł y psy, m i a ł y
m i ^ s c e na terenach MongoUi, ś w i a d c z ą m . i n . znalezione t a m r y s u n k i
naskalne. Prawdopodobnie jeszcze w X I I - X I I I w . M o n g o ł o w i e s p o ż y w a l i
m i ę s o j e l e n i . B y ć m o ż e gra zwana buga s ł u ż y ł a n i e g d y ś M o n g o ł o m za
ś r o d e k magiczny m a j ą c y z a p e w n i ć p o m y ś l n e r e z u l t a t y polowania?
5 1

58

5 9

6 0

J e ż e l i jednak gra b y ł a b y obrazem rzeczywistego polowania, to na­
l e ż a ł o b y się z a s t a n o w i ć , dlaczego j e j r e g u ł y nie z e z w a l a j ą na usuwanie
jeleni z planszy, lecz t y l k o na i c h blokowanie? „ G i n ą " z a ś psy l u b m y ś -

6 7

U Urianchajów .przeciwnikami były 24 psy i 2 nojonowie;

K o n , op.

cit,

s. 118.
5 8

C . B e l l , The People of Tibet, Oxford 1968, s. 214; H u m m e l , B r e w ­
s t e r , op. cit., s. 12-15: A. W a d d e 1, Lhasa and Its Mysteries,
London 1905,
s. 422; P i j a n o w s к i, op. cit, s. 39.
D. A m a r s a n a, Mongolskije
nacionalnyje
igry, „Mongolia", nr 8: 1980,
s. 25; D a r a m b a d z a r , op. cit, s. 79.
«° T a k twierdzi np. L . P. K y z ł a s o w , Rannije Mongoly (к problemie istokow
sriedniewiekowoj kultury), [w:] Sibir, Cientralnaja Azija w sriednije wieka, Nowosibirsk 1975, s. 172.
5 9

�NOWOROCZNE G R Y M O N G O L S K I E

i
I
1
2
f
'k
&gt;
f
t
\
f
»
'

207

liwi. Wydaje m i się, że zasada blokowania jeleni i ś w i a d o m o ś ć , że j e l e ń
nie m o ż e z g i n ą ć , że jego ś m i e r ć m a w y ł ą c z n i e charakter p r z e j ś c i o w y
prowadząc do odrodzenia, jest n i e z w y k l e istotna dla zrozumienia cha­
rakteru k o n f l i k t u . B y ć m o ż e gra ta przedstawia w a l k ę w w y m i a r a c h
uniwersalnych, że pod postaciami jeleni i p s ó w czy t e ż m y ś l i w y c h k r y j ą
się nie t y l k o r e a l n i przedstawiciele l u d z i i z w i e r z ą t , lecz że są to t a k ż e
symbole, k t ó r y c h w y s t ę p o w a n i e pozwala n a m s p o j r z e ć na t o c z ą c ą się
walkę w bardziej o g ó l n y m planie?
W grze t y p u Ъида,
j a k w ż a d n e j i n n e j grze planszowej, k t ó r e j re­
guły w y m a g a j ą t a k ż e b l o k o w a n i a przeciwnika, m a m y w y r a ź n ą i l u s t r a c j ę
zasady, że blokowanie p o w i n n o ł ą c z y ć się z k i e r u n k i e m d o l n y m ( j a m ą ,
dziurą, d o l i n ą , p i e c z a r ą i t p . ) , o k t ó r e j w s p o m i n a ł N e k l j u d o w (por. p r z y p .
37). C a ł a w a l k a toczy się — j a k w i e m y — na obszarze n i z i n n y m . Psom
i m y ś l i w y m nie w o l n o p r z e b y w a ć w miejscach, k t ó r y c h n a z w y w s k a żują na z w i ą z e k z g ó r ą . N a l e ż ą one b o w i e m do jeleni.
Na z w i ą z e k jeleni z g ó r ą , w i ę c i z Niebem, a co za t y m idzie —
z k i e r u n k i e m ł ą c z ą c y m się z dobrem, ż y c i e m i t p . , w s k a z u j ą w y r a ź n i e
w y s t ę p u j ą c e na terenie M o n g o l i i w i z e r u n k i tego z w i e r z ę c i a , k t ó r y m i
pokryte są s k a ł y i pojedyncze kamienie ustawiane m . i n . na miejscach
p o c h ó w k ó w przez p r z o d k ó w dzisiejszych M o n g o ł ó w . N i e k t ó r e elementy
t o w a r z y s z ą c e w i z e r u n k o w i jelenia w s k a z u j ą na jego symboliczny z w i ą zek z ż y c i e m (np. r o g i w f o r m i e drzewa l u b na g ł o w i e m a t k i — p r a r o dzicielki, s ł o ń c e w rogach, m a ł e k o ł a z k r o p k ą w c e n t r u m nad g ł o w ą
jelenia i t p . ) . N i e k t ó r e w i z e r u n k i jeleni, np. z okolic Kobdo, w y s t ę p u j ą
ponadto w maskach k o n i . Te zaś ł ą c z ą się symbolicznie ze s ł o ń c e m i ż y ­
ciem . Jako p r a m a t k a M o n g o ł ó w p o j a w i a się t e ż w wierzeniach samica
jelenia — ł a n i a o i m i e n i u A l a n Goa (Goa M a r a l ) .
W p r a w d z i e w y g r a n a w grze m o g ł a p r z y p a ś ć albo jeleniom, albo
p s o m / m y ś l i w y m , j e d n a k ż e wskazane b y ł o z w y c i ę s t w o jeleni. Decydo­
w a ł y o t y m zapewne symboliczne z w i ą z k i tego z w i e r z ę c i a z ż y c i e m , p r a p o c z ą t k i e m . J e d n a k ż e , zgodnie z s y m b o l i k ą blokady, ewentualna p o r a ż 6 1

6 2

1

"i Patrz . пр.: А. Р.
O k ł a d n i k o w, Pietroglify Mongolii, Leningrad
1981;
E. A. N o w g o r o d o w a , „Zwierinnyj
stil" w proszłom i nastojaszczem, „Diekora­
tiwnoje Iskusstwo SSSR", vol. 5: 1979, s. 36-40; W. W. W o ł k ó w , Olennyje kamni
Mongolii, Ułan Bator 1981, s. 80-98: W. W. W o ł k ó w , E . A. N o w g o r o d o w a ,
Olennyje kamni Uszkijn-uwiera
(Mongolia), [w:] Pierwobytnaja archieologija
Sibiři,
Leningrad 1975, s. 78-84. O związkach jelenia z kobietą mówią też bajki mongolskie.
Kobieta występuje tam w roli opiekunki-gospodyni zwierzęcia, które podarowuje
następnie ludziom; P. N a r a n t u j a a , Вида erchemlech dzan üjüjn ul mór aman
dzochiold ulamdżlagdsan
ń, Mongolyn Etnografijn Asuudal, Ułan Bator 1977, t. 5,
iasc. 3, s. 55-57.
S. G o d z i ń s к i, W kręgu mongolskich legend i mitów,
Warszawa 1981,
s. 33; K a ł u ż y ń s k i , op. cit., s. 99, 130. Legenda o wielkiej Matce-Łani znana
też była innym ludom ałtajskim. Jej piękny wariant kirgiski podaje np. Cz. A j tm a t ó w , Biały statek, Warszawa 1972, s. 42-53.
8 2

�208

IWONA К ABZIÑSKA-STAWARZ

ka jeleni nie o z n a c z a ł a i c h z u p e ł n e j ś m i e r c i . B y ł a t o ś m i e r ć czasowa.
P i o n y o z n a c z a j ą c e jelenie p o z o s t a w a ł y przez c a ł y czas na planszy. B y ł y
t y l k o zablokowane. P o z o s t a w a ł a jednak nadzieja na i c h uwolnienie, na
o d n o w ę życia. O symbolicznych z w i ą z k a c h g r y z p ł o d n o ś c i ą ś w i a d c z y ć
m o ż e t a k ż e u ż y w a n i e astragali. K o ś c i o m t y m , j a k w i e m y , p r z y p i s u j ą
M o n g o ł o w i e s y m b o l i k ę p ł o d n o ś c i , m n o g o ś c i i ciągłości życia. U ż y w a n i e
astragali, j a k i c a ł a sytuacja przedstawiona symbolicznie na planszy,
przemawia t e ż za z w i ą z k a m i g r y z kontekstem n o w o r o c z n y m . Z w i ą z k i
te p o t w i e r d z a j ą t a k ż e m o i i n f o r m a t o r z y . Za g r ę w i n n y m okresie straszo­
no nawet (przede w s z y s t k i m dzieci) k a r ą Nieba, b u r z ą , napadem w i l ­
ków itp.
N a s z c z e g ó l n y stosunek M o n g o ł ó w do jelenia w s k a z u j ą m . i n . zabiegi
z w i ą z a n e z p o l o w a n i e m na to z w i e r z ę i jego zabiciem. U U r i a n c h a j ó w
z a m i e s z k u j ą c y c h ajmak kobdoski i bajanolgijski p r a w o zabicia jelenia
p r z y s ł u g i w a ł o np. t y l k o n i e k t ó r y m osobom. Jak pisze N a r a n t u j a , dob­
r y m znakiem dla m y ś l i w e g o b y ł o oparcie na ziemi przez u m i e r a j ą c e g o
jelenia n a j p i e r w brody, a p o t e m r o g ó w . Po zabiciu jelenia przede wszyst­
k i m odcinano m u g ł o w ę , b a c z ą c p r z y t y m , aby r o g i nie d o t k n ę ł y ziemi.
Rogi zabitego z w i e r z ę c i a m y ś l i w y zanosił do j u r t y i u m i e s z c z a ł nad jej
d r z w i a m i . N a s t ę p n i e u r z ą d z a n o u c z t ę . W n i e k t ó r y c h miejscach g ł o w ę
jelenia stawiano n a j p i e r w na specjalnym p o d w y ż s z e n i u , zapalano przy.
niej ś w i e c e i okadzano d y m e m z ziół. Dopiero 'po t y m przynoszono ją do
j u r t y . Z a n i m o d c i ę t o jeleniowi g ł o w ę , zawsze n a j p i e r w k ł a d z i o n o ją
na b i a ł y m materiale jako w y r a z szacunku dla tego z w i e r z ę c i a . N i e poka­
zywano t e ż n i g d y g ł o w y jelenia w i e l b ł ą d o w i ani t e ż nie p r z e w o ż o n o jego
r o g ó w na teledze .
6 3

Wszystkie te zabiegi ś w i a d c z y ł y nie t y l k o o s z c z e g ó l n y m t r a k t o w a n i u
jelenia, lecz t a k ż e w s k a z y w a ł y n a - j e g o z w i ą z k i z „ l e p s z y m ś w i a t e m " ,
z k i e r u n k i e m g ó r n y m (umieszczanie r o g ó w nad d r z w i a m i j u r t y , usta­
w i a n i e na p o d w y ż s z e n i u i t p . ) .
U n i k a n i e k o n t a k t u g ł o w y jelenia z w i e l b ł ą d e m l u b t e l e g ą m o ż n a ,
b y ć m o ż e , t ł u m a c z y ć d ą ż e n i e m do niestwarzania s y t u a c j i ś m i e r c i . M i ­
m o b o w i e m rzeczywistej ś m i e r c i z w i e r z ę c i a , jego symboliczne z w i ą z k i
z ż y c i e m nie z o s t a j ą zerwane. Pojawienie się z a ś w i e l b ł ą d a i telegi,
z u w a g i na i c h u d z i a ł w o b r z ę d a c h pogrzebowych, m o g ł o b y s u g e r o w a ć ,
że z a i s t n i a ł a sytuacja ś m i e r c i , nie t y l k o rzeczywistej. Ponadto, w e d ł u g
w i e r z e ń mongolskich, w i e l b ł ą d i j e l e ń są od dawna w r o g a m i . Legenda
głosi b o w i e m , że j e l e ń o d e b r a ł w i e l b ł ą d o w i r o g i .
Rogom i s k ó r z e jeleni p r z y p i s y w a l i M o n g o ł o w i e s z c z e g ó l n e znaczenie,
przede w s z y s t k i m magiczne. Wykonane z n i c h p r z e d m i o t y u w a ż a n e b y ł y
za w y j ą t k o w o cenne t a k ż e w sensie s y m b o l i c z n y m . Ze s k ó r y jelenia
6 4

6 3

N a r a n t u j a a, op. cit., s. 52-53.
« Mongolian folktales
s. 24-26.

�209

NOWOROCZNE G R Y M O N G O L S K I E

pochodzącej

z górnych,

a w i ę c bardziej w a r t o ś c i o w y c h ,

części jego cia­

ła — t a k i c h j a k g ł o w a i szyja — w y k o n y w a n o np. sznur do u r g i (przed­
miotu s ł u ż ą c e g o do ł a p a n i a k o n i ) . Sznur t e n t r a k t o w a n y b y ł j a k o szcze­
gólnie

cenny

dar.

Ofiarowywano

i przechowywano w

go

np.

starcom

r o d z i n i e przez p o k o l e n i a

6 5

wraz

z

chadakiem

. Przypomnijmy t u

sym­

boliczne z w i ą z k i d a r u z ż y c i e m (por. p r z y p . 10).
W grze z w a n e j buga

o p o z y c j ę wobec j e l e n i s t a n o w i ą psy

lub

ludzie,

a w i ę c i s t o t y nie z w i ą z a n e symbolicznie z „ g ó r ą " , N i e b e m , p i e r w o c i n a m i
w kulturze mongolskiej stanowi niezwykle

cie­

kawy t e m a t i p o w i n n o s i ę j e j p o ś w i ę c i ć o d r ę b n e opracowanie. N i e

życia, n a t u r y . Rola psa

jest

ona b o w i e m jednoznaczna, a sam pies p o j a w i a się w
sytuacjach.

Przypisuje

mu

się

kontakty

s t r a ż n i k a p o d z i e m i i r o l ę p r z e w o d n i k a po
nie t r a k t u j e

ze

najprzeróżniejszych

śmiercią,

nadaje

„ t a m t y m świecie".

funkcję

Jednocześ­

się go j a k o o b r o ń c ę przed p o s ł a m i E r l i k - c h a n a , poleca

zmarłe dzieci, t r a k t u j e j a k b ó s t w o ( T e n g r i j n
sün i t p . ) , wreszcie —
symboliczny z a m i e n n i k

uważa
6 6

za

Nochoj,

mitycznego przodka

mu

Char Nochoj,

Daj-

człowieka

jego

i

.

Pies p o j a w i a się w i ę c w i n n y c h s y t u a c j a c h n i ż j e l e ń , p e ł n i t e ż w k u l ­
turze mongolskiej odmienne role. B y ć m o ż e z tego w ł a ś n i e w z g l ę d u
się p r z e c i w n i k i e m

jelenia w

65

grze bugal

Być może

walka między

stał
tymi

N a r a n t u j a a , op. cit., s. 53.
Potanin podaje, że niektóre plemiona mongolskie w y w o d z i ł y swe pochodzenie
od psa; P o t a n i n , Oczerki
wyd. 2, s. 161. Również Tołstow pisze o psie jako
mitycznym ojcu M o n g o ł ó w i drzewie Odun — ich mitycznej matce; S. P. T o ł ­
s t o w , Pierieżitki
totiemizma i duchowoj organizacii u turkmien, „Problemy I s ­
torii DokapitalLsticzeskich Obszczestw", nr 9-10: 1935, s. 12. Pies uczestniczył też
w akcie stwarzania człowieka. B y ł jeszcze w ó w c z a s pozbawiony sierści. Przekupio­
ny przez diabła nie Sipełnia roli wyznaczonej mu przez stwórcę, opiekuna ciała
ludzkiego. Diabeł sprawia, że ciało człowieka staje się nieczyste, lub — w e d ł u g in­
nej wersji mitu — diabeł ożywia je dmuchając człowiekowi w nos dymem ze spa¬
lonej przędzy; P o t a n i n , Oczerki
wyd. 4, s. 219-224; C e r e n s o d n o m ,
°P' cit., s. 127. Podobné* motywy występują w mitach innych l u d ó w Azji. Pisze
tym R. T o m i c k i , Ludowe mity o stworzeniu człowieka,
„Etnografia Polska",
24: 1980, z. 2, s. 70-100. Zwraca on również uwagę na rolę psa jako pośrednika
"nędzy bogiem a' ludźmi, mediatora między życiem a śmiercią i jego związki z lo­
sem ludzi, a także na zdolność ożywiania zmarłych. O roli psa w kulturze mongo.°w patrz też пр.: L . С z ą n с z i b a j e w a, O sowriemiennych rieligioznych
pierieżitkach u ałtajcew,
[w:] Etnografija narodów Ałtaja i Zapadnoj Sibiři, Nowosibirsk
8 , s. 98; A . G. M i t í r o w , К woprosu o kultie sobaki, [w:] Kultura i byt kałЩко
(etnograjiczeskije
issledowanija),
Elista 1977, s. 40-58. Potanin zamieszcza
natomiast legendę o Milarajbie, który spotkał czarnego jelenia uciekającego przed
czerwonym psem i m y ś l i w y m , następnie pogodził prześladowcę i prześladowane
zwierzę. Pies uspokoił się i „leżał z prawej strony Milarajby, jeleń zaś — z lewej
у a podobieństwo matki i syna". Ten obraz spotyka się często na frontowej stronie
budynków klasztornych lamaistów. Wspomniana legenda ma b y ć jego objaśnieniem;
- N. P o t a n i n , Tangutsko-tibietskaja
okraina Kitaja i Centralnaja
Mongolia,
2, Moskwa 1950, s. 361.
6 9

0

ł

197

ю

n

G

- Etnografia Polska t. 28/2

�210

IWONA К ABZIÑSKA-STAWARZ

z w i e r z ę t a m i m i a ł a też n i e g d y ś znaczenie symboliczne ( w u n i w e r s a l n y c h
wymiarach)? Niestety, nie m a m na to d o w o d ó w w postaci k o n k r e t n y c h
s t w i e r d z e ń p o c h o d z ą c y c h z w ł a s n y c h w y w i a d ó w z m o n g o l s k i m i paste­
r z a m i , ani t e ż i n f o r m a c j i zanotowanych przez i n n y c h badaczy.

„DŻIRGE"

J e d n ą z najstarszych gier planszowych znanych w i e l u l u d o m ś w i a t a
jest m ł y n e k . Plansze do tej g r y oraz i c h m i n i a t u r y p e ł n i ł y w p r z e s z ł o ś ­
ci funkcje a m u l e t ó w . Znajdowano je m . i n . w grobach z epoki b r ą z u
w r ó ż n y c h częściach ś w i a t a . Ewolucjoniści przypisywali m ł y n k o w i
z w i ą z k i z l a b i r y n t e m . M i a ł on p r z e d s t a w i a ć w ę d r ó w k ę c z ł o w i e k a l u b
duszy w p o s z u k i w a n i u w y j ś c i a d a j ą c e g o m u życie. M ł y n e k to l a b i r y n t ,
w k t ó r y m b ł ą d z i niewtajemniczony z n a d z i e j ą w y j ś c i a . Z n a d e j ś c i e m
c h r z e ś c i j a ń s t w a z a c z ę t o u t o ż s a m i a ć w ę d r ó w k ę s y m b o l i z o w a n ą przez pio­
n y z d r o g ą duszy do r a j u , c h w a ł y niebieskiej. Sam r y s u n e k planszy
w y d ł u ż a się, upraszcza, p r z e d s t a w i a j ą c p l a n b a z y l i k i .
6 7

6 8

^

W M o n g o l i i X I X / X X w . gra znana u nas j a k o m ł y n e k n o s i ł a miano
dżirge l u b dżireg, rzadziej dżirch. W y s t ę p o w a ł y TÓżne w a r i a n t y g r y w za­
leżności od rodzaju stosowanej planszy. N a j p r o s t s z ą p l a n s z ę s t a n o w i ł
k w a d r a t podzielony w e w n ą t r z p r z e k ą t n y m i i p r o s t o p a d ł y m i w y p r o w a d z a n y m i od ś r o d k a p o s z c z e g ó l n y c h b o k ó w (gra zwana engijn dżirge
lub
bugyn dżirge). Bardziej r o z b u d o w a n ą p l a n s z ę t w o r z y ł y 2 wpisane w sie­
bie k w a d r a t y (engijn dżirge, altan charaacaj).
C z ę s t e b y ł y plansze zło­
ż o n e z 3 w p i s a n y c h w siebie k w a d r a t ó w (chonin szatar) albo p i ę c i o b o k ó w
(tawan tal), 3 wpisane w siebie sześcioboki s t a n o w i ł y p l a n s z ę do gry
dzurga tal. N a j c z ę ś c i e j jednak w M o n g o l i i p o c z ą t k ó w naszego stulecia do
g r y u ż y w a n a b y ł a plansza z ł o ż o n a z 4 w p i s a n y c h w siebie k w a d r a t ó w
połączonych
wewnętrznymi
l i n i a m i . T a k ą p l a n s z ę r y s o w a l i przede
w s z y s t k i m m o i i n f o r m a t o r z y , o k r e ś l a j ą c n a z w ę g r y j a k o dżirge
lub
dżirch.
P a m i ę ć o tej grze z a c h o w a ł a się najlepiej w ś r ó d m i e s z k a ń c ó w
centralnej i wschodniej M o n g o l i i ( C h a ł c h a s ó w ) , na zachodzie, w ś r ó d Ojr a t ó w n i e m a l nie z e t k n ę ł a m się z i n f o r m a c j a m i o dżirge.
Wspomina
o niej natomiast N a m d ż i l d o r d ż i Popova .
fc

6 9

W s p ó ł c z e ś n i n a m M o n g o ł o w i e nie łączą dżirge z w ę d r ó w k ą , m i m o że
m o g l i b y ś m y w y r ó ż n i ć ten m o t y w b i o r ą c pod u w a g ę r u c h y p i o n ó w na
planszy. N a j w a ż n i e j s z ą z a s a d ą g r y jest dla n i c h , podobnie j a k w grach
w y m i e n i o n y c h dotychczas, blokada p r z e c i w n i k a p o ł ą c z o n a ze zbijaniem

\
I
i
li
i

6 7

M. B a r a n , Children's a Games, ..Expedition", vol. 17: 1974, nr 1, s. 21; C u Games .., s. 102; P i j a n o w s k i , op. cit, s. 26.
R. С a i 11 o i s, Żywioł i ład, Warszawa 1973, s. 366, 398.
N a m d ż i l d o r d ż , Mongolyn
s. 175-202; P o p o v a , op. cit., s. 26-32.
Wspomina o niej również K o n , op. cit., s. 118.
1 in,

6 8

1 9

�"Г
NO "COROCZNE G R Y M O N G O L S K I E

211

jego p i o n ó w . Z w ę d r ó w k ą łączą się natomiast w y r a ź n i e j takie g r y , j a k
badżij, szambalyn
szoo czy czuuczamaj,
k t ó r e o m a w i a m oddzielnie.
Dżirge jest g r ą d w u o s o b o w ą . Jej. p o p u l a r n o ś ć w p o c z ą t k a c h X X w .
nie d o r ó w n u j e jednak zainteresowaniu, j a k i m darzono szachy, buga,
a nawet warcaby. N i e z n a l a z ł a m t e ż w z m i a n e k o niej w zapiskach X I X wiecznych badaczy i p o d r ó ż n i k ó w , co wskazuje na to, że j u ż w ó w c z a s
nie n a l e ż a ł a ona do najbardziej p o p u l a r n y c h . K i e d y z g r ą t ą z e t k n ę l i
się M o n g o ł o w i e i czy p r z y p i s y w a l i j e j j a k i e ś znaczenie pozaludyczne
w przeszłości, nie w i e m y .

Ryc. 2. P r z y k ł a d y tablic do gry dżirch
(dżireg,
dżirge):
A — tablica do gry altan charaacaj; В — chonin szatar; С — olían gurgalday, D — tawan
tal; E — dawchar dżirge,
dżirch (ten rodzaj tablic rysowali najczęściej moi informatorzy)
Rys. Iwona Kabzińska-Stawarz

W z a l e ż n o ś c i od r o d z a j u g r y i c h a r a k t e r u t a b l i c y k a ż d y z graczy
d y s p o n o w a ł o d p o w i e d n i ą ilością p i o n ó w chüü (od 3 do 40). Grano k a m i e ­
n i a m i s t a r a j ą c się p o d k r e ś l i ć o p o z y c j ę w a l c z ą c y c h stron b a r w ą l u b
k s z t a ł t e m . K a m i e n i e jasno n p . g r a ł y przeciw c i e m n y m , l u b p ł a s k i e —
przeciw w y p u k ł y m . P i o n y stawiano na p r z e c i ę c i a c h l i n i i , podobnie j a k

�212

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

w Ъида. G d y jednemu z graczy u d a ł o się p o s t a w i ć 3 kamienie w jednej
l i n i i , to o d w r a c a ł ś r o d k o w y c h na d r u g ą s t r o n ę i w o ł a ł „ d ż i r c h / " , a n a s t ę p ­
nie z a b i e r a ł d o w o l n y pionek p r z e c i w n i k a s t a w i a j ą c w t y m miejscu w ł a s ­
n y k a m i e ń . W t e n s p o s ó b t o r o w a ł sobie d r o g ę do dalszych p o s u n i ę ć .
G d y w jednej l i n i i z n a l a z ł y się 4 kamienie, w ó w c z a s gracz o d w r a c a ł
2 ś r o d k o w e w o ł a j ą c „dżiichl"
i z a b i e r a ł 2 kamienie p r z e c i w n i k o w i .
M o i i n f o r m a t o r z y p o r ó w n y w a l i o k r z y k „dżirch!"
do g ł o s u ptaka.
Dżirch nie jest jednak n a z w ą ptaka, lecz z w i e r z ę c i a . O k r e ś l a się w t e n
s p o s ó b s y b e r y j s k ą ' w i e w i ó r k ę z i e m n ą , a t a k ż e z w i e r z ę ż y j ą c e na drze­
w a c h l e ś n y c h , dobrze c h o d z ą c e i s k a c z ą c e po drzewach, podobne do
myszy z c z a r n y m i paskami na grzbiecie, p r z y t y m bardzo p o ż y t e c z n e .
Darambadzar natomiast podaje, że s ł o w o dżirg m a o d p o w i e d n i k w starot u r e c k i m cern, t j . r z ą d , r ó w n o l e g ł e p o ł o ż e n i e .
M i m o p o ż y t e c z n e j r o l i , j a k ą z w i e r z ę to s p e ł n i a w przyrodzie, w w i e ­
rzeniach mongolskich przypisuje m u się znaczenie ujemne. Dżirch
jest
b o w i e m u w a ż a n y za p r z e c i w n i k a N i e b a . O jego m a ł e j w a r t o ś c i ś w i a d ­
c z y ć t e ż m o ż e np. tekst w y g ł a s z a n y pod adresem osoby, k t ó r a nie p o ­
t r a f i ł a o d g a d n ą ć zagadki. P o r ó w n u j e się j ą do w i e l u b e z w a r t o ś c i o w y c h
rzeczy. O ś w i a d c z a się j e j ponadto, że z o s t a ł a sprzedana za p r z e d m i o t y nie
m a j ą c e w i ę k s z e j w a r t o ś c i , m . i n . za p o p r ę g do s i o d ł a zrobiony ze s k ó r y
dżirch
.
t

7 0

7 1

7 2

7 3

U t r a t a p i o n ó w i i c h blokada p o z b a w i a ł a gracza szansy na z w y c i ę s t w o .
O d w o ł u j ą c się do s y m b o l i k i blokady m o ż e m y p r z y p u s z c z a ć , że o z n a c z a ł o
to j e d n o c z e ś n i e jego s y m b o l i c z n ą ś m i e r ć . S y m b o l i c z n ą s t a w k ą w grze b y ­
ł o b y w i ę c życie. Nie d y s p o n u j ę jednak d o w o d a m i p o t w i e r d z a j ą c y m i
b e z p o ś r e d n i o t ę h i p o t e z ę . D l a w s p ó ł c z e s n y c h n a m M o n g o ł ó w dżirch jest
t y l k o g r ą . N i e s p o t k a ł a m się z p r z y p i s y w a n i e m j e j j a k i e g o k o l w i e k zna­
czenia, symbolicznego l u b magicznego. M o ż n a t u natomiast d o d a ć , że
C h i ń c z y c y w grze o d p o w i a d a j ą c e j mongolskiej dżirch (zwanej przez n i c h
sám k'i — t r z y szachy) o k r e ś l a l i pionek zabrany p r z e c i w n i k o w i m i a n e m
zmarłego .
M o n g o ł o w i e g r a l i w d ż i r c h podczas o b c h o d ó w nowego r o k u . F a k t ten
(oraz charakter r e g u ł g r y ) w s k a z y w a ł b y na p r a w d o p o d o b i e ń s t w o ł ą c z e n i a
jej w p r z e s z ł o ś c i z s y m b o l i c z n y m k o n f l i k t e m m i ę d z y ż y c i e m i ś m i e r c i ą ,
7 i

™ W pierwszym znaczeniu słowo to występuje w słowniku mongolsko-rosyjw Mongol chelnij towcz
skim, Mongol oros tol', Moskwa 1957, s. 181, w drugim
tajlbar tol', J a . Cewel (red.), U ł a n Bator 1966, s. 248.
" D a r a m b a d z a r , op. cii., s. 78.
" N i e k l u d o w , Mongolskich
s. 172; G . N. P o t a n i n , Erke, kult syna
nieba w Siewiernoj Azii. Matieriały
к tjurksko-mongolskoj
mifołogii,
Tomsk 1916,
s. 16; t e n ż e , Oczerki..., wyd. 4, s. 181.
" B . S o d n o m, On' sogoor chodżigdsonyg
ügeer chudaldachad cheldeg cholboo
szulgijn tuchaj, „Aman Dzochiolyn Sudlal", vol. 6: 1968, s. 48.
С u 1 i n, Games
s. 192.
7 4

�213

NOWOROCZNE G R Y M O N G O L S K I E

z w a l k ą o życie. Na t a k ą m o ż l i w o ś ć w s k a z u j ą też n i e k t ó r e inne g r y t y p u
dżirch, k t ó r y c h b o h a t e r a m i są p t a k i o k r e ś l a n e ponadto jako z ł o t e . J e d n ą
z nich jest altan charaacaj
(złota j a s k ó ł k a ) , i n n ą — altan gurgaldaj
(sło­
w i k ) . J a s k ó ł k a p o j a w i a się w bajkach mongolskich j a k o pomocnik
Nieba, p o ś r e d n i k m i ę d z y n i m a c z ł o w i e k i e m . Z ł o t o z a ś symbolizuje ż y ­
cie u jego p o c z ą t k ó w , p o d s t a w ę życia, t r w a n i e i t p .
B y ć m o ż e g r y te
m i a ł y w p r z e s z ł o ś c i znaczenie magiczne w y n i k a j ą c e z i c h (domniemanej,
co prawda) s y m b o l i k i ?
7 5

7 6

7 7

5. WODA

R E A L I A P A S T E R S K I E C Z Y S Y M B O L I C Z N Y POCZĄTEK ?

'

P o z w o l i ł a m t u sobie na pewne o d s t ę p s t w o od dotychczas stosowanej
zasady i z r e z y g n o w a ł a m z w y m i e n i a n i a w p o d t y t u l e gier, o k t ó r y c h b ę ­
dzie m o w a w dalszej części a r t y k u ł u . W t y m p r z y p a d k u b o w i e m gier
jest k i l k a . Ł ą c z y je z a ś przedmiot k o n f l i k t u . Jest n i m m o ż l i w o ś ć w y d o ­
stania się na ojtwartą p r z e s t r z e ń , o z n a c z a n ą n a j c z ę ś c i e j j a k o woda. Po­
dobnie j a k w * i n n y c h grach o m ó w i o n y c h dotychczas, r o z s t r z y g n i ę c i e
k o n f l i k t u n a s t ę p u j e t u w w y n i k u blokady i e l i m i n a c j i p i o n ó w p r z e c i w ­
nika.
G r y tego rodzaju b y ł y popularne w M o n g o l i i jeszcze w p o ł o w i e na­
szego stulecia. N a l e ż a ł y do n i c h przede w s z y s t k i m : temeen tawag (ślad
w i e l b ł ą d a ) , dórwon buch (4 b y k i ) , zwana rzadziej dórwon nochoj (4 psy),
tugal (cielę) albo gurwan chudag (3 studnie), dórwon
сад (cztery p o r y
roku) oraz olon sanaa (wiele ż y c z e ń , m y ś l i ) . Z i n f o r m a c j a m i o t y c h
grach z e t k n ę ł a m się podczas swoich b a d a ń . Wspomina o n i c h t a k ż e Po­
pova i N a m d ż i l d o r d ż .
We w s p o m n i a n y m okresie w y m i e n i o n e t u g r y w y s t ę p o w a ł y na r ó ż ­
nych terenach M o n g o l i i . Temeen tawag i dórwon
buch b y ł y popularne
przede w s z y s t k i m na terenach gobijskich. Z i n f o r m a c j a m i o d ó r w o n buch
z e t k n ę ł a m się t e ż w a j m a k u c e n t r a l n y m . N a m d ż i l d o r d ż natomiast p o ­
twierdza w y s t ę p o w a n i e tej g r y w a j m a k u d z a w c h a ń s k i m i w A r c h a n gaju. Podobno g r a l i w n i ą nie t y l k o M o n g o ł o w i e , lecz t a k ż e Kazachowie
i C h i ń c z y c y . G r ę z w a n ą tugal albo gurwan chudag potwierdza N a m ­
d ż i l d o r d ż dla a j m a k u kobdoskiego, d z a w c h a ń s k i e g o , g o b i a ł t a j s k i e g o i o w 7 8

7 9

7 5

O grach tych pisze P o p o v a , op. cit., s. 31-32.
' С e r e n s o d n o m , op. cit., s. 127-128; Mongolian Folktales..., s. 19-21; P ot a n i n , Oczerki
wyd. 4, s. 183, 219 in.
Szerzej pisze o tym N i e к 1 u d o w, Zamietki
s. 65-94. Rozpatruje on sym' bolikę złota w następujących aspektach: najwyższej wartości, wiecznego początku,
absolutnego centrum, absolutnej podstawy, istoty, treści i in. Autor ten zaznacza
ponadto (za Riftinem), że epitet „złoty" upowszechnił się w mitologu mongolskiej
pod w p ł y w e m buddyzmu, w którym złoto występuje jako jeden z uniwersalnych
symboli kosmicznych (s. 65).
N a m d ż i l d o r d ż , Mongolyn
s. 23-29, 41-46; P o p o v a , op. ей., s. 18-19.
N a m d ż i l d o r d ż , Mongolyn
s. 27.
e

7 7

7 8

7 9

�212

IWONA K A B Z I Ń S K A - S T A W A R Z

w buga. G d y jednemu z graczy u d a ł o się p o s t a w i ć 3 kamienie w jednej
l i n i i , to o d w r a c a ł ś r o d k o w y c h n a d r u g ą s t r o n ę i w o ł a ł „ d ż i r c h / " , a n a s t ę p ­
nie z a b i e r a ł d o w o l n y pionek p r z e c i w n i k a s t a w i a j ą c w t y m miejscu w ł a s ­
n y k a m i e ń . W t e n s p o s ó b t o r o w a ł sobie d r o g ę do dalszych p o s u n i ę ć .
G d y w jednej l i n i i z n a l a z ł y s i ę 4 kamienie, w ó w c z a s gracz o d w r a c a ł
2 ś r o d k o w e w o ł a j ą c „dżiichl"
i z a b i e r a ł 2 kamienie p r z e c i w n i k o w i .
M o i i n f o r m a t o r z y p o r ó w n y w a l i o k r z y k „dżirch!"
do g ł o s u ptaka.
Dżirch nie jest jednak n a z w ą ptaka, lecz z w i e r z ę c i a . O k r e ś l a się w t e n
s p o s ó b s y b e r y j s k ą w i e w i ó r k ę z i e m n ą , a ^ t a k ż e z w i e r z ę ż y j ą c e na drze­
wach l e ś n y c h , dobrze c h o d z ą c e i s k a c z ą c e po drzewach, podobne do
m y s z y z c z a r n y m i paskami na grzbiecie, p r z y t y m bardzo p o ż y t e c z n e .
Darambadzar natomiast podaje, że s ł o w o dżirg m a o d p o w i e d n i k w starot u r e c k i m cern, t j . r z ą d , r ó w n o l e g ł e p o ł o ż e n i e .
7 0

7 1

M i m o p o ż y t e c z n e j r o l i , j a k ą z w i e r z ę to s p e ł n i a w przyrodzie, w w i e ­
rzeniach mongolskich przypisuje m u się znaczenie ujemne. Dżirch
jest
b o w i e m u w a ż a n y za p r z e c i w n i k a N i e b a . O jego m a ł e j w a r t o ś c i ś w i a d ­
czyć t e ż m o ż e np. tekst w y g ł a s z a n y pod adresem osoby, k t ó r a nie po­
t r a f i ł a o d g a d n ą ć zagadki. P o r ó w n u j e się j ą do w i e l u b e z w a r t o ś c i o w y c h
rzeczy. O ś w i a d c z a się j e j ponadto, że z o s t a ł a sprzedana za p r z e d m i o t y nie
m a j ą c e w i ę k s z e j w a r t o ś c i , m . i n . za p o p r ę g do s i o d ł a zrobiony ze s k ó r y
dżirch
.
7 2

73

{4

щ
ii
¿J
fi
Hi
W

U t r a t a p i o n ó w i i c h blokada p o z b a w i a ł a gracza szansy na z w y c i ę s t w o .
O d w o ł u j ą c się do s y m b o l i k i b l o k a d y m o ż e m y p r z y p u s z c z a ć , że o z n a c z a ł o
to j e d n o c z e ś n i e jego s y m b o l i c z n ą ś m i e r ć . S y m b o l i c z n ą s t a w k ą w grze b y ­
ł o b y w i ę c życie. Nie d y s p o n u j ę jednak d o w o d a m i p o t w i e r d z a j ą c y m i
b e z p o ś r e d n i o t ę h i p o t e z ę . D l a w s p ó ł c z e s n y c h n a m M o n g o ł ó w dżirch
jest
t y l k o g r ą . N i e s p o t k a ł a m się z p r z y p i s y w a n i e m j e j j a k i e g o k o l w i e k zna­
czenia, symbolicznego l u b magicznego. M o ż n a t u natomiast d o d a ć , że
C h i ń c z y c y w grze o d p o w i a d a j ą c e j mongolskiej dżirch (zwanej przez n i c h
sám k'i — t r z y szachy) o k r e ś l a l i pionek zabrany p r z e c i w n i k o w i m i a n e m
zmarłego .
M o n g o ł o w i e g r a l i w dżirch podczas o b c h o d ó w nowego r o k u . F a k t ten
(oraz charakter r e g u ł g r y ) w s k a z y w a ł b y na p r a w d o p o d o b i e ń s t w o ł ą c z e n i a
jej w przeszłości z symbolicznym konfliktem m i ę d z y życiem i śmiercią,
7 4

'» W pierwszym znaczeniu słowo to występuje w słowniku mongolsko-rosyjskim, Mongol oros tol', Moskwa 1957, s. 181, w drugim — w Mongol chelnij towcz
tajlbar tol', J a . Cewel (red.), Ułan Bator 1966, s. 248.
" D a r a m b a d z a r , op. cit., s. 78.
N i e k l u d o w , Mongolskich
s. 172; G. N. P o t a n i n , Erke, kult syna
nieba w Siewiernoj Azii. Matierialy к tjurksko-mongolskoj
mifołogii,
Tomsk 1916,
s. 16; t e n ż e , Oczerki..., wyd. 4, s. 181.
B. S o d n o m, On' sogoor chodżigdsonyg
ügeer chudaldachad cheldeg cholboo
szulgijn tuchaj, „Aman Dzochiolyn Sudlal", vol. 6: 1968, s. 48.
" С u 1 i n, Games
s. 192.
7 2

7 8

�213

NOWOROCZNE G R Y MONGOLSKIE

z w a l k ą o życie. N a t a k ą m o ż l i w o ś ć w s k a z u j ą t e ż n i e k t ó r e inne g r y t y p u
dżirch, k t ó r y c h b o h a t e r a m i są p t a k i o k r e ś l a n e ponadto jako z ł o t e . J e d n ą
z n i c h jest altan charaacaj
(złota j a s k ó ł k a ) , i n n ą — altan gurgaldaj
(sło­
w i k ) . J a s k ó ł k a p o j a w i a się w bajkach mongolskich j a k o pomocnik
Nieba, p o ś r e d n i k m i ę d z y n i m a c z ł o w i e k i e m . Z ł o t o z a ś symbolizuje ż y ­
cie u jego p o c z ą t k ó w , p o d s t a w ę życia, t r w a n i e i t p .
B y ć m o ż e g r y te
m i a ł y w p r z e s z ł o ś c i znaczenie magiczne w y n i k a j ą c e z i c h (domniemanej,
co prawda) symboliki?
75

7 6

7 7

5. WODA — R E A L I A P A S T E R S K I E C Z Y S Y M B O L I C Z N Y POCZĄTEK ?

P o z w o l i ł a m t u sobie na pewne o d s t ę p s t w o od dotychczas stosowanej
zasady i z r e z y g n o w a ł a m z w y m i e n i a n i a w p o d t y t u l e gier, o k t ó r y c h b ę ­
dzie m o w a w dalszej części a r t y k u ł u . W t y m p r z y p a d k u b o w i e m gier
jest k i l k a . Ł ą c z y je z a ś p r z e d m i o t k o n f l i k t u . Jest n i m m o ż l i w o ś ć w y d o ­
stania się na o.twartą p r z e s t r z e ń , o z n a c z a n ą n a j c z ę ś c i e j jako woda. Po­
dobnie j a k w * i n n y c h grach o m ó w i o n y c h dotychczas, r o z s t r z y g n i ę c i e
k o n f l i k t u n a s t ę p u j e t u w w y n i k u blokady i e l i m i n a c j i p i o n ó w p r z e c i w ­
nika.
G r y tego rodzaju b y ł y popularne w M o n g o l i i jeszcze w p o ł o w i e na­
szego stulecia. N a l e ż a ł y do n i c h przede w s z y s t k i m : temeen tawag (ślad
w i e l b ł ą d a ) , dórwon
buch (4 b y k i ) , zwana rzadziej dorwon nochoj (4 psy),
tugal (cielę) albo gurwan chudag (3 studnie), dorwon сад (cztery p o r y
roku) oraz olon sanaa (wiele ż y c z e ń , m y ś l i ) . Z i n f o r m a c j a m i o t y c h
grach z e t k n ę ł a m się podczas swoich b a d a ń . Wspomina o n i c h t a k ż e Po­
pova i N a m d ż i l d o r d ż .
We w s p o m n i a n y m okresie w y m i e n i o n e t u g r y w y s t ę p o w a ł y na r ó ż ­
nych terenach M o n g o l i i . Temeen tawag i dórwon
buch b y ł y popularne
przede w s z y s t k i m na terenach gobijskich. Z i n f o r m a c j a m i o dórwon
buch
z e t k n ę ł a m się t e ż w a j m a k u c e n t r a l n y m . N a m d ż i l d o r d ż natomiast p o ­
twierdza w y s t ę p o w a n i e tej g r y w a j m a k u d z a w c h a ń s k i m i w A r c h a n gaju. Podobno g r a l i w n i ą nie t y l k o M o n g o ł o w i e , lecz t a k ż e Kazachowie
i C h i ń c z y c y . G r ę z w a n ą tugal albo gurwan chudag potwierdza N a m ­
dżildordż dla a j m a k u kobdoskiego, d z a w c h a ń s k i e g o , g o b i a ł t a j s k i e g o i o w 7 8

7 9

7 5

O grach tych pisze P o p o v a , op. cit., s. 31-32.
C e r e n s od n o m , op. cit, s. 127-128; Mongolian Folktales..., . 19-21; P ot a n i n , Oczerki
wyd. 4, s. 183, 219 in.
Szerzej pisze o tym N i e к 1 u d o w, Zamietki
s. 65-94. Rozpatruje on sym­
bolikę złota w następujących aspektach: najwyższej wartości, wiecznego początku,
absolutnego centrum, absolutnej podstawy, istoty, treści i in. Autor ten zaznacza
ponadto (za Riftinem), że epitet „złoty" upowszechnił się w mitologu mongolskiej
pod w p ł y w e m buddyzmu, w którym złoto występuje jako jeden z uniwersalnych
symboli kosmicznych (s. 65).
N a m d ż i l d o r d ż , Mongolyn
s. 23-29, 41-46; P o p o v a , op. cit., s. 18-19.
N a m d ż i l d o r d ż , Mongolyn
s. 27.
7 8

s

7 7

7 8

7 9

�214

IWONA

CABZINSKA-STAWARZ

snorskiego, o olon sanaa opowiadano m i w a j m a k u wschodniogobijskim.
N a m d ż i l d o r d ż i Popova nie p o d a j ą miejsca jej w y s t ę p o w a n i a .
Tablice u ż y w a n e w w y m i e n i o n y c h t u grach b y ł y bardzo proste.
P r z e d s t a w i a ł y k o ł o (dorwon
сад) l u b jego w y c i n e k (temeen tawag) oraz
w y c i n e k k w a d r a t u (dorwon
buch oraz tugal albo dorwon chudag).
Gra-

• B

£3
•El
D

Ryc. 3. Tablice do gier:
A

temeen

tawag; В

— dorwon buch; С — dorwon
* E — neg tugal tuuch (tugal

сад; D — tugal (gurwan chudag);
uslach)
Rys. Iwona Kabzińska-Stawarz

cze p o s ł u g i w a l i się n i e w i e l k ą ilością p i o n ó w . N a ogół k a ż d y z graczy
d y s p o n o w a ł 2 (w dorwon buch i dorwon сад) l u b 3 p i o n a m i (tugal albo
dorwon
chudag).
Wymienione gry b y ł y grami dwuosobowymi. Tylko
w olon sanaa g r a ł y 3 osoby. K a ż d a z n i c h p o s ł u g i w a ł a się m o n e t ą m a j ą c ą
w y o b r a ż a ć objuczonego w i e l b ł ą d a . W p o z o s t a ł y c h grach n a j c z ę ś c i e j u ż y ­
wano k a m i e n i , k t ó r e r ó ż n i ł y się b a r w a m i . Czasem u ż y w a n o t e ż astragali,

�NOWOROCZNE G R Y M O N G O L S K I E

215

k t ó r e k ł a d z i o n o na stronach p r z e c i w n y c h ( „ o w c y " i „ k o z y " ) . Opozycja
pionów p o d k r e ś l a n a b y ł a nie t y l k o b a r w ą k a m i e n i czy u ł o ż e n i e m astra­
gali s t r o n a m i p r z e c i w l e g ł y m i do g ó r y . W y r a ż a ł y j ą t a k ż e n a z w y p i o n ó w .
1 tak np. w temeen tawag 2 p i o n y , zwane cagaan chüü, - w y s t ę p o w a ł y
przeciwko 2 p i o n o m char chüü, w dorwon buch 2 cagaan buch w y s t ę p o ­
w a ł y przeciw 2 char buch. Podobnie b y ł o w grze tugal, gdzie 3 b i a ł e
cielęta w y s t ę p o w a ł y przeciw 3 c z a r n y m . T a k ą i n f o r m a c j ę podaje N a m ­
dżildordż , p o t w i e r d z a j ą j ą t a k ż e moje badania. Popova podaje nato­
miast, że p i o n y b i a ł e zwane b y ł y c i e l ę t a m i (franc, veaux), czarne p i o n y
zaś n o s i ł y n a z w ę i c h o p i e k u n ó w , d o m y ś l n i e : pasterzy (franc,
gardiens
de
veaux) .
8 0

81

W a l k a na planszy t o c z y ł a się o to, k t o pierwszy wydostanie się na
o t w a r t ą p r z e s t r z e ń l u b zablokuje r u c h y p r z e c i w n i k a u n i e m o ż l i w i a j ą c m u
wyjście poza teren z a m k n i ę t y . W o l n ą p r z e s t r z e ń nazywano i oznaczano
w r ó ż n y s p o s ó b . W temeen tawag n o s i ł a ona np. n a z w ę chudag, t j . s t u d ­
nia, a zaznaczano j ą czasem r y s u n k i e m m a ł e g o k o ł a . W t u g a l zwano j ą
gurwan chudag (3 studnie). W dórwon
buch i olon sanaa u ż y w a n o n a ­
tomiast n a z w y dalaj (ocean; niezmierzony). Wolna, nieograniczona przes­
t r z e ń , wydostanie s i ę na k t ó r ą p r z y n o s i ł o z w y c i ę s t w o w grze, oznaczana
b y ł a w i ę c zazwyczaj o k r e ś l e n i a m i w s k a z u j ą c y m i na jej z w i ą z e k z ż y ­
ciem. Studnia, ocean, to p r z e c i e ż nic innego j a k woda, z k t ó r e j po­
w s t a ł o ż y c i e . T e r y t o r i u m opozycyjne oznaczano jako nutag (pastwis­
ko). B y ł to obszar z a m k n i ę t y , a w d o d a t k u — j a k m o ż e m y się d o m y ­
ślać — suchy. Pozostanie t u w w y n i k u zablokawania przez p r z e c i w n i k a
oznaczało c z a s o w ą ś m i e r ć .
8 2

P r z y j m u j ą c , że sytuacja k o n f l i k t o w a w y r a ż a n a przez g r y ma szersze
odniesienia, m o ż e m y — podobnie j a k dotychczas — r o z p a t r y w a ć j ą
w o d e r w a n i u od tego, co dzieje się na planszy. I n t e r p r e t a c j a k o n f l i k t u
może p r z y t y m d o t y c z y ć p l a n u r z e c z y w i s t o ś c i „ w i d z i a l n e j " ( r e a l i ó w pas­
terskich) l u b t e ż aspektu szerszego, uniwersalnego. Z a k ł a d a m y , że w y ­
dostanie się na obszar o t w a r t y , u n i k n i ę c i e blokady, jest r ó w n o z n a c z n e
z s y m b o l i c z n y m p r z e j ś c i e m do strefy ż y c i a . J e ś l i nawet o d r z u c i m y m y ś l
I
I
I
I
I
l
'l
I
I
l
l
{

^ N a m d ż i l d o r d ż , Mongolyn
s. 41.
" P o p o v a , op. cit, s. 19; używa ona określenia gardiens de veaux nie gardeurs (pasterze).
O wodzie jako źródle życia w folklorze mongolskim i jej asocjacji z kobietą
i prapoczątkiem patrz пр.: Altan tobczi: Mongolskaja letopis XVIII w., Р. B. B a 1d a n d ż a p o w (red.), Ułan Ude 1970, s. 111; G o d z i ń s k i , W kręgu..., s. 21-22;
K a ł u ż y ń s k i , op. cit., s. 268-269; N i e k l u d o w , Zamietki..., s. 78, 83, 87; P ot a n i n , Oczerki..., wyd. 4, s. 225; A. F . T r o c e w i c z , Motiw gieroja
priniesiennogo wodoj w. koriejskich
i mongolskich priedanijach,
[w:] Literaturnyje
swiazi
Mongolii, Moskwa 1981, s. 63-75, zwł. s. 66, 70. Wspomniani autorzy wskazują także
na związek wody z sytuacją przejścia, asocjując ją też z granicą między „tym"
i „tamtym światem". Niekludow pisze ponadto o podobnej roli studni (por. też
przyp. 88 informacje o morzu-matce)
8 г

i
i
L _

_

�216

IWONA K A B Z I N S K A - S T A W A R Z

0 s y m b o l i c z n y m charakterze k o n f l i k t u , o walce o ż y c i e na poziomie
s y m b o l i k i , to nie przestaniemy o b r a c a ć się w k r ę g u p o j ę ć ż y c i a i ś m i e r c i .
B ę d ą one jednak d o t y c z y ć r e a l i ó w pasterskich. Obszar, na k t ó r y m znajduje się woda, nie przestanie b o w i e m b y ć terenem ż y c i o d a j n y m . Z w i e ­
r z ę t o m p o z b a w i o n y m d o s t ę p u do w o d y grozi wszak ś m i e r ć . T a k w i ę c
jedna interpretacja nie przeczy d r u g i e j . D o t y c z ą t y l k o i n n y c h p o z i o m ó w
rzeczywistości.
Woda, studnia i t p . są t a k ż e symbolicznie z w i ą z a n e z s y t u a c j a m i p r z e j ­
ścia. O t a k i c h sytuacjach z d a j ą się t e ż m ó w i ć wspomniane t u g r y .
W a l k a charakterystyczna dla s y t u a c j i p r z e j ś c i a w y r a ż a n a b y ł a we
w s p o m n i a n y c h grach nie t y l k o z p o m o c ą r e g u ł . I n f o r m o w a ł y o niej r ó w ­
nież k o l o r y p i o n ó w , opozycja przestrzeni o t w a r t e j i z a m k n i ę t e j , obsza­
r ó w suchych i z w i ą z a n y c h z w o d ą , n a z w y p i o n ó w , p o ł o ż e n i e astragali
1 i n . U ż y c i e astragali w grach tego t y p u k a ż e r ó w n i e ż sądzić o z w i ą z k a c h
t y c h f o r m z a c h o w a ń l u d y c z n y c h z s y t u a c j a m i p r z e j ś c i a , przede wszyst­
k i m z a ś z n o w y m r o k i e m . W sytuacjach p r z e j ś c i a p o j a w i a j ą się t e ż n a j ­
częściej w wierzeniach mongolskich z w i e r z ę t a w y s t ę p u j ą c e w o w y c h
grach: "wielbłąd, b y k , pies, cielę.
Nie u d a ł o m i się z e b r a ć i n f o r m a c j i , k t ó r e w s k a z y w a ł y b y na pozaludyczne znaczenie przypisywane w y m i e n i o n y m t u g r o m w p r z e s z ł o ś c i .
D l a w s p ó ł c z e s n y c h n a m M o n g o ł ó w g r y te b y ł y t y l k o f o r m ą r o z r y w k i .
Nie nadawano i m sensu symboliczno-komunikacyjnego, ani t e ż magicz­
nego. M o ż e m y się jednak d o m y ś l a ć , że n i e g d y ś znaczenie takie m o g ł o
b y ć t y m g r o m przypisywane. N i k ł y m ś l a d e m w s k a z u j ą c y m na t a k ą m o ż ­
l i w o ś ć jest c h o c i a ż b y nazwa jednej z gier — olon sanaa (wiele ż y c z e ń ,
m y ś l i ) , podobnie j a k u ż y w a n i e w tej grze monet m o g ą c y c h s y m b o l i z o w a ć
m n o g o ś ć , dostatek, bogactwo. J u ż samo to, że m o n e t y te m i a ł y przedstaw i a ć objuczone w i e l b ł ą d y , pozwala n a m sądzić, że w y r a ż a ł y one p r a g nienie g r a j ą c e g o , k t ó r y m a r z y ł o p o w i ę k s z e n i u swego d o b y t k u . B y ć m o ż e
w i e r z y ł , że marzenie to s p e ł n i się w w y n i k u wygranej? Nie zapominajmy
r ó w n i e ż o mediacyjnej r o l i w i e l b ł ą d a w k u l t u r z e monogolskiej.

,

f
I
|
f
J
f
j

Symboliczno-magiczne znaczenie m i a ł a t e ż zapewne dla pasterzy gra
dorwon сад. N a m d ż i l d o r d ż ł ą c z y k o l i s t y d i a g r a m s t a n o w i ą c y p l a n s z ę do
tej g r y z i n f o r m a c j ą o obrocie Z i e m i w o k ó ł S ł o ń c a . Miejsca oznaczone
na diagramie m i a ł y b y o d p o w i a d a ć pozycjom, j a k i e zajmuje Z i e m i a na
ekliptyce w c i ą g u r o k u . Popova, u k t ó r e j z n a l a z ł a m i n f o r m a c j ę o k o n ­
cepcji N a m d ż i l d o r d ż a , odrzuca jednak t ę m y ś l , p o w o ł u j ą c się na n i e ­
z n a j o m o ś ć t e o r i i k o p e r n i k a ń s k i c h przez t z w . t r a d y c y j n y c h M o n g o ł ó w .
D i a g r a m u ż y w a n y w grze dorwon сад n a w i ą z u j e natomiast, j a k s ą d z ę ,
do s y m b o l i k i u n i v e r s u m . P r z e m a w i a ł a b y za t y m kolista plansza. Zazna­
czono na n i e j podstawowe k i e r u n k i o d p o w i a d a j ą c e czterem stronom
ś w i a t a oraz' c e n t r u m kosmiczne. Magiczno-symboliczny (kosmiczny) cha8 3

8 8

P o p o v a, op. cit., s. 18.

r

m

�217

NOWOROCZNE G R Y M O N G O L S K I E

rakter m i a ł y t e ż zapewne w p r z e s z ł o ś c i g r y , w k t ó r y c h nazwie w y s t ę ­
puje cyfra cztery {dorwon
buch, dorwon nochoj, dorwon сад), j a k t e ż
gry, w k t ó r y c h p o j a w i a się cyfra t r z y (gurwan chudag, olon sanaa).
Nazwa temeen tawag i dorwon buch o d n o s i ł a się nie t y l k o do gier
planszowych. O k r e ś l a n o n i ą t a k ż e zabawy dzieci p o l e g a j ą c e na w y k o n y ­
w a n i u w w i l g o t n y m p i a s k u (przy pomocy odpowiednio u ł o ż o n y c h dłoni)
ś l a d ó w z w i e r z ą t — w i e l b ł ą d a i b y d ł a rogatego. I n f o r m a c j ę o tej zabawie
z a p i s a ł a m w a j m a k u wschodniogobijskim. W i e l u m o i c h i n f o r m a t o r ó w
łączyło nawet n a z w ę temeen tawag i dorwon buch w y ł ą c z n i e z t ą z a b a w ą
nie zaś z g r ą p l a n s z o w ą . Zabawie tej p r z y p i s y w a n o znaczenie d y d a k ­
tyczne. Siady w y k o n y w a n e przez dzieci p r z y p o m i n a ł y tablice u ż y w a n e
do odpowiednich gier planszowych. B y ć m o ż e m i ę d z y t y m i d w o m a r o ­
dzajami z a c h o w a ń l u d y c z n y c h istnieje j a k i ś z w i ą z e k genetyczny? P l a n ­
szę u ż y w a n ą do g r y olon sanaa p o r ó w n u j e się natomiast w l i t e r a t u r z e
do p r z e d m i o t u u ż y w a n e g o do p ę t a n i a k o n i ( c z ó d ó r ) . . A m o ż e jest ona
odpowiednikiem tulgyn gurwan czuluu — 3 k a m i e n i z a j m u j ą c y c h cen­
tralne miejsce w j u r c i e b ę d ą c e j symbolem kosmosu? N a t a k i c h k a m i e ­
niach rozpalali np. M o n g o ł o w i e p i e r w s z y ogień w j u r c i e podczas o b r z ę ­
du weselnego u ż y w a j ą c w t y m celu krzesiwa, a w i ę c t a k j a k c z y n i l i t o
przodkowie
z a ł o ż y c i e l e g r u p y , do c z a s ó w k t ó r y c h trzeba b y ł o p o w r ó ­
cić, aby m ó c k o n t y n u o w a ć ognisko domowe (gal golomt
dzalgamdżilach),
p r z e d ł u ż y ć ł a ń c u c h p o k o l e ń . Z w i ą z e k tej noworocznej g r y z symbolicz­
n ą r e - k r e a c j ą ż y c i a w y d a j e się b y ć bardzo p r a w d o p d o b n y ( w y s t ę p o w a n i e
takich e l e m e n t ó w j a k woda, w i e l b ł ą d , k t ó r y jest z w i e r z ę c i e m media­
c y j n y m , u n i k a n i e blokady p r o w a d z ą c e do z w y c i ę s t w a , a s y m b o l i z u j ą c e
uniknięcie śmierci i in.).
84

8 5

C i e k a w ą g r ą , ł ą c z ą c ą się t a k ż e z s y m b o l i c z n y m k o n t a k t e m ze ź r ó d ­
ł a m i życia, jest tugal uslach (pojenie c i e l a k a ) . P l a n s z ą do g r y b y ł pros­
t o k ą t , k t ó r e g o d w a d ł u ż s z e b o k i b y ł y p o ł ą c z o n e z y g z a k o w a t ą l i n i ą bieg­
n ą c ą przez ś r o d e k . Jeden z graczy p o s ł u g i w a ł się d w o m a k a m i e n i a m i
(lub astragalami), k t ó r e n o s i ł y n a z w ę mor' (konie), d r u g i z a ś o p e r o w a ł
kamieniem (lub astagalem) z w a n y m tugal (cielę). B i a ł e kamienie „ b y ł y
k o ń m i " , czarny k a m i e ń z a ś — „ c i e l ę c i e m " . J e ż e l i grano astragalami,
to kości r e p r e z e n t u j ą c e „ k o n i e " k ł a d z i o n o s t r o n ą mor' do g ó r y , natomiast
kość o d p o w i a d a j ą c ą „ c i e l a k o w i " — s t r o n ą ücher. Zadaniem „ k o n i " b y ł o
zablokowanie r u c h ó w „ c i e l a k a " , z e p c h n i ę c i e go k u lewej stronie planszy
(grę rozpoczynano od s t r o n y prawej), aby nie w y m k n ą ł się i nie d o t a r ł
do prawego b o k u p r o s t o k ą t a . Koniec, z k t ó r y m p o w i n i e n z e t k n ą ć się
„ c i e l a k " , nazywano us (woda). Popova, p i s z ą c o podobnej grze, zwanej
neg tugal tuuch (wodzenie, prowadzenie cielęcia), zaznacza to miejsce
86

8 4

8 5

8 6

D a r a m b a d z a r , op. cit, s. 79; N a m d ż i 1 d o r d i, Mongolyn
O zwyczaju tym pisze W a s i l e w s k i , Symboliczne universum...,
Informacje o niej zapisałam w ajmaku centralnym w 1980 r.

s. 44.
s. .106.

�21S

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

8 7

b i a ł y m k w a d r a t e m , nie podaje j e d n a k jego n a z w y . „ K o n i e " m o g ł y

iść

t y l k o do p r z o d u , „ c i e l a k " z a ś m i a ł t a k ż e p r a w o cofać się.
Nag

tugal

cześni nam

tuuch

(tugal

uslach)

n a l e ż a ł a do gier n o w o r o c z n y c h . W s p ó ł ­

pasterze, z k t ó r y m i m i a ł a m o k a z j ę r o z m a w i a ć , nie

nadawali

j e j ż a d n e g o znaczenia pozaludycznego. Pewne e l e m e n t y p r z e m a w i a j ą
nak

za s y m b o l i c z n y m c h a r a k t e r e m g r y ,

jed­

jej z w i ą z k i e m z w a l k ą o życie,

j a k a t o c z y ć się m i a ł a w n a t u r z e w okresie n o w o r o c z n y m . Z a u w a ż m y ,
w a l k a toczy się m i ę d z y z w i e r z ę t a m i o p o z y c y j n y m i —
n y m i do t z w . z w i e r z ą t o g o r ą c y m oddechu (chaluun
c i e m " n a l e ż ą c y m do z w i e r z ą t o z i m n y m
Zwierzęta
w

„końmi",

choszuu

oddechu (chiijten

mal)

i „cielę­

choszuu

„ g o r ą c e " b y ł y bardziej szanowane, s k ł a d a n o je t a k ż e

że

zalicza­
mai).
niegdyś

ofierze N i e b u . „ Z i m n e " z a ś ł ą c z o n o w w i e r z e n i a c h z z i e m i ą ; b y d ł o r o ­
8 8

gate — z k s i ę ż y c e m . W grze opozycja m i ę d z y „ k o ń m i " a

„cielęciem"

w y r a ż a n a jest z p o m o c ą b a r w k a m i e n i : b i a ł e j i czarnej. B a r w y te w y s t ę ­
pują

ponadto w

wyjścia

oznaczeniach

oznaczony

jest

poszczególnych

czarnym

trójkątem,

boków
miejsce,

planszy.
ku

Punkt

któremu

po-

" P o p o v a , op. cit, s. 23; plansza I I I , ryc. 2, s. 21.
*&gt; W wierzeniach Mongołów byk od najdawniejszych czasów asocjowany był z księ­
życem. Świadczą o tym m. in. rysunki naskalne; N o w g o r o d o w a , op. cit., s. 37.
Wyraźna asocjacja byk-księżyc w y s t ę p o w a ł a w wierzeniach Buriatów X I X / X X w.
Patrz пр.: N. N. A g a p i t o w , M. N. С h a n g a ł o w, Matierialy po izuczeniju szamanstwa w Sibiři. Szamanstwo u buriat Irkutskoj gubiernii, Irkutsk 1883, s. 51-52;
C. H u m p h r e y , Some ritual techniques in the bull-cult of the
Buriat-Mongols,
Proceedings of the Royal Anthropological Institute of Great Britain and Ireland for
1973, Londyn 1974, s. 27. Autorka ta wskazuje na związki byka z płodnością, po­
czątkiem życia, jego miejsce w ludzkiej koncepcji narodzin, na jego asocjację
z elementem męskim, ojcostwem. Ten element zaś kojarzony jest symbolicznie
z górami. Ich opozycją jest z kolei woda, reprezentująca element żeński w naturze,
macierzyństwo; H u m p h r e y , op. cit., s. 15-28. B y ć może ta symboliczna opozycja
wyrażona została graficznie na planszy do gry neg tugal tuuch (por. przyp. 89)?

t

0 roli byka w prokreacji patrz także: N. O. S z a r a k s z i n o w a, Mif o Bucha-Nojonie, „Etnograficzeskij Sbornik", t. 3: 1962, s. 128-147. Koń natomiast w wierze­
niach l u d ó w Azji stanowił inkarnację bogów słońca, nieba, burzy itp. Jednocześnie
symbolizował seksualne siły przyrody. Pełnił też funkcje mediatora między „tym"
1 „tamtym światem". Patrz пр.: E . E . К u ź m i n a, Rasprostranienije
koniewodstwa
i kulta konia u iranojazycznych plemien Sriedniej Azii i drugich narodów
starogo
swieta, [w:] Sriedniaja Azija w driewnosti i sriedniewiekowje,
Moskwa 1977, s. 28¬
52, zwł. s. 44-45 dotyczące ludów ałtajskich; L . L . W i к t o r o w a, Mongoly. Proischożdienije
národa i istoki kultury, Moskwa 1980, s. 29, 125, 135, 149; K . W. W j a t ­
k i n a . Kult konia u mongolskich narodów, „Sowietskaja Etnograf i ja", vol. 2: 1968,
s. 117-122. Ogólnie o symbolice, konia i byka patrz пр.: F . A u b i n, Cheval celeste
et bovin chtonién, [w:] Quand le crible dans la paule..., Paryż 1978, s. 37-63; A. R oe s, L'animal au signe solaire, „Revue Archeologique", vol. 12: 1938; A. M. A. S e n,
Animal motifs in ancient Indian Art, Calcutta 1972; o symbolice konia: R. H .
van G u 1 i к, Hayagriva. The mantrayanic aspect of Horce-cult in China and Ja­
pan, Internationales Archiv fur Ethnographie, suppl. zu Bd 33, Leyde 1935; G . W.
K s i e n o f o n t o w , Pastuszeskij
byt i mifołogiczeskije
wozzrienija
kłasiczeskogo
wostoka, Irkuck 1929, oraz bibliografia w artykule К u ź m i n у licząca 366 pozycji.

�NOWOROCZNE G R Y MONGOLSKIE

219

winien z d ą ż a ć „ c i e l a k " , zaznaczano natomiast b i a ł y m k w a d r a t e m . Czarny
t r ó j k ą t odpowiada j e d n o c z e ś n i e p a s t w i s k u (nutag), b i a ł y k w a d r a t z a ś
wodzie (us). W tugal uslach (neg tugal tuuch) powtarza się sytuacja znana
z temeen tawag, dorwon buch czy tugal — w a l k a o k o n t a k t z w o d ą ,
ó
__ j a k z a k ł a d a m y — symbolizuje t u ź r ó d ł a życia. W grze tej za
jedyne m o ż l i w e , p o ż ą d a n e , u w a ż a się z w y c i ę s t w o „ k o n i " , k t ó r e z a g a n i a j ą
„cielę" k u wodzie. J e ż e l i „ c i e l ę " się w y m k n i e , t w o r z y się sytuacja n i e ­
w ł a ś c i w a z p u n k t u widzenia w y n i k u g r y .
k t

r a

Symboliczne p o c z ą t k i ż y c i a asocjowane są t a k ż e w wierzeniach m o n ­
golskich z bielą. T a k i m k o l o r e m oznaczony jest też k w a d r a t , k u k t ó r e m u
zmierza „ c i e l ę " w grze opisanej przez Popova.
C e n t r a l n ą p o s t a c i ą w grze jest „ c i e l ę " — osobnik m ł o d y , dziecko. Z a ­
u w a ż m y , że n o w y r o k , podczas k t ó r e g o grano w neg tugal tuuch, odpo­
wiada symbolicznie p o c z ą t k o w i d z i e c i ń s t w a n a t u r y , m a m y t u w i ę c zgod­
ność c h a r a k t e r u k o n t e k s t u z j e d n y m z e l e m e n t ó w t r e ś c i w y r a ż a n y c h
przez g r ę z n a j d u j ą c ą się w t y m k o n t e k ś c i e . O t w a r t e pozostaje pytanie,
dlaczego tak i s t o t n y jest k o n t a k t „ c i e l ę c i a " z w o d ą , b i e l ą ? Czy dzieje
się tak ze w z g l ę d u na p r z y p i s y w a n e m u — jako reprezentantowi klasy:
bydło rogate — symboliczne z w i ą z k i z p o c z ą t k a m i ż y c i a (por. p r z y p . 88).
U w a g ę zwraca zygzakowata l i n i a b i e g n ą c a przez ś r o d e k planszy. N i e
wiadomo jednak, czy m i a ł a ona j a k i e ś szczególne znaczenie .
8 9

I I I . WĘDRÓWKA

'
[
t
.
1

Sytuacje k o n f l i k t o w e rozstrzygane b y ł y w grach nie t y l k o z p o m o c ą
blokady p i o n ó w . O z w y c i ę s t w i e m ó g ł t e ż np. d e c y d o w a ć r e z u l t a t „ w ę d r ó w k i " , k t ó r ą „ o d b y w a ł y " p i o n y na planszy. K t o pierwszy d o p r o w a dził s w ó j p i o i g k do celu, pokonawszy po drodze r ó ż n e przeszkody, ten
w y g r y w a ł . Jak m o ż e m y w n i o s k o w a ć na podstawie — nielicznych, co
prawda, relacji samych M o n g o ł ó w , z w y c i ę s t w o to m i a ł o znaczenie s y m ­
boliczne. D o t y c z y ł o p r z y t y m nie t y l k o jednostki, lecz c a ł e g o s p o ł e c z e ń ­
stwa. G r o m , k t ó r e w symboliczny s p o s ó b p r z e d s t a w i a ł y w ę d r ó w k ę , p r z y ­
pisywano p r z y t y m znaczenie magiczne.
N i e k t ó r z y badacze z w r a c a l i u w a g ę na symboliczne z w i ą z k i gier p l a n ­
szowych z w ę d r ó w k ą z ziemi do nieba, r a j u i t p .
Inni kwiestionowali
9 0

8 8

Iwanowo traktuje tego typu wzory, występujące np. na szamańskich bębnach
ludów Azji, jako oznaczenie ziemi lub opasujących ją łańcuchów górskich, pomost
ofiarny lub most, po którym przechodził szaman do „innego świata"; S. W. I w a ­
n o w , К woprosu o znaczeni izobrażenij .na starinnych priedmietach kulta u naro­
dów sajano-altajskogo nagorja. Sbornik Muzie ja Antropologii i Etnografii, Moskwa—
Leningrad 1955, t. 16, s. 168-188; Wasilewski natomiast uważa, że jest to ornament
asemantyczny; W a s i l e w s k i , Podróże
s. 121.
A. B. G o m m e, The traditional games of England, Scotland and Ireland,
London 1894, s. 223; H u m m e l , B r e w s t e r , op. cit, s. 18. Por. też informacje
o labiryncie (przyp. 68). Inny przykład gry dziecięcej wyrastającej z archaicznego
9 0

ł

�220

IWONA KABZIÑSKA-STAWARZ

sam cel p o d r ó ż y (niebo, raj), p o w o ł u j ą c się np. na wierzenia l u d ó w sta­
r o ż y t n e j A z j i o odmiennej w ę d r ó w c e duszy i c i a ł a w „ t y m " i „ t a m t y m
ś w i e c i e " , nie n e g u j ą c jednak z w i ą z k u gier z w ę d r ó w k ą . Sprowadzali j ą
jednak do bardziej r e a l n y c h w y m i a r ó w (widzieli w n i e j ; n p . p i e l g r z y m k ę
do r z e k i l u b p o d n ó ż a g ó r y , gdzie m i a ł o się o d b y ć ś w i ę t o r e l i g i j n e ) .
Czyż m o ż n a jednak p o m i n ą ć symboliczny aspekt tej w ę d r ó w k i , gdy w i a ­
domo, że rzeka to symboliczna granica, g ó r a z a ś jest symbolicznie- z w i ą ­
zana z Niebem? W s p o m n i a n i t u G u p t a i Chandra o k r e ś l a j ą je dodatkowo
jako ś w i ę t e , w s k a z u j ą na i c h z w i ą z k i ze ś w i ę t e m r e l i g i j n y m .
S w o i s t ą f o r m ą gier p o s ł u g u j ą c y c h się m o t y w e m w ę d r ó w k i dla prze­
kazu i n f o r m a c j i o t o c z ą c e j się w naturze walce o ż y c i e i jego k o n t y n u ­
ację, o s y t u a c j i z m i a n y są w y ś c i g i . R ó ż n e rodzaje w y ś c i g ó w , w k t ó r y c h
konie z a s t ę p o w a n o przez kości (astragale), o m ó w i ł a m w I części a r t y k u ł u .
W t y m miejscu c h c i a ł a b y m o m ó w i ć 3 g r y planszowe, k t ó r e w nieco i n n y
s p o s ó b p r z e d s t a w i a j ą m o t y w w ę d r ó w k i . S ą to: badżij (zwana t e ż p a d ż
l u b pandżiga),
szambalyn
szoo oraz czüüczamaj.
Jednostkowe odpowie­
dzi, j a k i e u z y s k a ł a m na moje p y t a n i a , z m i e r z a j ą c e do i n t e r p r e t a c j i t y c h
gier, p o z w a l a j ą sądzić, że w niedalekiej jeszcze p r z e s z ł o ś c i p r z y p i s y w a n o
i m znaczenie symboliczno-magiczne. N a podstawie n i e l i c z n y c h i n f o r m a c j i
t r u d n o co p r a w d a p r z e p r o w a d z a ć p o s t ę p o w a n i e naukowe, u d o w a d n i a ć
hipotezy i t p . , z d e c y d o w a ł a m się jednak na p u b l i k a c j ę t y c h s k ą p y c h ma­
t e r i a ł ó w z u w a g i na i c h u n i k a l n y charakter. M o ż e nie są one m a t e r i a ł e m
d o w o d o w y m , lecz z p e w n o ś c i ą jest to ś l a d p r o w a d z ą c y do celu, jeden
z k r o k ó w na drodze do p r a w d y o t y m , c z y m b y ł y dla M o n g o ł ó w gry,
jakie nadawano i m znaczenie pozaludyczne, j a k ą p e ł n i ł y r o l ę w k u l ­
turze.
91

9 2

1. „BADZIJ"

^

J e ś l i p r z y j m i e m y za w i a r y g o d n e ustalenia a r c h e o l o g ó w , k t ó r z y w y ­
p u k ł ą dwustronnie k o ś ć w f o r m i e k r ą ż k a z k r z y ż e m w y c i ę t y m na jednej
stronie, z n a l e z i o n ą w K a r a k o r u m , o k r e ś l i l i jako p r z e d m i o t s ł u ż ą c y do gry
badżij
, to g r ę t ę m o ż e m y t r a k t o w a ć jako j e d n ą z najstarszych gier zna9 3

podłoża wierzeniowo-rytualnego przytacza Wasilewski. Jest to gra w klasy, gdzie
skakanie między „piekłem a niebem może być uważane za pogłos jakiejś obrzę­
dowej podróży w te regiony"; W a s i l e w s k i , Podróże
s. 226.
Np. L . D a i к e n, Children's Games throughout the years, London 1949,
s. 44; D. G u p t a , C h . C h a n d r a , The Boiled Rice and Vegetable Game, „Man
in India", vol. 22: 1942, nr 1, s. 273-276.
» Gupta i Chandra wspominają ponadto, iż gracz, który szczęśliwie dotarł do
przestrzeni oznaczonej na planszy jako święta rzeka, mógł się w y k ą p a ć ; G u p t a ,
C h a n d r a , op. cit., s. 275-276. Jak jednak wiemy, dla Hindusów kąpiel w świętej
rzece ma przede wszystkim znaczenie magiczno-symboliczne, sprawa higieny jest
w tym przypadku drugorzędna.
9* Driewniemongolskije
goroda..., s. 294.
8 1

2

�NOWOROCZNE G R Y MONGOLSKIE

221

nych M o n g o ł o m , o k t ó r y c h i n f o r m u j ą ź r ó d ł a . Badżij to gra znana w Polsce
jako „ c h i ń c z y k " , c h o ć nie p o w s t a ł a ona w Chinach, a t a k ż e p r a w d o p o ­
dobnie nie b y ł a t a m w ogóle znana. Jej o j c z y z n ą są I n d i e . W y s t ę p o w a ł a
tam od w i e k ó w jako pachisi albo chausar. Liczne w a r i a n t y g r y znane
były na Cejlonie, w B i r m i e , Laosie, K o r e i , I r a n i e i i n . Poprzez S y b e r i ę
i A l a s k ę z b l i ż o n a gra d o t a r ł a t e ż na obszary obu A m e r y k , gdzie znana
była m . i n . A z t e k o m j a k o patolli .
W k o ń c u X I X w . i w p o c z ą t k a c h na­
szego stulecia m o ż n a ją b y ł o s p o t k a ć w w i e l u rejonach A z j i , np. u T u r ­
ków , K o r e a ń c z y k ó w
i T u w i ń c z y k ó w . M o n g o ł o w i e g r a l i w .nią jesz­
cze w p o ł o w i e X X w . N a m d ż i l d o r d ż p o t w i e r d z i ł jej w y s t ę p o w a n i e w t y m
czasie w a j m a k u c e n t r a l n y m , b u ł g a ń s k i m i A r c h a n g a j u . Podczas s w y c h
b a d a ń w a j m a k u c e n t r a l n y m w 1975 r. n a t r a f i ł a m na informacje o sta­
ruszkach, k t ó r z y jeszcze czasem g r y w a j ą w badżij. Z i n f o r m a c j a m i o tej
grze z e t k n ę ł a m się t a k ż e w a j m a k u k o b d o s k i m i wschodniogobijskim.
U w i e l u w s p ó ł c z e s n y c h n a m M o n g o ł ó w starszego pokolenia gra ta w c i ą ż
jeszcze ż y j e w p a m i ę c i , aczkolwiek gra się w n i ą bardzo rzadko, a jeszcze
rzadziej przypisuje się jej znaczenie symboliczne czy magiczne.
9 4

95

9 6

9 7

9 8

9 9

W badżij g r a ł y 4 osoby. Dopuszczano t a k ż e m o ż l i w o ś ć g r y z e s p o ł o ­
wej (4 g r u p y z ł o ż o n e z 2-3 osób). P l a n s z ę do g r y t w o r z y ł a deseczka z b i ­
ta w k r z y ż . Rysowano t e ż k r z y ż na papierze l u b k a w a ł k u m a t e r i a ł u . K a ż ­
de z r a m i o n k r z y ż a podzielone b y ł o l i n i a m i p i o n o w y m i na 8 k w a d r a c i ­
ków. N a n i e k t ó r y c h polach k r z y ż a z n a j d o w a ł y się specjalne oznaczenia.
Trudno m ó w i ć o j a k i m ś powszechnym dla c a ł e j M o n g o l i i wzorze ozna­
czeń. R y s u n k i , jakie posiadam, r ó ż n i ą się n p . od t y c h , jakie prezentuje
N a m d ż i l d o r d ż , w a ż n a jest dla nas natomiast pewna o g ó l n a zasada nano­
szenia na r a m i o n a k r z y ż a z n a k ó w o d p o w i a d a j ą c y c h miejscom bezpiecz­
n y m i n i e k o r z y s t n y m dla gracza. Miejsca bezpieczne oznaczano np. swa­
s t y k ą (chas), p r z y c z y m zwano je czasem j u r t ą (ger) l u b j u r t ą s ą s i a d a
(chorszi ger), albo k r z y ż e m i o k r e ś l a n o s ł o w e m bat, t j . mocny, d a j ą c y
'

í
j
Í
:
:
=
i
i
I

•* Autorem tej koncepcji jest E . B. T y l o r , On the game of patolli in ancient
Mexico and its probable Asiatic origin, „ Y o u m a l of the Royal Antropological Insti­
tut of Great Britain and Ireland", vol. 8: 1879, s. 116-131. W naszej literaturze kon¬
cepcję tę powtarza P i j a n o w s k i , op. cit., s. 193. Innego zdania był początkowo
Culin, który twierdził, że gra amerykańska powstała niezależnie od hinduskiej jako
wyraz podobnej koncepcji przestrzeni; S. C u l i n , America, the cradle of Asia,
„American Association for the Advancement of Science Proceedings", vol. 52: 1903,
s. 495. W innym miejscu Culin wyraża przekonanie o związku pachisi z czaturangą;
C u l i n , Games
s. 76-77; Patrz też: C . J . E r a s m u s , Patolli, pachisi and the
limitation of possibilities, [w:] The Study
of Games, E . M. Avedon, B. Sutton-Smith (red.). Nowy Y o r k 1971, s. 109-129.
Patrz пр.: Ch. D u v e r g e r , L'esprit du jeu chez les Azteąues,
Paryż 1978,
s. 53-66.
B a r a n , op. cit., s. 23.
C u 1 i n, Games
s. 145.
• I . S a m b u u, Tuwinskije narodnyje igry, K y z y l 1978, s. 166.
" N a m d ż i l d o r d ż , Mongolyn
s.. 106.
9 5

9 1

8 7

8

�222

IWONA KABZIÑSKA-STAWARZ

n a d z i e j ę , ustabilizowany. Rysowano t e ż b i a ł e k ó ł e c z k a zwane
nüch
(oko). Z a t r z y m a n i e się na t a k oznaczonych polach d a w a ł o graczom p r a w o
do d o d a t k o w y c h r z u t ó w l u b p r z e s u n i ę c i a się o o k r e ś l o n ą ilość p ó l do
przodu (np. o 8 miejsc). J e ś l i gracz z a t r z y m a ł się na p o l u oznaczonym
k r z y ż e m l u b s w a s t y k ą , a s t a ł t a m j u ż pionek innego gracza, to p i e r w s z y
gracz nie m i a ł p r a w a cofnąć drugiego do p u n k t u w y j ś c i a , co u c z y n i ł b y
na k a ż d y m i n n y m p o l u . N a t y m p o l u m o ż n a b y ł o z a t r z y m a ć się i nie w y ­
k o n y w a ć ż a d n y c h r u c h ó w c z e k a j ą c aż p r z e c i w n i k oddali się, a sytuacja
b ę d z i e korzystniejsza. Gracz c z e k a j ą c y na dogodny dla siebie m o m e n t
w y k o n y w a ł r z u t y , ale nie p r z e s u w a ł p i o n k a g r o m a d z ą c p u n k t y w zapasifc. Miejsca niebezpieczne dla g r a j ą c y c h oznaczano c z a r n y m k ó ł e c z k i e m
(zwano je tiig, t j . w i ę z i e n i e , miejsce niebezpieczne, sytuacja bez w y j ś c i a )
albo k i l k o m a u k o ś n y m i kreseczkami (tuszaa, t j . p ę t a ) . Gracz, k t ó r y s t a n ą ł
na miejscu t a k oznaczonym m u s i a ł z a k o ń c z y ć g r ę l u b
z a l e ż n i e od
cofał się do p u n k t u w y j ś c i a i z a c z y n a ł j ą od p o c z ą t k u . W y ­
g r y w a ł t e n k t o p i e r w s z y d o s z e d ł do p u n k t u w y j ś c i a po o b e j ś c i u całego
obwodu krzyża.
K a ż d y z graczy d y s p o n o w a ł 1 p i o n k i e m z w a n y m buchaar, t j . l i c h y
gatunek s k ó r y . W grze z e s p o ł o w e j jeden pionek n a l e ż a ł do całej g r u p y .
Przed r o z p o c z ę c i e m g r y wszystkie p i o n k i ustawiano na p o l u ś r o d k o w y m ,
z w a n y m j u r t ą (ger). K a ż d y z graczy r z u c a ł 6 m u s z l a m i k a u r i , z w a n y m i
jawuu l u b buuwal. Muszle te o b t ł u k i w a n o , aby o b n a ż y ć i c h czarny ś r o ­
dek. W t e n s p o s ó b jedna część m u s z l i b y ł a b i a ł a , a druga czarna, co
m i a ł o istotne znaczenie dla g r y . J e ż e l i grano g r u p a m i , to i c h c z ł o n k o w i e
rzucali muszle pojedynczo w p o s z c z e g ó l n y c h k o l e j k a c h . Rzut n a z y w a ł się
gadzar (ziemia). G r ę r o z p o c z y n a ł gracz, k t ó r y w y r z u c i ł 5 m u s z l i b i a ł y c h
i 1 c z a r n ą . P r z e s u w a ł on j e d n o c z e ś n i e s w ó j pionek na planszy o 25 l u b —
według innych informacji
o 26 p ó l , jeżeli r z u t w y p a d ł w t r a k c i e g r y .
U k ł a d t e n n a z y w a ł się badżij. Prawo r o z p o c z ę c i a g r y i przesuwania p i o n ­
ka o 11 p ó l do przodu m i a ł t e ż gracz, k t ó r y w y r z u c i ł 5 m u s z l i czarnych
i 1 b i a ł ą ( u k ł a d z w a n y dans). U k ł a d 6 b i a ł y c h (peer albo paara) d a w a ł
m o ż l i w o ś ć p o s u n i ę c i a się o 12 p ó l ; 6 czarnych (paar albo czag)
o 6 pól,
4 b i a ł e i 2 czarne (cagaan boi) p o z w a l a ł y p o s u n ą ć się o 4 pola, 3 b i a ł e
muszle i 3 czarne (cztid)
o 3 pola 2 b i a ł e i 4 czarne (chonchoj)
o 2
pola. W y r z u c e n i e badżij i dans d a w a ł o ponadto p r a w o do dodatkowego
r z u t u Poruszano si^ ze s ł o ń c e m " .
W l i t e r a t u r z e s p o t y k a m y rozmaite koncepcje d o t y c z ą c e s y m b o l i k i gier
t y p u b a d ż i j . N i e ma t u miejsca na i c h przedstawianie. N i e k t ó r e z n i c h
prezentuje Duverger ° . I n f o r m a c j e o tej grze z n a j d u j e m y t e ż u E r a s m u s a . O g ó l n i e m o ż n a p o w i e d z i e ć , że g r o m t y p u badżij
przypisuje się
s y m b o l i k ę k o s m i c z n ą , ponadto — z w i ą z k i z kalendarzem, p o d z i a ł a m i prze­
strzeni i t p .
1 0

1 0 1

1 0 0

1 0 1

D u v e r g e r , op. cit., s. 56, 57, 66, 217.
E r a s m u s , op. cit.

�I

rib

NOWOROCZNE G R Y MONGOLSKIE

223

Informacje, j a k i e u z y s k a ł a m podczas swoich b a d a ń , p o z w a l a j ą s ą d z i ć ,
że jeszcze w p o c z ą t k a c h X X w . n i e k t ó r z y p r z y n a j m n i e j M o n g o ł o w i e p r z y ­
p i s y w a l i badżij znaczenie m a g i c z n o - w r ó ż e b n e . Z w y c i ę s t w o w grze w r ó ż y ­
ło p o m y ś l n o ś ć w p r z y s z ł o ś c i ( p r a k t y k a ta b y ł a powszechna w odniesieniu
do gier noworocznych, do k t ó r y c h n a l e ż a ł a t a k ż e badżij). D o b r ą w r ó ż b ę
b y ł o t e ż c z ę s t e stawianie pionka na polach z n a j d u j ą c y c h się na z a k o ń ­
czeniu r a m i o n k r z y ż a (zwano je óóchdo garach, t j . wchodzenie na g ó r ę ) .
J e ś l i natomiast gracz c z ę s t o z a t r z y m y w a ł się na polach z w a n y c h tug l u b
tuszaa, to m ó g ł o c z e k i w a ć niedobrego losu. Z w y c i ę s t w o w grze m i a ł o
nie t y l k o znaczenie, jednostkowe. G r a s ł u ż y ć b o w i e m m i a ł a t a k ż e celom
o g ó l n o s p o ł e c z n y m . Jak m i m ó w i o n o , d z i ę k i z w y c i ę s t w u gracze w s y m boliczno-magiczny s p o s ó b niszczyli zło z a g r a ż a j ą c e c z ł o w i e k o w i , aby za­
pobiec jego p o w r o t o w i na z i e m i ę . T ł u m a c z y to ł ą c z e n i e g r y z kontekstem
noworocznym.
Jak s t w i e r d z i ł a m , w i a r a w m a g i c z n ą s k u t e c z n o ś ć g r y ł ą c z y ł a się prze­
de w s z y s t k i m z f a k t e m z w y c i ę s t w a . T y l k o w n i e w i e l k i m stopniu ł ą c z o ­
no ją z w y s t ę p o w a n i e m w grze m u s z l i k a u r i . T r a k t o w a n o je p r z y t y m
przede w s z y s t k i m j a k a m u l e t y m a j ą c e p r z y n o s i ć szczęście i c h r o n i ć przed
z ł e m (dla n i e k t ó r y c h m o i c h i n f o r m a t o r ó w c a ł a gra b y ł a p r ó b ą s z c z ę ś ­
c i a ) . N i e obdarzano i c h natomiast s y m b o l i k ą p ł o d n o ś c i . S y m b o l i k a ta
nadawana b y ł a m u s z l o m k a u r i przez r ó ż n e l u d y świata* od c z a s ó w neoli­
t u . Muszle te u ż y w a n e b y ł y m . i n . w hinduskiej pachisi. B y ć m o ż e nada­
w a ł y one grze znaczenie magiczne ( z w i ą z e k z r e - k r e a c j ą życia, p ł o d n o ś ­
cią itp.)?
1 0 2

O b e c n o ś ć m u s z l i w grze i n f o r m u j e o j e j z w i ą z k u z s y t u a c j ą p r z e j ś ­
cia. Wskazuje t e ż na n i ą o b e c n o ś ć s k ó r y (nazwa p i o n k ó w ) . F a k t , że b y ł
to l i c h y gatunek s k ó r y , nasuwa r ó w n i e ż przypuszczenie jc&gt; z w i ą z k a c h g r y
z m a g i ą . W zabiegach magicznych m a j ą c y c h na celu m . i n . zapewnienie
p ł o d n o ś c i naturze M o n g o ł o w i e dość często stosowali p r z e d m i o t y nie m a ­
j ą c e ż a d n e j ' w a r t o ś c i ( w y s c h n i ę t y na s ł o ń c u k a w a ł e k drzewa, t y l n a noga
martwego z w i e r z ę c i a i t p . ) . B y ć m o ż e z p o d o b n ą s y t u a c j ą s p o t y k a m y się
w badżij. W I n d i a c h , K o r e i czy Chorezmie p i o n y s ł u ż ą c e do g r y t y p u
badżij n o s i ł y n a z w ę k o n i . Zgodnie z s y m b o l i k ą p r z y p i s y w a n ą t e m u
z w i e r z ę c i u m o ż e m y sądzić, że gra, w k t ó r e j w y s t ę p o w a ł y „ k o n i e " , b y ł a
symbolicznie z w i ą z a n ą z s y t u a c j ą p r z e j ś c i a , ze S ł o ń c e m i p ł o d n o ś c i ą .
1 0 3

Zgodnie z s y m b o l i k ą r u c h u obrotowego m o ż e m y r ó w n i e ż przypusz­
czać, że gracze o b c h o d z ą c y ramiona k r z y ż a za p o ś r e d n i c t w e m p i o n ó w
„ze s ł o ń c e m " w symboliczno-magiczny s p o s ó b d o k o n y w a l i a k t u posuwa­
nia biegu czasu i ś w i a t a w p r z y s z ł o ś ć . Wiadomo t e ż , że r u c h ten s ł u ż y ł
magicznemu p o w i ę k s z a n i u , r o z w o j o w i , m n o ż e n i u i t p .
.
1 0 4

1 0 2

Zapisałam w ajmaku centralnym w 1980 r.
и» C u l i n , Games
s. 75; G. P. S n i e s a r i e w , „Pacziz" (ob odnom etnograficzeskom pamiatnikie driewnich
indo-choriezmijskich
swiaziej),
„Sowietskaja
Etnografija", vol. 5: 1962, s. 83.
W a s i l e w s k i , Symbolika ruchu
s. 81-108.
1 0 4

�224

IWONA KABZIÑSKA-STAWARZ

Bardzo w y r a ź n i e z s y t u a c j ą p r z e j ś c i a ł ą c z y ł a się gra t y p u
badżij
w Chorezmie. W e d ł u g Sniesariewa t r a f i ł a t a m ona w I w . p.n.e., gdy
t e r y t o r i u m to z n a j d o w a ł o się w o b r ę b i e i m p e r i u m K u s z a n ó w i b y ł o p o d ­
dane s i l n y m w p ł y w o m h i n d u s k i m . Sniesariew w s w y m a r t y k u l e po­
r ó w n u j e g r ę c h o r e z m i j s k ą (pacziz l u b paczoz) i h i n d u s k ą pachisi, w s k a z u ­
j ą c na liczne z a p o ż y c z e n i a widoczne np. w nazwach d o t y c z ą c y c h poszcze­
g ó l n y c h r z u t ó w stosowanych przez m i e s z k a ń c ó w C h o r e z m u w X - X I I I w .
i inne p o d o b i e ń s t w a widoczne c h o c i a ż b y w u ż y w a n i u m u s z l i k a u r i . Musz­
le te nie w y s t ę p o w a ł y raczej w A z j i Ś r o d k o w e j j a k o p r z e d m i o t g r y .
W y k o r z y s t y w a n o je natomiast w charakterze o z d ó b - a m u l e t ó w i monet.
W I n d i i natomiast g r y muszlami k a u r i b y ł y rozpowszechnione j u ż w I V - I I I w . p.n.e. M i e s z k a ń c y Chorezmu stosowali t a k ż e oznaczenia planszy
podobne do t y c h , jakie w y s t ę p o w a ł y w h i n d u s k i e j
pachisi .
1 0 5

106

Mongolska badżij w y k a z u j e w y r a ź n y z w i ą z e k genetyczny z h i n d u s k ą
g r ą pachisi. Wskazuje na to z a r ó w n o f o r m a gry, jej r e g u ł y , j a k t e ż po­
d o b i e ń s t w o b r z m i e n i a n i e k t ó r y c h nazw. S ą one t e ż podobne do t y c h ,
jakie u ż y w a n o w Chorezmie. W ś r ó d . n a z w mongolskich w y s t ę p u j ą п р . :
badżij, padż, pandżiga,
podobne do pacziz i paczoz u ż y w a n y c h w Cho­
rezmie i I n d i a c h . K o l e j n e p a r y podobnych nazw t w o r z ą : dans — dast;
das; paar l u b peer — bora, barach; czag — czaka, ćzcha. Z o s t a w m y jednak
na b o k u r o z w a ż a n i a g e n e t y c z n o - p o r ó w n a w c z e p o z o s t a w i a j ą c je osobom
bardziej k o m p e t e n t n y m i p o w r ó ć m y jeszcze do z w i ą z k ó w g r y z sytuacja­
m i p r z e j ś c i a . Wielce i n t e r e s u j ą c e są dla nas ustalenia Sniesariewa, k t ó r y
t w i e r d z i , że w Chorezmie gra pacziz b y ł a z w i ą z a n a z zebraniami m ę ż ­
czyzn i m i a ł a ściśle o k r e ś l o n e m o m e n t y , k i e d y n a l e ż a ł o w n i ą g r a ć . Obo­
w i ą z y w a ł a p r z y t y m tajemnica gry. Grano po cichu, poza miastem. G r a ­
czami b y l i m ł o d z i c h ł o p c y w c h o d z ą c y do z w i ą z k u m ę ż c z y z n . Pacziz b y ł a
sprawdzianem i n i c j o w a n y c h . Sniesariew opisuje w y m y ś l n e k a r y , j a k i e
Stosowane b y ł y wobec t y c h , k t ó r z y nie m o g l i się p o c h w a l i ć u m i e j ę t n o ś ­
cią g r y . W s k a z u j ą one na t r a k t o w a n i e n i e s z c z ę s n e g o gracza j a k o osoby
n i e p e ł n o w a r t o ś c i o w e j , niegodnej miana c z ł o w i e k a , k t ó r a nie p r z e s z ł a g r a ­
nicy m i ę d z y m ł o d z i e ń c z o ś c i ą i d o j r z a ł o ś c i ą i p o z o s t a ł a po t a m t e j s t r o ­
nie". P r z y p o m n i j m y t u legendy mongolskie w s k a z u j ą c e na. to że sj3raw
dzianem m ę s k o ś c i m ł o d z i e ń c a m o ° ł y b y ć i inne g r y przede w s z y s t k i m
szachy
_

Czy M o n g o ł o w i e ł ą c z y l i badżij z j a k i m ś i n n y m k o n t e k s t e m czasowo- o b r z ę d o w y m poza n o w o r o c z n y m , nie w i e m y . G d y b y ś m y chcieli iść t r o ­
p e m Sniesariewa i ł ą c z y ć g r ę z i n i c j a c j ą , m u s i e l i b y ś m y n a j p i e r w zająć
się samym zagadnieniem i n i c j a c j i , k t ó r a jest na razie t a j e m n i c ą dla bada­
czy M o n g o l i i . Ź r ó d ł a d o t y c z ą c e z a c h o w a ń l u d y c z n y c h M o n g o ł ó w nie po­
z w a l a j ą n a m t a k ż e s i ę g a ć zbyt daleko w p r z e s z ł o ś ć . M u s i m y w i ę c po™ Sniesariew,
'••Sniesariew,

op. cit., s. 91.
op. cit., s. 89-91.

�NOWOROCZNE G R Y MONGOLSKIE

225

p r z e s t a ć na f a k t a c h i z a d o w o l i ć się stwierdzeniem, że jeszcze w p o c z ą t ­
kach X X w . badżij
b y ł a g r ą n o w o r o c z n ą . O konsekwencjach takiego
z w i ą z k u w n i o s k u j e m y częściowo na podstawie m a t e r i a ł ó w t e r e n o w y c h ,
część z a ś d o m y s ł ó w pozostawiamy w sferze hipotez.
2. „SZAMBALYN SZOO"

M o t y w w ę d r ó w k i , j a k i w y s t ę p o w a ł w badżij, znajdujemy t e ż w grze
zwanej przez M o n g o ł ó w szambalyn
szoo (rajska kostka). Przez w s p ó ł ­
czesnych n a m M o n g o ł ó w gra ta z o s t a ł a n i e m a l c a ł k o w i c i e zapomniana.
Nieliczne w y p o w i e d z i m o i c h i n f o r m a t o r ó w p o z w a l a j ą jednak s t w i e r d z i ć
jej w y s t ę p o w a n i e jeszcze w p o c z ą t k a c h X X w . na terenie M o n g o l i i .
T r u d n o jednak m ó w i ć o j e j p o p u l a r n o ś c i w t y m okresie. W i ę k s z o ś ć m o ­
ich i n f o r m a t o r ó w nie z n a ł a tej g r y nawet ze s ł y s z e n i a , a c i , k t ó r y m nazwa
nie b y ł a obca, nie p o t r a f i l i na ogół o d t w o r z y ć j e j r e g u ł ani t e ż o p i s a ć
planszy. W i e m t y l k o ogólnie, że plansza ta w y o b r a ż a ł a d r o g ę do r a j u .
Podobnie j a k na planszy s ł u ż ą c e j do g r y badżij, z n a j d o w a ł y się t u m i e j ­
sca niebezpieczne i przeszkody oraz miejsca odpoczynku (przede wszyst­
k i m klasztory).
W l i t e r a t u r z e mongolistycznej nie z n a l a z ł a m i n f o r m a c j i o
szambalyn
szoo. W s p o m i n a j ą o n i e j natomiast ź r ó d ł a d o t y c z ą c e T y b e t u , gdzie gra
zwana sa-lam-Nam-sha
(droga ziemia—niebo) b y ł a u l u b i o n ą r o z r y w k ą .
Grano k o ś ć m i na odpowiednio o z n a k o w a n y m arkuszu r e p r e z e n t u j ą c y m
u n i v e r s u m , kosmos. N a diagramie zaznaczone b y ł y miejsca szczęśliwe
i n i e s z c z ę ś l i w e , j a k na kole ż y c i a w ś w i ę t e j stolicy Lhasie, i takie m i ­
tologiczne miejsce, j a k Sham-bha-la, mieszkanie Rigs-ldana, k t ó r y b y ł
k l u c z n i k i e m w p r o w a d z a j ą c y m do z ł o t e g o w i e k u , ś w i a t o w e g o d o m i n i u m .
Gracze r z u c a l i kolejno d r e w n i a n ą k o s t k ą . N a k a ż d e j z 6 stron k o s t k i na­
pisane b y ł y sylaby ś w i ę t e j m o d l i t w y lamajskiej
om-ma-ni-pad-me-hum.
Gracz p o s u w a ł się zgodnie z sylabami w s k a z a n y m i przez r z u c o n ą k o s t k ę
i albo w s p i n a ł się do nieba, albo s p a d a ł do p i e k ł a , albo b ł ą d z i ł m i ę d z y
t y m i d w o m a ś w i a t a m i . Znaczenie p o s z c z e g ó l n y c h sylab b y ł o n a s t ę p u j ą ­
ce: om — obszar z a m i e s z k a ł y przez b o g ó w , ma — obszar t y t a n ó w , ni —
obszar z a m i e s z k a ł y przez l u d z i , pad — obszar z w i e r z ą t , me — strefa
d u c h ó w kusicieli i hum — p i e k ł o .
1 0 7

1 0 8

1 0 7

!

Zanotowałam je u kilku mieszkańców Ułan Bator w 1980 r.
B e l l , op. cit., s. 269; H u m m e l , B r e w s t e r , op. cit., s. 8-9, 22. Formule
tej przypisywane jest także znaczenie magiczne. Jej wypowiadanie ma m. in. uchronić świat przed rzeczywistym końcem: A. G o v i n d a, Foundation of Tibetan mysticism, Nowy York 1960, s. 19. W indyjskim tantryźmie padma była symbolem
organów kobiecych, mani zaś symbolicznym przedstawieniem organów męskich.
Pierwotny sens wspomnianej formuły (mantry) polegał na jej magicznym związku
т. kreacją życia; D. C z a t t o p a d c h j a j a , Lokajata Darszana. Istorija
indijskogo
matierializma, Moskwa 1961, s. .309.

;

15 — Etnografia Polska \ 28/2

1 0 8

I
I
f
i
I

�1

226

IWONA KABZIÑSKA-STAWARZ

M o n g o ł o w i e p r z e j ę l i z T y b e t u nie t y l k o r e g u ł y g r y , lecz t a k ż e k o n ­
c e p c j ę r a j u , zwanego przez n i c h szambala (tybet. bDe—'bjung).
Laraow i e t y b e t a ń s c y , podobnie j a k mongolscy i buriaccy, c z ę s t o opowiadali
p o d r ó ż n i k o m o s w y c h w ę d r ó w k a c h do r a j u , o p i s y w a l i o w ą k r a i n ę wiecz­
nego szczęścia. W X V I I I w . Panczenlama I I I n a p i s a ł n a w e t p r z e w o d n i k
w p o d r ó ż y po szambali (tybet. Sza'm-bha-la'i-lam-jig) .
T a k ż e przeor
t y b e t a ń s k i e g o klasztoru W u t aj-szan opisał drobiazgowo s w ą w y p r a w ę
do tej k r a i n y w k s i ą ż c e Piękna droga do szam-bha-li
. Lamowie mon­
golscy w s k a z y w a l i t a k ż e p e w n ą liczbę t a j e m n y c h miejsc z w i ą z a n y c h z r a ­
jem, k t ó r e m i a ł y z n a j d o w a ć się m i ę d z y Changajem a Gobi
.
109

n o

m

Na podstawie nielicznych w y p o w i e d z i osób, k t ó r e p a m i ę t a ł y c h o ć b y
z n a z w y szambalyn
szoo, m o ż e m y s t w i e r d z i ć , że grze tej, podobnie j a k
badżij, p r z y p i s y w a n o sens magiczny i że na podstawie j e j w y n i k ó w w r ó ­
żono o pomyślności grających. K t o często w y g r y w a ł mógł spodziewać
się szczęścia, a t a k ż e d ł u g o w i e c z n o ś c i . N i e z b y t p o m y ś l n y zaś m i a ł b y ć los
tego, k t o c z ę s t o t r a f i a ł na przeszkody. K o b i e t a c i ę ż a r n a , k t ó r a w y g r a ł a
w szambalyn
szoo, m o g ł a się s p o d z i e w a ć lekkiego porodu, jeśli z a ś spo­
t y k a ł y j ą liczne przeszkody — p o r ó d m i a ł b y ć t r u d n y . Czy p o r ó d , o k t ó ­
r y m t u mowa, m o ż n a r o z p a t r y w a ć symbolicznie jako narodziny ż y c i a
w ogóle, akt r e - k r e a c j i d o k o n u j ą c e j się w okresie noworocznym?
K o n c e p c j ę w ę d r ó w k i do r a j u p o w t a r z a ł a t e ż gra z r ę c z n o ś c i o w a zwana
w M o n g o l i i szambalyn
tülchüür
(rajski klucz), szambalyn
ons (mecha­
n i z m raju), mongol tülchüür
(mongolski klucz). Znane t e ż b y ł y inne naz­
w y . W p o c z ą t k a c h X X w . gra ta w y s t ę p o w a ł a przede w s z y s t k i m u O j r a t ó w . Nie n a l e ż a ł a jednak do p o p u l a r n y c h . G r a l i w n i ą t e ż c h ł o p c y w U r dze. W i ę k s z o ś ć moich c h a ł c h a s k i c h i n f o r m a t o r ó w nie z n a ł a jej jednak
n a w e t ze s ł y s z e n i a .
Szambalyn tülchüür
to 9 ż e l a z n y c h p i e r ś c i e n i , h a c z y k ó w l u b p r ę t ó w
misternie splecionych ze s o b ą . G r a j ą c y kolejno r o z d z i e l a ł p o s z c z e g ó l n e
części „ k l u c z a " u w a ż a j ą c , b y i c h nie s p l ą t a ć . Z w y c i ę ż a ł ten, k t o najszyb­
ciej r o z ł ą c z y ł wszystkie części. G d y z w y c i ę z c a z d e j m o w a ł ostatni p i e r ś ­
cień w y g ł a s z a ł o d p o w i e d n i ą f o r m u ł k ę . M ó w i ł np. tak: ~Nar sümbeer
naadlaa linas otlochód
ogloo llene chaany üüdendlerch
dzorgoor
osloolfErleg chaany üüdendi'juugaan
cheldż ognool/Torguud
chaany
üüdend/toglodż naadagt oslobIToVt
chaany üüdendljuuchnal
cheldż chürechew
(tzn.
g r a ł e m w nar sümbee
i p o s z e d ł e m , g d y j u ż b y ł e m stary, i s t a n ą ł e m
swobodny przed d r z w i a m i Pana, co ja p o t e m p o w i e m u w r ó t E r l i k cha1 1 2

1 0 9

G o d z i ń s k i , W kręgu..., s. 151.
M. R e r i с h, Ałtaj — Himalaje, Warszawa 1980, s. 86.
Tamże.
Formułę tę zapisałam od Dzachczinki urodzonej w ajmaku kobdoskim, od
wielu lat mieszkającej w Ułan Bator. Nar sümbee to dzachczińska nazwa gry; ma­
teriały autorki 1980 r. O mongol tülchüür
pisze też np. N.
Namdżildordż,
Dzugaataj bodloguud, Ułan Bator 1963, z. 3, s. 42-49.
1 1 0

111

1 1 2

�NOWOROCZNE G R Y MONGOLSKIE

227

na? Dużo g r a ł e m u chana torguckiego i t a m w y r o s ł e m , co j a p o w i e m ,
113

gdy będę j u ż u chana Т о Г ? ) .
.
Jak m i m ó w i o n o , zdejmowanie p o s z c z e g ó l n y c h części mechanizmu
oznaczało p o k o n y w a n i e kolejnej przeszkody w ż y c i u i na drodze do r a ­
ju. K t o szybko p o k o n a ł przeszkody, t e n — podobnie j a k w
szambalyn
szoo — m ó g ł o c z e k i w a ć , że szybko t r a f i do r a j u i b ę d z i e m u się l e k k o
tyło w n a s t ę p n y m w c i e l e n i u . Grze p r z y p i s y w a n o w i ę c znaczenie m a ­
giczne. N a m d ż i l d o r d ż natomiast t r a k t u j e ją w y ł ą c z n i e jako ł a m i g ł ó w ­
kę o charakterze m a t e m a t y c z n y m . Jak m o ż n a się d o m y ś l e ć , klucz,
0 k t ó r y m m ó w i nazwa g r y , b y ł s y m b o l i c z n y m o d p o w i e d n i k i e m rajskie­
go klucza, k t ó r y m p o s ł u g i w a ł się Rig-sldan.
1 1 4

3. „CZUUCZAMAJ"

Gra ta ł ą c z y z a s a d ę b l o k o w a n i a p r z e c i w n i k a i o s ł a b i a n i a jego sił
przez e l i m i n a c j ę p i o n ó w z m o t y w e m w ę d r ó w k i . Informacje o n i e j z n a j ­
dują się u N a m d ż i l d o r d ż a i P o p o v e j . Do g r y s ł u ż y ł a plansza p r z y p o ­
m i n a j ą c a p i ę c i o r a m i e n n ą g w i a z d ę (pentagram). Rysowano j ą na ziemi
lub piasku, czasem u ż y w a n o specjalnej deski. J e ż e l i grano na ziemi, p o ­
s ł u g i w a n o się k a m i e n i a m i , jeżeli z a ś grano na desce, w charakterze p i o ­
n ó w w y s t ę p o w a ł y astragale. L i n i e zwano odpowiednio czüü, cza, maj,
buu, dal. Gracze dysponowali 9 k a m i e n i a m i l u b astragalami. N a planszy
b y ł o 10 miejsc. Zadaniem graczy b y ł o takie manewrowanie p i o n a m i , b y
nie z o s t a ł y one zablokowane ani zbite. Piony trzeba b y ł o p r z e s u w a ć po
p r z e c i ę c i a c h l i n i i tak, aby zawsze p o z o s t a w a ł o m i ę d z y n i m i jedno wolne
miejsce. G d y m i ę d z y p i o n a m i b y ł y d w a wolne pola m o ż n a b y ł o zbić
pionek — j a k w grze w warcaby. Grano do m o m e n t u , g d y na planszy
z n a j d o w a ł się t y l k o 1 pionek. Nazywano go czuüczamaj.
Namdżildordż
t ł u m a c z y t ę n a z w ę j a k o „ l e d w i e - l e d w i e , z t r u d e m " , Popova z a ś podaje,
że jest ona n i e p r z e t ł u m a c z a l n a .
W p o c z ą t k a c h naszego stulecia czuüczamaj
nie n a l e ż a ł a do gier p o ­
p u l a r n y c h . Podczas swoich b a d a ń s p o t k a ł a m zaledwie k i l k a osób, k t ó r e
z n a ł y j ą ze s ł y s z e n i a i nie o k a z y w a ł y zdziwienia na d ź w i ę k nazwy g r y
1 na moje p y t a n i a . N i e w i e l e z n i c h p a m i ę t a ł o jednak j e j r e g u ł y . W a j ­
m a k u c e n t r a l n y m s p o t k a ł a m m a ł ż e ń s t w o ponad 80-letnich s t a r u s z k ó w ,
k t ó r z y u d z i e l i l i m i k i l k u i s t o t n y c h i n f o r m a c j i . Pochodzili oni z a j m a k u
owsnurskiego. I n f o r m a c j e podane przez n i c h r ó ż n i ł y się jednak od t y c h ,
1 1 5

nš Tol' — zwierciadło. W wierzeniach lamajskich władał nim najwyższy sędzia
zmarłych. Odbijały się w nim wszystkie czyny człowieka. Tybetańska księga zmar­
łych wyjaśnia, że lustro to jest własną pamięcią człowieka, która przypomina mu
wszystkie uczynki dokonane za życia „tutaj"; G . P a d m a s a m b h a w a , Bardo Thodol, Oxford 1927.
N a m d ż i l d o r d ż , Dzugaataj..., s. 42-48.
N a m d ż i l d o r d ż , Mongolyn..., s. 4-22; P o p o v a , op. cit., s. 56.
1 1 4

1 1 6

�1
228

IWONA

KABZIÑSKA-STAWARZ

jakie z n a l a z ł a m w literaturze. Jak m i powiedziano, w grze uczestniczył y 2 osoby. K a ż d a z nich d y s p o n o w a ł a 2 astragalami. Astragale n a l e ż ą c e
do jednego gracza k ł a d z i o n o s t r o n ą „ o w c y " k u g ó r z e , do drugiego z a ś —
s t r o n ą „ k o z y " ( N a m d ż i l d o r d ż i Popova nie p o d a j ą , w j a k i s p o s ó b u k ł a ­
dano astragale na desce). U ż y w a n o t e ż kości o r ó ż n y c h barwach, np.
b i a ł e j i b r ą z o w e j . G r a p o l e g a ł a na b l o k o w a n i u i z b i j a n i u p i o n ó w prze­
ciwnika.
Na u w a g ę z a s ł u g u j e sama plansza. Jest ona, j a k s ą d z ę , dla M o n g o ­
łów graficznym wyrazem związku pięciu e l e m e n t ó w będących składni­
kami każdego t w o r u natury, pojęć abstrakcyjnych i t p . F i g u r ę t ę b u ­
d o w a l i m . i n . pasterze z astragali, aby w magiczny s p o s ó b z a p e w n i ć so­
bie t r w a ł o ś ć stad, c h r o n i ć i c h zdrowie i życie. B y ć m o ż e i gra
czüüczamaj,
w k t ó r e j w y s t ę p o w a ł a owa figura, m i a ł a n i e g d y ś znaczenie magiczne?
W s p o m n i a n i i n f o r m a t o r z y w s k a z y w a l i na z w i ą z e k g r y z l u d z k i m l o ­
sem. P o r ó w n y w a l i oni w ę d r ó w k ę p i o n ó w po planszy do ż y c i a c z ł o w i e k a ,
w k t ó r y m b y w a j ą w z l o t y i u p a d k i (gracz t a k ż e raz z n a j d o w a ł się w g ó r nej części planszy, to z n ó w schodził w dół). Jednak, j a k m i m ó w i o n o ,
tak w grze j a k w ż y c i u c z ł o w i e k nie b y ł ś l e p o u z a l e ż n i o n y od losu.
M ó g ł b o w i e m z w y c i ę ż a ć zło i wszelkie przeszkody d z i ę k i w ł a s n e m u u p o r o w i , sile, u m i e j ę t n o ś c i o m p o k o n y w a n i a t r u d n o ś c i , Walce z w ł a s n ą s ł a bością i t p . Tego t y p u spojrzenie p r z y p o m i n a nieco wierzenia s t a r o ż y t n y c h G r e k ó w , dla k t ó r y c h p e n t a g r a m y b y ł y w y o b r a ż e n i e m stosunku
między człowiekiem a światem astralnym .
И 6

W opisie czüüczamaj-zamieszczonym
przez N a m d ż i l d o r d ż a zwraca u w a gę i n f o r m a c j a o z a m i e n n y m stosowaniu astragali i k a m i e n i w charakte­
rze p i o n ó w , p r z y c z y m kamienie ł ą c z o n o z z i e m i ą , astragale z a ś — z des­
k ą , drzewem. T r u d n o m i jednak p o w i e d z i e ć , czy zasady te d o t y c z y ł y w y ­
ł ą c z n i e czüüczamaj,
czy t e ż b y ł y szerzej stosowane. W swoich badaniach
z e t k n ę ł a m się w y ł ą c z n i e z p r a k t y k ą zamiennego u ż y w a n i a astragali i k a m i e n i w charakterze p i o n ó w , nie b y ł o ono jednak u z a l e ż n i o n e od rodzaju
planszy .
1 1 7

1 1 8

L . S z u m a n , Zycie po śmierci, Gorzów Wielk., 1983, s. 214.
O możliwości zastępowania astragali kamieniami i odwrotnie decydowały,
być może, magiczne właściwości obu tych przedmiotów, m. in. udział w odstraszaniu
i niszczeniu zła. O magicznych właściwościach astragali pisałam w I części artykułu,
O magicznej roli kamienia u ludów mongolskich patrz пр.: M. N. С h a n g a ł o w,
Sobranije soczinienij, Ułan Ude 1960, t. 3, s. 369; C z a n c z i b a j e w a , op. cit.,
s. 83-94; E . G . K a g a r o w , Mongolskije
„obo" i ich etnograficzeskije
paraleli,
Sborník Muzieja Antropologii i Etnografii, Moskwa—Leningrad 1926, t. 6, s. 115-124;
G. I . M i c h a j ł o w, Problemy folkłora
mongolskich narodów,
Elista 1971, s. 9;
B. E . P i e t r i, Ornamient kudinskich bur jat, Sbornik Muzieja Antropologii i Etno­
grafii, Moskwa-Leningrad 1918, i. 5, s. 216; J a . S m o 1 e w a, Tri tabangutsTcich roda
sielenginskich
buriat. Etnograficzeskij
oczerk, Trudy Troickosawsko-Kiachtinskago
Otdielenija Priamurskogo Otdieła I R G O , Moskwa 1893, t. 1, nr 3, s. 120; A. I . U ł a ­
n ó w , Driewnij folklor buriat, Ułan Ude 1974, s. 5. Kamień występuje też jako
1 1 7

' '

|

•
|
j
j
I
¡

I

�NOWOROCZNE G R Y M O N G O L S K I E

229

Ивона Кабзиньска-Ставаж

НОВОГОДНИЕ МОНГОЛЬСКИЕ

ИГРЫ.

ИХ СИМВОЛИКА

И СВЯЗЬ С МАГИЕЙ

Резюме
Это вторая часть статьи, в которой делается попытка отметить связь между играми
и их временно-обрядовым контекстом. Автор рассматривает некоторые монгольские настоль­
ные игры, которые еще в начале X X века были особенно распространены в новогодний
период. Основная цель автора —указатьпричины включения некоторых видов игр в праздно­
вание нового года. Связь игр с новогодним контекстом объясняется прежде всего развле­
кательным характером их функций. Одной из основных была символичнокоммуникабельная функция, которая вязалась с магической. Далее автор старается выяснить, какого рода
конфликты отображали настольные игры. Какова была символика такой ситуации и сим­
волика игры, каким путем решался конфликт? Кроме того автора интересует отношение
монголов к настольным играм.
Основной предпосылкой автора является мнение, что игры, при помощи свойственных
им средств, информируют о событиях, происходящих в определенное время в природе.
Одновременно игры подтверждают верования, связанные с их контекстом. Что касается
новогодних игр, то они символизируют прежде всего борьбу между жизнью и смертью,
борьбу, которая характерна для переломных моментов. Сами монголы, как и современные
монгольские исследователи считают, что настольные игры иллюстрируют военные собы­
тия, охоту, борьбу за доступ к воде, странствования и т. д. Однако автор утверждает, что.
конфликтные ситуации, отображаемые в настольных играх, отличаются более универсаль­
ным характером ибо они выражают также борьбу между жизнью и смертью, между добром
и злом, между мужским и женским началом в природе и т.п.Эта борьба представлена сим­
волически. Характер конфликта, о котором информируют монгольские настольные игры,
автор определяет при помощи анализа правил игры —прежде всего анализа способа ре­
шения споров, учитывая применяемую терминологию, принципы, обозначения пешек (цвет,
форма, названия), формы таблиц, вид выступающих персонажей. Притом автор обращается
к общему языку символов и значений придаваемых отдельным предметам лицам яв чениям и действиям языку обязывающему в монгольской культуре. Автор ссылается также на
верования и правила поведения описываемые в литературе С-вою точку зрения автор от­
стаивает на основе материалов, собранных во время пребывания в Монголии ссылаясь
такэке на сравнительну JO литературу и исторические труды касающиеся генезиса отдельных
Автор делит рассматриваемые игры на две группы. К первой принадлежат те игры,
в которых решение конфликта наступает путем блокирования и изъятия пешек противника.
Ко второй группе принадлежат игры, в которых преобладает мотив странствования. В пер­
вой группе оказались такие игры как татар, даам, буга, джирге, дйрвыльдж. Отдельно рас­
сматриваются игры, в которых предметом конфликта является вопрос доступа к воде (темеен
таваг, дчрвчн бух, дчрвчн иаг, олон санаа, нее тугалъ туух и др.). Ко второй группе причи­
слены такие игры как баджий, шамбалын шоо и чуучамай.
Jaron bohaterów licznych legend i eposów. Przypisuje mu się ponadto pewien udział
w stworzeniu człowieka, z niego bowiem zostały stworzone ludzkie kości; C h á n ­
g a l o w, Sobranije.'.., s. 5, 0; P o t a n i n , Oczerki..., wyd. 4, s. 219. Ze związku
stali (ojciec) z kamieniem otoczakiem lub krzemieniem (matka) miał także powstać
ogień, od którego — w e d ł u g wierzeń Mongołów — zależy wszelka egzystencja
w naturze; T. A. B i e r t a g a j e w , Kult bogini-matieri ognia u mongolskich
ple•mien, „Sowietskaja Etnografija", vol. 6: 1973, в. 120-125. O magicznonsymbolicznych
związkach astragali z początkiem życia pisałam w I części artykułu.

Ů

�230

IWONA K A B Z I N S K A - S T A W A R Z

Новогодним играм монголы придавали магическое значение: на основе результатов
игр определялось будущее в наступающем году, предсказывалось богатство и счастье. Од­
нако результаты игр имели значение не только для игрока и его семьи. Действия игроков
имели более универсальный характер. Их действия влияли на возрождающуюся природу,
крепили вновь возникающую жизнь, обогащали плодоносные силы природы, предотвра­
щали возврат зла на землю, будучи в то же время мерилом человеческих сил, умения че­
ловека бороться с превратностями судьбы.
Из функций игр вытекало, в частности, положительное отношение монголов к такого
рода занятиям. Об этом в значительной мере решала магическая функция, в меньшей же
степени функция символично-коммуникабельная.
Современные монголы не слишком хорошо ознакомлены с символичнокоммуникабельным характером настольных игр. Касаясь отношения монголов к играм, автор статьи
пишет также о легендах и верованиях, связанных с ними, приводя при этом записанные его
высказывания монгольских пастухов.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8083" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8062">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/bd95b094af264b54bc5eab62624ad8ec.pdf</src>
        <authentication>0172059b9164b094075a2e8a6c10da5e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96573">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5697</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96575">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96577">
                <text>2013</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96579">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5296</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96581">
                <text>Nowy epos? krytyka kultury europejskiej w "Django" Quentina Tarantino/ Barbarzyńca 2013 nr 1(19)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96583">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne 2013 nr 1(19), s.83-98</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96584">
                <text>Łoziński, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96585">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96586">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96587">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96588">
                <text>Nowy

Krytyka kultury europejskiej
i proces emancypacji bohatera
w Django Quentina Tarantino

FOT. MICHAŁ KOPE&gt;

�Łukasz

Łoziński

Ur. w 1989 roku. Antropolog
i literaturoznawca, absolwent
Uniwersytetu Jagiellońskiego,
redaktor czasopism-„Polisemii"
i „Bez Porównania", stały
współpracownik portalu
„Popmoderna". W latach 2012-2014
uczestniczył w badaniach terenowych
dotyczących pamięci o Józefie
Kurasiu „Ogniu" i jego oddziale
partyzanckim. Pracował dla Muzeum
Etnograficznego im. Seweryna Udzieli
w Krakowie. Interesuje się przede
wszystkim antropologią literatury
i historyczną.

Wstęp
Najnowszy film Quentina Tarantino, podej­
m u j ą c y temat niewolnictwa i przemocy na tle
rasowym, osiągnął n i e z w y k ł y - nawet jak na
możliwości reżysera Pulp Fiction - rozgłos. Liczba
b i l e t ó w sprzedanych w a m e r y k a ń s k i c h i zagra­
nicznych kinach przewyższyła sukces
Bękartów
wojny (2009), przynosząc 425 m i l i a r d ó w d o l a r ó w
przychodu . W a ż n i e j s z a od statystyki jest jednak
m n o g o ś ć a r t y k u ł ó w prasowych - aby z r o z u m i e ć
towarzyszące Django emocje, warto prześledzić
ważniejsze głosy w dyskusji na jego temat.
1

Znaczna część k r y t y k i uznaje ten obraz za
zabawny i inteligentny, ale w ostatecznym roz­
rachunku j a ł o w y pastisz rozmaitych g a t u n k ó w
kina. David Denby pisze wprawdzie o „fontan­
nach o d k u p i e ń c z o w y t r y s k u j ą c e j k r w i " , jednak
Django wzbudza w n i m raczej zniesmaczenie n i ż

1

Zob. "Inglorious Basterds" Vs. "Django Unchained",
http://wW.boxofficemojo.com/showdowns/chart/?!d=tarantinovs.htm, 6.05.2013.

�Łukasz

84

katharsis . Polscy krytycy nie o c e n i a j ą wysoko
obrazu A m e r y k i zbudowanego z klisz kulturo­
wych, ani przesadzonej, nieskłaniającej do empa­
t i i przemocy . Oczekiwania wobec kina - aby
reprezentowało realia, w y r a ż a j ą c egzystencjalne
prawdy - łatwo o d c z y t a ć z wypowiedzi Jakuba
Sochy:
1

3

Django nie otwiera oczu ani na
amerykańskie
niewolnictwo, ani na to, czym wżyciu
człowieka
jest zemsta. Nie ma tu uciskanych mas, to raczej
film o silnych jednostkach, nie ma w nim zemsty,
co najwyżej napędzana przez miłość akcja ra­
tunkowa. Nawet tych kilka punktów zapalnych,
które rozsadzają narracje - tych kilka scen, kiedy
przemoc wchodzi w oko jak drzazga, wymyka sie
konwencji: ciało rozszarpywane przez rozszalałe
psy i poddawane chłoście - zostaje szybko spacyfikowane przez reżyserskie fajerwerk?.

Łoziński

sji reprezentuje Spike Lee - reżyser Malcolma
X - k t ó r y na Tweeterze o p u b l i k o w a ł n a s t ę p u ­
jącą w y p o w i e d ź : „ A m e r y k a ń s k i e niewolnictwo
nie było spaghetti westernem w stylu Sergio
Leone. To był Holokaust. M o i przodkowie to
niewolnicy. Porwani z A f r y k i . I będę ich czcić" .
R o z w i j a j ą c tę o p i n i ę , należałoby stwierdzić, że
Tarantino traktuje problem r ó w n o u p r a w n i e n i a
A f r o a m e r y k a n ó w instrumentalnie, w istocie nie­
jednokrotnie ich p o n i ż a , c h o ć b y na płaszczyźnie
j ę z y k o w e j , każąc swoim bohaterom - jako autor
scenariusza - ponad sto razy p o w t a r z a ć słowo
nigger, obecnie niemal
oficjal­
nej angielszczyzny Niemniej w dniu premiery
(25 erudnia 2012 r ) liczba czarnych w i d z ó w "
(Pamela M c C l i n t o c k stosuje 'takie właśnie okre­
ś l e n i e ) w y n i o s ł a 42 nroc n ó ź n i e i ich u d z i a ł
u t r z y m y w a ł sie na ooziomie z b l i ż o n y m do iednei
trzeciej chociaż stanowią tylko 12 proc populacj
S t a n ó w Zjednoczonych
6

7

8

I n n i komentatorzy t r a k t u j ą rzecz zgodnie
z tradycyjnymi wzorcami odbioru, bagatelizu­
jąc elementy w y k r a c z a j ą c e poza konwencje naj­
bardziej typowe dla głównego nurtu, zwłaszcza
wymiar intertekstualny - w rezultacie obraz
przekazywany czytelnikowi pozostaje n i e p e ł n y .
O s o b n ą g r u p ę z a b i e r a j ą c y c h głos w dysku5

2

3

4

5

D . Denby, „Django Unchained": put-on, revenge and
the aesthetics oftrash, „The New Yorker" 22.01 2013,
http://www.newyorker.com/online/blogs/culture/2013/01/django-unchained-reviewed-t^antinoscrap-masterpiece.html, 17.02.2013.
Zob. A. Piotrowska, Bękarty westernu, „Tygodnik Po­
wszechny" 3 2013, s. 43; J. Socha, Django rozkuty,
„Dwutygodnik" 100 2013, http://www.dwutygodnik.
com/artykul/4274-django-rozkuty.html, 28.03.2013.

Zarzuty s f o r m u ł o w a n e przez Spike'a Lee naj­
w y r a ź n i e j nie p r z e k o n u j ą przedstawicieli społecz­
ności a f r o a m e r y k a ń s k i e j , do której on sam należy.
Dlaczego? B y ć może Django wychodzi naprzeciw
n i e s p e ł n i o n y m nigdy dotąd oczekiwaniom - nie
tylko zapewnia widzom p i e r w s z o r z ę d n ą d a w k ę
rozrywki, ale t e ż w nowy s p o s ó b podejmuje

6

7

Ibid.
Zob. P. French, "Django Unchained"- review, „The
Obseryer" 20.01.2013 http://www.guardian.co.uk/
film/2013/jan/20/django-unchained-quentin-tarantino-review, 31.03.2013; D . Khoshaba, Django Uncha­
ined: A Film Analysu, http://ww.psychologytoday.
com/blog/get-hardy/201301/djangounchainfd-film-analysis 8 05.2013.

8

"American Slavery Was Not A Sergio Leone Spaghet­
ti Western. It Was A Holocaust. My Ancestors Are
Slaves. Stolen From Africa. I Will Honor Them". B.
Child, „Django Unchained" wins over black audience
despite Spike Lee criticism, „The Guardian" 3.01.2013,
http://www.guardian.couk/film/2013/jan/03/djan:
go-unchained-spike-lee, 17.02.2013.
Zob. P. Bradshaw, "Django Unchained"- review, „The
Guardian" 18.01.2013, http://www.guardian.co.uk/
film/2013/jan/17/django-unchained-rtview, 30.03.
2013; D . Denby, op. cl
Zob. P. McClintock, African Americans Tum Out in
Force for ąuentin
Tarantinos "Django Unchained",
„The Hollywood Reporter" 1.02.2013, http://www.
hollywoodreporter.com/news/quentin-tarantinos-django-unchdned-african-407582, 17.02.2013.

BARBARZYŃCA

1 ( 1 9 ) PD13

�Nowy epos

85

d r a ż l i w y temat. Kwestia praw człowieka i oby­
watela z p e w n o ś c i ą n a l e ż y do n a j w a ż n i e j s z y c h
dla szeroko rozumianej k u l t u r y A m e r y k i Pół­
nocnej, skoro stała się p r z y c z y n ą najkrwawszej
wojny, do jakiej doszło na t y m kontynencie.
Nie ulega w ą t p l i w o ś c i , że ani wygrana U n i i nad
Konfederacją, ani zniesienie segregacji rasowej
na mocy a k t ó w prawnych z lat 1964 i 1965 nie
oznaczały z a k o ń c z e n i a dyskryminacji Afroamer y k a n ó w . W I I połowie X X w. problem stosun­
k ó w m i ę d z y l u d n o ś c i ą o korzeniach europej­
skich a potomkami n i e w o l n i k ó w był w Stanach
Zjednoczonych przedmiotem o ż y w i o n e j debaty
o d b y w a j ą c e j się r ó w n o l e g l e z rozwojem s t u d i ó w
postkolonialnych Warto jednak zwrócić u w a g ę
że zmiany w postrzeganiu Afro a m e r y k a n ó w bar'
dzo widoczne w tekstach akademickich, jeszcze
na p o c z ą t k u X X I w z n a j d o w a ł y stosunkowo
ograniczone odzwierciedlenie w sztuce filmowej.
9

10

M ó w i się często o początku lat 60. jako
0 przełomie w kinematografii S t a n ó w Zjednoczo­
nych, kiedy Sidney Poitier zyskał uznanie, grając
b o h a t e r ó w „górujących nad B i a ł y m i i n t e l i g e n c j ą
1 u r o d ą " . Rzeczywiście, w y r ó ż n i a j ą c y się aktor
otrzymał wówczas Oscara za najlepszą rolę pierw­
szoplanową, trzeba jednak zaznaczyć, że kolejnym
Afroamerykaninem uhonorowanym tą n a g r o d ą
był Denzel Washington - w 2001 r. Jak z a u w a ż a
Peter Bradshaw, „ n i e w o l n i c t w o to temat, na
k t ó r y współczesne Hollywood tradycyjnie reaguje
zdenerwowaniem oraz p o w ś c i ą g l i w o ś c i ą bliską
zmowie milczenia - oprócz, rzecz jasna, w y r a ź n i e
11

9

10

11

przedstawionego kontekstu abolicji" . N a t y m
tle Django wydaje się o tyle odważny, że zawiera
liczne sceny bezpośrednio odnoszące się do okru­
c i e ń s t w a wobec osób pochodzenia a f r y k a ń s k i e g o ,
a jedna z nich jest g ł ó w n y m bohaterem.
12

Akcja filmu ma miejsce w p o ł u d n i o w e j części
S t a n ó w Zjednoczonych, na krótko przed w o j n ą
secesyjną. Django (Jamie Foxx) zostaje odku­
piony o d w ę d r u j ą c y c h handlarzy przez łowcę
nagród Kinga Schultza (Christoph Waltz), ponie­
w a ż potrafi rozpoznać trzech ściganych listem goń­
czym nadzorców niewolników. T y t u ł o w y bohater,
powodowany chęcią rewanżu, okazuje się bardzo
pomocny. Schultz proponuje m u dalszą współ¬
pracę i odtąd we d w ó j k ę dostarczają wymiarowi
sprawiedliwości przestępców, częściej martwych
niż żywych. Zdobyte pieniądze Django postanawia
przeznaczyć na wykup żony (Kerry Washington)
a jego towarzysz ma pomóc: w jej odnalezieniu. '
F a b u ł a łączy elementy typowe dla filmów
przygodowych i spaghetti w e s t e r n ó w , m o ż n a
się w i ę c s p o d z i e w a ć o p o w i e ś c i u k s z t a ł t o w a n e j
w oparciu o dobrze znane konwencje, służą­
cej przede wszystkim rozrywce. Tarantino sto­
suje jednak m e t o d ę t w ó r c z ą z b l i ż o n ą do tej,
k t ó r ą Umberto Eco nazwał „ p o d w ó j n y m kodo­
waniem" . Imię róży czy Wahadło Foucaulta nie
13

12

Zob. W. Osiatyński, Korzenie „Korzeni".
Dzieje
Murzynów w Stanach Zjednoczonych, Iskry, Warszawa
1981,s.248.
Zob. M.P. Markowski, Postkolonializm, [w:] A. Bu­
rzyńska, M.P. Markowski (red.), Teorie literatury XX
wieku. Podręcznik, Znak, Kraków 2009, s. 549-565.
R Kletowski, Afroamerykańskie
kino, [w:] T. Lubelski
(red.), Encyklopedia kina, Biały Kruk, Kraków 2003,
s. 15-16.

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

"Slavery is a subject on which modern Hollywood
is traditionally nervous, a reticence amounting almost to a conspiracy of silence - except, of course,
in the explicit context of abolition". R Bradshaw, op.
cit. Zob. L. Bunch, What "Diango Unchained" Got
Wrong, http://blogs.smithsoniimag.com/aroundthemfll/2013/01/dLgo-unchained?reviewed-bylonnie-bunch-a-flawed-presentation/ 18 05 2013; I
Patterson "Djamo Unchatned"- the inglorLs hi tory
ofslavery
the mov es The Guardian'' 12 01 2013
ln

13

t

Zob. U . Eco, Ironia intertekstualna i poziomy lektury,
[w:] idem, O literaturze, tłum. J. Ugniewska, A. Wa­
silewska, Wydawnictwo Literackie MUZA, Warszawa
2003, s. 198-219.

�Łukasz

86

Łoziński

o g r a n i c z a j ą się do kryminalnej lub sensacyjnej

konwencji typowych dla antywesternu - główną

opowieści w efektownej scenerii - czytelnik otrzy­

cechą n u r t u jest polemiczna postawa „wobec tra­

muje obraz fragmentu historii Europy nacecho­

dycji gatunku oraz m i t u Dzikiego Zachodu" .

wany przekonaniami autora, z k t ó r y m i , o ile

Za wzorcowe uznaje s i ę filmy Sama Peckin-

posiada dostateczne kompetencje, m o ż e pole­

paha - Strzały

18

(1962), a zwłaszcza

m i z o w a ć . Django, choć ironiczny i groteskowy,

Dziką

0 w p ł y w i e tak zwanej Trylogii Dolarowej

niezgodny z faktami, przedstawia

interesującą

1966) Sergio Leone . O ile struktura klasycznego

refleksję na temat a m e r y k a ń s k i e j kultury. N i e

westernu czyni jasne rozróżnienie m i ę d z y pozy­

n a l e ż y t e ż l e k c e w a ż y ć sposobu

tywnie o c e n i a n ą c y w i l i z a c j ą

filmu

oddziaływania

bandę

o zmierzchu

zapewne w w i ę k s z y m stopniu n i ż p o w i e ś c i Eco

14

(1968) - choć n a l e ż y też w s p o m n i e ć
(1964¬

19

euroamerykańską,

na w i d z ó w . Celem a r t y k u ł u jest po pierw­

a wszystkim t y m , co p r z y n a l e ż y do kategorii

sze rekonstrukcja ś w i a t a przedstawionego przez

natury, o tyle w wielu obrazach rewizjonistycz­

Tarantino, odczytanie kontekstu, w jakim funk­

nych ta opozycja została zmodyfikowana. Nie

cjonuje wizja reżysera, ofciz jej m o ż l i w y c h znaczeń

tylko za p o m o c ą strategii idealizacji rdzennych

- zgodnie z metodami semiologii i hermeneu-

m i e s z k a ń c ó w przy jednoczesnym

tyki

k o l o n i z a t o r ó w , k t ó r a zastąpiła popularny obraz

15

Wzorzec s t a n o w i ą teksty Rolanda Barthesa

i M a r t i n a Heideggera
rozważań

16

Po drugie przedmiotem

czynionych w oparciu o koenitywi

styczna teorie narracji

iest emancypacja boha

tera i iei notencialne k ó m e k w e n c i e dla widowni
w krajach postkolonialnych

17

piętnowaniu

dzikich p l e m i o n w a l c z ą c y c h z m a j e s t a t y c z n ą
k a w a l e r i ą . Niekiedy istnienie przeciwstawnych
b i e g u n ó w bywa Z3.negow3.ne jak w Dobrym,
1 brzydkim

złym

(1966) - trzej bohaterowie k i e r u j ą

się niemal w y ł ą c z n i e chęcią zysku, ale zastoso­
wane w utworze metody podawcze nie s u g e r u j ą
widzowi, że powinien ich p o t ę p i a ć . Tarantino nie

Antyamerykanizm

stworzył postaci radykalnie amoralnych, raczej

Obraz p o ł u d n i o w e j części S t a n ó w Zjedno­
czonych wykreowany w Django

n a w i ą z u j e do

dwuznaczne. N a l e ż y też p o d k r e ś l i ć , że najbar­
dziej ewidentnym przedmiotem krytyki nie jest
w Django cywilizacja jako całość - inaczej n i ż

14

15

16

17

Zob. U . Eco, Dopiski na marginesie „Imienia
róży",
[w:] idem, Imię róży, tłum. A. Szymanowski, PIW,
Warszawa 1987, s. 593-623.

w Wielkim

Zob. R. Barthes, Mitologie, tłum. A. Dziadek, Aletheia, Warszawa 2008; P. Ricoeur, O interpretacji, tłum.
J. Margański, [w:] A. Burzyńska, M.R Markowski
(red.), Teorie literatury XX wieku. Antologia, Znak,
Kraków 2007, s. 193-212.

kich posiadaczy ziemskich . Jak z a u w a ż a Ira

Zob. R. Barthes, Retoryka obrazu, tłum. Z. Kru­
szyński, „Pamiętnik Literacki" 3 1985, s. 289-302;
M . Heidegger, Objaśnienia do poezji Hólderłma, tłum.
S. Lisiecki KR, Warszawa 2004, s 9-199.
Zob. M . Rembowska-Płuciennik, Poetyka intersubiektywności. Kognitywistyczna teoria narracji a proza XX
wieku, Wydawnictwo U M K , Toruń 2012; M . Smith,
Zaangażowanie
widza w postać, tłum. J. Mach, [w:]
J. Ostaszewski (red.), Kognitywna teoria filmu. Anto­
logia przekładów, Wydawnictwo Baran i Suszczyński,
Kraków 1999, s. 210-247.

cytYi

małym

z wilkami

człowieku

(1970) czy

Tańczą-

(1990) - ale w pierwszym rzędzie

system kulturowy stworzony przez g r u p ę wiel­
20

Berlin w ł a ś n i e oni mieli d e c y d u j ą c y w p ł y w na
obyczaje oraz prawo odnoszące się do l u d n o ś c i

18

19

20

Ł. Plesnar, Western, [w:] T. Lubelski, op. cit., s. 1006¬
1007.
Dobry, zły i brzydki, reż. S. Leone, Włochy 1966;
Dzika banda, reż. S. Peckinpah, USA 1962;: Strzały
o zmierzchu, reż. S. Peckinpah, USA 1962; Za garść
dolarów, reż. S. Leone, Hiszpania, RFN, Włochy
1964; Za kilka dolarów więcej, reż. S. Leone, Hiszpa­
nia, RFN, Włochy 1965.
Tańczący z wilkami, reż. K. Costner, USA 1990; Wiel­
ki mały człowiek, reż. A. Penn, USA 1970.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�Nowy epos

pochodzenia
Nie oznacza
pozostałych
wzbudzający

87

afrykańskiego - wolnej i z a l e ż n e j .
to jednak, że Tarantino portretuje
m i e s z k a ń c ó w P o ł u d n i a w sposób
sympatię.

wany przez swoich n i e w o l n i k ó w W i e l k i m Tatusiem. W ten sposób autor scenariusza podkre­
śla paternalistyczny charakter kultury P o ł u d n i a ,

Przedstawiciele niższych warstw społecznych
kreowani w Django to przede wszystkim nadzorcy
n i e w o l n i k ó w - gra aktorska, charakteryzacja
i zdjęcia n a w i ą z u j ą do typowych dla popularnego
kina metod pokazywania b o h a t e r ó w negatyw­
nych, co w zestawieniu z ich t c h ó r z o s t w e m two­
rzy efekt komizmu. Wydaje się jednak, że duże
zbliżenia na fotografowane z dołu, o ś w i e t l o n e
ogniem twarze spoconych, ś m i e j ą c y c h się braci
Brittle w y w o ł u j ą u w i d z ó w z u p e ł n i e p o w a ż n y
dyskomfort. W ten sposób p o t ę g u j e się zjawisko
n3.zy~w3.ne przez Murraya Smitha pozytywnym
nastawieniem odbiorcy do wybranych postaci
filmowych - w t y m wypadku są n i m i wzbudzajacy współczucie niewolnicy . Z kolei wizerunek
b o h a t e r ó w neutralnych, takich jak m i e s z k a ń c y
prowincjonalnego miasteczka nie różni sie od
negatywnych w soosób zasadniczy M o ż n a t u
m ó w i ć o stooniowaniu tych samych iakości pierwsi sa o d drugich staranniej ubrani ale
niekoniecznie srhlndni natomiaJ fakt że nie

Posiadacze niewolników,
podobnie jak tradycyjne
elity dawnego świata, od dawna ubierali swoją do­
minacje w określenia związane z rodziną, przybie­
rając pozy dobrotliwych patriarchów,
aby uzasad­
nić swą władzę i podtrzymać
żądania absolutnego
posłuszeństwa.
(...) W połowie XIX stulecia, gdy
starali się odeprzeć ataki abolicjonistów,
ów pater­
nalistyczny styljeszcze zyskał na znaczeniu .

21

22

zneraia sie nad niewolnikami nie rzvni z nich
abolicjoniltów.
N a l e ż y bowiem p o d k r e ś l i ć , że mieszczanie
p o z o s t a j ą p o d p o r z ą d k o w a n i ł a d o w i stanowio­
nemu przez latyfundystów, którzy, jak twierdzi
Berlin, rzeczywiście pełnili w społeczności lokal­
nej funkcję l i d e r ó w . Taką osobą jest Spencer
Bennett ( D o n Johnson), elegancki m ę ż c z y z n a
w b i a ł y m surducie i waniliowej kamizelce, nazy­
23

21

22

23

Zob. I . Berlin, Pokolenia w niewoli. Historia niewólmctwa w Ameryce Północnej, tłum. D . Cieśla, PIW,
Zob. M . Rembowska-Pluciennik, op. cit., s. 99-102;
M . Smith, op. cit., s. 219-222.
Zob. I . Berlin, op. cit., s. 186.

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

0 której Berlin pisał w sposób n a s t ę p u j ą c y :

24

Plantator p o c z ą t k o w o odnosi się wrogo do
p r z y b y w a j ą c y c h na jego p o s i a d ł o ś ć Schultza
1 Django - zmienia nastawienie, słysząc o m o ż ­
l i w o ś c i zarobku. Tarantino, c z y n i ą c bohatera
s k ł o n n y m do rezygnacji z ostro f o r m u ł o w a ­
nych p r z e k o n a ń , uwydatnia odległość postawy
plantatora od ethosu rycerskiego, k t ó r y stanowi
p u n k t odniesienia dla wielu r a s i s t ó w amery­
k a ń s k i c h . D z i ę k i temu zabiegowi scenarzysta
i reżyser usprawiedliwia zastosowanie p o d s t ę p u
przez d w ó c h p r o t a g o n i s t ó w - przyjechali nie
po to, by d o k o n a ć transakcji - chcą zabić braci
Brittle, p r a c u j ą c y c h w posiadłości Bennetta prze¬
stępców. Autor filmu poprzez ukształtowanie dal­
szej części sceny zadbał by poza oportunizmem
plantatora, w y k a z a ć sprzeczność w obrębie jego
ś w i a t o p o g l ą d u . Kiedy Bennett t ł u m a c z y służącej,
żeby t r a k t o w a ł a Django inaczej n i ż wszystkich
25

c z a r n u c h ó w dookoła" ale też nie tak jak gdyby
był biały" k a r k o ł o m n o ś ć konstrukcji na której
oparto ład' społeczny P o ł u d n i a staje śie trudna
do przeoczenia.
'

™
" *'
'
Zob. Confederate White Kmghts, http://confederateI b t d

1 9 2

2 5

l ence-files/groups/knights-of-the-ku-klux-klan,
9 01.2014; M Ossowska Ethos rycerski i jego odmiany, PWN, Warszawa 2000.
ig

�Łukasz

88

Jednak przedstawieni przez Tarantino nad­
zorcy n i e w o l n i k ó w z n a j d u j ą dla swojej suprema­
cji wiele u z a s a d n i e ń - jednym z nich jest chrze­
ścijaństwo. Brodaty i otyły John Brittle, w jednej
ręce t r z y m a j ą c y Biblię, a w drugiej bat, recytuje
fragment Księgi Rodzaju: „wszelkie zaś zwierzę na
ziemi i wszelkie ptactwo podniebne niechaj się was
boi i l ę k a " . Plantacja b a w e ł n y ma f u n k c j o n o w a ć
w oparciu o zalecenia Pisma Ś w i ę t e g o . Rzeczy­
wiście, położona na rozległej, płaskiej przestrzeni,
pełna k w i a t ó w i egzotycznych drzew posiadłość
nosi cechy w y o b r a ż e ń o ziemskim raju
znaczący"
wydaje sie t e ż biały strój latyfundysty fotogra­
fowanego w intensywnym ś w i e t l e Tarantino
k o n t r a s t u j ą c ten obraz ze z b l i ż e n i a m i na twarz
p r z e r a ż o n e j niewolnicy, wydaje s i ę przestrze
gać przed nostalgia za idealizowana przeszłością
P o ł u d n i a Utrwalona c h o ć b y w Przeminęło
z wia
trem (1939) narracje o idyllicznych plantacjach
snrzed woirw seceslinei zastenuie widowiskowa
zemsta Diango strzela w kartę wvieta z Biblii
która Tohn Brittle nosił nrzvnieta do koszuli na
w
y s o k o ś c i serca
z* braci
insze
ściokrotnie
rani drugiego
Trzeci ginie,
n * uchłoszcze
r7 7
sciokrotnie
rani^
c i*e Ir
k aić przez
pole uprawne. Ubraz poplamionej Krwią bawemy
m o ż e byc oceniany jako nadmierne nacechowa­
nie semantyczne sceny. Warto jednak zwrocie
u w a g ę na konflikt m i ę d z y obrazem z b l i ż o n y m do
estetyki postimpresjonistycznej a jego symbolicz­
nym znaczeniem p o d k r e ś l a j ą c y kreowaną przez
larantino wizję plantacji jako miejsca, w k t ó r y m
p i ę k n o przyrody jest rezultatem cierpienia l u d nosci zależnej.
26

27

Łoziński

w scenie przedstawiającej zamaskowanych jeźdź­
ców z pochodniami, k t ó r z y p r ó b u j ą się zemścić
na Schultzu i Django. To o d w o ł a n i e do działal­
ności K u Klux Klanu, organizacji utworzonej
w latach 1866-1867 przez z w o l e n n i k ó w Konfe­
deracji, w celu podtrzymania uprzywilejowanej
pozycji p r o t e s t a n t ó w europejskiego pochodzenia.
Retoryka, k t ó r ą się p o s ł u g i w a l i , podobnie jak
stroje z k r z y ż e m na w y s o k o ś c i piersi n a w i ą z y w a ł y
do tradycji z a k o n ó w rycerskich. Obraz wykreowciny przez Tarantino nie
wiele w s p ó l n e g o
z Narodzinami
narodu (1915), z a w i e r a j ą c y m i
pełne patosu sceny odsieczy K u Klux Klanu dla
zaatakowanej przez byłych n i e w o l n i k ó w rodziny
p l a n t a t o r ó w . Kłótnia o to, czy jeźdźcy w czasie
napadu
Schultza i Django muszą m i e ć
gło
wach niewygodne worki skutkuje kompromita
cia wizerunku g a l o p u j ą c y c h mścicieli Raz Jeszcze
należy zwrócić u w a g ę na d e c y d u j ą c a role latyfun
d v s t v - dowodzącego gruna meżczvzn watniacvch
o celowości wydarzenia, w k t ó r y m uczestniczą.
29

28

Instrumentalne wykorzystywanie religii przez
a m e r y k a ń s k i c h r a s i s t ó w zostało o ś m i e s z o n e

26

2 7

28

Biblia Tysiąclecia,
Rdz 9,2.

Pallotinum, Poznań 2002, wyd. V,

Zob. J . M . Faragher, R.V. Hine, Pogranicza. Historia
amerykańskiego Zachodu, tłum. T. Tesznar, WUJ, Kra­
ków 2011, s. 6.
Przeminęło

z wiatrem, reż. V. Fleming, USA 1939.

Jeżeli autorowi scenariusza m o ż n a z a r z u c i ć
szowinizm w stosunku do jakiejkolwiek grupy
s p o ł e c z n e j , d o t y c z y ł o b y to g ł ó w n i e postawy
wobec l u d n o ś c i o korzeniach europejskich. Nie­
mal wszystkie wykreowane w filmie postaci tego
typu okazują się niezdolne do przejęcia inicjatywy
w konflikcie z Schultzem i Django. W y r a ź n a
jest t e ż d o k o n u j ą c a się w przedstawionej przez
Tarantino Ameryce karykaturyzacja europejskiej
kultury. Najlepszy przykład to posiadłości
Candie (Leonardo DiCaprio), k t ó r y u w a ż a się za
frankofila i żąda, aby go t y t u ł o w a n o monsieur,
choć j ę z y k francuski jest m u całkowicie obcy.
Część miejskiej w i l l i bogacza została przezna­
czona na u r z ą d z o n y w estetyce przepychu d o m
rozrywek dla z a m o ż n y c h mężczyzn. O ile balan
sujacy na granicy kiczu w y s t r ó j - liczne kande
labry empirowe meble ciężkie zasłony złote
ornamenty na purpurowych tapetach - nie byłby

29

Narodziny narodu, rei. D . W Griffith, USA 1915.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�Nowy epos

89

w połowie X I X w. nietypowy dla Francji, o tyle
sposoby s p ę d z a n i a czasu w ekskluzywnym lokalu
w y d a j ą się charakterystyczne dla Nowego Ś w i a t a .
Przy barze zamawia się piwo, t e ą u i l ę i egzotyczne
drinki. Dziesiątki urodziwych niewolnic prze­
chadzają się po w i l l i - n i e k t ó r e pełnią funkcję
służących, ubrane w stroje p r z y w o d z ą c e na myśl
bieliznę erotyczną, inne są kobietami do towarzy­
stwa, ich przedmiotowy status nie podlega jednak
kwestii. G ł ó w n ą atrakcją wieczoru jest mandingo
- walka pozbawiona zasad, do której zmuszeni
przez p a n ó w zostali dwaj niewolnicy.
Umieszczona w wiejskim pałacu pana Candie marmurowa kopia słynnej rzeźby z I I I w.
p.n.e. - Zapaśników
- p o d k r e ś l a kontrast m i ę ­
dzy s t a r o ż y t n ą Grecją a d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n ą
A m e r y k ą . Mandingo jest b r u t a l n ą wersją tra­
dycyjnego sportu walki, k t ó r y w okresie klasycz­
nym w i ą z a n o z ideą kalokagatii, r ó w n e j dbałości
o r o z w ó j duchowy, intelektualny i fizyczny .
Starcia n i e w o l n i k ó w przedstawia się w Django
jako b a r b a r z y ń s k i e - nawet czempioni okazują
się niezdolni do stoczenia w i ę c e j n i ż k i l k u walk.
30

31

Nie ma ź r ó d e ł historycznych potwierdza­
j ą c y c h , że z ulubionej rozrywki pana Candie
faktycznie korzystali a m e r y k a ń s c y plantatorzy.
Mandingo to fikcja literacka, zaczerpnięta z popu­
larnej p o w i e ś c i p o d t a k i m w ł a ś n i e t y t u ł e m ,
napisanej przez Kylea Onstotta, który, k r y t y k u ­
jąc o k r u c i e ń s t w o wobec n i e w o l n i k ó w , stworzył
b o h a t e r ó w w a l c z ą c y c h na ś m i e r ć i ż y c i e . Rzecz
nieprawdziwa, ale prawdopodobna, n i e o d l e g ł a

od r z e c z y w i s t o ś c i , bo walki n i e w o l n i k ó w nie
były zjawiskiem rzadkim, po prostu nie m i a ł y
się z zasady k o ń c z y ć ś m i e r c i ą . John D . Foster
na ł a m a c h portalu „ R a c i s m Review" stwierdził,
opierając się na najnowszej historiografii, że przed
w o j n ą secesyjną w p o ł u d n i o w e j części S t a n ó w
Zjednoczonych n o r m ą były zdarzenia znacznie
brutalniejsze od tych, które przedstawia Taran­
t i n o . Dlatego wielu o d b i o r c ó w uwierzyło wizji
reżysera - mandingo m o g ł o b y z powodzeniem
u z u p e ł n i ć ten system k u l t u r o w y .
33

34

35

Narracja o hańbie
W I I połowie X X wieku n o w o ż y t n e niewol­
nictwo umieszczano w ramach opowieści o h a ń ­
bie n a r o d ó w europejskich. W e d ł u g niej historia
Zachodu prowadzi od podboju zamorskich tery­
toriów, poprzez wyzysk rdzennej l u d n o ś c i , aż
do powstania s y s t e m ó w totalitarnych na Starym
Kontynencie. Z a k o ń c z e n i e m tej metanarracji jest
Holokaust, do którego niejednokrotnie p o r ó w nywa.no Maafa - takim terminem, tłumaczo¬
nym ze suahili jako Wielka Katastrofa, posłużyła
się Marimba A n i w odniesieniu do przeszłości
A f r o a m e r y k a n ó w . Tarantino podziela p o g l ą d y
36

3 3

34

32

30

31

32

Zob. / lottami (Wrestlers), http://ww.museoomero.
it/main?p = collezione_sculturagreca_ilottatori&amp;idLang=4, 13.05.2013.
Zob. Ch. Miller, Submission Fighting and the Rules of
Anaent Greek WrestUng, http://judoinfo.com/new/resources/downloads/doc download/157-submissionfighting-and-the-rules-"of-ancient-greek-wrestling,
13 05.2013.
K. Onstott, Mandingo, Fawcett Crest, Richmond 1957.

1 (13) PD13

BARBARZYŃCA

35

3 6

Zob. D . Denby, op. cif, A. Harris, Was there really
"Mandtngo Ftghting", like tn "Django Unchainedi
http://www.slfte.cfm/blogs/browbeat/2012/12/24/
django unchained mandingo fighting were any
slayeLeally.forcedlto.fightitml 22.0^20137
Zob. J.D. Foster, Overboardwith "Rationality": "Djan­
go Unchained" and "Mandingo Fighting", „Racism
Review" 29.03.2013, http://wVw.rfcismreview.com/
blog/2013/03/29/overboard-with-rationality-djangounchained-and-mandingo-fighting/, 13.05.2013.
Zob. M . Evry, "Django" Unexplained: Was Mandingo Fi­
ghting a Real ThL http://www.nextmovie.com/blog/
is-maidingo-fighting-a-real-thing/, 13.05.2013; H.L.
Gates jr., Did Does Really Eat Slaves, Like in "Djan­
go"?, http://www.theroot.com/views did-dogs-reallyeat-slaves-django, 13.05.2013; A. Harris, op. dt.
Zob. M . Ani, Let The Circle Be Unbroken: TheImplications ofAfrican Spirituality in the Diaspora, Nkonimfo
Publications, New York 1988.

�Łukasz

90

antropolożki, czemu dawał wyraz w wywiadach
prasowych i telewizyjnych - wydaje się zatem, że
nie ma zasadniczej różnicy między intencją autora
Django a cytowanym powyżej stanowiskiem Spi­
k e ^ Lee . Eksponowane w filmie techniki pod­
porządkowania ludności odmiennej etnicznie kajdany, więzy, łańcuchy, maski, obroże - tworzą
katalog wzbudzający zdumienie ze względu na
cel, któremu posłużyły intelekt i rozwój kultury
materialnej - o analogicznych reakcjach mówi się
w kontekście Zagłady . Zwraca też
podo­
bieństwo fragmentu przedstawiającego targ ludzi
przeznaczonych do przymusowej pracy gdzie
dokonuje się selekcji w oparciu o warunki fizyczne,
do analogicznych praktyk z obozów koncentra¬
cyjnych. leszcze jedną paralelę można dostrzec
kiedy tytułowy bohater tłumaczy Schultzowi'
że najgroźniejszymi nadzorcami niewolników są
ci którzy rekrutują sie spośród nich samych —
w'ten sam snosób oceniano więźniów nełniacvch
w obozach koncentracvinvch fnnkcie k a n o
Orzvwiśrie nostawienie miedzv dziełami amen/
kańsldrb Afrvkanówi e n r o n e i s L h 7vdówznakn
37

Łoziński

Reżyser, k t ó r y w y r ó w n y w a n i e r a c h u n k ó w uczynił
osią Kill Bill (2003 i 2004), nie zastanawia się
jednak, jak to m o ż l i w e , że człowiek jest zdolny
u c z y n i ć o k r u c i e ń s t w o wobec grupy odmiennej
etnicznie u s a n k c j o n o w a n ą prawnie normalno­
ścią. Interesuje go raczej, czemu tak wiele ofiar
nie przeciwstawiło się tak niewielu oprawcom.

Pan Candie podczas przyjęcia pokazuje Django
i Schultzowi czaszkę starego Bena, niewolnika,
k t ó r y przez p i ę ć d z i e s i ą t lat codziennie g o l i ł
swojego właściciela brzytwą. Gospodarz zadaje
g o ś c i o m pytanie, dlaczego obdarzony zaufaniem
sługa, co dzień o b s e r w u j ą c y krzywdy, jakie spo­
t y k a ł y innych A f r o a m e r y k a n ó w , nie poderżnął
p r z e ś l a d o w c y g a r d ł a . O d p o w i e d ź przedstawia
frenologia - pseudonauka, k t ó r a jeszcze w X I X
wieku bywała UZn3.W3.flcl Z3. p o d s t a w ę do klasy­
fikacji l u d n o ś c i odmiennej jako z w i e r z ą t . Po
o d p i ł o w a n i u tylnej części czaszki gdzie w e d ł u g
pana Candie z n a j d u j ą się partie m ó z g u związane
z uległością, m o ż n a rzekomo z a u w a ż y ć na kości
t rzv r o w k i ! jak twierdzi gospodarz, podobne
wyszczerbienia
u l u d n o ś c i o korzeniach europei
równości pyto Dy nieuprawnione, tarantino tego
skich znaiduia sie w pobliżu płatu czołowego co
me czyni, sugeruje raczej, ze dwudziestowieczny
warunkuje
iei w y j ą t k o w a k r e a t y w n o ś ć Stawiana
kryzys kuitury Zachodu ma swoją prehistorię.
przez pana Cand ie teze u s a n k c j o n o w a ł iuż ustroi
snołecznv teraz n a l e ż v w v k a z a ć biologiczna róż
Zob. B. Nsenduluka, ąuentin
Tarantino "Django"
nire miedzv „ n r z v w i l e i o w a n v m i a niewolnikami
Inteniew: Director Gets Upset Over "Violence", „The
Christian Post" 11.01.2013, http://www.chns ianpost.com/news/quentin-tarantinodjango-interviewm
naLralną
°Zna bp°
director-gets-upset-over-violence-link-video-88107/,
13.05.2013; Tarantino on "Django", Violence and Catharsis http'//wwwnprorg/2012/12/28/168193823/
Plantator wydaje się w i e r z y ć w nieunikniony
tarantino
on-django-fiolence-and-catharsis,
t r y u m f cywilizacji Starego Ś w i a t a . J e d n a k ż e jedy­
13 05 2013- Tarantino vewleicht US-Sklaverei mit Ho­
locaust Die Wek" 9 01 2013 http-//wwwwelt de/ nym prawdziwym Europejczykiem w t y m filmie
kuZr/Hno/articlen
jest Schultz, nieprzeciętnie inteligentny Niemiec,
38

40

39

3 7

3 8

3 9

Zob. T.W Adorno, M . Horkheimer, Dialektyka oświe­
cenia. Fragmenty filozoficzne, tłum. M . Łukaszewicz,
IFiS PAN Warszawa 1994, s. 189-230; Z. Bauman,
Nowoczesności
Zagląda, tłum. T. Kunz, Wydawnictwo
Literackie, Kraków 2009, s. 34-58.
Zob. G. Knopp, Holocaust, tłum. B. Ostrowska, Świat
Książki, Warszawa 2011, s. 172.

4 0

Zob. J.-J. Courtine, C. Haroche, Historia twarzy.
Wyrażanie i ukrywanie emocji od XVI do początku
XIX wieku, tłum T. Swoboda, słowo/obraz terytoria,
Gdańsk 2007, s. 77; W. Osiatyński, Korzenie
„Korzeni", op.it., s. 188-197; A. Wieczorkiewicz,
Monstruarium, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2009!
. 184-194.
s

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�Nowy epos

91

którego sposób w y s ł a w i a n i a się zawstydza inter­
l o k u t o r ó w , na ogół m ó w i ą c y c h bardzo u b o g ą
angielszczyzną . To skomplikowana postać. Jej
przebiegłość, brawura i cynizm n a w i ą z u j ą do cha­
rakterystycznych dla spaghetti westernu łowców
głów, takich jak Bezimienny (Clint Eastwood)
z Trylogii Dolarowej. Konwencjonalne cechy
zostały jednak w kreacji Waltza skontrastowane
z elementami stereotypu niemieckiego miesz­
czanina, k t ó r y dba o schludny w y g l ą d , zacho­
wuje wszelkie formy grzecznościowe, przestrzega
przepisów pra.wa. Jeden z k r y t y k ó w z a u w a ż a , że
Schultz został przedstawiony w sposób niewiary­
g o d n y - w rzeczy samej niełatwo dociec, w jakim
celu ś w i e t n i e w y k s z t a ł c o n y dentysta w y j e c h a ł do
S t a n ó w Zjednoczonych, ani t y m bardziej czemu
został łowcą g ł ó w
41

nia, n a z w a ł a dziewczynę B r o o m h i l d ą . Opowia­
dając jeden z w a r i a n t ó w m i t u o córce Odyna, za
nieposłuszeństwo umieszczonej na szczycie góry,
z p i e r ś c i e n i e m ognia w o k ó ł i smokiem u pod­
nóża, zaczyna postrzegać swojego towarzysza jako
Zygfryda. Ta właśnie m y ś l prowadzi do emocjo­
nalnego z a a n g a ż o w a n i a się w próbę uwolnienia
B r o o m h i l d y . Postawa Schultza nie ma w sobie
wiele z paternalizmu, świadczy raczej o innej cesze
- dwuznacznie w a r t o ś c i o w a n y m przez pisarzy
okresu burzy i na.poru egotyzmie . M o ż n a przy¬
puszczać, że zaplanowana przez niego wyprawa
na. p l a n t a c j ę p a.na. Candie ma. b y ć r e k o m p e n s a t ą
za nieznane widzowi rozczarowania i zaspokaja¬
j ą c y m a m b i c j ę wyzwaniem. K t ó r e m u łowca głów
nie potrafi sprostać.
44

45

46

42

Pomocny może się okazać kontekst roman­
tyzmu europejskiego - Tarantino n a w i ą z u j e do
tej tradycji w sposób znacznie w y r a ź n i e j s z y n i ż
autorzy wielu innych westernów, bo poprzez czy­
nione wprost o d w o ł a n i a do Richarda Wagnera,
Aleksandra Dumasa, Ludwiga van Beethovena.
Warto zwrócić u w a g ę , że Schultz powiela ele­
menty konwencji u k s z t a ł t o w a n e j m i ę d z y i n n y m i
przez George'a Byrona, k t ó r y s p o p u l a r y z o w a ł
wzorzec tajemniczego buntownika, „ j e d n o s t k i
o n i e p r z e c i ę t n e j i n d y w i d u a l n o ś c i , ale za.ra.zem
nieszczęśliwej, skłóconej z otoczeniem i samot­
nie w a l c z ą c e j o prawda, dla i n n y c h " . Bohater
posiada też cechy werteryczne jak postrzeganie
rzeczywistości przez pryzmat m a r z e ń i poezji"
- w i d a ć to n a j w y r a ź n i e j gdy dowiaduje sie że
właścicielka ż o n y Django Niemka z pochodze43

Emancypacja
M o ż e z d u m i e w a ć , że Schultz, k t ó r y wcześniej
uczył Django wcielania się w role - czyli w t y m
wypadku oszustwa - i p r z e k o n y w a ł , że reguły
moralne należy niekiedy zawieszać dla osiągnięcia
w y ż s z y c h celów, nie akceptuje niepełnego zwycię­
stwa. Zachowanie łowcy n a g r ó d przypomina roz­
terkę Oskara Schindlera p r z e d s t a w i o n ą w filmie
Stevena Spielberga . Niemiecki fabrykant, po
przewiezieniu swoich p r a c o w n i k ó w z Polski do
Czechosłowacji, zastanawia się, i l u w i ę c e j Ż y d ó w
m ó g ł b y u r a t o w a ć , gdyby nie t r w o n i ł fortuny na
rozrywki. Schultzowi z kolei nie daje spokoju
mysi o za.?ryzionym przez psy zawodniku TH Cl Tl"
dingo, n o s z ą c y m i m i ę D ' A r t a g n a n , k t ó r y próbo¬
w a ł uciec z plantacji p a.na. Candie. Kiedy w pałacu
latyfundysty krzyczy do harfiarki- Czy m o g ł a b y
pani przestać grać Beethovena?r,"symbolicznie
47

4 4

41

D . Denby, op. cit.; R French, op. cit.
Zob. ibid.

4 5

4 2

T. Kostkiewiczowa, Bajronizm, [w:] J. Sławiński
(red.), Słownik terminów
literackich, Ossolineum,
Wrocław 2008, s. 54.

46

4 3

1 (19) PD13

BARBARZYŃCA

47

Eadem, Werteryzm, [w:] J. Sławiński (red.), op. cit, s.
611.
R French, op. cit.
M. Czarnecka, Historia literatury niemieckiej. Zarys,
Ossolineum, Wrocław 2011, s. 99-103, 103-105.
Lista Schindlera, reż. S. Spielberg, Polska, USA 1993.

�Łukasz

92

Łoziński

oddziela k u l t u r ę europejską, w k t ó r e j jest zako­

został jednak zbudowany przez E u r o p e j c z y k ó w

rzeniony, od jej zdegenerowanych form. Zakrawa

i ich p o t o m k ó w , a ćwierć wieku dzielące czas akcji

na paradoks, że w domu posiadacza n i e w o l n i k ó w

od daty wprowadzenia abolicji w Zjednoczo­

gra się kompozycje artysty jawnie p o p i e r a j ą c e g o

nym Królestwie to wobec historii kolonializmu

demokratyczne ideały Rewolucji Francuskiej .

niewiele. Niewykluczone, że Schultz zdaje sobie

48

sprawę z klęski śródziemnomorskiej

cywiliza­

Stanów

cji. Wykonywane przez Waltza gesty - sprawia­

Zjednoczonych, gdzie gospodarka opiera się w ó w ­

jące w r a ż e n i e niekontrolowanych - oraz skulona

czas na wyzysku l u d n o ś c i o a f r y k a ń s k i m pocho­

postawa tworzą sygnał p r z y g n ę b i e n i a i desperacji.

dzeniu, historia abolicjonizmu w Europie może

P o n i e w a ż Schultz jest c z ł o w i e k i e m wychowa¬

Z perspektywy p o ł u d n i o w e j części

ś w i a d c z y ć o znacznie w y ż s z y m stopniu demokra­

nym na. literaturze romantycznej, określenie jego

tyzacji na Starym Kontynencie n i ż w p a ń s t w i e

stanu t e r m i n e m Weltschmerz

— oznaczającym

uznawanym za w z o r c o w ą r e p u b l i k ę nowoczesno­

poczucie

ści. Rzeczywiście we Francji czy Wielkiej Brytanii

wydaje się bezzasadne . Trudno w inny sposób

trwale zakazano niewolnictwa znacznie w c z e ś n i e j

n i ż w o d w o ł a n i u do bólu istnienia t ł u m a c z y ć ,

n i ż w Stanach Zjednoczonych, ta druga zresztą

dlaczego j u ż po wykupieniu Broomhildy Schultz

o d 1839 r. p r o w a d z i ł a stosunkowo o d w a ż n e

strzela panu Candie w serce, a n a s t ę p n i e czeka na

d z i a ł a n i a na arenie m i ę d z y n a r o d o w e j ,

ś m i e r ć z rak ochrony bogacza niwecząc wielo

mające

ograniczać handel ż y w y m towarem . Nowy Świat
49

bezcelowości życia i zła świata" - nie
50

m i e s i ę c z n y trud s w o i L towarzysza Na^ły zwrot

akdi nozostaie
48

49

Warto wspomnieć zwłaszcza o popularnej anegdo­
cie, według której Ludwig van Beethoven zamierzał
zadedykować Napoleonowi Bonapartemu /// Symfo­
nię B-dur, aby wyrazić uznanie dla zasług pierwszego
konsula. Kiedy jednak ten koronował się na cesarza,
kompozytor miał wydrzeć kartę tytułową rękopisu.
Zob. C.T. George, The Ewka Riddle: Did Napole­
on Remain Beethoven's "Heroi", http://www.napoleon-series.org/ins/scholarship98/c_eroica.html#l,
4.03.2013.
Państwo francuskie po raz pierwszy zakazało niewol­
nictwa w 1794 r., jednak w 1802 r. Napoleon Bo­
naparte anulował to prawo. Powtórnie - już na stale
- abolicję ogłoszono w 1848 r. Z kolei Brytyjczycy
w 1807 r. zakazali handlu niewolnikami. Całkowitą
abolicję ustalił akt prawny z 1833 r., następnie, m.in.
w wyniku nacisków ze strony założonej w 1839 r
org^izacji Bntish and Forln
Anti-Łery
Society podpisywano liczne porozumienia z państwami
Europy i obu Ameryk mające na celu delegalizację
kupna i sprzeda^ludzi Natomiast w S t S Z,ed

hla

ProldaniSSSiT
z£f^XSTT

Lincolna
1862
Zob B Bader
Mant
Work' Th]^an^^a^lhteZtZ
ofMti
Slaver, MovenJZsinthe ItohlZTaluNinetZh

S/ SL^:; ^w
t

t

7

JA *rv
n

uwidacznia Jednak

różnice miedzv zroznaczon™ Furoneiczvkiem
a zdeterminowanvm L t o w a ć żone i ILL

sie

bieAfroamerykanienem.
W

ostatecznym rachunku ś m i e r ć Niemca,

k t ó r y w jakiejś mierze t r a k t o w a ł Django jak syna,
okazuje się w a ż n y m elementem procesu emancy­
pacji byłego niewolnika - jak twierdzi recenzent
„ G u a r d i a n a " , „jego dusza nigdy nie zostanie roz­
kuta, d o p ó k i [samodzielnie] nie uwolni swojej
ukochanej i nie wykona straszliwej zemsty na jej
p r z e ś l a d o w c y " . Najpierw jednak Schultz pozba­
51

wia Django swojej opieki.

international-social-movements/birgitta-bader-zaarabolitionism-in-the-atlantic-world-the-organizationand-interaction-of-anti-slavery-movęmęnts-in-thęęightęęnth-and-ninętęęnth-cęnturies, 4.03.2013.
1

Zob. T. Kostkiewiczowa, Weltschmerz, [w:] J. Sławiń-

( - ) , °P- -&gt; "
^"Htssoulwmnę.rbęunchatnedunttlhęsętshtsWę
s

k

i

red

clt

BSaw^;
r

s

r

n

6 0 8

b

l

6 0 9

e

r e v e n g e

BARBARZYŃCA

o

n h

e

r o p p r e s s o r

-"

1 (19) P019

E

�Nowy epos

93

G ł ó w n y bohater usamodzielnia s i ę stosun­
kowo szybko - w i d a ć to zwłaszcza wtedy, gdy
w dostosowany do o k o l i c z n o ś c i sposób prze­
twarza fortele nauczyciela. N i e chodzi jednak
wyłącznie o ćwiczenie się w przebiegłości - roz­
w ó j Django, stopniowe przejmowanie inicjatywy
przez niego, odbywa się j e d n o c z e ś n i e z n a u k ą
savoir-vivre'u, czytania i liczenia. Tarantino
wykorzystuje tę okazję, by znowu o d n i e ś ć s i ę
do k u l t u r y S t a n ó w Zjednoczonych, dla k t ó ­
rej w a ż n ą i n s t y t u c j ą są przeprowadzane w ś r ó d
dzieci w wieku szkolnym zawody w literowaniu .
G ł ó w n y bohater także bierze udział w konkursie
- dwukrotnie t ł u m a c z y swoim r o z m ó w c o m jak
się pisze jego i m i ę powtarzając: „ D jest nieme"
Zjadliwa ironia reżysera i scenarzysty nie wydaje
się błaha ani n i e w i n n a - należy ja w p i s a ć w nurt
protestów przeciw upokarzaniu A f r o a m e r y k a n ó w
poprzez zhierarchizowany system k s z t a ł c e n i a
u t r w a l a j ą c y stratyfikacje społeczna. Testy I O od
dekad wvkazuia znaczna różnice miedzv nimi

znaczenie podejmowanych działań, aranżuje je
w wyrafinowany sposób, d e m o n s t r u j ą c w y s o k ą
s a m o ś w i a d o m o ś ć . Rosnące u m i e j ę t n o ś c i w i d a ć
bardzo w y r a ź n i e , kiedy, przebrany w j e d w a b n ą
k a m i z e l k ę pana Candie, wychodzi z c i e m n o ś c i ,
aby po długiej tyradzie w y m i e r z y ć sprawiedli­
w o ś ć n i e d o s z ł y m oprawcom. R ó w n i e istotnym
elementem kunsztu teatralnego jest zdolność do
stworzenia spójnej opowieści - to właśnie dzięki
p r z e k o n u j ą c e j narracji udaje s i ę Django zbiec
z transportu do owianej złą sławą kopalni.

52

osobami o europejsKicn
e nroneiskirh Korzemacn,
korzeniach co
ca bvwa
a osouami
uywa
wvkor7vsfvwane iako uzasadnienie rasistowskich

Z

k

I^TJ

7

m r ' n" A b r

7

m *n r

przeKonan .tymczasem równie aoprze m o ż n a
wyniki Dadan rozumieć jakodowocl niepowoazenia szkolnictwa S t a n ó w Zjednoczonych .
Co w a ż n e dla konstruowanej w filmie wizji
człowieka, Tarantino przedstawia rozwój Django
w sposób w y j ą t k o w o szeroki, przekraczając k o n ­
w e n c j ę kina akcji - w p o c z ą t k o w y c h scenach
Afroamerykanin jest niezupełnie ś w i a d o m y wła­
snej siły, m ó w i niewiele, ze słabą dykcją, zaawan­
sowane słownictwo Schultza nie jest dla niego
z r o z u m i a ł e . Z czasem nabiera kompetencji
retora i reżysera, k t ó r y unaocznia symboliczne
55

52

53

54

55

Najważniejszym konkursem jest Scripps National SpelUngBee.

Talent mówcy, n a ś l a d o w c y czy inscenizatora,
podobnie jak u m i e j ę t n o ś ć rozumienia c i ą g ó w
przyczynowo-skutkowych służą n a d r z ę d n e m u
celowi: komunikowaniu sensu w ł a s n y c h c z y n ó w
obserwatorom, czyli zdobyciu władzy. Zabicie
Stephena (Samuel L . Jackson), lokaja pana Can­
die, przestaje b y ć zbrodnią, p o n i e w a ż g ł ó w n y
bohater potrafi s f o r m u ł o w a ć oskarżycielską prze­
m o w ę . Dążenie do legitymizacji c z y n ó w to pod­
stawa p o l i t y k i - w teorii Michela Foucaulta
rywalizację wygrywa ten, kto potrafi z a w ł a d n ą ć
dyskursem . W a ż n y m kontekstem wydaje s i ę
także filozofia Paula Ricoeura, w e d ł u g k t ó r e j
narracja n a l e ż y do najbardziej podstawowych
metod z a r ó w n o rozumienia świata, jak konstru¬
owania własnej t o ż s a m o ś c i . Jeżeli tekst m o ż n a
n a z w a ć projekcja n o we Q o uniwersum różneeo
od tego w k t ó r y m p r z y w y k l i ś m y żyć" to nie
u m i e j ę t n o ś ć stworzenia opowieści oznacza nie
m o ż n o ś ć k s z t a ł t o w a n i a rzeczywistości p o n i e w a ż
czvn zostaie zawsze z a n o ś r e d n i c z o n v ńrzez svm
hole" * W n ó d o b n v snosób na te kwestie zanatrv
wała sie Hannah Arendt niszar żvrie bez L w v
56

57

5

•dz- ł n

56

Zob. W. Osiatyński, op. cit., s. 192.
Zob. A. R. Jensen, Bios in Mental Testing, Free Press,
New York 1980.
Zob. Ph. French, op. cit.

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

5 7

58

(

)j

td ł

n

m rł dl ' "

7

M . Foucault, Porządek dyskursu. Wykład inauguracyjny
wygłoszony w College de France 2 grudnia 1970, tłum.
M Kozłowski, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2002.
P. Ricoeur, Życie w poszukiwaniu opowieści, tłum. E.
Wolicka, „Logos i Ethos" 2 1993, s 225-236.
Ibid., s. 230, 232.

�Łukasz

94

przestaje b y ć ż y c i e m ludzkim, p o n i e w a ż nie jest
j u ż przeżywane wśród l u d z i " . Zebrawszy wszyst­
kie te w ą t k i , wypada stwierdzić, że Django, dzięki
pomocy Schultza, nie tylko d o k o n a ł zemsty, ale
przede wszystkim s t w o r z y ł w ł a s n ą t o ż s a m o ś ć ,
jako p e ł n o p r a w n e g o uczestnika kultury Zachodu,
by ostatecznie p o t w i e r d z i ć ją w walce.
59

Zakończenie
Film Tarantino, jeśli o d c z y t y w a ć go w ode­
rwaniu od kontekstu współczesnego, jako uniwer­
salną narrację o zniewoleniu i zemście, zapewne
nie wyda się w y j ą t k o w y . N a tle historii kina
zmiana polega na statusie, jaki zdobywa Afroamerykanin w obrębie utworu o charakterze nieod­
l e g ł y m od eposu - schemat fabularny n a w i ą z u j e
przecież do jednej z nordyckich sag. Kontrasto­
wanie f r a g m e n t ó w realistycznych z groteskowymi
nie musi przeszkadzać widzowi w uznaniu Django
za herosa, czyli wzór postaw i obiekt p o ż ą d a n i a .
Strategia łączenia pozornie niezgodnych jakości
estetycznych zwłaszcza wzniosłości z komizmem
należy do tradycji eposu, i g a t u n k ó w pokrewnych
Z b l i ż o n e rozwiązania stosowali zarówno autorzy
powieści fantasy — dość w y m i e n i ć 1 R R Tolkiena
- jak pieśniarze odpowiedzialni za przekazanie
eooce Disma Odysei N a l e ż y iednak o a m i e t a ć że
oodstawowa definicja eoosu obeimuie rozbudo

wane utworv (

) ukazuiace dzieie iLendanwch

lub msiorycziiycii
hktorwznwh bohaterów L e o n e na tło
wvdarzeń n r 7 e ł o m o w v r h dla danei snołerznośri
narodowe,^ T T Z / W * ™ tekst w obrębie
ł h V b rl kr r 7 r J
n
n d hn
7 n a

grępoKrcn struKtur zorganizowany w poaopny
sposób jaj, cnoepy tesn omteiungact,
prowaazr
do interesujących wniosków.
Po pierwsze u t w ó r Tarantino m o ż n a w tym
k o n t e k ś c i e u z n a ć za p r ó b ę ograniczenia rangi
59

60

H . Arendt, Kondycja ludzka, tłum. A. Łagodzka, Aletheia, Warszawa 2000, s. 194-195.
J. Sławiński, Epos, [w:] J. Sławiński (red.), op. cit., s. 138.

Łoziński

wojny secesyjnej jako wydarzenia p r z e ł o m o w e g o ,
na rzecz okresu, k t ó r y bezpośrednio ją poprzedza.
O p o w i e ś ć o herosie, zgodnie z tradycyjnymi kon­
wencjami odbioru, nobilituje bowiem moment
historyczny s t a n o w i ą c y jej tło. Poprzez w y b ó r
czasu akcji zasugerowano widzowi przyjęcie per­
spektywy A f r o a m e r y k a n ó w , nie l u d n o ś c i o korze­
niach europejskich, w c i ą ż pozostającej w centrum
zainteresowania twórców kina. Jak podkreśla Ber­
lin, na przedwojennym p o ł u d n i u S t a n ó w Zjedno­
czonych nie przyznawano stopniowo coraz w i ę k ­
szych s w o b ó d niewolnikom, przeciwnie, okres
prosperity plantacji trzciny cukrowej i b a w e ł n y
w połowie X I X wieku był apogeum wyzysku
może w i ę c , ze w z g l ę d u na t r a u m ę , u c h o d z i ć za.
kluczowy .. Tarantino kładzie nacisk na cierpie­
nie l u d n o ś c i p o d p o r z ą d k o w a n e j nie na drama
tyczne wydarzenia woienne w k t ó r y c h Afroame
rykanie wzięli niewielki udział.
61

N a l e ż y też w z i ą ć pod u w a g ę tradycję kształ­
towania instytucji narodowych za p o m o c ą eposu
poprzez utrwalanie „ w y z n a w a n y c h zbiorowo war­
tości" oraz „ p a m i ę c i o d o n i o s ł y c h postaciach
i zdarzeniach" . A u t o r filmu, n a w i ą z u j ą c do
starożytnego gatunku, manifestuje przekonanie,
że istotnym s k ł a d n i k i e m tożsamości a m e r y k a ń ­
skiej jest w o l n o ś ć , oparta na przyznaniu praw
obywatelskich wszystkim grupom etnicznym,
wielkie narracje nie m o g ą w i ę c zostać zdominowa.ne przez w s p ó l n o t ę k o l o n i z a t o r ó w . Nawet,
jeśli przyczyna, wojny 0r2a.nizuja.cej pa.mieć spo¬
łeczną S t a n ó w Zjednoczonych był stosunek do
niewolnictwa.
62

63

Po trzecie i najważniejsze Tarantino u c z y n i ł
herosem Afroamerykanina. Radykalna zmiana
w stosunku do historii filmu polega na z ł a m a n i u
61

Zob. I . Berlin, op. cit, s. 168-170, 188.

62

J. Sławiński, ibid.

63

Zob. H . Kubiak, Rodowód narodu
amerykańskiego,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 1975, s. 27.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�Nowy epos

95

konwencji w y w o d z ą c e j się jeszcze z klasycznych
poetyk normatywnych. W e d ł u g zaleceń formu­
ł o w a n y c h m i ę d z y i n n y m i przez Horacego styl
wzniosły zarezerwowany był dla utworów, k t ó ­
rych główni bohaterowie to ludzie „wysoko uro­
dzeni" . O trwałości p r z y w i ą z a n i a do tej zasady,
r ó w n i e ż w Stanach Zjednoczonych I p o ł o w y X I X
wieku, ś w i a d c z y m i ę d z y i n n y m i pisarstwo Jamesa
F. Coopera . Wprawdzie konwencja współcze­
snego westernu nie stawia w y m o g ó w co do klaso­
wej przynależności postaci, w n i o s k u j ą c jednak po
obsadzie najpopularniejszych obrazów gatunku,
w c i ą ż dominuje przeświadczenie, że główną rolę
powinien zagrać Angloamerykanin .
64

65

66

Z n a c z ą c y m w y j ą t k i e m są Płonące
siodła
(1974), głośna parodia filmów o D z i k i m Zacho­
dzie w y r e ż y s e r o w a n a przez Mela Brooksa - Cleavon Little, aktor o a f r y k a ń s k i c h korzeniach,
w y s t ę p u j e w niej jako szeryf . Nieprzystawalność tej postaci do utrwalonego w westernach
wizerunku stróża prawa stanowi o komizmie
wielu scen. Django natomiast powiela klasyczny
wzorzec bohatera - jest przebiegły, stanowczy,
uparty i o d w a ż n y - m o ż n a z n i m p o r ó w n a ć chyba
tylko k r e a c j ę Sidneya Poitiera z filmu Czarny
kowboj (1972) . Zasadnicza różnica uwidacznia
się jednak w z a k o ń c z e n i a c h obu obrazów O ile
Afroamerykanów
Czarnego kowboja w krytycz¬
nym momencie ratują rdzenni m i e s z k a ń c y pre
rii o tvle Django w ostatniej partii filmu polega
wyłącznie na sobie.
67

68

N a l e ż y też zwrócić u w a g ę na a t r a k c y j n o ś ć sek­
sualną herosa, należącą do tradycji eposu, co naj­
mniej od czasu Giłgamesza
- prolog sumeryjskiej

opowieści zawiera p o c h w a ł ę t y t u ł o w e g o bohatera
z informacjami o jego sile, urodzie, a nawet roz­
miarach c z ł o n k a . Podkreśleniu m ę s t w a Django
służą chwyty dobrze znane widzom kina akcji
- monumentalizacja osiągnięta za p o m o c ą ujęć
z dołu, sekwencje strzelaniny w zwolnionym tem­
pie, umieszczanie postaci na tle p ł o m i e n i i dymu.
Istotniejsze są jednak sceny służące reprezenta­
cji d o ś w i a d c z e n i a przemocy. Kiedy s k r ę p o w a n y
sznurami Django, całkowicie nagi, wisi głową
W dół, a praca kamery eksponuje jego muskularne
ciało, bez w ą t p i e n i a dla części o g l ą d a j ą c y c h staje
sie ono przedmiotem p o ż ą d a n i a . Erotyczny pod­
tekst wzmacnia r ó w n i e ż witalistyczne znaczenie
sceny w której Django oblewa sobie twarz w o d ą
a potem galopuje na oklep.
69

W e d ł u g Murraya Smitha znaczna część odbior­
c ó w u t o ż s a m i a s i ę z bohaterem p o s i a d a j ą c y m
atrakcyjne cechy . B y ć może autor scenariusza,
p o d e j m u j ą c dwie zasadnicze decyzje - o zabi­
ciu Schultza i u k s z t a ł t o w a n i u postaci kobiecych
jako niemal całkowicie biernych - stara się uła­
twić widzowi identyfikację z Django. Piotr Mar­
kiewicz, doktor filozofii i psycholog kliniczny,
traktuje e m p a t i ę filmową jako „ p r o g r a m symula­
cyjny p o l e g a j ą c y na funkcjonalnym treningu per¬
spektyw kognitywnych i behawioralnych", k t ó r y
pomaga kształcić skuteczne reakcje w k o n t e k ś c i e
zdarzeń rzeczywistych , jeśli przyjmuje sie takie
założenie, m o ż n a u z n a ć Django za istotną lek­
cję dla społeczności pochodzenia europejskiego
w krajach postkolonialnych W e d ł u g Murraya
Smitha nawet widzowie n i e s k ł o n n i do sympaty¬
zowania z g ł ó w n y m bohaterem
mmoga
e g o PP o d ś w i a d o ­
70

71

6 9

64

A. Okopień-Sławińska, Teoria trzech stylów,
Sławiński (red.), op.cit.,*. 580.

[w:] J.

Zob. R.V. Hine, J.M. Faragher, op. cit., s. 293.

7 0

66

Zob. P. French, op. cit.

71

67

Płonące siodła, reż. M . Brooks, USA 1974.

65

68

Czarny kowboj, rei. S. Poitier, USA 1972.

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

„Członek jego, powiadają, mierzy trzy łokcie". Giłgamesz. Epos starożytnego Dwurzecza, tłum. R. Stiller,
PIW, Warszawa 1980, s. 39.
Zob. M . Smith, op. cit., s. 230, 233.
P. Markiewicz, Empatia w kognitywnej teorii filmu,
[w:] H . Kardela, Z Muszyński, M . Rajewski (red.),
Empatia, obrazowanie i kontekst jako kategorie kognitywiftyczne, Lublin 2012, s. 146.

�Łukasz

96

mie d o k o n y w a ć m i m i k r y afektywnej, polegającej
„na prawie « p e r c e p t u a l n y m » rejestrowaniu (...)
u c z u ć drugiej osoby via wyrazy twarzy i gesty" .
72

Film Tarantino rzeczywiście wzbudza takie
reakcje - Peter Bradshaw, brytyjski krytyk, dekla­
ruje, że odczuwa radość, widząc mściwą satysfak­
cję bohatera, „potrafiącego strzelać z bezwzględną
d o k ł a d n o ś c i ą i w e r w ą " . N a t y m tle hipoteza
o terapeutycznym znaczeniu Django dla potom­
k ó w n i e w o l n i k ó w wydaje się zasadna. W i k t o r
Osiatyński - relacjonując badania psychologów
społecznych - stwierdza, że liczne manifestacje
agresji dokonywane przez A f r o a m e r y k a n ó w j u ż po
ogłoszeniu ustaw z 1964 i 1965 r. były „koniecz­
73

7 2

7 3

Łoziński

nym stopniem na drodze do odzyskania równo­
wagi psychicznej i poczucia własnej w a r t o ś c i " .
Film Tarantino również katalizuje negatywne emo­
cje i zaspokaja je, pozwalając odbiorcom uczest­
niczyć w zniszczeniu posiadłości plantatora, co
jednocześnie jest bardziej widowiskowe i mniej
niebezpieczne n i ż miejskie zamieszki z I I połowy
X X wieku. Koniec świata p l a n t a t o r ó w następuje
powoli. Jednak zmiana konwencji, jakiej dokonał
Tarantino w obrębie najbardziej a m e r y k a ń s k i e g o
ze wszystkich g a t u n k ó w kina, może m i e ć znaczący
w p ł y w na społeczeństwo. T y m bardziej, że nawet
krytycy o korzeniach europejskich doznają pluga­
wej przyjemności", śledząc poczynania Django .
74

75

M . Smith, op. cit., s. 235.
"From any distance, on any occasion, Django can
shoot with ruthless accuracy and verve, and afterwards permits himself agrin of pleasure". P. Bradshaw,
op. cit.

74
7 5

W. Osiatyński, op. cit.,s. 249.
D . Denby, op. cit.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�Nowy epos

97

A new epic? Criticism of European culture and the process of hero's emancipation in Quentin
TarantWs D&gt;mgo
The main aims o f this article are, firstly, reconstruction o f the world presented by Quentin Tarantino in
Django Unchained (2012) and, secondly, interpretation o f the directors vision, in relation to its context.
The analysis, based on the methods o f semiology and hermeneutics, allows to interpret the film not only
as a protest against the social order, which was in force in the antebellum South, but also as a critiąue o f
European culture, especially Romanticism and Modernism. American slavery is presented in a way that
suggests, in accordance with Marimba Anis observations, similarity to the Holocaust.
Further considerations, made on the basis of cognitive theory of narrative, refer to the emancipation of the
main character. Reflection on the history o f cinema leads to the conclusion that Django is probably the
first mainstream western with an Afro-American protagonist who independently takes revenge on those
responsible for slaves' suffering. Depiction o f the main character and other traits o f the film suggest that
Tarantinos work may be understood as an epic. It means the movie can be seen as an attempt to establish
a new founding story, which is an alternative to The Birth oftheNation (1915). What is more, the Journal
reviews of Django indicate that recipients of European descent tend to adopt the perspective o f the Other,
as they sympathize with Django who inflicts suffering and death to Anglo-Saxon-Americans. Heedless o f
the postmodern conrention o f Tarantinos work, such reactions demonstrate how serious can be social
impact ofthe film.

FOT. MICHAŁ KOPEK

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

�98

BARBARZYŃCA

1 ( 1 9 ) PD13

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7654" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7636">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2cefb6f720e2127916ac19391493d727.pdf</src>
        <authentication>f58b1c443549c2178bb7daf4d18c44bb</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91374">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1748</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91376">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91378">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1618</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91380">
                <text>Nowy opis obyczajów / ETNOGRAFIA POLSKA 2004 t.48</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91383">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2004 t.48, s.99-112</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91386">
                <text>Kowalska, Jolanta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91389">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91392">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91395">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="91398">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91404">
                <text>„Etnografia Polska", t. XLVIII: 2004, z.
PL ISSN 0071-1861

1-2

JOLANTA KOWALSKA
Instytut A r c h e o l o g i i i E t n o l o g i i P A N , Warszawa

NOWY OPIS OBYCZAJÓW
[...]

jeśli

patrzeć

chce się dobrze widzieć
z daleka.

z takiej odległości,

Z jak
z jakiej

daleka?

własną

epokę,

To bardzo

nos Kleopatry

to trzeba na nią

proste:

przestaje

być

dokładnie
widoczny

( J o s é Ortega y Gasset 1982, s. 58)

I
Jednym z trudniejszych przedsięwzięć poznawczych podejmowanych przez
etnologów jest badanie własnej kultury Łatwo tu o zbłądzenie w - pozorny prze­
cież - obiektywizm, podobnie jak o banał i uproszczenie, trudno natomiast
o spojrzenie świeże, powiedzieć by można niewinne. O trudnościach decyduje
czynnik, który określiłabym syndromem rozmytych linii papilarnych, niewidocz­
nych gdy zbyt blisko przysuniemy dłoń do oczu. Analogicznie, struktura i formy
„naszej/mojej" kultury, przez swą bliskość, codzienny usus, stają się nazbyt oczy­
wiste, a w rezultacie niedostrzegalne.
Czy istnieje możliwość zaostrzenia i wysubtelnienia naszej percepcji? Odpo­
wiedź jest na szczęście twierdząca. Szereg publikacji wydanych w ostatnich
latach (por. np. Catheral 1990; Clifford, Marcus 1986; Frese 1993; Stephens
1999) dowodzi, że etnolodzy operują głębią ostrości najzupełniej prawidłowo,
rejestrując i analizując zjawiska występujące niejako w zasięgu ręki, a także
wtedy, gdy - podobnie jak bohater „Amatora" Krzysztofa Kieślowskiego - obiek­
tyw kamery kierują na siebie samych (zob. Hastrup 1992; Stocking 1983).
Niewątpliwy przełom stanowiła propozycja Clifforda Geertza (1973, 1988),
dzięki której spojrzano inaczej na pozytywistyczny wymóg bezwzględnego
obiektywizmu analizy i opisu badanych zjawisk, podobnie jak na rolę samego
badacza, kwalifikacje gromadzonych przezeń danych i konstruowane na ich pod­
stawie teksty (w znaczeniu nadawanym im przez semiotykę). Proces poznawczy
jako gra, tekst naukowy jako tekst autorstwa badacza, relacja badacz/badany jako
dynamiczny układ wzajemnych oddziaływań, wszystkie te czynniki sprawiają,
że borgesowski Etnograf niezmiennie ceniąc „drogi, które trzeba przebyć", by
dojść do poszukiwanej wiedzy (Borges 1977, s. 21-22), dzieli się nią, mając
w pamięci lekcję jakiej blisko przed półwieczem jeden z dahomejskich infor­
matorów udzielił Melville Herskovitsovi. Zapytany, która z dwóch wersji tego
samego mitu podanych mu do oceny jest prawdziwa odparł, iż obydwie, ponieważ

�100

JOLANTA K O W A L S K A

każdy kto powtarza mit opowiada historię prawdziwą, w postaci, w jakiej została
mu ona przekazana przez bóstwo (Herskovits, Herskovits 1958, s. 18) .
Tematyka mego artykułu niewiele ma wspólnego ze sferą sacrum, jeśli to
a 'reburs, chciałabym natomiast - mając na uwadze wspomnianą lekcję - powie­
dzieć ten tekst dobrze. Pragnę zastanowić się w nim nad pewnym szczególnym
kierunkiem zmian obserwowanych w obyczajowości polskiej po roku 1989. Do
daty tej będziemy niewątpliwie często wracali, wyznacza ona bowiem nie tylko
punkt zwrotny w historii, polityce i ekonomii naszego kraju, jak też innych usy­
tuowanych w Europie Środkowej, ale - przede wszystkim - początek bardzo
dynamicznych zmian w kulturze. Wcześniej jednak chciałabym powiedzieć
0 początkach mego zainteresowania tym zagadnieniem. Korzystam tu między
innymi z własnych notatek prowadzonych w latach 1989-1999, stąd zdarzyć się
może, iż w tekście pojawi się ton nieco bardziej osobisty.
1

II
Dokładnie przed piętnastu laty, w roku 1989, po raz pierwszy wyjechałam na
długoterminowy staż zagraniczny za - mocno już skruszałą - „żelazną kurtynę".
Szczęśliwy, dla wielu przyczyn, traf sprawił, że był to wyjazd do Hiszpanii. Wy­
jazd naukowy do obcego kraju to nie tylko biblioteki i pracownie oraz wymiana
doświadczeń, ale także intensywna nauka funkcjonowania w innej kulturze,
a zatem uczenie się jej kodów i struktur, wpasowywanie się w nią z własnym
bagażem intelektualnym i własną soczewką; także możliwość spojrzenia na siebie
z nowej perspektywy. Doświadczenie hiszpańskie było szczególne. W roku 1989
1 następnym w polskiej prasie nader chętnie porównywano sytuację Polski z tą,
w jakiej Hiszpania znalazła się z chwilą śmierci generała Franco. Głosy takie
pojawiały się także w prasie zachodniej. Powstawały zestawienia, prognozy, sta­
wiano nam przed oczy, do czego można dojść w ciągu zaledwie dziesięciu lat,
zaczynając od sytuacji porównywalnie złej, a może nawet gorszej niż nasza.
Lektura tych artykułów nie pozostała bez wpływu na mój ogląd „Nowego
Świata". Mniej czy bardziej świadomie szukałam analogii, bądź - skromniej
i zachowując stosowne proporcje - wskazówek, czego możemy oczekiwać
w Polsce po upływie owej, równie teoretycznej, co magicznej, dekady. W moim
odczuciu - prowincjuszki z „demoludów", a zarazem „etnografa w terenie" - był
to zupełnie inny świat, przy czym podstawowym kryterium decydującym o róż­
nicy nie była wcale ilość dostępnych dóbr, jakkolwiek istotnie szokująca dla
przybysza z Warszawy, lecz mechanizmy funkcjonowania zbiorowości, zwłasz­
cza te regulujące obieg pieniądza, i wynikające stąd zachowania społeczne.
Doświadczeniami bez mała traumatycznymi okazały się konieczność odbioru
stypendium w banku na podstawie czeku i nauka posługiwania się kontem ban1

C y t u j ę : „ T h e unhesitating replay was that the gods do not reveal the same things to everyone,

and that each narrator was t e l l i n g « t r u e h i s t o r y » according to the w a y the v o d u n have g i v e n it to
h i m " (Herskovits, Herskovits 1958, s. 18).

�N O W Y OPIS O B Y C Z A J Ó W

101

kowym. Dziś może się to wydawać zabawne. Mogę przypuszczać, że dla moich
gospodarzy było sprawą oczywistą, iż dorosły człowiek - skądkolwiek by nie
przyjechał - wie rzeczy podstawowe. Problem w tym, że nasze katalogi spraw
podstawowych różniły się nieco.
Z czasem, a był to pobyt dwumiesięczny, zaczęłam patrzeć wnikliwiej. Dla
obserwacji owych mniej może ważne było dostrzeżenie rozwarstwienia socjalne­
go, jakkolwiek nie sposób nie wspomnieć o kilku jego elementach, szczególnie
dla mnie egzotycznych: żebrakach, w Polsce wówczas jeszcze niezbyt licznych
(czy też może raczej mniej widocznych), a na południu Hiszpanii wszechobec­
nych i najoczywiściej stowarzyszonych w zgromadzenia żebracze, bezdomnych
żyjących na ulicy, szokujących w treści ofertach prostytutek zamieszczanych
w dziale ogłoszeń prawicowego dziennika „ABC", a sąsiadujących z podzięko­
waniami dla świętych za wysłuchane modlitwy. Najistotniejszym wszakże ele­
mentem obserwowanej i „oswajanej" przeze mnie rzeczywistości wydała mi się
ostentacyjna konsumpcja. Z rzeczywistości kolejek, niedoboru i „wyrobów
czekoladopodobnych" przeniosłam się bowiem, do świata normalnych mechaniz­
mów ekonomicznych, półek sklepowych pełnych towarów o zróżnicowanej
jakości (a więc nie tylko dostępnych, ale też adresowanych do różnych grup
klientów), inwestowania w siebie jako najlepszej lokaty i działających telefonów.
Czy zatem owa „ostentacyjna konsumpcja", jako wyróżniająca cecha mych
gospodarzy, nie wzięła się z nieżyczliwości mego spojrzenia na nich? Oceniając
sprawę z perspektywy czasu przypuszczam, że gdybym nie była wówczas
przybyszem z tego, a nie innego miejsca na ziemi mogłabym nie zwrócić uwagi
na pewne formy zachowań ludzi, wśród których znalazłam się, czy może raczej
nie zobaczyłabym ich w taki sposób.
Pierwsze spostrzeżenie dotyczyło konsumpcji najoczywistszej - jedzenia. Każ­
da społeczność wypracowuje własne formy zachowań w trakcie posiłku, określa
wśród nich wymagane, dozwolone i naganne. Kultura stołu hiszpańskiego różni
się od naszej, a przez lata jej cechą najbardziej charakterystyczną był niedostatek
skryty pod maską pozorów obfitości. W Hiszpanii - jaką zobaczyłam w roku 1989
- niejednokrotnie miałam okazję podziwiać małe etiudy aktorskie odgiywane pod
koniec posiłku, wprost niezwykle klarowne w swej wymowie, a wyrażające prze­
syt, niezdolność spożycia choćby jednego jeszcze kęsa. Że jest to swojego rodzaju
„scenariusz", przy tym głęboko zakorzeniony w tradycji, uświadomiła mi lektura
Hiszpańskich czarów Michaela del Castillo (1989). Jednym z naj sugestywniej szych
zawartych w niej obrazów jest opis placu Zocodover w Toledo i przechadzających
się po nim, w porze wieczornego paseo, wychudzonych biedą hidalgów, każdy
z wykałaczką w zębach, by dowieść obfitości spożytego posiłku.
Spostrzeżenie drugie odnosiło się do konsumpcji w sensie nabywania i gro­
madzenia dóbr: prawdziwego szału zakupów. Zakupów obfitych, prawie nie­
skrępowanych (a przynajmniej takimi wydawały mi się one wówczas), zakupów
będących stylem życia, sposobem spędzania czasu, formą życia rodzinnego
i towarzyskiego. Mój pobyt w Hiszpanii przypadł na okres obejmujący święta
Bożego Narodzenia i Nowy Rok, jeden z najkorzystniejszych dla handlowców,

�102

JOLANTA K O W A L S K A

zatem i obserwowane przeze mnie zachowania kupujących były niewątpliwie
wyrazistsze niż te, które miałabym okazję widzieć w innej porze. W wielopiętro­
wych, wielobranżowych centrach handlowych sieci El Corte Ingles i Galenas
Preciados spędzano całe godziny przedświątecznych weekendów, przebierając
wśród nagromadzonych tam dóbr, robiąc przerwę na kawę czy posiłek w jed­
nym z licznych barków, po czym wracano do zajęcia, które nazwałam wówczas
c e l e b r o w a n i e m m o ż l i w o ś c i . W owej wycieczce do „krainy cudów"
najważniejsza była bowiem, znana już nam obecnie, przyjemność, na którą
składają się: rozpatrywanie ofert, przyzwolenie na bycie kuszonym, smakowanie
pozycji osoby, o której względy i uwagę (a w istocie pieniądze) zabiega się wszel­
kimi sposobami, możność odmowy/akceptacji, a wreszcie perspektywa po­
wtarzalności tego doświadczenia. W następstwie nabycia dóbr zaś - możliwość
upublicznienia faktu ich posiadania.
Trzecią dziedziną konsumpcji, nie od razu dostrzegalną dla przybysza z Polski,
był obieg informacji szczególnego rodzaju. „Istnieje tu rodzaj czasopism - zano­
towałam w dzienniku - u nas zupełnie nieznanych, relacjonujących wydarzenia
i kolportujących ploteczki z życia tzw. towarzystwa [...] Tu księżna X wizytuje
ośrodek dla pań i degustuje przygotowane potrawy, ówdzie baronessa Y urządza
balik dziecięcy. Tu się rozwodzą, tam bawią, gdzie indziej uświetniają. Gwiazdka
telewizji tuli do serca nowo narodzone dziecię i opowiada jak odzyskała idealną
figurę. Denis Rusos we wnętrzach swego domu z najnowszą żoną, a obok zdjęcie
księcia Alberta Monaco z flamą, wykonane teleobiektywem, bo w reprodukcji
wielkość ziarna upodabnia je do obrazu puentylistów" (Zeszyt: Hiszpania 1989).
Do tejże kategorii zaliczyłam świat plotkarskich magazynów, audycji szokują­
cych sensacją i uśrednionej rozrywki, kreowany przez telewizję, jakkolwiek moje
pole obserwacji było w tym przypadku dość okrojone.
Doświadczenia i obserwacje wyniesione z Hiszpanii, czynione niejako na
marginesie zasadniczego nurtu prowadzonych tam przeze mnie prac, rozbudziły
moją ciekawość mechanizmami, które mają wpływ na kulturę społeczeństw sta­
wianych w obliczu gwałtownej zmiany statusu, tworzącymi się wówczas nowy­
mi formami obyczajowości i miejscem/rolą form obowiązujących przed zmianą.
Przedstawione tu me spostrzeżenia nie od razu znalazły ekwiwalent w systema­
tycznej obserwacji rodzaju i kierunku zmian zachodzących w Polsce. Długi czas
ograniczałam się do konstatacji, iż zmiany te mają miejsce i wychwytywania ich
podobieństwa do zaobserwowanych w Hiszpanii. Moment, w którym uświado­
miłam sobie, iż oto stało się stanowiła rozmowa na temat nowych form obycza­
jowości, jaką przeprowadziłam w roku 1998 z kolegami z Instytutu Etnologii
Węgierskiej Akademii Nauk - Zsuzsaną Tátrai, Piroską Szabó i Janosem Báli.
Pierwsza z grona wymienionych specjalizuje się w badaniu obrzędów rodzin­
nych, zwłaszcza ich form tradycyjnych, kultywowanych współcześnie w mieście,
podobnie jak form nowych, obserwowanych w tymże środowisku. Konstatuje m.in.
coraz wyraźniej dający o sobie znać przerost formy owych obrzędów nad treścią,
tendencję do rosnącej ich wystawności i „amerykanizację", znajdującą wyraz
w przenoszeniu kalek z seriali, bądź rodzinnych filmów klasy В rozpowszechnia-

�N O W Y OPIS O B Y C Z A J Ó W

103

nych w telewizji. Stwierdza także coraz większą popularność świąt „importowa­
nych" z kultury angloamerykańskiej (np. walentynek) oraz nowych form obycza­
jowości (np. organizowania urodzin dzieci w McDonaldzie). Dzięki współpracy
z badaczami czeskimi i słowackimi dr Tátrai dysponuje danymi umożliwiającymi
porównywanie interesujących j ą zjawisk i procesów rejestrowanych na Węgrzech
z obserwowanymi w obu wymienionych krajach. W rozmowie naszej posłużyła
się przykładem swoistego rytuału towarzyszącego zakończeniu służby wojskowej,
z biegiem czasu przybierającego coraz bardziej rozbudowaną formę.
Piroska Szabó zwróciła uwagę na awans supermarketów do roli nowych
ośrodków życia towarzyskiego, stanowiących swojego rodzaju enklawy oferują­
ce klientowi wszelkie możliwe rodzaje dóbr konsumpcyjnych pod jednym da­
chem, wraz z obsługą bankową, ofertą rozrywki barami i restauracjami. Znacz­
nemu ograniczeniu ulegają natomiast dawniejsze, bardziej ekskluzywne formy
życia towarzyskiego, łączące ludzi o wspólnych zainteresowaniach. Spotkania
w kawiarniach i cukierniach, z których liczne miały do niedawna swoją stałą
klientelę decydującą o jej kolorycie, są coraz większą rzadkością. W opinii
dr Szabó dzieje się tak w wyniku pauperyzacji środowisk inteligenckich, zwłasz­
cza osób starszego pokolenia (dodała, iż część z nich przeniosła się do barów
sieci McDonalda ) przy jednoczesnym wzroście zamożności ludzi nowych.
Janos Báli bada ideologię narodową w poglądach kibiców reprezentacji pił­
karskiej. Ostro rozgraniczony świat „swoich" i „obcych", drużyna piłkarska, jako
swojego rodzaju depozytariusz i obrońca honoru nacji, honoru, dodajmy, iden­
tyfikowanego z wygraną - to elementy zjawiska towarzyszącego rozgrywkom
piłkarskim na całym świecie. W krajach postkomunistycznych, jakkolwiek sto­
sunkowo nowe, przybiera ono niekiedy formy ekstremalne. Analiza tego zjawiska
powinna przynieść ważne informacje na temat „podskórnych" procesów frustra­
cji dotykających niemałą część społeczeństwa.
Spotkania takie jak relacjonowane, ze względu na ograniczenia czasowe, siłą
rzeczy zmuszają ich uczestników do pozostania na dość ogólnym poziomie wy­
miany doświadczeń. Jednakże ich waga zawiera się nie tyle w szczegółowości
i precyzji ustaleń, ile w uchwyceniu głównych cech zjawisk, kierunków toczą­
cych się procesów, niekiedy w samym ich nazwaniu.
2

III
Od blisko piętnastu lat jesteśmy zatem świadkami gwałtownej transformacji
form współżycia, a nieporównanie dłużej zmian obowiązujących zasad i przekształ­
ceń podstawowego kanonu etyki (zob. Janion 1980, 1989, 2000; Szyszkowska
1998, 2004; Zadrożyńska 2001). Rzeczywistość lat osiemdziesiątych nie sprzyjała
2

R z e c z y w i ś c i e , sama m i a ł a m okazją w i d y w a ć w s p a n i a ł ą p a r ę r e z y d u j ą c ą w lokalu w p o b l i ż u

Vaci. M i e l i swoje stałe miejsca, m o ż n a b y ł o z a s t a ć ich tam codziennie w porze p o p o ł u d n i o w e j ,
s i e d z ą c y c h nad s a m o t n ą k a w ą w p a p i e r o w y m k u b k u , c z y t a j ą c y c h p r a s ę i p r z y j m u j ą c y c h o d w i e ­
d z i n y znajomych i p r z y j a c i ó ł .

�104

JOLANTA K O W A L S K A

rozleglejszym kontaktom ani przepływowi informacji, toteż z chwilą rozluźnie­
nia, a z czasem zniesienia ograniczeń w tych dziedzinach, staliśmy się uczestni­
kami zmian oszałamiających tempem i trudnych nie tylko do zaakceptowania,
ale nawet percepcji dla niemałej części społeczeństwa. Myślę tu przede wszyst­
kim o rewolucji informatycznej ze wszystkimi jej konsekwencjami w sferze oby­
czajowości, zwłaszcza w odniesieniu do sposobów i form komunikowania się.
Z drugiej strony zaś, o potężnym imporcie nowych wzorów zachowań i treści
nieznanych na gruncie naszej kultury, przy tym niejednokrotnie sprzecznych z nią.
Gdyby pokusić się o próbę zawarcia w jednym zdaniu, co - z punktu widze­
nia pojedynczego człowieka - przyniosły zmiany zapoczątkowane w 1989 roku,
sfomiułowałabym je następująco: otworzyły one przed każdym z nas możliwości
- wyboru, decydowania o sobie i posiadania. „Najweselszy barak obozu" szybko
sprawił sobie największy bazar w Europie sytuując go, bez mała ironicznie, na
stadionie X-lecia, i wzrost gospodarczy przewyższający ten, który charakteryzo­
wał azjatyckie tygrysy. Zrazem jednak naszym życiem zaczęły rządzić nieznane
dotychczas reguły rynku oraz konieczności, wśród których nie najmniej ważną
okazała się konieczność podejmowania samodzielnych decyzji i ponoszenia ich
konsekwencji. Uwolnienie środków przekazu spod opiekuńczych skrzydeł cen­
zury przyniosło w efekcie zwiększenie zasobu wiadomości znajdujących się
w obiegu i zasadniczą zmianę proporcji serwisów informacyjnych, z czym nie
wszyscy potrafią sobie poradzić . Obok zmian ocenianych jako korzystne, miały
i mają nadal miejsce takie, które całkowicie zmieniły status dużych grup, przy­
nosząc w rezultacie ogromną ich frustrację i napięcia w kontaktach z innymi,
zyskującymi prestiż. Bezrobocie i konkurencja o miejsce pracy stały się elemen­
tem naszego życia, podobnie jak bezpardonowe i nieeleganckie walki ugrupowań
politycznych toczone na oczach, a zarazem niejako ponad głowami, wyborców.
Wszystko to, i wiele innych czynników przyczynia się do ucieczkowych reakcji,
nazywanych dawniej (tj. w czasach, gdy paszporty nie były przechowywane
w szufladach naszych biurek tylko w sejfie Urzędu Bezpieczeństwa) emigracją
wewnętrzną, obecnie - jak sądzę - nie zasługujących na tę nazwę o precyzyjnej
konotacji, definiującej sytuację intelektualisty, któremu odmówiono wydania
paszportu. Drogi owych współczesnych ucieczek prowadzą w stronę nisz za­
pewniających poczucie bezpieczeństwa - od małej stabilizacji po apatię.
Z drugiej strony kształtują się zarówno elity, jak i klasa średnia, poszerza się
środowisko ludzi bardzo majętnych, korzystających w pełni z możliwości, jakie
daje im stan posiadania i dopracowujących się stopniowo swoich własnych
wzorów konsumpcji . Podczas konferencji Societě Internationale d'Ethnologie
3

4

5

3

Jeszcze podczas p o b y t u w Budapeszcie w grudniu 1998 r. w i d z i a ł a m f i g u r u j ą c y nad w e j ś ­

c i e m do metra przy M o s z k v a tér napis w j ę z y k u p o l s k i m (co prawda, bardzo j u ż zniszczony
i nieaktualny) i n f o r m u j ą c y o zakazie handlu. W p a ź d z i e r n i k u 1989 г., kiedy t a k ż e b y ł a m w Buda­
peszcie, zakaz ten b y ł j a k najbardziej na czasie.
4

Badania percepcji informacji podawanych do publicznej w i a d o m o ś c i w g ł ó w n y m w y d a n i u

„ W i a d o m o ś c i " pierwszego programu t e l e w i z j i , przeprowadzone przez Pentor d o w i o d ł y , iż d u ż y
procent w i d z ó w nie rozumie sensu kierowanego do siebie przekazu.

�N O W Y OPIS O B Y C Z A J Ó W

105

et de Folklore w 2001 roku, w Budapeszcie pani Monika Baer z Uniwersytetu
Wrocławskiego, w referacie „7b Feel European at Last... " Discourses and Prac­
tices of Consumption among Polish Middle-Class Women przedstawiła niezmier­
nie ciekawe wyniki własnych badań poświęconych przedstawicielkom polskiej
klasy średniej, skonfrontowanych z treścią pamiętników nadsyłanych na coroczny
konkurs „Miesiąc z życia kobiety", organizowany przez redakcję „Twojego
Stylu". Badaczka skonstatowała charakterystyczną zmianę priorytetów badanych
kobiet, różniących się zasadniczo od wpisanych w stereotyp „Matki Polki".
Wysunęła przy tym supozycję, iż ów stereotyp w istocie nie był nigdy przez
kobiety w pełni akceptowany. Stanowił raczej narzędzie manipulacji, był rolą
idealną, a nie obrazem rzeczywistego stanu rzeczy.
Zastanówmy się teraz, w jakim „krajobrazie" znajduje się badacz śledzący
przemiany obyczaju i obserwowane przezeń społeczeństwo. W dziele Ortegi
y Gasseta, z którego pochodzi motto mego artykułu, znajdujemy następujący
passus: „świat, który zrodził współczesne masy, ma zupełnie nowe, nieznane
dotąd oblicze. Podczas gdy w przeszłości dla zwyczajnego człowieka życie było
jednym pasmem trudności, niebezpieczeństw, niedostatków, ograniczeń i uzależ­
nienia, to ten nowy świat wydaje się obszarem praktycznie nieograniczonych
możliwości, obszarem bezpiecznym, gdzie nikt nie jest uzależniony od nikogo
[...] Żyć to nie być ograniczonym przez cokolwiek; to swobodnie puścić wodze
swoim chęciom i skłonnościom. Nic praktycznie biorąc nie jest niemożliwe, nic
nie jest niebezpieczne i nikt nie jest z zasady nadrzędny w stosunku do nikogo"
(1982, s. 66-67). Myśl tu zawarta, w zastosowaniu do współczesnej naszej sytua­
cji wydaje się zasadniczo słuszna z jednym wszakże zastrzeżeniem. Oto nie je­
stem przekonana, czy rzeczywiście ów nowy świat jest w odczuciu jego miesz­
kańców miejscem tak bezpiecznym, jak sugeruje to Ortega y Gasset, nawet jeśli
uwzględnimy ponad siedemdziesięcioletni dystans dzielący datę pierwszego
wydania Buntu mas od chwili, w której piszę te słowa. Powiedziałabym, iż prze­
ciwnie, świat stechnicyzowany (bo jego dotyczy określenie „nowy świat") jest
być może łatwiejszy w użyciu, ale miejsce dawnych lęków zajęły nowe, nie mniej
przerażające. Z katalogu naszych najnowszych doświadczeń wymieńmy chociaż­
by terroryzm, problem odrzucenia i bezużyteczności, z którym borykają się bez­
robotni, zaś z tych, które dopiero rysują się przed nami - problem wyważenia
(bez szkód dla tożsamości i integralności jednostki) pomiędzy rzeczywistością
naszego świata a multiplikowanymi rzeczywistościami wirtualnymi.
Niezmiernie trafne, także w zastosowaniu do - jak to określiłam - krajobrazu,
w którym się znajdujemy - wydaje mi się natomiast inne stwierdzenie Ortegi
у Gasseta: „Dla chwili obecnej charakterystyczne jest to, że umysły przeciętne
i banalne, wiedząc o swej przeciętności i banalności, mają czelność domagać się
prawa do bycia przeciętnymi i banalnymi i do n a r z u c e n i a t y c h c e c h
5

W ostatnich latach Polska stała s i ę atrakcyjnym r y n k i e m zbytu a r t y k u ł ó w l u k s u s o w y c h ,

z w ł a s z c z a n a l e ż ą c y c h do kategorii s y m b o l i statusu i z a m o ż n o ś c i - z e g a r k ó w , piór, w y r o b ó w
s k ó r z a n y c h i o d z i e ż y o d p o w i e d n i c h marek.

�106

JOLANTA K O W A L S K A

w s z y s t k i m i n n y m " (1982, s. 13, podkr. J.K.). Chcę być dobrze zrozu­
miana - przywołując tę myśl filozofa nie twierdzę bynajmniej, że demokraty­
zacja naszego życia jest zjawiskiem niekorzystnym. Wyrażam natomiast obawę,
iż częścią ceny, jaką trzeba za nią zapłacić jest - wierzę, że przejściowy - okres,
w którym w naszym życiu dominować będą, i dominują, owe: banalność i prze­
ciętność pop kultury.
IV
Przed ponad półtora wiekiem, w latach 1840-1841, ukazało się pierwsze,
niestety niepełne, bo okaleczone przez wydawców, wydanie Opisu obyczajów
i zwyczajów za panowania Augusta III Jędrzeja Kitowicza. Dopiero w roku 1951
do rąk czytelników trafił pełny tekst tego dzieła, już pod krótszym tytułem Opis
obyczajów za panowania Augusta III, opracowany przez profesora Romana
Pollaka . Kitowicz, świadek ale przede wszystkim uczestnik swoich czasów, dłu­
goletni sekretarz Michała Lipskiego, opata benedyktynów lubińskich, konfederat
barski, a od 1781 r. proboszcz rzeczycki, przez lata rejestrował ważne wydarze­
nia, w których uczestniczył. Rozpoczętego w roku 1743 porządkowania ich
w dwóch dziełach: Pamiętnikach, czyli Historii polskiej i Opisie obyczajów... nie
dokończył, zmarł w roku 1804. Tekst interesującej tu nas, drugiej z prac, urywa
się na rozdziale poświęconym obyczajom chłopskim.
Opis obyczajów... to szczególny dokument życia w Polsce tuż przed katastrofą
rozbiorów. Jego lektura „tumani, śmieszy, przestrasza", ale też stanowi nieoce­
nione źródło wiedzy o nas samych. Zawarte w nim informacje wykorzystywali
zarówno pisarze (m.in. Henryk Sienkiewicz i Józef Ignacy Kraszewski), jak i ba­
dacze - historycy, literaturoznawcy i kulturoznawcy. W końcu ubiegłego wieku
wybrane wątki dzieła posłużyły Mikołajowi Grabowskiemu do wyreżyserowania
w krakowskim Teatrze Stu spektaklu , który stał się wydarzeniem kulturalnym
i obyczajowym, zwłaszcza że klimat ówczesnych lat sprzyjał autorefleksji, nawet
tej gorzkiej. Odbierano go jako bolesny „Polaków portret własny" , którego naj­
istotniejsze rysy, pomimo upływu czasu, nie ulegają zasadniczym zmianom.
Kiedy zastanawiałam się, w jaki sposób oddać w jednym zdaniu tytułu tema­
tykę podjętych obecnie badań, formuła „Nowy «Opis obyczajów»" wydała mi
się najbardziej nośna i oczywista. Zapożyczam jednak od zacnego proboszcza
jedynie ową formułę i baczność obserwacji, zaś tym co łączy jego i moje wysiłki
jest próba opisu ludzkich zachowań w epoce „niżu cywilizacyjnego". To ostatnie
określenie, w moim przekonaniu wyjątkowo trafne, pojawia się na stronach
6

7

8

6

P o s ł u g u j ę się o s t a t n i ą e d y c j ą dzieła K i t o w i c z a , z roku 2003, w y d a n ą w serii „ S k a r b y B i b l i o ­

teki N a r o d o w e j " .
7

Spektakl ten n o s i ł tytuł: „ O p i s o b y c z a j ó w , c z y l i j a k zwyczajnie w s z ę d z i e się miesza złe do

dobrego". R e ż y s e r w y k o r z y s t a ł w n i m fragmenty obu w s p o m n i a n y c h w y ż e j d z i e ł K i t o w i c z a . Pre­
miera o d b y ł a s i ę w r o k u
8

1990.

W r o k u 1979, w k r a k o w s k i m M u z e u m N a r o d o w y m , m i a ł a miejsce w y s t a w a o t y m tytule,

przygotowana przez prof. M a r k a Rostworowskiego.

�N O W Y OPIS O B Y C Z A J Ó W

107

innego jeszcze dokumentu swoich czasów, Dziennika 1954 Leopolda Tyrmanda
(1980, s. 134) . Dociekliwy czytelnik, zwłaszcza ceniący sobie egzegezę w kate­
goriach historycznych, mógłby w tym miejscu wyrazić wątpliwość czy słusznie
stawiam obok siebie prace tak różne - dzieło poświęcone obyczajowości czasów
saskich, sportretowanej przez człowieka biorącego żywy udział w życiu swej
epoki, wycinek świata połowy X X wieku, jakim widział go głęboko sfrustro­
wany, pozbawiony możliwości publikowania pisarz i czasy nam współczesne,
stanowiące przedmiot moich zainteresowań. Odpowiem na to, iż nie jest moim
celem ich porównywanie. Konstatuję jedynie, że cechą wspólną dwóch pierw­
szych są okoliczności ich powstania w czasach, gdy kultura wysoka traciła na
znaczeniu, na korzyść - w pierwszym przypadku kultury niskiej, w drugim
- przycinanej nożycami socrealizmu do wymagań materializmu historycznego.
Co do czasów obecnych nie będę pierwszą z grona badaczy kultury mówiącą
ojej współczesnej pauperyzacji, jakkolwiek jestem jak najdalsza od widzenia jej
obrazu w jednoznacznie ciemnych barwach (zob. Kowalska 2003).
Wraz z wystąpieniem w naszym kraju wspomnianych przemian cywilizacyj­
nych pojawiły się też pierwsze sygnały zainteresowania nimi badaczy i pierwsze
na nie reakcje. Oto, przed ponad dziesięciu laty profesor Maria Janion postawiła
tezę, iż mamy do czynienia ze zmierzchem paradygmatu romantycznego w kul­
turze polskiej. Jaką wagę ma podobna opinia padająca z ust tej właśnie uczonej
wiedzą wszyscy czytelnicy jej książek i uczestnicy jej seminariów. Jerzy Jedlicki
formułuje to następująco: „W książkach Marii Janion - a czytam je chciwie od
pół wieku - uderza mnie za każdym razem jakże rzadka dzisiaj powaga, z jaką
traktuje ona swoją misję nauczycielską, powaga zaświadczana także jej pracą
pedagogiczną [...] Misja zaś dotyczy ni mniej ni więcej, jak tylko nauki świado­
mego przeżywania historii - tej dziejącej się wokół nas i z naszym udziałem,
doświadczonej i zapamiętanej osobiście, oraz tej, którą dziedziczymy jako opo­
wieść i której jednym z dokumentów jest literatura. Masz wiedzieć, co przeżyłeś
i masz rozumieć, co otrzymałeś w spuściźnie po ojcach, chcianej czy niechcia­
nej, bo nie starać się wiedzieć i rozumieć oznacza zbrodnię bezmyślności, du­
chową pustkę, dobrowolne sieroctwo" (Jedlicki 2001, s. 1).
W roku 2000 Maria Janion opublikowała kolejny zbiór esejów - Do Europy
tak, ale razem z naszymi umarłymi - odebrany przez część krytyki literackiej
jako wyraz zaprzeczenia diagnozie o zmierzchu romantycznego paradygmatu.
Nie wszyscy jednak widzą to podobnie. Cytowany wyżej Jedlicki przypisuje
uczonej intencje bardziej wyrafinowane, a zarazem racjonalne. - Z umarłymi,
a więc z tradycją, w całym, właściwym jej spektrum, mieszczącym zarówno ro­
mantyczną gorączkę, idealizm, jak i umiejętność trzeźwego, wręcz krytycznego
oglądu rzeczywistości i siebie samych.
9

9

„ N i ż c y w i l i z a c y j n y , w j a k i m ż y j e m y , ma tak s p l ą t a n e korzenie, ż e nie bardzo go sobie

u m i e m y w y j a ś n i ć " . W y p o w i e d ź ta z n a l a z ł a s i ę w dywagacjach Tyrmanda p o ś w i ę c o n y c h m a n i p u ­
l o w a n i u s e m a n t y k ą p o j ę ć , zacieraniu ich w ł a ś c i w y c h z n a c z e ń . Punktem w y j ś c i a , b y ł o bulwersu­
j ą c e autora Dziennika

1954, o k r e ś l a n i e w prasie a k t ó w bandytyzmu mianem c h u l i g a ń s t w a .

�108

JOLANTA K O W A L S K A

Obserwacja i analiza wszelkich procesów kulturowych wymaga czasu. Za­
pewne z tej przyczyny większa grupa prac poświęconych różnym aspektom
nowej rzeczywistości pojawiła się dopiero w ostatnich latach. W kręgu antro­
pologów kultury na szczególną uwagę zasługują Targowisko różności Anny
Zadrożyńskiej (2001) oraz Antropologia codzienności (2000) i Głosy tradycji
(2001) Rocha Sulimy. Autorka pierwszej z nich od dawna prowadziła badania
nad obyczajowością i procesami degradacji dotykającymi kulturę. Przed kilku
laty opublikowała artykuł poświęcony jednemu aspektów obyczajowości - zja­
wisku chamstwa (Zadrożyńska 1996). W Targowisku proponuje refleksję nad
współczesną kulturą i wizją świata, rozważa kulturowy sens seksualności, kwali­
fikacje i miejsce w kulturze starości i młodości, wraca do fenomenu chamstwa
rozpatrując go w kontekście brutalizacji życia. Pisze: „Targowisko to nie targ
czy jarmark. To nie tylko miejsce spotkania kupców, sprzedawców, sprzedaw­
czyków i klientów. Targowisko to pewna metaforyczna sytuacja kontaktów
między ludźmi, powiązań o zabarwieniu moralnym, emocjonalnym, estetycznym
[...] To także gra - emocjonująca, wabiąca, urzekająca. Czasami nawet gra o życie,
czasami - o śmierć" (Zadrożyńska 2001, s.).
W Antropologii codzienności Roch Sulima przedmiotem analizy uczynił
codzienność w takiej formie, jakiej doświadcza on sam. Deklaruje: „Pisze tę
książkę antropolog realnie w życiu, niekiedy nawet spacerowicz [...] a nie
badacz, który wkracza w teren z etnograficznym kwestionariuszem, z gotowym
projektem jego całości" (Sulima 2000). To ciekawe doświadczenie - rodzaj
pamiętnika czy też „dziennika obserwacji uczestniczącej" - przyniosło w efekcie
zbiór opowieści o ludziach i miejscach. O mitologii miejskich ogródków dział­
kowych i podmiejskich „daczowiskach", o „ludziach bazaru" i „ludziach super­
marketu", o ulicznych wspólnotach alkoholowych i szeregu innych zjawisk
widzianych z pozycji przechodnia zaopatrzonego wszakże w „szkiełko" antro­
pologa. Przyjęta przez autora formuła przypomina nieco dziennikarstwo Jacka
Snopkiewicza (zob. пр.: Snopkiewicz 1978), wczesne - z Buszu po polsku
- Ryszarda Kapuścińskiego (1962), czy Bizary Ewy Szumańskiej (1987).
Zapewne jest to jedna z dróg, którą pójdą antropologiczne badania nad kul­
turą współczesną. Dość wspomnieć o cenionym, nadawanym w 1 programie
telewizji, cyklu „Rozmów na koniec wieku", które z początkiem roku 2000 prze­
mianowane zostały na „Rozmowy na nowy wiek". Pokłosiem ich stała się edycja
trzech tomów rozmów o życiu, śmierci, Bogu i kulturze z twórcami i naukowca­
mi, ludźmi Kościoła i ludźmi „osobnymi", która autorom - parze dziennikarzy
Katarzynie Janowskiej i Piotrowi Mucharskiemu - przyniosła uznanie środowisk
intelektualnych (Janowska, Mucharski 1998-2000). Lektura tych tekstów
uświadamia, iż stanowiąc doskonały przykład literatury faktu są zarazem goto10

1 0

W l u t y m br. otrzymali n a g r o d ę imienia Dariusza Fikusa. N o m i n o w a n i b y l i do niej - w ł a ś ­

nie za w s p o m n i a n y c y k l - trzykrotnie.

Janowska jest a b s o l w e n t k ą p o l o n i s t y k i

Uniwersytetu

J a g i e l l o ń s k i e g o , publikuje w „ P o l i t y c e " i „ T y g o d n i k u Powszechnym". M u c h a r s k i - teatrolog
i filmoznawca, z w i ą z a n y jest z „ T y g o d n i k i e m Powszechnym".

�N O W Y OPIS O B Y C Z A J Ó W

109

wym, materiałem umożliwiającym operowanie nim zarówno filozofowi kultury,
jak historykowi, literaturoznawcy i antropologowi.
Spośród prac poświęconych transformacji kultury w ostatnim piętnastoleciu,
oraz związanym z nią zmianom obyczajowości, chciałabym wymienić tu jeszcze
cztery publikacje - Małgorzaty Szpakowskiej Chcieć i mieć. Samówiedza
obyczajowa w Polsce czasu przemian (2003), zawierającą analizę przemian,
jakie zaszły w obyczajowości i świadomości Polaków od zakończenia I I wojny
światowej do współczesności, Marka Ziółkowskiego Przemiany interesów i war­
tości społeczeństwa polskiego: teorie, tendencje, interpretacje (2000), pracę
zbiorową pod redakcją Tadeusza Zastępy Internet: fenomen społeczeństwa infor­
matycznego (2001), stanowiącą przykład ujęcia zagadnień najnowszych, opisu
zjawisk obserwowanych tu i teraz, oraz budzący kontrowersje jednych i entu­
zjastycznie chwalony przez drugich zbiór felietonów psychologa Bartłomieja
Dobroczyńskiego poświęconych popkulturze (2004).
V
„Nowy wiek zacznie się w Nowym Jorku" - to nagłówek jednego z „gazeto­
wych" horoskopów na przełom wieków, drukowanych licznie w kolorowej pra­
sie. Horoskopy, wróżby, uciekanie się do przepowiedni - nie są to zjawiska nowe,
jednak w ostatnich latach coraz lepiej zadomowione w naszej codzienności.
Koniec tysiąclecia budził niemałe emocje, stąd zapewne zapotrzebowanie na
podobne publikacje. Charakterystyczne - mówiono raczej o końcu millenium
dobiegającego swego czasu, niż o początku - mającego się rozpocząć. Popu­
larność horoskopów jest jednakże elementem większej całości - zainteresowań
ezoteryką, alternatywnymi metodami leczenia, technikami relaksacyjnymi, a da­
lej poszukiwaniami nowych form duchowości itp. Jak widzimy, zaczynając od
sprawy na pozór drobnej, błahej, klasyfikując elementy jej kontekstu i zjawiska
pokrewne, dotykamy zagadnień, z których każde mogłoby stać się przedmiotem
długoletnich studiów.
Złożona tkanka elementów nowych i dawnych, ich wzajemnych powiązań
zmusza do określenia zagadnień, na których koncentruję swoje prace, a które
wydają się szczególnie warte uwagi. Opracowania poświęcone obyczajowości
uwzględniały zazwyczaj dwie jej sceny: publiczną i prywatną, związek poszcze­
gólnych jej form ze świętami kalendarzowymi i rodzinnymi, etykietę zachowań
właściwych ze względu na płeć, wiek, pozycję społeczną i stanowisko. Nie chcia­
łabym powielać tego schematu w jego utartej formie, jakkolwiek w propono­
wanym przeze mnie ujęciu pragnęłabym przedstawić możliwie najpełniejszy
opis współczesnej obyczajowości, widzianej przez pryzmat właściwych jej form
i kodów. Wyodrębniłam zatem, na obecnym etapie prac, trzy grupy zagadnień,
nie wykluczając wszakże, wskazania kolejnych w miarę postępu badań.
Grupę pierwszą, rysującą się jako najobszerniejsza, określiłam jako „teatr za­
chowań codziennych", widząc tu miejsce dla takich m.in. tematów jak: zachowa­
nia potoczne, dziejące się pomiędzy domem i miejscem pracy, w domu i miejscu

�110

JOLANTA K O W A L S K A

pracy, relacje pomiędzy domownikami i współpracownikami, sposoby i formy
autoprezentacji, odgrywane role i noszone maski. Interesowałoby mnie także
to wszystko, co dzieje się „pomiędzy", w drodze, swoista etykieta środków
komunikacji, klimaty krótkotrwałych wspólnot ludzi złączonych na kilka czy
kilkanaście przystanków podróżą w jednym autobusie czy wagoniku metra.
Druga grupa zagadnień objęłaby nowe formy „rozmowy" zawierające się pomię­
dzy anonimatem a skrajnym ekshibicjonizmem, oraz odmową komunikowania
się i narzucaniem go. Myślę tu między innymi o wszelkich formach talk-show,
telewizji interaktywnej, wraz z fenomenem Wielkiego Brata, i reality-show.
W grupie trzeciej chciałabym skoncentrować się na nowych postaciach rze­
czywistości, myśląc tu przede wszystkim o rzeczywistości wirtualnej i wpływie
istnienia owego konstruktu na obyczaje po tej stronie ekranu komputera.
*

*

*

Obfitość zagadnień należących do interesującego mnie wycinka współcze­
snej rzeczywistości jest porażająca. Wszelka próba opisu pełnego spektrum ludz­
kich zachowań i obyczajów byłaby uzurpacją i - jak zastrzegłam - nie jest to
moim celem. Jednak, w kolejnych pracach, będę starała się zawrzeć propozycję
oglądu i interpretacji tych zjawisk okiem etnologa, a zarazem ich uczestnika.
Ryszard Kapuściński, w poświęconym mu filmie biograficznym, sformułował
niezmiennie cenną wskazówkę dla wszystkich, którzy starają się uchwycić obraz
doświadczanej przez nich samych rzeczywistości. Stwierdził on, iż w zasadzie
wszystko zostało już napisane i jedynym walorem kolejnej książki jest to, że
zawiera ona doświadczenie piszącego ją człowieka.

LITERATURA

В o r g e s J.L.

1977, Pochwala

cienia,

Centlivres

R, H a i n a r d

J. (red.), 1986, Les rites du passage

gue de Neuchátel,

Warszawa.
aujourd

'hui, actes du

collo­

1981 (colloquie organise par L T n s t i t u t d ' E t h n o l o g i e de l ' U n i v e r s i t c

N e u c h á t e l , et le M u s é e d'ethnographie de la v i l l e de N e u c h á t e l ) , Lusanne.
Castillo

M., del,

1989, Hiszpańskie

С a t h e г a 1 E., 1990, Exploring
Clifford

J., M a r c u s

graphy,

G eertz
-

С,
К.

1973, The Interpretation

lysis,

and Politics

of

Ethno­

i inne stany, K r a k ó w .

of Identity.

Multiple

Voices in American

Ritual

Perfor­

of Culture,

The Anthropologist

N e w York.
as Author,

Stanford.

1998, Poza a n t r o p o l o g i ą . A n t r o p o l o g j a k o przedmiot przedstawienia dramatycz­

nego, Polska
Herskovits

The Poetics

Wesport-London.

1988, Works and Lives:

H a stru p

Culture:

В . 2004, III Rzesza popkultury

R R. (red.), 1993, Celebrations
mance,

Wayland.

G. (red.), 1986, Writing

Berkeley.

Dobroczyński
Frese

czary, Warszawa.

ourselves,

Sztuka Ludowa.

Konteksty,

M . J., H e r s k o v i t s

Evanston.

R. 52, nr 2(241), s. 2 0 - 2 8 .

F. S., 1958, Dahomey an Narrative.

A Cross-cultural

Ana­

�111

N O W Y OPIS O B Y C Z A J Ó W

Jan ion

M . , 1980, Odnawianie

znaczeń,

Kraków.

-

1989, Wobec zła, C h o t o m ó w .

-

2000, Do Europy tak, ale z naszymi

Janowska
-

K., M u c h a r s k i

2 0 0 1 , Rozmowy

Jedlicki

umarłymi,

Warszawa

P. 1998-2000, Rozmowy

na koniec wieku, t. 1-3, K r a k ó w .

na nowy wiek, K r a k ó w .

J. 2 0 0 1 , G u s ł a M a r i i Janion, Nowa ResPublica,

Kapuściński

R., 1962, Busz po polsku,

К i t o w i с z J. 2003, Opis obyczajów

maj 2 0 0 1 , s. 1-3.

Warszawa.

za panowania

Augusta

III ( w s t ę p e m o p a t r z y ł M . Dernalo-

w i c z ) , Warszawa ( I w y d . W r o c ł a w 1951).
Kowalska

J.

1999, O b r z ę d y p r z e j ś c i a w r z e c z y w i s t o ś c i k o ń c a X X w i e k u . Wprowadzenie,

Etnografia
-

Polska,

t. 43, z. 1-2, s. 2 1 - 3 2 .

2003, Czy potrzebne s ą nam o b r z ę d y p r z e j ś c i a ? [ w : ] J. K o w a l s k a , S. S z y n k i e w i c z ,
R. T o m i c k i (red.) Czas zmiany, czas trwania. Studia etnologiczne,

Ortega

y

Gas set

Snopkiewicz
Sulima
-

J. 1982, Bunt mas i inne pisma socjologiczne,

J. 1978, Człowiek

R. 2000, Antropologia
2 0 0 1 , Glosy tradycji,

Szumańska
Stephens

w bramie,

codzienności,

Warszawa, s. 381-390.

Warszawa.

Warszawa.
Kraków.

Warszawa.

E. 1987, Bizary,

Kraków.

G. 1999, Rap och interkulturell dialog, [ w : ] T h . Johansson, O.Sernhede, M . T r o n d -

man (eds.) Samtidskultur.
Stocking

Karaoke,

G. (red.), 1983, Observers

Szpakowska

M . 2003, Chcieć

karnevaler
Observed:

i mieć.

och kulturella

Essays

Samowiedza

koder, F a l u m , s. 2 0 4 - 2 2 6 .

on Ethnographic
obyczajowa

Fieldwork,

w Polsce

Madison.

czasu

przemian,

Warszawa
Szyszkowska

M . 1998, Twórcze

Szyszkowska

M . (red.), 2004, O braku wolności

Tyrmand

L . 1980, Dziennik

Zadrożyńska
-

codzienności,

Warszawa.

światopoglądowej

w Polsce,

Warszawa.

1954, Warszawa.

A . 1996, K r ó t k i szkic o chamstwie, Etnografia

2 0 0 1 , Targowisko

Zastępa

niepokoje

różności,

Polska,

t. 40. z. 1-2. s. 19-28.

Warszawa.

T. (red.), 2 0 0 1 , Internet: fenomen s p o ł e c z e ń s t w a informatycznego, C z ę s t o c h o w a .

Ziółkowski
dencje,

M . 2000, Przemiany

interpretacje,

interesów

i wartości

społeczeństwa

polskiego:

teorie,

ten­

Poznań.

JOLANTA KOWALSKA
T H E N E W D E S C R I P T I O N OF C U S T O M S
Summary
Studying our o w n culture is one o f the more difficult research tasks undertaken by anthro­
pologists. I t is so easy to stray toward objectivism - apparent i n fact. We are i n danger o f falling
into platitudes, c l i c h é s and simplifications. I t is by no means easy to obtain a new, fresh, let's call
it innocent look. Is there any possibility o f sharpening and refining our perception? Fortunately
the answer to this question is: yes. This has been proved by a number o f studies published in the
1990ies. (see Cathedral 1990; C l i f f o r d , Marcus 1986; Frese 1993; Stephens 1999). They c o n f i r m
that ethnologists use the depth o f focus quite properly, recording and analyzing phenomena
" w i t h i n their reach", even w h e n they point their camera at themselves, as the amateur film-maker,
the m a i n character o f one o f the w e l l - k n o w n Polish films d i d (see Hastrup 1992; Stocking 1983).
In Poland for the last 15 years we have experienced rapid transformation o f the forms o f
interpersonal relationships and o f interactions. M a n y social norms and the basic canons o f ethics
have been changing for much longer (see Janion 1980, 1989, 2000; Szyszkowska 1998, 2oo4;
Z a d r o ż y ń s k a 2001). General p o l i t i c a l and social situation o f the 1980s a l l o w e d neither for

�112

JOLANTA KOWALSKA

extensive external contacts nor free now o f information. After the restrictions had been slackened
and later disappeared, we became i n v o l v e d into changes happening at b e w i l d e r i n g speed. For
a considerable part o f Polish society those changes were not only difficult to accept but also
hardly possible to perceive. Here I mean first o f all the information revolution and its effects for the
ways o f communicating. Besides, there was an enormous i m p o r t o f new cultural patterns, mean­
ings and messages not k n o w n w i t h i n Polish culture before, some o f them incompatible w i t h it.
i n t e r w o v e n fabric o f new and old elements, their interconnection make me distinguish issues
w h i c h , at this stage o f m y w o r k , seem w o r t h w h i l e . I have distinguished three groups o f them,
w h i c h doesn't mean there w o n ' t be any more w i t h the advancement o f m y research w o r k . The
first and largest group I refer to as "the theatre o f everyday behaviour". I t includes people's
everyday behaviour at home, at w o r k and between these t w o areas o f human activity. R e l a t i o n ­
ships among household groups. Relationships and interactions among workmates. Forms and ways
o f self- presentation, roles people play and masks they wear. Especially w o r t h studying are the
patterns and scenarios o f behaviour when people are somewhere "between", " o n their w a y " . That
means rules o f etiquette concerning interaction w h i l e travelling by public transport, the air o f
temporary communities o f passengers travelling together
The second category o f problems includes new forms o f "conversation" ranging from complete
a n o n y m i t y to extreme exhibitionism and from refusal o f c o m m u n i c a t i o n to i m p o s i n g oneself.
These forms o f communication include talk-shows and interactive T V programs, together w i t h
T V shows o f the " B i g Brother" and reality show type.
Problems o f new forms o f reality belong to the third group. Here I mean Virtual Reality and h o w
that construct has affected the customs and manners on the "real" side o f the computer screen.
Translated

by Anna

Kuczyńska

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6306" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6286">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/02baba2d246cedb2058d9054ac60f206.pdf</src>
        <authentication>e1e24d22b09e4d66a0ee5638d5128549</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75064">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3628</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75065">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75066">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3405</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75067">
                <text>O "Epitafium i siedmiu przestrzeniach" - rozmowa z Jackiem Sempolińskim / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75068">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.1, s.19-21</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75069">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75070">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75071">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75072">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75073">
                <text>prawe nogi, lub coś, co byłoby błędem z punklu widzenia medycyny czy jakiejś
innej sztuki (np. szewstwa - WM|, jego błąd nie dotyczy istoty sztuki
poetyckiej. (...) Mówi się: poeta popełnił błąd, ponieważ przedstawi! rzeczy
niemożliwe. Tymczasem jes! to dopuszczalne, jeśli dzięki temu osiągnie cel
właściwy sztuce (...). Mniejszy to przecież błąd. jeśli artysta nie wie. że sarna nie
ma rogów, niż jeśli ją przedstawi w sposób nienaśladowczy (czyli nieartystycz­
ny - przyp tłum). Jeśli z kolei stawia się poecie zarzut, że przedstawiona przez
niego rzeczywistość nie odpowiada prawdzie, można go odeprzeć w na­
stępujący sposób: być może przedstawił ją luką, jaka być powinna (idealną]
(1460b)'
Arystoteles daje więc artystom zupełnie inne możliwości niż
Platon. Tym. co według niego oni tworzą, nie są to prawda - same
rzeczy. Ale nie oznacza to deprecjacji dzieła sztuki. Pojawia się tu
bowiem relacja pośrednicząca: „jak-gdyby" *; dzięki niej artysta
uwalnia się od ciężaru, którego być może wcale nie chciał brać na
siebie.
Relacja ta. ..jak-gdyby" [comme-si). umożliwia rozpoczęcie ak­
tywnej penetracji w głąb rzeczywistości, bowiem jeżeli artystyczna
mimesis zawiera też mullws. to dzieło malarza, rzeźbiarza lub poety
jest nie tylko odbiciem (w X księdze Państwa pojawia się porównanie
obrazu do odbijającego tylko wyglądy lustra), ale także interpreta­
cją. Rzeczywistość, którą artysta naśladuje (mimesis), jest mu nie
tylko dana. ale i zadana.
Naśladownictwo w ujęciu Arystotelesa jest zatem zjawiskiem
złożonym. Ricocur wyróżnia w nim trzy aspekty, kolejne w stosunku
do siebie.
Mimesis I ma charakter paradygmatyczny: realne życie jest
wzorcem dla poezji. Jest to ten aspekt, który dostrzegał Platon.
Mimesis II (kluczowa dla całości aktu twórczego) jest syntagmatyczna: poezja jawi się tu jako aktywność konfiguracyjna,
porządkuje to. co w wymiarze życia jest przypadkiem. Związek
z realnością wynika z pośrednictwa struktury „jak-gdyby", struk­
tury o charakterze otwierającym.
Mimesis III jest konsekwencją mimesis II; jest to aspekt, który
włącza do sfery aktu twórczego odbiorcę: do tej sprawy jednak
wrócimy nieco dalej.
Sądzę, że te dwie koncepcje, platońska i aryslolelesowska (ta
druga poddana pewnej interpretacji), mogą być bardzo pomocne
w naszych próbach określenia mimesis jako podstawy zdarzenia
muzealnego.
Możemy zatem traktować zdarzenie to po plalońsku: jako
naśladowanie tego. co niegdyś istniało naprawdę, próbę zbliżenia się
do ideału, choć próbę zawsze mniej lub bardziej nieudaną. Po­
szczególne elementy stworzonej sytuacji muzealnej są wprawdzte
oryginalne, ale w całości jest ona tylko kopią. Jej wartość to stopień
podobieństwa do oryginału; w istocie liczy się tylko on. oryginał.
W tym ujęciu widza należy umieścić w kontekście oryginału,
przenieść w rzeczywistość minioną; kontekst aktualny, związany ze
światem widza, jest nieistotny, wręcz szkodliwy.
Inną stroną tak rozumianego muzeum jest jego inslruklażowość
i swoista depersonalizacja: zabytek, wystawa, jest zawsze przy­
kładem czegoś: tak mieszkano, tak lepiono garnki, takie robiono
wycinanki - przy czym użyta tu forma bezosobowa nie jest
przypadkiem. W gruncie rzeczy bowiem w takim muzeum nie jest
ważny len garnek, tu chata, ten twórca ludowy: to tylko przykłady.
Ich znaczenie polega wyłącznie na wskazywaniu wzorców, na
idealizacji. Zawsze można je zastąpić, jeden cep drugim, nawet
twórcę ludowego, bo ważna jest tylko cepowość i ludowość jako
pewna funkcja.
Należy zatem postawić pytanie, co się stanie, co nowego pojawi się
w sytuacji muzealnej, gdy w mimesis dostrzeżemy nie tylko działanie
paradygmatyczne mniej lub bardziej udolne kopiowanie wzorca,
lecz także syntagmatyczne, konfiguracyjne - nadające ład żywioło­
wi, czyli życiu przepełnionemu nieskończoną potencjaInością. Otóż
muzeum stanie się wtedy pr/estr/enią twórczą, przestrzenią aktyw­
nej penetracji rzeczywistości.
Owa nieunikniona sztuczność, odczuwana poprzednio jako boles­
na konieczność wszelkich przedsięwzięć muzealnych, teraz okazuje
się zaletą - jak w każdej zresztą sztuce, na przykład malarskiej albo

poetyckiej, z natury przecież sztucznej. W czynności naśladowczej;
nie próbujemy już przecież rywalizować z domniemaną, nieogar­
nioną sytuacją wzorcową, beznadziejnie rywalizować co do stopnia
realności. Pełnię i ciągłość życia zastępujemy cząstkowością i dys-,
krotnością naszej konfiguracji. Jest to zarazem rezygnacja z pretensji;
do quasi-magicznego przenoszenia się „tam", w tamten kontekst,
Nie zrywamy kontaktu z ,.tu", z horyzontem naszego życia
W zdarzeniu muzealnym ulega on jednak poszerzeniu, musi ot-|
worzyć się na obcy kontekst zjawiska, które napotkał. Jest to jedyny
sposób zachowania głęboko rozumianego autentyzmu całego przed­
sięwzięcia.
Na czym jednak polegu ten autentyzm? Otóż nie jest to już tylko
zgodność, adekwatność rekonstrukcji i oryginału (choć i te
aspektu pomijać nie można, bo przecież nie chodzi tu o jakieś
subiektywistyczne psychologizowanie); autentyzm, o którym mowa,
nabiera waloru symhaliczności. Oznacza to przede wszystkim od­
rzucenie złudzeń o jakimkolwiek bezpośrednim, prostym kontakcie
z odtworzoną rzeczywistością. Owa rzeczywistość zawsze jest skryta
poza symbolem. Symbol nie jest jednak pośrednikiem ograniczają­
cym nasze spojrzenie, przeciwnie: to środek, medium, wspierający
nasze zmysły, otwierający je. budzący. Bez niego tamten horyzont
rzeczywistości byłby dla nas w ogóle nieobecny.
Nasze otwarcie następuje nie mimo tego pośrednictwa, ale właśnie
dzięki niemu. Symbol nie dlatego wkracza w nasze poznanie, że
innych środków już nic mamy (jak z jedynym zachowanym zdjęciem
nieżyjącego lub nieobecnego człowieka); jest on niezbędny nawet
wtedy, gdy zdarzenie muzealne dotyczy czegoś, co ciągle istnieje
"Żadne trzewiki wieśniacze nie są prawdziwsze od tych z obrazu van
Gogha" - napisał pewien filozof komentujący słowa Heideggera
Ma rację Platon, że namalowanych butów nie da się założyć, że
szewc mógłby mieć do nich zastrzeżenia - zawierają one wymiar
fikcji; ale dzięki temu właśnie, dzięki zawieszeniu owego bezpośred­
niego odniesienia do rzeczywistości, możliwe jest otwarcie na innyjej
wymiar. Otwarcie to ma charakter symboliczny.
Autentyzm symboliczny to sformułowanie tylko pozornie para­
doksalne. W zdarzeniu muzealnym ma ono specjalne zastosowanie.
Tym bowiem, co wyróżnia prawdę symboliczną, jest jej dynamicz*
ność. ekstatyczność. Nie można bowiem o niej powiedzieć, że jest
(gotowa), ona jest odkrywana. Nic tkwi w dziele, lecz jest przez nił
wywoływana, ewokowana. by nie powiedzieć: prowokowana: wo
hec niego dopiero się ujawnia. Ma zatem charakter egzystencjalny,
bo z biernego „wystawiania" czyni „zdarzenie", a z widza - jegcf
uczestnika.
Taki jest właśnie sens naszej obecności w muzeum. Unikamy w ten
sposób naprawdę paradoksalnej sytuacji, gdy widz w muzeum jes
z jednej strony niewątpliwie niezbędny, z drugiej, wobec platoń­
skiego dążenia do prawdy o charakterze obiektywnym, zupełnie
niepotrzebny. Jeśli sytuacja muzealna rozumiana jest jako kopiowa­
nie rzeczywistości, widz jest tylko dodatkiem. On sam możj
wprawdzie odnieść w muzeum różnorakie korzyści, ale dla dzieł
muzealnego jest zbędny, jest wobec niego zewnętrzny.
Tymczasem, gdy prawda muzealna rozumiana jest w wymiarze
symbolicznym, następuje realne włączenie widza, jako uczestnika,
w muzealne imiwersum. Widz staje się jego integralną częścią.
Na koniec potrzebne są dwa zastrzeżenia. Po pierwsze, wbrew
może nastrojowi tych uwag, nie sądzę, by muzeum typu ..platon
skiego" nie miało racji istnienia. Rzecz w tym tylko, by uświadomi
sobie jego cele i fakt, że nie są one dla zjawiska muzealnego czym
oczywistym i przyrodzonym.
Po drugie, nic należy rozumieć moich uwag w kategoriac
psychologicznych. Choć w zdarzeniu muzealnym jest oczywiśc
miejsce na emocje i przeżycie, to prawda symboliczna nie może by
zrelalywizowana i zredukowana do ludzkiej psychiki. Buty va
Gogha, jak i buty z muzealnej gabloty, są nie tylko żródłei
w/ruszenia, ale i poznania. Tyle, że jest to poznanie o specjalnyt
charakterze: nie tylko informuje, ale i angażuje, ma wymiar egzyi
tencjalny.
Muzeum może być miejscem wtajemniczenia."
7

8

PRZYPISY
1

M. Heidegger, L'origine tle l'oeuvre tïiiri. w. Chemins qui ne mènent nulle
pari. (Holzwege) trad. W. Brokmeier. Paris 1962. s. 3.V34
Platon. Państwo, ks. X, przeł W. Witwicki. Warszawa 1990
ib. W miejscach, gdzie przekład W. Witwickiego staje się zupełnie
niezrozumiały, poprawiam go.
• Arystoteles. Retoryka. Poetyka, przeł. H. Podbielski, Warszawa 1988
P. Ricoeur, Temps el récit, t. I . Paris 1983, s. 6U
Na temat relacji .jak-gdyby" (comme-si) zob. R. Kearney. Poétique du
passible. Phénoménologie herméneutique tie ta figuration Paris 1984: por. też
P. Ricoeur, op. cit., s. lOln
2
J

!

6

18

7

L.-M. C'hauvet. Symbole el sacrement. Une relecture sacramentelle Ą
l'existence chrétienne. Paris 1987, s. 124
Por. P. Ricoeur, La fonction herméneutique
Je la distanciation, vA
F. Bovon i G. Rouiller (red.), Esegesis. Neuchaiel Pans 1975 (llum. polskiej
Hermeneutvcznu
funkcja dystansu, w: Jçzvk.
tekst, interpretacja,
nr/et
B

P. GralT i K. Rosner. Warszawa 1989).
" Próbą praktycznego zastosowania przedstawionej tu koncepcji ..zdarze-J
nia muzealnego" były warsztaty antropologiczne - Biskupin"91. Biskupin'9»
oraz Czarne'92 które prowadziłem z uczniami z XVII Społecznego Liceum!
Ogólnokształcącego w Warszawie Sprawozdanie z nich przedstawię w jedĄ
nym z najbliższych numerów „Kontekstów".

O „Epitafium i siedmiu przestrzeniach"
rozmowa z Jackiem Sempolińskim
Zbigniew Benedyktowicz

i oba aspekty w odbiorze sztuki są równorzędne pod względem
Z.B.: Panie Profesorze, bral Pan udział w pamiętnej wystawie
przygotowanej przez Janusza Boguckiego i Ninę Smolarz "Epita­ siły i znaczenia. I o ile, ja swoją osobistą twórczość traktuję tak,
fium i siedem przestrzeni" w Zachęcie. Wystawa ta spotkała się jak zarysowałem, tzn. że ona powstaje z dwóch źródeł, z potrze­
by tak konwencjonalnie czy umownie określając: kreatywności
zróżnvm przyjęciem. Obok licznych entuzjastów miała też i swoich
czy potrzeby piękna oraz z rzeczywistości, która jest rzeczywis­
przeciwników. Zarzucano jej, m.in. że manipulowała pracami
artystów, że wtłoczyła je w gorset, czy też ramy jednego tematu. tością ludzką, ogólną, generalną rzeczywistością ludzką,
i z mniejszym lub większym powodzeniem te dwa źródła chcę zc
Czym była dla Pana, jako dla uczestnika, la wystawa? Jaka jest
soba łączyć w zabiegu artystycznym, o tyle, jako artysta
Pańska opinia, teraz, już z dystansu, w tej sprawie?
nadający swoje dzieła, czy pokazując je na wystawach ludziom,
J.S.: Na wystawie w Zachęcie doszedł do głosu z siłą jakby
największą w porównaniu z dotychczasowymi wystawami pe­ też oba te punkty chcę wziąć pod uwagę. To znaczy: ja i moja
twórczość, i po drugie - ja i moja służba. Nawet z okazji tej
wien aspekt sztuki współczesnej czy może powiedzmy ogólniej:
wystawy w Zachęcie tak sobie (żartem) pomyślałem, jak mówi
Sztuki — współcześnie w niej jakby najsilniejszy, najbardziej
stare porzekadło, że mężczyźnie do twarzy jest w mundurze, że
twórczy. Mianowicie, nastąpiło w niej przeniesienie twórczości
mundur zdobi mężczyznę, tak uważam (poważnie), że artyście
artystycznej, zjawisk artystycznych z pola estetyki (powiedzmy,
przystoi służba. Oczywiście, ten współczynnik służby został
w przybliżeniu oczywiście) na pole antropologii. Nie jestem
zbanalizowany w przebiegu historycznym, na skutek tego teraz
antropologiem, nie miałem z tym wiele wspólnego, wobec tego
też jest interpretowany rozmaicie. A w ogóle, bardzo niechętnie
nie mogę tego głębiej rozwijać. Chciałbym tu tylko zasyg­
komu przychodzi do głowy, dlatego że sztuka to przede
nalizować: jak ja rozumiem taką „antropologiczność" zjawiska
wszystkim znaczy wolność. Ja po pierwsze, nie wiem co to
twórczości. Dlaczego sztuka i twórczość zbliżają się do ant­
„wolność", a po drugie tego znaku równości nie uznaję,
ropologii? Co w twórczości artystycznej upoważnia do tego,
ponieważ sztuka nie jest wolnością, tylko jest rodzajem zniewo­
żeby włączyć ją w ten obszar antropologii? Otóż uważam, że
lenia, zniewolenia artysty przez imperatyw sztuki.
twórczość jest rzeczą podwójną. Mamy tu do czynienia z dwoma
Więc służbę traktuje Pan jako konieczność?
zjawiskami: przyczyny, pochodzenie, źródła twórczości, sztuki
Właśnie o tym chciałem powiedzieć, bo służba, wziąwszy pod
oraz ich istnienie w obiegu ludzkim, szerszym. Mogę powiedzieć,
uwagę, że człowiek istnieje w rzeczywistości sprawia, że i artysta
że ta podwójność, leżąca u podstaw aktu twórczego, istnieje
w jakiś sposób jest w służbie rzeczywistości. Z tym, że żywość
pewno we wszystkich dziedzinach sztuki, ale ja biorę od­
słowa rzeczywistość chcę podkreślić. Nie chodzi mi o rzeczywis­
powiedzialność za słowo w dziedzinie malarstwa. U podstaw
tość społeczno-polityczną, tylko generalną, tzn. rzeczywistość
leżą więc jak gdyby dwa sprzeczne motywy: po pierwsze
- j a k to prof. Wiesław Juszczak za Claudelem i za innymi często
twórczość jako taka, jako jedna z sil władających człowiekiem,
podkreśla: rzeczywistość rzeczy widzialnych i niewidzialnych.
jako przedstawicielem gatunku, oraz coś innego, to znaczy coś.
To znaczy w takim szerokim i generalnym założeniu tę rzeczywi­
co nie jest twórczością, a co jest rzeczywistością, oczywiście
stość widzę. Chodzi mi więc o służbę tej rzeczywistości, bądź
w szerszym rozumieniu rzeczywistością, której człowiek sam jest
zespołowi już wybranych nawet idei. Wobec tych dwóch dezyde­
częścią. W której istnieje. Z tych dwu źródeł twórczość czerpie
ratów, takich generalnych, rozumiem służbę.
swoje soki. Rzeczywistość otaczająca, w której człowiek tkwi
Nawiązując do jednej z przestrzeni tej wystawy, myślę tu
i jest nią przeniknięty jest siłą, oraz ta już szczególna i po­
0 tradycji wschodniej, prawosławnej. To, co Pan profesor mówi
szczególna w człowieku siła, jaką jest twórczość, też jest siłą
przypomina len rodzaj rozumienia służby, jakim jest liturgia, gdzie
sprawczą. Z tych dwu sit powstaje kreacja artystyczna.
liturgia jest służbą I hogosłużenije 'j.
Tak właśnie, przecież, jak się sięgnie wstecz, nawet nie szukając
I teraz drugi aspekt: istnienie w obiegu, też według takiej
już Wschodu, ale Europy czy tradycji europejskiej, to twórczość
swoistej podwójnej zasady się odbywa: pierwsze - ja i moja
wiązała się z kultem zmarłych, bogów, czy Boga jednego,
kreacja, a po drugie - ja w służbie. Z rzeczywistości pochodzę,
niezależnie od rodzaju religii. Z kultem jest związana od grot.
rzeczywistości oddaję. Między nimi jest bardzo ścisła koniunkjaskiń, poprzez wszystkie Egipty i Grecje. Europę właściwie do
cja i bardzo trudno je rozdzielić, gdzie się jedna rola kończy,
dziś. Oczywiście był okres awangard, gdzie cały wysiłek umys­
a gdzie druga zaczyna, jaka jest między nimi granica. Nigdy to
łowy i twórczy był skierowany na to, żeby się z tej zależności od
nie jest lak jakby nożem odciął, ale w każdym bądź razie te dwa
kultu, zewnętrznego wobec sztuki, wyłaniać.
ogniska powodują, decydyją o obiegu. Te dwa bieguny w obiegu
Tak na przykład, podług mnie. o ile sam ten okres wyłamywa­
istnieją. Otóż według mnie, tracenie z oczu, ze świadomości
nia się był owocny, twórczy, bo wszelkie napięcia, które
artysty i odbiorcy - jeśli już takiego brzydkiego słowa użyć
powstają przy odstępstwach, przy konfrontacjach i takiej walce
- człowieka, który ze sztuką obcuje, jeśli któryś z tych dwóch
opozycji, takie napięcia są twórcze, natomiast, jak się skończył
punktów (w obu przypadkach), niknie z oczu, twórczość na tym
okres wyłamywania i tylko jest kontynuacja, to to się robi jałowe
traci, Naturalnie pozostaje zawsze kwestia temperamentu artys­
1 staje się powtarzaniem rzeczy coraz bledszych, coraz hardziej
ty i ludzi, którzy ze sztuką obcują, że są albo po jednej stronie
się to wycieńcza, ponieważ nie ma w tym soku. A k t twórczy nie
albo po drugiej, że bardziej są wrażliwi na twórczość czystą, na
jest więc wtedy włączony w szeroki obieg duchowy, jest eks­
sam akt czystej twórczości, natomiat na rzeczywistość, z której
ploatacją tylko czegoś, co już zostało wyłamane, zdobyte, jest
ta twórczość wytryska mniej, lub odwrotnie. To już są sprawy
powtarzaniem.
indywidualne, lecz ogólnie rzecz biorąc, oba źródła twórczości.
Wracając do głównych wątków. Włączenie aktu twórczego

19

�czy nawet rozumienie go jako tożsamego z kultem jest dla sztuki
owocne i żywotne. Ja tak sądzę.

przyjęciem, zwłaszcza ze strony obrońców czystości tych dwu
różnych tradycji. Jakie jest Pańskie zdanie w lej sprawie?

A jak Pan Profesor, jako artysta należący do tego obiegu sztuki
wysokiej, profesor uczący w Akademii Sztuk Pięknych, mający
lak maksymalistyczne podejście do sztuki, odnosi się do tego
połączenia, spotkania, obecności obok siebie sztuki wysokiej,
elitarnej ze sztuką ludową, popularną, nawet jarmarczną, jakie
miało miejsce na lej wystawie w Zachęcie, czy szczególnie
w Muzeum Etnograficznym, do spotkania tych dwu obrazów?

No cóż, myślę, że kultura współczesna rzeczywiście jest!
rozbita pomiędzy dwie takie koncepcje - laicką i sakralną. Tą;
laicka ma swoje tradycje niepodważalne, a ta druga ma również!
tradycje niepodważalne. One pomiędzy sobą jak gdyby się nie]
lubią. Ale właściwie ja uważam, że nie bardzo wiedzą dlaczego
się nie lubią, po prostu to rozdzielenie może bierze się z niedo­
statecznego trudu myślowego, jaki wkłada się czy przykłada do
dziedziny sztuki.

Entuzjastycznie. Zaraz panu powiem dlaczego. Zacznę od
anegdoty. Kiedy w Nieborowie w pewnym towarzystwie pisa­
rzy, poetów przeglądaliśmy album wydany przez Skoczylasa
w okresie międzywojennym - Polski drzeworyt ludowy (piękna
książka, żałuję, że jej nie mam), to wtedy rozmawialiśmy o tym.
I ja powiedziałem, że dla siebie i dla polskiego artysty nie widzę
innych tradycji, tradycji, z której można by czerpać, którą
można by żyć, jak tylko tradycja ludowa. Na to była reakcja
taka: - "Jak to, przecież to, co ty robisz nie ma nic wspólnego ze
sztuką ludową." Oczywiście, że pewno dosłownie z drzeworytem
czy malowidłem na szkle, czy czymś podobnym, to nie ma
zewnętrznych związków, ale wewnętrzne ma! Ponieważ ja
uważam za szczyt twórczości w Polsce: szałas, chałupę, narzę­
dzie, tkaninę - oczywiście od najpierwotniejszych poczynając do
tych. które jeszcze gdzieniegdzie można spotkać po wsiach,
które są niszczone. - Dlaczego? Dlatego, że w nich jest
najwyraźniej ze wszystkich innych tradycji artystycznych wido­
czne to połączenie piękna ze służbą. Nie muszę rozwijać tego
tematu, co to jest tkanina, co to jest szałas, co to jest narzędzie
przez stulecia. To są rzeczy wszystko znane. Po co to było
robione? To stworzyło pewien zespół wartości artystycznych,
który jako jedyny może być żywotny dla współczesnego artysty
polskiego. Wszystkie podług mnie nawiązania do tradycji już
artystycznie wypreparowanych, do modernizmu, secesji, sym­
bolizmu (to bardzo jest rozpowszechnione w tej chwili), te
wszystkie Boznańskie, Wojtkiewicze, Chełmońscy są w nieus­
tannym tyglu: ten nawiązuje do tego. ten do tamtego, ten do
owego, to są rzeczy podług mnie jałowe, nie chcę użyć słowa,
którego nie lubię, ale wtórne, tzn. prowincjonalne. Bo o ile
szałas pasterski w Tatrach, lub gdzie indziej, jest poza podziałem
na to, co z centrum, "stołeczne" i "prowincjonalne" - on jest
on ma jakość nadrzędną nad tym podziałem, również bielona
ściana w Lubelskiem, czy tkana, wypłowiała derka, o tyle
wiązanie się z, i inspirowanie tradycją ściśle już artystycznie
wypreparowaną, lokuje się w jakiejś odległości od centrów
artystycznych. Bo jedni byli zależni od Monachium - nasi
moderniści, a drudzy byli bardziej zależni od Paryża, i wobec
tego my się uzależniamy w geometrycznym postępie. Uzależ­
niając się od Wojtkiewicza, uzależniamy się od jakiś wzorów
z Europy, z których czerpał Wojtkiewicz czy Pankiewicz. Otóż ja
uważam, że tkwienie przy chałupie, ścianie, narzędziu i tkaninie
jest tkwieniem przy źródle. Dlatego złączenie tych wystaw, które
były latem, ze sztuką ludową, ze sztuką jarmarczną, ja witam
z entuzjazmem.
Wystawa w Zachęcie i wystawa w Muzeum Etnograficznym,
były jak gdyby przekroczeniem jeszcze wielu innych granic i linii
demarkacyjnych dzielących sztukę (etnicznych, kulturowych,
społecznych), takie tradycji wystawienniczych. Obie mieściły się
i wyrastały z pewnego cyklu poprzednich wystaw znajdujących swe
miejsce, jak w azylu, w kościołach, wystaw, jakie Janusz Bogucki
i Nina Smolarz organizowali w czasie stanu wojennego ..Znak
krzyża" na Żytniej, ,,Labirynt" w kościele na Ursynowie - i nie
były tylko wynikiem doraźne) sytuacji, ale wyrastały z głoszonej
przez Janusza Boguckiego obserwacji i tezy o istniejącej we
współczesnej sztuce i w doświadczeniu artystycznym tendencji, czy
tęsknocie ..powrotu do domu", ..powrotu do Świątyni". To był też
i pewien program. Wtedy w tamtych okolicznościach sztuka
współczesna, świecka przenikała do kościoła. Teraz sztuka sakral­
na czy ów sakralny wymiar sztuki podczas tych dwu wystaw
wypełnił świeckie galerie. Nie zawsze spotykało się to z dobrym

20

Podczas dyskusji w Muzeum Etnograficznym, mówiąc o zna­
czeniu i oryginalności lej wystawy, bardzo lapidarnie ujął to prof.
Stefan Morawski, kiedy powiedział, że cala jej wartość polega na
tym, że widz ma możliwość obcowania i takiego spotkania ze
sztuką, jakiego nie znajdzie ani w kościele, ani w żadnej współczes­
nej galerii.

Wystawa w Muzeum Etnograficznym była dokładnie tym
samym, co wystawa w Zachęcie. W Zachęcie też były, jak tam,
święte obrazy i ikony, i rzeźby ludowe użyte obok sztuki wysoce
profesjonalnej. I te różnice w ogóle zostały zatarte przez to, iż
powstał stop bardzo organiczny, było to jedno brzmienie,
według mnie dlatego świetne, że łączące wszystkie te punkty,
0 których tutaj mówiliśmy (oczywiście, nie chcę przez to
powiedzieć: dlatego było świetne, że połączyło wszystkie punkty,;
które wymieniłem). Ale rzeczywiście wielopostaciowość sztuki!
dała w efekcie to, że pojawiła się jakby jedna postać z różnych]
źródeł, a nawet ja bym zaryzykował że z jednego źródła. Że&gt;
można ująć to przy pomocy takiej figury: czerpie się z jednego
źródła, potem się te strumienie rozchodzą, a potem się gdzieś
łączą w jedną rzekę. 1 z tą wystawą w Zachęcie była rzecz
podobna.
Po okresie Solidarności miałem wrażenie, jak się okazuje przy­
najmniej częściowo złudne, że odcięcie od świata i przewrócenie?
w ogóle rzeczywistości, jakby zwolniło nas z obowiązku ścigania j
się do „stołeczności", przestało nas to w ogóle interesować,
byliśmy u siebie sobą. można było mieć takie poczucie, żt
odbywają się na naszym terenie i z udziałem naszych organiz
mów sprawy w końcu dla Europy zasadnicze i wobec tego jest tc
właściwie pierwsza nieomal, od bardzo dawna, okazja, żeby]
nasza działalność artystyczna stała się równie zasadnicza, byłaj
na to szansa, i właściwie nawet coś z tego zostało zrealizow;
1 w okresie stanu wojennego, i teraz w postaci tych wystaw, któi
odbywają się, m.in. ta wystawa Boguckich, coś czego przed tyrr
nie było. Ale to zaczyna się powoli rozmywać, dlatego, że idol
konwencji, tzn. kapitalizmu światowego oczywiście znowuż nas
wepchnie, wpycha nas w podrzędność. 1 to nie dlatego, że m;
sami jesteśmy tak na to chętni. Ale za to chętni do tego, żel
produkować towary handlowe w postaci dzieł sztuki, któ
automatycznie staną się jak gdyby drugorzędne na rynl
światowym, ponieważ panoszą się tam prawa konkureni
handlowych. Niezależnie od wartości samych dzieł, istniej
wartości handlowe. To są dwa zupełnie inne światy, dwie siatl
aksjologiczne. Czym innym jest wartość handlowa, czym innym,
jest wartość artystyczna. 1 wpychając się w siatkę handlową, siłą
rzeczy, z własnym przyzwoleniem lokujemy się w jakimś oczku, J
no może takim upokarzającym.

W rozmowie z Panią Sławą Wierzchowską (w tym zbiorze
rozmów, jakie prowadziła z wieloma artystami Sąd nieocen-1
zurowanyj, mówił Pan, że mamy do czynienia ze "sztuką po
końcu świata" (to znalazło się nawet w tytule tej rozmowy), gdzie
mówił Pan, że żyjąc w okresie schyłkowym, gdzie sztuka nie tylko
uznała, że ma już wszystko za sobą, ale co najboleśniejsze wszystko
w niej ma wartość równą, jest równe, zglajszachtowane, że
wszystko jest równą prawdą. Czy wobec tego. no nazwę to jednak
w ten sposób: charakterystycznego dla postmodernizmu relatywiz­
mu, że wszystko jest równą prawdą, czy ta wystawa nie mówi
czegoś przeciwnego, że daje jakąś nadzieję?

Tak, też tak uważam, dlatego byłem tą wystawą podniesiony
na duchu. Po „końcu świata", w sytuacji, o której w tamtej

�, mowie mówiłem, życie ludzkie jest nacechowane generalnym
zagubieniem j bezwoli}. Człowiek, zagubiony i bezradny, ratuje
sic jakoś tam, a stąd ta przerażająca miałkość dzisiejszej kultury,
sztuki, kina. teatru. Wszystko to tylko jest robione, żeby jakimiś
tam drobnymi sprawami zająć uwagę i zapełnić tę próżnię,
zaradzić" jej i przeciwstawić się albo odwrócić przed tym
7

zagubieniem.
Natomiast nie ma w tym żadnej potrzeby zwrócenia się general­
nego ku prawdzie, tylko są jakieś „ p r a w d y " rozkawałkowane,
detaliczne, jako środki zachowujące kondycję ludzka. Taka
wystawa, jak Boguckich, ukazuje, że można się zwrócić general­
nie ku prawdzie. Ale to z kolei niszczy poczucie osamotnienia,
zagubienia. W trakcie oglądania wystawy w Zachęcie nie miało
się wrażenia, że człowiek dzisiejszy jest istotą zagubioną.
Dlatego ona działała takim optymizmem. Zresztą, jeszcze tak
generalnie wracając do tego tematu, muszę powiedzieć, że taka
wystawa kontynuuje jakiś wątek i że rzadkie to jest w świecie.
Nie śledzę wystaw i katalogów, bo mnie to nie interesuje, coraz
mniej z wiekiem. Natomiast słyszałem relacje osób pracujących
w Zachęcie, i innych, którzy stykali się z gośćmi zagranicznymi,
przyjeżdżającymi i odwiedzającymi wystawę, którzy w ogóle
baranieli na widok tej wystawy. Nie wiedzieli, co to takiego jest,
co to jest w ogóle! Na tyle nie byli przyzwyczajeni, będąc u siebie
tam w stolicach świata, do tego typu zjawisk, jak ta wystawa,
których tam w ogóle nie widzieli i zobaczyli w niej coś, do czego
nie mają klucza. Wręcz prosili, żeby im wytłumaczyć, na czym
polega ta wystawa, co to jest, ponieważ byli pod silnym jej
wrażeniem, nie mogli przejść do porządku dziennego nad tym.
odtajkować jak jeszcze jedną imprezę gdzieś tam w Warszawie,
tylko chcieli po prostu zrozumieć, ponieważ nie mogli sie
odczepić od wizji, j a k ą ta wystawa w sobie zawarła. Dopytywali
się. Czyli można wnosić, że takie rozumienie sztuki symbolicznie
nazywając „antropologiczne", jest światu czy Europie, w ogóle
nie znane. Ponieważ świat pławi się od dziesiątków lat widze­
niem sztuki nie antropologicznym, tylko, no użyję tego brzyd­
kiego słowa kapitalistycznym. Jak oglądam serial Dynastia (bo
należę do kibiców tego serialu, oglądaczy)* i widzę w apar­
tamencie Alexis, czy w tej rezydencji Blake'a. gdzieś tam w tle
jakąś skorupę, pewno w y k o p a n ą w Australii postawioną jako
eksponat, albo jakąś rzeźbę
bo coś się tam takiego pojawia
w tle - to sobie myślę, mój Boże. co to tam robi. Zupełnie jak
gdyby papuga w klatce, zamiast papuga w dżungli. N o bo to jest
w klatce kupione, na aukcji, bo ma szczególne właściwości dana
papuga. I to jest zdegradowanie sztuki jako istoty, nie tego
konkretnego przedmiotujuż nawet, tylko jako istoty, przeniesie­
nie jej z grobu załóżmy wykopanego, do apartamentu Alexis. Po
co? Nie wiadomo po co?!... Po prostu pieniądze trzeba zarobić,
pieniądze! C i . co kopią muszą z czegoś żyć, sprzedają to. Czyli
konwencja włada tym wszystkim, oczywiście, wszystko to
sprowadzając do wspólnego mianownika, jakim jest pieniądz,
po pierwsze. A po drugie wynaturzając istotę sztuki.
Wracając jeszcze do tej wystawy. Jest Pan autorem bardzo
ważnej wypowiedzi na sesji poświeconej sacrum i sztuce (ta
wypowiedź znalazła się w książce Sacrum i Sztuka pod red.
Nawojki Cieślińskiej I . chciałbym więc zapylać Pana jako autora
lej dramatycznej wypowiedzi, niemal wyznania artysty, czy
wysntwa w Zachęcie Hyla dla Pana jakimś przekroczeniem granic
lezących pomiędzy światem religii i światem sztuki. Gerardus van
der Leeuw. autor studium Święte i świeckie piękno. Świętość
w sztuce - powiada, lo nie tylko są dwa odrębne światy, ale dwie
-imperialistyczne dziedziny, żądające od życia, od człowieka
poświęcenia diu siebie wszystkiego, w tym także
wymagające
największych ofiar. Tak jak religia nie rozpoznaje autonomii
niezależnego usprawiedliwienia w sztuce, lak i sztuka nie uznaje
żadnego innego autrytetu poza własnym mistrzostwem". Van der
Leeuw przytacza nawet żartobliwy wiersz, mówiący o tym, że kto
* W czasach prowadzenia rozmowy tak, teraz już mi przeszło - J.S.

ma sztukę i wiedzę, ten w jakiś sposób ma i religię, kto nie ma ich
obu, pozwólmy, niech ma sobie religię. Oprócz lej rywalizacji
i dążenia do wyłączności, bywa jednak tak, że religia i sztuka
spotykają się ze sobą. Czy wystawa la potwierdza, że możliwe jest
takie spotkanie'/ Co Pan o tym sądzi?
Tak. krótko mówiąc to na tej wystawie był pokazany pewien
taki obszar. Jeśli już przyjąć taką klasyfikację, że to są dwa
imperia, które się wzajemnie wykluczają: albo twórczość albo
wiara, religia. Jeśliby przyjąć założenie, że jest imperium sztuki
i imperium religii, to twórczość artystyczna jest jak gdyby
pośrodku, tzn. ma być wydana presji obu tych imperializmów.
Nie wydana tej presji, jak gdyby działa w zmniejszonym
napięciu. A napięcie jest konstruktywną jakością aktu twór­
czego, bez lego w ogóle trudno sobie coś wyobrazić. I ten
obstrzał z dwu stron, artystę stawia we właściwym miejscu, bo
on ma skręcić w „trzecią s t r o n ę " tzn. ani w sztukę pojętą jako
czystą, wyzwoloną dziedzinę umysłu ludzkiego, ani w religię
jako dewocję, tylko w to, co się nazywa sacrum, w coś, co jest
pośrodku, ale obejmuje całość życia, mając oczywiście poczucie
niedoskonałości, grzechu o czym w tamtej wypowiedzi mówi­
łem, ale bez czego w ogóle trudno sobie wyobrazić twórczość.
Może w jakimś paleolicie, kiedy w ogóle nie wiadomo, jak
wyglądała świadomość człowieka, brak rozdarcia między te
dwie antynomie byl możliwy, tzn. ten który zdobił garnki, czyje
lepit, prawdopodobnie nie byl wydany na obstrzał tych dwu sił.
bo ich po prostu nie było w świadomości. Był harmonijną
jednostką, która robiła garnki, a nie byl „ a r t y s t ą " . Natomiast
odkąd świadomość się rozwija, rozwija, rozwija itd. to w takim
punkcie, w jakim jesteśmy, w tej chwili, nie można sobie
wyobrazić stracenia z pola widzenia i jednego punktu i drugiego,
tzn. i imperium sztuki i imperium religii. To jest spięcie dwu sił
równocześnie. To brzmi, oczywiście, jak recepta na sztukę
w ogóle. I oczywiście cala masa artystów może to wyśmieje albo
się żachnie, ale nie traktuję tego jak recepty, tylko tak myślę.
Na zakończenie, co Panu na tej wystawie się najbardziej
podobało, które fragmenty, które przestrzenie?
Ulubione fragmenty tej wystawy: Ołtarze - to przede wszyst­
kim taki Krucyfiks leżący, artysty z Torunia, Andrzeja Woj­
ciechowskiego, następnie ten pomost oraz Góra w dużej sali.
Święta Góra i droga z egzemplarzami Pisma Świętego na
poszczególnych stopniach, trzecie lo Chałupa*. Jako ciekawost­
kę traktuję Salon, to wnętrze za zasłoną. Ale Chałupa - to było
sedno, centrum. Chałupa dlatego, że w ogóle wieś, życic wsi,
obyczaj wsi uważam za skarbnicę, absolutnie inspirację wszyst­
kich takich elementów do transformacji, do przetworzeń.
No trudno sobie wyobrazić ważniejszy teatr niż dawny
pogrzeb wiejski ze wszystkim, z tą taką brutalnie manifestowaną
eschatologią. To bytowanie wiejskie z narodzinami, z kołyską,
z chlewikiem koło kołyski ze wszystkim tym. to jest przecież
i stajnia betlejemska! Dlatego ta chałupa zrobiła na mnie
ogromne wrażenie jako właściwy pomysł, że się w ogóle tam
znalazła. I także sposób realizacji tego. Właściwie takie wyważe­
nie źródła oraz krystalizacji w formie. Oczywiście, cały szereg
innych fragmentów podobał mi się. Obrazy Tatarczyka, Giero­
wskiego w tych Ołtarzach (tam narzekali ludzie, że niedaleko
były draperie upięte, że nie wiadomo co ważniejsze, czy obraz
czy draperie).
Niektórzy uważali też. że Pańskie obrazy były źle eksponowane,
tworzyły jakby rodzaj ściany i że widać było to, co do obrazu nie
należy, tzn. wewnętrzne, z tyłu nie zamalowane płótno.
A mnie się to p o d o b a ł o . One tak istnieją u mnie w pracowni.

(grudzień 1991)

* Grupa z Lucimia

21

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7906" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7886">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/540abb7dad8c366e3ea7981a6fbcab25.pdf</src>
        <authentication>45b99737fef547a929bd62a364075719</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94581">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3422</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94582">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94583">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3207</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94584">
                <text>O ankiecie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94585">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.2, s.67</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94586">
                <text>Stomma, Ludwik</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94587">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94589">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94591">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94598">
                <text>ETNOGRAFIA -

ETNOLOGIA

-

ANTROPOLOGIA

KULTURY -

LUDOZNAWSTWO

CZYM SĄ? D O K Ą D ZMIERZAJĄ? (ODPOWIEDZI NA ANKIETĘ)

Ankieta

rozesłana w p o l o w i e

1. C o t o j e s t e t n o g r a f i a !

1980 r o k u p r z e z redakcję zawierała t r z y p y t a n i a :

(jej m i e j s c e wśród i n n y c h d y s c y p l i n , cele,

metody);

2. J a k i e m i e j s c e z a j m u j e w e t n o g r a f i i p r o b l e m a t y k a b a d a n n a d k u l t u r ą a r t y s t y c z n ą l u d u ( a z w ł a s z c z a n a d s z t u k ą ) T
3- J a k a j e s t p r z y s z ł o ś ć

etnografii?

U w a g a odpowiadających skupiła się j e d n a k p r z e d e w s z y s t k i m w o k ó ł p y t a n i a pierwszego. Już n a wstępie zarysowała się t u zasad­
n i c z a różnica p o s t a w . O b o k szeregu o d p o w i e d z i , w k t ó r y c h doświadczeni e t n o g r a f o w i e u z n a l i , iż n a w e t ogólna d e f i n i c j a z a k r e s u i za­
interesowań d y s c y p l i n y p r z e r a s t a i c h możliwości, uzyskaliśmy również respons, że n a p o d o b n e wątpliwości „ p o w i n i e n w przybliżeniu
o d p o w i e d z i e ć s t u d e n t I r . e t n o g r a f i i , p o z a l i c z e n i u p r z e d m i o t u Wstęp do etnografii,

zaś o b s z e r n i e j wyjaśnić cały p r o b l e m s t u d e n t I I I

w z g l . I V r o k u " . B y ł y t u też g ł o s y , iż r z e c z cała została j u ż o s t a t e c z n i e w y j a ś n i o n a p r z e z k l a s y k ó w : n a l e ż y w i ę c p o p r o s t u sięgnąć d o
o d p o w i e d n i e j l i t e r a t u r y . . . N i e w y d a j e się, b y m o ż n a było rozstrzygnąć o w ą kontrowersję. C l a u d e L e v i - S t r a u s s w dołączonym p r z e z
r e d a k c j ę , w c h a r a k t e r z e o d p o w i e d z i n i e z a m i e r z o n e j , a r t y k u l e Aktualne

problemy

etnologii

s t w i e r d z a w p r a w d z i e , iż „ e t n o l o g i a p r z e ż y w a

obecnie wątpliwości", lecz uwierzyć m u — znaczyłoby poddać p o d krytyczną rozwagę formuły i n n y c h prominentów d z i e d z i n y , d o któ­
r y c h odsyłali nas respondenci. K t ó ż w i e —

b y ć m o ż e r z e c z y w i ś c i e w n a s z y m z e t a t y z o w a n y m ś w i e c i e Wstęp do etnografii

zastąpić klasyczną sentencję „ D u b i t o e r g o s u m " ? . . . T y l k o , c z y n a p e w n o

byłaby t o w i z j a

może już

optymistyczna?

K o l e j n y m p u n k t e m s p o r n y m stał się p r o b l e m , c z y n a p y t a n i e t y p u : „ c o t o j e s t e t n o g r a f i a ? " w a r t o w ogóle o d p o w i a d a ć . C z y ż
n i e l e p i e j p e r e g r y n o w a ć p o ś w i e c i e b e z g r a n i c ; c z y k o n i e c z n i e t r z e b a m i e ć ś w i a d o m o ś ć , ż e m ó w i s i ę p r o z ą ?... S ą d z i ć m o ż n a , i ż m u t a t i s
m u t a n d i s m a m y t u d o c z y n i e n i a z t a k w a ż n y m , a t a k g r u n t o w n i e z a p o z n a n y m w życiu społecznym naszego k r a j u , g e n e r a l n y m s p o r e m
0 s t o s u n e k d o n a u k i . J e s t l i o n a z a w o d e m c z y p o w o ł a n i e m ? — Jeżeli j e s t z a w o d e m , profesją — rację mają stwierdzający, iż o d n a j d y ­
w a n i e d i f f e r e n t i a specifica d y s c y p l i n y t o j e d y n i e k w e s t i a „ p o r z ą d k o w a n i a " , co k o n s e k w e n t n i e m a p r a w o uwalniać i c h o d „ p o t r z e b y
o d p o w i e d z i n a z a d a n y zbiór p y t a ń " . Jeżeli j e d n a k j e s t powołaniem ? K a ż d y z n a s , l u d z i świeckich, m a pełne p r a w o d o u c h y l a n i a j a k i c h ­
k o l w i e k p y t a ń o s t o s u n e k d o p r a w d w i a r y ; służy t e m u zresztą szereg w y p r ó b o w a n y c h frazesów: „ j e s t e m k r y t y c z n y m d e i s t ą " , „ u z n a j ę
nieokreślony b y t najważniejszy", „moralność socjalistyczną" etc. G d y b y t a k i c h s a m y c h o d p o w i e d z i udzielił n a m kapłan b y l i b y ś m y
przecież zgorszeni. M a o n — w n a s z y m pojęciu — r u d y m e n t a r n y obowiązek odpowiedzieć sobie n a p y t a n i a „ c z y m j e s t m o j a

wiara?

dlaczego j e s t e m księdzem ? " ; z o d p o w i e d z i n a n i e w y n i k a b o w i e m w p r o s t zakres jego m i s j i społecznej. P o d o b n i e z l e k a r z a m i — z j a k i m ż
s m u t k i e m i d y s g u s t e m s t w i e r d z a się w środkach m a s o w e g o p r z e k a z u , iż „ m e d y c y n a przestała b y ć p o w o ł a n i e m — stała się z a w o d e m ,
a więc sposobem

zarobkowania"...

A n a u k a ? „ Z a j m u j ę się e t n o g r a f i ą " c z y „ j e s t e m e t n o g r a f e m " ? A jeśli „ j e s t e m e t n o g r a f e m " — c z y i d o czego m n i e t o zobowiązuje
wobec drugiego

człowieka, społeczeństwa,

świata?

S t a r a n i e m K o m i t e t u N a u k E t n o l o g i c z n y c h P A N u k a z a ł s i ę w 1 9 7 9 r . w P o z n a n i u t o m Funkcje

społeczne etnologii.

J a k się o k a z u j e ,

za o w e t y t u ł o w e „funkcje społeczne" uważają a u t o r z y poszczególnych artykułów (referatów) m . i n . popularyzację m u z y k i k a p e l l u ­
d o w y c h , u p o w s z e c h n i a n i e chłopskich dań z „ m ą k i , ziemniaków, g r o c h u , k a p u s t y i s u s z o n y c h ś l i w e k " , p o d n o s z e n i e k r z y w e j

produkcji

„Cepelii", s p o w o d o w a n i e „zatwierdzenia i przyjęcia r e g u l a m i n u p a r o e t o p n i o w e j o d z n a k i e t n o g r a f a - k r a j o z n a w c y " , i t p . J e s t t o poniekąd
z g o d n e z b r z m i e n i e m u s t a w y o s z k o l n i c t w i e w y ż s z y m z d n i a 2 0 g r u d n i a 1 9 6 8 , g d z i e s t w i e r d z a s i ę , iż z a d a n i e m n a u k i j e s t „ k s z t a ł c e n i e
1 w y c h o w y w a n i e i n t e l i g e n c j i z a w o d o w e j zdolnej a k t y w n i e uczestniczyć w r o z w o j u g o s p o d a r k i i k u l t u r y n a r o d o w e j oraz w socjalistycznej
p r z e b u d o w i e stosunków społecznych..." —

dodajmy jednak —

z g o d n e t y l k o z j e j n a j b a r d z i e j płaską

wykładnią.

P o n i e w a ż j e d n a k u s t a w a t a m a b y ć w n a j b l i ż s z y m c z a s i e z m i e n i o n a , p r z y p o m n i j m y p i ę k n e s ł o w a j e j p o p r z e d n i c z k i z 13 l i p c a
1 9 2 0 : z a d a n i e m uniwersytetów, w s z e c h n i c i a k a d e m i i „ j e s t służyć n a u c e i ojczyźnie. W t y m c e l u mają one szukać i dochodzić p r a w d y
w e w s z y s t k i c h gałęziach w i e d z y l u d z k i e j oraz przewodniczyć n a d r o d z e p o z n a w a n i a t e j p r a w d y przez młodzież akademicką, a przez
nią rozpowszechniać ją wśród całego n a r o d u p o l s k i e g o w i m i ę z a s a d przyświecających m o r a l n e m u i u m y s ł o w e m u d o s k o n a l e n i u r o d z a j u
ludzkiego".
Więc znowu —

zawód ozy

powołanie?

A u t o r k a słów o b r a k u p o t r z e b y o d p o w i e d z i n a p y t a n i e o i m i ę s w o j e j d y s c y p l i n y z a p r z e c z y ł a s o b i e s a m a , dając w końcowej f a z i e
w y w o d u b a r d z o piękne określenie e t n o g r a f i i — określenie wiążące ją właśnie z p o w o ł a n i e m l e k a r s k i m . I n n i r e s p o n d e n c i p i s a l i o „ d r o d z e
d o p o z n a n i a i r o z u m i e n i a c z ł o w i e k a " , o „służbie społecznej e l i m i n o w a n i a i n i c o w a n i a w s z e l k i e g o t y p u n a c j o n a l i z m ó w " etc. T ł u m a c z y
t o najprościej b r a k szerszego z a i n t e r e s o w a n i a t r z e c i m p y t a n i e m naszej a n k i e t y . P o p r o s t u — p r z y t a k i m podejściu n i e m a się r z e c z y ­
wiście o co troszczyć. V e r i t a s v i t a e est v i a t i c u m c a r i s s i m u m .
W

próbach sprecyzowania

zakresu d y s c y p l i n y obserwować można d w i e tendencje —

w y c h o d z e n i a o d p r z e d m i o t u badań i o d

sposobu n a t e n p r z e d m i o t spojrzenia. Oczywiście p r o p o n o w a n o w i e l e t y p ó w r e f l e k s j i , n i e r a z b a r d z o różnych, ale... wśród

nadesłanych

o d p o w i e d z i n i e m a n a w e t śladu o b r o n y , a t y m b a r d z i e j p r o p o z y c j i k o n t y n u o w a n i a f u n k c j o n a l n e g o podejścia d o b a d a ń n a d k u l t u r ą ;
podejścia k u l t u r o w o - h i s t o r y c z n e g o ; podejścia e w o l u c j o n i s t y c z n e g o . . .
n i e p o w r ó c i już e t n o l o g i a d o s w o j e g o p o z y t y w i s t y c z n e g o

C z y ż b y w i ę c rację m i a ł j e d e n z a u t o r ó w , g d y pisał, że „ n i g d y

kształtu"...? W n i o s e k t a k i b y ł b y j a s k r a w o sprzeczny z codzienną praktyką

naszej r o d z i m e j e t n o g r a f i i . A przecież... t a k i się u p a r c i e n a s u w a p r z y l e k t u r z e większości nadesłanych w y p o w i e d z i . M o ż e więc jesteśmy
wreszcie świadkami przełomu w p o l s k i e j myśli e t n o l o g i c z n e j . Jeśli t a k —

n i e w o l n o tej szansy

zmarnować!

W o l n o wierzyć n a t o m i a s t , że d y s k u s j a s p r o w o k o w a n a p r z e z niniejszą ankietę n i e będzie s ł o m i a n y m o g n i e m , że c h o ć b y n a m a r g i ­
nesach, c h o ć b y w sposób n i e z a m i e r z o n y , p r z y c z y n i się d o k o l e j n y c h sporów i przemyśleń.
Ludwik

Stomma

67
I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6420" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6400">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d3cfe850d9b950e5166c61bef1c30452.pdf</src>
        <authentication>ba58a7e2225e6cf55aa16682d04ffbb9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76490">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3643</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76491">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76492">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3420</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76493">
                <text>O Antropologii i symbolu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76494">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2, s.3-5</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76495">
                <text>Juszczak, Wiesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76496">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76497">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76498">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76499">
                <text>O antropologii i symbolu
W i e s ł a w Juszczak

Nie c z ę s t o zdarza się by p u b l i k o w a ć recenzje prac doktorskich. C h o ć w przypadku autora p o n i ż s z e g o
tekstu - profesora W i e s ł a w a Juszczaka nie jest to pierwszy ani jedyny raz, gdy poproszono go
o opublikowanie recenzji - ze w z g l ę d u na ł a d u n e k zawartych w nich tez, refleksji i p r z e m y ś l e ń .
Uczyniliśmy tak samo i my. Drukowany poniżej tekst jest r e c e n z j ą z rozprawy doktorskiej Dariusza Czai
p.t. Symbol a antropologiczna interpretacja wybranych tekstów kultury współczesnej. Stanowi on punkt
wyjścia do rozmowy o antropologii i symbolu (red.).

Powiada się zazwyczaj, że praca dobra stawia opiniodawcę
przed trudnym zadaniem. Rozprawa pana Dariusza Czai Symbol
a antropologiczna interpretacja wybranych tekstów
kultury
współczesnej stanowi taki właśnie przypadek. Moje myślenie
0 niektórych kwestach, jakie w niej znajduję, może się oczywiś­
cie różnić od koncepcji tu prezentowanych, ale zastrzegam
z góry, że cały mój wywód prowadzić chcę na płaszczyźnie
1 trybem partnerskiej - jak się rzekło - dyskusji, a nie „krytyki"
w sensie najogólniej pojmowanej, czyli stawiania zarzutów,
wytykania błędów.
Jeśli zatem chcę tu z czymś dyskutować, to z „literą", a nie
z „ d u c h e m " tej dysertacji.
Dotyka ona jednego z najbardziej - moim zdaniem - draż­
liwych punktów współczesnej humanistyki, jakim jest bez
wątpienia używanie, nadużywanie i brak koherencji w rozumie­
niu i stosowaniu słowa „ s y m b o l " . Wszystko to Autor pokazuje
w sposób przejrzysty, znakomicie się po tym labiryncie porusza­
jąc. Powiedziałem umyślnie „humanistyki", by odejść choćby
na chwilę od terminu „antropologia". W moim przekonaniu są
to synonimy, z tym, że wyraz drugi jest modniejszy, pierwszy
bardziej może zużyty, ale - etymologicznie rzecz biorąc - są
identyczne: z tym tylko, że źródłosłów pierwszego jest łaciński,
drugiego - grecki. Poza tym różnic semantycznych nie do­
strzegam, a raczej uważam, że są przeceniane. T u , na mar­
ginesie, muszę zaznaczyć wszakże jedno: o ile etnologia czy
etnografia należy bez wątpienia do „nauk humanistycznych",
a (mimo wspomnianą równoznaczność terminów) nie zwykło
się mówić o „antropologicznych naukach", powstaje dość
istotna różnica, ze. sposobu, a nie ze znaczenia słów wynikająca,
między etnologią a antropologią. Autor w pewnym miejscu
wspomina, że będzie traktował te dwa terminy wymiennie. Lecz
ostatecznie nie czyni tego, albo nie stosuje tego założenia
konsekwentnie dlatego - jak mi się zdaje - że nawyk językowy
nie sprzyja temu, lub wręcz uniemożliwia to. C o ś więcej nawet
niż językowy czysty nawyk: etymologia dwu tych słów.
Wspominana przez Autora „ o b c o ś ć " czy przynajmniej „zewnętrzność" etnologa wobec badanej przez niego kultury jest
etymologicznie usprawiedliwiona. „Antropologia" - przeciw­
nie - zawiera element tożsamości czy bliskości raczej. „Ant­
ropologia", tak jak „ h u m a n i s t y k a " jest nauką o człowieku i jego
wytworach. Greckie ethnos oznacza najpierw pewną zbioro­
wość, „ l u d " , u Homera „ g r o m a d ę " lub „ z a s t ę p " , zatem coś, co
przeciwstawić można czemuś innemu, a przynajmniej wyodręb­
nić z generalnej kategorii anthropoi. I stąd, później, ethnos
zabarwić się może znamieniem odrębności lub zdecydowanej
obcości. U Arystotelesa słowo to, w liczbie mnogiej (ta ethna)

jest postawione j u ż w jawnej opozycji wobec Hellenes, czyli
„ m y " , i daje się tłumaczyć przez „ b a r b a r z y ń c y " . P o w t a r z a m : ta
etymologia jest nie do wykorzenienia w dzisiejszym sensie
słowa „etnologia" - które więc, choćby przez samo zawężenie
oznaczanego nim pola obserwacji, z „antropologią" utożsamić
się nie daje. Powtarzam: z wymiennego stosowania wspo­
mnianych terminów radziłbym w ogóle zrezygnować.
Przejdźmy do kwestii podstawowej, z której chciałbym
uczynić temat rozmowy z Autorem. Idzie o termin „ s y m b o l " ,
a przede wszystkim o zakres i zasadność jego używania.
Dariusz Czaja z wielką precyzją i wszechstronnością ukazuje
jego funkcjonowanie we współczesnej nauce, jego wieloznacz­
ność, kłopoty z nim związane etc. Parokrotnie także wspomina
o tym, że sens słowa i samo wprowadzanie go łączy się z jakimś
- w tekście nie precyzowanym ostrzej - stanowiskiem ontologicznym. I tu dotyka problemu, moim zdaniem najważniej­
szego, który, gdyby wysunięty został na plan pierwszy, po­
zbawiłby nas wielu komplikacji, wyprowadził może na pros­
tszą, choć i ryzykowniejszą - przez swoją radykalność - drogę.
Zastrzegam się raz jeszcze, że nie ma, w tym, co mówię, cienia
zarzutu pod adresem Autora. Stara się on uporządkować pewną
sytuację, j a k ą w swej dyscyplinie zastaje. Ja, reprezentując
dyscyplinę nieco inną (określmy j ą mianem filozofii sztuki),
widzę ten sam, albo m o ż e tylko podobny problem, w innej
perspektywie, i to jedynie chciałbym poddać dyskusji. Z punktu
widzenia nauk o sztuce pojęcie symbolu prowadzi nas wprost do
zagadnienia „ s y m b o l i z m u " , rozumianego teraz i tu jako kieru­
nek artystyczny o określonych chronologicznych parametrach.
Tak, historycznie brany, symbolizm j a w i się na tle i w pewnym
sensie w opozycji do pozytywizmu, jako najbardziej rozpo­
wszechnionego ówcześnie stanowiska filozoficznego. I , jak to
najczęściej się zdarza, przedstawiciele symbolizmu nie do
końca lub wcale nie zdają sobie sprawy, w jakiej mierze są
zależni od tego, z czym się borykają, co usiłują przezwyciężyć.
A są zależni, bo milcząco lub bezwiednie przyjmują istnienie
pewnej „strony" rzeczywistości: rzeczywistość daną zmysłowo,
poznawalną przy pomocy „aparatury scjentystycznej", pozba­
wioną tajemnic w tym choćby stopniu, że to, co jeszcze nie
wytłumaczone, zostanie wytłumaczone w przyszłości, dzięki
postępowi nauki. Przyjmując to, zakładają istnienie „drugiej
strony" rzeczywistości, lub istnienie rzeczywistości innej,
innego wymiaru. T o , wzięte razem, daje obraz dwoisty lub
rozdwojony. Lub, inaczej m ó w i ą c , rozdarty, pęknięty. I z próby
„retuszu" tego pęknięcia wyłania się współczesna koncepcja
symbolu.
M ó w i m y , że symboliczne dążenia współczesnej sztuki i kul3

�tury są próbami nawrotu do - na przykład - archaicznych czy
egzotycznych kultur. Artyści reprezentujący symbolizm, a także
inne jeszcze kierunki na przełomie i w początkach naszego
stulecia, („ncotradycjonalizm" Denisa, prekubistyczny okres
Picassa) faktycznie sięgają do owych pozaeuropejskich źródeł,
czego najjawniejszym i najbardziej znanym signum są ucieczki
Gauguina na Martynikę, do Bretanii i na Tahiti. Ale to nie
zmienia niczego. W każdym przypadku Europejczyk, choćby
uciekał na antypody, zabiera ze sobą obraz świata, obraz
rzeczywistości rozdwojony, i tworzy symbole: obrazy złożone
z dwu części, zespolonych mniej lub bardziej, gorzej lub lepiej,
ale zawsze semantycznie i - co najważniejsze - ontologicznie
dwoiste. Współczesna europejska sztuka, nauka, kultura są
- wbrew temu co pisał Czerwiński we fragmentach z Przyczyn­
ków do antropologii współczesności
- do głębi uwikłane
w myślenie symboliczne, które nie ma nic wspólnego z ar­
chaiczną czy „pierwotną" tradycją i „wizją świata". A są
uwikłane, ponieważ (w generalnym wymiarze) żaden „antypozytywistyczny p r z e ł o m " nie dokonał się jeszcze: filozofia
wciąż jest przede wszystkim epistemologią, jest zdominowana
przez sejentyzm, przez model ścisłych nauk, i mimo cały
przewrót filozofii egzystencjalnej (Heidegger, Jaspers, Marcel)
wciąż nic jest się w stanie wydobyć z pokantowskiego impasu,
albo - jeśli odchodzi od epistemologii, ucieka w etykę (jak
„filozofia dialogu"), lub w inne jeszcze swe „pod-dziedziny",
byle by nie podjąć żadnej radykalniejszej „decyzji ontologicznej". Wciąż mówi się w tej dziedzinie o tym, jak coś poznawać,
a nigdy o tym jak istnieje to, co istnieje. Dlatego, powtarzam,
pozytywistyczne myślenie trwa - a przez to musi nas obsesyjnie
męczyć problem symbolu.
To jedna strona stanu rzeczy. Druga, od tej bezpośrednio
zależna, to przekonanie - będące projekcją współczesnego
myślenia na myśl pierwotną - przekonanie, że kultury archaicz­
ne cechował symbolizm. Nawet Eliade, którego uważam za
jednego ze swoich największych duchowych mistrzów, a który
stworzył pojęcie „archaicznej ontologii", nadużywa - moim
zdaniem - pojęcia symbolu, o owych archaicznych regułach
myślenia o rzeczywistości pisząc. A pojęcie to nie jest możliwe
na gruncie „ontologii archaicznej" właśnie. Dlaczego? Dlatego,
że rzeczywistość, myślana tam religijnie, nic zawiera żadnej
dwoistości, żadnych pęknięć, które by symboliczne myślenie
musiało zacierać albo „ z l e p i a ć " . Myślenie symboliczne jest
myśleniem „ p r z e ł a m a n y m " - jeśli tak rzec można, odwołując
się do greckiego pierwszego znaczenia terminu „ s y m b o l o n " .
Z pojęciem „ s y m b o l " jest podobnie, jak z pojęciem „ s a c r u m " .
Zjawia się ono tam i wtedy, gdy myślenie o rzeczywistości
traci swoje korzenie religijne.
Proszę wybaczyć, że powołam się na pewne własne doświad­
czenie badawcze. Od kilku lat prowadzę wykład z teorii
ornamentu, przez „ o r n a m e n t " rozumiejąc takie wizualne przed­
stawianie kosmosu, którego nie jest w stanie uwidocznić
figuracja (co nie znaczy, że elementy figuratywne w ornamencie
pojawiać się nie mogą - mogą, ale są poddane porządkowi
wyższemu czy głębszemu niż odwzorowywanie kształtów
danych w potocznym doświadczeniu zmysłowym tylko). Or­
nament jest - jak powiedzielibyśmy, mocno upraszczając
sprawę, i używając niewłaściwego wyrażenia, które coś przy­
bliża, ale i zakłamuje zarazem - ornament jest „abstrakcyjnym"
albo „abstrakcyjnofiguralnym" przekładem niewidzialnego
w widzialne, i jest też ukazywaniem w widzialnym tego, co
niezmysłowe. I tak pojęty ornament wiąże się nierozerwalnie
z wizją świata, rzeczywistości, bezwarunkowo związaną z reli­
gijnym tej rzeczywistości myśleniem i przeżywaniem. Tam,
4

gdzie ornament „ ż y j e " , nie ma miejsca na żadne „profanum"
- wszystko jest pojmowane sakralnie, a zatem nie istnieje też
sfera „ s a c r u m " , bo „ s a c r u m " zjawia się dopiero w opozycji do
„ p r o f a n u m " . Kiedy myślenie religijne, jako dominujące czy
totalne, w jakiejś kulturze słabnie lub zamiera, ornament
przekształca się w czystą dekoracyjność. Późnoromańska sztuka
europejska ukazuje początki tego procesu. Rozwój myślenia
naukowego (może wręcz od teologii jako n a u k i poczynając)
spycha na margines, a w ostatecznym rezultacie likwiduje
„ontologię archaiczną". Europa oczywiście przoduje w tym
procesie. Co najmniej od czasów renesansu ornament, jako
postać „wysokiej sztuki", nie jest tu j u ż w ogóle możliwy. Poza
tym, dalej, rozwarstwienie sztuki na „ w y s o k ą " i „niską" zjawia
się jako następny etap procesu tego samego, a zjawia się poprzez
podział na sztukę sakralną i świecką. I wówczas rodzi się ta
postać symbolu, z którym mamy takie kłopoty, i który - jako
pojęcie - nierozdzielnie zespala się ze sztuką w ogóle. „Symboliczność", „ s y m b o l " nie są zjawiskami archaicznymi, które
by należało odradzać, do których można by nawracać: są
wytworem nowożytności, laicyzacji kultury, zaniku owej rze­
czywistości, którą w Credo nazywamy do dziś rzeczywistością
„rzeczy widzialnych i niewidzialnych" - choć i tu j u ż słychać
niebezpieczny pogłos jakiegoś rozróżnienia, podziału. Nie
należy zatem, gdy się tęskni za powrotem do korzeni, mówić
0 powrocie do symboli, lecz o powrocie do takiej ontologii, jaką
próbował wskrzesić Heidegger, „ontologii fundamentalnej",
która myślenie symboliczne wyklucza.
M ó w i m y o symbolach, gdy chcemy wyminąć pułapkę tajem­
nicy wszystkiego, co rzeczywiste - nie tylko tego, co w niej
niewidzialne, ale może przede wszystkim tego, co w niej
widzialne, pozornie poznawalne do końca, oswojone, znane
1 zrozumiałe. I tylko największa sztuka (o religijnie autentycz­
nym przeżywaniu świata nie mówiąc), tylko ona stanowi
w naszej kulturze asymboliczną enklawę, w której zderzamy się
wprost z niepoznawalnością i uświadamiamy sobie naszą
ograniczoność w świecie stworzonym, naszą skończoność
wobec nieskończoności, dotykamy linii horyzontu, za którym
wciąż się rozciąga to, co niepoznawalne. A symbol pozoruje
poznawalność - i o tej, w nim ukrytej pułapce racjonalizmu,
każe nam zapominać.
Dariusz Czaja, cytując w ostatnim rozdziale swej pracy
wypowiedzi wielkich twórców kina (Felliniego, Bunuela, Berg­
mana), nieufnie odnoszących się do pojęcia „ s y m b o l " , potwier­
dza to, o czym mówiłem. C o ś podobnego pobrzmiewa w inte­
resującym, i bardzo przez Autora eksponowanym tekście
Fredericksena, który pisze o „niemożności wytłumaczenia się
z odczuwanej mocy pewnych obrazów, filmów, twórców
filmowych". Czaja komentuje to tak: „Potrzeba wyrażenia jak
najbardziej realnych, a nie dających się wyartykułować w ist­
niejących językach teoretycznych sensów dzieła
filmowego,
wymusza poszerzenie istniejących teorii z n a c z e n i a " . B y ł b y m tu
może innego zdania: ta sytuacja domaga się raczej zmiany
języka, która poparta by była zmianą stanowiska generalnie
decydującego o współczesnym dyskursie o sztuce - a to
znaczyłoby: odejścia od pytań, jak mówimy o tym, o czym
mówimy, ku pytaniom o to, w jaki sposób i s t n i e j e i to,
o czym mówimy (czyli sztuka), i to o czym mówi to, o czym
mówić chcemy (czyli rzeczywistość przez sztukę poznawana).
Autor omawianej tu dysertacji sam jest wobec symbolu
nieufnie nastawiony. Jeśli nie mówi tego wprost, można to
wyczytać między wierszami. Parokrotnie powraca w pracy coś,
co bym nazwał tęsknotą za wyraźnym ontologicznym gruntem,
na którym oprzeć by się było można, mówiąc o kulturze czy

�sztuce. Poza tym, w załączonych na końcu rozprawy analizach
czterech filmów, nie ma w zasadzie mowy o symbolach. Mówi
się tam o mitach i toposach (należę do grona nieufnie na­
stawionych do psychologii i nauk oraz metod do niej zbliżo­
nych, dlatego nie używam słowa „ a r c h e t y p " ) . A mity i tópoi, to
zupełnie co innego niż symbole - co chyba jest stwierdzeniem
banalnym. M i t zarazem odnosi nas do tradycji, pozwala na
odnalezienie korzeni, i wydobywa nas z kleszczy historii
i historyzmu. M i t , a nie symbole, trwa jako prawdziwy ślad
„wielkiego czasu" i jako residuum „ontologii archaicznej".
Oczywiście mit traktowny z odpowiednią powagą i bez spłyceń.
W naszym stuleciu jednym z przykładów takiego odradzania
mitów w sztuce najwyższej (podaję właśnie ten przykład
dlatego, że jest mi szczególnie bliski) to teatr Eliota. Teatr ten
nie jest symboliczny: mówi o rzeczywistości wprost, jako
o sferze totalnej tajemnicy (tak jak poezja Eliota czy poezja
Rilkego). I po to (z pewnością po to) by tak o niej mówić należy,
bo tak się o niej mówiło u początków europejskiej sztuki (a
sztuka jest czymś niezmiennym) - sięga Eliot po starą „tech­
nikę" dramatu greckiego, gdzie fabuła była czymś danym
niejako odwiecznie, bo czymś zawartym w mitach. A czyniąc
to, te same mity Eliot wykorzystuje, choć akcję swoich sztuk
umieszcza we współczesnych realiach. Sweeney
Agonistes
nawiązuje do komedii Arystofanesa (i równocześnie tytułem do
tragedii Miltona Samson Agonistes), Zjazd rodzinny (1939) jest

- j a k to m ó w i m y - „trawestacją" Orestei, Coctail Party ma swój
wzór w tragedii Eurypidesa Alkestis, The Confidential Clerk
(1953) to znowu powtórzenie tragedii Eurypidesa łon, a naj­
większe arcydzieło dramatyczne poety, Elderly
Statesman
(1959), to po prostu nawe „ w c i e l e n i e " Edypa w Kolonos
Sofoklesa. Mamy tu wszędzie to, o czym m ó w i ą deklaratywnie
a bez pokrycia rzecznicy i zawodowi teoretycy symbolizmu:
mamy pełnię totalnej, jednej a niezgłębionej rzeczywistości
- i nie mamy cienia symbolizmu. Wszystko jest jawne, nic nie
jest schowane, jak korzenie drzewa, którego samą koroną
i równie widzialnym pniem zajmując się mówimy, że są tam
- prócz tego, o czym, i tylko o czym m ó w i m y - jeszcze
„symboliczne treści ukryte". Cała gadanina o symbolizmie,
której tyle we współczesnej humanistyce, sprowadza się właśnie
do tego: powiedzieć, że prócz tego, co prosto opisać i wyjaśnić
mniej więcej do końca się daje, istnieją jeszcze inne, głębokie
warstwy rzeczy czy dzieła opisywanego, i poprzestać na tym
stwierdzeniu. Poprzestać dlatego, by nie wypaść z konwencji
i akademickich, uznanych rygorów naukowości.
Praca Dariusza Czai jest w j a k i m ś stopniu rozdarta przez
poczucie tego naukowego zakłamania. Ale obecność tego
poczucia tak wyraźnie dochodzi tu do głosu, że rozprawa ta jest
niebywale inspirująca, niepokojąca, pełna - rzec by się chciało
- twórczego rozdrażnienia.
Warszawa, grudzień 1994

O antropologii i symbolu
Rozmowa z prof. W i e s ł a w e m Juszczakiem
z u d z i a ł e m Zbigniewa Benedyktowicza, Dariusza Czai, Wojciecha Michery,
Teresy Rutkowskiej, S ł a w o m i r a Sikory i Joanny Tokarskiej-Bakir
Z . Benedyktowicz. Zaprosiliśmy Państwa do redakcji „Kon­
tekstów", by porozmawiać o refleksjach i tezach przedstawio­
nych w tekście pana profesora Wiesława Juszczaka O ant­
ropologii i symbolu. I taki też tytuł damy tej rozmowie. Myślę,
że zwłaszcza dla nas - w większości tu - antropologów znajdują
się tu bardzo ciekawe tezy, które budzić mogą kontrowersje
i ożywioną dyskusję. Jeśli można, na wstępie, coś zasugerować,
to trzy takie punkty chciałbym tutaj zaproponować, wokół
których mogłaby potoczyć się ta rozmowa. Pierwszy, to bardzo
ogólny plan: IM problem interpretacji i wyobraźni antropologi­
cznej, czym ona jest? Dwa następne zaś, bardziej szczegółowe,
wyznaczają tezy, które pojawiły się w tym tekście, to jest
kwestia 121 rozróżnienia pomiędzy etnografią (etnologią) a ant­
ropologią i kwestia /3/ obecności (nieobecności?) symbolu
w kulturze pierwotnej, archaicznej i współczesnej. (Oczywiście,
to tylko taki zarys ogólny planu tej rozmowy i w niczym nie
chciałbym narzucać porządku, czy ograniczać swobody wypo­
wiedzi, w których z pewnością wszystke te trzy wątki w taki, czy
inny sposób się tu pojawią i dojdą do głosu). M o ż n a by dodać tu
jeszcze jeden punkt i zacznę od niego: Dlaczego ten tekst wydał
się nam tak ważny (bądź, co w nim upatrujemy za ważne), że
wywołało to w nas chęć i potrzebę tego spotkania i rozmowy?

Dla mnie na przykład ważne w nim jest echo wcześniejszego
tekstu pana profesora, nota-bene zatytułowanego Treść pierw­
szych rzeczy. T o była w y p o w i e d ź zamieszczona w „Res
Publice", w cyklu prowadzonym przez to pismo, zatytułowa­
nym Atelier', gdzie rozmaici autorzy i uczeni opowiadali o tym
czym się zajmują, co mają na warsztacie. Myślę, że ten
wcześniejszy tekst dobrze charakteryzuje, oddaje charakter
tego, który ma być teraz przedmiotem do dyskusji i punktem
wyjścia dla naszej rozmowy. Znajduję bowiem tu w nim
odzwierciedlenie pewnej postawy, zarysowanej i sformułowa­
nej w tamtym wcześniejszym tekście, postawy, którą pan
profesor, z właściwym sobie wdziękiem, ironią i przekorą,
określił jako „dyletantyzm o ś w i e c o n y " . Na czym on polega?
Niech m i będzie wolno przywołać fragment tamtego pańskiego
opisu:
„Choć zawsze podziwiam fachowość, zawsze też obawiam się
i nie znoszę rutyny. Co pozostaje w takiej sytuacji? Pozostaje
ryzyko dyletantyzmu, który — jeśli wybierany jest przy pewnej
znajomości
rygorów akademickich - powinien być kont­
rolowany i w miarę możliwości „oświecony".
Dyletantyzm
taki zdaje się zapewniać dostęp do tego, co rutyna zabija: do
uczucia zaskoczenia, do stawiania pytań naiwnych, które
5

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6421" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6401">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f7bc26983615a877feb0e20312746c6b.pdf</src>
        <authentication>0413df35e737a67b28b1d6ddc9aba68e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76500">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3644</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76501">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76502">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3421</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76503">
                <text>O Antropologii i symbolu. Rozmowa / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76504">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2, s.5-19</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76505">
                <text>Juszczak, Wiesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76506">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76507">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76508">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76509">
                <text>sztuce. Poza tym, w załączonych na końcu rozprawy analizach
czterech filmów, nie ma w zasadzie mowy o symbolach. Mówi
się tam o mitach i toposach (należę do grona nieufnie na­
stawionych do psychologii i nauk oraz metod do niej zbliżo­
nych, dlatego nie używam słowa „ a r c h e t y p " ) . A mity i tópoi, to
zupełnie co innego niż symbole - co chyba jest stwierdzeniem
banalnym. M i t zarazem odnosi nas do tradycji, pozwala na
odnalezienie korzeni, i wydobywa nas z kleszczy historii
i historyzmu. M i t , a nie symbole, trwa jako prawdziwy ślad
„wielkiego czasu" i jako residuum „ontologii archaicznej".
Oczywiście mit traktowny z odpowiednią powagą i bez spłyceń.
W naszym stuleciu jednym z przykładów takiego odradzania
mitów w sztuce najwyższej (podaję właśnie ten przykład
dlatego, że jest mi szczególnie bliski) to teatr Eliota. Teatr ten
nie jest symboliczny: mówi o rzeczywistości wprost, jako
o sferze totalnej tajemnicy (tak jak poezja Eliota czy poezja
Rilkego). I po to (z pewnością po to) by tak o niej mówić należy,
bo tak się o niej mówiło u początków europejskiej sztuki (a
sztuka jest czymś niezmiennym) - sięga Eliot po starą „tech­
nikę" dramatu greckiego, gdzie fabuła była czymś danym
niejako odwiecznie, bo czymś zawartym w mitach. A czyniąc
to, te same mity Eliot wykorzystuje, choć akcję swoich sztuk
umieszcza we współczesnych realiach. Sweeney
Agonistes
nawiązuje do komedii Arystofanesa (i równocześnie tytułem do
tragedii Miltona Samson Agonistes), Zjazd rodzinny (1939) jest

- j a k to m ó w i m y - „trawestacją" Orestei, Coctail Party ma swój
wzór w tragedii Eurypidesa Alkestis, The Confidential Clerk
(1953) to znowu powtórzenie tragedii Eurypidesa łon, a naj­
większe arcydzieło dramatyczne poety, Elderly
Statesman
(1959), to po prostu nawe „ w c i e l e n i e " Edypa w Kolonos
Sofoklesa. Mamy tu wszędzie to, o czym m ó w i ą deklaratywnie
a bez pokrycia rzecznicy i zawodowi teoretycy symbolizmu:
mamy pełnię totalnej, jednej a niezgłębionej rzeczywistości
- i nie mamy cienia symbolizmu. Wszystko jest jawne, nic nie
jest schowane, jak korzenie drzewa, którego samą koroną
i równie widzialnym pniem zajmując się mówimy, że są tam
- prócz tego, o czym, i tylko o czym m ó w i m y - jeszcze
„symboliczne treści ukryte". Cała gadanina o symbolizmie,
której tyle we współczesnej humanistyce, sprowadza się właśnie
do tego: powiedzieć, że prócz tego, co prosto opisać i wyjaśnić
mniej więcej do końca się daje, istnieją jeszcze inne, głębokie
warstwy rzeczy czy dzieła opisywanego, i poprzestać na tym
stwierdzeniu. Poprzestać dlatego, by nie wypaść z konwencji
i akademickich, uznanych rygorów naukowości.
Praca Dariusza Czai jest w j a k i m ś stopniu rozdarta przez
poczucie tego naukowego zakłamania. Ale obecność tego
poczucia tak wyraźnie dochodzi tu do głosu, że rozprawa ta jest
niebywale inspirująca, niepokojąca, pełna - rzec by się chciało
- twórczego rozdrażnienia.
Warszawa, grudzień 1994

O antropologii i symbolu
Rozmowa z prof. W i e s ł a w e m Juszczakiem
z u d z i a ł e m Zbigniewa Benedyktowicza, Dariusza Czai, Wojciecha Michery,
Teresy Rutkowskiej, S ł a w o m i r a Sikory i Joanny Tokarskiej-Bakir
Z . Benedyktowicz. Zaprosiliśmy Państwa do redakcji „Kon­
tekstów", by porozmawiać o refleksjach i tezach przedstawio­
nych w tekście pana profesora Wiesława Juszczaka O ant­
ropologii i symbolu. I taki też tytuł damy tej rozmowie. Myślę,
że zwłaszcza dla nas - w większości tu - antropologów znajdują
się tu bardzo ciekawe tezy, które budzić mogą kontrowersje
i ożywioną dyskusję. Jeśli można, na wstępie, coś zasugerować,
to trzy takie punkty chciałbym tutaj zaproponować, wokół
których mogłaby potoczyć się ta rozmowa. Pierwszy, to bardzo
ogólny plan: IM problem interpretacji i wyobraźni antropologi­
cznej, czym ona jest? Dwa następne zaś, bardziej szczegółowe,
wyznaczają tezy, które pojawiły się w tym tekście, to jest
kwestia 121 rozróżnienia pomiędzy etnografią (etnologią) a ant­
ropologią i kwestia /3/ obecności (nieobecności?) symbolu
w kulturze pierwotnej, archaicznej i współczesnej. (Oczywiście,
to tylko taki zarys ogólny planu tej rozmowy i w niczym nie
chciałbym narzucać porządku, czy ograniczać swobody wypo­
wiedzi, w których z pewnością wszystke te trzy wątki w taki, czy
inny sposób się tu pojawią i dojdą do głosu). M o ż n a by dodać tu
jeszcze jeden punkt i zacznę od niego: Dlaczego ten tekst wydał
się nam tak ważny (bądź, co w nim upatrujemy za ważne), że
wywołało to w nas chęć i potrzebę tego spotkania i rozmowy?

Dla mnie na przykład ważne w nim jest echo wcześniejszego
tekstu pana profesora, nota-bene zatytułowanego Treść pierw­
szych rzeczy. T o była w y p o w i e d ź zamieszczona w „Res
Publice", w cyklu prowadzonym przez to pismo, zatytułowa­
nym Atelier', gdzie rozmaici autorzy i uczeni opowiadali o tym
czym się zajmują, co mają na warsztacie. Myślę, że ten
wcześniejszy tekst dobrze charakteryzuje, oddaje charakter
tego, który ma być teraz przedmiotem do dyskusji i punktem
wyjścia dla naszej rozmowy. Znajduję bowiem tu w nim
odzwierciedlenie pewnej postawy, zarysowanej i sformułowa­
nej w tamtym wcześniejszym tekście, postawy, którą pan
profesor, z właściwym sobie wdziękiem, ironią i przekorą,
określił jako „dyletantyzm o ś w i e c o n y " . Na czym on polega?
Niech m i będzie wolno przywołać fragment tamtego pańskiego
opisu:
„Choć zawsze podziwiam fachowość, zawsze też obawiam się
i nie znoszę rutyny. Co pozostaje w takiej sytuacji? Pozostaje
ryzyko dyletantyzmu, który — jeśli wybierany jest przy pewnej
znajomości
rygorów akademickich - powinien być kont­
rolowany i w miarę możliwości „oświecony".
Dyletantyzm
taki zdaje się zapewniać dostęp do tego, co rutyna zabija: do
uczucia zaskoczenia, do stawiania pytań naiwnych, które
5

�mogą się okazać głębokie i na które odpowiedź nie musi być
do końca i bezwzględnie
udzielana. (...) Tu znowu wraca,
innymi drzwiami, problem specjalizacji, problem
„naukowo­
ści '' humanistyki. Bo mimo wszystkie
„antypozytywistyczne''
hasła i przełomy, obiektywizm i ścisłość ścisłych nauk po dziś
dzień straszy w dziedzinie nauk „o duchu". Dlatego ryzyko
dyletantyzmu, jakkolwiek
ograniczane i oswajane,
pozo­
stawia nas w niesmaku i zmorze kompleksów
wobec tych,
którzy kroczą po utartych i jasno wytyczonych drogach. Takie
drogi wyznacza w każdej dyscyplinie jej własna
„literatura
przedmiotu". Na skutek tego każdy z owych szlaków jawi się
jako równocześnie
ograniczony, osobny i nieskończony,
nie
do przebycia, nie do wyczerpania w osobniczej skali. To, co
nazwałem dyletantyzmem, polega na szukaniu własnej ścieżki
obok, a częściej jeszcze w poprzek tych z pozoru pewnych
i jedynych arterii naukowego
ruchu."
Tekst, o którym mamy m ó w i ć - tak zresztą, jak i wiele innych
pana autorstwa - idzie właśnie taką ścieżką obok. I dlatego jest
tak frapujący dla nas antropologów, że możemy się czegoś
0 sobie dowiedzieć, o naszej dyscyplinie widzianej oczami
historyka sztuki, filozofa sztuki, który wkracza na „ n a s z " teren
1 swobodnie porusza się w obszarze zagadnień, którymi się
zajmujemy. Ten tekst rozwija się nie tylko „ o b o k " , ale idzie
czasem także naprzeciw, na przekór naszej rutynie, w poprzek
naszej drogi. Tak samo pod tym względem może być frapujący
zwłaszcza dla tych, którzy zajmują się symbolem.
Dla mnie należy on - tak jak i inne pańskie prace - do tego
nurtu tekstów i prac autorów, którzy uprawiają i rozwijają - jak
to sobie nazywam - antropologię poza antropologią. W pana
przypadku, jak i w przypadku innych, nielicznych autorów ten
nurt jest o tyle ciekawszy, że w odróżnieniu od wielu, pan
uprawiając ją, nie używa ani nie nadużywa nazwy antropologia.
Podczas gdy wielu tak czyni, pan nie udaje, ani nie musi
udawać, że jest antropologiem. Ta postawa „dyletantyzmu
o ś w i e c o n e g o " zaowocowała, czego świadkami możemy być tu
w Instytucie, m.in. tym, że podejmuje pan najróżnorodniejsze
tematy i wątki, że obok zajmowania sic ornamentem, „ontologią
ornamentu", paleolitycznym eposem u Australijczyków, po­
święca pan uwagę filmowi (mam tu na myśli pańskie semina­
rium filmowe o twórczości Bergmana, w którym mogliśmy
uczestniczyć), a teraz dowiaduję się, że jest pan w przededniu
przygotowań wyprawy do Nepalu. Poprzestanę na tym, bo nie
sposób wymieniać tu innych tematów i zajęć, którymi pan się
jeszcze na tej własnej ścieżce: „ o b o k " , o b o k tego wszystkiego,
0 czym wspomniałem, zajmuje. Z wszystkiego tego powstają
prace i eseje, z których kilka udało się nam w naszym piśmie
opublikować', i jak w przypadku tamtych tekstów, tak i teraz
cieszymy się z tego, że udało nam się go pozyskać, i niech mi
będzie wolno j u ż w tym miejscu podziękować panu za to
spotkanie i za podjęcie z nami tej rozmowy.
Na początku chciałbym się skupić na tym bardzo inte­
resującym rozróżnieniu pomiędzy etnografią a antropologią,
jakiego Pan dokonał. U w a ż a m to za rzecz bardzo istotną.
Chciałbym się do tego odnieść. A ponieważ będzie to zawierało
pewną polemiczną nutę, to zacytuję jeszcze raz ten fragment,
żebyśmy mogli sobie go dobrze przypomnieć. Pisze pan:
„Antropologia tak jak 'humanistyka' jest nauką o człowieku
1 jego wytworach. Greckie étimos oznacza najpierw pewną
zbiorowość, ' l u d ' , u Homera pewną ' g r o m a d ę ' lub ' z a s t ę p ' ,
zatem coś, co przeciwstawić m o ż n a czemuś innemu, a przynaj­
mniej wyodrębnić z generalnej kategorii ánthropoi.
I stąd,
później, éthnos zabarwić się m o ż e znamieniem odrębności lub
zdecydowanej obcości."(...) - i potem następuje przytoczenie
tej etymologii, jak słowo to pojawia się u Arystotelesa w
1

6

liczbie mnogiej (ta éthna) jest postawione j u ż w jawnej opozycji
wobec Hellènes, czyli my, i daje się tłumaczyć przez barbarzyń­
cy." Dalej mówi pan, że ta etymologia jest nie do wykorzenienia
w dzisiejszym sensie słowa „etnologia", „choćby przez samo
zawężenie oznaczanego nim pola obserwacji" i przez to
z antropologią utożsamiać się nie daje. W konkluzji, zatem,
radzi pan z wymiennego stosowania tych terminów w ogóle
zrezygnować.
Jednakże broniłbym możliwości wymiennego, bądź jedno­
czesnego, równoczesnego stosowania tych terminów. - Dlacze­
go? Pomijając j u ż powszechną praktykę, że tak się po prostu
dzieje mimo różnic j ę z y k o w y c h , kulturowych, w obrębie
rozmaitych tradycji naukowych: francuskiej, niemieckiej, an­
gielskiej, amerykańskiej, polskiej, terminy te: etnografiaetnologia-antropologia, one się na siebie n a k ł a d a j ą . Ale
i niezależnie od tego faktu, broniłbym możliwości wymiennego,
stosowania tych terminów, bo kryje się za tym, coś ważniejsze­
go. Pewna specyficzna dwoistość, dwubiegunowość etnografii,
etnologii i antropologii, na którą zwracał uwagę Lévi-Strauss.
Pokazując i pisząc, że etnologia (konstatując przy tym jedynie,
bez zająknięcia, bez żadnego słowa komentarza, że dziś „coraz
częściej nazywana antropologią"), - bada i śledzi wszelkie
partykularyzmy kulturowe, (i to jest jeden biegun), a w ten
sposób dążąc do uchwycenia człowieka w jego najróżnorodniejszych przejawach - z drugiej strony ma zawsze w swoim planie,
na swoim horyzoncie (i to jest drugi biegun) kondycję ludzką.
To jest, dla mnie szczególenie ważne. A także i to: że z chwilą
pojawienia się etnografii- etnologii, wyłaniania się jej jako
nauki, ta „pierwsza" antropologia, j a k ą była antropologia
filozoficzna, antropologia in abstracto, zaczęła widzieć - dzięki
doświadczeniu etnografii i etnologii - człowieka in conereto. Co
więcej, te dwa plany, o których pan profesor wspomina
„zewnętrzność" (w etnologii), „ b l i s k o ś ć " (w antropologii) nie
muszą kłócić się ze sobą, i stanowić o rozłączeniu. Dlatego, że
etnologia i etnografia zapewnia nas, że przez poznanie innych
poznajemy siebie. W ten sposób jakby ta głęboka europejska
tradycja filozoficzna zostaje poszerzona. Bo tu już nie tylko
idzie o to: „poznaj samego siebie", ale o to, że dzięki
doświadczeniu zetknięcia się z innymi kulturami, kształtowa­
niem się opisów, ta wiedza o innych, o barbarzyńcach, o tych
poza nami, jakby wzbogacała, wchodziła w krąg antropologii
(tracąc po drodze jej „ e g o c e n t r y z m " ) . Nie jest to więc wcale
kwestia naszej nieuwagi. Myślę, że za tym wymiennym stoso­
waniem terminów etnografia - etnologia - antroplogia może
przemawiać także troska o zachowanie tej podwójnej
perspek­
tywy, która nie traci nigdy z pola widzenia: pewnych uniwersaliów, gdy bada lokalność, a badając partykularność kulturową,
partykularność etniczną, ma zawsze w planie tę jedność jaką
daje kondycja ludzka. Tu chodzi o to, że to „spojrzenie z oddali"
- że j u ż użyję tytułów ostatnich esejów Lévi-Straussa - jest
w gruncie rzeczy jednocześnie spojrzeniem „z bliska i z oddali".
Zapraszam państwa do dyskusji.
D . Czaja. Słusznie zwraca u w a g ę pan profesor, że w swojej
pracy dość niefrasobliwie, nie dość konsekwentnie, przywołuję
różne terminy: raz m ó w i ę o antropologii, innym razem o etno­
grafii. Ja bym tutaj nie mieszał tego trzeciego terminu etnologia.
Z jednej strony rzeczywiście jest takie rozróżnienie, o którym p.
Benedyktowicz mówił, i o którym pan profesor wspominał,
które gdzieś odwołuje się do źródłosłowu, do tego pierwszego
członu obydwu nazw, czyli éthnos i dnthropos, ale jest i ta
różnica, o której wspominam w pracy, która odnosi się też do
drugiej części obydwu nazw: logos i graphos. Proszę mianowi­
cie zauważyć, że w tych książkach, które od jakiegoś czasu
hołubimy, na które się powołujemy, do których się zwracamy

�- myślę tutaj o pracach Clifforda czy Geertza - nie przypadkiem
pojawia się termin etnografia, termin który j u ż troszkę za­
rzuciliśmy, bo jak słusznie a złośliwie powiada się, że etnologia
a zwłaszcza antropologia to brzmi ładniej i dumniej. A ci
panowie, jak na złość mówią właśnie o etnografii, zwracając
uwagę na to, że robota badacza zawsze zastyga w słowie, że
produkt finalny jest tekstem. Etnografia jest zawsze pisana, stąd
też oni nie przypadkiem mówią o etno - grafii, Ja powiedział­
bym tak, że oczywiście wolę termin antropologia, bo ánthropos
jest rzeczywiście szerszą kategorią niż étimos, ale gdybym
rzeczywiście chciał być konsekwentny i uwzględniać obydwie
te tradycje, o których mówiłem to powinienem raczej, pół
żartem, powiedzieć o antropografii, zachowując tym samym
jeden i drugi człon obydwu nazw, bo to by oddawało istotę tej
nauki, którą j a bym chciał uprawiać: z jednej strony zwraca się
tu uwagę na pewną wspólnotę doświadczeń, szukanie obok
oczywistych odrębności, inności, również tego, co stałe i wspól­
ne, zarówno w przekroju historycznym jak i geograficznym.
Z drugiej, kładzie się nacisk nato, że obojętnie czy to jest robota
w terenie, czy też pisanie o innych „tekstach": sztuce, fotografii
czy filmie, zawsze ten końcowy efekt naszej pracy jest
„pisany", jest pracą pisarską, a jeśli tak, to wynikają z tego
określone konsekwencje. Nie przeceniałbym, jak się to czasem
dzieje, roli języka w „robieniu" etnografii czy antropologii, ale
udawanie, że problem nie istnieje też najmądrzejszym pomys­
łem nie jest. Język, to nie jest niewinne medium. Niestety.
J . Tokarska. Ja jestem zdania, że racje stojące za wymien­
nym traktowaniem nazw etnologia i antropologia to są racje
natury historycznej. W Polsce jest tradycja wymiennego stoso­
wania tych nazw. Natomiast jak jest z pytaniem o istotę rzeczy
przez te nazwy nazywanych? Pan profesor tę istotę podejmuje,
starając się do tej istoty dotrzeć przez język. Nie wiem, jak się
opowiedzieć wobec tego ostatecznie, bo ciekawy jest ten pana
wywód etymologiczny, wiążący z etnologią zainteresowania
barbarzyńcami i obcością. Wszystko jednak zależy od tego, czy
0 tej obcości pomyśli się ontycznie czy ontologicznie, czy
pojmie się ją jako atrybut, czy jako relację, bo jeśli jako relację,
to wtedy z powodzeniem można tropić taką obcość u swoich.
Jest pytanie, oczywiście, co wtedy zrobić z pojęciem barbarzyń­
ca. To jest stary pomysł w etnologii zajmować się obcością
u swoich, nie tylko jeździć daleko, podglądać barbarzyńców, ale
też stawiać te pytania samemu sobie, w poszukiwaniu tej
ontologicznej tożsamości, a zatem również w poszukiwaniu tej
obcości w nas samych. Chodzi tu o trop Heideggerowskiej
myśli, że nasza wiedza jest większa od samowiedzy. T y m , co
wydaje mi się bardzo interesujące w etnologii jest owa obcość
w nieredukowalnej różnicy między wiedzą a samowiedzą.
Obcość nas samych wobec samych siebie, domagająca się
rozpoznania.
W. Michera. To etymologiczne rozróżnienie etnografii
1 antropologii wydaje mi się niezwykle ciekawe. Oto dwie na co
dzień funkcjonujące nazwy ukazują konsekwentnie dwa zasad­
nicze aspekty dyscypliny - szukanie obcości u swoich i swojskośei u obcych - choć z tej zależności nie zdawaliśmy sobie
sprawy. Jest to dodatkowy argument, by posługiwać się obiema
nazwami, choć też wskazówka, by określeń nie mnożyć ponad
potrzebę. Z jeszcze jednej strony owa równorzędność etnografii
i antropologii sprawia, że przydałoby się jednak jakieś okreś­
lenie nadrzędne, scalające. Coś w rodzju proponowanej przez
Dariusza Czaję antropografii albo nowej etnografii, ale oczywi­
ście podobne nowinkarstwo jest bardzo ryzykowne.
Z. Benedyktowicz. Co do tego wątku graphein, to warto
pamiętać i o tym, że to pisanie wynika z naszego widzenia
świata, postrzegania świata, porządkowania go itd. Dla mnie

etnografia to pole napięć pomiędzy tym, co lokalne a uniwersal­
ne; co partykularne, a co wspólne; co swojskie, co obce. Ta
robota pisarska odbywa się zawsze między tymi dwoma
biegunami. Dystans i uczestnictwo, „obserwacja uczestniczą­
ca". I dlatego bym, powtórzę, nie rezygnował z wielości
i przemienności tych terminów (bo nie czynię tego z lenistwa
czy przeciw puryzmowi terminologicznemu), tylko, że wszyst­
kie trzy etnografia - etnologia - antropologia, one oddają tę
dwubiegunowość, pełniej na różnych poziomach.
J . Tokarska. Ta „etnografia" w nowym rozumieniu może
być pomyślana (i chyba u Clifforda w różnych miejscach też tak
m o ż n a przeczytać) nie tylko jako pisarstwo, ale jako opis,
graphein, rzecz ujęta j ę z y k o w o . Akcentując ów opis, w etnogra­
fii opowiadamy się za hermeneutycznym zwrotem ku językowi,
za tezą, że poza język wyjść nie można. Chodzi o ów język
w najszerszym rozumieniu, ale jednak zawsze język, nie zaś
myśl czystą, przez fenomenologię uważaną za miejsce zjawia­
nia się bytu. Etnografia tak pojęta, uznająca i wyznająca fakt
swego zapośredniczenia przez język, nie jest więc żadną
„dyscypliną p o m o c n i c z ą " etnologii, ale tę „etnologię" inkorporuje, a przynajmniej pozbawia uprzywilejowania. Ta propo­
zycja terminologiczna jest absolutnie niekonkluzywna, bo
przecież w końcu my teraz zastanawiamy się, co znaczą słowa,
których używamy, nie traktując ich jak gotowych, ale właśnie
jako inteligentne tworzywo, które kształtujemy, zarazem w nim
będąc, bo także ono nas wypowiada.
W. Juszczak. Chciałbym zwrócić uwagę na taką rzecz, że
dwa czasowniki - legein i graphein oraz dwa rzeczowniki od
nich urobione - graphos i logos, w gruncie rzeczy mają
w europejskiej nauce tradycję taką, że tam gdzie się mówi
0 pisaniu, mówi się o badaniach szczegółowych, tam zaś gdzie
się przechodzi do „ l o g o s u " , m ó w i się o generalizacji, i dla mnie
różnica między etnologią a etnografią jest różnicą nie słowa
tylko doświadczenia i interpretacji. Tak bym to najogólniej ujął.
To znaczy zetknięcia się z fenomenem i ewentualnym opisa­
niem, to graphein w etnografii, niekoniecznie musi być opisem
po prostu. M o ż e być doświadczeniem czegoś i zobaczeniem,
oglądem. Natomiast etnologia wyznacza piętro interpretacji
bezwzględnie, i tu j u ż nie m o ż e m y poprzestać na opisie. Tak
widzę tę różnicę. W związku z tym gdybyśmy chcieli, wracając
do przykładu pana Czai, pójść za tym pomysłem antropografii,
to w gruncie rzeczy nie wiem czy antropografia nie byłaby
w stosunku do antropologii tym, czym wedle starego rozróż­
nienia, którego dokonał Croce, było rozróżnienie między
kroniką a historią. Między zapisem faktu a rekonstrukcją. Dla
mnie, intuicyjnie etnografia zawsze była nauką, która za­
trzymuje się na poziomie inwentaryzacji, mówiąc językiem
historyka sztuki, natomiast etnologia jest nauką, która nie może
zejść poniżej pewnych generaliów. Jedna dostarcza drugiej
materiałów do interpretacji. To tak, jak z ikonografią i ikonologią. Wyznaczany jest ciąg, w którym jedno nie musi być
oddzielone od drugiego. Wyznaczone jest nierozdzielenie etapu
budowania czegoś. Ikonologia, wedle definicji Panofskiego,
zawiera w sobie opis ikonograficzny, opis preikonologiczny
1 opis ikonologiczny. M o g ą istnieć jeszcze inne pośrednie. Ale
w gruncie rzeczy nie ma tu rozróżnienia między zapisem
a m o w ą , między doświadczeniem a myśleniem. Ja przynajmniej
tak to odczuwam czy rozumiem. Dotyczy to pewnej sprawy,
która wynikła w czasie dyskusji. Wracając do uwag p. Benedyktowicza: chodziło m i tylko o etnologię, zresztą w pracy mówi
pan, że będzie tych słów używał wymiennie, i to wywołało moją
reakcję etymologiczną, reakcję tak żywiołową, bo j a czuję
inaczej te słowa. Dla mnie antropologia jest bliższa humanis­
tyce, natomiast etnologia jest, m o ż n a tutaj dodać jeszcze jedną

�rzecz moim zdaniem niebagatelną, etnologia jest wytworem
kultury europejskiej, która się ustawia nad innymi. Ślad tego
właśnie mamy u Arystotelesa: Hellenes to oświeceni, a inni
ciemni. Tamci inni są nam obcy, nie są nami, a my stoimy wyżej.
Sprzeciw mój stąd pochodzi, że jestem obsesyjnym wyznawcą
idei Eliadego o kompleksie europoccntryzmu panującym w nau­
ce europejskiej. W całej nauce, ponieważ cała nauka jest
zbudowana w tym kręgu, teraz j u ż nazwanym zresztą euroamerykańskim.
Z . Benedyktowicz. A l e tu jest taka, istotna ambiwalencja, bo
wielu badaczy zwraca przecież uwagę na europejskość etnologii
czy etnografii, że ta nauka wyrosła na gruncie europejskim, jako
zainteresowanie kimś i n n y m , obcym. I to coraz bardziej się
pogłębiało, przemieniając się w pewnego rodzaju wręcz pokorę
poznawczą, tracąc ó w pierwotny negatywny sens zawarty w (ta
ćthna.)
W. Juszczak. Pokora nie jest tutaj taka zdrowa.
Z . Benedyktowicz. Nie, nie. Jest coś tu właśnie na rzeczy.
Kołakowski poświęcił temu wspaniały esej Szukanie barbarzyń­
cy*, w którym powiada, że to judeochrześcijaństwo, a jeszcze
bardziej doświadczenie chrześcijaństwa, leżące u źródeł Euro­
py, a więc to właśnie, co stanowi jądro duchowego obszaru,
który ujmujemy we wcale niejasnym trudnym, złożonym
i zawikłanym pojęciu: „ E u r o p a " , stworzyło tę specyficzną
wartość w kulturze europejskiej. Jest nią, jak powiada Kołakow­
ski, zdolność samozaprzeczenia. Zaprzeczenie, jakie dało w kul­
turze europejskiej, jakie wniosło w nią chrześcijaństwo, ta
wiążąca się z nim gotowość do ofiary, ta gotowość do
zobaczenia innego, otwarcia się na świat pogan, sam fakt
zainteresowania poganami, zwrócenia się do pogan, zmienia
właśnie sytuację. Chrześcijaństwo daje możliwość wyjścia poza
ciasny krąg plemienny. Z tej zdolności samozaprzeczenia,
zaparcia się samego siebie, jakie tkwią głęboko w chrześcijańst­
wie, rodzą się i wynikają inne wartości. T ą naczelną wartością
kultury europejskiej jest właśnie otwarcie się na innych. Z tych
źródeł wywodzi się też europejska etnologia i antropologia. Jest
tu miejsce i na autokrytycyzm i na facynację innym. Myślę
nawet, że ta fascynacja kimś innym, obcym prowadzi (czego
i dziś możemy być świadkami) czasami wręcz do pewnej
idealizacji świata kultury prymitywnej, „ d z i k i e g o " , barbarzyń­
cy. T u też jest miejsce na fascynację żywioną dla innych
wartości spoczywających w innych tradycjach kulturowych. To
także zobaczyć można dziś doprawdy gołym okiem. To jest ten
dylemat, jeszcze jedna dwoistość, ta ambiwalencja: europejs­
kiego stosunku do obcych.
W. Juszczak. Tylko jeszcze j a dodałbym j e d n ą rzecz
w związku z tym, co wspomniałeś o Kołakowskim. Nie
czytałem tego tekstu, ale jeżeli on tak twierdzi, to niestety widzi
chyba chrześcijaństwo właśnie przez listy św. Pawła. A to
znaczy: zbyt doktrynalnie, niestety. Ja bym się zatrzymał na
logia Chrystusa, i tu bylibyśmy jeszcze - jeśli tak można się
wyrazić - w domu. Potem zaczyna się dziać gorzej. Zaczyna się
ekspansja nawracania, ekspansja misyjna. Nie mam nic prze­
ciwko misjonarzom, żywię dla nich wielki podziw, ale uważam,
że poprzez to, co nazwałem tendencją i tradycją nawracania,
kultura europejska (nie religia judeochrześcijańska, tylko kul­
tura europejska wyrosła z tej religii) dokonała rzeczy strasznej
przez wspomniane poczucie wyższości, która to wyższość
mogła mieć jeszcze taki dodatkowy odcień, jaki niesie judais­
tyczna idea narodu wybranego. Ten odcień, który wbrew
Chrystusowi, wbrew literze Ewangelii, został nałożony na
chrześcijaństwo. Idea jedynej drogi, drogi wybranych, którzy
mają nie tylko wskazywać, ale narzucać (czasem siłą) drogę
innym. M ó w i ą c brutalnie, jak wiemy przecież z historii ta
8

„akcja" doprowadzała do przekonania, że cel uświęca wszelkie
środki.
Z . Benedyktowicz. To tylko tak pobieżnie, bo nie sposób tu
oddać subtelności tego wywodu. Kołakowski wychodzi od
krytyki takiego łatwego, powierzchownego walczenia z europocentryzmem, i gwałtownych napaści na kulturę europejską,
obwiniania jej o wszystko, co najgorsze. Świat barbarzyńców
ma mocne poczucie własnej wartości, ani siebie nie samobiczuje, ani sobie innymi kulturami nie zawraca głowy. Kołakowski
poszukuje takiej mocnej wartości w kulturze europejskiej
i odnajduje j ą właśnie w tej zdolności do samozakwestionowania się, o czego źródłach j u ż była mowa. Zwraca przy tym
uwagę, że przykładem tej wartości, czy samą taką wartością jest
właśnie nauka par exellance europejska, j a k ą jest antropologia
kultury. Żaden inny krąg religijny czy kulturowy nie wytworzył
ani takiej nauki, ani takiego typu zainteresowania, jakie wy­
tworzyły europejska etnologia i antropologia kultury. Oczywiś­
cie, zaraz ktoś powie: ona się interesowała dla kolonializmu, dla
podboju, dla ekspansji. Ja nie neguję tego nurtu ekspansji,
arogancji, wyższości. Ale trzeba przecież pamiętać, że u samych
początków obok podboju był ten nurt antropologiczny obecny:
Las Casas i inni, len antropologiczny wątek istniał, ten typ
zainteresowania, zafascynowania, szukania porozumienia i ro­
zumienia innego człowieka w jego innej sytuacji kulturowej,
językowej, etnicznej, egzystencjalnej. Że oprócz ekspansji, była
ta silna wola spojrzenia na siebie oczami innych. Była gotowość
do zakwestionowania własnej kultury
W . Michera. W idei misyjnej obecne jest założenie, że
jednak warto do tego obcego się udać. Bez tej idei obcy nie wart
jest zainteresowania; lub wart, ale podboju. A misja nie jest
zwykłym podbojem, jeśli nie w praktyce, to przynajmniej
w założeniach, a o nich raczej m ó w i m y . Jest formą zaintereso­
wania, dbałości o drugiego człowieka, choć niewątpliwie
przymusem, by go zmieniać. Nawet po to, by dostrzec istnienie
europocentryzmu trzeba najpierw uznać, że poza nami jest ktoś,
k i m warto się zająć.
S. Sikora. Sama idea nawrócenia kogoś zakłada, że ten ktoś
jest j u ż człowiekiem. W wielu kulturach - to choćby w nazwach
się o b j a w i a - z a ludzi uważa się tylko własną grupę czy plemię.
Natomiast zainteresowanie inną kulturą jest de facto stwier­
dzeniem, że ci ludzie też są ludźmi, i to jest pewnie pozytywne.
A że przy okazji chce się i m zmienić system wartości, czyli
uznaje się, że nasz jest lepszy, to oczywiście j u ż inna i gorsza
sprawa.
J . Tokarska. Z badań A n i Engelking znam białoruskie
opowieści o tym, jak chrzczono Żyda: „...i wtedy - mówią
- z Żyda zrobił się c z ł o w i e k " . Co do kwestii człowieka, którą
tak optymistycznie oceniłeś, Sławku, j a myślę że człowieka
rozpoznaje się w drugim pod warunkiem, że jest taki sam, jak ja.
Jeśli nie jest do mnie podobny, to on nie całkiem jest
człowiekiem. T u jest ta cienkość, która jednak w nawracaniu się
kryje. Natomiast jeśli chodzi o Kołakowskiego, ten tekst był
krytykowany ze względu na różne rzeczy, na przykład chodzi
o pytanie, czy rzeczywiście tylko Europejczyk interesował się
drugimi. To w końcu Arabowie - (Ibrahim Ibn Jakub) - nas
pierwsi odkryli, a nie my Arabów.
Z . Benedyktowicz. Ależ oczywiście nie mam tu wątpliwości,
bo wątek arabski ma swoje kapitalne znaczenie w kulturze
europejskiej (filozofia, matematyka), wszedł na trwałe do
dziedzictwa kultury europejskiej, i trudno by to negować. Dla
mnie to kultura europejska. A Ibrahim Ibn Jakub to Europejczyk
par exellence...
J . Tokarska. Tak to pod tym warunkiem, ale co wobec tego
z innymi.

�Z. Benedyktowicz. Otóż tu są różne kwestie. W r ó c ę na
chwilę do Kołakowskiego. On właśnie dobrze zdaje sobie (i
nam) sprawę z niejasności pojęcia „ E u r o p a " (zresztą ta część
książki, w której umieścił ten esej ma tytuł Kłopoty z kulturą).
Europa to tygiel w którym mieszają się różne wątki: z Azji
Mniejszej, z Azji Środkowej, ze Wschodu, i wątek arabski, to
nie jest „czysta" kultura. Zresztą nie wiem czy w ogóle takie
pojęcie „czystej kultury", „czystości kultury" byłoby nam do
szczęścia potrzebne. I właśnie dlatego Kołakowski, nie przez
historię (pytania: gdzie i kiedy się zaczyna Europa), nie przez
geografię (gdzie przebiegają jej granice), bo o tym można
byłoby długo dyskutować, ale przez pytanie o konstytutywną
wartość tej kultury, wartość, którą moglibyśmy afirmować, stara
się tę Europę uchwycić. I tą wartością jest właśnie wysiłek
łamania własnego „etnocentrycznego" zamknięcia. Ta zdol­
ność określiła naszą kulturę, zdefiniowała jej niepowtarzalną
wartość. On powiada nawet więcej, że europejska identyczność
kulturalna polega na tym, że utwierdza się w odmowie przyjęcia
jakiejkolwiek identyfikacji zakończonej. Pozostawia nas w nie­
pewności i niepokoju. (Tu znów m o ż n a by szukać echa z tych
głębszych źródeł: „Nie masz Greka, ani Ż y d a " ) .
Natomiast druga sprawa dotyczy europejskości antropologii,
kiedy powtarzam za Kołakowskim, że antropologia to nauka par
excellence europejska, to oczywiście, jak i u niego chodzi tu
o naukową formę etnologii, antropologii kulturowej. Nie wiem,
jak z innymi. Oczywiście, że w tych pierwocinach, przednaukowej formie, jak i w innych kręgach kulturowych istnieli
różni, historycy, geografowie, opisywacze świata. Ale j a mam
na myśli tę antropologię - naukę, jaka przyszła do innych
krajów, jako nauka, jako sposób, patrzenia na człowieka i na
świat, no właśnie, z tych europejskich źródeł. [Zostawmy j u ż
zupełnie na boku i tę kwestię, czy antropologia jest nauką, czy
też sztuką - jak uważam - sztuką interpretacji i widzenia (przy
nie zacieraniu różnic) jedności człowieka, człowieczeństwa
w całej jego różnorodności.]
Może już byśmy zwrócili się i w stronę innych zagadnień, ku
problemom symbolu.
Chciałem zapytać w związku z tym pana profesora. Pojawił
się już tu wątek o ikonografii, ikonologii. Czy istnieje taka
tradycja sporządzania obiektywnego, rudymentarnego, na naj­
niższym poziomie opisu, nie skażonego pewną ikonologią,
właśnie pewną interpretacją. Czyli opis taki, z którego różny
ikonolog może skorzystać. Bo w etnografii był podnoszony ten
problem, że każdy nasz opis świata, nawet ten najbardziej
rudymentarny jest czy może być j u ż jakąś interpretacją. Że
lepiej jest znać te związki pomiędzy opisem a projektem
interpretacyjnym. Kiedyś przed laty zwracałem na to uwagę
w ankiecie przeprowadzonej na tych łamach: Etnografia - etno­
logia - antropologia kultury... - Czym są? dokąd
zmierzają?
Czy istnieją takie czyste opisy ikonograficzne?
W. Juszczak. M o ż n a powiedzieć, że zawsze oczywiście
istnieją, ponieważ dotykamy tutaj związku pomiędzy obrazem
a słowem, a każdy przekład obrazu na słowo to j u ż jakaś
interpretacja. Ale też idzie o poziom. Opis czysto ikonograficz­
ny jest opisem, który w gruncie rzeczy zatrzymuje się na
poziomie tematu wyłącznie i nie sięga dalej. Taki chociażby
przykład, jak Pokłon Trzech Króli, odsyła nas do pewnego
tekstu czyli do Ewangelii św. Mateusza. Ogólnie wiemy, o co
chodzi. Siedzimy tylko różnicę w „rozegraniu" tego tematu
w poszczególnych obrazach. Natomiast ikonologią próbuje
pójść dalej. Ponieważ nie jestem w y z n a w c ą czy zwolennikiem
tego podejścia, moim zdaniem tutaj się zaczynają schody.
Mianowicie idziemy w ikonologii za tym, co bym określił ostro
jako przeczytane i ukryte. To znaczy istnieje pewna świado­
5

mość pozatematyczna, która zostaje przetransponowana za
pomocą różnych środków. Tutaj uprawiamy czasami taki rodzaj
overinterpretation,
że wpisujemy znaczenia coraz to szersze,
coraz to głębsze, i poprzez obraz wchodzimy do biblioteki,
a obraz znika z pola widzenia tak, że nie wiemy w końcu, czy on
jest dobry, czy zły. Ikonologią nie ma środków na to, żeby
powiedzieć, czy mamy do czynienia z dziełem wielkim, czy
mamy do czynienia z dziełem przeciętnym. Powołałbym się tu
na ładne rozróżnienie, którego dokonał kiedyś prof. Tatar­
kiewicz. Gdy jedna z moich koleżanek powiedziała mu o pew­
nym panu, że to taki wielki erudyta, profesor odparł: „Wie pani,
j a bym powiedział może: o c z y t a n y " . Otóż na tym polega
błąd ikonologii. Zmusza ona do przejścia od obrazu do tekstu
(-ów), i każe w istocie zapomnieć o obrazie. Rzecz w tym, że
idzie o funkcjonowanie pewnych treści (nazwijmy je niemod­
nym słowem: światopoglądowych), którymi dana epoka była
obciążona. Jak one właśnie wnikają do danego obrazu. Ja sam
tłumaczyłem jeden z tekstów Panofskiego o neoplatonizmie
Michała Anioła, gdzie, jak wiadomo, cała interpretacja mająca,
w gruncie rzeczy, mieć za przedmiot obrazy Bandinellego
i Tycjana, zaczyna się i kończy na interpretacji myśli Ficina
i jego szkoły. Obrazy właściwie stają się zbędne, nie mówiąc
0 tym, że czasami obraz kiepski niesie więcej treści, w związku
z tym daje więcej możliwości interpretacyjnych temu, który
interpretuje, niż obraz wielki. Nie przeczę, że jest to kierunek
naukowy, który bardzo wiele nam dał, pozwolił nam zobaczyć
coś nowego, zwłaszcza jeśli brać pod uwagę prace Panofskiego
dotyczące niderlandzkiego malarstwa, ale po Panofskim u jego
uczniów czy epigonów zaczęły się kłopoty. No a oczywiście
podejście to, w wersji „ p o p u l a r n e j " dało rezultaty karykatural­
ne.
D. Czaja. Wydaje mi się, że to spostrzeżenie ma pewne
odniesienia do antropologii. M a m na myśli złudzenie ikonologii
- przy wszystkich jej zasługach - takiego obiektywistycznego
opisu, iluzji obiektywizmu, skądinąd w intencjach szlachet­
nego, ale myślę, że gdzieś zakłamującego dzieło. Z drugiej
strony, wyraźne jest tu inne niebezpieczeństwo, które stało się
faktem w przypadku ikonologii: reifikacji dzieła. Dzieło zostało
uprzedmiotowione, badacz z odległości trzech, czterech stuleci,
z dystansu, na zimno opisuje i interpretuje dzieło, a ściślej
horyzont mentalny epoki, dzieło jest środkiem jedynie, który
służy do opisania szerszej struktury. Natomiast nie ma tutaj
mowy o tym, co w hermeneutyce nazywa się egzystencjalnym
przyswojeniem dzieła, a jeśli tego nie ma to znika taki drobiazg
jak cała tajemnica dzieła, bo to przecież taka nieobiektywna
kategoria. Rembrandt jest tylko „ p r z y k ł a d e m " w malarstwie
swojego czasu, jest tylko elementem kultury swojego czasu
1 niczym więcej. Nie wiemy i nie dowiemy się, dlaczego
Rembrandt wielkim malarzem był, ale nauczymy się sporo
o Holandii X V I I wieku. T o , rzecz jasna, złośliwe uproszczenie,
ale chyba jakoś uprawnione. Podobne do ikonologicznych
pokusy, podobne pragnienia, by „ d o t k n ą ć " rzeczywistości
obiektywnie, by opisać poprawnie, prawdziwie czyli Naukowo
j a k ą ona „ n a p r a w d ę " jest, przystawiając doń scjentyficzne
szkiełko i oko, istniały i , nie bójmy się słowa, istnieją wciąż
w antropologii. Jeśli j u ż padło słowo „tajemnica", to może jest
to sygnał, abyśmy kierowali uwagę w stronę problemów
związanych z symbolem.
Chciałbym nawiązać do tezy, bodaj czy nie głównej, tekstu
pana profesora. Nie owijajmy w bawełnę: pan profesor postawił
sprawę na głowie! Chodzi o to, że ta cała wiedza, którą
wkładamy studentom do głów, mianowicie, że jeśli gdzieś
symbol istniał „ n a p r a w d ę " to właśnie w kulturach archaicz­
nych, „ d z i k i c h " , plemiennych, czyli w tym całym świecie

9

�opisanym przez Eliadego jako ontologia archaiczna, otóż cała ta
wiedza została poddana poważnej próbie, jeśli nie wręcz
zakwestionowana. W pana tekście, o którym m ó w i m y , jest
dokładnie odwrotnie: powiada pan profesor, że o symbolu
możemy dopiero m ó w i ć od pewnego momentu, od tego czasu,
kiedy rozszczepia się ten spójny świat ontologii archaicznej,
kiedy, krótko mówiąc, jest co łączyć. Symbol, to jest to, co spina
te dwie rzeczywistości. Natomiast, powtarzając tezę tego tekstu,
w rzeczywistości myślanej religijnie nie ma czego spajać. Tutaj
jest moja wątpliwość, pytanie. W tego rodzaju rozumowaniu
dostrzegam nawrót do jakiejś postaci myślenia dychotomicznego. Oczywiście, byłoby niedorzeczne podejrzewać pana
profesora o jakieś pokusy Rousseau'idalne, że oto powracamy
tutaj do jakichś dobrych dzikusów. Moje pytanie jest takie:
gdyby pan profesor zechciał to rozjaśnić, czy rzeczywiście
empirycznie, nie wiem jak to sprawdzić w ogóle, istniał
w historii czas jakiejś pełni, bo niewątpliwie w tej koncepcji, to
jest wyraźne: kiedyś (kiedy?), istniała jakaś pełnia, jakiś,
nazwijmy to, stan zero, później w historii zaczęły się pewne
działania odśrodkowe. Wydzieliła się z jednego Universum
praca, sztuka, religia, muzyka, taniec, jak u van der Leuwa
w pięknym eseju Czy w niebie tańczą wyraźnie się o tym mówi.
Dla mnie pytanie jest takie: czy tak rozumując nie konstruujemy
jakiejś kolejnej kukły, którą podstawiamy w miejsce rzeczywis­
tości. Czy ta Wielka Całość nie jest funkcją naszych pragnień?
Czy naprawdę istniał kiedyś taki świat, o którym tutaj mowa.
Mnie się wydaje że jeśli m ó w i ć o wymiarze mitologicznym
rzeczywistości, w mocnym sensie słowa „ m i t " , to powołując na
świadka opisy wielkich mitologii jak i opisy z Genesis, świat
którego doświadczamy empirycznie jest zawsze miejscem
wygnania, i zawsze jest czas marny tak w roku 1250, 1995 jak
i w rzeczywistości neolitycznej, czy gdzieś tam później u ludów,
które opisuje Eliade. M a m więc wątpliwości, co do tego,
rozumiem, że modelowego, przeciwstawienia tych dwóch
rzeczywistości. Kwestia druga, to pytanie o moment, kiedy to
rozszczepienie nastąpiło. M o ż n a by w tym miejscu legion
uczonych powołać, którzy te daty wyznaczają: mówi się
o oświeceniu, o renesansie, o X I I wieku jako przejściu do
racjonalizmu, pojawieniu się myśli scholastycznej itd. Z kolei
Heidegger mówi o zapomnieniu o byciu j u ż w Grecji i rzeczywi­
stości niepodzielonej u presokratyków.
Dla mnie jest to pytanie, jak ta rzeczywistość istnieje? M o ż e
powinienem to powiedzieć na początku: główny cel mojej pracy
dotyczył z jednej strony symbolu, a z drugiej pytania o kulturę
współczesną. Ten symbol miał być instrumentem służącym do
rozpoznania rysów kultury współczesnej. Myślę, że pytanie
0 symbol jest trochę pytaniem jak w ogóle rzeczywistość
istnieje. Zresztą jest, tu dokładnie wyłożone za Heideggerem,
pytanie o to, jak jest to, co jest.
J . Tokarska. Właśnie, bo w tekście pana profesora to pytanie
odczytuję wcześniej, zanim pan zaczyna mówić o ontologii
archaicznej. W c i ą ż pytamy jak coś poznawać, a nie jak istnieje
to, co istnieje. Pytanie to rzadko się pojawia, bo nie ma języka,
trudno zapytać, co znaczy „jest". Rozmowa o symbolu jest
czymś, co wyświetla w jakiś sposób nas samych i nasz sposób
rozumienia świata, nasz sposób rozumienia owego „jest".
1 teraz, idąc za tym, o czym mówił Darek, też jestem zdania, że
czas marny był zawsze. Zastanawiam się czy szukanie miejsca,
w którym przechowuje się istota świata, ta wygnana z innych
miejsc, i nadzieja na to, że jest ona gdzieś obecna w pełni,
w pełni czasu, w pełni miejsca, czy więc to szukanie i ta nadzieja
nie są nam koniecznie do życia potrzebne. M y ś l ę , że są
niezbędne. W podobny sposób, jak konieczna jest wiara
w prawdę, choćby ta prawda była tylko wartością graniczną,
10

nigdy nie osiągalną, ale zrelaty wizowana do końca daje w efek­
cie straszny świat, czas nieodwracalnie zmarniały. Więc chodzi
mi o kreatywność takiego fundamentu. O „światotwórczą"
wartość wiary w to, że istota świata jest gdzieś, naprawdę
obecna. Niezależnie od tego, j a jako antropolog czuję protest,
kiedy słyszę, że to tylko my rozszczepiamy ten symbol,
wymyślamy go i nazywamy, a tam w tej ontologii archaicznej
tego symbolu jak gdyby nie ma.
Myślę, że nie jest dobrze tylko nas uznawać za specjalistów
od wyobcowania. Myślę, że warto i tzw. dzikim pozwolić, by
czasem w wyobcowanie popadli. Słowem - chodzi o to, by
rozróżnienie ontologia archaiczna - niearchaiczna rozumieć
typologicznie i abstrakcyjnie, nie zaś realistycznie, przypisując
je określonym grupom ludzkim. Inaczej zagrozi nam „Russeau'wskie odchylenie".
To wyobcowanie, o którym wspomniałam, rozumiem (za
Heglem) nie jako stygnącą wrażliwość religijną, ale jako
powszechny ludzki kłopot, polegający na tym, że nie możemy
być ciągle „u siebie". Hegel mówi: „duch jest ciągle w po­
wrocie" . W powrocie z wygnania, z upadku, z zapomnienia - do
siebie, do przytomności, do pamięci. Na tym polega historyczność i wszelka zmiana, że duch niepostrzeżenie odchodzi
i żmudnie powraca, a po powrocie okazuje się, że dom mu się
zmienił nie do poznania. A więc nie mityzujmy dzikich, oni są
też „ w powrocie", tylko m o ż e „cokolwiek dalej"...
Z kolei naszą, europejską specyfiką, o której mówił Zbyszek,
jest owa umiejętność abstrahowania od siebie, wychodzenia
poza swoje. W całym pięknie i grozie Europa tę zdolność
rozwinęła najbardziej. W pięknie - bo z niej powstała etnologia.
W grozie - bo ta umiejętność uskrajniona oznacza wyob­
cowanie w potocznym, nieheglowskim sensie tego słowa,
poczucie życia w obcym świecie, w czasie marnym. C i , których
ta autorefleksja tak mocno nie naznaczyła, którzy nie muszą tak
kompulsy wnie wychodzić poza siebie, poza swoje, żyją w świe­
cie może bardziej sklejonym. Ale oni trafiają się też w Europie,
może nawet wśród nas.
S. Sikora. Pan profesor sformułował pogląd, że w społeczeń­
stwach, nazwijmy to pierwotnych czy archaicznych, nie ma
rozróżnienia, czy też jest ono trudno dostrzegalne, na sacrum
i profanum. Po raz pierwszy teza ta pojawiła się w Paleolitycz­
nym eposie, tekście bardzo pięknym, przy okazji opisu „dream
time" u Aborygenów australijskich. Ale wydaje m i się, że jest to
tylko jedna strona rzeczywistości i że oni nigdy nie żyli stale
w tym okresie śnienia. Czas wędrówki można by traktować jako
taki rozciągnięty okres święta. Wędrując powtarzają oni pieśni
0 stworzeniu, tym samym reaktywując rzeczywistość, tworzą j ą
na nowo. Ale te wędrówki podejmowane były tylko co pewien
czas, pomiędzy nimi rozciągał się czas zwykły, czas profanum.
Świat dzikich też był światem niejednorodnym. A symbol jest
przecież również czymś, co pozwala na przejście z rzeczywisto­
ści profanum do rzeczywistości sakralnej.
A propos tego pęknięcia warto tu przytoczyć przykład, który
podaje Lévi-Strauss w jednym z esejów w Antropologii struk­
turalnej. Opowiada on o pewnym Indianinie z Ameryki Północ­
nej, który był bardzo sceptycznie nastawiony do władzy
czarowników i ich leczniczych umiejętności. Został wtajem­
niczony, nauczył się wszystkich tych umiejętności, ale tylko po
to, by zdemaskować fałsz i zdyskredytować czarowników.
1 rzeczywiście udało mu się, stał się mistrzem, lepszym od
innych. Ale jednocześnie zmienił zdanie: przestał się inte­
resować tym, żeby z d e m a s k o w a ć innych i zaczął po prostu
„zbijać k a s ę " . Stał się hipokrytą, który z zimną krwią stosuje
wyuczony proceder, by „ w y k o ń c z y ć " konkurencję, co mu się
zresztą udało.

�Jest chyba w myśleniu o społeczeństwach archaicznych
tendencja do unifikacji, ujednorodniania myślenia, które tam
panuje czy panowało. To znaczy, że wszyscy ci ludzie myślą czy
myśleli bardzo do siebie podobnie, że każda jednostka jest jakoś
bardzo blisko innej jednostki, jeśli idzie o sposób myślenia,
a przecież oni, jeśli byli ludźmi, również musieli być różni
i mieć dystans wobec siebie. Poza tym Eliade pisze, że dzicy też
mieli swoje raje.
W . Michera. Zastanawiam się, czy my myśląc o symbolu
próbujemy zrekonstruować p e w n ą praktykę symboliczną, jakiś
konkretny, historyczny, symbol człowieka Średniowiecza lub
Murzynów Bantu, czy też staramy sie zrozumieć pewną, ogólną,
zasadniczą sytuację egzystencjalną, która określa i nas, i wszyst­
kich innych ludzi. Te dwa ujęcia łączą się oczywiście, ale
niezbędne jest też ich odróżnienie, bo zdarza się, że na pytania
z jednego poziomu dajemy odpowiedzi z drugiego. Rekonstru­
ujemy jakąś konkretną sytuację symboliczną (w Średniowieczu
albo w Neolicie) i twierdzimy, że to jest właśnie laboratoryjnie
czysty symbol, który m o ż e posłużyć jako doskonały wzorzec
dla innych, j u ż tylko przybliżonych sytuacji. Ja wolę myśleć, że
istnieje pewien symboliczny aspekt naszego istnienia, naszego
stosunku do świata, który w rozmaitych wcieleniach odnaleźć
można na całym świecie.
W . Juszczak. Nie będzie to odpowiedź wprost. Są same
pytania. Wszystko się zaczęło u mnie (przepraszam, że mówię
tutaj o osobistych doświadczeniach czego zwłaszcza w dyskus­
jach naukowych nie uważam za taktowne) od najpierw fas­
cynacji, a potem gwałtownej repulsji względem Cassirera.
W 1987 roku napisałem referat na pewną sesję w Szwajcarii
(materiały z niej nie były publikowane) i ten referat zamieściłem
w „Festschrifcie" Jacka Woźniakowskiego Fermentum tnassae
mundi pod tytułem Uwagi o kulturze symbolicznej. Był to
gwałtowny atak na „teorię form symbolicznych", na co nie­
którzy, może i słusznie, ostro reagowali, bo chyba nie dość
zdecydowanie się tam wyrażałem. Ale intencjami rządził tu
bardzo zdecydownany sprzeciw. Sprzeciw wobec sprowadzania
wszystkiego, całej - tutaj mogę odpowiedzialnie użyć słowa:
antropologii - całej nauki o człowieku, do problematyki
symbolicznej, do problematyki symbolu. Nie potrafiłbym, teraz
już (bo jak wiadomo własnych tekstów się nie czytuje, co jest
poniekąd słuszne), nie potrafiłbym dokładniej zrekonstruować
tego wywodu, ale szło m i głównie o to, że za teorią tą kryje się,
jakaś wzbogacona, rozbudowana czy zmodyfikowana postać
filozofii Kanta. Czyli: mimo że dzieło Cassirera ukazuje się po
tzw. przełomie pozytywistycznym, przełom ten nie jest zauwa­
żalny w tym dziele ponieważ nie ma sposobu dojścia do
ontologii. Jesteśmy wciąż na poziomie epistemologii i symbol
jest wyłącznie instrumentem epistemologicznym. Samo słowo
„symbol" jest wypisane na naszym sztandarze epistemologicz­
nym. W związku z tym to słowo, które p. Czaja wymienił na
początku, mianowicie, słowo „tajemnica" znika. Wystarczy
powiedzieć „ s y m b o l " , żeby uchylić się od kwestii sięgania,
dotykania, zbliżania się do jakiejkolwiek tajemnicy. W symbolu
tajemnica ma być jakby j u ż zawarta. Jak pisał o tym np. Miriam
we wstępie do Wyboru dzieł Maeterlincka w roku 1888, symbol
jest „alegorią ż y w ą " , wewnętrzną itd. To słowo załatwia nam
jakby sprawę ontologii, czyli pytania o sposób istnienia rzeczy.
Zajmujemy się „formami symbolicznymi", ale właśnie for­
mami tzn. zewnętrzną powłoką pewnych zjawisk, wyłącznie
badając to w jaki sposób m o ż e m y je poznawać, rozumieć,
doświadczać ich, a uchylamy wciąż pytanie o to w jaki sposób
one są. I to jest jeden z przyczynków do historii omawianej tu
recenzji. Natomiast drugi, „ g e n e t y c z n y " jej moment łączy się
z olśnieniem, jakie mi dało przeczytanie zdania z dzienników

Claudela gdzie pisze on (raczej nie zacytuję tego, ile to
zinterpretuję), że po to żeby tworzyć sztukę musimy stanąć
twarzą w twarz z rzeczywistością, ale nie z rzeczywistością
doznawaną zmysłowo, tylko z rzeczywistością - i tu następuje
cytat z Credo - rzeczy widzialnych i niewidzialnych. Otóż to mi
ukazało newralgiczny punkt współczesnej kultury i dlatego,
znacznie później napisałem tekst, drukowany w „ Z n a k u "
O rozdźwięku między sztuką a kulturą europejską . Bo kultura
w moim przekonaniu, jest właśnie symboliczna, a sztuka nie.
Taka sztuka jaka urzeczywistniałaby hasło Claudela, to hasło,
jak je on nazywa, rozwijając tę myśl, sztuki „katolickiej"(nie
w sensie religijnym, tylko w sensie jej „ p o w s z e c h n o ś c i " ) . To
domaganie się sztuki, która się konfrontuje z rzeczywistością
totalną, albo próbuje dotrzeć do rzeczywistości myślanej total­
nie - tworzy z dziedziny sztuki enklawę w obrębie kultury, tej,
którą za Casstrerem zgodziłbym się nazwać symboliczną,
wyłączając z niej sztukę. Tak samo, jak religię, lub doświad­
czenie religijne raczej, (bo jeśli m ó w i ę „religia", to ktoś mógłby
pomyśleć „teologia", na przykład, a teologia, jak powiedział
nasz przyjaciel Heidegger, jest nauką, która obraża Boga,
ponieważ z tajemnicy robi rachunek).
T . Rutkowska. Jakiego rodzaju sztukę uznałby pan za godną
tego typu podejścia? Co jest według pana sztuką w świecie
zupełnie współczesnym?
W . Juszczak. Co u w a ż a m za sztukę? Trudno m i wymienić
bardzo nieliczne zjawiska ponieważ, i to powtarzam obsesyjnie,
zawsze sztuki jest i będzie bardzo mało, mimo że produkcja
artystyczna jest bardzo duża. I stąd bardzo trudno wymienić
przykłady.
D. Czaja. Przepraszam, że wpadam w słowo, ale chyba nie
0 nazwiska chodzi czy konkretne dzieła. Problem jest szerszy.
Oczywiście, do sztuki jeszcze wrócimy, do sztuki współczesnej,
1 do sztuki w ogóle, do tego podstawowego pytania, o którym
mówiliśmy. Jedną rzecz niewątpliwie trzeba tutaj powiedzeć:
teoria Cassirera jest takim negatywnym punktem wyjścia, ale
myślę - bo przewijało się to w całej wypowiedzi pana profesora
- że symbolizm jako zjawisko w sztuce, jako prąd myślowy
w poezji i w sztukach pięknych też jest tutaj na cenzurowanym.
Dlaczego? Z jakiego powodu tak w wypadku Cassirera jak
i w wypadku symbolistów? M y ś l ę , że z takiego oto powodu, że
w obu przypadkach symbol rozumiany jest jako coś, co jest
stworzone, wymyślone, mówiąc j u ż prymitywnie: wyproduko­
wane. W przypadku symbolistów był to program. Program
intelektualnie opracowany i przemyślany. Powiada się tam:
będziemy tworzyć symbole, będziemy nie tylko pisać manifesty
symbolistyczne, będziemy pisać poezję gęstą od symboli,
będziemy robić sztukę symbolistyczną. Jako komentarz do tego
zjawiska wystarczy tylko przypomnieć polemikę Mandelsztama
z symbolizmem rosyjskim. Rozniósł on na strzępy cały ten
pomysł, mówiąc, że słowa zostały przez symbolistów zapieczę­
towane, że zostały oddane do użytku liturgicznego, że j u ż nie ma
stołu zwykłego, przy którym siedzimy, tylko jest stół, przy
którym trzeba uklęknąć na sam dźwięk słowa, nie ma ognia,
przy którym się ogrzewamy, ale jest ten ogień przy którym
trzeba ręce rozkładać i wpadać w pseudomistyczny stupor.
A przecież sama rzeczywistość jest j u ż tajemnicą i nie trzeba
odświętnych, sztucznych protez dorabiać. W tym sensie j a się
całkowicie zgadzam, że tutaj symbol, symbolizm byłby taką
rzeczywistością negatywną. I stąd, myślę, ta repulsja pana
profesora na słowo „ s y m b o l " , gdzie symbol wiele obiecuje,
a tak niewiele daje.
W . Juszczak. Jedna kwestia. To, co pan powiedział o sym­
bolizmie jako kierunku historycznym, w tej chwili (i nareszcie,
po latach) skojarzyło m i się z tym, dlaczego próbuje się
6

11

�zazwyczaj (pozornie m o ż e ) „ p o ż e n i ć " symbolizm z secesją?
W pana uwadze jest ładunek, który pozwala na takie złączenia.
Bo o tyle, o ile secesja jest stylem produkowanym sztucznie,
z rozmysłu, inne style „produkowały s i ę " naturalnie (tzn.
powstawały „naturalnie"). T u mamy prostą reakcję na style
historyczne: w y p r o d u k o w a ć styl nowy, czyli sztuczny, i w tym
odkrywamy związek z symbolizmem. To tylko taka reakcja na
stwierdzenie, że secesja i symbolizm to są dwie strony tego
samego medalu. Świadomość pewnego tworu kulturowego,
który powstaje naturalnie w rozwoju historycznym, zostaje
teraz wykorzystana po to, aby instrumentalnie działać jako
środek do sztucznego p r o d u k o w a n i a czegoś, co przed­
tem powstawało niejako samo przez się. Przepraszam za tę
uwagę na marginesie.
D. Czaja. Tak, rzeczywiście, chciałbym jeszcze raz podkreś­
lić, że symbol „symbolistyczno-cassirerowski" jak i symbol
w takim potocznym rozumieniu, więcej obiecuje niż w istocie
daje. Jest raczej pozoracją tajemnicy, taką protezą poznawczą,
niż rzeczywiście środkiem dotarcia do czegoś istotnego, i jak
powiadamy, niepoznawalnego. Z a u w a ż m y , na marginesie, że
książki z „ s y m b o l e m " w tytule, rozmaite słowniki symboliczne
wciąż sprzedają się świetnie. Sugerują one, że za parę złotych,
bez wysiłku można otrzeć się o „niewidzialne", o misterium.
Chętnych nie brakuje.
Ja nawiązałbym jeszcze do tego wcześniejszego pytania, do
tej wspomnianej dychotomii: czy to rzeczywiście jest tak, jak
my dzisiaj m ó w i m y , czy to pęknięcie, stawiając sprawę na
ostrzu noża, istniało zawsze, tylko trochę inaczej, czy rzeczywi­
ście podtrzymywałby pan profesor tezę, że istniała niegdyś
jakaś pełnia sensu, pełnia tej rzeczywistości, gdzie widzialne
i niewidzialne stopione byłoby w jedno? Ja w ten sposób
czytałbym ten tekst. Kiedy powiada pan o rzeczywistości
myślanej religijnie, to czy jest to typ idealny, czy jest to postulat,
czy jest to rzeczywistość empirycznie uchwytna, a jeśli tak, to
jak, i czy taka rzeczywistość kiedykolwiek istniała? Czy
w związku z tym cała ta konstrukcja jest zasadna?
W. Juszczak. To jest pytanie podstawowe, i moja odpowiedź
byłaby, jakby ktoś mógł powiedzieć „idealistyczna". W moim
przekonaniu istniał i istnieje taki sposób doświadczania świata,
który jest sposobem doświadczania świata jako rzeczy jednej.
Istnieje to, w moim przekonaniu, w kulturach, które nazwijmy
pierwotnymi. Nienaruszonych jeszcze przez zgiełk cywilizacyj­
ny, tkwiących w jakichś enklawach, w których one się kryją
i tworzą, i w kulturach archaicznych. Oczywiście za cały ten
pomysł w moim przypadku odpowiedzialny jest Heidegger
z tym swoim pomysłem na temat presokratycznej filozofii,
w której j u ż widać ślady załamania w momencie, kiedy się jawi
filozofowanie jako myślenie w j a k i m ś sensie naukowe. W tym
momencie zaczyna się to, co Heidegger nazywa myśleniem
metafizycznym, oczywiście tutaj trzeba całkowicie po heideggerowsku traktować to słowo, bo inaczej jest mylące. Natomiast
w moim przekonaniu istnieje coś takiego, jak świat doświad­
czany mistycznie. Doświadczenie mistyczne jest takim do­
świadczeniem, które przekonuje nas (mimo że żaden opis nie
oddaje pełni tego doświadczenia) o odkrywaniu jedności,
o jedności absolutnej świata, której nic nie zdoła nigdy
rozedrzeć. Chciałbym zwrócić u w a g ę na, może mało znaną
jeszcze w naszym kręgu, sesję na K U L u poświęconą tak zwanej
nowej interpretacji Platona. Ta „ n o w a interpretacja" wcale nie
jest nowa, ale jest nawrotem do pewnej intuicji j u ż bardzo
dawnej. Jest to interpretacja oparta na tezie, że dialogi Platona
miały charakter „popularyzatorski", były przeznaczone dla
niewtajemniczonych, natomiast jądro swej nauki przeznaczył
on wyłącznie dla wąskiego grona uczniów „ w t a j e m n i c z o n y c h "

12

albo mu najbliższych. Ślady tego m o ż e m y r e k o n s t r u o ­
w a ć tylko z pism filozofa, bo są tam tylko ślady. To co jest
istotą tej nie zapisanej „ o s i " myślenia Platona, to nauka
0 „ J e d n y m " przez duże „ J " . W ten sposób można jak gdyby
wyminąć tę interpretację Platona, którą nam daje Heidegger, na
przykład. To znaczy: Platon myślał „archaiczniej" niż Arys­
toteles. Dla Heideggera bowiem to Arystoteles jest tym, który
nawiązuje, jako historyk myśli greckiej do myśli archaicznej, do
myśli „przedmetafizycznej" a Platon stwarza j u ż zdecydowany
fundament pod „metafizykę" europejskiej filozofii. Otóż we­
dług tej nowej interpretacji Arystoteles jest zależny od Platona,
1 tylko jakby „ z d r a d z a " tajemnicę jego ezoterycznej doktryny
(doktryny „ s p o z a " dialogów). Spojrzenie, które by potwier­
dzało właśnie tę tezę, wokół której krążymy, że takie poczucie,
takie doświadczenie rzeczywistości, i taki sposób myślenia
0 rzeczywistości istniał w europejskiej kulturze tylko w okresie
przedpiśmiennym, bo gdy pojawiają się pierwsze pisane teksty
śledzimy j u ż cechy rozpadu tej pierwotnej wizji świata (może
z wyjątkiem Anaksymandra, u którego wedle interpretacji
Heideggerowskiej ślad takiej wizji jeszcze istnieje), wizji świata
jako Jedni, jako niepodzielnej całości, o czym j u ż była mowa.
S. Sikora. To, co pan profesor powiedział o Platonie może
odnosić się także do tekstu Paleolityczny epos, gdzie przytacza
pan przykład zamkniętych zakonów kontemplacyjnych jako
enklaw, w których istnieje tylko sacrum, ale to są tylko obszary
wydzielone i sądzę, że taka rzeczywistość nie podzielona jest do
pomyślenia tylko w obrębie zamkniętych enklaw, które istnieją
w ramach jakiegoś większego społeczeństwa czy społeczności.
Jednym słowem, że sacrum nie może się obyć bez profanum.
W . M i c h e r a . Fascynujące jest to, że ten „ n o w y " Platon na
nowo zinterpretowany, określany jest wobec Platona „starego",
który przecież nadal istnieje. Sam fakt obecności tego rozdziału
na stronę egzoteryczną i ezoteryczną (tę wewnętrzną) jest
niezwykły: owo głębokie wtajemniczenie jest możliwe tylko
wobec tego, co jest na zewnątrz. M a m duże wątpliwości, czy da
się tak prosto ekstrahować to ukryte jądro, bo gdzie byłoby ono
mianowicie zawieszone?
Od dawna mam zresztą duży kłopot ze zdefiniowaniem
mistyki, będącej zjawiskiem fascynującym,
niezwykłym
1 - przeczuwam to - wiele m o g ą c y m powiedzieć o doświad­
czeniu symbolu. Problem tkwi w tym, że mistyka bywa
najczęściej przeciwstawiana takim sytuacjom symbolicznym
jak liturgia, obrzęd. Z jednej strony więc życie religijne
funkcjonuje w formie liturgicznej (czyli symbolicznej), z dru­
giej zaś - sugeruje się - niektórzy ludzie dochodzą do takiego
punktu, w którym pojawia się uczucie niedostatku takiego
dotykania świętości. Mistycy pragną odrzucić te rusztowania, te
kule, i pójść dalej, by oddać się uczuciu jedności z Bogiem.
W czym symbole mają być j u ż zbyteczne.
Z a u w a ż m y jednak, że z podejścia takiego wynika pewna
określona definicja symbolu, jako narzędzia poznania, w pew­
nych sytuacjach niezbędnego, ale jednak fałszującego rzeczy­
wistość, zamykającego j ą w złudnych konceptach, w istocie
więc zamykającego do niej dostęp. Podobny idealizm pojawia
się czasem w wyznaniach artystów, np. Andrieja Tarkowskiego
lub Jerzego Nowosielskiego, który deklaruje, że nie maluje
nigdy obrazów symbolicznych, lecz realność bytów ducho­
wych. Zastanawiam się jednak czym jest owa duchowa real­
ność? Czym różni się od zwykłej realności? Czy nie jest
złudzeniem przekonanie, że w owych niezwykłych sferach
istotnie pozbywamy się balastu pośrednictwa naszej pamięci
i wyobrażeń?
Możliwa jest bowiem wizja symbolu, w której nie tyle
zamykałby on ó w doskonały stan Jedności w j a k i m ś ułomnym

�znaczącym, ile włączał w tę sytuację człowieka, angażował go,
stając się nie tylko poznaniem, ale i d o ś w i a d c z e n i e m .
Lepiej wtedy mówić o sytuacji symbolicznej niż o symbolu, bo
unikamy pokusy redukowania go do symbolicznej formy. Jeżeli
zaś włączymy w obręb symbolu, jako jego integralny składnik,
ów moment doświadczenia,
to nic nie stoi na przeszkodzie, by
za symboliczne uznać także doświadczenie mistyczne lub
artystyczne.
Może będzie truizmem to, co powiem, ale owa poszukiwana
i rezygnująca z wszelkiego, nawet symbolicznego pośrednictwa
jedność, totalność, to cel, którego nie da się trwale zrealizować,
bo zrealizowany przestaje być źródłem mocy. Mocy, którą
utożsamiałbym z symbolem.
D. Czaja. Krótko już, chciałbym pójść za tą myślą Wojciecha
Michery, bo nie powiedzieliśmy o tym, co jasno wynikało
z tekstu pana profesora. Otóż wyraźne jest w nim napięcie
między symbolicznym a rzeczywistym. Tymczasem w tym
znaczeniu o jakim p. Michera mówił, mamy uratowanie jednego
i drugiego, czyli, przy pewnym przeformułowaniu, pewnym
rozumieniu słowa „ s y m b o l " można m ó w i ć o nim tak samo jak
0 „rzeczywistości". M o ż n a by nawet mówić o „rzeczywistości
symbolicznej", gdyby nie to, że przy tym przeformułowaniu
wyrażenie to stało się pleonazmem właściwie: i „ s y m b o l "
1 „rzeczywistość" pojmowane są dokładnie tak samo. Ja bym
jeszcze inaczej ujmował to, co Wojciech Michera powiedział:
nie tylko chodziłoby o doświadczenie symboliczne, nie tylko
0 egzystencjalne przyswojenie rzeczy, ale też inna byłaby
relacja w samym symbolu. Joanna Tokarska wspomniała ważny
z wielu względów, konflikt u progu nowożytności między
Lutrem i Zwinglim, który dotyczył Eucharystii, symbolicznego
1 realnego jej rozumienia. M o ż e trzeba by zwekslować tę
rozmowę o symbolu z relacji semiotycznej, odnoszenia „ d o " ,
wskazywania „ n a " , rozdziału na znaczące - znaczone, sym­
bolizujące - symbolizowane na relację ontologiczną. Zro­
zumiałe jest, że Nowosielski irytuje się, kiedy mu mówią, że
maluje symboliczne ikony, i ma rację. Bo zwraca się on przeciw
symbolicznemu prostactwu, które polega na tym, że tam
w ikonie kwiatki symbolizują coś tam, górka coś tam, i jak sobie
to zdeszyfrujemy, to będziemy wiedzieli co to jest ikona. Nie, j a
maluję realność, mówi Nowosielski, ale tę realność pojmowaną
właśnie symbolicznie, ale na sposób ontologiczny: poprzez
deskę, poprzez malowidło prześwieca rzeczywistość przez
wielkie „R". I ta namalowana rzeczywistość istnieje mocno.
Ona j e s t . Może być miejscem epifanii i wtajemniczenia.
O podobnym rozumieniu symboliczności obrazu mówi francu­
ski filozof i teolog Chauvet, kiedy w swej książce Symbol et
sacrament pisze o butach van Gogha, idąc w tym miejscu
tropem Heideggerowskim. Powiada on, że te wiejskie buty
zobaczone i namalowane przez van Gogha istnieją symbolicz­
nie, a to oznacza, że istnieją mocniej, bardziej realnie niż
- paradoksalnie mówiąc - realne, „ p r a w d z i w e " buty. Sym­
boliczne równa się tu: rzeczywiste.
J . Tokarska. W Źródle dzieła sztuki Heidegger pisze, że
dzieło sztuki istnieje wtedy, kiedy jest zachowywane. Czytając,
spodziewamy się, że on dzieło sztuki do końca zrelatywizuje,
a on robi woltę. Pomyślmy o ikonie, która wisi gdzieś w bocznej
sali galerii, muzeum, jest j u ż zupełnie zapomniana, zupełnie
zaprzeczona, nie zachowywana. I wtedy Heidegger zaskakuje,
bo powiada, że ona nawet wtedy nie przestaje być dziełem,
ponieważ źródłem prawdziwego dzieła jest samo dzieło. I to jest
piękne zdanie, bliskie temu jak rozumiem pana profesora tezę
o ontologii archaicznej. Pana koncepcja jest niezwykle atrakcyj­
na, ponieważ pozwala wyjść poza ten dualizm, symbol, niesymbol, dualizm tworzony mocą naszych subiektywnych roz­

strzygnięć. M a m tu jednak pytanie. Czy pan by się zgodził na to,
żeby tę ontologie archaiczną uczynić bardziej „rozproszoną",
żeby nie rezerwować jej tylko do tej dalekiej wyspy skarbów na
ciepłych morzach, tylko poszukać jej między nami. Byłaby to
zatem taka „rozproszona ontologia archaiczna", w obrębie
której możliwy jest ten niesamowity paradoks, że wszystko jest
symboliczne. Zdarza się to w tych rzadkich momentach nietematycznego - przeszłabym na terminologię Heideggera - kon­
taktu ze światem. Ta rozproszona ontologia archaiczna zjawia
się nie w rezultacie planowania, czy też metodycznego wysiłku,
ale po prostu chyba jest łaską, tak to należałoby nazwać. Są to te
bardzo rzadkie momenty, ale dostępne każdemu, nie tylko
„gdzieś, gdzie nigdy ludzie nie b y w a l i " .
W . Juszczak. W tym dla mnie tkwi kwestia wyobcowania
czy też wyrwania sztuki ze współczesnego europejskiego
kulturowego kontekstu. Dlatego właśnie, że to nie może
przestać istnieć, to nie jest zarezerwowane dla pewnych epok,
pewnych kręgów, pewnych ludów. To istnieje równorzędnie,
z nawet na nowo b u d o w a n ą kulturą, tylko że w kulturach
archaicznych, takich jak te, które analizuje Eliade (stosując też
to słowo „ s y m b o l " , które m i u niego przeszkadza), w tych
kulturach jest to powszechne, a u nas zaczyna być to spychane
na margines i staje wobec tendencji rozproszenia. Sztuka jest
j e d n ą z takich enklaw w obrębie kultury, podobnie jak religia,
(lub m o ż e raczej należałoby powiedzieć: doświadczenie wiary).
Powtarzam to za Heideggerem: są trzy takie dziedziny: sztuka,
ontologia fundamentalna i religia. Trzy dziedziny, w których
przechowuje się doświadczenie wiodące nas ku antropologicz­
nemu ujmowaniu rzeczywistości. Lub to, co jest u Jaspersa
nazwane „ W s z e c h o g a r n i a j ą c y m " . T o nie może przestać istnieć,
ulega jedynie redukcji, że tak powiem „ilościowej". Dla
porządku jeszcze jedna kwestia. Ponieważ można by powie­
dzieć, że w pewnych religiach, właściwie we wszystkich
religiach, mamy do czynienia z c z y m ś podobnym do tego, co
próbują odkryć lub też w m ó w i ć nam nowe badania nad
mistycyzmem, mianowicie dotyczy to np. św. Franciszka, tzn.
istnieje pewien zespół pism które są - i to jest bardzo istotne
- skutkiem doznania mistycznego i pozwalają je nam tylko
przybliżyć, ale to, że zawsze ta sama przyczyna wywołuje ten
sam skutek świadczy w takim sumowaniu się różnych źródeł,
z których czerpiemy, o tym, że ten proces jest zawsze taki sam.
Bo to samo dotyczy pism św. Jana od Krzyża które, są w gruncie
rzeczy nieczytelne, na dobrą sprawę (są, dla mnie przynajmniej,
przegadane). A l e za tym się kryje pewna siła doświadczenia,
która w j a k i m ś sensie jest rozrzedzona później w słowach.
Prowadzę jednak do czegoś innego, do pewnej analogii, która
mi się ostatnio zarysowała na skutek moich okropnych pomys­
łów tzw. „ n a u k o w y c h " (w trzech, co najmniej, cudzysłowach),
mianowicie w związku z moim nieszczęsnym wykładem o or­
namencie, który prowadzę przez trzy lata, a który sprowadził
mnie w tym roku na zupełne manowce, czyli do badań nad
mandalą. Otóż to, co Europejczycy, z Jungiem włącznie lub na
czele, wypisują na temat mandali, jest po prostu trudne do
uwierzenia przeważnie. Natomiast, ponieważ do mandali trzeba
przejść przez buddyzm, przynajmniej go jakoś dotykając, więc
sięgnąłem do źródeł, w paru miejscach ich dotykając. I po­
czułem przy jednym takim dotknięciu, że coś mnie bardzo
parzy. Mianowicie istnieje pewna sutra (ponieważ za każdą
mandalą stoi zawsze jakaś sutra, tak zresztą jak wedle mojego
pewnego nauczyciela, Tadeusza Dobrzenieckiego, za każdym
obrazem średniowiecznym stoi jakiś tekst; nie ma obrazu bez
tekstu) - otóż istnieje sutra, którą jakiś japoński, o ile pamiętam,
uczony nazwał tekstem pełniącym taką funkcję, jaką pełni
Biblia j u ż nawet nie w katolicyzmie, a i protestantyzmie.

13

�Mianowicie tzw. Sutra Lotosowa, która pochodzi mniej więcej
z przełomu I na I I wiek, w której jest zdumiewający, przerażają­
cy drugi rozdział, który nosi w sanskrycie dziwny tytuł
Upayakuśalia, czyli (w jednym z paru możliwych przekładów):
Skuteczne środki. Cała ta sutra, stanowi kolosalne apokryficzne
kazanie Buddy, rzekomo jedno z ostatnich jego kazań, które
buduje fundament mahajany, czyli fundament takiego po­
jmowania przesłania Gautamy, wedle którego to przesłania, (w
przeciwieństwie do hinajany) każdy może dostąpić zbawienia.
Otóż we wspomnianym rozdziale drugim mówi się, że oświece­
nie można i trzeba przekazywać środkami stosownymi do
stopnia możliwości i pojmowania, i doświadczenia tych, do
których się mistrz zwraca. Istnieje jak gdyby właśnie ezote­
ryczne przeżycie, które przybierać ma różne postaci egzoteryzmu, w zależności od tego komu jest komunikowane. I to jest
podstawowa teza tego rozdziału, w którym znajduje się nadto
porażający fragment, dotyczący kultu obrazu. Fragment, wobec
którego dla jakiegoś ikonoklasty nawet teologia ikony byłaby
czymś umiarkowanym. Jest tam mowa o tym, że jeżeli zbrod­
niarz przyjdzie nawet bezmyślnie z kwiatem w ręku przed obraz
Buddy, to będzie zbawiony. Ż e , jeżeli ktoś nawet bezmyślnie
wejdzie do wnętrza 'stupy' i powie: „Niech będzie pochwa­
lony Budda" - będzie zbawiony, itd. Każdy obraz jest
przekazem, który jest naznaczony taką siłą świętości, że
złożenie hołdu widzialnemu, poprzez to widzialne, temu, co
niewidzialne, uświęca i zbawia każdego. To, co mówię, dotyczy
wypowiedzi p. Michery. Mianowicie, że przeżycie mistyczne
jest niekomunikowalne, ale siła jego skutku i porównywalność
sposobu „transmisji" wskazuje jak gdyby na identyczność
tego nieprzekazy walnego przeżycia, które jest zawsze przeży­
ciem jedności. To pokazuje, jak z różnych stron m o ż n a zbierać
podobne materiały, zawsze dochodząc do tego, że wszystko
stanowi Jedno. Stąd to nagłe zdumienie, które mnie ogarnęło,
jak po przeczytaniu tego rozdziału, powiedziałem sobie, że to
niemal dokładnie to samo, co teraz próbuje się wydobyć
z Platona. Budda musiał mieć przeżycia, lub chociażby jedno
przeżycie mistyczne, bo cała jego religia jest oparta na przeży­
ciu jawnie mistycznego rodzaju. Inaczej się tego pojąć, a więc
i zaklasyfikować nie da. I potem istnieje szukanie tych „stosow­
nych ś r o d k ó w " do tego, żeby to „ c o ś " przekazać. Tak można by
traktować dialogi Platona względem owej jakiejś nauki prze­
znaczonej tylko dla wybranych, czyli dla takich, którzy są j u ż na
granicy przeżycia mistycznego, lub też takich, którzy doznali
innego jakiegoś rodzaju objawienia. M ó w i ę o tym dlatego m.in.,
że nieustanna relatywizacja i rozdrabnianie obrazu rzeczywisto­
ści (czy naszego doświadczania rzeczywistości, albo komuniko­
wania o naszym doświadczaniu rzeczywistości), ta nieustanna
relatywizacja prowadzi do tego, że pewna sfera przeżyć i pewna
sfera doświadczeń, do których m.in. należy doświadczenie
mistyczne, czy autentyczne doświadczenie twórcze, jest w na­
szej kulturze „ o t o r b i o n e " , l u b gdzieś ukryte na marginesie. Stąd
ta moja odwrócona interpretacja roli symbolu w kulturze.
Jestem głęboko przekonany o prawdzie tego, co np. pisze Eliade
o szamanizmie, czy o tym, czego się sam dowiedziałem
przeczytawszy dziewięć t o m ó w „reportaży" Gillenai Spencera
z jeszcze nie tkniętych przez cywilizację kontaktów z australijs­
kimi plemionami na przełomie stuleci. Tam widać, że nie ma
codziennej czynności ludzkiej, która by nie była naznaczona
świętością, która by nie była nakierunkowana na tę „ d r u g ą "
stronę rzeczywistości, nie inną rzeczywistość, tylko drugą
stronę rzeczywistości, na sięganie poza z m y s ł o w e . Bo cały
czas, gdy m ó w i m y o symbolu, chcąc m ó w i ć zarazem o pier­
wiastku duchowym, to go przeciwstawiamy z m y s ł o w e m u .
Tam w archaicznych kulturach jest ciągłość: droga, która

14

prowadzi przez to samo, tylko prowadzi coraz głębiej lub
wyżej.
W . Michera. Czy nie jest to cecha świata człowieka - cecha
właściwa i naszemu światu choć może w nim nieco mniej
zgęszczona - którą m o ż n a by nazwać właśnie symbolicznością?
Postawa łącząca człowieka z tym światem? Postawa jednocząca
dwie strony, nie likwidująca jednak pewnej odrębności, pew­
nego dystansu - warunku twórczości.
J . Tokarska. Chodzi o to, że nie może być tu elementu
wybierania, czegoś, co robisz świadomie, żeby coś skleić. To
musi być ontologiczne, nie epistemologiczne. Wobec tego to
musi być wcześniejsze niż czyn, to musi być zastane, sklejone
w głębi, albo po prostu rozdarte. Nie postawa, którą dowolnie
przybierasz, jak maskę albo minę, ale ontologia, sposób bycia.
W koncepcji pana profesora to, co nazwać można „symbolem"
jest rzeczywistością samą, a nie epistemologią, nie sposobem na
poznanie czy też naprawę rzeczywistości. To jest prawda rzeczy,
a nie prawda o rzeczy.
W . Michera. Ja to doskonale rozumiem, tyle, że ta rzeczywi­
stość jest rzeczywistością dotykaną przez człowieka. Trudno
doprawdy powiedzieć, co w tym układzie jest wcześniejsze:
świat czy dotykający go człowiek.
J . Tokarska. Trudno jest m i sobie wyobrazić sytuację, kiedy
wybieralibyśmy sposób istnienia. Boleję nad tym, ale nie umiem
tego zmienić.
W. Juszczak. Tak j u ż ostatecznie - „dosuwając szafę do
ściany" - powiedziałbym tak, na to, co pan powiedział.
- W sytuacji, którą nazwałbym asymboliczną człowiek nie
rozróżnia między sobą a rzeczywistością, i tu jest pies po­
grzebany. Nie ma mnie i czegoś, jest jedność, j a nie doświad­
czam czegoś, tylko j a jestem tym samym, co wedle naszej
terminologii jest „przedmiotem doświadczenia". Chodzi tu o to,
o co chodziło Marcelowi, kiedy pisał o niemożności mówienia
o „ p r o b l e m i e " zła, że: siedzę w fotelu i oglądam wszechświat,
w którym się wydarzył jakiś nieszczęśliwy wypadek, który mnie
nie dotyczy, ja jestem poza, to jest sytuacja bycia „na zewnątrz".
Oglądam coś, co się dzieje i jednocześnie jestem na zewnątrz
tego. Otóż tam nie ma tego „ n a z e w n ą t r z " . Bo w tamtych
kulturach człowiek jest drzewem, jest kangurem, jest kamie­
niem, jest wodą, jest tym samym.
J . Tokarska. A l e czy każdy człowiek i czy zawsze?
S. Sikora. Powstaje takie pytanie, czy jeśli taki człowiek,
powtarza jakieś boskie gesty, to czy rzeczywiście odczuwa taką
totalną jedność z rzeczywistością, którą tworzy naśladując. Czy
nie jest to poważna gra, by użyć terminu van der Leeuwa czy też
Gadamera. Czy to nie jest tak, że oni mają też akty refleksji,
świadomości i dystansu wobec rzeczywistości, wobec innego,
wobec zwierzęcia czy kamienia.
W . Michera. Czym jest doświadczenie mistyczne albo
doświadczenie pierwotnych Australijczyków? Odpowiedź za­
kłada przyjęcie j u ż pewnej filozofii, i pewnej definicji symbolu.
Heidegger (jeśli tylko go dobrze rozumiem) przestrzega przed
zbyt łatwym rozumieniem tego, co prawdziwe i rzeczywiste
(nawet jeśli m ó w i ą o tym sami zainteresowani).
Myślę, że ogromnie ważne jest tu słowo „ d y s t a n s " . Wątpię,
czy m o ż n a w bardzo prosty sposób utożsamiać pojęcia i katego­
rie znane z Heideggera ze sformułowaniami mistyków. Nie
będę mówił o samym doświadczeniu mistycznym, bo jest
nieprzekazywalne. Tymczasem teksty napisane przez misty­
ków, jedyne, co mamy do dyspozycji, pozostają j u ż w pewnej
relacji do tego doświadczenia. Są j u ż swoistą interpretacją, która
tym jest precyzyjniejsza, i m bardziej symboliczna (bez względu
na to, jak bardzo jej autor będzie się od symbolicznego
obrazowania odżegnywał); a jako taka wymaga jeszcze od nas

�wysiłku zrozumienia. Podążając zaś w drugą stronę, niejako do
źródła - czy dojdziemy do sytuacji, gdy symbol zniknie, a na
jego miejsce pojawi się owo wszystko-w-sobie-zawierające
„Nic"? A może to upragnione „ w s z y s t k o " istnieje i jest
dotykalne wyłącznie w sytuacji zakładającej pewien, choćby
najbardziej intymny dystans? (Czyż w samym „dotknięciu",
„zbliżeniu" nie zawiera się j u ż uprzednie „oddalenie"?). Dla
mnie to jest właśnie sytuacja symboliczna. Boję się nieco, gdy
owo doświadczenie Jedności traktowane jest zbyt prosto,
idealistycznie, niemal technicznie, gdy usuwa się z niego ó w
symboliczny moment opisu (opisu!). Gdy Jedność istnieć może
wyłącznie „po prostu",i gdy w najmniejszym stopniu nie widzi
się w jej doświadczaniu relacji „jak-gdyby" (według określenia
PaulaRicouera). Myślę, że błąd ten może być źródłem ideałizacji kultur dalekich i egzotycznych. Symboliczność doświad­
czenia świata (panująca marność czasu) jest zaś, w moim
przekonaniu, wspólną cechą ludzkości, choć może cechą przeja­
wiającą się w różnym natężeniu.
Z. Benedyktowicz. W tej recenzji uderzył mnie pewien styl
myślenia związany (jak m o g ę przypuszczać) z pańskim poj­
mowaniem sztuki. Postawa historyka sztuki, związana bardzo
mocno z pojęciem kryterium, ważnym na tym gruncie: „coś jest
sztuką, coś nie jest sztuką". Zrazu z radością przyjąłem tę
wypowiedź, że symbol istnieje w rzeczywistości kulturowej czy
kulturze, a w sztuce nie, to znaczy było tam powiedziane, że jeśli
w sztuce, to j u ż tylko w postaci różnych historycznych symbolizmów, czy produkowanych, sztucznych, wtórnych itd,. Cały
czas dominuje nad tym wywodem myślenie właśnie mocno
shierarchizowane i z kryteriami, którego celem i horyzontem
jest absolutna wartość sztuki.
I tu już bardzo zmartwił mnie ten fragment, ta teza, że
„symbol, symboliczność nie są zjawiskami archaicznymi, które
by należało odradzać, do których m o ż n a by nawracać: są
wytworem nowożytności i laicyzacji kultury, zaniku owej
rzeczywistości, którą nazywamy do dziś w Credo 'rzeczywis­
tością rzeczy widzialnych i niewidzialnych' (...)." A najbardziej
uderzyły mnie i zaskoczyły słowa tego fragmentu, gdzie
powiada pan profesor, że: „Nie należy zatem, gdy się tęskni za
powrotem do korzeni mówić o powrocie do symboli, lecz
0 powrocie do takiej ontologii j a k ą usiłował wskrzesić Heideg­
ger, 'ontologii fundamentalnej', która myślenie symboliczne
wyklucza." - Jest tu kilka spraw. Ten fragment przypomniał mi
1 bardzo się skojarzył z tekstem Stanisława Cichowicza, Cóż po
hermeneucie w czasie biedy... , w którym pisał on o sytuacji
hermeneutycznej współcześnie, i gdzie zwracał uwagę że
hermeneutyka - tłumaczenie znaków, znaków symbolicznych,
świętych tekstów - pojawia się wtedy kiedy ten „język" jest j u ż
bardzo zapomniany, albo niezrozumiały, kiedy j u ż go trzeba
odrodzić, kiedy trzeba go wytłumaczyć, kiedy on nie jest j u ż
jasny. Czyli to jakby pracowało na tę tezę pana profesora i z nią
się zgadzało: „że coś utraciliśmy". I j a tę intencję rozumiem.
Ale to nie znaczy przecież, że ten „język" przestał istnieć, czy
nie istnieje. Że nie istnieją symbole. Zanim przyszliśmy na świat
one już były. Co więcej jak mówi Jean Chevalier: „Nie tylko my
żyjemy w świecie symboli, ale i świat symboli żyje w nas". One
nie narodziły się, ani nie pojawiły na świecie w związku
z pojawieniem się takiego, czy innego kierunku „ s y m b o l i z m u "
w sztuce. W symbolach przechowywane jest pewne archaiczne
doświadczenie.
- To wszystko, takie postawienie sprawy, jak w pańskich
tezach przypomina m i , podobną, niemal tę samą sytuację
w etnografii, o jakiej pisałem w tekście Symbol w etnografii,
w numerze naszego pisma, który był poświęcony specjalnie
symbolowi. Z jednej strony są badacze, którzy umieszczają ten
1

8

symbol tylko w przeszłości, w społeczeństwach pierwotnych,
archaicznych, z drugiej zaś badacze, jak omawiany tam M o ­
szyński, (a za nim i inni), który twierdził, że symbol to jest coś
wyrafinowanego, intelektualnego, przyniesionego „z g ó r y " ,
w y m y ś l n e g o i w y m y ś l o n e g o przez rozwiniętą kulturę (właśnie
przez „ s y m b o l i s t ó w " ) . On bronił tego świata kultury pierwo­
tnej, prymitywnej, ludowej przed stosowaniem, jak powiadał,
do tych specyficznych dla niej „tworów psychicznych" tego
rodzaju „ p o j ę ć " jak symbol. W ten sposób symbol z obu stron
zostaje poddany wygnaniu. Jedni przyznają mu tylko miejsce
w przeszłości, archaice, dla drugich to tylko wytwór nowożyt­
ności, i to dość nieodległej. Usuwany jest on j u ż to z jednej, j u ż
to z drugiej strony. W ten sposób budowana jest przepaść
pomiędzy człowiekiem kultur archaicznych, pierwotnych
a człowiekiem współczesnym. I dlatego jestem zwolennikiem
najbardziej radykalnej postawy Eliadego, który tę sztucznie
przez naukę pogłębianą przepaść i podział na człowieka
archaicznego, pierwotnego i współczesnego, nie zacierając
pomiędzy nimi różnic, usiłuje pokonać, wskazując, że myślenie
symboliczne jest zarówno udziałem „człowieka pierwotnego",
psychopaty, dziecka, poety, członka społeczności wioskowej
i przedstawiciela cywilizacji miasta, człowieka najbardziej
współczesnego, bo jest ono, jak powiada: „konsubstancjonalne
z ludzkim bytem". Staraliśmy się zebrać w tamtym numerze
symbolicznym różne rozumienia symbolu, idące zgodnie z tym
duchem (mnie symbol wcale nie przeszkadza u Eliadego),
teksty Awieriencewa, Ł o t m a n a i innych. Nie będę tego tu
przypominał. Ale z jednym niezgoda: symbol (symbolon) to nie
tylko przykład myślenia podzielonego rozdartego, przełamane­
go. Symbol to coś, co dzieli ale i łączy zarazem! - Taka była
funkcja znaku rozpoznawczego (gr. symbolon), przedmiotu
przełamanego na dwie części po którym rozpoznawali się sobie
nieznajomi bliscy. (Na zajęciach ze studentami, w których brał
też udział p. Dariusz Czaja, lubiłem dawać taki przykład
funkcjonowania symbolu z Księgi Tobiasza, bo tak się on właśnie
tam pojawia.) Symbol łączy w sobie to, co konkretne i zmys­
łowe, z duchowym. U m o ż l i w i a rozpoznanie się we wspólnocie
i tożsamości. Dlatego przywołam tu tylko j e d n ą z tych „defini­
c j i " , czy też raczej świadectw rozumienia symbolu w całej jego
pełni, spośród tych, które staraliśmy się zebrać w tamtym
numerze. M o ż e to rozumienie byłoby j a k o ś najbliższe temu
uderzającemu zdaniu Claudela, i podobnie zdaje sprawę z łącze­
nia w symbolu tajemnicy „rzeczywistości widzialnej i niewi­
dzialnej." W rzeczywistości symbolu tkwi bowiem możliwość
doświadczania „nieśmiertelnej wspólnoty śmiertelnych". Ży­
wych i zmarłych. U jego podstaw leży myśl, - jak pisał Borys
Pasternak - „że obcowanie śmiertelnych jest nieśmiertelne, i że
życie jest symboliczne ponieważ jest z n a c z ą c e . " Przecież dzięki
takiemu rozumieniu symbolu, jeśli w ogóle nie powiedzieć:
możliwy, to przynajmniej: warty jest podejmowania wysiłek
interpretowania i odczytywania, kontaktowania się ze świadec­
twami tego rodzaju doświadczenia z innych epok, kultur. Bez
takiego, jak to rozumienia niemożliwa byłaby myśl o porozu­
mieniu się z innymi kulturami, epokami, czasami; niemożliwe
byłoby studiowanie choćby ornamentu, mandali. Z drugiej zaś
strony uważam, że tego rodzaju świadectw obecności symbolu
nie pozbawiona jest współczesność. Ta obecność dokonywać
się m o ż e zupełnie spontanicznie. Ile przecież jest takich jak ten
kwiat - przywołany, przez pana przed obrazem Buddy - tego
typu gestów symbolicznych, nieświadomych, dziejących się
w codzienności, we współczesnej kulturze, nie mówię j u ż
o pierścieniu, obrączce, wymianie podarków, ale nawet na tym
„najniższym" poziomie, w literaturze brukowej, sensacyjnej,
w kryminałach odnajdziemy ten sam symbol niemal jak z Księgi

15

�Tobiasza: w przerywaniu banknotów przez szpiegów, żeby się
rozpoznali itd., itd. Przecież tym naładowana jest rzeczywistość
kulturowa i wydaje m i się, że takie przyznawanie, że ona teraz
występuje tylko w enklawach, że jest dostępna tylko gdzie
niegdzie, albo tylko dla wtajemniczonych wprowadza znów ten
drastyczny podział, i ruguje obecość symbolu z zupełnie jego
spontanicznego, pierwotnego sposobu funkcjonowania.
Być może jest to tylko moja wielka nadzieja, o której tu była
mowa: możliwości porozumienia się z innymi światami, z i n ­
nymi epokami. A l e szedłbym tu ślepo za Eliadem i za takim jak
jego rozumieniem symbolu. Bo jeśli nawet coś przeinterp­
retujemy (a to i jemu się często zarzuca), to przecież jeszcze, jak
mamy takie znakomite narzędzia poszczególnych dyscyplin
naukowych, które dadzą nam zaraz po głowie, abyśmy za
szybko nie byli tymi „Australijczykami", wpadając łatwo
w daną epokę i nie utożsamiali się jak oni z kangurami,
drzewami, żebyśmy się nie czuli tam bardzo dobrze. To taką
nadinterpretację zawsze m o ż n a skorygować.
A więc wydaje mi się trochę, że ten styl myślenia historyka
sztuki zostaje jakby przeniesiony i nakłada się jednak na
mówienie o kulturze pierwotnej, a w następstwie tego i o kul­
turze w ogóle. Tak, jak w dziedzinie sztuki, w oparciu o takie
zhierarchizowane myślenie i mocne kryteria poszukuje się tego
„dzieła prawdziwego", „Wielkiego D z i e ł a " , tak i tutaj niejako
jego miejsce zajmuje, i okazuje sie nim być ta „kultura
pierwotna". To jest trochę taka „świętość świętości", bliska
ontologii fundamentalnej. A mnie się wydaje, że to, co mówił
Eliade że, na poziomie obrazów, na poziomie symbolu, na
poziomie tych zdegradowanych, i tych wielkich nie zdegrado­
wanych „ o b r a z ó w " jest możliwe poczucie jedności człowieka.
Rozumiem, że takie hierarchizowanie, taka dbałość o kryteria,
może ona jest potrzebna w sztuce, (może: na pewno jest
potrzebna w sztuce), to jednak widziałbym w tym ślad myślenia
europejskiego. - Pan zarzucał to etnologii, że musi być coś
„ w y ż s z e g o " i coś „ n i ż s z e g o " , że ustawia coś „ w y ż e j " a coś
innego „ p o n i ż e j " . A w spojrzeniu na sztukę wydaje się to być
naturalne i uprawnione: sztuka wysoka, wielka, prawdziwa;
sztuka „ w y s o k a " i „ n i s k a " . Kłopot zaczyna się jednak wtedy,
gdy znajdzie się ktoś taki, który nie ma takiej wrażliwości na
sztukę, takiego mocnego poczucia by wypowiadać się i głosić
co jest, a co nie tym „ W i e l k i m " , „ P r a w d z i w y m Dziełem
Sztuki", i m o ż e mieć w tym względzie więcej wątpliwości.
W takim przypadku jednak ta „Biblioteka" i ta ikonologia może
być dla niego pociągającą (i m o ż e ostrożniejszą) drogą. Do tego
dochodzą i inne pytania i wątpliwości: czyż ta podstawowa
„sytuacja hermenutyczna", tak jak rozwój pewnych idei religij­
nych nie jest ciągiem przybliżeń i oddaleń, czy to tracenie
kontaktu nie jest j a k ą ś immanentną cechą rozwojową sublimowania się, czy też i gubienia, tracenia dostępu do pewnej
rzeczywistości, które charakteryzuje w ogóle to, co nazywamy
doświadczeniem i przeżyciem religijnym. Taki proces od­
twarzał i rekonstruował w Historiach
Jakubowych Tomasz
Mann, gdzie jednak ta rzeczywistość symboliczna istnieje i nie
potrzebne jest to „specjalne" wtajemniczenie, ta hierarchia, bo
rzecz się toczy przy studni, pomiędzy prostymi pasterzami,
którzy odczytują i interpretują swoją tradycję. I dlatego - wraca­
jąc do tych tez wydaje m i się, że - dość niesprawiedliwie została
tu potraktowana „ontologia symbolu", by użyć bliskiej tym
tezom terminologii. Istnieje przecież cała biblioteka na temat tej
ontologii i nie jest to czcza „ g a d a n i n a " teoretyków symbolu (z
której próbowaliśmy jakieś fragmenty pozbierać i złożyć
w tamtym numerze), mam tu na myśli rozważania Awieriencewa, że to nie jest znak, obraz, że rzeczywistość symbolu
rozciąga się pomiędzy nimi, że symbol organicznie związany

16

jest z mitem, te wszystkie analizy eidetyczne Ricoeura, czym
jest znak, czym symbol, mit. Cały czas ucieka się w nich od
jakiejś sztancy, i schematu, i stara się dowieść, że symbol to nie
jest prosty liczman, i pomimo tego, że my mniej więcej ten
„słownik" znamy, to nadal symbol traktuje się jako coś
„ w t ó r n e g o " , sygnał rozdwojenia, rozbicia i efekt rozpadu.
Ale ta myśl o sile symbolu jest w jakiś sposób przekazywana,
i moim zdaniem, ona jest obecna w sposób „pierwotny" (to
znaczy niejako stadium rozwoju, ale jako struktura) w doświad­
czeniu również i współczesnego człowieka. I dlatego uważam,
że ta mocna hierarchizacja, wprowadzanie symbolu (tak jak
chcą ci badacze, którzy umieszczają go w niedostępnej, utraco­
nej dla nas przeszłości, czy adekwatnie: prawdziwego przeżycia
religijnego, pełnego tajemnicy) tylko dla wybranych i „wtajem­
niczonych" jest j a k i m ś , dla mnie, niebezpieczeństwem. Myślę,
że tu też powinniśmy być ostrożni. Łącznie z oceną faktu, że
książki z symbolem w tytule się dobrze sprzedają. To też
0 czymś świadczy, o jakiejś żywej potrzebie współczesnego
człowieka, uczestniczenia w tej wspólnocie, choćby te książki
miałyby być nie czytane i tylko zdobić półkę, to i tak w takim
magicznym geście kryje się wiele prawdy o tęsknotach i po­
trzebach współczesnego człowieka. O żywej potrzebie łączno­
ści z tamtym „ u t r a c o n y m " doświadczeniem. Myślę, że w ogóle
powinniśmy w sprawie symbolu być bardzo ostrożni i nieufni
wobec naszych przyzwyczajeń, klisz i uprzedzeń. Nigdy nie
przepadałem za semiotyką, właśnie chyba ze względu na jej
większe wyczulenie na znak, znakowość, aniżeli na symbol.
1 taką lekcją (zupełnym zaskoczeniem) dla mnie stała się ta
wspaniała „definicja", czy też próba opisania rzeczywistości
i ontologii symbolu j a k ą dał Łotman. Kiedy powiada on, ż e : „ W
symbolu zawsze jest coś archaicznego. Każda kultura po­
trzebuje warstwy tekstów, realizujących funkcje archaiki, że
symbole zachowały zdolność do przechowywania w zwiniętej
postaci wyjątkowo obszernych i ważnych tekstów, że symbol
niegdy nie należy do jakiegoś jednego synchronicznego prze­
kroju kultury - zawsze przeszywa on ten przekrój pionowo,
przybywając z przeszłości i odchodząc w przyszłość, symbole
przenoszą teksty, schematy fabularne i twory semiotyczne
z jednej warstwy kultury do innej, symbol jest posłańcem
z innych epok, jako przypomnienie o prastarych podstawach
kultury, z drugiej zaś strony aktywnie koreluje z kontekstem
kulturowym, transformuje się pod jego wpływem i sam go
transformuje." A największą zasługą jest myśl o naszym
przeżywaniu i dostępie do symbolu, oddanie jego tajemniczego,
niejasnego, aluzyjnego charakteru, gdy powiada on, że w sym­
bolu: „Treść jedynie migoce poprzez wyrażenia, a wyrażenie
jedynie aluzyjnie wskazuje na treść."
Dobrym przykładem doświadczenia takiej aluzyjności, nieja­
sności, tajemnicy symbolu jest zdarzenie w Emaus, kiedy to
„dopiero po łamaniu chleba poznali G o " . Myślę, że tego rodzaju
sytuacji niejasnych, aluzyjnych, podobnego doświadczenia
symbolu, w którym treść „migoce przez w y r a ż e n i e " , a wyraże­
nie czyni aluzję do treści moglibyśmy odnaleźć wiele we
współczesnej literaturze, sztuce, kulturze, w doświadczeniu
potocznym człowieka. Istnieje cały taki nurt, jak śledzi go
i interpretuje, na przykład, Anna Sobolewska w Mistyce dnia
powszedniego, gdzie tropi u Białoszewskiego w poezji, w litera­
turze, w dziełach innych współczesnych pisarzy, jakby przebi­
janie się takich sytuacji symbolicznych, bliskich w swym
znaczeniu doświadczania pełni rzeczywistości: „rzeczy widzia­
lnych i niewidzialnych".
M o i m zdaniem jest niezwykle niebezpieczne to hierarchizo­
wanie, poszukiwanie takiego kryterium mocnego i ostrego
w dziedzinie ostatecznego i „ p r a w d z i w e g o " przeżycia religij-

�nego. Czyż nie jest tak, powtórzę, że język religijny stale traci
jakiś dostęp do tej rzeczywistości „rzeczy widzialnych i niewi­
dzialnych". A my wciąż potrzebujemy hermeneutyki i nadziei,
którą nieustannie zaprząta ta myśl o możliwości powrotu? Bez
tego nie moglibyśmy się zajmować kulturą, gdyby nie było
możliwości przerzucenia jakiegoś pomostu rozumienia. B y ć
może, jest to tak, jak fenomenologowie mówią, że przy tych
wnikaniach, analizach, i rekonstrukcjach, być może nigdy nie
możemy być pewni czy nasze rozumienie jest właściwe, nigdy
nie wiemy, czy nasze rozumienie jest odpowiednie, przy
świadomości, że sens należy częściowo do samej rzeczywisto­
ści, a częściowo do „kogoś", kto stara s i e j ą zrozumieć, i że sens
jest zawsze zrozumiałością, jak rozumieniem, i to w niepodziel­
nym przeżywanym związku. Nigdy zatem nie da się powiedzieć
z całą pewnością, co jest moim rozumieniem, a co zrozumiałoś­
cią tego, co rozumiane), to przecież pomimo to możemy
i powinniśmy wysiłek ten czynić.
I tutaj ograniczanie tego pola, że gdzieś, kiedyś to przeżycie
Jedności (bądź symbolu) istniało, a potem się rozpadło - myślę:
ta sytuacja jest stale, tak jak stałe jest poczucie pewnego
rodzenia się tak, jak tutaj zostało powiedziane, symbolu wtedy,
kiedy myśmy stracili j u ż ten kontakt. Ta „sytuacja hermeneutyczna",utracenia czegoś, była, podejrzewam i w Średniowieczu
i w X I I wieku, i wcześniej i przed Platonem, i była także obecna
w doświadczeniu religijnym człowieka pierwotnego czy ar­
chaicznego. To jest taki sam mój domysł, jak domysłem jest to,
że tylko tam była ta jedność świata i jedność przeżycia.
Uważam, że i my tej jedności możemy doświadczać i tylko nie
wiadomo kiedy ona może nas zaskoczyć. Bardzo często
spotykamy się z tym, że z taką niechęcią mówi się, że ten czas
jest marny, i że nie mamy dostępu do tego typu doświadczenia.
Wydaje mi się, że gdzieś za taką interpretacją i za takim
podziałem może kryć się i spoczywać bardzo europejskie
myślenie według kryteriów postępu i hierarchizacji a rebours.
A mianowicie, że odsuwa się to, co „ w i e l k i e " , „ p r a w d z i w e " ,
„rzeczywiste",albo w niedostępną przeszłość, lokując to wśród
społeczeństw pierwotnych, albo pośród egzotycznych, odleg­
łych innych tradycji religijnych.
J . Tokarska. O wartości nadziei ktoś napisał: „ O wszystkim
rozstrzyga, co myślimy o możliwości powrotu, jakie szanse
widzimy przed sobą." Wcześniej mówiłam o podobieństwach
pomiędzy nami i dzikimi, teraz chcę powiedzieć o różnicach.
Kiedy jakiś człowiek w Nowej Gwinei wydaje jakiś dźwięk
warkotką i jednocześnie mówi „to duchy ten dźwięk wydają",
że to jest „głos ducha", a wtedy przychodzi do niego etnograf
i mówi „no przecież sam powodujesz ten dźwięk, sam go
wydajesz; tu natrafiamy na różnicę pomiędzy nami a nimi.
Chodzi o tę podwójność: jestem sobą i jestem tym, czymś
jednocześnie. Inny przykład: sposób traktowania obrazu. Cho­
dzi o sytuację, w której obraz nie jest symbolem czegoś, czy
znakiem, tylko jest tym, co przedstawia. - Jest to sytuacja
„pełnej ontologii", o której Gadamer mówi w pierwszej części
Prawdy i metody. Ta sakralna ontologia w Europie jest też na
wygnaniu, o czym się mało pamięta. Słyszałam, kiedyś, że
w Maroku ludzie spalili kino po tym, jak wyświetlono tam
Drogę do Saliny, film o kazirodztwie. Ludzie po prostu spalili to
kino, bo takich rzeczy nie powinno być na świecie. To jest gest
barbarzyński, a jednocześnie wielki, bo to była rzeczywistość,
im pokazano rzeczywistość, nie obraz. Nie było żadnej szczeli­
ny pomiędzy tym, co przedstawiane, a tym, co przedstawiające.
Myślę, że my dziwimy się takim rzeczom i do nich za bardzo
dostępu nie mamy. Są jednak wśród nas tacy, co mają. Czytałam
w „Gazecie Wyborczej" o Madonnie Będkowskiej, o konser­
wacji obrazu, który ludziom zabrano do muzeum. Jeden

człowiek mówił: „jakże oni nie bali się wbijać w obraz gwoździ,
przecież mogła trysnąć krew". I znowu ta pełna ontologia
obrazu w zupełnie zaskakującym miejscu, świadectwo tego, że
ona tutaj też się trafia.
Kiedy pan powiedział o sutrze, bardzo byłam poruszona. Ja
się zajmowałam nią w doktoracie, który pisałam o wyzwole­
niach przez zmysły, o tybetańskiej nadziei uzyskania wy­
zwolenia przez słuchanie, przez widzenie, przez dotyk, przez
noszenie, przez powtarzanie modlitwy, przez potarzanie mant­
ry, albo przez kontakt ze świętym obrazem.
Ja szukałam tego doświadczenia, które stoi za tymi prak­
tykami na podmiot i przedmiot. W poszukiwaniach tych ważne
było dla mnie zdanie Carla von Weizsäckera, który pisał gdzieś
0 tych niepisanych tekstach platońskich, o agrafach. Powiada
tam, że problemy związane z naszym rozumieniem platonizmu
nie mają związku z tym, że jakichś tekstów nie znamy, tylko
z przyjęciem przez nas fałszywych założeń filozoficznych co do
sensu tekstów w ogóle. I cieszę się ogromnie słysząc o tych
nowych badaniach i tych nowych koncepcjach, bo one dla mnie
stały się wielką inspiracją. Moja praca zaczynała się od rzeczy
zupełnie skandalicznej (w którą p. Wojciech Michera nie
wierzy), mianowicie od posłużenia się tekstami, które pochodzą
z „wysokiego rejonu" kultury europejskiej, to jest od posłużenia
się hermeneutyką G a d a m e r o w s k ą i Heideggerowską, i za­
stosowania ich do rzeczywistości obcej, tybetańskiej kultury,
1 to jeszcze do rzeczywistości dolnych pięter tamtej kultury.
W pracy zajmowałam się bowiem tym, co u nas się nazywa
„klepaniem pacierzy", czyli taką sytuacją, kiedy przychodzi
chłop i gada do obrazu, a obraz do niego. To przecież zupełny
„dół kultury". Inteligent pogardza klepiącym pacierze. Nie
pyta, co on robi, kiedy mechanicznie klepie pacierz, na co ma
nadzieję, co się tam dzieje, o czym są te wszystkie opowieści
o oświeceniu, którego doznaje się podczas klepania pacierzy,
podczas gadania z obrazem. Ja starałam się o to zapytać,
analizując metaforę „ożywającego obrazu" pytając o doświad­
czenie, które jest pod tym. W Tybecie takie metafory są, co nie
znaczy, by nie było ich tutaj w Europie. Tu jest i tzw. „modlitwa
Chrystusowa", i powszechne klepanie pacierzy, obchodzenie
świętych miejsc, pielgrzymki i te wszystkie czynności mimowiednego powtarzania - różaniec i t d . One w Europie są, choć
„niszczeją w pogardzie", ale są. Trzeba je tylko rozpoznać. To
jest moja wersja „rozproszonej ontologii archaicznej".
D . Czaja. Jedna uwaga jeszcze o tej dziwnej pozycji symbolu
we współczesności. Często spotykam się z takim zarzutem:
dlaczego mówię o symbolu w filmie, w sztuce itd., podczas, gdy
twórca o symbolu nie mówi, to znaczy, nie wspomniał, że to, co
robi - całe dzieło czy jego fragment - tak właśnie zostało
pomyślane, tak zostało zaprojektowane. W związku z tym jeśli
nie pada, jeśli nie pojawia się w wypowiedzi odautorskiej słowo
„ s y m b o l " , to znaczy, że dzieło nie jest symboliczne i nie ma
sensu poszukiwanie symbolu na siłę. A właśnie fascynujące jest
to, co nazwałbym n i e ś w i a d o m y m dzianiem się symbolu we
współczesności, tym mimowiednym, jak Joanna Tokarska
wspomniała, istnieniem rzeczywistości głębszej. Wydaje mi się,
że rola nasza polega na odpoznawaniu tej rzeczywistości.
W tym sensie ratowalibyśmy i ten symbol, i tę rzeczywistość,
ponieważ takie postawienie sprawy kieruje mówienie o sym­
bolu i myślenie o nim na zupełnie inne tory: to znaczy mówimy
o tym, że symbol j e s t , nie my go tworzymy, nie tworzy go
ktoś, on j e s t. Natomiast my próbujemy go odpoznać, ujawnić,
pokazać, że taka rzeczywistość istnieje.
T . Rutkowska. A l e w tej sytuacji istnieje jeszcze jedna
prawda, i to jest jakby inne piętro, gdy mowa o kulturze
współczesnej. Jeżeli zajmujemy się kulturą współczesną, to

17

�musimy się ustosunkować i do takiego twierdzenia, że współ­
cześnie działalność artystyczna jest rodzajem gry prowadzonej
pomiędzy nadawcami a odbiorcami, konsumentami tej kultury
artystycznej, która m.in. polega na świadomym manipulowaniu
symbolami. Współczesne wytwory artystyczne, jeżeli j u ż bę­
dziemy unikać słowa sztuka, opierają się właśnie na takiej
manipulacji świadomej, bardzo wysoko uświadamianej, mani­
pulacji symbolami, motywami, archetypami. Do tego dochodzi
kategoria ironii czy parodii, zjawisko niezmiernie istotne dla
kultury współczesnej, które oczywiście warunkuje dystans do
symboli czy m o t y w ó w . I co w tym wypadku począć? Trzeba
zdać sobie sprawę z takiej podwójności, z tych rozmaitych
pięter, i jeżeli jest to wyłożone, to wszystko w porządku, ale
trzeba to zawsze wyłożyć. A niekiedy jest to po prostu
niemożliwe. Na tym polega, uważam, cała trudność z opisem
tego, co się aktualnie dzieje.
D. Czaja. To, jest taki trochę symbolizm redivivus. Ten
symbol jest zazwyczaj, powraca w drodze świadomej decyzji.
Korzysta się z niego, gra się nim i manipuluje. Tymczasem
wydaje mi się, że najmocniejsze przykłady symbolizacji,
najmocniejsze dzianie się symbolu, jego promieniowanie jest
wtedy, kiedy to jest na wpół świadoma kreacja, kiedy myśli się
0 rzeczywistości, kiedy mówi się o rzeczy. Nie ma tego, że po
długim namyśle, z piątku na niedzielę facet wymyśla symbol dla
jakichś doraźnych celów.
T . Rutkowska. Nie, on nie wymyśla, mnie chodzi o taką
sytuację że...
W . Michera. ...że korzysta z pewnego zestawu funkcjonują­
cych symboli...
T. Rutkowska. Tak, bo jest to wręcz istotna forma komunika­
cji współczesnej, jest to sposób przekraczania ograniczeń
kulturowych. To, co się mówi o globalnej wiosce, wiąże się
oczywiście z zamulaniem m ó z g ó w , ale to jest rzeczywistość i to
istnieje. M o ż n a w tym dostrzec i pewne pozytywne aspekty.
Współcześni badacze kultury różnie sobie z tym radzą, np.
u Baudri Harda m o ż n a dostrzec taki klerkowski dystans do
kultury masowej, i bardzo pięknie mówi on o wszystkich
niebezpieczeństwach wynikających z tej sytuacji, pewnym
dramacie kultury współczesnej. Z drugiej strony mamy Umberlo Eco, który ma świadomość, że on również temu zamulaniu
jest poddawany. Jakby nie ma możliwości dla współczesnego
człowieka zdystansowania się do tego, jesteśmy wszyscy
indoktrynowani w ten sposób, i on potrafi bawić się tą sytuacją
1 wyciągać z tego diagnozy, bardzo interesujące dla nas
wszystkich. To nie jest tylko tak, że żyjemy w pewnym mule,
z którego nie ma wyjścia i tęsknimy do przeszłości, do tych
wyraźnych kryteriów. Wydaje mi się, że sytuacja ta ma też
swoje pozytywne aspekty, tylko to wymaga pewnego dystansu.
I ironia, nawet taka ironia badawcza, jak u Eco, wydaje mi się
postawą godną uwagi w diagnozach dotyczących kultury
współczesnej i funkcjonowania w niej symbolu dzisiaj.
S. Sikora. Pewnie trzy lata temu była w tej sali dyskusja
o filmie Batman. Padło w ó w c z a s sformułowanie - chyba
z twoich ust Wojtku - że Batman, to taka historia, która coś daje
antropologowi, może on do niej podchodzić, badać warstwy
symboliczne, odnosić to do dawniejszych schematów kultury
czy struktur symbolicznych. A propos Lyncha powiedziałeś
wówczas, że jest to historia wymyślona przez antropologów i że
właściwie czymś takim my się j u ż nie możemy zajmować. Jest
chyba prawdą, że antropologia ma zawsze do pewnego stopnia
nastawienie konserwatywne, nie daje się unieść wszystkim
nowościom do końca, że zawsze poszukuje głębszego wymiaru,
czegoś archaicznego, próbuje sięgać pod powierzchnię. Ale
wracając do Lyncha, wydaje mi się, że on mimo wszystko jest

18

ciekawszy niż Batman, przynajmniej w niektórych swoich
filmach. Te propozycje można odrzucać, można się śmiać
z wysokich obcasów, ale być może jest to większe wyzwanie,
jakie obecna kultura zgotowała dla myśli niż Batman.
W . Michera. Niewątpliwie, tylko, że to, co jest u Lyncha
ciekawe, istnieje na innym poziomie niż analiza konkretnych
symboli. W przypadku Batmana (jak bajkach, lub literaturze
brukowej) jest pole do działania, jeśli chodzi nam o po­
szukiwanie pewnych struktur symbolicznych, schematy inic­
jacyjne itp., znane rzeczy. U Lyncha natomiast zaczyna się
zabawa tymi elementami. Żeby j ą zrozumieć nie ma sensu
stosować do niego, ani takich poważnych narzędzi interpreta­
cyjnych, ani tych prostych wziętych z etnograficznego elemen­
tarza, tylko trzeba dostrzec rzeczywistość piętro wyżej. Tam
jakby nie ma sensu analizować tych elementów tylko zobaczyć
co z nich się składa, jaka nowa rzeczywistość się z nich składa.
Elementy są bowiem doskonale znane, ale niejako wycięte
z kontekstu i na nowo powklejane.
W . Juszczak. Mówił p. Benedyktowicz, że w tym, co j a tam
próbowałem powiedzieć widać skłonność do hierarchizacji,
szukania kryteriów. Oczywiście widać to, bo to j e s t moim
celem. Wcale tego nie ukrywam, że stawiam taką tezę po to,
żeby sobie, i może innym, dać jakieś narzędzie do rozróżnienia,
co czym jest, a co czym nie jest, co coś tylko udaje. Przede
wszystkim jest to skierowane na pewne ekscesy tzw. życia
artystycznego współczesności, gdzie istnieją zjawiska paraartystyczne, które posługują się pewnymi technikami tradycyjnej
sztuki, posługują się pewnymi przywołaniami tradycyjnych
treści przez sztukę przywoływanych, a wszystko to zarazem
stanowi „ t o w a r " . Dlatego chęć szukania kryteriów jest w tym,
co mówię zawarta, a kryteria oczywiście łączą się z hierarchiza­
cją zjawisk. Wszystko to nie jest sprzeczne, przynajmniej
w moim przekonaniu, z założeniem, na którym się te kryteria
buduje, a które to założenie czy punkt wyjścia jest właśnie taki,
że została rozbita jedność i nie m o ż e m y dostrzec tej jedności np.
w dziele sztuki, to znaczy tam gdzie ona naprawdę jest.
W związku z tym mylimy dzieło sztuki z czymś, co je udaje. Do
obrony przed takimi pomyłkami nam te kryteria są potrzebne.
I to jest casus współczesnej kultury, wywołany przez mas­
smedia, przez nieustające, to, co ja sobie nazywam, patenty na
nowość. Romańszczyzna trwała parę stuleci, była jednolitym
stylem, kierunkiem, a teraz mamy co pięć minut nowy, inny
kierunek, który chce być tym samym co styl romański. Chce być
w dodatku „ p r z e w r o t e m " artystycznym. Chodzi tu jakby tylko
o ciągłe zrywanie ciągłości, z równocześnie ukrytym i stale
skrywanym trzymaniem się tej ciągłości, ponieważ ten który
robi instalacje i twierdzi, że obraz j u ż umarł, jako zjawisko,
próbuje coś zrobić z tym, coś takiego, by to było, jak obraz
utrwalone. Dlatego zgadzam się całkowicie, że kryteria są
konieczne. Kiedyś, kiedy Wyka wołał o kryteria ja byłem
dzieckiem. Wołanie trwa nadal i jest coraz pilniejsze, bo inaczej
się gubimy, no może nie my, jak tu jesteśmy, ale ci, którzy są
w większości, dają się na to nabierać, a o tym czasem trzeba
głośno mówić. M ó w i ć , że coś nie jest tym, za co jest podawane.
To jest kwestia oczywiście zupełnie inna, dotycząca kultury
współczesnej, odkrytycznego obrazu jej symboliczności czy
niesymboliczności. To jest jedna kwestia. Druga jest taka, która
nie jest może mniej ważna. Kiedyś zajmowałem się Blake'iem,
znalazłem u niego taki pomysł, zaczerpnięty z Biblii, a stresz­
czony w mottcie do poematu Milton, które brzmi: „Boże spraw,
żeby wszystek lud pański p r o r o k o w a ł " . Blake interpretuje to
w taki sposób, że każdy człowiek ma w sobie talent artysty, i że
do istoty ludzkiej osoby, do fenomenu człowieczeństwa, należy
artystyczne tworzenie. I tutaj „wracam do swoich baranów":

�w społeczeństwach pierwotnych nie ma podziału na artystów
i nie-artystów. Każdy może być artystą, każdy jest nim w tym
sensie, że każdy może tworzyć obraz, który będzie czczony. I tu
jeszcze raz można wrócić do Sutry Lotosu. Tam się mówi także,
że jeśli dzieci podczas zabawy patykiem na piasku narysują
obraz Buddy, będą oświecone. Tam każdy gest, który jest
gestem typu „artystycznego" daje dzieło święte. Jest to zdumie­
wające, ale tak właśnie jest w społeczeństwach pierwotnych. Bo
np. pewna współczesna badaczka plemion australijskich, która
oczywiście badała to, co było kiedyś w pełni żywe, a w stanie
teraz j u ż szczątkowym, odkryła plemię, zwane Walbiry, żyjące
w płn-zach. Australii, gdzie opowiadaniu tego, co my nazywa­
my mitami, a co dla tubylców jest historią świętą, towarzyszy
rysowanie na piasku. I to rysowanie ma całą skalę hierarchiczną.
Są opowieści, które są przeznaczona dla kobiet. Są opowieści
przeznaczone dla dzieci, które kobiety i m opowiadają, są
opowieści przeznaczone dla chłopców, które opowiadają męż­
czyźni. Są opowieści dla mężczyzn po inicjacji, które opowiada­
ją im starsi. Istnieje zastrzeżony repertuar tych rysunków i tych
znaków graficznych, i to zastrzeżony z niezwykłą dokładnością.
A wszystko to ma życie i wagę taką, j a k ą u nas ma twórczość
człowieka wychodzącego z Akademii (tylko z takim zastrzeże­
niem, że ów absolwent Akademii ma talent). Ale ta powszech­
ność, jakby powiedział Kant, geniuszu twórczego, jest jednym
z tych zjawisk, które odróżniają kulturę archaiczną od naszej
kultury.
T. Rutkowska. Czy chodzi tu o kryterium technologiczne?
Bo z pewnością technologiczne kryterium wydaje się być czymś
ważnym i w kulturze współczesnej, jest pewien przymus
sprawności technologicznej, po to by dzieło mogło być uznane
za dzieło prawdziwe.
W. Juszczak. To w gruncie rzeczy kwestia intencji i celu.
Tam jest wszystko ukierunkowane religijnie i wszystko jest
akceptowane jako dzieło oczywiście. Są tam, mówiąc w naszym
języku, specjaliści, których się dopuszcza do konserwacji
malowideł, świętych malowideł z niewyobrażalnej przeszłości.
Tam nie ma podziału na człowieka, który jest twórczy, i który
jest nietwórczy. Dlatego dla mnie nie istnieje w obiegu
autentycznej sztuki problem odbioru, istnieje wyłącznie prob­
lem interpretacji. I to w sensie muzycznym. Jeżeli staję przed
obrazem, to mam być malarzem. T u nie ma mowy o żadnych
kompetencjach, to może zrobić każdy, idzie tylko o siłę
doświadczenia. Bo stojąc wobec dzieła sztuki mam się za­
chowywać tak jak pianista, który ma zagrać sonatę. M o g ę to
zrobić lepiej lub gorzej, ale intencja jest taka: mam w y k o ­
n a ć ten utwór idąc za wskazaniem tego, co przede m n ą

wykonywał twórca.
S. Sikora. Barthes powiedział kiedyś, że trzeba czytać tak jak
się pisze, ale przecież istnieje pewien podział kompetencji,
istnieje różnica pomiędzy pianistą a kompozytorem.
Prof. Juszczak. Jedyna dziedzina, o której mogę mówić do
pewnego stopnia jako fachowiec, bo przez to przeszedłem, czy
0 to się otarłem raczej, jest praktyka muzyczna. Miałem
pewnego nauczyciela w szkole muzycznej, z którym siedziałem
kiedyś na koncercie wielkiej śpiewaczki. Ó w nauczyciel powie­
dział m i w pewnym momencie: „Niech pan zwróci uwagę na
j e d n ą rzecz: jej wielkość polega na tym, że ona śpiewa utwór tak
jakby go k o m p o n o w a ł a " . Ta uwaga odkryła nagle przede m n ą
istotę kontaktu ze sztuką. Dzieło musi być o ż y w i a n e . Albo
po prostu m a ż y ć . M a się rodzić i na moich oczach i we mnie
wciąż od nowa.
J . Tokarska. M ó w i się w Tybecie: „prawdziwy jest ten
obraz, który o ż y w a . " N i e w a ż n y jest ten, który narysował, on się
w ogóle ukrywa, bo malarze są anonimowi. W Tybecie nie ma
pojęcia „ t w ó r c y " , w sensie naszego „artysty". A mówiąc
przekornie prawdziwym twórcą obrazu jest ten, przy kim ó w
obraz ożył, przy k i m ó w obraz stał się sobą, obrazem „praw­
d z i w y m " o pełnej ontologii, czyli samą rzeczywistością sacrum.
W . Michera. Tutaj te dwa elementy tworzą całość: jest
dzieło, i jest śpiewaczka, która śpiewa i śpiewem swym niejako
przemalowuje ten utwór, tak jak Australijczycy, lub ruscy
ikonografowie przemalowywali święte obrazy. I to jest inter­
pretacja w najszlachetniejszym znaczeniu słowa. Ale do tego
jest jeszcze pan profesor, który słuchając tego śpiewu również
„ k o m p o n u j e " , przyczyniając się w ten sposób do „ożywienia"
dzieła. W żyjącym dziele nie sposób pominąć tej, która śpiewa,
1 tego, który słucha. Ich interpretacja, uczestnictwo, nadaje
sytuacji artystycznej walor symboliczności.
W . Juszczak. D o d a ł b y m do tego j e d n ą poprawkę: jeżeli ktoś
czyta nuty i bierze partyturę, to nie potrzebuje interpretatora,
tylko „słyszy nuty",ten łącznik może być więc wyeliminowany.
W . Michera. Ale to nie zmienia istoty, że jest ktoś kto bierze
te nuty i je czyta lepiej lub gorzej. Dzieło żyje dlatego, że jest
ożywiane.
Z . Benedyktowicz. Czyż nie jest tak właśnie i z symbolami?
- chciałoby się dopowiedzieć. - (Pora kończyć, bo „czas
ucieka") - C z y ż nie jest podobnie, gdy przystępujemy do
naszych antropologicznych interpretacji?
Dziękuję Panu Profesorowi i Państwu za tę rozmowę.
opracowała

Danuta

Benedyktowicz

PRZYPISY

' Tekst ten powstał z zapisu wywiadu przeprowadzonego z W.
Juszczakiem przez Piotra Gruszczyńskiego i Jacka Królaka, por. „Res
Publica" nr 6,1991, ss. 104-109; tekst ten ukaże się także w książce: W.
Juszczak, Fragmenty. Studia z teorii ifdozofii sztuki. Warszawa 1995,
ss. 144-149
Tamże.
M.in. Paleolityczny epos, „Konteksty" nr 2, 1991, Dzieło a „grani­
ca sensu", „Konteksty nr 3/4, 1992., Eseje te ukażą się w: W. Juszczak,
Fragmenty..., Warszawa 1995
2

3

4

L. Kołakowski, Szukanie barbarzyńcy w: Czy diabeł może być
zbawiony, „Aneks", Londyn 1983
Etnografia - etnologia - antropologia kultury - ludoznawstwo.
Czym są dokąd zmierzają w „Polska Sztuka Ludowa", nr 2, 1981
Tekst ten ukaże się także w: W. Juszczak, Fragmenty, op. cit.
S. Cichowicz, Cóż po hermeneucie w czasie biedy..., „Polska
Sztuka Ludowa" nr 3, 1988 ss. 171-175
* Por. „Polska Sztuka Ludowa" nr 3, 1988
5

6

7

19

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10621" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10599">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8117eee58d193c80cc688d768e80f6c6.pdf</src>
        <authentication>8c03170b6941c68653b4ab97ca1fdd5e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126562">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2514</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126563">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126564">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2334</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126565">
                <text>O autorytecie etnograficznym / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126566">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.19-31</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126567">
                <text>Clifford, James</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126568">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126569">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126570">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126571">
                <text>O autorytecie etnograficznym
James Clifford
Clifford traktuje... antropologów... jak tubylców czy informatorów...
Staliśmy się obiektem obserwacji i zapisu.
Paul Rabinów. Representations are social facts
Strona tytułowa dzieła Ojca Lafitau Moers des sauvages
00tąuains
pochodząca z 1724 roku przedstawia etnografa
postaci młodej kobiety, siedzącej przy pulpicie pośród
jitefaktów z Nowego Świata, Antycznej Grecji i Egiptu. Autor­
ce towarzyszą dwaj cherubi, pomagający jej przy pracach po­
równawczych, oraz brodata postać Czasu, wskazująca na obraz
przedstawiający jedyne źródło prawd wyłaniających się spod
pióra pisarki. Młoda kobieta unosi wzrok na wyobrażenie obło­
ku, na którym ukazani są Adam, Ewa i wąż. Ponad nimi, po obu
stronach promieniującego trójkąta noszącego hebrajski napis
Vahweh, stoją odkupieni mężczyzna i kobieta z Apokalipsy.
Stronę tytułową Argonautów Zachodniego Pacyfiku Malino­
wskiego stanowi fotografia z podpisem „Akt ceremonii K u l a " .
Wódz Trobriandczyków, stojący u drzwi swego domostwa,
otrzymuje naszyjnik z muszli. Za mężczyzną ofiarującym
naszyjnik widać rząd sześciu młodzieńców w pokłonie, z któ­
rych jeden gra na muszli. Uwaga wszystkich postaci, widzia­
nych z profilu, skupiona jest na rytuale wymiany, prawdziwym
wydarzeniu z melanezyjskiego życia. Kiedy się jednak przy­
jrzeć z bliska, można zauważyć, że jeden z kłaniających się
Trobriandczyków patrzy wprost w aparat fotograficzny.
Alegoria Lafitau jest mniej bliska: przedstawiona tam autorka
raczej kopiuje niż daje początek. W przeciwieństwie do foto­
grafii Malinowskiego, na sztychu nie ma odniesień do doświad­
czenia etnograficznego - pomimo pięciu lat badań spędzonych
przez Lafitau wśród plemienia Mohawk, badań, które za­
gwarantowały mu zaszczytne miejsce pośród badaczy wszyst­
kich pokoleń. Jego relacja przedstawiona jest nie jako wynik
bezpośrednich obserwacji, lecz pisania w zatłoczonej pracowni.
Strona tytułowa Argonautów, jak wszystkie fotografie, potwier­
dza obecność - sceny znajdującej się przed obiektywem;
sugeruje leż inną obecność - obecność etnografa, który aktyw­
nie komponuje wycinek trobriandzkiej rzeczywistości. Wymia­
na Kula, temat książki Malinowskiego, została doskonale
uwidoczniona, w centrum ramy percepcyjnej, podczas gdy
spojrzenie jej uczestnika przenosi naszą uwagę na punkt
widzenia obserwatora, w którym, jako czytelnicy, mamy udział
'etnografem i jego aparatem fotograficznym. Zasygnalizowany
tu został dominujący model współczesnego autorytetu w badaach terenowych: „Jesteście tam... b o j a tam b y ł e m " .
w

położenie wiąże się z rozpadem i powtórnym podziałem potęg
kolonialnych, który nastąpił po roku 1950 oraz echem tych
procesów w radykalnych teoriach kulturowych lat 60. i 70. Po
tym jak ruch murzyński zmienił europejskie spojrzenie, po crise
de consience w antropologii wiążącym się z jej liberalnym
statusem w imperialnym porządku, oraz w sytuacji, w której
Zachód nie może uważać się za jedyne źródło wiedzy ant­
ropologicznej o innych, niezbędnym stało się wyobrażenie
sobie świata uogólnionej etnografii. Wraz ze wzrostem komuni­
kacji i wpływów międzykulturowych, ludzie zaczęli inter­
pretować innych, i samych siebie, w oszałamiającej różnorod­
ności idiomów - jest to globalne zjawisko, które Michaił
Bachtin (1953) nazwał „heteroglosją" . Ta wieloznaczność,
wielogłosowość świata sprawia, że coraz trudniej jest rozumieć
ludzką różnorodność jako wpisaną w odgraniczone, niezależne
kultury. Różnica jest wynikiem twórczego synkretyzmu.
W ostatnich latach dzieła takie jak Orientalizm (1978 [wyd. pol.
1991]) Edwarda Saida czy Sur la ,,philosophic"
africaine
(1977) Paulina Hountondji poddały w wątpliwość procedury,
które pozwalają na przedstawianie obcych grup ludzkich bez
zaproponowania systematycznych, całkiem nowych metod lub
epistemologii. Badania te wskazują, że o ile pisarstwo etnografi­
czne nie może całkowicie uchronić się od redukcjonistycznego
posługiwania się dychotomiami i ekstraktami, może przynaj­
mniej samoświadomie walczyć o to, aby nie portretować
abstrakcyjnych, ahistorycznych innych. Bardziej niż kiedykol­
wiek stało się konieczne, aby różne ludy tworzyły złożone,
konkretne obrazy siebie nawzajem, jak i łączących je powiązań
wynikających z wiedzy i władzy; żadna jednak suwerenna
metoda naukowa czy stanowisko etyczne nie jest w stanie
zagwarantować prawdziwości takich obrazów. Są one ustano­
wione - krytyka kolonialnych sposobów przedstawiania świata
tyle przynajmniej wykazała - w konkretnych historycznych
powiązaniach dominacji i dialogu.
2

Próby pisania etnografii, których przegląd przedstawiono
w tym rozdziale nie należą do jasno określonego kierunku
reformistycznego czy też jednego ciągu ewolucyjnego. Są to
pomysły ad hoc i nie można ich traktować jako systematycznej
analizy postkolonialnego sposobu przedstawiania. Być może
najlepiej spojrzeć na nie jako na „zestaw n a r z ę d z i " teorii
zaangażowanej zalecanej niedawno przez Gillesa Deleuze'a
Poniższy rozdział ma za zadanie prześledzić powstawanie
i Michela Foucaulta: „Koncepcja teorii jako zestawu narzędzi
załamanie się autorytetu etnograficznego w dwudziestowiecz­
oznacza, że (i) Budowana teoria nie jest systemem, lecz
ni antropologii społecznej. Nie jest on pełnym opisem tego
instrumentem, logiką szczególnych stosunków władzy i walki
zagadnienia ani też nie jest oparty na pełnej realizacji teorii
wokół nich; (ii) dociekania m o g ą być prowadzone tylko krok po
°'yczącej interpretacji i tekstualizacji etnografii.
Kontury
kroku w oparciu o refleksję (która z konieczności pod pewnymi
akiej teorii są problematyczne, jako że w dzisiejszych czasach
względami będzie miała charakter historyczny) nad konkret­
ardziej niż kiedykolwiek poddaje się w wątpliwość funknymi sytuacjami (Foucault 1980: 145; zobacz też 1977: 208).
)°nowanie przedstawień międzykulturowych. Obecne trudne
M o ż e m y przyczynić się do praktycznej refleksji nad międzykulturowym przedstawieniem robiąc inwentarz lepszych - choć
tj^^styJ-Clifforda, jak i o nim, publikowaliśmy już w numerach 1/91,
niedoskonałych - z obecnie przyjętych sposobów podejścia.
,
• ' W , 3-4/94 naszego pisma. Prezentowany artykuł On ElhnoJs™ 'Authority, pochodzi z książki Jamesa Clifforda The Predicament Spośród nich badania terenowe pozostają niezwykle czułą
Twentieth Century Ethnography, Literature and Art. Harvard metodą. Obserwacja uczestnicząca zmusza praktykujących ją,
H ^ y Press 1988. Pierwodruk - ©..Representations" I (1983):
by doświadczyli, tak na poziomie cielesnym jak i intelektual­
Tekst ten ukaże sit w przygotowanej przez Michała Buchowsnym, niestałości tłumaczenia. Wymaga żmudnego uczenia się
»yj ologii tekstów Amerykańska Antropologia Postmodernistyczna
języka, w pewnym stopniu bezpośredniego zaangażowania
|ц
J przez Instytut Kultury. Autorowi antologii i Instytutowi
i rozmów, a często wprowadza zaburzenia w osobiste i kulturo•У dziękujemy za zgodę na diuk artykułu w naszym piśmie.
n|

1

1

c

1

rsi,

8

ant

Wane

19

�we oczekiwania. Istnieje, oczywiście, mit badań terenowych.
Faktyczne doświadczenie, skazane na nieprzewidziane wypa­
dki, rzadko sięga ideału; lecz jako środek czerpania wiedzy
z intensywnego, intersubieklywnego zaangażowania uprawia­
nie etnografii zachowuje swój wzorcowy charakter. Co więcej,
nawet jeżeli badania terenowe przez pewien czas identyfikowa­
no z wyłącznie zachodnią dyscypliną i totalizującą nauką
- ,,antropologią",te skojarzenia nie muszą być trwałe. Obecne
style opisu kultur są historycznie ograniczone i podlegają
istotnym przemianom.
Rozwoju etnografii jako nauki nie można pojmować cał­
kowicie w oderwaniu od bardziej ogólnych dyskusji politycznoepistomologicznych na temat pisarstwa i przedstawiania inno­
ści. W tym omówieniu skupiłem się jednak na profesjonalnej
antropologii, a szczególnie na etnografii po roku 1950\ Obecny
kryzys - lub lepiej rozproszenie - autorytetu etnograficznego
pozwala na wydzielenie okresu zawierającego się mniej więcej
między rokiem 1900 i I960, w którym nowa koncepcja badań
terenowych ustaliła się jako norma w antropologii europejskiej
i amerykańskiej. Intensywne badania terenowe, prowadzone
przez wykształconych na uniwersytetach specjalistów, wyłoniły
się jako uprzywilejowane, usankcjonowane źródło informacji
o ludach egzotycznych. Nie chodzi tu o dominację pojedynczej
metody badawczej. „ I n t e n s y w n a " etnografia była różnie defi­
niowana. (Porównaj Griaule'a 1957 z Malinowskim 1922 |wyd.
pol. 1981]: rozdz. 1). Co więcej, hegemonia badań terenowych
ustaliła się wcześniej w Stanach Zjednoczonych i Anglii niż we
Francji. Wczesne przykłady Franza Boasa i wyprawy do
Cieśniny Torresa dopiero później znalazły odpowiednik w zało­
żeniu Institut d'Ethnologie w 1925 roku i bardzo nagłaśnianej
Misji Dakar-Djibouti z 1932 roku (Karady 1982; Jamin I982a;
Stocking 1983). Niemniej od połowy lat trzydziestych można
już mówić o ustalaniu się międzynarodowego konsensusu:
wartościowe antropologiczne uogólnienia miały być, kiedy to
tylko możliwe, opierane na intensywnych opisach wykonywa­
nych przez wykwalifikowanych badaczy. Od tego czasu nowy
styl stał się popularny, zinstytucjonalizowany i ucieleśniony
w konkretnych dokonaniach tekstowych.
Dopiero ostatnio stało się możliwe rozpoznanie tych konwen­
cji i nabranie wobec nich pewnego dystansu. Jeśli kulturowe
interpretacje powstają w etnografii poprzez intensywne do­
świadczenia badawcze, jak można przetworzyć niezdyscyp­
linowane doświadczenie na autorytatywne pisemne sprawo­
zdanie? Jak, w rzeczy samej, możliwe jest, aby to przegadane,
nadmiernie określone spotkanie międzykulturowe, przeniknięte
stosunkami władzy i konfliktami osobistych interesów zostało
opisane jako właściwa wersja mniej czy bardziej wyodręb­
nionego „innego ś w i a t a " stworzona przez pojedynczego auto­
ra'.'
Analizując tę złożoną transformację trzeba mieć na uwadze
fakt, że etnografia jest, od początku do końca, uwikłana
w pisanie. Pisanie to zakłada, co najmniej, przełożenie doświad­
czenia na formę tekstową. Proces ten jest komplikowany przez
działanie licznych subiektywnych i politycznych ograniczeń
znajdujących się poza kontrolą piszącego. W odpowiedzi na te
naciski pisanie etnograficzne przyjmuje szczególną strategię
autorytetu. W ujęciu klasycznym do strategii tej niepodważalnie
należy roszczenie sobie prawa do bycia dostarczycielem prawdy
w tekście. Złożone doświadczenie kulturowe wyrażane jest
przez jednostkę: We the Tikopia Raymonda Firtha, Nous avons
mange laforet Georges'aCondominasa, Dojrzewanie na Samoa
Margaret Mead, The Nuer E. E. Evans-Pritcharda.
Poniższe omówienie umiejscawia najpierw historycznie ten
autorytet w rozwoju dwudziestowiecznej nauki o obserwacji
uczestniczącej. Następnie przechodzi do krytyki leżących u jego
podłoża założeń i przeglądu wyłaniających się praktyk teks­
towych. Przeciwstawne strategie autorytetu etnograficznego
można zaobserwować w niedawnych eksperymentach etnogra­
fów, którzy samoświadomie odrzucili przedstawienia kulturowe
w stylu strony tytułowej Malinowskiego. Pojawiają się różne
świeckie wersje zatłoczonej pracowni pisarskiej ojca Lafiteau.
4

20

Według nowych paradygmatów autorytetu piszący nie jest
zafascynowany transcendentnymi postaciami - ani hebrajsko
chrześcijańskiego Boga, ani też jego dwudziestowiecznyrnj
substytutami. Człowiekiem i Kulturą. Z niebiańskiego obrazu
nie zostaje nic poza pokrytym laserunkiem odbiciem
ropologa w lustrze. Cisza pracowni etnograficznej zost )
zakłócona - natarczywymi, wielojęzycznymi głosami, skrzy
pieniem innych piór.
a n i

a

a

5

Pod koniec dziewiętnastego wieku - w przeciwieństwie &lt;]
podróżnika, a zwłaszcza misjonarza i administratora, z których
niektórzy spędzali znacznie więcej czasu w terenie, mieli lepsze
kontakty i lepszą znajomość miejscowego języka - etnograf nie
miał a priori zagwarantowanego statusu najlepszego interpretatora tubylczego życia. Rozwój badań terenowych jaki
nastąpił w Ameryce od Franka Hamiltona Cushinga (ekscentryka) aż po Margaret Mead (nieomal bohaterkę narodową) j |
znaczący. W tym okresie wytworzył się szczególny rodzaj
autorytetu - autorytet zarówno uprawomocniony naukowo, jak
też oparty na unikalnym osobistym doświadczeniu. W latach
dwudziestych Malinowski odegrał centralną rolę w tworzeniu
wiarygodności badacza terenowego, i w tym świetle powinniś­
my przypomnieć sobie jego ataki na kompetencje ludzi współ­
zawodniczących w terenie. Na przykład sędzia kolonialny Alex
Rentoul, który ośmielił się podważyć odkrycia nauki dotyczące
koncepcji ojcostwa na Trobriandach, został na stronach pisma
„ M a n " e k s k o m u n i k o w a n y za nieprofesjonalne podejście, właś­
ciwe „sądowi policyjnemu" (zobacz Rentoul 1931 a.b; Malino­
wski 1932). Amatorszczyzna w badaniach terenowych spotkała
się z jeszcze silniejszym atakiem ze strony A. R. RadcliffeBrowna, który, jak to wykazał łan Langham, doprowadził do
kodyfikacji postawy naukowca-profesjonalisty odkrywającego
ścisłe prawa społeczne (Langham 1981: rozdz.7). To, co
wyłoniło się po sukcesie profesjonalnych badań terenowych
w pierwszej połowie dwudziestego wieku było fuzją ogólnej
teorii i badań opartych na doświadczeniu, analizy kulturowej
z opisem etnograficznym.

0

e S

Badacz terenowy-teoretyk zastąpił dawniejszy podział na
„człowieka na miejscu" (używając słów Jamesa Frazera)
i socjologa lub antropologa w metropolii. Ten podział pracy byl
różny w różnych tradycjach narodowych. Na przykład Morgan
w Stanach Zjednoczonych dysponował osobistą wiedza na
temat przynajmniej niektórych z kultur, które stanowiły dla
niego materiał do syntezy socjologicznej; a Boas już dość
wcześnie uczynił z badań terenowych warunek sine qua non
poważnego antroplogicznego dyskursu. Jednak, ogólnie, zanim
Malinowskiemu, Radcliffe-Brownowi i Mead udało się pomyśl­
nie ustanowić normę naukowca z uniwersyteckim przygotowa­
niem, który testuje i wyprowadza teorie z własnych badań,
obowiązywał nieco inny system podziału wiedzy etnop
nej. Na przykład The Melanesians (1891) R. H . Codringtona'f
szczegółowa kompilacja folkloru i zwyczajów, powstała w
niku dość długich badań, które prowadził jako ewangelts
i oparta na intensywnej i bliskiej współpracy z tubylczym
tłumaczami i informatorami. Książka ta nie jest skonstrui
wokół „ d o ś w i a d c z e n i a " z badań terenowych, nie wysuv
żadnej jednolitej hipotezy interpretacyjnej, funkcjonalnej. W
torycznej czy innej. Zadowala się uogólnieniami na nisP
poziomie i zgromadzeniem eklektycznego zbioru inform*;
Codrington ma dogłębną świadomość niekompletności s**
111

11

1

1 1

wiedzy, wierząc, że prawdziwe zrozumienie życia tubyI możliwe jest dopiero po około dekadzie spędzonej na Л
czaniu i badaniu (str. vi—vii). Świadomość trudności w uc .
ceniu świata obcych ludów - potrzeby poświęcenia wielu
uczenie się i oduczanie, trudności / pełnym opano*
języka - w znacznym stopniu zdominowała pracę p°* ^
Codringtona. Te założenia wkrótce nnaly być podważonep
bardziej przekonany o swojej słuszności relatywizm ku в ^
w modelu Malinowskiego. N o w i badacze terenowi о о я

�wyraźnie od wcześniejszych „ludzi na miejscu" - misjonarzy,
jdniniistratorów, kupców i podróżników - których wiedza na
,ai tubylców, jak argumentowali, nie była poparta najdos­
konalszymi naukowymi hipotezami ani też dostateczną neutralien

przed wyłonieniem się profesjonalnej etnograf u, autorzy tacy
iak J- P- McLennan, John Lubbock i E. B. Tylor starali się
tontrolować jakość sprawozdań, na których opierali swoje
—(Topologiczne syntezy. Czynili to zgodnie ze wskazówkami
Mes and Queries i , w przypadku Tylora, podtrzymując
długotrwałą współpracę z doświadczonymi badaczami w lerenie'takimi jak misjonarz Lorimer Fison. Po roku 1883 Tylor.
,,ko nowo mianowany wykładowca antropologii w Oxfordzie,
Mocował nad tym. aby zbieraniem danych etnograficznych
zajmowali się wykwalifikowani profesjonaliści. Za wzór po­
szyło zaangażowane już w to przedsięwzięcie Biuro Etnologii
Stanów Zjednoczonych. Tylor brał udział w tworzeniu komitetu
zajmującego się północno-zachodnimi plemionami Kanady.
Pierwszym przedstawicielem komitetu w terenie został mis­
jonarz pracujący przez dziewiętnaście lat wśród Indian Ojibwa,
g F. Wilson. Wkrótce zastąpił go Boas, z zawodu fizyk, który
właśnie przekształcał się w profesjonalnego etnografa. George
Stocking w przekonywający sposób dowiódł, że zastąpienie
Wilsona przez Boasa „wyznacza początek ważnego etapu
i rozwoju brytyjskiej metody etnograficznej: zbierania infor­
macji przez przyrodników z akademickim wykształceniem,
którzy określali siebie jako antropologów, a także brali udział
otworzeniu i ocenianiu teorii antropologicznej" (1983: 74).
Wraz z. wczesnymi pracami przeglądowymi Boasa i pojawie­
niem się w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku innych
przyrodników poświęcających się badaniom terenowym, takich
jak А. C. Haddon i Baldwin Spencer, rozpoczął się ruch
W kierunku profesjonalnej etnografii. Wyprawę do Cieśniny
Torresa w 1899 roku można uważać za punkt kulminacyjny
dorobku tego. używając określenia Slockinga, „przejściowego
pokolenia". Nowy styl badań był wyraźnie inny od stylu
charakteryzującego misjonarzy, jak i innych amatorów pracują­
cych w terenie, i należał do ogólnego potylorowskiego kierun­
ku, którego celem było to, „aby zbliżyć do siebie empiryczne
i teoretyczne składniki dociekań antropologicznych" (1983:
72).
Ustalenie intensywnej obserwacji uczestniczącej jako obo­
wiązującej profesjonalnej normy musiało jednak poczekać na
generację Malinowskiego. Zazwyczaj przedstawiciele „pokole­
nia przejściowego" etnografów nie spędzali dłużej niż rok
* jednym miejscu, szlifując tubylcze narzecze i przechodząc
osobiste doświadczenie uczenia się, które można by porównać
inicjacją. Nie przemawiali jak ludzie wtajemniczeni w kulturę,
b:z zachowywali obserwacyjną postawę przyrodnika doku­
mentalisty. Głównym wyjątkiem aż do trzeciej dekady, był
Frank Hamilton d i s h i n g - pozostał on jednak odosobniony.
Zgodnie z. sugestią Curtisa Hinsleya długotrwałe badania
prowadzone przez Cushinga wśród Indian Zuni, jego silne
kopienie się w ich sposób życia s p o w o d o w a ł o trudności
' weryfikacją i wyjaśnialnością... Środowisko antropologii
Wekowej, biorąc przykład z innych nauk, wymagało wspólnego
К'Ука w dyskusji, kanałów regularnego komunikowania się
•choćby minimalnego porozumienia co do metod осепу'Ч 1983:
*)• Intuicyjne, nadmiernie osobiste rozumienie Indian Zuni
^
Cushinga nie mogło przydać mu naukowego autorytetu.
v

z

Ujmując to schematycznie, prawic do ostatnich lat dziewięt­
nastego wieku etnograf i antropolog, pierwszy opisując i tłuma^че zwyczaje, drugi budując ogólne teorie na temat ludzkości,
hiatal • odrębnie. (Zdolność wyraźnego odczuwania napięć
_ "iiędz.y etnografią i antropologią jest ważna do prawidłowego
thWk4. ^ ' ecnego. i być może czasowego, połączenia tych
IK%C sposobów podejścia.) Malinowski ukazuje nam obraz
80 „antropologa" - kucającego przy obozowym ognisku;
Patrz,
T^go, słuchającego, pytającego; zapisującego i intergo życie na Wyspach Trobrianda. Literackim manifes­
e

an U O D

tem lego nowego autorytetu jest pierwszy rozdział Argonautów.
z wyeksponowanymi fotografiami namiotu etnografa postawio­
nego pomiędzy domostwami Kiriwinian. Najbardziej przenik­
liwe metodologiczne uzasadnienie dla tego nowego stylu można
znaleźć w Andaman Islanders (1922) Radcliffe-Browna. Obie
wspomniane właśnie książki zostały opublikowane w odstępie
jednego roku. I chociaż ich autorzy wypracowali całkiem inne
style badań terenowych i spojrzenie na naukę o kulturze, oba te
ich wczesne teksty dostarczają jasnych argumentów przema­
wiających za szczególnym autorytetem etnografa-antropologa.
Malinowski, co wyraźnie widać w jego notatkach do krytycz­
nego wprowadzenia do Argonautów,
bardzo przejmował się
retorycznym problemem przekonania czytelników, że podawa­
ne przez niego fakty zostały pozyskane w sposób obiektywny
i nie są wytworami subiektywnymi (Stocking 1983: 105). Co
więcej, był w pełni świadomy, że „w etnografii istnieje ogromny
dystans między surowym materiałem informacyjnym - jaki
zbiera badacz w trakcie swych obserwacji, z wypowiedzi
tubylców, czy w kalejdoskopie ich życia plemiennego - a osta­
tecznym, w pełni już naukowym przedstawieniem owych
rezultatów" (Malinowski 1922: 3-4 [wyd. pol. 1981: 31]).
Różne literackie wybiegi wykorzystane w Argonautach (wcią­
gające konstrukcje narracyjne, użycie strony czynnej w „etno­
graficznym czasie teraźniejszym", zwodnicze dramatyzacje
uczestnictwa autora w życiu trobriandzkim), techniki, które
Malinowski wykorzystywał, aby „jego własne doświadczenie
doświadczenia tubylców mogło się także stać doświadczeniem
czytelnika" zostały bardzo dobrze zanalizowane przez Slockin­
ga (Stocking 1983: 106; zobacz też Payne 1981 i rozdział 3).
Malinowski wiele rozmyślał o trudnościach z weryfikacją
i wyjaśnialnością, które zepchnęły Cushinga na margines
profesjonalnego życia. Odbiciem tego niepokoju jest ogromna
ilość faktów zawartych w Argonautach, 66 fotografii, „Chrono­
logiczna tabela wydarzeń związanych z Kula. których autor był
ś w i a d k i e m " , dzisiaj raczej zaskakująca, ciągłe przechodzenie
od bezosobowego opisu typowych zachowań do wypowiedzi
w stylu „byłem świadkiem..." i „Nasza załoga, płynąc z pół­
nocy..."
Argonauci są złożoną narracją jednocześnie na temat życia na
Trobriandach oraz na temat terenowych badań etnograficznych.
Dzieło to urosło do rangi archetypu dla pokolenia pisarstwa
etnograficznego, któremu udało się nadać obserwacji uczest­
niczącej wartość naukową. Opowieść o prowadzeniu badań
wbudowana w Argonautów, w popularne dzieło Mead na temat
Samoa oraz w We the Tikopia stała się bezwarunkową narracją
leżącą u podstaw wszystkich profesjonalnych sprawozdań
z egzotycznego świata. Jeśli kolejne pisane etnografie nie
musiały zamieszczać rozbudowanych relacji z badań tereno­
wych to tylko dlatego, że badania te były przyjmowane za
oczywistość j u ż po stwierdzeniu w rodzaju pojedynczego
zdania umieszczonego przez Godfreya Lienhardta na początku
Divinity and Experience (1961: vii): „Książka ta została oparta
na dwuletniej pracy wśród Dinka. zawierającej się w latach
1947-1950."
W latach dwudziestych nowy badacz terenowy-teoretyk
ustalił silnie oddziałujący naukowy i literacki gatunek, pisarst­
wo etnograficzne, syntetyczny opis kulturowy oparty na obser­
wacji uczestniczącej (Thornton 1983). Nowy styl przedstawia­
nia opierał się na instytucjonalnych i metodologicznych inno
wacjach pozwalających na pokonanie przeszkód napotykanych
na drodze do szybkiego poznania innych kultur, które absor­
bowały najlepszych przedstawicieli pokolenia Codringtona.
O m ó w i m y je tu pokrótce.
Po pierwsze, osoba badacza terenowego została uprawomoc­
niona tak publicznie, jak i wewnątrz profesji. Znane na forum
publicznym postaci, takie jak Malinowski, Mead i Marcel
Griaule, stworzyły obraz etnografii jako zarówno wymagającej
naukowych kwalifikacji, jak i bohaterstwa. Zawodowy etnograf
był wykształcony w zakresie najnowszych technik analitycz­
nych i naukowych sposobów wyjaśniania. Dawało mu to
przewagę nad działającymi w terenie amatorami: profesjonalis21

�la mógł utrzymywać, że dotrze do serca kultury szybciej,
wychwytując najistontejsze instytucje i struktury. Zalecany
relatywizm kulturowy odróżniał badacza terenowego od mis­
jonarzy, administratorów i innych, których stosunek do tubyl­
ców był przypuszczalnie bardziej emocjonalny i którzy zajęci
byli problemami związanymi z rządzeniem lub nawracaniem.
Poza naukowym wyrafinowaniem i skłonnością do relatywizmu
w nowej formie badań wyłoniło się wiele standardów o charak­
terze norm: badacz miał mieszkać w tubylczej wiosce, po­
sługiwać się tubylczym narzeczem, pozostawać tam przez,
dostatecznie długi (choć rzadko określony) czas. zgłębiać
pewne klasyczne zagadnienia i tak dalej.
Po drugie, istniało milczące porozumienie co do lego, że
etnograf „w nowym stylu'', którego pobyt w terenie rzadko
przekraczał dwa lata. a częściej był znacznie krótszy, mógł
skutecznie , , u ż y w a ć " tubylczych języków nic doskonaląc ich.
W ważnym artykule z 1939 roku Margaret Mead argumen­
towała, że etnograf postępujący zgodnie z zaleceniem Malinow­
skiego, by unikać pośrednictwa tłumaczy i prowadzić badania
w miejscowym narzeczu, nie musiał w praktyce osiągać
..wirtuozerii" w posługiwaniu się językiem, lecz powinien móc
..używać" go, aby zadawać pytania, podtrzymywać kontakty
i w ogóle radzić sobie w danej kulturze, a jednocześnie osiągać
dobre wyniki w badaniu tych jej obszarów, na których się
skupiał. W rezultacie usprawiedliwiało to jej własną metodę,
opierającą się na krótkich pobytach i koncentrowaniu się na
konkretnych dziedzinach, takich jak dzieciństwo czy „osobo­
w o ś ć " , które służyły za „ t y p y " d o syntezy kultury. Jej stosunek
do „ u ż y w a n i a " języka był generalnie charakterystyczny dla
tego pokolenia etnografów, które mogło, na przykład, uznać za
autorytatywną monografię pod tytułem The Nuer, opartą na
zaledwie jedenastu miesiącach bardzo trudnych badań. Artykuł
Mcad sprowokował bardzo ostrą odpowiedź Roberta Lowiego
(1940), który występował z punktu widzenia starszej, boasowskiej tradycji, o bardziej filologicznej orientacji. Ale były to już
niepokoje ariergardy: ogólnie przyjęto, że wartościowe badania
mogły być w praktyce przeprowadzone w oparciu o roczną czy
dwuletnią styczność z obcym narzeczem (pomimo że, jak to
sugerował Lowie. nikt nie uznałby tłumaczenia dzieł Prousta
opartego na takiej właśnie znajmości francuskiego).
Po trzecie, nową etnografię charakteryzował zwiększony
nacisk na wagę obserwacji. Kultura rozumiana była jako zbiór
charakterystycznych zachowań, ceremonii i gestów dających
się zapisać i wyjaśnić przez wyszkolonego obserwatora. Naj­
dalej poszła w tym kierunku Mead (jej zdolność do analizy
wizualnej była doprawdy nadzwyczajna). W ogólnej tendencji
ucTAstnik-obserwator wyłonił się jako norma badawcza. Oczy­
wiście w udanych badaniach terenowych korzystano ze wszel­
kich możliwych interakcji, ale zdecydowane pierwszeństwo
przyznawano wizualności: interpretacja była ściśle związana
z opisem. Powszechnie podejrzliwy stosunek do „uprzywilejo­
wanych informatorów ".jaki pojawił się po Malinowskim, był
odbiciem planowego przedkładania (metodycznych) obserwacji
etnografa nad (stronnicze) interpretacje miejscowych auto­
rytetów.
Po czwarte, przekonujące i pewne teoretyczne uogólnienia
miały pomóc akademickim etnografom „dotrzeć do serca"
kultury szybciej niż może to osiągnąć ktoś, kto na przykład
starannie kolekcjonuje zwyczaje i wierzenia. Nie spędzając lat
na dogłębnym i szczegółowym poznawaniu tubylców, ich
złożonych języków i przyzwyczajeń, badacz mógł skoncent­
rować się na wybranych informacjach, które miały go do­
prowadzić do poznania wewnętrznej konstrukcji czy struktury
kulturowej całości. „Metoda genealogiczna" Riversa, a także
podążający jej śladem model "struktury społecznej" RadcliffeBrowna miały umożliwiać taką właśnie drogę na skróty.
Wydawało się. że można wyłowić kluczowe terminy po­
krewieństwa nie rozumiejąc w pełni miejscowego narzecza,
a zasięg koniecznej, płynącej z kontekstu wiedzy został dogod­
nie ograniczony.
Po piąte, ponieważ kultury postrzeganej jako złożona całość

22

nie da się opanować w krótkim czasie prowadzenia badań. no\vv
etnograf starał się koncetrować tematycznie na wybranych
instytucjach. Celem nie było doprowadzenie do pełnej inwen
taryzacji czy opisu obyczajów, lecz raczej dotarcie do całości
poprzez jedną czy kilka jej części. Zaznaczyłem już, ^
w pewnym okresie na miejscu uprzywilejowanym znalazła sie
struktura społeczna. Indywidualny cykl życia, złożony rytuał
taki jak pierścień Kula czy ceremonia Naven także mogły by^
wykorzystane, podobnie jak kategorie zachowań związanych
z gospodarką, polityką i tym podobne. Z w przeważającej
mierze synekdochicznego, retorycznego punktu widzenia no­
wej etnografii, części uznawano za mikrokosmosy lub analogi
całości. Portret spójnego świata z instytucjami w pierwszym
planie i podłożem kulturowym w tle sam przez się prowadził do
realistycznych konwencji literackich.
Po szóste, przedstawiane w ten sposób całości, będąc wynj.
kiem krótkotrwałych badań, miały zazwyczaj charakter synchroniczny. Intensywny badacz terenowy mógł wiarygodnie
naszkicować zarysy „teraźniejszości etnograficznej" - yl(|
roczny, szereg rytualny, wzór typowych zachowań. Wprowadzenie długotrwałych dociekań historycznych niepomiernie
skomplikowałoby zadanie stawiane pracy terenowej w nowym
stylu. Tak więc. po tym jak Malinowski i Radcliffe-Brown
skrytykowali „domniemaną historię" dyfuzjonislów, nietrudni,
było wyłączyć z kręgu badań terenowych procesy diachroniczne. prowadząc do skutków, które zostały już dostatecznie
zdemaskowane.
C

Te innowacje posłużyły uwiarygodnieniu skutecznej etnografii
opartej na naukowej obserwacji uczestniczącej. Ich lączm
wpływ można zobaczyć w pracy Evans-Prilcharda The Nuer,
opublikowanej w 1940 roku, którą można by nazwać pokazem
siły nowej etnografii. W oparciu o jedenaście miesięcy badai:
przeprowadzonych - jak dowiadujemy się z godnego uwagi
wstępu - w niezwykle trudnych warunkach, Evans-Pritchardbyl
mimo wszystko w stanic stworzyć klasyczne dzieło. Przybył do
Kraju Nuerów [Nuerland] na tyłach karnej wyprawy wojskowej
i na wyraźne życzenie angielsko-egipskiego rządu w Sudanie
Był przedmiotem ciągłych, silnych podejrzeń. Dopiero w osiai
nich kilku miesiącach swojego pobytu był w stanie rozmawiać
z pewnym skutkiem z informantami, którzy, jak to sam mówi.
wprawnie uchylali się przed pytaniami.
Roszcząc sobie niewielkie pretensje i nie ukrywając trudności
w prowadzeniu badań Evans-Pritchard zdołał przedstawili
swoje opracowanie jako dowód na skuteczność teorii. Skupi! MC
na politycznej i społecznej „ s t r u k t u r z e " Nuerów, analizę
jako oderwany zespół relacji pomiędzy jednostkami terytorial­
nymi, rodami, grupami wiekowymi i innymi bardziej płynnymi
kategoriami. Ten analitycznie dobrany zespół przedsu
jest na tle „ e k o l o g i c z n e j " osnowy stworzonej ze zwyczajM
migracyjnych, stosunku do bydła, kategorii czasu i przestrzec
Evans-Pritchard wyraźnie odróżnia swoją metodę od, jak J'
nazywa, „ p r z y p a d k o w e j " | „ h a p h a z a r d " |dokumentacji Malm
wskiego. The Nuer nie jest szeroko zakrojonym kompei
obserwacji i tekstów w oryginalnym narzeczu w styl
gonuutów lub Ogrodów koralowych Malinowskiego. Ev*
Pritchard kategorycznie dowodzi, zc „fakty można *У*
cjonować i uporządkować tylko w świetle teorii • rf
wyodrębnienie struktury polityczno-społecznej dostarcza zbędnej ramy. Jeżeli zarzuca mi się podawanie faktów J*^
uzasadnienia dla mojej teorii, zauważa dalej, to znaczy,
zostałem zrozumiany (1969: 261).
ее

[(

я

W The Nuer Evans-Pritchard stanowczo domaga się "
wSi"
prawomocności naukowego uogólnienia do ukierunkowuj
badań i porządkowania złożonych informacji. Książka-!
miejscach ma raczej charakter dyskusji niż opisu, cnoC
w tym w pełni konsekwentna: teoretyczna dyskusja *У
w otoczeniu umiejętnie zaobserwowanych i opowie
przywołań i interpretacji życia Nuerów. Fragmenty

�y c z n ą funkcję czegoś więcej niż tylko „ilustracji",ponie­
waż skutecznie wciągają, czytelników w złożoną subiektywność
^serwacji uczestniczącej. Widać to w charakterystycznym
tagniencie, w którym następuje przejście przez kolejne ode­
rwane, dyskursywne punkty widzenia:

i znaczenia", takich jak Clifford Geertz. Jednak gdy doświad­
czenie i interpretację wysuwano jako podstawę do uznania
autorytetu, przyznawano im różne znaczenie. Ostatnio nastąpiło
wyraźne przeniesienie nacisku z pierwszego elementu na drugi.
W tej i następnej części zajmiemy się zgłębianiem nieco
różnych roszczeń związanych z doświadczeniem i interpretacją,
Trudno jest znaleźć angielski odpowiednik, który właś­
jak też rozwojem ich wzajemnych powiązań.
ciwie oddawałby pozycję społeczną diel w plemieniu.
Rosnący prestiż badacza terenowego-teoretyka ograniczył
Nazywaliśmy ich arystokratami, nie chcemy jednak przez,
(nie eliminując) liczbę procedur i pośredników, które zaj­
to powiedzieć, że Nuerowie uważają ich za wyższych
mowały ważniejsze miejsce w poprzednich metodach. Widzie­
rangą, ponieważ, jak to wyraźnie powiedzieliśmy, idea,
liśmy, jak wymaganie biegłości w języku zostało sprowadzone
aby jeden człowiek rozkazywał innym jest dla nich
do poziomu wystarczającego, by zgromadzić wybrany zestaw
odrażająca. Ogólnie mówiąc - później uzasadnimy to
danych w ograniczonym czasie. Zadania transkrypcji tekstowej
twierdzenie - diel ma raczej prestiż niż rangę i raczej
i tłumaczenia wraz z kluczową dialogiczną funkcją tłumaczy
wpływy niż władzę. Jeżeli jesteś dii plemienia, w którym
i „uprzywilejowanych informatorów" zostały zepchnięte do
żyjesz, jesteś więcej niż zwykłym jego członkiem. Jesteś
drugorzędnej, a czasem nawet pogardzanej roli. Praca terenowa
jednym z właścicieli kraju, wiosek, pastwisk, stawów
ogniskowała się w doświadczeniu naukowca-obserwatora ucze­
rybnych i studni. Inni ludzie żyją tam dzięki wżenieniu się
stniczącego. Ostry obraz czy opowieść zwiastowały pojawienie
w twój klan. adoptowaniu do twojego rodu lub innym
się człowieka z zewnątrz, laika, wchodzącego w pewną kulturę,
więzom społecznym. Jesteś przywódcą plemienia i nazwa
przechodzącego coś w rodzaju inicjacji prowadzącej do „rela­
oszczepu twojego klanu wznoszona jest jak okrzyk bojo­
cji "(polegającej przynajmniej na akceptacji i empatii, a zwykle
wy, gdy plemię rusza na wojnę. W każdej wiosce, w której
oznaczającej coś pokrewnego przyjaźni). Z tego doświadczenia,
jest clii, jej mieszkańcy grupują się wokół niego tak jak
w nieokreślony sposób wyłaniał się reprezentatywny tekst
bydło grupuje się wokół byka. (1969: 215)
pisany przez uczeslnika-obserwatora. Jak to zobaczymy, ta
wersja twórczości tekstowej w tym samym stopniu zaciemniała,
Pierwsze trzy zdania mają formę dyskusji nad przekładem, przy
co wyjaśniała. Warto jednak poważnie potraktować jej najważ­
okazji przypisują jednak „ N u e r o m " zestaw ustalonych postaw.
niejsze założenie, że doświadczenie badacza może służyć za
(Będę miał później więcej do powiedzenia na temat tego stylu
jednoczące źródło autorytetu w terenie.
przypisywania.) Dalej, w czterech zdaniach rozpoczynających
Podstawą autorytetu opartego na doświadczeniu jest wy­
się od „Jeżeli jesteś dii ..." użycie drugiej osoby [liczby
czucie
obcego kontekstu, pewien rodzaj nagromadzonej mądro­
pojedynczej] łączy czytelnika z. tubylcem poprzez tekstowe
ści i wyczucie charakteru ludzi czy miejsca. Tego rodzaju
uczestnictwo. Ostatnie zdanie, podane w formie bezpośredniego
odwołanie jest często wyraźne w tekstach wczesnych profe­
opisu typowej sytuacji (które czytelnik odbiera teraz z punktu
sjonalnych obserwatorów uczestniczących. Doskonałym przy­
widzenia uczeslnika-obserwatora). przywołuje ją wykorzyskładem może tu być przekonanie Margaret Mead o tym, że
gijąc przenośnie Nuerów odwołujące się do bydła. W ośmiu
możliwe jest uchwycenie fundamentalnych zasad czy etosu
/daniach tego fragmentu dyskusja na temat przekładu prze­
kultury poprzez wzmożoną wrażliwość na formę, intonację, gest
chodzi poprzez fikcyjne uczestnictwo do metaforycznego zlania
i sposoby zachowania się, czy też nacisk kładziony przez
'[iisu kulturowego dokonanego z zewnątrz i od wewnątrz.
Malinowskiego na jego życie w wiosce tubylczej i zrozumienie
Subiektywne połączenie oderwanej analizy i konkretnego do­
płynące z „imponderabiliów" życia codziennego. Wiele pisanej
świadczenia zostało osiągnięte.
etnografii, na przykład Leśni ludzie Colina Turnbullu (1962:
W późniejszym okresie Evans-Pritchard odszedł od teorety­
[wyd. pol. 1967]), stale jeszcze odwołuje się do trybu eks­
cznego stanowiska jakie zajął w The Nuer. odrzucając orędow­
perymentalnego, wysuwając na pierwszy plan, przed sfor­
nictwo za „strukturą społeczną" jako uprzywilejowaną ramą.
mułowaniem jakiejkolwiek konkretnej hipotezy badawczej,
Ka/,dy z wymienionych wcześniej „ s k r ó t ó w " był i pozostaje
owo szczególne „Ja tam b y ł e m " etnografa, odgrywającego rolę
dyskusyjny. Jednak dzięki wykorzystaniu ich w różnych kom­
wtajemniczonego i uczestnika.
binacjach w latach 1920-1950 ustalił się autorytet akademic­
Oczywiście trudno jest wiele powiedzieć o doświadczeniu.
kiego badacza terenowego-teoretyka. Ten szczególny amalPodobnie
jak w przypadku „intuicji", jest to coś, co ktoś ma lub
'i powstały ze stopienia intensywnego doświadczenia
nie, i powoływanie się na nie ma często posmak mistyfikacji.
osobistego i naukowej analizy (rozumianej w tym okresie
Niemniej należy oprzeć się pokusie przełożenia całego znaczą­
zarówno jako „obrzęd przejścia".jak i „laboratorium")wyłonił
cego doświadczenia na interpretację. Choć są one wzajemnie
' jako metoda - obserwacja uczestnicząca. Choć różnie
powiązane, to jednak nie są tożsame. Słuszne jest ich roz­
'umiana i obecnie kwestionowana w wielu ośrodkach, metoda
dzielanie, choćby dlatego, że odwołanie się do doświadczenia
'/ostaje główną cechą wyróżniającą profesjonalną anczęsto służy uwiarygodnieniu autorytetu etnograficznego.
^Mogię. Jej złożona subiektywność jest wciąż rutynowo
Najpoważniejsza dyskusja nad rolą doświadczenia w nau­
' arzana tak w pisanej, jak i wykładanej etnografii.
kach historycznych i naukach o kulturze zawiera się w ogólnym
pojęciu Verstehen.^ We wpływowej opinii Diłtheya (1914)
rozumienie innych wypływa początkowo z prostego faktu
koegzystencji we wspólnym świecie; lecz ten empiryczny świat,
_ bserwacja uczestnicząca" służy za stenografię [shorthandl
У ciągłym lawirowaniu pomiędzy wewnętrznym i zewnętrz- intersubiektywne podłoże dla obiektywnych form wiedzy jest
dokładnie tym. czego brakuje etnografowi wchodzącemu w ob­
glądem wydarzeń: z jednej strony einpatycznym odcą kulturę lub co jest dla niego problematyczne. Tak więc.
niem istoty konkretnych zajść i gestów, z drugiej cofaniu
w ciągu pierwszych miesięcy w terenie (a tak naprawdę,
"ok. aby umiejscowić tc znaczenia w szerszym kontekśw trakcie całych badań) ma miejsce nauka języka rozumianego
' jen sposób konkretne wydarzenia nabierają głębszego
w najszerszym sensie. „Wspólna sfera" Diłtheya musi być
niniejszego znaczenia, strukturalnych reguł itd. W rozuwciąż na nowo ustanawiana przez budowanie wspólnego świata
dosłownym ..obserwacja uczestnicząca" jest terminem
^ o k s a••"•ym
, n y i mylącym, ale można ją potraktować poważnie
empirycznego, w odniesieniu do którego będą konstruowane
wszystkie „fakty", „ t e k s t y " , „ w y d a r z e n i a " i ich interpretacje.
0 | j^'oniuduje się ją w terminologii hermeneutycznej jako
Taki proces indywidualnego „wzywania s i ę " w obcy świat ma
Nou^r ' ' ^ ' '
' ' interpretacji. Tak właśnie przeforzawsze charakter subiektywny, lecz szybko zostaje uzależniony
' ^ metodę najbardziej przekonywający z ostatnich jej
od tego, co Dilthey nazywa „trwale ustalonymi ekspresjami",
w tradycji, która prowadzi od Wilhelma Diłtheya.
czyli stałych form, do których może się odwoływać rozumienie.
^axa Webera do antropologów spod znaku ..symbolu

tel01

K

Jlw

u

ILIj

u

r

la

t

0

w

u t

c z c n

a

23

�Egzegeza tych ustalonych form stanowi treść całej usystematy­
zowanej wiedzy historyczno-kulturowej. Tak więc doświad­
czenie jest blisko związane z interpretacją. (Dilthey, jako jeden
z pierwszych nowoczesnych teoretyków, przyrównał rozumie­
nie form kulturowych do czytania „ t e k s t ó w ' ' . ) Jednak ten rodzaj
czytania czy egzegezy jest niemożliwy bez głębokiego osobis­
tego uczestnictwa, czynnego „czucia się u siebie'' we wspólnym
świecie.
Za Diltheyem „ d o ś w i a d c z e n i e " etnograficzne można rozu­
mieć jako budowanie wspólnego, znaczącego świata czer­
piącego z odczuwania bliskiego intuicji, postrzeganiu i przypu­
szczaniu. Działanie to wykorzystuje wskazówki, ślady, gesty
i strzępki sensów zanim dopracuje się mocnej interpretacji.
Takie fragmentaryczne doświadczenia można zaklasyfikować
jako estetyczne i/lub związane z przeczuciami. W tym miejscu
możemy poświęcić tylko kilka słów tym stylom rozumienia
w zakresie, w jakim odnoszą się do etnografii. Dogodnego
przykładu trybu estetycznego dostarcza napisana w 1931 przez
A. L . Kroebera recenzja z książki Margaret Mead Dojrzewanie
na Nowej Gwinei.
Przede wszystkim jasno widać, że ma ona w niezwykłym
stopniu zdolność szybkiego dostrzegania najważniejszych
nurtów oddziałujących na jednostkę w danej kulturze
i nakreślania ich w zwięzłych szkicach o zadziwiającej
ostrości, których rezultatem jest przedstawienie o nie­
zwykłej żywości i pozorze życia. Oczywiście, u podłoża lej
zdolności leży dar zintclektualizowancj, lecz silnej sensualności, jak również, wysokiej klasy intuicji rozumianej
jako umiejętność dopełniania przekonywającego obrazu na
podstawie wskazówek, ponieważ tylko tym mogły być
niektóre z jej danych, jeśli weźmiemy pod uwagę, że miała
zaledwie sześć miesięcy na naukę języka i wejście do
wnętrza kultury jako całości, koncentrując się oprócz tego
na zachowaniu dzieci. W każdym razie, gdy chodzi
o obraz, jest on całkowicie przekonujący dla recenzenta,
który nie skrywa podziwu dla pewności wglądu i biegłości
pociągnięć pióra, z których powstaje opis. (s. 248)
Inaczej formułuje to Maurice Leenhardt w Do Kamo: Person
and Myth in the Melanesia/! World (1937), książce, która ze
względu na cokolwiek tajemniczy sposób opisu wymaga od
czytelników dokładnie tego rodzaju estetycznego, „postaciowe­
g o " postrzegania [gestaltist perception], który Mead i Leenhardt
doprowadzili do doskonałości. Poparcie Leenhardta dla tego
sposobu podejścia ma szczególne znaczenie, ponieważ, biorąc
pod uwagę jego niezwykle długi pobyt w terenie i dogłębne
poznanie języka melanezyjskiego, jego „ m e t o d a " nie może być
postrzegana jako racjonalizacja ograniczonej czasowo etnogra­
fii: „ W rzeczywistości, kontaktu z innym nie osiągamy poprzez
analizę. Raczej rozumiemy go w jego całości. Z początku
możemy naszkicować jego obraz za pomocą zarysu lub sym­
bolicznego szczegółu, który zawiera w sobie całość i przywołu­
je jego naturę w prawdziwej formie. Ta ostatnia umyka nam jeśli
podchodzimy do naszego bliźniego posługując się jedynie
kategoriami intelektualnymi" (s. 2).
Inny sposób poważnego traktowania doświadczenia jako
źródła wiedzy etnograficznej znajdujemy u Carlo Ginzburga
(1980), który studiował złożoną tradycję wróżenia. Jego bada­
nia sięgają od interpretacji śladów zwierząt przez wczesnych
myśliwych, poprzez mezopotamskie formy przepowiedni, od­
szyfrowywanie objawów w medycynie hippokratejskiej. sku­
pienie się na szczegółach w wykrywaniu fałszerstwa sztuki, po
Freuda, Sherlocka Holmesa i Prousta. Nieekstatyczne style
wróżenia pozwalają uchwycić specyficzne warunkowe powią­
zania znaczeń i opierają się na przypuszczeniach, odczytywaniu
pozornie zasadniczo odmiennych wskazówek oraz przypad­
kowych wydarzeń. Ginzburg proponuje model wiedzy przypu­
szczalnej jako zdyscyplinowany, nieuogólniający, odwodzący
sposób pojmowania [abductive mode of comprehension], który
ma zasadnicze, choć nicuznane, znaczenie dla nauk o kulturze.
Można go dołączyć do raczej skromnego zbioru środków

służących ścisłemu zrozumieniu w jaki sposób ostrożnie weho.
dzi się w nieznaną sytuację etnograficzą.
Właśnie dlatego, że trudno je dokładnie zdefiniować, „(j .
ś w i a d c z e n i e " skutecznie służyło za gwarancję autorytetu etno.
graficznego. W tym określeniu zawarta jest oczywiście znaczą,
ca dwuznaczność. Doświadczenie przywołuje uczestnicząca
obecność, wrażliwość na kontakt ze światem, który próbuje się
zrozumieć, relacje z żyjącymi w nim ludźmi, konkretność
odbioru. Sugeruje również skumulowaną, pogłębianą wiedzę
(„jej dziesięcioletnie doświadczenie Nowej Gwinei").Wspólny
wysiłek zmysłów służy usankcjonowaniu rzeczywistego, choć
niewysłowionego, uczucia czy drygu etnografa do „jego'' ludzi
Warto jednak zauważyć, że ten „ ś w i a t " , kiedy rozumie się go
jako eksperymentalny wytwór doświadczenia, jest subiektywny, a nie dialogiczny lub intersubiektywny. Etnograf gromadzi
osobistą wiedzę na temat badanego terenu (forma dzierżawcza
moi ludzie była do niedawna powszechnie wykorzystywana
w kręgach antropologicznych - sformułowanie to w praktyce
oznacza jednak tyle co „moje d o ś w i a d c z e n i e " ) .
0

Biorąc pod uwagę mglislość opartych na doświadczeniu kryte­
riów autorytetu - nie poddanej badaniu wiary w „metodę'
obserwacji uczestniczącej, w siłę płynącą z relacji, empatii
i tym podobne - zrozumiałym się staje, że musiały one w końcu
napotkać krytykę ze strony antropologów doświadczonych
w metodzie hermeneutycznej. Problem dialektyki doświad­
czenia i interpretacji doczekał się wzmożonej uwagi i opraco­
wania (zobacz, na przykład. Geertz 1973, 1976; Rabinów
i Sullivan 1979; Winner 1976; Sperber 1981). Interpretacja,
oparta na filologicznym modelu „ c z y t a n i a " tekstów wylonik
się jako wyrafinowana alternatywa wobec dziś łatwo do­
strzegalnej naiwności roszczeń do autorytetu opartego na
doświadczeniu. Antropologia interpretatywna demistyfikujt
wiele z tego, co wcześniej bezkrytycznie akceptowano w kon­
struowaniu opowieści etnograficznych, typów, obserwacji i opi­
sów. Dzięki niej twórcze (i w szerokim znaczeniu poetyckie
procesy, w wyniku których obiekty „ k u l t u r o w e " zostv.ja wyna­
lezione i potraktowane jako znaczące stają się coraz wyraźniej
widoczne.
Na czym polega spojrzenie na kulturę jako zbiór tekstów
podlegających interpretacji? Klasyczne wyjaśnienie tego zaga­
dnienia można znaleźć w eseju Paula Ricoeura Model tekM
Działanie znaczące rozważane jako tekst (1971 [wyd. poi
1984]). W kilku pobudzających i subtelnych rozważaniaci
Clifford Geertz przystosował teorię Ricoeura do antropologu.'
nej pracy terenowej (1973: rozdz. 1). „Tekstualizacja"rozumia­
na jest jako wstęp do interpretacji, utworzenie diltheyowskw
„ustalonych ekspresji". Jest to proces, w którym niez
zachowania, mowa, wierzenia, tradycja ustna i rytuał
oznaczone jako korpus, potencjalnie znaczący całol
wyodrębniony z bezpośredniej dziejącej się i płynnej s;
W momencie tekstualizacji ten znaczący korpus Р У№*
mniej czy bardziej stałe odniesienie w ramach kont**
końcowy rezultat tego procesu jest nam znany w P°*r
znacznej części tego, co określa się jako etnograficzny
zagęszczony [thick description]. Na przykład mówimy^
pewne instytucje lub aspekty zachowania są typowe dlaF**
kultury lub stanowią element komunikowania się wjejoWC
jak to ma miejsce na przykład w przypadku słynnych
kogutów opisywanych przez Geerlza (1973: rozdz. !-&gt;'•
stają się bardzo istotnym toposem w kulturze B a l i j ^
1

п

1

T w o r z ą się obszary synekdoch, w których części Я
niesienie do całości, i z których składa się to, co
nazywamy kulturą.
Ricoeur w rzeczy samej nie uprzywilejowuje s*
część-całość ani specyficznego rodzaju analogii,
się na funkcjonalistyczne lub realistyczne wyobi
kładą on tylko konieczność wzajemnego odniesienia
tekstem i „ ś w i a t e m " . Ś w i a t a nie można zrozumieć

�riio: wyciąga się o nim wnioski na podstawie jego części,
części muszą być koncepcyjnie i percepcyjnie wydzielone ze
irumienia doświadczenia. Tak więc tekstualizacja jest źródłem
sensu poprzez kolisty ruch wyodrębniający, a następnie kontekstualizujący fakt czy wydarzenie we wcielającej je rzeczywisto­
ści. Wytwarza się znany rodzaj autorytetu, roszczący sobie
wo do przedstawiania odrębnych, znaczących światów.
Etnografia jest interpretacją kultur.
Drugim zasadniczym krokiem w analizie Ricoeura jest opis
procesu, w którym „dyskurs"staje się tekstem. Dyskurs, według
klasycznej rozprawy Emile'aBenveniste'a(1971: 217-230) jest
sposobem komunikowania się, względem którego obecność
„łowiącego podmiotu i bezpośrednia sytuacja, w której na­
stępuje komunikacja, są wewnętrzne. Dyskurs naznaczony jest
jmkami [osobowymi] (wypowiedzianymi lub d o m y ś l n y m i ) ) ^
I » i zaimkami wskazującymi ten, tamten, teraz i tak dalej
. sygnalizującymi raczej teraźniejszą chwilę dyskursu niż coś
poza nim. Dyskurs nie przekracza konkretnej sytuacji, w której
podmiot przywłaszcza sobie możliwości języka w celu dialogiczneeo komunikowania się. Ricoeur dowodzi, że dyskursu nie
można interpretować w nie zamknięty, potencjalnie publiczny
sposób, w jaki „ c z y t a " się tekst. Aby zrozumieć dyskurs
musiałbyś tam b y ć " , w obecności wypowiadającego się
podmiotu. Aby dyskurs stał się tekstem, musi - w terminologii
Ricoeura - się stać „ a u t o n o m i c z n y " . o d d z i e l o n y od konkretnej
wypowiedzi i autorytarnej intencji. Interpretacja nie jest dialo­
giem. Nie jest uzależniona od bycia w obecności mówiącego.
Znaczenie tego rozróżnienia dla etnografii jest być może aż
nazbyt oczywiste. Etnograf zawsze w końcu wyjeżdża, zabiera­
jąc ze sobą teksty do późniejszej interpretacji (a do tych
zabieranych „ t e k s t ó w " m o ż e m y zaliczyć wspomnienia-wyda­
rzenia ułożone według pewnego wzoru, uproszczone, odarte
z bezpośredniego kontekstu, aby można je było zinterpretować
wpóźniejszej fazie rekonstrukcji i obrazowania). Tekst, w prze­
ciwieństwie do dyskursu może podróżować. Nawet jeśli więk­
szość pisania etnografii ma miejsce w terenie, to jednak swą
ostateczną formę uzyskuje ona gdzie indziej. Informacje ukonBytuowane w dyskursywnych, dialogicznych okolicznościach
są przyswajane tylko w formie stekstualizowanej. Wydarzenia
i spotkania z okresu badań stają się notatkami z terenu.
Doświadczenia stają się narracjami, znaczącymi wydarzeniami
lub przykładami.
To przekładanie doświadczenia badacza na formę tekstową
oddzieloną od dyskursywnej okoliczości tworzenia ma ważne
konsekwencje dla autorytetu etnograficznego. Tak przefor­
sowane dane nic muszą być j u ż traktowane jako komuniko­
wanie się konkretnych osób. Wyjaśnień czy opisu zwyczaju
dokonanych przez informatora nie trzeba ujmować w formę
uwzględniającą przesłanie „ten powiedział tak a tak".Zapisane
postaci tekstu rytuał czy wydarzenie nie są j u ż blisko
Wiązane z tworzącymi je konkretnymi aktorami. Teksty te stają
? natomiast świadectwem wcielającego kontekstu, „kulturo­
wą rzeczywistością. Co więcej, wobec faktu, że konkretni
'У zostają oderwani od swoich wytworów, trzeba wymyś, uogólnionego „ a u t o r a " odpowiadającego za świat czy
ontekst, w którym teksty te są literacko powtórnie umieszTen uogólniony autor przyjmuje różne imiona: punkt
Juzeniatubylców. ..Trobriandczycy",,,Nuerowie",,,Dogono^ .kiedy ic i im podobne sformułowania pojawiają się
Pisanych etnografiach. „Balijczycy" przyjmują rolę autora
ekstowej formie walki kogutów Geertza.
8 f ma więc szczególną relację ze źródłem kultury czy
^ m i o t e m absolutnym" (Michel-Jones 1978: 14). Kuszące
r x ^ - ' P Уrównanie etnografa do interpretatora literatury (i
folrarf '
hardziej powszechne) - a konkretniej
4anj • • ' 8 ° krytyka, który za swoje zadanie uważa umieszmezdyscyplinowanych znaczeń tekstu w jednej, spójnej
Przedstawiając Nuerów, Trobriandczyków czy Balijjako całościowe podmioty, źródła znaczących intencji,
Przekształca związane z sytuacją badawczą dwuznacz­
a

s

Dra

za

w

sl

ec

e

n n

r a

,n

S

ę

r7

Wnan e

| e s t

ne

u l

c

o

r

a

z

ności i różnorodne znaczenia w zintegrowany obraz. Ważne jest
jednak, aby zauważyć coś, co zostało przeoczone. Prowadzenie
badań jest oddzielone od tekstów, które powstają na ich
podstawie, jak również od fikcyjnego świata, który teksty te
mają przywoływać. Rzeczywistość sytuacji dyskursywnych
i poszczególnych r o z m ó w c ó w zostaje odsączona. Jednak infor­
matorzy - wraz z notatkami z terenu - są głównymi pośred­
nikami, zazwyczaj wyłączanymi z autorytatywnych pisanych
etnografii. Wiążące się z dialogiem i konkretną sytuacją aspekty
interpretacji etnograficznej zostają usunięte z ostatecznego
tekstu przedstawiającego. Oczywiście nie całkowicie usunięte:
istnieje zatwierdzony topos przyjęty w celu zobrazowania
procesu badawczego.
Coraz lepiej znamy oderwane sprawozdania z badań tereno­
wych (subkategorię, którą ciągle jeszcze klasyfikuje się jako
subiektywną, „ m i ę k k ą " czy nienaukową), nawet jednak w ra­
mach klasycznych pisanych etnografii, mniej czy więcej stereo­
typowe „opowieści [fables] o bliskich relacjach" donoszą
o uzyskaniu w pełni statusu obserwatora uczestniczącego.
Opowieści te mogą być podawane z namaszczeniem lub
mimochodem, naiwnie lub ironicznie. Zazwyczaj ukazują one
początkową ignorancję etnografa, nieporozumienia, brak kon­
taktu - c z ę s t o status odpowiadający w badanej kulturze statuso­
wi dziecka. W Bildungsgeschichte
etnografii miejsce tych
stanów niewinności czy pomieszania zajmuje wiedza pewna,
charakterystyczna dla człowieka dorosłego, który uwolnił się od
iluzji i nabrał pewności siebie. M o ż e m y tu ponownie przywołać
przykład walk kogutów u Geertza - początkowe wyobcowanie
spośród Balijczyków, niejasny „ n i e o s o b o w y " status zmienia się
w trakcie pociągającej opowieści o obławie policyjnej ukazują­
cej współudział autora w nielegalnym zwyczaju (1973:
412^117). Anegdota wprowadza założenie łączności, umoż­
liwiającej piszącemu występowanie w dalszej analizie w roli
wszechobecnego, dobrze poinformowanego egzegety i rzecz­
nika. Jako interpretator traktuje on ten rytualny sport jako tekst
umieszczony w skontekstualizowanym świecie i błyskotliwie
„odczytuje"jego znaczenia kulturowe. Gwałtowne rozpłynięcie
się Geertza w relacji - niemal niewidoczność związana z obser­
wacją uczestniczącą - ma rangę paradygmatu. Wykorzystuje on
tutaj przyjętą konwencję odgrywając zdobywanie autorytetu
etnograficznego. W rezultacie rzadko uświadamia się nam fakt.
że głównym elementem skonstruowanej w postaci tekstu walki
kogutów jest dialog - autor rozmawiający twarzą w twarz
z konkretnym Balijczykiem - a nie odczytywanie kultury „przez
(jego) r a m i ę " (1973: 452).

Antropologia interpretatywna, patrząca na kultury jak na zbiory
tekstów, luźno a czasem przeciwstawnie połączonych, oraz
podkreślająca kreatywną poetyckość we wszystkich zbioro­
wych przedstawieniach, przyczyniła się istotnie do wyob­
cowania autorytetu etnograficznego. Jednak ze względu na swe
zasadnicze wątki realistyczne nie uchroniła się ona od ogólnej
ostrej krytyki ze strony przeciwników „ k o l o n i a l n e g o " przed­
stawiania, którzy od 1950 roku odrzucili dyskursy obrazujące
rzeczywistość kulturową innych ludów bez jednoczesnego
zagrożenia bezpieczeństwa swojej własnej rzeczywistości. Po­
czynając od wczesnych pism krytycznych Michela Leirisa,
przez Jacquesa Maqueta, Talala Asada i wielu innych, zaczęto
wskazywać na sytuację braku wzajemności [unreciprocal quali­
ty] interpretacji etnograficznej (Leiris 1950; Maquet 1964; Asad
1973). Od tego czasu ani doświadczenie badacza, ani dokony­
wana przezeń interpretacja nie m o g ą być już uznawane za
bezstronne. Niezbędnym staje się myślenie o etnografii niejako
o doświadczeniu i interpretacji wyodrębnionej „ i n n e j " rzeczy­
wistości, lecz raczej jako o twórczym negocjowaniu pomiędzy
co najmniej dwoma - a zwykle jest ich więcej - świadomymi,
politycznie znaczącymi podmiotami. Paradygmaty doświad­
czenia i interpretacji ustępują dyskursywnym paradygmatom

25

�dialogu i polifonii. W pozostałej części tego rozdziału przyj­
rzymy się wyłanianiu się takich form autorytetu.
Dyskursywny model praktykowania etnografii wysuwa na
czoło intersubiektywność mowy w ogóle, wraz z bezpośrednim
kontekstem wypowiadania. Praca Benveniste'a dotycząca kon­
stytutywnej roli zaimków osobowych i deixis [wskazywania]
uwypukla ten właśnie wymiar. Każde użycie ja zakłada jakieś
ty, a każdy moment dyskursu jest natychmiast wiązany z kon­
kretną, wspólną sytuacją: oznacza to, że bez dialogu i kontekstu
nie ma dyskursywnego znaczenia. Znaczenie tak położonego
nacisku dla etnografii jest oczywiste. Praca terenowa jest
w dużym stopniu złożona z wydarzeń językowych; język zaś,
według słów Bachtina „leży na granicy pomiędzy mną a innym.
W języku słowo w połowie należy do kogoś innego." Rosyjski
krytyk nalega na ponowne przemyślenie języka w odniesieniu
do konkretnych sytuacji dyskursywnych: „Nie m a " - pisze
- „słów i form 'neutralnych' - słów i form nie należących do
'nikogo'; język został w całości przejęty, przesiąknięty inten­
cjami i akcentami."Tak więc słowa w pismach etnograficznych
nie mogą być interpretowane monologicznie, jako autorytatyw­
ne stwierdzenia czy interpretacje dotyczące abstrakcyjnej,
tekstowej rzeczywistości. Język etnografii jest przeniknięty
innymi subiektywnościami i szczególnymi, związanymi z kon­
tekstem, niuansami, bo każdy język, według Bachtina, jest
„konkretną wiclojęzykową [heteroglot] koncepcją ś w i a t a "
(1953: 293).
Formy pisarstwa etnograficznego przyjmujące tryb „dyskur­
sywny" dbają o przedstawianie kontekstu badań i sytuacji
rozmowy. Tak na przykład książka Paula Rabinowa Reflections
on Fieldwork
in Morocco (1977) poświęca uwagę przed­
stawieniu konkretnej sytuacji badawczej (szeregu wyodręb­
nionych czasów i miejsc) i (w nieco literackiej wersji) kolejnych
rozmówców. Całą nową subkategorię „sprawozdań z pracy
terenowej" (spośród których praca Rabinowa jest najbardziej
stanowcza) można umiejscowić w dyskursywnym paradyg­
macie pisarstwa etnograficznego. Les mots, la mort, les sorts
(1977) Jeanne Favret-Saady jest uporczywym, samoświadomym eksperymentowaniem z pisaniem etnografii w trybie
dyskursywnym. Dowodzi ona, że wydarzenie rozmowy przypi­
suje zawsze etnografowi szczególne miejsce w sieci intersubiektywnych relacji. Nie istnieje neutralne stanowisko na
shierarchizowanym pod względem siły polu dyskursywnych
stanowisk, w zmieniającej się matrycy relacji różnych ja
i różnych ty.
Autorzy kilku niedawnych prac zdecydowali się ukazać
dyskursywny proces pisania etnografii w formie dialogu pomię­
dzy dwiema osobami. Warto tu wspomnieć o Dialogue des
femmes en ethnologic Camille Lacoste-Dujardin (1977). The
Headman and I Jean-Paula Dumonta (1978) czy o Nisa: The Life
and Words of a IKung Woman Marjoric Shostak (1981). Dwa
inne teksty w wyrafinowany sposób postulują tryb dialogowy.
Pierwszy, teoretyczne refleksje Kevina Dwyera nad „dialogicznością etnologii",wyrasta z serii wywiadów z najważniejszym
informatorem i usprawiedliwia decyzję Dwyera o skonstruowa­
niu etnografii w formie dość dosłownego zapisu rozmów (1977,
1979, 1982). Drugi to bardziej złożona praca Vincenta Crapanzano Tuhami: Portrait of a Moroccan, kolejne sprawozdanie
z serii wywiadów odrzucające ostre rozdzielanie interpretujące­
go „ j a " od tekstualizowanego innego (1980; zobacz też 1977).
Zarówno Dwyer jak Crapanzano umieszczają etnografię w pro­
cesie dialogu, w którym rozmówcy aktywnie negocjują wspólną
wizję rzeczywistości. Crapanzano dowodzi, że to obustronne
konstruowanie ma miejsce w każdym spotkaniu etnograficz­
nym, choć jego uczestnicy mają skłonność przyjmować, że po
prostu zaakceptowali rzeczywistość drugiej strony. Tak na
przykład etnograf opisujący mieszkańców Wysp Trobrianda
raczej interpretuje „punkt widzenia Wyspiarzy Trobriandzkich''
niż otwarcie stwarza pewną wersję rzeczywistości we współ­
pracy z informatorami. Crapanzano i Dwyer oferują wyrafino­
wane próby zerwania z tą literacko-hermeneutyczną konwen­
cją. W procesie tym autorytet etnografa jako narratora
7

26

i interpretatora ulega zmianie. Dwyer proponuje hermeneutyk,
„podatności na zranienie" [vulnerability], kładąc nacisk na
rozdarcia [ruptures] przeżywane w czasie badań terenowych
podzielne stanowisko [divided position] i niedoskonałą kontro|»
jaką posiada etnograf. Tak Crapanzano jak Dwyer szukają dróo
do przedstawienia doświadczeń z badań, które odsłoniłyby
stekstuałizowaną strukturę drugiego człowieka, a więc także
i interpretującego ja." (Etymologia ma tutaj znaczenie przywo.
łujące: słowo tekst, jak dobrze wiadomo, jest pokrewne tkaniu
vulnerability
[podatność na zranienie] - rozdzieraniu czy
ranieniu, a w tym przypadku otwieraniu zamkniętego autorytetu.)
Model dialogowy uwypukla dokładnie te dyskursywne - .
runkowe i intersubiektywne - elementy, które Ricoeur musiał
wyłączyć ze swojego modelu tekstu. Lecz jeżeli autorytet
interpretacyjny opiera się na wyłączeniu dialogu, to prawdziwe
jest także stwierdzenie przeciwne: autorytet dialogiczny tłumi
nieunikniony fakt tekstualizacji. Podczas gdy pisane etnografie
skonstruowane na kształt spotkań pomiędzy dwiema jedno­
stkami mogą skutecznie udramatyzować dawanie-i-branie, któ­
re ma miejsce podczas pracy terenowej i wprowadzić kontra­
punkt autorytatywnych głosów, pozostają przedstawieniem
dialogu. Struktura tekstu nie musi być dialogowa, bo, jak
zauważył Steven Tyler (1981), chociaż Sokrates wydaje się
uczestnikiem rozbijającym monologiczność [decentered par­
ticipant] swoich spotkań, Platon zachowuje nad dialogiem pełną
kontrolę. To przemieszczenie, lecz nie wyeliminowanie auto­
rytetu monologowego, jest charakterystyczne dla każdego
podejścia, które w narracji z badań terenowych przedstawia
etnografa jako odrębnego bohatera. Co więcej, często w dialogu
literackim występuje tendencja, aby rozmówcę etnografa uka­
zywać jako przedstawiciela jego własnej kultury - typ, wjęzyku
tradycyjnego realizmu - przez który ujawniają się ogólne
zjawiska społeczne. Takie obrazowanie przywraca związany
z synekdochą autorytet interpretacyjny, w oparciu o który
etnograf odczytuje tekst w odniesieniu do kontekstu, tworząc
w ten sposób znaczący „ i n n y " świat. O ile trudno jest uniknąć
w dialogowych portretach odwoływania się do typów, to jednak
mogą się one w znacznym stopniu oprzeć tendencji do auto­
rytatywnego przedstawiania innych. Jest to zależne od ich
zdolności do literackiego [fictionally] zachowania obcości
drugiego głosu i eksponowania konkretnych warunków wymia­
ny.
W a

4

Stwierdzenie, że etnografia złożona jest z dyskursów oraz że
poszczególne jej składniki pozostają ze sobą w dialogu me
oznacza, że powinna przyjąć tekstową formę literalnego dialo­
gu. Jak na to wskazuje Crapanzano w Tuhami. trzeci uczestnik,
rzeczywisty czy wyobrażony, musi pełnić rolę pośrednika
w każdym spotkaniu pomiędzy dwiema osobami (1980:
147-151). Literacki [fictional] dialog faktycznie jest kondensa­
cją, uproszczonym przedstawieniem złożonego, wielogłosowe;
go procesu. Innym sposobem przedstawienia tej dyskursywnej
złożoności jest pojmowanie przebiegu całych badań jako
trwającej negocjacji. Przypadek Marcela Griaulc'ai Dogonó*
jest dobrze znany i wyjątkowo przejrzysty. Sprawozdani*
Griaule'az nauk pobranych w dziedzinie wiedzy kosmologu"
nej Dogonów, Dieu d'eau (1948a), było jedną z pierwszy*
wprawek w dialogowej narracji etnograficznej. Jednak poza
szczególnym zdarzeniem rozmowy, miał miejsce bardzi
złożony proces, ponieważ jasne jest, że treść i okres, w który '
zespół Griaule'aprowadził długotrwałe, obejmujące dziesięć ''
lecia badania, był starannie śledzony i istotnie kształtowaH
przez autorytety plemienne D o g o n ó w (zobacz moje
° fL
w rozdziale 2)''''. Nie jest to już nowina. Wielu etnograf
wspominało o sposobach, lak subtelnych |uk drastyczny
w jakie ich badania były ukierunkowywane lub ogranicz
przez informatorów. W swoich prowokacyjnych rozważań*
na len temat loan Lewis (1973) nazywa nawet antro|
formą plagiatorstwa.
1

11

o m

w l

�proces dawania-i-brania w etnografii został jasno zobrazowacych podmiotów na płaszczyźnie złożonych dyskursów. Po­
v w pracy Renato Rosalda z 1980 roku pt. Ilongt Headhunting; wieść boryka się z heteroglosją i j ą odtwarza. Dla Bachtina,
jarto o nim wspomnieć ze względu na to, że ukazuje ona
zajętego przedstawianiem niejednolitych całości, nie istnieją
afówno interpretowaną inną rzeczywistość, jak i sam przebieg
zintegrowane kulturowe światy ani języki. Wszelkie próby
Słań- Rosaldo przybywa na wyżyny filipińskie z zamiarem
ustalenia takich abstrakcyjnych jedności są konstrukcjami
opisania synchronicznego opracowania na temat struktury
monologowej władzy. Konkretnie mówiąc, „ k u l t u r a " jest nie­
nolecznej; wciąż jednak, mimo prób sprzeciwu, zmuszany jest
kończącym się dialogiem subkultur, wtajemniczonych i laików,
^ w y s ł u c h i w a n i a niekończących się opowiadań Ilongotów
różnorodnych frakcji. „ J ę z y k " jest miejscem wzajmnego od­
jotyczących miejscowej historii. W poczuciu obowiązku, m i l działywania i zmagania się regionalnych dialektów, profes­
•zaco. znudzony, w stanie jakby transu zapisuje opowieści,
jonalnych żargonów, powszechnych banałów, mowy różnych
spełniając notatnik za notatnikiem tekstami, które uważał za
grup wiekowych, jednostek i tak dalej. Dla Bachtina powieść
i we do odrzucenia. Dopiero po powrocie z terenu, w długopolifoniczna nie jest pokazem siły kulturowej czy historycznej
irwałym procesie ponownej interpretacji (o którym mówi
totalizacji (jak tego dowodzili krytycy związani z realizmem,
w swojej spisanej etnografii) naprawdę zdał sobie sprawę, że te tacy jak Georg Lukacs i Erich Auerbach), lecz raczej kar­
niejasne opowieści faktycznie dostarczyły mu ostatecznie temanawałową areną różnorodności. Bachtin odkrywa utopijną
- różniącego się kulturowo poczucia narracji i historii Ilontekstualną przestrzeń, która może pomieścić dyskursywną
aotów. Doświadczenie przez. Rosalda czegoś, co można by
złożoność, dialogiczne wzajmne oddziaływanie głosów. To, co
Jazwać „pisaniem pod dyktando" zmusza do postawienia
ceni w powieściach Dostojewskiego czy Dickensa, to właśnie
adniczego pytania: Kto właściwie jest autorem notatek
nie poddawanie się totalizacji, a za idealnego powieściopisarza
z terenu?
uważa brzuchomówcę - w dziewiętnastowiecznej mowie „poliZagadnienie jest bardzo delikatne i wymaga starannego
fonistę".,,On naśladuje policję różnymi g ł o s a m i " wykrzyknął
zbadania. Dość zostało jednak powiedziane, aby postawić tezę,
słuchacz zachwycony Sloppym, chłopcem, który czytał na głos
lubylcy mogą mieć istotną, a nawet decydującą kontrolę nad
gazetę w Naszym wspólnym przyjacielu.
Lecz Dickensa, jako
wiedzą zdobytą w terenie. Współczesne pisarstwo etnograficzne
aktora, oratora i polifonistę trzeba przeciwstawić Flaubertowi,
poszukuje nowych sposobów właściwego ukazywania auto­
mistrzowi autorskiej kontroli, który jak bóg porusza się między
rytetu informatorów. Nie ma wielu modeli do wyboru, warto
myślami i uczuciami swoich bohaterów. Etnografia, tak jak
icdnak ponownie wziąć pod uwagę starsze kompilacje tekstowe
powieść, zmaga się z tymi alternatywami. Czy pisarz etnografi­
Boasa, Malinowskiego. Lcenhardta i innych. W pracach tych
czny obrazuje to, co myślą tubylcy, posługując się flaubertowsstyl etnograficzny nie zjednoczył się wokół nowoczesnej
ką „ m o w ą pozornie z a l e ż n ą " , stylem, który tłumi głos bezpo­
interpretacyjnej monografii blisko utożsamianej z osobistym
średnich cytatów na rzecz kontrolującego dyskursu, zawsze
Joświadczeniem badań terenowych. Możemy przypatrywać się
w mniejszym czy większym stopniu pochodzącego od autora?
procedurze etnograficznej, która nie stała się jeszcze auto­
(Dan Sperber 1981, biorąc za przykład Evans-Pritcharda.
rytatywna w ten szczególny sposób, który obecnie poddaje się
przekonywająco wykazał, że mowa zależna jest w istocie
wwątpliwość ze względów politycznych i epistemologicznych.
preferowanym sposobem interpretacji etnograficznej.) Czy też
Te starsze zbiory zawierają wiele materiału, który właściwie
może obrazowanie subiektywnych zajwisk wymaga mniej
poza samym zapisem w całości należy do informatorów.
stylistycznie jednorodnych wersji, pełnych dickensowskich
Przychodzi tu na myśl rola George'a Hunta w etnograficznej
„różnych g ł o s ó w " ?
pracy Boasa czy piętnastu traskryptorów wymienionych w D&lt;&gt;Do pewnego stopnia użycie mowy zależnej jest nieuniknione,
ments neocaledoniens (1932) Lcenhardta.'"
chyba że powieść lub pisana etnografia są skonstruowane
Malinowski jest złożonym przypadkiem przejściowym. Jego
wyłącznie z cytatów, do czego rzadko się dąży, choć jest to
pisane etnografie odzwierciedlają niepełną fuzję współczesnej teoretycznie m o ż l i w e . Jednak w praktyce pisana etnografia
monografii. Choć Malinowski w przeważającej mierze przyi powieść uciekają się do mowy zależnej na różnych poziomach
aynił się do ukucia autorytetu profesjonalnego badacza tereno­
abstrakcji. Nie musimy zadawać sobie pytania, skąd Flaubert
wego opartego na teorii i opisie, to jednak włączał także
wie. co myśli Emma Bovary, ale zdolność badacza terenowego
materiał, który nie popierał bezpośrednio jego cokolwiek nazbyt
do zamieszkiwania tubylczych umysłów zawsze budzi wątp­
jasno interpretacyjnego nastawienia. Wśród licznych podyk­
liwość. Jest to rzeczywiście stały, nierozwiązany problem
towanych mitów i zaklęć, które wypełniają jego książki,
w etnografii. Zazwyczaj etnografowie powstrzymują się od
"publikował wiele niezrozumiałych dla siebie danych, co
przypisywania wierzeń, uczuć i myśli jednostkom. Nie wahają
otwarcie przyznawał. W rezultacie powstał tekst otwarty,
się jednak przypisywać subiektywne stany kulturom. Analiza
podlegający ponownym interpretacjom. Warto porównać takie
Sperbera ukazuje jak sformułowania w rodzaju „Nuerowie
'usze zbiory ze współczesnym modelem pisanej etnografii,
myślą ..."czy „poczucie czasu Nuerów . . . " s ą zasadniczo różne
I którym podaje się dowody na poparcie ukierunkowanej
od cytowania czy przekładów tubylczego dyskursu. Takie
"Uerpretacji i j u ż niewiele w i ę c e j . " W nowoczesnej, aulowypowiedzi są „pozbawione określonego m ó w c y " i są literacko
Vatywnej monografii nie ma praktycznie żadnych istotnych
dwuznaczne, łącząc w sobie bez rozróżnienia stwierdzenia
Stosów poza głosem autora; ale w Argonautach (1922) i Ogroetnografa oraz informatora czy informatorów (1981: 78). Pisane
hch koralowych (1935 [ w y d . polskie 1986]) kartka za kartką
etnografie obfitują w nieprzypisane konkretnym osobom zdania
'ytamy magiczne zaklęcia, z których żadne nie ma - według
takie jak „Duchy wracają do wioski n o c ą " , opisy wierzeń,
**etnografa - istotnego znaczenia. Te podyktowane teksty są
w których autor przybiera w rezultacie głos kultury.
Całości poza fizycznym zapisem napisane przez konkretnych,
Na tym „ k u l t u r o w y m " poziomie etnografowie aspirują do
nienazwanych Trobriandczyków. W rzeczy samej, każde
flaubertowskiej wszechwiedzy, która swobodnie przenika przez
graficzne przedstawienie obejmuje rozmaite opisy, transświat tubylczych podmiotów. Pod powierzchnią ich teksty są
i interpretacje podane przez różnych miejscowych
jednak bardziej niezdyscyplinowane i wewnętrznie skłócone.
orów". W jaki sposób te autorskie obecności winny być
Praca Victora Turnera jest w tej kwestii wiele mówiącym
°cznione?
przykładem, któremu warto się bliżej przyjrzeć, przykładem
wzajemnego oddziaływania pomiędzy monofonicznym i poli­
fonicznym przedstawieniem. Prace etnograficzne Turnera
w nadzwyczaj złożony sposób obrazują rytualne symbole
i wierzenia plemienia Ndembu; można w nich też znaleźć
j ^ ^ - - choć ekstremalne - stanowisko wyrażone zostało
został
niezwykle wyraźne spojrzenia poza te sceny. W esejach
-oachtina w analizie powieści polifonicznej. Podstawową
Podstawo* N tego
zebranych w The Forest of Symbols, jego trzeciej książce
8o gatunku, jak dowodzi, jest przedstawienie mówią­
al

ш

/ib

12

l)c

W|d

c

/

n e

r

27

�poświęconej plemieniu Ndembu, Turner przedstawia w roz­
dziale Muchona the Hornet, Interpreter
of Religion (1967:
131-150) portret swojego najlepszego informatora. Muchonę.
rytualnego uzdrowiciela, i Turnera przyciągnęło ku sobie
wspólne zainteresowanie tradycyjnymi symbolami, etymologią
i ezoterycznymi znaczeniami. Obaj są „intelektualistami",
zagorzałymi interpretatorami niuansów i głębi zwyczajów; obaj
są wykorzenionymi ze swych środowisk naukowcami [uprooted
scholars] odczuwającymi ten sam „niezaspokojony głód wiedzy
obiektywnej".Turner przyrównuje Muchonę do wykładowcy
uniwerstyteckiego; w sprawozdaniu z ich współpracy zawarł
więcej niż tylko przelotne napomknienia o silnym psycho­
logicznym dublowaniu się [doubling].
W ich dialogu obecna jest jednak jeszcze trzecia osoba,
Windson Kashinakaji, starszy nauczyciel z miejscowej szkoły
misyjnej, należący do plemienia Ndembu. To on doprowadził
do spotkania Muchony z Turnerem i podziela ich pasję
interpretacji tradycyjnej religii. Dzięki studiowaniu Biblii „po­
siadł umiejętność wyjaśniania zagmatwanych p y t a ń " . O d nieda­
wna sceptyczny w stosunku do dogmatów chrześcijańskich,
przyjaźnie zapatrywał się na pogańską religię. Kashinakaji, jak
mówi Turner, „pokonał dzielący nas dystans kulturowy, prze­
kładając techniczny żargon i pikantną wioskową gwarę małego
doktora na łatwiejszą dla mnie do uchwycenia p r o z ę " . W k r ó t c e
trzej intelektualiści „rozpoczęli poważne codzienne seminaria
na lemat religii".Sprawozdania Turnera z tych seminariów są
wystylizowane: „osiem miesięcy ożywiających, błyskotliwych
rozmów w gronie naszej trójki, głównie na temat rytuałów
plemienia N d e m b u " . O d s ł a n i a j ą one niezwykłość etnograficz­
nej „ r o z m o w y " ; znaczące jest jednak, że Turner nie czyni tej
potrójnej współpracy sednem swojego eseju. Koncentruje się
raczej na Muchonie, sprowadzając w ten sposób rozmowę
trzech osób do dialogu i spłaszczając złożoną twórczą relację do
„portretu" „informatora". (To uproszczenie było do pewnego
stopnia wymogiem formuły książki, w której esej ten ukazał się
po raz pierwszy, antologii Josepha Casagrande'a In the Com­
pany of Man: Twenty Portraits of Anthropological
Informants
z I960.)
Opublikowane prace Turnera różnią się znacznie pod wzglę­
dem struktury dyskursywnej. Niektóre składają się w znaczej
mierze z cytatów; w co najmniej jednym eseju Muchona zostaje
wskazany jako główne źródło całej interpretacji; w innym
miejscu przywoływany jest anonimowo, na przykład jako
..mężczyzna, specjalista od r y t u a ł ó w " (1975: 40-42,87,
154-156, 244). Windson Kashinakaji nazywany jest raczej
asystentem i tłumaczem niż. źródłem interpretacji. Ogólnie,
pisane etnografie Turnera są niezwykle polifoniczne, otwarcie
zbudowane z cytatów („Według tego, co mówi biegły..." czy
„Jeden z informatorów przypuszcza..."). Nic oddaje on jednak
Ndembu różnymi głosami i nie spotykamy wiele „pikantnej
wioskowej gwary". Wszystkie głosy z terenu zostały wy­
gładzone do języka przedstawiającego [expository prose] mniej
czy bardziej wymiennych „informatorów".Inscenizacja miejs­
cowej mowy w pisanej etnografii, konieczny stopień prze­
tłumaczenia i przyswojenia stanowią skomplikowany problem
praktyczny i retoryczny. Prace Turnera, umieszczając tubylcze
interpretacje zwyczajów na widocznym miejscu, w konkretny
sposób ukazują zagadnienia tekstowego dialogu i polifonii.
Włączenie Turncrowskiego portretu Muchony do The Forest
of Symbols można uważać za znak czasu. Antologia Casagrandego, w której ukazał się on po raz pierwszy, wywarła skutek
w postaci wydzielenia najważniejszego zagadnienia relacji
pomiędzy etnografami i ich tubylczymi współpracownikami.
Dotąd nie było na ten temat dyskusji w ramach naukowej
etnografii, ale antologia Casagrandego wstrząsnęła zawodo­
wym tabu dotyczącym „uprzywilejowanych informatorów",
jakie pojawiło się po Malinowskim. Raymond Firth o Pa
Fenuatarze, Robert Lowie o Jimie Carpenterze - długa lista
wybitnych antropologów opisujących tubylczych „etnogra­
f ó w " ^ którymi dzielili do pewnego stopnia zdystansowane.
13

14

28

analityczne, nawet ironiczne spojrzenie na zwyczaje. Osoby
stały się cenionymi informatorami, ponieważ zrozumiały. czę
to z prawdziwą przenikliwością, na czym polega etnografie^
podejście do kultury. W cytowanej przez Lowiego wypowiedz
tłumacza (i kolegi ,,filologa")z plemienia Crow Jima Carpe
tera, wyczuwa się wspólną perspektywę: „Kiedy słyszy j»
starych mężczyzn opowiadających swoje wizje, po prost
trzeba im w i e r z y ć " (Casagrande 1960: 428). W opowiadaniu
Firtha o jego najlepszym przyjacielu i informatorze z Tikopj
wyczuwa się znacznie więcej niż tylko porozumiewawcze
mrugnięcie i ukłon:
t e

s

n

S

u

a

Przy innej okazji rozmowa przeszła na sieci zastawione
w jeziorze na łososio-pstrąga. Sieci czerniały, prawdopo­
dobnie za sprawą jakiegoś planktonu, i szybciej ulegały
zepsuciu. Wtedy Pa Fenuatara opowiedział zgromadzo­
nym w domu ludziom o tym, jak, kiedy był pewnego razu
na jeziorze ze swoimi sieciami, poczuł, żc przez sieć
przeszedł duch i uczynił j ą miękką. Kiedy wyciągnął sieć
okazało się, że jest śliska. Zadziałał duch. Zapytałem i
wtedy, czy przekonanie o tym, że duchy są odpowiedzialne
za niszczenie sieci było częścią tradycyjnej wiedzy. CM.
powiedział: „Nie, to moja własna m y ś l " . A potem dodał ze
śmiechem: „To moja własna część tradycyjnej wiedzy"
(Casagrande 1960: 17-18)
Wciąż, nie ujawnił się w pełni wpływ antologii Casagrandego na
metodologię, a zwłaszcza znaczenie tych relacji dla stworzenia
dialogicznych etnograficznych tekstów i interpretacji. Jej zna­
czenie zaciemniane jest przez tendencję do zaszeregowania tej
książki jako uniwersalizującego humanistycznego dokumentu,
ukazującego „salon luster... pełną różnorodność niekończąca
się odbitego obrazu c z ł o w i e k a " (Casagrande 1960: xii). W świe­
tle obecnego kryzysu autorytetu etnograficznego te odkrywcze
portrety przelały się do dzieł swoich autorów, zmieniając
sposób, w jaki się ich czyta. Jeśli etnografia jest częścią tego, co
Roy Wagner (1980) nazywa „wynalezieniem kultury" to jej
pole działania jest wielowymiarowe: znajduje się poza kontrola
jakiejkolwiek jednostki.

Jednym z coraz częściej spotykanych sposobów ukazywania
współpracy przy tworzeniu wiedzy etnograficznej jest regularne
i obszerne cytowanie informatorów. (Uderzającym przykładem
jest We Eat the Mines, the Mines Eat Us [1979] June Nash.) Ale
ta metoda dopiero zaczyna burzyć monofoniczny autorytet
Cytaty zawsze są inscenizowane przez cytującego i służą
zwykle jedynie za przykłady lub potwierdzające świadectw!
Wybiegając poza cytaty można by sobie wyobrazić radykalniej
szą polifonię, w której „tubylcy i etnograf mówiliby innymi
g ł o s a m i " ; lecz i to jedynie przemieściłoby autorytet etnografi
czny, wciąż będąc potwierdzeniem faktu, żc ostateczna wirtuozerska orkiestracja wszystkich dyskursów w tekście je*
dziełem pojedynczego autora. W tym sensie polifonia Bach*
zbyt wąsko utożsamiana z powieścią, jest udomowioną heteroglosją. Dyskursy etnograficzne w żadnym wypadku nie
m o w ą wymyślonych bohaterów. Informatorzy są konkretny '
osobami mającymi prawdziwe imiona - imiona, które m° '
cytować, w zmienionej formie jeżeli wymaga tego takt- ' ^ i
informatorów są nadmiernie zdeterminowane, a ich s*T
politycznie i metaforycznie złożone Jeżeli przyzna Ж
w tekście autonomiczną przestrzeń i zapisze wystarczaj**
obszernie, wypowiedzi tubylców mają sens różny o d
''
nadaje im porządkujący etnograf. Etnografia zalana jest he
glosją.
^
Ta możliwość sugeruje naprzemienną strategię tekstu, u ^
mnogiego autorstwa, przyznającego współpracownic
tylko status zaledwie niezależnych wyrazicieli opinii. lecz ,
autorów. Jako forma autorytetu możliwość ta wciąż musj^
traktowana z dwóch powodów jako utopia. Po pierwsze.
1

n

s e n s U

1

s

�jjjdawnych eksperymentów z pracami mającymi wielu autoф# wydaje się wskazywać, żc zainteresowanie badaniami ze
strony etnografa działa jako siła napędowa i że to on w końcu
ujmuje kierownicze, redaktorskie stanowisko. Autorytatywnej
ggzycp tego. który „udziela g ł o s u " innym nie da się w pełni
npekroczyć. Po drugie, sama idea wielu autorów jest wy­
zwaniem dla głęboko zakorzenionego na Zachodzie utożsamia­
na porządku wszelkich tekstów z zamysłem pojedynczego
autora. Nawet jeśli utożsamianie lo było mniej wyraźne w cza­
sach, gdy Lafitau napisał Moeurs des sauvages
ameriquains,
i jeśli współczesna krytyka poddała je w wątpliwość, to jednak
u i i / pozostaje ono skutecznym ograniczeniem pisarstwa
[Biograficznego. Niemniej widać oznaki zmian w tej dziedzinie,
df coraz większym stopniu antropologowie będą musieli uzna­
wać współautorstwo tekstów, a czasem także dzielić strony
lytulowe, ze współpracującymi z nimi tubylcami, w stosunku do
których określenie informator przestało być, jeśli kiedykolwiek
bvlo. adekwatne.
Ważnym prototypem jest tu książka Ralpha Bulmera i lana
Mąjnepa Birds of My Kalam Country (1977). (Wkład etnografa
j mieszkańca Nowej Gwinei, którzy współpracowali ze sobą
ponad dziesięć lat, zostały w zestawieniu wyodrębnione
innym krojem czcionki.) Bardziej jeszcze znaczące jest po­
wstałe w 1974 roku studium Piman Shamanism and Staying
Sickness (Ka.cim Mumkidag). na którego stronic tytułowej
występują bez żadnego wyróżnienia (choć, na co należałoby
zwrócić uwagę, nie w porządku alfabetycznym): Donald M .
Bahr. antropolog; Juan Grcgorio, szaman; David I . Lopez,
ilumacz; oraz Albert Alvarez, redaktor. Trzej spośród nich to
Indianie Papago, a świadomym celem książki jest „przekazanie
jinianowi możliwie największej liczby funkcji przypisywa­
nych zwykle autorowi. Zalicza się do nich wybór stylu przed­
stawienia, obowiązek interpretowania i wyjaśniania oraz prawo
oceny, które rzeczy są ważne, a które nie" (s. 7). Bahr, inicjator
organizator tego przedsięwzięcia, opowiada się za najdalej
idącym podziałem autorytetu. Gregorio. szaman, występuje
lako główne źródło „teorii choroby", zapisanej w transkrypcji
itlumaczeniu na dwóch niezależnych poziomach przez Lopeza
i Alvareza. Teksty Gregoria zapisane w rodzimym narzeczu
awierają zwięzłe, często gnomiczne wyjaśnienia, które pod­
legają interpretacji i kontekslualizacji w oddzielnych komenlarzach Bahra. Książka jest niezwykła pod względem tekstowej
realizacji interpretacji interpretacji.
W Piman Shamanism przechodzenie od wypowiedzi jedno­
stek do uogólnień kulturowych jest wyraźnie widoczne w roz­
dzieleniu głosów Gregoria i Bahra. Autorytet Lopeza, mniej
*idoczny, przypomina autorytet Windsona Kashiakaji w pra* h Turnera. Biegła dwujęzyczność Bahra prowadzi go przez
subtelności języka Gregoria, w ten sposób pozwalając szamano*i „obszernie mówić o zagadnieniach teoretycznych". Ani
^pez, ani Alvarez nie pojawiają się w tekście jako odrębne
Stosy, a ich udział w tej spisanej etnografii pozostaje w dużym
*pniu niewidoczny dla wszystkich z wyjątkiem wyedukowa"ych Indian Papago, którzy potrafią ocenić wierność przekładu
Jasiów i oddającą niuanse miejscowego narzecza interpretację
'tira. Autorytet Alvareza zawiera się w fakcie, że Piman
"inicinism to książka skierowana do odrębnych grup odbior* • Dla większości czytelników koncentrujących się na
aczenru i wyjaśnieniach, teksty wydrukowane w języku
są mało interesujące. Jednak lingwista Alvarez, poprawił
^rypcje i przekład z myślą o ich wykorzystaniu do nauki
^ * j . wprowadzając opracowane przez siebie w tym celu
J**y ortografii. W ten sposób książka przyczynia się do
J lezienia przez Indian Papago literackiej formy ich kultury
' inne• "odczytanie
—
wbudowane w Piman Shamanism, ma
'"aczei'e szersze niż tylko lokalne.
Dl
p j ^ °zpadu monologicznego autorytetu istotne jest. aby
•tytH ' , S ' ' i c przestały być adresowane do jednego rodzaju
H j - ' - Mnożenie możliwych sposobów odczytywania
ciedla fakt, żc świadomości „etnograficznej" nie możm

a

A

:

n

a

r

e

n

n i

0

U ) w

r

l

1

1

na dłużej traktować jako monopolu określonych zachodnich
kultur i klas społecznych. Nawet w pisanych etnografiach,
w których nie występują teksty w oryginalnym narzeczu,
tubylcy odmiennie odczytają zapisane tekstowo interpretacje
i wiedzę. Prace polifoniczne są szczególnie otwarte na nie
zamierzone z góry sposoby odczytywania. Czytelnicy z Trobriandów uznają być może interpretacje Malinowskiego za
nużące, natomiast przykłady i obszerne transkrypcje za porusza­
jące. Ndembu nie prześlizgną się tak jak czytelnicy europejscy
ponad różnymi głosami występującymi w pracach Turnera.
Nowa teoria literacka sugeruje, że zdolność tekstu do bycia
zrozumiałym w spójny sposób zależy w mniejszym stopniu od
zamierzonych intencji autora niż od twórczej postawy czytel­
nika. Aby przytoczyć tu słowa Rolanda Barthesa, jeżeli tekst jest
„utkany z cytatów pochodzących z niezliczonych centrów
kultury", to „jedność tekstu leży nie w jego pochodzeniu,
a w jego przeznaczeniu" (1977: 146, 148). Pisanie prac
etnograficznych, działanie niezdyscyplinowane i wielopodmiotowe nabiera spójności w konkretnych sytuacjach czytania.
Zawsze jednak istnieje wiele różnych możliwych sposobów
odczytania (poza tylko osobistym przyswojeniem), sposobów
odczytania znajdujących się poza kontrolą jakiegokolwiek
pojedynczego autorytetu. Do klasycznej pisanej etnografii
można podejść po prostu w poszukiwaniu znaczeń, które badacz
podaje w oparciu o przedstawione fakty kulturowe. Lub
również, jak to sugerowałem, można czytać na przekór dominu­
jącemu w tekście głosowi, poszukując innych na wpół ukrytych
autorytetów, ponownie interpretując opisy, teksty i cytaty
zebrane przez autora. Wraz z poddaniem obecnie w wątpliwość
kolonialnych stylów przedstawiania, wraz z szerzeniem się
literackiej i etnograficznej świadomości, wyłaniają się nowe
możliwości odczytywania (a zatem i pisania) opisów kulturo­
wych.
15

Tekstowe wcielenie autorytetu stanowi powracający problem
we współczesnym eksperymentowaniu z pisaniem etnografii."'
Starszy, realistyczny styl - wyobrażony na stronic tytułowej
Argonautów
Zachodniego Pacyfiku
i oparty na konstrukcji
kulturowego tableau vivant, przeznaczonego do oglądania
z jednego tylko punktu widzenia, to znaczy punktu widzenia
piszącego i czytelnika - można obecnie uznać tylko za jeden
z. możliwych paradygmatów autorytetu. W len, jak i inne style
pisania wplecione są polityczne i epistemologiczne założenia,
których autor pisanych etnografii nie może już dłużej nie
zauważać. O m ó w i o n e tutaj formy autorytetu - doświadczalna,
interpretacyjna, dialogiczna, polifoniczna - są dostępne wszy stkim autorom tekstów etnograficznych, tak zachodnich jak
i niezachodnich. Żadna nie jest przestarzała, żadna nie jest
czysta: w ramach każdego paradygmatu jest miejsce na wynala­
zczość. Zobaczyliśmy, jak poprzez nowe sposoby podejścia
ponownie odkrywane są zaniechane praktyki. Autorytet poli­
foniczny z odświeżoną sympatią patrzy na kompendia tekstów
w oryginalnych narzeczach - formy wypowiedzi zasadniczo
różne od zogniskowanych monografii związanych z obserwacją
uczestniczącą. Teraz, kiedy naiwne roszczenie sobie prawa do
autorytetu opartego na doświadczeniu zostało poddane w hermeneutyczną wątpliwość, możemy spodziewać się odnowienia
zainteresowania subtelnym wzajemnym odzialywaniem osobis­
tych i związanych z dyscypliną składników badań etnograficz­
nych.
Procesy związane z doświadczeniem, interpretacją, dialogiczne i polifoniczne zachodzą, nieharmonijnic, w każdej pisanej
etnografii, ale ich spójne przedstawienie zakłada istnienie
kontrolującego autorytetu. Starałem się dowieść, że ten nakaz
spójności nakładany na niezdyscyplinowane procesy tekstualizacji jest obecnie nieuniknienie sprawą strategicznego wyboru.
Próbowałem rozróżnić ważniejsze style autorytetu, jakie ujaw­
niły się w ostatnich dziesięcioleciach. Jeżeli pisarstwo etnogra­
ficzne żyje, a wierzę, że tak, walczy ono w obrębie tych
możliwości i przeciwko nim.

w

ler

Przełożyli: Joanna

Iracka

i Sławomir

Sikora
29

�P R Z Y P I S Y
1

O m ó w i o n e zostały jedynie przykłady angielskie, a m e r y k a ń s k i e i fran­
cuskie. C h o ć prawdopodobne jest. ż e analizowane tu formy autorytetu
m o ż n a szeroko u o g ó l n i a ć , nie podejmowano ż a d n y c h prób przeniesienia ich
na inne tradycje narodowe. Zgodnie z a n t y p o z y t y w i s t y c z n ą tradycją Wilhel­
ma D i ł t h e y a , przyjęte z o s t a ł o także z a ł o ż e n i e , ż e etnografia jest inter­
pretowaniem, a nie w y j a ś n i a n i e m . Formy autorytetu oparte na epistemologii
nauk przyrodniczych nie zostały o m ó w i o n e . Koncentrując s i ę na obserwacji
u c z e s t n i c z ą c e j , jako na intersubieklywnym procesie z n a j d u j ą c y m s i ę w sercu
dwudziestowiecznej etnografii, p o n i ż s z e o m ó w i e n i e pomija kilka dodat­
kowych źródeł autorytetu: na przykład w a g ę nagromadzonej ..archiwalnej"
wiedzy o p o s z c z e g ó l n y c h grupach, perspektywy p o r ó w n y w a n i a m i ę d z y k u l ­
turowego i badania statystyczne.
„ H e t e r o g l o s j a " zakłada, że „języki nie wykluczają się wzajemnie, lecz
raczej przecinają s i ę ze s o b ą na wiele r ó ż n y c h s p o s o b ó w (język ukraiński,
j ę z y k poematu epickiego, wczesnego symbolizmu, studenta, konkretnego
pokolenia dzieci, p o ś l e d n i c h intelektualistów, n i e t z s c h e a ń s k i i tak dalej).
M o ż e się nawet w y d a w a ć , ż c samo s ł o w o j ę z y k ' traci w tym procesie
wszelkie znaczenie - p o n i e w a ż najwyraźniej nie istnieje p ł a s z c z y z n a , na
której te wszystkie ' j ę z y k i ' m o ż n a by z e s t a w i ć " (291). T o , co z o s t a ł o
powiedziane o j ę z y k a c h w r ó w n y m stopniu odnosi się do „ k u l t u r " i „ s u b k u l ­
tur". Zobacz też W o ł o s z y n ó w (Bachtin?) 1953: 291, z w ł a s z c z a rozdziały
1-3; oraz Todorov 1981: 8 8 - 9 3
2

' Nie p o d j ą ł e m s i ę przeglądu nowych s t y l ó w pisarstwa etnograficznego
m a j ą c y c h swe źródło poza Zachodem. Jak wskazywali na to Edward Said,
Paulin Hountondji i inni. pozostaje wiele do zrobienia w dziedzinie
ideologicznego „ r o z j a ś n i a n i a " , p o l e m i c z n e j pracy krytycznej; temu w ł a ś n i e
zagadnieniu niezachodni intelektualiści p o ś w i ę c a j ą z n a c z n ą c z ę ś ć swoich
w y s i ł k ó w . Moje r o z w a ż a n i a pozostają w obrębie, c h o ć na eksperymentalnej
granicy, realistycznej nauki o kulturze wypracowanej na Zachodzie. C o
w i ę c e j , „ p a r a e t n o g r a f i c z n y c h " r o d z a j ó w tradycji ustnej [oral history),
p o w i e ś c i faktu, „ n o w e g o dziennikarstwa",literatury p o d r ó ż n i c z e j ani filmu
dokumentalnego nie traktuję w nich jako o b s z a r ó w innowacji.
4

W obecnym kryzysie autorytetu etnografia w y ł o n i ł a s i ę jako podmiot
historycznych d o c i e k a ń . Nowe krytyczne p o d e j ś c i e m o ż n a z n a l e ź ć w:
Hartog l 9 7 1 ; A s a d 1973: Burridge 1973:rozdz. I ; Duchet 1971; Boon 1982;
De Certeau 1980; Said 1978; Stocking 1983; oraz Rupp-Eisenreich
1984
' Na temat stłumienia dialogu na stronie tytułowej Lafitau i ustanowienienia
slekstualizowanej, ahistorycznej i wizualnie zorientowanej „anlroplogii"
m o ż n a przeczytać w s z c z e g ó ł o w e j analizie Michela de Certeau (1980).
' Pojęcie to jest czasem zbyt cliętnie ł ą c z o n e z intuicją czy empatią, lec/
jako opis wiedzy etnograficznej Verstehen oznacza w ł a ś c i w i e krytykę
d o ś w i a d c z e n i a empatycznego Precyzyjne znaczenie tego terminu jest
przedmiotem dyskusji pośród badaczy D i ł t h e y a (Makreel 1975: 6-7).
Angielskie t ł u m a c z e n i e książki Favret-Saady nosi tytuł Deadly Wards
(1981); zobacz z w ł a s z c z a rozdział 2. Jej d o ś w i a d c z e n i e z o s t a ł o ponownie
spisane na innym poziomic lilerackości u Favret-Saady i Contrerasa 1981
" B ł ę d e m b y ł o b y p r z e ś l i z g n i ę c i e s i ę nad różnicami w teoretycznych
zapatrywaniach Dwyera i Craponzana. Dwyer, za Georgem Lukacsem
przekłada dialogiczno.ść na n u i r k s o w s k o - h e g l o w s k ą dialektykę, o b i e c u j ą c ą
m o ż l i w o ś ć odbudowy podmiotu, rodzaj d o p e ł n i e n i a w i poprzez drugiego
c z ł o w i e k a . Crapanzano odmawia jakiegokolwiek zakotwiczenia w scalającej
teorii, a jego jedynym autorytetem jest autorytet p i s z ą c e g o dialog, autorytet
o s ł a b i o n y n i e k o n k l u z y j n o ś c i ą o p o w i e ś c i o spotkaniu, rozdarciem [ruplure]
i stanem pomieszania. (Warto z w r ó c i ć u w a g ę , że o k r e ś l e n i a dialogiczny,
zgodnie z tym, jak tego s ł o w a użył Bachtin, nie m o ż n a s p r o w a d z i ć do
dialektyczy.) Jednym z pierwszych o r ę d o w n i k ó w antropologii dialogicznej
był Tedlock (1979).
7

' Na temat realistycznych „ t y p ó w " zobacz L u k a c s 1964. passim. Tendencję do przekształcania jednostki w wyraziciela kultury m o ż n a zaobserwować
u Marcela Griaule'a w Dieudeuu
(1948a). W y s t ę p u j e ona także ambiwalent.
nie w Nisa Shostak (1981). O m ó w i e n i e tej anibiwalencji i wynikającej z niei
dyskursywnej z ł o ż o n o ś c i książki m o ż n a z n a l e ź ć u Clifforda 1986b: l()3-|()cj
*" R o z d z i a ł ten nosi tytuł Power and Dialogue in Ethnography: Marcel
Griaule's Initiation (w:) The Predicament
of Culture, ss. 5 5 - 9 1 ) [przyn
tłum.].
"' Opracowanie tego sposobu t w ó r c z o ś c i tekstowej znajduje się u Cliff .
da 1980a. W tym k o n t e k ś c i e zobacz też Fontana 1975, Wprowadzenie do Tlu
Pima Indians Franka Russella na temat ukrytego w s p ó ł a u t o r a książki
Indianina Papago, Jose L e w i s a ; Leiris 1948 porusza problem współpracy
jako w s p ó ł a u l o r s t w a , podobnie jak L e w i s 1973. Na temat obrony nacisku
który Boas kładł na teksty w oryginalnym narzeczu i jego współpracy
z Huntem zobacz Goldman 1980
p

or

" Opracowanie Jamesa Fernandeza Bwiti (1985) jest samoświadomym
przekraczaniem ciasnej formy monograficznej, powrotem do skali Malinowskiego i o ż y w i e n i e m „ a r c h i w a l n y c h " funkcji etnografii.
T a k i zamiar o g ł o s i ł Evans-Pritchard we w s t ę p i e do Man and Wonuin
among the Azande (1974), jednej z p ó ź n i e j s z y c h prac, którą m o ż n a uważać
za reakcję przeciw z a m k n i ę t e m u , analitycznemu charakterowi jego wfas.
nych w c z e ś n i e j s z y c h pisanych etnografii. Przyznaje, ż e inspiracją był dla
niego Malinowski. (Idea ksiqzki z ł o ż o n e j w y ł ą c z n i e z c y t a t ó w to modernis­
tyczne marzenie z w i ą z a n e z Walterem Benjaminem.)
W sprawie p o d e j ś c i a „ d y n a m i k i grupowej" [ „ g r o u p dynamics"] w etnografii zobacz: Yannopoulos i Martin 1978. Przykład etnografii opartej
wprost na „ s e m i n a r i a c h " z tubylcami - zob. Jones i Konner 1976
Wykorzystanie przez Favert-Saadc dialektu i kursywy w Les mots, k
mon, les sorts (1977) jest jednym z wielu r o z w i ą z a ń problemu, który od
dawna zajmuje p o w i e ś c i o p i s a r z y realistów.
" Niezwykle sugestywny model polifonicznego przedstawienia zapropo­
nowano w czterotomowym projekcie wydania tekstów etnograficznych
napisanych, w y w o ł a n y c h i transkrybowanych w latach 1896-1914 przez
Jamesa Walkera na temat Rezerwatu Indian Siou Pine Ridge. Do tej pory
ukazały s i ę trzy tytuły pod radakcją Raymonda J . DeMaillego i Elaine
Jahner: Lakotu Belief and Ritual (1982a), bukata Society (1982b) i Lahti
Myth (1983). Rozrastające się tomy p o w t ó r n i e otwierają tekstową homogenn o ś ć klasycznej monografii Walkera z 1917 roku. The Sun Dance, zbioru
indywidulanych wypowiedzi wydanych tutaj w t ł u m a c z e n i u Te wypowiedzi
ponad trzydziestu „ a u t o r y t e t ó w " o znanych imionach dopełniają i pr/e
kraczają s y n t e z ę Waltera. D u ż y dział Lakota Belief and Ritual zoslal
napisany przez Thomasa Tyona, z a j m u j ą c e g o się interpretowaniem i objas
nianiem Walkera. Czwarty tom b ę d z i e t ł u m a c z e n i e m pism George'aSwordi
wojownika i s ę d z i e g o plemienia Oglala. napisanych za n a m o w ą Walkera,
aby utrwalić i zinterpretować tradycyjny s p o s ó b ż y c i a . Pierwsze dwa toraj
prezentują w tej samej konwencji niepublikowane teksty wykształconych
c z ł o n k ó w plemienia Lakota i opisy samego Walkera Pisanie etnografiija»i
się j a k o proces zbiorowego tworzenia. Bardzo w a ż n e jest zwrócenie uwagi
na to, ż e na d e c y z j ę T o w a r z y s t w a Historycznego Stanu Colorado (Colorado
Historical Society) o wydaniu tych t e k s t ó w miały w p ł y w coraz częstsze
prośby n a p ł y w a j ą c e ze w s p ó l n o t y Oglala z Pine Ridge o kopie malriałó*
Walkera w celu wykorzystania ich w nauczaniu historii Oglala. (Na teno
Walkera zobacz też Clifford 1986a: 15-17 )
12

11

14

"• Bardzo przydatny i p e ł n y przegląd w s p ó ł c z e s n y c h pisanych etnograf"
eksperymentalnych m o ż n a z n a l e ź ć u Marcusa i Cushmana 1982; zobacz K.
Webster 1982; F a h i m 1982; oraz Clifford i Marcus 1986

B I B L I O G R A F I A
Asad T. (wyd.).
1973
Anthropology and the Colonial Encounter, Ithaca Press.
Bahr 1). M„ Gregorio J . , Lopez D. I„ Alvarez A.,
1974
Piman Shamanism ami Staying Sickness (Ka.-cim Mumkidag). Tucson:
Univ. of Arizona Press
Bakhtin M
1953
Discourse in the Novel, w: The Dialogic Imagination, wyd. Michael
Holquist. s. 259-442. Austin: Univ. of Texas Press, 1981
Bardies R„
1977
Image Music Text. New York: Hill and Wang
Benveniste E„
1971
Problems in General Linguistics. Coral Gables, Fla.: Univ. of Miami Press
Boon J . .
1982
Other Tribes, Other Scribes: Symbolic Anthropology in the Comparative
Study of Cultures, Histories, Religions and Text. Cambridge: Cambridge
Univ. Press
Buhner R. i Majnep I..
1977
Birds of My Kalam Country. Auckland: Univ. Of Auckland Press
Burridge К О I...
1973
Encountering Aborigines. New York: Pergamon
Casagrande J. (wyd.).
1960
In the Company of Man: Twenty Portraits of Anthropological Informants
New York: Harper and Row

30

Clifford J . .
1986a Partial Truths, w: Writing Culture, wyd. James Clifford i Geor|
s. 1-26. Berkeley: Univ. of California Press
1986b On Ethnographic Allegory, w: Writing Culture, s. 98-121
Clifford J. i Marcus G . (wyd.),
1986
Writing Culture. Berkeley: Univ. of California Press
Codrington R. H ,
1891
The Melanesians. Reprint, New York: Dover, 1972
Crapanzano V „
1977
The Writing of Ethnography. ..Dialectical Anthropology" 2
1980
Tahumi: Portrait of a Moroccan. Chicago: Univ. of Chicago F "
De Certeau M.,
yi
1980
Writing vs. Time: History and Anthropology in the Works oj П
''
,ш

French Studies" 59: 37-64
Dillhey W.,
1914
The Construction of the Historical World in the Humur. ИВ»
Dillhey: Selected Writings, wyd. H P . Rickman. s. 168-245. I *
Cambridge Univ. Press, 1976
Duchet M.,
1971

Anlhropologie et histoire au siecle des lumieres. Paris: MasP

Duinont, J-P..
1978
The Headman and I. Austin: Univ. of Texas Press

�pwyei' К-.
1977 On the Diatomit of Fieldwork, „Dialogical Anthropology" 2(2): 143-151
1979 The Dialogic of Ethnology, "Dialogical Anthropology" Mi): 205-224
|982 Moroccan Dialogues. Baltimore: Johns Hopkins Univ. Press
£vans-P"
E.E.,
|969 The Nuer. Oxford: Oxford Univ. Press
1974 Man anil Woman among the Azunde. London: Faber and Faber
Fahim H. (wyd.),
|982 Indigenous Anthropology in Non-Western Countries. Durham: Univ. of
North Carolina Press
fjvret-Saada J . ,
1977 ies mots, la morl. lex sorts. Paris: Gallimard. Trans. Catherine (alien as
Deadly Words. Cambridge: Cambridge Univ. Press, 1981
favrel-Saada J . i Contreras J . .
1981 Corps pour corps: Enqiwte sur la sorcellerie dans te Bocage. Paris:
Gallimard
Fernandez J . .
I9gs Bwili: An Ethnography of the Religious Imagimifum in Africa. Princeton:
Princeton Univ. Press
Fontana В..
1975 Introduction, w: Frank Rusell, The Pima Indians Tueson: Univ. of Arizona
Press
Foucaull M.,
1977 Nietzsche, Genealogy. History, w: Language, Counter-Memory, Practice,
s. 139-164. Ithaca, N.Y.: Cornell Univ. Press
1980 Power/Knowledge. New York: Pantheon
Ceoti C ,
1973 The Interpretation of Cultures. New York: Basic Books
1976 From the Native's Point of View: On the Nature of Anthropological
Understanding, w: Meaning in Anthropology, wyd. K . Basso i H. Selby, s.
221-238. Albuquerque: Univ. of New Mexico Press
Ginzburg С .
1980 Moreeli. Freud and Sherlock Holmes: Clues and Scientific Method,
"History Workshop" 9 (Spring): 5-36
Goldman I..
1980 Boas on the Kwakiutl: The Ethnographic Tradition, w: Theory and
Practice: Essays Presented to Gene Wclljish. wyd. S. Diamond, s. .334-336.
The Hague: Mouton
Griaule M..
1948a Dieu d'eau: Enlretiens ovee Ogoteinineli. Paris: Editions du Chene.
Trans. R. Butler i A. Richards as Conversations
with Ogotemmili.
London: Oxford Univ. Press for the International African Institute. 1965
1957 Mćthode tie Tethnogtaphte. Paris: Presses Universitaires de Franee
Hanog F..
1971 Le mirair d'Herodole: Essai sur la representation de Vautre. Paris:
Gallimard
Hinsley C .
1983 Ethnographic Charisma and Scientific Routine: Cushing and Fewkes in
American Southwest, IH79-IH93, w: History and Anthropology, Vol. I ,
Observers Observed, wyd. G . Slocking, s. 5.3-69. Madison: Univ. of
Wisconsin Press
Houmondji P..
"77 Sur la „philosophie"
africaine. Trans. H. Evans as African Philosophy:
Myth and Reality. Bloomington: Indiana Univ. Press, 1983
lamin J..
1982a Ohjets trouves des paradis perdus: A propos tle lo Mission DakarDjibouti, w: Collections passion, wyd. J. Hainard i R. Kaehr, s. 69-100.
Neuchatel: Musee d'Ethnographic
Jones N.B.i Konner M . ,
'"6 IKung Knowledge of Animal Behavior, w: Kalahari
Hunter-Gatherers.
wyd. R. Lee i I De Vore. s, 325-348. Cambridge, Mass.: Harvard Univ.
Press
Kaiadj V.,
, c h a r a

'^2 Ц&gt;probleme de la legitimite dans t 'organisation historique de I 'ethnologic'
francais, ..Revue francaise de sociologie 32(1): 17-36
wber A.L..

K|

Review of,.Growing Up in New Guinea'' hy Margaret Mead. ..American
.
Anthropologist" 36:248
^-Dujardm С
e

^lli

v

'' ' l

e m l n e s

en ethnologic

Paris: Maspćro

The Building of British Social Anthropology.
•^hardr M..
cu

New York: Dover

v

"37 ?" ""'"'- neo-caledoniens. Paris: Instilut d'Ethnologie
z," Kamo: La personne et le nnthe dans le monde melanesien. Palis:
Gallimard. Trans B. Gulati as Do Kamo: Person and Myth in the
H'fortesian World Chicago: Univ. of Chicago Press

St

0

"'Kni/v and Experience: The Religion of the Dinka. Oxford: Oxford Univ.
L'tthn
nnogruphe devant le colonialisme, ,,Le temps modernes" 58. Reprint
* « , s. 125-145. Paris: Mercure de France. 1966
nmr

Po\ ^ "l"'higist
"""cal Science
V e

I

's Muse. London: London School of Economics and

Languages as Ethnographic
81-89

Tools. "American Anthropologist"

Makreel R„
1975 Dilthey: Philosopher of the Human Sciences. Princeton: Princeton Univ.
Press
Malinowski В..
1922 Argonauts of the Western Pacific. London: Routledge. Tłum. pol.
Argonauci Zachodniego Pacyfiku, Warszawa 1981
1932 Pigs, Papuans and Police Court Perspective. „ M a n " 32: 33-38
1935 Coral Cardens anil Their Magic. Bloomington: Univ. of Indiana Press.
Tłum. pol. Ogrody koralowe i ich magia. Warszawa 1986
Maquet J . ,
1964 Objectivity in Anthropology. ..Current Anthropology" 5: 47-55
Marcus G . i Cushman D.,
1982 Ethnographies as Texts. „Annual Review of Anthropology" 11: 25-69
Mead M..
19.39 Native Languages as Field- Work Tools, „American Anthroplogist 42(20):
189-205
Michel-Jones F . ,
1978 Retour au Dogon: Figure du double et ambivalence. Paris: Le Sycomore
Nash J . .
1979 We Eat the Mines, the Mines Eat Us: Dependency and Exploitation in
Bolivian Tin Mines. New York: Columbia Univ. Press
Payne H..
1981 Malinowski's Style,,.Proceedings of the American Philosophical Society"
125:416-440
.
Rabinów P.,
1977 Reflections on Fieldwork in Morocco. Berkeley: Univ. of California Press
Rabinów P. i Sullivan W. ( w y d ) ,
1979 Interpretive Social Science. Berkeley: Univ. of California Press
Radcliffe-Brown A . R . ,
1922 The Andaman Islanders. Reprint. New York: The Free Press, 1948
Rentoul A.,
1931a Physiological Paternity and the Trohriatulers, ,,Man" 31: 153-154
1931b Papuans, Professors and Platitudes, ..Man" 31: 274-276
Ricoeur P..
1971 The Model of the Text: Meaningful Action Considerd as a Text. ..Social
Research" 38: 529-562. Tłum. pol. J . Fałkowska Model tekstu: działanie
znaczące rozważane jako tekst, „Pamiętnik Literacki" 1984, z. 2
Rosaldo R..
1980 llongot Headhunting
/ 974: A Study in Society and History. Stanford:
Stanford Univ. Press
Rupp-Eisenreich В ( w y d ) .
1984 Histoires de I'anthropologie. Pans: Klicksieck Editions
Said E . ,
1978 Orientalism. New York: Pantheon Books. Tłum. pol. W. Kalinowski
Orientalizm. Warszawa 1991
Shostak M..
1981 Nisa: The Life and Words of u IKung Woman. Cambridge, Mass.: Harvard
Univ. Press
Sperber D..
1981 L'interpretation en anthropologic, „ L ' H o m m e " 2 1 ( I): 69-92. Trans, in On
Anthropological Knowledge, s. 9-34. Cambridge: Cambridge Univ. Press.
1985
Slocking G . ( w y d ) ,
1983 History of Anthropology. Vol. 1. Observers Observed: Essays on Ethnog­
raphic Fieldwork, w szczególności 77i«r Ethnographer's Magic: Fieldwork
in British Anthropology from Tylor to Malinowski, s. 70-119. Madison:
Univ. of Wisconsin Press
Tedlock D.,
1979 The Analogical Tradition and the Emergence of a Dialogical Anthroplogy.
„Journal of Anthropological Research 35(4): 387-400. Reprint w: D
Tedlock , The Spoken Word and the Work of Interpretation, s. 321-338.
Philadelphia: Univ. of Pennsylvania Press. 198.3
Thornton R.,
1983 Narrative Ethnography in Africa, 1X50-1920, „ M a n " 18: 502-520
Todorov T z . .
1981 Mikhail Bakhline: Le principe dialogique. Paris: Editions du Seuil
Turnbull C ,
1962 77ic Forest People. New York: Simon and Schuster. Tłum. pol. Leśni
ludzie, 1967
Turner V . ,
1967 The Forest of Symbols: Aspects of Ndembu Ritual. Ithaca, N.Y.: Cornell
Univ. Press
1975 Revelation anil Divination in Ndembu Ritual. Ithaca, N.Y.: Cornell Univ.
Press
Tyler S „
1981
Word for Deeds and the Doctrine of the Secret World, w: Papers from the
Parussession on Language and Behavior, s. 34-57. Proceedings of the
Chicago Linguistic Society. Chicago: Chicago Univ. Press
Wagner R„
1980 The Invention of Culture. Rev. ed. Chicago: Chicago Univ. Press
Webster S..
1982 Dialogue anil Fiction in Ethnography, "Dialectical Anthropology" 7(2):
91-114
Winner T h . .
1976 The Semiotics of Cultural Texts, „ S e m i o t i c a " 18(2): 101-156
Yannopoulos T . i Martin D..
1978 De la question au dialogue: A propos des enquetes en Afrique
„Cahiers d'etudes africaines" 71: 421-442

noire,

37

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11317" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11295">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a27c93da3f463e71bcba82e3e5d81965.pdf</src>
        <authentication>f39f842a1a7793f44f4ef57877e8253f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134858">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5642</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134859">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5245</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134860">
                <text>O autorze (prawie) wszystkich fotografii tego numeru/ Barbarzyńca 2012 nr 1(18)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134861">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2012 nr 1 (18), s.102-104</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134862">
                <text>Szuba, Przemek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134863">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134864">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134865">
                <text>�Przemysław Szuba
Ukończył Wydział Form Przemysłowych na kra­
kowskiej Akademii Sztuk Pięknych (2010). Dyplom
pt. Projekt pompy infuzyjnej do ciągłego poda­
wania leków przeciwbólowych - wykonany w Pra­
cowni Projektowania Ergonomicznego - został
zakwalifikowany do Przeglądu Najlepszych Projek­
tów Dyplomowych 2010 w dziedzinie projektowa­
nia produktu. Jest stypendystą programu Erasmus
w Kolding Desingschool w Danii (2008).
Współzałożyciel studenckiej eko-inicjatywy Makultura (2009), która powstała z potrzeby wdroże­
nia systemu gospodarowania odpadami na ASP
w Krakowie. Uczestnik wielu wystaw grupowych
oraz prelekcji związanych z działalnością Grupy.
Do najważniejszych należą' Uniwersytet Otwarty
AGH w Krakowie (2009) Re-Act Fashion Week
(2009) tódź Design Festival (2009) i inne
Od 2000 roku całkowicie oddany fotografii Zafazjawiskami architektonicznymi i urba¬
nistycznymi przestrzenią i przedmiotem Pomimo
oczywistych o o r s n i c z G ń

roli

pomocy aparatu zmusza otoczenie do podda

S'

un Miliciano czyli: Śmierć hiszpańskiego

republikanina lub Metafora

na polski futbol

Jego prace były nagradzane w konkursach foto­
graficznych oraz publikowane na portalach inter­
netowych oraz w wydawnictwach drukowanych,
m.in. Snap-Me, 144 Zine, Świat Obrazu, Yanko
Design, Gizmodo, Core77, IKEA Business, Gaga
Magazyn i innych.
Od kilku lat prowadzi fotobloga FOOTSZAK.
Zwolennik zrównoważonego rozwoju cywilizacyj­
nego. Krakowianin ze starego Podgórza.

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9565" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9543">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7a110617ed7f3e9715ca89213ca98671.pdf</src>
        <authentication>3c791fbf67f42a4c7152a80a70d07f51</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113904">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5594</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113905">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113906">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113907">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5202</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113908">
                <text>O bombie, opadzie i radioaktywnych lucky strike'ach/ Barbarzyńca 2008 nr 3 (13)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113909">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2008 nr 3(13), s.72-80</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113910">
                <text>Żukowski, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113911">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113912">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113913">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113914">
                <text>Dariusz
Żukowski

I

u

n

w

19

7

8

n

&gt;J

e s t

magistrantem etnologii UJ, ttumaczem, redaktorem w j e d n y m

I

z krakowskich wydawnictw. Sposoby m ó w i e n i a o zagrożeniu nuklearnym

|

t o temat jego pracy magisterskiej. Zamieszcza felietony i minieseje na stronie

,

najpiekniejszyreaktor.blogspot.com.

0 bombie, opadzie
1 radioaktywnych lucky strike'ach,
czyli wybuch nuklearny miedzy metonimia i analogia

„Na szczęście szyba, hak, belka, hamulec, framuga, zakręt, milimetr, sekunda.
(...) Nie umiem się nadziwić, namilczeć się temu".
- z wiersza Wszelki wypadĄ Wisławy Szymborskiej
1

E

nergia nuklearna jest niewidoczna i nie­
wyczuwalna, a efekty jej wyzwolenia wy­
kraczają poza skalę i/lub naturę zjawisk
powszechnie występujących w otoczeniu czło­
wieka. Może to być skala niewielka, z jaką mamy
do czynienia na przykład w radiomedycynie,
średnia, jak w czasie awarii elektrowni nuklear­
nych, oraz największa, związana z wybuchem
bomby atomowej. Eksplozja jądrowa to wyzwo¬
lenie największej ilości energii w jednostce czasu,
jakie jest w stanie spowodować człowiek. Przez
swoj ą skalę i zj awiska, j akie wywołuj e - niej asne,

1

niedające się wyjaśnić w oparciu o codzienne
doświadczenia oddziaływanie promieniowania
radioaktywnego - wykracza poza strefę zna­
nego. Jest czymś innym, czymś domagającym
się wymyślenia lub zaadaptowania schematów
wyjaśniających, które ją w jakikolwiek sposób
ogarną, jeśli nawet nie przybliżą. To ogarnianie
jest wyzwaniem, które energia jądrowa rzuca
zwłaszcza dyskursowi IIlćlS( )W CIII 11. W dyskursie
naukowym bowiem wybuch atomowy wyrazić
jest nietrudno, zmieści się na kilku stronach tabel
i wykresów. Lecz okazja do działania dla etnolo-

W Szymborska, Wszelki wypadek, Czytelnik, Warszawa 1972.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�O bombie, ooadzie ¡ radioaktywnych lucky strike'ach

ga następuje w chwili, gdy tematyka nukleariów
przenika do rejonów zainteresowania masowe­
go, a musi się tak dziać, ponieważ energia ją­
drowa zajmuje jedno z centralnych miejsc w or­
ganizacji technicznej cywilizacji Zachodu: jest
blisko - w artykułach prasowych, programach,
szkołach, kontaktach elektrycznych - a zarazem
jest czymś całkiem innym, niosącym w sobie być
może zalążki zagłady W związku z tym w dys­
kursie masowym powstają rozmaite sposoby
mówienia, pisania i myślenia o bombie atomo­
wej, promieniowaniu, opadzie radioaktywnym
i zagładzie świata, czyli sprawach, których nie
można doświadczyć, nie da się ich opisać i bar­
dzo trudno je sobie wyobrazić.
Czy jednak rzeczywiście katastrofa nuklearna
tak bardzo wymyka się adekwatnemu opisowi?
Czy nie można jej porównać do innych znanych
ludzkości katastrof, takich jak wojna totalna,
obóz zagłady albo bombardowanie dywano­
we? Oczywiście można, analogia jako metoda
niesie z sobą duże spektrum możliwości opisu.
Lecz wojna konwencjonalna i inne potworności
wypluwane przez maszynerię cywilizacji, czy
też w ogóle wspólnotowego życia ludzi, mają
swoją ściśle ugruntowaną strukturę, zawiera­
jącą u końca sposoby powrotu do normalności,
przywrócenia równowagi. Myślenie przez ana¬
logie będzie dążyć właśnie do stworzenia takich
struktur i schematów. Jednak w wypadku eks­
plozji nuklearnej w ostatecznej perspektywie w perspektywie obecnei w niektórych masowych
fantazmatach - me leży oonowna normalność
ale powszechna i całkowita zagłada ludzkości'
a raczei mocne masowe przeświadczenie ze taki
scenariusz iest
I
niezależne od tego' iak bv
rn m o a ł o h v ć n a n r a w d e P o r ó w n a n i a do anoka
linsv z t e k s t ó w r e l i a i i n w h sa r o z p o w s z e c h n i o n e
w n o n n l . r n e i ikonoir/fii a1ewvHaia . i e w i . t o t

wieszczonym, przygotowanym, z natury procesualnym - a przede wszystkim z n a c z ą c y m
i w sposób nieodłączny wpisanym w dialektykę
dobra i zła, kary i odkupienia, zbawienia i po­
tępienia; tymczasem eksplozja nuklearna może
się przytrafić wszędzie i każdemu, nawet teraz,
w chwili czytania tego tekstu, bez przygotowa­
nia, bez sensu. Bomba atomowa wymyka się
więc religii, mimo że zeloci i neoprorocy starają
się od lat tropić znaki końca i wykorzystywać za­
grożenie nuklearne jako prywatną eschatologię
takiej czy innej sekty.
Bomba wymyka się też porównaniom do
tego, co dobrze znane, jak z kolei próbują nas
przekonywać głosiciele porządku, państwa i pra­
wa w antydefetystycznych, optymistycznych bro­
szurach o przetrwaniu w czasie wybuchu atomo­
wego, o których będzie szerzej w dalszej części
pracy. L.V Thomas w książce Trup twierdzi, że
śmierć jest przerwą w dyskursie, nagłym mil­
czeniem, a związane z nią obyczaje czy rytuały
pośmiertne i pogrzebowe, często hałaśliwe i ma­
jące charakter głośnych, tłumnych zgromadzeń
oraz przeciągłych lamentów, służą zapełnieniu
pustki . W przypadku bomby atomowej przed
ludźmi stoi innego rodzaju wizja: nie przerwy
w dyskursie 2l przerwv dyskursu Zamilkmęcia którego' nie można wypełnić jako że nie
pozostaje nikt kto mógłby to uczynić a ponadto
znika wiedza' iak należy to zrobić' oomewaz
wszelka trady'c a obycza obrzęd i'nauka zo
staie beznowro nie usunięta - wymazana az do
nagich kości ziemi.
2

Metonimia - w stronę nieznanego
Zapośredniczenie w sposobach wyrażania
nigdy przez większość ludzi niedoświadczonych
zjawisk nuklearnych oraz tworzenie fantazma­
tów mających pomóc w ich pojmowaniu są
obecne w literaturze, filmie i sztuce, a także ofi-

w popularnej iKonograri^
wyciają się w istot­
ny sposop nietrarione. jeniec czasów wecuug
L.V Thomas,
biologii
do antropologii,
Wydawnictwo Łódzkie,
świętych
ksiągTrup.
maOdbyc
wydarzeniem
wcześniej
2

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

73

Łódź 1991.

�Dariusz Żukowski

74
cjalnych dokumentach p a ń s t w o w y c h i emisjach
f d m o w y c h s k i e r o w a n y c h do l u d n o ś c i . Oddajmy
j e d n a k n a j p i e r w g ł o s najbardziej p o s z k o d o w a ­
nym, czyli

hibakusia,

ofiarom b o m b z r z u c o n y c h

n a d w a j a p o ń s k i e miasta.

W

roku

2005 w Hirosimie w

dniu

60. r o c z n i c y

ataku nuklearnego p o l s k o - a m e r y k a ń s k i

Krzysztof Wodiczko

zorganizował

artysta

wydarze­

n i e artystyczne dla u p a m i ę t n i e n i a ofiar n a p a ś c i
( p r e z e n t a c j a w i d e o z n a g r a n i e m tego w y d a ­
rzenia była pokazywana w

Bunkrze Sztuki).

Na w y s o k i m , k a m i e n n y m , m u r o w a n y m b r z e g u
p ł y n ą c e j p r z e z miasto r z e k i Ota

wyświetlono

wielometrowej w y s o k o ś c i projekcje f i l m o w y c h
z a p i s ó w p o ł ą c z o n e z e m i s j ą n a g r a n y c h WypO¬
wiedzi

hibakusia,

ludzi ocalałych z

Podczas gdy z g ł o ś n i k ó w p ł y n ę ł y

katastrofy.

opowiadane

s t o n o w a n y m g ł o s e m tragiczne historie, n a nad¬
r z e c z n y m m u r z e w i d a ć b y ł o tylko i w y ł ą c z n i e
d ł o n i e m ó w i ą c y c h p o r u s z a i a c e sie w

zwiazanei

z o p o w i e ś c i ą gestykulacji. Każdy z o c a l e ń c ó w n a
nagranie prezentacji p r z y n i ó s ł z soba p r z e d m i o t
s v m b o h z u i a c v tamten d z i e ń i ODisvwał *o

na

k o ń c u w ł a s n e j w y p o w i e d z i Okazało się, z e r z e c z y te b y ł y bardzo konkretne i doczesne — m o ż n a
rzec

ze s t a n o w i ł y bardziei z n a k i n i ż symbole

leden z m ó w i a c w h n o k a z a ł starv

zardzewiałv

wvaietv od fali t e r m . c z n e i k a h ł a k od k ł ó d k i do
7

rowen,

2 t l L

Tnni

zapinania roweru, i n n i
Piazg. w

- iLmJ

r

7V

i . k i ś drn

K a m i e ń c z y jaKis

aro-

taKi sposoo powstaje m e t o m m i c z n a

historia w y d a r z e n i a , K t ó r e g o m e da s i ę o p i s a ć
w toKu z w y c z a j n e j u s t r u K t u r y z o w a n e j n a r r a c j i
charaKterystycznej dla c o d z i e n n o ś c i , b a m i opo­
w i a d a j ą c y są z m e t o n i m i z o w a n i z a całą o s o b ę
stoją jej p o r u s z a j ą c e się d ł o n i e i głos.
Nie

sposób ogarnąć i z r o z u m i e ć wybuchu

atomowego w całej jego n u m i n o t y c z n e j grozie
- m o ż n a p o k a z a ć go z a p o m o c ą c z ę ś c i s t o j ą c y c h
za całość, drobnych e l e m e n t ó w , m i k r o z d a r z e ń .
Nie m o ż n a p a t r z e ć w ś w i a t ł o r o z p a d a j ą c y c h się
w eksplozji a t o m ó w , g d y ż od tego u l e g a j ą z n i s z ­
c z e n i u n e r w y w z r o k o w e - c z y s ł o w o „blask" nie
b r z m i tu ś m i e s z n i e n i e w y s t a r c z a j ą c o ?

Podobnie

nie sposób opisać żadną skalą ani onomatopeją
wszechprzejmującego, wielozakresowego drże­
nia fal akustycznych, od infradźwięków po wy­
soki wizg przecinających powietrze odłamków
- „huk", „ryk", „wstrząs", to wszystko określenia
z powtarzalnego, ustrukturyzowanego świata
codzienności. Można zatkać uszy, pochylić się
i zapamiętać kłódkę, kamień, belkę, hak, o któ¬
rym być może pisze Szymborska w wierszu
wspominającym powrót ukochanego z sytuacji
zagłady wskazując na przypadkowość i istot¬
ność tych przedmiotów jednocześnie. Te drob¬
ne rzeczy na. które przeważnie nie z wr ac a się
uwagi w chwili wyzwolenia energii atomowej
urastają do rangi znaczeń wydają się skraplać
w sobie sens tego co sie dzieie a czego nie mozna ogarnąć posiadanymi kategoriami myślenia
0 rzeczywistości. W taki sposób włącza się my­
ślenie metonimiczne - oparte o fragment, przy­
padek, symbol. (Być może jest to dowód na to,
że budowniczowie katedr nigdy nie doświadczyli
widoku prawdziwego, niczym nieosłoniętego
światła absolutu - inaczej gotyk musiałby być
najniższym i najprostszym stylem architekto­
nicznym wszech czasów).
Ponieważ tego, co niewyrażalne, nie można
ogarnąć własnymi zmysłami i rozumem, poszu­
kuje się odbicia katastrofy w innych. Wiele miej­
sca w relacjach hibakusia zajmują opisy spotka­
nych wśród pożogi obcych osób. Liczne relacje
mówią o nagości: kobiety i mężczyźni zdzierali
z siebie płonącą odzież i ruszali, porażeni szo­
kiem, w wędrówkę po ogarniętym pożarem mie­
ście niczym widma. Płynące rzeką ciała, które
pojawiły się w wodzie ponoć j u ż minutę po wy­
buchu oraz trupy leżące przy drogach i budyn¬
kach - to kolejne refleksy wydarzenia zupełnie
innego niż wszystko, co znane Kształty kwiatów
1 deseni wypalone na ciele pod wzorzystą su­
kienką, niegojące się poparzenia radioaktywne,
inne n i ż te od ognia, wreszcie ostateczna forma
odbicia w człowieku tego, co n i e w y r a ż a l n e :
całkowite pochłonięcie i pozostawienie cienia.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�O bombie, ooadzie i radioaktywnych lucky strike'ach

Nie symbolicznego śladu, symbolu o religijnym
charakterze, lecz autentycznej ciemnej plamy
w miejscu, w którym wcześniej znajdował się
człowiek. Oto sposoby metonimizowania bom­
by atomowej - metody mówienia poprzez to, co
drobne, codzienne i znane, ale po to, by uzyskać
efekt ominięcia, zasłonięcia, niedopowiedzenia.
Próba narracji przybiera formę grozy i wzmaga
poczucie obcości zjawiska - staje się potwierdze­
niem intuicji, że jest ono nie do opisania.
Krzysztof Wodiczko tak mówi w wywiadzie
dla magazynu „Art:21":
„Powstaje dystans, dzięki któremu można
wszystko przemyśleć, zrozumieć, że między
nami i nimi [hibakusia] jest mur. Jakakolwiek
próba zidentyfikowania się z taką osobą jest
niebezpieczna. Powiedzieć: »Rozumiem, przez
co przeszedłeś«, to całkowicie niedopuszczalna
reakcj a. Być może właściwsze byłoby przeciwne
zdanie. »Nigdy nie pojmę, przez co przesze­
dłeś*".
3

75

czytelnika - poprzez drobiny: należy przesunąć
doroczny turniej golfowy na sierpień, ponieważ
we wrześniu nie zostanie nikt, kto mógłby w nim
wystąpić. Nie ma sensu wykonywać prac polo­
wych, chociaż bohaterowie i tak je wykonują dla
podtrzymania sensu, udawania, że cykl się nie
kończy. W pewnym momencie powieści jeden
z bohaterów płynie z misją łodzią podwodną,
by sprawdzić, czy są jeszcze na Ziemi miejsca
zdatne do życia. I znowu moment grozy, niewyrażalności zamilknięcia dyskursu, budowany
jest sposobami opisu codzienności. Załoga łodzi
nie natrafia
zniszczenia: odwrotnie
wpływa do zatoki przv malowniczym sennym
miasteczku w którym sklepy i domy wygląda
ia tak iakby ich właściciele na chwile wyszli
Wwysyłaiacei martwy sygnał stacii radiowe leży
DaczLluckvstrikeow Zwykłe dobre oamerosy
lezące na stole obserwowane zza szyby kombi
nezonuochromwo niosą w sobie radioaktywna
śmierci me można ich nabić.
w

i

j

-

iednak
Być może Nevil Shute napisał swoją najbar­ zwyczajnie. Oto paradoks nieopisywalności.
dziej znaną powieść Ostatni brzeg' językiem pro­
Analogia - w stronę swojskiego
stym, może nawet nieporadnym, utrzymanym
w niskim rejestrze codzienności z tego właśnie
„Reaktory jądrowe to zwyczajne paleniska,
powodu, że każdy język wysoki brzmi nieade­
a sterujący mmi operatorzy - to palacze"
kwatnie wobec zagrożenia nuklearnego. Książ­
- wiceprzewodniczący Komitetu Państwowego ds.
ka opowiada o ostatnich miesiącach życia ludzi
Wykorzystania Energii Atomowej ZSRR
w Australii, gdzie stopniowo dociera rozprze­
N.M. Simew
strzeniająca się wraz z ruchami atmosfery ra­
dioaktywność. Obraz jest przejmujący, tym bar­
W odwrotnym kierunku działa promowany
dziej że w życiu bohaterów właściwie nie mają
i sterowany przez władze w czasach zimnej
miejsca żadne sensacyjne wydarzenia. Rzeczy­ wojny dyskurs afirmacji nukleariów . Reali­
wistość społeczna nie ulega dramatycznej zmia­ zuje się w nim drugi rodzaj mówienia o ener­
nie. Zagłada dociera do Australijczyków
gii rozszczepienia i bombie atomowej. W jego
5

6

3

Cytat za http://www.pbs.org/art21/artists/wodiczko/

clipl.html
4

pacyfistycznym i - szeroko pojętym - militarystycznym
(państwowotwórczym, konserwatywnym, urzędowym

Cytat za G. Miedwiediew, Raport z Czarnobyla,

Czytelnik, Warszawa 1991.

3 (13) 3DD8

Mówienie o zagrożeniu nuklearnym przez metonimię

i analogię często zbiega się z dyskursem, odpowiednio,

N . Shute, Ostatni brzeg, Książka i Wiedza, Warszawa

1979.
5

6

BARBARZYŃCA

itp.). Choć istnieje korelacja, nie jest to jednak z pewnością
reguła.

�Dariusz Żukowski

76
centrum stoją porównanie i analogia, a celem
jest oswojenie i spowodowanie wrażenia, że to,
co zupełnie inne, łatwo może stać się mało lub
wcale niezagrażającym elementem codzienności
każdego człowieka, który jest tu rozumiany jako
obywatel.
Dwa fdmy i trzy teksty są tu szczególnie repre­
zentatywne. Film propagandowy Duc\ and Cover
(dalej jako DaC) amerykańskiej obrony cywilnej
(1951) , amerykański fdm The Médical Aspects of
Nuclear Radiation (TMAoNR; 1950) , rządowa
amerykańska broszura „Survival under Atomie
Attack" (SuAA; 1950) , broszura „Protect and
Survive" (PaS), wydana przez brytyjską obronę
cywilną (1980) , oraz amerykańska książka Nuc­
lear War Survival Sktlls (NWSS) Cressona H .
Kearny'ego (1987) dają dobry obraz dyskursu
surwiwalistycznego, wspieranego i promowa­
nego przez państwo. Są to zarazem ważne, dość
często współcześnie komentowane - i parodio­
wane - teksty klasyki surwiwalistycznej.
Książka NWSS, fdm DaC, broszury PaS
i SuAA, które są wszakże bardzo małymi wydaw­
nictwami, to nie proste instrukcje czy neutralne
zbiory zasad postępowania na wypadek wojny
7

atomowej. Wszystkie te pozycje są poprzedzone
wstępem, który ma za zadanie wytworzyć okre­
śloną postawę i wypromować pożądany sposób
myślenia na temat zagrożenia. Jest to myślenie
kategoriami analogii, porównania do rzeczy
znanej i z dawna opanowanej. DaC to dziewięciominutowy film skierowany do dzieci i poka­
zywany w szkołach w początkach zimnej wojny.
Oto jak mówi się w nim o niebezpieczeństwie
wybuchu bomby:

8

,Wszyscy wiemy, że bomba atomowa jest bardzo
niebezpieczna, a skoro może być użyta przeciw
nam, musimy przygotować się na nią, podob­
nie jak przygotowujemy się na innego rodzaju
niebezpieczeństwa, które zagrażają nam przez
cały czas. Ogień jest niebezpieczny - może spa­
lić całe budynki, jeśli ktoś jest nieuważny. Ale
jesteśmy przygotowani na pożar. Mamy świetną
straż pożarną, która gasi ogień. (...) Samo­
chody też mogą być niebezpieczne. Niekiedy
powodują paskudne wypadki. Lecz jesteśmy
gotowi: mamy zasady ruchu drogowego, któ­
rych muszą przestrzegać kierowcy i piesi. Teraz
musimy przygotować się na nowe zagrożenie:
bombę atomową" .

9

10

11

7

A. Rizzo (reż.), DuĄ and Cover, 1951. Dostępny on-line

12

Za: http://www.schouwer-online.de/technik/zivilschutz_

pod adresem http://www.youtube.com/watch?v = COK_

atomicattack.htm

LZDXpOI

10

8

K. Burns (reż.), The Medical Aspects of Nuclear

Radiation, 1950. Dostępny on-line pod adresem http://
www.youtube.com/watch?v=IQGdGeP3DT8
9

..Survival under Atomie Attack", Biuro

Wykonawcze Prezydenta USA, 1950.

„Protect and Survive", Centralne Biuro Informacyjne,

Londyn 1980. Za: http://www.cybertrn.demon.co.uk/
atomic/main.htm
11

C.H. Kearny, Nuclear War Survival Skills, Cave

Junction, Oregon 1987.
12

A. Rizzo, op.cit.

BARBARZVNCA

3 (13) 3DD8

�77

O bombie, ooadzie i radioaktywnych lucky strike'ach

W brytyjskiej broszurce PaS, która jako pod­
stawowy element kampanii informacyjnej została
wskutek nacisków publicznych rozdystrybuowana na początku lat 80. (pierwotnie miała być
rozdawana wyłącznie w sytuacji kryzysu wo­
jennego), znajdujemy z kolei logo zbudowane
z czterech sylwetek: mężczyzny, kobiety, dziew­
czynki i chłopca, upozowanych jak do rodzinnej
fotografii, otoczonych grubym kręgiem. Broszura
odwołuje się do zapewnienia bezpieczeństwa
rodzinie i o ile amerykańska metoda n&lt;ł prze¬
trwanie to paść i kryć się, aż niebezpieczeństwo
przeminie (powtarzane jak mantra hasło duc\
and cover!), przezorni Brytyjczycy będą raczej
budować schrony. PaS wielokrotnie podkreśla,
by w czasie ataku i po nim pozostawać domu
Rodzina przeczekuie kataklizm wewnątrz w ł a '
snorecznie zbudowanei według zamieszczonych
obrazków iaskini" cna ilustracjach budowniczvm iest tylko mężczyzna) czyli wydzielonego
fralmenru nokoiu który iest określany iako inner
reLe. (Obok broszury PaS wydano tez nodohna
in srn.kcie dotycząca wyłącznie hndowan.a schro
n, nnJLrlfJ/lr
lthrr&lt;\
A nai piskie r/&gt;fuap
tc^nietylko

Samiec bu­
duje jaskinię
(„Protect and
Survive")

ropejskim domu, nadając mu charakter tworu
natury, skalnej pieczary, pierwotnej groty.
Dla etnologa interesująca jest też sprawa my­
ślenia kategoriami zaklęć i magii, które jest cechą
propagandy surwiwalistycznej i służy oswajaniu
bomby. W omawianych tekstach metody, dzięki
którym można uniknąć nuklearnego koszmaru,
są proste i łatwe do zapamiętania. W filmie DaC
jest to tytułowa metoda „padnij i kryj się" - wy­
starczy znaleźć murek albo ścianę, pod którą
należy się rzucić i skulić, osłaniając kark, aby j u ż
po chwili wstać, otrzepać się z radioaktywnego
pyłu i ruszyć ku swoim codziennym sprawom

s^l to^Ly^^szcl^

I po kłopocie: Tony o d j e ż d ż a na swoim rowerku (DuĄ and Cover)

Podstawową postacią inner refuge jest konstruk­
cja zrobiona z wyjętych z zawiasów i ukośnie
ułożonych na ścianie drzwi, pokryta dodatkowo
workami i meblami. Taka forma rozbija prostopadłościenny kształt typowego pomieszczenia w eu13

Ibid.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

W jednej ze scen filmu widzimy chłopca, któ­
ry na widok błysku zeskakuje z roweru i kuli
się pod krawężnikiem. Głos lektora objaśnia:
„[Tony] leży i się nie rusza, póki nie jest pewny,
że niebezpieczeństwo m i n ę ł o " [podkr. - D Ż ] .
13

�Dariusz Żukowski

78
Po c h w i l i z b l i ż a się p r a c o w n i k OC, podnosi m a l ­
ca, podaje m u jego rowerek, a c h ł o p i e c u ś m i e c h a
się i r u s z a w t ę s a m ą s t r o n ę , w k t ó r ą j e c h a ł p r z e d
atakiem.

Duc\ and cover, padnij

i kryj się, to m e ­

toda n a p r a w d ę dla dzieci - nie w y m a g a n a w e t
ż a d n y c h zaklęć ani magicznych p r z e d m i o t ó w ,
m o ż n a ją z a s t o s o w a ć w k a ż d y m m i e j s c u i czasie,
jest n i c z y m w y w o ł a n i e w y m y ś l o n e g o przyjaciela
w c h w i l a c h strachu i s a m o t n o ś c i . Niebezpie­
c z e ń s t w o nie m a c h a r a k t e r u apokaliptycznego:
w pewnej c h w i l i się k o ń c z y (i to n a p e w n o ) ,
świat z p o m o c ą odpowiedzialnych dorosłych
o s ó b wraca, w koleiny n o r m a l n o ś c i .

Z

kolei w b r o s z u r z e

SuAA m a m y

do c z y n i e ­

n i a n i e tylko z prostym r y t u a ł e m apotropaicz-

Podobnie

n y m , ale całą ś c i e ż k ą w t a j e m n i c z e n i a .

istotne, najważniejsze wypunktowane reguły
opisane powyżej są zgromadzone na czterech
wewnętrznych stronach broszury, które poleca
się wyrwać i mieć zawsze przy sobie. Podob­
na zasada dotyczy karteczek z prośbami i za­
klęciami w buddyzmie tybetańskim, a także
w islamie.
Temat rozpraszania mitów i dochodzenia do
prawdziwej wiedzy zajmuje poczesną wstępną
część NWSS, trzystustronicowej amerykańskiej
książki wydanej w 1986 roku, a więc pisanej przez
ludzi mających ponad trzydzieści lat więcej do­
świadczeń niż twórcy Duc\ and Cover i broszur
z początku zimnej wojny. W pierwszym roz­
dziale „Zagrożenia broni jądrowej: mity i fakty"
pierwszy pogrążony mit brzmi tak:

j a k z a z d r o s n y Bóg ż y d ó w i c h r z e ś c i j a n n a k a ­

„Mit: Radiacja opadowa powstała w wyniku
wojny atomowej skazi powietrze i wszystkie
części składowe środowiska. Wszyscy zginą.
(To demoralizujący przekaz płynący z książki
Ostatni brzeg i wielu innych pseudonaukowych
książek i artykułów)" .

z u j e po p i e r w s z e nie m i e ć i n n y c h b o g ó w p r z e d
n i m , tak SuAA, p r e z e n t u j ą c g r u p ę z ł o t y c h z a s a d
u m o ż l i w i a j ą c y c h p r z e t r w a n i e bomby, g r z m i po
pierwsze:

„Zabij

mity".

Cztery

wymienione

kontr-mity, n a p r z y k ł a d ż e bomby atomowe n a

14

p e w n o nie z n i s z c z ą c a ł k o w i c i e ż y c i a n a z i e m i , to
p r z y k a z a n i a , k t ó r e trzeba p r z y j ą ć b e z k r y t y c z n i e ,
bo nie da się i c h z a bardzo u d o w o d n i ć i są w ł a ś ­
c i w i e n i c n i e z n a c z ą c e dla z w y k ł e g o

( Podwoi enie

człowieka

siły bomby nie o z n a c z a podwoi e-

n i a skali z n i s z c z e ń " ) - t o r a c z e j f o r m u ł y p r z y s i ę ¬
gi l o j a l n o ś c i rytualne w y z n a n i e w i a r y

Drugim

Oto przykład jawnej wojny analogii z me­
tonimia (Ostatni brzeg), bo, rzecz jasna, oba
podejścia nie mogą być równocześnie słuszne.
Natomiast fakt towarzyszący temu mitowi jako
uspokajająca i prawdziwa kontrinformacja, zilu­
strowana w dodatku rysunkiem, brzmi:

p u n k t e m ś c i e ż k i w t a j e m n i c z e n i a jest z a p o z n a
me

sie

z

Sześcioma

„Fakt: Gdy broń atomowa eksploduje na tyle
blisko ziemi, że powstała kula ognista dotknie
powierzchni, powstaje krater (zob. ryc. l . l ) " .

tajemnicami przetrwania

a t a k ó w iadrowvch" z ktorvch to t a i e m n i c s z c z e e ń l n i e c i e k a w a iest ostatnia:

M a c i c z n a snrawcza m o c z W o " s ł o w a m o ż e m i e ć
skntki r ó w n i e silne iak w v h n r h atomowv
rim ^nektem śrie.ki w J e m n i r . e n i . ii i

Trze
Pięć

c m aspeKtem sciezKi w t a j e m n i c z e n i a jest „ i i ę c
Kluczy zapewnienia pezpieczenstwa a o m o w i

^Kluczy, jaK is.iucz

teozoju ivime mavatsKiej.

B y c m o ż e n a d u ż y c i e m PyloPy w s K a z y w a n i e n a
ewidentnie m a s o n e r y j n y symPol oProny cywilnej
U S A — promienisty t r ó j k ą t w p i s a n y w k o ł o ) . C o
14

C . H . Kearny, op. cit.

15

N i e siei nlotek"

Można się zastanawiać, co ma piernik do
wiatraka. Z pozoru niewiele, lecz w dziedzinie
„wiedzy tajemnej" nie musi przecież istnieć ści­
słe logiczne powiązanie między argumentami
i kontrargumentami. W dodatku „metonimicy"
nie mają na swoją obronę nic poza mętnymi, kasandrycznymi opowiastkami o zagładzie. „Analogicy" natomiast odwołują się do wykresów, ry15

Ibid.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�O bombie, ooadzie i radioaktywnych lucky strike'ach

cin i schematów (po jednym rysunku na stronie
na kilkunastu pierwszych kartkach NWSS).
W NWSS istotną rolę pełnią artefakty ma­
terialne. Wspólną ich cechą (zresztą we wszyst­
kich omawianych dziełach) jest to, że mogą
zostać wykonane bardzo łatwo, z materiałów
dostępnych w najbliższym sklepie albo j u ż po­
siadanych. U r z ą d z e n i e m m a j ą c y m zapewnić
prawidłową wentylację jest na przykład KAP
(Kearny Air Pump, pompa powietrzna Kearnyego), wykonana zaledwie z kilku listewek
i pieluchy. Umieszcza się ją w drzwiach i wy¬
machuje przez co podłe radionuklidy nie mają
wstępu do wnętrza domu, rozumianego teraz
jako schron. KAP jest sterowana przyczepionym
do niei sznurkiem z dużei bezpiecznei odległo­
ści prawie jak pułapka na dzikie zwierzę. Z ko­
lei brytyjska broszura PaS nie tylko pokazuje
jak zbudować schron przeciwopadowy lecz tez
wylicza co należy z soba zabrać do inner refuee
na czasnrzeczekania niebeznieczeństwa Sa to
m.in. śpiwór crarnkr latarka anteczka notes
z a n a s wodv'czvsta b i e l i z n a ' W v h „ r h ' h o h v
m

nrzestaie h v ć J o ź n v - z a r z v n a nrzvnominać

rodzinną wycieczkę do jaskini

SHELTER
AREA

FIXED

- C H I / O N IAI
SUPPORT--*

DOOR CASING

PULL CORD SLACK
DURING RFTURN
STROKE
-"T

y

7

FLAPS
CLOSED
/
(POWER STROKE
OF THIS SAME PUMP)

SWINGING
PUMP FRAME

79

Ważna jest nie tylko treść przekazu w dys­
kursie surwiwalistycznym, lecz również jego
forma. Skoro, jak wykazaliśmy, surwiwaliści to
ci, którzy posiedli w i e d z ę i zniszczyli mity,
wszyscy inni zasługują na kpinę czy choćby
pobłażliwość. Film T M A o N R opowiada nie
tylko o wpływie radiacji na zdrowie ludzkie
i organizm człowieka (znowu prosta analogia,
sięgająca korzeniami oświecenia: organizm jest
przedstawiony w kreskowkowej sekwencji jako
fabryka pełna uwijających się przy maszynach
ludzików), ale też rozlicza się z rozpowszech­
nionymi „błędnymi wyobrażeniami" o promie­
niowaniu.
„Istnieje wiele przekonań na temat radioaktyw­
ności, podtrzymywanych powszechnie przez
ludzi, w których jest ona podobna do potężnego
i niepowstrzymanego złego ducha Indian. (...)
Radiacja jest niebezpieczna, lecz powiedzieć, że
zabija i kropka, to jak udzielić jednoznacznej
odpowiedzi na pytanie »Jak wysoko jest w gó­
rze?*. Na przykład pokryte radem wskazówki
twojego zegarka są nieszkodliwe" .
16

Film zapewnia, że radiacja jest co prawda do
pewnego stopnia niebezpieczna, ale znacznie
większą ma się szansę na pełne wyzdrowienie po
chorobie popromiennej (animowana maszyne­
ria znów rusza pełną parą) niż śmierć, natomiast
tym, czym warto się przejmować w razie ataku,
są zagrożenia takie jak fala uderzeniowa i ogień
(„ani nowe, ani nieznane. Mogliście się z nimi
zapoznać w czasie I I wojny światowej i udało
wam się przeżyć - przecież tu jesteście" ). Poja­
wia się też mit, że po napromieniowaniu na stałe
wypadają włosy.
17

COVERING OVER UNUSED
LOWER PART OF DOORWAY -

Pompa powietrzna Kearny'ego: odpędzić demona opadu
amuletem zrobionym w g a r a ż u
(rysunek na podstawie Nuclear War Survival Skills)

16 K. Burns, op.cit.

3 (13) 3DD8

„Jedna z krążących wśród ludzi informacji
o promieniowaniu jest trywialna, lecz martwią­
ca. (...) Ekspozycja na promieniowanie powo­
duje utratę włosów. Leczenie, jeśli potrzebne,
Ibid.

BARBARZVNCA

�Dariusz Żukowski

80
będzie objawowe: peruka. Przypadłość ta jest
jednak tymczasowa: twoj e włosy odrosną w tym
samym kolorze i w tej samej ilości" .
18

Cały demontaż „plotek" i „mitów" o radioak­
tywności odbywa się w filmie za pomocą kpiny.
Narrator, a więc cały stojący za nim i podpisany
w czołówce filmu aparat państwowy, nie bierze
na p o w a ż n i e ludzi opowiadających bajeczki
0 duchach Indian. Martwcie się o to, co ważne:
zagrożenie od ognia i walących się ścian, a nie
jakąś tam radioaktywność, zdaje się mówić film.
„Dawka radiacji, konieczna, aby spowodować
impotencję, jest tak duża, że najpierw by cię za­
biła", a popromienna mutacja genetyczna polega
na tym, że „dziecko nie będzie dokładnie takie
samo jak jego rodzice" - może będzie mieć inny
kolor OCZU albo włosów. Nie są to jednak sprawy,
którymi powinien się przejmować poważny, od­
powiedzialny obywatel.
19

I tak w tekstach propagandy surwiwalistycznej, wytwarzającej efekt swojskości przez analo­
gię ze znanym, myślenie magiczne sprowadza
katastrofę nuklearną do weekendowej przygody
z happy endem, a metody zabezpieczenia przed
nią do materiałów typu zrób-to-sam, przedmio­
tów z kuchni i garażu, kilku listewek, sznurka
1 pary skarpet. To, co' niewyrażalne,' wyrazić
można sześcioma zasadami, czterema metoda­
mi, zaklęciem „padnij", nakazem wiary; streścić
na dwudziestu stronach, zilustrować tabelką, po­
mierzyć i wpisać w diagram. Okazuje się wów­
czas, że jarzenie uwolnionej reakcji łańcuchowej
to zwykła żarówka, reaktor to piec, w którym
pali fizyk, oparzenia radiacyjne to przypieczona
słońcem skóra (porównanie z DaC); wojna ją­
drowa jest niebezpieczna jak ruch samochodo­

18

Ibid.

wy i inne cywilizacyjne koszta życia w mieście,
a opad atomowy to kurz, od którego opędzić się
można specjalną miotełką zrobioną z drewien­
ka i kawałka tetry. W królestwie analogii nie ma
miejsca na trwogę i drżenie rzeczywistości. Bojaźliwych należy wykpić.

Eksplozja

n u k l e a r n a nie nadaje się

do wyra­

ż e n i a , p o n i e w a ż n i e nadaje się do d o ś w i a d c z e ­
n i a . Nie m o ż n a p r z e ż y ć w y b u c h u , m o ż n a

go

co n a j w y ż e j o b s e r w o w a ć z w i e l u k i l o m e t r ó w ,
a i to d ł u g o po p i e r w s z y m m o m e n c i e e m i s j i
p r ę d k i c h c z ą s t e k , kiedy ś w i a t ł o jest tak w i e l k i e ,
że trwale o ś l e p i a p a t r z ą c e g o , i p r z e z specjalne
okulary. W

p r z e c i w i e ń s t w i e do d o z n a ń n a t u ­

ry religijnej jego p o d s t a w ą są j e d n a k twarde
z j a w i s k a f i z y c z n e z a k l ę t e w masywnej bryle
namacalnej bomby wyprodukowanej
ludzi.

Wybuch

rękami

n i e jest g r ą w y o b r a ź n i a n i

po­

c z u c i e m b l i s k o ś c i c z e g o ś nadnaturalnego, c z y
j a k j e s z c z e m o ż n a i n t e r p r e t o w a ć r ó ż n e g o r o—
d z a j u d o s t ę p n e subiektywnie o b j a w i e n i a o s ó b
u d u c h o w i o n y c h - to z i a w i s k o otwarte dla w i e l u
obserwatorowi maszyn rejestrujących A jednak
r ó ż n i się j a k o ś c i o w o od w s z e l k i c h i n n y c h n a t u ralnvch i s z t u c z n y c h n r o c e s ó w z k t ó r y m i stvka
sie

człowiek

Można n r ó b o w a ć w y r a z i ć

eks

n l L e za nomoca metonimii n a c h y l a n e w ten
s n o s ó h onis ku f r a g m e n t a r y c z n o ś c i

nrztnadko

wości
mówieniu
nrzez meuoiiiowieme.
niedomówienie iviozna
Można
wosci, m
ó w i e n i u przez
tez u j m o w a ć ją w Kategoriacn tego

swoj¬

sKie, z n a n e ś w i e t n i e zbadane, u z y s K u j ą c ereKt
n a d - p o w i e d z e m a , p r z e z w y K l e m a . ^ ą to d w a
p r z e c i w s t a w n e sposoby z a c h o w a n i a c z ł o w i e k a
w obliczu zetknięcia z c z y m ś całkiem innym.

19

Ibid.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11215" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11193">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/15d748a71f2a5dae070d26057bea9ca2.pdf</src>
        <authentication>d67fda6d6be70c8a1a0d082bb0371e66</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133658">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1536</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133659">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133660">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1421</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133661">
                <text>O działalności pedagogicznej Bronisława Piłsudskiego (prezentacja źródeł) / ETNOGRAFIA POLSKA 1993 t.37 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133662">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1993 t.37 z.2, s.29-44</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133663">
                <text>Kuczyński, Antoni; Łatyszew, Władysław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133664">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133665">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133666">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="133667">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133668">
                <text>„Etnografia Polska", t. XXXVII: 1993, z. 2
PL ISSN 0071-1861

A N T O N I K U C Z Y Ń S K I , WŁADYSŁAW ŁATYSZEW
(Uniwersytet Wrocławski)
(Muzeum Okręgowe w Jużno-Sachalińsku, Rosja)

O D Z I A Ł A L N O Ś C I PEDAGOGICZNEJ
B R O N I S Ł A W A P I Ł S U D S K I E G O (PREZENTACJA Ź R Ó D E Ł )

W artykule pt. Bronisława Piłsudskiego droga do etnografii, opublikowa­
nym w 74 tomie „ L u d u " , zamieszczono krótką informację o jego pedago­
gicznej działalności na Sachalinie, ukazując dowodnie, jak wiele funkcji i ról
pełnił on na tej katorżniczej Wyspie. Tamże czynił Piłsudski starania
o ochronę prawną tubylczej społeczności, przygotowując nawet projekt spe­
cjalnej ustawy o zasadach Zarządzania Ajnami z wyspy Sachalin. Z krótkimi
komentarzami do poszczególnych punktów. Paragraf 23 tego dokumentu
stwierdza, iż „w każdej gminie winna istnieć najmniej jedna szkoła elemen­
tarna nauczająca również podstaw praktycznego rzemiosła (ciesielstwa,
stolarstwa, kowalstwa, itp.), ogrodnictwa, rolnictwa oraz wiedzy niezbędnej
do uprawiania rybołówstwa". W komentarzu do tegoż punktu Bronisław
Piłsudski dał dokładną wykładnię co do zasad organizacji i funkcjonowania
tych szkół. Stwierdził m.in., iż „środki niezbędne do zaopatrzenia i utrzy­
mania szkół winno dać państwo", sami tubylcy bowiem ze względu na swe
ubóstwo nie byliby w stanie ponieść takich kosztów, jak: budowa lub
wynajem budynków na szkoły, zakup pomocy nauczania, opłacanie nauczy­
cieli, itp. „Szkoły te stanowić będą mocny ośrodek szybkiego scalania lud­
ności tubylczej z Rosjanami" - zauważa B. Piłsudski. Zaraz jednak zazna­
cza, iż należy dbać o świecki charakter tych placówek, a w programie
nauczania trzeba koniecznie uwzględnić praktyczny kierunek kształcenia,
m.in. w zakresie tradycyjnego rzemiosła, by dzieci nie wyobcowały się z wie­
lowiekowej tradycji kulturowej, by posiadły taką o niej wiedzę i takie
umiejętności praktyczne, które dawałyby im przewagę w „zajęciach, którymi
się zajmują ich rodzice". Jeśli natomiast idzie o naukę czytania i pisania,
to B. Piłsudski sugerował, by „koniecznie oddzielić dzieci tubylcze od ro­
syjskich". Uzasadniając to wyjaśniał, iż „wymaga tego zróżnicowanie
umysłowe, i być może, różnice w szybkości przyswajania materiału, nie— - ^ t n o ś ć ięzyka rosyjskiego, z czego wynika potrzeba zastosowania innych

�30

ANTONI KUCZYŃSKI, WŁADYSŁAW ŁATYSZEW

Bronisław Piłsudski (1866-1918)

środków i metod nauczania. Szkolenie w zakresie rzemiosła byłoby możliwe
wspólnie z dziećmi przesiedleńców rosyjskich, ale koniecznie w miejscu
zamieszkania dzieci tubylczych, aby szkoła była dla nich widoczna i by mogli
uznać ją za własną."
Już z tej pobieżnej prezentacji koncepcji funkcjonowania szkół wynika
wyraźnie, że B. Piłsudski posiadał niezłe rozeznanie w warunkach soqotechnicznych, mających zapewnię powodzenie realizacji programu powszechnego
nauczania tubylczych dzieci i młodzieży. Wykładnię tego stanowiska zawiera
§ 24 zasad Zarządzania Ajnami z wyspy Sachalin, w którym czytamy: „ N a u ­
czanie szkolne ma być obowiązkowe dla dzieci płci obojga".
Komentując ten wymóg autor dokumentu podkreśla, iż w zasadzie należało­
by objąć obowiązkiem nauczania wszystkie dzieci w wieku szkolnym. Rozwój
kulturalny tubylców następowałby wówczas szybciej, a zarazem bardziej
miarowo, co w naturalny sposób niwelowałoby różnice i mogące powstać
konflikty między analfabetami, a osobami umiejącymi pisać i czytać. Jeśli

�DZIAŁALNOŚĆ PEDAGOGICZNA В. PIŁSUDSKIEGO

31

w początkowym okresie nie byłaby możliwa organizacja wystarczającej liczby
szkół, to obowiązkowe nauczanie trzeba by wprowadzić w terminie nieco
późniejszym, by nie wywoływać dysharmonii w w miarę jednolitym statusie
wszystkich Ajnów na Wyspie. Wprowadzenie szkół w jednych rejonach,
a pozbawienie ich innych, mogłoby wprowadzić niepotrzebne konflikty między
tubylcami, którzy mogliby przez takie rozwiązanie uznać siebie za „lepszych
i gorszych" w oczach rosyjskiej administracji. Zwłaszcza, że - jak zauważa
B. Piłsudski - dla większości Ajnów umiejętność czytania i pisania jest bardzo
ważną zaletą. Dodaje też bardzo cenną uwagę, że wszystkie osoby kończące
szkołę powinny być informowane o tym, iż nie będą powoływane do wojska.
Wśród tubylców bowiem funkcjonowało przeświadczenie, że po to kształci się
ich dzieci, by w przyszłości mogły one służyć w wojsku rosyjskim.
Mówiąc o nauczaniu dzieci i młodzieży Ajnów autor projektu czyni
bardzo stosowną uwagę, iż ma to być rzeczywiście nauczanie powszechne, tj.
obejmujące chłopców i dziewczęta. „Przeciwko nauczaniu dziewcząt wy­
stępować będzie wielu. Z owymi przesądami, wymagającymi, by kobiety
pozostały gorszą połową rodzaju ludzkiego, walczyć trzeba będzie na różne
sposoby i stopniowo: zachętą i karą. Przyciągnąć dziewczęta do szkół może
również zatrudnienie w nich nauczycielek."
Miał też B. Piłsudski na względzie właściwy dobór pierwszych kadr nau­
czycielskich. Nie mogli to być, jego zdaniem, ludzie przypadkowi, umiejący
wprawdzie czytać i pisać ale uważający siebie za lepszą część społeczeństwa,
ludzie o lekceważącym stosunku do swych obowiązków i przeświadczeni
o niższym statusie społecznym tubylców. Szkoły takie „przynajmniej w po­
czątkowym okresie, winny posiadać nauczycieli ideowych, wybijających się
ponad przeciętność."
Metryka przypomnianego wyżej dokumentu odnosi się do drugiego okresu
pobytu B. Piłsudskiego na Sachalinie, kiedy to w 1902 roku, po czasowym
pobycie we Władywostoku przybył on ponownie na Wyspę, by z ramienia
Imperatorskiej Akademii Nauk i przy wsparciu Rosyjskiego Komitetu do
Badań nad Azją Środkową i Wschodnią zająć się badaniami etnograficznymi,
przede wszystkim zaś gromadzeniem kolekcji etnograficznej dotyczącej Ajnów,
Niwchów i Oroków. Wówczas spotkał się z gubernatorem wojskowym Sachalinu, W . I . Łapunowem, na zlecenie którego przedłożył owe zasady Zarządzania
Ajnami z wyspy Sachalin. Zawarł tam m.in. postulaty dotyczące powszechnego
nauczania tubylców. Wspomnieć jednak trzeba, że owe regulacje prawne brały
swój początek z pracy pedagogicznej ich autora. Już w pierwszych latach
zesłania, przebywając we wsi Rykowskoje B. Piłsudski zajmował się nauczaniem
dzieci Rosjan i Niwchów. Zajęcia te dawały mu ulgę w katordze, czyniły z niego
obywatela innej kategorii, ale faktem jest i to, iż pracę tę wykonywał
B. Piłsudski z wielką przyjemnością. W korespondencji jego z L.J. Szternbergiem, również zesłańcem, który wcześniej od niego opuścił Sachalin i osiadł
w Petersburgu, skąd inspirował zajęcia badawcze B. Piłsudskiego na Sachalinie
V i ^ j ję . i n . taka informacja: „ N a ile zgłębiłem siebie, nie jestem już
w a

a

s

m

�32

ANTONI KUCZYŃSKI, WŁADYSŁAW ŁATYSZEW

zdolny do ostatniej [tj. nielegalnej działalności i propagandy - A . K . , W.Ł.]
i nigdy się już tymi sprawami nie zajmę. Przeciwnie, do każdego rodzaju pracy
w kulturze czuję pociąg i bez tego życie byłoby nie do zniesienia." Tę „pracę
w kulturze" rozumiał on jako tworzenie szkół, bibliotek, stacji meteorologicz­
nych, muzeów, organizowanie odczytów, a przede wszystkim - badania na niwie
etnografii. Po wielokroć angażował się w nie bez reszty, co do dziś znajduje
potwierdzenie w nauce, zwłaszcza w etnografii, językoznawstwie i folklorystyce.
Wspomnieliśmy poprzednio, że zaczynem nauczycielskiej działalności
B. Piłsudskiego był pobyt we wsi Rykowskoje, w pierwszym okresie zesłania.
Tam też, oprócz pracy w więziennej kancelarii, zajmował się on obserwaqami meteorologicznymi i - nie bez dumy (o czym wspominał w liście do
L.J. Szternberga) - działalnością nauczycielską i oświatową: „ U mnie, we wsi
Rykowskoje zorganizowane zostały, acz nie bez trudu, ludowe czytania;
że się one przyswoją, dostarczają zadowolenia i korzyści widać to wyraź­
nie, zwłaszcza z tego, że za każdym razem zbiera się około 100 osób albo
i więcej [...] Czytamy krótkie opowiadania N . Gogola (Tarasa Bulbę - to
jedno opowiadanie było zilustrowane), Kułaka - N . Nikitina, Las szumi
- W. Korolenki [inicjały imion uzupełniono A . K . , W.Ł.]. Teraz otrzyma­
liśmy z Aleksadrowska mapy historyczne i prowadzimy naukę posługiwania
się nimi wraz z systematycznym wykładem dotyczącym rosyjskiej historii.
D r u g ą część odczytu poświęcamy zawsze beletrystyce."
Zachowały się wielorakie dokumenty świadczące niezbicie o dużym zaan­
gażowaniu B. Piłsudskiego w rozwój instytucji oświatowych na Sachalinie. Oto
np. w korespondenqi do naczelnika okręgu G.W. Sawrimowicza formułuje on
wyraźny projekt „rozwoju oświaty ludowej i jej organizacji w Okręgu Tymow­
skim". Jednocześnie w kolejnym liście do wspomnianego już L.J. Szternberga
pisze: „Uważam się za niezdolnego do działalności wychowawczej, ponieważ
nie potrafię wytworzyć dyscypliny, a jeśli kiedykolwiek uda mi się wpłynąć na
kogoś, to tylko drogą serdecznej rozmowy, ale i tu potrzebna jest wzajemna
sympatia oraz dostateczny autorytet nauczyciela." Przyglądając się uważniej
pedagogicznej pracy B. Piłsudskiego trzeba wyraźnie podkreślić, iż na owej
„wzajemnej sympatii i wzajemnym przywiązaniu" budował on swój wielki
autorytet w społeczności Wyspy. Jeszcze w pierwszym okresie pobytu na
Sachalinie, a więc w latach 1887-1899, snuł plany rozwoju pracy nauczyciel­
skiej, chcąc nadać jej formę instytucjonalną. Rozumiał bowiem potrzebę
kształcenia tubylczych plemion, by nie odstaiwały one od Rosjan i Japończy­
ków. W wykształceniu widział m.in. szansę na podniesienie statusu społeczne­
go mieszkańców Wyspy. Pisał o tym m.in. w artykule, który z powodzeniem
nazwać można memoriałem, zatytułowanym Nuždy i potřebnosti sachalinskich
giliakov, opublikowanym w „Zapiskach Priamurskogo Otdela Imperatorskogo Russkogo Geograficeskogo Obščestva" (t. 4: 1898) w Chabarowsku.
1

2

1

2

Archiwum Akademii Nauk (Rosja) - Sankt Petersburg, fond 282.
Tamże.

�33

DZIAŁALNOŚĆ PEDAGOGICZNA В. PIŁSUDSKIEGO

„Zdolność ludów pierwotnych do przejmowania kultur ras cywilizowanych
- podkreślał tamże - potwierdzają liczae przykłady. Wszędzie, gdzie zbliżenie
się do tych ludów miało na celu podzielenie się z nimi osiągnięciami cywiliza­
cji, uzyskiwano pomyślne rezultaty. Nie należy uciekać się do przemocy,
a oddziaływać trzeba przekonywaniem, humanitarnymi postawami, łagodnoś­
cią i pobłażliwością." Tak sformułowane poglądy odnalazły praktyczny
wyraz w codziennym obcowaniu z tubylcami, przeto i sława B. Piłsudskiego
niosła się szeroko po ich osadach. Wiele można by pisać o tym, gdyż jeszcze
do niedawna w niwchskich wioskach żyły starsze osoby, które z przekazów
rodzinnych znały humanitarną działalność tego nieprzeciętnego Człowieka.
Zamiary pedagogiczne B. Piłsudskiego szły również w tym kierunku, by
z czasem wykształcić nauczycieli rekrutujących się spośród samych tubylców.
Так пр., w 1899 г., wyjeżdżając do Władywostoku, B. Piłsudski zabrał ze sobą
młodego Niwcha z zamiarem wykształcenia go, by ten po powrocie na Wyspę
mógł zająć się nauczaniem swoich współplemieńców. Szlachetny zamiar nie
powiódł się, gdyż chłopak ów zmarł w niedługim czasie, pozostawiając
B. Piłsudskiego w głębokim smutku. Dobrze natomiast układała się jego
współpraca z ajnuskim młodzieńcem o nazwisku Tarondzi Sentoku , dzięki
któremu rezultaty zabiegów o szkoły dla Ajnów przybrały realniejszy kształt,
zwłaszcza w sferze samego nauczania. W materiałach źródłowych dotyczących
B. Piłsudskiego odnaleźć można fragmenty bezpośrednio traktujące o jego
pracy pedagogicznej wśród ludów Sachalinu. Są to liczne artykuły, fotografie,
korespondencja, notatki osobiste badacza, raporty i sprawozdania urzędowe.
Oto np. zupełnie niedawno odnaleziono w Centralnym Archiwum Pań­
stwowym Dalekiego Wschodu w Tomsku dwa rękopiśmienne dokumenty
noszące tytuł: Krótkie wstępne sprawozdanie o ajnuskiej szkole w Korsakówskim Okręgu w latach 1903-1904 i Krótkie sprawozdanie o ajnuskiej szkole
podstawowej w Okręgu Korsakowskim w latach 1904-1905 (fond 1133 op. 1,
d. 2031,1. 219-226). Dokumenty te publikowane są w języku polskim po raz
pierwszy. Tekst odtworzony jest bez zmian, jedynie tam gdzie było to
niezbędne, a także tam gdzie aktualny stan badań pozwalał na uzupełnienia
zdecydowano się na dodanie przypisów.
Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę nad kwestią owych elementarnych
szkółek dla tubylców, których zakładanie inspirował B. Piłsudski, włączając
się także czynnie do tej pracy i uważając siebie za osobę mającą moralne
prawo do wspomagania Niwchów, Ajnów i Oroków w ich drodze ku oświa­
cie. Publikowane dokumenty ujawniają wiele szczegółów dotyczących tego
przedsięwzięcia, wskazują na inicjatywną rolę B. Piłsudskiego i jego głębokie
3

4

3

B. Piłsudski, Nuždy i potřebnosti sachalinskich giliakov, „Zapiski Priamurskogo Otdela Imperatorskogo Russkogo Geografičeskogo Obščestva", t. IV, vyp. VI, Chabarovsk 1896, s. 8.
Tarondzi Sentoku - Ajnu, pomocnik B. Piłsudskiego w organizowaniu szkół na Sachalinie
oraz nauczyciel w tychże. Autor książki Opowiadania o Karafu to-Ajnach (w języku japońskim),
4

�34

ANTONI KUCZYŃSKI, WŁADYSŁAW ŁATYSZEW

przekonanie o konieczności kształcenia tubylców. Gdy wybuch wojny rosyj­
sko-japońskiej przerwał rozwijające się pomyślnie dzieło zakładania szkółek
elementarnych dla ajnuskich dzieci, był on przekonany o tym, że kiedy życie
przyjmie tu znowu pokojowy i spokojny charakter - dążenie Ajnów do nauki
i możliwie szybkiej organizacji szkół przybierze jeszcze pełniejszą formę...
Potrzebne są oczywiście niemałe środki pieniężne na ten cel, i oczywiście
ludzie. Pierwsze powinno dać państwo, a ludzi należy oczekiwać od rosyj­
skiego, zawsze życzliwego dla dobrego przedsięwzięcia, społeczeństwa.
Przedsięwzięte przez B. Piłsudskiego starania o powszechną edukację
tubylczych dzieci rozwijały się na Wyspie kiedy sam doglądał ich realizacji.
Wiemy jednak z jego biografii, że w 1905 r. opuścił on Sachalin na zawsze.
Wkrótce też południowa część Wyspy przeszła pod panowanie japońskie.
Wprowadzono tam zasady regulujące sprawy oświaty. Wielu Ajnów przesie­
dlono na Hokkaido, gdzie rozpoczął się proces ich akulturacji. Grupy tubyl­
cze osiadłe w północnej części Sachalinu, który pozostawał pod władaniem
rosyjskim, straciły swego orędownika. Rozpoczęte przez niego dzieło nie
było kontynuowane przez długie lata. Wiele myśli i propozycji wypowiedzia­
nych przez B. Piłsudskiego na początku X X w. nie straciło jednak nic ze swej
aktualności do naszych dni.
5

*
KRÓTKIE WSTĘPNE S P R A W O Z D A N I E O A J N U S K I E J S Z K O L E
W O K R Ę G U K O R S A K O W S K I M W L A T A C H 1903-1904

Ograniczam się tutaj do krótkiego jedynie przedstawienia działalności szkoły,
ponieważ zatrudniony w niej nauczyciel nie przysłał mi jeszcze dziennika ze wszyst­
kimi notatkami odzwierciedlającymi codzienne życie szkoły i przynależnego do niej
internatu. Zgodnie z zezwoleniem wydanym przez głównego Wojennego Guberna­
tora [Sachalinu - A.K.] szkoła mieściła się w oddzielnym budynku we wsi Najbuczi .
Przed zlokalizowaniem w nim szkoły zamieszkiwano go tylko w letnie miesiące
1

5

2

Zob. drukowane poniżej sprawozdanie z działalności szkół ajnuskich w latach 1904-1905.
B. Piłsudski zawsze liczył na to, że dobre inicjatywy muszą znaleźć wsparcie finansowe. Często
oczekiwania jego spełniały się ale przyznać należy, że mimo niepoprawnego optymizmu - przeży­
wał wielokrotnie różne niepowodzenia.
LapunowM.N. - generał-lejtnant, w latach 1898- 1905 wojenny gubernator Wyspy Sacha­
lin. Człowieko szerokich możliwościach administracyjnych, zainteresowany sprawą prawnego
uporządkowania sytuacji tubylczych ludów Sachalinu. Na jego zlecenie B. Piłsudski opracował
dokument pod nazwą Zarządzanie Ajnami z wyspy Sachalin. Z krótkimi komentarzami do po­
szczególnych punktów. Dokument oparty na odnalezionym przez W. Łatyszewa oryginale opub­
likowany został w 74 tomie rocznika „Lud". Z pomocy gubernatora często korzystał B. Piłsudski,
prowadząc różne prace badawcze na Sachalinie.
Najbuczi - ajnuska osada na wschodnim wybrzeżu Sachalinu przy ujściu rzeki Najby.
W 1866r. założono w pobliżu rosyjski posterunek Najbuczi. Od 15 października 1947 r. wieś
Ust-Dolinka. Postanowieniem Sachalińskiego Obwodowego Komitetu Wykonawczego, nr 502,
z dniem 29 grudnia 1962 r. osadę wykreślono z ewidencji zaludnionych punktów obwodu.
1

2

�35

DZIAŁALNOŚĆ PEDAGOGICZNA В. PIŁSUDSKIEGO

i dlatego nie miał nawet pieca. Trzeba więc było zbudować kominek, naprawić drzwi,
okna, urządzić prycze. Remont ten zakończył się 1 grudnia, a 3 stycznia główny
zarządca osiedli przysłał 6 ławek z pobliskiej szkoły rosyjskiej. Urządzenia i warunki
były niewyszukane, proste, ale w porównaniu z rokiem poprzednim był to wielki
krok naprzód.
Liczba uczniów wahała się od 6 do 10. Wiek 10-17 lat. Uczył się jeszcze jeden,
prawda - nie bardzo długo, dorosły lat 26. Zachorowała mu córka i musiał pojechać
do domu, kontynuując tam naukę arytmetyki.
Program szkolny obejmował te same przedmioty, co przed rokiem. Musieliśmy
przykładać się do arytmetyki, pisania, a i czytania z książek co szło ogromnie wolno.
Wprowadziłem systematyczną naukę konwersacji w języku rosyjskim. Tłumaczone
były wszystkie słowa występujące w elementarzu, a także uczono się na pamięć nazw
przedmiotów mających zastosowanie w codziennym życiu szkoły. Początkowo przy­
chodziło to dość trudno, jednak z chwilą przyjścia do szkoły syna Ajnuski i rosyj­
skiego chłopa, stało się to znacznie lżejsze. Nie znający języka ajnuskiego chłopak
porozumiewał się z kolegami po rosyjsku. Szczególnie interesującą dla uczniów była
umiejętność zapisywania słów ajnuskich w rosyjskiej transliteracji. Bardzo chętnie
pisali też uczniowie ćwiczenia gramatyczne, wspomnienia, opisy swoich zakupów,
pamiętniki i codziennie oblegali mnie ze swoimi różnymi notatkami.
Nauczycielem w szkole był także Ajnus Tarondzi, którego można by zaliczyć do
uczniów, ponieważ przez cały czas bardzo starannie uczył się u mnie języka rosyjskiego,
studiując gramatykę, wprawiał się też w piśmie i prawidłowej wymowie. Nie znając zasad
dydaktyki był oczywiście daleki od ideału ludowego nauczyciela. Ale póki co - pod
moim bezpośrednim kierownictwem, jako mój pomocnik był zupełnie przydatny.
W internacie był zawsze porządek, lepszego nie można było sobie życzyć. Dzieci
same dbały o czystość, piłowały i rąbały drzewo, odgarniały śnieg z dróżki wiodącej
do domu, a nawet przez długi okres gotowały sobie jedzenie. Kiedy zorientowałem
się, że to ostatnie zajęcie zabiera uczniom zbyt wiele czasu, musiałem zgodzić się na
wynajęcie dwóch dziewcząt, krewnych uczniów, do zajęć gospodarskich. Próbowałem
namówić je do nauki czytania i pisania i nawet otrzymałem pozwolenie od ich
rodziców by zacząć je uczyć, ale one same szybko, już przy pierwszych zajęciach
zrezygnowały. Wszystkie dzieci chodziły do łaźni, same troszczyły się o czystość
odzieży, rodzice chętnie szyli dla nich niezbędne dla nich ubrania na zmianę.
Dorośli z rodzin uczniów i obcy przybysze odwiedzali szkołę i niekiedy długo
w niej przesiadywali przysłuchując się zajęciom lub oglądając z uczniami ilustrowane
książki, które zdobywałem dla szkoły.
Wypada tylko niezmiernie żałować, że pierwsze kroki nowego dzieła przypadły na
tak ciężkie i niespokojne czasy. Nie można było zrealizować także nakreślonego
programem wprowadzenia do zajęć szkolnych jakiegokolwiek rzemiosła, co w przyszłości
uważałbym za bardzo ważne i pożądane nawet ze strony uczniów i ich rodziców.
3

4

sierpień 1904 r.

3

B. Piłsudski

Wierżbienc P.P. - administracyjny nadzorca wsi 2-go rejonu Korsakowskiego Okręgu.
Odnosi się to do sytuacji politycznej, mającej miejsce na Sachalinie z początkiem X X w.
i wojny japońsko-rosyjskiej, w wyniku której południowy Sachalin został opanowany przez
-~¿~&lt;yvirów j pozostawał w ich władaniu do zakończenia II wojny światowej.
4

�36

ANTONI KUCZYŃSKI, WŁADYSŁAW ŁATYSZEW
SPIS D A R Ó W I WPŁYWÓW PRZYJĘTYCH D O A J N U S K I E J SZKOŁY
W O K R Ę G U K O R S A K O W S K I M W L A T A C H 1903-1904

zeszytów
ołówków
proszku atramentowego
tablic szyfrowych
rysików
linijek
nożyk
papieru nr 7
obsadek
piór
książek do nauki czytania
roki
rok I I
Tichomirow, Krótka gramatyka
Goldenberg, Zbiór zadań - cz. 1
- cz. 2
Garbów, Historia Rosji
Kudriawcew, Arytmetyka
Geografia krótka
Od I.P. Szemanela
papieru nr 6
ołówków nr 4
Od A.S. Jakubowskiego
mała lupa
Od B.O.P.
ręczników
szalików
Od A.P. Birycza
kociołków japońskich
cukru
herbaty cegiełkowej
filiżanek porcelanowych
spodków do nich
Od zarządcy osiedli P.P. Wierżbieńca
mięsa peklowanego
nafty
ławek szkolnych
Wpływy pieniężne:
od Głównego Wojennego Gubernatora
Od A.P. Takaja

-

100
4 tuziny
2 paczki
5
20

-

4

-

1
1 ryza

-

-

3

2 pudełka
15
5
5
2

-

3
3

-

2
2
1

-

1 ryza
1 tuzin

-

1

-

5
2

5

5

-

2
1 głowa
10 cegiełek
5
5

-

2 pudy
1 bańka

-

6

- 200 rubli
1 r.

Birycz A.P. - Biricz Chrisaif Płatonowicz, wielki sachaliński przemysłowiec, właściciel przed­
siębiorstw rybackich. Na Sachalinie znalazł się jako zesłaniec. Potem był subiektem u sachalińskiego kupca J.L. Semienowa. Z czasem rozwinął własny interes i stał się wpływowym obywatelem
Wyspy.

�DZIAŁALNOŚĆ PEDAGOGICZNA В. PIŁSUDSKIEGO

Od
Od
Od
Od
Od
Od
Od

J.P. Kałaca
G.P. Szemanela
B.O.P.
E . N . Nikolaje wej
japońskiego konsula Nomury
I . D . Szredersa
dr Gorszkowa
6

7

37

2r.
2r.
- 50 kopiejek
1 r.
- 10 r.
2r.
- czasopismo „Niwa" za rok

W ciągu roku szkolnego wydatkowano 141 rubli 65 kopiejek na:
wynagrodzenie nauczyciela
wyżywienie uczniów w internacie
oświatę
artykuły pisemne
gospodarskie i drobne wydatki

-

64 r.
59 r.
7 r.
1 r.
9 r.

32 k.
92 k.
07 k.
34 k.

- 141 r. 65 k.

Razem

Pozostaje nierozchodowanych 76 rubli 85 kopiejek. Rachunki zaliczkowe oraz
dokumenty przedstawione są oddzielnie.

*
KRÓTKIE S P R A W O Z D A N I E O A J N U S K I E J S Z K O L E PODSTAWOWEJ
W O K R Ę G U K O R S A K O W S K I M W L A T A C H 1904-1905
1

Jesienią 1904 r. chciałem rozpocząć nauczanie ajnuskich dzieci w wiosce Najero ,
ponieważ zamierzałem przebywać tam przez czas dłuższy, mniej więcej do połowy
zimy. O chęci do nauki sygnalizowało mi jeszcze wiosną kilku wyrostków z Najero
i Tarajaki. Chciałbym także przyciągnąć do szkoły dzieci Oroków, mieszkających
w osadzie Tichmieniewskiego.
Planowałem sprowadzić z południa, ze wsi Nąjbuczi, nauczyciela Torondzi,
ponieważ wiedziałem, że tam beze mnie zajęcia w szkole i tak by się nie zaczęły.
Oczekiwałem też z południa na pomoce naukowe, ponieważ wyjeżdżając z Tymow­
skiego Okręgu udało mi się dostać tylko jeden egzemplarz elementarza.
Póki co, w oczekiwaniu przyjazdu nauczyciela z południa i Oroków z północy,
po ukończeniu przez nich polowań, zamieszkałem w pokoju dozorcy we wsi Najero
2

3

6

Nikołajewa Ewgenija Nikołajewna - akuszerka. W 1901 r. przyjechała na Sachalin z Pawłogrodu, miasta w Jekatierynowskiej guberni i została mianowana położną w Korsakowskiej lecz­
nicy okręgowej.
Nomura Motonobu - w 1903 r. japoński wicekonsul mieszkający w Korsakowsku.
Wieś Najero - obecnie rosyjska osada Gastełło w Poronajskim rejonie.
Wieś Tarajaka - najstarsze północne ajnuskie osiedle, położone na mierzei w miejscu
połączenia jeziora Newskiego z Morzem Ochockim. Od 1947 r. wieś Ustie - rejon Poronajski.
Postanowieniem Sachalińskiego Obwodowego Komitetu Wykonawczego nr 27 od dnia 26 stycznia
1965 г., wykreślona z ewidencji zaludnionych punktów obwodu.
Posterunek Tichminiewskij - założony w 1869 r. Od 5 czerwca 1946 r. miasto Poronajsk,
stanowiące centrum rejonu Poronajskiego.
7

1

2

3

�38

ANTONI KUCZYŃSKI, WŁADYSŁAW ŁATYSZEW

i zaproponowałem żądnym nauki Aj nom, aby przychodzili do mnie. Na razie zna­
lazło się czterech chłopców - wyrostków w wieku 12-16 lat. Najstarszy szybko
zrezygnował, bo trudne było dla niego przyswojenie cyfr i liczb, a i rodzina zrzędziła,
że dwie osoby zjednej rodziny zbyt długo odłączają się od domu.
Powoli, ale dość systematycznie, prawie codziennie odbywała się u nas nauka
czytania z jednej tylko książki, pisania i najłatwiej przyswajanej przez Ajnów aryt­
metyki. Chłopcy żarliwie traktowali zajęcia, choć przeszkadzała ciasnota pomiesz­
czenia, stały zgiełk w jednym pokoju mieszkania dozorcy i brak pomocy naukowych,
nawet ołówków nie było i niekiedy musieliśmy pisać małymi resztkami (ogryzkami).
Jeszcze więcej było ogólnego żalu, kiedy postanowiłem wyjechać na południe
wcześniej niż planowałem. Święto niedźwiedzie we wsi Najero, na które wcześniej
liczyłem, odłożono na rok przyszły. A na południu przeciwnie - czekały święta
wyśledzenia pięciu niedźwiedzi. Wielu Ajnów z Najero spieszyło tam na łódkach. Ja
również chciałem skorzystać z okazji, by raz jeszcze uczestniczyć w tym głównym
święcie Ajnów i 1 listopada wyjechałem zostawiając smutne dzieci i dopiero roz­
poczętą przez nie naukę.
Nauczyciel nie zjawił się. Orokowie także nie przyjechali i cały plan działań nie
udał się. Prosiłem dozorcę, by od czasu do czasu pokazywał dzieciom litery i cyfry.
Ale z tego nic nie wyszło. Felczer z Najero wziął potem do siebie jednego chłopca
- sierotę i zaczął go uczyć, ale po kilku dniach wrócili starsi i zabrali chłopca. Na
południu zastałem ten sam nastrój i warunki, które jeszcze wiosną zmusiły mnie
do zakończenia zajęć w szkole przed terminem.
Pogłoski o oczekiwanym wylądowaniu Japończyków krążyły powszechnie, pra­
wie codziennie [widziano] bądź tu, bądź tam, dym ze statków. Niedorzeczne roz­
mowy o tym, że Ajnowie wiedzą kiedy i gdzie zacznie się lądowanie, dochodziły
i tutaj do nich. Oni sami z jednej strony wierzyli, że już Japończycy zajmą Wyspę,
a z drugiej strony strasznie bali się momentu wylądowania, a w jego następstwie
walki o Wyspę. Co robić? Gdzie się podziać? Niebezpieczeństwo grozi nie tylko
od zbłąkanych kul; oddziały wojskowe wywoływały u Ajnów strach nie mniejszy niż
włóczędzy, rozbójnicy; niektórzy ze względu na żony nie chcieliby spotkać się z ja­
pońskim wojskiem. Chodziły także słuchy, że po zajęciu Sachalinu Japończycy
wywiozą Rosjan i ich, jako rosyjskich poddanych. A jeden starszy i ważny wśród
Ajnów dostojnik wypowiadał się, że j a mam specjalny cel w tym, aby wszystkich
Ajnów zwabić do Rosji. Wielu przygotowywało się, w razie nadejścia Japończyków,
do ucieczki w góry. Każda rodzina starała się być w tych ciężkich, groźnych chwilach
razem i tak jak na wiosnę nalegali na wypisanie dzieci z internatu, tak teraz bali się
odesłać je do szkoły. Przypuszczam, że wpływ miał także strach przed niezadowole­
niem, możliwych według Ajnów, przyszłych nowych władców wyspy. Nienawiść
niektórych, szowinistycznie nastawionych do Rosjan Japończyków, znana była
Aj nom zbyt dobrze.
Pewnego razu, jeszcze w 1903 г., jeden Ajnu mówił, że niedobrze jest, aby uczyły
się dzieci z jednej tylko osady. Jeśli potem byłoby źle to widziane, to konsekwencje
ponosiliby współmieszkańcy. Dlatego lepiej byłoby, żeby uczyć po jednym dziecku
z każdego osiedla. Bardzo możliwe, że ktoś z Japończyków z dezaprobatą wyrażał
się o naszej szkole, porównując ją z tymi przepięknymi szkołami misyjnymi i rządo­
wymi, które na wyspie Hokkaido zorganizowano dla mieszkających tam Ajnów.
Od czasu do czasu w środowisku osady chodziły słuchy, że uczących się Ajnów
będą wcielać do wojska, że gdzieś na Amurze, gdzie nauczano Gold ów, już zabrali

�39

DZIAŁALNOŚĆ PEDAGOGICZNA В. PIŁSUDSKIEGO

wszystkich uczących się. Rzeczą naturalną było, że plotki takie oddziaływały na
rodziców uczniów. „Ty się nie gniewaj - mówił mi jeden Aj nu, mój przyjaciel - że
nie kształcę swego syna, ale kiedy jest taka straszna niepewność, czy będziemy jutro
żyć, to prawdę mówiąc mnie wszystko jedno czy mój syn umrze piśmienny, czy nie."
0 internacie i sprawniejszej organizacji nauczania, to znaczy o urządzeniu szkoły
w jednym miejscu i z moim bezpośrednim udziałem nie mogło być mowy. Nie było
nawet pomieszczenia, z którego korzystano w roku ubiegłym. W Nąjbuczi sta­
cjonowali żołnierze i ciągle przysyłano tam nowe posiłki. Mimo takich warunków nie
chciałem całkowicie zaniechać zajęć. Wiadomo przecie, że bez stałych ćwiczeń ludzie
ledwie umiejący czytać i pisać szybko zapominają wiadomości. Dlatego namówiłem
nauczyciela Tarondzi, aby się zgodził popracować trochę i w roku bieżącym, objeż­
dżając te osady, gdzie mieszkali ci z tubylców, którzy już uczyli się - by zmusić ich
do czytania, pisania, liczenia, na tyle, na ile pozwalały miejscowe warunki. Zaleciłem
jednocześnie, by nie odmawiał pomocy tym, którzy chcieliby rozpocząć naukę.
1 jeśli wcześniej nasze zajęcia dalekie były od idealnej organizacji pracy, to teraz
zmieniły się w kursy powtórki dla umiejących już trochę czytać i pisać - półanalfabetów.
Oprócz Tarondzi, który ugodził się objeżdżać osady Rure , Nąjbuczi, A j , Otosan ,
Seraroko , jeden ze starszych uczniów, zdolniejszy od innych, Tujcino lat 18 zabrał się do
nauczania dzieci w swojej osadzie Sijancach . Obiecał pomóc mu w tym jakiś znajomy,
dobrze wykształcony zesłaniec, z pobliskiej osady Nikołąjewskiej.
Ja natomiast, wpadając z Korsakowa dwukrotnie widziałem te zajęcia, prze­
prowadzone, jak można było przypuszczać, skrajnie nieprawidłowo, powoli, ospale.
Bez nieodzownego dla pedagogów entuzjazmu, taktu, dydaktyki. Moi nauczyciele
mieli wyłącznie jedną, konieczną dla pedagoga tubylczej szkoły cechę - znajomość
ojczystego języka uczniów, w którym tylko można im wyjaśnić cokolwiek.
Wyraźnych postępów do mojego wyjazdu dzieci nie zrobiły. Spośród wszystkich
uczniów tylko sześciu chłopców czyta druk, choć z trudem, po rosyjsku i lżej im
notować alfabetem rosyjskim ąjnuskie słowa, z arytmetyki znają trzy pierwsze dzia­
łania. Dziewięciu uczniów jeszcze nie ukończyło nauki i z arytmetyki jedni znają
dodawanie i odejmowanie, drudzy tylko dodawanie.
Wyjeżdżając 20 lutego prosiłem nadzorcę 2-go odcinka, pana Wierżbienca, za­
wsze z sympatią odnoszącego się do nauczania ajnuskich chłopców, i nauczycielkę
ze wsi Władimirówka, A . I . Iwanowną, aby odwiedzali i podtrzymywali na duchu
nauczycieli oraz uczniów. Ze względu na powyższe okoliczności, nie zwracałem się
z prośbą o pieniądze dla szkoły. Jak widać z przedstawionego rozrachunku, nie zu­
żyłem nawet tych pieniędzy, które zostały mi z poprzedniego roku.
4

5

6

7

8

4

Rure - ajnuska osada na brzegu Morza Ochockiego w odległości 7 km na południe od wsi
Dubki (obecnie wieś Starodubskoje).
Aj - osiedle na brzegu Morza Ochockiego, 18 km na południe wieś Otosan. Ze wsi tej
pochodziła ajnuska żona B. Piłsudskiego. Postanowieniem Sacha)ińskiego Obwodowego Komitetu
Wykonawczego, nr 365 od 8 sierpnia 1967 г., wykreślona z ewidencji zaludnionych punktów
obwodu.
Otosan - obecnie wieś rejonu Firsowo Dolińskiego.
Seraroko - obecnie Wozmorie w rejonie Dolińskim.
Sijancy - ajnuska osada Sijancza na lewym brzegu rzeki Najby. Na jej prawym brzegu,
w odległości dwóch kilometrów od osiedla Ajnów, w 1984 r. założono rosyjskie osiedle Sijancy,
nazwane potem na cześć naczelnika głównego więzienia sachalińskiego M.N. Gałkina-Wraskogo
wsią Gałkino-Wraskoje. Od 5 czerwca 1946 r. miasto Dolinsk - centrum rejonu Dolińskiego.
5

6

7

8

�40

ANTONI KUCZYŃSKI, WŁADYSŁAW ŁATYSZEW

Zostało mi 76 rubli 85 k. Wydałem z nich 43 r. 05 k. (a mianowicie: nauczycielom
do 20 lutego 1905 roku - 4 0 r. i na artykuły piśmienne 3 r. 05 k.). 28 rubli zostawiłem
nadzorcy osad z prośbą o wypłacenie nauczycielom, jeśli będą kontynuować naucza­
nie. 5 rubli 80 k. zostawiłem u siebie, pragnąc zdobyć za te pieniądze jakiekolwiek
odpowiednie dla uczniów książki czy gry i wysłać im w formie szkolnych podarków.
Tej zimy wpłynął dar tylko od jednej osoby. Pani Jakobson ofiarowała
cztery tuziny czarnych ołówków, pięć kolorowych i dwie libry papieru listowego
(24 arkusze).
Teraz w niespokojnych, pełnych niepewności czasach, ręka nie służy do bardziej
szczegółowego pisania o życzeniach odnośnie szkół ajnuskich na Sachalinie. Do­
świadczenie jednak pokazało, że są tu chęci do nauki. Kiedy życie będzie miało tu
znów pokojowy, spokojny charakter dążenie do nauki, w co mocno wierzę, wyrazi
się w silniejszej formie. Żeby wyjść naprzeciw temu widocznemu wśród Ajnów
ruchowi uwolnienia się od ciągłej inercji, pasywności i zbliżenia do ras kulturalnych,
potrzebne są oczywiście niemałe środki pieniężne i ludzie. Pieniądze winno zabez­
pieczyć państwo, a ludzi można oczekiwać od rosyjskiego społeczeństwa, zawsze
otwartego na pożyteczne inicjatywy i dobre przedsięwzięcia.
Każdy początek wymaga nieprzeciętnych pracowników, ludzi oddanych pracy,
a tubylcy Sachalinu, którzy - dzięki niefortunnym dla nich zdarzeniom, w ciągu
dziesiątków lat poznali wyrzutki normalnego społeczeństwa, nieszczęśliwy ale i silnie
zepsuty zesłańczy element, mają większe niż kto inny prawo, by przysłano do nich
lepszych ludzi, wartościowszych z zaniechaniem zesłań.
Jeśli chodzi o typ szkół, które łatwo zakorzeniają się wśród tubylców i są
dla nich korzystne to pisałem o tym w innym miejscu {Zarządzanie
Ajnami z wyspy
9

Sachalin...).

Przy czym przedstawiam oprócz dokumentów dotyczących wydatkowania pienię­
dzy i wzory prac pisemnych uczących się ajnuskich chłopców .
10

28 kwietnia 1905 r.
osada Rykowskoje

B.

Piłsudski

11

*
Należałoby jeszcze wspomnieć o rozpoczynającym się nauczaniu ajnuskich dzieci
w Maukie.
Kiedy po raz pierwszy poznając się z Ajnami przyjechałem do Mauki latem
1902 г., zdziwiła mnie niezmiernie duża ilość uczących się po japonsku. Kilku mło­
dych ludzi umiejących już pisać było moimi przewodnikami, sami notowali w ze­
szycie przy pomocy japońskich znaków rosyjskie, nowe dla nich słowa. Zastawałem
w ajnuskich domach nauczycieli japońskich robotników albo pisarzy z sąsiednich
warsztatów rzemieślniczych skupionych przy lekcjach. Widoczne było u nich świado12

9

Libra - miara papieru do pisania = 24 arkuszom, 24 libry = stopa.
W odnalezionym dokumencie nie było wspomnianych „prac pisemnych uczących się ajnu­
skich chłopców".
Rykowskoje - osada założona w 1878 г., pierwsze miejsce pobytu B. Piłsudskiego na
Sachalinie. Od Г937 r. wieś Kirowskoje w rejonie Tymowskim.
Mauka - od 5 czerwca miasto Chołmsk - centrum rejonu Chołmskiego.
1 0

1 1

1 2

�DZIAŁALNOŚĆ PEDAGOGICZNA В. PIŁSUDSKIEGO

41

me dążenie do wykształcenia. Poradziłem więc starszym ludziom aby zwrócili się do
miejscowej administracji z prośbą o otwarcie u nich szkoły wyjaśniając, że szkoła
będzie oczywiście rosyjska, ale przywileje człowieka wykształconego (obojętne, w ja­
kim języku) są jednakowe. Podanie takie zostało złożone i uzyskało aprobatę Głów­
nego Wojennego Gubernatora Wyspy, który polecił nawet postarać się o pomiesz­
czenie dla szkoły, prosząc o to przemysłowca Dembi mającego na Sachalinie
przetwórnie ryb. Tenże obiecał wiosną 1903 г., że spełni tę prośbę, jeśli ja podejmę
się kierowania tą szkołą. Niestety, moje zajęcia badawcze na wschodnim wybrzeżu
Wyspy, a więc i wyjazdy do Japonii i Oroków nie pozwalały mi skorzystać z tej
propozycji. Czułem jednak jakieś wyrzuty sumienia wobec Ajnów z Mauki, którzy
będąc pod mniejszym wpływem nieokrzesanych przybyszów, a dużym ze strony
Japończyków, mieli większą motywację do nauki aniżeli Aj nowie ze wschodnich
wybrzeży Sachalinu. Mimo tych rozterek nie mogliśmy znaleźć odpowiedniego nau­
czyciela, który pokierowałby tą szkołą.
Kiedy wiosną 1903 r. przejeżdżał przez Korsaków do Mauki d[oktor] Kiryłow ,
by objąć tam stanowisko lekarza u przemysłowców Semienowa i Dembi, przekaza­
łem mu informację o warunkach mogących zapewnić powstanie szkoły. Obiecał mi,
iż podejmie próbę włączenia się do krzewienia rosyjskiej oświaty w tej wsi. W czerwcu
napisał do mnie, że „nie może zorganizować szkoły w sezonie letnim, ale na zimę
postara się, by rozpoczęła ona działalność". W szkole tej uczyło się 12 dzieci, potem
7, a wśród nich było 4 dzieci ajnuskich. Potem nie miałem już od niego wiadomości.
W jesieni 1903 г., dowiedziałem się, że do Mauki pojechał zaufany Semienowa
i Dembi, znany mi z Władywostoku zbankrutowany księgarz Zenzinow i że on
zajmował się w dalszym ciągu nauką tych dzieci, które rozpoczęły naukę
u dr. Kiryłowa. Napisałem do Zenzinowa list, prosząc o szczegółowe wiadomości
o szkole, wynikach nauczania i o potrzebach odnośnie artykułów szkolnych.
Odpowiedź z 31 grudnia 1903 r. otrzymałem następującą: „Szkoła w Mauki
znajduje się tam gdzie była i przy dr Kiryłowie (oczywiście w jednym z budynków
kopalnianych Semienowa i Dembi), codziennie jest ogrzewana. Przy mojej współ­
pracy z japońskim stolarzem wykonaliśmy długie szkolne stoły, takie same ławki,
czarną tablicę i liczydło klasowe. Zajęcia zaczęły się 30 listopada i odbywają się
codziennie oprócz dni świątecznych, od 9 - I I
rano. Ajnuskich uczniów było 8,
a z nich 4 uczyło się u Kiryłowa. Mało umieją czytać, a 4 zaczynało naukę. Wszystkie
dzieci miały 8-10 lat. Alfabet przerabiamy metodą dźwiękową, przy pomocy alfa­
betu ruchomego pozostawionego przez dr. Kiryłowa.
13

14

15

0 0

1 3

Dembi Gieorgij Filipowicz - Szkot, przyjął obywatelstwo rosyjskie w 1876 r. Władywostocki kupiec II gildii, wspólnik kupca J.L. Semienowa w przetwórstwie rybnym i wydobywaniu
morskiej kapusty w Maukie.
Kiryłow Nikołaj Wasiliewicz (1869-1921) - utalentowany lekarz i badacz kultury ludów
Dalekiego Wschodu. Autor ponad 100 prac poświęconych ochronie zdrowia, medycynie ludowej,
etnografii, antropologii, klimatologii, polowaniom na Dalekim Wschodzie. W latach 1896-1899
pracował na Sachalinie jako kierownik: lecznicy Okręgu Korsakowskiego.
Semienow Jaków Łazarewicz (1831-1913) wielki kupiec władywostocki, przemysłowiec
przetwórstwa rybnego i przedsiębiorca. Od 1878 r. zajmował się przetwórstwem morskiej kapusty
na Sachalinie w rejonie Mauki. Firma „Semienow, Dembi i K°" w 1899 r. miała już na Sachalinie
20 przedsiębiorstw rybackich. Autor pracy Połowy morskiej kapusty w Morzu Japońskim, wydanej
we Władywostoku w 1885 r. Jako pierwszy z rosyjskich przedsiębiorców założył swoje przed­
stawicielstwo w Japonii w mieście Hakodate na wyspie Hokkaido.
1 4

1 5

�42

ANTONI KUCZYŃSKI, WŁADYSŁAW ŁATYSZEW

Jeśli chodzi o dzieci Rosjan, to za ich postępy ręczę, a o dzieciach Ajnów na razie
nic konkretnego nie mogę powiedzieć choćby dlatego, że one po pierwsze do szkoły
chodzą nie systematycznie, ponieważ rodzice posyłają je do różnych zajęć. Główną
przyczyną jest jednak nieznajomość języka rosyjskiego. W czytaniu można osiągnąć
nawet szybko stosunkowo poprawne efekty, ale jest ono mechaniczne. Nie znając
języka rosyjskiego, czytają one - ale nic nie rozumieją. Dlatego czytanie ich nie
interesuje i opuszczają samowolnie szkołę, wątpliwe więc czy dalej będą zajmować
się czytaniem. Otóż ta główna przyczyna każe pomyśleć, w jaki sposób można tego
wszystkiego uniknąć.
Ludność ajnuska jest tu bardziej pod wpływem Japończyków niż Rosjan. Wszyst­
kie dzieci mówią po japonsku lepiej niż po rosyjsku, dlatego w szkołach dla Ajnów
rosyjscy pedagodzy nie znający języka japońskiego i Ajnów nie osiągną sukcesów."
Po ogłoszeniu wojny pan Zenzinow wyjechał z Mauki i zajęcia z dziećmi zostały
przerwane.
Na rok szkolny 1904-1905 nie wydatkowane zostało 76 rubli 85 k.
Wydatkowano:
25.XI.1904
30.XII.1904
20.1.1905
20.1.1905
20.11.1905
20.11. 1905

3 r. 05 k.
na artykuły pisemne
3r.
Tujczino za nauczanie dzieci latem
Tarondzi za nauczanie od 20.XII - 20.1. 12 r.
Tujczino za nauczanie
8r.
Tujczino za nauczanie od 20.1. - 20.11.
5r.
Tarondzi za nauczanie od 20.1. - 20.11. 12 r.
Razem:

43 r. 05 k.

Pozostawiono głównemu nadzorcy osiedli
na wydatki nauczycieli

- 2 8 r.
71 r. 05 k.

Suma ogółem
Nie wydatkowane zostało
28 kwietnia 1905 r.

5 r. 80 k.
B. Piłsudski
Tłumaczył z ros. Antoni Kuczyński

*
Przedstawione tu dokumenty ujawniają jeszcze jeden obszar - wcale
niebagatelny jak na sachalińskie potrzeby - humanitarnej i społecznej dzia­
łalności B. Piłsudskiego. Poszerzają one wiedzę o tym niepospolitym człowie­
ku, którego nauczycielska działalność na dalekiej Wyspie wzbogaca karty
historii naszej oświaty. Już te sprawozdania z działalności elementarnych
szkółek dowodzą niezbicie, że jego pogląd na oświatę był nowatorski na owe
czasy, co z pewnością nie wymaga komentarzy. Z cytowanych spra­
wozdań odnalezionych przez W . Łatyszewa wyłania się obraz osobowości

�DZIAŁALNOŚĆ PEDAGOGICZNA В. PIŁSUDSKIEGO

43

Uczestnicy konferencji w Jużno-Sachalińsku (1991) na tle pomnika Bronisława Piłsudskiego
Fot. Archiwum Muzeum w Jużno-Sachalińsku

B. Piłsudskiego, zdolnego do działania na rzecz „dobra innych". Ten idealny
humanista nie dzielił ludzi na lepszych i gorszych, otaczając każdego swą
opieką bez względu na wyznanie czy kolor skóry. Do tych rozlicznych
cnót dodawał także tolerancję wobec religii i nie podzielał poglądu Rosjan
mieszkających na Wyspie, iż ,,dobry tubylec", to tubylec ochrzczony,
wyznania prawosławnego. Poprzez ten stosunek do ludzi posiadł
B. Piłsudski ogromny autorytet moralny wśród społeczności Sachalinu, co
nie pozostało bez wpływu na jego osiągnięcia badawcze nad tubylczą
kulturą. Niewiele jest dziś materiałów dokumentujących działalność
B. Piłsudskiego na tej odległej katorżniczej Wyspie, dlatego tym cenniejsze są
informacje zawarte w przedstawionych tu sprawozdaniach szkolnych, po­
szerzające naszą wiedzę o jego życiu i twórczym wysiłku na rzecz społeczno­
ści tubylczych, wśród których wypadało mu mieszkać przez długie lata
zesłania. Akcentowano to po wielekroć na międzynarodowej konferencji
w Jużno-Sachalińsku (1991), podczas której odsłonięto pomnik Bronisława
Piłsudskiego, symbol pamięci mieszkańców Wyspy dla tego wiecznego
tułacza, badacza i katorżnika, którego grób znajduje się na podparyskim
cmentarzu w Montmorency.

�44

ANTONI KUCZYŃSKI, WŁADYSŁAW ŁATYSZEW

ANTONI KUCZYŃSKI, WŁADYSŁAW ŁATYSZEW
E D U C A T I O N A L A C T I V I T Y O F BRONISŁAW PIŁSUDSKI
(NEW S O U R C E M A T E R I A L )
Summary
The subject of the article is the activity of Bronisław Piłsudski one of the outstanding Polish
ethnographers working at the turn of the 19th and 20th centuries in Asia. After having studied
some interesting documents, not known until recently, the authors realized that, besides
his ethnographic researches Piłsudski had been seriously involved in projects of education of
the native Ainu children on the island of Sachalin. The main evidence is the document entitled
"Principles of Ruling the Ainus of Sachalin" written in 1902, when Piłsudski returned to
the island for the second time. Sponsored by the Imperatorial Academy of Sciences and the
Russian Commitee for Middle Asian Studies he carne there to collect ethnographic exhibits
from three ethnic groups living there. At that time he met the Russian military governor of
Sachalin who ordered to present him those "Principles..." Among others the document
included projects of primary education of the natives. But the origins of the idea were much
earlier, they reach back to the times when Piłsudski had been engaged in educating native
children in the very first years of his exile in the Russian village of Rykovskoje.
The authors refer to several documents which give the evidence of Pilsudski's ideas and
activities concerning developing educational institutions on Sachalin. His projects of developing
common education were presented in his letters to the: head of one of the districts (and to other
persons as well).
Two manuscripts, quite unknown until recently have been discovered in the Central
Archives of Far East in Tomsk, Siberia. The two reports say about primary schools for native
children in the district of Korsakov in 1903-1904 and 1904-1905 respectively. Those documents
have never been published in Polish before. They reveal detailed information about organiz­
ation and activities of primary schools for native children and prove the importance of the
initiatives of Bronisław Piłsudski.
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6283" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6263">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/37f23aec7a329bd528a3592859d63eff.pdf</src>
        <authentication>826cc53c6972087f845a8453083afda1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74809">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5327</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74810">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74811">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74812">
                <text>fotografia</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="74813">
                <text>antropologia fotografii</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74814">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4948</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74815">
                <text>O etnograficzności fotografii/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74816">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4; s.95-101</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74817">
                <text>Sztandara, Magdalena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74818">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74819">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74820">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74821">
                <text>MAGDALENA SZTANDARA

I

C

o oznaczy bycie fotografem? Co znaczy uświa­
domienie sobie i wypowiedzenie się na tem at
swojego bycia, samookreślenie się - „jestem
fotografem”? Może jest tak, że podjęcie decyzji zosta­
nia fotografem to zmiana formy opowieści o swoim
życiu, historii swojego życia i tego, co człowieka o ta ­
cza. Fotograf we własnym rozumieniu nie poprzesta­
je na obserw acji i rejestracji wybranych momentów
z rzeczywistości, nie można wszak zapominać o od­
twórczej i twórczej roli w układaniu prywatnej histo­

O „etnograficzności”
fotografii
II
Krótko o etnograficznych
programach i postulatach naukowego
wykorzystania fotografii

rii świata. „Portretując” świat fotografowie, często
o odmiennym doświadczeniu, zarówno ci „wtajemni­
czeni”, ale też uwrażliwieni etnograficznie - „zawo­
dowi dokum entaliści”, jak i ci, w których widzi się
tylko „amatorów-pstrykaczy”, zawsze zostają uwikła­
ni w jakąś opowiadaną historię świata, który istnieje
bez względu na ich mniej lub bardziej refleksyjną
działalność.
Przeglądaniu fotografii towarzyszy przeświadcze­
nie, że zapamiętane i utrwalone zostają tylko te
prawdziwie ważne i oryginalne. Trzeba więc spróbo­
wać nazwać to przeświadczenie - na czym polega
efektow ność tworzenia i zbierania obrazów, które b ę­

Etnografia zaanektowała fotografię do obserwacji
i opisu rzeczywistości już w zeszłym stuleciu. Początko­
wa powściągliwość i niewielki zakres jej zastosowań
zostały przełamane i fotografię awansowano przez wpi­
sanie jej w określone procedury i obudowanie zwartym
programem badawczym, a metody pracy fotografa,
często z wykształceniem etnograficznym, przybrały
charakter ogólnie przyjętych wytycznych.
Celem fotografii etnograficznej jest przedstawienie ma­
terialnej i społecznej kultury ludu. Zdjęcie fotograficzne sta­
je się niezastąpionym dokumentem ilustracyjnym, który [...]
utrwalając wszelkie dzieło rąk ludu i sceny z jego życia two­
rzy materiał analityczny i porównawczy, będący uzupełnie­
niem materiałów opisowych.2

dą olśniew ające dla odbiorców teraz i potem. Być
może na tym polega „etnograficzność” fotografii:
z jednej strony chodzi o to, co banalne w refleksji
o fotografii - że jest ona zatrzymaną chwilą i in ter­
p retacją rzeczywistości, z drugiej jed nak jest też
czymś więcej - ma wszak swoją historię, i co więcej,
zaangażowana jest w tworzenie innych jeszcze opo­
wieści. Etnograficzność fotografii zawiera się w tru­
dzie dokumentow ania drobiazgów codzienności, ale
również i w tym, iż z jednej strony zdaje się odtwarzać
relacje człowieka i świata, z drugiej - zapisuje em o­
cje, nie tracąc mocy ich generowania. Fotografia m o­

Tematyka zdjęć ludoznawczych zawierała się w kil­
ku kategoriach: typy antropologiczne, ubiory ludowe,
sceny z pracy, sceny obrzędowe, budynki, wnętrza,
przedmioty.3 W założeniach merytorycznych nacisk
położony był głównie na zbieranie m ateriału fotogra­
ficznego o dużej przydatności naukowej, redukując
kwestie wartości artystycznej. Ta tendencja zasługuje
na podkreślenie: dokumentaryzm odpowiada wszak
obiektywistycznym koncepcjom poznania naukowego,

że więc dokum entow ać kształty odchodzącego świa­
ta, ale też zapisuje sposoby widzenia, konceptualizowania świata, czego czynności człowieka fotografują­
cego są jedną z wielu m anifestacji. Etnograficzność
jest także zadaniem dla widza, możliwą grą, jaką m o­
że on prowadzić z nieznanym sobie światem, ale też
z fotografem i jego z kolei grami z fotografowaną rze­
czywistością.
Zapewne w uprzywilejowanej sytuacji w rozpozna­
waniu tej gry są ci, którzy sami fotografują, bo:

fotografia, podobnie jak opis naukowy, powinna być
„przezroczysta” wobec naukowo przedstawianej rzeczywistości.4
Przełom X IX i X X wieku obfitował w odezwy i ape­
le ludoznawców do fotografów, w których zachęta do
fotografowania wiązała się z gromadzeniem kolekcji,
dokumentów, w jakimś sensie niepowtarzalnych, jak
rekwizyt muzealny, jednocześnie jednak odindywidu­
alizowanych jako reprezentacja klasy, typu itd.

My fotografowie znamy uczucie odkrywania obrazu, któ­
ry kiedyś był sfotografowaną rzeczywistością. Zostajemy
olśnieni skalą emocji i prawdą treści. To tak wyglądało?1

Niech amatorzy nadsyłają nam typy ludowe, fotogramy
ubiorów, sprzętów, chat, zabaw i uroczystości, widoki okolic
i przedmiotów godnych uwagi.5

Owe fotograficzne rejestracje rzeczywistości zawsze
wyrażają stosunek człowieka do otaczającego go świa­
ta, tj. tego świata sposobów postrzegania, przeżywania,
a w ostateczności skupiają się także na zatrzymaniu
rzeczywistości w kadrach-opowieściach.

Każda umiejętność posługiwa się dzisiaj sztuką fotogra­
ficzną. [...] Także młoda umiejętność ludoznawcza (etnografja, folklor) zwraca się z ufnością ku piastunom i przyjacio­
łom tej sztuki. Umiejętności tej widocznie w oczach i pod rę­

95

�Magdalena Sztandara ♦ O „ETNOGRAFICZNOŚCI” FOTOGRAFII

kom ubywa materjału. Czasy dzisiejsze usuwają nieubłaganie
i gwałtownie pierwotne wytwory ludowego ducha, ludowej
sztuki. Zycie wiejskie przybiera charakter miejski, a wraz
z niem najcenniejsze świadectwa rozwoju naszego, przeszło­
ści narodowej, giną bezpowrotnie. Trzeba zatem choć
w ostatniej godzinie wdać się w to; trzeba zachować rzeczy
same, a gdzie niemożna tego uczynić, utrwalić przynajmniej
ich obraz i zachować dla nauki.6

świata, w której jednostkowość, podmiotowość widze­
nia stanowiła główny elem ent programu wielu grup
artystycznych.9 Gdy wynalazkowi Daggeurre’a przypi­
sano zdolność mechanicznego, „wiernego” rejestrowa­
nia świata, starano się spożytkować jego możliwości do
„obiektywistycznego” zapisu, nie stawiając pytań o to,
czy urządzenie, jakim jest aparat, może też stwarzać
szanse na zindywidualizowaną, subiektywną wypo­
wiedź o świecie i sobie. Fotograf nie szukał jeszcze „no­
wej rzeczowości”; życia, indywidualizmu, i wreszcie dy­
namizmu obecnego w codziennej fotografowanej rze­
czywistości.
Fotografia amatorska stawała się poniekąd konku­
rencyjna w zakresie tematu, estetyki i komunikatu
0 przeszłości lub obecności, i to zarówno do fotografii
artystycznej, jak i tej dokumentalnej - rzemieślniczej.
Stało się to widoczne dopiero po latach , kiedy
w związku z upowszechnieniem się fotografii sama sta­
ła się „[...] formą wyżycia artystycznego, pamiątką,
świadectwem obyczajowości. [...] Wyszła na podwórza
folwarków, do parków i miejscowości wypoczynko­
wych, zaczęła sławić urok wnętrza domu, rejestrowała
nowy styl życia”.10
Fotografie nieprofesjonalnych fotografów nierzadko
stają się wzorem odkrycia, objawienia prawdy życia. Jed­
nak stało się to realne dopiero dzięki możliwości sponta­
nicznego odkrywania fotografowanej rzeczywistości przy
jednoczesnym braku estetycznych i technicznych ogra­
niczeń, do których stosowali się profesjonaliści.
Zmienił się więc stosunek do obrazu, jego odczyty­
wania, interpretacji. Przez 150 lat ewoluował - od for­
my przedmiotowego, dosłownego i obiektywnego
„zdejmowania” rzeczywistości do osobistej, metaforycz­
nej i selektywnej interpretacji i archiwizacji, interpre­
tacji, która dotyka najgłębszych instynktów człowieka,
świadomości „portretowania” świata i jego odbioru.
Przekaz fotograficzny jest ograniczony w treści

Każda odezwa wyposażona jest w odpowiednią in ­
strukcję tego, „jak należy zdejmować” elementy p ej­
zażu kulturowego, by fotografie odpowiadały potrze­
bom zapisu dokum entującego zastaną rzeczywistość
kulturową, która jednak już odchodzi w przeszłość;
aby uchwycić „[...] w swobodnym i prawdziwym uło­
żeniu [...]”7 przydatny m ateriał ludoznawczy. Pojawi­
ła się więc wcale niem ała liczba Towarzystw i Kółek
Fotograficznych zajmujących się zbieraniem „osobli­
wości” etnograficznych. Spełniające założenia były te
fotogramy, które traktowały o treści historycznej i lu­
doznawczej.
Tym samym kształtował się podział na dwie katego­
rie - fotogramy „zdejmowane” przez osoby mające pro­
fesjonalne wyposażenie, a także wiedzę etnograficzną
(to, jakie elementy obrazu podkreślać, jakie są mniej
decydujące - ewentualne pominięcie innych) oraz do­
kumenty czasów minionych i obecnych, choć odcho­
dzących w przeszłość rejestrowane przez amatorów. Ta
druga grupa zasługuje na szczególną uwagę: niekiedy
w swej intencji wcale nie miały one ambicji być nauko­
wym dokumentem, lecz stają się etnograficznym źró­
dłem z uwagi i na utrwalony obraz, i poświadczenie
szczególnego stosunku do świata. Granica między „fa­
chowcami” i amatorami stawała się niekiedy płynna,
podobieństwa wynikajace ze wspólnego patrzenia,
a wyrażające się w rejestracji wydarzeń i czynienia
z nich zarówno dokumentu tej konkretnej sytuacji, jak
reprezentacji typu, klasy podobnych zdarzeń. Jest to
wynik standaryzującego przedstawienia rzeczywistości
poprzez konwencje obrazowe (np. o malarskiej prowe­
niencji) oraz pewne „popularne” wyobrażenia antropo­
logiczne (np. wywodzące się z fizjonomiki8).
Elem entem uderzającym w zbiorach tworzonych
do celów etnograficznych była statyczność i nienaturalność obrazu. Przekaz fotograficzny zgodny z wytycz­
nymi dla „zbierających rzeczy ludowe” stawał się
oschły i tracił siłę oddziaływania za cenę przejrzystości
i modelowego, typizującego ujmowania rzeczywistości
kulturowej. Wyrażało się to między innymi w dążeniu
do uniwersalizacji pewnych założonych metodologicz­

1 czasie - to właśnie stanowi punkt wyjścia do rekon­
strukcji „wymowy” zdjęć, które czytać też trzeba jako
trud odczytywania, konceptualizowania świata przez
człowieka z aparatem fotograficznym, nawet jeżeli on
sam z owego trudu nie zdaje sobie sprawy.
Fotografia przestała być oknem na świat, przez które wi­
dzimy przedmioty takimi, jakimi one są. Jest ona natomiast
rodzajem wysoce selektywnego filtru, o którego doborze de­
cydują konkretna ręka i umysł.11

III

nie prawd. „Zdjęcia dawne” stanowiły wyrazistą, rze­
czową ilustrację, w której osobisty odbiór rzeczywisto­
ści i estetyczne widzenie schodziły na dalszy plan, do­
minowała zaś bezosobowość i „skuteczność” przedmio­
towego zapisu.
Fotografia dzieliła więc metodykę przedstawienia
z koncepcjam i naukowego opisu świata; nie mogła
więc lokować się zbyt blisko poetyckiej interpretacji

Standaryzacja i ideologizacja wyobrażeń
Tematem zdjęć i być może nawet motywacją prac
nad wynalezieniem technologii mechanicznego zapisu
je s t człow iek i o taczająca go rzeczywistość. Już
w pierwszych zdjęciach mocno wyeksponowane stają
się głównie sceny rodzajowe.

96

�Magdalena Sztandara ♦ O „ETNOGRAFICZNOŚCI” FOTOGRAFII

[...] jak podobizny rybaków i rybaczek /pojedyncze
i zbiorowe/, żeglarzy, żołnierzy obok zdjęć szop, stajen czy
miejskich domków. Nie brak podobnych przykładów także
z Francji i wielu innych krajów.12

styczną - prawdy szczegółów z prawdą całości,19 może
jednak rzecz całą trzeba będzie rozpatrywać inaczej, roz­
poczynając od pytań o status dokumentacji ikonogra­
ficznej w naukach antropologicznych i nieuniknione zi-

Przedstawienia te zdają się ulegać standaryzacji,
m ocno uderza w nich skłonność do inscenizacji, aran­
żacji, czy wręcz reżyserii. „Typy ludowe” oscylują od
przedstawień portretowych „w naturze” do żywych ob­
razów inscenizowanych w atelier.

deologizowanie wypowiedzi antropologicznej.20 Artystyczność ważna dla jednych może być drugorzędna dla
innych, którzy w fotografii doszukują się przekazu treści
istotnych społecznie, historycznie, antropologicznie itd.

[... ] fotografię najlepiej rozumie się nie jako przedmiot
w sensie estetycznym [...], ale jako niematerialny obraz za­
wieszony w pamięci. [... ]
Fotografie - [...] bliższe są w swej naturze skrawkom wi­
zualnej pamięci, a tym samym najgłębiej w nas położonym
instynktom i naszej kulturze, aniżeli czemukolwiek innemu
poza samymi czynnościami życiowymi.13

IV
„Etnograficzność”
fotograficznych przedstawień
Fotografia, z punktu widzenie praktyki współcze­
snej, jest jednym ze źródeł wzorów kulturowych, sta­
nowi zarówno zapis, jak i wzór relacji człowieka i jego
czasoprzestrzeni, człowieka i jego wyobrażeń. Opisując
popularne u schyłku X IX wieku i tworzone obecnie
masowo zdjęcia, można podjąć próbę rozpoznawania
standardów przedstawienia zmiennych rzeczywistości
społeczno-kulturowych, widząc w nich kolejne studia
o pewnej umowie co do tajem nicy i realności, i zmien­
ności kulturowej samych twórców i wytwórców foto­
grafii. Zarówno w X IX stuleciu, jak i współcześnie po­
wstawało i powstaje mnóstwo obrazowych wizerun­
ków człowieka i otaczającej go rzeczywistości. Stają się
one źródłem etnograficznym, rodzajem osobliwych pa­
m iątek zawsze już o przeszłości (To - co - było).21
Fotografia - medium umożliwiające „[...j dokona­
nie antropologicznie wartościowego zapisu różnych
wymiarów rzeczywistości - [...j. Może stać się [...j n a­
rzędziem wykraczającym poza konw encjonalne użycie
w charakterze m ateriału ilustracyjnego [ ...j”.22 Owa
szczególna wartość fotografii - jej „etnograficzność”
może stać się czymś więcej niż podaniem danych na

Fotografie XIX-wieczne odczytywać trzeba przez
konwencje realizmu, który określa zarówno język litera­
tury, dalej - innych sztuk, jak i - w pewnym sensie wo­
bec niego nadrzędny - język dyskursu scjentystycznego,
a obejmujący filozofię nauki i metodykę prowadzenia
naukowego dowodu.14 Chodzi więc o zmianę dotych­
czasowych sposobów przedstawiania i wyjaśniania świa­
ta - rezygnacja z traktowania historii jako układu war­
tości ponadczasowych, a raczej utożsamienie jej z rozpo­
znawalnymi empirycznie faktami - tymi, które są umiej­
scowione we współczesnych m om entach.15 Owe utrwa­
lone momenty, zgodnie z fotograficznym rejestrowa­
niem rzeczywistości, zdają się drobiazgową inwentaryza­
cją świata, co przecież dobrze wpisuje się w kontekst de­
baty o dowodach w indukcyjnym bądź dedukcyjnym
modelu nauki, o statusie teorii itd.16 Kwestie estetyki
mogą być wówczas drugoplanowe, nawet pomimo ci­
śnienia malarskich konwencji w fotografii.
Tendencje piktorializmu końca X IX wieku zamy­
kały się na płaszczyźnie przedstawiania pomiędzy obra­
zem bezpośrednim a konstruowanym - tu powstawały
więc scenki rodzajowe, do których to pasuje między
innymi formuła „żywych obrazów”.17
Perypetie fotografii etnograficznej uwikłanej w poza­
naukowe dyskursy przedstawić można odwołując się do
kilku przykładów wybitnych twórców. Tak właśnie dzia­
ło się w twórczości Edwarda Curtisa fotografującego In­
dian północnoamerykańskich. Jego fotogramy to uteatralizowane zapisy respektujące normy charaktery­
stycznych dla drugiej połowy X IX wieku konwencji por­
tretowych, aranżowanych jednak w sposób zgodny
z „naturalnością” kojarzącą się z fotografowaną tematy­

jakiś tem at; może stać się „przypomnieniem”.
Rzeczywistość, którą fotografia odsłania i balsamuje,
prawda, którą przywołuje, składają się na rodzaj doświadcze­
nia przeszłości.23
Owa „etnograficzność” będzie tym niedookreśleniem, które tak bardzo ożywa w niektórych fotogra­
ficznych zapisach rzeczywistości, i które pozwala i po­
maga „[...j dotrzeć do ukrytych warstw przekazu kulturowego”.24
Fotografie, począwszy od tych pamiątkowych, ma­
jących szczególną rangę świętych obrazków,25 aż po
rozbudowane i często artystycznie wyrafinowane „por­
trety świata” stają się cząstkami czy to kultury ludowej,
czy szerzej - wielu pokładów kulturowych znaczeń. To
ta właśnie „etnograficzność” - bycie źródłem, przed­
miotem o macierzystych kontekstowych sensach, któ­
ry otwiera przed poznającym perspektywy innych od­
czytań. To co dostrzegamy na fotografii i jako fotogra­
fię, to komunikat - przeszłość z całą jej ikonicznością

ką. Wybór „momentów” do zapisu fotograficznego był
kierowany, obejmował tylko te zdarzenia, które pozosta­
wały - według mniemania twórcy i odbiorców tkwią­
cych w tych samych dyskursach o „innych” - w pełnej
harmonii z naturą. Indianin przedstawiany był więc jako
typ o określonych walorach antropologicznych i ide­
owych, element mitu amerykańskiego. Mogło tu więc
chodzić o pogodzenie prawdy naukowej z prawdą arty­

97

�Magdalena Sztandara ♦ O „ETNOGRAFICZNOŚCI” FOTOGRAFII

notują nieprzerwanie wizerunek [...] całych społe­
czeństw”.30

i symbolicznością (odzwierciedla więc rzeczywistość
i jest komunikatem opartym na skonwencjonalizowa­
nych kodach).26
„Etnograficzność” fotografii oznacza pójście w od­
czytaniach nieco dalej: ukazywanie rzeczywistości
w inny sposób: realizm fotograficznych „ikon” - „[... ]
może być i coraz częściej bywa - określany nie przez
to, co «naprawdę» istnieje, ale to, co «naprawdę» do­
strzegam”.27 Wspólna w tym wymiarze kategoryzowa­

Atget prawie zawsze był blisko „niepowtarzalnych wspa­
niałych obrazów (widoków) rzeczywistości, które były mo­
mentami przełomowymi i niepowtarzalnymi”; nigdy nie był to
po prostu zwykły długi rząd wyładowanych pudeł; albo tylko
podwórza Paryża, gdzie od rana do nocy stały zwarte szeregi
ręcznych wózków; albo stoły pozostawione z nieuprzątniętymi
jeszcze talerzami, przez ludzi, którzy dopiero co posilili się
i odeszli - tak jak istnieją one przez setki i tysiące tych samych
godzin; albo dom publiczny przy ulicy... nr 5, którego gigan­
tyczny numer pojawia się z czterech stron fasady budynku.
W rzeczywistości większość tych obrazów jest opustoszała.
Opustoszałe Porte d’Arcueil przy Fortyfikacjach, opustoszałe
schody, opuszczone podwórza [...]. Jednak one nie są osamot­
nione, opuszczone, a jedynie pozbawione gwaru; miasto na
zdjęciach wygląda jakby było uprzątnięte, pozbawione czegoś
lub kogoś, jak mieszkanie, do którego nie wprowadził się jesz­
cze żaden nowy lokator. To zabiegi fotografii surrealistycznej,
takie umieszczenie sceny, aby pokazać uczucie dystansu, rela­
cję pomiędzy człowiekiem a tym, co go otacza. To daje otwar­
te możliwości, by pod spojrzeniem naszych oczu cała intym­
ność została objawiona poprzez rozświetlenie detali.31

nia zdjęć staje się jej tematyka, ujm ująca przede
wszystkim człowieka w jego własnym otoczeniu, jak
i wspólne doświadczenie nostalgiczności istnienia dy­
stansu czasowego. A k cen t położony na „etnograficz­
ność” fotografii oznacza wyjście poza ograniczenia m a­
teriałowe fotografii etnograficznej i stanowi pewną in ­
terpretacyjną tezę na tem at sposobu użytkowania fo­
tografii np. amatorskiej czy pamiątkowej.
Być może dla wyjaśnienia problemów byłoby właści­
we podejście hermeneutyczne, w którym fotografie ko­
mentuje się, nie wiążąc ich jedynie z empirycznym od­
zwierciedleniem danej rzeczywistości, ale faktem, iż
„[...] każdy obraz może być odczytywany i interpretowa­
ny na wiele równoprawnych sposobów, wynikających ze
społecznych, kulturowych i indywidualnych różnic po­
między nadającymi mu znaczenie podmiotami”.28
Fotografia jest więc tyleż źródłem wiedzy o przeszło­
ści, co o jej wyobrażeniach, przedstawieniach, sposobach
układania narracji, a może w jeszcze wyższym stopniu po­
winna być traktowana jako źródło poznania historii sa­
mych wyobrażeń i ich standardów. Fotografia stała się
twórcza na różnych poziomach; początkowo bardziej in­
tuicyjnie niż rzeczowo.
Początkowo rzecz rozgrywała się - wedle dzisiej­
szych standardów rozdzielania domen wiedzy - między
malarskością fotografii a obiektywizmem „naukowe­
go” dokumentowania. Obie kategorie zdjęć dają się
jednak odczytywać właśnie w kategoriach „etnograficzności” fotografii. Racjonalny wybór stylu w foto­
grafii nie do końca ostatecznie wpływa na jej walor
„entograficzności” - ostatecznie jest to przede wszyst­
kim kwestia wyboru, i to osobistego.

Fotografie Eugene’a A tgeta to unieruchomiony
obraz w pamięci, o sposobie bycia ludzi w otaczającej
ich rzeczywistości, pamięci o ulicach, domach, wnę­
trzach - odchodzących w przeszłość. Poznawaniu
przedstawionej przez niego rzeczywistości towarzyszy
pozorny nastrój ciszy i bezruchu - dający swobodę re­
jestracji i interpretacji przeszłości. Zdjęcia
Robione z wysokości oczu, nie ukazują wymyślnych wi­
doków z góry lub z dołu. Ale nasyca je osobliwa atmosfera.
Opustoszałe uliczki, zabawne frontony sklepików, sztywno
upozowane postacie pogrążone w jakiejś hipnotycznej ciszy
i bezruchu.32
Powstanie dokumentu nie dzieje się przez przypadek
[...] widoczne jest, w wyborze sposobu poruszania się,
w wyborze chwili, obsesyjne zainteresowanie konkretnym
incydentem, z którego na własne ryzyko wysnuwamy szersze
uogólnienie, wbrew temu, co rzeczywiście oglądamy.33

Inny, nie mniej wyrazisty, przykład stanowią foto­
gramy Louise Boyd (z czwartej dekady X X wieku),
które uznać można ze względu na realizację założeń
„etnograficzności” za studium dokumentujące odcho­
dzący w przeszłość kulturowy obraz polskich kresów.
Tematem jej zapisu był „[...] przede wszystkim czło­
wiek, jego mieszkanie, praca, otoczenie, w którym ży­
je - osada, wieś, plac targowy w miasteczku, pole, dro­
ga”.34 Kryterium jej tematów i fotografowanych przed­
V
stawień była archaiczność, tradycyjny, dawny styl ży­
„Portrety” świata
cia. Jej zdjęcia charakteryzują się dużą spontaniczno­
ścią ujęcia, brakiem upiększania (przez dodawanie po­
O
„etnograficzności” fotografii świadczy pewna ich szczególnych rekwizytów), stara się świadomie i z pre­
osobliwość - na takie zasługują niektórzy przedstawi­
medytacją nie inscenizować danej jej rzeczywistości
ciele fotografii twórczej. Fotograf staje się świadkiem
zgodnie z przyjętym osobistym programem badawczym
- zapisem fotograficznym znikających obrazów życia.
dziejącej się rzeczywistości, a dalej fotografowie „[... ]

[...] obrazem rzeczywistości jest coś w rodzaju dokumen­
tu; [...] Odnaleźć możemy w nim ślady ludzi, przedmiotów
i zjawisk, które są dowodami istnienia tego świata, beż
względu na to, czy dotyczą epok minionych czy czasów obec­
nych. Obraz rzeczywistości jest odbiciem tej rzeczywistości,
jakby jej zmaterializowanym „odciskiem”.29

98

�Magdalena Sztandara ♦ O „ETNOGRAFICZNOŚCI” FOTOGRAFII

Wówczas dopiero mogłem zrobić to zdjęcie: siedzą na pry­
czy, z jednej strony młode małżeństwo, z drugiej strony małżeń­
stwo starsze - to rodzice widocznie któregoś z tych małżonków
- i w kołysce z wikliny buja się dziecko, oni kołyszą... 41

Malownicze ujęcia przytulnych drewnianych chat,
polnych dróg, wiatraków stojących jakby na straży wśród
szachownicy pól, czółen popychanych długim drągiem, pły­
nących wśród rozlewisk, wieśniaków w barwnych ludowych
strojach, to obrazy należące do przeszłości.35

Robiąc te zdjęcia etnograficzne, miałem właśnie to na
uwadze, że przyjdzie czas, że tego nie będzie, że to się zmie­
ni, że ewolucja stopniowo następuje w każdej dziedzinie ży­
cia... znakiem tego jeszcze tyła ta kurna chata. Ale byłem
przekonany, ze tej kurnej chaty też wkrótce nie będzie. I z ze­
wnątrz miałem sfotografowaną tę kurną chatę, ale tego zdję­
cia nie mam...[...].42

Osobliwością w tym względzie stała się także foto­
grafia Jana Bułhaka. Jego twórczość najchętniej rozpi­
suje się za pom ocą interpretacyjnych haseł: pseudoimpresjonizm - fotografia ojczysta - fotografika.
[... ] z tej nowej wówczas perspektywy zbliżenia, wzięła
się moda fotografowania tematów powszednich, ujrzanych
z bliska, jakby mimochodem.36

Fotografia staje się ważna nie ze względu na treść,
ale komunikat, którym jest. Komunikat ten traktuje
o fragmentach rzeczywistości, która była, ale jest też
mocnym potwierdzeniem jej minionej obecności. A u­
ra w fotografii (jej odbiorze) pojawia się w miarę, jak
rośnie dystans czasowy, fotografia staje się „pamiątką”,43 o coraz bardziej nostalgicznych przesłaniach.
W takiej sytuacji zawsze tworzyć się będzie napięcie
pomiędzy realnością a abstrakcją - zdjęcie konserwuje
wszak tylko chwilę, pozostaje więc skrawkiem, okru­
chem opowiedzianego zdarzenia.

D la nowej formy fotografiki rozumianej jako
„sztuka fotograficzna” oddano do dyspozycji obiekty­
wy miękkorysujące, które zapis fotograficzny upodob­
niały do obrazu malarskiego. W swojej konsekw encji
opierająca się i nawiązująca do stylistyki malarskiego
obrazowania, mimo swej niekonw encjonalności stała
się źródłem o... - źródłem/dokumentem tworzącym
wizję bardziej osobistą, jakby umyślnie sprowadzoną
i zamykającą się w przedstawieniu przemijającego
zdarzenia.37 W ielbiciele twórczości Bułhaka - „ary­
stokraci sztuki - fotografiki” - zapatrzeni w dzieła
przeszłości wykorzystywali stały zakres tematyczny:
pejzaże, architekturę, martwe natury, sceny rodzajo­
we, portrety - pełne zdrowej prawdy przeżywania ży­
cia - nie było tam m iejsca na rzeczowość i ponurość
- obie bolesne. Nie chodziło o nadmierną narracyjność zdjęcia (stąd może inny stosunek do czasu i prze­
strzeni), ale w r a ż e n i e - powstałe naturalnie „w błysku chwili”. To rodzaj akcji artystycznego doku­
mentowania W ilna - forma raczej bezosobowej doku­
m entacji, a potem szerzej - projekt „Fotografii Ojczy­
stej” - pobudzającej wyobraźnię. Wszystko zamykało
się wokół człowieka, architektury, typowych „wido­
ków” - to, co specyficzne i reprezentacyjne, za każ­
dym jednak razem rzeczywistość stawała się przetwo­
rzona, a reprodukcja świata otaczającego, „[...] jako
jej nowa, niepowtarzalna kreacja, będąca interpreta­
cją a nie zapisem krajobrazu”.38

[... ] nieoczekiwane wrażenia [... ] - z całą ostrością przy­
wołują minione zdarzenia i ich emocjonalną aurę, pozwala­
jąc na ponowne przeżycie przeszłości.44
W takim psychologicznym czy egzystencjalnym
sensie fotografia zawsze posiadać będzie wartość m a­
giczną, zawsze będzie tajemniczym komunikatem - ta­
jemniczym bo podanym do interpretacji. Zdjęcie to
niekwestionowany dowód i niekwestionowana tajemnica:45 jak było naprawdę?
Obraz fotograficzny to medium subiektywne przez znaczenia nadawane fotografii zdjęcia stają się
rozwiązywaniem zagadki. Fotogramy będąc przedłuże­
niem naszych zmysłów, są niejako „zaproszeniem” do
zgłębienia tajem nicy i rozpoznania przeszłości z punk­
tu widzenia konkretnego kodu. To jak otwieranie
drzwi, do których dobrać należy odpowiedni klucz.
Każda bowiem fotografia może ukrywać nieskończoną
ilość wątków układających się w obszerne relacje.
„[...] nigdy nie był to po prostu zwykły długi rząd
wyładowanych pudeł [...]46” - każde zdjęcie stawało
się niepowtarzalnym wydarzeniem; było czymś więcej.
Fotografia będąc komunikatem, narzuca swoim
odbiorcom sugestię o dom inacji funkcji referencyjnej.
To, co najbardziej pociąga, a to zatrzymanie twarzy, za­
trzymane w dzianiu się zdarzenie, jakby ciągnące się
w oddali, a jednak zatrzymane schody, ulice, szeregi
wystaw sklepowych, cienie przemykających, a jednak
zatrzymanych ludzi...

I jeszcze jedna opowieść:
W trzydziestym czwartym i trzydziestym siódmym roku
wykonałem zdjęcia etnograficzne aparatem Kodak Retina
w gminie Piaski, nad jeziorem Białym, Czarnym i Sporowskim. Do fotografowania Polesia zachęcił mnie Jan Bułhak znany, bardzo zacny fotografik, który utrwalał wszystko, co
ginęło. Często czytałem miesięcznik „Fotografia”, gdzie za­
chęcał uprawiać fotografię rodzimą i fotografować to, co mi­
ja bezpowrotnie. I czytając te jego zachęcenia, zdecydowa­
łem, że ja też coś takiego zrobię.39

To, na co liczymy, czego oczekujemy, jest potrzebą - czę­
sto nieuświadomioną - dotarcia do prawdy o tamtych zda­
rzeniach, potrzebą przywołania przeszłości, dotknięcia jej,
magicznego dotknięcia w zdjęciu.47

Więc pojechałem rowerem do odległej o trzydzieści pięć
kilometrów bardzo zacofanej dzielnicy, Polesia nawet: gmina
Piaski. W tej gminie było największe zacofanie.40

99

�Magdalena Sztandara ♦ O „ETNOGRAFICZNOŚCI” FOTOGRAFII

Przypisy

Najprostsza fotografia może przerodzić się w fascy­
nujący dokument, stając się tym samym źródłem
0 przeszłości, prawie dotykalnej.

1

J. Lewczyński, F otografia i co dalej..., „Prace Naukowe. W y ch o ­
wanie A rtystyczne” t. V I, Częstochow a 1997, s. 27

2

M . Szulc, Fotografia n a usługach etnografii. M ateriały d o bibliogra­
fii fotografii polskiej, W rocław 1955, s. 13

Otwiera cały świat ekspresji i komunikacji, oddana do
dyspozycji pojedynczej, twórczej indywidualności. [...]
Obiektyw otwiera się i zamyka, przepuszczając w tej krótkiej
chwili jedynie drobniutki promień światła, a potem... staje
się cud.48

3

Tamże, s. 13.

4

Problem atyka m etodyki opisu, ale też jego statusu, stanowiła
istotny w ątek w refleksji estetycznej schyłku X IX wieku, por.
np.: D. Korw in-Piotrow ska, Problem y poetyki opisu prozatorskie­
go, Kraków 2 0 0 1 ; H. M ichalski, Przestrzeń przedstaw iona. Szkice

Fotografie pełne są historii - opowieści o wszyst­
kim. Powstałe obrazy fotograficzne, „[...] wynurzają się
jak pojedyncze punkty czy pojem niki pam ięci”.49
Praktykowanie fotografii, gromadzenie fotograficz­
nych wizerunków świata kształtować mogło samą
świadomość fotografa.
Tak rozumiana fotografia ma nas nakierowywać, jej

z poetyki mim esis w pow ieści X IX -w ieczn ej, Warszawa 1999
5

M. Szulc, dz. cyt., s. 17

6

Cyt. za: F. K reek, R ozm aitości, „Lud” 1899, t. 5, s. 3 92

7

M. Szulc, dz. cyt., s. 17

8

Kw estie re lacji fizjonom icznej lektury człowieka z poetyką
przedstawienia typów ludowych w ikonografii etnograficznej
stanow ić będzie przedmiot odrębnego opracow ania; będzie to
m iało istotn e znaczenie dla charakterystyki fotografii w kon cep­
c ja c h etnograficznych schyłku X IX wieku i początku wieku X X .

twórca nawet podświadomie zmusza i prowokuje wi­
dza, „[...] którego postrzeganie jest przypadkowe i ch a­
otyczne, aby przestał kręcić bez celu głową i oczami”.50

Zob. np. C. G. Lavater, Z asady fizyognom iki i frenologii. W ykład
popularny o pozn aw an iu ch arakteru z rysów twarzy i kształtu gło­
w y przez A . Ysabeau, tłum . W ł. Noskowski, Warszawa 18 8 3 . Por.
także, Z. Libera, W stęp do nosologii, W rocław 1996

Po zamknięciu albumu fotograficznego pozostaje

9

Od momentu uwiecznienia czyjejś twarzy na zdjęciu pa­
mięć o niej staje się niepotrzebna. Zarazem jednak pamięta­
my o tej twarzy tylko dlatego, że zachował się jej ślad w al­
bumie.52

10

U. Czartoryska, Przygody plastyczne fotografii, Warszawa 1965, s. 19

11

D. Davis, F otografia ja k o kultura, tłum . R . Drzew iecki, „Fotogra­
fia” 1980, nr 2, s. 22

12

J. M ierzecka, C zym jest fo to g ra fia ?, Warszawa 1985, s. 7

13

D. Davis, dz. cyt., s. 29

14

Por.: Przełom antypozytywistyczny w polskiej św iadom ości kulturo­
w ej k oń ca X IX w ieku , pod red. T Bu jn ick iego i J. M aciejew skie­
go, Warszawa 1986

15

Por.: A . Sob ota, S zlachetn ość techniki. A rtystyczne dylem aty fo to ­
grafii w X IX i X X w ieku , Warszawa 2 0 0 1 , s. 4 6 -4 7

16

Por. np.: A . Chalm ers, C zym jest to, co zw iem y nauką?, przeł. A.

17

Kw estie zależności fotograficznych przedstawień od konw encji

C hm ielew ski, W rocław 1993

Fotografia z drugiej połowy X IX i przełomu X IX
1 X X wieku zawiera coś, co można by rozumieć jako
„odrealnienie” świata, będące jednak poszukiwaniem
jego „istoty”. Jej zniekształcenia wynikające z możli­
wości technicznych, a raczej ich braku, stają się wyróż­
nikiem jej „magiczności”, tajem nicy rejestrowanego
świata. Obrazy przybierają status obrazów zanikają­
cych - stąd następstwem tego staje się zanikanie gra­
nicy: obraz i świat. Może więc fotografia zatracać swój
związek z rzeczywistością (jest swoim sim ulacrum ).51
Oglądanie zdjęć z przeszłości to proces przypominania
świata już zamkniętego, nieobecnego.

Zob. np. recep cję poglądów A . Sch op en h au era: J. Tuczyński,
S chopen hau er a M łod a Polska, G dańsk 1969

w odbiorcy wrażenie spotkania śladu rzeczywistości dokumentu zaistniałej chwili - sytuacji przypadkowej
lub zaaranżowanej; obraz - niczym Proustowska mag­
dalenka - inicjuje wyprawę w obszary „utraconego
czasu”. Różni się od niepochwytności smaku ciastecz­
ka uobecnieniem osiąganym dzięki „faktyczności” te­
go, co przedstawione. Patrząc, nie trzeba wyobrażać
sobie, ponieważ to, co było, jest po prostu widziane.
Skutkiem jest anektowanie tych śladów do sfery n a­
szych trw ałych obrazów rzeczywistości. Fotografia
„przypomina” w takim wypadku „jak było”.

„żywych obrazów” wymagają dopiero bliższych studiów, por. na
te n tem at: M. Komza, Żywe obrazy. M iędzy sceną, obrazem
i książką, W rocław 1995
18

Por.: R . de la Sizeranne, C zy fo to g ra fia jest sztuką, „O bscura”
1983, nr 4, s. 15; A . Sobota, S zlachetn ość techniki. A rtystyczne
dylem aty fotografii w X IX i X X w ieku , Warszawa 20 0 1 , s. 8 4 -8 5 .

19

Por.: np. J. Clifford, T ożsam ość w M ashpee, [w:] tenże, K łopoty
z kulturą. D w udziestow ieczna etnografia, literatura i sztuka, przeł.
Ewa Dżurak i in., Warszawa 2 0 0 0

20

Por.: R . Barth es, Św iatło obrazu , przeł. J. Trznadel, Warszawa

21

K . O lech n ick i, A ntropologiczne p en etracje w izualnych przestrzeni

1996, s. 129-1 3 1
rzeczyw istości, „Kultura i Sp ołeczeństw o” 2 0 0 0 , nr 4, s. 110
22

Z. Toczyński, P raw da w fotografii ja k o kategoria estetyczna, [w:] Film
i kultura współczesna, pod red. J. Plisieckiego, Lublin 1996, s. 25.

23

K. O lech n ick i, dz. cyt., s. 112

24

Ta sakralizacja przedstawienia widoczna jest zwłaszcza w dawnych fo­
tografiach pamiątkowych (Zob. R. Sulima, A lbum „cieni”. Słowo i fo ­
tografia w kulturze ludowej, [w:] tenże, Słowo i etos, Kraków 1992),
z których część trafiała nawet do „dekoracji” nagrobków; zob.: K. Ku­

Ale jednocześnie jest jego dotknięciem. „Pamięcią
widzialną”53 o przeszłości. Obraz ma ukrytą wiado­
mość. W pamięci pozostają nam fotograficzne kadry,
z których budujemy obraz przeszłości. Fotografia do­
pomina się o swoje przetrwanie, o to, by wiecznie
wskrzeszać świat, który odszedł.54

biak, W okół fotografii nagrobnej, „Polska Sztuka Ludowa” 1986, nr 1-2
25

Tamże, s. 1 1 6 -1 1 7

26

S. Sontag, O fotografii, przeł. S. M agala, Warszawa 1986, s. 113

27

L. M. Henny, T h eory an d Practice o f Visual Socjology, „Current
Socjology” 1986, t. 34 , nr 3 ; cyt. za: K . O lech n ick i, A n trop olo­
giczne p en etracje w izualnych przestrzeni rzeczyw istości, „Kultura
i Społeczeństw o” 2 0 0 0 , nr 4, s. 116-117

100

�Magdalena Sztandara ♦ O „ETNOGRAFICZNOŚCI” FOTOGRAFII

28

G. Przyborek, D w a obrazy rzeczywistości, „Photographica” 1997,

43

z. 1, s. 39
29

M. Zalewski, Form y pam ięci. O przedstaw ianiu przeszłości w p o l­
skiej literaturze w spółczesnej, Warszawa 1996, s. 38

U. Czartoryska, Portret fotograficzny, [w:] N o w e m ed ia w kom u ­

44

Por.: S. Sontag, dz. cyt., s. 107

nikacji społecznej w X X w ieku , pod red. M . Hopfinger, Warszawa

45

W. B en jam in , dz. cyt., s. 23

2 0 0 2 , s. 62

46

30

W. Benjam in , [w:] Paris. Eugène A tget 1 8 5 7 -1 9 2 7 , oprac. A .

31

A . Ligocki, Czy istnieje fotografia socjologiczna?, Kraków 1987, s. 51

Krase, red. H. Ch. A dam , K ö ln 2 0 0 0 , s. 23

Z. Toczyński, P raw da w fotografii, [w:] N o w e m ed ia w kom u n ika­
cji społecznej..., dz. cyt., s. 57

47

B e n n eto n O liviero Toscani, cyt. za: J. Kurowicki, F otografia j a ­
ko zjaw isko estetyczne, T oruń 1999, s. 10

32

D. Davis, dz. cyt., s. 24

33

S. G. M ikoś, W stęp, [w:] L ou ise A rn er B oyd, Kresy. Fotografie

A m a teu r P hotographer, [w:] A N ew H istory o f P hotography, K o­

z 1 9 3 4 roku , Kraków 19 9 1 , s. 10

lonia 1988, s. 3 5 5 . Cyt. za: A . Sob ota, Szlachetność techniki. A r ­

34

Tamże, s. 12

tystyczne dylem aty fotografii w X IX i X X w ieku , Warszawa 2001,

35

U. Czartoryska, Przygody plastyczn e..., s. 13

36

Por.: J. Busza, W ob ec od biorców fotografii, W arszawa 1990, s. 13

37

J. Kucharska, Ja n B u łh a k - inw entaryzator W ilna (1 9 1 2 -1 9 4 4 ),
„Prace N aukowe. W ychow anie A rtystyczne”, t. V I, C zęstocho­

48

s. 62
49

A . Sob ota, Szlachetność techniki. A rtystyczne dylem aty fotografii
w X IX i X X w ieku , Warszawa 2 0 0 1 , s. 8 9

50

Por.: M . M ichałow ska, O dnow ienie p am ięci —fo to g ra fia w o b ec n o ­
w ych m ediów , „Sztuka i Filozofia” 2 0 0 0 , nr 18, s. 9 5-97

wa 1997, s. 36
38

E. Perego, In im ate M om ents and S ecret G ardens. T h e A rtist as

J. Szymańczyk, Jestem fotog rafem , oprac. A . Engelking, „Polska

51

Tamże, s. 100

Sztuka Ludowa. K onteksty” 19 9 2 , nr 3 -4 , s. 193

52

Por.: tam że, s. 105

39

Tamże, s. 193

53

Por.: R . Barth es, Św iatło obrazu, przeł. J. Trznadel, Warszawa

40

Tamże, s. 193

1996: Fotografia m a w sobie m oc wskrzeszania, stanow i „m iste­

41

J. Szymańczyk, Jestem fotog rafem , przygotowała do druku A . E n ­

rium w spółistnienia” przeszłości i teraźniejszości w jakim ś „po­

gelking (dokończenie), „Polska Sztuka Ludowa. K on teksty”

rządku metafizycznym”.

19 9 3 , nr 1, s. 5 8 -5 9
42

Pam iątką obdarzoną znaczeniam i, o ja k ich pisał H . G. Gadamer, P raw da i m etod a. Zarys herm eneutyki filozoficzn ej, przeł. B.
Baran, Kraków 1993, s. 163

A fganistan. Lale. Szkoła. Fot. A n n a B e a ta Bohdziewicz

101

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6355" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6335">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a721e8d94a1020b95f8a6a8bdad920d7.pdf</src>
        <authentication>a23cc305d8f1ae6700d6b43aee182688</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75680">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2304</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75681">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75682">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2137</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75683">
                <text>O etnograficznym surrealizmie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75684">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1, s.7-9</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75685">
                <text>Sznajderman, Monika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75686">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75687">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75688">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75689">
                <text>Monika Sznajderman

0 ETNOGRAFICZNYM SURREALIZMIE
We wstępie do swojej książki The predicament of culture.
Twentieth-century ethnography, literature and art James Clif­
ford tak ujmuje problem, rozwinięty następnie w rozdziale po­
święconym etnograficznemu surrealizmowi:
„Śledzę współczesną historię estetycznych i etnograficznych
klasyfikacji we wcześniejszej scenerii: awangardowy Paryż lat
dwudziestych i trzydziestych, pewien skrajny kontekst, który
nazywam etnograficznym surrealizmem. Dwa znane muzea, M u see d'Ethnographie du Trocadero i jego naukowy spadkobierca,
Musee de I'Homme, symbolizują specyficzne sposoby 'kolekc­
jonowania dzieł sztuki i kultury'. Zestawienie tych sposobów
zmusza do postawienia pytania: 'Jaksa posegregowane, zbiera­
ne i wartościowane światy etnograficzne wraz z ich znaczącymi
artefaktami? Kultura jawi się tutaj nie jako tradycja, którą trzeba
ocalić, ale jako zbiór kodów i artefaktów, zawsze podatnych na
krytyczne i twórcze przetwarzanie. Etnografia jest sprecyzowaną
formą krytyki kultury, dzieląc radykalizm swoich perspektyw
z dadaizmem i surrealizmem. Zamiast zgadzać się na oddzielanie
awangardowego eksperymentu od nauki, z powrotem otwieram
granicę, sugerując, że współczesny podział na sztukę i etnografię,
zamknięte w ramach oddzielnych instytucji ograniczył siłę analizy
tej ostatniej i rewolucyjne przesłanie pierwszej."
1

W ujęciu Clifforda zarówno etnografia, jak i surrealizm, nie są
„zbiorem doktryn ani definiowalną ideą, lecz działaniem". Takie
spojrzenie, powołujące się na Andre Bretona, zmusza do zakwes­
tionowania wielu założeń i pojęć. „Jeżeli czasami używam
znanych terminów niezgodnie z ich przyjętym znaczeniem - pisze
Clifford - moim celem jest podważenie wcześniejszych definicji i,
0 ile to możliwe, powrót do sytuacji, w której etnografia była
czymś nieznanym, a surrealizm nie został jeszcze zamknięty
w granicach sztuki i literatury (...). Ten demaskujący punkt
widzenia ukazuje ustalone porządki zbiorowych znaczeń jako
sztucznie skonstruowane i często rzeczywiście ideologiczne lub
represyjne."
„Terminu surrealizm - pisze dalej autor - używam w szerokim
sensie, aby opisać estetykę, która ceni fragmenty, ciekawe zbiory,
nieoczekiwane zestawienia, co powoduje pojawianie się nad­
zwyczajnych rzeczywistości wywiedzionych z przestrzeni erotyki,
egzotyki i nieświadomości." Nie jest to niewątpliwie ujęcie, które
pozwalałoby ograniczyć zjawisko surrealizmu do grupy Bretona,
tym bardziej, że postaci, które najbardziej zajmują badacza to
ludzie, którzy z Bretonem zerwali lub byli w najlepszym razie jego
towarzyszami. Podobne spojrzenie na zjawisko surrealizmu re­
prezentuje Susan Sontag , która widzi w nim przejaw współczes­
nej wrażliwości, wykraczającej poza przestrzenne i czasowe ramy
Paryża lat dwudziestych i trzydziestych. Surrealizm, etnograficz­
ny surrealizm staje się więc wyzwaniem rzuconym starej nauce,
współczesnym manifestem nowej etnograficznej formuły. „ W
tym sensie - pisze Clifford - etnograficzny surrealizm jest tworem
utopijnym, mówiącym o przeszłych i przyszłych możliwościach
analizy kultury."
2

Świat zmienia się ostatnimi czasy nadzwyczaj szybko. Trady­
cyjny sposób komunikacji, oparty na przekazie ustnym ustąpił
miejsca nowym, bardziej inwazyjnym stylom-fotografii, gazecie,
innym środkom zrodzonym przez kulturę współczesnego miasta.
„Rzeczywistość nie jest już środowiskiem naturalnym i oswojo­
nym. Jaźń, wyzwolona od wszelkich powiązań musi ustanowić
znaczenia tam, gdzie to możliwe. Kłopotliwe położenie wynika
z nihilizmu, który leży u podłoża zarówno surrealizmu, jak
1 nowoczesnej etnografii. (...) Dla podejścia etnograficznego
sprawą kluczową jest widzenie kultury i jej norm - piękna.

prawdy, rzeczywistości - jako sztucznych aranżacji, dopusz­
czających możliwość obiektywnej analizy i porównania z innymi
konwencjami."
Drugim elementem, kształtującym postawę etnograficznego
surrealizmu jest „wierzenie, że inny (obecny w snach, fetyszach,
w menta/ite primitive Levy-Bruhla) jest głównym przedmiotem
współczesnych badań. W przeciwieństwie do dziewiętnastowie­
cznego zafascynowania egzotyką, które wychodziło od mniej lub
bardziej znanego porządku kultury w poszukiwaniu przelotnego
frisson, określonego doświadczenia dziwaczności, współczesny
surrealizm i etnografia zaczynały od dogłębnego zakwestionowa­
nia rzeczywistości."
Powojenny europejski kontekst, ukształtowany przez „ironicz­
ne doświadczenie kultury", wymagał nowoczesnej formuły etno­
graficznej. „Terminu etnografia - pisze Clifford - używam w zna­
czeniu całkowicie różnym od empirycznych technik badawczych
nauki społecznej, zwanej we Francji etnologią, w Anglii ant­
ropologią społeczną, a w Ameryce antropologią kultury (...)
Etnograficzna etykietka sugeruje tu szczególną postawę obser­
wacji uczestniczącej wobec artefaktów wyobcowanej rzeczywis­
tości kulturowej. Surrealiści żywo interesowali się światami
egzotycznymi, rozumiejąc pod tym pojęciem także pewien okreś­
lony Paryż. Ich postawa, porównywalna z postawą badacza
terenowego, który stara się zrozumieć nieznane, zmierzała
w gruncie rzeczy w odwrotnym kierunku, czyniąc to, co bliskie
i znajome, obcym i dziwnym." Objets sauvages, afrykańskie
i polinezyjskie rzeźby były dla surrealistów równie ważne, fas­
cynujące i zagadkowe, co przedmioty odkrywane na paryskim
Marche aux Puces...
Dla teoretyków i praktyków surrealizmu kultura jest rzeczywis­
tością zaprzeczoną, skonstruowaną na podobieństwo sztucz­
nego języka. Nie przypadkiem to właśnie środowisko zrodziło
i nadało orientację kształtującej się w latach trzydziestych nauko­
wej tradycji francuskiej. „Mówiąc ogólnie, lepiej nie odrzucać
pochopnie surrealizmu jako frywolnego w porównaniu z serieux
nauki etnograficznej. Należałoby przestudiować w sposób peł­
niejszy silne w naszym stuleciu związki pomiędzy badaniami
antropologicznymi i badaniami w zakresie literatury i sztuki.
Surrealizm jest tajemnym wspólnikiem etnografii - na dobre i złe
- w opisie, analizie, przygotowywaniu gruntu dla dwudziesto­
wiecznej ekspresji" - pisze Clifford.
Powstanie pierwszej we Francji naukowej instytucji etnologi­
cznej, jaką był złożony w 1925 roku - przez Maussa, Riveta,
Levy-Bruhla - Instytut d'Ethnologie, zbiegło się w czasie z roz­
kwitem surrealistycznej awangardy, z Pierwszym
Manifestem
Surrealistycznym. Mauss, Metraux, Bataille - te trzy nazwiska
najlepiej świadczą o związku awangardy artystycznej z nowo­
czesną etnologią. Punktem wyjścia staje się w tym.wypadku idea
transgresji. Podejmuje ją Bataille w swej książce L'erotisme ,
którą zaczyna słowami: „Transgresja nie neguje zakazu, jest jego
przekroczeniem i spełnieniem." Mauss mawiał: „Tabu ustala się
po to, by je gwałcić". W oczach surrealistów i etnologów „Kultura
jest ambiwalentna w swej strukturze. Można powstrzymać się od
morderstwa lub iść na wojnę: oba te czyny są, według Bataille'a,
zrodzone z zakazu zabijania. Porządek kultury obejmuje zarówno
regułę, jak i transgresję."
Ta, etnologiczna w swej istocie, teoria Bataille'a była jednym
z założeń wystawy sztuki prekolumbijskiej, którą zorganizował on
wraz z etnologami: Metraux i Rivetem. „Jego zainteresowanie
ofiarą ludzką (,Dla Azteków śmierć była niczym') łączy, na modłę
surrealistyczną, piękne z brzydkim, normalne z odpychającym.
3

�Tenochtitlan jest więc równocześnie .rzeźnią ludzką' i wspaniałą
.Wenecją' kanałów i kwiatów. Obrzędowe ofiary tańczą w per­
fumowanych girlandach, piękne są roje much, gromadzące się
nad płynącą krwią."
„Prezentowana przez Bataille'a logika, którą nie mogę się tu
zajmować - pisze Clifford - stała się ważną kontynuacją umac­
niających się związków pomiędzy analizą kultury i wczesnym
surrealizmem we Francji. Wiąże ona kontekst lat dwudziestych
z późniejszą generacją radykalnych krytyków, takich jak Michel
Foucault, Roland Barthes, Jacques Derrida, grupa Tel Quel."
Bataille był redaktorem pisma Documents - Archeologie,
Beaux Arts, Ethnographie, Varietes". ..Documents" są świadect­
wem specyficznego pojmowania etnografii w czasach, kiedy nie
była ona jeszcze nauką uniwersytecką z wypracowaną metodolo­
gią. W latach dwudziestych i trzydziestych słowo „etnografia"
oznaczało w pewnych kręgach „radykalne zakwestionowanie
norm i odoływanie się do rzeczywistości egzotyki, paradoksu, do
insolite". „Etnografia - pisze Clifford - która dzieli z surrealizmem
poniechanie rozróżnień pomiędzy wysoką i niską kulturą, zapew­
niała zarówno bogactwo wartości alternatywnych z kręgu kultur
pozaeuropejskich, jak też postawę ironicznej obserwacji uczest­
niczącej, dominującą w hierarchii wartości społecznego życia."
Surrealistyczne ujęcie etnografii w „Documents" otwierało
więc nowe perspektywy. Pojawił się postulat etnologicznej
krytyki dzieł sztuki i ich twórców. W analizie twórczości Andre
Masson, pióra Carla Einsteina, uderzają dwie rzeczy, stanowiące,
według Clifforda, kluczowe elementy etnograficznego surrealiz­
mu: po pierwsze, przenikliwa analiza rzeczywistości, postrzega­
nej teraz jako lokalna i sztuczna, po drugie, obecność wartości
alternatywnych wywodzących się ze świata egzotyki." Jest
jeszcze trzecia, równie ważna, cecha tego podejścia. Daje jej
wyraz Marcel Griaule w eseju poświęconym afrykańskim bęb­
nom, które rzeźbione są w unowocześnione, nietradycyjne wzo­
ry. Ten kulturowy synkretyzm nie neguje, według Griaule'a,
autentyczności i czystości dzieła. „Etnograficzny surrealista - pi­
sze dalej Clifford - inaczej niż typowy krytyk sztuki lub ówczesny
antropolog zachwyca się istnieniem kulturowych nieczystości
i niepokojących synkretyzmów. Griaule utożsamia europejską
fascynację sztuką afrykańską z afrykańskim upodobaniem do
tkanin, kanistrów z benzyną, alkoholu i broni palnej." Clifford
przytacza też konkluzję Griaule'a: „Dość męcząca jest koniecz­
ność nieustannego przypominania, że etnografia interesuje się
pięknym i brzydkim w europejskim sensie tych absurdalnych
słów. Ma ona jednakże skłonność do bycia podejrzliwą w stosun­
ku do pięknego, które jest rzadkim, czyli monstrualnym, zjawis­
kiem w cywilizacji. Etnografia jest podejrzliwa także w stosunku
do siebie, gdyż jest białą nauką, to znaczy nauką skażoną
przesądami, i nie odmawia wartości estetycznych przedmiotom
tylko z tej racji, że są produktem masowym lub modnym." Takie
ujęcie relatywizowało powszechnie znane kategorie: sztuki, pięk­
na, autentyzmu, czystości. „Skrajny relatywizm - pisze Clifford
- a nawet nihilizm, ukryte w podejściu etnograficznym nie
pozostały niezauważone przez bardziej radykalnych współpraco­
wników .Documents'. W spojrzeniu na kulturę nie przywiązywali
oni wagi do kwestii jej organicznej struktury, funkcjonalnej
integracji, ciągłości historycznej. Nawet z punktu widzenia
współczesnej semiologii ich koncepcja nie jest anachroniczna.
Rzeczywistość kulturowa skomponowana jest ze sztucznych
kodów, ideologii i przedmiotów, poddających się twórczym
przetworzeniom i zestawieniom."
4

Podstawową metodą stosowaną w piśmie było więc łączenie:
przypadkowy lub ironiczny kolaż, zmienna aranżacja kulturo­
wych symboli i artefaktów. Opisy paryskich rzeźni mieszają się
tam z karnawałowymi maskami Afryki, Melanezji, Francji. Dzieła
rzemiosła ludowego sąsiadują z okładkami brukowych książek.
„ W odniesieniu do kultury współczesnego miasta .Documents'
stawiają pytanie, przed którym staje każdy organizator etno­
graficznego muzeum: Co należy do czego? Czy arcydzieła sztuki
rzeźbiarskiej powinny być przedstawiane osobno, czy raczej obok
garnków i siekier?"

8

„Kultura staje się czymś w rodzaju kolekcji, a same .Docu­
ments' etnograficzną wystawą wyobrażeń, tekstów, przedmio­
tów, postaw, zabawnym muzeum, które równocześnie gromadzi
i tasuje swoje eksponaty." Waga tych spostrzeżeń - według
Clifforda - nie zmalała z upływem czasu. Szczególnie ważnym
działem pisma był również „tak zwany słownik nieoczekiwanych
definicji" ze słynną już definicją człowieka jako przedmiotu
0 wartości 25 fraków.
Surrealistyczny kolaż przełamywał złudzenie tego, co Barthes
- kwestionując konwencjonalne spojrzenie na świat - nazwie
później „wrażeniem rzeczywistości". W ten sposób przedstawia­
no na przykład umowność europejskiej, realistycznej wizji ludz­
kiego ciała. Leiris, analizując płótna Picassa, ukazujące znie­
kształcone figury, zestawiał je następnie z rzeźbą afrykańką, która
dostarczała dalszych przykładów przekształceń „prawdziwego"
wizerunku ciała. „Ciało - pisze Clifford - podobnie jak semiotycznie ujmowana kultura, przestaje być jakąś całością, stając się
zbiorem konwencjonalnych symboli i kodów."
5

Wewnętrzna struktura pisma „Documents", widoczna szcze­
gólnie wyraźnie w porządku zestawianych fotografii, jest zatem
wiernym odbiciem koncepcji kultury jako nieustannej gry cyta­
tów, nieskończonego kolażu. Obrazy г całego świata tworzą tam,
mówiąc słowami Clifforda, „perwersyjną kolekcję", a „anarchicz­
ny dokumentalizm" - nowy, epistemologiczny horyzont dla
dwudziestowiecznych badań nad kulturą. W pracach pisma
uczestniczyło zbyt wielu poważnych naukowców, badaczy tere­
nowych i muzealnych, by można w nim było widzieć jedynie
osobiste dzieło „niemożliwego" George'a Bataille'a. W gruncie
rzeczy pismo „było raczej przykładem wielkiej wrażliwości (która
jest bardziej niż się na ogół przyznaje charakterystyczna dla
francuskiej tradycji etnograficznej) na złożony charakter tego, co
Mauss nazwał .całościowym faktem społecznym'. Po surrealis­
tycznych latach dwudziestych rzeczywistość nigdy już nie będzie
postrzegana jako coś prostego, ciągłego, dostępnego empirycz­
nemu lub indukcyjnemu opisowi." To właśnie Mauss najlepiej
wyraził postawę, która leży u podłoża tej prawdy: „Etnologia jest
jak ocean. Potrzebujesz jedynie sieci, a kiedy wejdziesz do wody
6

1 zarzucisz sieć, możesz być pewien, że złapiesz jakąś rybę."
Historia etnografii francuskiej okresu międzywojennego za­
wiera się, według Clifforda, w dziejach dwóch muzeów parys­
kich: starego muzeum Trocadero i nowego, mieszczącego się
w Palais de Chaillot, Musśe de 1'Homme. „O ile Troca' lat
dwudziestych ze swymi przemieszanymi, źle sklasyfikowanymi
zbiorami objets d'art odpowiada estetyce etnograficznego sur­
realizmu, o tyle całkowicie nowoczesny Palais de Chaillot uosa­
biał kształtujący się wówczas naukowy paradygmat etnograficz­
nego humanizmu. Ten nowy paradygmat obejmował wiarę
w możliwość akumulacji wiedzy i fenomen naukowego postępu;
rzadziej zauważa się, że wraz z jego konsolidacją wyłączono
z zakresu nauki - nadając im miano sztuki - te elementy
dyscypliny, które każąjej wątpić w samą siebie, podważać własne
założenia i, jak w przypadku 'Documents', pracować na granicy
chaosu." Trocadero w początkach lat dwudzistych to, według
określenia jednego z dziennikarzy, un voyage en pleine barberie:
egzotyka, ciekawostki, przedmioty kultu. To tam Picasso roz­
począł swe poważne studia nad 1'art negre. W początkach swego
istnienia „Le Troca" było symbolem skandalu. Później, dzięki
wystawie przedmiotów, zgromadzonych podczas słynnej eks­
pedycji naukowej Dakar-Dijbouti, stało się ono modne. Świat
„Troca" wpłynął na ukształtowanie się pojęcia które Edward Said
określił mianem „orientalizmu", rozumiejąc pod tym terminem
„wytwory i przedstawienia, odzwierciedlające słabo wyodręb­
niony geograficznie i historycznie, lecz symbolicznie realny świat
egzotyczny. Jeżeli pojęcie afrykańskiego fetysza miało w latach
dwudziestych jakiekolwiek znaczenie, opisywało raczej sposób
percepcji egzotycznych artefaktów przez europejskich aficiona­
dos niż afrykańskie wierzenie."
W latach trzydziestych powstało Musee de 1'Homme, wokół
którego zebrało się grono wybitnych etnologów tego okresu:
Metraux, Leroi-Gourhan, Griaule, Leiris, Dieterlen, Paulme, Du-

�mont. Koncepcja Musee de 1'Homme zbudowana została na
nowej wizji pojęć „ludzkość", „człowiek", które nabrały monu­
mentalnego, syntetycznego charakteru. Ekspozycje w salach
Musee de 1'Homme obejmowały dzieje ludzkości od ewolucji
biologicznej poprzez odkrycia archeologiczne wczesnych cywili­
zacji aż do antropologii współczesności. Tak zrealizowana została
wizja „homme total" Marcela Maussa. W ten sposób zacierały się
też stopniowo różnice pomiędzy etnografią, archeologią i prehis­
torią - widziano je jako całkowicie sztuczne. Za równie sztuczne
uważano wszelkie podziały dokonywane w oparciu o geografię
polityczną. Ludzkość w swej niepodzielności stała się ideą
najwyższą.
U schyłku lat trzydziestych grupa etnologów i awangardowych
intelektualistów (Bataille, Leiris, Caillois) założyła College de
Sociologie, które nawiązywało w pewnym sensie do tradycji
Annee Sociologique i koncepcji Durkheima. Twórców College
podobnie jak autora Elementarnych form życia religijnego, in­
teresowały te momenty rytualne, kiedy zbiorowa ekspresja wyra­
żała doświadczenia spoza normalnej egzystencji, momenty,
w których porządek kultury jest jednocześnie przekraczany i od­
nawiany. Twórcy College bardziej jednak niż Durkheim skupiali
się na obecności sacrum w życiu codziennym: w Paryżu lat
dwudziestych i trzydziestych (Bataille), w przeżyciach osobis­
tych (Leiris). W eseju pod tytułem Sacrum w życiu codziennym ,
będącym, jak pisze Clifford „mostem pomiędzy etnografią i auto­
portretem", Leiris naszkicował wiele wątków, które następnie
rozwinął w La regle du jeu . Przedmioty o niezwykłej sile
przyciągania (rewolwer ojca), niebezpieczne strefy (tor wy­
ścigowy), miejsca otoczone tabu (sypialnia rodziców), miejsca
sekretne (WC), słowa i zdania o magicznym rezonansie wywołują
(...) dwuznaczną postawę związaną z podejściem do czegoś
zarazem pociągającego i niebezpiecznego, szacownego i od­
pychającego, tę mieszaninę szacunku, pożądania i przerażenia,
która może być uważana za psychologiczne znamię świętości."
„ W L'Afrique fantóme" Leiris jeszcze wyraźniej zakwestiono­
wał naukowe rozróżnienie na rzeczywistość 'subiektywną' i 'obiektywną'. Dlaczego, zastanawiał się, moje własne reakcje
(marzenia, doznania cielesne i tak dalej) nie są ważną częścią
'danych', dostarczanych przez badania terenowe? W College de
Sociologie ujrzał możliwość etnografii zarazem rygorystycznej,
w wymogach analizy, jak i poetyckiej. Badacz skupia się nie na
innym, lecz na sobie samym, na swym osobistym systemie
symboli, rytuałów i społecznych topografii."
Jean Jamin określił prace College mianem krytycznej „et­
nologii codzienności": „uczynić obcym to, co zdaje się znajome;
badać rytuały i święte miejsca współczesnych instytucji z drobiazgowością 'egzotycznego' etnografa i posługując się jego meto­
dami; stać się obserwatorem, obserwującym tych innych, którzy
są nami i, w końcu, tego innego, który jest m n ą . "
Według Clifforda College de Sociologie był „późną emanacją
surrealistycznych lat dwudziestych". W przeciwieństwie do jego
improwizowanego, amatorskiego charakteru „Musee de 1'Hom­
me nosiło znamiona wiedzy oficjalnie usankcjonowanej, nauko­
wej, monumentalnej. (...) w służbie tych dwu abstrakcji, zwanych
Sztuką i Nauką, wszystko, co jest żywą fermentacją bywa
automatycznie eliminowane."
Musee de 1'Homme zajmowało się więc ludzkością, a właś­
ciwie jej specyficzną ideą. Reprezentowało wiarę w naukowy
1

B

10

postęp i chłodny obiektywizm. Brakowało mu jednak krytycyz­
mu, skierowanego w stronę własnych założeń, ref lekcji, po­
ddającej badaniu własne przesłanki. „Tym, co nie było przed­
stawiane w salach Musee de 1'Homme był współczesny Zachód,
jego sztuka, instytucje i technika. W ten sposób reguły zachod­
niego myślenia i mentalności były obecne wszędzie poza wysta­
wą. (...) Tożsamość Zachodu, jego humanizm nigdy nie były
ukazywane ani analizowane, nigdy otwarcie omawiane." Swoje
wątpliwości, związane z etnologiczną ideologią ukrytą w struk­
turze Musee de 1'Homme, Clifford wyraził słowami Merleau-Ponty'ego: „ W swoich własnych oczach zachodni humanizm
jest miłością ludzkości, ale dla innych jest to jedynie obyczaj
i instytucja pewnej grupy ludzi, ich hasło i, czasami, okrzyk
bojowy."
Postawę naukowców skupionych przy Musee de 1'Homme
Clifford określił mianem antropologicznego humanizmu. Ant­
ropologiczny humanizm i etnograficzny surrealizm rozumieć
należy jako antynomię w ramach współczesnego kontekstu
kulturowego. „Aby schematycznie przedstawić ich przeciwieńst­
wo, można powiedzieć, że antropologiczny humanizm wycho­
dząc od tego, co inne, czyni je zrozumiałym za pomocą nazywa­
nia, klasyfikowania, opisywania, interpretowania. Oswaja. Zaś
praktyka etnograficznego surrealizmu kieruje swe ostrze ku temu,
co znajome, wywołując eksplozję inności, czegoś nieoczekiwa­
nego."
Szukając przykładów odwrotności etnograficznego surrealizmu-surrealistycznej etnografii, Clifford zwraca uwagę na fakt, iż
„praktyka surrealistyczna jest stale obecna w pracach etno­
graficznych, choć rzadko jasno uświadamiana". Jej przejawy
znajduje u Leirisa, Griaule'a, Malinowskiego. Nie tylko jednak
tam. „Moment surrealistyczny", przyjmujący formę kolażu, poja­
wia się na każdym wstępnym kursie atropologii. „Surrealistycz­
nym momentem w etnografii - pisze Clifford - jest ten moment,
kiedy możliwości przeprowadzenia porównania towarzyszy bez­
pośrednio jawna nieprzystawalność. W procesie etnograficznego
rozumowania moment ten jest powtarzany i uwydatniany."
Badając mechanizm kolażu, Clifford zauważa, że „Kolaż wprowa­
dza do pracy (tu do etnograficznego tekstu) elementy, które
nieustannie oznajmiają swoją obcość wobec kontekstu ich
przedstawiania." Etnografia jako kolaż świadoma jest dokonywa­
nych przez siebie cięć kultury i sztuczności tworzonych światów.
Niczatem dziwnego, że jak pisze Clifford, „Uprawianie etnografii
zgodnie z modelem kolażu oznacza zaprzestanie opisywania
kultur jako organicznych całości lub jednolitych, realistycznych
światów, nieustannie poddawanych wyjśniającemu dyskurso­
wi."
Ziarno surrealizmu ukryte jest, według Clifforda, w samej
istocie etnografii, nauki „przejawiającej nieustanną gotowość do
zdziwienia, do podważania interpretacyjnych syntez, ceniącej
nieoczekiwane pojawianie się przypadkowo odkrytej inności."
Każdy etnograf ma w sobie coś z surrealisty, odkrywcy i twórcy
nowych światów. Związek etnografii z surrealizmem, którego
owocem jest zarówno etnograficzny surrealizm, jak też surrealis­
tyczna etnografia, definitywnie kładzie kres empirycznemu i opi­
sowemu wymiarowi antropologii, widzianej jako interpretacja
kultury. Nowa etnografia, rozpięta pomiędzy nauką i sztuką,
studiuje nie tyle świat, co siebie samą jako jeden z kodów,
świadomą swej roli część współczesnej rzeczywistości.
11

PRZYPISY
1

J. Clifford, The Predicament of Culture.
Twentieth-century
ethnography, literature and art. Harvard Uniwersity Press 1988.
Wszystkie cytaty w niniejszym tekście, jeśli tego nie zaznaczam
inaczej, pochodzą z wymienionej książki, przede wszystkim zaś
z rozdziału On Ethnographic Surrealism.
S. Sontag, On Photography, New York 1977
G. Bataille, L'erotisme, Paris 1957
* M. Griaule, ..Documents" 2 (1): 46-47, 1930
R. Barthes, L'effet de reel, Paris 1968
2

2

5

6

M. Fortes, On the concept of the person among the Tallensi,
(w:) La notion de personne en Afrique noire, Paris 1973
M. Leiris, Le sacre dans la vie quotidienne, (w:)
LeCollegede
Sociologie, Paris 1979, s. 60-74
M. Leiris, La regie du jeu, Paris, vols. 1-4, 1948-1967
M. Leiris, L'Afrique fantóme, Paris 1950
J. Jamin, Un sacre college ou les apprentis sorciers de la
sociologie, „Cahiers internationaux de sociologie" 68:5-30,
1980
M. Merleau-Ponty, Humanism et terreur, Paris 1947
7

8
9

10

11

9

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10164" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10142">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1eb5343cb0a4169341798354c465223a.pdf</src>
        <authentication>7fdcbec1d7295ed6e8a4871c3d817d2f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120904">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2120</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120905">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120906">
                <text>Cyganie - Romowie</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="120907">
                <text>Romowie - historia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120908">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1969</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120909">
                <text>O Filistynach, Cyganach alias wałęsach / LUD 1995 t.78</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120910">
                <text>LUD 1995 t.78, s.341-356</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120911">
                <text>Mróz, Lech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120912">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120913">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120914">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120915">
                <text>Lud, t. 78, 1995

LECH MRÓZ
Katedra Etnologii i Antropologii
Uniwersytet Warszawski

Kulturowej

O FJLISTYNACH, CYGANACH ALI AS WAŁĘSACH.
Z DZIEJÓW POZNAWANIA
ROMÓW W POLSCE
Cyganie (Roma) są jedną z tych społeczności, o których krąży wyjątkowo
dużo informacji bałamutnych czy wręcz nieprawdziwych. Uwaga ta nie dotyczy
tylko Cyganów żyjących w Polsce i piśmiennictwa polskiego. Taki jest ogólny
stan wiedzy na ich temat. Przyczyna tkwi przede wszystkim w niedostatku
wiadomości źródłowych (zarówno nieznajomości dokumentów z odległej
przeszłości, jak i badań o charakterze etnologicznym). Drugim powodem jest
pewien nawyk w sposobie widzenia Cyganów, wyniesiony jeszcze z odległych
czasów - z początków ich europejskich dziejów.
Zapiski kronikarskie z wieku XV, odnotowujące pojawienie się Cyganów
w różnych miastach i państwach, są w swojej wymowie raczej przychylne
przybyszom, którzy traktowani są z ciekawością jako egzotyczni goście.
Bardzo rzadkie są informacje mówiące o kradzieżach czy jakichś innych
niekorzystnych cechach Cyganów. Zapewne w znacznym stopniu można to
tłumaczyć ogólną sytuacją w ówczesnej Europie i panującymi tendencjami. Na
drogach średniowiecznej Europy można było spotkać wielu wędrowców tych, którzy udawali się do sławnych szkół, takich, którzy chcieli w innym
mieście doskonalić swe umiejętności rzemieślnicze, zbiegłych chłopów, rycerzy
szukających sławy i chlebodawcy, kuglarzy, rozbójników i mnichów wędrujących od klasztoru do klasztoru, a przede wszystkim pątników, pielgrzymujących do miejsc świętych lub w celach pokutnych, by przebłagać za grzechy
własne lub przodków. Czasami gościńce zaludniały się gromadami uciekinierów przed zarazą, takimi, którzy udawali się na wyprawę do Ziemi Świętej by odebrać z rąk saraceńskich grób Chrystusa, albo wreszcie biczowników,
beginek, begardów, czy innych, określanych przez kościół katolicki mianem
heretyków. W tym tłumie Cyganie nie byli więc wyjątkiem, mimo iż odróżniali
się od innych. Zmianę stosunku do Cyganów przynosi następne stulecie. Czasy
renesansu to okres generalnych przewartościowań
- zmienia się postawa
wobec pracy, inne jest rozumienie życia godziwego. Pismo Święte, podstawa
wiedzy i stosunku do świata oraz innych ludzi, zostaje odczytane na nowo
a owa reinterpretacja wiedzie także do zasadniczych zmian w odniesieniu do

�342
ludzi ubogich, wędrujących - także pątników. Pielgrzym, wędrowiec, przestaje
być traktowany jak człowiek święty, jak ktoś, w kogo postaci może być ukryty
sam Chrystus i komu należy się, w związku z tym, gościna. Ewolucja, jaka
dokonuje się w nauce - filozofii, teologii i w ogóle w humanistyce renesansowej, prowadzi do istotnych przemodelowań. Wędrowiec nie jest już postacią
godną, bogobojnym pielgrzymem, staje się włóczęgą, stroniącym od pracy
i żyjącym cudzym kosztem. Cyganie przyswoili sobie w minionych dziesięcioleciach nie tylko rudymentarną
wiedzę na temat sposobu życia i kultury
poszczególnych krajów europejskich, ale także poznali sposób myślenia i cechy
mentalne Europejczyków. Ta jest prawdopodobnie
przyczyna, że Cyganie
opowiadali, iż powodem ich wędrówki jest pokuta nakazana im przez papieża
za odstępstwo ich przodków od wiary, lub że pielgrzymują z gorliwości
religijnej, od jednego do drugiego sanktuarium czy innego ważnego ośrodka
kultowego (wyraźnie to potwierdzają zapiski kronikarskie, z różnych miejsc
piętnastowiecznej Europy). Z dokumentów historycznych wynika, że opowieści
te były przyjmowane przychylnie, zapewniały też pomoc miejscowych władz
i w ogóle ludności. Sto lat później - mimo, że Cyganie nadal starają się
uchodzić za pątników - ich opowieści przynoszą skutek przeciwny. Rozpoczynają się wieki prześladowań i czas pogłębiania dystansu między Cyganami a nie-Cyganami; formuje się negatywny stereotyp tej społeczności.
Studia nad Biblią i ogólny rozwój wiedzy prowadzą do prób wyjaśnienia
genezy Cyganów. To wtedy powszechna stała się teza o ich pochodzeniu
z Egiptu. Wtedy też w zapiskach i kronikach zaczyna pojawiać się - gdy
mowa o Cyganach - słowo "Filistyni"; nazwy: Filistyni, Tatarzy i Egipcjanie
stają się wówczas popularnymi określeniami Cyganów. To ostatnie było przez
pewien czas chyba najpowszechniej w użyciu, zarówno w katolickiej, jak
i protestanckiej Europie. Od początku, od pierwszych wzmianek z Dubrownika, Peloponezu, Hospodarstwa Wołoskiego, znani są też jako "Cyganie"
(nazwy rzecz jasna nieco różnią się brzmieniowo, w zależności od kraju
i języka, ale pochodzą od jednego źródłosłowu). Ze zmianami mentalnymi
i odmiennym widzeniem postaci wędrowca, nowe prądy przyniosły przemianę
prawa. Od przełomu wieku XV i XVI rozpoczyna się, trwający aż po schyłek
wieku XVIII (czyli do momentu kolejnej zasadniczej zmiany, jakiej zwiastunami są dzieła francuskich filozofów i Rewolucja), okres stosowania wobec
Cyganów surowego prawa. Efektem pogłębiającego się dystansu było to, że
wytworzył się stopniowo obraz Cyganów jako ludzi żyjących stale na granicy
społeczeństwa i poza prawem - wiecznych włóczęgów, wróżbitów, amatorów
nie swojej własności, oszustów. Zwrócenie uwagi na ten proces jest zasadne,
a nawet więcej - wskazane, znajduje bowiem on bezpośrednie odbicie
w literaturze dotyczącej Cyganów.
Pierwsza wiadomość z Polski o bytności człowieka określanego mianem
"Cygan" pochodzi z roku 1401, z Krakowa. Od połowy wieku XVI zaczyna

�343
na Cyganów zwracać uwagę kancelaria królewska i sejmy, zapadają pierwsze
postanowienia nakazujące im opuszczenie kraju. W latach trzydziestych
XVII wieku sejmy zaprzestają zajmować się Cyganami, ale jeszcze do rozbiorów, co jakiś czas, lokalne sejmiki czy starostowie przypominają o zakazie
przechowywania ich, a do sądów wnoszone są skargi na tych, którzy "konserwują w swoich dobrach Cyganów" - jak głosi pozew z roku 1736 wpisany
do akt krakowskich [APK (Wawel) Castr. Crac. ReI. 116, p. 115 -118].
Najstarszą publikacją w polskim piśmiennictwie, gdzie autor poświęca specjalną uwagę Cyganom, jest Kronika, tho iesth Historya Świata Marcina Bielskiego, wydana po raz pierwszy w Krakowie w roku 1564. Oto jak przedstawia
on Cyganów: "Lud próżnujący, chytry, tajemny, plugawy, dziki, czarny (... )
mowę sobie zmyślili ku kradzieży godną, aby ich nikt nie rozumiał (... ) stądże
są misterni złodzieje ( ) końmi frymarczą, miedź pozłociwszy, żelazo pośrebrzywszy, przedają ( ) wytrychy złodziejom czynią" (Bielski, wyd. 1976,
s. 261 - 262). Bielski nie jest oryginalny w sposobie widzenia Cyganów;
fragment im poświęcony jest dość wiernym odwzorowaniem tego, co napisał
wcześniej Sebastian Munster w wydanym w Bazylei dziele Cosmographia
universalis. Potem z kolei do Bielskiego odwoływali się inni polscy pisarze.
Kronika Bielskiego nie jest dziełem, które ma wartość dla badań nad samymi
Cyganami, ale jest świadectwem rodzaju stosunku do nich.
Gdy mówi się o pierwocinach etnografii wymieniane jest zwykle dzieło
Jakuba Kazimierza Haura Skład abo Skarbiec znakomitych sekretów oekonomiey ziemiańskiey (Kraków 1693) jako źródło wiedzy na temat wsi siedemnastowiecznej. W tym samym traktacie jest zawarta - naj starsza znana
w Polsce - rycina przedstawiająca parę Cyganów. W odróżnieniu od opisu
Bielskiego możemy uznać wartość owej ilustracji jako dokumentu pokazującego ubiór noszony przez Cyganów (choć błędem byłoby sądzić, że tak ubierali
się wszyscy Cyganie).
To jest w zasadzie wszystko, co znajdujemy w polskim piśmiennictwie na
temat Cyganów aż do początku wieku XIX - poza drobnymi wtrętami,
rozsianymi po różnych pracach. Wartość tych wzmianek dla próby przedstawienia sposobu życia, organizacji wewnętrznej i kultury Cyganów jest
minimalna (poza ryciną Haura); znacznie więcej mówią one o autorach
i społeczeństwie, wśród którego Cyganie żyli. Natomiast niektóre zachowane
dokumenty źródłowe - listy przewodnie, przywileje, zapiski w księgach
grodzkich i sądowych - z okresu XVI - XVIII wieku - dostarczają bardzo
interesujących informacji o samej społeczności cygańskiej i jej stosunkach
z nie-Cyganami.
Stan wiedzy na temat Cyganów nie był wówczas w Polsce specjalnie różny
od tego, co o Cyganach pisywano w innych krajach europejskich. Dopiero
odkrycie uczynione przez Węgra Etienne Valyiego pod koniec wieku XVIII, że
mowa, którą posługują się Cyganie jest podobna do języków używanych

�344
w Indiach, stało się zasadniczym impulsem do badań nad Cyganami, a tym
samym i ilości poświęconych im publikacji. Prace, jakie ukazały się później
w Niemczech i Francji stały się inspiracją dla uczonych w Polsce.
Pierwszym tekstem, otwierającym rozdział polskich badań nad Cyganami,
jest obszerny przypis zamieszczony w fundamentalnym dziele O litewskich
i polskich prawach, autorstwa Tadeusza Czackiego (Warszawa 1800-1801).
Kilka lat później Czacki - umysł wybitny, ceniony przez współczesnych
uczonych, zarówno dla talentów organizatorskich (był m.in. twórcą Liceum
Krzemienieckiego), jak i rozległej, rzetelnej wiedzy historycznej - przygotował
większą rozprawę noszącą tytuł O Cyganach. Śmierć przeszkodziła mu w jej
opublikowaniu (Czacki zmarł w 1813 roku) i przez dłuższy czas była znana
tylko wąskiemu kręgowi w rękopisie. Znał ją z całą pewnością i cenił Joachim
Lelewel, co wiadome jest z jego korespondencji z Ignacym Ołdakowskim nauczycielem z Liceum Krzemienieckiego. Zainteresowanie Lelewela Cyganami nie ograniczyło się do troski o spuściznę po Czackim; wiemy, że temat ten
poruszał w listach do innego historyka wileńskiego Ignacego Daniłowicza,
a będąc już na emigracji korespondował z jednym ze znanych ówczesnych
badaczy Cyganów, Paulem Bataillardem. Z rozprawy Daniłowicza dowiadujemy się również, że pracę Czackiego bardzo cenił wybitny humanista, filozof Hugo Kołłątaj. Dopiero wiele lat po śmierci autora ukazała się rozprawa
O Cyganach - zamieszczona w Pomnikach historyi i literatury polskiej,
wydanych w Krakowie przez Michała Wiszniewskiego w roku 1835 (t. 2);
znajdujemy ją także w 3 tomie Dziel Czackiego, opublikowanym w Poznaniu
w roku 1845.
Czacki poprzedził przygotowanie
tej publikacji wnikliwymi studiami,
a zestaw literatury obcej, na jaką się powołuje, łącznie ze znajomością
szczegółową dzieł najważniejszych Uak praca H. M. G. Grellmanna) świadczą,
że bardzo poważnie traktował swoje studia nad Cyganami. Był też pierwszym,
który zaprezentował niektóre źródła do dziejów Cyganów w Polsce. Czacki co wiemy z innych jego prac, m.in. cenionego do dziś dzieła O litewskich
i polskich prawach, wiele czasu spędził na studiowaniu dawnych dokumentów,
w ten sposób dotarł do nieznanych wcześniej informacji. Jest więc bez
wątpienia tym, który może być uznany za inicjatora, czy ojca cyganoznawstwa
polskiego. Jednym z nielicznych mankamentów O Cyganach są pewne niedokładności w cytowaniu źródeł historycznych. Uniemożliwia to dotarcie do
najdawniejszej - na jaką powołuje się Czacki - wiadomości (z roku 1501),
ważnej między innymi dlatego, że występuje tam imię przywódcy cygańskiego,
znane z wcześniejszych dokumentów węgierskich; być może zresztą zawinił tu
nie tyle sam Czacki ile wydawcy - nie docieczemy dziś tego, ale weryfikacja tej
informacji jest obecnie niemożliwa.
W roku 1824 w Wilnie ukazała się drukiem O cyganach wiadvmo.fć historyczna, czytana na posiedzeniu publicznem cesarskiego uniwersytetu wileńskiego

�345
dnia 30 czerwca 1824 r., przez Ignacego Danilowicza. Autorem rozprawy jest
historyk, profesor Uniwersytetu Wileńskiego - niedługo potem wydalony z tej
uczelni - skazany w procesie Filomatów, otrzymuje nakaz osiedlenia w Charkowie i zostaje zatrudniony na tamtejszym uniwersytecie.
Cyganie są dla Daniłowicza tematem pobocznym - swój czas poświęca
bowiem studiom nad systemami prawnymi Polski i Litwy. Jest historykiem ale
zajmującym się przede wszystkim prawem. Nie sposób ustalić dziś motywy
tych zainteresowań, tym bardziej, że stosunek Daniłowicza do Cyganów jest
wielce krytyczny (przebija to wyraźnie z kart jego dzieła). Być może jakiś wkład
miał tutaj Lelewel, z którym Daniłowicz pozostawał w bliskich kontaktach,
a który - jak wiemy - interesował się bardzo Cyganami. O Cyganach
wiadomość historyczna jest rodzajem monografii - autor oprócz rozdziałów
poświęconych genezie i historii, zamieszcza też omówienie cygańskich zwyczajów, religii, sposobu życia, ubierania się, profesji. Najbardziej wartościowym
wkładem własnym jest część poświęcona omówieniu sytuacji w Polsce i Rosji
oraz regulacjom prawnym. Rozprawa Daniłowicza jest w bardzo dużym stopniu oparta na wydanej w roku 1787 pracy niemieckiego autora Grellmanna
Historischer Versuch tiber die Zigeuner ... (Gottingen 1787). W 1823 roku,
w czasopiśmie "Lech. Dziennik poświęcony literaturze. Dziejom ojczystym
i współczesnym" (t. 1, nr 7, s. 201 - 209) zostało zamieszczone omówienie, wraz
z fragmentem przekładu, dzieła Grellmanna. Rok później ukazała się O Cyganach wiadomość historyczna; Daniłowicz ocenia publikację w "Lechu" bardzo
krytycznie, jednak porównanie obu tekstów wykazuje ich daleką zbieżność
(patrz: Mróz, 1994). To jednak, co zaskakuje, to brak krytycyzmu a czasami
naiwność Daniłowicza - badacza tak skądinąd dociekliwego i krytycznego.
Od czasu bowiem ukazania się Historischer ... Grellmanna minęło ponad
trzydzieści lat i wiedza na temat Cyganów została znacznie pogłębiona.
Daniłowicz uzupełnił pracę kilkoma dokumentami, wystawionymi dla cygańskich zwierzchników. Poza jednym, przywilejem Karola Radziwiłła, który
został opublikowany po raz pierwszy, pozostałe znane są z wcześniejszych,
pozapolskich publikacji. Późniejsi autorzy, poczynając od Narbutta aż do
współczesnych, zarzucali Daniłowiczowi bardzo niechętny stosunek do Cyganów: po części jest to odwzorowanie
sposobu patrzenia na nich, jaki
prezentował Grellmann, ale zapewne własny osąd Daniłowicza także musiał
być nieprzychylny Cyganom.
Sześć lat po pracy Daniłowicza ukazała się, także w Wilnie, książka
Teodora Narbutta Rys historyczny ludu cygańskiego. Wówczas, gdy Daniłowicz zaznajamiał zebranych uczonych ze swoją rozprawą, idee romantyczne
znane już były w środowisku wileńskim, jednakże ich śladu u Daniłowicza nie
widzimy - co jest tym dziwniejsze, że miał kontakty ze środowiskiem
filomackim. Dopiero u Narbutta znajdujemy ów sposób patrzenia na lud
wiejski, na Cyganów, na ślady przeszłości. Różnica między Daniłowiczem

�346
a Narbuttem dobitnie uwidocznia się, gdy zestawimy fragmenty opinii jednego
i drugiego dotyczące tych samych kwestii (patrz np. Daniłowicz, 1824, s. 30 - 31;
Narbutt, 1830, s. 78 - 79). Praca Narbutta ma także charakter monografii, autor
chce jednak przede wszystkim zmienić zbyt niekorzystny obraz Cyganów, jaki
naszkicował Daniłowicz. Rys historyczny ludu cygańskiego zawiera część
poświęconą genezie Cyganów, ich europejskiej i polskiej historii oraz prezentuje różne aspekty kultury cygańskiej. Na zakończenie Narbutt przedstawia
zarys gramatyki języka i słowniczek, a także zamieszcza kilka dokumentów
źródłowych do historii Cyganów. Wśród nich najbardziej interesujący jest list
przewodni z roku 1501, wystawiony i podpisany przez Aleksandra 1. Rzecz
jednak w tym, że data podana w tekście nie zgadza się z latami panowania
króla Aleksandra. Pytanie - czy Narbutt zamieścił falsyfikat, nie dostrzegając
tego (a wiadome jest, że Cyganie nierzadko posługiwali się listami podrabianymi), czy też sam dokonał fałszerstwa? Być może nie wyjaśnimy nigdy tej
kwestii. Narbutt uważany jest powszechnie przez historyków za autora
nierzete1nego, fantastę, który "uzupełniał braki historii", samemu tworząc
odpowiednie dokumenty. Wykazano bowiem niezbicie, że dopuszczał się tego
procederu na potrzeby swoich prac o przeszłości Litwy. Narbutt był gorącym
wielbicielem Litwy i jej dawnych dziejów. Ale dzieje te zawierały tak znaczne
luki źródłowe, zwłaszcza w warstwie najdawniejszej - początków państwowości i czasów pogaństwa, że Narbutt niedostatki te starał się wypełnić.
Fantazja z wiedzą i nauką mieszały się u wielu ówczesnych autorów, Narbutt
w tej mierze wyróżniał się jednak szczególnie. Nie twierdzę, że skoro "tworzył"
dokumenty do dziejów Litwy, to i Cyganom wzbogacił przeszłość. Jest jednak
niewątpliwe, że tekst przytoczonego przezeń dokumentu budzi zasadnicze
wątpliwości, a poza tym nie udało się odnaleźć go dotąd w aktach, z których
jakoby skopiował go Narbutt (patrz: Mróz, 1988, s. 305 - 322).
Mimo wszystkich niedoskonałości Czackiego i Daniłowicza oraz wątpliwości co do Narbutta, jest to ogromnie ważny czas w polskich zainteresowaniach Cyganami. Nigdy później, aż po ostatnie lata, nie powstało w krótkim
czasie tyle prac o tak szerokim zakresie.
Dopiero po upływie wielu lat l,lkazało się kilka artykułów dotyczących
dziejów Cyganów; są to niewielkie teksty, ale dotykają ciekawego rozdziału ich
historii. W roku 1900 Antoni Prochaska zamieścił w "Kwartalniku Historycznym" (z. 3, s. 453-457) Przywileje dla cygańskiej starszyzny w Pol.~ce.Autor wybitny historyk, wydawca wielu najstarszych dokumentów z archiwów
lwowskich - opublikował w tym artykule teksty dwóch przywilejów: z roku
1652 (naj starszego ze znanych) oraz z roku 1705, które odnalazł w trakcie
poszukiwań archiwalnych. Poprzedzone one zostały omówieniem samej instytucji zwierzchników nad Cyganami, powoływanych przez kancelarię królewską. Minęło nieomal trzydzieści lat, nim ukazała się kolejna publikacja na ten
temat. Teodor Modelski w roku 1929 zamieścił w "Ateneum Wileńskim"

�347
(z. I - 4, s. 583 - 588) artykuł Przywilej na starszeństwo cygańskie z r. 1703.
Kwestię przywilejów dla zwierzchników nad Cyganami podejmuje po latach
Józef Broda. W roku 195] zamieścił on w "Czasopiśmie Prawno-Historycznym" rozprawkę Przywileje nominacyjne dla króla cygańskiego w Polsce
z 1731 r. i na wójtostwo cygańskie z 1732 r. (s. 346-356). Wprawdzie
ideologiczny żargon oraz tzw. klasowy punkt widzenia nakazują znaczną część
wniosków Brody odrzucić, ale zasadnicza wartość tej publikacji polega na
zamieszczeniu dwóch dokumentów, wymienionych w tytule, a wcześniej
nieznanych. Wątek historyczny podejmuje Jerzy Ficowski (w pierwszym
wydaniu Cyganów polskich z roku 1953); ale ogranicza się do sprawozdania
stanu wiedzy. Dopiero późniejsze prace Ficowskiego pogłębiły zagadnienie
przeszłości Cyganów.
Kolejne dziesięciolecia były ubogie w nowe wiadomości, choć rozmaitych
publikacji prasowych ukazało się sporo. Druga połowa XIX stulecia, a zwłaszcza lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte - tak ważne dla rozwoju cyganoznawstwa w Europie i tak owocne publikacjami, z których wiele do dzisiaj nie
utraciło wartości - są w Polsce czasem mało sprzyjającym poznawaniu
Cyganów. Nie ukazała się w tym okresie ani jedna znaczniejsza praca z jednym może wyjątkiem. W roku 1882 została wydana w Poznaniu rozprawa
Antoniego Kaliny La langue des Tsiganes Slovaques. W najrozmaitszych
periodykach znajdujemy wprawdzie artykuły dotyczące Cyganów, ale są to
wyłącznie teksty popularne, mało wnoszące do stanu wiedzy, nieoryginalne często przedruki z prasy pozapolskiej.
W początkach drugiej połowy XIX wieku ukazało się kilka artykułów
zamieszczonych w różnych kalendarzach, a także w "Dodatku do Gazety
Lwowskiej". W 1851 roku zostaje wydany Rzut oka na północne stoki Karpat
Wincentego Pola. Zawarty jest tam m.in. interesujący opis spotkania autora
z gromadą Cyganów, trudniących się wypłukiwaniem złotego piasku w rzekach Karpat. Ponownie znalazł się ów fragment, a także opis spotkania
z Cyganami, koczującymi na ostrowach pośród bagien Polesia, w drugim
tomie prac Pola pt. Północny Wschód Europy (wydanym w roku 1870). Od lat
sześćdziesiątych dosyć często poświęca Cyganom uwagę "Tygodnik Ilustrowany". Znajdujemy tutaj opisy wyglądu, ubiorów i obozowisk Lowarów
i Kełderaszy przybyłych w drugiej połowie ubiegłego wieku z Siedmiogrodu
i Wołoszczyzny. "Tygodnik Ilustrowany", jak też "Praca", zamieszczają bogaty
materiał ilustracyjny (zwłaszcza w numerach z końca wieku i lat poprzedzających l wojnę światową). Wielu ówczesnych artystów rysuje Cyganów:
typy, obozowiska, sceny z targów czy z wędrówek; to rezultaty powszechnie
panujących w Europie mód. Wieś i życie ludu to tematy częste w literaturze
i sztukach plastycznych. Ale świat bohemy i młodopolska maniera cygański
wątek traktują specjalnie - to uosobienie idei, symbol, często mający niewiele
wspólnego z rzeczywistością. Dlatego tylko niektóre z rycin zamieszczanych

�348
w "Pracy" i "Tygodniku Ilustrowanym" (także w "Wędrowcu", "Orlim Locie"
i innych pismach) mają wartość źródła ikonograficznego, większość jest
odbiciem mody, owocem inspiracji; podobnie ma się rzecz z tekstami pisanymi.
Nie można więc uznać ich za realizację badań nad Cyganami, choć niewątpliwie dzięki nim stan wiedzy został wzbogacony.
Jedynym periodykiem etnograficznym, który dość systematycznie zamieszczał rozmaite materiały dotyczące Cyganów, i to od początków istnienia, jest
"Wisła". Często są to opowieści i przysłowia ludowe, rzadziej informacje i opisy
prezentujące samych Cyganów i ich kulturę Uęzyk, bajki, rozmieszczenie,
sposób życia). Ogromnie cenne jest, że "Wisła" skrupulatnie odnotowuje
pojawienie się nowych, interesujących artykułów i książek - w tej bibliografii zawarte są także publikacje dotyczące Cyganów. Badaczem wybijającym
się, jedynym, który systematycznie pisywał o Cyganach (choć najczęściej
w pismach niepolskich) jest Izydor Kopernicki.
W roku 1887 ukazał się w Wielkiej Brytanii pierwszy numer bardzo
ważnego w rozwoju cyganoznawstwa kwartalnika "Journal of the Gypsy Lore
Society". Pojawienie się tego periodyku zostało odnotowane w drugim tomie
"Wisły". Autorem omówienia zawartości czasopisma i celu działalności wydającego je Towarzystwa jest Kopernicki.
Kopernicki interesował się Cyganami już dawniej; wespół ze znanym
francuskim badaczem Bataillardem przygotował artykuł o Cyganach z Galicji,
wyrabiających dzwonki pasterskie. W pierwszych zeszytach "Journal of the
Gypsy Lore Society" znajdujemy kilka tekstów Kopernickiego, w większości są
to prezentacje bajek. Zajmował się też zagadnieniami z zakresu antropologii
fizycznej (wyniki opublikował w "Archiv fUr Anthropologie"), ale przede
wszystkim Kopernicki jest badaczem języka Cyganów. Zarówno w "Journal of
the Gypsy Lore Society" (vol. 1, nr 2)jak i w "Wiśle" (t. 3) opublikował krótkie
notatki o dialekcie Cyganów z Bośni. Najznakomitszą pracą Kopernickiego
w dziedzinie cyganoznawstwa są Textes Tsiganes. Contes et poesies, opublikowane w Krakowie w latach 1925 (z. 1) i 1930 (z. 2). Wszystkie zawarte tam
bajki, opowieści są dwujęzyczne - w wersji oryginalnej i w przekładzie na
język francuski. Kopernicki przygotowywał też słownik cygański, niestety nie
zdążył go ukończyć; niewielki fragment opublikowany został w "Journal of the
Gypsy Lore Society", reszta rękopisu jest przechowywana w zbiorach krakowskiego oddziału PAN. W "Wiśle" zamieścił teksty kilku bajek zanotowanych
w Litwie także znany zbieracz folkloru litewskiego i współpracownik Jana
Karłowicza, Sylwester Dowojno-Sylwestrowicz.
Prócz Kopernickiego w tych
pierwszych numerach "Journal of the Gypsy Lore Society", a także "Wisły",
zamieszczał notatki o Cyganach w Polsce, Rosji, Węgrzech, Władysław Kornel
Zieliński.
Żaden z polskich etnografów tych lat nie prowadził systematycznych badań
nad Cyganami, wątek ów pojawia się niejako na marginesie, przy okazji innych

�349
materiałów, zbieranych wśród ludności wiejskiej (prace Kopernickiego dotyczą
przede wszystkim języka). Najwięcej przyczynków do poznania Cyganów
znajdujemy w "Wiśle"; "Lud" dopiero w tomie 6 zamieszcza krótką informację
o Cyganach w Galicji, potem także rzadko redakcja zwraca uwagę na
Cyganów. Prawie wszystkie publikacje z tego czasu są rezultatem kolekcjonersko-ludoznawczych pasji autorów i trudno dopatrywać się w ich przypadku
jakichkolwiek inspiracji czy skłonności metodologicznych;
chyba jedynie
lingwistyczne prace Kopernickiego przygotowane były w sposób zgodny
z wymaganiami nauki.
Sto lat po ważkich dla badań nad Cyganami początkowych latach XIX
wieku przyszedł pomyślny okres międzywojnia. Nie historia jednak lecz język
były przedmiotem zainteresowania uczonych. Pierwszy krok ku poznawaniu
mowy Cyganów uczynili jeszcze Daniłowicz i Narbutt dołączając do swoich
prac wzory odmian i słowniczki. Potem Ignacy Kraszewski wykorzystał
słowniczek Narbutta w Chacie za wsią. Jednak naprawdę badaniami języka
zajęli się dopiero Kalina i Kopernicki u schyłku wieku. Najważniejsze prace
z tej dziedziny powstały w okresie międzywojennym w ośrodku krakowskim.
Wówczas ukazały się dwa zeszyty tekstów cygańskich Kopernickiego (w 1925
i w 1930 roku). W 1927 roku Edward Klich opublikował dwa artykuły
poświęcone mowie Cyganów z okolic Rabki i wpływom języka polskiego na
dialekty cygańskie. W t 931 roku wyszedł drukiem duży artykuł Klicha
Cygańszczyzna w 'Chacie za wsią' Kraszewskiego ("Prace Filologiczne" t. 15,
s. 171 - 220); istotną jego częścią jest wprowadzenie do wiedzy ogólnej na temat
języka cygańskiego. Kilka lat później ukazała się kolejna ważna publikacja Jana Rozwadowskiego Warterbuch des Zig.eunerdialekt von Zakopane (1936).
(Wcześniej - wespół ze Stanisławem Estreicherem - przygotował obszerną
rozprawkę Język cygański i Cyganie w Polsce, zamieszczoną w "Encyklopedii
polskiej" - t. 3, wydanej w t 915 roku. Jest to wyjątkowy okres w polskich
badaniach nad Cyganami; prace prowadzą uczeni będący uznanymi autorytetami. Niestety osiągnięcia ich znane są tylko bardzo wąskiemu kręgowi.
Lata wojny zniszczyły środowiska naukowe, przerwały prowadzone prace.
Po wojnie Cyganami zajmowała się głównie administracja oraz aparat służb
wewnętrznych i policyjnych. Jedynie dwaj ludzie konsekwentnie prowadzą
prace z zakresu cyganoznawstwa
- są wyjątkiem w powszechnym braku
zainteresowania wśród uczonych: w Krakowie Tadeusz Pobożniak, a w Warszawie Jerzy Ficowski. Obaj są badaczami wybitnymi, przez wiele lat jako
jedyni pisali na temat Cyganów (pomijam tu niewielki tekst Brody oraz
artykuły gazetowe). Pobożni ak - językoznawca, orientalista (indolog), związany z Uniwersytetem Jagiellońskim - swoimi pracami kontynuował dokonania
Kopernickiego, Klicha i Rozwadowskiego. Dorobek Pobożniaka tematycznie
jest nawet rozleglejszy i nie mniej cenny. Pobożniak w latach czterdziestych
i pięćdziesiątych opublikował kilka tekstów omawiających pewne cechy języka

�350
oraz Imiona Cyganów. Potem zajął się Lowarami - jedną z najbardziej
interesujących i rozgałęzionych w świecie grup. W 1961 roku ukazał się
drukiem artykuł Powstanie cygańskiej grupy Lowari (w: Sprawozdania z Posiedzeń Komisji P AN, s. 127 - 129), a kilka lat póżniej owoc dłuższych badań,
praca o wielkim znaczeniu Grammar of the Lovari dialect (1966). Ogólne
omówienie genezy Cyganów i kwestii językowych (oraz wpływu na ich kulturę)
to treść niewielkiej książeczki O Cyganach, opublikowanej w ramach biblioteczki popularnonaukowej
PAN (1972). W roku 1986 został wydany pierwszy
tom dwuczęściowej pracy zbiorowej Języki indoeuropejskie. Jest tam obszerny
rozdział autorstwa Pobożniaka Języki indyjskie, w którym omawia również
język cygański. Lektura tekstu pokazuje, że Pobożniak stale pracował nad tymi
zagadnieniami, stale aktualizował wiedzę - znane mu są najnowsze publikacje
i osiągnięcia w badaniach nad językiem i genezą Cyganów. Należy podkreślić,
że Pobożniak (od lat już będąc na emeryturze) stale prowadził seminaria
uniwersyteckie, m.in. na temat języka cygallskiego. Profesor Pobożniak, zmarły
w roku 1990, był jednym z najznakomitszych lingwistów, wybitną postacią
w dziejach polskich badań nad Cyganami.
Prace nad językiem są kontynuowane
- choć niestety w skromnym
zakresie. Prowadzi je Ignacy Ryszard Danka z Uniwersytetu łJódzkiego badacz języków anatolijskich - autor kilku przyczynków na temat języka
Cyganów, a także młodsi badacze, jak Andrzej Lewkowicz. W tomie "Prac
Komisji Językoznawstwa. Studia indo-iranica" z roku 1983, przygotowanym
z okazji jubileuszu prof. Pobożniaka, ukazały się teksty niepolskich uczonych,
zajmujących się badaniami nad językiem Cyganów - Jana Kochanowskiego
i Marcela Courtiadego. Nie są to jedyne prace obu autorów, jakie zostały
wydane po polsku, zwłaszcza Courtiade przyczynił się swoimi publikacjami,
wykładami i aktywnością organizacyjną do ożywienia działań związanych
z poznawaniem Cyganów i ich języka; to w Polsce (w Jadwisinie), na IV Kongresie Romani Union w 1991 roku przedstawił swoją propozycję standaryzacji
języka cygańskiego.
Jedynym, który poświęcił studiom nad Cyganami uwagę szczególną, i który
przebywając w taborze uczył się języka i notował poczynione obserwacje, jest
Jerzy Ficowski, człowiek mający naj poważniejszy wkład do poznania Cyganów
w Polsce. W roku 1953 ukazała się praca Cyganie polscy a kilkanaście lat
później, w 1964 roku, Cyganie na polskich drogach. Jej schemat oparty jest na
Cyganach polskich; ale ta nowa praca jest nie tylko o wiele obszerniejsza, lecz
także gruntownie przerobiona. Dopiero Cyganów na polskich drogach można
uznać za to najważniejsze dzieło, wynik wieloletnich poszukiwań w bibliotekach i archiwach, a przede wszystkim obserwacji i rozmów z samymi
Cyganami. Jest to obszerna monografia, wzbogacona wieloma fotografiami,
rozdziałem poświęconym językowi i gramatyce cygańskiej wraz ze słowniczkiem, zawierającym prócz słownictwa Polska Roma, także wyrazy w dialek-

�351
tach Cyganów Karpackich i Kełderaszów. Po raz pierwszy w nowszej
literaturze polskiej została zebrana cała wiedza historyczna na temat Cyganów,
zostały przytoczone dokumenty (zwłaszcza przywileje na urzędy cygańskich
zwierzchników); przy tym wzbogacona o własne odkrycia i własną analizę
Ficowskiego. Część historyczna dopełniona jest rozdziałami opisującymi los
Cyganów w czasie wojny i okrucieństwa, jakich ofiarą padali w obozach.
Najcenniejszy i najbardziej oryginalny wkład przynoszą rozdziały poświęcone
kulturze: opisy sposobu życia i zarobkowania, ubierania się, domostw i wozów,
zwyczajów związanych z tak zasadniczymi momentami w życiu człowieka, jak
narodziny, dojrzałość, małżeństwo, rodzicielstwo, śmierć, z funkcjonowaniem
grupy. Dalej autor omawia zasady wewnętrznej organizacji grup i ich
zróżnicowanie, hierarchie, rolę autorytetów, systemy norm etycznych, zasady
niepisanego prawa, wierzenia i praktyki magiczne. Ficowski porusza też
kwestię cygańskiej twórczości ludowej, opowieści, pieśni; dopełnieniem jest
rozdział poświęcony wyjątkowej postaci, jaką była cygańska poetka Bronisława Wajs, zwana Papuszą. Uzupełnieniem pracy są wypisy z literatury
dziewiętnastowiecznej i relacje o zagładzie.
W 1985 roku ukazało się kolejne (niestety bez ilustracji), rozszerzone
(w stosunku do tego z roku 1964), wydanie Cyganów na polskich drogach. Nie
porusza ono generalnie nowych zagadnień, ale poszczególne rozdziały zostały
wzbogacone i rozwinięte; zostały poprawione pewne niejasności, jakie znalazły
się w poprzednim wydaniu.
O historii i języku Cyganów pisano już przed Ficowskim, ale żadna praca
nie zaprezentowała z autopsji samych Cygaąów, ich obyczajów, sposobu życia,
stosunku do nie-Cyganów. Tak wiele lat trzeba było czekać, do 1964 roku, by
te zagadnienia zostały podjęte. Brak we wcześniejszej literaturze wiedzy
etnograficznej (poza zupełnymi drobiazgami) wynika przede wszystkim z trudności związanych z badaniami. Czacki, Daniłowicz, Narbutt, Klich, Kopernicki, Rozwadowski, nawet Pobożni ak pisali o Cyganach jakby z oddalenia,
zajmowali się ich dziejami, językiem, ale nie zbliżali do samego obiektu swych
zainteresowań. Tak więc dopiero lata powojenne i dopiero Ficowski pokazał
samych Cyganów. Nie będzie przesadą jeśli powiem, że w całym piśmiennictwie
polskim Cyganie na polskich drogach stanowią dzieło najbardziej podstawowe.
Nawet, jeśli późniejsze lata i nowi autorzy dostarczyli wiedzy pełniejszej,
bogatszej w poszczególnych kwestiach, nikt nie potrafił dokonać lepszego
całościowego opisu kultury Cyganów polskich. Dorobek Ficowskiego nie
ogranicza się do Cyganów na polskich drogach, składają się nań artykuły
w specjalistycznych periodykach ("Journal of the Gypsy Lore Society", "Etudes
Tsiganes"), w polskich czasopismach kulturalnych i literackich oraz - to
także dzieło o wielkim znaczeniu - przekład i wydanie Pieśni Papuszy.
(Pomijając rzecz jasna twórczość literacką, w której motywy cygańskie nie są
rzadkie).

�352
Tych kilka osób, które zostały wymienione (i ich prace), stanowią o dorobku cyganoznawstwa, o tym, co w nim wartościowe. Powstało prócz tego nieco
drobnych wzmianek i przyczynków, trochę artykułów popularnych, ale ich
wartość jest niewielka lub żadna; miały zadziwić czytelnika, jednak do rozwoju
nauki wkładu nie stanowią. Dopiero w latach siedemdziesiątych zaczyna
przyrastać wiedzy o Cyganach, jest to rezultatem podjęcia w miarę systematycznych prac przez etnografów z dwóch ośrodków akademickich - Warszawy a potem Krakowa. W odstępie niewielu lat powstało parę prac
magisterskich: dwie w Warszawie i kilka w Krakowie. Prace magisterskie
niezbyt często odgrywają rolę w rozwoju wiedzy. W tym przypadku ich
znaczenie jest poważniejsze. Zwłaszcza tych powstałych w katedrze krakowskiej - omawiają one bowiem różne zagadnienia, dotyczące jednej i tej samej
grupy, Cyganów Karpackich, o których wiedza była wcześniej bardziej skąpa
niż o Polska Roma. Dwaj autorzy wyróżniają się tu szczególniej: Adam
Bartosz (ze swoją pracą o podstawach gospodarczych Cyganów Spisza)
i Andrzej Mirga (piszący o cygańskich stereotypach etnicznych i sposobie
postrzegania nie-Cyganów). Obaj trwale związali się z badaniami nad Cyganami, czego dowodem jest wiele późniejszych publikacji. Pracę Ignacego Marka
Kamińskiego (z Warszawy) można uważać za pewnego rodzaju dopełnienie
opracowań wyżej wymienionych; prezentuje ona bowiem wyniki badań przeprowadzonych na Spiszu Słowackim. Materiały uzyskane wówczas przez grupę
magistrantów, stały się podstawą przygotowanych
później artykułów do
specjalnego zeszytu "Etnografii Polskiej" (1978, z. 2). Była to pierwsza tego
rodzaju publikacja w Polsce; otrzymała przychylne recenzje w etnograficznych
periodykach poza polskich i w wydawnictwach specjalistycznych.
Prace badawcze w owym okresie były prowadzone przez trzy instytucje.
Katedra Etnografii Słowian Uniwersytetu Jagiellońskiego kontynuowała działania na Spiszu, przewidywana była specjalna publikacja, monografia Cyganów
Spisza. Śmierć Zbigniewa Białego, głównego orędownika tych badań, zatrzymała realizację przedsięwzięcia.
Badania spiskie kontynuował w latach osiemdziesiątych Andrzej Mirga,
pracownik tejże Katedry (wespół z grupą studentów). Później podjął temat
współczesnych zmian w społecznościach Cyganów (nie tylko na Spiszu)
i zjawisk adaptacyjnych. Rezultaty zostały opublikowane przez Mirgę w kilku
artykułach zamieszczonych w periodykach krajowych (np. w "Zeszytach
Naukowych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace Etnograficzne" z 1985 roku,
"Ethnologia Polona" z 1987 roku, "Polska Sztuka Ludowa" z 1982 roku) oraz
w pracy zbiorowej wydanej w Niemczech. Przed kilkoma laty Mirga rozpoczął
działalność społeczno-polityczną
na rzecz Cyganów Uest obecnie Prezesem
Stowarzyszenia Romów w Polsce), współpracuje z kilkoma instytucjami
i organizacjami o zasięgu międzynarodowym, m.in. Radą Europy. Tym samym
uległy zawieszeniu badania nad Cyganami w Katedrze Etnografii Słowian UJ.

�353
W roku 1980 dwóch badaczy związanych z Uniwersytetem Warszawskim
uzyskało stopnie doktorskie (choć dokonało się to w innych uczelniach). Lech
Mróz swoją dysertację - której tematem były ogólne procesy adaptacyjno-asymilacyjne Cyganów i porzucanie życia koczowniczego na rzecz osiedlania - przedstawił w Poznaniu, w Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza.
Kilka miesięcy później praca poświęcona Cyganom żyjącym w Szwecji
i emigracji Cyganów z Europy Wschodniej do tego kraju, oraz analizie zjawisk
z zakresu ekologii społecznej, stała się podstawą uzyskania przez Kamińskiego
doktoratu w Uniwersytecie w G6teborgu. W polskim dorobku cyganoznawczym tych i wielu późniejszych lat książka Kamińskiego
The State of
Ambiquity.
Studies of Gypsy Refugees jest pracą najbardziej
oryginalną,
najciekawszą. Na większości powstających wówczas publikacji ciąży kolekcjonersko-opisowy nawyk wyniesiony z wcześniejszych lektur, z samodzielnych
prób szukania metody badań Cyganów, ale i z edukacji etnograficznej. Książka
Kamińskiego nie tylko wnosi inny styl myślenia, to także wprowadzenie
Cyganów do tematów analizowanych przez współczesną antropologię - do
czego nie byliśmy tutaj przyzwyczajeni. Ubolewam, że praca Kamińskiego nie
jest znana polskim etnografom - także zajmującym się Cyganami.
W Uniwersytecie Warszawskim, w Katedrze Etnologii i Antropologii
Kulturowej badania nad Cyganami są realizowane od wielu lat, pod kierunkiem Mroza; uczestniczą w nich - w ramach ćwiczeń kursowych - studenci.
Najpierw badania dotyczyły stosunków wzajemnych między Cyganami
a nie-Cyganami, stereotypów etnicznych oraz wewnętrznych zróżnicowań
w grupie cygańskiej i stosunków między grupami. Większość prac prowadzono
wśród Polska Roma i Chaładytka Roma. Później objęto nimi (choć w mniejszym stopniu) i pozostałe grupy: Lowarów, :Rełderaszy i Cyganów Karpackich.
Z czasem kiedy okazało się, że trudno wyjaśnić wiele istotnych kwestii bez
poglębienia wiedzy historycznej, podjęte zostały poszukiwania archiwalne
i badania dotyczące przeszłości.
Częściowe rezultaty opublikowane zostały w "Etnografii Polskiej" (m.in.
w zeszycie poświęconym Cyganom, wydanym w roku 1978) oraz w "Polskiej
Sztuce Ludowej" (z roku 1982). W latach 1984 i 1986 były prowadzone badania
w Indiach, dotyczyły one genezy Cyganów i ich związków kulturowych
i etnicznych z Indiami. Wyniki tych i wcześniejszych prac przedstawione
zostały (w części) przez Mroza w periodykach polskich ("Etnografia Polska",
"Polska Sztuka Ludowa", "Ethnologia Polona") oraz obcych ("Etudes Tsiganes", "Lacio Drom" i "Roma"). W 1992 roku została wydana w Warszawie
praca habilitacyjna Mroza Geneza Cyganów i ich kultury. Jej podstawowym
zamierzeniem jest analiza i reinterpretacja bazy źródłowej, od najdawniejszej
przeszłości; szczególnie zaś analiza dziejów Cyganów w Polsce. Aktualnie
w warszawskiej katedrze prowadzone są też badania wśród Cyganów zamieszkujących w Republice Litewskiej. Jest to jedno ze szczegółowych zagadnień
~3 -

Lud

t.

LXXVIII

�354
realizowanych w trakcie badań na temat grup etnicznych i narodowości
żyjących w Litwie, a zarazem rozwinięcie wcześniejszych prac - Litewscy
Cyganie są bowiem blisko spokrewnieni z Chaładytka Roma i Polska Roma,
część z nich ma tutaj rodziny.
Trzecią instytucją działającą na niwie cyganoznawczej jest Muzeum Okręgowe w Tarnowie. Jego dyrektorem jest od lat Adam Bartosz. Przez kilka lat
było to jedyne w świecie muzeum mające stałą ekspozycję i dział poświęcony
Cyganom. Dopiero dużo później zaczęły organizować okresowe wystawy inne
muzea (niepolskie), a przed kilkoma Jaty powstało Cygańskie (Romskie)
Muzeum w Brnie, w Czechach. Muzeum tarnowskie posiada obecnie największy zbiór ikonograficzny, poważną bibliotekę i unikatowe kolekcje w swoich
zbiorach (jak zestaw przedmiotów stosowanych przez cygańskie kobiety
w praktykach wróżbiarsko-magicznych
oraz wozów, używanych przez grupy
wędrujące do początku Jat siedemdziesiątych). Muzeum, prócz wystaw w Tarnowie, przygotowało szereg ekspozycji poświęconych Cyganom w innych
placówkach polskich i niepolskich. W związku z charakterem placówki, którą
kieruje, Bartosz jest autorem sporej liczby publikacji o charakterze popularyzatorskim i katalogów.
Rok 1994 był pomyślny dla rozwoju cyganoznawstwa. Ukazały się dwie
publikacje książkowe: Bartosza Nie bój się Cygana i wspólna praca Mirgi
i Mroza Cyganie. Odmienność i nietolerancja. Obie są książkami przeznaczonymi dla szerokiego kręgu czytelników, obie poruszają obszerny zestaw zagadnień z przeszłości i współczesności Cyganów (zarówno ich dziejów, jak
i kultury). Jednak sposób analizy, rozległość materiału źródłowego i odwołań
do literatury, szczegółowość prezentacji poszczególnych zagadnień pozwalają
zaliczyć książkę Mirgi i Mroza do prac naukowych, Bartosza raczej do
popularyzujących wiedzę.
Zamykając omówienie dziejów zainteresowań Cyganami naJeży jeszcze
zwrócić uwagę na kwestie natury metodologicznej. To największy chyba
kłopot współczesnego cyganoznawstwa polskiego. Liczba książek i artykułów
o charakterze naukowym (ale także popularnym), jakie zostały opublikowane
po wojnie, a nawet w ostatnim ćwierćwieczu, przerasta znacznie ilościowo to,
co powstało wcześniej. Podstawowym jednak paradoksem jest, że im mniej
było w Polsce Cyganów, tym bardziej przyrastało publikacji i podejmowanych
badań. To zresztą powszechne zjawisko ostatnich dziesięcioleci, powszechna
bolączka etnologii - rozwijają się metody badań i instytucje, ubywa jeno
przedmiotu badań. Tempo dokonujących
się zmian wpłynęło w sposób
szczególny na gubienie przez Cyganów tego, co w uproszczeniu (ale nie miejsce
tutaj na omawianie tej kwestii), określa się zwykle pojęciem tradycji. Świetnie
i elastycznie potrafią dostosowywać się do nowych sytuacji, brak więzi z jakimś
własnym terytorium, kontakty z rodzinami rozrzuconymi po różnych krajach
powodują, że wielu z nich, nawet całe grupy (poza Cyganami Karpackimi),

�355
zYH na granicy i peryferii zarazem świata nie-Cyganów, a równocześnie są
wewnątrz tego świata. Ujawnia to taką mnogość sytuacji paradoksalnych
i niezrozumiałych, że czasami brak odpowiedniego aparatu badawczego.
Dawniejsi autorzy nie pozostawili wystarczająco bogatego dorobku opisowego, tego, co mogłoby być dzisiaj płaszczyzną odniesienia. Współcześni zatem
cyganoznawcy stoją wobec przymusu działań wielorakich, opisu i analizy
konkretnych sytuacji, ale równocześnie konieczności tworzenia ogólnej bazy
źródłowej i dostarczenia wiadomości podstawowych; zasadniczą potrzebą jest
również uzupełnianie, jakże niepełnej, wiedzy historycznej.
Ostatnie kilka lat przyniosło bardzo istotne zmiany w obrazie Cyganów
i stosunku do nich władz i ogółu społeczeństwa. Przez całe wieki byli
Filistynami, Tatarami - podejrzanymi włóczęgami i "wałęsami". Potem
wyłącznie Cyganami (w rozumieniu pejoratywnym); bardziej nawet Cyganami
niż ludźmi. Tak było jeszcze do niedawna. Kiedy prasa pisała - nieważne czy
w kronice policyjnej, czy w innych tekstach - o nie-Cyganie (polaku), mówiła
o Kowalskim czy Nowaku, ale jeśli pisano o Cyganie nazwisko było niepotrzebne, wystarczała etykieta etniczna. Teraz - po raz pierwszy - zaczynają
być prezentowani z nazwiska, i już nie jako Cyganie lecz Roma (tak, jak sami
określają siebie). To bardzo istotna i pozytywna przemiana. Przy tym sami
Cyganie (Roma) próbują szukać zbliżenia z nie-Cyganami. Z tego także wynikają pewne wskazówki dla badaczy na przyszłość. Byłoby zatem korzystne:
(aj jak najrychlejsze opublikowanie tych materiałów archiwalnych (historycznych), które już udało się uzyskać, ale które leżą w szafach i kontynuowanie
poszukiwań archiwalnych; (b) opracowanie, przeanalizowanie i opublikowanie
tych materiałów terenowych, które znajdują się w archiwach katedr - krakowskiej i warszawskiej oraz w Tarnowie; (c) dopracowanie metod badawczych i podjęcie prac związanych z analizą współczesnych procesów zachodzących w społecznościach cygańskich. Sytuacja ogólna sprzyja takim
działaniom, istnieje także przygotowana do tego grupa potencjalnych współpracowników. Pieniądze jednak powodują, że pozostaniemy, prawdopodobnie
w sferze potrzeb - niezrealizowanych.

BIBLIOGRAFIA
Danilowicz I.

1824

O Cyganach wiadomo.~(: historyczna, Wilno.

1988

Suplement do pocztu królów i starszych cygańskich

Mróz L.

t.

1994

32, z. I.

Geneza Cyganów i ich kultury, Warszawa.

Narbutt T.

1830

Rys historyczny

ludu cygańskiego, Wilno.

w

Polsce, "Etnografia

Polska"

�356
Lech Mróz
ON PHILISTINES,
GYPSIES ALIAS WALĘSAS.
AN OUTLINE HISTORY OF ROMANY STUDIES IN POLAND
(Summary)
The subject of the article is the development of interest in the ethnic identity, history, language.
and culture of the Gypsies in Poland. The author presents a review of achievements in this respect
from the 19th century (T. Czacki, I. Daniłowicz, T. Narbutt), through the interwar period
(I. Kopernicki, E. Klich, J. Rozwadowski) and the postwar years (T. Pobożniak, J. Ficowski).
He points to a considerable increase of knowledge about the Gypsy culture since the beginning
(in the 197O-ties) of more systematic research carried out by ethnologists from Cracow and Warsaw
(A. Bartosz, A. Mirga, I. M. Kamiński, L. Mróz).
Trans/.

M.

Wi/czyński

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6659" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6639">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/297cf22f2762a0d2664b78dbc50c6463.pdf</src>
        <authentication>50c34c7fec6fd0b95e4c6c53722c20f7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79380">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2104</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79381">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79382">
                <text>folklorystyka</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="79383">
                <text>oświecenie</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="79384">
                <text>romantyzm</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="79385">
                <text>Lud - czasoppismo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79386">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1953</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79387">
                <text>O folklorystyce polskiej w stulecie"Ludu" / LUD 1995 t.78</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79388">
                <text>LUD 1995 t.78, s.69-80</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79389">
                <text>Krawczyk-Wasilewska, Violetta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79390">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79391">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79392">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79393">
                <text>Lud, t. 78, 1995

VIOLETTA KRAWCZYK-WASILEWSKA
Katedra Wychowania Muzycznego
Uniwersytet Łódzki

o

FOLKLORYSTYCE

1. Formacja

romantyczna

POLSKIEJ

W STULECIE

"LUDU"

wobec folkloru

Rok 1802 zwykło się przyjmować jako datę wyjściową polskiej folklorystyki. Wtedy to narodził się - mający już dziś znaczenie historyczne - słynny
memoriał Hugo Kołłątaja, antycypujący program badań ludoznawczych i zamykający okres tak zwanej prefolklorystyki, o której istnieniu świadczą
odkrycia rękopiśmiennych zbiorków piosenek z wieku XVIII (Hernas, 1965).
Jednakże świadome i programowe zbieractwo materiałów - dziś określanych mianem folklorystycznych - rozpoczęło się w Polsce doby romantyzmu (Maślanka, 1984). Inicjatorem badań terenowych "z kosturem w ręku" był
legendarny Zorian Dołęga-Chodakowski,
za którym poszła duża grupa entuzjastów z Żegotą Paulim, Wacławem z Oleska, Ryszardem Berwińskim,
Romanem Zmorskim, Józefem Lompą, Janem J. Lipińskim, a przede wszystkim Lucjanem Siemieńskim i Kazimierzem W. Wójcickim. Owi zbieracze tak
zwanych "starożytności polskich i słowiańskich" gromadzili pieśni i podania
ludu w przekonaniu, iż uzyskują bezpośrednie źródło do poznania przeszłości
narodowej zachowanej w kulturze duchowej gminu, zamieszkującego tereny
rdzennie polskie i kresowe (Litwę, Białoruś i Ukrainę). Ich licznie drukowanym
zbiorom przyświecała motywacja literacka i narodowa a nie naukowa, dlatego
też publikacje te obciążone były - zależnymi od fantazji edytorów - interpolacjami, "obróbkami" literackimi i nieścisłościami regionalnymi, świadczącymi
o amatorskim podejściu do zagadnienia (Kapełuś, Krzyżanowski, 1970).
W połowie XIX stulecia pojawiły się pierwsze próby rozważań teoretycznych na temat sensu i wartości owej "gorączki" zbierackiej. Podejmowali je J. I.
Kraszewski, M. Wiszniewski, W. A. Maciejowski, W. Pol i E. Dembowski,
jednakże - z dzisiejszego punktu widzenia - generalnie szli oni drogą
manifestu Chodakowskiego. W tej sytuacji nie zdobył zwolenników Ryszard
Berwiński, który w 1854 roku na kartach obszernego dzieła dowodził, iż
twórczość ludu nie ma charakteru samodzielnego, lecz jedynie przetwórczy
i domagał się, by poznawać ją drogą naukowej "krytyki" (Berwiński, 1854).
Mimo oburzenia z jakim się spotkał u współczesnych, był pierwszym, który
utorował drogę poszukiwań naukowych badaczom epoki pokolbergowskiej.

�70
W romantycznej modzie na lubowanie się gminem w twórczości literackiej
i muzycznej oraz w atmosferze entuzjazmu dla zbieractwa terenowego dojrzewał Oskar Kolberg, górujący nad poprzednikami rzetelnością w gromadzeniu materiału, pozyskiwanego w toku regularnie prowadzonych badań terenowych (od 1839 roku przez lat pięćdziesiąt) na całym niemal obszarze ziem
polskich. Choć również amator i pasjonat, wykazał się jednocześnie ogromnym
talentem metodologicznym, wyrażającym się ewolucją jego programu badawczego. Początkowo zamierzał popularyzować pieśń ludową w salonach, dlatego też notował tekst wraz z melodią, systematyzując równocześnie gatunki
i podając miejsce ich znalezienia. Wobec nabieranego doświadczenia i powiększających się zbiorów zaplanował stworzenie kompleksowej systematyki pieśni
poprzez obserwację ich wariantów melodycznych z różnych terenów.
Niebawem jednak zmienił swe założenia badawcze, dostrzegając związek
pieśni z innymi elementami kultury chłopskiej, które równorzędnie począł
gromadzić i notować, choć nie zawsze potrafił właściwie objaśnić i zrozumieć
poszczególne zjawiska. Tak szerokie spectrum pozwoliło zbieraczowi wyabstrahować pojęcie regionu (określanego przezeń najczęściej mianem "prowincji"),
dla którego stworzył model monografii typu folklorystyczno-etnograficznego.
Za życia Kolberga ukazały się 33 tomy ułożone w "serie" (czyli regionalne
monografie encyklopedyczne), połączone wspólnym tytułem: Lud, jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy. pieśni,
muzyka i tańce l. Tytuł ten sam w sobie stanowi pierwszą polską definicję
i klasyfikację folkloru, realizując nieomal w całej rozciągłości oświeceniowy
program Kołłątaja. Rozległość dzieła Kolberga sytuuje naszego zbieracza na
pierwszym miejscu wśród innych europejskich kolekcjonerów folkloru. W dziejach zaś polskiej folklorystyki stanowi łącznik między romantycznym zbieractwem "starożytników" a unaukowioną folklorystyką epoki pozytywizmu.
2. Początki folklorystyki naukowej
W ostatnim ćwierćwieczu XIX stulecia ugruntowuje się tendencja, aby
wszelkie poczynania w dziedzinie folkloru odbywały się zgodnie z wymaganiami nowoczesnej nauki europejskiej oraz odpowiadały pilnym potrzebom
poszerzania wiedzy o własnym kraju i narodzie żyjącym pod zaborami.
W okresie tym następuje rozwój archeologii, antropologii, językoznawstwa
oraz etnografii i etnologii, które takim terminom jak "kultura" i "cywilizacja"
nadają nowy sens. Jest to też czas upowszechniania się nowego terminu
"folklor", odkrytego przez Williama Thomsa w 1846 roku, a przeniesionego na
grunt polski przez Jana Karłowicza w 1888 roku 2.
1 Reedycja zbiorów
Kolberga powiększona o inedita obejmuje 68 tomów wydanych jako
Dzieła wszystkie Oskara Kolberga, Wrocław-Poznań
1961-1990.
2 J. Karłowicz:
Folklore, "Wisła" t. 2, 1888, s. 84. Por. teź: W. Thoms, Folklor, "Literatura
Ludowa" 1975, nr 6, s. 37 - 39 (przekład V. Krawczyk).

�71
Wraz z ukonstytuowaniem
się w 1874 roku Komisji Antropologicznej
Akademii Umiejętności i jej Sekcji Etnologicznej określony został program
badawczy niezbędnych prac ludoznawczych, które modyfikowano odpowiednimi uchwałami o charakterze instruktażowym (Jaworska, 1982). Tamże wiele
miejsca poświęcono zasadom gromadzenia materiałów folklorystycznych w terenie, wierności zapisu, sposobom weryfikacji tekstów (między innymi wnioskowano pomijanie obscenów), problematyce transkrypcji fonetycznej zapisów
gwarowych 3 oraz innym zagadnieniom edytorskim, jak również postulatom
ograniczenia prac zbierackich na rzecz interpretacyjnych.
Tak więc pod koniec XIX wieku inspiratorami badań nad folklorem są
pozytywistyczni uczeni, interpretujący literaturę i kulturę ludową z pozycji
etnologicznych, historycznych, językoznawczych i literackich. Prowadząc własne badania, kierują jednocześnie zespołami amatorów dostarczających materiał
terenowy i organizują instytucjonalne życie naukowe o wyraźnym międzyzaborowym oddziaływaniu. Głównym forum naukowej wymiany myśli stają
się czasopisma naukowe redagowane przez antropologów i filologów.
Pierwszym tego rodzaju periodykiem był "Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej" (organ Komisji Antropologicznej
Polskiej Akademii
Umiejętności w Krakowie), redagowany przez Izydora Kopernickiego w latach
lR77 - 18954. Tamże, obok Kopernickiego, materiały folklorystyczne publikują
kontynuatorzy tradycji Kolbergowskiej: Władysław Siarkowski, Władysław
Kosiński, Karol Matyas, Józef Rostafiński i Seweryn Udziela.
Ważniejszym ze względu na oddziaływanie i zawartość folklorystyczną był
miesięcznik krajoznawczy "Wisła", wychodzący w Warszawie w latach
1887 - 1916. Czasopismo to lokowało się na czołowej pozycji w zakresie opieki
nad amatorami (rekrutującymi się z postępowych mieszkańców prowincji),
dostarczającymi materiałów według dokładnych instrukcji i kwestionariuszy.
Do )903 roku "Wisłę" prowadził Jan Karłowicz, wybitny językoznawca
i twórca polskiej szkoły komparatystycznej w folklorystyce. W swych pracach
(Kapełuś, 1982a) poświęconych podaniom, bajkom i pieśniom lansował studia
oparte na szerokim materiale porównawczym polskim i obcym, odrzucając
tym samym przestarzałe poglądy Maxa Miillera (teoria solarna mitów), a także
romantyczną koncepcję o narodowym charakterze wątków bajkowych i pieśniowych. Dostrzegając poligenezę zjawisk folkloru zbliżył się do angielskiej
szkoły antropologicznej Tylora i Langa. Uwzględniał także historyczny aspekt
ewoluowania wątków podaniowych. Postulowana przezeń metoda badań
3 w związku z odkryciem
przez Lucjana Malinowskiego alfabetu fonetycznego, dyskusja
wokół problemu zastosowania transkrypcji fonetycznej trwała w Komisji od 1888 roku do roku
1890. Ostatecznie folkloryści postanowili odrzucić - jako nieczytelną - tę formę wydawania
tekstów i pozostawić dialektologom do dalszego wykorzystania.
4 Kontynuacją
tego czasopisma były "Materiały Antropologiczno-Archeologiczne
i Etnograficzne" (1896 - 1919); redakcję działu etnograficznego prowadził Seweryn Udziela, autor licznych
prac o folklorze Galicji. organizator i pierwszy dyrektor Muzeum Etnograficznego w Krakowie.

�72

prozy ludowej wykazuje wiele zbieżności z metodą fińską (zwaną też porównawczo-geograficzną), bezpośrednio uczonemu polskiemu nie znaną (Krawczyk-Wasilewska, 1986, s. 123-125). Tym samym Karłowicz kładzie podwaliny
pod nowoczesną komparatystykę folklorystyczną, która znajdzie zwolenników
dopiero w następnym pokoleniu.
3. "Lud" (1895 -1918) jako czasopismo folklorystyczne
Poza "Wisłą" doniosłe znaczenie dla rozwoju polskiej myśli folklorystycznej w początkach wieku XX miało czasopismo "Lud", wychodzące wówczas we
Lwowie jako organ Towarzystwa Ludoznawczego.
Już bowiem w pierwszym tomie redakcja (pod zarządem slawisty Antoniego Kaliny) zamieszcza obszerny artykuł metodologiczny Najnowsze prądy
w ludoznawstwie
autorstwa ukraińskiego pisarza i uczonego Iwana Franki
(Franko, 1895). Znamienne, że w artykule tym, będącym zresztą tekstem
odczytu wygłoszonego na pierwszym posiedzeniu naukowym TL, wyraz
"folklore" pojawia się jako angielski odpowiednik polskiego pojęcia "ludoznawstwo" i niemieckiego "Volkskunde". Pojęcie to autor traktuje szeroko,
choć odnosi do badań nad ludem, generalnie rozumianym jako "niższe
warstwy, które najmniej uległy przemianom cywilizacyjnym". Opowiadając się
za nowoczesnymi badaniami w duchu szkół: migracyjno-historycznej i porównawczo-literackiej oraz antropologicznej, Franko wielokrotnie odwołuje się do
przykładów z zakresu tradycyjnej literatury ustnej: mitów, bajek i pieśni, czyli
klasycznego przedmiotu zainteresowań zbierackich i interpretacyjnych folklorystyki, od jej zarania po dzień dzisiejszy.
Tak rozumiane zjawiska folkloru znajdą szeroką reprezentację w kolejnych
tomach "Ludu", redagowanych przez następców Kaliny (po 1904 roku), a więc
Karola Potkańskiego (historyka), Seweryna Udzielę (etnografa) czy historyków
literatury - Wilhelma Bruchnalskiego i Józefa Kallenbacha.
Do 1918 roku ukazało się 20 tomów "Ludu", udzielającego swych łamów
cennym dla dokumentacji folkloru pracom materiałowym, przeważnie z terenu
Galicji (autorstwa B. Gustawicza, J. Świętka, H. Dobrowolskiego, L. Młynka,
H. Windakiewiczowej, W. Brzegi, S. Udzieli i innych). Sporadycznie też
publikowano materiały z innych terenów, że wymienimy Sieradzkie (I. Piątkowska), Poznańskie (W. Łabiński) czy Śląsk (W. Madłówna). Nadmienić tu
należy, że pod koniec XIX wieku prace badawcze nie były adekwatne do
wielkiej ilości prac zbierackich. Sytuacja ta niewiele zmieniła się po 1905 roku,
kiedy to Seweryn Udziela apelował w "Ludzie" do zbieraczy, by swe wysiłki
kierowali na opracowania i komentarze (Udziela, 1905).
Poza dokumentacją w zakresie bajek i pieśni szczególne miejsce w zainteresowaniach redaktorów "Ludu" zajmował tradycyjny teatr ludowy, czego

�73
świadectwem są liczne artykuły pOSWlęcone szopce i ludowym widowiskom
bożonarodzeniowym (S. Gonet, W. Semkowicz, F. Gawełek, J. Cieplik i inni)
oraz historyczne już studium syntetyzujące pl. Polskie widowiska ludowe
opracowane przez Adama Fischera w 1913 roku.
Charakterystyczną cechą przemian w profilu naukowym "Ludu" pierwszej
dekady nowego wieku było dostrzeżenie aktualnie występujących zjawisk
folkloru, których do tej pory nie poddawano obserwacji badawczej. Odnotowano więc fakt istnienia przekazów pisanych emancypującego się chłopstwa galicyjskiego, takich jak samorodne pisarstwo czy ludowe formuły
epistolograficzne. p'ropagowano też gromadzenie folkloru dziecięcego i żydowskiego; zauważono gwarę i folklor rekrutów polskich oraz ukraińskich, a także
folklor i język flisaków oraz lwowski folklor przedmiejski wraz z gwarą
złodziejską (Kapełuś, 1982b, s. 355 - 358).
W zakresie gatunków folkloru ówcześnie występujących, szczególny nacisk
położyła redakcja na gromadzenie przysłów, o czym świadczą wysoko cenione
przyczynki paremiograficzne
Franciszka Krceka, krytycznie uzupełniające
Księgę przysłów i wyrażeń przysłowiowych
polskich Samuela Adalberga (Adalberg, 1889 - 1894). Przy okazji należy nadmienić, że Krcek, w dziesiątkach
drobnych opracowań i recenzji prac obcych, rozproszonych
na kartach
licznych tomów "Ludu", przyczynił się do nowoczesnego oglądu zjawisk
folkloru.
Zamierzenia redakcji dotyczące folkloru Słowian ościennych realizowane
były w niewielkim stopniu i dotyczyły głównie materiałów ukraińskich
i huculskich oraz recenzji, w tym cennego zwłaszcza dorobku bajkoznawczego
czeskiego komparatysty J. Polivki.
Studia komparatystyczne
nad wędrownymi wątkami literatury ustnej
dominują w tomach z lat 1909 - 1912, zawierających interesujące pod względem
metodologicznym artykuły Stanisława Ciszewskiego i Adama Fischera oraz
słynną rozprawę filologa klasycznego Witolda Klingera, zatytułowaną Do
wplywu starożytno.ki
na folklor (Klinger, 1909). Podkreślić tu należy dorobek
"Ludu" w zakresie wzajemnych relacji literatury pięknej i folkloru. Te studia,
przynależne raczej komparatystyce literackiej, opublikowali: W. Bruchnalski,
S. Dobrzycki, W. Jankowski, H. Łopaciński, S. Maykowski, W. Nartowski, S.
Wasylewski, H. Windakiewiczowa, S. Windakiewicz, W. Szyszkiewicz i S.
Zdziarski (Karpińska, Niewiadomska, 1988).
O rozległości zainteresowań folklorystycznych redakcji "Ludu" świadczy
też ogłoszenie w 1907 roku pionierskiego studium O metodach zbierania
i porządkowania
melodii ludowych Adolfa Chybińskiego, ojca nowoczesnej
etnografii muzycznej na gruncie polskim (Chybiński, 1907; 1910).
Tak więc w latach 1895-1918 "Lud" odegrał ważną rolę w programowaniu
rozwijających się badań nad folklorem, przynależącym - w owym czasie - do

�74
szeroko pojmowanego przedmiotu zainteresowań ludoznawstwa, na którego
polu pracowali wyspecjalizowani amatorzy na równi z uczonymi reprezentującymi różne dyscypliny humanistyczne, społeczne, artystyczne i przyrodnicze. Stąd też rozmaitość metod i rozmaitość zagadnień poddawanych
naukowemu oglądowi. Wszystkie zaś działania podporządkowywano
naczelnemu celowi, jakim było pogłębienie samowiedzy o własnym narodzie w sytuacji życia pod zaborami.
4. Folklor w dwudziestoleciu międzywojennym
Odzyskanie niepodległości przyniosło nową rzeczywistość społeczną, kulturalną i naukową. Zmianie uległ stosunek do folkloru i kultury chłopskiej,
podlegając wpływowi ideologii regionalistycznej (propagowanej także poza
Polską) oraz orientacji agrarystycznej. Agraryzm jako doktryna ruchu ludowego nobilitował kulturę chłopską, dostrzegając w niej wartościową i godną
rozwoju część kultury narodowej.
Idee agrarystyczne ujawniły się, między innymi, w odkrywaniu dorobku
folklorystycznego
i literackiego pamiętnikarzy
chłopskich, że wymienimy
J. Kupca, H. Derdowskiego,
Jantka z Bugaja, S. Nędzę-Kubińca
czy
F. Kurasia. Idee regionalizmu zaś ukształtowały głównie koncepcje rodzime,
przeciwstawiające kulturę wsi polskiej - miejskiej kulturze kosmopolitycznej.
Regionaliści dostrzegali w folklorze i tradycji ludowej siły twórcze, zdolne do
pobudzenia ogólnonarodowej
sztuki i kultury.
Ten typ myślenia wpłynął na folkloryzację literatury, muzyki, plastyki
i twórczości scenicznej, ukształtował także koncepcję amatorskiego teatru
ludowego. Jędrzej Cierni ak, animator i realizator tej koncepcji, dążył do
wykreowania teatru chłopskiego, którego tworzywem były udramatyzowane
obrzędy i zwyczaje, tradycyjne i współczesne wraz z autentycznymi rekwizytami, strojem, muzyką i pieśniami ludowymi (Olcha, 1963).
W okresie międzywojennym kontynuowano
folklorystyczne zbieractwo
terenowe; nie ustawał również ruch amatorski, do czego w niemałym stopniu
przyczyniło się zorganizowanie sieci regionalnych kół Towarzystwa Krajoznawczego, powstanie muzeów regionalnych oraz czasopism typu "Ziemia" czy
"Orli Lot".
Naukowe zaś podejście do folkloru nie miało dawniejszego, jednostronnego
charakteru. W studiach etnograficznych, socjologicznych i kulturoznawczych
Adama Fischera, Aleksandra Brucknera, Stefana Czarnowskiego czy Kazimierza Moszyńskiego dochodziły do głosu nowe założenia teoretyczne i metodologiczne. Przeważać zaczął genetyczno-typologiczny,
interetniczny i historyczno-socjologiczny ogląd folkloru jako kategorii żywej, stanowiącej integralny
element kultury narodowej. Dla dziejów polskiej myśli folklorystycznej tego
okresu istotne znaczenie miało stanowisko socjologa Stefana Czarnowskiego

�75
z roku 1929, obalające pokutujące przekonanie, iż folklor jest przeżytkiem
czasów pierwotnych i postulujące naukowe poznanie folkloru różnych grup
społecznych i zawodowych (Czarnowski, 1956).
W omawianym okresie na specjalne wyróżnienie zasługuje pierwsza w nauce polskiej syntetyczna monografia paremiologiczna Jana S. Bystronia - Przysłowia polskie (Bystroń, 1933), który - podobnie jak Karłowicz przy analizie
bajek i podań - włączył się bezwiednie w nurt światowych tendencji na tym
polu (Krawczyk-Wasilewska,
1986, s. 127).
W pracach filologów tego pokolenia (Witolda Klingera, Jana Janowa,
Stefana Vrtela-Wierczyńskiego czy Ryszarda Gansińca) dominowała szeroko
pojęta komparatystyka w postaci reminiscencji antycznych w folklorze polskim, słowiańskich zasięgów wątków bajkowych, legendowych i romansowych.
Właściwym zaś twórcą polskiej' szkoły komparatystycznej
okazał się Julian
Krzyżanowski, autor licznych studiów o związkach literatury (głównie staropolskiej) z literaturą ludową i popularną (Krzyżanowski, 1935) oraz prac
poświęconych bylinie i bajce.
Należy też wspomnieć o obecności folkloru na łamach "Ludu", który pod
redakcją Adama Fischera (w latach 1914 - 1939) zmienił charakter na bardziej
naukowy i antropologiczny, również dzięki tak znakomitym współpracownikom jak Jan Czekanowski czy Bronisław Malinowski. Unaukowienie czasopisma powoduje większe otwarcie na światowe badania. Szczególnego znaczenia nabierają więc liczne recenzje i artykuły informacyjne dotyczące prac
folklorystów za granicą. Sporo miejsca na łamach "Ludu" poświęcono folklorystyce słowiańskiej (czeskiej, słowackiej, słoweńskiej i łużyckiej), ale też
dostrzeżono prace folklorystów angielskich, francuskich, niemieckich, włoskich
i węgierskich (recenzja Karola Korany'iego). Pojedyncze informacje dotyczą
także folkloru greckiego, litewskiego, czy wreszcie panamskiego. "Lud" międzywojenny zawiera również całkiem pokaźną dokumentację w zakresie badań
folkloru obrzędowego (szopka i jasełka), a także muzycznego i choreograficznego w ujęciu metodycznym, gatunkowym, regionalnym i historycznym
(Karpińska, Niewiadomska, 1988).
5. Folklorystyka między filologią a antropologią
W powojennych dziejach polskiej myśli folklorystycznej osobną kartę
stanowią osiągnięcia badawcze Juliana Krzyżanowskiego (1882 - 1976), wybitnego historyka literatury polskiej, edytora i redaktora oraz teoretyka folkloru
i organizatora folklorystycznego środowiska naukowego.
Rozpoczęte przed wojną studia bajkoznawcze Krzyżanowskiego zaowocowały pionierskim katalogiem Polska bajka ludowa w układzie systematycznym,
opracowanym według międzynarodowego systemu Aarne-Thompsona
nawiązującego do metody fińskiej (Krzyżanowski, 1947). Poza licznymi studiami

�76
z dziedziny bajki wszedł na grunt nowoczesnej paremiologii, zajmując się
genezą i systematyką przysłów polskich; dał temu wyraz w pracy Mądrej
głowie do,§ć dwie słowie oraz w krytycznej i powiększonej edycji dzieła
Adalberga (Krzyżanowski, 1958 - 1960; 1969 - 1978). Uczony opowiadał się za
wyodrębnieniem folklorystyki z etnografii i jej usamodzielnieniem. W swych
studiach nad teorią literatury ustnej i pisanej dowodził integralności obu
zjawisk, czym zjednał dla folklorystyki grupę młodych badaczy o orientacji
filologicznej (Helena Kapełuś, Ryszard Górski, Ryszard Wojciechowski i inni).
Jednocześnie budował nowej folklorystyce instytucjonalne oparcie w Pracowni
Badań nad Literaturą Ludową przy Instytucie Badań Literackich Polskiej
Akademii Nauk w Warszawie. Powołał także do życia (w 1957 roku) pierwsze
polskie czasopismo folklorystyczne - "Literaturę Ludową", którego był
redaktorem do 1972 roku. Z licznych inicjatyw edytorskich uczonego na
specjalną wzmiankę zasługują: pionierski Słownik folkloru polskiego (1965)
i Dzieje folklorystyki
polskiej, doprowadzone do 1918 roku (Kapełuś, Krzyżanowski 1970; 1982).
Prace Juliana Krzyżanowskiego kontynuują i rozwijają długą tradycję
badań porównawczych· i genetyczno-historycznych.
Kierunek ten dominuje
zresztą w dorobku polskich folklorystów ostatniego półwiecza, których prace
prezentują wątki i motywy, a także całe teksty z opisem ich geografii (wpływy
szkoły fińskiej) oraz przenikania przez granice kulturowe i językowe.
Od połowy lat sześćdziesiątych polskie badania nad folklorem cechuje
szeroki rozrzut tematyczny i metodologiczny. Obserwuje się wzmożone zainteresowanie folklorem różnych środowisk zawodowych, nowatorskie ujęcia
folkloru dziecięcego (Jerzy Cieślikowski, Dorota Simonides), a także wzrost
monografii i systematyk poświęconych pojedynczym gatunkom folkloru (na
przykład: balladzie - Jadwiga Jagiełło czy zagadce - Mirosław Kasjan).
Z kolei odkrycie takich zjawisk jak folkloryzm (Burszta, 1974, s. 309 - 311) czy
nowe oświetlenie ludowości literatury (Sulima, 1976) oraz języka folkloru
(Bartmiński, 1973; 1990) świadczą o toczącym się procesie poszerzania ogląd u
folkloru w kontekście interdyscyplinarnym.
Od 1972 roku "Literaturę Ludową" redaguje we Wrocławiu Czesław
Hernas. Zmieniając profil czasopisma, redakcja odchodzi od regionalnych
opisów folkloru słownego i otwiera się na nowoczesną myśl folklorystyczną.
Publikuje tłumaczenia i recenzje znaczących prac zagranicznych wyrosłych na
gruncie strukturalizmu,
semiotyki, kontekstualizmu
i etnolingwistyki oraz
patronuje współczesnym badaniom krajowym, tworząc zaczyn dyskusji nad
specyfiką istoty folkloru i jego funkcjonowaniem, zwłaszcza w obiegu współczesnym.
Coraz częściej pojawiają się studia świadczące o rozwoju myślenia o folklorze w sposób antropologiczno-kulturowy.
W tym aspekcie folklor jest
traktowany jako żywy element komunikacji społecznej, co wymaga badal1

�77
z uwzględnieniem kontekstu kulturowego i sytuacyjnego, a także samego
wykonawcy i procesu wykonania.
Pod koniec lat siedemdziesiątych umacnia się problematyka związana
z nowym definiowaniem folkloru jako części kultury symbolicznej (wyrażanej
nie tylko słownie), co łączy się z koniecznością stosowania nowych metod
badania zjawiska w ramach usamodzielniającej się folklorystyki: Odnotować
tu należy falę prac o charakterze podręcznikowym (Waliński, 1978; Krawczyk-Wasilewska, 1979; 1986; Czekanowska, 1988; Kowalski, 1990). Warto też
zwrócić uwagę na nowocześnie opracowane hasła "folklor", "folklorystyka",
"folkloryzm" na kartach Słownika etnologicznego (Staszczak, 1987) oraz nowatorskie ujęcia zjawisk folkloru na łamach czasopisma "Polska Sztuka Ludowa", o wyraźnie antropologicznym
zabarwieniu, zwłaszcza po poszerzeniu
profilu i tytułu czasopisma na "Polska Sztuka Ludowa. Konteksty" (od roku
1990).
Na szczególne podkreślenie zasługuje też - znaczący w ostatniej dekadzie - rozwój badań etnolingwistycznych ze szczególnym uwzględnieniem
środków wyrazu w folklorze, głównie stereotypów językowych, topiki i formuł.
Największe osiągnięcia na tym polu ma ośrodek lubelski, w którym od roku
1988 Jerzy Bartmiński wydaje czasopismo "Etnolingwistyka".
Nowością ostatnich kilku lat są zainicjowane przez ośrodek łódzki badania
współczesnego folkloru w aspekcie ekologicznym. Doświadczenia w zakresie
tak zwanej ekologii ludzkiej i głębokiej inspirują potrzebę oglądu folkloru jako
wyrazu świadomości ekologicznej, stanowiącej relację między stanem a jakością życia społeczności w obliczu zagrożeń cywilizacyjnych, kulturowych,
politycznych i moralnych.
W ostatnim pięćdziesięcioleciu nastąpił poważny postęp w badaniach
polskiego folkloru muzycznego dzięki prężnie rozwijającej się etnomuzykologii,
zwłaszcza w ramach Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk, ale także
w poznańskim i katowickim ośrodku akademickim. Wymienić trzeba interesujący dorobek Jadwigi Sobieskiej, Jana Sadownika, Ludwika Bielawskiego, Anny Czekanowskiej, Jana Stęszewskiego, Piotra Dahliga, Bogusława
Linette'a czy Zbigniewa Przerembskiego, korzystających również z doświadczeń folklorystyki "filologicznej" i "antropologicznej".
Przypomnijmy też, że problematyka folklorystyczna interesuje również
filologów słowiańskich, działających w licznych ośrodkach naukowych. Jest
również bliska Polskiemu Towarzystwu Ludoznawczemu,
patronującemu
licznym inicjatywom wydawniczym, z których największą było powołanie
w 1960 roku redakcji Dzieł wszystkich Oskara Kolberga, kierowanej do 1987
roku przez Józefa Bursztę, po jego zaś śmierci przez Bogusława Linette'a; do
chwili obecnej ukazało się 67 tomów tego wydawnictwa.
Naszkicowane powyżej, jedynie najbardziej charakterystyczne,
kierunki
współczesnych badań folklorystycznych wskazują, że się one wzajemnie wspie-

�78
rają i uzupełniają, choć często wychodzą z różnych założeń podstawowych.
Folklorystyka bowiem nie wypracowała sobie dotąd jednolitej metody badawczej, stanowiąc raczej system poglądów interpretacyjnych określonego fragmentu zmieniającej się kultury. Ciągle otwierające się możliwości nowych
interpretacji powodują, iż folklorystów nie ubywa, lecz przybywa wraz z rozwojem nauk o kulturze.
Na zakończenie należy dodać, że obecność folkloru i folklorystyki zaznacza
się nadal na łamach "Ludu", zarówno w studiach i artykułach, jak i recenzjach,
a także sprawozdaniach z konferencji i wydarzeń istotnych dla współczesnej
folklorystyki.

BIBLIOGRAFIA
Adalberg Samuel
1889 - 1894 Księga przysłów i wyrażeń przysłowiowych polskich. Warszawa.
Bartmiński Jeerzy
1973
O języku Iolkloru, Ossolineum, Wrocław.
1990
Folklor. język. poetyka, Ossolineum, Wrocław.
Berwiński Ryszard
1854
Studia o literaturze ludowej ze stanowiska historycznej i naukowej krytyki, t. 1·2,
Poznań.
Bielawski Ludwik
1970
Rytmika polskich pieśni ludowych, PWM, Kraków.
1976
StreIowa teoria czasu i jej znaczenie dla antropologii muzycznej, PWM, Kraków.
1986
Drogi i bezdroża muzykologii polskiej, Ossolineum, Wrocław.
Burszta Józef
1974
Kultura ludowa - kultura narodowa. LSW, Warszawa.
Bystroń Jan Stanislaw
1933
Przysłowia polskie, PAU, Kraków.
Chybiński Adolf
1907
O metodach zbierania i porządkowania melodii ludowych, "Lud" t. 13. s. 171·201.
1910
Etnografia muzyczna na III międzynarodowym kongresie muzycznym w Wiedniu
(25-29 maja 1909), "Lud" t. 16, s. 160-178.
Cieślikowski Jerzy
1967
Wielka zabawa, Ossolineum, Wrocław.
1975
Literatura i podkultura dziecięca, Ossolineum, Wrocław.
Czarnowski Stefan
1956
Kształtowanie się Iolkloru polskiego, w: Dzieła, t. 5, PWN, Warszawa.
Czekanowska Anna
1988
Etnografia muzyczna. Metodologia i metodyka, "Pomorze", Bydgoszcz.
1990
PolishIolk music: Slavonic heritage. Polish tradition. contemporary trends, Cambridge
University Press, Cambridge.
Dahlig Piotr
1987
Muzyka ludowa we współczesnym społeczeństwie, WSiP, Warszawa.
Fischer Adam
1913
Polskie widowiska ludowe, "Lud" t. 19.

�79
Franko

Iwan

Najnowsze prądy w ludoznawstwie, "Lud"

1895
Hernas

t. I.

Czesław

W kalinowym lesie. U źródeł folklorystyki

1965
Jagiełło

polskiej, t. 1 - 2, PIW,

Warszawa.

Jadwiga

Polska hal/ada ludowa, Ossolineum,

1975
Jaworska

Wrocław.

Elżbicta

DziałalnoJć folklorystyczna Komisji AlItropologicznej Akademii Umiejętności w Krakowie, w: Dzieje jiJlklorystyki polskiej 1864 -1918, pod red. H. Kapeluś, J. Krzyżano-

1982

wskiego,
Helena

Kapełuś

PWN,

Jan Karlowicz (1836 -1903),

1982a

H. Kapełuś,

w: Dzieje folklorystyki

J. Krzyżanowskiego,

PWN,

polskiej 1864 -1918, pod red.

Warszawa.

"Lud". Oryan Towarzystwa Ludoznawczego we Lwowie (1895 - 1918), w: Dzieje, op. cit.

ł 982b
Kapełuś

Warszawa.

Helena,

Krzyżanowski

Dzieje folkloryslyki

1970

Julian

(red.)

polskiej

1800-1863.

Epoka przedkolbergowska,

Ossolineum,

Wrocław.

Dzieje folklorystyki

1982
Karlowicz

Folklore, .,Wisła"

1888
Karpińska

Grażyna

Warszawa.

Ewa,

t. 2.

Nicwiadomska

Maria

Bihliografia zawarto.vci ..Ludu" za lata 1895 -1985, PTL,

1988
Kasjan Jan

Wrocław.

Mirosław

Polska zagadka ludowa, Ossolineum.

1983
Klinger

polskiej 1864 -1918, PWN,

Jan

Wrocław.

Witold

1909
Kowalski

Do wpływ(JW starożytno.ki

na folklor, "Lud"

t. 15.

Piotr

W~półczesny jólklor i {()Iklorystyka,

1990

Kra wczyk- Wasilewska

PTL,

Wrocław.

Violetta

Wprowadzenie do {ólklorystyki, Uniwersytet
Łódzki,
WspMczesna wiedza a folklorze, LSW, Warszawa.

1979
1986

Krawczyk-Wasilewska

Violetta

Łódź.

(red.)

Ecology and Folklore, Łódź.
Ecology' and folklore 11, Łódź.

J992
1994
Krzyżanowski

Julian

Paralele, Warszawa.
1947
Pol.~ka hajka ludowa w układzie systematycznym, t. 1-2, Warszawa.
1958 - 1960 Mądrej glowie doH dwie słowie, t. 1- 2, PIW, Warszawa.
1935

Krzyżanowski
1969-197R
Linette

(rcd.)

W oparciu a dzielo

Bogusław

Ohrzędowe pidni weselne w Rzeszowskiem. Typologia wątków muzycznych
kryteriów wyznaczających regiony etnograficzne, KAW, Rzeszów.

1981
Maślanka

jako

Julian

1984
Olcha

Julian

Slownik folkloru polskiego, Wiedza Powszechna,
Warszawa.
Nowa księga przyslów i wyrażeń przyslowiowych polskich.
S. Adalberga, l. 1 -4, PIW, Warszawa.

1965

Polska folklorystyka

romantyczna, Ossolineum.

Wrocław.

Antoni
1963

Jędrzej Cierniak i jego dzieło. Wstęp do źródel i nurtów polskiego teatru ludowego,
Warszawa.

�80
Przerembski Zbigniew
1994
Style i formy melodyczne polskie; pidni ludowej, IS PAN, Warszawa.
Sadownik Jan (red.)
1971
Pidni ludowe Podhala, PWM, Kraków.
Simonides Dorota
1969
Współczesna śląska proza ludowa, WSP, Opole.
1976
Wspó/czesny folklor s/owny dzieci i m/odzieży, PWN, Wrocław.
Sobieska Jadwiga
1972
Ze studiów nad fólklorem muzycznym Wielkopolski, PWM, Kraków.
Staszczak Zofia (red.)
1987
Słownik etnologiczny. Terminy ogólne, PWN, Warszawa.
Stęszewski Jan
1966
Prolegomena do klasyfikacji etllomuzykologicznych, "Muzyka" nr 3·4.
1974
Rzeczy. świadomoi;ć i nazwy w badaniach etnomuzykologicznych, "Rocznik Historii
Sztuki" nr 10.
Sulima Roch
1976
Folklor i literatura, LSW, Warszawa.
1982
Literatura a dialog kultur, LSW, Warszawa.
1990
S/owo i etos: szkice o klllturze, "Galicja", Kraków.
Thoms William
1975
Folklor, "Literatura Ludowa" nr 6.
Udziela Seweryn
1905
O potrzehie zestawienia i uporządkowania opowiadań ludowych, "Lud" t. II.
Waliński Michał (red.)
1978
Teoria kultury. Folklor a kultura, Uniwersytet Śląski, Katowice.

Violetta
THE

Krawczyk-Wasilewska

STUDY

OF POLISH

FOLKLORE

ON THE
"LUD"

CENTENNIAL

ANNIVERSARY

OF

(Summary)
The article consists of the following sections: I. Romanticism and folklore; 2. The beginning of
academic folklore studies; 3. "Lud" (1895-1918) as a journal of folklore studies; 4. Folklore
between the World Wars; 5. Folklore studies between philology and anthropology.
The author discusses the history of Polish folklore studies since 1802 until today, taking into
consideration the main achievements in collecting and interpreting folk artifacts. She also deals
with the role of the journal "Lud" in the history of Polish folklore studies, treating as specifically,
"folklore-oriented"
the volumes published before World War I.
Transi. M. Wilczyński

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6651" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6631">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8da4a955291e531d2e536725da61a9fe.pdf</src>
        <authentication>f6b3540b05a4dfdf77ab5a2038a5b22c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79286">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2714</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79287">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79288">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79289">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2525</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79290">
                <text>O fotografiach Roberta Mapplethorpa / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79291">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.156-157</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79292">
                <text>Pilichowski-Ragno, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79293">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79294">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79295">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79296">
                <text>O fotografiach
Roberta Mapplethorpa
Andrzej Pilichowski-Ragno

Akt - actus, to co się wydarza, proces. Języki polski i nie­
miecki przejęły ten termin z łaciny na określenie reprezenta­
cji ciała. W innych językach mówi się: nudo, the nude, nu.
Akt to także odsłona, jak w teatrze. Ale nie odsłona w sensie
odkrycia, zdjęcia ubrania, to raczej odsłona jako zaproszenie
do uczestnictwa, jako oczekiwanie na coś, co ma się wyda­
rzyć.
Nagość jest statyczna, jest cała przedmiotem swojego od­
niesienia, w pełni zawiera się jako desygnat w określającym
ją znaku, jest tym, czym jest. Akt jako pojęcie artystycznej re­
prezentacji nagości wychodzi poza samą ramę reprezentacji,
sytuuje się w kategoriach czasowych, w kategoriach dziania
się i doświadczenia. Sama nazwa staje się w akcie punktem
wyjścia interpretacji, jest wskazaniem na ten moment w sztu­
ce, w którym, jak powiada Adorno, określa ona siebie przez
stosunek do tego, czym nie jest, czyli mówiąc inaczej, akt ja­
ko proces i wydarzenie wskazuje na dialektykę tego, co dane
jako statyka (obraz, reprezentacja), i tego, co statykę repre­
zentacji przekracza - nieobecność.
Nieobecność, czyli specyficzny stosunek „tworzywa" ak­
tu, ciała, do tego, czym ciało nie jest, czy raczej czym prze­
staje być właśnie w akcie jego reprezentacji. Andre Rouille
w studium o XIX-wiecznej fotografii francuskiej rozróżnia
akt i portret (mowa także o portrecie osoby nagiej). Akt jest
jakby uprzedmiotowieniem portretu, stoi po stronie tego, co
przedmiotowe, portret jako jednostkowość i indywidualność
jest stricte podmiotowy. To jednak tylko część prawdy. Moż­
na się zgodzić, że reprezentacja odbiera ciału jego jednostko­
wość, jego istotowość i niepowtarzalność, tak jak reprezenta­
cja twarzy tylko tę istotowość i niepowtarzalność potwierdza,
tyle że artystyczna reprezentacja ciała (akt) poprzez rezygna­
cję z tego, co stanowiło dla niej swoje tworzywo - konkretne
ciało dane w jakimś tu i teraz, przenosi, odwrotnie niż portret,
swój przedmiot poza horyzont tradycyjnie pojętej mimesis.
Tak więc akt działa jakby dwustopniowo - po pierwsze
uprzedmiotawia, subiektywizuje rzeczywistość po to, by
z uzyskanego tą drogą obiektu uczynić punkt swojego wyj­
ścia. Zasadą i fundamentem portretu jest zaś pojęcie mimesis;
portret jest zawsze portretem kogoś. - Nawet wtedy, gdy
podobieństwo do tego kogoś zostało celowo zniesione (wyo­
braźmy sobie fotografię głowy od tyłu) sam fakt nazwania
zdjęcia portretem wskazuje na konkretny punkt odniesienia
(ta, a nie inna osoba) i intencjonalnie przynajmniej dokonuje
połączenia tego, co reprezentowane, z tym, co reprezentują­
ce. Pojęcie mimesis jest również fundamentem reprezentacji
pornograficznej - trzeciej kategorii reprezentacji postaci.
O ile jednak portret subiektywizuje, wskazując wyraźnie na
swój przedmiot, o tyle reprezentacja pornograficzna ucieka
156

od tego, co jednostkowe. Pokazuje to, co zuniformizowane,
zawsze takie samo, istniejące niejako poza czasem, bojąc się
dotknąć indywidualności i niepowtarzalności przedmiotu
swojego odniesienia, poddanego przecież prawom przemija­
nia, przywodzącego na myśl śmiertelność wszystkiego co
jednostkowe. W horyzoncie pornografii pojęcie czasu nie ist­
nieje (w portrecie jest fundamentalne) - ciało zastąpione zo­
stało przez rzecz, a ta przecież nie podlega procesom starze­
nia się i degradacji.
Różnica między aktem a reprezentacją pornograficzną ry­
suje się w innym miejscu. Przedmiot reprezentacji, który dla
aktu jest punktem wyjścia, w pornografii jest jej punktem
dojścia, stanowi cel i koniec przedstawienia, w chwili gdy akt
„dzieje się", dalej pornografia milczy, zaspokoiwszy swoje
pragnienie pokazania. Akt nie pokazuje niczego, raczej daje
się jako pewna ilość możliwych odczytań, rozwija się w cza­
sie jako dialektyka tego, co dane (ciało) i tego co do-dane
(kreacja).
Jak się wydaje, ciekawe może być spojrzenie właśnie pod
tym kątem na fotografie Roberta Mapplethorpa, pomijając
ich kontekst gejowski, a co za tym idzie, pomijając także
kwestię przekraczania tabu obyczajowego i estetycznego, at­
mosferę skandalu, w której fotografie te funkcjonują,
a w każdym razie funkcjonowały, zanim zostały anektowane
przez kulturę oficjalną. Poważny kłopot z fotografią Mapple­
thorpa polega na nieumiejętności opuszczenia tego wątku,
zajmującego zazwyczaj centralne miejsce w sposobie jej in­
terpretacji i opisu. Jest to jednak, jak się wydaje, specyficzne,
mówiąc słowami Eco, „użycie" tekstu, tj. wpisanie go w dys­
kurs wobec niego zewnętrzny: ideologiczny, polityczny, spo­
łeczny. Poza tym obszarem, o jasno określonych oczekiwa­
niach wobec dzieła sztuki, rozpościera się to, co w dziele nie­
powtarzalne.
Trzy wyróżnione kategorie - akt, portret, pornografia wy­
dają się tu współistnieć (jednocześnie się wykluczając) na au­
tonomicznej płaszczyźnie, tworząc swoisty, czwarty wymiar
interpretacji, której nie można już sprowadzić do żadnej „tra­
dycyjnej" postawy wobec ciała czy wobec postaci. Zerwana
bowiem została granica pomiędzy gatunkami, nawet jeżeli
sztucznie stworzonymi, to przecież tak mocno istniejącymi
w świadomości odbioru, że każde ich naruszenie powoduje
ten specyficzny stan, w którym interpretacja chciałaby pozo­
stać niema, bojąc się naruszyć delikatność swojego
przedmiotu. Mówienie o delikatności w przypadku Mapple­
thorpa może się wydawać paradoksem; tak jednak nie jest.
Delikatność, o której mowa, nie tkwi w przedmiocie przed­
stawienia, nie ma jej też w sposobie obrazowania - delikat­
ność to efekt zmiany paradygmatu interpretacji, która już nie

�stara się (nie może) klasyfikować pozytywnie, tj. odnosić się
do tego, co jest jako gatunek, prąd, szkoła (akt, portret, po­
rnografia), ale określa obraz w kategoriach negatywnych,
odbierając mu koniecznos'c bycia czymś, czymś jednym, jak
powiedział Foucault w studium o fajce Magritte'a - „bycia
tym oto".
Tak więc pytając o Mapplethorpa, pytamy, czym nie jest
fotografia, a jej jedyne „znaczenie", jak się wydaje, jest wła­
śnie tym, co wynika z jej negatywnego opisu. Współbrzmi to
ze stwierdzeniem Lyotarda, dotyczącym sztuki postmoderni­
stycznej, według którego postmodernistyczne jest to, „co wy­
rzeka się pocieszenia podsuwanego przez poprawne formy,
odrzuca zgodę na smak, umożliwiający wspólne doświadcze­
nie nostalgii za nieosiągalnym; to, co poszukuje nowych
przedstawień, nie po to, by się nimi delektować, lecz po to, by
lepiej odczuć istnienie nieprzedstawialnego".
Pytanie jednak, czy nieprzedstawialne nie jest po prostu
grą wykraczającą daleko poza granice konwencji - jedynego
gwaranta przedstawialności, grą, która mieszając gatunki, nie
po to by stworzyć nowe, lecz po to, by oczyścić dokładnie po­
le z wszelkich zastałości, staje się samo konwencją, odsyłają­
cą jedynie do siebie; czymś, za czym nie stoi już nic, a nie­
przedstawialne zyskuje status bytu stricte negatywnego, tj.
stanowi tylko pustą negację tego, co jest.
Czy może raczej, a wydaje się to w przypadku Mapplethorpowskich fotografii bardziej trafne, nieprzedstawialne jest
nie rezygnacją z prawdy lecz, jak twierdzi Blanchot, uwidocz­
nieniem ciemności tego, co pierwotne, nie światłem (Heideg­
ger), lecz ciemnością, przywracającą naszemu zadomowieniu
istotę wygnania. Jest bowiem w tej hybrydycznej formie „porno-portreto-aktach" coś, co spaja te, jak pokazaliśmy wyżej,
nieprzystawalne do siebie kategorie. Coś, co stoi o wiele wy­
żej niż zdekonstruowane pojęcie konwencji czy reprezentacji.
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że ukazanie
człowieka jako jednostkowości czy indywidualności (portret)
w połączeniu z jego zwierzęcością (pornografia) i jego zdol­
nością do jej przezwyciężenia przez piękno (akt) jest dąże­
niem do wyrażenia pełni, jakiegoś uniwersum etyczno-estetycznego, w którym reprezentacja taka byłaby odkryciem

prawdy o człowieku. Jest jednak owo „coś"', pewna nieokre­
ślona kategoria, nieprzedstawialne, które burzy optymistyczną
wizję człowieka jako całości, nawet jeżeli to będzie całość
dialektyczna. Tym czymś jest przenikające wszystkie fotogra­
fie doświadczenie śmierci. Nie da się jednak opisać owego do­
świadczenia w terminach obecności, nie wynika ono z połą­
czenia wspomnianych kategorii, raczej przez negację każdej
z nich rodzi swoistą aurę niewypowiadalnego, nieprzedsta­
wialnego, które wskazuje na to, co w ciele śmiertelne.
Ciało u Mapplethorpa jest ciałem par exellence - ma swo­
ją konsystencję, fakturę, ciężar, nie jest nim jednak, bo każdy
jego ruch jest przez obiektyw sprowadzony do zera - postać
w ruchu jest równie statyczna jak rzeźba, odlew. Jest piękne;
jest aktem, ale jego piękno ma w sobie skażenie utylitarnością, jest piękne, gdyż jest atrakcyjne. Jest pornograficzne,
gdyż chce się pokazywać, dawać do oglądania, jednocześnie
jego nagość służy kategorii formy i ekspresji. Jest jednostko­
we, indywidualne, jest „tą osobą", związaną z jej własną hi­
storią (tytuł fotografii to imię lub imię i nazwisko modela),
ale jednostkowa historia ulega przekroczeniu przez negację
czasowości, przez wyjęcie przedmiotu z uniwersum czasu,
nierozerwalnie związanego z tym, co indywidualne. Jest więc
ciało jakby nieobecne, bo każda próba jego nazwania spoty­
ka się z jej negacją, co sprawia, że będąc dane na fotografii,
tj. istniejąc materialnie za pomocą nośnika (naświetlony pa­
pier fotograficzny), nieustannie oddala się przy każdej próbie
jego uchwycenia, zatrzymania poprzez nazwanie. W tym sen­
sie jest skażone śmiertelnością, tym, co nie pozwala trwać
wiecznie. Oddala się, pozostawiając owo uczucie, które Hei­
degger nazwał przeboleniem, a Gianni Vattimo - pietas: „li­
tość i współczucie, jest miłością do istoty żyjącej i do jej śla­
dów - tych, które ona pozostawia, i tych, które niesie w sobie
jako otrzymane z przeszłości". Jest więc coś bardzo „niefotograficznego" w Mapplethorpowskich fotografiach - owo
odejście od momentalności, od „teraz" obrazu, zwrócenie się
ku śladom, ku temu, co było, ku temu, co będzie (śmierci),
pominięcie teraźniejszości - właśnie owa pietas, przebolenie.
I chyba żadne inne medium nie jest w stanie wyrazić tego tak
mocno jak fotografia.

757

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5865" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5846">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c09bf4aceb2d67d87de378bfef37b6cf.pdf</src>
        <authentication>6887000ab8b62c875e4bb76dbf81ba03</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69972">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2463</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69973">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69974">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2287</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69975">
                <text>O fotografii i etnografii / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69976">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.111-112</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69977">
                <text>Czachowski, Hubert</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69978">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69979">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69980">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69981">
                <text>O fotografii i etnografii
Hubert Czachowski

N i e tak dawno u k a z a ł się d o s k o n a ł y numer „Polskiej
Sztuki Ludowej. K o n t e k s t y " (3/4, 1992) p o ś w i ę c o n y foto­
grafii i filmowi. Poniższy tekst jest j a k b y postscriptum d o
tamtego numeru. C h c i a ł b y m zwrócić w n i m u w a g ę na
p o d o b i e ń s t w o natury etnografii-antropologii i fotografii, na
te same problemy n u r t u j ą c e ich historię.
O t ó ż pierwsze związki są b e z p o ś r e d n i e i d o t y c z ą tego, że
etnografowie od samego p o c z ą t k u zaanektowali aparat
fotograficzny j a k o n a r z ę d z i e n i e z b ę d n e i d o s k o n a ł e do swojej
pracy. Stało się tak, gdyż u podstaw o b y d w u tych dziedzin
legła silna i p r z e m o ż n a chęć utrwalenia r ó ż n o r o d n o ś c i
świata, zrozumienia go i przybliżenia i n n y m ludziom. M o ż n a
p o w i e d z i e ć , że fotograf i etnograf i tylko oni pełnią bardzo
podobne role społeczne w t y m samym miejscu. Przyjmują
- bardzo w y g o d n ą s k ą d i n ą d , ale i niebezpieczną - pozycję
p o m i ę d z y fotografowanym czy opisywanym k a w a ł k i e m
ś w i a t a a s p o ł e c z e ń s t w e m , i to bez w z g l ę d u na przyjętą opcję
m e t o d o l o g i c z n ą czy e p i s t e m o l o g i c z n ą . W ł a ś n i e - s p o g l ą d a ­
j ą c wstecz na h i s t o r i ę fotografii i etnografii - te same
problemy epistemologicznej natury n u r t u j ą etnografa opisu­
j ą c e g o K u l t u r y i fotografa r o b i ą c e g o zdjęcia Ś w i a t u . Podob­
ne kwestie d o t y c z ą w zasadniczym stopniu całej humanis­
t y k i , a w świetle postmodernistycznego p r z e ł o m u - całej
kondycji w s p ó ł c z e s n e g o c z ł o w i e k a . Jednak m i ę d z y foto­
grafią i e t n o g r a f i ą zachodzi tutaj w y j ą t k o w a komplementarność.
W historię etnologii immanentnie wpisane są nieustające
p r ó b y w pełni obiektywnego opisu k u l t u r y . Jej pierwsi
koryfeusze „ p o z n a n i e " t r a k t o w a l i j a k najbardziej d o s ł o w n i e
i zasadniczo. T o znaczy opisywali po prostu t o , co widzieli
i czego się dowiedzieli, u w a ż a j ą c taki opis rzeczywistości za
prawdziwy i w pełni obiektywny. Z g o ł a odmiennym schema­
tem były p r ó b y tzw. podmiotowej rekonstrukcji k u l t u r y .
Zawieszając swoje w ł a s n e s ą d y i w n i k a j ą c w s t r u k t u r y
myślenia obcej k u l t u r y p r ó b o w a n o o p i s y w a ć j ą w jej włas­
nych kategoriach. M i a ł o to zabezpieczyć badania przed
j a k i m i k o l w i e k naleciałościami k u l t u r y etnologa. D o p i e r o
niedawno uznano, że ten tak poszukiwany pełen obiek­
t y w i z m w badaniach etnograficznych jest i tak niemożliwy.
Clifford Geertz z a u w a ż y ł , że wszystkie dotychczasowe k o n ­
cepcje metodologiczne w etnologii s p r o w a d z a ł y się do tego,
aby „obejść nie dający się obejść fakt, że wszystkie opisy
etnograficzne są opisami opisującego, a nie opisywanego."
I d ą c y t y m tropem Wojciech J. Burszta n a z w a ł w i a r ę w tamte
„ p o z y t y w i s t y c z n e " tendencje „ e t n o g r a f i c z n y m i zabobona­
m i . " Etnologia to dla Geertza nic więcej, j a k opis jednej
formy życia w kategoriach innej. T o właśnie w budowaniu
„ p o m o s t u p o m i ę d z y t y m i , dla k t ó r y c h się pisze i t y m i ,
o k t ó r y c h się pisze" („bycie t a m i bycie t u " ) widzi on
p o d s t a w o w ą siłę współczesnej a n t r o p o l o g i i .
1

2

3

Historia fotografii p r z e b i e g a ł a d o ś ć podobnie. Zdjęcia
przez szereg lat były uznawane za d o k ł a d n e odbicie ś w i a t a .
M a l a r s t w o zawsze u w a ż a n o za jego interpretację. Wynala­
zek fotografii zmienił wszystko radykalnie. W y d a w a ł o się, że
oto mamy s p o s ó b na c a ł k o w i t e , w pełni jednoznaczne,

a przez to i obiektywne, odwzorowanie rzeczywistości.
„ Z b i e r a ć fotografie - to z b i e r a ć ś w i a t " , pisała Susan Sontag
0 tych pierwszych tendencjach, k t ó r e zrodziła f o t o g r a f i a .
Pierwsi fotografowie zachwyceni m o ż l i w o ś c i ą rejestracji,
j a k ą d a w a ł aparat, traktowali go j a k o k o p i a r k ę , k t ó r a sama
spostrzega świat, a człowiek potrzebny jest tylko do urucho­
mienia migawki. Nie m o ż e więc dziwić entuzjazm, z j a k i m
p o w i t a l i ten wynalazek etnografowie. Z a c h w y t o w i , k t ó r y
w y w o ł y w a ł y zdjęcia z p o w o d u swojej p r a w d o m ó w n o ś c i
1 z d o l n o ś c i wiernego rejestrowania ś w i a t a , t o w a r z y s z y ł a
r ó w n i e ż niechęć spowodowana ich „ n i k c z e m n ą d o k ł a d n o ś ­
c i ą " . W y d a w a ć by się m o g ł o , że właśnie fotografia z d o ł a ł a
p o k o n a ć wszelki relatywizm na rzecz zwycięskiego obiek­
tywizmu.
Ten naturalny - j a k potocznie s ą d z o n o - obiektywizm
fotografii z o s t a ł jednak zakwestionowany. F o t o g r a f po­
strzegany p o c z ą t k o w o j a k o zupełnie neutralny obserwator,
z o s t a ł z a s t ą p i o n y przez fotografa relatywistę. Coraz po­
wszechniejsze s t a ł o się przekonanie, j a k pisze Sontag, że
nigdy nie m o ż n a z r o b i ć d w ó c h identycznych zdjęć tego sa­
mego przedmiotu. Z a u w a ż o n o , że o p r ó c z b e z p o ś r e d n i e j i n ­
formacji o świecie zdjęcia p o k a z u j ą jeszcze i to с o oraz j a k
sam fotograf w i d z i , spostrzega i - co jeszcze ważniejsze - j a k
ocenia świat, k t ó r y fotografuje. „ S t a ł o się jasne, że nie
istnieje prosta jednoznaczna (czytaj: w pełni obiektywna
- przyp. H C ) c z y n n o ś ć zwana widzeniem [...], lecz spo­
strzeganie fotograficzne (czyt.: antropologiczne), k t ó r e jest
n o w ą o d m i a n ą ludzkiej percepcji." T a k więc i fotografie
stały się interpretacjami. W y b ó r takiego, a nie innego ujęcia,
takiego lub innego fragmentu, stosowanie p o w i ę k s z e ń i retu­
szy, s p o s ó b oświetlenia, w y b ó r filmu c z a r n o - b i a ł e g o lub
kolorowego, a nawet w y b ó r filmu o k r e ś l o n e j firmy (nie
w s p o m i n a j ą c j u ż o m o ż l i w o ś c i a c h jakie daje w s p ó ł c z e s n a
technika k o m p u t e r o w a ) staje się zawsze narzucaniem swoich
k r y t e r i ó w widzenia i n n y m . D o tego dochodzi jeszcze s p o s ó b
odbioru zdjęcia, k t ó r y też zmienia się w zależności od
kontekstu w y s t ę p o w a n i a . C z y m i n n y m j a k o ś c i o w o staje się
zdjęcie reprodukowane na pierwszej stronie najpopularniej­
szego dziennika z obszernym komentarzem s ł o w n y m , i to
samo zdjęcie na fotograficznej wystawie w galerii, p o ś r ó d
d z i e s i ą t k ó w innych, nawet nie z w i ą z a n y c h tematycznie.
Wittgenstein, m ó w i ą c o j ę z y k u , p o d k r e ś l a ł , że znaczeniem
słowa jest jego zastosowanie. Sontag odnosi to z całą
s t a n o w c z o ś c i ą do f o t o g r a f i i .

4

5

6

7

Trzeba jeszcze zwrócić u w a g ę na jeden aspekt. O t ó ż ,
etnologowie dowiedli w swoich pracach, że badania obcej
k u l t u r y ujawniają i u ł a t w i a j ą zrozumienie własnej. O g l ą d a j ą c
i analizując zdjęcia o k r e ś l o n e g o fotografa, r ó w n i e ż d u ż o
m o ż n a p o w i e d z i e ć o n i m samym, a t a k ż e o kulturze, w k t ó r e j
partycypuje. Obserwacje są czynione zrazu d w u t o r o w o
- w stosunku do obcych i swoich. Podobnie j a k fotografujący
misterium w G ó r c e Klasztornej, k t ó r z y r o b i ą zdjęcie raz
U k r z y ż o w a n e m u Chrystusowi, raz obserwującej to publicz­
ności ( i l . ) . Ta swoista d w u t o r o w o ś ć obserwacji jest m o ż l i w a
tylko dla f o t o g r a f ó w / e t n o g r a f ó w umiejscowionych p o ś r ó d -

111

1

�ku wydarzenia, wszyscy inni znajdują się z lewej, b ą d ź
z prawej strony. T o właśnie do takiej sytuacji odnosi się
pomost Geertza p o m i ę d z y ,,byciem tam a byciem t u " .
Obecnie w fotografii pojawili się t w ó r c y - j a k postmoderniści w nauce, w t y m t a k ż e etnologii - otwarcie p o d e j m u j ą c y
grę z rzeczywistością. Zdjęcia takich a u t o r ó w j a k Jerzy
M o d r a k , Thierry Geoffroy czy Bruce Gilden określa się
mianem r e p o r t a ż u subiektywnego. Nie p r ó b u j ą j u ż oni stać
z boku w y d a r z e ń i ich po prostu rejestrować. Sami stwarzają
sytuację, w k t ó r y c h - ich zdaniem - zacznie się dziać coś
godnego pokazania. N p . z r o z m y s ł e m błyskają fleszem
prosto w oczy zaskoczonych ludzi. W ten s p o s ó b p o d k r e ś l a j ą
swoją o b e c n o ś ć , j a k i w p ł y w na f o t o g r a f o w a n ą scenę.
W zgodzie z postmodernistycznymi z a ł o ż e n i a m i sami stają
się bohaterami swoich zdjęć, swoich meta-narracji. W s p ó ł ­
czesną fotografię nie interesują j u ż bowiem proste fakty, lecz
s p o s ó b ich podania i w y r a ż o n e w nich własne p o g l ą d y .
Jednak o p r ó c z n i e m o ż l i w e g o do wyeliminowania uwik­
ł a n i a się fotografa w siatkę p o j ę c i o w ą własnej k u l t u r y ,
pojawia się też m o ż l i w o ś ć manipulacji faktami. M o ż e to
sprzyjać np. nadmiernemu estetyzowaniu lub - gdy coś
t r z e c i o r z ę d n e g o staje się pierwszoplanowe - zakłóceniu
właściwej hierarchii fotografowanych zjawisk. Interesujący
z b i ó r t e k s t ó w na temat wiarygodnej rejestracji b ą d ź kreacji
rzeczywistości
przez
fotografów
zawierają
numery
5 i 7 z 1991 r o k u czasopisma , , 6 x 9 Fotografia". Jest tam
t a k ż e zamieszczonych wiele zdjęć m a n i p u l u j ą c y c h rzeczywis­
tością. W a r t o w c z y t a ć się w teksty o specyficznej estetyce
r e p o r t a ż y p r z e k a z u j ą c y c h obrazy z wojny w Zatoce Perskiej
w 1991 r o k u . W mediach była to wojna o „ s p o k o j n y m
obliczu", gdzie wspaniali a m e r y k a ń s c y c h ł o p c y na swoich
w s p a n i a ł y c h maszynach pilnowali ś w i a t o w e g o p o k o j u .
A wszystko to działo się na tle p i ę k n y c h k r a j o b r a z ó w ,
z a c h o d ó w słońca i nawet wybuchy bomb były r ó w n i e
efektowne j a k sztuczne ognie. Przed p o d o b n y m i problemami
stają t a k ż e etnologowie przeceniający z kolei swoje preferen­
8

cje kulturowe. W takich pracach być m o ż e j e d y n y m bohate­
rem stanie się sam etnograf analizujący samego siebie,
pozostanie samo „bycie t u t a j " bez „ b y c i a t a m " .
Jak j u ż w s p o m n i a ł e m Geertz z a s a d n i c z ą rolę nowej etno­
grafii widzi właśnie w „ u m o ż l i w i a n i u k o m u n i k a c j i m i m o
p o d z i a ł ó w społecznych - różnic etnicznych, religijnych,
klasowych, płci, j ę z y k a i r a s y . " Bardzo w s p ó ł b r z m i ą z t ą
k o n c e p c j ą słowa Ch. Caujolla, k t ó r y pisze, że fotografowie
obecnie wcale nie chcą j u ż b y ć „ a n i obiektywni, ani wyczer­
pujący; c h c ą d a ć natomiast ś w i a d e c t w o s p o t k a ń , rzeczy
przyjemnych i łez podpatrzonych na twarzach ludzi i w kraj­
obrazach ś w i a t a . " F o t o g r a f i ę zaczyna się o k r e ś l a ć j a k o
„ m e d i u m subiektywnego r e p o r t a ż u " . M o ż e t y m wzorem
etnografię m o ż n a n a z w a ć medium subiektywnego opisu.
Wszystko to, co z o s t a ł o tutaj zasygnalizowane, pokazuje j a k
bardzo ostateczny rezultat działalności e t n o g r a f ó w i foto­
grafów, uzależniony od ich o g ó l n e g o nastawienia, powstaje
gdzieś p o ś r o d k u p o m i ę d z y n i m i samymi a p o d m i o t a m i ich
zainteresowań.
9

1 0

S ą d z ę , że wzajemne przypatrywanie się e t n o g r a f ó w i foto­
g r a f ó w historiom swoich dyscyplin, m o ż e o k a z a ć się rzeczy­
wiście inspirujące dla o b y d w ó c h stron, zwłaszcza we właś­
c i w y m rozpoznawaniu w s p ó ł c z e s n y c h d y l e m a t ó w , przed
k t ó r y m i stoją. Postmodernistyczne tendencje zbliżają te dwie
podobne dziedziny do sztuki, często z bardzo interesującymi
efektami. N a pewno p o m o g ą one w zrozumieniu i zerwaniu
ze stereotypem w pełni obiektywnego opisu k u l t u r y lub
zdjęcia - dokumentu. Czy wobec tego w s p ó ł c z e s n a wiedza
o ograniczeniach poznania ludzkiego subiektywizmem upo­
w a ż n i a do dalszego dokumentowania i opisywania Świata?
M y ś l ę , że to wyzwanie jest ciągle w a ż n e , a m o ż e obecnie - po
p r z e w a r t o ś c i o w a n i u starych przyzwyczajeń modernistycznie
zorientowanej nauki - ważniejsze niż kiedykolwiek wcześ­
niej, z a r ó w n o w fotografii j a k i etnografii. W n i e m o ż l i w y m
do zdefiniowania zachowaniu właściwych proporcji m i ę d z y
„ t a m a t u t a j " leży tajemnica ich powodzenia.

P R Z Y P I S Y
1

C . Geertz. Być lam, pisać tu, „ A m e r y k a " 1990, nr 3^1, s. 63
W. Burszta, Etnologia dzisiaj albo siła peryferii, „ K o n t e k s t y .
Polska Sztuka Ludowa" 1992, nr 2
Geertz, op.cit.
S. Sontag, O fotografii. Warszawa 1986
T a m ż e , s. 84
Tamże, ss. 85-86

1

T a m ż e , s. 102

2

8

Por. B o ż e n a Stokłosa, W stronę dokumentu subiektywnego,
„ 6 x 9 Fotografia" nr 7/91, s. 46-65; patrz też 2/92 i 1/93

3

9

4

5

6

Geertz, op.cit., s. 63

1 0

C h . Caujolle, Fotografia i jej zastosowania, „6 x 9 Fotografia"
nr 7, s. 6

Fotografowie podczas Misterium Męki Pańskiej w G ó r c e Klasztornej,
Fot. Kinga Nemcre-Czachowska

112

i

1992.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7852" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7833">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3b4886ee9f825fd5798687ca77d153ab.pdf</src>
        <authentication>fbb09e1ee573f6eaaeecdf94b09007e3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93910">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2548</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93912">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93914">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2367</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93917">
                <text>O funkcji i retoryce wypowiedzi muzealnej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93920">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.1-2, s.37-53</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93923">
                <text>Wieczorkiewicz, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93925">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93927">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93929">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93940">
                <text>O funkcji i retoryce wypowiedzi muzealnej
Anna Wieczorkiewicz
PEJZAŻ MUZEALNY
Kolekcja a opis świata
Pewne obiekty - jak się sądzi - są warte tego, by wydzielić je
z ich „ n a t u r a l n e g o " kontekstu i przenieść w nowe środowisko.
Muzeum to przestrzeń, w której tworzy się takie środowisko.
W sensie najogólniejszym muzeum to
„...budynek przenaczony do magazynowania kolekcji obiek­
tów w celu ich kontroli, badania i w celach rozrywki. Obiekty
te mogą zostać przywiezione z krańców ziemi - jak koral
Z Wielkiej Rafy Koralowej z Australii, cegła z Wielkiego Muru
Chińskiego, strusie jajo z Afryki, kawałek skały magnetycznej
Z Grenlandii;
mogą być przedmiotami współczesnymi
lub
pochodzić
z odległej przeszłości
- jak model samolotu
odrzutowego czy skamieniałość
z warstw karbońskich;
mogą
być wytworami naturalnymi lub ludzkimi - jak bryły krysz­
tałów czy indyjski dywanik modlitewny.
Cele, jakie stawia się tym zbiorom bywają formułowane
rozmaicie. Twórcy m u z e ó w i ich kuratorzy widzą w muzeach
instytucje nie tylko chroniące elementy tradycji, ale i pomagają­
ce we wprowadzaniu społeczności tradycyjnych w krąg warto­
ści nowoczesnych i w ich umacnianiu. W oczach socjologów
czy antropologów bywają one natomiast istotnym składnikiem
nowoczesnego kompleksu kulturowego , czy też, ujmowane
w innym aspekcie, „ l a b o r a t o r i u m " , w którym fabrykuje się
prawomocny obraz świata. W tym ostatnim przypadku zbiory
traktowane są jako punkt wyjścia do dalszych intelektualnych,
artystycznych i symbolicznych działań na zgromadzonym
materiale. To, co poddaje się badaniu kulturoznawcy to na
przykład współistniejące ze sobą różne strategie przekazu, za
którymi stoją określone koncepcje wiedzy. Jedne z nich eks­
ponuje się silniej, inne słabiej. Któraś z nich pełni rolę wiodącą
i wpływa na sposób zorganizowania ekspozycji.
2

3

Dla antropologa tworzy się tu niezwykle dogodne pole
obserwacji - zyskuje dostęp do zmaterializowanej sfery reflek­
sji kulturowych. Zagadnienie to można widzieć bardzo szeroko,
wychodząc z założena, że gromadzenie i kolekcjonowanie
pewnych dóbr, arbitralnie tematyzowanych według wartości
i znaczenia jest nieodłączne od procesu formowania się toż­
samości. „Pewien rodzaj 'gromadzenia' wokół jednostki i wo­
kół grupy - nagromadzenie materialnego 'świata', oznaczanie
subiektywnego obszaru, który nie jest 'innym' - jest praw­
dopodobnie uniwersalny." - twierdzi James Clifford. Idąc za
sugestią Richarda Handlera, dowodzi on dalej, że w kulturze
Zachodu kolekcjonowanie różnych obiektów to jedna z praktyk,
w których ujawnia się rozwój tożsamości posiadacza. W kolek­
cjach można dostrzec odbicie szerszych reguł kultury, szczegól­
nie preferowanych przez nią rozwiązań epistemologicznych,
oraz wyborów aksjologicznych i estetycznych. Z tego punktu
widzenia w muzeum przejawia się lokalna wizja świata - widać
w nim jak na dłoni, w jaki sposób organizowana jest wiedza
i w jaki sposób zmierzamy do panowania nad nią.
4

5

6

Najwyraźniej zauważa się to oczywiście przy spojrzeniu
wstecz - ku początkom zachodniego muzealnictwa. Zwykle
mówiąc o nich, wskazuje się na gabinety osobliwości gromadzą­
ce przedmioty rzadkie i niezwykłe. (Na przykład kopenhaska
Kunsfkammer mieściła takie obiekty jak miniaturowe pantofle
wykonane z pestek wiśni, ozdoby z kości słoniowej i z muszli,
tak zwany „hełm biskupa Absalona" w rzeczywistości będący
węgierskim hełmem z X V I wieku, portret Iwana I V datowany
na lata 1547-65, klejnoty, obrazy, model ludzkiego szkieletu
wykonany z kości słoniowej, ciekawostki optyczne itp.)

Oglądając tego typu kolekcję m o ż e m y być co najmniej
zdezorientowani. Razi nas jej niespójność, brak myśli przewod­
niej. Innymi słowy, nie znamy narracji, w ramach której można
by w sposób sensowny ująć zebrane obiekty. Jest to jednak nasz
prywatny problem (problem nieznajomości odpowiedniej metanarracji), gdyż eksponaty w tego typu zbiorach w swoim czasie
stanowiły metonimiczną reprezentację większej całości (rejonu,
populacji). Kolekcja - jak ukazuje to Krzysztof Pomian - była
swoistym mikrokosmosem.
W wieku osiemnastym kolekcjonowano j u ż nieco inaczej.
W warunkach wzrastającego zainteresowania taksonomią, zbie­
racze pragnęli skompletować całą (możliwie pełną) serię da­
nych przedmiotów. Poszczególne okazy reprezentawały usys­
tematyzowane szeregi obiektów określonego typu (np. odzież,
narzędzia rolnicze itp.). Z kolei pod koniec dziewiętnastego
stulecia, kiedy to, co naukowe miało być ewolucjonistyczne,
eksponaty traktowano jako ilustrację rozwoju. Ewolucjoniści
zmierzali do tego, by poszczególne fenomeny umieścić na
nacechowanej aksjologicznie osi temporalnej - od prymityw­
nych do nowoczesnych. Wiodącą rolę w reprezentacji zyskał tu
czas. Nadawanie różnicom, które postrzega się w świecie,
wymiaru temporalnego pociągało za sobą implikacje w sferze
wartościowania (To, co bardziej prymitywne, mniej rozwinięte,
jest mniej doskonałe). Przedmiot stawał się wówczas źródłem
historycznym pozwalającym poznać wcześniejsze stadia roz­
woju.
7

Zapoczątkowana przez Boasa antropologia relatywistyczna,
znacznie rozszerza spektrum trybów reprezentacji, kładąc na­
cisk na umieszczanie poszczególnych eksponatów w ich kon­
tekstach. Kultury przedstawiano bądź, jak dotąd, w ciągach
ewolucyjnych, bądź też w sposób mający oddać jak najwięcej
z kontekstu kulturowego zebranych okazów. W tym drugim
przypadku różne kultury stanowiły symultaniczne teraźniejszo­
ści. Artefakty w założeniu wskazywały na całokształt wielo­
wymiarowego bytu kulturowego.
8

9

Homeopatia obcości
Gromadzenie różnych obiektów - zwłaszcza niezwykłych
i rzadkich - to szczególny rodzaj zajmowania się światem,
a dokładniej mówiąc, łagodzenia obcości i niepewności, jaką
odczuwamy w stosunku do tego, co różni się od naszego
macierzystego środowiska i zaspokajania naszych potrzeb
poznawczych. Zbieractwo można potraktować jako szczególny
opis świata - inny niż ten dokonywany za p o m o c ą języka, ale
istniejący w związku z nim. Wiadomo, że opanowywanie świata
dokonuje się różnymi drogami. Istnienie „drogi lingwistycz­
nej" (czyli deskrypcja w wąskim tego słowa znaczeniu) nie
budzi wątpliwości. Znany jest efekt zwrotny związanych z tym
procesów. Obejmowanie opisem coraz to większych i bardziej
różnorodnych obszarów modyfikuje język, gdyż rozsadza daw­
ne siatki kategorialne. Znane są trudności opisu Nowego Świata,
kiedy to w pewnym momencie okazało się, że za p o m o c ą
tradycyjnych słów nie odda się specyfiki nowego środowiska
i że nazwanie pumy lwem, a jaguara tygrysem niczego nie
załatwi. Zanim wypracowany zostanie nowy język, bardziej
adekwatna wydaje się „droga kolekcjonera'', czyli gromadzenie
okazów pochodzących z nieznanego świata. Przywożone przez
podróżników okazy flory i fauny współuczestniczą wówczas
w procesie przekazywania wiedzy i stanowią środek homeo­
patycznej asymilacji obcości. Artefakty reprezentujące odmień10

37

�ność epatują dziwnością i domagają się objaśniania. To, co
przeznaczone do oglądania, bywa uzupełnione opisem werbal­
nym, ale ten ostatni ujmuje się jako mniej precyzyjny i mniej
wiarygodny środek przedstawinia o d m i e n n o ś c i . "
Jak widać, to, co bywa gromadzone i używane do reprezen­
towania większych całości, jest uwarunkowane kontekstem
społeczno-kulturowym. (Czego innego szuka się w wieku
osiemnastym, czego innego w dobie panowania ewolucjonizmu, a czego innego szuka artysta zafascynowany sztuką
prymitywną.) Okazy gromadzone w ramach poszczególnych
kolekcji często odsyłają do różnych układów pojęciowych.
Wychodząc z tego założenia, zbiory traktować można jako
swoiste hipostazy historycznie i kulturowo uwarunkowanego
porządku mentalnego. Poprzez nie tworzony jest dyskurs
0 świecie i definiowane relacje pomiędzy tym, co w danych
warunkach społeczno-kulturowych uznaje się za istotne ele­
menty owego świata. Tego rodzaju dyskurs współistnieje
z innymi formami kulturowej refleksji i w powiązaniu z nimi
wypracowuje retoryczne środki służące przekonaniu o praw­
dziwości opisów oraz techniki dokumentacyjne mające przeko­
nać o tym samym.
12

Obcość w swojskim krajobrazie
Przestrzeń, w której umieszcza się zbiory, może stać się
miejscem kultywowania tożsamości kulturowej i definiowania
jej w kontekście zróżnicowania przestrzennego i czasowego. Jej
zadanie polega na organizowaniu treści kulturowej, ale ma ono
zarazem nad nią p a n o w a ć . Gromadzi artefakty, porządkuje je
1 objaśnia, relatywizuje w stosunku do własnych wartości
kulturowych. Czasy minione trwają tu w stanie zamrożenia,
schematycznie ukazane na wykresach. Odległe miejsca re­
prezentowane są przez pochodzące z nich przedmioty i przez
mapy wskazujące dokładną przestrzenną lokalizację poszczegó­
lnych regionów. W muzeum toczy się więc dyskurs o odmienno­
ści kulturowej, geograficznej i historycznej. Analizując go
można stawiać pytania, na przykład takie: jakie treści usiłuje się
tu przeforsować, na jakiego odbiorcę obliczona jest ta perswazja
oraz czy jest to perswazja skuteczna? Jak uprawomocnia się
poszczególne sposoby perswazji? Co uważa się za ważne
i prawdziwe w ramach danego dyskursu? O czym mają
świadczyć gormadzone artefakty? (Nie bez znaczenia jest też
status, jaki przyznaje się rzeczy umieszczonej w muzealnej
przestrzeni.)
Traktując muzeum jako tego rodzaju wypowiedź, nie można
zapominać o tym, że w sensie podstawowym, jest ono także
przestrzenią ukształtowaną w pewien charakterystyczny spo­
sób, tworzy się tu pewien „krajobraz".
„Krajobraz jest wizerunkiem kulturowym, obrazowym spo­
sobem reprezentacji, strukturalizacji
czy symbolizacji oto­
13

czenia. Nie sposób powiedzieć, że krajobraz jest niemate­
rialny. Może być oddany w różnych materiałach i na wielu
powierzchniach - w malarstwie na płótnie, w piśmie na
papierze, w ziemi, kamieniu, wodzie i roślinności na ziemi.
Krajobraz parkowy jest bardziej dotykalny; ale nie bardziej
realny, nie mniej imaginacyjny niż krajobraz malarski czy
poetycki. W ogóle znaczenia krajobrazu werbalnego, malar­
skiego i konstruowanego mają historię złożoną i wzajemnie
splecioną. (...) I oczywiście,
każde badanie
krajobrazu
dalej przekształca jego znaczenie, kładąc jeszcze
jedną
warstwę kulturowej
reprezentacji.''
Takie ujmowanie krajobrazu, kładące nacisk na kulturowe
istnienie przestrzeni i na tendencję do nasycania jej znaczeniami
można odnieść do przestrzeni muzealnej. Pozwoli to, jak sądzę,
uchwycić dwoistość istnienia tej instytucji - jako szczególnego
rodzaju wypowiedzi stanowiącej efekt kulturowej refleksji
i dążeń symbolizacyjnych oraz jako miejsca istniejącego
w określonym kontekście społeczno-kulturowym, używanego
przez ludzi w sposób nie zawsze całkowicie zgodny z planem
organizatorów tej wypowiedzi. (Ważne jest bowiem nie tylko
to, jak zaplanowano muzeum, ale i to, co ludzie robią z efektami
tych p l a n ó w . ) Zagadnienia konstruowania wizji historii i kul­
tury oraz wyrażania samoświadomości kulturowej okazują się
tu równie istotne jak to, że ludzie przechadzają się wśród
zgromadzonych eksponatów, wymieniając uwagi. Sposób, w ja­
ki korzystają oni z przestrzeni, w której umieszczono ekspozy­
cje i ich stosunek do niej wpływa na ukształtowanie muzealnego
pejzażu.
14

15

Interpretacje wypowiedzi kulturowej formułowanej poprzez
krajobraz muzealny mogą zmierzać do różnych celów - np.
koncentrować się na wątku konstruowania wiedzy o świecie, na
koncepcji historyczności, na procesie adaptowania bądź za­
właszczania obcych kulturowo i historycznie treści, na for­
sowaniu określonych wartości. M o g ą też traktować muzeum
jako medium kulturowego samookreślania się i określania
pozycji danej kultury względem innych. Byłyby to próby
odczytania muzealnego pejzażu różniące się od siebie, ale taka
wielość jest w pełni uzasadniona:
„Pejzaże są równocześnie
czytane i produkowane, a akt
odczytywania także nie jest bezproblemowy. Każdy czytelnik,
jak i każdy autor wnosi do tekstu swoją minioną
biografię
i aktualne intencję, tak że znaczenie miejsca albo krajobrazu
może być niestałe, wieloraka rzeczywistość dla różnych grup
dokonujących jego
odczytania."
Poniżej przedstawię swoją propozycję oglądania krajobrazu
kopenhaskiego Nationalmuseet gromadzącego eksponaty z za­
kresu historii kultury i etnografii. Bogactwo i różnorodność
zbiorów oraz różne sposoby ich eksponowania sprawiają, że
stwarza ono interesujące pole badania wymienionych na wstę­
pie zjawisk.
16

17

TOPIKA MUZEALNA
W muzeum unosi się aura symbolizacji. Przenoszone tu są tak
obrazy przeszłości czy odmienności kulturowej, jak i narracje.
Niekiedy jedne wyraża się środkami przynależnymi drugim,
a „reguły kierujące transformacją wizualnego w to, co poddaje
się czytaniu, nie dają się wyprowadzić z jednej dziedziny - jest to
właściwość mentalności ujętej bardziej całościowo " . Splecio­
ne ze zobą wizualne i narracyjne sposoby reprezentacji dają
(symboliczny) wgląd w sferę autorefleksji kulturowej
1 8

Człowiek daje się uwodzić tak obrazom, jak i opowieściom.
Niekiedy narracyjność i wizualność wspierają się w przekazy­
waniu i odbieraniu znaczeń symbolicznych , kiedy indziej ich
drogi rozchodzą się. Tego rodzaju współistnienie ukazać można
na przykładzie topiki, za pomocą której kształtuje się wypo­
wiedź muzealną. Topos rozumiem tu jako półgotową formę
(gdy mowa o literaturze - formę językową) obdarzoną dużą
19

20

mocą perswazyjną i mogącą służyć dowodzeniu różnych racji.
Wychodzę tu od badania przekazów werbalnych, a następnie,
zmieniając nieco perspektywę badawczą, odnoszę pojęcie topo­
su również do środków wizualnych. Takie posunięcie metodolo­
giczne, rozszerzające zakres tradycyjnego rozumienia toposu,
jest być może ryzykowne (naraża na zarzut braku czystości
metodologicznej), ale pozwala połączyć słowną i wizualną
warstwę wypowiedzi muzealnej i uwypuklić relację, w jakiej
istnieją. Zakładam, że topika przekazu literackiego i topika
wizualna nie stanowią dziedzin rozłącznych, jakkolwiek ich
funkcje nie zawsze muszą być jednakowe.
Podróże w czasie i przestrzeni
Zastosowanie toposu podróży w muzealnej narracji i w muze­
alnym spektaklu wydaje się oczywiste: wszak muzeum ma nas

�przenieść w świat odległy czasowo bądź przestrzennie, bądź
jednocześnie i czasowo, i przestrzennie. Topos podróży ob­
darzony jest dużą zdolnością oddziaływania na emocje. Podróż
kojarzy się z nowością, poznawaniem i doznawaniem, z przygo­
dą i różnorodnością. Stąd też motyw podróży bywa eks­
ponowany - szczególnie w tekstach ogólnie omawiających
tematykę ekspozycji i w broszurach reklamujących zbiory.
Przyjrzyjmy się bliżej paru przykładom.
W wystawie poświęconej zbiorom antycznym motyw po­
dróży wykorzystano w celu wprowadzenia w atmosferę „Staro­
żytności egipskich i klasycznych". Napis na tablicy znajdującej
się przy wejściu do sal poświęconych tej tematyce brzmi:
„Zwiedzanie
kolekcji
'Starożytności
Egipskich
i Klasycz­
nych'jest jak podróż wokół Morza Śródziemnego.
Od Egiptu
Faraonów
do świata greckiego,
który rozciągał się od
wybrzeży Azji Mniejszej, poprzez właściwą Grecję do połu­
dniowych Włoch, i do Etrurii, do Rzymu i do Imperium
Rzymskiego, siły dominującej
u schyłku
starożytności"
„ P o d r ó ż " pojawia się też w informacjach o poszczególnych
działach muzeum znajdujących się w muzealnym hallu niedale­
ko wejścia:
„Ludy Ziemi"
„Imaginacyjna podróż dookoła świata, zaczynająca się wśród
Indian, kończąca wśród Eskimosów.
Obszerny zbiór eks­
ponatów z Afryki, Indii, Indonezji, Nowej Zelandii,
Japonii,
Chin, Sodkowej Azji i Syberii. W Pokoju Muzycznym zwiedza­
jący mogą posłuchać
muzyki etnicznej i obejrzeć
audio­
wizualne programy dotyczące różnych kultur.
Ma to być przede wszystkim podróż różnorodna, nieco
podobna w formie do podróży turystycznych - chodzi o to, by

THE

MONGOLS

zobaczyć jak najwięcej niejednorodnych obiektów, pochodzą­
cych z miejsc kojarzących się egzotyką.
Niekiedy podróż przeradza się w n a u k o w ą eksplorację - tak
jak w tekście mówiącym o etnografie badającym Mongolię:
„Ten gabinet należał do duńskiego
naukowca. W domu
w Danii przygotowuje się on planując jeszcze jedną ekspedy­
cję do Mongolii. Otoczony jest ekwipunkiem
pochodzącym
Z wypraw w latach 1920-1950.
Gabinet zawalony jest papierami, książkami i fotografiami.
Na podłodze leży aparatura do nagrywania na płyty tradycyj­
nej muzyki w czasie ekspedycji. Sama ta aparatura
stanowiła
ładunek trzech
wielbłądów.
Dzisiejszy naukowiec schowałby
do kieszeni
wymyślnego
walkmana, by dokonywać nagrań w czasie pracy terenowej.''
Dawny podróżnik może zostać skrzyżowany z bywalcem
rzeczywistości wirtualnych:
„Skarby
Etnograficzne"
Jest tu możliwość zbadania dużej ilości obiektów z całego
świata. Informacje o tych obiektach zgromadzone są w kom­
puterach i wyświetlane
na ekranach. Aktualna
wystawa
składa się ze zbiorów eskimoskich, ale będzie
stopniowo
poszerzana, tak, by objęła wszystkie rejony ziemi."
Jak widać, topos podróży często pełni rolę pewnej ramy
retorycznej. M a przekonać zwiedzającego, aby „przełączył s i ę "
on na odpowiedni tryb percepcji, by był gotów poddać się
opowieściom, które do niego przemówią. Podróż rozwija się
w czasie, wymaga kontynuacji takiej jak narracja. Zwiedzanie
muzeum odbywa się w innym trybie; przechodzimy od jednego
eksponatu do drugiego, często chaotycznie. Informacje dotyczą­
ce poszczególnych przedmiotów nie odwołują się zatem często
do tego motywu. Częściej wskazują strzępy jakichś opowieści,
21

1993

the nomads of the steppes

R O O M 11: S H A M A N I S M
I: shaman tent
2: Mongol shamans
3: lumaislic monks
4: Yangyuan shaman
5: pilgrim snuvinier shop

R O O M 2: H I S T O R Y O F
THE MONGOLS
1: modem (ent (ger) L99I
2: map of Asia
3: photos from
Inner
Mongolia
4: objects on loan from
Mongolia

R O O M 5: C O S T U M E S
1 + 2: Inner Mongolia
3: Outer Mongolia

R O O M 3: N O M A D S AND
T H E I R ANIMALS
1: camel
2: horse

R O O M 6: L I V I N G IN
TENT
1: Inner Mongolian tent of
1938
2+3; funitures and

3: sheep and gouts

utensils

ROOM 9: M O N A S T E R Y
YARD
1: Black Hat dancer
2: Tsan-danser
3: piljrims
4: Mongol guests
5: Tilwtan guests

R O O M 12: MUSIC
THE GREAT WALL

ROOJV 10: M O N A S T E R Y
PEAVTiR H A L L
1: толка praying
2: monit orchestrę
3: poliVe monk
4: aitet outfit
5: life of wheel
6: fijjuies of gods

39

�jako że wiele elementów dekoracyjnych ilustruje wątki nar­
racyjne o głębszym znaczeniu mitologicznym, religijnym czy
symbolicznym (пр.: „motyw na wazie przedstawia Parysa, który
b y ł . . . " ) . Oczywiście, znajomość tych odniesień może pomagać
w rozumieniu oglądanych zbiorów, ale wydaje się, że informa­
cje te mają na celu także wywołanie emocjonalnego zaan­
gażowania u zwiedzających - zakłada się, że to właśnie narracja
jest ciekawa. (Zakłada się też, że zwiedzający nie jest erudytą
i nie wie, dlaczego wybuchła wojna trojańska.)
Motyw podróży przenoszącej w inny czas i w inne miejsce
wsparty zostaje mapami, planami, schematami. Niektóre z nich
łączą kategorie czasu i przestrzeni, ukazując np. zasięgi wy­
stępowania danych zjawisk w określonych momentach histo­
rycznych. Daje się też nam do ręki plan muzeum - na tej
podstawie m o ż e m y planować trasę naszej eksploracji.
Niekiedy motyw podróży jest mniej jawny - jest tak na
przykład w salach poświęconych zbiorom etnograficznym.
Opisy poszczególnych regionów, umieszczone na dużych plan­
szach, są uzupełnione fragmetnami globusa, na których punkt
centralny stanowi zawsze ten obszar, z którego pochodzą
eksponaty. Nieobecny ruch globusa można interpretować jako
odzwierciedlenie odbywanej przez nas podróży poprzez różne
kultury. Trasa nie została jednak narzucona.
Jeśli zwiedzanie muzeum ma być podróżą, to taką, której sam
zwiedzający będzie mógł nadawać porządek. Respektując spo­
sób, w jaki ludzie korzystają z krajobrazu muzealnego, daje się
im do ręki mapki muzeum, wiesza się plany przedstawiające
układ poszczególnych sal. (Często obok znajduje się inna mapka
- ukazująca region, z którego pochodzą eksponaty. To ze­
stawienie dwóch reprezentacji przestrzeni można potraktować
jako zaproszenie do dokonania metaforyzacji przestrzeni muze­
alnej.)
Wydaje się, że szczególną mocą oddziaływania obdarzona
jest topika miejsca rozumianego statycznie, jako wydzielony
z całości krajobrazu fragment. Ukształtowane w jakiś charak­
terystyczny sposób miejsca mogą wciągać - zwłaszcza jeśli są
niewielkie, pojawiają się niespodziewanie i nagle okazuje się, że
gdzieś można zajrzeć, czy wejść - na przykład do mongol­
skiego namiotu czy wnętrza renesansowej komnaty.
22

23

24

Różnorodność świata
Cytowany poprzednio tekst o „Skarbach Etnograficznych"
mówił o „różnorodnej
ilości obiektów
z całego
świata".
Oczywiście, motyw różnorodności nie zawsze występuje w po­
łączeniu z podróżą. Sam w sobie ma on wystarczająco dużą siłę
ekspresji. Przykładem niech będzie tekst mówiący o wystawie
poświęconej M o n g o l i i . Czytamy w nim, że ekspozycja
,, 'Mongołowie - nomadzi stepów' oparta jest na obszernej
kolekcji pochodzącej z wnętrza Mongolii, spoza niej i z Tybe­
tu. Wystawa przedstawia historię Mongołów, życie koczow­
nicze i zwierzęta domowe, pastwiska, mieszkanie w namio­
tach, ubiór i religię.
Zbiory ukazane są w pełen wyrazu, panoramiczny
sposób.
Wystawę wzbogacają publikacje i kasety o celach edukacyj­
nych. ''
Tekst odwołuje się tak do potrzeb poznawczych, jak i do
pragnienia doznawania nowych wrażeń, a korzysta przy tym
z techniki enumeracji - kolejno wymienia to, co wystawa ma
pokazywać. Szczególnie podkreśla korzyści edukacyjne płyną­
ce z obejrzenia wystawy. Drugim nurtem płynie informacja
o rozrywkowych walorach ekspozyji. Niekiedy stylistyka enu­
meracji połączona z wątkiem różnorodności i egzotyki sprawia,
że informacja o kolekcji muzealnej zbliża sie w swym brzmieniu
do reklamy biura podróży: wszystkie kraje w jednym, będziesz
tu oglądał to, to, i to:
„Kolekcja starożytności
egipskich i klasycznych"
„Egipskie mumie, wazy greckie, biżuteria etruska i rzymskie
szkło: wszystkim tym można się rozkoszować wśród zbiorów,
gdzie przedmioty dają świadectwo
codzienności
i świąt,
25

40

polityki
Egipcie,

i religii, życia,
Grecji i Italii.

miłości

i śmierci

w

starożytnym przesuwa się z prehistorycznych szkieletów na współczesnych
odkrywców - to my jesteśmy bohaterami, gdyż umiemy odkryć
ślady przeszłości i odpowiednio je zinterpretować. Mówiąc
Wielka Księga Białego Człowieka
ogólniej - kierujemy się przekonaniem, że opanowaliśmy
techniki, za p o m o c ą których potrafimy odczytywać znaki
Topos, który silnie kształtuje treści muzealnego przekazu
przeszłości i przyswajać znaki innych kultur. Znalezisko stano­
i często stanowi ramę szkatułkowych opowieści, to topos
wi jedynie surowy materiał wymagający intelektualnej obróbki,
odczytywania znaków składających się na zapis rzeczywistości.
a następnie odpowiedniej oprawy, czyli opisania i ewentualnie
Świat jako Wielka Księga to topos silnie zakorzeniony w kul­
przedstawienia (na przykład wyeksponowania w muzealnej
turze i , jak wszystkie formy trwające długo, zmieniający się
gablocie).
w zależności od klimatu kulturowego, w którym zostaje
Pomiędzy eksponatem a opisem może istnieć szczególnego
uaktualniony.
rodzaju rozbieżność. Na przykład kawałek zniszczonej skóry,
Z tekstu wprowadzającego do wystawy poświęconej sztuce
który niegdyś był butem, zostaje wzbogacony tekstem opisują­
i rzemiosłu średniowiecza dowiadujemy się, iż
cym dokładnie proces wytwarzania buta w danej epoce i stano­
,,(...) praktycznie brak środków poznania warunków
życia
wiącym właściwie prezentację możliwie pełnej wiedzy o tym
zwykłych ludzi.
przedmiocie. Eksponuje się tu nie tyle przedmiot, ile wiedzę na
Tutaj znaleziska pochodzące z wykopanych wiosek, konstruk­
jego temat, będącą efektem pracy interpretacyjnej badaczy. Oba
cji ziemnych i miast
przemawiają."
znaki - wizualny i werbalny - nie tyle korespondują ze sobą, ile
Wydobywane spod powierzchni ziemi przedmioty to dowody
raczej oba odnosić się mają do tej samej rzeczywistości. Łączy
historyczności danego społeczeństwa.
je kontekst, w jakim się znalazły (tzn. funkcjonowanie w ramach
Potrzebny jest oczywiście ten, kto umie je czytać. W formie
wypowiedzi muzealnej).
bardziej czy mniej jawnej pojawia się zatem motyw człowieka
odkrywającego tajemnice przeszłości na podstawie tego, co
ŚMIERĆ W N O W Y C H D E K O R A C J A C H
gdzieś znalazł, odkrył, wykopał z ziemi i wie, jak to zbadać oraz
zinterpretować.
W tekstach operujących topiką śledztwa, badania, eksploracji
To, co wyczytujemy z Wielkiej Księgi Świata często wiąże
się z ewolucją i z motywem postępu. (Ten wątek jest szczególnie wszystko się odkrywa, czy też wyłuskuje: z ziemi - dowody
wyraźny w zbiorach poświęconych prehistorii, gdzie wykazać rzeczowe przeszłości, z d o w o d ó w rzeczowych - informacje.
można przemiany roślinności, gatunków zwierząt, jak i przed­ Zjawiska związane z procesem interpretacji znaków przeszłości
miotów z dziedziny kultury materialnej.) Wszystko zmierza tu i odmienności kulturowej można w formie poglądowej pokazać
na przykładzie zabiegów tematyzacyjnych, którym poddawane
do naszych czasów; np:
bywają znaleziska pochodzące z dawnych grobów.
„Wraz z rolnictwem ziemia stawała się coraz
ważniejszym
„Materiał kostny może mieć bezpośrednie
znaczenie dla
środkiem dostarczającym
człowiekowi
pożywienia.
Jednak
wraz ze wzrostem populacji, uprawiany obszar musiał być antropologii fizycznej" - czytamy pod czterema gipsowymi
odlewami czaszek. Śmierć, a mówiąc dokładniej zmarły
poszerzany. Rolnicy wdzierali się coraz głębiej w las.
Las wciąż dominował,
ale wszędzie znaczony był przez człowiek, jego niekompletne szczątki i to, czym otaczano
człowieka.
Wszędzie były otwarte zarośla. Pasły się tu nieboszczyka, staje się tu muzealnym eksponatem i może zostać
pokazane w różnych stylistykach, czy raczej w różnych trybach.
zwierzęta, zapobiegając
odrastaniu lasu.
Punkt wyjścia jest jeden i z grubsza można by go określić tak:
Był to początek dzisiejszego
rolnictwa.
Życie rolników również się zmieniło. Od sąsiednich
ludów kości przodków winny do nas przemówić. W muzeum, tematyka
rolnicy poznali nowe surowce, nowe umiejętności i nowe idee grobów i śmierci jest o tyle oczywista, że wiele znalezisk
dotyczące życia i śmierci." (Sala nr 7) (Napis umieszczony pochodzi z miejsc pochówku. Z grobowców wyciągamy zatem
jest na dużej tablicy przedstawiającej schematycznie trzy nie tyle zmarłych, ile dowody przeszłości. Wprawdzie za
postacie, z których jedna zajmuje się uprawą roli, druga tematem śmierci jako takiej nasza współczesna kultura nie
przepada - chyba że przerobi go na fabuły i obrazy z gatunku
wyrębem lasu, trzecia wypasem owiec.)
Często explicite mówi się o związku człowieka z przyrodą, kryminału czy horroru - ale w muzeum (zwłaszcza w muzeum
ale jednocześnie człowiek zostaje ukazany jako istota ekspan­ historii kultury) nie sposób uniknąć tego motywu - tu bowiem
sywna, wydzielającą dla siebie z królewstwa natury własną chroni się świadectwa rozkopywanych grobów. Dlatego warto
przyjrzeć się bliżej temu, jakim zabiegom tematyzacjnym
przestrzeń życiową.
26

21

29

28

Nierzadko stosuje się chwyt skrótowego przedstawiania
ewolucyjnej zmiany poprzez zestawienie dawnej i współczesnej:
postaci danego okazu. Dotyczy to zarówno ukazywania wy«;
tworów kultury materialnej, jak i form biologicznych - roślin*
zwierząt, ludzi (bardzo często na uproszczonych schematyczl
nych rysunkach). Tematem ekspozycji (wyrażonym explicite}
jest oczywiście to, co dawne, ale sens istnieje ze względu n*
nieustanne odnoszenie do naszego świata; tzn. oglądamy tof
z czego wziął się nasz świat. W pewnym sensie wskazuje s i i
nam przyczyny wyglądu różnych jego elementów, ewokujajj
w ten sposób znaczenie ważności ekspozycji.Człowiek współł
czesny istnieje w wypowiedzi muzealnej nie tylko jako odkrywj
ca i jako ten, który umie odczytać znaki zawarte w Wielkiej
Księdze Świata, ale i jako ukoronowanie ewolucji.
Niekiedy tematem staje się samo znalezisko i , pośrednio, ci,
którzy je odkrywają. W jednej z sal poświęconych prehistorii
znajduje się gablota, w której umieszczono kolorowe zdjęci^
dwóch szkieletów z 5000 p.n.e. wykonane tuż po ich odkopaniu.
Poniżej wystawiono ozdoby, znalezione przy zmarłych, a strza-'
łki na schematycznych rysunkach pokazują dokładnie miejsca,
w których one leżały. W ekspozycji tej akcent niezauważalnie

poddaje się je, gdyż może to wskazać istotne tendencje naszej
kultury.
T a k a ładna śmierć...
Stylistykę egipską w sztuce europejskiej na różne sposoby
wiązano z tematyką śmierci. Sfinks, piramidy, obeliski - mo­
tywy egipskie symbolizujące tak śmierć jak i życie po śmierci
- tworzyły wyobrażenie Egiptu jako kraju wiedzy ezoterycznej
i tajemniczości. Grecy, a potem Rzymianie zapożyczali motywy
architektoniczne, czerpali z myśli egipskiej. Niektóre z moty­
wów przeszły tą drogą do kultury średniowiecznej. W czasach
renesansu zainteresowanie Egiptem istniało w ramach szerszej
fascynacji starożytnością klasyczną i przedklasyczną. Potem
parokrotnie, w różnym nasileniu pojawiało się jako zjawisko
samodzielne (czasy napoleońskie to oczywiście europejski
renesans egipskich fascynacji)
Motywy ikonograficzne kojarzone ze śmiercią często wyko­
rzystywane były w nagrobkach - symbolizowały nieśmiertel­
ność i ukazywały status społeczny zmarłego oraz jego rodziny.
Ikonografia i architektura - nasycone symboliką, monumental­
ne - przemawiały do europejskiej wrażliwości, ale śmierć
Egipcjan i śmierć, która nas dotyczy, postawały rozdzielone.
„Egipcjanie pragnęli zapewnić sobie życie wieczne wiążąc
swój los ze słońcem, bytem odradzającym
się każdego ranka,
czy też Z Ozyrysem, zmarłym i pogrzebanym jako mumia, ale
zmartchwywstałym
do życia f . . . ) "
- tak o życiu wiecznym Egipcjan mówi jedno z objaśnień.
„Egipcjanie wierzyli, ż e . . . " ta wprowadzająca formuła często
pojawia się w muzealnych opisach - i wszystko, o czym się dalej
mówi, dzieje się w tej bajce; płynie opowieść o egipskich
śmierciach, a narracja zawiesza naszą wiarę w prawdziwość ich
śmierci albo naszą niewiarę w taką formę życia po śmierci,
w jaką oni wierzyli. Nasza śmierć i śmierć ich nie istnieją w tej
samej rzeczywistości (dlatego zresztą można ich było powycią­
gać z grobowców i umieścić w gablotach.)
Jedna z sal poświęcona jest wyłącznie m u m i o m . Ułożone
jak chińskie szkatułki elementy sarkofagu są pochylone w stro­
nę widza w sposób pozwalający podziwiać ich ornamentykę.
Środek „chińskiej szkatułki" to oczywiście zmumifikowane
zwłoki, przeważnie owinięte zwojami materii. Jest też mumia
bez bandaży - budzi ona zresztą największe zainteresownie
zwiedzających, którzy, nawet jeśli pomijają inne podpisy, przy
tym się zatrzymują:
„Kapłanka Di-Mut-shep-n-ankh
zmarła w wieku 35 lat.
Została owinięta w 15 płacht, których ponownie użyto jako
bandaży dla mumii. Trzy Z tych płacht są wystawione
w gablocie z prawej strony. Mumia została znaleziona w tak
zwanym kartonażu z malowanego, sklejonego razem płótna.
Bogowie słońca owinęli swe skrzydła wokół kobiety С 700
p.n.e.
Drewniana trumna należała do kapłana Amen Ankh-f-nKhonsu VIII. С 650 p.n.e.
Tak mumia w kartonażu - jak i drewniana trumna
-pochodzą
ze zbiorowego grobowca kapłańskiego Month pod świątynią
Deir-el-Bari.''
Eksponat muzealny był niekompletny - zatem, w imię
ścisłości naukowej (to znaczy dostarczenia możliwie komplet­
nej informacji) oraz dla osiągnięcia pełnej satysfakcji estetycz­
nej (efekt „chińskiej s z k a t u ł k i " ) skompletowano „ c a ł o ś ć " .
Jedna z mumii jest źle zachowana - są na niej widoczne ślady
zepsucia ; mimo to wkomponowuje się ona w „egipski spektakl
z m a r ł y c h " . Spoczywa w trumnie częściowo przykrytej wie­
kiem, na którym ustawiono gliniane figurki. Całość utrzymana
jest w tonacji brązowo-piaskowej. Nadpsuta mumia, owinęta
płachtami, jest jasnobrązowa; współgra ona z całością i wszyst­
ko to okazuje się w jakiś sposób estetyczne (Cała sala po­
święcona mumiom została zaaranżowana jak galeria sztuki.)
Śmierć egipska, taka, jak przedstawia się j ą w muzeum, nie
jest właściwie śmiercią, lecz dokonaniem artystycznym, za30

3 1

32

33

Mumie i sarkofagi, Nationalmuseet, Kopenhaga

41

�inscenizowaniem wierzeń, spektaklem, w którym używa się
pięknie wykonanych p r z e d m i o t ó w . Teksty wyjaśnień dokład­
nie opisują proces balsamowania zwłok i związane z tym
techniki. (Zresztą zwiedzający muzeum często wymieniają
między sobą uwagi na ten właśnie temat - interesuje ich „jak oni
to r o b i l i " . Podobnie, więcej uwagi poświęcają zmumifikowa­
nym zwłokom niż przedmiotom kojarzącym się z pochówkiem)
Wszędzie snuje sie wątek dziwności i egzotyki, a estetyzacja
treści jest tu niezwykle silna.
34

Prehistoria i memento mori
W sali poświęconej d ę b o w y m trumnom z epoki brązu panuje
półmrok. Całą ścianę zajmuje długa czarno-biała fotografia
przedstawiająca kopce. W szklanych gablotach ustawiono dwa
rzędy dębowych trumien (w sumie jest ich sześć). W czterech
znajdują się niekompletne szkielety okryte ubiorem , w dwóch
ułożono jedynie ubiór i to, co znaleziono w trumnie obok
zmarłego. Opisy są dość dokładne, sformułowane w stylistyce
charakterystycznej dla tej części muzeum (dział prehistorycz­
ny):
„Trumna dębowa znaleziona w kopcu pogrzebowym Skrydstrup na południowej
Jutlandii.
Zmarła była 18-letnią kobietą, o wzrości 170 cm, szczupłą,
z popielato-blond włosami o rudawym odcieniu. Jej twarz
była długa i wąska, rzęsy długie, nos wąski, zęby szerokie
i prawidłowo
uformowane. Włosy upięto w
wypracowaną
fryzurę i ujęto siatką do włosów. W obu uszach miała złote
koła.
Tę młodą kobietę pogrzebano wczesnym latem. Ubrana była
w bluzkę z haftem na rękawach sięgających łokci. Długi płat
materiału, zebrany paskiem, pokrywał ją od talii do stóp. Przy
wykopaliskach znaleziono jedynie nieliczne szczątki trumny.
Zmarła kobieta wystawiona jest tu w trumnie
dębowej
pochodzącej
z Uge na południowej
Jutlandii.''
To, co można zobaczyć w trumnie, nie przypomina opisu.
Zestawienie opisu z eksponatem może wywoływać wydźwięk:
memento mori. Resztki skołtunionych włosów są prawie czarne,
podobnie jak czaszka i zęby. Ubiór rzeczywiście jest taki, jak
mówi to tekst, ale szczegóły (np. haft) nikną - wszystko zlewa
się w ciemny brąz. Błyszczą jedynie złote koła „ w uszach"
(uszu j u ż oczywiście nie ma).
Trudno jednoznacznie określić funkcje, jakie opis ó w pełni.
Z pewnością sprawia on, że szkielet (jeden z wielu) staje się
„indywidualnością". Rekonstruuje też pierwotny wygląd tego,
co uległo zniszczeniu i szkicuje kontekst minionych wydarzeń,
jednocześnie poetyzując go (pogrzeb młodej, pięknej kobiety
u początku lata).
Nie chodzi jednak tylko o rekonstrukcję tego przypadku
rozumianego w kategoriach indywidualnych - jeśli eksponat
jest niekompletny, uzupełnia się brakujące elementy fragmetami pochodzącymi z innych źródeł. Skoro zatem nie było
trumny, pożyczono j ą od innego nieboszczyka.
W niektórych trumnach spoczywają same ubiory, ułożone
tak, by markowały leżącą postać; obok ułożono przedmioty
należące do zmarłego. W takich przypadkach opis jest równie
dokładny.
„Trumna dębowa znaleziona w 1861 w Trindhj na zachód od
Kolding,
Jutlandia.
Grób zajmował jasnowłosy, gładko ogolony młody
mężczyz­
na. Był pogrzebany razem z mieczem i różnymi
innymi
należącymi do niego rzeczami: grzebieniem, brzytwą zapaso­
wą czapką w pudełku z kory.
Ciało owijał kaftan. W talii miał przewiązany pas zakończony
plecionymi ozdobami, a na głowie okrągłą czapkę. Na nogach
miał buty wykrojone z czworokątnego
kawałka skóry. Stopy
były owinęte wełnianą materią, tak żeby buty nie obcierały.
Przy zimnej pogodzie mężczyzna mógł zachować ciepło dzięki
długiej okrągło skrojonej pelerynie z delikatnej,
ciasno
uprzędzionej
wełny.
35

36

42

Pomiary grubości słojów drewna z trumny wskazują,
że
pochówek miał miejsce około roku 1356 p.n.e."
Opisuje się tu właściwie to, czego nie ma - w trumnie
spoczywa przewiązany pasem ubiór, miecz, drewniana pochwa,
czapka, grzebyk - przedmioty są takie, jak mówi o tym opis, tyle
że brak ich właściciela.
Charakterystyczne jest zakończenie tekstu - podobne sfor­
mułowania powtarzają się często, wprowadzając indywidualny
przypadek w jakąś ogólną siatkę odniesień. Sugerują też
naukową wartość eksponatu (fakt, że stanowi on przedmiot
specjalistycznych badań, w pewien sposób nobilituje obiekt)
a także o zdolnościach intelektualnych współczesnego człowie­
ka. Ta ostatnia presupozycja zawarta jest także w precyzyjnych
opisach rekonstruujących wygląd zmarłego - odbiega on tak od
tego, do czego się odnosi, że musi wzbudzić podziw: jak
zdołano wydobyć ze szczątków te informacje?
W ten sposób toczą się dwie opowieści, niekiedy się
przeplatając. Jedną opowiadają teksty objaśnień, drugą przeka­
zują przedmioty. W założeniu tworzą one całość; w rzeczywis­
tości jedna z nich (ta operująca głównie środkami wizualnymi)
ma większą siłę perswazji, co można stwierdzić obserwując
zwiedzających (Ludzie właśnie na nią zwracają uwagę.)
Tekst sformułowano tak, by przykuwał uwagę i by działał na
emocje. W rzeczywistości jednak to, co szczególnie przemawia
to szczątki ludzkie. Opisy bywają czytane głównie wtedy, gdy
obiekt w jakiś sposób zainteresuje zwiedzającego. (Istotne są tu
z pewnością także względy praktyczne - tekst jest dość długi,
sala ciemna, eksponatów wiele, a sposób, w j a k i zwiedza się
muzeum, nie sprzyja lekturze. Ludzie przychodzą tu po to, aby
oglądać, a nie, by czytać.)
Najwięcej zainteresowania budzą szkielety ułożone w takiej
pozycji, w jakiej je znaleziono, wśród przedmiotów, z którymi je
pochowano, zwłaszcza jeśli są to drobiazgi użwane w życiu
codziennym, takie jak np. ozdoby, wisiorki, grzebyki czy szpilki
do włosów. (Coś tak osobistego jak kolczyki silniej działa na
emocje niż gliniany garnek.)
Grób jako źródło poznania
W sali poświęconej epoce żelaza (nr 16) znajdują dwa
szkielety (w rodzaju tych, jakie budzą zainteresowanie), to
znaczy kompletne, otoczone przedmiotami osobistymi. Eks­
pozycja rekonstruuje stan w momencie odkopania, opis - w mo­
mencie pochówku:
„Około 200 AD tę bogatą kobietę razem z jej cennym
dobytkiem pogrzebano w Himlingje, Zelandia. Kobieta zo­
stała pogrzebana całkowicie ubrana. Nosiła masywne złote
koła, bransolety, naszyjnik ze szklanymi paciorkami, bur-

Rekonstrukcja grobu, Nationalmuseet, Kopenhaga

�sztynem i srebrem oraz masywną szpilką do włosów. Ubiór
kobiety był spięty czterema srebrnymi broszami, z których
największa
miała wyrytą inskrypcję
runiczną z męskim
imieniem Widuhudar. U stóp kobiety żyjący umieścili kosz­
towną rzymską zastawę bankietową z brązu i szkła. Grób
zawierał także kawałki wołowiny i wieprzowiny.''
Opowieść o zmarłej to właściwie jej opis - częściowo
pełniący funckje rekonstrukcji (podobnie jak było to w poprzed­
nich przypadkach). Potem zmarła staje medium dostarczającym
środków poznania pisma :
„Runiczna inskrypcja wyryta na jednej z brosz noszonych
przez zmarłą kobietę (zob. z lewej). Inskrypcja,
najstarsza
w Danii, zachowała się tylko częściowo. To, co zostało, to
Widuhudar, imię męskie. Najstarszy alfabet, futhark (na­
zwany tak od sześciu liter,) pojawia się w północnej
Europie
około 200 AD. Składa się z 24 liter i prawdopodobnie
inspirował późniejszy alfabet łaciński. Najstarsze runiczne
inskrypcje
składające
się z imion i przysiąg są zawsze
krótkie.
(Pod spodem umieszczono znaki alfabetu runicznego.)
Groby mają dostarczyć informacji. Stopniowo zmarły oraz
jego pośmiertny dobytek stają się więc źródłem historycznym.
Grób jako taki ulega dekonstrukcji - to, co zawierał zostaje
zaklasyfikowane do odpowiedniej klasy źródeł i stematyzowane
(np. grób czarownika staje się źródłem poznania magii.)
Przedmioty znalezione w grobach często eksponuje się osobno,
w informacji rekonstruując kontekst historyczny czy sytuacyj­
ny. (Zresztą w przypadku kremacji jedynie to pozotało.)
Samego zmarłego też można zdekonstruować, tak by jego
poszczególne części pozwalały badać różne zjawiska. Kości
dostarczają na przykład informacji o chorobach, sposobach
leczenia, czy o ludzkiej agresji:
„Choroby i wypadki zmniejszały przeciętny czas ludzkiego
Życia do około 35-40 lat. Śmiertelność
dzieci była praw­
dopodobnie wysoka. Jednakże przyrost naturalny był wystar­
czająco duży, aby popuacja rosła. Wiele chorób
możemy
poznać na podstawie szkieletów z grobów rolników.''
(sala
nr 3)
37

W jednej gablocie widzimy wykrzywione kawałki kręgo­
słupów, złamane kości, które krzywo się zrosły i kości ze
zmianami zwyrodnieniowymi; w drugiej - czaszki lub ich
fragmenty, takie jak np:
„Czaszka ze śladami dwóch trepanacji dokonanymi skrob­
nięciami na czubku głowy. Brzegi rany są zagojone. Wskazuje
to, że pacjent żył jakiś czas po operacji.'' „Czaszka
mężczyzny
w wieku około 40 lat zabitego dwoma strzałami.
Strzał
pomiędzy kości mostka był śmiertelny. Strzały
wystrzelono
z góry; prawdopodobnie zabójca siedział na drzewie. Ciało
spadło do małego jeziorka i dryfowało na wpół
pogrążone
w mieliźnie.''
(Ostrza strzał zachowały się, co nadaje czaszce niecodzienny,
dramatyczny wyraz.)
Tematyzacja znaleziska dokonana została w duchu fragmentacji zrywającej więź z pierwotnym, całościowym kontekstem
istnienia danego eksponatu. Opisy natomiast zmierzają do
nadania głębszej spójności danej kolekcji. Wprowadzone też
zostają dwa ogólne zagadnienia, które łączą pokazywane
czaszki:
J) „Człowiek zabija człowieka, świadczą śłady na szkieletach
pierwszych duńskich rolników. Uderzenia i strzały
kończyły
ich życie. Dlaczego? Zorganizowana wojna, czy prywatna
sprzeczka - obie są równie
możliwe.''
2) „Wśród rolników byli ludzie, którzy znali się na chirurgii.
Na wielu czaszkach, przeważnie znajdowanych w grobach,
nożna zobaczyć ślady trepanacji. Jest to operacja, w czasie
której usuwa się kawałki czaszki. Często przemoc fizyczna
mogła spowodować konieczność operacji. Innym wskazaniem
do przeprowadzenia tej operacji mogło być opętanie przez złe
duchy.''

Czaszki wzbudzają zainteresowanie zwiedzających - podob­
nie jak „zindywidualizowane szkielety". Czaszka przypomina
ludzką głowę, ma coś takiego jak „wyraz twarzy", ale nie jest
to już twarz człowieka. Być może fakt, że te czaszki są w jakiś
sposób nietypowe, gdyż noszą znaki szczególnych wydarzeń,
skłania ludzi do czytania objaśnień. Ekscytację wywołuje fakt,
że ślady na czaszce są skutkiem operacji.
Reakcję, jakie przejawiają zwiedzający na widok ludzkich
czaszek wskazują na dwoistość stosunku do szczątków ludz­
kich. Oglądając je, stają jednocześnie wobec tego, co zostało
z człowieka i zawiera w sobie jeszcze tajemnicę indywidualnej
historii życia, oraz wobec źródła historycznego pojmowanego
w kategoriach czysto reistycznych. W a ż n e jest przy tym, iż
chodzi tu nie o kości w ogóle, ale o czaszki.
,, W symbolice kości - pisze Louis- Vincent Thomas - czaszka
ma wartość szczególną, ponieważ nie tylko oznacza trwałość,
lecz także przypomina twarz i życie. Kult czaszek sięga zatem
bardzo odległej przeszłości: pierwsze ślady pochodzą z epoki
paleolitu. Wiadomo też, Że w czasach nam bliższych
niektóre
plemiona galijskie przechowywały
w skrzyniach głowy wo­
dzów, zabalsamowane w olejku cedrowym. Nawet w czasach
chrześcijańskich
konserwacja
czaszek bywała
przedmiotem
szczególnej troski; zdarzało się, że przechowywano je osobno
w ossuariach, a wspaniałe relikwiarze, zawierające
czaszkę
świętego, stnowiły nierzadko ozdobę skarbca
królewskiego."
n

Warto jednak zwrócić uwagę, że np. odlewy czaszek znale­
zionych w grobowcu katedry Roskilde (sala 102) nie wywołują
już takiego zainteresowania. Nie wynika to bynajmniej z faktu,
iż są to kopie (aby się tego dowiedzieć, trzeba wczytać się
w informację, a ludzie często po prostu przechodzą obok).
Cztery ustawione w rzędzie czaszki różnią się wprawdzie od
siebie (każda z nich ma nieco inny kształt, są znaczne różnice
w uzębieniu, w uformowaniu otworu nosa), ale by to wy­
chwycić, trzeba pewnej uwagi. Narzuca się natomiast odczucie
powtarzalności - są to po prostu kolejne czaszki, jakich wiele
w muzeum. Indywidualizuje je dopiero dołączony do nich opis
(Wiadomo nawet dokładnie, do kogo należały; znana jest też
data śmierci.) Podając szczegóły, sprowadza je jednak do
kategorii źródeł historycznych: „Badając dawne zwłoki, ant­
ropologowie mogąpowiedzieć
wiele o wyglądzie ludzi sławnych
w historii
Danii.''
Funkcjonowanie zabiegów tematyzacyjnych, którym pod­
legają szczątki ludzkie traktowane jako źródło historyczne
widać szczególnie wyraźnie wtedy, gdy zwłoki mają dostarczać
informacji dotyczących życia codziennego.
W sali poświęconej ubiorom i tkaninom z lat 1530-1660 (sala
nr 116) widzimy dwie gabloty - jedna przedstawia wyroby
dziewiarskie znajdowane przy pracach ziemnych, druga - „Ubiory pogrzebowe". Tekst wprowadzający znajdujący się w tej
drugiej mówi:
„Zmarłych często ubierano z wielkim staraniem,
najchętniej
w najlepsze jedwabie. Śmierć bardzo małych dzieci była na
porządku dziennym, a miały one takie same piękne
stroje
pogrzebowe jak
dorośli.''
Eksponaty w gablocie składają się na dość niejednolity zbiór.
Są tu: podwójny medalion przedstawiający księcia elekta,
zmarłego w 1647 roku (podpis zwraca uwagę na pilśniowy
kapelusz księcia, podobny do tego, jaki znajduje się obok
w gablocie), niewielki obrazek martwego dziecka w stroju
pogrzebowym (prawdopodobnie jednego z p o t o m k ó w Frydery­
ka I I I ) , fotografię zmarłego w 1627 roku w wieku dwóch lat
Fryderyka Chrystiana (jednego z synów Chrystiana I V - foto­
grafię wykonano w roku 1981, po otwarciu jego trumny
w katedrze w Roskilde). Pozostałe przedmioty to fragmenty
ubiorów - różne rodzaje czapek. Tylko jeden strój jest komplet­
ny: jedwabny ubiór Barbary Juel, która zmarła w 1632 roku
w wieku sześciu tygodni i została pochowana w kościele w Sorek
Oglądamy zatem tak wizerunki zmarłych w strojach, jak

43

�i same stroje. Tekst wprowadzający wskazuje na związek ze
śmiercią - trudno tu jednak mówić o zachowaniu kontekstu.
Ekspozycja ma świadczyć o tym, jakich ubiorów używano.
Dawne ubiory przeważnie nie zachowały się. (Mówi o tym tekst
opisu w drugiej gablocie, wyjaśniając, dlaczego prezentowane
tam czapki, skarpetki i rękawiczki są tak cenne.) To, co mogło
dostarczać materialnych d o w o d ó w kultury życia codziennego
znajowało się w trumnach.
Niemniej jednak w niektórych przypadkach ubiór okazuje się
takim rodzajem źródła, który pozwala eksponować wspomnianą
przy okazji omawiania czaszek ambiwalencję w stosunku do
eksponatów kojarzonych ze śmiercią. (Wiadomo, że niekiedy
„ m ó w i " on o zmarłym w sposób tak przekonujący, że czyni się
z niego substytut człowieka i grzebie wówczas, gdy niedostępne
jest ciało. ) Bywa, że w muzeum ubiór pełni rolę artefaktu
- zwłaszcza wtedy, gdy dzięki sposobowi ułożenia „przypomi­
na" kształt ludzkiego ciała. Ta „artefaktowość" nabiera szcze­
gólnego charakteru w sytuacji, gdy chodzi o odzienie zmarłych.
W omawianej tu ekspozycji dużą siłą wyrazu odznacza się
kompletny ubiór zmarłego dziecka. Jego prawdziwość od­
czuwamy nie tylko w tym sensie, że jesteśmy świadomi faktu, iż
pochodzi z dawnych czasów; świadomi także jesteśmy jego
bezpośredniego kontaktu z martwym ciałem.
39

40

Impresja i informacja
Retoryka wypowiedzi muzealnej świadczy o tym, że idealny
zwiedzający powinien być skrzyżowaniem homo sapiens z ho­
mo imaginans. Wskazują na to napięcia pomiędzy pierwiastkem
ścisłym a impresyjnym - pomiędzy informacją a opowieścią.
Opis chce być pierwszy - zawiera bowiem konkretne wiado­
mości stanowiące wynik wysiłku konceptualnego różnych
fachowców. Jego pierwszoplanowym - choć nie jedynym
- celem jest przekazanie wiedzy. Korzysta zatem z różych
środków retorycznych, by zwiększyć swą siłę perswazji. Stara
się być ciekawy; wprowadza motywy apelujące do emocji
i pobudzające wyobraźnię (piękna kobieta umierająca w począt­
kach lata, mężczyzna zabity strzałą przez skrytego wroga). Chce
odwrócić porządek muzealnego dyskursu, w którym przemawia
przede wszystkim obraz. Chce też połączyć odwoływanie się do
emocji z tym, co przemawia do intelektu, a więc ze ścisłością
historyczną oraz z wymogami wiedzy w jej wersji akademickiej.
Obok informacji mających wpłynąć na zindywidualizowanie
danego przypadku podaje konkretne podaje daty, miejsca
znalezienia. Niekiedy uwypukla fakt specjalistycznych badań
nad danym obiektem, co podnosi jego wartość. (Staje się on
cenny jako „materiał dowodowy," pozwalający odkrywać
szczegóły historii.)
Podobną stylistykę opierającą się na współistnieniu pierwia­
stków odwołujących się do emocji i do intelektu daje się
zauważyć w wizualnych środkach przekazu. W części prehis­
torycznej na ścianach umieszczono duże czarno-białe fotografie
kopców pogrzebowych i pejzaży. Kojarzą się one z wywoływa­
niem z pamięci tego, co minione. (Chodzi nie naszą osobistą
pamięć, ale o pamięć zbiorową, czy nawet gatunkową.) Rezyg­
nacja z koloru podkreśla niebezpośredniość pradziejowego
przekazu - ta przeszłość jest dostępna poprzez rekonstrukcje
i spekulacje, co uniemożliwia mimetyczne odtworzenie. Do
ekspozycji wprowadza się też „elementy natury'' - suche trawy,
zboża, kamienie. Muzealne eksponaty stają się czymś w rodzaju
„wspólnych p a m i ą t e k ' ' . Pamiątka, jak pisze Gadamer, oznacza
„wprawdzie coś minionego i o tyle jest rzeczywiście
znakiem,
ale też ma dla nas dużą wartość, gdyż uobecnia nam coś
minionego jako fragment tego, co nie minęło. Widać wszelako
wyraźnie, że nie jest to oparte na własnym bycie przedmiotu
wspomnienia. Pamiątka ma wartość jako pamiątka tylko dla
kogoś, kto już - tzn. jeszcze - wspomina przeszłość.
Pamiątki
tracą wartość, gdy przeszłość, którą przypominają, nie ma już
Żadnego
znaczenia."
41

44

Dla Gadamera kluczowe jest tu odróżnienie minionego od
teraźniejszego:
„To natomiast, że komuś pamiątki nie tylko coś
przypominają,
ale i rozwija on cały ich kult i żyje przeszłością
niczym
w teraźniejszości,
oznacza, że ma on zniekształcony
stosunek
do
rzeczywistości.''
Dystans do przeszłości oraz emocjonale zaangażowanie
cechujące stosunek do niej są to dwa momenty, które współgrają
ze sobą, a przebieg tej gry decyduje o ontologii pamiątki. Za
pomocą tych samych pojęć można opisać dążenie do wydoby­
wania wspomnień z „pamięci zbiorowej". W y p o w i e d ź muzeal­
na zakłada, że takowa istnieje i zmierza do tego, by wzbudzić
w zwiedzającym taki stosunek do oglądanych przedmiotów, jaki
ma się do osobistych pamiątek.
Jednocześnie wszędzie są rzuty i przekroje, schematy i wy­
kresy wskazujące w pierwszym rzędzie na to, że eksponaty
przekazują pewną wiedzę. (W zasadzie wszystko da się zeschematyzować, zestandaryzować i zestawić z jakimś typem
pokrewnym - tak siekierę, jak i b u d o w ę ciała ludzkiego).
Tu szczególnie wyraźnie ujawnia się gra pomiędzy dyskur­
sem naukowym i estetycznym. Dyskursy te na pewnym pozio­
mie wykluczają się, ale też umacniają wzajemnie swoje ist­
nienie. Oba zakładają, że świat odmienny od naszego czasowo,
przestrzennie, czy, mówiąc ogólniej, kulturowe, wymaga ochro­
ny i że należy poddawać go zabiegom mającym na celu jego
reprezentację. Retoryka wypowiedzi muzealnej zmierza do
opozycji pomiędzy naukowym a estetycznym trybem reperezentacji. Oczywiście, sposób w jaki organizowana jest wystawa
definiuje pewną nadrzędną pozycję, z której należałoby doko­
nać oglądu całości ekspozycji (czyli swoistą ramę modalną), ale
stosowane środki retoryczne odwołują się do tego, co przynależ­
ne biegunowi przeciwnemu. (Można to było obserwować w grze
pomiędzy elementami apelującymi tak do emocji, jak i do
intelektu.)
43

*

*

*

„Na ogół szczątki ludzkie, bez względu na postać, w jakiej są
przechowywane,
obarczone są symbolami i wpływają na
zachowanie żywych. Nierzadko wyobraża się je jako zbiorniki
i nośniki świętej potęgi lub magicznej mocy. "
To stwierdzenie Louisa-Vincenta Thomasa odnosi się głów­
nie do kultur tradycyjnych. W naszej kulturze współczesnej
martwe ciało wzbudza uczucia, które m o ż n a by nazwać klinicz­
ną formą zawstydzenia. Thomas ujmuje to w syntetyczny
sposób:
,, W tradycyjnej mitologii martwe ciało jest nie tylko tym, kim
nieboszczyk był, ale również tym, kim się stał i kim się staje:
istotą z tamtego świata, głęboko wnikającą w świat żywych
i ściśle go dotyczącą. W naszej kulturze,
pozytywistycznej
i nacechowanej indywidualizmem, uporczywie czci się i wie­
lbi raczej trupa osoby bliskiej dla podtrzymania się w złudze­
niu obecności, która jest już nieobecnością.
Dla tego jednak,
kto nie jest osobiście zaangażowany
i kto potrafi
nabrać
wystarczającego
dystansu do własnego
łęku - tak, żeby
wspiąć się na płaszczyznę
racjonalności
- trup jest jedynie
naukowo wytłumaczalnym
fenomenem biologicznym. Nato­
miast w oczach antropologa wszystkie praktyki o wartościach
religijnych, magicznych, estetycznych lub po prostu osten­
tacyjnych, odnoszące się do trupa, dowodzą, że jest on przede
wszystkim rzeczą
żywych."
M

45

46

Sposób, w jaki muzealne eksponowanie martwego ciała stara
się wyeliminować moc i tajemnicę śmierci, mówi wiele o skłon­
nościach naszego społeczeństwa. Nauka (w pozytywistycznym
tego słowa znaczeniu) służy tu do intelektualnego zawłasz­
czania świata i do uśmierzania lęków egzystencjalnych. To
prawda, że do ekspozycji włącza się niekiedy zainscenizowane
groby mające stanowić reprezentację sytuacji pochówku, że
opisy zarysowują kontekst i odtwarzają „ p r a w d ę " o zmarłym

�w taki sposób, by zawierała nieco informacji także o jego życiu.
Można to odczytać jako działanie zbliżone do pisania powieści
realistycznej, kiedy to przede wszystkim respektuje się zasady
prawdopodobieństa, ale dopuszcza do głosu także zamiłowanie
do fantazji. Zostaje więc pewien margines swobody inter­
pelacyjnej, który odbiorca może wykorzystać.
Jednakże to, co konstytuuje centrum znaczenia ekspozycji to
obiekt naukowy: spoczywające w gablocie szczątki ludzkie
poddane uprzednio specjalistycznym badaniom, odpowiednio
zinterpetowane i mogące służyć jako skupisko istotnych infor­
macji o sposobie życia i wyglądzie naszych przodków. Opo­
wieść o młodej dziewczynie, którą chowają w początkach lata
zostaje napisana po uprzednim poddaniu zwłok szczegółowym
analitycznym badaniom. Najpierw szkielet był źródłem histo­
rycznym, a grób - kopalnią d o w o d ó w mówiących o przeszłości
,,w o g ó l e " . Indywidualizacja znaleziska dokonana w duchu
powieściwej fabularyzacji jest wtórna. Muzeum to przestrzeń
zmieniająca znaczenie obiektów, które dostały się w sferę jego
wpływów. Martwe ciało, które tu umieszczono, zaczyna zna­
czyć w nowy sposób.
Warto zwrócić uwagę na tę szczególną moc muzealnej
przestrzeni, polegającą na tworzeniu precedensów i na sank­
cjonowaniu różnych moralnie dwuznacznych działań - takich
jak kradzież, profanacja, bezczeszczenie (np. grobów). Czyny te
popełniane są w imię pewnych „wartości w y ż s z y c h " takich jak
chronienie dóbr kultury, powszechna dostępność, edukacja,
dodawanie nowych d o w o d ó w do encyklopedycznej wiedzy
o świecie „ w o g ó l e " . Zjawisko to odnosi się dotyczy nie tylko
zbiorów historycznych czy etnograficznych; dotyczy także
kolekcji dzieł sztuki:
,,Dzieło sztuki ma zawsze w sobie cos' religijnego. To prawda,
Że religijne dzieło sztuki, które znalazło miejsce w muzeum,
albo jakaś pokazywana tam zabytkowa rzeźba nie mogą już

być bezczeszczone w takim samym sensie jak dzieło, które
pozostaje na swym pierwotnym miejscu. Oznacza to jednak
tylko tyle, że dzieło to w istocie doznało tego już wtedy, gdy
weszło w skład muzuem. Oczywiście nie dotyczy to wyłącznie
religijnego
dzieła sztuki. Dokładnie
to samo
odczuwamy
często w sklepie ze starociami, który wystawia na sprzedaż
stare przedmioty, tchnące jeszcze powiewem intymnego życia
- coś jakby zbezczeszczenie, swego rodzaju zniewagę
lub
profanację. Ostatecznie każde dzieło sztuki ma w sobie coś, co
się sprzeciwia
profanacji."
41

Istnieją jednakże kulturowo określone warunki profanacji
pożądanej, czyli takiej, której należy dokonać - w imię
„wartości w y ż s z y c h " , czy też przeniesienia określonych przed­
miotów w miejsce, gdzie uprawia się kult innego rodzaju. Jak
można to obserować, skłonni jesteśmy zakładać, że nasza nauka
ma moc desakralizacji wszystkich wierzeń i ujmowania w cu­
dzysłów cudzych przekonań. W ten sposób wypowiedź muzeal­
na współuczestniczy w tworzeniu spektakularnej wiedzy globa­
lnej i stanowi przyczynek do unifikacji współczesnego świata
oraz do nadzorowania tego, co w jej świetle uważa się za
tradycję i naturę. Jak ujmuje to MacCannell:
„Nowoczesne muzea i parki są anty-historyczne i nienatural­
ne. Nie są oczywiście anty-historyczne i nienaturalne w tym
sensie, że niszczą naturę, gdyż przeciwnie, chronią ją, ale
chroniąc, automatycznie oddzielają
nowoczesność
od jej
przeszłości i od natury i wynoszą ponad nie. Natura i prze­
szłość zostają uczynione częścią teraźniejszości,
nie w postaci
(nie zapośredniczony)
ducha wewnętrznego,
tajemnej duszy,
ale jako pokazane obiekty, jako turystyczne
atrakcje.
(podkr. aut.)
48

W ten sposób muzealizacja wpływa na sposób, w jaki różne
obiekty istnieją w rzeczywistości pozamuzealnej.

RYTUAŁY MUZEALNE
1) O P O W I E Ś Ć I O B R A Z Y
Ludzie zwiedzający muzeum przechadzają się, przemiesz­
czając się od jednego eksponatu do drugiego, a przechadzka
stanowi okazję tak do oglądania, jak i do wymiany myśli, uwag,
często powstających na zasadzie luźnych skojarzeń. W pierw­
szym rzędzie obcują oni z muzeum tak jak z krajobrazem, potem
dopiero tak jak z tekstem. Kiedy obserwujemy krajobraz
- twierdzi Brian Stock - przerzucamy naszą uwagę z jednego
fragmentu na inny; w różny sposób nadajemy im też znaczenia.
Wciąż oscylujemy pomiędzy tym, co może być interpretowane
w trybie sekwencyjnym a tym, co w trybie narracyjnym. Pejzaż
czytamy równocześnie na kilka różnych sposobów, zmieniając
perspektywy i miejsca skupiające naszą u w a g ę .
Możemy
traktować go jako scenerię wcielającą znane nam narracje,
niemniej jednak musimy zgodzić się na to, że jest to narracyjność inna niż ta będąca cechą tekstów pisanych.
44

50

Konstruując miejsca tak, by były one nasycone symboliką,
wpisuje się w nie treści, które winny być percypowane,
dekodowane, doświadczane w określony sposób - czyli struk­
tura przekazu zakłada pewien sposób odbioru. Zwiedzającemu
można przyznać tu rolę bądź czytelnika znaczeń, bądź też
kogoś, kto znalazł się wewnątrz krajobrazu nasyconego znacze­
niami. M o ż n a tworzyć tekst lub spektakl. Jest to oczywiście
uproszczenie. „Spektakl i tekst, obraz i słowo zawsze były
dialektycznie powiązane (...) i ten związek stawał się terenem
zaciekłej walki o znaczenie." W tym miejscu chodzi mi
o sposób zogranizowania treści, który uprzywilejowuje pewnien
typ odbiorczego postępowania z danym przekazem. Aby nieco
51

52

bliżej wyjaśnić, na czym to uprzywilejowanie polega, wskażę
dwa przykłady ekspozycji znajdujących się w kopenhaskim
Nationalmuseet.

Opowiedzieć historię
Muzeum wciela historię - o p o w i a d a j ą . Linearny, narracyjny,
chronologicznie uporządkowany schemat może narzucić spo­
sób zorganizowania treści. Tak jest na przykład w wystawie
poświęconej historii muzeum (,,Fra Kunstkammer til Danmarks
Nationalmuseum"). Rozrastanie się zbiorów, kolejne przebudo­
wy budynku przedstawiono zgodnie z porządkiem czasowym.
Opisy kolejnych faz rozwoju znajdują się na dużych, ponumero­
wanych planszach. (W pewien sposób dokonano tu fragmentacji
czasu i przestrzeni; poszczególne części mają swoją historię).
Tekst uzupełniają modele budynku, plany jego otoczenia,
portrety i fotografie osób związanych z muzeum oraz eksponaty
pochodzące z określonego okresu (np. tapety, którymi niegdyś
pokryte były ściany, drobne przedmioty znalezione w trakcie
budowy). Stanowią one ilustracje tekstu, a nie odwrotnie (tzn.
nie jest tak, że tekst dokonuje objaśniania przedmiotu). To
narracja stanowi szkielet konstrukcyjny.
Tego rodzaju systematyczna prezentacja wiedzy historycznej
wymaga intelektualnego zaangażowania się odbiorcy. Zwiedza­
jący winni oglądać wystawę podążając za wątkiem narracyj­
nym. Oczywiście, zakłada się tu aktywność widza, który chodzi
i rozgląda się - szczególne znaczenie ma aranżacja przestrzeni,
a mówiąc dokładniej odczucie jej multiplikacji uzyskane dzięki
wykorzystaniu luster. Ustawiony w rogu sali fragment altany

45

�ogrodowej zostaje odbity, przez co uzyskujemy wrażenie, że
oglądamy całe pomieszczenie. Nieduży, zrazu niezauważalny
napis na lustrze wyjaśnia, że jest to altana wybudowana w roku
1726 według projektu J.C. Kreigersa w ogrodzie Prisens
Palais. „Rekonstrukcja
jednej czwartej altany w naturalnej
wielkości jest przedstawiona w tym miejscu. Lustra
pomagają
oddać wrażenie całości altany.'' Do altany można wejść - tu też
znajdują się eksponaty i opisy.
Ta przestrzeń zaciekawia i wciąga - ludzie zaglądają tu i ,
zauważywszy niespodziewany efekt, wchodzą, rozglądają się,
a jeśli ujrzą coś frapującego, przyglądają się i rzucają okiem na
tekst opisu.
Podobnie zaglądają przez szybę do wnętrza domu wiejskiego
- eksponatu pochodzącego z duńskiego muzeum folklorystycz­
nego (ukazane jest ono w stanie z roku 1879, kiedy to
przygotowano je na wystawę w Kopenhadze.) Wnętrze to
stanowi fragment innej części wystawy, poświęconej zbiorom
etnograficznym. W tekście wprowadającym zastosowano cha­
rakterystyczną metaforę przestrzenną: „Muzeum
Narodowe
składa się z pewnej liczby zbiorów, czy, innymi słowy, z 'muzeów
w muzeum', z których każde ma swoją własną
historię.''
Stwierdzenie to uzmysławia, jak w „myśleniu o muzeum"
(przestrzeni trwającej w czasie) krzyżują się plan przestrzenny
i czasowy. M o t y w y przewodnie tej części wystawy to historycz­
ny rozwój zbiorów etnograficznych oraz dwa sposoby ich
zorganizowania: jako systematycznej kolekcji uporządkowanej
zgodnie z kryteriami formalnymi i jako ekspozycji przed­
stawiającej dany obiekt w jego naturalnym kontekście.
Opowiadanie historii muzeum korzysta z przestrzeni, jako ze
środka wyrazu - ujmując to w sposób metaforyczny („muzeum
w muzeum") jak i aranżując muzealną przestrzeń. (Część
rokokowych wnętrz zachowano w takim stanie, w jakim istniały
wtedy, gdy pałac przeznaczono na muzeum ). Sam budynek
staje się tu nośnikiem znaczenia. Zwróćmy uwagę na to, co
może stanowić punkt wyjścia do konstruowania tego znaczenia.
Budowla jako taka - poprzez sposób, w jaki istnieje ona
w przestrzeni - stanowi wdzięczny materiał do tego, by za jej
pomocą „ m ó w i ć " o historii i by wskazywać na pewne trwałe
w tradycji wątki symbolizacyjne. Innymi słowy, jest ona
podatna działania zmierzające do wyczytywania z niej różnych
opowieści. Budowle pochodzące z dawnych lat skłonni jesteś­
my obarczać zadaniem, które Gadamer nazwał „trwałą integra­
cją wczoraj z d z i ś " :

myślana jest jak historia, a k a n w ą „myślenia o historii" jest
narracja.
, J e s t e ś w stepie..."

53

„Dzieła architektury nie stoją nie zmienione na brzegu
historycznego strumienia życia, lecz strumień życia niesie je
ze sobą. Nawet gdy historycznie nastawione epoki usiłują
odbudować
dawniejszy stan budowli, nie mogą dążyć do
odwrócenia biegu dziejów, lecz muszą za swej strony tworzyć
nowe, lepsze pośrednictwo
między przeszłością a teraźniej­
szością. Nawet restaurator lub konserwator zabytków pozo­
staje artystą własnej
epoki." *
5

To, że dawne budowla istnieje we współczesnym krajobrazie
i że my świadomi jesteśmy ich dawności, zawiera zalążek
dyskursu o tradycji, który łatwo daje się rozwijać na bardzo
różne sposoby. W omawianym tu przypadku, pisząc historię
muzeum, ukazuje się j ą jednocześnie jako powieść szkatułkową
poprzez aranżację przestrzeni: altany (do której można wejść),
czy chaty (do której zagląda się przez s z y b ę ) . Tematyka
wystawy - tzn. muzeum i jego zbiory - jest inspirująca dla
takich zabiegów. W planach budowy czy modyfikacji budyn­
ków, które stanowią miejsca „kultywowania kultury" wysokiej
(teatry, muzea, wyższe uczelnie) oraz miejsca kultu religijnego
zaznacza się dążenie do tego, żeby wypowiedź architektoniczną
maksymalnie nasycić znaczeniami. Potem często odczytuje się
historię poprzez tę właśnie wypowiedź, skupiając się na jej
reprezentacyjnym potencjale symbolicznym. Jest to sposób
konstruowania wiedzy historycznej obdarzony dużą siłą per­
swazji.
55

W wystawie tej, opowieść o przestrzeni i o jej „ z a w a r t o ś c i "

46

W wystawie Mongołowie - nomadzi stepów podstawowym
środkiem wyrazu jest przestrzeń. Autor wystawy nagina ją do
potrzeb ekspresji. Chce wprowadzić od razu w środek mongols­
kiego świata - „Tu masz zieloną trawę, niebieskie niebo (kolor
ścian), jak jesteś w stepie, to ziemia paruje, powietrze drga
- zobacz - Ш tak jest" - mówi. (Patrząc poprzez szkło gablot
ustawionych w sali można mieć takie wrażenie. Gablota jest
złem koniecznym - oddziela widza od eksponatu; ale w tym
przypadku została wciągnięta w grę reprezentacji i obrócona
w środek wyrazu.)
Do Mongolii można dostać się od strony Chin i od strony
Europy - dwa wejścia, które prowadziły do ciągu sal składające­
go się na wystawę, zostały zaaranżowane na dwie drogi do kraju
nomadów. Droga z Chin wiedzie przez M u r Chiński - makieta
przedstawia fragment tego muru, w tle znajduje się jego
czarno-biała fotografia; drzwi zamienione zostały w bramę
w chińskim murze - na portalu widnieje napis złożony ze
znaków chińskich - wymyślone przez autora słowo oznacza
bramę do stepu.
Wchodząc od strony Europy mijamy „Gabinet etnografa"
wyposażony w przedmioty pochodzące z lat 1920-1950. Postaci
samego etnografa nie pokazano. W rzeczywistości ten, do
którego należy ten gabinet, jest osobą fikcyjną o kilku pierwo­
wzorach. Postać ta została wymyślona w odpowiedzi na pytania,
jakie autor wystawy słyszał od zwiedzających. („To jest kilka
postaci - ludzie często mnie pytają skąd mamy te rzeczy, jak je
nabyliśmy. M y je dostaliśmy, nie kupowaliśmy i c h . " ) Od­
powiedź na pytania została udzielona środkami wizualnymi.
Tego rodzaju odzwierciedlenie przestrzeni geograficznej nie
oznacza, że dalej trzeba posuwać się szlakiem zaplanowanym
przez organizatorów. Po wejściu do Mongolii, czy to od strony
Chin, czy to od strony Europy, kierunek zwiedzania jest
obojętny. M o ż n a przemieszczać się dowolnie, zaglądać do
różnych pomieszczeń - do dwóch wnętrz, w których wyświet­
lane są filmy, do świątyni buddyjskiej, do trzech namiotów.
W jednym z nich można usiąść na poduszkach rzuconych na
podłogę; wejście drugiego zagradza szklana ścianka, trak­
towana przez autora jako zło konieczne (trzeba było jakoś
ochronić cenne przedmioty). W trzecim modele postaci wyob­
rażają rytuał odprawiany przez szamana.
Autor określa percepcję wystawy jako „ c h w y t a n i e " . Za­
spokajanie potrzeb intelektu i imaginacji wiąże nicią doświad­
czenia: „Kiedy wchodzi się do świątyni lamaistycznej, jest
ciemno, po pewnym czasie oczy przyzwyczajają się, a gdy się
wychodzi na dziedziniec, oślepia światło - to jest to, co
rzeczywiście dzieje się wtedy, gdy wychodzisz ze ś w i ą t y n i . " !
I rzeczywiście - wychodzi się tu na „dziedziniec świątyni"
- do jaśniej oświetlonego pomieszczenia, w którym manekiny
tańczących postaci w tradycyjnych, rytualnych strojach in­
scenizują święto. Inne prezentują tradycyjne świąteczne stroje.
Tańczące postacie mają na twarzach maski. Twarze pozostałych
są umowne, niewymodelowane, a „ n i e d o k ł a d n o ś ć " ta jest'
celowa. W sąsiednich pomieszczeniach znajdują się bowiem
manekiny, których twarze wykonano na podstawie odcisków,
zdjętych z twarzy mieszkańców Mongolii - autor chciał uniknąć'
porównywania jednych z drugimi.
W komponowaniu tej wystawy ważny był szczegół. Na
przykład kolor traktowano jako środek ekspresji o znaczeniu tak
mimetycznym , jak i symbolicznym, estetycznym (skom­
ponowany z c a ł o ś c i ą ) i technicznym. Reprezentacja an­
gażująca środki wizualne nie musi jednak zmierzać do odzwier­
ciedlenia każdego szczegółu; nie powinna też udawać, że one
sama jest prawdą - oszustwo m o ż e się wydać (dlatego nl!
przykład brakujący próg w jednym z namiotów został uzupeł'
niony kawałkiem nowego drewna - autor zdecydował się nie.
5

58

59

60

61

�„ p o s t a r z a ć " go sztucznie). Ponadto można też łączyć różne
sposoby reprezentcji - tak więc mamy modele postaci z twarza­
mi będącymi kopiami prawdziwych ludzi, mamy takie, których
twarze są umowne, mamy też zdjęcia prawdziwych ludzi
i postacie „bez c i a ł " . W tym ostatnim przypadku chodzi
0 postacie zapaśników wyobrażone poprzez ubiór podwieszony
w sposób odzwierciedlający ruch walczących; tło stanowią
zdjęcia z prawdziwych zapasów. W ten sposób nakładają się na
siebie dwa plany czasowe - tradycyjne zapasy ukazane są na tle
tych współczesnych. Z w r ó ć m y uwagę, że motyw czasu został tu
oddany środkami innymi niż narracja.
Przemieszaniu planów czasowych towarzyszy różnorodność
rodzaju eksponatów i środków przekazu (obok tradycyjnych
eksponatów muzealnych takich jak np. ozdoby, ubiory, przed­
mioty codziennego użytku i te związane z kultem itp.; są tu też
filmy, nagrania z objaśnieniami, współczesne zdjęcia, stare
mapy.)
Świat ukazany w tej ekspozycji nie wywołuje bynajmniej
wrażenia chaosu. Przypuszczalnie dzieje się tak dlatego, że
percepcja wystawy jest inna niż taka, która pozo walałaby skupić
się na jednotorowym, linearnym wątku czasowym, zapisać go
w pamięci i d o k o n y w a ć nieustannej projekcji poszczególnych
elementów treści na tę siatkę chronologiczną.
Wystawa, stanowiąc pewnego rodzaju reprezentację bycia
w świecie, traktuje czas i przestrzeń jako aktywne czynniki
procesu wyrażania określonych sensów. Jesteśmy w środku
spektaklu, który sami tworzymy dokonując wyboru mediów
1 angażując określoną stronę naszej wrażliwości. Oczywiście, są
tu i napisy - te wskazujące ogólnie na tematykę odzwierciedlają
sytuację tradycyjnego mongolskiego targu, dokładniejsze wiszą
na zwojach na poszczególnych gablotach. Jednakże to nie na
słowie spoczywa zasadniczy ciężar ewokowania sensów koja­
rzonych z przedstawianą kulturą. Sposób, w jaki zwiedzający
może wejść w kontakt z tymi sensami, wyraża stwierdzenie
Briana Stocka:
„Zamiast mówić o oglądaniu jako o czytaniu, powinno się
może mówić o nim jako o 'rytuale wizualnym', gdyż oglądanie
krajobrazu jest tak rytuałem oka jak i czytaniem tekstu
62

Tego rodzaju „ r y t u a ł y " wydają się odgrywać istotną rolę
w muzeum, stąd też warto przyjrzeć się bliżej tak im samym, jak
i ogólnie rozumianej kategorii wizualności.

2) O G L Ą D A N I E Ś W I A T A

życia zbiorowego mogą znaleźć wyraz ekspresji w przed­
miotach. Systematycznie pozyskana kolekcja
przedmiotów
jest więc bogatym zbiorem przekonujących
dowodów.
Ich
kolekcja tworzy archiwum bardziej oczywiste i pewniejsze niż
archiwa pisane, gdyż są to autentyczne, autonomiczne przed­
mioty, które nie mogły być spreparowane
na potrzeby
konkretnego przypadku, tak więc charakteryzyją
rodzaje
cywilizacji lepiej niż cokolwiek innego. "
ы

Martwe, zdekontekstualizowane obiekty, jak twierdzi Mauss
w dalszym ciągu swego wywodu, m o g ą zostać przywrócone do
życia dzięki towarzyszącej i m dokumentacji (opisom, rysun­
kom, fotografiom). Punktem wyjścia jest jednak materialny
obiekt, poddający się intelektualnej obróbce i będący swoistym
partnerem w procesie poznawania świata. Traktowany jest on
jako fragment pewnej rzeczywistości i ma d a w a ć jej świadect­
wo. Owej roli eksponatu jako świadka nie m o ż n a pomijać, gdyż
stanowi ona podstawę muzealnej reprezentacji.
„Niektórzy świadkowie muszą być bardziej godni zaufania niż
inni. Wnioskowanie o wartości obiektów jako
'autentycznych
i autonomicznych', nie spreparowanych na użytek konkret­
nego przypadku jest zakładaniem, że inne rodzaje
świadectw,
'archiwa' zestawione na podstawie osobistych
obserwacji,
opisy i interpretacje, są mniej czyste, bardziej
skażone
przygodnym etnograficznym spotkaniem, zderzaniem w nim
interesów i prawd częściowych.''
- twierdzi C l i f f o r d .
65

Nieodzowność czynności związanych z etnograficznym
oglądaniem dotyczy różnych poziomów wnikania w rzeczywis­
tość kulturową. Znamienne są tu słowa, jakie uczestniczący we
wspomnianej wyprawie Marcel Griaule napisał w swej popular­
nej książce o pracy etnograficznej i archeologicznej w Czadzie.
66

„Być może jest to dziwactwo nabyte w służbie lotniczej, ale
zawsze z niechęcią odnoszę się do konieczności
pokonywania
nieznanego terenu pieszo. Teren widziany z powietrza kryje
niewiele tajemnic. Własność jest tu zarysowana jak tuszem,
drogi schodzą się w punktach krytycznych, ukazują się
wewnętrzne
dziedzińce,
chaotyczność
terenów
zamieszka­
nych staje się zrozumiała. Wraz z fotografią lotniczą elementy
instytucji układają się w dostępny ciąg oddzielnych
obiektów.
Człowiek jest niemądry: podejrzewa swego sąsiada, a nie
niebo; mniema, że w czterech ścianach,
w przestrzeni
otoczonej palisadą, ogrodzeniem, płotem, wolno wszystko.
Ale wszystkie jego wielkie i małe zamiary, sanktuaria i śmiet­
niska, jego byle jakie ulepszenia i ambicje rozwojowe ukazują
się na fotografii lotniczej. (...) Dzięki samolotowi
można
ustalić podstawową strukturę tak topografii jak i
umysłu.")
61

Oczywistość rzeczy widzianych
W muzeum wizualność - w sensie najbardziej podstawowym
- przejawia się jako oczywistość rzeczy widzianej. Była j u ż
o tym mowa przy okazji renesansowych okazów przywożonych
przez podróżników i włączanych do kolekcji. Ta ostatnia pełniła
wówczas między innymi funkcję godnej zaufania, choć frag­
mentarycznej, relacji o świecie niedostępnym bezpośredniemu
poznaniu. Oczywiście, jest to tylko jedna z funkcji, j a k ą pełnią
muzealne eksponaty, czy może raczej, jeden ze składników
kompleksowej funkcji, polegającej tak na pozyskiwaniu wie­
dzy, jak i jej kumulowaniu oraz przedstawianiu. Kompleks ten,
niewątpliwie zależny w swej ostatecznej postaci od kontekstu
kulturowego, charakteryzuje się dużą żywotnością. Uobecnia
się on w refleksji etnograficznej, co jest o tyle istotne, że
wskazuje na istotne cechy kwalifikacji przedmiotów odnaj­
dywanych w terenie i potem wcielanych do muzealnych
zbiorów. Szczególny status, j a k i przyznaje się przedmiotomświadkom widać wyraźnie np. w instrukcjach Marcela Maussa
Przygotowanych dla uczestników wyprawy Dakar-Djibouti
udającej się do Afryki w celu zgromadzenia eksponatów do
Paryskiego muzeum. Mauss pisze:
••Ponieważ ludźmi zawsze kierowała potrzeba
odciskania
śladów swego działania w materii, niemal wszystkie zjawiska

Griaule, były lotnik, do wizualności miał szczególne podej­
ście. Pozyskiwanie informacji tą drogą traktował - szczególnie
w początkach swej działalności - jako źródło, z którego można
czerpać niezależnie od badań prowadzonych metodą ustną, a co
więcej, jako źródło dostarczające możliwości sprawowania
kontroli nad danymi uzyskanymi dzięki metodzie ustnej oraz ich
weryfikacji. Wielokrotnie podkreślał wartość obserwacji, czy
może raczej całościowego oglądu. Wprawdzie w czasie swych
etnograficznych eksploracji rzadko miał do dyspozycji samolot,
ale zaadaptował panoramiczny punkt widzenia jako taktykę
niezastąpioną w czasie pracy terenowej.
Zwróćmy uwagę na to, że w takim ujęciu zwykłe zarysowanie
mapy daje wstępny ogląd kultury. Moc oglądu, a ściślej mówiąc,
spojrzenia z góry, polega na tym, że ujmuje ono pewną całość
(to znaczy to, co, za sprawą arbitralnej decyzji badacza, zostaje
uznane za całość). Nie można wykluczyć, że podejście takie
rzutuje na sposób, w j a k i konceptualizuje się widzianą rzeczy­
wistość.
Wszystko to stanowi o znaczeniu, jakie ma wizualność dla
etnografa w czasie gromadzenia wiedzy i w czasie jej konceptualizowania. Rzecz umieszczona w muzeum i przeznaczona do
oglądania ma być jednak atrakcyjna przede wszystkim dla
zwiedzającego. M o ż n a wyróżnić dwa zasadnicze aspekty,
68

69

47

�w jakich istnieje ta problematyka. Chodziłoby mianowicie o to,
co przynależy naturze wypowiedzi wizualnej (zwłaszcza
o szczególnego rodzaju mimetyczność, eksponującą swoje
funkcje reprezentowania) oraz o to, co jest kwestią korzystania
z tej wypowiedzi, czyli dotyczy krajobrazu muzealnego. Przyj­
rzyjmy się bliżej zagadnieniom związanym z tym drugim
kręgiem zagadnień, wychodząc jednakże nie od „rzeczy widzia­
n e j " , ale od tego, w jaki sposób wizualność zaznacza się
w kulturze współczesnej. Muzeum nie istnieje bowiem w próżni
kulturowo-społecznej; jego wewnętrzny krajobraz zmienia się
wraz z przemianami tego, co w stosunku do niego zewnętrzne.

Wizualność i kultura współczesna
W r ó ć m y raz jeszcze do charakterystycznego stwierdzenia,
cytowanego w rozdziale o wizualnym trybie reprezentacji:
„Zamiast mówić o oglądaniu jako o czytaniu, powinno się może
mówić o nim jako o 'rytuale wizualnym', gdyż
oglądanie
krajobrazu jest tak rytuałem dla oka jak czytaniem
tekstu."
Chciałabym potraktować ten cytat jako punkt wyjścia dla
przeniesienia rozważań na płaszczyznę ogólniejszą, a mianowi­
cie związku tego typu wizualności z kulturą współczesną.
Z pewnością jest wiele sposobów, w jakie można inter­
pretować wizualne aspekty krajobrazu muzealnego w powiąza­
niu z kulturą współczesną. Zacznijmy od tego, że definiując tę
kulturę, często wskazuje się na szczególne miejsce, jakie
zajmują w niej doznania wizualne. Podkreśla się, że rozwój
środków masowego przekazu doprowadził do rozmnożenia się
wizualnych znaków i symboli i do estetyzacji życia codzien­
nego. ' „Znaki i obrazy są w przeważającej
mierze wizualne
i zostały powiązane z wszystkimi rodzajami obiektów i usług.
Handlowanie swoiście pojętą własnością
wizualną daje się
zauważyć we wszystkich niemal dziedzinach życia
społecznego.
Konsumpcja jest więc 'symboliczna', a nie po prostu czy
głównie funkcjonalna albo zdeterminowana ceną.
twierdzą
autorzy książki Economies of Signs and Spaces - Scott Lash
i John Urry.
10

7

Ponowoczesny wzrost wizualnej konsumpcji idzie w parze
z jej de-dyferencjacją. Dla nowoczesności charakterystyczne
było wertykalne i horyzontalne zróżnicowanie poszczególnych
sfer życia społecznego. Określone mechanizmy społeczne
legitymizowały i chroniły ich specyfikę instytucjonalną, nor­
matywną i estetyczną. Istniało zatem zróżnicowanie na kulturę
wysoką i niską, na naukę i życie potoczne, na sztukę artystyczną
i popularne przyjemności. Ponowoczesność chce rozmyć te
granice, doprowadzić do przemieszania rozdzielonych niegdyś
jakości kultury i „przejść od kontemplacji do
kosumpcji."
Warto zastanowić się nad tym, jak w tę rzeczywistość wpisuje
się instytucja muzeum wraz ze swoją funkcją pokazywania (a
następnie interpretowania) znaków kultury. Muzeum potrak­
tować tu można jako czuły zmysł kultury. Niektóre cechy
współczesnej kultury stanowią konstytutywny składnik samej
idei muzeum. Zaliczyć tu można: prymat trybu reprezentacji,
dążenie do mimesis, któremu towarzyszy pewna niewiara
w możliwość jej osiągnięcia, a w końcu maksymalna kompresja
czasoprzestrzeni. (Mamy tu świat w pigułce - pigułka zawiera
esencję - to co w świecie istotne, warte zobaczenia).
Są jednak i takie właściwości kultury współczesnej, które na
pierwszy rzut oka wydają się niemożliwe do przeniesienia na
muzealny grunt. Kultura ta, zwłaszcza jej konsumpcyjne ob­
licze, charakteryzować się ma niestałością (dotyczącą w dużym
stopniu sfery estetycznej i aksjologicznej). Klientom proponuje
coraz to nowe produkty, pielęgnując w ten sposób zmienność
ich preferencji i skłonność do poddawania się nastrojom.
Tymczasem muzeum z założenia nastawione jest na chronienie
trwałych treści kultury, na zatrzymywanie znaków przeszłości.
W przestrzeni muzeum można jednakże wydzielić tereny, na
których pojawiają się coraz to nowe „ o s o b l i w o ś c i " . W hallu
kopenhaskiego Nationalmuseet układa się labirynt z k a m y k ó w
n

74

48

(cieszy się on dużym zainteresowaniem, spacerują po nim nie
tylko dzieci); przed świętami Bożego Narodzenia jego miejsce
zajmują stoiska z bombkami i smakołykami, obok pojawia się
mini-wystawa przedmiotów kojarzących się z przyprawami
(okręty i naczynia wykonane z goździków, pojemniki na
korzenie itp.), na podestach schodów chór śpiewa a capella
pieśni bożonarodzeniowe, a dzieciom organizuje się zbiorowe
klejenie łańcuchów na choinkę. Powstaje tu przestrzeń wesołe­
go jarmarku (tym bardziej, że dzieje się to na szlaku wiodącym
do muzealnego sklepiku).
Poszczególne wystawy nabierają charakteru spektaklu - tu
obrazy, tam muzyka i slajdy, tu przyciemnione światło - wszyst­
ko stanowi pożywkę dla imaginacji. Zwiedzający może tu być
po trosze turystą. Nie musi w nic się angażować, dobiera
wrażenia stosownie do swoich upodobań i nastrojów. Trochę
poogląda film, posiedzi w jurcie, słuchając objaśnień, których
dostarcza wypożyczony walkman, gdzie indziej wciśnie guzik,
by rozległa się melodia grana na instrumencie wystawionym
w gablocie. Krąży pomiędzy zwyczajnością a egzotyką. Za­
dbano o jego wygodę, więc ma pod ręką wszystko, czego'
ewentualnie mógłby potrzebować i w takim standardzie jaki
wybierze. (Są automaty z kawą i droższa, bardziej ekskluzywni
kawiarnia.)
Rozpatrywane z tego punktu widzenia „rytuały wizualne"
odprawiane w muzeach mają szczególny charakter. Dają po­
czucie uczestnictwa w Kulturze (zwiedzanie muzeów to działa­
nie sytuujące się w sferze kultury wysokiej); co więcej, daj?
poczucie poznawania świata w jego różnorodności i w tym, co;
nosi znak firmowy najwyższej jakości - wszystko, co jest
w muzeum, jest w jakimś sensie „ n a j . . . " (to znaczy należy do
kategorii rzeczy wartych uwagi, nawet jeśli stanowi rekonstruk­
cję.)
Muzeum zostaje wciągnięte w mechanizm de-dyferencjacji
kulturowej. Stara się ono przestać być świątynią, a przejąć nieco
z obszarów zabawy i nauki. Stąd też w muzealnym krajobrazie
pojawiają się obszary jarmarku, sanktuaria nauki, galerie sztuki.
Elementy charakterystyczne dla tych przestrzeni przenikają się.
choć zwykle jeden z nich nadaje zasadniczy rys ogólnej
atmosferze danego fragmentom muzealngo krajobrazu. (Jest to
taka formula, w której obecnie często funkcjonuje kultun
wysoka.)
Wchłanianie treści kulturowych jest łatwe i przyjemni
- sugeruje retoryka muzealnej przestrzeni i tekstów ulotek,
reklam i ogłoszeń; co więcej, dokonuje się go bez wysiłku
Muzeum ma być miejscem, w którym po prostu „przebywt
s i ę " , miejscem, w którym wszyscy będą czuli się dobrze.
Tworzy sie zatem konsumentowi Kultury i Sztuki cieplarniani
warunki - wszędzie umieszcza się plany i plansze z oznaczeni*,
mi: „Jesteś tu - tu jest sala nr 150". Człowiek jest zarazeł
samodzielny i niesamodziely; samodzielny, bo planuje sw
trasę, bo może wybrać jedną z wielu dróg; niesamodzielny - И
uzależniony od informacji, których mu dostarczono. Wybie*
też sposób edukacji - pozwala się edukować, a gdy mu Я
znudzi, cofa pozowolenie. To prawda, nie może wykraczać роЯ
wyznaczone mu tereny (bo rozlegnie się alarm), ale zamiast tegt
coraz częściej dostaje komputer - tu staje się imperatoref
panującym nad światem informacji. Naciska ekran - che
wiedzieć wszystko o tym przedmiocie - i dostarcza mu SK
potrzebnych danych. Ze swojego punktu widzenia panuje n#
przedmiotami, a ponadto organizuje własne rozumienie światł
Jednakże zerwana zostaje więź między informacją a prze*
miotem. (Właściwie przedmiotów w ogóle nie ma - są j e d y ł
ich artefakty.) Ujawnia się tu ambiwalencja relacji pomiędfl
podmiotem poznającym a przedmiotem poznania.
75

Imperialiści, turyści i historycy
Co w przedstawionych powyżej warunkach dzieje się z tres
cią wypowiedzi muzealnej, a zwłaszcza z wiedzą dyskursywnł
Jak funkcjonuje w tym krajobrazie to, czego muzeum, j»

�mówiliśmy na wstępie, winno strzec i co miało kontrolować?
Pewne charakterystyczne tendencje można zauważyć j u ż po
pobieżnym obejrzeniu paru ekspozycji, zorganizowanych na
różne sposoby. Chodzi mi przy tym o organizację wystawy
w ściśle określonym znaczeniu, a mianowicie o pewne koncep­
cje poznawania świata, których istnienie można wywnioskować
przyglądając się ukształtowaniu poszczególnych fragmentów
krajobrazu muzealnego.
Punktem wyjścia będzie znajdujący się w muzealnym hallu
tekst dotyczący wystawy zatytułowanej „Skarby Etnograficz­
ne":
76

„Jest tu możliwość zbadania dużej ilości obiektów z całego
świata. Informacje o tych obiektach zgromadzone są w kom­
puterach i wyświetlane
na ekranach. Aktualna wystawa
składa się ze zbiorów eskimoskich, ale będzie stopniowo
poszerzana, tak by objęła wszystkie rejony ziemi.''
Wystawie tej zdaje się patronować duch Linneusza. Do­
chodzą w niej do głosu ambicje dokonania opisu całego świata,
a raczej ujęcia go w ramach uniwersalnego systemu deskryptywnego. Jak wiadomo, Linneusz chciał skatalogować w ra­
mach tego systemu wszystkie rośliny na ziemi (zarówno znane
jak i te jeszcze nie poznane.) Jego projekt streszczał w sobie
aspiracje ówczesnej nauki europejskiej i jakkolwiek dziś wydaje
się nam abstrakcyjny i statyczny w wyrazie, w swoim czasie
miał jak najbardziej realną siłę działania. Liczni uczeni
rozpierzchli sie po świecie, by szukać obiektów do klasyfikowa­
nia. Charakterystyczne są słowa, jakie Linneusz skierował do
jednego ze swych znajomych:
77

„Mój uczeń Sparrman właśnie pożeglował
na Przylądek
Dobrej Nadziei, a mój inny uczeń, Thungerg, ma towarzyszyć
ambasadzie holenderskiej do Japonii; obaj są kompetentnymi
przyrodnikami. Młodszy Gmelin jest wciąż w Persji, a mój
przyjaciel Flack w kraju Tatarów. Mutis dokonuje wspania­
łych botanicznych odkryć w Meksyku. Koenig znalazł wiele
nowych rzeczy w Tankebarze. Profesor Friis Rottboll z Ko­
penhagi publikuje rośliny znalezione w Surinamie przez
Rolandera. Arabskie odrycia Forkssala wkrótce
zostaną
wysłane do druku w
Kopenhadze.''
78

W cytowanym wcześniej tekście dotyczącym wystawy po­
brzmiewały podobne tony. Wyraźny był motyw poznawczego
(a co za tym idzie i kulturowego) zawłaszczania świata - nasze
szkiełko i oko dotrze wszędzie; zmierzamy do tego, by nasza
muzealna reprezentacja była pełna. Sama ekspozycja zor­
ganizowana jest w sposób wskazujący na podobne tendencje
intelektualne. Poszczególne obiekty zgromadzone zostały zgod­
nie z formą i funkcją. W szklanych gablotach ułożono przed­
mioty codziennego użytku - w jednym miejscu same buty,
w innym same rękawiczki, w jeszcze innym same stołki czy
garnki. W środku sali stoi szklana gablota, w której przedmioty
złożyły się na scenkę. (Na przykład ukazanych jest kilka postaci
w typowych strojach.) Jak tłumaczy jedna z osób pracujących
w dziale etnograficznym muzeum - chodziło o to, by pokazać
jak największą ilość przedmiotów. Zwiedzający jest tu od­
dzielony od reprezentowanej rzeczywistości kulturowej. Udo­
stępnia mu się jednak komputer - w ten sposób może dowolnie
manipulować „rzeczywistością" - naciska określony obrazek
uzyskuje takie informacje, o jakie mu chodzi. Muzeum jako
.•skład cennych rzeczy" w swej skrajnej wersji w ogóle nie
pozwala na bezpośrednie obcowanie z artefaktami. Udostępnia
je potencjalnie - jako obrazy i informacje gromadzone
pamięci sieci komputerowych. Walorem tego rodzaju „ob­
cowania" ma być ogólna dostępność tego, co uznane zostało za
oobro kultury i winno stanowić wspólną własność ludzkości.
Interpretując taką organizację treści można ponownie od­
wołać się do pracy Lasha i Urry'ego. W analizie zjawisk
współczesnej turystyki autorzy ci korzystali z pojęcia kompresji
czasoprzestrzeni. Przejawia się ona jako swoiste anulowanie
1

s , e

w

79

przestrzeni spowodowane możliwością błyskawicznego poko­
nywania dużych dystansów. Inne jej oblicze j a w i się wtedy, gdy
zwrócimy uwagę na podróż symulowaną w nieustannie krążą­
cych znakach i obrazach, głównie natury wizualnej.
Naciskając ekran komputera działamy w świecie niepraw­
dziwym. O ile jest to podróż, to podróżujemy w szklanym tunelu
- ekran komputera i szyby w muzealnych gablotach determinują
tereny eksploracji.
Takie ograniczenie dotyczy jednak wykorzystania wiedzy,
a raczej jej reglamentacji. Natomiast stosunek do samego
zjawiska pozyskiwania jej przez fachowców po to, by dać
ludzkości dobro o niekwestionowalnej wartości można by
nazwać - oczywiście upraszczając nieco tę sytuację poznawczą
- „ i m p e r i a l i z m e m " poznawczym.
Wątek imperialistycznego traktowania świata obcego kul­
turowo jest żywo rozważany we współczesnej antropologii.
Mówiąc o muzealnej reprezentacji warto zwrócić uwagę na jego
nowsze oblicze, a mianowicie na imperialistyczną nostalgię,
czyli szczególnego rodzaju żal za minionym światem, tym,
który niknie za sprawą ekspansywnych działań kultury białej.
Taką nostalgię można np. zauważyć w aranżacji części prehis­
torycznej. Z półmroku wyłaniają się obrazy przeszłości np.
w postaci rekonstrukcji wiosek, przedmiotów codziennego
użytku pośród suchych traw, kamieni, konarów drzew, na tle
czarno-białych fotografii pejzażu. Obrazy życia w dawnych
wiekach jawią się w atmosferze sennej i nierzeczywistej (choć
z drugiej strony opatrzone są pieczęcią naukowości - datowane,
pokazywane jako dowody, często jako pierwociny obecnych
form danych przedmiotów czy gatunków zwierząt.)
80

81

Zostaje tu stworzone bezpieczne pole refleksji dla człowieka
współczesnego. Przechadza się on pomiędzy kadrami z prze­
szłości.
Teren przechadzki innego rodzaju zaaranżowano w dziale
„Ludy świata." W szeregu sal zgromadzono rzeczy pochodzące
z różnych obszarów świata: przedmioty kultu, ubiory, trochę
przedmiotów użytkowych. Epatują one swoją egzotyką i kunsz­
tem wykonania. Szczególnie wyeksponowano ich walory es­
tetyczne. Są to, mówiąc krótko, rzeczy, które cieszą oko i mogą
stanowić pożywkę dla imaginacji. Sprawy takie jak prze­
znaczenie, sposób użycia, związek z tradycją, religią, zwyczaja­
mi itp w niektórych przypadkach wyjaśniono w tekstach
opisów. Szereg obiektów opatrzono jedynie pobieżnymi infor­
macjami, wskazującymi „co to jest". Odwołując się do Clifforda, można by tu mówić o surrealistycznej tonacji tej wystawy.
(Przypomnijmy, że termin „ s u r r e a l i z m " w odniesieniu do
zachodnioeuropejskiej praktyki kolekcjonerstwa, stosowany
był przez tego autora w znaczeniu szerokim. Określał ten rodzaj
estetyki, który ceni fragmenty, dziwne i nieoczekiwane ze­
stawienia i zmierza do ukazania jakichś niezykłych rzeczywis­
tości odwołując się przy tym do dziedzin estetyki, erotyki,
egzotyki. )
82

Ten typ kolekcji etnograficznych bywał ostro krytykowany
przez etnografów jako wybiórczy, nienaukowy, nie oddający
istoty obcych kultur. Jednakże jeśli spojrzeć na niego z innego
punktu widzenia, to może on okazać się reprezentatywny. To
prawda, nie odzwierciedla on świata innych kultur w sposób,
jaki obecnie uznaje się za reprezentatywny. W pewien sposób
udostępnia jednak turystyczne doświadczenie, uważane za
symptomatyczne dla kultury współczesnej. Pozwala w sposób
łatwy, tani, wygodny i niezbyt absorbujący czasowo doznawać
różnorodnych wrażeń, pozwala też zachować zewnętrzna po­
stawa w stosunku do oglądanych treści.
Na umownej skali muzealnej reprezentacji taka wyrywkowość w ukazywaniu świata sytuowałaby się na biegunie
przeciwnym w stosunku do tego, gdzie wiedza przekazywana
jest w sposób systematyczny, linearny i wymaga intelektual­
nego zaangażowania się odbiorcy. Tego typu organizację treści
dyskursywnych obserwowaliśmy w wystawie ukazującej histo83

49

�rię muzeum. Szkielet konstrukcyjny tworzony był przez narra­
cję. Plany, zdjęcia, makiety pełniły funkcje ilustracyjne. Treść
przekazu stanowiła konkretna wiedzia historyczna, która winna
wpisać się w pewną, posiadaną już przez odbiorcę, świadomość
historyczną.
G r a muzealna
Rozbijanie wypowiedzi muzealnej na poszczególne elemen­
ty, wskazywanie różnych trybów reprezentacji to oczywiście
zabiegi analityczne mające prowadzić do wyjaśnienia tego, co
w swej warstwie podskórnej przekazuje wypowiedź muzealna.
Jednakże aby analiza taka miała jakikolwiek sens, najpierw
trzeba ujrzeć muzeum jako całość; i do całości tej trzeba
powrócić zakończywszy myślenie o różnych jej aspektach.
Ekspozycje poszczególnych autorów różnią się w swej
wymowie ale, istniejąc w ramach krajobrazu muzealnego,
składają się na całość - polifoniczną, płynną, dopuszczającą
możliwość wielorakiego odbioru, czy może raczej, wielo­
rakiego chwytania sensu. Tu zaczyna się interpretacyjne działa­
nie zwiedzających. W y p o w i e d ź muzealną formułuje się bo­
wiem ze względu na kogoś, dla kogo winna być zrozumiała.
W tym miejscu rodzą się pytania o roszczenia, jakie wypo­
wiedź ta wysuwa w stosunku do odbiorców, o wstępne warunki,
jakie ci ostatni powinni spełniać, by zrozumieć przekaz,
a w końcu o typu uczestnictwa, jakiego się od nich domaga.
Mówienie o tych roszczeniach to poniekąd mówienie o koncep­
cji sensu wpisanej w wypowiedź. (Oczywiście, trzeba tu
przyjąć, że muzeum jako całość zakłada pewną ogólną koncep­
cję sensu.) Pojawia się tu kolejne pytanie: czyj to ma być sens?
M o ż n a je jednak uchylić, jeśli wypowiedź muzealną potraktuje
się podmiotowo, natomiast sposób, w jaki istnieje ona wobec
zwiedzających, ujmie jako autoprezentację (w Gadamerowskim
tego słowa znaczeniu).
Jak twierdzi Gadamer, „oglądanie to pewien zasadniczy typ
u d z i a ł u . " Odnosi on to wprawdzie do przedmiotów sztuki,
a nie do eksponatów znajdujących się w muzeach historii
i kultury. Jego rozważania można jednak, jak sądzę, odnieść
także do tych ostatnich i to nie tylko z uwagi na to, że Gadamer
uwzględnia wątek różnych sposobów istnienia rzeczy jako
takich, ale i ze względu na przyjętą tu formułę rozumienia
muzeum: jako wyniku interpretacyjnych i kreatywnych działań
ludzkich. Będzie to oczywiście jedna z wielu możliwych prób
„hermeneutyki m u z e u m " .
Dla takiego ujęcia muzeum kluczowe wydaje się pojęcie gry,
za pomocą którego Gadamer wyjaśnia sposób bycia dzieła.
Całość znaczeniowa, jaką jest gra, istnieje według niego tylko
wtedy, gdy jest grana. Podobnie dzieło sztuki swe prawdziwe
istnienie i sens zyskuje w doświadczeniu odbiorczym. Nie jest
ono dla odbiorcy przedmiotem, bo jego znaczenie nie jest
gotowe, ale powstaje dopiero w interpretacji, do której dochodzi
w czasie samoprezentacji dzieła. W tym sensie podmiotem gry
jest samo d z i e ł o . Gra - mówi Gadamer - „ m a własną istotę,
niezależną od świadomości grających. Gra istnieje też tam,
a nawet przede wszystkim tam, gdzie żaden byt-dla-siebie
subiektywności nie ogranicza horyzontu tematycznego i gdzie
nie ma podmiotów o postawach graczy. Podmiotem gry nie są
grający; poprzez nich gra jedynie się prezentuje."
Ale też
istnienie gry jest nieodłączne od działań interpretacyjnych
graczy. W odniesieniu do dzieła sztuki oznacza to, że aby
poznać „dzieło samo", nie można abstrahować od jego od­
niesień do życia. Odbiorca i jego świat okazują się najważniej­
szymi uczestnikami gry.
Spróbujmy w podobny sposób spojrzeć na muzeum - z wpisa­
nymi w nie regułami reprezentacji i odbioru. Jeśli przyjmiemy,
że istnieje „gra muzealna'', decydujący będzie moment zgody
zwiedzającego na przyjęcie roli gracza.
W muzealnej grze gra się „całymi ś w i a t a m i " , które zostają
powołane do życia, ale przebieg gry jest prawidłowy, o ile
84

85

86

87

8 8

50

zachowana zostaje ciągłość sensu, łącząca j ą z zewnętrznym
światem gracza. „Nigdy grający, twórca lub widz nie są
wciągani tylko w obcy świat czarów, rauszu, snu, lecz raczej
wychodzą w bardziej właściwy sposób we właściwy sposób we
własny świat, głębiej się w nim rozpoznając."
W muzeum ó w moment wieloaspektowego rozpoznania jest
niezwykle istotny. T y m , co rozpoznawane są dwie (co najmniej)
rzeczywistości - ta prezentowana oraz nasze „tu i teraz".
Dowody istnienia naszego świata bywają włączane w reprezen­
tację inności, co widać wyraźnie np. w sytuacji, gdy ukazuje się
ewolucyjne przemiany form. Ponadto słowne objaśnienia nie­
ustannie odnoszą inność do tego, co znane, tłumaczą, angażują
intelektualnie, co utrudnia pogrążenie się w świecie nie-naszym.
Rozpoznanie dotyczy jednak jeszcze innego poziomu, a miano­
wicie rozpoznania własnej pozycji w świecie prowadzące do
poszerzenia s a m o ś w i a d o m o ś c i .
8 9

90

Kwestią o zasadniczym znaczeniu jest margines swobody
pozostawiony dla indywidualnego doszukiwania się i dookreślania tej prawdy, ku której prowadzić ma umieszczony w muze­
um przedmiot. Wiadomo, że ma on wskazywać na coś poza nim
samym. Jego byt wcześniejszy ulega przemianie, a byt obecny
swe spełnienie wyprowadza z ukazywania swego reprezen­
tatywnego charakteru. Zachodzi zatem wewnętrzna przemiana
przedmiotu (czy może raczej czegoś, co uznaje się za jego
istotę.) Reszta zależy od tego, co dokonuje się w dialogicznym
stosunku pomiędzy zwiedzającym a przedmiotem. ' Konstytu­
tywny element muzealnej gry stanowi pokonywanie dystansu,
nie mające bynajmniej prowadzić do jego ostatecznego zniesie­
nia. Musi bowiem zostać zachowana cecha reprezentatywności
tego, co przedstawiane.
9

92

U podstaw reguł tej gry leży sytuacja człowieka w świecie;
a zwłaszcza to, że jest on istotą skończoną i historyczną, co
określa horyzont jego rozumienia. Dlatego teksty, dzieła sztuki,
czy w ogóle wytwory człowieka przedstawiają się w sposób
zależny od tego, kto, kiedy i gdzie podejmuje interpretacyjną
grę. W różnych epokach ludzie zwracaję uwagę na co innego,
gdyż zanurzeni są w swej historyczności, w nieodłącznych od
niej uprzedzeniach i przesądach. Skłonni są stawiać określone
pytania, by wyjaśnić coś, co jest sensem w ich „tu i teraz".
Interpretując to, co ujmują jako przeszłość, tradycję, czy;
w ogóle odmienność, przyswajają je, odnajdują odpowiedzi na
swoje pytania, ale i podlegają ich oddziaływaniu. W toku takich
procesów przekształca się sens tego, co interpretowane. Interpetacja ujawnia sens, ale i formuje go, a ponadto otwiera
interpetatorom drogę dla wykraczania poza ich horyzont
Warunkiem jest gotowość na przyjęcie prawdy, którą niosą
w sobie teksty, dzieła sztuki, tradycja historyczna itp. Nie można
- jak twierdzi Gadamer - traktować świadectw przeszłości
jedynie jako źródła wąsko rozumianej wiedzy o przeszłości,
gdyż znaczyłoby to, że przeszłość ta jest nam całkowicie obca
i że nie niesie sobie żadnej istotnej dla nas prawdy. Chodzi tu
93

0 prawdę ważną dla tych, którzy dokonują interpretacji. Bez-,
zasadne byłyby przy tym ich roszczenia do bezpośredniości^
bezzałożeniowości i obiektywności działań interpretacyjno-rekonstruujących - istnieją oni bowiem w horyzoncie naszej
współczesności.
„Horyzont ó w nieustannie się kształtuje
1 - jak mówi Gadamer-jest,, czymś, w co wkraczamy i co kroczy
razem z nami.''
Doświadczamy tego szczególnie wówczas,
gdy poddajemy próbom nasze uprzedzenia. ,,Do takich prób
zalicza się również spotkanie z przeszłością
i rozumienie,
tradycji, z której się wywodzimy."
W takim spotkaniu dojść
może do fuzji horyzontów, w czasie której odsłoni się przed
nami przestrzeń nowych znaczeń i pogłębi nasze rozumienie
sposobu, w jaki istniejemy w świecie.
Taki byłby sens muzealnej gry odczytanej „po Gadamerowsk u " . Toczy się ona nie tylko o rozumienie tradycji, ale innościi
czy obcości (dlatego opis ten m o ż n a z powodzeniem odnosić doi
przedmiotów badań antropologii kulturowej) i daje się ująć jako
element szerszej gry o rozumienie ludzkiego świata w ogóle.
94

95

46

�PRZYPISY
1

Tak podaje Raport United Nations. Cyt. za: D. MacCannell, The
Tourist. A New Theory of the Leisure Class, New York 1989, s. 78
Mogło być to na przykład być rozumiane tak, iż muzea winny
„pomóc ludziom asymilować nowe wartości (...). Na przykład, korelacje
przyczynowo-skutkowe oparte na naukowej i pragmatycznej informacji
są produktem określonej kultury i muszą zostać wyjaśnione ludziom,
którzy mają całkowicie odmienny sposób myślenia." Hiroshi Daifuku,
The Museum and the Visitor, „Museum and Monuments" Vol. 9, The
Organization of Mueums: Practical Advice, Paris 1960 s. 78, cyt. za:
MacCannell, op. cit., s. 195, przyp. 1. MacCannell podaje także inne
przykłady formułowania celów muzealnictwa. MacCannell, op. cit. zwł.
s. 195, przyp. 1
MacCannell, op. cit. Charakterystyczne jest stwierdzenie MacCanella, że pewne eksperymenty mające prowadzić do unowocześ­
nienia ludzkiej mentalności prowadzone były w muzeach odkąd
z kolekcji dla badań naukowych przekształciły się one w miejsca
publiczne, jakimi są dzisiaj.
J. Clifford, The Predicament of Culture. Twentieth-Century Eth­
nography, Literature, and Art, Cambridge Mass. and London 1988, s.
218. Fragment rozdziału 10 On Collecting Art and Culture ukazał się
w tłumaczeniu Joanny Irackiej: O kolekconowaniu sztuki i kultury,
„Polska Sztuka Ludowa. Konteksty", 1993, nr 1, s. 11-17
Zob.: „(...) kolekcjonowanie i wystawianie to zjawisko decydujące
dla tworzenia się Zachodniej tożsamości." Clifford, O kolekcjonowa­
niu..., op. cit., s. 12
R. Handler, On Having a Culture: Nationalism and the Preservation of
Quebec's Patrimoine, „History of Anthropology", Vol 3, Objects and
Others, ed. G. Stocking, s. 192-217, Madison 1985
Clifford odwołuje się też do pracy C.B.Macphersona, The Political
Theory of Possesive Individualism, Oxford 1962, gdzie ukazany jest
dokonujący się w 17 wieku proces wyłaniania się ideału osoby jako
posiadacza różnych dóbr.
Clifford, O kolekcjonowaniu... op. cit., s.12
K. Pomian, Entire I'invisible et visible: La collection, „Librę",
1978 (3): 3-56; Clifford, op. cit.
J. Clifford mówi o problematyczności autentyzmu, który w założe­
niu miał być tu zachowany: „Tak kolekcjoner, jak i ocalający je (tzn.
zebrane eksponaty - AW) mogliby się ubiegać o ostatnie miejsce wśród
obrońców „prawdy rzeczy". Autentyzm, jak to zobaczymy, wytwarza
się bowiem w trakcie usuwania przedmiotów i zwyczajów z ich bieżącej
sytuacji historycznej - teraźniejszości-stającej-się-przeszłością." Clif­
ford, O kolekcjonowaniu..., op. cit., s. 15
Zjawiskiem niezwykle istotnym było wyłonienie się kategorii
sztuki prymitywnej, co uczyniło status niezachodnich przedmiotów
problematycznym. Dawały się one zdefiniować bądź jako obiekty
artystyczne bądź jako etnograficzne i odpowiednio do tego eksponować
- w galeriach sztuki ze względu na cechy formalne i estetyczne,
a w etnograficznych - na kontekst kulturowy. Clifford, op. cit.
A. Pagden, The Fall of Natural Man: The American Indian and the
Origins of Comparative Ethnology, Cambridge 1982; J. Duncan, Sites of
representation. Place, and the Discourse of the other, (w:) Place
/Culture/Representation, ed. J. Duncan, D. Ley, London and New York,
1993
" J. Duncan, op. cit. Oczywiście, nie każdy język jest równie
prawomocny w przekazywaniu wiedzy. Wiarę budzi beznamiętny język
nauki, zdolny jakoby w sposób obiektywny zdać sprawę z cech
poszczególnych obiektów (co niewątpliwie pomaga umieścić poszcze­
gólne okazy w ramach obowiązującej siatki kategorialnej).
Tematykę tę w odniesieniu do tekstów antropologicznych porusza­
łam, in.: M. L. Pratt, Fieldwork in commonplaces, (w:) Writing Culture,
ed- J. Clifford, E. Marcus, London 1986, s. 27-50; Clifford, On
Ethnographic Authority, (w:) The Predicament of Culture, op. cit., s.

rozmowy z ludźmi odwiedzającymi Expo 86. Stwierdzili oni, że ich
rozmówcy bardziej podkreślali np. zacieśnianie więzi rodzinnych
w czasie takiej wspólnej wyprawy, czy okazję spotkania nowych ludzi
niż treści wpisujące się w idee tej wystawy. D. Ley, К. Olds, Landscapes
Spectacle: world's fairs and the culture of heroic consumption,
..Environment and Planning D: Society and Space" 6: 191-212. Podaję
za: S. Warren, 'This heaven gives me migraines, (w:) Place/Cul­
ture/Representation, op. cit. s. 183
D. Ley, J. Duncan, Epilogue (w:) Place/Culture/Representation,
op. cit. s. 329
Oczywiście, jeśli traktować pejzaż w sensie najprostszym - to znaczy
jako określony obszar ukształtowany w pewien sposób - to o czytaniu
można tu mówić w znaczeniu metaforycznym. Nasze „odczytywanie''
pejzażu - twierdzi Brian Stock - różni od cichego czytania. Pejzaż może
być przedmiotem prywatnej lektury, niemniej jednak pozostaje wypo­
wiedzią publiczną (inaczej niż - w epoce druku - zwykły tekst pisany).
Pod pewnymi względami jest to tekst hybrydyczny, mający cechy tak
wypowiedzi pisanej, poddającej się indywidualnej lekturze, jak i tekstu
oralnego, wygłaszanego w obecności wielu słuchaczy. Ta ostatnia
analogia uwypukla wizualne aspekty sytuacji - podobnie jak recytator
tradycyjnej epiki wkraczał od razu in medias rem, a potem a kon­
tynuował parę wątków, tak i oglądanie krajobrazu wymaga wejścia
w środek, a następnie postępowania nie sekwencyjnego, lecz zgodnie
ewedtug pewnych ogniskowych motywów. Podobnie ująć można
dwojaki charakter muzeum (publiczne vs. prywatne). B. Stock, Reading,
community and a sense of place, (w:) Place/Culture/Representation, op.
cit.
Badania prowadziłam dwutorowo, to znaczy z uwzględnieniem
dwóch kręgów zagadnień. Pierwszy z nich obejmował analizowanie
retoryki wypowiedzi muzealnej, co miało na celu dotarcie do ist­
niejących w tejże wypowiedzi mechanizmów perswazyjnych. Szczegól­
nie interesowały mnie środki retoryczne nastawione na przekonanie do
określonych treści (zwłaszcza to, jakie są to treści i w jaki sposób wiążą
się one ze sobą.) Można by tu mówić o dążeniu do odkrycia wizji świata
wpisanej w wypowiedź muzalną, ale jest to, moim zdaniem, określenie
zbyt ogólne - chodzi raczej o preferowany w tej wypowiedzi (i
przedstawiany jako prawomocny) zespół wyborów aksjologicznych
i epistemologicznych, a także, w trochę mniejszym stopniu, rozwiązań
estetycznych.
Punktem wyjścia są dla mnie tradycyjne pojęcia teoretyczno-literackie, a zwłaszcza pojęcie toposu; inspirujące było dla mnie ujęcie
retoryki E. R. Curtiusa (E.R. Curtius, Europaische Literatur und
lateinisches Mittelaler, Bern 1954.) Natomiast jeśli chodzi o dziedzinę
badania tekstów antropologicznych, to korzystałam z sugestii wysuwa­
nych w ramach antropologii interpretatywnej.
Drugi nurt moich rozważań to badanie przestrzeni muzealnej.
Chodziło o takie ujęcie przestrzeni, jakie stosuje się w geografii
kulturowej, gdzie zwraca się uwagę na kulturowe znaczenia przestrzeni
oraz na obustronne relacje pomiędzy człowiekiem, a tym co go otacza,
na aktywność twórczą, której efektem staje się symboliczne nasycanie
środowiska oraz na to, jak to środowisko działa na człowieka (Bliskie
jest mi podejście hermeneutyczne przedstawione w pracy Pla­
ce/Culture/Representation).
Stock, s. 314. Autorowi nie chodzi tu o to, czym są obrazy (images)
i słowa w umysłach, ale o konkretną tradycję reprezentowania miejsc
w kategoriach wizualnych lub słownych.
Czasem, np. nie znając narracji, nie umiemy odczytać przekazu
architektonicznego, a znajomość samego tekstu nie daje nam dostępu do
pewnego rodzaju emocjonalnego odbioru symbolizacji.Podobnie, zna­
jąc z przewodnika jedynie opis danego miejsca - pisze B. Stock - nie
umiemy zrekonstruować samego doświadczania danego miejsca w nienarracyjnym otoczeniu. Czym innym jest też czytanie o danym miejscu
np o świątyni, a czym innym oglądanie fotografii ). Stock, op. cit.
" Zob. D. MacCannell, op. cit., s.78-80
E.R. Curtius, op. cit.
S. Daniels, D. Cosgrove, Introduction (w:) The Iconography of
Niekiedy motyw podróży pomaga nadać spójność elementom,
landscape. Essays on the symbolic representation, design and use of
które łączy głównie to, że znalazły się w jednym miejscu. Tak jest na
Past environments, ed. D. Cosgrove, S. Daniels, Cambridge 1988, s. 1. przykład w Muzeum Dziecięcym, w którym zaaranżowano kąciki
Autorzy wyjaśniają to dokładniej: „Aby zrozumieć krajobraz budowany, poświęcone bardzo różnej tematyce: „Muzeum dziecięce jest podróżą
Powiedzmy w J8-wiecznym angielskim parku, zwykle trzeba rozumieć przez tysiąclecia historii. Specjalna wystawa dla dzieci i towarzyszą­
J go pisane i słowne reprezentacje nie jako 'ilustracje' wyobrażenia
cych im dorosłych pokazuje oryginalne przedmioty, jak i kopie, których
znajdujące się na zewnątrz, ale konstytutywne wyobrażenia jego
można dotykać i używać, aby powoływać do życia historię."
jeżenia bądź znaczeń." Tamże.
Element werbalny może zmierzać do nadania grupie przedmiotów
Można tu nawiązać do badań socjologów przeprowadzających
struktury narracyjnej, jak np. w ekspozycji mającej przedstawiać życie
2

16

3

4

5

t

17

6

7

8

9

10

18

19

20

21

e

22

57

�Egipcjan tytut Od kołyski po grób (sala 302) wskazuje na to, że
eksponaty należy interpretować jako znaki, za pomocą których opowia­
da się ludzkie życie.
Niekiedy, przyzwyczajeni do „normalnego" dla nas wyglądu
mapy (tzn. takiego, gdzie w centrum sytuuje się nasz kraj i stopniowo
wskazuje coraz szersze kręgi jego umiejscowienia (jak bywa to na
przykład w szkolnych atlasach.) Możemy mieć trudności z natychmias­
towym zorientowaniem się w porządku takiego odwzorowania, gdzie
w centrum są Hawaje albo Grenlandię. Zob. także: J.B. Harley, Maps,
knowledge, and power, (w:) The Iconography of Landscape... op. cit.
Czasem okazuje się, że z przestrzenią można robić różne rzeczy
- np. wywołać ruch obrotowej makiety ukazującej zmiany w stanie
zalesienia, sprawdzić jak działają cuda optyki w rodzaju skrzynek,
w których przez niewielki otwór widać trójwymiarowy obraz. Tego
rodzaju angażowanie zwiedzających w podejmowanie pewnych „opera­
cji na przestrzeni" jest dość skuteczne; jeśli tylko jest możliwość,
zwiedzający podejmują tego typu działania.
Informacja znajdująca się w hallu muzeum.
C D . Maleszyński, „Jedyna księga". Z dziejów toposu w literatu­
rze dawnej, „Pamiętnik Literacki" 1982, z. 3/4
Wprowadzenie do zbiorów zatytułowych Wnętrze kościoła romań­
skiego („The interior of the Romanesque Church 1050-1250").
Spotyka się również sformułowania wyrażające opowiadanie poprzez
ukazywanie znalezisk: „Prehistoria Danii - od czasów łowców renife­
rów w epoce lodowcowej do ery Wikingów. Tysiąclecia historia Danii
opowiedziane poprzez znaleziska archeologiczne z epoki kamienia,
brązu i żelaza.''- czytamy w znajdującej się w hallu muzeum informacji
o zbiorach prehistorycznych.
Na przykład w sali nr 3 tytułowy napis mówi: „Pierwsi rolnicy
- topór i ogień zmieniały las w pole". Tło ekspozycji stanowi
czarno-biała panoramiczna fotografia zajmująca całą ścianę i ukazująca
ludzi pracujących przy wyrębie lasu. Przed zdjęciem umieszczono pnie
ściętych drzew.
Fragment objaśnienia dotyczącego gipsowych odlewów czaszek
w sali nr 102
Erie Grant, The sphinx in the north: Egyptian influence on
landscape, architecture and interior design in eighteenth- and niniteenth-century Scotland, (w:) The Iconography of Landscape, op. cit.
Sala 303 - fragment objaśniający ikonografię malowideł i figurek
związanych z grobowcami.
Sala 303
Mumia skarbnika królewskiego z 1530 p.n.e., sala 303. „Mumia
jest źle zachowana, gdyż balsamujący nie umieli jeszcze robić mumii tak,
by przetrwały" - czytamy w objaśnieniu.
Niekiedy sposób ukazania mumii jeszcze bardziej zaciera kon­
tekst, w jakim niegdyś istniała. Przykładem może być mumia peruwiań­
ska datowana na rok 600-1000. Znajduje się ona w dziale etnograficz­
nym i jest jedyną wystawioną tu mumią. (Muzeum posiada ich kilka,
lecz ta zachowała się najlepiej.) Przystrojona w pióra i stojąca wśród
różnorodnych eksponatów, które łączy to, że pochodzą z jednego
obszaru, w ogóle nie sprawia wrażenia mumii. Wyglądem zbliża się
w zasadzie do modeli szamanów czy czarowników, jakich wiele w tej
kolekcji. Jedynie podpis wskazuje, że nie jest to model: „W niektórych
częściach starożytego Peru praktykowano grzebanie zmarłych w pustyn­
nych piaskach wzdłuż wybrzeża. Ciała umieszczano w pozycji kucznej,
owijano w materię i przyozdabiano piórami. (•••)"
Sala nr 10
Są to prawie same czaszki z kawałkami kręgosłupa, w jednym
przypadku widać również piszczele.
Podobny jest porządek opisu drugiego szkieletu - tu tekst
przechodzi do tematyki rzymskich wyrobów z brązu i szkła.
Louis-Vincent Thomas, Trup, tłum. K. Kocjan, Lódź 1991, s.
97-98. Zob także: „W cywilizacji słowa, gdzie mowa jest życiem,
czaszka nabiera nowego wymiaru symbolicznego: usta, uszy są ośrod­
kami wymiany słownej, Z tego punktu widzenia czaszka staje się
wyrazem par excellence przejścia od semiotyki do symboliki.'' Tamże, s.
98
Nawiasem mówiąc, na zdjęciu zwłok dziecka trudno dopatrzeć się
jakichkolwiek szczegółów, można najwyżej zauważyć ogólne podo­
bieństwo barw do stroju leżącego obok.
Thomas, op. cit. s. 45
H.-G. Gadamer, Prawda i metoda, przeł. B. Baran, Kraków 1993,
s. 163. Gadamerowskie ujęcie pamiątki opiera się na rozróżnieniu
pomiędzy znakiem, symbolem i obrazem. Pamiątka ma być najbardziej
samoistnym ze wszystkich znaków. Natomiast znak „to nic innego niż
23

2 4

25

26

2 1

28

29

30

31

32

33

34

35

36

37

38

39

4 0

41

52

to, czego wymaga jego funkcja, którąjest wskazywanie poza siebie. Aby nieco różnią się od siebie. Ponadto część tła ma kolor niebiesko-zielony.
móc wypelnać tę funkcję, znak musi oczywiście przyciągnąć najpierw Autor tłumaczy: „To są niejednakowe odcienie, bo to jest papier, a to
uwagę. Musi się narzucić, tj. wyraźnie się wyodrębnić oraz zaprezen­ tkanina, więc trudno dobrać odcienie. Najpierw chciałem, żeby wszystko
tować swą wskazującą treść (...). Nie ma skupiać na sobie uwagi tak, było żółte, ale nie było dobrze widać postaci, więc w jednym miejscu
iżby pozwalał się kontemplować, gdyż ma tylko uobecniać coś nieobec­ dałem inne tlo.''
Być może także linearne uporządkowanie prezentowanej treści
nego, a nawet chodzi mu wyłącznie o to coś nieobecnego." Tamże.
zgodnie z porządkiem chronologicznym nie stanowi adekwatnej re­
Tamże.
Clifford rozważa to zjawisko w odniesieniu do dyskursów ant­ prezentacji porządku czasowego takiego, jaki istnieje w egzystencji
ropologicznego i estetycznego. W pierwszym z nich konkretna, ob­ ludzkiej. Wprawdzie „wiemy", że jesteśmy w „teraz," za sobą mamy
darzona inwencją egzystencja kultur plemiennych i artystów jest przeszłość, przed sobą przyszłość; można to wyrazić linearnie, ale
będzie to tylko schemat. Nasze „teraz" przeniknięte jest impresjami
stłumiona w procesie konstruowania „tradycyjnych" światów; w dru­
z przeszłości i oczekiwaniami dotyczącymi przyszłości.
gim - oceniania ich produktów według bezczasowych kategorii sztuki.
Stock, op. cit., s. 320.
Clifford, The Predicament..., op. cit., s. 200
M. Mauss, Instructions somaires pour les collecteurs d'objects
L.-V. Thomas, op. cit., s. 99
ethnographiques Musee d'Ethnographie du Trocadro. Pamphlet prepa­
Zob. Np. P. Aries, Człowiek i śmierć, Warszawa 1989, część
red with the assistance of M . Leiris and M . Griaule, 1931, s. 6-7, za:
V „Śmierć na opak".
Clifford, The Predicament of Culture..., s. 66 -67. Clifford zwraca
Tamże, s. 120
uwagę na metaforykę sądową (pices conviction, besoins de la cause).
Gadamer, op. cit., s. 162
Clifford, tamże, s. 67
Dean MacCannell, The Tourist, op. cit., s. 84
Miejsce wątku wizualności we współczesnej refleksji etnograficz­
Czytamy tekst linearnie, w sposób jaky regularny - przynajmniej nej rozważa J. Clifford w Introduction: Partial Truths, (w:) Writing
takie mamy wrażenie. W rzeczywistości percepcja tekstu pisanego jesl Culture, op. cit., s. 12. Szerzej na temat zdominowania etnografii przez
bardziej złożona. (Dokładniej na ten temat: B. Stock, Reading, com-, wizualność: J. Fabian, Time and the Other: How Anthropology Makes Its
munity and a sense of place, (w:) Place/Culture..., s. 317-318.) Tu Object, New York 1983, W. J. Ong, The Presence of the Word, New
chodzi mi jednak o linearne narracyjne uporządkowanie określonych Haven, Conn 1967; tegoż, Interfaces of the Word, Ithaca 1977.
elementów treści.
M. Griaule, Les Sad legendaires, Paris 1943, s. 61-62. Cyt. za:
Tamże.
Clifford, op. cit., s. 68. O fotografii lotniczej mówił też Griaule:
Pojęcie spektaklu wydaje się tu szczególnie przydatne - w znacze­ L'emploi de la photoghraphie aerienne et la recherche scientifique,
niu tak dosłownym jak i metaforycznym. „Spektakl (...) mógł znaczyć „L'antropologie"1937 ( 47), s. 469-471
Jak zauważa to Clifford, proponowana przez Griaule'a metoda
po prostu pokaz, ale i coś, czemu można się dziwić, a więc coś
dotykającego tajemnicy. Mógł przybierać jedynie znaczenie lustra, dokumentacji przypomina działania podejmowane przez twórców
dzięki któremu prawda, która nie może zostać wyrażona bezpośrednio, współczesnych sprawozdań przygotowywanych przez telewizyjnych.
może zostać odbita, być może wykrzywiona i mógł także oznaczać Poszczególni obserwatorzy, stojący w wyznaczonych miejscach, mieli
pomoc w widzeniu (...) - piszą S Daniels i D. Cosgrove o znaczeniach; zwracać uwagę na czas wykonywania poszczególnych obserwacji, co
spektaklu w renesansowej Europie. „Teatr'' - tak wówczas jak i obecnie następnie służyć miało syntezie, dokonywanej w czasie ostatecznego
opisu danego wydarzenia np. rytuału. Dokładniej na ten temat: Clifford,
- nie oznaczał jedynie budynku teatralnego. Sztuka tworzenia analgoii
op. cit., s. 70
pozwala przemieszczać się pomiędzy planem sztuki, a planem miejsci
O związku totalizującego oglądu okolicy dokonywanego z góry ze
- oba uczestniczą w przekazywaniu danych zjawisk ku ogólnemi
sposobem, w jaki tworzona bywa teoria zob: J. Starobinski, Montesąieu
zrozumieniu. S. Daniels, D. Cosgrove, Spectacle and text. Landscapi
par lui-meme, Paris 1943, s. 60-113, G. Van Den Abbeele, Travel as
metaphors in cultural geography, (w:) Place/Culture/Respresentation,
Metaphor from Montaigne to Rousseau, Minnesota 1992.
op. cit., s. 58
Stock, op. cit., s. 320
Tamże, s. 59
M. Featherstone, Consumer Culture and Postmodernism, London
Prinsens Palais to pałac pochodzący z połowy XVIII, stanowiąc) 1991.
najstarsza część kompleksu budynków wchodzących w skład dzisiej­
S. Lash, J. Urry, Economies of Signs and Spaces, London 1994, s.
szego muzeum.
277
H.-G. Gadamer, op. cit., s. 167
Tamże, s. 272. Zob. także uwagi Urry'ego na temat przemian
Wystawa poświęcona historii muzeum i ta, która mówi o zbioracl „muzealnego spojrzenia" (museal gaze) oraz sposobu, w jaki muzea
etnograficznych miały różnych autorów - tak więc pomysły te nie są a istnieją w ramach turystycznego kompleksu kulturowego (w:) J. Urry,
sobą związane. (Informacja uzyskana od autorki wystawy etnograficz­ The Tourist Gaze: Leisure and Travel in Contemporary Societies,
nej.) W tym miejscu traktuję muzeum jako całościową wypowiedź London 1990, s. 134
kulturową, która daje się odczytać na różne sposoby, stąd też pomijam
Znaczącą cechą konsumpcji wizualnej jest tendencja do tworzenia
fakt, że poszczególne elementy tej wypowiedzi nie zostały od początki miejsc „stematyzowanych", upozowanych zgodnie z jakąś konwencją,
odwołujących do pewnych znaczeń. Opisywano takie miejsca służące
podporządkowane ogólnej wymowie.
Zob. także: P. Woolf, Symbol of the Second Empire: Culture wypoczynkowi i rozrywce - w nich właśnie „ludzie są zachęcani do
Politics and the Paris Opera House, (w:) The Iconography of Lani tego, by oglądać i kolekcjonować znaki i obrazy wielu kultur - aby
scape, op. cit., s. 214-235. Autorka pokazuje, jak paryską open działać jak turyści (...) Jest to możliwe dzięki skrajnej formie kompresji
kreowano tak, by stała się symbolem ewokującym określone treści ora! czaso-przestrzeni, którą można określić jako globalną miniaturyzację."
Lash, Urry, op. cit., s. 272. Zob. także: U. Eco, Travels in Hyper-Reality,
jak późniejsze interpretacje rozwijały ten wątek.
London 1986; MacCannell, Empty meeting grounds, London and New
Przechodząc przez świątynię z lewej strony mamy wnętrzt
York 1992; S. Warren, „This heaven gives me migrains'': The problems
z modlącymi się postaciami mnichów, z prawej - gabloty z przed­ and promise of landscapes of leisure, (w:) Place/Culture/Represen­
miotami na tyle małymi, że włączenie ich w aranżację uniemożliwiłob) tation, op. cit., s. 173 - 186
zwiedzającym ich obejrzenie. Aby przyjrzeć się im dokładniej, możni
Turystyka może stanowić kontekst, w którym ujmuje się muzeum
na chwilę zapalić światło, które samo zgaśnie po paru minutach.
także w innym sensie. Formuła konsumpcji - coraz mniej nastawionej
„ Tu jest zielona trawa i niebieskie niebo - tak wygląda Mongolia
na funkcjonalność i coraz bardziej estetyzującej się - w turystyce
- mówi autor o kolorze ścian. Na ścianach widoczne są też szarawi przejawia się jako zacieranie granic pomiędzy turystyką a rozrywką,
zarysy gór i wkomponowane w nie zdjęcia - zarys gór ze zdjęcia zgada nauką, sportem, kulturą, hobby. W związku z tym, że klientów trzeba
z wzorem na ścianie, choć nie wtapia się w niego całkowicie. Jest tt zainteresować, zabawić, przyciągnąć ich uwagę pierwszorzędnego
mimetyczność świadoma swojego reprezentacyjnego charakteru.
znaczenia nabiera różnorodność i zmienność propozycji. Te same
„Dla buddyzmu musi być żółty - to jest oczywiste, bo żółty to kouf tendencje wyraźne są w retoryce muzealnej reklamy. Korzystam tu z:
buddyzmu" - tak autor motywuje kolor tła eksponatów poświęconyd Lash, Urry, op. cit., rozdział 10 ..Mobility, Modernity and Place".
buddyzmowi.
Autorzy zestawiają tu cechy uważane za typowe dla post-fordyzmu ze
O fioletowym tle ekspozycji szamanistycznej autor mówi: „Tą zjawiskami z dziedziny turystyki.
kolorjest tu dlatego, że podobał się architektowi. Ja go nie chciałem. Ab
^ Warto tu wspomnieć o wygodnym MacCannellowskim podziale
architekt zapytał mnie: 'To jaki kolor chcesz?' Żółty jest dla buddyzm* typów wystaw na kolekcje i reprezentacje. Re-prezentacja ma na celu
niebieskiego i zielonego mamy dużo, to jaki? no tak fioletowy..." j ukazanie danego obiektu w jego naturalnym otoczeniu, które zostaje
Postać Haik-Lamy znajduje się na żółtym tle, a odcienie żółteg' odtworzone w ekspozycji. Punkt widzenia, jaki się tu proponuje to ten,
62

42
43

63

64

44
45

4 6

47

65

48

66

49

67

50
51

68

69

70

52

71

53

12

54

73

55

74

56

57

58

59

6 0

61

który umiejscowiony byłby wewnątrz przedstawianej rzeczywistości.
Reprezentacja - twierdzi MacCannell - daje okazję do identyfikacji.
Natomiast w ramach kolekcji zostają zgromadzone różne obiekty
należące do określonego typu. Arbitralnie nakłada się na nie pewien
porządek. O ile re-prezentacja domaga się identyfikacji, to kolekcja
- podejścia estetyzującego. (Na innym poziomie niż poziom estetyczny
ten rodzaj zestawiania obiektów, jaki tworzy się w ramach kolekcji,
często nie miałby sensu.) Są dwa główne typy wystaw muzealnych:
kolekcja i re-prezentacja." Tego rodzaju klasyfikacja ma charakter
formalny. (To, co jest w niej istotne ze względu na interesujące mnie
zagadnienia to takt, iż włącza ona element intelektualnego i emocjonal­
nego zaangażowania odbiorcy. D. MacCannell, The Tourist, op. cit.
1989, s. 78. O kolekcjach zob. także: J. Clifford, On Coltecting Art and
Culture, (w:) The Predicament..., op. cit., S. Stewart, On Longing:
Narratives of the Miniature, the Gigantic, the Souvenir, the Collection,
Baltimore 1984
M. L. Prat, Imperial Eyes. Travel Writing and Transculturation,
London and New York, 1992, s. 25 i nast.
Podaję za: Prat, Imperial..., op.cit., s. 27
™ Lash, Urry, op. cit.
Ów „imperializm" trzeba ująć w cudzysłów. Można tu przypo­
mnieć uwagi Clifforda dotyczące europejskich „imperialistycznych"
działań podejmowanych w stosunku do sztuki plemiennej. Jak twierdzi
autor, kategoria sztuki rozciągnięta na skalę globalną pojawia się wtedy,
gdy ludy plemienne stają się przedmiotem dominacji politycznej,
ekonomicznej i religijnej Europy. Jednakże nie można nazwać przy­
swajania produktów plemiennych przez kulturę zachodnią jedynie
imperialistycznym, gdyż proces realizacji tego projektu zawierał w so­
bie także silną krytykę kolonializmu i założeń ewolucjonistycznych.
Z drugiej jednak strony cele, jakie to miało spglniać i nacisk kładziony
na logikę „odkrycia" sztuki plemiennej wskazuje na zachodnie dążenie
do hegemonii zakorzenione w epoce kolonialnej i neokolonialnej. J.
Clifford, Histories of the tribal and the modern, (w:) The Predicament...,
op. cit., s. 197
R. Rosaldo, Culture and Truth. The Remaking of Social Analysis,
Berkeley 1989, s. 68 i nast. Ogólniej na temat retoryki służącej kulturze
białej do ekspansji kulturowej i sposobu, w jaki kreuje ona wizję
odmienności historycznej i kulturowej: MacCannell, Empty meeting
grounds, op. cit.
J. Clifford, On ethnographic surrealism, (w:) The Predicament of
Culture, op. cit.
„Teraz wielu ludzi podróżuje, przychodzą, żeby zobaczyć, co
mamy z tych krajów, które odwiedzali. Najwięcej ludzi ogląda zbiory
z Grenlandii, bo wiedzą, że tego mamy dużo, i kolekcję indiańską
- znają to z filmów i książek przygodowych." - tak widzi stosunek
zwiedzających do zbiorów etnograficznych osoba pracująca w dziale
etnograficznym.
Gadamer, op. cit., s. 140
W tym miejscu Gadamer łączy sposób istnienia dzieła sztuki
z pojęciem święta.
Zob. też Tajemnica butów, czyli pochwala muzeum, „Polska
Sztuka Ludowa. Konteksty" 1993, nr 1. Autor wychodzi od Heidegerowskiego ujęcia rzeczywistości, po czym przedstawia koncepcję muze­
um jako zdarzenia. W jego ujęciu mamy rozróżnienie pomiędzy
muzeum jako doświadczeniem (experientia) i eksperymentem (experimentum).
Zostaje tu zatem zniesiona opozycja między podmiotem a przed­
miotem przeżycia estetycznego.
Tamże, s. 122
Tamże, s. 147
Tu ujawnia się tu medialność gry jako procesu: „Grający doświad­
cza gry jako przewycięzającej go rzeczywistości." Tamże, s. 128
Zob. także: „Tym, co mu się (tzn. widzowi AW) prezentuje i przez
co poznaje on siebie, jest prawda jego własnego świata, religijnego
i moralnego, świata, w którym żyje." Tamże, s. 143
Zob. także: „... dystans, jaki widz utrzymuje wobec widowiska, nie
jest jakimś dowolnym wyborem zachowania, lecz stosunkiem istotowym, który swąpodsawę ma w jedności sensu gry." Tamże, s. 144
Zob. także: K. Rosner, Hermeneutyka jako krytyka kultury,
Warszawa, s. 162
„Horyzont to krąg widzienia, który obejmuje i ogarnia wszystko, co
jest widziane z tego punktu. (...)Kto nie ma żadnego horyzontu, ten nie
widzi wystarczająco daleko i dlatego przecenia to, co leży w pobliżu
niego. Mieć horyzont natomiast oznacza wolność od ograniczenia do
tego, co najbliższe, i możliwość wyglądania poza to.'' Gadamer, op. cit.,
s. 287
Tamże, s. 288
Tamże, s. 290
77

78

80

81

82

83

84

85

86

87

88

89
90

91

92

93

94

95

96

53

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6502" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6482">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9c1ed3d3cf35c5e8e3cf4e86d92108e7.pdf</src>
        <authentication>c73929c8a22df878a93ece4e85f06469</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77442">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6166</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77443">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77444">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77445">
                <text>Kazachstan - medycyna ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="77446">
                <text>Biomedycyna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="77447">
                <text>globalizacja - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77448">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5751</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77449">
                <text>O globalizacji i glokalizacji biomedycyny - na przykładzie Kazachstanu / LUD 2010 t.94</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77450">
                <text>LUD 2010 t.94 s.107-120</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77451">
                <text>Penkala-Gawęcka, Danuta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77452">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77453">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77454">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77455">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77456">
                <text>Lud, t. 94, 2010

DANUTA PENKALA-GAWĘCKA
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej
Uniwersytet im. Adama Mickiewicza
Poznań

O GLO BA LIZA CJI I GLO K A LIZA CJI BIO M ED Y C Y N Y
N A PR ZY K ŁA D ZIE KAZACHSTANU

Wprowadzenie
Procesy globalizacji kojarzą się najczęściej z najnowszymi czasami, które
charakteryzuje gwałtowne tempo przemian, nieograniczona wędrówka idei i po­
tęga środków przekazu czy rozrastających się sieci komunikacyjnych. Mniej po­
pularne w dyskursie publicznym, ale zakorzenione już w naukach społecznych
pojęcie „glokalizacja” zrodziło się w rezultacie rosnącej świadomości przedsta­
wicieli tych nauk, iż globalizacja nie jest tożsama z unifikacją czy homogenizacją
kulturową. Globalizujące się treści nie tylko oddziałują na lokalne konteksty, ale
i same ulegają przekształceniom pod wpływem tych ostatnich (Nederveen 1994;
Robertson 1995). Niektórzy badacze zgłębiający problematykę globalizacji zwra­
cają uwagę na często obserwowaną tendencję do dobitnego rozdzielania tego, co
„przed” (globalizacją), od tego, co „po”, czy inaczej - podkreślania przejścia od
„świata korzeni” do „świata wyborów” (Mathews 2005: 256). Jednakże szereg
antropologów, a także historyków, utrzymuje, że z globalnymi procesami ludz­
kość miała do czynienia od dawna. I tak, na przykład, Erie W olf (1982: 3-19)
argumentował, że również w przeszłości zachodziły procesy zmian w skali kon­
tynentalnej i globalnej, przytaczając na potwierdzenie tej tezy wiele faktów, które
podważają koncepcję istnienia wówczas autonomicznych społeczeństw i kultur.
Znany teoretyk globalizacji Jonathan Friedman także był zdania, iż „globalność”
jest stanem rzeczy powszechnym i w czasie, i w przestrzeni, a Roland Robertson,
który wprowadził do antropologii pojęcie glokalizacji, podkreślał, że o „kulturze
globalnej” można mówić co najmniej od pojawienia się religii uniwersalnych (za
Mathews 2005: 257).
Wydaje się jednak, że w wypadku „dawnej” i „współczesnej” globalizacji nie
chodzi jedynie o różnicę stopnia, ale także jakości, a więc różnica ta nie po­
lega wyłącznie na gwałtownym przyspieszeniu i intensyfikacji tych procesów.

�108

Danuta Penkala-Gawęcka

Można zatem odnosić pojęcie globalizacji do wcześniejszych okresów, mając
wszakże na uwadze, że procesy ówcześnie zachodzące: 1. nie miały tak „totalne­
go”, wszechogarniającego i uniwersalnego charakteru, jak ma to miejsce dzisiaj;
2. bardziej odpowiadały częstemu jeszcze obecnie, potocznemu pojmowaniu
globalizacji jako procesu przepływu idei z centrum do peryferii (zwykle, choć
nie zawsze, z centrum zachodniego1) - nie były to wówczas globalne wędrówki
idei wywodzących się z różnych źródeł; 3. były w większym stopniu narzucone,
„przymusowe” - trudno w tym wypadku mówić o wyborze, kojarzonym z współ­
czesną globalizacją (jak podkreśla np. Mathews 2005: 33 i in„ który pisze o coraz
większych możliwościach wyboru z „globalnego supermarketu kultury”). Należy
jednak poczynić zastrzeżenie, że z pewnej perspektywy współczesną globaliza­
cję także postrzegać można jako „narzuconą”, niezależną od naszej woli. Antho­
ny Giddens ujmuje to następująco: „Globalizacja oznacza, że w odniesieniu do
skutków przynajmniej niektórych mechanizmów wykorzeniających nie istnieje
możliwość nieuczestniczenia w przemianach, które niesie nowoczesność” (Gid­
dens 2001: 31)12.
W niniejszym artykule rozpatruję problemy globalizacji i glokalizacji bio­
medycyny w Kazachstanie, sięgając również do porównań z innych części Azji
Środkowej. Termin biomedycyna upowszechnił się w antropologii medycznej
i innych naukach społecznych w odniesieniu do tak zwanej medycyny zachod­
niej, naukowej, określanej też jako klasyczna, akademicka, konwencjonalna,
ortodoksyjna, alopatyczna bądź kosmopolityczna. W stosunku do tych i jeszcze
innych stosowanych terminów „biomedycyna” ma tę przewagę, że jest określe­
niem najbardziej neutralnym, podkreślającym zakorzenienie tej dziedziny w ie­
dzy i praktyki w naukach przyrodniczych3.
Analizując zagadnienia przenikania i adaptacji biomedycyny w Azji Środko­
wej, trzeba uwzględnić głębsząperspektywę czasową, a więc nawiązać do wczes­
nych etapów ekspansji medycyny zachodniej na tamte tereny. Należy zaznaczyć,
że w odniesieniu do owych początkowych etapów, a więc do czasów podboju
ziem Azji Środkowej przez carską Rosję, dostępne dane nie pozwalają dokład­
niej odtworzyć tych procesów. Również źródła dotyczące lat władzy radzieckiej,
choć bogatsze, nie dają pełnego obrazu omawianych zagadnień. Natomiast ana­
lizę współczesnych form glokalizacji biomedycyny w Kazachstanie oparłam
przede wszystkim na własnych materiałach, zebranych w trakcie badań, które
1W pewnych okresach ów przepływ następował także z innych ośrodków. Pisał o tym m.in. S. Szynkiewicz (2005: 71), wskazując, że niegdyś Chiny, dzięki licznym wynalazkom, były „ośrodkiem globalizacyjnym dla całego świata”.
2 S. Szynkiewicz właśnie cechę „przymusowości” a nie „wyboru” skłonny jest wiązać z globaliza­
cją. Przeciwstawia narzuconą globalizację modernizacji „z wyboru”, choć dalej rozróżnia globalizację
gospodarczą związaną z naciskiem, oraz kulturową która „nie stosuje środków przymusu, nawet po­
średniego” (Szynkiewicz 2005: 65, 72).
3 Krytyczne omówienie niektórych z wymienionych terminów oraz przekonujące uzasadnienie sto­
sowania określenia biomedycyna można znaleźć m.in. w opracowaniu A. Kleinmana (1995: 25-26).

�O globalizacji i glokalizacji biomedycyny - na przykładzie Kazachstanu

109

prowadziłam w tym kraju w ciągu ponad pięciu lat, w drugiej połowie lat 90.
XX wieku. Nie był to jednak główny przedmiot moich studiów, ukierunkowa­
nych przede wszystkim na poznanie statusu tamtejszej medycyny komplementar­
nej, jej miejsca w ramach opieki zdrowotnej oraz wpływu tradycji i globalizacji
na jej obraz4. Biomedycyna interesowała mnie przede wszystkim w jej relacjach
z medycyną komplementarną, niemniej właśnie poprzez te relacje ujawniały się
szczególne cechy tamtejszej biomedycyny, które można uznać za wynik proce­
sów glokalizacyjnych. Glokalizację biomedycyny rozumiem, najzwięźlej rzecz
ujmując, jako jej adaptację, wytwarzanie form lokalnych, zależnych od układu
wielu różnorodnych czynników. Rozpatrując te procesy, należy zatem uwzględ­
niać ich szersze uwarunkowania polityczne i społeczno-ekonomiczne.

Problemy globalizacji i glokalizacji biomedycyny
Wydaje się, że w dziejach ludzkości procesy globalizowania się powstałych
lokalnie zespołów idei i wartości miały silny związek z podbojem i koloniza­
cją. Jednak nie wszyscy badacze są zgodni w tej kwestii. Na przykład Sławoj
Szynkiewicz pisał, że „kolonializm nie globalizo wał, choć oba zjawiska łączy
oddziaływanie na odmienne kręgi kultur” (Szynkiewicz 2005: 66). Miał jednak
na myśli przede wszystkim gospodarczy aspekt globalizacji, zwracając uwagę na
to, że celem kolonizatorów było pozyskanie surowców i uczynienie z podbitych
państw rynków zbytu dla swoich produktów5. Niemniej, podbojom kolonialnym
towarzyszyło wprowadzanie, w różnym zakresie i rozmaitych formach - zależ­
nie od ideologii i pragmatyki państw kolonizujących - systemów politycznych,
prawnych, narzucanie obcych instytucji i wzorców społeczeństwom podporząd­
kowanym. Medycyna zachodnia rozprzestrzeniała się w świecie właśnie w re­
zultacie podbojów; można powiedzieć, że taki był podstawowy sposób, w jaki
dokonywała się jej globalizacja. W rezultacie w skali globalnej ekumeny bio­
medycyna jest obecnie systemem dominującym. Także w krajach rozwijających
się, mimo że w praktyce medycyna tradycyjna często odgrywa nadal podstawo­
w ą rolę w zaspokajaniu potrzeb zdrowotnych ludności, oficjalnie na pierwszym
miejscu stawiana jest biomedycyna6.
Podczas gdy twierdzenie, że globalizacja medycyny zachodniej miała miej­
sce już od dawna, nie wymaga szerszego uzasadniania, trudniej nam zapewne
4 Rezultatem tych badań była moja książka o medycynie komplementarnej w Kazachstanie (Penkala-Gawęcka 2006).
5Autor rozwija tę myśl następująco: „Dbał on raczej o monopol na rynki zbytu dla produkcji metro­
politalnej, reprezentowanej przez przysłowiowe perkaliki” (Szynkiewicz 2005: 66).
6 M. Micozzi (2002: 400) pisze, że dla 80% populacji naszego globu podstawową opiekę medycz­
ną stanowią pozabiomedyczne sposoby leczenia, czyli medycyna tradycyjna i inne formy medycyny
komplementarnej. Nie zmienia to jednak faktu, że właśnie biomedycyna jest wszędzie dominującą
preferowaną przez rządy państw formą opieki zdrowotnej.

�110

Danuta Penkala-Gawęcka

zaakceptować tezę, iż biomedycyna zawsze podlegała i podlega glokalizacji
w lokalnych kontekstach społeczno-kulturowych, wszędzie tam, gdzie była i jest
wprowadzana. Skłonni bowiem jesteśmy, zgodnie z potocznym postrzeganiem
medycyny „naukowej”, uważać j ą za system „absolutny”, ahistoryczny, kultu­
rowo neutralny. Nawiasem mówiąc, ten błąd antropolodzy medyczni, zwłaszcza
ci reprezentujący orientację interpretatywną, zarzucali także niektórym swoim
kolegom78. Obecnie jednak w antropologii medycznej powszechnie akceptuje się
przekonanie, iż biomedycyna jest, podobnie jak inne tradycje medyczne, zmien­
na i kulturowo uwarunkowana (zob. Rhodes 1990; Kleinman 1995: 23-40). To
właśnie pozwala na jej ujmowanie jako poddającej się procesom glokalizacji.
Biomedycyna zatem nie tylko jest historycznie zmienna, co wiemy doskonale
z badań historyków medycyny, ale ponadto nie stanowi jakiegoś stałego bloku
wyznaczonych przez paradygmat naukowy danego czasu, skodyfikowanych
i niepodważalnych przekonań i praktyk, które byłyby takie same, niezależnie
od miejsca. Przeciwnie, konteksty lokalne kształtują odmiennie biomedycynę,
wpływając zwłaszcza na jej otoczkę instytucjonalną, lecz także na jej trzon, który
stanowią owe rzekomo nienaruszalne, naukowe prawdy.

Początki ekspansji biomedycyny do Azji Środkowej
- czasy podboju rosyjskiego
Podbojowi Azji Środkowej przez Imperium Rosyjskie, rozpoczętemu w poło­
wie XVIII wieku, a dokonanemu ostatecznie w II połowie wieku XIX, towarzy­
szyło stopniowe wprowadzanie medycyny rosyjskiej - „zachodniej”.
W stosunku do tamtejszego, tradycyjnego układu politycznego i prawnego po­
lityka Rosji carskiej nie była restrykcyjna. Przeciwnie, w celu efektywniejszego
sprawowania władzy włączano miejscowych dostojników w system administra­
cji państwowej, a rozstrzyganie problemów prawnych tubylców przez długi czas
pozostawiono w gestii tradycyjnych sądów (w wypadku Kazachów zajmowali
się tym tradycyjni sędziowie biyf. Taką politykę prowadzono do czasu pełnego
podporządkowania tamtych ziem Rosji.
Jeśli chodzi o medycynę tradycyjną, to ludność nadal powszechnie korzysta­
ła z pomocy medycznej lokalnych praktyków, zarówno takich, jak nastawiacze
kości i zielarze, jak i stosujących magiczno-religijne metody leczenia (przede
wszystkim - szamanów i multów). Celem państwa rosyjskiego była wprawdzie
7Zwracano na przykład uwagę, że nawet ci badacze, którzy deklarowali przekonanie o kulturowych
uwarunkowaniach biomedycyny, niejednokrotnie w konkretnych analizach traktowali w ten sposób je­
dynie medycynę tradycyjną. Zob. krytyczne spostrzeżenia S. van der Geesta na temat częstego pomija­
nia „kulturowości” idei i praktyk przedstawicieli biomedycyny (van der Geest 1988: 343).
8 Również w pierwszym okresie władzy radzieckiej, do drugiej połowy lat 20. XX w., zalecano
respektowanie lokalnych tradycji prawnych.

�O globalizacji i glokalizacji biomedycyny - na przykładzie Kazachstanu

111

implementacja biomedycyny, utożsamianej z postępem, nauką, zwycięstwem ro­
zumu, jednak proces ten przebiegał bardzo wolno. Ogromny deficyt instytucji
i personelu medycznego ograniczał korzystanie z pomocy biomedycznej, a do­
datkowo przyczyniało się do tego wiele innych, ważnych czynników. Należa­
ły do nich takie, które wiązały się bezpośrednio z typem gospodarki rodzimych
grup etnicznych (tu duże znaczenie miał zwłaszcza koczowniczy tryb życia Ka­
zachów), jak i te, które wynikały z ich obyczajów rodzinnych czy tradycji reli­
gijnych. Mimo zasadniczo negatywnego stosunku władz do lokalnych obycza­
jów, uważanych z perspektywy zachodniej za wyraz zacofania, jeśli nie dzikości
podbijanych ludów, spośród różnych opcji zwyciężyła polityka „umiarkowanej
tolerancji” wobec ich tradycji, włącznie z religią muzułmańską9, lecznictwem
czy praktykami szamańskimi.
W dziedzinie polityki zdrowotnej, odkąd zaczęto na większą skalę wprowa­
dzać biomedycynę, dla zapewnienia jej efektywniejszego funkcjonowania nale­
żało wziąć pod uwagę lokalne uwarunkowania. Do ich uwzględnienia przyczynili
się przede wszystkim lekarze mieszkający i działający przez dłuższy czas wśród
miejscowej ludności, którzy poznawali lepiej tamtejsze tradycje i potrafili zdobyć
jej zaufanie nie tylko dzięki skuteczności leczenia, ale także dzięki poszanowaniu
tych tradycji. Ponadto do kadry medycznej włączano stopniowo felczerów oraz
„uczniów felczerskich” wywodzących się z lokalnej ludności (zajmowali się oni
przede wszystkim przeprowadzaniem szczepień przeciw ospie), a także, od lat
90. XIX wieku, zaczęto kształcić pierwszych, nielicznych lekarzy miejscowego
pochodzenia. Świadectwem prób dostosowywania medycyny rosyjskiej do środkowoazjatyckich warunków było zatrudnianie, jako niezbędnych w środowisku
muzułmańskim, kobiet-lekarzy, choć nie było ich wiele. W latach 80. XIX wieku
kilka lekarek - Rosjanek zaczęło pracować w Turkiestanie; w 1883 roku trzy
lekarki otworzyły w Taszkiencie pierwszą lecznicę przeznaczoną dla miejsco­
wych kobiet i dzieci (Kolosov 1903: 101). Stopniowy wzrost liczby kobiet wśród
lekarzy i felczerów odnotowano na początku XX wieku; przyuczano również
do zawodu akuszerki miejscowe dziewczęta, mimo niepowodzenia pierwszych
takich prób w latach 80. XIX wieku. Zdawano sobie sprawę z barier w leczeniu
kobiet-muzułmanek i dlatego zaczęto tworzyć w szpitalach specjalne izby dla
kobiet (Raevskij 1968: 22).
Obok wprowadzanych stopniowo zmian w organizacji opieki medycznej m oż­
na wskazać także na próby wykorzystania przez medycynę rosyjską wybranych
metod i środków miejscowej medycyny tradycyjnej. Odnotowano informacje
o lekarzach, którzy pozytywnie wyrażali się o skuteczności pewnych lokalnych
sposobów leczenia, nie zawsze jednak wiadomo, czy sami także stosowali te m e­
9
Podejmowane jedynie na niewielką skalę próby skłaniania miejscowej ludności ku prawosławiu
nie przyniosły efektów, a w polityce władz wobec religii zwyciężyła opcja nieingerencji, z jednoczes­
nym stopniowym osłabianiem muzułmańskich instytucji religijnych (Becker 1994: 28; Brower 1997:
117-122).

�112

Danuta Penkala-Gawęcka

tody. Istnieje na przykład wzmianka o postępowaniu w przypadku drakunkulozy
(choroby wywołanej przez pasożyta - nicienia z gatunku Dracunculus, zwane­
go tam riśtd), częstej w Turkiestanie. Medycy opisujący tę chorobę zalecali jej
leczenie „metodą bucharską”, to jest przez powolne, stopniowe i żmudne wy­
ciąganie i nawijanie na patyk długiego nicienia, który rozwijał się pod skórą,
w mięśniach nogi chorego (Kuśelevskij 1891: 148-149; Palkin 1967: 478-482).
Nie było podobno lepszego sposobu radzenia sobie z tym pasożytem. Być może
sięgano też do miejscowych metod leczenia skórnej formy wąglika (tzw. wrzodu
syberyjskiego), jako że lekarze rosyjscy często przyznawali, że dają one znacznie
lepsze rezultaty niż ich własne. Natomiast „sztandarowym” przykładem zapo­
życzenia lokalnego środka leczniczego jest kariera kumysu (kaz. ąirriiz), czyli
sfermentowanego kobylego mleka. Terapię kumysem medycyna rosyjska zaczęła
wprowadzać już od połowy XIX wieku, przy czym jego zastosowanie - głównie
w leczeniu chorób płuc i szkorbutu oraz anemii - pokrywało się z tradycyjnym,
znanym w ludowej medycynie kazachskiej. W latach 80. XIX wieku powstawały
tak zwane kumysolećebnice (ros.) - specjalne sanatoria oferujące kurację tym
środkiem (Palkin 1967: 528-533). W analogicznych celach, choć nie w tak szero­
kim zakresie, stosowano leczenie sfermentowanym mlekiem wielbłądzim (kaz.
śubat). Zaczęto również zakładać pierwsze ośrodki typu sanatoryjnego w po­
bliżu wód mineralnych i gorących źródeł, opierając się na informacjach o ich
wykorzystywaniu w celach leczniczych przez Kazachów. Innym przykładem jest
zapożyczanie niektórych roślinnych leków z tradycyjnej farmakopei kazachskiej.
Jak przyznawali rosyjscy lekarze, nauka medyczna zawdzięcza kazachskiej m e­
dycynie ludowej między innymi znakomity środek na glistę ludzką - bylicę cytwarow ą (kaz. darmene zuwsan - Artemisia cina Berg), z której już w latach 30.
XIX wieku zaczęto pozyskiwać santoninę (Samarin 1958: 9).
A zatem, mimo zasadniczo negatywnego stosunku do tradycyjnej medycyny,
nie było między nią i wprowadzaną na te tereny biomedycyną ostrej, nieprzekra­
czalnej granicy. Medycyna rosyjska w pewnej mierze „dopasowywała się” do
środkowoazjatyckich warunków; należy podkreślić, że w tych początkach pro­
cesów glokalizacyjnych dużą rolę odegrali wspomniani felczerzy i pomocniczy
personel rekrutowany z miejscowej ludności. Nie tylko ułatwiali oni komunika­
cję między lekarzami i pacjentami, ale byli także pośrednikami, przekazującymi
wiedzę o rodzimych tradycjach.

Biomedycyna w Kazachstanie w okresie władzy radzieckiej
W czasach Związku Radzieckiego działaniom w zakresie opieki zdrowotnej
prowadzonym w Azji Środkowej towarzyszyła nierozłącznie propaganda skie­
rowana przeciw religii muzułmańskiej oraz tradycyjnej medycynie, a w szcze­
gólności jej praktykom związanym z szamanizmem i uzdrawianiem duchowym.

�O globalizacji i glokalizacji biomedycyny - na przykładzie Kazachstanu

113

W długim okresie władzy radzieckiej zmieniało się nasilenie tej propagandy, ale
cel pozostawał ten sam - wyplenienie „zabobonów”, „przeżytków”, zwalczenie
ciemnych sił hamujących postęp, które uosabiali przede wszystkim mułłowie
i szamani101. Mimo wieloletnich kampanii, połączonych z intensywną ateizacją,
a także prowadzonych w pewnych okresach otwartych prześladowań mułłów,
pirów11 oraz tradycyjnych uzdrowicieli, zarówno religia muzułmańska, jak i ka­
zachska medycyna ludowa przetrwała. Nawet w najtrudniejszych czasach szama­
ni i inni tradycyjni praktycy prowadzili działalność, jeśli nie jawną, to podziem­
ną, a medycyna domowa była szeroko praktykowana, do czego przyczyniało się
po części przywiązanie do tradycji, a po części również niedostatek instytucji
i środków leczniczych oferowanych przez biomedycynę. Stopniowo rozwijał się
pluralizm medyczny, czyli sytuacja współwystępowania medycyny tradycyjnej
i biomedycyny, z coraz bardziej rosnącą rolą tej ostatniej.
Wyraźne zmiany w owym pejzażu dostępnych ludności usług medycznych,
oficjalnie zdominowanym przez biomedycynę, nastąpiły w ostatnich dziesię­
cioleciach władzy radzieckiej. Zyskiwały wówczas popularność różne metody
leczenia niekonwencjonalnego, takie jak „ekstrasensoryka”, czyli bioenergotera­
pia, czy ziołolecznictwo. W okresie „pierestrojki” coraz jawniej i szerzej, z przy­
zwoleniem władz, zaczęto stosować te metody12, ale radziecka biomedycyna już
dużo wcześniej - wbrew oficjalnie obowiązującej wykładni - wprowadzała je
w nieco bardziej zakamuflowany sposób, można rzec, kuchennymi drzwiami.
Medycyna „socjalistyczna” miała pewne cechy odróżniające j ą wyraźnie od za­
chodniej biomedycyny, które na całym obszarze ZSRR uwidoczniały się w spe­
cyficznym systemie organizacji opieki zdrowotnej13, ale także w jej aspektach
klinicznych, w zakresie eksperymentów medycznych i dopuszczalności stosowa­
nia leków oraz terapii. Dla medycyny radzieckiej charakterystyczna była - pa­
radoksalnie i, na pierwszy rzut oka, w sprzeczności z materialistyczną ideologią
- swego rodzaju otwartość, łatwość włączania do korpusu biomedycznej wiedzy
i praktyki metod niedostatecznie sprawdzonych eksperymentalnie14. Szczegól­
nie chętnie przyjmowano nowe pomysły, jeśli były one sygnowane nazwiskami
„akademików” (członków Radzieckiej Akademii Nauk). Wprowadzano także,
odpowiednio je adaptując, takie metody, jak na przykład akupunktura, przejęta
z tradycyjnej medycyny chińskiej, czy terapie manualne, łączące elementy róż­
nych tradycji.
10 Na ten temat obszernie pisze P. Michaels w książce omawiającej propagandę medyczną i upo­
wszechnianie biomedycyny w Kazachstanie za czasów Stalina (Michaels 2003).
11 P ir - przywódca bractwa sufich. Pirów uważano za żywych świętych, otaczano ich czcią także
po śmierci.
12 Pod koniec lat 80. w Ałma Acie zaczęły się np. pojawiać ośrodki oferujące leczenie metodami
medycyny tradycyjnej, zorganizowane na zasadach spółdzielczych.
13 Szeroko - i bardzo krytycznie - opisywanym później, po rozpadzie ZSRR (np. Borowitz 1995;
Field 2002).
14Więcej na ten temat - zob. Penkala-Gawęcka 2006: 134-138. Por. też Pawluczuk 1998: 196.

�114

Danuta Penkala-Gawęcka

Tendencje te znalazły wyraz również w instytucjach służby zdrowia w Ałma
Acie, gdzie już w latach 80. XX wieku w Instytucie Doskonalenia Lekarzy po­
wstała Katedra Refleksoterapii (czyli akupunktury)15, a następnie wprowadzono
kurs medycyny manualnej. W instytucie tym rozwijano dalsze badania i wpro­
wadzono różne innowacje techniczne, na przykład w zastosowaniach akupun­
ktury i aurikuloterapii (jest to oddziaływanie na organy ciała za pośrednictwem
odpowiadających im punktów na małżowinie usznej, w różny sposób stymulo­
wanych). W Ałma Acie, w uniwersyteckiej Katedrze Biofizyki, prowadzono też
badania i testowano wynalazki oparte na leczniczym wykorzystaniu laserów o ni­
skiej energii, łączące osiągnięcia współczesnej techniki z chińską akupunkturą.
Spośród leków tradycyjnych Azji Środkowej, przyjętych przez biomedycy­
nę, należy wymienić przede wszystkim legendarne, znane tu od wieków mumie,
stosowane przede wszystkim jako środek na złamania, ale często traktowane
wręcz jako panaceum. Mumie - substancja znajdowana wysoko w górach, o nie­
ustalonym do końca pochodzeniu, było z pozytywnymi rezultatami testowane
w radzieckich klinikach, między innymi w Taszkiencie, Frunze, Ałma Acie i Duszanbe16. Dodać trzeba, że nie tylko nie zaniechano, ale nawet jeszcze bardziej
popularyzowano terapię kumysem, prowadzoną w specjalnych sanatoriach, do
których kierowano pacjentów z chorobami płuc.
Podane przykłady potwierdzają tezę, że biomedycyna czasów radzieckich nie
była niezależna od wpływów niekonwencjonalnych tradycji leczniczych różnego
pochodzenia, w tym lokalnego, środkowoazjatyckiego oraz chińskiego. Wbrew
racjonalistycznym, materialistycznym założeniom, adaptowano nie tylko leki
i procedury sprawdzone laboratoryjnie i klinicznie, ale także takie, które z punktu
widzenia rygorystycznych zasad eksperymentu medycznego właściwych biome­
dycynie zachodniej można by co najwyżej określić jako „komplementarne”.

Biomedycyna na tle pluralizmu medycznego w Kazachstanie
w okresie postradzieckim
Omówione tendencje nasiliły się wyraźnie w okresie po rozpadzie Związku
Radzieckiego, w nowych, niepodległych państwach Azji Środkowej - w tym
i w Kazachstanie. Miało to związek z proliferacją rozmaitych terapii komplemen­
tarnych, na którą wpłynęło, spowodowane nowąsytuacjąpolityczno-gospodarczą
wyłonienie się wolnego rynku usług medycznych. Medycyna komplementarna
zyskała na znaczeniu także wskutek dramatycznego załamania socjalistycznego
systemu opieki zdrowotnej. Podupadająca biomedycyna, wobec coraz szersze­
15W Moskwie Instytut Refleksoterapii otwarto już w latach 70. XX w.
16 Jednak jeszcze w 1990 r. autorzy książeczki o m um ie, wydanej w Ałma Acie (Botbaev, Korćubekov, Musurmankuloy 1990: 42-43), ubolewali, że Ministerstwo Zdrowia ZSRR zabroniło aptecznej
dystrybucji tego leku, mimo opracowania technologii jego oczyszczania i obróbki farmaceutycznej.

�O globalizacji i glokalizacji biomedycyny - na przykładzie Kazachstanu

115

go wachlarza konkurencyjnych ofert na pluralistycznym rynku usług medycz­
nych, chętnie włączała niektóre terapie komplementarne, które mogły podnieść
jej atrakcyjność. W odniesieniu do tego okresu, od lat 90. XX wieku poczynając,
można z tym większą pewnością mówić o procesach glokalizacji biomedycyny
na tym terenie.
Nie dysponuję wprawdzie szerszymi danymi porównawczymi, na podstawie
istniejących świadectw można jednak wnioskować, że od tamtego czasu dawna
radziecka medycyna zaczęła przeobrażać się w bardziej odrębny sposób w nowo
powstałych państwach Środkowej Azji, co zależało nie tylko od różnic w poli­
tyce zdrowotnej, ale i od odmienności lokalnych tradycji. Na przykład w Uzbe­
kistanie, jak pokazała Sophie Hohmann (2005), powstała nowa kategoria „medyków-tabibów” (z arab. tabib) - lekarzy łączących przygotowanie medyczne
z wykształceniem tradycyjnym praktyków medycyny arabsko-tadżycko-perskiej,
niegdyś tutaj bardzo silnej, opierającej się na naukach Abu Alego ibn Siny (Awicenny) i innych wielkich uczonych Wschodu.
Natomiast w Kazachstanie, gdzie owa środkowoazjatycka „wielka tradycja
medyczna” wywodząca się od ibn Siny i ar-Raziego nie miała tak dużego znacze­
nia17, włączanie w obręb biomedycyny dotyczy głównie innych typów medycyny
tradycyjnej, o różnym pochodzeniu. W Katedrze Medycyny Tradycyjnej Insty­
tutu Doskonalenia Lekarzy w Ałmaty prowadzi się, wyłącznie dla lekarzy, kursy
refleksoterapii (czyli chińskiej akupunktury), su-dzok, czyli akupunktury w wersji
koreańskiej, terapii manualnych o hybrydycznym charakterze, homeopatii oraz
tak zwanej hirudoterapii, czyli leczenia za pom ocą pijawek. Ta ostatnia metoda
znana była w kazachskiej medycynie ludowej, ale w wersji praktykowanej obec­
nie przez lekarzy przybyła do Ałmaty z Rosji. O wyraźnym przesunięciu granic
biomedycyny, już wcześniej zapoczątkowanym, świadczy również nauczanie
„medycyny wschodniej” na poziomie uniwersyteckim, w połączeniu z biome­
dycyną. Jest ono prowadzone od 1995 roku w Instytucie Medycyny W schod­
niej Międzynarodowego Kazachsko-Tureckiego Uniwersytetu im. Ahmada Jasawiego w Turkiestanie oraz, od 2001 roku, w Fakultecie Medycyny Wschodniej
w otwartym w latach 90. Kazachskim Narodowym Instytucie Medycznym im.
S.D. Asfendiyarova w Ałmaty. Innym wskaźnikiem procesu zbliżenia biomedy­
cyny i medycyny komplementarnej jest fakt, że w oficjalnym spisie specjalności
medycznych, ogłoszonym w 2000 roku przez Ministerstwo Zdrowia, znalazły
się specjalności: „lekarza medycyny wschodniej”, homeopaty i hirudoterapeuty.
Wszystkie wymienione wyżej terapie komplementarne są oficjalnie zaliczone do
tak zwanej medycyny tradycyjnej.
Polityka państwa kazachskiego w odniesieniu do kazachskiej medycyny
ludowej nie polegała natomiast na jej włączaniu do biomedycyny, ale uznaniu
i rekomendowaniu jako dobrego uzupełnienia tej ostatniej, zwłaszcza w sytua­
17 Więcej o tym: Penkala-Gawęcka 2006: 57-61.

�Danuta Penkala-Gawęcka

116

cji kryzysu państwowego systemu opieki zdrowotnej po przejściu do reguł go­
spodarki rynkowej. W tym wypadku, poza pragmatyką, duże znaczenie miała
ideologia - odwołanie się do kultury kazachskiej, w tym również do uważanej
za narodowe bogactwo medycyny ludowej, służyło legitymizowaniu nowo po­
wstałego państwa. Już w pierwszej Ustawie o ochronie zdrowia narodu Republiki
Kazachstanu, przyjętej w 1992 roku, zadeklarowano wsparcie dla ludowych m e­
tod leczenia, a w ustawie z 2003 roku, choć nieco zaostrzono warunki wydawa­
nia licencji, „medycynie ludowej (uzdrowicielstwu)” nadal przyznaje się istotne
miejsce, traktując j ą jako jeden z rodzajów działalności medycznej. Od początku
lat 90. próbowano jednocześnie uregulować rozkwitający, wolny rynek uzdrowi­
cieli, nie tylko zresztą wywodzących się z tradycji kazachskiej - co zrozumiałe
w tym wieloetnicznym państwie. Tworząc instytucję do tego powołaną (Repu­
blikańskie Centrum Medycyny Wschodniej i Nowoczesnej w Ałmaty) i wpro­
wadzając złożone procedury legitymizacji uzdrowicieli, postulowano rozwijanie
ich współpracy z lekarzami. W praktyce współpraca ta polegała jednak nie tyle
na próbach integracji, co na nadzorowaniu i kontrolowaniu uzdrowicieli przez
przedstawicieli dominującej biomedycyny. Niemniej, licencjonowani uzdrowi­
ciele są uprawnieni do leczenia różnych dolegliwości, z wyjątkiem kilku grup
chorób, z których leczyć m ogą wyłącznie osoby z dyplomem lekarza.
Biomedycyna we współczesnym Kazachstanie nadal w znacznym stopniu wy­
korzystuje niektóre metody i środki medycyny ludowej, a zwłaszcza leki roślinne.
Ponieważ przemysł farmaceutyczny jest słabo rozwinięty, często w aptekach spo­
rządzane są dla chorych mikstury z ziół w postaci naparów i nalewek, a nieliczne
jeszcze produkty farmaceutyczne oparte na surowcach roślinnych, jak na przykład
olejek „Kyzył maj”, reklamowane są szeroko jako osiągnięcie miejscowej nauki
oparte na „mądrości Wschodu”. Nadal w sanatoriach stosuje się leczenie kumy­
sem. Warto jeszcze wspomnieć o dostępnych w aptekach tłuszczach zwierzęcych,
dobrze znanych kazachskiej medycynie ludowej. Należy do nich tłuszcz gęsi, psi
i borsuczy; lekarze chętnie też zalecają chyba najbardziej popularny lek kazach­
skiej medycyny (i zarazem ulubiony produkt żywnościowy), czyli tłuszcz z bara­
niego ogona (kaz. quyriq), który łatwo nabyć w sklepach spożywczych i na baza­
rach. W aptekach można się również zaopatrzyć we wspomniane już mumie, nadal
bardzo wysoko cenione zarówno przez chorych, jak i przez lekarzy. Dopuszcza się
do sprzedaży różne środki medycyny chińskiej, nie zawsze dostatecznie kontrolo­
wane, a także leki homeopatyczne, sprowadzane głównie z Indii.

*

*

*

Mimo że powyższy opis pojawienia się, ekspansji i przemian biomedycyny na
ziemiach dzisiejszego Kazachstanu z pewnością nie jest wyczerpujący, to jednak
pozwala wysunąć wnioski o glokalizacji biomedycyny na tym terenie jako proce-

�O globalizacji i glokalizacji biomedycyny - na przykładzie Kazachstanu

117

sie, który rozpoczął się wraz z jej przenikaniem do Azji Środkowej. Globalizująca się medycyna zachodnia, która trafiła na omawiany obszar w swojej rosyjskiej
odmianie, początkowo przede wszystkim organizacyjnie dostosowywała się do
miejscowych warunków. Stopniowo jednak - a proces ten postępował w okre­
sie radzieckim - włączała pewne elementy tutejszego tradycyjnego lecznictwa,
a także różnych „wielkich tradycji medycznych”, jak i niektóre idee i wynalazki
z pogranicza nauki. W postradzieckim Kazachstanie te procesy nasiliły się, a jed ­
nocześnie stały bardziej jawne, związane nie tylko z pragmatyką, ale i ideologią,
promującą w szczególności wszystko, co wiąże się z kulturą kazachską. Trzeba
przy tym zwrócić uwagę, że owa współczesna „lokalność”, wpływająca na spe­
cyficzny obraz tamtejszej postaci biomedycyny, sama jest już w dużym stopniu
„zglobalizowana”; zawiera nie tylko rodzime, ale także przemieszane z nimi ele­
menty tradycji różnego pochodzenia, tak wschodniego, jak i zachodniego. Na
zakończenie warto dodać, że w szerszej perspektywie postrzegał ten problem
między innymi Arjun Appadurai - uznając, że każda lokalność staje się obecnie
pewnym złożonym konstruktem, ujął ów proces zwięźle jako „zglobalizowane
wytwarzanie różnicy” (Appadurai 2005: 294). U lf Hannerz z kolei podkreślał, że
lokalne to „raczej arena, na której zbiegają się różnorodne wpływy i uzewnętrz­
niają się w niepowtarzalnej kombinacji” (Hannerz 2006: 45). Z pewnością należy
uwzględniać te spostrzeżenia, rozważając pojęcie glokalizacji.
Słowa kluczowe: globalizacja, glokalizacja, biomedycyna, medycyna tradycyjna, medy­
cyna komplementarna, pluralizm medyczny, Kazachstan

LITERATURA
Appadurai A.
2005
Nowoczesność bez granic. Kulturowe wymiary globalizacji, przeł. Z. Pucek,
Kraków: Universitas.
Becker S.
1994
The Russian Conquest o f Central Asia and Kazakhstan: Motives, Methods,
Consequences, w: H. Malik (ed.), Central Asia: Its Strategic Importance
and Future Prospects, Houndmills: Macmillan Press, s. 21-38.
Borowitz M.
1995
Reinverting the Pyramid: Reforming Primary Health Care in NIS Health
Systems, „Vital Signs” 2, s. 1-4, 10.
Botbaev A.E., Korcubekov B.K., Musurmankulov R.T.
1990
Mumie: Pravda i vymysel, Alma-Ata: Öner.
Brower D.
1997
Islam and Ethnicity: Russian Colonial Policy in Turkestan, w: D.R. Brower,
E.J. Lazzerini (eds.), Russia’s Orient. Imperial Borderlands and Peoples, 1700­
-1917, Bloomington&amp; Indianapolis: Indiana University Press, s. 115-135.

�118
Field M.G.
2002

Danuta Penkala-Gawęcka

The Soviet Legacy: The Past as a Prologue, w: M. McKee, J. Healy, J. Falkingham (eds.), Health Care in Central Asia, European Observatory on Flealth
Care System Series, WFIO, Buckingham, Philadelphia: Open University Press,
s. 67-75.
Geest S. van der
1988
Pharmaceutical Anthropology: Perspectives fo r Research and Application,
w: S. van der Geest, S.R. Whyte (eds.), The Context o f Medicines in De­
veloping Countries: Studies in Pharmaceutical Anthropology, Dodrecht,
Boston, London: Kluwer Academic Publishers, s. 329-366.
Giddens A.
2001
Nowoczesność i tożsamość. „Ja" i społeczeństwo w epoce późnej
nowoczesności, przeł. A. Szulżycka, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe
PWN.
Flannerz U.
2006
Powiązania transnarodowe. Kultura, ludzie, miejsca, przeł. K. Franek,
Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Hohmann S.
2005
Les «médicins-tabib», une nouvelle catégorie d ’acteurs thérapeutiques en
Ouzbékistan post-soviétique?, maszynopis (referat na Congres 2005 du
réseau-Asie).
Kleinman A.
1995
Writing at the Margin: Discourse between Anthropology and Medicine,
Berkeley: University of California Press.
Kolosov G.A.
1903
Medicinskaâpomoś inorodcam Turkestana i ih otnośenie k russkim vracam,
w: „Trudy antropologiceskago obsestva pri Imperatorskoj Voenno-medicinskoj Akademii”, 6 (za 1899-1900 ucebnye goda), s. 92-117.
Kuselevskij V.I.
1891
Materiały did medicinskoj geografii i sanitarnago opisania Ferganskoj
oblasti, t. 2-3, Novyj Margelan.
Mathews G.
2005
Supermarket kultury. Kultura globalna a tożsamośćjednostki, przeł. E. Klekot,
Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy.
Michaels P.
2003
Curative Powers: Medicine and Empire in Stalin ’s Central Asia, Pittsburgh:
University of Pittsburgh Press.
Micozzi M.S.
2002
Culture, Anthropology, and the Return o f ,, Complementary Medicine ’’.
„Medical Anthropology Quarterly” 16: 4, s. 393-403.
Nederveen J. Pieterse
1994
Globalisation as Hybridisation, „International Sociology” 9: 2, s. 161-184.
Palkin B.N.
1967
Oćerki istorii mediciny i zdravoohraneniâ zapadnoj Sibiri i Kazahstana
v period prisoedineniâ k Rossii (1716-1868), Novosibirsk: Zapadno-Sibirskoe Kniźnoe Izdatel’stvo.

�O globalizacji i glokalizacji biomedycyny - na przykładzie Kazachstanu

119

Pawluczuk W.
1998
Ukraina. Polityka i mistyka, Kraków: Nomos.
Penkala-Gawęcka D.
2006
Medycyna komplementarna w Kazachstanie. Siła tradycji i presja globa­
lizacji, Poznań: Wydawnictwo Naukowe UAM.
Raevskij N.A.
1968
K istorii razvitia chirurgii v Kazahstane, w: A.N. Syzganov (red.),
Oćerki po istorii hirurgii v Kazahstane, Alma-Ata: Institut kliniceskoj
i eksperimental’noj hirurgii Ministerstva Zdravoohranenia Kazahskoj SSR,
s. 15-25.
Rhodes L.A.
1990
Studying Biomedicine as a Cultural System, w: T.M. Johnson, C.F. Sargent
(eds.), Medical Anthropology. A Handbook o f Theory and Method, New
York: Greenwood Press, s. 159-173.
Robertson R.
1995
Glocalization: Time-Space and Homogeneity-Heterogeneity, w: M. Featherstone, S. Lash, R. Robertson (eds.), Global Modernities, London: Sage,
s. 25-44.
Samarin R.I.
1958
Oćerki istorii zdravoohranenia Kazahstana, Alma-Ata: Kazahskoe Gosudarstvennoe Izdatel'stvo.
Szynkiewicz S.
2005
Globalizacja z perspektywy kultur dalekowschodnich, w: A. Nadolska-Styczyńska (red.), Zagrożenie tożsamości? Problematyka globalizacji
w zainteresowaniach polskiej antropologii, Archiwum Etnograficzne t. 43,
Wrocław-Łódź: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, s. 63-83.
WolfE.R.
1982
Europe and the People without History, Berkeley: University of California
Press.

D anuta Penkala-Gaw^cka
ON GLOBALISATION AND GLOCALISATION OF BIOMEDICINE
- THE EXAMPLE OF KAZAKHSTAN
(Summary)
The article deals with the processes of globalisation and glocalisation, i.e. adaptation
of global ideas and emergence of their local forms, with reference to biomedicine in
Central Asia, particularly in Kazakhstan. The author analyses the problems of penetration
and adaptation of Western medicine in Central Asia from the historical perspective, using
written sources. While presenting contemporary glocalisation of biomedicine, she relates
to her long time field research conducted in Kazakhstan in the second part of the 1990s.

�120

Danuta Penkala-Gawęcka

The expansion of Western medicine in Central Asia is connected with the conquest of
these lands by Tsarist Russia. This period was characterised by the lack of a clear border
between biomedicine and traditional medicine - the former adapted to a large extent to
the local conditions. It was not a strong rival to the traditional forms of healing, which
still satisfied most of the health needs of the population. On the other hand in the first
period of Soviet rule very strong propaganda was directed against traditional medicine
as based on superstitions, reactionary, and opposing progress. Nevertheless, biomedicine
adapted to the local socio-cultural conditions, also in the Soviet period. The trends to
bring together biomedicine and different unconventional therapies intensified particularly
when Kazakhstan and other states in the region gained their independence after the fall
of the Soviet Union. Some unconventional methods were incorporated into biomedicine
(e.g. acupuncture or manual therapies), others, especially those originating from Kazakh
folk medicine, were recognised and recommended by the state as good supplement to
biomedicine. The author analyses these processes, drawing attention to the close relation
between the growing importance of complementary medicine and the political and socio­
cultural situation of that period.
Key words: globalisation, glocalisation, biomedicine, traditional medicine, complemen­
tary medicine, medical pluralism, Kazakhstan

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8328" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8307">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a580decf34b6b0741306ae1c23f07282.pdf</src>
        <authentication>7c1cd86585bc153c20c6269560168227</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99558">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2386</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99559">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99560">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99561">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2214</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99562">
                <text>O grzechu łakomstwa i konflikcie kulturowym. Z powodu "Uczty Babette" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99563">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4, s.85-86</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99564">
                <text>Leśniakowska, Marta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99565">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99566">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99567">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99569">
                <text>O grzechu łakomstwa i konflikcie
kulturowym. Z powodu „Uczty Babette"
Marta Leśniakowska

1. Wydanie w I w.n.e. dzieła Apiciusa „ D e re c o q u i n a r i a "
bodaj p o raz pierwszy w e r b a l i z o w a ł o p o g l ą d , iż s p o s ó b
o d ż y w i a n i a jest w y s u b l i m o w a n ą
„sztuką
kulinarną"
— u m i e j ę t n o ś c i ą , k t ó r a p r z y n a l e ż y do obszaru sztuki
(arsjtechne), a więc umiejętności w y k o n y w a n i a czegoś wed­
ług reguł. Bliska arystotelesowskiej „ w i e d z y p r o d u k t y w n e j " ,
ars victuaria — w XII-wiecznej klasyfikacji Radulfa da
C a m p o L u n g o zw. P ł o m i e n n y m i H u g o n a o d św. W i k t o r a
— b y ł a j e d n ą z siedmiu sztuk mechanicznych. I c h o ć później
w y ł ą c z o n a z o s t a ł a z tych klasyfikacji, k t ó r e zmierzały k u
s f o r m u ł o w a n i u definicji sztuki j a k o wyłącznie z d o l n o ś c i
wytwarzania p i ę k n a (siedem sztuk p i ę k n y c h w g Batteux
z p o ł . X V I I I w . ) , t o dzięki estetyce idealistycznej „ s z t u k a
k u l i n a r n a " m o g ł a znaleźć miejsce albo w ś r ó d umiejętności
p o j m o w a n y c h nadal zgodnie z a n t y c z n ą , nieco t y l k o zredefin i o w a n ą d y s t y n k c j ą (sztuka j a k o wiedza fachowa, j a k kra­
wiectwo, medycyna, handel i o b r o n n o ś ć ) , lub — j a k to
u j m o w a ł w nieco zawiły s p o s ó b Libelt — w ś r ó d tzw. sztuk
s p o ł e c z n y c h , k s z t a ł t u j ą c y c h p l a t o ń s k i e ideały prawdy, pięk­
na i d o b r a w życiu oraz u p i ę k s z a j ą c y c h to życie. W tego
rodzaju maksymalistycznych spekulacjach konstytuowano
całą sferę k u l t u r y materialnej, o d k t ó r e j ż ą d a n o , by potrzeby
czysto praktyczne z a s p o k a j a ł a na r ó w n i z potrzebami „ w y ­
ższego r z ę d u " ; by u ż y t e c z n e b y ł o zarazem przyjemne, j a k
chciał Arystoteles. T o z a ś przesuwa całe zagadnienie w r ó w ­
n y m stopniu k u estetyce psychologicznej (zwłaszcza w jej
hedonistycznej wersji k a r t e z j a ń s k i e j , zdynamizowanej przez
z g r u n t u antyintelektualne, dwudziestowieczne spekulacje
snute w o k ó ł teorii upojenia), j a k k u historii k u l t u r y i antopologii kulturowej. Sztuka k u l i n a r n a — z c a ł y m towarzy­
s z ą c y m jej r y t u a ł e m p r z e p i s ó w , k s i ą ż e k kucharskich, hierar­
c h i ą p o m i e s z c z e ń , mebli, n a c z y ń , n a k r y ć s t o ł o w y c h , służby
itd.) — jest j e d n y m z kluczowych m o m e n t ó w o b y c z a j o w o ś c i
(stylu życia), osadzonym w s p o ł e c z n y c h hierarchiach. Dzisiaj
m o ż n a na to p o p a t r z e ć w jeszcze inny, n o w y s p o s ó b , b u r z ą c y
dawne, segmentycyjne ustalenia, k t ó r e oddzielały t o , co
wrodzone o d tego, co nabyte w trybie k u l t u r o w y m : dziś
w i a d o m o , że o b y c z a j o w o ś ć — d o ś w i a d c z e n i e społeczne
— konwencje k u l t u r o w e ( ś r o d o w i s k o w e ) , poprzez s w ą trwa­
łość/zakorzenienie kształtują naszą osobowość i wchodzą
w zapis genetyczny. N a w y k i k u l t u r o w e s ą „ d r u g ą n a t u r ą " ,
d a j ą c ą o sobie z n a ć w najróżniejszych sytuacjach.

k t ó r y staje się w r ó w n y m stopniu popisem jej kulinarnego
mistrzostwa j a k o k u c h a r k i głośnej restauracji paryskiej, j a k
m a n i f e s t a c j ą wysublimowanej i zawsze nieco libertyńskiej
k u l t u r y francuskiego s t o ł u .
T a fabularnie prosta historyjka, skonstruowana w nie­
spiesznym rytmie kolejnych sekwencji p r z y g o t o w a ń d o owe­
go przyjęcia — k t ó r e stopniem swej szczegółowości w pew­
n y m momencie w r ę c z b a l a n s u j ą na granicy telewizyjnego
kursu gotowania — m o ż e b y ć analizowana j a k o p o d r ę c z ­
nikowe wręcz ćwiczenie z a n t r o p o l o g i i kulturowej. M a m y
oto t y p o w ą sytuację zderzenia d w ó c h r ó ż n y c h stylów życia
— odmiennych z e s p o ł ó w codziennych/rutynowych zacho­
w a ń w o b r ę b i e k u l t u r y europejskiej, w k t ó r e j stół ( k u l t u r a
stołu) jest, j a k twierdzi N o r b e r t Elias, w o g ó l e p o d s t a w o w y m
elementem cywilizacji Z a c h o d u i ś w i a d e c t w e m o k r e ś l o n y c h
o b s z a r ó w kompetencji k u l t u r o w y c h (stylu ż y c i a / s p o s o b u
b y c i a ) . T o oczywiste, iż „ z a c h o w a n i e się przy stole" (by
s p a r a f r a z o w a ć t y t u ł podstawowego dla n o w o ż y t n e j cywiliza­
cji zachodniej p o d r ę c z n i k a autorstwa Erazma z Rotter­
damu) jest zarazem wyrazem o k r e ś l o n e j tezy egzystencjalnej,
a w konsekwencji — j a k o kategoria behawioralna — elemen­
tem społecznej stratyfikacji i czynnikiem k s z t a ł t u j ą c y m za­
chowanie dystynktywne. Pozwala t o s y t u o w a ć o p i s a n ą
w Uczcie Babette h i s t o r i ę w p o l e t k u znanej
socjo-etnologicznej tezy orbis interior — orbis exterior, oraz j a k o
ilustrację zderzenia kulturowego, inicjowanego przez poja­
wienie się „ o b c e g o " . W t y m w y p a d k u chodzi o zderzenie
d w ó c h antytetycznych k u l t u r europejskich: z a m k n i ę t e j , su­
rowej k u l t u r y mieszczańskiej z o t w a r t ą , w y r a f i n o w a n ą ,
kosmopolityczną kulturą „ d w o r s k ą " — tą, którą stworzyła
i „ u c y w i l i z o w a ł a " n o w o ż y t n a Francja i k t ó r e j s z c z e g ó l n y m
symbolem s t a ł a się francuska kuchnia. T o z a s ł u g ą francus­
k i c h kucharzy ( M . A . Careme), arystokracji i m ę ż ó w stanu
(np. k a r d y n a ł ó w Richelieu i M a z a r i n czy markiza L o u i s de
Bechameil) b y ł o doprowadzenie nowoczesnej sztuki k u l i n a r ­
nej, j a k ą w X V I w. stworzyli u siebie W ł o s i , d o nieznanego
d o t ą d wyrafinowania i urozmaicenia, rozpropagowanego
n a s t ę p n i e przez dzieła w rodzaju słynnej Physiologie du gout
A . Brillat-Savarina z 1825 r.
2

1

2. Uczta Babette: do małej osady d u ń s k i e j przybywa
uciekinierka z o g a r n i ę t e j rewolucyjnym terrorem Francji.
Życzliwe, ale p e ł n e dystansu D u n k i , k t ó r e udzieliły Francuz­
ce schronienia, p o w i e r z a j ą jej prowadzenie d o m u , w p r o w a ­
d z a j ą c w tajniki miejscowej sztuki kulinarnej — w proste, czy
nawet p r y m i t y w n e w swej oszczędności przepisy oparte na
k i l k u podstawowych s k ł a d n i k a c h (słynny przepis na polew­
k ę z ż y t n i e g o chleba, notabene stosowany d o dziś w tradycyj­
nej k u c h n i skandynawskiej). Babette, osoba nieco tajem­
nicza, o niejasnej przeszłości, aklimatyzuje się w n o w y m
ś r o d o w i s k u , ale kiedy nieoczekiwanie otrzymuje znaczny
spadek, wydaje go w całości na realizację osobliwego kap­
rysu — wystawnego przyjęcia dla d u ń s k i c h gospodarzy.

85

�W tej perspektywie, pokazana w Uczcie Babette historia
nabiera w r ę c z cech „ w y z n a n i a w i a r y " . O d w o ł u j e się bowiem
— j a k w o l n o sądzić — do istoty kantowskiej polemiki
pomiędzy klasą średnią (mieszczaństwem) a dworską klasą
wyższą. A w konsekwencji — do sporu m i ę d z y dwiema
postawami m o r a l n y m i : p r o t e s t a n c k ą (w jej skrajnym wyda­
n i u p i e t y s t ó w ) i k a t o l i c k ą , wraz z o d p o w i a d a j ą c y m i m
d w o j a k i m rozumieniem pojęcia cywilizacji: albo j a k o oby­
czajowości z a m k n i ę t e j , w e w n ę t r z n e j (protestantyzm), albo
z e w n ę t r z n e j (katolicyzm).

chodzenia do akceptacji przydatny m o ż e b y ć , znany z teorii
t e k s t ó w mechanizm wzajemnego o d d z i a ł y w a n i a kultur: wia­
d o m o , iż owo o d d z i a ł y w a n i e sprowokowane jest bardziej
przez r ó ż n i c e , niż p o d o b i e ń s t w a , i to z d w ó c h p o w o d ó w : albo
dlatego, że „ o b c a " idea wpisuje się w znajome w y o b r a ż e n i a
i w a r t o ś c i ( „ p o s z u k i w a n i e swojego"), l u b odwrotnie, dlate­
go, że jest nieznana, a więc b u d z ą c a zaciekawienie ( „ p o ­
szukiwanie obcego"). T o „ o b c y " wprowadza w w e w n ę t r z n e
struktury k u l t u r o w e t o , co przychodzi „ z z e w n ą t r z " i w y w o ­
łuje impuls zmiany kulturowej.

Wszystko to k a ż e też spojrzeć na Ucztę Babette j a k na
moralitet, k t ó r y eksploatuje i m m a n e n t n ą cechę k u l t u r y stołu
— tę mianowicie, iż owa k u l t u r a , j a k o kwintesencja o k r e ś ­
lonej filozofii życia, determinowana jest przez właściwe sobie
p r z e s ł a n k i etyczne. Zgodnie z ż e l a z n y m i r e g u ł a m i filozoficzno-dydaktycznej p r z y p o w i e ś c i , toczy się w a l k a o dusze
ludzkie, z a ś bohaterowie postawieni zostają wobec koniecz­
ności d o k o n a n i a w y b o r u p o m i ę d z y p o d s t a w o w y m i katego­
r i a m i i p o j ę c i a m i , k t ó r e zresztą zdają się alegorycznie
u o s a b i a ć : m i ę d z y C n o t ą i Grzechem (tu: Ł a k o m s t w a ) , P y c h ą
i W i a r ą , P r a w d ą i K ł a m s t w e m . Sytuacja w y b o r u balansuje t u
na k r a w ę d z i k o n f l i k t u k u l t u r o w e g o / ś w i a t o p o g l ą d o w e g o
w c a ł y m jego wymiarze. Decyzja wzięcia l u b nie u d z i a ł u
w uczcie jest r ó w n o z n a c z n a z opowiedzeniem się za j e d n ą
z d w ó c h opcji, w a r t o ś c i o w a n y c h jednak z p u n k t u widzenia
protestantyzmu: za t r a d y c j ą (stabilnością, t r w a ł o ś c i ą , praw­
d ą ) , b ą d ź za z m i a n ą (rewolucją, ruchem, a więc też k ł a m s t ­
wem i pozorem).

Przebieg uczty Babette, o narastającej dramaturgii stop­
niowego p r z e ł a m y w a n i a dystansu i k o n w e n a n s ó w , staje się
nieomal o b r z ę d e m wzajemnego obdarowywania się, niczym
w potlaczu; k l u c z o w y m momentem a k t y w i z u j ą c y m „ k u
integracji" dwie antytetyczne k u l t u r y europejskie. Z pierw­
szym k ę s e m wykwintnej francuskiej z a k ą s k i dochodzi do
integracji odmiennych tradycji i gest ten ma tutaj w y m i a r
w r ę c z ekumeniczny, j a k ż e odległy od destrukcyjnej, lewac­
kiej wizji s a m o u n i c e s t w i a j ą c e g o się s p o ł e c z e ń s t w a konsump­
cyjnego, j a k ą pokazano w g ł o ś n y m swego czasu Wielkim
żarciu. M o ż e jest to też gest polityczny, jeśli spojrzeć na ten
p r o b l e m z perspektywy wciąż utopijnej wizji zjednoczonej
Europy (i szerzej świata, w jakiejś kolejnej, raz p o raz
uaktywnianej u ł u d z i e „ i n t e r n a c j o n a l i z m u " ) . W a r t o t u więc
p r z y p o m n i e ć k o ń c o w e sceny Uczty: po w s p a n i a ł y m przyję­
ciu wszystko wraca do dawnego. P o z i o m porozumienia
i akceptacji nie p r z e k r o c z y ł tutaj granic, j a k i e wyznacza np.
obiad w egzotycznej restauracji — miły, o d ś w i ę t n y epizod
w rutynie życia codziennego lub w turystycznym programie.
N o w e doznania i d o ś w i a d c z e n i a t y m silniej w y z n a c z y ł y
ustalone t r a d y c j ą i p r z e s ą d e m strefy „ s w o j s k o ś c i " („ojczyz­
ny mniejszej"), by c h r o n i ć je przed k o l e j n ą u t o p i ą .

A l e m i m o z a r y s o w u j ą c e g o się n i e b e z p i e c z e ń s t w a zachwia­
nia r ó w n o w a g i , sam fakt zajęcia miejsca przy stole decyduje
ostatecznie o porzuceniu k o n f l i k t u — na rzecz uczestnictwa
i otwarcia na „ o b c e g o " . W wyjaśnieniu tego procesu doPRZ
1

Problemy te przedstawia wnikliwie Elżbieta G i e y s z t o r - M i ł o b ę d z k a , Na­
tura, nauka, sztuka — nowy paradygmat, [w:] Sztuka a natura. Materiały
X X X V I I I Sesji Naukowej Stowarzyszenia H i s t o r y k ó w Sztuki przeprowadzo-

86

PISY
nej 23—25 listopada 1989 roku w K a t o w i c a c h , Katowice 1991, s. 15—29,
z w ł a s z c z a s. 17
2

Norbert Elias, Przemiany obyczajów

w cywilizacji Zachodu, Warszawa 1980

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6690" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6670">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/137099579775f60285365eb7e3cb8187.pdf</src>
        <authentication>5cedce829e9538c39c6b70f4b1161dda</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79723">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2928</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79724">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79725">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2732</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79726">
                <text>O heurystycznej wykładni dwóch teorii etnologicznych. Dekonstrukcja "sprawy slonia" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79727">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.1, s.18-22</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79728">
                <text>Barański, Janusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79729">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79730">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79731">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79732">
                <text>Janusz Barański

O HEURYSTYCZNEJ WYKŁADNI DWÓCH TEORII ETNOLOGICZNYCH
(DEKONSTRUKCJA „SPRAWY SŁONIA")

Esprit

de finesse

i esprit

de géométrique

p r z e c i w s t a w i ł nie­

p o j ę c i o w ą , bez której fizyka obejść by się nie m o g ł a . Dla P o p p e r a

gdyś Pascal, usiłując wskazać różnice w s p o s o b a c h d o c h o d z e n i a

metafizyka i — p o c h o d n a l u b p i e r w o t n a w o b e c niej, w zależności

d o p r a w d y : dzięki u m i e j ę t n o ś c i b e z p o ś r e d n i e g o , p r z e d p o j ę c i o -

o d p u n k t u w i d z e n i a — określona teoria poznania pełnią rolę

w e g o i n i e s f o r m a l i z o w a n e g o jej spostrzegania l u b o d k r y w a n i a jej

h e u r y s t y c z n ą : t w o r z ą szkic, ramy teorii.

z

użyciem

formalno-logicznego

i

Tak w i ę c u ś w i a d o m i e n i e tej f u n d a m e n t a l n e j k w e s t i i p o z w o l i ­

matematyczno-ekspery-

m e n t a l n e g o zaplecza. S a m r o z p r a w i a ł z a r ó w n o o n a m i ę t n o ś c i a c h

ł o dostrzec przyczynę z n a n e g o sporu pomiędzy

miłości, jak i o hydrostatyce.

klasyczną i m a t e m a t y k ą intuicjonistyczną. O t o pierwsza,

Pascal

nie b y ł

osamotniony.

Niemalże w s p ó ł c z e s n y m u Leibniz k o m e n t o w a ł boski zamysł

matematyką
wy­

c h o d z ą c o d platońskiej metafizyki, t w i e r d z i , że o b i e k t y m a t e m a t y ­

u s t a n o w i o n e j w p r z ó d h a r m o n i i i w y m y ś l a ł rachunek c a ł k o w y .

ki ( n p . liczby c a ł k o w i t e ) istnieją niezależnie o d p o d m i o t u p o ­

Inny myśliciel t e g o p r z e j ś c i o w e g o okresu — p o m i ę d z y o d r o d z e ­

znającego. I n t u i c j o n i z m p r z e c i w n i e : są one k o n s t r u k c j a m i u m y s ­

niem a o ś w i e c e n i e m — N e w t o n , c h o ć g ł ó w n i e zajęty b y ł b u d o w ą

ł o w y m i p o d m i o t u . Przekładając tę opozycję na p r o b l e m a t y k ę

n o w o ż y t n e j fizyki, nie poprzestał na zasadach d y n a m i k i : o d k r y c i a

teorii p o z n a n i a , różnica zdań w y g l ą d a ł a b y następująco. P l a t o -

s w e u s i ł o w a ł uzasadnić w y k ł a d n i ą metafizyczną, której p o d s t a w ą

nizm: p r a w d a istnieje niezależnie, o d w i e c z n i e i może b y ć u d o w o ­

miał być znany f i z y k o - t e o l o g i c z n y d o w ó d na istnienie B o g a .

d n i o n a , i n t u i c j o n i z m : nie ma p r a w d , które nie zostały u d o w o d ­

Wszyscy w y m i e n i e n i myśliciele należeli jeszcze d o g r o n a t y c h ,

n i o n e , p r a w d a jest t y m s a m y m c o jej d o w ó d , c o jej k o n s t r u k c j a .

którzy znali całą d o t y c h c z a s o w ą w i e d z ę , a nade w s z y s t k o mieli

Czy ustalenia Poppera dotyczące heurystycznej roli metafizyki

ś w i a d o m o ś ć p o d s t a w f i l o z o f i c z n y c h , na k t ó r y c h s w e k o n c e p c j e

w b u d o w a n i u teorii n a u k o w y c h m o g ą mieć jakieś znaczenie dla

b u d o w a l i . Ich w y s t ą p i e n i a zaliczają się j e d n a k d o o s t a t n i c h ,

e t n o l o g a ? M a j ą z a p e w n e znaczenie teoretyczne: p o z w a l a j ą lepiej

w k t ó r y c h u m y s ł o w a finesse

zgodnie współżyje z przyrodoznaw-

czym talentem.

zrozumieć o g ó l n e p o d s t a w y określonej teorii. Czy mają j e d n a k
jakieś znaczenie praktyczne? Na p e w n o m o g ą przyczynić się d o

D e f i n i t y w n y rozbrat p o m i ę d z y filozofią a o d r y w a j ą c y m i się o d

złagodzenia s p o r ó w , jakie toczą się p o m i ę d z y p r z e d s t a w i c i e l a m i

niej s t o p n i o w o dziedzinami w i e d z y nastąpił d o p i e r o w XIX w i e k u ,

r ó ż n y c h t e o r i i , s p o r ó w , w k t ó r y c h ścierające się racje w y p o w i a ­

u w i e ń c z o n y o d m ó w i e n i e m tej pierwszej racji b y t u w d o t y c h ­

dane są częstokroć w językach o n i e w s p ó ł m i e r n y m , r ó ż n o r o d n i e

c z a s o w y m kształcie przez n e o p o z y t y w i z m . W e d ł u g

Carnapa,

z d e f i n i o w a n y m systemie p o j ę c i o w y m i z użyciem w y k l u c z a j ą ­

przedstawiciela skrajnego skrzydła Koła W i e d e ń s k i e g o , rola jej

c y c h się w z a j e m z b i o r ó w t w i e r d z e ń . Czy przeniesienie d y s k u r s u

miała ograniczyć się d o analizy języka n a u k i , eksplikacji pojęć

na p o z i o m idei o g ó l n y c h p o z w o l i na dojście d o j e d n o - j e d n o -

w

system

z n a c z n y c h w n i o s k ó w ? Przeciwnie: może u n a o c z n i ć z w i ę k s z ą

p o j ę c i o w y , o d p o w i a d a j ą c y o k r e ś l o n y m i — trzeba p o w i e d z i e ć

jeszcze siłą, jak o d l e g ł e są o d siebie rejony penetracji p o s z c z e g ó l ­

nauce s t o s o w a n y c h , uściślania ich i w ł ą c z a n i a w

— bardzo o s t r y m r y g o r o m . Te s z c z e g ó ł o w e k w e s t i e nie były

n y c h t e o r i i , p o z b a w i ć złudzeń c o d o m o ż l i w o ś c i

wszakże zawieszone w p r ó ż n i . Z w i ą z a n e były ze w s p o m n i a n ą

t w ó r c z e g o aliansu.
O opozycji

krytyką metafizyki, jej statusu i p r a w o m o c n o ś c i , metafizyki, której

—

swego

rodzaju —

finesse

i

zaistnienia
géométrique

Carnap o d m a w i a ł w s z e l k i c h p r a w n a u k o w o ś c i , umieszczając ją

w

polskiej e t n o l o g i i pisze S t a n i s ł a w W ę g l a r z w artykule

p o ś r ó d religii i poezji. W y s t ą p i e n i e t o w y w o ł a ł o krytykę l o g i c z ­

nologiczne

n e g o e m p i r y z m u i skrajnego s c e p t y c y z m u koła W i e d e ń s k i e g o , ale

d o t y c z y d w ó c h orientacji m e t o d o l o g i c z n y c h w b a d a n i a c h k u l ­

i rewizję d o t y c h c z a s o w y c h p o g l ą d ó w na tradycyjną p r o b l e m a t y ­

tury: f e n o m e n o l o g i c z n o - h e r m e n e u t y c z n e j i s t r u k t u r a l n o - s e m i o -

kę filozoficzną. Pośród t y c h , którzy tę rewizję p o d j ę l i , był także

t y c z n e j . A u t o r o m a w i a o b i e p o s t a w y b a d a w c z e , określając j e

Karl P o p p e r — j e g o p o g l ą d w k w e s t i i statusu tradycyjnej d z i e d z i ­

o d p o w i e d n i o jako postawę „etnografa portrecisty" i „etnografa

ny filozofii będzie p u n k t e m w y j ś c i a p o n i ż s z y c h r o z w a ż a ń .

k a r y k a t u r z y s t y " — w aspekcie p r o b l e m a t y k i f i l o z o f i i nauki i o g ó l ­

i etnograficzne

rozumienie

kategorii

1

'kultura" .

Et-

Rzecz

Popper, w y w o d z ą c y się zresztą z n e o p o z y t y w i z m u , przyjął

nej m e t o d o l o g i i — p o w o ł u j ą c się na ustalenia t z w . m e t o d o l o g i i

j e g o kryterium demarkacji, d o k o n u j ą c e p o d z i a ł u na metafizykę

historycznej ( K u h n , Feyerabend) i l o g i k i ( t w i e r d z e n i a G o d ł a ) .

i naukę.

Nie g o d z i ł się j e d n a k z p o g l ą d e m , iż

przedstawiająca tezy o g ó l n e i —
spełniająca e m p i r y s t y c z n e g o

w

metafizyka,

związku z tym —

k r y t e r i u m sensu, jest

nie

dziedziną

P r z y p o r z ą d k o w u j e dalej o b i e orientacje d w o m i d e a ł o m p o s t ę p o ­
w a n i a b a d a w c z e g o s f o r m u ł o w a n y m s w e g o czasu przez W i n d e l b a n d a . Orientacja f e n o m e n o l o g i c z n o - h e r m e n e u t y c z n a

miałaby

j a ł o w ą p o z n a w c z o . Wszakże i nauki przyrodnicze t w o r z ą prawa

realizować — w g autora — p o s t u l a t y i d i o g r a f i z m u : opis, n a ­

na p o d s t a w i e zdań e m p i r y c z n y c h , ale r ó w n o c z e ś n i e o g ó l n y c h .

s t a w i e n i e na k o n k r e t , p r o g r a m o w a a n t y s y s t e m o w o ś ć , niechęć d o

Zdania te nie są zatem p o d a t n e na w e r y f i k a c j ę , a w i ę c , jeśli

f o r m u ł o w a n i a o g ó l n y c h p r a w . Orientacja s t r u k t u r a l n o - s e m i o t y -

trzymać się n e o p o z y t y w i s t y c z n e g o kryterium s p r a w d z a l n o ś c i , są

czna p r z e c i w n i e , ma charakter n o m o l o g i c z n y : z a m i ł o w a n i e d o

r ó w n i e ż p o z b a w i o n e sensu, p o d o b n i e jak tezy metafizyki. Zarzut

ujmowania systemowego, poszukiwanie trwałych prawidłowo­

b e z s e n s o w n o ś c i zdań o g ó l n y c h metafizyki, t z n . n i e m o ż n o ś c i ich

ści, b u d o w a n i e m o d e l i . S a m autor, z w o l e n n i k p l u r a l i z m u e p i -

empirycznej w e r y f i k a c j i , n i e m o ż n o ś c i ich o c e n y w kategoriach

s t e m o l o g i c z n e g o Feyerabenda, p r o p o n u j e „ p o s t a w ę p a r a d o k s a l ­

p r a w d y i fałszu, w r a c a d o s a m e g o n e o p o z y t y w i z m u i uderza

n ą " polegającą na „ r ó w n o c z e s n e j afirmacji p r z e c i w i e ń s t w , bez­

w j e g o k o r o n n ą tezę, iż t o w ł a ś n i e nauki e m p i r y c z n e j a k o j e d y n e

p o ś r e d n i m zderzeniu d w ó c h s t r o n sprzeczności — w s p ó ł w y s -

spełniają o w o empirystyczne k r y t e r i u m sensu.

t ę p u j ą c y c h i r e l a t y w i z u j ą c y c h się w z a j e m n i e — p o m i ę d z y k t ó r y m i

Konsekwentne

przyjęcie t e g o kryterium r ó w n o z n a c z n e b y ł o b y zatem ze z g o d ą na
p o g l ą d skrajnego s c e p t y c y z m u . Zasługą Poppera w o b e c t e g o
d y l e m a t u jest k o n s t r u k t y w n y

wniosek,

iż sens ma

również

nie może być m e d i a c j i . "

2

G ł o s w tej s p r a w i e zabiera r ó w n i e ż Dariusz Czaja w artykule
Spór

o model

etnologicznej

3

interpretacji .

Rezygnując z roz­

metafizyka, c h o ć nieco inny i mniej precyzyjny o d t r a d y c y j n i e

b u d o w a n e g o t e o r e t y c z n e g o o d n i e s i e n i a , rzecz przenosi na p o ­

rozumianej science.

z i o m k o n k r e t u , w t y m w y p a d k u znaczenia pojęć, k t ó r y m i o b i e

Metafizyka t w o r z y b o w i e m p o d s t a w y p r o ­

g r a m ó w b a d a w c z y c h , pełni rolę „ r u s z t o w a n i a " dla

dyscyplin

orientacje m e t o d o l o g i c z n e się p o s ł u g u j ą . C h o d z i

mianowicie

s z c z e g ó ł o w y c h i k o n k r e t n y c h t e o r i i , także w n a u k a c h p r z y r o d ­

o pojęcia: m i t u , k u l t u r y , z n a k u - s y m b o l u . W p r z y p a d k u ostatniej

niczych. Wszakże takie pojęcia fizyki jak masa czy siła nie należą

pary pojęć różnice są b o d a j najbardziej uderzające.

d o t z w . bazy e m p i r y c z n e j , składają się j e d n a k o w o ż na siatkę

18

„ S t o s o w n i e d o t a k i c h rozróżnień, interpretacja s e m i o l o g i c z n a

�(strukturalna, s e m l o t y c z n a ) badać będzie u s y t u o w a n i e

znaku

tezy, te m i a n o w i c i e , które m ó w i ą o naturze świata i naturze

w systemie, o d c z y t y w a ć w a r t o ś ć , jaką przyjmuje w k o n k r e t n y m

p o z n a n i a , u m o ż l i w i a j ą bezpośrednie p o r ó w n a n i e g o z m e t o d o l o ­

języku, kodzie, kontekście, r o z w i j a ć przede w s z y s t k i m analizy

g i c z n y m , ale i f i l o z o f i c z n y m zarazem w y k ł a d e m przedstawiciela

paradygmatu i s y n t a k t y k i , g d y interpretacja s y m b o l i c z n a

teorii f e n o m e n o l o g i c z n e j .

(her-

meneutyczna, f e n o m e n o l o g i c z n a ) p o g ł ę b i a ć będzie s y m b o l w y ­

Jeśli c h o d z i

o tę ostatnią, interesujące nas
zostały

wprost

we

zagadnienia

dobywając j e g o w i e l o w a r t o ś c i o w o ś ć , odsłaniać j e g o sens w y k o ­

sformułowane

wspomnianym

rzystując figurę rozumienia s y m b o l u przez s y m b o i , poszerzać j e g o

i c h o ć autor prócz z n a n y c h t w ó r c ó w f e n o m e n o l o g i i p r z y w o ł u j e

programie,

znaczenie przez o d n o s z e n i e d o d a l e k i c h k o n t e k s t ó w , nie ż y w i ą c

jeszcze Św. A u g u s t y n a , Kierkegaarda czy J u n g a , t o zasadniczy

nadziei na c a ł k o w i t e i ostateczne j e g o w y j a ś n i e n i e " * — pisze

zrąb f i l o z o f i c z n y t e g o k i e r u n k u zostaje z a c h o w a n y .

autor.

t o w i c z n a w i ą z u j e tutaj d o pierwszej, o d m i e n n e j o d późniejszego

Benedyk-

Tak w p r z y p a d k u z n a k u - s y m b o l u , jak i w p o z o s t a ł y c h przy­

idealistycznego p o g l ą d u , fazy r o z w o j u Husserla, d o okresu b u d o ­

kładach a n a l i z o w a n y c h pojęć, uderza ich różnica z n a c z e n i o w a .

w a n i a f i l o z o f i i b e z z a ł o ż e n i o w e j — apriorycznej „ n a u k i p i e r w ­

W interpretacji s e m i o l o g i c z n e j znaczeniem jest — o g ó l n i e rzecz

s z e j " . P o n i e w a ż rzecz — jak już wcześniej w s p o m n i a n o — jest

ujmując — ich f u n k c j a k o m u n i k a c y j n a , w interpretacji s y m b o l i c z ­

p o w s z e c h n i e znana, p r z y p o m n i j m y zatem, dla potrzeb zamierzo­

nej — funkcja egzystencjalna. A u t o r , w

przeciwieństwie

do

poprzedniego d y s k u t a n t a , nie p r o p o n u j e jakiejś f o r m y „ a n a r c h i z ­
mu m e t o d o l o g i c z n e g o "

(Feyerabend s w ą koncepcję

anarchizmem e p i s t e m o l o g i c z n y m — anything

goes)

nazwał

jako pana­

n e g o p o r ó w n a n i a , t y l k o najistotniejsze c e c h y k i e r u n k u , p r z y w o ­
łując s t o s o w n e w y p o w i e d z i autora.
N i g d y nie był k w e s t i o n o w a n y o b i e k t y w i z m

ceum na p r z e d s t a w i o n e m e t o d o l o g i c z n e d y l e m a t y . Przeciwnie: ta

d a l e k o r o z w i n ą ł o n p o m y s ł y s w o j e g o nauczyciela

różnorodność p o s t a w b a d a w c z y c h jest conditio

T w i e r d z i ł m i a n o w i c i e , iż p o d m i o t ma w ł a d z ę

sine

qua

non

teoriopoz-

n a w c z y f i l o z o f i i s t w o r z o n e j przez Husserla. Pod t y m w z g l ę d e m
Brentano.

bezpośredniego

o d b i o r u świata w o b e c n i e g o z e w n ę t r z n e g o . Kontakt z przed­

istnienia h u m a n i s t y k i .
D o d a j m y w i ę c , że z nieco o d m i e n n y m i , j e d n a k o w o ż r ó w n i e

m i o t e m nie jest o g r a n i c z o n y li t y l k o d o iluzorycznych wrażeń

istotnymi d y l e m a t a m i borykają się n a u k i przyrodnicze, m a t e m a t y ­

z m y s ł o w y c h czy j a k i c h ś struktur u m y s ł u , które m i a ł y b y zapośred-

ka, filozofia. Z w y k l e mają o n e początek w k o n c e p t u a l i z o w a n y m

niczać obraz ś w i a t a . Przeciwnie: t o w ł a ś n i e umysł — ze w z g l ę d u

In-der-Welt-

na s w ą i n t e n c j o n a l n o ś ć — s p r a w i a , że p o d m i o t w c h o d z i w bez­

przynoszącym szereg f u n d a m e n t a l n y c h p y t a ń i p o d n i e c a ­

pośredni k o n t a k t z p r z e d m i o t e m s a m y m , z j e g o istotą. Poznanie

jących z a d z i w i e ń . Na użytek p o n i ż s z y c h r o z w a ż a ń będą t u istotne

tak r o z u m i a n e jest r ó w n o c z e ś n i e b i e r n y m aktem u m y s ł u , jest

pytania najbardziej o g ó l n e , f u n d u j ą c e p r o b l e m y metafizyki — p y ­

szczególnie r o z u m i a n y m o p i s e m t y l k o t e g o , c o się ukazuje. Tak

tania o naturę rzeczywistości i s p o s ó b jej istnienia oraz pytania

w p i e r w s z y c h z d a n i a c h s w e g o p r o g r a m u pisze o t y m autor:

przez filozofię p o t o c z n y m d o ś w i a d c z e n i u , o w y m
-Sein,

o źródła i granice p o z n a n i a , a zatem poruszające k w e s t i e t e o r i o -

„ S a m o s ł o w o ' o p i s ' dość rzadko s p o t y k a n e jest w pracach

poznawcze, w s z e l a k o n i e r o z e r w a l n i e z w i ą z a n e z refleksją nad

f e n o m e n o l o g ó w . Znacznie częściej m a m y t u d o czynienia z t a k i m i

bytem. Powraca w i ę c p o s t u l a t Poppera t r a k t o w a n i a metafizyki

s ł o w a m i jak 'prezentacja', 'ukazanie', ' u j a w n i e n i e ' , odsłanianie'.

jako heurystycznej w y k ł a d n i , „ r u s z t o w a n i a " , na k t ó r y m w s p i e r a

W t y m znaczeniu język f e n o m e n o l o g ó w z n a j d u j e m y znacznie

się teoria, metafizyki j a k o s k ł a d o w e j

bliżej t e g o , c o zawiera się w g r e c k i m ź r ó d ł o s ł o w i e

owej

tacit

know/edge

milcząco towarzyszącej b a d a c z o w i .
W polskiej e t n o l o g i i dojrzały kształt — z d w ó c h w s p o m n i a ­

phainein

= ś w i e c i ć , przyświecać, w y d o b y ć na ś w i a t ł o , u j a w n i ć ,

phaino-

meinon

nawet

=

t o , c o się ukazuje. M o ż n a

by t u m ó w i ć

nych orientacji — o s i ą g n ę ł y teoria f e n o m e n o l o g i c z n a i teoria

o s z c z e g ó l n y m akcencie p o ł o ż o n y m na t o , c o się (samoistnie)

strukturalistyczna. Użycie t e r m i n u teoria w y d a j e się uzasadnione,

pokazuje."

ponieważ przedstawiciele o b u k o n c e p c j i d o k o n a l i ustalenia p o d ­
s t a w o w y c h tez m e t o d o l o g i c z n y c h , s f o r m u ł o w a l i charakterysty­

7

Mistrz m e t o d y f e n o m e n o l o g i c z n e j w b a d a n i a c h religii — Eliade — rzecz u j m u j e następująco:

czne pojęcia i zbiory t w i e r d z e ń t y p o w y c h dla każdej z n i c h ,

„ H e r m e n e u t y k a jest p o s z u k i w a n i e m znaczenia lub znaczeń,

wreszcie dali przykłady z a s t o s o w a n i a c a ł e g o t e g o i n s t r u m e n ­

które dana idea czy z j a w i s k o religijne posiadały w czasie. M o ż n a

tarium d o e m p i r i i . W s z y s t k o t o skłania d o w n i o s k u , że o b i e

z a j m o w a ć się historią r ó ż n y c h f o r m ekspresji religijnej, lecz

orientacje t r a k t o w a ć można j a k o dojrzały w y r a z p e w n y c h p o s t a w

hermeneutyka oznacza dążenie coraz głębiej d o znaczenia t y c h

b a d a w c z y c h . Różny jest n a t o m i a s t s t o p i e ń

ekspresji."

samoświadomości

filozoficznej. W p r z y p a d k u teorii f e n o m e n o l o g i c z n e j rzecz ta była
o tyle u ł a t w i o n a , iż jej antenaci

p o d a l i s w e g o czasu

pełną

wykładnię świata.

F e n o m e n o l o g - h e r m e n e u t a nie poprzestaje tedy t y l k o na czas o w o - p r z e s t r z e n n y c h p r z e j a w a c h zjawisk religijnych jako

ich

p e w n e j s k o ń c z o n e j f o r m i e i m g ł a w i c y ekspresji w granicach tej

Właśnie t ę , d e k l a r o w a n ą często nie w p r o s t , filzoficzną s a m o ­
świadomość

8

chcielibyśmy

użyć j a k o materiał

interpretacyjny

w poniższych r o z w a ż a n i a c h , m a j ą c y c h na celu w s k a z a n i e o w e g o

f o r m y się w y r a ż a j ą c y c h . Usiłuje je przekroczyć, u c h w y c i ć w s p ó l ­
ny sens r ó ż n o r o d n i e m a n i f e s t u j ą c y c h się znaczeń.

Podobnie

określenia prezentacji, u j a w n i e n i a , odsłaniania sugerują m o ż ­

heurystycznego zaplecza o m a w i a n y c h t e o r i i . W t y m celu zostaną

l i w o ś ć dotarcia d o g ł ę b s z y c h w a r s t w rzeczy, d o rzeczywistości

wykorzystane d w a — s w e g o rodzaju — manifesty o g ł o s z o n e

samej w sobie, sugerują z d o l n o ś ć p o d m i o t u d o transcendencji

przez c z o ł o w y c h p r z e d s t a w i c i e l i o b u t e o r i i , m i a n o w i c i e artykuł

siebie i p o k o n y w a n i a p o d m i o t o w y c h i p r z e d m i o t o w y c h o g r a n i ­

Zbigniewa B e n e d y k t o w i c z a O niektórych

czeń.

dy fenomenologicznej
6

turą

w studiach

zastosowaniach

nad religią,

i artykuł L u d w i k a S t o m m y Z zapisków

symbolem
etnologa*.

meto­
i kul­
O d ich

K o n s e k w e n c j ą takiej o t o p o d s t a w y jest a p r i o r y z m f e n o ­
m e n o l o g i i , jakże j e d n a k o d m i e n n y o d t e g o

wcześniejszego,

ogłoszenia minęła już p r a w i e cała dekada, a te i i n n e w y s t ą p i e n i a

k a n t o w s k i e g o . Sądy a priori nie są b o w i e m w y p o w i e d z i a m i , które

obu badaczy przyczyniły się d o p e w n e g o o ż y w i e n i a ś r o d o w i s k a ,

charakteryzują się w y ł ą c z n i e p o w s z e c h n o ś c i ą i koniecznością

zwłaszcza j e g o młodszej części; j e d n a k w s p o m n i a n e teksty nie

z a d e k r e t o w a n ą f o r m a m i z m y s ł o w o ś c i i kategoriami apriorycz­

doczekały się żadnej egzegezy, w y j ą w s z y kilka

polemicznych

uwag, które w y g ł o s i ł S t o m m a w e w s p o m n i a n y m artykule w s t o ­

n y m i . Sądy te —

w

ujęciu f e n o m e n o l o g i i — zdają sprawę

z p r a w d z i w y c h s t a n ó w rzeczy, f a k t ó w , p r a w , przekraczają d o ­

sunku d o p r o g r a m u p r z e d s t a w i o n e g o d w a lata w c z e ś n i e j przez

m n i e m a n e f o r m y i kategorie, mające j a k o b y n a d a w a ć rzeczywis­

Benedyktowicza.

tości określony t y l k o kształt. Są w y n i k i e m zastosowania e t a p ó w
wskazanego

redukcji f e n o m e n o l o g i c z n e j : zawieszenia w s z e l k i c h tez nie za­

artykułu może s p o t k a ć się z zarzutem, że przecież jej p r z e d ­

g w a r a n t o w a n y c h przez zawartość a k t ó w czystej ś w i a d o m o ś c i ;

W przypadku teorii strukturalistycznej w y b ó r

stawiciel w kilku i n n y c h tekstach p o d a j e s z c z e g ó ł o w o zasady

„ w z i ę c i a w n a w i a s " , nie w y z n a c z o n y c h przez przedmiot i s p o s ó b

metody s t r u k t u r a l n e j , a zatem d l a c z e g o t e n bardzo osobisty,

j e g o u k a z y w a n i a się, n a s t a w i e ń i presupozycji. Z a r ó w n o j e d n o ­

w formie listu p r z e d s t a w i o n y , zbiór przemyśleń autora ma mieć

s t k o w e p r z e d m i o t y , jak i p r a w d y o g ó l n e m o g ą przedstawiać się

większą w a g ę , niż s y s t e m a t y c z n y w y k ł a d o r e g u ł a c h analizy np.

z i s t o t n o ś c i o w ą naocznością, niezależnie o d d a n y c h d o ś w i a d ­

„magii d z i s i a j " ? O t ó ż d l a t e g o , że g ł o s z o n e w t y m eseju o g ó l n e

czenia. Z taką o t o naocznością u c h w y t u j e m y związek pomiędzy

19

�istotą p r z e d m i o t u b a r w n e g o a istotą p r z e d m i o t u rozciągłego: nie

n a z w a n y m (...). N a z y w a n i e i u s t a n a w i a n i e relacji m i ę d z y n a ­

trzeba d o t e g o ani d a n y c h z m y s ł o w y c h , ani a n a l i t y c z n y c h zabie­

z w a n y m , t o nic i n n e g o jak r o z k a w a ł k o w y w a n i e c i ą g ł e g o , u s t a t y -

g ó w na p o j ę c i a c h b a r w n o ś c i i rozciągłości. Sądy a priori p o d m i o t

cznianie d y n a m i c z n e g o , dzielenie n i e p o d z i e l n e g o ,

w y p o w i a d a ć może dzięki intuicji — b e z p o ś r e d n i e m u i o c z y w i s ­

nieopisywalnego. O w o ż 'poznawanie świata', włączanie go do

t e m u u j m o w a n i u p r z e d m i o t u . Przy c z y m o w a „zasada z a s a d "

k u l t u r y jest w i ę c w s w o j e j istocie aktem par excellence k r e a t y w ­

( n i e m o ż l i w e jest żadne r o z u m o w a n i e p ó k i intuicja nie dostarczy

n y m . Jest o d l e g ł y m o d realizmu s t w a r z a n i e m ś w i a t a c a ł k o w i c i e

opisywanie

d o niego przesłanek) nie jest w y ł ą c z n i e k w e s t i ą przyjęcia s t o s o w ­

na n o w o . Nie jest p o z n a w a n i e m w sensie zbliżania się d o jądra

nej p o s t a w y b a d a w c z e j . Pisze o t y m autor:

t a j e m n i c y , ale p o w o ł y w a n i e m d o życia, k o d y f i k o w a n i e m i p o ­

„ Z tej refleksji, że intuicja nie jest czymś zależnym w y ł ą c z n i e o d

r z ą d k o w a n i e m n a z w a ń . Ś w i a t jest być może t a k i m , j a k i m jest; ale

c z ł o w i e k a , ale także o d p r z e d m i o t u p o z n a n i a , który

na p e w n o nie jest t a k i m , j a k i m jest g d z i e k o l w i e k i k i e d y k o l w i e k

ujawnia

z siebie coś d o tej pory nie spostrzeganego — niezależnie, czy

przedstawiony."

12

przedmiotem t y m będzie B ó g , jak u Św. A u g u s t y n a , czy też treści

P o g l ą d , iż ' p o z n a w a n i e ś w i a t a ' jest aktem par excellence

należące d o n i e ś w i a d o m e j części życia p s y c h i c z n e g o , jak u J u n ­

k r e a t y w n y m jest bardzo j a s n y m p o s t a w i e n i e m p e w n e j tezy f i l o ­

ga — l u b jak dla nas, j a k i k o l w i e k p r z e d m i o t k u l t u r y , z j a w i s k o

zoficznej, m i a n o w i c i e tezy s u b i e k t y w i z m u

religijne, s y m b o l , w y s n u ć można zasadę łączącą wszystkie o d ­

czego, która g ł o s i , że p o d m i o t może poznać j e d y n i e s w e w r a ż e ­

miany f e n o m e n o l o g i i , a m i a n o w i c i e , postulat p o w r o t u d o pier­

nia, w y o b r a ż e n i a lub k o n s t r u k t y m y ś l o w e , nie jest zaś z d o l n y d o

teoriopoznaw-

w o t n e g o , b e z p o ś r e d n i e g o d o ś w i a d c z e n i a . U Husserla w y r a z i ł o

poznania rzeczywistości w z g l ę d e m niego z e w n ę t r z n e j . Nie jest t o

się t o w haśle 'z p o w r o t e m d o rzeczy!', u Heideggera — 'z

j e d n a k s u b i e k t y w i z m w wersji i m m a n e n t n e j ( p o d m i o t p o z n a j e

powrotem do ź r ó d e ł ! ' "

9

t y l k o s w e w ł a s n e przeżycia p s y c h i c z n e ) , lecz w w e r s j i t r a n s c e n ­

Parafrazując s ł y n n e zdanie Ricoeura można by p o w i e d z i e ć :

dentalnej: subiektywizm ponadempirycznego p o d m i o t u , który

rzeczy dają d o myślenia. Rzeczy ukazują się w treściach a k t u

poznaje t y l k o s w e k o n s t r u k t y m y ś l o w e , mające p o n a d t o c h a r a k ­

i n t u i c y j n e g o j a k o p r a w d z i w e , istniejące niezależnie o d zaistnienia

ter p o w s z e c h n y i i n t e r s u b i e k t y w n y , s k o n w e n c j o n a l i z o w a n y i p o ­

tego aktu.

dzielany przez w s p ó ł u c z e s t n i k ó w procesu p o z n a w c z e g o .

Husserl o d m o m e n t u ogłoszenia Logische

Untersuchungen,

Oto

inna w y p o w i e d ź :

w y s t ą p i e n i a p r z e c i w k o p s y c h o l o g i z m o w i w logice, stanął na

„ D o m e n ą a n t r o p o l o g a jest — jak w i e m y — ó w akt t w ó r c z y

silnym gruncie realizmu metafizycznego. T w i e r d z i ł , iż t o , czego

ś w i a d o m o ś c i z b i o r o w e j p o k o l e ń , który z w y k l i ś m y n a z y w a ć k u l ­

doznajemy w akcie ś w i a d o m o ś c i , jest p r a w d z i w e i jest r ó w n i e ż

turą. Ó w s k o d y f i k o w a n y m i t rzeczywistości, który

realne. Przede w s z y s t k i m realne jest t o , c o e m p i r y c z n e ,

co

n a z y w a ć kulturą. M i t zaś ze s w e j natury jest d o w o l n y , j e d n o ­

z m y s ł o w e — rzeczy, przysługujące im w ł a s n o ś c i i s t o s u n k i . Co

s t k o w y , w z g l ę d n y . D o p i e r o c h i m e r y c z n a akceptacja s p o ł e c z n a

i n n e g o jednak d e c y d u j e o t y m , że jest t o

w c i e l a g o w poczet s a m o p r z e z s i ę z r o z u m i a ł o ś c i . "

esencjalistycz-

n a o d m i a n a realizmu, t o m i a n o w i c i e , iż w ł a ś c i w ą
filozofii jest natura „ p r z e d m i o t ó w

i d e a l n y c h " (idee

zwykliśmy

13

dziedziną

Dostrzegamy w i ę c tutaj i n t e r s u b i e k t y w n y charakter p r o c e s u

ogólne),

poznawczego — „tak twórczy świadomości zbiorowej", i jego

natura i s t o t o w o ś c i i i s t o t o w y c h s t a n ó w rzeczy. T y c h „ p r z e d ­

charakter o b i e k t y w i z u j ą c y — „ a k c e p t a c j a s p o ł e c z n a " .

rozumieć

U w a ż n y czytelnik p r z e d s t a w i o n e j w y p o w i e d z i może w y s t ą p i ć

w sensie p l a t o ń s k i m : idei o g ó l n e j nie można s p r o w a d z i ć d o w i e l u

z zarzutem, że p r z y p i s y w a n i e t a k i c h o t o p o g l ą d ó w jest n a d ­

miotów

idealnych"

(irrealnych)

nie należy j e d n a k

numerycznie r ó ż n y c h p r z e d m i o t ó w , ani nie jest ona ich częścią

u ż y c i e m , p o n i e w a ż m o w a jest o p o z n a w a n i u ś w i a t a w sensie

w s p ó l n ą ; jest ona transcendentna w o b e c w s z e l k i c h s u b i e k t y w ­

t w o r z e n i a k u l t u r y , a nie o p o z n a w a n i u przez p o j e d y n c z y p o d m i o t

od

na w ł a s n y c o d z i e n n y j e g o użytek czy o p o z n a n i u stricte n a u k o ­

w s z e l k i c h czasowoprzestrzennych określeń. Idee o g ó l n e nie są

w y m . P r z y p o m n i e ć zatem należy, że w z o r e m j ę z y k o z n a w s t w a

ani e m p i r y c z n y m i generalizacjami, ani eksplikacjami pojęć, nie­

s t r u k t u r a l n e g o , p r z y j m u j ą c e g o prymat langue

mniej są p r a w d z i w e i „ n a p r a w d ę istnieją":

n i e u ś w i a d a m i a n y c h reguł j ę z y k o w y c h nad i n d y w i d u a l n y m i w y ­

n y c h przeżyć i p s y c h i c z n y c h treści; jest b y t e m w o l n y m

„ f e n o m e n o l o g o m (...) p r z y p i s y w a ć by należało jakiś s z c z e g ó ­

powiedziami,

etnologia

strukturalna

nad parole,

uznaje

prymat

pierwszeństwo

lny rodzaj realizmu, jakiś t y p hiperrealizmu, gdzie zza p o w ł o k i

— w sensie l o g i c z n y m — n i e u ś w i a d a m i a n e j działalności u m y s ł u

realistycznego obrazu prześwieca ś w i a t ł o t e g o , c o

w o b e c p o g l ą d ó w i p o c z y n a ń j e d n o s t k i . S a m Lévi-Strauss ma

ponadin-

dywidualne i ponadczasowe, lub tego, co w obrazowym zjawisku
typowe"

1 0

nadzieję na t o , iż — przy z a s t o s o w a n i u m e t o d y
—

— pisze autor.

„rzekoma

'świadomość

zbiorowa'

strukturalnej

okazałaby się

bowiem

Taką ideą o g ó l n ą w f e n o m e n o l o g i c z n y c h b a d a n i a c h religii

w y s t ę p u j ą c y m na p o z i o m i e i n d y w i d u a l n y c h myśli i z a c h o w a ń

jest np. hierofania — coś, c o o b j a w i a s a c r u m , c o jest w t y m sensie

przejawem p e w n y c h czasowych uszczegółowień powszechnych

irrealne, że w ł a ś n i e p o n a d i n d y w i d u a l n e i p o n a d c z a s o w e . O innej

p r a w , które rządzą n i e u ś w i a d a m i a n ą działalnością u m y s ł u . "

idei o g ó l n e j pisze Eliade, kiedy e k s p o n u j e p o s t a w ę b a d a w c z ą

N a t o m i a s t w k w e s t i i p o z n a n i a n a u k o w e g o francuski

t y p o w ą dla j e g o — można by rzec — eidentycznej h e r m e n e u t y k i :

1 4

etnolog

pisze tak o t o :

„ H e m e n e u t y k a jest t w ó r c z a p o d i n n y m w z g l ę d e m : odsłania

„ L o g i k a myślenia m i t y c z n e g o w y d a j e się n a m r ó w n i e w y m a g a j ą ­

p e w n e w a r t o ś c i , które nie są w i d o c z n e na p o z i o m i e b e z p o ś r e d ­

ca c o ta, na której opiera się myślenie p o z y t y w n e , i w istocie m a ł o

niego d o ś w i a d c z e n i a . W e ź m y przykład d r z e w a k o s m i c z n e g o czy

o d niej różna. A l b o w i e m różnica bierze się nie tyle z jakości

t o z obszaru I n d o n e z j i , Syberii czy M e z o p o t a m i i . Istnieją p e w n e

operacji u m y s ł o w y c h , ile z charakteru rzeczy k t ó r y c h d o t y c z ą te

cechy w s p ó l n e t y m trzem s y s t e m o m s y m b o l i c z n y m , lecz o c z y w i ­

operacje (...). Być m o ż e , iż o d k r y j e m y p e w n e g o d n i a , że ta sama

ście p o k r e w i e ń s t w o t o nie będzie u c h w y t n e dla

mieszkańca

każdej z t y c h kultur. Praca hermeneuty odsłania ukryte znaczenie
s y m b o l i oraz ich n i e p r z e r w a n y r o z w ó j . "

logika działa w m y ś l e n i u m i t y c z n y m i w m y ś l e n i u n a u k o w y m i że
c z ł o w i e k zawsze myślał r ó w n i e d o b r z e . "

1 5

W polskiej e t n o l o g i i p r z y k ł a d e m z a s t o s o w a n i a reguł d e m i t y -

1 1

Tą ideą o g ó l n ą jest t u t a j d r z e w o k o s m i c z n e , ideą

ukytą

zacji p e w n y c h zasad poznania n a u k o w e g o jest analiza R o b o t y c -

w p o s z c z e g ó l n y c h konkretyzacjach, bytującą j e d n a k o w o ż realnie

k i e g o i W ę g l a r z a , demityzacji n i e k t ó r y c h ustaleń samej e t n o l o g i i ,

i d o m a g a j ą c ą się w y d o b y c i a poprzez akt syntetyzacji r ó ż n o r o d ­

ż y w i ą c e j się częstokroć z i d e o l o g i z o w a n y m i z a k s j o l o g i z o w a n y m

n y c h jej p r z e j a w ó w , t a j e m n i c ą , której o d s ł o n i e n i e jest m o ż l i w e .
S p r ó b u j m y teraz rozważyć — w interesującym nas aspekcie

myśleniem o l u d o w o ś c i .

1 6

Analiza ta nie ukazuje

wprawdzie

„ g ł ę b i n o w y c h " reguł n i e u ś w i a d a m i a n e j infrastruktury, k t ó r y m i

— teorię strukturalistyczną w polskiej e t n o l o g i i . O t o w y p o w i e d ź

p r z e d s t a w i e n i w niej badacze m i e l i b y się p o s ł u g i w a ć , u j a w n i a

jej przedstawiciela:

t y l k o p e w n e f i g u r y myślenia o l u d o w o ś c i , daje w s z e l a k o a s u m p t

„Kultura — powiadają ewolucjoniści

(a i m p l i c i t e

również

do poszukiwań o w y c h fundamentalnych logiczno-matematycz-

i f u n k c j o n a l i ś c i ) — j e s t w y n i k i e m p o z n a w a n i a i o s w a j a n i a natury

n y c h w r ę c z struktur, k o n s t y t u u j ą c y c h aprioryczny element w s z e l ­

przez c z ł o w i e k a . Na c z y m j e d n a k polega ludzkie p o z n a w a n i e

kiego poznania.

jakimikolwiek

O t o następna k w e s t i a — w ł a ś n i e ó w a p r i o r y c z n y c h a r a ­

i n n y m i działaniami, na n a z y w a n i u i u s t a n a w i a n i u relacji m i ę d z y

kter p o z n a n i a , o d m i e n n y j e d n a k o d t e g o , który głosił Husserl, nie

i oswajanie

20

natury?

Przede w s z y s t k i m , przed

�odniesiony b o w i e m d o p r z e d m i o t u a d o p o d m i o t u p o z n a n i a .

— n i e m o ż l i w a : m o m e n t jej u k o n s t y t u o w a n i a , jeśli w o g ó l e jest d o

„ Ś w i a t jest być może t a k i m , j a k i m jest; ale na p e w n o nie jest

p o m y ś l e n i a , b y ł b y r ó w n o c z e ś n i e k o ń c e m wszelkiej e t n o l o g i i . Na

takim, jakim jest g d z i e k o l w i e k i k i e d y k o l w i e k

przedstawiony"

c o i n n e g o c h c i e l i b y ś m y j e d n a k z w r ó c i ć baczniejszą u w a g ę . O t o

— pisze autor. Rzecz jest z w i ą z a n a ze w s k a z a n y m s u b i e k t y w i z ­

ani na krok nie m o ż e m y zbliżyć się d o o w e g o „ j ą d r a t a j e m n i c y " .

mem strukturalizmu. M a m y o t o d u a l i s t y c z n y p o d z i a ł na ś w i a t

C h o ć p o t e n c j a l n y c h relacji z a w a r t y c h w d a n y m systemie czy

i jego wyobrażenia, ś w i a t — jak by p o w i e d z i a ł kantysta — rzeczy

w zakresie m o ż l i w y c h p r z e d s t a w i e ń ś w i a t a jest m n o g o ś ć , w s z e ­

samych w sobie i ś w i a t naszych j e g o p r z e d s t a w i e ń . Ten a g n o s -

lako ilość ich permutacji jest o g r a n i c z o n a . W t ó r u j e t e m u sam

tycyzm w o b e c

Lévi-Strauss, g d y pisze:

obiektywnie

istniejącego ś w i a t a jest

funkcją

apriorycznego charakteru p o z n a n i a .

„ C z ł o w i e k o d s a m y c h p o c z ą t k ó w d y s p o n u j e całokształtem

Hipoteza S a p i r a - W h o r f a , badania W i t t g e n s t e i n a i j e g o teza

t e g o , c o znaczące, i jest bardzo z a k ł o p o t a n y , g d y ma przydzielić je

atomizmu l o g i c z n e g o ( „ G r a n i c e m o j e g o języka oznaczają granice

t e m u , c o znaczone, a c o jest m u d a n e j a k o bodziec, c h o ć nie staje

mojego ś w i a t a " ) , wreszcie ustalenia de Saussure'a w s k a z u j ą na

się dzięki t e m u znane. M i ę d z y t y m i d w o m a b i e g u n a m i zawsze

język właśnie jako g ł ó w n ą kategorię percepcji r z e c z y w i s t o ś c i ,

w y s t ę p u j e n i e o d p o w i e d n i o ś ć , którą przezwyciężyć m ó g ł b y t y l k o

wyznaczającą jej kres, ale i czyniącą tę percepcję w
możliwą. Foucault d o d a t u jeszcze episteme

ogóle

— sposób ujmowa­

rozsądek b o s k i , a która bierze się z istnienia n a d w y ż k i t e g o , c o
znaczące, w

p o r ó w n a n i u z tymi elementami znaczonymi, do

nia świata w ł a ś c i w y dla danej e p o k i , zaś Lacan — przedstawiciel

k t ó r y c h może o n o b y ć d o s t o s o w a n e . W

strukturalizmu w psychoanalizie — rzecz p o p r o w a d z i k o n s e k ­

zrozumienia świata c z ł o w i e k d y s p o n u j e w i ę c zawsze n a d w y ż k ą

s w y m dążeniu

do

wentnie d o końca: o g ł o s i „ ś m i e r ć c z ł o w i e k a " , k t ó r y s w e d o ­

znaczenia."

20

O d w o ł u j ą c się d o analogii s ą d ó w a n a l i t y c z n y c h można by

mniemane istnienie zawdzięczać może t y l k o istnieniu języka.
Nieco bardziej p o w ś c i ą g l i w y okazał się Cassirer, c h o ć o b e c n o ś ć

p o w i e d z i e ć , że w orzeczeniu ( n i e s k o ń c z o n y zbiór z n a c z o n y c h )

apriorycznych kategorii przypisał r ó w n i e ż sztuce, m i t o w i , nauce.

w y p o w i a d a n e jest t y l k o t o , c o zawarte jest w p o d m i o c i e ( s k o ń ­

Nie p o z b a w i o n e są zatem p o d s t a w a n a l o g i e c z y n i o n e p o m i ę d z y

c z o n y zbiór z n a c z ą c y c h ) , a zatem w s z e l k i e przedstawienia świata

formami s y m b o l i c z n y m i n e o k a n t y s t y ze szkoły marburskiej a s t r u ­

są n i c z y m n i e s k o ń c z o n a i m p r o w i z a c j a na wszystkie

kturami Lśvi-Straussa, c h o ć b y n a w e t te ostatnie t r a k t o w a ć j a k o

t e m a t y — z u ż y c i e m s k o ń c z o n e j liczby d ź w i ę k ó w . D o c h o d z i m y

— w znacznym s t o p n i u w y a b s t r a h o w a n e — m o d e l e r z e c z y w i s t o ­

w

ści k u l t u r o w e j . "

k t ó r y m i jest już t y l k o tajemniczy, n i e o p i s y w a l n y , n i e m o ż l i w y d o

W bardziej s z c z e g ó ł o w y m w y m i a r z e niegdysiejsze a p r i o r y c z ­
ne formy czasu i przestrzeni, p r z y c z y n o w o ś c i i substancji zostały
zastąpione przez binaryzm i relacjonizm, które — w myśl s t r u k ­

możliwe

p e w n y m m o m e n c i e d o o w y c h s ł u p ó w g r a n i c z n y c h , poza

pojęcia ś w i a t .
Na p o d s t a w i e d o t y c h c z a s o w y c h

ustaleń, c h o ć —

trzeba

przyznać — nie w y c z e r p u j ą c y c h p r z e d s t a w i o n e g o zagadnienia,

turalizmu — f u n d u j ą działanie l u d z k i e g o u m y s ł u . T o w a r z y s z y

rzecz w y m a g a ł a b y b o w i e m bardziej g r u n t o w n y c h b a d a ń , nasuwa

temu określona ś w i a d o m o ś ć m e t o d o l o g i c z n a : „ W szczególności

się w n i o s e k , że o m a w i a n a teoria strukturalistyczna ma s w ó j

strukturalizm można określić historycznie j a k o przejście o d ś w i a ­

r o d o w ó d w tradycji filozoficznej z w a n e j k r y t y c z n ą , w skład

domości s y m b o l i c z n e j

do świadomości

paradygmatycznej"

18

której w c h o d z i Kantyzm i o b i e szkoły n e o k a n t y z m u .

21

Bliższa jest

— pisze Barthes. W ł a ś n i e f o r m a l n e relacje p o m i ę d z y znakami,

n a w e t p r a w o w i e r n e m u K a n t y z m o w i niż n p . szkole marburskiej,

a w w a r s t w i e kategorii p o z n a w c z y c h w s p o m n i a n y

binaryzm

c h o ć b y z p o w o d u o d w o ł a ń d o m e t a f i z y c z n e g o realizmu (trzeba

i relacjonizm, t o o w e f o r m y nadające rzeczywistości określony

przy t y m o d d a ć s p r a w i e d l i w o ś ć f i l o z o f o w i z Królewca i p r z y p o m ­

kształt, a zarazem s ł u p y g r a n i c z n e w y z n a c z a j ą c e kres poznania.

nieć, że b r o n i ł się o n przed p r z y p i s y w a n i e m j e g o s y s t e m o w i

Strukturalizm stwierdza ich nieprzekraczalność. D o s t ę p n e jest

jakiejkolwiek metafizyki).

tylko to, c o u k o n s t y t u o w a n e przez p o d m i o t o w ą strukturę, c h o ć
„chimeryczne" to jednak „samoprzezsięzrozumiałe".

Wprawdzie fenomenologia i neokantyzm wystąpiły swego

Szukamy

czasu przeciw p s y c h o l o g i z m o w i i p o z y t y w i z m o w i filozofii d r u ­

więc o w y c h kategorii samoprzezsięzrozumiałości. Beznadziejne

giej p o ł o w y XIX w i e k u , w t y m p r z e c i w k o naturalistycznej teorii

jest b o w i e m u s i ł o w a n i e znalezienia p r a w d z i w e g o sensu, istoty

k u l t u r y , nie m o g ł o t o rzecz jasna d o p r o w a d z i ć d o zasypania

rzeczywistości. M o ż l i w y d o ustalenia jest t e n t y l k o sens, jaki

przepaści, jaka dzieliła o b i e szkoły i jaka dzieli r ó w n i e ż różne

— mocą a p r i o r y c z n y c h zasad — nadaje rzeczywistości z b i o r o w a

orientacje d y s c y p l i n s z c z e g ó ł o w y c h , w t y m w e t n o l o g i i . Każda

świadomość.

b o w i e m teoria n a w i ą z u j e — ś w i a d o m i e bądź n i e ś w i a d o m i e — d o

W w y p o w i e d z i a c h , iż p o z n a w a n i e ś w i a t a „ n i e jest p o z n a w a ­

p e w n e j filozoficznej tradycji. Każdy badacz — jeśli zostanie d o

niem w sensie zbliżania się d o jądra t a j e m n i c y " , lub: „ Ś w i a t jest

t e g o „ z m u s z o n y " — uzasadnia s w o j ą k o n c e p c j ę o d w o ł u j ą c się

być może t a k i m , j a k i m jest...", zawarta jest i m p l i c i t e teza realizmu

d o , mniej l u b bardziej arbitralnie przyjętych, t w i e r d z e ń natury

metafizycznego. Nie k w e s t i o n u j e się b o w i e m istnienia tej t a j e m ­

o g ó l n e j . A n a l i z o w a n e teorie okazały się teoriami a n t a g o n i s t y c z -

nicy, istnienia ś w i a t a rzeczy s a m y c h w s o b i e , ś w i a t a o b i e k t y w ­

n y m i : na „ z a d a n e " pytania d o t y c z ą c e p o d s t a w o w y c h

nego. Jest t o szczególna, f e n o m e n a l i s t y c z n a

odmiana

f i l o z o f i c z n y c h udzieliły p r z e c i w s t a w n y c h o d p o w i e d z i . I tak, jeśli

realizmu: c h o ć ó w ś w i a t o b i e k t y w n y istnieje, jest o n t r a n s c e n ­

c h o d z i o naturę rzeczywistości, w t y m tej określonej granicami

dentny w o b e c p o d m i o t u i w s z e l k i c h a k t ó w ś w i a d o m o ś c i . D o ­

d y s c y p l i n y , j e d n a deklaruje s w ó j esencjalizm, druga — f e n o m e k w e s t i i źródeł

poznania

kwestii

świadczamy t y l k o sferę zjawisk k o n s t y t u o w a n y c h przez nasze

nalizm. W

własne u m y s ł o w e s t r u k t u r y , kategorie, pojęcia. N a z y w a m y , usta­

aprioryzmem, wszelako

nawiamy relacje, r o z k a w a ł k o w u j e m y , ustatyczniamy, o p i s u j e m y

w p r z y p a d k u teorii f e n o m e n o l o g i c z n e j jest o n o d n i e s i o n y d o

coś, co w

krańcowo

o b i e o p o w i a d a j ą się za
różnymi jego

odmianami:

dynamiczne,

p r z e d m i o t u , w p r z y p a d k u teorii strukturalistycznej — d o p o d ­

niepodzielne, n i e o p i s y w a l n e . Ó w c z y n n y akt u m y s ł u ( w t y m t e g o

m i o t u poznania. Wreszcie w sporze o granice poznania rysuje się

zbiorowego) nie t y l k o czyni w s z e l k i e p o z n a n i e m o ż l i w y m : jest na

opozycja o b i e k t y w i z m u

równi przyczyną i s k u t k i e m n i e m o ż n o ś c i dotarcia d o

O s o b n a kwestia t o s z c z e g ó ł o w e rozważenie implikacji m e t o d o l o ­

swej

istocie jest b y ć

może ciągłe,

„jądra

tajemnicy". O t o c o pisze S t o m m a :
„Tablice M e n d e l e j e w a k u l t u r y zawierają wszakże m n o g o ś ć

i subiektywizmu

teoriopoznawczego.

g i c z n y c h t a k i c h o t o f i l o z o f i c z n y c h r o z w i ą z a ń . Problem ten o m ó ­
w i ł w s t ę p n i e Czaja w e w s p o m n i a n y m artykule, dając o d p o w i e d ź

relacji p o t e n c j a l n y c h . Relacji, które m o g ą nie z n a j d o w a ć z o b i e k ­

n e g a t y w n ą w s p r a w i e m o ż l i w o ś c i ścisłej w s p ó ł p r a c y i r ó w n o ­

t y w i z o w a n y c h społecznie manifestacji, są j e d n a k — c h o ć b y j a k o

czesnego w y k o r z y s t y w a n i a

antytezy j e g o reguł — i m p l i c i t e z a w a r t e w systemie. Kultura rzuca

teorii. Istotniej tak a m b i t n y p r o g r a m w y d a j e się przedsięwzięciem

dyrektyw

metodologicznych

obu

swój cień — cień uczuć, marzeń, k o s z m a r ó w i t ę s k n o t . Etnologia

nie d o p r z e p r o w a d z e n i a . Z g o d a może być utrzymana d o p ó t y ,

marzeń t o w ł a ś c i w i e a n t y e t n o l o g i a , g d y ż związana byłaby ściśle

d o p ó k i każda z teorii penetruje sfery kultury, ku k t ó r y m , mocą

z ludzkim p r a g n i e n i e m zrzucenia t e g o n i e w y g o d n e g o g o r s e t u ,

tradycji b a d a w c z e j i p o s i a d a n y c h narzędzi, skłania się w sposób

jakim stawać się musi u s p o ł e c z n i o n y , a w i ę c już o b o w i ą z u j ą c y

„naturalny". W k o ń c o w y m fragmencie omawianego

fałszywy ś w i a t k u l t u r y , . . "

1 9

Istotnie, „ e t n o l o g i a m a r z e ń " jest — w myśl s t r u k t u r a l i z m u

artykułu

S t o m m y ma j e d n a k miejsce starcie na terenie — w y d a w a ł o b y się
— neutralnym.

21

�Oto Benedyktowicz w s w o i m programie omawia antymetaforyczny charakter o p i s u f e n o m e n o l o g i c z n e g o i przytacza f r a g m e n t

M i a ł o tu miejsce p e w n e n i e p o r o z u m i e n i e .
Po pierwsze: Poincare w y c h o d z i z pozycji k o n w e n c j o n a l i z m u

w y p o w i e d z i Eliadego, p o d o b n o j e d y n e j , w której tenże sięgnął

i usiłuje z d y s k r e d y t o w a ć

jednakże d o metafory — znanej m e t a f o r y słonia. Przedstawiciel

Eliadego zasady, stosując z ł o ś l i w i e sofizmat t z w . w i e l o z n a c z n o ­

prawomocność

wspomnianej

przez

strukturalizmu w y p o w i e d ź tę p o d d a j e krytyce. By j e d n a k m ó c tej

ści potencjalnej. P o g l ą d e m , iż „skala t w o r z y z j a w i s k o " m o ż n a

krytyce dobrze się przyjrzeć p r z e d s t a w m y jeszcze raz s t a n o w i s k o

b o w i e m o p e r o w a ć d o w o l n i e , jeśli t y l k o w y r w i e się g o z k o n t e k s ­

Eliadego:

t u . Tak w i ę c m i k r o s k o p t r a k t o w a n y j a k o ta skala w y k a ż e , że takie

„ N o w o c z e s n a nauka z r e h a b i l i t o w a ł a zasadę, która w X I X w .
została m o c n o p o d w a ż o n a

na skutek pomieszania

z j a w i s k o z o o l o g i c z n e jak słoń jest o r g a n i z m e m

wielokomór­

pewnych

k o w y m , ale w y k a ż e też, że takie z j a w i s k o religijne jak o b r z ę d jest

pojęć, a która g ł o s i , że 'skala t w o r z y z j a w i s k o ' . Henryk Poincare

r ó w n i e ż o r g a n i z m e m w i e l o k o m ó r k o w y m — jeśli p o d d a ć b a d a ­

z a p y t y w a ł nie bez i r o n i i , czy przyrodnik, który bada słonia j e d y n i e

niom mikroskopowym jednego z jego uczestników, a choćby

przez m i k r o s k o p , może s t w i e r d z i ć , że dostatecznie poznał naturę

n a w e t w s z y s t k i c h . Nie m i k r o s k o p należy b o w i e m t r a k t o w a ć j a k o

t e g o zwierzęcia? M i k r o s k o p o d k r y w a strukturę i m e c h a n i z m

narzędzie określania skali zjawiska. T a k i m narzędziem d o s t ę p n y m

k o m ó r e k , które są i d e n t y c z n e dla w s z y s t k i c h o r g a n i z m ó w w i e l o ­

p r a w i e k a ż d e m u , r o z p o c z y n a j ą c y m proces p o z n a w c z y , jest w z r o k

k o m ó r k o w y c h . S ł o ń jest n i e w ą t p l i w i e o r g a n i z m e m w i e l o k o m ó r ­

w ł a ś n i e , który niekoniecznie należy uznać za przeżytek i o d ł o ż y ć

k o w y m . A l e czy t y l k o t y m ? w

skali m i k r o s k o p u

można

by

na półkę z n i e u ż y t e c z n y m i rupieciami. T o o d w z r o k u zaczyna się

zastanawiać się nad o d p o w i e d z i ą . W skali w z r o k u l u d z k i e g o ,

droga określania c o jest zjawiskiem z o o l o g i c z n y m , a c o

który przynajmniej dostrzega w s ł o n i u z j a w i s k o z o o l o g i c z n e , nie

r e l i g i j n y m . Nie oznacza t o b y n a j m n i e j , że w z r o k jest tą skalą. Skalą

ma już miejsca na w ą t p l i w o ś c i . P o d o b n i e z j a w i s k o religijne ukaże

jest z o o l o g i c z n y l u b religijny charakter zjawiska. S ł o ń nie ma b y ć

się nam j a k o takie t y l k o w ó w c z a s , g d y będzie rozumiane w e d ł u g

t e d y badany w skali s ł o n i o w e j , a w skali z o o l o g i c z n e j , p o d o b n i e

w ł a s n y c h w a r u n k ó w istnienia, czyli w ó w c z a s , g d y będzie badane
w skali r e l i g i j n e j . "

np.

obrzęd ma być b a d a n y w skali religijnej. Eliade m ó w i tyle i t y l k o
tyle. Nie porusza w o g ó l e k w e s t i i badania słonia w skali religijnej,

22

S t o m m a z a c y t o w a ł tę w y p o w i e d ź pomijając pierwsze zdanie

c o — jak w i a d o m o — także się zdarza, i p o d o b n e rzeczy zdarzały

i f r a g m e n t o s t a t n i e g o , a m i a n o w i c i e : „...gdy będzie r o z u m i a n e

się także s a m e m u Eliademu. S ł o w e m , w w y p o w i e d z i j e g o z a w a r ­

w e d ł u g w ł a s n y c h w a r u n k ó w istnienia, czyli w ó w c z a s . . . " , c o

t y jest i m p l i c i t e p o s t u l a t s t o s o w a n e j t e m a t y c z n e j redukcji i m e t o ­

w s p o s ó b istotny umniejsza k l a r o w n o ś ć w y p o w i e d z i Eliadego,

d y c z n e j abstrakcji, z a b i e g ó w , na które składa się r ó w n i e ż w y ­

a następnie d o p r z y t o c z o n e g o c y t a t u u s t o s u n k o w a ł się w s p o s ó b

znaczanie o w e j skali.

następujący:

Po d r u g i e : Eliade nie u ż y w a określenia „ j a k o t a k i e " w ż a d n y m

„ T a k , t o b y ł b y klucz d o f u r t k i w i o d ą c e j poza ograniczenia

m e t a f i z y c z n y m sensie. M ó w i ą c o „ z j a w i s k u r e l i g i j n y m j a k o t a ­

d y s c y p l i n y . T o b y ł o b y panaceum... Niestety — w y p o w i e d ź Elia­

k i m " m ó w i ani m n i e j , ani w i ę c e j , t y l k o o z j a w i s k u r e l i g i j n y m j a k o

d e g o zawiera niedopuszczalne nadużycia. Jeżeli b o w i e m z j a w i s ­

r e l i g i j n y m w ł a ś n i e ( „ g d y będzie r o z u m i a n e w e d ł u g w ł a s n y c h

ko religijne badane ma być w skali religijnej, t o i o d p o w i e d n i o

w a r u n k ó w i s t n i e n i a " ) . Cała zresztą przytoczona w y p o w i e d ź jest

słoń badany być w i n i e n w skali s ł o n i o w e j , a skala

w y p o w i e d z i ą raczej m e t o d o l o g a , niż metafizyka.

wzroku

l u d z k i e g o jest t u ni p r i c z o m . Po d r u g i e : cóż t o znaczy ' j a k o taki'?

Ergo: Pretensje, że f e n o m e n o l o g o w i e c h c ą badać słonia „ j a k o

Słoń j a k i m jest każdy w i d z i ? Zaiste nie d a n e jest c z ł o w i e k o w i

t a k i e g o " należy k i e r o w a ć d o Husserla, Schelera czy Ingardena,

zgłębić słonia w s ł o n i o w e j skali. D l a t e g o też usiłując g o poznać

a nie d o

stara się przykładać skale różne: m i k r o s k o p u , s w o j e g o w z r o k u ,

dziedziną s w y c h b a d a ń w kategoriach eidos, a w kategoriach

Eliadego czy B e n e d y k t o w i c z a . Ci nie zajmują

się

lunety w której słonie małe jak m r ó w k i , k r ó l e s t w a zwierząt ...

sacrum. Zresztą t e n o s t a t n i , uprzedzając m o ż l i w e , p o d o b n e d o

T w i e r d z e n i e zaś, że ' t y l k o ' j e d n a z t y c h skal ukaże n a m słonia

w y ż e j p r z e d s t a w i o n y c h , zarzuty, pisze w p e w n y m miejscu o m a ­

w j e g o n i e b y w a ł e j j a k o t a k o ś c i ( M i c k i e w i c z j a k o t a k i , a jak nie

wianego tu artykułu:

taki, t o jaki i d l a c z e g o ) bardziej niż n i e b e z p i e c z n y m totalitaryz­
m e m m e t o d o l o g i c z n y m , jest po prostu o d w i e c z n y m

ludzkim

złudzeniem docierania d o jądra t a j e m n i c y . S ł o ń nie jest ani
z w i n n y , ani niezgrabny, ani szary, ani p ł o w y , ani p o t u l n y i p o ­
słuszny, ani dziki i z ł o ś l i w y . J a k o t a k o ś ć słonia jest nie t y l k o

„ H u s s e r l w y r ó ż n i ł szereg e t a p ó w i t y p ó w redukcji f e n o m e n o ­
l o g i c z n y c h . B y ł o b y niedorzeczne, a i c h y b a n i e m o ż l i w e , p o ­
s z u k i w a ć w tekstach Otta czy Eliadego ich o d z w i e r c i e d l e n i a . "

24

Istotnie, j a k o t a k o ś ć słonia nie s t a n o w i p r z e d m i o t u zainte­
resowań etnologa. Żadna jakotakość.

n i e o p i s y w a l n a ; nie s t a n o w i r ó w n i e ż p r z e d m i o t u z a i n t e r e s o w a ń
e t n o l o g a . Żadna j a k o t a k o ś ć . "

2 3

PRZYPISY

1

S. Węglarz, Etnologiczne
i etnograficzne
rozumienie
kate­
gorii „kultura".
Szkicantymetodologiczny,
„ P o l s k a Sztuka L u d o ­
w a " 1 9 8 7 , nr 1—4
Tamże, s. 1 5 4
D. Czaja, Spór o model etnologicznej
interpretacji,
„Prace
E t n o g r a f i c z n e " , 1 9 9 0 z. 27
Tamże, s. 21
Z. B e n e d y k t o w i c z , O niektórych
zastosowaniach
metody
fenomenologicznej
w studiach nad religią, symbolem
i kulturą,
„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. X X I V , 1 9 8 0 , z. 2
L. S t o m m a , Z zapisków
etnologa.
(List L u d w i k a S t o m m y
w y s ł a n y z Paryża d o Redakcji a o p a t r z o n y t y t u ł e m : Słoń a sprawa
etnologii),
„ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , 1 9 8 2 , nr 1—4
Z. B e n e d y k t o w i c z , o p . c i t , s. 10
M . Eliade, Doświadczenie
labiryntu, „ P o l s k a Sztuka L u d o ­
w a " , 1 9 8 8 , nr 3, s. 1 6 7
Z. B e n e d y k t o w i c z , o p . cit., s. 13
Tamże, s. 3 2
M . Eliade, o p . cit.
L. S t o m m a , o p . cit., s. 71
2

3

4

5

6

7

8

9

1 0

1 1

1 2

22

1 3

Tamże.
C. Lévi-Strauss, Antropologia
strukturalna.
Warszawa
1 9 7 0 , s. 1 2 8
Tamże, s. 3 1 3
Cz. R o b o t y c k i , S. W ę g l a r z Chłop potęgą jest i basta,
O mityzacji kultury ludowej w nauce, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " ,
1 9 8 3 , nr 1—2
J . Niżnik, Wokół formalno-struktura/nej
koncepcji
mitu. E.
Cassirer i C. Lévi-Strauss,
„ C z ł o w i e k i Ś w i a t o p o g l ą d " , 1 9 7 2 , nr 5
R. Barthes, Mit i znak. W a r s z a w a 1 9 7 0 , s. 2 6 7
L. S t o m m a , o p . cit., s. 7 2
C. Lévi-Strauss, Wprowadzenie
do twórczości
Marcela
Maussa,
s. LV, ( w : ) M . M a u s s , Socjologia
i
antropologia.
Warszawa 1973
Por. sugestię D. Czaji w artykule Dylematy błazna, „ P o l s k a
Sztuka L u d o w a " , 1 9 8 8 , nr 4 , s. 2 1 7
M . Eliade, Traktat o historii religii. W a r s z a w a 1 9 7 0 , s. 1
L. S t o m m a , o p . cit., s. 7 3
Z. B e n e d y k t o w i c z , o p . cit., s. 31
1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6292" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6272">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f170427d411153c6da11ab32f0462cc0.pdf</src>
        <authentication>a2255d3aaf6f56971665bd410009188e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74909">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5324</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74910">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74911">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74912">
                <text>pamięć - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74913">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4945</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74914">
                <text>O historii, literaturze, pamięci oraz innych formach zapominania/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74915">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4; s.79-84</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74916">
                <text>Kuligowski, Waldemar</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74917">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74918">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74919">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74920">
                <text>WALDEMAR KULIGOWSKI

K

ultura to pamięć, i to kategoryczne stwierdze­
nie nie ma być jedynie chytrym ukłonem
w stronę tematu niniejszej konferencji ani
usprawiedliwieniem swojej tutaj obecności. Grecka
mnem e jest przecież zdolnością do przechowywania
i odtwarzania pewnych wzorców, inform acji oraz do­
świadczeń; pozwala ona na rejestrowanie różnych ko­
dów, od najprostszych po wysoce symboliczne, zapisu­
je zarówno to, co jest jednostkowe, jak i to, co przyna­
leży do wiedzy pozaosobistej. Tak pojmowana pamięć
pełni swojego znaczenia nie ujawnia bynajmniej pod­
czas nauki chodzenia na obu nogach czy przełykania
pokarmów, ale raczej w trakcie przyswajania i powta­
rzania tych wszystkich zachowań, które czynią czło­
wieka istotą kulturową.
Owszem, pies, szympans czy delfin posiadają zdol­
ność zapamiętywania, ale nie znają pojęcia kanonu ani
tradycji. Obwieszczane ostatnio triumfy naukowców,
którzy do końca niemal przejrzeli ludzki genotyp, an­
tropologa niewiele tak naprawdę obchodzą - D N A nie
tłumaczy kultury, neurony nie powołują do życia mi­
tów, i z tego powodu wciąż nad biochemiczne struktu­
ry przedkładamy kontakt z pam iętającym informato­
rem. D la badacza kultury bowiem pamięć nie jest funk­
cją układu nerwowego, lecz relacją między ludźmi,
wzajemnością znaków, naturalnym środowiskiem trwa­
nia społeczeństw. Jeśli kultura w istocie jest „dziedzic­
twem przeszłości, które człowiek otrzymuje od swojego
społeczeństwa”, jak chciał tego Robert H. Lowie,1 „dzie­
dzictwem społecznym” w ujęciu Clyde’a Kluckhohna2
albo, mówiąc słowami Felixa M. Keesinga, „całością
doświadczeń możliwych do społecznego przekazania”,3
to umieszczone na wstępie równanie napełnia się trud­

re doprowadziły do obecnego porządku; jego bohatero­
wie tworzą społeczeństwo i rządzące nim reguły. Dla
Claude’a Levi-Straussa mitologie składają się na wspa­
niały pałac idei, tworzą wyimaginowaną totalizację
ludzkiego doświadczania natury i społeczeństwa.5 D o­
dajmy jeszcze, że mit jest równocześnie językiem i mo­
wą, a odległość między kodem indywidualnym i zbioro­
wym jest minimalna. Nie można egzystować „na ze­
wnątrz” mitu ani być jego zdystansowanym odbiorcą,
przynajmniej w społeczeństwach tradycyjnych.
Zgoła inaczej przedstawia się problem przekazywa­
nia społecznej pamięci przy użyciu historii. Historia to
przecież mniej lub bardziej usystematyzowana wiedza
o przeszłości empirycznej, o zdarzeniach udowadnialnych. Dotyczy ona ustanowienia społecznych ładów,
lecz jej bohateram i nie są jaguary, piżmowce czy księ­
życ, ale realne dynastie, znani z imienia wielcy wodzo­
wie. Historiografia nie opisywała bezkształtnego „kie­
dyś”, ale starała się wydarzenia poprzeć możliwie pre­
cyzyjnym datowaniem. Jako osobna gałąź nowoczesnej

ną do odparcia dosłownością.
Cały proces enkulturacji może być zatem trakto­
wany w kategoriach swoistej m nem otechniki, ułatwia­
jącej zapamiętywanie i kojarzenie. Wiemy aż nadto
dobrze, że sednem enkulturacji bardzo długo pozosta­
wała tradycja, która - znów! - polega na ćwiczeniu
pamięci. Okazuje się w rezultacie, broniąc tezy wyj­
ściowej, że kolebką kultury jest właśnie pamięć, że to
jej najważniejszy znaczeniowy rezerwuar, to jej ideowe
zaplecze, to jej wehikuł sensów.
Nie powinno przeto dziwić, że człowiek nie ustawał
w poszukiwaniu coraz doskonalszych metod ‘ulepsza­
nia’ pamięci, znajdywania dla niej pomocnych narzę­
dzi. Tym najstarszym bodaj środkiem m nem otechnicz­
nym jest mit. W kulturach opartych na przekazach ust­
nych był on głównym instrumentem komunikowania
pamięci społecznej. W ujęciach antropologicznych za­
kłada się, że mit poprzedza czas empiryczny i rzeczywi­
stość udowadnialną, choć jednocześnie nadaje im nad­
rzędny sens, pełni funkcję ponadczasowego wzorca;
zmienia, by odwołać się do znanej Barthesowskiej for­
muły, historię w naturę. Mityczna organizacja świata to
nic innego, jak zbiór reguł ustalających bezwarunkowy
sens realności.4 M it zdaje sprawę z serii wydarzeń, któ-

wiedzy historia dążyła do spójnej wizji tego, co minio­
ne, poszukiwała bezspornych źródeł i autentycznych
archiwów.
Nie tylko jednak armatura metody różni historię
od mitu: ta pierwsza nie musi wszak być niczym więcej
poza mową, czytelnik nie musi dzielić z historykiem
kodu pamięci. Tworzone na jej podstawie tożsamości
mogą mieć charakter idiosynkratyczny, dochodzi tu
także często do konfliktu doświadczeń, pojawiają się
grupy wykluczonych ze wspólnej historii albo takich,
którzy wykluczają się sami. Inicjatyw a powołania
w Polsce Instytutu Pamięci Narodowej jest właśnie
wyrazem tej tęsknoty za jednolitą pamięcią.
Przykłady mitu i historii pokazują wyraźnie, że
sztuka pamięci przybierała różne formy, uzależnione
od okoliczności czasu i przestrzeni. Raz ożywianie
przeszłości dokonywało się w trybie metaforycznym
(albo, mówiąc innymi słowy, fabulacja poprzedzała
mythopoiesis), kiedy indziej dominował tryb metonimiczny: narracja mitu zawierzała alegorii, narracja h i­
storiografii kazała widzieć siebie jako przedstawienie
literalne. Oczywiście, rozróżnienie powyższe daje się
przeprowadzić tylko dla celów analitycznych: m itolo­
gia Tewa była dla mieszkańców glinianych puebli real­

O historii, literaturze
s
i terazmejszosci
oraz innych formach
zapominania
♦

79

.

♦

♦

/

♦

�W aldemar Kuligowski ♦ O H IST O R II, LITE R A T U R Z E I T ER A Ź N IEJSZ O ŚC I O R A Z IN N YCH FO R M A C H Z A PO M IN A N IA

nością,6 historiografia marksistowska natom iast wy­
raźnie ujawnia swój rys mityczny. M etafora i syntagma
przenikają się, co pozwala Kirsten Hastrup stwierdzić,
że „W sztuce pamięci mit i historia są sobie równe”.7
Tyle o oczywistościach, teraz chciałbym zwrócić
uwagę na kwestię dostrzeganą rzadziej - idzie m iano­
wicie o pojęcie świadomości historycznej. Zalicza się ją
zazwyczaj do zbioru ideologii,8 doraźnych dyskursów
służących konkretnym celom. Świadomość historycz­
na nastawiona jest na teraźniejszość i postrzega prze­
szłość w kategoriach współczesnych. N acisk kładzie
się w jej ramach na konstruowanie historii i wynikają­

Jednym z najżywiej u nas dyskutowanym wycin­
kiem przeszłości jest nadal stan wojenny, zainauguro­
wany 13 grudnia 1981 roku przez muzykę Chopina
w radiu, biało-czerwone róże w telewizji, wszędobyl­
skie flagi narodowe i różnej postaci białe orły (obno­
szone zresztą po obu stronach barykady). Symbole do­
sadnie dawały do zrozumienia, że oto dzieje się coś
o niezwykłej wadze dla życia narodu, że ponownie ra­
tuje się jego byt. Świadomość historyczna tycząca tego
wydarzenia jest mnoga: fakt, że ktoś był milicjantem,
działaczem opozycji, księdzem, kolaborantem, krew­
nym wysokiej rangi oficera wojska, młodym dziennika­
rzem „Tygodnika Powszechnego” albo starym prenu­
meratorem periodyku „Za wolność i lud” decyduje
o różnicach nie tylko w sferze wartościowania, ale n a­
wet w warstwie faktograficznej. Z tego powodu mamy
do dyspozycji wiele simulacrów jednej konkretnej prze­
szłości. Przykład ten przekonuje o tym, że świadomość
historyczna żywi się partykularnym punktem widze­
nia, jej domeną jest m nem e em ocjonalna, pamięć zro­
dzona przez postawy, idee, konkretne ideologie.
Współczesne tożsamości - uwolnione już od dyktatu
trójcy „krew, łóżko i kult” - budowane są, powiedzmy
to wprost, na zapominaniu.
Kolejnym - po micie i historii - krokiem w dosko­
naleniu kulturowych m nem otechnik było z całą pew­
nością pismo. Słusznie przeto Jacques Derrrida nazy­
wa Platona pierwszym filozofem, „który pisał” - wyna­
lazek pisma nie był li tylko nowinką technologiczną.
W ierzono przecież, że pismo pozwoli utrwalić ogrom
inform acji, których w normalnych warunkach jed ­
nostka nie mogła przyswoić, i stanie się w wyniku tego
wspaniałym, otwartym i wciąż uzupełnianym źródłem

cej z niej tożsamości: przypomnijmy sobie wszystkie
odwołania do ‘świadomości’: proletariackiej, inteli­
genckiej, narodowej, europejskiej, małoojczyźnianej,
kobiecej, ekologicznej, a rzecz stanie się namacalna.
Nie trzeba chyba dodawać, że pojmowana (i pobudza­
na) w ten sposób świadomość historyczna bardzo czę­
sto popada w kolizje z pamięcią, z indywidualnym
wspomnieniem, z próbą odtworzenia sposobu, w jaki
przeszłość została przeżyta. W literaturze oba te term i­
ny są jednak często mylone bądź utożsamiane ze sobą,
i nie powinno to specjalnie dziwić: wszak w życiu dzie­
je się podobnie. Ideologiczne narzędzie historycznej
świadomości przebierane bywa w szatki autentycznego
przeżycia pewnych minionych wydarzeń, a prywatne
wspomnienie jest jego legitymacją albo nieuzasadnio­
nym odszczepieństwem.
Tak czy inaczej, świadomość historyczna rozwinęła
się względnie niedawno, w momencie kiedy doświad­
czono bolesnych braków ciągłości historycznej
i współistnienia wielu różnych odczytań przeszłości.
I to właśnie podejście nazwane zostało przez Frydery­
ka Nietzschego „monumentalistycznym”9 - przeszłość
pełni tu rolę polityczną, legitymizuje pewną tradycję,
dostarcza wskazań dla współczesnych. Prawodawcy
i historiografowie w ładają publicznym dyskursem
i wspólną pamięcią, „piszą” historię - bitwy na Kosowym Polu, konkwisty, Holocaustu, monogamicznej ro­
dziny, liberalizmu czy imperialistycznej etnologii - któ­
ra zdaje się posiadać wszelkie znamiona prawdy. I tego
rodzaju sytuację zapewne przywoływał Hayden W hite,
(ten, który - zdaniem Dom inica LaCapry - zbudził h i­
storyków z dogmatycznego snu), mówiąc na jednej
z konferencji, że: „Historia jest praktyką rządzoną fan­
tazmatycznym stosunkiem do przeszłości, i dlatego ma
więcej wspólnego z etyką niż z epistemologią”.10
Toteż nie bez przyczyny Joh n G. A . Pocock powia­
da, iż warunkiem sine qua non nowożytnej świadomo­

wiedzy o świecie. Lévi-Strauss posługuje się nawet ter­
minem „sztuczna pam ięć” jako tym kryterium, które
miało zdecydowanie odróżniać cywilizowane centrum
od barbarzyńskich peryferii.11 Okazuje się jednak, przy
wnikliwszym spojrzeniu, że jedyną wielką zmianą kul­
turową, jaka miała miejsce w związku z wynalezieniem
pisma, była koncentracja ludzi w m iastach. Ta zaś po­
ciągnęła za sobą zhierarchizowanie społeczeństw:
„Używanie pisma w celach bezinteresownych, dla za­
dowolenia intelektualnego i estetycznego, jest rezulta­
tem wtórnym”12 - utrzymuje autor Smutku tropików:
pismo zniewoliło ludzi, nim zdołało ich oświecić. H i­
poteza ta nie ogranicza swego zasięgu do czasów odle­
głych, oto w wieku X X szlachetna jakoby walka z anal­
fabetyzmem prowadziła bowiem wprost do zwiększe­
nia kontroli państwa nad obywatelami. W momencie

ści historycznej jest „mnogość tradycji i wizji przeszło­
ści”. Każde społeczeństwo, zdaniem tego badacza, mo­
że posiadać tak wiele ujęć przeszłości, jak wiele ma
przeszłych, łączących z nią, związków. W tym wypad­
ku wykluczona jest pojedynczość mitu, w grę nie
wchodzi też rozgadana, ale jednak pojąca się z tego sa­
mego źródła (nie tylko wiedzy, lecz także władzy), n o­
woczesna historia.

kiedy wszyscy potrafią czytać, nikt nie wymknie się li­
terze prawa, tłumacząc się jego nieznajomością. Triada
pamięć-pismo-zniewolenie wydaje się dobrze oddawać
tego rodzaju przeświadczenia.
„Lekcja pisania” Lévi-Straussa, którą ten przepro­
wadził wśród brazylijskich Nambikwarów, a potem
przedstawił na kartach Smutku tropików , spotkała się
z rozbudowana krytyką Derridy. Promotor dekonstruk-

80

�W aldemar Kuligowski ♦ O H IST O R II, LITE R A T U R Z E I T ER A Ź N IEJSZ O ŚC I O R A Z IN N YCH FO R M A C H Z A PO M IN A N IA

cji wytknął w niej capo di tutti capi strukturalizmu etnocentryczne zawężenie samego pojęcia pisma. Czyż de­
koracje na kalebasach, drzewo genealogiczne rysowane
na piasku czy pokazywane etnologowi tatuaże nie są
rodzajem pisma, czy nie należy w nich widzieć znaków
ożywiających pamięć?13 Tradycyjne, alfabetyczne zapi­
ski, które Derrida nazywa „pismem empirycznym”, to
ledwie „jawna sceneria zapisu”, która nie uwzględnia
innej metody archiwizowania. Niedającą się pominąć
postacią „protopisma” jest dla francuskiego badacza
akt nadawania imion własnych, czyli „wpisywanie unikatowości w system (...) zatracanie niepowtarzalności,
jaką zapewnia bezpośrednia obecność”.14 Tym samym pom ijając kontrowersyjność poglądów Derridy - raz
jeszcze podkreślona zostaje negatywność pisma jako
formy pamięci; ta negatywność, która współcześnie
wyrażana jest w przekonaniu o tym, że słowa nie łączą
się ze światem, że znak poprzedza doświadczenie, że fi­
gura pamięci utraciła empiryczny desygnat.15
Proces wpisywania pamięci w system pisma w rów­
nym stopniu dotyczył nauki, jak i literatury. Ta pierw­
sza zawierzać poczęła przede wszystkim świadectwom
pisanym, i w ogóle wizualnym, wysypisko nieweryfikowalnych wspomnień oddając pieczy literatów. I po­
nownie, mimo zarządzonych restrykcji, nie dostrzeżo­
no faktu, że pamięć jest wybiórcza, zawsze zapośredniczona, nigdy nie kompletna, że nie zachowuje ona
przeszłości, lecz dostosowuje ją do dzisiejszości.16
Ze świadomością tego faktu przyszło zmierzyć się
obu dziedzinom - początkowo dzieła literackie przypo­
minały nawet swoim stosunkiem do materii pamięci
zideologizowaną historiografię. „Całymi latami litera­
tura zdaje się sprzyjać uświęcaniu wartości - relacjo­
nuje Italo Calvino - podporządkowywaniu autoryte­
tom (...). Literatura pisana powstawała więc już z ba­
gażem powinności (...) potwierdzania istniejącego po­
rządku. O d bagażu tego uwalniała się ona przez tysiąc­
lecia, przenikając stopniowo w sferę prywatną (...) To
dzięki literaturze szlak ku wolności został przetarty”.17
Czy Calvino ma rację? Przyznaje mu ją pewien cykl
powieściowy. „Przez długi czas kładłem się spać wcze­
śnie. Niekiedy ledwie zgasiłem świecę, oczy zamykały
mi się tak szybko, że nie zdążyłem sobie powiedzieć za­
sypiam”.18 To rzecz jasna początek W poszukiwaniu
straconego czasu, wstęp do dobrego snu dzieciństwa,

daty, nazwy, znaki i tożsamości sprywatyzowały się, pi­
sarze uwolnili się od wampiryzmu obowiązkowej świa­
domości oficjalnej przeszłości, a sama proza stała się
rzeczywistą fikcją pamięci. Pewnie i dla tej racji powie­
ści Prousta uznano za natu ralne i kon ieczn e,21
a w Anglii za wręcz najbardziej podziwiane w całym
X X wieku.22 Osobną kwestią pozostaje to, że nagłe
przypływy pamięci, nazywane elegancko proustowskim doświadczeniem, przedostały się już do wiedzy
potocznej, będąc kolejną etykietą rzekomej erudycji.
Ważnym kulturowo instrumentem pomocniczym
pamięci miała być fotografia. Dzięki wynalazkowi ch e­
mików pozbywano się oto pośredników w docieraniu
do realności, w ponownym doświadczaniu tego, co m i­
nęło. Roland Barthes oddał to przekonanie słowami
o tym, że zdjęcie to „dowód według świętego niewier­
nego Tomasza- chcącego -włożyć-rękę -w-ranę - Chry­
stusa”.23 Znany semiotyk na poparcie tego stwierdze­
nia przytacza zdarzenie zapam iętane z własnego dzie­
ciństwa: zobaczył wówczas fotografię targu niewolni­
ków. Jego reakcją nań była groza pomieszana z wyraź­
ną fascynacją - „naprawdę tak było. To nie była kwe­
stia dokładności - pisał - ale rzeczywistości (...) nie­
wolnictwo było przedstawione bezpośrednio, fakt był
wykazany bez metody”.24 Odniesienie fotograficzne,
wierzono, tym różniło się od innych, że odsyłało do
rzeczy istniejącej koniecznie, takiej, która musiała
znaleźć się w pewnym m omencie przed obiektywem.
Stąd czysty, analogiczny realizm fotografii, dlatego jej
podstawowy przedmiot określano jako „to, co było”.
Zmącenie wiary w absolutną przezroczystość m e­
dium fotograficznego wiązało się nie tylko z nowinka­
mi technicznymi, które umożliwiły daleko idące ko­
rekty naświetlonych obrazów, ich retuszowanie i kom­
puterową obróbkę. Badacze wykazali ponadto wiele
zbieżności między społecznym charakterem tworzenia
wiedzy i takimż charakterem tworzenia zdjęć. W obu
wypadkach, rzeczywistość i metody jej postrzegania są
wypadkową określonych gier kulturowych.25 Fotograf
zawsze przecież wybiera pewien fragment realności, re­
jestruje to, co akurat uznaje za najistotniejsze i inter­
pretuje na podstawie przejętego paradygmatu. Kolejne
odczytania tej samej fotografii, dokonywane z per­
spektywy czasu, czynią semiozę przedsięwzięciem jesz­
cze bardziej problematycznym, jeszcze szerzej otwar­
tym na schematy ideologiczne współczesności. Tym
samym zatem fotografia upodabnia się nie tylko do
ujęć historyków - upodabnia się także do wszystkich
społecznych przedstawień i z nimi dzieli niedole wyni­
kające z trwającego ponoć nadal kryzysu reprezentacji.
Postawa trickstera przyjmowana w stosunku do pa­
m ięci nie oznacza bynajmniej, iż współczesna kultura
przestała jej zupełnie potrzebować. Ta odważna teza
wydaje się zrazu posiadać mizerne raczej podstawy już w pierwszym akapicie Przedwiośnia Stefan Zeromski pisał przecież o „nowoczesnych ludziach bez wczo­
raj”, a Jose Ortega y Gasset w rozprawie D ehum aniza­

niemającego nic wspólnego z Freudem, a wynikające­
go raczej z głębin świadomości. To sen, który można
zapisać, który dezorganizuje iluzoryczną logikę biogra­
fii, igra z usystematyzowaną pamięcią. Pisał M arcel
Proust w Contre Sainte-Beuve, ilustrując ów stan:
„Tkwiłem w bezruchu, gdy nagle runęły przegrody mej
pam ięci”.19 Jeden z jego biografów, George Painter,
słusznie zauważył, że Poszukiwanie... to „symboliczna
biografia, symboliczna historia życia”, a Joh n Keats do­
dał: „życie człowieka jest ciągłą alegorią”.20 Dzięki
złym manierom Proustów, którzy maczali ciasteczka
w herbacie, zmienił się krwiobieg światowej literatury:

81

�W aldemar Kuligowski ♦ O H IST O R II, LITE R A T U R Z E I T ER A Ź N IEJSZ O ŚC I O R A Z IN N YCH FO R M A C H Z A PO M IN A N IA

cja sztuki z 1925 roku relacjonow ał pojawienie się ta­
kiego typu człowieka, który niczego nie pragnie zmie­
niać, lecz jedynie syci się tym, co jest. O becnie tego
rodzaju postawy uległy wyraźnemu wzmocnieniu („nie
chcemy zmieniać świata - brzmi obiegowa dewiza - je ­
dyne, co możemy zmienić, to poglądy”), a wielu dia­
gnostyków obecnego stanu kultury mówi głośno o jej
zdecydowanym nastawieniu na ‘teraz’. Czynią tak
A lvin Toffler26 i Czesław Miłosz,27 Zygmunt Bauman
i Stephen Bertm an, do pokolenia ‘teraz’ imiennie
zwracała się też popularna reklama C oca-C oli. O par­
cie na chwili obecnej ma być charakterystycznym ry­
sem osobowym dla poszukiwaczy doznań i łaknących
ciągle nowych wrażeń konsumentów,28 trwanie zastę­
puje się natychmiastowością, pamięć ustępuje miejsca
wrażeniom, zrywa się z historią i tradycją, co owocuje
powstaniem tzw. nowist society.29 N ic nie mija, bowiem
codzienne próbowanie śmierci - w kinach, na wideo,
w parkach rozrywki, na stadionach - przekonuje o odwracalności każdej utraty. N ic też nie musi trwać dłu­
żej, niż tego chcemy - program telewizyjny zmienić

wania za wywóz ich przodków na amerykańskie plan­
tacje, a Turcja zamierza przeprosić Orm ian za rzeź
z 1915 roku. Pam iętać nie znaczy jednak w żadnym ra­
zie nienawidzić: przeszłość zamieniona została po pro­
stu w atrakcyjną metkę, jest nowym towarem przezna­
czonym do natychmiastowej konsumpcji, kolejną for­
mą rozrywki. Świetnie zdają sobie sprawę z tego pomy­
słodawcy wykorzystania znaku „Polski walczącej”, k tó ­
ry noszą na koszulkach kibice piłkarskiego klubu Po­
goń Szczecin (AK-owski symbol znaczy teraz „Pogoń
walcząca”). Taki ludyczny użytek z historii staje się
obecnie bardziej popularny niż niegdysiejszy M iesiąc
Pam ięci Narodowej, jak i projektowane przed kilku la­
ty z całą powagą Muzeum Tysiącletniej Historii M ę­
czeństwa Narodu Polskiego.32
Zakończony w tym m iejscu ogląd dzisiejszości kul­

można równie łatwo, jak styl ubierania się, tożsamość
na internetowym „czacie” czy seksualnego partnera.
Sezonowości - czyli przemijania - nie dostrzeżemy
także w wielkich centrach handlowych, które zawsze
oferują ten sam asortyment towarów spożywczych.
N ic nie obliguje także do przywiązywania się do przed­
miotów: ulubiony magnetofon, który „tyle” pam ięta
z naszego życia, chętnie zmienimy na nowszy odtwa­
rzacz, zapewniający pełnię doznań i towarzyski aplauz.
Logika powtarzalnego happpy endu głosi, że śmierć,
przemijanie, starość i żal są zupełnie nie na miejscu.
Nawet jeśli uznamy powyższe opinie za adekwatnie
przylegające do dnia dzisiejszego, to warto pamiętać,
że wysoce ironiczny stosunek do pamięci i wydarzeń
minionych traktować można w kategoriach znaku roz­
poznawczego pokolenia X (które dopiero obecnie zda­
je się udomawiać w Polsce). Otóż niedosyt historii zo­
stał przez jego kronikarza Douglasa Couplanda opisa­
ny jako „życie w czasach, w których nic się nie dzieje.
Główne objawy to uzależnienie od gazet, czasopism
i wiadomości telewizyjnych”. Zjawisko odwrotne, czyli
przesyt historii to z kolei „życie w czasach, w których
dzieje się zbyt wiele. Główne objawy to uzależnienie
od gazet, czasopism i wiadomości telewizyjnych”.30

tury mógłby prowadzić do wniosku mówiącego, że
wszystko zostaje sprowadzone do poziomu konsump­
cyjnego „teraz”. Ale nawet przyjęcie tej perspektywy
nie pozwala na pominięcie ważnego zjawiska, jakim
stała się współczesna nostalgia. Jej klinicznym przykła­
dem jest oczywiście muzyka rockowa pojmowana jako
metonim ia przeszłości, jako aktualizowanie tego, co
naprawdę m inęło.33 W spólnota uczuciowa, jaka po­
wstaje na koncercie muzycznej sławy grającej od kilku
dekad, wyzwala nostalgię za mitycznym „tam” i „wte­
dy” (które, rzecz jasna, może znaczyć coś zgoła innego
dla rodziców i dzieci). I w tym właśnie znaczeniu n a­
wiązuje do nowołacińskiej etymologii, mówiącej, że
nóstos to powrót, a dlgos —cierpienie.
W łaściw a teraźniejszości forma nostalgii nie wy­
czerpuje się wszelako we wspólnocie spod znaku mu­
zyki rockowej. We Francji na przykład funkcjonuje po­
jęcie „nostalgierii” (pisze o nim choćby Derrida), od­
wołujące się do rzekomej francusko-algierskiej sym­
biozy z czasów przed rokiem 1960. Środkowoeuropejczykom natom iast znacznie bliższy jest ten rodzaj n o ­
stalgii, który pozwala na głośne wyrażanie tęsknoty za
czasami socjalizmu. „Nie wszystko było wtedy złe”,
rozpoczyna się popularna opowieść o epoce małej sta­
bilizacji, kończąca się zazwyczaj wyliczaniem ciem ­
nych stron dem okracji i wypaczeń wolnego rynku.
Polska nostalgia za PRL-em , wschodnioniemiecka
„ostalgia” (mieszkańcy byłej N R D to właśnie Ossi) czy
bałkańska „jugonostalgia” to nazwy przyjęte dla tych

W arto, jak sądzę, uzupełnić celne żarty Couplanda
istotną uwagą poczynioną przez Jeana Baudrillarda.
Francuski myśliciel powiada oto, że obsceniczny nad­
miar informacji, jej ulotność i implozywność doprowa­
dziły do sytuacji, w której na historię zwyczajnie nie
mamy czasu.31 Skoro wszystko pragnie być nade
wszystko aktualne, modne i głośne, tedy zagubieniu
uległo pojęcie historii i jej sens. Historia jest teraz al­
bo nie ma jej wcale. Dlatego papież kaja się za winy
Kościoła sprzed pięciu wieków, dlatego Aborygeni żą­
dają zwrotu ziem zagarniętych przez nieistniejące im­
perium, czarni adwokaci walczą w sądach o odszkodo­

postaw, które charakteryzują ludzi o słabej pamięci
i bardzo bogatych wspomnieniach. Dodajmy, że ów
specyficzny dyskurs wymazywania pewnych stref pa­
m ięci nie dotyczy wyłącznie bezrobotnych czy grup
spauperyzowanych: mówią o nim także artyści, polity­
cy czy znani pisarze.34
O
istotności pamięci, o próbach jej ożywiania i wy­
twarzania, przekonuje jeszcze jedno interesujące zja­
wisko. Nosi ono miano vintage, co oznacza rocznikowe
wino, ale także rzeczy stare collectible, posiadające ja ­
kąś wartość artystyczną albo znamię historii. N a coraz
liczniejszych internetowych aukcjach tego rodzaju

82

�W aldemar Kuligowski ♦ O H IST O R II, LITE R A T U R Z E I T ER A Ź N IEJSZ O ŚC I O R A Z IN N YCH FO R M A C H Z A PO M IN A N IA

na, kogo reprezentują - te pytania pojawiają się za­
wsze, gdy komputer, przy którym akurat powstaje no­
wy tekst, pyta mnie, „Czy zapisać zmiany?”. Odpowia­
dając twierdząco, godząc się na poczynione wykreśle­
nia i dodane akapity, dołączam do odwiecznej pracy
pamięci, której szczytowym momentem jest zapomi­
nanie. Bez niego naszą kulturą, naszym życiem i tą
kartką nadal władaliby Kojot albo Kruk, kapłan albo
król, rewolucja albo reakcja - w każdym razie ktoś in ­
ny niż zapamiętały autor.

przedmiotów kupić można głównie ubrania: sukienkę
z balu giełdy na Wall Street z 1969 roku, smoking
z rautu w Resursie Kupieckiej z 1938, ale także stare
odmiany róż, przedwojenną gitarę strunową, kij bejsbolowy, którym New York Yankees grali w latach 60.,
radzieckie wieczne pióra z pływającą w środku rybką
czy lampy z plastikowych żyłek. Cenione jest to
wszystko, co różni się od współczesnej, perfekcyjnej
masówki, od tego, co anonimowe, co wywołuje do­
kuczliwą nudę identyczności. Vintage to, jak sądzę,
próba odnalezienia dla siebie jakiejś cząstki przeszło­
ści, wejścia w intymny związek z pamięcią w czasach,

Przypisy

kiedy wydają się, że są tożsamości i losy reprodukowa­
ne w m ilionach kopii.
Powtórzmy raz jeszcze - za Jorge Louisem Borgesem i Erichem Auerbachem - pamięć jest selektywna,
‘dziurawa’, czasem wsparta na subiektywnym „ja”, cza­
sem wywiedziona z obiektywizującego się zbiorowego
dyskursu. Kulturowy żywot pamięci skazuje różne for­
my jej przekazywania i archiwizowania (mit, historię,
świadomość historyczną, pismo, literaturę, fotografię,

1

R . H. Lowie, T h e H istory o f E thnological T h eory , N ew York

2

C. K lu kh ohn , M irror fo r M an : T h e R elation o f A nthropology to

3

F. M. Keesing, C ultu ral A nthropology: T h e S cience o f C ustom ,

1937, s. 3
the M odern L ife, New York and Toronto 1949, s. 17
N ew York 1958, s. 18
4

L. Kołakow ski, O b ecn o ść m itu, W rocław 1994, s. 7-9

5

C. Lévi-Strau ss, M yśl n ieosw ojona, przeł. A . Zajączkowski, W ar­

6

„Kiedy m ówicie o początkach, odnosicie to do archeologii - ko­

szawa 1969, s. 140-1 4 1
m entow ał pew ien współczesny Indianin - i do Cieśniny B e rin ­

kościół, muzeum, uniwersytet) na wcale niełatwe
współistnienie wielu kontrpamięci i kontrtradycji. Pa­
mięć staje się instrumentem społecznym wykorzysty­
wanym chętnie w edukacji, polityce, religii, sztuce,
sporcie. We wszystkich tych zastosowaniach możemy
wszelako wskazać na pierwiastek ludzki, na hum ani­
styczny współczynnik jej funkcjonowania. Czy z po­

ga (...) M y n ic nie wiemy o Cieśninie Beringa ani o m itach i le ­
gendach. M y w i e m y, kim jesteśm y i skąd pochodzimy. M ów ią
n am to starzy ludzie. M ów ią prawdę, a nie m ity” (M. M. Am es,
M useum , the Public a n d A nthropology. A Study in the A n th rop olo­
gy o f A nthropology, V ancouver-N ew D elhi, 1986, s. 4 3 ).
7

K. H astrup, Przedstaw ianie przeszłości. U w agi n a tem at m itu i hi­
storii, przeł. S. Sikora, „Polska Sztuka Ludowa. K on teksty”,
1997, nr 1-2, s. 25

dobną pewnością da się orzec to samo w odniesieniu
do pam ięci mierzonej megabajtami pojem ności kom­
puterów?
Każdy, kto choć raz korzystał z Internetu, musiał
zetknąć się ze zjawiskiem wirtualnych baz danych. Ich

8

Por. A . v an den Braem bussche, H istoria i pam ięć: kilka u w ag na
tem at ostatnich dyskusji, przeł. E. D om ańska, w: H istoria: o jeden
św iat za d a lek o , E. D om ańska (red.), Poznań 1997, s. 104 -1 1 1 .

9
10

O p. cit., s. 109
Patrz: E. D om ańska, W okół m etahistorii, w: H. W h ite , Poetyka pi­
sarstw a historycznego, pod red. E. D om ańskiej i M . W ilczyńskie­

nazwa jedynie pozornie pozwala na kojarzenie owych
baz z magazynami bibliotek bądź archiwami fotografii.
Różnica jest znacząca: otóż bazy danych są oddalone
od jakiejkolwiek kontroli, nie są ‘czyjeś’ ani też nie na­
leżą do wszystkich; nie przynależą do żadnego kon­
kretnego miejsca, nie ograniczają ich kotwice czasu ni
przestrzeni. Ich twórcami może być tak wiele podmio­

go, Karków 2 0 0 0 , s. 9
11

C. Lévi-Strauss, Sm utek tropików , przeł. A . Steinsberg, wstęp
L. Stom m a, posłowie J. Kuroń i A . Friszke, Łódź 1992, s. 296

12

O p. cit., s. 297

13

Patrz: Ch. Johnson, Derrida, przeł. J. Hołówka, Warszawa 1997, s. 41

14

O p. cit., s. 45 . P ełna polem ika z Lévi-Strau ssem w: J. Derrida,
O gram atologii, przeł. B. Banasiak, Warszawa 1999, s. 1 4 3 -1 9 4

tów, że zupełnie zbędne wydaje się tradycyjne pytanie
0 autorstwo czy autorytet.35 (Slavoj Zizek mówi na­
wet, posługując się psychoanalitycznym żargonem, że
wirtualność „zawiesza funkcję Pana”.36) Za tą hybrydą
stoi oczywiście kult informacji, który narodził się po II

15

Rozważaniom na te n tem at pośw ięcona jest duża część prac tej
form acji in telek tu aln ej, k tó rą zbiorczo nazywa się m ianem poststrukturalizm u: M ich el Foucault, Jacq ues D errida, Jacq ues L a­
can, Felix G u attari, a także neopragm atysta R ich ard Rorty
w U S A i na naszym gruncie choćby Jerzy K m ita, Ryszard Nycz
czy W o jciech J. Burszta.

wojnie światowej, wraz z teorią inform acji Shannona
1 W eavera.37 To wówczas oddzielono zawartość infor­
macyjną od niesionego przez nią znaczenia. Informa­
cję przedstawiono jako centrum zachowań kulturo­
wych, katalizator „rewolucji informatycznej” i akuszer­
kę „społeczeństwa informacyjnego”. Tradycyjną ko­
munikację zredukowano tym samym do technicznego
aktu otrzymywania informacji, a znak informacyjny
zastąpił to, co aktualnie istniejące.
W tym więc kontekście bazy danych to bezosobo­
we, a ściślej pozaosobowe megabity bezdomnych in ­
formacji. D o jakiego odnoszą się świata, kto je poczy­

16

D. Low enthal, T h e Past is a Foreign C ountry, Cam bridge 1985,

17

I. Calvino, K om bin atoryka a m it w sztuce opow iadan ia, przeł.

s. 2 1 0
T. Rutkow ska, „Polska Sztuka Ludowa. K on teksty”, 1992,
nr 3 -4 , s. 99
18

M. Proust, W poszukiw aniu straconego czasu, przeł. K . Rodow -

19

R . Barthes, Przez długi czas kładłem się s p ać w cześn ie, przeł. M. P.

ska, „Literatura na Św iecie”, 1998, nr 1-2, s. 3
M arkowski, „Literatura na Św iecie”, 1998, nr 1-2, s. 282
20

O p. cit., s. 2 84

21

A . T hib au d et, H istoria literatury fran cu skiej. O d R ew olucji F ran ­
cuskiej d o lat trzydziestych X X w ieku , przeł. J. Guze, Warszawa
1997, s. 4 87

83

�W aldemar Kuligowski ♦ O H IST O R II, LITE R A T U R Z E I T ER A Ź N IEJSZ O ŚC I O R A Z IN N YCH FO R M A C H Z A PO M IN A N IA

22

E. W h ite , Proust, przeł. M . P. M arkowski, „Literatura na Św ie-

wiedzy Polaków antropologa powinny dziwić. A le nie ze wzglę­

cie: 1999, nr 7 -8, s. 39

du na wartości, jakie za nim i stoją („prawdziwy Polak musi znać

R . Barth es, Św iatło obrazu. U w agi o fotografii, przeł. J. Trznadel,

daty Grunwaldu, W ied nia i Somosierry, bezbłędnie rozpozna­

W arszawa 1995, s. 135

wać królów i marszałków oraz wiedzieć, kim są nasi odwieczni

24

Ibidem.

wrogowie”, pobrzmiewa te n znany refren ), lecz z uwagi na bez­

25

D. C heatw ood, C . Stasz, Visual Sociology, w: Im ages o f In form a ­

podstaw ność tak ich zdecydowanych sądów. O tóż dzisiejszego

23

26

tion: Still P hotography in the Social Sciences, Beverly H ills-L on ­

stanu owej świadomości nie m am y zwyczajnie z czym porów nać:

don, 19 7 9 , s. 2 6 5 -2 6 7

żadne badania na te n tem at w przeszłości nie były przecież pro­

R zadki o w o c spod Bogoty. R ozm ow a z futurologiem A lv in em Toffle-

wadzone. Po raz kolejny zatem dokonuje się p rojekcji m itu

rem , „Gazeta W yborcza” 2 3 -2 6 grudnia 2 0 0 0
27

współczesnego na m ilczącą przeszłość.

W trakcie wystąpienia otw ierającego W ykłady Polskiej Rady

33

W. J. Burszta, N ostalgia i mit, a lb o o m echan izm ie pow rotu, w: (te ­

34

Już w krótce, n akładem wydawnictwa Czarne, ukaże się praca

Biznesu w dniu 14 m arca 2 0 0 2 p o eta-n oblista stwierdził: „za­

goż) C zytan ie kultury. P ięć szkiców , Łódź 1996, s. 8 0 -1 0 6

czyna się tworzyć nowy typ człow ieka, który żyje teraźniejszo­
ścią i którego z trudem m ożna przekonać do zajm ow ania się

pod znaczącym tytułem N ostalgia. E seje o tęsknocie za kom uni­

tym, co niegdyś było” (za: Cz. M iłosz, O tożsam ości, „Newswe-

zm em prezentująca teksty m .in. Ju rija Andruchow ycza, D obra-

ek” 31 m arca 2 0 0 2

vki U gresić i T h om asa Brussiga. Jeśli naw et będzie to tom pe­

28

Z. Baum an, D w a szkice o m oraln ości ponow oczesnej

łen ironii i sarkazmu, to samo jego pojaw ienie się jest wyraźnym

29

S. Bertm an , H y p er C ulture. T h e H u m an C ost o f Speed, London

sygnałem o realnym istnieniu rozległego środowiska nostalgii za

1998
30
31

starym system em społecznym.

D. Coupland, Pokolenie X . O pow ieści n a czasy przyspieszającej

35

Patrz np. M. Poster, T h e S econ d M ed ia Age, Cam bridge 1995

kultury, przeł. J. Rybicki, W arszawa 19 9 9 , s. 13

36

W ięcej n a te n tem at: S. Ziźek, P rzekleństw o fantazji, przeł.

J. Baudrilllard, Przed koń cem . R ozm aw ia Philippe Petit, przeł. R.

A . Chm ielew ski, W rocław 2 0 0 1 , s. 185 -2 2 3

Lis, Warszawa 2 0 0 1 , s. 16
32

37

C h. Chesher, O ntologia dom en cyfrow ych, przeł. P Aptacy, w:

Podnoszone przez wielu historyków i obrońców zdrowia psy­

W idzieć, m yśleć, być. Technologie m ediów , wybór, wstęp i oprac.

chicznego społeczeństw a alarm y dotyczące stanu historycznej

A . Gwóźdź, Kraków 2 0 0 1 , s. 158

N epal. K atm andu. U liczny sklepik mięsny. Fot. A n n a B e ata Bohdziewicz

84

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11170" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11148">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7dba46b318209a17cf59b19be20e98ef.pdf</src>
        <authentication>030bef3dea5be9c3d79713069075ffeb</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133171">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:925</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133172">
                <text>1978</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133173">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:850</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133174">
                <text>O interpretacji systemów pokrewieństwa typu Crow-Omaha / ETNOGRAFIA POLSKA 1978 t.22 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133175">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1978 t.22 z.1, s.109-132</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133176">
                <text>Szynkiewicz, Sławoj</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133177">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133178">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133179">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="133180">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133181">
                <text>„Etnografia P o l s k a " , t. X X I I z. 1

SŁAWOJ

SZYNKIEWICZ

O INTERPRETACJI SYSTEMÓW
TYPU

POKREWIEŃSTWA

CROW-OMAHA

P o k r e w i e ń s t w o n i e n a l e ż y d o t e m a t ó w często w y s t ę p u j ą c y c h

w

lek­

t u r z e polskiego etnografa profesjonalisty a n i studenta. Dlatego też p r z e d ­
kładany t u u w a d z e
specjalistyczny,

c z y t e l n i k a t e k s t , j a k k o l w i e k w y d a ć się m o ż e

zawiera

wicie stosunkowo

w

jącym między systemem
bowiem

intencji

a u t o r a wartość

dobitną p r e z e n t a c j ę t e z y

struktażowy

wprost

ogólniejszą,

o s i l n y m związku

przykład

które bywają

wspomnianej

miano­

występu­

p o k r e w i e ń s t w a i o r g a n i z a c j ą społeczną.

t a k i c h systemów pokrewieństwa,

wąsko

Dotyczy

u w a ż a n e za i n ­

zależności,

a

jednocześnie

wywołują pewne kontrowersje interpretacyjne.
N a l e ż y p r z y t y m pamiętać, ż e j e s t t o j e d e n z l i c z n i e j
nych w

reprezentowa­

świecie t y p ó w t e r m i n o l o g i i pokrewieństwa. W p r a w d z i e

się o p i n i ę , i ż n i e i s t n i e j e o n w

ogóle, l e c z n a s z y m

zdaniem

spotyka
dodaje

to

t y l k o atrakcyjności t e m a t o w i . B e z p o ś r e d n i ą p r z y c z y n ą t a k i e j o p i n i i m o ż e
być f a k t , że wyodrębnienie t y p ó w C r o w
d o c k a nastąpiło n a n i e c o s z t u c z n e j
n i c h zastosowano

i Omaha

w

klasyfikacji M u r -

zasadzie, p o n i e w a ż w y j ą t k o w o

wobec

k r y t e r i a n i e s p ó j n e z p r z y j ę t ą zasadą k l a s y f i k a c j i . G d y ­

b y n i e t e n zabieg, s y s t e m y

Crow-Omaha

z n a l a z ł y b y się w t y p a c h

opiso­

w y m i i r o k e s k i m *.

terminologicznych

pokre­

wieństwa. Istnieją w z a s a d z i e d w i e t a k i e k l a s y f i k a c j e w k i l k u w a r i a n t a c h .

Przypomnijmy

Pierw­

1

sza

przyjęła

t u pokrótce

klasyfikacje

z a zasadę układ terminów

w

systemów

generacji

wstępnej

(dla rodziców

i i c h rodzeństwa). T a k i c h a r a k t e r miała p r o p o z y c j a M o r g a n a . O b e c n i e
niej
ny

stosuje
—

się klasyfikację

brak

zróżnicowania

(z wyjątkiem
gana;
stwem,
wiada

2) typ

Lowiego,

która

terminologicznego

jest czwórdzielna:

jednakże

—

występuje

rodzeństwo

1) typ

generacyj­

między r o d z i c a m i i i c h rodzeństwem

zróżnicowania w e d ł u g płci), o d p o w i a d a t y p o w i
liniowy

ego

najpowszech-

malajskiemu u

Mor­

zróżnicowanie między r o d z i c a m i a i c h rodzeń­

obojga

rodziców

stanowi

kategorię

wspólną;

odpo­

t y p o w i a r y j s k i e m u ( o p i s o w e m u ) u M o r g a n a , z w a n y także a n g i e l s k i m ; 3) typ

bijurkacyjno-łączny
linię ojcowską

—

w

odróżnieniu

od

dwu

od m a c i e r z y s t e j , l e c z n i e w y d z i e l a

poprzednich

rozdziela

i c h rodzeństwa (np. wspólny t e r m i n d l a ojca i s t r y j a obok oddzielnego
Odpowiada

typowi

wyraźnie

odrębnie k a t e g o r i i rodziców o d

turano-ganowańskiemu u M o r g a n a ; 4) typ

dla

wuja).

bifurkacyjno-boczny

�110

SŁAWOJ

Kłopoty

natury

SZYNKIEWICZ

taksonomicznej

nie powinny

przemawiać

przeciwko

t y p o w i C r o w - O m a h a . Jest o n b o w i e m t a k ważnym i c i e k a w y m
porządkowania

więzi

społecznych,

że

ustąpić p r z e d

sposobem

n i m musi

logiczna

z a s a d a k l a s y f i k a c j i , a l b o t e ż n a l e ż y uznać, ż e s a m a z a s a d a n i e j e s t w ł a ś ­
ciwa.
Odstępstwo o d ogólnych, przyjętych
syfikacji
systemy

w

przypadku

Crow-Omaha

przez M u r d o c k a kryteriów

spowodowane

zostało

te znane były i badane wcześniej, a i c h specyficzne cechy

woływały

zainteresowanie

teoretyków

zanim

jeszcze

iż

wy­

zorientowano

j a k l i c z n i e i s z e r o k o są o n e w ś w i e c i e r e p r e z e n t o w a n e .

się,

T a k więc, m i m o

i ż u z n a n i e i c h s p e c y f i k i i pełniejsza c h a r a k t e r y s t y k a s y s t e m u
w

kla­

faktem,

nastąpiła

latach trzydziestych , t o ich indywidualne przypadki interpretowane
2

b y ł y już przez M o r g a n a .
Systemy

C r o w o r a z O m a h a m o g ą b y ć u z n a n e za d w i e o d m i a n y

n e g o t y p u , p o n i e w a ż są w z g l ę d e m s i e b i e
opiera

się

na

tych

samych

zasadach

symetryczne,

i c h zaś

strukturalnych.

jed­

budowa

Specyfikę

tych

s y s t e m ó w m o ż n a p r z e d s t a w i ć w u p r o s z c z e n i u następująco:
Crow —
racją

swoich

d z i e c i sióstr o j c a ego są z r ó w n a n e t e r m i n o l o g i c z n i e z g e n e ­
matek,

zaś ( w

l u b ) d z i e c i b r a c i m a t k i ego

pewnych

p r z y p a d k a c h można

powiedzieć:

z r ó w n a n e są ze s w y m i o d p o w i e d n i k a m i n i ż ­

s z y c h g e n e r a c j i ( n p . d z i e ć m i b r a t a ego).
Omaha —

d z i e c i sióstr o j c a są z r ó w n a n e t e r m i n o l o g i c z n i e ze

odpowiednikami

niższych

generacji,

zaś ( l u b ) d z i e c i

swymi

braci m a t k i

zrów­

n a n e są z g e n e r a c j ą s w o i c h o j c ó w .
W istocie w y m i e n i o n e wyżej równania t e r m i n o l o g i c z n e
nicji

Murdocka)

sięgają

dalej

niż

powiedziano,

(według

mianowicie

defi­

obejmują

d a l s z e g e n e r a c j e — w y ż s z e i niższe, a t a k ż e następne l i n i e b o c z n e . O g r a ­
niczenie

definicji w y n i k a

t y l k o stąd,

że

klasyfikacja

Murdocka

doty­

czyła j e d y n i e k u z y n ó w ego i n i e i n t e r e s o w a ł a się p o k o l e n i a m i d a l s z y m i .
I n n y m i słowy można powiedzieć, że w s y s t e m a c h C r o w i O m a h a k u z y n i

— rozróżnia zarówno obie l i n i e , j a k też o d d z i e l n i e t r a k t u j e rodziców i i c h rodzeń­
s t w o (np. ojciec, s t r y j , w u j ) . M o r g a n n i e wyodrębnił tego t y p u . D o niego należy
d a w n a p o l s k a t e r m i n o l o g i a pokrewieństwa.
Drugą klasyfikację przedstawił M u r d o c k . B i e r z e o n a z a podstawę pokrewień­
stwo w p o k o l e n i u ego. P o d o b n i e j a k p o p r z e d n i a , o p i e r a się o n a również n a w z a ­
j e m n y c h r e l a c j a c h terminów między k r e w n y m i l i n i i prostej ( w d a n y m w y p a d k u
rodzeństwo ego) oraz bocznej ( k u z y n i ) . C z t e r y j e j t y p y odpowiadają logicznie
t y p o m L o w i e g o : 1) hawajski
— b r a k zróżnicowania; 2) eskimoski
— zróżnicowanie
między rodzeństwem i k u z y n a m i , c i ostatni występują j a k o k a t e g o r i a wspólna;
3) irokezki — wspólnota t e r m i n o l o g i c z n a między rodzeństwem i k u z y n a m i r ó w n o ­
ległymi; 4) sudański (opisowy)
— rodzeństwo i każda z d w u k l a s kuzynów mają
odrębne t e r m i n y . P o n a d t o M u r d o c k wyróżnił t y p y Crow
i Omaha
n a podstawie
terminów obejmujących k r e w n y c h różnych pokoleń (nie zaś w t y m s a m y m p o k o ­
l e n i u ego). T y p y C r o w i O m a h a n i e mają odpowiedników u L o w i e g o .
2

S p i e r, 1925, s. 72-73.

�O I N T E R P R E T A C J I SYSTEMÓW

przeciwlegli
wchodzą w

n i e są

3

oznaczani

zakres szerszych

podziały generacyjne.
terminy

111

POKREWIEŃSTWA

i m t y l k o właściwymi

t e r m i n a m i , lecz

kategorii terminologicznych

lekceważących

N i e k t ó r z y u j m u j ą t o w t e n sposób, ż e n i e istnieją

odnoszące się d o k u z y n ó w p r z e c i w l e g ł y c h , c o j e d n a k

stanowi

4

n i e w ł a ś c i w ą ocenę.
Obszerny

materiał

etnograficzny

potwierdził

wację

D u r k h e i m a podtrzymaną

przez

dające

typowi Crow

najczęściej

nearnych,

występują

n a t o m i a s t odpowiadające

też c h a r a k t e r y s t y c z n e
pująco:

członkowie

cechy

grupy

5

Omaha

bardzo
że

dawną

systemy

obser­

odpowia­

w

społeczeństwach

matryli-

w

patry linearnych.

Dlatego

t y c h systemów można sformułować
pochodzeniowej

tego z rodziców, który n i e p r z e k a z u j e
niowej)

Lowiego ,

nielinearnego

p o t o m s t w u swojej

nastę­

rodzica
linii

(tzn.

pochodze­

są z r ó w n a n i t e r m i n o l o g i c z n i e ze sobą n i e z a l e ż n i e o d p o k o l e n i a ,

różnicując się e w e n t u a l n i e t y l k o w e d ł u g k r y t e r i u m płci. P o n a d t o

potom­

k o w i e n i e l i n e a r n y c h c z ł o n k ó w g r u p y ego ( t z n . n i e b ę d ą c y c z ł o n k a m i t e j
g r u p y ) są z r ó w n a n i ze sobą n i e z a l e ż n i e o d p o k o l e n i a , d o j a k i e g o

należą

i c h rodzice.
Poniższy d i a g r a m i l u s t r u j e przedstawioną definicję
p e t r y l i n e a r n y m (czyli dla systemu Omaha); p r z y c z y m
a)

grupa

oJ

pochodzeniowa

potomkowie

rodzica

nielinearnych

w

społeczeństwie

d l a społeczeństw

nielinearnego

członków

grupy

ego

K u z y n a m i przeciwległymi n a z y w a się. potomstwo pochodzące od b r a t a i s i o ­
stry, równoległymi zaś potomstwo d w u sióstr l u b d w o j g a b r a c i . K o n k r e t n i e , k u z y ­
n a m i przeciwległymi ego są d z i e c i sióstr ojca oraz b r a c i m a t k i .
3

4

Np. К r i u к o w, 1972, s. 40.

5

Lowie,

1917, s. 151.

�112

SŁAWOJ

z systemem

SZYNKIEWICZ

C r o w można b y narysować i d e n t y c z n y d i a g r a m

zamieniając

j e d y n i e o z n a c z e n i a s y m b o l ó w płci.
Z a r ó w n o p r z e d s t a w i o n a d e f i n i c j a , j a k też j e j o b r a z g r a f i c z n y
się d o m o d e l u i d e a l n e g o ,
wystarczającym,
powiednią

n i e zawsze spotykanego

b y zaliczyć terminologię d o s y s t e m u O m a h a ( l u b z o d ­

modyfikacją

—

Crow),

jest

wystąpienie

g i c z n y c h (wspólnych terminów z b i o r o w y c h )
wyznaczonych
stępującego
powyższej
gramie.

równań

dla jednej

g r u b ą linią ciągłą. L i n i a p r z e r y w a n a

rozszerzenia

stosowalności

terminów

d e f i n i c j i , n i e j e d n o k r o t n i e dalej

Dodajmy,

że L o u n s b u r y

6

+ 2 w o b e c ego)

terminolo­

z klas k r e w n y c h

dotyczy

zgodnie

z

często

cztery

rodzaje

wy­

założeniami

jeszcze niż p o k a z a n o

wydziela

O m a h a zależnie o d tego, czy i j a k k r e w n i m a t k i w
(czyli

odnoszą

w terenie. K r y t e r i u m

w

dia­

terminologii

generacji

wstępnej

j e d n o c z ą się t e r m i n o l o g i c z n i e z p o z o s t a ł y m i .

Włączenie l u b pominięcie m a t k i w

zakresie

terminologicznym

przed­

s t a w i o n y m w części „ a " d i a g r a m u j e s t n i e i s t o t n e z p u n k t u w i d z e n i a d e ­
f i n i c j i s y s t e m u O m a h a i zależy wyłącznie o d t y p u t e r m i n o l o g i c z n e g o ,
jakiego w

d a n y m systemie

zalicza

się g e n e r a c j ę

rodziców (czyli

się d o k l a s y f i k a c j i L o w i e g o , n i e zaś M u r d o c k a ) . M a t k a z a t e m m o ż e
terminologicznie
też

od niej

zrównana

wyróżniona

p a d k u wystąpi w
nych

kobiet

czenie

krewniaczej
W
my

generacji

brzmi

być

ze s w ą siostrą ( t y p b i f u r k a c y j n o - ł ą c z n y ) l u b

(typ bifurkacyjno-boczny).

W

pierwszym

d a n y m s y s t e m i e cała k l a s a b l i ż s z y c h i d a l s z y c h

różnych

potocznie

do

odnosi

określanych

„matka",

t e r m i n e m , którego

dokładniejsze

zaś

„krewna

wy­
krew­

tłuma­

z

grupy

założenie, iż

syste­

matki".

l i t e r a t u r z e p r z e d m i o t u s p o t y k a się najczęściej
Crow-Omaha

przypuszczalnie

współwystępują

z

typem

bifurkacyjno-łącznym,

w y n i k a z t e g o , ż e t a k się m a r z e c z z n a j l e p i e j

co

pozna­

n y m i e g z e m p l i f i k a c j a m i z t e r e n u A m e r y k i Północnej. T y m c z a s e m

ogólno­

światowa próba e t n o g r a f i c z n a

jedynie

7

daje podstawę d o t w i e r d z e n i a , iż

połowa systemów t y p u O m a h a jednoznacznie
cyjno-łącznym,

reszta

zaś z r ó ż n y m i

koreluje z typem

wersjami

typu

bifurka­

bifurkacyjno-bocz-

nego .
8

6

Lounsbury,

7

Murdock,

1964, s. 359-377.

1957.

M ó w i ę t u o różnych w e r s j a c h , ponieważ w rachubę wchodzą także pośrednie
rozwiązania t e r m i n o l o g i c z n e , j a k n p . stosowanie d l a S i M a i i n n y c h k o b i e t g r u p y
m a t k i określenia przekładalnego j a k o „mniejsza/druga m a t k a " , które j a k k o l w i e k
pochodne od „matki" stanowią t e r m i n odrębny. W e d ł u g próby M u r d o c k a podobne
rozwiązania występują w 12 n a ogólną liczbę 43 społeczeństw z a l i c z a n y c h do t y p u
Omaha.
8

W n o t o w a n i u związków pokrewieństwa posługuję się skrótami, w których
każdy stopień r e p r e z e n t o w a n y j e s t p r z e z d w u l i t e r o w y s y m b o l stanowiący początek
odpowiedniego w y r a z u ( n a z w y ) w pełnym b r z m i e n i u . Sposób o d c z y t y w a n i a skrótu:
od r e l a c j i d e f i n i o w a n e j do r e l a c j i będącej najbliższym k r e w n y m ego. N p . CóSiMa =
córka s i o s t r y m a t k i ego.

�O I N T E R P R E T A C J I SYSTEMÓW

113

POKREWIEŃSTWA

Tego r o d z a j u korelacja jest o c z y w i s t y m r e z u l t a t e m stwierdzonej
żej

p r a w i d ł o w o ś c i , iż t y p C r o w - O m a h a

czeństwach o u n i l i n e a r n y m przekazie
do pogodzenia

występuje

najczęściej

w

wy­

społe­

p o k r e w i e ń s t w a , t e n zaś b y ł b y n i e

z systemami generacyjnym

l u b l i n i o w y m , które n i e za­

c h o w u j ą k a t e g o r y z a c j i k r e w n y c h n a l i n i ę o j c o w s k ą i macierzystą. F a k t ,
iż s y s t e m y

Crow-Omaha

idą w

parze wyłącznie

z systemami

bifurka-

c y j n y m i , c z y n i p r a w d o p o d o b n y m , że t e z n i c h , które o d n a j d u j e m y w
łeczeństwach o b i l a t e r a l n y m , c z y l i p o d w ó j n y m p r z e k a z i e
rozwinęły
ogólnej

się t a k ż e n a p o d ł o ż u u n i l i n e a r n y m . D o t y c z y

liczby

Murdocka

79 s p o ł e c z e ń s t w z t e r m i n o l o g i ą

1957). P o n a d

dług s t a n u w

spo­

pokrewieństwa,
to prawie 2 0 %

Crow-Omaha

(wg

próby

80°/o spośród' n i c h z a c h o w a ł o unilinearność

okresie, z którego pochodziły materiały
pewne

ludy

terenowe.

we­

Wiele

z nich

(np. Mongołowie,

t u r e c k i e ) przeszło w

t y m czasie

zmianę

od unilinearnego do bilateralnego sposobu liczenia

pokrewień­

stwa.
F a k t , iż u t r a t a linearności n i e m u s i p r o w a d z i ć d o r e z y g n a c j i z s y s t e ­
mu

terminologicznego

typu

Crow-Omaha

jest

dość

symptomatyczny.

U w a ż a s i ę n a ogół, ż e s y s t e m y t e są b a r d z o k o n s e r w a t y w n e , n a d o w ó d
czego

przytacza

przejścia

do

się

trwanie

patryHnii .

Z

9

terminologii Crow
drugiej
w

strony

Crow-Omaha

współwystępujące

tych

z systemami

i r o k e s k i m i , co może nasuwać

nawet

spotykamy

samych

zespołach

świetle twierdzeń o

Crow-Omaha

iż t e o s t a t n i e rozwijać

kiedy

z i r o k e s k i c h . Jest t o o t y l e p r a w d o p o d o b n e ,

jedynie
tacji

drugorzędnych

do potrzeby

niż t a , d o której
wprowadzeniu
nemu

przyjąć,

dla tego ostatniego

całościowego wyróżniania
należy

Byłaby

ego.

wyspecjalizowanej

rozłożeniu

akcentów w

cech,

systemy

o

genetycz­

konserwatywności
się m o g ą

że w y m a g a

polegającej
zmiana

irokeskiej

nie­

zmiany

na

grup krewniaczych

t o zatem

wersji

warunkach
kulturowych

przypuszczenie

n y c h związkach między n i m i . W
należałoby

w

często

adap­
innych

polegająca

odpowiadającej

sposobie różnicowania

pokoleń.

Nie

na
in­
wy­

k l u c z a m y w p r a w d z i e m o ż l i w o ś c i o d w r o t n e g o p r o c e s u — przejścia d o t y ­
p u irokeskiego po z a n i k u C r o w - O m a h a — byłby to j e d n a k w uzasadnio­
nych

w a r u n k a c h dokładny

o d p o w i e d n i k poprzedniego,

c z y l i proces

de­

spee] a l i z a c j i , n i e zaś r e g r e s u . N a s z y m c e l e m j e s t j e d y n i e p o d k r e ś l e n i e t e ­
go, iż t y p C r o w - O m a h a s t a n o w i f o r m ę s z c z e g ó l n i e w y e l a b o r o w a n ą w s t o ­
sunku

do najbliższego

m u pod względem

konstrukcji

typu

irokeskiego.

T o s a m o m o ż n a też p o w i e d z i e ć o t y p i e o p i s o w y m w e d ł u g k l a s y f i k a c j i M u r ­
docka j a k o równorzędnym p u n k c i e wyjściowym

dla Crow-Omaha w

sy­

s t e m a c h b i f u r k a c y j n o - b o c z n y c h . N i e z a m i e r z a m y zatem proponować p r z y ­
j ę c i a t e z y , iż i s t n i e j e w y ł ą c z n i e d r o g a r o z w o j o w a o d i r o k e s k i e g o d o C r o w O m a h a . W y m i e n i l i ś m y ją, p o n i e w a ż d a j e się o n a odnieść d o dużej l i c z e b -

» Eyde, Postal,

1961, s. 756.

8 — E t n o g r a f i a P o l s k a , t. X X I I , z. 1

�114

SŁAWOJ

SZYNKIEWICZ

n i e g r u p y p l e m i o n Siuksów, z której

zresztą w y w o d z ą się

pierwowzory

o p i s y w a n e g o p r z e z n a s t y p u o r a z j e g o n a z w a własna.
Z d a n y c h , j a k i e p o s i a d a m y o S i u k s a c h , w y n i k a że występują u n i c h
10

obok siebie systemy t y p u Crow, O m a h a oraz irokeskiego

odpowiadające

n i e m a l dokładnie o d r ę b n y m s p o s o b o m p r z e k a z u p o c h o d z e n i a —

matryli-

nearnemu, patrylinearnemu i bilateralnemu. Siuksowie, m i m o wewnętrzne­
go

zróżnicowania,

m o g ą b y ć t r a k t o w a n i j a k o całość k u l t u r o w a . F a k t , iż i c h

b i l a t e r a l n a część (zwłaszcza p l e m i o n D a k o t a ) r e p r e z e n t u j e
każe

d o p a t r y w a ć się g e n e t y c z n y c h

związków

między

t y p irokeski,

typami i

widzieć

w n i c h w s z y s t k i c h k o m p l e m e n t a r n y zespół. M u s i e l i b y ś m y p r z y t y m o d r z u ­
cić h i p o t e z ę M a t t h e w s a , iż p r o t o s y s t e m S i u k s ó w p o k r y w a ł się z s y s t e m e m
O m a h a . Jest t o t a k samo mało p r a w d o p o d o b n e ,

j a k wynikający

z

niej

w n i o s e k , ż e s y s t e m O m a h a przekształca się w s y s t e m C r o w , co s t a n o w i ­
łoby zmianę b a r d z i e j n a w e t rewolucyjną
patrylinearnej

w

niż p r z e k s z t a ł c e n i e

matrylinearną

( n a co w

przeciwnie,

z zestawień

dowodów). W p r o s t

organizacji

p r z y p a d k u Siuksów
Matthewsa

nie m a

wynikałoby,

że

ó w p r o t o s y s t e m miał konstrukcję o cechach i r o k e s k i c h .
T o co powiedziano

o związku t y p ó w C r o w - O m a h a

z

bifurkacyjnymi

k a ż e przypuszczać, i ż t e p i e r w s z e s t a n o w i ą specyficzną o d m i a n ę o s t a t n i c h
i r e z u l t a t d o s t o s o w a n i a się i c h d o p e w n y c h s z c z e g ó l n y c h w a r u n k ó w , k t ó ­
r y c h j e d n a k n i e p o t r a f i o n o dotąd p r z e k o n u j ą c o określić. N i e m n i e j d o m n i e ­
m a n i e , iż t y p C r o w - O m a h a
bifurkacyjnej

jest udoskonalonym, s p e c j a l n y m w a r i a n t e m

t e r m i n o l o g i i pokrewieństwa, sprawiło, że p o t r a k t o w a n o go

j a k o w a ż n y t e o r e t y c z n i e p r z e d m i o t badań m o g ą c y rzucić ś w i a t ł o n a n a ­
t u r ę s p o ł e c z n y c h u w a r u n k o w a ń t e r m i n o l o g i i . T y m b a r d z i e j , że w y s t ę p u ­
j e o n n i e m a r g i n a l n i e , lecz r e p r e z e n t o w a n y jest w znacznej

proporcji ok.

1 5 % społeczeństw l u d z k i c h n a c a ł y m n i e m a l świecie z w y j ą t k i e m E u r o p y
i

Bliskiego Wschodu

( w g próby

M u r d o c k a 1957). D l a t e g o t e ż

literatura

poświęcona m u j e s t s t o s u n k o w o obszerna i o d p o w i e d n i o l i c z n e

hipotezy

zmierzające do wyjaśnienia f u n k c j i l u b g e n e z y t e g o t y p u .
Cechą c h a r a k t e r y s t y c z n ą t e j l i t e r a t u r y j e s t t o , i ż o p e r u j e o n a w o l ­
brzymiej

większości

wypadków

Północnoamerykańskich

materiałem

odnoszącym

się

l u b n i e k t ó r y c h l u d ó w afrykańskich,

do

Indian

przy

czym

materiał t e n d o t y c z y systemów C r o w - O m a h a należących — według
terminologii

w

pokoleniu wstępnym —

Te systemy,

k t ó r e korelują

należycie opracowane,

do typu

cech

bifurkacyjno-łącznego.

z t y p e m b i f u r k a c y j n o - b o c z n y m , n i e zostały

c o w i ą ż e się z i c h p ó ź n i e j s z y m

wprowadzeniem

w o b i e g n a u k o w y ( w i s t o c i e , p r o c e s t e n d o p i e r o się z a c z y n a ) . D o t y c z y t o
także systemów O m a h a występujących w A z j i Środkowej. P r z e d n i e w i e ­
l u jeszcze l a t y O l d e r o g g e
stemy

pokrewieństwa

1 1

napisał: „ n i e u l e g a w ą t p l i w o ś c i , że l i c z n e s y ­

ludów A z j i

Środkowej

mają

cechy

bliskie syste­

m o m t y p u O m a h a , n a c o d o t e j p o r y n i e z w r a c a n o u w a g i i co w
10

11

Matthews,
1999, s. 254 n.
O l d e r o g g e , 1958, s. 10.

litera-

�O INTERPRETACJI

SYSTEMÓW

t u r z e j e s z c z e n i e zostało o d n o t o w a n e " .

115

POKREWIEŃSTWA

O l d e r o g g e m i a ł rację

generalnie

r z e c z biorąc, chociaż m y l i ł się sądząc, ż e n i k t p r z e d n i m n i e z w r ó c i ł u w a g i
n a i n d y w i d u a l n e w y p a d k i występowania s y s t e m u O m a h a n a t y m obsza­
rze. P o p r z e d z i l i

go b o w i e m Aberle

(1953)

1 2

, V r e e l a n d (1954) o r a z M u r -

d o c k (1957). J e d n a k ż e r ó w n i e ż o n s a m n i e z a z n a j o m i ł się bliżej

z

systemami

rozwiązań

właści­

w y c h I n d i a n o m , umieszczając g o w k a t e g o r i i b i f u r k a c y j n o - ł ą c z n e j

i przy­

i błędnie

definiował

t y p Omaha

według

tymi

pisując m u j a k o p r a w i d ł o w o ś ć p r z y p a d k o w o w y s t ę p u j ą c e k r y t e r i u m r ó ż ­
n i c o w a n i a t e r m i n o l o g i i w g płci m ó w i ą c e g o .
1 3

Amerocentryczne

podejście j e s t w p r a w d z i e b a r d z i e j u s p r a w i e d l i w i o n e

u b a d a c z y a m e r y k a ń s k i c h , j e d n a k w sposób o c z y w i s t y o g r a n i c z a o n o u ż y ­
teczność f o r m u ł o w a n y c h

przez n i c h wniosków. D o t y c z y

d a r o w e g o osiągnięcia f o r m a l n e j
składnikowej) —

t o także s z t a n ­

analizy pokrewieństwa (według

metody

p r a c y Lounsbury'ego, który wychodząc z p e w n y c h za­

łożeń a k s j o m a t y c z n y c h d e d u k c y j n i e s f o r m u ł o w a ł m o d e l r o z k ł a d u
n ó w pokrewieństwa w

termi­

systemach Crow-Omaha.

O d n o s i się o n w s z a k ż e

d o t e j i c h części j e d y n i e , k t ó r a w s p ó ł w y s t ę p u j e

z typem bifurkacyjno-

łącznym. L o u n s u b r y w

tych

s a m y c h k a t e g o r i a c h próbuje wyjaśnić

od­

m i e n n y , b i f u r k a c y j n o - b o c z n y p r z y k ł a d I n d i a n F o x traktując g o j a k o w y ­
j ą t e k . J e d y n ą znaną n a m p r ó b ą w y j ś c i a p o z a a m e r o c e n t r y c z n ą k o n w e n ­
u

cję interpretacyjną p r z e z uwzględnienie o d m i e n n e g o materiału a z j a t y c k i e ­
go przedstawił R o m n e y
odrębnego miejsca

1 5

proponując w y d z i e l e n i e w ś r ó d s y s t e m ó w O m a h a

d l a rozwiązań n i e z g o d n y c h

z w a r i a n t e m indiańskim.

D o t y c z y ł y o n e w s z a k ż e i n n y c h c e c h n i ż pełna b i f u r k a c y j n o ś ć t e r m i n o l o g i i .
Oparcie

n a m a t e r i a l e amerykańskim

obciążyło także wczesne

próby

i n t e r p r e t a c j i systemów C r o w - O m a h a , które polegały n a w y w o d z e n i u i c h
ze s z c z e g ó l n y c h , m a r g i n a l n y c h f o r m d o b o r u m a ł ż e ń s k i e g o . Z n a c z n e
wodzenie
stemów

po­

z d o b y ł a h i p o t e z a upatrująca p r z y c z y n ę w y k s z t a ł c e n i a t y c h s y ­
w

jakoby

zalecanym

wtórnie

małżeństwie

z córką b r a t a

żony

( d l a O m a h a ) l u b z żoną b r a t a m a t k i ( d l a C r o w ) . S f o r m u ł o w a ł j ą j e s z c z e
w

1897 r . K o h l e r , p o t e m podjął R i v e r s i następnie p o d t r z y m a l i w 1916 r .

Gifford

i w

1917 r . B . S e l i g m a n ( p r z y t a c z a m z a R a d c l i f f e - B r o w n e m

P ó ź n i e j b r o n i ł j e j jeszcze A g i n s k y
—

zdyskredytowany

różnych

12

ich

17

. Przebrzmiały i —

pomysł powracał jeszcze m a r g i n e s o w o

a n a l i z materiału f a k t o g r a f i c z n e g o ,

Wprawdzie

1 8

Aberle

środkowoazjatyckie

wydawałoby

pisał

o Kałmukach

pochodzenie

i fakt,

w A z j i bliskie i m grupy ojrackie.
18

Olderogge,

14

Lounsbury,

1960, s. 27.

15

R o m n e y, 1965, s. 140-141.

1964, s. 364-365.

16

R a d c l i f f e - B r o w n ,

17

Aginsky,

1952, s. 55-56.

18

Np. F a r o n , 1961, s. 11 n.

1935, s. 450-451.

po kałmuckiej

oczywiste

migracji

).

się

okazji

o s t a t n i o zaś s p r ó b o w a ł

europejskich, jednak
że

przy

1 6

go

były

pozostały

�116

SŁAWOJ

SZYNKIEWICZ

o ż y w i ć n a n o w o L u c i c h (1969). H i p o t e z a t a k a m o ż l i w a j e s t ( w k a t e g o r i a c h
l o g i c z n y c h , n i e zaś m e t o d o l o g i c z n y c h )
bifurkacyjno-łącznych,
m a t k i ego

w których —

t y l k o w o d n i e s i e n i u d o systemów
jeśli j e s t t o t y p O m a h a —

krewne

noszą w s p ó l n y z nią t e r m i n , c z y l i m o g ą b y ć t r a k t o w a n e j a k o

„ m a t k a " . P o d o b n e r ó w n a n i e z a c h o d z i p r z y C r o w d l a o j c a i j e g o męskich
k r e w n y c h . W p i e r w s z y m w y p a d k u CóBrMa n a z y w a n a jest „matką",

rze­

k o m o d l a t e g o , że m o ż e stać się żoną o j c a . W d r u g i m , n a z y w a się „ o j c e m "
siostrzeńca

swego

rzeczywistego

ojca

antycypując

s w e j m a t k i z t y m siostrzeńcem. R o z u m o w a n i e

niejako

małżeństwo

t e g o t y p u zostało słusznie

o d r z u c o n e n a p o d s t a w i e założenia, ż e d r u g o r z ę d n e , t e o r e t y c z n i e
lecz n i e k o n i e c z n i e

(jakkolwiek niekiedy)

zdarzające

j e s t w s t a n i e kształtować k a t e g o r i i pokrewieństwa

1 9

możliwe,

się m a ł ż e ń s t w o n i e

. Radcliffe-Brown do­

daje, że logicznie równie u p r a w n i o n e byłoby o d w r o t n e t w i e r d z e n i e

wy­

wodzące formę małżeństwa o d f o r m y t e r m i n o l o g i c z n e j .
D o powyższej

a r g u m e n t a c j i m o ż n a dorzucić, ż e — j a k w y n i k a z d i a ­

g r a m u 1 — l i c z b a osób m o g ą c y c h a s p i r o w a ć d o s t a t u s u m a t k i ( l u b o j c a ,
p o p r z e t r a n s p o n o w a n i u d i a g r a m u n a s y s t e m C r o w ) j e s t większa niż p r z e ­
w i d u j e hipoteza tworzona najprawdopodobniej n a podstawie

fragmenta­

r y c z n e g o m a t e r i a ł u . P o w o d u j e t o konieczność t a k i e g o j e j p r z e f o r m u ł o w a n i a , i ż z o s t a n i e o n a p o z b a w i o n a z n a c z e n i a . S p r o w a d z i się b o w i e m d o t e z y ,
iż „ w p o n o w n y m m a ł ż e ń s t w i e c z ł o w i e k p r a w d o p o d o b n i e p o ł ą c z y się z o s o ­
bą należącą d o g r u p y , z k t ó r e j w y w o d z i ł się j e g o p i e r w s z y
c z y l i s y t u a c j i często s p o t y k a n e j u l u d ó w o u n i l i n e a r n y m

małżonek",

pokrewieństwie

n i e z a l e ż n i e o d t y p u s t o s o w a n e j t e r m i n o l o g i i . K o n k u r e n c y j n ą hipotezą m o ­
g ł o b y b y ć m a ł ż e ń s t w o g r u p o w e , j e d n a k ż e n i e w y d a j e się p r a w d o p o d o b n e ,
b y p r z y d z i s i e j s z y m s t a n i e w i e d z y k t o k o l w i e k j e j bronił.
F a k t , iż t e r m i n y z b i o r o w e

obejmujące

kuzynów przeciwległych

włą­

czają w t e r m i n o l o g i i t y p u C r o w - O m a h a n i e t y l k o p o t e n c j a l n y c h k a n d y ­
d a t ó w d o m a ł ż e ń s t w a ( g ł ó w n i e d z i ę k i t e m u , i ż przekraczają g r a n i c e p o k o ­
leń), s k i e r o w a ł p o s z u k i w a n i a w ł a ś c i w e j i n t e r p r e t a c j i t y p u n a i n n e d r o g i .
Tak

więc

Crow-Omaha

wysunięta
należy

została

tłumaczyć

hipoteza ,
2 0

że

identyfikacją

osobliwości t e r m i n o l o g i i
osobników

płci

linearnej

( t z n . przekazującej l i n i ę p o c h o d z e n i o w ą ) z r o d z i c e m l i n e a r n y m , o s o b n i k ó w
zaś płci n i e l i n e a r n e j z n i e l i n e a r n y m r o d z e ń s t w e m t e g o ż r o d z i c a .

Znaczy

to, że w s y s t e m a c h O m a h a mężczyzna n a z y w a D z S i O j t a k samo j a k j e g o
ojciec (czyli DzSi),

zaś k o b i e t a n a z y w a t ę samą r e l a c j ę j a k s i o s t r a o j c a

(czyli Dz). W systemach C r o w mężczyzna n a z y w a D z B r M a , t a k samo j a k
b r a t m a t k i ( c z y l i D z ) , k o b i e t a zaś j a k m a t k a ( c z y l i D z B r ) . I n t e r p r e t a c j a t a
n i e t y l k o ogranicza swoje zainteresowanie do wyłącznie jednego z p r z e ­
c i w l e g ł y c h k u z y n ó w , l e c z t a k ż e p r a w d z i w a j e s t w o b e c t e j j e d y n i e części
społeczeństw C r o w - O m a h a , które wprowadzają
" M u r d o c k ,
-Brown,
20

rozróżnienie t e r m i n o l o g i i

1949, s. 123-124, 177; Lévi-Strauss, 1949, s. 154;

1952, s. 59.

M o o r e, 1963, s. 307-308.

R a d c l i f f e -

�O I N T E R P R E T A C J I SYSTEMÓW

117

POKREWIEŃSTWA

w e d ł u g płci o s o b y m ó w i ą c e j . J e s t t o z a t e m k o l e j n a d e m o n s t r a c j a

amero-

c e n t r y z m u (chociaż r ó w n i e ż n a k o n t y n e n c i e a m e r y k a ń s k i m istnieją
m y C r o w - O m a h a n i e stosujące w s p o m n i a n e g o
powyżej

koncepcja

Moore'a

n i e j e s t w ł a ś c i w i e interpretacją

t y p u , a j e d y n i e uogólnieniem m a r g i n e s o w e j
Bardziej

syste­

kryterium). Przedstawiona

cechy

genetyczną

strukturalnej.

u n i w e r s a l n y c h a r a k t e r mają wyjaśnienia

wiążące

omawiane

s y s t e m y z organizacją g r u p k r e w n i a c z y c h . J a k o p i e r w s z y z t a k i m
j e m i n t e r p r e t a c j i wystąpił L o w i e

2 1

twierdząc, że lekceważenie

rodza­

generacji

w s y s t e m i e C r o w i O m a h a (jeszcze w ó w c z a s n i e w y d z i e l a n y c h w

odrębny

t y p ) t ł u m a c z y się e g z o g a m i ą

Z

unilinearnej

grupy

krewniaczej.

kolei

E g g a n (1937) zasugerował, ż e t e r m i n o l o g i a w y o d r ę b n i a zespoły l i n e a ż o w e
i w s k a z u j e n a i s t n i e n i e między n i m i więzi. Zaproponował też d l a systemów
Crow-Omaha
Przyjmując
minologię

nazwę
ten

„lineażowy

punkt

Crow-Omaha

typ

widzenia
w

rozwoju

terminologii

White

2 2

pokrewieństwa".

spróbował

ewolucyjnym

i

umieścić

uznał,

że

w i a się o n a w r a z z w y k s z t a ł c e n i e m się r o d ó w , jeśli t o w a r z y s z y
da u n i l i n e a r n e g o pochodzenia. M u r d o c k
mej

neoewolucjonistycznej

2 3

i m zasa­

podjął myśl W h i t e ' a w t e j sa­

k o n w e n c j i sugerując,

O m a h a są n a j w c z e ś n i e j s z y m i

ter­
poja­

że społeczeństwa

typu

społeczeństwami p a t r y l i n e a r n y m i i t y m sa­

m y m mają dłuższą historię działania t e j z a s a d y p o c h o d z e n i o w e j

niż s p o ­

łeczeństwa p a t r y l i n e a r n e z i n n y m i s y s t e m a m i t e r m i n o l o g i c z n y m i . N a t e j
p o d s t a w i e wyciągnął w n i o s e k , iż społeczeństwa t y p u O m a h a
procesie

dziejowym

pozostałe,

a w

utraciły

w

więcej i n s t y t u c j i związanych z patrylinearnością niż

t y m patrylokalne korporacyjne

grupy

krewniacze

lineaże, „ k l a n y " w t e r m i n o l o g i i M u r d o c k a o r a z w i e l k i e r o d z i n y ) .

(tzn.

Wniosek

t e n w p r a w d z i e p o t w i e r d z i ł n a p r ó b i e 28 s p o ł e c z e ń s t w t y p u O m a h a

2 4

, jed­

n a k z o p u b l i k o w a n e j później większej próby w y n i k a , że t y l k o w y s t ę p o w a ­
n i e lineaży u j e m n i e k o r e l u j e z t y p e m O m a h a . Oprócz lineaży d o t y c z y
także r o d ó w . W

naszym

p r z e k o n a n i u f a k t t e n można wyjaśnić

w

to

inny

sposób, n i ż c z y n i t o M u r d o c k ; p r ó b ę t a k i e g o w y j a ś n i e n i a p r e z e n t u j e m y n a
dalszych stronach.
Konsekwentną interpretację wiążącą j e d n o z n a c z n i e
ganizacją l i n e a ż o w ą p r z e d s t a w i ł R a d c l i f f e - B r o w n

2 5

Crow-Omaha z or­

. Występowanie

zbio­

r o w y c h t e r m i n ó w w e w ł a s n y m l i n e a ż u ego t ł u m a c z y o n d z i a ł a n i e m z a s a ­
d y jedności g r u p y r o d z e ń s t w a , w lineażach zaś s p o w i n o w a c o n y c h

działa­

n i e m z a s a d y jedności lineażu. T a o s t a t n i a p r z e w i d u j e , ż e c z ł o n k o w i e k o r ­
poracyjnej unilinearnej g r u p y pochodzeniowej

czy krewniaczej t r a k t o w a ­

n i są p r z e z o b s e r w a t o r a z z e w n ą t r z całościowo, m i m o ż e z i c h w ł a s n e g o
p u n k t u w i d z e n i a są z r ó ż n i c o w a n i . T a k w i ę c c z ł o n k o w i e g r u p y k r e w n i a -

21

Lowie,

1915, s. 238.

2 2

White,

1939, s. 569-570.

23

Murdock,

24

Tamże,

1949, s. 240-241.

25

R a d c l i f f e - B r o w n ,

s. 241.
1952, s. 53-57, 70-88.

�118

SŁAWOJ

SZYNKIEWICZ

czej r o d z i c a n i e l i n e a r n e g o a l b o m a ł ż o n k a znajdują się w o b e c ego w
nakowej

jed­

r o l i k o r p o r a c y j n e j i o z n a c z a n i są j e d n a k o w y m t e r m i n e m , m i m o

że w f u n k c j o n o w a n i u s y s t e m u n a c o d z i e ń w y s t ę p o w a ć m o ż e z r ó ż n i c o w a ­
n i e ról, w z a j e m n y c h

p o s t a w i zobowiązań. (Według k o n c e p c j i f u n k c j o n a -

l i s t y c z n e j t e o s t a t n i e grałyby ważniejszą rolę w d e t e r m i n o w a n i u n a z e w ­
nictwa). Powyższe

założenie, iż

ten

sam

termin

oznacza

w

t y m s a m y m lineażu, n i e z a w s z e p r e c y z y j n i e

w

żadnym i n n y m systemie pokrewieństwa n i e sprawdza

członkostwo

sprawdza

się,

jednakże

się t a k d o b r z e ,

j a k w C r o w - O m a h a . N a l e ż y t u w s z a k ż e dodać, ż e zgodność t a w y s t ę p u j e
j e d y n i e w ó w c z a s , g d y zasadę jedności l i n e a ż u p r z y j m u j e m y
bez j e j e m p i r y c z n e g o

teoretycznie

weryfikowania, bowiem — jak wspomniano —

m i n o l o g i i C r o w - O m a h a n i e zawsze towarzyszą zorganizowane
grupy krewniacze,
programowego
przekonanie
sowany

ter­

unilinearne

k t ó r y c h jedność p o w y ż s z a z a s a d a głosi. T o t e ż w o b e c

niemal

ahistoryzmu

Radcliffe-Browna

budzi

zdziwienie

a u t o r a , iż „ t y p t e r m i n o l o g i i O m a h a j e s t r a c j o n a l n y i

d o s y s t e m ó w społecznych, w k t ó r y c h w y s t ę p u j e "

ów racjonalizm i dostosowanie
n i e zaś o b s e r w o w a n i e .

2 e

są j e d y n i e d e d u k o w a l n e

, gdyż

dopa­
często

d l a przeszłości,

N i e m n i e j w y p a d a w dużym — może n a w e t całko­

w i t y m — s t o p n i u podzielić t a k w y r a ż o n ą o p i n i ę o w e g o a u t o r a , p o n i e w a ż
przyjmujemy

prawdziwość t e g o r o d z a j u w n i o s k o w a n i a , które

historyczną r e k o n s t r u k c j ę g r u p k r e w n i a c z y c h n a p o d s t a w i e

umożliwia

występowania

i n s t y t u c j i f u n k c j o n a l n i e z n i m i związanych. W r o l i j e d n e j z t a k i c h i n s t y ­
t u c j i i z a r a z e m przesłanek p o w y ż s z e g o s p o s o b u w n i o s k o w a n i a

występuje

także s y s t e m t e r m i n o l o g i c z n y pokrewieństwa.
Hipoteza

Radcliffe-Browna

unika

wszelkich

genetycznych

sugestii,

s t w i e r d z a j e d y n i e strukturalną, a w i ę c f o r m a l n ą o d p o w i e d n i o ś ć l i n e a ż o w e j
(lub

podobnej)

organizacji

społeczeństwa

oraz

terminologii typu

Crow-

O m a h a . N i e m n i e j , s t w a r z a o n a w y g o d n e narzędzie d l a t y c h w s z y s t k i c h ,
k t ó r z y poszukują społecznych u w a r u n k o w a ń t e r m i n o l o g i i . W
jest

ona

ogólniejsza

Crow-Omaha

z

od

zbliżonych

korporacyjnymi

do

grupami

niej

hipotez

t y m sensie

wiążących

krewniaczymi,

to j e d n a k d o d a t k o w y m i w a r u n k a m i , j a k n p . względne wyprzedzenie
nologiczne

i n n y c h systemów u n i l i n e a r n y c h (White,

typ

obwarowując

Murdock),

chro­

czy

też

obowiązkowa p r a k t y k a małżeństwa z kuzynką przeciwległą (teza t a o m ó ­
w i o n a będzie n a d a l s z y m miejscu). J e d n y m z a t r a k c y j n i e j s z y c h

przykła­

d ó w n i e m a l a u t o m a t y c z n e g o działania z a s a d y jedności l i n e a ż u j e s t s y t u a ­
c j a M a p u c z ó w z C h i l e , k t ó r z y j e s z c z e w początkach X X w . m i e l i t e r m i n o ­
l o g i ę t y p u i r o k e s k i e g o , l e c z w t y m w ł a ś n i e c z a s i e m i a ł y się u n i c h p o j a w i ć
w i e l k i e lineaże p a t r y l i n e a r n e i j u ż w
terminologię t y p u

Omaha

2 1

.

Gdyby

połowie X X

t e dane

w . zanotowano

potwierdziły

tam

się, b y ł b y

to

i s t o t n i e i d e a l n y w p r o s t przykład f u n k c j o n a l n e g o z g r a n i a elementów s t r u k ­
t u r y społecznej b e z o p ó ź n i e ń w c z a s i e i b e z działania d o d a t k o w y c h w a 26

T a m ż e, s. 85.

2 7

F а r o n, 1961, s. 15.

�O INTERPRETACJI

SYSTEMÓW

119

POKREWIEŃSTWA

runków, p r z y n a j m n i e j t y c h , które h i p o t e t y c z n i e w s k a z y w a n o j a k o i s t o t n e
p r z y t w o r z e n i u się s y s t e m ó w O m a h a .
O d n o t u j m y jeszcze f o r m a l n ą i n t e r p r e t a c j ę s y s t e m ó w C r o w - O m a h a , k t ó ­
r a — p o d o b n i e j a k s t r u k t u r a l n a — o d ż e g n u j e się o d s p e k u l a c j i g e n e t y c z ­
części f u n k c j o n a l n y c h . J e j z w o l e n n i c y

dopusz­

czają m o ż l i w o ś ć , iż o m a w i a n e s y s t e m y t e r m i n o l o g i c z n e sprzyjają

n y c h , a także w znacznej

lineażo-

w e m u p r z e k a z o w i szeroko p o j m o w a n e g o statusu społecznego , lecz t w i e r ­
2 8

dzą, ż e h i p o t e z a R a d c l i f f e - B r o w n a n i e t ł u m a c z y w i e l u z a s t o s o w a ń t e r m i ­
n ó w i j e s t zbędna, g d y ż p r e c y z y j n i e j s z e

i wystarczające narzędzie s t a n o ­

w i f o r m a l n y o p i s , k t ó r y a u t o m a t y c z n i e o d t w a r z a całe n a z e w n i c t w o w s k u ­
t e k w y k r y c i a r e g u ł o r g a n i z u j ą c y c h d a n y s y s t e m t e r m i n o l o g i c z n y (z n i c h
najważniejsza

j e s t reguła r e d u k c j i ,

tzn. pomijania pewnych ogniw

średnich), dzięki k t ó r y m powstają t e r m i n y z b i o r o w e

2 9

po­

. Jak wspominali­

śmy n a i n n y m m i e j s c u , f o r m a l n y opis L o u n s b u r y ' e g o można

zastosować

j e d y n i e d o części s y s t e m ó w C r o w - O m a h a , a n a w e t w ó w c z a s m o ż e o n b y ć
traktowany

t y l k o j a k o swoista

g r a m a t y k a t e r m i n o l o g i i pokrewieństwa,

c z y l i z a l e d w i e j e d e n z aspektów s y s t e m u z n a k o w e g o .
Znaczne

p o w o d z e n i e uzyskała

ostatnio

koncepcja

wiążąca

systemy

C r o w - O m a h a z instytucją m a ł ż e ń s t w a k u z y n o w s k i e g o . N a l e ż y o n a j e d n a k
d o zupełnie i n n e j k a t e g o r i i i n t e r p r e t a c y j n e j , niż w s p o m n i a n a w y ż e j , o p a r ­
t a n a m a ł ż e ń s t w i e z córką b r a t a żony. O i l e t a m t a o p e r o w a ł a

pojęciem

małżeństwa n i e t y p o w e g o , t o o m a w i a n a k o n c e p c j a w p r o w a d z a j a k o zasad­
niczą

przesłankę

zinstytucjonalizowaną

praktykę

zawierania

małżeństw

m i ę d z y g r u p a m i . C h a r a k t e r y s t y c z n e , ż e chociaż k o n c e p c j a t a b i e r z e
czątek m . i n . w l é v i - s t r a u s s o w s k i e j i d e i z o r g a n i z o w a n e j
skiej

30

mami

, s a m Lévi-Strauss n i e wykazał większego zainteresowania
Crow-Omaha.

Utrzymuje on nawet

3 1

,

po­

w y m i a n y małżeń­

że s y s t e m y

syste­

t e n i e istnieją

w postaci, w jakiej je zdefiniowano, i ogranicza je d o k i l k u

przykładów

w y s t ę p u j ą c y c h w A m e r y c e . J e s t zresztą w t y m p o g l ą d z i e c a ł k o w i c i e o d o ­
s o b n i o n y . Zastrzeżenia Lévi-Straussa d o d e f i n i c j i t y p u C r o w - O m a h a biorą
się stąd, ż e c h c i a ł b y

on w

n i m widzieć

połączenie

zasad

ograniczonej

i u o g ó l n i o n e j w y m i a n y małżeńskiej ( t z n . o d b y w a j ą c e j się p o m i ę d z y
ma tylko grupami partnerskimi
mującym

więcej

takich

grup

3 2

albo w
).

dwo­

cyklu j e d n o k i e r u n k o w y m obej­

Tymczasem

najprawdopodobniej

nie

w s z y s t k i e społeczeństwa C r o w - O m a h a p o t w i e r d z a ł y założenie, stąd s e p a ­
r a t y s t y c z n e podejście
Lévi-Straussowi

do k w e s t i i k l a s y f i k a c j i . Jednakże

zabrakło cierpliwości

wydaje

do przeprowadzenia

się,

że

analizy n i e -

2 8

Lounsbury,

2 9

Tamże,

1964, s. 383.

3 0

P r z e z wymianę małżeńską należy rozumieć stały związek d w u grup w

s. 354.
pro­

cesie d o b o r u partnerów do małżeństwa, niezależnie od tego, c z y j e s t on o b u - c z y
też j e d n o s t r o n n y , to z n a c z y b e z względu n a k i e r u n e k przepływu
3 1

Lévi-Strauss,

1970, s. 126-127.

3 2

Por. L é v i - S t r a u s s ,

1966, s. 18-20; 1970, s. 127.

kobiet.

�120

SŁAWOJ

amerykańskich

systemów

potwierdziłaby

jego

Crow-Omaha,

hipotezę.

ogólnie, iż o m a w i a n e

SZYNKIEWICZ

systemy

W

która

każdym

przypuszczalnie

bądź

charakteryzują

razie

Fox

jednak
stwierdza

3 3

się r o z w i ą z a n i a m i

n i m i p o m i ę d z y e l e m e n t a r n ą i złożoną w y m i a n ą m a ł ż e ń s k ą (co

pośred­

odpowiada

lévi-straussowskiemu rozróżnieniu między w y m i a n ą zamkniętą i otwartą,
c z y l i p o uwzględnieniu egzogamii całkowicie swobodną).
Założenia Lévi-Straussa p o t w i e r d z a w
cząca p o w s t a n i a s y s t e m ó w C r o w - O m a h a
ne'ów oraz E y d e i Postala. L a n e ' o w i e
zawierania

małżeństw wpływają

znacznej

części h i p o t e z a

doty­

w y ł a n i a j ą c a się z p u b l i k a c j i L a w y c h o d z ą c z założenia, ż e z a s a d y

3 4

na odpowiednie

formowanie

się

krew­

n y c h w g r u p y k r e w n i a c z e , sugerują, iż m a t r y l a t e r a l n e m a ł ż e ń s t w o k u z y ­
n ó w przeciwległych ( t z n . z CóBrMa) t w o r z y uszeregowanie k r e w n y c h n i e ­
z b ę d n e d l a r o z w o j u s y s t e m ó w C r o w w społeczeństwach m a t r y l i n e a r n y c h
i O m a h a w p a t r y l i n e a r n y c h . Operując przykładem t y p u O m a h a można t o
w y j a ś n i ć następująco. O b o w i ą z u j e m a ł ż e ń s t w o m ę ż c z y z n y
matki. W tej sytuacji przodkowie
mieli

za ż o n y k o b i e t y l i n e a r n i e s p o k r e w n i o n e ,

nym

stosunku stryjenka-bratanica. T y m samym

pochodzeniowej

pozostające

we

mężczyźni

członkowie kwalifikują

będą

wzajem­

jednej

biorą ż o n y należące d o i n n e j — s t a l e t e j s a m e j

Ponieważ t a ostatnia niezmiennie towarzyszy
jej

z córką b r a t a

egro, o n s a m i j e g o p o t o m k o w i e

jako partner w

linii

—

linii.

wymianie,

się d o określania w s p ó l n y m t e r m i n e m p r z e z

c z ł o n k ó w l i n i i biorącej k o b i e t y ( p o r . d i a g r a m l a ) . M a ł ż e ń s t w o z córką b r a ­
t a m a t k i zakłada, ż e g r u p a biorąca k o b i e t y n i e m o ż e r e w a n ż o w a ć się t y m
s a m y m , lecz oddaje

swoje kobiety innej, z n o w u ustalonej grupie

pocho­

d z e n i o w e j . W t e n sposób p e w n a l i c z b a g r u p o b j ę t a j e s t c y k l i c z n ą w y m i a ­
ną małżeńską ( n a z y w a n ą też uogólnioną a l b o a s y m e t r y c z n ą ) .
tej

trzeciej

Członkowie

g r u p y są w i s t o c i e p o t o m k a m i k o b i e t u r o d z o n y c h w

grupie

a z a t e m dzięki t e j c h a r a k t e r y s t y c e k w a l i f i k u j ą się także d o określania

ego,

w s p ó l n y m t e r m i n e m z p u n k t u w i d z e n i a ego i l i n i i , d o której ego

należy

( p o r . d i a g r a m l b ) . Z a u w a ż m y , ż e w t y m r o z u m o w a n i u p r z y j m u j e się za
punkt

wyjścia

zasadę

jedności

lineażu

sformułowaną

przez

Radcliffe-

Browna.
Zatem
kompozycja

dzięki

jednostronnemu

małżeństwu k u z y n o w s k i e m u

k r e w n y c h umożliwiająca

Omaha. Kompozycja

wprowadzenie

powstaje

terminologii

Crow-

t a j e s t j e d n a k t y l k o w a r u n k i e m k o n i e c z n y m , n i e zaś"

w y s t a r c z a j ą c y m d l a t e j t e r m i n o l o g i i . N i e d z i w i w i ę c f a k t , ż e istnieją

spo­

łeczeństwa z m a t r y l a t e r a l n y m małżeństwem k u z y n o w s k i m , lecz t e r m i n o ­
l o g i ą inną n i ż C r o w

l u b Omaha.

Niemniej

wytłumaczenia

wymaga

w y j a ś n i o n y p r z e z a u t o r ó w k o n c e p c j i f a k t , ż e n a 74 społeczeństwa
zentujące s y s t e m y

Crow

i O m a h a t y l k o 19 d o p u s z c z a

B r M a ( w g p r ó b y M u r d o c k a 1957). M o ż n a w p r a w d z i e

"Fox,
34

L a n e

1971, s. 226-227.
i Lane,

1959, s. 257-258.

nie

repre­

małżeństwo z Có­
założyć

niezależne

�O INTERPRETACJI

funkcjonowanie
i

przyjąć,

dując

że

z układem
jeśli

121

POKREWIEŃSTWA

t e r m i n o l o g i i pokrewieństwa

oraz

instytucji

małżeństwa

ż e p r a k t y k i m a t r y m o n i a l n e z m i e n i a j ą się s z y b c i e j

konieczności

bardziej

SYSTEMÓW

nie

równoległej

t a ostatnia może

w

grup krewniaczych
przestaje

pokrewieństwa.

zmiany

kompozycji

dalszym

ciągu

Działałaby

praktyka

zatem

r z y s z ą c a całemu p r o c e s o w i

pozostawać

lub nieformalnych

obowiązywać

nadal

nie
w

zespołów

unilinearnego

zasada

powo­

terminów.

jedności

Tym

zgodzie

krewnych,
wywodzenia

lineażu

o d m o m e n t u u s t a b i l i z o w a n i a się

towa­

małżeństwa

k u z y n o w s k i e g o i k o n t y n u o w a n a p o j e g o zaniknięciu. P o z o s t a j e j e d n a k d o
wyjaśnienia

fakt trudny

do pogodzenia

z instytucją

małżeństwa

kuzy­

n o w s k i e g o , a m i a n o w i c i e t o , iż z w y k l e w s y s t e m a c h O m a h a k r e w n i m a t k i
objęci

są e g z o g a m i ą

sięgającą

przynajmniej

kuzynów

drugiego

( 7 6 % w p r ó b i e M u r d o c k a 1957). Już w c z e ś n i e j

Murdock

w

korelacja

społeczeństwach

nologią
to

Omaha

bardzo

p a t r y l i n e a r n y c h występuje

oraz

m a k s y m a l n y m zasięgiem

istotna przeszkoda

Można w p r a w d z i e

utrudniająca

założyć, iż z a k a z

stopnia

zauważył,

3 5

między

zakazu kazirodztwa.

przyjęcie

hipotezy

Jest

Lane'ów.

e g z o g a m i c z n y p o j a w i ł się z

m o ż n a t e ż odrzucić t o p r z y p u s z c z e n i e ,

że

termi­

czasem;

a t y m s a m y m całą h i p o t e z ę , i p o ­

zostać p r z y w y j a ś n i e n i u p r o p o n o w a n y m p r z e z zasadę jedności l i n e a ż o w e j ,
wówczas j e d n a k n i e będzie t o wyjaśnienie
Eyde
się

i Postal

zakazu

3 6

zasugerowali

koncepcję

e g z o g a m i c z n e g o opartą

k a z i r o d z t w a rozszerza

się w

pokrewieństwa, t o znaczy

genetyczne.
stopniowo

n a założeniu

kierunku wyznaczonym

poczynając

małżeństwa

Autorzy

przez

kuzynką

,

iż

mężczyzna

w

zakaz

terminologię
kolejno

przez wspólny

twierdzą, że s k o r o w w y n i k u

z przeciwległą

3 7

o d najbliższego k r e w n e g o

n a coraz dalsze s t o p n i e w r a m a c h w y z n a c z o n y c h
klasyfikacyjny.

wykształcającego

Murdocka

termin

matrylateralnego

systemie

Crow

żeni

się z kobietą określaną t e r m i n e m „ c ó r k a " , w s y s t e m i e zaś O m a h a z kobietą
określaną j a k o „ m a t k a " , t o o d m o m e n t u u t r w a l e n i a się t y c h
terminologicznych wkracza

zakaz

k a z i r o d z t w a początkowo

t y l k o w o b e c c z ł o n k ó w r o d z i n y , następnie w o b e c k o l e j n y c h l i n i i
w

grupie matki,

z

dalekimi krewnymi matki.

wniosek,

systemów

obowiązujący
bocznych

aż d o c a ł k o w i t e g o w y e l i m i n o w a n i a m o ż l i w o ś c i
Autorzy

iż m a t r y l a t e r a l n e m a ł ż e ń s t w o

formułują

atrakcyjnie

z przeciwległą

ożenku

brzmiący

kuzynką

tworzy

sytuację prowadzącą d o s a m o e l i m i n a c j i . M a o n wyjaśnić, dlaczego i n s t y ­
tucja t a ujemnie koreluje z występowaniem t y p u Crow-Omaha.
rozumowanie

m a jeden

słaby p u n k t , k t ó r y

naszym

zdaniem

Powyższe
całkowicie

p o d w a ż a j e g o w a r t o ś ć wyjaśniającą w o d n i e s i e n i u d o t y p u w o g ó l e . C i ą ż y
bowiem

na n i m wspomniany

już a m e r o c e n t r y z m .

Byłoby ono

logicznie

spójne, g d y b y w s z y s t k i e s y s t e m y C r o w - O m a h a m i a ł y t e r m i n o l o g i ę k l a s y ­
fikacyjną

przewidującą d l a CóBrMa t e r m i n „córka" ( C r o w ) l u b „ m a t k a "

35

Murdock,

3 6

E y d e

3 7

Murdock,

1949, s. 306-309.

iPostal,

1961, s. 756-757, 766.

1949, s. 287.

�122

SŁAWOJ

SZYNKIEWICZ

( O m a h a ) . T y m c z a s e m d o t y c z y t o , j a k w i e m y , j e d y n i e p o ł o w y ogólnej ilości
t y c h s y s t e m ó w . W o b e c d r u g i e j p o ł o w y , należącej d o t y p u b i f u r k a c y j n o b o c z n e g o , n i e d a się zastosować z a s a d y e k s t e n s y w n e g o z a k a z u k a z i r o d z t w a
rozumianego j a k wyżej.
N i e oznacza

t o j e d n a k , że k o n i e c z n e

j e s t o d r z u c e n i e dość p r z e k o n u ­

jącej t e z y o m a ł ż e ń s t w i e k u z y n o w s k i m t o w a r z y s z ą c y m p o c z ą t k o m
cjonowania
eliminacji

terminologii typu
drogą

rozszerzenia

Crow-Omaha,
zakazu

następnie

kazirodztwa,

aż

zaś

funk­

ulegającym

d o objęcia

egzo-

gamią g r u p y k r e w n i a c z e j m a t k i . Zakaz k a z i r o d z t w a n i e m u s i być b o w i e m
traktowany

jako strukturalna

zasada

systemu C r o w czy Omaha,

wyni­

kająca z j e g o c e c h w e w n ę t r z n y c h i m e c h a n i c z n i e p r o w a d z ą c a d o usunięcia
kolejnych

kuzynek

nium. Wydaje

z

zakresu

p o t e n c j a l n y c h k a n d y d a t e k do

czące w i e l u s p o ł e c z e ń s t w

z systemem

terminologicznym Omaha,

zakaz k a z i r o d z t w a był j e d y n i e c z y n n i k i e m i d e o l o g i c z n y m
wyłączenie

matrymo-

się, ż e m o g ą istnieć p r z y p a d k i (a b y ć m o ż e r e g u ł a ) d o t y ­

krewnych matki

kiedy

uzasadniającym

z d o b o r u małżeńskiego. C z y n n i k i e m

struk­

t u r a l n y m n a t o m i a s t mogłaby być potrzeba poszerzenia zakresu kontaktów
i współdziałania własnej g r u p y k r e w n i a c z e j z l i c z n i e j s z y m zespołem r ó w ­
norzędnych g r u p . Potrzeba

t a k a m o g ł a p o j a w i a ć się w m i a r ę p r z e k s z t a ł ­

c a n i a się s p o ł e c z e ń s t w a o o r g a n i z a c j i o p a r t e j n a k r e w n i a c z e j
złożoną f o r m ę ,

zwłaszcza

zaś g d y z m a k r o s t r u k t u r y

w

bardziej

społecznej

poczęły

znikać d u ż e g r u p y k r e w n i a c z e t y p u r o d u , z a s t ę p o w a n e m n i e j s z y m i
pami

lineażowymi.

zacji

lineażowej

poszczególnych

W

przypadku istnienia t y l k o segmentarnej

potrzebę
lineaży

nych. Atomizacja

w

taką

mogła

zakresie

uzasadniać

działań

stopniowa

gospodarczych

gru­

organi­
izolacja

l u b politycz­

o r g a n i z a c j i społeczeństwa sprawiała, że stały

związek

m a t r y m o n i a l n y łączący daną g r u p ę z d w o m a i n n y m i n i e z a p e w n i a ł w y ­
starczająco s z e r o k i e g o k o n t a k t u ze ś w i a t e m z e w n ę t r z n y m . N a l e ż a ł o t a k i e
związki
matki

zwielokrotnić,
oraz

lineaży

babki

egzogamia

egzystencji

czemu

służyło

po mieczu.
taka

Przy

stawała

objęcie

regułą

egzogamii

lineaży

k i l k u p o k o l e n i o w e j głębokości

się

środkiem

zapewnienia

tych

społecznej

d l a lineażu własnego. Małżeństwo mężczyzn j e d n e g o lineażu

s t a w a ł o się ł ą c z n i k i e m z co n a j m n i e j t r z e m a i n n y m i l i n e a ż a m i — g r u p a m i
pochodzeniowymi
(chociaż

żon ojca,

nieproporcjonalnie)

ego

oraz

biorąc

syna.

pod

Liczba

uwagę

t a mogła

kontrakty

wzrosnąć
małżeńskie

i n n y c h m ę ż c z y z n l i n e a ż u ego. P o d o b n i e m a ł ż e ń s t w o k o b i e t d a n e g o l i n e a ż u
oznaczało n a w i ą z a n i e w i ę z i

z odpowiednio

w i ę k s z ą liczbą i n n y c h

grup.

Wyłączanie k r e w n y c h m a t k i z g r o n a k a n d y d a t e k d o małżeństwa mogło
o d b y w a ć się s t o p n i o w o d r o g ą o b e j m o w a n i a i c h p o j ę c i e m k a z i r o d z t w a . T o
ostatnie funkcjonowało
szerszych

kontaktów.

j a k o zasada

ideologiczna

Odwzorowywała

sankcjonująca

ona stosunki

we

własnej

k r e w n i a c z e j ego, w s y s t e m a c h zaś t y p u b i f u r k a c y j n o - ł ą c z n e g o

potrzebę
grupie

dodatkowo

w y k o r z y s t y w a ł a zbieżności n o m e n k l a t u r y p o k r e w i e ń s t w a , j a k t o sugerują
E y d e i P o s t a l . Z c h w i l ą objęcia z a k a z e m m a ł ż e ń s t w a c a ł e g o l i n e a ż u m a t k i

�O I N T E R P R E T A C J I SYSTEMÓW

pojęcie
jego

kazirodztwa

działania

centryczny,

był

w

stawało

123

POKREWIEŃSTWA

się r ó w n o w a ż n e p o j ę c i u e g z o g a m i i .

bowiem

wyznaczony

przeciwieństwie

Zasięg

g r a n i c a m i lineażu, c z y l i

do zmiennego,

socjo-

egocentrycznego

zasięgu

k a z i r o d z t w a k a ż d o r a z o w o o r i e n t o w a n e g o n a osobę ego. W p r a w d z i e

grupa

b a b k i l u b m a t k i ego j e s t takąż ze w z g l ę d u n a ego w ł a ś n i e , a l e r ó w n i e ż
ze w z g l ę d u n a własną t r a d y c j ę
zakazem
matki.
w

genealogiczną. G r u p a b a b k i objęta

małżeństwa także d l a ojca

Grupa

matki

pozostawała

ego

ponieważ

ego,
—

przynajmniej

t a k i m s a m y m stosunku wobec generacji

ż o n y ego w o b e c o j c a i p r z y p u s z c z a l n i e

była

była t o g r u p a

jego

teoretycznie

dziadka (podobnie

jak grupa

j e g o b r a c i ) . Zasięg zakazów m a ł ­

żeńskich b y ł w i ę c w z a s a d z i e u s t a b i l i z o w a n y l u b b l i s k i s t a b i l i z a c j i w
spektywie

d w u sąsiednich p o k o l e ń , k t ó r a b y ł a p e r s p e k t y w ą

z p u n k t u w i d z e n i a żyjących

—

per­

historyczną

członków w i e l k i e j r o d z i n y . M o ż e m y

zatem

m ó w i ć o w y k s z t a ł c e n i u się e g z o g a m i c z n e g o zespołu m a t r y l a t e r a l n e g o n a
d o d a t e k d o w ł a ś c i w e g o zespołu e g z o g a m i c z n e g o , j a k i m b y ł a g r u p a k r e w niacza

Powyższe

ego.

rozumowanie

dotyczy

oczywiście p a t r y l i n e a r n y c h

społeczeństw z s y s t e m e m O m a h a , może być j e d n a k rozciągnięte n a m a t r y l i n e a r n e społeczeństwa t y p u
k s z t a ł t o w a ł o się p o j ę c i e

Crow, w których według t e j samej

uzupełniającej

egzogamicznej

grupy

zasady

patrylate-

ralnej.
Istnienie podwójnej
wiek

jest

musimy

członkiem

uznać

za

organizacji egzogamicznej,
d w u odrębnych

przejaw

linearnie

zachwiania

w

której

czło­
grup,

społecznego.

equilibrium

s y t u a c j a musiała ciążyć k u r o z w i ą z a n i u p r z y w r a c a j ą c e m u
nowagę. N a j p r o s t s z y m

każdy

egzogamicznych

Taka

utraconą

rów­

r o z w i ą z a n i e m b y ł o b y połączenie o b u e g z o g a m i c z ­

n y c h z e s p o ł ó w dające p o c z ą t e k b i l a t e r a l i z a c j i p o k r e w i e ń s t w a . R o z w i ą z a n i e
t a k i e p r z y w r a c a zasadę, ż e c z ł o w i e k m u s i b y ć c z ł o n k i e m g r u p y
micznej
grupy

(w

społeczeństwie

matki

p a t r y l i n e a r n y m nie mógłby

czy babki) i t y m s a m y m

c z ł o w i e k a g r u p a . Jednocześnie o z n a c z a
legła u p o d s t a w
-Omaha,

formowania

mianowicie

uczestniczącej

odrębności

wymianie

jedna d l a danego

pokrewieństwa
drugiej

małżeńskiej

jedności l i n e a ż o w e j w e d ł u g R a d c l i f f e - B r o w n a ) .
- O m a h a pozostaje

to być

egzoga­

członkiem

o n o k o n i e c działania z a s a d y ,

się s y s t e m ó w

uznania

partnersko w

musi

być

typu

grupy

która
Crow-

krewniaczej

z g r u p ą ego

(zasada

Terminologia t y p u

Crow-

w d a l s z y m ciągu, n i e p o t o j e d n a k , b y r ó ż n i c o w a ć n a

dających i b i o r ą c y c h ż o n y , l e c z b y j e d n o c z y ć w zespół k r e w n y c h o b j ę t y c h
zakazem
wyrażenia

zawierania
jedności

małżeństwa.
lineaży

swego r o z w o j u towarzyszą

w

Systemy

kategoriach

powołane
w

do

procesie

t e j jedności. W a r u n k i e m

takiego

o b r o t u rzeczy jest wszakże równoległa z m i a n a c h a r a k t e r u o w y c h

lineaży

(czy
w

też

rodów),

niweczeniu

Crow-Omaha

pokrewieństwa,

mianowicie

żadnym s t o p n i u generowana

i c h dezintegracja,
przez system

która

jednak

nie

jest

terminologiczny.

N i e m n i e j , m i e l i b y ś m y t u d o c z y n i e n i a z p e w n ą autonomią t e g o o s t a t ­
niego, który zachowuje

właściwe sobie cechy m i m o z m i a n

zachodzących

�124
w

SŁAWOJ

systemie pokrewieństwa. S t o p n i o w e r o z d r o b n i e n i e g r u p

wprowadza
wymiany

korekty w
małżeńskiej

pokrewieństwa
w

SZYNKIEWICZ

ramach

Wspomaga

systemie
i zasięg

krewniaczych

m a t r y m o n i a l n y m obejmującym
zakazów

egzogamicznych.

zasady

Terminologia

u t r z y m u j e się j e d n a k j a k o r e g u ł a organizująca s t o s u n k i

zmienionego
też

systemu

tworzenie

pokrewieństwa

i

matrymonialnego.

się e g z o g a m i c z n e g o zespołu

matrylateralnego,

dzięki k t ó r e m u p o w s t a j ą w a r u n k i d l a b i l a t e r a l i z a c j i p o k r e w i e ń s t w a i p e ł ­
n e g o r o z p a d u g r u p k r e w n i a c z y c h , j e ś l i t a k i e j e s z c z e się z a c h o w a ł y . D o ­
p i e r o r o z w n i ę t a bilateralność m o ż e s p o w o d o w a ć
nologicznego Omaha

w

wyniku

upadek systemu

termi­

s p r z e c z n e g o k i e r u n k o w o działania o b u

tych instytucji.
Przedstawiona

h i p o t e z a t ł u m a c z y ł a b y s t o s u n k o w o w y s o k i udział

łeczeństw n i e mających lineaży l u b r o d ó w w g r u p i e C r o w - O m a h a ,
że t e n w ł a ś n i e
z

zasadami

koncepcję

t y p grupy krewniaczej

systemowymi

wydaje

Crow-Omaha,

Radcliffe-Browna.

z terminologią C r o w - O m a h a

jeśli

Spośród

73

się n a j l e p i e j

przyjmiemy

unilinearnych

spo­
mimo

korelować

przekonującą
społeczeństw

( w g p r ó b y M u r d o c k a 1957) p o n a d 3 4 % n i e

w y k a z u j e w y s t ę p o w a n i a l i n e a ż y c z y r o d ó w , p o d c z a s g d y n a 175 u n i l i n e a r ­
n y c h społeczeństw z terminologią pozostałych t y p ó w

jedynie

1 2 % cha­

r a k t e r y z u j e się i c h b r a k i e m . R ó ż n i c a j e s t w y s t a r c z a j ą c o duża, b y u p r a w ­
dopodobnić p r z y p u s z c z e n i e ,

że s y s t e m y C r o w - O m a h a

dobrze

dostosowują

się d o d e z i n t e g r a c j i g r u p k r e w n i a c z y c h o r a z d o n i e k r e w n i a c z e j

organizacji

społeczeństwa, w k o ń c o w y m zaś e t a p i e t e j d e z i n t e g r a c j i , działając w s p ó l ­
n i e z z a k a z a m i m a ł ż e ń s k i m i , w p r o s t t w o r z ą sytuację niesprzyjającą u t r z y ­
m y w a n i u się o d r ę b n y c h g r u p k r e w n i a c z y c h .
O w a s y t u a c j a u w i d o c z n i a się w y r a ź n i e n a e t a p i e t e g o , c o n a z w a l i ś m y
p o d w ó j n ą egzogamią, k t ó r e m u t o w a r z y s z y

f o r m a małżeństwa

przejściowa

p o m i ę d z y w y m i a n ą c y k l i c z n ą a otwartą. J e s t t o w i s t o c i e t a f o r m a , k t ó r ą
Lévi-Strauss przypisał s y s t e m o m
w

C r o w - O m a h a , lecz dostrzegł ją

części t y c h s y s t e m ó w . P r z e d s t a w i a

gram.

Część

„a"

diagramu zawiera

ją w

jedynie

u p r o s z c z e n i u poniższy

schemat

cyklicznej

wymiany

dia­
mał­

żeńskiej p r z y j e d n o s t r o n n y m m a ł ż e ń s t w i e k u z y n ó w p r z e c i w l e g ł y c h , c z y l i
sytuację
Część

wyjściową

dla typu

Crow-Omaha,

wymianę

według
w

hipotezy

Lane'ów.

rozwiniętych

systemach

czyli po wyłączeniu g r u p m a t r y l a t e r a l n y c h z d o b o r u mał­

żeńskiego. Strzałki w s k a z u j ą
nowe

Crow-Omaha

,,b" diagramu przedstawia

k i e r u n e k przepływu

—

największe

grupy

grupowej

(tzn. r o d y

lub maksymalne

segmenty

t y c h g r u p występujące

(ilość s e g m e n t ó w

ograniczono

krewniacze

kobiet, k o l u m n y p i o ­

wyznaczające

zasięg

lineaże), prostokąty

egzogamii

reprezentują

j a k o zespoły p a r t n e r s k i e w

do t r z e c h t y l k o dlatego,

wymianie

że s t a n o w i o n a

m i n i m u m modelowe).
W

opisie

sytuacji przedstawionej

przez

diagram

wygodnie

służyć się l é v i - s t r a u s s o w s k i m p o j ę c i e m e n d o g a r n i i p r a w d z i w e j
jako

zakaz

zawierania

małżeństwa

poza

pewną

wspólnotą

jest

po­

rozumianej
ludzką

bez

�O I N T E R P R E T A C J I SYSTEMÓW

125

POKREWIEŃSTWA

В

а)

2

3

w z g l ę d u n a t o , j a k i e z a k a z y m o g ą istnieć w e w n ą t r z n i e j . D i a g r a m

przed­

s t a w i a w ł a ś n i e taką w s p ó l n o t ę e n d o g a m i c z n ą z p u n k t u w i d z e n i a g r u p y B .
Składa się o n a z t r z e c h r ó w n o r z ę d n y c h s t r u k t u r a l n i e g r u p
nierównorzędną,

gdyż jednokierunkową

wymianą,

rzędność n i e w p ł y w a w z a s a d z i e n a jakość w z a j e m n y c h
nota

składa się z d w u o d d z i e l n y c h

t w o r z ą zespół e n d o g a m i c z n y

sojuszy

powiązanych

chociaż t a n i e r ó w n o powiązań. Wspól­

A - B i B-C. G r u p y

A

i

С

(z p u n k t u w i d z e n i a członka g r u p y B ) , zaś В

e g z o g a m i c z n y t e g o e n d o g a m i c z n o - e g z o g a m i c z n e g o układu. Całość s t a n o w i
wspólnotę, m i m o iż n p . s e g m e n t a l A n i e p r a k t y k u j e w y m i a n y z s e g m e n ­
t e m a 2 B , l e c z g r u p y A c z y В są t a k s i l n i e z i n t e g r o w a n e ,
t u s y t u a c j a pars

pro

toto

że

występuje

( c z y l i p r a k t y c z n i e m o ż e m y m ó w i ć , iż A p r a k t y ­

kuje wymianę z B).
O d m i e n n o ś ć części , , b " d i a g r a m u p o l e g a n a osłabieniu z a s a d y pars
chociaż n a d a l u t r z y m u j e się ( p r z y n a j m n i e j

toto,
dycja

wspólnoty trzech

dezintegrujących

przez pewien

się g r u p i w o l a

pro

czas)

jej

utrzymy­

w a n i a . W y r a z e m t e j w o l i s t a j e się p o m n o ż e n i e p a r t n e r ó w w y m i a n y
żeńskiej,

dążenie

d o objęcia

tą w y m i a n ą

sukcesywnie

liczby segmentów g r u p y t y t u l a r n i e sojuszniczej,
oczekiwać i s t o t n i e sojuszniczej

postawy.

jak

tra­
mał­

największej

a b y można było o d n i e j

Wymiana

małżeńska j e s t

nadal

j e d n o k i e r u n k o w a , chociaż p r z e b i e g a pulsująco. N a d a l

trzy grupy

tworzą

wspólnotę

endogamii

„praw­

dziwej"),

endogamiczno-egzogamiczną

zespołem e n d o g a m i c z n y m .
w

(czyli

zespół

z t y m j e d y n i e zastrzeżeniem, ż e g r u p y A i С n i e są j u ż w całości
W y o d r ę b n i a j ą się w n i c h s e g m e n t y n i e d o s t ę p n e

d o b o r z e m a ł ż e ń s k i m n a przeciąg d w u p r z y n a j m n i e j

pokoleń

(pochodzą

z n i c h m a t k i i b a b k i m ę ż c z y z n poszukujących p a r t n e r e k ) . P u l s u j ą c y
rakter wymiany

n i e oznacza, że biorą w

niej

g d y ż dobór jest d o w o l n y w r a m a c h p e w n e j
Różnica

formy

wymiany

małżeńskiej

udział k l a s y

liczby

etapów

cha­

małżeńskie,

możliwości.
„a"

i

„b"

wydaje

się

�126

SŁAWOJ

mało istotna, skoro zachowano

SZYNKIEWICZ

nieprzerwany

cykl wymiany

obejmujący

z a m k n i ę t y krąg, k t ó r e g o w y c i n e k p r z e d s t a w i a d i a g r a m . R ó ż n i c a t a w y j ­
d z i e n a j a w d o p i e r o , g d y n a r u s z o n e zostaną p i o n o w e l i n i e k o l u m n s y m b o ­
lizujące

zintegrowane

grupy

krewniacze,

Brak przypisanych

a t y m samym

granice

wspólnoty.

spowoduje

automatycznie przerwanie

c y k l u i o t w a r t y ( u o g ó l n i o n y ) dobór

małżeński,

pozbawiony

r a m endogamii.

regulujących

wystąpić może również n a etapie
runku

przepływu

demonstruje,

kobiet.

lecz staje

się

k o b i e t z zupełnie i n n e j
czyzna

z grupy

ona w

diagram

Przerwanie

pełni

2b s y t u a c j i

możliwa

wskutek

z a t r a c a się o d c z u c i e

s t r o n y niż się j e d a j e .

b l B , mimo

wymiany
cyklu

, , b " przez odwrócenie ustalonego

Wprawdzie

s t a ł e g o p a r t n e r s t w a , dzięki c z e m u

n a stałe p a r t n e r ó w

endo-

gamicznej

że w z i ą ł

żonę

kie­

takiej

nie

odejścia

od

przymusu brania

W s k u t e k tego n p . męż­

z grupy

b l A , może

oddać

s w o j ą siostrę l u b córkę m ę ż c z y ź n i e n a l e ż ą c e m u d o g r u p y b 2 A l u b b n A
m i a s t d o którejś z g r u p С S y t u a c j a t a k a j e s t o c z y w i ś c i e b a r d z i e j
podobna wówczas, g d y symbole
jących

swą

jedność

grup

А , В i С odnoszą się n i e d o

krewniaczych,

g r u p pozostałych p o i c h rozpadzie.

lecz

do

zespołów

prawdo­
utrzymu­

mniejszych

F a k t , iż w n a s z y m p r z y k ł a d z i e

opero­

w a l i ś m y w y r a ż e n i e m „mężczyzna z g r u p y N b i e r z e żonę..." m i a s t „grupa
N b i e r z e żony..." j e s t z n a m i e n n y d l a w a r u n k ó w d e z i n t e g r a c j i g r u p k r e w ­
niaczych, c z y l i s y t u a c j i w d i a g r a m i e 2b. N a t o m i a s t s y t u a c j a
reprezentowana
z grupy

A

małżeńska

i
w

w

2a, s p r o w a d z a

oddaje

swoje

kobiety

społeczeństwach

grupie

typu

C. W

Omaha

t y m sensie

stanowi

żony

wymiana

formę

m i ę d z y f o r m ą ograniczoną i uogólnioną, j a k t o f o r m u ł o w a ł
z t y m że w y m i a n a ograniczona

wcześniejsza,

się d o t e g o , że g r u p a В b i e r z e

pośrednią

Lévi-Strauss,

( w obie s t r o n y między d w o m a

grupami)

p o j a w i a się w s z c z ą t k o w e j p o s t a c i i t o b y n a j m n i e j n i e j a k o f o r m a
ściowa, l e c z

jako

r e z u l t a t zakłócenia

wymiany

uogólnionej.

wyj­

Winniśmy

w i ę c w p r o w a d z i ć uściślenie, ż e s y s t e m t e r m i n o l o g i c z n y t y p u O m a h a o d ­
powiada

w zasadzie w y m i a n i e

uogólnionej i p r o w a d z i w m i a r ę

d o j e j c z ę ś c i o w e g o o g r a n i c z e n i a i o s t a t e c z n e g o przekształcenia w

rozwoju
wymianę

otwartą.
P r z e d s t a w i o n ą w y ż e j i n t e r p r e t a c j ę m o ż n a s p r o w a d z i ć d o następujących
punktów:
1. K o m p o z y c j a

z b i o r u k r e w n y c h sprzyjająca p o w s t a n i u s y s t e m ó w p o ­

krewieństwa t y p u C r o w - O m a h a
wania

cyklicznej

wymiany

wytwarza

małżeńskiej

się w
opartej

warunkach funkcjono­
na

matrylateralnym

małżeństwie z kuzynką przeciwległą (czyli CóBrMa) l u b j e j

odpowiedni­

k a m i dalszych l i n i i bocznych.
2. W
niacze

takim cyklu wymiennym

żonych z g r u p y
typu

uczestniczą u n i l i n e a r n e g r u p y

t y p u r o d u l u b lineażu występujące
otrzymującej

Crow-Omaha

operuje

w

zestawach

ż o n ę o r a z g r u p y dającej
dwoma

kategoriami

krew­

parzystych
ją.

zło­

Terminologia

semantycznymi

szącymi się c a ł o ś c i o w o d o c z ł o n k ó w każdej z t y c h g r u p z o s o b n a .

odno­
Tego

�O I N T E R P R E T A C J I SYSTEMÓW

rodzaju kategoryzacja

daje w y r a z

127

POKREWIEŃSTWA

z a r ó w n o odrębności o b u g r u p , j a k t e ż

i c h u s t a b i l i z o w a n e m u b l i s k i e m u k o n t a k t o w i . Jednocześnie
gorie

wyznaczają

zakres

endogamii

ekstensywnie

k s y m a l n e g r u p y , których segmenty
3. M a ł ż e ń s t w o
menty

większej

kuzynowskie

grupy

szerokiej

te kate­
całe m a ­

uczestniczą w w y m i a n i e p a r t n e r s k i e j .

zakłada,

krewniaczej

że wymianą

związane

są

( r o d u l u b zespołu l i n e a ż y ) .

p o r c j a m i ę d z y częścią a k t y w n ą w
ogranicza

obie

obejmującej

wymianie

sieci kontaktów

i całością o b c e j

zapewniającej

seg­

Dyspro­

grupy nie

przepływ

informacji,

w s p ó ł p r a c ę i b e z p i e c z e ń s t w o o b u s z e r o k o r o z u m i a n y c h g r u p , dopóki i n t e ­
grują

one swoje

segmenty

i n t e g r a c j i powstające
niku
ich

rozpadu

dużych

p a r t n e r s k i c h segmentów

grupowemu

zjawiskiem

silnie. Każde

z zewnętrznych p r z y c z y n

zapoczątkowania

kontaktów

wystarczająco

interesowi.

wyjątkowym,

grup

w

politycznych lub w

krewniaczych

wymianie

Dezintegracja

naruszenie

grup

zawęża

małżeńskiej

i

krewniaczych

wy­
sieć

zagraża
nie

lecz n a t u r a l n y m r e z u l t a t e m procesu

dzenia społeczeństw p r o s t y c h d o o r g a n i z a c j i

tej

jest

przecho­

złożonej.

4. I n t e r e s n a j m n i e j s z y c h g r u p k r e w n i a c z y c h w y s t ę p u j ą c y c h j a k o s t r o n y
w

partnerskiej wymianie

stworzonych
wszystkim
szerokiej

małżeńskiej

p r z e z sytuację
na

wymaga

dezintegracyjną.

rozszerzeniu

zakresu

adaptacji

do

warunków

Polegać o n a będzie

kontaktów

z

innymi

g r u p y p a r t n e r a , c o b ę d z i e r e a l i z o w a ć się m . i n . p r z e z

ich wymianą
wymiany

małżeńską,

partnerskiej w

stosowawczy

rozpoczyna

rozkładu o r g a n i z a c j i

a t y m samym

przez

odejście

ramach regularnego

cyklu.

się n a długo

stadium

krewniaczej.

u t r z y m u j ą c y m się equilibrium,

W

przed

od

przede

segmentami
objęcie

dwustronnej

T a k i proces

przy­

zaawansowanego

i s t o c i e m o ż e o n p o j a w i ć się

przy

j e ś l i s p o ł e c z e ń s t w o składa się z s i e c i s e g -

m e n t a r n y c h lineaży, a zwłaszcza z sieci lineaży h i e r a r c h i c z n y c h , c z y l i p r z y
n i e r ó w n o p r a w n o ś c i e l e m e n t ó w s k ł a d o w y c h s t r u k t u r y społecznej l u b p r z y
b r a k u równorzędności
5. N o w a

forma

ekonomicznej.

wymiany

małżeńskiej

funkcjonuje

w

warunkach

istniejącej o r g a n i z a c j i k r e w n i a c z e j i p o l e g a n a o t w a r c i u dostępu d l a c e l ó w
m a t r y m o n i a l n y c h do w s z y s t k i c h segmentów danego r o d u l u b m a k s y m a l ­
n e g o lineażu członkom każdego s e g m e n t u p a r t n e r s k i e j g r u p y . W t e n spo­
sób

likwidacji

ulega

stałe

partnerstwo

przypisanych

p o ł ą c z o n y c h p a r a m i . (Jeśli p u n k t e m w y j ś c i o w y m

sobie

segmentów

są n i e p o d z i e l n e

grupy

k r e w n i a c z e , n p . r o d y bez wewnętrznych podziałów lineażowych, p a r t n e r ­
stwo w wymianie
hipoteza

dotyczy

o d n o s i się p o c z ą t k o w o d o t y c h g r u p w całości. N a s z a
t y c h g r u p , jeśli

rozdrobnieniu). Regularny
regularny,

pulsujący,

w

procesie

cykl wymienny

zachowuje

jednak

w

dezintegracji

przekształca

ulegną

się w

cykl

one
nie­

zasadzie t e n s a m k i e r u n e k ,

chociaż z c z a s e m m o ż e o d n i e g o odejść.
6. W y k s z t a ł c e n i e n o w e j
rzenie
stwa,

zakazu kazirodztwa
a

praktycznie

formy

małżeństwa o d b y w a

na dotychczasowych

na wszystkich

krewnych

się p r z e z r o z s z e ­

kandydatów do małżeń­
matki

oraz

matki

ojca.

�128

SŁAWOJ

Obie specyficzne

SZYNKIEWICZ

d l a C r o w - O m a h a kategorie pokrewieństwa {„grupa m a t ­

k i " o r a z „ g r u p a m ę ż ó w sióstr o j c a o r a z ego")

przestają oznaczać zespoły

otwierające

zostają

zakres

endogamii

części o g ó l n e g o układu
7. P o w y ż s z e

przesunięte

do

egzogamicznej

procesem

odbywającym

egzogamiczno-endogamicznego.

przesunięcie

się n a continuum

i

jest

od prostego

długotrwałym

zakazu k a z i r o d z t w a do pełnego

zintegro­

w a n i a k r e w n y c h m a t k i z własną p a t r y l i n e a r n ą grupą e g z o g a m i c z n ą
(u

Crow

n a t o m i a s t z własną grupą matrylinearną

integrują

ego

się k r e w n i

o j c a ) . Z a n i m osiągnięta z o s t a n i e o w a pełna i n t e g r a c j a t r w a s t a n p o d w ó j n e j
organizacji
której

egzogamicznej,

mogły

powstać

ponieważ

systemy

k o n t y n u o w a n a jest

Crow

i Omaha,

zasada,

mianowicie

dzięki

unia

u n i l i n e a r n y c h g r u p , unilinearność zaś j e s t t r u d n a d o p o g o d z e n i a

dwu

z bilate-

ralizacją zespołu e g z o g a m i c z n e g o .
8. P o d w ó j n a

organizacja

egzogamiczną

kładzie

akcent

na stosunki

p o k r e w i e ń s t w a zachodzące w d w u w s t ę p n y c h p o k o l e n i a c h (ze w z g l ę d u n a
potrzebę u s t a l e n i a g r u p m a t k i

i babki), t y m s a m y m

skracając

genealogiczną również w e własnej g r u p i e p o c h o d z e n i o w e j

pamięć

do podobnych

w y m i a r ó w . ( M o ż n a u c i e c się d o o b r a z o w e g o p o r ó w n a n i a , iż p o d o b n i e j a k
zła m o n e t a w y p i e r a dobrą, t a k krótsza p a m i ę ć g e n e a l o g i c z n a

po stronie

n i e l i n e a r n e j — jeśli służy u s t a l a n i u z a k r e s u e g z o g a m i i — s k r a c a t r a d y c j ę
genealogiczną

we

własnej

linii

pochodzeniowej).

Sprzyja

to

traceniu

spoistości w e w n ę t r z n e j t a k i c h g r u p n a r z e c z w y o d r ę b n i e n i a z n i c h z e s p o ­
łów wielkorodzinnych jako podstawowych

funkcjonujących

korporacyj­

n y c h g r u p k r e w n i a c z y c h . W t e j s y t u a c j i n i e istnieją j u ż ż a d n e p r z e s z k o d y
s t r u k t u r a l n e , b y podwójna organizacja
equlibrium
kowany

e g z o g a m i c z n ą znamionująca

społecznego, a z a t e m p r z e j ś c i o w a , przekształciła się w

brak

zunifi­

zespół e g z o g a m i c z n y o p a r t y n a b i l a t e r a l n y m z e s p o l e k r e w n y c h

i s t n i e j ą c y m n i e z a l e ż n i e o d t r a d y c j i g r u p k r e w n i a c z y c h (lecz t y l k o t r a d y c j i ,
a n i e f a k t u w s t r u k t u r z e społecznej).
9. P o n i e w a ż p o d o b n y
więcej

równomiernie,

proces

zachodzi

ze w z g l ę d u n a b r a k z o r g a n i z o w a n y c h
Wymiana

przestaje

w

całym społeczeństwie

prowadzi o n do obumarcia w y m i a n y

być

mniej

małżeńskiej

g r u p k r e w n i a c z y c h l u b i c h słabość.

konkretnie adresowana

(nawet

w

najogólniej­

s z y m , m a ł o p r e c y z y j n y m sensie), n i e istnieją w s k a z a n i a d o b o r u a n i g r u p a
endogamiczna,

a jedynie negatywny

zakaz małżeństwa w r a m a c h b i l a t e ­

r a l n e g o zespołu k r e w n y c h z a k r e ś l o n e g o t e r m i n o l o g i ą p o k r e w i e ń s t w a o d n o ­
szącą się d o l i n i i o j c o w s k i e j i m a c i e r z y s t e j . S a m a t e r m i n o l o g i a , n i e r e p r e ­
zentując j u ż w i ę c e j o d r ę b n y c h g r u p k r e w n i a c z y c h , z a t r a c a w k o n s e k w e n c j i
cechy właściwe s y s t e m o m

Crow-Omaha.

Interpretacja c y k l u rozwojowego systemów C r o w - O m a h a

nie operuje

pojęciem stadiów e w o l u c y j n y c h , daje j e d n a k dynamiczną propozycję i c h
przekształceń wynikających z i c h cech s t r u k t u r a l n y c h . P o t w i e r d z e n i e
lub

konkretna

dysponujemy

egzemplifikacja

wydają

się

niemożliwe,

ponieważ

jej
nie

d l a żadnego społeczeństwa t y p u C r o w l u b O m a h a d a n y m i

�O I N T E R P R E T A C J I SYSTEMÓW

historycznymi
wydają

się

odpowiedniej

jednak

głębokości

prawdopodobne,

129

POKREWIEŃSTWA

czasowej.

ponieważ

Pewne

przybliżenia

rozwiązania s t r u k t u r a l n e

i f o r m y s p o ł e c z n e s p o t y k a n e w t e j g r u p i e s p o ł e c z e ń s t w z g o d n e są z t e z a m i
naszej i n t e r p r e t a c j i .
BIBLIOGRAFIA
F . D . — 1953 The

Aberle
A g i n s k y

В.

W.

kinship

system

1935 Mechanics

—

of the Kalmuk

of kinship,

Mongols,

„American

Albuquerque.

Anthropologist",

vol.

37 n r 3.
E g g a n F . — 1937 The Cheyenne
ology
E y d e

of North

D . В.,

American

Postal

of unilateral

and Arapaho

tribes,

system,

1961 Avunculocality

P. M. —

cross-cousin

kinship

[w:] Social

anthrop­

Chicago.

marriage

and incest:

and Crow-Omaha

the

development

kinship

systems,

„Ameri­

in Mapuche

society,

„Journal

c a n A n t h r o p o l o g i s t " , v o l . 63 n r 4.
F a r o n L. C. —

1961 The Dacota-Omaha

continuum

of t h e R o y a l A n t h r o p o l o g i c a l I n s t i t u t e " v o l . 91.
F о X R . — 1971 Kinship
L a n e

R., L a n e

-Omaha

and marriage,

W. — 1972 Sistiema

K r i u k o w M .

1959 On

B. —

kinship

Londyn.

rodstwa

kitajcew,

Moskwa.

the development

terminologies,

of Dakota-Iroquois

„Southwestern

and

Crow-

J o u r n a l of A n t h r o p o l o g y " , v o l .

15 n r 3.
Lévi-Strauss
1966 The

future

Institute

1949 Les

С. —
of kinship

of Great

1970 Antropologia

Britain

la párente,

Paryż.

Anthropological

for 1965, L o n d y n .

account

Explorations

[w:]

de

of the Royal

Warszawa.

1964 A formal

F. —

terminologies,

élémentaires

[w:] Proceedings

and Ireland

strukturalna,

L o u n s b u r y

structures

studies,

of the Crow

in cultural

and Omaha

anthropology,

type

r e d . W.

kinship

H. Goode-

nough, N e w Y o r k .
Lowie

R . — 1915 Exogamy

and classificatory

systems

of relationship,

„American

A n t h r o p o l o g i s t " , v o l . 17 n r 2.
L o w i e R . — 1-917 Culture
L u c i c h

Australian

and ethnology,

1968 The

P. —

development

aboriginal

tribes

of

New York.
of

the

Omaha

kinship

Kimberley

terminologies

Division,

in

Western

three

Australia,

Canberra.
G . H . — 1959 Proto-Siouan

Matthews

kinship

terminology

„American

Anthrop­

ologist", v o l . 61 n r 2.
Moore

1963 Oblique

S. F . —

-Omaha
Murdock

terminology,

and asymetrical

G . P . — 1949 Social

Olderogge

cross-cousin

marriage

and

Crow-

„American A n t h r o p o l o g i s t " , v o l . 65 n r 2.

D. A . —

structure,

New York.

1958 N i e k o t o r y j e

woprosy izuczenija sistiem rodstwa,

„So-

w i e t s k a j a e t n o g r a f i j a " , n r 1.
1960 Osnoum-yje

czerťy razwitija

R a d c l i f f e - B r o w n
and function
R o m n eу

in primitive

A. K . —

terminologies,
Spier

L. —

sistiem

rodstwa,

A . R . — 1952 The study
society,

1965 Kalmuk

„American
1925, The

etnografija"

systems,

n r 6.

Structure

[w:]

Glencoe.
Mongol

and the classification

Anthropologist",

distribution

„Sowietskaja
of kinship

of kinship

Special Publication
systems

of lineal

kinship

n r 5 cz. 2.

in North

America,

Wa­

szyngton.
V r e e l a n d
White

H . H . -— 1954 Mongol

L . A. —

1939 A

problem

ologist", v o l . 41 n r 4.
9 — E t n o g r a f i a P o l s k a , t. X X I I , z. 1

community
in

kinship

and kinship
terminology,

structure,

New

„American

Haven.

Anthrop­

�130

SŁAWOJ

SZYNKIEWICZ

Sławoj S z y n k i e w i c z
ON

T H E INTRPRETATION OF T H E CROW
OF

Crow

and

Omaha

KINSHIP

systems

are

AND

OMAHA SYSTEMS

TERMINOLOGY

closely

related

to

the

bifurcate

types

of

t e r m i n o l o g y ( L o w i e ' s t a x o n o m y ) since a l l of t h e m s e e m to be or h a v e been oriented
after

l i n e a l descent

rules. It

may

be

suggested

t h a t the

t h e l a t t e r , a l t h o u g h conditions for t h e i r e m e r g i n g
Yet

it h a s b e e n

pointed

t h a t the C r o w

and

former

outgrow

h a v e not b e e n p r e c i s e l y

Omaha

are

a

from

defined.

sophisticated variety

of the b i f u r c a t e . W h i l e s p e a k i n g i n t h e c o n t e x t of M u r d o c k ' s t a x o n o m y , the above
is t r u e w h e n d e s c r i p t i v e a n d I r o q u o i s t y p e s of t e r m i n o l o g y a r e t a k e n into account.
Some

anthropologists

dealing

with

the

Crow

and

Omaha

systems

this r e l a t i o n a n d c o n c e n t r a t e on its f r a g m e n t , t h a t is p r o x i m i t y of t h e
and

the

bifurcate-merging

since a majority
equally

type.

This

is

especially

of I n d i a n s y s t e m s p r o v e

numerous

cases

of

true

with

overlook

Crow/Omaha

American

writers

s u c h c o r r e l a t i o n . T h e y s e e m to

correspondence

with

the

neglect

bifurcate-collateral,

demon­

s t r a t e d a m o n g others b y O m a h a s y s t e m s i n A s i a . Lévi-Strauss r e j e c t e d e v e n t h e i r
definition as the C r o w / O m a h a t y p e .
Amero-centric
imprint

approach

to

the

Crow

and

on a n a l y s i n g a n d i n t e r p r e t a t i o n of

Omaha

type

t h e type. T h e

produced

a

heavy

early explanations

be m e t also r e c e n t l y , eg. L u c i c h 1968) suggesting s e c o n d a r y m a r r i a g e w i t h

(to

McBrWi

or W i B r D a as condition for d e v e l o p m e n t of t h e C r o w a n d O m a h a s y s t e m s r e s p e c t i ­
v e l y , h a v e been possible only w h e n c o i n c i d e n c e of those s y s t e m s w i t h t h e b i f u r c a t e -collateral

type

the C r o w

and

was

neglected.

Omaha

of t h e s e t e r m i n o l o g i e s
bifurcate-collateral

Similarly, Lounsbury's

terminologies,
only, a n d

type. A g a i n ,

p e c u l i a r i t i e s is b a s e d

although

does

not w o r k

Moore's

(1964)

formal

analysis

i l l u m i n a t i n g , is t r u e for

(1963)

i n case of
explanation

correlation with
of

Crow

of

a section

and

the

Omaha

on c r i t e r i o n of s p e a k e r ' s s e x w h i c h does not a p p l y to m a n y

n o n - A m e r i c a n cases.
The

present

author

adheres

to

the

lineage

i n t e r p r e t a t i o n of

O m a h a t e r m i n o l o g y as p r e s e n t e d by R a d c l i f f e - B r o w n .
for

a genetic

explanation. While

the

Crow

and

A t t h e s a m e t i m e he seeks

a c c e p t i n g the t h e s i s on m a r r i a g e

with

MaBrDa

as c r e a t i n g f a v o u r a b l e

conditions for e v o l v e m e n t of C r o w a n d O m a h a

terminology

(the L a n e s

author

marriage

1959), t h e

a t t e m p t s to

explain

why

this

form

of

a c c e p t e d b y a m i n o r i t y of C r o w a n d O m a h a societies. T h e h y p o t h e s i s of
incest

(Eyda

and

Postal

1961) is

considered

unsatisfactory

is

extended

s i n c e it is b a s e d

on

A m e r o - c e n t r i c argument overlooking bifurcate-collateral terminology.
S t i l l , t h e e x t e n s i o n of

i n c e s t m a y be

regarded

as a u s e f u l

tool to

comment

on e x t e n s i o n of m a r r i a g e b a r f r o m the m o t h e r to h e r k i n s w o m e n . H o w e v e r ,
of t h e e x t e n s i o n is not i n t h e i d e n t i t y of t e r m s for
group i d e n t i t y a n d
m o t i v e for
of

a

is" of

an

making mother's

society a n d

ideological

rather than a

group u n m a n a g e a b l e

t h e need for

structural character. T h e

c a n be

its i n t e g r a t i o n . C l o s e d

found

in the structure

society composed

k i n s h i p groups p r e s e r v e s i n t e g r a t i o n w h i l e a p p l y i n g a r e g u l a r e x c h a n g e
between

whole

groups.

I n c r e a s i n g c o m p l e x i t y , loose

origin

these k i n t y p e s , b u t i n t h e i r

c l a n ties,

and

of
of

large
women

segmentation

of k i n s h i p groups c a l l for d i v e r s i t y i n m a r r i a g e a l l i a n c e s . T h e d i v e r s i t y is i n t r o d u c ­
ed by m e a n s of a b a n on m a r r y i n g m e m b e r s
marriages

c a n be

mother's

clan.

alliances

of

a

of m o t h e r ' s group, a l t h o u g h

contracted i n closely related

(Here

a

lineage

concept

of

alternate

lineages,
exchange

once
is

segments

being

m u l t i p l y its e x t e r n a l ties c o m p e n s a t i n g

for

initially
of

same

offered).

Thus

diversification

of society's g r o u p s t r u c t u r e .
The

group-oriented

Crow

and

Omaha

systems

allow

for

adjustements

to

�O I N T E R P R E T A C J I SYSTEMÓW

131

POKREWIEŃSTWA

composition of groups, i r r e s p e c t i v e l y of a l e v e l of r e m a i n i n g descent groups.

They

are

such

well

adapted

to s o c i a l

change

and in a

way

produce

incentives

for

a change. T h i s e x p l a i n s w h y t h e i n i t i a l r a n g e of s y s t e m ' s operation — c l a n s t r u c ­
ture and cross-cousin marriage
a p a r t i c u l a r stage
and

open

—

is their rare

of change, t h e r e a p p e a r s

marriage

alliances

in

calculations, but i n a m u c h wider

correlate. A t t h e s a m e

t i m e , on

p o s s i b i l i t y for c o - e x i s t e n c e of

Lévi-Strauss'

terminology,

fitting

well

closed
in his

g r o u p of societies t h a n h e h a s too c a u t i o u s l y

designated.

*
Translated

by

Sławoj

Szynkiewicz

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6284" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6264">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9f1d1bf8e00b0f721dbbdb1dd584bf85.pdf</src>
        <authentication>4ace723c9a92d5224e7258daa71c9287</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74822">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5328</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74823">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74824">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74825">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4949</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74826">
                <text>O istocie słowa w obliczu choroby / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74827">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4; s.102-113</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74828">
                <text>Baranowska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74829">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74830">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74831">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74832">
                <text>MARCIN

KAFAR

0 istocie Słowa
w obliczu choroby
Uwagi na marginesie lektury
Stanąć na nogi Olivera Sacksa
1 To jest wasze życie
Małgorzaty Baranowskiej
Choroba jest nocną półkulą życia, naszym bardziej uciążliwym
obywatelstwem. Od dnia narodzin każdy z nas posiada jakby
dwa paszporty - przynależy zarówno do świata zdrowych, jak
i do świata chorych. I choć wszyscy wolimy przyznawać się
tylko do lepszego z tych światów, prędzej czy później, chociażby
na krótko, musimy uznać również nasz związek i z tym drugim.
Su san Son tag

Metafora, „nowe słowo”
i literatura choroby
W drugiej połowie lat 70. Susan Sontag napisała
esej zatytułowany Illness as Metaphor (Choroba jako
metafora). Tekst ten, gdy spojrzymy na niego z per­
spektywy minionych kilkunastu lat, stanowi podwali­
ny pod wyraźnie już dziś zaznaczoną ścieżkę współcze­
snej humanistyki, związaną z badaniam i nad metaforyzacją choroby. Sontag zebrała w nim bogaty materiał
literacki oraz sięgnęła do tekstów kultury popularnej,
a także źródeł historycznych z ostatnich dwóch stule­
ci, aby prześledzić rolę metafor choroby w budowaniu
jej kulturowych obrazów i moralnych konsekwencji
utraty zdrowia. Punktem wyjścia rozważań amerykań­
skiej pisarki jest teza, iż choroby podlegają procesowi
metaforyzacji, w trakcie którego tracą wymiar czysto
biologiczny, stając się społeczno-kulturowymi konstruktami. Jako takie są nie tylko figurami retoryczny­
mi, ale nadto mają wartość głęboko poznawczą i silnie
wpływają na wiedzę o świecie.
Sontag, z diagnozą osoby chorej na raka, rozważa
konsekwencje uruchomienia metaforycznego dyskur­
su dotyczącego jej własnej choroby, stwierdzając: „Tak
długo, jak długo ta właśnie choroba traktowana bę­
dzie jako podły, niezwyciężony drapieżnik, a nie po
prostu jako choroba, większość ludzi cierpiących na
raka rzeczywiście będzie upadała na duchu, poznając
diagnozę. Rozwiązanie nie polega bynajmniej na tym,
by przestać mówić chorym na raka prawdę, lecz by

zmienić podejście do samej choroby, by dokonać jej
demistyfikacji”. [Sontag, 1999, s. 10-11] A utorka M e­
tafory realizuje swój postulat, szkicując społeczne wy­
obrażenia raka, kontrastując je z wyobrażeniami gruź­
licy, co pozwala, jej zdaniem, wyróżnić wzajemnie
przecinające i nakładające się na siebie linie m etafo­
rycznego porządku obu tych chorób.
Najbardziej charakterystyczna z nich, jak się wyda­
je, ukryta jest w warstwie językowej. Oxford English
Dictionary, na który powołuje się Sontag, odnotowuje
pierwsze użycie znaczenia słowa consumption na okre­
ślenie gruźlicy płuc już w 1398 r. (obecnie trzy podsta­
wowe znaczenia tego słowa w języku angielskim to:
konsumpcja, spożywanie oraz właśnie gruźlica). To sa­
mo źródło wskazuje wczesną (1528 r.) figuratywną de­
finicję raka jako czegoś, co „nadgryza, koroduje, nisz­
czy i z wolna, potajemnie konsumuje” [Sontag 1999,
s. 13]. Wspólny zespół metafor jeszcze stosunkowo
niedawno organizował kulturową przestrzeń wyobra­
żeń na tem at gruźlicy i raka. Obie te choroby były
„opisywane” jako „proces, w którym ciało poddane
jest konsumpcji” [Sontag 1999, s. 14], do czasu poja­
wienia się mniej więcej w połowie X IX w. wiedzy o p a­
tologii komórek i ustaleniu w 1882 r., że gruźlica ma
podłoże bakteriologiczne. O d tego momentu daje się
zauważyć rosnący z upływem lat rozbrat metaforyki
gruźlicy i raka. O ile mitologia tej pierwszej mieści się
w modelu romantycznym (gruźlica to choroba nam ięt­
ności, miłości i „wewnętrznego żaru” przedstawianych
jako dezintegracja oraz towarzysząca jej hiperaktywność przeplatana momentami bezczynności, co osta­
tecznie prowadzi do śmierci), o tyle wyobrażenia raka
umiejscawiają go w kręgu szkodliwych działań społe­
czeństwa industrialnego (rak to choroba „tłumionych
uczuć” i „obcych sił”, które podstępnie przenikają cia­
ło i ujawniają się np. jako guz czy narośl).
Pojawienie się w latach osiemdziesiątych A ID S da­
ło Susan Sontag możliwość dopisania suplementu do
Illness as Metaphor. W 1989 roku publikuje ona esej
A ID S and Its Metaphor, w którym odtwarza kulturowe
obrazy tej wówczas jeszcze całkiem nowej choroby.
A ID S oplatają metafory inwazji „obcego elementu”,
intruza podbijającego ciało przez osłabienie czy też
całkowite zniszczenie systemu odpornościowego orga­
nizmu. N a arenę wkraczają również różnego typu m e­
tafory nieczystości (co wiąże się ściśle ze stygmatyzacją
zapadających na tę chorobę) i, ubrane w nową szatę,
metafory plagi i zarazy, uruchamiane we wcześniej­
szych wiekach przy okazji ujawnienia się wielkich epi­
demii, takich choćby, jak cholera czy dżuma.
Jak wspomniałem wyżej, publikacje Susan Sontag
okazały się podatnym gruntem dla dalszych pogłębio­
nych badań nad metaforyzacją choroby, które prowa­
dzono przez ostatnie kilkanaście lat głównie w krajach
Europy Zachodniej i Stanach Zjednoczonych. Wśród
szeregu prac wszechstronnie omawiających tę tematy­
kę1 znalazły się również studia, których autorzy odno­

102

�Marcin K afar♦ O ISTOCIE SŁOWA W OBLICZU CHOROBY

także przedmiotem wnikliwych analiz innego przed­
stawiciela fenomenologii - Maurice Merleau-Ponty’ego, który za podstawę swych dociekań przyjął ka­
tegorię percepcji. Znaczenie problemu związków, jakie
tworzą się między świadomością a cielesną obecnością,
dostrzegli również polscy badacze. Barbara Skarga
w szkicu Metafizyka obecności a metafizyka śladu mówi
o ciele, że jest ono „ontologicznym źródłem obecno­
ści” , jest jakby „obecnością nieustanną” , a tym, co po­
woduje przerwanie absolutnej obecności, jest odkry­
w ająca ją świadomość, która wywołuje szczelinę w cza­
sie pełnej obecności. „Świat, który mnie otacza, może
się zmieniać, m ijają wydarzenia, m ijają spotkane rze­
czy i ludzie. Myślą mogę za nimi podążać, choć nie
mogę biegu ich zatrzymać. Cieleśnie jednak jestem tu
w obecności takich, a nie innych rzeczy, zjawisk, któ­
re na mnie działają, pobudzają, widzę je, słyszę, doty­
kam ich. To przez świadomość wdziera się odroczenie,
odwleczenie, opóźnienie, to świadomość powoduje
odsunięcie obecności, to przez nią rodzi się pęknięcie
w przeżywanym czasie” [Skarga, 2002, s. 51]. Trudno
jest jednak wyznaczyć granicę między cielesnym byto­
waniem a świadomością o nim, gdyż płaszczyzny te ści­
śle zazębiają się, czy wręcz przenikają się nawzajem,
prowadząc jakby nieustanny cichy dialog. Zdarzają się
często sytuacje, kiedy cielesność bierze bezwzględnie
górę nad świadomością, zmuszając ją do poddania się
m om entalności trwania tu i teraz. Takie chwile przy­
chodzą wraz ze skrajnymi stanam i odczuwania, takimi
jak np. wielka rozkosz czy ból.
„W ich obecności pogrążamy się bez reszty - mówi
Barbara Skarga. To, co obecne, staje się dla nas jedy­
ną rzeczywistością, a czas skupia się niemal w jednym
punkcie. «Sytuację wyjątkową - pisze Levinas w której zawsze przyszły ból staje się teraźniejszy,
w której osiągamy granicę świadomości, przynosi cier­
pienie zwane fizycznym. Ból wbija nas wtedy w byt»”
[Skarga, 2002, s. 52].
Kiedy ból łagodnieje lub całkiem odchodzi, na jego
miejsce ponownie wkracza świadomość, która często
objawia się na zewnątrz w postaci niosącego różnorakie
przesłania Słowa. „Nowe słowo” Virginii Woolf należy
właśnie do owych słów pierwszych, najbardziej istot­
nych, których doniosłość wyznaczana jest skrywaną
w nich zdolnością przekraczania na pozór nieprzekra­
czalnego, docierania do centrum, do źródła rzeczy leżą­
cych po tej „drugiej stronie” ; „nigdzie słowo tak wiele
nie znaczy, jak w tle świata «p r z e d s ł o w n e g o»,
w świecie przedpiśmiennym, a więc w rzeczywistości
«na granicy» słowa. - mówi Roch Sulima - Nigdzie nie
jest słowo tak wyraźne, tak «obce» światu (obce, bo
chciałoby ten świat w sobie zamknąć i zastąpić), jak
właśnie «na granicy» świata przedsłownego” [Sulima,
2001, s. 160].
M usimy jednak pam iętać, iż aby Słowo przemówi­
ło pełnią siebie, aby stało się brzemienne, nie wystar­
czy, że zostanie uświadomione czy też po prostu wypo­

szą się do kwestii inicjalnego momentu powstawania
metafor chorób oraz do roli, jaką odgrywa słowo jako
takie w obliczu stanów granicznych, chorobowych.
Problem ten wskazuje m.in. Deborah Lupton w synte­
tyzującej pracy pt. Medicine as Culture. Illness, Disease
and the Body in Western Society.
Brytyjska badaczka metaforę postrzega w duchu ję­
zykoznawstwa kognitywnego, przypisując jej rolę epistemologicznego narzędzia służącego konceptualizacji
świata i definiowaniu pojęć ujmujących rzeczywistość.
[Lupton, 2001, s. 55]. Tak rozumianą metaforę cechu­
je duży potencjał sensotwórczy, zasadzający się na skry­
wanym w niej naddatku znaczeniowym, dzięki które­
mu „przekracza [ona - M. A . K.] dosłowność, i w ten
sposób potrafi ujawnić to, co mogło być zakryte” [Skar­
ga, 2002, s. 76]. Tę jej cechę w wyrazisty sposób ujaw­
nia kontekst choroby. Odsłania on bowiem przed nami
obszary doświadczenia podmiotowego trudnego do
określenia przy użyciu potocznych słów, w ramach ich
podstawowych znaczeń. Zderzenie języka z doznaniami
skrajnymi, takimi jak ból i nieodłącznie z nim związane
cierpienie, obnaża lingwistyczne niedoskonałości, któ­
re może „nadrobić” właśnie metafora lub tak zwane
„nowe słowo” (jego funkcję pełni niekiedy także sama
metafora), o którym wspomina m.in. cytowana przez
Lupton Virginia Woolf w eseju On Being Ill.
„W angielskim, który tak swobodnie przedstawia
myśli H am leta i tragedię Leara - powiada Virginia
Woolf - nie m a żadnych słów opisujących drżenie czy
ból głowy. Kiedy zakochuje się zwykła uczennica ma
ona w zanadrzu Shakespeare’a czy Keatsa, gdy chce
wyrazić swe uczucia; ale pozwólmy spróbować cierpią­
cemu pacjentowi opisać doktorowi ból [sic] głowy,
a zobaczymy, jak język straci nagle swą moc. Nie znaj­
dziemy w nim nic gotowego. Pacjent będzie zmuszony
wykuwać słowa samodzielnie i, trzymając w jednym
ręku ból, a w drugim grudkę czystego dźwięku (jak,
być może, czynili kiedyś mieszkańcy wieży Babel), zde­
rzać je ze sobą do momentu, kiedy w końcu pojawi się
całkiem nowe słowo2 [podkr. - M. A . K .]” .
Angielska powieściopisarka, wypowiadając wyżej
przytoczone słowa, kieruje nas ku szerszemu proble­
mowi językowego wyrażania cielesnego doświadczenia
bycia w świecie albo, mówiąc językiem Georges’a Bataille’a, werbalizacji wewnętrznego doświadczenia.
Stąd bardzo blisko już do kwestii relacji, jaka zachodzi
między ciałem pojmowanym jako czysta forma egzy­
stencjalna a - sytuującą się już na innym poziomie świadomością tego ciała i związaną z nią refleksją nad
nim. W iadomo, iż problematyką tą zajmowała się filo­
zofia, w szczególności zaś fenomenologia. O ciele ży­
wym (Leib) pisał Husserl, przeciwstawiając je ciału
czującemu i odczuwalnemu (Körper). Dzięki temu
ostatniem u człowiek w pełni istnieje, czy lepiej powie­
dzieć: jest obecny w otaczającym go świecie, a tym, co
wyznacza granice tego świata, są zmysły. Ciało postrze­
gane w perspektywie jego kontaktów ze światem było
103

�Marcin Kafar ♦ O ISTOCIE SŁOWA W OBLICZU CHOROBY

wiedziane. Powinno ono bowiem zostać posiane na
płodnym gruncie. Bodaj najbardziej żyzną (choć
z pewnością nie jedyną) ziemią dla Słowa jest oczywi­
ście literatura, gdzie Słowo kiełkuje, wzrasta i jak
drzewo rodzi owoce - objawia się jako poezja, myśl,
opowieść, narracja - pełniące funkcję nośników ukry­
tych znaczeń.
Czasam i zdarza się napotkać literaturę, która
w sposób bardziej lub mniej zamierzony przez jej au ­
torów staje się świadectwem ich życia. Słowa wów­
czas wypowiadane zyskują dodatkow ą wartość: uchy­
lają rąbka tajem nicy człowieka w plecionego w histo­
rię zdarzeń codzienności. Taka wyrażona literacko hi­
storia codzienności przypomina swoistą antropologię
„człow ieka w ew nętrznego” , an tropologię, której
przedmiotem poznania staje się włączony w dram at
w łasnego życia czujący i doświadczający podmiotosoba. W taki właśnie sposób przemawiają do mnie
dwa teksty, na podstawie których będę prowadził roz­
ważania w dalszej części mego szkicu. Chodzi o S ta­
nąć na nogi O livera Sacksa i To jest wasze życie M ał­
gorzaty Baranowskiej - książki powstałe na kanwie
osobistych przeżyć związanych z chorobą przewlekłą
(To jest wasze życie) i wypadkiem skutkującym kilku­
nastoletnim i zaburzeniami psycho-fizycznymi (Sta­
nąć na nogi). Obie wspomniane prace pokazują, jak
niezwykle istotną rolę odgrywa Słowo w kontekście
choroby. Słowa odnajdywane w postaci różnych figur
literackich i zabiegów pisarskich w twórczości angiel­
skiego neurologa i polskiej badaczki wyobraźni surre­
alistycznej stają się, zależnie od potrzeby, zarówno
środkiem heurystycznym (przyczyniają się m.in. do
budow ania wiedzy o chorobie), jak i terapeutycznym
czy katartycznym (dają np. możliwość ostatecznego
rozprawienia się z traumą, jak stało się to w przypad­
ku autora Stanąć na nogi, czy też, co pokazuje M ałgo­
rzata Baranowska, służą przełamywaniu udręki bole­
snej powszedniości). Uważna lektura Stanąć na nogi
i To jest wasze życie oraz innych tekstów, na różne
sposoby korespondujących z nimi, skłania także do
namysłu nad sam ą w artością „oddaw ania głosu” lite­
raturze tam, gdzie zachodzi potrzeba utrzymania lub
przywrócenia integralności cielesno-duchowej kon­
kretnego człowieka, zawieszanej lub często nawet
bezpowrotnie traconej w obliczu choroby. Literatura
miałaby tutaj, w moim przekonaniu, podw ójną wy­
mowę: po pierwsze, zalążek jej sensu rodziłby się już
w samym procesie pisania, jako działania chroniące­
go przed kompletnym rozpadem pod wpływem cho­
roby (rys ten jest niezwykle wyraźny w To jest wasze
życie), po drugie, przyjmowałaby na siebie rolę narzę­
dzia służącego kontem placji (realizującej się w czyta­
niu i rozmyślaniach) zmierzającej w kierunku odn a­
lezienia w niej np. autentycznego filara moralnego
czy źródła nadziei i prawdy. Przyjrzyjmy się bliżej tym
kwestiom, odnosząc się do treści wspomnianych wy­
żej lektur.

Droga ku „Nowemu Jeruzalem” ,
czyli jak odnaleźć siebie w Słowie
Życiowy dramat brytyjskiego neurologa Olivera
Sacksa zaczął się w 1974 r., kiedy to uległ on wypad­
kowi w górach Norwegii. W jego wyniku bardzo po­
ważnie uszkodził nerwy i mięśnie nogi, co zakończyło
się kilkutygodniowym pobytem w szpitalu, a następnie
długim okresem rehabilitacji. Przypadek choroby zo­
stał zdiagnozowany jako typowy, co umożliwiało leka­
rzom zastosowanie standardowych m etod leczenia.
Wszystko przebiegało sprawnie do momentu, kiedy to
doktor Oliver, w kilka dni po zabiegu chirurgicznego
łączenia naderwanych mięśni, zaczął miewać doznania
wyobcowania, odłączenia chorej nogi od reszty ciała.
Pozbawiona unerwienia kończyna wydawała mu się
obcym, wręcz nierzeczywistym przedmiotem. Próbując
opisać swój stan opiekującym się nim lekarzom, natra­
fiał na barierę całkowitego niezrozumienia z ich stro­
ny. Jego opowieści były jakby „wymazywane” ze świa­
dom ości medyków, traktujących je jak chorobliwe
urojenia pacjenta. Fizyczna niemoc Sacksa w połącze­
niu z rosnącym dyskomfortem psychicznym zaowoco­
wała ostatecznie rozpadem harmonijnego wizerunku
całego świata, by w kulminacyjnym momencie kryzysu
przerodzić się w odczuwanie totalnego z niego wyłą­
czenia. „Znalazłem się poza mapą, poza światem, poza
poznawalnym. Poza przestrzenią oraz czasem. N ic nie
mogło się już zdarzyć. Inteligencja, rozum, rozsądek
nic nie znaczyły. Straciłem wszystko, co dotąd dawało
mi oparcie, grunt pod stopami [...] zagłębiłem się
w mroczną noc duszy” [Sacks, 1996, s. 81] - wspomi­
na Sacks. W obcej przestrzeni zawodziły sprawdzone
po wielekroć reguły porządkowania rzeczywistości,
a innych, skutecznych, zabrakło. „D la duszy zagubio­
nej w ciemnościach, pośród długiej nocy, bezużytecz­
ne są mapy i umysł gotowy je wykreślać. N a nic też
zdać się mógł [...] umysł kartografa - «poczucie m ę­
skiej siły... zaradność... czujność i aktywność» [...]. Te
przymioty mogły stać się użyteczne później, ale
w obecnej chwili nie miałem ich na co spożytkować.
Mój stan pośród ciemnej nocy był stanem całkowitej
bierności, dominującej, całkowitej, wszechogarniają­
cej bierności, w której działanie - jakiekolwiek działa­
nie - byłoby bezużyteczne” [Sacks, 1996, s. 81-82].
Sacks znalazł się w miejscu, gdzie ciało zostało p o ­
rzucone na pastwę samego siebie, gdzie świadomość,
intencjonalność i refleksyjność podm iotu nagle zosta­
ła zatrzymana przez przygniatającą wagę czystego bytu.
Sytuacja taka trwała kilkanaście dni, aż do chwili gdy
wreszcie została przełamana dzięki Słowu, które - zro­
dzone dzięki niemal nadludzkiemu wysiłkowi woli okazało się kamieniem milowym na drodze Olivera
Sacksa ku wewnętrznej równowadze, a w pewnym
sensie wskazało i wyznaczyło też ścieżkę prowadzącą
do ponownej harmonii jego ciała ze światem. Cóż to
było za Słowo i jak się objawiło?

104

�M aran K afar♦ O ISTOCIE SŁOWA W OBLICZU CHOROBY

nogi, która pomieściła w sobie problemy czysto scjentystyczne. Pozostała wszelako - sytuująca się niejako na
ich przeciwległym biegunie - kwestia Sacksa-człowieka,
jawiącego się jako cierpiący, wewnętrznie rozdarty czy
wręcz temporalnie zapomniany przez samego siebie
podmiot. Traktuje o tym rozdział drugi Stanąć na nogi,
zatytułowany Być pacjentem oraz trzeci (Otchłań), które
są opisem ukazującym proces uświadamiania sobie
przez Sacksa trudnej sytuacji, w jakiej się znalazł; są opi­
sem samoistnie rodzącego się, na wskroś tragicznego,
wewnętrznego dialogu, prowadzącego do zyskania samowiedzy o własnej bezsilności, potęgowanej komplet­
nym brakiem zrozumienia ze strony całego personelu
medycznego: lekarzy, fizjoterapeutów, pielęgniarki.
„ - Doktorze Sacks! - Moje rozmyślania przerwało
zniecierpliwione wołanie siostry Sulu. - Myślałam, że
pan zasnął. Ręce mnie już bolą, a pan ani słowem się
nie odezwał. M acham tym gipsem na wszystkie strony.
N iech mi pan tylko nie mówi, że nic pan nie czuł.
Siostro Sulu, nie czułem kompletnie nic. Prawdę
powiedziawszy, czekałem, kiedy pani zacznie - odpar­
łem poważnie.
Szlachetna siostra Sulu pokręciła głową i ruszyła do
wyjścia, nie przestając kręcić głową w zdumieniu. Wy­
obraziłem sobie, co myśli: «Dzisiaj rano wydawał się ta­
ki miły, normalny, zdrowy na umyśle, a teraz zachowu­
je się dziwacznie». Byłaby jeszcze bardziej zaniepokojo­
na, gdyby wiedziała, co myślę, przeżywam, czuję. Słowo
«dziwacznie» uznałaby za zbyt słabe. W jej, w moim,
w jakimkolwiek języku trudno by znaleźć słowo

Obraz językowy, którym posłużył się Sacks pisząc
Stanąć na nogi, przybrał postać autobiografii, a więc
formy literackiej ufundowanej na, jak mówią znawcy
tematu, jednoczesnym „rozszczepieniu i podwojeniu
humanum". Człowiek podejm ujący się zadania pisania
0 sobie stawia się bowiem zawsze w roli kogoś, kto
zmuszony jest na czas jakiś stanąć z boku, opuścić sa­
mego siebie, aby stać się „pytaniem, problemem, nie­
wiadomą. Rozłamuje się wewnętrznie na istotę, która
poznaje i która zarazem stanowi dziedzinę przedmioto­
wą tego poznania [...]. W tapia się ona w ten sposób
w nieskończony proces samopoznania i autoidentyfikacji" [Kasperski, 2001, s. 17]. Piszący autobiografię
próbuje zawsze odpowiedzieć na pytanie: „Kim je­
stem?". Jest to pytanie fundamentalne, sięgające do
źródeł własnej tożsamości, dom agające się zarazem od­
powiedzi jasnych i czytelnych. W odniesieniu do bio­
graficznych dociekań autora A Leg to Stand On pyta­
nie „Kim jestem ?" zostaje dookreślone i brzmi: „Kim
byłem przed, w czasie trwania i kim jestem po przeby­
tej chorobie?". Gdy dodamy do niego pytania kolejne,
rodzące się w głowie Sacksa jako neurologa-naukowca
(„Czym jest stan alienacji części ciała ludzkiego?", „Ja­
kie procesy fizjologiczne decydują o pojawieniu się
syndromu fantomów?"), jak również filozofa i myśli­
ciela („Co leży u źródeł mego doświadczenia?", „Jaką
prawdę o życiu skrywa cierpienie?") itp., ukaże się
nam przed oczami różnorodność i wielowymiarowość
narastających przed nim trudności natury nie tylko
poznawczej, ale także subiektywnej (psychologicznej)
1 czysto egzystencjalnej, niosących ze sobą potrzebę
znalezienia środków zdolnych je rozpoznać i przekro­
czyć. Nie było to na pewno zadanie łatwe, o czym
świadczy m.in. okres jedenastu lat, jakie upłynęły od
wypadku do chwili opublikowania Stanąć na nogi.
W tym czasie - a wydaje się to bardzo symptomatycz­
ne - Sacks kompletnie zarzucił pisanie (które przed
zdarzeniami w Norwegii było jednym z jego ulubio­
nych zajęć), tłumacząc to w jednej z rozmów z czytel­
nikami tym, iż przeżywał wówczas „wielką udrękę po
przebytej chorobie", co uniemożliwiało mu jakąkol­
wiek pracę twórczą [www. talkcity. com, 5 grudnia
2000]. Zastąpiła ją zaś wyczerpująca praca z pacjenta­
mi, wynikiem której było wyróżnienie dużej grupy
osób doznających alienacji części ciała, żmudne trzy­
letnie poszukiwania biblioteczne, mające na celu usta­
lenie rzeczywistej wiedzy neurologicznej na tem at zja­
wisk fantomowych oraz prowadzenie inspirujących li­
stownych rozmów z wybitnym rosyjskim neuropsychologiem A leksandrem Romanowiczem Łurią - jedy­
nym, zdaniem Sacksa, specjalistą zdolnym w pełni zro­
zumieć i zająć rzeczowe stanowisko wobec dręczących
go wątpliwości.3
Wymienione wyżej czynniki, połączone ze sobą,
wpłynęły z pewnością w istotny sposób na poszerzenie
i ukierunkowanie wiedzy brytyjskiego badacza, stając
się zarazem zaczynem i podstawą tej warstwy Stanąć na

zdolne oddać niepojmowalny charakter m oich prze­
żyć [podkr. - M. A . K .]” [Sacks, 1996, s. 51-52].
Sacks odwoływał się w myślach do znanych sobie
teorii z zakresu neurologii i psychologii, z czego miało
wynikać o k r e ś l e n i e oraz z r o z u m i e n i e owych
„niepojmowalnych przeżyć”. Mnożenie w nieskończo­
ność coraz to nowych pojęć typu: atrofia i atonia mię­
śnia, „zakłócenie obrazu ciała”, „wewnętrzna am puta­
cja”, „zniszczenie fragmentu wewnętrznej fotografii
ciała”, utrata nogi jako „obiektu wewnętrznego”, „ja ­
ko symbolicznego i afektywnego «im ago»” owocowało
co prawda barwnym, ale w efekcie mało znaczącym
dla rozwiązania głównego problemu, pejzażem poję­
ciowym. Sięganie po sprawdzone, skonwencjonalizo­
wane, wręcz dogmatyczne filary klasycznej wiedzy m e­
dycznej załamywało się pod naciskiem doznań wykra­
czających daleko poza czystą fizjologię. Dotyczyły one
bowiem podstawowych zmian patologicznych nie sa­
mego ciała, lecz sposobów myślenia o nim; problem
doktora Olivera miał co prawda swój organiczny zaro­
dek, ale równie silnie, jeżeli nie bardziej, polegał na je­
go wewnętrznych ograniczeniach: niedoskonałej woli
i niepełnej (odmiennej) świadomości.
„To, że mięsień był porażony, «głuchy», że jego puls
zamarł, «serce» stanęło, że był, jednym słowem, m ar­
twy... nie miało prawie znaczenia wobec tego, co zaczy­
nałem dostrzegać dopiero teraz. Wszystkie wymienione
105

�Marcin Kafar ♦ O ISTOCIE SŁOWA W OBLICZU CHOROBY

zjawiska, chociaż same w sobie okropne, były w grun­
cie rzeczy peryferyjnymi, miejscowymi objawami, które
nie dotyczyły istoty mojego jestestwa - m n i e - tak jak
tracenie liści czy gałęzi nie ma większego wpływu na ży­
cie, na soki żywotne i korzenie drzewa. Teraz zaczyna­
łem widzieć z przerażającą, tragiczną jasnością, że co­
kolwiek się stało, nie było wyłącznie miejscowe, peryfe­
ryjne, powierzchowne - straszna cisza, zapomnienie,
niezdolność przywoływania, przypominania sobie t o było coś radykalnego, zasadniczego, fundamental­
nego. Co zrazu sprawiało wrażenie zaledwie miejscowe­
go urazu, jawiło się teraz w zupełnie innym, napawają­
cym lękiem świetle, jako uraz pamięci, myślenia, wo­
li [...] [podkr. - M. A . K .]” [Sacks, 1996, s. 48].
Coraz bardziej uwidaczniający się niedobór środków
dyskursywnych zdolnych organizować zborny wizerunek
świata angielskiego badacza z każdym mijającym dniem
i godziną oddalał go od realności i powodował stopnio­
we zanurzanie się w „nierzeczywistej rzeczywistości” świecie wyobrażeń i wyobraźni, majaków i marzeń sen­
nych. Wielokrotnie przywoływane (szczególnie w roz­
dziale Być pacjentem) rozbudowane narracje opisujące
sny Olivera Sacksa, mieściły w sobie motywy zawierają­
ce istniejące na jawie rzeczy i postaci, wywołane z maga­
zynu pamięci fragmenty myśli, obrazy i zdarzenia, prze­
mieszane z elementami mitycznymi wyrwanymi z ade­
kwatnego dla nich kontekstu i umieszczanymi w no­
wych, czasem zaskakujących kompozycjach. Oto przy­
kładowy fragment jednej z szeregu takich opowieści:
„Usnąłem i ponownie zacząłem śnić. Byłem na
brzegu rzeki gęsto porośniętej olbrzymimi drzewami,
ich cienie kładły się na lekko pofalowanej wodzie. Wo­
kół panowała pełna wzniosłości, niemal dotykalna ci­
sza, która otulała mnie niczym płaszcz. Miałem przy so­
bie lornetkę i aparat fotograficzny. Chciałem wypatrzyć
nową, niezwykłą rybę; powiadano, że jest wspaniała,
chociaż niewielu ludzi ją widziało. M iała się nazywać
«Chim era». Przez jakiś czas czekałem cierpliwie w po­
bliżu jej kryjówki, potem zacząłem klaskać, gwizdać
i rzucać kamieniami, żeby sprowokować leniwą bestię.
Raptem dojrzałem ruch w wodzie, wir idący z nie­
wyobrażalnych głębin, olbrzymi lej, kipiel. M it powia­
da, że Chimera potrafiła połknąć rzekę jednym hau­
stem. W tej samej chwili m oja ciekawość przerodziła
się w przerażenie: zdałem sobie sprawę z dosłownej
prawdziwości mitu. Z kipieli wyłoniła się Chimera, wy­
płynęła z głębin w całym majestacie, mlecznobiała, po­
marszczona niczym Moby Dick, tyle że - nie do wiary
- z rogami na głowie i pyskiem wielkiego trawożernego zwierzęcia” [Sacks, 1996, ss. 40-41].
Czynnik onirycznych doznań, na który zwracam tu
uwagę, ważny jest przede wszystkim dlatego, że mieści
się on w kategoriach języka należącego do osobliwej
dziedziny - snu, jak dalej zobaczymy, być może jedynej
dziedziny, która dawała doktorowi Oliverowi szansę
na wydobycie się z chorobowej otchłani. Spróbujmy
uzasadnić tę tezę, odwołując się do ustaleń dotyczą­

cych kulturowych znaczeń snu, wyłożonych przez wy­
bitnego rosyjskiego semiotyka Jurija Łotmana.
Jeden z głównych przedstawicieli szkoły moskiewsko-tartuskiej w swej ostatniej, opracowanej4 na krót­
ko przed śmiercią książce, dokonał podsumowania
wszystkich najważniejszych, wypracowanych przez nie­
go w ciągu wielu lat naukowych dociekań, idei badań
nad kulturą. W jednym zaś z tematów podejmowanych
w Kulturze i eksplozji, bo o niej tu mowa, pojawia się
również interesujący nas najbardziej wątek snu.
Łotman postrzega sen jako osobną sferę aktywności
(pod)świadomości człowieka, zmieniającej na przestrze­
ni wieków swą pozycję i znaczenie w uniwersum kultu­
ry. Dla społeczności przedpiśmiennych, posługujących
się najprostszymi formami myślenia, płaszczyzna snów
i płaszczyzna jawy usytuowane były równolegle, a moż­
na nawet powiedzieć, że często dochodziło do ich wza­
jemnego nakładania i przenikania się. Co istotne,
w swej zarodkowej postaci przestrzeń snu była asemiotyczna w tym sensie, iż pomimo, że sen cechowały okre­
ślone znaczenia, to nie były one powszechnie ukonkret­
nione. Taka sytuacja trwała do czasu, gdy pojawiły się
złożone formy mitologiczne, co zaowocowało przenie­
sieniem dziedziny snu w obszar wpływu sacrum, gdzie
sen stał się niezbywalnym elementem spójnego systemu
symbolicznych warstw kultury. Jego realizacje znajduje­
my żywe do dziś choćby w technikach szamańskich, wy­
różniających skomplikowane układy kierowania i od­
czytywania znaczeń snów. Kolejnym progiem zaznacza­
jącym zmianę akcentów funkcjonalnych oniryczności
było, zdaniem Łotmana, wykrystalizowanie się języka
pisanego, czego wynikiem było zawłaszczenie przez po­
ezję pola, na którym wcześniej niepodzielnie panował
właśnie sen, choć nadal, co celnie dostrzega autor Kul­
tury i eksplozji, „związek natchnienia poetyckiego i mi­
stycznego widzenia sennego jest uniwersalnym zjawi­
skiem w wielu kulturach” [Łotman, 1999, s. 198].
Zasadniczą i jednocześnie kluczową dla naszych
rozważań jest Łotmanowska próba uchwycenia pod­
stawowych cech snu. D ają się one opisać za pom ocą
następujących właściwości:
1. Wielojęzyczność marzenia sennego; sen jest zło­
żeniem niejednorodnego, „mozaikowego” języka obra­
zu, dźwięku i słowa, które w procesie interpretacji, tj.
przekładu na język prymarny, uwalniany bywa ze swej
„nieokreśloności” i zyskuje na „komunikacyjności”.
Łotm an mówi, że sen jest swoistym lustrem semiotycznym kultury, co oznacza, iż może on być odczytany je ­
dynie w ściśle określonym kontekście językowym da­
nej kultury [Łotman, 1999, s. 197].
2. Nieokreśloność języka snu (można tutaj również
mówić, parafrazując myśl Umberto Eco, o swoistej dyspersyjności marzeń sennych); cecha ta wpływa na ogra­
niczenie potencjału „przekazywania stałych komunika­
tów”, ale z drugiej strony otwiera niemal nieograniczo­
ne możliwości „wytwarzania nowej informacji”. Rosyj­
ski semiotyk posuwa się nawet do stwierdzenia, że „sen

106

�Marcin K afar♦ O ISTOCIE SŁOWA W OBLICZU CHOROBY

jest ojcem procesów semiotycznych” [Łotman, 1999, ss.
na jak ja, jak ja nie widziała już drzewa i wątpiła, czy
kiedykolwiek tam rosło. Czy to sprawa bomby dereal197-199], a więc nosi w sobie zdolność rodzenia no­
wych sensów kulturowych [Łotman, 1999, s. 199].
nej czy absurdalne fantazje zrodzone z naszych obaw?
3.
Indywidualność snu; oznacza to, że dram at m a­
Teraz brakowało części muru ogrodowego i bramy
rzenia sennego rozgrywa się na płaszczyźnie podm ioto­
wychodzącej na Exter Road. Czy rzeczywiście? Może
wej, która ograniczona jest podwójnie: przez zależność
nie było nigdy bramy prowadzącej na Exter Road, ani
od obiektywnych czynników zewnętrznych (społecz­
samej Exter Road? M o ż e n a l e w o n i g d y n i c
nych, kulturowych, językowych) wymuszających na
n i e b y ł o ? M oja matka, która stała teraz przede
człowieku w pewnym sensie uznanie za własne „odgór­
mną, też wydawała się p r z e d z i e l o n a w szczegól­
nych” schematów zachowań i sposobów myślenia
ny sposób. Kończyła się pośrodku - nie m iała lewej po­
(także rozumienia i interpretacji snu) oraz przez bagaż
łowy. A le... a le... skąd pewność, że miała kiedyś lewą
subiektywnych doświadczeń wyznaczających zakres
stronę. Czy samo określenie «lewa połowa» nie było
kompetencji danej jednostki. Sen jest językiem „dla
pozbawione sensu? Ogarnęło mnie przerażenie i m dło­
jednego człowieka” [Łotman, 1999, s. 200].
ści. Zbierało mi się na w y m io ty .
N agle drzwi się otworzyły i weszła siostra Sulu [ . ]
Wszystkie wymienione wyżej cechy są widoczne
i dają się rozpoznać w narracjach marzeń sennych
A n i mi w głowie było mówić siostrze Sulu, która
przedstawianych przez Olivera Sacksa. N arracje te są
dość miała wstrząsów, że ona też był przepołowiona
wielojęzyczne, dyspersyjne, a zarazem mocno zindywi­
i brakowało jej jednej połowy. [...]
dualizowane. Dram aturgia zdarzeń w nich zawarta
Myśli [ . ] przemknęły mi przez głowę, hemianopia
przebiegała w cyklu kilkudniowym (kiedy to jawa i sen
nie ustępowała, natom iast zaczęła mi świtać pewna
chwilami były zupełnie nierozróżnialne), a momentem
analogia: To samo dzieje się z nogą! Jak mogłem być
kulminacyjnym, wieńczącym bodaj najtrudniejszy do
takim głupcem? Cierpię na s k o t o m ę nogi! Zabu­
zniesienia dla doktora Olivera etap jego podróży w du­
rzenia w polu widzenia podobne są do tego, czego do­
świadczam w związku z nogą. Straciłem «pole» nogi,
chowe zaświaty, był sen (a właściwie mara senna),
w którym kluczową rolę odegrała wizja hemianopicztak jak kiedyś straciłem część pola widzenia.
na, czyli spowodowana migreną (Sacks cierpiał na nią
Poczułem ogrom n ą ulgę, gdy to zrozum iałem .
od dzieciństwa) połowiczność w polu widzenia. To
Reszta problemów i pytań pozostawała bez odpowie­
właśnie dzięki temu mało przyjemnemu doznaniu au­
dzi, w tym zasadnicza raczej kwestia, czy kiedykolwiek
tor Stanąć na nogi odkrył istnienie wizualnej analogii
wydobrzeję. Zyskałem jednak coś, n a czym m ogłem
„niepełnego obrazu”, wykonując tym samym pierwszy
się o p rz e ć.[...]
a zarazem, jak sądzę, najważniejszy krok w kierunku
Czułem się inną istotą, jakbym zmartwychwstał,
utrzymania się przy życiu. O to jak do tego doszło:
narodził się na nowo po nocy koszmarów i migreny.
„ [...] ponownie zapadłem w sen, głęboki sen bez
Co czyniło to odrodzenie jeszcze radośniejszym, to
marzeń sennych, który rano ustąpił miejsca niezwykłej
uczucie, że odzyskałem częściowo, przez analogię,
marze. Ta zrazu sprawiała wrażenie całkiem «konwenświadomość nogi. Nie m iała ona odniesień do fizjolo­
cjonalnego» koszmaru: prowadziliśmy wojnę, nie wia­
gii, ale wydobyłem się ze świata niepojmowalnego,
domo dokładnie z kim i o co. Oczywisty był tylko, wszy­
niewysłowionego - mogłem mówić o swoich odczu­
scy mu ulegali, strach, że wróg posiada broń definityw­
ciach [...]” [Sacks, 1996, s. 72-74].
ną, tak zwaną bombę derealną. Szeptano, że może ona
W świetle poczynionych uwag na tem at sfery onirycznej można wyprowadzić wniosek, iż wielojęzyczna
u c z y n i ć d z i u r ę w r z e c z y w i s t o ś c i . [...]
Podobnie jak wielu ludzi z mojego snu, którzy od­
dziedzina snu zdołała pom ieścić całość wysoko entroczuwali potrzebę przebywania na otwartej przestrzeni,
picznego a zarazem traumatycznego doświadczenia
stałem z rodziną w ogrodzie przy naszym domu. Świe­
Olivera Sacksa. N a tym podstawowym, źródłowym dla
ludzkiego myślenia poziomie dokonało się następnie
ciło słońce, wszystko było jak zwykle, gdyby nie niesa­
mowita cisza wokół. Raptem poczułem, że coś się wy­
to, czego nie były w stanie zapewnić brytyjskiemu ba­
darzyło, że coś zaczyna się dziać, chociaż nie miałem
daczowi nawet najbardziej wyszukane, najbliższe mu
intelektualnie analizy naukowe: udało się na powrót
pojęcia, co by to miało być. Uświadomiłem sobie, że
nasza grusza zniknęła. Rosła trochę na lewo od miej­
ukonkretnić, zorganizować, „wysłowić” wcześniejszą
sca, na które patrzyłem, i oto teraz nie było jej tam.
„nieokreśloność”, niepojmowalność przeżyć i towarzy­
szących im odczuć. Płaszczyzna marzeń sennych stała
Nie odwróciłem oczu, żeby się upewnić. Z jakichś
się polem, gdzie Sacks - dzięki mistycznemu oświece­
powodów nie przyszło mi do głowy, żeby to zrobić. Gru­
sza zniknęła, a z nią zniknęło miejsce, gdzie stała. Nie
niu - odnalazł i wypowiedział opisywane przez Virginię
miałem poczucia wakującego miejsca, po prostu nie
W oolf „nowe słowo” , które posłużyło mu do uchylenia
było go już. J u ż? Czy miałem pewność, że wcześniej
wrót bramy wychodzącej na dziedziniec zaklętego
zamku konceptualnej niemocy. N icią Ariadny prowa­
b y ł o ? Może nic nie brakowało? Może nigdy nie było
dzącą ku wyjściu z labiryntu „niewysłowionego świata”
tam gruszy? Może zawodziła mnie pamięć albo wy­
obraźnia? Zapytałem matkę, ale była tak samo strapio­
okazała się analogia skotomy, przekształcona w trakcie
107

�Marcin Kafar ♦ O ISTOCIE SŁOWA W OBLICZU CHOROBY

późniejszych zabiegów budowania literackich obrazów
choroby w metaforę utraty pamięci.5
Słowo skotoma, choć bardzo ważne, nie było jed­
nak tym ostatecznym, w którym pokładam y bezgra­
niczną ufność i wiarę. Gdzież więc należało go szukać?
Gdzie szukał go sam Sacks?
Nie bez powodu użyłem wcześniej w kilku miej­
scach zwrotów takich jak: „podróż w duchowe zaświa­
ty”, „sen”, „pielgrzymka”, „labirynt” , „nić Ariadny” .
Chorobę doktora Olivera można bowiem spróbować
objaśnić w kategoriach antropologicznych jako swo­
istą podróż w mroczne zakamarki samego siebie. Jego
sen byłby tutaj odpowiednikiem rzeczywistej śmierci
(motyw ścisłego związku snu i śmierci jest m ocno za­
korzeniony w mitologii różnych ludów6), a wędrówka
naznaczona szeregiem pułapek, nierozpoznawalnych
obcych przestrzeni, błędnych dróg7 i mylnych wskazó­
wek prowadziłaby jednak ostatecznie do miejsca n aj­
ważniejszego - ku „Nowemu Jeruzalem” ; byłaby zatem
„podróżą do środka”, „duchowym ukierunkowaniem
bytu”, jak mówi Jean H ani [Hani, 1994, s. 101].
Wiemy, iż nadrzędnym celem pielgrzymowania jest
wewnętrzna odnowa, której adept doświadcza stopnio­
wo, krok po kroku pokonując kolejne przeszkody i otwie­
rając następujące po sobie bramy, jednocześnie żywiąc ci­
chą nadzieję, że podoła wszystkim stawianym przed nim
wyzwaniom. U kresu drogi najbardziej wytrwali mogą
oczekiwać upragnionej nagrody: życia wiecznego, ozdrowienia, przemiany osobowości, etc. W samym środku la­
biryntu, w „rajskim Ogrodzie Bezczasowej Jedności” Oli­
ver Sacks odnalazł... Słowo biblijne, a więc Słowo, przy
pomocy którego u początków życia Bóg stworzył świat:
„ [...] zrezygnowałem z metafizyków i mistyków, pozosta­
ła mi tylko Biblia, niemożliwa wiara [...]. Potajemnie, na
wpół sceptycznie, z wahaniem, z tęsknotą zwracałem się
do owego niewyobrażalnego «Ty»” [Sacks, 1996, s. 84].
W ten cudowny sposób przez obcowanie z sacrum doktor
Oliver na powrót zbliżył się do swego domu, który dawał
spokój ducha i nadzieję koniecznej zmiany:
„I tak trzeciego dnia w otchłani nastąpiła zmiana,
która w miejsce abominacji, napawającego niewyobra­
żalnym wstrętem piekła, przyniosła coś całkowicie od­
miennego, tajemniczego. N oc przestała być odpycha­
jąca i mroczna - promieniowała tajemnym pozazmysłowym światłem, napawała zadziwiającą, paradoksal­
ną radością” [Sacks, 1996, s. 82].
Tak oto zaczęło się urzeczywistniać ozdrowienie...

O potrzebie pisania codziennego
Małgorzaty Baranowskiej.
Wartość literatury w chorobie przewlekłej
N a pierwszej stronie To jest wasze życie natrafiamy
na kilka akapitów, które - umiejętnie odczytane - m o­
gą spełnić funkcję wskazówki-klucza do odczytania
całości pracy. Baranowska zaczyna tak oto:

„Chyba muszę napisać wstęp. Przede wszystkim,
żeby czytelnik wiedział, kim nie jestem. A więc nie je ­
stem ani psychologiem, ani lekarzem, socjologiem czy
alternatywnym terapeutą, ani filozofem, ani nauczy­
cielem. Nie mam żadnych formalnych uprawnień do­
radczych” [Baranowska, 1994, s. 5].
Gdy po skończonej lekturze książki wracamy do
przytoczonych wyżej zdań, pojawia się nieodparta po­
kusa zrewidowania lub chociażby dopisania do nich
własnego komentarza. Okazuje się bowiem, na co
słusznie zwrócił kiedyś uwagę Zbigniew Benedyktowicz,8
iż To jest wasze życie jest pracą interdyscyplinarną lub,
jak woleliby powiedzieć inni, transdyscyplinarną. Po­
dejmowane tematy oraz sposoby ich przedstawienia
świadczą o tym, że - wbrew temu, od czego Baranow­
ska dość przewrotnie odżegnuje się, określając zakres
kom petencji za pom ocą formuły „kim nie jestem ” autorka w trakcie tworzenia opowieści o swych życio­
wych doświadczeniach choroby stawała się po trosze:
psychologiem i terapeutą - kiedy wielokrotnie bardzo
umiejętnie przekonuje ludzi chorych do przełamywa­
nia słabości i wiary we własne siły; lekarzem (duszy?)
- gdy przepisuje nam recepty na „lepsze samopoczu­
cie” w postaci pogody ducha i otwartości wobec in­
nych; filozofem - snując rozważania o bycie, cielesno­
ści i wzniosłości cierpienia; zdolnym socjologiem - ry­
sując przestrzeń życia ludzi chorych za pom ocą kate­
gorii „plemienia otwartego” (myślę, że dociekliwi zna­
leźliby jeszcze więcej tropów bardzo poważnych teorii
socjologicznych, jakby od niechcenia, z potrzeby chwi­
li, umiejscawianych w To jest wasze życie); doradcą
i nauczycielem (a może po prostu pedagogiem) - gdy
wyraża opinie m.in. na tem at „życia czynnego”.
Jest jeszcze jedna dziedzina, którą M ałgorzata B a­
ranowska wyróżnia i uznaje za najbliższą sercu - jest
nią mianowicie dziedzina obcowania ze Słowem.
„Z dziedziny papierów uznawanych czasami za waż­
ne mam [...] doktorat z historii poezji (także z histo­
rii wyobraźni, tak, i to wyobraźni surrealistycznej).
Wspominam o tym, ponieważ uważam historię litera­
tury za część historii człowieka wewnętrznego. Szcze­
gólnie liryka - poezja będąca dom eną uczuć - wiąże
się z możliwością wypowiedzenia tego, co ukryte.
Wielu ludzi programowo omija poezję. Mogę dora­
dzić każdemu - nie uciekajcie od poezji! O na jest
zdolna wyrazić wasze najbardziej skomplikowane prze­
życia w sposób zarazem dokładny i symboliczny, prze­
nosząc przy tym płaską i żmudną problematykę co­
dzienności na inny poziom. N o tak. Już każdy rozumie,
co mnie obchodzi przede wszystkim. Uprawiam więc
historię literatury, krytykę literacką i sam ą poezję.
Żyję” [Baranowska, 1994, s. 5].
Zycie i literatura - literatura i życie, te dwie sfery
przenikają się nawzajem w znoju chorobowej codzien­
ności autorki, przenosząc ją ze świata zewnętrznego
chaosu w świat wewnętrznej harmonii. Dobrze oddaje
to opis jednego z wielu pobytów w szpitalu autorki To

108

�Marcin K afar♦ O ISTOCIE SŁOWA W OBLICZU CHOROBY

jest wasze życie: „na dużych dawkach encortonu, nie
mogąc się ruszać z łóżka, zaczęłam pisać książkę, która
ukazała się potem jako Pamiętnik mistyczny. Robiłam
to po kawałeczku, o piątej rano, bo potem, jak wszyst­
kim wiadomo, nie ma w szpitalu ani sekundy spokoju.
Ale obmyślałam [podkr. M. A . K.] te kawałki cały
dzień poprzedni. W ten sposób mogłam nadać swoje­
mu życiu formę stanowiącą obronę przed zawłaszcze­
niem przez rozpad, dekompozycję rzeczywistości"9
[Baranowska, 1994, s. 124].
Pisanie Pamiętnika mistycznego zyskuje wymiar ka­
tharsis o określonym rytmie dopasowanym do porząd­
ku szpitalnego rygoru. Rytm pisania (a raczej rytm ob­
myślania tego, co się napisze) pozwala na codzienne
umocowywanie się wciąż od nowa w rzeczywistości,
pełne w niej trwanie pomimo fizycznej niemocy wy­
kluczającej z „normalnego" życia. Istotna jest tutaj sa­
ma, z pozoru błaha, czynność przelewania myśli na pa­
pier (u Baranowskiej wciąż dokonywana za pomocą
starych, dziś, w dobie wszechwładnych komputerów,
niemal zapomnianych narzędzi, jakim i są długopis
i pióro!), która nie ogranicza się do żmudnego kon­
struowania zdań z zachowaniem wszelkich niezbęd­
nych reguł lingwistycznej poprawności. Jest to raczej
rodzaj sztuki Słowa (uprawianej poprzez przepisywanie
gotowych, obmyślonych wcześniej fraz, akapitów, ob­
szernych fragmentów tekstów) rodzącej się na polu
gry, której reguły wyznacza spotkanie wyobraźni z pa­
mięcią, polegające na ewokowaniu śladów przeszłości,
„obrazów i widoków", a także przywoływaniu (przypo­
minaniu) fragmentów przeczytanych niegdyś książek,
by przekształcić te wszystkie drobiny minionego świa­
ta w nową mozaikę znaczeń.10
Wzory takiego tworzenia obrazu słownego z pa­
mięci i wyobraźni znajdujemy zarówno w stosunkowo
bliskiej nam czasowo poetyce „proustowskiej" (W po­
szukiwaniu straconego czasu), ale także bardziej odle­
głych technikach mnemotechnicznych (wykorzysty­
wanych np. w sztuce oratorskiej), gdzie ważne było
„odciskanie" w pamięci loci, „miejsca", służącego prze­
chowywaniu określonych stałych punktów przestrze­
ni, wyznaczających swoistą topografię w wyobraźni
wspomagającej słowo mówiącego. [Zaleski, 1996, s.
45]. N a fakt ten zwraca uwagę Frances A . Yates
w Sztuce pamięci, książce, której notabene Małgorzata
Baranowska poświęciła wiele ciepłych słów w To jest
wasze życie, i która - jak sama mówi - stała się dla niej
„wspaniałą inspiracją dla [...] wyobraźni i jednym
z ważnych początków przygody z pracą, z pamięcią"
[Baranowska, 1994, s. 126].
Pamięć Małgorzaty Baranowskiej jest z pewnością
pam ięcią czynną, organizującą zadania dla ściśle
współpracującej z nią myśli. M arek Zaleski w Formach
pamięci - także odwołując się do ustaleń poczynionych
przez Yatesa - powtarza za autorem Sztuki pamięci, iż
pam ięć czynna to „pam ięć widząca miejsca i zmagazy­
nowane w nich wyobrażenia w przenikliwej wewnętrz­

nej wizji, która nasuwa myśli i wyrażające je w mowie
słowa". [Yates, 1997, s. 150]. Zaleski odnajduje lite­
rackie tropy takich pamięciowych „widzących" wędró­
wek w czasie i przestrzeni m.in. u Prousta, Wordswortha, Chateaubrianda, ale także u Jerzego Waldorffa
(w jego autobiograficznej książce o dzieciństwie spę­
dzonym w Poznaniu11) i Józefa W ittlina (odbywające­
go wraz z czytelnikami nostalgiczną podróż po Lwo­
wie12). Autorzy ci, zauważa badacz, dzięki „żywej" pa­
mięci miejsc, zawiązują silne węzły własnej tożsamości
opartej na „porządku osobistej historii i geografii"
[Zaleski, 1996, s. 45]. Podobne motywy kształtowania
wiedzy (także, a może przede wszystkim wiedzy o so­
bie) przez odniesienie do określanych na różne sposo­
by miejsc bardzo łatwo znaleźć też u Małgorzaty Bara­
nowskiej. „Pojęcia, zadania, sceny można związać z re­
alnymi m iejscami lub z m iejscami wyobrażonymi,
umieścić w całościowym modelu, który pozwoli utrzy­
m ać w pam ięci to, co mogłoby się wymknąć w nie­
określony chaos" - stwierdza autorka Pamiętnika mi­
stycznego, a w prière d’insérer do tej książki dodaje:
„ [...] to pamiętnik mój i miasta. Całe życie nic inne­
go nie robię, tylko piszę za nie pamiętnik. Mój debiut
poetycki, tomik Miasto [...], m a nawet Dzielnice. Za­
mek w Pirenejach (drugi tom poetycki [...]) to także
miasto, bardziej może zwarte, z podziałem na Przestrze­
nie" [Baranowska, 1987].
Z artykułu Joanny Szczęsnej pt. Prywatna historia
miasta, poezji i choroby,13 będącego próbą naszkicowa­
nia portretu Małgorzaty Baranowskiej, dowiadujemy
się, że zanim specyfika życia bohaterki związała się „na
stałe" ze specyfiką jej choroby,14 była ona osobą bardzo
aktywną, co przejawiało się w tamtym czasie m.in. czę­
stymi i nieraz dalekimi podróżami po m iastach Polski
i Europy. Wędrówki wyrastające z poznawczej cieka­
wości bogactwa miejskiego świata owocowały poezją,
w której pobrzmiewają wyraźne dźwięki swoistej duszy
miejskiej autorki Zamku w Pirenejach - ślad ten wyraź­
ny jest w wielu jej wierszach.15 Podróż rzeczywista sta­
wała się w ten sposób jednocześnie podróżą intelektu­
alną, pobudzającą zmysł wrażliwości i dającą inspirację
do pracy twórczej, pracy ze Słowem.
Te geograficznie i kulturowo uwarunkowane eks­
ploracje zostały nagle przerwane przez ciężką chorobę,
która znacznie ograniczyła Małgorzacie Baranowskiej
możliwości poruszania się w ogóle, wykluczając prawie
kompletnie przemierzanie dalszych dystansów. A le p a­
radoksalnie koniec podróży w przestrzeni geograficz­
nej nie był końcem podróży w ogóle; stał się bowiem
początkiem wyprawy w głąb siebie, na drodze której
nie zabrakło także i starych miejsc, tyle że odkrytych
na nowo przy pomocy przywoływanych przez nas
wcześniej kategorii: Pamięci i Wyobraźni.
Wiemy, że specyficzna forma twórczości, wspartej
na wyobraźni, pamięci i słowie, zrodziła się z potrzeby
przekroczenia teraźniejszości, wypełnionej chwilą,
w której Małgorzata Baranowska napotykała rzeczywi­

109

�Marcin Kafar ♦ O ISTOCIE SŁOWA W OBLICZU CHOROBY

stość rozchwianą, naznaczoną bólem i fizyczną niem o­
cą; „Skupianie się na kolejnym kawałku, planowanie,
układanie zdań na jutro pozwalało mi oderwać się od
dzisiaj" [Baranowska, 1994, s. 124] - podkreśla autor­
ka. N a pierwszy rzut oka tego rodzaju zabiegi powoły­
wania do życia tekstu pełniły funkcję terapeutyczną.
N ie negując jej, wskażmy jeszcze inne konsekwencje
zawarcia swoistego przymierza między Wyobraźnią,
Pamięcią i Słowem. Po zbrataniu stają się one m e­
dium, transgresyjnym narzędziem dotarcia do innego
świata. Jako takie służą wyjściu poza czysty akt twór­
czy, przemieszczeniu się w obszar, gdzie znika wszystko,
co m a naturę cząstkowego i zniszczalnego; zjednoczo­
ne: Wyobraźnia i Pamięć rodzą Słowo, zyskujące dzię­
ki nim moc kreacji rzeczywistości pełnej, pozbawionej
pęknięć i zarysowań, zyskującej, zaryzykujmy stwier­
dzenie, moc kreacji mitu. Dotykamy więc starej idei
Brunona Schulza, dla którego mit skrywa się właśnie
w Słowie, dzięki któremu człowiek odszukuje siebie
w uniwersalnym sensie. Pamiętamy, że autor Mityzacji
rzeczywistości diagnozował współczesny jemu status
Słowa jako elementu zdegradowanego, oderwanego
od pierwotnej głębi całościowego porządkowania
świata, czemu dają wyraz klasyczne mitologie. Także
i dziś - kto wie czy nie bardziej niż w czasach odkryć
Schulzowskich - Słowo pędzi żywot „poćwiartowane­
go ciała węża z legendy, którego kawałki szukają się
wzajemnie w ciem ności".16 [Schulz, 1989, s. 365]. Los
współczesnego Słowa podobny jest losowi zbłąkanego
wędrowca, poszukującego właściwej ścieżki prowadzą­
cej do ostatecznego celu, do „matecznika", mówiąc po
Schulzowsku. Cel ten bywa odnajdowany i czasowo
osiągany na polu poezji, „odpoznającej" sensy utraco­
ne. N a poezji ciąży odpowiedzialność za utrzymanie
fundamentów źródłowego obrazu świata.
Schulz, pokładając nadzieję w sztuce „regeneracji
pierwotnych mitów" (za jaką uznawał poezję), wyrażał
przekonanie, że „Umitycznienie świata nie jest zakoń­
czone" [Schulz, 1989, s. 367]. W poezji Małgorzaty
Baranowskiej - podobnie jak w każdej innej „dobrej"
poezji - idea autora Sklepów cynamonowych na powrót
zyskuje na aktualności. W przykładzie Pamiętnika mi­
stycznego, noszącego miejscami wyraźne znamiona
dyskursu poetyckiego, odnajdujemy przeczucia Bruno­
na Schulza, że poza mit tak naprawdę nigdy nie bę­
dziemy mogli wyjść. M itologia przechowana w tej
książce jest zatopiona w przestrzeni mojego małego
świata (świata, który mogę objąć pam ięcią), na który
składają się połączone ze sobą ulotne historie mojego
m iasta (Warszawy) i mojego doświadczenia, wsparte
przetransponowanymi motywami mitologii klasycz­
nych. A oto próbka języka, którym posługuje się Bara­
nowska: „Wtedy, kiedy nie pisałam, była w nocy wspa­
niała, antyczna burza. Pioruny waliły, niebo trzeszcza­
ło, wichura pędziła, ziemia drżała, wszystkie bezmózgie
autobusy, tramwaje i domy zminiaturyzowały się od ra­
zu, przestrzeń rozszerzyła się i ukazał się czas, czas Zeu­

sa Gromowładnego. W tedy przypomniałam sobie, jak
usłyszałam słowo nieśmiertelny, a dotyczyło ono bo­
gów starożytnych i przyszło do mnie już chyba długo
po słowie dusza. W ięc ci bogowie, w tym Zeus, który
objawił się z 29 na 30 maja 1980 roku, byli podobno
nieśmiertelni, a potem poginęli. Jak to tak mogło być,
jeśli nieśmiertelny miało znaczyć, że żyje i żyje, chyba
żyją jeszcze? Trudno ich było odróżnić od Boga. [...]
Podobali mi się, siedzieli na Olimpie i pili ambrozję ze
złotych pucharów, tylko Hefajstos, mój potajemny
ulubieniec, nie miał coś szczęścia. Poza tym robili so­
bie, zdaje się, wszystkie świństwa, jak ludzie, i z tego
były wojny i podstępy.
Oni, ci bogowie, bardzo utrudnili mi słowo nie­
śmiertelność. A le chyba w trakcie tej burzy im przeba­
czyłam, za to, że mi się ukazali, a właściwie za ukaza­
nie pustego teatrum. [...]
O, Zeusie! Dzięki! Jeszcze ci bogowie byli trudni
dlatego, że mieli podwójne imiona, greckie i rzym­
skie"... [Baranowska, 1987, s. 20-21].
Jeszcze ciekawszym niż Pamiętnik mistyczny przykła­
dem poruszania się przez Małgorzatę Baranowską po
ścieżce mitologicznej jest książka Warszawa. Miesiące, la­
ta, wieki (1997). Praca ta ułożona jest zgodnie z porząd­
kiem kalendarza i zawiera 12 rozdziałów odpowiadają­
cych odpowiednio 12 miesiącom roku kalendarzowego.
Rozdział I (Styczeń) zaczyna się od następujących słów:
„Mieszka się nie tylko w budynkach, ale i w pam ię­
ci, w tradycji, historii, kulturze. A w Warszawie jest to
ważniejsze niż w jakimkolwiek innym miejscu na świecie. Czasami trudno pojąć, że to miasto istnieje. Mój
cel, zachowując proporcje, podobny jest do zamysłu
tych, którzy je odbudowali. Kolejne miesiące niosą ze
sobą tyle widoków po to, by poświadczyły, przypo­
mniały życie, jakie się tu toczyło przed zniszczeniem
m iasta". [Baranowska, 1997, s. 9].
Dla osób znających biografię Małgorzaty Baranow­
skiej pojęcie „zniszczenie miasta" nasuwa skojarzenia
nie tylko odnoszące się do tragicznych momentów za­
znaczających się wyraźnie w historii Warszawy, ale ma
także wydźwięk osobisty - miasto Warszawa stało się
dla niej miejscem, które ogarniająca ją wszechmocna
siła choroby włączyła w odmienny rytm życia niż ten,
którym porusza się ona sama. To stąd, jak sądzę, bierze
się potrzeba uchwycenia tego, co „niecodzienne" w n a­
szej codzienności i wyznaczenia, ahistorycznego, mi­
tycznego u swych podstaw porządku zdarzeń, który na
powrót umożliwi spotkanie z miastem, da szansę kolej­
nej autentycznej przyjacielskiej pogawędki z nim. D la­
tego właśnie być może, gdy czyta się Warszawę, rzuca
się w oczy jakby brak wyraźnej chronologii (zastępuje
ją porządek kalendarza) i niespodziewane, zaskakujące
czasami zestawienie obok siebie postaci możnych wład­
ców z podwórkowymi bohaterami czy uczestnikami ży­
cia powszedniego; wychylają się ci wielcy i ci mali bo­
haterowie z tysięcy zdjęć, pocztówek (wydobywanych
także z bogatych zbiorów samej Małgorzaty Baranow­

110

�Marcin K afar♦ O ISTOCIE SŁOWA W OBLICZU CHOROBY

C hojecki A . 1997, Mowa mowy. O języku współczesnej humanistyki,

skiej), obrazów i rysunków zapełniających karty tego
niezwykłego dzieła. Owe obrazy lub lepiej powiedzieć
za autorką - widoki Warszawy są elementami równie,
jeśli nie bardziej znaczącymi tu niż słowo. Tworzą one
jakby szereg odrębnych, ale harmonijnych w książko­
wej całości historii punktowych, składających się na
pejzaż prywatnej podróży Małgorzaty Baranowskiej
przez Miesiące, lata i wieki w głąb duszy jej ukochanego
miasta, widzianej oczyma Wyobraźni, Pamięci i Słowa.

W ydawnictwo słowo/obraz terytoria: G dańsk
C latts M. C, M utchler K .. M. 1987, A ID S and the Dangerous Other:
Metaphors of Sex and Deviance in the Representation of Disease, „M e­
dical A nthropology”, nr 10, ss. 105-14
1987

The F aber... 1989, The Faber Book of Fevers and Frets, D.
J. Enright (ed.), London: Faber and Faber

G eest S. van der, W hyte S. R. 1988, The Charm of Medicines: M eta­
phors and Metonyms, „M edical A nthropology Q uarterly”, nr 3 (4),
s. 345-67
H ani, J. 1994, Symbolika świątyni chrześcijańskiej, wydawnictwo

W tym miejscu kończę moją opowieść o istocie Sło­
wa (a jak pokazuje tekst, choć w mniejszym stopniu,
także istocie Pamięci i Wyobraźni) w obliczu choroby.
Można by oczywiście pójść dalej tropem zainicjowanym
w niniejszym artykule. Z pewnością ciekawe byłoby np.
bliższe porównanie twórczej wyobraźni Małgorzaty B a­
ranowskiej i Franca Magnaniego, „więźnia własnej pa­
mięci i wyobraźni” - jak określił go autor Antropologa na
Marsie w jednej ze swych neuroantropologicznych hi­
storii17 - W łocha tworzącego niezwykłe malarskie dzie­
ła, w których zamyka i utrwala nieistniejący już świat je­
go dziecięcej wioski Pontito. W tym kontekście szcze­
gólnej wymowy nabierają także zwierzenia samego Oli­
vera Sacksa, który w Stanąć na nogi i w innych swoich
tekstach18 odkrywa przed nami uzdrowicielską stronę
muzyki, nazywanej przez niego „ożywiającą i stwórczą
zasadą świata”, a wątek „ważności” sztuki w chorobie
jest obecny prawie w każdej z jego publikacji. Gdy do­
damy do nich inne literackie iluminacje, powstałe np.
pod wpływem tańca (jak stało się to w przypadku ame­
rykańskiego pisarza Paula Austera19) czy filmowe obra­
zy przedstawiające sztukę jako pewną alternatywę zachowaniową dla całej społeczności znajdującej się
w kulturowym stanie „przejścia” (film Orkiestra Marka
Hermana) oraz alternatywę dla pojedynczego, uwikła­
nego w życiowy dramat podmiotu (Tańcząc w ciemno­
ściach Larsa von Triera), to okaże się, że motyw sztuki
wykorzystywanej w sytuacji wewnętrznego kryzysu to­
warzyszącego praktycznie każdemu rodzajowi choroby
dałby się rozpoznać jako swoisty wzór symbolicznych
działań człowieka; także i ten problem wart jest z pew­
nością głębszego antropologicznego namysłu.

Z N A K : Kraków
Kasperski E. 2001, Autobiografia. Sytuacja I wyznaczniki formy, w: H.
G osk i A . Zieniewicz (red.), Autobiografizm —przemiany —formy znaczenia, Warszawa
Lupton D. 2001, Medicine as Culture. Illness, Disease and The Body
in Western Societies, Sage Publications: London - T h ou san d O aks N ew Delhi
Łotm an J. 1999, Kultura i eksplozja, Państwowy Instytut Wydawni­
czy: Warszawa
Pouchelle M .-C . 1989, The Body and Surgery in the Middle Ages, Po­
lity Press: Cambridge
Proust M. 1979, W poszukiwaniu straconego czasu, Państwowy Insty­
tut Wydawniczy: Warszawa
Sacks O . 1996, Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem,
Zysk i S-ka: Poznań
1997,

Stanąć na nogi, wydawnictwo Zysk i S-ka: Poznań

1998,

Mroczek: zapominanie i pomijanie w nauce, w: R. B. Silvers
(red.), O. Sacks, J. Miller, S. J. Gould, D. J. Kevles, R. C.
Lewontin, Ukryte teorie nauki, wydawnictwo ZN A K ,
Kraków, ss. 93-123

1999,

Antropolog na M arsie, wydawnictwo Zysk i S-ka: Poznań

Schulz B. 1988, Opowiadania. Wybór esejów i listów, Zakład N arod o­
wy im. O ssolińskich: W rocław -W arszaw a - Kraków - G dańsk Łódź
Seddon G. 1993, Imaging the Mind, „M eanjin”, nr 52 (1), ss. 183-94
Skarga B. 2001, Ślad i obecność, wydawnictwo N aukow e PW N:
Warszawa
Son tag S. 1999, Choroba jako metafora. A ID S i jego metafory, tł. Ja ­
rosław A nders, PIW: Warszawa
Stein H. F 1988, American Medicine as Culture, Westview: Colorado
Sulim a R. 2001, Głosy tradycji, W ydawnictwo D iG : Warszawa
Szczęsna J. 2001, Prywatna historia miasta, poezji i choroby, „Wysokie
O bcasy”, nr 27 (171), s. 6-14
Tokarczuk O. 1997, Logofilia, czyli pewien stan ducha. Kilka pośred­
nich odpowiedzi na pytanie, czy pisania można się nauczyć, w: M.
Sznajderm an (red.), Lekcja pisania, W ydawnictwo Czarne: Czarne,
s. 158-170
W aldorff J. 1989, Firdek, Państwowy Instytut Wydawniczy: Warszawa

BIBLIOGRAFIA

Wear A . 1989, Making Sense of Health and the Enviroment in Early

Baranow ska M. 1975, Miasto, Czytelnik: Warszawa
1976,

Modern England, w: A . W ear (ed.), Medicine in Society. Historical Es-

Zamek w Pirenejach, Państwowy Instytut Wydawniczy:

seys, Cambridge University Press: Cambridge, s. 119-48

W arszawa
1987,

Pamiętnik mistyczny, Czytelnik: Warszawa

1994,

To jest wasze życie. Być sobą w chorobie przewlekłej, Wy­

1997,

W ittlin J. 1963, Mój Lwów, w: Orfeusz w piekle X X wieku, Instytut
Literacki: Paryż

dawnictwo Z N A K : Kraków

Yates F A . 1977, Sztuka pamięci, Państwowy Instytut Wydawniczy:

Warszawa. Miesiące, lata, wieki, W ydawnictwo D olnoślą­

Warszawa

skie: Wrocław

Zaleski M. 1997, Formy pamięci, Instytut Badań Literackich: Warszawa

Benedyktowicz Z. 1997, Antropologia poza antropologią: To jest wasze
życie, „Polska Sztuka Ludow a. Konteksty”, nr 1 (228), s. 28-31

111

�Marcin Kafar ♦ O ISTOCIE SŁOWA W OBLICZU CHOROBY

Przypisy

Bogusław Żyłko w Słowie wstępnym do Kultury i eksplozji podkre­

1

Por. M. C. C latts, K. M. Mutchler, A ID S and the Dangerous

i formę jego ostatniej książki, zaznaczając jednocześnie, że swo­

śla ogromny wpływ zmiany sposobu pracy Łotm an a na treść

2

Other: Metaphors of Sex and Deviance in the Representation of Di­

isty woluntaryzm przebijający przez poszczególne jej rozdziały

sease (1989); S. van der G eest, S. R. Wyte, The Charm of Medi­

był mimowolny, a sam Łotm an był zawsze „przeciwnikiem takiej

cines: Metaphors and Metonyms (1989); H. F. Stein, American

narcystycznej humanistyki, która przesadnie eksponuje osobę

Medicine as Culture (1990); M .-C . Pouchelle, The Body and Sur­

badacza i jego grymaśne gusta kosztem merytorycznej analizy

gery in the Middle Ages (1990); A . Wear, Making Sense of Health

faktów " [Łotm an, 1999, s. 11]. N ie da się jednak zaprzeczyć, że

and the Enviroment in Early Modern England (1992); G. Seddon,

paradoksalnie to właśnie ów spowodowany ciężką chorobą „wo­

Imaging the Mind (1993).

luntaryzm" wyzwolił żywą, nieskrępow aną okowami naukowego

Korzystam z przedruku tekstu Virginii W oolf zamieszczonego

dydaktyzmu myśl Jurija Łotm ana, czyniąc ją być może tym sa­

w pracy D. J. Enright (ed.), The Faber Book of Fevers and Frets,

mym znacznie bardziej inspirującą i nośną pod względem inter­

1989, s. 19. Podaję za: D. Lupton, Medicine as Culture. Illness,

pretacyjnym.

Disease and The Body in Western Societies, 2001, s. 55
3

5

skotos - ciem ność, skotoma - zawrót głowy), a także „brak cze­

na jeszcze zanim doktor O liver opuścił szpital. Już w jednym

goś w danym m iejscu, puste m iejsce". Termin skotom a od dość

z pierwszych listów rosyjskiego neuropsychologa, będącego od­

daw na należy do nom enklatury okulistyki, gdzie służy określa­

powiedzią na list jego brytyjskiego kolegi, Łuria wyjaśniał, że je ­

niu mroczków, czyli chwilowych „dziur" w polu widzenia. Autor

go zdaniem przypadek Sacksa potwierdza nie tylko neurologicz­

Stanąć na nogi dość daleko odszedł w tej pracy od źródłowej se­

ne teorie, w świetle których organizm człowieka traktowany jest

mantyki pojęcia skotom a, przedkładając sens metaforyczny nad

jako system funkcji sterowanych ośrodkowo, ale rzuca nowe

dosłowny. Dzięki tem u m ógł wykorzystać skotom ę do budow a­

spojrzenie na zagadnienia zmian systemowych, jakim podlega

nia aż trzech wzajemnie nakładających się na siebie poziomów

ciało i umysł pod wpływem zaburzeń pracy nerwów obw odo­

Stanąć na nogi. Chodzi mianowicie o (i) warstwę narracyjną

wych. Jak dowiadujemy się ze Stanąć na nogi, wnioski wyprowa­

książki, gdzie pełni ona - co łatwo zauważyć naw et przy dość

dzone przez O livera Sack sa na podstawie jego własnych badań

pobieżnym zapoznaniu się z treścią Stanąć na nogi - funkcję

znacznie wykraczały poza pierwotne sugestie Łurii, kładąc pod­

swoistego węzła, spełniającego zadanie kategorii nadrzędnej,

waliny pod nowe obszary wiedzy. Sacks odsunął się od neurolo­

którą autor wykorzystuje w celu „gładkiego" oprowadzenia czy­

gii klasycznej mówiącej o funkcjach organizmu, nie wystarczyły

telnika po opisywanym świecie); (ii) warstwę argum entacji n a ­

mu także rejony wyznaczone przez neuropsychologię: „«O rg a­

ukowej wyjaśniającej „nieobecność" przez długie lata syndromu

nizm jest system em unitarnym », lecz czym jest system wobec re­

fantom ów na polu dyskursu neurologicznego (Sacks odnosi się

alnego, żywego «ja»? - pytał Sacks. - N europsychologia pow ia­

do tego wątku także w innym tekście; por. tegoż Mroczek: zapo­

da o «wewnętrznych obrazach», «schem atach», «program ach»

minanie i pomijanie w nauce (1998)); (iii) warstwę, w której au ­

itd., pacjenci n atom iast m ów ią o «doznaw aniu», «chęci»

tor wyróżnia tkankę metafizyczno-filozoficzną książki. Pojaw ia­

i «działaniu». N europsychologia jest nauką dynamiczną, ale n a­

jące się tu znaczenia wypływają z przekonania, że chorobę p o­

dal schem atyczną. Tymczasem żywe istoty przede wszystkim p o­

winniśmy traktow ać jako doświadczenie dotykające człowieka

siadają jaźń - i są wolne. N ie chodzi o to, by zaprzeczać syste­

będącego nierozdzielną całością fizyczno-duchową. M etafora

mom, ale o uznanie, że zakorzenione w jaźni nie ogarniają jej

skotom a służy uwypukleniu rozbicia tej całości w momencie,

w pełni.

gdy górę biorą czynniki chorobowe.

C elem neuropsychologii, tak jak psychologii klasycznej, jest

6

Przypomnijmy dla przykładu, że np. Gilgam esz zostaje pozba­

całkowity obiektywizm, stąd jej wielka siła i osiągnięcia. Jednak

wiony życia wiecznego podczas snu, kiedy to wąż kradnie mu

żywa istota, a szczególnie istota ludzka, a k t y w n a istota ludz­

krzew nieśm iertelności, a m itologia grecka jako braci przedsta­

ka - jest podm iotem , a nie przedmiotem. Tymczasem właśnie

wia parę hypnos (sen) i thanatos (śmierć).

podm iot, żywe «ja», ulega wykluczeniu. N europsychologia ma

4

Leksykalne znaczenie słowa skotom a to ciem ność, cień (z gr.

Korespondencja między Sacksem a Łurią została zapoczątkow a­

7

Motyw błądzenia i gubienia drogi w kontekście utraty zdolności

wiele osiągnięć, lecz wyklucza p s y c h e - doznające, aktywne

konceptualnego porządkowania rzeczywistości dobrze oddaje

«ja». [...]

fragm ent tekstu, w którym Sacks sięga po m etaforę „rozpływa­

Przekonaliśmy się już, że doświadczenia takie jak m oje są p o­

nia się we m gle". „Często myślałem o określeniu «rozpłynąć się

wszechne, a naw et uniwersalne [...] C o więcej, widzieliśmy też,

we m gle» - mówi Sacks - jako sformułowaniu absurdalnym,

że obiektywny i empiryczny charakter neurologii wyklucza pod­

a jednak tajemniczo znaczącym. Jakby strofując mnie za niedo­

miot, «ja». Jeśli chcem y uniknąć sprzeczności, im pasu, to m usi­

wiarstwo, m oja noga «rozpłynęła się we mgle» [...] Jeśli przepa­

my działać radykalnie. Czas przejść dalej. W latach dwudzie­

dła w luce, w przepaści, we «m gle», powinna wyłonić się z luki,

stych naszego wieku ukształtow ała się neurologia klasyczna -

przepaści, «m gły»; dziwnej, zdumiewającej tajem nicy jej od ej­

nie straci ona nigdy znaczenia. W latach pięćdziesiątych

ścia m ogła dorównać tylko tajem nica jej powrotu czy przywró­

ukształtow ała się neuropsychologia - i ona nie straci nigdy zna­

cenia [...] Czułem się zupełnie oszołomiony tymi myślami

czenia. Teraz potrzebujem y neurologii jaźni i tożsam ości”

o rozpływaniu się i odtwarzaniu. N iosło mnie w coraz głębsze

[Sacks, 1996, s. 156-157].

odmęty, bałem się myśleć, bałem się, że odm ęt mnie pochłonie"

Jako ciekaw ostkę związaną z ukazaniem się Kultury i eksplozji

[Sacks, 1996, ss. 62-63].

warto powiedzieć, iż powstaw ała ona w dość szczególnych oko­

8

licznościach. U źródeł osobliwego - znacznie różniącego się

Z. Benedyktowicz, Antropologia poza antropologią: To jest wasze
życie (1995), s. 28

w zakresie tematycznym i sposobie ujęcia problematyki od

9

O katartycznych funkcjach pisania jako czynności będącej spo­

wcześniejszych prac tego sam ego autora - charakteru tej książ­

sobem na przekroczenie progu szaleństwa świata traktuje jeden

ki leżała ciężka choroba Jurija Łotm ana, który w 1988 r. podczas

z utworów O lgi Tokarczuk. [Por. Tokarczuk, 1998, s. 158-168]

pobytu w N iem czech na stypendium H um boldta doznał poważ­

10

O prócz wskazanych przeze mnie w tekście prób interpretacyj­
nych, skierowanych na uchwycenie podstawowych sensów

nego wylewu krwi do mózgu, co skutkowało dysleksją i dysgrafią, a w efekcie uniemożliwiło mu „norm alną” pracę intelektu­

skrywanych w pisaniu przez M ałgorzatę Baranow ską literatury

alną i zmuszało rosyjskiego semiotyka do dyktowania tekstu.

codzienności, można się zastanawiać także nad wpływem idei

112

�Marcin K afar♦ O ISTOCIE SŁOWA W OBLICZU CHOROBY

i technik surrealnych (wiemy przecież, że są one bardzo dobrze

17

znane autorce To jest wasze życie) na sposób, w jaki uprawia ona

O. Sacks, Antropolog na Marsie (1999); por. tamże rozdz. Krajo­
braz jego marzeń.

swoją twórczość. Gdy czyta się Pamiętnik mistyczny, n a myśl

18

przychodzą np. surrealistyczne kolaże z cechującym je bogac­

Por. Sack s (1999) oraz tegoż: Mężczyzna, który pomylił swoją żo­
nę z kapeluszem (1996).

twem materii, ale jednocześnie zachow aną spójnością kompozy­

19

A uster wspomina w wywiadzie z m oim szwedzkim kolegą Pau­

cyjną, czy odw ołujące się do podświadom ości Bretonowskie

lem Vincentem , redaktorem jednego z pism pośw ięconych sztu­

próby „pisania autom atycznego”. S ta n ciężkiej choroby jest

ce, niezwykle zdarzenie, jakie stało się jego udziałem tuż przed

również jakże często stanem swoistej „nadrealnej św iadom ości”,

tym, jak zaczął pisać prozą. „Był taki okres w mym życiu, że

w której górę biorą, wspierane dodatkow o medykamentami,

wszystko po prostu

także interesujące surrealistów, sposoby kojarzeń o charakterze

otyczne. Byłem bez grosza, moje m ałżeństwo się rozpadło. D o­

się

waliło. I wszystko było bolesne i ch a­

halucynacyjnym.

tychczas pisałem tylko wiersze, uważałem bowiem, że w liryce

J. Waldorff, Firdek (1989). Podaję za: M. Zaleski, Formy pamięci

jestem dobry, w prozie zaś nie. A le w tym właśnie okresie nie

(1996), s. 45

pisałem w ogóle. N aw et wierszy! Pewnego wieczoru zadzwonił

12

J. W ittlin, Mój Lwów (1963). Podaję za: Zaleski, F orm y..., s. 46

do mnie przyjaciel i zaprosił mnie na otw artą próbę generalną

13

J. Szczęsna, Prywatna historia miasta, poezji i choroby (2002)

jakiejś grupy tanecznej na M anhattanie. Zmusiłem się, aby tam

14

M ałgorzata Baranowska, jak sam a wyjaśnia, cierpi na przewle­

pójść. I byłem oczarowany! «Uwięziony» tym, co tam zobaczy­

11

15

kłą chorobę o nazwie toczeń rumieniowaty układowy.

łem! Zobaczyłem, gdyż nie słyszeliśmy żadnej muzyki. W idzie­

N a dowód posiadania owej duszy miejskiej przez M ałgorzatę

liśmy tylko ciała w ruchu. C iała poruszające się. Było to cudow ­

Baranow ską przywołam w tym m iejscu wiersz Dajcie mi miasto

ne! A le później choreograf zaczął coś tłumaczyć, daw ać jakieś

zawarty w Przestrzeni i Błoniach w Zamku w Pirenejach. (1980)

instrukcje, dzielić się

swymi uwagami... I wszystkie jego słowa

były niewystarczające, były jakby... «klęską», jakim ś
D ajcie mi tylko m iasto

totalnym

«niepow odzeniem ». Tak to właśnie odczuwałem... C oś tam się

resztę zostawcie sobie

stało! W róciłem do dom u, usiadłem do stołu i zacząłem pisać...

nie jestem Eskim osem którem u śnieg i psy potrzebne

prozą! N azwałem to «coś» «W hite Spaces». W sobotę w nocy

ani nie jestem z roli której asfalt szkodzi

(po dw óch tygodniach pracy), około wpół do trzeciej rano,

ani nie jestem z lasów do których dziś tęsknię najzupełniej d a ­

skończyłem pisać, kilka zaś godzin później

rem nie prześwietlając ściany pragnieniem zieleni

Gdy ktoś dzwoni do ciebie w niedziele o wpół do ósmej rano, to

Owszem są ogrody i parki i krzewy

wiesz, że nie są to dobre wieści. Mój ojciec zmarł tej nocy. Po­

Brzegi autostrady liżą nędzne trawy

zostawił mi trochę pieniędzy. Niewiele, ale wystarczająco, abym

których nawet znam nazwy

m ógł przez pewien czas poświęcić się wyłącznie pisaniu. C ała ta

zadzwonił telefon.

ale nie zawsze nazwać znaczy stworzyć

sekw encja od dnia śmierci ojca prześladuje mnie, przychodzi do

więc nie w yrastają tam gdzie o nich mówić

mnie, od czasu do czasu się pojawia. Ta jego śmierć tej właśnie

Dręczy mnie zarzut przeciw Darwinowi

nocy, to m oje «narodzenie się» jako pisarza...” (fragment wy­

nie wiedział że człowiek pochodzi od m iasta

wiadu zatytułowanego „D econstructing Paul” został przeprowa­
dzony przez Paula V incenta 24 sierpnia 2002 r. w Sztokholm ie.

Por. także inne utwory, takie jak np. San Francisco, Drzwi, N ie­
borów czy Belgia z tom u Miasto (1975)

Wywiad odbywał się w j. angielskim, a tłum aczono go później
na szwedzki i (we fragm entach będących w posiadaniu autora
niniejszego tekstu) polski. Tłum . Paul Vincent; korekty pisow­

16

N a tem at „tułaczego” losu „słowa” we współczesnym języku pi­

ni polskiej dla potrzeb prezentowanego artykułu - M. A . K.)

sze, wychodząc z zupełnie innych przesłanek niż Schulz, A n ­
drzej C hojecki w znakomitej pracy Mowa mowy. O języku współ­
czesnej humanistyki (1997).

113

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9675" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9653">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4f0416223589566d2b69ebf3499ffbf7.pdf</src>
        <authentication>1a8e53a1d7724513b20d5632b02c8f77</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115114">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2410</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115115">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115116">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2238</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115117">
                <text>O kapliczkach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115118">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4, s.201-204</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115119">
                <text>Bohdziewicz, Anna Beata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115120">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115121">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115122">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115123">
                <text>Kapliczki
Anna В. Bohdziewicz

П. 1. Noakowskiego 10

II. 2. Noakowskiego 12

201

�П. 3, 4. Sobieskiego przy Idzikowskiego. Matka Boska ubrana na zimę i na deszcz

II. 5. Marszałkowska 62 il. 6. Noakowskiego 14

�7. Wilcza 25

II. 8. Elektoralna 12

a

11. 9. Stalowa 11

II. 10. Z ą b k o w s k a 54

�II. 11. Sobieskiego przy Idzikowskiego

II. 12. Mokotowska 56

Fotografuję warszawskie kapliczki od 1980 roku. Początkowo zafas­
cynowała mnie ich specyficzna uroda - figury dostojnych świętych
pokryte liszajami odpadającej farby, bądź też błyszczące od lakieru
i ostrych kolorów świeżych farb; małe domeczki wypełnione figurkami
i niezliczoną ilością obrazków, przystrojone lampkami, żaróweczkami,
koronkami i plastikowymi, bądź też żywymi kwiatami, stojącymi
w kubeczkach po kefirze czy w słoikach po kompocie; w końcu stojące
gdzieś na skrzyżowaniach ulic, wśród drzew, lub też na rozstajach
podmiejskich - krzyże. Znajdując coraz to nowe kapliczki i dziwiąc się
jednocześnie, że jest ich tak dużo, spostrzegłam w jakim otoczeniu one się
znajdują. Są to najczęściej stare podwórka-studnie, obdrapane, często
jeszcze noszące ślady wojny, ciemne i ponure. N a takim podwórku
odkrycie kapliczki jest w pierwszym momencie zaskoczeniem. Jest to
często jedyne palące się w ciemności podwórza światełko.

tusa i Matki Boskiej. Figurze Chrystusa towarzyszą obrazki z Matką
Boską i odwrotnie. Obrazki też się powtarzają. Jednym słowem mógłby
to być bardzo wdzięczny temat analizy etnograficznej. Można powie­
dzieć, że dokonałam jej częściowo poprzez sposób, w jaki fotografowa­
łam kapliczki warszawskie. Zaczynałam zawsze od planu ogólnego,
pokazując otoczenie, w jakim się znajdują. Po czym poprzez stopniowe
zbliżenia dochodziłam aż do ich wnętrza i do zbliżenia twarzy figur. I co
ciekawe często okazywało się, że standardowe, identyczne figury mają
bardzo różne twarze, noszące indywidualne rysy, jakby ślady swego
specyficznego losu.

Zagłębiając się w temat spostrzegłam, że obowiązują tu pewne kanony.
Jest kilka typów domeczków i postumentów, kilka typów figur Chrys-

Mimo że najczęściej są stare i zniszczone, kapliczki warszawskie są
wyraźnie zadbane. Ktoś ustawia kubeczki z kwiatami, ktoś zapala
wieczorem nad nimi lampkę, ktoś czasami nawet odmaluje figurę czy
domeczek. Ktoś dba o te małe, anonimowe - nie boję się tego powiedzieć
dzieła sztuki sakralnej, będące odbiciem żywej wiary ludu, ukryte
w głębi warszawskich podwórek.

II. 13. P o z n a ń s k a

11. 14. Radzymińska róg Śnieżnej

204

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10649" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10627">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c6b4f4827a97f1d0a69a14066798915a.pdf</src>
        <authentication>48d1bd62f648c0b856b8de1bbf525ccf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126876">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4458</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126877">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126878">
                <text>1975</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126879">
                <text>kolekcje etnograficzne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126880">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4147</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126881">
                <text>O kolekcjach - w prasie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1975 t.29 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126882">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1975 t.29 z.1-2 ; s.114-119</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126883">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126884">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126885">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126886">
                <text>O KOLEKCJACH—W PRASIE
Przeglądając wycinki prasowe, znaleźliśmy w nich sporo interesujących notatek o zbieraczach
sztuki ludowej i o różnorodnych przejawach hobby. Wybór, który tu przedstawiamy, chociaż dość
przypadkowy, pokazuje jednak skalę zjawiska i ciekawe sylwetki kolekcjonerów. Skróty w przedru­
kowywanych tekstach zaznaczono wielokropkami w nawiasach.

(MUZEUM RYSZARDA BROI)
W Polanicy zaobserwowałem nie znany m i dawniej
fenomen, j a k i m jest „ G n i a z d k o " — jedyne chyba, stale
dla publiczności otwarte, prywatne muzeum w Polsce.
Oczywiście wielcy muzealnicy, c i z Wawelu, z p o t ę ż n y c h
zamczysk, z kolekcji narodowych, p ę k a j ą zapewne ze śmie­
chu, gdy oglądają „ G n i a z d k o " i słyszą w związku z t y m
słowo muzeum, ale publiczność widocznie ceni sobie to
cudo, gdyż przepływa t a m t ę d y s t a ł y s t r u m i e ń zwiedza­
jących i na b ł o t n i s t y m , niezbyt dobrze u p o r z ą d k o w a n y m
placu, z a t r z y m u j ą się autokary z całej Polski, w y ł a d o w a n e
ciekawymi.
Ryszard Broją, fundator, czy j a k t o n a z w a ć inaczej,
założyciel, kustosz, mecenas „ G n i a z d k a " — z m a r ł zaledwie
dwa miesiące temu w p ó ź n y m bardzo wieku, gdzieś po
osiemdziesiątce. Życie m i a ł dziwne, t a k dziwne, że m ł o d y m
ludziom j u ż się ten życiorys w głowie nie mieści. Polski
patriota — niemieckim żołnierzem — j a k to mogło b y ć ? —
s p y t a ł mnie k t o ś z pokolenia w n u k ó w czy t e ż p r a w n u k ó w
Ryszarda B r o i . A t a k b y ł o .
Śląski górnik zmobilizowany do cesarskiej a r m i i dawnej
Rzeszy, walczył pod Verdun, b y ł t a m ranny — potem brał
udział w Powstaniach Śląskich, znowu wrócił do kopalni
i rychło, z powodu złego zdrowia, poszedł na r e n t ę . W ówczes­
n y m B a d A l t Heide lekarz powiedział m u , że jeśli chce
dalej żyć, musi j u ż zostać na stałe w Polanicy, g d y ż t y l k o
ten k l i m a t m o ż e go ocalić. N a b y ł przeto m a l u t k ą działeczkę i rozpoczął b u d o w ę domu. W t e d y wezwał go wójt
czy burmistrz Polanicy i zawiadomił, że nigdy nie otrzyma
zezwolenia na stałe zamieszkanie w uzdrowisku, g d y ż
jest p o w s t a ń c e m .
Czekał więc B r o j ą blisko dwadzieścia l a t na możność
stałego zamieszkania w zabawnym, j a k b y tyrolskim domku,
d o k ą d wprowadził się dopiero po roku 1945. Przywiózł
ze sobą dziwną kolekcję i jeszcze j ą potem w Polanicy
rozszerzył. Nie wiem, z czym t o p o r ó w n a ć . K t o zbierał
takie rzeczy jak B r o j ą ? Chyba t y l k o jedna Izabella Czarto­
ryska w P u ł a w a c h . Ona t e ż ściągała s k ą d mogła historyczne
rupiecie. K a w a ł k i starych m u r ó w , wojenne żelastwo, dawne
stroje s ł y n n y c h ludzi, sztandary. Księżna Izabella roz­
k o p y w a ł a t a k ż e groby i wyciągała z nich kości p o e t ó w
i uczonych. Potem doszły do tego obrazy i precjoza. Wszyst­
ko to m o ż n a teraz obejrzeć w muzeum Czartoryskich w K r a ­
kowie, w tej cudownej starej rupieciami, k t ó r ą nowocześni
muzealnicy ustawicznie modernizują pozbawiając zarazem
wdzięku — gdyż wedle nowych zasad gromadzenia d ó b r
kulturalnych, muzea nie m a j ą mieć w d z i ę k u t y l k o dobre
eksponaty i wartości pedagogiczno-wizualne.
Ryszard Broją zbierał na podobnych zasadach co
Czartoryska, ale nie b y ł księciem, lecz z w y k ł y m górnikiem
na rencie i nie miał pod r ę k ą h e t m a ń s k i c h delii, narodowych
s z t a n d a r ó w i rycerskich r y n s z t u n k ó w , nie mógł składać
kości do hebanowych s z k a t u ł e k wybijanych srebrem. Broją
zbierał to, co było w zasięgu możliwości śląskiego proleta­
riusza. Minerały, wypchane p t a k i i zwierzęta, k a r t k i pocz­
towe, gipsowe figurki, sprzęt górniczy, ordery, p r y m i t y w n e
obrazy ze scenami walk p o w s t a ń c z y c h , reprodukcje z gazet
czy też oryginalne numery starych pism. Zbierał p a m i ą t k i
oświęcimskie, prochy więźnia w gipsowym medalionie,
drewniaki, k a w a ł e k pasiaka. Zbierał muszle i krasnoludki —
koszmarne, jarmarczne niemieckie krasnale w czerwonych
czapeczkach.
Kolefel&amp;rPiPSzBidaBroi jest proletariacko jarmarczna,
114

odpustowa i dyrektor k a ż d e g o szanującego się muzeum
na c a ł y m świecie k a z a ł b y j ą natychmiast w p a k o w a ć do
kosza na śmieci. Tymczasem w „ G n i a z d k u " jest kilka­
naście t y s i ę c y e k s p o n a t ó w powywlekanych ze strychów
i starych szuflad i setki ludzi p r z y c h o d z ą to oglądać z wiel­
k i m zaciekawieniem. Sam b y ł e m t a m t r z y razy i jestem
g o t ó w p o w t a r z a ć te odwiedziny ilekroć znajdę się w Polanicy.
Znowu b ę d ę z p a s j ą c z y t a ł u m o r a l n i a j ą c e napisy szczodrze
rozwieszone po c a ł y m terenie, bo z a p o m n i a ł e m powiedzieć,
że kolekcja jest eksponowana w t y m m a l u t k i m ogródku
wokół w i l l i w r ó ż n y c h szałasach i gablotach. N a środku
jest nawet fontanna i w strumieniu wody utrzymuje się
piłka pingpongowa, z a ś sama fontanna jest chyba wyko­
nana ze starej lampy, albo z czegoś podobnego.
Kolekcja jest podzielona na d z i a ł y : osobno rzeczy
historyczne, osobno przyroda, a ż dwa szałasy ze sprzętem
górniczym, ach, nie wyliczę nigdy wszystkiego, bo t o byłoby
zapewne k i l k a stron maszynopisu. W s t ę p oczywiście bez­
p ł a t n y , wolne d a t k i na konserwację m o ż n a wrzucać do
puszki przy wejściu.
G d y b y nie t a dziwna mania zbierania starych rupieci —
Ryszard B r o j ą ż y ł b y j a k większość starych rencistów,
w spokoju, ale i w zapomnieniu. Nie m i a ł b y okazji wy­
wierania w p ł y w u na bieg w y d a r z e ń . Kolekcja eksponowana
w „ G n i a z d k u " d a ł a m u do ostatnich d n i możność działania,
a co więcej, w p ł y w a n i a na ludzi i wychowania ich w za­
mierzony sposób. B r o j ą zrobił t o wszystko, b y uczyć ludzi
szacunku dla historii, dla pracy, dla przyrody i cel swój
osiągnął — g d y ż przynajmniej miał słuchaczy — wielkie
gremium zwiedzających, z k t ó r y c h c z ą s t k a na pewno coś
z jego intencji zrozumiała. Zadziwiający człowiek. Szkoda,
że j u ż nigdy nie uśmiechnie się do swoich gości.
Aleksander Małachowski, Pamiętnik
1974 n r 33 (583) z 18 sierpnia. .

współczesny,

„Kultura"

„KACZENIEC" CZYLI KURPIOWSKIE MINI-MUZEUM
— W Ostrołęce nie ma muzeum chociaż 600-letnia
stolica K u r p i na nie zasługuje. Jest jednak coś na ksztait
skansenu, co p o w s t a ł o dzięki zainteresowaniom i pracy
zamieszkałego w Kaczynach — Wypychach (w granicach
administracyjnych Ostrołęki) H e n r y k a Ciszewskiego.
P o c h o d z ą c y z t y p o w o kurpiowskiej rodziny Ciszewski
zatrudniony jest jako pracownik fizyczny w Ostrołęckich
Z a k ł a d a c h Celulozowo-Papiemiczych. Jest przy t y m dzia­
łaczem t u r y s t y k i i przewodnikiem P T T K , występuje w ama­
t o r s k i m zespole pieśni i t a ń c a „ K u r p i e " j a k i istnieje przy
fabryce. Gra na trombicie i piszczałce (fujarce). Od dawna
zajmuje się zbieractwem p r z e d m i o t ó w regionalnych, zwią­
zanych z h i s t o r i ą Kurpiowszczyzny.
Ciszewski nie p a m i ę t a od kiedy datuje się jego hobby.
K o n t a k t ze zbieractwem m u s i a ł n a s t ą p i ć wtedy, gdy by!
dzieckiem. Wynajdywanie w a r t o ś c i o w y c h p a m i ą t o k odzie­
dziczył po dziadku Józefie i ojcu Adamie. Od nich też
o t r z y m a ł p e w n ą spuściznę, głównie w postaci dawnych
sprzętów domowych i narzędzi.
Swoje „ s k a r b y " przechowuje w szopie i zamykanych
regałach. W kolekcji numizmatycznej są monety carskie,
niemieckie i polskie — najstarsze z okresu I I I rozbioru
Polski, medaliony np. z 1921 r. za pomoc przy spisie ludności;
obok stara b r o ń .
Najciekawszy zbiór s t a n o w i ą n a r z ę d z i a pracy i przed­
m i o t y u ż y t k u kulturalnego: świderki kute ręcznie, tzw.

�mieszki do robienia ciasta, cieśliczka — p r z y r z ą d do wyrobu
koryt, bezmiar — wisząca waga, żelazko na drzewne węgle,
łabędź z gliny służący za s k a r b o n k ę , t r o m b i t a — oryginalny
instrument. W szopie z n a j d u j ą się też dryle — p r z y r z ą d
do wiercenia o t w o r ó w w drewnie z czasów, gdy Kurpiowie
nie znali jeszcze ś l u s a r s t w a .
[...] We wspomnianych regałach znalazło miejsce
kolejne hobby zbieracza — legendy o Kurpiowszczyźnie.
Dlaczego właśnie w r e g a ł a c h ? Otóż Ciszewski zajmuje się
korzenioplastyką i rzeźbi w drewnie. Wyszukuje gałęzie
i korzenie o fantastycznych k s z t a ł t a c h , przycina je, mo­
deluje. „ P a s u j ą " one później do jego legend, przechowy­
wanych przez pokolenia z dziada — pradziada. Ciszewski
bajduły ilustruje figurkami ludzi i zwierząt z drewna.
Oto historia o powstaniu Ostrołęki [...].
Książę Leszek Czarny, król Polski, przepędził J a d ź w i n gów z t e r e n ó w z a m i e s z k a ł y c h przez K u r p i ó w . Podczas
polowania w borach nad N a r w i ą obozował z d r u ż y n ą na
jednej z rzecznych wysp. Rycerz s t o j ą c y na warcie podczas
spoczynku w s p ó ł t o w a r z y s z y dostrzegł nagle zbliżającą się
niedźwiedzicę z m a ł y m n i e d ź w i a d k i e m . J e d n y m uderzeniem
miecza powalił j ą . W d o w ó d m ę s t w a i za ocalenie śpiących
otrzymał te ziemie we w ł a d a n i e . K s i ą ż ę n a d a ł m u t a k ż e
szlachectwo, a do herbu pozwolił włączyć wizerunek niedź­
wiedzia. Niedźwiedź w herbie miasta p r z e t r w a ł po dziś dzień,
jednakże później malowano go na tle orła białego, dla
upamiętnienia przyłączenia do K o r o n y Mazowsza i K u r p i .
Nazwa Ostrołęki pochodzi od cechy odważnego rycerza:
„ostra ręk " .
Kolejne r z e ź b y i n a s t ę p n e legendy t w o r z ą historię t y c h
ziem. Mówią o K r z y ż a k a c h potopionych w Orzycu, o po­
wstaniu wsi Wach, Myszyniec, o Bonie i złotej podkowie,
którą zgubił k o ń , gdy królowa przejeżdżała kurpiowskim
gościńcem do K r ó l e w c a . Z ustnego przekazu i przedstawia­
nych scen w y ł a n i a się walka klasowa K u r p i ó w i narodowo­
wyzwoleńcza — ze Szwedami i z wojskami carskimi. Przy­
pominają się obrazy żołnierza-tułacza, inwalidy i tego
który stał na warcie przy granicy.
Ogromna, wieloletnia praca H e n r y k a Ciszewskiego nie
poszła na marne. Jego prywatne muzeum, mieszczące się
niedaleko drogi z centrum Ostrołęki w kierunku dworca
kolejowego, a nazwane „ K a c z e n i e c " od żółtych k w i a t ó w
kwitnących wiosną w sąsiedztwie domu, zwiedziło już
wielu t u r y s t ó w . D l a nich t o właściciel założył księgę, w której
wpisują uwagi i w r a ż e n i a . W okresie lata część ekspozycji
obejmującą legendy zbieracz-amator u d o s t ę p n i a ludziom
odwiedzającym Błonia nad N a r w i ą (w sąsiedztwie kawia­
renki pod g o ł y m niebem).
Moją p a s j ą życiową jest — m ó w i — ż e b y zebrane
wiadomości nie poszły w niepamięć. Ustawione chronolo­
gicznie f i g u r k i d a j ą obraz tego czego nie uchwycił dotych­
czas żaden etnograf czy kronikarz.
Krzysztof
4/5 V I I I .

Sułek,

„Trybuna

Mazowiecka",

1973

nr

185

JAN SZNAJDER
— Symbole obecnego Konina to pierwsza w Polsce
odkrywkowa kopalnia węgla brunatnego, zespół elektrowni,
huta aluminium. Ten n o w y ośrodek p r z e m y s ł o w y w wo­
jewództwie p o z n a ń s k i m rozwinął się b ł y s k a w i c z n i e ; wessał
przy t y m niewielkie, spokojne dawniej miasto, a teraz
bezustannie rozszerza się na okoliczne wsie parcelami
budowlanymi. Podchodzi już niemal pod wieś Posokę,
gdzie mieszka i gospodaruje Jan Sznajder. Jest plastykiem
(amatorem — przyp. r e d . ) — a l e osiadłszy w Posoce roz­
smakował się w hodowli owiec, choć z p o c z ą t k u monotonny
rytm gospodarskich zajęć niezmiernie go n u ż y ł .
W obszernym, cichym domu jest miejsce na p r a c o w n i ę
malarską, na książki, na p r a c o w n i ę fotograficzną i na coś,

co przysporzyło m u znajomych i przyjaciół — choć zawsze
m i a ł ich wielu — na muzeum.
Zaczęło się t o dawno [...], gdy spotkał w jednej z wsi
kurpiowskich Konstantego K a m i ń s k i e g o •— rzeźbiarza może
nie nazbyt oryginalnego — ale niezapomnianego człowieka.
Nie sprzedawał on swoich prac, o b d a r o w y w a ł n i m i . To był
polski
Colas Breugnon — m ó w i o n i m •—• niewiarygodnie
prostolinijny,
pogodny, który traktował mnie jak
członka
rodziny. Zacząłem
szukać takich ludzi. Ludzi, nie przed­
miotów.
Jan Sznajder robi to w czasie corocznych swoich wypraw
w Polskę. Owocem ich są t r w a ł e przyjaźnie i bogata kolekcja
sztuki ludowej wsparta d o k u m e n t a c j ą fotograficzną i ko­
respondencją z t w ó r c a m i ludowymi.
Nie l u b i klasyfikować swych zbiorów. Mawia, że za­
r ó w n o plastyk, etnograf j a k i historyk sztuki, p a t r z ą c y
ze swojego p u n k t u widzenia — nie m a j ą racji. To, czego
szuka u a r t y s t ó w ludowych, nazywa „filozofią z m o r a ł e m " .
Prace t y c h ludzi u w a ż a przede wszystkim za t r a k t a t y
na tematy najprostsze i najtrudniejsze — radość, cierpienie,
praca, człowiek i śmierć.
Tworzenie jest dla, t y c h ludzi prawdziwym przeżyciem.
Wiem, bo widziałem — m ó w i . — Nie ma łam sięgania do
gotowych wzorów myślenia. Oczywiście — są to wzory kościel­
ne — korzysta się z nich jednak po to, aby powiedzieć coś
własnego. [...]
Ekspozycja zbiorów w z a m k n i ę t y m pomieszczeniu,
opowiada, to przykra konieczność, czyniąca z nich muzealne
eksponaty. Najchętniej wyniósłbym wszystkie prace do ogrodu,
w połe, do lasu — gdyby nie obawa, że się zniszczą.
[...].
W zbiorach Jana Sznajdra dominuje rzeźba i płasko­
rzeźba w drzewie. Jest też sporo malarstwa — na szkle,
na papierze, na blasze. Są narzędzia i przedmioty codzien­
nego u ż y t k u . [...]
Reprezentowani są w jego zbiorach Janas z D ę b n a ,
J ó z e f P i ł a t z Dębskiej W o l i , Jan Sęk z Płoszyć, Władysław
Chajoc z Kamienicy Górnej, A d a m Zegadło z K r z y ż k i
i i n n i . [...]
Ostatnio Jan Sznajder poszerzył swoje zbiory o sztukę
j a r m a r c z n ą i s z t u k ę dziecka. W nich t r o p i a u t e n t y c z n o ś ć
przeżycia i j a k b y — czeka na nieoczekiwane. [...]
Joanna Paszkiewicz-Sokołowska, Kolekcja
„ Z w i e r c i a d ł o " 1974 n r 26 (27 V I ) .

z

Posoki,

NIEZWYKŁE MUZEUM
— Wieś Bobrowniki należy do najstarszych w Zagłębiu
D ą b r o w s k i m . Zachował się w niej m . i n . zabytkowy kościółek
drewniany z 1669 roku, w n i m wiele dzieł sztuki. Od k i l k u
ł a t proboszczem w tej wsi jest ks. prof. W a c ł a w Chmielarski.
K s . Prof. W a c ł a w Chmielarski z lat szkolnych, a t a k ż e
z rodzinnej ziemi częstochowskiej wyniósł zamiłowanie
do folkloru i dzieł sztuki. J u ż w czasie studiów na Uniwer­
sytecie Jagiellońskim napisał r o z p r a w k ę na temat poli­
chromii kościoła Mariackiego w Krakowie.
Następnie
w czasie s t u d i ó w na K U L w Lublinie słuchał w y k ł a d ó w
na Wydziale H i s t o r i i Sztuki. Wreszcie zaczął tworzyć
własne zbiory.
Plebania otoczona licznymi drzewami w y g l ą d a uroczo,
ale dopiero jej w n ę t r z e wzbudza zdumienie. W ośmiu
pokojach zgromadził ks. Chmielarski liczne i cenne ekspo­
naty. Znajdują się t u krzyże, ikony, stare księgi, ceramika,
stare monety, eksponaty górnicze i gospodarstwa domowego,
zegary, militaria.
Samych k r z y ż y jest 130, a k a ż d y inny, wykonany
z innego m a t e r i a ł u , inaczej zdobiony, dzieła sztuki rzeźbiar­
skiej i odlewniczej. Oddzielny pokój m a j ą ikony.
115

�[,..] W działo ceramicznym jest sporo ciekawostek.
Są t u liczne k u b k i i kubeczki, kufle, kielichy, szklanki,
garnczki, k t ó r y c h już się nie spotyka. A w ś r ó d s p r z ę t u
górniczego narzędzia pracy, ubioru i t d . Zbiory gospodar­
stwa domowego, to różnego rodzaju moździerze, sztućce.
D u ż e wrażenie robi zbiór zegarów, największy
zbiorach w Jędrzejowie. Jest ich ponad 120. [...]

po

P i ę k n y dział to m i l i t a r i a : b r o ń biała i palna, m u n d u r y ,
czapki, chlebaki i ekwipunek wojskowy. N a n i e k t ó r y c h
widać ślad wojny, plamy k r w i żołnierskiej, przelanej za
Ojczyznę. K s . Chmielarski przywiózł osobiście ziemię z wielu
pól bitewnych, gdzie Polacy walczyli podczas I I wojny
światowej.
[...] K s . Chmielarski ma t a k ż e wiele unikalnych strojów
ludowych, dawne instrumenty muzyczno, kołowrotki. Za­
czął t a k ż e zbierać stare meble — a n t y k i oraz narzędzia
rolnicze.
K s . Chmielarski jest działaczem Towarzystwa Miłośni­
ków Zagłębia Dąbrowskiego, należy t a k ż e do z a r z ą d u jako
w y b i t n y znawca historii regionu.
Zachęcam wszystkich, k t ó r z y b ę d ą w Bobrownikach
do odwiedzenia niecodziennego muzeum i jego t w ó r c y .
Mieczysław Kocel, „ G r o m a d a - R o l n i k
(30 V I ) .

P o l s k i " 1973 n r 78

HOBBYSTA Z BOBOWEJ
— Gdzie mieszka Mieczysław Kowalski ? — z a p y t a ł e m
przechodnia na bobowskim r y n k u . — Ten, k t ó r y ma własne
zbiory muzealne ? — usłyszałem zamiast odpowiedzi. Przy­
t a k n ą ł e m . — To proszę iść prosto t ą uliczką do nowego
domku na wzgórku, pierwszego po prawej stronie.
Pana Kowalskiego bynajmniej nie zaskoczyła moja
wizyta. — W sezonie t u r y s t y c z n y m często
odwiedzają
mnie przybysze, interesujący się odległą i bliższą prze­
szłością naszego starego miasteczka — m ó w i na przywitanie.
Czegóż t u nie m a ! A więc w pierwszym, estetycznie
przygotowanym dziale etnograficznym, zobaczyć m o ż n a
m . i n . m n ó s t w o drewnianych i metalowych narzędzi, j a k i m i
na co dzień w gospodarstwie posługiwali się przodkowie
bobowian. W drugiej, obszerniejszej izbie, amator i miłośnik
przeszłości osady, zgromadził wiele okazów, k t ó r y c h chyba
nie powstydziłoby się muzeum prowadzone przez pro­
fesjonalistów. W s p o m n ę t y l k o o n i e k t ó r y c h . Na poczesnym
miejscu znajduje się b r o ń biała i pistolety z doby powstania
styczniowego. Nie brak t u t e ż obrazów związanych tema­
tycznie z B o b o w ą i okolicą. [...]

ŚWIĄTKI ANNY KAMIEŃSKIEJ
— Kolekcja sztuki ludowej A n n y K a m i e ń s k i e j , miesz­
kającej w warszawskiej dzielnicy Ochota, p o w s t a ł a w 1957 r.
Obecnie liczy ona około 200 obiektów, głównie współczes­
nych figurek z drewna. Ten m a ł y świat wiejskiej rzeźby
stwarza swoistą atmosferę i pozwala poetce przenieść się
w k r ą g wiejskich w s p o m n i e ń i w y o b r a ż e ń .
Pierwszym w r a ż e n i e m , jakie odnosi się po wejściu
do mieszkania pani A n n y , jest to, że są wszędzie. N a biurku,
na stole, na p ó ł k a c h m i ę d z y k s i ą ż k a m i , po wszystkich
k ą t a c h . Nie ma jednego miejsca, w k t ó r y m b y się na jakiś
swój sposób nie z a d o m o w i ł y . [...]
Tak pisze Anna K a m i e ń s k a o swoich ś w i ą t k a c h :
K l o c k u nasz,
k t ó r y ś jest z drewna
i z frasunku.
W y j ę t y z pnia gruszy
Chłopskimi ł a p a m i .
Zestarzały
pod bzykaniem pszczół.
Usta c i rozdziawił
głód p r z e d n ó w k ó w ,
a oczy rozwarł
wiejski piorun.
Mądryś ty,
owocu ż y w o t a polnego.
K a ż d y sęk t w ó j i zadzior
b ł a g a o przebaczenie s z t u k ę .
Taka twoja modlitwa
j ą uprawiamy wraz z t o b ą
amen.
Wiele l a t zbierała poetka ze swoim n i e ż y j ą c y m już
m ę ż e m , Janem Śpiewakiem, te figurki. Zaczęło się całkiem
niewinnie — chyba jako pierwszy zjawił się k t ó r y ś z Dia­
błów Polnych, przywieziony przez Ś p i e w a k a z Krakowskiogo, potem doszlusowal do niego i n n y — z Rzeszowszczyzny,
potem Anioł p y z a t y z Chrystusem spod Kielc, k i l k u kłu­
sowników z Białostockiego, a wreszcie zleciało się to ptactwo,
zbiegły z w i e r z ą t k a . Z każdej p o d r ó ż y , z k a ż d e g o spotkania
z czytelnikami przywozili oboje j a k ą ś figurkę, często przy­
nosili je przyjaciele, przysyłali czytelnicy. I t a k powstał
jeden z piękniejszych zbiorów r z e ź b y ludowej.
W ł a d y s ł a w Żelisławski, „ K u r i e r P o l s k i " 1973 n r 87 (12 I V ) .

TRZYSTA I JEDEN BIAŁYCH KRUKÓW

— Było t o w k i l k a d n i po przyjeździe do Orchowa.
Leśniczówka s t a ł a t a k j a k i dziś — bliżej szosy niż lasu,
Pan Kowalski, pracownik miejscowej Gminnej Spół­
ale nie n a z y w a ł a się jeszcze „ G ł u c h a puszcza". Inżynier
dzielni, a zarazem prezes Z a r z ą d u Oddziału Towarzystwa
Stanisław Pijanowski dopiero p r z y b y ł t u na posterunek,
Miłośników Ziemi Gorlickiej w Bobowej, pasjonuje się
nie z d ą ż y ł ochrzcić domostwa. Telefonu t e ż nie było, po­
nie t y l k o zbieraniem śladów przeszłości, lecz t a k ż e dziejami
jechał więc do najbliższego sąsiada. Deszcz lał, bo była
dawnego miasteczka. Napisał k r o n i k ę od zarania jego
to jesień i ciemnawo b y ł o w biały dzień, ale przechodząc
istnienia a ż po czasy współczesne.
przez pomieszczenie zwane parnikiem, gdzie gotuje się
— To wszystko, co udało m i się do tej pory z t r u d e m
dla trzody ziemniaki, zobaczył w kącie stare p i ę k n e płótno.
u r a t o w a ć przed zagładą, nierzadko w y k u p i ć za własne
Telefon s t a ł j a k się patrzy w pokoju, a nad n i m na
zaoszczędzone złotówki, c h ę t n i e p r z e k a z a ł b y m do regional­
ścianie o jaskrawych barwach oleodruk: święta rodzina.
nego muzeum — stwierdza na pożegnanie.
— Czemu to trzymacie na ścianie takie bohomazy,
a w parniku, w wilgoci i brudzie stary dobry obraz ?
—- Czy w Bobowej istnieją możliwości zorganizowania
— Jakie bohomazy — obruszyła się gospodyni, toż to
takiej placówki? To pytanie stawiam naczelnikowi U r z ę d u
700 z ł o t y c h kosztowało, a t e n t a m rozlatuje się prawie
Gminnego, Tadeuszowi Maikowi. — Projekt
urządzenia
i przestrzelony przez środek. Mąż go od księdza na pamiątkę
muzeum zyskał p o w s z e c h n ą a p r o b a t ę miejscowej społecz­
dostał.
ności — odpowiada. — Zostanie ono usytuowane w byłej
Bliższe oględziny p o t w i e r d z i ł y pierwsze wrażenie.
synagodze, u ż y t k o w a n e j dotychczas przez zasadniczą szkołę
P ł ó t n o b y ł o staro i dobre, ale gospodarzo sprzedać nie
zawodową, jako warsztaty stolarskie. [...]
Ę chcioli, bo to prezent, ani t e ż zdania o podarunku zmienić.
Marian Ziobro, „ N o w i n y Rzeszowskie" 1973 nr 346 (16 X I I ) . % K r a k o w s k i m targiem doszli do porozumienia, że właściciel

116

I

�będzio za to o t r z y m y w a ł do czytania książki, k t ó r y c h górę
zwiózł do Orchowa inżynier, a w zamian da m u pod opiekę
przestrzelony obraz.
W taki t o sposób z d o b y t y został pierwszy eksponat
imponujących dziś zbiorów „Głuchej puszczy". Jest nie­
dziela i nie sposób p o r o z m a w i a ć z ich kustoszom i t w ó r c ą ,
bo pod dom zajeżdża autobus za autobusem, zwożąc w y ­
cieczki z całej Polski. P r o w a d z ą t u specjalne zainstalowane
przy szosie znaki z napisem „ G ł u c h a puszcza, zbiory re­
gionalne". [...]
Taka m y ś l właśnie przyświecała panu Pijanowskiemu,
gdy jeszcze w 1949 r o k u w y g r z e b y w a ł często z b ł o t a i stert
śmieci bezcenne egzemplarze swych dzisiejszych z b i o r ó w .
Zabezpieczyć to, co walało się i niszczało w pierwszych
latach po wojnie. A potem pasja wciągnęła. Spośród 300
białych k r u k ó w , k t ó r e z d o b i ą jego w s p a n i a ł ą bibliotekę —
na którą i to bez reszty poświęcił jeden z pokoi — s p o r ą
część zakupił w antykwariatach Poznania, Torunia, B y d ­
goszczy.
W tejże właśnie bibliotece m o ż n a głowę stracić dla
wspaniałych okazów, k t ó r y c h nie brak w ś r ó d 11 tys. egzem­
plarzy ciasno zalegających półki. K r ó l u j e t u mszał benedyk­
tyński, iluminowany, ręcznie pisany na 183 kartach perga­
minowych. O k ł a d k ę z d o b i ą w y t ł a c z a n e w skórze, g ó r ą
i dołom, piastowskie orły oraz pelikan, róża m a l t a ń s k a
i francuskie lilie. Pierwsza karta — oceniona na X I I —
X I I I wiek.
N a s t ę p n y rarytas... to w y d a n a w 1660 r o k u w Amster­
damie przez Radziwiłłów B i b l i a l u t e r a ń s k a przeznaczona
dla polskich w y z n a w c ó w L u t r a i K a l w i n a . Księgę zadedy­
kowano królowi W ł a d y s ł a w o w i I V . I n n a , sto lat od lutorańskioj B i b l i i m ł o d s z a księga, wydana w 1559 r o k u , za­
wiera uwagi do Pisma św. Marcina L u t r a .
Nie sposób wyliczyć nawet najciekawszych egzempla­
rzy. Bardzo i n t e r e s u j ą c y dział stanowi na p r z y k ł a d około
3 tys. d o k u m e n t ó w pośrednio l u b bezpośrednio d o t y c z ą c y c h
historii Polski, p o c z ą w s z y od X V I I wieku. [...]
J e d y n y m pomieszczeniem piętrowego domku, nie
zajętym przez zbiory, jest kuchnia, i to t y l k o dlatego,
że to miejsce dla e k s p o n a t ó w nieodpowiednie. Nawet ko­
rytarz t o wystawowa sala. T u t a j zgrupowane są militaria,
a więc k r z y ż a c k i miecz, jatagany p a m i ę t a j ą c e jeszcze wojny
polsko-tureckie z X V I i X V I I wieku oraz p i ę k n y zbiór
białej broni.
Na p i ę t e r k u — pokój poświęcony okupacji oraz walce
i męczeństwu narodu polskiego. K o m p l e t gazet z 1 września
1939 roku — polskie, angielskie, niemieckie. Dalej foto­
grafie, dokumenty, l i s t y straceńców, pasiak z Dachau,
monstrancja z tegoż obozu zrobiona z puszek po konserwach
przez więźniów wyzwolonego Dachau, SS-mańskie bagnety.
T u właśnie dzieci szkolne zostawiają szkolne tarcze,
a dorośli w d o w ó d p a m i ę c i — najcenniejsze dla nich przed­
mioty. Osobiste drobiazgi, odznaczenia, medale.
Dalej — s t a ł a wystawa poświęcona Tadeuszowi K o ś ­
ciuszce oraz Janowi K i l i ń s k i e m u . Najcenniejsze t u doku­
menty t o rękopis warszawskiego szewca o przygotowaniu
Insurekcji Kościuszkowskiej w Warszawie, jej w y b u c h u
i przebiegu, oryginał rękopisu wiersza adiutanta Kościuszki,
J. U . Niemcewicza oraz laska, k t ó r ą w ł a s n ą r ę k ą miał
wyrzeźbić Kościuszko w więzieniu w Petersburgu, umiesz­
czając na niej inicjały Т . К . oraz d a t ę spod R a c ł a w i c —
1794 rok.

K t o nie l u b i ś w i ą t k ó w ? W y r z e ź b i o n y c h w lipowym
albo d ę b o w y m drewnie r ę k a m i bezimiennych a r t y s t ó w ?
Kolekcja t y c h p r z e p i ę k n y c h rzeźb w „Głuchej puszczy"
ma jeszcze t ę zaletę, że jest bardzo stara. Cały pokój obsta­
wiony jest bolejącymi Chrystusami. N i e k t ó r e są czarne
j a k z hebanu. Oprócz nich płaskorzeźby w drzewie, mocno
zniszczone przez czas i robactwo. N i e k t ó r e z nich pamię­
t a j ą X V wiek. W s p a n i a ł y zbiór składa się co najmniej
z 200 pozycji. [...]
Ponieważ inż. P i janowski jest z zawodu leśnikiem —
jest i wystawa profesjonalna,. N a p o c z ą t e k — zbiory archeo­
logiczne z zakresu leśnictwa, potem geologiczne, minerały,
k r y s z t a ł y , okazy skał. Dalej oryginalna kolekcja żerowisk
owadzich i n o w o t w o r ó w drzew, no i wreszcie niezmiernie
efektowny pokój myśliwski.
Cały niemal sufit zasłania świecznik-gigant z rosochów
łosia. Nazywa się t o cudo m e ł u z y n a i znakomicie pasuje
do reszty umeblowania. Stół i piękne taborety są z t a k
zwanych jelenich z r z u t ó w . N a ścianach piękne okazy
wieńców jelenich, sarnich p a r o s t k ó w , rogów egzotycznych
zwierzaków. W gablotach stara literatura łowiecka, X V I I —
X X w. Spora kolekcja miedziorytów z X V I I I wieku, przed­
stawiająca dawne sokolnictwo i łowiectwo, zdobi ściany.
Czas j u ż przedstawić najbielszego k r u k a przeciekaw y c h zbiorów pana Stanisława Pijanowskiego. Jest zresztą
w y j ą t k o w o czarny i p o r z ą d n i e przez rdzę napoczęty, bo
ostatnie p a r ę s e t lat spędził na dnie jeziora. Oryginalny,
starej roboty h e ł m z X I wieku niedawno trafił do „Głuchej
puszczy", chociaż od wieków znajdował się w najbliższym
jej sąsiedztwio, w leżącym przez miedzę Orchowskim Je­
ziorze.
[...] Gdy będziecie przejeżdżać — wstąpcie, żeby to
wszystko zobaczyć na własne oczy. D l a znawców — nagrane
na magnetofony ludowe legendy, pieśni, przysłowia, głównie
z sąsiednich P a ł u k . To właśnie najnowsza pasja autora
zbiorów. Orchowo leży na starym szlaku Mogilno — Gniezno.
Bożena Nowicka, „Głos Robotniczy" 1973 nr 166 (14/15
VII).

WIELEWSKIE MUZEUM PANA LEONARDA
— Wiele — rodzinna wieś Hieronima Derdowskiego
i Wicka Rogali, oprócz szeregu znanych osobliwości ma
j e d n ą , k t ó r a nie jest znana szerszemu ogółowi. Jest n i ą
„ p r y w a t n e " muzeum regionalne emerytowanego nauczyciela
Leonarda Brzezińskiego, k t ó r y spędza w n i m k a ż d ą wolną
chwilę. Segreguje, uzupełnia i kataloguje wszystkie swe
bezcennej wartości eksponaty k u l t u r y kaszubskiej, zbierane
od zarania młodości i uzupełniane w czasie długich lat
owocnej pracy pedagogicznej po c a ł y m regionie.
A jest co oglądać. Okazy n u m i z m a t y k i , flory i fauny
Kaszubszczyzny,
ceramika
najlepszych
regionalnych
„ m i s t r z ó w od g l i n y " , d a l e j — w y k o p a l i s k a , egzemplarze
s p r z ę t u domowego oraz hafty kaszubskie. Właśnie te ostat­
nie, wykonane przez Leonarda Brzezińskiego i jego dwóch
siostrzeńców, s t a n o w i ą dzisiaj najliczniejszy zbiór w Polsce.
K a ż d y przedmiot, k a ż d y nawet drobiazg w zbiorze pana
Leonarda ma swą w a r t o ś ć n a u k o w ą i k u l t u r a l n ą .
Ponieważ ziemia wielewska jest bogata w bursztyn,
d r u g ą p a s j ą Brzezińskiego stało się p r z e t w ó r s t w o w dro­
biazgi p a m i ą t k o w e . Naturalnie, nie czyni tego z chęci zysku,
lecz jedynie ~w celu p o m n a ż a n i a zbiorów swego muzeum.
Jako a r t y ś c i e ludowemu nie obcy m u jest t a k ż e kunszt
przerobu rogu.
t

Niewielka, ale interesująca ekspozycja to kolekcja
starej ceramiki, wyłowionej przez • p ł e t w o n u r k ó w z poblis­
kiego Jeziora Orchowskiego. W niej t e ż nie brak o k a z ó w
z X I I stulecia.
Najmłodsze z glinianych n a c z y ń wykonano... 400 l a t
temu.

W czasie sezonu letniego muzeum Brzezińskiego cieszy
się zainteresowaniem wczasowiczów i t u r y s t ó w , t y m bar­
dziej, że sam kustosz bardzo c h ę t n i e udziela wszelkich
potrzebnych wyjaśnień. Od lat Leonard Brzeziński m y ś l i

117

�0 przekazaniu cenniejszych zbiorów do jednego z większych
muzeów na terenie Pomorza, t y l k o — j a k d o t ą d — ż a d n a
ze znanych placówek muzealnych na W y b r z e ż u nie zain­
teresowała się t ą propozycją. A szkoda.
„Dziennik B a ł t y c k i " 1966 nr 173 (23 V I I ) .

(BOLESŁAW CYRANOWICZ)
— Nauczyciel Bolesław Cyranowicz jest a k t y w n y m
działaczem Towarzystwa Miłośników Ziemi Giżyckiej.
Od lat gromadzi wszystko, co stanowi j a k ą ś w a r t o ś ć arty­
styczną i historyczną.
Zebrał już wiele starych polskich książek, kancjonałów
1 śpiewników, wydanych dla Mazurów, j a k też rozmaitych
lamp naftowych, lichtarzy, mebli, drewnianych k u f l i i i n ­
nych a n t y k ó w , urządzając u siebie w domu, na strychu,
swoiste muzeum. Zbiory te pieczołowicie konserwuje,
a niektóre z nich — bardzo wartościowe — j a k np. ory­
ginalne żyrandole, starodruki i d r e w n i a n ą m a z u r s k ą sochę
przekazał Izbie Regionalnej w Rynie.
Swe umiejętności plastyczne w y k o r z y s t a ł też Cyra­
nowicz przy w y k a ń c z a n i u pomieszczeń ryńskiego muzeum,
będącego jednocześnie siedzibą Towarzystwa Miłośników
Ziemi Giżyckiej. T a m też, po zajęciach w szkole, prowadzi
kółka plastyczne, specjalizujące się w kompozycjach ze
słomy pod szkłem oraz w dekoracjach w n ę t r z , opartych
na motywach mazurskich.
Zbiorami swymi wystroił również w n ę t r z e K l u b u
Młodego Rolnika w K r z y ż a n a c h i klasę miejscowej szkoły.
Poza p r a c ą w szkole i w Towarzystwie Miłośników Ziemi
Giżyckiej, Cyranowicz jest również działaczem Związku
Nauczycielstwa Polskiego.
(ZG), „Głos Pracy" 1972 nr 133 (6 V I ) .

KOMINIARZ-KOLEKCJONER
— G d a ń s k . D o m y żuławskie k r y j ą nieprzebrane skarby
etnograficzne — twierdzi A n t o n i Idzikowski, z zawodu
kominiarz, a z zamiłowania opiekun i kolekcjoner z a b y t k ó w
sztuki ludowej Kaszubszczyzny i Powiśla. Zna on doskonało
wszystkie strychy podległego m u rejonu, gdzie od 20 lat
sumiennie oczyszcza z sadzy przewody kominowe, a przy
okazji penetruje zakamarki przepastnych poddaszy. Towa­
rzyszy m u szczęście. Odkryte zabytki, a jest ich ponad 300
przekazuje g d a ń s k i e m u Muzeum Narodowemu.
„ I l u s t r o w a n y K u r i e r Polski" 1973 nr 124 (25 V ) .

WYSTAWA KOPII KULTOWYCH
— Dzisiaj o godz. 18.30 w K l u b i e Dziennikarzy zostanie
otwarta wystawa Zbigniewa i I r e n y N o v a k ó w . Zbigniew
jest chemikiem f a r m a c e u t ą , Irena plastykiem amatorem.
Prace nad kopiami e k s p o n a t ó w muzealnych (Egipt, Ameryka
Płn., Rzym, Polska, Afryka) rozpoczęli 3 lata temu przy­
padkowo, kiedy zajmowali się konserwacją azteckich figurek
kultowych — chęć posiadania ich na własność b y ł a po­
czątkiem. Ta forma popularyzacji zbiorów muzealnych
jest pierwszą w Polsce p r ó b ą wykorzystania w sensie u ż y teczno-dekoracyjnym i d y d a k t y c z n y m bezcennych zna­
lezisk.
W roku ubiegłym Novakowie nawiązali k o n t a k t z za­
granicznymi muzeami F r a n c j ą i Belgią, a w r o k u b i e ż ą c y m
rozpoczęli współpracę z muzeum w Belgradzie. N a stałe
współpracują z Muzeum Archeologicznym w Krakowie.
„ D z i e n n i k Polski" 1970 nr 89 (16 I V ) .

DAR DR SZCZYGŁA
— W Olkuszu otwarta została niezwykła wystawa,
jedyna tego t y p u w regionie krakowskim. P o w s t a ł a dzięki
olkuskiemu lekarzowi — dr Bohdanowi Szczygłowi.
P r z e b y w a j ą c od 8 lat w Afryce — doktor p r z e k a z a ł
118

muzeum w Olkuszu ponad 200 e k s p o n a t ó w S Z T U K I iuaowej
tego kontynentu. Są t o m . i n . : n a r z ę d z i a pracy, ozdobne
maski, rzeźby, instrumenty muzyczne i t k a n i n y . Zbiory
p o c h o d z ą głównie z Nigerii, Algierii, Konga i Wybrzeża
K o ś c i Słoniowej.
Ciekawe, niezwykłe,
(12 I X ) .

•

i

I

„ G r o m a d a - Rolnik Polski" 1972 nr 110

TROPAMI MORSKICH HOBBISTÓW
— Pasja kolekcjonerska d r z e m i ą c a w k a ż d y m z nas
nie omija t a k ż e i ludzi morza. Ba — otwiera przed nimi
większe niż przed p r z e c i ę t n y m i ś m i e r t e l n i k a m i możliwości,
a t o z racji wykonywanego zawodu. K t ó ż bowiem inny,
j a k nie marynarz czy rybak, ma okazję zetknięcia się
z egzotycznymi przedmiotami czy ciekawostkami prze­
r ó ż n y c h krajów ? T o t e ż ilość kolekcjonerów zgrupowanych
przy K l u b i e Morskim w Gdyni rośnie z dnia na dzień. [...]
Od masek z orzecha kokosowego i p r z e r ó ż n y c h rzeźb
m u r z y ń s k i c h , a ż po zbiory sztuki j a p o ń s k i e j , egzotycznych
m o t y l i , m e k s y k a ń s k i e j ceramiki czy precyzyjne wyroby
Wschodu.
Wszelkie rekordy w tej dziedzinie bije chyba kpt.
ż. w . Czesław Adamowicz, zbierający od lat zarówno chińskie
dzbany, j a k i a f r y k a ń s k i e „ t a m - t a m y " , posążki „ b u d d y "
i przeróżnego k s z t a ł t u muszle, bursztynowe różańce i po­
sążki z sandałowego drzewa, hebanowe maski i cudeńka
misternie wykuwane w m o s i ą d z u lub miedzi. Najciekawsze
jednak w ś r ó d zbiorów k p t . Adamowicza są zdjęcia. Wspa­
niałych chińskich s m o k ó w sprzed P a ł a c u Zimowego w Pe­
kinie, zniszczonych w czasie ostatnich zamieszek rewolucyj­
nych. Uchwycone na gorąco sceny z hiszpańskiej corridy.
Fotografie rzeźb i strojów ludowych A f r y k i i Ameryki
Łacińskiej.
Interesujące te eksponaty m o ż n a było zresztą obejrzeć
na organizowanych w g d y ń s k i m K l u b i e Morskim wystawach,
prowadzonych przez Sekcję T w ó r c ó w i Kolekcjonerów,
k t ó r ą opiekują się p. Ostrowicki i p. Morawski.
Oglądali je t a k ż e bywalcy Inter-Clubu wystawy 150
modeli o k r ę t o w y c h precyzyjnie wykonanych przez Sta­
nisława Katzera. U n i k a l n y zestaw z n a c z k ó w sporządzonych
przez marynarzy s t a c j o n u j ą c y c h na Jeziorze Gorzkim.
Zbiory egipskich p a p y r u s ó w i koptyjskich t u n i k k p t . ż.w. Ta­
deusza Jasickiego. Egzotyczne motyle k p t . ż.w. Andrzeja
Pierzyńskiego oraz ponad 200 r ó ż n y c h podobizn Neptuna,
kolekcjonowanych przez prof. Bolesława Polkowskiego
z gdańskiego I n s t y t u t u Morskiego.
[...] Niezależnie bowiem od kolekcjonerów oddających
się poszukiwaniu coraz to nowych egzemplarzy do swoich
zbiorów, K l u b Morski w Gdyni otacza t a k ż e opieką ludzi
morza, z a j m u j ą c y c h się z amatorstwa malarstwem, rzeźbą,
fotografiką, czy m e t a l o p l a s t y k ą . [...]
(BD), „Słowo Powszechne" 1970 nr 12 (15 I ) .

PRZEDWOJENNA FLOTA PMH W BUTELKACH
— Starszy oficer J ó z e f Smoczyk słynie ze swego
hobby — budowy p i ę k n y c h sylwetek s t a t k ó w w butelkach.
Jest on budowniczym i armatorem w y j ą t k o w o licznej floty
butelkowej.
Jak się dowiadujemy, ostatnio st. oficer rekonstruuje
w butelkach całą p r z e d w o j e n n ą flotę polską, k t ó r a składała
się z 32 s t a t k ó w i szczęśliwie w y p ł y n ę ł a poza B a ł t y k unika­
j ą c zaboru niemieckiego.
(wś), „Wieczór W y b r z e ż a " 1971 nr 233 (5 X ) .

I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6301" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6281">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0d6c2ed5c8d02fb172162e76974a383a.pdf</src>
        <authentication>e0c4550bf5a3bdb61e617c94b83a6973</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75011">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3626</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75012">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75013">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3403</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75014">
                <text>O kolekcjonowaniu sztuki i kultury / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75015">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.1, s.11-16</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75016">
                <text>Clifford, James</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75017">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75018">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75019">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75020">
                <text>O kolekcjonowaniu sztuki i kultury
James Clifford

W każdym Pierwszym Świecie
jest Trzeci Świat,
i vice versa.
- Trinh T. Minh-Ha,
Différence, Discourse 8

Rozdział ten jest złożony z czterech luźno ze sobą związa­
nych części, poświęconych losowi artefaktów plemiennych
od momentu, gdy zostają one przeniesione do zachodnich
muzeów, systemów wymiany, archiwów zorganizowanych
według poszczególnych dyscyplin oraz dyskursywnych tra­
dycji. Część pierwsza proponuje krytyczne, historyczne
spojrzenie na kolekcjonowanie, ze zwróceniem szczególnej
uwagi na zjawiska subiektywne, taksonomiczne i polityczne.
Szkicuje ona „system sztuka kultura", poprzez który przed­
mioty egzotyczne były kontekstualizowane i wartościowane
na Zachodzie w ostatnim stuleciu. Ten ideologiczny i zin­
stytucjonalizowany system jest dalej analizowany w drugiej
części, w której opis kulturowy ukazany jest jako forma
kolekcjonowania. Część ta pokazuje jak „autentyzm" przy­
znawany tak grupom społecznym, jak i ich artystycznym
wytworom bierze się z konkretnych założeń o czasowości,
całościowości i ciągłości. Część trzecia poświęcona jest
momentowi objawienia we współczesnym przyswajaniu niezachodnich dzieł „sztuki" i „kultury", który Claude Lé­
vi-Strauss uchwycił w kilku wspomnieniach z lat wojennych
spędzonych w Nowym Jorku. Krytyczna lektura wyraźnie
odkrywa założoną w tych wspomnieniach metahistoryczną
narrację, będącą jednocześnie „próbą odkupienia". Ogólny
system sztuka-kultura poparty taką narracją jest kwes­
tionowany w całym rozdziale, a w szczególny sposób w jego
czwartej części, w której proponowane są alternatywne
„plemienne" historie i konteksty.
Kolekcjonując samych siebie
Wchodząc
Znajdziesz się w klimacie kastanietów z orzecha,
Muzycznego bicza
Z cieśniny Torres, z Mirzapuru tamburynu
Zwanego dżumką, „używanego przez szczepy
Aborygenów do przywabiania drobnej zwierzyny
W ciemne noce", papierosów kulisa
I maski Saaggi, Szamana,
Jej powieki poruszane sznurkami

fina, włosem wiedźmy lub „piórem sójki noszonym od uroku
/ w Buckingamshire." Muzeum etnograficzne Fentona to
miejsce intymnych spotkań z niewytłumaczalnie fascynują­
cymi przedmiotami: osobistymi fetyszami. Tutaj kolek­
cjonowanie jest nieuchronnie związane z obsesją, ze wspo­
mnieniami. Odwiedzający znajdują zarysowany krajobraz
dzieciństwa / Tu w chaotycznych stosach pamiątek... skład
zapomnianego lub prawie niemożliwego."
Ruszaj
Jak historyk idei lub seksualny zbrodzień.
Na tę pierwotną sztukę.
Jak zakurzony semiolog, który uzbroił się by rozwikłać
Siedem składników klątwy tej wiedźmy
Lub składnię powyłamywanych zębów. Ruszaj
W gromadzie chichotać nad osobliwościami
Lecz nie wchodź do królestwa obietnic, które dałeś
Sobie samemu, jak dziecko wchodzące do zakazanego
Lasu samotnego czasu zabaw.
Nie wkraczaj do tej zakazanej strefy „pełnej sideł prywat­
ności i fantazji / 1 niebezpiecznego trzeciego życzenia." Nie
zbliżaj się do tych przedmiotów inaczej, niż iak do osobliwo­
ści wywołujących chichoty, sztuki budzącej podziw, lub
dowodu służącego naukowemu poznaniu. Droga tabu. która
postępuje Fenton, jest ścieżką nazbyt intymnych fantazji,
przywołujących sny samotnego dziecka „które siłowało się
z orłami o ich pióra", lub przerażającą wizję młodej dziew­
czyny, w której jej niespokojnego kochanka wyobraża pies
gończy o „niesamowitych nadpsich oczach". Ta droga przez
Muzeum Pitta Riversa kończy się jakby cząstką autobio­
grafii, wizją osobistego „zakazanego lasu" - egzotycznego,
pożądanego, dzikiego i rządzonego (ojcowskim) prawem:
Wiedział jakie tortury przygotowali tam
Dla niego dzicy, kiedy spokojnie pchnął furtkę
I wszedł do lasu obok tablicy: „ U W A G A
PUAPKI NA L U D Z I I PUŁAPK1-SAMOSTRZAŁY
ZASTAWIONE N A T Y C H WŁOŚCIACH."
Jego ojciec chronił bowiem swój dobry majątek.

Podróż Fentona do inności wiedzie przez zakazane ob­
szary „ja". Jego intymny sposób wikłania się w tę egzotyczną
kolekcję prowadzi w sferę pragnień, odciętą i kontrolowaną.
Prawo zdominowane jest przez własność.
Klasyczna analiza zachodniego indywidualizmu posiada­
Wiersz Jamesa Fentona Muzeum Pitta Riversa, Oxford
nia dokonana przez C. B. Macphersona (1962) śledzi
(1984:81-84), z którego pochodzi strofa, na nowo odkrywa
wyłanianie się w X V I I wieku ideału osoby jako posiadacza:
etnograficzną kolekcję jako miejsce fascynacji. Dla zwiedza­ jednostki otoczonej zgromadzonymi dobrami. Ten sam ideał
jącego poety nawet tabliczki z opisem eksponatów potęgują
może być prawdziwy dla grup tworzących i przetwarzają­
zdumienie („...przywabiania drobnej zwierzyny / w ciemne cych swoje ja. Na przykład Richard Handler (1985) analizu­
noce") i strach. Fenton, dziecko w dorosłym, odkrywa jąc powstawanie kulturowej ojcowizny Quebecu, czerpie
obszary niebezpieczeństw i pożądania, bo być dzieckiem na
z Macphersona dla ukazania założeń i paradoksów związa­
tej ekspozycji (Przepraszam pana, gdzie jest ta uschnię­ nych z „posiadaniem kultury", z selekcjonowaniem i pielęg­
ta / Ręka?), to zlekceważyć wywieszone przy wejściu poważ­ nowaniem autentycznej zbiorowej własności. Analiza ta
ne pouczenia o ewolucji ludzkości i różnorodności kultur. To sugeruje, że tożsamość, czy to kulturowa, czy indywidualna
zamiast nich interesować się pazurem kondora, szczęką del- zakłada z góry konieczność kolekcjonowania, gromadzenia
dóbr arbitralnie systematyzowanych według wartości i zna­
* Fragment X rozdziału książki Jamesa Clifford a The Predicament czenia. Takie systemy, zawsze silne i rządzone regułami,
zmieniają się z biegiem historii. Nikt nie może się spod nich
of Culture. Twentieth-Century Ethnography, Literature and Art

�wyzwolić. W najlepszym razie można, jak sugeruje Fenton,
naruszać je (kłusować w ich zakazanych strefach), lub
sprawiać, że ich oczywisty porządek wydaje się dziwny.
W nieco perwersyjnej analizie Hendlera system retrospek­
tywny - wybór dziesięciu rodzajów kulturowych własności
przedstawiony przez Historie Monuments Commission (Ko­
misję Zabytków Historycznych) - przypomina taksonomię
wartą Chińskiej encyklopedii Borgesa: „(1) pomniki, (2)
kościoły i kaplice, (3) forty z czasów panowania francus­
kiego, (4) wiatraki, (5) krzyże przydrożne, (6) inskrypcje
i tablice pamiątkowe, (7) zabytki kultowe, (8) stare domy
i dwory, (9) stare meble, (10) 'les choses disparues'"
(1985:199). Według Hendlera nie jest możliwe, aby kolekc­
jonowanie i zachowywanie autentycznej tożsamości odby­
wało się w naturalny i niewinny sposób. Powiązane jest ono
z polityką nacjonalistyczną, restrykcyjnym prawem oraz
wciąż dyskutowanym zapisem przeszłości i przyszłości.
*

*

*

Pewien rodzaj „gromadzenia" wokół jednostki i wokół
grupy - nagromadzenie materialnego „świata", oznaczanie
subiektywnego obszaru, który nie jest „innym" - jest
prawdopodobnie uniwersalny. Wszelkie takie kolekcje po­
ciągają za sobą hierarchizację wartości, wyłączenia, okreś­
lenie podlegających regułom terytoriów jednostki. Jednak
wyobrażenie, że to zbieranie łączy się z gromadzeniem dóbr,
idea, że tożsamość jest rodzajem bogactwa (pod postacią
przedmiotów, wiedzy, wspomnień, doświadczeń), z pewnoś­
cią nie są uniwersalne. Indywidualistyczne gromadzenie
przez melanezyjskich „wielkich ludzi" nie jest związane
z chęcią posiadania w sensie, w jakim rozumiał je Macpherson, jako że w Melanezji celem tego gromadzenia nie jest
przechowywanie przedmiotów jako prywatnej własności,
lecz oddawanie ich, redystrybucja. Na Zachodzie jednak
kolekcjonowanie od dawna służy rozwijaniu , j a " posiada­
cza, kultury i autentyzmu posiadania.
Bardzo pouczające jest spojrzenie w tym świetle na
dziecięce kolekcje: zbiór samochodzików u chłopców, lalki
dziewczynek, „muzeum przyrody" z letnich wakacji (a w nim
podpisane kamienie i muszelki, koliber w butelce), przecho­
wywana jak skarb miseczka wypełniona kolorowymi ostróżkami kredek. W tych małych rytuałach znajduje ujście
obsesja, są one wprawką w przetwarzniu świata na swoją
własność, w gromadzeniu wokół siebie przedmiotów ze
smakiem i jak należy. Elementy wszystkich kolekcji są
odbiciem szerszych reguł kultury - racjonalnej taksonomii,
rodzaju i estetyki. Niepohamowana, czasem wręcz drapieżna
potrzeba posiadania przetwarzana jest na podlegające regu­
łom znaczące pragnienia. Tak więc osoba, która musi
posiadać, ale nie może mieć wszystkiego, uczy się wybierać,
porządkować, hierarchizować - tworzyć „dobre" kolekcje.
Bez względu na to, czy dziecko zbiera figurki dinozaurów
czy lalki, wcześniej czy później będzie zachęcane do trzy­
mania swych dóbr na półce lub w specjalnym pudełku, lub
też do urządzenia domku dla lalek. Prywatne skarby zostaną
wystawione na widok publiczny. Jeśli pasją są egipskie
figurki, od kolekcjonera oczekuje się oznakowania ich,
informacji, z której dynastii pochodzą (nie wystarczy, że
emanują siłę i tajemniczość), opowiadania o nich interesują­
cych historii, odróżniania kopii od oryginału. Dobry kolekc­
joner (w odróżnieniu od maniaka i skąpca) ma dobry gust
i refleksyjną naturę. Gromadzenie rozwija się w sposób
pedagogiczny i pouczający. Ceni się kolekcję jako taką jej
taksonomiczną i estetyczną strukturę, jakiekolwiek zaś przy­
wiązanie do pojedynczych przedmiotów piętnuje się jako
fetyszyzm. Rzeczwiście, wprowadzenie pojęcia „właściwe­
go" stosunku do przedmiotów (posiadanie rządzone reguła­
mi) implikuje, że stosunek ten może być „dziki" lub dewiacy­
jny (bałwochwalczy lub mieć charakter fiksacji erotycznej).
1

2

3

12

W interpretacji Susan Stewart „Granicę między kolekc­
jonowaniem a fetyszyzmem można wyczuć w napięciu
istniejącym między klasyfikacją i wystawianiem na pokaz
a gromadzeniem i sekretnością" (1984:163).
Szeroko zakrojone studium Stewart O pragnieniu kreśli
„strukturę pożądania", której zadanie, wciąż podejmowane
i niemożliwe do zrealizowania, polega na pokonaniu przepa­
ści dzielącej język od doświadczenia, które ma on zapisać.
Autorka zgłębia pewne powracające strategie stosowane
przez ludzi Zachodu od X V I wieku. W tej analizie miniatura,
czy to portret czy domek dla lalek, ucieleśnia burżuazyjne
pragnienie wewnętrznego doświadczenia. Stewart bada rów­
nież strategię gigantyzmu (od Rabelaisa i Guliwera po
nasypy ziemne i tablice ogłoszeniowe), pamiątki i kolekcje.
Pokazuje, jak kolekcje, a w szczególności muzea, stwarzają
złudzenie adekwatnego przedstawienia świata najpierw wy­
rywając przedmioty z ich szczególnego kontekstu (czy to
kulturowego, historycznego czy intersubiektywnego) i kążac.
im reprezentować abstrakcyjne całości; na przykład „maska
plemienia Bambara" staje się etnograficznym metonimem
kultury Bambara. Następnie, w celu przechowywania i wy­
stawiania danego przedmiotu, wypracowany zostaje sche­
mat klasyfikacji a tym samym rzeczywistość samej kolekcji,
jej spójny porządek, niweczy historię tworzenia i prze­
znaczenia tego przedmiotu (s. 162-165). Przez analogię do
marksowskiej fantastycznej obiektywizacji towarów Stewart
dowodzi, że we współczesnym muzeum w kulturze zachodu
„złudzenie istnienia stosunków między przedmiotami za­
stępuje stosunki społeczne" (s. 165). Kolekcjoner odkrywa
przedmioty, przyswaja je sobie i ocala. Świat obiektywny jest
dany, a nie wytworzony, stąd historyczne układy sił związane
z nabywaniem pozostają nieznane. Nadawanie znaczenia
w muzealnej klasyfikacji i ekspozycji jest mistyfikowane jako
odpowiednie przedstawianie. Czas i porządek kolekcji zacie­
ra konkretny społeczny wysiłek jej tworzenia.
Praca Susan Stewart, jak i , między innymi, opracowania
Philipa Fishera (1975), Krzysztofa Pomiana (1978), Jamesa
Bunna (1980), Daniela Deferta (1982), Johannesa Fabiana
(1983) oraz Remy Saisselina (1984), jasno wskazują, że
kolekcjonowanie i wystawianie to zjawisko decydujące dla
tworzenia się Zachodniej tożsamości. Gromadzone artefak­
ty, bez względu na to, czy trafiają do gabloty osobliwości,
prywatnego salonu, muzeum etnograficznego, folklorystycz­
nego czy sztuk pięknych - funkcjonują w ramach tworzącego
się kapitalistycznego „systemu przedmiotów" (Baudrillard
1968). Ze względu na ten system tworzy się świat wartości
i podtrzymuje znaczące uszeregowanie i krążenie artefaktów.
Dla Baudrillarda zebrane przedmioty stanowią ustrukturyzowane otoczenie, którego tymczasowość zastępuje „realny
czas" historycznego i produkcyjnego procesu: „Środowisko
osobistych przedmiotów oraz ich posiadanie - czego kolek­
cje są krańcowym przejawem - stanowi jednocześnie nie­
zbędny i wyimaginowany wymiar naszego życia. Równie
niezbędny jak sny" (1968:135).
*

*

*

Historia antropologii i sztuki nowoczesnej musi dostrzec
w kolekcjonowaniu zarówno formę zachodniego subiek­
tywizmu, jak i zmieniający się zestaw skutecznych instytuc­
jonalnych praktyk. Historia kolekcjonowania (nie ograni­
czona tylko do muzeów) ma zasadnicze znaczenie dla
zrozumienia, w jaki sposób grupy społeczne, które wymyśliły
antropologię i współczesną sztukę, przyswoiły sobie eg­
zotyczne przedmioty, fakty i znaczenia. (Użyte w oryginale
słowo appropriate - „przyswoić sobie", „uczynić swoim",
jak i słowa „proper", „property", pochodzi od łacińskiego
proprius.) Ważne jest, aby przeanalizować w jaki sposób
rozróżnienia dokonane w określonych momentach tworzą
ogólny system przedmiotów, w obrębie którego krążą i nabie-

�rają sensu cenione artefakty. Nasuwają się tu daleko idące
pytania.
Według jakich kryteriów oceniane są autentyczne wy­
twory kultury lub sztuki? Jakie wartości służą różnicowaniu
starych i nowych wytworów? Jakie kryteria moralne i polity­
czne leżą u podstaw „dobrego", odpowiedzialnego, sys­
tematycznego kolekcjonowania? Dlaczego, na przykład,
masowe nabywanie przez Leo Frobeniusa przedmiotów
afrykańskich na przełomie wieków dziś wydaje się być
przesadą? (Zobacz również Cole 1985 oraz Pye 1987.) Jaka
jest definicja pełnej" kolekcji? Gdzie leży równowaga między
naukową analizą i wystawianiem na pokaz publiczny? (W
Santa Fe doskonałą kolekcję amerykańskiej sztuki tubylczej
przechowywuje się w School of American Research w pomie­
szczeniu zbudowanym, dosłownie, jako krypta i do którego
dostęp jest ściśle ograniczony. Musee de THomme wystawia
mniej niż dziesiątą część swoich zbiorów; reszta przetrzymy­
wana jest w stalowych szafach lub w stosach po kątach
obszernej sutereny.) Dlaczego do niedawna zupełnie oczywi­
ste wydawało się, że niezachodnie przedmioty powinny być
przechowywane w europejskich muzeach, nawet jeśli ozna­
cza to, że żadnego z cennych eksponatów nie można
zobaczyć w kraju, z którego pochodzi? Jak, w różnych
momentach historycznych i w określonych warunkach ryn­
kowych, odróżnia się „antyki", „osobliwości", „sztukę",
„pamiątki", „pomniki" i „etnograficzne artefakty"? Dlacze­
go wiele muzeów antropologicznych zaczęło w ostatnich
latach wystawiać niektóre ze swoich eksponatów jako „arcy­
dzieła"? Dlaczego sztuka przeznaczona dla turystów dopiero
niedawno spotkała się z zainteresowaniem antropologów?
(Zobacz Graburn 1976, Jules-Rosette 1984.) Na czym pole­
gało zmienne wzajemne odziaływanie pomiędzy kolekcjono­
waniem w dziedzinie historii naturalnej a wyborem ant­
ropologicznych artefaktów przeznaczonych do eksponowa­
nia i analizy? Takie pytania można by mnożyć.
Krytyczna historia kolekcjonowania zajmuje się tym, jakie
elementy świata materialnego zachowują, cenią i wymieniają
między sobą poszczególne grupy i jednostki. Choć taką
historię, co najmniej od początku ery wielkich odkryć, trzeba
dopiero napisać, Baudillard proponuje wstępny schemat
uszeregowania przedmiotów na współczesnym kapitalistycz­
nym Zachodzie. Jako aksjomat przyjmuje funkcjonowanie
wszystkich kategorii znaczących przedmiotów - włączając te
uznane za dowody naukowe lub wielką sztukę - w roz­
gałęzionym systemie symboli i wartości.
A oto choćby jeden przykład: „New York Times" z 8 gru­
dnia 1984 doniósł o powszechnym plądrowaniu wykopalisk
archeologicznych Anasazi na Południowym Zachodzie
Ameryki. Za wykopane w ten sposób dobrze zachowane
malowane naczynia i urny z epoki brązu można było
otrzymać na rynku 30.000 dolarów. Inny artykuł wydruko­
wany w tym samym numerze zawierał zdjęcie naczyń urato­
wanych przez archeologów u wybrzeży Turcji ze szczątków
fenickiego statku. Jedno doniesienie opisywało potajemne
zbieranie dia zysku, drugie naukowe zbieranie dla wiedzy.
W moralnej ocenie oba akty ratownicze zostały sobie
jaskrawo przeciwstawione, choć wszystkie odkryte naczynia
były znaczące, piękne i stare. Wartość komercyjna, estetycz­
na i naukowa w obu przypadkach wyznaczona została z góry
przyjętym systemem wartości. W systemie tym za faktycznie
interesujące i piękne uznawano przedmioty z przeszłości
i przyjęto założenie, że kolekcjonowanie przedmiotów co­
dziennego użytku pochodzących z dawnych (najlepiej minio­
nych) cywilizacji jest korzystniejsze niż kolekcjonowanie, na
przykład, współczesnych malowanych chińskich termosów
lub dostosowanych do upodobań kupujących bawełnianych
koszulek z Oceanii. Historycznie nastawieni kolekcjonerzy
nadają swoim starożytnym eksponatom znaczenie „głębi".
Czasowość jest reifikowana i ocalana jako źródłowy auten­
tyzm, piękno i wiedza.

Nie zawsze zachodnie kolekcje były zdominowane^ przez
ten archaizujący system. Osobliwości z Nowego Świata
zbierane i doceniane w X V I wieku nie zawsze uważano za
wartościowe ze względu na ich antyczność, jako wytwory
pierwotnych czy minionych cywilizacji. Często zaliczano je
do kategorii przedmiotów cudownych, do wytworów współ­
czesnego „złotego wieku" (Honour 1975; Mullaney 1983;
Rabasa 1985). Później obciążone retrospektywnym nasta­
wieniem zachodnie przyswajanie sobie istniejących na świe­
cie kultur zostało zrewidowane (Fabian 1983; Clifford 1986).
Kulturowy lub artystyczny autentyzm w równym stopniu
wiąże się z wynalazczą teraźniejszością co z przeszłością, jej
obiektywizacją, zachowaniem czy odrodzeniem.

Od przełomu wieków kolekcjonowane przedmioty po­
chodzenia niezachodniego klasyfikowane są w dwóch głów­
nych kategoriach: jako artefakty kulturowe (kategoria nau­
kowa) lub dzieła sztuki (kategoria estetyczna). Innym
kolekcjonowanym przedmiotom, takim jak masowo produ­
kowane towary, „sztuka dla turystów", osobliwości i tym
podobne, wartość jak dotąd przyznawano mniej systematy­
cznie; w najlepszym wypadku znajdują one miejsce na
wystawach „techniki" lub „folkloru". Miejsce poszczegól­
nych kategorii w tym, co można określić „nowoczesnym
układem sztuka-kultura" można przedstawić za pomocą
(nieco upraszczającego) diagramu.
„Kwadrat semiotyczny" A.J. Greimasa (Greimas i Rastier
1968) pokazuje, „że dowolna początkowa opozycja dwuwarościowa może, za pomocą operacji negacji i odpowied­
nich syntez, wygenerować znacznie większy zbiór terminów;
wszystkie one muszą jednak pozostać zamknięte w granicach
systemu wyjściowego" (Jameson 1981:62). Fredric Jameson,
dostosowując to twierdzenie do potrzeb krytyki kultury,
wykorzystuje kwadrat semiotyczny do ukazania „ograni­
czeń konkretnej świadomości ideologicznej, [wyznaczającej]
granice koncepcyjne, których świadomość ta nie jest w stanie
przekroczyć, i wewnątrz których zmuszona jest oscylować"
(1981:47). Biorąc z niego przykład, przedstawiam tu plan
(patrz rysunek) specyficznego historycznie, dyskusyjnego
obszaru znaczeń i instytucji.
Ze wstępnego przeciwstawienia przez negację wyprowa­
dzone zostały cztery pojęcia. Wyznaczają one dwie osie,
poziomą i pionową, oraz cztery strefy semantyczne pomię­
dzy nimi: (1) strefę autentycznych arcydzieł, (2) strefę
autentycznych artefaktów, (3) strefę nieautentycznych arcy­
dzieł, oraz (4) strefę nieautentycznych artefaktów. Więk­
szość przedmiotów, starych czy nowych, unikalnych czy
popularnych, dobrze znanych czy egzotycznych, można
umieścić w jednej z tych stref lub ambiwalentnie na granicy
między dwoma strefami.
System ten klasyfikuje przedmioty i przypisuje im względ­
ną wartość. Określa „konteksty", do których przedmioty
prawidłowo należą i w obrębie których się poruszają. Z dołu
do góry i od prawej do lewej następuje stały ruch w kierunku
pozytywnych wartości. Ruch ten selekcjonuje artefakty
o rosnącej wartości lub unikatowości, przy czym ich wartość
jest w naturalny sposób zagwarantowana przez „zanikają­
cy" status kulturowy, lub też przez cenowe i selekcyjne
mechanizmy rynkowe. Wartość rzemiosła Shakerów jest
odbiciem faktu, że społeczność ta już nie istnieje: ilość jej
wytworów jest ograniczona. W świecie sztuki obiekt uzna­
wany jest za „ważny" przez koneserów i kolekcjonerów
według kryteriów bardziej złożonych niż sama estetyka
(Backer 1982). Doprawdy, panujące definicje tego, co jest
„piękne" czy „interesujące", zmieniają się czasem nader
szybko.
Duży ruch panuje na obszarze pomiędzy 1 i 2 strefą.
4

13

�Obiekty przemieszczają się tu w obu kierunkach. Przedmioty
o kulturowej lub historycznej wartości mogą być promowa­
ne do statusu sztuki pięknej. Wiele jest przykładów na
przechodzenie od etnograficznej „kultury" do „pięknej
sztuki". Wyroby plemienne umieszczone w galeriach sztuki
(Skrzydło Rockefelera w Metropolitan Muséum w Nowym
Jorku) czy gdziekolwiek wystawione zgodnie z protokołem
raczej formalistycznym niż kontekstualistycznym (Ames
1986:39-42) podlegają przemieszczeniom wzdłuż tego właś­
nie kierunku. Kategorie takie jak rzemiosła (prace Shakerów
zebrane w Whitney Muséum w 1986), sztuka ludowa,
niektóre antyki czy sztuka naiwna - wszystkie podlegają
okresowej promocji. Ruch w przeciwnym kierunku zachodzi
wtedy, gdy arcydzieła sztuki podlegają kulturowej lub his­
torycznej kontekstualizacji, zjawisku, które ostatnio można
coraz wyraźniej obserwować. Być może najdobitniejszym
tego przykładem było przeniesienie wielkiej francuskiej
kolekcji impresjonizmu, wystawionej poprzednio w Jeu de
Paume, do nowego Muzeum Dziewiętnastego Wieku w Gare
d'Orsay. Arcydzieła sztuki znalazły miejsce na tle panoramy
okresu historyczno-kulturowego. Obejmuje ona wyłaniający
się urbanizm z jego tryumfującą technologią, sztuką zarów­
no „złą", jak i „dobrą". Do mniej drastycznych przemiesz­
czeń z pierwszej do drugiej strefy dochodzi w galeriach sztuki
w trakcie rutynowego procesu „datowania" eksponatów,
będących przedmiotem zainteresowania nie tyle ze względu
na siłę odziaływania geniuszu, ile jako piękne przykłady stylu
epoki.
Ruch zachodzi także między górną i dolną połową tego
systemu, zwykle w kierunku z dołu do góry. Przedmioty
powszechnego użytku systematycznie wchodzą do drugiej
strefy, stając się unikalnymi wytworami określonego okresu,
a przez to nabierając wartości kolekcjonerskiej (stare butelki
z zielonego szkła po Coca-Coli). Wiele współczesnych niezachodnich wyrobów oscyluje pomiędzy statusem „sztuki dla
turystów" i owocu twórczości kulturowo-artystycznej. Nie­
które współczesne wyroby ludów Trzeciego Świata cał­
kowicie pozbyły się piętna nowoczesnego komercyjnego
nieautentyzmu. Na przykład prymitywne malarstwo z Haiti,
komercyjne, względnie nowe i nieautentyczne, całkowicie
weszło do obiegu sztuka-kultura. Znaczący jest fakt, że prace
te pojawiły się na rynku sztuki poprzez powiązanie z drugą
strefą, nie są one cenione po prostu jako prace poszczegól­
nych artystów, lecz jako twórczość mieszkańców
Haiti.
Malarstwo Haiti osnute jest związkami z krainą voodo,
magią i murzyńskością. Choć pewni artyści są znani i cenieni,
aura kulturowej twórczości przydaje im znacznie więcej niż,
powiedzmy, Picassowi, który nie jest w żaden szczególny
sposób ceniony jako „artysta hiszpański". To samo, jak
zobaczymy, okazuje się być prawdą w odniesieniu do wielu
wytworów współczesnej sztuki plemiennej, czy to z Sepiku
czy z amerykańskiego Wybrzeża Północno-zachodniego.
W znacznym stopniu zrzuciły one znamię kategorii towaru
lub wyrobów dla turystów, do których były często de­
gradowane przez purystów ze względu na swój nowoczesny
charakter. Nie mogą jednak przemieścić się bezpośrednio do
pierwszej strefy, na rynek sztuki, nie będąc otoczone atmo­
sferą autentycznej (tradycyjnej) kultury. Bezpośredni ruch
pomiędzy pierwszą i czwartą strefą jest niemożliwy.
Sporadycznie dochodzi do przemieszczeń na drodze po­
między trzecią i czwartą strefą, na przykład w przypadku,
gdy towar lub techniczny artefakt postrzegany jest jako
szczególnie twórczy wynalazek. Przedmiot taki zostaje wyse­
lekcjonowany z komercyjnej lub masowej kultury i być może
wystawiony w muzeum techniki. Czasami przedmioty te
w pełni osiągają królestwo sztuki: „techniczne" innowacje
lub towary mogą zostać skontekstualizowane jako współ­
czesny „wzór" i w ten sposób przejść przez strefę trzecią do
strefy pierwszej (na przykład meble, zmechanizowany sprzęt

14

użytku domowego, samochody i tak dalej, wystawione
w Muzeum Sztuki Współczesnej w Nowym Jorku).
Pomiędzy strefami 1 i 3 także zachodzi ciągły ruch.
Wystawione falsyfikaty sztuki są degradowane (mimo to
zachowując coś ze swej pierwotnej aury). I odwrotnie,
różnorakie formy „antysztuki" i sztuki manifestującej swą
nieoryginalność lub „nieautentyczność" są kolekcjonowane
i cenione (puszki po zupie Warhola, wykonane przez Sherrie
Levines zdjęcie zdjęcia autorstwa Walkera Evansa, nocnik,
stojak na butelki czy szufla Duchampsa). Wszystkie obiekty
zakwalifikowane do trzeciej strefy mogą być potencjalnie
kolekcjonowane w ramach ogólnego obszaru sztuki: są
niezwykłe, wyraźnie odróżniają się lub wręcz manifestacyjnie
odcinają od kultury. Raz przyswojone przez świat sztuki, jak
gotowe przedmioty [ready-mades] Duchampsa, krążą one
w obrębie pierwszej strefy.
Przedstawiony przeze mnie na schemacie system sztukakultura wyłącza i marginalizuje różne zanikające czy dopiero
wyłaniające się konteksty. Żeby dać tylko jeden przykład:
kategorie sztuki i kultury, techniki i towarów mają wyraźnie
świecki charakter. Obiekty „religijne" mogą być cenione
jako wielka sztuka (ołtarz Giotta), sztuka ludowa (dekoracje
kapliczki popularnego w Ameryce Łacińskiej świętego) lub
jako artefakt kulturowy (indyjskie kołatki). Przedmioty te
samodzielnie nie mają „mocy" czy tajemniczości - nie mają
cech niegdyś charakterystycznych dla „fetyszy", zanim jesz­
cze zostały przeklasyfikowane we współczesnym systemie
jako sztuka prymitywna lub artefakty kulturowe. Z jakiej
jednak „wartości" zostaje odarty ołtarz zabrany z czynnego
kościoła (lub gdy kościół, w którym się znajduje zaczyna
funkcjonować jako muzeum)? Jego szczególna moc i sakralność zostaje przeniesiona do królestwa ogólnoestetycznego.
(O wyzwaniu rzuconemu takiej świeckiej kontekstualizaji
przez władze plemienia Zuni zobacz rozdział 9, przyp. 11.)
*

*

*

Ważne jest, by podkreślić historyczny charakter systemu
sztuka-kultura. Nie osiągnął on jeszcze ostatecznej formy:
miejsce i wartość przypisane kolekcjonowanym artefaktom
zmieniały się i będą się zmieniać nadal. Co więcej, w syn­
chronicznym diagramie strefy sporów i naruszeń można
przedstawić jedynie jako ruch lub ambiwalencję między
ustalonymi punktami. Jak to zobaczymy na końcu roz­
działu, znaczna część współczesnej „sztuki plemiennej"
uczestniczy w stałym ruchu między sztuką a kulturą oraz
w tradycyjnych, związanych z kulturą duchową kontekstach,
nie uwzględnionych w tym systemie (Coe 1986). Niezależnie
od występowania stref spornych, w ogólnym ujęciu system
ten, w przypadku każdego kolekcjonowanego egzotycznego
przedmiotu, w dalszym ciągu sztywno zmusza do wyboru
„drugiego domu" pomiędzy środowiskiem etnograficznym
i estetycznym. Współczesne muzeum etnograficzne i mu­
zeum sztuki lub prywatna kolekcja sztuki rozwinęły oddziel­
ne, wzajemnie komplementarne sposoby klasyfikacji. W pie­
rwszym praca będąca rzeźbą wystawiana jest razem z innymi
przedmiotami o podobnej funkcji, lub w pobliżu przed­
miotów pochodzących z tej samej grupy kulturowej, włącza­
jąc w nie użytkowe artefakty takie, jak łyżki, miski czy
włócznie. Maski czy posągi mogą być zgrupowane z niepo­
dobnymi do nich pod względem formalnym przedmiotami
i przedstawione jako część rytualnej czy instytucjonalnej
całości. Nazwiska poszczególnych rzeźbiarzy są nieznane lub
przemilczane. W muzeum sztuki rzeźbę identyfikuje się
z kreacją jednostki: Rodin, Giacometti, Barbara Hepworth.
Jej miejsce w codziennych praktykach kulturowych (włącza­
jąc w nie rynek) jest niewspółmierne do jej zasadniczego
znaczenia. Podczas gdy w muzeum etnograficznym obiekt
jest, z punktu widzenia kultury czy humanizmu, „interesują-

�" , w muzeurn sztuki jest przede wszystkim „piękny" lub
oryginalny". Nie zawsze tak było.
" Elisabeth Williams (1985) naszkicowała pouczający roz­
dział zmieniającej się historii tego rozróżnienia. W dziewięt­
nastowiecznym Paryżu trudno było przyjąć artefakty okresu
przedkolumbijskiego jako całkowicie „piękne". Dominująca
estetyka naturalistyczna uważała ars Americana za grotes­
kową lub niedojrzałą. W najlepszym wypadku wytwory
prekolumbijskie mogły być zaliczone do kategorii antyków
i doceniane przez pryzmat mediewalizacji Viollet-le-Duca.
Williams ukazuje, jak artefakty Majów i Indian, o niepew­
nym statusie, wędrowały pomiędzy Luwrem, Bibliothèque
Nationale, Musée Guimet oraz (po 1878) Trocadéro, gdzie
jak się wydawało miały w końcu znaleźć etnograficzny dom;
tzn. w instytucji, która traktowała je jako materiał naukowy.
Pierwsi dyrektorzy Trocadéro, Erest Théodore Hamy i Re­
my Vcrneau, okazywali niewielkie zainteresowanie ich war­
tością estetyczną.
„Piękno" znacznej części niezachodniej „sztuki" jest od­
kryciem nowym. Wiele z tych obiektów kolekcjonowano
i ceniono także przed nadejściem dwudziestego wieku, lecz
dla innych przyczyn. We wczesnym okresie współczesnym
ceniono ich rzadkość i inność. W „gabinecie osobliwości"
wszystkie eksponaty wymieszane były razem, zaś każdy
z nich osobno metonimicznie reprezentował cały region lub
populację. Kolekcja była mikrokosmosem, podsumowa­
niem wszechświata (Pomian 1978). Wiek osiemnasty przy­
niósł poważniejsze zainteresowanie taksonomią i wypraco­
waniem kompletnej serii. Naukowi naturaliści coraz bardziej
interesowali się kolekcjonowaniem (Feest 1984:90), zaś
przedmioty cenione były ponieważ ilustrowały szeregi usys­
tematyzowanych kategorii: jedzenie, odzież, materiały budo­
wlane, narzędzia rolnicze, broń (wojenną, myśliwską) i tak
dalej. Kulminację tych taksonomicznych wizji połowy dzie­
więtnastego wieku stanowiła etnograficzna klasyfikacja E.
F. Jomarda oraz wystawy typologiczne A. H . L. F. Pitta
Riversa (Chapman 1985:24—25). Typologie Pitta Riversa
przedstawiały sekwencje rozwojowe. Pod koniec wieku
ewolucjonizm zdominował sposób porządkowania egzoty­
cznych artefaktów. Bez względu na to, czy eksponaty
przedstawione były jako antyki, zorganizowane według
regionów geograficznych czy społeczności, rozproszone
w panopliach czy ustawione w realistyczne sceny rodzajowe
i dioramy, opowiadały historię rozwoju człowieka. Przed­
miot przestał być przede wszystkim egzotyczną osobliwością
i stał się teraz źródłem informacji całkowicie wtopionym
w świat Człowieka Zachodniego (Dias 1985:378-379). War­
tość egzotycznych obiektów płynęła z ich przydatności jako
świadectwa o konkretnej rzeczywistości wcześniejszego sta­
dium ludzkiej Kultury wspólnej przeszłości potwierdzają­
cej tryumfującą teraźniejszość Europy.
c y

Wraz z Franzem Boasem i wyłonieniem się antropologii
relatywistycznej utrwalił się nacisk na umieszczanie przed­
miotów w ich naturalnych kontekstach. Przedstawiane w ten
sposób „kultury" mogły być organizowane w zmodyfikowa­
ny łańcuch ewolucyjny lub rozproszone w synchronicznych
..teraźniejszościach etnograficznych". Te ostatnie nie ozna­
czały ani czasów starożytnych ani dwudziestego wieku, lecz
raczej reprezentowały autentyczny kontekst zebranych eks­
ponatów, często bezpośrednio poprzedzający ich pozyskanie
lub wystawienie. Tak kolekcjoner, jak i ocalający je etnograf
mogliby się ubiegać o ostatnie miejsce wśród obrońców
„prawdy rzeczy". Autentyzm, jak to zobaczymy, wytwarza
się bowiem w trakcie usuwania przedmiotów i zwyczajów
z ich bieżącej sytuacji historycznej - terażniejszości-stającej-się-przyszłością.
Wraz z konsolidacją dwudziestowiecznej antropologii,
etnograficznie skonstektualizowane artefakty zaczęto cenić
ze względu na ich wykorzystanie jako obiektywnych „dowo­

dów" na całokształt wielowymiarowego życia i kultury
(Jamin 1982a:89 95; 1985). Jednocześnie z nowymi zjawis­
kami w kulturze i literaturze, kiedy Picasso i inni zaczynają
odwiedzać „Troca" a wystawione tam eksponaty plemienne
traktować z zupełnie nieetnograficznym podziwem, powró­
ciło pytanie o właściwe miejsce niezachodnich obiektów.
W oczach tryumfującego modernizmu przynajmniej nie­
które z nich mogły uchodzić za arcydzieła sztuki światowej.
Wyłoniła się kategoria sztuki prywmitywnej.
Taki rozwój sytuacji spowodował zaistnienie nowych
dwuznaczności i możliwości w zmieniającym się systemie
taksonomicznym. W połowie dziewiętnastego wieku wy­
twory prekolumbijskie lub plemienne uznawano za grotes­
kowe lub antyczne. W roku 1920 były już świadectwami
kultury i arcydziełami w ocenie estetycznej. Od tego momen­
tu rozpoczęła się ograniczona migracja pomiędzy tymi
dwoma zinstytucjonalizowanymi domenami. Granice mię­
dzy sztuką i nauką, wartościami estetycznymi i antropologi­
cznymi nie są na zawsze ustalone. I rzeczywiście, muzea
antropologiczne i sztuk pięknych podejmują ostatnio próby
interpretacji. Na przykład Hall of Asian People w nowojors­
kim Museum of Natura! History reprezentuje „boutiąue'owy" styl ekspozycji, z której eksponaty wydają się zawsze
być na miejscu, tak jak „dzieła sztuki" na ścianach czy stoliki
do kawy w salonach mieszczańskich. Zjawisko niejako
dopełniające można obserwować w Muscum of Modern Art,
które poszerzyło stałą ekspozycję o artefakty kulturowe:
meble, pojazdy, sprzęt użytku domowego i utensylia. Nie­
które z nich, jak wojenne czółno z Wybrzeża Północno-zachodniego, czy szczególnie lubiany jaskrawozielony heli­
kopter, są nawet podwieszone u sufitu.
*

*

*

Choć zasady systematyzowania przedmiotów w sztuce
i antropologii są zinstytucjonalizowane i „mocne", to jednak
nie są one niezmienne. Kategorie piękna, kulturowości
i autentyzmu zmieniały się i nadal będą się zmieniać. Stąd
ważne jest, aby oprzeć się występującej w kolekcjach tenden­
cji do samowystarczalności, do zacierania ich własnego
historycznego, ekonomicznego i politycznego procesu po­
wstawania (zobacz Haakce 1975; Hiller 1979). Byłoby
ideałem, gdyby historia samej kolekcji i ekspozycji była
widocznym aspektem każdej wystawy. Pojawiła się pogłoska
o tym, że Sala Boasa w American Museum of Natural
History, poświęcona Wybrzeżu Północnozachodniemu, ma
być odnowiona, a styl ekspozycji zmodernizowany. Wygląda
jednak na to (a przynajmniej można mieć taką nadzieję), że
plan ten zarzucono, bowiem to nastrojowe, przynależne do
pewnej epoki pomieszczenie eksponuje nic tylko doskonałą
kolekcję, ale także pewien moment w historii kolekcjonowa­
nia. Szeroko reklamowana wystawa „"Prymitywizm" w sztu­
ce dwudziestego wieku", która miała miejsce w 1986 roku
w Museum of Modern Art (zobacz rozdział 9), wyraźnie
eksponowała (co zresztą podkreślano w reklamie) dokładne
okoliczności, w których pewne obiekty etnograficzne stały
się nagle dziełami sztuki światowej. Większa samoświado­
mość historyczna przy wystawianiu i oglądaniu obiektów
niezachodnich może przynajmniej sprawić, że stosowane
przez antropologów, artystów i ich publiczność sposoby
kolekcjonowania siebie samych i świata zostaną pchnięte
z miejsca i wprawione w ruch.
Na bardziej intymnym poziomie, zamiast pojmować
przedmioty jedynie jako znaki kultury i artystyczne obrazy
(Guidieri i Pellizzi 1981), możemy przywrócić im, tak jak to
czyni Fenton, ich utracony status fetyszy - to jest nie
przedmiotów dewiacyjnego czy egzotycznego „fetyszyzmu",

15

�5

ale naszych własnych fetyszy. Ta taktyka, z konieczności
osobista, nadałaby kolekcjonowanym przedmiotom raczej
siłę przywiązywania niż samą tylko zdolność pouczania czy
informowania. Jeszcze raz artefakty z Afryki czy Oceanii
mogłyby stać się objets saumges, źródłem fascynacji zdolnym

wprawić w zakłopotanie. Widziane jako niepoddające się
klasyfikacji, mogłyby nam przypominać o naszym braku
zdolności posiadania siebie (self-possession), o sztuczkach,
do których się uciekamy usiłując gromadzić świat wokół
siebie.

Tajemnica butów, czyli pochwała muzeum*
Wojciech Michera

Przełożyła Joanna Iracka
PRZYPISY
1

O kolekcjonowaniu jako strategii dyktowanej pożądaniem zobacz leż bardzo
sugestywny katalog (Hainard i Kaehr 1982) wystawy zatytułowanej „Pasja kolekc­
jonowania", prezentowanej przez Musée d'Ethnogarphie w Neuchàlel od czerwca
do grudnia 1981. T a analityczna kolekcja była próbą siły refleksyjnej muzeologii
O kolekcjonowaniu i pożądaniu zobacz też błyskotliwą analizę American Muséum
of Natural History, kondycji człowieka amerykańskiego i zagrożenia dekadencją
w latach 1908-1936, dokonaną przez Donnę Haraway. W swej pracy sugeruje ona.
że pasja kolekcjonowania, przechowywania i wysławiania jest wyrażana w sposób
charakterystyczny dla każdego rodzaju oraz dla danego okresu historycznego.
Beaucage, Gomilia i Vallée (1976) prowadzą krytyczne rozważania na temat
złożonego doświadczania przedmiotów przez etnografa.
2

Esej Waltera Benjamina Rozpakowując
moją hibliolekf (1969:59-68) jesl
spojrzeniem refleksyjnego entuzjasty. Kolekcjonowanie staje się sztuką życia blisko
spokrewnionego ze wspomnieniami, obsesją, z ocalaniem porządku z nieporządku.
Benjamin widzi przypadkowość (i przynosi mu ona pewną przyjemność) subiektyw­
nej przestrzeni wytworzonej przez kolekcję. .,Każda pasja jest na granicy chaosu,
lecz pasja kolekcjonera graniczy z chaosem wspomnień. Nawet więcej: przypadek,
los, które na moich oczach przenikają przeszłość są potajemnie obecne w zamęcie
książek. Bo czymże jest ta kolekcja, jeśli nie bałaganem, w którym przyzwyczajenie
tak się zadomowiło, że może ona sprawiać wrażenie porządku? Wszyscy słyszeliście
o ludziach, którzy po utracie swoich książek stali się inwalidami, o tych. którzy aby
je zdobyć stali się przestępcami. Są to dziedziny, w których każdy porządek jest
chwiejnym aktem krańcowej przypadkowości." (s. 60)

' To, w jaki sposób rozumiem rolę fetysza jako oznaki inności w intelektualnej
historii Zachodu - od De Brossesa do Marksa. Freuda i Deleuze'a - w znacznym
stopniu zawdzięczam w większości nie publikowanej pracy Williama Pietza; zobacz
The Problem of ihe Fetish. 1 (1985).
* Publikacje artykułujące kulturatizm etnograficzny i formalizm estetyczny to:
Sieber 1971, Pncc i Price 1980. Vogel 1985 i Rubin 1984. Dwie pierwsze
z wymienionych prac dowodzą, że sztuka może być zrozumiana (a nie zaledwie
doceniona) jedynie w swym naturalnym kontekście. Vogel i Rubin twierdzą
natomiast, że wartości estetyczne przekraczają swą pierwotną, lokalną artykulację,
że „arcydzieła" oddziaływują na uniwersalną lub przynajmniej ponadkulturową
ludzką wrażliwość. Pewien pogląd na to. jak często niewspółmierne kategorie, takie
jak „doskonałość estetyczna", „zastosowanie", „unikalność", „wiek" i tym podob­
ne, dyskutowane są przy podejmowaniu prób przypisania autentycznej wartości
wyrobom plemiennym daje sympozjum na temat „Autentyzm w sztuce afrykańs­
kiej", zorganizowane przez czasopismo „African Arts" (Willett i in. 1976). które nie
przyniosło żadnych rozstrzygnięć.
* Opostfreudowskim rozmumieniu fetyszy zobacz też Leiris 1929, 1946; o rady­
kalnych możliwościach teorii fetyszy zobacz pracę Pietza 1985. czerpiącego
z Deleuze'a: natomiast o perwersyjnym rozumieniu fetyszy przez skruszonych
semiologów (punctum), które w ich ujęciu mają ściśle osobiste znaczenie nieformowane przez zapis kulturowy („studium") zobacz Barthes 1980. Gomila (1976)
analizuje etnograficzną kulturę materialną w tych surrealistyczno-psychoanalitycznych perspektywach.

BIBLIOGRAFIA
Ames, Michael. 1986. Museums, the Public, and Anthropology: A Study in the
Anthropology of Anthropology. Vancouver: University of British Columbia
Press.
Barthes. Roland. 1980. La chambre claire. Ttum. Richard Howard jako Camera
Lucida. New York: Hill and Wang, 1981.
Baudhllard, Jean. 1968. Le système des objects. Paris: Gallimard.
Beaucage, Pierre, Jacques Gomilia. i Lionel Vallee. 1976. L'expérience anthropologique, s. 71-133. Montréal: Presses de l'Université de Montréal.
Becker. Howard. 1982. Art Worlds. Berkeley: University of California Press.
Benjamin, Walter. 1969. Illuminations, wyd. Hannah Arendt. New York: Schocken
Books.
Bunn, James. 1980. The Aesthetics of British Mercantilism, ..New Literary History"
11:303-321.
Chapman, William. 1985. Arranging Ethnology: A. H. L . F. Pill Rivers and the
Typological Tradition. (w:) History of Anthropology. Vol. 3, Objects and others.
wyd. George Stocking, s.15-48. Madison: University of Wisconsin Press.
Clifford, James. 1986. On Ethnographic Allegory, (w:) Writing Culture, wyd. James
Clifford and George Marcus, s. 98 121. Berkeley: University of California
Press.
Coe. Ralph. 1986. Lost and Found Traditions: Native American Art: I96S 198S
Seattle: University of Washington Press.
Cole, Douglas. 1985. Captured Heritage: The Scramble for Northwest Coast
Artifacts. Seattle: University of Washington Press.
Defert, Daniel. 1982. The Collection of the World: Accounts of Voyages from the
Sixteenth to the Eighteenth Centuries, ..Dialectical Anthropology" 7: 11-20.
Dias, Nelia. 1985. La fondation du Musée d'Ethnographie du
Trocudéro
(1879-1900): Un aspect de l'histoire insiitutionelle de l'anthropologie française.
Thesis, troisième cycle. Ecole des Hautes Etudes en Sciences Sociales, Paris.
Fabian. Johannes. 1983. Time and the Other: How Anthropology Makes Its Object.
New York: Columbia University Press.
Feest, Christian. 1984. From North America, (w:) Primiiivism in Twentieth Century
Art, wyd. William Rubin, s. 85-95. New York: Museum of Modren Art.
Fenton, James. 1984. Children in Exile: Poems 1968-1984, New York: Random
House.
Fisher, Phillip. 1975. The Futures Past. ..New Literary History" 6(3):587-606.
Gomila. Jacques. 1976. Objectif, objectai, objecteur, objecte, (w:) Pierre Bcaucage.
Jacques Gomila i Lionel Vallée, Lexperience anthropologique, s. 71-133.
Montréal: Presses de l'Université de Montréal.
Grabum, Nelson, wyd. 1976. Ethnie and Tourist Arts. Berkeley: University of
California Press.
Greimas. A J , i François Rastier. 1968. The Interaction of Semiolic Constraints.
..Yale French Studies" no. 41:86-105.
Guidieri. Remo, i Francesco Pellizzi. 1981. Editorial. ..Res" 1:3-6.
Haacke. Hans. 1975. Framing and Being Framed. Halifax: The Press of the Nova
Scotia College of Art and Design.
Hainard, Jacques, i Rolland Kaehr, wyd. 1982. Collections passion. Neuchàlel:
Musée d'Ethnographie.

W o k ó ł tej pary wieśniaczych trzewików nie ma d o k ł a d n i e nic, co m o g ł o b y
określić miejsce, w którym się znajdują: nic poza nieokreśloną przestrzenią.
C h o ć b y grudki ziemi z pola lub ścieżki, wskazującej że były u ż y w a n e . Para
wieśniaczych trzewików i nic więcej. A tymczasem...
W ciemnej intymności wnętrza buta zapisane jest z m ę c z e n i e spracowanych
nóg. W ciężkiej prostocie i solidności trzewika zamknięty jest powolny
i wytrwały marsz poprzez pola. w z d ł u ż zawsze do siebie podobnych bruzd,
rozciągniętych daleko na wietrze. Skóra naznaczona jest tłustą i w i l g o t n ą
ziemią. Pod podeszwami rozciąga się s a m o t n o ś ć wiejskiej drogi, gubiącej się
wieczorem. (...)'.

powiedzieć, czy mimetyczne doświadczenie muzealne jest przeniesie­
niem widza w (od)tworzoną sytuację minioną, czy też przeniesieniem
tej sytuacji w rzeczywistość dzisiejszego obserwatora (a wątpliwość
ta jest tylko pozornie jałowym dzieleniem włosa na czworo). Wynika
zaś z tego, że nie wystarcza potoczne rozumienie pojęcia mimesis.
aktywności naśladowczej; trzeba zatem poświęcić mu więcej uwagi.
Ponieważ jednak nie ma tu miejsca, by referować całą bogatą,
filozoficzną i antropologiczną literaturę tematu, odwołam się tylko
do klasyków: Platona i Arystotelesa.
Platon uważał, jak wiadomo, żc wszelka ludzka twórczość ma
Wbrew wrażeniu, które można w pierwszej chwili odnieść, nic są
charakter mimetyczny. zawsze bowiem wzorcem dla niej są idee.
to słowa egzaltowanego etnografa, lecz tekst filozoficzny: próba
Cały świat zmysłowy jest ich kopią. Wszystkie ludzkie wytwory,
hermeneutycznego aktu zrozumienia. Jej autorem jest Martin
każdy stół, łóżko czy też bul. im zawdzięczają swe istnienie. Pisze
Heidegger, który podjął w ten sposób malarskie dzieło Vincenta van
Platon w X księdze Państwa, że poszczególnych stołów albo butów
Gogha.
jest wiele, lecz po jednym tylko dla nich wzorcu. Z konieczności
Gdy po raz pierwszy przeczytałem len tekst, przypomniało mi się
kopie są zawsze ułomne, choć oczywiście mogą być wśród nich
zdarzenie, które jako młody człowiek przeżyłem w jednym z muzeów
lepsze i gorsze (tak jak lepszy i gorszy bywa szewc).
archeologicznych. Byłem wówczas początkującym licealistą i miłoś­
Z twórczością artystyczną jest jeszcze gorzej. Oddajmy glos
nikiem wszelkich starożytności, z zapałem więc przemierzałem
samemu Sokratesowi:
kolejne sale pełne zabytków. Wśród nich szczególne zainteresowanie
Łóżko, czy je tam ktoś na ukos ogląda, czy na wprost, czy z którejkolwiek
wzbudził we mnie jeden: stare, zniszczone, średniowieczne buty;
strony, nie różni się samo od siebie, czy też nie różni się wcale, ale jego wygląd
strzęp skóry raczej, ledwie usiłujący odtworzyć pierwotny swój
wciąż się zmienia. (...) Do czego zmierza malarstwo w każdym wypadku? Czy
kształt. Ku zniecierpliwieniu towarzyszących mi osób kontemp­
do rzeczywistości, żeby naśladować ją samą, jaka ona jest. czy też do wyglądu
lowałem je przez długi czas, bo wzbudziły we mnie coś więcej niż
- jak ona się przedstawia? Malarstwo jest naśladowaniem widoku czy
zwykłe, naukowe zainteresowanie: moje młodzieńcze myśli, choć nie
naśladowaniem prawdy?
tak głębokie i subtelne jak opis niemieckiego filozofa, podążały
Ani Sokrates, ani przekonany przez niego rozmówca, nie mają
w podobnym co on kierunku.
wątpliwości: naśladownictwo malarskie dotyka wyłącznie, zaledwie,
Podobne doświadczenia spotykały mnie jeszcze wiele razy; pamię­
sfery doksycznej. mniemanej, a nigdy nie jesl rzeczywistym po­
tam choćby długie tygodnie spędzane w Biskupinie, gdzie w samo­
znaniem, zbliżeniem do prawdy. Już stolarz albo szewc są, jak
tności oddawałem się archeologicznym medytacjom. Skończyły się
mówiliśmy, naśladowcami, ale naśladowcami pierwszego, można
jednak, gdy archeologią zająłem się profesjonalnie. Dla ambitnego
rzec, stopnia. Platon nie odmawia im zatem tytułu wykonawcy
studenta muzeum stało się przede wszystkim zbiorem materiałów
i twórcy. Malarz jest naśladowcą dalszego stopnia, bo wykonuje
naukowo-dydaktycznych, rodzajem laboratorium, w którym do­
zaledwie kopię kopii:
świadczenie (experienlia) ustąpiło miejsca eksperymentowi (experi- Począwszy od Homera wszyscy poeci uprawiają naśladownictwo i stwarzają
mentum). Młodzieńcza, naturalna wrażliwość hermeneutyczna od­ widziadła dzielności i innych rzeczy, o których piszą, a prawdy nie dotykają.
żyła we mnie dopiero wtedy, gdy - po skończeniu studiów i rezyg­
W len sposób właśnie malarz, nie słysząc nic na lemal szewstwa, będzie
nacji z zawodu archeologa - stałem się na powrót amatorem. Znów
wytwarzał buty, które wydadzą się prawdziwe tym tylko, którzy nic więcej
słyszeli o szewstwie niż on, i którzy sąd wydają na podstawie kolorów
oddaję się kontemplacji zniszczonych butów i spróchniałych bier­
i pozorów.
wion starożytnej ulicy.
Malarz zatem, to
Tyle wspomnienia. Czy są one śladem jakiejś rzeczywistej dwois­
tości doświadczenia muzealnego?
lwórca widziadeł, naśladowca, nie zna się wcale na rzeczywistości, a tylko na

Handler. Richard. 1985. On Having a Culture: Nationalism and the Preservation of
Quebec's Patrimoine, (w:) History of Anthropology. Vol. 3. Objects and Others, wyd.
George Stocking, s. 192-217. Madison: University of Wisconsin Press.
Haraway. Donna. 1985. Teddv Bear Patriarchy: Taxtdermv in the Garden of Eden. J
New York City. 1908-1936. ..Social Text", Winter: 20-63.
Hiller, Susan. 1979. Review of ..Sacred Circles: 2.000 Years a/ North American Art",
..Studio International". Dec.: 8-15.
Honour, Hugh. 1975. The New Golden Land. New York: Pantheon.
Jameson, Fredric. 1981. The Political Unconscious: Narrative as a Socially Symbolic
Act. Ithaca: Cornell University Press.
Jamin, Jean. 1982. Objects trouves des paradis perdus: A propos de la Mission
Dakar-Djibouti, (w:) Collections passion, wyd J Hainard and R. Kaehr. s.
69-100. Neuchâtel: Musée d'Ethnographie.
Jules-Rosette, Benetta. 1984. The Messages of Tourist art. New York: Plenum.
Leiris, Michel. 1929. Alberto Ciacometti, ..Documents". I:(4)209-211. Tłum. J . f
Clifford w „Sulfur", I5(1986):38-41.
Leiris, Michel. 1946. L'aged"homme. Paris: Gallimard, Tłum. Richard Howard jako
Manhood. Berkeley: North Point Press, 1985.
Macpherson, C , B. 1962. 77ie Political Theory of Possessive Individualism. Oxford:
Oxford University Press.
Mullaney, Steven. 1983. Strange Things, Gross Terms. Curious Customs: The
Rehearsal of Cultures in the Late Renaissance, ..Representations", 3:40-67.
Pietz, William. 1985. The Problem of the Fetish. 1. ..Res", 9 (Spring): 5-17.
Pomian, Krzysztof 1978. Entre l'invisible et visible: La collection. ..Libre",
Przyjmijmy wstępną hipotezę, że muzeum (jako zdarzenie, a nie
78(3): 3-56.
instytucja), pełni funkcję naśladowczą, żc ma charakter mimeiyczny.
Price, Sally, i Richard Price. 1980. Afro-American Arts of the Suriname Rain Forest. Jest próbą stworzenia pewnego związku, relacji między dzisiejszym
Berkeley: University of California Press.
obserwatorem a dawnym wydarzeniem, faktem albo przedmiotem.
Pye. Michael. 1987. Whose Art Is II Anyway?. ..Connoisseur". March:78-85.
Sala muzealna jest przestrzenią wydzieloną, wyodrębnioną ze świata
Rabassa. Jose. 1985 Fantasy. Errancy, and Symbolism in New World Motifs: An
widza, w sposób przypominający nieco teatr. Mimetyczność wy­
Essay on Sixieemh-Century Spanish Historiography, rozprawa doktorska.
University of California, Santa Cruz.
stawy muzealnej dąży najczęściej do urealnienia dawnej sytuacji;
Rubin. William, wyd. 1984. Primiiivism in Modern Art: Affinity of the Tribal and the dążeniu temu towarzyszy jednak zawsze świadomość sztuczności
Modem. 2 vols. New York: Museum of Modern Art.
przedsięwzięcia, jego umowności, niepełnej prawdziwości. Nawet
Saissclin. Rémy. 1984. The Bourgeois and the Bibelot. New Brunswick, N.J.: Rutgers
jeśli wystrój zrekonstruowanej chaty jest oryginalny, a w przeniesio­
University Press.
nym do muzeum grobie leży prawdziwy nieboszczyk, pamiętamy, że
Sicber. Roy. 1971. The Aesthetics of Traditional African Art. (w:) Art and Aesthetics
nie przyszliśmy tu ani w odwiedziny do przyjaciół, ani złożyć
in Primitive Societies, wyd. Carol F . Jopling, s. 127-145. New York: Dulton.
kwiatów na mogile bliskiego. Mamy więc do czynienia z rzeczywis­
Stewart, Susan. 1984. On Longing: Narratives of the Miniature, the Gigantic, the
tością, jak powiedziałby Bruno Schulz, zdegradowaną, niekomplet­
Souvenir, the Collection. Baltimore: Johns Hopkins University Press.
Vogcl. Susan. 1985. Introduction, (w:) African Masterpieces from the Musée de ną.
l'Homme, s. 10-11. New York: Harry Abrams.
Pozostając w kręgu pojęć Schulza można by uznać, że twórczość
Willett. Frank i in. 1976. Authenticity in African Art. ..African Arts", 9(3):6-74 muzealna, rozumiana jako mimesis, jest tylko demiurgiczną uzurpa(specjalny wybór).
cją, że nie tworzy realnego bytu. Celem pracy muzealnika jest zatem
Williams. Elizabeth. 1985. Art and Artifact at lite Trocudero. (w:) History of eliminowanie owej sztuczności, niepełnej prawdziwości, pojmowanej
Anthropology. Vol. 3, Objects and Others, wyd. George Stocking, s. 145 166, jako brak, wada, ułomność. Celem, którego w pełni osiągnąć się nie
Madison: University of Wisconsin Press.
da.

Ale nie wszystko jest tu jasne. Status zjawiska muzealnego, które
pojawia się dzięki mimesis, nie jest oczywisty. Nie można bowiem
* Tekst w y g ł o s z o n y na sesji p o ś w i ę c o n e j problematyce muzealnej zor­
ganizowanej przez Muzeum Śląskie w Katowicach w kwietniu 1991

16

1

wyglądzie (doksa).

1

Bardziej skomplikowana jest sprawa mimesis w ujęciu Arys­
totelesa. Wprowadzona przez niego zmiana pozwala na odejście od
zasady, że naśladownictwo - jako prosta kopia, powtórzenie wobec
tożsamości - zawsze będzie oddalaniem się od wzorca.
Podstawowym tekstem Arystotelesa na ten temat jest Poetyka:
Tragedia jest naśladowczym przedstawieniem akcji (...) A zatem: naśladow­
czym przedstawieniem akcji (praxis) jesl fabuła (mulhos), przez którą rozu­
miem tu (artystycznie) uporządkowany układ zdarzeń ( 1 4 4 9 b ) \
Kapitalne znaczenie ma powiązanie mimesis z mulhos. Integral­
nym elementem mimesis staje się uporządkowanie faktów, ich
ułożenie w intrygę, ukosmicznienie. Mimesis z perspektywy mutlws
staje się dynamiczna, .jest aktywnością, i to aktywnością, która
uczy" '. Rzecz już nie w skopiowaniu uprzedniej rzeczywistości, lecz
raczej, według słow Paula Ricoeura, w jej przerwaniu, dokonaniu
wyrwy otwierającej przestrzeń fikcji. Posłuchajmy jeszcze raz, nieco
dłuższego tym razem, fragmentu Poetyki:
Skoro zatem poeta jest naśladowcą, podobnie jak malarz i rzeźbiarz, jego
naśladowcza twórczość musi i nalury rzeczy dotyczyć jednego z trzech
rodzajów przedmiotów: albo rzeczywistości takiej, j a k a była lub jest (realnej),
albo takiej, o jakiej się mówi lub myśli, że jest (pomyślanej), albo takiej, j a k a
powinna być (idealnej). Środkiem wyrażenia lego przedmiotu jest natomiast
język poetycki, który może zawierać metafory, glosy oraz inne, liczne środki
stylu, na jakie godzimy się u poetów Zupełnie inna jest przy tym zasada
poprawności w sztuce poetyckiej niż w polityce lub w jakiejś innej sztuce (np
w rzemiośle - przyp i podkr. WM). (...) Jeśli więc poeta podjął się
naśladowania, lecz nie przeprowadził go należycie ze względu na swą
nieudolność, popełnia błąd istotny dla sztuki poetyckiej. Jeśli natomiast
przedstawi coś niewłaściwie, jak np konia, który podnosi jednocześnie obie

17
f"

Blbhtiut.

ri

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6701" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6681">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b7a997bbbe7e58df7b1433688e56ef94.pdf</src>
        <authentication>41565fc7c372d1500d511f8f17076674</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79834">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2365</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79835">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79836">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2196</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79837">
                <text>O książce Marka Waszkiela "Dzieje teatru lalek w Polsce" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79838">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.3-4, s.148</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79839">
                <text>Jurkowski, Henryk</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79840">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79841">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79842">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79843">
                <text>Henryk Jurkowski

O KSIĄŻCE M A R K A WASZKIELA — DZIEJE
O t r z y m a l i ś m y książkę p r a w d z i w i e g o d n ą u w a g i z a r ó w n o ze
w z g l ę d u na jej u n i k a l n o ś ć , jak i w y s o k ą w a r t o ś ć d o k u m e n t a c y j n ą .
Marek Waszkiel w y d a ł Dzieje teatru lalek w Polsce,
komponując
je z d w ó c h części: Krótkiej historii teatru lalek w Polsce i z j e g o
Kroniki—
o d w i e k u XV d o roku 1 9 4 5 . Jest także część w s t ę p n a
z s o l i d n y m przeglądem b a d a ń , ale ja pragnę się skupić na
n a j w a ż n i e j s z y c h aspektach pracy. D o d a m , że jest ona z a o p a t ­
rzona w indeksy i ilustracje. Te ostatnie w y d o b y t e w w i ę k s z o ś c i
z a r c h i w ó w i z a p o m n i a n y c h czasopism.
U k ł a d książki, c o zrozumiałe, zaleca p e w n ą kolejność lektury.
N a j p i e r w Krótka historia, a p o t e m Kronika. M o g ł o b y się w y d a ­
w a ć , że w t e n s p o s ó b została ustalona hierarchia o b u części. Że
Kronika t o t y l k o d o k u m e n t a c j a , p o t w i e r d z a j ą c a tezy, s f o r m u ł o ­
w a n e w e „ w c z e ś n i e j s z e j " Krótkiej historii. Sąd taki b y ł b y p o ­
c h o p n y , p o n i e w a ż o b i e części noszą w s p ó l n ą nazwę: Dzieje
teatru lalek. Kronika zatem jest częścią Dziejów i m o ż n a założyć,
że j a k o taka s t a n o w i dzieło a u t o n o m i c z n e . Chętnie przyjmuję
takie założenie, p o n i e w a ż w i e r z ę , że każde zestawienie d o k u m e n ­
t ó w zawiera p e w n ą w i z j ę t e m a t u , k t ó r e g o d o t y c z y . O d c z u w a m
w i ę c p o k u s ę , b y o b i e części Dziejów t r a k t o w a ć o s o b n o , a n a w e t
zacząć moją w y p o w i e d ź o d o m ó w i e n i a Kroniki.
Wyobrażam
sobie b o w i e m , że p o w s t a ł a ona wcześniej i stała się p o d s t a w ą d o
napisania Krótkiej
historii.
Waszkiel pierwszy zebrał — w Kronice — wszystkie d o s t ę p n e
dziś d o k u m e n t y , w s p o m n i e n i a , w z m i a n k i , n o t a t k i , zapiski itp.,
k t ó r y c h autorzy p o t w i e r d z a l i o b e c n o ś ć teatru lalek w Polsce,
a czasem n a w e t p r ó b o w a l i g o opisać. Kronika zatem posiada
bezcenną w a r t o ś ć dla każdego badacza teatru.
T e g o rodzaju zbiór d o k u m e n t ó w z natury rzeczy pozostaje
o t w a r t y . Będzie u z u p e ł n i a n y w przyszłości, c h o c i a ż t r u d n o ocze­
k i w a ć j a k i c h ś rewelacji w najbliższym czasie. W i e l e u z u p e ł n i e ń
d o k o n a jeszcze sam Waszkiel, który okazał się nie t y l k o p i l n y m
c z y t e l n i k i e m i n n y c h a u t o r ó w , ale także z n a k o m i t y m szperaczem
0 n i e z a w o d n e j i n t u i c j i . T o j e m u zawdzięcza Kronika
bogatą
dokumentację cudzoziemskich teatrów lalkowych i mechanicz­
n y c h z pierwszej p o ł o w y XX w i e k u oraz s k o r y g o w a n i e obrazu
p o l s k i e g o teatru lalek z okresu m i ę d z y w o j e n n e g o . W b r e w a p o l o ­
getom (Encyklopedia P W N ) pierwszeństwa Warszawskiego
„ B a j a " w p o b u d z a n i u r o z w o j u p o l s k i e g o teatru latek, Waszkiel
u d o w o d n i ł ostatecznie, że ś r o d o w i s k o poznańskie posiadało nie
mniejszą d y n a m i k ę i znaczenie. W t y m kontekście z a d z i w i a j ą c o
wyraziście j a w i się przed nami s y l w e t k a Stefana P o l o n y i - P o l o ń s k i e g o , lalkarza trzech miast, i r e g i o n ó w : K r a k o w a , K a t o w i c
1 Poznania.
Lektura Kroniki
jest zajęciem f a s c y n u j ą c y m . Odsłania ona
dzieje sztuki lalkarskiej, umieszczanej zazwyczaj w ś r ó d p o p u l a r ­
n y c h w i d o w i s k l u d o w y c h . Była ona rzedziej o p i s y w a n a niż teatr
aktorski, t o p r a w d a , ale miała szeroki zasięg o d d z i a ł y w a n i a .
Posiadała w ł a s n ą i w c a l e niemałą p u b l i c z n o ś ć z a r ó w n o w krę­
g a c h m a g n a c k i c h , jak i w ś r ó d ulicznej g a w i e d z i ; w ś r ó d w i d z ó w
sceny n a r o d o w e j , którzy dla marionetek z a n i e d b y w a l i d r a m y
i tragedie w y s t a w i a n e przez L u d w i k a O s i ń s k i e g o , jak i w społecz­
n o ś c i a c h miast i w s i , o b s e r w u j ą c y c h s z o p k o w ą tradycję.
Kronika pokazuje teatr lalek w Polsce w całej j e g o r ó ż n o r o d n o ­
ści: z j e g o p r y n c y p a ł a m i c u d z o z i e m s k i m i i r o d z i m y m i , z j e g o
n i e z l i c z o n y m i o d m i a n a m i , które w sumie s t a n o w i ł y p r a w d z i w e
t h e a t r u m m u n d i i n w e n c j i artystycznej i inżynieryjnej; z j e g o
n i e d o l a m i , które określały losy w ę d u j ą c y c h lalkarzy.
Kronika
u p r z y t o m n i a także przemijanie d a w n y c h f o r m teatru i n a r o d z i n y
n o w y c h . A jeśli już któraś z t y c h f o r m okazała się — jak szopka
— w y j ą t k o w o t r w a ł a nie t r u d n o z a u w a ż y ć , że i ona podlegała
nieustającej e w o l u c j i .
D o k o n u j ą c zestawienia d o k u m e n t ó w Waszkiel nic nie uronił
z ich naturalnej a u t o n o m i c z n o ś c i . Przemawiają samodzielnie
148

TEATRU

LALEK

W

POLSCE

w a g ą z a w a r t e g o w nich ś w i a d e c t w a . T w o r z ą „ w ł a s n e " dzieje
teatru lalek w Polsce. W y o b r a ż a m sobie, że niezależnie o d t e g o
jak badacze teatru lalek m o g i l b y i n t e r p r e t o w a ć zebrane materiały,
zawierają o n e już p e w i e n , u t r w a l o n y w Kronice, obraz lalkarstwa
w Polsce. Jest t o rezultat a u t o r s k i e g o zamierzenia. W Kronice
o d z w i e r c i e d l a się o b i e k t y w i z m i kultura b a d a w c z a jej autora.
O c z y w i ś c i e , Waszkiel nie poprzestał na Kronice o c z y m ś w i a d ­
czy Krótka historia.
Nie znam zresztą autora, który b y się p o ­
w s t r z y m a ł przed szansą s k o m e n t o w a n i a zebranych m a t e r i a ł ó w .
Waszkiel zdaje sobie s p r a w ę , że jeszcze nie czas na k o m p e t e n t n e
i w y c z e r p u j ą c e dzieje teatru lalek w Polsce. D y s k u t u j e w i e l e
niejasnych p u n k t ó w . Pokazuje t r u d n o ś c i w o p r a c o w a n i u genezy
szopki ( m . i n . p o d w a ż a moją hipotezę o p o c h o d z e n i u szopki
z ołtarza szafiastego — r e t a b l o ) . Ostrożnie traktuje interpretacje
d a w n y c h niejasno s f o r m u ł o w a n y c h d o k u m e n t ó w . Przyjmuje
t y l k o te w n i o s k i , które da się p r z e k o n y w a j ą c o u d o w o d n i ć .
Waszkiel z d e c y d o w a ł się w y z n a c z y ć p u n k t graniczny dla
s w y c h rozważań na rok 1 9 4 5 . T ł u m a c z y się t o f a k t e m , że
lalkarstwo przed t y m r o k i e m b y ł o w y r a z e m i n d y w i d u a l n y c h
u p o d o b a ń czy k o n i e c z n o ś c i a l b o też s p o ł e c z n y c h z a p o t r z e b o w a ń
i s t y m u l a c j i . Po roku 1 9 4 5 zostało o n o p o d p o r z ą d k o w a n e w ł a ­
d z o m p a ń s t w o w y m , które p o w o ł a ł y d o życia t w ó r d o t ą d nie
znany: p a ń s t w o w e teatry lalek. Z g o d a na taką cezurę, a c z k o l w i e k
nie w i e m y , czy „ p a ń s t w o w e teatry lalek" nie były t y l k o i n c y d e n ­
t e m w dziejach naszego lalkarstwa.
Dzieje d o roku 1 9 4 5 są dość b o g a t e , by stać się p r z e d m i o t e m
u w a ż n e j analizy. W y m a g a j ą też starannej periodyzacji. Waszkiel
przyjął to w y z w a n i e , ale o d p o w i e d z i a ł na nie w s p o s ó b dość
niejasny. O t o t y t u ł y r o z d z i a ł ó w : „ S z o p k a " ; „ P o c z ą t k i lalkarstwa
w P o l s c e " ; „ W stronę teatru dla d z i e c i " ( „ P i e r w s z e teatry dla
dzieci"; „ N o w e ś r o d o w i s k o " ) ; „Szopka satyryczna"; „ W o j n a
i l a l k i " . Wskazują o n e na duże t r u d n o ś c i o k l a s y f i k o w a n i u
materiału. „ P o c z ą t k i l a l k a r s t w a " i „ W o j n a i l a l k i " — w y n i k a j ą
z kryterium c z a s o w e g o , „ S z o p k a " i „ S z o p k a s a t y r y c z n a " — z kry­
t e r i u m g a t u n k o w e g o , „ W stronę teatru dla d z i e c i " — z kryterium
s o c j o l o g i c z n e g o . Zdaję sobie s p r a w ę , że porządkując materiał
historyczny t r u d n o o żelazną k o n s e k w e n c j ę . E w e n t u a l n y krytyk
p o w i n i e n zatem spojrzeć na zawartość r o z d z i a ł ó w , która czasem
i g n o r u j e t y t u ł , korzystający z licencji literackiej. D o k o n a w s z y
takiej w ł a ś n i e w e r y f i k a c j i materiałem, dostrzegamy w p r a w d z i e
porządek c h r o n o l o g i c z n y , lecz pozostajemy w p e w n y m z a d z i ­
w i e n i u , że „ S z o p k a " pozostaje ciągle przed rozdziałem „ P o c z ą t k i
lalkarstwa w P o l s c e " .
D o t y k a m y t u zagadnienia s k o m p l i k o w a n e g o i m o ż l i w i e , że
k l u c z o w e g o w k o n c e p c j i Waszkiela. W latach sześćdziesiątych
w r a z z J a n e m S z t a u d y n g e r e m i H e n r y k i e m Rylem w y d a ł e m
książkę Od szopki
do teatru lalek, przyjmując o c z y w i s t ą dla
a u t o r ó w tezę, że ś w i a d o m o ś ć naszych lalkarzy jest określona
przez tradycję s z o p k o w ą . Waszkiel nie zgadza się z t y m p o g l ą d e m ,
c z e m u dał w y r a z i w i n n y c h p u b l i k a c j a c h . W p r a w d z i e w o m a w i a ­
nej książce przyznaje że „ S z o p k a jest s p e c y f i c z n y m g a t u n k i e m
teatru lalek, jest j e g o o d m i a n ą " , ale r ó w n o c z e ś n i e pragnie za­
przeczyć w s z e c h w ł a d n e j d o m i n a c j i szopki. Pisze: „ T e a t r lalek
istniał i r o z w i j a ł się w Polsce niezależnie o d s z o p k i " . Oba te
stwierdzenia są słuszne, ale nie znaczy t o , że szopki nie można
w p i s a ć w c h r o n o l o g i c z n i e p o m y ś l a n e dzieje teatru lalek w P o ­
lsce. „ W p i s a n i e " t o jest m o ż l i w e i n a w e t konieczne, jeśli c h c e się
objaśnić słabość lalkarstwa „ p o z a s z o p k o w e g o " .
Z g o d n i e z rozdziałem „ P o c z ą t k i lalkarstwa w P o l s c e " — począ­
tki te t r w a j ą dość d ł u g o , b o o d w i e k u XV aż d o w i e k u XIX, kiedy t o
(jego koniec) podjęto próby organizowania pierwszych zespo­
ł ó w s t a ł y c h . Lalkarzy p o l s k i c h b y ł o n i e w i e l u . Większość w y ­
s t ę p u j ą c y c h t o c u d z o z i e m c y : W ł o s i , Francuzi, N i e m c y . Próby
p o l s k i e g o lalkarstwa były efemeryczne. Natomiast p o c z ą w s z y o d

�w i e k u XVII stale n a p o t y k a m y w z m i a n k i o szopce. T o p r a w d a , że

l u d o w e o d w i e l u lat torują s o b i e d r o g ę — i z p o w o d z e n i e m — d o

szopka była p o k a z y w a n a okazjonalnie, że wiązała się z o b r z ę d a m i

k o m p l e k s o w y c h o p r a c o w a ń d z i e j ó w teatru.

B o ż e g o Narodzenia, ale w ś w i a d o m o ś c i n a r o d o w e j miała ten sam
o d d ź w i ę k , c o k o m e d i a P u n c h a i J u d y w A n g l i i , teatr G u i g n o l a w e
Francji, czy wreszcie przestawienia l a l k o w e g o Fausta w
m c z e c h . Ilu z n a k o m i t y c h pisarzy i f o l k l o r y s t ó w , ludzi

Nie­

kultury

p o ś w i ę c i ł o swą u w a g ę szopce j a k o s w o j s k i e j f o r m i e teatralnej,
o t w a r t e j na treści aktualne? Ilu z n a k o m i t y c h s c e n o g r a f ó w brało
z szopki inspiracje dla s w o i c h rozwiązań s c e n i c z n y c h ?
O c z y w i ś c i e Waszkiel t e m u nie zaprzecza. Pragnie t y l k o z racji
o k a z j o n a l n o ś c i szopki i jej o b r z ę d o w o ś c i umieścić ją poza g ł ó w ­
n y m n u r t e m teatru lalek. Czy jest t o uzasadnione? Szopka ze
s w y m p o d s t a w o w y m t e m a t e m Narodzenia Chrystusa jest relik­
t e m teatru misteryjnego. I t o m o g ł o b y b y ć w s k a z ó w k ą . Przecież
nikt z h i s t o r y k ó w
liturgicznego

teatru e u r o p e j s k i e g o

nie p o m i j a

i m i s t e r i u m t y l k o d l a t e g o , że były

dramatu

odgrywane

o k a z j o n a l n i e z g o d n i e z kalendarzem k o ś c i e l n y m . N a w e t o d w r o t ­
nie — dramat liturgiczny uważa się za kolejne źródło sztuki
teatralnej.
O c z y w i ś c i e p r o b l e m szopki jest bardziej s k o m p l i k o w a n y . Szo­
pka nie stała się n i g d y egzemplifikacją teatru przeszłości, p o n i e ­
w a ż była teatrem ż y w y m , o t w a r t y m na n o w e impulsy (aż d o
c y t a t ó w z XIX w i e c z n y c h d r a m a t ó w p a t r i o t y c z n y c h i o p e r e t e k ) ,
łączyła d a w n e treści religijne z n o w y m i m o t y w a m i ś w i e c k i m i .

M a r e k Waszkiel nic nie z a g u b i ł z naszej w i e d z y o szopce, t o
p r a w d a , ale p o z b a w i ł ją należnego jej u c z e s t n i c t w a w dziejach
g a t u n k u . Raz jeszcze p o w r a c a m d o f a k t u p o p u l a r n o ś c i szopki
w o b e c n i k ł y c h p o l s k i c h p r ó b lalkarskich i n n e g o rodzaju. Niezale­
żnie o d t e g o , czy mieliśmy t u d o czynienia z o g r a n i c z e n i e m
i n s t y n k t u teatralnego w a r s t w l u d o w y c h (jak sądzi Kazimierz
M o s z y ń s k i ) , czy też z w ł a ś c i w o ś c i ą n a r o d o w ą ( t r a d y c y c j o n a lizm) szopka w rękach p o l s k i c h lalkarzy była d o m i n u j ą c ą formą
teatralną w XIX w i e k u . Sądzę w i ę c , że w p i s a n i e jej w ciąg
w y d a r z e ń teatralnych może z a o w o c o w a ć w a ż n y m i k o n s t a t a c ­
jami do dziejów świadomości narodowej.
P o d o b n i e p o t r a k t o w a ł Waszkiel szopkę satyryczną. U h o n o r o ­
w a ł ją o s o b n y m rozdziałem, p o z b a w i a j ą c należnego jej teatral­
n e g o k o n t e k s t u . Stąd np. wrażenie, że nie d o c e n i ł f a k t u , że
zainteresowanie teatrem lalek w Polsce XX w i e k u b y ł o w i e l o ­
k i e r u n k o w e . R ó w n o c z e ś n i e p o w s t a n i e teatru lalek dla dzieci,
teatru artystycznego Dienstla oraz k a b a r e t o w y c h szopek satyry­
c z n y c h s t a n o w i ą istotną jakość p r z y g o t o w a n ą w p o p r z e d n i m
w i e k u , zmianę w postrzeganiu lalki j a k o aktora. Fakt ten jest mniej
w i d o c z n y , g d y dzieje g a t u n k ó w p r z e d s t a w i a m y o s o b n o .
Ten spór o m e t o d ę nie p o w i n i e n przesłaniać zalet

Krótkiej

M a r k a Waszkiela. Każdy rozdział p r z e d s t a w i a n a j i s t o t n i e j ­

W g r u n c i e rzeczy jest o n a ś w i e t n y m p r z y k ł a d e m procesu laicyzo-

historii

w a n i a się misterium na Boże Narodzenie. T o p r a w d a , że t e n

sze zjawiska i p r o b l e m y , które składają się na b a r w n y i ż y w y obraz

proces d o k o n y w a ł się „ o k a z j o n a l n i e " i t o na p o z i o m i e w y o b r a ź n i

teatru lalek w Polsce. Najbardziej k o m p l e t n y i najlepiej u d o k u ­

plebejskiej i l u d o w e j , ale t o nie p o w i n n o być przeszkodą. Teatry

mentowany.

Anna Schiller

DEDYKACJA

4

/ -7*

fi
(

.

7,*"

J

V

Nie t a ń c o w a ł — jak R e y m o n t — przez całą n o c na c h ł o p s k i m
w e s e l u . P e w n i e n a w e t — inaczej niż W y s p i a ń s k i — n i g d y na n i m
nie był. S a m nie zbierał pieśni l u d o w y c h — j a k K o l b e r g , ale znał je
z Kolberga. Z książek też p o z n a w a ł tańce, obrzędy, a życie
i obyczaje l u d u z o p o w i e ś c i p i s a n y c h . M a r n a jest taka w i e d z a ,
p a p i e r o w a , j a ł o w a , m a r t w a . Jej posiadaczy zwą w teatrze p o g a r ­
d l i w i e „ b i b l i o t e k a r z a m i " , czasem nie bez racji.
Kiedy j e d n a k w i e d z a ta jest w ł a s n o ś c i ą w i e r n e g o Tomasza,
który nie musi d o t k n ą ć zmysłami, by u w i e r z y ć , w t e d y w i a r a jest
t w ó r c z ą w y o b r a ź n i ą , i p o z w a l a ujrzeć jak ż y w e t o c o znane
i k o c h a n e j e d y n i e z b l a d e g o o d b i c i a . O d b i c i a t r w a l s z e g o niż
o r y g i n a ł c o c i c h o dogasa w n o w o c z e s n y m z g i e ł k u . A jeśli ó w
w i e r n y Tomasz t o p o n a d t o artysta, d a n e m u jest nie t y l k o ujrzeć,
ale w oczyszczonej, s u b l i m o w a n e j postaci wskrzesić t o c o
ukochał.

*

JCr k. ą

Cv

W Pastorałce, Godach weselnych,
w e fragmentach
Wielkano­
cy na p o w r ó t t c h n ą ł życie w t w ó r c z o ś ć l u d u . / w imię
prawdy
artystycznej, jedynie Go obowiązującej,
uczynił t o na s p o s ó b jaki
p r z y p i s y w a ł l u d o w e j fantazji; w stosunku do przeszłości
estetycz­
nie i twórczo,
nie zajmując się człowiekiem
„z krwi i
kości",
a sięgając głębiej, do duszy
jego.
I ułożył te w i d o w i s k a z bliską l u d o w e j a niezwyczajną na j e g o
a r t y s t o w s k i c h w y s o k o ś c i a c h prostotą. Zrodziły się o n e w N i m
z r o m a t y c z n o - m ł o d o p o l s k i e j t r a d y c j i , i ze w s p ó l n e j z l u d e m w i a r y
religijnej, i wreszcie z t k w i ą c e g o w J e g o duszy pierwiastka
p o p u l i s t y c z n e g o , który w ludziach w r a ż l i w y c h b u d z i się na w i d o k
k r z y w d y , jaką ś w i a t społecznie wyższy n i e o d m i e n n i e l u d o w i
wyrządza.
Śmiem jednak twierdzić,
że na dnie rewolucyjnych
śpiewów
tkwi zawsze pierwiastek
religijny, pisał w 1 9 1 5 r o k u . Jeśli b y w a ł
r e w o l u c j o n i s t ą w s w e j sztuce, t o w s p o s ó b nieuczony, i m p u l s y w ­
ny, tak jak r e w o l u c y j n y jest l u d ; k t ó r e g o duszę rozumiał, w s p ó ł ­
czuł z j e g o dolą, p o d z i w i a ł jego silę twórczą i wrodzoną, a wysoce
rozwiniętą
moralność.

Dedykacja L e o n a Schillera dla siedmioletniej córki - A n n y , na książeczce

dla dzieci Polskie stroje ludowe J a n i n y Mieszkowskiej

Chciał mieszkać na polskiej w s i p o d Paryżem — jak m a w i a ł
żartobliwie.
149

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
