<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items?output=omeka-xml&amp;page=4&amp;sort_field=added" accessDate="2026-09-26T22:20:23+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>4</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>4499</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="6010" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5990">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/704b26eaa2314c8951278710565cd7cc.pdf</src>
        <authentication>42060a6d8e35633b45a7a72d6f2b15b5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71697">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71698">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71699">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71700">
                <text>Zadrożyńska, Anna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71701">
                <text>etnologia Europy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71702">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4630</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71703">
                <text>Czy etnologia Europy jest w Polsce "dziedziną deficytową"?/ Antropolog wobec współczesności</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71704">
                <text>Antropolog wobec współczesności pod red. Anny Malewskiej-Szałygin i Magdaleny Radkowskei-Walkowicz s.63-76</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71705">
                <text>tom w darze Profesor Annie Zadrożyńskiej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71706">
                <text>Kabzińska, Iwona</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71707">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71708">
                <text>Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71709">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71710">
                <text>Iwona Kabzińska
Instytut Archeologii i Etnologii PAN

Czy etnologia Europy
wciąż jest w Polsce „dziedziną deficytową"?

Określenie etnografii/etnologii Europy mianem „dziedziny deficytowej" kilkakrotnie,
w różnych okresach, pojawiało się w rodzimych publikacjach. W taki sposób na p o ­
czątku lat 60. X X w. nazwał ją W i t o l d Dynowski, posłużywszy się językiem ekonomii,
który definiuje „dziedziny deficytowe" jako „niewykazujące właściwej prężności roz­
wojowej" (Dynowski 1963, s. 15). Oprócz „studiów nad kulturami ludowymi Europy"
do kategorii tej zostały zaliczone badania kultur tzw. ludów pierwotnych (Dynowski
1963, s. 17-18). Tak określono m.in. społeczności, czy - jak byśmy dziś powiedzieli
- grupy etniczne (w szerokim rozumieniu tego terminu), zamieszkujące państwa w y ­
zwalające się z kolonializmu lub kraje postkolonialne. Znamienne, a zarazem zgodne
z ówczesnym duchem czasu jest to, że rozważaniom nad badaniami ludów pierwot¬
nych poświęcono w artykule znacznie więcej miejsca niż studiom europejskim.
Dynowski wskazał na niedostatek prac teoretycznych w polskiej etnografii, a tak­
że na dysproporcje między zakresem studiów nad rodzimą kulturą ludową i jej zmia­
nami a badaniami pozapolskimi oraz między „studiami nad kulturami ludowymi Euro­
py a t y m i , które są prowadzone w innych krajach europejskich" (Dynowski 1963,
s. 16-17, 26). Przypomniał ponadto o konieczności łączenia badań etnograficznych
z praktyką , uwzględniania „długotrwałych procesów historycznych" w studiach nad
współczesnością, ustosunkowania się d o dorobku poprzedników, systematycznego
pogłębiania wiedzy, śledzenia na bieżąco osiągnięć różnych szkół, nurtów i kierunków
badawczych etnografii, utrzymywania jak najściślejszych związków rodzimej nauki
z nauką światową, tworzenia warunków dla rozwoju nauk humanistycznych (w t y m
także etnografii) oraz prowadzenia etnograficznych badań terenowych w jak najszer­
szym zakresie i gromadzenia materiałów źródłowych (Dynowski 1963, s. 20-27).
1

Uwagi te pozostają aktualne. Czy i w jakim stopniu zmieniła się natomiast sytua­
cja etnografii/etnologii Europy w Polsce? Czy pozostała ona „dziedziną deficytową"?

1

W p r z e c i w n y m p r z y p a d k u - jak twierdził c y t o w a n y przez D y n o w s k i e g o Bronisław M a l i n o w s k i

- stają się one „»bezcelową rozrywką umysłową«" ( D y n o w s k i 1963, s. 21).

63

�Iwona Kabzińska

Na początku lat 70. X X w. Anna Zadrożyńska, nawiązując d o tekstu Witolda
Dynowskiego, opublikowała artykuł zatytułowany Nowa dziedzina deficytowa - etno­
grafia Europy (Zadrożyńska-Barącz 1970). Zwróciła w nim uwagę na zbyt wąskie
spojrzenie badaczy (nie tylko polskich) na kultury ludowe poszczególnych krajów
europejskich, brak odniesień do szerszego kontekstu. „Nigdy prawie - podkreśliła
- nie prowadzi się rozważań nadających problematyce szczegółowej charakteru
egzemplifikacji procesów dziejących się na całym terytorium Europy i zrozumia­
łych tylko w ujęciu całościowym, tłumaczących jednocześnie prawidłowości, jak
i wyjątkowe wypadki w kulturze Europy" (Zadrożyńska-Barącz 1970, s. 207).
Poszukując przyczyn takiej sytuacji, Zadrożyńska wskazała m.in. na uwarunko¬
wania historyczno-polityczne i ekonomiczne, odmienne dla wschodnich i zachod¬
nich obszarów Europy, i podkreśliła, że wpłynęły one na zakres i charakter badań
etnograficznych. Przypomniała, że wiele krajów zachodnich prowadziło politykę
kolonialną, istniała więc możliwość, a zarazem potrzeba, podjęcia badań nad spo¬
łeczeństwami pierwotnymi oraz sformułowania związanych z nimi koncepcji teore¬
tycznych i metodologicznych. N a marginesie znalazły się za to badania „prawidło¬
wości rozwoju i przemian kultury w społecznościach europejskich". Pozostawiono
je geografii i ekonomii (Zadrożyńska-Barącz 1970, s. 208).
Można powiedzieć, że przeciwnie niż w Europie Zachodniej, uwaga badaczy
związanych z jej częścią środkową i wschodnią skierowana była „do wewnątrz". Inte­
resowała ich przede wszystkim kultura ludowa mieszkańców poszczególnych krajów
leżących na tych obszarach kontynentu, zachodzące t u zmiany, relacje między kul¬
turą ludową i kulturą elitarną. Rezultaty badań, podobnie jak na Zachodzie, wyko­
rzystywane były do celów ideologiczno-politycznych (Zadrożyńska-Barącz 1970,
s. 209) . Zapewne ze względu na ówczesną cenzurę Zadrożyńska nie wspomniała o ekspansjonistycznej polityce rosyjskiej i wykorzystywaniu do jej celów wyników badań et­
nograficznych prowadzonych na terenach, które znalazły się w granicach imperium.
2

W artykule zostały wymienione wybrane nurty etnografii europejskiej: badania
nad kulturą ludową, osadnictwem wiejskim, gospodarką, etnogenezą, dziejami kul¬
tury materialnej, studia z zakresu etnomuzeologii, prace atlasowe, nurt historyczny.
Wskazano również na, niezwykle ważne dla rozwoju całościowych badań nad Euro¬
pą, próby wyjścia poza obręb studiów nad rodzimymi kulturami, nawiązania systema¬
tycznej współpracy między poszczególnymi etnografiami narodowymi oraz opra¬
cowania ujęć o charakterze syntetyczno-porównawczym . Tego t y p u ujęcia są naj¬
bardziej cenione przez badaczy zajmujących się etnologią Europy, a ich tworzenie
stanowi jeden z celów, do jakich zmierza ta subdyscyplina. Wspomnianymi przez
3

2

W i ę c e j na temat związków badań nad r o d z i m y m i k u l t u r a m i z sytuacją polityczną krajów E u r o p y

Środkowej i W s c h o d n i e j zob. np.: B o b r o w n i c k a 1995.
3

O „zalążkach syntetycznej myśli w dociekaniach nad k u l t u r a m i E u r o p y nowożytnej" zob. t e ż :

Trojan 1990; 1991; 1994.

64

�Czy etnologia Europy wciąż jest w Polsce „dziedziną deficytową"?

Annę Zadrożyńska przykładami takich prac są: Atlas der Völkerkunde Richarda Karutza, wydany w 1925 r., oraz opublikowana rok później książka Illustrierte Völkerkunde,
pod redakcją Georga Buschana. Znalazł się w niej m.in. tekst austriackich badaczy
Michaela i Arthura Haberlandtów na temat etniki europejskiej oraz artykuł poświę­
cony ludom pochodzenia indoeuropejskiego (Zadrożyńska-Barącz 1970, s. 211) .
4

O konieczności systematycznej współpracy między różnymi ośrodkami w za­
kresie badania kultur europejskich oraz podejmowania ponadnarodowych inicjatyw
badawczych dyskutowano m.in. podczas międzynarodowych kongresów etno­
graficznych. Pierwszy z nich (Kongres Sztuk Ludowych) odbył się w Pradze w 1928 r.
Jego uczestnicy zastanawiali się również nad możliwościami ujednolicenia stano­
wisk teoretycznych oraz opracowania wspólnej terminologii, która byłaby stosowana
w etnograficznych badaniach europejskich. Realizacja tych postulatów w praktyce
okazała się bardzo trudna, m.in. ze względu na znaczne różnice między poszcze­
gólnymi etnografiami narodowymi. Odczuwalny był ponadto „brak chociażby jednej
zwartej koncepcji dotyczącej kultury Europy". Z tych powodów etnografia tej części
świata znalazła się na bocznym torze „w stosunku do badań i teorii wypracowanych
w odniesieniu do społeczeństw plemiennych" (Zadrożyńska-Barącz 1970, s. 212).
Niezwykle ważnym działaniem, służącym współpracy międzynarodowej, było
(i jest) publikowanie specjalistycznych wydawnictw o dużym zasięgu. Na początku
X X w. ukazywała się seria prac pt. „Wörter und Sachen", a w okresie międzywojen­
nym - pismo „Laos" (Trojan 1990, s. 65). W 1937 r. opublikowano pierwszy numer
czasopisma „Folk-Liv" (działalność redakcji przerwała wojna). O d 1967 r. nieprzer¬
wanie wychodzi „Ethnologia Europaea". Pismo utrzymuje bardzo wysoki poziom,
a autorami zamieszczanych w nim artykułów są znakomici badacze, reprezentujący
różne ośrodki naukowe.
W okresie, w którym ukazał się artykuł A n n y Zadrożyńskiej, w poszczególnych
krajach europejskich dominowały studia monograficzne oraz badania atlasowe. Co¬
raz silniejsza była jednak potrzeba „uzgodnienia stanowisk teoretycznych", wielo¬
aspektowego spojrzenia na kultury Europy oraz opracowania jednolitej terminolo¬
gii, ze względu nie tylko na współpracę międzynarodową, lecz także na zmieniający
się zakres dotychczas używanych pojęć. Możliwości prowadzenia systematycznej
wymiany doświadczeń i stałej współpracy badawczej między różnymi ośrodkami
europejskimi były jednak ograniczone (Zadrożyńska-Barącz 1970, s. 212-213) . Bra5

4

Mieczysław Trojan uważa, że prace te „cechuje elementaryzm, pominięcie uwarunkowań społecz­

nych, ograniczenie się do analizy przeżytkowych f o r m u chłopstwa [ . . . ] . Z czynników h i s t o r y c z n y c h ,
które zdeterminowały charakter kultur europejskich, wyeksponowano: indoeuropeizację, oddziaływanie
cywilizacji klasycznych, chrystianizację. Podkreślono wpływ korzystnego środowiska naturalnego,
wymieszania rasowego ludności, położenia geograficznego i znaczenie rolnictwa w życiu gospodar¬
c z y m " (Trojan 1990, s. 75). M i m o pewnych braków książka jest ważnym k r o k i e m w stronę kompleksowe¬
go spojrzenia na Europę, jej historię i kulturę, kształtowanie się mozaiki etnicznej i wiele innych zjawisk.
5

D e c y d u j ą c e były w t y m p r z y p a d k u względy zarówno finansowe, jak i ideologiczne.

65

�Iwona Kabzińska

kowało szerszych ujęć, które nie byłyby jedynie syntezą „kultury poszczególnych
narodów czy krajów" europejskich, „zbiorem dowolnych monografii czy opisem krajo­
znawczym poszczególnych części Europy" (Zadrożyńska-Barącz 1970, s. 213). Zau­
ważalny był niedostatek opracowań uwzględniających związki między makro- i mikro­
strukturą, ogólniejszy kontekst badanej rzeczywistości (Zadrożyńska-Barącz 1970,
s. 212).
Tego rodzaju prace zaczęły się pojawiać wraz z rozwojem badań, którym przy¬
świecało hasło: beyond the community. Dostrzeżono konieczność odejścia od ahistorycznego spojrzenia na społeczności lokalne i podjęcia studiów nad funkcjonowa¬
niem różnego rodzaju grup w warunkach rosnącej industrializacji, urbanizacji, coraz
większej mobilności mieszkańców kontynentu, centralizacji, biurokratyzacji życia,
zmian wartości (więcej zob.: Boissevain 1975, s. 9-17). „Przedmiotem" badań etnolo¬
gii/antropologii kulturowej były już nie tylko społeczeństwa pierwotne, niezachodnie, kultury egzotyczne itp., lecz także coraz częściej kultury z których wywodzili się
(i wywodzą) poszczególni badacze, w t y m kultury europejskie (Boissevain 1975, s. 11).
Badacze spod znaku beyond the community patrzyli na Europę i tworzące ją państwa
jak na połączoną licznymi więzami całość, wskazywali na występujące t u podobień¬
stwa i różnice. Interesowały ich np. relacje między poszczególnymi krajami i na¬
stępstwa tych relacji, stosunki między mniejszościami etnicznymi i narodowymi
a rządzącą większością, funkcjonowanie centrów i peryferii, wpływ transformacji
politycznej i ekonomicznej na losy poszczególnych społeczności, ich kulturę, życie
codzienne (Beyond the Community.. .1975). Takie podejście do badań nie jest dziś ni¬
czym niezwykłym. W latach 70. X X w. oznaczało jednak zdecydowaną zmianę spo¬
sobu widzenia Europy i jej mieszkańców przez etnologów/antropologów kultury.
7

Europa znalazła się w centrum zainteresowania etnologów/antropologów kultu¬
ry po I I wojnie światowej. Zadecydowało o t y m wiele czynników, głównie o chara¬
kterze politycznym i ekonomicznym. Niezwykle istotna była utrata kolonii przez
kraje zachodnie. Oznaczało to m.in. brak dostępu do terenów, na których wcześ¬
niej można było bez przeszkód prowadzić badania. Bardzo ważna okazała się także
kwestia ekonomiczna. Z e zrozumiałych względów znacznie tańsze było prowadze¬
nie badań w najbliższym sąsiedztwie niż organizacja dalekich, egzotycznych wy¬
praw, np. do N o w e j Gwinei , t y m bardziej że wiele państw znajdowało się w t r u d ­
nej sytuacji finansowej. Z tego m.in. powodu ze sponsorowania badań wycofały się
liczne osoby prywatne i instytucje (więcej zob.: Boissevain 1975).
8

W Europie toczyła się też dyskusja o konieczności, możliwościach i zakresie jej
integracji. Wskazywano jednocześnie na zmianę miejsca Europy i jej kultury w świe-

6

Badania ograniczały się przede w s z y s t k i m d o krajów zaliczanych d o E u r o p y Z a c h o d n i e j .

7

Z w r ó c o n o m . i n . uwagę na relacje między państwami zamożnymi i u b o g i m i leżącymi w zachod­

niej części k o n t y n e n t u europejskiego.
8

Pod t y m względem nic się nie zmieniło i zapewne jeszcze długo nie z m i e n i .

66

6

�Czy etnologia Europy wciąż jest w Polsce „dziedziną deficytową"?

cie, w stosunkach z innymi kontynentami, zwłaszcza z Ameryką Północną (więcej
zob.: Toynbee 1991).
W etnografii polskiej przykładem studiów europejskich są - wspomniane przez
Annę Zadrożyńską (1970, s. 213) - rozważania teoretyczne nad problematyką
europejską (Witold Dynowski), badania nad pograniczem słowiańsko-germańskim
(Tadeusz Wróblewski) oraz nad Polską i Słowiańszczyzną . W y n i k i tych prac, zda¬
niem autorki, mogłyby być z powodzeniem wykorzystane w studiach nad Europą
(Zadrożyńska-Barącz 1970, s. 213). Osiągnięcia te jednak, jak się okazało, były zbyt
skromne, by można było zrezygnować z określenia etnografii Europy mianem „dzie¬
dziny deficytowej". Co więcej, Zadrożyńska uznała tę subdyscyplinę za „chyba
najbardziej deficytową [w] polskiej etnografii" (Zadrożyńska-Barącz 1970, s. 214).
Zadecydował o t y m : brak studiów teoretycznych, trudności z prowadzeniem ba¬
dań terenowych poza granicami własnego kraju i gromadzeniem oryginalnych ma¬
teriałów, braki kadrowe oraz problemy z wymianą informacji i wyników badań
w skali międzynarodowej (Zadrożyńska-Barącz 1970, s. 214)
9

1a

Autorka informuje o, szczególnie znaczącym dla syntezy dotyczącej Europy,
programie wykładów z etnografii kontynentu europejskiego przeznaczonym dla
studentów trzeciego i czwartego roku etnografii. Został on „opracowany przez
warszawski ośrodek uniwersytecki [ . . . ] [był też] konsultowany [ . . . ] ze wszystkimi
innymi ośrodkami uniwersyteckimi w Polsce, a ponadto z prof. Tokariewem ze
Związku Radzieckiego" (Zadrożyńska-Barącz 1970, s. 213). Program ten zawierał
c z ę ś ć d o t y c z ą c ą m o ż l i w o ś c i zastosowania d o t y c h c z a s już i s t n i e j ą c y c h t e o r i i d o r o z ­
ważań i t ł u m a c z e n i a p r o c e s ó w e u r o p e j s k i c h , [ . . . ] c z ę ś ć o m a w i a j ą c ą zasadnicze t y p y
m a k r o - i m i k r o s t r u k t u r E u r o p y o r a z p o d s t a w o w e p r o c e s y m a j ą c e w p ł y w na u k s z t a ł ­
t o w a n i e się o b e c n e g o o b r a z u E u r o p y - etnicznego, językowego, k u l t u r o w e g o . O b e j m[ował] w i ę c c a ł o ś ć p r o b l e m a t y k i tak z p u n k t u w i d z e n i a h i s t o r i i , jak i przestrzennego
t ł u m a c z e n i a z j a w i s k na t e r y t o r i u m E u r o p y ( Z a d r o ż y ń s k a - B a r ą c z 1970, s. 2 1 3 - 2 1 4 ) .

Wspomniany program ukazywał przede wszystkim możliwości prowadzenia sze¬
roko zakrojonych studiów europejskich , o ich realizacji nie mogło być jednak mowy.
Brakowało bowiem „specjalisty mogącego pokusić się o ujęcie całości tej problema¬
tyki nawet przy dowolnej egzemplifikacji każdego zagadnienia" (Zadrożyńska-Barącz
1970, s. 214). Sytuacja ta uniemożliwiła również, rzecz jasna, utworzenie zespołów
badawczych złożonych z etnografów zajmujących się problematyką europejską.
11

9

10

W p r z y p a d k u t y c h badań nie p o d a n o nazwisk badaczy.
Poprawiła się za t o sytuacja badań pozaeuropejskich, przede w s z y s t k i m dzięki podjęciu system¬

a t y c z n y c h prac etnograficznych w M o n g o l i i , k i e r o w a n y c h przez W i t o l d a D y n o w s k i e g o . P r ó b ę pod¬
sumowania osiągnięć ekspedycji mongolskiej podjęłam w j e d n y m z artykułów (Kabzińska 2 0 0 0 ) .
11

Szkoda, że nie został on przedstawiony szczegółowo. Informacje te zainteresowałyby z pewnoś­

cią nie t y l k o osoby które prowadziły badania w latach 70. X X w . , ale też badaczy, których aktywność
z a w o d o w a przypadła na okresy późniejsze (również współczesnych).

67

�Iwona Kabzińska

Niemal w ćwierć wieku od ukazania się artykułu A n n y Zadrożyńskiej etnogra¬
fia/etnologia Europy ponownie określona została - t y m razem przez Mieczysława
Trojana - jako „dziedzina deficytowa" (Trojan 1994, s. 5). Stwierdził on ponadto, że
„w naszej dyscyplinie etnografia Europy nie zyskała nigdy należnego [jej] miejsca"
(Trojan 1990, s. 65), a „zainteresowanie ludami i kulturami naszego kontynentu nie
było w etnografii polskiej wystarczająco eksponowane i programowo propagowane,
jak w krajach niemieckojęzycznych" (Trojan 1994, s. 81).
Zdecydowanie lepiej, w porównaniu z Polską, badania nad kulturami Europy
rozwijały się w Niemczech, Austrii, Szwecji, Szwajcarii, w Wielkiej Brytanii, ZSRR
i na Węgrzech (Trojan 1990, s. 65). Problematyka europejska była jednak obecna
w rodzimych badaniach. Reprezentowały ją: 1) monografie tematyczne poświęcone
obrzędowości, życiu rodzinnemu, wierzeniom; wśród nich były również prace
oparte na materiałach porównawczych (Stanisław Ciszewski, H e n r y k Biegeleisen,
Adam Fischer, Jan Stanisław Bystroń); 2) badania nad Słowiańszczyzną (Kazimierz
Moszyński, Jan Czekanowski, Adam Fischer); 3) studia „dotyczące kompleksów
kulturowych, głównie [ . ] nad pasterstwem karpackim (K[azimierz] Dobrowolski,
B[ronisława] Kopczyńska-Jaworska). Zajmowano się też strefami kontaktów w środ¬
kowej Europie, a szczególnie pograniczem polsko-niemieckim, sztuką ludową, na¬
rzędziami, w mniejszym stopniu innymi tematami. Istotnych zdobyczy myśli etnologicznej - twierdzi Trojan - należy szukać w d o r o b k u K. Dobrowolskiego (teoria
zderzenia kulturowego, model chłopskiej kultury tradycyjnej), K. Moszyńskiego
(kierunek ewolucjonizmu krytycznego, określenie metod w etnografii historycznej),
a poniekąd również w badaniach atlasowych" (Trojan 1994, s. 81-82). N i e można też
pominąć „zainteresowań odległymi rejonami Europy: Półwyspem Iberyjskim (E. Fran¬
kowski), Irlandią (S. Czarnowski), Łotwą (K. Pietkiewicz)" (Trojan 1994, s. 82, przyp.
259).
Ponownie można zadać pytanie: czy wobec tych osiągnięć etnologia Europy
w Polsce zasłużyła na uznanie jej za „dziedzinę deficytową"? Z informacji podanych
przez Trojana wynika, że o takiej ocenie zadecydował m.in. brak „prac o charakte­
rze propedeutycznym, jak np.: historycznego wprowadzenia d o problematyki zróż­
nicowania etnicznego i kulturowego naszego kontynentu czy też publikacji, która za­
wierałaby zwięzłe »portrety etnograficzne« poszczególnych krajów" (Trojan 1994,
s. 213). Brakowało ponadto prac zawierających rozważania na tematy terminolo¬
giczne oraz teoretyczno-metodologiczne, ukazujących zarazem „doświadczenia
pozapolskich środowisk badawczych" (Trojan 1994, s. 5).
Lukę tę w znacznym stopniu wypełniła książka Mieczysława Trojana pt. Wprowa­
dzenie do etnologii Europy. Orientacje, problemy, założenia badawcze (1994) . Można w niej
12

12

W t y t u l e książki jest m o w a o e t n o l o g i i Europy, a nie o etnografii tego obszaru, jak w e wcześniej¬

szych artykułach W i t o l d a D y n o w s k i e g o i A n n y Zadrożyńskiej. Fakt ten jest odzwierciedleniem zmian
w podejściu d o badań nad kulturą, znajdujących wyraz m . i n . w nazwie dyscypliny, oraz większego
otwarcia polskiej nauki na Z a c h ó d . D z i ś , jeszcze bardziej integrując się z Z a c h o d e m , coraz częściej

68

�Czy etnologia Europy wciąż jest w Polsce „dziedziną deficytową"?

znaleźć m.in. podstawowe informacje o historii subdyscypliny informacje na temat
zastosowania najważniejszych etnologicznych koncepcji teoretycznych i metodo¬
logicznych w badaniach europejskich, charakterystykę zainteresowań kulturami
europejskimi w takich krajach jak Austria, Szwecja, N i e m c y Francja, Szwajcaria, Węg­
ry Jugosławia, Rosja i Związek Radziecki, Polska i „środowisko anglo-amerykańskie"
oraz omówienie wybranych prac dotyczących budownictwa, pasterstwa, obrzędo¬
wości dorocznej, życia rodzinnego (Trojan 1994; zob. też: Trojan 1990; 1991; 1998).
Trojan wydzielił cztery zasadnicze fazy w rozwoju etnologii Europy: „1. W k o m ¬
ponowanie jej w ramy historycznych badań kultur całego świata, 2. Zajmowanie się
zespołami językowymi i monotematycznymi studiami porównawczymi (głównie
pierwsza połowa obecnego stulecia, 3. Internacjonalizacji dyscypliny i rozproszenia
wysiłków badawczych, 4. Poszukiwania wspólnego języka i prób syntez (ostatnie la¬
ta)" (Trojan 1994, s. 28-29). „Schemat ten - podkreślił autor - ujawnił się [ . . . ] w wie¬
lu wariantach i w odmiennej skali zarówno w poszczególnych krajach, jak i w kon¬
kretnych tematach" (Trojan 1994, s. 29).
Wymieniając powody, dla których jeszcze na początku lat 90. X X w. etnologia
Europy pozostała „dziedziną deficytową", Trojan wspomniał m.in. o braku publika­
cji materiałów źródłowych ukazujących zróżnicowanie kultur europejskich (Trojan
1994, s. 213). Już w 1995 r. ukazała się praca zatytułowana Ludy i kultury Europy w re¬
lacjach Polaków, pod redakcją Trojana, wypełniająca częściowo i tę lukę. Zamieszczo¬
no tu kilkadziesiąt relacji polskich podróżników, reprezentujących rozmaite środo¬
wiska, którzy podczas swoich wojaży po krajach europejskich obserwowali życie
codzienne miejscowej ludności, podstawowe zajęcia, gromadzili informacje
o wierzeniach, obrzędach, sztuce, kulinariach i innych dziedzinach kultury dostęp¬
nych ich poznaniu (obserwacja, rozmowy). Relacje zgromadzone w książce ukazują
mozaikę etniczno-kulturową Europy X I X w. i początku X X w., pozwalają też czy¬
telnikom na dokonanie porównań prezentowanych kultur (ściślej: ich elementów).
Konfrontacja treści relacji zamieszczonych w książce z informacjami zawartymi w in¬
nych źródłach, pochodzących z różnych okresów, umożliwia śledzenie zmian. Pra¬
ca może więc być przydatna we współczesnych studiach etnologicznych.
Mieczysław Trojan, podobnie jak uczynił to wcześniej W i t o l d Dynowski, przy­
pomniał o obowiązku ustosunkowania się d o d o r o b k u poprzedników w pracach
badawczych (dotyczy to także osób zajmujących się „zgłębianiem problematyki
kultur ludowych w wymiarze europejskim"), popularyzacji polskich prac poza gra¬
nicami kraju (publikowania w języku angielskim), udziału polskich naukowców
posługujemy się t e r m i n e m „antropologia k u l t u r o w a E u r o p y " lub „antropologia europejska". Z m i a n a ta
w i d o c z n a jest w e w s z y s t k i c h krajach, które p r z e d 1989 r. tworzyły t z w . b l o k w s c h o d n i . N o w a nazwa
s t o p n i o w o w y p i e r a t e r m i n y używane dotychczas na określenie r o d z i m e j etnografii/etnologii, bez
względu na relacje między ich zakresami pojęciowymi. Jednocześnie znakomicie koresponduje z pub¬
likacjami w języku angielskim, w których prezentowane są w y n i k i badań nad kulturami europejskimi
(Hann, Sarkany Skalnik 2005, s. 5; zob. StudyingPeoples...

69

2005).

�Iwona Kabzińska

w międzynarodowych kongresach, regularnej współpracy z europejskimi ośrodkami
badawczymi i systematycznej wymiany doświadczeń (Trojan 1994, s. 141, 213).
Stwierdził też, podobnie jak Anna Zadrożyńska, że wiele prac polskich badaczy za­
sługuje na wykorzystanie w studiach europejskich i wprowadzenie d o międzynaro¬
dowego obiegu. D o t y c z y to zwłaszcza studiów regionalnych oraz opracowań po¬
święconych kulturze ludowej i jej wybranym dziedzinom (pasterstwo, rolnictwo,
folklor) (Trojan 1994, s. 213). Jako przykład pracy mającej „duże znaczenie dla
badań ogólnoeuropejskich" Trojan wymienił sześciotomowe Pasterstwo Tatr Polskich
i Podhala, wspomniał zarazem ogólnie o „innych opracowaniach dotyczących Kar­
pat" (Trojan 1994, s. 141). Zabrakło natomiast informacji o działalności Międzyna¬
rodowej Komisji do badania Kultur Ludowych Karpat i Bałkanów . Brakuje również
wzmianki o udziale polskich badaczy w pracach nad Europejskim Atlasem Etnogra­
ficznym (na ten temat patrz: Bohdanowicz, Sokołówna 1980), a także o współ­
uczestnictwie polskich naukowców (w latach 70. X X w.) w ogólnoeuropejskim pro­
gramie badań nad kulturą rodzin europejskich. Nosił on tytuł Kierunki i tendencje rozwoju
kulturowego w nowoczesnym społeczeństwie: Interakcje kultur narodowych i był realizowany
pod kierunkiem pracowników związanych z Europejskim Centrum Koordynacji Ba¬
dań i Dokumentacji w zakresie Nauk Społecznych, z siedzibą w Wiedniu (więcej
zob.: Bednarski, Jasiewicz 1985). Inicjatywy te zasługują na uwagę, chociaż nie udało się
w pełni osiągnąć ich celów. Stanowią jednak przykład prób podjęcia, tak ważnych dla
etnologii Europy studiów o charakterze syntetyczno-porównawczym na dużą skalę.
13

W pracy Trojana nie znalazłam informacji o książce Jana Bujaka Zabawki w Euro­
pie. Zarys dziejów - rozwój zainteresowań (Bujak 1988). Jest ona znaczącym krokiem
w dziedzinie badań nad europejskimi zabawami i zabawkami, ich historią, zachodzą¬
cymi zmianami, zapożyczeniami kulturowymi, a zarazem próbą syntetyczno-porównawczego ujęcia badanej problematyki.
Zainteresowanie polskich etnologów/antropologów kultury badaniem kultur euro­
pejskich wyraźnie wzrosło po 1989 r. Przedmiot p o d nazwą etnografia/etnolo¬
gia/antropologia kulturowa Europy znajduje się w programach wielu uczelni wyż¬
szych. Prowadzone są też (równocześnie lub wyłącznie) zajęcia na temat wybranych
obszarów naszego kontynentu, np. Słowiańszczyzny, Bałkanów, lub/i określonych
problemów rozpatrywanych w skali europejskiej, takich jak: integracja i dezinte¬
gracja, kwestie etniczne, migracje, badania z zakresu antropologii współczesności,
antropologii transformacji, antropologii wizualnej, antropologii śmierci, globaliza¬
cja i wiele innych.
W większości ośrodków etnologicznych (nie tylko uniwersyteckich) są realizo­
wane systematyczne badania terenowe obejmujące m.in. wybrane obszary dawnego
Związku Radzieckiego, Bałkanów, Europy Środkowej (na temat tych badań zob.: Kab-

13

Materiały ukazujące niektóre efekty prac K o m i s j i można znaleźć w „Etnografii Polskiej" (1961,

t. 5; 1962, t. 6; 1981, t. 25, z. 2; 1989, t. 33, z. 1 - 2 ) ; zob. też: G o d y ń - W r z e s i e ń 2005.

70

�Czy etnologia Europy wciąż jest w Polsce „dziedziną deficytową"?

zińska 2003; 2004). Niewiele osób prowadzi pogłębione prace badawcze w Euro­
pie Zachodniej . Nadal brakuje projektów prac i publikacji o charakterze syntetyczno-porównawczym. Większość badaczy, ze zrozumiałych powodów, koncentruje
się na wybranych obszarach Europy, szukając odpowiedzi na interesujące ich pyta¬
nia. Podobnie wygląda sytuacja w innych krajach europejskich.
14

Takie badania mają jednak duże znaczenie poznawcze. Przynoszą m.in. informa¬
cje dotyczące problematyki etnicznej, tożsamości, obrzędowości rodzinnej i do¬
rocznej, folkloru, wierzeń, zmian w różnych sferach kultury, w t y m - w życiu co¬
dziennym mieszkańców badanych obszarów, ukazują funkcjonowanie różnego ro¬
dzaju pograniczy, relacje między t y m , co „nowe", i t y m , co - być może na zawsze
- przemija, społeczno-kulturowe efekty zmian systemowych i zjawiska występują­
ce w świecie rządzonym przez „nową ekonomię". Jest w nich uwzględniana najczęś­
ciej perspektywa historyczna. Badacze przy t y m nie tylko korzystają z dorobku his¬
toryków i źródeł archiwalnych, lecz także prowadzą prace terenowe, na podstawie
których można np. mówić o sposobach postrzegania i interpretowania różnych wy¬
darzeń dziejowych przez mieszkańców badanych obszarów, o splataniu się wielkiej
i małej historii (lokalnych społeczności, rodzin, jednostek), przeżywaniu dziejów
własnej grupy odniesienia (etnicznej, narodowej), pamięci o nich.
Badania prowadzone przez polskich etnologów na wybranych obszarach Europy
umożliwiają ponadto dokumentację wielu zjawisk i procesów społeczno-kulturo¬
wych, śledzenie zachodzących t u zmian, ukazanie zróżnicowania kontynentu euro¬
pejskiego np. pod względem etnokulturowym, religijnym, społecznym, podjęcie
próby zrozumienia innych kultur i charakterystyki relacji między nimi. Można więc
śmiało powiedzieć, że osiągają one najważniejsze cele etnologii/antropologii kul¬
turowej Europy (na temat tych celów zob. np.: R o t h 1996, s. 6, 8. 10; Lófgren 2001;
Trojan 1991, s. 4 7 - 5 0 ) .
Spróbujmy podsumować to, co zostało powiedziane na temat etnografii/etnolo­
gii Europy jako „dziedziny deficytowej", i odpowiedzieć na pytanie postawione w ty¬
tule artykułu. M o i m zdaniem nie można obecnie mówić o etnologii/antropologii
kulturowej Europy jako dyscyplinie „niewykazującej właściwej prężności rozwojo¬
wej". Świadczą o t y m przede wszystkim badania podejmowane przez polskich et¬
nologów w różnych krajach europejskich, na różnego typu pograniczach, oraz liczne
publikacje ukazujące wyniki prac badawczych. N i e istnieją też obecnie głębokie
dysproporcje między badaniami naszego kontynentu i studiami pozaeuropejskimi .
15

W badaniach europejskich, również w tych, które są prowadzone w Polsce, do¬
minują ujęcia typu case studies oraz studia regionalne (uwzględniające najczęściej

14

N a szczególną uwagę zasługują pionierskie badania A g n i e s z k i C h w i e d u k przeprowadzone

wśród A l z a t c z y k ó w ( C h w i e d u k 2006).
15

O p r ó c z badań p r o w a d z o n y c h na w y b r a n y c h obszarach E u r o p y realizowane są również badania

terenowe w A m e r y c e Południowej, A z j i , A f r y c e , a także - Australii i O c e a n i i .

71

�Iwona Kabzińska

szersze tło, procesy zachodzące w wymiarze europejskim i globalnym, perspektywę
historyczną). Z b y t małe zainteresowanie rodzimych badaczy wzbudzają jednak kwe¬
stie teoretyczne i metodologiczne.
Dzięki Internetowi nie ma dziś problemów z wymianą informacji i prezentowa¬
niem wyników badań poza najbliższym środowiskiem, prowadzeniem naukowych
dysput, przekazywaniem i wyszukiwaniem danych bibliograficznych. Barierę
w prowadzeniu badań na większą skalę stanowią fundusze . Ograniczają one nie
tylko możliwości realizowania prac terenowych, ale też udziału w konferencjach,
zakupu literatury, bezpośrednich kontaktów z badaczami reprezentującymi różne
ośrodki. Bariera finansowa nie jest jednak nie do pokonania (oczywiście, d o pewnej
wysokości). Istnieje wiele możliwości ubiegania się o tzw. granty krajowe i między¬
narodowe, współpracy z partnerami zagranicznymi, wyjazdów stypendialnych.
Z tej drogi zapewne będzie korzystało coraz więcej osób, zwłaszcza jeśli wyjdziemy
z obecnego kryzysu ekonomicznego, odczuwalnego również w sferze nauki.
16

Anna Zadrożyńska kończy swój artykuł wnioskiem: „Europa - kontynent naj¬
bliższy, pozostaje nadal nieznana. Kontynent nie do zbadania i nie do zrozumienia"
(Zadrożyńska-Barącz 1970, s. 214). Dziś można powiedzieć, że Europa została w du¬
żym stopniu poznana. Wciąż też pogłębia się wiedza o niej i poszczególnych kultu¬
rach europejskich, związkach między nimi, zmianach, którym podlegają. Systema¬
tycznie rośnie liczba badań i publikacji poświęconych temu kontynentowi. Europa
staje się również bliska, coraz bardziej dostępna dzięki podróżom, mediom, kon¬
taktom osobistym między t y m i , którzy już „tam" byli, i t y m i , który dopiero wybie¬
rają się w poznane przez innych miejsca. N i e jest to już także kontynent „nie do
zbadania i zrozumienia". Między innymi dzięki studiom etnologicznym, podej¬
mowanym także przez rodzimych badaczy, dysponujemy ogromnym zasobem in¬
formacji, które pozwalają nam wypowiadać się na temat różnorodnych zjawisk kul¬
turowych występujących w Europie, mechanizmów zachodzących tu zmian, ich na¬
stępstw i t d . Zdajemy sobie przy t y m doskonale sprawę z tego, że nie możemy po¬
znać w pełni ani tego kontynentu, ani żadnej z jego kultur, tak samo jak nie możemy
poznać do końca drugiego człowieka, a nawet samego siebie.
W trudnej do określenia przyszłości doczekamy się zapewne licznych publikacji
0 charakterze syntetyczno-porównawczym, będących efektem prac prowadzonych
w skali europejskiej. Znaczący udział w ich powstaniu mogą mieć polscy etnologo¬
wie, już teraz szczycący się poważnym dorobkiem. N i k t już dziś chyba nie uważa
prac syntetycznych za „niezbyt atrakcyjne, uwikłane w rozwiązywanie przestarzałych
1 mało efektywnych problemów (geneza wytworów, etniczny wymiar zróżnicowania
kulturowego) i stojące na uboczu inspirujących orientacji teoretycznych" (o takim
podejściu d o tego rodzaju badań pisze Trojan 1990, s. 65). Przypuszczam, że ich

16

Zjawisko t o występuje również w krajach zamożnych, c h o ć inna jest jego skala w porównaniu

z krajami, które nie mogą być zaliczone do tej grupy.

72

�Czy etnologia Europy wciąż jest w Polsce „dziedziną deficytową"?

niedostatek wynika przede wszystkim z przerażającego wielu z nas ogromu pracy,
jaką należałoby podjąć, by doprowadzić do powstania takich syntez, uwzględniają¬
cych zasoby źródeł ze wszystkich krajów Europy Brakuje także specjalistów, a być
może również czasu. Wszyscy dziś żyjemy pod jego presją, spieszymy się coraz
bardziej. O d naukowców wymaga się szybkich, spektakularnych efektów, a nie
żmudnej, wieloletniej pracy nad jednym zagadnieniem, wymagającej w dodatku og¬
romnych środków finansowych oraz znakomitej organizacji i koordynacji działań
różnych osób i placówek badawczych.
Na początku lat 90. X X w. słaby rozwój „syntetycznych rozważań z zakresu
etnografii Europy" był, jak zauważył Trojan, m.in. skutkiem niedostatku niezbęd¬
nych informacji, istnienia barier językowych oraz nadmiernego skupienia się na bada¬
niach regionalnych lub „ograniczonych do własnego terytorium narodowego" (Tro¬
jan 1994, s. 66). Niektóre z tych trudności udało się pokonać, choćby za sprawą
nowoczesnych możliwości komunikowania się oraz upowszechnienia się języka
angielskiego, który stał się lingua franca współczesnej Europy a w jakiejś mierze rów¬
nież świata. Występująca w wielu krajach koncentracja na badaniach regionalnych
i prowadzonych na terenie własnego kraju wynika nie tylko z zainteresowań bada¬
czy lecz także ze względów praktycznych (mniejsze koszty w porównaniu z praca­
mi prowadzonymi w odległych krajach). N i e można też skupić się wyłącznie na po¬
znawaniu kultur innych kontynentów. Znajomość kultury własnego kraju (grupy
etnicznej, narodu) jest niezbędna, a wyniki dotyczących jej badań mogą być wyko¬
rzystane w studiach o charakterze syntetyczno-porównawczym.
17

Być może kiedyś powstanie słownik etnologii Europy, na którego brak wskazy¬
wał Trojan, zawierający wyjaśnienia najczęściej używanych w tej subdyscyplinie ter¬
minów, informacje o w y b i t n y c h reprezentantach tej gałęzi etnologii, notatki o waż¬
niejszych wydawnictwach ciągłych, monografiach wsi, muzeach, jak również dane
na temat poszczególnych regionów (Trojan 1994, s. 213). Zostanie też zapewne
opracowana międzynarodowa bibliografia etnologii Europy (Trojan 1994, s. 213) .
18

Obserwacja rozwoju rodzimych badań etnologicznych dotyczących kontynentu
europejskiego i stopniowej likwidacji braków dostrzeżonych w minionych latach
przez (wspomnianych tu) Witolda Dynowskiego, Annę Zadrożyńską i Mieczysława
Trojana prowadzi do wniosku, że udało się pokonać wiele ograniczeń mających
wpływ na postrzeganie etnologii Europy jako „dziedziny deficytowej". Jej „prężność

17

Pamiętam z d z i w i e n i e jednego z mongolskich kolegów, k i e d y dowiedział się, że interesują mnie

zachowania ludyczne i rola, jaką odgrywają one w k u l t u r z e M o n g o l i i . Próbował dociec, dlaczego nie
badam tego t y p u zachowań we własnej kulturze. Przyznam, że t r u d n o m i było podać argumenty, które
b y go w pełni przekonały. R o z m o w a ta dała m i jednak powód d o refleksji nad przyczyną w y b o r u
określonych t e m a t ó w badawczych i koniecznością dostrzegania nie t y l k o „egzotycznych k u l t u r " , ale
również k u l t u r y najbliższej geograficznie.
18

Istnieje również plan opracowania międzynarodowej bibliografii publikacji poświęconych róż¬

n y m k u l t u r o m i obszarom naszego k o n t y n e n t u (na t e n temat zob.: R o t h 1996, s. 10).

73

�Iwona Kabzińska

rozwojowa", zaawansowanie i rozwój badań europejskich pozwalają mieć nadzieję,
że istniejące jeszcze niedociągnięcia zostaną z czasem usunięte. C h o d z i przede
wszystkim o brak studiów o charakterze syntetyczno-porównawczym w skali euro¬
pejskiej oraz o niedostatek rozważań teoretycznych i metodologicznych.
Termin „dziedzina deficytowa", stosowany wobec etnologii Europy w Polsce,
stopniowo przechodzi do historii dyscypliny może być jednak użyty na określenie
innej dziedziny, zdaniem badaczy „niewykazującej właściwej prężności rozwojo¬
wej". Posłużyłam się nim, np. omawiając stan badań etnologicznych nad sportami
ludów Azji (Kabzińska 1991). M i m o upływu czasu sytuacja w tej sferze badań nie
zmieniła się w sposób widoczny. C z y na miano „deficytowych" zasługują inne subdyscypliny etnologii/antropologii, zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami? Jeśli
tak, to jakie?

Bibliografia
Bednarski J., Jasiewicz Z .
1985

Badania nad kulturą rodzin europejskich. Założenia, problematyka, dotychczasowe wy¬
niki, „Etnografia Polska", t. 29, z. 1, s. 4 5 - 5 1

Beyond the Community...
1975
Beyond the Community. Social Process in Europe, red. J. Boissevain, J. Friedl, The
Hague
Bobrownicka M .
1995
Narkotyk mitu, Kraków
Bohdanowicz J., Sokołówna W
1980

Etnograficzne prace atlasowe w Europie, „Etnografia Polska", t. 24, z. 2, s. 139-158

Boissevain J.
1975
Introduction: towards a social anthropology of Europe, w: Beyond the Community...,
s. 9-17
Bujak J.
1988

Zabawki w Europie. Zarys dziejów - rozwój zainteresowań, Kraków

Chwieduk A .
2006

Alzatczycy. Dylematy tożsamości, Poznań

Dynowski W
1963

Z dziedzin deficytowych etnografii polskiej, „Etnografia Polska", t. 7, s. 15-27

Godyń-Wrzesień M .
2005

Zarys historii Międzynarodowej
„Lud", t. 89, s. 237-251

Komisji do badania Kultury Ludowej w Karpatach,
74

�Czy etnologia Europy wciąż jest w Polsce „dziedziną deficytową"?

Hann C h .
1994

After communism: reflections on East European anthroplogy and the 'transition, „Social
Anthropology", v o l . 2, nr 2, s. 229-249

Hann C h . , Sárkány M . , Skalnik P.
2005

Introduction: continuities and contrasts in an essentially contested field, w: Studying
Peoples..., s. 1-20

Kabzińska I .
1991
Sport w kulturach ludów Azji - kolejna dziedzina deficytowa etnologii, „Etnografia
Polska", t. 35, z. 1, s. 173-191
2000
2003

2004

W kierunku zrozumienia i interpretacji. Polska ekspedycja etnograficzna w Mongolii,
w: Polskie opisywanie świata, red. A. Kuczyński, Wrocław, s. 233-249
Mniejszości etniczne i narodowe Europy Środkowo-Wschodniej końca XX i początku
XXI wieku - nowy przedmiot zainteresowań humanistyki, „Rocznik Wschodni",
nr 9, s. 129-153
Polskie badania etnologiczne przełomu XX i XXI wieku na terenach byłego Związku
Radzieckiego i ich znaczenie dla etnologii Europy, w: Wschód w polskich badaniach
etnologicznych i antropologicznych. Problematyka - badacze - znaczenie, red. Z . Ja­
siewicz, Prace Komitetu Nauk Etnologicznych Polskiej Akademii Nauk,
nr 12, Poznań, s. 31-44

Kutrzeba-Pojnarowa A.
1981
Polskie potrzeby badań porównawczych nad historią kultur ludowych Europy, w: Pol¬
skie badania obcych kultur ludowych, red. E. Pietraszek, Wrocław, s. 4 1 - 4 7
Lófgren O.
2001

European ethnology in the jungles of „the new economy", w: Times, Places, Passages.
Ethnological Approaches in the New Millennium, 7th SIEF-Conference, Budapest,
April 23-28, 2001, red. R. Kiss, A . Paladi-Kovacs, Budapest, s. 11-23.

R o t h K.
1996

European ethnology and intercultural communication, „Ethnologia Europaea", vol. 26,
nr 1, s. 3-16

Studying Peoples.
2005

Studying Peoples in the Peoples Democracies. Socialist Era Anthropology in East-Central
Europe, red. C. Hann, M . Sárkány, P. Skalnik, „Halle Studies in the Anthro¬
pology of Eurasia", v o l . 8, Münster

Tishkov V A .
2001
The Anthropology of Russian Transformations, w: Times, Places, Passages. Ethnologi­
cal Approaches in the new Millennium, 7th SIEF-Conference, Budapest, April 23-28,
2001, red. R. Kiss, A . Paladi-Kovacs, Budapest, s. 55-78

75

�Iwona Kabzińska

Toynbee A.J.
1991

Cywilizacja w czasie próby, Warszawa

Trojan M .
1990
1991
1994
1995
1998

Zarys rozwoju problematyki badawczej w zakresie etnografii Europy, „Etnografia
Polska", t. 34, z. 1-2, s. 6 5 - 8 4
Drogi i bezdroża w etnologii Europy, „Etnografia Polska", t. 35, z. 2, s. 3 5 - 5 9
Wprowadzenie do etnologii Europy. Orientacje, problemy, założenia badawcze, W r o ­
cław
Ludy i kultury Europy w relacjach Polaków, Wrocław
Between Ethnography of Europe and Anthropology of Europe, w: The Task of Ethno­
logy/Cultural Anthropology in Unifying Europe, red. A. Posern-Zieliński, Po­
znań, s. 4 9 - 5 7

Zadrożyńska-Barącz A.
1970

Nowa dziedzina deficytowa - etnografia Europy, „Etnografia Polska", t. 14, z. 2,
s. 207-214

76

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6011" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5991">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4dcc8ad0de93db10c247a5b57c1962ee.pdf</src>
        <authentication>e9c342dc79ed95cbca6b6ebddce664f5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71711">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71712">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71713">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71714">
                <text>antropologia kulturowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71715">
                <text>Zadrożyńska, Anna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71716">
                <text>reprezentacja</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71717">
                <text>Holocaust</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71718">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4631</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71719">
                <text>O niemożliwym przedstaweiniu rzeczywistości i urzeczywistnionych przedstaweiniach</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71720">
                <text>Kryzys reprezentacji/Antropolog wobec wspólczesności</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71721">
                <text>Antropolog wobec współczesności pod red. Anny Malewskiej-Szałygin i Magdaleny Radkowskei-Walkowicz s.77-89</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71722">
                <text>tom w darze Profesor Annie Zadrożyńskiej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71723">
                <text>Maksimowska, Agata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71724">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71725">
                <text>Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71726">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71727">
                <text>Agata Maksimowska
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW

Kryzys reprezentacji.
O niemożliwym przedstawieniu rzeczywistości
i urzeczywistnionych przedstawieniach

A c c o r d i n g t o t h e w i f e of t h e o f f i c i a l , t h o s e w h o w i t n e s s i t faint d e a d away o v e r c o m e
b y t h e g r a n d scale of t h e i l l u s i o n . For a m o m e n t t h e m a g i c i a n stands, a f i e l d of Jews at
his feet, t h e n n o t h i n g . [ . . . ] T h e t r a i n is e m p t y T h e m a g i c i a n stands alone on t h e p l a t ­
f o r m . N o t h i n g remains b u t t h e t r a d i t i o n a l p u f f of smoke. T h i s t r i c k he p e r f o r m s , p u f f
after puff, t w e n t y - f o u r h o u r s a day ( E n g l a n d e r 2 0 0 0 , s. 4 0 ) .

Uczynienie kryzysu reprezentacji tematem tego artykułu nie ma na celu analizy
przyczyn i charakteru rzekomego kryzysu ani t y m bardziej oceny tego, czy mówie­
nie o „kryzysie" jest w ogóle uzasadnione. Odniesienie się d o tak radykalnie posta­
wionej sprawy jest raczej inspiracją do przyjrzenia się t y m zagadnieniom metodo­
logicznym - w obrębie historii i nauk społecznych - które dotyczą sposobu rozu¬
mienia praktyk r e p r e z e n t a c j i .
Już w samym słowie „reprezentacja" ukazuje się nam funkcjonalna dwoistość te­
go pojęcia. Jest to zarazem „re-prezentacja", czyli p o n o w n e u o b e c n i e n i e rze­
czy jak i „reprezentacja", czyli p r z e d s t a w i e n i e rzeczy (a nawet, co najlepiej w i ­
dać w przypadku reprezentacji politycznych, jej p r z e d s t a w i c i e l s t w o ) . Powtór­
ne uczynienie rzeczy obecną Paul Ricoeur łączy z operacją przypominania, wska­
zując jednak na drugi aspekt tej operacji - wytworzenie idei danej rzeczy w umyśle.
Z jednej strony chodzi t u bowiem o przywołanie rzeczy nieobecnej (np. minionej)
za pośrednictwem jej „reprezentanta", „przedstawiciela", który ją zastępuje, a z dru¬
giej strony o zakrycie operacji zastępowania przez podkreślenie obecności rzeczy
zastępującej, która zaczyna wypierać rzeczywistość rzeczy reprezentowanej (Ricoeur 2007, s. 252). Podobnie pisze o t y m Frank Ankersmit, nazywając reprezenta­
cję substytutem nieobecnego przedmiotu (Ankersmit 2006a, s. 62).
Ricoeur pyta o zastosowanie w humanistyce kategorii reprezentacji, traktowanej
jako zarówno obiekt, jak i zabieg, i podkreśla dialektyczny charakter obu jej wymia¬
rów (objawiający się w relacji między wizualną obecnością a realną nieobecnością;
77

�Agata Maksimowska

Ricoeur 2007, s. 314-315). Problemem, który w t y m kontekście poruszają obaj
autorzy to sposób, w jaki kategoria reprezentacji stosowana jest w historii (Ricoeur
2007, s. 252). Według Ankersmita zadaniem historii jest dostarczanie „reprezentacji
przeszłości, które najlepiej spełniają funkcję tekstowych substytutów prawdziwej,
choć nieobecnej przeszłości" (Ankersmit 2006a, s. 62). Ale i w jego interpretacji
reprezentacja historyczna ma ambicję całkowitego zastąpienia oryginału, zlikwido­
wania faktu „przedstawiania", wprowadzenie nieodróżnialności przedmiotu repre¬
zentacji i samej reprezentacji (Ankersmit 2006a, s. 62).
O kryzysie reprezentacji w historiografii poważnie zaczyna się mówić, kiedy h i ­
storycy podejmują próbę zmierzenia się z doświadczeniem Holocaustu. Temat
Shoah okazuje się „papierkiem lakmusowym dla k r y t y k i dyskursu historycznego"
(Klein 2004, s. 49).
Dyskusje zmierzają przede wszystkim w dwóch kierunkach - jeden z nich to
rozważania nad etyczną dopuszczalnością reprezentowania, nad uprawnieniem
tekstowego i wizualnego „przedstawicielstwa" rzeczywistości Zagłady Najbardziej
znana wypowiedź to oczywiście często cytowane i wyłączone z oryginalnego kon­
tekstu słowa Theodora A d o r n o dotyczące barbarzyństwa, którym jest pisanie
poezji po Auschwitz (Adorno 1981, s. 34). Użycie jedynie słów: Holocaust, Shoah,
Auschwitz, zamyka możliwość dowolnej interpretacji i krótko wskazuje na
bezsensowność pretensji reprezentacji do bycia przedstawicielką i substytutem
rzeczywistości Zagłady oraz wzywa do milczenia i pustki.
Drugi kierunek dyskusji nad pisarstwem o Shoah dotyczy przede wszystkim nie¬
wykonalności zabiegu reprezentowania i z góry przewidywanej niedoskonałości re¬
prezentacji. Daje tu o sobie znać świadomość losów Mapy którą stworzono, aby mo­
gła idealnie odwzorować (zarazem jednak pokryć i zakryć) Cesarstwo. G d y Mapa
okazała się jednak bezużyteczna, zaczęła się rozpadać (Borges 1982, s. 87). Nie¬
zdolność do reprezentacji Zagłady to niezdolność nie tylko do zastąpienia oryginału,
ale również do zatuszowania samej operacji zastępowania, gdyż demaskuje je groza
rzeczywistości jako takiej.
W obu przypadkach pojawia się kwestia niemożliwości stworzenia spójnej, do¬
kładnej i nadającej sens przeszłości relacji o Holocauście. N i e można opisać owych
zdarzeń w sposób, który dostarczałby nam jakiejś prawdy o świecie, pomagał go
zrozumieć czy też, jak pisze Jonathan Webber (2007, s. 74), był na tyle koherentny
aby zaspokoić teraźniejsze tożsamościowe potrzeby wspólnoty Niemożność zinte¬
growania narracji o Holocauście pokazuje zarówno epistemologiczną naturę kry¬
zysu reprezentacji, jak i kontrowersje etyczne, które wzbudza sam zabieg reprezen¬
tacji.
Rozważania, kładące nacisk na problem epistemologiczny koncentrują się na ogra¬
niczeniach metodologicznych w opisie rzeczywistości, która nie daje się zamknąć
w narracji. Jak pisze Saul Friedlander, gromadzenie wiedzy na temat Holocaustu nie
idzie w parze z lepszym jego rozumieniem (Domańska 2006, s. 18).
78

�Kryzys reprezentacji

W wymiarze etycznym mówi się o tym, że reprezentacja jako zabieg zastępowania,
unieobecniania rzeczywistości i powoływania na jej miejsce rzeczy reprezentującej
(czyli owego „substytutu") grozi całkowitą autonomią języka odsuwającego w narracji
na dalszy plan doświadczenie (Ankersmit 1997, s. 84). Autorski i konstruktywistyczny charakter relacji o przeszłości nadaje historykowi prawo kształtowania tej prze­
szłości w każdy sposób językowo dostępny Z powodów etycznych jednakże nie da się
mówić o Holocauście w sposób np. satyryczny czy ironiczny (Ankersmit 1997, s. 85).
Tego typu problem skutkuje apelem o powstrzymanie się od głosu - chodzi o wyeli­
minowanie możliwości powstania relacji fałszywej, która świadczyłaby na korzyść
sprawców zbrodni (Ankersmit 1997, s. 86). Takie stanowisko w swej zradykalizowanej formie zakłada, że tak jak „Holocaust jest niemożliwy-do-opisania", tak zadanie
historyka Holocaustu jest „niemożliwe-do-wykonania" i nie powinien on w ogóle
zajmować się reprezentacją historyczną tego tematu, lecz pozostawić go jego ofia¬
rom (Ankersmit 1997, s. 86).
Oddanie głosu świadkom-ofiarom jest na pewno próbą przezwyciężenia wspom­
nianego kryzysu, jednakże zakłada rezygnację z reguł właściwych dyskursowi histo­
rycznemu. Relacje ocalałych są w większości, jak pisze Jonathan Webber, z punktu
widzenia historyka niewiarygodne, gdyż nie jest on wyposażony w narzędzia po¬
zwalające na analizę źródeł dostarczonych przez, jak ich nazywa autor, „uninformed
informants". Dużo bardziej przygotowany do tego zadania byłby zdaniem autora,
etnograf, gdyby jego przedmiotem zainteresowania stały się rytuały spotkań z oca­
lonymi, pozwalające ich aktorom spełniać „święty obowiązek pamiętania". Być m o ­
że właśnie etnograficzne zbliżenie się do doświadczenia ocalałych sprzyjałoby pró¬
bie zamknięcia reprezentacji i usensownienia przeszłości, nie bezpośrednio, przez
konstrukcję spójnej narracji, ale za pomocą obserwacji kulturowych procesów ra¬
dzenia sobie z pamięcią (Webber 2007, s. 74-75).
Takie podejście może jednak zostać ponownie zakwestionowane przez stano¬
wisko, o którym pisze Maria Janion. Autorka powołuje się na Jean-François Lyotarda, który stwierdził, że Zagłady nie da się opowiedzieć nawet jako doświadczenia
osobistego, a prawomocne jednostkowe świadectwo Holocaustu mogłoby pocho¬
dzić jedynie z ust tego, k t o w jego w y n i k u zginął (Janion 2001, s. 392). Wszelka inna
próba (Janion odnosi się do twórczości literackiej) grozi estetyzacją elementów te¬
go, co w całości pozostaje nieprzedstawialne, praktyką znajdującą walor artysty¬
czny w samej trudności wypowiedzi (Janion 2001, s. 403).
Być może jednak rytualna praca „uninformed informants" jest szansą przezwy¬
ciężenia kryzysu reprezentacji. M o ż e to właśnie terapeutyczne zaangażowanie się
ofiar jest jedynym warunkiem reprezentacji rzeczywistości Holocaustu. Najlepiej
widać to na przykładzie, proponowanej przez Ankersmita, „strony zwrotnej" w pisar¬
stwie historycznym, które jest wówczas „pisaniem się" przez autora. „Ja" nie pisze
tekstu, lecz „pisze się" w tekście. Ankersmit wywodzi to z rozważań Haydena W h i te'a (dokonującego zwrotu wobec swych wcześniejszych pism) nad sposobem
79

�Agata Maksimowska

zmniejszenia dystansu między językiem a rzeczywistością i udzielenia przeszłości
większej władzy nad przedstawieniem. Sposób ten zakłada wyrażenie przeszłości
jako doświadczenia traumy przez ofiarę tej traumy-świadka. Świadek nie musi mil¬
czeć, ale dzięki pisarstwu może ożywić zastygłą w traumie przeszłość, powtórnie
jej doświadczyć, a następnie przyswoić ją i zintegrować w swoim „ja". Jest to pod¬
wójna praca nad reprezentacją i rzeczywistością zarazem, praca, która pozwala re¬
prezentacji stać się częścią rzeczywistości - pisząc, piszący staje się sam sobą, jego
język nie jest transcendentnym narzędziem, lecz jako część zjawiska reprezentowa­
nia, zatraca się w użyciu (Ankersmit 1997, s. 86). Cenna jest uwaga Kleina, że takie
podejście do pisarstwa historycznego, wykorzystujące dorobek psychoanalizy, nie
przyjmuje jej w redukcyjnym wydaniu hermeneutyki podejrzenia, lecz traktuje ją
jako leczący dyskurs (Klein 2004, s. 49).
Konsekwencją prób radzenia sobie z kryzysem reprezentacji jest wprowadzanie
kategorii psychologicznych do sposobu mówienia o przeszłości. Taką kategorią jest
pamięć, która, jako „miękka wiedza", nie pretenduje do obiektywności, nie zawłasz¬
cza rzeczywistości ani nie zastępuje jej. Przez związek z doświadczeniem indywidual¬
nym sprawia wrażenie bliższej człowiekowi, przewiduje udział jego głosu (zwłasz¬
cza uprzednio wykluczonego) w relacji na temat przeszłości (Domańska 2005, s. 8).
Dzięki psychologizacji reprezentacja pozornie zaczyna zmieniać swoją relację wo¬
bec rzeczywistości - nie przykrywa jej słowami, lecz chce stać się jej ontologicznie
równa. Powtórne przeżycie rzeczywistości w reprezentacji to już nie obecność wa­
runkowana przez nieobecność, ale obecność w obecności. O p o d o b n y m problemie
pisze Frank Ankersmit na przykładzie dwóch pomników Holocaustu w Yad Vashem, z których jeden ma spełniać funkcję czysto referencyjną - znaku, który nie
jest zdolny do uniesienia treści (gdyż nie da się stworzyć reprezentacji ikonicznej
Holocaustu) - a drugi oferuje możliwość reprezentacji przez wskazanie na do¬
świadczenie grozy Holocaustu, wywołanie skojarzeniowej reakcji neurotycznej.
Pierwszy t y p pomnika prawie zrzeka się reprezentacji, natomiast drugi, za pomocą
operacji metonimicznej, która nie wnika w znaczenie przeszłości, pragnie ją zna¬
czeniowo „otoczyć" poprzez kreację nowego, lecz wreszcie porównywalnego, do¬
świadczenia (Ankersmit 2006b, s. 166).
W obliczu niemożności zrozumienia pojawia się zatem rezygnacja ze spójności,
reprezentacyjności na rzecz osiągnięcia reakcji emocjonalnej. Maria Janion wspo¬
mina o t y m zjawisku następująco:
N a s t ę p u j e t u t a j z n a m i e n n e p r z e s u n i ę c i e s e n s ó w . N i e i d z i e o z r o z u m i e n i e , k t ó r e jest
c e l e m h e r m e n e u t y k i , a nieraz ona zawiodła, jak w i d a ć c h o ć b y na p r z y k ł a d z i e p r ó b
G a d a m e r a z r o z u m i e n i a p o e z j i Paula Celana. L e c z o w s p ó ł c z u c i e , k t ó r e s t a n o w i p o d ­
stawę t r a g e d i i , o w y s o k ą l i t o ś ć i g r o z ę , k o n i e c z n y składnik t r a g i c z n e j katharsis (Ja¬
n i o n 2 0 0 1 , s. 4 0 5 ) .

80

�Kryzys reprezentacji

Empatyczne podejście niesie ze sobą innego rodzaju zagrożenia o charakterze
etycznym. Współczucie, empatyczna postawa historyka wobec przeszłości i Inne­
go może nie tylko pomóc zmniejszyć dystans między reprezentacją a rzeczywistoś¬
cią, przez uznanie uczuć świadka za warunek umożliwiający pracę, lecz także wy¬
woływać relację przeniesieniową - polegającą na zawłaszczeniu przez autora do¬
świadczeń ofiary (LaCapra 2006, s. 129).
Dominick LaCapra widzi dla tej sytuacji nowe rozwiązanie, które zachowuje po¬
trzebę empatii, ale ustanawia wymogi obiektywności rozumianej jako „próba prze¬
ciwdziałania nieuchronnym (a niekiedy zmuszającym do myślenia lub cennym p o d
względem heurystycznym) procesom projekcji" i proponuje krytyczną refleksję
i „przepracowanie własnego uwikłania w badane problemy" (LaCapra 2006, s. 157).
Sposoby radzenia sobie z niedostępnością przedmiotu badań, z jego nieopisywalnością i chęć zwrócenia się k u innym dyskursom mają swoje źródło w epistemologicznym charakterze kryzysu reprezentacji. Chęć przywrócenia głosu t y m , za
których mówić nie czujemy się moralnie uprawnieni, zwrócenie uwagi na praktyki re¬
prezentacyjne dążące d o obiektywizacji i zastąpienia rzeczywistości z jednej strony,
a z drugiej próba odnalezienia drogi do rzeczywistości przez odwołanie się do na¬
rzędzi psychoanalitycznych (emocji, doświadczenia, terapii) są związane z etycz¬
nym wymiarem owego kryzysu.
Jeżeli jednak miałabym wskazać najcenniejszy, moim zdaniem, wkład owych dy¬
skusji do metodologii badań i pisarstwa o przeszłości, to byłoby nim owo wezwanie
do autorewizji. Refleksywność, zwrotność metodologiczna, którą z Ankersmitowską stroną zwrotną łączy uświadomiona relacja „ja" z tekstem, pozwala na ciągłą
krytykę aktywności mówienia o rzeczywistości - mającej na celu zarówno jej opisa¬
nie, jak i zaangażowanie w pracę emocjonalną.

, J u t a j w s z y s t k o jest zabronione, nie z jakichś u m o t y w o w a n y c h p r z y c z y n , t y l k o d l a t e ­
go, ż e właśnie w t y m c e l u o b ó z z o s t a ł s t w o r z o n y " ( L e v i 1996, s. 3 1 - 3 2 ) .
Błąd k o n c e p c j i , k t ó r ą t u r o z w a ż a m y polega w s u m i e na t y m , ż e b i e r z e ona p o d uwagę
t y l k o p r o j e k t y i n t e l e k t u a l n e , n i e u w z g l ę d n i a j ą c p r o j e k t u egzystencjalnego,

który

p o l a r y z u j e ż y c i e k u o k r e ś l o n e m u - n i e o k r e ś l o n e m u c e l o w i , k t ó r e g o w c a l e sobie nie
p r z e d s t a w i a m y i k t ó r y r o z p o z n a j e m y d o p i e r o w t e d y g d y g o osiągamy ( M e r l a u - P o n t y
2 0 0 1 , s. 4 6 7 ) .

Kryzys reprezentacji nie jest pochodną jedynie epistemologicznej i etycznej nie­
zdolności do przedstawienia Holocaustu, lecz jest szerszym zjawiskiem dotyczą­
cym k r y t y k i w łonie metafizyki zachodniej. Krytyka ta związana jest z rewizją kon­
cepcji odwzorowywania się świata idei w porządku świata rzeczy i łączy się z zagad¬
nieniem władzy.
81

�Agata Maksimowska

Niewyczerpująca się refleksja nad nieopisywalnym to nie tylko dyskurs mówiący
0 dylematach współczesnych, niemających możliwości ucieczki od tego, że ich i n ­
telektualną kondycję kształtuje świadomość Shoah. To także dyskurs na temat wa­
runków zaistnienia Shoah jako takiego, rozważania nad możliwościami uznania
pewnej reprezentacji świata za naturalną i podmiotowego jej ucieleśnienia po to, aby
Shoah się dokonało.
W analizie zjawiska władzy której częścią są praktyki reprezentacyjne, nie chciała­
b y m wprowadzać rozróżnienia, które pokaże, że władza należy do „rzeczywistości
jako takiej" i ukrywa się za maską reprezentacji. Raczej interesuje mnie sposób kon¬
struowania relacji między podmiotami działającymi. Tworzenie reprezentacji
chciałabym uznać za rodzaj takiej relacji.
W eseju Podmiot i władza Michel Foucault analizuje stosunki władzy jako oparte
na antagonizmie przeciwstawnych strategii (panowania i oporu) (Foucault 1998,
s. 176). Stosunki władzy ujawniają się w odbywającym się każdego dnia tworzeniu
p o d m i o t u - przykuwaniu jednostki do określonej tożsamości (w t y m właśnie dzia­
łaniu objawia się dwuznaczność słowa „sujet" - zarazem poddanego, jak i p o d m i o ­
tu). Jednostka staje się podmiotem/poddanym za pomocą zarówno stosowanych
wobec niej metod uzależnienia i kontroli, jak i umożliwiania jej formowania swej
tożsamości (Foucault 1998, s. 177). Współczesne państwo sprawuje władzę właśnie
dzięki jednoczesnemu użyciu technik zarówno totalizujących, jak i indywidualizu¬
jących (Foucault 1998, s. 178).
C o ciekawe, władza nie jest jednak narzucana społeczeństwu z zewnątrz, tkwi
w samej naturze relacji społecznych. W t y m modelu wolność jest przesłanką wła­
dzy jej ciągłym wyzwaniem - władza i wolność warunkują się nawzajem, znajdując
się we wzajemnym związku agonalnym (Foucault 1998, s. 185-188). M u s i bowiem
istnieć możliwość działania, możliwość oporu, aby władza mogła się urzeczywis¬
tnić przez relację kierowania - wyznaczania poddanym pola możliwości działania.
Władza nie jest formą przemocy - to forma wpływania pewnych działań na inne.
Zakładając możliwość oporu, k r y t y k i i ucieczki, władza ustanawia własną granicę
1 możliwość jej zmiany (Foucault 1998, s. 190). A ponieważ, jak już wspomniałam,
sprawowanie władzy odbywa się również przez produkcję podmiotowości, walka
z władzą nie jest jedynie walką z dominacją czy eksploatacją, ale z samą podmioto¬
wością (Foucault 1998, s. 178).
W a r t o zauważyć, że podobnie jak kwestie pozycji jednostki w dyskursie, na co
wskazuje Dieter Freundlieb, krytyczny wobec Michela Foucaulta i jego ujęcia dy¬
skursu, również odnoszenie się do praktyk dyscyplinujących jest zdeterminowane
przez już istniejące możliwości. Takie antyhumanistyczne stanowisko zakłada, że
wszelka sprawczość, a zatem i opór wobec władzy jest pochodną dynamiki elemen¬
tów struktury i przewidzianych przez nią pozycji, a nie wynika z aktywności ludz¬
kiej (Freundlieb 1994, s. 167-168). N i e ma tu miejsca zarówno na przypadkowość,
jak i na możliwość wpływu jednostki na zmianę relacji (Freundlieb 1994, s. 177).
82

�Kryzys reprezentacji

Zanim przejdę d o omówienia możliwości sprawczości i oporu wobec stosun¬
ków władzy, chciałabym pokazać parę przykładów wiążących się z wyznaczaniem
kierunku działania tych, nad którymi władzę się sprawuje. W dziedzinie studiów
nad kolonializmem pokazał to Edward Said w książce na temat orientalizmu (1991).
Podejmując temat sprawowania władzy przez tworzenie określonego typu podmio¬
tów (orientalczyków), koncentruje się on na sposobie sprawowania władzy, który
jest zarazem sposobem reprezentacji nazwanym przez niego orientalizmem. O r i e n talizm polega, według Saida, na epistemologicznym rozróżnieniu między Orien¬
tem a Zachodem, które ma swoje skutki w dalszym wytwarzaniu skonstruowanej
różnicy w praktyce za pomocą instytucji zajmujących się zarządzaniem Orientem
i studiami nad nim. Podstawowym zabiegiem orientalizmu jest, po pierwsze, prze¬
kształcenie „pustych kategorii geograficznych" (Said 1991, s. 176) w b y t y a po dru¬
gie, uczynienie mieszkańca O r i e n t u przedmiotem studiów, czyli zamknięcie go
w ramie (równie pasującym określeniem byłby być może „pojemnik" Mitchella; M i ¬
tchell 2001), która go reprezentuje. Owa rama, jako sposób reprezentacji orientalczyka, jest znów reprezentacją w podwójnym znaczeniu tego pojęcia: jest zarówno
jego uobecnionym przedstawieniem, jak i jego przedstawicielstwem, które za niego
„mówi". W ten sposób zostają mu przypisane pewne stałe i typowe cechy z „natury
rzeczy" różniące go o d Europejczyka (Said 1991, s. 7 4 - 7 8 ) . Przekształcanie ele­
mentów rzeczywistości za pomocą reprezentacji w b y t y o określonej i na stałe przy¬
pisanej tożsamości jest praktyką esencjalizującą, która służyć może produkcji róż¬
nicy i ustalaniu stosunków władzy
Równie inspirująca wydaje się analiza Timothy'ego Mitchella, który opisuje „no­
wy porządek" dyktujący reorganizację wsi w Egipcie w połowie X I X w. Autor poka¬
zuje kolonizacyjne mechanizmy dyscyplinujące, które nie są ekspansywne, lecz po¬
legają na nowym ustrukturyzowaniu produkcji (Mitchell 2001, s. 6 2 - 6 4 ) . Cechą
„nowego porządku" jest samo porządkowanie - „wprowadzanie porządku tam, gdzie
go brak, i systematyzowanie tego, co nieciągłe" (Mitchell 2001, s. 6 8 - 6 9 ) . Tym ra¬
zem przypomina to jednoczesne zawieranie się w pojęciu „reprezentacji" tego, czym
„jest", i tego, co „czyni".
„Nowy porządek" to praktyka wytwarzania „ze-stawu", praktyka wytwarzania ta¬
kiej reprezentacji, która przekształca powierzchnię neutralną w powierzchnię nace¬
chowaną, zamkniętą, ograniczoną i całościową, w to, co Mitchell nazywa „pojem¬
nikiem". Przestrzeń zostaje zapełniona „pojemnikami" dającymi się znakomicie za¬
rządzać (służą przechowywaniu, można je dowolnie zestawiać, liczyć itp.) (Mitchell
2001, s. 79). Umożliwia to również czytelność: w ten sposób reprezentowana rzecz
(w t y m wypadku wieś w Egipcie) zyskuje esencję - jest teraz zdefiniowana, czytel¬
na, ma stały, możliwy d o umysłowego ogarnięcia skład (Mitchell 2001, s. 80-81).
Takiemu ustrukturyzowaniu przestrzeni, pozwalającemu na sprawowanie kontroli
i k i e r o w a n i e ruchem tych, którzy się w niej znajdują - czyli temu, co Foucault na¬
zywa „władzą mikrofizyczną" - towarzyszy dyscyplina umysłu. Jest ona wprowa83

�Agata Maksimowska

dzana przez instytucję szkoły i ma na celu nauczenie jednostek odpowiedniej zasa­
dy reprezentacji, która pozwoli na zmianę w sposobie odbioru świata (Mitchell 2001,
s. 155).
Autor pokazuje przekształcenie dynamicznej, zorientowanej na relację, płynnej
gry różnic symboliki domu kabylskiego przed reformą w strukturę, w której różnice
dyktowane są odpowiedniością planu i rzeczywistości (Mitchell 2001, s. 87-88).
W ten sposób zestawia dwa światopoglądy - jeden (świat „nowego porządku"),
w którym króluje reprezentacja, i drugi (świat zastany) funkcjonujący bez rozdziele­
nia na oryginał i reprezentację, ideę i materialną realizację (Mitchell 2001, s. 99-101).
Wprowadzenie „nowego porządku" - nowego t y p u odbioru świata - to zarazem
umacnianie zachodniego sposobu patrzenia na „świat jako wystawę". Następuje t u
typowa dla reprezentacji operacja zakrywania oryginału przez jego przedstawienie,
a właściwie ich zamiana - świat jest o tyle rzeczywisty, o ile jest postrzegany jako
obraz rzeczywistości, rzeczywistość zaś tylko wtedy jest światem, kiedy może być
uznana za realizację jego obrazu (Mitchell 2001, s. 103).
Komentując powyższe zagadnienia, Fernando Coronil koncentruje się na sa¬
mym procesie umysłowego konstruowania tożsamości i proponuje zastąpić termin
„orientalizm" terminem „okcydentalizm". Wskazuje, że praktyki orientalistyczne to
przede wszystkim te, które odzwierciedlają okcydentalizm - zachodni sposób kon¬
struowania siebie jako „Zachodu". Są to tak naprawdę działania, które bez względu
na to, jaką „inność" tworzą, polegają na stosowaniu określonego typu kategoryzacji.
Zdaniem autora krytyka orientalizmu skupia się z reguły na deficytach w zachod¬
nich reprezentacjach Wschodu, podczas gdy istnieje potrzeba podjęcia k r y t y k i tych
koncepcji Zachodu, które stanowią źródło wspomnianych reprezentacji.
W żaden sposób okcydentalizm nie jest jednak odwróceniem orientalizmu,
czynnością, za pomocą której O r i e n t przedstawia Zachód. Powstanie takiej relacji
nie jest możliwe, gdyż warunkiem zaistnienia orientalizmu jest konstrukcja, za po¬
mocą której ustanawiana jest hegemonia Zachodu. Muszą istnieć nierówne relacje
początkowe, aby powstał dyskurs, który stwarza „siebie" i „innego" w ramach tego
samego systemu kategoryzacyjnego. Krytyka okcydentalizmu to przede wszystkim
zwrócenie uwagi na nierówne relacje władzy, które są źródłem obu reprezentacji
- Wschodu i Zachodu, a które współcześnie łączą dominację porządku neoliberal¬
nego z określonym typem konstruowania różnicy (np. reprezentacja Wschodu zmie¬
nia się wraz z ekspansją kapitalizmu i demokracji liberalnej). Jest to także zwrócenie
uwagi na reprezentację jako sposób istnienia władzy, który zakrywa pierwotnie
nierówne relacje, przypisując stworzone przedstawienia rzekomo naturalnym atry¬
butom reprezentowanych zbiorowości. W końcu jest to zwrócenie uwagi na rela¬
cyjną naturę reprezentacji (Coronil 1996, s. 567).
Możemy również zaobserwować stosowanie podobnych, naturalizujących wy¬
tworzoną różnicę, zabiegów poznawczych wobec zjawisk zachodzących w Polsce.
Michał Buchowski, który także odchodzi od dosłownego traktowania orientalizmu,
84

�Kryzys reprezentacji

aby zdefiniować go szerzej jako sposób myślenia występujący w różnych lokalnych
odmianach, pisze m.in. o „społecznej orientalizacji wewnętrznej". Taką formę
przyjmuje „orientalizm po polsku" - styl myślenia stosowany przez uczestniczą¬
cych w promowaniu „transformacji" członków elit społecznych wobec własnych
współobywateli (Buchowski 2006, s. 466). W tej reprezentacji główną rolę odgrywa
dawna dychotomia socjalizm - kapitalizm, która służy wytworzeniu różnicy spo¬
łecznej, jasnemu odgraniczeniu klasy ludzi, którym „z własnej w i n y " nie powiodło
się w procesie przemian ustrojowo-gospodarczych i którzy nie wyzwolili się z ko¬
munistycznej przeszłości. Różnica powstająca za pomocą promowania obrazu r o ­
botników i rolników jako biernych, nieelastycznych i niemoralnych szybko zaczyna
być naturalizowana zarówno przez twórców tego porządku, jak i jemu poddanych.
Robotnicy i rolnicy są pokazywani w mediach w sytuacjach konfliktu, jako określone
typy ludzkie, nienoszące żadnych oznak indywidualizmu, pozbawione wpływu na
rzeczywistość. Jednocześnie przeciwstawia się owych reprezentantów homo sovieticus ludziom kapitalizmu - energicznym, o wysokiej pozycji społecznej, odnoszą­
cym sukcesy reprezentantom nowej klasy średniej (Buchowski 2006, s. 467-469).
Tymczasem, jak pisze autor, ludzi przedstawianych w mediach jako bierne i rosz¬
czeniowe ofiary obciążającej je mentalności nie należy lekceważyć i traktować jako
pozbawionych podmiotowej sprawczości. Codzienne praktyki, podczas których
na równi z innymi nadają kształt transformacji jako jej aktywni uczestnicy, a nie bierni
beneficjenci czy obserwatorzy niejako nieuniknionego teleologicznego procesu,
powinny również stać się przedmiotem analiz (Buchowski 2006, s. 475). W a r t o jed¬
nak zauważyć, że dominujący sposób reprezentowania zakłada dążenie do ustano¬
wienia i zachowania niezmienności stosunków władzy, która w ten sposób pragnie
zająć pozycję wobec ewentualnego oporu przez wykreślenie mu granicy A ponie¬
waż sprawowanie władzy jako kierowanie zakłada uwewnętrznienie przez jednostki
zdefiniowanej dla nich tożsamości, w ramach określonych możliwości działania, ak­
tywność opisanych przez autora podmiotów mieści się w porządku władzy Sprawczość wspomnianych przez Buchowskiego jednostek jest więc dlatego niezauważana,
że jej sens konstytuuje się wobec dominującej reprezentacji. Tylko radykalna zmia­
na, jeśli pozostaniemy przy modelu Foucaulta, będąca rezultatem walki i ponowne
określenie relacji hegemonicznej przez zwycięzcę może ujawnić nowe możliwości,
które dostarczą p o d m i o t o m pozytywnych tożsamości.
Ponieważ Buchowski pokazuje udział ekspertów w tworzeniu legitymizujących
reprezentacji, warto wskazać również na podobne konstrukcje antropologiczne.
Podejmujący ten temat George C. Bond i Angela Gilliam również analizują tworze¬
nie „ich" w procesie tworzenia „siebie", które służy ustanowieniu relacji władzy.
Warto zauważyć, że w t y m wypadku tworzenie „siebie" jest tworzeniem się w kate­
goriach profesji: antropolog tworzy się jako ekspert dzięki konstrukcji możliwego
przedmiotu badań. Ten sposób reprezentacji zawsze kończy się na przywłaszczeniu
„innych" i podwójnej fabrykacji - antropolog stwarza „obcego", a następnie go bada
85

�Agata Maksimowska

jako fakt naturalny co skutkuje problemem metodologicznym - antropologowi za­
czyna brakować narzędzi do interpretowania własnych konstrukcji. Zagubiwszy się
w dążeniu do idealnej reprezentacji, antropolog przestaje zauważać zasady konstru­
kcji, co pogrąża go w fałszywej sytuacji pustki etnograficznej teraźniejszości (Bond,
Gilliam 1994, s. 13). Reprezentacje antropologiczne dzielą losy map, które zawsze
ukazują jedynie pewien moment rzeczywistości - gdyż, tak jak przestrzeń, świat re­
lacji społecznych ciągle się zmienia (Coronil 1996, s. 54). Reprezentacja, która chce
być mapą absolutną i zakrywa własne ufundowanie w relacjach władzy jako element
tej władzy staje się znaturalizowana, nieodporna na rewizję i ostatecznie uprawom¬
ocniona przez powołujący ją d o życia autorytet (np. instytucję).
M i m o podejmowania prób zakwestionowania esencjalistycznych konstrukcji an¬
tropologom trudno również uciec od idei Zachodu jako punktu odniesienia swoich
analiz (Bond, Gilliam 1994, s. 19). Na przykład, demaskując zachodnie praktyki re­
prezentacji uwidaczniające się w kolonizowaniu Egiptu, Mitchell stwarza obraz o d ­
rębnej antyreprezentacyjnej metafizyki (w której nie ma rozdzielenia na ideę i reali¬
zację, a znaczenia są immanentne w stosunku do świata), charakterystycznej dla
przedkolonialnego Egiptu. W ten sposób utrwala on różnicę - postulując istnienie
dwóch odrębnych bytów o odmiennych metafizykach Zachodu i Wschodu ( C o r o ­
nil 1996, s. 7 1 - 7 2 ) . Zjawisko to Bond i Gilliam nazywają negatywnym esencjalizmem i przypisują je także walkom o udzielenie prawa do wypowiedzi dotychczas
niemym na gruncie antropologii aktorom społecznym (jest to przykład dyskursów
insurekcyjnych; Domańska 2005, s. 8). Zdarza się bowiem, że wbrew antyesencjalistycznym intencjom już przez samo zarysowanie dychotomii Zachód - nie-Zachód tworzy się późniejszy podział (Bond, Giliam 1994, s. 20-21).
Czy zatem w ogóle możliwa jest antropologia postorientalizująca? Autorzy wy¬
mienionych artykułów przedstawiają pewne strategie, których celem jest nie tylko
krytyka treści reprezentacji i ujawnienie różnic, ale również krytyka samego zabiegu
reprezentowania jako uobecniania-zastępowania.
Buchowski w swoim tekście (2006, s. 477) proponuje „antropologię post-kulturową", która nie traktuje kultur jako b y t y lecz uwzględnia udział antropologa w ich
konstruowaniu i zachęca do ciągłego problematyzowania zaistniałych kategorii „my
i „oni". Jeżeli uznamy reprezentację za przejaw wytwarzania podmiotów/podda¬
nych, takie problematyzowanie oznacza problematyzowanie każdej zaistniałej kon¬
figuracji władzy.
Fernando Coronil proponuje z kolei „antropologię transkulturową", która wska¬
zuje na różnice, lecz nie uważa ich za efekt istnienia stałych i niezmiennych kulturo¬
wych całości, lecz traktuje jako wynik działań historycznych. Takie podejście mówi
o odmienności, lecz nie służy jej wytwarzaniu, nie ma bowiem na celu ani „potwierdza­
jącej Nas obiektywizacji", ani „kwestionującej Nas egzotyzacji" (Coronil 1996, s. 73).
Jak widać, rozwiązaniem wydaje się nie tylko stworzenie warunków do powsta¬
nia kolejnej reprezentacji kwestionującej sposób konstruowania dotychczasowych
86

�Kryzys reprezentacji

przedstawień i ich związku z określonym typem władzy lecz także zakwestionowa­
nie charakteru reprezentacji jako takiej. W t y m wypadku kryzys reprezentacji nie
tylko wiąże się z impasem epistemologicznym czy wymogiem etycznym, lecz ujawnia
swój bardzo aktualny wymiar polityczny To zwrot od p r z e d s t a w i a n i a - u o b e c n i a n i a - z a s t ę p o w a n i a do reprezentacyjnej cechy p r z e d s t a w i c i e l s t w a . To
założenie o możliwości aktywnej, jawnej identyfikacji z reprezentującą nas tożsa¬
mością, w której się rozpoznajemy. To również przyjęcie możliwości wyrażania tej
tożsamości poprzez sprawczość w realnej konfrontacji w jej afektywnej formie .
I, w końcu, to uznanie, że „inność" to nie odrębny byt - opisywany z większą lub
mniejszą metodologiczną wrażliwością - ale przede wszystkim wyzwanie, jak pisze
Renato Rosaldo: „To understand is not to forgive. Just because you come to terms
w i t h how something works in another culture doesn't mean you have to agree w i t h
it; it means you have to engage i t " (Rosaldo 2000).
1

Bibliografia
Adorno T.W.
1981
Cultural criticism and society, w: Prisms (Studies in contemporary German social
thought), Cambridge, Mass., s. 17-34
Ankersmit FR.
1997
2006a

Język a doświadczenie historyczne, „Konteksty Polska Sztuka Ludowa", nr 1-2,
s. 81-88
Pochwała subiektywności, w: Pamięć, etyka i historia, red. E. Domańska, Poznań,
s. 55-83

2006b Pamiętając Holocaust: żałoba i melancholia, w: Pamięć, etyka i historia, red. E. Do¬
mańska, Poznań, s. 163-184
Bond G.C., Gilliam A .
1994
Introduction, w: Social Construction of the Past: Representation as Power, red. G.C.
Bond, A. Gilliam, London, N e w York, s. 1-22
Borges J.L.
1982

Powszechna historia nikczemności, Warszawa

Buchowski M .
2006

1

The Specter of orientalism in Europe: from exotic other to stigmatized brother, „Anthropological Quarterly", nr 79(3), 463-482

Por. M o u f f e 2008. A u t o r k a pisze o konieczności w p r o w a d z e n i a koncepcji p o l i t y c z n e j k o n f r o n ­

tacji jako ciągłej agonicznej d y n a m i k i zamiast koncepcji p o l i t y k i jako zderzenia esencjalistycznych
form identyfikacji.

87

�Agata Maksimowska

Coronil F
1996

Beyond occidentalism: toward nonimperial geohistorical categories, „Cultural A n t h r o ­
pology", v o l . 11, nr 1, s. 5 1 - 8 7

Domańska E.
2005
O zwrocie ku rzeczom we współczesnej humanistyce (Ku historii nieantropocentrycznej), „Roczniki dziejów społecznych i gospodarczych", t. LXV,
s. 7-23
2006

Wprowadzenie: Pamięć, etyka i historia, w : Pamięć, etyka i historia, red. E. Domań­
ska, Poznań, , Poznań, s. 13-27

Englander N .
2000

For the Relief of Unbearable Urges, N e w York, London

Foucault M .
1998

Podmiot i władza, „Lewą Nogą", nr 9, s. 174-192

Freundlieb D.
1994

Foucaultts theory of discourse and human agency, w: Reassessing Foucault: Po­
wer, Medicine and the Body, red. C. Jones, R. Porter, London, N e w York,
s. 152-180
Janion M .
2001

Żyjąc tracimy życie. Niepokojące tematy egzystencjalne, Warszawa

Klein K . L .
2004

O pojawieniu się pamięci w dyskursie historycznym, „Konteksty Polska Sztuka
Ludowa", r. LVII, nr 3-4, s. 42-56
LaCapra D.
2006
Psychoanaliza, pamięć i zwrot etyczny, w: Pamięć, etyka i historia, red. E. Domań­
ska, Poznań, s. 127-162
Levi P.
1996

Czy to jest człowiek, Warszawa

Merleau-Ponty M .
2001

Fenomenologia percepcji, Warszawa

Mitchell T
2001

Egipt na wystawie świata, Warszawa

Mouffe C h .
2008

Polityczność, Warszawa

Ricoeur P.
2006
Pamięć, historia, zapomnienie, Kraków
88

�Kryzys reprezentacji

Rosaldo R.
2000
Of headhunters and soldiers: separating cultural and ethical relativism, „Issues in
Ethics", nr 11 (1)
Said E.
1991

Orientalizm, Warszawa

Webber J.
2007

Making sense of the past: reflections on Jewish historical consciousness, w: Indentity
and Networks: Fashioning Gender and Ethnicity across Cultures, red. D F Bryceson,
J. Webber, N e w York

89

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6012" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5992">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/decb8c7b5ac08dccf008860edbe54670.pdf</src>
        <authentication>b2c1c9a944709ac9af72a5f28acf0787</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71728">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71729">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71730">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71731">
                <text>film antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71732">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4632</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71733">
                <text>Kłopoty ze zbyt bliską kulturą albo antropologia na własnym podwórku / Antropolog wobec współczesności</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71734">
                <text>Antropolog wobec współczesności pod red. Anny Malewskiej-Szałygin i Magdaleny Radkowskei-Walkowicz s.90-106</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71735">
                <text>tom w darze Profesor Annie Zadrożyńskiej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71736">
                <text>Sikora, Sławomir</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71737">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71738">
                <text>Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71739">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71740">
                <text>Sławomir Sikora
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW

Kłopoty ze zbyt bliską kulturą
albo antropologia na własnym podwórku.
Przypadek filmowy
1

„Antropologia we własnym domu" bywa trudna. Jest t o jednak być może zupełnie
inny rodzaj trudności niż te, z którymi borykał się Malinowski i kolejne pokolenia
„jego dzieci", prawdziwych badaczy terenowych, w prawdziwym terenie . Te t r u d ­
ności w znacznym stopniu uwydatniła antropologia refleksyjna z jej prymatem etycz­
nego podejścia d o badań etnograficznych (a współczesna antropologia wizualna
zapewne jeszcze bardziej wyostrzyła ów problem). Trudność z „antropologią na włas­
nym podwórku" (co może byłoby lepszym tłumaczeniem anthropology at home) wią­
załaby się również, a może nawet przede wszystkim, z niejasnością granic między blis­
kością i oddaleniem, tożsamością i nietożsamością, dystansem i zaangażowaniem...
czy też, b y skrócić ciąg opozycji - z tego dystansu niejasnością. N a tę trudność
zwrócił ostatnio uwagę W i k t o r Stoczkowski. Relacjonuje on własne doświadczenie
związane z przysłuchiwaniem się kolejnym referatom w czasie jednej z sesji etnologicznych. Opisowi i interpretacji odległych zwyczajów i kultur towarzyszyło na­
maszczone zasłuchanie. Podobne skupienie towarzyszyło także referatowi na temat
już nam bliski, a mianowicie opisowi pewnych osobliwych praktyk współczesnego
2

3

1

Artykuł powstał na podstawie materiałów z badań finansowanych ze środków na naukę w latach

2008-2009 jako projekt badawczy: Grant Ministerstwa N a u k i i Szkolnictwa Wyższego nr N N 1 0 9 243434.
2

O d w o ł u j ę się t u oczywiście d o commonplace, jakim jest stawianie Bronisława M a l i n o w s k i e g o u p r o ­

gu nowoczesnych badań t e r e n o w y c h . R z e c z y w i s t o ś ć była nieco bogatsza i mniej j e d n o w y m i a r o w a .
Artykuł C l i f f o r d a Geertza na temat spuścizny M a l i n o w s k i e g o nosi zabawny ale t e ż m o c n o i r o n i c z n y
tytuł: Zaświadczające

Ja. Dzieci Malinowskiego

( p o r G e e r t z 2000). „Teren" bywa miejscem r e t o r y c z n i e

nadużywanym, usprawiedliwiającym tekst m i m o miałkości sądów, l u b t e ż usprawiedliwiającym p o
prostu rację b y t u etnografa (co w gruncie r z e c z y na j e d n o w y c h o d z i ) .
3

Poręczny angielski z w r o t anthropology at home t r u d n o dobrze przetłumaczyć; angielskie home znaczy

m . i n . tyle, co „dom" i „kraj o j c z y s t y " - nie c h o d z i t u jednak oczywiście o zamknięcie zainteresowań
etnografa w o b r ę b i e własnego d o m u , lecz raczej o zainteresowanie własną kulturą. W p o l s k i m ter¬
minie „własny d o m " t r u d n o , jak sądzę, tę r ó ż n o r o d n o ś ć pomieścić, m o ż e łatwiej byłoby zatem z g o d z ­
ić się na „własne podwórko". O t y m pomieszaniu dawniej znacznie stabilniejszych granic - „być tam,
pisać t u " (Geertz 2000) - por. np. C l i f f o r d 2004; a szerzej C l i f f o r d 1997.

90

�Kłopoty ze zbyt bliską kulturą albo antropologia na własnym podwórku

artysty awangardowego, choć owe praktyki (jak i niektóre z tych związanych z od¬
ległymi kulturami) mogłyby zapewne wzbudzić uśmiech wśród tzw. zwykłych lu¬
dzi. Skupienie i powaga zacnego grona ustąpiły jednak, gdy jeden z referentów za¬
czął mówić o kulturze tyleż odległej, co bliskiej, stosunkowo niewinnych zabawach
XIX-wiecznej burżuazji związanych z rejestracją na portretach fotograficznych jaś­
niejszych plam, które miały znamionować obecność duchów (bliskich) osób. Kolejne
przykłady owych zabaw spowodowały nie tyle nawet przełamanie nastroju powagi,
ile roztopienie go w salwach śmiechu.
P a t r z ą c na t ę salę, z d a ł e m sobie sprawę - pisze S t o c z k o w s k i - ż e istnieją k u l t u r y
ciągle n i e d o s t ę p n e e t n o l o g i c z n e m u z r o z u m i e n i u , b o w i e m o d m i e n n o ś ć k u l t u r o w a ,
jaka tam się p o j a w i a , n i e k o n i e c z n i e w i ę k s z a niż g d z i e i n d z i e j , p o t r a f i jeszcze nas
zaskoczyć, wywołując n i e p o k ó j
jednym

i zażenowanie,

z niechybnych znaków

4

których

śmiech

jest

( S t o c z k o w s k i 2 0 0 8 , s. 7 0 ) .

Zjawiska takie zyskują znamiona groteskowości, zaś dystans kulturowy prze¬
mienia się w dystans hierarchiczny (Stoczkowski wspomina o pojawiającym się od¬
czuciu niższości kulturowej owych innych, choć w zasadzie nam bliskich). Ów dys­
tans bywa również blisko związany z kwestią smaku. Nieco podobnie bowiem da się
zapewne zinterpretować zachowanie wyrafinowanego profesora historii sztuki, któ¬
ry w trakcie spotkania seminaryjnego z wyrazem niesmaku i disgustu odstawia, nie¬
mal jakby kalało to rękę, plastikową odpustową figurkę M a t k i Boskiej puszczoną
w obieg przez jedną z uczestniczek owego seminarium.. . .
5

Z pewnymi przejawami takiego niejasnego dystansu, ale też w związku z t y m
niejasną etycznie sytuacją zetknęliśmy się również przy okazji realizacji filmu Żeby
to było ciekawe... Film o mediatyzacji obrzędów weselnych . D o wątku związanego z p r o blematycznością badania własnej kultury jeszcze powrócę, teraz chciałbym zaryso¬
wać kilka kwestii związanych z kontekstem powstawania filmu, bowiem, jak się po¬
wiada (np. Heider 1976,- Ruby 2000), jedną z wyróżniających cech dokumentu
etnograficznego powinien być komentarz na temat tegoż kontekstu, podjętych de¬
cyzji, rozwiązań itd. Zacznę zatem od tych detali.
6

4

Ba, dość powszechnie cytowana anegdota (najczęściej jednak z p e w n y m dystansem) o Balzaku,

który miał się obawiać fotografowania - zdjęcie miało b o w i e m z d e j m o w a ć z niego „warstwy" - wska­
zuje w zasadzie również, że nie bardzo w i e m y jak ową anegdotę traktować (zob. np. Krauss

1978,

Sikora 2004). (Wszystkie wyróżnienia w n i n i e j s z y m tekście pochodzą ode mnie.)
5

Było t o pewnie ponad dziesięć lat temu w Instytucie S z t u k i PAN. O s o b ą , która ową figurkę

przyniosła, była Joanna Tokarska-Bakir.
6

Żeby

to było ciekawe...

Film o mediatyzacji obrzędów

weselnych. Z d j ę c i a : Tomasz Saliński, Jakub

Czerwiński, Sylwia Chorązka, Łukasz Suszek, Sławomir Sikora, Karolina D u d e k , montaż: S z y m o n
Pietrowski, realizacja: Karolina D u d e k i Sławomir Sikora, 73', © I n s t y t u t E t n o l o g i i i A n t r o p o l o g i i
K u l t u r o w e j , U n i w e r s y t e t Warszawski 2009. „Praca naukowa finansowana ze środków na naukę w la¬
tach 2 0 0 8 - 2 0 0 9 jako projekt badawczy".

91

�Sławomir Sikora

Pomysł filmu zrodził się w trakcie badań terenowych prowadzonych wraz z g r u ­
pą studentów w ramach zajęć laboratorium etnograficznego Wizualność w kulturze
w Kolbuszowej (2006-2008) . Już w czasie pierwszego wyjazdu moją uwagę przy¬
kuło bardzo popularne w lokalnym skansenie zjawisko fotograficzno-filmowych
sesji dla nowożeńców. Uznałem, że to właśnie film najlepiej zobrazuje owo zja­
wisko, zwłaszcza jego powtarzalność (konwencja póz i miejsc, aranżowanych przez
filmowca lub fotografa). Pierwotna idea filmu uległa wkrótce poszerzeniu, obejmu¬
jąc fenomen samego filmu weselnego i roli filmowca (fotografa) w aranżowaniu i strukturowaniu współczesnego wesela (w środowisku małego miasteczka). W o w y m my­
śleniu o filmie niemal od samego początku aktywnie uczestniczyła Karolina Dudek,
współautorka filmu, a wcześniej jedna z uczestniczek zajęć .
7

8

Koncepcja filmu dojrzewała powoli w trakcie rozmów i bardziej sformalizowa¬
nych wywiadów prowadzonych z wideofilmowcami. Pierwotne pytania - m.in. czy
bohaterem będzie jeden filmowiec (w Kolbuszowej wideofilmowaniem zajmują się
co najmniej trzy osoby czy też zespoły), czy powinniśmy zarejestrować kilka wesel,
czy wystarczy jedno? - znalazły odpowiedź wraz z postępem prac. W trakcie kolej¬
nych rozmów uznaliśmy, że (przynajmniej wstępnie) głównym bohaterem będzie
Sylwia Chorązka, właścicielka rodzinnego zakładu fotograficznego Foto Z o o m .
Osoba młoda, zdecydowana, pewna siebie i, można powiedzieć, menedżerska, wkła¬
dająca wiele wysiłku w rozwój firmy, inwestująca w sprzęt, zafascynowana innowa¬
cjami technicznymi, choć jednocześnie wyznająca swą miłość do tradycyjnej analo¬
gowej fotografii czarno-białej (którą, jak przyznaje z nostalgią, niestety od dawna
nie ma czasu się zajmować).
9

C h o ć Sylwia zaakceptowała pomysł prawie od samego początku, to jednocześ¬
nie (właściwie do czasu zobaczenia gotowego produktu - naszego filmu) miała też,
jak się wydaje, sporo wątpliwości co do finalizacji projektu. Kolejne rozmowy przy¬
bliżały nas do realizacji filmu, choć Sylwia zachowywała swoją silną pozycję,
a wielość zajęć (związanych zarówno z prowadzeniem firmy, jak i wychowywaniem
małych dzieci) sprawiała, że nie wszystkie spotkania udawało się łatwo zaplanować.
Ciekawy zwrot w naszych relacjach (jak najbardziej życzliwych, miłych i popraw¬
nych) wiązał się z pomysłem nakręcenia materiału z fotograficzno-filmowej sesji
w skansenie. Towarzyszył nam wówczas (maj 2007 r.) Tomek Saliński, były student

7

L a b o r a t o r i u m prowadziłem z mgr Joanną Bartuszek.

8

W tekście b ę d ę c z ę s t o korzystał z l i c z b y mnogiej, b o w i e m nad większością spraw związanych

z założeniami filmu dyskutowałem przede w s z y s t k i m z Karoliną, a także z operatorami - T o m k i e m
Salińskim i Jakubem Czerwińskim - oraz montażystą Szymonem P i e t r o w s k i m . N i e znaczy to, że
zawsze we w s z y s t k i c h sprawach uzyskiwaliśmy o c z y w i s t y konsensus.
9

Rodzinnego z następujących powodów: 1) firmę założył jej ojciec, 2) zatrudniała ona k i l k o r o

członków rodziny, 3) k u l t y w u j e rodzinną atmosferę,- niespokrewnione o s o b y zatrudnione również, jak
się wydaje, przejmują takie nastawienie ( o c z y w i ś c i e nie w y k l u c z a t o uwikłania w relację władzy).

92

�Kłopoty ze zbyt bliską kulturą albo antropologia na własnym podwórku

etnologii, który zgodził się uczestniczyć w projekcie jako operator . Ponadpółgodzinny koncert „arii i recytatywów" na temat kamer, sprzętu filmowego, mikrofonów
itd., „operowy pojedynek" Tomka i Sylwii (w czasie którego Karolina i ja byliśmy ra¬
czej publicznością) znacząco chyba podniósł w jej oczach nasz status: zaczęliśmy
być kimś, nawet jeśli. nadal operowaliśmy słabszą niż jej kamerą .
10

11

Naszym r o z m o w o m z Sylwią (przede wszystkim z nią, choć czasem przysłuchi¬
wali się i m i do nich włączali także inni członkowie rodziny i zespołu) dotyczącym
filmowania młodych par towarzyszyło oglądanie fragmentów filmów. Sylwia naj¬
częściej chętnie opowiadała o ewolucji filmowania, nowych nabytkach zakładu,
choć, szczególnie w mniej sformalizowanych rozmowach, tematy często się mie¬
szały. Postanowiliśmy zdać się na Sylwię w sprawie wyszukania dla nas odpowied¬
niej pary, która po pierwsze wyrazi zgodę na naszą obecność na weselu, a po drugie
będzie w miarę oswojona z kamerami (i ich liczbą).
Tą zaproponowaną przez Sylwię parą okazali się Ola i M a r k (ona - wówczas
studentka anglistyki i studiów związanych z turystyką, on - Anglik po studiach gas­
tronomicznych). Z młodą parą przed „ich d n i e m " (30 czerwca 2007 r.) spotkaliśmy
się jedynie raz w przeddzień uroczystości - przedstawiliśmy siebie oraz nasz pro¬
jekt i zyskaliśmy akceptację młodych.
12

N i e było między mną a Tomkiem rozbieżności co do tego, że w trakcie uroczys­
tości będzie on robił zdjęcia obserwacyjne, polegające na długich i stabilnych ujęciach,
starając się uchwycić przede wszystkim filmowców i ich interakcje z młodą parą, jak
i pozostałymi gośćmi. Było oczywiste, że nie możemy zakłócać tego dnia państwu
młodym własnymi osobami i naszym filmem. W czasie kolejnych dni nakręciliśmy
wywiady z Sylwią (która tylko częściowo zajmowała się montażem) i Łukaszem Płochem (głównym montażystą filmu weselnego O l i i Marka), staraliśmy się też przy¬
glądać pracy montażysty i ją rejestrować, zadając czasem pytania o sposób postę¬
powania i ogólnie „filozofię" filmu weselnego. Po obejrzeniu wszystkich materiałów
(już w „domu") - dysponowaliśmy materiałem (ślub, wesele) z trzech kamer: Tomka,
Sylwii i Łukasza Suszka - uznaliśmy że są one na tyle ciekawe, że to one staną się trzo-

10

W w y n i k u w y j a z d u powstała m . i n . skromna 10-minutowa etiuda ukazująca interakcje pomiędzy

f i l m o w c e m , fotografem i młodą parą, a także p o m i ę d z y samymi nowożeńcami, Ewą i M a r k i e m , którzy
w t y m p r z y p a d k u , mieli d o owego „rytualnego w y d a r z e n i a " zgoła odmienne nastawienie: z p o w o d u
nieco być m o ż e nerwowego, ale t e ż dystansującego, częstego śmiechu (chichotu) pan młody był stale
strofowany przez panią młodą (jak się zresztą później okazało, policjantkę).
11

Początkowy etap pracy nad f i l m e m można po trosze uznać za szczególną formę, którą ujmuje

angielskojęzyczny t e r m i n „studing u p " . Pojawienie się T o m k a (wraz z jego profesjonalną wiedzą)
można uznać za i s t o t n y p u n k t z w r o t n y który wyraźnie wskazuje p r z y n a j m n i e j na wagę, jaką Sylwia w końcu samouk (przynajmniej w d z i e d z i n i e filmu) - przywiązywała do profesjonalizmu (w swoich
w y p o w i e d z i a c h bywała t e ż bardzo k r y t y c z n a w o b e c lokalnej k o n k u r e n c j i ) .
12

N a ówczesnym etapie p r o j e k t u nie było jeszcze jasne, c z y podstawą filmu staną się zdjęcia j e d ­

nego czy większej l i c z b y ślubów.

93

�Sławomir Sikora

nem filmu . Decyzja zaakceptowania pary „mieszanej" przyszła nam łatwo, po pierw¬
sze dlatego, że jest to teren silnie naznaczony emigracją, a po wtóre, był to okres
dużej fali emigracji d o Wielkiej Brytanii i było oczywiste, że przypadek O l i i Marka
nie jest odosobniony.
13

O d samego początku było dla mnie jasne, że mocną stroną filmu musi być wizualność, a t y m samym, że powinniśmy starać się możliwie wiele ukazać za pomocą sa¬
mych obrazów. Po kilkukrotnym obejrzeniu materiałów uznaliśmy że chociaż głów¬
nym bohaterem filmu jest Sylwia (i film weselny), to młoda para i sam ślub (wesele)
musi być bliskim dla tego pierwszego planu tłem. Jeśli bowiem nasz film nie ma być
sfilmowanym wywiadem czy zobrazowaną książką na temat wideofilmowania, to
interakcje pomiędzy filmowcem a młodą parą i gośćmi muszą być ważnym jego ele¬
mentem. Chodziło zatem raczej o uchwycenie p e r f o r m a t y w n y c h d e t a l i ,
a nie sfikcjonalizowanych uogólnień . „Zestaw" interakcji, z którymi ma do czynie¬
nia wideofilmowiec, uczyniliśmy więc podstawowym tematem tego filmu. Dlatego
chcieliśmy np. pokazać zestaw pomysłów, które rządzą sesjami w skansenie, choć
oczywiście nie jest on t u wyczerpany i, co jasno wynika z zakończenia filmu, podle­
ga ciągłym zmianom. Przynajmniej część pomysłów to produkty chwili (tak np. po¬
jawił się pomysł na naśladowanie znanej sceny z Titanica), co nie znaczy, że nie mo¬
gą być powtarzane. W wielu ujęciach Tomkowi udało się zarejestrować różnorodne
interakcje pomiędzy kamerzystami a weselnikami. Wydaje się, że jak najbardziej
zasadne może być uznanie, że kamera nie tylko rejestruje, lecz także czasem s t y ¬
m u l u j e i p r o w o k u j e ( t e a t r a l i z u j e ) zachowania weselników. Nasz film próbu¬
je ukazać kilka różnych form interakcji; przejścia pomiędzy tymi formami bywają
płynne (pod t y m względem nie ma jasno wyróżnionych kategorii: to widz musi
próbować czerpać informacje z różnych poziomów filmowej rzeczywistości).
Kamera filmowców weselnych bywa obserwacyjna (choć na różne sposoby); bywa
też kreacyjna (również w różnym stopniu): inaczej podczas ubierania państwa
młodych (gdzie filmowana młoda para musi dostosować się - najczęściej - do wizji
14

13

W filmie zostały również wykorzystane: jedno ujęcie z dodatkowej „naszej" małej kamery (K. D u ­

dek), zapisy (obserwacja i w y w i a d y ze studia montażowego F o t o Z o o m z czasu montażu filmu, „po
weselu" - zdjęcia moje) oraz materiały powstałe już r o k później: długie w y w i a d y nagrane kamerą w i ­
deo z O l ą i M a r k i e m ( d o t y c z ą c e m . i n . wesela i ich percepcji „filmu weselnego") oraz z Sylwią (kame­
ra: Jakub Czerwiński; razem ok. 5 g o d z i n materiału), a także g o t o w y „film weselny" (cudzysłowem
b ę d ę oznaczał z m o n t o w a n y w zakładzie F o t o Z o o m „film weselny" O l i i M a r k a ) , k t ó r y otrzymaliśmy
po jego z m o n t o w a n i u . (Materiały nagrane w czasie kolejnych w i z y t , przez T Salińskiego, nie weszły
już d o filmu - zostały c z ę ś c i o w o wykorzystane d o stworzenia oddzielnego D V D ) .
14

N i e k t ó r e omawiane przez Sylwię szczegóły w kolejnych w y w i a d a c h „mutowały", tak np. p r z y ­

padek szczególny j a k i m było 16 bram w czasie jednego ze sfilmowanych przez nią wesel (Bratkowice),
urósł d o reguły która miała na niej wymusić korzystanie z t z w . bennyhilów - c z y l i m o n t o w a n y c h
w przyspieszeniu zdjęć z zewnętrzną muzyką zaczerpniętą z serialu Benny Hill

i nadającą o w y m

scenom g r o t e s k o w y i h u m o r y s t y c z n y wymiar. Ta oczywista przesada, jak sądzę, mogła być w y n i k i e m
również właśnie teatralizującej wydarzenia o b e c n o ś c i kamery.

94

�Kłopoty ze zbyt bliską kulturą albo antropologia na własnym podwórku

kamerzysty), a inaczej w czasie sesji w skansenie, gdzie rzeczywistość profilmowa
zdaje się totalnie kreowana przez filmowca (fotografa), choć często oczywiście przy
współudziale państwa młodych i ich świty (por Dudek 2008, 2009a i b).
C h o ć nasz film wydaje się podążać za chronologią wydarzeń, to jest też w jasny
sposób k o n s t r u k c y j n y . Tę jego konstrukcyjność sygnalizujemy od samego p o ­
czątku, zestawiając kilka wersji historii poznania się młodej pary: zaczerpniętą z go­
towego „filmu weselnego" fotograficzną opowieść (animowany album zdjęć) o t y m ,
„jak wzrastali, by poznać się i powiązać swe losy", z dwiema dialogicznie splecionymi,
„realnymi" wersjami opowieści o poznaniu się w wydaniu O l i i Marka. Scena ta spot¬
kała się z krytyką, z uwagi na to, że nie od początku jest jasne, iż fragmenty z „ani¬
mowanego albumu" są cytatem z filmu weselnego, a nie fragmentem naszego filmu choć są one „wizualnie" wyodrębnione (o czym dalej). Ale miała też ona swoich zwo¬
lenników. Magdalena Zowczak słusznie wskazała tu na trop Cliffordowski, odnosząc to
do jego pomysłu na etnografię jako (bliską surrealizmowi) s z t u k ę z e s t a w i a n i a .
1 5

Sądziłem, że rozpoczęcie właśnie przez zestawienie ze sobą kilku początków to
dobry pomysł na wprowadzenie ważnych bohaterów, ale przede wszystkim chodzi¬
ło właśnie o podkreślenie już w tej pierwszej scenie faktu, że film składa się z wielu
nie zawsze koherentnych materiałów i mimo „realizmu", jest jawnie konstruowany.
Dlatego też od samego początku było dla mnie jasne, że obrazy z poszczególnych
kamer (i gotowego „filmu weselnego") powinny być konsekwentnie wizualnie w y dzielone ; w trakcie opracowywania szczegółowego scenariusza dla montażysty
zdaliśmy sobie sprawę, że nasza kamera nie będzie stale odgrywała nadrzędnej roli
kamery obserwacyjnej, lecz czasem będzie kamerą poniekąd równorzędną. Było to
po trosze konsekwencją tego, że, jak wspomniałem, obecność filmowca (fotografa)
na planie może mieć różny charakter: jawne konstruowanie rzeczywistości (skan¬
sen) czy styl bardziej obserwacyjny - np. w czasie wesela, gdzie filmowiec nie aran16

15

W y p o w i e d ź w czasie pokazu pierwszej pełnej wersji filmu w I E i A K U W (listopad 2008 r.; pokaz

ten odbył się wkrótce p o t y m , jak pokazaliśmy f i l m „głównym b o h a t e r o m " i zyskaliśmy ich aprobatę).
C h o d z i o znany tekst Jamesa C l i f f o r d a o surrealizmie e t n o g r a f i c z n y m zamieszczony w : C l i f f o r d 2000.
16

T u zarysował się jeden z d r o b n y c h sporów przede w s z y s t k i m z montażystą, który w imię kon¬

sekwencji w montażu skłonny był czasem „fikcjonalizować" owe filmogłosy Etnograficzna wierność
była t u dla mnie w a r u n k i e m niezbędnym. Materiały z kamer operatorów „weselnych" (oznaczone na­
pisem R E C : c z e r w o n y m - Sylwia, i niebieskim - Ł u k a s z ) , f r a g m e n t y g o t o w e g o „filmu weselnego"
(ujęte w czarną ramkę - efekt pomniejszonego ekranu) oraz materiały z naszych kamer: w czasie ślubu
i wesela o p e r a t o r e m był Tomasz Saliński (nieoznaczone d o d a t k o w o ujęcie ze skansenu - Karolina
D u d e k ) ; montaż i w y w i a d y nagrane w ciągu k i l k u d n i po weselu zarejestrowałem ja; autorem zdjęć
z wywiadów dogranych r o k po ślubie był Jakub Czerwiński. C h o ć szczegółowa informacja dotycząca
oznaczenia kamer zostaje w p r o w a d z o n a d o p i e r o w napisach końcowych, t o dla uważnego w i d z a - jak
sądzę - d o ś ć jasne stają się (po p e w n y m czasie) owe u m o w n e rozróżnienia. Już na początku filmu
kamera T o m k a ujmuje o d tyłu filmującą Sylwię: p o cięciu p r z e c h o d z i m y d o ujęcia z kamery Sylwii
z u m i e s z c z o n y m w p r a w y m górnym rogu c z e r w o n y m napisem REC, ujęcia bliźniaczego do tego, które
widzieliśmy wcześniej na panelu L C D w kamerze Sylwii.

95

�Sławomir Sikora

żuje już „rzeczywistości", co nie znaczy że jest nieobecnym jej obserwatorem. Fil­
mowcy wydają się często i n t e g r a l n ą c z ę ś c i ą s a m e g o w e s e l a . Ich obecność
prowokuje różnego rodzaju zachowania weselników; vide m.in. pocałunek złożony
w trakcie tańca „na kamerze" (pan z bokobrodami, „najlepszy na Podkarpaciu nauczy­
ciel wuefu") i , niejako w odpowiedzi, przetarcie obiektywu sukienką (starościna),
ale też zaaranżowana sesja zdjęciowa rodziny i bliskich. Podporządkowanie nowożeń¬
ców wymaganiom filmowca (fotografa) nie jest też całkowite i bezwzględne, co jas¬
no sygnalizuje zestawienie dwóch bliźniaczych i niewiele oddalonych od siebie
w „realu" scen (niespełna pół godziny), kiedy Sylwia prosi nowożeńców (w samocho­
dzie - po mszy i przed domem weselnym), by wykonywali określone „rytualne gesty"
do kamery: pokażcie obrączki, pocałujcie się... W pierwszym przypadku para młoda
całkowicie podporządkowuje się jej prośbom, w drugim - Ola stawia opór, a profilmowa scena sfilmowana w setce przemienia się w filmową bajkową idyllę (kamera Syl­
wii). Jak widać, nie wszystko w czasie owego obrzędu podporządkowane jest formie,
strukturze, filmowcowi/filmowi (co szczególne, ta jedna, moim zdaniem, z mocniej­
szych emocjonalnie scen nie została uwzględniona w samym „filmie weselnym").
W filmie znalazły się wypowiedzi, mogłoby się wydawać, mało znaczące i niespektakularne. Zdecydowanie przeciwstawiłem się np. pomysłowi montażysty żeby
skrócić i skondensować wypowiedź Łukasza montażysty która kryje ciekawy para­
doks: powiada on mianowicie (w jawnej sprzeczności z jedną z zamieszczonych w y ­
powiedzi Sylwii), że lubi montować filmy weselne, bo tam n i c s i ę n i g d y n i e
p o w t a r z a . Jeśli potraktować tę wypowiedź jako szczerą (a taką, jak sądzę, jest;
Łukasz montował wówczas filmy weselne już ponad pół roku), to ów jawny para¬
doks da się wytłumaczyć tylko t y m , że to p e r s p e k t y w a z e w n ę t r z n a pozwala
widzieć w większości filmów ślubnych zestaw konwencjonalnych powtórzeń, dla
uczestników — a jak widać t a k ż e t w ó r c ó w — film weselny może stanowić na¬
miastkę r y t u a ł u , w którym p o w t ó r z e n i a n i e w y w o ł u j ą n u d y , bowiem
czerpią z mocy rytuału angażującego również emocje. Można zatem sądzić, że „fil­
mowcy weselni" (często filmowaniem i montażem zajmuje się ta sama osoba — w t y m
przypadku w przeważającej mierze film zmontowany został przez osobę niebędącą na
weselu) nie przyjmują całkowicie zewnętrznej perspektywy wobec ślubu (wesela) .
17

Jedna z podstawowych definicji filmu antropologicznego (niewyczerpująca, nie¬
mniej ważna i powtarzana — por. np. Heider 1976; Ruby 2000) powiada, że p o w i ­
nien być on zrobiony bądź aktywnie współtworzony przez antropologa. W tym przy¬
padku film powstał wedle szczegółowego scenariusza (oczywiście stworzonego na
podstawie nakręconego już materiału) budowanego przez nas w dużym stopniu

17

O wadze p r z e m i a n y owej zewnętrznej p e r s p e k t y w y w wewnętrzną dla z r o z u m i e n i a i o d c z u c i a ,

c z y m m o ż e być „życie", w zabawny (choć sfikcjonalizowany) sposób o p o w i a d a f i l m Dzień

świstaka

(reż. H a r o l d Ramis, 1993). Zapewne „zrozumienie" wagi owej p r z e m i a n y istotne jest również dla
uprawiania nauki (por. Heidegger 1977; M i t c h e l l 2 0 0 1 ; Sikora 2 0 0 9 ) .

96

�Kłopoty ze zbyt bliską kulturą albo antropologia na własnym podwórku

zgodnie z chronologią wydarzeń, tak jednak, by przede wszystkim rejestrować waż¬
ne dla ślubnego wideofilmowania elementy obrzędu. Postanowiliśmy obszernie cy¬
tować samych wideofilmowców - co daje namiastkę ich (różnorodnego w końcu) spo¬
sobu posługiwania się kamerą. Naszym celem było również ukazanie tych dwóch
odmiennych perspektyw w filmie. Próbie skonstruowania najpierw perspektywy ze­
wnętrznej, a następnie wewnętrznej odpowiada pewne zróżnicowanie narracji w f i l ­
mie. Większą dyscyplinę przyglądania się filmowcom przy pracy widoczną w pierw­
szej części filmu zastępuje równorzędność kamer w późniejszej części wesela. Ta
niekonsekwencja jest poniekąd założona i po trosze wymuszona chronologią wesela.
W pierwszej części filmowcy weselni zdecydowanie częściej aranżują rzeczywistość,
w drugiej po trosze stają się jej uczestnikami. Dwa „numery" taneczne z wesela kon¬
centrują się kolejno na dwóch ważnych sprawach: pierwszy w znacznym stopniu na
wspomnianej już interakcji pomiędzy filmującymi a weselnikami (najwyraźniej wi¬
dać to właśnie w Life is life, a także „rodzinnej sesji zdjęć"), w drugim przypadku za¬
leżało nam na ukazaniu sposobu pracy Sylwii w czasie wesela (który zdecydowanie
odbiega od tego, co zaprezentowała w skansenie). Pokazując oczepiny i zabawę
w cztery krzesła, chcieliśmy oddać atmosferę przenikniętą zabawą, ale też stworzyć
namiastkę już niedystansującej kamery - w tych końcowych fragmentach filmu
wszystkie trzy kamery traktowane są niemal równorzędnie. Chodziło nam właśnie
o pewne zniwelowanie dystansu i zewnętrznej perspektywy patrzenia/obserwacji/śle¬
dzenia. Podejmując takie decyzje, sądziłem, że d z i e ł o e t n o g r a f i c z n e n i e m o ż e
b y ć k r ę p o w a n e f o r m ą (por. np. Ruby 2000, Pink 2007; ale warto tu także pa­
miętać o uwagach Barthes'a, np. 1979, na temat fragmentu i całości, by nie wspomi­
nać już o takich klasykach jak Nietzsche) . Zderzenie tych dwóch zabaw na własne
potrzeby nazwałem „dekonstrukcją" polskiej seksualności .
18

19

Pośród nowych pomysłów na antropologię (wizualną) można odnaleźć i takie, któ­
re powiadają, że zbliżenie antropologa (antropologii) i badanej kultury (zjawisk, l u ­
dzi) nie wiąże się tylko z tym, że antropolog stara się (zazwyczaj przez dłuższy czas)
obserwować daną kulturę i żyć w niej, lecz także z t y m , że to, co (wizualny) antro¬
polog robi - film, fotografie, zapis wideo - jest nie tyle zapisem pewnej zobiektywi­
zowanej rzeczywistości, ile raczej szczególną formą towarzyszenia, w tym przypadku

18

W pamięci miałem też r o z m o w ę z G a r y m Kildeą o jego słynnym Trobriand Cricket. An Ingenious

Response to Colonialism (1976). Mówił o rozdźwięku w t y m filmie: pierwsza c z ę ś ć (narzucona przez
antropologa: Jerry'ego Leacha) jest bez wątpienia wyjaśniająca ( a n t r o p o l o g i c z n y komentarz z o f f u ) ,
druga, którą K i l d e a z d e c y d o w a n i e bardziej ceni, t o przede w s z y s t k i m zdjęcia obserwacyjne ( r o z m o ­
wa prywatna w czasie festiwalu filmów N A F A , T a r t u 2004).
19

T r a d y c y j n a oczepinowa gra związana (element rabelaisowsko-bachtinowski) z seksualnością

staje się zabawną prowokacją wprowadzającą m . i n . element g r y z (homo)seksualnością. Kontekstualnie
pojawia się tam również silnie m o t y w g r y ze stereotypami „rasowymi" (zwycięzcą okazuje się Czarny:
vide „his final t a l k " ) . U r z e c z o n y tą sceną — „cztery krzesła" — zdecydowałem się wprowadzić ją prak¬
t y c z n i e w całości d o filmu.

97

�Sławomir Sikora

„kategoriom wizualnym" (czy raczej ich nosicielom i realizatorom), t j . tworzeniem
platformy (bywała ona nazywana m.in. „trzecią przestrzenią", „trzecim głosem") po­
rozumienia pomiędzy owymi różnymi kategoriami. Tak na przykład uważa Sarah Pink
(2007). Można sądzić, że sam pomysł, żeby to za pomocą filmu przedstawić/ukazać
taki fenomen kulturowy, jakim jest film (czyli nie sprowadzać opisu do logocentrycznego w y w o d u ) , jest właśnie krokiem w stronę nowego, komplementarnego trakto¬
wania nauki . Pink pisze expressis verbis (co prawda t u w kontekście fotografii, niem¬
niej można jej słowa z powodzeniem odnieść d o inych form tworzenia obrazów):
20

21

F o t o g r a f i a e t n o g r a f i c z n a m o ż e raczej p r z y c z y n i a ć się d o t w o r z e n i a c i ą g ł o ś c i m i ę d z y
kulturą wizualną danej d y s c y p l i n y n a u k o w e j a kulturą i n f o r m a t o r ó w i w s p ó ł p r a c o w n i ­
k ó w badania. W t e n s p o s ó b e t n o g r a f o w i e m o g ą p r ó b o w a ć s t w o r z y ć r e p r e z e n t a c j ę fo¬
t o g r a f i c z n ą o d n o s z ą c ą się d o l o k a l n y c h k u l t u r w i z u a l n y c h , a j e d n o c z e ś n i e z a s p o k o i ć
w y m a g a n i a i z a i n t e r e s o w a n i e świata n a u k i ( P i n k 2 0 0 7 , s. 6 6 ) .

Takie postępowanie można by uznać właśnie za poszukiwanie wspomnianej
„trzeciej przestrzeni", „trzeciego głosu", platformy, na której dochodziłoby do zbli¬
żenia, choć niekoniecznie stopienia, tych dwóch, czasem odmiennych, sposobów
widzenia/perspektyw/horyzontów.
*
Film pokazaliśmy głównym bohaterom dwukrotnie. O d razu po zmontowaniu
pierwszej wersji (listopad 2008 r.), oddzielnie młodej parze i „filmowcom". Reakcje
O l i i Marka nagraliśmy Oglądanie wiązało się m.in. z bardzo silną reakcją wzrusze­
nia u obojga (w oczach pojawiały i m się łzy). Ich ocena filmu była zdecydowanie
pozytywna, choć trudno było wnikliwiej porozmawiać o nim samym. Ola podkreś20

W y p a d a t u pewnie przywołać np. głosy M a r k a Kaminsky'ego (1992), próbującego t e o r e t y c z n i e

dopracować pomysły Barbary Myerhoff, czy H o m i Bhabhę (1994), ale nie należy t e ż zapominać
o wcześniejszych konceptach Rolanda Barthes'a (np. 1979) odwołującego się m . i n . do Donalda W i n n i cotta, c z y też pomysłach Jeana Roucha wprowadzającego takie pojęcia jak „anthropologie partagée"
czy „etnofikcja" (zob. np. Sikora 2005).
21

M i c h a e l H e r z f e l d pisze: „Oglądałem kiedyś nagranie w i d e o z uroczystości weselnych na Krecie.

Przejawem etnograficznej nieuczciwości byłoby zlekceważenie takiej elektronicznej ekspansji spo¬
łeczności lokalnych, nie mówiąc o t y m , że zmarnowalibyśmy w t e n sposób szansę z r o z u m i e n i a pro¬
c e s ó w k u l t u r o w e j transmisji i przemian, rozwój t e c h n o l o g i i w i d e o [ . . . ] nie będzie zwalniać t e m p a p o
to, b y antropologia mogła dotrzymać mu k r o k u " (2004, s. 407).
T o ciekawe, że w trakcie wspomnianej wcześniej dyskusji w I E i A K A n n a Malewska-Szałygin zauwa­
żyła, że oglądając różne wesela „ludowe", zastanawiała się, jak można b y ów fenomen opisać, i że właś­
nie nasz f i l m m ó g ł b y być odpowiedzią na owe poszukiwania. C o r a z częściej pojawiają się głosy, które
traktują sprowadzanie a n t r o p o l o g i i d o d z i e d z i n y słowa jako zdecydowaną i nieusprawiedliwioną
redukcję, dopominając się o paralelizm słowa i obrazu (ale także podkreślające wagę badania człowie­
ka jako fenomenu cielesno-zmysłowego). C o d o paralelności filmu/wizualności i niesprowadzania an­
t r o p o l o g i i d o d z i e d z i n y czysto słownej, por. np.: Stoller 1992, Taylor 1996, Banks i M o r p h y 1997;
M a c D o u g a l l 1998, Pink 2007.

98

�Kłopoty ze zbyt bliską kulturą albo antropologia na własnym podwórku

liła, że w przeciwieństwie do „filmu weselnego" pokazuje prawdę: tak jak rzeczywiś­
cie b y ł o . . . Zapytaliśmy m.in., czy nie chcieliby czegoś usunąć z filmu oraz czy i m
czegoś w nim brakuje. Przy okazji tego pierwszego pytania ciekawie wyszła na jaw
ich percepcja sesji plenerowej (skansen). Ola wydawała się nie pamiętać, jak wiele
było tam scen w pełni aranżowanych. Powiedziała też, że sądziła, iż nasz film będzie
„bliżej" samej Sylwii i jej pracy (notabene Sylwia wyraziła dokładnie odwrotny po¬
gląd). Mark stwierdził zaś, że cała sytuacja (skansen) wydawała mu się mocno sztucz¬
na, zapewne także dlatego, że wielu rzeczy, o które go proszono, jak i aranżowanych
sytuacji oraz dialogów po prostu nie rozumiał. Oboje zadeklarowali, że nie zgłasza¬
ją pretensji co do tego, by z filmu coś trzeba było usunąć. Po pewnym zastanowie¬
niu Mark powiedział, że jedyną rzeczą, jakiej mu w filmie brakuje, jest krojenie
tortu, które w kulturze angielskiej jest jednym ze zdecydowanie ważniejszych mo¬
mentów na weselu, i że wiele osób robi zdjęcia samemu t o r t o w i , jak i „operacjom",
które młoda para przy nim wykonuje .
22

Reakcja na pierwszy pokaz filmu w zakładzie Foto Z o o m (gdzie wśród publicz¬
ności z osób bezpośrednio związanych z filmem była Sylwia, Łukasz montażysta
i jeden z członków zespołu muzycznego, drugi operator, Łukasz Suszek, w mię¬
dzyczasie został powołany do wojska) była zdecydowanie entuzjastyczna. Pro¬
jekcji towarzyszyły częste wybuchy śmiechu i drobne komentarze. Film oglądany
był z dużą uwagą i silnymi emocjami. Łukasz, wyraźnie zadowolony z własnego
udziału w filmie, już po jego projekcji powiedział, że wybraliśmy z jego wypowiedzi
to, co najistotniejsze. (Ponieważ tytuł filmu jest cytatem z jego wypowiedzi - fraza
ta powtarza się zresztą w różnych wariancjach częściej - pytaliśmy również, czy
akceptuje wybór i czy przychodzi mu do głowy lepszy tytuł). Sylwia, ewidentnie
również wzruszona, powiedziała, że zmontowaliśmy film „delikatnie" (wcześniej
wyrażała obawy, że możemy w filmie wykorzystać jakieś jej uchybienia: Sylwia po¬
tknęła się na przykład w kościele i upadł z kamerą na kolana). C o ciekawe, zwróciła
od razu uwagę na elementy które mogłyby jej pomóc w reklamowaniu własnej firmy
i metod pracy (sceny z montażu, wykorzystanie ekranu komputerowego i t d . ) .
To m.in. na jej życzenie po miesiącu urządziliśmy kolejny pokaz filmu (w popra¬
wionej i nieco zmienionej wersji, z ulepszonym dźwiękiem). Projekcję poprzedzała
kolacja, a na sali zgromadziło się około 20 osób. Poza wcześniej wymienionymi po¬
staciami z osób zaangażowanych w filmie byli m.in. fotograf i kilka osób z zespołu
muzycznego. Był też nowy pracownik w zespole Sylwii, podkupiony telewizji rze­
szowskiej. (To on w znacznym stopniu odpowiedzialny jest za zmiany które zaszły
od tego czasu w sposobie realizacji filmów w zespole Foto Z o o m , np. dużo szybszy
montaż w scenach ubierania młodej pary, zbliżenia, koncentracja na detalach). O n

' Zdecydowaliśmy się jednak nie wprowadzać sceny z t o r t e m do samego filmu - t o bardziej c z ę ś ć
n

wesela niż „filmu weselnego" - i umieścić f i l m o w y zapis krojenia t o r t u w z m o n t o w a n y c h „aneksach" d o
głównego filmu (oddzielne D V D ) .

99

�Sławomir Sikora

też, jak się wydaje, krytycznie odniósł się do naszego filmu, sugerując Sylwii (w roz¬
mowie z nami tego nie uczynił), że nasz film może być chwilami ironiczny wobec
ich sposobu filmowania. W czasie późniejszych rozmów z Sylwią (i wyjaśnień) po¬
jawiła się sugestia, że (korzystając również z naszych materiałów) oni sami zmontu¬
ją nowy film (a nawet kilka wersji - w jednym z pomysłów każda z osób montują¬
cych w zakładzie stworzyłaby własną wersję). Po zastanowieniu uznałem, że jest to
bardzo ciekawa propozycja, i po konsultacji z nowożeńcami (czy i oni akceptują ta¬
kie rozwiązanie) postanowiłem skorzystać z tej intrygującej badawczo możliwości
kontynuacji i poszerzenia naszego projektu. Coraz częściej w antropologii wizualnej
takie „kolaboracje" uznaje się za ciekawy pomysł na rozszerzanie i zintensyfikowa¬
nie badań, a także dogodne pole obserwacji i negocjacji związanych z omawianiem
funkcjonujących i akceptowanych kategorii wizualnych (por. np. Ruby 2004, Pink
2007). Jest to z pewnością jeden ze sposobów ucieczki od zewnętrznej perspekty¬
wy - choć t u oczywiście owo zapośredniczenie jest piętrowe: oni obserwują młodą
parę i gości, my zaś ich. Niestety na razie ta nowa faza projektu nie doszła jeszcze
do etapu realizacji.
Zmiana percepcji filmu przez Sylwię wskazuje na inne (niż zasugerowane na wstę¬
pie) niebezpieczeństwa związane z badaniem bliskiej kultury. Współczesna antropo¬
logia wizualna bywa nadzwyczaj wyczulona na etyczne wymiary jej uprawiania. Ilisa
Barbash i Lucien Taylor zauważają, że „problemy etyczne pojawiać się będą wbrew
nawet naszym najlepszym intencjom. Mogą się pojawić nawet po skończeniu filmu,
gdy film jest już pokazywany" (Barbash i Taylor 1997, s. 49; por. też Ruby 2004
i Pink 2007). Jak widać, to niebezpieczeństwo nie ominęło także naszego filmu.
W a r t o jednak jeszcze nieco bardziej ogólnie odnieść się do zasygnalizowanej na
początku problematyczności badania kultury bliskiej. Paradoksalnie bowiem owa
bliskość może przekładać się na dystans wobec oglądanego zjawiska. Sporadycznie
- ale jednak - pojawiły się (mówię o etnologach) głosy mówiące o uczuciu skrępo­
wania w czasie oglądania filmu. W jednej z wypowiedzi sugerującej m.in. skrócenie
scen rozgrywających się w skansenie (warto dodać, że idzie o głos tzw. terenowca),
znalazło się również wyznanie mówiące o pewnym skrępowaniu łączącym się z oglą¬
daniem scen związanych z negliżowaniem zachowań i konwencji. Jak mi się wydaje,
niektóre z tych odczuć i komentarzy można wiązać ze zjawiskiem, o którym pisał
W i k t o r Stoczkowski, a mianowicie z trudnością odnalezienia (właściwego) dystan¬
su, kiedy ów „przyrodzony" etnograficzny dystans znika. Kiedy owi inni są inni,
choć jednocześnie poniekąd tacy sami jak m y . . . . C o powiedzielibyśmy na przy23

23

C o ciekawe, Stoczkowski (2008) nie pisze o e t y c z n y c h problemach związanych z badaniem

własnej kultury, podkreśla t y l k o fakt niemożności odnalezienia „właściwego" e t n o l o g o w i dystansu.
Z taką postawą można oczywiście również polemizować. Dzisiejsza antropologia nie zawsze w dys­
tansie znajduje receptę na właściwe podejście ( p o r np. Behar 1996; C l i f f o r d 2000; Rosaldo
Sikora 2009).

100

1993;

�Kłopoty ze zbyt bliską kulturą albo antropologia na własnym podwórku

kład, gdyby filmowiec weselny w filmie (o nim) opowiadał nam m.in. o t y m (i zostało
to również pokazane), że depiluje się i barwi siwe włosy (głowa, wąsy, klatka pier¬
siowa) przed swoim występem, czy nie zostałoby to potraktowane jako akt przynaj­
mniej zbyt daleko idącej wiwisekcji? Takie sceny w filmie o ślubowideofilmowaniu
w Indiach budzą co najwyżej uśmiech, ale na pewno nie uczucie skrępowania . Et¬
nograficzny dystans pozwala pokazać i oglądać więcej. Kiedy on znika, znika rów¬
nież, a przynajmniej staje się niepewny, umożliwiający ów dystans relatywizm (na¬
wet jeśli nazwiemy go antyantyrelatywizmem), który z kolei pozwala na powstrzy¬
manie się od wartościowania. Ale t y m samym, jak sądzę, nasz film odegrał rolę pa¬
pierka lakmusowego pozwalającego badać samych etnologów, ich niepokój wobec
badania własnej kultury . Czy nie dlatego uciekają oni „dalej", gdzie ludzie szla¬
chetniejsi, a kultury mniej skalane (odległość w przestrzeni bywa też przekładana
na dystans czasowy zob. Fabian 1983)? Ironizuję nieco, ale niektóre wypowiedzi
mogą budzić właśnie takie refleksyjne zakłopotanie związane z wartościującą reak¬
cją samych etnologów (dotyczącą samego przedmiotu filmu). Paradoksalnie zatem
etnograficzna bliskość pozostaje w stosunku odwrotnie proporcjonalnym do akce­
ptacji różnicy i wiedzie, przynajmniej czasem, d o przekładania owej różnicy na sąd
smaku. Ale pojawia się t u również bardzo silnie to (obecne i niebezpieczne w fil¬
mie), co moglibyśmy nazwać zewnętrzną perspektywą . W tym, co uznaje się za za¬
letę antropologii wizualnej: pokazywanie człowieka żywego (choć nie z krwi i koś¬
ci), w całej jego zmysłowości, skrywa się też jej trudność, która wiąże się z problematycznością ukazywania wizerunku konkretnych osób, właśnie uczynienia z innych
zawsze po trosze spektaklu, przedmiotu oglądu (co nieodmiennie nastręcza pro¬
blemów etycznych) - niemożność (a przynajmniej niełatwość) ucieczki w uogól24

25

26

27

24

Por. Silk, Muthappar

and VHS. Portraits from South India, realizacja: Damaris Lüthi, U l r i c h Grossen¬

bacher, 1997. C h r i s t o p h e r Pinney zauważa z kolei, że ważnym e l e m e n t e m w filmie z wesela h i n d u s ­
kiego jest „skanowanie" kamerą leżącej „w pełnym r y n s z t u n k u " panny młodej (makijaż, biżuteria,
ubranie): detaliczne p o w o l n e f i l m o w a n i e c z ę s t o w zbliżeniu w s z y s t k i c h o w y c h e l e m e n t ó w -

to

ciekawy przykład o b e c n o ś c i „spektaklu" (którego „przedmiotem" - w a r t o podkreślić - jest kobieta)
w o b r ę b i e innej k u l t u r y (Pinney 1997).
25

Być m o ż e byłaby t o szczególna odmiana oikofobii, o której w nieco i n n y m kontekście pisał Roger

Scruton (1995).
26

W y p o w i e d z i , które utyskiwały na „zanikanie obrzędowości i t r a d y c j i " , również się pojawiły: D o ­

tyczyło t o np. i n s t r u k c j i przekazywanej matce panny młodej p r z e d p r z y w i t a n i e m n o w o ż e ń c ó w na
progu d o m u weselnego. Z a b a w n y m k o m e n t a r z e m d o tego m o ż e być n o w y f i l m U l r i k i O t t i n g e r
Koreański

kufer ślubny (2009 r.) o weselu koreańskim, gdzie osób „wspomagających" (instruktaż i p o m o c )

ceremonię jest całkiem sporo - i nikt się t e m u nie d z i w i , c h o ć dbałość o to, b y garnitur ojca pana
młodego c z y panny młodej się nie marszczył (bo jakże b y t o wyglądało na zdjęciach), d o p r a w d y
zadziwia.
27

Ten p o d e j m o w a n y już p r z y n a j m n i e j o d czasów Heideggera i Foucaulta (a wywodzący się o d

Kartezjusza) problem zewnętrznej perspektywy, uprzedmiatawiającego zewnętrznego spojrzenia, świata
jako obrazu, świetnie zestawia i na ciekawych przykładach konceptualizuje T i m o t h y M i t c h e l l (2001;
por. t e ż Sikora 2009).

101

�Sławomir Sikora

niającą i idealizującą abstrakcję. Ten dylemat towarzyszył nam praktycznie od sa¬
mego początku w myśleniu o filmie i wydaje się, że wraz z jego zakończeniem nie
odszedł do lamusa.
Istnieje tu jeszcze wewnętrzna opozycja: pokazywanie człowieka, który mówi,
jest zdecydowanie łatwiejsze niż pokazywanie go „po prostu". Czasem jednak, jak
sądzę, jest to pochodną błędnego mniemania, że kiedy ktoś mówi, to zawsze zdaje
sobie sprawę z tego, co robi. To chyba nie zawsze najsłuszniejsze założenie.

Bibliografia
Barbash I . , Taylor L.
1997

Cross-Culture Filmmaking. A Handbook for Making Documentary and Ethnographic
Films and Videos, Berkley Los Angeles, London

Banks M . , M o r p h y H .
1997

Introduction, w: Rethinking Visual Anthropology, red. M . Banks, H . M o r p h y
N e w Haven, London

Barthes R.
1979

Wykład,

1996

Światło obrazu. Uwagi o fotografii, przeł. J. Trznadel, Warszawa

przeł. T Komendant, „Teksty", nr 5.

Behar R.
1996

The Vulnerable Observer. Anthropology That Breaks Youur Heart, Boston

Berger J., M o h r J.
1982

Another Way of Telling, N e w York

Bhabha H . , Burgin V
1994

Visualizing Theory, w: Visualizing Theory. Selected Essays from VA.R 1990-1994,
red. L. Taylor, N e w York, London
Clifford J.
1997
Routes. Travel and Translation in the Late Twentieth Century, Cambridge, London
2004
Praktyki przestrzenne: badania terenowe, podróże i praktyki dyscyplinujące w antro­
pologii, przeł. S. Sikora, w: Badanie kultury. Elementy teorii antropologicznej, t. I ,
red. M . Kempny E. Nowicka, Warszawa
Dudek K.
2008

Od rytuału do spektaklu - mediatyzacja obrzędów weselnych (praca licencjacka—ar­
chiwum I E i A K U W )

2009

Wedding Films: Media and Rituals, referat wygłoszony w ramach sesji Ritual To­
day, UJ, Kraków 25—27 czerwca 2009 r.

102

�Kłopoty ze zbyt bliską kulturą albo antropologia na własnym podwórku

b.d.w.

Qlobalny kontekst lokalności — filmy weselne, w: Różne kultury, różne globalizacje,
red. W .Kuligowski, A . Pomieciński

Fabian J.
1983

Time and the Other. How Anthropologist Makes Its Object, N e w York

Geertz C.
2000

Dzieło i życie. Antropolog jako autor, przeł. E. Dżurak, S. Sikora, Warszawa

Heidegger M .
1977

Czas światoobrazu, przeł. K. Wolicki, w: Budować, mieszkać myśleć: eseje wybrane,
wyb., oprac. i wstęp K. Michalski, Warszawa
Heider K . G .
1976
Ethnographic Film, Austin
Herzfeld M .
2004

Antropologia. Praktykowanie teorii w kulturze i społeczeństwie, przeł. M . M . Piechaczek, Kraków

Kaminsky M .
1992

Myerhoffs

„Third Voice": Ideology and Qenre in Ethnographic Narrative,

„Social

Text", nr 33
Krauss R.
1978

Tracing Nadar, „October", 5, Summer

MacDougall D.
1998

Transcultural Cinema, red. L. Taylor, Princeton

Mitchell T.
2001

Egipt na wystawie świata, przeł. E. Klekot, Warszawa

Pink S.
2007

Doing Visual Ethnography. Image, Media

and Representation in Research, Lon¬

don
Pinney C h .
1997

Camera Indica. The Social Life of Indian Photographs, London

Rosaldo R.
1993

Culture and Truth. The Remaking of Social Analysis (with a new introduction), Bos¬
ton

Ruby J.
2000
Picturing Culture. Explorations of Film and Anthropology, Chicago, London
2004
Mówić do, mówić o, mówić z albo mówić przy, przeł. K. Kosińska, „Kwartalnik
Filmowy" nr 47—48, jesień—zima
103

�Sławomir Sikora

Scruton R.
1995

Oikofobia i ksenofilia, przeł. A . Depowska, w: Narody i stereotypy, red. T Walas,
Kraków

Sikora S.
2004
Fotografia. Między dokumentem a symbolem, Izabelin
2005
Jean Rouch: twórcze łączenie przeciwieństw, „Czas Kultury" nr 3 - 4
2009
Odwrócone spojrzenie albo antropologizacja antropologii, w: Zanikające granice. Antropologizacja nauki i jej dyskursów, red. A . Pomieciński, S. Sikora, Poznań
Stoczkowski W.
2008

Poszerzenie pola etnologii. Od pseudonauki do nauki, czyli jak przekształcić zjawiska
Kultury w zjawiska kulturowe, w: Francuska antropologia kulturowa wobec proble­
mów współczesnego świata, red. A . Chwieduk, A . Pomieciński, Warszawa

Stoller P
1992

The Cinematic Qriot. The Ethnography of Jean Rouch, Chicago i London

Taylor L .
1996
Iconophobia. How anthropology lost it at the movies, „Transition", nr 69

Filmografia
Dudek K., Sikora S.
2009

Żeby to było ciekawe... Film o mediatyzacji obrzędów weselnych. Zdjęcia: Tomasz
Saliński, Jakub Czerwiński, Sylwia Chorązka, Łukasz Suszek, Sławomir Si­
kora, Karolina Dudek; montaż: Szymon Pietrowski; 73', © Instytut Etno­
logii i Antropologii Kulturowej, Uniwersytet Warszawski

Leach J., Kildea G.
1976

Trobriand Cricket: An Ingenious Response to Colonialism, University of California

L u t h i D , Grossenbacher U .
1997

Silk, Muthappar and VHS. Portraits from South India, Szwajcaria

Ottinger U .
2009

Koreański kufer ślubny, N i e m c y

Ramis H .
1993
Dzień świstaka, U S A

104

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6013" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5993">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/dcfc4cdf97d774feef4dabb4b50180f8.pdf</src>
        <authentication>e74bc8823e0b90289864a9efc79071ab</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71741">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71742">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71743">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71744">
                <text>Zadrożyńska, Anna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71745">
                <text>globalizacja</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71746">
                <text>lokalność</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71747">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4633</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71748">
                <text>Kultura teraźniejszości w ujęciu globalnym i lokalnym / Antropolog wobec współczesności</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71749">
                <text>Antropolog wobec współczesności pod red. Anny Malewskiej-Szałygin i Magdaleny Radkowskei-Walkowicz s.107-120</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71750">
                <text>tom w darze Profesor Annie Zadrożyńskiej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71751">
                <text>Tarkowska, Elżbieta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71752">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71753">
                <text>Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71754">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71755">
                <text>W SIECI

��Elżbieta Tarkowska
Instytut Filozofii i Socjologii PAN

Kultura teraźniejszości
w ujęciu globalnym i lokalnym
Wprowadzenie: czas i kultura współczesna
Kategoria czasu - jak chcą niektórzy badacze: „jedna z najbardziej kontrowersyj­
nych kategorii używanych tak w naukach przyrodniczych, jak i społecznych" (Castells 2007, s. 429) - stała się dziś podstawową kategorią interdyscyplinarnego d y ­
skursu dotyczącego społeczeństwa i kultury ich obecnej kondycji i współczesnych
przeobrażeń. Różne aspekty czasu i jego zmienne formy pełnią funkcje swoistego
pryzmatu, pozwalającego dojrzeć najistotniejsze cechy życia społecznego i kultury
O czasie piszą dziś wszyscy lawinowo rośnie liczba badaczy różnych specjalności
- socjologów, antropologów, znawców kultury literatury sztuki i innych dziedzin którzy ważnym elementem swoich analiz i koncepcji uczynili czas rozumiany jako
zjawisko społeczne i kulturowe lub, inaczej rzecz ujmując, temporalny wymiar życia
społecznego i kultury Wystarczy wspomnieć Norberta Eliasa, Niklasa Luhmanna,
Pierre'a Bourdieu, Zygmunta Baumana, Anthony'ego Giddensa, Umberta Eco,
Paula Virilio, Davida Harveya, Manuela Castellsa, Johna Urry'ego. Ich prace poka­
zują, że w społeczeństwach współczesnych czas odgrywa rolę nieznaną wcześniej
w dziejach; opisuje się je jako poddane obsesji czasu (time-obsessed society) (Young,
Schuller 1988), jako imperium zegara (Aveni 2001). Mówi się o chronocentryzmie
(Elias 1992), despotyzmie czasu (Maclver), tyranii chwili (Eriksen 2003), kulturze
przyspieszenia (Bertman 1998); pisze się o współczesnym głodzie czasu (Robin¬
son, Godbey 1999). Można by mnożyć pomysłowe metafory i wyraziste charakte¬
rystyki próbujące oddać wyjątkową rolę czasu w kulturze współczesnej i wyjątkowy
status „teraz", chwili, teraźniejszości, pozwalający mówić o kulturze teraźniejszości.
Za t y m i wszystkimi określeniami kryją się charakterystyczne dla współczesności
zjawiska kompresji czasu i przestrzeni oraz konsekwencje tych zjawisk dla jednos¬
tek i zbiorowości; przemiany statusu teraźniejszości, przeszłości i przyszłości i wy¬
jątkowe miejsce w kulturze współczesnej teraźniejszości; sposoby doświadczania
czasu i wpływ na nie nowych technologii informacyjnych i komunikacyjnych, a tak­
że kultury konsumpcyjnej; obsesje czasu, choroby cywilizacyjne związane z pośpie­
chem, przyspieszeniem i nowymi napięciami w zakresie doświadczania czasu, nowe
107

�Elżbieta Tarkowska

zagrożenia i propozycje przeciwdziałania i m wpływ zmieniających się doświadczeń
i koncepcji czasu na życie społeczne i więzi międzyludzkie; zróżnicowania i podziały
społeczne, a także konflikty związane z czasem.
;

Tytułowe hasło kultury teraźniejszości wskazuje na problematykę uwzględniającą
różne strategie i mechanizmy detemporalizacji, czyli sprowadzania czasu do chwili, do
nieustannej zmiany i natychmiastowości. Można to nazwać za Manuelem Castellsem
formowaniem się czasu bezczasowego (timeless time) (Castells 2007, s. 432-433).
W niniejszym tekście przyjrzę się kulturze teraźniejszości jako zjawisku o zasięgu
globalnym, mającemu też lokalne wcielenia, mam na myśli specyficzną polską wer­
sję kultury teraźniejszości. Będzie to zaledwie dotknięcie niektórych tylko aspek¬
tów rozleglej i wielowymiarowej problematyki i zasygnalizowanie niektórych tylko
fragmentów wielkiego, interdyscyplinarnego dyskursu. Swój udział ma w nim Anna
Zadrożyńska, która badała „czas niezwykły" i „czas codzienny" wówczas, gdy nie
było to tak powszechne i tak popularne, jak jest dzisiaj (Zadrożyńska 1985).

Fenomen rozszerzonej teraźniejszości i jego uwarunkowania
1

Jak pokazał Stephen Kern (1983), koniec X I X i początek X X w. (okres 1880-1914) był
szczególnie istotny, biorąc pod uwagę przemiany sposobów doświadczania i konceptualizacji czasu, ze względu na nagromadzenie w t y m okresie wielu zmian spo¬
łecznych i kulturowych, w t y m innowacji technicznych w zakresie komunikacji mię¬
dzyludzkiej, prowadzących d o głębokich przeobrażeń świata stworzonego przez
człowieka . W wytworzeniu nowych ram czasoprzestrzennych istotną rolę odegra­
ły też procesy standaryzacji czasu w skali globalnej. Przyjęcie wspólnych miar czasu
(co formalnie dokonało się w 1913 r., a w życiu społecznym związane z t y m procesy
trwają nadal) przyczyniło się w zasadniczy sposób d o powstania sieci globalnej ko­
munikacji, w sferze zarówno informacji, jak i transportu (Adam 1995). Globalizacja
czasu, w rezultacie rozwoju techniki i nowych technologii, wprowadzenia wielu no­
wych wynalazków i innowacji technologicznych, stała się ważnym czynnikiem umożli¬
wiającym przestrzenną ekspansję w innych dziedzinach życia zbiorowego, czyli dal¬
sze procesy i kolejne fale globalizacji. Ujednolicanie i standaryzacja czasu, pierwotnie
ograniczone do kręgu kultury europejskiej i do sfery oddziaływania chrześcijaństwa,
wraz z rozwojem nowych środków komunikacji ogarnęły znacznie większe obszary
globu.
2

1

Tak tłumaczę t e r m i n the extended present H e l g i N o w o t n y (1994). W książce Phila Macnaghtena

i Johna U r r y ' e g o Alternatywne

przyrody. Nowe myślenie o przyrodzie i społeczeństwie (2005) został on prze­

tłumaczony jako „przedłużona teraźniejszość". W i d o c z n e linearne odniesienie jest t u niepożądane.
Udaje się tego uniknąć, używając innego przestrzennego (czas w naszej k u l t u r z e konceptualizujemy
i wyobrażamy sobie przestrzennie) określenia, czyli stosowanej t u „rozszerzonej teraźniejszości".
2

Także analizy zebrane w t o m i e z b i o r o w y m Szybko i szybciej pokazują na w i e l u przykładach za­

czerpniętych z X I X - w i e c z n e j k u l t u r y temporalne skutki wprowadzania innowacji komunikacyjnych
(por. Siwicka, Bieńczyk, N a w a r e c k i 1996).

108

�Kultura teraźniejszości w ujęciu globalnym i lokalnym

Ważnym procesem dotyczącym interesujących nas tu kwestii jest nie tylko glo­
balizacja czasu (o której pisała Barbara Adam w książce Timewatch, 1995), rozumiana
jako wspólne, jednolite narzędzie koordynacji życia zbiorowego coraz większych
rzesz ludności i coraz większych części globu, ale także zmieniające się relacje mię­
dzy przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Przemiany te często są interpre¬
towane jako niezamierzone i nieprzewidziane konsekwencje nowoczesnego stosunku
do czasu, charakteryzującego się znacznym przyspieszeniem, koncentracją na przy¬
szłości, planowaniem; prowadzą one do zjawisk przeciwstawnych, polegających na
rosnącej roli teraźniejszości, pochłaniającej także przeszłość i przyszłość. Feno­
men ten, określony jako rozszerzona teraźniejszość (the extended present), opisany przez
Helgę N o w o t n y w znakomitej książce Time. The Modern and Postmodern Experience
(1994), jest niewątpliwie jednym z kluczowych, wielkich tematów interdyscyplinar­
nej refleksji nad kulturą współczesną i jej charakterystycznymi cechami, znajdujący¬
mi wyraz w strukturach czasowych. Wystarczy przywołać przykłady zjawisk t e m poralnych, kryjących się p o d takimi określeniami jak: kompresja czasoprzestrzeni,
czyli, można powiedzieć, ściśnięcie czasu do teraźniejszości (Harvey 1989);
uwspółcześnianie czasu (contemporarisation), czyli włączanie przeszłości i przyszłości
do ciągle rozrastającej się teraźniejszości (Young 1988); czy powstawanie globalnej
teraźniejszości (Adam 1995). Badacze opisują procesy kształtowania się bliskości
(jedności) czasowej w skali globu (the time compact global society) (Fraser 1987), for­
mowania się „czasoprzestrzeni wiecznego teraz i wszechobecnego »tutaj«" (Bau­
man 1998), dominacji „teraz" i kultury teraźniejszości (the nowist culture) (Bertman
1998), a także „kultury absolutnej teraźniejszości" (Agnes Heller 1996); piszą o i m plozji czasu (Ritzer 2001) i o „opętaniu teraźniejszością i bliską przyszłością" (Eriksen 2003). Wyrazistym przejawem dominującej roli teraźniejszości jest specyficzny
rodzaj czasu, przez badaczy opisywany jako postlinearny złożony z krótkotrwałych,
wyrwanych z ciągu momentów, będący w istocie rzeczy „sukcesją epizodów bez kon­
sekwencji" (Bauman 1998, s. 228), nazwany później przez Zygmunta Baumana cza¬
sem p u n k t o w y m (2006), a przez innych badaczy czasem momentalnym (Macnaghten, U r r y 2005), czasem sprowadzającym się d o chwili, „poszatkowanym w tak
drobne kawałki, że prawie nic już z niego nie zostało" (Eriksen 2003, s. 16), czasem
błyskawicznym (instant time) i wreszcie czasem bezczasowym (Castells 2007).
Opisywane zjawiska są efektem oddziaływania różnego rodzaju czynników, prze¬
de wszystkim rozwoju techniki, nowych technologii komunikacyjnych i informacyj¬
nych, zmieniających zasadniczo (choć często niezamierzenie, a nawet wbrew oczeki­
waniom) środowisko temporalne człowieka, jego doświadczenie czasu i stosunek do
niego. Ponadto istotny wpływ ma tutaj rynek, konsumpcja i konsumpcyjny styl ży¬
cia. Sprawy te są dobrze znane i szczegółowo udokumentowane, przypomnę je t u
jedynie w zarysie.
N o w e technologie i nowe urządzenia techniczne, jak to pokazują liczne analizy,
prowadzą do wytworzenia specyficznej kultury przyspieszenia, hiperkultury w ter109

�Elżbieta Tarkowska

minologii Stephena Bertmana, polegającej na t y m , by robić coraz więcej w coraz
krótszym czasie. Człowiekowi towarzyszy dziś poczucie nieustannej presji czasu
i ciągłego jego deficytu, zarówno w pracy jak i w czasie wolnym i życiu prywatnym.
„Ludzie spieszą się w pracy - pisał A n t o n i Kępiński w Rytmie życia - dlatego nie­
dbale ją wykonują,- spieszą się w używaniu życia, dlatego jego smaku nie odczuwają;
spieszą się w odpoczynku, dlatego nie mogą wypocząć" (Kępiński 1983, s. 134). Co¬
raz większe szybkości, właściwe urządzeniom technicznym, są narzucane znacznie
wolniej funkcjonującym organizmom ludzkim, rośnie rozbieżność między tempem
środowiska technicznego a szybkością fizjologiczną człowieka, jego możliwościami
i ograniczeniami w percepcji nowych bodźców. , W ostatnich kilkudziesięciu latach
- pisał przed laty autor Rytmu życia - człowiek przekroczył w niewiarygodny
sposób swą szybkość fizjologiczną [ . . . ] . Trudno na razie określić, jak odbija się na
ustroju ludzkim życie w środowisku o znacznie wyższych od jego własnych szyb¬
kościach" (Kępiński 1983, s. 134).
Późniejsze badania nad użytkownikami komputerów pokazują, że wprowadzana
przez te urządzenia częstotliwość, komputerowe przyspieszenie, zmienia nasz sto¬
sunek do otoczenia, wprowadza niecierpliwość i nowe wymagania czasowe. Jeremy
Rifkin w napisanej przed 20 laty książce Time Wars. The Primary Conflict in Human Hi¬
story (1987) przypuszczał, że skutki czasowości komputerowej, a zwłaszcza konflikt
między czasem biologicznym a czasem społecznym, coraz bardziej dostosowują¬
cym się do czasu komputerowego, może stać się jednym z centralnych problemów
(obszarem „wojny") w najbliższej przyszłości. N o w e media, nowe środki informacji
i komunikacji prowadzą do technostresu, jak to określa Bertman, powodują napię¬
cia i stresy związane z tempem i szybkością, a także z nadmiarem informacji. Pozy¬
tywnie wartościując zmianę, nowość, nieciągłość, fragmentaryzację, jako zwykłe,
oczywiste wymiary rzeczywistości, telefon, telewizja, komputer, Internet przyczy¬
niają się do dominacji teraźniejszości, chwili bieżącej, przyzwyczajają do nieciąg¬
łości i nietrwałości. N o w e technologie, często wprowadzane w celu ułatwienia życia
i oszczędzenia czasu, podnosząc standardy wykonywanych czynności lub tworząc
nowe potrzeby, stają się źródłem nowych, równie lub nawet bardziej czasochłon¬
nych zajęć, nowych stresów i napięć.
Skutki tych procesów są dalekosiężne i odbijają się na wszystkich sferach życia,
znajdują wyraz w wartościach, obyczajach, związkach i relacjach między ludźmi, na¬
znaczają je natychmiastowością i chwilowością. Przekształcają ideologię inwesto¬
wania w przyszłość (tak charakterystyczną dla społeczeństwa nowoczesnego nasta­
wionego na rozwój i postęp) w praktykę krótkoterminowych gratyfikacji. Zmieniają
rodzinę - jej spójność naruszona zostaje przez kult szybkości i zmiany, który two¬
rzy wiele sił odśrodkowych o działaniu dezintegrującym. Zmieniają tożsamość, pro¬
wadzą do rezygnacji z czasochłonnych zajęć i obowiązków, zniechęcają d o takich
cnót jak cierpliwość, stopniowe kształtowanie charakteru czy powolne budowanie
więzi międzyludzkich. Zmieniają społeczeństwo i jego system wartości. Jak powia110

�Kultura teraźniejszości w ujęciu globalnym i lokalnym

da cytowany tu wcześniej Bertman, bliskość między ludźmi jest czasochłonna, nie
ma na nią miejsca w kulturze przyspieszenia.
Drugi zespół czynników współcześnie kształtujących oblicze czasu społecznego,
w t y m fenomen rozszerzonej teraźniejszości, to rynek, reklama, kultura konsump¬
cyjna. W konsumpcyjnej hierarchii wartości na plan pierwszy wysuwa się szybkość,
zmiana, przyspieszenie. Konsumpcja wymusza przewartościowanie trwania i przemi¬
jania, o czym wielokrotnie pisał Zygmunt Bauman. Trwałość, która przez większą
część dziejów ludzkości była wartością, została p o d wpływem konsumpcji wyparta
na rzecz przemijania. Podobnie odkładanie na później, gromadzenie, oszczędzanie,
które organizowało działania ludzi przez wieki i było podstawą „ducha kapitalizmu",
dziś zdezaktualizowało się jako sprzeczne z wymogiem szybkiego zużywania i po¬
zbywania się zużytych przedmiotów, by nabyć nowe, oraz z modelem życia na kre¬
dyt, zadłużania się.
Bezpośrednim efektem ekspansji kultury konsumpcyjnej jest zmiana istoty cza¬
su. Czas konsumpcji to czas teraźniejszości, chwili, nieustannej zmiany. „Spektaku¬
larna kariera »teraz«, wywołana rozwojem technologii »ściskania czasu«, wyraźnie
współbrzmi z logiką gospodarki nastawionej na konsumenta: konsument powinien
być zadowolony w jednej chwili" - pisał Zygmunt Bauman (2000, s. 97). „Teraz" w jego
ujęciu to kwintesencja konsumpcji i kultury konsumpcyjnej, konsumpcyjnego nasta¬
wienia do życia. Zmiana, nowość, szybkość, natychmiastowość, ulotność i nietrwałość są wpisane w konsumpcję niejako z istoty rzeczy; charakterystycznym rysem ta¬
kiego społeczeństwa jest nienasycenie, o którym pisał Daniel Bell (1994), i „syndrom
niecierpliwości" w ujęciu Zygmunta Baumana (2003, s. 95; 2004, s. 170). K o m p u l sywne, obsesyjne zmienianie to typowa dla konsumpcji strategia zużywania i two¬
rzenia odpadków, to jednocześnie sztuka zapominania tego, co zużyte, wyparte, za¬
stąpione przez nowe i nowsze. Zespół zjawisk temporalnych związanych z kon¬
sumpcją to według badaczy prototyp tego, co dzieje się w innych sferach życia;
zmienność, nietrwałość i ulotność odnoszą się do całego życia i kultury, do tożsa¬
mości jednostek, stosunków i więzi międzyludzkich, miłości, etyki, twórczości, pra¬
cy sztuki, stosunku do przyrody i t d . W y t w o r e m kultury teraźniejszości jest „czło­
wiek synchroniczny" (kolejna koncepcja Stephena Bertmana), żyjący tylko w teraź¬
niejszości, pozbawiony związków z przeszłością i przyszłością, nieuwzględniający
ani doświadczeń przeszłości, ani przyszłych konsekwencji dzisiejszych działań, co
przekłada się na brak trwalszych więzi z innymi.
3

Badacze fenomenu dominującej teraźniejszości dostrzegają wiele jej negatyw¬
nych konsekwencji w różnych sferach życia i w związku z t y m wysuwają propozycje
działań naprawczych. Stephen Bertman (1998) proponuje, by poddać kontroli kul¬
turę przyspieszenia, odkryć, że to, co powolne, niekoniecznie jest złe, a to, co szyb-

3

Procesy te opisuje Z y g m u n t Bauman, którego niemal cała twórczość jest wielowątkową w y p o ­

wiedzią na temat czasu w k u l t u r z e i społeczeństwie (por. Tarkowska 2005).

111

�Elżbieta Tarkowska

kie, nie zawsze musi być dobre. „Slow is beautiful" - pisze. Wskazuje też na potrzebę
odbudowania związków teraźniejszości z przeszłością i przyszłością . Inni badacze
wysuwają podobne hasła: „Robić mniej, posiadać mniej i częściej mówić: nie" (Ro¬
binson, Godbey 1999, s. 314). Programy i pomysły naprawcze pojawiają się też w książ­
ce Thomasa H . Eriksena Tyrania chwili (2003). Dostrzega on zgubne konsekwencje
pośpiechu i przyspieszenia w wielu aspektach życia człowieka współczesnego: w ży¬
ciu rodzinnym, pracy, polityce, konsumpcji, także w stylu myślenia (Eriksen 2003,
s. 7). To, co dzieje się obecnie, interpretuje - podobnie jak inni badacze - jako sferę
niezamierzonych konsekwencji rozwoju technologii informacyjnych i komunikacyj¬
nych i pokazuje ich paradoksalne skutki. Tak więc dążenie do większej elastyczności
w efekcie zmniejsza elastyczność, większe możliwości w y b o r u ograniczają wybór,
a wprowadzenie technik oszczędzających czas ostatecznie prowadzi do zmniejsza¬
nia się zasobów czasu (Eriksen 2003, s. 14, 202). Opis różnych negatywnych kon¬
sekwencji czasu sprowadzonego do chwili (degradacja życia rodzinnego, zjawisko
monogamii seryjnej, kult młodości, kryzys przekazywania wiedzy i t d . ) kończy po¬
stulatami w obronie czasu wolno płynącego i wskazaniem potrzeby odpowiednio
zorientowanej polityki społecznej. „Powolność potrzebuje ochrony. Potrzebuje wszel¬
kiego rodzaju pomocy państwa, przywilejów społecznych, systemów subsydiów
i k w o t " (Eriksen 2003, s. 222). Potrzebna jest też na poziomie jednostek „świadoma
kontrola nad własnymi zmianami rytmu upływu czasu" (Eriksen 2003, s. 225).
4

W a r t o tu wspomnieć o innych działaniach i inicjatywach na rzecz czasu wolno
płynącego, pojawiających się coraz liczniej, takich jak utworzony w 1999 r. Światowy
Instytut na Rzecz Spowolnienia (World Institute of Slowness), propagujący rewo¬
lucję w t y m zakresie, czy jak rozwijający się w ostatnich latach slow movement, obej¬
mujący coraz więcej dziedzin życia (Pańków 2009) . Manuel Castells opisuje Fun­
dację Długiego Teraz (Long N o w Foundation), grupującą kalifornijskich naukow­
ców, artystów, biznesmenów, zainteresowanych długoterminową perspektywą cza¬
su, przeciwstawiających się pojęciu czasu błyskawicznego (instant time). Jedną z ich
inicjatyw jest zbudowanie Zegara Długiego Teraz, który rejestrowałby czas przez
10 tysięcy lat - wydawałby sygnały dźwiękowe raz do roku, jeden raz na stulecie i je­
den raz na tysiąclecie (Castells 2007, s. 464-465).
5

Można by podać więcej przykładów inicjatyw w obronie czasu wolno płynące¬
go, w obronie długiej perspektywy czasu, w obronie przeszłości i przyszłości, która
winna wzbogacić teraźniejszość. Niektórzy badacze dostrzegają już symptomy
zmiany, zwolnienia tempa i zmęczenia przyspieszeniem. Wydaje się jednak, że ra-

4

W a r t o dodać, że c h o ć cała książka Bertmana Hyperculture. TheHuman

Cost of Speed jest krytyką szy­

bkości i t y r a n i i „teraz" z p u n k t u w i d z e n i a kosztów l u d z k i c h i społecznych, autor oddaje t e ż sprawied­
liwość p o z y t y w n y m aspektom i konsekwencjom „siły teraźniejszości" (Bertman 1998, s. 191 i n . ) .
5

W Polsce badania na temat tego r u c h u p r o w a d z i Agata Gruszecka, d o k t o r a n t k a Szkoły N a u k

S p o ł e c z n y c h p r z y IFiS P A N .

112

�Kultura teraźniejszości w ujęciu globalnym i lokalnym

cję miał w y b i t n y socjolog czasu, Sebastian de Grazia, który uważał, że podobnie jak
długiego okresu, co najmniej 200 lat, potrzebowała nasza cywilizacja, by nabrać
przyspieszenia, tak i proces spowolnienia będzie długotrwały (de Grazia 1962, za:
Robinson, Godbey 1999, s. 314). Chyba że w sukurs działaniom i inicjatywom p o ­
dejmowanym na rzecz czasu wolno płynącego przyjdzie światowy kryzys ekonomicz­
ny który radykalnie zmieni obecne zasady rządzące życiem społecznym i kulturą
i zmusi do głębokiego przewartościowania zmienności i trwania. Jak przypuszcza
Zygmunt Bauman, kryzys może wprowadzić rewolucyjne zmiany polegające na zer­
waniu z kluczową dla społeczeństwa konsumpcyjnego zasadą „pozbywania się sta­
rego, żeby nabyć coś nowego". „Moim zdaniem - mówi autor Płynnych czasów - no¬
wością, do której się trzeba będzie przyzwyczaić, będzie odkrycie na nowo wartości
trwania" (Bauman 2009). Byłaby to rzeczywiście rewolucyjna, niezwykle głęboka
zmiana.

W stronę perspektywy lokalnej
Zarówno rozwój techniki, innowacje technologiczne, nowe media, jak i sfera kon¬
sumpcji, rynku i reklamy to zespoły zjawisk o charakterze ogólnocywilizacyjnym,
działających w skali globalnej. Ale można dostrzec też działanie czynników lokal¬
nych, wzmacniających czy wspomagających, a być może też niekiedy utrudniają¬
cych kształtowanie się zjawisk składających się na fenomen rozszerzonej, dominu¬
jącej teraźniejszości. Tak np. Stephen Bertman, który w swojej koncepcji kultury te­
raźniejszości i człowieka synchronicznego odwołał się do realiów społeczeństwa
amerykańskiego i dokładnie przeanalizował rolę zarówno nowych technologii ko¬
munikacyjnych i informacyjnych, jak i konsumpcyjnego stylu życia, dostrzegł jesz¬
cze jedno źródło amerykańskiej obsesji szybkości, fascynacji nowością i zmiennością.
Wiązał je z historią społeczeństwa amerykańskiego, ze specyficznym doświadcze­
niem historycznym i społecznym Amerykanów, na które składa się m.in. dziedzictwo
migracji do Nowego Świata, a następnie doświadczenie i mit pogranicza, przybiera­
jący ciągle nowe wcielenia (takie np. jak mit podboju kosmosu). Mobilność w prze¬
strzeni sprzyjała pozytywnemu wartościowaniu zmiany, ruchu, nowości i młodości,
a jednocześnie miała wpływ na krótką pamięć historyczną. „Jako Amerykanie - pisał
Bertman — zawsze byliśmy chronicznymi emigrantami w poszukiwaniu domu; za­
siedlając nowe tereny byliśmy wygnańcami z czasu" (Bertman 1998, s. 30).
Również w wypadku społeczeństwa polskiego i charakterystycznego dla niego
czasu społecznego można wyodrębnić działanie czynników różnej natury o charak¬
terze zarówno globalnym (nowe technologie komunikacyjne i informacyjne, od¬
działywanie kultury konsumpcyjnej), jak i bez wątpienia lokalnym - chodzi o wpływ
specyficznego dziedzictwa i doświadczenia historycznego i społecznego. W efekcie
ukształtowało się to, co od wielu lat określam mianem orientacji prezentystycznej
Polaków (Tarkowska 1987, 1992) i co jest odpowiednikiem zarysowanej kultury te­
raźniejszości. Jak starałam się pokazać w różnych miejscach (Tarkowska 1992, 1999,
113

�Elżbieta Tarkowska

2004), obecna postać czasu społecznego Polaków jest swoistą wypadkową czterech
grup kumulujących się uwarunkowań i doświadczeń, prowadzących w różny sposób
do koncentracji na teraźniejszości i do zredukowanej perspektywy przyszłości. Spra¬
wą odrębną, niedotyczącą zresztą tylko polskich realiów, jest towarzyszący wska¬
zanym procesom żywy emocjonalnie zabarwiony stosunek do przeszłości. O w e
uwarunkowania t o : po pierwsze, dziedzictwo 45 lat tzw. socjalizmu realnego, wpływ
specyficznych uwarunkowań systemowych na zachowania, mentalność, styl życia,
poczucie zależności i przymusu oraz braku wpływu na rzeczywistość, po drugie,
specyficzne dziedzictwo kulturowe, ze szczególnym uwzględnieniem pewnych ele¬
mentów tradycyjnej kultury chłopskiej, słabości lub nieobecności wartości miesz¬
czańskich, ludowej religijności i tzw. etyki katolickiej, po trzecie, oddziaływanie
okresu transformacji, okresu głębokich zmian charakteryzujących się wyjątkową
nieciągłością i niestabilnością, przyspieszeniem i nagromadzeniem zmian zacho¬
dzących właściwie we wszystkich sferach życia, doświadczenie „permanencji zmia¬
ny", po czwarte, globalne procesy o charakterze zmian cywilizacyjnych, prowadzące
do kompresji czasu, wpływ nowych technologii informacyjnych i komunikacyjnych
oraz rynku i konsumpcji, zwiększających i wzmacniających rolę teraźniejszości.
Przeprowadzone w końcu lat 80. i początkach 90. analizy, których fundamentem
była różnego rodzaju empiria, stały się podstawą twierdzenia o dominacji w Polsce
orientacji prezentystycznej, skoncentrowanej na „teraz", ze skróconą, zablokowaną
perspektywą przyszłości (Tarkowska 1987, 1992). Tego typu orientacje pojawiają
się w sytuacjach zależności i przymusu, politycznego, ekonomicznego czy innego,
zredukowana perspektywa przyszłości jest pochodną braku wpływu na teraźniej¬
szość. Poza t y m do podobnych skutków prowadzą sytuacje ograniczające lub
uniemożliwiające antycypację dalszego biegu wydarzeń, czyli okresy gwałtownych
zmian, naruszających ciągłość czasu i w ten sposób uniemożliwiających przewidy¬
wanie (Nelkin 1970). W powojennej historii Polski widoczne było oddziaływanie obu
grup czynników, choć w różnym nasileniu w poszczególnych okresach. Zależności
i przymusy natury politycznej charakteryzowały cały okres realnego socjalizmu, z ko­
lei zmiana i niestabilność to trwałe ramy życia społecznego w tej części Europy w któ­
rej dziejach współczesnych widać, jak to kiedyś określił Tadeusz Łepkowski, „coraz
więcej zmian, coraz mniej trwania" (1989).
W i e l u teoretyków i badaczy systemów komunistycznych wskazywało na nie¬
pewność i nieprzewidywalność warunków działania jako na charakterystyczny ele¬
ment gospodarki centralnie planowanej. „Źródłem niepewności był autorytarny cha­
rakter systemu, stwarzający zarówno możliwości arbitralnych decyzji, jak i nagłych,
też arbitralnych zmian tych reguł" (Tarkowski 1994, s. 89). Zniechęcało to do pla¬
nowania lub wręcz je uniemożliwiało, unieważniając t y m samym przyszłość. Poka¬
zuje to wiele ówczesnych badań socjologicznych, m.in. przeprowadzone w 1969 r.
międzynarodowe badania porównawcze na temat wyobrażeń roku 2000. W ramach
tych badań Polskę zaliczono do grupy krajów o orientacji prezentystycznej, z w y 114

�Kultura teraźniejszości w ujęciu globalnym i lokalnym

raźną dominacją teraźniejszości i niedostatecznym zainteresowaniem przyszłością:
dla ponad połowy Polaków (i to młodych Polaków, gdyż respondentami byli ludzie
w wieku 15-40 lat) przyszłość nie była przedmiotem większego zainteresowania
(Siciński 1975, Ornauer i in. 1976). D o zbliżonych wniosków skłaniały inne badania
prowadzone w latach 60., 70. czy 80., pokazujące wysokie miejsce w hierarchii war¬
tości Polaków wartości określanych jako prywatno-stabilizacyjne. Elementy orien¬
tacji prezentystycznej można było znaleźć u przedstawicieli różnych grup i katego¬
rii społecznych: u ludzi starych i młodych, ubogich i dobrze sobie radzących, także
w wypowiedziach decydentów różnych szczebli, czyli ludzi, którzy realizowali za¬
planowane działania i przynajmniej teoretycznie powinni mieć poczucie wpływu na
rzeczywistość (por. Tarkowska 1992). Myślenie w kategoriach odległych celów wy¬
stępowało w grupach i ruchach alternatywnych, skoncentrowanych na wartościach
wymagających długiej perspektywy czasu, takich jak ekologia czy zdrowie (Tarko¬
wska 1991), także wśród opozycji politycznej.
Orientacji skoncentrowanej na teraźniejszości sprzyjały też inne czynniki, w t y m
specyficzne dziedzictwo kulturowe: tradycyjna kultura chłopska, słabość wartości
mieszczańskich, oddziaływanie religii katolickiej. Zarówno działanie tradycyjnej
kultury chłopskiej, jak i oddziaływanie systemu komunistycznego przebiegało w p o ­
d o b n y m kierunku, jak to pokazał w jednym z tekstów Zygmunt Bauman:
W a r u n k i , w j a k i c h stawia się c z o ł a i r o z w i ą z u j e ż y c i o w e p r o b l e m y w s p o ł e c z e ń s t w a c h
k o m u n i s t y c z n y c h , m o ż n a t r a k t o w a ć jako zgeneralizowaną w e r s j ę w a r u n k ó w , z j a k i m i
styka się p r z e d i n d u s t r i a l n y chłop. Jeśli jako d o m i n u j ą c ą c e c h ę życia p r z e d i n d u s t r i a l nego c h ł o p a w y r ó ż n i l i ś m y n i e p e w n o ś ć , p o z o s t a j e ona t e ż n a j d o n i o ś l e j s z ą c e c h ą spo¬
ł e c z e ń s t w a k o m u n i s t y c z n e g o , n a s t ę p u j ą c e g o p o s p o ł e c z e ń s t w i e c h ł o p s k i m . T y l e tylko,
ż e g ł ó w n e ź r ó d ł o n i e p e w n o ś c i p r z e m i e ś c i ł o się z n a t u r y d o s p o ł e c z e ń s t w a ( B a u m a n
1979, s. 185).

Mówiąc o dziedzictwie kulturowym, trzeba też wspomnieć o niedostatku i sła¬
bości w Polsce kultury mieszczańskiej i mieszczańskiego stylu życia, z takimi typo¬
wymi dla niego wartościami jak szacunek wobec czasu („czas to pieniądz"), oszczędza¬
nie z myślą o przyszłych korzyściach, długoterminowe planowanie. Nieobecność
wartości, od czasów Maxa Webera wiązanych z etyką protestancką, skłania do po¬
szukiwania wpływu katolicyzmu i związanych z nim wartości. Jak twierdzi autor kon¬
cepcji „etyki katolickiej", konstruktu analogicznego do etyki protestanckiej, wartości
z nią związane sprzyjają eksponowaniu teraźniejszości, a nie przyszłości (Dealy 1977).
Koncentracji na teraźniejszości sprzyjał także okres transformacji lat 90., odzna¬
czający się głębokimi zmianami w wielu sferach życia, co swego czasu nazwałam
permanencją zmiany. Doświadczenie zmienności, nietrwałości, tymczasowości ota¬
czającej rzeczywistości, typowe dla kultury współczesnej w skali globalnej i zasad¬
nicze dla fenomenu rozszerzonej teraźniejszości, w warunkach polskich znalazło
dodatkowe wzmocnienie.
115

�Elżbieta Tarkowska

Jeśli chodzi o zachodzące w skali globalnej procesy prowadzące do kultury ter¬
aźniejszości, takie jak nowe technologie komunikacyjne i informacyjne czy ekspan¬
sja konsumpcji i kultury konsumpcyjnej, ich oddziaływanie w społeczeństwie pol¬
skim jest widoczne, choć niewątpliwie mają mniejszy zasięg i nasilenie niż w spo¬
łeczeństwach zachodnich czy w społeczeństwie amerykańskim. Coraz liczniejsze
prace opisujące oddziaływanie nowych mediów i kultury popularnej wskazują na
obecność także w naszych warunkach kultury teraźniejszości.

Zróżnicowania i podziały związane z czasem
Przedstawiony obraz przemian czasu społecznego, zachodzących zarówno
w skali globalnej, w kontekście procesów ogólnocywilizacyjnych, jak i w wymiarze
lokalnym, ograniczonym do przypadku polskiego, jest ujęciem uproszczonym, uka¬
zującym tylko jedną stronę złożonych zjawisk. W świecie współczesnym nie wszys¬
cy cierpią na brak czasu, nie wszyscy żyją w pośpiechu, nie dla wszystkich głównym
środowiskiem temporalnym jest hiperkultura i rozszerzona teraźniejszość. W zróż¬
nicowanych i podzielonych społeczeństwach nierówności społeczne i ekonomiczne
są wzmacniane przez nierówności związane z czasem. W i e l u badaczy czasu zwraca
uwagę na to, że współczesne społeczeństwa żyją w dwu rytmach, przy czym żyjący
szybciej należą do kategorii uprzywilejowanych, a niepracujący i bezrobotni od¬
czuwają zatrzymanie czasu. „Kurczenie się przestrzeni niweluje wymiar czasu. Miesz­
kańcy pierwszego świata pogrążeni są w ciągłej teraźniejszości, a ich życie jest cią­
giem epizodów higienicznie oddzielonych od przeszłości i przyszłości. Ludzie ci są
stale zajęci i ciągle brakuje i m czasu" - pisał Zygmunt Bauman w Globalizacji. Ludzie
należący do drugiego świata „są przygnieceni bezużytecznym ciężarem nadmiaru
czasu, którego nie mają czym wypełnić. W ich czasie »nic się nigdy nie zdarza«
[ . . . ] . Mogą oni jedynie zabijać czas, tak jak on ich powoli zabija" (Bauman 2000, s. 105).
Socjologowie czasu, na przykład Helga N o w o t n y czy Gabriela Paolucci, a także ba­
dacze innych specjalności piszą o nowej stratyfikacji związanej z czasem, wskazują
na nowy niemający jeszcze nazwy konflikt, wyrażający się w podziale na posiadaczy
pracy i bezrobotnych, na przepracowanych i niepracujących, na cierpiących na brak
czasu i odczuwających jego nadmiar. Podobny, może nie tyle konflikt, ile głęboki
podział społeczny określiłam terminem „nierównej dystrybucji czasu", odnosząc go
do zmieniającego się społeczeństwa polskiego pierwszej połowy lat 90. (Tarkowska
1997). W przeciwieństwie do uniformizującego i homogenizującego pod t y m wzglę¬
dem oddziaływania systemu realnego socjalizmu w wyniku reform rynkowych spo¬
łeczeństwo wyraźniej zróżnicowało się i spolaryzowało na żyjących w nowym, przy¬
spieszonym tempie, w nieustannym pośpiechu i odczuwających chroniczny deficyt
czasu oraz na tych, którzy z różnych powodów (brak pracy, niepełnosprawność,
choroba, starość) odczuwają nadmiar niezagospodarowanego czasu.
W okresie PRL ilość czasu wolnego była jednym ze wskaźników stopy życiowej
i pozycji społecznej: zasoby czasu do swobodnej dyspozycji były t y m większe, i m
116

�Kultura teraźniejszości w ujęciu globalnym i lokalnym

wyższe miejsce się zajmowało w hierarchii społecznej. Wyższemu poziomowi wy¬
kształcenia czy wyższym kategoriom dochodów towarzyszyły większe zasoby czasu
wolnego (Anusz 1981, s. 180; Wnuk-Lipiński 1981, s. 150). Deficyt czasu był na ogół
skorelowany z niskimi kwalifikacjami, niskimi dochodami, a także z trudną sytuacją
życiową rodzin wielodzietnych lub rodzin z małymi dziećmi wymagającymi opieki.
Okres transformacji przyniósł w tej dziedzinie zasadnicze zmiany. W w y n i k u
przemian, które istotnie przekształciły czas pracy i czas wolny, zmieniło się też ich
miejsce w hierarchii wartości. Wraz z odkryciem czasu jako ekonomicznie wy¬
miernej wartości miejsce czasu wolnego jako wartości cennej i poszukiwanej zajęła
praca. W y ż e j ulokowani na drabinie społecznej (ludzie dobrze sytuowani, pracują¬
cy na własny rachunek, ludzie z wyższym wykształceniem) charakteryzuje deficyt
czasu, w przeciwieństwie do niższych grup dochodowych, które nie tylko nie od¬
czuwają braku czasu, ale raczej cierpią na jego nadmiar (Tarkowska 1997).

Słowo końcowe
Posługując się kategorią kultury teraźniejszości, eksponującą element „teraz", przy¬
spieszenie i deficyt czasu, trzeba pamiętać o jej ograniczeniach, czyli o t y m , że są
ludzie, zbiorowości czy społeczeństwa, które żyją poza ramami owej kultury. N i e
podważa to jednak przydatności tej kategorii jako narzędzia odsłaniającego ważne
aspekty kultury współczesnej i życia społeczeństw współczesnych, zarówno w ska¬
li globalnej, jak i w wymiarze lokalnym.

Bibliografia
Adam B.
1995

Timewatch. The Social Analysis of Time, Cambridge

Anusz M .
1981

Wybrane cechy sposobu życia klas i warstw społecznych, w: Warunki życia i potrzeby
społeczeństwa polskiego w połowie lat siedemdziesiątych, red. L . Beskid, Z Sufin,
Warszawa

Aveni A . F
2001

Imperia czasu. Kalendarze, zegary i kultury, przeł. P Machnikowski, Poznań

Bauman Z .
1979
1998
2000
2006

Comment on Eastern Europe, „Studies in Comparative Communism", v o l . X I I ,
nr 2-3
Śmierć i nieśmiertelność. O wielości strategii życia, przeł. N . Leśniewski, Warszawa
Globalizacja. I co z tego dla ludzi wynika, przeł. E. Klekot, Warszawa
Czas w epoce płynnej nowoczesności, wykład w SWPS 16 października
117

�Elżbieta Tarkowska

2009

Koniec orgii. Z Zygmuntem Baumanem rozmawia Tomasz Kwaśniewski,
„Duży Format" (dodatek do „Gazety Wyborczej"), 9 lutego

Bell D.
1994

Kulturowe sprzeczności kapitalizmu, przeł. S. Amsterdamski, Warszawa

Bertman S.
1998

Hyperculture. The Human Cost of Speed, Westport, London

Castells M .
2007

Społeczeństwo sieci, przeł. K. Pawluś i in., Warszawa

De Grazia S.
1962

Of Time, Work, and Leisure, N e w York

Dealy G.C.
1977
Elias N .
1992

The Public Man. An Interpretation of Latin American and Other Catholic Countries,
Amherst
Time: An Essay, O x f o r d

Eriksen T H .
2003

Tyrania chwili. Szybko i wolno płynący czas w erze informacji,przeł. G. Sokół,
Warszawa
Fraser J.T
1987

Time, The Familiar Stranger, Amherst

Harvey, D.
1989

The Condition of Postmodernity. A. Enquiry into the Origins of Cultural Change,
Oxford
Heller A .
1995

Where are we at home?, „Thesis Eleven", v o l . 4 1 , nr 1, s. 1-18

Kern S.
1983

The Culture of Time and Space 1880-1918, Cambridge

Kępiński A.
1983

Rytm życia, Kraków

Łepkowski T
1989

Uparte trwanie polskości. Nostalgie. Trwanie. Nadzieje. Wartości, Londyn

Macnaghten P, U r r y J.
2005

Alternatywne przyrody. Nowe myślenie o przyrodzie i społeczeństwie, przeł. B. Ba¬
ran, Warszawa
118

�Kultura teraźniejszości w ujęciu globalnym i lokalnym

N e l k i n D.
1970

Unpredictability and Life Style in a Migrant Labor Camp, „Social Problems", vol. 17,
nr 4, s. 4 7 2 - 4 8 7

Nowotny H .
1994

Time. The Modern and Postmodern Experience, Cambridge

Ornauer H . , W i b e r g H . , Siciński A., Galtung J. (red.)
1976

Images of the World in the Year 2000. A Comparative Ten Nations Study, The
Hague-Paris

Pańków L .
2009

Leniwa niedziela, „Wysokie Obcasy", 31 stycznia

Rifkin J.
1987

Time Wars. The Primary Conflict in Human History, N e w York

Ritzer G.
2001

Magiczny

świat konsumpcji, przeł. L . Stawowy, Warszawa

Robinson J.P, Godbey G.
1999

Time for Life. The Surprising Ways Americans Use Their Time, Pennsylvania

Siciński A.
1975
Młodzi o roku 2000. Opinie, wyobrażenia, postawy, Warszawa
Siwicka D , Bieńczyk M . , Nawarecki A. (red.)
1996
Szybko i szybciej. Eseje o pośpiechu w kulturze, Warszawa
Tarkowska E.
1987
Czas w społeczeństwie. Problemy, tradycje, kierunki badań, Wrocław
1991
„Inność" i „obcość" w perspektywie antropologicznej, w: Spontaniczna kultura mło­
dzieżowa. Wybrane zjawiska, red. J. Wertenstein-Zuławski, M . Pęczak, Wro¬
cław
1992
Czas w życiu Polaków. Wyniki badań, hipotezy, impresje, Warszawa
1997
Nierówna dystrybucja czasu - nowy wymiar zróżnicowania społeczeństwa polskiego,
w: Elementy nowego ładu, red. H . Domański, A. Rychard, Warszawa
1999
Polacy wobec przyszłości i przeszłości. Czas społeczny w okresie realnego socja¬
lizmu i w okresie transformacji, w: Idee a urządzanie świata społecznego. Księga
jubileuszowa dla Jerzego Szackiego, red. E. Nowicka, M . Chałubiński, War¬
szawa
2004
2005

Changing social time in post-Communist Poland: Local and global perspectives, „Essays
in Arts and Sciences", v o l . X X X I I I , nr 2, zima
Zygmunt Bauman o czasie i procesach detemporalizacji, „Kultura i Społeczeństwo",
nr 3

119

�Elżbieta Tarkowska

Tarkowski J.
1994

Patroni i klienci, Warszawa

Wnuk-Lipiński E.
1981

Budżet czasu - struktura społeczna - polityka społeczna, Wrocław

Young M .
1988
The Metronomic Society. Natural Rhythms and Human Timetables, Cambridge,
Young M . , Schuller T (red.)
1988
The Rhythms of Society, London
Zadrożyńska A.
1985

Powtarzać czas początku, Warszawa

120

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6014" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5994">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fa40dd73ac3344a3bac82bc5d1e145a5.pdf</src>
        <authentication>68a96907f9efbad1bd75d3b177d550dc</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71756">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71757">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71758">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71759">
                <text>Zadrożyńska, Anna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71760">
                <text>nowoczesność</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71761">
                <text>Beduini</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71762">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4634</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71763">
                <text>The Invasion of "Jinn" Spirits/ Antropolog wobec współczesności</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71764">
                <text>Modernity and the Bedouin</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71765">
                <text>Antropolog wobec współczesności pod red. Anny Malewskiej-Szałygin i Magdaleny Radkowskei-Walkowicz s.121-125</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71766">
                <text>tom w darze Profesor Annie Zadrożyńskiej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71767">
                <text>jakubowska, Longina</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71768">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71769">
                <text>Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71770">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71771">
                <text>Longina Jakubowska
University College Utrecht

The Invasion of Jinn Spirits:
Modernity and the Bedouin

It was clear to her brothers that Mariam was possessed by a jinni (sing. jinni, pl. jinn).
H e r behavior was erratic; one day she was listlessly sitting cross-legged w i t h o u t u t tering a word, and the next getting into agressive fits throwing harangues at anyone
w h o passed by in language that was either unintelligible or abusive. She fought w i t h
her husband, refused to have sex w i t h him, and was nasty toward her co-wife. Even
worse, she was suspected to have spread malignant gossip about her cousin that led
to the annulment of a marriage proposal. Fortunately this happened during the
summer school vacation - Mariam worked as a special education teacher in town and her odd state was noticed only by her immediate family and neighbors w h o kept
it as much a secret as one can in a community where most people k n o w one another. The story of Mariam's misfortune was t o l d to me one warm spring day in hushed
voices laced w i t h dread. As the night fell, other stories followed, stories of magic,
bewitchment, mystery and fear. Hers was a jinnii of a non-descript nature. The jinn
w h o claimed the body of her neighbor d o w n the street had a name, a gender, and
a place of origin; the beautiful European jinniya w h o fell in love w i t h h i m was called
Janet.
Spirit possession was an unexpected turn in my anthropological inquiry A t no
previous point in time during the twenty five years of my involvement w i t h a Bedouin community in the Negev desert in Israel had I noted a significant presence of
jinn in people's lives. For the next three weeks I was busily collecting stories of their
interference. The local M u s l i m cleric and a jinn expert instructed me about their
nature, their properties, and the remedies against them and allowed me to witness
the means and ways of their exorcism. I remained skeptical throughout my inquiries
because the victims were usually educated professionals in the nascent middle class
w i t h the ambition to develop a modern and progressive community.
The rich anthropological literature interprets the belief in jinn variously as an ar¬
rangement of cultural memory political strategy mental illness, 'folk' logic, or i n d i vidual subjectivity (see Boddy 1989; Bowen 1993; Crapanzano 1980; Siegel 2003;
121

�Longina Jakubowska

Gregg 2005; Khan 2006). In this article, I explore the recent encounters of a bedouin
community w i t h jinn to show how the stories about their sudden appearance are
laced w i t h fear of the perceived disorder in communal and individual relationships.
As jinn are believed to thrive on conflict, chaos and uncontrolled emotions, their
emergence might be taken is an indicator of the state of the community at the m o ment. Modernization of the bedouin society brought a shift in norms and ambiguity
about rules and as such the town became a ripe environment for the jinn to prey on.
I suggest that the sudden invasion of the jinn can be attributed to the partial absorp¬
tion of the various discourses of modernity by the community at large as well as by
individuals w i t h i n it. M o d e r n i t y came in uneven bundles of components and al¬
though the bedouin culture uses many of these components creatively, some are
still misaligned w i t h the social structure to which they are applied. Furthermore, as
argued by Appadurai (1996), the repertoire of ideas, images, concepts, and narra¬
tives that move across groups and cultures in the global terrain do so in an unpre¬
dictable fashion. They are mediated by indigenous concepts and practices - in this
case the local concepts of health and well being - in the process of which the lines
between the rational and the imaginary are blurred.
The Bedouin of the Negev, a desert region in the northern Sinai, a pastoral
nomadic society dependent on herding sheep, goats, camels and organized along
the principles of a segmentary lineage system, became transformed into wage earn¬
ing urban dwellers in the course of the last half a century. The process of their
sedentarization was gradual and had already started in the times of the O t t o m a n
Empire but it dramatically accelerated in the period following the establishment of
the state of Israel in 1948. A t first, tent encampments gave way to corrugated iron
and wooden plank shantytowns and later to urban conglomerations of ugly cement
buildings. A l t h o u g h currently the majority of bedouin live in towns, shantytowns
d i d not completely disappear from the desert landscape. Conscious of the benefits
urban centers provide (electricity, schools and health clinics), many others settled
in vicinity encircling towns w i t h a ring of slums. The towns are located in desolate
corners of the desert far from Israeli population hubs to which they are connected
only by a single road. To those w h o do not expect them, they appear rather suddenly like a mirage amidst plastic bags - the scourge of the M i d d l e East - blown hither
and thither by the w i n d . As they are built in approximately the same period of time
1

1

I n t h e 1940s, some 75,000 Bedouin inhabited the N e g e v ( M a r x 1967). F o l l o w i n g the establish-

ment of Israel, most of t h e m became refugees i n t h e n e i g h b o r i n g Arab countries. T h e Israeli army
m o v e d most of the remaining 11,000 b e d o u i n t o a reservation the size of a f r a c t i o n of t h e i r former ter¬
ritory. T h e reservation was r u l e d b y a m i l i t a r y a d m i n i s t r a t i o n , w h i c h s t r i c t l y c o n t r o l l e d the move¬
ments of b e d o u i n b y a system of permits. E x p r o p r i a t i o n of land b y t h e State, t e r r i t o r i a l displacement,
and r e s t r i c t i o n on m o v e m e n t eradicated the nomadic and semi-nomadic economy as a result of w h i c h
most m e n u n d e r t o o k wage labor i n the e x p a n d i n g Israeli economy:

122

�The Invasion of Jinn Spirits: Modernity and the Bedouin

(in the 1980s and 90s), there is little that distinguishes one from another. Houses
tend to be large enough to accommodate an extended family but their size is de¬
ceptive and does not necessarily indicate prosperity The size of families also tends
to be large so it is not uncommon to have a couple of dozen people living under the
same roof. W i t h the population of approximately 50,000 - about one-third of the
entire bedouin population in the Negev - Rahat is the largest of all the settlements.
It is a social mosaic of people of different origins and k i n groups, and predictably
a fertile site for communal unrest and conflict. A l o n g a practically complete eradi¬
cation of pastoral nomadism, the settled bedouin experienced a degree of social
disruption; urbanity and concomitant new economic configuration had repercus¬
sions for social structure. First, the emergent economic differentiation altered the
traditional system of stratification based upon kinship. Some fared better than others
and while a few descent groups, individual families, even individuals became pros¬
perous and rose in social status, most became trapped in the cycle of poverty, lack
of education and structural underemployment. A m o n g other factors, this new eco¬
nomic differentiation and stratification is responsible for the emergence of new poli¬
tical ideologies. The urban Bedouin, particularly those w h o made it into the middle
classes, are in search of a new definition of their identity. This search took them from
initial malaise, to a brief experimentation w i t h Palestinian nationalism and most recently to Islamic fundamentalism. Where social change undermined local customs,
the resulting vacuum opened the way for a more fundamentalist approach as a counterforce to modernization, westernization, emergent liberalism, but also cultural disintegration. N o t only is the Bedouin absorption of modernity fragmentary but so
too is the assimilation of Islamic ideology N o r is it a simple issue. The Bedouin do
not have an elaborate spiritual tradition. For a long time they were known among
their sedentary agricultural neighbors for their rather rudimental knowledge of
Islam and teased for lack of piety Being a M u s l i m increasingly implies a battlefield
for contesting and opposing discourses on authenticity tradition, and modernity In
the process of contestation surrounding 'authenticity' and 'tradition', certain Isla¬
mic symbols are actively chosen (or imposed) as crucial markers of cultural similar¬
ity w i t h the Islamic world and cultural difference w i t h others. Debates that emerged
around the issue of modernization and the meaning of modernity occur in a highly
charged political context of conflicting Palestinian and Israeli nationalisms. Many
reject westernization and the homogenizing processes inherent in globalization yet
they are not positioned outside the structures they so vehemently criticize: they
hold government jobs, study at universities, or benefit from state assistance. M o d e r n ity is thought possible on the one hand through skills and scientific knowledge, and
devout religious practice on the other, b o t h of which imply a break w i t h past tradi¬
tions. Islam also represents a way of overcoming what the Bedouin label as backward
2

2

In 2009 Rahat became t h e second largest A r a b t o w n i n Israel.

123

�Longina Jakubowska

and traditional features of their society while the Islamization of daily life entails the
de-beduinization of culture. Bedouin practices, which do not fall squarely in the generic Islamic tradition or contradict it, are discouraged, and the local cultural tradition has gradually been brought into accord w i t h scriptural teaching and Islamisized.
This process is visible in the performance of ritual, daily dress (the substitution of the
colorfully embroidered thob dress for a plain jilbab), disapproval of the vener-ation of
holy men and pilgrimages to the shrines of saints, the denunciation of the use of talismans, etc. N o t only Bedouin material culture but also previous efforts to imitate
Israeli architecture have been obscured by a more 'Arabic' style borrowed from the
Gulf countries - ornamental Quranic inscriptions, pictures of Hassan al-Banna ,
decorative sculptures of coffee jugs placed over entrances, and spiraling towerlets.
These new artifacts are evident manifestations of the influence of the media broadcasted from the Arab states, pilgrimages to Mecca, and visits to Gaza, the West
Bank or Jordan. The new middle class is educated, bilingual, technologically sophisticated and integrated into the Israeli labor market. A l t h o u g h education is not its
only formative factor, it has guaranteed a leap in economic and social advancement.
This is w h y the retreat into what is called a "traditional" belief system as an explan¬
ation for social ailments is puzzling.
3

In what follows, I provide a short account of jinn from the perspective of Islamic
tradition and its local Bedouin interpretation. The jinn have a rank and status in the
Islamic universe. The most important textual verification of jinn is found in the
Quran in Sura 72, titled Al-Jinn, as well as in prophetic tradition (hadith). The jinn
are believed to be creatures made by G o d out of smokeless fire at the beginning of
time much in the same way humans were made of clay and angels of light. Like
humans, they form communities in the confines of which they conduct their lives:
they eat, sleep, marry produce children w h o then go to schools, follow careers, and
die. In contrast to humans, jinn are capable of form changing, fast movement, great
acts of strength, and long lives. Some are said to be as old as 1000 years. They k n o w
no limitations to time or space and can easily move between historical epochs and
places. Like humans, they possess free will and are capable of making moral choices;
they are drawn to b o t h good and evil and are endowed w i t h emotions and rational
faculties. As w i t h the human world, the w o r d of Islam was sent to jinn through the
Prophet Muhammad; in other words, jinn preexist Islam. Logically then, they follow
different religions; some accepted Islam while others remained faithful to Buddhism, Hinduism, Judaism, Christianity or any other of the multitude of religious be4

' Hassan al-Banna (1906-1949) was an E g y p t i a n social and p o l i t i c a l reformer and t h e founder of
M u s l i m B r o t h e r h o o d , one of t h e largest and most influential 2 0 t h c e n t u r y M u s l i m revivalist organizations.
4

T h e jinn d o n o t exhaust the w o r l d of spirits in Islamic belief. There are also 'afrit, maridin, and the

most f r i g h t e n i n g of all, the ghul.

124

�The Invasion of Jinn Spirits: Modernity and the Bedouin

liefs. They also have names, gender and distinct personalities. Muslims believe that
the jinn and humans share the earthly world but lead largely separate lives. W h i l e the
jinn are invisible to the human eye (their name derives from the w o r d ijtinan, which
means "to be concealed from sight"), they can observe the existence of humans. O n
occasion, however, the t w o cross paths whereby the jinn enter the spaces inhabited
by humans and often assume surreal forms, commonly appearing as a black dog in
the least frightening version and as a two-legged donkey w i t h horns in its extreme
version. One should never throw a stone at a black dog lest it might be a jinni in disguise w h o would inevitably seek revenge. In other local traditions, the jinn inhabit
dark and deserted places, caves, and graveyards (Padwick 1924; Gregg 2005; Boddy
1989). The Bedouin believe that the creatures have a liking for all things d i r t y and
smelly but water in particular; stale stinky water serves as a conduit between the
world of humans and that of the jinn. They cherish darkness, which makes dusk and
night dangerous times for humans. One has to be mindful about pouring out a bucket of water, or for that matter sweeping the yard at night, lest by mistake it splashes
at a jinn lurking in the vicinity. The greatest danger from such disturbance of the jinn
is that they may in revenge possess the disturber. To avoid misfortune, one is
advised to utter the phrase 'bismillah ' ( i n the name of G o d ) while engaging in any
activity that involves d i r t y water, particularly when in contact w i t h a human body,
such as taking a bath (hamam), entering a latrine or a toilet. In Bedouin oral trad¬
ition, jinn are never benevolent, always devious and humans are in perpetual danger
as jinn can take possession of their body at a w h i m . Jinn do not inspire but seduce to
destruction; they 'possess' to destroy and not to make things possible.
5

6

7

Jinn possession can cause a person to have seizures and to speak in incom¬
prehensible tongues. The possessed are unable to think or speak of their own will.
Numbness of limbs, a rash on the arms and legs, pulsating veins, stomach or back
pain, persistent headache, and nausea can all be signs of possession but so can
nightmares, lethargy, or aggressiveness. Jinn are also blamed for women's infertility
or reproductive difficulties. N o t all types of disease and illness are attributed to jinn
possession. In fact, the Bedouin are not necessarily given to magical thinking and
prefer scientific explanations w i t h regard to any abnormal condition. Generally they
seek modern treatment by consulting a medical doctor and follow the course of
treatment prescribed by h i m . However, if the symptoms do not ease as expected

5

T h e most infamous is a jinniya (female jinn), k n o w n i n N o r t h A f r i c a as Aisha Qandisha w h o t y p -

ically appears t o men as an irresistible and ravishing w o m a n . Failing t o notice her camel's (or goat's)
feet, t h e y fall under her charm and soon discover themselves t o be i m p o t e n t w i t h any o t h e r w o m a n ,
i n c l u d i n g t h e i r wife, w i t h o u t Aysha's consent (Crapanzano 1980).
6

N o t unlike i n C h r i s t i a n t r a d i t i o n (see C h r i s t i a n 1996), children i n particular are e n d o w e d w i t h

a g i f t of being able t o see the jinn; if one turns around and sees an unusual f o r m and t h e n one turns
around again seeing it gone, it probably was a jinn.
7

Precautions are w o v e n i n t o d a i l y customs and etiquettes.

125

�Longina Jakubowska

but recur or magnify and an abnormal state of body and mind continues, there is
then reason to suspect interference of the spirits. Importantly, although the jinn
seem to act in a whimsical and arbitrary fashion, not all people are equally susceptible
to possession. The human body serves only as a receptacle for the spirits and indi¬
viduals have a degree of control/agency over the access they grant. True, a person
might be at the wrong place at the wrong time and unwillingly provides an opport¬
unity for the jinni to enter his body; nonetheless it is his inner state that makes him
a potential v i c t i m . Bodies are vulnerable when they are in a state of discord and
disharmony. Thus, in a fashion, an unbalanced person facilitates the descent of the
spirits and consequently makes h i m - through actions or emotions - an agent of his
own possession. So what was it that caused Mariam's possession?

T h e case of Mariam, the merry working woman
According to community standards, Mariam married rather late. A t the age of 26,
she willingly became the second wife of her maternal cousin A h m a d . Like a number of educated girls - she is a graduate of a Teachers College - she married a man
whose education came to an end after only four years at school. She married happily
and at the ceremony I attended radiated satisfaction and delight. The couple set¬
tled in a downstairs apartment of Ahmad's house while his first wife occupied the
upper floor w i t h the children she had borne h i m . Ahmad's wives kept separate
households but cooperated when necessary and in the eyes of the community
formed a peaceful union. A t the end of her first year of marriage, Mariam gave b i r t h
to Mahmud about the same time that Muhammad was b o r n to the first wife. The
passing years cast some doubt at this apparent marital bliss as the first wife became
thinner and left the house less often. Three births later Mariam was still cheerful
and happily kept me informed about the ins and outs of life in a polygamous family.
If someone was to be possessed by a jinni I would have expected it to be the first
wife since they are often known to suffer upon their husband's second marriage and
therefore I was surprised to hear of Mariam's malady.
8

The jinni might have gone undetected had she not gone on the pilgrimage to
Mecca. Indeed, she had delayed the hajj for a long time - allegedly under the influ¬
ence of the jinni - giving such excuses as having to take care of her small children,
lack of money or some other problem. Unfortunately the pilgrimage only worsened
her state. The jinni is said to have left her at the entrance to Kaaba, the most holy
site in Islam, as he had to since jinn cannot bear sacred spaces. Inevitably, he caught
up w i t h her later but the experience of the pilgrimage left him unsettled, confused,
and aggravated. Consequently, Mariam's behavior deteriorated. She began using
'ugly' words that sow unrest - words that were accusatory of others conducting
unseemly deeds, repeatedly expressed desire to die, was often listless as if w i t h o u t
8

For the rising rates of polygamous marriages, see Jakubowska (2005).

126

�The Invasion of Jinn Spirits: Modernity and the Bedouin

a will of her own and when she came to herself, behaved w i t h o u t the composure
required of women, and finally, spoke in a bizarre tongue that could not be under¬
stood. As her fitful state continued and w o r d of Mariam's o d d behavior began to
spread, her husband sought family counsel. The family advised h i m to call upon the
help of sheikh Aodeh, the exorcist.
Mariam, as I knew her, was always a person w h o explored the furthermost limits
of social behavior. She had a lively but loud personality and was often outspoken
about people and relations in the community. She also had a wide network of female
relatives as well as friends w h o m she had met at school and at the college. H e r job
made her commute to the other end of town and Mariam usually took her time
coming home by making visiting rounds and drinking endless cups of tea on the
way She d i d not need to hurry back home as her children were cared for by her cowife and her husband, who was employed in construction, returned home late. Mariam
did not keep an ideal house. People thought that her children were not properly
looked after and many wondered on what she was spending the money she earned.
Her wide social circle provided information on the latest social events in the com¬
munity. She always knew about the most recent developments in marriage proposals,
amounts of bride-price paid in marriage, the latest fashion, deaths and illnesses.
This information is indeed valuable but needs to be cherished, treated w i t h discret¬
ion, and used wisely. Mariam had difficulties w i t h this; she was a gossip. She talked
too much in a society where reputation is sometimes the only possession and breach
of trust can have dire consequences.
The experience of jinn possession made Mariam a changed person. It also changed
the relations in her polygamous family She became mindful of her children, started
to spend more time at home and developed a better working relationship w i t h her
co-wife w h o cheered up considerably But she remained fearful. Even after the treatment was successfully completed she was afraid of being alone at home and took to
reading the Quran frequently W i t h her newly found conscientiousness she instant¬
ly recognized the symptoms of possession in her sister-in-law.

T h e case of Sabiha and her mood swings
Perhaps for Muhammad, Mariam's brother, the jinn are more real than for others be¬
cause they have brought misery into his house and his family, the family he had de¬
sired more than anything else and had fought long and hard for. It was not easy to
marry Sabiha, the girl of his dreams. They were b o r n to related lineages and grew up
in houses w i t h i n sight of one another. Usually such a close relationship is an asset
when considerating marriage because kinship and physical proximity are believed
to promote solidarity, but not in this case. His brothers advised against the mar¬
riage. They had n o t h i n g against the girl but were generally not fond of women in
that family One must take a look at the behavior of the mother to k n o w how the
daughter will turn out, they said. H e fought w i t h his brothers about marrying
127

�Longina Jakubowska

Sabiha and fended off doubts on the part of her family that was equally skeptical
about the wisdom of his marriage proposal. Muhammad was at that time a meager
construction worker and they had hoped for a better marriage prospect for their
daughter w h o was a university student. Sabiha was flattered b y the dedication w i t h
which Muhammad pursued her but rather non-committal as is proper for a well-rais¬
ed girl. Finally, he won and married the girl he loved but this was not t o be a match
made in heaven. Soon afterwards he became alarmed b y the noticeable difference
in her behavior; from a nice girl w h o gladly helped out in the parental household
she was changed into an unpleasant woman w h o neglected her duties. She was rigid
in bed if she shared it w i t h h i m at all, and was suspected of mistreating their young
daughter. There was also the puzzling difference between the way she spoke w i t h
him on the phone w i t h sweetness and concern and the way she acted while at home
where n o t h i n g pleased her. W h e n at home she looked for an excuse t o fight and was
inconsistent w i t h her demands, for example, she insisted on them taking a vacation
together, but once they had done so, she refused t o leave the hotel even for a meal.
Sabiha cannot explain her own behavior either but something makes her act this
way the minute she gets close t o home. For a while i t was thought that her mood
swings resulted from the pressure of combining her studies at the university w i t h
domestic life but the summer vacation brought no relief. Even then she used any ex¬
cuse to be away from home, leaving the child under the care of her mother-in-law.
W h e n she d i d stay at home she wore a rather sour face.
Muhammad was desperate. H e considered himself to be a caring husband and
a devoted father. There was little he could d o but divorce Sabiha or beat her as her
brothers advised him t o do. H e could also send her back t o her father, which he
would rather have avoided since he deeply respected his father-in-law but he would
have t o unless the sheikh could chase the jinni away. This would not be the first case
of jinn possession in his wife's family T h e b o d y of Sabiha's sister was also invaded by
a jinni whose presence manifested itself by a persistent rash on her hands that would
not go away after medical treatment. Muhammad recalls how her body instantly
reacted t o the very presence of the sheikh. First she began t o shake and then went
rigid but his intervention helped. Encouraged by this experience, Muhammad
fetched the sheikh. Sabiha was asleep at the time and d i d not wake up throughout
his administrations, wondering later where the bruises on her body had come from.
Her state of mind improved and she felt happier after the treatment; unfortunately
for her and Muhammad the effects only lasted about a week-and-a-half, after which
she lapsed into her former state.
Is this simply a case of unrequited love? The case of a smart girl w i t h ambitions
who married a good hearted but not well educated man w i t h w h o m she could not
find fulfillment? T h e discourse of love as the driving force behind marriage came t o
the Bedouin society as part and parcel of modernization. Marriage used to be regulated b y family politics. A successful match determined access t o pastures, formed
128

�The Invasion of Jinn Spirits: Modernity and the Bedouin

political alliances, and extended or cemented relations w i t h i n lineage and outside of
it. Romantic love, although celebrated in poetry and songs, had little to do w i t h it.
As the society individualized and greater pressure was put on fission than on fusion,
the notion of romantic love as a prerequisite for marriage gained strength along w i t h
the notion of marital compatibility. To the distress of b o t h Muhammad and Sabiha,
b o t h discourses are only partially and unequally absorbed.
The cases of Mariam and Sabiha should not make the impression that only women,
or in particular obstinate young women w h o attempt to shed social conventions,
are in danger of jinn possession. Women indeed constitute the majority of victims
for a good reason; they occupy a vulnerable position in a patrilineal society and in
turn make men vulnerable. T h r o u g h marriage, they provide links between k i n
groups that are essential to the formation of networks of mutual assistance. This is
the source of their personal empowerment, but also structural weakness. Patriarchal
ideology demands from a woman unequivocal dedication to the family of her hus¬
band while emotive attachments oftentimes pull her towards her family of origin.
The social bonds they forge are fragile and broken women are caught in the web of
conflicting interests and divided loyalties while their intermediary position makes
them distrusted by either side. Women's structural liminality is exacerbated among
the middle class w i t h its newly acquired model of the individuated nuclear family
and the desire for privacy. Unfortunately, this model is awkwardly positioned in a
system that makes women ultimately dependent on their male relatives, foremost
their fathers and brothers, in the case of divorce, abandonment, or widowhood. Fur¬
thermore, as noted in anthropological literature ( L e w a n d o - H u n d t 1984), Bedouin
women are prone to express distress and unhappiness through illness, as illness is
a socially legitimate reason to seek and receive attention from others, most notably
male family members.
It is also clear that the development of women's education and employment is
shifting expectations w i t h regard to gender roles and the propriety of women's
behavior. In her study of magic practices in Morocco, Kapchan (1996 : 236) states
that:
i n d i s c u s s i n g magical practices, w o m e n are e x p l o r i n g t h e f u r t h e r m o s t l i m i t s of social
behavior, v i c a r i o u s l y e n t e r i n g i n t o p o s s i b i l i t i e s o f f e r e d b y acts of transgression. T a l k
of m a g i c stretches t h e l i m i t s of m o r a l license b y e x e r c i s i n g m a x i m a l l i b e r t y i n v e r b a l
performance.

I suggest that spirit possession among the urban Bedouin performs the same
function. It allows women to act according to a different code while dispensing
responsibility for d o i n g so. This is, however, not to say that women are the only vic¬
tims as the family saga of spirit possession continues.

129

�Longina Jakubowska

T h e case of Najwa's misbehaving husband
Najwa married well, a handsome lawyer from a prestigious but traditional Bedouin
family. They led a somewhat itinerant life. Yusef worked in a law firm in the city of
Beer Sheva and Najwa taught elementary school in Rahat. Life in the city d i d not
suit either of them and she felt uncomfortable staying w i t h her in-laws, a polyga¬
mous " o l d fashioned" family so eventually they compromised by renting a house in
Najwa's old neighborhood. It took a while before Najwa became pregnant w i t h
their first child and then a difficult pregnancy was followed by the premature b i r t h
of a baby girl w h o spent the first months of her life in an incubator. A l t h o u g h
Najwa's next pregnancy was welcomed, it was followed by a sudden change of be¬
havior in her husband. Yusef avoided her presence, hardly ever spoke to her, refused
to share a bed w i t h her, and worst of all began drinking alcohol. Najwa was very
concerned. She knew from similar cases that her domestic situation was likely to
deteriorate and might end in divorce and that the life of a divorced woman was
grim. She approached her brothers w h o appealed to Yusef's conscience, sense of
responsibility and Islamic morality Yusef stubbornly refused to listen to anyone and
made no attempt at changing his behavior. A t her wits end, Najwa sought the counsel
of sheikh Aodeh. As expected, the sheikh detected the presence of a jinni, or rather
a female jinniya w h o had fallen in love w i t h Yusef and had possessed his body It was
not easy to expel her for she liked Yusef and refused to leave h i m . The sheikh
argued that Yusef was a married man and that his wife was concerned. "She should
not be", answered the jinniya, there is enough r o o m for four women in Yusef, allud¬
ing to the Bedouin practice of polygamy It was only when the jinniya started using
vulgar and sexually suggestive words, some of them in English, 'fuck you' for instan¬
ce, that sheikh Aodeh lost his patience. First, he clutched Yusef's throat and made
the jinniya speak in Arabic. She stopped resisting and left Yusef's body peacefully
after which Yusef returned to his former good-natured self.
Anxiety about impending fatherhood, especially after the distressing experience
of the b i r t h of the previous child is interwoven here w i t h sexual temptations and
Islamic justifications for male promiscuity. The reference to foreign women is not
arbitrary because the town has a growing number of legally sanctioned marriages
and even a greater number of clandestine relations w i t h non-Arab women. The rapid
influx of Russian Jews in the wave of immigration to Israel that took place in the
1990s found its way also into Rahat. Some Russian women - one can speculate that
those w h o found themselves on the margins of the Israeli society - entered into
polygynous marriages but by no means are they the only foreigners w h o marry
Bedouin. O t h e r European women, including N G O employees and volunteers for
example, as well as wives brought from the countries where young men had studied
or worked have become part of the community. These women are assigned a greater
sexual drive and freedom which are believed to threaten the established sexual
mores in the community. Their presence also introduces an element of potential
130

�The Invasion of Jinn Spirits: Modernity and the Bedouin

competition w i t h indigenous women, to which the jinniya inhabiting Yusef's body
alluded.

Exorcising jinn
Sheikh Aodeh is not afraid of jinn. His power comes from personal charisma and the
knowledge of the Quran, which he knows by heart and of which jinn are aware. H e
is interested in whether the jinn are killed as the result of his administrations. H e fol¬
lowed special training in exorcism and has recently opened a practice in a nearby
mosque, a practice that is solely dedicated to exorcism. His is not the only practice
in the area but it is a very successful one. Sheikh A o d e h receives as many patients as
he can accommodate in his schedule - 4 or 5 a day Those he cannot treat immedi¬
ately are either put on a waiting list or referred to other sheikhs. Sheikhs vary in
their reputation and specialization and command different degrees of authority
over the spirits. M i n o r cases of affliction can be treated by sheikhs w i t h less expe¬
rience while more serious ones demand the attention of a powerful healer. Sheikh
Aodeh enjoys great respect among humans and jinn alike and some patients choose
to wait their turn. In fact, the practice is run like a modern psychotherapy clinic.
Appointments are made ahead of time, patients arrive in a small waiting hall to be
admitted to the treatment room at the scheduled time, and after completing the
therapy exit through a different door, all of which assures confidentiality and privacy
The sheikh is proud of the modern way in which he manages the clinic. His clientele
consists of members of the emergent middle class and his patients are teachers, ac¬
countants, and businessmen. H e understands their concern for discretion as jinn
possession is an indication of mental dysfunction and thus should be hidden from
the public eye. If disclosed, it might affect their personal reputation and honor.
Once the domain of kin groups, honor in the middle class has been transformed
into a personal rather then collective property. The privatization of reputation,
along that of material possessions and space, compels to secrecy and withdrawal
behind high fences and closed gates.
O n the occasion of exorcising Mariam's jinni, Sheikh A o d e h started the exami¬
nation by placing his right hand on the patient's head and reciting the Quran. This
procedure can assert the jinni's kind, strength and resolve. As mentioned before, jinn
are endowed w i t h different personalities and are differently embedded in a patient's
body Each requires different treatment. The sheikh usually puts headphones on the
victim's ears and plays Quranic recitations for anywhere between 15 to 60 minutes
after which the afflictions usually go away If this fails, he increases the volume and
the duration of treatment (up to 3 hours at full volume). This weakens the jinni w h o
starts to shake, opens and closes his eyes, and eventually begins to talk for jinn are
compelled to speak as the result of having listened to the Quran. The sheikh asks
him w h o he is, what his name is, and who sent him. However, it is thought useless
to engage in a long conversation w i t h the jinni and the sheikh makes haste. It helps
131

�Longina Jakubowska

to convert the jinni to Islam because it is then easier to expel him/her from the victim's body If the jinni still refuses to leave, a more drastic approach is necessary The
sheikh strikesthe legs, arms and hands of the v i c t i m w i t h his own hand, a plastic
tube, a sandal - the latter hurts the dignity of the jinni and he usually gets resentful
of such treatment. In the most difficult cases he might apply electric shocks. Sheikh
Aodeh emphasized that the v i c t i m is not conscious of what is happening and does
not experience pain. The jinn are known to be physically strong and sometimes it
takes a couple of people to pin the victim's body to the ground.
In Mariam's case the sheikh d i d not go beyond Quranic recitations. Sensing the
strength of the jinni that possessed her, he referred her to a more powerful healer in
the West Bank. The jinni caught w i n d of it and - since jinn k n o w the skills of their
adversaries well - became afraid. H e started speaking as soon as the four of us
(Mariam, her husband Ahmad, her brother Muhammad and me) started driving her
to the appointment. Mariam's body went limp and while words came out of her mouth
she was not conscious of what she said. The jinni moaned in an o d d voice that was
thickened w i t h fear, dreading the encounter w i t h an exorcist and his own inevitable
disappearance in t w o hours, which is the time it took to get from Rahat to our desti¬
nation. H e knew every person in the car, private details of interpersonal relations
(such as the nickname Muhammad uses to address his sister), and the road we took.
Questioned about his identity, he admitted to be a 200 year-old Jew by the name of
Tzvi. As jinn are known to lie, Muhammad asked questions. W h o owned the land we
were passing through at the moment? A f t e r a minute of concentration, during
which Tzvi tried to remember, he answered that it belonged to A b u Zbal (a ficti¬
tious name, such as Jones). Muhammad retorted, ' i t belongs to the Jewish state
now'. 'The state is (here a disparaging adjective)', he answered, which brought
doubts about his identity, as no Jew would say such a t h i n g about Israel. As Tzvi, if
that was really his name, was getting increasingly worried about his imminent de¬
mise he became more aggravated but nonetheless stayed sharp in the ability to ob¬
serve his surroundings. H e detected Muhammad's efforts to record the conversation
on a mobile phone, a phone that was hidden from his sight, which made h i m curse
and threaten to suffocate Mariam. The atmosphere in the car was tense and we all
yearned for the journey to end.
Indeed, not all practices are like that of Sheikh Aodeh. U p o n arrival in front of
a rather ordinary house in a crowded Palestinian village we were immediately led to
the sheikh. We not only had an appointment but we also came from far away and
because of it were given special consideration. The yard was teeming w i t h people patients and their relatives and guardians - who, chatting and commiserating, sat in
groups prepared for a long wait. Tzvi went quiet and we almost carried Mariam into
the house. Ushered into a plain room, we placed her on the only chair that stood in
the middle. Just like Aodeh, the sheikh began the session by engaging in a conver¬
sation w i t h the jinni, the details of which I no longer recall being confused by what
132

�The Invasion of Jinn Spirits: Modernity and the Bedouin

followed. H e r body began shaking, fell of the chair in convulsions, and the men had
to pin it to the floor. Once she was immobilized, the sheikh pressed two sticks on
Mariam's throat - one in front and one in the back, long enough for the jinni to aban¬
don her body but short of strangling her. A f t e r the pressure on her throat was re¬
leased she v o m i t e d profusely and was t o l d to rest, forget about her experience if she
could, remain silent about it if she couldn't and read the Quran as often as possible.
W h e n the session ended Mariam looked tired but in control of her b o d y and mind.
We discretely left a monetary donation and received further instructions. If the
treatment d i d not accomplish the desired effect, the v i c t i m must read the Quran for
40 days and apply olive o i l to the ailing parts of the body, all of which should make
the jinni shrink. Alternatively, the v i c t i m must wash her hands, sometimes even her
entire body in water mixed w i t h olive oil over which Quranic phrases had been
read, or drink the miraculous water from the well of Zamzam. If the jinni still refuses
to leave, the treatment must be repeated from the beginning.
9

I am not sure whether the jinni that possessed Mariam is gone forever or whether
she can be harmed again. She believes that he might be around, invisible but present.
The sheikh who diagnosed the spirit's presence in her body was able to determine
that he came from beneath the floor of her bathroom and advised her to destroy it
completely and throw the rubbish away. This she d i d .
If there is a debate among Islamic clerics regarding the humanitarianism of the
methods of treatment applied, it is not noticed in the town. Both victims of posses¬
sion and the witnesses to it insist that the treatment is painless. Methods recom¬
mended by Islamic scholars (Aziz 2001) to exorcise spirits are more gentle: recalling
G o d and the frequent recitation of the Quran (dhikr), blowing into the victim's
mouth, cursing the jinn and commanding h i m to leave.

T h e trouble with jinn
W h y all the trouble w i t h jinn? The actions of jinn spirits are invoked to explain a va¬
riety of unusual feelings and behaviors, unexplained ailments, emotional conflicts or
disturbed interpersonal relationships. A n y discourse of disharmony is accompanied by
the appearance of stories of jinn possession. W i t h a great deal of sociological
insight, the Bedouin ascribe the rise of jinn to the problematic relations developing
in their community. Perhaps this is the consequence of thoughtless mimicry of the
West, unselective modernity, and disjunctures between the environment, economy,
culture, and politics in the context of Arab-Jewish relationships. There are anecdotal
cases of what I term political jinni, or jinnjehudi, the Jewish jinn who are known for
their viciousness and unrelenting hostility towards host bodies. Jinnjehudi are also
difficult to exorcise since they refuse to convert to Islam, some say because they find
9

T h e w e l l of Z a m z a m is located i n t h e al-Haram mosque in M e c c a . A c c o r d i n g t o Islamic belief, it

contains a miraculously generated and miracle-making water.

133

�Longina Jakubowska

it a too difficult and cumbersome religion to practice. The character ascribed to
them reflects the perception held by the Bedouin about the larger framework in
which they exist, the framework that disembedded them, to use Giddens' term
(1990), from an autonomous political self-regulatory system, economic resources,
and cultural selfhood. Yet they are not passive recipients of i m p o r t e d ideas and discourses. Like other local communities (Tsing 2000), the Bedouin also draw from the
plurality of cultural centers. Interacting w i t h various metropolis (Arab, Israeli, Euro¬
pean), they adopt certain forms and cultural perspectives into personal repertoires
internalizing the values allegedly contained in them and indigenizing them one way
or another.

References
Appadurai A .
1996

Disjuncture and Difference in the Qlobal Cultural Economy, i n : Modernity at Large:
Cultural Dimensions of Globalization, Minnesota

Aziz S.
2001

Jinn and Cross-cultural Care, "Journal of the Royal Society of Medicine", v o l .
98(8)

Boddy J.
1989

Wombs and Spirits: Women, Men, and the Zar Cult in Northern Sudan, Wisconsin

Bowen J.
1993

Muslims through Discourse: Religion and Ritual in Qayo Society, Princeton

Crapanzano V
1980

Tuhumi: Portrait of a Moroccan,

Chicago

Christian W
1996

Visionaries: The Spanish Republic and the Reign of Christ, California.

Giddens A.
1990
The Consequences of Modernity,
Gregg G.
2005

Stanford

The Middle East: A Cultural Psychology, O x f o r d

Jakubowska L.
2005

The Paradox of Modernity: Polygyny Among Urban Bedouin, i n : Crosscultural Interdisciplinary Feminist Research: Far to Near East, ed. E. Pakszys, Poznan
Kapchan D
1996
Gender on the Market: Moroccan Women and the Revoicing of Tradition, Pennsylvania
134

�The Invasion of Jinn Spirits: Modernity and the Bedouin

Khan N .
2006

Of Children and Jinn: An Inquiry into an Unexpected Friendship during Uncertain
Times, "Cultural Anthropology", vol. 21(2)

L e w a n d o - H u n d t G.
1984
The Exercise of Power by Bedouin Women, i n : The Changing Bedouin, eds. E. Marx,
A. Shmuelli, N e w Brunswick, pp. 83- 124
Marx E.
1967

Bedouin of the Negev, N e w York

Padwick C.
1924

Notes on the Jinn and the Ghoul in the Peasant Mind of Lower Egypt, "Bulletin of
the School of Oriental Studies", vol. 3(3)

Siegel J.
2003

The Rope of God, Michigan

Tsing A .
2000
The Global Situation, "Cultural Anthropology", vol. 15 (3)

135

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6015" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5995">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/45d1421982adef744d2dcc8ef5672a95.pdf</src>
        <authentication>8b2089659d90072502251e7a03289dfe</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71772">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71773">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71774">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71775">
                <text>Zadrożyńska, Anna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71776">
                <text>globalizacja - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71777">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4635</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71778">
                <text>Etnologa kłopoty z globalizacją ; czy w nią wierzyć, jak ją badać, jak o niej mówić? / Antropolog wobec współczesności</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71779">
                <text>Antropolog wobec współczesności pod red. Anny Malewskiej-Szałygin i Magdaleny Radkowskei-Walkowicz s.136-147</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71780">
                <text>tom w darze Profesor Annie Zadrożyńskiej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71781">
                <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71782">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71783">
                <text>Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71784">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71785">
                <text>Jerzy S. Wasilewski
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW

Etnologa kłopoty z globalizacją:
czy w nią wierzyć, jak ją badać, jak o niej mówić?

Antropologowie zajmujący się problematyką globalizacji mają obecnie chwilę przer­
wy O t o bieżąca rzeczywistość: niedawna zapaść w światowym systemie finanso­
w y m , załamanie ekonomiczne, a w ślad za tym, w sferze zjawisk społecznych, kryzys
zaufania do podstawowych instytucji społecznych, głód nowych rozwiązań politycz­
nych - wszystko to z bolesną naocznością przekonało sceptyków co do wszechobecności i siły mechanizmów ponadpaństwowych, odsłoniło zarazem negatywne
konsekwencje tych „ponadnarodowych" czynników. Dla studiów globalnych jest to
więc czas (przejściowo) marny tylko w t y m sensie, że trudno o fascynację zjawis­
kiem, które akurat ukazuje swe ciemniejsze oblicze. Jeśli nawet sytuacja taka nie
unieważnia dotychczasowych rozważań teoretycznych, to przynajmniej zmniejsza
zapotrzebowanie na takie debaty T r u d n o też proponować czytelnikowi kolejny et­
nologiczny przyczynek do studiów globalnych, oparty na schemacie: „badać lokal¬
nie, interpretować globalnie". A przecież był to sprawdzony - i w gruncie rzeczy
całkiem niezły - sposób, w jaki badacz (empiryk, terenowiec) mógł bezpiecznie
wypowiadać się na temat tak złożony i wieloaspektowy jak globalizacja. Etnolog
przedkładał swoje obserwacje i refleksje co do lokalnego sposobu, w jaki globalny
proces przeciska się przez ściśle umiejscowione ucho igielne, czyli wybrane przezeń
miejsce akcji.
Ten tryb pisania o globalizacji (szczególnie w wydaniu popularyzatorskim i dzien¬
nikarskim) stawał się pewną manierą. Tekst zaczynał się od migawki, która przed¬
stawia barwny przypadek, uderzający kontrastem między egzotyczną lokalizacją
a pojawiającym się tam ponadnarodowym elementem kultury: czasem przybywał
on z Zachodu, a wtedy treść ta była ultranowoczesna; czasem szokujące zjawisko
przybywało z innej, równie egzotycznej plemienności; i wreszcie trzeci wariant: scen­
ka pokazywała plemienność, która zawędrowała do metropolii. Po przykłady w y ­
starczy sięgnąć do znanych publikacji: mogą to być artykuły pioniera-klasyka bada­
nia przepływów ponadnarodowych Ulfa Hannerza (2006, s. 11, 31, 137), programo­
wy wstęp w niedawno wydanej podręcznej antologii tekstów The Anthropology of
136

�Etnologa kłopoty z globalizacją

Qlobalization (2005, s. 3-4) czy wreszcie, na rodzimym gruncie, publikacje Walde­
mara Kuligowskiego, niestrudzonego w ukazywaniu globalnego wymiaru dominują­
cych zjawisk współczesnej kultury (2007 i liczne teksty wcześniejsze).
Zauważę bez złośliwości, że pewnie to obserwacja tej rodzącej się wtedy maniery
skłoniła przed 10 laty Jonathana Friedmana, skandynawskiego antropologa zasłużo­
nego w badaniu społeczno-historycznej infrastruktury procesów globalizacyjnych,
do porównania stylu i języka większości publikacji z zakresu antropologii globaliza­
cji d o audycji telewizji C N N . Jego uogólnienie brzmiało:
N i e k t ó r e prace na t e m a t g l o b a l i z a c j i są a n a l i t y c z n i e i t e o r e t y c z n i e doniosłe, j e d n a k
w i ę k s z o ś ć z n i c h t o j e d y n i e z b i ó r luźnych o p i n i i i refleksji. N a m y s ł n a d g l o b a l i z a c j ą
w o b r ę b i e s t u d i ó w n a d kulturą jest b e z t r o s k i i b a z u j e g ł ó w n i e na i n t e l e k t u a l n e j
o b r ó b c e p r z e k a z u medialnego, w y n i k ó w poszukiwań w I n t e r n e c i e i p o d r ó ż a c h (Fried¬
man, publ. i n t . ) .

Przypomnę jeszcze kilka jego sarkastycznych pytań.
C z y świat stał się g l o b a l n y d o p i e r o o d niedawna? C z y dzisiaj w s z y s t k o r z e c z y w i ś c i e
jest inne? C z y p r a k t y k i l u b ( p r o s z ę o w y b a c z e n i e ) „kultury" t e r y t o r i a l n e f a k t y c z n i e
p r z e s t a ł y i s t n i e ć ? [ . . . ] p o s t ę p t o g l o b a l i z a c j a , t w o r z e n i e g l o b a l n e j w i o s k i , k t ó r a jest
tak naprawdę g l o b a l n y m m i a s t e m . Jakie t o e k s c y t u j ą c e ! . . . t y l k o - dla kogo? (Fried¬
man, publ. int.)

Ironia tych uwag nie straciła chyba całkiem na aktualności.
A zatem wspomnianą na wstępie chwilę przerwy proponuję wykorzystać na re­
fleksję ogólniejszą i przyjrzeć się naszemu dotychczasowemu ujmowaniu globaliza­
cji. C h c ę podzielić się własnymi kłopotami w odbiorze i ocenianiu globalizacji, tak
jak jest ona przedstawiana w literaturze antropologicznej. To piśmiennictwo
powinno być przecież źródłem inspiracji, wskazówek metodologicznych i pomocą
w kształtowaniu osobistej postawy wobec globalizacji. Oczywiście da się t u je za¬
prezentować tylko w skromnej próbce, siłą rzeczy mało reprezentatywnej wobec
jego natłoku.
Zacznę od zasygnalizowanej dopiero co wątpliwości, w jakim stopniu studia globalistyczne w wykonaniu naszej dyscypliny są czymś nowym, na ile otwierają oczy
na to, co nieznane lub niedostrzegane, a ile w nich kontynuacji dawnych etnologicznych aksjomatów albo, co gorsza, oczywistości i banału (ktoś napisał „globanalistyka"). By nie zakwalifikować się t y m i słowami od razu do zrzędliwej ariergardy i nie
wpaść w jej ton, podkreślę naprawdę ambiwalentny, dylematyczny charakter tej sy¬
tuacji. Z jednej strony wystarczy przypomnieć, że etnologia od zawsze akcentowa¬
ła globalny dyfuzyjny charakter kultury; z drugiej - czy wobec jakościowej odmien¬
ności dzisiejszych przepływów ktoś miałby prawo kwitować najnowsze odkrycia
słowami „to od dawna wiadomo"?
137

�Jerzy S. Wasilewski

A przecież to i owo wiadomo. Jak długo już trwa przywoływanie w literaturze
etnologicznej owego Lintonowskiego rodowitego Amerykanina, który budzi się w łóż­
ku (wynalazku pochodzącym z Bliskiego Wschodu), w bawełnianej pościeli (wyna­
lazku indyjskim), w piżamie (z C h i n ) , a potem spędza dzień wśród przedmiotów
rodem z wszystkich możliwych kultur i kontynentów? Ta pouczająca historyjka ma
lat ponad 70, kursowała po podręcznikach etnologii moich lat studenckich, a dziś
cytują ją przywoływani Hannerz czy Kuligowski (2007, s. 28-29), teraz w związku
ze zjawiskiem globalizacji.
Ale nawet jeśli globalizacyjna lekcja nie we wszystkich punktach jest lekcją nową,
to nie mam zamiaru dziś jej zbywać - już choćby dlatego, że ja sam (a tylko w swoje
piersi się t u biję) wcześniej nie wyciągałem z niej wniosków i ignorowałem ją w swo­
ich badawczych paradygmatach. Jak wyrzut sumienia brzmi cytat z Wyspiańskiego,
który przed stu laty usłyszał od chłopa z podkrakowskiej wsi pytanie, czy Chińcyki
trzymają się mocno. M n i e ten cytat - zbanalizowany w setkach użyć, aktualnych
w różnych czasach z różnych powodów, a dziś szczególnie - służy jako przypo¬
mnienie, że informacja z drugiego końca świata bywała obecna także w środowisku,
które wolałem widzieć raczej jako „zakapsułowany" orbis interior.
G w o l i wyjaśnienia: pierwsze z trzech ostatnich słów to było ulubione wyrażenie
Witolda Dynowskiego, patronującego ze swej pozycji wiekowego dyfuzjonisty kul¬
turowego młodzieńczym próbom mojej strukturalizującej generacji, która z kolei
wprowadziła do obiegu łacińskie sformułowanie po t y m słowie następujące. Tyle że
dla staromodnego dyfuzjonisty owe kapsuły były tylko oazami względnej izolacji
w szerokiej przestrzeni transkontynentalnych wędrówek. Młodzi strukturaliści nie
wiedzieli jeszcze, że to globalne przepływy wczesnego kapitalizmu na terenach ko¬
lonialnych prowadziły czasem do powstania takich zredukowanych systemów ple¬
miennych, które zachodnia etnologia (nie tylko strukturalizm) odhistoryzowała,
zamroziła i uznała za wzór prostych i chodzących jak zimny zegar społeczeństw bez
historii.
N i e bez poczucia złośliwej satysfakcji czytam w książce Hannerza (2006, s. 72),
z jakim zdziwieniem uświadomił on sobie, że studia nad globalizacją oznaczają pe­
wien powrót do koncepcji o charakterze dyfuzjonistycznym, który to kierunek w an­
tropologii uznawał za dawno pogrzebany Moja schadenfreude bierze się tylko stąd, że
sam przeżywam podobne zaskoczenie, widząc, jak zagadnienia, niegdyś przeze mnie
odrzucone jako nieinteresujące, wracają dziś w glorii globalistycznej aktualności i at¬
rakcyjności. „Dlaczego Inuici z północnej Kanady zachłysnęli się technologią GPS,
rezygnując z wypracowanych przez stulecia sposobów poruszania się po lodowych
pustyniach" - pytają Burszta, Czubaj i Kuligowski (2007, s. 49). W pierwszym od¬
ruchu chciałoby się odpowiedzieć serią równie retorycznych pytań: a dlaczego pol¬
scy górale noszą dziś adidasy skoro kierpce sprawdzały się nawet lepiej? A dlaczego
Tyrolczycy chodzą do dyskotek, zamiast pięknie jodłować i klepać się w tańcu po
łydkach, jak ich dziadowie? A dlaczego lapońscy pasterze reniferów ganiają za zgu138

�Etnologa kłopoty z globalizacją

bionymi sztukami helikopterem, zamiast pytać o to sprawdzonych szamanów
nojdów? A mieszkańcy kanaryjskiej Gomery - czy nie mogliby nadal używać języ¬
ka donośnych gwizdów zamiast telefonów? A dlaczego chłop białostocki jedzie do
żniw na kombajnie, wszak już Kaziuk z Konopielki ustalił, że kosą prędzej, a i snopki
wyglądałyby piękniej niż te białe plastikowe bele? Wszystkie takie zagadnienia
dyskwalifikowałem przez lata jako należące do nieciekawego dla mnie obszaru stu¬
diów modernizacyjnych, bo w praktyce badawczej oznaczało to trywialne docieka¬
nia nad dojazdowością robo-chłopów do miasta, rolą zlewni mleka w życiu wsi i t d .
Ale pochopnie odrzucony bumerang wraca i uderza w głowę, boleśnie przypomi¬
nając, że realiów - nawet tych poziomych, a może ich t y m bardziej - ignorować nie
wolno, pod karą zasłużonej dezaktualizacji własnego paradygmatu.
Dylemat „globalizacja: nowe zjawisko czy odwieczny fenomen" staje się wyraź­
ny kiedy różni autorzy sięgają do antecedensów historycznych. Podawane są różne
cezury czasowe, zawsze zresztą ze świadomością, że mogą one być tylko umowne.
Nowoczesna siatka komputerowych łączy? A może raczej o kilka dziesięcioleci
wcześniejsza sieć telewizyjna, która wedle proroctw pewnego, skądinąd ultrakatolickiego, wizjonera sprzed ponad ćwierćwiecza miała zmienić świat w globalną
wioskę? A dlaczego nie położenie transatlantyckich kabli telegraficznych w poło¬
wie X I X w.? A l b o oświeceniowy pochód rozumu? Kolonialna ekspansja renesanso­
wej, kapitalistycznej Europy? Światowe rozpowszechnienie uniwersalistycznego
chrześcijaństwa? Hellenizm, podboje Aleksandra Wielkiego i wszelkie pochody i m ­
perialne? Powstanie rolnictwa przed 12 tysiącami lat? A czemu nie - regressus ad infinitum - wszystkie inne, wcześniejsze i późniejsze wędrówki ludzi i dóbr kultury od
wyjścia człowiekowatych z wąwozu Olduvai poczynając?
W a r t o pamiętać, po części wbrew Anthony'emu Giddensowi i tylu innym, że
kompresja czasu i przestrzeni to zjawisko bynajmniej nie nowe; przypomnieć sobie
czasem o istnieniu w dziejach transkontynentalnych przepływów, pomostów i połą¬
czeń, o przemieszczaniu się ludzi, towarów, pieniędzy, informacji, symboli. Wpraw¬
dzie dzisiejsza globalizacja to proces dużo szybszy i bardziej intensywny niż daw¬
niejsze ekspansje, ale ta intensywność to przecież tylko pochodna naszego późnego,
zaawansowanego miejsca na krzywej ewolucji gatunku i rozwoju społeczno-kulturowego; wzrastając w porządku wykładniczym, wspina się coraz szybciej w górę,
ale jest to stale ta sama krzywa.
By tak całkiem nie ignorować przełomowych zmian jakościowych, które zdarzy­
ły się na tej drodze, zaryzykuję tezę, że ciągłemu procesowi globalizacji w dziejach
towarzyszą okresy skokowej, wzmożonej „świadomości globalizacyjnej", która wzra¬
sta w momentach wyraźnych skoków - politycznych, geograficznych, cywilizacyj¬
nych. N i e k t o inny, jak rzymski historyk Polibiusz, sformułował zdanie, że „przed¬
tem rzeczy, które działy się na świecie, nie wiązały się ze sobą, [ale od powstania
Imperium] wszystkie wydarzenia tworzą jedną wiązkę"; cytuje go też nie k t o inny
a klasyk tematyki globalizacji Roland Robertson, który wprowadził to pojęcie do
139

�Jerzy S. Wasilewski

obiegu socjologicznego (i który sam zdaje się rzecznikiem takiego właśnie odleg¬
łego datowania początków globalizacji - Robertson 1990, s. 21). Podobny wzrost
świadomości odczuwamy dziś, a skłaniają nas do tego zachodzące na naszych oczach,
niewyobrażalne jeszcze przed ćwierćwieczem przemiany polityczne (upadek M u ¬
ru, osłabienie pozycji państwa narodowego, rozszczelnienie jego granic, sukcesy
uniwersalistycznej idei praw człowieka), deregulacje rynkowe, ułatwienie maso¬
wych przepływów ludzi, towarów, zasobów kapitałowych, nieograniczona potęga
Internetu.
Antropologiczna dyskusja nad t y m , czy jakieś odległe zjawisko historyczne sta¬
nowiło już przejaw globalizacji czy jeszcze nie, to oczywiście potrzebne ćwiczenie
erudycyjno-intelektualne. Świadomość, że uderzające nas swą globalnością feno¬
meny współczesności mają swe analogie w niedalekiej (ale jednak przedponowoczesnej) przeszłości, może też obniżyć gorączkę, z jaką się je prezentuje. O t o przy¬
kład indyjskiego Bangaluru, żyjącego z przekazywania telefonicznie i internetowo
informacji i świadczenia usług zewnętrznych (outsourcing) dla całego świata, co - naj­
zupełniej słusznie - przedstawia się jako ukoronowanie dzisiejszej delokalizacji. Ja­
ko szczytowy element owego oderwania podaje się informację - pod robiącym wra­
żenie hasłem Outsourcing Qod - że zachodnioeuropejskie kościoły cierpiące na braki
kadrowe i zmuszone do oszczędności, właśnie duchownym w Indiach zlecają od¬
prawianie mszy zamawianych przez wiernych (cena usługi wynosi tylko 1-3 euro
zamiast europejskich 50 - Srivastava 2004). Sensacyjność takich doniesień zbled¬
nie jednak, kiedy przypomnimy sobie, że już przed laty polskie kościoły i poje¬
dynczy księża otrzymywali podobne zlecenia (stanowiące zarazem pomoc finanso¬
wą) od parafii niemieckich. A skądinąd w y m o w n y m świadectwem zaiste ponowoczesnej dysjunkcji (Appadurai, 2005) i niekoherencji zjawisk jest dla mnie raczej
okoliczność, że w żyjącym z angielszczyzny stanie Karnataka, którego Bangalur jest
stolicą, nauka angielskiego w szkołach podstawowych jest od l a t . . . zakazana, a to
w obawie przed utratą przez dzieci umiejętności posługiwania się rodzimym języ¬
kiem (Das, publ. int.).
Pora na postawienie kolejnej zasadniczej kwestii, w porządku logicznym może
nawet pierwotnej wobec pytania o to, czy globalizacja jest zjawiskiem starym czy
nowym. Czy ona w ogóle istnieje? W antropologii takiej tezy bodaj nie stawiano
(bo koncentracja w badaniu na lokalności i ignorowanie wymiaru globalnego to jed¬
nak co innego niż jego otwarta negacja) i nie mam zamiaru być jej eksponentem.
Trzeba jednak pamiętać, że nawet w ekonomii słychać głosy przestrzegające przed
przecenianiem globalnego, ponadnarodowego wymiaru produkcji, handlu, przepły¬
wów finansowych, migracji siły roboczej, a więc tych najbardziej oczywistych skła­
dowych. Nazwałbym to na własny użytek teorią 10 procent, za harwardzkim ekono¬
mistą Pankajem Ghemawatem (2007), który w ciągłych polemikach z Thomasem
Friedmanem i jego zawołaniem „Ziemia jest płaska" proponuje studzące hasło semiglobalizacji; pokazuje on, że owszem, umiędzynarodowienie zjawisk rynkowych
140

�Etnologa kłopoty z globalizacją

jest faktem, ale obejmuje ono tylko owe 10 proc. rynku; cała reszta ma nadal wymiar
lokalny czy narodowy.
Jeśli zatem można wątpić w istnienie jakiejś istotnej procentowo ekonomii global¬
nej, to t y m bardziej wolno pytać, czy istnieje coś takiego jak kultura globalna. Dy¬
skusja na ten temat będzie czasem przypominać debatowanie, czy szklanka jest w p o ­
łowie pełna, czy w połowie pusta, a i tak skończy się oczywistym kompromisem, że
niezależnie od wszelkich ograniczeń globalizacji kultury narodowe i społeczności
lokalne podlegają jej działaniu i przechodzą istotne przeobrażenia. Jeśli abstraho¬
wać od politycznego aspektu sprawy, warto przypomnieć przynajmniej dwa najoczywistsze, związane ze sobą mechanizmy, pracujące najefektywniej na rzecz kul¬
turowej uniformizacji świata. Pierwszy to szerzenie się ideologii konsumeryzmu,
obejmującej w przybliżeniu tę samą grupę towarów, czy raczej marek; drugi to maso¬
wy medialny przekaz treści kultury przeważnie o charakterze rozrywkowym. W tej
sferze dochodzi do znacznego ujednolicenia kulturowego, chociaż niebawem trze¬
ba będzie wprowadzić korektę do takiego uproszczonego obrazu.
Ale jeśli stawiam pytanie o istnienie globalizacji, to także dlatego, by nie zapomi¬
nać, że wartość teoretyczna tego pojęcia jest mocno problematyczna. Zwłaszcza
krytyczni wobec systemu intelektualiści zachodni traktują je nie jako neutralny ter­
min opisowy ale jako fikcję, stan istniejący tylko w mediach (głównie dzięki Inter­
netowi), jako mit czy „metamit", czasem wręcz „skrypt gwałtu" (Suzanne Bergeron)
czy „narrację eksmisji" (Saskia Sassen), zaś w najlepszym razie tylko „projekt"
(Pierre Bourdieu), stworzony w istocie przez ponadnarodowy wielkokorporacyjny
kapitał dla uzasadnienia i odproblematyzowania zachłannej ekspansji. W szczegóło¬
wych studiach antropologicznych nad działaniami wielkich instytucji finansowych
pokazywana jest zresztą fikcyjność, a co najmniej wieloznaczność i rozmyty cha¬
rakter owej domniemanej globalizacji jako ich sztandarowego hasła. Okazuje się
ono raczej instrumentem promocji i mobilizacji, narzędziem perswazji i autorekla¬
my, elementem wewnętrznej religii wielkiego banku, a nie spójnym programem, bo
nie jest przekładane konsekwentnie na konkretne działania (Ho, 2005). Globalizacja
ma więc najwyraźniej swoje - mówiąc językiem Appaduraia - dysjunkcje, rozszcze¬
pienia i nieciągłości, jak wszystko w ponowoczesnym świecie.
Wiąże się z t y m pytanie, czy globalizacja jest dobra czy zła, i dla kogo. Utrwala
się przekonanie, że jej beneficjentem jest Zachód/Północ (a ściślej: finansowe elity
tego obszaru, bo nawet na t y m uprzywilejowanym terenie wzrastają nierówności
między bogatymi i biednymi), że dopływ korzyści wynikających z globalizacji do
krajów Trzeciego Świata co najwyżej wyrównuje poczynione przez nią szkody,
w każdym razie jest wątpliwy lub ograniczony (ochrona zdrowia, walka z głodem,
oświata). By jednak obserwacje te nie przerodziły się w orientalizujący dyskurs
supremacji (bo mogą wyglądać na dowodzenie wyższości ekonomicznej i technologiczno-intelektualnej Zachodu, składając się na ogólną postawę the West and the rest),
uzupełnia się je kontrastowymi przykładami kulturowych importów z dawnych
141

�Jerzy S. Wasilewski

kolonii, głównie w takich obszarach jak działalność artystyczna i rozrywka, np. ta¬
niec czy muzyka. W gruncie rzeczy to od postawy politycznej badacza będzie za¬
leżeć, czy przywoływane fakty będzie on interpretował jako przejaw żywotności
treści kulturowych peryferii, zajmujących eksponowane miejsce w życiu metropolii,
czy też potraktuje je jako kolejny przejaw dominacji korporacyjnego przemysłu k u l ­
tury, i tak decydującego o tym, który z plemiennych artystów będzie się cieszył glo¬
balnym rozgłosem.
W przypadku etnologa taki wybór polityczno-aksjologiczny przekłada się na de¬
cyzje co do miejsca badań i obranego przypadku. Trzeba być tego świadomym, bo
pewnie nie da się w ogóle oczyścić od przedsądów, jeśli zajmujemy się tematem tak
siłą rzeczy upolitycznionym. A skoro już o t y m mowa, zauważę bez przygany dość
oczywisty fakt, że na pytanie, czy można badać globalizację, nie zajmując stanowis­
ka politycznego, polscy antropologowie (znów mówię „my", nie „oni") nie śpieszą z o d ­
powiedzią ani t y m bardziej z deklaracjami. A przecież to od tej postawy zależy de­
cyzja, co badać, a na co zamknąć oczy; to ona jest w gruncie rzeczy pierwszą instancją
przy - tylko pozornie neutralnym politycznie - wyborze terenu, ona bowiem wy¬
znacza naszą wrażliwość na pewne informacje i czyni ślepym na inne.
Pora wreszcie na pytanie do niedawna dyżurne w antropologii, o zasadniczej wa¬
dze: czy globalizacja prowadzi do homogenizacji kulturowej świata, czy raczej d o
wzrostu różnorodności w procesie hybrydyzacji, kreolizacji, powstawania nowych
lokalnych jakości? T u znów powtarza się sytuacja ze szklanką połowicznie wypeł¬
nioną: kasandryczne proroctwa tych, którzy ubolewają nad grożącym zanikiem od¬
rębności kulturowych, są równoważone autorytatywnymi zapewnieniami Appaduraia i wielu innych, że globalizacja różnicuje, a nie odróżnicowuje. W a r t o chyba
zauważyć, że te dwa wielkie a sprzeczne dyskursy są takimi samymi elementami rze­
czywistości społecznej, jak obiektywnie zachodzące w świecie procesy homo- i heterogenizacyjne. Dość oczywisty kompromis dawno temu sformułował Friedman i częs¬
to się jego słowa powtarza: „fragmentaryzacja kulturowa i modernistyczna homoge¬
nizacja to dwa równie konstytutywne trendy rzeczywistości globalnej" (1990, s. 311).
Przyglądając się szczegółowym antropologicznym propozycjom w tej kwestii,
warto pamiętać o istnieniu pewnego antropologicznego skrzywienia. Jest nim zawo¬
dowe przekonanie, że różnorodność kulturowa jest wartością, że sens i przyszłość
antropologii leży także w dokumentowaniu odmienności. C z y takie nastawienie da
się jednak pogodzić z neutralnym spojrzeniem na globalizację? M o t y w o w a n y wiarą
w wartość odmienności badacz ryzykuje, że jego obserwacje będą dowodzić istnie¬
nia groźnego, unifikującego działania globalizacyjnego walca albo przeciwnie - po¬
stępującej dywersyfikacji jako efektu nałożenia się globalizacji na różne tła lokalne
(oba warianty będą zapewne skorelowane z osobistymi uwarunkowaniami badacza,
z postawą polityczną na czele).
Antropolog za swój zawodowy obowiązek uważa ochronę kulturowej rozmaitości
świata - przynajmniej przez jej dokumentację, popularyzowanie wiedzy o niej i sty142

�Etnologa kłopoty z globalizacją

mulowanie troski o nią. Ale zarazem d o b r y badacz to taki, który dostrzeże różnice
pod poziomem podobieństw, który potrafi pokazać, że ta sama treść globalizacyjna
oznacza co innego w różnych adaptujących ją środowiskach. Urządzenia systemu
GPS służą Eskimosom d o orientacji w trudnym terenie, wypierając narzędzia i me­
tody tradycyjne (jak piszą cytowani powyżej trzej autorzy), ale już Indianom Z u n i
pozwalają - jak ustala ich monografista - na precyzyjniejsze ustalenie granic pól
i t y m samym przyczyniają się do lepszego rozwiązywania sporów o ziemię, które
zakłócały rewitalizację tubylczego rolnictwa (Cleveland 2000). Brazylijska salsa,
importowana przez Zachód i tańczona w wielkomiejskich zbiorowiskach, okazuje
się innym zjawiskiem społecznym w Sacramento, gdzie wyraża postawy kosmopo¬
lityczne, innym w Belfaście, gdzie służy segregacji, a innym w Hamburgu, gdzie jest
elementem niemieckiego multikulti (Skinner 2007).
Najważniejszy przykład to oczywiście sieć McDonald's. Badacze prześcigali się
w wychwytywaniu jej lokalnej specyfiki i odmienności recepcji społecznej, mimo wzor­
cowo zestandaryzowanych procedur działania. W Pekinie M c D o n a l d y będą dawały
młodym aspirującym yuppies poczucie uczestnictwa w kulturze amerykańskiej czy
nawet globalnej, w Moskwie będzie wokół nich tworzona atmosfera „naszości",
choćby przez wprowadzenie rosyjskiej kartoszki, zaś dla mieszkańców Hongkongu
jakoby liczy się wygoda, niezobowiązujący styl i czystość toalet (Caldwell 2008).
Wszystko to są może i trafne obserwacje (pytanie, w jakim stopniu odkrywcze),
ale czy zawodowy nawyk przyglądania się przez lupę nie doprowadza do pewnego
rozregulowania skali? Skoncentrowany na niuansach antropolog nie przyzna, że choć
może nie wszędzie identyczny ale w smaku to jednak nieomylnie... M c D o n a l d .
Będzie obstawał, że telefonu komórkowego inaczej używa się w Indiach, gdzie prze­
kazuje się SMS-em długie teksty epickie, a inaczej w Japonii, gdzie jest on obwie¬
szony dyndającymi plastikowymi laleczkami, nawiązującymi do dawnych miniaturo¬
wych dziełek sztuki, przywieszek netsuke, chociaż noszących nowoczesną nazwę
maskot; z kolei w Mongolii odnajdzie obyczaj dawania prezentu w postaci zasilenia
konta komórki osoby obdarowanej. A zatem globalizacja - powie taki badacz - nie
pociąga za sobą homogenizacji, a wręcz przeciwnie: heterogenizuje i stymuluje do
wielości. Dla nieantropologicznego obserwatora ważne zaś będzie to, że t u i tam
widać takie same telefony, że wszędzie oglądane są te same telewizyjne bajki, że
identycznymi symbolami wizualnymi, złotymi łukami McDonalda - nie mówiąc o je­
go sygnałach zapachowych i smakowych - będzie okraszony miejski pejzaż Zachodu
i Dalekiego Wschodu.
Nie jestem wcale pewien, czy antropologiczna obserwacja zróżnicowanych niuan¬
sów, choć precyzyjniejsza, jest ostatecznie słuszna. Jak bowiem ustalić, czyj punkt
widzenia jest t u słuszny, nie wpadając w zamknięte koło ani nie czyniąc z tego wy¬
łącznie kwestii smaku? Przecież przeciwnicy globalizacji będą mieli rację, twier¬
dząc, że obszar tego, co po przejechaniu globalizacyjnego walca zostało stracone
czy wyrównane, jest większy albo ważniejszy niż to, co powstało jako nowe; że ele143

�Jerzy S. Wasilewski

menty zhomogenizowane, zglajchszaltowane są widoczniejsze i wyrazistsze od
lokalnych permutacji. Wyszukiwanie niuansów, powstałych w różnych miejscach
po przejściu fali globalizacji, przywodzi mi na myśl - choć obawiam się, że moja
metafora nie będzie przejrzysta - precyzowanie w kolejnych obliczeniach cyfr,
które znajdują się na coraz dalszych miejscach po przecinku; cóż z tego, że obliczy­
my następną, iluśtysięczną składową liczby pi - i tak nie wzniesie się ona od tego d o
wielkości 3,15; standard jest już bezlitośnie ustalony (przez centralę sieci M c D o ­
nald's, oczywiście).
Znów warto wspomnieć o rozterkach politycznych czy światopoglądowych,
które może przeżywać badacz, oraz o takich właśnie uwarunkowaniach jego badań.
Bowiem to od jego postawy politycznej bardziej niż od immanentnych cech rzeczy¬
wistości będzie zależeć, czy zechce akcentować dominację globalizacyjnego prze¬
mysłu kulturowego czy przeciwnie - potęgę małych, a więc pomysłowość konsu¬
mentów owego przemysłu. W pierwszym wypadku narazi się na zarzut ignorowa¬
nia podmiotowości czy sprawczości konsumentów i dokonywanego przez nich
„negocjowania znaczeń", albowiem podobno to „podmiot mediuje w procesie globa­
lizacji". W drugim przypadku badacz zgrzeszy niedocenieniem totalizującego efek¬
tu światowego kapitalizmu (nie mówiąc już o t y m , że czyha nań arystokratyczna
krytyka bylejakości tych treści). W sumie najbezpieczniej pójść na wyważony k o m ­
promis encyklopedycznego hasła: „Kultura popularna coraz mocniej kreuje global­
ny smak, ale jednocześnie wytwarza krytycznych konsumentów, którzy nie pozwa­
lają jej ostatecznie się zuniformizować" (Boli, Fechner 2001, s. 6 2 - 6 3 ) .
Inna postać tej samej zasadniczej niepewności - czy i w jakim stopniu konsekwen­
cją globalizacji jest upodobnienie, a w jakim zróżnicowanie - zawiera się w dwóch
często używanych, przeciwstawnych terminach: kreolizacja i bałkanizacja. Te dwa
hasła o geograficznym rodowodzie potraktujmy jako składowe następującego dyle¬
matu: w jakiej mierze przeniesienie jednej lokalności w obręb innej zlokalizowanej
kultury czy melanżu kulturowego (np. nigeryjskiej plemienności do Londynu) po¬
ciąga za sobą nową jakość kulturową, a na ile jest tylko dodaniem obcego ciała; skoro
taki proces nie skutkuje integracją, to można go również nazwać gettoizacją, choć
w praktyce odizolowanie kulturowe może mieć dziś jedynie względny charakter.
Zilustruję tę wątpliwość konkretnym, celowo wyrazistym przykładem. Londyń¬
ska policja poszukuje dziś d o współpracy antropologów znających realia kulturowe
różnych grup etnicznych, by pomóc we właściwej interpretacji przestępstw. O t o
np. odnalezienie martwego dziecka z wyciętą wątrobą byłoby interpretowane - gdy¬
by ignorować kontekst kulturowy - jako poszlaka wskazująca na handel organami.
Tymczasem, jeśli pojawi się t u jakiś ślad kulturowy, np. kontekst nigeryjski, to znają¬
cy go specjalista może przypuszczać, że kryje się za t y m zlecenie od starszego, cho­
rego Nigeryjczyka, który zgodnie ze starą metodą, nadal podobno praktykowaną,
będzie nosił ten organ przyłożony do ciała z nadzieją na wyleczenie własnej wątro­
by (informacja od dr. Kacpra Gradonia).
144

�Etnologa kłopoty z globalizacją

Na przeciwległym biegunie można umieścić przykład muzyczny, choćby nigeryjski styl juju, który jest produktem skreolizowanym i nadal podlega kreolizacji. Muzyka
to oczywiście w czasach przekazu stechnicyzowanego składnik kultury szczególnie
łatwo poddający się globalizacji. Pokonuje międzykontynentalne odległości i przepaście
między kulturami (swego czasu tak zapewniał nas chórek We are the World'). Kariera ra­
pu w Japonii albo muzycznych filmów z Bollywood akurat w Nigerii to podręcznikowy
przedmiot zainteresowania antropologów globalizacji; na szczęście dostrzegają oni, że
„nawet world music nie płynie swobodnie przez świat" (Schade-Poulsen 1997, s. 79).
Bo koncentracja na przejawach, nazwijmy to, łatwej kreolizacji może doprowa¬
dzić d o wykrzywienia obrazu globalizacji. Pod wpływem takich przykładów jest
ona postrzegana jako proces nieledwie samoistny, jak reakcja chemiczna, jak roz¬
puszczanie i sklejanie. Tymczasem to przecież złożona, konfliktogenna praktyka,
w której nie wszystko płynie równie gładko przez świat jak Oda do radości. Z e globa¬
lizacja to proces realizujący się w starciach i tarciach, to niby oczywiste, ale trzeba
było dopiero książki p o d takim właśnie tytułem (Tsing 2005), by hasło friction stało
się bodaj najatrakcyjniejszym ostatnio pryzmatem, przez który patrzy się na globa­
lizację (przynajmniej w środowisku antropologów harwardzkich - informacja od H e ­
leny Patzer). Tytułowe „tarcie" to metafora opisująca istotę czy raczej całokształt
procesów zachodzących na styku społeczności Dajaków indonezyjskiego K a l i mantanu i przybyszów eksploatujących tamtejsze zasoby drewna - oprócz negatyw­
nych elementów są t u także te kreacyjne, które wskazują, że właśnie uciera się nowa
jakość. W t y m świetle trzeba przemyśleć zarówno tezy o uniwersalizującym działa¬
niu dobrze naoliwionej machiny globalistycznej, jak i katastroficzne przekonania
o zgubności zderzenia cywilizacji.
Na koniec ostatnia wątpliwość, którą dzielę się nie bez niepokoju, ma ona bo¬
wiem mało akademicki, acz na pewno nie antyakademicki charakter. O t o wiele teks¬
tów o globalizacji jest zwyczajnie nudnych, a zamieszczone tam migawki są do bólu
banalne. Przyznam się, że o taką właśnie „globanalizację" przykładów mam najwięk­
szą ochotę oskarżyć nie kogo innego jak Ulfa Hannerza, przypominając choćby jego
obserwacje dotyczące zróżnicowania etnicznego Sztokholmu albo wyliczenie cech
składowych miasta kosmopolitycznego (Hannerz 2006, s. 223-236). Wręcz wywo¬
łują we mnie zażenowanie jego obserwacje, że w kioskach dzielnic zamieszkanych
przez azjatyckich imigrantów sprzedawane są inne gazety niż w centrum, że widzi
się tam inne sklepy i inne marki albo że światowa metropolia musi mieć lotniska,
hotele i przemysł r o z r y w k o w o - k u l t u r a l n y . . . („Jakie to e k s c y t u j ą c e ! . . . tylko
- dla kogo?" Chyba dla kogoś, k t o tego sam nie miał okazji zauważyć, bo nie ruszał
się z miejsca; ale skąd wziąć dziś takiego prostaczka - coraz mniej ich wśród zglobalizowanych badanych, t y m trudniej zatem o nich wśród badających). Miałoby się
ochotę krzyknąć, że ten król teoretyzowania jest za skąpo przyodziany.
N i e chcę zostać oskarżony o etnologiczny eskapizm - nie uśmiechają mi się cię¬
gi, jakie odebrał (od Kuligowskiego 2007, s. 24) staruszek Lévi-Strauss za okazywa145

�Jerzy S. Wasilewski

nie w czasie podróży do Korei zainteresowania wyłącznie archaicznym szamaniz­
mem, a ignorowanie osiągnięć przemysłowych gospodarzy Dlatego zadeklaruję, że
na pewno uznałbym za ciekawą próbkę „wiedzy lokalnej" sztokholmskich kioskarzy
na temat etnicznych uwarunkowań sprzedawalności prasy albo zrelacjonowane ze
znajomością rzeczy „modowe" nastawienia tureckich emigrantek. Antropologowi
nie wolno już pisać, że coca-cola i adidasy są sprzedawane na całym świecie, tak sa¬
mo jak pisarzowi, że markiza wyszła o piątej. Jeżeli chce powiedzieć coś poznawczo
wartościowego, powinien zapoznać się choćby z konkretnymi strategiami marketin¬
gowymi, przez których świadome, przemyślane, a więc zapewne elastyczne kulturo¬
wo zastosowanie taki efekt rynkowej omnipresence zostaje osiągnięty Ryzykuje
wprawdzie wtedy wyjście poza tradycyjny warsztat i zakres z d o b y t y c h na uczelni
kompetencji, ale przecież akurat antropologia globalizacji wcale nie każe szewcowi
pilnować jego kopyta.

Bibliografia
Appadurai A .
2005

Nowoczesność bez granic. Kulturowe wymiary globalizacji, przeł. Z . Pucek, Kra¬
ków

Boli J., Lechner EJ.
2001

Globalization and world culture, w: International Encyclopedia of the Social &amp; Behavio­
ral Sciences, red. N . J. Smelser, P B. Baltes, O x f o r d , s. 6261-6266

Burszta W , Czubaj M . , Kuligowski W
2007
My handlarze zadziwienia i agenci miłości. Po Qeertzu, „(op.cit.,)", 2 (35), s. 44-51
Caldwell M .
2008
Domesticating the French fry: Mc Donald's and consumerism in Moscow, w: The An­
thropology of Globalization..., s. 237-253.
Cleveland D.A.
2000
Commentary: globalization and anthropology: Expanding the options, „Human Orga­
nization", jesień, http://findarticles.com/p/articles/mi_qa3800/is_200010/
ai_n8903560 (dostęp 20.04.2010)
Das G.
(publ. int.) Foreword to Guy Soman's book, Year of the Rooster,
http://ccs.in/gdas/?page_id = 72 (dostęp 20.04.2010)
Friedman J.
1990

Being in the world: globalization and localization, w : Global Culture. Nationalism, Glo­
balization and Modernity, red. M . Eeatherstone, London, s. 311-328
146

�Etnologa kłopoty z globalizacją

(publ. int.) Konflikty rdzenne a dyskretny urok burżuazji, przeł. M . Turowski,
www.uni.wroc.pl/~turowski/friedman.htm
(Indigenous Struggles and the Discreet Charm of the Bourgoisie, „Journal of W o r l d Systems Research", t. 5, nr 2, s. 391-411, http://csf.colorado.edu/jwsr/5)
(dostęp: 20.04.2010)
Ghemawat P.
2007

Redefining Global Strategy: Crossing Borders in a World Where Differences Still Matter,
Boston

Hannerz U .
2006

Powiązania transnarodowe. Kultura, ludzie, miejsca, przeł. K. Franek, Kraków

H o K.
2008

Situating global capitalisms: A view from Wall Street Investment Banks, w : The Anthro­
pology of Globalization..., s. 137-164

Kuligowski W.
2007

Antropologia współczesności. Wiele światów, jedno miejsce, Kraków

Robertson R.
1990

Mapping the global condition: Globalization as the central concept, w: Global Culture.
Nationalism,
s. 15-30

Globalization and Modernity,

red. M . Featherstone,

London,

Schade-Poulsen M .
1997

Which world? On the diffusion of the Algerian rai to the West, w: Siting Culture. The
Shifting Anthropological Object, red. K.F Olwig, K. Hastrup, London, N e w
York, s. 5 9 - 8 5

Skinner J.
2007

The salsa class: a complexity of globalization, cosmopolitans and emotions, „Identities", t. 14, nr 4, s. 485-506

Srivastava S.
2004
Outsourcing religion, on a wing and a prayer, „Asia Times online", 1 maja,
www.atimes.com/atimes/South_Asia/ FE01Df05.html (dostęp 20.04.2010)
The Anthropology of Globalization.
2008

T h e Anthropology of Globalization. A Reader, red. J.X. Inda, R. Rosaldo, Malden

Tsing A . L .
2005
Friction. An Ethnography of Global Connection, Princeton, O x f o r d

147

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6016" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5996">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e8a2a91b22241b3df1d08ad422215648.pdf</src>
        <authentication>b7768f6eee21bacf2068ea223ef6dda0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71786">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71787">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71788">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71789">
                <text>Zadrożyńska, Anna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71790">
                <text>metodologia badań internetowych</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71791">
                <text>informacja cyfrowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71792">
                <text>wyszukiwanie informacji w Internecie</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71793">
                <text>elektroniczne archiwa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71794">
                <text>cyfrowy warszatat badawczy</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71795">
                <text>wyszukiwarki internetowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71796">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4636</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71797">
                <text>The Electronic Anthropologist : on sources of information, strategies, techniques and timing of online research/ Antropolog wobec współczesności</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71798">
                <text>Antropolog wobec współczesności pod red. Anny Malewskiej-Szałygin i Magdaleny Radkowskei-Walkowicz s.148-162</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71799">
                <text>tom w darze Profesor Annie Zadrożyńskiej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71800">
                <text>Ciołek, T.Matthew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71801">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71802">
                <text>Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71803">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71804">
                <text>T. Matthew Ciołek

Research School of Pacific and Asian Studies (RSPAS)
Australian National University, Canberra

The Electronic Anthropologist:
on sources of information, strategies, techniques
and timing of online research

1. Introduction
Information of relevance and value to social scientists is scattered - as individual
items as well as clusters and collections - across three vast and vastly different habi­
tats of knowledge. The first of them is formed by the overlapping networks of inter­
connected, data-swapping computers. There the information is stored as electronic
bits. The second habitat is a great planetary labyrinth of interacting and competing
museums, archives, and libraries. This is the physical world where information is
stored as tangible objects - books, manuscripts, microfilms, artifacts - and kept on
shelves, or in vaults. Finally: there is the boundless archipelago of groups and clus­
ters of people themselves. Researchers, experts, archivists, journalists, court-clerks,
shamans, interested laymen, students, librarians, managers, and so forth form the
third habitat of knowledge. There the information is stored in biological form, either
etched in the memories of people, or created by them afresh.
This article is concerned w i t h research uses of the first of those three informa¬
tional environments, that is, w i t h quests for digital pointers and digital contents that
are available via the Internet. It represents an abridged extract from an extensive
2009 work entitled "The logistics of effective online information seeking", a re¬
search paper w i t h a number of technical appendices, now available online at
www.ciolek.com/PAPERS/logistics-of-online-information-seeking.html address.
Earlier studies of information-seeking practices
Literature on the uses of the Internet for research purposes tends to fall into five
groups:
(1) W o r k dealing w i t h types and characteristics of sources of online information
(Beck 2008, Blackhurst 2008, C. Harris 2006, R. Harris 2008, N I A S L I N C n.d., Ravia 2000b, Zillman 2008).
148

�The Electronic Anthropologist

(2) Quality and evaluation of information gleaned online (Alexander &amp; Tate 1999,
Blackhurst 2008, Harris 2007, Jacobson 2008, K i r k 1996, Ravia 2004a, Sebek 2007,
Smith 2008).
(3) Discussions of the most useful information-seeking tools (Bergman 2001, C o hen 2008e, 2008d, Google 2008, Ravia 2008d).
(4) Analyses of the finer points of information-finding techniques (Cohen 2008a,
2008b, 2008c, 2008d, Harris 2000, Monash University Library 2004, Overture Services 2007, Ravia 2000a, 2002a, 2002b, 2004b, 2008a, 2008b, 2008c), and finally,
(5) Admonitions regarding the pitfalls faced by novices or careless online researchers
(Cohen 2008d, Harris 1997, Mississauga Librarians 2008, N I A S L I N C n.d., Ravia
2008a).
A l l these works are feely accessible on the Internet where they are frequently
updated to keep up w i t h technological progress. This type of material does not need
to be restated here. Instead, our attention will be focused on the evalutation of me¬
thods of electronic investigation that people can undertake w i t h i n the domain of
the Internet. Therefore, the questions posed by this paper are not "what are the best
ways to obtain information online?", or "what are the best sources of electronic
information?", but rather - "under what methodological circumstances is our online
research most likely to succeed?" So it is not an enumeration of tools and opportu¬
nities, but rather a meta-assessment of these.

2. T h e Internet, the electronic environment of information
T w o things about the Internet, the electronic environment of information, are im¬
mediately apparent to any observer: its dire lack of organization and its enormous
physical size. The Internet is a highly unpredictable and confused place, and the materials it carries are of very uneven quality: Gorman (1995: 34) wrote:
T h e net is like a h u g e v a n d a l i z e d l i b r a r y S o m e o n e has d e s t r o y e d t h e c a t a l o g and
r e m o v e d t h e f r o n t matter, indexes, etc., f r o m h u n d r e d s of t h o u s a n d s of b o o k s and
t o r n a n d s c a t t e r e d w h a t remains... ' s u r f i n g ' is t h e process of s i f t i n g t h r o u g h t h i s dis¬
o r g a n i s e d mess i n t h e h o p e of c o m i n g across s o m e useful f r a g m e n t s of t e x t and
images t h a t can b e r e l a t e d t o o t h e r fragments.

Tellingly more than a decade later the situation remained unchanged. Thus Beck
(2008), w r i t i n g some thirteen years after the initial damning assessment by Gor¬
man, concurs w i t h the earlier criticisms by noting that the Internet continues to be
"disorganised, volatile and dynamic. Web sites appear, disappear, move or mutate
daily [...] The useful and useless co-exist in cyberspace much as they would and do
at a flea market".
The other outstanding feature of the N e t is its immense size, and the fact that it
continues to grow very quickly In late 1995 the world wide web (which is only one
of many component parts of the Internet ) consisted of approximately 300,000
149

�I Matthew Ciołek

servers and of 2 million W W W documents (Ciolek 1996:106). This explosive
g r o w t h continued unabated for over a decade. Consequently, in mid-2008 there
were approximately 175.5 m servers (Netcraft 2008) and over 8 billion web pages
(Google 2008).
Importantly, all these figures refer only to the information that is visible to stan¬
dard search engines and their data-harvesting "spiders". This is an important ca¬
veat. In addition to the popular surface Web, there is also a massive - approximately
500 times larger than the commonly defined World W i d e Web - and largely unac¬
knowledged constellation of other, i.e. n o n - W W W containers, of electronic infor¬
mation. These other resources remain largely invisible and unknown to Internet
users at large, and to the search engines people rely on (Bergman 2001).

3. T h e logistics of online informationn seeking
Finding the right information in vast masses of all potentially relevant electronic
materials is a complex undertaking. Therefore, it requires a work plan which cor¬
rectly matches the available: (a) research strategies; (b) favoured sources of online
information; (c) time available for completion and finally, (d) online research tech­
niques. Each of these four key variables has its idiosyncratic aspects. Let's look at
them, one by one:
T h e First Logistical Element: Research Strategy
Every research operation is based on the researcher's passionate involvement w i t h
their questions and answers, as well as w i t h the relevant sources of data and know¬
ledge. These questions, sources, and answers can be unambiguously and directly
stated, or not. These are important distinctions, as explicit scholarly questions (as
well as explicit definitions of sources of data, and explicit factual answers) are pre¬
cisely those statements which one can argue w i t h and subject to testing and refuta¬
tion (see Popper 1969: 51-53, 1972: 242-244). A t the same time, ill-defined ques¬
tions, sources, and answers form a background intellectual fog which has the poten¬
tial to generate endless future revisions and revolutions to the established frame¬
works of knowledge.
Firstly there are Questions, which usually involve the traditional cluster of phrases
revolving around such words as "Who?", "What?", "When?", "Why?", "Where?",
" H o w ? " , "What If?" and "To W h a t End?" If the researcher states his or her ques¬
tions clearly and explicitly, then we will call them by their generic upper case label
"Q". Should they remain at a given stage of investigations implicit, unstated, unarticulated, then they will be labeled here w i t h the upper case character "X".
Secondly, there are the Sources that a researcher seeks and uses. Examples of
sources are many: a book, database, web site, library, archive, newspaper, field notes,
an expert, an interview, and so forth. Naturally, such containers of information 150

�The Electronic Anthropologist

whether large or small and whether electronic, analogue, or biological - in order to
be of use to anybody need to be: (a) precisely defined, (b) located (i.e. learned
about, identified, and found); (c) accessed (i.e. visited, handled, and unlocked), and
(d) investigated (i.e. read, critiqued, consulted, verified, etc., etc.). Sources, de¬
pending on whether the researcher defines them explicitly or not, will be labeled
here as "S" or "X", accordingly.
Thirdly, there always have to be some Answers. These are thoughts and ideas
that the researcher pursues and which need to be stated, deduced, discovered, or
just postulated on a purely temporary basis. Again, depending on the ontological
status of these answers (i.e. depending whether the researcher states them explicitly or only hints at them), they will be accordingly labeled here either " A " or "X".
A l l this means that at any moment of any imaginable line of inquiry all investiga¬
tors face a choice between one of the eight theoretically possible research strate¬
gies. Obviously not all of them are used equally often. W h i c h particular research
strategy a researcher adopts fully depends on the explicitness and clarity (or other¬
wise) w i t h which he or she has defined their Questions, information Sources, and
Answers. A n y of these strategies can be initial, or interim, or final. Moreover, they
can be mixed and combined. Above all, they can be interchanged at a moment's
notice.
-

The eight theoretically feasible research strategies are:
Confirm - Confirm details of the findings and/or details of the sources; verify
and proofread the collected data; find another example of an answer that you
already have. The logical structure of this research strategy is denoted by its
acronym: Q S A ( = definite Questions, definite Sources, definite Answers).

-

L i n k - L i n k your research to the correct sources; document the findings estab¬
lished thus far; test earlier findings against new, presently unidentified sources;
collect additional answers from new, presently unidentified sources. Logical
structure: Q X A .

-

Deliver - Deliver answers to the explicit research questions; identify the
sources, access them and look for answers relevant to the questions; collect new
data. Logical structure: QSX.

-

Chase - Chase the promising sources to get answers to your explicit research
questions; look afresh at the range of possible sources and think of new ways of
investigating them. T h i n k of new answers that they can yield. Logical structure:

-

-

QXX.
Form - Formulate your explicit research question in the light of the temporary
findings supplied by the identified sources; look for the existing new questions
to be asked of the known sources which have given us the current answers; contest
the existing framework of thought and methodology. Logical structure: XSA.
M a t c h - M a t c h your tentative inklings, your tentative and conjectural answers
w i t h the best questions and the most promising sources; use the answer you
151

�I Matthew Ciołek

already have to think of new data sources and new questions you could pose.
Logical structure: X X A .
-

Explore - Explore the located sources to formulate your explicit research ques­
tions; investigate the available materials; t r y inventing a new conceptual frame¬
work. Logical structure: XSX.
- M u l l - Examples: M u l l and brainstorm over the best questions, apt conjectures
and the likely sources of data; look afresh at everything related to your research;
be creative and iconoclastic. Logical structure: X X X .
So, for every potential research scenario we have a gloss, a mnemonic label, and
a logical skeleton. In the above taxonomy the Confirm strategy is the simplest and
quickest. A t the opposite end of the scale rests the hazy, open-minded, time-hun¬
gry M u l l strategy.
T h e Second Logistical Element: Online Resources
The Internet is a planet-wide archipelago of sources of online information con¬
nected by a lattice of general and directional pointers. These archipelagos of con¬
tainers, contents and connections are furthermore surrounded by a comet's tail of
contextual hints, oblique references, tags and metadata (Dublin Core Metadata Ini¬
tiative 2003, National Academy of Sciences 2000). Some of these electronic
resources and metadata reside on intranets and other protected sub-sets of the In¬
ternet. However, a great mass of informational resources is freely accessible to any¬
body w i t h access to the N e t .
There are no less than nine basic types of online information sources. For specific
examples of those nine types of sources, and their online pointers (i.e. URLs) please
see "The Electronic Anthropologist" paper at the online address mentioned above.
A l l these resources can be summarised as follows:
- Databases - Containers of digital information in which data are organised in
records, w i t h each record comprising a number of precisely defined numeric,
alphanumeric, or image-storing fields. Examples: Bookstore Catalogues and
Bibliographies, Dictionaries, Directories of People, Library/Museum/Archive
Catalogues, and Telephone Directories.
-

Search engines - Automatically constructed indices of contents of such
resources (see below) as Directories, Repositories, "Flowing" and "Frozen" web­
sites, Collaborations and Gatherings. Search engines make every w o r d and every
image in the harvested online documents separately indexed and linked to its
exact electronic address w i t h i n the document, and w i t h i n the resource itself, and
w i t h i n the Internet as a whole.

-

Online directories - Manually constructed online bibliographies and catalogues
of online resources. Examples: Bibliographies of links and Lists of web directo¬
ries. Users of such directories can access stored information, and suggest adden¬
da, deletions and modifications.
152

�The Electronic Anthropologist

-

Repositories - Online collections, warehouses, libraries, and archives of substantial and well-formed bodies of digital information. Examples: Bibliographies of
Paper Publications, Digitised Books, Digitised Documents, Digitised Images
and Documentary Photographs, Digitised Maps and Digitised Periodicals.

-

"Flowing" websites - Containers of online information whose content, size and
scope are heavily influenced by input solicited from or volunteered by their
users/readers. The web sites act as small-scale repositories.

-

"Frozen" websites - Containers of online information whose content, size and
scope do not significantly change in response to input from their users. These
web sites frequently resemble "flowing" web sites in terms of content and architecture. However, they do not have a policy of either inviting or acting on readers' input.

-

Collaborations or collaborative environments - Containers of online information
whose contents and, to some extent, architecture are either under the control of
all, or only some of its readers (such as site administrators, registered co-editors,
registered readers/commentators). Examples: Blogs and Wikis. Users of collab¬
orative work environments can access the stored information, as well as add to
it, delete from it, edit it, rearrange it, or annotate w i t h a tag or comment.

-

Gatherings - Two-way online communication systems used for the speedy
exchange (i.e. sending and receiving) of digital i n f o r m a t i o n . Examples:
Discussion Groups, Chat Rooms, M a i l i n g Lists and information Bazaars.
Feeds - One-way manual distribution channels for the sending of news and alerts
from a source directly to the readers. Examples: Info/Alert/Update services.
Feeds specialise in a great range of content: news, newsletters, updates on events
in some organizations, details of new material published on some remote infor¬
mation system.

-

T h e Third Logistical Element: Work Schedules
Researchers always need to consider the amount of time they want to allocate to the
business of information seeking, as opposed to other research tasks and writing.
Obviously, the amount of time earmarked for completion of the data-gathering
stage of research varies from case to case, and from scholar to scholar. For our pur¬
poses, however, it will be useful to distinguish three types of research schedules:
-

Urgent research - One to be completed swiftly in a relatively short span of time.
This span can range from a mere few minutes to a handful of frantic days.

-

Standard research - A schedule of work that needs to be completed calmly and
systematically by some well-defined deadline while there is ample time to carry
it out fully and satisfactorily: Normally, such projects last a few weeks, or longer.
Sometimes they can stretch for several months.

-

Long-term - A leisurely open-ended research project; one which has no clearly
defined completion date.
153

�I Matthew Ciołek

It is only natural that a good researcher spends short periods of time on informa­
tion-seeking tasks that can be performed swiftly and longer periods on tasks that re­
quire ample time for their development and refinement. A very good researcher, how­
ever, has one more logistical skill under his belt. H e can tell in advance which of his re¬
search tasks will be which. Therefore, he or she can plan their commitments accurately.
The Fourth Logistical Element: Data-Gathering Techniques
Once decisions regarding preferred research strategies, viable resources, and ade¬
quate timetables are taken, but before any of the resources are actually located and
accessed, one needs to pause and think about the best approach to the task of data
collection itself. Thus Ravia (2008b) advises:
T h i n k A b o u t Y o u r Q u e r y ! Seekers d o n o t ' p l u n g e ' i n t o a search o u t of t h e blue. L i k e
artists, t h e y visualize the c o r r e c t result before t h e y b e g i n . T h e 'perfect' answer is d r i v i n g
t h e i r queries. T h e p e r f e c t answer creates t h e c o r r e c t q u e s t i o n ( s ) . W h a t k i n d of re¬
sults d o y o u w a n t ? [...] T w o skills a seeker needs: h o w t o f o r m u l a t e a q u e s t i o n c o r r e c t ¬
ly and k n o w i n g w h e r e t o l o o k . A n d t h i s means k n o w i n g w h i c h resources y o u s h o u l d
use for y o u r searches. A n d t h i s means y o u must first of all k n o w h o w t o search t h o s e
v e r y resources y o u s h o u l d use for y o u r searches. I n fact each ' p a r t ' of t h e w e b requires
a d i f f e r e n t approach. [...] Before e v e n b e g i n n i n g , t h i n k a b o u t y o u r q u e r y : prepare y o u r
q u e s t i o n ( s ) f o r t h e p e r f e c t result a n d d e c i d e w h i c h resources y o u w i l l use.

In addition, throughout all information-seeking operations, there is the constant
need to focus exclusively on the task of finding your target. Fjalar Ravia (2004b),
himself an information-seeker extraordinaire, observes: " 'Focus always on your spe­
cific needs. Otherwise, you can spend a lifetime d r i f t i n g through archipelagos of fas­
cinating, but ultimately fruitless links'. I don't need to underline how true this is for
Internet searching
There are at least ten distinct ways of conducting online research. Each data¬
gathering technique can be applied once only, or in a sequence, as a part of a longer
and more complex information quest. Also, one technique can be used at a time, or
in bulk, in parallel w i t h each other. The ten online data-gathering techniques are:
-

Ask - This involves using one's social skills to obtain in the shortest possible
time the exact information we seek from experts (either directly, or via mail or
email), and to do so w i t h o u t wearing out or antagonising our informants. Typi¬
cally, such exchanges are about addresses/pointers, or commentaries and other
metadata regarding online and offline resources relevant to our detailed research
question.

-

Q u e r y - This means quizzing electronic databases for pointers, contents, or
metadata for online and offline target resources. Q u e r y works best if the resear¬
cher is thoroughly acquainted w i t h the technical characteristics and informa¬
tional architecture of the interrogated database.
154

�Ihe Electronic Anthropologist

-

Search - The technique quizzes global or local search engines for details of content and the electronic address of the target information. Search is a very powerful technique, especially when conducted w i t h the aid of judiciously selected
search terms (Harris 2000, Ravia 2002b, 2008b). Its correct use also assumes
that the researcher is thoroughly focused (yet flexible and adaptive) while work¬
ing w i t h the wide range of variously designed search engines.

Throughout all these online investigations, valid or promising results need to be
recorded, put into a meaningfully named file, and safely stored. Details of the search
engines used also need to be clearly recorded. Furthermore, the dates of the searches
as well as details of the search techniques need to be written down. The reason is
that searches conducted at various points in time seldom generate identical results:
information located on one day will not necessarily be indexed by the search engine
at a later date.
-

Browse - Browsing means keeping in mind well defined questions while surfing
the N e t from one online resource to another resource and purposefully exploring its nooks and crannies. Browsing is an activity only superficially similar to
web surfing. Browsing is a focused investigation. It aims to achieve concrete
intellectual results. Surfing is a mere pastime.

-

Track - This technique resembles the actions of a detective conducting a criminal
investigation. Here a researcher uses all their investigative and navigational skills
to identify, in the wide range of online resources, any traces of the existence, nature,
contents, and whereabouts of potential target information. Track is a slow-paced,
forensic technique, and as such is very similar to Comb. Track makes heavy use of
all other information-finding methods, especially Query Search, Browse, and M o nitor. Also, it relies on meticulous record-keeping and on the tricks-of-the-trade.

-

Comb - The creator of the term 'combing', Ravia, explains: " [ i t is] searching
those that have searched [well before you have embarked on your investigations]
and are willing to share [...] you lurk around usenet, maillists and messageboards
trying to find some authorities in the matters you are seeking. T h e n you use the
cumulated knowledge of these savy-people [sic] to jumpstart on your search.
[...] the 'combing' approach is useful in order to find treasures hoarded by people
that are willing to share what they know and have found" (Ravia 2000a).

-

M o n i t o r - This technique aims to find in accidentally encountered resources
pointers and metadata bearing on the target information. It works best when the
researchers keep in mind a series of well-defined questions about the research
problem. O n l y then will they be ready to perceive the significance of the snip¬
pets spotted while perusing their mailbox or visiting the N e t on some other er¬
rand. Data gathering through monitoring is accelerated by joining a large num¬
ber of complementary (topic-wise) Gatherings and information Feeds. H o w ¬
ever, such an approach has its downside: it usually results in a heavy overload of
irrelevant or low-quality information.
155

�I Matthew Ciołek

-

Collect input - This is another technique which taps knowledge carried by people.
It involves the creation of online questionnaires (published as a web input form,
or distributed as email circulars) and making them available to potential online
informants (Coomber 1997, Mannion 2008, Sheehan &amp; Grubbs H o y 1999, Ste­
wart 2003, and Zhang 2000). This technique collects data pro-actively It com¬
bines questionnaire design skills w i t h elements of computer programming.

-

Trigger input - This online research technique requires very good social skills.
Trigger is similar to the Ask, Collect input and Invite input (see below) tech¬
niques. A l l of them pursue knowledge that is predominantly stored in biological
format, i.e. as human memory However, unlike the other three techniques, it is
a ploy; it acquires the target information indirectly. It does so by publishing on¬
line material which intentionally stirs readers and provokes them to express online
their passionate comments, arguments, objections, and alternative viewpoints.

-

Invite input - This method simply encourages readers to supply you w i t h infor­
mation you need. Invite input comprises five consecutive stages. Firstly, the
researcher publishes online some preliminary but nevertheless serious and inter¬
esting body of information: data sets, raw materials, or draft conceptual frame¬
works. Secondly, next to the online offering he/she publishes a polite, and not
too overbearing invitation for comments, addenda, and corrections. Thirdly, the
researcher patiently waits for the possible arrival of useful input. This waiting pe­
riod can stretch for weeks, months, or even years. Fourthly, all readers' input - when
received - is p r o m p t l y acted upon. This means that suggested corrections,
emendations and additions are immediately implemented. It also means that the
party w h o provided the submission is equally p r o m p t l y thanked for their kind
advice and assistance. Finally, and critically, in the documentation to the online
materials themselves all readers' contributions are fully and publicly acknow¬
ledged online and - again - thanked for. The last stage is the crux of the success­
ful deployment of the Invite technique. W i t h o u t it, the chances that other readers
would be inclined to contribute to the researcher's online work, and to translate
this inclination into practical activity, are very slim.

4. Six constraints of information seeking
None of the above four logistical aspects of online research - the strategies, online
resources, w o r k schedules, and data-gathering techniques - ever occurs alone. O n
the contrary they always w o r k in concert, as a dynamic system. Together they form
six unique combinations, in some of which these variables seem to "work together
especially well", that is, when they appear to be supportive of each other, and appear
(in the experience of this author) to be productive. The findings are of such com¬
parisons are as follows:
Constraint 1: the compatibility of the eight types of research strategies w i t h the
use of nine types of online resources. Our analysis finds that in this context the four
156

�The Electronic Anthropologist

most useful online resources are: Search Engines, "Frozen" web sites, and Repositories
and Gatherings.
Constraint 2: the compatibility of the three types of work schedules w i t h the
use of nine types of online resources. In this context the three most useful online
resources are: Databases, Search Engines, and Gatherings.
Constraint 3: the compatibility of the three types of work schedules w i t h the
use of ten types of data-gathering techniques. In this context the three most useful
data-gathering techniques are: Ask, Query, and Search.
Constraint 4: the compatibility of the eight types of research strategies w i t h the
use of ten types of data-gathering techniques. In this context the four most useful
data-gathering techniques are: Search, Browse, Track, and Invite Input.
Constraint 5: the compatibility of the eight types of research strategies w i t h
three types of work schedules. In this context the three most useful research strate¬
gies are: Confirm, Link, and Answer.
Constraint 6: the compatibility of the ten types of data-gathering techniques
w i t h the use of nine types of online resources. O u r analysis finds that in this context
the four most useful data-gathering techniques are: Search, Browse, Track and
Combs. In the same context the three most useful online information resources are:
Collaborations, Gatherings, and "Frozen" web sites.

Conclusions
This study leads to three conclusions:
1. N o t surprisingly, long-term research projects are especially advantageous to
a serious student of the world. They enable researchers to make better use of the
passive and pro-active data, and knowledge-gathering techniques. A l l the above
mentioned people-centric techniques need ample time to start blossoming, and
they are definitely w o r t h careful cultivation, and fine-tuning. Ultimately, it is more
efficient to be either sporadically or regularly supplied w i t h the factual or theoretical information we need, than to t r y to locate it all by ourselves in a cyber-mangrove
forest. However, any advantages we may gain in our work are necessarily always rela¬
tive, and always contextual. Whenever we choose any particular way of doing our
research, we are b o u n d to compromise in our selection of suitable research strate¬
gies, or time frames, or sources of information, or data-gathering techniques. To
gain an advantage in one area necessarily means losing some advantage in another.
2. Serious online research is a technically and intellectually demanding activity.
It involves patient and systematic thinking, long attention spans, heightened atten¬
tion to detail, and the ability to make quick inspired guesses w i t h regard to logical
connections between seemingly unrelated bundles of electronic, paper and human
pointers and contents. Such a research requires (a) staying perfectly focused on pri¬
mary objectives; (b) keeping systematic and detailed records of operations, so that
one does not go in circles or miss a vital step; (c) consulting and mining as many
157

�I Matthew Ciołek

information resources as possible. This is because they all store slightly different
- in terms of the details and volume of their contents - groups of target informa­
tion, and they do so by using different data architectures and formats. This all means
that the actual task of information gathering goes far beyond the rushed, non-reflec­
tive use of any of the well-marketed search engines, or copying off the screen mate­
rials published by the Wikipedias and their cohorts.
3. Voluminous amounts of hitherto untapped and insufficiently tapped high-grade
research information is known to exist in the form of memories and notes kept by other
people. Gatherings and Collaborative work environments are especially seminal types
of online resources. However, to mine them effectively we still need to determine - by
observational as well as experimental means - under what exact social circumstances
such forms of scholarly interactions are most productive and most informative. It would
be good if more attention of anthropologists and social psychologists were to be
paid to the social and cultural organisation of the Internet and its academic users.
In other words, while at the surface level the Internet appears to be defined
mostly by our interactions w i t h the disembodied, cold-headed technology, ulti¬
mately the full research value of the N e t is best realised through multifaceted intel¬
lectual relationships that we can form w i t h other human beings that are contactable
online. Seen from this point of view, the modern Internet becomes a virtual bridge
which links the three habitats of information. Firstly, the Internet almost instantane¬
ously connects the researcher w i t h the online containers of digital information he or
she seeks. Secondly it spans the gap between a res..archer and the pointers to the
masses of analogue data preserved in libraries, archives, historical monuments, and
museums. Thirdly, the N e t is a superb tool for the closure of the gap between a re¬
searcher and the wealth of skills and wisdom of his or her colleagues, no matter w h o
they are, and where they work.

Acknowledgments
I am grateful to Greg Young for his vigorous skepticism regarding my initial theoretical
ideas, and to Olaf and Monika Ciolek for their thoughtful and thus ruthless advice
on the subsequent iterations of this paper.

References
Alexander J.E., Tate M . A .
1999

Web Wisdom: How to Evaluate and Create Information Quality on the Web, London:
Lawrence: Erlbaum Associates, Inc.

Beck S.E.
2008

Using the Internet for Academic Research, Las Cruces, N M : N e w M e x i c o State
University Library. http://lib.nmsu.edu/ital/research.html
158

�Ihe Electronic Anthropologist

Bergman M . K .
2001

White Paper: The Deep Web: Surfacing Hidden Value, "Journal of Electronic Pub­
lishing", 7(1), p. 0-0. http://dx.doi.org/10.3998/3336451.0007.104

Blackhurst H .
2008
Internet Anthropologist, Manchester: Intute Virtual Training Suite.
http://www.vts.intute.ac.uk/he/tutorial/anthropologist
Ciołek T . M .
1996
Todays WWW - tomorrows MMM?
The specter of multi-media mediocrity, "IEEE
Computer", 29(1), p. 106-108. http://www.ciolek.com/PAPERS/MMM.html
Cohen L .
2008a

Boolean Searching on the Internet, Albany N Y Internet Tutorials.
http://www.internettutorials.net/boolean.html
2008b Checklist of Internet Research Tips, Albany N Y Internet Tutorials.
http://www.internettutorials.net/checklist.html
2008c Conducting Research on the Internet, Albany N Y Internet Tutorials.
http://www.internettutorials.net/research.html
2008d Getting Started: Selecting a Tool for Your Search, Albany, N Y Internet Tutorials.
http://www.internettutorials.net/started.html
2008e How to Choose a Search Engine or Directory, Albany, N Y Internet Tutorials.
http://www.internettutorials.net/choose.html
Coomber R.
1997
Using the Internet for Survey Research, "Sociological Research Online", 2(2), p. 0-0.
http://www.socresonline.org.uk/socresonline/2/2/2.html
http://yunus.hacettepe.edu.tr/~tonta/courses/fall99/kut241/coomber-article.htm
Dublin Core Metadata Initiative ( D C M I )
2003
History of the Dublin Core Metadata Initiative, Dublin, O H : D C M I .
http://dublincore.org/about/history/
Google Inc.
2008
Google Web Search Help, Mountain View, C A : Google Inc.
http://www.google.com/support/?ctx=web
Gorman M .
1995

The Corruption of Cataloging, "Library Journal", 120(15), p. 32-34

Harris C.
2006

Welcome to the Internet Search FAQ How to Find Information, People, Data, Text,
Pictures, Sounds and Almost Anything Else on the Net, London: Charles Harris.
http://www.search-faq.com
159

�I Matthew Ciołek

Harris R.
1997
Biases Affecting Information Processing, Tustin, C A : VirtualSalt.
http://www.virtualsalt.com/infobias.htm
2000
Internet Search Tips and Strategies, Tustin, C A : VirtualSalt.
http://www.virtualsalt.com/howlook.htm
2007

Evaluating Internet Research Sources, Tustin, C A : VirtualSalt.
http://www.virtualsalt.com/evalu8it.htm

2008

World Wide Web Research Tools, Tustin, C A : VirtualSalt.
http://www.virtualsalt.com/search.htm

Jacobson T E .
2008

Evaluating Web Content, Albany N Y University Libraries, University at Albany,
http://libraryalbanyedu/usered/eval/evalweb/

K i r k E.E.
1996

Evaluating Information Found on the Internet, Baltimore, M D : John Hopkins
University, http://www.libraryyjhu.edu/researchhelp/general/evaluating/

Mannion S.
2008

Seeing Tibetan Art Through Social Tags, in Museums and the Web 2008-. Proceedings,
Toronto: Archives &amp; Museum Informatics, p. 0-0.
http://www.archimuse.com/mw2008/papers/mannion/mannion.html

Mississauga Librarians
2008

Research Using the Internet, Toronto: University of Toronto Mississauga Library
http://www.utm.utoronto.ca/library/instruction/researchinternet.html

Monash University Library
2004

Library Online Tutorials: Internet research with Qoogle Advanced Search, Melbourne:
Monash University.
http://www.lib.monash.edu.au/vl/google/googlcont.htm

The National Academy of Sciences
2000

Organizing Intellectual Access to Digital Information: From Cataloging To Metadata,
Washington, D C : The National Academies Press.
http://www.nap.edu/html/lc21/ch5.html

Netcraft L t d .
2008

Web Server Survey Archives - Netcraft, Bath: Netcraft L t d .
http://news.netcraft.com/archives/web_server_surveyhtml

NIASLINC
n.d.

Internet searching-. Find reliable information on the web, including full electronic texts
using the Library Catalogue, Search Engines, Directories and Gateways etc.,
Copenhagen: N I A S Library &amp; Information Centre.

160

�The Electronic Anthropologist

http://www.niaslinc.dk/niaslinc/searchguide/searching_internet.asp
Overture Services, Inc.
2007

Altavista Advanced Web Search, Sunnyvale, C A : Overture Services, Inc.
http://www.altavista.com/web/adv

Popper K.R.
1969
1972

Conjectures and refutations: the growth of scientific knowledge, London
Objective knowledge: an evolutionary approach, O x f o r d

Ravia F.
2000a Searching, combing, klebing, luring, hacking, Brussels: Web Searchlores.
http://www.fravia.com/milano/milan3.htm
2000b Where else to look: usenet / local / regional, Brussels: Web Searchlores.
http://www.fravia.com/milano/milan5.htm
2002a The yo-yo technique and a discussion about search engines depth, Brussels: Web
Searchlores. http://www.fravia.com/yoyo1.htm
2002b The synecdochical searching method, Brussels: Web Searchlores.
http://www.fravia.com/synecdoc.htm
Evaluating results, Brussels: Web Searchlores.
http://www.fravia.com/evaluate.htm
2004b Basic must know, Brussels: Web Searchlores.
2004a

http://www.fravia.com/basimk.htm
2008a How to access and exploit the shallow deep web, Brussels: Web Searchlores.
http://www.fravia.com/deepweb_searching.htm
2008b Short term searching-, tips, Brussels: Web Searchlores.
2008c
2008d

http://www.fravia.com/tips.htm
Long term searching-, rules and advice, Brussels: Web Searchlores.
http://www.fravia.com/longtermsearching.htm
Main search engines at searchlores, Brussels: Web Searchlores.
http://www.fravia.com/main.htm

Sebek R.
2007
Bibliography on evaluating web information, Blacksburg, VA: Virginia Tech U n i versity Libraries.
http://www.lib.vt.edu/help/instruct/evaluate/evalbiblio.html
Sheehan K.B., Grubbs H o y M .
1999

Using E-mail To Survey Internet Users In The United States-, Methodology And Assessment, "Journal of Computer-Mediated Communication", 4(3), p. 0-0.
http://jcmc.indiana.edu/vol4/issue3/sheehan.html

Smith A .
2008
Evaluation of information sources, Wellington: Victoria University of Wellington.
161

�I Matthew Ciołek

http://www.vuw.ac.nz/staff/alastair_smith/evaln/evaln.htm
Stewart S.
2003
Casting the net: using the internet for survey research, "British Journal of Midwifery",
11(9), p. 543-546
Zhang Y
2000

Using the Internet for survey research: A case study, "Journal of the American
Society for Information Science", 51(1), p. 57-68

Zillman M . P
2008

Searching the Internet: A Primer, Coral Gables, FL: Virtual Private Library
http://WhitePapers.VirtualPrivateLibraryynet/Searching the Internet.pdf

162

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6017" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5997">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8cddf935eec1af4fc1a7a7d5764696a6.pdf</src>
        <authentication>ae9c860732dceae39d0fd0f9e452d713</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71805">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5000</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71806">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71807">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71808">
                <text>Zadrożyńska, Anna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71809">
                <text>Bziukiewicz, Zdzisław</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71810">
                <text>Kurpie - współczesność</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71811">
                <text>etnografia w Internecie</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71812">
                <text>strony www</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71813">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4637</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71814">
                <text>Kurp w Internecie i realu - Zdzisław Bziukiewicz/ Antropolog wobec współczesności</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71815">
                <text>tom w darze Profesor Annie Zadrożyńskiej</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71816">
                <text>Antropolog wobec współczesności pod red. Anny Malewskiej-Szałygin i Magdaleny Radkowskei-Walkowicz s.163-180</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71817">
                <text>Waszczyńska, Katarzyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71818">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71819">
                <text>Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71820">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71821">
                <text>Katarzyna Waszczyńska
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW

Kurp w Internecie i realu
- Zdzisław Bziukiewicz
1

Strona internetowa www.kurpie.com.pl to jedna z kilku dostępnych w i t r y n poświę­
conych K u r p i o m i Kurpiowszczyźnie. Jej pomysłodawcą i administratorem jest
Zdzisław Bziukiewicz - kurpiowski twórca ludowy , obecny na większości imprez
folklorystycznych (festynów, jarmarków, przeglądów i t d . ) nie tylko w regionie
(uświetniał imprezy organizowane m.in. przez muzea w: Lublinie, Suwałkach, War­
szawie). Jego popularność jest związana z zajęciem, które wykonuje i promuje - bursztyniarstwem , a także osobowością - to człowiek otwarty łatwo nawiązujący kon2

3

1

Artykuł powstał na podstawie analizy strony internetowej w w w . k u r p i e . c o m . p l , oglądanej (regular­

nie) o d połowy lipca do połowy września 2009 r., oraz r o z m o w y ze Zdzisławem Bziukiewiczem, która
odbyła się 30 sierpnia 2009 r. w W a c h u (rozmowa nagrana i spisana, znajduje się w archiwum autorki).
2

Zdzisław Bziukiewicz jest członkiem Stowarzyszenia Twórców L u d o w y c h ; w latach 1995-2001 był

członkiem zarządu, a w latach 2 0 0 1 - 2 0 0 5 pełnił funkcję wiceprezesa. Z a swoją działalność twórczą z o ­
stał uhonorowany: w 2001 r. przez prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego Srebrnym K r z y ż e m Z a ­
sługi za promowanie kultury,- w 2003 r. nagrodą starosty ostrołęckiego,- w 2005 r. nagrodą Związku K u r ­
piów „Kurpikiem"; w 2009 r. przez ministra k u l t u r y i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego
nagrodą specjalną za całokształt pracy twórczej, upowszechnianie i popularyzowania k u l t u r y ludowej.
3

Pan Zdzisław zdobywał umiejętność obróbki bursztynu w d o m u rodziców: Stanisława i M a r i i Bziu-

kiewiczów. Jak sam powiedział: „wcześniej dzieci na wsi wszystko r o b i l i to, co rodzice,- ale jeśli c h o d z i
o pracę w bursztynie, t o reszta [rodzeństwa - K . W ] nie miała tego zamiłowania, bo t o trochę cierpliwoś­
ci trzeba mieć i fantazji, a ja tak o d razu, jak miałem w o l n y czas, t o coś tam robiłem". Podobna informacja
znajduje się na w w w . k u r p i e . c o m . p l : „Zdzisław Bziukiewicz [ . . . ] o d swoich rodziców, znanych bursztyniarzy przejął umiejętności i wzory: [ . . . ] Bursztyniarstwem zajmuje się o d najmłodszych lat. Z a ­
czynał o d » p s o c e n i a « r o d z i c o m . W w i e k u 10 lat samodzielnie już obrabiał kolie b u r s z t y n o w e na ko­
łowrotku. [ . . . ] Jest szczery i d u m n y że kontynuuje tradycje rodzinne i regionalne" (Bakuła, Bursztyniarstwo na terenie Kurpiowskiej Puszczy

Zielonej w XIX

i XX wieku, 2006, za: w w w . k u r p i e . c o m . p l ) . N a stronie

W W W można także odnaleźć czarno-białe zdjęcie ojca wraz z informacją o dacie jego śmierci: 26 l u ­
tego 2009 r. W n i k l i w y obserwator dostrzeże też, że na i n n y m zdjęciu przedstawiającym bursztynową
klamrę na kapeluszu k u r p i o w s k i m w i d n i e j e czarna przepaska - informująca o żałobie syna i jego r o d z i ­
ny żałobie bursztyniarzy: „odszedł nestor bursztyniarstwa kurpiowskiego", b r z m i podpis. N a temat
Stanisława Bziukiewicza można przeczytać także na f o r u m : w w w . k u r p i e . p u n . p l , w tekście napisanym
przez o s o b ę o nicku Z i b i i u m i e s z c z o n y m 13 stycznia 2008 r.

163

�Katarzyna Waszczyńska

takt, ciekawy świata i ludzi. Przekonałam się o t y m osobiście, kiedy odwiedziłam go
w domu, w Wachu . Tam też poznałam jego żonę - Laurę . Potem, kiedy spotykaliśmy
się przy okazji imprez regionalnych, zawsze witali się ze mną tak, jakby nasza zna¬
jomość była długoletnia. W a r t o dodać, że przygotowywane przez nich stanowisko
przyciąga uwagę, a wokół nich gromadzi się sporo ludzi. Wabikiem jest warsztat
bursztyniarza - kołowrotek (nieodłączny element stoiska), na którym pan Zdzisław
pokazuje, jak obrabia bursztyn. W z r o k przyciągają także wisiorki i sznury burszty¬
nów, misterne koronki - frywolitki, i zrobiona z nich biżuteria, serwetki, koszulki na
jajka kurze, kacze, indycze, strusie. Dopełnieniem zaś są sami twórcy ubrani w trady­
cyjne stroje kurpiowskie, choć czasem z jakimś nowoczesnym dodatkiem, np. oku¬
larami przeciwsłonecznymi, które wprowadzają dysonans do tego sielankowego
obrazka, jednak nikomu nie przeszkadzają. M i m o zdobytej już popularności obydwo¬
je zdają sobie sprawę z praw rynku i roli, jaką odgrywa reklama, stąd też nieodłącz¬
nym elementem stoiska jest informacja dotycząca tego, jak można się z nimi skon¬
taktować: adres, numery telefonów komórkowych, a od jakiegoś czasu także adresy
stron internetowych: www.kurpie.com.pl i www.frywolitka.pl . Zaciekawiona, zaj­
rzałam na wskazane w i t r y n y Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego Zdzisław Bziukiewicz je tworzy, bowiem zawarte w nich informacje nie mają celu wyłącznie promo¬
cyjnego. W a r t o więc zastanowić się nad motywacjami, które kierują działaniami
autora, i rolą, jaką te odgrywają.
4

5

6

O b e c n o ś ć Internetu w życiu codziennym sprawia, że niejednemu współczesne¬
mu użytkownikowi trudno sobie wyobrazić, że jeszcze 40 lat temu korzystanie z sieci
było ograniczone głównie do środowisk militarnych, akademickich, a potem indu¬
strialnych, aż wreszcie wkroczyło „w naukę i oświatę (nie tylko informatyczną), w ży­
cie polityczne i publiczne, wreszcie w domy i życie prywatne" (Mencwel 2006, s. 350).
Internauci są dziś tak samo liczącym się środowiskiem jak telewidzowie, dziennika­
rze, naukowcy i t d . , o których uwagę warto i należy zabiegać .
7

Internet określa się mianem makrosystemu komunikacyjno-informacyjnego, któ¬
rego dwie podstawowe cechy to powszechność i dostępność. Pierwsza z nich od¬
nosi się do wymiaru globalnego i zarazem transgranicznego (Hendrykowski 2005,
s. 19). Z kolei druga - przede wszystkim do łamania barier fizycznych, społecznych,

4

Państwa Bziukiewiczów odwiedziłam w ich d o m u (Wach 14) trzykrotnie. Po raz pierwszy w k w i e t ­

niu 2009 r., ostatni - 30 sierpnia 2009 r.
5

Laura Bziukiewicz jest także twórczynią ludową, znaną przede w s z y s t k i m dzięki k o r o n k o m -

f r y w o l i t k o m (wykonuje z nich serwety biżuterie, koszulki na jajka, ale t e ż zaintrygowana pomysłem
z Koniakowa zrobiła f r y w o l i t k o w e s t r i n g i ) , p o n a d t o maluje techniką batikową jajka, wykonuje k w i a t y
bibułkowe.
6

Strona w w w . f r y w o l i t k a . p l należy do L a u r y B z i u k i e w i c z , ale administruje nią pan Zdzisław.

Zresztą o b y d w i e strony są połączone i można przechodzić z jednej na drugą.
7

W y s t a r c z y np. przywołać w y b o r y Miss Polski 2009 c z y Miss Supranational, w których także in¬

ternauci w y b i e r a l i swoją miss.

164

�Kurp w Internecie i realu - Zdzisław Bziukiewicz

intelektualnych, czyli d o t y c z y bezpośrednio człowieka. Dzisiaj można powiedzieć,
że posiadacz komputera czy komórki jest jednocześnie potencjalnym użytkowni­
kiem Internetu, bez względu na to, do jakiej grupy (np. zawodowej czy wiekowej)
należy Także nieznajomość języka angielskiego (choć jest to podstawowy język I n ­
ternetu) nie stanowi t u problemu - można bowiem poruszać się po lokalnych wers¬
jach sieci internetowej lub poznać ogólnie przyjęty uproszczony kod komunikowa¬
nia się . Dostępność oznacza także czytelny dla wszystkich użytkowników model
przekazu i obiegu informacji. „Z definicji Internet maksymalnie racjonalizuje nasze
myślenie. Stąd bierze się czytelność i łatwa dostępność reguł tworzenia informacji
w sieci składającej się na tzw. wirtualny hipertekst" (Burszta 2003, s. 169).
8

Słowem kluczem tego nowoczesnego sposobu komunikowania się jest pismo
- w rozumieniu: czynności pisania oraz tekstu. Z kolei korzystanie z zasobów sieci
polega przede wszystkim na czytaniu. Andrzej Mencwel zwrócił uwagę na to, że
„wiele strukturalnych elementów internetu zostało uformowanych na podobieńst¬
wo elementów kultury druku i wykształconych w niej technik naukowych" ( M e n cwel 2006, s. 372).
Przykładem może być lektura „linkowa" (pozwalająca na przechodzenie z jednej
strony internetowej na drugą, od jednego tematu do drugiego), która przypomina
pracę ze słownikiem lub encyklopedią, a odsyłacze są niczym innym jak adaptacją
struktury kartoteki naukowej (Mencwel 2006). Pisanie jest zaś z jednej strony zwią¬
zane z programowaniem, umożliwiającym zamieszczanie gotowych tekstów (po¬
chodzących często z realu, np. książek), a z drugiej określa aktywność użytkownika,
który pisząc (np. na forach dyskusyjnych, czatach), współuczestniczy w kreowaniu
świata sieci. O b y d w i e te czynności odnoszą się do człowieka, który może być na¬
dawcą lub odbiorcą danej informacji, ale w sieci podział ten nie jest jednoznaczny.
Internet jest bowiem „kanałem komunikacji poziomej zarówno typu »jeden do w i e lu«, jak i »wielu do wielu«" (Castells 2003, s. 179).
Strona www.kurpie.com.pl jest przykładem komunikacji pierwszego typu, t j . „je¬
den do wielu", choć są na niej także informacje rozpoczynające się od słów: „zapra¬
szamy", „naszym celem" itd., sugerujące t y p drugi, „wielu do wielu". D o t y c z y to jed­
nak tylko wypowiedzi związanych z informacją o prowadzonej przez małżeństwo
Bziukiewiczów działalności edukacyjnej czy popularyzującej wiedzę o regionie.
Wygląd strony przypomina układ strony gazetowej, podzielonej na sekcje, dla­
tego nazywa się go layoutem. Dominującą kolorystyką www.kurpie.com.pl jest zie­
leń. Być może zamierzeniem administratora było, by w tak prosty sposób p r z y w o ­
łać u odwiedzającego stronę skojarzenia z lasem, puszczą, w której Kurpie mieszka¬
ją, ale mogły być i inne powody w y b o r u takiej kolorystyki. Tytuły tekstów i infor-

8

N a przykład na czatach dominują krótkie f o r m y w y p o w i e d z i c z ę s t o oparte na skrótach z języka

angielskiego lub spolszczonych z b i t k a c h słów p o l s k i c h i angielskich, uzupełnionych o e m o t i k o n y symbole e m o c j i ( t w o r z o n e z połączenia znaków i n t e r p u n k c y j n y c h ) .

165

�Katarzyna Waszczyńska

macji, będące linkami do nich, zostały zapisane na niebiesko lub fioletowo, sam tekst
na czarno. Strona jest ilustrowana kolorowymi zdjęciami autorstwa Zdzisława Bziukiewicza. Są one albo umieszczone bezpośrednio na stronie, albo prowadzą d o nich
linki . Jedno z nich, widoczne na stronie, u góry w lewym rogu, przedstawia mężczyznę
i kobietę, uśmiechniętych, ubranych w stroje kurpiowskie - to Zdzisław i Laura Bziukiewiczowie. Według pana Bziukiewicza dzięki temu są rozpoznawalni: „Jak gdzieś
jestem w mieście i ktoś podchodzi do stoiska, to mówi, że mnie poznaje z Internetu
[śmiech]... Jak ktoś przyjeżdża, to sam mówi, że z Internetu trafia". Umieszczenie
zdjęć Bziukiewiczów można traktować również jako podkreślenie, że jest to strona
prywatna - nie tylko w kontekście administrowania, jak powiedział pan Zdzisław:
9

N a p o c z ą t k u t o miała b y ć taka nasza o s o b i s t a strona, ż e i s t n i e j e m y . . . no, ale p ó ź n i e j ,
10

szczerze mówiąc, m o j a m i ł o ś ć t o h i s t o r i a i t a k p r z y o k a z j i t r o c h ę i n f o r m a c j i z a c z ą ł e m
wrzucać,- z n a j o m i etnografowie, h i s t o r y c y coś p o d r z u c i l i i n i e c h c ą c y t y l e się uzbierało.

Ostatecznie stała się stroną poświęconą Kurpiom, Puszczy Zielonej - K u r p i o w ­
skiej, ale prezentującą informacje przepuszczone przez filtr - jak ujął to autor: „Jak¬
by było coś, co mi się nie podoba, to nie wrzucam, co jak co, to mam ostatnie zda¬
nie, nie?".
Informacje, które można na niej znaleźć, zostały ujęte w kilka podgrup (zacho¬
wuję zapis widniejący na stronie): Sztuka Ludowa kurpi, Kultura Kurpiów, Historia
Kurpi, Regionalizm, Folklor kurpiowski, Przyroda Kurpiowska, Bziukiewicz Zdzisław, Ko­
ronka „Frywolitka", Warsztaty etnograficzne, Lekcje regionalne. Oddzielnie, w postaci za­
kładek, znajdują się następujące kategorie: Historia i etnografia, Bursztyn na Kurpiach,
Wielkanoc, Boże Narodzenie, Muzeum Kurpiowskie, Skanseny i muzea, Folklor, Blog Kurpie",
Forum Kurpie, Agro uBursztyniarza. Informacje i artykuły które można znaleźć w wy¬
mienionych zakładkach, znajdują się także pod linkami umieszczonymi w dwóch
kolumnach środkowej części. W pierwszej chwili, po otwarciu strony widać jedynie
umieszczone jeden p o d drugim ich tytuły, co sprawia wrażenie gąszczu informacji.
Tytuły odsyłają do różnych tematów, nie ma tu porządku, podziału, np. problemo¬
wego. Wspomniane powyżej zakładki są jakby elementem dodatkowym. Prawdopo-

9

W prawej kolumnie strony znajduje się oddzielna zakładka Galeria zdjęć - są t u różne fotografie ze

skansenów, z występów kurpiowskich zespołów folklorystycznych, miejscowości odwiedzanych przez
Bziukiewicza, a także stare zdjęcia z Kroniki parafii
10

Kadzidło.

O tej prywatności strony mogą także świadczyć informacje d o t y c z ą c e r o d z i n y pana Zdzisława,

np. dzieci - L i l k i i Pawełka (zdjęcia z przedszkola), fotografia zmarłego ojca; wreszcie t o informacja o n i m
samym znajdująca się w zakładce: Bziukiewicz Zdzisław - chociaż zawarte tam informacje są dość ogól­
nikowe i przybrały formę przedstawienia się.
11

Blog Kurpie pozwala wejść na http://kurpiezielone.blogspot.com i według zawartych tam informa­

cji jest rozszerzeniem strony w w w . k u r p i e . c o m . p l . M o ż n a t u dowiedzieć się głównie o udziale pań¬
stwa Bziukiewiczów w imprezach f o l k l o r y s t y c z n y c h i kiermaszach oraz audycjach t e l e w i z y j n y c h .

166

�Kurp w Internecie i realu - Zdzisław Bziukiewicz

dobnie zostały umieszczone na początku tworzenia strony kiedy jej wizja była jesz¬
cze klarowna. Z czasem zaś publikowane teksty wymknęły się spod kontroli, trud¬
no było porządkować informacje według ustalonego wcześniej klucza. Bziukiewicz
zresztą przyznaje:
W r z u c a m to, c o m n i e interesuje - w s z y s t k o o K u r p i a c h , ja się n i e o g r a n i c z a m d o
m a r t w y c h jakiś e t n o g r a f i i , k t ó r ą tam p i s a n o w X I X w i e k u ; to, c o m i się uda i teraz
znaleźć, przyroda, w s z y ś c i u t k o . w r z u c a m .

Wielość możliwych do wywołania przez kliknięcie informacji, tekstów, umiejsco¬
wienie ich p o d różnymi tytułami zakładek może jednak wynikać z zupełnie innego
założenia. Lektura strony internetowej, podobnie jak gazety, może być i bardzo
często jest fragmentaryczna, o dowolnej kolejności, sekwencyjna. Jej użytkownik
poszukuje określonych informacji, choć dzięki odsyłaczom - linkom, stwarzającym
wrażenie potencjalnej współobecności wielu tekstów, często zaczyna rozszerzać
swoje poszukiwania, nierzadko odchodząc od ich pierwotnego celu. Stąd umiesz¬
czenie podobnych lub tych samych tekstów w różnych miejscach można uspra¬
wiedliwić. K t o bowiem z odwiedzających stronę czyta ją od początku do końca?

J2
&gt;-

N
U
N

N
U

'S
3
ca
3

o

'N

3
"O

N

167

�Katarzyna Waszczyńska

G d y b y jednak pokusić się o pogrupowanie prezentowanych na stronie materiałów
i informacji, należałoby wyróżnić następujące grupy tematyczne:
-

pochodzenie, charakterystyka historyczna i etnograficzna Kurpiów;
zajęcia Kurpiów, szczególnie zaś bartnictwo i bursztyniarstwo;
religia na Kurpiach;
gwara i folklor słowny i muzyczny;
informacje na temat skansenów i muzeów (kalendarz imprez);
informacje na temat zespołów folklorystycznych (historia, repertuar);

- informacje na temat miejscowości, gmin i podejmowanych w nich działań na
rzecz regionu (kalendarze imprez).
Najobszerniejszą jest grupa pierwsza, w której znajdują się fragmenty większych
opracowań autorstwa: Adama Chętnika, Oskara Kolberga, Aleksandra Połujańskiego (w sumie 13 tekstów), fragmenty Kroniki Szkoły Podstawowej w Wachu (4 teksty),
artykuły etnografów, antropologów, historyków: Krzysztofa Brauna, Urszuli K u ­
czyńskiej, Patrycji Kuczyńskiej, Henryka Syski (w sumie 10 tekstów), relacja ks. A n ­
toniego Brykczyńskiego (1 tekst) . W a r t o podkreślić, że są t u teksty XIX-wieczne,
które ilustrują ówczesną wiedzę na temat ludności kurpiowskiej, wprowadzają też
w tamtejszy klimat . Z kolei wybrane teksty Oskara Kolberga (z 1886 i 1888 r.) i Ada­
ma Chętnika prezentują opisy etnograficzne, w których można odnaleźć charakte¬
rystykę społeczności kurpiowskiej, jej pochodzenia, zajęć, domostw, świąt rodzin¬
nych, związanych z narodzeniem i śmiercią człowieka.
12

13

Pod względem wiedzy etnograficznej w nich zawartej ciekawe są także cztery
teksty pochodzące z Kroniki Szkoły Podstawowej w Wachu (dzisiaj to Zespół Szkół
w Wachu) , z lat 1966-1984. Ich autorem był ówczesny dyrektor i nauczyciel his14

12

W a r t o d o d a ć , że a d m i n i s t r a t o r bardzo dba o zaznaczenie autorstwa danego t e k s t u , c z y t e ż

f o r m y jego pozyskania (np. można odnaleźć informację o stronie W W W , z której dane materiały z o ­
stały w z i ę t e ) . Tam gdzie brakuje takiej informacji, można wnosić, że autorem lub opracowującym jest
Zdzisław Bziukiewicz.
13

„Kurpie, czyli jak ich nazwał K a r o l X I I , chłopi bez butów, są ze k r w i , czyli z r o d u mściwi; p o c h o ­

dzenie ich, jako wygnańców społeczności, poniekąd tę wadę usprawiedliwia,- dzikość w obyczajach,
mała chęć do pracy, kradzież i pijaństwo są także w r o d z o n y m i t y c h mieszkańców puszczy wadami
[ * O d czasu misji duchownej w e wsi K a d z i d l e w r. 1857 o d b y t e j K u r p i e przestali pić wódkę, przez co
stali się m o r a l n i e j s z y m i i p r a c o w i t s z y m i ] " (Połujański, Wędrówki po guberni augustowskiej w celu naukowym
odbyte, 1859, t. IV, za: w w w . k u r p i e . c o m . p l ) ; „Powiecie m i może, iż słyszeliście o t e m , że k u r p i e t o ple­
mię p o w i e r z c h u t y l k o religijne, a w gruncie zepsute, że panuje między n i m i rozpasanie obyczajów, że
się trudnią p r z e m y t n i c t w e m , kradzieżą leśną i t d . Prawda, że tak jest, ale czyż w t y c h okolicznościach,
w jakich oni żyją, m o ż e być inaczej? Pamiętajmy, że oni nie mają w pośród siebie dworów, które na
Mazurach są tak częste i dają liczne z a r o b k i , że nie widzą n i g d y lepszego gospodarstwa, które c h o ć
z w o l n a , oddziaływa jednak d o d a t n i o na gospodarstwa małorolne, że mają t y l k o piaski lub bagna,
a więc życie prowadzą w ubóstwie lub nędzy" (Brykczyński, „Biesiada Literacka", 1892, nr 8, s. 119, za:
www.kurpie.com.pl).
14

Te same teksty można znaleźć w znajdującej się z lewej strony zakładce Zatrzymaj się w Wachu.

168

�Kurp w Internecie i realu - Zdzisław Bziukiewicz

torii - Józef Siwik. Podjęta przez niego tematyka: założenia miejscowości i jej za¬
siedlenia, zagrody wiejskiej, wnętrza chat czy obuwia, które dawniej noszono, choć
odnosi się tylko do Wachu, to jednak pozwala na głębszą refleksję. D o b r y język,
wnikliwość obserwacji, szczegółowość godna najlepszego etnografa, ilustracje ry¬
sunkowe - to główne zalety omawianych fragmentów kroniki. Chociaż można się
zastanowić, w jakim stopniu owa skrupulatność opisu była efektem talentu, znajo¬
mości rzeczy, a w jakim była wsparta literaturą, np. pracami Adama Chętnika, Anny
Kutrzeby-Pojnarowej czy Kazimierza Moszyńskiego - brakuje jednak informacji na
ten temat w cytowanych fragmentach. Wreszcie teksty współczesne, w większości
pisane przez wieloletnich badaczy Kurpiowszczyzny (Krzysztof Braun; Urszula
Kuczyńska). W swoich artykułach nie tyle opisują ludność kurpiowską, ile wskazują
na zachodzące w tej społeczności zmiany na elementy kultury umożliwiające budo¬
wanie kurpiowskiej tożsamości regionalnej (widoczna jest t u odmienność współ¬
czesnej refleksji na temat Kurpiów, chociaż nierzadko materiałem porównawczym
są prace wcześniejszych autorów, np. Adama Chętnika).
W a r t o również wspomnieć o najmłodszej autorce - Patrycji Kuczyńskiej. N a
stronie są zamieszczone trzy jej teksty: Czym jest antropologia kultury (trzy części), Po­
trzeba kategorii piękna w kulturze współczesnej (dwie części), Przeglądać się w lustrze sensorycznych doświadczeń dzieciństwa (dwie części). Artykuły te są szczególne, koncentrują
się bowiem wokół subiektywnego spojrzenia autorki na kurpiowski świat, z którego
pochodzi i do którego należy (w pełni świadomie). M i m o różnych tytułów można
w nich odnaleźć tę samą refleksję skoncentrowaną na małej ojczyźnie i obudowaną
takimi kategoriami jak: duma z kurpiowskiego pochodzenia, tradycja kurpiowska,
poszanowanie wartości rodzinnych i grupowych. Patrycja Kuczyńska pisze je prze¬
de wszystkim jako zdeklarowana Kurpianka, a dopiero potem studentka antropolo¬
gii kulturowej.
Ze strony można się także dużo dowiedzieć na temat dwóch zawodów stereoty¬
powo łączonych z Kurpiami, t j . bursztyniarstwa (prezentowana jest historia bursz¬
tynu, jego obróbka, narzędzia, specyfika bursztyniarstwa kaszubskiego i kurpiow¬
skiego) i bartnictwa. Przy okazji tego ostatniego warto wspomnieć nie tyle o arty¬
kułach mu poświęconych, ile o przytoczonym tekście przywileju królewskiego za¬
tytułowanego: Przywilej przez Króla Zygmunta JJJ dnia 20 grudnia 1630 roku bartnikom
miasta Nowogrodu udzielony. C h o ć mamy świadomość, że nie oglądamy oryginału, to
prezentowana kopia nabiera cech autentyczności w momencie lektury z ekranu kom­
putera. Decyduje o t y m strona formalna tekstu - zachowane cechy językowe staropolszczyzny oraz samo źródło, dzięki któremu możliwa jest jego lektura: w sieci bo¬
wiem nie ma rozróżnienia na „oryginał" i „kopię" - „oryginałem" jest bowiem dany,
aktualnie otwarty i przeglądany bądź czytany tekst (Burszta 2003, s. 170).
Spośród innych zamieszczonych na stronie informacji warto wspomnieć rów¬
nież o tych dotyczących kurpiowskich zespołów folklorystycznych (m.in. znajdują
się t u teksty na temat najstarszego zespołu, t j . Regionalnego Zespołu Pieśni i Tańca
169

�Katarzyna Waszczyńska

„Zawady", Zespołu Folklorystycznego „Kurpianka-Cepelia" z Kadzidła, K u r p i o w ­
skiego Zespołu Folklorystycznego „Carniacy" z Czarni) i ich repertuaru (można
m.in. zajrzeć do scenariuszy widowiska Król Herod czy Rajby, opracowanych przez
Witolda Kuczyńskiego). Znaleźć można także informacje na temat muzeów i skan­
senów w regionie (m.in. M u z e u m Północno-Mazowieckiego w Łomży Skansenu
Kurpiowskiego im. Adama Chętnika w Nowogrodzie), ale i poza nim (m.in. Muzeum
Kultury Ludowej w Węgorzewie, M u z e u m Budownictwa Ludowego. Park Etnogra­
ficzny w Olsztynku, Klon - żywy skansen pogranicza kurpiowsko-mazurskiego) .
15

Oddzielną grupą są informacje dotyczące gmin i ośrodków kultury. Począwszy
od krótkich wiadomości z zakładki Kurpie (znajdującej się po lewej stronie), doty¬
czących ciekawych miejsc w poszczególnych gminach, a skończywszy na ich ofic¬
jalnych stronach. Łatwo jednak zauważyć, że pan Zdzisław współpracuje głównie
z trzema: Kadzidłem, Czarnią i Lelisem. Informacje o nich znajdują się w środkowej
części strony oraz wśród linków kolumny lewej. Tutaj są umieszczone odnośniki
również do innych gmin i ośrodków kultury Kurpiowszczyzny, ale jak pan Bziukiewicz przyznał:
Jest p r o b l e m z t y m i d o m a m i k u l t u r y - o n i są tak o p o r n i na takie informacje, t o tak j a k b y
i c h nie interesowało, ż e c o ś o n i robią. T r z e b a d o n i c h d z w o n i ć , mailować, żeby p r z y ­
słali jakąś i n f o r m a c j ę [ . . . ] , c i ę ż k i e są te i n s t y t u c j e d o w s p ó ł p r a c y

Ponieważ jednak i jemu brakowało informacji o wydarzeniach kulturalnych,
odbywających się na Kurpiowszczyźnie, postanowił dodać je do swojej strony: „Bo to
było tak, że tu do mnie dzwoniono, mailowano z pytaniami: gdzie, co, więc zacząłem
wrzucać te kalendarze imprez". W efekcie na stronie można znaleźć oddzielną za¬
kładkę Kalendarz imprez ludowych na Kurpiach oraz zamieszczone oddzielnie kalenda¬
rze imprez (często już nieaktualne) organizowanych w poszczególnych gminach
czy placówkach muzealnych. Są także programy imprez i zaproszenia .
16

Powyższy przegląd pozwala na stwierdzenie, że odwiedzający stronę może na
niej znaleźć różne teksty i informacje - od tekstów naukowych po kalendarium i m ­
prez regionalnych i zdjęć wyrobów państwa Bziukiewiczów. I choć zasygnalizowane
wcześniej wrażenie gąszczu informacji może zniechęcać użytkownika, to pomysł
zebrania „wszystkiego o Kurpiach" jest ciekawy i przyciąga zainteresowanych tą
tematyką. Tym bardziej że udostępnienie zebranych materiałów w sieci (warto
17

15

Informacje na temat muzeów i skansenów są powtarzane k i l k a k r o t n i e - można je odnaleźć

w każdej z k o l u m n . W prawej k o l u m n i e znajdują się nawet d w u k r o t n i e , p o d hasłem: Galeria zdjęć oraz
oddzielnie. W a r t o dodać, że informacje te uzupełniają zdjęcia, c z ę s t o w f o r m i e fotoreportażu.
16

Informacje o imprezach można znaleźć również na w w w . k u r p i e . p u n . p l .

17

N o t a b e n e na stronie ( w w w . k u r p i e . c o m . p l ) zamieszczono następującą informację: „Serwis jest

ciągle r o z b u d o w y w a n y C e l e m [jego] jest p r o m o w a n i e i propagowanie k u l t u r y i h i s t o r i i k u r p i o w s k i e j .
Zapraszamy d o współpracy w s z y s t k i c h mieszkańców i miłośników K u r p i o w s z c z y z n y " . W a r t o p o d -

170

�Kurp w Internecie i realu - Zdzisław Bziukiewicz

przypomnieć o jej głównych zasadach: powszechności i dostępności) poszerza krąg
odbiorców . Pan Zdzisław nie ma wątpliwości, że: „Internet to potęga, jest dużo po­
tężniejszy niż książka, bo bezpośredni... ja robię w tej chwili, przygotowuję, i idzie
na cały świat". Pozwala na pozyskanie potrzebnej informacji, często niedostępnej
w tradycyjnej formie:
18

W i e l u r z e c z y w b i b l i o t e k a c h nie spotkasz, t y m b a r d z i e j jak mieszkasz w i n n y m r e g i o ­
nie, t o t y m b a r d z i e j nie spotkasz; o K u r p i a c h i u nas w b i b l i o t e k a c h nic nie ma [ . . . ] ; w i ­
d z ę , ż e s p o r o k o r z y s t a z m o i c h s t r o n u c z n i ó w , s t u d e n t ó w - p o t y c h hasłach w i e m ; za­
dają p y t a n i a takie b a r d z i e j szkolne... d u ż o jest tego... I n t e r n e t d u ż o czasu z a o s z c z ę d z a ,
b o jak jakiś k o n k r e t n y c h i n f o r m a c j i szukasz, n o t o siadasz i t o m o m e n t - z n a j d u j e s z .

Należy dodać, że na stronie www.kurpie.com.pl nie ma archiwum, ale zawsze
można odnaleźć teksty i informacje już wcześniej poznane lub też sięgnąć do in¬
nych, bez strachu, że zostaną usunięte. Takie działanie administratora pogłębia jed¬
nak wrażenie nieuporządkowania informacji.
Równie ważną rolą strony jest promocja działań Zdzisława i Laury Bziukiewiczów. Ich aktywność polega na prowadzeniu warsztatów, lekcji; uprawianiu twór­
czości artystycznej oraz stworzeniu Ośrodka Etnograficznego - Kurpiowskiej Wsi
(tworzące się Prywatne M u z e u m Kurpiowskie). Istnieje wiele możliwości uzy¬
skania informacji o prowadzonych warsztatach i lekcjach. Nawet hasło Poznaj historię
swoich przodków odnosi się do nich, mimo że można by oczekiwać raczej wiadomoś¬
ci sensu stricto historycznych, pochodzących z archiwaliów czy opracowań nauko¬
wych, albo np. wspomnień mieszkańców Kurpiowszczyzny. Informacja o zajęciach
i pokazach jest powiązana z różnymi tematami, ale po kliknięciu otwiera się ta sama
strona, zaczynająca się od słów:
19

Z i t a j t a d o nas. W i m i e n i u m o i m i m o j e j ż o n y L a u r y (znanej k o r o n c z a r k i ) zapraszamy
na w a r s z t a t y e t n o g r a f i c z n e . [ . ] U b r a n i w t r a d y c y j n y strój k u r p i o w s k i przybliżamy
h i s t o r i ę r e g i o n u , jego folklor, o b r z ę d y i z d r a d z a m y t a j n i k i n a s z y c h z a w o d ó w . K a ż d y
ma o k a z j ę s a m o d z i e l n i e o b r o b i ć b u r s z t y n l u b w y d z i e r g a ć f r y w o l i t k ę . Jest t o j e d y n a
okazja, b y w t y m samym m i e j s c u i czasie p o z n a ć te d w i e u n i k a t o w e w skali k r a j u dzie¬
dziny twórczości ludowej.

W t y m krótkim tekście łatwo dostrzec, że autor posłużył się gwarą jedynie
w zwrocie powitania („zitajta do nas"), reszta tekstu jest już po polsku. Posłużenie
kreślić ostatnie zdanie, w którym a d m i n i s t r a t o r daje sygnał, że nie chce tworzyć m o n o p o l u na posia­
daną wiedzę o K u r p i a c h i zgodnie z w y z n a c z o n y m sobie celem jest g o t o w y rozszerzyć g r o n o autorów
zamieszczanych tekstów, informacji, a jednocześnie twórców strony:
18

W zasadzie ich j e d y n y m ograniczeniem jest znajomość polskiego, strona nie ma wersji angielskiej.

19

T w o r c z o ś ć polegająca na w y k o n y w a n i u wyrobów z bursztynu i k o r o n e k - f r y w o l i t e k , które można

podziwiać, klikając na zakładki: Galeria wyrobów kurpiowskich, Galeria wyrobów bursztynowych,
LauryBziukiewicz,

czy na oddzielne l i n k i d o poszczególnych wyrobów.

171

Twórczość

�Katarzyna Waszczyńska

się gwarą oraz informacja o stroju kurpiowskim (oraz zawarta w innym miejscu tej
odsłony informacja o możliwości zjedzenia chleba ze smalcem i wypicia psiwa kozicowego) mają za zadanie podkreślić regionalny charakter spotkań oraz przywiązanie
do tradycji. O t o gospodarze są przewodnikami po dobrze znanej i m kulturze lokal¬
nej, którą są gotowi podzielić się z przybyszami. W tekście znajdują się także zwro¬
ty t y p o w o reklamowe, jak: „jedyna okazja" czy „dwie unikatowe w skali kraju dzie¬
dziny", mające podkreślić wyjątkowość oferty i wpłynąć na decyzję o skorzystaniu
z niej.
20

21

Poniżej tekstu zaproponowano 11 tematów spotkań. Wszystkie opierają się na
dwóch formach przekazu: werbalnym (bezpośrednim - opowieści) oraz manual¬
nym (stworzeniu relacji mistrz - uczeń, w efekcie której wykonuje się koronkę, kwia¬
tek z bibułki, pisankę lub obrabia bursztynowy paciorek). W ten sposób jest prze¬
kazywana wiedza na temat tradycyjnej kultury kurpiowskiej, reklamowany region
- Kurpiowszczyzna, a także sam Wach, oraz jest promowana rodzina Bziukiewiczów. Często bowiem takim w i z y t o m towarzyszy rejestracja fotograficzna lub fil¬
mowa, która wraca z gośćmi do ich miejsc zamieszkania i środowisk, ale też znajdu¬
je się na stronie www.kurpie.com.pl - t u zaczyna pełnić funkcję sprawozdania oraz
zachęty dla innych.
Przywiązanie do regionu państwo Bziukiewiczowie manifestują przez wkładanie
stroju kurpiowskiego - są w nim na zdjęciu na stronie głównej W W W , podczas
imprez regionalnych czy w czasie warsztatów. Zapytany o wykorzystanie stroju pan
Zdzisław powiedział:
T o jest b a r d z i e j p o k a z a n i e t e g o s t r o j u , b o p a n i p o w i e m , ż e p i e r w s z e t a k i e w r a ż e n i e . . .
g d z i e ś j e s t e m na s t o i s k u , n a w e t t u g d z i e ś w pobliżu, t o n a w e t l u d z i e m i e j s c o w i nie
znają s t r o j u m ę s k i e g o : „a g ó r a l e p r z y j e c h a l i " , a jak b u r s z t y n , t o „Kaszub", n o . . . ż e jak
s t r ó j , t o górale, p o p r o s t u k u r p i o w s k i strój nie jest z n a n y t o t y l k o t u t a j się mówi, że
jest z n a n y . . . p o j e c h a l i d o W a r s z a w y c z y c o ś t a m , t y l k o j e d n o s t k i znają k u r p i o w s k i . . .
łowicki, k r a k o w s k i , góralski t o tak, a o K u r p i a c h t o o s t r o ż n i e , n i k t nie p o w i e , ż e t o
kurpiowski.

A zatem noszenie stroju to sposób na przywrócenie wiedzy o nim, także w śro¬
dowisku lokalnym.
W a r t o wspomnieć, że tradycyjny strój ludowy w większości regionów zanikł lub
zmeniał się na przełomie X I X i X X w. p o d wpływem mód i napływu materiałów fab¬
rycznych. Po I wojnie światowej funkcjonował głównie w formule organizacji regio20

C o ciekawe, chleb ze smalcem i k i s z o n y m ogórkiem uznawany jest za tradycyjne jadło w w i e l u

regionach Polski. R ó ż n i c a polega w zasadzie t y l k o w nazewnictwie.
2 1

W tekście znajduje się sformułowanie „zdradzić t a j n i k i " - które można zinterpretować jako „po­

dzielenie się tajemnicą", co przecież jest możliwe t y l k o z osobami zaprzyjaźnionymi, g o d n y m i zaufa­
nia. C z y jednak sam p r z y j a z d d o W a c h u na warsztaty czy lekcje w y s t a r c z y b y znaleźć się w tej szcze¬
gólnej g r u p i e ?

172

�Kurp w Internecie i realu - Zdzisław Bziukiewicz

nalnych, teatrów ludowych, zespołów folklorystycznych. Podobną funkcję pełnił
po I I wojnie światowej, ograniczany jednakże do sfery folkloryzmu. Na Kurpiowszczyźnie nie było inaczej:
Ja nie w i e m , c z y jeszcze 20 lat t e m u t o k t o ś t u p r y w a t n i e s t r ó j miał męski, jeszcze nie
szyły te k r a w c o w e t y c h s t r o j ó w m ę s k i c h , b y ł y w i ę c te s z y t e w d o m u , a jeszcze nie
b y ł o t y c h z a w o d o w y c h k r a w c o w y c h . . . nie b y ł o jeszcze m o d y na stroje [ . . . ] , - stroje
szyli g d z i e ś daleko, na z a m ó w i e n i e dla z e s p o ł ó w . P r y w a t n i e n i k t się nie bawił w to.

Współcześnie strój regionalny może mieć każdy, ale nosić go można z różnych
powodów. Panu Bziukiewiczowi , jak sam twierdził, chodzi o „pokazanie, że to tak
i tak wygląda... no co, w garnitur łatwo jest się ubrać, prawda?", chodzi o „zacho¬
wanie od zapomnienia". Wydaje się jednak, że to coś więcej niż edukacja - to
również deklaracja przynależności do grupy kurpiowskiej, z dumą bowiem pod¬
kreślał: „Ja jestem Kurpiem, ja zawsze byłem" . Niemniej trudno oprzeć się wraże¬
niu, że strój może być traktowany także jako swego rodzaju „ubiór do pracy" .
W pewnym sensie jest on wymagany przez odbiorcę, który jadąc na K u r p i o ­
wszczyznę, oczekuje, że spotka tu Kurpiów w tradycyjnych strojach. To stwierdze¬
nie dotyczy oczywiście określonych sytuacji związanych z lokalnymi festynami czy
imprezami regionalnymi. Podczas nich można bowiem z łatwością wyróżnić twór¬
ców ludowych - ci są ubrani w odpowiednie stroje, oraz właścicieli sąsiednich sto¬
isk z zabawkami, ubraniami, jedzeniem i piciem, ozdobami i t d . , którzy są ubrani tak
jak odwiedzający.
22

23

24

Innym wyznacznikiem regionalności jest posługiwanie się gwarą. Z b i g n i e w
Greń w artykule Śląska lokalność w Internecie (2008) analizuje strony poświęcone Śląs¬
kowi p o d kątem treści oraz wykorzystywania gwary śląskiej. W efekcie wyróżnia

22

Pomijam t u panią Laurę, ponieważ nie jest ona Kurpianką z pochodzenia, chociaż przez swoją

działalność twórczą i edukacyjną postrzegana jest w kontekście k u r p i o w s k i m ; wkłada strój kurpiows¬
k i w p o d o b n y c h sytuacjach co mąż.
23

W a r t o wspomnieć, że na a d m i n i s t r o w a n y m przez Zdzisława Bziukiewicza f o r u m d y s k u s y j n y m

( w w w . k u r p i e . p u n . p l ) j e d n y m spośród 14 zaproponowanych d o dyskusji t e m a t ó w jest: Jestem Kurpsiem!
(Co to znaczy dla Ciebie. Zaszczyt

czy ujma). N i e s t e t y n i k t nie podjął tego wątku. Podobnie zresztą jak

większości innych. Według statystyki liczba użytkowników zamyka się w liczbie sześciu, w t y m sam
administrator. Z a p y t a n y o t o Bziukiewicz przyznał: „Ja zauważyłem, że t u K u r p i e . . . ludzie nie intere­
sują się t y m " . F o r u m działa o d g r u d n i a 2 0 0 7 r. W zamierzeniu miało być miejscem dyskusji na temat
K u r p i i Kurpiowszczyzny, ale także miało być w i r t u a l n y m miejscem spotkań dla t y c h , którzy miesz¬
kają za granicą: „Szczególnie zapraszam Polonię. M o ż e ktoś chce opowiedzieć swoją historię sprzed
lat lub podzielić się ciekawą opowieścią" - czytamy w p o w i t a n i u .
24

Pamiętam jedną z w i z y t u państwa Bziukiewiczów. Widziałam wyjeżdżający o d nich autokar

z wycieczką. M o j ą uwagę zwróciło to, że b y l i o b y d w o j e u b r a n i w stroje, ale ich dzieci (mają trójkę)
już nie. Przy kolejnej wizycie, m i m o że zapowiedzianej, p r z y w i t a l i m n i e w strojach c o d z i e n n y c h
(„cywilnych"). P r a w d o p o d o b n i e uznali, że jej cel jest bardziej p r y w a t n y niż m a r k e t i n g o w y c z y p r o mocyjno-edukacyjny.

173

�Katarzyna Waszczyńska

sześć kategorii stron. W jednej z nich znalazły się strony prowadzone w kodach ofic¬
jalnych (w t y m wypadku w języku polskim, angielskim, niemieckim) z wykorzysta¬
niem kodu lokalnego (w t y m wypadku gwary śląskiej) w celu podkreślenia specyfi¬
ki regionalnej (Greń 2008, s. 435). D o tej kategorii można by również zaliczyć
stronę www.kurpie.com.pl. W zasadzie jest ona prowadzona w języku polskim,
a gwara kurpiowska jest obecna przede wszystkim w zakładkach Gadki kurpiowskie ,
Wiersze kurpiowskie i w pojedynczych zwrotach, jak przywoływane już wcześniej
powitanie „Zitajta do nas". Oczywiście, w zamieszczonych na stronie tekstach tak¬
że można znaleźć fragmenty w gwarze kurpiowskiej, ale zależne jest to od autorów,
a nie administratora. Ten zaś gwary w piśmie nie używa świadomie, tłumacząc: „Nie
wiedziałbym, jak to napisać tą gwarą - to byłoby takie gdybanie; bo to później by
były jeszcze kolejne punkty zaczepienia dla tych, którym się nic nie podoba, nie?".
Kwestia posługiwania się gwarą kurpiowskiej w mowie także nie jest prosta:
25

26

27

Z gwarą t o jest t a k i p r o b l e m , ja g w a r y nie używam, jak ja się u r o d z i ł e m , t o g w a r y tej
w zasadzie nie było, b y ł o jakieś tam mazurzenie, p o j e d y n c z e słowa, nie, ale t a k i e j
g w a r y to, prawdę mówiąc, na t e j trasie d o M y s z y ń c a

28

t o nie b y ł o już p r z y mnie.

A mimo to podczas spotkań warsztatowych stara się używać gwary:
P r ó b u j ę t y l k o n i e k t ó r e słowa, t y l k o takie, ż e b y b y ł y zrozumiałe. B o c o z tego, że ja c o ś
p o w i e m , jak n i k t nie w i e [ o c o c h o d z i ] . T o raczej trzeba u m i a r k o w a n i e z tą gwarą. Jest
parę t a k i c h słów: „zitajta", „chujecki", te n a s z e . . . a t a k t o nie ma sensu.

Można powiedzieć, że w ten sposób stara się zwiększyć atrakcyjność spotkań
w Wachu, ale też zyskuje lepszy kontakt:
Jak taka g r u p a p r z y j e ż d ż a , b i o r ą c przykład t y c h „siurów", n i e ? .

a n o r m a l n i e co d o

d z i e c i a k a p o w i e s z , a t a k „siur", i już jest d o b r z e , już w e s o ł o , n i e ? C z ę s t o t o się r o b i ,
ż e b y g r u p a się śmiała, a nie siedziała jak na l e k c j i .

25

Znajdują się t u gadki autorstwa Leszka C z y ż a , W i t o l d a Kuczyńskiego, Jerzego W a s z k i e w i c z a ,

K u r p i a z Baranowa oraz gadka zapisana przez Adama C h ę t n i k a .
26

A u t o r a m i w i e r s z y znajdujących się na stronie są Marianna Piórkowska i Leszek C z y ż .

27

W c i ą ż trwają prace dialektologów, m . i n . prof. Barbary Falińskiej, która jest autorką opracowania

Gwary Mazowsza,

Podlasia i Suwalszczyzny,

Białystok 2004, ale zapis g w a r y k u r p i o w s k i e j nie jest jedno¬

lity. Współcześnie p o d j ę t o prace nad s t w o r z e n i e m podręcznika d o nauki k u r p i o w s k i e g o , które być
m o ż e uregulują tę kwestię.
28

C o ciekawe, w relacji ks. A n t o n i e g o Brykczyńskiego sprzed stu lat można przeczytać: „Gdy

przejeżdżając przez Kadzidło, zapytałem dzieci bawiących się w kałuży, w bieliźnie m n i e j białej o d ich
włosów, czy w o d a ciepła, a one odpowiedziały » t s i e p ł a « , na p o z d r o w i e n i e zaś chrześcijańskie ode¬
brałem odpowiedź »na sieki sieków«, powiedziałem sobie: o t o p r a w d z i w i Kurpie, bo i m o w a ich tego
d o w o d z i " (Brykczyński, „Biesiada Literacka", 1892, nr 6, s. 86, za: w w w . k u r p i e . c o m . p l ) .

174

�Kurp w Internecie i realu - Zdzisław Bziukiewicz

Poza t y m tworzy spójny obraz Kurpia - ubranego w strój regionalny posłu­
gującego się gwarą i wykonującego jeden z zawodów charakterystycznych dla Kur¬
piowszczyzny.
Ciekawym wątkiem, na który warto zwrócić uwagę, jest także informowanie o mu­
zeum tworzonym w Wachu przez pana Bziukiewicza. Wiadomość ta znajduje się na
stronie www.kurpie.com.pl i innych administrowanych przez pana Zdzisława. M u ¬
zeum to jest różnie nazywane. Na forum www.kurpie.pun.pl widnieje nazwa: O ś ­
rodek Etnograficzny - Kurpiowskiej Wsi, w logo muzeum znajduje się napis: Pry¬
watne M u z e u m Kurpiowskie. Wach, a na jednej z pierwszych informujących o mu¬
zeum tablic: Tworzące [się] - Prywatne M u z e u m Kurpiowskie. Różnice w nazwie są
jednak drugorzędne, choć to one wywołały burzę w środowisku kurpiowskim, na
którą Bziukiewicz reaguje spokojnie:
29

Ja w c z e ś n i e j c z y p ó ź n i e j m a m p l a n z a r e j e s t r o w a ć s w o j e m u z e u m . Ja t u nie r o b i ę
śląskiej c z y m a z u r s k i e j [ w y s t a w y ] , w i ę c c z e m u ma się t o t a k nie n a z y w a ć ? A że t w o ­
r z ą c e się? A d a m C h ę t n i k 15 lat t w o r z y ł [ s k a n s e n ] .

Zdecydowanie bardziej istotny wydaje się sam pomysł powołania prywatnego
muzeum etnograficznego . Pan Zdzisław przyznał: „Szkoda mi tego, że niszczeje,
że gnije to wszystko. W zasadzie, zbierając to, zauważam, że w okamgnieniu to
wszystko zniknie teraz". W zamieszczonym na stronie ogłoszeniu o powstającym
muzeum można zaś przeczytać:
30

N a s z y m c e l e m jest u r a t o w a n i e p r z e d s p a l e n i e m , w y r z u c e n i e m na ś m i e c i l u b o d d a ¬
n i e m na z ł o m o c a l a ł y c h jeszcze e l e m e n t ó w m a t e r i a l n y c h naszej k u l t u r y . Jeśli posia¬
dasz n a r z ę d z i a l u b m a s z y n y r o l n i c z e , s p r z ę t y g o s p o d a r s k i e c z y d o m o w e oraz inne
pamiątki związane z n a s z y m r e g i o n e m - p o m ó ż nam w u r a t o w a n i u i c h p r z e d z n i s z ­
c z e n i e m . P o k a ż m y je m ł o d s z e m u p o k o l e n i u ! O s o b y k t ó r e c h c ą nam p o m ó c w t w o ¬
r z e n i u z b i o r ó w i p r z e k a z a ć eksponaty, p r o s z ę o k o n t a k t .

Prywatnych muzeów, galerii, wystaw, kolekcji jest coraz więcej, nie tylko w me­
tropoliach. Można powiedzieć, że od kilku lat to zjawisko dosyć powszechne. Z jed­
nej strony jest ono efektem globalizacji, która paradoksalnie wywołuje działania od¬
wrotne, polegające na podkreśleniu wyjątkowości swojego miejsca na ziemi, małej
ojczyzny, i wyróżniających ją cech. W a r t o dodać, że mechanizm ten jest wykorzy¬
stywany podczas tworzenia atrakcji turystycznych. Z drugiej zaś wynika z potrzeby

29

Logo muzeum w W a c h u t o biały prostokąt (dwa jego przeciwległe kąty mają kolor zielony), w k t ó ­

r y m znajduje się rysunek sochy ( p o c h o d z ą c y z Kroniki Szkoły Podstawowej w Wachu i p r a w d o p o d o b n i e
autorstwa Józefa Siwika). Logo nie pozostawia wątpliwości, że muzeum prezentuje z b i o r y etnograficzne.
30

N a obszarze K u r p i o w s z c z y z n y są następujące j e d n o s t k i muzealne i skansenowskie: M u z e u m

K u l t u r y K u r p i o w s k i e j w O s t r o ł ę c e , Skansen K u r p i o w s k i w N o w o g r o d z i e , Z a g r o d a K u r p i o w s k a w K a ­
dzidle, O ś r o d e k E t n o g r a f i c z n y D z i e d z i c t w a K u l t u r o w e g o Kurpiów w Lelisie.

175

�Katarzyna Waszczyńska

gromadzenia , otaczania się rzeczami, chociaż nie zawsze uporządkowanymi w ro¬
dzaj kolekcji.
31

Inicjatywa Zdzisława Bziukiewicza jest więc jedną z wielu, a mimo to warto się
przyjrzeć temu prywatnemu muzeum. O t ó ż na stronie ogłoszono: otwarcie nastąpiło
1 kwietnia 2009 r. ; na powierzchni 200 m kw. zgromadzono około 1000 ekspona­
tów z takich dziedzin jak (kolejność zgodna z zapisem na stronie): tkactwo, bursztyniarstwo, stolarstwo, szewstwo, plecionkarstwo, wyposażenie domu i gospodarskie,
maszyny i narzędzia rolnicze; jest to inicjatywa prywatna, finansowana z własnych
oszczędności; zwiedzanie jest bezpłatne. Podczas pobytów u państwa Bziukiewiczów mogłam przekonać się, że liczba 1000 eksponatów jest już nieaktualna. Za każ­
d y m razem pan Zdzisław pokazywał mi, co przybyło, co zmienił, dodał. Nieustan¬
ne powiększanie się zbiorów (zgodnie z hasłem „muzeum tworzące się") pozwala
stwierdzić, że Kurpiowszczyzna nie została p o d t y m kątem wyeksploatowana. Po¬
dobnie jest z formą ich pokazania (wystawiennictwem) i wykorzystania w edukacji
regionalnej. Goście państwa Bziukiewiczów - przy okazji w i z y t y warsztatów czy
lekcji - mogą obejrzeć na wystawie, zorganizowanej w dawnej stodole, przedmioty
codziennego użytku, których używali Kurpie, mogą też posłuchać ich historii,
a wreszcie mogą tych przedmiotów dotknąć i dowiedzieć się, jak się nimi posługi¬
wać. O p r ó c z wzbogacania zbiorów i rozbudowy pomieszczeń pan Zdzisław ma
w planach stworzenie katalogu naukowego zebranych przedmiotów:
32

Z r o b i ę t a k i k a t a l o g i p o t e m b ę d ę szukał t y c h n a z w i w razie czego b ę d ę zmieniał, b o
n i e k o n i e c z n i e m o g ę zawsze d o b r z e zapisać, p o z a t y m g d z i e ś p o sąsiedzku m o ż e b y ć
i n n a , ale ja b ę d ę szukał t a k i e j o g ó l n e j k u r p i o w s k i e j , czasem i p o l s k i e j t r u d n o z n a l e ź ć .

Chce jednak nie tylko stworzyć go w realu, ale także dać możliwość zaglądania
do kolekcji użytkownikom sieci. Już pierwsze zdjęcia (42 obiektów) są dostępne na
stronie www.kurpie.com.pl, choć jeszcze bez pełnych opisów. Można także obej¬
rzeć fotoreportaż z zakładania osnowy na warsztat tkacki.
*
Przybliżając aktywność Zdzisława Bziukiewicza (tę wirtualną i tę realną), zastana­
wiałam się nad jego motywacjami. Sam autor w naszej rozmowie podkreślał:
31

„Pewien rodzaj »gromadzenia« wokół j e d n o s t k i i wokół g r u p y - nagromadzenie materialnego

»świata«, oznaczanie subiektywnego obszaru, który nie jest » i n n y m « - jest p r a w d o p o d o b n i e u n i w e r ­
salny" ( C l i f f o r d 1993, s. 12).
32

W y b ó r daty: 1 k w i e t n i a (prima aprilis), mógł być n i e p r z y p a d k o w y t y m bardziej jeśli weźmie się

p o d uwagę brak przychylności w środowisku k u r p i o w s k i m dla aktywności Zdzisława Bziukiewicza:
„Pierwsze te strony m o j e jak t y l k o ruszyły, zaczęły chodzić, t o t e ż t o środowisko ostrołęckie miało m i
za złe, czemu t o nie oni mają te »kurpie«, ale przecież m o g l i założyć, k t o i m bronił, nie? [ . . . ] tak samo
jest z t y m muzeum".

176

�Kurp w Internecie i realu - Zdzisław Bziukiewicz

Szczerze mówiąc, d u ż o dla siebie r o b i ę . [ . . . ] T a k samo i m u z e u m - t o t e ż dla siebie
[ . . . ] , w t y m sensie ja r o b i ę t o dla siebie, że ja t o lubię ( n a w e t o d n a w i a ć te r z e c z y i tak
d a l e j ) . [ . ] tak, dla s w o j e j satysfakcji, ż e c o ś z r o b i ę i p ó ź n i e j jakoś t o c o ś w y c h o d z i .

Z pewnością jest to rozwijanie zainteresowań, pasja - wyraz cech osobowościo­
wych Bziukiewicza, który przyznaje: „Siedzenie nigdy mi nie odpowiadało". Wyda¬
je się jednak, że te działania pozwalają mu także odnaleźć się w otaczającej rzeczy¬
wistości, t y m bardziej że gdy spojrzeć na rodzinę Bziukiewiczów okiem ekonomisty - to mamy do czynienia z rodzinnym biznesem. W biznesie zaś trzeba nie
tylko pracować, ale też zajmować się public relations, poszukiwać klientów. Temu służą
wszelkie działania promocyjne: informacje w stoisku, noszenie stroju kurpiowskiego,
który można tu potraktować jako rozpoznawalną markę (Bziukiewiczów), możliwość
obejrzenia na stronie W W W wyrobów (ich reklama), zaproszenia na warsztaty
lekcje. W tych działaniach jest jednak i to drugie dno. Robiąc „dla siebie", Zdzisław
Bziukiewicz robi to także dla swoich bliskich, a szczególnie dla dzieci. W sposób
uznawany za tradycyjny dla przekazywania treści kulturowych, tj. poprzez przekaz
międzygeneracyjny (werbalny - opowieści, i pozawerbalny - „bo ja nie bronię i m
wchodzić t u [ d o muzeum] bawić się t y m i rzeczami"), uczy ich kultury kurpiow¬
skiej, w której sam wzrastał. M a nadzieję, że „moje dzieci t u mi pomagając [ . . . ] tego
bakcyla złapią. [ . . . ] M o ż e trochę będą psocić, ale przy okazji i złapią tego bakcyla
- ktoś z nich". C h o ć jednego jest pewien: że wychowanie, które i m daje, pozwoli i m
na określenie, że są Kurpiami tak jak ojciec.
33

Działania Zdzisława Bziukiewicza można także rozpatrywać jako kreowanie
autorytetu dla społeczności lokalnej, a także dla zainteresowanych Kurpiowszczy¬
zną. Jego aktywność w środowisku, pomysły: warsztatów edukacyjnych, strony in¬
ternetowej czy powołania muzeum kurpiowskiego, powodują, że można uznać go
za jednego z przewodników po kulturze kurpiowskiej. Zresztą sam przyznał:
S p o r o jest t a k i c h rzeczy, ż e b e z p o ś r e d n i o dzwonią d o mnie. C z y k t o ś tam r o d z i n y
w Stanach szuka.

n a w e t p o m a g a ł e m p r o f e s o r o w i z U n i w e r s y t e t u Jagiellońskiego, t o

właśnie o g w a r ę chodziło, pisał o g w a r z e góralskiej i c h o d z i ł o o te m a t k i chrzestne, t o
ja tam w c z e ś n i e j w i e d z i a ł e m , t o pytał, jak u nas n a z y w a l i .

t o napisałem - ze d w i e

k a r t k i m a s z y n o p i s u k o m p u t e r o w e g o napisałem na t e m a t t y c h c i o t k ó w , s w a t ó w - jak
było, jak teraz jest. A czasem są i b z d u r n e t e l e f o n y . . . d z w o n i k t o ś ze S z c z y t n a i mówi:
p o w i e d z m i p a n - S z c z y t n o t o są M a z u r y c z y W a r m i a - b o t u w o j n a się dzieje.

W wersji wirtualnej takim przewodnikiem jest strona www.kurpie.com.pl. Ze¬
brane t u materiały i informacje pozwalają na poznanie specyfiki Kurpiowszczyzny,
zamieszkujących tu ludzi, szeroko rozumianej kultury kurpiowskiej. Strona umożliwia

33

W a r t o dodać, że Zdzisław Bziukiewicz sam jest z wykształcenia t e c h n i k i e m ekonomistą.

177

�Katarzyna Waszczyńska

także komunikację z większą liczbą odbiorców, którzy jeśli nie znajdą na niej o d p o ­
wiedzi, mogą zapytać administratora, przesyłając pytanie pocztą elektroniczną,
mogą także wymienić się poglądami, podyskutować.
Dla samego Bziukiewicza strona jest swego rodzaju oknem na świat, możliwością
dotarcia do większej liczby osób. Czasem wystarczy tylko świadomość, „że trochę
więcej ludzi będzie wiedziało", a czasem dzięki informacji zaczerpniętej z Internetu
„ktoś tam przyjedzie - pochwali, to od razu chce się robić, takie jest coś, nie?".
W a r t o dodać, że spośród twórców ludowych Kurpiowszczyzny własną stronę
W W W ma na razie tylko Zdzisław Bziukiewicz. G d y zapytałam, dlaczego - o d p o ­
wiedział bez wahania: „Mam, bo to jestem ja [śmiech]".

Bibliografia
Burszta W.J.
2003
Internetowa polis w trzech krótkich odsłonach, w: Ekran, mit, rzeczywistość, red. WJ. Bur¬
szta, Warszawa, s. 157-175
Castells M .
2003

Galaktyka Internetu. Refleksje nad Internetem, biznesem i społeczeństwem, Poznań

Clifford J.
1993
Kolekcjonowaniu sztuki i kultury, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa", nr 1,
s. 11-16
Greń Z .
2008

Śląska lokalność w Internecie, w: Oblicza lokalności. Ku nowym formom życia lokal­
nego, red. J. Kurczewski, Warszawa, s. 431-441

Hendrykowski M .
2005

Metafory Internetu, Poznań

Mencwel A .
2006

Poza adoracją i negacją. Przesłanki antropologii internetu, w: Wyobraźnia antropolo­
giczna. Próby i studia, red. A. Mencwel, Warszawa, s. 349-378

178

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6018" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5998">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/55275623371e10bd983bd46df80e25cf.pdf</src>
        <authentication>f5cbfb69c1d79bce4361644a7578c29b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71822">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1013</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71823">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71824">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:932</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71825">
                <text>Mongolskie widzenie świata i jego odbicie w grze cagaan mod (wybrane przykłady) / ETNOGRAFIA POLSKA 1980 t.24 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71826">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1980 t.24 z.1, s.121-138</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71827">
                <text>Kabzińska-Stawarz, Iwona</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71828">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71829">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71830">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71831">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71832">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X I V z. 1
I S S N 0071-1861

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

MONGOLSKIE WIDZENIE ŚWIATA I JEGO ODBICIE W GRZE
CAGAAN MOD (WYBRANE PRZYKŁADY)
Wśród badaczy kultury przez wiele lat panowało przekonanie o autoteliczności celów gier i zabaw. Do niedawna sądzono też, że czynno­
ści wykonywane przez uczestników tego typu zachowań nie wnoszą n i ­
czego nowego do kultury, nie tworzą żadnych dóbr ani nowych porząd­
ków *. Czy jednak istotnie działania tych osób pozbawione są mocy
tworzenia wszelkich dóbr? A może po prostu to współczesne społeczeń­
stwa, z których wywodzą się badacze, przypisują t y m tworom znacznie
mniejsze znaczenie i wartości niż produktom pracy?
Sprawa tworzenia dóbr wydaje m i się szczególnie skomplikowana
w przypadku uczestników różnorodnych gier, którzy — zachowując się
zgodnie z obowiązującymi regułami — staczają z sobą walkę „na niby",
nie tworząc nawet tak nietrwałych na ogół produktów ja te, które są
rezultatem działań bawiących się dzieci. Sądzę jednak, że cel zachowań
uczestników niektórych gier może mieć charakter kreatywny, choć osoby
te, w rzeczy samej, nie dodają niczego nowego do rzeczywistości, jaką
zastają w momencie przystąpienia do gry i po jej zakończeniu. Owa krea­
cja odbywa się bowiem nie na obszarze tworzenia dóbr materialnych,
lecz w sferze świadomości, przekonań i wyobrażeń. Uczestnik takiej gry
wierzy głęboko lub usiłuje wierzyć, że swoim zachowaniem spowoduje
np. pomyślne dla siebie i grupy, którą reprezentuje, działania bóstw,
duchów, innych ludzi itp. Przykładem takiej wiary w kreatywną rolę
gry może być właśnie mongolska gra w cagaan mod (białe drzewo). Gra
ta jest jednocześnie przykładem zachowań zabawowych, których funkcja
wykracza poza sferę ludyczną.
1

R C a i l l o i s twierdził пр., że gra i zabawa są zachowaniami odciętymi od
życia rzeczywistego, dziejącymi się niejako na marginesie tego życia, „nie tak
pomyślanymi" itp. (Les jeux et les hommes, Paris 1958). Współcześnie coraz częś­
ciej odchodzi się od tej koncepcji. Patrz np. prace J . S. B r u n n e r Play is
serious business, [w:] Psychology Today, New York 1975, s. 81-83; J . M. R o b e r t ,
M. J . A r t h , R. R. B u s h , Games in Culture, "American Anthropologist", nr 61:
1959, s. 597-605; H . S c h l o s b e r g The concept of the play [w:] -Child's Play,
New York 1971, s. 212-215, D. W. W i n n i c o t t , Play and Reality, New York 1971.

�122

IWONA K A B Z I N S K A - S T A W A R Z

Przystępując do badań nad grami i zabawami pasterzy mongolskich,
stawiałam sobie pytanie o związki tych form działalności człowieka z sze­
roko pojętą kulturą, z życiem rodzinnym, pracą, religią, obrzędowością,
organizacją społeczną i in. Zwracałam także uwagę na pozarozrywkowe
funkcje gier i zabaw, widząc w t y m istotny klucz do wyjaśnienia miej­
sca i roli tego typu zachowań w kulturze mongolskiej. W grach i zaba­
wach starałam się przede wszystkim dostrzec zwierciadło tej kultury,
traktując je (tzn. owe gry i zabawy) jak soczewkę skupiającą wiele
jej cech i świadectwo specyfiki społeczeństwa, u którego je zanotowa­
łam. Takie spojrzenie na grę pozwoliło m i m. i n . ustalić istnienie związ­
ków między cagaan mod a niektórymi wyobrażeniami Mongołów o ota­
czającym ich najbliższym świecie przyrody.
Koncepcja związku gry cagaan mod z niektórymi wyobrażeniami Mon­
gołów o świecie przyrody, którą zamierzam tutaj przedstawić, oparta
jest na stosunkowo niewielkiej ilości materiałów. Należałoby więc trak­
tować ją raczej jako hipotezę, nie zaś jak gotowe, w pełni udokumento­
wane twierdzenie. Na przedwczesną, być może, prezentację swojej kon­
cepcji zdecydowałam się z k i l k u powodów. Jednym z nich było: pragnie­
nie poruszenia w szerszym gronie problemu traktowanego chyba po
macoszemu w naszej literaturze i ukazania jednego ze sposobów, w jaki
może on być, jak sądzę, rozwiązywany. Pragnęłam także zaprezentować
nie znane szerszemu gronu czytelników materiały archiwalne i ciekawe,
czasem unikalne, materiały terenowe, nie mające swego odpowiednika
w literaturze dotyczącej ludów mongolskich. W nielicznych pracach
poświęconych zabawom i grom Mongołów oraz we fragmentach więk­
szych całości traktujących o kulturze tego kraju cagaan mod wymienia­
na jest jako jedna z gier charakterystycznych i popularnych w Mongolii.
Poprzestaje się tam jednak na ogół na opisie reguł gry (dotyczy to
zresztą nie tylko cagaan mod), z rzadka tylko podejmując próbę jej inter­
pretacji i osadzenia w szerszym kontekście kulturowym . Z materiałów
terenowych wiemy, że cagaan mod była popularna w Mongolii jeszcze
w latach trzydziestych-czterdziestych naszego stulecia i że występuje
jeszcze dzisiaj, choć o wiele rzadziej w porównaniu z wymienionym t u
okresem i na znacznie węższym obszarze (w latach siedemdziesiątych
J J występowanie w centralnej części kraju nie zostało np. potwierdzone).
2

e

Materiały, na których opieram swe rozważania, pochodzą z badań,
jakie przeprowadziłam w ramach prac Polskiej Ekspedycji Etnograficz­
nej PAN w centralnej i zachodniej części Mongolii, wśród Chałchasów
i mongolskich mniejszości narodowych, takich jak Eleci, Miangaci i Derbeci. Wykorzystałam t u także informacje, jakie otrzymał S. Szynkiewicz
od Torgutów i Dzachczinów. Część moich informacji wymaga jeszcze
sprawdzenia i uzupełnienia. W przypadku niektórych rozważań (przede
2

Wyjątkiem jest tu tylko P. N i e b o l s i n ,
towskago ulusa, S-Pietierburg 1852, s. 374.

Oczerki

byta kalmuków

choszou-

�M O N G O L S K I E W I D Z E N I E ŚWIATA

123

wszystkim o związkach cagaan mod z kultem ognia i ideą drzewa kos­
micznego) liczba tych informacji musi być znacznie wyższa od posiada­
nej. Muszą one mieć ponadto znacznie szerszy zakres. Tylko wtedy bo­
wiem wnioski, do jakich doszłam analizując reguły tej gry, okoliczno­
ści, w jakich ona występowała itp., będą miały mocniejsze i bardziej
pewne podstawy. R e g u ł y g r y : W grze biorą udział dwie drużyny
o dowolnej, lecz jednakowej liczbie osób płci obojga. Jeden z uczestni­
ków gry, stojąc na linii „start-meta" wyrzuca jak najdalej kawałek drze­
wa w kształcie walca o jasnej barwie i długości pozwalającej na po­
mieszczenie go w zamkniętej dłoni (około 10 cm). Zadaniem uczestników
jest odnalezienie wyrzuconego kawałka drzewa i doniesienie go do linii
mety. Nie jest to sprawa łatwa, gdyż po drodze członkowie grupy prze­
ciwnej usiłują odebrać znalazcy cagaan mod i uniemożliwić zwycięstwo
drużynie, z której pochodzi gracz. Po odniesieniu kawałka drzewa na
metę przez członka jednej z drużyn gra rozpoczyna się od początku.
Wygrywa ta drużyna, która zwycięży kilka razy (np. sześć) z rzędu.
Cagaan mod organizowana jest przede wszystkim podczas letnich i je­
siennych księżycowych nocy, w miejscu oddalonym nieco od jurt mie­
szkalnych. Jej uczestnikami są (i byli zawsze) ludzie młodzi w wieku
13-25 lat. Zasadniczy trzon stanowiły tu jednak osoby w wieku 15-20
lat. Nie można jednakże wykluczyć udziału osób starszych, nawet do lat
•10, informacje o t y m są jednak sporadyczne. W jednym z wariantów
tej gry — o podobnych zasadach, lecz rozgrywanej w zupełnie innych
okolicznościach (przede wszystkim w dzień i w pobliżu jurt) — uczestni­
czyły dzieci w wieku od 7 do 13 lat. Zabawa ta nie ma jednak wiele
wspólnego z poruszanym tu zagadnieniem, ograniczam się przeto do jej
zasygnalizowania.
Dla współczesnych uczestników cagaan mod jest przede wszystkim
okazją do współzawodnictwa i sportowej rywalizacji. Wspomniane wa­
runki, w jakich odbywa się ta gra, sprzyjają też nawiązywaniu kontak­
tów towarzyskich, okazywaniu uczuć wybranej osobie, a także sporadycz­
nym stosunkom seksualnym. Względy te wpływają zapewne decydująco
na charakter uczestnictwa i sprawiają, że najbardziej zainteresowane
udziałem w grze są osoby w wieku 15-20 lat, pozostające w stanie wol­
nym. Przewaga osób w t y m wieku może być podyktowana nie tylko
zainteresowaniami, lecz także, z czysto praktycznego punktu widzenia,
warunkami, jakie muszą spełniać uczestnicy tej gry. Osoby te powinny
odznaczać się sprawnością, zręcznością, siłą, wytrwałością itp., a cechy
te są przede wszystkim atutem ludzi młodych.
Materiały terenowe pozwalają nam przypuszczać (z dużym prawdo­
podobieństwem), że w niedalekiej przeszłości zachowania osób uczestni­
czących w cagaan mod, przede wszystkim zaś ich kontakty seksualne,
miały szersze znaczenie kulturowe, a ich cel wybiegał daleko poza i n ­
dywidualne doznania. Należałoby t u jeszcze wyjaśnić, że stosunki sek-

�124

IWONA K A B Z I N S K A - S T A W A R Z

sualne osób grających w cagaan mod nie miały nigdy charakteru orgii,
nie obowiązywały wszystkich uczestników i nie przez wszystkich były
praktykowane.
Z zanotowanego u Torgutów faktu grania w cagaan mod na Cagaan
Sar (mongolska nazwa Nowego Roku), przypadający na ogół na przełom
stycznia i lutego, oraz z wyjaśnień informatorów S. Szynkiewicz w y ­
snuł wniosek o funkcji cagaan mod jako bodźca dla mającej się rozwi­
jać wiosną przyrody. Stosunki seksualne osób uczestniczących w tej
grze miałyby pełnić rolę pobudzającą przyrodę i w magiczny sposób po­
magać w jej wiosennym odradzaniu i rozkwitaniu. Taka idea nasuwać
może, jak sądzę, przypuszczenie, że przeważająca liczba młodych wie­
kiem uczestników gry mogła być właściwa i pożądana z uwagi na to,
że młodzież najpełniej uosabia siły płodności, jest obietnicą kontynua­
cji, narodzin... Według niektórych informatorów S. Szynkiewicza dobry,
wesoły początek roku, jaki zawdzięczano m. in. tej grze, miał też w r ó ­
żyć radość na cały nadchodzący rok.
Idąc tym tropem, zbierałam materiały, które pozwalają na zweryfi­
kowanie i uściślenie powyższej koncepcji. Przeprowadzając wywiady
z przedstawicielami starszego pokolenia pasterzy (powyżej 60 lat), zwra­
całam uwagę na opis zachowań uczestników cagaan mod, stosowane tu
rekwizyty, czas w jakim gra ta była najczęściej organizowana, oraz
używaną w niej terminologię. Wiele informacji wskazuje na to, że gra
ta miała ścisły związek z kultami i wierzeniami pasterzy mongolskich,
dotyczącymi przede wszystkim tego, co dla pasterza najistotniejsze, przy­
rody i płodności.
U Eletów, Miangatów i Derbetów nie zanotowałam, co prawda, faktu
towarzyszenia cagaan mod obrzędom noworocznym. Nie możemy jed­
nak — choćby przez analogię do innych ludów mongolskich — w y k l u ­
czyć występowania cagaan mod na Cagaan Sar w okresie, którego nie
obejmuje już pamięć współczesnych nam informatorów. Związek między
cagaan mod i Cagaan Sar wydawał się na ogół informatorom niemożli­
wy ze względu na niesprzyjającą pogodę (zima) i niewielką liczbę osób,
jakie znajdują się wówczas w odległości pozwalaiącej na zorganizowanie
tej gry. Z pierwszym argumentem możemy się ostatecznie zgodzić, choć,
jak widzimy, dla Torgutów i Dzachczinów zimno nie było przeszkodą
w zorganizowaniu cagaan mod, choćby w inicjalnej formie 1-2 rozgry­
wek, w dniu Nowego Roku. Drugi z podawanych powodów budzi jednak­
że pewne zastrzeżenia, jako przykład zbyt daleko posuniętej racjonali­
zacji. Ową „niewielką liczbą ludzi" można tłumaczyć generalnie trudności
w zorganizowaniu gry w okresie zimowym, kiedy to pasterze żyją
w znacznym rozproszeniu z uwagi na kłopoty, jakie mają wówczas w y ­
pasane przez nich zwierzęta ze zdobyciem pożywienia. Okres noworoczny
jest jednakże w Mongolii porą wyjątkowego ożywienia kontaktów towa­
rzyskich, spontanicznych spotkań i wizyt rodzinno-sąsiedzkich. Warunki

�M O N G O L S K I E W I D Z E N I E ŚWIATA

125

korzystne dla zorganizowania cagaan mod istniały, według moich infor­
matorów, latem i jesienią ze względu na ciepłą aurę i bliskość ludzi
koczujących ailami (czasowe obozowiska pasterskie) w niewielkiej odleg­
łości od siebie.
Mimo różnicy w czasie występowania cagaan mod, jaką zauważamy na
podstawie informacji uzyskanych u Torgutów i wymienionych tu i n ­
nych ludów mongolskich (dotyczy to przede wszystkim okresu zimowe­
go), zasadniczy cel zachowań uczestników tej gry i jej związek z odra­
dzającą się i rozmnażającą przyrodą pozostaje jednak- bez zmian. Weźmy
na przykład pod uwagę czas występowania cagaan mod u Eletów i Miangatów. Jak twierdzili niektórzy informatorzy, grę tę zaczynano w pierw­
szym dniu lata. Wybór daty nie był przypadkowy. W tym właśnie
dniu, według wierzeń pasterzy, schodził bowiem na ziemię jej gospo­
darz Lus sabdag. Nasuwa się przypuszczenie, że cagaan mod mogła być
organizowana właśnie dla niego dla pozyskania jego przychylności, na
jego cześć. Na podobnej zasadzie oparte były działania myśliwych mon­
golskich, którzy — pragnąc przychylnie nastawić do swych poczynań
istoty odpowiedzialne za pomyślne łowy — zabawiali je śpiewem, m u ­
zyką, starając się także zachowywać niezwykle uprzejmie wobec siebie.
Zanotowane fakty rozpoczynania gry od wyrzucania produktów
mlecznych w kierunku Ałtaju i Changaju, będących, podobnie jak Lus
sabdag, wcieleniem bóstw opiekujących się przyrodą, wskazują wyraź­
nie na związek tej gry z szacunkiem, czcią i kultem, jakim pasterz od
wieków darzył szeroko pojętą przyrodę. Ofiarowywanie produktów
mlecznych duchom i bóstwom przyrody towarzyszyło także ostatniej
w roku grze, którą organizowano dokładnie w 16 dniu 2 miesiąca jesieni.
Był to dzień, w k t ó r y m Lus sabdag opuszczał ziemię. I znów nasuwa
się przypuszczenie, że ofiary z produktów mlecznych były przeznaczone
m. in. dla niego, a gra w cagaan mod miała uroczyście pożegnać Lus
sabdaga i zapewnić pasterzom jego przychylność w nadchodzącym okre­
sie zimowym. Wyrazem tej przychylności miał być przede wszystkim l i ­
czebny wzrost stad. Stosunki seksualne uczestników cagaan mod miały
zaś w magiczny sposób dopomóc w t y m wiosennym akcie narodzin.
Twierdzenie o wpływie Lus sabdaga na liczebność stad opieram m. in.
na informacjach pasterzy o budowaniu figury żaby w wodzie, w której
mieszkał ów gospodarz przyrody, przez osoby k t ó r y m padało bydło.
Owa figurka, będąca wizerunkiem konia Lus sabdaga, miała poprawić
jego usposobienie i zapobiec dalszym stratom. W zachowaniu t y m mo­
żemy wyodrębnić kilka elementów, mających związek z płodnością i z sa­
mym zjawiskiem zmiany. Oto one: 1) figura żaby układana była z kości
zwanych szagaj będących kośćmi przegubu stopy barana, mających, jak
wykazały badania S. Szynkiewicza i autorki, związek z symboliką mno­
gości i płodności; 2) woda, w której budowano ową figurę, ma też w y ­
raźny związek z płodnością i oczyszczaniem; 3) sam koń przez fakt to-

�126

IWONA K A B Z I N S K A - S T A W A R Z

warzyszenia człowiekowi w ważniejszych (przełomowych) momentach
jego życia wydaje się być symbolem zmiany; 4) ofiary przeznaczane dla
różnych bóstw i duchów opiekuńczych przyrody były na ogół wyrazem
prośby o ich przychylność i spowodowanie pomyślności.
Ciężkie warunki, w jakich zimowały zwierzęta, obfite niejednokrotnie
opady śniegu, zadymki, mrozy, trudności paszowe itp. sprawiały, że
część stad, w t y m także dużych i silnych zwierząt, takich jak wielbłądy,
nie była w stanie przetrwać zimy. Nic więc dziwnego, że pasterze róż­
norodnymi zabiegami starali się zapobiec stratom w stadach i wpłynąć
na naturalne rozmnażanie się zwierząt wiosną. Owe magiczne działania
uczestników cagaan mod, mające zapewnić wiosenne odrodzenie się przy­
rody i m. in. ilościowy wzrost stad, są wyraźnie związane z naturalnym
rytmem rozrodczym niektórych zwierząt, przede wszystkim zaś owiec,
stanowiących podstawę mongolskiej gospodarki pasterskiej. Połowa je­
sieni, a więc moment, w którym — według wierzeń pasterzy — od­
chodzi Lus sabdag, jest właśnie okresem intensywnego kojarzenia owiec
i tryków. Początek wiosny, liczony w Mongolii od Nowego Roku, to z ko­
lei pora przychodzenia na świat młodych jagniąt .
Podobny był sens zabiegów uczestników cagaan mod, grających i n ­
tensywnie przez kilka nocy w trakcie i po zakończeniu produkcji woj­
łoku. Czynność ta, będąca jedną z najważniejszych prac pasterskich,
kończy rok gospodarczy. Magiczne działania stosunków seksualnych
osób grających w cagaan mod miały więc zapewne zagwarantować pa­
sterzom wiosenne odtworzenie tego, co zostało zamknięte wraz z zakoń­
czeniem produkcji wojłoku, zapewnić zwierzętom bujną sierść, która bę­
dzie podstawą do wyrobu wojłoku w następnym cyklu gospodarczym.
Należałoby t u może dodać, że warunki panujące w okresie, w którym
wyrabiano wojłok, wyjątkowo sprzyjały organizowaniu tej gry. Sprzy­
mierzeńcem uczestników była zarówno ciepła pora roku z księżycowymi
nocami, jak i charakter pracy, która wymagał obecności i współdziała­
nia wielu osób i zaliczana była przez pasterzy do tzw. wspólnych prac.
Uroczysty charakter gry w cagaan mod w dniach takich, jak wspom­
niany początek lata, produkcja wojłoku, pożegnanie Lus sabdaga i in.,
podkreślany był m. i n . stawianiem talerza z produktami mlecznymi na
linii „start-meta" (taki talerz jest nieodzownym elementem wszelkich
uroczystości w Mongolii), obecnością starców siedzących na tej linii,
częstujących zwycięzców mlekiem, kumysem lub kefirem, oraz śpiewa­
niem na zakończenie gry pieśni „Piękny, letni miesiąc", k t ó r ą u Eletów
i Miangatów wykonywano tylko w szczególnie ważnych momentach,
np. podczas wesela.
Starcy siedzący na linii mety pełnili przede wszystkim rolę obser­
watorów. Każda z grup uczestniczących w cagaan mod miała ponadto
3

3

Dane o naturalnym rytmie rozrodczym owiec zaczerpnęłam z pracy I . M. M a j s k i eg o, Mongolia nakanunie riewolucji, Moskwa 1960, wyd. 2, s. 76.

�M O N G O L S K I E W I D Z E N I E ŚWIATA

127

swego opiekuna, będącego jednocześnie sędzią, który nosił miano achłagcz. Z jego r ą k zwycięzcy przyjmowali mleczne napoje. Achłagcz chwa­
lił też zwycięzców słowami: „Ładnieś znalazł i przyniósł cagaan mod,
dzielny młodzieńcze" (w oryginalne chiin — człowieku). Zważywszy na
wysoką pozycję starców w społeczeństwie mongolskim możemy przypu­
szczać, że ich obecność na mecie nadawała zabawie nie tylko bardziej
uroczysty charakter, ale była jednocześnie wyrazem społecznej akcep­
tacji zachowań jej uczestników i wzmocnienia magicznego charakteru
tych zachowań oraz okazywania najwyższego szacunku opiekuńczym bó­
stwom przyrody, z którą owa zabawa była związana.
Obecność starców była wymagana tylko w tych dniach, w których
cagaan mod miała szczególnie uroczysty charakter. Jednakże i w pozo­
stałe dni, kiedy cel gry był czysto autoteliczny, gdy grano l i tylko dla
samej przyjemności, stwarzano pozory społecznej sankcji starszyzny,
np. przez umieszczenie na linii mety szuby imitującej człowieka lub też
posadzenie osoby młodej, z t y m jednak zastrzeżeniem, ażeby była ona
starsza od najstarszego uczestnika gry choćby o rok.
Zastanówmy się teraz nad wzajemnymi relacjami kontaktów seksual­
nych uczestników cagaan mod z faktem wyrzucania przez nich białego
drzewa. Wyrzucanie drzewa o jasnej barwie na ogół tłumaczyli informa­
torzy, tak jak wiele innych zachowań, względami praktycznymi. Jest
bowiem prawdą oczywistą, że łatwiej odszukać w nocy drzewo o jasnej
barwie niż drzewo ciemne. Wypowiedzi niektórych informatorów poz­
walają nam jednak widzieć w owym drzewie wyrzucanym przez uczest­
ników gry coś więcej niż zwykłą drewnianą pałeczkę. Pozwalają też
sądzić, że wybór białego drzewa dyktowany był nie tylko względami
praktycznymi, lecz drzewo o jasnym odcieniu było w tej grze szczegól­
nie pożądane ze względów kulturowych. Należałoby t u dodać, że w dniach,
w których cagaan mod miała charakter szczególnie uroczysty, biel w y ­
stępowała jeszcze dwukrotnie: białe produkty ofiarowywano duchom
opiekuńczym przyrody, białe były też napoje, którymi częstowano zwy­
cięzców ( i tylko ich!). Wraz z białym drzewem biel występowała więc
w t y m czasie trzykrotnie, a więc w ilości, której Mongołowie nadają
znaczenie symboliczne i magiczne.
Zastanówmy się teraz, dla jakich powodów używano w tej grze bia­
łego drzewa i skąd mogła wziąć się jej nazwa? Na pytanie o cele ca­
gaan mod k i l k u informatorów odpowiedziało mi, że „odbywała się ona
k u uciesze drzewa". Twierdzono także, że drzewo to nie mogło być za­
stępowane żadnym innym przedmiotem o jasnej barwie (np. białym
kamieniem), gdyż „tylko drzewo jest żywe". Zważywszy t ę szczególną
wyłączność i szacunek, jakimi darzyli Mongołowie drzewa, możemy s ą ­
dzić, że drzewo występujące w grze cagaan mod było dla pasterzy sym­
bolem żywej przyrody. Tej przyrody, na którą próbowali oni oddziaływać
swymi zabiegami.

�128

IWONA K A B Z I N S K A - S T A W A R Z

Podobne zachowania zanotowano u XIX-wiecznych Kałmuków. Niebolsin pisał, iż grając wiosną w cagaan modun i dziękując (komu? —
IKS) za pomyślnie przebytą zimę, używali oni kamienia owiniętego białą
wełną pochodzącą z hodowanych przez nich zwierząt . Wełna ta — po­
dobnie jak drzewo — była produktem żywej przyrody. Kamień ułatwiał
tylko stworzenie z niej odpowiedniej piłeczki. Być może, owa wełna,
z której robiono widoczną, zewnętrzną część piłeczki, była dla Kałmuków
symbolicznym przedstawieniem nie tylko samych zwierząt, lecz całej ich
pasterskiej gospodarki. Była ona też zapewne informacją wskazującą
mocom odpowiedzialnym za pomyślność pasterzy kierunek pożądanego
oddziaływania.
Przytoczone tutaj przykłady są wyraźnym świadectwem wiary w kre­
acyjną funkcję gry cagaan mod, wybiegającą poza sferę działań ludycznych i autoteliczne cele gry. Obserwujemy t u także specyficzny sposób
oddziaływania zachowań kulturowych, do jakich należy gra, na świat
natury, żywej przyrody, symbolizowanej tutaj przez drzewo i wełnę.
Dbałość o zachownie naturalnego związku drzewa ze światem przyrody
była przy t y m tak wielka, że nie uciekano się do zabiegów malarskich
w celu rozjaśnienia szarawej czy żółtawej barwy drzewa, lecz pozosta­
wiano ją taką, jaką była w rzeczywistości.
Szukając powiązań cagaan mod z szerzej widzianą k u l t u r ą i mając
na uwadze informacje o organizowaniu tej gry „ku uciesze drzewa", sta­
wiałam sobie pytanie, czy nie istniały jakieś powiązania tej gry z ideą
drzewa kosmicznego. I następnie: gdyby istotnie występowały powiąza­
nia tego rodzaju, czemu miałyby służyć stosunki seksualne uczestników
gry i uroczysta oprawa nadawana jej w wyraźnie wyznaczonych momen­
tach cyklu rocznego?
Teksty pochodzące z terenów Mongolii, zebrane m. i n . przez N . Potanina, świadczą wyraźnie, że Mongołom bliska była idea drzewa kos­
micznego. Według jednego z takich tekstów (informatorem był Elet
z miasta Kobdo, zachodnia Mongolia) drzewo to rośnie gdzieś na zacho­
dzie, jest ono tak ogromne, że w jego cieniu może się skryć 2000 ludzi.
Szyszkami jego są jurty, liście zaś ma ono tak tłuste jak pierogi. Drze­
wo to stoi na równinie, gdzie nie ma ani trawy, ani lasu, ani piasku,
ani kamienia, a gleba jest miękka .
W jaki sposób można jednakże połączyć ową ideę z grą cagaan mod?
Pewne pomysły podsunęły m i badania R. Tomickiego. W wielu prze­
analizowanych przez niego mitach kosmogonicznych i antropogenicznych,
m. i n . z terenów Azji Środkowej i Północnej, wspomina się o osobliwym
drzewie, z którego pierwsi ludzie zjedli owoce, zyskując w ten sposób
4

5

4

N i e b o l s i n , op. cit., s. 374.
G. N. P o t a n i n , Oczerki siewiero-zapadnoj
s. 187-188.
5

Mongolii,

S-Pietierburg 1883,

�M O N G O L S K I E W I D Z E N I E ŚWIATA

129

zdolność rozmnażania się. Mity te są więc dowodem istnienia wierze­
niowego związku między drzewem kosmicznym, którego odmianą jest,
jak mniemam, także znane nam drzewo rajskie, a płodnością człowieka.
Być może właśnie tutaj należy szukać wyjaśnień społeczno-kulturowych
funkcji cagaan mod, jego znaczenia i genezy. Gra ta jest, być może,
swoistym przypomnieniem mitu opartego na tej koncepcji? Nie dyspoluję jednakże żadnymi materiałami, które umożliwiłyby mi weryfikację
tego przypuszczenia. Pozostanę więc na razie przy stosunkowo lepiej
udokumentowanym twierdzeniu o związku między grą cagaan mod
a drzewem jako symbolem żywej przyrody, którą mają pobudzić do roz­
woju zachowania uczestników tej gry.
Jedna z informacji (uzyskana od Eleta), jakie otrzymałam w odpo­
wiedzi na pytanie o cele cagaan mod sugeruje jeszcze jedno możliwe
powiązanie tej gry z wyobrażeniami Mongołów o świecie przyrody. I n ­
formacja ta wskazywała na to, że gra odbywała się nie tylko k u ucie­
sze drzewa, lecz że miała także sprawiać radość ogniowi. Związek jej
z ogniem powtórzył się też w informacji pochodzącej od Miangata, doty­
czył on jednak płaszczyzny filologicznej, mianowicie nazewnictwa grup
uczestniczących w tej grze. Grupy te nosiły nazwę ogień (mong. gał).
W grach drużynowych, występujących na terenie Mongolii, nie spotka­
łam tego terminu, używanego dla oznaczenia poszczególnych zespołów.
Spotykamy go natomiast u Buriatów, gdzie oznacza ognisko, obozowisko
każdej z drużyn biorących udział w masowych polowaniach o charakte­
rze sportowym. Najprawdopodobniej takie samo znaczenie, być może
przeniesione ze zwyczajów myśliwskich, można by wiązać z ową nazwą
gal. W cagaan mod znaczy ona tyle co drużyna. Objaśnienie tej nazwy
za pomocą materiałów etnograficznych wydaje m i się na razie niemożli­
we. Nie tłumaczą jej bowiem ani reguły gry, ani jej oprawa. Pozostanę
więc przy ogniu, znajdującym się na płaszczyźnie wyobrażeniowej, przed­
stawionym przez informatora jako zjawisko, dla którego m. in. organi­
zowano cagaan mod.
Ta nieoczekiwana, przyznaję, informacja o związku tej gry z ogniem
nasunęła m i szereg przypuszczeń i pytań: Czy cagaan mod jest pozo­
stałością jakiegoś obrzędu związanego z kultem ognia, którego istnienie
(tzn. kultu) zostało potwierdzone także na terenach Mongolii? Jak w y ­
tłumaczyć obecność „ognia" w tej grze, nie naruszając dobrze udoku­
mentowanego faktu występowania cagaan mod w funkcji bodźca dla
przyrody? Czy w ogóle zachodzi jakiś związek między owym drzewem
i ogniem występującym w zabawie, a zachowaniami jej uczestników
i niektórymi wyobrażeniami pasterzy o świecie przyrody? Czy ów ogień
i drzewo były tylko drogą, za pośrednictwem której składano ofiary du­
chom opiekuńczym i rządzącym światem przyrody?
Szukając rozwiązania, zaczęłam od odpowiedzi na pytanie, czy ogień
w kulturze mongolskiej miał jakiekolwiek powiązania z płodnością przy9 — Etnografia Polska, X X I V , z. 1

�130

IWONA K A B Z I N S K A - S T A W A R Z

rody, jej odradzaniem się i zamieraniem na czas zimy? Materiały tere­
nowe ekspedycji, a także informacje, na jakie natrafiłam w literaturze
i nieopublikowanych źródłach, wskazują bez wątpienia na istnienie tego
typu powiązań.
Najpełniej i najwyraźniej wskazują na nie niektóre rękopisy prze­
chowywane w bibliotece państwowej w Ułan Bator . Znajdujemy w nich
wyraźne dowody na istnienie kultu matki ognia w przedrewolucyjnej
Mongolii. Świadczą o tym m. in. ofiary z mostka owczego składane jej
w dniu Nowego Roku. Ofiarom t y m towarzyszyły inwokacje, zawiera­
jące na ogół następujące grupy informacji: 1) rodzaj składanej ofiary;
2) dane o stworzeniu matki ognia; 3) opis jej cech zewnętrznych; 4) za­
kres jej wpływów i działania. O t y m zakresie informują nas przede
wszystkim prośby kierowane ku matce ognia, którymi kończy się na
ogół każda inwokacja. Matka ognia występowała pod różnymi imionami,
np. Od Galayiqan lub Gał Eke. Ofiary dla niej były zawsze te same,
przede wszystkim tłuszcz, stanowiący podstawę jej pożywienia. Istniało
natomiast kilka wersji stworzenia tej postaci. Przypisywano je boskiej
woli niebios i ziemskim istotom, np. rodzicom Czyngiz-chana lub jemu
samemu i jego pierwszej żonie, związkowi żelaza lub stali (ojciec) z ka­
mieniem otoczakiem lub krzemieniem (matka). Według innych podań,
przodkami matki ognia były drzewa iwy, rosnące na wierzchołkach
wzgórz Changaj-chana i Burchat-chana .
Postaci matki ognia nadawano cechy ludzkie. Wyobraźnia ludowa
odziewała ją w jedwabne szaty ozdobione guzikami i przepaskami, obli­
cze jej zaś było szerokie i jak jedwab gładkie. Wśród próśb zanoszo­
nych przez składających ofiary możemy wyróżnić dwa obszary działa­
nia Gał Eke. Pierwszy, to obszar wiary i zachowań zgodnych z kanona­
mi religijnymi. Matka ognia ukazywana tu jest jako dobre bóstwo, któ­
re może sprawić, że wszędzie zapanuje religia i towarzyszący jej zespół
obrzędowo-zwyczajowy. Ta część tekstów przepojona jest wyraźnie du­
chem myślenia lamajskiego. Drugi obszar działań matki ognia dotyczy
bezpośrednio interesującej nas sfery płodności i rozwoju przyrody, dzie­
dzin ludzkiej pomyślności mierzonej m. in. dostatkiem bydła i dzieci.
To do matki ognia zanoszono prośby: „Niech rodzi się moje potomst­
wo" . Ona miała też moc obdarowywania człowieka bydłem i była tą,
która czyniła „bydło licznym, jak zboże i kasze" .
6

7

8

9

* Są to rękopisy zatytułowane Księga ofiar składanych
ogniu (biblioteka p a ń ­
stwowa w Ułan Bator, sygnatura 294/G-15 oraz Sutra ofiar składanych
ogniu,
tamże, sygnatura 294.2/G-15. Przekład tych tekstów na język polski został doko­
nany przez S. Godzińskiego. Maszynopis znajduje się w Archiwum Zakładu Etno­
grafii I H K M P A N w Warszawie pod numerem 207.
T. A. B i e r t a g a j e w , Kult bogini-matieri ognia u mongolskich
plemion,
„Sowietskaja Etnografija", vol. 6: 1973, s. 120-125.
Sutra ofiar składanych
ogniu, s. 28.
» J.w.
7

8

�131

M O N G O L S K I E W I D Z E N I E ŚWIATA

Twierdzenie o przypisywaniu matce ognia wpływu na rozwój rodzin
i stad, stanowiących ich materialne zabezpieczenie, można ponadto po­
przeć informacją o składaniu ofiar i oddawaniu czci matce ognia (o imie­
niu Ut) podczas obrzędu weselnego, kiedy to proszono ją o pomyślność
dla młodej pary .
Siady k u l t u matki ognia zachowały się też, jak przypuszczam, w nie­
których obrzędach występujących do niedawna na terenie Mongolii.
Do ohrzędów tych należy np. doroczne składanie ofiar, m. in. z mostka
owczego, na przeznaczonych specjalnie do tego celu usypiskach kamieni,
tworzących pojedyncze wzgórki zwane owoo, jak mówiono u Eletów
i Miangatów — „dla przyrody". Można t u także z pewnością zaliczyć
zwyczaj obdarowywania mostkiem owczym kobiet podczas uroczystości
weselnych.
Teksty świadczące o występowaniu kultu matki ognia na obszarze
Mongolii pochodzą z końca X V I I I i pierwszej połowy X I X wieku oraz
z przełomu wieku X I X i X X . W t y m samym okresie powstały jednakże
teksty, które dowodzą, iż nie mniejszym szacunkiem darzono wówczas
męskich gospodarzy-opiekunów ognia . Postacie bóstw ognia były nie­
jednokrotnie utożsamiane z samym ogniem. Poszczególne rękopisy, na
które się tutaj powołuję, pozwalają jednak wnioskować, że mimo tego
utożsamiania płeć bóstwa-opiekuna była przez pasterzy wyraźnie uświa­
damiana.
10

11

1 0

O kulcie bogini-matki ognia patrz także: N. N. P o p p e, Zum Feuerkultus oei
den Mongolen, „Asia Major", Leipzig 1925, vol. 11, fasc. 1, s. 130-145; C . R. В a w d e n, Mongol Notes, 1. The Lauvain fire ritual, "Central Asiatic Journal", Hagues
1963, vol. 8, nr 4; В. R i n t c h e n , Les materiaux pour Vetude du chamanism.e
mongol, "Asiatische Forschungen", Wiesbaden 1959, Bd 3., N. L . Ż u k o w s k a j a ,
Narodnyje wierowanija
Mongołów i buddizm, [w:] Archieołogija
i etnografija Mongolii, Nowosibirsk 1978, s. 29, 33.
1 1

O kulcie męskiego bóstwa ognia donoszą między innymi teksty zapisane
przez Ch. Luwsanbaldana, znajdujące się w jego prywatnym posiadaniu. Tłumacze­
nia tych tekstów, dokonane przez S. Godzińskiego, przechowywane są w Archiwum
Zakładu Etnografia I H K M P A N pod numerem 207. Jeden jest tekstem barga-buriackim, pochodzącym z Mongolii Wewnętrznej (przełom X V I I I - X I X w.), drugi
zaś nosi trudny do odczytania tytuł tybetański i jego przynależność do którejś
z grup etnicznych Mongolii jest sporna. W innych tekstach znajdujemy wyraźne
ślady jednoczesnego w y s t ę p o w a n i a na terenie Mongolii kultu męskiego i żeńskiego
bóstwa ognia. Przykładu dostarcza W. K . W j a t k i n a , która w pracy Mongoly
Mongolskoj Narodnoj Riespubliki,
[w:] Trudy Instituta Etnografii (Moskwa 1960,
t. 60) na stronach 225-226 pisze o składaniu ofiar przeznaczonych dla p a n a
o g n i a o imieniu Sorongcon Gombo. Wymieniając inne zwyczaje mongolskie
Wjatkina pisze: „Jeżeli po zarżnięciu owcy okaże się, że w jej wnętrzu znajdował
się płód, to jagniątko to namaszcza się tłuszczem pochodzącym z żołądka tej
owcy i rzuca w ogień. M ó w i ą [Mongołowie — I K S ] , że bogini ognia ma trzyletniego
chłopczyka, któremu rzucają to jagnię w charakterze jadła" (s. 241).
Badania
1948-1949.

prowadzone

przez

Wjatkinę

na

terenie

Mongolii

obejmują

lata

�132

IWONA K A B Z I N S K A - S T A W A R Z

K u l t matki ognia, jak większość tzw. kultów kobiecych w wielu k u l ­
turach, jest zapewne w Mongolii kultem starszym od kultu gospodarza
czy też męskiego bóstwa ognia. Przyczyny stopniowego zastępowania
jednego obiektu kultu przez inny nie są w tej chwili istotne dla moich
rozważań. Szczególnie ważne jest natomiast, że mimo zmiany płci obiek­
tu kultu, jaka nastąpiła na niektórych terenach Mongolii, utrzymany
został zakres działań opiekuna ognia. Ofiary, jakie mu składano (przy
czym nie notujemy żadnej różnicy w charakterze ofiar i uzależniania
ich od płci bóstwa-opiekuna) miały w każdym przypadku na celu wszel­
ką kreację, pomnożenie dóbr składającego je, a więc jego rodziny i stad,
zdrowia i innych niematerialnych wartości. W jednym z tekstów i n ­
wokacji skierowanej do męskiego bóstwa ognia znajdujemy na przykład
strofy: „obdarz dostatkiem jagniąt, aż wypełnią chugen [tj sznur z p ę ­
tlami do wiązania jagniąt — przyp. tłumacza S. Godzińskiego], daj
dostatek dzieci, aż wypełnią kołdrę" . Widzimy więc, że ogień uważa­
ny był za wcielenie płodnych sił przyrody i siłę odpowiedzialną jedno­
cześnie za tę płodność, niezależnie od płci bóstwa opiekującego się nim
lub utożsamianego z ogniem .
Wróćmy teraz do cagaan mod i jej magicznego wpływu na rozwój
przyrody. Informacje o wyraźnym związku ognia z płodnością nasunęły
mi hipotetyczne przypuszczenie, że działanie uczestników gry mogło być
również skierowane k u bóstwu ognia, nie tylko k u mniej lub bardziej
upersonifikowanym duchom odpowiadającym za różne miejsca, zjawi­
ska atmosferyczne, stan stad itp. Być może były one pierwotnie skie­
rowane wyłącznie k u bóstwu ognia? Z czasem zaś, wraz z nasilaniem
się kultu licznych bóstw przyrody, ten jednoznaczny personalny związek
mógł być przeniesiony na szerszy krąg postaci (o cechach bardziej ogól­
nych, syntetycznych) mających spełniać prośby pasterzy. Tego rodzaju
transformacje znane są dobrze z terenów wielu krajów, m. in. także
położonych na terenie objętym wpływami lamaizmu . Być może zwią12

13

14

1 2

Tekst barga-buriacki zapisany przez Ch. Luwsanbaldana (por. informacje
zawarte w przypisie 11).
Przedwczesne i nazbyt schematyczne były, jak się wydaje, ustalenia Ż u k o w ­
skiej, która, pisząc np. o stopniowym przejmowaniu cech i funkcji przypisy­
wanych bogini-matce w świecie lamajskim przez inne postacie panteonu, orzekła,
że takie funkcje, jak stworzenie świata, zarządzanie czasem, pogodą itp. przyjęły
na siebie bóstwa męskie, żeńskie bóstwa zaś odpowiedzialne były za kontynuację
rodu ludziego, małżeństwo, rodzinę i dzieci N. L . Ż u k o w s k a j a , Formy prokulta prirody w pantieonie i Hluałach lamaizma, [w:] Rieligija i mi/ologija narodów
Wostocznoj i Jużnoj Azii, Moskwa 1970, s. 100-104. Taka była za­
pewne generalna tendencja w świecie lamajskim; niemniej jednak podany tu przeze
mnie przykład przypisywanej — jeszcze na przełomie X I X i X X wieku (teksty
Wjatkiny) przez Mongołów —• odpowiedzialności za losy i rozwój rodziny zarówno
męskim bóstwom opiekującym się ogniem, jak i postaci jego matki, w s k a z y w a ł y b y
na istnienie wyjątku od tej reguły.
1 3

'jawlenija

1 4

Przykłady takiego swoistego mieszania się e l e m e n t ó w wierzeń

szamańskich

�M O N G O L S K I E W I D Z E N I E ŚWIATA

133

zek cagaan mod z ogniem jest tak dawny, że nie obejmuje go pamięć
współczesnych informatorów ani też ustne przekazy, na których mogą
się oni opierać. Czy jest to jednak jedyny powód braku większej ilości
informacji o jakimkolwiek związku tej gry z ogniem?
Zastanówmy się jeszcze nad informacjami, które mogłyby pośrednio
wskazywać na istnienie tego rodzaju związków w przeszłości. Weźmy np
pod uwagę zarzucone już niemal powszechnie organizowanie cagaan mod
na Cagaan Sar. Czy może być jakiś związek między występowaniem tej
gry w tym właśnie okresie a kultem ognia i mongolskimi wierzeniami
0 wpływie ognia na rozwój przyrody? Zważywszy na to, że Nowy Rok
był w Mongolii m. in. okresem składania ofiar bogini (czy też ogólnie
bóstwu) ognia z wiadomym nam celem pozyskania jej przychylności,
który to zwyczaj był jednym z elementów obrzędowości noworocznej
mającej zapewnić pasterzom dobrą przyszłość, związek, o którym t u
mowa, jest zupełnie możliwy. Funkcja cagaan mod byłaby t u analogicz­
na do tej, jaką przypisywano tej grze występującej w innych (lepiej
uświadamianych przez współczesnych pasterzy) przełomowych momen­
tach cyklu kalendarzowo-gospodarczego. Cagaan mod, przeznaczona dla
bóstwa ognia, miałaby więc również pobudzać odradzającą się wiosną
przyrodę.
Okres nowego roku był też w świadomości wielu społeczeństw nie
tylko czasem odtwarzania się, odradzania przyrody, lecz generalnie cza­
sem ponownych narodzin wszelkich zjawisk, m. i n . i ognia. To wieczne
odradzanie przypominane było poprzez opowieści mityczne i różnorodne
misteria. I znów nasuwa się hipotetyczne przypuszczenie, iż źródła ca­
gaan mod leżą gdzieś w mitycznym kręgu wierzeń o powstawaniu życia
1 wszelkich zjawisk, w misterium nawiązującym do stworzenia ognia
z drzewa iwy...
Jest to jednakże tylko jeszcze jedno przypuszczenie.
Zauważmy jednak, że i w t y m domniemanym obrzędzie, w którym drze­
wo dawałoby życie ogniowi w sposób mityczny (zgodny zresztą z pra­
wem natury), zostałyby zachowane idee kontynuacji i narodzin, k t ó r y m i
przepełniony jest zespół noworocznych zwyczajów i wierzeń. Niezależ­
nie więc od tego, czy drzewo i ogień występujące w cagaan mod wcho1 5

i lamajskich na terenach objętych w p ł y w a m i tej religii podaje np. Ż u k o w s k a
w cytowanej powyżej pracy oraz w swojej książce Łamaizm i rannije formy rieligii,
Moskwa 1977, s. 80. Patrz także recenzja z tej książki, pióra S. S z y n k i e w i c z a ,
zamieszczona w bieżącym numerze „Etnografii Polskiej".
Nie wiadomo dokładnie, z jakiej części Mongolii pochodzi tekst przytoczo­
ny przez Biertagajewa (za D. Banzarowem), w którym znajdujemy informacje
o mitycznym związku genealogicznym między drzewem i ogniem. Czy mógł on
powstać w centralnej części Mongolii, gdzie jako paliwo używany jest wyłącznie
suchy nawóz zwierzęcy? Czy też powstał w części zachodniej, która obok nawozu
u ż y w a także drzewa? W wielu informacjach o pochodzeniu ognia, jakie przytacza
Potanin (patrz przypis 5), nie znajdujemy jednak potwierdzenia występowania tego
typu skojarzeń na terenach północno-zachodniej Mongolii.
1 5

�134

IWONA K A B Z I N S K A - S T A W A R Z

dziłyby z sobą w układ, w k t ó r y m dominująca rola przypadałaby drze­
wu lub ogniowi, niezależnie od tego, czy gra ta jest pozostałością kultu
ognia, k u l t u drzew symbolizujących żywą przyrodę, czy w ogóle k u l t u
jakichkolwiek sił mających wpływ na świat żywej przyrody, czy jest
to pozostałość noworocznego obrzędu oczyszczania , przypominania m i ­
tów kosmogonicznych i prapoczątków różnych zjawisk, zawsze, w każ­
dym z możliwych rozwiązań, występuje jej wyraźny związek z płodnoś­
cią, życiem i kontynuacją.
Zwróćmy jeszcze uwagę na gest, jakim jeden z uczestników gry wy­
rzuca kawałek drzewa. Drzewo to, wyrzucone w górę, spada następnie
łagodnym łukiem na ziemię, co staje się sygnałem do rozpoczęcia po­
szukiwań. Możemy oczywiście twierdzić, że gest ten nie ma żadnego zna­
czenia. Przypuszczam jednak, że i ów gest wyrzucania drzewa, jak i cała
gra, świadczy o związku cagaan mod z wizją świata przyrody stworzoną
przez całe pokolenia pasterzy mongolskich. Wydaje m i się, że ten gest
może równie dobrze przemawiać za związkami tej gry z kultem ognia,
którego pochodzenie kojarzone jest z drzewami i w y rosnącymi na wierz­
chołkach gór Changaj-chana i Burchat-chana, jak i za związkami z k u l ­
tem bóstw przyrody, dla których ofiary często były wyrzucane k u
górze, w kierunku domniemanego stałego lub czasowego miejsca ich
zamieszkania.
Sposób widzenia świata u pasterzy mongolskich uzewnętrznia się też
w zakończeniu cagaan mod, organizowanej w dniach bardziej uroczy­
stych. W tych dniach, według niektórych przekazów miangackich, chłop­
cy biorący udział w grze, zakończywszy boje o drzewo, próbowali jesz­
cze swych sił w zapasach (zachowując przy t y m podział na dwie grupy,
te same, które ścierały się w cagaan mod), dziewczyny zaś śpiewały
pieśń „Piękny letni miesiąc". Zastanówmy się, w jakim celu mogły być
organizowane owe zmagania chłopców zmęczonych już chyba udziałem
w cagaan mod? Dlaczego były to właśnie zapasy, a nie jakakolwiek inna
forma przedłużenia gry? Dlaczego wreszcie przystępowano do tych za­
pasów tylko w dniach bardziej uroczystych?
Zachowanie chłopców, podobnie jak i cała ta gra oparta na r y w a l i ­
zacji, zdaje się t u przypominać o odwiecznej walce człowieka z przyrodą
i człowieka z człowiekiem. Walkę tę zaś podejmuje przede wszystkim
16

i e

Dokładny opis takiego noworocznego obrzędu oczyszczania za pośrednictwem
ognia znajdujemy np. u P. K . Kozłowa, (Mongolija i Kam, Moskwa, 1947, wyd. 2,
s. 161) oraz u W. W. R o c k h i l l a (Tftg Land of the Lamas, London 1891,
s. 113-115). W obrzędzie tym, jak podaje np. Kozłów, Mongołowie widzieli sposób na
oczyszczenie się z grzechów minionego roku i jednoczesne wybawienie od wszelkich
złości i napaści w roku nadchodzącym. Po ceremonii spalenia figurki ofiarnej
(balin) wszyscy uczestnicy obrzędu biegli do swych domów, nie oglądając się
za siebie, aby wszelkie nieszczęścia spalone w ogniu nigdy już do nich nie
wróciły.

�M O N G O L S K I E W I D Z E N I E ŚWIATA

135

mężczyzna. Dziewczyny śpiewające wymienioną pieśń nie były już zo­
bowiązane do zachowania uprzedniego (zabawowego) podziału na grupy,
lecz łączyły się w jeden zespół, uosabiając t y m samym, jak m i się w y ­
daje, pojednanie i pokój.
Taka forma zakończenia cagaan mod zdawała się przypominać o od­
wiecznym podziale społecznym według płci i o różnicy w rolach pełnio­
nych przez kobietę i mężczyznę. Występowanie cagaan mod па Cagaan
Sar, czy też w dniach szczególnie silnie związanych z cyklem gospodarczo-kalendarzowym, potwierdzałoby sens takiego przypominania.

Iwona Kabzińska-Stawarz

i
T H E M O N G O L I A N V I E W O F T H E W O R L D AND I T S R E F L E C T I O N
T S A G A A N MOD G A M E

IN T H E

Summary

!
!
i
1

Until recently tsagaan mod has been among the popular Mongolian games.
Based on the competition of two teams trying to recover a wooden stick thrown
far away by one of the participants, it attracted mostly youth aged 15-20 years.
Conditions in which this game was usually played — warm, moonlit nights —
facilitated social contacts, helped to bring out feelings towards chosen partners
and (in single instances) led to sexual unions. Studies carried out by S. Szynkiewicz
and the author have shown that behaviour of participants in tsagaan mod, once
had a wider cultural meaning. The time of the game (New Year, beginning of
Summer, mid-Autumn and the end of agricultural seasons) indicates its obvious
links with the economic-callendar cycle. Field materials suggest that sexual
relations during cagaan mod — depending on the period the game was played —
were to magically awaken to life Spring nature, to ensure its revival after
a usually hard winter time. The author suggest that the purpose of tsagaan mod
exceeded the rules of a simple game. It was of a creative type and fulfilled
important cultural functions chiefly due to the close behavioural links of its
participants with fertility and nature — two aspects so important to herdsmen.
The importance of tsagaan mod was also indicated by the setting during
particularly festive occasions — plates with milk products were placed at the
finishing line, the elders were present and watched the game, winners were
served with milk drinks and a suitable song was sung at the end of the game.
Basing on herdsmen's information concerning the organization of the game —
to „the joy of the tree" ("Since only trees are alive)" —• the author concluded
that the piece of wood appearing in the game symbolized the living and
regenerating nature which was to be influenced by the behaviour of tsagaan
mod participants. On the basis of information relating to the organization of the
game also "to the joy of fire", the author advances the hypothesis on links
between tsagaan mod and the fire cult. To support this thesis and the well
documented statement that the game represented an impulse for developing nature,
she quotes many examples (including literature and 18th-19th centuries Mongolian
manuscripts) providing evidence that fire was supposed to exert influence on the
fertility of the world of nature and of human families. The author supposes

�136

IWONA K A B Z I N S K A - S T A W A R Z

that tsagaan mod might have been originally organized exclusively for the fire
god to win his favour and hence — certain specific advantages. Only with the
passing of time and the spreading of cults of many deities responsible for
nature, particular places, herds, atmospheric phenomena etc., the circle of figures
who were to fulfil herdsmen's wishes, became wider and synthetized. The author
sought to confirm links between tsagaan mod and the fire cult also by information
on the periods the game was held (above all during the New Year) and by the
behaviour of participants (gestures).
The author presented, moreover, hypothetical deliberations on the genesis of
tsagaan mod. She thought to detect it, among others, in a suggested New Year
mystery play representing the mythological birth of fire from the sallow tree
or (one not excluding the other) in the symbolic New Year rite of purifying oneself
from sins by means of fire.

Ивона Кабзиньска-Ставаж
МОНГОЛЬСКОЕ МИРООЩУЩЕНИЕ И ЕГО ОТРАЖЕНИЕ В ИГРЕ ЦАГААН МОД
Резюме
Еще недавно цагаан мод принадлежала к весьма популярным монгольским играм.
Имеющая в своей основе соревнование двух коллективов, стремящихся отыскать деревян­
ную палочку, заброшенную далеко одним из участников, она привлекала прежде всего юно­
шей в возрасте 15-20 лет. Обстоятельства, при каких обычно шла эта игра — теплые безлун­
ные ночи — способствовали, между прочим, устанавливанию товарищеских связей, про­
явлению чувств избранникам, а также порой и сексуальным связям участников. Исследо­
вания, проведенные С. Шинкевичем и автором статьи, выяснили, что такое поведение лиц,
участвующих в игре, имело некогда широкое культурное значение. Время, к какому приуро­
чивалась эта игра (новый год, начало лета, середина осени, окончание хозяйственного се­
зона), указывает на ее бесспорную связь с календарно-хозяйственным ритмом. Материалы,
полученные путем местных исследований, позволяют полагать, что половые сношения
участников цагаан мод — в зависимости от времени игры — должны были магическим
образом побуждать к жизни возрождающуюся весной природу или же гарантировать ско­
товодам возрождение ее после обычно тяжелого зимнего периода. Автор стремится дока­
зать, что цель игры состоял не в самом увеселении, что эта игра имела созидательный ха­
рактер и выполняла важные прежде всего культурные функции тесной связи поведения ее
участников с тем, что наиболее важно для скотовода: с плодородием и природой.
О придавании важного значения цагаан мод свидетельствовало также и оформление,
сопутствующее этой игре в особенно торжественные моменты: на линии финиша ставилась
тарелка с молочными продуктами, присутствовали старики-судьи и наб-людатели игры,
в заключение состязаний пелись соответствующие случаю песни.
Основываясь на сведениях, почерпнутых у пастухов, об устраивании игры, чтобы обрадо­
вать дерево, и запрете заменять его каким-либо другим объектом („ибо только дерево — жи­
вое"), автор приходит к заключению, что дерево символизировало в игре живую, возрождаю­
щуюся природу, на которую должно было воздействовать поведение участников цагаан мод.
На основании сведений об устраивании этой игры также чтобы обрадовать огонь автор ставит
гипотез о связи цагаан мод с культом огня. В поддержание этого тезиса и для сохранения
хорошо документированного утверждения о роли этой игры как стимула для развивающейся
природы автор приводит многочисленные примеры (м. пр. из литературы и монгольских
рукописей X V I I - X I X вв.), свидетельствующие о приписывании огню влияния на плодо-

�M O N G O L S K I E W I D Z E N I E ŚWIATA

137

родность мира природы и количественное развитие человеческих семей. Автор полагает,
что цагаан мод первоначально могла устраиваться исключительно для божества огня ради
его покровительства при получении определенных благ, и только со временем, вместе с рас­
пространением культа многих существ, покровительствующих как природе, отвечающих
за атмосферные явления и т. п., так и отдельным местностям, стадам, круг существ — ис­
полнителей желаний скотоводов расширился и синтетизировался. Подтверждение несомненносги связи цагаан мод с культом огня автор ищет м. пр. в сведениях о времени, когда ус­
траивают эту игру (прежде всего в новогодний период) и в некоторых видах поведения ее
участников, м. пр. в жестах.
В статье представлены также гипотетические рассуждения над генезисом цагаан мод.
Автор доискивается его м. пр. в предполагаемой новогодней мистерии, изображающей
рождение огня и дерева ивы, или же (причем первое не исключает второго) в символическом
обряде очищения от грехов через посредство огня.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6019" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5999">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4617759966acf854df1e1f6d3b2a7edd.pdf</src>
        <authentication>d55b731ddf6def47bdebd745a1ca1f0d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71833">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71834">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71835">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:933</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71836">
                <text>Funkcje kultury tradycyjnej we współczesnym społeczeństwie MRL / ETNOGRAFIA POLSKA 1980 t.24 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71837">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1980 t.24 z.1, s.139-166</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71838">
                <text>Sokolewicz, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71839">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71840">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71841">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71842">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71843">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X I V z. 1
I S S N 0071-1861

ZOFIA

SOKOLEWICZ

FUNKCJE K U L T U R Y TRADYCYJNEJ
WE WSPÓŁCZESNYM SPOŁECZEŃSTWIE M R L
W R A C A J Ą C DO POCZĄTKU B A D A Ń

Lansowane w badaniach kultury podejście genetyczne może i na­
wet winno być stosowane w historii nauki. Wielokrotnie bowiem, w cza­
sie trwających lata realizacji projektów badawczych, zapomina się o p y ­
taniu postawionym na samym początku. Ulega ono stopniowym prze­
kształceniom i niejednokrotnie pozostaje bez odpowiedzi, bo końcowy re­
zultat stanowi odpowiedź na pytanie całkowicie różne od pierwotnego.
Uświadomienie sobie tego pierwszego pytania sprzed lat jest niezbęd­
ne nie tylko z racji obecnej konferencji — międzynarodowego spotka­
nia mongolistów — lecz przede wszystkim ze względu na przyczynę te­
go spotkania, to jest uroczystość 55-lecia pracy naukowej i 75-lecia uro­
dzin założyciela etnograficznych ekspedycji w Mongolii profesora dr.
Witolda Dynowskiego, kierownika Katedry Etnografii Uniwersytetu War­
szawskiego w okresie od 1945 do 1973 roku, twórcy i kierownika Działu
IV, a później Zakładu Etnografii Powszechnej I H K M P A N w okresie
od 1954 do 1970 roku, założyciela i redaktora „Etnografii Polskiej" К
Większość p y t a ń badawczych w etnologii i etnografii wynikała zazwy­
czaj z czyjegoś zdziwienia, czy nawet zadziwienia ludzką odmiennością,
a u ich podłoża leżało metafizyczne w swej istocie pytanie o to, k i m
jesteś lub k i m jestem? O postawieniu i szczegółowym sformułowaniu
pytań decyduje sytuacja, w jakiej stykamy się z t y m „innym" czło­
wiekiem. O mongolistycznych zainteresowaniach W. Dynowskiego, a po­
średnio o późniejszej tematyce ekspedycji, zadecydowała też sytuacja
owego pierwszego spotkania, czy raczej pierwszych spotkań . Jego reak2

1

Jubileusz prof. dr. Witolda Dynowskiego zorganizowany został w części do­
tyczącej dorobku Profesora w zakresie etnografii Polski w dniach 11-12 maja
1978 roku w Uniwersytecie Warszawskim oraz w części dotyczącej etnografii pozapolskiej w dniach 26-28 października w Uniwersytecie Warszawskim i Instytu­
cie Historii Kultury Materialnej P A N . W tych dniach odbyła się międzynarodo­
wa konferencja poświęcona tematowi „Tradycja we współczesnej kulturze Mon­
golskiej Republiki Ludowej".
W a ż n y m i wydają się pewne elementy życiorysu W. Dynowskiego. Urodzony
w Charbinie w rodzinie polskiego inżyniera, budującego tzw. kolej chińską,
2

�140

ZOFIA

SOKOLEWICZ

cja na k u l t u r ę mongolską była bowiem reakcją Polaka patrzącego na nią
nie tylko przez pryzmat rolniczej, szlacheckiej u podłoża, kultury for­
mującej się warstwy inteligencji. Było to spojrzenie Polaka, dla którego
Wschód utożsamiał się z k u l t u r ą chińską i którego najbardziej zaszoko­
wała odmienność kultury mongolskiej w porównaniu z chińską. A więc,
jak to się dzieje, że w bliskiej odległości i bliskich kontaktach, połączone
siecią dróg i infrastrukturą polityczną, egzystują obok siebie dwa, nie­
jako odrębne światy. Symbolem kultury chińskiej w oczach młodego
wówczas podróżnika stał się przepych tej kultury, odpowiadające mu
zdyscyplinowanie, ale też potężna ekspresja tłumów, wszystko znajdują­
ce najpełniejszy wyraz w postaci barokowo (dla Europejczyka) potrak­
towanych postaci smoków. Tymczasem uderzającą cechą kultury mon­
golskiej było coś, co można określić skromnością i wstrzemięźliwością.
Pałac Bogdogegena w ówczesnej Urdze był znacznie skromniejszy od
siedzib chińskich namieistników nie tylko w samych Chinach, ale i na
okrainach imperium. Skromność ta nie była wynikiem ubóstwa. Kultury
pasterskie na ogół są uboższe w zasoby od rolniczych, niemniej jednak
to one zgromadziły szokujące Europejczyków bogactwa świątyń. Nie
z tego więc wynikała skromność kultury mongolskiej. Może żywiołowy
charakter kultury pasterskiej powlókł lekkim nalotem wywodzący się
z Tybetu lamaizm, może zdecydowała o tym, mimo lat kontaktów, właś­
nie przynależność do innego w gruncie rzeczy kręgu kulturowego?
Na czym więc polega odmienność k u l t u r y mongolskiej, z czego wywo­
dzi się, jak się ma do pobliskich centrów cywilizacyjnych Azji i świata:
Chin, Indii i Tybetu oraz Europy. Jak wpływa ich bliskość na dynami­
kę rozwoju tej kultury.
3

TEORIA

INFRASTRUKTURY

KULTURY

Poszukiwanie odpowiedzi na powyższe pytania rozpoczął W. Dynowski
w 1963 roku, podejmując wysiłki zorganizowania ekspedycji etnogra­
ficznej do Mongolii na mocy umowy między Mongolską a Polską Aka­
demią Nauk. Przez wszystkie wcześniejsze lata tkwił on jednak mocno
w pracach nad etnografią polską w postaci uogólnionego pytania o re­
lację między obszarami o prężnej dynamice rozwoju kultury. Pytanie to
w y c h o w y w a ł się zarówno w Polsce jak i w Rosji. Maturę uzyskał w 1921 roku
w Charbinie. Śmierć ojca spowodowała, że jeszcze w czasach szkolnych zarabiał
na utrzymanie, uczestnicząc w okresie wakacji w połowach na łososie na Kamczat­
ce oraz w polowaniach na zwierzęta futerkowe na Aleutach w rejonie K o ł y my, Indigirki i Anadyru. Z tego okresu w y w o d z ą się kontakty z kulturą mon­
golską. W 1922 roku okrężną drogą przez Władywostok i Nachodkę W. Dynow­
ski powrócił do Europy.
W. D y n o w s k i , Współczesna
Mongolia, W r o c ł a w - W a r s z a w a - K r a k ó w
1968,
3

s. 71 n.

�FUNKCJE KULTURY TRADYCYJNEJ W MRL

141

stawia W. Dynowski najpierw jako asystent prof, dr Cezarii Baudouin
de Courtenay Ehrenkreutz-Jędrzejewiczawej w Katedrze Etnografii Uni­
wersytetu Wileńskiego, próbując wyjaśnić różnice etnograficzne między
Żmudzią i Auksztotą (problem formułowany już wcześniej przez L . Krzy­
wickiego, H. Łowmiańskiego) . Po drugiej wojnie światowej formułuje
problem odmienności dynamiki rozwojowej Kurpiów w obrębie Mazow­
sza i Podlasia i wreszcie samego Podlasia . Mongolia, Żmudź i Auksz­
totą, Kurpie czy Podlasie są to szczegółowe przypadki bardziej ogólnej
sytuacji. W k a ż d y m z nich mamy do czynienia z blisko przebiegający­
mi, ale nie przecinającymi terytorium, szlakami handlowymi łączącymi
odległe nieraz ośrodki wysokiej cywilizacji. Szlak taki staje się więc tym,
co Dynowski określa kanałem „niosącym drożdże kulturowe cywiliza­
cji" i — jak należałoby się spodziewać — wpływa dynamizująco na te­
rytorium, przez które przebiega, oraz zamieszkującą je ludność. Nie­
które jednak kultury mimo bliskości szlaku korzystają w niewielkim
stopniu z płynących nim informacji i tworzą obszary „zakapsulowane"
(jak często mawia Profesor). Droga bowiem, przebiegając przez teryto­
rium lub w bliskiej od niego odległości może przechodzić jednocześnie
jakby mimo niego, pozostawiając mijane kultury bez śladów swego dy­
namizującego wpływu. I tak miała się właśnie sprawa z wymienionymi
obszarami charakteryzującymi się zwolnionym rytmem przeobrażeń, to
jest z Auksztotą, Kurpiami i Podlasiem.
4

5

6

Wszyscy etnografowie polscy w mniejszym lub większym stopniu py­
tali o znaczenie ośrodków tak zwanej wysokiej cywilizacji w rozwoju
kultury, wszyscy musieli, rekonstruując na t y m lub innym odcinku prze­
biegi zmian kulturowych, brać pod uwagę ich wpływ, konsekwencje
kontaktów międzykulturowych etc. W. Dynowskiego interesowało jed­
nakże co innego niż współczesnych mu etnografów. Nie odczytywał lo­
sów kultury z kształtów przestrzennych zasięgów jej form, jak czynił
to Moszyński w swej stereometrycznej, choć weryfikowalnej historycz­
nie teorii kultury . Nie badał losów grupy osadniczej w możliwie naj7

4

W. D y n o w s k i , Barwne kufry chłopskie
z okolic Wileńszczyzny
i Polesia,
Wilno 1934; t e n ż e ,
Sztuka ludowa Wileńszczyzny
i 'Nowogródczyzny,
Wilno
1935; t e n ż e Zagadnienie archaizmu ziem północno-wschodnich
Polski, Polesia oraz
ich wschodniego pogranicza, ss. 250, maszynopis, archiwum prywatne W. Dynow­
skiego.
W. D y n o w s k i , Słowo wstępne,
[w:] Kurpie. Puszcza Zielona, WrocławWarszawa-Kraków 1962, pod red. A. Kutrzeba-Pojnarowej.
W. Dynowski wyłożył swoją koncepcję na wykładach dla studentów Między­
uczelnianych Obozów Etnograficznych w okresie od 1964 r. do 1978 г., tzn. od
12 do 27 МОЕ, które były organizowane na Podlasiu. Zostanie ona opublikowana
w planowanym razem z Muzeum im. K. K l u k a w Ciechanowcu opracowaniu
poświęconemu koncepcji, wynikom i funkcjom МОЕ w 1979 r.
Z. S o k o l e w i c z , Teoria kultury Kazimierza Moszyńskiego
jako punkt wyj­
ścia dla badań etnogenetycznych,
„Etnografia Polska", t. X X I I I : 1979 z. 2.
5

8

7

�ZOFIA SOKOLEWICZ

dłuższym odcinku czasowym, aby na tej podstawie odczytać prawidło­
wości rozwoju jej kultury, jak proponował to Dobrowolski . Nie intere­
sował go charakter treści kultury ludowej, czemu poświęcał swe badania
J. S. Bystroń , ani struktura zjawiska kulturowego przeżywanego przez
informatorów, badana przez C. Baudouin de Courtenay E h r e n k r e u t z - J ę drzejewiczową . Interesował go przebieg ładunków kulturowych i wy­
miana między obszarami odmiennie „naładowanymi". Ta odmienność
stawała się warunkiem ruchu na obszarze kulturowym. Do osiągnięcia te­
go celu konieczna jednak była aktywność obu stron. Losy Auksztoty
i Żmudzi, losy Podlasia świadczyły, że obszary znajdujące się w klesz­
czach różnych szlaków handlowych i politycznych mogą oprzeć się lub
raczej pozostać obojętnymi wobec potencjalnej wymiany kulturowej i że
kilkadziesiąt kilometrów w głąb od szlaku można spotkać zastanawiająco
konserwatywne środowiska kulturowe.
8

9

10

Tak to młodzieńcze pytania o charakter kultury mongolskiej owo­
cowały w postaci modelu teoretycznego, służącego do wyjaśniania od­
miennych historycznie rzeczywistości. W świadomości badacza pozo­
stało jednak urzeczenie mongolską k u l t u r ą pasterską. I dlatego w pra­
cach poświęconych Europie znajdują się rozważania na temat roli ko­
czowników w tworzeniu pomostu między Azją i Europą. W rozprawie
o archaizmie ziem północno-wschodnich Polski znajdujemy taką ocenę
roli koczowników: „Gdy Mongołom udało się opanować i zjednoczyć
pod swą władzą wszystkie stepy od Doliny Węgierskiej do Chin, po­
wstała wówczas bezpieczna i dogodna śródlądowa arteria komunikacyj­
na do nawiązania stosunków między przylegającymi krajami. Jednolity
system rządów na olbrzymiej przestrzeni Eurazji zapewniał pod opieką
&gt;pax Mongolica« szeroki rozwój handlu i wymiany dóbr kulturowych.
Przy t y m układzie stosunków politycznych step traci dotychczasowy
swój charakter ustawicznego źródła niepokoju i na wzór arterii wod­
nych raczej łączy niż dzieli. Na ten okres przypada uaktywnienie w y ­
miany dóbr pomiędzy Zachodem i bliskim oraz dalekim Wschodem [...]
Pomimo zbliżenia za pośrednictwem stepów odległych centrów c y w i l i ­
zacji wysokiej chińskiej, perskiej i europejskiej, w samych stepach jed­
nak nie pozostało trwałych osadów tranzytu (wyjątek mogą stanowić
nowa religia i nieliczna literatura), step nadal też dzielił bierną północ
od wciąż jeszcze aktywnego południa" .
u

8

K . D o b r o w o l s k i , Studia nad kulturą pasterską
w Karpatach
północnych,
Typologia wędrówek
pasterskich od XIV do XX w., „Wierchy", R. 29: 1961, s. 11.
Z. S o k o l e w i c z, Bystronia kultura „otwarta",
„Kultura", R. X : 1972 nr 28
(474).
A Z a d r o ż y ń s k a , Fenomenologiczna koncepcja historii kultury, „Etnogra­
fia Polska", t. X I I : 1968.
D y n o w s k i , Zagadnienie archaizmu..., s. 9.
9

1 0

1 1

�FUNKCJE KULTURY TRADYCYJNEJ W MRL

143

Cytat ten ilustruje nie tylko charakterystyczne dla niektórych pol­
skich badaczy okresu międzywojennego zainteresowanie wpływem ko­
czowników na losy Europy i k u l t u r ę różnych jej grup etnicznych, lecz
również wskazuje, że w polu zainteresowań Dynowskiego pozostają nie
małe kultury lokalne, ich historie i struktury, ale usytuowanie niektó­
rych z nich i ich reakcje na interkontynentalną infrastrukturę handlu
czy polityki. Tak więc — co pozostanie nie bez wpływu na badania
późniejszych ekspedycji etnograficznych — interesują go procesy za­
chodzące na dużych obszarach i dopiero w tej skali dające się odczy­
tać, procesy zachodzące w dość długim czasie k i l k u przynajmniej lub
kilkunastu wieków. W takim tylko czasie da się bowiem odczytać ten­
dencję rozwojową kultury formowaną przez wiele ośrodków, przy ba­
daniu której należy uwzględnić wiele zmiennych, doczekać się aż upły­
wający czas zniweluje okresowe wzloty aktywności lub depresji kulturo­
wej i ukaże się badaczowi wypadkową: to, co konstytuuje ciągłość k u l ­
tury na danym obszarze, a co wyraża niezmiennie podstawową relację
między człowiekiem i środowiskiem geograficznym i wzajemną relację
między grupami ludzi to środowisko aktywizującymi. Z tego też powo­
du tak wielką wagę przywiązuje Dynowski do podstawowych formacji
geograficznych Europy północno-wschodniej i Azji środkowej, to jest
lasu i stepu oraz do szlaków tworzonych zgodnie z logiką narzuconą
przez środowisko, ale nabierających mocy i znaczenia dzięki aktywności
człowieka.
B A D A N I A K U L T U R Y T R A D Y C Y J N E J WSPÓŁCZESNEJ M R L

Zagadka odrębności kultury ciągu płaskowyży i kotlin Azji Środko­
wej, w k t ó r y m usytuowana jest Mongolska Republika Ludowa, pasjo­
nuje do dziś wielu badaczy. W momencie jednak podejmowania prac
polskiej etnograficznej ekspedycji w Mongolii rozwiązania tej zagadki
nie uważano za podstawowy cel. Z natury rzeczy wiedza o miejscu Mon­
golii w infrastrukturze kultury kontynentu azjatyckiego, a częściowo
i europejskiego, niezbędna jest, by prawidłowo wyodrębnić ten system,
k t ó r y określa się mianem kultury mongolskiej, od jego szeroko rozu­
mianego otoczenia. Nie podejmowaliśmy jednak badań nad samą infra­
s t r u k t u r ą . Badania infrastruktury należą do takich, które można ujmo­
wać jedynie w kategoriach dużej przestrzeni i długiego czasu, a prze­
cież ekspedycja zawężała swe prace do MRL. Decyzja o zawężaniu się
z małymi wyjątkami do źródeł etnograficznych, i to pochodzących z MRL,
też przesądzała niejako sposób ujęcia tematu. Można by próbować od­
powiedzieć jedynie na pytanie o specyfikę kultury ludu, kultury, która
może właśnie dzięki licznym kontynentalnym powiązaniom nie została
wchłonięta przez k u l t u r ę chińską tak aktywnie ekspandującą od połud­
nia zarówno w sferze handlu, jak i polityki. Przyjęcie lamaizmu nie

�144

ZOFIA

SOKOLEWICZ

musiało oznaczać kulturalnego poddania się Tybetowi (zwłaszcza wobec
tezy o wcześniejszym zmongolizowaniu T y b e t u ) . Również wobec wpły­
wów wielkoruskieh od północy kultura mongolska okazała się, jak i w po­
przednich wypadkach, otwarta i przyjmująca wiele, ale nie tracąca nic.
ze swej indywidualności.
Na podstawowe pytanie o specyfikę kultury Mongolii poszukiwano
odpowiedzi w dwóch płaszczyznach: 1) przeszłości reprezentowanej przez
kulturę tradycyjną oraz teraźniejszości, dla której elementy ustroju so­
cjalistycznego uznano za istotną zmienną niezależną. Nie próbując od­
powiadać na pytanie o specyfikę ustroju socjalistycznego w warunkach
społeczeństwa pasterskiego, poszukiwano informacji o specyfice kultury
pasterskiej w warunkach ustroju socjalistycznego. Za podstawowe ele­
menty ustrojowe, mające zasadniczy wpływ na k u l t u r ę , uznano centra­
lizm demokratyczny i gospodarkę planową, która wyrażała się m. in.
w spektakularnym procesie przechodzenia pasterzy nomadów do stałego
osadnictwa. Dla realizacji tak rozumianych celów prowadzono badania
nad rekonstrukcją tradycyjnego wzoru pasterskiej mongolskiej k u l t u r y
oraz jej zmian.
Zmiany w tradycyjnej kulturze Mongolii badano w różny sposób.
Wskazywał na nie w swej książce W. Dynowski poprzez opis zmian jej
historyczno-społecznego kontekstu . Pozostali członkowie ekspedycji
pisali o nich, akcentując zachowanie rodzimych elementów k u l t u r y
w urbanizującym się stepie poprzez podniesienie ich rangi do symbolu
w sztuce współczesnej — malarstwie, literaturze, rzeźbie, tańcu i pieś^ n i . Wskazywano przede wszystkim na ciągłość kultury wyrażoną trwa­
niem wybranych elementów kultury tradycyjnej. Opisując zmianę k u l ­
tury, opisywano również zjawiska nowe, jak na przykład nowo powsta­
jący wzór kultury miejsko-robotniczej lub nowy wzór rodziny dzia­
łającej w ramach współczesnej struktury społeczno-gospodarczej pu­
blikowany przez S. Szynkiewicza . Każdy z członków ekspedycji:
J. Olędzki, D. Markowska, J. Wasilewski czy ja sama opisywaliśmy wte­
dy kulturę tradycyjną jako zbiór elementów występującego systemu g i 12

1S

1 4

1 5

1 6

17

1 2

Szczegółowiej i w dość radykalnej formie przedstawiona na I I Międzyna­
rodowym Kongresie Mongolistów w Ułan Bator w 1970 r. przez I. Szimę (Praga).
D y n o w s k i , Mongolia..., s. 10-12.
D. M a r k o w s k a , Urbanizacja
stepu, [w:] Studia mongolskie,
Wrocław
1969.
J . Ol ę d z к i, Rodzimość
i ludowość we współczesnej
narodowej sztuce Mon­
golii, [w:] Studia mongolskie, Wrocław-Warszawa 1969, s. 99-112.
W. D y n o w s k i , Modernizacja Mongolii w dwóch ustrojach
społeczno-po­
litycznych, [w:] Z badań nad społeczeństwem
i kulturą
Mongolii. Studia mongol­
skie, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1973.
S. S z y n k i e w i c z , Współczesna
rodzina pasterska. Niektóre
cechy cha­
rakterystyczne, [w:] Studia mongolskie, W r o c ł a w - W a r s z a w a - K r a k ó w 1969, s. 81-99.
1 3

1 4

1 5

16

1 7

�FUNKCJE KULTURY TRADYCYJNEJ W MRL

145

nących lub też mniej lub bardziej harmonijnie przenikających do współ­
czesności i szukających miejsca w nowym systemie kultury.
Nie zmienia postaci rzeczy, że od początku niepokoiła nas myśl, że
owe zachowane elementy kultury tradycyjnej: jurta, koń, pięć rodza­
jów zwierząt, związane z nimi czynności i zabiegi czy niektóre czynności
magiczne mają współcześnie inne znaczenie, niż miały je w kulturze
tradycyjnej. I że zachowanie ich do dziś nie znaczy, że w głębokiej
strukturze k u l t u r y nie zachodzą zmiany o fundamentalnym znaczeniu
dla całej kultury mongolskiej. Przebłyski tego niepokoju widać w ar­
tykule S. Szynkiewicza o budżetach rodzinnych , w artykule L . Mroza
0 opozycji mleko—mięso i tradycja—współczesność . Istotny materiał
w tym względzie przynoszą ankiety zebrane przez ekspedycję na temat
młodych pasterzy i wykonywanego przez nich zawodu, ich motywacji
pozostania przy nim lub jego zmianie, budzących się potrzebach i spo­
sobach ich zaspokajania .
Mnie samą zainteresowała ta sprawa jako problem badawczy w mo­
mencie, gdy przystąpiłam do pracy nad opisem możliwości samorealiza­
cji jednostki w ramach tradycyjnego kulturowego wzoru pasterskiego
1 po jego zrekonstruowaniu zaczęłam się zastanawiać nad sposobami jego
indywidualizacji w warunkach współczesnego społeczeństwa mongol­
skiego . Na uboczu pozostawiłam na razie sprawę powstawania obec­
nie wzorów kulturowych konkurencyjnych w stosunku do wzoru trady­
cyjnego. Próbowałam jedynie odpowiedzieć na pytanie, w jakim stopniu
ów tradycyjny wzór zachował się i czy daje jednostce te same możli­
wości samorealizacji co dawniej.
Pierwszą część pracy dotyczącej sposobu indywidualizacji tradycyj­
nego wzoru kulturowego zawęziłam początkowo tylko do sfery gospo­
darczej i zakończyłam konkluzją, że w tej właśnie sferze znacznie więcej
możliwości tworzenia wariantów wzoru kulturowego mieli mężczyźni
niż kobiety. Byłoby to zresztą zgodne z podobnymi badaniami nad spo­
łeczeństwami chłopskimi. Wszystkie bowiem podstawowe wartości tra­
dycyjnej k u l t u r y mongolskiej, dające możliwości indywidualizacji wzo18

l 9

20

21

2 2

1 8

S. S z y n k i e w i c z , Struktura konsumpcji mieszkańców
stepu. Analiza bu­
dżetów
rodzinnych jednego somonu, [w:] Studia mongolskie, W r o c ł a w - W a r s z a w a Kraków-Gdańsk 1973, s. 79-109.
L . M r ó z , Rytm torguckiego koczowania, „Etonografia Polska", t. X X I : 1977
z. 1 s. 137-152.
I. K a b z i ń s k a - S t a w a r z , Czas wolny i rozrywka młodzieży
pasterskiej
w Mongolii, „Etnografia Polska", t. X X I : 1977 z. 1, s. 154-172.
Z. S о к o 1 e w i с z, Grupa Chalcha w zespole kulturowym Azji
środkowo­
wschodniej, [w:] Studia mongolskie, W r o c ł a w - W a r s z a w a - K r a k ó w 1969, s. 13-29;
t e n ż e , Tradycyjny
wzór kulturowy pasterzy mongolskich, „Etnografia Polska",
t. X X : 1976, z. 2, s. 67-83; t e n ż e , The possibility of individual cultural
expre­
ssion and the values in traditional mongolian pastoral culture, „Ethnologia Polona",
vol. 3: 1977, ss. 47-59,
S o k o l e w i c z , The possibility of individual...
1 9

2 0

2 1

2 2

10 — Etnografia Polska, X X I V . z. 1

�146

ZOFIA dOKOLEWICZ

ru, można sprowadzić do troski o bydło (podstawę utrzymania) oraz
obronności (terytorium, stad). Były to w zasadzie sfery działalności
mężczyzn.
Z pierwszymi wiąże się doskonalenie technik pasterskich i przejawy
indywidualnej troski o bydło, rozwój wiedzy o zwierzętach i środowisku
przyrodniczym. Istniało t u pewne pole dla aktywności kobiet, znacznie
jednak mniejsze niż mężczyzn. Z drugimi wiążą się zachowania zmierza­
jące do zawierania i utrzymywania sojuszy, odróżniania swoich od ob­
cych, panowania nad przestrzenią, co łączy się ze szczególną pozycją
konia, zdobywaniem sprawności fizycznej. Te wartości były przede
wszystkim rozwijane przez mężczyzn. Kobiecie pozostawało w zasadzie
dość ściśle określone powtarzanie wzoru kobiecego gospodyni i matki.
Istniała więc zasadnicza odmienność wzoru mężczyzny i kobiety wyraża­
jąca w powyższym układzie cechy adaptacyjne k u l t u r y i stanowiące
o jej kontynuacji aż po współczesność, do momentu, w którym nastę' puje zasadnicza zmiana systemu wartości.
W równocześnie prowadzonych europejskich badaniach nad znacze­
niem kultury tradycyjnej w kulturze współczesnej, nad t y m , w jaki
sposób tradycja spotyka się ze współczesnością, doszłam do wniosku
0 istotności funkcji adaptacyjnych kultury tradycyjnej . Charakteryzu­
jący obecny wiek szybki rozwój cywilizacji, ustawiczne poszukiwanie
nowych sposobów życia, nowych rozwiązań technicznych, ale i społecz­
nych, jest dobrem, ale i zagrożeniem dla człowieka. Układ kulturowy
bowiem, do którego odnosić on może i oceniać nowe wartości zmienia
się tak szybko, że oceny te stawały się w praktyce niemożliwe. W tej
sytuacji kultura tradycyjna, czyli inaczej wyselekcjonowane dziedzictwo
kulturowe, może decydować o złagodzeniu owego przyspieszenia. Pozo­
stawienie jej oznaczało, że przynajmniej część wzoru kulturowego była
niezmieniona. Ona stanowiła ogniwo łączące człowieka z przeszłością,
decydowała o t y m jak —• mocno wrośnięty w przeszłość — zyskiwał
nieco czasu, by zaadaptować się do nowych w a r u n k ó w życia. Wiemy,
że nie jest rzeczą obojętną, czy człowiek zmienia naraz całą swoją skórę,
jeżeli to jest w ogóle praktycznie możliwe, czy też tylko pewną jej
część i jaką.
Jeżeli to samo pytanie o funkcje adaptacyjne kultury tradycyjnej
postawić w odniesieniu do współczesnej kultury MRL, to okaże się, że
w dużej mierze jest to pytanie o charakter pasterstwa mongolskiego
1 sposób, w jaki ono się zmienia.
Dyskusje, w których wiązano pasterskość z mongolskością — z faktem
bycia Mongołem w całym wymiarze historycznym tego pojęcia — zato23

2 5

Z. S z y f e l b e j n - S o k o l e w i c z ,
Plon, obrzęd
i widowisko,
WrocławW a r s z a w a - K r a k ó w 1967, por. s. 123 n. Wspomniana problematyka opracowywana
jest obecnie w ośrodku warszawskim w ramach problemu w ę z ł o w e g o pt. K u l ­
tura narodowa, jej tendencje rozwojowe i percepcja.

�FUNKCJE KULTURY TRADYCYJNEJ W MRL

147

czyły bardzo szerokie kręgi. Dotyczyły one jednak przede wszystkim ze­
wnętrznych niejako cech pasterstwa: faktu hodowli pięciu rodzajów zwie­
rząt, szczególnego związku z koniem, sprawności fizycznej z t y m zwią­
zanej oraz szeregu podobnych cech, których dalej nie wymieniam ze
względu na brak miejsca. Wydaje się jednak, że jest to częściowa i nie­
pełna charakterystyka. W gruncie rzeczy zachowanie pasterstwa nie
musi oznaczać zachowania kultury tradycyjnej. Nowe pasterstwo posiada bowiem szereg cech obcych pasterstwu tradycyjnemu.
SPOSOBY PRZEKAZYWANIA

WIEDZY PASTERSKIEJ

!

2 i

23

2 4

25

2 6

Archiwum Zakładu Etnografii I H K M P A N , 1/71 (dalej: A Z E ) .
A Z E I H K M P A N , 1/71.
A Z E I H K M P A N , 154 (1968).

I

!

„Dawniej, kiedy rodził się młodniak, ludzie jagnięta od razu od j u r t y
przynosili. Wtedy wydawało m i się to ładne, normalne. Odkąd należymy
do spółdzielni, jagnięta rodzą się w chaszanie i od razu są w specjalnym
pomieszczeniu, już zwierzęta z ludźmi nie mieszkają. Wydaje mi się to
teraz dobrze" . Kobieta, która to powiedziała, doświadczyła w swoim
życiu owej bliskości ze zwierzęciem, której symbolem było przeniesie­
nie jagnięcia lub wielbłąda do jurty. Przeżyła również oddzielenie się
człowieka od zwierzęcia. Jurta, do której nie przynosi się zwierząt,
staje się od tego momentu przestrzenią czysto ludzką i od tego momentu
może być inaczej traktowana. Staje się przestrzenią wyodrębnioną na
innej zasadzie, niż miało to miejsce w kulturze tradycyjnej, może już
odpowiadać potrzebom człowieka nowoczesnego. Ta sama informatorka
chciałaby „utrzymywać jurtę tak czysto jak w mieście mieszkanie" ,
choć nie wynika to z jej specjalnych zamiłowań jako gospodyni (sama
na przykład przyznaje, że nie lubi czynności domowych, jak na przykład
gotowanie), ale tłumaczy się innym od tradycyjnego rozumieniem prze­
strzeni j u r t y .
Powyższy cytat jest dla nas interesujący zarówno ze względu na spo­
sób, w jaki ludzie poddają się sile normatywnej zwyczaju, jak i jego
znaczenie w przekazie kulturowym. To, do czego są przyzwyczajeni, jest
ładne, dobre i może, w dalszej konsekwencji, naturalne. Zwyczaj czy
sposób postępowania aprobowany przez wszystkich nie budzi sprzeciwu
w kulturze tradycyjnej, uformowane obecnie jego przeciwieństwo też nie
budzi sprzeciwu. Zarówno dawniej, jak i obecnie, kryterium dobrego
pasterza stanowił stan odchowanego młodniaka. Przynoszenie nowo naro­
dzonych zwierząt do j u r t y nie było obwarowane żadnymi dodatkowymi
sankcjami , zwyczaj miał uzasadnienie praktyczne, a jego efektywność
była łatwo sprawdzalna. Należał więc do tej grupy zachowań, którą
łatwo było przewartościować i zmienić bez oporu. Jego zmiana niesie
jednak za sobą poważne już konsekwencje w sposobie oddzielania prze26

j
;
j

i

�148

ZOFIA SOKOLEWICZ

strzeni ludzkiej od zajmowanej przez zwierzęta, a dalej wzmocnienie
linii granicznej między światem ludzi i zwierząt, zmiany ich wzajemnych
relacji.
Przytoczona wypowiedź budzi również refleksje na temat sposobu
przekazywania wiedzy pasterskiej. Istotnym sposobem, co potwierdza
większość wypowiedzi, był zwyczaj, k t ó r y z natury swej nie wymagał
uzasadnienia i nie był kwestionowany, gdyż uczono się go nie jako ta­
kiego, w odizolowaniu, ale stanowił część szerszego pola jakiejś aktyw­
ności ludzkiej, w t y m przypadku czynności przyjmowania wiosną nowo
narodzonych zwierząt.
Cechą kultury tradycyjnej było to, że część wiedzy pasterskiej czło­
wiek zdobywał przez przyuczenie najczęściej w zespole rodzinnym lub
w drodze bezpośredniego doświadczenia. Owo przyuczanie, k t ó r y m zaj­
miemy się najpierw, dokonywało się w sposób niejako naturalny, w bar­
dzo wczesnym okresie, niekiedy już w czwartym roku życia. Małe dzieci,
zarówno dziewczynki jak chłopcy, zajmowały się najpierw jagniętami,
które przyprowadzały do matek na czas karmienia, a potem cielętami.
Dawało im to od wczesnych lat możność rozwinięcia obserwacji cech
szczególnych zwierząt. Wielokrotnie informatorzy w rozmowach podkreś­
lali, że dzieci zawsze przyprowadzą właściwe jagnię do właściwej matki.
Nie było w ich głosie dumy z tego faktu, ale rozbawienie, że można
pomyśleć o takiej pomyłce. Znajomość jagniąt u dzieci, najpierw k i l k u
a potem całej grupy w danym stadzie, była uznawana za oczywistą na­
turalną. Natomiast w grupie informatorów, którzy w dzieciństwie nie
stykali się ze zwierzętami (a są już w M R L tacy), można znaleźć nawet
wypowiedzi tak skrajne, jak jednej młodej kobiety, że nie może nauczyć
się, które jagnię jest od której matki i to zniechęca ją do pracy z ow­
cami . Pierwszą więc niejako czynnością dziecka jest nauczenie się
cech zwierzęcia, rozpoznanie go. W parze z t y m idzie zapoznanie się
z jego potrzebami, jakimi w t y m wczesnym okresie życia jest ochrona
przed zamarznięciem. Ochrona życia zwierzęcia będzie potem główną
troską dorosłego pasterza . Korzystanie z produktów zwierzęcych jest
dalszym etapem nauczania. Małe, nawet pięcioletnie dziewczynki, roz­
poczynały przyuczanie się przy matce do dojenia kóz, a potem innych
samic. Dojenie jest wielką sztuką związaną ze znajomością przede
wszystkim cech samicy danego gatunku, a następnie cech indywidualnych
zwierzęcia. Informatorki wyraźnie wykazywały indywidualne preferen­
cje, mówiąc, że wolą doić krowy niż owce lub kobyły niż krowy. Więk27

28

2 7

A Z E I H K M P A N , 1/73.
Zasada wielu l u d ó w koczowniczych, przede wszystkim Afryki, spożywania
produktów mlecznych i niezabijania zwierząt dla spożycia mięsa tylko w części
respektowana była w kulturze tradycyjnej przez Mongołów, przede wszystkim
w okresie lata. Nie dotyczyło to sytuacji obrzędowych.
2 8

�FUNKCJE KULTURY TRADYCYJNEJ W MRL

149

szość z nich przyznawała, że lubi to, do czego, jak wynikało z ankiety,
przywykła we wczesnym dzieciństwie .
Fakt, że dzieci zajmowały się małymi zwierzętami, zdaje się mieć
istotne znaczenie dla przekazu kulturowego. Dorastanie dziecka i zwią­
zana z t y m nauka pasterska przebiegała stopniowo, od praktyki z mały­
m i i najbardziej pospolitymi zwierzętami do czynności związanych z do­
rosłymi zwierzętami i gatunkami wyżej cenionymi, a wymagającymi
również większej siły i wiedzy, jak krowy, konie czy wielbłądy. Cykl
nauki pokrywał się więc z cyklem życia ludzkiego. Przed uzyskaniem
dorosłości młodzieniec i dziewczyna winni b y l i znać wszystkie podsta­
wowe czynności pasterskie, jak pasienie różnych rodzajów zwierząt,
dojenie samic, przyprowadzanie młodych do karmienia, wiązanie mło­
dych, dokarmianie ich, zabezpieczanie przed zamarznięciem, wiatrem
etc, pojenie, przyjmowanie młodych, znaczenie, czyszczenie chaszanów
lub miejsc przywiązywania zwierząt, budowa chaszanów, przygotowy­
wanie stanowisk do przywiązywania zwierząt, odkażanie chaszanów lub
wspomnianych miejsc uwięzi, przygotowywanie różnego rodzaju karmy
na zimę, wyczesywanie koziego puchu, strzyżenie owiec, zbieranie sierści,
zbieranie argału . Wiedza na temat chorób zwierząt przychodziła nieco
później, w miarę powiększania własnego doświadczenia pasterza lub
pasterki.
W tej kwesti należy podkreślić znacznie autorytetu starszych przede
wszystkim z kręgu bliskiej rodziny. Wypowiedzi młodych świadczą w y ­
raźnie o tym, że nawet młodzież, która kończyła szkołę mieszkając w i n ­
ternatach, pasterstwa uczyła się na kursach specjalistycznych, w momen­
cie zaistniałych trudności zamierzała zwrócić się do osób starszych,
przede wszystkim osób z rodziny. W wypowiedziach podkreślano autory­
tet starszych, a ich wiedza wydawała się informatorom nie do zakwe­
stionowania. Odpowiedzi zawierały głębokie przekonanie, że zwrócenie się
do osób starszych jest rzeczą naturalną. Fakt przekazywania wiedzy przez
pokolenie starsze młodszemu ważył nie tylko na jej niekwestionowaniu, ale zapewne z niego właśnie wynika często obecnie wyrażane prze­
konanie, że lepiej uczyć się u jednego doświadczonego pasterza niż
u kilku. Informatorzy zdawali sobie sprawę z tego, że pasterze różnią
się między sobą rodzajem doświadczenia. Zgodnie z przekazaną i m
zasadą autorytatywnego przekazu w l i n i i prostej, charakteryzują­
cego k u l t u r ę tradycyjną, dążyli do uzyskania informacji pewnej, bo po­
chodzącej od kogoś uznanego za autorytet jako osoba starsza, ale także
od krewnego, czyli bliskiego, bądź kogoś wskazanego przez krewnych,
czyli pełniącego tę samą r o l ę . Znacznie rzadziej w wypowiedziach
29

30

3 1

29 A Z E I H K M P A N , 1/71.
so A Z E I H K M P A N , 58/74, 18/73, 66/74.
" A Z E I H K M P A N , 1/72, 2/72, 3/72, 5/72. Problemy te porusza również I . К a b -

�150

ZOFIA SOKOLEWICZ

znajdujemy informację o zamiarze zwracania się w trudnościach o po­
moc do specjalistów. Ostatnio częściej zdarzają się wypowiedzi, że moż­
na prosić o radę osobę pełniącą funkcje oficjalne (kierownika, przewod­
niczącego) .
Cechą szczególną przyuczania, znajdującą wyraźne odbicie w kulturze
tradycyjnej, jest przekaz informacji w szerokim kontekście sytuacyj­
nym. Przekaz niewerbalny góruje w nim nad werbalnym. Pewnych za­
sad, jak na przykład konieczności ochrony jagniąt przed zimnem, nie
trzeba uzasadniać, gdyż wynika to z całej, znanej dzieciom sytuacji:
temperatury, bezradności jagnięcia, braku chaszanów, skojarzenia j u r t y
z ciepłem i bezpieczeństwem, skojarzenia jagnięcia z ludzkim dzieckiem.
Jak wynika z badań nad sposobami przekazu kultury, przekaz sytuacyj­
ny jest niezmiernie bogaty w informacje, a zasadność takiego a nie i n ­
nego sposobu postępowania nie wymaga dodatkowych, słownych wyjaś­
nień . Jest to charakter przekazu występujący dość powszechnie, choć
nie wyłącznie w kulturach tradycyjnych. Wymaga starannego i dość
długiego programowania realizowanego przecież w stosunku do następ­
nego pokolenia od najmłodszych lat. Sposób przekazu wiedzy pasterskiej
w tradycyjnej kulturze mongolskiej jest tego dobrym przykładem.
Przyuczanie do pasterstwa nie ograniczało się nigdy do pracy z jed­
nym rodzajem zwierząt. Zasadniczo dziecko zapoznawało się z pięcio­
ma rodzajami zwierząt. Analizy gospodarcze wskazują, że właśnie one,
hodowane w określonych proporcjach, zapewniały pasterskiej kulturze
mongolskiej równowagę ekologiczno-gospodarczą i pozwalały na reali­
zację potrzeb społecznych. Zapewne równowaga ta była uzyskiwana
poprzez mechanizm samoregulujący, który sprawiał, że wielkość stad
stwierdzona w poszczególnych strefach klimatycznych przez Szulżenkę
była wielkością optymalną w danych warunkach ekologiczno-organizacyjnych . Żaden z informatorów nie uświadamiał sobie jednak mecha­
nizmów selekcyjno-adaptacyjnych ukrytych za tą równowagą i wzorem
chowu pięciu gatunków zwierząt. Każdy jednak, mówiąc o sprawach
gospodarki czy kultury, niemal automatycznie łączył je z tak rozumia­
ną hodowlą, co współcześnie stało się symbolem pasterskiej kultury'mon­
golskie j .
Wielu informatorów podkreślało, że lepiej jest, podobnie jak było
dawniej, chować wszystkie zwierzęta, zamiast ograniczać się do speS2

33

34

z i ń s k a - S t a w a r z , Adaptacja młodzieży
mongolskiej do środowiska
pasterskie­
go („Etnografia Polska", t. X X I I I : 1978, z. 2). Z a r t y k u ł e m tym mogłam zapoznać
się dopiero po napisaniu mniejszego szkicu.
A Z E I H K M P A N , 1/71, 1-2/72.
E . T. H a l l , Beyond Culture, New York 1977.
I. F . S z u 1 ż e n к o,
Zywotnowodstwo
Mongolskoj
Narodnoj
Riespubliki,
Trudy Mongolskoj Komissii A N SSSR, t. 11, Moskwa-Leningrad 1954, s. 22-23;
S o k o l e w i c z , Tradycyjny wzór kulturowy..., s. 71/72.
3 2

3 3

3 4

�161

FUNKCJE KULTURY TRADYCYJNEJ W MRL

cjalizacji. Jednym z argumentów było to, że dysponując mlekiem róż­
nych zwierząt można przygotować lepsze, bardziej różnorodne, produkty
mleczne . Inne argumenty dotyczyły jednak potrzeby rozszerzenia doś­
wiadczenia ludzkiego poprzez rozszerzanie doświadczeń pasterskich .
Zapewne sprawa uczenia i uczenia się pasterstwa we współczesnej
kulturze Mongolii wymaga bardziej szczegółowych analiz. Z dotychcza­
sowych, nie nastawionych zresztą na ujęcie tej kwestii badań, wynika,
że uczenie to ma obecnie charakter bardziej werbalny niż sytuacyjny,
a pasterze nie tyle uczą się niekwestionowanych zasad, ile otrzymują
wskazówki, jak postępować w różnych szczegółowych sytuacjach. Ucz­
niowie w większym stopniu uczą się postępować zgodnie z zaleceniem,
niż rozwiązywać problemy praktycznego życia stawiającego ich prze­
cież często w sytuacjach bardziej różnorodnych niż przewiduje naucza­
nie. Należy zresztą przyznać, że przekazywanie wiedzy pasterskiej obec­
nie odbywa się na drodze stosowania co najmniej dwóch systemów.
W wielu rodzinach pasterskich nadal występuje przyuczanie dzieci do
pasterstwa. Można jednak zastanawiać się, czy dzielenie się doświadcze­
niem pasterskim przez starych pasterzy z młodzieżą na kursach stanowi
przedłużenie starego systemu przekazu informacji, czy jest już elemen­
tem systemu nowego .
3S

se

3 7

S T O S U N E K DO ZWIERZĄT J A K O W Y P A D K O W A S T O S U N K U CZŁOWIEKA D O
ŚWIATA

Wspomnianą już, kolejną cechą kultury tradycyjnej było to, że du­
żą część wiedzy pasterskiej zdobywał człowiek w drodze bezpośredniego
indywidualnego doświadczenia. Każdy pasterz, poznając przyrodę najbliż­
szego środowiska, dokonywał jej odkrycia jak gdyby na własną rękę,
niezależnie od doświadczeń pokoleń, dochodząc na indywidualnej dro­
dze do znanej z opisów doskonałości w orientacji terenowej . Środowi­
sko przyrodnicze było dla niego, w dosłownym tego słowa rozumieniu,
środowiskiem naturalnym, przyrodniczym. Jego poznanie decydowało
kiedyś o przetrwaniu, podczas gdy dziś decyduje o t y m w większym
stopniu infrastruktura ekonomiczna i wzajemna pomoc między a juna­
kami. W zmaganiu się ze środowiskiem, choćby w zimie czy w czasie
wiosennego dzutu, człowiek podkreślał swoją wartość, ale też odczuwał
38

35 A Z E I H K M P A N , 1-2/72.
A Z E I H K M P A N , 2/73.
W starym schemacie informacyjnym dominował przekaz niewerbalny, a i n ­
formacje w y s t ę p o w a ł y w szerokich, całościowych kontekstach sytuacyjnych. W no­
wym schemacie przekaz jest przede wszystkim werbalny i dotyczy konkretnych,
szczegółowych sytuacji, układając się w linearny łańcuch informacyjny.
S о к o 1 e w i с z, Grupa Chałcha...,
s. 22-23; t e n ż e , Tradycyjny
wzór...,
s. 74 i n.
3 6

3 7

8 8

�152

ZOFIA SOKOLEWICZ

bezpośrednią od niego zależność. Dlatego zapewne w kulturze tradycyj­
nej odnajdujemy potwierdzenie intuicyjnego uznania człowieka za czą­
stkę wszechświata.
To, że obecnie wiedzy o środowisku fizyczno-geograficznym człowiek
uczy się dopiero w szkole (nawet o swoim najbliższym środowisku), ut­
wierdza sytuację, że w kulturze współczesnej stoi on niejako na zew­
nątrz środowiska przyrodniczego, że odebrano mu — przede wszystkim
w mieście — kulturowe możliwości intuicyjnego lub bezpośredniego
dochodzenia do tego indywidualnie. A wspomniany związek między czło­
wiekiem a środowiskiem przyrodniczym i określenie miejsca człowie­
ka w nim stanowi przecież istotną część tradycyjnego pasterstwa.
W kulturze tradycyjnej ową jedność tradycyjnego obrazu świata
i człowieka wyrażano w języku symbolicznym, którego śladów nie wy­
parł do końca lamaizm. Wspomniane uprzednio (oparte głównie na i n ­
tuicji) wyobrażenia wszechświata jako systemu, w k t ó r y m człowiek ma
swoje określone miejsce z tym, że wszystko to, co się dzieje w otacza­
jącym świecie, wpływa na niego, ale i on swymi działaniami wpływa na
jego bieg, znajduje dokładne odbicie w języku symbolicznym . To prze­
cież z zasady o związku między znaczonym i znaczącym i przekonaniu,
że wadliwe jego stosowanie może mieć przykre konsekwencje dla czło­
wieka, wynikały kobiece tabu językowe czy, jak chcą niektórzy bada­
cze, kobiecy język . Tylko przez odwołanie się do tradycyjnego obrazu
wszechświata możemy wyjaśnić językowe tabu myśliwych i wiele z ich
magicznych zachowań (co nie wyklucza, że niektóre z nich mogą być
również wyjaśniane przez odwołanie się do struktury społecznej). Z tego
wynika na przykład potrzeba określonej wiedzy zarówno kobiet jak i my­
śliwych we wspomnianej domenie, zbędnej w dniu dzisiejszym.
Wracając zaś do pasterstwa, należy stwierdzić, że związane z nim
pojęcia mają liczne i nieprzypadkowe powiązania z innymi sferami k u l ­
tury. Chodzi tu nie tylko o fakt występowania pól semantycznych łączą­
cych na przykład nazwy części ciała człowieka czy zwierzęcia z miarą
drogi czy przestrzeni . Jak już o tym pisał J. S. Wasilewski, wiążą się
one w systemy semiotyczne i wreszcie symboliczne . Przygotowywanie
tuszy baraniej na Cagaan Sar, przy budowie nowej jurty, w dniu od39

40

41

42

3 9

J . S. W a s i l e w s k i , Wędrówki
do piekieł, Warszawa 1979.
S. K a ł u ż y ń s k i , Zakazy językowe
u ludów mongolskich. O zakazach w sto­
sunku do świata zwierzęcego
oraz w języku kobiet, [w:] Studia mongolskie. Z ba­
dań nad społeczeństwem
i kulturą
Mongolii, W r o c ł a w - W a r s z a w a - K r a k ó w - G d a ń s k
1973, s. 45-63.
u F . A u b i n, Les mesures manuelles et par reference au corps chez Mon­
gols. Note de folklore juridiąue,
[w:] Mongolian Studies, ed. L . Ligeti, Budapest
1970, s. 23-57.
J . S. W a s i l e w s k i , Symboliczne
universum jurty mongolskiej.
„Etnogra­
fia Polska", t. X X I : 1977 z. 1, s. 103.
4 0

4 4

�153

FUNKCJE KULTURY TRADYCYJNEJ W M E L

dzielania źrebiąt od klaczy, rocznicy urodzin osób starszych oraz dzieci,
wskazują szczególny sposób powiązania z sobą tych uroczystości .
Umieszczenie w tej grupie świąt dnia oddzielenia zwierząt od klaczy
wskazuje na specjalne miejsce konia wśród owych hodowanych pięciu
gatunków zwierząt, co znajduje zresztą potwierdzenie w innych jeszcze
materiałach. Podobnie zawieszenie chadaka na szyi źrebięcia, od k t ó r e ­
go matki zaczyna się sezon dojenia klaczy , oraz na szyi zwierzęcia
wiozącego ciało na pogrzeb
wskazuje na istnienie powiązań nie tylko
między ważnymi zdarzeniami życia ludzkiego, ale i śmierci, co wprowa­
dza nas już w złożone zagadnienia sposobu istnienia świata i różnych
jego stanów, tak jak jest to wyeksplikowane w kulturze mongolskiej.
W ten sposób poprzez kulturę człowiek zapewnił sobie systematyczne
powracanie do spraw związków między różnymi aspektami życia i śmier­
ci, umożliwił syntetyczne ujęcie zasad świata. Można przypuszczać, że
owe pięć gatunków zwierząt zapewniały nie tylko ekonomiczną równo­
wagę, ale tworzyły infrastrukturę kultury na poziomie znaczeń i sym­
boli, umożliwiającą człowiekowi poruszanie się w obrębie stworzonej
przez niego wizji świata i zapewniającą temu światu jako całości równo­
wagę, a każdej rzeczy miejsce należne jej w systemie. Od tego momen­
tu można by zacząć mówić o filozofii pasterzy. Badania nad nią zostały
zaledwie rozpoczęte, ale uderza ona dociekliwością i głębią w ukazywa­
niu spraw czasu, przestrzeni, struktury materii, ruchu i podstawowych
kwestii egzystencji ludzkiej: życia i ś m i e r c i .
43

44

4 5

46

Kultura współczesna prezentuje już odmiennego rodzaju widzenie
świata i inną filozofię. Filozofia tradycyjna została częściowo odrzucona
dlatego, że wcześniej już uległa poważnym zmianom pod wpływem m i ę ­
dzy innymi lamaizmu, częściowo dlatego, że pod naciskiem powierzchow­
nego empiryzmu właściwego wszystkim krajom we wczesnym okresie
industrializacji zaginął symboliczny język k u l t u r y tradycyjnej.
E L E M E N T TWÓRCZOŚCI W K U L T U R Z E T R A D Y C Y J N E J I L U D O W E J

Powtarzamy ustawicznie twierdzenie, że człowiek jest twórcą k u l t u ­
ry. Należy jeszcze podkreślić, że człowiek jest jej twórcą stale. W pra­
cy ludzkiej odkrywamy cechy twórczości wtedy, gdy stwierdzimy, że
między człowiekiem a wytworem jego pracy powstaje element emocjo­
nalny, gdy człowiek przekształca materię oddając jej energię, swoje

43 A Z E I H K M P A N , 2/73, 3/73.
** A Z E I H K M P A N , 2/73.
« A Z E I H K M P A N , 4/73.
J . S. W a s i l e w s k i , esej na temat śmierci oparty na materiale
skim, „Teksty" (w druku).
4 6

mongol­

�154

ZOFIA SOKOLEWICZ

umiejętności, niemalże część osobowości. W definicji kultury ludowej
odnajdujemy, że jedną z jej cech jest jej samorodny charakter . W prak­
tyce mongolskiej oznacza to, że, dobierając stosownie do gatunku zwie­
rząt pastwiska, przeganiając owce, przyjmując młode, człowiek doko­
nuje na swój własny rachunek odkryć, których przedtem dokonywał
ktoś inny. Elementy kultury ludowej spotykamy do dziś dnia właśnie
w pasterstwie mongolskim. Bo ludowymi bedą według mnie niekoniecz­
nie te formy, które powielają wzór znany z przeszłości i kopiowane są
w sposób doskonały, ale tylko te, których znaczenie jest dla twórcy
istotne, i który w ich skopiowanie włada własne emocje, a może coś
więcej. W t y m sensie kopista może też być twórcą. Radość pasterzy z po­
wodu rodzenia się jagniąt, karmienia ich przygotowaną przez siebie
paszą — to nie tylko radość ekonomisty z wykonanego planu, który
jest przecież wskaźnikiem miejsca w zewnętrznym systemie ekonomicz­
nym. Jest to również indywidualny akt twórczy pozwalający człowieko­
w i na realizację własnej osobowości. Pasterstwo rozważane wyłącznie
w kategoriach planów ekonomicznych nie jest dla mnie pasterstwem,
które może wyrazić ową narodową formę kultury mongolskiej. Nato­
miast pasterstwo budzące emocje jest jej obiecującym kontynuatorem
Udział w tworzeniu życia nie jest bowiem tym samym, co powiększanie
stada. W opiniach młodych pasterzy dobry pasterz to ten, który prze­
gania we właściwym czasie owce na pastwisko, dostosowując się do
kierunku i r y t m u określonego potrzebami zwierząt.
47

STOSUNEK

DO ZWIERZĄT

JAKO

WYRAZ

SAMOREALIZACJI

JEDNOSTKI

48

Temat ten podnosiłam w poprzednich a r t y k u ł a c h . Kontynuując
jednak myśl na temat związku człowieka z otaczającym go światem i tej
szczególnej cechy twórczości polegającej na użyczaniu tworzonemu
przedmiotowi części swojej osobowości, przedstawię kilka uwag uzupeł­
niających poprzednie rozważania. Otóż w wypowiedziach wszystkich
tych informatorów, którzy swoją przyszłość wiążą z zawodem pasterza
(a także tych, którzy zamierzają zmienić zawód), powtarza się stwier­
dzenie sympatii do zwierząt, ich lubienia. Każdy pasterz w sposób na­
turalny przytacza tę motywację tak, jakby była mu niezbędna do wyko­
nywania zawodu. Rzadko spotyka się wypowiedzi, że lubi w r ó w n y m
stopniu wszystkie zwierzęta. Niektóre wypowiedzi świadczą o wyróżnie­
niu owiec jako zwierząt, do których informator przywykł w dzieciń-

4

' W. T e l a k o w s k a , Twórczość
ludowa we wzornictwie, w y p o w i e d ź na kon­
ferencji 12 I I 1978 r. w Ministerstwie Kultury i Sztuki na temat mecenatu państwa
nad twórczością ludową.
S o k o l e w i c z , The possibility of cultural expression..., s. 56.
4 8

�FUNKCJE KULTURY TRADYCYJNEJ W MRL

49

155
5 0

stwie , inne — kóz, gdyż łatwo jest chować małe i „miło się bawić"
(element ludyczny?). Jeden z informatorów stwierdził, że chciałby pra­
cować z krowami, „bo one najbliższe są człowiekowi" , a drugi woli ko­
nie, „bo koń to odwaga m ę ż c z y z n y " . Niektórzy pasterze preferowali
natomiast nie pewne gatunki, ale czynności. Wolą więc na przykład do­
jenie od przyjmowania urodzeń, choć zdarzają się sytuacje odwrotne.
Lubią szybkie konie i łowienie ich na urgę, ale skarżą się na monotonię
czynności obcinania grzyw i o g o n ó w . W sposobie dzielenia zajęć na
lubiane i nie lubiane zaznacza się pewna różnica między kobietami
a mężczyznami. To mężczyźni uważają, że „zajmowanie się tabunem to
piękna praca dla mężczyzny" . Wielu z nich wymienia niemalże jednym
tchem ujeżdżanie wielbłądów, łapanie koni na urgę, wyścigi i jazdę na
dzikich k o n i a c h . Kobiety częściej skupiają swe preferencje na ow­
cach, kozłach i krowach, wielokrotnie jednak pracują na fermach
końskich razem z mężami. Mężczyźni i kobiety, w równym stop­
niu wymieniając ulubione zajęcia, odwołują się do wspomnień z dzie­
ciństwa jako momentu, w k t ó r y m ich zainteresowania zakiełkowały
i wielokrotnie ten moment pamiętają.
We wcześniejszych opracowaniach na temat pasterstwa mongolskiego
znajdziemy twierdzenie, że to człowiek dostosowuje się do r y t m u zwie­
rzęcia i podąża za nim. Nie jest to twierdzenie, które należałoby trak­
tować dosłownie, a jedynie intuicja, która na relację człowiek — zwierzę
rzuca istotne światło . Faktem jest, że r y t m koczowania dostosowany
jest do potrzeb zwierząt i wiąże się z sezonowością pastwisk. W t y m
więc sensie wyznacza r y t m roczny. Cechuje go zasadnicza opozycja mię­
dzy latem i zimą wyrażana w opinii informatorów, że zima stanowi dla
pasterzy trudny okres prac, podczas gdy lato jest odpoczynkiem .
W obrębie tego podziału spotykamy się z wydzielaniem czterech pór
roku i odpowiadającym i m przekoczowaniom na pastwiska wiosenne, let­
nie, jesienne i zimowe z wyodrębnieniem okresu przedwiośnia jako
szczególnie trudnego w życiu pasterskim. Ten zasadniczy r y t m pasterski
został narzucony również zajęciom rolniczym na tych terenach, na
których były łączone z pasterskimi . Temu zasadniczemu podziałowi na
S1

52

53

5 i

ss

5 6

57

58

« A Z E I H K M P A N , 1/71.
5° A Z E I H K M P A N , 4/71.
51 A Z E I H K M P A N , 94/74.
52 A Z E I H K M P A N , 12/71.
53 A Z E I H K M P A N , 12/71.
u A Z E I H K M P A N , 2/73.
55 A Z E I H K M P A N , 9/73.
и D. M a r k o w s k a , J . O l ę d z k i , Z. S o k o l e w i c z , Niektóre
zmiany
w tradycyjnym
inwentarzu kulturowym pasterzy mongolskich. „Etnografia Polska",
t. X I I : 1968, s. 199-252.
5' A Z E I H K M P A N , 1/71.
58 M r ó z , Rytm torguckiego koczowania..., s. 144/145.

�156

ZOFIA SOKOLEWICZ

r y t m zimowo-letni odpowiada również r y t m obrzędowy (nie analizowa­
ny tu szerzej), zaczynający się późnozimowymi uroczystościami Cagaan
Sar (nowego roku) i tym mocnym akcentem kończący okres zimo­
wego odpoczynku, a zaczynający najtrudniejszy czas przedwiośnia, okres
walki o przetrwanie. Większość obrzędów i uroczystości o charakterze
rodzinnym przypada na lato obfitujące nie tylko w tak obrzędowe uro­
czystości, jak pierwsze picie kumysu lub pierwsze dojenie klaczy, lecz
również nie pozbawione pierwiastka obrzędowego gry sportowe, go­
nitwy etc . Wśród tradycyjnych uroczystości współczesne święto p a ń ­
stwowe ustalone na dzień 11 lipca stanowi mocny akcent wśród letnich
ceremonii i obrzędów, stanowiąc jakościową przeciwwagę Cagaan Sar.
Rytm roczny zakłócony jest jednakże lub raczej wzbogacony odmien­
nością r y t m u pracy przy różnych gatunkach zwierząt. Informatorzy
podkreślają odmienność r y t m u prac związanych z owcami matkami od
prac przy stadzie baranów czy tabunie koni lub stadzie klaczy ze źrebię­
tami.. Odmienność ta wynika jednak nie tylko z podziału zwierząt na
samce i samice. Inny r y t m ma stado często dojonych klaczy, a inny
stada krów. Ludzie, którzy pracują ze zwierzętami, zdają sobie w pełni
sprawę z odmienności tych rytmów i wynikających stąd niedogodności:
wszystkie jednakże zwierzęta przez cały dzień absorbują uwagę człowie­
ka. Oceny większej lub mniejszej dogodności r y t m u tych prac wydają
się być całkiem indywidualne i wiążą się ze sprawami samorealizacji
jednostki w ramach przyjętego wzoru kulturowego . Można nawet są­
dzić, że preferencje wyrażone w t y m względzie w mniejszym stopniu
stanowią cechę wzoru kulturowego, a w większym potrzebę zsynchro­
nizowania człowieka z ruchami stada stanowiącymi wszak dla pasterza
źródło informacji przekazywanych za pośrednictwem pewnego r y t m u za­
chowań zwierzęcych. Rytmika pracy indywidualnej z różnymi gatunkami
zwierząt różnicowała więc zasadniczy dwu, a następnie czterosezonowy
r y t m roku pasterskiego. Wprowadzała do niego nieregularności w obrębie
dnia, uspakajane, choć nie zawsze jednostajnością nocy .
59

60

61

Określoną r y t m i k ą charakteryzowało się również tradycyjne przyu­
czanie do pasterstwa, co nie pozostawało bez wpływu na stosunek czło­
wieka do zwierzęcia. W cyklu swojego życia człowiek kolejno zapozna­
wał się z pięcioma rodzajami zwierząt i poznawał całość spraw paster­
skich. O tym, w jakim stopniu mógł zostać specjalistą w jakimś zakre­
sie, pisałam uprzednio w „Ethnologia Polona" . Przyuczanie do paster­
stwa miało więc w dużej mierze charakter rodzinny i całościowy oraz —
co ma również wielkie znaczenie — miało określoną r y t m i k ę w cyklu
62

«» A Z E I H K M P A N , 1/73.
S о к o 1 e w i с z, The possibility..., s. 56.
61 A Z E I H K M P A N , 12/71.
S o k o l e w i c z , The possibility of cultural
6 0

6 2

expression...

�FUNKCJE KULTURY TRADYCYJNEJ W MRL

157

życiowym człowieka, od opieki nad jagniętami pełnionej przez dziecko
po opiekę nad końmi i wielbłądami ludzi dorosłych.
W kulturze współczesnej nawet dzieci pasterzy poznają pasterstwo
przez pobyty w chudonie w okresach wakacyjnych, a więc w jednym
głównie sezonie. Nadto w dobie wyższych wskaźników ekonomicznych
zaczęła obowiązywać specjalizacja. W życiorysach młodych pasterzy
rzadko powtarza się moment wczesnego zapoznania się z pasterstwem.
Konsekwencją tego jest konieczność wprowadzania kursów przygoto­
wawczych w wieku ok. 17 lat i następnie odbywania praktyki bądź
ukończenia szkoły. Aby osiągnąć lepsze wyniki ekonomiczne, pasterz
musi stosować specjalizację i ograniczyć się do chowania jednego ga­
tunku zwierząt. Jeżeli jest na najniższym szczeblu wykonawczym, traci
niejednokrotnie z oczu całościowy obraz gospodarki pasterskiej. Może
nieświadomym podkreśleniem niedostatków płynących z tego stanu rze­
czy dla jednostki są powtarzające się wypowiedzi, że najbardziej i n ­
teresującą dla młodych pasterzy byłaby praca na farmie, w której są
różne rodzaje zwierząt. Zapewne rekompensatą nie może być t u po­
siadanie własnego stada, które przecież nie zawsze bezpośrednio towa­
rzyszy właścicielowi, a częściej stadu spółdzielczemu. Zapewne specjali­
zacja we współczesnej gospodarce pasterskiej Mongolii daleka jest jesz­
cze od specjalizacji stosowanej w przemyśle. Niemniej jednak i w Mon­
golii, i w pasterstwie jest ona daleko posunięta.
Nadmierna specjalizacja pracy ogranicza wyobraźnię i nie ćwiczy
w sposób właściwy inteligencji człowieka. Powstaje więc konieczność
rekompensaty tego stanu rzeczy w czasie wolnym od pracy. Dlatego
też w społeczeństwie industrialnym przywiązuje się tak wielką wagę
do czasu wolnego i sposobów jego spędzania. Potrzeba posiadania czasu
wolnego pojawia się i w gospodarce pasterskiej Mongolii. Jest to sytua­
cja nieznana dawnemu pasterstwu, które i t y m różni się od współczes­
nego. W kulturze tradycyjnej rozrywka wpleciona była w pracę. Rytm
pracy pasterskiej podporządkowany był zwierzęciu, a jego jednostajność
przerywały różnego rodzaju zachowania nie będące pracą.
ZMIANA UKŁADU ODNIESIENIA

Niewątpliwie w czasach przed rewolucją państwo poprzez s t r u k t u r ę
feudalną ingerowało w życie prostych aratów choćby takimi nakazami,
jak obowiązek danin w naturze, czy oddania syna na służbę do klasztoru.
Nie jest jednak zbadana sprawa, jak daleko sięgała ta ingerencja,
i praktycznie nic nie wiadomo na temat sposobu uświadamiania prostym
aratom, że są częścią szerszego systemu. Wyniki dotychczasowych badań
etnograficznych prowadzą nieodparcie do wniosku, że podstawowym
układem odniesienia w okresie przedrewolucyjnym był dla prostych ludzi
suir, w obrębie którego toczyło się życie codzienne, a który stwarzał

�158

ZOFIA SOKOLEWICZ

bezpośrednie zabezpieczenie koczujących razem, rodzin. Zapewne pozo­
stałością świadomości tego związku i odpowiedzialności za grupę osób,
z którą pozostają w bezpośrednim kontakcie, twarzą w twarz, pozostało
owo uporczywe (już omawiane) powtarzanie przez informatorów, że
w przypadku trudności zwrócą się do osób z rodziny, do matki, ojca
lub najbliższych krewnych. Wszystkie potrzeby ludzkie były bowiem
zaspokajane w obrębie małej grupy. Jej zwartość podkreślały ceremo­
nie związane ze stawianiem jurty, narodzinami dziecka, adopcją, postrzyżynami czy wspólną pracą przy wyrobie wojłoku.
Wspomniana uprzednio specjalizacja, gospodarka kadrami w skali
całego kraju, a przynajmniej ajmaku, spowodowała, że zmienił się
układ odniesienia jednostki. Państwo stworzyło system zabezpieczeń
obywateli, ale zarówno plany wykonywane przez poszczególne brygady
były wypadkową planu państwowego, jak i losy jednostki (przez wybór
zawodu) podporządkowane m u w sposób istotny. Nastąpiło w tej dzie­
dzinie wyraźne urzeczowienie stosunków (osłabiane częściowo zamiesz­
czaniem informacji o indywidualnych osiągnięciach i fotografii w prasie
centralnej i lokalnej) będące rezultatem przeniesienia układu odniesie­
nia jednostki z rodziny na państwo.
Zmiana układu odniesienia, wyrażająca się m. in. w postępującej
specjalizacji, zachwiała organizacyjno-ekonomiczną s t r u k t u r ą pasterstwa
tradycyjnego. Zanik tradycyjnej symboliki podkreślającej więź czło­
wieka z wszechświatem ograniczył pasterstwo do niemal czysto ekono­
micznej sfery. Nowe paisterstwo jest inne, bo inne jest jego miejsce i spo­
sób powiązań z pozostałymi elementami systemu w porównaniu z pa­
sterstwem tradycyjnym. Wokół tego ostatniego jednak tworzy się nowa
symbolika i mitologia o istotnych dla państwa funkcjach twórczych.
Zofia Sokolewicz
THE FUNCTION OF TRADITIONAL C U L T U R E IN P R E S E N T - D A Y
MONGOLIAN SOCIETY
Summary
Taking part in researches conducted by the Polish Academy of Sciences etnographic expedition to Mongolia, devoted to cultural changes following the transition
from nomadic herding to permanent settlement, I have prepared subjects: 1) the
differentiation of the system described as Mongolian culture from the broadly
understood cultural environment of Central Asia, 2) a reconstruction of the
traditional cultural pattern, 3) indicating existing variants of this pattern linked
with the drive to self-realization by individuals. The subject — functions of
traditional culture in the present-day Mongolian society, represents a particular
case within a wider problem of cultural continuity. I assume that there is
a connection between the way of transition of cultural patterns in the society
and the function fulfilled at present by traditional culture. Even though the

�FUNKCJE KULTURY TRADYCYJNEJ W MRL

159

economic herding activities are organized and relevant knowledge is handed down
in accordance with principles decisively different from those concerning traditional
culture, cultural continuity should not be sought in concrete activities but in
human consciousness and its relation to the past.
The hypothesis concering the adaptive function of traditional culture has been
formulated during researches on traditional European folk cultures and their
relation to contemporary cultures. Rapid changes in the way of living embrace
good points but also include a threat to mankind, since new values referring
to and appraising cultural arrangements which have changed rapidly make
an assessment practically impossible. Considering this situation, traditional
culture, that is, a selected cultural heritage, can bring about an appeasement of
this hastening. The unchanged part of the cultural pattern, remaining from
previous periods and constituting a link connecting man with the past, helped
him — through his being deeply rootted in the past — to gain time to get
adapted to new conditions of life.
' The question concerning traditional Mongolian culture deals with the type
of herding and its continuity in the present-day Mongolian society.
At present Mongolian herding is — and traditionally has been — linked with
the breeding of five types of animals, the seasonal rotation of pastures, the ada­
ptation of man's life to natural seasonal rhythms and the life cycle of animals. The
way of handing down herding know-how has been decisive in changes in attitude
towards herding. This knowledge has been conveyed above a l l by specialists, schools
and specially organized courses. The State supervises what is taught and how it is
done. The family group has lost, therefore, its previously dominant position. Its
former role prevails, however, in the consciousness of herdsmen, who maintain
that in the case of difficulties they would turn for advice to someone close.
Changes in methods of handing down knowledge are linked with the acceptance
of specialization principles in herding. The breeding of five types of animals
ensures subsistence for the population. Cooperatives took the place of individual
herding as economic units in the state system. Members of particular families
should, therefore, realize special tasks within these cooperatives which provide
subsistence for all. The range of knowledge of youger herdsmen is linked with
only some types of animals, which has led to the loss of perception of essential
relations existing between these animals. I f they realize specialized, assigned
tasks, they need not keep in mind the functioning of the system as a whole.
It was characteristic of traditional culture that men acquired a part of
knowledge on herding by learning usually i n a family group, and a part —
by direct experience. Learning began early, sometimes at 4 years of age. It seems
that early learning and the children's occupation with small animals was of great
importance for cultural transmission. The growing up of a child and associated
learning of herding took a gradual course: from taking care of small and common
animals (goats and sheep) to work with adult animals and more valuable species,
requiring more strength and knowledge (cows, horses, camels). The cycle of
learning was, therefore, connected with the human life cycle. Specialization
resulting from years of experience was acquired in adult or an advanced age.
The modern notion of a specialist is therefore, subconsciously associated by
respondents with an older, close individual, responsible for his family or suir.
This is why a modern specialist, i.e., somebody engaged in a limited section of
a specific activity, does not correspond with this notion as it is understood in
traditional culture. As consequence, contemporary people more often seek advice
with relatives, someone older or belonging to the management than with specialists
in the strict sense, such as a veterinarian.

�160

ZOFIA SOKOLEWICZ

In traditional culture, the fact of handing down knowledge from the older to
the younger generation, decided it unquestionableness. This may probably explain
the reluctance noticed among young herdsmen to learn from several herdsmen
instead of from one. Not being aware that their knowledge varies, the young
herdsman — in accordance with the handed down principle of authoritative
direct knowledge — desired information which would require no choice, reliable
information, since it was given by someone recognized as an authority or as an
elder person.
A particular characteristic of learning, clearly reflected in traditional culture,
is the transfer of information within a wide situational context. I n it, the non-verbal remittance prevails over the verbal. Certain principles, for example the
necessity of protecting lambs from the cold, need not be substantiated verbally,
since this Obviously results from the whole situation well known to children:
temperature, helplessness of lambs, lack of green food, the association of tents
with warmth and safety, association of lambs and human children. This conveyance
is very rich i n information and the reason for such thinking does not require
additional verbal explanation. This conveyance appears rather commonly, though
not exclusively, in traditional culture. I t requires a careful and long program­
ming realized in relation to the next generation from the earliest years of life.
The custom of taking new-born animals into tents, referred to above, illustrates
the close relations between man and animal. Due to the construction of shelters,
it is seldom used at present. This is linked with a shift in the treatment of living-tents. This space is now reserved for man only. Behavioural patterns resulting
from comparisons of rural and urban life began to take the upper hand. Tents
must be kept clean and provide man with an ever increasing comfort. There
exists now a clear cut difference between places for human beings and for animals.
A great part of the knowledge of herding was gained by man through direct
experience. E v e r y herdsman, getting acquainted with the natural environment,
made his own discoveries regardless from experiences of previous generations.
Individually he reached perfection in orientation in the area — known from
description. The natural environment was his inborn natural word. Acquaintance
with it meant survival, while today this is decided rather by the economic infra­
structure and mutual help between aymaks. Struggling with natural forces in
Winter or during the Spring dzud, man proved his value but also felt a direct
dependence on it. This is probably why we have found in traditional culture
a confirmation of the individual recognition of man as a part of the universe.
In traditional culture this unity of the traditional image of the world and of
man was expressed in a symbolic language. Traces of this language have not been
quite removed by Lamaism. The image of the world as a system in which man
has a defined place, but all that occurs influences man, and all that man does
influences the course of the world have been exactly reflected in the symbolic
language. From the principle of connection between the signifie and the signifiant
and the conviction that its wrong use may have unpleasant consequences for man,
there resulted the female linguistic taboo, or, as some researchers put it, the female
language. The same concerns the hunters' language. Notions relating to herding
have many and not-accidental links with other cultural spheres. This concerns
not only the fact of frequently appearing semantic fields linking, for example, fart,
of human or animal bodies with the measure of distance or space. They are linked,
however, further into semiotic and symbolic systems. The preparation of a sheep
carcass for such evens like the New Year, the construction of a new tent, the
day when foals are separated from mares, birthdays of older people and children —
indicate a particular way of linking these festive occasions. The placing of the

�FUNKCJE KULTURY TRADYCYJNEJ W MRL

161

day of foal-mare separation within this group indicates the special position of
horses in the group of five bred animal species. Similarly, the placing of a
khadak on the foal's neck when the mare's milking season begins, and on the
neck of an animal carrying a body to be burried, indicates links existing not
only between important events in human life but also after death, which brings us
to a complex problem of the existence of the world and its various states. Thus,
man made sure that there would be a systematic returning to links between
various aspects of life and death and made a synthetic approach to principles
of the world possible. We may assume that these five types of animals ensured
not only an- economic balance but created a cultural infrastructure on the level
of meanings and symbols, making it possible for man to move within the vision
of the world he created and to ensure a balance for this world, and to each
thing a proper place in this system.
Henceforth, we might speak of a herdsmian philosophy. It is striking — on
this small, reconstructed area — by its inquisitiveness and depth in showing
matters of time, space, material structure, movement and basic questions of h u ­
man existence: life and death.
Contemporary culture presents a different survey of the world and a different
philosophy. Traditional philosophy has been partly rejected because it — already
previously — underwent serious changes (Lamaism) and partly because the sym­
bolic language of traditional culture disappeared under the pressure of a su­
perficial empirism proper to all countries during industrialization.
Culture is created by man not during one act of creation but constantly. We
discover creative traits in human work when there appears an emotional
element between man and the product of his work, when man transforms
matter, giving it energy and a part of personality. I n my opinion, folk
and
traditional forms do not necesserily copy patterns known from the
past, even though they do it perfectly, but those which are of essential
significance for the producer who is emotionally engaged in their reproduction.
I n this sense a copyist can be a creator. Creation necessitates a particular relation
between the producer and his work. The joy of shepherds witnessing the birth
of lams, feeding with prepared food — this is not only the pleasure of an econo­
mist who fulfilled his plans, which is, anyway, and index of position in the i n ­
ternal economic system. It is also an individual creative act which allows man
to realize his own personality.
Traditional herding was characterized by a particular rhythm of seasonal
works, the change of camping-places and pastures. The learning of herding had
a similar rhythm, which was not without influence on the relation between man
and animal. The ritual rhythm beginning with the late-Winter New Year celebra­
tions, corresponded to the principal division into Winter-Summer rhythm. Many
festivities and ceremonies of a family character were held i n Summer and fre­
quently included sport events, chases etc. The contemporary State holiday on July
11th represents a strong accent among Summer ceremonies and festivities and
acts as a qualitative counterbalance to the New Year. The annual rhythm is di­
sturbed, however, by the different daily rhythm of work with various types of
animals. The rhythm of individual work with various animals differentiated,
therefore, the basic two and next four seasonal rhythms of the herding year. It
introduced irregularities appeased during the day, though not always, by the
night.
The change in the arrangement of relation of an individual from a family and
suir to the State, also expressed in a progressive specialization, has shaken the
organizational-economic structure of traditional herding. The decline of traditional
11 — Etnografia Polska, X X I V , z. 1

�162

ZOFIA SOKOLEWICZ

symbolism expressing man's link with the universe limited it to an almost purely
economc sphere. The new type of herding, compared with trditional methods, is
different because its position differs, and so do links with the system.
Around the traditional herding there grows up, however, a new symbolism
and mythology with essential, State-created functions.

София Соколевич
ФУНКЦИИ ТРАДИЦИОННОЙ КУЛЬТУРЫ В СОВРЕМЕННОМ

ОБЩЕСТВЕ МНР

Резюме
Мое соучастие в исследованиях этнографической экспедиции ПАН в Монголии, посвя­
щенных культурному преображению в процессе перехода от кочевого скотоводства к по­
стоянно оседлой жизни, выразилось в разработке мною следующих тем: 1) выделение из
широко понимаемого культурного круга Средней Азии системы, получившей название
монгольская куьлтура, 2) реконструкции традиционного образца культуры, 3) указание
на наличие вариантов того же образца, продолжающих сохранять связь со стремлением
реализации отдельными лицами. Тема „Функции традиционной культуры в современном
обществе МНР" — это частный случай более широкой проблемы культурной преемствен­
ности. Я полагаю, что существует связь между способом преподнесения образца культуры
обществу и сегодняшней функцией традиционной культуры. Ибо если хозяйственная ско­
товодческая деятельность организируется, а знания, относящиеся к ней, передаются по
принципам совершенно отличным от принципов традиционной культуры, то продолжение
культуры следует искать не в конкретной деятельности, а в сознании людей, в их отношении
к прошлому.
Гипотеза о происпособительных функциях традиционной культуры была формулиро­
вана в исследованиях традиционных культур Европы и их отношением к современной куль­
туре. Быстрые изменения образа жизни представляют собой и благо, и опасность для че­
ловека. Ибо культурная система, которой он может сопоставлять и воспринимать новые
ценности, меняется столь быстро, что и оценка ее становятся практически невозможой.
При таком положении традиционная культура, т. е. отобранное культурное наследие, может
оказывать смягчающее воздействие на это ускорение. Та не изменившаяся, оставленная
от предыдущего периода часть культурного образца, являясь звеном, связующим чело­
века с прошлым, давала крепко вкоренившемуся в прошлое человеку немного времени при­
способиться к новым условиям жизни.
Вопрос о традиционной культуре МНР есть вопрос о характере скотоводческого образа
жизни и способах его продолжательства в современном монгольском обществе.
Вне сомнения, монгольское скотоводство и сегодня связано с животноводством 5 видов
животных (из числа которых лошадь занимает особое место), с сезонными перекочевками,
с приспособлением ритма жизни человека к чередованию сезонов и циклам жизни животных.
Изменение отношения к скотоводству в значительной мере обусловлено способом передачи
скотоводческих знаний. Эти знания передаются прежде всего специалистами, школами,
специально организуемыми курсами. Тематика и методы переподавания становятся пред­
метом заботы и вмешательства государства. При такой системе семейный коллектив те­
ряет свою былую доминирующую позицию. Однако, его прежнее значение остается запе­
чатленным в сознании скотоводов, которые так и заявляют, что в случае затруднений они
обратились бы за советом прежде всего к своим близким.
Изменение способа сообщения знаний связано с принятием принципа специализации
в скотоводстве. Только животноводство 5 видов животных может обеспечить основы быта
населения. Экономической единицей в государственной системе перестает быть единоличное

�FUNKCJE KULTURY TRADYCYJNEJ W MRL

163

скотоводческое хозяйство, ею становится кооператив. Стало быть, члены отдельных семейств
должны в рамках кооператива осуществлять специальные задачи, которые в масштабе ко­
оператива создадут основы быта для всех. Пределы знаний отдельных скотоводов сужива­
ются к знанию лишь некоторых видов животных, вследствие чего скотоводы постепенно
перестают осознавать существование важных связей между ними. Имея в виду выполнение
поставленного перед ними отобранного задания, они не обязаны помнить о функциониро­
вании целой системы.
Особенности) традиционной культуры являлось то, что часть скотоводческих знаний
человек приобретал путем подучивания, чаще всего в семейном коллективе, тогда как дру­
гая часть приобреталась им путем непосредственного опыта. Подучивать начинали рано,
иногда уже на четвертом году жизни. Кажется, что факт раннего обучения, и то, что дети
занимались малыми животными, имело существенное значение для передачи культуры.
Подрастание ребенка и связанное с этим обучение скотоводству происходило постепенно
от ухода за малыми и наиболее распространенными животными (козы и овцы) до работ,
связанных с выращенными животными и их более ценными видами, требующими также
и большей силы, и знаний (коровы, лошади, верблюды). Итак, цикл обучения сочетался
с циклом человеческой жизни. Специализации, являющейся итогом многолетнего опыта,
добивались в зрелом или пожилом возрасте.
Таким образом, современному понятию специалист опрашиваемые подсознательно
придают значение — старший, близкий, отвечающий за семью или суир. И потому, наверно,
современный специалист, т. е. человек, занимающийся узким участком определенной дея­
тельности, не соответствует пониманию этого термина в традиционной культуре. Из этого,
по-видимому, следует, что люди сегодня чаще решаются обратиться за советом к какомунибудь родственнику, к старшему или к кому-либо из руководства, чем к специалисту по­
длинному — например к ветеринару.
В традиционной культуре факт передачи знаний старшим поколением младшему являлся
причиной того, что эти знания не оспаривались. Этим, пожалуй, можно объяснить заметное
у молодых пастухов нежелание учиться у нескольких, вместо у одного пастуха. Осознавая
то, что по роду опыта они отличаются друг от друга, молодые пастухи, соответственно
с переданым им принципом авторитетной передачи по прямой линии, стремились получать
такие сведения, чтобы не оказаться в ситуации выбора, или же получить надежные сведения,
т. е. поступающие от кого-то считающегося авторитетным — в силу того что старшим —
лицом.
Особенной чертой подучивания, заметно отразившейся в традиционной культуре, явля­
ется сообщение сведений в широко ситуационном контексте. В нем невербальная передача
преобладает над вербальной. Некоторые принципы, например, необходимость защищать
ягнят от холода, не нуждаются в словесном обосновании, так как это естественным образом
вытекает изо всей, знакомой детям, обстановки: температуры, беспомощности ягненка,
отсутствия хашанов, соотнесенности юрты с теплом и безопасностью, очевидности сходства
ягненка с ребенком. Такая передача изобилует богатством сведений, причем обоснование
такого, а не иного образа поведения не нуждается в дополнительных словесных пояснениях.
Эта передача выступает чуть ли не повсеместно, хотя и не исключительно лишь в традицион­
ных культурах. Она требует тщательного и длительного программирования, осуществля­
ющегося по отношению к очередному поколению с самого раннего возраста.
Вышеупомянутый обычай приносить новорожденных животных в юрту изображает
близость отношений между человеком и животным. В настоящее время он, в виду стро­
ительства хашанов, редко соблюдается. Это связано с известным сдвигом значения в трак­
товке юрты человеком. Она становится пространством, отводящимся исключительно для
человека, где начинают обязывать образцы поведения, являющиея результатом сравне­
ния сельской обстановки с городской. Юрта должна оставаться чистой и обеспечивать че­
ловеку все более полный комфорт. Место человека и место животного оказались полностью
отделены друг от друга.

�164

ZOFIA SOKOLEWICZ

Большую часть скотоводческих знаний человек приобретал путем непосредственного
опыта. Каждый пастух, познавая природу в ближайшем окружении, открывал ее, так сказать,
на свой страх и риск, независимо от опыта поколений, достигая индивидуальным путем
известного по описаниям совершенства при ориентировке на местности. Природная среда
была для него естественной средой, природной в точном разумении этого слова. Познание
ее имело решающее значение для самой его жизни, тогда как сегодня в большей мере это
обусловливается экономической инфраструктурой и взаимопощью между аймаками. В борьбе
со средой в течение зимы или во время весеннего дзута человек подчеркивал свое значение,
но вместе с тем он ощущал и свою прямую зависимость от нее. И потому, наверное, в тра­
диционной культуре мы находим подтверждение интуитивного признания человека час­
тицей вселенной.
В традиционной культуре это единство традиционного образа мира и человека было
выражено на символическом языке, следы которого не вытеснил полностью ламаизм. Пред­
ставление о мире как о системе, в которой человек имеет свое определенное место, но все,
что в ней происходит, оказывает влияние на человека, а совершаемое им влияет на движение
мира, находит точное отражение в символическом языке. Из принципа связи между озна­
чаемым и означающим и из убеждения, что неправильное его применение может приводить
к досадным для человека последствиям, вытекали языковые табу женщин или — как пред­
почитают некоторые исследователи — женский язык. То же касается и языка охотников.
Относящиеся к скотоводству понятия обладают многочисленными и не случайными эле­
ментами связи с другими сферами культуры. Речь здесь идет не об одном лишь часто встре­
чающемся факте наличия семантических полей, объединяющих, например, названия частей
тела человека или животного с мерой пути или пространства. Они объединяются, однако
же, далее в семиотические и символические системы. Заготовка бараньей туши к новому
году, при строительстве новой юрты, в день отнятия жеребят от кобылы, в годовщины со
дня рождения старших и детей указывает на особый способ сочетания друг с другом этих
праздников. Помещение в эту группу праздников дня отнятия жеребят от кобыл указывает
на особенное место лошади среди пяти видов разводимых животных. Подобным образом
подвеска хадака на шее жеребенка, с матки которого начинают сезон доения кобыл, и на
шее животного, взеущего тело для погребения, указывает на существование связи не только
между важными событиями жизни, но и смерти человека, что вводит нас в сложный вопрос
способа существования вселенной и ее разных состояний. Таким образом человек через
культуры обеспечил себе систематическое возвращение к вопросам связей между различными
аспектами жизни и смерти, сделал возможным синтетический подход к началам мира. Мо­
жно полагать, что эти пять видов животных обеспечивали не только экономическое равно­
весие, но и создавали инфраструктуру культуры на уровне значений и символов, обеспечи­
вающую человеку возможность перемещаться в пределах созданного им образа мира и при­
давая этому миру как целому равновесие, а каждой вещи подобающее ей место в системе.
С этого момзнта можно было бы начать говорить о философии скотоводов. Она поражает
— рассмотргнная на небольшом участке — пытливостью и глубиной укалывания явлений
времени, пространства, структуры материи, движения и основных вопросов человеческого
бытия: жизни и смерти.
Соврзмеиная культура представляет уже иную картину мира и другую философию.
Традиционная философия была частично отвергнута потому, что уже раньше она подвер­
глась серьезным изменениям (ламаизм), и отчасти потому, что под давлением поверхност­
ного эмпаризма, свойсгвзнного всзм странам в период индустриализации, был потерян
символический язык традиционной культуры.
Человек есть создатель культуры нг только в единичном акте творения, но постоянно.
В труде человека мы обнаруживаем черты творчества тогда, когда констатируем, что между
человеком и произведением его труда возникает эмоциональный элемент, когда человек
преобразовывает материю отдавая свою энергию и часть своей индивидуальности. Народ­
ными и традиционными будут для меня не те формы, которые обязательно представляют

�FUNKCJE KULTURY TRADYCYJNEJ W MRL

165

собой совершенные копии образцов, известных с прошлого, но те, которые имеют сущест­
венное значение для создателя, в копирование которых он вкладывает свою эмоциональ­
ную вовлеченность. В этом смысле копировщик может быть творцом. Ибо условием твор­
чества является возникновение особой связи между творцом и произведением. Испытывание
радости пастухами, когда родятся ягнята, когда их кормят заготовленным собою кормом
— это не только радость экономиста, когда выполнен план, который является ведь показа­
телем места во внешней экономической системе. Это в то же время и индивидуальный твор­
ческий акт, позволяющий человеку проявить себя.
Традиционному скотоводству присуща была особенная ритмика сезонных работ и пе­
рекочевок. С подобной же ритмикой проходило и подучивание скотоводству, что не оста­
валось без влияния на отношение человека к животному. Основному делению на зимне-лет­
ний ритм соответствовал обрядовый ритм, начинавшийся поздней зимой с праздников
Нового Года. Большинство обрядов и праздников семейного характера приходится на лет­
ний период, изобилующий также и спортивными играми, гонками и т. п. Современный
государственный праздник 11 июля представляет собой выдающийся момент среди летних
церемоний и обрядов, образуя качественный противовес Новому Году. Однако годичный
ритм нарушается отличием ежедневного ритма труда при разного вида животных. Таким
образом ритмика индивидуального труда с разными видами животных дифференцировала
основной двухсезонный, а затем четырехсезонный ритм скотоводческого года. Вводила
в него нерегулярности в пределах дня, выправляющиеся, хотя и не всегда, единообразием
ночи.
Изменение направления ориентировки личности, с семьи и суира на государство, вы­
ражающееся м. пр. в прогрессирующей специализации, пошатнуло организационно-эконо­
мическую структуру традиционного скотоводства. Изчезновение традиционной символики,
выражавшей связь человека с космосом, ограничило его почти чисто экономической сферой.
Новое скотоводство стало уже иным, ибо изменились и его место, и способ связи с систе­
мой по сравнению с традиционным скотоводством. Однако вокруг последнего образуется
новая символика и мифология с существенными, конструктивными для государства фун­
кциями.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6020" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6000">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5e8c2b986a1af34482a910e98c512c3d.pdf</src>
        <authentication>43874703e46611e22fd464f3e3322697</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71844">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1017</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71845">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71846">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:936</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71847">
                <text>Podarować - znaleźć - zgubić - zbłądzić / ETNOGRAFIA POLSKA 1980 t.24 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71848">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1980 t.24 z.1, s.283-304</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71849">
                <text>Wasilewski, Jerzy Sławomir</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71850">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71851">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71852">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71853">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71854">
                <text>„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. X X I V z. 1
I S S N 0071-1861

JERZY

SŁAWOMIR

WASILEWSKI

PODAROWAĆ — ZNALEŹĆ — ZGUBIĆ — ZBŁĄDZIĆ
NIEKTÓRE K A T E G O R I E JĘZYKA

SYMBOLICZNEGO

ZWIĄZANE Z OPOZYCJĄ Z Y C I E —

ŚMIERĆ

Celem niniejszego a r t y k u ł u jest przedstawienie k i l k u wybranych po­
jęć, które w j ę z y k u symbolicznym tradycyjnej kultury mongolskiej sto­
sowane są do modelowania obrazu „ t a m t e g o ś w i a t a " oraz do organizo­
wania rytualnych z nim k o n t a k t ó w . Podstawowe kategorie, odnoszące
się przede wszystkim do czasu, przestrzeni i ruchu, b y ł y j u ż — tak
jak i generalne założenia metodologiczne — prezentowane w c z e ś n i e j .
Niniejszy tekst stanowi ich k o n t y n u a c j ę , w n o s z ą c pewne dodatkowe
u s z c z e g ó ł o w i e n i a w zakresie mongolskiego m a t e r i a ł u terenowego. Nie
b ę d ę jednak u n i k a ć p r z y w o ł y w a n i a analogii polskich z zakresu tradycyj­
nej kultury wiejskiej, c z y n i ą c tak w przekonaniu, iż w r ó ż n y c h systemach
wierzeniowych m o g ą s i ę pojawiać — pod w a r s t w ą formalnych różnic —
te same zasadnicze kategorie p o j ę c i o w e , leżące u podstaw archaicznych
s p o s o b ó w modelowania ś w i a t a .
W strukturalno-semiotycznym u j ę c i u kategorie te do dychotomicznie
zestawione pary p o j ę c i o w e , t w o r z ą c e uniwersalny zasób opozycji binar­
nych. U j a w n i a j ą się one w y r a ź n i e w każdej dwudzielnej wizji świata,
zdychotomizowanego na „ t e n ś w i a t " (ludzi) i „ t a m t e n świat", b ę d ą c y do­
m e n ą z a r ó w n o z ł y c h , jak i dobrych d u c h ó w z m a r ł y c h p r z o d k ó w oraz
bóstw. Na d y c h o t o m i ę tę m o g ą się nakładać wszelkie opozycyjnie zesta­
wione pary p o j ę c i o w e ; tak w i ę c do modelowania obrazu z a ś w i a t ó w
i o b r z ę d o w y c h s p o s o b ó w komunikacji z nimi s ł u ż y ć b ę d z i e d ł u g a seria
pojęć, zbudowana o c z y w i ś c i e z tych „gorszych" c z ł o n ó w opozycji binar­
nych. P a r ą p o j ę c i o w ą , która odpowiada relacji obu ś w i a t ó w , jest m. in.
opozycja ż y c i e — śmierć. Uściślając: ż y c i e rozumiane jako doczesne
przeciwstawione zostaje śmierci jako jego negacji; w dychotomii takiej
nie ujawnia s i ę w a r t o ś ć śmierci jako życia wiecznego, k t ó r y to jej walor
pozostaje t e ż poza o b r ę b e m niniejszej analizy.
i

1

Patrz:

inwersji,
o

szamańskich

z zakresu

J.

S.

W a s i l e w s k i ,

„Etnografia

misteriach,

etnologii

Symbolika

ruchu

P o l s k a " , t. 22: 1978 z. 1; t e n ż e ,

świata

Warszawa
znaczeń,

1979; t e n ż e ,

„Teksty", nr ЗД979.

Po

obrotowego
Podróże
śmierci

do

i
piekieł.

wędrować.

rytualnej
Rzecz
Szkic

�284

J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

Sądzić można, iż para pojęć ż y c i e — śmierć jako jedna z naczelnych
opozycji o r g a n i z u j ą c y c h ludzką działalność s y m b o l i c z n ą s t a n o w i ć będzie
dogodny klucz do analizy semantyki w i e r z e ń i r y t u a ł ó w . Perspektywicznym
zamiarem autora jest ukazanie, jak wiele treści symbolicznych w y r a ż a ­
nych jest w kulturze za p o m o c ą pojęcia śmierci, jego metafor lub metonimii.
P o n i e w a ż opozycja ś w i a t — z a ś w i a t y odpowiada d o k ł a d n i e opozycji
życie — śmierć, środki symboliczne służące do modelowania obrazu tam­
tego świata i magiczne sposoby nawiązania z nim kontaktu m u s z ą odwo­
ł y w a ć s i ę do symboliki śmierci. Znaczy to, iż w szeregu ś m i e r c i znajdzie
się cała sfera sacrum w osobach z a r ó w n o dobrych, j a k i z ł y c h jej repre­
z e n t a n t ó w . Binarna wizja świata, w ł a ś c i w a dla archaicznego systemu
magiczno-religijnego, zanim przeciwstawi sobie sfery dobrych b ó s t w
i z ł y c h d e m o n ó w łączy je razem we w s p ó l n y m przeciwstawieniu wobec
ziemi i życia ziemskiego. S t ą d też wiele ś r o d k ó w symbolicznych u ż y w a ­
nych w praktykach religijnych w obliczu b ó s t w dobrych b ę d z i e iden­
tycznych jak te, które stosuje się w zabiegach magicznych dla nawiązania
kontaktu z siłą n i e c z y s t ą , wszystkie z a ś one m o g ą p o j a w i ć się w obrzędo­
w o ś c i pogrzebowej. P r z y k ł a d e m najprostszym m o ż e b y ć idea postu. Oczy­
w i ś c i e abstrachujemy tu od s k u t e c z n o ś c i fizjologicznej poszczenia jako
czynnika u ł a t w i a j ą c e g o halucynacje, s t a n o w i ą c e g o w s t ę p n y zabieg tzw.
technik odcięcia z m y s ł o w e g o ; wolno bowiem t r a k t o w a ć post jako autono­
miczny element j ę z y k a symbolicznego, m a j ą c y o k r e ś l o n ą s e m a n t y k ę .
B ę d ą c — z semiotycznego punktu widzenia — metondmią ś m i e r c i stanowi
on dogodny środek symboliczny dla zaznaczenia stanu martwoty; dzięki
temu pojawi s i ę z a r ó w n o w momencie śmierci, jak t e ż przed w y p e ł n i a ­
niem czynności przy ołtarzu kultowym, a wreszcie w odbywanych na
czczo zabiegach magicznych.
P r z y k ł a d p o w y ż s z y ma jedynie w p r o w a d z a j ą c y charakter, albowiem
w kulturze mongolskich pasterzy idea postu zbyt silnie wiązała się
z religią l a m a j s k ą i ś r o d o w i s k i e m klasztornym, by m o ż n a w niej b y ł o
szukać jedynie treści archaicznego ś w i a t o p o g l ą d u . Samo s ł o w o , oznacza­
j ą c e w j ę z y k u mongolskim post — bacag — jest pochodzenia t y b e t a ń ­
skiego. Przestrzegali go z w ł a s z c z a ci pasterze, k t ó r z y czuli się silnie
związani z w i a r ą lamajską, na starość z a ś składali odpowiednie śluby.
T w o r z y ł a się w ten s p o s ó b kategoria ludzi ( m ę ż c z y ź n i uwsz, kobiety
uwsanc), k t ó r z y w ramach p r z y g o t o w a ń do śmierci rezygnowali z tego,
co nieodłącznie w i ą ż e s i ę z ż y c i e m : ś l u b o w a l i c z y s t o ś ć s e k s u a l n ą , po­
wstrzymywali s i ę od jedzenia m i ę s a itp. Daty obserwowania p o s t ó w w y ­
znaczane b y ł y przez ł a m ó w na podstawie lamajskiego kalendarza k s i ę ­
ż y c o w e g o (na ogół 1, 8 i 15 dzień miesiąca). Poza tym przestrzegano
powszechnie postu w dniach p o m i ę d z y śmiercią członka rodziny a jego
pogrzebem. Zakaz o b e j m o w a ł s p o ż y w a n i e ś w i e ż e g o m i ę s a , s t ą d t e ż nie
wolno b y ł o w t y m okresie zabijać zwierząt, co powszechnie motywowano

�PODAROWAĆ-ZNALEZC-ZGUBlC-ZBŁĄDZlC

285

— zgodnie z b u d d y j s k ą doktryną reinkarnacji — obawą, iż dusza zmarłego
przerodzić s i ę m o g ł a w zabijane zwierzę. Także w czasie stypy unikano
podawania m i ę s a , c z ę s t u j ą c gości raczej potrawami z m ą k i i słodyczami.
Nie praktykowano r ó w n i e ż w tym okresie składania regularnych ofiar
z mięsa na domowym ołtarzu, ograniczając się do ofiarowania pierwszych
w danym dniu porcji herbaty — deedż. Przez 21 lub 49 dni po śmierci
trwał zakaz przelewania krwi; informatorzy s t w i e r d z a j ą w y r a ź n i e , iż
„jeśli pokazać krew — źle będzie".
Można chyba przypuszczać, że buddyjska motywacja zakazu o b a w ą
przed zabiciem w ó w c z a s z w i e r z ę c i a m o g ą c e g o potencjalnie stać się rein­
karnacją z m a r ł e g o stanowi t y p o w ą p o w i e r z c h o w n ą racjonalizację. W swej
istocie bowiem zakaz ten zakorzeniony jest w logice ukrytej struktury,
tej n a j g ł ę b s z e j , bo opartej na kategoriach ż y c i e — śmierć. S u g e r u j ę
przyjęcie w y j a ś n i e n i a , k t ó r e traktuje demonstrację k r w i zabijanego
zwierzęcia, podobnie jak i późniejszą k o n s u m p c j ę jego m i ę s a jako mani­
festację „ z n a k ó w życia". Demonstracja tych z n a k ó w nie m o ż e w y s t ę p o ­
w a ć w obliczu śmierci. Zakaz ten bierze się chyba nie tylko, a nawet nie
tyle stąd, ż e taka manifestacja s t a n o w i ł a b y groźbę dla życia w momencie
kryzysu, a w i ę c jak to f o r m u ł u j e fonomenologia: „nadeszła krytyczna
chwila, wszyscy w s t r z y m u j ą oddech" . W y j a ś n i e n i e strukturalne brzmi
inaczej: wszelki obrzęd jako kulturowa reakcja n a stan naturalny polega
na tym, iż na r ó ż n e sposoby, w k i l k u kodach w y r a ż a się i podkreśla
znakami j ę z y k a symbolicznego zaistnienie owego stanu naturalnego;
w wypadku o b r z ę d ó w pogrzebowych i ż a ł o b n y c h — stanu śmierci. S t ą d
obrzędowe o d w r ó c e n i e porządku o b o w i ą z u j ą c e g o w normalnym ż y c i u
(choćby przez zastosowanie inwersji przestrzennych), s t ą d t e ż zawiesze­
nie takich ż y c i o d a j n y c h czynności, jak prokreacja (tabu seksualne
w dniach, k t ó r e w ludowym kalendarzu m a j ą s y m b o l i k ę zaduszną) czy
wymieniona demonstracja k r w i i konsumpcja mięsa.
2

Szerzej wypada p r z e d s t a w i ć kolejny zakaz, m a j ą c y z pozoru z u p e ł n i e
odmienny charakter, w k t ó r y m jednak tkwi — jak s ą d z ę — to samo
podstawowe znaczenie. Jest to powszechny w wielu kulturach — w tym
także w naszej wiejskiej w i e r z e n i o w o ś c i — zakaz p o ż y c z a n i a czegokol­
wiek z domu w pewnych sytuacjach. Interpretując go ł a t w o z a t r z y m a ć s i ę
na poziomie prostych asocjacji c h a r a k t e r y z u j ą c y c h m y ś l e n i e magiczne:
pożyczanie jako wydawanie, ubytek, strata. Materiał mongolski pozwala
jednak pokusić s i ę o w y j a ś n i e n i a głębsze, o d w o ł u j ą c e się znowu do
kategorii życie — śmierć.
Zakaz wydawania jakichkolwiek p r z e d m i o t ó w z jurty — dawania
w darze, w y p o ż y c z a n i a , a nawet wynoszenia popiołu i śmieci — które to
rzeczy są w ó w c z a s ceertej (tabu) obowiązuje w bardzo r ó ż n y c h sytu­
acjach. Przestrzegany jest przez 3 albo 7 dni po ś m i e r c i domownika,
2

G . v a n der L e e u w , F e n o m e n o l o g i a r e l i g i i , W a r s z a w a 1978, s. 81.

�286

J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

kiedy to nie wolno w y n o s i ć z jurty ż a d n y c h p r z e d m i o t ó w . Data pogrzebu
będzie dniem o b ł o ż o n y m tym zakazem przez n a s t ę p n e lata, jak długo
rodzina o rocznicy tej pamięta. W przeszłości lama w s k a z y w a ł przedmio­
ty, k t ó r e m i a ł y podlegać najostrzejszemu zakazowi p o ż y c z a n i a i sprze­
daży. Dodać trzeba, że o ile po śmierci domownika rodzina unika dawa­
nia czegokolwiek na z e w n ą t r z , to zarazem nader g o ś c i n n i e podejmuje
się p r z y b y s z ó w w jurcie, co informatorzy k o m e n t u j ą w prostych s ł o ­
wach: „bo m y ś l ą , że k a r m i ą tak zmarłego".
Ten sam zakaz o b o w i ą z y w a ł po w y p e ł n i e n i u dorocznego lamajskiego
obrzędu p r z y w o ł y w a n i a p o m y ś l n o ś c i dallaga awach. Przestrzegano go
r ó w n i e ż po takich dorocznych ceremoniach lamajskich, jak ofiara dla
ognia gal tachich, w której ognisku domowemu s k ł a d a n o z a w i n i ę t y
w j e d w a b n ą szarfę mostek barani oraz po seter tawich — p o ś w i ę c e n i u
z w i e r z ę c i a ze stada lamajskiemu b ó s t w u . Na wszystkich tych obrzędach
lamaizm w y c i s n ą ł swe piętno (np. s ł o w o seter na oznaczenie p o ś w i ę c o ­
nego zwierzęcia pochodzi z t y b e t a ń s k i e g o c'e-tar — „znak uwolnienia"),
ale mają one r ó w n i e ż swoje miejscowe antycypacje. I n t e r e s u j ą c y nas
w tym miejscu zakaz pożyczania d o t y c z y ł m i ę s a , mleka, soli oraz przed­
m i o t ó w ze srebra i złota. Motywacje deklarowane przez pasterzy nie
b y ł y jednoznaczne: „grzech", „ z m a r ł e m u się zaszkodzi", ,,z jurty ubędzie".
Surowo przestrzegano zakazu wydawania jakichkolwiek przedmio­
t ó w przez 3 dni po kastracji b a r a n ó w , jako że m o g ł y b y to szkodliwie
w p ł y n ą ć na gojenie s i ę ran. Także po porodzie w i e l b ł ą d z i c y nie wolno by­
ło w y n o s i ć ani soli, ani ognia (zdaniem i n f o r m a t o r ó w „bez nich nie m o ż ­
na żyć"), inaczej bowiem m o ż e w n a s t ę p n y m roku z d e c h n ą ć p r z y c h ó w e k .
Zakaz ten nie o b o w i ą z y w a ł po porodach innych zwierząt, co pasterze
próbowali t ł u m a c z y ć s z c z e g ó l n y m szacunkiem dla w i e l b ł ą d a jako zwie­
rzęcia d ł u g o w i e c z n e g o . Na koniec wypada w s p o m n i e ć o zakazie wyno­
szenia z jurty ognia i popiołu po seansie szamańskim, a także — ten
motyw pojawia s i ę w r ó ż n y c h systemach wierzeniowych całego chyba
ś w i a t a — po zachodzie słońca.
Spośród p o w y ż s z y c h z a k a z ó w n a j w a ż n i e j s z y b y ł dla relacjonujących
ten o b o w i ą z u j ą c y po kastracji baranów. T u najkonkretniej f o r m u ł o w a ­
no konsekwencje jego złamania. S ą one dwojakiego charakteru: powia­
da się, że „rana s i ę nie zagoi" albo też, że „ w ten sposób otwiera się dro­
g ę dla w y d a t k ó w " . Sankcje te s f o r m u ł o w a n e s ą w sposób znamienny
dla magicznego m y ś l e n i a asocjacyjnego, bazują one n i e w ą t p l i w i e na w s p ó l ­
nej w obu wypadkach symbolice otwarcia. Z a r ó w n o bowiem „rana", jak
i „ w y d a n i e czegokolwiek z jurty" s t a n o w i ą rodzaj otwarcia; są zatem
pojęciami symetrycznymi, pozostają w logicznym z w i ą z k u ze sobą. K a ż ­
de z tych „otwarć" jest niepożądane, wzmacnianie zaś jednego drugim
(wydawanie czegoś, gdy rana jest jeszcze niezasklepiona) m o ż e okazać
się szkodliwe dla każdego z nich. Obie motywacje są w i ę c z punktu w i ­
dzenia m y ś l i magicznej r ó w n i e uzasadnione, c z ł o w i e k zaś z n a j ą c y ó w za-

�PODAROWAC-ZNALEŻC-ZGUBIĆ-ZBŁĄDZIC

287

kaz (relacjonujący go informator) „ m a do wyboru", na którą sankcję
w swojej wierze ma się z d e c y d o w a ć ; m o ż e zresztą połączyć obie.
Czy jednak w y j a ś n i e n i a o d w o ł u j ą c e się do poziomu m y ś l e n i a magicz­
nego w y s t a r c z a j ą we wszystkich p o w y ż s z y c h przypadkach? Sądzę, iż lo­
gika zakazu spoczywa głębiej, tak jak g ł ę b s z y jest w e w n ę t r z n y z w i ą z e k
wszystkich sytuacji, w k t ó r y c h zakaz ó w obowiązuje. Można się spodzie­
wać, iż w y j a ś n i e n i a magiczne p r z y k r y w a j ą sobą strukturę ukrytą. Logika
magii, działalności przecież utylitarnej i psychologicznie bliskiej c z ł o ­
wiekowi, jest bowiem stosunkowo prosta, m o ż e w i ę c p o s ł u ż y ć ludziom
do w y j a ś n i e n i a działań, k t ó r y c h n a j g ł ę b s z y sens jest dla nich samych
niezrozumiały. Magia s ł u ż y tu w i ę c — m o ż e zabrzmi to paradoksalnie —
racjonalizacji.
Co natomiast m i a ł o b y stanowić głębszą strukturę p o w y ż s z y c h zaka­
z ó w ? Odpowiedź wynika z analizy pojęcia tabu, którego mongolskie ceertej jest przecież ś c i s ł y m odpowiednikiem „Tabu jest to unikanie pew­
nych czynności i s ł ó w z bo jaźni przed mocą. S ł ó w , które dotyczą takich
dziedzin krytycznych, jak polowanie, wojna, stosunek p ł c i o w y , lepiej nie
wymawiać... [w w y n i k u nałożenia tabu] pojawia się w i ę c ś w i a d o m i e
w y w o ł a n e zatamowanie nurtu życia" . W p o w y ż s z y m określeniu p o ł ó ż m y
nacisk na p o j ę c i u „życia", rozumiejąc je przy tym o c z y w i ś c i e jako człon
opozycji binarnej; w y j a ś n i a nam ono w i ę c e j niż — traktowana przez
samego G . van der Leeuwa jako w y j ś c i o w a — idea „mocy". Tabu po­
woduje w ł a ś n i e ustanie życia. Okresowy zakaz prokreacji — tabu seksu­
alne — jest najsilniejszym sposobem manifestacji stanu śmierci, zawie­
szenia życia w jego najbardziej witalnym aspekcie. W Mongolii stosunki
seksualne b y ł y ceertej m. in. dla tych, którzy przygotowywali się do pro­
wadzenia ceremonii kultowych na owonach. Kontakt ze świętością w y ­
maga czystości r ó w n o z n a c z n e j z wyzbyciem się z n a k ó w życia.
3

P o w y ż s z e rozważania nie o d w o d z ą nas wcale od zagadnienia zakazu
dawania. Wynika z nich ono logicznie, o c z y w i ś c i e pod warunkiem, że
dawanej rzeczy nie b ę d z i e m y t r a k t o w a ć w y ł ą c z n i e jako wartości ekono­
micznej ani jako korelatu w i ę z i społecznych, lecz spojrzymy na n i ą jako
na element symboliczny. O d w o ł a j m y się z n ó w do trafnie uwydatniają­
cych ten aspekt daru s t w i e r d z e ń ojca fenomenologii religii: w darze „ n a j ­
w a ż n i e j s z e jest nie to, ż e ktoś coś otrzymuje, lecz ż e prąd życia p ł y n i e
dalej... [dar, ofiara] staje w centrum życia, jest d z i a ł a n i e m samej mocy
życia" .
4

Zakładam, iż rzeczy wydawane z jurty m o ż n a traktować na tej samej
co dar zasadzie. W przypadku n i e k t ó r y c h z nich mamy n a j w y r a ź n i e j do
czynienia z symbolicznymi „ k w a n t a m i życia", o w y r a ź n i e zapisanej funk­
cji stymulatora witalności. Dlatego w ł a ś n i e zakaz dawania dotyczy szcze3

Tamże,

s.

1

Tamże,

s.

80-81.
403.

�288

J E R Z Y S.

WASILEWSKI

golnie mleka i mięsa, ognia wraz z popiołem, soli — traktowanych jak
wiemy przez pasterzy jako „rzeczy, bez k t ó r y c h nie m o ż n a ż y ć " — oraz
p r z e d m i o t ó w ze złota i srebra. Z w r ó ć m y u w a g ę , ż e sól w wielu kultu­
rach pełni rolę symbolicznego ł a d u n k u życia, stąd jej rola w obrzędach
narodzinowych oraz apotropaiczne zastosowanie w magii przeciwko w y ­
w o d z ą c y m się z porządku śmierci demonom. To samo dotyczy metali
szlachetnych. „Złoto, które ma b a r w ę Słońca, ma t e ż w sobie część jego
życiodajnej siły... K r ó l o w i e rozdzielając złoto w ś r ó d swych u l u b i e ń c ó w
zarazem obdarzali ich ż y c i e m . D l a G r e k ó w symbolem życia b y ł y złote
jabłka Hesperyd" .
Wolno sądzić, że r ó w n i e ż dla M o n g o ł ó w dar s t a n o w i ł m a n i f e s t a c j ę ż y ­
cia; w tym sensie podobny b y ł do demonstracji k r w i — oba te zjawi­
ska (darowanie i krwawienie) b y ł y już zresztą intuicyjnie zestawiane .
Muszą one zostać zawieszone w kontakcie ze śmiercią, stąd zakaz zabija­
nia zwierząt i wydawania rzeczy po pogrzebie; jako że noc jest analo­
giczna wobec śmierci, w i ę c t e ż ten sam zakaz o b o w i ą z u j e po zachodzie
słońca. Podobnie m o ż n a go chyba rozumieć w pozostałych przypadkach
kontaktu ze ś w i a t e m sacrum — podczas jurtowych o b r z ę d ó w ofiarnych.
Rodzi s i ę co n a j w y ż e j pytanie, czy stosowanie ś r o d k ó w symbolicznych
b ę d ą c y c h negacją życia nie jest poniekąd ś w i a d e c t w e m pierwotnego
z w i ą z k u tych ceremonii z kultem z m a r ł y c h (przodków), logiczne jest bo­
wiem, iż przede wszystkim w takich obrzędach m u s i a ł w y s t ę p o w a ć ó w
zakaz demonstracji z n a k ó w życia. Zgodnie jednak z deklarowanym na
w s t ę p i e z a ł o ż e n i e m binaryzmu p o w i e d z i e ć trzeba, iż k a ż d y rytualny
z w i ą z e k ze sferą ś w i ę t o ś c i o d w o ł y w a ć się m o ż e do ś r o d k ó w b a z u j ą c y c h
na symbolice śmierci.
5

6

Zakaz wydawania p r z e d m i o t ó w z jurty po kastracji b a r a n ó w to przy­
padek szczególny, do którego jak w i d z i e l i ś m y także płytsze, magiczne w y ­
jaśnienie pasuje stosunkowo dobrze; tym niemniej i tu jest miejsce dla
interpretacji w kategoriach życie — śmierć. Otóż zabieg ó w stanowi
z p e w n o ś c i ą m e t o n i m i ę tej ostatniej. Przeprowadzając go pasterze oba­
wiali się o ż y c i e zwierząt; na w s t ę p i e wykonywano r y t magiczny m a ­
jący uchronić z w i e r z ę od śmierci i przenieść ją na obiekt zastępczy,
o p e r u j ą c y m zaś życzono w krótkim hymnie „lekkiej ręki". W sytuacji
metonimicznej śmierci o b o w i ą z y w a ć zatem powinien ten sam zakaz oka­
zywania z n a k ó w życia, co wobec śmierci rzeczywistej. Jest on jak wie­
my respektowany bardzo surowo — zarazem jednak zwyczaj nakazuje,
by osobom o p e r u j ą c y m w r ę c z y ć dar, nie obawiając się przy tym nega­
tywnych konsekwencji, bo „tylko one b ę d ą o tym wiedzieć".
Dar w tym momencie nie jest wcale — jakby m o g ł o się z d a w a ć —
w y ł o m e m w opisywanej dotychczas strukturze. Przeciwnie, potwierdza
S

-Tamże,
Tamże,

8

s. 90.
s. 400.

�PODAROWAC-ZNALE2Ć-ZGUBIĆ-ZBŁĄDZIC

289

się tu jego rola jako ł a d u n k u życia; jest on na miejscu nie tylko ze
społeczno-pragmatycznego, ale też z czysto semantycznego punktu w i ­
dzenia. Oto p r z e c i e ż n a l e ż y obdarzyć kwantem życia tych, k t ó r z y z e t k n ę ­
li się najbliżej ze śmiercią, trzeba bowiem podnieść ich o b n i ż o n y poten­
cjał energetyczny. Zapewne taka koncepcja daru za wykonanie pewnej
czynności wymaga jeszcze drobiazgowego m a t e r i a ł o w e g o sprawdzenia
(rodzaj z a b i e g ó w wynagradzanych, semantyka p r z e d m i o t ó w darowanych
itp.). Rysuje s i ę jednak m o ż l i w o ś ć nowego spojrzenia na rolę darów,
jakimi wynagradzane b y ł o wykonanie czynności oczyszczających w ob­
rzędach przejścia. N a l e ż ą tu b y ć m o ż e dary dla akuszerki albo osoby dokonującej postrzyżyn, zwłaszcza że obrzędy narodzinowe i okresu dzie­
cięcego w i ą ż ą się z ideą śmierci o tyle, o ile same narodziny traktowane
są w archaicznym systemie w y o b r a ż e ń jako fakt pozostający w zwier­
ciadlanej symetrii wobec śmierci, s t a n o w i ą c y w y ł a n i a n i e się z niebytu.
Dar, dawanie — pojęcia przeciwstawne wobec idei zakazu w y d a ­
wania — p o s ł u ż y ł y zatem do jej w y j a ś n i e n i a . Na zakończenie wywodu
dodajmy jeszcze, iż tradycyjna w i e r z e n i o w o ś ć zna pojęcie tworzące ś c i ­
słą opozycję wobec zakazu dawania — jest nim nakaz pożyczania. For­
m u ł o w a n y jest on np. w takim oto polskim wierzeniu: kobiecie ciężar­
nej, która prosi o p o ż y c z e n i e czegoś, nie wolno tego przedmiotu odmówić,
bo inaczej myszy w y g r y z ą dziurę. T a k w i ę c w parze z ż y c i e m — zna­
mionowanym przez b r z e m i e n n o ś ć — iść musi dawanie, odmowa zaś daru
przynosi jeśli nie śmierć, to przynajmniej zniszczenie, destrukcję. Opo­
zycja dar — zakaz daru, d a w a ć — odmawiać, odpowiada w i ę c opozycji
życie — śmierć.
Kolejną parę pojęciową, która identycznie koreluje się z tą podsta­
w o w ą opozycją, jest para ś w i a d o m o ś ć — n i e ś w i a d o m o ś ć . Jej drugi człon
stosowany jest powszechnie do charakteryzowania stanów, w k t ó r y c h
m o ż l i w y jest kontakt c z ł o w i e k a ze sferą zjawisk nadnaturalnych. Nie
mam tu jednak n a m y ś l i s t a n ó w szamańskiej ekstazy czy innych przeżyć
paranormalnych. P o z o s t a ń m y przy rytuałach wykonywanych niby to
świadomie, w k t ó r y c h jednak moment niewiedzy, n i e ś w i a d o m o ś c i ma
g w a r a n t o w a ć m a g i c z n ą skuteczność. D l a przykładu wspomnijmy o noto­
rycznie p o w t a r z a j ą c y m się w magicznych receptach wymogu utrzymywa­
nia danej kuracji w tajemnicy, inaczej bowiem okaże się ona nieskutecz­
na. T a k w i ę c w e d ł u g torguckiego przepisu na ł a t w y poród n a l e ż y maścią
z m ó z g u w ę ż a p o s m a r o w a ć organy rodzącej, tak jednak, by ona sama
o tym nie wiedziała. I nie warto chyba doszukiwać się w idei skrytości,
utrzymywania zabiegu w tajemnicy, jakichś intencji psychotechnicznych,
ludowej terapeutki itp. N i e ś w i a d o m o ś ć , n i e j a w n o ś ć i p r z y p a d k o w o ś ć m a ­
ją s w ą w ł a s n ą s e m a n t y k ę , s t a n o w i ą autonomiczne elementy języka s y m ­
bolicznego i to wystarczy, by znalazły zastosowanie w przekazach magicz­
nych. To stąd w polskich podaniach skarb ujawnia się temu kto nie
szuka go celowo; na tamtym ś w i e c i e działanie intencjonalne jest bo19 — E t n o g r a f i a P o l s k a , X X I V , z. 1

�290

J E R Z Y S.

WASILEWSKI

wiem — przeciwnie aniżeli na ziemi — nieskuteczne. T a k w i ę c c h ł o p ­
cu, k t ó r e m u przypadkiem wpada czapka do lochu, diabeł wyrzuca ją,
pełną pieniędzy, temu zaś, który w r z u c i ł ją tam n a u m y ś l n i e , zwraca j ą
z gnojem albo też wprost u r y w a g ł o w ę .
7

Tak w i ę c badając relację ś w i a d o m o ś ć — n i e ś w i a d o m o ś ć w kontakcie
z tamtym ś w i a t e m z w r ó c i m y u w a g ę na takie jej konkretyzacje, jak: i n ­
tencjonalnie — przypadkowo czy t e ż jawnie — skrycie. I tak dochodzi­
my do pary pojęć zgubione — znalezione (mong. gardz-oldz). Choć są to
pojęcia antyteczne, to o c z y w i ś c i e nie s t a n o w i ą one opozycji adekwatnej
wobec pary ś w i a d o m o ś ć — n i e ś w i a d o m o ś ć . Znajdą się one łącznie w serii
wyznaczanej przez n i e ś w i a d o m o ś ć (w przeciwstawieniu wobec przedmio­
t ó w uzyskanych lub utraconych intencjonalnie) albowiem ich status lo­
giczny jest podobny: zguba to coś, co traci się w sposób bezwiedny, tak
jak i znalezienie nie zależy od udziału woli. Rozpocznijmy od przedsta­
wienia mongolskiego r y t u a ł u tzw. „gubienia dziecka", chuuched
geczichle. Pod tą e u f e m i s t y c z n ą n a z w ą kryje się odprawiany n i e g d y ś p o c h ó w e k
dziecka, które zmarło mniej w i ę c e j przed trzecim rokiem życia. Z w ł o k i
zaszywano w skórę, konny jeździec z a ś przytraczał ó w worek do siod­
ła w sposób celowo niestaranny. N a s t ę p n i e galopem u d a w a ł się na tere­
ny odludne, gdzie długo k l u c z y ł i błądził, tak p o w o d u j ą c koniem, by
wreszcie worek odwiązał się sam, bez jego wiedzy i czynnego udziału.
Zgubienie takie jest środkiem w y s ł a n i a z m a r ł e g o dziecka w zaświaty,
aby uległo ono szybkiej reinkarnacji i odrodziło się ponownie w tej sa­
mej rodzinie. D o s t ę p n y m na ziemi obszarem, który m o ż e r e p r e z e n t o w a ć
symbolicznie tamten świat, jest w binarnej klasyfikacji k a ż d y teren bez­
ludny, pozbawiony ś l a d ó w obecności c z ł o w i e k a i zwierząt, nazywany przez
pasterzy mongolskich „ c z y s t y m miejscem", cewer gadzar. Termin „ c z y ­
stość" pojawia się już po raz w t ó r y — podobnie jak w k o n t e k ś c i e tabu
seksualnego — na oznaczenie braku z n a k ó w życia.
Podobny do w y ż e j opisanego sposób p o c h ó w k u relacjonował dla T u w i j e ż y k ó w F . K o n . Ciało zmarłego p r z y w i ą z y w a n o do kłody, którą przez
otwór w ścianie jurty w y w l e k a ł n a g ł y m szarpnięciem liny konny j e ź ­
dziec. Klucząc w galopie po bezdrożach porzucał z w ł o k i i nie oglądając
się za siebie w r a c a ł mylnymi drogami. Z w r ó ć m y u w a g ę n a motyw powro­
tu z pogrzebu okrężną drogą, znany w r ó ż n y c h systemach wierzeniowych.
Posiada on na ogół m o t y w a c j ę magiczną, mając jakoby na celu zmyle­
nie duszy zmarłego i zapobieżenie jej powrotowi do ś w i a t a ż y w y c h . P a ­
m i ę t a m y jednak, iż pod powierzchnią takich magicznych t ł u m a c z e ń —
8

'J.

Krzyżanowski,

Polska

bajka

ludowa

w

układzie

systematycznym,

t. I I , W a r s z a w a 1963, s. 219.
8

F. K o n ,

Za

M o s k w a 1934, s. 64.

50

let.

Sobranie

soczinienii,

t.

I I I : Ekspiedicija

w

Sojotiil,

�PODAROWAĆ-ZNALEŻC-ZGUBIĆ-ZBŁĄDZIĆ

291

bardzo ż y w y c h i rozpowszechnionych, albowiem w s k a z u j ą c y c h na celo­
wość, bezpośrednią przydatność stosowania danego zabiegu symboliczne­
go — kryje się głęboka logika znaczeń; nie chodzi w niej o m a g i c z n ą
skuteczność, lecz tylko o w y r a ż e n i e w j ę z y k u symboli istniejącego sta­
nu. Sądzę, ż e w omawianym wypadku poprzez kluczenie i błądzenie
wyrażona zostaje idea zawieszenia świadomości i zakłóceń struktury cza­
soprzestrzennej, jakie p a n o w a ć mają w krainie śmierci.
W relacjach mitologicznych wielu l u d ó w jest błądzenie typowym
sposobem w ę d r o w a n i a po zaświatach. Rozkładając ten motyw na p o j ę ­
cia abstrakcyjne m o ż n a powiedzieć, iż błąkanie owo wynika z innej na
tamtym ś w i e c i e struktury czasu i przestrzeni (wzmiankowane inwersje,
zakrzywienie przestrzeni u n i e m o ż l i w i a j ą c e wydostanie się, brak u p ł y w u
czasu itd.) oraz stąd, iż ustaje tam ludzka pamięć i ś w i a d o m o ś ć . B ł ą k a ­
ją się cienie elizejskie, błądzą herosowie typu Odyseusza, którzy w swych
w ę d r ó w k a c h po nieschodzonych drogach anekumeny ocierają się o śmierć,
błędne ścieżki oferuje labirynt — znane już w najbardziej archaicznych
kulturach w y o b r a ż e n i e z a ś w i a t ó w . Pojęcia takie, jak błąd — obłęd —
przybłęda — obłąkaniec, w i ą ż ą się z przynależnością do innego świata.
Nie mnożąc dalszych p r z y k ł a d ó w z w r ó c i m y jedynie u w a g ę na pojęcie
błędu, p o m y ł k i jako ś w i a d e c t w a ingerencji d e m o n ó w . Jest tu miejsce
zarówno dla ś r e d n i o w i e c z n e g o mnicha, który zrobiwszy błąd w przepi­
sywanej księdze w i n i ł za to diabła, jak i dla kobiety z mongolskich
opowieści wierzeniowych, która p o m y ł k ę w odmawianiu przepisanej for­
m u ł y magicznej przypłaciła kulawością.
Z a u w a ż m y , iż k u l a w o ś ć — ogólnie znana i nie w y m a g a j ą c a komen­
tarza sankcja za wkroczenie w sferę z a ś w i a t ó w — pojawia się także
w mongolskich wierzeniach w z w i ą z k u ze w z m i a n k o w ą ideą „czystego
miejsca". Oto bowiem cewer gadzar stanowi klasyfikacyjne z a ś w i a t y nie
tylko w obrzędzie pogrzebowym, lecz też po narodzinach. Wtedy to zako­
puje się na tym terenie ten cielesny zaczątek nowego życia i nowych
narodzin, jakim jest łożysko. Chowa się je tam posypane ziarnem, solą
i kadzidlanym proszkiem z jałowca arc wraz z baranią kością astragalową szagaj; ta ostatnia jest zapewne nosicielem idei ciągłości m i ę d z y p o ­
koleniowej, symbolizuje linię pochodzeniową. Zakopanie placenty razem
z tymi symbolicznymi nośnikami życia ma z a g w a r a n t o w a ć rodzenie się
dalszego potomstwa. Przy tej okazji f o r m u ł u j e się zakaz stąpania na
miejscu, gdzie obiekty te są zakopane. Ten kto b ę d z i e t a m t ę d y chodził —
okuleje.
Pojęcie zguby, od którego rozpoczęliśmy nasz w y w ó d , znajduje swe
o d w r ó c e n i e w idei znalezienia. Skoro zatem zgubienie jest sposobem w y ­
ekspediowania czegoś w z a ś w i a t y (w tym kontekście p o r ó w n a j polskie
powiedzenia na temat rzeczy zgubionej: „diabeł ogonem przykrył", „diab­
li na f o r m ę porwali', a także — z diabłem z a s t ą p i o n y m przez obcych —
„Żydzi na drągu wynieśli"), w i ę c t e ż znalezienie m o ż e b y ć traktowane

�292

J E R Z Y S.

WASILEWSKI

jako odbiór przesyłki z tamtego świata. Dzieje się tak r z e c z y w i ś c i e
c h o ć b y w magii, gdzie rzeczy przypadkowo znalezione w stepie — z w ł a s z ­
cza stare przedmioty, s p ł o w i a ł e od wiatru i słońca — traktowane są jako
szczególnie skuteczne. Skoro gubienie w y s t ę p u j e w pogrzebie, to syme­
tryczne wobec niego znajdowanie powinno p o j a w i ć się w z w i ą z k u z n a ­
rodzinami. W istocie, w mongolskich pieśniach weselnych ż y c z y się c z ę ­
sto pannie m ł o d e j „znaleziska"; oldz; eufemizm ten oznacza przyszłe
dziecko. Z t ą s a m ą intencją wypowiada się s ł o w a „ n i e c h będzie znalezi­
sko" w y r z u c a j ą c dwie obrane z m i ę s a kostki z tylnej nogi barana. S ą
to chrząstki, na k t ó r y c h gotuje się bulion służący do pierwszego obrzędo­
wego obmywania noworodka, wrzuca się je też do wody k a ż d o r a z o w o
m y j ą c dziecko. Rytualno-ludycznego aktu wyrzucania kostek d o k o n y w a ł
gospodarz, w y s t r z e l i w u j ą c je po zjedzeniu m i ę s a z ręki przełożonej pod
kolanem m i ę d z y nogami. Ś c i ę g n e m Achillesa borwi powinien trafić w we­
z g ł o w i e m a ł ż e ń s k i e g o łóżka, rzepką k o l a n o w ą z a ś tojg c e l o w a ł w g ó r ­
ny otwór jurty, w jego p r a w ą lub l e w ą p o ł o w ę , zależnie od tego, czy
chciał m i e ć córkę, czy syna. Trzeba w y j a ś n i ć , ż e o t w ó r dymno-okienny
traktowany b y ł jako miejsce pobytu duszyczek p r z y s z ł y c h dzieci. Ż y c z e ­
nie potomstwa m o g ł o b y ć w y r a ż o n e s ł o w a m i „ n i e c h b ę d z i e znalezisko",
oldz oroo, albo wprost: „niech b ę d z i e ładne, m i ł e dziecko", ongotej
chodrchon chuuched garach boldtugaj.
Idea znalezienia — nadal w z w i ą z k u z narodzeniem — pojawia s i ę
także w z a k o ń c z e n i u p o c h ó w k u . Gdy dla wywiezienia z w ł o k na cmen­
tarz układa się je na grzbiecie wielbłąda, to za pomost służą dwa od­
w r ó c o n e do góry dnem kosze, przeznaczone do zbierania suchego nawozu
na opał. Powracając z cmentarza kosze te n a l e ż y n a p e ł n i ć nawozem —
który w ó w c z a s nazywa się w ł a ś n i e „znaleziskiem" — i w y p a l i ć go n a ­
tychmiast w ogniu. W tej niejasnej dla samych pasterzy praktyce zawar­
ta jest chyba symbolika odrodzenia, jakie nastąpić ma po śmierci. D z i ­
w i ć może, iż kosze do nawozu, przedmioty o tak niskiej randze, u ż y w a n e
są jako akcesoria pogrzebowe. B y ć m o ż e w y j a ś n i e n i e tkwi w mitologii
poszukiwania. Skoro rzeczy przypadkowo znalezione traktowane s ą jako
pochodzące ze sfery sakralnej, to wszelkie zajęcia zbierackie m o g ą m i e ć
s w ą m a ł ą m i t o l o g i ę , w której b y ł y b y opisywane na w z ó r w y p r a w na
tamten świat. W tradycyjnej kulturze c h ł o p s k i e j d o t y c z y ł o to np. zbie­
rania g r z y b ó w . „ P o d o b i e ń s t w o grzybobrania do przechadzki c i e n i ó w eli­
zejskich" nie jest tylko z e w n ę t r z n e ; wierzenia na temat g r z y b ó w upo­
dobniają je do d a r ó w tamtego świata, które po wyniesieniu na z i e m i ę
tracą s w ó j cudowny walor, ulegają dematerializacji. M o ż e w i ę c r ó w n i e ż
kosz do zbierania opału w stepie (czynność ta jest c z ę s t y m motywem
w folklorze mongolskim) zawiera głębsze znaczenie symboliczne jako
rekwizyt kontaktu z tamtym ś w i a t e m ?
Skoro d o t k n ę l i ś m y symboliki pewnych niepozornych r e k w i z y t ó w w i ą ­
żących się ze śmiercią to zaprezentujemy teraz ciąg perypetii, jaki z a -

�293

PODAROWAC-ZNALE2C-ZGUBIC-ZBŁĄDZIC

rysowuje s i ę przy analizie takich w ł a ś n i e przedmiotów. D l a uproszcze­
nia przyjmijmy, iż punktem w y j ś c i a jest grzebień; w istocie w tej sa­
mej roli p o j a w i a ć się będą, jak zobaczymy, różne podobne d o ń przedmio­
ty. W wielu systemach wierzeniowych pojawia się on jako akcesorium
pochówku. W tradycyjnej kulturze wiejskiej b y w a ł składany do trumny
obok kilku innych osobistych rzeczy zmarłego. Trudno tu na początek
dopatrywać się tej roli symbolicznej, jaką ten sam przedmiot pełni np.
w p o c h ó w k u t y b e t a ń s k i m , a mianowicie funkcji apotropaicznych. Oto
w tybetańskiej ceremonii w y s y ł a n i a duszy zmarłego na tamten ś w i a t
(sanglion), przeprowadzanej przez czarownika-szamana zaraz po pogrze­
bie, zaopatruje się duszę w środki magiczne, m a j ą c e ochronić ją przed
demonami, zagrażającymi jej w drodze do krainy p r z o d k ó w
Rum-lyang.
Są tu m. in. szczotka i grzebień, które rzucone przez duszę za siebie za­
mienią się w zaporę, zagradzającą drogę z ł y m duchom .
9

Można przypuszczać, że takie w ł a ś n i e rozumienie symboliki przed­
m i o t ó w typu grzebienia legło u podstaw wykorzystania tego motywu
w licznych bajkach i podaniach. Badający historyczno-etnograficzne (ob­
r z ę d o w e i wierzeniowe) źródła baśni magicznej W. Propp stwierdził, iż
motyw grzebienia zamieniającego się w łańcuch gór w ucieczce przed
złymi duchami r o z u m i e ć n a l e ż y jako wyraz idei nieprzekraczalności —
czy raczej trudności w pokonaniu granicy m i ę d z y tym a tamtym ś w i a ­
tem . Z a przykład m o ż e służyć znane podanie o k r ó l o w e j Kindze, która
w ucieczce przed Tatarami rzuciła za siebie grzebień i wstążkę, z czego
p o w s t a ł y Pieniny i Dunajec. Mamy tu w y r a ź n i e do czynienia z transfor­
macją schematu „ucieczki z tamtego świata". Pojawia się tu przecież nie
tylko „ten sam grzebień' ale i to samo demoniczne zagrożenie; w średnio­
wiecznej Europie Tatarzy traktowani są o c z y w i ś c i e jako przybysze z T a r taru, czemu daje wyraz nie tylko ludowa etymologia, ale i oficjalna
pisownia (w j ę z y k u angielskim forma the Tartars utrzymuje się do X I X
wieku). Co zaś tyczy s i ę postaci samej bohaterki, to należałoby zastanowić
się, czy pierwotnie nie spełniała ona bardziej heroicznej roli zanim h i ­
storia nie skazała jej na niefortunną ucieczkę. „Legenda jest mitem,
który po drodze zahaczył o jakieś miejsce lub fakt historyczny" —•
powiada G . van der L e e u w . U z u p e ł n i j m y to stwierdzenie: pech chciał,
iż w tym wypadku mit zaczepił o okoliczności dziejowe n i e p o m y ś l n e , co
sprawiło, iż w legendzie akcent pada na moment klęski, ucieczki. B y ć
m o ż e jednak ucieczkę przed demonami p r z y b y w a j ą c y m i z tamtego ś w i a 1 0

1 1

9

M . H e r m a n n s , Schamanen-Pseudoschamanen,

vergleichen.de

Studie

religióser

Urphanomene,

Erloser

und

Hettbringer.

Eine

Teil I I : Pseudo-Schamanen, Wiesba­

d e n 1970, s. 90.
1 0

W. P r o p p ,

1 1

V a n der L e e u w , op. cit, s. 458.

Istoriczeskije

korni

wołszebnoj

skazki,

M o s k w a — L e n i n g r a d 1949.

�294

J E R Z Y S.

WASILEWSKI

ta poprzedzała — zgodnie z p e ł n y m schematem mitologicznym — jakaś
triumfalna, heroiczna przeciw nim wyprawa?
Nie chcąc bynajmniej pochopnie s u g e r o w a ć parabeli m i ę d z y postacią
błogosławionej K i n g i a herosami d o k o n u j ą c y m i zstąpienia do p i e k i e ł (wy­
starczy, ż e sam motyw ucieczki jest w obu wypadkach jednakowo ujmowa­
ny) przedstawmy raczej topos w y p r a w y bohatera do k r a i n y śmierci na
podstawie mongolskiego m a t e r i a ł u wierzeniowego, p a m i ę t a j ą c zarazem
stale o „ m o t y w i e grzebienia". Taką b o h a t e r s k ą postacią jest B a l d a n - L c h a m , w y o b r a ż a n y na lamajskich ikonach jako b ó s t w o g r o ź n e z czarną
t w a r z ą i mieczem w dłoni, galopujące na mule; z w i e r z ę ma umieszczone
na zadzie trzecie oko. Z boku zwisa poczwarny z e w ł o k ludzki, do siodła
przytroczony jest t e ż jakiś pręt z zaznaczonymi z ę b a m i czy nacięciami.
Wśród T o r g u t ó w rozpowszechnione jest podanie wierzeniowe, opowia­
dające o tym jak Baldan-Lcham w y p r a w i ł się do krainy d e m o n ó w —
mangasyn oron — aby je pokonać; podanie stanowi zarazem w y j a ś n i e ­
nie dla odprawianego co roku „na tę pamiątkę" obrzędu rozbijania kości,
który zostanie opisany dalej. O p o w i e ś ć relacjonowana w r ó ż n y c h wer­
sjach zaczyna się od stwierdzenia, iż pewnego razu w ś r ó d ł a m ó w zapa­
n o w a ł o podniecenie, albowiem dotarła do nich w i a d o m o ś ć , ż e w krainie
d e m o n ó w odbędzie się ślub syna chana mangusów
z córką chana szulmasów (obie nazwy oznaczają kategorie z ł y c h duchów). Ze z w i ą z k u tego
ma się narodzić syn, b ę d ą c y zagrożeniem dla życia na ziemi. B ó s t w o
Baldan-Lcham przybrało postać pięknej dziewczyny (albo w r ę c z p o d s z y ł o
się pod narzeczoną) i poślubiło owego mangusa. W pewien czas potem,
trzydziestego dnia grudnia urodziło się z tego z w i ą z k u d z i e c k o - p o t w ó r
z jednym okiem na środku czoła. W tym miejscu r ó ż n e warianty opo­
w i e ś c i rozchodzą się znacznie w szczegółach. R e k a p i t u l u j ą c : wszystkie
demony p r z y b y ł y wtedy w gościnę, u p i ł y się i zostały pokonane przez
Baldan-Lchama (czasem też dzięki pomocy i n t e r w e n i u j ą c y c h b u r c h a n ó w ,
które u w a l n i a j ą go z ż e l a z n y c h pęt, w jakie został zakuty). Baldan-Lcham
rozbija mangusowi kość udową, zabija t e ż potworne dziecko; jego trupa
przytracza do siodła, a rozlaną przy tym k r e w musi w y p i ć , inaczej
bowiem skazi ona z i e m i ę — od tego też sam czernieje. K i e d y na swym
wierzchowcu ucieka na ziemię, goni go pozostała przy ż y c i u zła starucha.
Dotarłszy do brzegu morza Korwin
dalaj przeskakuje ponad cieśniną,
starucha zaś rzuca za nim z ę b a t y m przedmiotem z żelaza, s ł u ż ą c y m do
obróbki skóry — chedreg; trafia nim Baldan-Lchama w czoło, rumaka
zaś w zad. W tych miejscach p o j a w i ą się im oczy, w y o b r a ż a n e na ikonach
podobnie jak grzebieniopodobny oręż staruchy, oraz inne rekwizyty
akcji. O b r z ę d o w e u p a m i ę t n i e n i e owej historii stanowi torgucki obyczaj
rozbijania wieczorem 29 albo 30 grudnia w o ł o w e j , rzadziej zaś baraniej
kości udowej. Odbywa się on w jurcie w obecności wszystkich c z ł o n k ó w
rodziny, którzy współuczestniczą w obrzędzie, odpowiadając c h ó r e m na
pytania rozbijającego siekierą kość gospodarza, a potem zjadając wydo-

�295

PODAROWAC-ZNAbEZĆ-ZGUBIC-ZBŁĄDZIC

byty z niej szpik. Gospodarz woła: „ D w u d z i e s t y d z i e w i ą t y , s ł u c h a j ! M y j ę
nogę muła, rozbijam n o g ę mangusa"! — Chorin jusun, sons! Lusyn chol
ugaadż, mangasyn czomog cochidż bajnal na co obecni odpowiadają: s ł y ­
szeliśmy! — sonslool Inny tekst zawołania, krótszy: „czy słyszeliście, ż e
dziś trzydziesty?" giiczin, guczin, sonsow uul powtarzany trzykrotnie
dawał okazję do zastosowania typowych o b r z ę d o w y c h retradycji — o p ó ź ­
nień pointy. Oto dwa razy odpowiadano „nie" (i wtedy gospodarz u d e r z a ł
lekko), za trzecim razem dopiero wołając „tak", po czym n a s t ę p o w a ł o
rozbicie kości. Mogło to b y ć wreszcie pytanie, jak rozbijać kość, w z d ł u ż
czy w poprzek, na co dwukrotnie odpowiadano celowo n i e p r a w i d ł o w o , by
za trzecim razem o d p o w i e d z i e ć poprawnie („wzdłuż"). Przytaczam wszy­
stkie szczegóły dotyczące rozbijania kości udowej aby unaocznić, jak sil­
nie wiążą się w tym obrzędzie lamajskie treści religijne z elementami ro­
dzimymi, t w o r z ą c w sumie amalgamat trudno poddający się analizie ge­
netycznej. Lamaizm w n i ó s ł d o ń chyba nie tylko p o d b u d o w ę ideologicz­
ną w postaci historii Baldan-Lchama. W p ł y w ó w t y b e t a ń s k i c h m o ż n a do­
patrywać s i ę przecieeż w samym zastosowaniu kości w o ł u ; zwierzę to nie
jest poza tą okazją w ogóle wykorzystywane do c e l ó w rytualnych, albo^wiem w kulturze mongolskich pasterzy „ z w i e r z ę c i e m symbolicznym" jest
w y ł ą c z n i e owca. Wydaje się również, iż obrzęd ten b y ł ze szczególną predylekcją wykonywany przez ł a m ó w w klasztorach, choć relacje informa­
torów nie są tu wolne od sprzeczności. Z drugiej strony wolno doszuki­
wać się treści archaicznych — co zresztą nie musi automatycznie zna­
czyć „autochtonicznych" — w symbolice szpiku, traktowanego przez pa­
sterzy jako symbol długowieczności („szpik nie wysycha przez 1000 lat"),
stąd też prawdopodobnie kojarzonego z przodkami. P o n i e w a ż do rozstrzyg­
nięcia tych kwestii brak jeszcze podstaw m a t e r i a ł o w y c h p o p r z e s t a ń m y
na zaakcentowaniu synkretycznego charakteru opisanego p o w y ż e j rytua­
łu, nie w y r o k u j ą c w kwestii proporcji p o m i ę d z y elementami rodzimymi,
mongolskimi a n a p ł y w o w y m i , lamajsko-tybetańskimi.
Skądinąd t ę s a m ą dwoistość odnajdziemy r ó w n i e ż w m o t y w u j ą c y m
obrzęd podaniu. Oprócz s z c z e g ó ł ó w typowych dla wyspekulowanej l a majskiej m y ś l i religijnej są tu cechy znamienne dla m y ś l e n i a ludowego,
„oddolnego". Te ostatnie w i d a ć nawet w kompozycji i wymowie przeka­
zu. Z torguckich relacji p o z n a l i ś m y wizerunek Baldan-Lchama jako bo­
hatera na skalę eposu, który dokonuje czynu heroicznego. Trzeba jednak
pamiętać, że w kanonicznej w y k ł a d n i t y b e t a ń s k i e j d'Pal-Ldan Lha-mo to
b ó s t w o żeńskie, bogini śmierci, żona w ł a d c y śmierci, Y a m y . Na zde­
cydowanie oddolny w k ł a d w y g l ą d a epizod o zranieniu nogi konia przez
złą staruchę przy opuszczaniu krainy d e m o n ó w — co w gruncie rzeczy
jest starym motywem -kulawości jako skutku pobytu w podziemiach.
1 2

1 2

A . G r u n w e d e l , Mythologie
L e i p z i g 1900, s. 175.

des

Buddhismus

in

Tibet

und

der

Mongolei,

�296

J E R Z Y S.

WASILEWSKI

Także przedmiot, k t ó r y m zadane zostają owe rany — z ę b a t e żelazo —
należy chyba do grupy „grzebieni", jakie m y ś l magiczna umieszcza jak
w i d z i e l i ś m y na granicy m i ę d z y tym a tamtym ś w i a t e m .
W tym miejscu krótka dygresja: k o m e n t u j ą c losy p r z e k s z t a ł c e ń w ą t ­
k ó w biblijnych, które zamieniają się niekiedy we w ł a s n ą odwrotność,
A. Sandauer o d w o ł u j e się do zasady: „ J e m u ukradli zegarek czy też on
ukradł zegarek, w k a ż d y m razie coś tam b y ł o z zegarkiem" . Podobny
mechanizm ujawnia się chyba w historii Baldan-Lchama! to co gdzie in­
dziej jest grzebieniem w rękach bohatera, tu przechodzi do rąk jego
przeciwnika; w k a ż d y m razie pojawia się w tym samym miejscu — na
granicy d w ó c h ś w i a t ó w .
1 3

Można chyba pokusić się o znalezienie rodowodu historii ciśnięcia
w Baldan-Lchama z ę b a t y m narzędziem; jest nim wielki epos T y b e t a ń c z y ków, M o n g o ł ó w i B u r i a t ó w — Geseriada. Opisuje ona w y p r a w y do k r a i ­
ny d e m o n ó w podejmowane przez Gesera i jego s y n ó w , z których boha­
terowie powracali w triumfie, pokonawszy zło. Zbieżności z historią
Baldan-Lchama są oczywiste: kiedy Geser pokonawszy demona — mangusa powraca na ziemię, spotyka na swej drodze kobietę „na źrebaku jasnorudym, z parcianym potnikiem, z drewnianym wielkim siodłem, z k n u tem s k ó r z a n y m z rękojeścią drewnianą, z j a s n o s i w ą g ł o w ą , z ostrą twa­
rzą, z jednym zębem, z bladą zębatką do wyrabiania skóry, d ł u g ą na
tysiąc sążni" . Jest to najmłodsza córka mangusa, która urodziła się „po
środku c i e ś n i n y wielkiego czarnego morza". Podobna postać pojawi się
jeszcze raz na jego drodze: „długa i ruda baba, cienka jak osika, na
chudym rudym koniu z jasnobiałą zębatką do wyrabiania skóry, długą
na tysiąc sążni" . A za trzecim razem będzie to żona mangusa: „staru­
cha o bladej twarzy, z podbródkiem wielkim i ostrym. Z jednym wielkim
okiem, z jednym z ę b e m , trzymała w rękach s w o j ą z ę b a t k ę do wyrabiania
skóry, bladą, długą na tysiąc sążni" . Kobiety te rzucają swym orężem
w bohatera, jemu jednak zawsze udaje się zasłonić i — w odróżnieniu
od Baldan-Lchma nie odnosi żadnej rany. D o k ł a d n i e takie same spotka­
nia m a j ą też powtarzający heroiczne czyny ojca dwaj synowie Gesera:
Oszor Bodgo i Churin Ałtaj . Postacie obu tych kobiet — córki, ż o n y
i matki wielkiego mangusa — w y p o s a ż o n e są w atrybuty ś m i e r c i w spo­
s ó b upodobniający je zgoła do w i z e r u n k ó w naszej Kostuchy. Można po­
wiedzieć, że ostra zębatka pełni tam rolę analogiczną do kosy w rękach
Śmierci. J a k j u ż wspomniano, podobny zębaty przedmiot w y o b r a ż a n y
1 4

1 5

1 6

17

1 3

A . S a n d a u e r , Bóg, Szatan, Mesjasz
i...?, K r a k ó w 1977, s. 213.
Abaj
G e s e r - C h u b u n , Epopieja.
Echirit-Bułagatiskij
wariant,
M . C h o m o n o w a , c z . I , U ł a n - U d e 1961, s. 115.
1 4

1 5

Tamże,

s. 157.

1 6

Tamże,

s. 195.

1 7

A b a j G e s e r - C h u b u n , cz. I I : Oszor
s. 99, 113, 121-122, 179, 187.

Bogdo

i Churin

Ałtaj,

Ułan-Ude

oprać.

1964.

�297

PODAROWAĆ-ZNALEŹC-ZGUBIĆ-ZBŁĄDZIC

bywa w lamajskich ikonach, przedstawiających Baldan-Lchama. Paste­
rze interpretują go w ł a ś n i e jako znany im praktycznie chedreg. Czy jed­
nak m o ż l i w e jest by, przedmiot gospodarczego u ż y t k u trafił do wizerunku
bóstwa?
Zapoznanie się z t y b e t a ń s k ą ikonografią postaci bogini śmierci d'PalLdan Lha-mo przynosi zaskakująco odmienne rozwiązanie. Ponacinany,
karbowany pręt, noszący n a z w ę khram-sin (w s t a r o t y b e t a ń s k i m khram —
wrąb, nacięcie, znak) w i ą ż e się oto z ideą zaznaczania długu. A . Rona-Tas
wywodzi go od p r ę t ó w - k a r b o w n i c , na k t ó r y c h zaznaczono p o w i n n o ś c i
podatników we w c z e s n o ś r e d n i o w i e c z n y m T y b e c i e . Zgodnie z sugestią
G. Tucciego wolno sądzić, iż w rękach bogini śmierci przedmiot ten musi
wiązać się raczej z rachubą g r z e c h ó w z m a r ł e g o ; korzysta z niego Y a m a ,
mąż bogini L h a - m o jako w ł a d c a u m a r ł y c h , Gśin-rje, ocenia swych podsądnych, gdy p o j a w i ą się przed jego obliczem. Jedna z trzech wersji T y ­
betańskiej K s i ę g i U m a r ł y c h Bar-do-thos-grol
m ó w i , iż Y a m a ocenia
grzechy w y w o ł u j ą c ich obraz w ł a ś n i e z pręta khram-sin; dwie pozostałe
wspominają natomiast o lustrze, które odbija postępki u m a r ł y c h .
18

1 9

Wynalazek pisma — V I I wiek — położył natychmiastowy kres stoso­
waniu karbownicy w ż y c i u ekonomicznym Tybetu, gdzie khram-sin prze­
staje b y ć stosowany już w p o ł o w i e V I I I wieku. T r w a natomiast p a m i ę ć
o nim jako akcesorium symbolicznym i tradycja umieszczania go na w i ­
zerunkach bogini Lha-mo, choć jak w i d z i e l i ś m y rozumienie jego pierwot­
nego znaczenia całkowicie już się zatarło.
P o w y ż s z y w y w ó d s t a n o w i ł b y co n a j w y ż e j ' p r z y c z y n e k do kewstii funk­
cjonowania m e c h a n i z m ó w przekazu, zmiany, dokonującej się w kulturze
przez niezrozumienie, zapomnienie, ciąg „ t w ó r c z y c h omyłek", z jakich
składa się historia kultury, gdyby nie pewne skojarzenie, które przenosi
problem rekwizytu symbolicznego na szerszą scenę. Oto w polskiej lite­
raturze etnograficznej opisany został przedmiot ściśle odpowiadający ty­
betańskiej karbownicy. S ą to tzw. „ w r ę b y " — k i l k u d z i e s i ę c i o c e n t y m e t r o we drewienko nacięte w 9 z ę b ó w z zaznaczoną r ę k o j e ś c i ą . Przedmiot
ten p o s y ł a n y b y ł na wsi lubelskiej s c h y ł k u X I X wieku jako znak śmierci
któregoś z m i e s z k a ń c ó w . Przenoszono go od chaty do chaty kładąc na
kominie ze s ł o w a m i „namta wręby". Można dodać, że tradycja wiejska
notuje w y s t ę p o w a n i e w tej roli także takich przedmiotów, jak wianek
świętojański, p ę c z e k lebiody, wreszcie krzyżyk czy ś w i ę t y obrazek. Nie­
kiedy określany b y ł kierunek ruchu przedmiotu — jego przekazywanie
powinno się o d b y w a ć w kierunku pod słońce, podczas gdy wszystkie i n ­
ne zawiadomienia, które obiegały w i e ś (np. kula sołtysa) obnoszono zgod­
nie z ruchem słońca. Pośród p o w y ż s z y c h p r z e d m i o t ó w „ w r ę b y " w y d a j ą
20

1 8

Lha-mo,

A.

R ó n a - T a s , Tally-Stick
and Divination-Dice
" A c t a O r i e n t a l i a " , t. 6: 1956, s. 163-166.

in

the

i ' G . T u с с i , Tibetan Painted Scrolls,
v o l . I I , R o m a 1949.
M . R . W i t a n o w s k i , Kula — poszukiwania,
„Wisła",
2 0

Inconography

t.

10:

1896,

of

s.

598.

�298

J E R Z Y S.

WASILEWSKI

się m i e ć zdecydowanie archaiczny charakter. Przemawia za tym j u ż sama
nazwa, co do swej genezy prasłowiańska (w odróżnieniu od późnego, ger­
m a ń s k i e g o pochodzenia s ł o w a „ k a r b y " ) . S. Ciszewski w swej rozpra­
wie o sposobach zaznaczania przez nacinanie zestawia w r ę b y z „karbo­
wanymi listami plemion prymitywnych", w k t ó r y c h zapisywane b y ł y
konkretne informacje liczbowe; nie zadaje jednak pytania o znaczenie tych
nacięć . Sądzę, iż na pytanie to trudno b y ł o b y o d p o w i e d z i e ć ( z w a ż y w s z y
sporadyczność przekazu o „wrębach"), gdyby nie odległa analogia do
t y b e t a ń s k i e g o „rejestru g r z e c h ó w " w rękach b ó s t w a śmierci. Nie w y j a ś n i a
nam ona wprawdzie, jak przedmiot ó w f u n k c j o n o w a ł pierwotnie (a w i ę c
czy np. u ż y w a n y b y ł przy pogrzebie; stosowanie go tylko w roli zawia­
domienia wydaje się m i e ć bardzo „ p r z e ż y t k o w y " charakter), pozwala jed­
nak w przybliżeniu zrozumieć jego s e m a n t y k ę . Mimo całej o d m i e n n o ś c i
obu s y s t e m ó w wierzeniowych — polskiego i t y b e t a ń s k i e g o — w obu po­
jawia się (i to przecież chyba nie na drodze zapożyczeń) identyczny rek­
wizyt symboliczny. Jeszcze raz utwierdza to nas w przekonaniu o uniwer­
salności n i e k t ó r y c h głęboko ukrytych treści archaicznych ś w i a t o p o g l ą d ó w ,
a zarazem o perspektywie b a d a ń p o r ó w n a w c z y c h w zakresie kultury du­
chowej, n i e w ą t p l i w i e bardzo ryzykownych, lecz zarazem m o g ą c y c h przy­
nosić nowe problemy i nowe ich tłumaczenia.
21

2 2

Jerzy Sławomir Wasilewski
GIVING
Some

— FINDING — LOOSING —

categories of the s y m b o l i c
w i t h the

BLUNDERING

language

opposition L i f e versus

connected

Death

S u m m a r y
This article presents

s e v e r a l concepts

used

i n the

d i t i o n a l M o n g o l i a n c u l t u r e for the t a s k of m o d e l l i n g
to organize

ritual

contacts

(Mong.

nardzow

— narburuu)

have

Life
In

the

structural-semiotic

a n d space

led to

the

conclusion

i n beliefs a n d
approach,

rites

represented

tra­
have

that

by t w o
by

the

death

a n d n e g a t i o n s of

of "this" a n d "other" w o r l d / c o r r e s p o n d i n g

vs D e a t h a r e m o d e l l e d

of

i n the s y m b o l i c of c i r c u l a r m o ­

a r e v e r s e of life is m a r k e d i n r i t u a l s b y s e v e r a l i n v e r s i o n s
normal behaviour. Images

language

w i t h it. T h e b a s i c categories of t i m e

a l r e a d y been a n a l y s e d b y the a u t h o r . T h e studies
vement

symbolic

a n i m a g e of "other w o r l d " a n d

sets of

to

opposition

binary

author

of

as
the

this

concepts.
article,

these categories c o m p r i s e a u n i v e r s a l c o m p l e x of b i n a r y oppositions — a catalogue
of elements w h i c h create a n a r c h a i c image

of the w o r l d , dichotomized

into "this"

w o r l d a n d a l l w h i c h is b e y o n d — i.e. the l a n d of death. T h i s i n c l u d e s b i n a r y c o n -

2 1

K. M o s z y ń s k i ,

Kultura

ludowa

Słowian,

t. I I : Kultura

duchowa,

W a r s z a w a 1968, s. 902.
2 2

S . C i s z e w s k i , Prace

etnologiczne,

t. I I I , W a r s z a w a 1930,

s.

146.

cz. I I *

�299

PODAROWAC-ZNALEZĆ-ZGUBIC-ZBŁĄDZIC

cepts

of

space

numbers

classifications

(even-odd).

There

(up-down,
are

also

right-left,

less

f r o n t - b a c k ) , time,

abstract

notions

movement,

reflecting

biological

aspects of life: p r o c r e a t i o n us i n f e c u n d i t y , s e x a n d p h y s i o l o g i c a l f u n c t i o n s
xuality,

prohibition

organism
Notions

as

of

eating,

sex

and

speech,

physiological

laughter

are

c o n c e r n i n g p s y c h i c a l functions

The

concepts

metonimies

mentioned

of d e a t h

(funeral r i t e s ) but

i n the

a r e , of

in almost

opposite

fasting,

d e s t r u c t i o n , m a t t e r vs

course, u s e d

not

magic

acts

vs

Death

often

metaphors

w i t h death

which are

a u n i v e r s a l c h a r a c t e r for

man

i n general,

elements m a y be f o u n d a m o n g s y m b o l i c languages
presents

therefore

—

i n a d d i t i o n to

the

analogic

use

or

itself

addressed

to those b e y o n d the r e a l m of h u m a n life. S i n c e the b a s i c opposition L i f e vs
is of

of

silence.

etc. S e v e r a l oppo­

i n contacts

or religious

ase-

"anti-matter".

which are

only

vs

functions

weaping,

memory-forgetfullness

"second" set,

every

to

such

a r e also i n c l u d e d i n b a s i c L i f e

opposition: c o n s c i o u s n e s s - u n c o n s c i o u s n e s s ,
sition r e l a t e to the i d e a s : c r e a t i o n vs

purity; further,

of

Death

the

same

of v a r i o u s c u l t u r e s . T h e a u t h o r

the M o n g o l i a n field

m a t e r i a l — also

Polish

data, w h e n e v e r the s i m i l i a r i t i e s he detected a r e of a deep s t r u c t u r a l c h a r a c t e r .
F a s t i n g — a p r o c e d u r e connected
maism) a n d with funeral rites —
The prohibition

of

meat

w i t h religious

is t h e

consumption

f i r s t of

ceremonies

analysed

during funeral

(Shamanism, L a -

metonimies

repasts

and

of

in

a

death.
defined

period after the death of a f a m i l y m e m b e r w i t h the c l o s e l y connected

prohibition

of the

bloodshed")

k i l l i n g of a n i m a l s d u r i n g t h a t p e r i o d

has b e n m o t i v a t e d

("prohibition of s p i l l i n g

b y i n f o r m a n t s — i n a c c o r d a n c e w i t h the

r e i n c a r n a t i o n —• w i t h the a p p r e h e n s i o n

that the

B u d d h i s t doctrine

s o u l of the d e c e a s e d

may

of

have

entered t h e k i l l e d a n i m a l . A deeper s t r u c t u r e could be f o u n d b e n e a t h this s u p e r ­
f i c i a l e x p l a n a t i o n : the c o n s u m p t i o n of m e a t a n d the d e m o n s t r a t i o n of blood d u r i n g
the k i l l i n g of a n a n i m a l w o u l d be a d e m o n s t r a t i o n of a "sign of life" (as for blood
means

life)

— what

death. T h e deeper

generally

just should

not

occur

in the

prevailing aura

logic of e a c h r i t u a l l i e s i n the fact t h a t b y m e a n s of a

of

whole

r a n g e of s y m b o l i c signs a n d i n m a n y codes the o c c u r e n c e of a n a t u r a l state (death
in this case)

is a c c e n t u a t e d . H e n c e , the r i t u a l i n v e r s i o n of o r d e r i n operation

e v e r y day life (the c l o s i n g of y o u r t s h e l t e r i n g the deceased

in

i n s i d e i n the d i r e c t i o n

"against the S u n " etc.), h e n c e t h e s u s p e n s i o n of l i f e g i v i n g f u n c t i o n (the p r o h i b i t i o n
of p r o c r e a t i o n a n d of c e r t a i n w o r k s also

i n Polish peasants

culture in the

days

connected w i t h t h e p r e s e n c e of t h e souls of the dead).
The

author

analyses

extensively

the

Mongolian

customary

prohibition

of

lending a n d g e n e r a l l y of r e m o v i n g a n y objects f r o m t h e y o u r t w h e r e a death
a f a m i l a r y m e m b e r o c c u r e d . T h e s a m e p r o h i b i t i o n applies after the f u l f i l l m e n t
some L a m a i s t i c r i t u a l s , s u c h a s the c a l l i n g for p r o s p e r i t y dallaga
sacrifice
of

sheep.

gal

tachich

as w e l l as after s h a m a n i s t i c s e a n c e a n d a f t e r

Motivations

of

prohibitions

after the c a s t r a t i o n of s h e e p :
"it

opens

the

way

awach,

for

explained

each

time

by

are

of
fire

the c a s t r a t i o n

informants

"the w o u n d w i l l not close" a n d , a t the

f u r t h e r ' expenses")

the

of

same

(e.g.,
time

typical rationalizing interpretat­

ions depicting only the s u p e r f i c i a l m a g i c a l goal a n d sense of t h e p r o h i b i t i o n .
T h i s seems to be a p a r a d o x — m a g i c s e r v e s h e r e as a r a t i o n a l i z a t i o n ; m a g i c a l
t h i n k i n g w i t h its a s s o t i a t i o n - p r i n c i p l e e a s i l y constitutes
the

"opening

of

wounds"

and the

"opening"

of

a way

a symbolic link
for

expenses.

v e r y close to the i n f o r m a n t b e c a u s e of its i l l u s i v e u s e f u l l n e s s a n d
Yet,

the

suggested

deeper

significance

of

the

p r o h i b i t i o n lies

between
Magic

is

purposefullness.

beneath

the

level

of m a g i c a l e x p l a n a t i o n . A c c o r d i n g to the a u t h o r the p r o h i b i t i o n of l e n d i n g , g i v i n g
etc. (Mong. ceertej) i s a n e x a c t e q u i v a l e n t of taboo, w h i c h m a y b e defined as t h e
"bringing of

the

s t r e a m of

life

to a s t a n d s t i l l " ( G . v a n d e r L e e u w ) .

This

inter­

r u p t i o n is n e c e s s a r y i n conditions i n v o l v i n g contact w i t h d e a t h (funeral) a n d w i t h

�300

J E R Z Y S.

each of its m e t o n i m i e s

WASILEWSKI

(castration) as w e l l a s w i t h s p i r i t s of t h e d e a d ( s h a m a n i s t i c

seance) or g e n e r a l l y w i t h the other w o r l d ( L a m a i s t i c s a c r i f i c e ) . T h e i d e a of gift is
l i n k e d w i t h the idea of life, gift is "a q u a n t u m of life" a n d h e n c e i t s s y m b o l i c r o l e
i n b i r t h a n d m a n y other r i t u a l s .
T h e opposition a w a r e n e s s vs

unconsciousness

or, to be p r e c i s e , its second p a r t

is, as c o m m o n l y k n o w n , g e n e r a l l y used for contacts w i t h the other w o r l d , to m e n t ­
i o n only
other

the

extatic shamanistic practices. T h e author, however,

realizations,

concretized

i n the

oppositions:

openly — s e c r e t l y . W i t h i n this context the

idea of s o m e t h i n g

f o u n d r e q u i r e s attention. T h e s e t w o notions,
determined

by

the

unconsciousness:

they

intentionally

is i n t e r e s t e d

—

by

lost a n d

though opposite, b e l o n g
are

both

independent

from

series

the

will.

as s o m e t h i n g

d e s p a t c h e d to

other

of

f r o m the

Hence,

the

a found

t h i n g — as r e c e p t i o n

similiar mythological

role

of

some

a n object

economic

activities,

g a t h e r i n g of d r y d u n g i n M o n g o l i a or the g a t h e r i n g of m u s h r o o m s
k l o r e , often
und" —

associated

w i t h a t r i p to

in Mongolian

wedding

songs,

h e l l . H e n c e , the w o r d
an

euphemism

or

something

to o n e

A lost object m a y be t r e a t e d , therefore, i n beliefs
world, and

in

chance

the

beyond.

such

as

the

in Polish fol­

oZdz-"something

signifying

a

future

fo­

child,

w h o s o soul w i l l enter t h e y o u n g b r i d e f r o m the w o r l d b e y o n d . I t a p p e a r s i n
same

m e a n i n g "io

h a v e p r o g e n y " also i n m a g i c a l a c t s of

of a s h e e p - b o n e ś a n t ,

s y m b o l i s i n g the

progeny,

a game-type

t h r o u g h the

the

(throwing

r o o f r i n g of

a yourt.

I t is, therefore, quite l o g i c a l to t e r m the b u r i a l of a s m a l l c h i l d as a "loss" (Mong.
chuuched

gecichle).

I t s s o u l s h o u l d r e a c h the other w o r l d as soon a s possible

and

r e t u r n to e a r t h as t h e n e x t c h i l d i n the s a m e f a m i l y . F o r s u c h a b u r i a l a r i d e r
s t r a p s t h e body of the dead c h i l d , s e w n into a l e a t h e r bag, i n t e n t i o n a l l y c a r e l e s s l y
to the saddle, t h e n r i d e s at a gallop to u n i n h a b i t e d a r e a s , cewer

gadzar,

obviously

r e p r e s e n t i n g the " w o r l d beyond", dodges a n d s t r a y s u n t i l t h e b a g b e c o m e s u n s t r a p ­
p e d a n d is lost, w i t h o u t the r i d e r ' s k n o w l e d g e .
T h e motif of s t r a y i n g , b l u n d e r i n g , w h i c h a p p e a r s h e r e , e x p r e s s e s
suspending

one's consciousness,

a n d at t h e s a m e time creates
a

turbulent

time-space

indispensable

for a contact

w i t h the

the

i d e a of

other

world

a n i m p r e s s i o n of the l a n d of d e a t h a s a p l a c e

structure. A s

the

comparative

analysis

has

shown,

of
this

a i m l e s s r i d i n g is the m a n n e r of t r a v e l l i n g i n t h e other w o r l d , k n o w n f r o m

tales

of heroes d e s c e n d i n g h e l l a n d the souls of t h e d e a d b l u n d e r i n g i n the u n d e r g r o u n d .
Notions,
mistake),

such

as

madness,

aimless

wandering,

madmen

or

errors

stragglers

(even
(in

in

Polish

the

meaning

one

word,

of

a

simple

homologue

b l u n d e r i n g , cf. G e r m , i r r e n , I r r t u m ) a r e a s s o c i a t e d w i t h the b e l o n g i n g to the

of

other

world.
F i n a l l y , the

author analyses

the s y m b o l i c of c o m b

on the

the t w o w o r l d s . D e n t i c u l a t e d objects a p p e a r i n m a n y f o l k l o r e

boundary
systems

between

in various

r e l a t i o n s r e f e r r i n g to the heroes r o a d to h e l l . S t o r i e s told b y M o n g o l i a n

shepherds

r e f e r r i n g to B a l d a n - l c h a m , a L a m a i s t i c deity, w h o m o v e d a g a i n s t demons,

include

t h e motif of a d e n t i c u l a t e d object for t a n n i n g hides, t h r o w n b y a w i t c h a t a p e r sued hero. T h i s motif, p r o b a b l y t a k e n f r o m the epos of G e s e r h a s for t h e

infor­

m a n t s a n a p p a r e n t s u b s t a n t i a t i o n i n i c o n o g r a p h y — L a m a i s t i c i c o n s p r e s e n t this diety
with

a s i m i l i a r object,

namely

with

a tally-stick. This

latter

has,

anyway

(as

T u c c i a n d R ó n a - T a s h a v e proved) a quite different m e a n i n g of a "register of s i n s "
of a m a n p a s i n g to the o t h e r w o r l d . T h e a u t h o r is i n t e r e s t e d not o n l y i n the
c h a n i s m s of

transforming this

image

and ascribing other

meanings

to

me­

it. I t

is

s u r p r i s i n g , t h a t a n i d e n t i c a l object, — a n o t c h e d p i e c e of w o o d — a p p e a r s d u r i n g
traditional funeral rites in Polish peasant

c u l t u r e — as a s i g n n o t i f y i n g

meone's d e a t h ; this fact seems to s u p p o r t the a u t h o r s d e e p l y

on

held conviction

c e r t a i n e l e m e n t s of t h e a r c h a i c i m a g e of t h e w o r l d a r e u n i v e r s a l .

so­
that

�301

PODAROWAC-ZNALEŻĆ-ZGUBIC-ZBŁĄDZIĆ

Ежи С л а з о м и р Василевски
ПОДАРИТЬ - НАЙТИ -

ПОТЕРЯТЬ - ЗАБЛУДИТЬСЯ

Н е к о т о р ы е категории символического языка, связанные
с п р о т и в о п о л о ж н о с т ь ю жизнь

— смерть

Резюме
Цель статьи — представить несколько понятий, к о т о р ы е на с и м в о л и ч е с к о м языке тра­
ди ц и о н н о й м о н г о л ь с к о й культуры п р и м е н я ю т с я для м о д е л и р о в а н и я о б р а з а „ т о г о м и р а "
и для организации ритуального о б щ е н и я с н и м . Основные категории, касающиеся в р е м е н и
и пространства, анализировались а в т о р о м у ж е раньше. Изучение с и м в о л и к и вращатель­
ного движения (монг. нардзов

— нарбуруу)

п р и в о д и т к з а к л ю ч е н и ю , что с м е р т ь как п р о т и ­

воположность ж и з н и обоз начается в ритуалах р я д о м инверсий и о т р и ц а н и й видов н о р м а л ь ­
ного поведения. О б р а з ы „ э т о г о " и „ т о г о " м и р а ( с о о т в е т с т в у ю щ и е п р о т и в о п о л о ж н о с т и
жизнь — смерть) м о д е л и р у ю т с я в верованиях и о б р я д а х п о с р е д с т в о м членов д и х о т о м и ч е с ­
ки сопоставленных пар понятий; в структурно-семиотической трактовке, д а в а е м о й з д е с ь
автором, э т и категории о б р а з у ю т у н и в е р с а л ь н ы й н а б о р бинарных п р о т и в о п о л о ж н о с т е й
— каталог кирпичиков, и з к о т о р ы х с т р о и т с я архаическая картина м и р а , д и х о т о м и з о в а н н а я
на „ э т о т с в е т " и все, что н а х о д и т с я вне его, т. е. царство с м е р т и . Здесь принадлежат э л е м е н ­
тарные смысловые пары классификации пространства (верх-низ, право-лево, перед-зад),
времени, движения, числа (чет-нечет). Есть также и м е н е е отвлеченные понятия, в ы р а ж а ю щ и е
биологические аспекты ж и з н и и с м е р т и : о п л о д о т в о р е н и е — б е с п л о д и е , секс и ф и з и о л о г и ­
ческие отправления — асексуальность, з а п р е т секса и физиологическая „чистота", ф у н к ц и и
организма, как напр. е д а , речь, см ех, противопоставленные посту, плачу, м о л ч а н и ю . Н а
б а з и с н у ю п р о т и в о п о л о ж н о с т ь жизнь-смерть

наслаиваются также понятия,

психологических функций (действительность — с о н ,

касающиеся

неведение — с о з н а н и е , память — з а б ­

вение и др.). Ц е л ы й ряд п р о т и в о п о л о ж н о с т е й связан с категориями с о з и д а н и е

— разру­

шение, бытие — небытие. К о н е ч н о , названные во в т о р о м ряду (смерти) понятия, являющиесячасто ее м е т а ф о р а м и и л и м е т о н и м и я м и , н а х о д я т с в о и конкретизации в о б р я д а х и в е р о ­
ваниях; о н и у п о т р е б л я ю т с я не только д л я о б щ е н и я с с а м о й с м е р т ь ю (в п о г р е б а л ь н о м о б р я д е ) ,
н о и в почти к а ж д о м магическом или р е л и г и о з н о м действии, адресаты к о т о р о г о находятся
ведь вне сферы человеческой ж и з н и . Так как исходная опозиция ж и з н ь

— смерть и м е е т у н и ­

версальный характер, т о и з э т о г о следует аналогическое использование тех ж е э л е м е н т о в
в символических языках разных культур. П о э т о м у параллельно с м о н г о л ь с к и м м а т е р и а л о м
автор представляет и польский м а т е р и а л

— т а м , г д е с х о д с т в о и м е е т глубокий структурный

характер.
П е р в о й и з а н а л и з у е м ы х м е т о н и м и й с м е р т и является пост, известный как в связи с ре­
л и г и о з н ы м и ц е р е м о н и я м и ( ш а м а н и з м , л а м а и з м ) , так и в п о г р е б а л ь н о м о б р я д е . Запрет п о ­
треблять м я с о в п о м и н к и и в течение о п р е д е л е н н о г о времени п о с л е с м е р т и д о м о ч а д ц а , а в м е ­
сте с т е м и с о п р о в о ж д а ю щ и й е г о запрет убивать животных в э т о время (запрет совершать
кровопролития) м о т и в и р у ю т с я и н ф о р м а т о р а м и — согласно с б у д д и й с к о й д о к т р и н о й о п е р е ­
в о п л о щ е н и и — о п а с е н и е м , что д у ш а у с о п ш е г о м о г л а у ж е перевоплотится в у б и в а е м о е ж и ­
вотное. П о д у р о в н е м э т о г о п о в е р х н о с т н о г о объяснения кроется б о л е е глубокая структура:
п о т р е б л е н и е мяса, а п р е ж д е всего д е м о н с т р и р о в а н и е крови при у б о е ж и в о т н о г о означали
бы „знак ж и з н и " , ч т о н е м о ж е т и м е т ь м е с т а п р и наличии состояния с м е р т и . Всякий ритуал
как культурная реакция н а естественно в о з н и к ш е е состояние (в э т о м случае смерть) с о с т о и т
в т о м , что р а з л и ч н ы м о б р а з о м в нескольких к о д а х выражается и подчеркивается знаками
символического языка возникновение э т о г о естественного факта. О т с ю д а о б р я д о в ы е и н ­
версии о б я з ы в а ю щ е г о п о в с е д н е в н о порядка (закрывание ю р т ы с у м е р ш и м „ н а о б о р о т " ,
против Солнца и д р . ) , о т с ю д а и о т м е н а ж и в о т в о р н ы х действий ( о п л о д о т в о р е н и е , запрет
выполнять некоторые р а б о т ы в д н и с з а у п о к о й н о й символикой в П о л ь ш е ) .

�302

J E R Z Y S.

WASILEWSKI

Несколько ш и р е анализируется а в т о р о м запрет одалживать и в о о б щ е выносить какиел и б о п р е д м е т ы и з ю р т ы п о с л е с м е р т и д о м о ч а д ц а , о б я з ы в а ю щ и й п о с л е выполнения л а м а й с к о г о о б р я д а зазывания благополучия даллага

авах, после ж е р т в о п р и н о ш е н и я о г н ю

гал

тахих, в ш а м а н с к о м сеансе п о с л е кастрации баранов и д р . Всякий раз мотивировка запрета
и н ф о р м а т о р а м и (напр. п о с л е кастрации баранов: „не заживет р а н а " и з а о д н о ж е

— „откры­

вается путь д а л ь н е й ш и м р а с х о д а м " ) есть типичное р а ц и о н а л и з и р у ю щ и е толкование, ука­
з ы в а ю щ е е на магическую цель и с м ы с л запрета. Н а л и ц о з д е с ь парадокс: м а г и я с л у ж и т ра­
ц и о н а л и з и р у ю щ е м у о б ъ я с н е н и ю ; магическое мышление, к о т о р о м у п р и с у щ а ассоциатив­
ность, легко установит символическую связь м е ж д у „ о т к р ы т и е м р а н ы " и „ о т к р ы т и е м "
п у т и д л я р а с х о д о в . А м е ж д у т е м б о л е е глубокий с м ы с л запрета н а х о д и т с я н и ж е уровня
магического толкования, с т о л ь б л и з к о г о и н ф о р м а т о р у в виду е г о ( и л л ю з о р н о й ) п р и г о д н о с т и
и ц е л е с о о б р а з н о с т и . П о м н е н и ю автора, запрет одалживать, давать и т. д . (цеертей) явля­
ется т о ч н ы м эквивалентом т а б у и т а к и м о б р а з о м д е л о з д е с ь в „остановке течения ж и з н и "
(Г. ван д е р Лееув). Э т а остановка н е о б х о д и м а в условиях контакта с о с м е р т ь ю (погребение),
с к а ж д о й м е т о н и м и е й ее (кастрация) и с д у ш а м и у с о п ш и х (шаманский сеанс), а также с сакраль­
н ы м м и р о м в о о б щ е (ламайские жертвоприношения). И б о и д е я д а р а с о с в о е й с т о р о н ы с о ­
четается с и д е е й ж и з н и , о н — „ з а р я д ж и з н и " , о т с ю д а - т о и е г о символическая р о л ь в о б р я д а х ,
связанных с р о ж д е н и е м .
Относительно п р о т и в о п о л о ж н о с т и сознание-неведение с л е д у е т о т м е т и т ь , ч т о ее в т о р о й
член везде, как известно, используется д л я о б щ е н и я с о сверхчувственным м и р о м , взять
х о т я б ы экстатические шаманские практики. А в т о р , о д н а к о , интересуется з д е с ь е е д р у г и м и
в и д а м и выполнения, объяснениями конкретизованными в понятиях: н а м е р е н н о

— случайно

и л и явно — скрыто. В э т о м контексте заслуживает внимания и д е я п о т е р и и находки. О б а
э т и понятия, х о т я о н и и п р о т и в о п о л о ж н ы , находятся совокупно в с е р и и , о п р е д е л я е м о й не­
в е д е н и е м : о б а о н и независимы о т участия в о л и . С т а л о быть, потеря м о ж е т считаться в ве­
рованиях отправлением чего-то в п о т у с т о р о н н и й м и р , находка ж е считается получением
посылки оттуда. О т с ю д а п о д о б н а я мифологическая р о л ь таких, с о с т о я щ и х в поиске, хозяй­
ственных р а б о т , как заготовка с у х о г о навоза аргал в М о н г о л и и и с б о р г р и б о в в польской
н а р о д н о й культуре, нередко сравниваемый с х о ж д е н и е м на т о т свет. О т с ю д а в монгольских
свадебных песнях с л о в о олз (найденное) представляет с о б о й э в ф е м и з м , о з н а ч а ю щ и й буду­
щ е г о ребенка, душенка к о т о р о г о воплотится в н о в о б р а ч н у ю . В э т о м ж е значении о н о появля­
ется в магических п р и е м а х и г р о в о г о характера, цель к о т о р ы х разжиться п о т о м с т в о м (вы­
брасывание бараньей косточки шагай в верхний п р о е м ю р т ы ) . Итак, логично н а з ы в а ю т
потерей (хуухед

гечихле) п о х о р о н ы маленького ребенка, д у ш а к о т о р о г о д о л ж н а с к о р е й ш и м

о б р а з о м залететь на т о т свет, чтобы вновь вернуться н а з е м л ю как с л е д у ю щ и й р е б е н о к в т о й
ж е семье. Э т о т о б р я д выполнялся с л е д у ю щ и м о б р а з о м : конный всадник приторачивал
з а ш и т о е в кожу т е л о ребенка к с е д л у нарочно н е аккуратно, п о с л е чего направлялся вскачь
к местности, л и ш е н н о й с л е д о в человека (цэвэр газар), что п о всей вероятности является
представлением т о г о света; т а м о н петлял и б л у ж д а л так д о л г о , пока м е ш о к н е отвязался
сам, без ведома ездока.
П о я в л я ю щ и й с я з д е с ь м о т и в б л у ж д а н и я выражает и д е ю приостановления сознания,
что н е о б х о д и м о д л я вступления в о б щ е н и е с п о т у с т о р о н н и м м и р о м , а в м е с т е с т е м о н пре­
д а е т представление о царстве с м е р т и как м е с т е с н а р у ш е н н о й пространственно-временной
структурой. Как показывает сравнительный анализ, б л у ж д а н и е

— э т о с п о с о б путешество-

вания п о т о м у свету, какой знали, н и с х о д я в п о д з е м е л ь е , г е р о и и д у ш и у с о п ш и х в различ­
ных религиозных системах. Такие понятия, как блуждание, з а б л у ж д е н и е ( д а ж е в значении
обыкновенной ошибки), а д а л е е — помешательство, приблудившийся и п о м е ш а н н ы й связа­
н ы с п р и н а д л е ж н о с т ь ю к д р у г о м у свету.
К концу статьи автор анализирует р о л ь г р е б н я как символической границы м е ж д у дву­
м я светами. Н е к и й зубчатый п р е д м е т появляется в разных фольклорных рассказах о х о ж ­
д е н и и героев в а д . Рассказы монгольских с к о т о в о д о в о л а м а й с к о м б о ж е с т в е Б а л д а н - Л х а м ,
в ы с т у п а ю щ е м против д е м о н о в , с о д е р ж а т м о т и в з у б ч а т о г о о р у д и я д л я выделки кожы, к о т о -

�PODAROWAC-ZNALEZĆ-ZGUBIC-ZBŁĄDZIC

рое бросает з а г е р о е м гонящаяся з а н и м ведьма. Э т о т м о т и в
эпоса Гесершда

303

— взятый п о - в и д и м о м у и з

— и м е е т свое кажущееся о б о с н о в а н и е в иконографии: ламайские иконы

представляют э т о б о ж е с т в о с д л и н н ы м п р у т о м с з ар уб к ами , и м е ю щ и м , в п р о ч е м , как о т м е ­
чали у ж е Туччи и Р о н а - Т а ш , с о в е р ш е н н о д р у г о е значение „списка г р е х о в " человека, напра­
вляющегося на т о т свет. А в т о р а интересует н е только м е х а н и з м п р е о б р а з о в а н и я э т о г о и з о ­
бражения и приписывания е м у иных значений. Н е о ж и д а н н ы м также является факт наличия
идентичного п р е д м е т а (куска дерева с з а р у б к а м и ) в рамках т р а д и ц и о н н о г о п о г р е б а л ь н о г о
обряда в польских деревнях

— как знака, с о о б щ а ю щ е г о о чьей-то с м е р т и — что п о з в о л я е т

утвердиться в у б е ж д е н и и в универсальности некоторых глубоко скрытых архаических э л е ­
ментов м и р о о щ у щ е н и я .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6021" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6001">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/bcfd9670010fbc0ca964cbeb2fe244ad.pdf</src>
        <authentication>9d7baf52c0b39e62c324c6420bc3c9c8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71855">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1015</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71856">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71857">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:934</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71858">
                <text>Współczesne zmiany terminologii pokrewieństwa u Mongołów / ETNOGRAFIA POLSKA 1980 t.24 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71859">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1980 t.24 z.1, s.167-210</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71860">
                <text>Szynkiewicz, Sławoj</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71861">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71862">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71863">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71864">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71865">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X I V z. 1
ISSN

0071-1881

SŁAWOJ S Z Y N K I E W I C Z

WSPÓŁCZESNE Z M I A N Y TERMINOLOGII POKREWIEŃSTWA
U MONGOŁÓW
UWAGI

WSTĘPNE

Daleko posunięty uniformizm schematów organizujących terminolo­
gię pokrewieństwa u ludów świata (Morgan wyróżnił trzy jej typy,
Murdock zaś siedem) daje podstawy do poszukiwania prawidłowości
rządzących takim właśnie rozkładem terminologii. Stąd też wywodzi się
jej doniosła rola w teorii ewolucjonistycznej. Niestety teoria ta (również
w swej współczesnej wersji) nie dała przekonującego wyjaśnienia prob­
lemu zmiany terminologicznej, lekceważąc niejako prawidłowości tego
procesu. Z pewnym zdziwieniem skonstatować należy, że problematyka
ta nie była również przez długie lata przedmiotem badań etnografów,
wywodzących się ze szkoły materializmu historycznego. Przyczynę na­
leży upatrywać w ugruntowaniu się zubożającego m y ś l morganowską
przekonania, że terminologie stanowią nie tyle organiczny element k u l ­
tury, co przeżytek. Pomijano ich walor informacji o stanie systemu po­
krewieństwa sądząc, że pomóc mogą tylko przy interpretowaniu insty­
tucji. Tym należy tłumaczyć, że przez długi czas nie spotykało się w ra­
dzieckiej literaturze etnograficznej analizy systemów terminologii pokre­
wieństwa. Rozpatrywała ona jedynie jej elementy wybrane pod k ą t e m
widzenia potrzeb dokumentacji tez dotyczących form małżeństwa, kon­
cepcji awunkularnej, lub wprost hipotez o poprzedzającej macierzystej
(matriarchalnej) organizacji społecznej. Wskutek tego rosyjscy i radziec­
cy badacze Mongołów, k t ó r y m nauka zawdzięcza najobszerniejszy udział
w opisie tych ludów, nie dostarczyli materiału o mongolskim systemie
terminologii pokrewieństwa, a jedynie fragmentaryczne dane nie mogące
stanowić żadnej podstawy do właściwej analizy. Sytuacja ta dotyczy
zresztą nie tylko badań mongolisytcznych *.
1

Wyłom w dotychczasowym braku zainteresowań etnografów radzieckich
kretnymi badaniami nad historyczną zmiennością terminologii pokrewieństwa
nowi dopiero niedawna praca poświęcona pokrewieństwu u Chińczyków,
także przedstawiająca propozycję teorii kierunków zmiany terminologicznej: K
k o w 1972.

kon­
sta­
lecz
riu-

�168

SŁAWOJ S Z Y N K I E W I C Z

Powszechne uznanie systemu terminologicznego pokrewieństwa za
zjawisko niezależne od języka (jakkolwiek sama forma nazewnictwa jest
przez język warunkowana) i determinowane społecznie sprawiło, że
w literaturze zachodniej problem zmiany w systemach pokrewieństwa,
w t y m także zmiany terminologicznej, podjęto równolegle z rozwojem
badań nad zmianą społeczną i kulturową w ogóle. Były to w większości
próby ustalenia przekształceń w „tradycyjnych" rozwiązaniach termino­
logicznych, wyjaśniane adaptacją do zmian w innych dziedzinach życia,
często także akulturacją. Klasycznymi są w tym względzie studia Eggana
i Spoehra nad Indianami, przypisujące zaobserwowany przez nich kie­
runek zmian od typu bifurkacyjno-łącznego do generacyjnego poprzez
oddziaływanie takich czynników jak wprowadzenie konia, kontakt z bia­
łymi i rozproszenie grup krewniaczych . Sugeruje się także, że zmiana
może być produktem prostej dyfuzji, czyli przejmowania wzorów obcych
wraz z językiem, albo w wyniku kompleksowych wpływów k u l t u r y
obcego zespołu . Powyższe sugestie przytoczyliśmy jedynie tytułem przy­
kładu, aby wskazać, jak szeroki może być wachlarz czynników uwzględ­
nianych w procesie wyjaśniania zmian.
Ambitna próba Murdocka by skorelować systemy pokrewieństwa
z formami organizacji społecznej nie powiodła się, z związku z czym
musiał on zrezygnować z ustalania prawidłowości zmian tych systemów.
Niemniej, pokusił się o ułożenie hipotetycznych sekwencji typów termi­
nologicznych Wkomponowanych w typy struktur społecznych, przewidu­
jąc określone szanse wyłonienia się jednych typów z i n n y c h . Zasuge­
rował on tym samym zbyt sformalizowany sposób traktowania zmian
pokrewieństwa z pominięciem uwarunkowań tych zmian .
Etnografowie nadal nie dysponują ogólną teorią interakcji między
systemami pokrewieństwa i pozostałymi elementami kultury. W tej
sytuacji badacze unikają przyczynowego wyjaśniania zmian lub formu­
łują jedynie ostrożne hipotezy, co nadaje pracom o przemianach pokre­
wieństwa formę studium typologicznego. Łatwiejszą rzeczą jest wyko­
rzystanie systemu pokrewieństwa w zespole materiału ilustrującego
zmianę społeczną, niż wnioskowanie o tej zmianie na podstawie informa­
cji o pokrewieństwie. Innymi słowy stosowanie terminologii jako pod­
stawy do wnioskowania redukcyjnego, gdy z następstw twierdzi się
o ich racji, jest zawodne. Zmiany w terminologii są najczęściej rezulta­
tem zmian w organizacji społecznej, toteż przyjęto dla ich objaśnienia
2

3

4

5

6

2

E g g a n 1937, S p o e h r 1947.
« S p o e h r 1947, s. 228.
* Tamże; E l m e n d o r f 1961, s. 367.
M u r d o c k 1949, s. 322 n.
* Przykładem m o ż e tu być znajdująca się pod w p ł y w e m Murdocka praca
Vreelanda, który dla Chałchasów i Czacharów stwierdził niezmienność struktury
typu „normalny Omaha" poczynając od X I V w. (Vreeland 1954, s. 303)
5

�WSPÓŁCZESNE Z M I A N Y T E R M I N O L O G I I POKREWIEŃSTWA

Tablica

1. Kompozycja zespołów krewnych i powinowatych
wymi terminami pokrewieństwa

określanych

169
zbioro­

poszukiwanie najbardziej prawdopodobnych racji wśród tych zjawisk
życia społecznego, które wcześniej uznano za przyczynę powstania kon­
kretnych struktur terminologii pokrewieństwa.
Struktura terminologii mongolskiej sugeruje jej zależność od gru­
powej organizacji społeczeństwa, której 'kontynuacja realizuje się przez
mechanizm zawierania małżeństw pomiędzy członkami tych grup (por.
tabl. 1). Precyzyjność takiego mechanizmu zanika w miarę, jak owe
grupy tracą swą konkretność i przekształcają się w coraz słabiej okreś­
lone zespoły. Z tego ogólnego założenia można wyprowadzić postulat
0 prawomocności sądów na temat przewidywanych zmian w termino­
logii wskutek zmian w kompozycji grupowej społeczeństwa i w zasadach
zawierania małżeństw (wnioskowanie dedukcyjne ograniczone niepew­
nością co do prawdziwości przesłanek, czyli charakteru zależności między
terminologią i organizacją społeczną). Można też zakładać, że uprawnione
będą sądy o tym, iż przyczyny konkretnych zmian terminologicznych
tkwią w strukturze grupowej społeczeństwa, w zależnościach pomiędzy
członkami poszczególnych grup i w relacjach wynikających z zawar­
tych małżeństw. Sądy te wszakże ograniczone są wadami wnioskowania
redukcyjnego. Przy wszystkich tych zastrzeżeniach tak skonstruowane
sądy pojawiają się w literaturze z powodu braku pewniejszych metod
1 znajdują się one również w t y m artykule.

�170

SŁAWOJ S Z Y N K I E W I C Z

Może powstać pytanie, czy celowe jest traktowanie systemów termi­
nologii pokrewieństwa jako funkcji czasu, skoro zawiodły próby skon­
kretyzowania długofalowych i powszechnych zależności między nimi
i organizacją społeczną. Niemniej zależności takie istnieją, zmienia się
jedynie ich charakter i zakres współzależnych elementów wraz z postę­
pem procesu społecznego różnicowania i przechodzenia od społeczeństw
prostych k u bardziej złożonym . Terminologie pokrewieństwa także są
zmienne w czasie, chociaż zmiana ich nie musi być bezpośrednio zsyn­
chronizowana z rozwojem elementów struktury czy instytucji mogących
wywierać wpływ na kształtowanie się terminologii pokrewieństwa (np.
grup krewniaczych, rodziny, zasad rezydencji małżeńskiej, reguły okreś­
lania pochodzenia, czy też sposobu zawierania małżeństwa). Jeśli ter­
minologia klasyfikuje zbiór osób zwanych krewnymi i porządkuje związ­
k i zobowiązań i solidarności w ramach tego zbioru, to nie zawsze musi
reagować na zmianę treści tych związków jeśli nadal łączą one te same
osoby lub ich część. Zatem zmiana w terminologii nie musi być rozu­
miana jako zmiana terminów podstawowych, lecz obejmuje także niez­
naczne nawet przesunięcia zakresów albo też skrócenie zasięgu oddzia­
ływania. Z kolei, tego rodzaju przekształcenia nie zawsze są widoczne
w tej nielicznej grupie terminów, które bierze się za podstawę klasyfi­
k a c j i . Tak więc w samej taksonomii t k w i odpowiedzialność za wraże­
nie stosunkowo małej plastyczności terminologii i także częściowo za
trudności w korelowaniu systemów terminologicznych i organizacji spo­
łecznej.
7

8

Dopiero konkretne badania nad poszczególnymi systemami termino­
logicznymi ujawniają, że zmiany zachodzące na peryferiach tych syste­
mów stanowić mogą pierwszą reakcję na bodźce środowiska społecznego
i podlegają interpretacji równie doniosłej co zmiany najbliższych wobec
Ego związków. Tak więc tam, gdzie zmiana idzie w kierunku redukcji
ilości terminów (zwłaszcza w wypadku jednoczenia linii ojcowskiej i ma­
cierzystej), wcześniej i konsekwentniej realizuje się ona w odniesieniu
do pokolenia dziadków niż rodziców . Podobna tendencja do zarzucenia
podziału na linię męską i kobiecą może zacząć się w gronie krewnych
dalszych stopni w którymś z pokoleń zstępnych, zanim ujawni się w gro­
nie bliższych krewnych .
9

10

7

Por. P a r s o n s 1965, s. 268.
Najważniejsze klasyfikacje s y s t e m ó w termionologicznych opierają się na wza­
jemnych stosunkach między nazwami następujących t y p ó w krewniaczych: rodzice,
rodzeństwo rodziców, rodzeństwo Ego, kuzyni pierwszego stopnia. Będziemy je
zatem traktować jako centralne dla systemu terminologii pokrewieństwa.
» E l m e n d o r f 1961, s. 379.
S p o e h r 1947, s. 188, 196. To samo można zaobserwować w materiałach
zebranych przez Morgana i przytoczonych tamże, s. 171.
8

1 0

�WSPÓŁCZESNE

Z M I A N Y

TERMINOLOGII

POKREWIEŃSTWA

171

Powyższe przykłady sprowadzają się do lekceważenia kryterium płci
osoby pośredniczącej. Jeśli pojawi się ono w systemie, k t ó r y to kryterium
poprzednio uznawał, będzie to wynikiem ustępowania zasady unilinearnego pochodzenia, co musi oznaczać całkowity lub daleko posunięty
zanik grup krewniaczych w postaci organizacji lineażowej. Prowadzi to
do wyelirninowania z grona krewnych odleglejszych związków miesz­
czących się dawniej w ramach lineażu. Taki właśnie proces ogranicza­
nia zespołu osób, wobec których stosuje się terminologię pokrewieństwa
(czyli zasięg systemu) obserwujemy jako towarzyszący, a może nawet
poprzedzający zmiany wyżej przedstawione . Jednocześnie musi się
zacząć zmieniać zakres grupy egzogamicznej, która wskutek rozkładu
grupy krewniaczej przekształci się w egocentryczny zespół egzogamiczny oparty zwykle na kadłubowej linii pochodzeniowej — pozostałości
dawnego lineażu. Zostanie on przypuszczalnie rozszerzony na krewnych
z linii drugiego rodzica. Oznaczać to będzie początek bilateralizacji sys­
temu unilinearnego. Mamy więc do czynienia z procesem przekształceń
w kompozycji grup krewniaczych oraz w strukturze grupy egzogamicznej,
mimo że proces ten nie znalazł jeszcze odbicia w terminologii dla naj­
bliższych krewnych Ego. Oczywiście nie mogło być inaczej, ponieważ
to organizacja społeczna konstytuuje system terminologii pokrewieństwa
i musi podlegać zmianie w pierwszej kolejności. Z drugiej jednak strony,
terminologia symbolicznie formułuje zależności społeczne i pozwala je
egzekwować. Byłoby to niemożliwe, gdyby pozostawała ona niezmieniona
jeszcze przez długi czas po utworzeniu się nowej sytuacji w strukturze
grupowej danego społeczeństwa. Toteż przystosowuje się ona, naszym
zdaniem, stosunkowo szybko w formie odpowiedniego zmniejszenia ze­
społu krewnych oznaczanych terminami pokrewieństwa oraz zapoczątko­
wania odpowiednich przesunięć terminologicznych na peryferiach tego
zespołu. Zanim zmiany te dojdą do centrum systemu terminologicznego
i spowodują konieczność jego zaszeregowania do nowego typu, minąć
może istotnie wiele czasu, jak to utrzymują zwolennicy tezy o znacznym
względnym opóźnieniu terminologii.
n

Powyższe uwagi znajdują potwierdzenie w materiale mongolskim,
co postaramy się dalej wykazać. Punkt wyjścia dla omawianych tu
zmian stanowi system nazywany umownie tradycyjnym, k t ó r y tylko
dla celów modelowych ujmujemy statycznie, choć w istocie on sam
stanowił jakiś etap zmian wcześniejszych.
Mongolska terminologia pokrewieństwa w swej tradycyjnej wersji,
będącej w użyciu do początków X X w. należała do typu znanego pod
nazwą Omaha . Najogólniej rzecz biorąc sprowadza się on do rozdziału
linii ojcowskiej i macierzystej (odrębne terminy dla rodzeństwa każdego
12

» Por. S p o e h r 1947, s. 229.
i2 V r e e l a n d 1954; S z y n k i e w i c z 1978a.

�172

SŁAWOJ

SZYNKIEWICZ

z rodziców), do całościowego potraktowania l i n i i matki (wszyscy agnaci
matki, w t y m jej brat i bratanek oznaczani t y m samym terminem), jak
również całościowego potraktowania potomstwa kobiet z linii ojca (wspól­
ny termin dla siostrzeńca oraz dla kuzyna przez siostrę ojca, a także dla
wnuka przez córkę itp.). System ten był doskonale dostosowany do patiyiinearnej organizacji społeczeństwa, zwłaszcza takiego, w którym
występowały agnatyczne rody lub lineaże. W Mongolii początku X X w.
grup tych już nie było. W spadku po nich utrzymały się jedynie linie
pochodzeniowe, które ów system terminologii dość konsekwentnie w y ­
różniały. Były to więc: własna linia agnatyczna, linia matki, linia potom­
ków kobiet (oddzielnie z grupy ojca i grupy matki), powinowatych
oraz małżonków krewnych. Terminologia oddawała zatem grupową kon­
stytucję krewnych, którą schematycznie przedstawia tabl. 1. W obrębie
owych grup funkcjonowały jeszcze podziały według kryterium senióralności i częściowo przynależności generacyjnej.
Obecnie możemy stwierdzić daleko idące naruszenie tych podziałów,
w stopniu pozwalającym mówić o upadku dawnego systemu terminolo­
gicznego. Wskazują na to zarówno słaba na ogół znajomość właściwej
terminologii, jak też stosunkowo wysoki udział terminów sprzecznych
z systemem, ponieważ zaczerpniętych z obcych kategorii. Wydaje się
jednak, że aby mówić o naruszeniu systemu wystarczy wykazać, że
większość jego elementów nie pozostaje w zgodzie z jego zasadami, zaś
występowanie elementów sprzecznych dowodzi już jego upadku.
Podczas badań terenowych przeprowadzonych w początkach lat sie­
demdziesiątych w Mongolii autor doszedł do wniosku, że typ Omaha
przestał już obowiązywać. Jednakże współczesna terminologia nie ukształ­
towała się jeszcze w sposób ostateczny i nie można przypisać jej do
żadnego ze znanych typów w uznanych klasyfikacjach. Niemniej sposób
dochodzenia do przewidzianego rozwiązania i mechanizmy zmian są
wystarczająco interesujące by poddać je analizie. Studium zmian w ter­
minologii pokrewieństwa dość rzadko pojawia się w literaturze etnogra­
ficznej, zatem prezentowany t u materiał może mieć znaczenie dla badań
nad ogólnymi prawidłowościami podobnych procesów.
Celem ułatwienia orientacji w znaczeniu terminów pokrewieństwa
występujących w tekście, zestawimy je poniżej w porządku alfabetycz­
nym z podaniem ich znaczeń w systemie tradycyjnym. Nie jest to lista
kompletna, jej zadaniem jest tylko służyć za przewodnik do artykułu.
abaya
— boczni krewni linii ojcowskiej starszych generacji; termin
występuje w połączeniu z aqa (dla mężczyzn) lub egeći
(dla kobiet)
aqa
— starsi bracia
aci
— dzieci syna oraz brata
baja
— mąż siostry żony (termin wzajemny)
bergen
—• żony starszych krewnych, niekiedy współwystępują z ter-

�173

WSPÓŁCZESNE ZMIANY T E R M I N O L O G I I POKREWIEŃSTWA

minami nayaću lub qadam i oznaczają wówczas żony krew­
nych danej kategorii
beri
— żony młodszych krewnych (w zasadzie tylko własnego
patrylineażu)
bule
—• dzieci kobiet należących do patrylineażu matki (termin
wzajemny)
degii
— młodsze rodzeństwo obojga płci
cgeci
— starsze siostry
eliinće
—• przodkowie agnatyczni w trzecim pokoleniu linii prostej
keiiken
— córka
kobegiin — syn
kiirgen
—• mężowie krewnych kobiet (w złożeniach jak p^zy bergen)
kur degii — młodsze rodzeństwo żony
nayacu
— członkowie patrylineażu matki bez względu na ich wiek;
termin występuje w połączeniu z aqa (dla mężczyzn) lub
egeci (dla kobiet), ponadto zaś w połączeniu z terminami
dla przodków w linii prostej identycznymi jak u agnatów
qadam
— starsi patry linearni krewni małżonka (złożenia jak przy
nayacu)
qulanca
—• przodkowie agnatyczni w czwartym pokoleniu linii prostej
quda
— starsze generacje agnatycznych krewnych małżonka dziec­
ka, głównie zaś jego rodzice (termin wzajemny)
jfige
— dzieci kobiet własnego patrylineażu
Dla zwięzłości opisu będziemy się niekiedy posługiwać skróconymi
notacjami związków pokrewieństwa (np. DzSiOj — dziecko siostry ojca).
Ich pełne wyjaśnienie znajduje się w komentarzu do tab. I V na końcu
artykułu.
Z M I A N Y T E R M I N O L O G I C Z N E W POCZĄTKACH X X W.

Przystępując do omówienia cech charakterystycznych terminologii
współczesnej posłużymy się tabelarycznym zestawieniem najważniejszych
spośród nich (tab. I). Stanowi ono podsumowanie wyników uzyskanych
metodą wywiadu od 109 osób, z czego 16 udzieliło informacji o termino­
logii abstrahując od własnych układów rodzinnych (na podstawie kwe­
stionariusza o schemacie genealogicznym), 93 osoby zaś przedstawiły i n ­
formacje o terminach odnoszących się do k r ę g u ich żyjących krewnych.
Przedstawione w tab. I zestawienie ujawnia tendencje uwidoczniają­
ce się w rozumieniu terminów, które uznać możemy za kierunki zasad­
niczych zmian zachodzących w modelowym systemie terminologii tra­
dycyjnej . Tendencje te są następujące:
13

1 3

Dla konsultacji konkretów
1954 i K a ł u ż y ń s k i e g o 1970.

tego modelu odsyłam

do

prac

Vreelanda

�Tabela I. Zestawienie właściwości

współczesnych

określeń

terminologicznych dla poszczególnych

kategorii

krewnych

Kategorie krewnych

Terminy
Ogólna
Terminy
zaczerp­
Terminy
liczba
^stosowane
nięte z ob­
zawężające
odpowiedzi właściwie
cych kate­
/0
wziętych
gorii
/0
do oblicze­ odpowiedzi odpowiedzi
%
nia
odpowiedzi

1
Patrylineaż Ego
1. Przodkowie w linii prostej (bez
rodziców)
2. Abaya — boczni krewni w ge­
neracjach wstęjpych
3. Potomkowie synów Ego (trzy
pokolenia
4. Potomkowie braci Ego (trzy po­
kolenia)
5. jige — potomkowie kobiet patrylineażu Ego (dwa pokolenia)
w tym:
a) potomkowie sióstr Ego
b) potomkowie córek Ego
6. Nayacu — krewni patrylinearni
matki Ego (od +4 do —1 po­
kolenia)
w tym
a) przodkowie matki w linii
prostej
b) boczni krewni matki (dwa po­
kolenia wstępne)
7. Kuzyni strony ojcowskiej:
a) równolegli
b) przeciwlegli
Kuzyni strony macierzystej:
c) równolegli
d) przeciwlegli
Powinowaci
8. Qadam — krewni małżonka w po­
koleniach wstępnych
9. Krewni i powinowaci małżonka
w pokoleniu Ego i zstępnych
w tym:
a) rodzeństwo i powinowaci żo­
ny
b) rodzeństwo i powinowaci
męża
10. Małżonkowie krewnych patrylineażu Ego
11. Quda — rodzice małżonków
dzieci Ego

1

Wskaźnik
zróżnicowania
(stosunek zano­
towanych ter­
minów do pra­
widłowych)

3

4

5

66

63,6

0

0

1,6

99

55,6

6,1

10,1

1,8

63

49,2

3,2

0

2

48

39,6

0

18,7

2,5

93

50,5

4,3

15,0

2

47
28

63,8
50,0

2,2
3,6

14,9
7,1

1,6
2

252

32,5

4,0

23,4

3,1

63

9,5

0

35,0

10,5

144

50,7

4,9

ИД

2

29
20

3,4
15,0

10,3
10,0

48,3
25,0

29,4
6,6

30
40

10,0
12,5

6,7
7,5

50,0
27,5

10
8

62

62,9

8,0

8,0

1,6

163

23,3

20,8

9,2

4,3

110

16,4

21,8

8,2

6,1

78

46,1

16,7

6,6

2,2

180

73,9

1,7

5,5

1,4

o

12,4

2,7

2

16

1

37,5

6

�WSPÓŁCZESNE Z M I A N Y T E R M I N O L O G I I POKREWIEŃSTWA

175

1. Daleko posunięta utrata właściwego rozumienia terminów trady­
cyjnych wyrażająca się w niskim stopniu znajomości ich prawidłowego
zastosowania (kolumna 3 tab. I).
2. Rozwój unifikującej terminologii zaczerpniętej z kręgu rodziny
nuklearnej (głównie dla rodzeństwa) i odnoszonej do dalszych stopni
pokrewieństwa. Prowadzi to do zawężania zarówno samej terminologii
jak też związków pokrewieństwa, których ten proces dotyczy. Jest to
proces utożsamiania terminologicznego odleglejszych typów krewnia­
czych (tzn. konkretnych relacji) z typami najbliższymi wobec Ego. Za­
kres występowania tej zawężającej terminologii przedstawia kolumna 4
tab. I .
3. Naruszenie podstawowych cech systemu przez zatarcie granic mię­
dzy grupami osób wyróżnianymi tradycyjnie jako odrębne kategorie kon­
stytuujące system, czego wyrazem jest upowszechniające się niewłaściwe
rozumienie terminów i przypisywanie ich całkowicie obcym kategoriom
(kolumna 5).
4. Powyższe tendencje prowadzą do dezorientacji i zamieszania ter­
minologicznego powodującego powstawanie nowych propozycji nazewniczych, będących zwykle przeniesieniem pewnych terminów na obce i m
dotąd typy krewniacze, czasem zaś stanowiących innowację terminolo­
giczną (kolumna 6 ) . Zjawisko to nazywamy polimorfizmem termino­
logicznym.
5. Obok zawężającego działania unifikującej terminologii rodzinnej
występuje także kurczenie się zasięgu grupy krewnych przez wyłączenie
dalszych związków z zakresu objętego działaniem terminologii (por. i n ­
formacje zawarte w tab. IV).
6. W konsekwencji naruszenia zasad systemu terminologicznego zacie­
rają się zwłaszcza granice między linią ojcowską i macierzystą oraz za­
nika charakterystyczne dla typu Omaha wyodrębnianie kuzynów (por.
tab. IV, poz. 12, 24, 30-35, 46 i 48).
Materiały, k t ó r y m i dysponujemy dotyczą w części znajomości termi­
nologii, w części zaś jej praktycznego stosowania, dają zatem obraz bar14

1 4

Liczby występujące w tej kolumnie praktycznie oznaczają (po zmniejszeniu
o 1) ile nowych terminów przypada na jeden prawidłowy w danej kategorii. Ilość
zanotowanych przez nas terminów nie przewidzianych przez system tradycyjny była
wyższa niż uwidoczniona w tabeli. Redukcji ich dokonano w e d ł u g następujących
zasad. Dla t e r m i n ó w oznaczających przodków w pierwszym i drugim pokoleniu
form zdrabniających lub innych pochodnych (np. buurał
aaw „siwy ojciec", roz­
powszechnione określenie dziadka) nie uważa się za odrębne wersje. Terminy
oboczne w y s t ę p u j ą c e popularnie w adresie potraktowano jako w e r s j ę referencyjnego
terminu tylko w ó w c z a s gdy informator utrzymywał, że jest to termin p o k r e w i e ń ­
stwa w ł a ś n i e referencyjny. Proste formy opisowe u w a ż a m y za r ó w n o w a ż n e nie­
znajomości terminu, nie zaś za propozycję innowacyjną. Ogólne nazwy kategorii
p o k r e w i e ń s t w a nie w y s t ę p u j ą c e jako samodzielne terminy (np. abaya) jeśli za
takie były podawane, włączono do zestawienia jako n o w ą wersję.

�176

SŁAWOJ S Z Y N K I E W I C Z

dziej idealny od tego, który wynikałby z praktyki społecznej. Ta ostat­
nia polega na powszechniejszym, niż na to wskazuje tab. I , zastosowa­
niu terminów zawężających . W istocie ich powszechność, zarówno w ad­
resie, jak też w formie referencyjnej, zdawać się może uniwersalną,
jeśli badacz ograniczy się wyłącznie do notowania spontanicznych zasto­
sowań.
Obserwowana w materiałach lat ostatnich wielka różnorodność pro­
pozycji nazewniczych oraz utrata przez terminologię cech systemu w y k a ­
zują tak znaczny stopień zaawansowania, że istnienia podobnych ten­
dencji możemy oczekiwać wobec materiałów pochodzących z początków
X X w. Informacje uzyskane przez Vreelanda nie potwierdzają tego przy­
puszczenia, lecz też nie są one decydujące, ponieważ pochodzą od jed­
nego tylko informatora i to stosunkowo dobrze orientującego się w sy­
stemie terminologicznym, lepiej niż którykolwiek z naszych informato­
r ó w . Niemniej możemy przyjąć, że już w początkach stulecia trady­
cyjny system terminologiczny nie był stosowany w powszechnej prak­
tyce społecznej, chociaż poszczególne osoby mogły jeszcze reprezentować
znajomość zasad tego systemu, którą ujawniały w sytuacjach nastawio­
nych na jej wywołanie.
Hipoteza ta znajduje potwierdzenie w posiadanych przez nas mate­
riałach odnoszących się do lat dwudziestych X X w. Stanowią je spisy
ludności z terenu czterech choszunów obejmujących ponad 11 tys. osób
(2134 r o d z i n ) . Zawierają one informacje o stosunku pokrewieństwa
15

1 6

17

1 5

W istocie kolumna 4 tabeli m ó w i o stosunkowo skromnym zasięgu tych
terminów (poza kategorią kuzynów i powinowatych). Wynika to stąd, ż e kiedy
podczas zbierania materiałów uzyskiwaliśmy w odpowiedzi termin zawężający,
ponawialiśmy pytanie o w ł a ś c i w y termin pokrewieństwa, co zmuszało informatora
do odwoływania się do pamięci, albo też niekiedy działało jako nacisk psycholo­
giczny zmuszający do podania innego terminu niż ten, który w y w o ł a ł dezaprobatę
etnografa. Mamy tu niewątpliwie do czynienia z oddziaływaniem badacza na b a ­
daną rzeczywistość. Naszym zdaniem miało to jednak rezultat pozytywny, inicjowało
bowiem sytuację eksperymentu społecznego. Informator nie znający w ł a ś c i w e g o
terminu niejednokrotnie nie przyznawał się do tego, lecz próbował znaleźć pra­
w i d ł o w ą odpowiedź drogą dedukcji lub też o d w o ł y w a ł się do w ł a s n e j fantazji. W ten
sposób wprawdzie powiększał się wskaźnik zróżnicowania terminologii, lecz również
eksperymentalnie sprawdzała się znajomość zasad systemu u informatora. To
bowiem czy informator przestrzegał granic między strukturalnymi kategoriami
krewnych, czy też je lekceważył, było dla nas daleko ważniejsze niż kolekcjono­
wanie t e r m i n ó w zawężających. Nie oznacza to jednak, że terminy g w a ł c ą c e granice
systemu (kolumna 5 tabeli) uzyskane zostały wyłącznie, czy nawet głównie, we
wspomniany sposób.
1 6

B y ł nim przeor jednego z najważniejszych klasztorów lamaickich Mongolii,
reprezentujący dużą wiedzę o kulturze tradycyjnej i mający dobrą pamięć.
Są to następujące spisy oznaczone przez nas literami alfabetu (w nawiasach
pozycja katalogowa Centralnego Archiwum Historycznego w U ł a n Bator, z którego
pochodzą): A — choszun Bajan U u ł z ajmaku Delger I c h U u l , 1925 r. (f. 244);
1 7

�WSPÓŁCZESNE Z M I A N Y T E R M I N O L O G I I POKREWIEŃSTWA

177

wszystkich członków rodziny wobec gospodarza, dzięki czemu są już
obecnie unikalnym źródłem dla poznania stosowanej wówczas termino­
logii .
Spisy ujawniają bardzo charakterystyczne lekceważenie terminolo­
gii odnoszącej się do relacji wychodzących poza obręb trzypokoleniowej rodziny nuklearnej, mimo że dokładniejsza analiza składu posz­
czególnych rodzin wskazuje, że większość ich należy do typu rozszerzo­
nej rodziny wielopokoleniowej zawierającej znaczny udział krewnych
bocznych. Trzeba podkreślić, że nie jest to typ wielkiej rodziny opartej
na współpracy braci w najstarszym pokoleniu i złożonej z potomków
tych braci. W naszych spisach najczęściej mamy do czynienia z wersją
rodziny rozszerzonej, której starsze pokolenia składają się — prócz go­
spodarzy — zwykle z łamów oraz niezamężnych kobiet. Rodzina ta pełni
wobec nich funkcje zabezpieczenia społecznego, ich obecność w rodzinie
zaś nie tłumaczy się jednoczeniem potencjału ekonomicznego k i l k u rodzin
małych. Rozszerzona rodzina nie funkcjonuje zatem wyłącznie jako pod­
stawowa jednostka gospodarcza. Jest ona także zespołem zabezpieczają­
cym starszych krewnych, którzy nie założyli własnej rodziny pozostając
w nieregularnych lub nieformalnych stosunkach małżeńskich z osobami
o odrębnej rezydencji lub też, w wypadku łamów, w stanie bezżennym.
Proporcja osób, które przekroczyły 45 lat wynosiła ok. 45%, przy czym
w znacznej części b y l i to boczni krewni gospodarza. Ich potomstwo, czę­
sto pozamałżeńskie, powiększyło liczbę krewnych bocznych. Tymczasem
w spisach nie znajdujemy w zasadzie odbicia tej sytuacji, ponieważ
dążą one do zawężenia skali związków przez stosowanie terminologii
z kręgu małej rodziny, typu „rodzeństwo", „dziecko".
Jest wielce prawdopodobne, że nieuregulowana pozycja rodzinna osób
starszych wiekiem była jednym z czynników zawężających terminologię
do zakresu nuklearnego. Mielibyśmy t u więc do czynienia z sytuacją,
w której o statusie krewniaczym decydują nie tylko związki genealo­
giczne, lecz także formalne małżeństwo krewnego. Sankcjonowałoby ono
stosowanie wobec tej osoby odleglejszego (właściwego) terminu, plasu­
j ą J3 jednocześnie w odrębnym zespole rodzinnym o cechach niezależne­
go partnerstwa. Jeśli jednak dana osoba pochodzi z rodziny rozbitej,
nie funkcjonującej samodzielnie, czy też z nieformalnego małżeństwa,
nie przysługuje jej termin pokrewieństwa określający rzeczywisty sta­
tus krewniaczy, lecz właśnie termin zawężający, przybliżający do ro18

0

B — somon Bajan Chutag z choszunu Oczir Sumbur U u ł ajmaku Chaanchentej
Uuł, 1927 r. (f. 94 poz. 31); С — choszun Szadżinbat Sewdżidgacal Uuł z ajmaku
Cecerleg Mandał, 1925 r. (f. 165) D — choszun Bogdchaan U u ł z ajmaku tej samej
nazwy, 1925 r. (f. 49 poz. 27).
Spisy późniejsze nie posiadają już rubryki precyzującej status społeczny
człowieka przez odniesienie go do pozycji w rodzinie, wskutek czego nie stanowią
one dla nas materiału źródłowego w badanym zakresie.
18

12 — Etnografia Polska, X X I V , z. 1

�178

SŁAWOJ S Z Y N K I E W I C Z

dżiny, z którą zamieszkuje. Hipoteza, że terminologia pokrewieństwa
odnosi się nie do pozycji określonej genealogicznie, lecz do pozycji w ze­
spole rodzinnym, dotyczy praktyki nazewniczej i nie znajduje siłą rze­
czy odbicia w normach regulujących system terminologiczny. Jest to za­
tem wynik szczególnej postawy psychologicznej polegającej na niefor­
malnej adopcji wszystkich wspólnie zamieszkujących osób w jeden zin­
tegrowany zespół rodzinny. Zawężaniu terminologii sprzyjał niewątpli­
wie fakt, że terminy z kręgu familijnego stosowane były w adresie rów­
nież wobec osób obcych. Zatem dalsi krewni należący do wspólnego
gospodarstwa domowego uzyskiwali bez trudu prawo do takiego terminu
już nie tylko w adresie, lecz także jako referencyjnego.
Jeden z poddanych analizie spisów (D) rzuca charakterystyczne
światło na strukturę rodziny. Niemal trzecia część osób pozostających we
wspólnym gospodarstwie domowym nie należy do nuklearnej rodziny
gospodarza (i to w podwójnym rozumieniu — zarówno rodziny pocho­
dzenia jak i prokreacji, czyli wspomniane wyżej rodzeństwo gospodarza
znajdujące się na jego utrzymaniu zostało w t y m obliczeniu pominięte),
niemal 14°/o ogółu zaś stanowią krewni kategorii $ige (potomkowie krew­
nych kobiet) czyli tacy, którzy według dawnego systemu pokrewieństwa
należeli do obcych linii pochodzeniowych i nie rezydowali wspólnie
z Ego. Jakkolwiek nie mamy wystarczających podstaw by przykład ten
uogólnić, jest on dostatecznie symptomatyczny, ponieważ nie ma rów­
nież powodów by uznać go za wyjątkowy. Wskazuje on na poważne za­
kłócenia w systemie pokrewieństwa (zwłaszcza wysoki udział
где),
w t y m także dotyczące kontynuacji linii agnatycznej. Jest to, naszym
zdaniem, dla kształtowania nowej terminologii czynnik ważniejszy od
wspomnianego wyżej stanu rodzinnego krewnych, jakkolwiek oba one
współwystępują .
Nasilenie zjawiska zawężenia pokrewieństwa jest różne w każdym
z naszych spisów i m. i n . dlatego również są one interesującym źródłem.
Informuje o t y m tab. I I . Zawarte w niej dane dotyczą: 1 — ilości osób,
co do których stosuje się terminy inne niż „gospodarz", czyli „rodzic"
albo „małżonek", zatem osób, wobec, których istniała możliwość naduży­
cia zbiorowego stosowania terminów typu „rodzeństwo", „dziecko"; 2 —
ilości terminów, które zastosowano bez uciekania się do wspomnianego
19

1 9

Tradycyjny system pokrewieństwa przewidywał jedną sytuację, w której
$ige uzyskiwał status dziecka. Dotyczyło to nieślubnego potomstwa córki, które
pozostawało w rodzinie macierzystych dziadków na r ó w n y c h prawach ze swym
faktycznym wujostwem, które stawało się dla niego rodzeństwem. Analizowana przez
nas sytuacja z początków X X w. dotyczy rodzin o daleko bardziej zakłóconej
strukturze, niemniej dla jej formalnego unormowania .stosuje s i ę ten sam me­
chanizm — zmiany terminu z pozafamilijnego na familijny. Dodajmy, ż e nasze
w ł a s n e materiały terenowe wskazują raczej na utrzymywanie się terminu jfifle,
lecz w odniesieniu do osób zamieszkałych oddzielnie.

�WSPÓŁCZESNE

ZMIANY

T E R M I N O L O G I I

POKREWIEŃSTWA

179

nadużycia, czyli sprecyzowanych terminów określających dalsze związki
genealogiczne i powinowactwa; 3 — proporcji, w jakiej te szersze ter­
miny występują w stosunku do populacji określonej w punkcie 1. Pro­
porcja ta może być miernikiem poziomu precyzyjności terminologii sto­
sowanej w danym spisie (przy uzasadnionym założeniu podobnego
rozkładu struktury rodziny we wszystkich czterech choszunach).
Tabela II. Zastosowanie odleglejszych terminów pokrewieństwa
rech

w spisach ludności

czte­

choszunów

Spis
A

В

С

D

Populacja osób, wobec których istniała moż­
liwość niewłaściwego określenia terminolo­
gicznego

1450

354

3274

1957

Ilość zastosowań terminów spoza zakresu ro­
dziny nuklearnej

202

11

533

561

Udział terminów pozafamilijnych wobec po­
tencjalnych możliwości (w %)

13,9

3,1

16,3

28,6

Poziom precyzji terminów użytych w spisie
(względem spisu D)

48,7

10,8

57,0

100

Z tabeli I I wynika duża skala dowolności w stosowaniu terminologii
pokrewieństwa wykraczającej poza krąg familijny, od całkowitego nie­
mal jej lekceważenia w spisie В (3,l /o) do szerokiego uwzględniania
przez spis D (28,6%). Ten ostatni stanowić może dla nas punkt odnie­
sienia, ponieważ wykazuje on dużą dbałość o precyzję. W odróżnieniu
od pozostałych, można na jego podstawie dość dokładnie ustalić stosun­
k i łączące poszczególne osoby wspólnie zamieszkałe. Osiągnięto to wsku­
tek przyjęcia zasady, iż nie stosuje się terminów typu „brat", „siostra",
które w normalnym użyciu są wieloznaczne, lecz „rodzony brat" itp.
Dzięki temu musiano dokładniej oddawać stopień pokrewieństwa w l i ­
niach bocznych, który pozostałe spisy równały zwykle z rodzeństwem
czy d z i e ć m i .
Stopień precyzji spisu D i wynikająca z niego znaczna liczba termi­
nów dla dalszych związków pokrewieństwa nie oznacza bynajmniej,
iżby na terenie danego choszunu tradycyjna terminologia funkcjonowała
niemal w pełnym zakresie. Oznacza wyłącznie, że został on założony
przez sporządzających spis, którzy przyjęli konkretny sposób postępowa­
nia dla uniknięcia nieporozumień, jakie przypuszczalnie już wówczas
sprawiały poważny problem również dla administracji. Fakt, że trzeba
e

20

2 0

Ideału jednak i tu nie osiągnięto, ponieważ często nie wiadomo czy „rodzony"
odnosi się do gospodarza, jego żony lub matki.

�180

SŁAWOJ

SZYNKIEWICZ

było uciec się do określenia „rodzony" świadczy, że bez niego groziło
zwykłe na innych terenach niebezpieczeństwo zatarcia związków genea­
logicznych wskutek zawężającego działania powszechnej praktyki okre­
ślania bocznych krewnych terminami dla rodzeństwa — aqa, egeci, degii.
Mamy t u zatem do czynienia z interwencją konserwatywnych (w sensie
doceniania wagi tradycyjnej terminologii) urzędników spisowych, którzy
potrafili egzekwować właściwe nazewnictwo, albo też wprowadzali je
sami na podstawie oświadczeń osób podlegających spisowi. Spotykamy
się t u więc pośrednio z ludźmi należącymi do tej samej kategorii co i n ­
formator Vreelanda.
Celem uzyskania pełniejszego przeglądu sytuacji terminologicznej de­
monstrowanej w spisach odwołajmy się do szczegółowego zestawienia
tabelarycznego (tab. I I I ) . Jeśli D przyjmiemy ze swego rodzaju spis mo­
delowy, możliwe wówczas będzie sformułowanie kilku istotnych wnios­
ków. Założyć musimy dla tego celu, z niewielkim ryzykiem popełnienia
błędu, że struktura rodzin wszystkich czterech choszunów była podobna.
Przede wszystkim pojawia się pytanie o przyczyny różnego w każ­
dym ze spisów stopnia zawężenia terminologii, który wykazuje niejako
Tabela III. Zestawienie terminów pokrewieństwa użytych w spisach ludności w latach 1925—1927 w czte­
rech choszunach (z pominięciem terminów odnoszących się do związków w ramach rodziny nuklearnej
oraz przodków w linii prostej)
A

Spis

В

С

D

ilość
ilość
ilość
ilość
°/
/о
/о
/0
zasto­
zasto­
zasto­
zasto­
/о
populacji
populacji
populacji
sowań
sowań
sowań populacji sowań
6
5
7
3
4
8
2
9

Termin
1

0,28

1

1
30
7

1,16

1
2
2

0,15

abaya
abaya aqa
abaya egeći

1

0,07

nayaću
nayaću aqa
ąayaću egeći

1
7
1

0,62

qadam egeći
beri
bergen

1
21

0,07
1,47

kiirgen
kiirgen aqa

2

0,14

3

0,09

aći
aći kóbegunlkeiiken
aći degii

3

0,21

92

2,82

5'Se
§ige kóbegiinlкейкеп
$ige degii

160

i

1

0,28

3

22
24

0,84

347

11,00

i

i

j

1,40

58
4

j

1
17
3

3,17

1,07

14
101
20

j

1
1

j

o.ioT

15
35

j

2,54

83
189

j

13,90

10,60

0,71
6,18

�WSPÓŁCZESNE ZMIANY T E R M I N O L O G I I POKREWIEŃSTWA

181

regionalną specyfikę. Przypisać ją jednak należy, jak wspomnieliśmy,
stanowisku pisarza. Dowodziłby tego fakt, inaczej niewytłumaczalny,
że w spisie С terminy z kategorii abaya pojawiają się dopiero w drugiej
jego połowie. Jest raczej statystycznie nieprawdopodobne by rozkład
występowania tej relacji był aż tak skoncentrowany, t y m bardziej, że
dotyczy to licznej zbiorowości 1010 rodzin. Przypuszczalnie więc nastą­
piła zmiana pisarza prowadzącego spis. Możemy więc mieć jedynie pew­
ność, że tylko spis В nie został skażony puryfikującą interwencją urzęd­
nika i przypuszczalnie oddaje występujące w danej społeczności zasto­
sowania t e r m i n ó w . Płynąłby z tego wniosek, że już w początkach
X X w. dominowała tendencja unifikująca.
Przyjmujemy, jak się wydaje uzasadnienie, że proporcje występują­
ce w spisie D właściwiej oddawałyby związki pokrewieństwa zachodzące
wśród członków rodzin pozostałych choszunów . Tym samym musimy
uznać, że wyraźnie zaniżona została reprezentacja związków kategorii
abaya (starsi krewni linii ojcowskiej), nayacu (krewni l i n i i macierzystej)
oraz qadam, beri i bergen (powinowatych), a także w przypadku spisów
A i В kategorii aći oraz %ige. Potwierdza to w sposób niepodważalny tezę
o występowaniu zjawiska zawężania terminologii pokrewieństwa jako
ustabilizowanej cechy w praktyce społecznej początków X X w., mimo
istniejącej równolegle u pojedynczych osób teoretycznej znajomości ter­
minologii tradycyjnej. Niezależnie od tego jak liczna była grupa tych
osób, reprezentowały one już tylko znajomość niefunkcjonalnych ele­
mentów tradycji, czyli tego co można nazwać tradycją historyczną będą­
cą czynnikiem ideologicznej identyfikacji z systemem wartości, którego
częścią b y ł w przeszłości pełny system terminologii pokrewieństwa od­
powiadający podziałowi społeczeństwa na grupy czy linie pochodzenio­
we. Wskazywałoby to zresztą, że czas kiedy ten ostatni był zintegrowany
z poprzednim, nie był zbyt odległy. Nie jesteśmy w stanie określić kiedy
mogła nastąpić dezintegracja, lecz przypuszczalnie nie należy apogeum
tego procesu odsuwać zbyt głęboko w X I X w.
21

22

2 1

Teoretycznie można by przypuścić odwrotne kierunkowo działanie pisarzy
spisowych — dążenie do maksymalnego uproszczenia notacji wbrew informacjom
udzielanym przez ludność. Dotyczyłoby to zarówno spisu B, jak też pewnych
części spisów A i C. Przeczyłyby temu dość często pojawiające się nieschematyczne
zapisy spoza zakresu terminologii pokrewieństwa, jak np. „z nieprawego łoża",
„wychowanek", „przybrany członek rodziny", „staruszka", „bliźniak" itp,. które
byłyby również eliminowane, gdyby pisarz postępował według zasady mechnicznego operowania kilkoma terminami dla uproszczenia pracy.
Upoważnia nas do tego szczegółowa analiza spisu B, w którym niemial 20%
terminów dla „rodzeństwa" i „dzieci" daje się bez żadnych wątpliwości zakwestio­
nować na podstawie względnego wieku; powinny one być odniesione do związków
dalszych. Jeśli uwzględnimy pewne nie dające się w ten sposób w y k r y ć nie­
konsekwencje terminologiczne (w tym także kategorię „synowych", a także terminy
uwidocznione w tab. I I I ) , uzyskamy proporcję z w i ą z k ó w wykraczających poza
rodzinę nuklearną zbliżoną do występującej w spisie D.
2 2

�182

SŁAWOJ S Z Y N K I E W I C Z

Wniosek o nasileniu tendencji zawężającej u w a ż a m y za uprawniony
również na podstawie danych z naszych wywiadów oraz niewymiernych
ilościowo obserwacji terenowych. Najistotniejszy udział w terminologii
zawężającej ma nazewnictwo odnoszące się do rodzeństwa. Terminy
oznaczające rodziców były niezmiernie rzadko proponowane w odniesie­
niu do starszych krewnych l i n i i bocznych (i to tylko w formach opiso­
wych). Podobnie było z generacjami zstępnymi, na które rozszerzano
znaczenie terminu „dziecko". Ponieważ proponowane w takich wypad­
kach terminy miały charakter złożony, nie kwalifikowały się one do ka­
tegorii zawężających .
23

EKSTENSYWNOŚĆ

RODZEŃSTWA

Wydaje się zatem, że możemy mówić o daleko zaawansowanym, i w
istocie zbliżającym się k u końcowi, długotrwałym procesie realizowania
zasady ekstensywności rodzeństwa. Pojęciem t y m określamy dążenie do
upowszechnienia terminów oznaczających własne rodzeństwo Ego, a wraz
z nimi także reguł postępowania obowiązujących w rówieśniczym zespole
rodzinnym. Tendencja ta naszym zdaniem realizuje się od czasów śred­
niowiecznych, jej pierwszym zaś przejawem było uzupełnienie ogólnych
terminów grupowych (np. abaya, nayacu) określeniami, aqa, egeći. U jej
podstaw leży zasada jedności rodzeństwa z jej postulatami maksymalnej
współpracy bliskich krewnych tej samej generacji. Upowszechnienie
terminów dla rodzeństwa byłoby przejawem dążenia do rozszerzenia
granicy działania postulatu współpracy. Stosowanie tych terminów
wyznaczało bowiem zakres operacyjny prawa odwoływania się do po­
mocy w kwestiach związanych z bytem, zwłaszcza w jego aspektach
ekonomicznym i militarnym. Możliwości takiej współpracy były stopnio­
wo ograniczane w miarę tego jak organizacja społeczna opierała się bar­
dziej na grupach administracyjnych i celowych, czemu towarzyszyła
dezintegracja grup krewniaczych i ich postępujące kurczenie się (od ro­
du aż po wielką rodzinę, która także zresztą nie dotrwała do X X w.).
Z chwilą kiedy grupy krewniacze zanikły całkowicie i zastąpione zostały
egocentrycznie wyznaczonym zespołem krewnych, terminy dla rodzeń­
stwa zaczęły być stosowane wobec dowolnych krewnych i powinowatych,
maksymalnie rozszerzając limes operandi braterskiego współdziałania.
2 3

W tym miejscu należy podkreślić, że u w a ż a m y za b ł ę d n e przypisanie przez
V r e e l a n d a (1954, s. 312, 316) terminologii chałchaskiej oraz „protomongolskiej"
w y s t ę p o w a n i a złożeń z udziałem t e r m i n ó w „ojciec", „matka" dla bocznych krew­
nych drugiej generacji wstępnej. Terminy takie pojawiają się naszym zdaniem
późno i w y s t ę p u j ą obocznie, będąc rezultatem długotrwałego procesu zawężania
terminologii do określeń stosowanych w małej rodzinie. Podobnie można interpre­
tować materiał ordoski zawarty w s ł o w n i k u M o s t a e r t a (1941), Również K a ł u ­
żyński
(1970) nie włącza takich złożeń do swego modelu terminologicznego.

�WSPÓŁCZESNE ZMIANY T E R M I N O L O G I I POKREWIEŃSTWA

183

Obecnie obserwujemy regres terminów złożonych z udziałem aqa,
egeći na rzecz ponownie elementarnych, lecz odnoszących się do rodzeń­
stwa. Ciąg rozwojowy byłby więc następujący (posłużymy się przykła­
dem wstępnych bocznych krewnych własnej linii pochodzeniowej): 1 —
abaya, 2 — abaya aqa, 3 — aqa. Stadium pierwsze przypisalibyśmy hipo­
tetycznie epoce średniowiecznej, drugie zaś schyłkowi średniowiecza i epo­
ce nowożytnej, trzecie natomiast czasom najnowszym.
Tajna historia Mongołów szczególnie często posługuje się określeniami
aqa degii w stosunku do członków własnej grupy pochodzeniowej Ego.
Te ostatnie zastosowania, jakkolwiek niewątpliwie mają wiele wspólnego
z tendencją zawężającą (być może nawet legły u jej podstaw, gdyż sta­
nowiły formę przejawiania się zasady ekstensywności rodzeństwa), na­
leży jednak rozumieć inaczej niż ich współczesne odpowiedniki. Nie w y ­
stępowały one toowiem wówczas w roli pełnoprawnych terminów pokre­
wieństwa. Wydaje się, że stosowane były przede wszystkim w rozumieniu
zbiorowym wykraczającym poza konkretne kategorie pokrewieństwa,
chociaż nazywały członków własnej szeroko rozumianej grupy krewniaczej (szerszej niż lineaż podstawowy, czyli rodu). Mimo, iż określały tak­
że właściwych krewnych, to przede wszystkim odnosiły się do człon­
ków spokrewnionych łineaży innych niż lineaż Ego. Było to więc pojęcie
szersze niż termin pokrewieństwa, który zajmuje konkretne miejsce
w ramach schematu genealogicznego i ograniczony jest do lineażu. Od­
nosiło się ono do mniej precyzyjnego pojęcia „pokrewieństwa w ogóle",
czyli takiego, które leży u podstaw poczucia jedności rodu i mogło być
stosowane wobec jego członków niezależnie od stopnia rzeczywistego
pokrewieństwa. Wydaje się, że w tych warunkach występowało ono
przede wszystkim jako forma adresu, kronika zaś stosuje je w wersji
referencyjnej dla oddania idei przynależności do wspólnej grupy krewniaczej. Trudno bowiem wyobrazić sobie inne niż tylko tak generalne
zastosowanie go w sensie referencyjnym. Z kolei, jako adres, terminy
pokrewieństwa używane były nieprzerwanie do czasów obecnych prze­
chodząc stopniowo — z zanikiem grup krewniaczych — do oznaczania
osób całkowicie obcych, co zostało także przeniesione do współczesnej
kultury miejskiej. Termin aqa dzięki swej senioralnej konotacji zaczął
także występować w znaczeniach związanych z kierowaniem, sprawowa­
niem władzy. Takie jednak zastosowanie terminów oznaczających pier­
wotnie rodzeństwo należy odróżnić od ich występowania w systemie
terminologii pokrewieństwa, które początkowo było daleko mniej eksten­
sywne. Analogie europejskie pozwalają nam zrezygnować z dalszego w y ­
jaśniania tej różnicy. Na naszym gruncie bowiem terminy „brat" i „sio­
stra" przejęte zostały również przez grupy o korporacyjnym charakte­
rze zarówno dla potrzeb bezpośredniego zwrotu jak i określania, następ­
nie zaś upowszechniły się poza zasięgiem tych grup. Należały zatem do

�184

SŁAWOJ S Z Y N K I E W I C Z

24

kategorii pokrewieństwa fikcyjnego . Nie zmieniło to w niczym faktu,
że w ramach systemu pokrewieństwa funkcjonowały one według zasad
swoistych dla tego systemu.
Tak więc przedstawiając tendencję zawężającą w mongolskiej termino­
logii czujemy się uprawnieni abstrahować od form adresu i pokrewieństwa
fikcyjnego. Wydaje się również niemal pewnym, że ich powszechność
nie była czynnikiem- generującym ową tendencję, chociaż w roli wzoru
mogły one wystąpić. Jeśli współcześnie obserwujemy coraz szersze i konsekwentniejsze stosowanie terminów dla rodzeństwa wobec innych ka­
tegorii krewnych, oznacza to utratę jednej z najistotniejszych funkcji
terminologii pokrewieństwa. Jest nią mianowicie wyznaczanie genealo­
gicznej odległości danej relacji w zespole jednostek, niezależnie od tego
czy kładzie się akcent na genealogię czy jej społeczne konsekwencje.
Istotnie, etnograf postawiony przed zadaniem rozszyfrowania struktury
rodziny na podstawie terminologicznych określeń dla jej członków,
w większości wypadków nie osiągnie celu. Członkowie tej rodziny oraz
osoby bliskie dokonają tego odwołując się do wiedzy niezależnej od ter­
minologii pokrewieństwa. Sytuacja taka była możliwa także w systemie
tradycyjnym wskutek występowania terminów zbiorowych, jednakże
maksymalne spłaszczenie relacji sprowadzające je do kręgu małej ro­
dziny wystąpiło dopiero współcześnie.
Wyjaśnienie tej sytuacji w kategoriach zaproponowanych poprzednio
limes operandi dla współpracy możliwe było w okresie funkcjonowania
wielkiej rodziny i przypuszczalnie nie utraciło swego znaczenia także
z jej rozpadem. Terminy dla rodzeństwa mają walor mobilizacyjny, roz­
szerzają zgodnie ze swoim zasięgiem zobowiązanie do kooperacji. Tym
może się tłumaczyć ich najpowszechniejsze występowanie w zespole po­
winowatych , który po zaniku grup krewniaczych stał się najłatwiej
osiągalnym partnerem dla wielkiej, jak też dla małej rodziny. Oczy­
wiście zakładało to dobór małżeński w ramach grupy lokalnej lub w jej
pobliżu oraz rezydencję pomałżeńską również w tych samych granicach.
Z podobnych względów kuzyni ze strony obojga rodziców wykazują ko­
lejny wysoki udział terminów zawężających do klasy rodzeństwa. Z po­
wodu ich względnego wieku, jak i prawdopodobnej sąsiedzkiej rezydencji,
stanowili oni drugą grupę osób łatwo osiągalną do współpracy. Występu­
jący w naszej tabeli wskaźnik zawężenia terminologii dla kuzynów jest
zbyt niski ze względów wspomnianych poprzednio (część zastosowań
przesunęła się do kolumny „kategorie obce"). W praktycznym zasto­
sowaniu terminów zrównałby się on ze wskaźnikiem dla powinowatych,
a nawet mógłby go przewyższyć.
25

2 6

2 4

2 5

2 6

Por. Z a w i s t o w i c z - A d a m s k a 1973, s. 16, 17.
Por. kategorie 8 i 9 w tab. I.
Kategoria 7 w tab. I.

�WSPÓŁCZESNE ZMIANY T E R M I N O L O G I I POKREWIEŃSTWA

185
27

Podobnie wygląda sytuacja ze starszymi krewnymi agnatycznymi .
Podlegają oni jednak tendencji zawężającej nie 'tylko ze względów ope­
racyjnych zrozumiałych na gruncie wielkiej rodziny kierowanej przez
grupę braci starszej generacji. Ponieważ proces nasila się w okresie do­
minacji rodziny małej (ewentualnie rozszerzonej) i obejmuje w rów­
nym stopniu kobiety, wymaga on odrębnej interpretacji.
Krewni patrylinearni starszych generacji funkcjonują w odrębnych
zespołach gospodarczych, znajdują się zatem na zewnątrz zespołu „na­
szego", określonego egocentrycznie. Ale też z powodu zaniku grup krew­
niaczych są oni dla Ego tak samo ważni (dawniej b y l i ważniejsi), jak
krewni matrylinearni, powinowaci itp. Znajdują się zatem w identycz­
nej jak tamci odległości społecznej, tworzą z nimi jeden — dość amor­
ficzny — zespół krewnych otaczających Ego. Jest to więc egocentrycznie
uformowany zespół, do pomocy którego może się odwoływać osoba znaj­
dująca się w jego centrum. Praktycznie każdy człowiek będzie miał
wokół siebie taką grupę o różnym składzie. Niegdyś konkretne grupy
krewniacze istniały całkowicie obiektywnie, granice ich wyznaczone by­
ły niezależnie od punktu widzenia zainteresowanej jednostki. Jednostka
mogła w potrzebie mobilizować grupę (na ogół jej część tylko) patrylinearną własną, matki, żony itd., były to więc grupy socjocentryczne
i z racji swego statusu konkretnej jednostki strukturalnej zobowiązane do
świadczenia powinności na rzecz krewnych. Inaczej jest z zespołami
krewnych wyznaczonymi egocentrycznie ponieważ nie stanowią one
konkretnych grup o przypisanym członkostwie. Stanowią więc jedynie
potencjalny zespół operacyjny mobilizowany w potrzebie. Aby ten po­
tencjał uruchomić trzeba członków zespołu postawić na wspólnej płasz­
czyźnie partnerstwa. Najbardziej zaś partnerskim terminem pokrewień­
stwa jest przewidziany dla rodzeństwa, w wypadku kategorii abaya
termin dla starszego rodzeństwa aqa. Różnice generacyjne stają się mniej
ważne, gdyż niweluje je odległość społeczna identyczna dla wszystkich
potencjalnych partnerów.
BILATERALIZACJA

Z materiałów zawartych w tab. I wynika, że stosunkowo najlepiej za­
chowały się cechy systemu w terminach odnoszących się do grupy mał­
żonków krewnych, starszych krewnych Ego oraz jego małżonka i wresz­
cie w grupie potomków kobiet spokrewnionych z Ego . W odniesieniu
do krewnych starszych generacji można by przypuszczać, że terminy
przyjmują bardziej honorowe znaczenie i dlatego zachowują się dłużej
28

2 7

Dotyczy grupy abaya, kategoria 2 w tab. I .
Por. następujące kategorie w tab. I (w kolejności wymienionych tu związków):
10, 1, 2, 8, 5.
2 8

�186

SŁAWOJ S Z Y N K I E W I C Z

niż w młodszych generacjach tej samej grupy. Nie jest to jednak praw­
dziwe dla grupy najtroskliwiej przez system tradycyjny wyróżnianej,
mianowicie grupy matki. Mówimy „najtroskliwiej", ponieważ jest to
jedyna grupa (dawniej lineażowa), która w całości dysponuje wspólnym
wyróżniającym terminem, w odróżnieniu od grupy Ego lub spowinowa­
conej. Otóż ją właśnie dotknęła najsilniejsza agresja skierowana przeciw
integralności jakiejkolwiek poszczególnej linii w ramach systemu .
Ponieważ jednocześnie obseonwujemy bardzo szerokie stosowanie wobec
niej terminów należących do patrylineażu Ego ,
uprawniony będzie
wniosek o daleko posuniętej bilateralizacji systemu pokrewieństwa w za­
kresie terminologii.
Tendencja do bilateralizacji terminologii jest zresztą stosunkowo daw­
na, gdyż dokumentują ją już słowniki. Notują one ustabilizowane pewne
zastosowania terminów zarezerwowanych dawniej dla patrylineażu Ego,
obecnie zaś odnoszących się również do l i n i i kobiecej. Dotyczy to przede
wszystkim przodków w linii prostej , którzy także w naszych materia­
łach wykazują wysoki stopień bilateralizacji . Podobne zjawisko daje
się zauważyć w pokoleniach zstępnych, w których dochodzi do zrówna­
nia potomków linii męskiej i kobiecej . W naszych materiałach zazna­
cza się to marginalnie, chociaż występuje r ó w n i e ż . Jednym z przeja­
wów bilateralizacji jest zanik senioralnego statusu krewnych macierzy­
stych, który i m przysługiwał bez względu na wiek i przynależność po­
koleniową. Respondenci gotowi są stosować terminy właściwe młodszym
krewnym patrylinearnym także wobec matrylinearnych, jeśli pozwala
na to wiek . Interesujące, że jedynie przedstawiciele Ojratów z zachod­
niej Mongolii dobitnie podkreślali wyższy status kategorii nayacu (tórólijn tom) niezależnie od relacji wieku.
29

30

31

32

33

34

35

2 9

Tylko jedna trzecia zaproponowanych przez informatorów t e r m i n ó w była
właściwa, prawie czwarta część zaś sprzeczna z systemem; por. kategoria 6
w tab. I.
21,8%, por. poz. 29-46, tab. I V .
C e w e l (1966) włącza do definicji terminu chulanc
(ąulanća)
również typy
spokrewnione przez kobiety, jak RoMaOjoj. Ponadto termin ebiige
ecige
ro­
zumie jako OjMa, oboko w ł a ś c i w e g o OjOj (por. hasło eceg). Ten sam autor przy­
pisuje również znaczenie „przodków strony macierzystej" terminom elenceg i ćhulancag, które wydają się być jedynie oboczną formą agnatycznych eliinće
i ąu­
3 0

3 1

lanća.
3 2

W niemal 43% odpowiedzi określa się przodków macierzystych terminami
patrylinearnymi, w 10% zaś właściwymi; por. poz. 30-35 w tab. I V .
Wnukowie przez córkę otrzymują termin aci, w ł a ś c i w y wnukom przez sy­
na; C e w e l 1966, hasło acz.
Notujemy przeniesienie terminu z wnuka synowskiego na młodsze gene­
racje w patrylineażu matki (15,5% zastosowań, por. poz. 46, 47, tab. I V ) . Jest
to tendencja identyczna do zanotowanej u Buriatów przez Wjatkinę 1946, s. 140,
141.
35% odpowiedzi, poz. 46, 47, tab. I V .
3 3

3 4

3 5

�WSPÓŁCZESNE Z M I A N Y T E R M I N O L O G I I

POKREWIEŃSTWA

187

Wskazanie przyczyn bilateralizacji jest dość kłopotliwe. Można było­
by przypuszczać, że była ona rezultatem podwójnej egzogamii obowiązu­
jącej nie tylko w patrylinii, lecz od długiego dosyć czasu także w raatrylinii. Czynnikiem, który poważnie ułatwiał zrównanie linii ojcowskiej
i macierzystej była wspomniana uprzednio nietypowa forma rozszerzo­
nej rodziny z udziałem kobiet starszej generacji zamieszkałych przy bra­
cie. Forma ta była na przełomie X I X / X X w., (a prawdopodobnie także
wcześniej) dość często spotykana z uwagi na nieregularne więzi małżeń­
skie nie prowadzące do zamieszkania przy mężu. Dzieci takich kobiet
wychowywały się z dziećmi swych wujów, wskutek czego następowało
przenikanie się terminów obu linii, imacierzystej i ojcowskiej, prowadzą­
ce do przejmowania nazewnictwa tej ostatniej, albo też obopólnego za­
wężenia terminów do skali małej rodziny. Nie podejmujemy się 'wyjaś­
nić dlaczego w sytuacji istnienia obok siebie dwu konkurencyjnych możli­
wości zwyciężała terminologia patrylateralna . Jeśli działo się tak ze
względu na ugruntowaną dominację patrylinearności w społeczeństwie
mongolskim, dzięki czemu linia męska narzucała formy językowe współrezydującej l i n i i żeńskiej, mielibyśmy do czynienia z bilateralnością pow­
stałą wskutek silnego oddziaływania zasady patrylinearnej. Jakkolwiek
paradoksalnie by to brzmiało, jest jednak prawdopodobne, ponieważ nie­
typowa struktura rodziny, w której widzimy istotne przyczyny takiej
sytuacji, nie była bynajmniej nietypową z punktu widzenia częstości
występowania, chociaż odbiegała od modelu skądinąd uznawanego za
idealny.
Mimo bilateralizacji pokrewieństwa rodzina pozostawała patrylinearną w sposobie dziedziczenia. Przejawem tego jest duża zachowaw­
czość terminologii dla dzieci sióstr — jigre
Jest ona strukturalnie sy­
metryczna wobec terminologii dla krewnych matki i można by oczeki­
wać, że będzie zanikać w miarę likwidowania się odrębności linii macie­
rzystej. Tymczasem materiał nie potwierdza tego oczekiwania, a spisy
rodzinne wykazują nawet względne umacnianie się tej terminologii na
tle likwidującej się odrębności innych kategorii . Prawdopodobne w y ­
tłumaczenie tego faktu leży w sferze praw do dziedziczenia po głowie
rodziny będącej dla części członków rodziny ojcem, dla części zaś w u ­
jem (w przedstawionym wyżej nietypowym rodzaju rodziny). Prefero­
wanie przez niego własnej linii musiało prowadzić do utrzymywania się
wyróżniania potomstwa siostry.
Nie jest to w żadnym wypadku sprzeczne z tendencją do bilaterali­
zacji, gdyż ta ostatnia lekceważy płeć rodzica w ustalaniu praw i zobo3e

38

v

3 6

Zwróćmy u w a g ę na to, że w Polsce — w innych wprawdzie warunkach —
górę bierze terminologia strony macierzystej, czego przykładem jest wypieranie
terminu „stryj" przez termin „wuj".
Por. kategoria 5a w tab. I .
Por tab. I I I .
3 7

3 8

�188

SŁAWOJ S Z Y N K I E W I C Z

-wiązań (a także terminów) krewniaczych. Nie wymaga ona jednak lekce­
ważenia kryterium płci osoby pośredniczącej w pozostałych związkach.
Toteż dzieci siostry pozostają krewnymi drugorzędnymi niezależnie od
losów procesu bilateralizacji. Jeśli zaś dzieci siostry ojca przestają być
niemal w ogóle nazywane terminem pokrewieństwa, oznacza to, że ich
jako peryferyjnych znosi fala zmian w systemie pokrewieństwa.
Powyższa uwaga stanowiła również komentarz do jedynej praktycz­
nie zmiany terminologicznej uchwytnej w całości na przestrzeni czterech
dziesięcioleci i demonstrowanej w posiadanych przez nas materiałach.
Uderza mianowicie rygoryzm z jakim w spisie ludnościowym D wyróż­
nia się zarówno dzieci siostry Ego, jak też siostry ojca Ego . Natomiast
te ostatnie w naszych materiałach terenowych tracą swą odrębność zna­
cznie wyraźniej . Dziecko siostry ojca już tylko w 15% wypadków ko­
jarzy się z właściwym terminem. Wydaje się, że w tej różnicy można
dostrzec odmienność sposobu dzielenia majątku, a tym samym również
sposobu gospodarowania (w sensie organizacji warsztatu).
Rodzina początków X X w. była bardziej korporacyjna w swoim cha­
rakterze od współczesnej, mimo że także nie była to wielka rodzina.
Ojciec starał się utrzymywać jedność majątkową powstrzymując doro­
słych synów od wydzielania się, a przynajmniej od zrywania przestrzen­
nego kontaktu z sobą. Zwykle zadawalał się sukcesem połowicznym
patronując wspólnocie młodszych synów nieżonatych. W każdym bądź
razie podtrzymywano zasadę podziału majątku między wspólnie zamie­
szkałymi (konkretniej: w sąsiedztwie) braćmi dopiero po śmierci ojca.
On sam nie podejmował w tej kwestii z reguły żadnych decyzji, by nie
przyśpieszać podziału. W tej sytuacji rozdział patrymonium należał do
synów zmarłego (lub ich części), zaś z ich punktu widzenia istotne było
rozróżnienie prawowitych spadkobierców od zamieszkałych razem dzieci
siostry ojca. Po rewolucji, zwłaszcza w latach pięćdziesiątych, polityka
podatkowa faworyzowała rozdrabnianie większych majątków i tym sa­
mym wczesne usamodzielnianie się synów kierowane przez ojca. Istot­
niejszą relacją było więc z jego stanowiska dziecko siostry. Na doda­
tek zmniejszył się też antagonizm między synami gospodarza i ewentual­
nymi synami jego siostry aspirującymi do udziału w dziedziczeniu, po­
nieważ dążono wówczas do formalnego przynajmniej minimalizowania
stanu posiadania, uciekając się nawet do przekazywania części stad l u ­
dziom niespokrewnionym za odpowiednią rentę. Z biegiem czasu normo­
wała się także struktura rodziny, zwłaszcza kiedy lamowie poczęli inte39

40

3 9

Spisy A i C , które są bliższe ówczesnemu ususowi terminologicznemu wy­
różniły podobną co spis D proporcję §ige w całej populacji, czyli objęły także
DzSiOj. Fakt, że nie zostały one dodatkowo odróżnione od DzSi — jak w spisie
D — niczego tu nie zmienia, ponieważ jest to zgodne z tradycyjnym systemem
terminologicznym.
Por. kategoria 5a i Tb w tab. I oraz jige kobegiin i j i g e degii w tab. 111.
4 0

�WSPÓŁCZESNE Z M I A N Y T E R M I N O L O G I I POKREWIEŃSTWA

189

grować się z życiem świeckim i wchodzić w trwałe związki małżeńskie.
Od początku tego procesu dzieli nasze badania 30 lat. Okres ten wystar­
czył dla wyeliminowania konfliktów na tle majątkowym z kuzynami w y ­
wodzącymi się od sióstr ojca, którzy zresztą coraz rzadziej współrezydowali. Być może też wystarczył on dla wyłączenia tej relacji kuzynowskiej
z kręgu ważnych krewnych wymagających zachowania odrębności termi­
nologicznej.
Skoro w powyższej interpretacji kładliśmy nacisk na sprawę dzie­
dziczenia w linii prostej, operując przy tym pojęciem interesu ekono­
micznego braci, może pojawić się pytanie na ile słuszne jest twierdze­
nie o nie występowaniu w początkach X X w. form organizacyjnych typu
wielkiej rodziny. Wypada więc podkreślić, że nie istniała już korporacyj­
na wspólnota braci, chociaż często występować mogło współdziałanie.
Dążenie do eliminacji potomków linii sióstr z udziału w patrymonium
miało zabezpieczać jednostkowy interes każdego z braci, nie zaś interes
grupy zorganizowanej patrylinearnie. Wynika to po prostu z faktu, że
rodzina — nazwana t u nietypową — rozszerzona była w stronę kobiet
lub niesamodzielnych gospodarczo mężczyzn, nie włączała natomiast prócz
gospodarza mężczyzn pełnosprawnych ekonomicznie (np. jego braci, k t ó ­
rzy gospodarowali samodzielnie) . Wyróżnienie typu „bratanek" było
nie tylko zbędne przy danej strukturze rodziny, lecz także zbyteczne
na ogół w procesie dziedziczenia . Potwierdzenie tej obserwacji znaj­
dujemy w naszych badaniach, z których wynika, że właściwe terminy
dla potomków braci Ego zanikają szybciej niż dla potomków sióstr Ego
(precyzyjnie mówiąc: stpień ich znajomości jest niższy). Fakt taki byłby
nie do pomyślenia, gdyby utrzymywała się jeszcze koncepcja jedności
grupy patry linearnej, przynajmniej w wymiarach wielkiej rodziny.
41

42

Powyższe uwagi na temat dziedziczenia nie dotyczą w żadnym w y ­
padku rzekomego upośledzenia linii żeńskiej, k t ó r e byłoby sprzeczne
z ideą bilateralizacji. W danym wypadku szło wyraźnie o przywileje
dla linii prostej (nie zaś męskiej, chociaż agnatyczny sposób jej wyzna­
czania zdawałby się to sugerować) i ograniczenie praw linii bocznej re­
prezentowanej przez siostry. Należy pamiętać, że owe siostry, gdy były
córkami, otrzymały należne sobie wartości z tytułu dziedzictwa w linii
prostej.

4 1

Potwierdza to znaczna dysproporcja w ilości krewnych typu §ige oraz act
(stosunek jak 5,5 do 1) w spisie D, który uznaliśmy za reprezentatywny dla
struktury rodziny (por. tab. I I I ) . Oznacza on przesunięcie r ó w n o w a g i na stronę
żeńską i m o ż e m y przyjąć, że w tej sytuacji termin aći w większości przypadków
odnosi się w spisach do w n u k ó w Ego, nie zaś jego bratanków.
Wniosek ten opieramy na fakcie, że spisy A i В całkowicie niemal pomi­
jają aći przy jednoczesnym d o k ł a d n y m rejestrowaniu jżge (przynajmniej w spi­
sie A).
4 2

�190

SŁAWOJ

STATUS

SZYNKIEWICZ

WZGLĘDNEGO

WIEKU

Uwagę naszą przyciąga ciekawa innowacja terminologiczna przyjęta
w spisie D. Polega ona na stosowaniu dla relacji aći i jia/e form opiso­
wych, nie zaś elementarnych, jak to przewidywał system tradycyjny. No­
we terminy powstały przez dodanie do każdego z wymienionych kobe­
giin lub keiiken zależnie od płci, albo też degii . Słowniki mongolskie
wyróżnienia takiego nie z n a j ą , również nie spotykamy go w pozo­
stałych spisach ani w naszych materiałach terenowych. Na podstawie
przeprowadzonej analizy względnego wieku oraz sytuacji rodzinnej
osób określonych t y m i terminami można było stwierdzić, że autor spisu
podwyższał lub obniżał status owych dwu typów krewnych zależnie od
tego czy b y l i oni potomstwem rodzeństwa czy też dzieci Ego . Ozna­
czałoby to całkowicie odmienną niż w systemie tradycyjnym kategoryza­
cję polegającą na odejściu od klas wielopokoleniowych i wprowadze­
niu kryterium generacyjnego. Wiąże się to z obserwowaną również
w naszych materiałach terenowych tendencją do indywidualizowania
terminów zbiorowych i porzucania ich szerokiego — grupowego zna­
czenia (dotyczy to także takich terminów jak abaya oraz nayaću). M u ­
simy przyjąć, że to postępowanie nie było arbitralnie powołane tylko
na użytek danego spisu, lecz funkcjonowało w społeczeństwie, chociaż
miało przypuszczalnie ograniczone zastosowanie tak przestrzennie, jak
czasowo. Możemy więc je uznać za przejaw ograniczenia grupowego
charakteru terminologii pokrewieństwa, w y n i k przewartościowywania
tradycyjnego systemu terminologicznego. Tendencja ta realizowała się
w całym kraju, lecz miała jak widzieliśmy swą regionalną specyfikę.
Postępowanie takie było bowiem obce autorom spisów A i C, którzy
stosują elementarny termin §ige do szerokiej międzypokoleniowej grupy
obejmującej przynajmniej trzy generacje .
4S

44

4S

48

4 3

Por. tab. I I I .
Przytaczają jedynie wariant rozszerzony o chiiii (кдЪедйп)
w znaczeniu pre­
cyzyjnym pleć; por. C e w e l 1966, hasła acz oraz dzee, a także D a m d i n s u r e n
i Ł u w s a n d e n d e w 1967, hasło plemjannik.
U Cewela wszakże w odniesieniu do
aći w y s t ę p u j e odmienna definicja: aci — DzSy, aći kobegiin — DzBr.
Stosował je mianowicie w następujących znaczeniach: aći kobegiin/keiiken
—
DzSy, aćj degii — DzBr, gigę kobegiin/keiiken
— DzCó, gigę degii — DzSi oraz
dziecko starszej krewnej wspólnie zamieszkałej, w tym także DzSiOj.
Wśród tak określonych osób spotykamy starsze od Ega o lat 10-20, co
każe przypuszczać, że terminem tym objęto zgodnie z tradycją nie tylko DzSiOj
lecz być może też DzSiOjOj. W spisie żadne z gigę nie przekracza wieku Ego,
co może wskazywać, że jego autor dokonał poprawek w terminologii. Można bo­
wiem przyjąć, że były w spisywanej populacji osoby tej kategorii starsze od
Ego, lecz — ponieważ przyjęto w nim rozwarstwienie generacyjne — musiano
by je określić nazwą typu gigę aąa. B y ł o b y to jednak sprzeczne z odczuciem j ę ­
zykowym oraz z kulturową interpretacją zakładającą junioralny status gige. P r a w 4 4

4 5

4 6

�WSPÓŁCZESNE

ZMIANY TERMINOLOGII

POKREWIEŃSTWA

191

W wywiadach uzyskaliśmy dowody na nowe dążenie do określania
przynależności pokoleniowej krewnych spoza grupy pochodzeniowej Ego,
czyli takich, którzy dawniej również tego nie z n a l i . Wynikać to może
z faktu, że w porównaniu z systemem tradycyjnym grono osób określa­
nych t y m i terminami zbiorowymi znacznie zmalało. Nie były to już ca­
łe grupy krewniacze czy ich odłamy, lecz na ogół tylko pokolenie włas­
ne Ego oraz sąsiednie wobec niego. Ten uszczuplony krąg krewnych
funkcjonował jako środowisko rozszerzonego rodzeństwa, na które roz­
ciągano terminologię właściwą rodzeństwu. Tam gdzie utrzymała się ter­
minologia dawna, zastosowano wobec niej poprawkę charakterystyczną
dla rodzeństwa, mianowicie wskazywano status względnego wieku. We
wszystkich przytoczonych przykładach czytelny jest ten właśnie sta­
tus, chociaż niekiedy nadany on został wbrew innym regułom systemu
tradycyjnego po to tylko, by sytuację sprowadzić do modelu rodzeń­
stwa.
Wśród terminów powinowactwa występowały w tradycyjnym systemie
dwa ściśle związane z organizacją wielkorodzinną, a więc nie dotyczące
odległych relacji — a$in i abisun, stosowane wzajemnie przez żony
dwu braci zależnie od względnego wieku obu braci. Fakt, że obecnie
ich nie spotykamy może wywoływać pewne zdziwienie zwłaszcza, że
jeszcze w X X w. spotykamy się często ze współpracą braci niejdnokrotnie wspólnie koczujących. Wydawać by się mogło, że ta para terminolo­
giczna nie utraciła jeszcze swej funkcji rozróżniającej, a zwłaszcza
wspomagającej organizację pracy. Jej zanik może więc mieć inne przy­
czyny niż tylko odejście od formy wielkiej rodziny. Postaramy się je
wskazać niżej.
Terminologia tradycyjna odmiennie kategoryzowała poszczególne ze­
społy krewnych. Patrylineaż Ego podlegał podziałom w e w n ę t r z n y m
bardziej niż inne, co wynikało z jego genealogicznej i operacyjnej orien­
tacji. Wyróżnić w nim można trzy poziomy względnej senioralności
(generacje wstępne, Ego, oraz zstępne), a także piony linearny i kolateralny. Większość powinowatych dzieliła się na dwie klasy według k r y ­
terium wieku względem osoby pośredniczącej, czemu odpowiadały pary
terminologiczne qadam — kur degii, bergen — beri, a^zin — abisun.
47

48

dopodobnie w i ę c pisarz przeniósł starszych wiekiem jfige do kategorii abaya, na­
yacu albo starszego rodzeństwa, które to postępowanie konsekwentnie mieściło
się w praktyce generacyjnego plasowania krewnych. Odnotujmy tu, że we w s p ó ł ­
czesnych materiałach terenowych spotkaliśmy się z formami
gigę abaya oraz
|ige aga powstałymi wskutek działania tej samej tendencji.
Obok wspomnianych już jig/e należą do nich nayacu degii, qadam degii, bille
4 7

aąa/degii,
4 9

abaya

kiirgen,

ktirgen

degii,

bergen

egeci,

abaya

bergen.

Np. nayacu lub kiirgen nie mogli mieć w nim statusu junioralnego, jaki im
został narzucony przez określenie
degii.

�192

SŁAWOJ S Z Y N K I E W I C Z

Powinowaci quda, kiirgen, i ba§a, krewni matrylinearni nayacu oraz
krewni przez kobiety jige i bule stanowili klasy niepodzielne.
Terminologia współczesna zaciera różnice między tymi zespołami
(wprawdzie nie z jednakową konsekwencją). Na podstawie przytoczonego
przez nas konkretnego materiału można sądzić, że ogólny kierunek roz­
wojowy zmierza do ustabilizowania się zasady dwudzielności wszystkich
krewnych, z wyjątkiem własnej linii Ego. Dwudzielność ta, stosowana
poprzednio tylko wobec powinowatych, polega na wprowadzeniu klas
senioralnej i junioralnej względem Ego, przy czym zaczyna się zatracać
obowiązujące w odniesieniu do większości powinowatych kryterium
wieku względem osoby pośredniczącej . Głównym elementem tego pro­
cesu jest upowszechnienie terminologii zawężającej według zasady roz­
szerzonego rodzeństwa. Na podstawie spisów ludnościowych stwierdzi­
liśmy, że niektóre kategorie zachowują dawną formę nazewniczą tylko
w odniesieniu do młodszych wiekiem krewnych, starsi zaś przechodzą do
klasy aqa/egeci. Pewne kategorie podlegają nieznanemu im uprzednio
zróżnicowaniu generacyjnemu (np. jige, aći), co stanowi również próbę
dostosowania ich do nowej zasady podziału krewnych. Terminy powi­
nowactwa, które podlegały tej zasadzie od dawna, zachowały się po
części nienaruszone, jednakże również odczuły skutki jej upowszechnie­
nia. Ogólne relacje typu kiirgen, bergen funkcjonują nadal, jednak bar­
dziej specyficzne jak ba$a, kur degii czy wspomniane wyżej abisun-a$in zaginęły przechodząc do kategorii kiirgen, bergen albo aqa, degii.
Fakt, że terminologia współczesna, podobnie jak na poprzednich etapach,
często posługuje się junioralnymi kategoriami kobegiin i aći nie musi
oznaczać zróżnicowania terminologii junioralnej na kolejne klasy względ­
nego wieku. Można je bowiem traktować jako pomocnicze wobec degii,
tym bardziej że aći spotykamy nieraz zastępczo i równolegle z degii
w miejsce innych wycofujących się terminów, co może stanowić manewr
przejściowy poprzedzający zastosowanie terminologii dla rodzeństwa.
4e

KUZYNI

Kuzyni, jedna z najważniejszych relacji pokrewieństwa we wszyst­
kich systemach, stanowią czuły wskaźnik zmian na etapie ostatecznej
reformy systemu terminologicznego. To samo obserwujemy w systemie
mongolskim. W odniesieniu do równoległych kuzynów patrylinearnych
(DzBrOj) termin właściwy iiyelid aqaldegii zatracił się niemal całkowcie
w materiałach terenowych , zupełnie zaś nie jest reprezentowany w spi­
sach , co może jednak wynikać stąd, że w poddanych spisowi rodzinach
50

51

4 9

Kryterium to oznaczało пр., że starszy brat mojej żony należał do
senioralnej nawet jeśli był młodszym ode mnie.
Por. kategoria 7a w tab. I .
и

klasy

�WSPÓŁCZESNE

ZMIANY

TERMINOLOGII

POKREWIEŃSTWA

193

nie było takich kuzynów. Niemniej, w spisie С spotykamy termin aci
zastosowany przypuszczalnie wobec n i c h , u Vreelanda zaś występuje
on w tym znaczeniu explicite .
Wybór aci na miejsce terminu właści­
wego wydaje się tutaj wyborem właściwym ze względu na sąsiedztwo
generacyjne, przynależność do tej samej grupy pochodzeniowej, ponadto
zaś identyczną odległość w stopniach od Ego. Nie wykluczone jednak,
że był on czysto przypadkowy, tak jak wiele innych wynikających z polinazewnictwa, zamieszania terminologicznego właściwego dezintegracji
systemu tradycyjnego. Za przypadkowością przemawiałby fakt współwystępowania k i l k u innych propozycji nazewniczych.
Mimo to przy dużym zróżnicowaniu nowych wersji terminologicznych
w naszych materiałach terenowych, aci właśnie wysuwa się na czoło
jako najczęstsza wersja na określenie równoległych kuzynów ze strony
ojca a także przeciwległych kuzynów macierzystych . Charakterystycz­
ne, że oba te nieprawidłowe zastosowania podlegają tej samej prawidło­
wości. Po pierwsze, dążą do utrzymania odrębności tego kuzynowskiego
typu krewniaczego mimo równolegle występującej tendencji do eksten­
sywnego stosowania terminów braterskich w odniesieniu do innych
krewnych. Po drugie, przejmują termin należący do junioralnej klasy
generacyjnej, co jest już raczej zaskakujące. Po trzecie wreszcie, nowa
wersja przyporządkowuje się tendencji bilateralnej obejmując relacje
należące do l i n i i ojcowskiej i macierzystej, zachowuje jednak przy t y m
agnatyczność związku w ramach każdej linii (to znaczy odnosi się do
kuzynów przez męskie rodzeństwo rodziców).
52

53

5i

W tym kontekście interesująco przedstawiają się również terminy
dla pozostałych typów kuzynowskich (to znaczy dzieci sióstr obojga ro­
dziców) . Wprawdzie t u również znajdujemy aci, możemy jednak także
wyróżnić wspólny termin częściej od innych stosowany wobec równo­
ległych kuzynów macierzystych i przeciwległych kuzynów ojcowskich.
Jest nim termin właściwy dla tych ostatnich czyli $ige. W wypadku tego
rozwiązania nie możemy powiedzieć z całym przekonaniem, iż dąży ono
do utrzymania odrębności typu kuzynowskiego, w stosunku jednak do
dominującej tendencji zawężającej jest to mimo wszystko przejaw odręb­
ności. Wybór gigę może być oboczną konsekwencją bilateralności, gdyż
jest on bliższy patrylineażowi Ego, zaś bilateralizacja mongolskiego sy­
stemu terminologicznego ten właśnie patrylineaż przyjmuje za punkt
55

5 1

Por. tab. I I I .
W czterech przypadkach określono nim osoby starsze od Ego, przy czym
rozkład wieku członków tych rodzin czyni nasze przypuszczenie prawdopodobnym.
Tradycyjnie aci oznacza DzBr lub DzSy.
V r e e l a n d 1954, s. 312, gdzie w y s t ę p u j e obok abaya w odniesieniu do k u ­
zynów ojcowskich.
W tym wypadku ilość zastosowań aći r ó w n o w a ż y się z w ł a ś c i w y m i nayacu.
Poz. 24 i 48 w tab. I V .
5 2

5 8

5 4

5 5

13 — Etnografia Polska, X X I V , z. 1

�194

SŁAWOJ S Z Y N K I E W I C Z

odniesienia. Wybór ten jest o tyle logiczny, że zarówno tradycyjni jige,
jak też oznaczani w ten sposób kuzyni (DzSiMa) są krewnymi przez
kobiety. Mógł więc t u zadziałać — wprawdzie błędnie — automatyzm
podświadomie kultywowanej zasady systemu tradycyjnego, mianowicie
przestrzegania kryterium płci osoby pośredniczącej. Podobne nazewnic­
two dokumentuje również C e w e l .
Jednocześnie należy podkreślić, że wszystkie relacje kuzynowskie
wykazują wpływy terminologii zawężającej do zakresu rodzeństwa.
Wprawdzie są one słabsze od omawianych t u rozwiązań, nie można mieć
jednak pewności czy nie staną się one dominującymi w przyszłości, po­
nieważ związane są z kierunkiem powszechnym dla całego systemu ter­
minologicznego.
W powyższej charakterystyce współczesnych terminów kuzynowskich wskazaliśmy na cechy jeszcze całkowicie nie ukształtowane, w y ­
stępujące w k i l k u wariantach, lecz wykazujące znamiona prawidłowości.
Należy zatem również do nich odnieść określenie „tendencja". Zmierza
on wyraźnie do zmiany typu terminów kuzynowskich z Omaha (który
praktycznie już został zarzucony) w t y p całkowicie nowy, nie reprezen­
towany w klasyfikacji Murdocka . Nowa terminologia kuzynowska jest
w pewnym sensie odpowiednikiem typu liniowego w klasyfikacji L o wiego i — jak ta ostatnia — zakłada uprzednią bilateralizację systemu.
Z tą tylko różnicą, że jest to bilateralizacja połowiczna, zachowująca
koncepcję agnatyczną w obu liniach. Łączy ona bowiem odzielnie b i ­
lateralnych agnatów i oddzielnie krewnych nielinearnych. Odpowiada
to funkcjonowaniu zespołów krewnych jako grup społecznych zacho­
wujących pamięć linii pochodzeniowej. Kusząca jest w t y m miejscu
hipoteza, iż ta forma bilateralności stworzona jest między innymi do
przestrzegania reguł podwójnej egzogamii. Tworzy bowiem jedną wspól­
ną grupę z patrylinearnych krewnych ojca i matki, grupę osób wyłączo­
nych z małżeństwa. Pojawia się ona jednak chyba znacznie później od
tej formy egzogamii, którą notujemy przynajmniej od X V I I w.
se

67

Istnieją przesłanki do twierdzenia, że równolegle (albo może w ślad
za poprzednią) powstaje tendencja do lekceważenia linearności w ra­
mach własnej grupy pochodzeniowej, to znaczy do łączenia agnatów
i kognatów w jeden wspólny z e s p ó ł . Dążenie do delinearyzacji pokre58

6

5 Cewel 1966, hasła bill i nagac. Wymienia on zlepek pojęciowy bule jige oraz
zastosowanie gigę odniesione nie do kuzyna lecz do wuja, co stanowi chyba ubocz­
ny wynik przenoszenia tego terminu na równoległych k u z y n ó w macierzystych
i występuje także w naszych materiałach (czterokrotnie w kol. 4, poz. 40 tab. I V ) .
« Nie jest to też jednak „typ buriacki" wyróżniony, naszym zdaniem całko­
wicie błędnie, przez K r a d e r a (1963, s. 44-45) i powtórzony za nim (na pod­
stawie wcześniejszej informacji) przez Murdocka (1957 s. 672).
Wskazywałoby na to 30% proponowanych terminów dla przeciwległych
k u z y n ó w patrylinearnych — DzSiOj (wszystkie zastosowania umieszczone pod
6 8

�WSPÓŁCZESNE

ZMIANY

TERMINOLOGII

POKREWIEŃSTWA

195

wieństwa oznacza umocnienie bilateralności, odejście od koncepcji grupy
pochodzeniowej pozostałej po dawnych grupach krewniaczych i oparcie
systemu pokrewieństwa na amorficznych zespołach krewnych określa­
nych z punktu widzenia Ego. Zauważmy, że nie jest to tendencja ujaw­
niająca się tylko przy analizie terminów kuzynowskich, gdyż odnoto­
waliśmy ją już wcześniej. Tutaj jednak znajduje ona swe dosadne po­
twierdzenie.
KIERUNEK

ZMIAN: P E R Y F E R I E — CENTRUM —

PERYFERIE

W części wstępnej przedstawiliśmy przypuszczenie, że zmiana termi­
nologiczna rozpoczyna się na peryferiach systemu i dopiero w dalszej
kolejności obejmuje centralne dla systemu typy krewniacze decydujące
o jego klasyfikacji. Przeprowadzona wyżej analiza terminów kuzynow­
skich wykazała, że podlegają one zmianie współcześnie, przy czym można
określić jej tendencje. Terminy te należą do kategorii centralnych, ich
przekształcenia sugerują zatem zaawansowany etap zmiany terminolo­
gicznej.
Właściwe terminy kuzynowskie są jeszcze znane i częściowo stoso­
wane. Nowe ich wersje są przypuszczalnie przejściowe i zdają się nie
stanowić ostatecznej wersji. Tymczasem rozpad grupy lineażowej i w kon­
sekwencji wyłączanie peryferyjnych typów krewniaczych z systemu ter­
minologicznego zaczęły się znacznie wcześniej. Terminy dla kolejnych
linii bocznych (uyelid, qayalid, uyencer, ąayinćar, z nich zaś tylko
pierwszy — i to w jednym tylko, kuzynowskim, zastosowaniu — należy
do systemu centralnego) są już praktycznie nieznane. Można też przy­
puszczać, że dwa ostatnie z nich poczęły wychodzić z użycia jeszcze
przed X I X w. Wycofanie terminu nie jest wprawdzie równoznaczne
z zanikiem potrzeby wyróżniania danego typu krewniaczego, chociaż
niewątpliwie oznacza co najmniej, że potrzeba taka nie jest intensywna.
Termin właściwy może być zastąpiony, jak to zrobili Kałmucy wprowa­
dzając numerację porządkową kolejnych l i n i i bocznych. Chałchasi nie
skorzystali jednak nawet z takiego rozwiązania, co można przyjąć za
przejaw braku funkcjonalnej potrzeby utrzymywania odrębności l i n i i
bocznych.
Podobną, jakkolwiek łagodniejszą tendencję do zanikania wykazują
terminy należące do prostej l i n i i Ego oraz konkretne terminy dla bocz­
nych krewnych poczynając od trzeciej — zwłaszcza zstępnej — gene-

poz. 24 w kol. 4, tab. I V ) oraz zanotowane w wywiadach ogólne twierdzenie,
ze „potomkowie wszystkich abaya stanowią również krewnych abaya" (dawniej
dotyczyło to tylko potomstwa mężczyzn). Na jego wzór spotyka się równie sprzecz­
ne z tradycją uogólnienie, że „potomkowie wszystkich nayacu stanowią grupę
Swe" (podczas gdy w istocie żaden z nich nie mógł być tak nazwany).

�196

SŁAWOJ

SZYNKIEWICZ

59

r a c j i . Nasze materiały nie wykazują wprawdzie wycofywania terminów
dla dalszych przodków w l i n i i prostej, lecz można to obserwować na pod­
stawie danych pośrednich. Terminy eliince i ąulanća zdają się zatracać
precyzyjne znaczenie i występują w parze wyrazowej na określenie
przodków w ogóle. Mogą też być zastąpione określeniem opisowym
ondór ówog oznaczającym „pierwszego, najdalszego przodka", który
kładzie kres potrzebie dalszego prowadzenia genealogii. Jest to r ó w n o ­
znaczne z wprowadzeniem zasady dowolności w ustalaniu zakresu
członków patrylineażu wchodzących w skład zespołu krewnych. Zatem
redukcja tego zakresu możliwa jest także przy zachowaniu znajomości
terminów. Funkcjonują one już jednak na marginesie systemu i są
bliskie przekroczenia progu nierealności, jak można sądzić również
z faktu, że znalazły sobie miejsce w dziecięcych przekomarzaniach
przypominających polskie w y l i c z a n k i .
Grono krewnych macierzystych uległo również zawężeniu. Termin
nayacu aqa/egeci odnosi się praktycznie tylko do rodzeństwa matki, bocz­
ne linie przestają być nim oznaczone, podobnie jak i kuzyni przez brata
matki. Również przodkowie matki zatracają właściwe terminy i podlegają
bilateralnemu ujednoliceniu. Już na wcześniejszych etapach z grona
krewnych wyłączono patrylineaże obu babek — po mieczu i kądzeli.
Konsekwencją zawężenia grona krewnych agnatycznych i kognatycznych
jest również eliminacja potomstwa nielinearnych członków tych grup.
Bule (jeśli w ogóle stosowane prawidłowo) oznacza już tylko DzSiMa,
nie zaś dzieci pozostałych kobiet z patrylineażu matki. Nieco mniejsze­
mu zawężeniu podlega termin §ige.
Drastyczne redukcje dotknęły również zespół patrylinearnych krew­
nych żony. Wprawdzie nigdy nie dysponowaliśmy dokładnymi infor­
macjami co do zakresu bocznych linii powinowatych obejmowanych
terminologią pokrewieństwa, jednak ograniczenie ich do najbliższych
krewnych żony — przede wszystkim jej rodziny pochodzenia — jest
niewątpliwym produktem wyłączenia odleglejszych związków. Tak więc
termin Ъа§а już w okresie nowożytnym przestał oznaczać mężów kuzy­
nek żony, współcześnie zaś całkowicie został wycofany z systemu w ostat­
nim ze swych znaczeń — MżSiŻo. Specyficzny termin dla młodszych
krewnych żony kur degii zanikł współcześnie, ponieważ utrzymywanie
go dla wąskiego grona członków rodziny nuklearnej straciło rację bytu
(właściwą okresowi gdy cały zespół zięciów kiirgen pozostawał we wza­
jemnej zależności z patrylineażem swoich żon). Obecnie termin ten, po60

5 9

Por. poz. 19, 20, 22, 23 w tab. I V .
Jeśli w trakcie zabawy urażony rówieśnik odgraża się, że poskarży się
ojcu, może w odpowiedzi usłyszeć: chel, chel aawdaa owoódóo
elenc chulanc,
cómd n' cheU („a powiedz, powiedz ojcu, dziadkowi, p r a - i prapradziadkowi,
powiedz wszystkim!").
6 0

�WSPÓŁCZESNE

ZMIANY TERMINOLOGII

197

POKREWIEŃSTWA

dobnie jak 3 где oraz bille, spotkać można przy innych typach krewnia­
czych, którym przypisany bywa przypadkowo lub na zasadzie ekstra­
polacji .
Zasada rozszerzonego rodzeństwa, bilateralizacja oraz wycofywanie
odleglejszych wersji relacji z granic systemu stanowią trzy zasadnicze
sposoby realizowania się zmiany terminologicznej w Mongolii, przy czym
tylko pierwszemu z nich nie można przypisać charakteru uniwersalnego.
Pozostałe dwa spotykamy bardzo często w tych społeczeństwach, w któ­
rych obserwujemy przekształcenia w terminologii
pokrewieństwa.
Wszystkie one muszą — jak się zdaje — zachodzić na peryferiach, lub
przynajmniej w pewnym oddaleniu od centralnych relacji, za jakie
uważa się związki występujące w małej rodzinie oraz kuzynowskie
i rodzeństwa rodziców. Konieczność ta wynika albo stąd, że jest z góry
założona (w wypadku eliminowania odległych związków wskutek kur­
czenia się grup krewniaczych), albo też z przyjęcia relacji centralnych
za wzór- do kształtowania innych. Wydaje się też ona oczywista w wy­
padku wszystkich systemów operujących terminologią dostosowaną do
istnienia grup lineażowych (to znaczy odpowiednio rozbudowanych kolateralnie).
Z powyższych uwag wynika, że płodna analiza systemu pokrewień­
stwa nie może sprowadzać się do operowania schematami typologicz­
nymi, które odnoszą się wyłącznie do centralnych kategorii systemu
(jak to czyni np. Murdock). Konieczne jest natomiast badanie pełnej
struktury terminologicznej (jak to głoszą strukturaliści i zwolennicy
analizy składnikowej) uzupełnione o jej funkcjonalne związki z innymi
elementami systemu pokrewieństwa.
Pierwszy etap zmiany terminologicznej obserwowanej w Mongolii
sprowadza się do prostej redukcji peryferyjnych zasięgów stosowal­
ności terminów, co związane jest z kurczeniem się rozmiarów grup ludz­
kich, do których terminologia jest odnoszona. Jest to zatem zjawisko
bezpośrednio zależne od struktury grup krewniaczych, po ich zanik­
nięciu zaś od składu zespołów krewnych. Dalszy związek pokrewieńst­
wa będzie się przeradzał w luźną, lub nawet obcą relację zarówno w l i ­
nii pionowej jak też bocznych, przy czym w tych ostatnich konsekwent­
niej. Zjawisko to nazywane jest tor61 choldoch — oddalaniem się po­
krewieństwa.
Redukcja zasięgu terminów nie sprowadza się tylko do ilościowego
aspektu wielkości grona ludzi oznaczanych wspólnym zbiorowym ter­
minem. Na przykład zmiana znaczenia nayacu z „członków patrylineażu
matki" na „rodzeństwo matki" indywidualizuje związek, czyni go i n tymniejszym, ułatwia bilateralizację, toruje drogę do przekazu pewnych
61

6 1

Np. na oznaczenie młodszej SiMa, czyli
por. Ł u w s a n d e n d e w 1957, hasło chiir.

zastosowanie w ł a ś c i w e

ojcu

Ego;

�198

SŁAWOJ S Z Y N K I E W I C Z

wartości {przynajmniej materialnych) w l i n i i kognatycznej. Podobnie
zmiana znaczenia bille z „potomków kobiet patrylineażu matki" na
„równoległych kuzynów macierzystych" sprawia, że ta relacja kuzynowSka wyodrębnia się, staje się indywidualną kategorią w świecie
krewnych, co umożliwia dalsze operowanie nią w tworzeniu nowych
konfiguracji kuzynów, jak to mieliśmy okazję obserwować na przyto­
czonych wcześniej przykładach.
Można wysunąć twierdzenie, że zmiany, o których mówimy nie do­
tyczą relacji peryferyjnych, ponieważ jeśli nawet rozpoczynają się od
dalekich typów krewniaczych, będą to typy określane terminami z cen­
t r u m systemu. W istocie, często mówiliśmy o przekształceniach odno­
szących się do typów objętych terminami nayacu, gigę i bille. Odnosiły
się one do wielu odległych stopni pokrewieństwa, ale także do rodzeń­
stwa matki oraz trzech rodzajów kuzynów. Wynika to ze specyfiki mon­
golskiego systemu operującego zbiorowymi określeniami dla grup krewniaczo jednorodnych (tzn. należących do jednego lineażu lub pozostają­
cych w jednakowym stosunku do lineażu Ego). Można by sądzić, że
cecha ta sprawia, iż „typy centralne" są wystarczająco uniwersalne dla
charakterystyki tych systemów. Byłoby to jednak stanowisko zbyt formalistyczne, ponieważ wspólne brzmienie terminu dla BrMa oraz SySyBrOjOjMa nie oznacza identyczności tych t y p ó w i nie wyklucza
opuszczenia grona krewnych przez ostatniego z nich bez naruszenia
statusu pierwszego. Zmieni się jedynie zakres desygnatów oznaczanych
terminem, co w konsekwencji odbije się także na jego sferze znacze­
niowej w systemie pokrewieństwa. Na peryferiach odbywa się zatem
zmiana terminologiczna dotycząca konkretnych indywidualnych relacji,
nie zaś całego zbioru krewnych określanych jednym terminem.
Wydaje się zatem, że możemy podtrzymać naszą tezę dotyczącą
miejsca początkowych zmian w mongolskim systemie terminologicznym.
Zmiana terminologii dotyczy w pierwszym rzędzie relacji oddalonych
od centrum tego systemu (które to centrum stanowią Ego i jego naj­
bliżsi krewni określani jako kuzyni i rodzeństwo rodziców). Polega
ona na całkowitej eliminacji terminu i wykluczeniu typu z grona krew­
nych, albo też na wymianie terminu. Na koniec zmiana sięga centrum,
naruszając mieszczące się w nim terminy wykraczające poza granice
rodziny nuklearnej.
Podobnie wygląda ta sama sprawa rozpatrywana nie z punktu w i ­
dzenia systemu terminologicznego, lecz systemu grup krewniaczych. Tu­
taj centrum systemu stanowi patrylineaż Ego, k t ó r y w procesie zmiany
ulega zmniejszeniu, wskutek czego zanikają odrębne terminy dla osób
zbyt już odległych. Natomiast terminy, które pozostają w użyciu w za­
sadzie nie zmieniają się, lub też zmiana dotyczy niewielu spośród nich.
Najistotniejsze przekształcenia odbywają się poza owym centrum, czyli
w lineażach spokrewnionych z lineażem Ego. Pierwsza zmiana polega na

�WSPÓŁCZESNE

ZMIANY

TERMINOLOGII

POKREWIEŃSTWA

199

eliminacji zespołów najbardziej oddalonych od centrum systemu, co
dotknęło lineaże obu babek. Grupy te straciły status krewnych, a co
za tym idzie także określający je niegdyś termin. Następna seria zmian
dotknęła lineaże matki i żony oraz zespoły spowinowacone przez ko­
biety lineażu własnego oraz matki. Tutaj nie tylko nastąpiło obcięcie
skrajnych związków i wyłączenie ich poza obręb pokrewieństwa, lecz
zaszły też duże przesunięcia terminologiczne zmieniające nazewnictwo,
niekiedy radykalnie.
Dzięki t y m procesom lineażowy charakter mongolskiej terminologii
pokrewieństwa podlega daleko idącej dezintegracji (terminologia prze­
staje już wyróżniać odrębne lineaże matki i żony, wskutek czego —
przez brak kontrastu — przestaje się wyróżniać także lineaż własny).
Przybiera ona charakter bilateralny. Bilateralizację obok zasady roz­
szerzonego rodzeństwa wymieniliśmy poprzednio jako dwa spośród
trzech zasadniczych mechanizmów zmiany systemu pokrewieństwa
u Mongołów. Jeden i drugi łączy to, że przenoszą one na dalsze zespoły
krewnych reguły obowiązujące w centrum systemu. Bilateralizacja roz­
poczyna się od projekcji terminów właściwych patrylineażowi (czyli
centrum) na krewnych z matrylineażu (czyli z peryferii). Z kolei idea
rozszerzonego rodzeństwa polega na upowszechnieniu terminów cha­
rakterystycznych dla rodzeństwa (a więc wywodzących się z nuklear­
nej rodziny, idealnego centrum) wśród zbliżonych pokoleń we wszyst­
kich lineażach i zespołach traktowanych jako spokrewnione (peryferia).
Zmiany w terminologii pokrewieństwa rozpoczynają się zatem od
peryferii postępując k u centrum. To co w centrum pozostaje nienaru­
szone, co można by nazwać jego częścią idealną, to relacje w ramach
rodziny nuklearnej. Jest to więc swego rodzaju jądro systemu repre­
zentujące te wartości, które są w nim nadal uznawane za istotne (głów­
ną z nich jest trwałość związków, a więc i terminów w granicach ro­
dziny nuklearnej). Wartości te zostaną później rozprzestrzenione na
resztę systemu w nowym układzie, służącym nowym potrzebom. Cent­
rum zatem pozostaje modelem dla nowej terminologii, która upowszech­
niać się będzie w stronę peryferii systemu. Zmiana terminologiczna jest
rezultatem oddziaływania czynników zewnętrznych w stosunku do ter­
minologii, głównie zaś indywidualizacji rodziny. Są to jednak nadal
czynniki mieszczące się wewnątrz systemu pokrewieństwa i kultury
mongolskiej, zmiana ta więc stanowi wynik dialektycznego rozwoju
społecznego, nie zaś wpływów obcych.
PODSUMOWANIE

Z obserwacji poczynionych na poprzednich stronach wynika, że przy­
najmniej w przypadku mongolskim zmiana terminologiczna inicjowa­
na jest przez sytuację w grupach krewniaczych, zależy od ich struktury

�200

SŁAWOJ S Z Y N K I E W I C Z

i spoistości, a także od rodzaju związków między spowinowaconymi gru­
pami. Proces zmiany terminologicznej nie jest zamknięty w czasie, za­
chodzi on stale. Być może zmiany współczesne cechuje większy dyna­
mizm, co jednak nie znaczy, że w przeszłości nie odbywały się prze­
kształcenia równie doniosłe. W innym miejscu przedstawiliśmy hipo­
tezę dotyczącą ewolucji systemów pokrewieństwa typu Omaha , która
odnosi się także do systemu mongolskiego. Zgodnie z nią wyjściowa
konfiguracja grup krewniaczych (właściwa przypuszczalnie wczesnemu
średniowieczu) była wynikiem zamkniętego (kolistego) systemu tzw.
ograniczonej wymiany małżeńskiej. Składała się ona z trzech zasadni­
czych elementów: 1 — patrylineażu Ego, w skład którego wchodzili
wówczas krewni bule, 2 — patrylineażu babki po mieczu, identycznego
z patrylineażem matki i żony, oraz 3 — patrylineażu szwagrów-zięciów kiirgen identycznego z grupą krewnych gige. Czwartym, uzupeł­
niającym elementem systemu był patrylineaż babki po kądzieli. Roz­
kład tego systemu, połączony z zanikiem zamkniętego cyklu wymiany
małżeńskiej, rozpadem rodów i maksymalnych lineaży, doprowadził do
powstania systemu złożonego z sześciu małych patrylineaży lub zespo­
łów krewnych (por. tabl. 1). On właśnie był punktem wyjścia najnow­
szego etapu zmiany w systemach pokrewieństwa i terminologii, który
staraliśmy się przedstawić wyżej. Zasadnicze momenty tej zmiany dały­
by się sprowadzić do następującej sekwencji.
1. Wskutek zróżnicowania kontaktów matrymonialnych kategorie
gigę, bille, kiirgen i bergen znajdują się w wielu grupach pochodzenio­
wych (patrylineażach), dzięki czemu wzrasta ich znaczenie jako czyn­
nika integrującego i pośredniczącego w kontaktach społecznych. Zmia­
na terminologiczna, polegająca na rozszerzeniu koncepcji jedności ro­
dzeństwa, ma służyć potrzebie uzupełniającej konsolidacji grup spo­
winowaconych; rozpowszechniają się terminy aąal egecil degii w for­
mach złożonych z innymi terminami grupowymi.
2. Rozpad wielkiej rodziny i odpowiadających jej małych lineaży,
powstawanie zróżnicowanych zespołów krewnych prowadzą do elimi­
nacji grupowej koncepcji systemu pokrewieństwa. Następuje stopniowa
bilateralizacja systemu, skracanie zasięgu terminologii, indywidualizo­
wanie zakresu poszczególnych terminów.
3. System pokrewieństwa ostatecznie przestaje być elementem or­
ganizacji społecznej, stabilizuje się terminologia zawężająca do rodziny
w formie elementarnej, upowszechnia się senioralne kategoryzowanie
krewnych w podziale dychotomicznym (starsi, młodsi od Ego), upada
tradycyjny system terminologiczny typu Omaha, trwa poszukiwanie no­
wych rozwiązań terminologicznych, w których dominuje kierunek zmie62

6 2

Szynkiewicz

1978b.

�WSPÓŁCZESNE

ZMIANY TERMINOLOGII

POKREWIEŃSTWA

201

rzający do przyjęcia typu liniowego (zwanego inaczej angielskim lub
eskimoskim).
W ciągu całego okresu, kiedy zachodziły powyższe zmiany, czyli
praktycznie od początku czasów nowożytnych (a może nawet od końca
średniowiecza), następowało stopniowe naruszanie kompozycji elemen­
tów właściwych systemowi Omaha. Mimo tego nie zmieniało się jego
zaszeregowanie w klasyfikacji jako Omaha, ponieważ podlegające zmia­
nie elementy nie decydowały o typologii, chociaż reorientowały funk­
cjonowanie systemu. Z wyjątkiem koncepcji rozszerzonego rodzeństwa
zmiany te powstawały najczęściej poza patrylineażem Ego i były kon­
sekwencją stosunków grupowych w systemie pokrewieństwa. Cała po­
wyższa sekwencja wydaje się wskazywać na nie budzącą wątpliwości
zależność między terminologią i organizacją grup pokrewieństwa.
Mongolski system terminologiczny charakteryzowały zasadniczo dwa
elementy właściwe typowi Omaha — grupowanie krewnych według ich
lineażowej przynależności oraz specyficzny rozkład terminów kuzynowskich. Wprawdzie ten ostatni był genetycznie konsekwencją pierwszego,
mimo to miał on zdolność samodzielnego istnienia niezależnie od kom­
pozycji grupowej w społeczeństwie. Dowodzi tego wiele przykładów
u innych ludów mających system Omaha, jak też fakt, że u Mongołów
terminy Omaha dla kuzynów utrzymały się przez pewien czas po de­
zintegracji lineaży. Dezintegracja ta wywołała indywidualizowanie się
terminologii. Zanik terminów kuzynowskich z kolei nie daje się kore­
lować z występowaniem, lub nie, grup krewniaczych; zależność taka
bowiem staje się nieistotną z chwilą indywidualizacji terminów. Moż­
na go raczej wiązać z bilateralizacją pokrewieństwa, co pozostaje w zgo­
dzie z założeniami wspomnianej wyżej naszej hipotezy o rozwoju i upad­
ku systemów terminologicznych Omaha.
Współcześnie obserwujemy w Mongolii wyraźny polimorfizm ter­
minologii pokrewieństwa, pozbawionej organizującego ją wyraźnie sy­
stemu. Stwierdzenie to nie oznacza totalnego chaosu i zatracenia się
kryteriów porządkowania związków pokrewieństwa, gdyż stan taki
przypuszczalnie nie może istnieć w żadnym momencie najbardziej na­
wet radykalnych zmian. Celowym wydaje się zatem wskazanie na stałe
elementy mongolskiej terminologii, które występują obecnie i — mimo
wszelkich zmian — wydają się być porównywalne z układem międzygrupowych związków w systemie tradycyjnym tak jak je przedstawiliś­
my w tabl. 1, jakkolwiek w t y m miejscu są one reprezentowane przez
pojedyncze osoby.
Przekształceniom terminologicznym oparły się podstawowe nieredukowalne związki, k t ó r y m nie jest w stanie zagrozić na dłużej żaden ro­
zwój wydarzeń w żadnej najprawdopodobniej kulturze. Należą do nich
relacje:

�202

SŁAWOJ S Z Y N K I E W I C Z

1. — rodzice — dziecko: formalne, oscylujące na krawędzi pełnego
zaufania i konfliktu;
2 — dziadkowie — wnuki: intensywne w procesie socjalizacji, na­
cechowane intymnością i swobodą;
3 — związek rodzeństwa: silny emocjonalnie, jakkolwiek poddany
zwykle senioralnym rygorom, zakładający współdziałanie, które rodzi
jedność i konflikty;
4 — związek z teściami: charakteryzujący się cechami relacji pierw­
szej, ekonomicznie zaś niemal równie ważny.
Pewne przekształcenia dotknęły inne związki, które — podobnie jak
poprzednie — składają się na niezmienną s t r u k t u r ę pokrewieństwa:
5 — stosunki z powinowatymi tej samej generacji (konkretniej: m a ł ­
żonkami rodzeństwa i rodzeństwem małżonka), które powtarzają pew­
ne cechy związku trzeciego z mniejszą nieco intensywnością;
6 — stosunki z rodzeństwem rodziców, aktywne zwłaszcza w mło­
dszym wieku, bardziej swobodne niż z rodzicami, zachowujące jednak
element kontroli;
7 — stosunki z dziećmi tych ostatnich, czyli kuzynami, względnie
najluźniejsze spośród tu przedstawionych, zaś po relacji drugiej naj­
bardziej swobodne (jeśli w rachubę nie wchodzi preferencyjne małżeń­
stwo).
Nie trudno zauważyć, że wymienione tu zostały związki z tymi t y ­
pami krewniaczymi, które tworzą centrum systemu terminologicznego,
a więc te, które zmianie podlegają w ostatniej kolejności. Wydaje się
uprawomocnione przypuszczenie, że we wszystkich relacjach zmieniła
się intensywność charakteryzujących je cech (co przyjmujemy intuicyj­
nie). Zmienił się także, poczynając od poz. 5 ich zakres, obecnie obej­
mujący indywidualne typy krewniacze, poprzednio zaś ich zbiory się­
gające dalszych linii bocznych. Niekiedy zatracają one nawet specyficzne
dla siebie terminy, jednocząc się z innymi kategoriami. Nie znaczy to
jednak, że wypadają one z kręgu bezpośredniego zainteresowania Ego,
zmieniać się tylko może charakterystyka wzajemnych stosunków. Eks­
tensywne związki pokrewieństwa okresu organizacji lineażowej od­
zwierciedlające zasady wymiany małżeńskiej i oparte na nich stosunki
międzygrupowe zastąpione zostały przez węższe i bardziej osobowe
związki wynikające z małżeństw zawartych przez Ego i najbliższych
krewnych oraz organizujące wymianę świadczeń, jednakże już w społe­
czeństwie pluralistycznym o niekrewniaczej strukturze i zawierającym
wiele innych, konkurencyjnych ośrodków takiej wymiany.
Powyższa lista nie oznacza, że do niej sprowadzone zostały współ­
cześnie wszelkie związki pokrewieństwa w społeczeństwie mongolskim.
Nie osiągnęły one jeszcze tak daleko idącej redukcji i składają się r ó w ­
nież z drugiego kompleksu relacji, daleko jednak mniej precyzyjnych
i podlegających fluktuacjom. Może to być zespół krewnych związa-

�WSPÓŁCZESNE

Tabela IV. Zastosowania terminów

ZMIANY T E R M I N O L O G I I POKREWIEŃSTWA

pokrewieństwa

według

badań

terenowych w latach

203

1968—1973

Lp.

Relacja
pokrewieństwa

Ilość zano­
towanych
zastosowań

Termin
właściwy

Terminy
neutralne
wobec
systemu

Terminy
sprzeczne
z systemem

Inne

1

2

3

4

5

6

7

16
16
10
7
10
7
1
9
1
46
1
29
1
1
9
38
21
18
14
11
24
15
9
20
32
17
1
15
11
14
18
9
8
7
7
6
1
8
3
61
3
1
9
1

12
14
6
2
6
2
1
4
1
23

1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
32
33
34
35
36
37
38
39
40
41
42
43
44

OjOj
MaOj
OjOjOj
MaOjOj
OjOjOjOj
MaOjOjOj
BrOjOjOj
BrOjOj
BrOjOjOjOj
BrOj
SyBrOjOj
DzBrOj
SiOjOjOj
SiOjOjOjOj
SiOjOj
SiOj
SySy
CóSy
DzSySy
DzSySySy
DzBr
DzSyBr
DzSySyBr
DzSiOj
DzSi
DzCó
DzDzSiOj
DzDzSi
DzDzCó
OjMa
MaMa
OjOjMa
MaOjMa
OjOjOjMa
MaOjOjMa
BrOjMa
BrMaOj
BrMaMa
SyBrMaMa
BrMa
SiOjMa
SiMaOj
SiMaMa
CóBrMaMa

1
1
1
6
18
13
12
4
2
15
4

-

—
—

-

3

—
4
1
2

-

—

2
2
2
2
8
4

-

4
5
2

—
—

—
—

13

-

17

9

—
—
—

-

2

—

-

—

6
3

—

—
1

-

-

-

8
6
3
3

1
1

1

3
1
8
10
3
2
2
2
2
1
2
2
8
1
1
2

-

-

—
—
—

1
1

-

—
—

2

1

—

-

2
1
34
1

-

2
1

1

2

-

2

-

6

6
5
1

-

-

-

3
22
8

—

4
2
4
5
4
5

1
16
6
4
2
5
3
4
4
9
5
7
1
3
3
3
5
5
5
5
5
1

3

17
1

4

-

�204

SŁAWOJ

S Z Y N K I E W I C Z

c.d. tab. I V
1

2

3

4

45
46
47
48
49
50
51
52
53
54
55
56
57
58
59
60
61
62
63
64
65
66
67
68
69
70
71
72

SiMa
DzBrMa
DzSyBrMa
DzSiMa
DzDzSiMa
OjMk
MaMk
OjOjMk
MaOjMk
RoOjOjMk
RoOjOjOjMk
RdOjMk
tRdMk
jRdMż
jRdŻo
DzRdŻo
ŻofBrMż
Żo|BrMż
MżtSiMż
Mżi-SiMż
ŻojBrŻo
ŻoJBrŻo
MżSiŻo
ŻofBr
ŻoBrOj
Żof SyBrOj
Żoj SyBrOj
ŻojBr, ŻoSyRd
ŻoSy, ŻoSyDz
ŻoBrMa
MżSiMa
MżfSi
MżSiOj
Mż| CóBrOj
MżjSi, MżCóRd
MżCó, MżCóDz
OjMkDz
MaMkDz

54
40
5
30
3
18
19
5
6
3
3
8
34
23
45
9
6
4
5
6
8
5
18
14
13
2
2

32
5

1
1

-3

-1

e

e

73
74
75
76
77
78

e

79

W

tabeli

minologii
l a n d

1954,

maganiami
riami

przez

„termin

stosowanej

już

—
—
9
3
2
2

14
20
2
9
2
1
2
2
2

-3

-

1
3
2
16
3
6

1
1

—

1
3
2

7
14
3
17
1
1

2

13

-3

7

1
1
1
1
6
6
14
17
4
1

—

—

6

—

1
2

-

-2
12
3
15
5
3
1
1
1
2
3
2

-

—

-2
1

-3

-

-

2
2
2

-1

4
1
3
1
1

-2

52
7
11
14
11
3

46
1
2
13
7
3

-3

-

-

-

47

33

11

2

1

16

6

—

2

8

rozumie

4

sią

nowożytnych

1970).

Jest

przewidzianych

dla

to

i

taki,

który

odpowiada

odnotowanej

terminologia

typu

Omaha.

w

jeszcze

Operuje

tradycyjnej

opracowaniach

całkowicie
ona

zgodna

następującymi

ter­

( V r e ez

wy­

katego­

krewnych:

1 —-grupa

patrylinearna

Ego oraz

2 — grupa

spokrewniona

z Ego przez kobiety

3 — grupa

patrylinearna

matki

4 — grupa

patrylinearna

babki ze strony ojca

5 — grupa

patrylinearna

babki ze strony m a t k i

6 — grupa
mi

—

—

16
6

czasach

K a ł u ż y ń s k i
kryteriów

—
16
17
1
1
2
2

właściwy"

w

5

spokrewniona

(48-49);

z

jego

żeńscy

przodkowie

z własnego

Ego oraz jej żeńscy

matką

Ego

(terminy

patrylineażu

przodkowie

1-23);
(24-29);

(30-36, 40-41,

45-47);

(37, 4 2 ) ;

przez

(38-39,

43-44);

kobiety

będące

jej

patryllnearnymi

krewny­

�WSPÓŁCZESNE

Z M I A N Y

T E R M I N O L O G I I

205

POKREWIEŃSTWA

nych — nietrwale zresztą — organizacją wytwarzania i wspólnoty za­
mieszkania, którą w warunkach pasterskich określić można jako cza­
sową nawet kohabitację. Od końca X I X w. wskutek wzmożonej ruchli­
wości społecznej, może to być również sieć związków odległych, zarów­
no krewniaczo jak i przestrzennie, podtrzymywanych jednak wzajem­
nymi świadczeniami wynikającymi z różnego zakresu możliwości po­
wstałych wskutek różnicy standardu życiowego, dostępu do dóbr, komplementarności potrzeb. Związki pokrewieństwa stanowią nadal kanał
wymiany świadczeń i usług nie tylko w skali bezpośredniego środowi­
ska produkcyjnego, lecz także w skali kraju, którego rozwój przyniósł
zróżnicowanie poszczególnych środowisk oraz potrzeb ludzkich. Ów dru­
gi, niejako zewnętrzny, kompleks związków pokrewieństwa określany
jest niemal całkowicie terminami dla rodzeństwa. Dzieje się tak wsku­
tek rozpowszechnienia się mobilizującej zasady rozszerzonego rodzeń­
stwa obejmującej także często osoby niespOkrewnione, lecz powiązane
wspólnotą sąsiedzką, a pośrednio i gospodarczą. Umożliwia ona również
swobodne operowanie składem zespołów krewnych, które zawierać mo­
gą relacje genealogicznie dalsze, z pominięciem bliższych. Nazwaliśmy
go egocentrycznym właśnie z uwagi na brak owego imperatywu genea­
logicznego i znaczny udział interesu jednostkowego w jego formowaniu.
Zespół taki stanowi niejednokrotnie grupę celową, jeśli wspólnie or­
ganizuje prace pasterskie. Tym się jednak różni od innych grup celo­
wych, że jest silniej zintegrowany na podstawie kryterium pokrewień­
stwa, którego ideologia ma długi rodowód i jest jeszcze powszechnie
akceptowana.

7 —

powinowaci

Ego

8 — małżonkowie
9 — powinowaci
Same
się

w

przez

terminy

zasadzie

jest

Operuje

pierwszego
czątku,
tywania:

on

BrMa

—

w

(79).
uwzględnione,

nie

zapis
go

kolejne

brat

dzieci
tabeli

zwykle

Czytać

matki,

(50-67);

(68-78);

zmian,

skrócony

następują

pradziadkowie
Rozwinięcie

zostały

dwoma,

stopnia.

dalej

małżeństwo
Ego

małżeństwo

nie

kierunkami

Stosowany
czych).

poprzez

krewnych

zaś

na

oznaczenie

pierwszymi,

należy
ogniwa

ponieważ

ich konkretnymi
związków

literami

następująco:

RoOjOjMk

—

rodzice

tym

sferze

oznaczana
ojca

do

małżonka

(—

skrótów:
— brat,

Ro —

rodzice,

Có

— córka,

Si

siostra,

Dz

—

dziecko,

Sy —

syn,

matka,

Zo —

żona,

Ma —

—

Mk

— małżonek,

f

—

Mż

—

^

—

Oj

— ojciec,

R d

—

mąż,
rodzeństwo,

t

C

- I

starszy,
młodszy,
e

— oznacza

wiek względem

krewnia­
do

się

Przykład

małżonka).
Br

się

znajduje
Ego.

zajmujemy
nazewnlczej.

(typów

odnoszących

prowadzące
ojca

artykule
w

pokrewieństwa

wyrazów

relacja

pośredniczące,

w

rezultatami

Ego.

relacji
na

po­

odczy­

patrylinearni

�206

SŁAWOJ S Z Y N K I E W I C Z

LITERATURA
C e w e l Ja., 1966, Mongol chelnij towcz tajlbar tol', Ułan Bator.
Damdinsuren
C, Łuwsandendew
A., 1967, Oros-mongol
tol', Ułan
Bator.
F g g a n F . , 1937, Historical changes in the Choctaw kinship system, "American
Anthropologist", vol. 39, nr 1.
E l m e n d o r f W. W., 1961 System change in Salish kinship terminologies, "South­
western Journal of Anthropology", vol. 17, nr 4.
K a ł u ż y ń s k i S., 1970, Terminologia pokrewieństwa
u ludów mongolskich, „Etno­
grafia Polska", t. 14, z. 1.
К r a d e r L . , 1963, Social organization of the Mongol-Turkic
pastoral
nomads,
The Hague.
K r j u k o w M. W., 1972, Sistiema rodstwa kitajcew, Moskwa.
Ł u w s a n d e n d e w A., 1957, Mongol oros tol', Moskwa.
M o s t a e r t A., 1941-1942, Dictionnaire ordos, Pekin, t. 1-2.
M u r d o c k G. P., 1949, Social structure, New York.
— 1957, World ethnographic sample, "American Anthropologist", vol. 59, nr 4.
P a r s o n s Т., 1965, Ascriptive
solidarities,
[w:] Theories of society, New York.
S p o e h r A., 1947. Changing kinship systems, Field Museum of Natural History,
Anthropological Series, vol. 33, nr 4.
S z y n k i e w i c z S., 1978a, Kinship terminology and kinship change among the
Mongols, [w:] Poland at the 10-th Intrnational Congress of Anthropological and
Ethnological Sciences, Wrocław.
— 1978b, O interpretacji systemów
pokrewieństwa
typu Crow-Omaha,
„Etnografia
Polska", t. 22, z. 1.
V r e e l a n d H . H . J r . , 1954, Mongol community and kinship structure,
New
Haven.
W j a t k i n a К. W. 1946, Piereżitki
materinskogo
roda u burjat-mongolow,
„Sowietskaja etnografija", nr 1.
Z a w i s t o w i с z - A d a m s к a K . , 1973, Pokrewieństwo
fikcyjne w kulturze ludo­
wej Słowiańszczyzny
— próbo interpretacji,
„Etnografia Polska", t. 17, z. 1.

S ł a w o j Szynkiewicz

CONTEMPORARY CHANGES IN MONGOLIAN KINSHIP

TERMINOLOGY

Summary
The paper is based on the author's field studies carried out in the years
1968-1973 among the Khalkha herdsmen. Censuses from four khoshuns for the
years 1925 and 1927, in which relations with heads of families were recorded,
have also been used. Changes in terminology, which occurred in the 20th century
were determined on this basis.
Generally speaking, the knowledge of traditional terminology is poor, many
terms are used incorrectly, they frequently derive from alien categories of the
kinship system or represent innovations. The present terminological practice is
based on polymorphism — ambiguity of terms and variety of denominations for

�WSPÓŁCZESNE Z M I A N Y T E R M I N O L O G I I

POKREWIEŃSTWA

207

one relationship. Dividing lines between kinship categories become obliterated
(previously these categories included patrilateral and matrilateral groups, affines
on the side of the spouse, descendants of women on father's side, of women on
mother's side, and affines other than on the side of the spouse). Some changes
became so permanent that they have been included in contemporary dictionaries.
Terminology applied within the limits of a family has been extended to more
distant types of kinship. This we can call a unification of relatives, which has
been realized i n two ways. The first involves transfer of patrilateral terms to
the maternal line, leading to bilateralization of the terminological system. The
second is the tendency to substitute many terms by sibling terminology, also i n
reference uses. The later is due to a principle of 'extension of sibilings', tending
to transfer to other relations duties and rights proper to the closest relatives of
the Ego generation, namely the generalization of co-operation duties linking
siblings. The beginnings of these terminological changes can be observed in the
earliest historical periods, at present, however, they became of a massive character.
This process can be explained by a decline of kinship groups (including extended
families) and the emergence i n their place of amorphic kindred groups described
egocentrically. These groups are usually small, and the use of terms proper to
siblings is here of a mobilizing value.
Contemporary terminology tends to a consistent indication
of the status of
relative age. Some categories of the traditional system did not operate with the
age status but with the social position and were univocal in this regard —
signifying a senior or junior position towards the Ego. These included: nagac
(relatives on mother's side), xadam and xur duu (older and younger relatives of
a wife), zee (relatives through women from Ego's own line), xurgen (sons-in-law
or men married to Ego's patrilineal kinswomen). There were also equivalent relations
such as bul (relatives through women on mother's side). Differentiated in accordance
with relative age were relatives of one's own line and sisters-in-law. At present
almost all categories have achieved definitions of the position of age towards
Ego through a more or less consistent use of seniority indicators (ax, egc, duu),
although certain results, e.g., nagac duu or zee ax are quite incompatible with
traditional categories. This tendency is one of the consequences of the principle
of siblings' extension. The need to indicate the relative age resulted from the
abandonment of the use of class or group terms — i.e., of the differentiation of
kinship groups, each of them once carrying inherent relative status towards Ego
or his patrilineage.
The place of the collective meaning of terms was taken by meanings narrowed
down to concrete individual types. The term гее, for example, ceased to refer
to an entire class of relatives and is limited to only one (DaCh), while for
other relatives of the same class (SiCh) a neologism was created: zee аё, a conjun­
ction of inconsistent categories, while the remaining (e.g., FaSiCh) are often
forgotten (cf. Cewel's Dictionary). Such a situation may be attributed to individua­
lization of kinship, being parallel to the extension of siblings.
Four types of cousins are not described by specific terms any more. I n this
regard, there is the greatest confusion in terminology; there emerge, however,
two trends: the first tends to group cousins into two bodies by means of two
terms: ac for the children of brothers of both parents, and гее for the children
of sisters of both parents (which is just a bilateralization of cousins by expansion
of patrilineal terminology). The other trend applies sibling terms in accordance
with the principle of siblings' extension. It is somehow weaker than the previouse
one, but it seems to have greater chances of future stabilization.
1

Terms concerning cousins have not yet shaped into a defined type, the second

�208

SŁAWOJ S Z Y N K I E W I C Z

of the discussed tendencies leads towards the generation type while the first has
no corresponding form in known classifications. I n any case, they do not belong
any more to the Omaha type, which embraced traditional terminology. The
terminology for parents' siblings also takes a form different from the traditional
one, and due to results of bilateralization it tends towards the lineal type.
The Mongol kinship terminology, is therefore, at a stage of essential changes —
it has completely lost the Omaha characteristics and seeks new forms at present.
These changes should be linked with important changes i n the kinship system
and — more generally — in the system of social organization. These changes can
be observed since almost the beginning of the 20th century.
We might note, that the change was always initiated on the peripheries of the
system (by the abridgment of the range of kin denoted by particular terms or by
the alteration of terms for more distant relatives) and proceeded towards its
centre. The latter refers to relations constituting a basis for all classifications of
terminological systems (types within a nuclear family, siblings of parents and
cousins). Untouched in the centre remain only terms denoting members of the
nuclear family and they constitute a pattern for the successive stage of changes —
the shaping of more distant terms. Bilateralization and the extension of siblings
represent mechanisms which assist changes at this stage. Both tendencies derive
from the core of the system — the family circle. The direction of change is,
therefore, as follows: peripheries — centre — peripheries.

Славой Шинкевич
СОВРЕМЕННЫЕ ИЗМЕНЕНИЯ В ТЕРМИНОЛОГИИ РОДСТВА У МОНГОЛОВ

Резюме
В основу статьи легли собственные исследования автора, касающиеся применения тер­
минов родства в скотоводческой среде халхасцев, проводившиеся в 1968-1973 гг. Кроме
того была использована перепись населения в четырех хошунах 1925 и 1927 гг., при которой
отмечались связи родства по отношению к главе семьи. Основываясь на этом, можно ука­
зать следующие изменения в употреблении терминологии, происшедшие в X X веке.
Знание традиционной терминологии в общем очень скудно, наблюдается высокое учас­
тие терминов, применяемых неправильно и часто происходящих от совершенно отличной
категории родственников или же представляющих собой нововведения. Нынешняя терми­
нологическая практика опирается на полиморфизм — многозначность терминов и множес­
тво названии для той же связи. Границы между категориями родства сглаживаются (эти
категории составляли прежде родственники со стороны отца, стороны матери, стороны
супруга, потомки женщин из группы отца, женщин из группы матери, а также свойственники
за исключением свойственников со стороны супруга). Эти явления упрочились настолько,
что вошли даже в современные словари.
Наблюдается явление унификации родственников, которое состоит в расширении упо­
требления терминов, присущих кругу семьи, на типы более дальнего родства. Оно осущест­
вляется через две тенденции. Первая — это перенос терминов отцовской линии на мате­
ринскую, что приводит к билатерализации системы. Вторая тенденция сводится к замене
многих терминов определениями для сиблингов (братьев и сестер), также и в референтив*
ной терминологии. Действует здесь принцип расширенного состава сиблингов, стремящийся

�WSPÓŁCZESNE

ZMIANY

TERMINOLOGII

POKREWIEŃSTWA

209

перенести на других родственников обязанности и права, закрепленные за ближайшими
родственниками поколения Эго, т. е. распространить обязанность сотрудничать, объеди­
няющую сиблйнгов. Начало этих изменений в терминологии можно наблюдать и в более
ранние исторические периоды, сегодня же они приобрели массовый характер. Этот процесс
можно объяснять исчезновением родственных групп (с большой семьей включительно)
и появлением вместо них аморфных коллективов родственников, определяемых эгоцентри­
чески. Эти коллективы в общем невелики по численности, охватывание же их терминами,
свойственными для сиблйнгов, имеет мобилизующее достоинство.
Современная терминология стремится к последовательному указыванию статуса отно­
сительного возраста. Некоторые категории традиционной системы оперировали не статусом
возраста, а социального положения и в этом отношении они были ясными — обозначали
либо старших, либо младших по отношению к Эго. К ним принадлежали нагац (родствен­
ники матери), хадам и хур дуу (старшие и младшие родственники супруга), зээ (родствен­
ники через женщин из собственной линии), хурген (зятья). Были также и равные связи, как
бул (родственники через женщин из линии матери). Одни лишь родственники собственной
линии и свояченицы подвергались дифференциации по относительному возрасту. В насто­
ящее время все категории обретают определение позиции возраста по отношению к Эго
путем более или менее последовательного дополнения терминами ах (для старших) или
дуу (для младших), хотя, впрочем, некоторые результаты в виде, например, нагац дуу или
Зээ ах, оказываются в полном противоречии с традиционной категорией. Эта тенденция
является одним из последствий принципа экспансии сиблйнгов. Необходимость указывать
относительный возраст возникла также вследствие отказа от обычая применять некоторые
термины для целых классов родственников, т. е. отличать родственные группы.
Собирательное значение названий вытесняется значением суженным к конкретным
единичным связям. Например, термин зээ перестает относится ко всему классу связей и огра­
ничивается лишь одной из них (ребенок дочери), тогда как для другой связи из того же класса
(ребенок сестры) образуется неологизм зээ ач, представляющий собой сочетание чуждых
друг другу категорий, причем об остальных (напр.: ребенок сестры отца) уже часто забы­
вают (ср. словарь Цевела). Такое положение вещей — следствие индивидуализации родства.
Четыре рода двоюродных братьев и сестер уже не определяются отдельными терми­
нами. По отношению к ним в терминологической практике наблюдается наибольшая пу­
таница, из которой рождаются два направления развития. Первое группирует двоюродных
братьев и сестер в два коллектива с помощью двух терминов: ач для детей братьев обоих
родителей и зээ для детей сестер обоих родителей. Второе оперирует терминами для сиблйн­
гов, согласно принципу их (т. е. сиблйнгов) экспансии. Оно немного слабее названного на
первом месте, но имеет, кажется, большие шансы на стабилизацию в будущем.
Термины, относящиеся к двоюродным братьм и сестрам, ещё не окрепли в определен­
ный тип; вторая из названных тенденций стремится в сторону генерационного (гавайского
типа, первая же не имеет своего эквивалента в известных классификациях. Во всяком случае
они уже безусловно не принадлежат к типу Омаха, к которому относилась традиционная
терминология. (Тип Омаха предусматривал идентичность терминов для брата матери и его
сына с одной стороны, а также для детей сестер отца и Эго с другой). Также и терминология
для сиблйнгов родителей приобретает иную, чем традиционная, форму, а именно, в резуль­
тате распространения билатерализации она стремится к линейному типу (иначе называемому
английским).
Система терминологии родства у монголов оказывается, очевидно, на этапе существен­
ных изменений — она полностью лишилась черт типа Омаха и ищет теперь новую форму.
Эти изменения следует ставить в связь с важными преображениями в системе родства и,
в более общем плане, в системе социальной организации. Процесс этих изменений мы мо­
жем наблюдать чуть ли не с начала X X века. Можно о нем сказать, что изменение перво­
начально появлялось всегда на периферии системы (путем сокращения пределов примене­
ния терминов или же замены их для более дальних связей) и продвигалось по направлению
к ее центру. Последним мы называем связи, являющиеся основой всяких классификаций
14 — Etnografia Polska, X X I V , z. 1

�210

SŁAWOJ S Z Y N K I E W I C Z

терминологических систем (связи в элементарной семье, сиблинги родителей и двоюродные
братья и сестры). В самом центре нерушимыми остаются лишь термины в рамках элемен­
тарной семьи, они же составляют образец для очередного этапа изменений — формиро­
вания более дальних терминов. Механизмами, с помощью которых происходит изменение
на этом этапе, являются билатерализация и экспансия сиблингов. Обе эти тенденции как
модель проистекают от ядра системы, т. е. семейного круга. Следовательно, направление
изменений таково: периферия — центр — периферия.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6022" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6002">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f7d84d829c7954c10af947777d12b02e.pdf</src>
        <authentication>9adcde43e56528d34ce96f90f3fedb65</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71866">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1016</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71867">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71868">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:935</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71869">
                <text>Wizerunek dobrego pasterza. Przyczynek do sposobów zajmowania przestrzeni przez pasterzy mongolskich / ETNOGRAFIA POLSKA 1980 t.24 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71870">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1980 t.24 z.1, s.211-282</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71871">
                <text>Mróz, Lech; Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71872">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71873">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71874">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71875">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71876">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X I V z. 1
ISSN 0071-1861

L E C H MRÓZ, J A C E K OLĘDZKI

WIZERUNEK DOBREGO PASTERZA.
PRZYCZYNEK DO SPOSOBÓW ZAJMOWANIA PRZESTRZENI
PRZEZ PASTERZY MONGOLSKICH
Celem tej pracy jest próba opisania pewnego rodzaju wzoru osobo­
wości, jaki ukształtował się w dziejach Mongolii. Przyjęliśmy określe­
nie „dobry pasterz" uświadamiając sobie zawarty w nim sens szerszy
i głębszy, aniżeli tylko dosłowny. W pojęciu dobrego pasterza, obda­
rzonego szacunkiem przez znaczny krąg społeczności, kryje się bowiem
nie tylko postać hodowcy umiejętnie obchodzącego się ze stadami, który
uzyskuje ekonomiczne efekty wyższe niż inni, ale także człowieka
o ustalonych walorach duchowych i etycznych. Te cechy, jakie walo­
ryzowane są przez mieszkańców stepu, tworząc pewien model osobo­
wości (lub jak wolimy to prościej nazwać — wizerunek), stanowią za­
sadniczy przedmiot naszych zainteresowań. Czynnikiem mającym za­
sadniczy wpływ na charakter wizerunku pasterza jest stosunek mon­
golskich mieszkańców stepu do przestrzeni i sposób sytuowania się
w niej. Dlatego wizerunek pasterza interesuje nas nie jako oderwana,
sama w sobie i zamknięta całość, ale wyłącznie w odniesieniu do warun­
ków w jakich egzystują pasterze, do rozległych przestrzeni stepu i swo­
jego rodzaju mikrokosmosu czyli j u r t y . Tym też należy tłumaczyć pod­
tytuł tej pracy.
Ukształtowane w Europie pojęcie „dobrego pasterza" nawiązuje —
jak wiadomo — do idei filozoficzno-etycznych, religijnych, jakie zrodziły
się w kręgu starożytnych kultur śródziemnomorskich. Najpełniejszym
rozwinięciem tych idei stał się Dobry Pasterz oznaczający samego Je­
zusa Chrystusa; symbolizuje go również Baranek Boży (Agnus Dei),
zoomorfizacja wizerunku Człowieka-Boga. Związek ten przedstawiają
rzeźby ukazujące mężczyznę trzymającego na ramionach jagnię. W Azji
Centralnej takiego archetypicznego związku człowieka i zwierzęcia nie
odnajdujemy. W pasterskiej par excellence kulturze Mongolii pasterz
jest zawsze jeźdźcem. Jeśli cokolwiek cięższego przenosi, korzysta z po­
mocy konia, nigdy też pieszo nie podąża za stadem.
Europejski (chrześcijański) wizerunek Dobrego Pasterza ma wymia­
ry mistyczne, boskie. Zawierają się w nim wyobrażenia o grzechu pier-

�212

L E C H MROZ, J A C E K OLĘDZKI

worodnym, winie, odkupieniu i zbawieniu wiecznym. W zakresie postu­
la ty wnym sens tego pojęcia określa Dekalog czy też nakaz umiłowania
bliźniego. Azjatycki (mongolski) wzorzec „dobrego pasterza" odwołuje
się do pojęć etycznych, bardziej — jak można sądzić — materialistycznych. We wzorcu t y m również występuje uznanie marności ludzkiej,
jednakże nie tylko w wymiarach samego rodzaju ludzkiego, lecz zgod­
nie z wyobrażeniami reinkarnacyjnymi w powiązaniu z całym światem
istot żywych, a więc n a t u r ą , środowiskiem naturalnym. Jest ono też
wartością samą w sobie, wartością, która spowodowała zrodzenie się za­
kazów nawet rolniczego przeobrażenia otoczenia. Jest to sakralizacja
ziemi — pastwiska, lecz nie pola.
Ustalenia te mają dla naszych dalszych rozważań zasadnicze zna­
czenie. Wydaje się bowiem, że azjatycka odmienność symbolizacyjna
„dobrego pasterza" stała się czynnikiem urealniającym sens pojęcia po­
kory, sprowadzającej się w mongolskich tradycjach nie tyle do uzna­
nia grzeszności natury ludzkiej, ile niedoskonałości, czy też względności
ludzkiej dominacji w świecie, a w konsekwencji względności ludzkich
dokonań, bezrefleksyjnej aktywności życiowej, aktywności cywilizacyj­
nej. O tej odmienności można mówić w odniesieniu do późnych dziejów
stanowiących jakby rekapitulację wcześniejszej, niezwykle burzliwej
przeszłości ludów, zamieszkujących Azję Centralną.
Nasz przyczynek do sposobów zajmowania przestrzeni, sposobów jej
zagospodarowania, wykorzystywania środowiska naturalnego w Mongo­
l i i jest zarazem próbą ukazania k r y t y k i , jaka zrodziła się w kulturze
tego kraju w stosunku do europejskich koncepcji przemian społecznych.
Podjęty temat analizujemy przede wszystkim na podstawie mate­
riałów gromadzonych na przestrzeni kilkunastu lat przez ekspedycję et­
nograficzną Polskiej Akademii Nauk do Mongolii kierowaną przez prof,
dr. Witolda Dynowskiego. Materiały te pochodzą głównie z somonu Ba­
jan w ajmaku Centralnym, gdzie przez wiele lat były prowadzone kom­
pleksowe badania o charakterze monograficznym i dużym stopniu szcze­
gółowości, i do którego to somonu odnosimy w zasadzie naszą wypo­
wiedź. Korzystamy jednak także z danych porównawczych, zebranych
w somonach sąsiadujących: Bajan Dzurch, Bajan Dżargałan, Bajan Ca­
gaan, Sumber i Sergelen, oraz w somonach ajmaku chubsugulskiego
(Rinczin-Lhumbe, Tunel) i ajmaku kobdowskiego (Bułgan), wreszcie
z licznych miejsc znajdujących się na szlakach odbytych podróży.
UWAGI NAD KOCZOWNICZYM P A S T E R S T W E M W MONGOLII

Zastanawiając się nad jakością procesów osadniczych w Mongolii
współczesnej chcemy zatrzymać się przez chwilę przy określeniu „koczownictwo mongolskie" czy nawet tylko „koczownictwo w Mongolii".
Zrozumienie tego ma istotne znaczenie dla sposobu widzenia Mongołów

�WIZERUNEK DOBREGO PASTERZA

213

przez Europejczyków i uświadomienia sobie specyfiki i mechanizmów
kształtujących odrębność mongolskich wzorców etycznych i egzysten­
cjalnych.
Uwagi rozpoczniemy od zastanowienia się nad miejscem, jakie w teo­
retycznych propozycjach systematyzujących zjawiska określane takimi
mianami jak: koczownictwo, nomadyzm itp., zajmują Mongołowie z ich
sposobem życia, wypasem stad i sezonową zmianą miejsc pobytu. Właś­
ciwie żaden ze znanych z dotychczasowej literatury schematów klasy­
fikujących zjawiska migracji nie nadaje się bez zastrzeżeń do umie­
szczenia w nim również Mongołów. Autorzy wszystkich bardziej zna­
nych koncepcji posługiwali się — jak można wnosić — pewnymi upro­
szczonymi stereotypami myślenia. Zarówno przedstawiciele dziewiętna­
stowiecznej nauki, jak i ci, którzy współcześnie próbują wypracować
ogólną teorię i systematykę migracji, skłaniają się ku sugestii, że wszyst­
kie lub prawie wszystkie formy życia koczowniczego, nomadycznego, pa­
sterskiego etc, wynikają z niższego poziomu rozwoju kultury i prawie
zawsze kończą się osiedleniem wtedy, gdy zachodzą zasadnicze moder­
nizujące daną społeczność zmiany. Wystarczy nawet niezbyt dokładna
znajomość koczownictwa poszczególnych społeczności azjatyckich, żeby
z pełnym przekonaniem sprzeciwić się tak upraszczającemu myśleniu.
Wśród bardziej znanych w literaturze propozycji wspomnieć nale­
ży o schematach Fairchilda, Ravensteina, a przede wszystkim Haberlego . J e d y n ą do ostatnich niemal lat koncepcją, na którą warto zwró­
cić uwagę jest mało znana lub raczej zapomniana propozycja, której
autorem jest polski antropolog Feliks Gross . Jest oczywiste, że od
przedstawienia przez Grossa jego teoretycznej koncepcji stan wiedzy
dość wydatnie się rozszerzył. Ale ważne jest, że Gross — jako chyba
jedyny — próbuje uwzględnić zarówno historyczny, etnologiczny, jak
i socjologiczny punkt widzenia. Dzięki temu jego schemat daleko peł­
niejszy jest niż jakikolwiek wcześniejszy i współczesny mu, a nawet
i późniejsze.
1

2

W latach powojennych rozważania nad zjawiskami migracji i próby
uporządkowania ich podejmowało szereg autorów. Głównie socjologów,
jak np. Rossi, Mac Donald, George, Bogue . Jednakże ich teoretyczne
3

1

E . G. R a v e n s t e i n , The Laws of Migration, "Journal of the Royal Sta­
tistical Society", 48 (June 1885); 52 (June 1889); H . P. F a i r c h i l d ,
Immigra­
tion: A World Movement and Its American Significance, New York 1925; R. H eb e r l e , Theorie der Wanderungen; Soziologische Betrachtungen, "Schmollers Jahrbuch", L X X V / l :
1955.
F . G r o s s , Koczownictwo,
Warszawa
1936.
' D. J . B o g u e , Internal migration, [w:] P. M. H a u s e r and O. D. D u nc a n , The Study of Population, University of Chicago Press, 1961; P. G e o r g e ,
Types of Migration of the Population According to the Professional and Social
Composition of Migrants, [w:] C. J . J a n s e n, Readings in the Sociology of Mi­
gration, Oxford 1970 J . M a c D o n a l d , Migration versus non-migration: regional mi2

�214

L E C H MROZ, J A C E K OLĘDZKI

propozycje dotyczą wyłącznie zjawisk migracji we współczesnych spo­
łeczeństwach industrialnych, jak migracje ze wsi do miast, migracje
zarobkowe etc; zatem tylko pewnych wybranych form migracji. Chcie­
libyśmy natomiast zwrócić uwagę na pracę Petersena . Ponieważ jest
to w tej chwili najpełniejsza próba kategoryzacji zjawisk migracji,
uwzględniająca przy t y m w miarę pełnie zakres jej różnorodności i form,
a także czynników odgrywających istotną rolę i decydujących o m i ­
gracji dawniej i współcześnie, wydaje się nam uzasadnione przedstawie­
nie tego schematu.
4

Schemat zjawisk migracji wg Petersena

Relacja
Natura i człowiek

Siła
migracyjna
nacisk eko­
logiczny

Rodzaj
migracji
prymitywna

Typ migracji
konserwatywna
wędrówka
koczownictwo
(włóczęgostwo)

innowacyjna
ucieczka
z ziemi

przymusowa

przesiedlenie

handel niewolnikami

narzucona
(bodźcowa)

ucieczka

handel siłą roboczą

wyższe
aspiracje

wolna

grupowa

pionierska

pęd społeczny

masowa

osiedlenie

urbanizacja

Państwo (lub od­
powiednik)
i człowiek

polityka
migracyjna

Człowiek i jego
formy
Zachowanie
zbiorowe

Nowością schematu Petersena w stosunku do wcześniejszych pro­
pozycji jest m. in. zwrócenie uwagi na innowacyjny bądź konserwatyw­
ny charakter pewnych ruchów migracyjnych. Najbardziej podstawową
kategorią jest migracja prymitywna — wynik starcia z przyrodą i pre­
sji ekologicznej; jest to najistotniejsza dla nas tutaj forma migracji.
„Migracja prymitywna nie określa wędrówek ludów prymitywnych,
lecz ruch spowodowany nieumiejętnością człowieka stawiania czoła si­
łom p r z y r o d y " . Jest to dość nowatorskie w literaturze spojrzenie na
problem migracji i jej przyczyny, spowodowany konfliktem człowiek-przyroda. Stąd też można zrozumieć, dlaczego w kategorii „migracje
prymitywne" zawarł Petersen także „ucieczkę od ziemi"; słabym punk-,
tern takiego zaszeregowania jest to, że ucieczka od ziemi może być spo­
wodowana także innymi względami, np. chęcią poprawy sytuacji ma­
terialnej i — jak współcześnie — stałymi poborami miesięcznymi oraz
5

gration differentials in rural Italy, [w:] International Population Conference 1961; P.
R o s s i , Why Familes Move: Study in the Social Psychology of Urban Residential
Mobility, Free Glencoe Press, 1955.
W. P e t e r s e n , A General Typology of Migration, [w:] J a n s e n,
Readings
in the
Sociology...
' P e t e r s e n , op. cit., s. 55.
4

�215

WIZERUNEK DOBREGO PASTERZA

dysponowaniem czasem wolnym, a nie tylko niemożliwością ujarzmienia
przyrody (co wszakże nie podważa innowacyjnego charakteru ucieczki
od ziemi).
Pośród konserwatywnych typów migracji prymitywnej czyni Pe­
tersen dalsze uściślenie, wyróżnia tutaj: wędrówki ludów, wędrówki
morskie, zbieractwo, nomadyzm (w sensie pasterstwa). T y m samym ka­
tegoria migracji określana przez Petersena jako „wędrówki prymityw­
ne" przedstawia się następująco:
wędrówki prymitywne

1

konserwatywne

innowacyjne

I
ucieczka od ziemi
wędrówka
koczownictwo
J
1
(włóczęgostwo)
wędrówka ludów
wędrówki morskie

I

zbieractwo

I

nomadyzm
(pasterstwo)

Przez określenie wędrówki (ludów i morskie) Petersen rozumie prze­
mieszczanie się dużych formacji (grup, narodów) na znacznych stosun­
kowo przestrzeniach, po lądzie lub morzu, w poszukiwaniu nowej o j ­
czyzny. W odróżnieniu koczownictwo — zarówno zbieractwo jak i pa­
sterstwo — ma znacznie skromniejszy charakter, przemieszczenia do­
konują się na znacznie mniejszym obszarze, a celem jest poszukiwanie
codziennej porcji pożywienia dla ludzi i karmy dla zwierząt. Grupa l i ­
czy z reguły znacznie mniej osób — jest to wędrująca rodzina czy ród,
nie zawsze nawet plemię: ruch odbywa się wtedy „na oślep tam i z po­
wrotem, po swoim terenie" .
Mongolskie pasterskie koczownictwo można przyporządkować katego­
r i i seminomadyzmu okresowego, jednosiedzibowego wg koncepcji Grossa
lub określić jako nomadyzm — typ koczownictwa będący konserwa­
tywną formą wędrówek prymitywnych odwołując się do Petersena. Każ­
de z tych określeń zastosowane do mongolskiego pasterstwa budzi wąt­
pliwości, ale gdyby próbować zastanowić się, które jest bliższe, to jed­
nak chyba bardziej odpowiednia wydaje się terminologia zastosowana
przez Grossa. Wprawdzie stałość zimowych siedzib jest także w pew­
nym sensie względna i niejednokrotnie zimowe pastwiska nie pokry6

P e t e r s e n , op. ext., s. 56.

�216

L E C H MRÓZ, J A C E K OLĘDZKI

wają się z terenem zimowych siedzib, co ma na myśli Gross mówiąc
0 seminomadyzmie, ale można w zasadzie przyjąć, że zimowanie części
stad, a przede wszystkim ludzi dokonuje się w stałym, ściśle określo­
nym miejscu — obecnie najczęściej centrum brygady lub somonu. Tam
też przechowywane są w specjalnych pomieszczeniach — magazynach
zimowe j u r t y oraz część sprzętów; w momencie odkoczowania wraz ze
stadami wiosną na pastwiska dobytek pozostaje w owych magazynach.
Współcześnie o poszczególnych przekoczowaniach, a także o miejscu zi­
mowania nie decyduje sam pasterz, lecz władze somonowe. Jednakże
1 dawniej przekoczowania — zarówno w czasie jak i przestrzeni — tak­
że nie zależały wyłącznie od pasterza, warunkowane były decyzjami idą­
cymi od nojonów bądź klasztornych zwierzchników (jak w przypadku
szabinarów). Miejscami zimowisk były niejednokrotnie analogicznie do
dzisiejszych somonów centra administracyjne — miejsca, gdzie znajdo­
wały się klasztory; tam bowiem zarazem znajdowało się zazwyczaj admi­
nistracyjne centrum jamyn i miejsce pobytu lokalnego feudała, centrum
handlowe a czasami także rzemieślnicze. Tak więc można w zasadzie
przyporządkować mongolskie koczownicze pasterstwo terminowi Grossa
seminomadyzm okresowy, jednosiedzibowy.
Znacznie więcej zastrzeżeń budzi w przypadku pasterstwa mongol­
skiego określenie Petersena. Mimo iż jest to — jak wspominaliśmy —
jedna z najnowszych i najpełniejszych współczesnych teorii, zaszere­
gowanie form pasterstwa koczowniczego w Azji Centralnej (a także —jak się wydaje — w Afryce Płn.) do konserwatywnej formy wędrówek
prymitywnych jest naszym zdaniem niewłaściwe. W przypadku paster­
stwa mongolskiego błąd takiego klasyfikowania uwidacznia się jeszcze
bardziej. Zastrzeżenie budzi przede wszystkim przyjęte założenie, że
pasterstwo (w t y m oczywiście także mongolskie) jest wynikiem nie­
możności poradzenia sobie przez człowieka z naturą, warunkami geogra­
ficznymi, klimatycznymi etc, wynikiem presji ekologicznej. Wniosek
nasz jest w przypadku koczownictwa pasterzy mongolskich dokładnie
przeciwstawny. Pasterstwo mongolskie nie jest wynikiem niemożności
poradzenia sobie z naturą, ale wynikiem optymalnego dostosowania się
do natury, najlepszego wykorzystania możliwości ekologicznych i możli­
wości jakie daje natura w tej części świata. Nad koncepcją Petersena,
podobnie jak prawie wszystkich innych teoretyków zjawisk migracji,
ciąży punkt widzenia człowieka osiadłego, przede wszystkim przedsta­
wiciela społeczności prowadzącej osiadły tryb życia i trudniącej się
u p r a w ą ziemi, lub innymi podobnymi zajęciami. T y m samym autorzy
nieświadomie przyjmują ów wzór życia jako najdoskonalszą formę, a sto­
pień zbliżenia koczowników i innych społeczności nierolniczych oraz m i ­
grujących do ich wzorca decyduje o pozycji w prezentowanych teoriach
i schematach. Mamy tutaj wyraźnie do czynienia z wartościowaniem,
z postawą, którą określilibyśmy jako agrocentryzm. (Nie jest to ter-

�WIZERUNEK DOBREGO PASTERZA

217

min stosowany lub choćby znany w naukach społecznych, ale wydaje
się nam, że możemy go zaproponować dla określenia opisanej wyżej po­
stawy wartościującej.)
Jeszcze większe zastrzeżenia budzi zaliczanie wędrówek paster­
skich — zwłaszcza jeśli ma się na uwadze wędrówki pasterzy mongol­
skich — do migracji konserwatywnych. Według cytowanego wyżej okre­
ślenia Petersena, migracje konserwatywne to te, które są powodowane
chęcią zachowania dotychczasowego (tradycyjnego) sposobu życia. Prze­
kształcenia, jakie obserwujemy we wzorze mongolskiego pasterstwa w y ­
raźnie mówią, że nie chodzi tutaj o zachowanie wzorca tradycyjnego,
nie mamy zatem do czynienia z postawą konserwatywną. Jest to mody­
fikacja, ale w obrębie modelu sposobu życia i gospodarki, nie narusza­
jąca go, lecz zmieniająca zgodnie z rozwojem techniki, nauki, zgodnie
z postępem. I nie trzeba aż „ucieczki od ziemi", by dostrzec innowacyj­
ne zmiany związane z koczowniczym pasterstwem w Mongolii.
Kończąc t ę część naszych rozważań chcielibyśmy zwrócić jeszcze
uwagę na pewną zasadniczą — naszym zdaniem — cechę koczownictwa
pasterskiego różniącą je od nomadyzmu. (Przeciwstawiamy bowiem te
dwa terminy i przyjmujemy założenie, że koczowanie jest sposobem
życia związanym często z pasterstwem bądź podobnymi zajęciami i wy­
nikającym z warunków ekologicznych, nomadyzm zaś — permanentną
wędrówką i życiem nastawionym na stałą zmianę).
Dla tych społeczności, które prowadzą życie osiadłe, koczownictwo
jest swobodnym przemieszczaniem się, nieskrępowaniem przestrzenią.
Faktycznie jednak granice, w obrębie których mogą się poruszać są dla
koczowników równie określone jak granice przebywania społeczności
osiadłych — choć rzecz jasna obejmują one znacznie większy obszar
w kilometrach. Jakiekolwiek zaburzenie w t y m rytmie, zmiana rejo­
nów koczowania, prowadzi do sytuacji równie niepokojących arata jak
konieczność zmiany ustalonego rytmu pracy w polu w przypadku osia­
dłej ludności rolniczej. Względna stabilność koczowników wyraża się
w rozwiniętym zespole wierzeń i wyobrażeń dotyczących domostwa,
w skomplikowanej symbolice, rytuałach obowiązujących podczas budo­
wy j u r t y . Potwierdzeniem mogą być badania prowadzone przez Wasi­
lewskiego na temat symbolicznej roli j u r t y i publikowane przez niego
wnioski. Ten sam autor przy analizie roli kamieni podkładanych pod
trójnóg, na k t ó r y m ustawiano kocioł w trakcie przygotowywania posił­
ków zwraca uwagę na gest odsunięcia jednego z nich w kierunku nowe­
go koczowiska (gest wykonywany jest w momencie przygotowań do zmia­
ny miejsca pobytu) wyjaśniając zarazem: „jest w t y m skromnym geście
zamiar paradoskalnego pogodzenia konieczności zmiany miejsca i prag­
nienia jego stałości czy kontynuacji" .
7

7

J . S. W a s i l e w s k i , Kategoria przestrzeni w kulturze koczowniczej.
Anali­
za przestrzenna jurty mongolskiej, „Etnografia Polska", t. X I X : 1975, z. 1, s. 112.

�218

L E C H MRÓZ, J A C E K OLĘDZKI

Termin nomadyzm proponujemy stosować tylko do tych społecznoś­
ci, dla których wędrówka i przemieszczanie jest podstawową cechą ży­
cia, warunkującą całokształt ich kultury. Nastawienie na permanentny
ruch, na reperkusje w stosunku do przestrzeni oraz samego faktu prze­
mieszczania, uwidacznia się m . in. w braku wykształconego zespołu
wierzeń dotyczących domostwa; domostwo bowiem — namiot, szałas,
wóz itp. — pełni tylko rolę osłony przed niepogodą, miejsca do spania
etc., a nie punktu w kosmosie — mikrokosmosu we wszechświecie, jak
np. u koczujących pasterzy mongolskich. Jeśli przyjąć taką tezę, zrozu­
miałe stanie się stwierdzenie wypowiedziane przez jedną z przedstawi­
cielek koczujących pasterzy, Torgutkę z Mongolii: „pasterze nie lubią
się przenosić" — t j . przemieszczają się z uwagi na stada, ale w pew­
nym sobie znanym dobrze obszarze i nie jest taki fakt traktowany, jak
zmiana miejsca, jak przenosiny. Przenosiny poza obręb znanego, swo­
jego terytorium, dalsza migracja traktowana jest tak samo niechętnie,
jak niemile widziana jest konieczność zmiany miejsca pobytu i zamiesz­
kania u przedstawicieli społeczności osiadłych.
8

P O W S T A N I E SOMONU B A J A N

Powstanie somonu Bajan i struktura ludności w chwili jego two­
rzenia, istnienie miastotwórczych ośrodków, jakimi były klasztory, pozo­
stają w bezpośredniej zależności od najważniejszych momentów historii
Mongolii i od procesów, jakie dokonywały się w czasach dawniejszych.
Momentem istotnym dla historii Mongolii i dla sytuacji w jakiej znaj­
dowała się w chwili uzyskania autonomii a potem w czasie rewolucji
jest data 1691. Rok, w k t ó r y m Mongołowie na kilka stuleci utracili nawet
pozorną samodzielność. Jednym z efektów przyłączenia do Chin było
wprowadzenie stosunkowo szybko nowego podziału administracyjnego;
podział ten zachował się jeszcze po rewolucji 1921 r. Dzisiejszy Bajan
somon leżał na terenie Beesijin choszuu przemianowanego w 1911 r.
na Darchan czin Wangijn choszuu. Terytorium obecnego somonu Bajan
stanowiło południowy skrawek choszunu Darchan czin wana, Tuszetuchańskiego ajmaku. Dokładniej dawny podział administracyjny na choszuny, somony i mniejsze 10-jurtowe zespoły, przetrwał niezmieniony
aż do śmierci ostatniego bogdogegena i proklamowania republiki. Dopie­
ro w 1931 r. gdy urgunłowały się nowe zasady organizacji państwa prze­
prowadzony został nowy podział administracyjny; przetrwał on w zasa­
dzie do dzisiaj. Ponieważ somony zostały jednocześnie — w latach pięć­
dziesiątych, w okresie uspółdzielczenia — uznane za spółdzielnie, po­
wołano w ich obrębie mniejsze komórki: brygady; centra brygad stano8

Badania prowadzone w somonie Bułgan ajmaku kobdoskiego w 1975 г.;
L . M r ó z , Rytm torguckiego koczowania, „Etnografia Polska", t. X X I : 1977, z. 1.

�WIZERUNEK DOBREGO PASTERZA

1. Wyobrażenie Mongoła z czasów Czyngis-chana (Według C.
V. H e b e r t - S ' t e v e n s, Dans steppes de Gengis Khan, Paris

219

Arthaud,
1958)

�220

L E C H MRÓZ, J A C E K OLĘDZKI

wią obecnie najniższe jednostki władzy terenowej. W obrębie poszcze­
gólnych brygad istnieją zespoły rodzin tzw. suiry, które razem koczują
i wykonują pracę dla spółdzielni. Suiry istniejące na zasadach więzi
rodzinnych są jednocześnie jedynymi nieformalnymi zespołami gospodar­
czymi, zespołami kultywującymi zarazem pewien tradycyjny zespół tre­
ści i więzi rodzinnych .
W społeczności, gdzie większość koczowała przemieszczając się na ko­
lejne — w zależności od pory roku — pastwiska i gdzie także wraz
z dworami koczowali nojonowie a nawet część łamów, stałe klasztory
stanowiły siłą rzeczy jedyne trwałe punkty w stepie, przekształcające się
stopniowo w ośrodki typu miejskiego. Przy klasztorach znajdowały się
szkoły, zespoły rzemieślników, funkcjonowały jamyny choszunowych
książąt. Tam też tworzyły się skupiska handlowe; jest zatem oczywiste,
że klasztory wraz z całym towarzyszącym kompleksem stanowiły miej­
sce ciążenia aratów a z czasem stały się zaczątkami osiedli typu miejskie­
go . Uwidoczniło się to zwłaszcza po rewolucji — dawne zespoły klasz­
torne stały się ośrodkami nowej administracji i nowych władz.
Somon Bajan w obecnych granicach terytorialnych powstał w 1922 r.
a zatem w rok po rewolucji mongolskiej. Centrum administracyjne so­
monu zlokalizowane zostało wówczas w pobliżu rzeki Chamrus w k o t l i ­
nie o tej samej nazwie; znajduje się ona przy wschodniej granicy, pra­
wie w środkowej części bardzo wydłużonego terytorium somonowego.
Pierwsze centrum somonu składało się z kilkunastu zaledwie j u r t oraz
paru niewielkich drewnianych budynków a raczej komórek o przezna­
czeniu gospodarczym. Także w jurtach mieściły się instytucje takie jak
administracja somonu, szkoła, biblioteka, sklep oraz zespół lekarski.
W Chamurs mieszkało kilkanaście rodzin pracowników centrum.
Bezpośrednio po rewolucji nadal utrzymywała się dawna struktura
feudalnej władzy duchowej. Podstawy jej stanowiło kilkanaście zespo­
łów mniejszych i większych klasztorów oraz związane z nimi osiedla,
złożone z niewielkich budynków drewnianych zamieszkiwanych przez ła­
mów oraz j u r t ludności pasterskiej — szabinarów. Szabinarzy od daw­
na zamieszkiwali na terenie dzisiejszego somonu Bajan; część z nich
została w X I X w. przesiedlona z innych obszarów.
Na terytorium Bajan somonu znajdowało się sześć zespołów sakral­
nych świątynno-klasztornych. W części północnej, przy samej zachodniej
granicy — w Bajan czuluut — znajdowała się wielka kamienna świąty­
nia a przy niej duże osiedle przyklasztorne składające się z drewnianych
budynków i jurt (prawdopodobnie nosiła nazwę Ta wind). Również przy
zachodniej granicy w środkowej części somonu znajdował się — koło
9

10

9

Problemy te o m ó w i o n o dokładnie w pracy: W. D y n o w s k i ,
Mongolia, Wrocław 1968, s. 148-189.
D y n o w s k i , op. cit, s. 57.
1 0

Współczesna

�WIZERUNEK DOBREGO PASTERZA

Plan I . Ludność zamieszkująca terytorium somonu Bajan w okresie
cym rewolucję

221

poprzedzają­

I — terytorium gdzie zamieszkiwali Barguci, 2 — terytorium zamieszkiwane przez szabinarów, poddanych ś w i ę t e g o lamy Bambar-Erdeni, 3 — terytorium zamieszkiwane przez pod­
danych Darchan czin wana, 4 — Cajdam, w pobliżu którego zamieszkiwali szabinarzy cajdamskiego bagu, otoku Ceben-nima, 5 — terytorium, gdzie żyli szabinarzy z otoku Erchijn,
6 — terytorium zamieszkiwane przez szabinarów z otoku Bubyn. A — duże osiedla klasztorne
istniejące do k o ń c a lat trzydziestych X X w., В — pojedyncze niewielkie ś w i ą t y n i e i domy
modlitewne ł a m ó w , w y s t ę p u j ą c e do końca lat trzydziestych X X w. (Wszystkie plany: L . Mróz,
J . Olędzki)

�222

L E C H MROZ, J A C E K OLĘDZKI

Ebur cagaan czuluut — klasztor świętego lamy Bambar-Erdeni; zespół
klasztorny liczył siedem świątyń kamiennych i drewnianych oraz dużych
rozmiarów osiedle przyklasztorne. Nieopodal dzisiejszego centrum somonowego — w Santin churał — znajdowała się niewielka świątynia
drewniana i osiedle bliżej nieokreślonej wielkości (prawdopodobnie byia
to świątynia o nazwie Junsz). Przy granicy zachodniej, w kierunku po­
łudniowym znajdowała się drewniana świątynia Agujt a przy niej nie­
wielkie osiedle. W tej samej części somonu, ale przy granicy wschod­
niej stała drewniana świątynia Ergenek, przy niej niewielkie osiedle.
I wreszcie na samym południu terytorium Bajan somonu mieścił się ze­
spół dwóch drewnianych świątyń i trzecia większa kamienna — Elgen;
przy nich także znajdowało się osiedle. Te przyklasztorne osiedla to czę­
sto tzw. dżasy — „gospodarstwa klasztorne", gdzie zamieszkiwała służba
klasztorna.

Ryc. 2. Obmywanie dziecka w łoju baranim po pierwszych ostrzyżynach. Somon
Bajan 1968 r. (Wszystkie fotografie: L . Mróz, J . Olędzki)

�WIZERUNEK DOBREGO PASTERZA

223

Największym skupiskiem ludzkim był oczywiście Bamar, samych
mnichów przy zespole klasztornym zamieszkiwało podobno aż 2 tys.
W innych świątyniach ilość mnichów była mniejsza, w Bajan czuluut
kilkuset, a w pozostałych ośrodkach jeszcze mniejsze skupiska, liczące
dwadzieścia czy tylko kilkanaście osób. Mimo tak znacznego zróżnicowa­
nia była to ogółem znaczna społeczność, przewyższająca swą liczebnością
całość ludności pasterskiej zamieszkującej obecne terytorium tego somo­
nu.
W trzydziestych latach wszystkie wyliczone wyżej klasztory i osiedla
przyklasztorne zostały zniszczone; dzisiaj nie ma po nich żadnych śladów.
Być może, oprócz skupisk klasztornych znajdowały się na obszarze dzi­
siejszego somonu Bajan jakieś inne dawne ośrodki administracyjne —
związane z feudalną władzą świecką, w której posiadaniu znajdowała
się większość tutejszych pastwisk, wodopojów itd. Niestety nie udało
się zlokalizować istnienia w przeszłości takich ośrodków. Albo zatarła się
o nich całkowicie pamięć albo znajdowały się one w innych miejscach,
w bliskim nawet sąsiedztwie lecz poza granicami somonu.

Ryc. 3. Opasywanie deli pasem jedwabnym, ochraniającym jeźdźca przed w s t r z ą ­
sami w czasie jazdy na koniu. Somon Bajan 1966 r.

Po zniszczeniu w latach trzydziestych klasztorów, centrum admini­
stracyjne w Chamrus było przez kilkanaście następnych lat jedynym
trwałym osiedlem na obszarze całego somonu Bajan. Zamieszkująca

�224

L E C H MROZ, J A C E K OLĘDZKI

w Bajan ludność pasterska zmieniała miejsca pobytu zgodnie z tradycją
koczowniczą. Można jednak już mówić o zmianach a nawet o pewnych
zasadniczych ograniczeniach. Zanikły całkowicie okresowe, dalekie w ę ­
drówki do sławnych klasztorów, zaprzestano również przekoczowań do
dalszych żyznych pastwisk, chociażby w pobliże rzeki Kerulen. Obowią­
zywały surowe zakazy opuszczania granic macierzystego somonu — zna­
ne były one zresztą i z czasów dawniejszych, przedrewolucyjnych, kiedy
opuszczenie granic choszunu możliwe było tylko za przyzwoleniem choszunowego zwierzchnika; teraz jednak obszar koczowania został jeszcze
bardziej zawężony. Był to etap kształtowania nowych zasadniczo rygo­
rów, ograniczających dawną ruchliwość pasterzy, przysposabianie do
ściślejszych więzi z administracyjnie wyznaczonym terenem.

Ryc. 4. Pozycja jeźdźca na koniu (jeździ się na nogach wyprostowanych). Somon
Bajan 1966 r.

Bezpośrednio po I I wojnie światowej przez terytorium somonu zaczęto
budować odcinek kolei Ułan Bator — Pekin, który przeciął południkowo somon na całej długości. Wzniesiono przy stacji kolejowej Mant (usy­
tuowanej w środkowej części somonu), spore osiedle domów murowa-

�WIZERUNEK DOBREGO

PASTERZA

225

nych, magazyny kolejowe, budynki administracyjne, elektrownię, pa­
rowozownię, piekarnię i sklepy. Prace wykonywane były głównie przez
więźniów, a projektowane i nadzorowane przez specjalistów radzieckich.
W 1957 r. ekipy te opuściły soman Bajan przekazując władzom mongol­
skim całe mienie osiedla kolejowego i budynków nadzoru. W t y m roku
centrum administracyjne z Chamrus przeniesione zostało do opuszczonych
budowli w pobliże osiedla kolejowego i stacji kolejowej Mant. Od tego
czasu datuje się powstanie trwałego centrum administracyjnego i zara­
zem osady Bajan.

Ryc.

5. Dwa rodzaje konstrukcji kół stosowanych w wozach. Krawędź
szprychami obita sierścią. Somon Bajan 1964 r.

15 — E t n o g r a f i a

Polska, X X I V ,

z. 1

koła ze

�226

L E C H MRUZ, J A C E K OLĘDZKI

Chcielibyśmy jeszcze kilka słów poświęcić samej tradycji pasterskiej
i trwałości wzorca koczowniczego życia. Najprawdopodobniej żywa na­
dal jego aktualność bierze się z doskonałości, z zasad i form, które okre­
ślone zostały już w bardzo odległej przeszłości. Jest zadziwiające i god­
ne specjalnego podkreślenia, że mimo rozmaitych sytuacji w ciągu historii
Mongołów, mimo przekształceń zapoczątkowanych rewolucją zasadnicze
elementy pasterskiej kultury trwają niezmienione niemal od wielu stu­
leci. Podstawowy zrąb pasterskiej kultury aratów uformował się już
około X I I I w., a może nawet nieco wcześniej. Pomieszczeniem mieszkal­
nym Mongołów X I I I - X I V w. była — tak jak i współcześnie — woj­
łokowa jurta. „Domy ich są okrągłe, na podobieństwo namiotu, wykona­
ne z prętów i cienkich pałek, u góry, pośrodku budowli znajduje się
okrągłe okno, k t ó r y m wpada światło, a także wychodzi dym, dlatego że
w środku palą zawsze ogień; ściany i dach pokryte są wojłokiem, drzwi
także zrobione z wojłoku" — pisze C a r p i n i w relacji ze swojej podróży
do Azji Centralnej i ziem imperium mongolskiego. Nawiasem mówiąc
11

Ryc. 6. W wizerunku „dobrego pasterza" w Mongolii nie ma gestu obejmowania
owcy. Somon Bajan 1966 r.
" P. C a r p i n i ,
1967, s. 135.

cyt. za Istorija

Mongolskiej

Narodnoj

Respubliki,

Moskva

J

�227

WIZERUNEK DOBREGO PASTERZA

jeszcze współcześnie można napotkać także wojłokowe drzwi w jurtach
mongolskich, zwłaszcza u tych aratów, którzy zamieszkują z dala od
centrów somonowych w bardziej oddalonych rejonach kraju. Informacja
Carpiniego wskazuje także na fakt opanowania i powszechnej umiejętno­
ści u trzynastowiecznych Mongołów obróbki sierści i produkcji wojłoku.
Koczownicze pasterstwo i hodowla zwierząt ukształtowały swoisty jad­
łospis aratów. Cagaan ide — białe jedzenie (produkty mleczne), którym
podejmowany jest gość wchodzący do j u r t y i które stanowi poważną
część diety współczesnych pasterzy jest także bardzo starym elementem
w tradycji mongolskiej. ,,Ze źródeł wyraźnie wynika, że Mongołowie
w tym czasie ( X I I I w.) przygotowywali wyroby mięsne i mleczne prawie
tak, jak robią to teraz. Do tych mlecznych produktów należą kumys
(czige), mało (cagaan tos), suszony twaróg (churut)" stwierdza Historia
Mongolii .
Także wzór spędzania czasu i forma świętowania wykazuje
zadziwiającą trwałość, jak podaje bowiem cytowana praca już w X I I I w.
najbardziej Mongołowie lubili organizować „trzy męskie konkurencje"
(erijn gurwan naadam) — zapasy, strzelanie z łuku i zawody konne .
Gospodarka aratów miała charakter samowystarczalny. „Głównym
zajęciem mongolskiego narodu była ekstensywna koczownicza hodowla.
Bogactwo kraju stanowiły stada bydła, owiec, wielbłądów, tabuny koni.
Araci koczowali niewielkimi grupami ailów, przechodząc z jednego miej­
sca na drugie w zależności od pory roku w poszukiwaniu pastwisk dla
zwierząt. Każda grupa aratów przemieszczała się w granicach ściśle w y ­
znaczonego rejonu, znajdującego się we władzy feudała, do ziemi k t ó r e ­
go araci byli przywiązani i skąd nie mieli prawa odkoczować" . Używa­
nie pastwisk i regulowanie wypasu na nich zależało od nojona, właścicie­
la tych pastwisk. Należy dodać, że jeszcze w okresie wspólnoty pierwot­
nej pastwiska stanowiły własność rodów, dopiero po uformowaniu się
społeczeństwa mongolskiego stały się one własnością feudałów — cho­
ciaż zimowe pastwiska (których było mniej niż letnich i które stano­
wiły niezmiernie ważny element w gospodarce aratów) jeszcze przez wie­
le stuleci były dziedzicznie przekazywaną własnością poszczególnych
rodów. W wielu przypadkach dopiero rewolucja i zmiany spowodowa­
ne powstaniem nowego państwa przerwały ten ciąg tradycji dyspono­
wania zimowymi pastwiskami.
12

13

14

ŚRODOWISKO

NATURALNE

Obszary somonu Bajan znajdują się w strefie stepów, które zajmują
26,1% powierzchni Mongolskiej Republiki Ludowej. Obszary te są re12

13

14

Istorija
Istorija
Istorija

Mongolskoj...,
Mongolskoj...,
Mongolskoj...,

s. 135.
s. 136.
s. 147.

�228

L E C H MRÓZ, J A C E K OLĘDZKI

prezentatywne w stosunku do najważniejszego zróżnicowania geograficz­
nego Mongolii . Zapewniają one warunki dla rozwoju najczęstszego mo­
delu mongolskiej gospodarki hodowlano-pasterskiej lub, mówiąc ogólniej,
kultury pasterskiej. Dodajmy przy tym, że jest to zarazem model k u l ­
tury najliczniejszej populacji etnicznej w Mongolii, ludności chałchas k i e j . Dlatego mówiąc o niewielkiej terytorialnie przestrzeni somonu
Bajan możemy przybliżyć się do poznania spraw ogólniejszych, dotyczą­
cych wielkich obszarów Mongolii. W wiekim przybliżeniu terytorium
somonu przypomina swym kształtem wydłużony prostokąt zorientowany
krótszymi bokami w kierunku z północno-zachodniego na południo­
wo-wschodni. To położenie wyznacza szlak dawnej drogi ajmacznej
z Dzun mod do Czoiren i Mandał gobi oraz — począwszy od lat pięć­
dziesiątych — połączenie kolejowe Ułan Batoru z Pekinem, przebiega­
jące przez całą długość terytorium somonu. Dzięki takiemu położeniu
wydłużonemu z północy na południe, na ogólnej (352 772 m ) powierzchni
somonu występuje wyraziste zróżnicowanie rzeźby terenu, gleb i roślin­
ności odpowiadające generalnym typom krajobrazowym, które na całym
obszarze M R L mają układ równoleżnikowy. Według podziałów geogra­
ficznych przeprowadzonych przez Murzajewa terytorium somonu Bajan
zaliczyć należy w części północnej do regionu changajsko-ehentyjskiego,
czyli krainy średnio wysokich gór, a w części środkowej i południowej
do falisto-pagórkowatej równiny środkowochałchaskiej '.
15

16

2

17

W pobliżu pojedynczych wyniesień rozpościerają się szerokie, prze­
ważnie suche doliny i rozległe równiny. Zdarzają się również zamknię­
te kotliny, wąwozy, łożyska wyschniętych rzek, szczeliny i załoimy skal­
ne mające ogromne znaczenie zabezpieczające dla stad. W południowej
i środkowej części somonu występuje duża ilość sołonczaków . Mię18

1 3

Jest to strefa rozleglejsza od stepów górskich i lasostepów, liczących 25,2%
powierzchni M R L i nieco mniejsza od najrozleglejszej strefy pustynno-stepowe.i,
obejmującej 27,1% powierzchni tego kraju. E . M u r z a j e w , Mongolia. Opis fi­
zyczno-geograficzny, Warszawa 1957, s. 246.
Stanowi ona 76,2% ogółu mieszkańców M R L . B. G u n d a a d a s z , Mongolska
Republika Ludowa, Warszawa 1971, s. 81.
Wzniesienia części północnej w y n o s z ą od 1884 do 1465 m w y s o k o ś c i
bezwzględnej, a części południowej od 1520 do 1286 m wysokości bezwzględnej.
W partii środkowej znajduje się góra Bajan o wysokości 1618 m. Krajobraz części
północnej charakteryzują w y ż y n y grzędowe, faliste i pagórkowate. Wyżyny te
mają łagodne stoki, zaokrąglone wzniesienia, przejście od w k l ę s ł y c h do w y p u k ł y c h
form następuje stopniowo. Pokrywa glebowa jest rozwinięta. Skały macierzyste
leżą niezbyt głęboko, często na garbach i wzgórzach ukazują s i ę na powierzchni.
Podobny krajobraz występuje w części środkowej tego terytorium. Natomiast
na południu wyniesienia mają jeszcze bardziej łagodne i zatarte formy. Patrz M u ­
r z a j e w , op. cit., s. 290-292.
1 8

1 7

1 8

Według Murzajewa obszary somonu Bajan zaliczyć należy w północnej
części do stepu północnomongolskiego o glebach ciemnokasztanowych. Graniczy on

�WIZERUNEK DOBREGO PASTERZA

229

dzy strefą północną i południową występuje również wyraźne zróżnico­
wanie szaty roślinnej. Roślinność terenów od strony północnej zaliczana
jest do podalpejskiej, trawiastej, ziołoroślowej stepów górskich. Na­
tomiast im bardziej na południe, t y m bujniejszy step ostnicowy, piłczatkowo-ostnicowy i piołunowo-ostnicowy. Ponadto w części tej występu­
je roślinność charakterystyczna dla słonych kotlin, terenów przylegają­
cych do okresowych jezior sołonczaków .
Poza niewielkim skrawkiem północnym, dokąd sięgają połacie lasów
sosnowych i pojedynczych brzóz, cały pozostały obszar somonu Bajan
jest bezdrzewny . Rozległe stepy, łagodne wyniesienia, brak drzew to
najbardziej charakterystyczne cechy krajobrazu w tych stronach Mon­
golii. Poza wspomnianymi sołonczakami i niewielką rzeką Chamrus
przepływają przez północno-wschodnią połać somonu Bajan i stałymi lub
okresowymi potokami pórskimi, nie ma t u innych zbiorników wodnych.
Rzeka Chamrus tak jak większość rzek mongolskich przez pół roku po­
zostaje skuta lodem. Jej wody wzbierają również jak w większości rzek
tego obszaru nie na wiosnę, lecz w lecie. W pobliżu gór znajdują się nie­
liczne źródła, na pozostałych, przeważających obszarach, wodę uzyskuje
się ze studni. Są to studnie wody gruntowej, płynącej kilka metrów pod
powierzchnią oraz znacznie głębsze specjalnie chronione kamiennymi
cembrowinami. Te płytsze często zamarzają w czasie zimy. Podstawowym
źródłem gospodarki wodnej stają się w tych okresach studnie głębokie
(niekiedy na kilkadziesiąt metrów), przede wszystkim jednak lód zdoby­
wany na miejscu i dowożony z terenów sąsiednich.
Klimat w somonie Bajan, podobnie jak na przeważających obszarach
Mongolii, jest suchy, kontynentalny . Mimo surowego klimatu i niezbyt
19

20

21

na terytorium Bajanu od południa ze stepem strefy gobijskiej o glebach kaszta­
nowych i jasnokasztanowych pokrytych żwirem. Są to gleby dla upraw rolnych
prawie nieprzydatne, w y s i e w a ć tutaj można jedynie rośliny trawiaste. M u t z a i e w, op. cit., s. 256.
M u r z a j e w, op. cit., s. 264.
Zadrzewienie skrawka części północnej ma też dosyć swoisty wygląd. Drze­
wami pokryte są tylko północno-zachodnie stoki wyniesień, natomiast stoki po­
łudniowo-wschodnie pozostają odkryte lub porasta je roślinność stepowa. Taki ro­
dzaj zadrzewienia w i ą ż e się z przenikaniem wilgotnych prądów powietrznych
od północy, zachodu i północnego zachodu. W niedalekiej stosunkowo odległości
od granic somonu, ok. 100 km na północ, rozpościerają się już zwarte obszary
limbowo-modrzewiowe, bory sosnowe na piaskach oraz lasy sosnowo-brzozowe
i
modrzewiowo-brzozowe.
Charakteryzują go długie, trwające sześć miesięcy mroźne, ubogie w śnieg
okresy zimowe, w czasie pory wiosennej brak odwilży, bardzo krótkie skwarne
lato i nagle pojawiająca się przenikliwie wietrzna jesień. Z nadejściem jesieni
występują g w a ł t o w n e , mroźne wiatry wschodnie, będące n a j w i ę k s z y m zagroże­
niem stad. Zimowy, wschodni wiatr dzud zaliczany jest do najstraszliwszych klęsk
żywiołowych. Docierają tu w okresie letnim podmuchy burz piaskowych znad
obszarów gobijskich. W tym też okresie staje się zagrożeniem nocne obniżanie
1 9

2 0

2 1

�230

L E C H MROZ, J A C E K OLĘDZKI

wydawałoby się atrakcyjnego krajobrazowo środowiska geograficznego
somon ma nazwę Bajan, co znaczy bogaty. W nazwie tej wyraża się spe­
cyficzna dla Mongołów skala czy sposób wartościowania przestrzeni, śro­
dowiska, naturalnych w a r u n k ó w bytowych. Nazwa Bajan samodzielnie
lub z różnymi dodatkami (cagaan — biały, dżargałant — szczęście, mongche — wieczny, ula — góra, tołgoj — szczyt, boro — deszcz, nuru —
grzbiet górski, chuduk — studnia, goł — rzeka itd). występuje niezwykle
często na całym obszarze Mongolii. Jest to nazwa wykorzystywana do
oznaczania rzeźby terenu (wzniesień, rzek, jezior, dolin itd)., jak też
miejsc zagospodarowanych przez człowieka (studnie, oazy, siedliska, kla­
sztory, całe terytoria o określonej przynależności). Wydaje się, że złożo­
ny sens nazwy bajan łączy się z rozróżnieniem najważniejszych stref
geograficznych, jakiego Mongołowie dokonują posługując się nazwami
„changaj" i „gobi". Murzajew mówi, wykorzystując materiały własne
i wiadomości zgromadzone przez innych badaczy, ,,że oprócz znaczenia
rzeczownika changaj w sensie krajobrazu gór o średniej wysokości,
z dobrą paszą dla bydła, terenów obfitujących w wodę i lasy, w języku
mongolskim istnieje jeszcze imiesłów: changaj — zadowalający, nasy­
cający". Autor stwierdza następnie, że „changaj jest przeciwstawieniem
gobi — terenów równinnych, pokrytych rzadką, półpustynną lub pustyn­
ną roślinnością, gdzie brak rzek, gdzie woda zwykle jest tylko w stu­
dniach lub bardzo rzadkich źródłach, gdzie gleby są kamieniste, glinia­
ste, piaszczyste, miejscami zasolone" .
22

Nazwa bajan bliska jest swą treścią nazwie changaj. Ma również zde­
cydowanie sens afirmatywny, w szerszym jednak zakresie, albowiem
służy nieraz do oznaczania miejsc podobniejszych do surowszego śro­
dowiska gobi. W stosowaniu nazwy bajan wyraża się rozmiłowanie, nie­
zwykle uczuciowe odnoszenie się ludów mongolskich, do ziemi ojczystej,
bez względu na to, jaka jest ta ziemia. Wywyższanie jej rzeczywistych
walorów poprzez kwalifikacyjne nazwy w rodzaju bajan jest też raczej
zjawiskiem znacznie bardziej lokalnym aniżeli uniwersalnym. W wa­
runkach europejskich często się zdarza postawa odwrotna, pomniejszania
w nazwach geograficznych rzeczywistych walorów ziemi, szczegółów
charakteryzujących dany krajobraz. Mówiąc o szczególnym stosunku
Mongołów do ziemi można wspomnieć, że charakteryzuje go bodaj naj­
wyższy stopień uczuciowości, przewyższający uczucia w stosunku do naj­
wyżej cenionych zwierząt a nawet ukochanych osób. Zwraca uwagę cho­
ciażby taki fakt, że najliczniejszą i najczęściej wykorzystywaną w roz­
maitych sytuacjach grupą dawnych pieśni w Mongolii są te, które sławią
temperatury. Na pastwiskach pojawia się szron, utrzymujący się nieraz długo po
wschodzie słońca. Na równinach stepowych i rozległych falistych w y ż y n a c h dotkli­
wie odczuwane są wiosenne i letnie wyładowania atmosferyczne, połączone z w i ­
churą, cyklonem, ulewą i gradobiciem.
M u r z a j e w , op. ext., s. 287.
2 2

�WIZERUNEK DOBREGO PASTERZA

231

urodę określonych krain, pieśni o stepie, rzekach i górach. Na dalszym
miejscu znajdują się pieśni o stadach, zwierzętach, przede wszystkim
o koniu.
Nazwę bajan można by więc uznać za symboliczną dla tradycyjnych
postaw Mongołów. Okoliczności d sposób jej stosowania określa postawę
więcej niż afirmatywną czy aprobującą w stosunku do środowiska ro­
dzimego, niezależnie od tego, czy jego walory, głównie fizyczne i gospo­
darcze — zgodne są z dosłownym znaczeniem tej nazwy. Bardzo specy­
ficzny sens nazwy bajan, jej popularność, stanowią ważną cechę kultury
sprzężonej z tradycją koczowniczą. Cechę tę uwzględniać należy z całą
jej doniosłością również w próbach śledzenia procesu kształtowania
w Mongolii w a r u n k ó w życia osiadłego.
W tradycyjnej gospodarce pasterskiej właściwości danego środowiska
geograficznego, sposoby jego należytego wykorzystywania były przez
doświadczonych starszych aratów dobrze na ogół znane. Oto jedna z wie­
lu na ten temat wypowiedzi pasterza A. Baldana, urodzonego w 1887 r.
na terenie somonu Bajan:
„Jako arat, człowiek hodujący bydło, cenię sobie najbardziej step. Obszary
równe, a nie górzyste. Ten, co mówi, że w zimie tylko w górach znajdzie od­
powiednie warunki dla zwierząt, słabo poznał tutejsze możliwości. W górach
wiatr kręci się i wzmaga chłód. Natomiast w stepie jest ciepło. Bo jeśli w stepie
wieje wiatr, to równomiernie. Nie kręci się, tak jak w górach albo w dolinach.
Dla hodowców wielbłądów, nie ma nic gorszego jak pastwiska położone w g ó ­
rach. Wprawdzie wielbłąd potrafi w e j ś ć na wysoką nawet górę, ale ciężko mu
jest z niej zejść, bo takie potężne ma ciało [...] Niektórzy sądzą, że najlepiej w y ­
pasać bydło w czasie lata w dolinach rzek. Jest to postępowanie całkowicie błędne,
bo wtedy właśnie znajdują się w dolinach ogromne ilości much. Zwierzęta nie
pasą się tam spokojnie. I dlatego w czasie lata należy zwierzęta wypasać na sto­
kach oraz na szczytach niewielkich wzgórz. Natomiast jesienią również na stokach,
lecz nie nasłonecznionych. Jako że wtedy, tłuszcz się w nich nie topi i m i ę ­
so zwierząt nie staje się czarne [...] S ą tacy, którzy uważają, że dla owiec albo
wielbłądów, jak też dla k r ó w i koni najdogodniejsze są miejsca, gdzie znajduje
się dużo wody. To świadczy o niezrozumieniu gospodarki pasterskiej. Na przy­
kład pustynia stwarza lepsze nieraz warunki hodowli. Zwierzęta piją tam w o d ę
umiarkowanie a jedzą najpożywniejsze trawy, dzięki temu mają najlepsze mięsa".

Doświadczony pasterz Baldan uzupełnia wypowiedź takim stwierdze­
niem:
„U arata n a j w y ż e j sobie cenię delikatność w stosunku do zwierząt. Arat
nigdy nie powinien bić zwierząt. Na drugim miejscu stawiam troskę o chore
zwierzęta, a na trzecim w i e d z ę o zasadach wypasania stad [...] Słaby to pasterz,
który poszukuje wiedzy w książkach, ślęczy za stołem, poznaje rzeczy nic nie
mające w s p ó l n e g o z praktyką. Nie cenię sobie również tych pasterzy, którzy po­
trafią tylko popędzić stada w step, nie zapoznawszy się z trawami odpowiednimi
dla określonego rodzaju zwierząt [...] Znam ogółem trzy tysiące ołs (traw i roślin)
przydatnych dla hodowli zwierząt [...] Podam dla przykładu, choch budargan to ro­
ślina ulubiona przez wielbłądy, ulaan budargan jest podstawowym p o ż y w i e n i e m
wszelkich zwierząt, taan lubią krowy. A chómol jedzą nawet ludzie. Również gogot

�232

L E C H MRÓZ, J A C E K OLĘDZKI

i mańgir jedzą ludzie [...] Natomiast chers cenią sobie przede wszystkim w i e l b ł ą ­
dy, a jesienią także krowy. Temen tawagu, chociaż to „łapa wielbłąda", wielbłądy
nie jedzą, ale jedzą ją owce, kozy i konie. Natomiast koński chiag bardzo lubią
konie".

Baldari kończy tę wypowiedź znamiennym osądem:
„Dzisiejsi ludzie nie mają żadnego rachunku, nie cenią tugryków. Dzisiejsi
ludzie nie jedzą żołądków bydlęcych, baranich. Ich zawartości nie chronią, chociaż
zawartość ta uratować może zwierzęta głodujące w zimie. Te cenne żołądki w y ­
rzucają precz. Dzisiejszym ludziom zbyt dobrze się powodzi" .
23

W t y m miejscu ujawnia się z całą ostrością problem dawnej kultury
Mongołów, której nie sposób charakteryzować w kategoriach pojęcia le­
nistwa czy niezaradności i dążeń do wygodnego, pełnego uciech życia.

SPOSOBY ZAJMOWANIA PRZESTRZENI

„ J u r t o biała, co stoisz gotowa,
Jak drogi kamień lśniąca, czysta"

2 4

Przystępując do analizy sposobów zajmowania przestrzeni na teryto­
rium somonu Bajan, należy szczegółową uwagę poświęcić samej jurcie,
która ściśle się wiąże z trybem życia koczowniczego i uzyskuje nieraz
cechy domostwa o znacznie szerszym zakresie funkcji, wykraczających
poza tradycje pasterskie.
Jurta jest wzorem domostwa mającego wszystkie ważne cechy prze­
nośnego mieszkania. Porównując jurtę z innymi rodzajami domostw
pasterskich uznać należy za najwyższe w t y m zakresie osiągnięcie myśli
technologicznej, konstrukcyjnej, a także wiedzy o zasadach życia rodzin­
nego i społecznego. Jest też jurta do tego stopnia doskonałym pomiesz­
czeniem, że z łatwością może być wykorzystywana w warunkach byto­
wania nie tylko sezonowo osiadłego, lecz również osiadłego na sposób
trwały. Dalej można podać jeszcze inne jej cechy.
1. Wykonywana jest z surowców szlachetnych, wprost komfortowych
(wojłok z owczej wełny); trwałych (drewno, rzemienie i powrozy) oraz —
co jest bardzo ważne — materiałów dostępnych, naturalnych czy spe­
cjalnie wytwarzanych w powiązaniu z podstawowym; tradycyjnym za­
jęciem gospodarczym, jakim jest pasterstwo.
2. Konstrukcje drewniane ścian składanych, odrzwi i drzwi oraz skła­
danego stropu są przejawem bardzo wysoko rozwiniętej techniki ciesielsko-stolarskiej. Stanowią również przejaw formy doskonałej architekto­
nicznie, mocno związanej z krajobrazem, harmonijnej w prostocie brył
(walec przechodzący łagodnie w obło zakończoną formę stożkowatą),
Wypowiedź zanotowana w grudniu 1975 r.
A. R ó n a - T a s , Mongolia. Śladami
nomadów,

Warszawa 1965, s. 322.

�WIZERUNEK DOBREGO PASTERZA

233

Plan I I . Pastwiska na terytorium somonu Bajan
a — owoldżóó,
pastwiska zimowe, b — namardżaa,
pastwiska jesienne, с —
chawardżaa,
pastwiska wiosenne, d — dzuslan, pastwiska letnie, A — centra administracyjne somonu
i trzech brygad Spółdzielni Pasterskiej somonu Bajan

Wzbogaconej w swej jednolitej wojłokowej czy płóciennej powierzchni
akcentami dekoracyjnych drzwi, prześwitów żerdek w otworze szczy­
towym (będącym oknem i wylotem dymu) oraz rytmicznie przebiega­
jącym opasaniem ścian.

�234

L E C H MROZ, J A C E K

OLĘDZKI

�WIZERUNEK

DOBREGO

235

PASTERZA

3. Dostosowanie do niezwykle s k r ó c o n e g o w czasie m o n t a ż u , t r w a j ą ­
cego (zależnie od w i e l k o ś c i jurty i w a r u n k ó w ) od jednej do d w ó c h go­
dzin, oraz d e m o n t a ż u t r w a j ą c e g o zaledwie kilkanaście minut.
4. Stosunkowo niewielki ciężar i to, że składa się z osobnych elemen­
t ó w pozwala na transport nawet bez użycia specjalnych ś r o d k ó w lokomo­
cji, chociażby b e z p o ś r e d n i o na grzbietach zwierząt.
5. Wprost maksymalne wykorzystanie przestrzeni, g ł ó w n i e dzięki ko­
listemu k s z t a ł t o w i i odpowiednio dostosowanej budowie s p r z ę t ó w (m. in.
kunsztownych, pojemnych, lekkich skrzyń; zgrabnych niewielkich s t o ł ­
k ó w i s t o l i k ó w , rozkładanych posłań) oraz standartowym kombinacjom
w ich rozstawieniu.
6. Ściśle przestrzegana zasada podziału jurty na części m ę s k ą i ż e ń s k ą
oraz dziecięcą. R e g u ł y w y z n a c z a j ą c e miejsca zaszczytne i mniej zasz­
czytne, ustalające obyczaj przyjmowania gości. Sakralizacja pomieszcze­
nia, w szczególności o b i e k t ó w z n a j d u j ą c y c h się od progu, poprzez ognisko,

Ryc.

7. G ł o w a

barana przygotowana

na u r o c z y s t o ś ć
j a n 1968 r.

wyrobu

wojłoku.

Somon

Ba­

�236

L E C H MROZ, J A C E K

OLĘDZKI

po ołtarz jurtowy, w pasie d z i e l ą c y m część m ę s k ą od ż e ń s k i e j . Zasada
g w a r a n t u j ą c a o p t y m a l i z a c j ę ładu w życiu rodzinnym, w przebywaniu
na bardzo ograniczonej powierzchni wielu nieraz osób. W czasie spotkań
ł o w r z y s k i c h m i e ś c i się w d u ż y c h jurtach nawet kilkadziesiąt osób przy
zachowaniu r y g o r ó w nastroju uroczystego, rekreacyjnego, rzeczowego,
a także nastroju nie przerywanej na te okazje pracy.
7. Jurta dostosowana jest do w a r u n k ó w koczowniczych i osiadłych.
Przede wszystkim dzięki wspomnianym już walorom technologiczno-konstrukcyjnym czy estetycznym, jak też m o ż l i w o ś c i o m adaptacyjnym do
zmiennych w a r u n k ó w klimatycznych, sanitarnych, bądź bytowych. Jurtę
można o g r z e w a ć najbardziej d o s t ę p n y m o p a ł e m (argałem), a przez za­
montowanie pieca — w ę g l e m czy elektrycznością lub gazem. Dzięki du­
ż y m w ł a ś c i w o ś c i o m izolacyjnym w o j ł o k u i szczelności konstrukcji m o ż l i ­
we jest utrzymywanie w zimie wysokiej temperatury w n ę t r z a . Nato-

R y c . 8. S k ł a d a n i e r u n a

owczego: p i e r w s z a c z y n n o ś ć
Bajan

1968 r.

przy wyrobie

wojłoku.

Somon

�WIZERUNEK

DOBREGO

237

PASTERZA

miast w okresach skwarnych istnieje m o ż l i w o ś ć uzyskania nawet chłodu,
dzięki walorom izolacyjnym ścian i stropu oraz wentylacji (podwijanie
dolnych partii ścian k r y t y c h w lecie tylko brezentem). Wreszcie dobudowywanie osobnego pomieszczenia przy w e j ś c i u u m o ż l i w i a rozszerzenie
funkcji mieszkalnych jurty o bardziej komfortowo wykonywane c z y n ­
ności higieniczne.
Ostatni z wymienionych szczegółów, charakterystyczny dla jurt sta­
wianych w s p ó ł c z e ś n i e w osiedlach somonowych, a także w pobliżu osied­
li o zabudowie wielkomiejskiej, ś w i a d c z y o m o ż l i w o ś c i a c h adaptacyjnych
tego tradycyjnego, a nawet archaicznego pomieszczenia do w a r u n k ó w
wysoko zaawansowanej w rozwoju cywilizacji p r z e m y s ł o w e j .
Dodać t e ż można, że nie są znane z innych stron świata (Europy,
Ameryki czy Afryki) przypadki współistnienia z z a b u d o w ą w i e l k o m i e j s k ą
współczesną rodzimych d o ś w i a d c z e ń w zakresie budownictwa zdecydo­
wanie pasterskiego, koczowniczego. R o z l e g ł e dzielnice jurtowe w y s t ę p u -

R y e . 9. N a p ł a c h c i e starego w o j ł o k u , z w a n e j m a t k ą , r o z ł o ż o n e r u n o n a z y w a n e c ó r k ą .
Poświęcanie

wojłoku
i

mlekiem,

wypowiadanie

kawałkami

sera

błogosławieństwa.

i

cukru.

Somon

T r z y k r o t n e obchodzenie

Bajan

1968

r.

�1
238

L E C H MROZ, J A C E K

OLĘDZKI

ją w n a j w i ę k s z y c h miastach Mongolii, w U ł a n Bator, Cecerlegu, Czoibałsanie, Murenie i Kobdo. Jest to zjawisko m a j ą c e ogromne znaczenie społ e c z n o - k u l t u r o w e . B y w a ono często z u p e ł n i e n i e s ł u s z n i e oceniane w k a ­
tegoriach zacofania, niedostosowania itd. Jest natomiast korzystne w r ó ż ­
nych aspektach, przede wszystkim i n t e r e s ó w samych m i e s z k a ń c ó w tych
osiedli, k t ó r z y w y p o w i a d a j ą s i ę niezwykle pozytywnie o walorach byto­
wania iw jurcie n i e z a l e ż n i e od miejsca jej ustawienia. Osiedla jurtowe
w wielkich miastach mongolskich s ą tych miast urbanistycznym wzboga-

�WIZERUNEK

DOBREGO

239

PASTERZA

ceniem nie k o l i d u j ą c y m w niczym z z a b u d o w ą w i e l k o m i e j s k ą , systemem
miejskiej komunikacji, w a r u n k ó w sanitarnych itp. Powstanie osiedli
jurtowych w i ą ż e s i ę n i e w ą t p l i w i e z trudnościami r o z w i ą z y w a n i a w du­
żych miastach g w a ł t o w n i e r o s n ą c y c h potrzeb mieszkaniowych. Ale jest
też ś w i a d e c t w e m wymienionych w y ż e j uniwersalnych w a l o r ó w jurty.
Fakt istnienia takich osiedli ś w i a d c z y r ó w n i e ż o charakterze postaw pre­
s t i ż o w y c h w s p ó ł c z e s n y c h M o n g o ł ó w . Postawy te w mniejszej mierze niż
w innych c z ę ś c i a c h świata — np. w n i e k t ó r y c h krajach Europy, szcze­
gólnie w Polsce w ś r ó d ludności chłopskiej — u l e g ł y ż y w i o ł o w y m , bez­
refleksyjnym procesom przewartościowania, p r o w a d z ą c y m do znanej nie­
chęci czy wprost awersji do mieszkania w wiejskim budownictwie t r a ­
dycyjnym; t o w a r z y s z y ł o temu nawet niszczenie cennych z a b y t k ó w a r ­
chitektury wiejskiej. To, co obserwujemy w ś r ó d M o n g o ł ó w w ich stosun­
ku do w ł a s n e j tradycji bytowania w jurcie, bliskie jest nieraz ś w i a d o m y m ,
głęboko motywowanym tendencjom, znanym przede wszystkim z F i n ­
landii (wykorzystanie w nowoczesnym budownictwie miejskim rodzimych
osiedli chłopskich).

Ryc.

11. U c z t a p r z e d n o w y m w o j ł o k i e m - c ó r k ą .

Somon Bajan

1968 r.

Dodać j e d n a k ż e należy, że jurta nigdy w tradycji jej u ż y t k o w a n i a
nie uzyskała — tak jak chata — w a l o r ó w domostwa w y ł ą c z n i e ludności
zaliczanej do n a j n i ż s z y c h czy n a j u b o ż s z y c h warstw s p o ł e c z n y c h . Z jurt
korzystali w przeszłości nie tylko pasterze, lecz r ó w n i e ż m o ż n i f e u d a ł o -

�240

L E C H MROZ, J A C E K

OLĘDZKI

wie. A n a l i z u j ą c inwentarz kultury materialnej p o s z c z e g ó l n y c h warstw
s p o ł e c z n y c h — przede wszystkim a r a t ó w i n o j o n ó w — odnajdujemy
w przeszłości znacznie w i ę c e j różnic i l o ś c i o w y c h aniżeli j a k o ś c i o w y c h ,
a w i ę c takich, k t ó r e d e c y d o w a ł y b y o odmiennym wzorcu bądź stylu by­
towania (sposobie mieszkania), o d ż y w i a n i a się, ubierania, ogólnego za­
chowania).
Przestrzenne i utylitarne walory jurty s p o w o d o w a ł y , że jej forma

konstrukcji

jurty.

W

czasie

transportowania

jurty

krąg

c z ę ś c i . S o m o n B a j a n 1963 r.

jest

składany

na

dwie

�WIZERUNEK

j
^ ^ ^ ^ ^ ^ ^

DOBREGO

PASTERZA

241

została przejęta w n i e k t ó r y c h rejonach Mongolii (np. w okolicach Kobdo)
do budownictwa s t a ł e g o — domostw budowanych z suszonych na s ł o ń c u
cegieł. Tradycyjnie zaś uznane i cenione zalety w o j ł o k u jako m a t e r i a ł u
izolacyjnego p o w o d u j ą , że jest on u ż y w a n y w s p ó ł c z e ś n i e do uszczelnia­
nia domostw drewnianych — nawet w nowoczesnych ośrodkach przemysłowych.
16 — E t n o g r a f i a P o l s k a , X X I V , z, 1

'

�242

L E C H MROZ, J A C E K

OLĘDZKI

�WIZERUNEK DOBREGO

„Chodząc
że

najlepszym

wśród

zabudowań

materiałem

s i ę przez M o n g o ł ó w
faniem.
beryjski,

pozatykane

wojłokiem
W zimie

jurty

Szpary między

wojłokowej

belkami
T o jest

kopalni

a

—• pisze
jest

nie

domów

są wojłokiem,

wewnątrz.

pracownicy

kopalni

izolacyjnym

tu

Róna-Tas

wojłok,

widziałem

najlepsza

i

jest b y n a j m n i e j

mieszkalnych,

najchętniej

243

PASTERZA

ochrona

przed
w

przekonałem

drewniane
silnymi
takich

się,

wyzbywanie

równoznaczne

zbudowanych

nawet

mieszkają

—

niechętne

na

z

chałupy

wiatrami,

właśnie

zaco­

wzór

sy­
obite

dlatego
2 S

domach" .

B y ć m o ż e obijanie domostw drewnianych w e w n ą t r z ma jeszcze inny
sens niż w y ł ą c z n i e izolacyjny — na przykład nadanie ś c i a n o m charakte­
ru, faktury i kolorytu do jakiego p r z y w y k ł o się, a może nawet u ś w i ę c e ­
nie obcego a nie tradycyjnego w n ę t r z a — przestrzeni, w której przebywa
człowiek.
S z c z e g ó ł o w a analiza osiedla p o w s t a ł e g o w centrum somonu Bajan do-

Ryc.

16.

Wór

do

wyrobu

i

przetrzymywania
1968 r.

R ó n a - T a s ,

op. cit.,

s

. 45.

kumysu

—

ajryku.

Somon

Bajan

�244

L E C H MROZ, J A C E K

OLĘDZKI

starcza danych p o t w i e r d z a j ą c y c h t e z ę o pewnych z b i e ż n o ś c i a c h w posta­
wach o k r e ś l a j ą c y c h stosunek do tradycji mieszkalnych i zarazem budo­
wlanych. Zbieżności te zachodzą niezależnie w ś r ó d społeczności zamiesz­
kujących bardzo odległe miejsca na ś w i e c i e — pośród ludności różniącej
się nieraz zasadniczo swym rodowodem i statusem s p o ł e c z n y m . Tę w s p ó l ­
notę postaw m o ż n a by określić jako poczucie w y g ó d (rozumianych w do­
statecznie szerokim znaczeniu), n i e z m ą c o n y c h poprzez f a ł s z y w e aspiracje
prestiżowe. I m o ż n a by tę p o d s t a w ę p r z e c i w s t a w i a ć pozornie z w i ę k s z o ­
nym wymaganiom w y g ó d (np. w y ł ą c z n i e higienicznych) przy j e d n o c z e ś ­
nie niezwykle silnie w z m o ż o n e j potrzebie p r e s t i ż u s p o ł e c z n e g o .
Jak już m ó w i l i ś m y , centrum somonowe B a j a n p o w s t a ł o w latach
dwudziestych w okolicach góry i rzeki zwanej Chamrus. B y ł o to w ó w c z a s
osiedle w y ł ą c z n i e jurtowe. Pod koniec lat p i ę ć d z i e s i ą t y c h centrum to
przeniesione z o s t a ł o w pobliże stacji kolejowej Mant. W o k ó ł stacji w y ­
budowano specjalne osiedle, składające się z k i l k u d z i e s i ę c i u d o m ó w par­
terowych d w u - i wielorodzinnych. Projektanci radzieccy nadali osiedlu
charakter europejski; domy iw regularnej zabudowie, murowane i t y n ­
kowane lub szalowane deskami, dachy d w u - i czterospadkowe kryte
c z e r w o n ą dachówką, ozdobne obrzeżenia okien i drzwi, w n i e k t ó r y c h bu­
dynkach podcienie narożne lub werandy. W osiedlu tym zamieszkali

Ryc.

17. W a r z e n i e m l e k a

na

ser. N a

pierwszym

planie

kosz

z argałem,

n a w o z e m s ł u ż ą c y m j a k o o p a ł . S o m o n B a j a n 1967 r .

suchym

�WIZERUNEK

DOBREGO

245

PASTERZA

pracownicy kolei oraz nieliczni urzędnicy centrum administracyjnego
somonu, m. in. p r z e w o d n i c z ą c y spółdzielni pasterskiej i g ł ó w n y k s i ę g o w y .
W tym czasie jeszcze o d d z i a ł y w a ł y silnie momenty p r e s t i ż o w e z w i ą z a n e
z faktem zamieszkiwania w t y m ż e osiedlu. Z czasem sytuacja s i ę zmie­
niła dosyć zasadniczo. Nieopodal, w sposób prawie samorodny czy ż y ­
w i o ł o w y , p o w s t a ł o osiedle nieprojektowane, składające się z jurt i drew­
nianych b u d y n e c z k ó w gospodarczych. Zasady powstawania tego osiedla
można bliżej tak określić:
1. Kontynuacja d o ś w i a d c z e ń tradycyjnych w rozstawianiu w i ę k s z e j
ilości jurt. Stawianie ich w w y r ó w n a n y m rzędzie w nieznacznych o d s t ę ­
pach (od k i l k u do kilkunastu m e t r ó w ) , z w r ó c o n y c h w e j ś c i e m na p o ł u d ­
nie, przy jednoczesnym nie stosowaniu ogrodzeń (tak samo jak to b y ł o
i jest w zwyczaju stawiania jurt na pastwiskach).
2. Dostosowanie się do u k ł a d u przestrzennego m i ę d z y zastanymi
w centrum somonowym zespołami osiedlowymi i pojedynczymi budynka-

Ryc.

18. T r a d y c y j n y

sposób

transportowania

wody.

Somon

Bajan

1966

r.

�246

L E C H MRÓZ, J A C E K

OLĘDZKI

m i zaprojektowanymi w z w i ą z k u ze stacją k o l e j o w ą Mant. Dostosowanie
się do p o w s t a ł y c h instytucji, takich jak zarząd spółdzielni, zajazd, sklepy,
ambulatorium, ogródek c h w a ł y , szkoła i żłobek. Dostosowanie s i ę do
p o w s t a ł e g o w c z e ś n i e j szlaku drogowego biegnącego z p ó ł n o c y na p o ł u d ­
nie (przez centrum somonowe) oraz s z l a k ó w ł ą c z ą c y c h p o s z c z e g ó l n e i n ­
stytucje. Szlaki te s t w o r z y ł y ramy orientujące i dokładnie określające
przestrzeń osiedla jurtowego.
I tak zgodnie z tradycją ustawiony został na p o c z ą t k u jeden, dosyć
długi w y r ó w n a n y rząd kilkunastu jurt, z w r ó c o n y c h w e j ś c i a m i na po­
łudnie. Z a t y m pierwszym r z ę d e m stawiano w o d l e g ł o ś c i a c h k i l k u n a ­
stu m e t r ó w n a s t ę p n e , stopniowo w y d ł u ż a j ą c e się do ponad dwudziestu
jurt, a w partii k o ń c o w e j osiedla z m n i e j s z a j ą c e się ponownie do k i l k u ­
nastu.

R y c . 19. K o c z o w n i c y z s o m o n u B u ł g a n , 1975 r.

W 1961 r. b y ł o w osiedlu jurtowym Bajan dziesięć zwartych r z ę d ó w
jurt i zarazem ulic, w 1968 — osiemnaście, a w 1975 — trzydzieści sześć.
Osiedle to rozwijało się w kierunku p ó ł n o c n y m , oddalając s i ę stopniowo
od centrum administracyjnego i u s ł u g o w e g o somonu, przybliżając s i ę
natomiast do z a k ł a d ó w cegielni i więzienia, p o ł o ż o n y c h w tej c z ę ś c i so­
monu. Nastąpił t e ż w y r a ź n y podział w ś r ó d m i e s z k a ń c ó w osiedla na z w i ą ­
zanych pracą z centrum administracyjnym i spółdzielnią p a s t e r s k ą oraz
na odrębną g r u p ę p r a c o w n i k ó w cegielni i więzienia. Pierwszych osiem-

�1

N
И
»

и

о
о
ш
и
и
о
о
ч

&gt;
н
и
и
со
N

&gt;

Plan I V . Centrum administracyjno-osiedleńcze

somonu

Bajan

A — r e j o n z a b u d o w y k o l e j o w e j p r z y d w o r c u M a n t , B — osiedle j u r t o w e
p o w s t a ł e w l a t a c h p i ę ć d z i e s i ą t y c h , B — osiedle j u r t o w e p o w s t a ł e pod
koniec lat s z e ś ć d z i e s i ą t y c h i n a p o c z ą t k u s i e d e m d z i e s i ą t y c h , С — c e n t r u m
administracyjno-gospodareze,
D — kierunek usytuowania
cmentarza;
1 — budynek w ł a d z a d m i n i s t r a c y j n y c h , 2 — kino, świetlica, biblioteka,
3 — s z k o ł a , i — przedszkole, 5 — szpital, 6 — s t o ł ó w k a i zajazd, 7 —
u r z ę d y S p ó ł d z i e l n i P a s t e r s k i e j , 8 — „ o g r ó d z a b a w " , 9 — m a g a z y n y , 10 — s t a c j a m e t e o r o l o g i c z n a , 11 — s t a c j a w e t e r y n a r y j n a , 12 — b u d y n e k m u ­
rowany z a m i e s z k a ł y przez c z ł o n k ó w czwartej brygady zwanej p o m o c n i c z ą ,
23 — s z a l e t y , U — s i e ć e l e k t r y c z n a
Ł

2

to

�248

L E C H MRÓZ, J A C E K

OLĘDZKI

naście ulic z a m i e s z k i w a ł a pierwsza grupa, dalsze — druga. Całe osiedle
obwiedzione zostało na z e w n ą t r z soczewkowato rozszczepionym szlakiem
drogi z U ł a n Bator do Czoir, przebiegającej przez centrum somonowe. Na
zamieszczonym obok planie ukazana jest sytuacja w 1968 г., kiedy nie
b y ł o jeszcze drugiej dzielnicy w t y m ż e osiedlu. To rozszczepienie drogi
p o w s t a ł o już w momencie ustawienia pierwszych r z ę d ó w jurt. P o m i ę d z y
b i e g n ą c y m i z z e w n ą t r z traktami k s z t a ł t o w a ł y się r ó w n o l e g ł e , poprzeczne
przejścia — ulice, p r o w a d z ą c e ze wschodu na zachód. N i e z a l e ż n i e od nich
rozwijał się ciąg w ą s k i c h przejść dla pojedynczych osób m i ę d z y obejścia­
mi p o s z c z e g ó l n y c h jurt. Przejścia te ukierunkowane zostały z południa
na północ.
Na początku lat sześćdziesiątych j u r t y zelektryfikowano, w pobliskim
stepie pobudowano klozety, w wielu o b e j ś c i a c h p o j a w i ł y s i ę osobne po­
mieszczenia s ł u ż ą c e jako umywalnie, w samych z a ś jurtach — nowe
sprzęty: metalowe łóżka, biblioteczki/zakrywane szafki kuchenne, stoliki
do nauki oraz radia i pralki.
W miarę u p ł y w u czasu w osiedlu tym t w o r z y ł y się coraz silniejsze
więzi, g ł ó w n i e t o w a r z y s k o - s ą s i e d z k i e oraz związki bądź zależności opar­
te na r ó ż n y c h wzajemnych u s ł u g a c h , często r z e m i e ś l n i c z y c h (szewskie,
krawieckie, stolarskie, fryzjerskie).

Ryc.

20. D r o g i stepowe. O k o l i c e U ł a n B a t o r

1963 r.

�WIZERUNEK DOBREGO

Ryc.

21.

Budynek

władz

administracyjnych w

249

PASTERZA

centrum

somonu

Bajan,

1966

r.

Na p o c z ą t k u — jak już m ó w i l i ś m y — poszczególne obejścia t w o r z y ł a
jurta, nieraz dwie i trzy jurty, jeden lub w i ę c e j b u d y n e c z k ó w gospodar­
czych, a obejść nie ogradzano. B y ł a to sytuacja charakterystyczna dla
tradycji pasterskich, zgodnie z nią M o n g o ł o w i e stawiali jurty w pobliżu
pastwisk nie k o r z y s t a j ą c ze specjalnych ogrodzeń, zabezpieczających do­
mostwo bądź stado. Takie ogrodzenia lub o s ł o n y budowano tylko dla
m ł o d y c h zwierząt. Nie korzystano jednak z koszarów w czasie doje­
nia owiec, co jest dosyć p o w s z e c h n ą praktyką pasterzy. Z a s t ę p o w a n o
ogrodzenia ł a t w y m do transportowania w i ą z a d ł e m — d ł u g i m powrozem.
Te tradycyjne elementy osiadłości, bez p o s ł u g i w a n i a się ogrodzeniem,
określały istniejące poczucie b e z p i e c z e ń s t w a , zaufania — swobody. B y ł y
one t e ż długo widoczne w o g ó l n y m obrazie kształtującego się osiedla j u r towego w Bajan. Z czasem jednak poszczególne obejścia zaczęto ogradzać
z n i e z w y k ł ą wprost starannością i, co jest w a ż n e , szczelnymi p ł o t a m i
wysokimi ponad wzrost człowieka. Fakt ten trudno łączyć z jakąś szcze­
gólną s y t u a c j ą w y n i k ł ą w stosunkach s p o ł e c z n y c h w t y m ż e osiedlu. Takie
ogrodzenia z wysokich ściśle p r z y l e g a j ą c y c h palisad znane s ą od nie­
p a m i ę t n y c h c z a s ó w w wielu krajach azjatyckich, w tym r ó w n i e ż w s a ­
mej Mongolii. Stosowano ogrodzenia takie w osiedlach klasztornych,
a także w osiedlach c h i ń s k i c h r z e m i e ś l n i k ó w i k u p c ó w — majmaczenach
b y ł y w ten sposób ogradzane budowle dworskie i administracyjne. P r z y ­
c z y n ą grodzenia obejść jurtowych w Bajan b y ł y g ł ó w n i e w z g l ę d y utyli-

�250

L E C H MRÓZ, J A C E K

OLĘDZKI

R y c . 23. W i d o k o g ó l n y osiedla z

jurtami

�WIZERUNEK DOBREGO

PASTERZA

251

tarne, zabezpieczenie mienia (w czasie sezonu wypasu n i e k t ó r e obejścia
b y ł y n i e z a m i e s z k a ł e ) . Ale w c h o d z i ł y tu r ó w n i e ż w g r ę w z g l ę d y estetycz­
ne. W s i e d e m d z i e s i ą t y c h latach zaczęto nagminnie m a l o w a ć te ogrodze­
nia na ż y w e , w e s o ł e kolory (różowy, błękitny, zielony, buraczkowy). Na
wrotach specjalnie wznoszonych bram p o j a w i ł y się m a l o w i d ł a , n a w i ą z u ­
jące do dawnej symboliki z n a k ó w szczęścia i powodzenia, plecionki, na­
czynia z drogocennościami, szarfy, czarki z kumysem. Prace te w y k o ­
nywano korzystając z u m i e j ę t n o ś c i zdolniejszych c z ł o n k ó w rodziny albo

R y c . 24. J u r t y w somonie B u l g a n , a j m a k k o b d o w s k i 1975 r.

znajomych. N i e k t ó r z y m i e s z k a ń c y osiedla zatrudniali jednak do tych dekoratorskich z a b i e g ó w specjalistów, zawodowych malarzy. Dzięki jed­
nemu z nich p o j a w i ł y s i ę nowe motywy, np. i m p o n u j ą c y c h r o z m i a r ó w
scena ( p o k r y w a j ą c a całą p o w i e r z c h n i ę w r ó t bramy), ukazująca jelenia
i łanię na łące w ś r ó d k w i a t ó w . To malowanie p ł o t ó w , przyozdabianie
bram uznać m o ż n a za wyrazisty przejaw stabilizacji, akceptacji byto­
wania w nowych warunkach.
W 1974 r. nowy p r z e w o d n i c z ą c y spółdzielni z r e z y g n o w a ł z m o ż l i w o ­
ści mieszkania w osiedlu d o m ó w murowanych. S w o j ą jurtę u s t a w i ł
w pierwszym rzędzie tego samorodnego osiedla. J u ż znacznie w c z e ś n i e j
podobną d e c y z j ę podjął k s i ę g o w y i sekretarz partii. Natomiast osiedle
,.kolejowe" d o m ó w murowanych, od początku swego istnienia nie w y ­
korzystane w pełni, u l e g ł o zniszczeniu i zaniedbaniu. W miarę u p ł y w u

�252

L E C H MROZ, J A C E K

R y c . 25. C e n t r u m

OLĘDZKI

a d m i n i s t r a c y j n e i osiedla j u r t o w e , 1972

r.

lat wiele d o m ó w opuszczono. Rzucające się w oczy zaniedbanie jest n a j dobitniejszym ś w i a d e c t w e m niechęci tutejszej społeczności do bytowa­
nia w budynkach. Jest zarazem niezbitym dowodem ogromnego przy­
wiązania do tradycyjnego mieszkania — jurty.
Próbując dalej określić stosunki osiedleńcze w somonie Bajan, n a l e ż y
przedstawić związki g ł ó w n e g o osiedla i samego centrum administracyj­
nego z osiedlami t w o r z ą c y m i się na terenie trzech brygad pasterskich
oraz z zespołami jurt, znajdującymi się na zmienianych sezonowo
miejscach hodowli zwierząt czy też w pobliżu prowadzonych prac polo­
w y c h ( g ł ó w n i e wysiew traw i zbiórka siana). Zacznijmy od tego, że samo
osiedle jurtowe w centrum somonu różni się zasadniczo w zależności od
pory roku. Tylko w sezonie zimowym p o s z c z e g ó l n e obejścia w y p e ł n i o n e
są jurtami. Natomiast już z n a d e j ś c i e m wiosny, s z c z e g ó l n i e skwarnego
lata wiele jurt (nieraz 2/3 stanu ogólnego) znajduje się poza osiedlem.
Opuszczających je m o ż n a podzielić na dwie zasadnicze grupy — ludność
czynnie związaną z pracami hodowlanymi bądź polowymi oraz pracow­
n i k ó w centrum administracyjnego i tzw. czwartej brygady nazywanej
pomocniczą lub gospodarczą (dozorcy, sprzątaczki, kucharki, stolarze
i cieśle, rzeźnicy, kurierzy, woziwodzi i inni). Pierwsi opuszczają osiedle
przenosząc jurty daleko od centrum do miejsca przebywania stad lub
prowadzonych prac polowych. Natomiast u r z ę d n i c y i c z ł o n k o w i e czwar­
tej brygady przenoszą jurty w pobliski step, na n i e z n a c z n ą odległość
w k r ę g u n i e s p e ł n a kilometra od centrum. Ten drugi przypadek szcze-

��Plan
А

Л ь ~

5 °

g

a

Ш

П

а

,

Э

V.

П

B a t

Osiedle

k

Z

0

W

°!

r

d

P

e

° Ь
° °
'
c z e m g o s p o d a r c z y m bez o g r o d z e n i a ,
wielbłąda, krowy

,ЛУ7Т7

J*

1

S

k

a

C

h

k

jurtowe
l

n

U

b

u

W

Z

d

ł

U

powstałe
Ż

U

n

i

i

k o l e

w
w e

latach

pięćdziesiątych

i

na

początku

lat

sześćdziesiątych

J° J'; « b u d y n k i gospodarcze, w k t ó r y c h p r z e c h o w y w a n e jest mienie
pasterzy
*
gospodarcze, j a k p o w y ż e j , ogrodzone p ł o t e m lub p a l i s a d ą , с - zagroda z j u r t ą , d - j u r t a z zaple­
e „ogród zabaw-, , cementowe figury - pomniki czterech podstawowych zwierząt hodowlanych
tonta
i owcy, g - rodzaj muru-pagody, na k t ó r y m wywieszane są z d j ę c i a p r z o d o w n i k ó w pracy

~

d

n

k

i

�WIZERUNEK

DOBREGO

PASTERZA

255

golnie charakterystyczny, ś w i a d c z y n i e w ą t p l i w i e o potrzebach kontaktu
ze środowiskiem naturalnym, przebywania w warunkach mniejszego za­
gęszczenia, nawet kosztem rezygnacji z tych udogodnień, jakich dostar­
cza osiedle (dostęp do energii elektrycznej, zaplecza gospodarczego itp.)Ci, którzy pozostają w osiedlu, to często ludzie starsi, ale r ó w n i e ż młodsi,
lecz c e n i ą c y sobie stałe miejsce przebywania.
Oto jeden s z c z e g ó ł o w y przypadek najlepiej c h a r a k t e r y z u j ą c y t ę po­
stawę. Reprezentuje ją rodzina Gonczigdambila, c z ł o w i e k a c i e s z ą c e g o się
powszechnym autorytetem i wielkim uznaniem. Gonczigdambil b y ł mni­
chem w klasztorze w Czoir, m i e j s c o w o ś c i położonej na p o ł u d n i e od somonu Bajan. W czasie rewolucji wcielony do armii, u c z e s t n i c z y ł w obro­
nie wschodniej granicy przed japońską interwencją. Z a bohaterskie czy­
ny odznaczony został dwukrotnie orderem Wielkiej Gwiazdy. P r z y j ę t o
go do partii i w k r ó t k i m czasie mianowano sekretarzem ajmaku central­
nego. W latach trzydziestych pozbawiono go tej funkcji. Osiedlił s i ę
wówczas z rodzicami w somonie Bajan. K i e d y p o w s t a ł a w tym somonie
spółdzielnia pasterska, został jej c z ł o n k i e m u z y s k u j ą c przydział do p r a ­
cy w czwartej brygadzie na stanowisku dozorcy mienia somonowego
w centrum administracyjnym. B y ł ze swoim ojcem inicjatorem sprowa­
dzenia z klasztoru w Czoir do Bajanu opuszczanych d o m k ó w mieszkal­
nych i modlitewnych tamtejszych ł a m ó w . Domki te s t a ł y się p o d s t a w ą
gospodarczej zabudowy osiedla jurtowego. M ó w i l i ś m y o nich u ż y w a j ą c
określenia budyneczki gospodarcze, w oficjalnej jednak nomenklaturze
u z y s k a ł y nazwy z rosyjskiego: ambar i skład. To działanie o motywach
zdecydowanie gospodarczych jest jednakże ś w i a d o m y m aktem, jedynym
z m o ż l i w y c h , uratowania z a b y t k ó w dawnej architektury drewnianej, na
poły sakralnej. O p e ł n e j ś w i a d o m o ś c i tego działania niech świadczą i n ­
ne fakty. Oto b u d u j ą c szkołę w Chamrus u ż y t o jako kamienia w ę g i e l n e g o
figury Buddy, cennego zabytku sztuki. Po wzniesieniu s z k o ł y Gonczig­
dambil figurę t ę w y k o p a ł spod budowli i schronił w załomach skalnych
na terenie somonu. W budyneczkach gospodarczych w swoim obejściu
gromadził uratowane k s i ę g i liturgiczne oraz rozmaite zabytki z w i ą z a n e
z lamaizmem. Stało się zwyczajem w somonie, że rodziny z m a r ł y c h ,
którzy pozostawili kapliczki, oddawali je pod opiekę Gonczigdambilowi.
Jego zbiory s t a ł y się prawdziwym muzeum dawnej kultury M o n g o ł ó w .
Oprócz tej pasji zbieracza z a b y t k ó w zajmuje się Gonczigdambil"— jak
mało kto w somonie — bardzo r o z l e g ł y m zakresem rozmaitych prac. Jest
g ł ó w n y m specjalistą od budowy ogrodzeń i bram w osiedlu, razem z oj­
cem z a j m o w a ł się drobnymi naprawami s a m o c h o d ó w . Przez c a ł y rok
szkolny jedną z d w ó c h jurt, jakie posiada, przeznacza na rodzaj stancji
dla u c z n i ó w i uczennic, k t ó r y c h rodzice p r z e b y w a j ą w stepie. W jurcie
tej czyta, przegląda dawne księgi i ryciny. Przez wiele lat b y ł organi­
zatorem obchodzonych z wielkim splendorem w Bajan r ó ż n y c h uroczy-

�256

L E C H MROZ, J A C E K

OLĘDZKI

stości, w szczególności Nowego Roku. W uroczystości tej organizowanej
g ł ó w n i e dla dzieci w y s t ę p o w a ł jako Dziadek Mróz. Do kreowania tej
postaci w y k o r z y s t a ł w i e l k ą m a s k ę c a m o w s k ą B i a ł e g o Starca. Nie intere­
suje się z u p e ł n i e pracami pasterskimi. Jest całą s w o j ą duszą z w i ą z a n y
z ż y c i e m o s i a d ł y m w somonie Bajam.
M ó w i ą c o postawach m i e s z k a ń c ó w osiedla, o ich p r z y w i ą z a n i u do
osiadłego trybu życia, warto jeszcze p r z y t o c z y ć inny z u p e ł n i e przypa­
dek reprezentowany przez wielokrotnego przodownika w hodowli,
wspomnianego już w c z e ś n i e j Baldana. Starzec ten c a ł e swoje ż y c i e po­
święcił pasterstwu, w y s p e c j a l i z o w a ł się w hodowli w i e l b ł ą d ó w . Od dzie­
c i ń s t w a do starości b y ł koczownikiem w p o ł u d n i o w y c h rejonach somonu i ziem sąsiednich. Po śmierci ż o n y sprzedał swoje prywatne stado
i przeniósł s i ę do centrum somonu zmieniając c a ł k o w i c i e dotychczasowy
tryb życia. Bardzo dbając o stan i w y g l ą d swej jurty, wiele czasu spędza
w niej samotnie lub przyjmuje gości. Utrzymuje liczne kontakty towa­
rzyskie. Jest m i ł o ś n i k i e m audycji radiowych. Uznał, ż e w ż y c i u dokonał
już wszystkiego czego pragnął, korzysta w wielkiej pogodzie ducha z p e ł ­
ni zasłużonego ż y w o t a bez trosk materialnych. I co jest charakterystycz­
ne obecnie jest on zdecydowanie domatorem.
Wreszcie postać b y ł e g o sekretarza partii w tutejsizej spółdzielni, obec­
nie p r a c u j ą c e g o jako wychowawca w pobliskim w i ę z i e n i u . Jest to m ę ż ­
czyzna czterdziestoparoletni o wielkim uroku osobistym. Wspominamy
go z n a s t ę p u j ą c e g o powodu: mimo pochodzenia z rodziny pasterskiej jest
jednym z d w ó c h konsekwentnych jaroszów w c a ł e j społeczności zamie­
szkującej Bajan. Dodajmy, że utrzymywanie diety b e z m i ę s n e j w w a ­
runkach mongolskich jest s p r a w ą niezwykle t r u d n ą . Otóż wymieniony
przez nas jarosz docenia wprawdzie znaczenie gospodarcze hodowli zwie­
rząt, niemniej nie darzy osobiście przyjaznymi uczuciami zajęć paster­
skich. M i ę d z y inymi dlatego t e ż w y b r a ł pracę w w i ę z i e n n i c t w i e , aby
nie mieć do czynienia z hodowlą, ubojem itd. Ceni sobie j e d n a k ż e
uroki stepu i zdarzyło s i ę w minionych latach, że jurtę s w o j ą w y s t a w i a ł
w lecie poza o b r ę b e m osiedla w y b i e r a j ą c p i ę k n i e p o ł o ż o n e miejsce w po­
bliżu s t o k ó w gór .
2 6

W rozmowach z w i e r z ą c y m i , g ł ó w n i e starszego pokolenia, na pyta­
nia z w i ą z a n e z reinkarnacją, wielu r o z m ó w c ó w w y p o w i a d a ł o życzenia
ponownych narodzin w tym samym statusie pasterzy, jakimi byli w ż y ­
ciu dotychczasowym. Ale spotkliśmy się r ó w n i e ż z przypadkami —
wprawdzie bardzo nielicznymi — życzenia sobie ponownych narodzin
w innych zasadniczo warunkach, „gdzie mięso nie jest podstawowym
p o ż y w i e n i e m , gdzie nie zabija się tylu zwierząt". M ó w i m y o tym, aby
u p r z y t o m n i ć fakt istnienia w tej społeczności w p e ł n i zindywidualizo2 6

1976.

Rozmowy

z

wymienionymi

prowadzone

były

w

grudniu

1975

i

styczniu

�WIZERUNEK

DOBREGO

PASTERZA

257

wanych postaw o k r e ś l a j ą c y c h stosunek do bytu pasterskiego, a p o ś r e d ­
nio do problemu koczownictwa i osiadłości.
W osiedlu jurtowym zamieszkuje wielu ludzi podobnych w swoich
postawach do Gonczindambila i Baldana, nie k o r z y s t a j ą c y c h z m o ż l i w o ­
ści przestawiania s w y c h jurt nawet n a te najbliżej położone obszary
stepu. T ę s k n o t a do b e z p o ś r e d n i c h k o n t a k t ó w z naturalnym ś r o d o w i s k i e m ,
życiem w pobliżu stad, albo dawno już temu u nich zanikła, albo zanika,
czy to pod w p ł y w e m wielu absorbujących zajęć w samym osiedlu, czy
możliwości przebywania w w a r u n k a c h w i ę k s z e g o odczucia w y g ó d , bez­
p i e c z e ń s t w a poprzez s t a ł e w i ę z i s ą s i e d z k o - t o w a r z y s k i e , tudzież korzy­
stanie z u s ł u g takich instytucji jakimi s ą zajazd ze stołówką, sklepy, am­
bulatorium, biblioteka, kino, poczta.
Odrębną z u p e ł n i e kategorię ludności s t a n o w i ą ci, którzy stale lub
prawie stale p r z e b y w a j ą w stepie w pobliżu stad. Często m o ż n a od nich
usłyszeć wyznania p e ł n e afirmafcji dla takiego w ł a ś n i e sposobu życia.
Ludzie ci u t r z y m u j ą o c z y w i ś c i e kontakty z centrum administracyjnym
i u s ł u g o w y m somonu, c h l u b i ą s i ę jednakże tym, że nie m u s z ą stale prze­
bywać w z a g ę s z c z e n i u osiedlowym. Spotkać m o ż n a przypadki — jakie
stanowi chociażby m a ł ż e ń s t w o studziennego w pierwszej brygadzie. M a ł ­
ż e ń s t w o to z drobnymi dziećmi mieszka w samotnej jurcie z dala od
innych jurt pasterzy. Oboje m a ł ż o n k o w i e bardzo sobie ten fakt cenią.
Zbliżone w a r u n k i do rodziny studziennego r e p r e z e n t u j ą c i c z ł o n k o ­
wie spółdzielni pasterskiej, którzy w y k o n u j ą prace kierownicze i nadzor­
cze w p o s z c z e g ó l n y c h trzech brygadach. Należą do nich p r z e w o d n i c z ą ­
cy brygad i ich z a s t ę p c y oraz dozorcy. Wszyscy oni s ą związani ze sta­
ł y m na ogół miejscem przebywania. Jurty ich ustawione są w niewiel­
kich zespołach (kilka lub kilkanaście) w pobliżu centrum brygady. Stud­
nie zmechanizowane, budyneczki, gospodarcze w obejściach jurtowych,
składy paszy oraz zagrody dla zwierząt (gromadzonych w czasie wete­
rynaryjnych przeglądów) s ą w tych miejscach dobrem materialnym two­
r z ą c y m p o d s t a w ę dla rozwoju w przyszłości trwalszych o r g a n i z m ó w
osiedleńczych. Obecnie m a j ą one ustalone j u ż nazwy: pierwsza bryga­
da — Cant, druga brygada — Bajan, trzecia brygada — Cawczyr, od
znajdującego s i ę w p o b l i ż u źródła o tej samej nazwie. P o s z c z e g ó l n e
brygady u z y s k a ł y r ó w n i e ż w ł a s n e określenia od rodzaju hodowanych
zwierząt i o g ó l n y c h w a l o r ó w gospodarczych. Na przykład o drugiej
i zarazem najbogatszej (nie przypadkowa nazwa Bajan) m ó w i się w i e l ­
błądzia. O brygadzie pierwszej powiada się, że jest sianokośna.
P r z e j d ź m y wreszcie do przedstawienia najliczniejszej grupy miesz­
k a ń c ó w somonu, w ł a ś c i w y c h pasterzy p r o w a d z ą c y c h koczowniczy tryb
życia. N a l e ż y jednak już n a w s t ę p i e zaznaczyć, że w s p ó ł c z e s n e koczownictwo w Mongolii ma od c z a s ó w stworzenia administracji somonowej,
a następnie p o w o ł a n i a spółdzielni pasterskich zasadniczo nowe elemen
ty. To nowe koczownictwo charakteryzuje się ś c i s ł y m r e ż i m e m dostou

17 —

E t n o g r a f i a P o l s k a , X X I V , z. 1

�258

L E C H MROZ, J A C E K

OLĘDZKI

sowania w k a ż d y m sezonie do ustalonych na t r w a ł e miejsce wypasania
zwierząt. W koczownictwie tym z a n i k ł y c a ł k o w i c i e elementy ryzyka,
przygody, jakie m i e w a ł y w ę d r ó w k i ze stadami w czasach w c z e ś n i e j ­
szych. Wprawdzie j u ż w okresie m a n d ż u r s k i e g o zaboru o b o w i ą z y w a ł y
r ó w n i e ż rygory korzystania z miejsc znanych czy ustalonych. Jednak
w w i ę k s z e j mierze mogli pasterze w y b i e r a ć miejsca wypasania stad.
Z t ą m o ż l i w o ś c i ą wyboru ł ą c z y ł o się tym samym r y z y k o czy w ł a ś n i e
przygoda.
Od p o ł o w y lat s z e ś ć d z i e s i ą t y c h c a ł e terytorium somonu podzielone zo­
stało s z c z e g ó ł o w o na rejony odpowiadające p o s z c z e g ó l n y m sezonom ho­
dowlanym. Rejony te w zależności od pory roku, w jakiej p r z e b y w a j ą
na niej stada, nazwane zostały (zgodnie z n a z w ą sezonu) —
owoldżoo,
chawardżaa,
dzuslan, namardżaa.
Wydzielono je na podstawie zgroma­
dzonych d o k ł a d n y c h wiadomości n a temat ich w a l o r ó w geograficznych,
ś r o d o w i s k o w y c h . P r z e d s i ę w z i ę c i e to jest dobrym ś w i a d e c t w e m docenia­
nia tradycyjnych d o ś w i a d c z e ń pasterskich, w k t ó r y c h w a ż n e znaczenie
miało korzystanie z naturalnych w a r u n k ó w ś r o d o w i s k a geograficznego,
a co z tym s i ę wiąże, w ę d r o w a n i e ze stadami z a l e ż n i e od pory roku.
Z a ł ą c z o n y obok plan sezonowych pastwisk s p o r z ą d z o n y został na pod­
stawie informacji uzyskanych od przedstawicieli kierownictwa s p ó ł d z i e l ­
ni i zweryfikowany przez dane zgromadzone w terenie.
W k a ż d y m rejonie pastwisk owoldżoo
z n a j d u j ą s i ę specjalne schro­
niska dla z w i e r z ą t — zimowiska. S ą to różnego rodzaju budowle, trady­
cyjne i mniej lub bardziej w s p ó ł c z e s n e , nieraz sporządzone w e d ł u g fa­
chowych p r o j e k t ó w . W ś r ó d tych tradycyjnych z w r a c a j ą u w a g ę n a j ­
prostsze budowle w rodzaju osłon czy t e ż zagród, budowane z tafli
i b r y ł nawozu. W miejscach gdzie z w i e r z ę t a b y ł y przetrzymywane przez
wiele s e z o n ó w zimowych, w y t w o r z y ł y się ponad metrowej grubości po­
k ł a d y twardego nawozu. Stanowi on tam, niczym złoża gliny, d o s k o n a ł y
surowiec budowlany. W tych tradycyjnych schroniskach wykorzysty­
wano r ó w n i e ż jako budulec kamienie i odłamki skał. Schronisko budo­
wane z nawozu czy kamieni to trzy lub tylko dwie ś c i a n y ustawione
przy wyniesieniach skalnych z odkrytym na c a ł e j swej długości w e j ­
ś c i e m dla zwierząt. Przed t y m w e j ś c i e m wznoszono p r o s t o k ą t n ą z a g r o d ę
z żerdzi; niekiedy tylko samo schronisko nakrywano dachem, g ł ó w n i e
z dranic. Drewno trzeba b y ł o s p r o w a d z a ć z dalszych okolic, gdzie w y ­
s t ę p o w a ł y lasy. W s p ó ł c z e s n e schroniska różnią się przede wszystkim
rodzajem u ż y t e g o materiału. Z r e g u ł y nie jest on j u ż naturalny, a w i ę c
np. c e g ł a , papa, eternit, blacha i deski. Mają te schroniska w i ę k s z e roz­
miary. Ale jedne i drugie z a c h o w u j ą c e c h ę osłon, a nie szczelnych
budowli, takich jak europejskie obory. Tylko dla bardzo m ł o d y c h zwie­
rząt wznoszono budowle szczelniej czy dokładniej c h r o n i ą c e je przed
mrozem. B y ł y to jednak konstrukcje niskie i niewielkich rozmiarów.
Problemem bowiem zawsze b y ł o zdobycie dranic na pokrycie dachu

�WIZERUNEK DOBREGO

PASTERZA

259

i zbudowanie drzwi. Korzystano natomiast ze specjalnych w o j ł o k o w y c h
okryć, k t ó r y m i osłaniano grzbiety i boki cieląt lub źrebiąt. Najsłabsze
zwierzęta przetrzymywano nieraz w jurtach.
Na obszarach wiosennego i jesiennego wypasania z w i e r z ą t r ó w n i e ż
wznosi się obecnie schroniska. Tylko n a letnich pastwiskach nie ma tych
budowli. Z a ł ą c z o n y obok plan ukazuje rozmieszczenie p o s z c z e g ó l n y c h
schronisk. W y s t ę p u j ą one najczęściej w s ą s i e d z t w i e studzien, z w y k ł y c h ,
dawniejszych i nowoczesnych, mechanicznych.
Przede wszystkim jednak dawne i w s p ó ł c z e s n e pasterstwo Mongolii
opiera się na hodowli zwierząt swobodnie wypasanych i przetrzymywa­
nych w stepie. Z w i e r z ę t a z a c h o w a ł y też wiele samodzielności — chro­
nienie się przed surowym klimatem wietrznych zim i s k w a r n y c h dni
w lecie. P r z y niedostatku z b i o r n i k ó w wodnych, wielkich odległościach
między wodopojami, okres u p a ł ó w s z c z e g ó l n i e dokuczliwie daje się we
znaki owcom. K i e d y zbliża s i ę najskwarniejsza pora dnia, zbiegają się
w zbite stado, tak aby powierzchnia narażona na działanie promieni s ł o ­
necznych ograniczona została do minimum. Z opuszczonymi g ł o w a m i ,
ukrytymi pod brzuchami sąsiadów, stoją jakby zamarłe. W i e l b ł ą d y scho­
dzą się wtedy w niewielkie gromady. Jedne stoją, a inne leżą w ich
cieniu; stoją p r z e w a ż n i e samce, podobnie klacze chronią źrebięta.
Niewielkie stada koni przemierzają nieraz znaczne odległości, aby
odnaleźć miejsca w m i a r ę przewiewne. Wspinają się na wyniesienia, nie­
kiedy nawet na w i ę k s z ą górę. T a m na jej szczycie, gdzie wieje wiatr,
stają nieruchomo. W ę d r u j ą c przez step często s i ę widzi te nieruchome
sylwetki koni.
W czasie n a w a ł n i c — burz piaskowych — ogarnięte p o p ł o c h e m stada
tracą orientację. Zdarza się w ó w c z a s , że pierzchające w bezładzie zwie­
rzęta organizowane s ą w zwarty tabun przez swoich p r z o d o w n i k ó w ,
ogiery. Przodownicy tabunu nie p o z w a l a j ą zgubić się pojedynczym zwie­
rzętom, popędzają je, aby dobiły do stada.
Instynkt stadny spełnia s w ą rolę najsilniej w czasie d ł u g i e j w tych
stronach pory zimowej. Wtedy też brak p o m i e s z c z e ń dla zwierząt od­
czuwa się często jako straszliwy w skutkach pomór wyczerpanych osta­
tecznie — z m a r z n i ę t y c h i w y g ł o d n i a ł y c h — w i e l o t y s i ę c z n y c h stad. K o ­
nie broniąc s i ę przed lodowatymi wiatrami zbierają się w wielkie, zbite
gromady. Ale p o s z c z e g ó l n e z w i e r z ę t a nie stoją dłużej w jednym m i e j ­
scu. W tych wielkich stadach konie „krążą", „roją się", zmieniają stale
pozycję. T y m sposobem n a s t ę p u j e wymiana p o s z c z e g ó l n y c h osobników
z pozycji najniebezpieczniejszych n a zaciszniejsze, chronione m a s ą po­
zostałych zwierząt. Po j a k i m ś czasie konie ze środka stada m u s z ą u s t ą ­
pić miejsca tym, k t ó r e chroniły je przed wiatrem z z e w n ą t r z .
Tradycyjne sposoby osiedlania się z jurtami w miejscach wypasa­
nia zwierząt, na talk zwanych otarach, s p r o w a d z a ł y się do n a s t ę p u j ą ­
cych zasad. J u r t y b y ł y z w r ó c o n e w e j ś c i e m zawsze na południe. Stawia-

�260

L E C H MROZ, J A C E K

OLĘDZKI

no je w nieregularnych zgrupowaniach, w w y r ó w n a n y m rzędzie lub r z ę ­
dach oraz na planie k r ę g u w o k ó ł placu, na k t ó r y m z n a j d o w a ł a się za­
groda z j a g n i ę t a m i i k o ź l ę t a m i oraz stado owiec i k ó z . Ten ostatni, ko­
listy sposób zgrupowania jurt — z w i ą z a n y g ł ó w n i e z ludnością bargudzk ą z a m i e s z k u j ą c ą terytorium dzisiejszego somonu B a j a n (stosowany jest
także w innych c z ę ś c i a c h Mongolii, np. u T o r g u t ó w ) — nazywano chot,
a samo zgrupowanie k i l k u rodzin chotail. Chottail b y ł i n s t y t u c j ą zrze­
szającą od trzech do pięciu rodzin '. Okrężne stawianie jurt — chot,
s ł u ż y ł o g ł ó w n i e zabezpieczeniu drobnych z w i e r z ą t przed drapieżnikami,
przede wszystkim wilkami. Stado znajdujące s i ę w otoczeniu jurt b y ł o
też chronione przed wiatrem i c h ł o d e m . Bliskie s ą s i e d z t w o zwierząt
sprzyjało w y p e ł n i a n i u zajęć hodowlanych. Jest rzeczą niezmiernie w a ż ­
ną i c h a r a k t e r y s t y c z n ą , że to praktyczne, o k r ę ż n e ustawianie jurt wo­
k ó ł stada zanikło obecnie w zasadzie c a ł k o w i c i e . M o ż e warto dodać, że
chot — tak przynajmniej, jak s t w i e r d z i l i ś m y , b y ł o u T o r g u t ó w — od­
zwierciedlał zarazem p o w s z e c h n ą t r a d y c y j n ą zasadę w a r t o ś c i o w a n i a
miejsc i przestrzeni w i d o c z n ą w jurcie. Jurta starszego chotu sytuowa­
na b y ł a w c z ę ś c i północno-zachodniej okręgu, blisko osi p ó ł n o c - p o ł u d nie; tylko czasami, gdy w e w n ą t r z o k r ę g u trzymano m ł o d e z w i e r z ę t a j u r ­
ta starszego z n a j d o w a ł a s i ę w części p o ł u d n i o w o - z a c h o d n i e j u w e j ś c i a
do okręgu. Dodajmy, że zanikło r ó w n i e ż prawie c a ł k o w i c i e przetrzymy­
wanie s ł a b y c h , drobnych zwierząt w jurtach.
21

Na w y r ó w n a n y c h terenach jurty stawiane b y ł y i s ą w rzędzie lub
w rzędach, d w ó c h a nawet trzech. W miejscach o z r ó ż n i c o w a n e j r z e ź ­
bie terenowej jurty stawiano i stawia s i ę nieregularnie, tak, aby wyko­
rzystać naturalne cechy krajobrazu. Stoki w z g ó r z , kotliny, w y s c h n i ę t e
koryta rzeczne itp., s ł u ż ą w ó w c z a s jako naturalna osłona przed w i a ­
trem. Te dwa sposoby grupowania jurt uznane z o s t a ł y oficjalnie jako

2 7

W

„Podstawą

większości

zwierząt,

zrzeszenia

przypadków

skupiał

Członkowie

wokół

było

nie

pokrewieństwo

lecz

bogaty a r a t , k t ó r y n i e b y ł w

siebie

chotajlu w s p ó l n i e

uboższych,
budowali

do tego celu, w y k o n y w a l i r e m o n t y .

zależność
stanie

dysponujących

zagrody,

zwozili

Zagrody traktowane

ekonomiczna.

dopilnować

wolną

siłą

i przygotowywali
były

mlecznych,

to z n a c z y p o s z c z e g ó l n e r o d z i n y s p e c j a l i z o w a ł y

czym następowała

chotajl

udzielał

wymiana

pomocy.

i wspólne

Gdy ktoś

nie z a b r a k ł o o s ó b z d o l n y c h

stracił

użytkowanie.

jako w s p ó l n a

się w
W

jurtę, budowano

mu

włas­

wyrobów
produkcie,

przypadkach

do p r a c y , o p i e k o w a n o s i ę p o z o s t a ł y m i

I s t n i a ł a r ó w n i e ż pomoc w z a j e m n a

jakimś
j ą ; gdy

losowych
w

rodzi­

oraz b y d ł e m

w zakresie transportu, jeśli k t o ś

[...]

drzewo

n o ś ć c z ł o n k ó w chotajlu. Niekiedy istniał p o d z i a ł pracy przy w y t w a r z a n i u
po

swych

roboczą

był

[...]

pozbawio­

n y jego ś r o d k ó w —• o d n o s i ł o s i ę to do z m i a n y k o c z o w i s k i z w ó z k i a r g a ł u z o d l e g ­
łych

miejsc. W i ę ź

obecnie
dziś

ogniwach

można

prowadzone

tylko

wzajemna
spółdzielni.
oczekiwać

członków
Dawniej

chotajlu b y ł a
można

zabezpieczenia

było

silniejsza n i ż w
liczyć

socjalnego

od

na

istniejących

pomoc

spółdzielni".

p r z e z S. S z y n k i e w i c z a ; m. i n . w y w i a d z D a m d i n e m , s t a r y m

w

grupie,
Badania

pasterzem

z 2 b r y g a d y w s o m o n i e B a j a n , z s i e r p n i a 1968 r . — w a r c h i w u m Z E I H K M P A N .

�WIZERUNEK DOBREGO

PASTERZA

261

właściwe, o b o w i ą z u j ą c e c z ł o n k ó w spółdzielni. Natomiast okrężne sta­
wianie jurt i przetrzymywanie w nich zwierząt b y ł o tępione admini­
stracyjnie i zwalczane poprzez różne działania p r o p a g a n d o w o - o ś w i a t o w e .
Chodziło o polepszenie w a r u n k ó w sanitarnych w miejscach bytowania
pasterzy. Ale działania te m i a ł y też z w i ą z e k z k s z t a ł t o w a n i e m nowego
wzorca osobowego pasterza i o d e j ś c i e m od tradycji, przy czym jakby
mimochodem, w sposób niezamierzony, n a s t ę p o w a ł o strywializowanie
więzi c z ł o w i e k a ze stadami, pozbawienie tych w i ę z i e l e m e n t ó w emocjo­
nalnych czy wprost ideowych, tych, które tak silnie krzewione b y ł y
w koncepcjach reinkarnacyjnych lamaizmu.
Tak w i ę c , biorąc pod u w a g ę sposoby zajmowania przestrzeni i t y m
samym rodzaje bytowania, m o ż n a obecnie w y r ó ż n i ć jego n a s t ę p u j ą c e
wzorce:
1. Niewielkie zgrupowania jurt pasterzy. Sezonowy typ osiadł ości
i związanej z t y m nowej formy koczownictwa w ściśle wyznaczonych
rejonach pastwisk w miejscach s t a ł y c h budowli gospodarczych s ł u ż ą ­
cych hodowli.
2. Niewielkie zgrupowania jurt; trwalsze przejawy osiadłości w cen­
trach administracyjnych p o s z c z e g ó l n y c h brygad oraz w miejscach znaj­
dowania się studni mechanicznych i s k ł a d ó w p o ż y w i e n i a dla zwierząt.
3. Znacznych r o z m i a r ó w osiedla jurtowe; t r w a ł y rodzaj osiadłości
w miejscu wyznaczonym przez centrum somonu, zespół w s p ó ł c z e s n y c h
instytucji administracyjnych i użyteczności publicznej (przedszkole,
szkoła, świetlica, kino, szpital, sklepy i inne).
W a ż n y m przejawem osiadłości, o k t ó r y m dotychczas nie wspomina­
liśmy, są w k a ż d y m u k ł a d z i e s p o ł e c z n o 4 k u l t u r o w y m miejsca chowania
lub rozstawania się ze z m a r ł y m i . Społeczność somonu B a j a n — tak jak
inne terytoria Mongolii — dziedziczy s z a m a n i s t y c z n o - l a m a i s t y c z n ą kon­
cepcję niegrzebania z w ł o k w j a k i m ś jednym ustalonym miejscu. J a k
wiadomo do rewolucji o b o w i ą z y w a ł y w t y m k r a j u zasady pozostawia­
nia z m a r ł y c h w stepie w miejscach albo wyznaczonych trwale, albo
każdorazowo o k r e ś l a n y c h przez odpowiednie zabiegi magiczne dokony­
wane przez ł a m ó w . Jeśli i s t n i a ł y nawet miejsca o d p o w i a d a j ą c e pojęciu
cmentarza, to nie b y ł y one odwiedzane, a c i a ł o z m a r ł e g o nie czczone
przez jakiegoś rodzaju procedery (znaczenie miejsca, wznoszenie m o g i ł y
czy grobowca). Grobowce b y ł y w y r ó ż n i e n i e m jedynie dla pewnej, szcze­
gólnej kategorii s p o ł e c z e ń s t w a , g ł ó w n i e w y j ą t k o w o ś w i ę t o b l i w y c h ł a ­
m ó w , m a j ą c y c h w y s o k ą r a n g ę w hierarchii kościoła lamaistycznego. Po
rewolucji wprowadzona zostaje w c a ł y m k r a j u zasada grzebania z w ł o k
w miejscach administracyjnie wyznaczonych. W somonie B a j a n na po­
c z ą t k u lat s z e ś ć d z i e s i ą t y c h p o w s t a ł cmentarz na w z ó r europejski. Obec­
nie znajduje s i ę na n i m kilkadziesiąt t r w a ł y c h g r o b o w c ó w . Cmentarz
ten jest j e d n a k ż e oddalony od centrum o s i e d l e ń c z e g o somonu o k i l k a
k i l o m e t r ó w . Usytuowano go w miejscu z dala prawie niewidocznym,

�262

L E C H MROZ, J A C E K

OLĘDZKI

pośród gór. N a l e ż y przy tym dodać, ż e n i e z a l e ż n i e od tego oficjalnego
cmentarza, w miejscach nie pokazywanych osobom z z e w n ą t r z znajdują
się na terytorium somonu inne jeszcze miejsca grzebania i, j a k twier­
dzą informatorzy, tradycyjnego pozostawiania z w ł o k n a powierzchni
ziemi. Takich miejsc jest kilka (podobno aż trzy). A zatem tak jak spo­
łeczność somonu w r ó ż n y c h formach zasiedla c a ł e jego terytorium, tak
r ó w n i e ż sakralizuje to terytorium miejscami chowania z m a r ł y c h , nie
w jednym oficjalnym miejscu, lecz w paru i to mniej lub bardziej se­
kretnych.
Proces przemian w sposobach zajmowania przestrzeni w Mongolii
w czasach po rewolucji nazwany z o s t a ł w literaturze przedmiotu u r ­
banizacją stepu; określenia tego u ż y ł a po r a z pierwszy M a r k o w s k a .
Wydaje s i ę nam, ż e o k r e ś l e n i e to nie u w z g l ę d n i a charakterystycznej
w c a ł y m tego s ł o w a znaczeniu i jedynej tego rodzaju, w p e ł n i rodzimej
dla Mongolii sytuacji. Konstatuje zjawiska powszechnie znane, lecz tak,
jakby nie p o d l e g a ł y one w Mongolii bardzo istotnym przetworzeniom.
Wyznacznikiem specyficznej sytuacji mongolskiej jest przede wszyst­
k i m p r z y w i ą z a n i e społeczności tego k r a j u do domostwa par excellence
pasterskiego, jakim jest jurta. S t a n o w i ł a ona i nadal stanowi symbol
pewnej postawy s p o ł e c z n e j , utrwalonego, nie p o d l e g a j ą c e g o zasadniczym
zmianom systemu w a r t o ś c i o w a n i a . S p r o w a d z i ć go m o ż n a g ł ó w n i e do
kwalifikowania w i ę z i z naturą, t r a d y c j ą i do s a m o d z i e l n o ś c i życia w y ­
łącznie w ś r ó d najbliższej rodziny jako sposobu bytowainia bardziej do­
broczynnego, n i ż dostatecznie skuteczna izolacja zabezpieczająca od
otaczającego świata w sztucznych u k ł a d a c h mniejszych lub w i ę k s z y c h
zbiorowisk ludzkich, ż y j ą c y c h w stosunkach takiej czy innej anoni­
mowości.
Procesy przesiedleńcze, i z w i ą z a n e z nimi modernizacyjne, ż y c i a
s p o ł e c z n e g o w Mongolii bliższe s ą j u ż pojęciu rustyfikacji. P r z y j ę c i e te­
go określenia o z n a c z a ł o b y zarazem k o n s t a t a c j ę wyboru w Mongolii t a ­
kiej formy bytowania, k t ó r a nie tylko w t y m k r a j u , lecz t a k ż e w s z ę d z i e
indziej pozwala na inne n i ż w przypadku miasta warunki rozwoju spo­
łecznego. Ale i to określenie p r o c e s ó w , jakie d o k o n a ł y s i ę w Mongolii,
nie ma p e ł n e g o uzasadnienia. Dlatego ż e rustyfikacja zakłada b e z w z g l ę d ­
ne p r z y p o r z ą d k o w a n i e do stałego miejsca przebywania — wioski, tak
jak to widzimy chociażby w rejonach g ó r a l s k o - p a s t e r s k i e h Europy. P r ó ­
by p r z y p o r z ą d k o w a n i a jednemu miejscu o s i e d l e ń c z e m u pasterzy b y ł y
przeprowadzane r ó w n i e ż w Mongolii. Zamieszkali na s t a ł e w jednym
miejscu pasterze dojeżdżali do stad, aby po w y p e ł n i e n i u zadań w r a ­
mach o ś m i o g o d z i n n e g o dnia pracy powracać do osiedla — niby wioski,
niby miasta. System ten nie przyjął się zupełnie w spółdzielniach pa23

2 8

1969.

D. M a r k o w s k a ,

Urbanizacja

stepu,

[w:] Studia

mongolskie,

Wrocław

�WIZERUNEK DOBREGO

PASTERZA

263

sterskich. J e ś l i nawet jest praktykowany w Mongolii, to tylko w nie­
których p a ń s t w o w y c h gospodarstwach
rolniczo-pasterskich.
Dlatego
w najlepszym przypadku to, co obserwujemy w przemianach s p o s o b ó w
zajmowania przestrzeni w Mongolii w s p ó ł c z e s n e j , m o ż n a by określać
jako r u s t y f i k a c j ę p o ł o w i c z n ą . Dodajmy przy tym, że M o n g o ł o m dosko­
nale jest znane z w ł a s n y c h d z i e j ó w i rozpoznawania w r ó ż n y c h okre­
sach historycznych wielkich i o d l e g ł y c h k r a j ó w z a r ó w n o to, czym jest
wieś, jak i miasto, w i e j s k o ś ć i m i e j s k o ś ć — dwa jakby archetypiczne
sposoby istnienia, zawsze w taki czy inny sposób kwestionowane. Mon­
gołowie odnaleźli w czasach najnowszych r o z w i ą z a n i e oryginalne, w ł a ­
sne, łączące d o ś w i a d c z e n i a tradycyjne z licznymi usprawnieniami no­
woczesnymi. Mamy tu na m y ś l i g ł ó w n i e system w i ę z i , jakie wprowa­
dzone zostały m i ę d z y tych, k t ó r z y koczują, sezonowo p r z e b y w a j ą c na
odległych pastwiskach, a tymi, k t ó r z y na s t a ł e m i e s z k a j ą w osiedlu somonowym.
O n i e p r z y j ę c i u s i ę w Mongolii pozornie nowoczesnych (urbanistycz­
nych) form bytowania pasterzy z d e c y d o w a ł y oczywiste w z g l ę d y gospo­
darcze (większa r e n t o w n o ś ć gospodarstw k u l t y w u j ą c y c h tradycyjne z a ­
sady w ę d r o w a n i a pasterzy ze stadami). Ale niezwykle pomocny b y ł t e ż
inny n i ż europejski system w a r t o ś c i , obligujący s p o ł e c z e ń s t w o mongol­
skie. N a l e ż y od razu p o w i e d z i e ć , ż e w tym k r a j u nie obserwuje s i ę tak
ostro w y s t ę p u j ą c e g o zjawiska, jak w k r a j a c h c h o c i a ż b y Europy Wschod­
niej, s z c z e g ó l n i e zaś w Polsce, masowej emigracji m i e s z k a ń c ó w wsi do
miast i z w i ą z a n e j z tym potrzeby zmiany statusu s p o ł e c z n e g o za w s z e l k ą
cenę.
MOTYWACJE

ETYCZNE

P r z y b l i ż y l i ś m y s i ę w tym momencie do istoty i n t e r e s u j ą c e g o nas
zagadnienia, f u n k c j o n u j ą c y c h w s p o ł e c z e ń s t w i e mongolskim p o j ę ć etycz­
nych, tak elementarnych jak próżność, f a ł s z y w y splendor, cenienie so­
bie rzeczy z e w n ę t r z n y c h , n a j ł a t w i e j o k r e ś l a j ą c y c h potrzeby o charakterze
p r e s t i ż o w y m . Analiza przede wszystkim r ó ż n y c h dziedzin tradycyjnej
kultury materialnej, w tym artystycznej, s z c z e g ó l n i e podatnej na u j a w ­
nianie takich p r e s t i ż o w y c h potrzeb, wykazuje, że nie o d g r y w a j ą one
w a ż n e j , a j u ż na pewno d e c y d u j ą c e j roli. Ludność Chałcha nie korzy­
stała w tradycyjnych strojach z agresywnej, wielobarwnej kolorystyki,
a t a k ż e kolorowej ornamentyki h a f t ó w lub innych podobnych zdobień.
W wystroju jurty p o j a w i a ł o s i ę malarskie zdobnictwo (mebli i części
drewnianych jurty) nieraz nawet wyszukane i bogate, ale j e d n o c z e ś ­
nie — i to jest niezwykle charakterystyczne — nie w y s t ę p o w a ł a znana
innym, zazwyczaj mniejszym grupom l u d n o ś c i o w y m w Mongolii barw­
na, wycinankowa aplikacja w o j ł o k ó w — zdobnictwo niezwykle efek­
towne, ł a t w o rzucające s i ę w oczy. Natomiast b y ł y i zdarzają się dzi-

�264

L E C H MRÓZ, J A C E K

OLĘDZKI

siaj jeszcze wytwarzane przez ludność Chałcha w o j ł o k i zdobione tylko
wzorami wyszytymi nicią n i e b a r w i o n ą (zazwyczaj z w e ł n y ciemniejszej
niż ta, jakiej u ż y t o do wyrobu samego kobierca). S ą to w o j ł o k i niezwykle
pracochłonne o wyrafinowanej ornamentyce geometrycznej. W niczym
nie p r z y p o m i n a j ą tych ł a t w o w p a d a j ą c y c h w oko w o j ł o k ó w z barwny­
mi aplikacjami.
Podobne uwagi n a s u w a j ą s i ę przy analizie w y r o b ó w ze srebra, funk­
c j o n u j ą c y c h jako ozdoby s t r o j ó w kobiet, r ę k o j e ś c i s z t y l e t ó w , okucia
pochew, specjalne dłubacze do fajek, krzesiwa, wreszcie jako przystro­
jenie u p r z ę ż y (ozdobne guzy n a siodle i uździe). S ą to w y ł ą c z n i e przed­
mioty o bardzo wyszukanej ornamentyce, zbliżonej stylistycznie do w y ­
s t r o j ó w w y s t ę p u j ą c y c h na przedmiotach u ż y t k o w a n y c h w innych k u l t u ­
rach tylko przez przedstawicieli warstw uprzywilejowanych.
Wymienione cechy kultury artystycznej Chałcha m o g ł y o c z y w i ś c i e
k s z t a ł t o w a ć s i ę n i e z a l e ż n i e lub w n i k ł y m stopniu zależności od normot w ó r c z y c h ( u ś w i a d a m i a n y c h przez zwerbalizowanie) postaw s p o ł e c z n y c h ,
etycznych. T a k i czy inny rodzaj s t r o j ó w , p r z y s t r o j ó w itd., w y n i k a ł w du­
żej mierze z d o s t ę p n y c h w z o r c ó w , a przede wszystkim chyba oddzia­
ł y w a n i a wyrafinowanej kultury c h i ń s k i e j , służącej M o n g o ł o m gotowy­
mi wyrobami artystycznymi, kosztownymi materiami i innymi dobra­
mi. Dlatego niezwykle istotne b y ł o uzyskanie b e z p o ś r e d n i c h wypowie­
dzi, które o r i e n t o w a ł y b y , czy wspomniane zachowania s p o ł e c z n e z w i ą ­
zane z dążeniami p r e s t i ż o w y m i s ą u ś w i a d a m i a n e i w Określony sposób
kwalifikowane. P o s ł u ż y l i ś m y się t u pytaniem o charakterze testowym:
co jest w a ż n i e j s z e , w y ż e j cenione lub w y r ó ż n i a n e , „ b y ć " czy „mieć".
W c z e ś n i e j prowadzone rozpoznanie tego zagadnienia w europejskich
społecznościach ludowych, g ł ó w n i e n a p r z y k ł a d z i e Polski, dostarczyło
danych, z k t ó r y c h jednoznacznie wynika, że wartość, jaką stanowi
„mieć" przedkłada s i ę nad „być". Często też samoistnie traktowane po­
jęcie „być" jest n i e z r o z u m i a ł e lub w najlepszym razie zrozumiałe, lecz
jako wartość nierealna. W ó w c z a s też łączone jest „ b y ć " z „ m i e ć " w a ­
r u n k u j ą c y m w y s t ą p i e n i e w a r t o ś c i pierwszej.
Z Mongolii dysponujemy k i l k u d z i e s i ę c i o m a wypowiedziami zgroma­
dzonymi w ś r ó d ludności g ł ó w n i e starszego pokolenia z a m i e s z k u j ą c e j somon Bajan. W wypowiedziach tych „być" jest p o j ę c i e m jak najbardziej
z r o z u m i a ł y m i bliskim; w y s t ę p u j e samoistnie, n i e z a l e ż n i e od „mieć".
„ B y ć " to credo starszych M o n g o ł ó w . Młodsze pokolenie niekiedy pod­
w a ż a to credo r e f l e k s j ą znaną dobrze z Europy, zgodnie z k t ó r ą w a ­
runkiem bycia jest posiadanie. M o ż l i w e , że to rozumowanie rozwinie
i upowszechni s i ę jeszcze bardziej. Ale j e d n o c z e ś n i e mamy podstawy,
aby sądzić, ż e tradycyjne doświadczenia mongolskie, w y r a ż a j ą c e s i ę
w w y w y ż s z a n i u w a r t o ś c i „bycia" (z czym w i ą ż e s i ę „ b y c i e sobą", „ c z u ­
cie się sobą") ponad posiadanie we wszelkich postaciach, zakresach,
a także przejawach, łącznie z t y m i najbardziej z e w n ę t r z n y m i , presti-

�WIZERUNEK DOBREGO

265

PASTERZA

żowymi, nie u l e g n ą zanikowi. Są to doświadczenia zakorzenione g ł ę b o ­
ko w kulturze, chronione poprzez cały zespół w y n i k a j ą c y c h z nich przy­
zwyczajeń, potrzeb itp. W y w y ż s z a n i e „bycia" nad „posiadanie" b y ł o
cnotą p o w s z e c h n ą . Można przypuszczać, ż e s t a n o w i ł a ona r ó w n i e ż kom­
ponent Wizerunku dobrego pasterza. W tradycyjnej kulturze M o n g o ł ó w
znane są t e ż przypadki wcielania w życie założeń idei bycia, a nie po­
siadania. We wspomnianej instytucji zrzeszeń pasterskich chot, ubożsi
korzystali z p r o d u k t ó w mlecznych uzyskiwanych ze stada, które nie
było ich własnością. W czasie pomoru zwierząt ci, k t ó r y m ocalało stado,
wspomagali d o t k n i ę t y c h k l ę s k ą . Goszczenie nawet z u p e ł n i e nieznanych
osób b y ł o ś w i ę t y m zwyczajem, k t ó r y p r z e t r w a ł do dzisiaj a w celebro­
waniu spotkań towarzyskich w i d a ć c a ł k o w i t y brak pozorności, nie p r z y ­
pisywanie znaczenia rzeczom d r u g o r z ę d n y m , formalnym. Stąd też zwy-

Ryc.

28.

Gotowanie

wnętrzności

baranich.

Somon

Bajan

1968

r.

czaję rytualnych, zbiorowych posiłków; b y ł y one okazją do zacieśniania
w i ę z i s p o ł e c z n y c h , okazywania szacunku innym, a także sobie. Wiązało
się z t y m r ó w n i e ż takie dysponowanie czasem, by w niczym i nigdzie
nie u j a w n i ć pośpiechu, u w ł a c z a j ą c e j formy z a c h o w a ń w stosunku do
drugiego c z ł o w i e k a .
P r z y próbie rozpoznania w s p o s ó b najbardziej generalny norm etycz-

�266

L E C H MROZ, J A C E K

OLĘDZKI

R y c . 29. K a p l i c z k a n a o ł t a r z u j u r t o w y m obok b i b l i o t e c z k i (w szafce). N a d r z w i a c h
wizerunki Czojbałsana
kapliczką

i Suche Batora. N a zbliżeniu
ofiara z serca barana.

( z d j ę c i e dolne)

Somon

Bajan

1968

w tyglu przed
r.

nych o b o w i ą z u j ą c y c h w społeczności pasterzy mongolskich — dodajmy
zagadnienia niezwykle trudnego, albowiem nie ma dotychczas ż a d n y c h
opracowań w literaturze przedmiotu — i n t e r e s o w a ł nas przede wszyst­
k i m stosunek do podstawowego zajęcia, jakim jest pasterstwo, p o ś r e d -

�WIZERUNEK

DOBREGO

267

PASTERZA

nio zaś stosunek do hodowanych zwierząt. P r z y j ę l i ś m y , że tradycyjne
sposoby odnoszenia się do zwierząt uznać m o ż n a za wzorcowe i normotwórcze; u p o w a ż n i a j ą do takiego założenia n a s t ę p u j ą c e fakty:
1. Na pytania ankiety p o ś w i ę c o n e j cechom dobrego i z ł e g o c z ł o w i e ­
ka ( w y m i e n i ć 3 cechy c z ł o w i e k a dobrego i 3 złego) niezwykle często
akcentowany jest stosunek do zwierząt. C z ł o w i e k i e m dobrym b y ł daw­
niej ten, k t ó r y nie bił zwierząt, łagodnie się z nimi obchodził, o p i e k o w a ł
się s ł a b y m i i chorymi jednostkami, w y s z u k i w a ł najlepsze pastwiska dla
stad itd.
2. P r z e t r w a ł y zachowania z w i ą z a n e z udomowianiem zwierząt, w y ­
magające (jak w przypadku w i e l b ł ą d ó w ) tkliwych wprost zabiegów.
Współczucie z w i e r z ę t o m osieroconym, pocieszanie matek, które utraciły
potomstwo. N a k ł a n i a n i e opornych zwierząt przy wykorzystywaniu ich
reakcji na ś p i e w i m u z y k ę (np. granie na morin churze).
3. N a j w y ż s z e g o r z ę d u skuteczność i sprawność w oswajaniu zwie­
rząt do c e l ó w jeździeckich i p o c i ą g o w y c h . W przypadku koni siodłanie

Ryc.

30.

Białego

G r a dambaa
Starca,

przed

symbolizująca

ołtarzem

jurtowym.

nieustającą

pogodę

B a j a n 1968 r .

Na

ołtarzu

ducha

i

porcelanowa

figura

pomyślność.

Somon

�268

L E C H MROZ, J A C E K

OLĘDZKI

R y c . 31. G r a w k o ś c i . S o m o n B a j a n 1968 r.

jednostek dzikich bez uprzedniego d ł u g o t r w a ł e g o trenowania, a przy
ć w i c z e n i u w i e r z c h o w c ó w korzystanie z u m i e j ę t n o ś c i dzieci.
4. Opieka nad zwierzętami, przyzwalająca n a ich obecność w jurcie
oraz nakłaniająca do chronienia najbardziej nieodpornych zwierząt o s ł o ­
n ą z jurt stawianych na k r ę g u (chot).
5. Zabijanie z w i e r z ą t w e d ł u g r e g u ł najbardziej humanitarnych. R y tualizacja sposobu zabijania owiec. Głęboka moralna i uczuciowa moty­
wacja tego r y t u a ł u . Unikanie zabijania p s ó w i koni.
6. Niejedzenie m i ę s a k o ń s k i e g o , przy j e d n o c z e ś n i e niezwykle osz­
c z ę d n y m i starannym s p o ż y t k o w a n i u s k ł a d n i k ó w o d ż y w c z y c h z owiec.
Traktowanie jako p r z y s m a k ó w wnętrzności, nie marnowanie owczych
żołądków, a nawet ich zawartości (gromadzenie i suszenie na paszę dla
zwierząt w czasie zimy).
7. Niekorzystanie z nazw z w i e r z ą t jako przezwisk i niestosowanie
pejoratywnie brzmiącej nomenklatury dla określania p o s z c z e g ó l n y c h
a k t ó w w ż y c i u zwierząt.

�WIZERUNEK

DOBREGO

269

PASTERZA

8. Siady majoryzacji świata zwierząt nad ludzkim, a nawet formy
sakralizacji zwierząt w t w ó r c z o ś c i literackiej (przypowieści, p r z y s ł o w i a
itd.) oraz w pieśniach, muzyce i działaniach o charakterze plastycznym
(przedstawianie szczegółowo^realistyczne czy nawet naturalistyczne zwie­
rząt, przy schematyzacjd p r z e d s t a w i e ń człowieka).
9. Komemoratywne Wierzenia szamanistyezne z w i ą z a n e z koniem
(składanie czaszek końskich na owoo) oraz — lub przede wszystkim —
wierzenia lamaistyczne w y z n a c z a j ą c e z w i e r z ę t o m określoną (ważną) rolę
w koncepcjach reinkarnacyjnych.
W omawianym czasie przemian w s k a ź n i k i te p o d l e g a j ą mniej lub
bardziej wyrazistej zmianie. Stosunek do zwierząt zmienił s i ę najbar­
dziej zasadniczo w odniesieniu do jego p r z e j a w ó w przedstawionych
w punktach w 4, 5, 6, 8 i 9 oraz już w mniejszym stopniu w punktach
1 i 7, n a koniec w stopniu najmniejszym w punktach 2 i 3. Dobrą
ilustracją zmian, jakie d o k o n a ł y s i ę w zakresie w i e r z e ń , s z c z e g ó l n i e
w najistotniejszym ich zespole, bo d o t y c z ą c y m reinkarnacji (punkt 9),
może b y ć wyznanie starszej kobiety, dodajmy .głęboko w i e r z ą c e j , k t ó r a
powiedziała nam, ż e chciałaby s i ę ponownie narodzić w takim ś w i e c i e ,
gdzie nie m i ę s o , lecz jarzyny i owoce są p o d s t a w ą p o ż y w i e n i a . Wypo­
wiedź tej kobiety — mieszkanki B a j a n somonu — stanowi bardzo w y ­
sublimowany, s z c z e g ó ł o w y fakt, albowiem inni w i e r z ą c y nadal n a j c z ę ś ­
ciej deklarują ż y c z e n i a ponownych narodzin w tych samych warunkach,
w jakich żyli, i w statusie pasterza. S ą jeszcze inne w s k a ź n i k i określa­
jące te nowe przekonania, a w rezultacie zachowania. Stało się już
regułą nieszanowanie z m a r ł y c h zwierząt, w tym r ó w n i e ż koni. Zaprze­
stano gromadzenia g ł ó w (czaszek) tych zwierząt w miejscach u ś w i ę ­
conych na owoo. Zmarłe konie pozostawia się w przypadkowych m i e j ­
scach. Jest to jeden z wyrazistszych s y m p t o m ó w n i e ł a d u , obojętności
w y r a ż a j ą c y s i ę ' obecnie w monstrualnych nieraz na stepie ś m i e t n i ­
skach kości z w i e r z ę c y c h , rogów, skór i w n ę t r z n o ś c i — sztuk, które pa­
dły, lub b y ł y masowo zabijane .
2 9

W odniesieniu do punktu 5 odnotowujemy n a s t ę p u j ą c e zmiany szcze­
g ó ł o w e . Mięso oraz s k ó r y z p s ó w s t a ł y s i ę w a ż n y m dla Mongolii surow­
cem eksportowym. Psy, które s t a n o w i ł y w Mongolii wartość utylitarną
jedynie jako stworzenia żyjące (pomocnik człowieka, tropiciel, strażnik
stad i mienia), dostarczają dziś niezwykle cenionych w Z S R R futer do
2 9

byłego

Dosyć
lamy,

(lekarz) n i c
które

nadają

myszami.

A

reprezentatywna
Dzama
nie

wie

dla

Bajanu.

„Jacy

o

ziołach,

a

s i ę do l e c z e n i a .
u

nas

tych

z

myszy

z j a w i s k jest
są moi

j a tu

Drugi syn

jest

dużo,

w

wypowiedź

synowie

—

mówi

somonie w y r ó ż n i a m

—

trudno

jest

brygadzistą

pracować

przy

starego

pasterza,

Dzam —
około

i nie

200

przejmuje się

zwierzętach.

m u —• t r z e b a w a l c z y ć z m y s z a m i , j a k i e ś ś r o d k i s ą potrzebne,

ale takie, ż e b y

r z ę t o m nie szkodziły. M ó w i ę

zwierzęta

zostaną!"

Wywiad

z

m u : ty

sierpnia

1968

b r y g a d z i s t a — u ciebie
r.

jeden
roślin,

bez

Mówię
zwie­
trawy

�270

L E C H MROZ, J A C E K

OLĘDZKI

wyrabiania obuwia dla lotników. Tabuny koni eksportowane są za gra­
nice Mongolii n a ubój z przeznaczeniem surowcowym do produkcji kon­
serw m i ę s n y c h . Te i inne przejawy cywilizacyjne m u s i a ł y odbić się na
charakterze stosunku mongolskich pasterzy do czczonych czy szano­
wanych zwierząt, a w ostateczności na zachowaniach pospolitych, przede
wszystkim sposobach zabijania (punkt 5), ale t e ż sposobach trakto­
wania zwierząt (punkt 1).
Pod w p ł y w e m tych przemian w y t w o r z y ł s i ę w społeczności jaką sta­
n o w i ą m i e s z k a ń c y terytorium somonu B a j a n stan, k t ó r y m o ż n a określać
rozchwianiem lub z a m ę t e m w o b o w i ą z u j ą c y c h tradycyjnie normach z a ­
c h o w a ń d o t y c z ą c y c h zwierząt. U t r z y m u j ą c y się jednak nadal trwale
w tej społeczności autorytet c z ł o w i e k a starszego — Mędrca, szacunek
w y r a ż a n y bez europejskiej uniżonoścd ludziom s p r a w u j ą c y m w ł a d z ę ,
stwarza podstawy istnienia refleksji, zadumy, znajdującej komentarz
w obiegu s p o ł e c z n y m . Pozwala to m n i e m a ć , że dawne doświadczenia
i m ą d r o ś ć tej s p o ł e c z n o ś c i o w o c o w a ć m o g ą w przyszłości.
Prócz z a c h o w a ń d o t y c z ą c y c h zwierząt ankieta dostarczyła informacji
jakie cechy winien posiadać c z ł o w i e k dobry. W y m i e n i a n ą na pierwszym
miejscu c e c h ą dobrego c z ł o w i e k a jest optymizm, na drugim s p o k ó j we­
w n ę t r z n y , łagodność usposobienia, zdolność do r o z w a ż n e g o (refleksyj­
nego) rozstrzygania spraw codziennych. Odpowiednio g ł ó w n ą c e c h ą c z ł o ­
wieka z ł e g o jest pesymizm, dalej g w a ł t o w n o ś ć usposobienia, nerwo­
wość. B y ć m o ż e to zdecydowanie, ł a t w e f o r m u ł o w a n i e pojęć dychotomicznych ( d o t y c z ą c y c h dobra i zła, ostre rozróżnianie tych wartości)
wynika ze szczególnie trudnych, już na poziomie naturalnym, przyrod­
niczym iwarunków egzystencji p o k o l e ń M o n g o ł ó w — s t e p o w c ó w Central­
nej Azji. Ale wchodzi tu r ó w n i e ż w grę percepcja m y ś l i buddyjskiej,
a w c z e ś n i e j z w i ą z a n i e z szamanizmem. W obydwu ideologiach pojęcie
dobra i zła jest rozgraniczane ze szczególną ostrością.
W y o d r ę b n i e n i e optymizmu i rozwagi jako cnót naczelnych jest skon­
kretyzowaniem tradycyjnej postawy etycznej M o n g o ł ó w . Postawa ta
jest racjonalistyczna od początku do końca. I nic nie wskazuje na to,
aby w dzisiejszych czasach m o g ł a ona ulec j a k i m ś zasadniczym prze­
obrażeniom.
C h c i e l i b y ś m y jeszcze p o w i e d z i e ć parę s ł ó w o w s k a ź n i k u wymienio­
n y m w punkcie 8. Synteza artystyczna postaw etycznych w relacji c z ł o ­
wiek — z w i e r z ę b y ł a taka, jak p r ó b o w a l i ś m y ją s c h a r a k t e r y z o w a ć
w tym w ł a ś n i e punkcie, odnosiła się j e d n o c z e ś n i e do tradycyjnych środ­
k ó w wyrazu. J a k natomiast przedstawia się ta relacja we w s p ó ł c z e s n y c h
przejawach r ó ż n y c h manifestacji artystycznych? Można by zacząć od
r y s u n k ó w - m a l u n k ó w , aplikacji i rzeźb dzieci wykonywanych przez nie
w s z k o ł a c h mongolskich. Jest wprost z d u m i e w a j ą c e , że w tych reali­
zacjach najczęściej w y s t ę p u j ą zwierzęta, o c z y w i ś c i e te, k t ó r e są trady­
cyjnie hodowane w tym kraju. Nie ma w tych rysunkach w y o b r a ż e ń

�WIZERUNEK

DOBREGO

PASTERZA

271

kur i gęsi, tak jak nie ma k r ó l i k ó w , zajączków i k o t k ó w . Nie ma t e ż
świń, chociaż z w i e r z ę to, tak jak kury, zaczęto w tym k r a j u h o d o w a ć .
Dzieci mongolskie fascynuje baran i k o ń , krowa, w i e l b ł ą d i sar łyk, ale
nade wszystko jurta, w swym pasterskim sztafażu. Jest zaskakujące, że
na kilkaset r y s u n k ó w dzieci ze s z k o ł y w Bajan somonie, zaledwie k i l k a ­
naście razy ukazany jest człowiek, chłopiec p a s ą c y stado lub jeździec
p r z e w o d z ą c y karawanie. Dodajmy, że wyobrażenia ludzi — od strony
formalnej — nie d o r ó w n u j ą biegłości czy staranności w ukazywaniu
zwierząt. Charakterystyczne też jest, że zadane albo zasugerowane te­
maty, np. „ w i e l c y p r z y w ó d c y " (Lenin, Suche Bator), a nawet „przo­
downicy pracy socjalistycznej" są rysowani i malowani za pomocą k a l ­
kowania. Nie b y ł o b y to zadziwiające, gdyby nie fakt, że propozycja
przedstawienia Mongołki, Mongoła spotyka się u dzieci z wyrafinowa­
nymi wprost zabiegami k o l a ż o w y m i , aplikacyjnymi. Nie m o ż n a tutaj
m ó w i ć tylko o bardziej trafnym ukazywaniu treści znanych, raczej
0 treściach akceptowanych jako bardzo bliskie.
Do programu zajęć rysunkowych w szkołach mongolskich — w ta­
kich nawet miejscach jak Bajan somon — przeniknął, albo też ś w i a d o ­
mie został p r z y j ę t y religijny temat o rodowodzie buddyjskim — tumbaszt, symbol przyjaźni. Jest to przedstawienie czterech zwierząt —
słonia, m a ł p y , zająca, ptaka — s t o j ą c y c h na sobie pod drzewem owoco­
wym. W tym w s p ó ł d z i a ł a n i u g ł ó w n ą rolę odgrywa nie słoń z y r w a j ą c y
trąbą owoce czy też zręczna małpa, lecz ptak, podający dziobem zer­
wane z drzewa przez s w y c h w s p ó ł t o w a r z y s z y przysmaki. W tych dzie­
cięcych w y o b r a ż e n i a c h tumbaszi zwraca u w a g ę , że z a r ó w n o słoń jak
1 małpa — z w i e r z ę t a nie w y s t ę p u j ą c e na obszarach Mongolii, a w i ę c nie
widywane w r z e c z y w i s t o ś c i , przedstawiane są z ogromnym znawstwem,
zawsze realistycznie, a nieraz wprost naturalistycznie.
Natomiast w przedstawieniach pojedynczych zwierząt hodowanych
w stepie, bądź w przypadku tematu „pięć zwierząt n a j w a ż n i e j s z y c h " ,
s t a n o w i ą c y c h p o d s t a w ę gospodarki pasterskiej, s z c z e g ó ł o w o ś ć i spraw­
ność obrazowania bywa wprost niewiarygodna. Jest to obrazowanie po­
krewne niezwykle w n i k l i w y m studiom graficznym zwierząt, jakie zna­
my z buddyjskich t r a k t a t ó w p i ś m i e n n i c z y c h — często bogato ilustro­
wanych. R y s u n k i czy t e ż malunki, aplikacje lub płaskorzeźby s ą zawsze
traktowane w s p o s ó b niezwykle p o w a ż n y , na serio bez żartobliwości,
która nierzadko wkrada s i ę do wszelkiej twórczości dziecięcej.
W rysunkach mongolskich dzieci zwraca u w a g ę znajomość osobli­
wych r e a l i ó w w ł a s n e j ziemi, przede wszystkim płaskości obszarów ste­
powych (w rysunkach w y r a ż a się to w ukazywaniu rzeczy jak gdyby
w próżni), a przy przedstawianiu t e r e n ó w g ó r z y s t y c h zaciemnianie ich
n i e n a s ł o n e c z n i o n y c h s k ł o n ó w p ó ł n o c n y c h , tam gdzie rosną drzewa. J e d ­
n o c z e ś n i e zawsze w tych pejzażach ukazywane jest słońce. W tych
d z i e c i ę c y c h obrazkach w y s t ę p u j e jeszcze coś, co stanowi dalszy istotny

�272

L E C H MROŹ, J A C E K

OLĘDZKI

rys kultury, w jakiej uczestniczą. Otóż powszechne jest u tych dzieci
zafascynowanie najprostszymi urządzeniami pasterskimi (schroniska dla
zwierząt, zagrody, studnie). Natomiast samochody, traktory czy nawet
statki i helikoptery s t a n o w i ą w t y m repertuarze t r e ś ć najbardziej epi­
zodyczną. Nie m a w i ę c w tych w a ż n y c h dokumentach ujawnienia prze­
k o n a ń (tych, k t ó r e poznajemy w działaniach plastycznych i p i ś m i e n n y c h
deklaracjach dzieci i m ł o d z i e ż y wychowywanej w miastach czy rejo­
nach niezurbanizowainych innych części świata) o n i e p o d w a ż a l n e j roli
samego c z ł o w i e k a , jego w y n a l a z k ó w cywilizacyjnych najnowszej doby.
Trwanie w ścisłej w i ę z i z naturą, w ś w i e c i e zwierząt, przy poszanowa­
niu elementarnych zajęć pasterskich i p o w i n n o ś c i c z ł o w i e k a (jurta —
życie rodzinne — z w i ą z a n e z nim obyczaje) to t r e ś ć zasadnicza t w ó r ­
czości n a j m ł o d s z y c h r e p r e z e n t a n t ó w w s p ó ł c z e s n e g o s p o ł e c z e ń s t w a mon­
golskiego.
N i e w ą t p l i w i e o wiele bardziej zasadniczym dokumentem odnoszenia
się ludzi do zwierząt i ich roli jest t w ó r c z o ś ć d o r o s ł y c h a r t y s t ó w pro­
fesjonalnych i ludowych. Dobrym p r z y k ł a d e m w y j ś c i o w y m , zapoczątko­
w u j ą c y m to z ł o ż o n e zagadnienie, m o ż e b y ć plastyczne ukazanie dobro­
dziejstw. rewolucji na pomniku nagrobnym Suche Batora w U ł a n B a ­
tor. T w ó r c y d z i e ł a nie znamy. Oto n a j w a ż n i e j s z a tematyka plastycznej
realizacji na t y m pomniku-grobowcu: w scenie u k a z u j ą c e j budowanie
fabryk i kopalni autor p r z e d s t a w i ł k a r a w a n ę t r a n s p o r t o w ą m a t e r i a ł ó w
budowlanych. Zaakcentowane zostały przedstawienia zwierząt, w i e l b ł ą ­
d ó w i jaków. A tylko prawie marginesowo ukazane s ą ciężarówki. I jak­
kolwiek b y ś m y odczytywali to w y o b r a ż e n i e przemian rewolucyjnych,
dominuje w nim z w i e r z ę i w ó z k o c z o w n i k ó w . Jest to p e ł n a afirmacja
rodzimej tradycji. Dodajmy, p o w s t a ł a w czasach propagandy a k c e n t u j ą ­
cej znaczenie materialnych dobrodziejstw cywilizacji p r z e m y s ł o w e j .
W okresie bezpośrednio po rewolucji, g ł ó w n i e w latach dwudziestych,
ale też znacznie p ó ź n i e j , do lat pięćdziesiątych, propagowane b y ł y w ś r ó d
pasterzy działania artystyczne, m o ż n a b y ł o b y to n a z w a ć polityką k u l ­
turalną, mającą w y z w o l i ć rodzime talenty. P o j a w i ł o się w ó w c z a s sporo
najrozmaitszych p r z e d s t a w i e ń plastycznych o charakterze zdecydowanie
ludowym. B y ł y to g ł ó w n i e aplikacje lub wyszywanki, n a w i ą z u j ą c e do
tradycyjnych w Mongolii ś r o d k ó w wyrazowych, znanych nawet w cza­
sach prahistorycznych, a rozwijanych później przez lamaizm — obok
m a l o w i d e ł i grafik b y ł to r ó w n o r z ę d n y sposób obrazowania treści reli­
gijnych. Interesujące nas przedstawienia — wykonywane przez a r a t ó w — m i a ł y w y ł ą c z n i e t e m a t y k ę świecką. I co jest charakterystyczne,
d o m i n o w a ł y w nich sceny z życia pasterskiego — najprostsze procedery
hodowlane, krajobraz, jurty, i o c z y w i ś c i e zwierzęta. Sceny z zajęć w czte­
rech porach roku s t a ł y s i ę w ą t k i e m przewodnim tych n i e z w y k ł e j wprost
wartości, autentycznych wypowiedzi plastycznych. Niestety, n a i w n o ś c i
formy czy t e ż prostota ludowego obrazowania s t a ł y się powodem, że

�WIZERUNEK DOBREGO

PASTERZA

273

w ostatnich latach zniszczono te dzieła, przynajmniej n a j w a ż n i e j s z e
ich kolekcje. J e d n ą z nich m o ż n a b y ł o podziwiać w muzeum w Cecerlegu, gdzie z omawianej kolekcji z a c h o w a ł a się bodaj tylko jedna aplika­
cja. Z d e c y d o w a ł a o t y m jej tematyka — asfaltowe ulice, szkoła i auto­
busy na tle w y n i o s ł e j g ó r y znajdującej się w t y m m i e ś c i e . Zniszczono
obrazy o tematyce rustykalnej, pasterskiej, n i e z w y k ł e j piękności przed­
stawienia zwierząt, na ich miejsce wprowadzono zaś wielkie malowane
plansze wykonane przez b i e g ł e g o s p e c j a l i s t ę z U ł a n Bator. W tych obrazach-planszach propagowany jest wizerunek pasterza s k r z ę t n e g o , ho­
dowcy, pokazywany w sposób poprawnie wystudiowany niczym r e l i ­
gijne przedstawienia, po w i e l e k r o ć kopiowane, wymierzane z całą zna­
jomością antropologii c z ł o w i e k a , jego g e s t ó w i wyrazu twarzy, detali
w stroju itp.
Interesuje nas j e d n a k ż e nadal obrazowanie spontaniczne, k t ó r e zro­
dziło się w czasach w s p ó ł c z e s n y c h w tym k r a j u . Można tu w s p o m n i e ć
m a l o w i d ł a — obrazy w ramach — przystrajające zajazdy. Ukazywano
na nich zwierzęta, najczęściej w i e l b ł ą d a w stanie r u i , ale t a k ż e w i e l b ł ą ­
dzicę. T e n ostatni temat stał s i ę do tego stopnia popularny, że zrodził
się obrazek — podarunek, dawany przy r ó ż n y c h ceremonialnych oka­
zjach. W sytuacjach oficjalnych wizerunek ten nazwany został „ w i e l ­
błądzica przodownica w dostawie mleka". S ą to n i e w ą t p l i w i e groteskowe,
graniczące z kiczem fascynacje z w i e r z ę c i e m albo m o ż e c z y m ś jeszcze
zupełnie innym, dobrem materialnym sprowadzonym do samych k o r z y ś ­
ci. Z w i e r z ę pozbawione zostało tu jego duchowej, czy ideowej wartości,
zwulgaryzowane do poziomu n a j n i ż s z y c h odczuć.
Ale p r z e t r w a ł o c o ś , co jest prawdziwym ewenementem w kulturze
świata. Mamy tu na m y ś l i pomniki stawiane z w i e r z ę t o m , co jest z j a ­
wiskiem o g ó l n o k r a j o w y m . W y s t ę p u j ą one przede wszystkim w somonach. S ą to wykonane z cementu przedstawienia czterech podstawo­
wych zwierząt hodowlanych, konia, w i e l b ł ą d a , krowy i owcy. Zdarzają
się r ó w n i e ż przedstawienia j a k ó w i kóz. R z e ź b y mają w i e l k o ś ć natural­
ną. S t a n o w i ą one — jak w somonie B a j a n — o p r a w ę ogrodzenia ogród­
ka zabaw i c h w a ł y , miejsca, w k t ó r y m centralnie usytuowany jest po­
stument z wyeksponowanymi fotografiami p r z o d o w n i k ó w pracy, sam
zaś ogródek stanowi r ó w n i e ż miejsce żabafw dzieci. Do tych rzeźb n a ­
w i ą z u j ą jeszcze inne, montowane przy bramach wjazdowych do somonów, a t a k ż e pojedyncze figury g ł ó w n i e antylopy dzerenia i dzikiej
kozicy stawiane n a w z g ó r z a c h (zwykle w pobliżu uzdrowisk).
Wreszcie przypomnijmy, że na ogrodzeniach ( g ł ó w n i e n a bramach
w e j ś c i o w y c h ) omawianych w c z e ś n i e j osiedli jurtowych p o j a w i ł y się
w ostatnich latach m a l o w i d ł a wykonywane z d u ż y m nieraz n a k ł a d e m
środków. N a j c z ę s t s z y m i wprawdzie motywami s ą dawne symbole gra­
ficzne (oldzijt) szczęścia, powodzenia i gościnności. Ale m. in. w somo­
nie B a j a n p o j a w i ł y się r ó w n i e ż w y o b r a ż e n i a zoomorficzne. N a j w i ę k s z ą
18 — E t n o g r a f i a P o l s k a , X X I V , z. 1

�274

L E C H MRÓZ, J A C E K

OLĘDZKI

u w a g ę zwraca tu sporych r o z m i a r ó w para z w i e r z ą t — j e l e ń i łania na
ukwiecanej ł ą c e . Nie jest to wprawdzie temat c a ł k i e m nowy (podobny
p o j a w i a ł s i ę w c z e ś n i e j na skrzyniach jurtowych), lecz m o ż e w ł a ś n i e
dlatego zaskakujący. W y s t ę p u j ą te m a l o w i d ł a n a ogrodzeniach w s p ó ł ­
czesnych obejść rodzin arackich, robotniczych, u r z ę d n i c z y c h . Dawniej
nie b y ł o to praktykowane, nawet tam, gdzie wznoszono staranne ogro­
dzenia w osiedlach klasztornych bądź przy siedzibach n o j o n ó w .
S p r ó b u j m y zatem dokonać w s t ę p n e j rekapitulacji przedstawionych
spostrzeżeń, n i e w ą t p l i w y c h f a k t ó w — m a j ą c y c h w a ż n e s p o ł e c z n o - k u l t u rowe znaczenie w obrazie życia, w relacji c z ł o w i e k - z w i e r z ę - n a t u r a , ist­
n i e j ą c y c h na poziomie podstawowym, z a c h o w a ń z b i o r o w o ś c i g ł ó w n i e
pasterskich, albo m ó w i ą c inaczej chudonowych, terenowych z n a j d u j ą ­
cych się poza g ł ó w n y m s t o ł e c z n y m miastem. Mimo r ó ż n y c h prób ste­
rowania tymi zachowaniami z z e w n ą t r z , poprzez działania o charakte­
rze modernizacyjnym bądź cywilizacyjnym, p r z e t r w a ł o spontaniczne
odczucie, ż e nie sam człowiek, ale jego g ł ó w n e w tym k r a j u dobro —
zwierzęta s t a n o w i ć m o g ą nie tylko w a r t o ś ć m a t e r i a l n ą , lecz u c z u c i o w ą ,
e s t e t y c z n ą , a t a k ż e — jak n i e g d y ś — ideową. Nie jest to już sakrali­
zacja, c h o ć jeszcze nie trywializacja czy zracjonalizowanie najbardziej
prymitywne, znane nam z innych kultur, z k r a j ó w „ w y s o k o r o z w i n i ę ­
tych".
Nie m o ż n a jednak p o m i n ą ć w tych r o z w a ż a n i a c h innego aspektu za­
gadnienia, mianowicie jak przedstawia s i ę ono w wydaniu najbardziej
oficjalnym twórczości a r t y s t ó w profesjonalnych d z i a ł a j ą c y c h w U ł a n
Bator, k s z t a ł c o n y c h w tamtejszej szkole plastycznej i za granicami k r a ­
j u , oraz w działalności a r t y s t ó w zrzeszonych w s p ó ł d z i e l n i a c h r z e m i o s ł a
artystycznego w tym m i e ś c i e . Prace tych a r t y s t ó w najczęściej s ą też
w y s y ł a n e w ś w i a t jako w ł a ś c i w a i uznana reprezentacja sztuki w s p ó ł ­
czesnej Mongolii . Rzecz sprowadza s i ę obecnie do tego, że przy całej
rozmaitości i nagromadzaniu w owej sztuce t e m a t ó w programowo-dydaktycznych, a o d n o s z ą c y c h s i ę do przemian s p o ł e c z n o - k u l t u r a l n y c h , j a ­
kie n a s t ą p i ł y w Mongolii po rewolucji, tj. akcentowanie dobrodziejstw
cywilizacyjnych, istnieje nadal fascynacja tym, co w c a ł y m tego s ł o w a
znaczeniu m o ż n a n a z w a ć rodzimością, szacunkiem dla tradycji tej
właśnie, która oznacza u m i ł o w a n i e ziemi ojczystej, jej w a l o r ó w k r a j ­
obrazowych tudzież u ś w i ę c o n y c h zajęć pasterskich. Nierzadko samoist­
n y m tematem s ą studia — przede wszystkim malarskie — d o t y c z ą c e
zwierząt. „ P o r y roku", „kalendarz zajęć pasterskich", wreszcie sceny
iście rustykalne to s t a ł y już obecnie w ą t e k tych prezentacji. Jeszcze do
niedawna jeździec na koniu b y ł j a k i e g o ś rodzaju symbolem tych treści,
3 0

8 0

tional

J. O l ę d z k i ,
Art,

Ethnological
nej

Native

[w:] Poland

narodowej

Sciences,
sztuce

at

and
the

Folk
8th

Elements

International

W r o c ł a w 1968; t e n ż e ,
Mongolii,

[w:] Studia

in

Contemporary

Congress
Rodzimość

mongolskie,

of

Mongolian

Anthropological

i ludowość
Wrocław

we

1969.

Na­
and
współczes­

�WIZERUNEK

DOBREGO

PASTERZA

275

obecnie zaś nierzadko ukazywana jest Mongołka ujeżdżająca wielbłąda.
Wydaje się to nam z n a c z ą c y m przetransponowaniem pewnych s t a ł y c h
treści. W ś r ó d pasterzy mongolskich czy t y b e t a ń s k i c h istniał zwyczaj
ujeżdżania z w i e r z ą t nie tylko przez m ę ż c z y z n , lecz r ó w n i e ż kobiety a n a ­
wet dziewczynki. I jak wiadomo, uczestniczą one razem z c h ł o p c a m i
w w y ś c i g a c h koni podczas igrzysk nadaamu. W tym nie m a j ą c y m ż a d ­
nego precedensu w kulturach ś w i a t o w y c h zwyczaju m o ż n a d o p a t r y w a ć
się prawdziwej apoteozy zwierzęcia, a najistotniejsze jest kultywowanie
tego zwyczaju w czasach obecnych, co m o ż n a zrozumieć jako oficjalną
akceptację z a c h o w a ń w y j ą t k o w o osobliwych — tradycyjnych. Wizeru­
nek dobrego pasterza jest w t y m przypadku rozszerzony na całą re­
prezentację s p o ł e c z n ą narodu, bez jakiegoś dążenia do w y w y ż s z a n i a t y l ­
ko osobników m ę s k i c h . W t y m s z c z e g ó ł o w y m przypadku d o t k n ę l i ś m y nie­
zwykle charakterystycznego r y s u kultury Mongolii, mianowicie spo­
wszednienia w t y m k r a j u spraw hodowlanych w takim wymiarze, ż e
udział c z ł o w i e k a , jego zabiegi i starania pozostają jak gdyby w cieniu
istoty życia samych zwierząt. Ale jednocześnie z w i e r z ę nie zostało spro­
wadzone — jak w kulturach miejskich chociażby Europy — do za­
s t ę p s t w a , do falsyfikatu w i ę z i plemiennych.
ZAKOŃCZENIE

Tak w i ę c m o ż e m y obecnie uściślić poczynione dotąd uwagi na te­
mat stosowanych k r y t e r i ó w , o k r e ś l a j ą c y c h „dobrego pasterza" w trady­
cyjnym i w s p ó ł c z e s n y m systemie w a r t o ś c i o w a n i a w Mongolii.
Wydaje się, ż e n a pierwsze miejsce wysuwa się tu stosunek do t r a ­
dycji pasterskich, o k r e ś l o n e g o sposobu bytowania, którego symbolem
jest w Mongolii jurta — domostwo pierwotnie p r z e n o ś n e , służące n a j ­
w y ż e j z e s p o ł o w i rodzinnemu. Mimo zasadniczych przemian o charakte­
rze s p o ł e c z n y m , gospodarczym i wreszcie demograficznym (powstanie
d u ż y c h społeczności miejskich i społeczności z w i ą z a n y c h z ośrodkami
p r z e m y s ł o w y m i ) pozostała jurta domostwem nadal cenionym, k t ó r e g o
nie kojarzy s i ę w y ł ą c z n i e z przeszłością, i to tą radykalnie z a n e g o w a n ą ,
nie mającą swojej kontynuacji w teraźniejszości, a tym bardziej pro­
jektowanych p o w i ą z a ń z przyszłością. Jurta, sposób jej u ż y t k o w a n i a ,
jest w Mongolii t r w a ł y m , materialnym ł ą c z n i k i e m m i ę d z y tymi r ó ż n y ­
mi, z m i e n i a j ą c y m i się stale wymiarami czasu historycznego, a tym sa­
mym uwarunkowaniami społeczno^kulturowymi. R ó ż n i c e m i ę d z y nimi
są ł a g o d z o n e dzięki poszanowaniu i g ł ę b o k i e m u p r z y w i ą z a n i u do tra­
dycyjnych s p o s o b ó w bytowania. M o ż n a m ó w i ć tu o zdecydowanej c i ą g ­
łości czy wprost s t a b i l n o ś c i kulturowej, stabilności najbardziej zasadni­
czego z e s p o ł u potrzeb i z a c h o w a ń s p o ł e c z n y c h . Nigdzie chyba na ś w i e ­
cie mieszkanie u w a ż a n e za koczownicze nie w e s z ł o trwale do zasobu
kulturowego w s p ó ł c z e s n y c h zbiorowości ludzkich. Jurta w Mongolii jest

�276

L E C H MRÓZ, J A C E K

OLĘDZKI

z a r ó w n o mieszkaniem pasterzy k o c z u j ą c y c h , jak i ludzi osiadłych na
stałe; jest istotnym elementem w procesie tworzenia c e n t r ó w m i e j ­
skich. Inna rzecz, że tradycja s t a ł y c h osiedli jurtowych w skupiskach
miejskiego charakteru na obszarach azjatyckich jest dość dawna. Widać
to z a r ó w n o w w y g l ą d z i e dawnej Urgi, jak i w w a ż n i e j s z y c h ośrodkach
klasztornych (np. Erdeni Dzu). J e d n a k ż e dopiero w czasach w s p ó ł c z e ­
snych jurta u z y s k a ł a w ś w i a d o m o ś c i M o n g o ł ó w r a n g ę domostwa u n i ­
wersalnego, dostosowanego do wszelkich sytuacji i k o n k u r u j ą c e g o z n a j ­
bardziej zaawansowanym w rozwoju typem budownictwa mieszkalne­
go. Jurta stała się domostwem o g ó l n o n a r o d o w y m a j e d n o c z e ś n i e symbo­
lem odrębności kulturowej i ś w i a d o m o ś c i historycznej p r z y n a l e ż n o ś c i
do p a ń s t w a .
Elementami najbardziej chyba wymiernymi w k s z t a ł t o w a n i u w i ­
zerunku dobrego pasterza s ą te, które w i ą ż ą s i ę z e g z y s t e n c j ą i umie­
jętnością zapewnienia sobie i stadom nie tylko przetrwania, ale w mia­
rę jak najlepszego życia. Warunki geograficzne i klimatyczne, w j a ­
kich żyją mongolscy araci, s ą n a tyle 'Odmienne nie tylko od w a r u n k ó w
funkcjonowania społeczności rolniczych, ale także wielu społeczności
koczowniczych i pasterskich, że w y m a g a j ą specjalnej wiedzy i u m i e j ę t ­
ności. Zrozumiałe w i ę c , ż e cechami cenionymi, p o d k r e ś l a n y m i u tego,
kto jest u w a ż a n y za dobrego pasterza s ą u m i e j ę t n o ś c i znalezienia się
wobec r ó ż n y c h sytuacji jakie niesie ż y c i e w w a r u n k a c h mongolskiego
stepu, p u s t y ń , obszarów górskich. Z n a j o m o ś ć w ł a ś c i w o ś c i i w a l o r ó w
pastwisk b ę d ą c y c h rejonem zamieszkiwania i wypasu stad jakiejś ro­
dziny, wiedza n a temat traw, ziół, z a s o b ó w wody i m o ż l i w o ś c i zabez­
pieczania stad zimą, decyduje o efektach ekonomicznych, ale t a k ż e
określa stopień fachowości pasterza. F a c h o w o ś ć i wiedza na temat zwie­
rząt, sposobu hodowli i u m i e j ę t n o ś ć zabezpieczania stad n a zimę, do­
konanie wyboru odpowiednich miejsc wypasu, dbałość o z w i e r z ę t a i roz­
głos, j a k i w ś r ó d a r a t ó w p r z y n o s z ą w y j ą t k o w o p i ę k n e zwierzęta, s ą ty­
mi elementami, które świadczą o c z ł o w i e k u i które określają go jako pa­
sterza dobrego.
Rola tego rodzaju wiedzy widoczna jest z w ł a s z c z a przy p o r ó w n a n i u
wypowiedzi ludzi starszych i m ł o d z i e ż y . K s z t a ł c e n i e m ł o d z i e ż y w e d ł u g
nowych zasad, istnienie w somonach specjalistycznych służb wetery­
naryjnych, zootechnicznych, f a c h o w c ó w od gospodarki mlecznej nasta­
wionej na w i ę k s z ą s k a l ę , zdjęły wprawdzie z a r a t ó w o b o w i ą z e k uniwer­
salności i k o n i e c z n o ś ć radzenia sobie samemu, ale j e d n o c z e ś n i e z u b o ż y ł y
ich ogólną w i e d z ę i osłabiły rodzaj emocjonalnego kontaktu ze zwie­
rzętami. P r z y t y m zjawiska tak powszechne w wielu krajach i niero­
zerwalnie — jak s i ę wydaje — z w i ą z a n e z kierunkiem w s p ó ł c z e s n y c h
przemian, jak ucieczka do miast, są z a u w a ż a l n e i w przypadku a r a t ó w
Mongolii. System nauki w szkołach, r o z w ó j techniki, o d d z i a ł y w a n i e i n ­
formacji kolportowanych przez radio, wizyty w stolicy k r a j u s p r z y j a j ą

�WIZERUNEK DOBREGO

PASTERZA

277

tworzeniu s i ę nowych potrzeb i ambicji u sporej części przedstawicieli
młodego pokolenia. Wynikiem jest p o d k r e ś l a n e przez wielu r o z m ó w c ó w
mniejsze z a a n g a ż o w a n i e m ł o d z i e ż y w sprawy hodowli i p r ó b y poszuki­
wania innych m o ż l i w o ś c i egzystencji. D l a znacznej części m ł o d z i e ż y nie
jest m o ż l i w e odejście od gospodarki hodowlanej — nie tylko dlatego,
że ograniczone są m o ż l i w o ś c i zatrudnienia w m i e ś c i e i ograniczona jest
chłonność miasta, ale po prostu dlatego, że gospodarka hodowlana jest
w przypadku Mongolii nadal warunkiem podstawowym funkcjonowa­
nia kraju. Niemniej szereg r o z m ó w c ó w ś r e d n i e g o i starszego pokolenia
stwierdza, że m ł o d z i e ż nie ma takiego serca do hodowli, jak mieli oni
i ich ojcowie i mimo r ó ż n o r o d n y c h form z a c h ę t y zainteresowanie jej
dla hodowli w y r a ź n i e jest mniejsze.
Nowe formy gospodarki — jak uspółdzielczenie, innego rodzaju eko­
nomika i organizacja gospodarki, pociągają za sobą konieczność rozbudowy
aparatu zarządzania, a to prowadzi niekiedy do zbiurokratyzowania
a przede wszystkim do oderwania aparatu zarządzającego od samych
działań hodowlanych. Zjawiska te powszechne na c a ł y m ś w i e c i e — jako
towarzyszące z r e g u ł y w s p ó ł c z e s n e j gospodarce — są niejednokrotnie
przedmiotem krytycznej oceny aratów, zwłaszcza starszych, t r a k t u j ą c y c h
stada w sposób znacznie bardziej osobisty, emocjonalny, a nie w y ł ą c z n i e
utylitarny. S t ą d t a k ż e i wizerunek dobrego pasterza ma dziś charakter
już tradycyjny.
Mimo generalnych przeobrażeń cywilizacyjnych, w w y n i k u k t ó r y c h
doszło w Mongolii do odmitologizowania u ś w i ę c o n y c h p r o c e d e r ó w pa­
sterskich, a przede wszystkim przedmiotu hodowli — samych zwierząt
(sprowadzenie istot ż y w y c h do kategorii w y ł ą c z n i e rzeczy — s u r o w c ó w
s p o ż y w c z o - p r z e m y s ł o w y c h ) z a c h o w a ł y s i ę niektóre dawne formy czci
okazywanej z w i e r z ę t o m , a nawet r o z w i n ę ł y się ż y w i o ł o w o nowe jej prze­
jawy (monumentalne pomniki figur z w i e r z ę c y c h : takaż tematyka w róż­
nych rodzajach twórczości artystycznej).
Ogromnie istotnym z e s p o ł e m cech s k ł a d a j ą c y c h się na tradycyjny
wizerunek dobrego pasterza są walory etyczne i duchowe. M o n g o ł o w i e
wykształcili rozbudowany system form z a c h o w a ń i norm, jakie winny
być przestrzegane przez k a ż d e g o członka społeczności. T e n system niewerbalizowanych często symbolicznych zachowań, realizowany jest w po­
stawach i stosunku do innych. Powszechne są nadal i starannie przestrze­
gane zasady gościnności, odnosi s i ę to zarówno do n a j b l i ż s z y c h środowisk,
jak r ó w n i e ż jest n o r m ą r e g u l u j ą c ą wszelkie stosunki w kategoriach
swoi-inni-obcy. Jest to u m i e j ę t n o ś ć określenia w ł a s n e g o miejsca w spo­
łeczności i w ś w i e c i e , u m i e j ę t n o ś ć zachowania w stosunku do ludzi,
przyrody i sił nadprzyrodzonych: a do tego potrzebna jest znajomość
tradycji i form bycia. P o w ś c i ą g l i w o ś ć , umiar i takt są tymi zasadni­
czymi elementami, jakie winny c e c h o w a ć c z ł o w i e k a i jego zachowanie.
S p r o w a d z i ć to m o ż n a do dewizy: szacunek dla siebie i dla innych. Jednym

�278

L E C H MHOZ, J A C E K

OLĘDZKI

z istotnych p r z e j a w ó w postawy w y r a ż a j ą c e j się w tej dewizie jest obo­
jętność na dobra, jakie posiadają inni (niezależnie od ich atrakcyjności).
Nie w y n i k a to przy t y m z braku ambicji i zasklepienia s i ę na poziomie
potrzeb minimalnych, ale jest — jak s i ę wydaje — m a n i f e s t a c j ą postawy
godnej, postawy c z ł o w i e k a m a j ą c e g o ś w i a d o m o ś ć , ż e nie wszystko co
widzi musi w z i ą ć do ręki i nie wszystko m u s i b y ć jego w ł a s n o ś c i ą .
A m ó w i ą c bardziej dobitnie jest to d o ś w i a d c z e n i e historyczne Mongolii,
s p r o w a d z a j ą c e s i ę do przedkładania bycia sobą nad posiadanie.
W zespole cech o k r e ś l a j ą c y c h dobrego pasterza jest potrzeba moral­
nego p o s t ę p o w a n i a wobec ludzi i ś w i a t a przyrody. Zawiera się w tym
przede wszystkim u m i e j ę t n o ś ć w ł a ś c i w e g o zabicia barana a n a s t ę p n i e
taki sposób p o d z i a ł u tuszy, aby k a ż d y — zależnie od w i e k u i pozycji —
o t r z y m a ł p r z y n a l e ż n ą m u część. Jest tu r ó w n i e ż brany pod u w a g ę czas,
tak rozumiany, by nie ograniczał go pośpiech. Najlepiej ilustruje to cele­
bracja spotkań, przez które w y r a ż a n y jest szacunek dla drugiego czło­
wieka.
Jest wreszcie rzeczą nader c h a r a k t e r y s t y c z n ą , że g ł ó w n e cnoty z daw­
nego kodeksu etycznego (optymizmu, pogoda ducha, w e w n ę t r z n y s p o k ó j ,
a nie g w a ł t o w n o ś ć czy nieposkromiona a k t y w n o ś ć ż y c i o w a ) s ą nadal
uznawane przez znaczną część badanych społeczności. Cnoty te s ą propa­
gowane przez ludzi starszych z a c h o w u j ą c y c h nadal s w ó j n i e p o d w a ż a l n y ,
uznany i powszechnie szanowany autorytet s p o ł e c z n y .

L e c h Mróz, Jacek Olędzki

THE

IMAGE

OF

OF

A

GOOD

SPACE

HERDSMAN.

OCCUPATION

A

CONTRIBUTION

B Y MONGOLIAN

TO

METHODS

HERDSMEN

S u m m a r y
This

is

an

attempt

at

taking

knowledge

of

a

type

of

personality

pattern

w h i c h has b e e n s h a p i n g an the h i s t o r y of M o n g o l i a . W e h a v e a c c e p t e d the
tion

of

„a

good

herdsman"

and

w i d e r t h a n t h e l i t e r a l sense. T h e notion of a good h e r d s m a n , r e s p e c t e d b y a

wide

c i r c l e of t h e society,
achieves

spiritual

and

the steppe,
s u b j e c t of
the

values.

w h i c h constitute
our study.

effects

is w h y

the

These

T h e chief

image

does not

but only i n r e l a t i o n to conditions
the

its

meaning

is

t h a n others, b u t

depicts

characteristics, appraised

a man
by

the
of

factor

which

exerts

herds
defined

inhabitants

a c e r t a i n p e r s o n a l i t y m o d e l , r e p r e s e n t the

type of a h e r d s m a n ' s i m a g e

This

that

r e f e r s not o n l y to a b r e e d e r w h o s k i l f u l l y t e n d s

higher economic
ethical

conscious

defini­

deeper

and

being

an important

influence

is the r e l a t i o n to s p a c e a n d t h e position
interest

us a s a

separate

of

principal

self-contained

s u r r o u n d i n g h e r d s m e n — the w i d e

on

i n it.
entity

expanse

of

steppe.
It

seems t h a t the

r e l a t i o n to

herding traditions

and a

defined

stence — the yurtt being its s y m b o l i n M o n g o l i a — t a k e t h e f o r e m o s t
Despite

essential

changes

of a s o c i a l , economic

a n d also

way

of

exi­

place there.

demographic

character,

�WIZERUNEK DOBREGO

279

PASTERZA

the y u r t h a s r e m a i n e d a n a p p r e c i a t e d d w e l l i n g . T h e y u r t a n d the w a y it is u t i l i ­
zed is i n M o n g o l i a a p e r m a m e n t , m a t e r i a l l i n k b e t w e e e n

various, constantly c h a n ­

ging dimensions of h i s t o r i c a l times a n d , hence, s o c i o - c u l t u r a l conditions.
Elements

linked with

the

existence

and

the

a b i l i t y of

ensuring

oneself

and

the h e r d not o n l y s u r v i v a l but also the best possible life, a r e p r o b a b l y most r a t i o ­
nal

i n the

and

s h a p i n g of t h e i m a g e of a good h e r d s m a n . T h e k n o w l e d g e of p r o p e r t i e s

v a l u e s of p a s t u r e s

of a f a m i l y ,
sheltering
the

repute

of

the

won

elements

as t h e r e g i o n

knowledge

herds

degree

methods,

the

in winter
a

arats

attesting

of

the

economic

competence.

The

who

have

is noticeable

reserves

outcome
knowledge

appropriate pastures,

taking

bred exceptionally

to m a n a n d define

type of k n o w l e d g e

of i n h a b i t a n c e a n d the

grass, h e r b s , w a t e r

decide

herdsman's

selection
by

of

p a s t u r a g e of
and

herds

possibilities

and, moreover,
of

animals,

c a r e of

beautiful

breeding

animals
animals,

of

define

and

the

represent

h i m a s a good h e r d s m a n . T h e r o l e of

i n p a r t i c u l a r i n u t t e r a n c e s of e l d e r l y a n d

this

young

i n d i v i d u a l s — s e v e r a l r e s p o n d e n t s of the m i d d l e aged a n d o l d e r g e n e r a t i o n d e c l a ­
red that y o u n g people a r e not so k e e n on b r e e d i n g , as they a n d t h e i r f a t h e r s w e r e
and that, despite v a r i o u s f o r m s of e n c o u r a g e m e n t , i n t e r e s t i n b r e e d i n g is
decreasing. T h i s h a s b e e n f r e q u e n t l y

critically assessed

b y arats,

obviously

usually elderly

people w h o t r e a t h e r d i n g i n a m u c h m o r e p e r s o n a l , e m o t i o n a l a n d not o n l y

utili­

t a r i a n m a n n e r . T h e i m a g e of a good h e r d s m a n i s , therefore, a t p r e s e n t of a t r a d i ­
tional

character.

Despite general changes i n civilization resulting i n Mongolia i n a

de-mytholo-

gization of s a c r e d h e r d i n g p r o c e d u r e s a n d , a b o v e a l l , the s u b j e c t of b r e e d i n g

—

the

—

animals themselves

(reduction

of

live

beings

to

the

category

of

things

i.e., i n d u s t r i a l - f o o d r a w m a t e r i a l ) , t h e r e r e m a i n e d i n M o n g o l i a c e r t a i n old
of

reverence shown

formis:

monumental

artistic
A
of

a n i m a l s , -there e v e n

statues

of

animals

developed

and

good

important

followed

g r o u p of

herdsman

created a n e x t e n s i v e
by

every

includes
system

member

characteristics making
ethical

of f o r m s
of

the

and

a b i l i t y of
to

defining

behave

one's o w n

towards

deration a n d tact
and

subjects

in

forms

some

all

new

kinds

society.

This

nature

and

system of

of

image

Mongols

have

non-verbalized,

a n d r e l a t i o n s to

i n the

society

others.

a n d the

This

world,

s u p e r n a t u r a l forces.

represent these basic elements

his behaviour. T h i s

traditional

The

of b e h a v i o u r a n d n o r m s w h i c h s h o u l d

position

people,

up the

spiritual values.

s y m b o l i c b e h a v i o u r is r e a l i z e d i n a t t i t u d e s
how

relevant

spontaneously

work.
most

a

to

w h i c h should

be

often
is

the

knowledge

Restraint,

mo­

characterize m a n

could be r e d u c e d to the d e v i c e : r e s p e c t for oneself

and

for others. O n e of the e s s e n t i a l f e a t u r e s of t h i s a t t i t u d e is a n i n d i f f e r e n c e to goods
a c q u i r e d b y others (regardless of t h e i r a t t r a c t i v e n e s s ) .
I t is a l s o v e r y c h a r a c t e r i s t i c t h a t the p r i n c i p a l v i r t u e s of t h e f o r m e r e t h i c a l
code (optimism,

cheerfulness,

equanimity,

instead

of

impetuosity

or

unrestrained

v i t a l i t y ) a r e s t i l l r e c o g n i z e d b y the m a j o r i t y of the i n v e s t i g a t e d p o p u l a t i o n . T h e s e
v i r t u e s a r e p r o p a g a t e d b y older people w h o h a v e s t i l l k e p t t h e i r u n s h a k e n , r e c o ­
gnized

and

generally

respected

social

authority.

�280

L E C H MROZ, J A C E K

OLĘDZKI

Лех Мруз, Яцек Олендзки

ОБРАЗ ХОРОШЕГО СКОТОВОДА. К ВОПРОСУ О СПОСОБАХ З А Н И М А Н И Я
ПРОСТРАНСТВА МОНГОЛЬСКИМИ СКОТОВОДАМИ

Резюме

Ц е л ь настоящей р а б о т ы — попытка изучить некий о б р а з ц о в ы й т и п личности, форми&gt;
ровавшийся в и с т о р и и М о н г о л и и . П р и н и м а я определение „ х о р о ш и й с к о т о в о д " , м ы с о з ­
н а е м , что в н е м заключается б о л е е широкий и б о л е е г л у б о к и й с м ы с л , ч е м т о л ь к о букваль­
ный. И б о в понятии х о р о ш и й с к о т о в о д — п о л ь з у ю щ и й с я у в а ж е н и е м ш и р о к о г о круга о б ­
щественности — кроется н е только фигура пастуха, у м е ю щ е г о у х а ж и в а т ь з а с т а д о м и д о ­
б и в а ю щ е г о с я э ф ф е к т о в б о л ь ш и х ч е м другие, н о также я человека с о п р е д е л е н н ы м и д у х о в ­
н ы м и и нравственными качествами. Э т и ценимые ж и т е л я м и с т е п е й качества, о б р а з у я и з ­
вестную м о д е л ь личности, и составляют п р е д м е т н а ш е г о интереса. Ф а к т о р о м , оказыва­
ю щ и м р е ш а ю щ е е влияние н а характер о б р а з а х о р о ш е г о

C K O I о в о д а , является о т н о ш е н и е

к пространству и с п о с о б н а х о д и т ь в н е м свое м е с т о . П о э т о м у о б р а з с к о т о в о д а интересует
н а с не как отвлеченное, с а м о д о в л е ю щ е е ц е л о е , н о в отнесении л и ш ь к у с л о в и я м , в каких
б ы т у ю т пастухи — к ш и р о к и м п р о с т о р а м с т е п е й .
Кажется, что з д е с ь н а первое м е с т о н а д о выдвинуть о т н о ш е н и е к скотоводческим тра­
д и ц и я м и о п р е д е л е н н о м у о б р а з у ж и з н и , с и м в о л о м к о т о р о г о является в М о н г о л и и ю р т а .
Н е с м о т р я н а коренные п р е о б р а ж е н и я с о ц и а л ь н о г о , хозяйственного и, н а к о н е ц , д е м о г р а ­
фического характера, ю р т а п р о д о л ж а е т оставаться ц е н н ы м д о м о м . Ю р т а и с п о с о б п о л ь ­
зования е ю представляют с о б о й в М о н г о л и и прочное м а т е р и а л ь н о е с в я з у ю щ е е з в е н о м е ж д у
различными, п о с т о я н н о м е н я ю щ и м и с я и з м е р е н и я м и исторического в р е м е н и и, т е м с а м ы м ,
общественно-культурными у с л о в и я м и .
П о ж а л у й , н а и б о л е е и з м е р и м ы м и в с о з д а н и и о б р а з а х о р о ш е г о с к о т о в о д а являются э л е м е ­
нты, связанные с б ы т о м и у м е н и е м обеспечить с е б е и с т а д а м н е т о л ь к о условия пережить, н о
и д о б и т ь с я в м е р у в о з м о ж н о с т е й наилучших жизненных условий. З н а н и е свойств и п о л о ­
жительных качеств п а с т б и щ , составляющих р а й о н проживания и вьшаски скота д а н н о й
с е м ь и , знание трав, запасов в о д ы и в о з м о ж н о с т е й обеспечить н е о о б х о д и м ы м с т а д о на з и м у
предрешает экономические эффекты и вместе с т е м определяет степень п р о ф е с с и о н а л ь н о г о
знания д е л а с к о т о в о д о м . Знания, относящиеся к ж и в о т н ы м , ж и в о т н о в о д с т в у , осуществле­
н и е п о д б о р а соответственных м е с т д л я вьшаски, з а б о т л и в о с т ь о ж и в о т н ы х и, наконец, и з ­
вестность, какую в с р е д е аратов приносят исключительно красивые ж и в о т н ы е

— в о т те

элементы, к о т о р ы е свидетельствуют о человеке, о п р е д е л я ю т е г о как х о р о ш е г о с к о т о в о д а .
Р о л ь такого р о д а знаний о с о б е н н о з а м е т н а п р и сравнении высказываний пожилых л ю д е й
и м о л о д е ж и — р я д с о б е с е д н и к о в среднего и с т а р ш е г о п о к о л е н и й подчеркивает, что м о л о ­
д е ж ь у ж е не так р а с п о л о ж е н а к скотоводству, как были о н и и и х отцы, и что н е с м о т р я на
различные ф о р м ы п о о щ р е н и я ее интереса к скотоводству, о н з а м е т н о падает. Э т о н е о д н о ­
кратно является п р е д м е т о м критической оценки а р а т а м и , о с о б е н н о с т а р ш и м и , о т н о с я щ и ­
м и с я к с т а д а м с г о р а з д о б о л ь ш е й увлеченностью, э м о ц и о н а л ь н о , а н е л и ш ь исключительно
у т и л и т а р н о . О т с ю д а также и о б р а з х о р о ш е г о с к о т о в о д а с е г о д н я и м е е т у ж е традиционный
характер.
Н е с м о т р я н а коренные цивилйзационные преображения, в и т о г е к о т о р ы х в М о н г о л и и
п р о и з о ш л а д е м и ф о л о г и з а ц и я освященных скотоводческих р а б о т и , п р е ж д е всего, п р е д м е т а
животноводства — с а м и х животных (низведение живых существ к категории т о л ь к о ве­
щ е й — п и щ е п р о м ы ш л е н н о г о сырья), сохранились некоторые д р е в н и е ф о р м ы поколения
п е р е д животными и д а ж е стихийно распространились е г о новые проявления ( м о н у м е н т а л ь ­
ные изваяния фигур животных; такая ж е тематика в разных ж а н р а х х у д о ж е с т в е н н о г о т в о р ­
чества).

�WIZERUNEK DOBREGO

281

PASTERZA

Чрезвычайно с у щ е с т в е н н ы м н а б о р о м качеств, с о с т а в л я ю щ и х о б р а з х о р о ш е г о пастуха,
являются духовные и нравственные достоинства. М о н г о л а м и с о з д а н а развернутая с и с т е м а
форм поведения и н о р м , какие д о л ж н ы с о б л ю д а т ь с я к а ж д ы м ч л е н о м общества. Э т а с и с т е м а
не вербализованных, ч а с т о символических поведений, осуществляется в м а н е р е д е р ж а т ь
себя в отношениях с д р у г и м и . Э т о — у м е н и е определить свое м е с т о в о б щ е с т в е и в м и р е ,
умение вести с е б я п о о т н о ш е н и ю к л ю д я м , п р и р о д е и сверхъествественным с и л а м . С д е р ж а н ­
ность, у м е р е н н о с т ь и такт — в о т главные э л е м е н т ы , какие д о л ж н ы б ы т ь своейственны че­
ловеку и е г о п о в е д е н и ю . Э т о м о ж н о свести к д е в и з у : с а м о у в а ж е н и е и уважение к д р у г и м .
О д н и м и з существенных проявлений п о з и ц и и , выражающейся в э т о м д е в и з е , является б е з ­
различие к б л а г а м , какими о б л а д а ю т другие (независимо о т и х привлекательности).
Характерно, наконец, т о , что основные д о б р о д е т е л и д р е в н е г о нравственного кодекса
(оптимизм, д у ш е в н о е спокойствие, а н е несдержанность и л и неукротимая жизнедеятельность)
п р о д о л ж а ю т признаваться значительной частью исследованной общественности. Э т и д о ­
бродетели п о п у л я р и з у ю т с я п о ж и л ы м и л ю д ь м и , к о т о р ы е по-прежнему
незыблемый, признанный, в с е о б щ и й авторитет.

сохраняют

свой

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6023" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6003">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/276e60ade6e29788a4105951b6c708f7.pdf</src>
        <authentication>6a8279148f77a1803fd50c9c06f40247</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71877">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1019</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71878">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71879">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:938</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71880">
                <text>Kronika / ETNOGRAFIA POLSKA 1980 t.24 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71881">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1980 t.24 z.1, s.319-324</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71882">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71883">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71884">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71885">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71886">
                <text>K

R

O

N

I

K

A

„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. X X I V z. 1
I S S N 0071-1861

\ MABGARET

Margaret

Mead

zmarła

w

MEAD

Nowym

1901-1978 |

Jorku

15

listopada

1978

roku.

Zwana

„ p i e r w s z ą d a m ą etnologii ś w i a t o w e j " z a ż y c i a z o s t a ł a z a l i c z o n a do g r u p y

klasyków.

Z a s ł u ż y ł a sobie n a t ę p o z y c j ę i ten t y t u ł w k ł a d e m nie do p r z e c e n i e n i a w

etnologię

i

antropologię

Vie",

Gerald

kultury. Sekret
Messadie

jej

(styczeń

osiągnięć,

j a k pisze

1979), z a w i e r a ł

się w

recenzent

dwóch

teru: z d r o w y m r o z s ą d k u i s z l a c h e t n o ś c i , k t ó r y c h ł ą c z e n i e w
kiem

wydaje

i trudne w

się

być

nie

tylko

bardzo

owocne,

ale

ze

„Science

et

cechach jej charak­
studiach nad

przede

człowie­

wszystkim

rzadkie

stosowaniu.

U r o d z i ł a s i ę 16 g r u d n i a 1901 r o k u w F i l a d e l f i i w r o d z i n i e z a s ł u ż o n e j w
oświaty. Jej prawdziwą
w których

brała

szkołę

w

większym

stopniu

nieregularnie.

kulturowej

imigrantów,

I to

właśnie

społecznych

stosunków

dyskutowane

uwarunkowań

między

pokoleniami,

w

domu
się

w

domu,

do

problemy

postępów

stały

służbie

dyskusje w

u d z i a ł na p r a w a c h partnerskich niż p r a w d z i w a szkoła,

uczęszczała

amerykańskiej,

stanowiły

której

adaptacji

nauce

młodzieży

przedmiotem

studiów

całego jej życia.
Wiedziona instynktem, jak m a w y g l ą d a ć w przyszłości n a u k a o kulturze, czuła,
że

odpowiedzi

szukać
mość
w

na

wyłącznie

pytanie
w

sposobów

o

charakter społeczeństwa

samych

Stanach. D l a ich

przekazywania

przekazywaniu osobowości,

kultury

z

amerykańskiego

wyjaśnienia

pokolenia

określającej

postawy

na

potrzebna

pokolenie,

ludzkie

w

nie

można

jest

znajo­

roli

procesie

n o w y c h p r z y s t o s o w a ń . O d p o w i e d z i n a te p y t a n i a s z u k a ł a w ś r ó d

kultury
coraz

społeczeństw

to

pry­

mitywnych.
Margaret
w

Nowym

Pod

Mead

Jorku

jego w p ł y w e m

uwieńczoną

kończyła

w

studia

czasie, gdy
podjęła

znakomitą

psychologiczne

wykładał

swą pierwszą

książą

Coming

of

w

tam Franz
podróż
аде

in

żeńskim
Boas

na wyspy
Samoa

College

zwany

Barnard

Papą

Samoa

Boasem.

na Pacyfiku,

(1928). P r ó b o w a ł a

w

o d p o w i e d z i e ć n a p y t a n i e , czy k s z t a ł t i t r e ś ć d o j r z e w a n i a r ó ż n i ć s i ę b ę d ą w
ności

od w a r u n k ó w

młodzieży
W

-społecznych.

P y t a n i e to

wynikało

również

niej
zależ­

z analizy sytuacji

amerykańskiej.

1930 r o k u w y c h o d z i j e j n a s t ę p n a k s i ą ż k a

święcona

podobnej p r o b l e m a t y c e .

Growing

up

Doktorat zaś uzyskuje w

in

New

Guinea,

po­

1929 r o k u w C o l u m b i a

U n i v e r s i t y i p r z e z p i e r w s z e l a t a pozostaje w k r ę g u

wspomnianej

l e m a t y k i . P o s z e r z a j ą nieco o z a g a d n i e n i a

ludzi, r ó w n o ś c i

kultury, r ó w ­

zwłaszcza

The

ności

ras, zapewne

Primitive
nia
w

Man,

wśród
Nowej

pod

zwanej

wpływem
„Magna

Indian amerykańskich,
Gwinei i Bali.

W

prac

Carta

czasie

równości
Boasa,

równości

górskich
badań

a

jego

Arapeszów,
poznaje

Mundugumor

7 języków

tych

badania
kańską

nad

(1964-1965).

W

problematyką

uczoną,

Ruth

okresie
kultur

między

dwiema

narodowych

B e n e d i c t ) . T o zagadnienie

seriami

(razem

z

interesuje

prob­

Mind

r a s o w e j " . P r o w a d z i nadto

w i e d z a j e p o n o w n i e po I I w o j n i e ś w i a t o w e j : M a n u s (1953), B a l i
Admiralicji

uprzednio

of

bada­

i Tczambuli
plemion.

Od­

(1957-1958), W y s p y
wypraw

drugą

podejmuje

wybitną

ją z r e s z t ą

amery­

głównie

ze

�320

KRONIKA

względu

na

związek

ze

sprawą

osobowości

młodych

sposobem p r z e k a z y w a n i a k u l t u r y a p o s t ę p e m
W

badaniach

etnologicznych

w książce o Samoa w

pokoleń

i

relacją

między

społecznym.

podejmuje

pytania

klasycznej

polemice z M a l i n o w s k i m poddaje

w

psychologii.

wątpliwość

Już

uniwersal­

n o ś ć k o m p l e k s u E d y p a . R o z b u d o w y w u j e t ę s p r a w ę w Sex

and

Three

pod k i e r u n k i e m A . K a r -

Primitive

Societies.

dinera nie p r ó b u j e

Mimo s t u d i ó w psychologicznych

stosować

metod psychoanalizy

Temperament

wypracowywując

in

własne,

the

etno-

logiczne m e t o d y b a d a n i a o s o b o w o ś c i .
II wojna światowa
do

aktywnej

żania

na

i z w i ą z a n e z n i ą problemy

działalności

temat

organizacyjnej

sposobów

uniknięcia

i

w

społeczne

pobudzają

popularyzatorskiej.

przyszłości

M. Mead

Podejmuje

podobnych

klęsk

rozwa­

przez

po­

g ł ę b i a n i e zrozumienia p o m i ę d z y narodami i rozwoju tolerancji dla r o z w i ą z a ń k u l t u ­
r o w y c h p r z y j ę t y c h przez r ó ż n e grupy ludzi. W s p ó ł p r a c u j e a k t y w n i e z U N E S C O
go p r z y k ł a d e m jest m i ę d z y i n n y m i w y d a n i e p r a c y z b i o r o w e j Cultural
Technical

Change

chicznego.

Podejmuje
wychowanie,

językiem znaków
komitet

nowe,

współcześnie

komunikowanie

powstałe

się),

jest

problemy

autorką

(wpływ

projektu

o charakterze u n i w e r s a l n y m zatwierdzonego w

publika­

badań

1965

przez

Mead

szczegółowe

równie

często

i

regionalne

jak rozważania

różnych

na

kultur

temat o g ó l n e j

w

pracy

występują
teorii

kultury, a

w a ż a n i o m na temat w s p ó ł c z e s n o ś c i t o w a r z y s z ą r o z w a ż a n i a o perspektywie
i

przeszłej

ostatniej

ewolucji

książce

człowieka

wprowadza

Czytelnikowi polskiemu
gicznej

książce

pt.

(1978) i

krótkiego

Etnologia,

wybór

M.

lat.

in

w

Cultural

klimat

Evolution,

problemów

M . Mead znana jest z w y d a n e j
i

tożsamość,

fragmentu

ze

z

studium

książki

And

w

1965).

keep

your

W

akulturacji

z

znakomitymi

rasowej.

Bibliotece

Socjolo­

międzypokoleniowego
powder

dry

w

zbiorze

u A. Kardinera

w

USA

próbującego

przełomu

antropologami,
i F . Boasa,

Reo

światowej

praktycznie

wieków,

kolejne

Fortunem

o j c a antropologii

i

przez

kilkadzie­

rozwiązywać

niektóre

małżeństwa

Gregory

łączą

Batesonem,

amerykańskiej,

k i m c e n t r u m b a d a ń etnologicznych
Znajomość

antropologii

jej prac i

A m e r i c a n M u s e u m of N a t u r a l H i s t o r y w

sylwetki

jest

więc

kluczem

do

zrozumienia

ją
stu­

przyjaźni

m i ę d z y i n y m i z E . S a p i r e m i R . Benedict, p r a w i e przez c a ł e ż y c i e p r a c u j e w
Jorku.

tej

równości

dystansu

c e n t r u m h i s t o r i i antropologii

środowiska

problemy
diuje

znów

roz­

przyszłej

tekstów.

Wyrasta

dwoma

(Continuities
nas

Kultura

Mead znajduje się w

siąt

nad

roku

współpracy międzynarodowej ONZ.

Zagadnienia
M.

and

(1955) p r z y g o t o w a n e j z i n s p i r a c j i ś w i a t o w e j f e d e r a c j i z d r o w i a p s y ­

torów

na

cze­

Patterns

się

wiel­

Nowym
historii

ostatniego p ó ł w i e c z a .
Zofia

Sokolewicz

R O G E R C A I L L O I S 1913-1978

Roger
związane

Caillois zmarł

jako autor
Rękopisu

21

grudnia

jest bardziej z k r y t y k ą

1978

roku

w

Paryżu.

literatury i estetyką

Poncjusza

Piłata

oraz

znalezionego

w

Saragossie

W

Polsce

niż etnologią.

odkrywca i inicjator t ł u m a c z e n i a
Potockiego.

Zapomina

się

jego

imię

Znany

jest

na

często,

z w y k s z t a ł c e n i a e t n o l o g i e m z w i ą z a n y m , podobnie j a k C . L e v i - S t r a u s s ,

francuski
że

jest

Michel Leiris

i Georges B a t a i l l e , z t a k z w a n ą s z k o ł ą M . M a u s s a i H . H u b e r t a o r a z G . D u m e z i l a .
U r o d z o n y w 1913 r o k u w R e i m s w c z e ś n i e p r z e j a w i a s w o j e z a i n t e r e s o w a n i a
rackie

i

filozoficzne.

One

później

nadadzą

jego

studiom

etnologicznym

lite­

kierunek

�321

KRONIKA

poszukiwań
szeroki

głęboko

zakres

społeczeństw
L'Homme

prymitywnych

et

wieloletnie

ukrytych

zainteresowań
le

sacre

badania

struktur
i

i

uniwersalnych
Pierwsze

ich

filozofii

U

podstaw

(1939).

w

badań.

to

wpłyną
et

(1938)

oraz

doświadczeń

leżą

Argentynie).

go ta c z ę ś ć ś w i a t a . T o on w ł a ś n i e o d k r y ł d l a F r a n c j i l i t e r a t u r ę

Fascynowała

latynoamerykańską

i został redaktorem serii L a croix d u S u d p o ś w i ę c o n e j tej literaturze
Jego p ó ź n i e j s z e p r a c e d o t y c z ą s o c j o l o g i i
tycznej. Z o s t a ł y

o p u b l i k o w a n e r a z e m w tomie

analizuje n a p r z y k ł a d z i e

innej tematyki

t e r e s u j ą c y m p o d t y t u l e Maska
R.
rem

przypisując

wielką

jego d z i a ł a l n o ś c i

czasopisma

et Societe.

t o m i e L e s jeux

b a d a n i a nie

et

charyzma­

Te

same problemy

les

hommes

tylko

jako chłodny

istoty c z ł o w i e k a w a r t o ś c i u j e

wartość

emocjom

badacza.

ujawnia się nam

wydawniczej

filozoficznego

w

Instincts

(Gallimard).

i władzy

o in­

oszołomienie.

Caillois prowadzi swoje

p r a c a c h k r y t y c z n y c h , gdy
w

i

o b i e k t y w n e g o opisu. S z u k a j ą c

pasją

k a t a , d u c h a sekt

ogromnie

problematyki

1'Homme

etnologicznych

(pięć lat w

na

dotyczące

L e Mythe

jego

Ameryce Łacińskiej

i

książki

Pasja

jako gorący

jako wieloletniego

„ D i o g e n e s " oraz w

uczony
swoje

ta

przebija

przeciwnik

redaktora

jego d z i a ł a l n o ś c i

z zamia­

sądy z

całą

w

jego

romantyzmu,

międzynarodowego
w

Unesco

jako

dy­

rektora działu literatur i r o z w o j u kulturalego.
Ukazując

człowieka

w

jego

perspektywie

antropologicznej

interesował

się

z a r ó w n o kulturami p r y m i t y w n y m i , j a k i współczesną. O d w o ł u j e s i ę w swoich
cach

do

kultur

francuskiej.

amerykańskich

Twierdził,

ludzkich osiągnięć

połączonych

zarazem

głębokie,

zaś

tego,

głębokie,

zmusza

co

i

afrykańskich,

do

kultury

że na całość kultury należy
to

co

myślą

ludzką.

rzadkie

więc

go

i

Twierdzi,

osobliwe,

niejako

spojrzeć

do

antycznej
jako na

ż e „...to

co

powierzchowne".

poruszania

tematów

i

pra­

kultury

długi

szereg

wspólne,

jest

Poszukiwanie
pozornie

m a j ą c y c h ze s o b ą n i c w s p ó l n e g o j a k , n a j b a r d z i e j m o ż e , e t n o r e l i g i o z n a w c z e

nie

studium

m o d l i s z k i ( d r u k o w a n e w p i e r w s z e j w e r s j i j u ż w 1934 r o k u ) , s t u d i u m k a t a , s t u d i u m
władzy

charyzmatycznej

(z

współczesnego

mitu, eseju o

rzut

tak

tematów

również

analizą

denerwujący

Hitlera),

cesarzu m a r z ą c y m

dla profesjonalnych

t y m , ż e i n t e r e s o w a ł go

odzwierciedlenie

powodzenia

chińskim
zawsze

człowiek,

Paryża

jako

o nieśmiertelności.

studium

Roz­

krytyków

każdy

spowodowany

był

człowiek na świecie

jako

ł a d u charakterystycznego dla c a ł e g o gatunku.

Ł a d u tego s z u k a ł C a i l l o i s w s y m e t r y c z n e j s t r u k t u r z e ś w i a t a

d ą ż ą c e g o do

har­

monii, a l e r o z w i j a j ą c e g o s i ę d z i ę k i p o w s t a w a n i u e l e m e n t ó w d y s s y m e t r y c z n y c h i przez
to b ę d ą c e g o w
ją

ciągłym ruchu.

kultury l u d ó w

Najbardziej harmonijną

prymitywnych,

stąd

ich

badanie

strukturę symetryczną

ma

fundamentalne

r ó w n i e ż i dla badania kultury w s p ó ł c z e s n e j , która f r a p o w a ł a
bardzo, ż e czytelnik
ryczne

i

ma prawo zastanawiać

etnologiczne

nie

były

podjęte

z

s i ę , czy w s z e l k i e
myślą

o

go n i e s ł y c h a n i e . T a k
jego b a d a n i a

wyjaśnieniu

i styl

(1967) i Żywioł

i lad

histo­

współczesności

i w ł a s n e g o sposobu m y ś l e n i a . C z y t e l n i k o w i p o l s k i e m u C a i l l o i s z n a n y j e s t z
Odpowiedzialność

ma­

znaczenie

tomów

(1973) z a w i e r a j ą c y c h jego p o d s t a w o w e

p r a c e etnologiczne obok e s e j ó w l i t e r a c k i c h .

Zofia

O PROJEKCIE SYNTETYCZNEGO
NA OBSZARZE

W

ostatnich

Kultury

latach, w

OPRACOWANIA ARCHITEKTURY
KARPACKO-BAŁKAŃSKIM

ramach działalności

Ludowej w Karpatach i na B a ł k a n a c h

Międzynarodowej

(MKKKB),

LUDOWEJ

Komisji

Badania

p r z y s t ą p i o n o do s y n t e t y c z ­

nego o p r a c o w a n i a t y c h d z i e d z i n k u l t u r y l u d o w e j , do k t ó r y c h
21 — E t n o g r a f i a P o l s k a , X X I V , z. 1

Sokolewicz

istnieje

już

możliwie

�322

KRONIKA

p e ł n a dokumentacja ź r ó d ł o w a . W rezultacie m a j ą p o w s t a ć zbiorowe publikacje
lizowane

z

udziałem

wszystkich

W obrębie poszczególnych
kich

opracowań

zespół

tektury ludowej
1978) o r g a n i e

Tak

na

przez

wyznaczonych

przykład

przygotował

projekt

Zorganizowana
słowacką
w

Sekcję

Brnie

ludowemu

zrzeszonych

w

redaktorów

konspektu

V. Frolec i opublikował

do

w

i

rea­

MKKKB.
wszyst­

przyjęta

przez

opracowania

archi­

„Carpatobakanica"

(z. 1:

MKKKB.
(5-8

grudnia

1978

r.) w

(znanej z m i ę d z y n a r o d o w y c h festiwali
tetu

Komisji

t e m a t ó w m a b y ć zachowana jednolita koncepcja

przygotowana

autorski.

Krajowych

MKKKB

przy

i Instytutu

współpracy

dyskusji

nad

Strażnice

Fakultetu

Sztuki Ludowej w

w Czechosłowackich Karpatach,

prowadzenia

miejscowości

na

Morawach

folklorystycznych) K o n f e r e n c j a przez Czecho­

konspektem

Filozoficznego

Straźnici,

poświęcona

Uniwersy­
budownictwu

stanowiła równocześnie okazję

projektowanej

publikacji o

do p r z e ­

architekturze

l u d o w e j . W d y s k u s j i t e j , k t ó r e j p r z e w o d n i c z y ł doc. d r V . F r o l e c C S c j a k o r e d a k t o r
i

sekretarz generalny

chosłowackiej
w

Budapeszcie),

dr M a r i a
CSc

(Instytut

inż. arch.

two

udział:

Endre

dr J a n B o t i k C S c (sekretarz

Fiizes

Gieorgiewa

AN

ZSRR),

(Ministerstwo

(Instytut

prom.

Kultury

Sztuki

Etnografii B A N w

Sofii),

P A N ) , dr Natalia N .

hist.

Jan

Soućek

Gracjanska

(Instytut

dr D a n u t a T y l k o w a ( s e k r e t a r z P o l s k i e j K o m i s j i

trzytomowa

zbiorowa

publikacja

o

Sztuki

MKKKB).

budownictwie

ludowym

Czechosłowacką

m a b y ć r e a l i z o w a n a w l a t a c h : 1979-1983 — tom p i e r w s z y ,

budownictwu
gospodarcze

1984-1986 — t o m

mieszkalnemu;

1987-1990 —

i warsztatowe;

tom

C e l e m o p r a c o w a n i a jest p r z e d s t a w i e n i e

drugi, o b e j m u j ą c y

poświę­

budownic­

trzeci, d o t y c z ą c y ,

architektury

tradycyjnych form

budownictwa

l u d o w e g o w p o w i ą z a n i u ze s p o s o b a m i ż y c i a i g o s p o d a r o w a n i a
Karpat i przyległych

Cze­

i

i p r z y l e g ł y c h obszarach b a ł k a ń s k i c h , a w y d a n a przez

Sekcję M K K K B ,

sakralnej.

Bagra

Etnografii

Projektowana

dr

(Zakład Etnografii I H K M

Strażnicy),

w Karpatach

wzięli

MKKKB),

Gładyszowa

Ludowej w

cony

MKKKB,

Sekcji

ludności na

obszarze

terytoriach oraz w p ó ł n o c n e j części B a ł k a n ó w . G ł ó w n a

ga m a b y ć z w r ó c o n a na przeanalizowanie

budownictwa

od k o ń c a X I X do

uwa­

począt­

k ó w X X w . B ę d z i e s i ę p r z y t y m d ą ż y ł o do w y k r y c i a r ó ż n i c i p o d o b i e ń s t w w
czególnych

elementach

budowlanych

wynikających

z odmienności

logicznych i historycznych, j a k r ó w n i e ż z r ó ż n o r o d n o ś c i k o n t a k t ó w
Wypływające

stąd

wnioski

r y s ó w budownictwa

stanowić

karpackiego w

mają

podstawę

porównaniu

do

i

metody

omówienie

badawcze,

w

obrębie

czególnych
W

odrębnych

określenia

rozdziałach

charakterystykę

terytorialny
Kilka

materiału

będą

funkcje

rodziny oraz z a j ę c i a m i

badanego

w

przedmiotu,

wiele uwagi

wraz

oraz

technik
z

dotyczyć

architektoniczne

i

jej członków,

jak również
stanowić

zostanie

będzie
zagrody

i konstrukcji

urządzeniami
mieszkalnych

której

problemy
krytyczne

położenia

pomieszczeń
rozdział

poświęcono

a ponadto

rozdziałów

zagrodzie

walory

Ostatni
w

specyficznych
europejskimi.

najważniejsze

czasowy,

budowlanego,

omówione

1 religijnym.

i

następnych

mieszkalnych

różnorodne

zwyczajowym

przedstawione

ich usytuowania

budynków

wreszcie

z a n i u ze s t r u k t u r ą
dziennym,

i

następnie

elementów

budownictwa,

zostaną

źródłowych.

budynków

osiedla,

którym

j a k t e ż zakres

materiałów

rozplanowania

w

eko­

interetnicznych.

z innymi obszarami

W d y s k u s j i nad planem s z c z e g ó ł o w y m tomu pierwszego
rozdziałowi wstępnemu,

posz­

warunków

artystyczne
w

powią­

życiem

będzie

położony

posz­

ogniowymi.

co­

ogólną

nacisk

na

ujawnienie różnic i w s p ó l n o t kulturowych.
Projektowane prace przygotowawcze
szymi,

prowadzone

narodowe

MKKKB

będą

w

dwu

przygotują

nad p i e r w s z y m tomem,

etapach.

W

pierwszej

monograficzne

fazie

opracowania

a zapewne

poszczególne
źródłowe

i

dal­

sekcje

oraz

etno-

kartogramy i materiał ilustracyjny dla obszarów karpackich i p r z y l e g ł y c h

pozosta­

jących

krajowe

w

obrębie

własnych

granic politycznych.

Te właśnie

opracowania

�323

KRONIKA

zrealizowane

według

dla c a ł e g o o b s z a r u
Zasadniczym

jednolitego p l a n u p o s ł u ż ą

do

syntetycznego u j ę c i a

celem

Konferencji

było

przedstawienie

prowadzonych b a d a ń nad t r a d y c y j n y m budownictwem
szkalnym w
granic
w

zagadnień

karpacko-bałkańskiego.

Karpatach

Słowackich

Czechosłowacji.

podstawowych

Dążono

elementach

stanu

i regionach p r z y l e g ł y c h

przy

tym

do

budownictwa

położonych

ukazania

z

aktualnie

prze­

ludowym, a szczególnie
tendencji

określeniem

w

mie­

obrębie

rozwojowych

licznych

zależności

funkcjonalnych.
Wygłoszone

referaty

można

ująć

w

kilka

zespołów.

Pierwsze

czyły krytycznej analizy m a t e r i a ł ó w historycznych, poczynając
archeologicznych
nych

nicowania
dr

(dr

poruszono
się

I. Ripka

D.

Bialekova

zagadnienie
i

organizacji

C S c ) . Ponadto

C S c , dr

nazewnictwa

A.

Ruttkay

budowlanego

przestrzeni

mieszkalnej

podkreślono

znaczenie

CSc). W

będącego
(dr

nazw

z

nich

doty­

od w y n i k ó w

S.

badań

kilku

następ­

rezultatem

róż­

Kovacevicova

CSc,

miejscowych

dla

historii

o s a d n i c t w a (prof. D . C h o l u j ) .
Na

przykładzie

dowlany
wych

wybranych

(inż. arch.

(inż. arch.

regionów

O. Maćel,

prom.

J . T u r z o C S c ) oraz

omówiono

hist.

szczegółowo

Jan Soućek),

rozrost

rozwój

przestrzeni

materiał

urządzeń

mieszkalnej

bu­

ognio­

szczególnie

w k i e r u n k u w e r t y k a l n y m (prom. hist. S . H o r v a t h , i n ż a r c h . O. M a ć e l ) . P o n a d t o

dla

pewnych

bu­

dowli

obszarów

przedstawiono

mieszkalnych

oraz

ich

ogólną

właściwości

charakterystykę
i

przemiany

tradycyjnych form

(prom.

hist.

M.

Sopoliga,

p r o m . hist. J . L a n g e r ) .
Szczególnie

rozbudowane

nej ze w z g l ę d u
nego s y s t e m u

zostało

na jej wielorakie
komunikacyjnego

zagadnienie

funkcje. A

(doc.

dr

podziału

więc

V. Frolec

w

mieszkal­

budynku

C S c , prom.

prom. hist. M . Sopoliga), w y z n a c z o n y c h m i e j s c w y p o c z y n k u
wreszcie wydzielonego k ą t a

przestrzeni

istnienie

hist.

(dr V . V a l e n t o v a C S c ) ,

k u l t o w e g o (dr J . O l e j n i k C S c ) . D u ż y

nacisk

także na zależności, jakie istnieją p o m i ę d z y formą i funkcją pomieszczeń
nych a strukturą
Odrębny
tektonicznym
nictwu

rodziny jako grupą w s p ó ł m i e s z k a ń c ó w

zespół

stanowiły

domu

barwnemu

referaty

poświęcone

określo­

J . Langer,
położono
mieszkal­

(dr J . B o t i k C S c ) .

walorom plastycznym

i

archi­

(dr V . K o v a f u , p r o m . hist. M . M e d v e c k a ) , a s z c z e g ó l n i e
stosowanemu

jeszcze

obecnie

w

budownictwie

zdob­

murowanym

(prof, dr R . J e f a b e k C S c ) .
Poza

programem

n o w s k i in

situ

we

inż. arch. В .
wsi

Bożenci

Gieorgiewa

koło

b u d o w l i t r a d y c y j n y c h p o c z y n a j ą c od X V I I I
Omówione
wszechstronnego

w

referatach
spojrzenia

rezultaty
na

badawcze,

zjawiska

zakresie budownictwa

Bułgarii

zespół

skanse­

przedstawiający

typy

w.
odznaczające

kulturowe

metod h i s t o r y c z n y c h , j a k t e ż s o c j o l o g i c z n y c h ,
kiem w

scharakteryzowała

Gabrowa w

przy

stanowiły

tradycyjnego dysponuje

się

dążeniem

zastosowaniu

dowód, jak dużym
obecnie etnografia

do

zarówno
dorob­
w

Cze­

chosłowacji. J e ż e l i r ó w n i e bogatymi w y n i k a m i b a d a w c z y m i m o g ą s i ę w y k a z a ć
kraje współpracujące z M K K K B ,

n a l e ż y s p o d z i e w a ć s i ę powodzenia

w

niu planowanej m i ę d z y n a r o d o w e j publikacji.
Maria

inne

zrealizowa­

Gładyszowa

�323

KRONIKA

zrealizowane w e d ł u g

jednolitego p l a n u p o s ł u ż ą

do s y n t e t y c z n e g o u j ę c i a

zagadnień

dla c a ł e g o o b s z a r u k a r p a c k o - b a ł k a ń s k i e g o .
Zasadniczym

celem

Konferencji

było

przedstawienie

prowadzonych b a d a ń nad t r a d y c y j n y m budownictwem
szkalnym w
granic
w

Karpatach

Czechosłowacji.

podstawowych

Słowackich
Dążono

elementach

i regionach

przy

tym

przyległych

do

budownictwa

stanu

położonych

ukazania

z

aktualnie

prze­

ludowym, a szczególnie
tendencji

określeniem

w

mie­

obrębie

rozwojowych

licznych

zależności

funkcjonalnych.
Wygłoszone

referaty

można

ująć

w

kilka

zespołów.

Pierwsze

czyły krytycznej analizy m a t e r i a ł ó w

historycznych, poczynając

archeologicznych

C S c , dr

nych

nicowania
dr

(dr

poruszono
się

I. Ripka

D.

Bialekova

zagadnienie
i

nazewnictwa

organizacji

C S c ) . Ponadto

A.

Ruttkay

budowlanego

przestrzeni

mieszkalnej

podkreślono

znaczenie

CSc). W

będącego
(dr

nazw

z

nich

doty­

od w y n i k ó w

S.

badań

kilku

następ­

rezultatem

róż­

Kovacevicova

CSc,

miejscowych

dla

historii

o s a d n i c t w a (prof. D . C h o l u j ) .
Na

przykładzie

dowlany
wych

wybranych

(inż. arch.

(inż. a r c h .

regionów

O. M a c e l , p r o m .

J . T u r z o C S c ) oraz

omówiono

hist.

szczegółowo

Jan Soućek),

rozrost

rozwój

przestrzeni

materiał

urządzeń

mieszkalnej

bu­

ognio­

szczególnie

w k i e r u n k u w e r t y k a l n y m (prom. hist. S . H o r v a t h , i n ż a r c h . O. M a ć e l ) . P o n a d t o

dla

pewnych

bu­

dowli

obszarów

przedstawiono

mieszkalnych

ogólną

oraz ich w ł a ś c i w o ś c i

charakterystykę
i

przemiany

tradycyjnych form

(prom.

hist.

M.

Sopoliga,

p r o m . hist. J . L a n g e r ) .
Szczególnie

rozbudowane

nej ze w z g l ę d u
nego

systemu

zostało

na jej wielorakie
komunikacyjnego

zagadnienie

funkcje. A

(doc.

dr

podziału

więc

w

mieszkal­

budynku

V . F r o l e c C S c , prom.

prom. hist. M . Sopoliga), w y z n a c z o n y c h m i e j s c w y p o c z y n k u
wreszcie wydzielonego k ą t a

przestrzeni

istnienie

hist.

(dr V . V a l e n t o v a C S c ) ,

k u l t o w e g o (dr J . O l e j n i k C S c ) . D u ż y

nacisk

t a k ż e na z a l e ż n o ś c i , j a k i e i s t n i e j ą p o m i ę d z y f o r m ą i f u n k c j ą p o m i e s z c z e ń
nych a s t r u k t u r ą
Odrębny
tektonicznym
nictwu

rodziny jako g r u p ą w s p ó ł m i e s z k a ń c ó w

zespół

stanowiły

domu

barwnemu

referaty

poświęcone

określo­

J . Langer,
położono
mieszkal­

(dr J . B o t t k C S c ) .

walorom

plastycznym

i

archi­

(dr V . Kovafu, p r o m . hist. M . M e d v e c k s ) , a s z c z e g ó l n i e
stosowanemu

jeszcze

obecnie

w

budownictwie

zdob­

murowanym

(prof, dr R . J e f a b e k C S c ) .
Poza
nowski

programem
in

situ

we

inż. arch. В .
wsi

Bożenci

Gieorgiewa

koło

b u d o w l i t r a d y c y j n y c h p o c z y n a j ą c od X V I I I
Omówione
wszechstronnego

w

referatach
spojrzenia

rezultaty
na

badawcze,

zjawiska

Bułgarii

zespół

skanse­

przedstawiający

typy

w.
odznaczające

kulturowe

metod h i s t o r y c z n y c h , j a k t e ż s o c j o l o g i c z n y c h ,
kiem w zakresie budownictwa

scharakteryzowała

Gabrowa w

tradycyjnego

przy

stanowiły
dysponuje

się

dążeniem

zastosowaniu

dowód, jak dużym
obecnie etnografia

do

zarówno
dorob­
w

Cze­

chosłowacji. J e ż e l i r ó w n i e bogatymi w y n i k a m i badawczymi m o g ą s i ę w y k a z a ć
kraje współpracujące

z MKKKB,

n a l e ż y s p o d z i e w a ć s i ę powodzenia

w

niu planowanej m i ę d z y n a r o d o w e j publikacji.
Maria

inne

zrealizowa­

Gładyszowa

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6024" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6004">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5c05cb07dc73548a34406b2f2374e88f.pdf</src>
        <authentication>76534bba4d50f99b257bd9d85b207c2e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71887">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1020</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71888">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71889">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:939</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71890">
                <text>Recenzje / ETNOGRAFIA POLSKA 1980 t.24 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71891">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1980 t.24 z.1, s.325-354</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71892">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71893">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71894">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71895">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71896">
                <text>/

R

E

C

E

N

Z

J

E

„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. X X I V z. 1
I S S N 0071-1861

S Z A G D A R Y N B I R A , Mongolskaja
320.

ss.

istoriografija,

XIII-XVII

ww.,

M o s k w a 1978,

Historiografia r o z u m i a n a jest przede w s z y s t k i m jako dziejopisarstwo,
niotwo h i s t o r y c z n e ,
dzy o p r z e s z ł o ś c i
Są

także

podstawę

i

Tradycje
nad

tymi

te s ą ź r ó d ł a m i

powsttały,

państwa,

jego

wierzeń,

zainteresowań

władców,

praw

piśmien-

naszej

i tych, k t ó r y c h

skonkretyzowanych

wiedzy,

poszczególnych

świadectwem

itp. Ź r ó d ł a

wie­

one d o t y c z ą .

te

polityki

stanowią

też

historyków.

historiografii

pisane

w których

własnego

wewnętrznej,

prac

historycznych. Dzieła

n a istnienie

dziejami

zewnętrznej

dzieł

społeczeństw,

dowodem

społeczeństw

źródła

zespół

do h i s t o r i i

źródłami

mongolskiej
tego k r a j u

sięgają

powstały

(i n a d ź r ó d ł a m i

czasów
w

średniowiecza.

wieku

pochodzącymi

XIII.

z innych

Pierwsze

Badania

okresów)

naukowe
rozpoczęto

znacznie p ó ź n i e j , b o w i e m n a p o c z ą t k u X I X w i e k u ( p r a c e P . S . P a l l a s a , I . J . S c h m i d ­
ta, N . J a . B i c z u r i n a ;

p ó ź n i e j — w I I p o ł o w i e X I X w i e k u d o ł ą c z y ł y do n i c h p r a c e

G. Gombojewa, P. I . Katarowa,

W . P . W a s i l j e w a i in.). Historycy mongolscy roz­

p o c z ę l i p r a c e tego t y p u w o k r e s i e p o r e w o l u c y j n y m ( p r a c a B a t - O c z i r a

z 1928 r o k u ) .

Znaczne zasługi

recenzowanej

na polu

badań

tu książki Sz. Bira. W swej
badań

nad źródłami

najnowszej

m a także

pracy przedstawił

autor

o n obszernie

do h i s t o r i i X I I I - X V I I - w i e c z n e j M o n g o l i i

kronikami) w y k o r z y s t u j ą c
nia

historiograficznych

zarówno

wyniki badań

(przede

innych historyków,

rezultaty
wszystkim

jak i bada­

własne.
Niektóre

Nigucza

źródła

Tobczijan

do

dziejów

Mongolii,

przede

(Tajna

historia

Mongołów),

Altan

wszystkim
Tobczi

ły się już wielu mniej lub bardziej s z c z e g ó ł o w y c h
nak,

jak dotąd,

obejmującej
grafii.

w

literaturze mongolistycznej

opracowań.

pracy

B i r a stara s i ę w i ę c

takie

Tudżi,

jak

doczeka­

Nie m i e l i ś m y

o charakterze

s w y m z a s i ę g i e m t a k d u ż y o k r e s , j a k c z y n i to B i r a

Pewne próby podejmowane

jed­

syntetycznym,

w swej

Historio­

b y ł y przez C h . Perlee, J . J . Z ł a t k i n a i W. H e i s -

siga, nie s ą one j e d n a k a n i t a k d o k ł a d n e
praca.

kroniki,

i Szara

wypełnić

lukę

ani tak daleko idące, j a k o m a w i a n a tu
i skomasować

n a kartach jednej

książki

p o d s t a w o w ą w i e d z ę o n a j w a ż n i e j s z y c h ź r ó d ł a c h do h i s t o r i i M o n g o l i i X I I I - X V I I

wie­

ku.
Z dużą dokładnością omawia
czijan,

Cagaan

Teuke,

a u t o r a ) i Altan
czi

nertu-in

Bołor

Tobczi

teuke.

Eriche

Ułagan

on w y n i k i b a d a ń h i s t o r y c z n y c h n a d Nigucza
Debter,

Debter,

L u w s a n d a n d z a n a , Erdenijn

Wspomniano

i Ałtan

Altan

Eriche.

tu także

Altan

Tobczi,

o istnieniu

Tobczi
Szara

dwóch

Tudżi

kronik

wiedzę

i

B i r a s i ę g n ą ł t e ż do n a j d a w n i e j s z y c h ź r ó d e ł

historyczną

Mongołów

w

najdawniejszym

okresie

Asarag-

mongolskich

2 t e r e n ó w Mongolii, informacje o k t ó r y c h , przekazywane d r o g ą u s t n ą ,
zapewne

pisanych

kształtowały
ich

państwo­

w o ś c i . D o ź r ó d e ł tych z a l i c z y ł B i r a napisy kamienne pozostawione n a terenie
golii

przez plemiona

przykłady

tekstów

Znajdujemy
astronomii,

w

mówią

nich

przede

tureckie
także

możliwych

przede

przykładów,

w

wszystkim

informacje

wszystkim

t e ż S z . B i r a k r o n i c e Bej-szu
z

i ujgurskie

sposobów

VII-VIII

wieku. Podane

o

politycznym

życiu

dotyczące

niektórych

odmierzania

czasu.

wzorowało

wiedzy,

słów

się piśmiennictwo

Birę

plemion.
np.

poświęcił

(historia p a n o w a n i a d y n a s t i i B e j ) w i d z ą c w n i e j
na k t ó r y c h

Mon­

przez

tych

dziedzin
Kilka

Tob-

(anonimowego

jeden

mongolskie.

�326

RECENZJE

M o ż n a tu w s p o m n i e ć ,

że przynależność

państwowa

Bej-szu

jest sporna. W i e l u h i ­

s t o r y k ó w p r z y p i s u j e j e j pochodzenie c h i ń s k i e . A u t o r Historiografii

mongolskiej

pi­

sze j e d n a k : „ M a r a c j ą m o n g o l s k i h i s t o r y k G . S u c h b a a t a r , t w i e r d z ą c , ż e geneaologia
chanów
ków
IKS]
W

tobaskich

zawarta w

Czyngiz-Chana, w
jest z w i ą z a n a

tekście

Bej-szu,

Nigucza

Historiografii

dowodami

zdaniach,

na

przypominająca

genealogią

nie z n a j d u j e m y j e d n a k ani jednego dowodu

ani

jakich

swoich,

nie jest t u z r e s z t ą w y j ą t k i e m .

ani cudzych

przesłankach

przod­

[podobieństwo w ą t k ó w legendarnych

nie z c h i ń s k ą , lecz z t o b a s k ą t r a d y c j ą h i s t o r y c z n ą "

tej tezy. S p r a w a b r a k u d o w o d ó w
popiera

zupełnie

Tobczijan

opierał

wywodów,

s i ę autor

nie

(s.

na

poparcie

Bira na ogół

pisze,

cytowanych

choćby
przez

—

15-16).

w

nie
dwu

niego

wy­

powiedzi.
Wiele

miejsca

poświęcono

historyków

reprezentujących

Przybliżono

n a m nie

w

Historiografii

twórczości
kręgi

XVI-XVII-wiecznych

kręgi

władzy

i

znane szerzej

postacie

Secen-chun-tajdzi,

dza D o n d u w a i S a g a n - s e c e n a . Z a s z c z e g ó l n i e c e n n e

duchowieństwa

lamajskiego.

Guszi

uznałabym

Cordżi,

Sa­

też omówienie

nie­

k t ó r y c h perskich i chińskich źródeł historycznych, z w i ą z a n y c h tematycznie
g o l i ą . S ą to przede w s z y s t k i m

Tarich-i

dżachanguszaj

Dżuwejni

I I połowie

s z i d a d - d i n a Dżamifat

Z e ź r ó d e ł c h i ń s k i c h poznajemy tu m. in.

czeniem
Altan

któregoś

Debter,

nikiem

— tawarich.

będące
z

tekstów

Niektóre

16

z

mongolskich,

być

może

pozamongolskich

dzieło R a -

źródeł

Nigucza

na

dworze

są

dla

Szen-u

chińskim

tłuma­

Tobczijan

w i e k u , oraz Juań-szi,

kronikarzy zatrudnionych

tych

oraz s ł y n n e

XIII-XIV-wiecznym

albo k i l k u r ó ż n y c h ź r ó d e ł z X I I I

działalności

nach.

najprawdopodobniej

wieku)

okresu

podboju I r a n u przez M o n g o ł ó w w
ciń-czdżen-lu,

XIII

z Mon­

(dotyczące

lub

będąca

mongolskim

mongolistów

też
wy­

w

Chi­

szczególnie

cenne. M y ś l ę t u p r z e d e w s z y s t k i m o ź r ó d ł a c h p ó ź n i e j s z y c h t r a k t u j ą c y c h o X V - w i e c z nej

Mongolii.

D l a tego o k r e s u n i e

mamy

bowiem

zupełnie

wartościowych

źródeł

z t e r e n ó w omawianego k r a j u . T e z a ś kroniki c h i ń s k i e i perskie, k t ó r e m a j ą

swoje

odpowiedniki

histo­

czasowe

i

tematyczne

r y k ó w cennym materiałem

w

piśmiennictwie

źródeł.

Omawianie poszczególnych

osoby i c h a u t o r a

(lub a u t o r ó w ) ,

mongolskiej

tzw. z e w n ę t r z n e j

k r o n i k rozpoczyna

jego pochodzenia,

Bira

statusu

od

dy

każde

ze

źródeł,

polemiki

wstania

wreszcie

toczącej

się

poszczególnych

do

ich

między

kronik i

oryginalności.

badaczami,

społecznego

ich autorstwa.

rzadkie, a — o czym j u ż w s p o m i n a ł a m
poparcie

w

odpowiednich

pozwalających

nam na

Wnikliwie

uwagę,

się w

wyniki

zostały

treści

w

jakie sprawy

niki,

niektóre

pełnie

jakimś

pominięte,

zostały

okresie,

fakty

aktualnym prądom
od

niech

a

były

nieprawdziwie.

łeczeństw)

na

niewłaściwie

Szara

Dowodem

politycznym

będzie

Tudżi:

także

które

że tych

zakresie

opinia

ich

w

w

zależności

zależności

od

s i ę do

na

to,

jak

jakie wydarzenia

i z jakich

szczególną

powodów.

i wymogom interesu
Władimircowa
ta —

samego

ulegali
się

przytaczanych przez
j a k pisze

lub podawano

społecznego

(różniąca

autora

niektórzy

Birę)

Władimircow

—

o

pań­
kro­
zu­

kronikarze

(lub c z ę ś c i

zresztą

Naj­

przyczy­

od s y t u a c j i p o l i t y c z n e j

zaś tuszowano

bardzo

tekstów
zaprezen­

zwracają

położenia

ma!)

autorów.

o b r a z u d z i e j ó w przez k r o n i k a r z y m i a ł o

wywodów

„Historia

nie

prawdziwości

ukazać,

po­
dość

znajdują

dowodów

zaś autorzy

naświetlone

p r z e j a s k r a w i a n e , inne

charakteru pozostałych

kronice

w

przykła­

są, niestety,

sposobie w n i o s k o w a n i a

badań

n y n a t u r y p o l i t y c z n e j . Z tego w z g l ę d u ,
w

te

prze­

powsta­

okresu

badaczy nie zawsze

znaczy,

ź r ó d e ł , lecz s t a r a ł s i ę t a k ż e

nich

częściej n i e w ł a ś c i w e modelowanie
stwa

ubarwiają

kronik, ich t e m a t y k i i wagi. B i r a nie o g r a n i c z y ł

czytelnikowi

histeryczne

także

nie

itp.,

jakich

najczęściej

Przykłady

— wywody

(co

zorientowanie

omówiono

poszczególnych
towania

dowodach

Opis ten

dotyczącej

kryty­

charakterystyki

c h o d z ą c n a s t ę p n i e do i n f o r m a c j i o m i e j s c u , c z a s i e i w a r u n k a c h , w
ło

są dla

porównawczym.

W i e l e m i e j s c a p o ś w i ę c o n o w Historiografii
ce

mongolskim,

dość

spo­

znacznie

XVII-wiecznej
jest

produktem

�327

RECENZJE

m n i e j l u b b a r d z i e j s w o b o d n e j t w ó r c z o ś c i s t e p o w e j . Z o s t a ł a ona n a p i s a n a d l a i z a
z g o d ą m o n g o l s k i e j a r y s t o k r a c j i s t e p o w e j , [...} i o d p o w i a d a j e j z a p o t r z e b o w a n i o m
i interesom. N a w e t j e ś l i z a u w a ż a m y w n i e j z r o z u m i a ł e z a i n t e r e s o w a n i e b u d d y z ­
m e m , to o w i e l e s i l n i e j z a z n a c z a s i ę t a m z a i n t e r e s o w a n i e p r z e k a z a m i e p i c k i m i
i rodowymi tradycjami, a już zupełnie nie z a u w a ż a m y tam n a s t r o j ó w promandżurskich"
(s. 249).
Dość krytycznie ocenił też B i r a X V I - w i e c z n e g o historyka Sagan-secena,
cając

m u przede

wszystkim

zbytnie

wyolbrzymienie

XVI-wiecznej

g o ł ó w i przemilczenie informacji o ich wasalnej zależności
rając

się jednak b y ć obiektywnym

-secen

próbował

mówić

jak najwięcej

nych

nie

poddawać
o świeckim

(пр. o wojnie

wiając

dzieła

tych h i s t o r y k ó w

władzy

swych

życiu

Altan-chana z

Wielu h i s t o r y k ó w X V I - X V I I
czącą

w

zachodnimi

podkreśla
i

Bira,

iż S a g a n -

swych

dziełach

m. i n . o ich w a l k a c h

politycz­

Mongołami,

w

zwanymi

wieku uległo jednak w p ł y w o m
Bira

Mon­

od d y n a s t i i M i ń . S t a ­

buddyjskim

władców,

stara s i ę w y o d r ę b n i ć

Ojratami).

buddyjskim. O m a ­

w nich warstwę

doty­

ś w i e c k i e j , p o l i t y k i p a ń s t w a , postaci jego p r z y w ó d c ó w itp. oraz p o g l ą d y

tych k r o n i k a r z y i wierzenia, w y r a s t a j ą c e
traktatach

ocenach,

się w p ł y w o m

zarzu­

potęgi

o stworzeniu

świata

z buddyzmu i przejawiające się choćby w

i istot ż y w y c h , p o j a w i e n i u s i ę z a j ę ć l u d z k i c h i i n .

H i s t o r i a M o n g o l i i u k a z y w a n a jest p r z e z t y c h d z i e j o p i s a r z y j a k o c z ę ś ć h i s t o r i i ś w i a ­
ta b u d d y j s k i e g o . W i e l o k r o t n i e p o w t a r z a j ą s i ę t e ż i n f o r m a c j e o b o s k i m
władców, będących — według
biańskich.
torskie,

W dziełach

historyków

j a k n a o w e czasy,

tego o k r e s u s p o t y k a m y

poglądy,

jest ona np. w i e c z n y m p r o c e s e m
w

życiu
Mówiąc

o źródłach

ter d o n i e s i e ń ,

następstwa

pochodzących

historię.

wzlotów

Według

i upadków

zwracając

Tobczijan

szczęścia

sitara s i ę p o r ó w n y w a ć

przy tym u w a g ę

poszczególnych

Nigucza

Tobczijan

i XVII-wieczną

n a teksty,

na których

k r o n i k . W ten s p o s ó b
i Dzami'at-tawarich

Asaragczi

nertu-in

ich treść

typu z e s t a w i e n i a
Tobczi

pozwoliły

np. s t w i e r d z i ć r ó ż n y m

nie k o r z y s t a ł z Nigucza

i strat

Raszid

teuke.

w o d n i k po n a j w a ż n i e j s z y c h
mankamentów,

przykładów

źródłach

do k t ó r y c h

tych

i charak­
on n p . z a ­

a d - d i n a oraz

Ni­

T r e ś ć tej ostatniej

po­

Tobczi.

Tego

badaczom, ż e anonimowy

autor

Tobczijan.

K s i ą ż k a S. B i r y s p e ł n i a n a p e w n o
mo

nowa­

prawdopodobnie

porównuje

r ó w n u j e t e ż B i r a z d w o m a k r o n i k a m i n o s z ą c y m i t e n s a m t y t u ł Altan
Altan

i

Sagan-secena

z tego samego o k r e s u l u b d o t y c z ą c y c h

a u t o r Historiografii

się autorzy

kres tematyczny
gucza

np. n a s a m ą

istot n i e ­

t e ż oryginalne

ludzkim.

samych w y d a r z e ń ,
opierali

pochodzeniu

tych h i s t o r y k ó w — ziemskim wcieleniem

bardzo w a ż n ą r o l ę j a k o informator i p r z e ­

do h i s t o r i i X I I I - X V I I - w i e c z n e j M o n g o l i i m i ­

zaliczyłabym

przede

polemik w zakresie w e w n ę t r z n e j

wszystkim

zbyt

i zewnętrznej krytyki

małą

źródeł,

liczbę
nazbyt

c z ę s t e w y g ł a s z a n i e opinii i ocen n i e p o p a r t y c h d o w o d a m i oraz s p o s ó b p i s a n i a u t r u d ­
niający

czytelnikowi orientację,

które z wypowiedzi należą

do s a m e g o B i r y ,

z a ś z o s t a ł y s f o r m u ł o w a n e p r z e z i n n y c h a u t o r ó w , a ponadto n i e s t o s o w a n i e
do t e k s t u
Po
treść

źródłowego

przeczytaniu

źródeł,

dociągnięcia
formacje
bliża

lecz

także

i jakie poglądy

sąsiedzkich,

mówi

się o wynikach badań nad tym

mongolskiej

okoliczności

i czym wyróżniają

n a m ponadto

taktów

t a m , gdzie
Historiografii

ich powstania,

się spośród

reprezentuje

niektóre

bliskie

i c h autor.

wierzeń

Omówienie

(w jego l a m a i s t y c z n e j postaci)

tanie

świeckiej

z ideami

jakie mają
treści

też początki

i obserwujemy

teologicznymi.

tylko

one

nie­

nowe i n ­

źródeł

przy­

jej polityki, charakteru k o n ­

itp. Poznajemy

nie s i ę b u d d y z m u
s i ę ideologii

wiemy,

tekstem.

się n a m nie

innych źródeł, jakie w n o s z ą

r y s y h i s t o r i i Mongolii,

gospodarki,

stają

które

odsyłaczy

Bogata

i rozszerza­

stopniowe

literatura,

spla­

cytowana

przez B i r ę , o r i e n t u j e n a s ponadto w c h a r a k t e r z e p r a c w i e l u u c z o n y c h .

Iwona

Kabzińska-Stawarz

�328

RECENZJE

NATALI JA
1977, ss.
199.
Teza,
stanowi

L . ŻUKOWSKA JA,

że buddyzm,

system

a tym

Łamaizm

bardziej

i

ranni je

jego p ó ł n o c n a

formy

rieligii,

wersja

o d u ż y m poziomie s y n k r e t y z m u , nie n a l e ż y

zwana

Nowe

jest

recenzowanej

książki. W p ł y w o w i w i e r z e ń lokalnych (środkowoazjatyckich, a także
w

lamaizmem,

do n o w y c h .

s a m o z a j ę c i e s i ę t e m a t e m w s p o s ó b t a k s z e r o k i , j a k to c z y n i a u t o r k a
nich i indyjskich) na lamaizm p o ś w i ę c o n o

Moskwa

dalekowschod­
1

literaturze wiele

przyczynków ,

nie

d o c z e k a ł s i ę on j e d n a k d o t ą d syntetycznego u j ę c i a . K s i ą ż k a Ż u k o w s k i e j s t a n o w i p r ó ­
bę

w

tym

Cel

pracy

buddyzmu,
jącymi

kierunku.
autorka

stojącej

wszelką

Autorka

lamaizm. Dotyczy
ostatnia
tuje

że

religijną

to

pośrednio

przejęcia

r e l i g i i zastane

to g ł ó w n i e s z a m a n i z m u w

szamanizmu

jako

bon-po).

systemu.

Krąg

naturalistycznej

motywacji

konkretne

formy

nicznymi

włącznie.

również

przez

i tybetańskiej

s w o j e j a n a l i z i e a u t o r k a nie
szamanistycznych

zespół

kultów

Natomiast

w

oraz

jako

warstwa

bardzo

zetknięciu

s i ę ideologii

przedklasowym.

R e a l i z u j e s i ę on d w o m a

religię społeczeństwa

klasowego obcych

ustępstwo

doktrynalne,

systemach

religijnych b y ł y

żeniami

religii

ideologicznej,

szeroko,

Granica

kompleksach

nie

poświęca

odrębny
i

koncepcji o g ó l n y c h . I n n e natomiast,
się

poza

zasięgiem

centrum i ciągłości
Wydaje
lizy

typologicznie

typologicznych
inwentarz

ludowym

musiał

być różny

wymóg

przeprowadzenia

sposobami

broniąc
do
i

nymi

idei

reprezentował

poprzez

wspomniane

obu

asymilacji

przeprowadzona.
podobnym

jednak

wybranych

różnych

poszukiwać
buddyzmowi

etapach

chwilą

co n a l e ż y

zarzutem.

może

system

w

przyjąć

typologicznie

drogą
i

uczciwie

dwo­

zastrzec

przystępując
odcinkach

że

buddyzm

korespondujący
i

Toteż

szamanistycznych

dłuższych

podobne

ana­

wierze­

między

założenie,

ideologiczny

koncepcja

buddyzmu.

Ale też

wyobrażeń

ani ustabilizowane
łatwo

zjawiska

rozwoju

wspomnianego rozróżnienia

kompleksy

zamknięty

np.

płodności).

należałoby

że

czytelnik

(jak

czy ideologia

wspólnych

przed

pamiętać,

ani skończone,

historii. T y m c z a s e m

początku

na

postawionym

trzeba

buddyjskich nie b y ł y

swojej
od

książki

on

podobnych

s y n k r e t y z a c j i jest r a c z e j n i e w y k o n a l n y ,

autorki przed

czytania

ostro

dotyczy

skali kosmicznej,

przypuszczalnie
ma

sposobami

książce

w

wyobra­

wraz z ich konkretnymi realizacjami, znalazły

przestrzeni w

ponieważ

zgodne z

z j a w i s k o m typologicznie

buddyjskim,

zjawisk

sę, że p o d o b i e ń s t w

diachronicznej,

niom

owych

rozdział

dwoma

w

oraz
przsz

taktyczne

kultu, które

mianowicie

tymi

została

towarzyszą­

klasowym

co s t a n o w i

elementów

podobne,

między

zawsze

iszamanistycznych

tych

kosmogo-

jest a k c e p t a c j a

jej form kultowych,

funkcjonalnie

zwycięskiej.

jednym

nimi

występują

z ideami

społeczeństwom

sposobami:

drugim zaś przejęcie

j a k s i ę zdaje,

Autorka wprawdzie
w

religijnych w ł a ś c i w y c h

z

wcześniej­

pracy bardziej zwarcie —

k u l t u przyrody rozumianego

(ta

trak­

wyemancypowanych

Proces synkretyzacji traktuje autorka jako k o n i e c z n ą p r a w i d ł o w o ś ć
cą

świecką).
przez

w e r s j i mongolskiej

ideologicznej.

odrzuca­

i

reprezentowanych

jako

chyba przedstawiona

idącej rytualizacji

koncepcjami

zresztą

praktyk

wierzeń

został

daleko

na obszarach zdominowanych

Niemniej, w

wyodrębniony

sza — k o n c e p c y j n i e

procesu

z początkowymi

(a

rezultat

formy

z n a n a pod n a z w ą

współwystępujących
z

jest

ewolucyjne

jako analizę

sprzeczności

obrzędowość

dowodzi,

wcześniejsze

formułuje

niejako w

podlegał

z

in­

zmianie'

dopiero od tego p o z i o m u . J e d n a k ż e p r e c y z y j n e o k r e ś l e n i e s y s t e m u w y j ś c i o w e g o b u d ­
dyzmu

1

w

okresie

Porównaj
nej pracy.

jego

bardzo

ekspansji

obszerną

i

zetknięcia

z innymi

(367

pozycji)

bibliografię

ideologiami

zawartą

w

na

nowych

recenzowa­

�RECENZJE

329

t e r e n a c h b y ł o b y r a c z e j t r u d n e . N i e bez z n a c z e n i a jest t e ż k w e s t i a , w j a k i m s t o p ­
niu p o c z ą t k o w y buddyzm b y ł ideologią, w j a k i m z a ś wzorem z a c h o w a ń jednostko­
w y c h . N i e w i e m y z a t e m , od j a k i e g o m o m e n t u p o r ó w n u j e m y r z e c z y p o r ó w n y w a l ­
n e , to z n a c z y s y s t e m y ideologiczne w i c h a s p e k c i e w z a j e m n e j z g o d n o ś c i s p o s o b ó w
pojmowania
świata.
B y ć m o ż e z a t e m owe d w a w s p o m n i a n e
równoległe,

lecz

początkowa

w y ż e j mechanizmy asymilacji nie

a k c e p t a c j a przez b u d d y z m

obcych

idei

p ó ź n i e j s z e jego f u n k c j o n o w a n i e j a k o ideologii, k t ó r a ł a t w i e j o d n a j d y w a ł a
porozumienia
rzyła i

się z i n n y m i systemami,

odpowiednio w y r a f i n o w a ł a .

cjalnemu

lamaizmowi

fazą

doktrynalnemu

na

ewolucyjnego

przykład

jęciu

w

początku

prowadzić

okresie

jako

rozprawa o

systemu

przeciwstawiany

zaś

ludowego.

zastrzeżenia,

powstawaniu

zwanego lamaizmem,

przez

teologów

h i s t o r i i T y b e t u ) po
nie
że

i

nie

możliwość

(lub i m podobne)

ludowy,

doktryny,

do

je

uprawianemu

przypadku katolicyzmu

recenzenta

traktowana

rozwoju

sama

Lamaizm

m ó g ł b y ć (przynajmniej w pewnym
szą

gdyż

jej

książka

rozwoju

prostu

uwagi

to

miały

synkretycznego

że

w

rozwoju

wcześniejszej

lamaizmu

chronologicznie

Pierwszy rozdział
teonie i r y t u a ł a c h
nych

dla

cechy

trzech

wspólne

wyobrażeń

po­

winna

być

od

samego

synkretyzacji

buddyz­

nej,

ani

wołuje

się

warstwę
jego

—

Lhamo,

bogini-matce
im

Tary

i związek

kontekstach.

p a r a l e l i takiej nie

faktów

formach

z

na

bardziej

z odwołaniem
cym

bóstw

od o m ó w i e n i a

terenu

Indii,

co

adaptacji

tej

że wcześniej
Część

lamajskiej

i

oraz

kosmosu

wydaje

się

erudycyjne

praktyki

kultowej

są

nich
tych

ucieka

s i ę do

gdyż

istocie

ryzykow­

materiał

cała

sugerować

ta

tybe­

część

od­

najwcześniejszą

rozważania

Białym

i mandola

Dalsze

fragmenty

Starcu

porównawczo,

Pokazany tu został

lamaizm, który

przyswoił

instytucją

Interesują­

ją

usypisk

mechanizm

tym

łatwiej,

na terenie

traktuje o zasadach

przestrzeni, w y c h o d z ą c

lotosu,

o

zresztą

— kamiennych zwykle

miejscowości.

przez

Wszechświat

lamaizmie.
i

w

potraktowane

jeszcze buddyzm z e t k n ą ł s i ę z p o d o b n ą

wadżry

odnajdując

z szerszego o b s z a r u g e o g r a f i c z n e g o .

opiekuńczym

i pojmowania

semantyce

W

pan­

funkcjonowaniem

boginią-matką,

lokalnych,

bóstwom

w

do

charakterystycz­

2

materiałów

zatytułowana

stosowanych

cech

Mariczi,

umożliwia.

s t u d i u m jest r ó w n i e ż c z ę ś ć d o t y c z ą c a owonów

poświęconych

niczym

należących

lamaizm.

przekonujące

s i ę do

i

pomiędzy

T u autorka

przyznaje, paraleli z indyjską

wpływów

Daleko
w

żeńskich

mongolski
do

wierzeń

pracy p o ś w i ę c a autorka przejawom kultu przyrody w

właściwych

jak sama

tański

elementy

warstwy.

l a m a i z m u . R o z p o c z y n a go

wielkiej

we

uczestniczyły

było

w

m u p ó ł n o c n e g o i w i e r z e ń s z a m a n i s t y c z n y c h . Z a s t r z e ż e n i e to n i e z m i e n i a w
faktu,

ofi­

wcześniej­

jak

Żukowskiej

z a ś o procesie

przetwo­

nieraz

klasztornych,

degradacją,

Powyższe

były

warunkowała

Indii.

modelowania

od r y t u a l n y c h w y o b r a ż e ń
rozdziału

animalistycznych

pierwszego

przedstawień

mandoli

poświęcone

bóstw

(tutaj

są

autorka

d o ś ć o s z c z ę d n i e o p e r u j e i n t e r p r e t a c j ą t o t e m i s t y c z n ą , co n a l e ż y z a p i s a ć n a j e j dobro),
koncepcji

drzewa

koncepcję

kosmicznego

identyfikuje

(którą

z pionowym

wywodzi
modelem

lamajskiej

oraz o a r c h i t e k t u r z e stupy). S ą one

czy

piśmiennictwa

oraz

A u t o r k a dochodzi
maizmie

dowodzi,

poświęconego

Uwgun
265.

Na

ten

temat

— postać

kultu drzew,

napisane

gdy

chociaż

mówi

z dużą

o

tę

samą

ikonografii

znajomością

rze­

zagadnieniom.

do w n i o s k u , ż e m i e j s c e , j a k i e k u l t p r z y r o d y z a j m u j e w

ż e jego k o n c e p c j e

wzbogacone przez w c z e ś n i e j s z e

2

tym

od

kosmosu,

autorka

lamajskiego

światopoglądowe

formy

religii drogą

opublikowała
panteonu,

artykuł

„Etnografia

zostały

w

zapożyczenia.

w

języku

procesie
Otwarta

polskim:

la­

rozwoju
jednak

Cagaan

P o l s k a " , 16: 1972 z. 1, s. 259-

�330

RECENZJE

pozostaje

kwestia,

przetworzone,

na

na
ile

ile

są

to

z a ś swoiste

mechaniczne

zapożyczenia

buddyzmowi

oryginalne

odpowiednio
opracowanie

później

motywów

w s p ó l n y c h u m y s ł o w i ludzkiemu na r ó ż n y c h obszarach.
Rozdział
i

praktyce

drugi p o ś w i ę c o n y

mitologii

przedlamajskiej

przejęcia

przez ten

ich

jest

miejscu

lamaizmu. Znajdujemy w

atrybutów.

adaptowany

na

ostatni

panteon

postaci

potraktowany

szamanistycznych

skrótowe

został

kult

lub

dotyczą
też

Czyngis-chana,

stał
Zło­

tego R o d u ) o r a z j a k o heros

powszechnej).

Obrzędowość
ka

szczegółowo

odwrócenia

k u l t u r o w y (w s k a l i
formach

szczególnie popularny w ś r ó d

istniejący

samodzielnie.

tylko

częściowo

Czyngis

atrybutach i

zaś

rozważania

Bucha-nojon)

teorii

wpływów

g r u p i e jego p o t o m k ó w , t z w .

koncepcji,

częściowo

Dalsze

(np.

w

omówienie

s i ę p o s t a c i ą b o s k ą j a k o p r z o d e k (w o g r a n i c z o n e j
(w

lamaizm,

koncepcji
bardzo

lamaistyczny.

konkretnych

Oddzielnie

przez

nim

rytualnych) przedstawia

skromniej
Amursany

Ojratów.

l a m a i s t ó w r ó w n i e ż zawiera wiele

elementów szamańskich.

zatrzymuje się nad zwyczajem w y p ę d z a n i a

nieszczęść

O wiele
się kult

zbiorowych

lub indywidualnych

kozła

(choroba

władcy

s z u k u j e t e ż ś l a d ó w d a w n y c h ofiar z l u d z i oraz a r c h a i c z n e j w a r s t w y
o b r z ę d o m ofiar s k ł a d a n y c h o g n i o w i
wym i związanych
wo
w

w

skład

różnych

gicznych

rozważań

nad magią,

sytuacjach

życiowych,

autorka

włącza

także

magii

długowieczności

praktykę

wznoszenia

w y o b r a ż a j ą c ą konia z symbolem

święcona

magii traktuje r ó w n i e ż

powiedni

ich

wojskowi

odwoływali

kościoła

1919

r.

osobistości

on

Według

triratny

oficjalne

lud. Ż u k o w s k a

mongolskiego

Szukał

czojdżinów.

pogrzebo­

wówczas

itp.

Do

—

z

flagą

psychicznego

ma­
zwaną

n a grzbiecie. C z ę ś ć k s i ą ż k i
świeckie

i

duchowne,

został

dowódcy

wsparcia

u

jednego

jego p r z e p o w i e d n i a

n u u w o l n i e n i a s p r a w d z i ł a s i ę po w y k o n a n i u przepisanego

zwra­

z czasów,

przez

po­

Z prze­

psychologicznego, r ó w n i e ż

uwięziony

przekazów

częścio­

stosowanych
zabiegów

masztów

przytacza tu p r z y k ł a d

bogdo-gegen

istniejących

gurum

o r o l i w r ó ż ó w i w y r o c z n i z w . czojdżin.

s i ę do n i c h j a k o do o r ę ż a

s i ę o i c h p o m o c prosty

głowa
w

korzystały

o zaklęciach

Po­

towarzyszącej

oraz o b r z ę d o m r o d z i n n y m , z w ł a s z c z a
traktujących

celem

itp.).

z urodzeniem s i ę dziecka. T e m a t y k a rodzinna wchodzi

chij-rdor,

cał

Autor­

ofiarnego

gdy

Chińczyków
z

urgińskich

dotycząca

termi­

s e a n s u magicznego.

Uwa­

gi a u t o r k i n i e u s z ł a i n t e r e s u j ą c a z b i e ż n o ś ć t e c h n i k e k s t a t y c z n y c h czojdżinów

i sza­

m a n ó w . J e j z d a n i e m o b a te z j a w i s k a n a l e ż ą do tej s a m e j k a t e g o r i i , z c z y m t r u d n o
się

nie

zgodzić.

Rozdział
cji

drugi k o ń c z y

szamanizmu. Dotyczy

paragraf p o ś w i ę c o n y
on tego a s p e k t u

modernizacji, czy raczej l a m a i z a -

s y n k r e t y z a c j i obu

systemów

wierzenio­

w y c h , k t ó r y d o t y c z y ł w i e r z e ń l o k a l n y c h , t w o r z ą c ś w i e c k ą w e r s j ę oficjalnego
ła

operującą

lamajską

pisanymi tekstami,

itp. Z r e f o r m o w a n y

formistycznie
rą

wpływy

odwrotny

odchodzącą

szamanizm miał

nastawionych M o n g o ł ó w .

buddyjskie w

od

wielu

Żukowska

'szamanizmie

kierunek oddziaływań

były

jednak w y w o ł u j e

fikowanie
tu,
nak

wątpić,

sposób

jest

ż e proces

Obejmują

zachował

gdy

niemożliwe,

pewne

gdyż

wpływy

pośród

w

podczas

do z a c h o d n i c h

jest o

Mongołach.

wszystkie

likwidacji.

Mongolii

kul­

można

jed­

wzmocniony
do

zarówno

sferę

każdym
ideologii

z nich b y ł y

połowy

zaś w

ten

wieku X X .
podobnych

funkcjonalnie

r e l i g i j n e j , mitologii,

t y k i kultowej. A u t o r k a omawia tu kwestie r e i n k a r n a c j i

BuriaZwery­

ośrodki

Nie

pracy traktuje o z j a w i s k a c h typologicznie
w

gdy

się daleko silniejszy i g ł ę b ­

praktycznie
uległy

nonkon-

o p i n i ę , zgodnie z k t ó ­

odniesieniu

wypowiadana

kościo­

ikonografię

jednak powierzchowne,

j a k i nieformalne,

religijnych, które
one

zwolenników

synkretyzacji b y ł dwukierunkowy,

i ostatni r o z d z i a ł

obu s y s t e m a c h

ważne.

obecnie

instytucjonalne,

szamanizm

Trzeci
w

jej

zarówno

wątpliwości,

przyjmującą

formułuje

synkretycznych okazał

szy. T e z a t a p r z y p u s z c z a l n i e jest p r a w d z i w a w
tów,

ekstazy,

równo­

jak też

i następstwa wcieleń,

prak­
nie-

�331

RECENZJE

pokalanego
czenia

poczęcia,

ekstazy

właśnie

czy

można

wzajemne

odnaleźć

dualizmu i triady, symboliki

w

kontaktach

podobieństwo

Wiele

z poczynionych
pewne

monograficzny.
na

w

światem

ideowe

książce

aspekty

Nie

buddyzm,

szkieletu

oraz

zna­

W

nich

nadprzyrodzonym.

łączące

bez
w

znaczenia

trzech

byłoby

szamanizmu

tybetańskiego

lamaizmu

zaimportowanego

jego s t o s u n e k
lamaizmu

czy

obie

religie

także

i

na
w

na

koniec

tereny

na

i

ułatwiające

—

mongolskiego.
przez

skrótowo,

stanowią

niejako

studia

w

sposób

regionalnych

ludowych

wpły­

wierzeń

Inny

s z a m a n i s t y c z n y c h , gdy

indyj­

był

Mongołów,

bowiem

inaczej

też

misyjna dzia­

buriackie.

R e c e n z o w a n a p r a c a jest n i e w i e l k a o b j ę t o ś c i o w o , dotyczy
lej problematyki i porusza wiele

pogłębione

koncepcji

wyróżnienie

X V I wieku

do w i e l u w y o b r a ż e ń

weszła

zasługuje

też zbieżności

przynajmniej stadiach

skich,

wyglądał

obserwacji

synkretyzmu

kształt
łalność

ze

przenikanie.

podejmujące
wów

koncepcję
transu

zagadnień. Niektóre

szkic n a l e ż n e g o

im

j e d n a k bardzo

rozleg­

z nich potraktowane

zostały

opracowania.

Ale

też

wynikający

z n i c h i ś w i a d o m i e przez a u t o r k ę p r z y j ę t y reżim o s z c z ę d n e j formy wypowiedzi
wadzić

może

niekiedy

do

się, ż e nie k w a l i f i k u j ą

nieporozumień.

s i ę one

do

błędów

czej k o n s e k w e n c j ę sposobu r e d a g o w a n i a
Tak

więc

sugeruje

się

Pewne

z nich wymienimy,

pro­

zastrzegając

merytorycznych, stanowią

bowiem

ra­

tekstu.

czytelnikowi

identyczność

dwu

kategorii

owonów

—

ofiarnych, w ł a ś c i w y c h p e w n y m obszarom i o d p o w i a d a j ą c y m i m grupom terytorial­
nym,

oraz

konwencjonalnych,

niejako

drugorzędnych

w konretnych punktach granicznych i przejściowych

owonów

umieszczanych

w topografii

poziomej ( w

od­

r ó ż n i e n i u od p o p r z e d n i c h , k t ó r e m o ż n a u m i e ś c i ć w topografii p i o n o w e j — p r z e j ś c i a
między

ziemią

dwoma

rodzajami,

i niebem).

A u t o r k a z d a j e sobie

płynnej

wprawdzie,

lecz

sprawę
istotnej.

z

różnicy

pomiędzy

Formułuje

z d a n i a o g ó l n e , n p . „ w t a k i c h w ł a ś n i e m i e j s c a c h (tzn. n a owonach
corocznie o d b y w a ł y
owonów
mację,
ogólnej

s i ę zbiorowe

zakaz

polityki

buddyzm

uczestniczenia
buddyzmu

ten

zakaz

Nieuzasadnione
czas

misteriów

się także

niowiecza

i

czasów

w

obrzędach

owonowych

co s u g e r u j e

łączenie

z hipotetycznym

żadnej roli w

przerwie trudno

wilczych

masek

imieniu wyraz oznaczający

nowożytnych.

przypisać

Pojawienie

związkom

—• c z e r p a ł y

praktyką

do

przed

XVII-wiecznym.
torka

przypisuje

materialnych
golską

(s.

koncepcją

wilka,
w

również

pod­

jednak fakt

camie

totemicznym

późnego
po

tak

długej

przodkiem
historia

inspirację

z

przyrody,

co

ten

śred­
wiel­

Mongołów
Nazwy

patronimiczne, zaś imiona w ł a s n e — nie

trzeba

chyba

Czyngis-chanem
Omawiając
związanym

przypisać
(s.

znaczenie
z

nią

132). W p r a w d z i e te
szczęścia,

to

sugestię,

113), podczas
flagi

z

praktykom

pozostało

tylko

powszechną

jest

ona

koniem

wyproszenia

do

ostatnie s ą n i e r o z e r w a l n i e

jednak

w

tym

synonimem

ma dużo wspólnego z ideą

mana.

znali

raczej

dążenie

wypadku

dobrego

flagi

Mongołowie
jest

magicznym

chowe

nazwa

że

gdy

w

(sama

właśnie

stosowanych

Mongołów

się wilka

z ewentualnie

dalszy plan. N a s z y m zdaniem najistotniejsze
c j a chij-mor'u

„część

ż e to

dzisiaj.

Przejęzyczeniu
długo

stanowi

(Czinos) p o t w i e r d z a t o t e m i c z n e n a z e w n i c t w o .

znacznej w i ę k s z o ś c i

przodków

na

tylko
infor­

t o t e m e m r o d u C z y n g i s a (s. 103). W p r a w d z i e

w i e r z e n i a c h a n i historiozofii

o „redzie wilka"

rodów były w

jednak

niesłusznie,

kiego c h a n a . J e s z c z e b a r d z i e j w ą t p l i w a jest s u p o z y c j a , ż e Tajna
wspominając

ogóle, S. Sz.)

wprowadził.

jego m i t y c z n y p r z o d e k m i a ł w
nie o d g r y w a ł

kobiet

tymi

niemniej

k a t e g o r i i . P o d o b n i e n a s. 43 z n a j d z i e m y

w o b e c kobiet",

wydaje

cam

w

ofiary r y t u a l n e " (s. 36), co dotyczy

pierwszej z wymienionych
że

tym

tych

chij-mor

one

z

mon­

raczej

praktykach są wartości
samopoczucia),

au­

wartości

związane

schodzą

tabakę

importem

zaś

na
du­

koncep­

�332

RECENZJE

Recenzowana praca ma niewiele n i e d o s t a t k ó w w rodzaju w y ż e j wymienionych.
S t a n o w i n a t o m i a s t w a r t o ś c i o w y w k ł a d do w i e d z y o p r o c e s a c h w i e r z e n i o w y c h w l a maistycznej części A z j i Ś r o d k o w e j , a t a k ż e o p r a k t y k a c h r y t u a l n y c h n a t y m tere­
nie.
Sławoj

I N E S S A I . Ł O M A K I N A , Ułan

Bator,

L e n i n g r a d 1977, ss. 199.

W radzieckiej serii Miasta i Muzea Ś w i a t a
święcona

t y m r a z e m stolicy Mongolskiej

pojawiła

się kolejna pozycja,

Republiki Ludowej Ułan

ta m a c h a r a k t e r p r z e w o d n i k a i w s w y c h z a ł o ż e n i a c h b y ł a
na przez a u t o r k ę , k t ó r a s p ę d z i ł a wiele
radzieckiej,

zainteresowaną

Szynkiewicz

Bator.

po­

Książka

pracą popularną.

Pisa­

lat w Mongolii jako korespondentka

prasy

jednocześnie

przeszłością,

teraźniejszością

i

przyszło­

ś c i ą tego k r a j u , ż y c i e m l u d z i m i a s t i ż y c i e m p r o s t y c h p a s t e r z y , k s i ą ż k a t a n a b i e r a
l

j e d n a k swoistego k o l o r y t u . N a p i s a n a jest ż y w o , b a r w n i e , b a r d z o i n t e r e s u j ą c o i r z e ­
telnie.

Łomakina

stara

się

jak najwierniej

przybliżyć

Ułan

Bator tym,

którzy

t a m nigdy n i e b y l i i , b y ć m o ż e , nie p o j a d ą , w p r o w a d z a j ą c i c h w z a p o m n i a n y
mongolskiego l a m a i z m u , r e p r e z e n t o w a n y

dziś w stolicy

tego k r a j u

przez

świat

nieliczne

m u z e a ( d a w n e siedziby w y ż s z y c h u r z ę d n i k ó w Mongolii) i j e d y n y c z y n n y (na t e r e n i e
całej

Mongolii)

Wraz

z Lomakiną, która

klasztor

Gandantegczinlin,

t.j.

Wielki

okazuje się b y ć w s p a n i a ł y m

Rydwan

Pełnej

przewodnikiem,

po s a l a c h i p r z e d s i o n k a c h b y ł e j z i m o w e j r e z y d e n c j i B o g d o - c h a n a
Bogdo-chana)

i r e z y d e n c j i jego b r a t a —

Czojdżin-lamyn
samo

sum).

rozplanowanie

miasta,

Łomakina

muzeów,

jak i wnętrza,

z

„wyroczni

niezwykłą

ich p o ł o ż e n i e

wyposażenie,

r z e ź b y , ikony, m a s k i w y k o r z y s t y w a n e

co

w

stosunku

s+arając

cam

poświęcony
w

—

taniec).

się wyjaśnić
został

Przy

obrzędom

p o c z ą t k a c h naszego w i e k u

pozostałej

zwane
zarówno

zabudowy

kultu

religijnego,

j e s z c z e w l a t a c h t r z y d z i e s t y c h naszego

niektórych

ich religijną

do

muzeum

(muzeum
opisuje

przedmioty

l e c i a przez u c z e s t n i k ó w w i e l k i c h t a n e c z n y c h m i s t e r i ó w
tańskiego

(obecnie

państwowej"

drobiazgowością

cenniejsze

Radości.

wędrujemy

przedmiotach

rolę, symbolikę

religijnym,

zwanych camem

organizowanym

(np. w s p o m n i a n y

zatrzymuje

i znaczenie.

(od
się

dłużej,

Króciutki

przez

rozdział

klasztory

tu cam, ś w i ę t o M a j d a r i

stu­
tybe­

jeszcze

i in.) oraz

z w y c z a j o m dorocznym, w k t ó r y c h uczestniczyli pasterze, m i e s z k a ń c y U ł a n Bator i m n i ­
si, t a k i m , j a k s k ł a d a n i e ofiar n a o w a n i e ( u s y p i s k o z k a m i e n i , d r z e w a i r ó ż n y c h d r o b ­
n y c h p r z e d m i o t ó w m a j ą c e znaczenie kultowe) z n a j d u j ą c y m s i ę na w i e r z c h o ł k u B o g do-uły
tzw.
ten

(świętej

góry

Ułan

Bator) oraz nadom

„trzy gry m ę ż n y c h " , tj. w y ś c i g i
jest s t o s u n k o w o

wielkim

skrócie,

w

najsłabszy,

trzon

stanowią

konne, z a p a s y i s t r z e l a n i e z ł u k u ) .

Rozdział

najmniej dokładny.

r a m a c h popularnej

m a c j i . N a plus n a l e ż y

(igrzyska, k t ó r y c h

książki

Byłoby

zamieścić

jednak trudno w
bogatszy

zestaw

zaliczyć Ł o m a k i n i e , iż stara s i ę ona p r z y b l i ż y ć

k l i m a t t y c h ś w i ą t i i c h znaczenie. G o d n e p o d k r e ś l e n i a

czytelnikom

jest t a k ż e 1 to, ż e w

r o l i p r z e w o d n i k a po m i e j s c a c h z w i ą z a n y c h z p r z e d r e w o l u c y j n ą p r z e s z ł o ś c i ą
nie

o g r a n i c z a s i ę ona do w y m i e n i e n i a

przed
w

oczyma

przeszłość

przybysza
Ułan

Bator

z

dalekich

(dawnej

i n a z w a n i a tego, co j a w i
stron,

Urgi),

w

lecz
życie

stara

się

także

się

swej

Mongolii

bezpośrednio

wprowadzić

polityczno-religijne,

tak

infor­

go

gospodarkę

i k u l t u r ę Mongolii. O p r o w a d z a j ą c n a s po k o l e j n y c h m u z e a c h Ł o m a k i n a w k i l k u s ł o -

1

P a t r z t a k ż e i n n e k s i ą ż k i tej a u t o r k i п р . : I . I . Ł o m a k i n a ,
isskustwo
socjalisticzeskoj
Mongolii,
M o s k w a 1968; t e j ż e , Biełyje
M o s k w a 1975; t e j ż e , Mardzan
Szaraw, M o s k w a 1974.

Izobrazitielnoje
jurty w
stiepi,

�333

RECENZJE

wach nakreśla ich historię, warunki,
c ó w tych budowli.

w jakich powstały, charakteryzuje m i e s z k a ń ­

Innego r o d z a j u e k s p o n a t y , w y r a s t a j ą c e
jemy

w

Państwowym

Muzeum

nam tu nie tylko systematyczny
w świat
wania

sztuki mongolskiej,
i

rzeźby

współczesnych

przegląd

tych

Muzeum

tematyczne,

i ich dzieła,

przeszłości, znajdu­

Sztuki. Ł o m a k i n a

daje

e k s p o n a t ó w , ale t a k ż e w p r o w a d z a n a s

ukazuje jej związki

(motywy

twórców

jednakowoż z tradycji

Centralnym i w

z t r a d y c y j n y m i sposobami

ornamentyka,

przybliżone

techniki

itp.).

malo­

Poznajemy

nam za p o ś r e d n i c t w e m

licznych

ilustracji.
Wybór

ilustracji

został

wszystkim malarstwo
historyczne,
rysów
w

wykorzystywane

kultury

układzie

zabytków.

sienie

bardzo

przez

mongolskiej,

nią

Omawiając

(założonej

i

stolicy

znajdujące

przybliża

nam

Dajdy

(Pekin)

w

prezentacji
życia

Ułan

i

dawną

1264

do

z nich

Bator

pasterzy,

Sztuki i w

dając

zmian

Mongolii

i

ponadto

jej

krótki

jego

Muzeum
pierwszej

u k a z u j e d a l s z e losy m i a s t a ,

roku,

źródło

zasadniczych*

charakterystyki

Muzeum

świetność

(przede

dla Ł o m a k i n y

świątecznego
się w

w X I I I wieku) Karakorum,

do

zresztą

umiejętnie

codziennego

eksponaty

starannie. W i e l e

stanowi

architektoniczno-urbanizacyjnym

Centralnym, Ł o m a k i n a
stolicy

przygotowany

Szarawa i Dżugdera)

przenie­

rys

historii

k o l e j n y c h d y n a s t i i Mongolii, p a n o w a n i a m a n d ż u r s k i e g o , k o n t a k ó w z C h i n a m i i R o s j ą
oraz w s p ó ł c z e s n y c h

dziejów.

Odrębny rozdział p o ś w i ę c o n y został porewolucyjnym zmianom
darczym i politycznym
przyszłości.
dowej

Łomakina

społeczeństwa

Mongolii
mówi

i wyznaczonym

przede

wszystkim

przez nie
o

zmianach

mongolskiego, o p r z e o b r a ż e n i a c h

społeczno-gospo­

cechom
w

jej

najbliższej

strukturze

k t ó r y c h z a s a d n i c z ą c e c h ą jest r o z b u d o w a p r z e m y s ł u . Z a k ł a d y p r z e m y s ł o w e
się

w

pejzaż

współczesnego

mieszkalna, p o w s t a ł y

nam

Ułan

nowe instytucje

komponują

się

dzisiaj

Rozbudowała

kulturalno-oświatowe.

nas t a k ż e po p a r k a c h i p r z e d m i e ś c i a c h
brazie

Bator.

się

też

nowoczesnego

wtopiły

jego

Łomakina

U ł a n Bator i pokazuje, j a k w

elementy

zawo­

gospodarczo-ekonomicznych,
część

oprowadza
jego

budownictwa

z

krajo­

tym,

co

s t a n o w i d l a n a s ś w i a d e c t w o p r z e s z ł o ś c i tego m i a s t a , a w i ę c z k l a s z t o r a m i , m u z e a m i ,
dzielnicami jurt, terenami, n a k t ó r y c h organizowane
we, m a j ą c e w i e l o w i e k o w ą

tradycję

i niezmiennie

s ą coroczne i g r z y s k a

budzące

emocje

u

J e s t e m p r z e k o n a n a , ż e po p r z e c z y t a n i u t e j k s i ą ż k i c z y t e l n i c y o d n i o s ą
że

miasto

Ułan

Bator

jest

nie tylko

interesujące,

lecz

także

nadomo-

widzów.

bliskie

wrażenie,

i

ogromnie

sympatyczne. C i z a ś , k t ó r z y z e t k n ę l i s i ę z n i m nawet wielokrotnie, z p r z y j e m n o ś c i ą
zapewne

przypomną

sobie m i e j s c a

opisywane

przez Ł o m a k i n ę ,

znajdując

w

tych

opisach b y ć m o ż e n o w e d l a siebie i n f o r m a c j e .
Iwona

J O S E F K O L M A Ś , The Iconography

of the Derge

Kanjur

Kabzinska-Stawarz

and

Tanjur,

New Delhi

1978, ss. 286, S a t a - p i t a k a S e r i e s , v o l . 241.
Tybetańskie
piśmiennictwa

teksty

Kandżur

buddyjskiego,

i

Tandżur,

badane

były

najbardziej

reprezentatywne

przez E u r o p e j c z y k ó w

s a n d r a C s o m a de K o r o s (1784-1842) К B i b l i o g r a f i a p o ś w i ę c o n y c h

od

im prac

w y p e ł n i ć c a ł y t o m . B a d a c z e s t u d i o w a l i pochodzenie z b i o r u , k o l e j e jego
nia,

strukturę

wewnętrzną,

nimi, t ł u m a c z e n i a
1

Podstawowe
J . S i m a , Korosi

na inne

miejsce
języki,

i

czas

kwestie

kolejnych
autorstwa,

wydań,
a także

dzieła

czasów

powstawa­

różnice
takie

Alek­

mogłaby
pomiędzy

sprawy,

jak

informacje o t y m wybitnym uczonym znajdują się w artykule:
Csoma Sdandor,
" N o v y O r i e n t " , 27: 1972 n r 3, s. 69-72.

�334

RECENZJE

np. r o d z a j p a p i e r u , n a k t ó r y m t e k s t y w y d a w a n o .

J a k dotąd jednak ilustracje

zdo­

b i ą c e tekst n i e d o c z e k a ł y s i ę dostatecznej u w a g i .
Lukę tę wypełnia
w
i

renomowanej
Tandżuru

wieziony

pochodzącej

osobistości

z

w

bóstw

wydał

klasztoru

w

ilustracje
Derge.

Nauk

CzSSR

(buddowie,

historycznych

w

Pradze.

bodhisattwowie

z Indii

i

Kandżuru
nych

Tandżur

są

jej

jest w

Kolmaśa,
edycji

arhaci),

egzemplarz

Bibliotece

nauczycieli

zawiera także

tomów

zgrupowanych

z około

w

9

wyobraże­
religii

3400 o d d z i e l n y m i

tekstami

oraz

legendy

towa­

wyobrażenia.

obszernymi
częściach.

przy­

Instytutu

dziełami.

Poszczególne

wydania

z a w i e r a j ą o k o ł o 100 t o m ó w , w k t ó r y c h p o m i e s z c z o n o o k o ł o 1100

tekstów

który

Kandżuru

Ilustracje zawierają

i

i Tybetu. Wydanie

bardzo

w

Kompletny

rzyszące ilustracjom identyfikujące poszczególne
Kandżur

zawarte

1958 r o k u i p r z e c h o w y w a n y

Akademii

różnych

p r a c a czeskiego tybetologa J o s e f a

Sata-pitaka

był z C h R L

Orientalistyki
nia

częściowo

serii

Wydania

Tandżuru

podzielonymi

liczą

zwykle na

oddziel­

około

220

17 c z ę ś c i .

Oba

t y t u ł y m a j ą w s u m i e m n i e j w i ę c e j 4500 t e k s t ó w z a w a r t y c h n a p o n a d 200 000 s t r o n .
Z n a c z e n i e t y b e t a ń s k i e j w e r s j i d z i e ł a jest t y m w i ę k s z e , ż e n i e z a c h o w a ł y

się

pletne o r y g i n a ł y w sanskrycie, w z w i ą z k u z c z y m tekst t y b e t a ń s k i b y w a ł

podstawą

t ł u m a c z e ń na inne

kom­

języki.

Pierwsze tłumaczenia t y b e t a ń s k i e p o w s t a ł y w V I I - V I I I wiekach, kiedy

oficjalną

religią Tybetu został buddyzm gałęzi Mahajana. Ostatnia p r z e r ó b k a edytorska
z b i o r ó w w y s z ł a spod

pióra historyka tybetańskiego

obu

B u t ó n R i n c z e n d u b a (1290-1364).

O d jego c z a s ó w n i e n o t o w a n o j u ż i s t o t n i e j s z y c h z m i a n w t e k ś c i e . D r u k o d b y w a ł s i ę
ręcznie, z ręcznie w y c i n a n y c h matryc, na papierze p o c h o d z ą c y m r ó w n i e ż z prostych
warsztatów.

Większość

konkretnego

klasztoru, w

szych

miejsc

poszczególnych

publikacji

którym
należą

także

wydań

nosi

nazwę

przechowuje

Narthang,

Derge,

p o w s t a ł y c h w T y b e c i e i s t n i e j ą jeszcze e d y c j e

oficyny

s i ę matryce.

Chone

i

wydawniczej

Do

Lhasa.

najważniej­

Prócz

mongolskie i t y b e t a ń s k i e

z P e k i n u oraz Urgi, a t a k ż e jedna w e r s j a m a n d ż u r s k a . P u b l i k a c j a

wydań

pochodzące

z Derge

należy

do n a j l e p s z y c h .
Praska

kolekcja

Kandżuru

Kandżuru

i 212 p l u s i n d e k s

i

Tandżuru

Tandżuru), w

zawiera
którym

316

tomów

(102

plus

indeks

z n a l a z ł o s i ę 648 i l u s t r a c j i

(206

w K a n d ż u r z e , 428 w T a n d ż u r z e o r a z 14 w o b u i n d e k s a c h ) .
Edycję

przygotowaną

Lokesh Chandry.
lemy

kanonu

przez

Josefa

Kolmaśa

rozpoczyna

Przedmowa autorska wprowadza

tybetańskiego,

jego z n a c z e n i e

wstępne

prof.

czytelnika w podstawowe

prob­

oraz w

słowo

chronologię

zbioru.

dzenie (s. 15-30) p o d a j e i n f o r m a c j e n a t e m a t obecnego s t a n u b a d a ń n a d
i

Tandżurem,

klasztoru
w

i

charakterystykę

oficyny

zbioru praskiego,

wydawniczej),

uwagi

o

dane

o geografii

technologii

d r z e w i e , i n f o r m a c j e o d r u k a r z a c h itp. S z c z e g ó ł o w i e j

Wprowa­

Kandżurem

Derge

traktuje rodowód

pochodzących

wewnętrzną.

z Derge

Pożyteczna

obejmująca

pozycje

jest lista
z

miejsc

całego

indeksów

przechowywania

świata,

jakkolwiek

ona k o m p l e t n a i dotyczy t y l k o p o z y c j i z n a n y c h (s. 31). T a b l i c e s y n o p t y c z n e
praskiej

zawierają

ilustracji

(s.

tytuły

33-54).

wszystkich

Wybrana

części,

bibliografia

rejestr

dzieli

się

tomów,
na

tekstów,

prace

Część
alfabet
zadanie

I (s. 61-102),

łaciński, w
trudne,

gdyż

jest

kolekcji
oraz

literaturę
o ikono­

ogólnie.

stanowiąca

których

kopii

nie

kart

ogólne,

p o ś w i ę c o n ą Derge, publikacje o m a w i a j ą c e w e r s j ę z Derge oraz t r a k t u j ą c e
grafii t y b e t a ń s k i e j buddyzmu

matryc
wydania

z Derge, datowanego n a p i e r w s z ą p o ł o w ę X V I I I w i e k u , a t a k ż e z a w a r t o ś ć
i ich konstrukcję

(okręgu,

przygotowywania

trzon k s i ą ż k i ,

kursywą

legendy c z ę s t o

zawiera transliterację

wyodrębniono

nazwy

drukowano

skróconej

w

własne
lub

legend

bóstw.

Było

zmienionej

na
to
po­

s t a c i , a b y z m i e ś c i ł y s i ę w p r z y j ę t y m m e t r u m z a p i s u . C z ę ś ć I I (s. 103-276) z a w i e r a
ilustracje reprodukowane

w

wielkości

naturalnej. Na każdej

stronie

znajdują

się

�335

RECENZJE

4

ilustracje

w

kolorach

stosowano n u m e r a c j ę
liwia

łatwe

rządku

lokowanie

alfabetu

oryginału

(czerwone

lub

czarne).

W

obu

c i ą g ł ą od 1 do 316 w e d ł u g p o s z c z e g ó l n y c h
ilustracji.

angielskiego

Pożyteczny

i

zawiera

indeks

imion

odniesienia

częściach

tomów,

ułożony

do

co

za­

umoż­

został

w

odpowiednich

po­

miejsc

w tekście.
E d y c j a stanowi
demii
ją

w

Nauk

oraz

bardzo

wspólne

dzieło Instytutu Orientalistyki C z e c h o s ł o w a c k i e j

Międzynarodowej

krótkim

czasie

w

Akademii

ramach

Kultury

Indyjskiej.

międzypaństwowej

Aka­

Przygotowano

umowy

o

współpracy

k u l t u r a l n e j . S t a n o w i ona m a t e r i a ł ź r ó d ł o w y z a r ó w n o d l a h i s t o r y k ó w s z t u k i , k t ó r y m
udostępnia

bogaty

starczając

im

zestaw

ilustracyjny,

możliwości

jak

przeprowadzenia

też

dla

analizy

historyków

legend

buddyzmu,

oraz

bardziej

do­

szczegó­

ł o w e j i d e n t y f i k a c j i postaci w y o b r a ż o n y c h n a i l u s t r a c j a c h .

Jifi Sima

SIEMJA

I SIEMIEJNYJE

OBRIADY

U NARODÓW

SRIEDNIEJ

AZII

I KA-

Z A C H S T A N A , M o s k w a 1978, ss. 215.
Zbiór p o ś w i ę c o n y
dacza

problematyki

wprawdzie

skromny

pamięci
w

może

etnografii

w

Nikołaja
ukazał

b y ć zatem
zakresie

Azji

się

badań

s i ę z 11 o s ó b n a l e ż ą c y c h

Azją Środkową.

Brakuje

tu w p r a w d z i e

nad

najwybitniejszego

Środkowej.

jako

uważany

autorski s k ł a d a
wymienić

A . Kisljakowa,

radzieckiej

rozmiarami,

śmierci Kisljakowa,
radzieckiej

jest

rodziny

pierwszy

w

tej

przegląd

Zespół

zajmujących

się

liczących się nazwisk (można

by

jeszcze d r u g i e t y l e r ó w n i e z n a c z ą c y c h postaci), z d ą ż o n o j e d n a k

sobie a u t o r s t w o

innego z m a r ł e g o j u ż c z o ł o w e g o b a d a c z a r e g i o n u

zapewnić

Saula Abramzona.

Ciśnie s i ę wprost uwaga, ż e o d e j ś c i e dwu tak bardzo z a s ł u ż o n y c h badaczy
stan p e r s o n a l n y

kadry badawczej

ż e n i e jest to p r a w i d ł o w o ś ć

w

sensie jej s k r a j n e j feminizacji.

obserwowana

tylko

po

stanu

środkowoazjatycką.

do c z o ł ó w k i e t n o g r a f ó w

pewnych

tom,

dziedzinie

za r e p r e z e n t a t y w n y
rodziną

ba­

Recenzowany

w

tej

specjalności,

naruszy

Zadziwiające,
ani też

ogra­

n i c z o n a t y l k o do e t n o g r a f i i r a d z i e c k i e j .
R e d a k t o r z b i o r u , G . P . S n i e s a r i e w , u p o r z ą d k o w a ł go w e d ł u g
problemów

reprezentowanych

małżeństwo,
nie

zawsze

nie

ma

grupy

w

krewniacze,

wydaje

poszczególnych
obrzędowość.

s i ę uzasadniona.

termiologia

Tak więc

pokrewieństwa

czterech

artykułach

—

Kwalifikacja

rodziny,

poszczególnych

nic w s p ó l n e g o

Karakałpaków

wiodących

formy

z formami

(artykuł

A.

prac

rodziny

Bekmuratowej),

j a k k o l w i e k s a m a a u t o r k a z w i ą z e k t a k i dostrzega, T w i e r d z i o n a m i a n o w i c i e , ż e k l a ­
syfikacyjna

terminologia

pokrewieństwa

żytki instytucji z w i ą z a n y c h

oraz

z małżeństwem

zasada

egzogamii

grupowym

stanowią

(s. 28). P o g l ą d

prze­

ten,

nawet

d o ś ć p o p u l a r n y w p o c z ą t k a c h X X w i e k u , nie m o ż e b y ć obecnie p o w a ż n i e

broniony

i

artykułu

należy

jest

go

zaliczyć

b a r d z i e j godna

syfikacyjną,

do

fantastyki

uwagi.

etnograficznej.

Autorka stwierdza

nadto z a ś i n t e r e s u j ą c y

Faktograficzna

u Karakałpaków

fakt w y s t ę p o w a n i a

strona

terminologię

małżeństwa

kla­

kuzynów

prze­

c i w l e g ł y c h , z a r ó w n o ze strony o j c o w s k i e j , j a k i m a c i e r z y s t e j .
B a r d z i e j z w a r t y i logiczny
roznej

na

temat

niepodzielnej

wywód

prezentuje

rodziny

u półkoczowniczych

artykuł

nie ż y j ą c e j
Uzbeków.

już N.

i tu n i e k i e d y m o ż e m y m i e ć k ł o p o t y z a p a r a t e m p o j ę c i o w y m (np. a u t o r k a n i e
prowadza

wyraźnej

podzielną,

widząc

niemniej

w

granicy

między

nich dwie

z a s a d n i c z a teza r y s u j e s i ę prosto.

powstawanie

rodziną

r ó ż n e formy,

istnieje w p r z y p a d k a c h w y j ą t k o w y c h
przez

wielką

indywidualnych

ale bez

patriarchalną
różnic

małych

formie

prze­

rodziną

jakościowych,

Wielka rodzina w

i zmodyfikowanych
rodzin

a

Bo-

Wprawdzie
nie­

s.

46),

niepodzielnej

do d z i ś , lecz j e j r o z k ł a d

rozpoczął

się

jeszcze

przed

�336

RECENZJE

rewolucją.

Nie

z

terenu

nowego

wnosi

to

n i c istotnie n o w e g o

do

naszej

(Uzbecy-Durmeni). Potwierdza

to

wiedzy

zresztą

zacja rodziny szybciej z a c h o d z i ł a u koczowniczych pasterzy
cili

organizację

wielkorodzinną

środkowoazjatyckich
twierdzony

jeszcze

(przykład

zresztą

również

w

X I X wieku)

powolnej

w

zmiany

recenzowanej

z n a j d u j ą s i ę p o ś r o d k u tej s k a l i

zarówno w

na

że

materiałem
indywiduali­

(np. K a z a c h o w i e

niż

u

s.

utra­

rolniczych

zachodzącej

pracy

poza

tezę,

u

ludów

Tadżyków,

123).

po­

Uzbecy-Durmeni

sensie organizacji gospodarki,

jak też

zaawansowania procesu r o z k ł a d u form wielkorodzinnych.
C z ę ś ć p o ś w i ę c o n ą m a ł ż e ń s t w u otwiera n a j a t r a k c y j n i e j s z a c h y b a poznawczo
ł y m zbiorze p r a c a C h . A r g y n b a j e w a p o ś w i ę c o n a
chów. Podsumowuje

ona w ł a s n y

materiał

t e r i a ł u archiwalnego i zawartego
p r z y j ę t ą w etnografii
tywnie
kowa.

traktuje

łącznie prawną, w
wartościujących

do

szanie
do

czego

związku

ocen.

też

i

na

ogół

sororat

jako

z czym interesuje

Sam

też

sprowadzała

zarzuca

instytucję

wdowy

do

małżeństwa

z

konkretnym

wyjątkowych

i

skargi

z

a

literaturze

wy­

unikając

przedmiotu

tezę,

zmarłego

powodu

nau­

nie

przymusu w

argumentuje

krewnym

tego

nega­

analiza

kulturową

dotychczasowej

ma­

konwencję

z reguły

ich

t e n d e n c j i do w y o l b r z y m i a n i a e l e m e n t u

Kaza­

do

się jej funkcjonowaniem,

l e w i r a c k i c h (s. 97). A u t o r p r z e k o n u j ą c o

przypadków

się

w ca­

u

autora, a t a k ż e s i ę g a

w literaturze. A r t y k u ł ten p r z e ł a m u j e

lewirat

uproszczenia widoczne w
żeństwach

terenowy

i sororatowi

r a d z i e c k i e j , zgodnie z k t ó r ą z j a w i s k a te b y ł y

wartościowane,
Autor

lewiratowi

mał­

że przymu­

męża

stanowiły

należało

uzasadniony

przedmiot r o z p r a w s ą d ó w z w y c z a j o w y c h . Z drugiej strony autor w i d z i h u m a n i t a r n y
aspekt
jej

powtórnego

dzieci

(które

małżeństwa
w

wdowy

przeciwnym

obcego o j c z y m a n i e g w a r a n t u j ą c e g o
uwagę,
który

że według
nie

przytoczonych

pozostawia

w

rodzinie

wypadku
ciepła

albo

rodzinnego).

materiałów

dziewczynie

miejsca

męża

ze

straciłyby

względu
matkę"

Trzeba

inaczej w y g a d a

na motywacje

na

dobro

albo

zyskały

tu j e d n a k

zwrócić

sprawa z

sororatem,

indywidualne,

ani

swo­

b o d n y w y b ó r . J e s t to z r e s z t ą s y t u a c j a i d e n t y c z n a ,

jak i przy z w y k ł y c h

decyzjach

małżeńskich

tym

Prowadzi

dotyczących

młodzieży,

c z y l i podlega

samym prawom.

n a s to do w n i o s k u , ż e l e w i r a t i s o r o r a t nie s t a n o w i ą s y m e t r y c z n e j p a r y i n s t y t u c j o ­
n a l n e j . W obu w y p a d k a c h chodzi o m a ł ż e ń s t w o kobiety, r ó ż n i j e j e d n a k status
nikający
bieg

z

przynależności

wydarzeń

—

do

aktywny

odmiennej

w

grupy

wieku

przypadku lewiratu

i

bierny

ratu. W n i o s e k ten w p r a w d z i e nie z o s t a ł s f o r m u ł o w a n y
z a s ł u g a polega j e d n a k n a o d p o w i e d n i m
Artykuł

S.

przygotowaniu

Abramzona podejmuje

rzadki

w

oraz

rodzaj
w

wy­

wpływu

przypadku

przez autora a r t y k u ł u ,

jego

materiału.

literaturze

etnograficznej

temat

k o n t a k t ó w m ł o d z i e ż y obojga p ł c i i f o r m d e k l a r o w a n i a u c z u ć (u K i r g i z ó w ) . W
nym

społeczeństwie

wania się młodzieży
tywnym

stosunku

półkoczowniczym
(z w y ł ą c z e n i e m

istniało

wiele

spotkań we

wobec p r z e d m a ł ż e ń s k i e j

form

swobodnego

zawiązywania

bratymstwo
ze

mężczyzn)

sprzeciwem

się

nadal.

kobiet

Zachowały

(zmienił

oświadczyny,
znajomości,

do

Pośrednictwo

dwoje), przy jednoczesnym

w

ant

(por. m o n g o l s k i e

małżeństwa,
tych

jeśli

kontaktach

nie

zwyczajem

anda

spotkały

należało

z

nega­
się za­
—

po-

się

one

reguły

do

„ s z w a g i e r e k " tej samej generacji, k t ó r y c h rola utrzymuje

się też

się tylko

które

przyjaźni

prowadzących

rodziców.

spowinowaconych
uczuć

zaprzysiężonych

daw­

kontakto­

c i ą ż y . S y t u a c j a ta n i e z m i e n i ł a

sadniczo do d z i ś w r e j o n a c h w i e j s k i c h . M ł o d z i e ż z n a ł a r ó w n i e ż ustalone
formy

na

soro-

ich

czasami

składane bywają

zastąpiła dawniejsze kuplety

wzajemne

prezenty

rodzaj). I n t e r e s u j ą c e ,
bywają
pisemnie

jednocześnie
w formie

jako
że

jednoznaczna

obecnie

dopiero

na

wsi

propozycją

w i e r s z o w a n e j , k t ó r a to

deklaracja
kirgiskiej
nawiązania
twórczość

miłosne, śpiewane — często improwizując —

podczas

wieczorynek.
A r y k u ł A . Suchariewej inauguruje rozdział

poświęcony

grupom

krewniaczym.

�337

RECENZJE

Dotyczy

on

preferencyjnego

Małżeństwo

miedzy

małżeństwa

dziećmi

patrylinearnych k u z y n ó w

rodzonych braci

traktuje s i ę jako optymalne

wśród

(albo t e ż k u z y n ó w

Tadżyków

ono t e ż w ś r ó d i n n y c h l u d ó w A z j i Ś r o d k o w e j
k ó w . J a k s i ę jednak zdaje, w

większości

i większości

równoległych.

dalszego

Uzbeków,

z wyjątkiem Kazaćnów

wypadków

stopnia)

znane

i

jest

Karakałpa­

współwystępuje

ono

z

mał­

ż e ń s t w e m z p r z e c i w l e g ł y m i k u z y n a m i m a t r y l a t e r a l n y m i (tzn. c ó r k a m i w u j a ) . A u t o r ­
ka

tego

tematu

utrudnia

nie

formy m a ł ż e ń s t w a
tykę

porusza,

interpretację

rozwinął

mańskim,

a

Iranie,

ich

skąd

liczbie

terenie

specyfikę
wały

(s.

126). W ś r ó d

jest w i d z i e ć

w

została

informacji
ona

tym

zakresie

Źródło

zoroastryzmie, k t ó r y
ona

środkowoazjatyckim

przekazana
(s.

tę

ludom

pochodzenie n a

zwyczaju wymienia

otoczeniu

się

endogamii.

elementów
Wśród

o b c y c h etnicznie, co m o g ł o

p r z y c z y n gospodarczych

do u t r z y m a n i a niepodzielnego p a t r y m o n i u m bez
wyposażenia

córek

w y d a w a n y c h z a m ą ż do

na

muzuł­
zdaje

omawia­

historyczną

prowadzić

czoło

znajdo­

do r o z w i ­

wysuwa

dążność

rozdrabniania gospodarstw

obcych grup

tej

prak­

128). J e d n o c z e ś n i e

od i s l a m u i w c z e ś n i e j s z e

przyczyn powstania

w

jednostronna.

A z j i Ś r o d k o w e j , gdzie p o s z c z e g ó l n e o d ł a m y j a k i e g o ś l u d u c z ę s t o

się w

nięcia

pełniejszej

pozostanie

następnie

także

s i ę s u g e r o w a ć jego n i e z a l e ż n o ś ć
nym

zaś

gdyż

autorka skłonna

w

w

brak

zwyczaju,

drogą

k r e w n i a c z y c h . Nie

jest

to a r g u m e n t p r z e k o n u j ą c y , g d y ż w i ę k s z o ś ć l u d ó w r o z w i ą z a ł a t e n p r o b l e m p r o ś c i e j ,
bez

uciekania się

dzielania c ó r e k

do

zmiany

ziemią

niu i s l a m i s t y c z n e g o

stał

reguł

niczych

przemawiałoby

wymagała

za

podczas

podobnych

zakorzeniło

kuzynowskiego

przyjęciem

gdy

Zresztą

dopiero

zwyczaj

po

ob­

wprowadze­

wynikających

krotnie

obocznie

ze

i

Suchariewej
substancja

małżeństwo

Arabów).

przyniesione

potrzeb

tezy

przede w s z y s t k i m w ś r ó d

elastyczniejsza

rozwiązań

(inaczej n i ż u

to r o z w i ą z a n i e

praktyką

p r a w a s z a r i a t u . F a k t e m j e d n a k jest, ż e r o z p o w s z e c h n i e n i e

omawianej formy m a ł ż e ń s t w a
własnościowymi,

zawierania małżeństwa.

się powszechniejszą

małżeństwo

z

związku

endogamiczne

Z powyższego

przeciwległymi

kwestiami

nich

jednakże,

się z różną

przekazywania własności.

z

rol­

pasterzy

wśród

wynikałoby

z islamem i adaptujące

sposobu

o

majątkowa

się

ludów

siłą,

nie

się

nie

że

jest

zależnie

Spotykane

od

niejedno­

kuzynami matrylateralnymi

było­

by, n a s z y m z d a n i e m , f o r m ą w c z e ś n i e j s z ą n a o m a w i a n y m obszarze.
Artykuł
łomie

W. Kurylewa

XIX i

lineaży

X X

w.

o

grupach rodzinno-krewniaczych K a z a c h ó w

dotyczy

odpowiadających

określanych

dawniejszej

powyższym

wielkiej

rodzinie

terminem
(czyli

(korporacje z przodkiem oddalonym

d a c h k a z a c h s k i c h z w a n y c h uru

o r a z o sposobach

w

porównawczy

sumie

interesujący

materiał

c e s ó w , stwierdzonych przez nas w c z e ś n i e j

prze­

korporacji rodzin,

k t ó r y c h w s p ó l n y p r z o d e k o d d a l o n y jest o t r z y pokolenia). Z a w i e r a
macje o lineażach

na

minimalnych

on t a k ż e

infor­

o cztery pokolenia), o r o ­

segmentacji

tych grup. Jest

potwierdzający

prawidłowość

dla M o n g o ł ó w , w ś r ó d

koczowników

to

pro­
Azji

Środkowej.
W
się

c z w a r t y m zespole a r t y k u ł ó w

trzy pozycje

obszarze

Azji

oraz

Firsztejn

L.

Uzbeków
artykuł

—

N.

Środkowej,
o

poświęconych

Łobaczewej

ewolucji

E . Pieszczerowej

zwyczajach

południowego

o

pierwszy, k t ó r y

stanowi

o weselu

związanych

Chorezmu. Z

nich

bardzo

obrzędowości
obrzędowości

z

u

rodzinnej
weselnej

rzemieślników

urodzeniem

najobszerniejszy

interesujące

się
i

późniejsze,

weryfikuje
obrzędów
swatów)

co

tezę

daje
o

ślubnych,
stanowi

podstawę

tym,

że

wnioskowania

kompleks

z których

pozostałość

do

jeden

dziecka

ślubu

weselny

o ewolucji

składa

charakterystycznego

się

wśród

najważniejszy

porównawcze

(obecnie f o r m a l n i e

całym

tadżyckich

studium

niowego p r z e m i e s z c z a n i a s i ę z e s p o ł ó w r y t u a l n y c h z w c z e ś n i e j s z y c h e t a p ó w
na

znalazły

na

z

będący

obrzędu.
dwu

jest
stop­

obrzędu
Autorka

niezależnych

ostatnim

etapem

dla epoki m a t r i a r c h a l n e j ,

d r u g i z a ś ( p o ł ą c z o n y ze z m i a n ą r e z y d e n c j i k o b i e t y ) jest ś l u b e m e p o k i p a t r i a r c h a l n e j .

22 — E t n o g r a f i a P o l s k a , X X I V , z. 1

�338

RECENZJE

Hipoteza ta, w y n i k a j ą c a

z powtarzalności

pewnych

rytuałów

w

końcowym

s w a t ó w oraz podczas w ł a ś c i w e j c e r e m o n i i ś l u b n e j , s f o r m u ł o w a n a
kach

X X w. przez M a k s i m o w a na podstawie

powtórzona

materiału

kazachskiego,

p r z e z K i s l j a k o w a w o d n i e s i e n i u do T a d ż y k ó w .

Łobaczewa

do d a l e k o szerszego m a t e r i a ł u p o t w i e r d z a t e z ę o p o w t a r z a l n o ś c i
w e g o o b r z ę d u , lecz

sugeruje i n n ą

nieco p r o w e n i e n c j ę

etapie

została w

począt­

potem z a ś

odwołując się

sekwencji

czasową

właści­

obu etapów.

Pier­

wszy u w a ż a za w ł a ś c i w y p o c z ą t k o w e m u okresowi formowania się s t o s u n k ó w patriarchalnych.
dłuższej

Wówczas

ceremonia
nym

ślubny

zawierano

przeznaczonej

przewiezienia

na

narzeczonej.

przed

wypłaceniem

uregulowanie

W rozwiniętym

należności

kałymu,

po

odbywała

się

społeczeństwie

partiarchal-

warunkiem ślubu stała się pełna wypłata kałymu. Spowodowało

aktu

ślubnego

z

zasiedleniem

istotnego r y t u a ł u
a

obrzęd

zaś przerwie

tylko

z poprzedniej

pewnej

autorki.

mniej dla części l u d ó w

żony,

ceremonii,

degradacji. T a k w

O ile dwoistość

względnej

młodej

samej

która

Datowanie

rozwoju instytucji k a ł y m u , które

nie

skrócie
ulegać

połącznie

powtórzenia

uległa

likwidacji,

przedstawia

s i ę teza

wątpliwości

(przynaj­

to j u ż p r z y p i s a n i e d w u j e j c z ł o n o m
zastrzeżenia

odbywa

to

się drogą

jednak

ceremonii nie m o ż e

środkowoazjatyckich),

uzasadnienia.

dokonało

maksymalnym

chronologii b u d z i ć m o ż e p o w a ż n e

chownego

co

się

z powodu

bowiem

jednak zostają

przy

określone

dość

powierz­

pomocy

etapów

na podstawie

rezulta­

t ó w tego d a t o w a n i a . N a s z y m z d a n i e m m o ż l i w a jest jeszcze i n n a i n t e r p r e t a c j a o w e j '
dwoistości
rozkłada

ceremonialnej. Materiały
s i ę n a d w a etapy,

pary. M o ż n a by zatem m ó w i ć
ślubie

dziewczyny.

łujemy

Hipoteza

bohaterami

sugerują, że sam obrzęd
s ą po k o l e i

członkowie

przez

jeszcze

szczegółowszych

badań

i

formu­

przedsta­

Łobaczewa.

Omawiany

powyżej

m o n i a ł weselny
rytuałów

ślubu
młodej

o o d r ę b n y m ś l u b i e m ł o d e g o i n a s t ę p u j ą c y m po n i m
ta w y m a g a

ją tutaj dla zasygnalizowania konkurencyjnej interpetacji wobec

wionej

artykuł

jako przeżytków

stało

nasuwa

jeszcze

inne

uwagi.

Umieszczając

w epoce p a t r i a r c h a l n e j a u t o r k a nie u n i k a k w a l i f i k o w a n i a

się niemal automatycznie
nieważ

folklorystyczne

których

s i ę to

w

m a t r i a r c h a l n y c h . Tego

rodzaju kwalifikacje

w tekstach p o ś w i ę c o n y c h
pewnym

sensie

manierą,

obrzędowości

więc

cere­

pewnych
formułuje

weselnej,

też owe

opinie

a po­

stają

h e r m e t y c z n y m i f o r m u ł k a m i . N i e jest n a p r z y k ł a d z u p e ł n i e z r o z u m i a ł e , s k ą d

się

autor­

k a czerpie przekonanie o t y m , ż e

„ r e l i k t e m epoki rodu macierzystego n a etapie p r z e j ­

ściowym

obyczaj

do p a t r i a r c h a t u jest

u k r y w a n i a narzeczonego

n a r z e c z o n e j " podczas

jednej z ceremonii

bez

funkcjonować

dowodu

zaczyna

(s. 156). T a k i e

jak fałszywy

stać s i ę n i m w p e ł n i nie m o ż e , g d y ż wspomniany
nego k o m p l e k s u

wzajemnego

unikania pewnych

przed

twierdzenie

aksjomat.

rodzicami

pozostawione

Na szczęście

obyczaj n a l e ż y

jednak

do dobrze

zna­

kategorii k r e w n y c h i winien b y ć

i n t e r p r e t o w a n y j a k o c z ę ś ć tego k o m p l e k s u , n i e z a ś z oddzielna.
Na

marginesie

artykułu

Łobaczewej

pojawia s i ę też kwestia

interpretowania

gier q u a s i - s p o r t o w y c h s t a n o w i ą c y c h c z ę ś ć c e r e m o n i a ł u weselnego. M a j ą one b o w i e m
z pewnością

także

znaczenie pozaludyczne.

Istotne

jest p y t a n i e ,

czy s t a n o w i ą

one

p r y m i t y w i z a c j ę w c z e ś n i e j s z e j i n s t y t u c j i albo z w y c z a j u , k t ó r e „ w y r a d z a j ą s i ę " w g r ę
( j a k c h c e a u t o r k a ) , c z y t e ż s a m e w sobie s ą p e ł n o p r a w n ą
jeszcze f u n k c j o n u j ą
przeciągania

ceremonią

w s w y m aspekcie pozaludycznym). Weselne

przedmiotów

(skóry

itp.) p r z e z

dwie

grupy

—

( w ó w c z a s gdy

współzawodnictwo

kobiet

i

dziewcząt,

Ł o b a c z e w a t r a k t u j e j a k o w y r a z d a w n y c h k o n f l i k t ó w m i ę d z y g r u p a m i w i e k u (s. 154). W tej interpretacji z n a l a z ł a w y r a z tendencja dopatrywania s i ę w e w s z y s t k i m p r z e ­
żytków,
nictwie

miast

funkcjonalnie

weselnym

autorka

żywego,

chce

autentycznego

widzieć

zwyczaju. We

zdegradowaną

instytucję

natomiast bardziej s k ł o n n i b y l i b y ś m y t r a k t o w a ć je jako c e r e m o n i a l n ą
(bodziec?) p r z e j ś c i a

dziewczyny

z jednej

kategorii

wiekowej

współzawod­

społeczną.

My

demonstrację

do innej, b y ć m o ż e

�•И II III

шм

ST '

RECENZJE

jako f o r m ę
funkcji

dostarczenia

jest

ono

w

magiczny

bardziej

339

sopsób

zrozumiałe

kinetycznej

k o n f l i k t ó w , k t ó r y c h miejsce w weselu jest m a ł o
Recenzowany
w podobnych
równaniu

zbiór

składa

się

wydawnictwach,

energii przejścia.

n i ż jako m a r t w y

z

prac

również

przeżytek

po

nierównym

i tu d o m i n u j ą

interpretacje nowe, ś w i a d c z ą c e

poziomie.

Jak

o rozwoju myśli

Jest

to

książka

bardzo

nużąca

w

Materiały

czytaniu,

a

z b i ó r 269 f r a g m e n t ó w p o d a ń i o p o w i e ś c i j a k u c k i c h
legendarnego p r z o d k a J a k u t ó w ,
postaciami
fontow
On

zwykle

prace m a t e r i a ł o w e .

W

historycznego

(1888-1938),

sam

też

Jakut

z

przygotował

je w

pochodzenia

zbiór

(we

i

i

fascynująca.

Stanowi

oraz p e w n y m i

latach dwudziestych
badacz

własnym

legiendarnoj

związanych z postacią Elleja —

a t a k ż e z jego p o t o m k a m i

eposu. Z a p i s a ł

Szynkiewicz

po mifołogii

zarazem

folkloru

tłumaczeniu

innymi

Gawriłł

ludów

Kseno-

syberyjskich.

rosyjskim)

do

druku,

k t ó r y j e d n a k z n a c z n i e s i ę o p ó ź n i ł . R ę k o p i s k s i ą ż k i z a w i e r u s z y ł s i ę i dopiero w
roku odnaleziono
wana

wersja

go w a r c h i w u m jednego z m o s k i e w s k i c h w y d a w n i c t w .

została

nieco

skrócona

przez

po­

niektóre

etnograficznej.

Sławoj

G A W R I Ł Ł W . K S E N O F O N T O W , Ellejada.
istorii jakutow,
M o s k w a 1977, ss. 247.

tej

uzasadnione.

o

jednak z innymi rośnie udział o p r a c o w a ń ogólnych, przy c z y m

z nich sięgają

W

nieokreślonych

wyeliminowanie

1965

Opubliko­

pewnych

powtarza­

j ą c y c h s i ę m o t y w ó w . O b e j m u j e ona m a t e r i a ł z e b r a n y n a t r z e c h g ł ó w n y c h o b s z a r a c h
zamieszkanych przez J a k u t ó w — w
i

wierchojańskim.

zaś c a ł o ś c i

Materiał

ułożono

narracyjne (poszczególne

Jakucji

centralnej

według

jednostek

podania)

niemal

z

administracyjnego

piętnastu

p o w t a r z a te s a m e

już s k r ó t ó w

dokonanych

minująca

całym

stwa

w

postaci
Ellej,
jej

podczas

zbiorze

albo t e ż m o r d e r s t w

wrogiego

jest

sił

przedmiotem

biografii

lub

(z r z a d k a

podmiotem

podlegający

tylko

jednostkom

podziału

wspomnianych

motywy

łączy

prawie
jest

także

jednakże

dzięki

z

czemu

czy

występujących
wyjątkiem

sam

u początków
losy

do­

zabój­

rycerskich pojedynków),

Każda
heros,

zagrożeniu,

ułusów,

wydawców

krwawych walk, prób

agresji. Nie

pacyfistyczny

przez

pomimo

wydawniczej. Różne

okrucieństwa,

nadprzyrodzonych.

konsekwentnie

również

redakcji

atmosfera

wilujskim
—

tematycznych.

odpowiadających

l u b podobne m o t y w y ,

z ukrycia

oddziaływania

wprawdzie

rozdziałów

krajach

terytorialnych

podzielone z o s t a ł y

na f r a g m e n t y w e d ł u g n i e z a w s z e o s t r y c h k r y t e r i ó w
Każdy

oraz w

rzuciły

swo­
go

na

tereny z a m i e s z k a ł e p ó ź n i e j p r z e z J a k u t ó w .
Jest w i ę c

Ellejada

swoistym

j a k ż e r a ż ą c y c h gust e u r o p e j s k i e g o

brutariuszem, epopeją k r w i o ż e r c z y c h

instynktów,

czytelnika w y k s z t a ł c o n e g o w tradycjach antycz­

nego h u m a n i t a r y z m u i ś r e d n i o w i e c z n e j g a l a n t e r i i w a l k i . P o p e w n y m czasie
przyzwyczaić
jedynie

na

się

do

tego,

techniczne

że

okrucieństwo

warianty

jest

sposobów

kanonem

uśmiercania

i

zaczynamy

czy

też

możemy
reagować

organizowania

n a p a ś c i n a u ś p i o n e n o c ą osady l u d z k i e . Nie w t y m j e d n a k u p a t r u j e p o w o d ó w
nacji,
Jest

wymienionej
nim

raczej

przedmiotem
formułując
uporczywe

przeze

mnie w y ż e j

narastający

machiawelicznej
wnioski

pytanie

w
o

niepokój

jako uczucie t o w a r z y s z ą c e
o

to,

czy

nie

staliśmy

lekturze
się

m a n i p u l a c j i ze s t r o n y t w ó r c ó w f o l k l o r u

rodzaju
przyczynę

przytoczonych
tej

ekspresji

wyżej.

Pojawia

brutalności,

skoro

się

fascy­
tekstu.

przypadkiem
jakuckiego,
jednocześnie

wzdragamy

p r z e d p r z y j ę c i e m t e z y o t y m , ż e p r y m i t y w n a k u l t u r a p o w o ł u j e do ż y c i a

się

prymitywne

instynkty.
Na

podstawie

przyjąć

wniosku,

tego, co w i e m y

o dawnym społeczeństwie

że reprezentowana

w

folklorze

jakuckim,

intensywność

nie

drapieżnych

możemy
i

ter-

�340

RECENZJE

rorystycznych postaw
że postawy

m i a ł a s w ó j odpowiednik

t a k i e nie w y s t ę p o w a ł y ,

sądzę

w praktyce ż y c i o w e j . Nie

tylko, że t w ó r c z o ś ć

b y ł a d o k ł a d n y m odbiciem zasad s p o ł e c z n e g o

twierdzę,

folklorystyczna

nie

współżycia.

Reprezentowane w folklorze przypadki z a d a w a n i a g w a ł t u i z a g r o ż e n i a ż y c i a i n n y c h
ludzi m o ż n a

z grubsza

podzielić

n a t r z y kategorie:

1) d l a

sławy,

uzyskania

po­

z y c j i h e r o s a s i ł y , 2) d l a z e m s t y za podobny c z y n w p r z e s z ł o ś c i , 3) d l a z a i n i c j o w a ­
nia

nowego

stanu

się n a w i ą z y w a ć
i

w

życiu

jednostek

lub

grup

ludzkich. Dwie

do i n s t y t u c j i k u l t u r o w y c h u t r w a l o n y c h w

rozpatrywać

je należy

w

kontekście

konkretnych

pierwsze

obyczajowości

faktów

z życia

wydają

jakuckiej

społecznego.

O s t a t n i a k a t e g o r i a — a jest o n a n a j l i c z n i e j c h y b a r e p r e z e n t o w a n a w Ellejadzie
nie

odnosi

jących

s i ę do r z e c z y w i s t o ś c i

uzasadnić

symbolicznym

lub

społecznej,

sankcjonować

otwarciem

nowej

lecz

pewne

jakości,

Zjawiska,
szych

które

kategorii

to

stwie

zagrażają

zjawiska. Gwałt

miejscu,

motyw

zemsty.

Y

ma­

byłby

Jeśli

czysto

teza

widzianej przez pryzmat
sposób

nowej

właściwy

grupy

wypadkach mamy

pewnych

dając

osób,

początek

Przykład:

ta

jest

twórczości

do

trzeciej

X

grupie

związał

c z y n i e n i a ze

i ruszył

z

żoną

Y

na poszukiwanie

w

społeczeń­

i osiedlają

wpleciony

nastawa!

nowych

się

na

w

to

jest

na

jego

koczowisk,

sytuacja poprzedzająca

zawarcie m a ł ż e ń s t w a

dokonuje

życie

zamachu

śmierci,

następują

swaty

rą

zmuszany

jest

nia

nie zabili X , oddając

oraz

dialek­

życie.

nie

był

Jakutów.

zięć

jego s y n o w i e

linii

grupę

i

swoiście

s w o j e j m a t c e j a k o t r o f e u m . "Wówczas o s i e d l i d a j ą c p o c z ą t e k n o w e j g r u p i e
kolei

dopóki

opuszczają

odrębnej. Niekiedy

się

powyż­

genitalia

dziewczyny

osiąść

które

z

rodowo-terytorialnej

jego

Z

stanie

zatem

starego z n o w y m . K o n t y n u a t o r z y w i o d ą c e j

zabrał ż o n ę oraz s y n ó w

jednak w

w

powstanie

W obu

życiu

nowym

relacjonuje

najczęściej

tycznym konfliktem

—

mitologicznych,

brutalności.

Ellejada

zawarcie m a ł ż e ń s t w a .

zdarzeń

katalizatorem zmiany.

p r a w d z i w a , z d e j m u j e ona z k u l t u r y j a k u c k i e j ,
folklorystycznej, odium

do

z konfliktem

na

przyszłego

i zaaranżowana
do

grupą

następująca:

ten

wysiłku.

Tu

ustabilizowaną

znowuż

ojciec

skutecznie

ucieczka dziewczyny,

krańcowego

pomiędzy

jest

zięcia,

w

unika

pogoni z a

mamy

do

(rodzina pochodzenia

któ­

czynie­

dziewczy­

n y ) , w i m i e n i u k t ó r e j w y s t ę p u j e j e j r e p r e z e n t a t y w n y p r z e d s t a w i c i e l (ojciec), a j e d ­
nostką

(pretendent

do

ręki), która

r o d z i n a ) po d o k o n a n i u

w

konsekwencji

aktu symbolicznej

zemsty

założy

(pogoń

grupę

odrębną

za d z i e w c z y n ą =

(nowa
uśmier­

cenie).
Należy

podkreślić,

że wspólny

obu

przytoczonym

r z e ń s u g e r u j e , ż e nie p e r s p e k t y w a p o w s t a n i a
ną

konfliktu.

można

Zależność

więc

o sprzeczności
przeżytek
dających
wówczas

jest

zastosować
interesów

opozycji
konfliktem

to

odniesieniu

konflikt
do

systemu

zamężnej

wobec

kobiety

jej

rodziny

formy

konflikt

małżeństwa

przez porwanie,

r ó w n o w a ż n i k i e m zemsty z a m y k a j ą c e j
Przemoc, atak, z d a j ą

jest

stanowiłby

pochodzenia.

z z i ę c i e m , nie z a ś z kandydatem n a z i ę c i a ,
ona

tu

j a k jest w

to d o k ł a d n i e z u z n a w a n ą
śmiercią,

gdyż

przedmiotem
przemocy

w

strukturalnym

konflikt.
porzucenie

z m i a n ę . Nie w y d a j e s i ę jednak, by

za c h a r a k t e r y s t y c z n ą

poprzed­

jakuckiej podlegający

przejściu

s i ę t u nie

mieć

z n a c z e n i a , istotne jest

jako siły inicjującej. Ś w i a d c z y ł y b y

obiekt
Kierunek
niekiedy

stanów,

pokrywało

dla o b r z ę d ó w przejścia

a t a k u , albo t e ż jego a k t y w n y m w y k o n a w c ą .

wydaje

zastosowanie

wersji

on
isto­

w kategoriach prze­

bowiem

się być warunkami umożliwiającymi

umożliwiającą

zakła­

Byłby

niego s t a n u i p r z e j ś c i e do s t a n u nowego. D o t y c z y to p u n k t u stycznego obu
wyzwala energię

Nie

interpretacji

patrylinearnych reguł

cie. Podobnie, u c i e c z k a d z i e w c z y n y nie d a j e s i ę i n t e r p r e t o w a ć
żytkowej

wyda­

przyczy­

sytuację.

małżeństwa)

niej p o w y ż s z y

nowych
z

schemat

inicjuje n o w ą

motywu

do p a t r y l i n i i . W e d ł u g

starego

wyobcowanie

odwrotna:

(w

wypadkom

grupy k o n k u r e n c y j n e j jest

się

symboliczną

może

być

albo

egzekwowania
po

prostu

jej

o tym n a s t ę p u j ą c e sytuacje: P r z e -

�3-11

RECENZJE

siedlający

się

terytorialnej,

Jakuci,

którzy

rozpoczynają

dy T u n g u z ó w

i lokują

mają

być

w

funkcjonowanie

przyszłości

przodkami

jako z e s p ó ł

przez

się na jej miejscu. I n n y m p r z y k ł a d e m

t ó w do c a r a , z l e k c e w a ż o n y

przez d w ó r , k t ó r y o d m i e n i a

nowej

byłby

poseł

losy p o s ł a n n i c t w a

jąc a k t u g w a ł t u po to t y l k o , by b y ć p r z y j ę t y m p r z e z z a i n t r y g o w a n e g o
cara.

Jeśli

przyjmiemy,

są J a k u c i

że w

obu

wypadkach

Powyższe

przypuszczenia

w a n i u z j a w i s k nie
by u p e w n i ł

nas

w

o słuszności

prawidłowości

Materiał

ten

w

dostarcza

licznie

rola

Wydaje

kilku

elementu

pojmo­

w

rolę w

Ksenofontowa
etnicznym

Ellej,

z Buriatką.
mieli

one

materiale.

uwag.
samookreśleniu

b y ł T a t a r e m (albo

Jego wszyscy

za

który

że sugerują

innych interesujących

obcego

przekazów)

zresztą poważną

s i ę jednak,

przez

Jakutów,

ożenionym

przynajmniej

żony odgrywają

stanu

ż e dla z m i a ­

przyczynowo-skutkowym

zebranym

praprzodek

innych podań)

niektórych

w

wnioskowania.

Niekwestionowany

według

faktem

zmianie

E l l e j a d z i e swego mitologicznego p r a w z o r c a ,

tak

jest

dokonu­

aktu przemocy.

przemocy

t a k ż e o k a z j i do

Charakterystyczna
Jakutów.

o roli

znajdują

istnienie

dług

podlegającą

osa­
Jaku­

tym

(zgodnie z e t n c - c e n t r y c z n ą o r i e n t a c j ą f o l k l o r u ) , odnotujemy,

ny w y s t a r c z y j e ś l i to oni b ę d ą p o d m i o t e m

guzem

stroną

grupy

wymordowanie

żony

Tun­

synowie

Tunguzki.

(we­

Tunguskie

b i o g r a f i a c h w y b i t n i e j s z y c h postaci

jakuc-

k i c h . O b c o ś ć , j a k o a g e n t n a d p r z y r o d z o n o ś c i , w z m a c n i a n i a jest n i e k i e d y p r z e z p r z y ­
pisanie p r z o d k o m u m i e j ę t n o ś c i s z a m a ń s k i c h ,
szamańskiego

Ksenofontow
strukcji

i

kwestii

ojciec

też

relacji

Omogoj

na ten

przez

niego p r z e k a z y

dlatego,

że

miejsca

się

twierdzenie

nie

niezależnie

zgodzi

leży

dawny

bliźniakach"

(z

wobec

otwar­

Drogę,

jaką

siebie)

odbyli

nad

migracji dawnych

Ja­

od

się przypuszczalnie
że

rekon­

genealogiczny

go to z w ł a s z c z a
praojczyzny.

Okładnikowa,

i Omogoju
—

ich

posłużyć

materiał

jako r ó w n o w a ż n ą

tożsamości

herosach

mogą

zawierają

całkowicie

Ksenofontow

o Elleju

boskich

i

(zresztą

znak

wydaje

przekazów

śladowanych

Jakutów

traktował

Obecnie

ryzykowne

zebrane
właśnie

z innymi ludami. F r a p o w a ł o

pochodzenia

Lenę,

u podstaw

że

Jakutów,

jego ż o n y

środkową
kutów.

sądził,

historii

i nie p o m i j a j ą
tej

czasami kowalskich lub przynajmniej

rodowodu.

„dzisiaj
motyw

przedmowy

nikt,

jasnym

o

Ellej

niewinnie

do

aie

jest,

książki,

s.

F o l k l o r j a k u c k i w n i c z y m n i e s u g e r u j e b l i ź n i a c z e g o z w i ą z k u , obaj b o h a t e r o w i e
stępują
stość

wyłącznie

w

sytuacji, w

roli

stron

zawartego

j a k i e j s i ę obaj

stwo l u d z i o b c y c h

etnicznie,

małżeństwa,

znaleźli.

którzy

skąd

Najważniejsze

t e ż pochodzi

wydaje

s w ą obcością uświęcają

się

tu

że

prze­
6).
wy­

parzy­
małżeń­

fakt powstania

etnosu

jakuckiego.
Jakkolwiek
faktem

byśmy

interpretowali

jest, ż e f o l k l o r

prezentuje

cjonując jej obcość. Natomiast
cami
od

i uczestnikami

neutralizmu

znaczy, ż e

w

procesu

sposobie

są autentycznymi

skość odległych

przodków,

etniczną

ją w

Recenzowana

książka

etnograficznego
przedstawiania.

pozostawiona

bez

prezentacji

wkładem

z pewnymi

ysyach

rodziny. P o n a d t o
tematy

z

historii

—

święta

oni

—

Tunguzami,

lekceważeni

jakiegokolwiek
niewiele

i

dalekie

są

ośmieszani,

co

bóstw

typowo

nie

ofiar

znanymi

etnogra­

E l l e j a j a k o herosa

i ich funkcji. N a j w a ż n i e j s z y m

nawet
i

cudzoziem-

komentarza, zdaje s i ę

materiału

do listy w y n a l a z k ó w

kumysu

rela­

współmieszkań­

nadprzyrodzoności.

z a w i e r a stosunkowo

t u r o w e g o oraz n i e p e ł n e j
jest d o k ł a d n y ,

Jakutów
Są

Jakutów,

neutralnie

p a r t n e r a m i j a k u c k i e j historii. Natomiast

O g r a n i c z a s i ę on w ł a ś c i w i e

ceremonii

przodków

obiektywistyczny,

kontakty J a k u t ó w z ich sąsiadami,

o d p o w i a d a ć sugestii o j e j r o l i j a k o agenta
ficznego.

przynależność

sposób

dotąd

składanych

szczegółami,

bóstwom

kul­

jednak
opis

opiekuńczym

z a ś w c a ł o ś c i s t a n o w i ć ona m o ż e bodziec do p r z e m y ś l e ń n a r ó ż n e
kultury, jak każda

dobra

antologia

s ł o w n i c z e k t e r m i n ó w etnograficznych spotykanych w

folkloru.

Książkę

zamyka

tekście.
Sławoj

Szynkiewicz

�342

RECENZJE

MARTTI

GRONFORS,

Finlandia
działalność

należy

ośrodki

do

Blood
tych

badań

publicystyczne,

opracowań

popularnych

Gunni

sista

(Raporty

Holttó

i

próbę

podjęli

nym

wzrostem

ы

procesie

Pośród

Karl-Olov

są

i

wydana

Suomen

mustalai-

bez

Goldman

fińskiej

wraz

Ciekawym

fotografików

cygańską

Tommy

Martti

akkulturoituminen
4

ludności

filmie

wy­

interesujących

cygańskie)

wraz z parą

cyganologii

ożywioną

zarówno

zwłaszcza

(Zycie

1977.

Ismo

upiększeń.

w

Zigenarens

zaznaczyły

się

wyraź­

z w ł a s z c z a w zakresie s t u d i ó w socjologiczno historycz­
ja

cygańskiej) .

i literaturze,

m.

feuding

Tematyka

ostatnich

among

Gronfors. Generalnie

uwagi na problem cygański,

kilku

Finnish

ujmując,

Suomen

(Charakterystyka

in. scenariusze

na przestrzeni

w a l o r a m i Blood

antropolog
zwrócenia

rozwijają

bardziej

rzeczywistość

Arnstberg

Helsinki

z n a n a z tego o k r e s u jest p r a c a d o k t o r s k a R a i n o V e h m a s a

prac wydanych

naukowymi

i

pracy

Do

Huttunena,

opracowany

ukazujący

ryhmaluonne
w

tej

naukowe.

Kari

Gypsies,

istnieją

Efektem

Mustalaiselamaa

. L a t a 60-te w

akulturacji

wyraz

prace

zainteresowań,

Najbardziej

nież

3

cygańska)

romaanivaeston

których

studia

cygańskiego)*

Savolainenem,

(Droga

w

Finnish

b y ł a jego i n n a k s i ą ż k a — a l b u m Raportti

z życia

Vag

i

książka

Mikko

Podobną

nych.

jak

należą

Nordstrom-Holm

i udanym p o m y s ł e m

krajów,

among

cyganologicznych.

dawnictwa
z

feuding

cygańska

i nowele
lat

grupowa
znalazła

wyraźnie

Gypsies,

której

zainteresowania

co jest niestety u d z i a ł e m

rów­
5

Veijo

Baltzara .

wyróżnia

się

autorem

jest

te

są

wyrazem

niewielu

państw.

W y d a j e s i ę j e d n a k , ż e j e s t to j e d y n a w ł a ś c i w a droga, a b y r o z w i ą z a ć ten p r o b l e m —
poznać, wyciągnąć
wyróżnia

kilka

wnioski, a potem z a s t o s o w a ć

konkretnych

determinantów

je w

praktyce. I . M .

wyraźnie

Kamiński

wpływających

na

6

wzrost

d z i a ł a ń n a s t a w i o n y c h n a p o z n a n i e C y g a n ó w j a k o g r u p y e t n i c z n e j : 1) n a j l i c z n i e j s z a
populacja

cygańska

w

Skandynawii znajduje się w ł a ś n i e

w

Finlandii;

2)

najbar­

d z i e j z a n i e d b a n ą g r u p ą c y g a ń s k ą n a P ł w . S k a n d y n a w s k i s ą C y g a n i e f i ń s c y ; 3) w ę ­
drówki

fińskich

między

Finlandią

Cyganów

do

a rządami

państw
tych

sąsiednich

państw.

wywołały

Konsekwencją

szereg
było

nieporozumień

stworzenie

rządo­

wego programu pomocy dla C y g a n ó w .
Celem, k t ó r e m u
łeczeństwu

poza

fińskiemu,

Lapończykami

tym

że

mają

poza

służyć

dwoma

te
7

uświadomienie

spo­

etnicznymi,

tj.

właściwie

wcale, c h o ć liczna — Cyganie. I n t e r e s u j ą c e s w o j ą d r o g ą i prawdopodobnie

wymow­

przeprowadzenie

teretnicznych

grupami

niejako

w

ich

o

zasadniczej

opozycji

właśnie

ustanowienia

przez

dotyczyłyby

stosunków

Finowie-Cyganie.

Lapończycy

i

różnicy

systemu

pozostałych

mieszkańców

pozostałych

dostarczyłby

Finlandii.
być

t r i a d y : s w o i — i n n i — obcy. L a p o ń c z y c y
z pewnością

normy

postępowania,

Huttunen,

język,

G.

relatywnie

ubiór

itd.

bliżsi

różnią

Cyganie

społeczno-kulturowego,

do

kultury są

K.

i

które

tych

swojej

1

badań równoległych,

Finowie-Lapończycy

dwiema

Finami ,

jest

mniejszościami

istnieje trzecia, nie znana

ne b y ł o b y

i szwedzkojęzycznymi

badania,

znanymi

Sposób

może
ze

Finom aniżeli

ewidentnie.

Nordstrom-Holm,

I

„odbierania"

Mustalais

na

na

szereg

Cyganie,

jedni,

są

stojącymi

argumentu

względu

in-

i

cech

których

drudzy

elamiia,

rzecz

nie

Helsinki

1969.
2

K . H u t t u n e n , I. H 6 1 t t 6 , M. S a v o l a i n e n ,
Raportti
Suomen
mustalaisista,
1972.
K . O . A r n s t b e r g , T . G o l d m a n , Zigenarens
Vag, S z t o k h o l m 1974.
R . V e h m a s, Suomen
romaanivaeston
ryhmaluonne
ja
akkulturoituminen,
Turku
1961.
I . M . K a m i ń s k i , Teoria
i pragmatyka
współczesnych
trendów
cyganologii
europejskiej,
„ E t n o g r a f i a P o l s k a " t. X X I I : 1978, z. 2, s. 220.
K a m i ń s k i , op. cit., s. 219.
' M . G r o n f o r s , Blood feuding
among Finnish
Gypsies,
H e l s i n k i 1977, s. i .
3

4

5

6

�343

RECENZJE

S4 d l a

Finów

inną pozycję

,swoi",
w

ale

obrębie

też

wydaje

kategorii

mi

się, że

każda

„obcy". Stopniowanie

r a ź n i e w i d a ć c h o c i a ż b y podczas p r ó b s a m o o k r e ś l a n i a
ło stwierdzone
UW.

podczas

badań

Nazwa „Cyganie"

(„prawdziwi
8

nie .

prowadzonych

obejmuje

dużą

Cyganie"). K a t e g o r i ę

Wydaje

mi

się, że

analogiczne

tych

grup

zajmuje

na b l i s k o ś ć

s i ę przez C y g a n ó w ,

przez s t u d e n t ó w

grupę

obcych

z

z uwagi

ludzi, w

stanowią

pojmowanie

wy­
zosta­

K a t e d r y Etnografii

ramach której

dla

co

nich

żyją

wszyscy

swojskości

i

Roma

nie-Cyga-

obcości

wystąpi

w tym konkretnym przypadku wśród ludności fińskiej.
Wśród

istotnych

problemów

związanych

z Cyganami i ich

c z e ń s t w i e f i ń s k i m godna p r z e b a d a n i a w y d a j e s i ę r e l a c j a
kość związków
sadniczo

pomiędzy

odmiennej

n i m i . S ą to

dwie

pozycją

grupy o podobnym

kulturze i odmiennym

w

społe­

Cyganie-Lapończycy

rodzaju z w i ą z k ó w

statusie,
z

i ja­

choć

grupą

c ą — F i n a m i . P o n i e w a ż j e d n a k to z a g a d n i e n i e s t a n o w i z b y t o b s z e r n y t e m a t w
sunku
dla

do

podstawowych

której

je

założeń

pracy

Gronforsa, m o ż n a

zrozumieć

pominął.

w e j zemsty, wzbogaca G r ó n f o r s p r z e d s t a w i o n ą w w i e l k i m s k r ó c i e h i s t o r i ą
w E u r o p i e ze s z c z e g ó l n y m u w z g l ę d n i e n i e m i c h d z i e j ó w w
podjęte

Cyganie

zostały

zakresie

zawierania
mu

małżeństw

się

za

Fińskich
ry).

Cyganów

(the

Finnish

W

mogą

p r o g r a m u , od

b y ć powojenne

problemu mniejszości

wydania

dyskryminacji Cyganów
prawem

działania

do

Cenne

dzisiejszego

w

może
tej

Romów

działa
uwa­

Towarzystwo

mustalaisyhdistys
aktualną

sytua­
optymi­

wprowadzenia

niektórych

rządów

3

zakazywała

zostać

zinterpretowany

części

zmierzające

są

życia,

fińskich,
one

co

odniesieniu

do C y ­

sposobu ż y c i a ,
zgodnie z

na

jest

po­

każdy

obowią­

niebezpiecznym

nieczęsto

nastawione

Bry­

dyskryminacji wy­

pracy Gronforsa jest d ą ż e n i e

(Cyganów)

na o g ó ł

trybem

jej

prak­

miana grupy etnicznej. Z a t e m

jako w a l k a z p a s o ż y t n i c z y m

pracach cyganologicznych;
na

ustawy

( C y g a n ) r o z u m i a n y jest j a k o s y n o n i m

zującym

aniżeli

Suomen

szkol­

r.

działacze

zostało

rasowych i etnicznych. W praktyce, w

przejaw

dnia

począt­
proble­

etnicznych, a w i ę c r ó w n i e ż i C y g a n ó w .

s p o ł e c z n e g o , a nie jako odpowiednik

społeczeństwa.

W

1906

tym

dzieci,

r o z m i j a s i ę n a n i e j teoria z

tzw. R a c e R e l a t i o n s A c t z 1968 r .

z uprzedzeń

w

zagadnienia
Od

r. p o w o ł a n e
—

wkrótce

M i m o to w s z y s t k o k o n k l u z j a G r o n f o r s a n i e jest

łożenia

zania

państwo.

Cyganów.

G y p s y Association

Już

badaniem

tych organizacji s ą raporty o m a w i a j ą c e

termin „gypsy"

w

dla

1967

ganów,

reszty

się

r.

działalność
wychowania

przejęło

zajmujące

mieszkań

Cyganów.

opracowania

Przykładem

tyjska ustawa

1559

żywą

dotyczące

inicjatywę

instytucje

w ż y c i e d ł u g a droga i n a j c z ę ś c i e j

do r o z w i ą z a n i a
nikającej

Szczególnie

krwa­

Cyganów

Finlandii.
ok.

(the G y p s y M i s s i o n — M u s t a l a i s l a h e t y s r y ) , k t ó r e j

cję C y g a n ó w w Finlandii.

tyką.

Szwecja

zarządzenia

O d X I X w.

zdrowotnej,

Efektem działalności

postanowień

Cyganów.

zaczęły

przedstawicieli

s t y c z n a —• od

via

O p r a c o w y w a n e p r z e z nie p r o g r a m y o m a w i a ł y
opieki

Misja Cygańska
żają

Finlandii

wydając

itd.

powstawać

pracy,

do

„poprawy"

Kościół,

cygańskiego.

nictwa,

dotarli

próby

rozwijał

k a c h X X w.

sto­

przyczynę,

Z a s a d n i c z ą c z ę ś ć pracy, tj. c h a r a k t e r y s t y k ę f i ń s k i c h C y g a n ó w w aspekcie

Pierwsi

za­

dominują­

do

dla
uka­

poruszane

przeszłość

bardziej

teraźniejszość.

Opis s p o ł e c z n o ś c i C y g a n ó w f i ń s k i c h w aspekcie k r w a w e j zemsty stanowi, z z a ­
łożenia autora, g ł ó w n y
waż

według

możliwa

8

i

niego

jest

uzasadniona

temat
to

w

droga

pracy. G r ó n f o r s
obecnej

przedstawienia

L. Mróz,
Świadomościowe
P o l s k a " , t. X X I I I : 1979, z. 2.
Z a G r 6 n f o r s e m , op. cit,
9

fazie

wyznaczniki
s. 8.

s k o n c e n t r o w a ł s i ę n a opisie,
znajomości
badanego

dystansu

tego

zagadnienia

zjawiska. Autor

etnicznego,

ponie­
jedyna
nie

po-

;

„Etnograf a

�344

RECENZJE

dejmuje. rozważań
badań, które
brane

teoretycznych, przedstawia natomiast

prowadził

wiadomości

od p o c z ą t k u

dotyczą

pamięć informatorów.

materiał uzyskany

1976 r. do p r z e ł o m u

ostatnich

50-60

lat;

tak

W i e l k ą zaletą prowadzonych

wiosny-lata

daleko,

jak

podczas

1977

r. Z e ­

najdalej

przez a u t o r a b a d a ń

w o ś ć przeprowadzenia w s t ę p n e j w e r y f i k a c j i źródeł na podstawie

sięgała

jest

możli­

obserwacji i roz­

szerzającej się w jej trakcie z n a j o m o ś c i j ę z y k a . Korzystanie z m a t e r i a ł ó w a r c h i w a l ­
nych
i

jest

bardzo

pomocne,

ale

nie

zrozumienia informacji. Dotyczy

zamkniętych,

których

członkowie

zawsze

prowadzi

to s z c z e g ó l n i e
świadomie

do

badań

mogą

właściwego

odczytania

prowadzonych

podawać

w

grupach

nieprawdziwe

wiado­

mości.
Przyczyn nieznajomości

społeczności

żyjącej wśród

narodu fińskiego,

a

jedno­

c z e ś n i e poza n i m , s z u k a ć n a l e ż y w b r a k u p o m o s t u ł ą c z ą c e g o d w a t a k r ó ż n e

syste­

my kulturowe: k o c z o w n i k ó w i osiadłą ludność chłopską (rolników i r y b a k ó w ) . Izo­
lowanie

'Się c y g a ń s k i c h

instytucji

jest

dodatkową

J e d n ą z instytucji nadal f u n k c j o n u j ą c y c h
s y w a n a przez Gronforsa zemsta
zemsty
dzy

konieczne

i

grupy,

Cyganie

nie

są

krwi. Aby zrozumieć

jest p o w i e d z e n i e

o

organizacji

w

dla

u

wzorzec

czynnikiem,
gańskich

czy

który

model

Przykładem

Niepisany

(przy c z y m m o ż n a

przyjąć,

wypadkach skalań

lań", n a l e ż y

do g ł ó w n e g o

nizinnych,

zwanego

Zwierzchnik

Baro

oraz q u a s i - r o z g r z e s z e n i a ,

obyczajowego
lub

ten w y b i e r a n y

n a specjalnie z w o ł a n y m

pobratymców,

j e ś l i s a m n i e zostanie

magerdo

t y c z ą c e np. o s k a r ż e n i a

o oszczerstwo,

wem

zwyczajowym,

niczą

rolę

w

która

we, g r u p o w e A u t o r y t e t

zasada

pow­

Rom

zjeździe

—

swej

Cyganów

(Głowa-Cygan).
zwanym

władzy

Romano

dożywotnio,

1 0

p l o t k i , pobicie r e g u l o w a n e
obowiązuje

cygańskim

nie m o ż e

w

odgrywają

wszystkich
autorytety

Cyganów

różniające

autorytetu

Cyganów.
—

Zasad­

rodzinne,

tym przypadku b y ć utożsamiany

umiejętności

mogą

zawodowe

być różne

(mistrzowskie

np.

ich m ą d r o ś ć

bielenie

do­

s ą zgodnie z p r a ­

z

kotłów),

rodo­

władzą;

ona s a m a j e d n a k m u s i b y ć n i m b e z w z g l ę d n i e p o p a r t a . P r z y c z y n y p o s i a d a n i a
niektórych

po­
ska-

[ s k a l a n y —• R . H . ] " . R ó w n i e ż s p r a w y s p o r n e

bezwzględnie

społeczeństwie

cy­

odniesieniu

polskich

Sero

utrzymuje się przy

tym

wszystkich

czyli „zdejmowania

Śero

Celo — przez s w y c h

które

jest

wyrokowania w

sędziego — przywódcy

że

kojarzy

i nakazów,

Cyganów

władza

wła­

tym,

Cygana

J . Ficowski w

ż e jest to u

(Wielka G ł o w a )

przy

sprawiedliwość

Obyczajowość

tych z a k a z ó w ,

opi­

krwawej

o strukturze

należy

zakazów

co pisze

nie-Cyganów.

i znaczenie

„prawdziwego"

normuje

b y ć to,

szechna): „ P i e c z a nad przestrzeganiem
szczególnych

kodeks

zachowania

może

dla

C y g a n ó w jest

słów

Zaznaczyć

praworządność,

ostatecznie i a b s o l u t n i e

szczepów.

do P o l s k a R o m a

też

istotę

miejscu kilku

Romów.

której

się z normami prawa p a ń s t w o w e g o .
stanowią

tym

rodziny

społecznością,

przeszkodą

w grupie f i ń s k i c h

przez

i wiedza,

wy­

s p r a w n o ś ć i siła.

N i e jest to j e d n a k w a r t o ś ć p r z y s ł u g u j ą c a t y l k o i w y ł ą c z n i e j e d n o s t k o m . K a ż d a g r u ­
pa c y g a ń s k a j e s t w e w n ę t r z n i e z h i e r a r c h i z o w a n a . N a s a m y m s z c z y c i e stoi r ó d (rody)
najbardziej p o w a ż a n y , n a j n i ż e j zaś — pariasi grupy.
Dla

Gronforsa punktem

dzina b ę d ą c a
stkim

funkcją

wspólnotą

wyjścia

ekonomiczną

możliwości

w

opisie b a d a n e j

i społeczną.

przemieszczania

się

z

społeczności

Jej wielkość
miejsca

na

jest

mała

b y ł a przede
miejsce,

ro­

wszy­

możliwości

z a o p a t r z e n i a w ż y w n o ś ć i o d z i e ż (sfera e k o n o m i c z n a ) , u t r z y m a n i a h i e r a r c h i i i w i ę z i
w e w n ą t r z r o d z i n n y c h (sfera s p o ł e c z n a ) . U s t r ó j i s t r u k t u r a r o d z i n y c y g a ń s k i e j r z u t u j e
na s z e r s z y s y s t e m s p o ł e c z n y — r ó d i c a ł ą g r u p ę . P o d z i a ł r ó l w
dzinie
dują

w

zależności

swoje

jaciół
1 0

1 1

i

odbicie

wrogów.

od
w

płci,

wzajemne

kontakty

sposobie odnoszenia

Obowiązujące

przy

tym

J . F i c o w s k i , Cyganie
na polskich
M . B l o c k , Zigeuner
— ihr Leben

członków

małżeństwie

danej

rodziny,

i ro­
znaj­

s i ę do k r e w n y c h i n i e k r e w n y c h , p r z y ­
zasady
drogach,
und ihre

są

powszechne

dla

wszystkich

K r a k ó w 1965, s. 158.
Seele,
L i p s k 1936, s. 119-128.

�345

RECENZJE

Romów.
gadio

Przykładem

może

b y ć zasada

doboru

małżonka

—

endogamia

względem

( n i e - C y g a n i e ) c h o ć nie z a w s z e p r z e s t r z e g a n a — d ą ż e n i e do tego, a b y p a r t n e r

pochodził
gólnie

z „ l e p s z e j ' r o d z i n y , co c z a s a m i p r o w a d z i do

szanowanych

rodów.

Podobnie

jest

nie: dzieci i dom, z a s p o k a j a n i e b i e ż ą c y c h
zadaniem

mężczyzny

jest

dostarczenie

w

„kradzieży" nazwisk

przypadku podziału

potrzeb

należy

środków

na

ról

do kobiety,

większe

szcze­

w

rodzi­

podczas

wydatki

np.

gdy

zakup

m e b l i . C a ł y szereg i n n y c h z a c h o w a ń p o t w i e r d z a to, ż e s y s t e m w z a j e m n y c h k o n t a k ­
t ó w u w a r u n k o w a n y jest s t o p n i e m p o k r e w i e ń s t w a ,

zaprzyjaźnienia,

tolerancji i nie­

nawiści.
Przybycie
momentem

Cyganów

do

pojawienia

zawodów.

W

Europy

się w

zajęcia

zbieranie

określane

szmat,

jako

taniec,

nieco

tylko

niektórych

i

nowych

językowych

badaczy

cygańskie

Dlatego

to

szukają

kotlarstwo,

wróżenie.
Koń

u

zarazem
nowych

i znajdują

dowo­

Cyganów.

Trady­

kowalstwo,

Współcześnie

też Grónfors

zmodyfikowaną.

1 2

umiejętności,

s t a n o w i ą i n d y j s k i e dziedzictwo

muzyka,

z nich s ą kontynuowane.
wą,

zdaniem

europejskich

analizach archeologicznych

dy n a to, ż e w ł a ś n i e te e l e m e n t y
cyjne

jest

krajach

sprzedaż

koni,

przynajmniej

niektóre

traktuje je jako tradycję

zawodo­

Cyganów

fińskich

(podobnie

zresztą

jak i u p o z o s t a ł y c h ) odgrywa nadal d u ż ą rolę. R o z s z e r z y ł s i ę tylko zakres, w
j e s t on

wykorzystywany.

rzystać

biorąc

stwem,

jeżdżeniem

udział

Cyganie są doskonałymi

w wyścigach
„po

i potrafią

konnych. Kobiety nadal trudnią

prośbie",

utrzymywania kontaktów

jeźdźcami

sprzedażą

z gadźami.

ryb.

Cyganki

Są

to

w

wyko­

się wróżbiar­

czynności

egzystują więc

jakim

to

wymagające

dwóch

systemach

s p o ł e c z n o - k u l t u r o w y c h ; m ó w i ą c d o k ł a d n i e j n a pograniczu u k ł a d u c y g a ń s k i e g o i niecygańskiego.

Tę

przeprowadzając
zarobkowymi.
Cyganie

Jest

tworzą

-Cyganami

specyfikę

działalności

ścisłą granicę między
to

podział

zgodny

przysłowiowe

ogranicza

się

kobiet
z

„państwo

tylko

do

cygańskich

wychwycił

prywatnym życiem R o m ó w
rzeczywistym
w

państwie".

niezbędnych,

stanem

zajęciami

rzeczy,

Zakres

mających

Grónfors

a ich

albowiem

kontaktów

podłoże

z

nie-

ekonomiczne.

Z a r a z e m k o n i e c z n o ś ć i c h u t r z y m y w a n i a jest e w i d e n t n a — z a p e w n i a po p r o s t u p r z e ­
życie.
Wszystkie
ne", w o k ó ł

społeczeństwa

tego, co

zaakceptowane
nym,
nu
i

budują

dla danej

system
jest

prawny
dobre",

co

pojęcia
zostaje

praw­
termi­

ponieważ

wokół

s a m e g o a k t u zemsty

który reguluje sposób

specyficznym

„moral­

przez n i ą

systemem

zwyczajów,

zwyczaj. Dla C y g a n ó w

wokół
to

i s t n i e j ą c y m obok i n n y c h n o r m , jest k r w a w a z e m s t a r o d o w a . U ż y w a m

„system",

jako ogólny

swój

społeczności

zgrupowany

jest

jej wykonania. Autor cytując

zespół

Bloka

1 4

norm
stwier­

dza, ż e t e n t y p d z i a ł a l n o ś c i p r a w n e T j a k ą jest k r w a w a z e m s t a , m u s i b y ć o d r ó ż n i a n y
od d z i a ł a l n o ś c i m a f i i czy g r u p g a n g s t e r s k i c h . W s p ó l n y m m i a n o w n i k i e m t y c h
nich

jest

mej

działanie

grupie.

grupowa
stwach

własną

czy

grupą,

charakterystyczną

odpowiedzialność
krwawa

wyjaśnia,
system

Cechą

poza

zemsta
podobne

członków

podczas

gdy

k r w a w e j zemsty
rodu

„mordercy".

zemsta
jako
W

krwi
siły

ostat­

działa

w

regulującej

niektórych

sa­
jest

społeczeń­

n a s y c o n a jest w a r t o ś c i a m i s a k r a l n y m i . N i e s t e t y G r ó n f o r s n i e
zjawisko

społeczno-kulturowy

jest

występuje również u C y g a n ó w fińskich.
systemem

otwartym.

Zarówno

na

„Każdy

poziomie

spo­

ł e c z e ń s t w a , j a k i j e d n o s t k i i s t n i e j ą p o t e n c j a l n e m o ż l i w o ś c i z m i a n i to z m i a n d w u ­
kierunkowych.

1 2

Pierwszy

kierunek, przewidziany

w

„interpretacji

sakralnej"

cha-

H . M o d e , S . W 6 1 f f 1 i n g, Zigeuner
— der Weg eines Volkes in
DeutschL i p s k 1968.
Z a G r ó n f o r s e m , op. cit., s. 87 ( G . H o e b e 1, E . A d a m s o n, The
Law
of Primitive
Man, a study in Comparative
Legal Dynamics,
1967).
Z a G r o n f o r s e m , op. cit., s. 88-89 (A. B i o k, The Mafia of a
Siciliant
Village
1860-1960: a study of Violent
Peasent
Entrepreneurs,
O x f o r d 1974).
land,

1 3

1 4

�346

RECENZJE

r a k t e r y z u j e s i ę d ą ż e n i e m do a b s o l u t y z a c j i n o r m i i n t e r e s u s p o ł e c z n e g o ; d r u g i w y ­
r a ż a s i ę z m i e r z a n i e m k u a b s o l u t y z a c j i j e d n o s t k i i potrzeb i n d y w i d u a l i s t y c z n y c h " .
C y g a n i e o s c y l u j ą w o k ó ł p i e r w s z e g o k i e r u n k u , czego p r z y k ł a d e m m o ż e b y ć w ł a ś n i e
krwawa
zemsta.
1 5

Zemsta k r w i
sycylijskiej

w swojej formie

wendety.

Z

drugiej

podobna

jednak

j e s t do i n n y c h d z i a ł a ń

strony,

specyfika

o d c i s k a s w o j e p i ę t n o r ó w n i e ż n a tej i n s t y t u c j i . K r w a w a
towarzyszących

jej norm

i działań

tego t y p u

społeczności

zemsta z c a ł y m

jest p o d s t a w o w y m

elementem

np.

cygańskiej
zespołem

zapewniającym

utrzymanie p o r z ą d k u i poczucie w s p ó l n o t y R o m ó w . K a ż d a rodzina musi b y ć zespo­
lona, j e j c z ł o n k o w i e m u s z ą m i e ć s i l n e poczucie w i ę z i , t a k a b y k a ż d y
niej

czuł,

że warto

jej bronić,

albowiem

oznacza

r o d z i n y jest s i ł a j e j i n d y w i d u a l n y c h c z ł o n k ó w i p r z e d e w s z y s t k i m jest to s i ł a

mo­

na

od tego, w

samego

do
Siłą

w

obronę

należący
siebie.

ralna. Dlatego t e ż l o j a l n o ś ć i w e w n ę t r z n a

to

s p ó j n o ś ć r o d z i n y jest b a r d z o

j a k i s p o s ó b C y g a n i e p o j m u j ą honor. K a ż d e

o b r ę b i e r o d z i n y m u s i b y ć r o z p a t r y w a n e pod k ą t e m

działanie

jego w p ł y w u

uzależnio­

indywidualne
na

zachowa­

nie szacunku i p o w a ż a n i a , j a k i m owa rodzina cieszy s i ę w ś r ó d p o z o s t a ł y c h .
jest p o j ę c i e m w z g l ę d n y m ,
nia

l e

dlatego t e ż n i e z b ę d n e s ą s t a ł e f o r m y jego

. B y ć może właśnie w tym tkwi przyczyna trwałości

funkcjonującej

nie

tylko

wśród

Cyganów

fińskich.

w i e l u R o m ż y j ą c y c h w M e k s y k u , gdzie d o c h o d z i ł o
1 1

skich" .
w

Honorowe

taki

sam

zachowanie

sposób,

każdego

j a k zachowanie

członka

niehonorowe

Honor

demonstrowa­

instytucji zemsty

Jest

znana

krwi,

również

wśród

do p r a w d z i w y c h „ w o j e n

cygań­

rzutuje

grupy

na

pozbawia

honor
ją

całej

szacunku,

jakim

c i e s z y ł a s i ę w ś r ó d innych grup.
„ P o w i e d z m y n a p r z y k ł a d , ż e zostaje z a b i t y m ó j b r a t . A w i ę c
ruszają, aby zabić k o g o ś

moi bracia w y ­

„ J e ż e l i k t o ś z r o d z i n y z o s t a n i e zabity, n i c nie m o ż e tego w y r ó w n a ć .
z o s t a ć pomszczona"
zemsta

rodowa.

1 9

. S ą to w y p o w i e d z i

W

aspekcie

typu Cyganie fińscy,
nia

egzystencji

1 Ч

ze s t r o n y m o r d e r c y . T o jest k r w a w a z e m s t a

tych

Cyganów

określające,

informacji stwierdzenie,

strata każdego

członka

rodu m o ż e

rodowa" .

Rodzina musi

c z y m d l a n i c h jest

że

w

społeczeństwach

doprowadzić

do

zagroże­

c a ł e j grupy, nie jest g o ł o s ł o w n e . Z n a n e są w y p a d k i w a ś n i

trwają­

cych przez wiele p o k o l e ń .
Mechanizm

zemsty

krwi

zaczyna

działać

w

chwili,

gdy

któryś

z

członków

d a n e j r o d z i n y czy r o d u zostanie zabity, z h a ń b i o n y , zostanie m u z a r z u c o n e k ł a m s t w o .
Powody
mógł

mogą

być

różne.

się nim

stać

także

spór

terytorialny. O d s t ę p s t w e m

rozlewem

krwi

jest

przypadek

izolacja

grupy

krzywdy
wówczas

wykluczenie,

Krwawa

zemsta

Grónfors

przedstawia

jedynku.

Poprzedzany

pomniejszyć
dotyczy

Najczęstszym

jako

działanie

i ośmieszyć

jest
stronę

kobieta;

nieumyślnego

od

podczas
zasady

zabójstwa.

się

zgodnie

rodzaju rytuał,

prowokacyjnymi
przeciwną.
Cygan,

wędrówek
pomszczenia

Sankcją

z

pewnymi

przybierający

wystąpieniami

Walczący

muszą

który

używa

kobiet,

b y ć sobie

to b r o n i i s i ł y , j a k ą k a ż d y z n i c h d y s p o n u j e . N a j c z ę ś c i e j

s ą d ł u g i e n o ż e , czasem sztylety.

1 5

jest

jest

„mordercy".

odbywa

j ą j a k o swoistego
on

jednak

regułami.
formę

po­

mającymi
równi

—

używaną

bronią

broni p a l n e j podczas

walki,

R . T o m i c k i , Norma,
wzór
i wartość
w życiu
seksualnym,
„Etnografia P o l ­
s k a " t. X X I : 1977, z. 1.
G r ó n f o r s , op. cit., s. 150.
D . W . P i c k e t t , The Gypsies
of Mexico,
„ J o u r n a l of the G y p s y L o r e S o c i e ­
ty", v o l . X L V : 1966 cz. 3-4, s. 89-90.
„ L e t ' s s a y n o w , for e x a m p l e , t h a t m y b r o t h e r w a s k i l l e d . M y b r o t h e r s w o u l d
then set out to k i l l t h e opposite s i d e . T h a t i s blood feuding". G г б n f о r s, op. cit.,
s.
97.
„ W h e n s o m e b o d y f r o m the f a m i l y is k i l l e d , n o t h i n g c a n c o m p e n s a t e for t h a t .
T h e f a m i l y m u s t be revenged". G r o n f o r s , op. cit., s. 98.
1 6

1 7

1 8

1 9

�RECENZJE

uważany

jest z a t c h ó r z a .

Obecnie

347

jednak młodzi

stolety, co z d a n i e m s t a r y c h R o m ó w

Cyganie chętniej

jest bardziej niebezpieczne

sięgają

po

i jest o z n a k ą

pi­
pod­

d a w a n i a s i ę w p ł y w o m g a d ź ó w . C y g a ń s k i k o d e k s z o b o w i ą z u j e z w y c i ę z c ę , a b y po w a l ­
ce z a i n t e r e s o w a ł
zaczynają
wanie

s i ę losem

pokonanego. S ą to z a s a d y

już w y s t ę p o w a ć

broni

palnej.

pewne

Jeżeli

proces

ten

się przerodzić w niekontrolowane
następny

problem

badawczy:

obowiązujące

oznaki zmian, j a k np. w y ż e j
będzie

działanie.

postępował,

nadal,

krwawa

zmian,

jakie

zachodzą

uży­

zemsta

W tym miejscu Grónfors

porównanie

chociaż

wspomniane

może

przedstawia

we

wszystkich

elementach

z w i ą z a n y c h z k r w a w ą z e m s t ą , od f o r m r e g u l o w a n y c h p r a w e m z w y c z a ­

jowym

rozwiązań

do

doraźnych

narzuconych

przez

sytuację,

od

działań

grupo­

w y c h do j e d n o s t k o w y c h . B ę d z i e to j u ż n a s t ę p n y etap b a d a ń .
Grónfors

omawiane

elementy k u l t u r y c y g a ń s k i e j

w i s k a d n i a dzisiejszego.
że

jest

następstwem

przedstawiając

układ

przedstawia

jako ż y w e

N i e oznacza to, ż e stan obecny jest z a w i e s z o n y

kultury,

o

każdego

rozdziału

której

nic

nie

wiadomo.

książki,

Bardzo

wyglądałby

w

zja­

próżni,

schematycznie

on n a s t ę p u j ą c o :

dziś

i wczoraj, przy u w z g l ę d n i e n i u dominacji teraźniejszości nad przeszłością.
P o z a -tym u j ę c i e o p i s y w a n y c h z j a w i s k z z a k r e s u k u l t u r y c y g a ń s k i e j w
riach

zmian następujących

pod

wym

nie

pretekstem

jest

dla

i doszukiwaniem

autora

wpływem

się e l e m e n t ó w

kontaktów

do

ukazania

z innym
kultury

katego­

systemem

własnej

zapożyczonych. Nie szuka w a r t o ś c i

kulturo­

społeczności

własnej

kultu­

ry w kulturze c y g a ń s k i e j .
Część kończącą
dotyczących
się autor

pracę Grónforsa,

Cyganów,

podczas

stanowi

pobytu

a nie „u", p o n i e w a ż
pozycji

badacza

Grónforsa

wśród

b y ł on w

świadczą

o

Romów.
tym

obserwującego

z

zaufaniu,

stało tak dalekie w e j ś c i e

a bardzo rzadko s p o t y k a n ą w

omówienie

metod
Celowo

czasie

boku.

badawczych,
użyłam

jakim

go

Cyganów

obdarzyli.

posługiwał

sformułowania

j e d n y m z nich, nie

Wypowiedzi

opracowaniach

jakimi

Dzięki

„wśród",

ograniczył

się

przytaczane
temu

do

przez

możliwe

się

do b a d a n e j s p o ł e c z n o ś c i , j a k t y l k o d o s t ę p n e j e s t d l a n i e -

-Cygana. Bardzo w a ż n y m czynnikiem psychologicznym, o d g r y w a j ą c y m z n a c z ą c ą rolę,
jest s w o b o d n a

rozmowa

będąca

rzeczywiście

dialogiem

nie

monologiem

tora, k t ó r y d z i a ł a w ó w c z a s w s c h e m a c i e p y t a n i e - o d p o w i e d ź . N a w i ą z a n i e
niego

kontaktu

obserwacja
Grónfors
zwrócił
wiście

jest

decydującym

uczestnicząca

przez

jest

wskazanie

uwagę

momentem

niezbędnym

łączności

tych

na konieczność właśnie

dłuższego

czasu aniżeli

dla

badań.

Dlatego

uzupełnieniem
dwóch

dróg

t e ż -sądzę,

wywiadu

i

vice

postępowania

takiego i c h stosowania.

tylko przy prowadzeniu

informa­
bezpośred­

badawczego

W y m a g a to

wywiadów,

że

versa.
oczy­

ale przy bada­

n i a c h t a k i c h g r u p , j a k C y g a n i e , d a j e o w i e l e lepsze r e z u l t a t y .
Książka
lizą.

Grónforsa,

Materiał,

życia

Cyganów.

opisuje
tyki.

podkreślam

którego
Czyni

krwawej

to r a z jeszcze, jest s p r a w o z d a n i e m

dostarcza,
to

zemsty

na

tle

ukazuje
ich

i podtrzymują

wołanie

się

do

całego

jako osobliwości,

Ten akt działalności człowieka

regulują

trwanie

wymiaru

jeden

z

najmniej

systemu

nie

a nie a n a ­

znanych

aspektów

społeczno-kulturowego,

stara się

nie

klimatu

egzo­

jest d l a niego p r z e j a w e m n o r m i p r a w ,

które

oraz w e w n ę t r z n ą

sprawiedliwości

stworzyć

spójność

„białych"

jest

grupy,

dla której

sprzeczne

z

od­

zasadami

honoru.
B i b l i o g r a f i a p o d a n a p r z e z a u t o r a z a w i e r a ponad sto p o z y c j i . D o d a t k o w ą
tej k s i ą ż k i j e s t j ę z y k , d z i ę k i k t ó r e m u n i e t r a c ą c n i c ze s w e j n a u k o w o ś c i ,
nocześnie niemalże
nanej

grupy

beletrystyczną

opowieścią-reportażem

zaletą

jest

jed­

z życia nadal m a ł o

poz­

etnicznej.
Renata

Hryń

�348

RECENZJE

EUGENIUSZ
W

RZEWUSKI,

Azania

kulturach przedpiśmiennych

zamani,

Warszawa

1978.

historia p r z e k a z y w a n a jest z pokolenia na

k o l e n i e d r o g ą t r a n s m i s j i u s t n e j . Obecnie, pod

wpływem

przekształceń

po­

społecznych,

rozpadowi u l e g a j ą tradycyjne struktury społeczne, a wraz z nimi wypracowane for­
m y e k s p r e s j i l i t e r a c k i e j , t r a d y c y j n e sposoby p r z e k a z y w a n i a h i s t o r i i i w i e d z y .
nia

się

kontekst

we

wartości.

porządek

kulturowy;

Skoro

świata,

zanikają

zapomnieniu

to

same

mity

ulega

„Każdy

starzec,

który

a

na

ich

dawny,

zostają

czenia. A m a d o u H a m p a t e B a , m a l i j s k i
mówiąc:

stare,

miejsce

sankcjonowany

pozbawione

swego

to

jakby

przez

no­
mity,

filozoficznego

zna­

niewątpliwie

rację

h i s t o r y k i etnograf, m a

umiera,

Zmie­

powstają

biblioteka,

która

zostaje

spa­

i

lona" .
Badania

nad

sposobem

przekazywania

wiedzy

afrykańskiej

właściwie

c z y n a j ą s i ę i dopiero ostatnie l a t a p r z y n o s z ą s y n t e t y c z n e o p r a c o w a n i a ,

rozpo­

wykraczające

poza opis p o s z c z e g ó l n y c h l u d ó w i i c h k u l t u r y w o g ó l e . N i e w i e l e j e s t p r a c

ujmują­

cych zespół m i t ó w i w i e r z e ń w system w y j a ś n i a j ą c y k u l t u r ę i r z e c z y w i s t o ś ć

(świat)

A f r y k a ń c z y k a . Poprzez a n a l i z ę systemu wiedzy przednaukowej, u j ę t e j w

mitach

w y o b r a ż e n i a c h o genezie i p o c z ą t k o w y c h e t a p a c h i s t n i e n i a ś w i a t a , m o ż n a

zrozumieć

sposób

pojmowania

wieka. Analiza
istniejącej

rzeczywistości,

m i t u nie

z mitem w

układzie

prace rozpatrujące mit
jest

osnową

Coraz
nam

formy,

częściej

tłumaczyć

j e s t m o ż l i w a bez
nie

od

synchronicznym.

Istnieje duże

strony r e j e s t r a c j i ,

wewnętrzną

spotykamy

wszelkie przejawy działalności

z n a j o m o ś c i k u l t u r y danego l u d u ,

się

z

strukturą

ale

głównie

znajdującą

publikacjami

Książka

Rzewuskiego
literatury

Azania

bardziej literackich

zamani

afrykańskiej.

legendy i t r a d y c j e u s t n e l u d ó w

zapotrzebowanie

na

jego t r e ś c i , tego,

co

odbicie

podejmującymi

w

rzeczywistości.

próby

przybliżenia

parafraz

daje

Materiał

Afryki

nam

przegląd

zawarty

w

różnych

książce

rodzajów

stanowią

(w j ę z y k u

posłużyły

teksty

oryginalnych

przekazów

Nazwa

„Azania"

jest

dawną

grecką

określany

nazwą

tego t e r y t o r i u m .

mianem „Azania" w

jest

to

zasadzie p o k r y w a

przyjmuje,

Kenii,

Zairu i Malawi.

się

że reprezentować

Tanzanii,

Ugandy,

ją b ę d ą

Rwandy,

Całość materiału została

płd.

W

części

Hadzapi,

p i e r w s z e j — Njika
najstarszych

niniejszej

Dinka,

przedstawiona jest
(ludu Njanga)
mity,

i

legendy

w

języku

1

człon

i

podzielona n a t r z y

części

odpowiadające

Azanii;

Lugbara.

B a n t u strefy

ludowa

i tradycje

Mongo.

kultury.

mity i wierzenia

wierzenia

mity

i

Sandawe

legendy

ludów

ludów Międzyjezierza, ludów

W

części

lasu

Część

Msitu

tropikalnego: epopeja

trzecia

Pwani

Mwindo

(wybrzeże)

który

Za: W. L e o p o l d

szerszego

posługującej

za­

islamu).

wymaga

kultury

—

niloc-

(puszcza)

w p ł y w ó w osadnictwa arabskiego — adaptacja mitologii
zamani,

jedynej

drugiej —

pismem

—

Suahili,

centralnego

się

tytułu

suahili,

mity

epika l u d ó w

epopeja

(z u w z g l ę d n i e n i e m
Drugi

Szylluk)

kultury

wsch,

I r a k u (płd. K u s z y t ó w ) , n a s t ę p n i e l u d ó w Bantu,
(Masaj,

książce

Sudanu,

(sawanna) zawarte s ą

mieszkańców

Zambia,

terminolo­

geograficznego o p i s y w a n e g o

w

trzem typom ś r o d o w i s k a , k t ó r e w znacznym stopniu o k r e ś l a typ

wiera

Obecnie

Zimbabwe, Zair. Wobec utraty w a r t o ś c i

gicznej przez n a z w ę „ A z a n i a " i k o n i e c z n o ś c i u ś c i ś l e n i a
terenu, autor

kich

pisanych

„ f o n e t y c z n ą g a m ą Z " , k t ó r ą t w o r z ą n a z w y tego r e j o n u — T a n z a n i a ,

Mozambik, Zambezia, Zanzibar,

ludów

lub

mitologicz­

arabskim).

nazwa tylko literacka. Teren
z tzw.

mity,

Wschodniej. Z a tworzywo tych mniej

n y c h , legend i epopei h e r o i c z n y c h , u s t n y c h t r a d y c j i h i s t o r y c z n y c h i k r o n i k

i

czło­
współ­

A f r y k i w ł a ś n i e przez pokazanie wiedzy i historii oraz s p o s o b ó w jej przekazu.

tradycyjnej

19

—

omówienia.

jest

lingua

franca

Afryki

Wschodniej,

[red.],

Eposy

Czarnej

Afryki,

Warszawa

Wyraz
znaczy

1977,

s.

zama
„czas",

6.

�349

RECENZJE

„ e p o k a " ; zamani
s i o w a sasa,
John

które

Mbiti na

Afrykańczyka
Sasa

oznacza t e r a ź n i e j s z o ś ć .

oznaczenie

dwóch

i pojmowanych

jest to u ś w i a d a m i a n e

lub

uczestniczyło

teraźniejszość,
szłości

jest

2

— n i e g d y ś , przedtem, bardzo dawno

samemu.

przeżytą

S ł ó w sasa

wymiarów

istnienie,

Jest

życia

już przeszłość

krótkodystansową

sasa

na

zamani

ludzi,
w

zawarto

dziejów

sasa,

a

i zamani,

wszytko

stworzenia

wszystkie

i

to,

co

zostało

przyszłość.

uporządkowania

przyżyte

sasa

stają

się

mitologiczną

Celem

pracy

jest

i

historii przez

formami

u t r w a l a n i a historii są mity,
w

spotykamy

u

Na

Busongo).

książce).
ludów,

Azanii

Członkowie

dochować

wierności

Afryki

jest

kerezo).
dzieje

Funkcję

legendy

bogate

wytworzyły
są

kasty

to

Ojcem

pełni

symboliczny —

autora

scentralizowaną
Międzyjezierza

historii"

pod

w większym

czas

uroczystości.
Legendy

i

sposobu

(te

właśnie

historycznej

organizację

(Rwanda,

karą

poli­

Buganda,

śmierci

musieli

R w a n d y dzieje s ł a w i

ustne

jest

igitekerezo

poezja

osnute n a tle genealogii

jednostek

lub

rodzin

królów

R w a n d y , Sabiseze,
stopniu

spełniają

związana

zupełnie

historyczna

jest

był Piorun. S a m

(ibite-

opowiadający

przedstawiają

(ibitekerezo

związane

i dy­

odpowiednich

(1. poj.)
bja

Sabiseze

kolejne

imiljango

z czasem

jego p r z y p i s y w a n o r ó w n i e ż n i e b i a ń s k i e pochodzenie,

była

sasa

„czaso­

najważniejszymi

przekazu tradycji

prozatorska narracja

literatury

rodzin). Pochodzenie

założyciela

Potomkom

obecne

nazw

i tradycje historyczne

silnie

„opowiadaczy

typu

wybitnych

dzieje s ł a w n y c h

czynów

interpretacji ś w i a t a

formy

królestwa

uzupełniającą
tego

Gihandze. Tradycje
państwa,

i

M o ż n a w y r ó ż n i ć t r z y g a t u n k i poezji: p a s t e r s k ą , r y c e r s k ą

Przykładem

0 królu

stosunku

stale

Zestawienie

n a s t y c z n ą . H e r m e t y c z n a p o e z j a d y n a s t y c z n a b y ł a b y n i e z r o z u m i a ł a bez
komentarzy.

o przy­

W

przeżyć

Zamani

związek

ustnym kodeksom. W k r ó l e s t w i e

i proza n a r r a c y j n a .

3

Wschodniej. W e d ł u g

Szczególnie

które

terenie

„Myślenie

jest c z a s e m w s k a l i m a k r o .

zamani.

mitologicznych

widzenia

przedstawia

uczestniczy
dynamiczną

historyczną.

przybliżenie
ludy

się

bieżące" .

(przeszłość

świata).

w intencjach autora ma s t w o r z y ć nowy

przestrzeń"

tyczną.

przeżyte

świadomości

obejmujący

potrzeby

do sasa, k t ó r y jest a u t o n o m i c z n y m m i k r o c z a s e m , zamani
W

w

kulturze europejskiej.

czas, w k t ó r y m

jednostki

i ograniczoną

projekcją

przeciwieństwem

u ż y ł k e n i j s k i uczony

współczesnej

sobie w ł a s n e
czas

i zamani

czasu e g z y s t u j ą c y c h

inaczej n i ż we
to

t e m u . Jest

zstąpił

z

nieba.

ale ich d z i a ł a l n o ś ć

z z i e m i ą . U t w o r y tego t y p u r e c y t o w a n o

inną

rolę

—

łączą

w

—

mitycznym.

sobie f u n k c j e

pod­

dydaktyczne

1 ludyczne, s ą o g ó l n i e d o s t ę p n e , m a j ą chaeakter ś w i e c k i . Pomimo, ż e k a n w ą dla n i c h

były

n i e j e d n o k r o t n i e z d a r z e n i a r z e c z y w i s t e , to j e d n a k m o ż n a b y ł o w ą t p i ć w p r a w ­

d z i w o ś ć t y c h o p o w i e ś c i . P a r a f r a z y tego t y p u u t w o r ó w z a w i e r a d r u g a c z ę ś ć
E p o p e j a legendarnego
karisi.
imię

Karisi

przybierają

otaczanego

książki

b o h a t e r a M w i n d o (lud N j a n g a ) jest p r z y k ł a d e m e p i k i , z w a n e j
formę

specjalnym

przedstawień

kultem

dramatycznych

ducha—patrona

(Karisi

to

również

przedstawień).

Wykonywane

b y ł y w celach r o z r y w k o w y c h a nie k u l t o w y c h . Jedynie dla s a m y c h

wykonawców,

b a r d a i jego a k o m p a n i a t o r ó w , a k t ten m i a ł z n a c z e n i e r e l i g i j n e . P o s z c z e g ó l n e
dy karisi

były śpiewane,

Jako podstawowe
wiarę

w prawdziwość

torium A f r y k i

a potem

przetwarzane w

formie

epizo­

opowieści.

k r y t e r i u m o d r ó ż n i e n i a m i t u od l e g e n d y R z e w u s k i p r z y j m u j e
m i t u bez w z g l ę d u

nie m o ż n a

przeprowadzić

n a jego f a n t a s t y c z n o ś ć .
bezwzględnej

Jednak dla tery­

d e m a r k a c j i m i t u od

legen­

dy. D z i a ł a n i e b o h a t e r ó w l e g e n d a r n y c h c z ę s t o odnoszone jest do c z a s ó w m i t y c z n y c h .
Mit, w e d ł u g a u t o r a , jest p o d s t a w o w y m

2

elementem

porządkującym wiedzę o

zamani.

Słownik
suahilijsko-polski,
R . S t o p a , B . G a r l i c k i , W a r s z a w a 1966, s. 57;
D . V . P e r r o 11, Swahili,
L o n d y n 1977, s. 181 (podaje z n a c z e n i e s ł o w a zamani
—
aforetime).
E . R z e w u s k i , Azania zamani, W a r s z a w a 1978, s. 13.
3

�350

RECENZJE

„W
że

micie
mit

można

jest

znaleźć

odbiciem

echa

4

historii danej

historii tylko

w

grupy" .

niewielkim

Pamiętać

stopniu

a

jednak

odbicie

należy,

to

podlega

p e w n y m t r a n s f o r m a c j o m . "Wnioskowanie o h i s t o r i i g r u p y w o p a r c i u o j e j m i t y

jest

bardzo dyskusyjne.
„Mity kultur archaicznych utrzymywać m i a ł y życie społeczne w
5

trwaniu ".

Mity konstytuują

sankcjonują
wyjaśnić
w

takie

a

nie

znaczenie

micie

obrazy

sadniającej

porządek

inne

kategorie

egzystencji

i przenośnie

aktualnie

świata,

ludzi

myślenia

w

w

całości

są odbiciem

istniejący

stwarzają

danej

rzeczy

pewnej

ład. Znajomość

powierzchowną

wiedzę

(egzoteryczne)

wartości,

grupie.

rzeczywistości

mitów

wśród

prestiżu.

sakralnej uza­

członków

znane,

danego

reprezentujące

i mity d o s t ę p n e tylko wtajemniczanym

p r z e k a z y w a n e s ą w procesie k o l e j n y c h i n i c j a c j i .

mować

Oni wiedzą,

jej

jakie mechanizmy

rządzą

światem,

porządku

powstaniu.

otaczającej

kosmicznego.

Świadczy

człowieka

jedynie

o

„Wiedza
jego

6

rzeczywistości" .

„obrzęd aktualizuje i ożywia
Związek

podej­

m i t y c z n a nie w y k l u c z a r o z u m u

niewystarczalności

dla

Autor za L . V . Thomasem

m i t , mat z a ś u z a s a d n i a , w y j a ś n i a

interpretacji
przyjmuje, że

i legalizuje

obrzęd.
uwiądu

jednego i drugiego.

O b r z ę d bez
literaturą" .

m i t u jest p r z e ż y t k i e m , m i t b e z o b r z ę d u

7

legendą,

Dla

zachowania

równowagi

świata.

Obrzęd

celebrowaniu

jest

powrotem

obrzędu

do

utożsamiają

czasu

się

z

mitycznego.

postaciami

8

„uobecniają

praczas mityczny" . Obrzęd i mit m o ż n a

staje

kosmicznej

s i ę w i e l u c z y n n o ś c i , o d t w a r z a s i ę , to, co b y ł o istotne d l a p o w s t a n i a i
w

źródłem

jakie należy

ten j e s t d l a o b y d w u i c h r a c j ą b y t u , jego z e r w a n i e p r o w a d z i do

wyłącznie
nia

(ezo­

Znajomości

działania, aby z a c h o w a ć w życiu i obrzędzie analogię z czasem mitycznym,

aby nie n a r u s z y ć
w

się

Zawarte

m i t ó w , a zatem posiadanie wiedzy o ś w i e c i e przez g r u p ę „ g e r o n t ó w " , jest
ich

które

Starają

stworzonych.

s p o ł e c z e ń s t w a nie jest jednakowa. I s t n i e j ą mity powszechnie
t e r y c z n e ) . T e ostatnie

nienaruszonym

systemy

Osoby

uporządkowa­
biorące

występującymi

rozpatrywać

się

dopełnia

na

udział

w

micie,

płaszczyźnie

9

ich w s p ó l n e j s t r u k t u r y .
E.

Rzewuski zakłada

że

mit

sankcjonuje

w

jakiej

w

r a c h u b ę . Wobec

rzyłyby

on

realizację

porządek

funkcjonuje.

Ze

tło

dla

kontekstem

technicznych

kwestia
mitu.

tekst + k o n t e k s t .

Zatem

względów

tego pozostaje

reprezentacyjne

zasady:

świata.

Wyżej

dla

opis

wspomniano,

mitu

jest

taki nie

wyboru takich e l e m e n t ó w ,

Autor

ograniczył

W
w

od

dominującej
się

m.

in.

tematyki,
następujące

powstania i c h a r a k t e r u b ó s t w , kosmogoniczne

tylko

do

skrótowego

strukturze

wątków

teogoniczne

i kosmologiczne

się m o t y w ó w

dotyczące

—

dotyczące

— mówiące

o

pow­

fragmenty

n i c h s a m y c h , n i ż dla

—

występujących

i jego n a t u r y i i n . W k s i ą ż c e R z e w u s k i p r z e d s t a w i a u t w o r y l i t e r a c k i e i
powtarzania

antropogeniczne

głównych

mitologie:

człowieka

raczej dla

świata,

od

pochodzenia

tekstów

i

tu

two­

wierzeń.

zależności

mitach, w y r ó ż n i a

staniu

które

się właściwie

u m i e j s c o w i e n i a d a n e j g r u p y w czasie i p r z e s t r z e n i i b a r d z o o g ó l n e g o i
omówienia

kultura

wchodził

ukazania jakichkolwiek

czy struktur. P o k a z u j e s z e r o k ą

gamę

prawidłowości,

możliwości

prze­

kazania historii i wiedzy.
W k s i ą ż c e zamieszczono

szereg z d j ę ć ( w y k o n a n y c h p r z e z J . O l ę d z k i e g o ) u k a z u ­

j ą c y c h ludzi Azanii w sytuacjach codziennych i o b r z ę d o w y c h .

4

R z e w u s k i op. cit., s. 220: w g a u t o r a m i t L u g b a r a w s k a z u j e n a w c z e s n e
p o c z ą t k i o r g a n i z a c j i r o d o w e j ; s. 221: i n n a z m i t o l o g i z o w a n a w e r s j a etnogenezy p r z e d ­
stawia migrację ludu z p ó ł n o c y na południe.
M . E 1 i a d e, Sacrum,
mit, historia,
W a r s z a w a 1974.
S . P i ł a s z e w i c z , Afrykańska
Księga
Rodzaju,
W a r s z a w a 1978, s. 10.
R z e w u s k i , op. cit., s. 15.
E 1 i a d e, op. cit., s. 86.
C . Levi-Strauss,
Antropologia
strukturalna,
W a r s z a w a 1970, ss. 285-316.
5

8

7

8

e

�351

RECENZJE

Książkę

uzupełnia

opracowań

bibliografia

teoretycznych,

Recenzowana

praca

jak
ma

zawierająca

i

spis

literatury tematu

—

zarówno

monograficznych.

charakter

bardziej

popularyzatorski

niż

P r z e d s t a w i e n i e o r y g i n a l n y c h t e k s t ó w , n i e j e d n o k r o t n i e po r a z p i e r w s z y
na j ę z y k p o l s k i , s t a n o w i o j e j n i e w ą t p l i w e j

naukowy.

tłumaczonych

wartości.
Wiesława

W Ł O D Z I M I E R Z P A W L U C Z U K , Żywioł

i forma,

Wasilewska

Biblioteka Myśli

Współczesnej,

W a r s z a w a 1978, ss. 244.
„ P o k ó j — s z c z ę ś l i w o ś ć , ale b o j o w a n i e /

B y t nasz podniebny"

z a m k n ą ł los l u d z k i M i k o ł a j S ę p S a r z y ń s k i
zdanie

zawierające

stanów

ludzkiej

wszystko

duszy,

i

—

i

marzenie

niemożność

w

takiej

formule

(sonet I V ) . D l a poety f o r m u ł a to
o

spokoju,

osiągnięcia

go,

tym

pełna,

najdoskonalszym

wobec

wyroków

ze

Boskich

s k a z u j ą c y c h c z ł o w i e k a n a w i e c z n e „ b o j o w a n i e " ze ś w i a t e m .
K s i ą ż k a P a w l u c z u k a jest dla mnie p r ó b ą dokonania podobnej syntezy w
współczesnej

socjologii:

i s z k ó ł filozoficznych,
turze, k t ó r e

by

„Zadaniem

niniejszej

lecz p o s z u k i w a n i e

możliwie

książki

nie

takich m y ś l i

jak najlepiej

wyjaśniały

jest

analiza

ogólnych
dzisiejszą

języku

systemów

o człowieku

i

rzeczywitość

kul­

kultu­

r o w ą " (s. 18).
P o j ę c i e m podstawowym,
punktem

odniesienia

dla

słowem-kluczem

wszystkich

Żywiołu

wyobrażeń,

i formy,

jest czas. C z a s

postrzeżeń

i poczynań

„ T o , co w p r a c y n i n i e j s z e j n a z y w a m y r e l a c j ą c z ł o w i e k - K o s m o s , jest przede
kim ustosunkowaniem
cego a s p e k t u
(s.

124).

s i ę c z ł o w i e k a do p o d s t a w o w e g o i n a j b a r d z i e j n a s

Kosmosu,

Świadomość

jest

jego

umieszcza

czasie

czyli

jednym

rzeczywistości:

a)

l i n e a r n y m albo
widzenie

rodzi s i ę z odczuwania czasu jako pewnej

go

przede

w

czasie"

rzeczywistość

„wiecznym
czasie

wszyst­

interesują­

istnienie

otaczającą

czasie s t a c j o n a r n y m . T y m t r z e m sposobom i s t n i e n i a w
postrzegania

w

i

w

które

wymiarów:

temporalność,
człowieka

w

kierunki

z trzech

jakim

czasu

jest

ludzkich.

teraz",

albo

odpowiadają

trzy

wszystkim

procesów,

linii nanizanych kolejno

zdarzeń,

l i n i i prostej, n a k t ó r e j p u n k t u a l n e „ t e r a z " z n a j d u j e s i ę m i ę d z y p r z e s z ł o ś c i ą i p r z y ­
s z ł o ś c i ą ; b) postrzeganie
jako

„wiecznego

ś w i a t a jako zbioru rzeczy, z w i ą z a n e z pojmowaniem

teraz", c h a r a k t e r y s t y c z n e

dla stanu

czasu

świadomości

prerefleksyjnej,

k t ó r a jest „ i d e n t y c z n a z p r z e d m i o t e m p o s t r z e g a n i a , jest, j a k m ó w i ą

egzystencjaliści,

b y c i e m - r a z e m - z r z e c z y w i s t o ś c i ą " (s. 155); c) n a s t a w i e n i e

n a spostrzeganie

wartości,

w y n i k a j ą c e z p o j m o w a n i a a k t u a l n e j r z y c z y w i s t o ś c i j a k o r e a l i z a c j i odwiecznego m i t u .
T y m t r z e m sposobom t r w a n i a o d p o w i a d a j ą z k o l e i t r z y t y p y d z i a ł a ń — i n s t r u m e n ­
talne, autoteliczne
na w y r ó ż n i o n e

i twórcze. Nie ma tu miejsca na precyzowanie p o g l ą d ó w

p r z e z e ń t y p y d z i a ł a ń . Z a z n a c z m y t y l k o , ż e s ą to p o j ę c i a

autora

niejedno­

z n a c z n e o r a z , ż e d l a g ł ó w n e g o w ą t k u r o z w a ż a ń istotne jest p o j ę c i e d z i a ł a ń t w ó r c z y c h .
„,...celem
nych,

działania

twórczego

pozostawienie

na

jest

narzucenie... ś w i a t u

zewnętrznej

rzeczywistości

naszych struktur

naszego

śladu,

psychicz­

naszego

«od-

bicia&gt;»..." (s. 216).
W y r ó ż n i o n e typy ś w i a d o m o ś c i czasu i o d p o w i a d a j ą c e i m s p o s o b ó w

postrzegania

oraz rodzaje d z i a ł a ń , t w o r z ą trzy „style życia": styl ż y c i a w y p e ł n i o n e g o
działań

instrumentalnych, styl życia

chwilą

zaznaczmy, że dla autora i n t e r e s u j ą c y

i styl ż y c i a

toku

pokazuje

rozważań,

sposób, w

których

główne

j a k i kategoria

I

jest t w ó r c z y s t y l ż y c i a , j a k o ten, w

c z ł o w i e k r e a l i z u j e s i ę n a j p e ł n i e j — j a k , to z o b a c z y m y
W

szeregiem

ludzi t w ó r c z y c h .

tezy

zostały

czasu uobecnia

znów

którym

niżej.
przedstawione

się w

życiu

wyżej,

ludzi,

Autor

determinuje

ich p o s t a w y i z a c h o w a n i a .
Pojęcie

czasu

jest

użyteczne

również

dla

badacza,

dla

opisu

tak

ludzkiej

�352

RECENZJE

jednostki, j a k ś w i a t a , k t ó r y

j ą otacza. P r o b l e m y zrodzone

ze ś w i a d o m o ś c i

przemi­

j a n i a to ta, j e d y n a c h y b a , d z i e d z i n a l u d z k i e g o d o ś w i a d c z e n i a , w k t ó r e j od n a j d a w ­
niejszych
i

czasów

nauki

zbiegały

matematyczne,

się zainteresowania

filozofia,

teologia,

wszelkich dyscyplin wiedzy.

antropologia,

Fizyka

h i s t o r i a , biologia,

sztuka

i l i t e r a t u r a — s t w o r z y ł y a u t o n o m i c z n e teorie c z a s u . T o t e ż o t w i e r a j ą c r o z d z i a ł o c z a ­
sie (jest to ostatni, t r z e c i r o z d z i a ł ) c z y t e l n i k — d o t y c h c z a s s p o k o j n i e ś l e d z ą c y

myśl

a u t o r a , p r e z e n t o w a n ą m i e j s c a m i w s p o s ó b d o ś ć z a w i ł y , lecz w r e z u l t a c i e c z y t e l n y —•
nagle

znajduje

się

w

gąszczu

cytatów

z

najróżniejszych

autorów.

Kilkadziesiąt

n a z w i s k p r z e w i j a s i ę n a k i l k u n a s t u s t r o n i c a c h , co n a s u w a s k o j a r z e n i e z p r z y s ł o w i o ­
wym

perskim targiem,

na który

a l e i epok. I n g a r d e n , K o t a r b i ń s k i ,

przybyli kupcy

nie

tylko

z

różnych

krajów,

Einstein i Minkowski, św. Augustyn, M . Holbwachs,

B . W o r t h , A . J . G u r i e w i c z , B . M a l i n o w s k i , A . W a l i g ó r s k i , O. S p e n g l e r , J . D u r a n d e a u x ,
W.

James, Lammenais, A. Kępiński,

Proust...

zamieszanie

śmierci,

i ludzkich prób

H u x l e y , Nietzsche,

się, kiedy

Autor

przezwyciężenia

Camus,

i

Marek Aureliusz i S a i n t - E x p e r y i bezimienni
obok

relacji

z

Kakojannis („Grek

traktatów

Zorba"),

matematycznych,

etnograficznych

badań

dotyka

B. Russel, L e w
istoty

jej. Pojawiają

i

ficzne

Staff,

potęguje

się

problemu
obok

siebie

S z u k s z y n i Wittgenstein,
skazańcy

powieść

terenowych.

i listy

Tołstoj,
czasu

Montaigne

wreszcie. D z i e ł a
do

filozo­

b l i s k i c h , poezje

Rzeczywistość

—

Fromm

i literatura,

obok

realność

i imaginacja traktowane są na tych samych prawach jako w y r a z psychiki ludzkiej,
eksterioryzacja
się

ta

sama

Tym
między

tego, co w e w n ę t r z n e .
walka

dwu

o

planom,

swoim

przerzucenie
po

których

wewnętrznym

Zdaniem Autora, na
mostu
porusza

światem

między
się

obu

osobą

człowiek,

marzeń,

a

planach rozgrywa

ludzką
dobrze

zewnętrznym

a

Kosmosem.

znający

różnicę

światem

rzeczy

i i n n y c h ludzi — o d p o w i a d a j ą dwie p ł a s z c z y z n y badawcze. I m a g i n a c y j n y m miejscem
p o t y c z e k c z ł o w i e k a z c z a s e m (w jego n a j s z e r s z y m u j ę c i u )

jest literatura; miejscem

r e a l n y m natomiast — folklor.
Różnica między

literaturą, która

za p o m o c ą

s ł ó w opanowuje

deluje ją, t w o r z y i p r z e k s z t a ł c a , a folklorem, k t ó r y
wania w rzeczywistość

dzięki

wyobraźnię,

magii

m a moc

mo­

ingero­

— r ó ż n i c a t a jest t ą s a m ą , k t ó r a r o z d z i e l a ś w i a t

dorosłego

od ś w i a t a d z i e c k a . P a w l u c z u k n a z y w a j ą ś w i a d o m o ś c i ą f o r m y . L i t e r a t u r a

powstaje

n a poziomie ś w i a d o m o ś c i f o r m y : „ F o r m ę p o j m u j e m y tu b a r d z o s z e r o k o j a k o w s z e l ­
kie

kulturowo

Literatura
i

ustalone

reguły

wyrazu

wewnętrznych

musi s t w o r z y ć mit, p r z e m i e n i ć

dopiero

w

obrębie

rzeczywistość

tej s t w o r z o n e j , s y m b o l i c z n e j

treści

człowieka"

w formę

realności

(s.

87).

nierzeczywistości

toczyć

walkę

ze

złem

i c z a s e m . T a k a jest r o l a s z c z e g ó l n e j postaci f o r m y , j a k ą jest k a ż d a s z t u k a : „ F o r m a
artystyczna
Dzięki

ustosunkowuje

artystycznej

nas

formie

do

świata,

możemy

czuć

reguluje
się

po

nasz

ludzku

stosunek
nawet

w

do

Kosmosu.

świecie

gdzie

i s t n i e j e s m u t e k i o k r u c i e ń s t w o " (s. 105).
W
nym

f o l k l o r z e jest i n a c z e j . T u t a j
życiu

wewnętrzna
czywistość,

świeckość

jednoczy

dialektyka, nie
czyli

jest

określona

codzienność

się

ze

dialektyką

sytuacja

jest t o ż s a m a

świętością.

wyłącznie

folklorystyczna

z mitem,

„Dramaturgia
w

świecie

jest

w

konkretną,

podstawowym
uczłowieczyć

pojęta

jako forma

jest czas „ D z i ę k i f o r m i e
podstawowy

żywioł

pozwala

niezbędnym

Żywiołem
opanować,

jakim

jest

czas"

(s.

103).

którym

w

którego

literackich —

i

żywiołem

z rzeczy­

artystycznej udaje s i ę wreszcie

żywiołu należą również niszczące człowieka namiętności,
tekstach

elementem

żywioł.

świata,

przezwyciężyć

jego

imaginacji, rze­

f u n k c j o n o w a n i a f o l k l o r u j a k o s z t u k i " (s. 106). S z t u k a o z n a c z a tu dialog
wistością

codzien­

folkloru,

jest

zło realne,

Do

dziedziny

w y d a j e on
zwalczaniu

wojnę
służą

magia, zaklęcia, t a ń c e i o b r z ę d y folkloru.
Przezwyciężenie

żywiołu,

opanowanie

i podporządkowanie

go

człowiekowi

za

p o m o c ą f o r m y , jest r ó w n o z n a c z n e z p r z y w r ó c e n i e m c z ł o w i e k o w i jego p o d m i o t o w o ś c i ,

�353

RECENZJE

poczucia w s p ó l n o t y ze w s z y s t k i m , co z n a j d u j e s i ę na z e w n ą t r z niego. P r z e z w y c i ę ż e ­
nie

żywiołu

oznacza

odnalezienie

Poczucia

jedności

doświadcza

-traktowaniu
zamknę

samego

oczy

wszechmoc,

siebie,

zrobię

traci

utraconej
każde

przekonaniu

ciemność" —

się z chwilą

jedności

dziecko.
o

osoby

Wyraża

tożsamości

tę naturalną

ja —

wiarę

odkrycia w ł a s n e j

ludzkiej

s i ę ono
we

jaźni,

a

w

i

Kosmosu.

podmiotowym

wszechświat.

własną,
tym

tak

samym

„Jeśli

oczywistą
—

własnej

p r z e d m i o t o w o ś c i . T y m k w e s t i o m p o ś w i ę c o n y j e s t p i e r w s z y r o z d z i a ł k s i ą ż k i pt.

„Oso­

bowość".

\

Pawluczuk przyjmuje definicję
różniając

osobę-jednostkę

zdolnością

istnieje

wyodrębnienia
własnej

ludzką

autorefleksji,

osobowości

punkt

krytyczny,

J e s t to t e n

podporządkowania

Wyodrębnia

się w ó w c z a s

strukturę

społeczną,

postępującego

samozrozumienie.

twórczość

się

jest

jednostka

samorealizacji.

moment

odkrycia

obdarzona
W

rozwoju

własnej

jaźni,

otaczającym świecie, uświadomienia

prawom
do

społecznym,

„mną"

ustalenie

relacji

innymi,

sobie
ja-inni.

zdeterminowane

Samopoznanie
a

sobie

uświadamiamy

ja przedmiotowe,

kultury.

między

którym

jest

etapem

pierwszym
drugim

jest

światem.
siebie

artystyczna,

w

nim

sam moment, w

należące

w

wewnętrzne;

równoznaczna
„Forma

jest

i

roz­

I n a t y m poziomie s a m o z r o z u m i e n i a m o ż l i w e jest w t ó r n e u z y s k a ­

Uzewnętrzniamy
treści

którą

rozwoju

j a podmiotowego

rozdźwięku

nie z e r w a n e j j e d n i ze
nasze

od

za K a z i m i e r z e m D ą b r o w s k i m ,

osobowości,

siebie jako przedmiotu w

subiektywności.

etapem

od

autonomicznego

konieczność
przez

osobowości

z

swych

pojęta

sztuce

czynach

rzeczywistości,

jest, z j e d n e j

strony,

„pomostem

tak

słowach,

owej

sposób

osobowością

projektujemy

eksterioryzacji

życia.

zewnętrznej,

narzuceniem

między

i

przejawem

jako samorealizacyjny

opanowaniem

chicznych" z drugiej

dziełach

najdoskonalszym

jest

Twórczość

jak

jest

wewnętrznej.

ś w i a t u naszych struktur
a kulturą"

psy­

podporządkowa­

niem c z ł o w i e k a i n n y m ludziom.
T y m , co r ó ż n i
z

refleksyjnym

sztuka

zespala

te d w i e f u n k c j e k u l t u r y , jest ś w i a d o m o ś ć

stosunkiem
nas

nie

do

tyle

rzeczywistości.

ze

światem

„Na

w

ogóle,

formy,

poziomie
ile

ze

równoznaczna

świadomości
światem

formy

kultury,

ze

ś w i a t e m w a r t o ś c i " (s. 110).
W

tym

punkcie

rozważania

nad

spotykają

czasem,

się

prowadzone

prowadzące

do

równolegle

określenia

dwu

dwa

wątki

myślowe:

podstawowych

dziedzin

twórczości, w k t ó r y c h przejawia się w a l k a o „uczłowieczenie ż y w i o ł u " — literatury
i folkloru — i r o z w a ż a n i a

nad rozwojem

ludzkiej osobowości, u w i k ł a n e j

w

własnej

lecz

problemy

Badanie

Kosmosu

człowieka

naczelnym

we

i

jaźni,

wszystkich

(i n i e z b y w a l n y m )

także

jego u w i k ł a n i a c h ,

dla k a ż d e g o

w

stosunki

przy założeniu,

jest o k r e ś l e n i e

nie

tylko

interpersonalne.
że

zadaniem

swego m i e j s c a w

Kosmo­

sie i w s p o ł e c z e ń s t w i e z a r a z e m (a r z e c z y to z u p e ł n i e r ó ż n e ) , to b a d a n i e m o ż l i w e j e s t
p r z e z opis k u l t u r y . K u l t u r y

pojętej

jako rodzaj siatki, n a k t ó r ą

człowiek

rzutuje

swoje m y ś l i , doznania i refleksje.
W ujęciu Pawluczuka kultura ustanawia reguły w y r a ż a n i a w e w n ę t r z n y c h
c z ł o w i e k a . C z y t e l n i k nie z n a j d z i e w o m a w i a n e j k s i ą ż c e s p r e c y z o w a n e j
definicji

kultury,

wych punktów
Określeniem
jest

ale

W

kultury:
rozdziale

definicje

kultury, które
mówiące

regulacji

—

o

złożoność

stosunków

problematyki,

człowiek

23 — E t n o g r a f i a P o l s k a , X X I V , z. 1

— stanowi

—

różnorodność

ujęcia

o

funkcjach",

człowiek

i

kształcie
każdej

człowiek

definicji kultury,

oraz funkcjonalne

traktowania

c i u j ą c e g o (fenomenologia) j a k o

zdaniem

podstawowych

daje przegląd

selektywnym

potrzebę

moim

„dwu

„ K u l t u r a " autor

całościowe—

czym podkreśla

całą

możli­

widzenia.

sformułowanie

jątku

dostrzeże

treści

jednoznacznie

—

wy­

Kosmos.

przeciwstawiając

— fenomenologicznym,

opisowego ( f u n k c j o n a l i z m )

komplementarnych.

książki,
bez

przy

i w a r t &gt;ś-

�354

RECENZJE

Wychodząc
lizuje k s i ą ż k ę
lematyką

definicji

Chciałabym
tury

z z a ł o ż e n i a , ż e ta n o t a t k a
o wielowątkowej

kultury, poruszaną

natomiast

współczesnej,

zwrócić

w

której

jest j e d y n i e w s t ę p n ą p r e z e n t a c j ą ,

kompozycji,

nie

zatrzymam

wielokrotnie

uwagę

w

czytelnika na

żyjemy

tu

i

teraz,

się dłużej

wielu

innych

interesujące

z kulturą

sygna­

nad

prob­

publikacjach.

porównanie

tradycyjną,

kul­

nazywaną

przez autora t a k ż e l u d o w ą .
„Człowiek

dzisiejszy...

m e n t ó w proponowanych
spójną

całość,

musi wybierać,

musi

m u przez k u l t u r ę

zharmonizować

ją

z

s p o ł e c z n y c h , w k t ó r e jest u w i k ł a n y

własnym

wysiłkiem

z wielu

... s t w o r z y ć p e w n ą , m n i e j

własnymi

predyspozycjami,

z

lub

systemem TÓI

... s ł o w e m , c i ę ż a r u t r z y m a n i a r ó w n o w a g i

n ę t r z n e j ... s p o c z y w a t e r a z n a jednostce,

b y ł a j u ż m o w a w t e d y , gdy z a z n a c z o n y z o s t a ł o p o z y c y j n y
tych

pierwszy

dwu

sposobów

przynależy

do

wew­

a n i e n a k u l t u r z e — j a k to b y ł o w

ł e c z n o ś c i t r a d y c y j n e j " (s. 170). O r ó ż n i c y m i ę d z y k u l t u r ą t r a d y c y j n ą a
kloru,

ele­

bardziej

przejawiania

się

charakter literatury i fol­

aktywności

„ n a s z e j " c y w i l i z a c j i , d r u g i do

spo­

współczesną

artystycznej,

z

kultury zwanej

których

tradycyjną

lub ludową.
W

k u l t u r z e t r a d y c y j n e j , gdzie o b o w i ą z u j e

zasada

tożsamości

rzeczy,

przekona­

nie o s u b s t a n c j a l n o ś c i w s z y s t k i c h r z e c z y i o t y m , ż e w k a ż d e j z n i c h t k w i e l e m e n t
psychiczny,

gdzie c z a s

t u r z e owe
w

toku

normalnej,

wiąże

się

społecznych
skoro

nie

dziedziny

charakter mityczny

codziennej

cyjnej nazywa autor
łań

ma

(stacjonarny)

dwie podstawowe funkcje regulacyjne

i
ma

ze

względną

całościowymi
w

działalności

wielofunkcyjnością:

danej

człowieka".

społeczności

s z t u k i , p r a w a , filozofii,

Tę

społeczeństwa,

spajającymi

grupę.

wydzielonej,

ideologii, s y s t e m ó w

wie tych zautomatyzowanych

tej

kultury

kul­
trady­

wytworów

Jasne

jest

i

dzia­
ról

bowiem,

zautonomizowanej,

nauki, rekreacji,

wartości

w

równocześnie,

kompleksowością

że

samodzielnej

nie ma t e ż ludzi, a n i instytucji

z a j m u j ą c y c h s i ę w y ł ą c z n i e tymi dziedzinami, nie m a swoistych
sobą

otóż
się

cechę

„Ta wielofunkcyjność

jednorodnością
więziami

—

"... r e a l i z o w a ł y

i programów życiowych

dziedzin tak, j a k to jest w

sprzecznych

tworzonych

między

na

podsta­

cywilizacji p r z e m y s ł o w e j "

(s. 53).
W

tej n i e w i e l k i e j

terminów

objętościowo

i nazwisk, trudno

nia m y ś l i autora konieczna
powołuje
jak

pozorom

sądzę,

syntez

ludzkiego
na pytanie
wraz

bytu
króla

z całym

gąszczu

się

wymagało

niestety
języka

odpowiedział:

dworem,

szeregu

i

autora
śledze­

wyjaśnić

hermetyczny,

także
tak

przez

D l a swobodnego

innych prac — tych, na

pozwalają
w

tej

prostego,

„Człowiek

ministrami

przytoczonych

zorientować.

j a s n o ś c i , jest to j ę z y k

uwidoczniło

który
król,

jest z n a j o m o ś ć

s i ę on sam, a t a k ż e tych, k t ó r e

Gdyż, wbrew
co,

książce, w

się momentami

trudny w

notatce.
jak

stosowane

odbiorze

Czyżby

język

uczonymi,

owego

żył niewątpliwie

mędrca,
w

Ten
kręgu

dyscyplin

socjologii.
Ewa

—

tworzenie

rodzi się, cierpi i umiera"?

k u l t u r y t r a d y c y j n e j , gdzie nie b y ł o r ó ż n y c h s y s t e m ó w w a r t o ś c i a n i w i e l u
wiedzy o c z ł o w i e k u . Nawet

które

terminy.

Oźminkowska

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6025" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6005">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/de84e447f7fec6569c33de775b5d4377.pdf</src>
        <authentication>060df4717907ace031b999fa45012d5a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71897">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6290</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71898">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71899">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71900">
                <text>Hasior, Władysław (1928-1999)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71901">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5867</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71902">
                <text>Hasior przypomniany/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71903">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.60 z.2, s.160-161</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71904">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71905">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71906">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71907">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71908">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71909">
                <text>160-161 Jackowski.ps - 8/31/2006 11:06 AM

ALEKSANDER JACKOWSKI

Hasior przypomniany

D

awniej czas wydawało się biegł wolniej, wydarze­
nia rysowały się ostrzej, pamięć trwała dłużej.
A teraz? Ledwie ktoś umrze, zapominamy o nim,
chyba, że utrwali jego nazwiska podręcznik szkolny.
Ilość faktów, o których się ciągle dowiadujemy jest
taka, że wydarzenia nowe natychmiast spychają daw­
ne w niepamięć. Hasior odszedł niedawno, ale pamięć
o nim gaśnie. W zbiorach muzeów trudno znaleźć je­
go prace. Dlatego tak ważna jest książka Hasior. Opo­
wieść na dwa glosy Hanny Kirchner. Ukazała się
w 2005 r. równocześnie z wystawą, jaką zorganizowa­
ło warszawskie Muzeum Narodowe. Piękna to książka.
Autorka wzruszająco pisze, że Hasior był dla niej waż­
ną postacią przez trzydzieści lat. Dla niej, znakomitej
wydawczyni Zofii Nałkowskiej, zafascynowanej Janu­
szem Korczakiem, Leopoldem Buczkowskim. Hasioro­
wi imponowała ta przyjaźń, w listach utrzymuje wymy­
śloną żartobliwie figurę dialogów prostaczka (ale ge­
nialnego!) z pełną uroku Damą, ważną postacią naszej
nauki. Listy Hasiora świadczą o stanie emocjonalnym
artysty i o czasie, w którym działał. O konfliktach
z władzą i problemach związanych z niezrozumieniem
jego prac przez publiczność. To niezrozumienie wiąże
się z nowatorstwem artysty, z niechęcią odbiorcy zro­
zumienia innych racji, niż te do których przywykł.
W istocie, jak z piosenkami, ogółowi podoba się to, co
przypomina rzeczy już znane. Piękne jest to, co się po­
wszechnie podoba. A Hasior był inny. Osobny, jakby
powiedział Miron Białoszewski. Wiedział co chce osią­
gnąć, a słowa Hanny Kirchner potwierdzały słuszność
jego wyborów. To ważne mieć obok siebie krytyka
przyjaciela, któremu można ufać, który towarzyszy ar­
tyście w jego poszukiwaniach. Książka jest osobliwą
formą dialogu, interesującego dla każdego kto się in­
teresuje sztuką Hasiora, ale i piękna jako opowieść
o przyjaźni, emocjach. Dziś, gdy możemy już spojrzeć
na twórczość Hasiora z pewnej perspektywy wyraźnie
się rysuje jego odrębność, zakorzenienie w estetyce
prowincji, gra z elementami kiczu, światem tradycji lu­
dowych. Hasior jest romantyczny, ironiczny, polski,
jak mało kto z współczesnych artystów. Tylko on
umiał dostrzec i pokazać w klimacie prowincjonalnej
sztuki potrzebę piękna, autentycznych przeżyć. Wyra­

zić je w sposób twórczy, dojrzały i zawsze w jakimś
stopniu szkicowy. N a granicy happeningu.
Hasiora poznałem w 1961 roku, zachwycił mnie
i moich kolegów w Instytucie Sztuki PAN wystawą
w Teatrze Żydowskim, śmiałym nawiązaniem do folk­
loru przedmieścia, poezją najczystszej wody, pozwala­
jącej kojarzyć ze sobą przedmioty najbardziej trywial­
ne. To była rewelacja i to w tym samym czasie, kiedy
zaczynał swą karierę na Zachodzie Rauschenberg
i Lichtenstein. Poszliśmy do Antoniego Łyżwańskiego,
który w KC zajmował się sztuką (był malarzem, profe­
sorem A SP i przyzwoitym człowiekiem), z propozycją,
by wysłać Hasiora na Biennale do Wenecji. Co wy? zdziwił się. Nie! co by powiedzieli towarzysze radziec­
cy? Pojechał więc śmiertelnie nudny Eibisch, a szansa
na sukces przepadła.
Hasior miał wyobraźnię, chciał stworzyć w Czorsz­
tynie pierwszy na świecie pomnik grający. Wiatr miał
poruszać żelazne organy, wydobywać dźwięki. Przyjął
więc chętnie propozycję władzy pomnika „ku czci
wiernych synów ojczyzny poległych w walce o utrwa­
lenie władzy ludowej na Podhalu”. Dla mnie, mówił,
to pomnik tych, którzy ginęli zaplątani w tryby histo­
rii, ale Podhale tego wyjaśnienia nie przyjęło, pomnik
jest niszczony, organy nie grają, z karabinów wyrwano
bagnety, mur upstrzono obrzydliwymi napisami. O dzi­
wo, także źle przyjęto pomnik w Koszalinie „tym, któ­
rzy walczyli o polskość i wolność Pomorza”. Padały za­
rzuty koniunkturalizmu itp. Bolało to artystę, los rzeź-

160

Wnętrze galerii Hasiora

�160-161 Jackowski.ps - 8/31/2006 11:06 AM

Aleksander Jackowski • HASIOR PRZYPOMNIANY

biarza w PRL był trudny. Poza portretami komunisty
bohatera, jedynym tematem akceptowanym było
uczczenie ofiar wojny, ale ile takich pomników dało
się postawić? Pomnik ku czci AK-owców (czwórkami
szli do nieba) Hasior wykonał niemal w szkicu, jak za­
bawkę, żołnierzyki w szklanym stożku. Oburzenie bu­
dziły rzeźby, ale też i sztandary, jednych, że parodiują
kościelne feretrony, drugich, że do nich nawiązują. Do
tego, po latach starań, otrzymał od władz w Zakopa­
nem budynek na galerię. On, bezsprzecznie najcie­
kawszy, najwybitniejszy artysta w tamtym środowisku.
Rozległy się protesty, dlaczego on? N a domiar złego na
wernisaż przybył Jerzy Urban, rzecznik rządu. Hasior
nic nie miał do tego, przyjść mógł każdy - ale gorzko
zapłacił za tego Urbana, i za otrzymaną galerię. A jest
to miejsce doprawdy niezwykłe, porażające - lustra,
sztandary, rzeźby, projekty pomników. No, i wówczas
na pięterku urzędował sam Hasior. Mag, czarownik,
twórca tej galerii dzieł, które tworzył ze wszystkiego,
z kosy, tkaniny, zegarków, lalek, śrubek, goździków,
ozdób metalowych z trumny. Trzy razy obwoziłem po
kraju grupy artystów z Francji, Niemiec, Związku Ra­
dzieckiego. Pokazywałem Treblinkę, najbardziej przej­
mujące mauzoleum, jakie znam, rzeźby Stanisława Za­
gajewskiego w Muzeum Okręgowym we Włocławku
(ołtarze niezwykłe, każące myśleć o Gandhim) i Gale­
rię Hasiora w Zakopanem. Widziałem wrażenie, jakie
wywoływały te miejsca. W Zakopanem nie góry, bo
goście widzieli większe, ale Hasior. W niepodobnej do
niczego drewnianej szopie, z bileterkami szepcącymi ze
czcią: mistrz odpoczywa!, mistrz na państwa czeka!
Była tam niezwykła atmosfera. Płonące świece, lustra,
projekty pomników, portrety w szklanych bańkach,
niezwykle podobne (Tadzio Brzozowski!), kicze przy­
wrócone sztuce.
Jakie znaczenie ma inscenizacja można się było
przekonać teraz, na wystawie. To już nie było widowi­
sko olśniewające widzów. Obrazy grzecznie wisiały, już
bez emocji odkrywania nowych wrażeń, nawet sztan­
dary, spowite dymem w pewnym momencie wydały się
szare, nieprawdziwe.
Zniknęła magia para teatralnych działań Hasiora,
która podobnie jak u Kantora w jego przedstawie­
niach tworzyła nastrój, temperaturę odbioru. Bez
ognia, płomieni trawiących eksponaty, bez dymu, eks­
plozji żywiołów, bez Twórcy, który nimi dyrygował, wi­
dowiska te straciły wiele ze swej energii. Zresztą nie
tylko one. Pamiętam odsłonięcie Rydwanów,
w szwedzkiej Sódertalje, kiedy potężne kadłuby koni
rzucały się w przestrzeń spowite ogniem i dymem. Te­
raz, gdy je widziałem, były już tylko figurami w pejza­
żu, szare, pozbawione energii. Nawet nie wiem, czy
potrzebne.
Wielka jest magia teatru, widowisk, bez niej dzieła
Hasiora tracą wiele ze swej wartości. Fantastyczna
zdolność postrzegania rzeczy, łatwość tworzenia coraz

Hanna Kirchner, fot z lat 60.

to nowych kombinacji, układów, spięć, a także dow­
cip, obecny w niemal wszystkich dziełach sytuuje je
bliżej świata zabawy niż artystycznego dyskursu. Nietrwałość, jednorazowość, szkicowość wszędzie są wi­
doczne, nie skrywane przez autora. „Wszystko, co ro­
bię w skali kameralnej jest trenowaniem wyobraźni,
podtrzymywaniem odwagi, aby kiedyś odpowiedzieć
na społeczne zamówienie” - pisał. Stąd te rewelacyjne
szkice pomników - których nie mógł postawić w tam­
tych latach. Ale nie tylko te czynniki ważyły na decy­
zji, nazwijmy to - szkiców. Jego wyobraźnia gorejąca,
twórcza kazała mu ciągle myśleć, działać, nie dbając
o precyzję wypowiedzi, o trwałość dzieła. Napisał:
„W twórczości najważniejszy jest pomysł. Najważniej­
szą rzeczą we wszystkich pracach jest ich wewnętrzna
treść. Nie dbam o ich trwałość. To są formy laborato­
ryjne i nie muszę do nich przykładać zbyt wielkiej wa­
gi. Ale - dodał - chciałbym także tworzyć rzeczy trwa­
łe: pomniki”.
Wiemy jednak, jak wiele się z tym wiązało kompli­
kacji, dwuznacznych sytuacji.
Wiele dzieł, pomysłów, pozostało w stanie szkicu.
Tylko fotografie mogą je ocalić, zasugerować wygląd
pomnika w przestrzeni, pokazać, jak mógłby wyglądać,
gdyby Hasiorowi dano go zrealizować. Dlatego nie za­
chwyca mnie strona wizualna książki Hanny Kirch­
ner. Wydawnictwo Rosner i Wspólnicy miało niezwy­
kłą szansę wydania pięknej książki, prezentującej arty­
stę, miało świetny, kompetentny tekst i ilustracje. Ale
ich realizacja w druku martwi, ilustracje niewyraźne,
byle jak zestawione, tandetnie uzupełnione "plastycz­
ną inwencją”. Szkoda...
Zachęcam do przeczytania i uważnego przejrzenia
książki. Warta jest tego.

161

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6026" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6006">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3bf0873447dfc32cda0df7560ec63196.pdf</src>
        <authentication>7ac24c82eec3b05cd0463aaf037eba1f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71910">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6288</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71911">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71912">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71913">
                <text>Hasior, Władysław (1928-1999)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71914">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5865</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71915">
                <text>Opowieść o Hasiorze / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71916">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.60 z.2, s.156-157</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71917">
                <text>Wróblewska, Danuta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71918">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71919">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71920">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71921">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71922">
                <text>156-157 Wroblewska.ps - 9/7/2006 4:46 PM

DANUTA WRÓBLEWSKA

Opowieść o Hasiorze

R

zeźbiarze mają życie częściej gwałtowne aniże­
li spokojne. Są mniej pokorni, więcej samotni
i porywczy. Są odmieńcami. Czy to borykanie
się z kamieniem, odlewami, ciężarem warsztatu, czy
też większa niż u innych zależność od zamawiającego
powodują, że są oni wojownikami. Stwarzają byty
przestrzenne sąsiadujące z człowiekiem lub go przera­
stające, mają więc poczucie wpływania na świat fi­
zyczny. Nieodwołalność decyzji w realizacjach i zwią­
zany z tym stopień napięcia kończą się podobnie, jak
to bywa w przyrodzie: rozładowaniem-burzą. Opowia­
da się o nich, jak o Dunikowskim, całe legendy, z któ­
rych jednak sporo jest prawdą. Nie wiemy, jak było
pierwotnie, w dawnych czasach tworzenia katedr,
jednak warsztat, jego uwikłania i dynamika zawsze
były te same. Uwaga dla inności rzeźbiarskiego tem­
peramentu zaczęła się na dobre od Michała Anioła.
Toteż o rzeźbie, życiu i mozole jej twórców chętnie
czyta się monografie czy powieści.

W polskiej biografistyce, stosunkowo zresztą ubo­
giej, jeśli chodzi o sztuki piękne, ten temat jest jednak
na dalekim planie. Rzeźba jako przegląd form jest nie­
często podejmowana i nie budzi szczególnych emocji.
Podobnie twórczość rzeźbiarska pojedynczych arty­
stów. Dzieje się tak może i dlatego, że u nas raczej
uświęca ona zamówienie, aniżeli podrażnia oko, jest
solenna i mniej prowokuje przestrzeń. Toteż za praw­
dziwą niespodziankę trzeba przyjąć rzecz o Hasiorze
pióra Hanny Kirchner, skądinąd znawczyni i anality­
ka słowa literackiego. To jest książka dla każdego czy­
telnika zainteresowanego człowiekiem-twórcą. Bar­
dzo dobrze, że portret (głównie psychologiczny) tego
rzeźbiarza naszkicowała osoba stojąca z boku, nie za­
rażona ścisłym profesjonalizmem, za to wrażliwa
i współczulna życiu z bagażem talentu.
Choć książka została przez autorkę nazwana opo­
wieścią na dwa głosy, to jej zawartość jest w pewien
sposób polifoniczna. Hanna Kirchner pisze o zawiłych
dziejach swojej przyjaźni z Hasiorem od pierwszej wi­
zyty w zakopiańskiej pracowni po jego czas ostatni. Są
to wspominania niewolne od sentymentu, swobodne
i szczere, czasem - dla porównania lub wyjaśnień skokowo mieszające lata. Skrupulatnie wyliczają zda­
rzenia, ale i czyta się w nich także o szaleństwie wy­
obraźni, śledzi wzloty i upadki artysty, podlicza jego
triumfy i jego sprawy przegrane. Czuje się żar samospalania w sztuce, ale obok dostrzega również wódkę,
przestrzeń banału i fałszu, a także niełatwy charakter
artysty, który był tłem wielu powikłań. Tę przejmują­
cą relację rytmicznie przerywa głos samego Hasiora
z jego listów do Kirchner, kiedy, jak w dzienniku, do-

156

�156-157 Wroblewska.ps - 9/7/2006 4:46 PM

D anuta Wróblewska • OPOWIEŚĆ O HASIORZE

nosił o wszystkim, co uznawał za ważne. Pisał krótko,
raczej dawał sygnały, niż opisał zdarzenia, i owe wol­
ne od gadulstwa kartki były - obok rozmów tych
dwojga - wglądem w jego życie. Ciekawy jest ton tych
zapisków. Wobec autorki Hasior zachowywał zawsze
pełen atencji dystans, równocześnie mając ją za cel
zwierzeń i zawierzeń. Nawet te najzwięźlejsze mają
swoją dramaturgię i kierunek. Odgaduje się, że
„Wielka Miła Wspaniała Pani” była mu oparciem
w ciemnych chwilach, ale też i to, że wiedział, iż to
ona poniesie jego sławę dalej. W jakiś sposób na to li­
czył. Poza czcią dla adresatki za dobrodziejstwo uwa­
gi dla jego osoby Hasior, sam słowotwórczy i bystry,
przez tę korespondencję jak gdyby wspinał się powy­
żej wszystkiego, co go otaczało. Przyjaźń z badaczką,
przypieczętowana ciepłą korespondencją, wyraźnie go
wyróżniała, może nawet dopingowała.
Są w książce jeszcze teksty drukowane przez
Kirchner w czasopismach artystycznych i literackich.
Pisane w zachwycie, trochę ponadczasowo, dla po­
tomnych, dawały szeroką i bardzo literacką egzegezę
tej sztuki i jej korzeni.
W opinii piszącej spotykały się tutaj wczesny nadrealizm, gest ekspresjonisty, cząstki cywilizacyjnego
śmietnika, ale przede wszystkim - duch sztuki sakral­
nej, elementarz dewocyjny, chłopska wyobraźnia lu­
dowa. Był przecież Jankiem Muzykantem spod Nowe­
go Sącza (jak siebie nazywał), z tą strefą rodzinnie po­
łączonym. Zanim na taką swobodną heterogeniczność
przyszła w świecie moda, on już taki był. Wobec jej
częstego niezrozumienia, teksty Hanny Kirchner sta­
wały mu się tarczą obronną. Wzięte z progu obrzędo­
wości, teatru i magii kolaże Hasiora, wzbogacane

0 dźwięk, ogień i wodę, były - jak pisała autorka tych
tekstów - zmierzeniem się ze sztuką totalną. Ich me­
taforyczna rzeczywistość przyjmowała do swego leksy­
konu strzępy dzisiejszego i przeszłego świata, kulturę
1 naturę, żart i patetykę formy, nadając temu zazębia­
niu ślad filozoficznej refleksji. Trzeba było sporej wraż­
liwości, by tę zawartość oddać. Kirchner to zrobiła.
Te teksty są operacją monumentalizowania arty­
sty, jest więc tak, jakby szkła, chorągwie, metafizycz­
ne pejzaże i ironiczne kukły Hasiora znalazły sąsiedz­
two spiżu słowa. Zestawienie bliskiego planu przyjaź­
ni ze skalą wielkiej sceny to ciekawy zabieg.
Trzy wątki splatają się jak w warkoczu, warunkują
siebie i siebie uzupełniają. Każdy z nich zamyka inną
emocję. Najważniejszy jest pierwszy. Wspominanie
przyjaciela, który odszedł, jest wspominaniem gorącz­
ki młodości, powrotem do historii jakby wyjętej z kart
dawnej powieści, przeżywanej do tego w świetle sztuki-kapryśnicy, przemiennie poetyckiej, ironicznej i tra­
gicznej. Świadomość tragiczna, ona chyba była u H a­
siora najsilniejsza. I ją tropiła Kirchner pod kamufla­
żem formy, pod płaszczem ironii, groteską, zabawnymi
połączeniami rekwizytów. I to ona do uważnego widza,
jakim była biografistka, przemawiała najsilniej.
W swojej książce Hanna Kirchner na nowo wpa­
truje się w osobę, której inność ją interesuje. A może
pod jej pociągającym pretekstem wpatruje się przede
wszystkim w tajemnicę sztuki - czegoś nie do końca
zrozumiałego, nieprzydatnego i jednocześnie olśniewa­
jącego. Widzi, jak burzy ona życie i w pewnej mierze je
wynagradza, jak zagarnia w nim wszystkie siły. Jak, po­
pychając człowieka w górę, w tym życiu jest naczelna.

Wniebowzięcie

157

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6027" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6007">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/32010d7ad6457dfec349372292aafec1.pdf</src>
        <authentication>c0f0b2a4573e15bce4b5eed4a39734b8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71923">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6284</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71924">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71925">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71926">
                <text>teatr</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71927">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5861</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71928">
                <text>"Ożywianie" obrazu jako metoda tworzenia dzieła teatralnego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71929">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.60 z.2, s.136-140</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71930">
                <text>Rożalski, Maciej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71931">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71932">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71933">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71934">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71935">
                <text>136-140 Rozalski.ps

8/31/2006 10:22 AM

MACIEJ RÓŻALS KI

„Ożywianie” obrazu
jako metoda tworzenia
dzieła teatralnego*

T

ekst porusza problem użycia niektórych wąt­
ków ikonograficznych kultury starogreckiej ja­
ko materiału inspirującego proces tworzenia
widowiska teatralnego. Jest próbą odpowiedzi na pyta­
nie, czy i na jakiej zasadzie możliwy jest proces „oży­
wiania” dzieła sztuki za pomocą przenoszenia jego we­
wnętrznych sensów jako środków inspirujących nowy
akt twórczy. N a podstawie wybranych przykładów starogreckiej sztuki wazowej oraz wybranych tekstów ba­
daczy greckiej kultury mam zamiar ukazać proces hermeneutycznej interpretacji, który posłużył jako wyj­
ściowy materiał do pracy w ramach działań artystycz­
nych Akademii Praktyk Teatralnych „Gardzienice”.
N a ile takie typowe dla „Gardzienic” działanie jest
twórcze artystycznie i w jak dużym stopniu stanowi
nadużycie interpretacyjne, chcę rozważyć na przykła­
dzie jednego z przedmiotów znajdujących się w Museo
Archeologico we Florencji, starogreckiej wazy
François. Eksponat ten ma 66 cm wysokości i 57 cm
średnicy. Został stworzony prawdopodobnie przez ma­
larza wazowego Kleitiasa pomiędzy 570 a 560 r. p.n.e.
jako mieszalnik do wina używanego podczas greckich
sympozjonów. Nazwę zawdzięcza natomiast nazwisku
swojego współczesnego znalazcy, Alessandro François,
który odkrył ją ponownie dla świata w połowie XIX
wieku. N a wazie przedstawiono większość scen mi­
tycznych składających się na zespół wyobrażeń religij­
nych starożytnych Greków. Dzięki olbrzymiej ilości
informacji dostarczanych współczesnym badaczom
jest ona jednym z najbardziej cenionych znalezisk
sztuki starogreckiej.

*

Założony i kierowany przez Włodzimierza Staniewskiego zespół Ośrodka Praktyk Teatralnych
„Gardzienice” w zasadzie od początków swojego ist­
nienia ukierunkowany był i jest w swojej pracy arty­
stycznej na łączenie współczesnego teatru z elementa­
mi dawnej kultury i sztuki. Od pewnego czasu także
waza François stała się obiektem zainteresowań arty­
stycznych zespołu Gardzienice. Ze względu na różno­
rodność oraz wielość przedstawionych na niej scen
mitycznych mogących stanowić potencjalny materiał
do pracy scenicznej jest w tej chwili jednym z głów­
nych motywów, jak by to można nazwać, „artystyczno-hermeneutycznych” poszukiwań zespołu i studen­
tów funkcjonującej w Gardzienicach Akademii Prak­
tyk Teatralnych. Taka charakterystyczna dla Gardzienic metoda pracy artystycznej opiera się w dużej
mierze na poszukiwaniu inspiracji twórczych w trady­
cyjnych obrzędach, które dyrektor Ośrodka Praktyk
Teatralnych „Gardzienice” Włodzimierz Staniewski
nazywa kulturą żywą, oraz zabytkowych reliktach mi­
nionych kultur. W zasadzie każdy z przygotowywa­
nych w ciągu 25 lat istnienia zespołu spektakli bazo­
wał na takim materiale osadzonym w kulturze, sztuce
oraz obrzędowości zarówno społeczności dawnych,
jak i współczesnych, w których kultura minionych
epok miała szansę przetrwać.
W tym tekście skupimy się głównie na materiale
wizualnym, gdyż centralnym dla mnie tematem jest
proces, który nazwałem już wcześniej „ożywieniem”
obrazu, czyli przełożeniem sensów zawartych we frag­
mencie malowidła lub rzeźby starogreckiej na scenę
teatralną w formie żywej i dynamicznej. Poza tym na­
leży także podkreślić, że działalność zespołu gardzienickiego skupia się ostatnio w dużej mierze na pracy
z zabytkowymi obiektami kultur starożytnych. Mniej
uwagi poświęca się na dzień dzisiejszy żywym rytuałom
kultury ludowej, poszukując inspiracji bardziej w ob­
szarze przedmiotów, malowideł i tekstów antyku. Gro­
madzony materiał muzyczny, tekstowy i graficzny słu­
ży za punkt wyjścia, jako swoisty tekst kultury, służy

Tekst powstał podczas przygotowywania przez Akademię Prak­
tyk Teatralnych „Gardzienice” pokazu teatralnego inspirowa­
nego starogrecką ikonografią wazową. W 2005 roku aktorzy te­
atru „Gardzienice” Mariusz Gołaj i Joanna Holcgreber zapropo­
nowali studentom Akademii pracę nad ikonografią wazową,
która miała zostać przeniesiona na scenę dzięki użyciu warszta­
tu teatralnego wypracowanego przez gardzienicki zespół. Jed­
nym z początkowych elementów pracy był cykl spotkań teore­
tycznych, podczas, których analizowano treści poszczególnych
malowidłach wazowych. Tekst „Ożywianie” obrazu... jest pod­
sumowaniem niektórych problemów i przemyśleń, które poja­
wiły się w ramach spotkań seminaryjnych w Gardzienicach.

Waza François - archiwum Ośrodka Praktyk Teatralnych
„Gardzienice”

136

�136-140 Rozalski.ps - 8/31/2006 10:22 AM

M a a e j Różalski • „OŻYWIANIE” OBRAZU

jako inspiracja twórcza, na podstawie której możliwe
jest już działanie teatralne. Proces artystycznej inter­
pretacji polega głównie na próbie możliwie wiernego
wychwycenia i oddania za pomocą teatralnych środ­
ków artystycznego wyrazu sensu antycznego malowi­
dła, rzeźby lub utworu muzycznego.
Dokładne odwzorowanie nie jest oczywiście moż­
liwe i zarzut o pewne nadużycia interpretacyjne jest
często podnoszony. Tadeusz Kornaś pisze o ekspery­
mentach muzycznych Staniewskiego: „Sięgnięcie do
muzyki antyku wymagało od Staniewskiego i jego ze­
społu nie lada... tupetu. Ocalały bowiem tylko skraw­
ki zapisów na papirusach czy stelach, zaś ich odczyta­
nie i wykonywanie każdorazowo wzbudzało w świecie
naukowym gorące dyskusje”.1
Wydaje się jednak, że nie dokładne odwzorowanie
jest celem Włodzimierza Staniewskiego i jego współ­
pracowników. Możliwie dokładna i możliwie jak naj­
bardziej uprawomocniona interpretacja dzieła, które­
go przecież część sensów została bezpowrotnie utraco­
na i uniemożliwia odtworzenie pełni znaczeń zawar­
tych w konkretnym malowidle wazowym lub fragmen­
cie muzycznym, jest tylko warunkiem koniecznym dla
szerzej pojętego zamierzenia, jakim jest włączenie do
współczesnej kultury i swoiste ożywienie porozbija­
nych fragmentów przeszłości na warunkach autono­
micznie funkcjonujących środków artystycznego wy­
razu: „Stare pieśni stwarzały ruch, ekspresję aktorską,
określoną artykulację, wręcz całe sceny, ale i odwrot­
nie - wymogi dramaturgiczne oddziaływały na sposób
wykonywania pieśni. Staniewski nie jest purystą. Za­
mierzał stworzyć spektakl, a nie muzeum pieśni”.2
Należy także pamiętać, że włączenie w proces hermeneutycznych poszukiwań zabiegów artystycznych
pozwala na stworzenie nowego kontekstu odczytywa­
nia dawnej sztuki. Rodzaj skupienia związany z działa­
niem artystycznym musi doprowadzić do innych efek­
tów niż tylko sama sucha ocena przeprowadzana za
pomocą narzędzi naukowych. Działanie tego typu po­
zwala na powtórne włączenie zamkniętego w gablocie
fragmentu przeszłości w proces twórczy, dziejący się tu
i teraz. Metoda stosowana przez Gardzienice pozwala
na osiągnięcie jedynej w swoim rodzaju jakości proce­
su twórczego, daje niesłychany efekt, jakim jest obco­
wanie z tylko częściowo, ale jednak odtworzoną prze­

szłością. W ten sposób powstaje owa szczególna mo­
zaika poskładana z fragmentów, porozbijanych kawał­
ków przeszłości służących jako budulec dla jak najbar­
dziej współczesnego dzieła artystycznego. Nie chodzi
przy tym o stworzenie tak modnego dzisiaj utworu po­
sługującego się cytatem, czy może wręcz używającego
samodystansujacego się zespołu cytatów jako głównej
zasady wypowiedzi artystycznej. Wręcz odwrotnie, za­
mierzenie „Gardzienic” jest fenomenologiczne tak jak
fenomenologię rozumiał Gerardus Van Der Leeuw,
w sensie poszukiwania tego, co żywe i znaczące, tego,
co daje się wyrwać przeszłości jako wspólne fragmenty
kultury3. Tak budowany „wehikuł teatralny” ma po­
zwolić już nie na zdystansowane ślizganie się po po­
wierzchniach znaczeń i samonapędzającą się grę inte­
lektualną, ale na pełną zaangażowania i wymagającą
odwagi podróż w głąb symboli określających ontologiczny i kulturowy sens istoty ludzkiej.
Gardzienice od początku istnienia budowały swoją
pracę artystyczną na fundamentach muzyki i muzycz­
ności. To muzyka była głównym elementem urucha­
miającym przestrzeń teatralną. Od jakiegoś czasu
twórca i reżyser gardzienickiego teatru Włodzimierz
Staniewski próbuje jednak przekształcać swoje począt­
kowe założenie. Zaczynając pracę nad spektaklem
Elektra, zaczął poszukiwać nowego środka artystyczne­
go wyrazu. Odwołując się do jednej ze starogreckich
technik konstruowania dzieła scenicznego nazywane­
go cheironomią, postanowił integralnie złączyć wypo­
wiadane na scenie słowo komentującym je i podkre­
ślającym jego sens gestem. Tadeusz Kornaś podkreśla,
że „już w Metamorfozach praca nad gestem wziętym
z przekazów na antycznych wazach i innych świadec­
twach ikonicznych miała duże znaczenie”.4 Staniewski
twierdzi, iż greccy aktorzy wypowiadając na scenie sło­
wa dramatu, posługiwali się także sformalizowanym
zespołem gestów, który ściśle był sprzęgnięty ze struk­
turą języka: „Uważam, że dopiero wtedy, gdy słowo
jest organicznie związane z przekazem gestu, tonu,
muzyki - w pełni jawi swoją treść. Myślę, że nadcho­
dzi czas, by słowu dramatu klasycznego został przywró­
cony cały jego organiczny kształt, łącznie z warstwą
brzmieniową, muzyczną i gestem”.5
Tym samym, jak to ujął w rozmowie prof. Leszek
Kolankiewicz, dochodzi w najnowszym spektaklu Gar-

Waza François, dolny fragment - archiwum Ośrodka
Praktyk Teatralnych „Gardzienice”

Waza François, dolny fragment- archiwum Ośrodka
Praktyk Teatralnych „Gardzienice”

137

�136-140 Rozalski.ps - 8/31/2006 10:22 AM

M a a e j Różalski • „OŻYWIANIE” OBRAZU

dzienic Elektra do głębokiej semiotycznej pracy nad
strukturą znaku. Uważam, jak Kolankiewicz, że rozwa­
żając strukturę spektaklu, dochodzi się do pytań
0 istotę znaku. Wypadałoby się więc zastanowić, czy
istotna jest tylko jego część graficzna, wizualna oraz
to, co zostaje przez znak oznaczone. Czy ten proces deskrypcji, przynajmniej w przypadku dzieła sceniczne­
go, nie jest integralnie związany z tym, w jakiej tonacji
1 rytmie zostanie przekazany jego wizualna forma
sądzę, że jest nierozdzielnie związana z cielesnością ak­
tora, jego oddechem, kształtem rąk, przeżywanym
wzruszeniem. Znaczyłoby to, że znaki ożywają tylko
dzięki ciału przekazującej je postaci scenicznej, a pro­
ces deskrypcji nie jest do końca możliwy bez swojego
cielesnego, „przeżyciowego” rozwinięcia.
Kontynuacją idei scenicznego „ożywiania” znaków
była praca nad pokazem teatralnym studentów A ka­
demii Praktyk Teatralnych „Gardzienice”. Inspiracją
do prowadzonej pod kierownictwem aktorów Gardzienic Joanny Holcgreber i Mariusza Gołaja pracy stu­
dentów była wspomniana już waza François. Przygoto­
wanie przez Akademię pokazu teatralnego związanego
z kulturą antyczną poprzedził cykl wykładów i dysku­
sji poświęconych malarstwu wazowemu. W ramach
tych wstępnych spotkań grupa skupiała się głównie na
interpretacji malowideł wazowych i szukaniu możli­
wości jej scenicznego rozwinięcia. Kluczem dla tych
działań była przede wszystkim zaproponowana przez
Gołaja i Holcgreber metoda pracy, którą ci aktorzy
wypracowywali przez lata swojej działalności w Gardzienicach. Mając szczęście uczestniczyć w tych dzia­
łaniach, skupiłem się na jednej z przedstawionych na
wazie sytuacji. Chodzi tutaj o dolną część wazy
z przedstawioną na niej mityczną sceną walki Pigme­
jów z żurawiami. Dotychczas scena ta była traktowana
jako forma ozdobnika dla przedstawianych powyżej
istotnych wydarzeń z mitologii greckiej, nawiązujące­
go do fragmentu Homerowej Iliady, w którym walka
Greków z Trojanami ukazywana jest jako starcie żura­
wi i Pigmejów. Homer komentuje tę scenę, stwierdza­
jąc, że istoty zwane Pigmejami naprawdę żyją w pół­
nocnej Afryce. Ich naturalnym wrogiem są właśnie żu­
rawie, które «uciekając przed zimą» nadlatują nad
osady Pigmejów i dokonują swoistej ptasiej inwazji na
terytorium tych niewielkich istot. Odpowiedź pozor­
nie łatwa i klarowna. Niepokojąca jest jednak ta ła­
twość interpretacji, rodzajowość sceny nieprzystająca
do tematyki powyżej niej na wazie rozgrywających się,
centralnych przecież dla wierzeń greckich scen mi­
tycznych, takich jak zaślubiny Peleusa i Tetydy, polo­
wanie na dzika kaledońskiego, życia i śmierci Achille­
sa, czy w końcu przypowieści o wygnaniu i powrocie
Hefajstosa na Olimp. W świetle powyższego niewy­
starczająca wydaje się opinia, że scena u dołu wazy jest
tylko rodzajem ozdoby, ornamentu, zdobiącego to
dzieło wazowej sztuki starogreckiej, nazywanej prze­

cież przez niektórych badaczy mitologiczną biblią an­
tycznej Grecji.6
Dlaczego autor wazy, zamiast rozbudować ikono­
graficznie już przedstawione wydarzenia, albo też za­
mieścić jakieś nowe wątki powiązane z historią mitycz­
ną, poświęcił duży fragment dzieła na nic nieznaczący
ozdobnik związany właśnie z walką Pigmejów i żurawi?
Oczywiście można odpowiedzieć, że w obrębie starogreckich malowideł wazowych typowe były motywy
ozdobne.7 Pojawia się jednak kilka wątpliwości, za­
równo przy dokładniejszej analizie scen z wazy, jak
i w świetle badań nad starogreckimi misteriami, łączą­
cymi wprost przedstawienia Pigmejów z postaciami
misteryjnych bóstw Kabirów.8 Wydaje się, że możliwa
jest interpretacja, według której scena przedstawiona
na dolnej części wazy nawiązuje do starogreckich mi­
steriów Kabirów. Żeby rozwinąć taką hipotezę, nie­
zbędnych jest jednak kilka słów o samych misteriach.
O misteriach Kabirów jako pierwszy wspomina
w swoich Dziejach Herodot.9 Występowały one głównie
w rejonach północnej Grecji wraz z centralną dla tego
kultu wyspą Samotraką. Dużym ośrodkiem misteryjnym były także Teby. Niestety, o części kultu rozwijają­
cego się na Samotrace niewiele wiadomo, dlatego też
Karl Kerenyi w swoim niewielkim opracowaniu o mi­
steriach Kabirów10 skupia się głównie na tebańskiej czę­
ści kultu. Dla naszych rozważań istotnych będzie kilka
poruszanych przez Kerenyiego kwestii odnośnie do sa­
mego przypuszczalnego sensu misteriów. W moich roz­
ważaniach będę także posiłkował się wywodami Alber­
ta Schachtera poświęconymi tebańskim misteriom. Nie
będę próbował odtworzyć całości rozważań obydwu au­
torów. Mam zamiar opisać tylko kilka najważniejszych
dla naszego tematu motywów, w razie wątpliwości od­
syłając do wymienianych tekstów.
Zdaniem Kerenyiego wysoce prawdopodobny jest
integralny związek bogini Demeter z misteriami Kabirów. Autor pisze: „Demeter, występującą tu w powią­
zaniu z Kabirami i zwaną Kabeiria albo po prostu
«Matka», należy uważać za fundatorkę misteriów Ka­
birów”.11 Autor wyprowadza powyższy wniosek zarów­
no na podstawie tekstu greckiego podróżnika Pauzaniasza: „Tylko ktoś wtajemniczony może do niego
wejść [gaju poświęconego Demeter i Kore - przyp. au­
tora]. Około siedmiu stadiów od tego gaju znajduje się
sanktuarium Kabirów. O tym, kim byli Kabirowie i ja­
kiej natury były poświęcone im oraz matce obrzędy,
zamilczę”,12 jak i analizy imion wymienianych przez
Pauzaniasza w ramach mitycznej historii odtworzenia
sanktuarium w Tebach. O greckich misteriach nie
można było pisać wprost, toteż autorzy bardzo często
zmieniali imiona i fakty, ukrywając rzeczywistość mi­
steriów w odnoszących się do mitów wymyślonych hi­
storiach. Wydaje się, że tak właśnie jest w przypadku
opisywanej przez Pauzaniasza historii odtworzenia mi­
steriów tebańskich przez kobietę imieniem Pelarge.

138

�136-140 Rozalski.ps

8/31/2006 10:22 AM

M aciej Rożalski • „OŻYWIANIE” OBRAZU

Kerényi analizując to imię, wiąże je z postacią bogini
Demeter dzięki pochodzeniu kobiety z miasta poświę­
conego Demeter, ale przede wszystkim przez znaczenie
słowa pelarge - bocianica. Kerényi dowodzi związków
„bocianicy” z Demeter: „Opowieść o Pelarge i sceny
z ptakami błotnymi na wazach z kabirionu sytuują się
na jednej płaszczyźnie”.13
Co dla nas bardzo istotne, w poczet ptaków powią­
zanych z żywiołem Demeter zostaje zaliczony także żu­
raw: „...jest całkiem chyba jasne dla wtajemniczonych
określenie tejże boskiej matki, założycielki misterium
Kabirów koło Teb, mianem «Bocianicy», wskazujące
na grupę ptaków długonogich obok wzmiankowanej
wyżej grupy krótkonogiej. Bocian, czapla i żuraw wy­
stępują więc razem tak samo jak łabędź, gęś i kaczka,
i na malowidłach wazowych rzadko bywają odróżnia­
ne od siebie dokładniejszym rysunkiem”.14 W świetle
powyższych rozważań i związków Kabirów ze sceną
z Wazy François kluczowe zdają się wypowiedzi
Schachtera co do tematyki odnalezionych w tebańskim sanktuarium malowideł wazowych. Autor pisze:
„Obok scen bezpośrednio związanych z kultem daje
się zidentyfikować szereg innych tematów: symposia,
sceny konwencjonalnych historii (jak np. Odyseja, bi­
twa żurawi i Pigmejów, Kadmos), atletyka, łowiectwo.
Wiele osób na tych malowidłach zostaje przedstawio­
nych groteskowo, albo jako Pigmeje...” i dalej: „To, co
wyróżnia się w przedstawieniach Kabirionu, to częste
użycie aspektu pigmeidalnego, który musi być odbi­
ciem Kultu Kabirów”.15
Pojawia się tu więc bezpośredni związek pomiędzy
grupą określaną jako Pigmeje i żurawiami. Mało tego
- autor wspomina o bezpośrednich odniesieniach do
tematów przedstawianych w Odysei. Jeszcze dalej idzie
w swoich rozważaniach Kerényi, kiedy pisze: „Do dru­
giej, baśniowo rodzajowej grupy malowideł należą
przede wszystkim przedstawienia bajecznego ludu Pig­
mejów z żurawiami. W wizerunkach śmiesznych, fallicznych karzełków, Pigmejów, oraz majestatycznych,

Waza François - archiwum Ośrodka Praktyk Teatralnych
„Gardzienice”

potężnych ptaków niebieskich - żurawi, ukazane jest
tutaj aluzyjnie przeciwieństwo między podlegającą ini­
cjacji męskością i udzielającą tej inicjacji żeńskością,
przeciwieństwo, które w tych misteriach zdaje się grać
zasadniczą rolę”.16
Zostaje tu więc zarysowana opozycja pomiędzy do­
stojnymi ptakami Demeter i groteskowymi Pigmejami
Kabiroi. Żeby jasne jednak były powody takiej opozy­
cji, wypadałoby jeszcze wspomnieć kilka słów o tożsa­
mości owych Kabiroi. Kłopot w tym, że niewiele o nich
wiadomo. W swoich rozważaniach Kerényi analizuje
kilka mitów z rejonu Samotraki odnośnie do Kabirów.
Z pewnością byli oni „bóstwami misteryjnymi par exellance, i jest to jedyne bardziej ogólne określenie, jakie
dopuszcza tradycyjny przekaz”.17 Wedle analiz Kerényiego były to także bóstwa, w których etos wpisana była
pierwotna zbrodnia, poza tym ich domeną była chtoniczność i częściowo także aspekt tytaniczny.
„Cechą prawdziwie upiorną istot boskich, takich
jak Kabirowie, jest, gdy - by użyć wyrażenia z Upaniszad - jawią się one jako ‘mniejsze od najmniejszych
i większe od największych’. W tak właśnie brzmiącej
inskrypcji z Imbros, pośród Kabirów wymieniającej
imiona wielkich tytanów - Kojosa, Kriosa, Hyperiona,
Japetosa, Kronosa - wspomina się także o Patajkach,
czyli karłach (...) już wcześniej Kabirowie uchodzili za­
równo za tytanów, jak i za karłów. Wiemy już, że byli
również winnymi występku: ich bratobójstwo ma cha­
rakter nie mniej tytaniczny niż zamordowanie przez
tytanów Dionizosa”.18 Kerényi tłumaczy także powód
przedstawiania Kabirów jako istot pigmejowatych
przez ich komiczną sprośność i zarazem bezbronność,
dzikość i groteskowość, która może mimo swej śmiesz­
ności stawać się śmiercionośna. Właśnie w tej dwo­
istości pierwiastka męskiego autor doszukuje się głę­
bokiego sensu misteriów. „Kabirowie, pierwowzory
podlegających inicjacji mężczyzn, mieli w sobie rów­
nież - jak wszyscy wojownicy - coś morderczego, co
należało odpokutować. Ale byli też zarazem duchami
życia, które (...) dmuchały wiatrami odżywiającymi
duszę”.19
Poruszając temat związków Pigmejów z tytanami,
wypadałoby jeszcze wspomnieć o wątku pobocznym,
który jednak otwiera pole fascynujących rozważań
o samej wazie François, a który zarazem dodatkowo
uprawomocnia związki przedstawionych na niej scen
z mitycznymi Kabirami. Cytując bowiem jeszcze raz
Kerényiego, dowiadujemy się, że: „Aitnajos, ‘Etnejczyk’ to bardzo przejrzysty kryptonim Hefajstosa, bo­
ga ognia i kowalstwa, którego przynależność do bo­
skich Kabirów tym się również wyraża, że ongiś zwa­
no ich właśnie ‘Hefajstosami’”.20 Biorąc pod uwagę
także inne źródła stwierdzające, że Kabirowie byli
uważani za podwładnych Hefajstosa, odpowiedzialny­
mi za bardziej poślednie domeny jego rzemiosła, jak
metalurgia i właśnie sztuka wazowa, rodzi się ciekawy

139

�136-140 Rozalski.ps - 8/31/2006 10:22 AM

M a a e j Rożalski • „OŻYWIANIE” OBRAZU

kontekst interpretacyjny samej historii powrotu He­
fajstosa na Olimp, która jest jednym z głównych te­
matów ikonicznej narracji przedstawionej na wazie.
Po pierwsze, Hefajstos i Kabirowie przedstawieni na
tej samej wazie przywodzą na myśl swoisty autotematyzm, który mógł być ukrytym celem twórcy wazy,
Klejtiasa. Zdawałoby się to przypuszczenie potwier­
dzać dyskretne rozmieszczenie niewielkich waz w róż­
nych częściach przedstawionej historii. Poza tym na­
leży pamiętać, że pozostający w relacji z Kabirami
z dolnej części malowidła Hefajstos bierze znaczący
udział w rozgrywającej się na wazie historii. Ukazuje
ona wybawianego ze swojej mrocznej egzystencji i wy­
noszonego ku życiu niebiańskiemu boga. Być może
także tutaj dałoby się odnaleźć ślady misteryjnego mi­
tu związanego z kultem Kabirów, w którym mężczy­
zna doznaje jakościowej zmiany swojej egzystencji.
Ciekawy jest w tym świetle fakt, że za „uwznioślenie”
Hefajstosa odpowiedzialny jest Dionizos, który zdaje
się pełnić znaczącą funkcję w samej strukturze miste­
riów Kabirów, oraz to, że sama waza była stworzona
jako czara do mieszania wina podczas sympozjonów.
Wina, które było przecież domeną Dionizosa.
Kerényi kończy swoje rozważania bardzo poetyc­
kim tekstem: „Przemiana mężczyzny w prawdziwe źró­
dło życia, w służebnika najdelikatniejszej, zalążkowej
formy ludzkiego życia, być może też skonfrontowanie
go z najwcześniejszą, a już na pewno z najprostszą for­
mą człowieczeństwa - oto na czym w świetle przeana­
lizowanej opowieści założycielskiej, mógł bodaj pole­
gać sens misteriów Kabirów”.21 Pozostawiając na boku
kwestię o prawomocności tej ostatecznej tezy Kerényieg,o sądzę, że z dużym prawdopodobieństwem można
przypuszczać, że dolny fragment malowidła z wazy
François nie jest li tylko ozdobą, ale przede wszystkim
jest bezpośrednim nawiązaniem do problematyki mi­
steriów Kabiroi.
Podsumowując rozważania, wypadałoby nawiązać
znowu do twórczości teatralnej Gardzienic. W niniej­
szym tekście chodziło głównie o ukazanie pracy hermeneutycznej, która miała posłużyć za materiał wyj­
ściowy, przydatny do późniejszej pracy artystycznej.
Mimo że interesujący sam w sobie wydaje się problem
potencjalnych związków wazy François z misteriami
Kabirów, to odrębną kwestią jest to, jak materiał teo­
retyczny przeistoczył się w dziedzinę inspiracji twór­
czej. Trzeba powiedzieć, że tematyka samotrackiego
kultu jako taka nie została włączona do pokazu pracy
gardzienickich studentów. Interesujące okazały się na­
tomiast same efekty, które osiąga Kerényi, wyprowa­
dzając własne wnioski i interpretacje z wcześniej ana­
lizowanego materiału historycznego. One właśnie
otworzyły ciekawe pole interpretacyjne dla późniejszej
pracy na scenie. Jak mogliśmy przeczytać w przytoczo­

nym powyżej cytacie kończącym książkę Kerényiego,
stawia on hipotezę badawczą, która określa wewnętrz­
ny sens misteriów Kabirów jako starcie opozycji - bru­
talnej męskości i ostatecznie pokonującej ją kobiecej,
„lotnej” delikatności. Efektem takiego spotkania jest
głęboka duchowa przemiana mężczyzny-wojownika
w mężczyznę-dawcę życia. Właśnie ten konflikt opo­
zycji, nadający dramatyczny kontekst scenom azy
François (mimo że pozbawiony swojego rysu misteryj­
nego), posłużył za inspirację dla budowania poszcze­
gólnych scen pokazu Wazy. Wewnętrzna opozycja
dwóch sił, które odwiecznie ścierają się w walce
0 ludzką egzystencję, stała się jednym z motywów
przewodnich kształtujących prowadzoną przez
Mariusza Gołaja i Joannę Holcgreber pracę studentów
Akademii gardzienickiej.

Przypisy
1
2
3

Tadeusz Kornaś Gardzienice, wyd. Homini, Kraków 2004,
s. 209
Ibidem. s. 210
Gerardus Van Der Leeuw, Fenomenologia religii, przełożył Jerzy
Prokopiuk, wyd. Książka i wiedza, Warszawa 1997, s.587: Po­
winniśmy (...) wiedzieć, co robimy, kiedy zaczynamy mówić o tym,
co się nam ukazało, i nadawać temu nazwy. W tym celu musimy
uzmysłowić sobie, że wszystko, co się nam ukazuje, jest nam dane
nie bezpośrednio, lecz jedynie jako znak jakiegoś sensu, który mamy
wyjaśnić, jako coś, co powinno być przez nas wyjaśnione. A wyja­
śnienie to jest niemożliwe, jeśli nie przeżywamy tego, co się nam uka­
zuje, jeśli tego nie mimowolnie i na pół świadomie, lecz umyślnie
i metodycznie nie przeżywamy (er-leben).

4

5
6
7
8
9

Teatr gestu. Rozmowa z Włodzimierzem Staniewskim, rozmawiał
J.R. Kowalczyk, „Rzeczpospolita” 2002 r, nr. 233, s. A12, cyto­
wane za Tadeuszem Kornasiem
Wypowiedź doktora Lecha Trzcionkowskiego z wykładu doty­
czącego Wazy François.
François Lisarague Malarstwo Greków, czy Grecja malarzy ?, przeł.
Wojciech Michera, Konteksty nr 1/06, s. 3
Por. Karl Kerényi Misteria Kabirów oraz Albert Schachter The
Theban Kabiroi w: Greek Mysteries
Herodot Dzieje, przełożył Seweryn Hammer, wyd. Czytelnik,
Warszawa 2004 r., s. 120
Karl Kerényi Misteria Kabirów, Prometeusz, przełożył Ireneusz
Kania, wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 2000r.

10 Misteria Kabirów, Prometeusz, dz. cyt. s. 28
11 Pauzaniasz U stóp boga Apollona ks. IX, rozdz.25, przełożyła
Janina Niemirska-Pliszczyńska i Henryk Podbielski; oprac.
Henryk Podbielski, wyd. Wrocław 1989.
12 Misteria Kabirów, Prometeusz, dz. cyt., s. 34
13 Ibidem, s. 33
14 Albert Schachter The Theban Kabiroi w Greek Mysteries, pod
redakcją Michaela B. Cosmopoulosa, fragment tłumaczony
przez autora, wyd. Routledge, Londyn i Nowy Jork 2003, s. 130
15 Misteria Kabirów, Prometeusz, dz. cyt. s. 35
16 Ibidem, s. 26
17
18
19
20

140

Misteria Kabirów, Prometeusz, dz. cyt. s. 27
Ibidem, s. 37
Ibidem, s. 28
Ibidem, s. 37

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6028" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6008">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/07053045ec9e5c95a56ad9b1aee678a2.pdf</src>
        <authentication>beff369b0e1a31c6ec6cc3a5a1315333</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71936">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6291</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71937">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71938">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71939">
                <text>recenzje</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71940">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5868</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71941">
                <text>Listy Panka i Gielniaka / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71942">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.60 z.2, s.162</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71943">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71944">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71945">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71946">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71947">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71948">
                <text>162 Jackowski2.ps - 8/31/2006 11:17 AM

ALEKSANDER JACKOWSKI

Piękno, świat w którym człowiek jest drugiemu
bratem. Taka oaza. Ewa Garztecka pisze śliczny list do
Panka, zachęcając go do wizyty w Bukowcu. Panek jedzie i zaczyna się przyjaźń, niezwykła, męska. Gielniak
ma obok żonę, rodzinę. O tym się nie mówi, ale dla
niego to strasznie ważne. Cicha dobroć.
Gielniak, z całą naiwnością francuskiego członka
Partii Komunistycznej, pisze do naszego Ministerstwa
Kultury z prośbą o pomoc. Nie ma ukończonych stu­
diów plastycznych. I co? Urzędnik prosi prof. Dawskiego, rektora Akademii we Wrocławiu o zajęcie się
chłopcem. Ten sprawy nie lekceważy, jedzie do Bukow­
ca - i zaczyna się przyjaźń starego mistrza z młodym
o jest moja ukochana książka. Gruba, ciężka,
człowiekiem, który już wkrótce zafascynuje go swymi
ale kiedy tylko mogę zaglądam do niej. Jest nie­ pracami. Nietypowy urzędnik, nietypowy rektor. Każda
zwykła, jakby ponad brudem życia, w którym
strona tej księgi jest piękna, ważna. Biblioteka Naro­
tkwimy. Samo dobro, piękno. Już jej bohaterowie, dowa
nie dołożyła starań, by wydano ją ze szczególną sta­
rannością. Trudna i ważna architektura książki jest
wiem czy najlepsi w Polsce czy Europie, ale dla mnie
dziełem Michała Piekarskiego. Niestety, nie zawsze
od lat najważniejsi. Ich sztuka jest ponadczasowa,
u Panka zredukowana do tego, co najważniejsze, do
udanym. Męczy zderzanie kilków krojów czcionek na
sedna, do konturu, jakże wyrazistego; u Gielniaka do
jednej stronie. Opracowanie, to żmudna, troskliwa
praca Elżbiety Dzikowskiej i, jak zawsze znakomitej
opowieści o życiu, śmierci, ale wyrażonej w jego tylko
języku, ponad czasem i przestrzenią.
Wiesławy Wierzchowskiej. Celne są komentarze, ma­
Linoryty Gielniaka, cierpliwie dłubane, stają się
teriał uzupełniający, przypisy i nawet szczegółowy opis
kosmosem, niebem i ziemią. Każdy tworzony tak, jak­ listów (łącznie z kolorem koperty, pisma), co już jest
by był ostatnim. Świat Gielniaka, sanatorium w Bu­ wydawniczym ewenementem.
kowcu, gdzie lekarze dokonywali cudów, by żył, on,
Nie umiem pisać o tej książce inaczej jak z podzi­
już tak przeżarty gruźlicą, że zdawało się, że nie ma
wem i... miłością. Jest tak piękna i mądra, że już nie
mięśni i kości. Cudowna przyjaźń dwóch artystów, ze­ wiem gdzie ją postawić w bibliotece. Obok dzieł z hi­
wnętrznie całkowicie różnych od siebie.
storii sztuki, Vasariego? Irvinga Stone'a?... ale też bli­
Panek, o grubych rysach, chłopskiej twarzy, po­ sko Ewangelii.
godny i Gielniak, skóra i kości, subtelna twarz o nie­
zwykłym uroku. Jeden z kultury wódki, drugi połu­ Panek, Gielniak. Zycie, przyjaźń, sztuka. Korespondencja 1962-1972;
opracowały Elżbieta Dzikowska, Wiesława Wierzchowska, Bibliote­
dniowego wina.
ka Narodowa, Warszawa 2005.
Ich listy są mądre, przejmujące, więcej w nich prawdy
Architektura książki - Michał Piekarski
o sztuce niż w wielu naukowych traktatach. Co jest tam
niezwykłego - dobroć. Naturalna, nigdzie nie nazwana.
I sztuka, niezależna, daleka od jakiejkolwiek kwalifikacji.

Listy Panka i Gielniaka

T

162

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6029" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6009">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/80d6d5790ce82adc07cf9cea49955cd7.pdf</src>
        <authentication>c6faa86a81ac4f91878fc634bb941c19</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71949">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6292</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71950">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71951">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71952">
                <text>Gurdżijew, Georgij I. (1870-1949)</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71953">
                <text>mistycyzm</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71954">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5869</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71955">
                <text>Co zrobić z Gurdżijewem? / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71956">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.60 z.2, s.163-164</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71957">
                <text>Prokopiuk, Jerzy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71958">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71959">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71960">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71961">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71962">
                <text>163-164 Prokopiuk.ps - 8/31/2006 11:21 AM

JERZY P R O K O P I U K

W

edług Rudolfa Steinem (1861-1925), chrze­
ścijańskiego ezoteryka, różokrzyżowca i twór­
cy antropozofii, około roku 1840 doszło
w Świecie Duchowym do kolejnej walki między mocami
Chrystusowymi - z Archaniołem Michaelem na czele a siłami demonicznymi, zarówno lucyferycznymi, jak
arymanicznymi, czyli jednostronnie „idealistycznymi”
i równie jednostronnie „materialistycznymi”.
W niedługi czas potem następuje w Europie praw­
dziwy „wysyp” narodzin wybitnych (i mniej wybit­
nych) ezoteryków, którzy w swej duchowej misji - jak
rozumiał to polski inicjowany, antropozof Robert
Walter (1908-31) - zerwali po raz kolejny owoc
z Drzewa Poznania. Mniej więcej w tym samym czasie
wśród dawnych i nowych ezoteryków europejskich od­
była się brzemienna w skutki dysputa: „konserwatyści”
spośród nich głosili dalszą konieczność zachowania za­
sady arcanum (tajemnicy) i niepopularyzowania wie­
dzy duchowej, ciągle jeszcze zwanej tajemną, podczas
gdy ich „liberalni” polemiści uważali, że z zasady tej
należy zrezygnować i wiedzę tę udostępnić wszystkim,
którzy po nią zechcą sięgnąć; „liberałowie” ci argu­
menty swe uzasadniali nadciągającym w XX i XXI
wieku okresem dramatycznych prób, jakie oczekują
ludzkość, a zatem koniecznością oddania jej do dyspo­
zycji wiedzy duchowej jako instrumentu zarówno sa­
moobrony człowieka, jak i jego nieodzownej przemia­
ny. W dyspucie tej, jak już wiemy, zwyciężyli „liberało­
wie” - i wiedza duchowa weszła pod strzechy i do blo­
kowisk, stając się wszakże - jak to ujął C.G. Jung - ra­
tunkiem dla jednych, ale też zgubą dla innych.
Grunt pod tę nową ucztę, na której spożywamy
owoc z Drzewa Poznania, przygotowała niewątpliwie
masoneria okultystyczna już w XVIII wieku (Sweden­
borg, Martinez de Pasqually, Pernety, Willermoz,
St. Martin), później zaś przede wszystkim okultyzm
francuski (Elifas Lévi, Fabre d’Olivet, Saint Yves
d’Alveydre, Mâitre Philippe, Papus) w wieku XIX i na
przełomie XX.
Ale niewątpliwie czołową rolę odegrała tu twórczy­
ni teozofii nowoczesnej Helena Bławacka (1831-91)
wraz ze swymi współpracownikami i następcami
(H.S. Olcott, Annie Besant, W.Q. Judge, William Lead­
beater, Alice Bailey); grono to otworzyło szeroko bra­
my inwazji ezoteryki orientalnej, zwłaszcza indyjskiej,
jaka runęła na Europę i Amerykę, począwszy od koń­
ca XIX wieku. Postacią drugą w kolejności, ale - mo­
im zdaniem - najwybitniejszą, był wspomniany Rudolf
Steiner, który choć przez kilkanaście lat działał w ru­
chu teozoficznym (1902-1912/13), stał się czołowym
reprezentantem ezoteryki chrześcijańskiej. Teraz nad­
chodzi kolej na Georgija Iwanowicza Gurdżijewa
(1873-1949), ezoteryka przybyłego z Kaukazu, inspi­
rującego się m.in. gnozą suficką, czwartym w tym kon­
tekście jest Juliusz Evola (1898-1974), ezoteryk wło­
ski, mistyk faszystowski, głoszący zarówno idee orien-

Co zrobić
z Gurdzijewem?

talnej „metafizyki seksu”, jak i tradycji gibelińskiej.
Ostatnim z nich był Aleister Crowley (1875-1947),
mag „lewej ręki”, prorok eonu Horusa, uważany za sa­
tanistę, wreszcie last but not least, C.G. Jung (1875­
-1961), wielki psycholog głębi, neognostyk i interpre­
tator alchemii; wymieniam go tu poza pierwszą piątką,
gdyż lokuje się on tylko na pograniczu ezoteryki, choć
walnie przyczynił się do jej odrodzenia.
Jakże zróżnicowany to „wachlarz” ezoteryków!1
Hinduizująca Bławacka, chrześcijanin Steiner, późnosuficki Gurdżijew, orientalizujący Evola, neopogański
satanista Crowley, przyznający się do chrześcijaństwa
neognostyk Jung... Spośród nich tylko Steiner pozo­
stał w ramach europejskiej tradycji ezoterycznej (różokrzyżowej), Evola i Jung znaleźli się na jej obrzeżach,
Bławacka opowiedziała się po stronie orientalnych
Mahatmów, Crowley zajął stanowisko zdecydowanie
antychrześcijańskie.
Kim zatem, w tym kontekście, jest Gurdżijew?
Ezoterykiem pierwszej rangi - niewątpliwie. Gnostykiem? Jeśli przez „gnozę” będziemy rozumieli „po­
znawczą penetrację świata duchowego metodami
transracjonalnymi”, niewątpliwie tak. W dużym jed­
nak stopniu był także - gnostycystą, tzn. gnostykiem,
którego światopogląd podzielał szereg wątków z gnostycyzmem antycznym. Gnozę swą (i gnostycyzm)
prezentował wszakże - jeśli chodzi o źródła, na które
się powoływał - odwołując się już to do tajemnego
wywodzącego się jeszcze z Babilonu, bractwa Sarmung, być może kontynuującego arymaniczne trady­
cje ośrodków Gundiszajna (?), już to do tradycji gno­
zy i mistyki islamskiej, sufizmu. (Swych najbardziej
zaawansowanych uczniów miał - jak twierdzi jeden
z proponentów idei i praktyki Gurdżijewa, J.G. Ben­
nett - posyłać do klasztorów sufickich na pograniczu
Iranu i Afganistanu). Gurdżijew z pewnością nie był
ezoterykiem chrześcijańskim, to nie ulega wątpliwo­
ści. (Ut fama fert, był jedynym człowiekiem, którego
Steiner wyrzucił ze swego Goetheanum, siedziby T o ­
warzystwa Antropozoficznego w Szwajcarii). Niewąt­
pliwie był zarówno gnostykiem, jak i - przynajmniej
w pewnej mierze - gnostycystą. Czy jednak można
uznać go za sufiego? Nie - jeśli wierzyć takim sufic-

163

�163-164 Prokopiuk.ps - 8/31/2006 11:21 AM

Jerzy Prokopiuk • CO ZROBIĆ Z GURDŻIJEWEM?

kim mistrzom, jak Hazrat Azad Rasool z tradycji Nakszbandi (urning Toward the Heart), czy Idries Shah,
którzy zdecydowanie odmawiają nu autentycznej
„sufickości”.
Gurdżijew, jak wiadomo, dał początek zróżnicowa­
nemu ezoterycznemu ruchowi, którego czołowymi po­
staciami byli - lub są - tacy ludzie, jak P.D. Uspiensky
(choć tylko do pewnego czasu), Thomas de Hart­
mann, małżeństwo de Salzmannów, Fritz Peters, A.E.
Orage, Kenneth Walker, wspomniany J.G. Bennet,
Louis Pauwels, Henri Tracol, Helen Palmer, by wy­
mienić najważniejszych. (Organizacją czuwającą obok
innych nad spuścizną Gurdżijewa jest np. Gurdjieff So­
ciety z siedzibą w Londynie.) Gurdżijew wywarł wpływ
na takich pisarzy, jak Katherine Mansfield czy J.B.
Priestly, oraz takich ludzi teatru, jak Peter Brook czy
Jerzy Grotowski. Dzięki Grotowskiemu - choć za ży­
cia, jak się zdaje, nie ujawniał swych progurdżijewowskich sympatii - i aktualnemu kierownictwu Ośrodka
Badania Twórczości Jerzego Grotowskiego we Wro­
cławiu, Grzegorzowi Źiółkowskiemi i Jarosławowi Fre­
towi, jak również tłumaczce dzieł Gurdżijewa
i Uspienskiego Magdzie Złotowskiej, nauczanie kau­
kaskiego ezoteryka znalazło przyjęcie także w Polsce.
(Tyle, dla przypomnienia, znanych skądinąd informa­
cji o Gurdżijewie i jego ruchu).
Co jednak z zrobić z Gurdżijewem?
Oto dobry moment - i sposobność - bym mógł wyra­
zić mój własny pogląd na Gurdżijewa i jego nauczanie.
Otóż w moim przekonaniu - powróćmy do począt­
ku moich wywodów - ów akt i proces „ponownego
spożycia owocu z Drzewa Poznania” miał i ma, jak
każdy akt i proces duchowego życia człowieka, dwa
aspekty: jasny i ciemny.
Za jasny jego aspekt uważam - w analogii do pra­
dziejowego, archetypowego Wydarzenia z Raju - po­
znawcze i doświadczalne otwarcie przed Człowiekiem
nowych horyzontów rozwoju. Wydarzenie to - i każ­
de jego powtórzenie - to beata culpa, „błogosławiona
wina”, do której (świadomie) doprowadzili Człowieka
Jahwe i Wąż (Lucyfer); to oni ją spowodowali, tyle że
obarczali nią Człowieka. A błogosławiony charakter
tego wydarzenia polega na wytrąceniu Człowieka
z pozaczasowej stagnacji Raju i „wrzuceniu” go
w świat czasu i przestrzeni, to znaczy daniu mu możli­
wości rozwoju przez nieustanną przemianę. Człowiek
musiał uwolnić się od Boga, by stać się bytem samo­
dzielnym - i w sposób wolny powrócić doń u kresu
czasu. (Dlatego nie ma powrotu do Raju - przed na­
mi jest tylko droga do Nowego Jeruzalem.) A każde
kolejne spożycie owocu z Drzewa Poznania oznacza
zarazem wygnanie z Raju i szansę na rozwój w drodze
do Nowego Jeruzalem. Takie samo - pozytywne znaczenie ma trwający od przeszło stu lat renesans
ezoteryki od najwyższych jej szczytów po popularną
kulturę ruchu Nowej Ery.

A aspekt ciemny? W odrodzeniu ezoteryki widzę
zarówno nurt progresywny - chrześcijański, taki jak
antropozofia, jak i nurt zdecydowanie regresywny,
który proponuje nam „cofnięcie się do Raju”, a jego
przejawami są wszelkiego rodzaju tendencje nawrotu,
czy to do szamanizmu, do ezoteryki orientalnej (taoizmu, hinduizmu czy buddyzmu), czy też do - bliż­
szych Europie - kabały, chasydyzmu czy sufizmu.
Wszystko to są propozycje nie tylko cofnięcia się do
starych form ezoteryki, ale także do form „importo­
wanych” z innych kręgów kulturowo-religijnych.
Przenoszenie tych form na grunt euroaramerykański
spełnia ogólną funkcjonalną definicję zła znaną
w ezoteryce chrześcijańskiej (także w antropozofii):
„Zło - to dobro przeniesione w niewłaściwy czas
i miejsce”. Z tych racji wszystkie te duchowe „towary
importowane” uważam za złe, bo regresywne, prze­
szczepiane tam, gdzie sami ich twórcy ich nie zaini­
cjowali. Oczywiście, ta diagnoza i konstatacja odnosi
się także do nauczania Gurdżijewa.
Wszakże ten ciemny aspekt renesansu ezoteryki
w XX i XXI wieku ma także znaczenie pozytywne.
W skali ogólnej może wywołać wzrost zainteresowania
życiem duchowym en general, w szczególności zaś
wzrost zainteresowania chrześcijańską i europejską
tradycją i praktyką życia duchowego. W skali indywi­
dualnej zaś może wprawdzie cofnąć człowieka do prze­
starzałych form życia duchowego, ale także - w przy­
padku doświadczeń nieudanych - otworzyć mu oczy
na ezoterykę jego własnego obszaru kulturowo-religijnego. (Przypomnijmy tu raz jeszcze cytowane słowa
Junga: „Co jest ratunkiem dla jednych, może być zgu­
bą dla innych”.)
Tak też jest z Gurdżijewem, jego nauczaniem
i praktyką. Któż może - w każdym poszczególnym
przypadku - powiedzieć, dla kogo są ratunkiem, a dla
kogo zgubą? N a to pytanie odpowiedzieć może tylko
sam los danego człowieka. (On sam - nie od razu.)
„Po owocach poznacie ich”.
Gurdżijew zatem - i jemu podobne propozycje - to
malum necessarium? Tak. Pamiętajmy jednak tao­
istyczny obraz taj-aitu; także w ciemnym jin znajduje
się jasna kropka jang. Wszakże ze złem nie należy
walczyć. Zło trzeba przemieniać. Aby je przemienić,
trzeba najpierw uznać sens i rację jego istnienia. Po­
tem je poznać. (To kościelna mentalność średnio­
wieczna zachowała po dziś dzień animalną reakcję na
zło - fight or flight - zwalcza je lub przed nim ucieka.)
Zło to nie tylko malum, lecz także coś koniecznego necessarium. (Bóg je zaplanował - bo przecież nie wy­
mknęło się spod Jego kontroli? - i ma ono swe miejsce
w ekonomii naszego kosmosu.)
Nie walczmy więc z Gurdżijewem i przed nim nie
uciekajmy. Poznajmy go. Welcome, Mr. Gurdjieff.

164

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6030" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6010">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e7f1af5255bac0eab576079a025fcfc5.pdf</src>
        <authentication>fbc7ffbe493721c09f01bccc88bf74fa</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71963">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1277</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71964">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71965">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1179</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71966">
                <text>Kronika / ETNOGRAFIA POLSKA 1987 t.31 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71967">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1987 t.31 z.1, s.213-230</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71968">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71969">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71970">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71971">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71972">
                <text>K

R

O

N

I

K

A

„Etnografia Polska", t. X X X I : 1987, z. 1
PL ISSN 0071-1861

INNOWACJE W Z W Y C Z A J A C H ŻYWIENIOWYCH.
VI MIĘDZYNARODOWA K O N F E R E N C J A POŚWIĘCONA
E T N O L O G I C Z N Y M BADANIOM N A D POŻYWIENIEM,
K A R N I O W I C E POD K R A K O W E M , 9-12 X 1985 r.
Gdy 15 lat temu, w 1970 г., po raz pierwszy etnolodzy interesujący się problematyką
pożywienia spotkali się w Lund, w Szwecji — postanawiając zbierać się odtąd co trzy lata
w różnych częściach świata, aby kontynuować wymianę doświadczeń i dyskutować nad swymi
pracami — wysunęli już wówczas propozycję i życzenie przyjazdu do Polski jako miejsca
następnego spotkania . Propozycja ta powtarzana byla niemal na każdej z kolejnych konfe­
rencji, ale mogła zrealizować się dopiero w 1985 r. dzięki zabiegom i energii dr A. Kowalskiej-Lewickiej, prezesa Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, której zasługą jest dopro­
wadzenie do spotkania w naszym kraju. Ona to wzięła na siebie cały trud organizacji
i odpowiedzialności za to duże — w skali polskiej etnografii — przedsięwzięcie. Szósta więc
„etnologiczna konferencja pożywieniowa" odbyła się w Polsce, w Karniowicach pod Krakowem,
w nowoczesnym Ośrodku Szkolenia Rolniczego, gdzie stworzono uczestnikom dobre warunki do
obrad, izolując ich w pewnym sensie od miasta, co zresztą uznano za sukces organiza­
cyjny. Nawet malownicze położenie Ośrodka w paśmie jurajskich skałek wapiennych, wycieczko­
wym miejscu mieszkańców Krakowa, nie odciągało od obrad, dyskusji i spotkań kuluarowych,
które trwały do późnych godzin wieczornych. Starano się bowiem maksymalnie wykorzystać
to spotkanie etnologów, a także i historyków, interesujących się właściwie tym samym zagad­
nieniem, ale rozwiązujących je w różny sposób i różnymi metodami. Może dzięki coraz lepszej
znajomości spotykających się od lat tych samych na ogół o s ó b , a może dzięki życzliwej
i pogodnej atmosferze, którą udało się stworzyć na konferencji, goście zagraniczni uznali
ją za niezwykle udaną. Uczestniczyły w niej 44 osoby (ze zgłoszonych na liście 77) z nastę­
pujących krajów: Austria (1), Bułgaria (1), Czechosłowacja (2), Francja (1), Holandia (1),
Irlandia (1), Norwegia (2), N R D (2), Polska (7), R F N (4), Stany Zjednoczone Ameryki
Północnej (8), Szwecja (7), Węgry (4), Wielka Brytania (1), ZSRR (i) oraz Berlin Zachodni (1).
Obrady odbywały się na posiedzeniach plenarnych i w sekcjach, na których wygłaszano
referaty w języku angielskim lub niemieckim.
1

2

Tematyka omawianej konferencji sformułowana została jako „innowacje w zwyczajach żywie­
niowych", zgodnie z zasadą koncentrowania problematyki obrad wokół ustalonego na poprzedniej
konferencji tematu . Temat ten okazał się szeroki i interesujący, również ze względu na
3

1

Zob. R. V a l e r i , The First International Symposium for Ethnological Food Research, Lund,
August 1970, „Ethnologia Scandinavica", 1971, s. 185-186. Na konferencji tej zaproponowano
nawet temat następnych obrad w Polsce, jakim miało być „pożywienie głodowe".
Z 40 uczestników pierwszej konferencji w obecnej wzięło udział 9 osób, w tym dwie
z Polski: M. Dembińska z Warszawy i A. Kowalska-Lewicka z Krakowa.
Dotychczas poruszane były następujące zagadnienia: 1) stan i metody badań nad poży­
wieniem w Europie i USA (Lund, 1970); 2) dominujące cechy regionalnego sposobu odżywiania
(Helsinki, 1973); 3) preferencje i tabu potraw i napojów (Cardiff, 1977); 4) pożywienie jako
komunikacja (Stainz, 1980); 5) okresy i punkty zwrotne w historii pożywienia (Matrafüred,
2

3

�214

KRONIKA

prezentowane przez referentów różne sposoby ujęcia zagadnienia, przedmiot, zakres czasowy
i badane środowisko, którym była zarówno wieś, jak i miasto. Prof. dr Nils-Arvid Bringéus,
dyrektor Instytutu Etnologicznego w Lund, inicjator spotkań i duża osobowość w etnologii
światowej, otwierając obrady podkreślił wagę, wieloaspektowość i miejsce pożywienia w całym
kontekście badań nad człowiekiem i jego kulturą, w której śledzeniem innowacji, jej kierunków
i konsekwencji zajmowali się takiej miary uczeni, jak Sigfrid Svensson z Lund i Gunter
Wiegelmann z Munster, niestety nieobecny na konferencji z powodu choroby. Dwa pierwsze
referaty dotyczyły zmian w ideologii i praktyce odżywiania w Stanach Zjednoczonych i Euro­
pie Zachodniej. Pierwszy z nich wygłosiła N. W. Jerome z Wydziału Medycyny Uniwersytetu
w Kansas City, drugi C. D. Rath z Instytutu Semiotyki i Teorii Komunikacji Uniwersytetu
w Berlinie Zachodnim. W referatach tych z jednej strony podkreślono teoretyczne aspekty
badań nad współczesnymi tendencjami w dziedzinie wyżywienia, z drugiej wskazano na aktualną
sytuację i praktyczną działalność m. in. różnego rodzaju barów szybkiej obsługi, krytyczne
głosy ekologów i propagatorów tzw. „powrotu do natury", poruszając istotny we współ­
czesnym świecie problem zmian w systemie odżywiania, nie zawsze korzystnych dla organizmu
ludzkiego i społeczeństwa. W badaniach etnologicznych współczesność zawsze przeplata się
z przeszłością, tym bardziej że zagadnienie innowacji często wymaga ujęcia diachronicznego.
Stosunkowo wiele uwagi poświęcono więc wprowadzeniu i rozpowszechnianiu się spożycia
alkoholu, herbaty i innych używek (A. Fenton, P. Lysagth. U. Meiners. R. Sandgruber,
R. Weinhold), warzyw (M. Ludvíkova), nowych środków żywnościowych i potraw (E. Kisban,
M. Markus, L . Radewa, E . Sergó), czy też zmian w urządzeniach ogniowych (G. Benker).
Kulturową analizę zwyczajów świątecznych w południowej Szwecji na podstawie źródeł archi­
walnych z lat 1860-1920 przedstawiła I. Nordstrom z Lund, omawiając wprowadzane do
posiłków świątecznych innowacje w zakresie potraw, sposobu ich podania, zachowania się
biesiadników przy stole. Zwróciła uwagę na prestiżową funkcję innowacji kulinarnych, konsta­
tując, iż święto bywa mierzone rodzajem podawanych potraw, a jego rytuał wyznaczają
kolejne posiłki. Uczestniczący w konferencji historycy przedstawili ciekawy sposób ujęcia pro­
blematyki badawczej, zajmując się m. in. — jak np. H . J. Teutenberg z Munster — narodzinami
kuchni mieszczańskiej i kryjącymi się pod tym pojęciem wartościami, prezentując interesujące
etnologów dane źródłowe do przemian pożywienia okresu industrializacji w niemieckojęzycznej
Europie środkowej. Analizie pojawiających się i znikających środków żywności we francuskich
książkach kucharskich od X I V do XVIII w. poświęcony był referat J. L . Flandrina z Paryża,
który szczególną uwagę skupił na użyciu w kuchni francuskiej ostrych przypraw, zabijających
nieraz smak potraw, maskujących ich nieświeżość lub podniecających apetyty. Ilość i rodzaj
tych przypraw ulegała zmianie w ciągu wieków, od nadużywania ich w średniowieczu do
rezygnacji z wielu w ciągu wieku X V I I i zastępowania wschodnich przypraw przez pochodzenia
rodzimego. Różnice między polską kuchnią średniowieczną a nowożytną omówiła M. Dem­
bińska z Warszawy, odwołując się nieraz do sformułowań ww. historyka francuskiego, który
zwrócił uwagę na znamienne dla kuchni nowożytnej zmiany m. in. w ocenie użycia masła czy
wszelkiego rodzaju sosów. Wiek X V I I można uznać za przełom między średnio wiecznością
a nowożytnością kuchni europejskiej, przy czym na skutek rożnych czynników, przezwyczajeń,
a przede wszystkim możliwości zdobywania produktów i przypraw, różnicowały się kuchnie
i w różnym czasie następowały zmiany. Na koniec tego krótkiego przeglądu — nie wszyst­
kich zresztą referatów, których druk przygotowywany jest obecnie — przenieśmy się raz jeszcze
do czasów nam współczesnych, do jednej z dzielnic Paryża, w której przeprowadziła badania
A. Sjogren ze Sztokholmu, ukazując zmiany w funkcji jadalni, jej usytuowaniu w mieszkaniu
(od znacznego oddalenia od kuchni do zbliżania się do niej), rozplanowaniu mebli, a przede
wszystkim stołu jadalnego oraz wynikające z tego zmiany w rytuale spożywania posiłków

1983). Zob. też M. D e m b i ń s k a , Dziesięciolecie międzynarodowych spotkań naukowych poświęco­
nych etnologicznym i historycznym badaniom nad pożywieniem, „Kwartalnik Historii Kultury
Materialnej", R. 29: 1981, nr 4, s. 557-561.

�215

KRONIKA

w rodzinie. Tytuł referatu: „Czy pokój jadalny należy do przeszłości?" kryje w sobie
powszechne — nie tylko w stolicy Francji — tendencje zmian w sposobie bycia mieszkańców
miast.
Na konferencji poruszano też sprawy organizacyjne tego nieformalnego zrzeszenia, któremu
przewodniczył dotąd prof, dr N. A. Bringeus. W związku jednak z powołaniem go na
przewodniczącego Międzynarodowego Towarzystwa Etnologii i Folkloru [SIEF] funkcję tę
przekazał swemu współpracownikowi z Uniwersytetu z Lund, A. Salomonssonowi. Omawiano
też sprawy wydawnicze oraz miejsce i temat następnego spotkania. Wybór padł na Norwegię,
której przedstawiciele zaproponowali „konserwację i przechowywanie żywności" jako przedmiot
następnych obrad.
Uczestnikom Konferencji w Karniowicach udostępniono do wglądu niektóre wydane ostatnio
publikacje z zakresu interesującego wszystkich zagadnienia, jak też mapy dotyczące pożywienia,
opracowane przez Pracownię Polskiego Atlasu Etnograficznego I H K M P A N we Wrocławiu.
Mieli też oni okazję zapoznać się z polskimi potrawami narodowymi na okolicznościowym
obiedzie w jednej z renomowanych restauracji Krakowa oraz zwiedzić skansen w Falkowej
koło Nowego Sącza, gdzie zaproszono ich na ucztę weselną z licznymi regionalnymi potrawami.
W czasie zwiedzania tego pięknie usytuowanego muzeum na wolnym powietrzu gościom
demonstrowano sposoby przetwórstwa żywności (np. wyrób oleju, masła i sera, suszenie śliwek,
pieczenie chleba i in.) oraz pracę twórców ludowych. Występy folklorystycznych zespołów
tanecznych zamknęły tę bardzo dobrze zorganizowaną wycieczkę, która była ostatnim punktem
programu Konferencji. Liczne słowa podziękowania, jakie skierowane były do dr A. Kowalskiej-Lewickiej i osób pomagających jej w przygotowaniu Konferencji pozwalają sądzić
0 dużym zadowoleniu uczestników, rozjeżdżających się do swych krajów z uczuciem sympatii
1 uznania dla wysiłków i gościnności organizatorów tego spotkania.
Zofia Szromba-Rysowa

K O N F E R E N C J A E T N O G R A F I C Z N A O ŚLĄSKU
Staraniem Katedry Etnografii Uniwersytetu im. Bolesława Bieruta we Wrocławiu, przy
współudziale Dolnośląskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego we Wrocławiu i Wroc­
ławskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego w dn. 5-7 grudnia 1985 r. odbyła
się konferencja o tematyce etnograficznej pod nazwą „Kultura ludowa sercem Śląska". W jej
inauguracji uczestniczyli przedstawiciele władz wojewódzkich, organizacji społecznych, radia
i prasy oraz władz uczelnianych. Dla podkreślenia szczególnego charakteru konferencji na
miejsce obrad wybrano barokową aulę Leopoldina w głównym gmachu Uniwersytetu. Za
rządów pruskich, od początku powstania Uniwersytetu studiowało tutaj wielu Polaków, któ­
rych los nie był zawsze łatwy na skutek różnych represji. Program nauk humanistycznych
był w Uniwersytecie na ogół słabo rozwinięty, wymagał więc od studentów zdwojonej
uwagi i pracy nad sobą. Podkreślał również niemieckość śląskich ziem i ich mieszkańców,
argumentując to statystycznymi danymi, dotyczącymi rozprzestrzenienia języka niemieckiego.
Tymczasem autentyczne spisy ludności wykazują, że w pruskich rejencjach jeszcze na początku
X X w. liczba Polaków wcale nie była taka mała. Potwierdzają to także realia kulturowe
oraz gwara śląska. Przetrwały one tutaj do czasów współczesnych i częściowo wtopiły się
w nową rzeczywistość. Nie trzeba szczególnie udowadniać, że lud śląski na tych ziemiach
odegrał decydującą rolę w walce o polityczne, narodowe i społeczne wyzwolenie, gdyż wiele
już na ten temat napisano. Niejako jednak w hołdzie tym, którzy bronili polskości i którzy
w jej imię polegli, oraz dla podkreślenia wagi i znaczenia, jakie odegrał lud przyczyniając
się do kształtowania kultury narodowej Śląska, wybrano Wrocław — jako stolicę tego regionu —
na miejsce konferencji. Przyczyn jej zorganizowania było kilka. Po pierwsze: w bieżącym
roku Uniwersytet Wrocławski obchodził 40 rocznicę swego istnienia. Chodziło więc o za-

�216

KRONIKA

akcentowanie tej uroczystości m. in. udziałem etnografii. Po drugie — kultura ludowa na Śląsku
w takim ujęciu, jak to uczyniono obecnie, nie była dotąd tematem żadnej konferencji.
Odbywały się jedynie sesje poświęcone wybranym zagadnieniom lub regionom. Tym razem
skierowano zaproszenie do przedstawicieli wszystkich okręgów należących etnicznie do terenu,
który pomimo różnych zmian granic administracyjnych i państwowych oraz zmian ludności
zachował swoje historyczne nazwy i oblicze. Byli więc przedstawiciele Śląska Cieszyńskiego,
Górnego, Opolskiego, Dolnego, Opawskiego oraz łużyckiej części należącej administracyjnie
przez ponad sto lat do Śląska.
Organizatorom chodziło o dokonanie podsumowania, co dotąd uczyniono w zakresie
badań nad ludową kulturą Śląska, pogłębienia wiedzy o niej i jej upowszechnienia, i o ukazanie,
w jakim kierunku podążają lub winny podążać dalsze działania. Chodziło również o uczynie­
nie pierwszego kroku zmierzającego do integracji i współpracy badaczy i instytucji, których
uwagą i podstawą działania jest ludowa kultura na Śląsku.
Nadanie konferencji tytułu „Kultura ludowa sercem Śląska" miało zaakcentować fakt, iż
na tych ziemiach lud odegrał najważniejszą rolę w utrzymaniu oblicza słowiańskiego i narodo­
wego oraz trwałych wartości kulturowych. Winni o tym pamiętać nie tylko tutejsi mieszkańcy,
ale także badacze zajmujący się innymi regionami, teorią kultury i jej syntezą.
Program, jaki ustalono, można by scharakteryzować w skrócie: wczoraj, dziś i jutro
kultury ludowej na Śląsku. Tak więc, pierwsza część uwzględniała referaty, które dotyczyły
uwarunkowań historycznych rozwoju kultury ludowej na Śląsku (doc. dr hab. Aleksander
Nyrek z Instytutu Historii Uniwersytetu Wrocławskiego), folkloru śląskiego jako oręża w walce
o polskość (prof, dr hab. Dorota Simonides - Instytut Filologii Polskiej Wyższej Szkoły
Pedagogicznej w Opolu) i świadomości narodowej ludności na polskim obszarze etnicznym
Śląska (prof, dr hab. Andrzej Brożek — z Instytutu Badań Polonijnych Uniwersytetu Jagielloń­
skiego w Krakowie). Uzupełnienie stanowiło omówienie stanu i wyniku badań nad ludową
kulturą Śląska do 1945 r. (mgr Eugeniusz Kłosek z Katedry Etnografii Uniwersytetu Wrocław­
skiego) oraz dorobku nauki niemieckiej w zakresie folkloru do 1939 r. (doc. dr hab. Jerzy
Pośpiech z Instytutu Filologii Polskiej Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu).
Z uwagi na fakt, że obszar Śląska potraktowano jako makroregion, w tej grupie
referatów znalazło miejsce omówienie ludowej kultury Śląska Opawskiego (dr Zdena Váchova
z Slezského Muzea v Opavie) oraz stanu tradycyjnej kultury ludowej na Górnych Łużycach, w okolicy Hoyerswerda (dipl. et. Albrecht Lange z Instytutu Serbo-Łużyckiego w Budziszynie). Cykl ten zamykał referat dotyczący specyfiki kultury ludowej Śląska w świetle
Polskiego Atlasu Etnograficznego (dr Janusz Bohdanowicz z Pracowni Polskiego Atlasu Etno­
graficznego Zakładu I H K M PAN we Wrocławiu).
Współczesny dorobek badaczy i metody działania oraz obecny stan kultury uwzględniały
kolejne referaty, z których jako pierwszy wymienić należy referat dotyczący zderzenia kultur
na Dolnym Śląsku (dr Magdalena Rostworowska z Muzeum Etnograficznego we Wrocławiu).
Nad problematyką tą koncentrowali uwagę różni badacze i instytucje naukowe, co znalazło
wyraz w licznych publikacjach. Ich omówienie było przedmiotem dwu innych referatów;
na temat ośrodków badawczo-naukowych i upowszechnieniowych na Śląsku (mgr Krystyna
Kaczko z Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu) oraz zakresu i metod badań kultury ludowej
na Śląsku w 40-leciu P R L (dr Henryka Wesołowska z Katedry Etnografii Uniwersytetu
Wrocławskiego). Rzeczywisty stan kultury na Górnym Śląsku przedstawiały referaty pt. „Kultura
ludowa w świetle tradycji i współczesności" (doc. dr hab. Barbara Bazielich z Katedry
Etnografii Uniwersytetu Wrocławskiego) oraz „Wpływ industrializacji i urbanizacji na kształto­
wanie się współczesnego obrazu kultury ludowej na Górnym Śląsku" (dr Irena BukowskaFloreńska z Instytutu Nauk Pedagogiczno-Społecznych Uniwersytetu Śląskiego, Filia w Cie­
szynie).
Żywą ilustracją powojennej rzeczywistości Dolnego Śląska była wystawa pt. „Stare i nowe
na wsi dolnośląskiej", którą otwarto z okazji konferencji jako stałą ekspozycję w Muzeum
Etnograficznym we Wrocławiu. Pokazuje ona zjednej strony część kultury materialnej, zastaną
w obrębie wsi i zagrody przez ludność osiedlającą się tutaj po 1945 г.; drugą natomiast

�217

KRONIKA

kolekcję stanowią przedmioty gospodarczego i osobistego użytku, jakie przywieziono na Dolny
Śląsk z poprzednich miejsc zamieszkania.
Kontynuację obecnego stanu kultury ludowej z uwzględnieniem perspektywicznych kie­
runków i zachodzących w niej zmian zaprezentowano w trzeciej grupie referatów. Rozpoczął
ją referat ukazujący obraz współczesnej społeczności wiejskiej na Śląsku (doc. dr hab. Edward
Pietraszek z Katedry Etnografii Uniwersytetu Wrocławskiego). Autor wystąpienia zwrócił przy
tym uwagę na wszystkie większe i specyficzne subregiony, poczynając od Beskidu Śląskiego
na południu, a kończąc na zachodnich krańcach Dolnego Śląska. Jako konkretny przykład
rzeczywistości zaistniałej tutaj po II wojnie światowej ukazano problem adaptacji i integracji
kulturowo-społecznej omawiając więzi rodzinne i krewniacze (dr Wanda Czapran z Katedry
Etnografii Uniwersytetu Wrocławskiego). Referat ten był wynikiem indywidualnych badań
terenowych autorki, przeprowadzonych w latach 70-tych. Otwierał on drogę innym referatom,
z których pierwszy zwracał uwagę na społeczne potrzeby funkcjonowania kultury na Dolnym
Śląsku (mgr Maria Gołubkowa z Muzeum Etnograficznego we Wrocławiu), drugi — na
współczesną twórczość ludową i kierunki jej rozwoju na Górnym Śląsku (mgr Maria Lipa-Kuczyńska z Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu) i trzeci, który dotyczył roli skansenu w środo­
wiskach zindustrializowanych i zurbanizowanych na przykładzie Śląska (mgr Krystyna Wicher-Jesionowska z Muzeum Wsi Opolskiej w Opolu-Bierkowicach). Podnosiły one zarówno wartość
i znaczenie tradycji ludowych jako czynnika integrującego, patriotycznego i kształtującego
świadomość narodową, jak też rodzącego stale artystyczne potrzeby, wprawdzie jakościowo
inne, często zupełnie nowe, lecz nawiązujące w jakimś stopniu do różnych znanych wątków,
uznawanych za dziedzictwo pokoleń. Doświadczenia w tym zakresie wynikają nie tylko z pracy
badawczo-naukowej czy dokumentacyjnej, lecz także upowszechnieniowej, reprezentowanej przez
śląskie uczelnie, instytuty oraz państwowe i społeczne muzea i skanseny. Ich intensywna
działalność na Śląsku, zwłaszcza w latach minionego 40-lecia, wyraża się w licznych akcjach
badawczych, publikacjach, wystawach, nowo zorganizowanych placówkach muzealnych uwzględ­
niających szeroko problematykę kultury ludowej na Śląsku, kształtującej się zawsze w specyficz­
nych i szczególnie trudnych warunkach. Dla zaprezentowania chociaż części wyników prowa­
dzonych prac zorganizowano także w gmachu Uniwersytetu wystawę książki o tematyce
etnograficznej poświęconej Śląskowi.
Barbara Bazielich

DZIEŃ MUZUŁMAŃSKI W PIENIĘŻNIE
Dnia 28 września 1985 r. w Misyjnym Seminarium Duchownym Księży Werbistów w Pie­
niężnie zorganizowano Dzień muzułmański. Z tej okazji przybyli muzułmanie polscy z Warszawy,
Białegostoku i Gdańska oraz zaproszeni goście.
Dzień rozpoczęto mszą, na której byli obecni wszyscy uczestnicy Sesji. Mszy przewodniczył
o. Stanisław Wyparło SVD, misjonarz pracujący od 20 lat w Indonezji. Przedstawił on
konkretne przykłady współpracy między katolikami i muzułmanami, takie jak: pomoc przy budowie
obiektów sakralnych, uczestnictwo duchownych obu religii w większych świętach chrześcijańskich
lub islamskich.
Oficjalnego otwarcia Dnia muzułmańskiego dokonał o. dr H. Gzella — dyrektor studiów
Misyjnego Seminarium Duchownego w Pieniężnie. Podkreślił on, iż płaszczyzną jedności i dialogu
jest wiara w Jedynego Boga.
O. dr E . Śliwka, dyrektor Muzeum Misyjno-Etnograficznego w Pieniężnie, zapoznał
zebranych z genezą tego nietypowego spotkania oraz nakreślił perspektywiczne plany tego
rodzaju spotkań. Przedstawił również cele, jakie miała wystawa „Koran ze zbiorów muzułmanów
polskich", która była prezentowana w Pieniężnie od 15 VI 1985 r . Podkreślił również, iż
1

1

Dokładniejsza relacja z tej Wystawy została zamieszczona w „Etnografii Polskiej", t. 31:
1986, z. 2, s. 183-185.

�218

KRONIKA

islam, podobnie jak chrześcijaństwo, nie unikną) podziałów wewnętrznych. Żywym tego przy­
kładem jest obecność na sesji muzułmanów sunnitów (islam ortodoksyjny) oraz muzułmanów
Ahmadi (modernistyczny prąd religijny odchodzący wyraźnie od ortodoksji sunnickiej).
W dalszej części Sesji głos zabrali prelegenci. Jako pierwszy wystąpił imam mgr Mahmud
Taha Żuk, reprezentant grupy muzułmanów Ahmadi. Ukazał on, iż islam to nie tylko religia,
moralność, ale również system prawno-społeczny oparty na świętej księdze — Koranie, oraz na
Sunnie, czyli tradycji muzułmańskiej. Przedstawił artykuły wiary oraz zasady, które musi
wypełniać prawowity muzułmanin. Nakreślił także historyczny rys islamu.
O wspólnotach Tatarów polskich w latach 1918-1939 mówił dr Ali Miśkiewicz, przedsta­
wiciel grupy muzułmanów sunnitów, adiunkt Pracowni Badań Regionalnych Instytutu Historii
filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku. W Polsce północno-wschodniej okresu mię­
dzywojennego Tatarzy tworzyli jedną z najsilniejszych grup etnicznoreligijnych. W granicach
całej Rzeczypospolitej było ich ok. 6 tys. Kulturalnie zbliżeni byli do Polaków i Białorusinów.
Odróżniali się od nich obrzędowością religijną. Inteligencja tatarska mówiła językiem polskim,
a znała także francuski i rosyjski. Pozostali mówili po białorusku lub używali dialektu
kresowego. Młodzież uczęszczała do polskich szkół, gdyż własnych Tatarzy nie posiadali.
Języka arabskiego i Koranu uczono w szkołach przyświątynnych.
W 1925 r. zwołano w Wilnie Ogólnopolski Zjazd Muzułmanów. Na Zjeździe powołano
Muzułmański Związek Religijny Rzeczypospolitej Polski, zrywając przy tym więzy z zarządem
duchownym (muftiatem) w Symferopolu. Utworzono autokefalię związku uniezależniając go od
jakiejkolwiek władzy religijnej muzułmanów za granicą. Powołano także organ zarządzający
Związku — muftiat, powierzając godność muftiego doktorowi nauk orientalistycznych Jakubowi
Szynkiewiczowi. Siedzibą muftiatu i nowo utworzonego Związku Kulturalno-oświatowego Tata­
rów Rzeczypospolitej Polski zostało Wilno.
W 1936 r. utworzono w ramach 13 Pułku Ułanów Wileńskich szwadron tatarski. Walczył
on w kampanii wrześniowej, a potem w II Korpusie Polskim na ziemi włoskiej oraz w I i II

Ryc. 1. Modlitwa
Fot. Józef Roszyński. SVD

�219

KRONIKA

Ryc. 2. Uczestnicy „Dnia muzułmańskiego" podczas wspólnej modlitwy
Г 0 1 . Jo/cl' Ros/jibki SVD

Armii Wojska Polskiego. Związek Kulturalno-Oświatowy organizował świetlice tatarskie, biblio­
teki, amatorskie zespoły artystyczne. Wydawano także: Roczniki Tatarskie (3 tomy — 1932,
1935, 1938), miesięcznik „Życie Tatarskie" (w latach 1934-1938) oraz kwartalnik „Przegląd
Islamski" (w latach 1930-1937).
Ogromnie ciepło przyjęta została przez słuchaczy jedyna kobieta wśród prelegentów —
Dżennet Dżabagi Skibniewska z grupy muzułmanów sunnitów, pedagog, redaktor, działacz
społeczno-kulturalno-religijny. Z wielkim zaangażowaniem emocjonalnym opowiadała ona o życiu
muzułmanów Warszawy 20-lecia międzywojennego, gdyż wiązało się to także z jej osobistymi
losami. Dżabagi Skibniewska jest córką Wassan-Gireja Dżabagi. redaktora naczelnego ..Prze­
glądu Islamskiego", pisma przeznaczonego dla społeczności muzułmańskiej, które wydawane było
w Warszawie. Osoba W. G. Dżabagi nadawała ton życiu inteligencji tatarskiej w stolicy.
Wokół jego domu zbierało się jej grono. Należeli do niego imamowie. dyplomaci, literaci
oraz takie osoby, jak: ks. Z. Choromański, późniejszy biskup, sekretarz Episkopatu Polski,
czy prof. Alfred Górka, orientalista, kierownik Instytutu Wschodniego, mającego w tym
czasie siedzibę w Warszawie.
W godzinach popołudniowych uczestnicy Dnia muzułmańskiego zwiedzili wystawę „Koran
ze zbiorów muzułmanów polskich". Wystawę objaśniali: imam mgr Mahmud Taha Żuk oraz
dr Ali Miśkiewicz. Na wystawie zgromadzono m. in.: teksty Koranu z komentarzem, Sunnę
Alego zawierającą wypowiedzi Proroka dotyczące modlitwy, małżeństwa, nauki itp., podręczniki,
za pomocą których dzieci muzułmańskie zdobywały w szkołach przyświątynnych znajomość
języka i pisma arabskiego oraz próbki pisma tych uczniów z terenu Polski okresu między­
wojennego. Inną grupę stanowiły przedmioty związane z kultem muzułmańskim (m. in. namaziyk —
dywanik służący do modlitw, który ma wyrażać skupienie i oderwanie się modlącego od
otaczającego go świata; obrzędowe nakrycie głowy imama muzułmańskiego; tazbich — róża­
niec o 99 paciorkach, na którym odmawia się 99 imion Boga zawartych w Koranie, chamail —
zbiór modlitw rytualnych: korzeń z Mekki przywieziony na pamiątkę przez pielgrzymów oraz

�220

KRONIKA

Ryc. 3. Członkowie prezydium
Fot. Józef Roszyński SVD

muhiry — ozdobne wersety z Koranu. Prezentowane były także pamiątki i zdjęcia dotyczące
islamu wraz z czasopismami wydawanymi przez polskich muzułmanów. Dzień muzułmański był
również dniem zamknięcia tej wystawy. Od chwili otwarcia zwiedziło ją ponad 20 tys. osób.
Po zwiedzeniu wystawy wznowiono Sesję. Wiceprzewodniczący Gdańskiego Oddziału Pol­
skiego Towarzystwa Orientalistycznego, mgr Maciej Konopacki, z grupy muzułmanów sunnitów,
zapoznał obecnych z wartościami polskiego Orientu. Na północnym wschodzie można było
spotkać mozaikę religijną: katolicy, Żydzi, muzułmanie. Pośród różnych religii przyszły —
szeroko pojęty — ekumenizm kreślił swe niepisane zasady. Ta osobliwa aura Wileńszczyzny
oddziaływała na twórców, np. Słowackiego, który wyraził to w poemacie „Beniowski", czy
np. Cz. Miłosza. Korzystanie z dziedzictwa więcej niż jednej kultury i gromadzenie wartości
z kilku jednocześnie zrębów cywilizacyjnych zawsze wzbogacało ludzkość. To, co muzułmańskie,
nie łączy się z tym, co polskie, w sposób mechaniczny, pozwalający na rozgraniczenie dwóch
części — mówił Ahmed Misbah, z grupy muzułmanów Ahmadi z Warszawy. Przedstawił on
duchowność muzułmanów polskich w aspekcie spotkania dwóch kultur. Uwagi jego miały
charakter hipotetyczny. Opierając się na analizie pisma „Al-Islam" (wydawanego w formie
biuletynu przez muzułmanów Ahmadi w Warszawie) próbował wykazać budowanie swego
rodzaju subkultury łączącej dwie kulturowe tradycje. Uważał, iż badania porównawcze obej­
mujące muzułmanów innych kręgów kulturowych pozwoliłyby ukazać to. co sprawia, iż
muzułmanie polscy różnią się od swych współwyznawców z zagranicy. Poruszył on także
problem Polonii muzułmańskiej, twierdząc, że tożsamość polskich muzułmanów okazuje się
trudna do utrzymania poza granicami kraju.
Jako ostatni z prelegentów wystąpił Selim Chazbijewicz, z grupy muzułmanów sunnitów,
literat i poeta, który przedstawił myśl mesjańską muzułmanów polskich. Wszystkie kierunki
mistyczne zakładają, iż nosicielem tajemnicy, która daje wręcz nieograniczoną moc. będzie
Mesjasz (Mahdi). On przygotuje ludzi do wypełnienia się czasów i sądu ostatecznego
oraz zaprowadzi prawo Jedynego Boga. Podczas swego wystąpienia Selim Chazbijewicz wska­
zywał na przykłady istnienia tradycji mesjańskiej w polskiej poezji (tradycja mickiewiczow-

�221

KRONIKA

ska). Mesjanizm tatarski ma swe korzenie nie tylko w idei religijnej, ale także w idei
współistnienia i współprzenikania dwóch kultur: azjatyckiej i europejskiej. Jest propozycją
kontemplacji własnej natury w relacji ze światem. Kończąc swoją relację prelegent po­
wiedział: „Życie polskich Tatarów jest przykładem na to, że można być w każdym calu
Europejczykiem, zachowując rdzeń islamski — na dnie duszy ukrytą tęsknotę stepu".
Wystąpienie to wzbudziło ożywioną dyskusję, po której głos zabrał mgr M. Konopacki.
Podzielił się on swymi refleksjami na temat Dnia muzułmańskiego oraz podziękował organiza­
torom za zaproszenie w imieniu prelegentów.
Podsumowując Sesję o. mgr M. Faliszek, rektor seminarium, powiedział, iż tego dnia spot­
kaliśmy się z budującym świadectwem wiary. Na zakończenie spotkania wystąpił o. dr K. Keler,
wiceprowincjał werbistów. Zaznaczył on, że dzięki temu wyjątkowemu spotkaniu mogliśmy
pogłębić pojęcie dialogu. Stwierdził również, iż „demon nietolerancji i fanatyzmu dzieli
i niszczy wiele społeczności. Dlatego dobrze byłoby, gdyby to spotkanie nauczyło nas tole­
rancji, która jest punktem wyjścia do wspólnego działania ludzi o różnych zapatrywaniach".
Sesję wzbogaciły modlitwy muzułmanów i katolików oraz film na temat islamu.
Wystawa oraz Dzień muzułmański zostały zorganizowane w 20 lat po ogłoszeniu przez
Sobór Watykański I I deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich i były
konkretną realizacją uchwał soborowych. Organizatorom chodziło o zapoznanie uczestników
z islamem i Koranem, a przez to — o ułatwienie wypracowania postawy szacunku i tolerancji
wobec wyznawców innych religii. Wystawa miała ukazać przeszłość tatarskich wyznawców
Allaha od 600 lat zamieszkujących Polskę (ich liczba nie przekracza obecnie 3 tys.). Dzień
muzułmański służył też m. in. przygotowaniu kleryków seminarium misyjnego do przyszłego —
już bezpośredniego — kontaktu z wyznawcami islamu w krajach misyjnych.
Uczestnicy żegnali się z nadzieją na przyszłe spotkanie tego rodzaju.
Sławomir

Więcek SVD

Ryc. 4. W czasie modlitwy
Fot. Józef Roszyński SVD

�222

KRONIKA

VI I N T E R N A T I O N A L M O L I N O L O G I C A L SYMPOSIUM
W dniach od 14 do 20 lipca 1985 r. w Gent (Belgia) odbyło się kolejne, VI Między­
narodowe Sympozjum Molinologiczne, zorganizowane przez Międzynarodowe Towarzystwo
Molinologiczne (The International Molinological Society, zwane dalej TIMS) oraz Belgijski
Oddział Tl MS (Levende Molens — Vereniging Zonder Winstoogmerk). W tym miejscu wydaje się
celowe przedstawienie krótkiej historii powstania Towarzystwa.
W 1962 r. w gronie osób zrzeszonych w Portugalskim Stowarzyszeniu Przyjaciół Młynów
Wietrznych i Wodnych (Associacao Portuguesa de Amigos dos Moinhos) narodziła się idea
zorganizowania Międzynarodowej Konferencji poświęconej problematyce młynarskiej. Przygoto­
wania trwały blisko trzy lata. Opracowano propozycje tematyczne, zaproszono przedstawicieli
stowarzyszeń już istniejących w Europie, jak również osoby prywatne reprezentujące placówki
naukowe, muzealne, wydawnictwa, etc. Na przełomie września i października 1965 г., w Cascai
(Portugalia) doszło do spotkania uczestników I Międzynarodowego Sympozjum Molinologicznego
(The First International Symposium on Molinology). W ciągu blisko 14 dni wygłoszono
trzydzieści referatów, zwiedzono placówki naukowe, muzea, liczne młyny wietrzne i wodne na
obszarze północnej Portugalii. Na spotkaniach plenarnych dyskutowano nad — prezentowanymi
przez Simoesa Santos — założeniami przyszłego ogólnoeuropejskiego stowarzyszenia. W wyniku
wspomnianych wyżej spotkań plenarnych oraz prac w jedenastu zespołach tematycznych, powo­
łano Międzynarodowe Towarzystwo Molinologiczne (The International Molinological Society).
Opracowano dokumenty, które pozwoliły w ogólnych ramach nakreślić kierunki działalności
TIMS, zarówno pod względem merytorycznym, jak i organizacyjnym. Wybrano 5-osobowe
Prezydium: prezydenta, dwóch zastępców i dwóch członków. Ustalono, iż wybory nowych
władz Towarzystwa odbywać się będą co cztery lata, przy czym w trakcie spotkań plenarnych
dokonany zostanie wybór nowych władz, siedzibą władz TIMS będzie kraj, w którym za­
mieszkuje wybrany Prezydent. Jednocześnie dla sprawnej organizacji przyszłych sympozjów
powołano Międzynarodowy Komitet do Organizowania Sympozjów Molinologicznych (Interna­
tional Permanent Committee for the Organization of Symposia of Molinology) . W jego
skład weszli przedstawiciele krajów uczestniczących w I Sympozjum, w Cascai. Ustalono, iż
językiem oficjalnym TIMS będzie angielski i francuski, a także język kraju, w którym odbywa
się kolejne sympozjum. Zaproponowano również opracowanie Międzynarodowego Słownika
Molinologicznego (International Molinographic Glossary), co jest aktualnie realizowane. Cenną
inicjatywą było powołanie Europejskiego Atlasu Molinologicznego . Swoim zasięgiem objął on
wszystkie państwa europejskie. Bliski Wschód i północną Afrykę. Niezależnie od powołania
1

2

3

4

1

Postacią wiodącą w tej grupie był J. M. dos Santos Simoes, były przewodniczący
Portugalskiego Towarzystwa Młynów (APDADM).
Termin „molinologia" utworzono łącząc dwa wyrazy: molinum (łac.) — przyjęty w czasach
Cesarstwa Rzymskiego dla oznaczenia młyna — i logia (gr.) A o y o c — nauka. Molinologia.
w ujęciu lapidarnym, jest dyscypliną obejmującą swoim zasięgiem badawczym m. in. takie
zagadnienia, jak budowę i formę architektoniczną młynów wszelkiego typu, funkcję, urządze­
nia wewnętrzne: z zagadnień teoretycznych: ewolucję młynów, hipotezy na temat ich pocho­
dzenia, uwarunkowania ekonomiczne i społeczne, terminologia, nazewnictwo etc. Molinologia
jest interdyscyplinarną dziedziną nauki, posiłkuje się bowiem częstokroć problematyką z zakresu
technologii, etnografii, architektury, etnologii, historii, prawa itd.
Członkowie Komitetu spotykają się każdego roku. Ich głównym zadaniem jest ustalenie
miejsca i terminu najbliższego sympozjum — co wiąże się z szeregiem działań poprzedzają­
cych, sondażami itd. — przedstawienie gotowych propozycji Prezydium TIMS. Komitet koordy­
nuje i aktywnie uczestniczy w pracach organizacyjnych, związanych z przygotowaniem kolej­
nych sympozjów.
W roku 1975 przyjęto nowy — zmodernizowany — układ klasyfikacyjny, co pozwoliło
uwzględnić w Atlasie państwa Ameryki Północnej i Południowej.
2

3

4

�KRONIKA

223

wyżej przedstawionych wydawnictw uznano, iż po każdym odbytym sympozjum opublikowany
zostanie kolejny tom, w którym uwzględni się referaty, dyskusję, program, listę uczestników
wraz z adresami itd. Założenie to jest konsekwentnie realizowane, a nawet wzbogacane
o treści dodatkowe, na co ma wpływ specyfika każdego z sympozjów. Na podkreślenie
zasługuje ponadto fakt ukazywania się publikacji — głównie o charakterze monograficznym —
w ramach powołanego na początku lat siedemdziesiątych czasopisma „Bibliotheca Molinologica".
Dla bieżącej informacji redagowane są przez Prezydium Towarzystwa „Biuletyny" —
ostatni z numerem 32 — spełniające nie tylko funkcje informacyjne, ale również inspirujące do
podejmowania badań nad problematyką, która została opracowana w innych krajach. Charakter
informacyjny „Biuletynów" przejawia się w zamieszczaniu m. in. komunikatów o sympozjach
międzynarodowych, lokalnych, o otwarciu nowych placówek badawczych, muzealnych. Podawane
są wykazy bibliograficzne opracowań molinologicznych, recenzje, sprawozdania itd.
Interesująco rozwiązano sposób przynależności do Towarzystwa oraz komunikowania się
między członkami a Prezydium TIMS. Otóż ustalono trzy formy członkostwa: indywidualne
(roczne i dożywotnie) instytucjonalne oraz subskrypcyjne. Aktualnie TIMS skupia 253 członków
indywidualnych z państw Europy, Azji, Ameryki Północnej i Południowej oraz 10 członków
instytucjonalnych
Towarzystwo prowadzi również działalność handlową w zakresie sprzedaży opublikowanych
prac. ogłaszając raz w roku — w „Biuletynie" — wykaz bibliograficzny wraz z aktualnymi
cenami.
W okresie minionych 20 lat odbyło się — wyłączając ostatnie — pięć sympozjów. Pierwsze,
o czym była mowa wyżej, w Portugalii, drugie w 1969 r. w Danii, trzecie w 1973 r.
w Holandii, czwarte w 1977 r. w Wielkiej Brytanii, piąte w 1982 r. we Francji. Problematyka
prezentowanych referatów ulegała z czasem wzbogaceniu nowymi zagadnieniami. O ile na po­
czątku dominowały głównie tematy z zakresu morfologii młynów, to później coraz bardziej
widoczne stają się dążenia badaczy kierujących swoje zainteresowania w sferę genezy młynów,
uwarunkowań decydujących o rozpowszechnianiu się bądź zaniku określonych typów, czy też
posiłkowanie się wręcz wyższą matematyką, np. w przypadku przedstawiania możliwości
wykorzystania energii wiatru i wody. Jeśli by przytoczyć statystykę opublikowanych 158 refe­
ratów , to pod względem tematycznym i ilościowym przedstawia się ona następująco: opraco­
wania monograficzne (młyny różnych typów w regionach, państwach) — 38; opracowania
monograficzne młyna wyłącznie jednego typu (wietrznego lub wodnego) — 42; o młynie horyzon­
talnym — 1; o młynie ręcznym — 1; o młynie zwierzęcym — 3; o młynie pływającym — 1;
o młynie olejowym — 1; o młynie solnym — 3; geneza, historia młynów — 10; zagadnienia
techniczne (np. elementy konstrukcyjne, napęd, zasada działania, obsługa — 23; zagadnienia
teoretyczne (np. uwarunkowania rozwoju młynów, analiza wydajności —11; młyny w muzeach —
1; konserwacja, restauracja młynów — 10; młynarze, budowniczowie młynów, zagadnienia z typo­
logii, terminologii, nazewnictwa — 5; ikonografia — 2; Europejski Atlas Molinologiczny — 2;
6

5

Association des Amis des Moulins de 1'Anjou — France, Associacao Portuguesa de
Amigos dos Moinhos — Espagne, Danske Mailers Venner — Denmark, De Hollandsche Molen —
Netherlands, Federation Francaise des Amis des Moulins — France, Koninklijke Vereniging voot
Natuur-en Stedeschoon — Belgium, Molenzorg — Belgium, Provincie Limburg Project Industrieel
Erfgoed — Belgium, Society for the Preservation of Old Mills — USA, Wind and Watermill
section — Society for the Protection of Ancient Buildings — England.
Wspomniane referaty zamieszczono w następujących opracowaniach: Transactions of the
First International Symposium of Molinology — Portugal !965, Kobenhavn 1977; Transactions of
the Second International Symposium on Molinology — Danmark 1969, Holte 1977 (drugie wydanie);
Transactions Third Symposion — Netherlands 1973, Holte 1978 (drugie wydanie); Transactions
of the Fourth Symposium — England 1977, London 1978; Transactions Fifth Symposium —
France 1982. St Maurice 1983.
6

�224

KRONIKA

działalność stowarzyszeń — 2. W zestawieniu powyższym uwzględniono wyłącznie referaty,
pominięto natomiast — z uwagi na szczupłe ramy niniejszego komunikatu — opracowania stano­
wiące np. sprawozdania z poprzednich sympozjów, programy objazdów terenowych, odpisy
korespondencji etc, które częstokroć nawiązywały bezpośrednio do problematyki molinologicznej.
VI Międzynarodowe Sympozjum Molinologiczne zgromadziło 67 molinologów, w tym 25
z Wielkiej Brytanii, 10 z USA, 6 z Francji, po 5 z Belgii, Danii i R F N , 4 z Holandii,
3 z Hiszpanii oraz po 1 z Kanady, Japonii, Grecji i Polski . Program Sympozjum zakładał
następujący układ: 13-14 lipca — przyjazd uczestników; 15 lipca — dzień referatowy; 16 lipca —
objazd młynów wsch. Belgii i płn.-wsch. Francji; 17 lipca — dzień referatowy, wieczorem
spotkanie plenarne i wybory nowych władz TIMS; 18 lipca — objazd młynów płn.-wsch.
Belgii i płd-zach. Holandii; 19 lipca — wyjazd do młynów prowincji Limburg i zwiedzanie Muzeum
Młynarstwa w Wachtebeke, po południu sesja referatowa, wieczorem oficjalne spotkanie
pożegnalne z podsumowaniem Sympozjum; 20 lipca — wyjazd uczestników. Program ten zreali­
zowano w całości. Czas, jaki był przeznaczony do dyspozycji uczestników, poświęcono
w połowie na prezentację referatów oraz na objazd młynów (po dwa i pół dnia). W sumie
przedstawiono 28 referatów, przy czym wystąpienie referującego polegało na uzupełnieniu
treści zawartej w referacie — z którym uczestnicy Sympozjum zapoznali się wcześniej —
materiałem ilustracyjnym (przezroczami, filmem, planszami, mapami, etc.) oraz komentarzem.
Prezentacja trwała nie dłużej niż 20 minut, po czym dalsze 10 minut przeznaczano na
dyskusję. Ten rygor czasowy był konsekwentnie przestrzegany, również w trakcie wyjazdów
w teren. Każdy z referatów wcześniej został zrecenzowany przez Andersa Jespersena (Dania),
znanego molinologa, współzałożyciela TIMS. Jespersen prezentował swoje opinie, uwagi, a także
materiał uzupełniający w trakcie dyskusji nad każdym referatem.
7

8

Chris Gibbings (Francja) zapoczątkował sesję referatową omówieniem młynów wodnych
występujących w północnym Tyrolu, na pograniczu włosko-austriackim. Przedstawił środowisko
geograficzne tego obszaru, trzy typy młynów ze względu na ich funkcję (przemiałowe-zbożowe, do cięcia drewna, do produkcji masła). W dalszej części autor omówił techniczny
aspekt młynów przemiałowych w Tyrolu. Swoje wystąpienie zakończył wnioskami i postulatami
0 ochronę tych obiektów, z których wiele zbudowano w X I V i X V w.
A. J. Ijzermann (Holandia) przedstawił wodny napęd młynów w regionie Vezuve, w central­
nej Holandii. Rozważania teoretyczne — odnoszące się do młynów zbożowych, papierniczych
1 olejowych — oparł na wstępnej analizie warunków geologicznych i hydrogeologicznych.
W zakończeniu również postulował ochronę analizowanych obiektów, których — z wybudo­
wanych dwustu — ocalało tylko kilkanaście.
Michael R. Organ (Anglia) przedstawił przemiałowe młyny lądowe i pływające, wyko­
rzystywane przez armie w trakcie kampanii wojennych. Przed omówieniem poszczególnych
typów autor przedstawił strategiczne znaczenie młynów. Opierając się na bazie źródeł histo­
rycznych Organ stwierdził, iż już w czasie wyprawy Juliusza Cezara do Brytanii legiony
transportowały tzw. młyny rzymskie. Również w fortyfikacjach — budowanych za czasów
Hadriana — natknięto się na szczątki młynów wodnych. Drugi typ, ruchomy młyn przemiałowy
montowany na wozie czterokołowym, stanowił wyposażenie wojsk hiszpańskiego generała
Spinoli, w czasie jego kampanii do Niderlandów w 1606 r. Pływający typ młyna autor
omawia na przykładzie wojny krymskiej. W 1855 r. wojska brytyjskie dysponowały dwoma
okrętami - każdy o wyporności 600 ton — na pokładzie których zamontowano młyny prze­
miałowe.
J. Kenneth Major (Anglia) podjął próbę syntetycznego ukazania budowy i wydajności

7

Polskę reprezentował Adam Szymański, z Pracowni Atlasu Etnograficznego I H K M PAN —
Wrocław.
Osoby uczestniczące w VI Symposium otrzymały przed przyjazdem do Gent kopie
powielonych referatów.
8

�KRONIKA

225

15 małych młynów wodnych napędzających pompy. Jedyną funkcją tego urządzenia było
przepompowywanie wody z obszarów niższych na położone wyżej. Inwentaryzacji wspom­
nianych młynów — pomp dokonano na terenie Wielkiej Brytanii, w okresie ostatnich 20 lat.
Dawid H . Jones (Anglia) przeprowadził wszechstronną analizę czynników mających wpływ
na pracę młyna wodnego. Swoje wywody oparł na badaniach zachowania się wody w mły­
nówce, w różnych warunkach klimatycznych. Całość referatu była bardzo teoretyczna. Śledze­
nie poszczególnych etapów tej rozprawy wymagało dobrego przygotowania z zakresu wyższej
matematyki i fizyki.
Walter Minchinton (Szkocja) zaprezentował młyny szkockie. Na podstawie materiałów
źródłowych ustalił czas występowania pierwszych młynów na omawianym obszarze. Dokonał ich
lokalizacji, ustali! funkcję i zasadę działania.
Alan Stoyel (Anglia) na bazie swojego artykułu o typach kół wodnych — który opubli­
kował w Transactions IV Symposium — przedstawił sposoby odwadniania gruntów w Kornwalii, w okresie od X V I I do X I X w.
Andre Gaucheron (Francja) omówił wpływ technicznej rewolucji przemysłowej — w poło­
wie X I X w. — na zmiany w technice przemiału poprzez wprowadzenie walców porcelanowych.
W podsumowaniu autor załączył tabelę, która w układzie chronologicznym — począwszy od
1812 r. — ukazuje stopień zainteresowania badaczy i producentów tą innowacją.
P. Herman Peel (Belgia) dokonal inwentaryzacji trzykondygnacyjnych zbożowych i olejo­
wych młynów wietrznych w zachodniej Flandrii. Opracowany materiał zawiera bardzo dokładne
dane dotyczące historii każdego obiektu, wielkości poszczególnych elementów konstrukcyjnych,
jak również rodzaju i stanu zachowania urządzeń wewnętrznych (przemiałowych i olejo­
wych).
J. Nijhof de Knegt i D. H . Nijhof (Holandia) w pierwszym wystąpieniu zaprezentowali
oryginalne w konstrukcji wiatraki-grzechotki, służące do odstraszania ptactwa. Urządzenia te
znane były już w X V I I I w. na obszarach dzisiejszej Austrii i Jugosławii. W X I X i X X w.
upowszechniły się w płd.-zach. Węgrzech. Spotykane są tam do dzisiaj na terenach, gdzie uprawia
się winorośl. Autorzy wydzielili 4 typy tych interesujących urządzeń. Drugie wystąpienie —
tej samej pary autorów — dotyczyło małych, węgierskich wiatraków gospodarczych. Uwzględnili
oni w tym przypadku pochodzenie, budowę i funkcję obiektów.
Thorkild Schieler (Dania) w trakcie pobytu w Syrii natknął się — w archiwum Instytutu
Historii i Sztuki Arabskiej Uniwersytetu w Aleppo — na dokumentację XIII-wiecznych urządzeń
służących do przepompowywania wody na akwedukty. Badacz przedstawił uzyskany materiał,
po konsultacji z arabskimi specjalistami tego okresu, na VI Sympozjum.
Jean Bruggeman (Francja) — restaurator i budowniczy młynów — dokonał w 1981 r.
w Templeuve (płn.-zach. Francja), rekonstrukcji wiatraka wieżowego, zbudowanego w 1616 r.
Na uwagę w tym typie zasługuje jego oryginalna konstrukcja, wraz z głowicą bowiem obracają
się kondygnacje wewnątrz wiatraka, podczas gdy jego bryła jest nieruchoma. Bruggeman
w swoim wystąpieniu zawarł historię obiektu oraz bardzo precyzyjnie zilustrował poszczególne
etapy rekonstrukcji
D. Gregory Jeane (USA) przebadał wodne młyny występujące w południowej części
Stanów Zjednoczonych. Na podstawie typów charakterystycznych dla kontynentu europejskiego
wydzielił młyny zbożowe i młyny-tartaki, przytoczył ich budowę i zastosowane urządzenia
wewnętrzne.
Anders Jespersen (Dania) rozpatrzył zastosowanie w duńskich młynach przemiałowych wietrznych i wodnych — urządzenia zwanego grubbe (ang.), które pełni tę samą funkcję, co złożenie
kamieni, aczkolwiek jego budowa jest nieco inna. Badacz precyzyjnie określił obszary wystę­
powania tych urządzeń, sposoby podłączania, wydajność etc.
Robert E . Nott (Anglia) przygotował historię i odbudowę wodnego młyna w Snettisham
(Norfolk). We wprowadzeniu nawiązał do genezy młynów wodnych w Anglii, począwszy od
roku 300 n.e. W dalszej części scharakteryzował środowisko hydrogeologiczne miejscowości,
w której zlokalizowano obiekt, jego budowę, urządzenia wewnętrzne oraz ukazał proces
rekonstrukcji.
15 -

Etnografía Polska t. 31. z. 1

�226

KRONIKA

Kenjiro Kawakami (Japonia) prowadzi badania nad sposobami wykorzystywania siły
wody, w przeszłości i obecnie. W referacie przedstawił „młyn śrubowy", którego głównym
elementem konstrukcyjnym jest śruba archimedesa. Urządzenie tego typu napędza stępy, które
pełnią w tym przypadku funkcję cepów. Badacz stwierdził obecność — w latach od 1930 do
1940 — ok. 15000 urządzeń tego typu.
J. Schoonhoven (Holandia) zaprezentował X V I I I i ХГХ -wieczne młyny prochowe, wystę­
pujące na obszarach Niderlandów. Autor dokonał ich podziału — ze względu na rodzaj zastoso­
wanego napędu — na ręczne, konne, wodne oraz — z uwagi na typ urządzenia przemiałowego — na młyny moździerzowe, stepowe, walcowe. Na trzech załączonych mapach zilustrował
występowanie każdego z wymienionych typów.
Boum Pyndiah (Dania) przedstawił dwa główne, XIX-wieczne ośrodki produkcji płótna
wełnianego w Danii. Urządzenia zastosowane w procesie produkcji napędzane są siłą wody,
za pomocą koła wodnego o dużej średnicy. Manufaktury w Rebstrup i Stampen prowadzą
działalność produkcyjną do dzisiaj. Z płótna wyprodukowanego w tych małych fabrykach
szyte są ubrania, koszule, obuwie domowe etc.
Gerallt D. Nash (Anglia) dokonał historycznego ujęcia rozwoju młynów wietrznych
w Walii, biorąc pod uwagę tło geograficzne i polityczne. Wyznaczył trzy okresy chronolo­
giczne, tj. od 1250 do 1400 г., od 1405 do 1730 г., od 1730 do 1835 г., przy czym granice tych
okresów przyjął za przełomy rozwojowe.
Claude Rivals (Francja) i Hermann Gleisberg (RFN) ukazali symbolikę młynów wietrznych,
w obrazach malarstwa Pietera Bruegela. W swoich rozważaniach, dla analogii, uwzględnili
również malarstwo mistrzów hiszpańskich i niemieckich.
James G. O'Hara (RFN) przygotowuje, wraz z trzema innymi badaczami z Uniwersy­
tetu Hamburskiego, obszerne opracowanie pt. Historia młynów i mlynarstwa. W wystąpie­
niu nawiązał do koncepcji powstania pracy, jej układu, bazy źródłowej, bibliografii. Opu­
blikowanie tej pozycji przewiduje w roku 1987.
Jose A. Garcia-Diego (Hiszpania) omówił referat Sekretarza Akademii Królewskiej
w Madrycie, traktujący o młynach lub ich elementach konstrukcyjnych, występujących w hisz­
pańskich znakach herbowych.
Nicolas Garcia Tapia (Hiszpania) na podstawie XVI-wiecznych materiałów archiwalnych
opracował rozprawę o młynie wodnym zwanym „Regolfo". Podstawę źródłową stanowił manu­
skrypt Francisco Lobato z 1577 г., w którym przytoczone są dokładne opisy konstrukcyjne
wraz z rysunkami. Tapia wykorzystuje również źródła późniejsze, potwierdzające m. in. import
tego typu urządzenia do Francji.
Carter Litchfield (USA) zainteresował się osiągnięciami dwóch budowniczych młynów.
Hansa Christensena i Johna Arbo, Amerykanów niemieckiego pochodzenia. W połowie
X V I I I w. wyżej wymienieni przybyli do Bethlehem (Pennsylvania), gdzie wybudowali m. in.
duży kompleks młynów olejowych według niemieckiej technologii.
Charles Howell (USA) zaprezentował wieżowy młyn wietrzny zbudowany według wzorów
holenderskich w połowie X V I I I w. przez Nathana Wilburna. Autor przytacza szczegółowo
historię, konstrukcję, wyposażenie i funkcję obecną wiatraka, który jest również muzeum
in situ.
Martin Watts (Anglia) zreferował zagadnienie wynalazków X V I I I i X I X w. w Anglii,
które usprawniły pracę młynów wietrznych i wodnych. Szczególną uwagę poświęcił odśrodko­
wemu regulatorowi Jamesa Watta. Urządzenie to zdecydowanie wpłynęło na poprawę wydaj­
ności młynów.
Adam Szymański (Polska) przedstawił systematykę młynów wietrznych występujących
w X I X i X X w. w Polsce. Analizę typologiczną przeprowadził na bazie materiałów z badań
terenowych, z archiwów placówek naukowych, skansenów, muzeów, z literatury i zbiorów
prywatnych. W uzupełnieniu autor ukazał zróżnicowanie regionalne w występowaniu poszcze­
gólnych typów według Polskiego Atlasu Etnograficznego.
Zaprezentowane wyżej referaty scharakteryzowano tu bardzo lapidarnie z uwagi na szczupłość
miejsca. Należy podkreślić, iż przeszło 90% z nich uzupełniono rysunkami, rycinami, foto-

�227

KRONIKA

grafiami, mapami, wykresami, tabelami, zestawieniami, wykazami bibliograficznymi, etc. Wzbo­
gacone w ten sposób opracowania podkreślają olbrzymią różnorodność problematyki, jaką
zajmują się molinolodzy.
Sesje referatowe — jak wyżej wspomniano — uzupełniane byly wyjazdami do najbardziej
interesujących młynów . Pierwszy zorganizowano do zachodniej Flandrii, do miejscowości
Gistel (młyn wietrzny zbożowy i olejowy z X V I w.), Meulebeke (5-kondygnacyjny młyn
wietrzny), Deerlijk (wieżowy, zbożowy i olejowy młyn wietrzny). W tym samym dniu zwiedzono
2 młyny wietrzne w płn.-wsch. Francji, w Villeneuve d'Ascq (unikalny XVIII-wieczny wiatrak
olejowy) oraz w Templeuve, odrestaurowany przez J. Bruggemana . W drodze powrotnej
wstąpiono do Moulbaíx (słupowy młyn wietrzny z 1614 г.), Mater (trzykondygnacyjny, słupo­
wy młyn wietrzny z X V I I w.), Welden (młyn wodny z X I I I w.), Huise (młyn wietrzny
słupowy z X I I I w.). W trakcie następnego wyjazdu — do prowincji Brabancja — zwiedzono
Retie (słupowy młyn wietrzny z 1794 г.), Balen (unikalny zbożowy i olejowy młyn wietrzny
z X V I w.), Reppel (młyn wodny z karczmą wybudowany na początku X V I I I w.), Meeuwen
(młyn wodny z X V I I w.), Opitter (przemiałowy młyn wietrzny z X V I I w.), Mol (wieżowy
młyn wietrzny z XVIII w.), w trakcie remontu. Po stronie holenderskiej wstąpiono do
Stramproy (przemiałowy młyn wodny z 1460 r.) i Arendonk (zbożowy i olejowy młyn
wietrzny typu wieżowego z 1654 г.). Trzeci dzień objazdu — a właściwie jego przedobiednią
część — przeznaczono na zwiedzanie dwóch wieżowych młynów wietrznych we wschodniej
Flandrii oraz Muzeum Młynarstwa w Wachtebeke.
Idea założenia tej placówki narodziła się w 1960 г., w 15 lat później przybrała ona osta­
teczny kształt. Obecnie muzeum mieści się w zaadaptowanym, zabytkowym pałacyku, do
którego przylega rozległy teren z wystawionymi eksponatami naturalnej wielkości (złożenie
kamieni przemiałowych, walce przemiałowe, koło młyńskie, itp.). W 3-kondygnacyjnym budynku
parter przeznaczono na wyeksponowanie m. in. podświetlanych tablic, ilustrujących występo­
wanie młynów wietrznych i wodnych w pięciu prowincjach Belgii. W jednej z sal zbudowano
makietę miejscowości Stekene (Ost Vlamse) z 1571 r. Odtworzono wiernie modele 25 młynów
wietrznych — z końca X V I w., jak również zabudowania gospodarcze, lasy, grunty, drogi.
W innych salach wyeksponowano modele młynów wietrznych, wodnych, zwierzęcych, ręcznych
w skalach 1:10, 1:20, 1:40. W pomieszczeniach drugiego piętra zgromadzono publikacje
molinologiczne, plakaty, informacje historyczne, serwisy fotograficzne, etc. Interesująco przedsta­
wiono na planszach zasadę działania każdego typu młyna występującego na obszarze Belgii,
z uwzględnieniem procesu produkcyjnego. Trzecią kondygnację przeznaczono na wystawę
prac malarskich i grafiki, nawiązujących tematycznie do młynarstwa. Naturalnie ta krótka
informacja o muzeum w Wachtebeke nie odzwierciedla w pełni rangi i poziomu meryto­
rycznego ekspozycji. Dlatego też warto zaznaczyć, iż placówka ta uważana jest przez specjalistów-molinologów za jedną z najlepiej zorganizowanych tego typu w świecie.
W trzecim dniu Konferencji w godzinach wieczornych odbyło się spotkanie plenarne
członków TIMS. Odczytano sprawozdanie z działalności Towarzystwa za lata 1981-1985.
Poparto wniosek Prezydium TIMS o wstąpienie do Międzynarodowej Rady Muzeów (ICOM)
oraz do Międzynarodowej Rady Zabytków i Zespołów Zabytkowych (ICOMS). funkcjonują­
cych w ramach UNESCO. Wybrano nowe władze TIMS. Przedstawiciel Międzynarodowego
Komitetu dla Organizowania Sympozji Molinologicznych zaproponował Hiszpanię jako miejsce
następnego V I I Międzynarodowego Sympozjum Molinologicznego w 1989 r.
Na zakończenie należy podkreślić sprawną organizację i znakomite warunki lokalowo-bytowe, w jakich odbywało się Sympozjum. Obrady prowadzono w języku angielskim, nato­
miast wszelkie informacje — również w trakcie objazdów młynów - przekazywano także w języku
francuskim i niemieckim. Sesje referatowe odbywały się w mniejszej z dwóch sal konferen4

10

' Należy podkreślić fakt, iż wszystkie zwiedzane obiekty są czynne, a uzyskane produkty
sprzedawane są częstokroć za cenę kilkakrotnie wyższą od rynkowej.
Porównaj część omawiającą referaty VI Sympozjum Molinologicznego.
1 0

�228

KRONIKA

cyjnych, nagłośnionej i wyposażonej w ekrany, rzutniki, projektory, system video i komputer.
Należy w tym miejscu zaznaczyć, iż wszystkie wyszczególnione wyżej środki audiowizualne
wykorzystywano przy referowaniu poszczególnych tematów, jak również w późnych, wieczornych
prezentacjach filmów, zapisów komputerowych czy przezroczy. Równolegle, w trakcie sesji
referatowych prowadzono ciągłą sprzedaż i wymianę publikacji molinologicznych, pamiątkowych
znaczków, krawatów z emblematem Towarzystwa, etc. Do dyspozycji uczestników Sympozjum
oddano wysokiej klasy sprzęt poligraficzny, umożliwiający powielanie materiałów.
VI Międzynarodowe Sympozjum Molinologiczne pozwoliło zapoznać się z najnowszymi
osiągnięciami tej młodej dyscypliny, jaką jest molinologia w Europie, w szczególności zaś
z prowadzonymi aktualnie badaniami w krajach Ameryki Północnej i Azji. Dalsze prace —
w ramach The International Molinological Society — zostaną ukierunkowane również na prze­
badanie Europy Wschodniej, a wystąpienie niżej podpisanego zapoczątkowało ten proces.
Adam Szymański

R O L A K O B I E T Y W RÓŻNYCH K U L T U R A C H .
PANNA MŁODA: K O C H A N A , KUPIONA, WYMIENIONA I PORWANA
Wystawa Rautenstrauch-Joest-Museum für Volkerkunde w Kolonii zajmuje dwa piętra
olbrzymiej hali wystaw czasowych i została przygotowana zbiorowym wysiłkiem całego zespołu
specjalistów w postaci 32 małych ekspozacji złożonych z eksponatów wypożyczonych z muzeów
wszystkich niemal krajów zachodniej i południowej Europy, Stanów Zjednoczonych oraz ze
zbiorów prywatnych. Organizując tę wystawę postawiono sobie niezmiernie trudne zadanie
przedstawienia zagadnienia z zakresu historii mentalności za pomocą przedmiotów należących
do tzw. kultury materialnej. Organizatorom wystawy chodziło o ukazanie warunków, w jakich
zawierano związek małżeński w różnych kulturach świata, rzutujących na rolę i pozycję
kobiety w dalszym jej życiu. W nowoczesnym muzealnictwie kładzie się coraz większy
nacisk na wizualne przedstawienie złożonych zagadnień, wykraczając poza tradycyjny przekaz
informacji artystycznych czy technicznych. Zrozumienie głównych założeń organizatorów miały
ułatwiać widzowi liczne napisy i katalogi.
Trzy pierwsze ekspozycje ukazywały wesela u ludów łowieckich i zbierackich. Są to:
Indianie z Ameryki Północnej, ze świętem „Potlatch", oraz Buszmeni i Eskimosi z zachodniej
Grenlandii. Wesela chłopskie ukazano na przykładach Indian znad Amazonki, wyspy Skyros
w Grecji, domu dziedziczonego przez kobietę w zachodniej części Sumatry w Indonezji,
obyczajów kobiet na Nowej Gwinei i wozu z posagiem chłopki niemieckiej. W zespole
zagadnień tradycyjnych kultur miejskich przedstawiono przechodzenie panny młodej z rąk ojca
do męża w północnym Afganistanie, różne typy haremów od władców z dynastii Achemenidów
(700-330 p.n.e.) do tureckich, wesele książąt w Gudżaracie w północnych Indiach, zawieranie
małżeństw u Żydów i kontrakly ślubne w Maroku, .lako przejściowe zwyczaje określono
rodzaj aukcji niezamężnych kobiet w Nadrenii około 1500 r. czy haftowanych rękawiczek
stanowiących symbol zamążpójścia w Niderlandach XVI i XVII w.
W dalszej części ekspozycji powrócono do zwyczajów weselnych różnych grup nomadów,
jak np. rytualne znieważanie panny młodej przez grupę kobiet u Masajów we wschodniej
Afryce, kupowanie jej u Beduinów, zaręczania dzieci u Indian w północno-zachodniej Amery­
ce, budowanie nowej jurty u Mongołów i wreszcie lokowanie majątku w klejnotach żony
w Turkmenii. Przegląd ten kończy ukazanie zmienności zwyczajów weselnych w Japonii,
Chinach, Turcji i Niemczech w związku z wymogami nowoczesnego życia. Mody weselne są
odbiciem społecznej rzeczywistości, co starano się pokazać na przykładzie różnych sukni
panny młodej w kilku okresach z europejskiej historii ubiorów. Ukazano także śluby zakonne,
niechęć do zawierania kontraktów małżeńskich w wysoko uprzemysłowionych krajach. Na
zakończenie wystawy podano obrazy małżonek starożytnego Egiptu. Grecji i Rzymu.

�229

KRONIKA

To wyliczenie tematyki wystawy ukazuje trudności w jej odbiorze. Porządek scen zależał
w pewnym stopniu od możliwości ekspozycyjnych. Stąd po części wynikło przedstawianie noma­
dów po kulturach miejskich czy starożytności po sukniach weselnych ostatnich dwóch stuleci.
Poszczególne zagadnienia starano się przedstawić w postaci uteatralizowanych scen z bardzo
starannie opracowanymi szczegółami kostiumologicznymi czy elementami wyposażenia wnętrz.
Jednakże nawet najlepiej przygotowane scenki nie mogły oddać przekazywanych informacji
z zakresu historii mentalności różnych społeczeństw. Dlatego też obok scenek znalazły się
dość duże teksty opublikowane także w dwóch typach katalogów. Tam też podano wiele
statystyk dotyczących zawierania małżeństw i informacji o rozmiarach wymaganych posagów.
Informacje te jednak mają niewielkie szanse trafienia do przeciętnego widza odbierającego
raczej egzotyczne dla niego ubiory czy w najlepszym wypadku zwyczaje weselne. Tak więc
tę próbę przekazania w formie wystawy treści z zakresu kultury duchowej czy społecznej
można uznać za bardzo interesującą, ale w sumie niezupełnie udaną. Może bardziej staro­
świeckie ujęcie ukazujące same podstawowe zwyczaje i ubiory weselne u różnych ludów miałoby
większą wartość popularyzatorską? Jednakże opisane powyżej ujęcie zagadnienia wiąże się
ściśle z rozpowszechnionym tak w R F N , jak w innych krajach europejskich i w Stanach
Zjednoczonych zwyczajem rezygnowania z jakiejkolwiek rejestracji stosunku dwóch partnerów
mieszkających razem latami i wychowujących nieraz kilkoro dzieci. W R F N i w Stanach
Zjednoczonych mieszka w ten sposób ok, 25% par typu małżeńskiego, a w Szwecji liczba ta
dochodzi do 44% . Stanowi to problem społeczny i zorganizowanie wystawy przedstawia­
jącej panny młode jest z nim pośrednio związane.
l

Irena Turnau

WŁÓKIENNICTWO I N D O N E Z Y J S K I E J A K O D R O G A D O BOGÓW I PRZODKÓW.
WYSTAWA R A U T E N S T R A U C H - J O E S T - M U S E U M W K O L O N I I , 1984-1985
Na olbrzymiej wystawie tkanin i innych wyrobów włókienniczych, zorganizowanej w kolońskim muzeum etnograficznym, ukazano zbiory Nadrenii, Westfalii z uzupełnieniami z Ho­
landii i konsultacją specjalistów z Indonezji. Kraj ten zawsze interesował specjalistów nie­
mieckich i zbiory te należą do najbogatszych w Europie. Zestawiono 758 szczegółowo opraco­
wanych zabytków'. Głównymi organizatorami wystawy byli dyrektorzy muzeum etnograficz­
nego Gisela Volger i Muzeum Włókienniczego w Krefeld Carl-Wolfgang Schumann, a przy
opracowaniu katalogowym współpracowała m. in. Brigitte Khan Majlis. Szeroko pomyślana
wystawa związana była z konferencją na ten sam temat. Miała ona na celu tak opraco­
wanie naukowe, jak i popularyzację wspaniałego dorobku artystycznego tkactwa i technik
drukarskich Indonezji. Skrócona wersja katalogu ukazuje główne techniki zdobnicze i podsta­
wowe podziały regionalne związane z wyspiarskim charakterem kraju .
Tytuł wystawy wiąże się z wierzeniami kształtującymi rozwiązania zdobnicze występu­
jące zwłaszcza w tkaninach zdobionych techniką batiku i ikatu. Nazwy batikarskich deseni
nieraz miały znaczenie magiczne przenoszone na użytkownika tkaniny. Ornament wykonany
techniką batiku był także rodzajem znaku wzbudzającym określone uczucia i treści, można
też było w nim rozpoznać pochodzenie i rangę społeczną właściciela. Teraz europejscy
2

1

Die Br aul. Geliebl — verkauft — getauscht — geraubl. Zur Rolle der Frau im Kulturvergleich. Führer zur Ausstellung des Rautenstrauch-Joest-Museums für Vólkerkunde in der
Josef-Haubrich-Kunsthalle Koln, Koln 1985, s. 130-135.
Brigitte K h a n Majlis, Indonesische Textilien. Wege zu Góttern und Ahnen. Bestanskatalog der Museen in Nordrhein-Westfalen, Etimológica, Neue Folgę, t. 10, Koln 1984.
Indonesische Textilien. Wege zu Góttern und Ahnen, Kurzführer zu einer Ausstellung.
Rautenstrauch-Joest-Museum fur Vólkerkunde, Koln 1984.
1

2

�230

KRONIKA

specjaliści dostrzegali już tylko zadziwiającą różnorodność stylów, barwnych zestawień i skompli­
kowanie motywów. Opisywana wystawa miała za zadanie przybliżenie szczególnych treści
ornamentalnych europejskiemu widzowi. Starannie rozróżniano przy tym wyroby pochodzące
z ponad 20 wysp. Największe z nich, jak Sumatra, Jawa, Borneo i Celebes, posiadały
stroje i odrębne rozwiązania zdobnicze zaznaczające się w kilku (do siedmiu) regionach.
Dla większości z nich na wystawie wyróżniono świąteczny, codzienny i obrzędowy ubiór
mężczyzn i kobiet, stroje wojowników, ubiory o znaczeniu symbolicznym. Ukazano także
stosowane najczęściej rozwiązania ornamentacyjne, głównie uzyskiwane technikami batiku i ikatu,
a także inne techniki włókiennicze, jak sprang, koronkarstwo, hafciarstwo oraz rozwiązania
pasamoniczne i plecionkarskie. Nie udało się ukazać zabytków starszych niż z ubiegłego
stulecia, chociaż tradycje rozwiązań zdobniczych i kostiumologicznych są znacznie dawniejsze.
Starannie skatalogowany zestaw znacznej liczby zabytków ilustruje olbrzymie zróżnicowa­
nie regionalne pomiędzy położonymi nieraz obok siebie wyspami, dotyczące m. in. użytko­
wania drapowanych i szytych ubiorów oraz typów ornamentu. Ukazano zarazem wpływy
hinduskie, chińskie i europejskie z różnych okresów. Nie dla wszystkich wysp udalo się
zgromadzić stroje i tkaniny, przedstawiające różne okoliczności życia mieszkańców. Zaprezento­
wano jednak komplety strojów orszaku weselnego i uroczystości pogrzebowe z niektórych
wysp. Wystawa ta, wraz ze szczegółowym katalogiem zaopatrzonym w fotografię każdego
eksponatu, stanowi ważny wkład w historię i współczesność włókiennictwa indonezyjskiego.
Bez uwzględnienia tego faktu nie można sobie wyobrazić dalszej pracy nad tą tematyką.
Irena Turnau

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6031" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6011">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0cab1a4c630506e52b21f53601be1cbd.pdf</src>
        <authentication>ae7c91883f5b9f621e71f60db5170998</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71973">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2873</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71974">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71975">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2678</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71976">
                <text>Woda cudowna i woda zwyczajna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71977">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.172-187</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71978">
                <text>Siemion, Karolina</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71979">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71980">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71981">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71982">
                <text>Karolina Siemion • W O D A C U D O W N A I W O D A ZWYCZAJNA

tość wody z głębokością s t u d n i - i m głębsza studnia,

KAROLINA

tym

SIEMION

lepsza w o d a : U nas

ale tam jak Dzierąźnia,
(rozm. l . l ) .

Woda cudowna
i woda zwyczajna*

takie płytkie

studnie

tam majo piękne studni,

(...)

głębokie...

1

Noszenie wody, ciężka, fizyczna praca, była zazwy­
czaj obowiązkiem kobiety- żony, cofki, sługi, c h o ć nie­
kiedy po wodę do studni chodził również mężczyzna: Ciężkie byli czasy, dwie studni na cały wieś byli i z wiadra­
mi szli ludzie. Trzeba było w kolejce godzinę i dwie stać, za­
nim sie wiadro wody nabrało.
głęboko

Tam wysoko na

Antonówce

woda, jak sie chciało pić, to mleko dawali, bo wo­

da była u nas tylko dwa razy dziennie - rano i wieczorem.
Schodzili

sie ludzie po kilka, bo to trzeba było

mocno pompować.
żyjecie w nowotnym

Woda zwyczajna

strasznie

Tera jest łatwo żyć. Wy teraz
świecie,

młodzież

a my w starożytności

tak! zacofane. Na kark sie brało i tak sie nosiło

byli,
wiadra

z wodo, a teraz ludzie majo, pstryk i woda leci.

Wszyscy

wodę nosili, kto byl w domu i baby, i chłopy, i male dziew­
Zagadka

czynki. Byli duże rodziny po dwanaścioro,

ludowa:

Jedno mówi: Bieżmy!

Drugie mówi:

dużo wody. A zimą, jak się przyniosło

Leżmy!

nęły i znów trzeba było iść..." (rozm. 1.13).

Trzecie mówi: Hitu, hitu dobrze mi tu!

Kiedyś, to się nosiło wodę %z źródła, ale w rękach

Co to takiego?
Odpowiedź'-

woda stojąca,

płynąca

i

człowiekowi

wirująca

Idzie woda, idzie, nie nocuje

wojnie,

to złożyliśmy

studnie.

wędrować

brać na kark. A potem,

zrobiła

po

się w czterech gospodarzy, żeby nie

Ona nas dużo kosztowała,

sobie

a słabo

pompowe
pompowała,

no to nasze chłopy się złożyły i własnym kosztem cała

D W O K , t. 45, s. 272

było

(...) nie dałby rady, to trzeba było te

trzeba było tak daleko nosić i zrobiliśmy

nigdzie,

kiej musi

ciężko

nosze, tak je pani nazywali,

SSiSL, s. 187

da, jakże ma nocować,

to trzeba było

krowom to raz łyk­

sobie hydrofornię

wieś

i od tamtej pory mamy

wodę

w domu. A jak prąd wyłączą,

to hydrofor nie działa i wte­

woda jest w ciągłym r u c h u i zachowuje się jak istota

dy pompę

- żartuje sołtys Szuru — ...

żywa. Jest zarówno siłą dobroczynną, jak również nisz­

sanepid przyjeżdżał

czącą: podtrzymuje życie i jest do niego niezbędna,

dy z Zamościa,

oczyszcza, uświęca, leczy, ptacuje na człowieka, ale też

po wodę przyjeżdżają,

t o p i , ptzenosi złą m o c na ludzi (SSiSL 1999,

ta się nie nadaje, (rozm.

Tak, jak ilustruje powyższe przysłowie góralskie,

s.

155).

trzeba przeprosić...

i mówił, takiej wody to szukać!

Sąsia-

dom sobie pobudowali, to specjalnie do nas
brać na herbatę,

bo mówią,

że tam­

1.9).

W o d a jest wykorzystywana do picia, mycia, kąpieli,
prania, gotowania. Jest niezbędna w uprawie roślin

Dziś już mało k t o używa wody ze studni, ptawie

i h o d o w l i zwierząt, także w pracy młynów czy t a t t a -

wszystkie wsie w okolicach Krasnobrodu mają w o d o ­

ków. Wyróżnia się różne rodzaje wód, w zależności o d

ciąg. Tu my teraz mamy wodociąg,

tego, gdzie występują i jak płyną, mówi się o wodzie

by mi kury nie potopili się, ale jak mnie stara wkurzy to za

ta studnia zakryta,

że­

źródlanej, tzecznej, jeziornej, morskiej, bądź też o po-

łeb i w studnie! — żartuje p a n Władysław, uśmiechając

wierzchniowej i gruntowej l u b podskórnej. Najwyżej

się do swojej żony. Woda z tej studni niedobra, bo wodę to

ceniona jest woda czysta „jak łza". Ludzie wiążą war-

trza przebierać,

bierze się ją, a ona znów podchodzi, to tak

Praca laboratoryjna napisana pod kierunkiem mgr. Andrzeja

stadium badań nie ograniczałam się tylko i wyłącznie do wody cu­

Różyckiego i mgr. Krzysztofa Brauna w Instytucie Etnologii i A n t r o ­

downej, ale zajmowałam się również tą wodą całkiem zwyczajną, tak

*

ściśle przecież powiązaną z cudowną. Interesował mnie stosunek l u ­

pologii Kulturowej UW.
Materiały, w oparciu o które powstała niniejsza praca, zostały ze­

dzi do wody. Jak zmieniał się przez lata - jaki był kiedyś, a jaki jest

brane przeze mnie w okolicznych wsiach Krasnobrodu, Rzeszowa,

dziś, jaki ludzi miejscowych, a jaki ładzi z większych miast, dla któ­

Krosna oraz w Gietrzwałdzie, od kwietnia do listopada 1999 roku.

rych to po prostu „dobra woda", natomiast miejscowi uważają ją za

Rozmawiałam przede wszystkim z ludźmi starszymi - w wieku od 60

„wodę cudowną". Po wstępnym opracowaniu materiałów z Krasno­
brodu postanowiłam poświęcić swoje badania wyłącznie „wodzie cu­

do 80 lat, głównie z kobietami.
Pierwsze badania terenowe naszej grupy laboratoryjnej odbyły

downej". Poszukując cudownych źródełek, poszerzyłam pole badaw­

się w Krasnobrodzie, który jest jednym z ważniejszych centrów piel­

cze, obejmując zasięgiem badań okolice Rzeszowa (Borek Stary,

grzymkowych Roztocza. Miasteczko słynie z kaplicy „Objawień Mat­

Hyżne, Przylasek) i Krosna (Dębowiec, Dukla, Wola Komborska,

ki Boskiej na Wodzie" oraz z cudownego źródełka. W początkowym

Klimkówka, Wrocanka) oraz Gietrzwałd.

172

�Karolina Siemion • W O D A C U D O W N A I W O D A ZWYCZAJNA

jak się krew bierze z czhwieka
muje

i ona potem się sama nor­

W lesie jest taki zaskórniak,

- porównuje, próbując wytłumaczyć m i obrazo­

bra woda, czyściutka,

w o . N a s u w a się tutaj analogia z karpackimi wierzenia­

czuć korzeniami, ale to do­

płynie spod góry. Tam chodzili my

po wode, wiadrem sie czerpało, z całego Grabnika brali,

m i , iż „woda w ziemi płynie żyłami j a k krew w ciele

beczkami wozili i nigdy wody nie zabrakło,

człowieka" (SSiSL 1999, s. 154). Teraz to my krany ma­

pory jeżdżą

my, ale u sąsiadki jest dobra woda, ze studni,

jówki.

zaprowadzę...

Milczuki do tej

tam koniem po wode. Ałbo braliśmy

Rano żeś poszoł,

to wziąłeś

spod ga­

wode, a potem gajowy

(rozm. 1.4). Bo, jak się wody ze studni nie używa, to taka

nie dawał,

woda niedobra..., tłumaczy m i pani Zofia, sąsiadka pana

było, ale on miał dwa konie i cztery krowy, a jak ludzie po­

Władysława, ... bo nie podchodzi

deszli, wzięłi wode, to on ni mioł (rozm. 1.17).

świeża

z

powrotem.

U mnie dobra woda, jak we wsi wody ni ma, zamkną wo­

bo było mało.

Taka bajora, jak napłynęło,

Jeszcze i n n i z przyzwyczajenia n a d a l czerpią wodę ze

dociąg, to wszyscy do mnie po wode przychodzo — podkre­

s t u d n i : Matka

śla z dumą. D o picia czy do zupy to tylko ta woda ze stud­

iła, bo ta z kranu to chlorowana.

ni, bo ta z kranu,

to nieraz taka bajora, taki żur sie rzuci,

wołi te wode z.e studni, tak sie

przyzwycza­

Może jakby ją

to so jakieś zarazki... a to już człowiek

pani, że nawet krowy nie chco pić!!!, ona tylko do zmywa­

taki

ny, na razie zatruć nie ma. Woda jest czysta, jak so wia­
try, to sie z lekka z wierzchu

niec Niemirówka - Ta woda z kranu to nie to... aj pani!,

płytkie studnie, pare razy sie łobróci i wiadro na

gotowało,

zbadać,

przyzwyczajo­

nia dobra (rozm. 1.5). Podobnie twierdzi i n n y mieszka­
jak się kiedyś wyszło, wody zaczerpnęło,

to

jak się herbatę za­

ale tam, jak Dzierążnia,

to to była pani łza! A teraz to takie menty na

«zakurzy».

U nas to takie
wierzchu,

tam majo piękne studnie, głębo­

kie. Na tamtej stronie starodawne studnie, to ja mówię ta­

spodzie! Widać, że to Icamień. (rozm. 1.1).

kie so głębokie,

że coś okropnego! Tam so fajne

studnie!

(rozm. 1.1).

N i e wszyscy jednak tęsknią za starymi d o b r y m i cza­
sami, dużo ludzi z dumą podkreśla, że cała wieś ma już

Woda cudowna

wodociąg, że teraz to już nie trzeba nosić wody z p o b l i ­
skiej „bajóry". A ni pani! Jest już kran w domu! Wody ze
studni już się nie bierze, mleko się tam teraz

wychładza

Tam, gdzie rzeka Gaw płynie, w świętej boskiej krojinie

(rozm. 1.3). We wsi Szur, położonej w środku lasu,

objawiła się Maryja Bemardecie dziewczynie.

wszyscy mamy wodę i łączność,

W Lurd lekarka stanęła...

tu wszystko jest

wane, choć taka mała wioseczka.
chowna,

U nas woda

ale dobra. Studni na podwórku

wywodopowierz­

Twoja woda na ból, rany jako balsam spłynęła.

nigdy nie było,

... Krynice otworzyła, w tym robotę wznowiła,

była taka bajora dla całej wsi, ale tam liści byli i robaki...

Ludzi ji aniołów razem w tej pracy zatrudniła.

(rozm. 1.7).

... Pireneje obrała, lazaret zbudowała, źródb wody dla ochło­
dy dla cierpiących wylała.

W zależności o d tego, czy w okolicy są wody p o d ­
skórne i buduje się płytkie studnie, czy tryskają źródła,
czy też wieś ma wodociąg, czy ludzie sami kopali każdy

„Etnolingwistyka" 8, 1996, s. 247

na s w o i m podwórku studnie głębinowe, kształtuje się
stosunek ludzi do wody. Jedni wspominają dawne cza­

Gdy z wierzy gietrzwałdzkiej odezwał się dzwon,

sy - A ta ze studni woda najlepsza! Nią umyć głowę to nie

Maryja na klonie obrała swój tron.

trza szamponów,

Zdrowaś, zdrowaś, zdrowaś Maryja!

nie trza nic! taka mientka ta woda. Na-

birajo jo i wiozo do domu, do Zamościa.
nie to, bo to w czajniku kamień

A ta z kranu to

0 Gietrzwałdzka

usiada (rozm. 1.8). I n n i

Panno M a r y j o !

... Otworzę wam źródło obfite wśród łąk

są wdzięczni, że nie muszą już taszczyć na swoich ple­

Ta woda ulecz, wybawi was z mąk.

cach wiader z wodą z pobliskiego źródła czy s t u d n i o d

Zdrowaś...

sąsiada - Zimą. śnieg topiłam na wodę, a jak się nieraz po­
szło pamiętam

zimową

porą, już wracałam

nagle nogi się poślizgnęły

A chorzy na oczy niech schylą tu skroń

do domu a tu

i woda fiu! poszła, i znowu

1 płótna kawałki zawieszą na klon.

trze­

Zdrowaś...

ba było iść, a do wody był kilometr... (rozm. 1.14).
We wsiach: Grabnik, H u t k i i Kaczórki do dziś nie ma

Pieśń k u czci M a t k i Boskiej Gietrzwałdzkiej

wodociągu, składano się na wspólną studnię, ale teraz

( Z d P t K , s. 3 9 6 )

każdy ma już na swoim podwórku studnię głębinową u nas teraz studnia głębinowa,

wiercona taka, robią też na

betony, ale to kosztuje. Przyjeżdżają

ci takie studniarze,

W o d a o d pradawnych, pogańskich czasów uznana

co

za świętość, stała się o b i e k t e m k u l t u . Spośród wszyst­

wiercą świdrem, potem taką bekę wmurowali i kranik mam

k i c h rodzajów wód największą czcią otaczano źródło

w domu. Ale ta woda ze źródła była dobra! Jak wiosną by­

i wodę źródlaną - czystą, zimną, orzeźwiającą, smacz­

ła czymś zaciągnięta,

tam są

ną. Podstawową forma k u l t u źródła było składanie

tę wodę z rzeki,

ofiar. B y ć może dzisiaj d a l e k i m echem t y c h p r a k t y k

chyba, że mocna woda po śniegu, a tak to z rzeki osobno

jest rzucanie d r o b n y c h pieniędzy d o źródeł i f o n t a n n

idzie, a czysta z góry odbija. Tu okolice źródeł, a tam pod la­

z intencją p o w r o t u do t y c h miejsc (Majer-Baranowska

sem już nie, tam mają studnie (rozm. 1.11).

1991, s. 18).

czyste źródełka,

to się za most dalej chodziło,

one nie bardzo dopuszczą

173

�Karolina Siemion * W O D A C U D O W N A I W O D A ZWYCZAJNA

Bardzo często obok świętych miejsc, zwłaszcza tych

bowości, jeśli nie głęboko wierzących, to głęboko uza­

słynących łaskami, znajdują się źródełka, których woda,

leżnionych o d mniemań, zachowań, wreszcie obyczaju

według wierzeń, ma właściwości uzdrawiające. D o naj­

ukształtowanego w m o d e l u religijności, akcentującego

bardziej znanych należy źródło w Lourdes, z którego k o ­

znaczenie autentycznych stanów łask i doświadczania

rzysta prawie każdy pątnik. N i e brak i c h także w Polsce,

objawień" ( H e m k a , Olędzki 1990, s. 12).

n p . w D u k l i , Gietrzwałdzie, Dębowcu czy B o r k u Starym

Cudowność w o d y należy rozumieć nie tylko przez

(por. mapka na końcu tekstu). C u d o w n a woda jest

jej moc uzdrawiającą i przywracającą zdrowie. W o d a

istotnym elementem przestrzeni sakralnej uświęconym

jest podstawą wszelkiego życia na ziemi i sama w sobie

przez miejsce święte, w którym objawia się osoba świę­

jest c u d o w n a i cudotwórcza. N i e należy zapominać

ta, zazwyczaj jest to M a t k a Boska. Ludzie jeżdżąc na

0 rozbudowanej i wielowartościowej symbolice wody.

pielgrzymki przywożą z n i c h pamiątki - dewocjonalia,

W kosmologii, w micie, w rytuale woda spełnia tę sa­

ale oprócz świętych obrazków czy różańców, równie czę­

mą funkcję, niezależnie o d kontekstów k u l t u r o w y c h .

sto zabierają ze sobą do domów wodę ze źródełek przy­

W o d a poprzedza każdą formę i znajduje się u podłoża

klasztornych. W o d a ta, jak wierzą pątnicy, posiada moc

każdego stworzenia. K o n t a k t z wodą pociąga za soba

leczniczą. D l a wierzących w uzdrawiające właściwości

regenerację. W o d a udziela nowego narodzenia - dzię­

wody nie ma wątpliwości, że stał się c u d i chory odzy­

k i rytuałowi inicjacji, leczy - dzięki rytuałowi magicz­

skał wzrok czy czucie w nogach właśnie dzięki cudow­

n e m u , zapewnia odrodzenie po śmierci - dzięki r y t u ­

nej wodzie. Racjonalne przyczyny poprawy zdrowia są

ałowi żałobnemu (por. Eliade 1997). B ę d ą c więc wcie­

nieistotne w k o n f r o n t a c j i z użyciem cudownej wody;

leniem wszystkich możliwości, staje się symbolem ży­

obmyciem się w niej, napiciem się, pokropieniem nią

cia -

chorych miejsc czy brodzeniem po niej. W zachowa­

z b i o r n i k i e m wszystkich zarodków. Staje się więc sub­

n i a c h tych ujawnia się tradycja k u l t o w o - magiczna,

stancją magiczną i leczniczą - woda leczy, odmładza,

której przejawem jest wiara w przejmowanie mocy za­

zapewnia życie wieczne.

wartej w wodzie z „miejsc uświęconych".

wodą żywą. Jest symbolem kosmogonicznym,

Jako pierwiastek kosmogoniczny woda przedstawia

Należałoby się chwilę zastanowić n a d znaczeniem

wartość nie tylko sakralną. Dołącza sie do tego lokalna

słowa c u d o w n a w o d a . D l a kogo i w j a k i sposób jest

epifania - ujawnienia się sakralnej obecności w rzece

ona cudowna. W jej moc wierzą przede wszystkim l u ­

czy jeziorze (por. Eliade 1997). Płynącą wodę, rzekę,

dzie, którzy doznali c u d o w n y c h uzdrowień, doświad­

stłumienie, a zwłaszcza źródło wytryskujące z wnęttza

czyli c u d u na własnej skórze lub tacy, którzy potrzebu­

ziemi lub ze skały czczono powszechnie już w starożyt­

ją pomocy, znajdują się w krytycznej sytuacji, ludzie

ności jako istotę żywą i w naturze swej boską (Kopaliń-

nieuleczalnie czy przewlekle chorzy.

ski 1991, s. 475). Żadne rewolucje religijne i prześlado­

7

C u d jest to zjawisko, którego nie da się wyjaśnić

wania w średniowieczu nie potrafiły znieść k u l t u wód,

przez odwołanie do przyczyn n a t u r a l n y c h . A l e z p u n k ­

który zasilany przez ludową pobożność zaczęło w końcu

t u widzenia religii prawdziwy c u d nie jest zjawiskiem

tolerować chrześcijaństwo. W o d a żywa, woda żywota,

zewnęttznym, lecz dokonującym się wewnątrz człowie­

zdroje młodości są to wszystko według Eliadego f o r m u ­

ka c u d e m łaski, żalu za grzechy, czy nawrócenia (Gor­

ły mityczne, jednej i tej samej religijnej i metafizycznej

d o n 1998, s. 10). Według teorii Ellisa Petersa: „Cuda

rzeczywistości. W o d a zawiera życie, przepływ, upływ.

przeczą rozsądkowi, obalają go, drwią z niego. Trafiają

„Woda życia" dla człowieka pierwotnego przynosi ży­

bezbłędnie w pustkę ludzkiej duszy, przynoszą jej wy­

zność pól i pomyślność, ale również daje wieczne życie,

zwolenie i zbawienie, gdziekolwiek zechcą. Gdyby cuda

jest sprawczynią cudów, a także symbolem wspólnoty

miały sens, nie byłyby c u d a m i " ( G o r d o n 1998, s. 8 ) .

z bóstwem. D l a niepierwotnej wrażliwości religijnej

D o c h o d z i t u do k o n f r o n t a c j i wiary i rozumu, sceptycy

święty charakter mają tylko pewne określone wody, jak

uważają cuda za kompletną fikcję. K t o nie chce w coś

np. święte strumienie w Indiach, czy źródło Demetet

uwierzyć, nie uwierzy. A jeśli ktoś nie chce wyzbyć się

w Grecji. M o c , którą obdarzone są „wody święte" jest

świadczących

uznawana za coś cudownego. Mówią o t y m niezliczone

o t y m , że cuda się nie zdarzają, nie zdoła go przekonać.

baśnie, gdzie jednych bohaterów ratuje cenna woda życia,

Wszystko sprowadza się więc do wiary: (...) To nie tylko

a i n n y c h do życia ptzywraca (SSiSL 1990, s. 240-246).

swojej wiary, żadna liczba dowodów

woda, bo to jednak trzeba się udać... Ja nie liczę na to, że

Droga do źródła i otrzymanie żywej wody pociąga za so­

bez wiary można być uzdrowionym,

bą szereg konsekracji i prób, podobnie jak droga do

uzdrowiony żeby się nawrócił

ale może ktoś zostanie

drzewa żywota. O b a te wymienione symbole łączą się

(w. 2 . 1 , s. 3 ) .

w Apokalipsie św. Jana i występują jednocześnie obok

H e m k a i Olędzki w swojej pracy stawiając sobie

siebie -

pytanie: „Czy zdarzają się dziś cuda. ", przyjmują, że
7

I ukazał mi wypływającą

w stronę Baranka

wody żywot, która jaśniała jak kryształ...

„...każde zdarzenie (...) może uchodzić za c u d o w n e , je­

i po obu

rzekę

stronach

(por. Eliade 1997). Ten, jak

śli w świadomości jednostkowej czy zbiorowej uzyska­

rzeki stało drzewo żywota,

ło m i a n o niezwykłego" ( H e m k a , Olędzki 1990, s. 9 ) .

1 wiele i n n y c h fragmentów N o w e g o Testamentu o d w o ­

Wprowadzają o n i pojęcie wrażliwości m i r a k u l a r n e j -

łujących się do symboliki wody świadczy o głębokim za­

mistycznej, która jest c e c h ą „... pewnego rodzaju oso­

korzenieniu pierwotnych wyobrażeń dotyczących wody.

174

�Karaima Siemion • WODA CUDOWNA I WODA ZWYCZAJNA

W symbolice wierzeń i obrzędów l u d o w y c h wodzie
przypisywane są dwie podstawowe funkcje -

oczysz­

rzył laską w kamień znajdujący

czania oraz sprowadzania płodności (Moszyński 1967,

odtąd

s. 509). Woda uchodzi zawsze za symbol

19). N i e k i e d y święci działają w inny sposób, np. św. Ja­

oczyszczający,

stąd też nawet ogień, który jest samą czystością,
przez zetknięcie

ze światem,

zbrukany

musi się oczyścić

nie brakuje w Szycach

dwiga zrobiła piętą zagłębienie

wody (Ciszewski 1894, s.
w piasku i wtedy

wytrysb

w wodzie:

Źródło („Wisła" V I I , s. 738). Cudowną moc wielu źródeł

wywraca

wiąże ttadycja ludowa również z objawieniami świę­

takie koziołki. (Gawełek 1911, s. 39). O b i e cechy wody

t y c h . W t a k i c h sytuacjach świętość o w y c h źródeł po­

łączą się ze sobą. N i e można mieć b o w i e m pewności,

chodzi o d osoby świętej „patronującej" źródłu, co pod­

j a k i cel ma rytualne obmywanie się czy kąpiel. W y p o ­

kreślają nazwy, n p . źródło św. Rocha p o d Krasnobro­

gdy woda wre, to on właśnie

kąpiąc

się w niej,

wiadane przy t y c h okazjach formuły świadczą, że nie

d e m w przysiółku Zagóra. Początki k u l t u św. Rocha się­

chodzi tylko o obmycie gtzechów i b t u d u , ale o oczysz­

gają X V I I w. i łączone są z osobą królowej M a r i i Kazi­

czenie będące w a r u n k i e m odrodzenia człowieka, za­

miery. Podczas morowej zarazy Marysieńka ufundowa­

pewnienia sobie zdrowia i mocy życiowej. Odmładznie

ła n a d źródłem kapliczkę św. Rocha. W czasie szaleją­

i wskrzeszanie są t y m i właściwościami wody, które o d ­

cego „powietrza morowego" c h o r y m podawano stąd

grywały pierwszoplanową rolę przy p r a k t y k o w a n y c h

wypływającą wodę. Obecna kapliczka jest g t u n t o w n i e

na wiosnę kąpielach obrzędowych:

przebudowana

W Wielki Czwartek
dzie, gdyż jest przesąd,
rok czerwona
orzech, ponętna

dziewczęta

że która się wykąpie,

jak krew, biała jak śmietana,
jak jabłuszko...

będzie

cały

zdrowa

jak

Kazimietza

Fudakowskiego

została kompletnie zniszczona przez upadające drzewo.
Miejscowi opowiadają,

że św. R o c h

z Montpelliet

mieszkał przez pewien czas w lesie p o d Krasnobrodem:

(Zaleski 1989, s. 200).

są niezbędnymi elementami miejsc świętych (Moszyń­

... święty Roch to był człowiek

chory, okryty cały

on mieszkał

między religią pogańskich Prapolaków a religią chrze­

ranami,

miał on psa co chodził na Podzamek i prosił o jedzenie,
pies karmił Rocha i lizał jego rany, i ten Roch

ski 1967, s. 248). Gdybyśmy przeprowadzili paralelę

ten

wyzdrowiał,

w lesie, miał domek pustelniczy i

studzienkę;

teraz tam jest kaplica, a po środku w niej jest studnia a na

ścijańską, szukając elementów zbieżnych, to obok k u l t u

zewnątrz

dtzewa - drzewo krzyża i k u l t u kamienia, woda mogła

kran przeprowadzony.

Na odpust kaplica otwar­

ta, to ludzie butelkami i garnkami nabierali i podłoga

być elementem najistotniej wiążącym obie wiary ( K o t u ­
la 1974, s. 82). D o odwiecznego k u l t u źródeł w p e w n y m
momencie doszedł k u l t chtześcijańskiego świętego

ptzez

w 1935 г., b o w i e m dwa lata wcześniej stara kapliczka

kąpią się w zimnej wo­

W ttadycji ludowej woda (źródło), drzewo i kamień

-

czeskiego Jana N e p o m u c e n a . Figury jego stawiano n a d

zalana, to się księdzu nie podobało,

zrobił kran na

była

zewnątrz

i teraz łudzie biorą wodę kiedy chcą. Ludzie uważają,

że to

jest święte miejsce (rozm. 1.10).

brzegami kapryśnych wód, aby męczennik hamował i c h

I n n y przykład, to źródełko św. Rozalii we W r o c a n -

niszczące zapędy. Również dla spotęgowania mocy lecz­

ce p o d K r o s n e m . Święta Rozalia, podobnie jak św.

niczych wód źródlanych obok zaczęto stawiać figury

R o c h , była również pustelnicą, patronką o d m o r o w e ­

i kapliczki z podobizną tego świętego (fot. 7, 8 ) . Wresz­

go powietrza i c h o r ó b zakaźnych. Według opowiadań

cie jakby zatracono poczucie, k t o leczy — woda czy świę­

miejscowej ludności

ty Jan N e p o m u c e n (Kotula 1974, s. 83).

i św. Rozałia
stuszkowi,

M o c c u d o w n y c h źródeł podnosiło sąsiedztwo k o ­

ukazała

Pastuszki

paśłi

się na dębie[...]

tu

owieczki[...]

i powiedziała

pa­

żeby się modlił do niej to zaraza ustanie, bo tu

ściołów, kaplic, a szczególnie klasztorów. Pojawia się

masowa zaraza, chołera

tutaj intrygujące pytanie: czy woda stawała się cudow­

stawili^..]

na po w y b u d o w a n i u kościoła, czy też w t y m miejscu

dębem

budowano kaplicę, gdzie było źródło cieszące się sławą

dła powstają za sprawą M a t k i Boskiej. Tak jak n p .

kapliczkę

panowała.

I na tym miejscu

i wytrysło źródełko, zaraz pod

cudowności? Ileż to legend snuje się wokół studni i źró­

„Studzionka" w Przylasku p o d Rzeszowem. Pasł

deł, których woda przywraca zdrowie, a nawet wzrok.

stuch krowy we dworze i bydło zgubił, szukałi[...]
Wieczorem[...}

zaleciał

kłęka[...]

źródełko

i był

szła procesja[...]

zwykle w miejscu i c h objawienia lub w miejscu ptzez

nie otworzyła,

n i c h wskazanym. C u d o w n e źródła pojawiają się nagle,

pastuch wzioł ten obraz i za­

moja mama tak śpiewała
wielka jasność

źle u ciebie, masz kościelną

„wytryskują". Święci, przyczyniając się do powstania ja­

się na

prawdopodob­

niósł do dworu. Pan ukrył ten obraz w skrzyni[...j

wstają za sprawą M a t k i Boskiej, Jezusa l u b świętych,

sie objawiła.

rzecz u siebie»

i przy­

« Jak te skrzy­
Gospodarzu
(w. 2 . 1 , s. 1).

W i d a ć , j a k podobne są do siebie powyższe opisy obja­

kiegoś zbiornika wody, z reguły wykonują charaktery­

wień, w obu w y p a d k a c h osoba święta objawia się pa­

styczne gesty. Najczęściej, jak Mojżesz, uderzają laską

stuszkom, a więc b i e d n y m , natomiast p a n ze d w o r u

w skałę, n p . gdy św. W o j c i e c h podczas wielkiej suszy za­
wędrował do Szyc, „ulitował się nad mieszkańcami,

Wytrysło

nie obraz Matki Boskiejl...]

Według licznych podań i legend cudowne źródła po­

On goni, a bydło

od drugiej strony, M a t k a Boska objawiła

wielkiej górze[...]

pa­

i nikt

zszed gdzie teraz jest ta kapli-

ca i to bydło tam chodziło[...]

Historie powstania źródeł i objawienia

po­
tym

(w 2.2., s. 1) Jednak najczęściej c u d o w n e źró­

nie znałazl.

przedstawiony jest j a k o postać negatywna, bo jak

ude­

175

i

się w polu i wytrysnęła wo­

da [...]. Później w tern miejscu wybito studnię i nigdy już

�Karolina Siemion • WODA CUDOWNA I WODA ZWYCZAJNA

twierdzi jedna z m o i c h rozmówczyń: ... każdy wie Mat­

zbadała świadków objawień

ka Boska kocha ubóstwo[...J i więc prawdę sobie mówmy

W 1680 r. w Krasnobrodzie została uleczona M a r i a Ka­

objawia się ubogiem, dzieciom,

taka

zimiera Sobieska. Jako w o t u m dziękczynne za cudowne

(rozm. 1.20). Podobnie jak w Gietrzwał­

uzdrowienie wystawiła kościół, do dziś zresztą istnieją­

je prawda...

wdowom,

sierotom,

i spisała i c h historię.

dzie, M a t k a Boska objawia się dwóm dziewczynkom -

cy. Pani Janina próbuje sobie przypomnieć - ... taka

Justynie Szafrańskiej i Barbarze Samulowskiej. O b i e

królowa

przygotowywały się d o pierwszej k o m u n i i świętej i po

telnie zachorowała,

o s t a t n i m egzaminie, wracały do d o m u , gdy ... raptem

i na intencje kościół postawiła

zadzwoniły

barwinkiem było obrośnięte

dzwony. Tu był taki zwyczaj,
Pański, to każdy robotę

na Anioł

w kierunku

kościoła

i odmawiał.

Anioł Pański się skończył,
się[...]

że jak

przerywał

dzwonili

i zwrócił

1 oni się też

W r a c a j ą c jednak do pytania, co było pierwsze - źró­

[...]

dziłyl-..]

przecież

ło w czerwcu,

N o potem to już razem

Źródelko[...]
ka jakby

stała wystawiona w podzięce za odnalezienie bydła,
w i n n e j wersji za przywrócenia w z r o k u .

cho-

właściwie

mówiła,

wskazała,
mleczna

Podobnie

w Krasnobrodzie, źródło istniało t a m , zanim w y b u d o ­

tu cała komisja była, tu cuda były, to

w a n o kościół. N i e jest to jednak regułą, coraz częściej

to się

zaczę­

jest tak, że przy istniejących już sanktuariach wykopy­

do

ósmego

wane są studnie, co wcale nie umniejsza mocy wody

że przyjdzie

N o i pod koniec ona wskazała

wrześnial-..]

znacznie. W Przylasku, według legendy, kapliczka zo­

1 za dzień,

przez stołicę apostolską[...J

(...) na tym miejscu, gdzie

- dodaje.

dło czy kościół, nie można na nie odpowiedzieć jedno­

stać

jest zatwierdzone

śmier­

wyzdrowiała,

się

matka idzie, a ona została

czy dwa ta jej koleżanka...

że tego, że po połogu

to historia opisuje i że

odwrócili,

i mówi, ja widzę na klonie jakąś piękną panią

ks. Weichsel wziął ją za rękę i ona powiedziała.

była, toć to pamiętam,

właśnie

to

z n i c h zaczerpniętej. Taka sytuacje ma miejsce w D ę ­

że mają iść, to na niebie była

ta­

b o w c u - „polskim La Salette". Początkowo przywożo­

tylko

n o do D ę b o w c a wodę z La Salette, ponieważ na

droga, tam kazała

szpadlem i to wytrysło

i powiedziała

wodę na wzystki dolegliwości

kopać.

Oni

im, że mają pić tę

miejscu nie było jeszcze źródła, dopiero później w y k o ­

(w. 3 . 1 , s. 3 ) .

pano je, To źródełko nie jest naturalne (...) przeprowa­
dzone od źródła, jest tu takie źródło naturalne kawałek

za

zebrałam w Krasnobrodzie. Już w X V I w i e k u źródło

kościołem

tę

krasnobrodzkie uznano za c u d o w n e . Według miejsco­

niewiarę,

wej legendy miała je wskazać M a t k a Boska Jakubowi

się wydawało,

Ruszczykowi, mieszkańcowi Szarowoli. W r o k u

stóp Matki Boskiej (w. 4-1).

Najwięcej i n f o r m a c j i dotyczących powstania źródła

1640

objawiła się modlącemu się o zdrowie i nakazała: „Po­

(...) początkowo

u miejscowych

było widać

ale ci przybysze obcy szli. Nabierali
że to źródełko

wypływa

tam, bo im

rzeczywiście

spod

Właściwości cudownej wody

staw t u figurę, albowiem t u będzie się chwała Syna
mego odprawiała. A na znak tego wiedz, że jesteś o d
choroby zwolniony."

Cudowną moc wody ze źródeł tradycja ludowa wiąże

Miejsce objawienia się M a t k i Bożej mieszkańcy K r a ­

z objawieniami świętych. Przejmuje ona moc o d sacrum,

snobrodu otoczyli czcią. W i e l u z przybywających t a m

moc ta jest niezbywalna, chyba że ktoś wodę zbezcześci.

pielgrzymów doświadczyło w t y m miejscu łask, które

Woda przejmuje także moc o d miejsc objawienia, prze­

upamiętniali, wieszając na postawionej przez Ruszczy-

bywania świętych: Jak w każdym

ka figurze w o t a i obrazki. Jedna z m o i c h respondentek

ma swoje właściwości.

tak przedstawiła ową historię:... Szur i Szarowola to naj­

dziej Bóg daje znać, szczególnie przez wodę, która ma wła­

starsze wioski w okolicy. Kiedyś' to wszystko należało

ściwości

dynata Zamoyskiego

Dostał on te wioski od or­

(...) tu był las głęboki,

ten las i tam gdzie teraz ta kapłiczka
i odpoczywał
i mówi,

Tymczasem

że były obiektem k u l t u , spełniały także fukcję świątyń.

stanął

Były tzw. miejscem świętym, gdzie w szczególny sposób

i usłyszał głos: Postaw w tym miejscu kaplicz­

dala się odczuć obecność sił i istot naprzyrodzonych.

kę, a będziesz uzdrowion.
mek

Poszedł do dziedzica na Podza-

że miał objawienie,

żeby postawić

kaplicę.

postawili krzyż, a na nim powiesili

cudowny

obrazek, ten co to teraz w naszym kościele
dziać się cuda, on został uzdrowiony

Zwykle na świętym miejscu winna znajdować

się w niej. Przywieźli ją chorą

kamienny krzyż albo leży sam tylko kamień...

(...) i zaczęły

pocałowania

-

(Moszyński

1967, s. 248). W toku chrystianizacji ziem polskich te

i wiele ludzi i Maria

tutaj, do Krasnobrodu,

się woda

Źródło, powinien je otaczać gaj (...) Pośród drzew wznosi się

stare

Sobieska była akurat w ciąży i była bardzo chora, płód psuł
dowiedziełi

(rozmowa z mężczyzną spotkanym

W religijnych praktykach Słowian źródła oprócz tego,

on szedł przez

wodna, tam

lecznicze...

woda

przy źródełku św. Jana na górze Zaśpit).

(...) miał on swoje wojsko, a w nim

był oficer - Szura się nazywał.
dynata na własność

do or­

świętym miejscu,

Im bardziej święte miejsce, tym bar­

wierzenia pogańskie

ulegały

przekształceniu

i wchłonięciu przez nowy system religijny. N a pogańską

bo

świętość źródeł nałożyła się chrześcijańska wizja święto­

sie, że tu się cuda dzieją i dałi ten obrazek do

ści. D l a ochrzczonego l u d u ta świętość nadal jednak ob­

i od razu poczuła się zdrowa (...) w

podzięko­

jawia się jako tajemnicza siła ukryta w źródle i wodzie

(rozm. 1.10).

źródlanej, powodująca jej cudowne działanie. Zmianie

D l a mojej rozmówczyni nie są istotne daty, mylone są

jednak uległo wytłumaczenie pochodzenia tejże siły.

też nazwiska, c h o ć

sama historia jest prawdziwa.

O b o k przekonania, że jest to siła „sama z siebie", siła ży­

W 1674 r. Komisja Teologiczna A k a d e m i i Zamojskiej

wiołu, utrwaliła się w świadomości ludzi wiara, iż owa

waniu Panu Bogu postawiła

ten kościół...

176

�Karolom Siemion • WODA CUDOWNA I WODA ZWYCZAJNA

�Karolina Siemion • W O D A C U D O W N A I W O D A ZWYCZAJNA

Szur, kobieta przy s t u d n i , „Tera jest łatwo żyć. Wy teraz mło­

dzież żyjecie w nowotnym świecie, a my w starożytności byli,
tak! zacofane. Na kark sie brało i tak sie nosiło wiadra z wodo
a teraz ludzie majo, pstryk i woda leci."
Klocówka - „...z tej studni się wody już nie bierze,
inleko się tam teraz wychładza..."
Kaczórki - studnia po sąsiedzku „...jak mnie woda potrzebna
to ja kręcę korba, a jak sąsiadce, to ona, korba jest po obu
stronach..."
Fot. K a r o l i n a S i e m i o n

178

�Karolina Siemion • W O D A C U D O W N A I W O D A ZWYCZAJNA

�W O D A C U D O W N A I W O D A ZWYCZAJNA

K a p l i c a O b j a w i e ń na W o d z i e , c u d o w n e źródełko
w Krasnobrodzie
Św. Jan N e p o m u c e n , p a t r o n wody, K r a s n o b r ó d
D ę b o w i e c - „polskie L a S a l e t t e "
Gietrzwałd, b u t e l k a z c u d o w n ą wodą

180

�Karolina Siemion • WODA CUDOWNA I WODA ZWYCZAJNA

cudowna moc pochodzi o d istot boskich lub osób świę­

1.3). Teorię tę potwierdza również wypowiedź pani Te­

tych, błogosławionych (Majer-Baranowska 1991, s. 18):

resy: ... był taki człowiek

... ta woda cudouma ma moc św. Rozalii (w. 2.2, s. 2).

mieszkał

chory, miał wrzody po gębie,

na wschodzie. Trzy razy tu od niego

on

przyjeżdżali

O wodzie z giettzwałdzkiego źródełka usłyszałam:... wo­

i za każdym razem zapominali zabrać mu tej wody. W koń­

da ze źródełka jest uzdrowiskowa,

cu powiedzieli, weź nabir mu tej wody z naszej studni i po­

Matka

bbgosławiona

Boża specjalnie ją poświęciła

straci, bo jeżeli jest błogosławiona,

jakaś

taka,

(...) swojej mocy nie

to zawsze jest

wiedz, że to jest woda cudowna z Krasnobrodu.

cudowna

śli mu tej wody, on się gorąco

modlił,

I przynie­

umył się tą

(w. 3 . 1 , s. 4 ) . Źródło cudownej wody posiada nietypowe

i wszystko zeszło. Wiara go uzdrowiła!!!

wodą

G d y pytałam

właściwości — nie wysycha: naród całe lato bierze i nikomu

o w a r u n k i , jakie muszą być spełnione, aby zaistniał

nie braknie! (w. 2.1, s. 1) i nie zamarza: to woda cudow­

cud, najczęściej podkreślano, że najważniejsza jest wia­

na, w zimie nie zamarza! A w domu stać może długo i nie

ra, następnie m o d l i t w a i c u d o w n a woda ze źródła. O d

(rozm. 1.3). Cudowną wodę można długo prze­

starszych osób można usłyszeć, że przede wszystkim p i ­

chowywać w d o m u i zawsze będzie czysta jako same pe­

cie wody, a dopiero p o t e m msza i m o d l i t w a . Jednak

rełki, niezmącona, a co najważniejsze - Ta woda ze Stu­

równie często spotykałam się z nieufnością i powątpie-

mętnieje

dzionki ma takie właściwości,
nie ześmierdnie

waniami, słyszałam: ... uzdrowienia...

że będzie stać dziesięć lat i się

(w. 2.3, s. 1). Jak się święconą

stoi cały rok i nie zmąci się czyściuteńka.

oświeci,

to

że byli, ksiądz z ambony mówił...

Można trzymać ją

(rozm. 1.6). No chyba były jakieś

uzdro­

wienia, musiały być cudy, żeby św. Jan wyszedł na

święte­

mówię,

Według ludzi moc wody polega na jej właściwo­

żenię...

(rozmowa z D u k l i ) .

go, bo do tej pory byl błogosławiony

ściach leczniczych, pomaga na oczy, leczy paraliż, jed­
n a k większość twierdzi, że pomaga na wszystko,

chodzą,

ale ja nie wiem, czy to prawda, tam można wierzyć, ja nie

rok i więcej i nie zmieni smaku! (w. 2.1, s. 2).

na oczyl---] na wszystko,

prawdopodobnie,

Różne pogłoski

głównie

ale nie wszystkim pomaga, bo to

Uzdrowienia

już sprawa wiary! (w. 2.3, s. 1).

Za dowód cudowności źródła uważa się nadzwyczaj­

Wiara w uzdrawiającą moc wody

ne działanie uzdrawiające wody zeń wypływającej. D u ­
żo jest cudów, musiałabym
Dużo jest uzdrowionych.

W o d a ze źródełka bijącego p o d Kaplicą Objawień

pani dwa tygodnie

opowiadać!

Ludzie piją wode na serce,

na

na Wodzie w Krasnobrodzie uznana jest za cudowną,

wrzody jak majo, na gardło jak boli (w. 2.1, s. 2). C u d o w ­

uzdrawiającą. Tysiące ludzi przyjeżdża t u prosić o łaskę

na woda źródlana przede wszystki leczy. Jak twierdzi

M a t k ę Boską Krasnobrodzką, ... pani! tu u nas
Częstochowa.' co t u jest pielgrzymek, autokarów,
łam po 7, 9 dziennie! Ludu przyjeżdża,

Moszyński, źródłom na całej Słowiańszczyźnie przypisu­

druga

je się moc leczenia chorób oczu, co znajduje

naliczy­

myją się,

wienie, w pospolitem kojarzeniu

modłą,

się oka

usprawiedli­
otworu

- jako

w Wielki Czwartek to bywa do tysiąca ludzi... (rozm. 1.3).

w ziemi ze źródłem,

D l a ludzi niewierzących jest to po prostu dobra woda,

(Moszyński 1967, s. 5 1 2 ) . . . . hampłynie

przyjeżdżają po nią z okolicznych miejscowości, jestem

czy ludzi na oczy... (w. 4.4, s. 2). Podobnie powszechnie

Z okolic, biorę tę wodę do domu, normalnie u mnie jest do­

ptzypisuje sie wodzie źródlanej moc leczenia chorób

bra woda, ale ostatnio podniósł
wych i się popsuła,

się poziom wód

a ta bardzo smaczna...

por. w nazwach typu Morskie
źródełko,

Oko...
które le­

skóry: M ó j brat mial plamy, łuszczyła mu sie skóra i woda

grunto­

ze źródełka krasnobrodzkiegopomogła...

N a t o m i a s t dla

(rozm. 1.2). Prze­

wierzących jest wodą cudowną, wodą, która ma moc,

konanie to opiera się na wierze w oczyszczającą moc

... oczywiście

która

wody. Niektóte źtódta mają też wpływ na płodność ko­

rzeczy,

biet, co z kolei wiąże się z wiarą w zapładniającą moc

graniczące

z cudem, czy łaską bożą, jak kto wołi. Ja 17 łat

wody. Koło Łysicy jest cudowne źródło św. Franciszka.

tu pracuję

i jestem świadkiem

towarzyszy

nie jest to jakaś magia, ale modłitwa,
tej wodzie. Tu się działy niesamowite

uwierzył- •• -

Pewna kobieta, jak mówi sama skutków cudowności

tych łask, tak bym może nie

przyznaje miejscowy proboszcz

dy z tego źródła na sobie doświadczyła,

(rozm.

sowanej modlitwie, napiła się wody z tej krynicy, tyle razy

1.21).

Ran Bóg obdarzył ja synem, a ma ich sześciu (Kolberg, Ra­

N a moje pytania dotyczące uzdrowień ludzie nie­

domskie 18, s. 276). Są też źródła, n p . źródło św. A n t o ­

chętnie odpowiadali, bo tak jak twierdzi ksiądz ... to coś
tkwi w ludziach, że nie chcą się z tym afiszować,
li uzdrowieni...

niego z Radecznicy

że zosta­

wode pije, taki długo żyje (Kolberg, Lubelskie 16, s. 15).

chorego, głęboka wiara i m o d l i t w a - ... kobieta z jednej
wsi chora była, chciała,

żeby jej przynieść

wodę i ozdrowiała.

downego uzdrowienia małej dziewczynki: ... ona miała

wody z jej

że to z kapłicy. Ona uwierzyła
Trzeba wierzyć!!!

Pani A n n a ze wsi Szur opowiedziała m i historię cu­

wody z kaplicy

Nie chciało mi się iść, nabrałam

studni i powiedziałam,

We wszystko

z którego lud czerpie świętej wodę na

wszelkie niemoce, а n a d źródłem widnieje napis Kto tę

(rozm. 1.21). Zazwyczaj podkreślali, że

najważniejsza jest wiara, bo tylko ona może uzdrowić

Z Krasnobrodu.

wo­

gdyż ilekroć, po sto­

pięć lat, nie mogła chodzić, przyjechała

do Krasnobrodu z ro­

w tę

dzicami, wstąpili do kościoła, pomodlili się, dali na mszę i po­

trzeba

jechali do Kaplicy na Wodzie. Umyli dziecku nogi, napili się

wierzyć, bo tak nic by z tego nie było, wierzcie mi... (rozm.

tej wody i wracają już do samochodu, a dziewczynka

181

mówi

�Karolina Siemion • WODA CUDOWNA I WODA ZWYCZAJNA

«Mamusiu, ja pójdę sama!»
kościoła

(...) i rzeczywiście

od kaplicy do

przeszła już sama! Ta matka sama mi to opowie­

działa ze łzami w oczach. Przyjechali potem poświadczyć
i ksiądz na ambonie ogłosił. Kto godny, to Pan Bóg

w lesie, nad wodą (...) mama przywiozła
ki Boskiej z Kaplicy Objawień.

to,

Dwukrotnie

gę w przywiezionej wodzie i pomodliłam

pomoże

i daje cuda i jak się jeszcze wierzy w to (rozm. 1.10).

mi wody od Mat­
obmywałam

no­

się. Po tygodniu po­

czułam się lepiej, zaczęłam chodzić, zniknęła opuchlizna, no­
ga przestała

normalnie". C o typo­

boleć i odtąd chodziłam

Podczas m o i c h rozmów w Krasnobrodzie wiele razy

we dla tego typu relacji, respondenci całkowicie pomija­

powtarzało się, c h o ć za każdym razem w innej wersji,

ją istnienie i n n y c h , racjonalnych przyczyn poprawy

opowiadanie o żebraku, któremu ... oko z orbit wyszło, tak

zdrowia, są one po prostu nieistotne w obliczu k o n t a k t u

całkiem

staruszek

z cudowną wodą. To woda jest głównym sprawcą uzdro­

tak po proszonym, po domach, wszyscy go znali. On i wód­

wień. Jest ona pita, obmywa się nią chore miejsca na cie­

na wierzch, byl jak okaleczony. Chodził

kę pil i denature i tak mu to oko wyszło... To tak brzydko wy-

le, brodzi się w niej. Kobieta, ze wsi H u t k i opowiadała m i

głądało i lekarze chcieli mu to usunąć, ale on się bal. Córka

ze łzami w oczach: ... miałam żylaki, nogi bolały,

mu powiedziała,

nie mogłam,

żeby poszedł do Wodnej Kaplicy i umyl się

móc znowu zacząć chodzić

w tej wodzie. Poszedł i wie pani co, i to nie tylko ja, bo prze­
schowała

ścioła, pomodliłam

- zarzeka się pani A l i c j a - ...

cie cała okolica go znała...

a ono samo schowało

chcieli

co wierzyłam,

usunąć,

żeby

(...), zaprowadzili mnie do ko­

się, potem nogi obmyłam w wodzie i... ży­

modliłam się do Matki Bożej, na własnej

rze doświadczyłam

się! (rozm. 1.10). N i e c o inną wersję

Łaski Bożej...

skó­

(rozm. 1.12). Parę do­

mów dalej w tej samej wsi poznaję panią Anielę, patrzy

tego opowiadania usłyszałam o d pani Janiny - To byk) ja­
kieś pięć, sześć lat temu. Byl taki starszy dziadek, nie miał

m i głęboko w oczy i pyta - pani wierząca?,

Z czego żyć, chodził po domach i żebrał. Lubiał sobie wypić

opowiem. Moja przyjaciółka

i mu oko wysadziło. Chciał, żeby mu ksiądz dał na

chodzić

mieć operację,

laki same wciągnęły się (kobieta zaczyna płakać). Ja gorą­

mu się ta gałka oczna, zagoiło się i miał już nor­

malne oko! To byl naoczny cud! Lekarze

leżałam w łóżku, miałam

talu, była umierająca

operację,

to ja pani coś

była ciężko chora, leżała w szpi­

(...) a ja miałam taką małą

buteleczkę

a ksiądz mówi, nie! Idźcie dziadku lepiej pomodlijcie się i ob­

ze świętą wodą z Lourdes, przywiezioną

z piełgrzymki,

myjcie się w wodzie ze św. Kaplicy. I on ozdrowial, nie trza

było tej wody, dałam jej taką małą łyżeczkę, mówię, że to cu­

mało

(rozm. 1.11). Z kolei parę gospo­

downa woda, że uzdrawia i pani ona ozdrowiala, a była już

darstw dalej utrzymywano, że chodził żebrak, co miał gułę

przy śmierci! wyszła ze szpitala, żyje do dziś... (rozm. 1.14).

było operacji! Cud!

za uchem. Umyl się pare razy w tej świętej wodzie i guła
zniknęła.

Sama widziałam,

Analizując łaski z ksiąg kościelnych zauważyć moż­

pani... (rozm. 1.6). Mieszka­

na pewną specyfikę c u d o w n y c h uzdrowień. Najczę­

niec Szuru, mężczyzna około pięćdziesiątki wspomina,...
pamiętam

go, przecie ja do szkoły wtedy chdziłem,

już całkowicie

wychodziło,

oko

ściej są to uleczenia z różnych chorób oczu, paraliżu

mu

lub niedowładu nóg l u b rąk. Pozostałe to uzdrowienia

a potem co się stab nic nie wia­

z ciężkich chorób zakaźnych, wewnętrznych n o w o ­

domo, normalnie oko jak oko. jego się pytali, mówił, że cho­

tworów, urazów mechanicznych. Zgłaszane są też łaski

dził do Kapłicy na Wodzie myć się, pić tę wodę, no i jednak
cud! Widać więc, jak niespójne są te informacje, często
wręcz przeczą sobie wzajemnie.

szczególnej pomocy bożej za pośrednictwem patronów
źródeł - św. Jana, M a t k i Boskiej Krasnobrodzkiej, św.
Rocha, Chrystusa Ukrzyżowanego z Klimkówki, M a t ­
k i Boskiej Saletyńskiej z D ę b o w c a . N i e m a l w każdym

Jest jadnak wiele uzdrowień potwierdzonych w „Księ­
gach łask i uzdrowień", zakładanych przez księży pro­

z opisywanych przypadków uleczenie związane jest

boszczów, choćby z Krasnobrodu, z Klimkówki, z Giettz-

z użyciem wody z cudownego źródła. Wszystkie te ze­

wałdu i wielu innych. Praktycznie w każdej parafii, gdzie

znania cechuje autentyczna wiara w możliwość odzy­

znajduje się źródło z cudowną wodą, istnieją takie księ­

skania tą drogą utraconego zdrowia, zwłaszcza w przy­

gi. Pełne są one opisów doznanych łask, potwierdzonych

padkach określonych przez medycynę za beznadziejne.

przez księży, lekarzy, świadków. Można w n i c h znaleźć

W jednej z m o i c h rozmów starsza p a n i opowiedziała

wiele niesamowitych opisów, przytoczę jedynie dwa

m i historię uzdrowienia 40-letniej kobiety. N a moje

z n i c h : W1977

pytanie, na co była chora, zniecierpliwionym głosem

r. zachorowałem

ki ocznej. Po wielu naświetlaniach
należy usunąć oko. Na operację
chałem do Krasnobrodu.
na Wodzie, tam przemyłem

Udałem

na nowotwór

zbśłiwy

gał­

lekarze zadecydowali,

odpowiedziała:

że

nie zgodziłem się i przyje­

No właśnie była chora, że ją lekarze wypisali. Udała się do

się do Kapłicy

Objawień

oczy wodą, zabrałem

też trochę

W Przylasku 70-letnia kobieta opowiedziała m i histo­

nią oczy. Od tej pory na­

rię uzdrowienia młodego mężczyzny: Przyszła do mnie ko­

do domu, codziennie przemywałem

kościółka, modliła się, pila wodę i cudu doznała

(w. 2.3, s. 3).

stała poprawa, oko przestało boleć, powrócił wzrok. Niniej­

bieta, prowadziła

sze zeznania potwierdzam własnoręcznym

bo jej się w nocy przyśniło, że jest takie źródełko,

Zamość,

22.09.83.

podpisem - ]. S.,

Pani H a l i n i e z Hrubieszowa tworzyły

syna (...) Chodziła

z nim po całym lesie,
że jej syna

uzdrowi. Przyszła i pyta, czy tu jest jakieś źródełko.

Mówię,

się w nodze zakrzepy żylne, dostała więc skierowanie na

Że jest (...) Poprowadziłam

operację. W t e d y jej matka pojechała na uroczystości o d ­

go niesla, taki był słaby (...) A co temu synowi jest? (...) tak

pustowe do Krasnobrodu, aby modlić się w intencji cór­

jakby umarł, taki wysuszony! A ona mówi, pomacaj go pa­

ki, ... kiedy moja mama była w Krasnobrodzie,

ni po szyji А to było takie podniesione do góry, twarde jak

się obraz Matki

Boskiej Krasnobrodzkiej,

przyśnił mi

w białej

sukni,

ich, ten syn tak szedł, ałe

więcej

blacha! Mówi, że z nim tak źle, Że go szpital do domu wydo-

182

�Karolina Siemion • WODA CUDOWNA I WODA ZWYCZAJNA

Ul. No i idę do Matki Boskiej błagać o zdrowie dla niego (...)

szło rozczesać!

Upłynęło to pewnie ze dwa miesiące

na głowie. Ludzie przyśłi tu (do źródełka - K.S.), wymyłi

(...) puka do ganku (...)

pytam, co z synem? Ona mówi, że syn zdrowy, jak
A co wyście robili? Najprzód

przyszłam,

ryba!

(...) Był straszny bół głowy i zwijało

te głowę tom wodom, ściełi to. Urosły śłiczne wbsy!

włosy
Więcej

To kołtun nazywali, to ja parmętom, tego

to płakałam

i prosi­

trąd nie wracał.

łam na głos Matki Boskiej. Ulałam ja wody (...) ja

popiłam,

było dużo wysypane w takich torkach, jak ścioł, to rzucił i ja

ale jemu nie puściło tej wody (...) Przyjechali my do domu,

pamiętam,

wszystkim nalała ja tej wody. Syn wrócił i łap za półlitrowy

mama mówiła,

garczek tej wody i te wode puściło i wypił wszystko te wode!

Żeby was nie złapało!

(...) i mówi, dajcie mi jeść, bo głodny jestem. No to dali my

skiego Henryka Biegeleisena wydanego w 1929 roku,

pół bułki i pół jajka usmażonego,

jak my chodziły na poziomki, to zawsze mi moja
nie chodźcie

w te torki, bo tam

wyrzucają,

(w. 2.1, s. 4 ) . Z Lecznictwa

ludu pol­

możemy się dowiedzieć, że kołtun był do niedawna

bo sześć tygodni nic nie jadł.

jedną

A on mówi, czy to tyłko tyłe za sześć tygodni? My ze stra­

Z najpospolitszych

chem jeszcze mu dały, pół łitry wody wypił, najadł się do sy­

gwoźdźcem

ta i poszedł spać. No to jest juz poprawa w imieniu oka! To

1929, s. 256). Nazwę tę tłumaczono rodzajem bólu gło­

nie stab się w tygodniu, ale w 24 godzinach!(...)

wy. J. Oczapowski w Praktycznym

Nagle ona

słyszy turkot, szelest, wystraszyła sie, że umorł, pojod i pew­

chorób

(gośćcem)

trapiących

albo ogólnie

nasz lud, zwany też
bólem
wykładzie

mocne bóle głowy, łamania i świdrowania,

Mamuś nie mam guza! N o to jest jawny cud! I do

przebitej czaszki...

żeby potwierdzić

księdza

(w. 2.1, s. 4).

chce wywrzeć

«Placebo» to taka substancja (w t y m wypadku woda)

Niezależnie od rejonu Polski starsi ludzie p y t a n i

pamię­

takie

różne kije, łaski, takie różne. Później to wiadomo,
robi swoje, to zaczęło

się kruszyć,

niszczyć

małe dziecko, a pamiętam

kułe, okułory,

że tu przynieśli

opowiadały,

jakiegoś

Wodniku, piłem do ciebie, by szarpiące bóle gośćca ustały mi.
Zamawiam Cię w imię Ojca, Syna i Ducha siu. A m e n
(Biegeleisen 1929, s. 270)

i oni to gdzieś

tam przy

sparaliżowanego,

Pytałam m o i c h rozmówców, czy ludzie innej wiary

byłam

mogą doznać c u d u , zostać uzdrowieni. W odpowiedzi

źródeł­

słyszałam zazwyczaj, tak jak w Gietrzwałdzie, że nie, że

ku. Tak co ze starych ludzi słyszę, to podobnie tak
być,

Wodniku skarżę się tobie, dręczą mnie szarpiące bóle gośćca.

natura

(w. 3 . 1 , s. 1). Z Przylasku: Ja

skory,

splata mu

odmówić następujący wiersz przez trzy kolejne piątki,

zostawiali

wisiały

obsiada człowieka,

pijąc nieco wody czerpanej z prądem:

d o b n i e . N a dowód tego przytoczę trzy fragmanty z róż­

gi czas, jeszcze za Niemca,

Woła na

nad bieżącą wodą i podczas trzykrotnego żegnania się

przeze mnie o otoczenie źródła, opisywali je bardzo po­

dłu­

swą zemstę za to na śmiertelniku.

ma

to ...

kołtuna. Między i n n y m i należy przed wschodem słońca,

w stanie uleczyć, pokonać nawet śmiertelną chorobę...

toprzez

nie zaspokoił...

geleisen 1929, s. 258). Przeróżne są sposoby pozbycia się

ją więc rację ci, którzy twierdzą, że wiara czyni cuda, jest

(w. 2.3, s. 2). Z Gietrzwałdu: Przy źródełku,

gośćca. Jeżeli gościec

człowiek

włosy w basiory lub strączki i łamie po całym ciele... (Bie­

i w pewnej liczbie przypadków schorzenie ustępuje. M a ­

były

swego posłannika

wymyka się ze swej kryjówki,

dane schorzenie. Chory wierzy jednak, w jej skuteczność

chyba przechowują

gwoździem

pomoc kołtuna który do usług swemu przyjacielowi

czy metoda terapii, o której wiadomo, że nie wpływa na

to przy źródełku

jakby

(Biegeleisen 1929, s. 256). Jak pisze

pewne pragnienie, którego

ny przez amerykańskiego psychiatrę Bruno Klopfera.

n y c h miejsc, z Klimkówki: T u przy źródełku

koł-

Biegeleisen: demon kołtuna nie działa samodzielnie, lecz za
pośrednictwem

Opisy te idealnie ilustrują tzw. «efekt placebo», opisa­

tam lipy i po tych lipach kule były, co ludzie

chorób

tunowatych z 1839 powiada, że objawiać się zwykł przez

nie umorł. A on co dał rady skakał, mamuś nie mam guza!
potem chodziłam,

(Biegeleisen

miało

do tego potrzebna jest wiara, a o n i przecież w to nie

sąsiadki

wierzą. M o j a rozmówczyni miała t u na myśli ewangeli­

i on plakal i prosił o uzdrowienie i poszedł,

ku­

ków, którzy odrzucają dogmat istnienia M a t k i Bożej,

to tak słyszę od starych ludzi - kobie­

a patronką źródełka w Gietrzwałdzie jest przecież M a t ­

ta ta ma dziś 76 lat (w. 2 . 1 , s. 3 ) . We w s p o m n i e n i a c h

ka Boska. Poza t y m ewangelicy nie stosują, a także nie

łe zostawił i poszedł,

starszych już dzisiaj ludzi świat był kiedyś lepszy, ludzie

aprobują przy pewnych praktykach magicznych wody

bogobojni, szczerze wierzący w łaski boże: Dawniej

święconej, nie święcą jej b o w i e m i w związku z t y m nie

jak

ludzie do św. Rozalii przychodzili, jak ja miałam 15 lat, co

uznają jej specyficznych walorów, które tak m o c n o

pamiętam,

na kolanach chodzili i modli­

podkreślane są przez katolicką część mieszkańców Gie­

(w.

trzwałdu (Tylkowa 1983, s. 84). N a t o m i a s t pewna star­

2.2, s. 2). Jak byłam małym dzieckiem, wziena mnie tako

sza pani z Klimkówki tak uzasadniła swoje przekonanie

to wkoło kościoła

li się i płakali. A dzisiaj nie chce się klęknąć
cicio, bo chodziła
przyniesły

tam nogi moczyć.

dziecko,

w takiej koszułinie

było

w kościele!

To widziałam,

bardzo owrzodziałe,

(...) i ona przy ludziach

nareszcie włożyła

na temat korzystania z cudownej wody przez Żydów: ...

chłopczyk
włożyła

dziecko do wody. A woda była zimna! (...) włożyła
raz i popatrzyła,

jak

mówili, że jak się Żydzi dowiedzieli, że to cudowna

to

Zyd, to mi się zdaje, jak to się mówi „Boi się jak Zyd święco­

trzeci, wyjena, to cał­

nej wody"(w. 2.3, s. 1). Nastąpiło tu znamienne przekrę­
cenie przysłowia, b o w i e m w oryginalnej wersji to prze­

(w. 2 . 1 , s. 2 ) .

cież diabeł b o i się święconej wody, a nie Z y d . Poza t y m
akurat w judaizmie woda ma bardzo istotne znaczenie

76-letnia kobieta z Przylasku wspomina: Było to takie,
to się kołtun nazywało,

bo

drugi

kowicie te wszystkie strupy zeszły do czystej skóry i poka­
zała łudziom

woda,

to chodzili się myć. Ale mi to tam się nie chce wierzyć,

symboliczne i k u l t u r o w e , jest więc wielce prawdopo-

to się uwiło na pół głowy, to tego nie

183

�Karolina Siemion » WODA CUDOWNA I WODA ZWYCZAJNA

dobne, że Żydzi przyjeżdżali do źródła w Klimkówce.

pomyśleć, że przyjdzie ktoś' drugi i będzie to pil (...) i po-

N a t o m i a s t w Przylasku, na to samo pytanie, uzyskałami
zgoła inną odpowiedź: Zaraz opowiem pani o Żydach, jak

myślała,

to M a t k a Boska objawiła
pan, a połowę

Połowę łasu miał!

się na pańskim.

Zyd. M a t k a Boska objawiła

a nie na żydowskim.

dówka została uzdrowiono!

(w. 2.2, s. 1).

Symbolika kropli wody

się na pańskim,

Nareszcie jeździł Zyd z Żydówką,

ła chora, nie widziała na oczy, dowiedział

że zrobi drugie źródełko

by­

Szczególnego kulturowego znaczenia nabrały okre­

się o źródle i Ży­

ślenia bardzo małych ilości wody - kropla, k a p k a . . . . jak

Tak Zyd chciał budować

klasz­

zabraknie wody święconej

w domu, to zawsze można

tor, tak klasztor! Bo doznał cudu. A pan ani mu ziemi nie

sąsiada

bo to jest symboliczne

sprzedał,

s. 3 ) . W W i e l k i Piątek rano dolewano do kąpieli tro­

ani budować

nie pozwolił.

1 tak zostało

zbudowa­

li kaplicę i tak zostało do dziś (w. 2 . 1 , s. 3 ) .

kropelkę

pożyczyć,

od

(w. 2.3,

chę wody zaczerpniętej przed świtem, żeby ... zdrowym
być, żeby bulaków

nie było (rozm. 1.19). Jeden tu jeździł

wody ze źródełka łączy sie z jego zniknięciem, wyschnię­

beczką po cudowną

wodę i dziecko kąpali. My to się nawet

ciem lub przeniesieniem się źródła w inne miejsce

śmiali, bo przecież to nawet kropelkę wody wiać i już jest.

Często jednak korzystanie przez Żydów z cudowneji

A on jeździł beczką,

Zniknięcia źródeł

miało i wyzdrowiało

bo to dziecko strupy po sobie

jakieś

(w. 2.3, s. 1).

Objawienia na wodzie

Zdarza się, że woda w źródełku ginie, studnia z po­

mocną wodą wysycha. Tłumaczenie, że żyła wodnai
zmieniła swój bieg, nie przekonuje ludzi, doszukują się:
o n i głębszych przyczyn. Najczęściej znajdują je w czyjejśi
winie, przestępstwie. W o d a przejawia zachowania ludz­

brzmi - kaplica „Objawień M a t k i Boskiej na Wodzie".

kie - gniewa się tak, jak to robi obrażony człowiek. Czę­

Opisy tychże objawień można odnaleźć w kościelnej

Potocznie ludzie mówią - kaplica „Na Wodzie", czy
w skrócie - Kaplica W o d n a , natomiast pełna nazwa

sto okazywało się, że ktoś użył wody do wyleczenia zwie­

„Księdze łask i uzdrowień". Pan Ryszard z Łodzi po trzy­

rzęcia, tymczasem woda tylko dla ludzi była przeznaczo­

dziestu latach postanowił opisać to, czego doświadczył

na. Częste są też opowiadania o Żydach, którzy zbezcze­

w dzieciństwie, będąc na wakacjach w Krasnobrodzie:

ścili cudowną wodę kąpiąc się w niej (Kotula 1974, s.

„... w lipcu 1956 r. pojechałem

84). Tak n p . jak w legendzie o cudownej „Studzionce"

Krasnobrodu

jako 14-letni chłopak

do

(...) wokół kaplicy było zebranych dużo ludzi,

we Wrześni, przejeżdżał tędy handlarz, niechrześcijanin,

zaciekawiony zbliżyłem się do źródła (...) usłyszałem, jak lu­

i zapragnął

cudownej wody uzdrowić swego śle­

dzie mówili o widzeniu na wodzie, więc i ja zacząłem

mu oczy i wówczas

trzeć (...) oczom moim ukazał

za pomocą

pego konia. Przemył

koń

wzrok, ale woda w studzience straciła cudowne

odzyskał\
właściwo­

Pana Jezusa Frasobłiwego

się na kamieniu

(...) była to postać wyraźna,

ści. ( M a l a k 1987, s. 90). Podobne historie można usły­

koniecznego domy słania się kogo przedstawia

szeć dziś na U k r a i n i e : Koło nas je kiemica, to dawno, to'
1 jak ona szia do tej kiemicy, toi

dziewczynkę,

tak ślady robili się na kamieniu (...) 1 ta woda była pomoc­

dy kamień

na, kto byl chory pil, obmywał

Zniknął. Po ponownym

się Matka Boska objawiła.

ludzie zaczęli chudobę...
sprzeciwiła

się i ona pomagała.

A potem

Ślepych koni wiść, napawać.

ta woda, wysechła.

1 się•
1 wtedy nawet wlewali w te

пек przypominał

pa-

wizerunek

grafikę

(...)

(...) ktoś z patrzących

bez

wizerupoprosił

aby weszła do wody i uniosła ten kamyk, kie­
znalazł się nad powierzchnią

wody,

wizerunek

zanurzeniu go w wodzie, znów się

pojawiła postać. W innym miejscu mówiono, że widać M a t ­
kę Boską

Częstochowską.

W podłodze

kaplicy byl

otwór,

ślady, gdzie Matka Boska szła, ak nie pomagało (w. 4-6, s.

spojrzałem przez niego i ujrzałem wizerunek Jasnogórskiej

2). W kronice kościółka św. Krzyża w Klimkówce moż­

Pani na kamieniu... Natomiast pan Władysław twierdzi:

na przeczytać podania, które do dziś są żywe w pamięci

... Matka Boska miała się ponoć objawić,

mieszkańców wsi. Jedna ze staruszek opowiedziała m i

widział (...) ja miałem wtedy osiem czy dziewięć łat, chodzi­

historię, jak to ... Żydzi dowiedzieli się, że to cudowna

wo­

li, baby krzyczeli:

da i chodziłi sie nawet myć (...) no i ta woda wyschła,

tak­

(rozm.

aleja tam nic nie

Oj! Tam, jest! Tam na kamieniu!

1.4). Podobnego

zdania jest pani A n n a :

..."
Ja

że jak teraz jest uliwa i pełno wody najdzie, to za parę mi­

wiem... ludzie to tak mówili, że cud był, że Matka Boska się

nut nie ma nic. 1 ukazała się tam wyżej. No więc tam ludzie

objawiło,

zaczęli chodzić

obserwował,

(...) i ten sąsiad zaniechał

to źródełko,

na jego polu było, deptali mu zasiewy (...) 1 on
Śniło mu się, że jak to źródełko

bo toi
ociemniał.

oczyści, że wzrok dostanie,

oblepiona strasznie samymi
zginęło i

na krzyżu! Ooo! różaniec!",

strupai
objawiło

się tam na dole (...) no bo wie pani, jak ona już tam
szła i była taka obstrupiala,

krzyczeli:

„O babciu!

chodził,
chodziłam,
Matka

mają kształty i takie zardze­

wiałe różne żyłki (...) „Ooo! Matka Boska! Oj! Pan Jezus

Inaczej argumentuje zniknięcie źródełka kobieta ze
Żydówka

ale nic... Ludzie

myki w wodzie to różnorodne

wsi W r o c a n k a . W s p o m i n a opowiadanie swojej m a t k i :
... przyszła

Ksiądz

ale nic tam nie widział (•••) Ja tam

Boska, Matka Boska, tam na wodzie!" ale wie pani, te ka­

no i tak sie stało. (w. 2.3, s. 1).

mi[...J weszła do tego źródła i źródełko

patrzyłam,

że to, ale księża nie potwierdzili.

we­

Eee! ludzie! - myślę, czasem

dzieją się cuda naoczne, ale po co tak zmyślać! Przecie mamy mszę codziennie mamy i codziennie Pana Jezusa w chle­
bie i winie, to po co tu szukać nie wiadomo czego? (rozm.
1.10). Natomiast pani Teresa zgoła inaczej zapatruje się

to św. Rozalia mogła sobie tak

184

�Karolina Siemion * WODA CUDOWNA I WODA ZWYCZAJNA

wie,

było idealne, ciągłe, niczym nie zmącone, np. budowa

Matka Boska kocha ubóstwo, a w tej chwili, to tego ubó­

na ten temat, mówi scenicznym szeptem: ... każdy

cetkwi wotywnej w jedną noc, czy tzeźbienie figur przed-

stwa nasze księża nie majo i więc prawdę

sobie mówmy, że:

stawiających świętych z jednego kawałka drewna, i t p .

Boskai

O t o jeden z opisów tej cetemonii: ... w Wielgi Piątek do

dzie­

dziś czerpiemy wodę (...) kiedyś to było ważne, kto pierwszy,

tego ubóstwa nie та! I nie wiem, czy księżom Matka
objawia (...) Matka

Boska się objawia się ubogkm,

ciom, sierotom, wdowom, taka je prawda (...) kiedy byli te:

dziś, to byle do świtu (...) to się nazywało

objawienia, ja miałam szesnaście

woda". Stało się kołem tuż przed dwunastą

objawienia

(...) Codziennie

ślę, może co zobaczę

lat, cały miesiąc były takie:

do kaplicy wstępowałam,

(...) Jeden mężczyzna

Matkę Boske Niepokalaną

z piasku usypaną

my­

czasy stalinowskie,

domu zaniesie, bo to woda od wrzodów. Moje wnuki, to mó­

(...)

koleżan­

wią na to woda święcona

innej'

objawienie

„Rozstrzelajcie!

żywą Matkę Boske.'", po trzech dniach

Jai

i bioro do Lublina (...) dziś trochę

się bierze i dolewa rano w Wielki Piątek do kąpieli, do wan­
ny, przed kościołem.

za to aresztowali, to bylii

a ona powiedziała:

wodę i do

pokazał,

święty Antoni. Cuda te potem minęli i nastąpiło

widziałam

by kto pierwszy zaczerpnie jednym czerpnięciem

mi

ce to objawił się duży czarny krzyż na takich głazach,
główne Matki Bożej, ale Zubową

„nienadpoczęta
wkoło wody, że­

Kiedyś to myło się tą wodą,

rodzice budzili i kazali się myć lodowatą

pamiętam,

wodą - twarz, ręce,
(rozm.

szyję, nogi, żeby zdrowym być, żeby nie było bulaków

1.19). W i a r a w szczegć&gt;lne działanie „wody nienapoczę-

wypuści­

li ją z aresztu... (rozm. 1.20).

tej" było szeroko rozpowszechnione głównie we wschod­
niej Polsce. Była to woda, któtej n i k t jeszcze tego dnia

Woda nienadpoczęta

z krynicy nie czerpał (SSiSL 1999, s. 277), dlatego waż­
ne było, aby nabtać jej zaraz po północy. O wodzie nienapoczętej pisał także Eliade, ptzypisując jej znaczącą

Sakralne, lecznicze i magiczne działanie wody źródla­
nej zwiększa się w określonym czasie, tzn. w okresie wiel­
kanocnym, Bożego Narodzenia, w N o w y Rok, w d n i ui

rolę w większości czarów i zabiegów znachorskich. N i e -

podlegał określonemu

w p e w n y m sensie odtwatza akt stwotzenia. Woda

napoczęta, niesprofanowana, koncentruje w sobie za-

św. Jana, a także w d n i u Trzech Króli. Czas bowiemL
Podstawowe

podziałowi i wartościowaniu.
cyklu rocznegoi

wchłania w siebie chorobę dzięki swojej zdolności asymi-

znaczenie dla zróżnicowania

mial kalendarz solarny, a więc wszelkie przełomowe
ty pozornego ruchu Słońca i związanej

rodkowe i twórcze wartości wody pierwotnej, lecząc,

lowania i rozkładania f o r m istnienia (por. Eliade 1997).

momen­

z nim długości dnia

Woda święcona

i nocy (Tomicki 1981, s. 139). Najważniejsza była W i e l ­
kanoc, związana z wiosennym zrównaniem dnia i nocy,
a także z początkiem cyklu wegetacyjnego w przyrodzie,

Powszechnie uttwaliło się przekonanie, że woda ze

następnie Boże Narodzenie - przesilenie zimowe i N o w y

świętych, c u d o w n y c h źródeł ma taką samą moc sakra-

Rok. Zwyczaje i praktyki, w których istotną rolę odgry­

lizującą jak woda święcona w kościele ptzez księdza

wała woda, często wiązały się z d n i e m św. Jana, 24 V I ,

(Majet-Batanowska 1991, s. 19). Ptzechowuje się ją

d n i e m ptzesilenia letniego i jednocześnie d n i e m prasta­

w specjalnych buteleczkach, aby w razie potrzeby po­

rego k u l t u wody i ognia - Sobótki. Ważnym dniem,

kropić nią chorego, umierającego, czy też d o m , zagro-

a tak naptawdę nocą, jest noc z Wielkiego Czwartku nai
W i e l k i Piątek. Woda tego dnia ma wymiat symboliczny,

dę, pole. Zabieg ten chronił przed wpływami złego, wy­
znaczał granicę, poza którą złe nie miało dostępu. Kie­

a to za sptawą Ostatniej Wieczetzy, kiedy to Jezus umy­

dy pytałam się o różnice pomiędzy wodą cudowną

wa nogi apostołom, aby przekroczyli bramy nieba. Ger­

a święconą, odpowiadano m i , że to jest chyba

lich, opisując obyczaje na Słąsku, przytacza wierzenia l u ­

inaczej, woda święcona

dzi, iż przekroczenie Cedronu przez Pana Jezusa powo­

Wielką

dowało, że woda w rzekach nabierała niezwykłej siły.

czas oni napełniają,

W efekcie chodzono do wody, aby tę moc pozyskać. O t oi

wychodziło

fragment relacji z K a t o w i c : . . . A wszystko bez to, że przecz[
jak Jezusa wiedli na sąd to przez rzeka przechodził, i dez to,

świętego wodą święconą.
wypędzali,

Że to sie dziolo w Wielki Czwartek to tyz ta woda ino w tym

skowa. .. Matka Boska specjalnie ją poświęciła

czasie jest dobro na niekere choróbska

(Gerłich 1995, 170).

Sobotę,

troszeczkę

to jest poprostu ta, którą święcą

to jest normalna woda z kranu, co

na
jakiś

można wziąć z zakrystii. Kiedyś to nie

się z domu zanim się nie zrobiło znaku

krzyża

Bydło jak pierwszy raz na

to też kropili. A woda ze źródełka jest

wiosnę

uzdrowi­

(w. 3 . 1 , s. 9 ) .

Czy ma pani u siebie w d o m u wodę święconą? Woda

W Krasnobrodzie ludzie zbierają się w nocy nad źródeł­

święcona

kiem, kiedyś było w zwyczaju, że ustawiano się w kręgu,

czy trzeba coś poświęcić.

wokół wody i każdy trzymał swój garnuszek w ręku.

umrze (...) Na wsi takie z dawna przyzwyczajenia,

że jak

Z niecierpliwością wyczekiwano północy, wodę należałoi
zaczerpnąć dokładnie o dwunastej, ważne też było, k t oi

się na strych coś tam woziło,

sianem

jako pierwszy w d a n y m roku nabrał wody, bowiem to za­

ra, że woda daje ci bezpieczeństwo,

pewniało m u powodzenie na cały rok. N i e mniej istotne

wszyscy byli zgodni co do tego, że wodę cudowną moż­

było przeświadczenie, aby nabrać wody za jednym razem

na stosować zamiennie ze święconą. Można nią święcić

i jednym zaczerpnięciem donieść do d o m u . Jest to typo­

mieszkanie czy chotego. N i e trzeba wody cudownej

we dla wierzeń ludowych, aby to, co związane z sacrum,

święcić, b o w i e m sama w sobie jest ona święta.

w domu zawsze powinna być, bo czy kto chory,
Bo to jest wieś, to jak ktoś nagle
to ja zawsze przed

kropiła strych, żeby się siano nie zapaliło. Ta woda, ta wia­

185

(w. 2.3, s. 4 ) . Jednak

�Karolina Sienuon • WODA CUDOWNA I WODA ZWYCZAJNA
1.6.
1.7.
1.8.
1.9.
1.10.
1.11.
1.12.
1.13.
1.14.
1.15.
1.16.
1.17.
1.18.
1.19.
1.20.
1.21.

Podczas prowadzenia badań udało m i się zauważyć
i w miarę możliwości opisać wiele interesujących zja­
wisk k u l t u r y l u d o w e j .
Reasumując, należy raz jeszcze podkreślić, iż we­
dług wierzeń c u d o w n e źródło pojawia się nagle, w y tryskuje z ziemi za sprawą osoby świętej. Bardzo czę­
sto łączy się to z o b j a w i e n i e m M a t k i Boskiej czy też
i n n e g o świętego, który później staje się p a t r o n e m źró­
dła. To o d niego woda czerpie swoją moc uzdrawiają­
cą, a także o d samego miejsca objawienia i przebywa­
nia świętych czy błogosławionych. M o c ta jest trwała,
chyba że ktoś zbezcześci wodę. Źródlana w o d a oprócz
tego, że leczy, m a c u d o w n e właściwości: zawsze jest
świeża, czysta, k l a r o w n a bez względu na to, jak długo

К, 1. ok. 45, Szur, 11.04.99, K. S.
К, 1. 87, Szur, 11.04.99, K. S.
M , 1. ok. 45, Szur, 11.04.99, K. S.
M , 1. ok. 50, Szur, 11.04.99, K. S.
K, 1.85, Szur, 11.04.99, K . S .
К, 1. ok. 50, H u t k i , 12.04.99, K. S.
К, 1. 52, H u t k i , 12.04.99, K . S .
К, 1. ok. 80, H u t k i , 12.04.99, K. S.
К, 1. ok. 55, H u t k i , 12.04.99, K . S .
M , 1. 80, Kaczórki, 12.04.99, K. S.
К, 1. ok. 50, Grabnik, 13.04.99, K. S.
M , 1. ok. 60, Grabnik, 13.04.99, K. S.
M , 1. ok. 45, Zagóra, 13.04.99, K. S.
К, 1. ok. 80, Majdan Wielki, 13.04.99, K. S.
К, 1. ok. 65, Krasnobród, 13.04-99, K. S.
M , I. ok. 60, Krasnobród, 13.04-99, K. S.

Wywiady:
2.1
К, 1. 76, Przylasek, 28.09.99, K. S.
2.2
К, 1. 63, Wrocanka, 30.09.99, K. S.
2.3
К, 1. 81, Klimkówka, 30.09.99, K. S.
3.1
К, 1. 66, Gietrzwałd, 12.11.99, K. S.
К, 1. 65, Dębowiec, 04-11.99, wywiad Marty Swierczewskiej
4.1
К, 1. 70, Hyżne, 15.06.99, wywiad Marty Swierczewskiej
4.2
К, 1. 60, Hyżne, 15.06.99, wywiad Marty Swierczewskiej
4.3
К, 1. 87, Niwiska, 12.11.99, wywiad Joanny Flasińskiej
4.4
К, 1. 8 1 , Oleszkowcc, Ukraina, 07.11.99, wywiad Karola
4.5
Kurowskiego
4.6
К, 1. 81, Oleszkowcc, Ukraina, 10.11.99, wywiad Karola
Kurowskiego

się j ą przechowuje. Jeśli człowiek chce zostać uzdro­
wiony, musi w to bardzo gorąco wierzyć, jest to w a r u ­
n e k konieczny, podkreślany przez wszystkich m o i c h
respondentów. N i e sama w o d a leczy, ale właśnie w i a ­
ra w jej uzdrawiającą m o c . Sakralne, lecznicze i ma­
giczne działanie w o d y źródlanej zwiększa się w o k r e ­
ślonym czasie, przede wszystkim w okresie w i e l k a n o c ­
n y m - ważnym d n i e m jest W i e l k i Piątek. D o dziś
w niektórych rejonach Polski p r a k t y k o w a n y jest zwy­
czaj czerpania wody ze źródła o północy lub przed świ­
t e m . Jest to tzw. w o d a nienapoczęta, czyli taka, której
n i k t tego d n i a nie czerpał, przez co m a ona szczegól­

Cudowne źródełka

ne właściwości.

w Polsce południowo-wschodniej.

Temat dotyczący cudownej wody jest bardzo szero­
k i , przez co t r u d n o jest zbadać, w tak krótkim czasie
(pół r o k u ) , wszystkie jego aspekty. Dlatego wybrałam
te, któte wydawały m i się najistotniejsze i najciekaw­

Radecznica®

sze, chociaż zdaję sobie sprawę, że można opracować
t e n temat na wiele różnych sposobów. Najlepszym do­
w o d e m na to, jest praca mojej koleżanki -

Zamość

Л

• Krasnobród

/

Marty

Świerczewskiej, z grupy laboratoryjnej „Współczesne
wydarzenia c u d o w n e " . Wszystkich zainteresowanych

Rzeszów
•

odsyłam d o jej pracy o cudownej wodzie. Myślę, iż na­
sze prace, ukazując nieco o d m i e n n e podejście d o te­

Przylasek*

m a t u i i n n y sposób opracowania, wzajemnie bardzo

"Borek Stary
©Hyżne

Krosno
тDębowice*
^, u
^ ^
® Wola Komborska //
• Wrocanka
/
•Dukla m Klimówka

dobrze się uzupełniają.

Przypisy
1

W zapisie 1.1. pierwsza jedynka oznacza, że jest to wywiad
z pierwszego wyjazdu terenowgo, a np. 2.1. będzie oznaczało
drugi wyjazd i t d . Natomiast druga cyfra to kolejny numer wy­
wiadu.

Spis wywiadów i rozmów
Rozmowy: (wszystkie poniższe rozmowy zarcjstrowalam w okolicach
Krasnohrobu), [K = kobieta, M=mężczyzna]
1.1.
1.2.
1.3.
1.4.
1.5.

К, 1. ok. 60,
К, 1. ok. 50,
К, 1. ok. 70,
M , 1. ok. 60,
К, 1. ok. 60,

Bibliografia
B a r d a F.
1949

Domikanówka, 10.04.99, Karolina Siemion
Domikanówka, 10.04.99, K. S.
Klocowka, 10.04.99, K. S.
Niemirówek, 10.04.99, K. S.
Niemirówek, 10.04.99, K. S.

Święta Rozalia. Panna pustelnica, Wrocanka.

Belch M .
1995

Z dziejów sanktuarium w Borku Starym, Tyczyn.

Biegeleisen H .
1929
Lecznictwo ludu polskiego, Kraków.

186

\

•

�Karolina Siemion • WODA CUDOWNA I WODA ZWYCZAJNA

C h e l i n i J., B r a n t h o m m e H .

ks. M a l a k F.

1996

1987

Boże drogi, Warszawa.

C r u z J.
1995

MśR

Cudowne wizerunki N. M. E, Gdańsk.

1998

Czapliński K.
1999

1967

1977

Sacrum, mit, historia, Warszawa.

1994

Sanktuarium Matki Bożej w Gietrzwałdzie,

1994

hosiery do Gietrzwładu, „Studia Warmińskie", t. 14, s. 98-113

ks. R u s e c k i M .

Encyklopedia kościelna, c. 32, Ptock.

Forstner D.

1996

1990

ks. S a t n a W.

Świat symboliki chrześcijańskiej, Warszawa.

Cud w chrześcijaństwie,

G a w e l e k F.

1995

1911

S o s z y ń s k a J.

Palma, jajko i śmigus w praktykach wielkanocnych ludu polskiego,
„Lud", t. 17, s. 15-39

Gerlichowie H . i M . G.

1999

1995

SSiSL

Sacrum, rodzina, tradycja. Świętowanie roku kościelnego w tra­

dycyjnej kulturze plebejsko-miejskiej Górnego Shfska, Katowice.
G o r d o n S.
1998

1999

Maryjnym szlakiem, Tarnów.

H e m k a A . , O l ę d z k i J.
1990

1975

Wrażliwość mirakulama, „Polska Sztuka Ludowa", R. 44,

Opis powiatu jasielskiego, Jasio.

Do Ciebie Matko idziemy. Sanktuaria maryjne w Polsce, Gdańsk.

Słownik stereotypów i symbołi ludowych, ted. J. Bartmiński,

Drzewo życiii. Ludowa wizja świata i człowieka, Warszawa.

T o m i c k i R.

nr 1, s. 8-14
Jackowski A .
1998

1981

Religijność ludowa, [w: ] Etnografia Polski. Przemiany kultury
ludowej, Wrocław, t. 2, s. 29-70

Pielgrzymowanie, Warszawa.

Tylkowa D.

K o p a l i ń s k i W.

1978

1985

Kraków.
Tylkowa D.

Słownik mitów i tradycji kultury, Warszawa.

1983

K o p a l i ń s k i W.
1991

Słownik symboli, Warszawa.

Po Rzeszowskim Podgórzu błądząc, Kraków,

1998

Lecznicze źródełku w miejscach sakralnych, Kraków. Wiśniewski M .

1912

Lecznicze kąpiele i wody mineralne, Kraków.

W o ź n y J.
1996

Symbolika wody w pradziejach Polski, Bydgoszcz.

ks. Z a l e s k i W.
1989

Majer-Baranowska U.

Rok kościelny, Warszawa.

ZdPtK

Dualizm religijny w ludowych wierzeniach o pochodzeniu wody,

1984

[w: ] Folklor, sacrum, religia, Wroclaw, s. 115-127
M a j e r - B a r a n o w s k a L).
191 1

Rola wody w wierzeniach i praktykach magicznych, „Rocznik

Wiśniewski M .

ks. Kulczycki W.
1932-1960 Kronika Kościółka św. Krzyża, Klimkówka.
v a n der Lee u w G .
1978
Fenomenologia religii, Warszawa.
1995

Zdobywanie i użytkowanie wody na wsiach Beskidu Śląskiego,

Muzeum Etnograficznego w Krakowie", s. 84-89

K o t u l a F.
1974

Lublin,

t. 1, Lublin.
S t e w a t d J.
1993
Woda życia i śmierci, Warszawa.
S w i e y k o w s k i E.
1997
Monografia Dukli, Rzeszów.
T o m i c c y J. i R.

Księga cudów, Watszawa.

ks. Góral K .
1996

Olsztyn,

ks. P i w o w a r s k i W.

Traktat o historii religii. Warszawa.

EK
1913

Ofojuu-ietuu Matki Boskiej UJ Gietrzwałdzie, „Studia Warmińskie",

t. 14, s. 3-35.
ks. R o s l a n J.

Eliade M .
1997

Kultura ludowa Słowian, t. 2

bp O b l ą k J.

Dukla. Sanktuarium św. Jana, Wrocław.

Eliade M .
1995

Miejsca święte Rzeczypospolitej, red. A . Jackowski, Kraków.

Moszyński K.

Sanktuaria w Polsce, Warszawa.

Dukla...
1999

Radiestezja i zdrowie, Tyczyn.

Z dawna Polski tyś Królową. Przewodnik po sanktuariach ma­
ryjnych, Szymanów.

Świętość źródła w polskiej kulturze ludowej, „Twórczość Ludo­
wa", Lublin, t. 2, s. 17-20

187

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6032" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6012">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7c3f84f0abc89cf22395e2a1d0dade8a.pdf</src>
        <authentication>de9459182e9c072897e39a5bcd50c832</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71983">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2865</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71984">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71985">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2670</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71986">
                <text>Święte obrazki, Licheń i sąd smaku / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71987">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.117-119</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71988">
                <text>Klekot, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71989">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71990">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71991">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71992">
                <text>Ewa Klekot * ŚWIĘTE OBRAZKI, LICHEŃ I SĄD S M A K U

II
III
* -•

o u r '"i;.

P r o j e k t Bazyliki Najświętszej M a r y i Panny w L i c h e n i u
M a t k a Boska C z ę s t o c h o w s k a . Pocztówka

116

�Ewa Klekot * ŚWIĘTE OBRAZKI, LICHEŃ I SĄD S M A K U

P

ewien znajomy historyk sztuki obiecał postawić
m i piwo, jeśli zorganizuję pielgrzymkę Stowarzy­

LICHEŃ I WSPÓŁCZESNA

szenia Historyków S z t u k i do L i c h e n i a . N i e po­

WRAŻLIWOŚĆ

RELIGIJNA

wątpiewał o n przy t y m o pobożności członków tej sza­
cownej i n s t y t u c j i , która co r o k u świętuje uroczystą
mszą dzień błogosławionego Fra A n g e l i c o — p a t r o n a

EWA

historyków sztuki; chodziło m u o estetykę miejsca, do

KLEKOT

którego grono miałoby się udać; estetykę, która owe­
m u h i s t o r y k o w i sztuki jest wręcz nienawistnie obca
i którą określa o n t e r m i n e m „kicz" - kategorią t y m

Święte obrazki,
Licheń i sąd smaku

chętniej używaną, i m bardziej nieostrą. D o Lichenia
1

pojechałam jednak nie z członkami SHS, ale ze stu­
d e n t a m i etnografii; i bynajmniej nie dlatego, że obie­
cane p i w o wydawało m i się propozycją mało kuszącą.
Jednym z podstawowych zabiegów metodologicznych
h i s t o r i i sztuki jest rekonstrukcja kanonów estetycz­
n y c h i sposobu o d b i o r u dzieła właściwych

epoce,

w której o n o powstało. L i c h e ń powstał w latach

terenowe wie, jak wielką pomocą i u t r u d n i e n i e m po­

osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych X X w i e k u , czy­

trafią być emocje, które budzi w nas badana rzeczywi­

li na naszych oczach - cóż więc t u rekonstruować?

stość. N i e m a l identycznie zareagowali pierwsi studen­

M ó j sąd smaku nie różnił się o d o p i n i i znajomego; po­

ci, którzy pojechali ze m n ą do Lichenia w 1996 r o k u .

dobne były odczucia studentów Katedry E t n o l o g i i

S t a n ę ł a m nie tyle przed p r o b l e m e m „nieprzezroczysto-

i A n t r o p o l o g i i K u l t u r o w e j U W : Licheń budził nasz es­
tetyczny sprzeciw. N a t o m i a s t nasi rozmówcy, zarówno
na terenie s a n k t u a r i u m , jak i w miejscowościach o d
niego o d d a l o n y c h , byli n i e m a l bez wyjątku zachwyce­
2

n i licheńską G o l g o t ą . Uznałam, że licheński kicz to
3

„zła sztuka naszego czasu" i prace naszej grupy labo­
4

ratoryjnej

5

f e m " (co wymagało zawieszenia sądu smaku l u b zrelatywizowania go w sposób przekonujący) l u b „bycia so­
b ą " (okazało się, że przynajmniej w m o i m w y p a d k u
sąd smaku, jako w dużej mierze oparty bezpośrednio
na doświadczeniu zmysłowym, jest najsłabiej uzasad­

zaczęliśmy o d badania rozbieżności este­

n i o n y dyskursywnie, a przez to najmniej podatny na

tycznych standardów w obrębie sztuki religijnej, zakła­

relatywizację ). Okazało się, że mój odbiór rzeczywi­
7

dając, że „złej sztuce" musi towarzyszyć „dobra". Teren

stości jest w dużym s t o p n i u zdeterminowany estetycz­

do badań wybrany był po pierwsze w t a k i sposób, by

nie i że bardzo utożsamiam się z własnym sądem sma­

pozwolił przyjrzeć się recepcji o b i e k t u współczesnej
sztuki sakralnej ocenionego przez nas pozytywnie pod
względem estetyki - kościół p.w. Opatrzności Bożej

k u . Jak już wspomniałam, historia sztuki z i n t e r p r e t a ­
cyjnych narzędzi podsuwała t y l k o negatywnie nace­
chowaną kategorię kiczu, która jedynie potęgowała

w Wesołej z wnętrzem zrealizowanym przez Jerzego

estetyczną obcość L i c h e n i a ; natomiast rozwiązaniem,

Nowosielskiego - oraz takiego, który z powodów este­

które podpowiadał antropologiczny relatywizm, było

tycznych budził nasz sprzeciw ( L i c h e ń ) . Po drugie

założenie, że istnieją rozbieżne k a n o n y estetyczne, de­

chodziło też o szersze przyjrzenie się współczesnej sztu­

terminujące sądy członków SHS i studentów etnogra­

ce religijnej oczyma jej użytkowników, stąd nasze po­

f i i z jednej strony oraz w i e r n y c h odwiedzających L i ­

byty w Częstochowie i K a l w a r i i Zebrzydowskiej oraz

c h e ń i zaopatrujących się w dewocyjne obrazki z d r u ­

badania r y n k u sztuki dewocyjnej. O d p o w i e d z i na na­

giej. (Co jednak, jeśli ktoś należałby do o b y d w u t y c h

sze pytania szukaliśmy przede wszystkim w material-

kategorii? M i m o że nie udało n a m się kogoś takiego

ności przedmiotów, które nasz system klasyfikacji na­

spotkać, nie można przecież wykluczyć sytuacji, że

kazywał nazywać „sztuką religijną", ponieważ uznali­

członkowie S H S pojadą jednak d o Lichenia.)

śmy, że sztuka nie istnieje bez swej materialności, i to

Badania do pewnego stopnia przekonały nas, że

właśnie materialność przedmiotu (wizerunku) jest n o ­

także w dziedzinie sztuki religijnej prawdą jest stwier­

śnikiem jego znaczeń, które z jednej strony d e t e r m i ­

dzenie Pierre'a B o u r d i e u , stanowiące przewodnią myśl

nują takie czy i n n e wartościowanie, a z drugiej stano­

jego książki La Distinction:

wią materializację określonego rodzaju doświadcze­
nia.

ści etnografa", ile przed alternatywą „bycia etnogra­

ment,

s

6

Critique

sociale du

juge-

o t y m , że smak nie tylko klasyfikuje przedmio­

ty, o których orzeka, ale także klasyfikuje społecznie

Dlaczego zagadnienia wartości współczesnej sztuki

tego, k t o sąd smaku formułuje. Różnica polegała na

religijnej stały się c e n t r a l n y m t e m a t e m laboratorium?

nieco o d m i e n n y c h w y b o r a c h przy zakupie obrazków

Po pierwszym pobycie w L i c h e n i u zaskoczyła m n i e

i dewocjonaliów oraz na t y m , że rozmówcy z dużych

moja bezradność wobec własnej niechęci. N e g a t y w n y

miast i lepiej wykształceni byli bardziej skłonni do ne­

sąd smaku zdeterminował moje nastawienie emocjo­

gatywnych wartościowań w obrębie sztuki religijnej.

nalne do całości zjawiska, a każdy prowadzący badania

Społeczne zróżnicowanie gustów w zakresie sztuki re-

117

�Ewa Klekot * ŚWIĘTE OBRAZKI, LICHEŃ I SĄD S M A K U

ligijnej zauważali także sami badani, przede wszystkim
sprzedawcy dewocjonaliów, którzy z racji swego zajęcia
musieli dzielić klientów w zależności o d upodobań,
pokrywających się w i c h przekonaniu ze stereotypowo
r o z u m i a n y m pochodzeniem społecznym, wyrażającym
się w podstawowym rozróżnieniu na wieś i miasto albo
„ludzi ze w s i " i „ludzi bardziej wykształconych". Stra­
9

tyfikacja społeczna nie tłumaczyła jednak, dlaczego
m y sami na telenowele reagujemy o wiele mniej emo­
cjonalnie niż na Licheń. Wydaje n a m się, że w dużej
mierze jest tak dlatego, że w dziedzinie sztuki religijnej
klasyfikacja polityczna sprzed 1990 r o k u zacierała spo­
łeczne zróżnicowanie smaku, które tak m o c n o odczu­
liśmy w L i c h e n i u i na straganach z d e w o c j o n a l i a m i .
W trakcie rozmów zdaliśmy sobie jednak sprawę, że
nasze własne kategorie „sztuki religijnej" czy „sztuki

Tablica informacyjna w Licheniu

dewocyjnej" nie batdzo nadają się do opisu zjawiska,
któte chcieliśmy n i m i określać, czy była to licheńska

świadczące o i s t n i e n i u k a n o n u piękna przedstawień

Golgota czy mały obtazek z „Bozią". Klasyfikacje, k t ó ­

dewocyjnych, który był nieco o d m i e n n y o d n o r m

r y m i posługiwali się nasi rozmówcy, były i n n e i zupeł­

„piękna świeckiego".

nie inaczej biegły podziały, na których opierali o n i

lerancję; pochodną f u n k c j i było jej piękno; o wattości

o pięknie poszczególnych wizerunków czy religijnych

przedstawienia stanowiło to, czy dobrze spełniało swoją

przedstawień w ogóle, ale nasz sąd smaku nie do koń­

funkcję wizerunku religijnego. W ocenie sztuki religij­
12

ca i m odpowiadał. N a s i rozmówcy, podobnie jak tak

nej, czy była to licheńska Golgota, czy papierowy obra­

zwane ludy p i e r w o t n e , o których pisał Geertz, „nie

zek z Matką Boską, sąd o pięknie nie był sądem smaku,

mówią o sztuce w sposób, w j a k i to robi - albo chciał­

c h o ć także odwoływał się do zmysłów

by robić - [ i c h ] obserwatot, to znaczy nie rozważają jej

w y m czynnikiem był emocjonalny związek z przedsta­

e m o c j o n a l n y c h czy chatakterystyki stylu [...] mówią

wianymi osobami świętymi,

o sposobie, w j a k i się jej używa, o właścicielu, o t y m ,

w znaczeniu nowoczesnym (i współczesnym).

Ptzyjmując perspektywę na­

N i e chodziło więc o różne k a n o n y estetycznych

szych rozmówców, przestaliśmy badać sztukę religijną,
analizować

materialne

wynikający z teligijności

n y m rozumieniem piękna uniemożliwiał sąd smaku

czynności, o t y m , na co się ją wymienia, jak się nazy­

zaczęliśmy

14

naszych rozmówców, który w połączeniu z funkcjonal­

jak się ją uprawia i k t o t o r o b i , o jej r o l i w tej czy i n n e j

a

- by n i m był,

13

brakowało a u t o n o m i i wartości estetycznych. D o d a t k o ­

cech f o r m a l n y c h , zawartości symbolicznej, wartości

wa, skąd się wzięła...".

Jednak to funkcja sztuki religij­

nej detetminowała jej styl, a raczej jej stylistyczną to-

swoje wartościowania. Formułowali o n i pewne sądy

10

11

wartości, zmieniające się w zależności o d pozycji spo­

przedmioty,

w większości w i z e r u n k i , które mają wskazywać na to,

łecznej badanego. Różnica, la distinction,

co nieobecne, transcendentne

albo

rze także zdetetminowana społecznie, leżała znacznie

wręcz to nieobecne zastępować; rzeczy, któte były w a t -

głębiej w strukturze doświadczenia sztuki: autono­

tościowane estetycznie w zależności o d tego, jak speł­

miczne wartości estetyczne, czyli to, co sttukturowało

niały tę funkcję. Ptzy ocenie współczesnej sztuki reli­

nasz sąd smaku, okazały się prawdą lokalną, nieobo-

gijnej przez przytłaczającą większość naszych rozmów­

wiązującą w L i c h e n i u . Oczywiście wiedzieliśmy, że nie

ców, piękno okazywało się kategorią funkcjonalną, po­

było i c h w dawnej sztuce l u d o w e j ,

c h o d n ą wartości przypisywanej przedstawionej osobie

w ikonie.

(niezależnie o d tego, czy wizetunek był bardziej reali­

n y c h obrazków w Polsce p o d koniec X X wieku było

styczny czy symboliczny). Z wywiadów prowadzonych

także s t r u k t u t a l n i e i n n e niż nasze. Czy mieliśmy pra­

przy użyciu r e p r o d u k c j i obrazów religijnych wynikało,

wo stosować sąd smaku, zakładający autonomię war­

czy oddalone,

16

15

w dużej mie-

że nie ma i c h

Doświadczenie sztuki odbiorców dewocyj­

że f u n k c j o n a l n a estetyka dość obojętnie podchodzi do

tości sztuki do zjawisk, które w swej

sprawy stylu ptzedstawienia, jeżeli tylko nie przeszka­

sttukturze takiej a u t o n o m i i nie zakładają?

wewnętrznej

dza o n w i z e r u n k o w i w pełnieniu jego religijnych f u n k ­

Estetyka L i c h e n i a i obrazków d e w o c y j n y c h doma­

cji. Równie wysoko wartościowane były pokazywane

gała się o d nas dodatkowej refleksji n a d t y m , czy te po­

przez nas bizantyński Pantoktator i dziewiętnasto­

wstające współcześnie przedmioty materialne, które

wieczne przedstawienie Najświętszego Serca, n a t o ­

t t a k t u j e m y jak sztukę, można poddawać p r o c e d u r o m

miast realistyczne przedstawienie Jezusa jako chłopca

wattościującym w kategoriach nowoczesnych wattości

było umieszczane na końcu ze względu trudną identy­

estetycznych? O d m i e n n a s t r u k t u t a

fikację. M i m o wszystko jednak widoczne były pewne

sztuki religijnej sugerowała, że nie; w naszym w y p a d k u

preferencje, które moglibyśmy uznać za stylistyczne,

nie chodziło jednak o całą sztukę religijną, lecz o tę jej

118

doświadczenia

�Ewa Klekot • ŚWIĘTE OBRAZKI, LICHEŃ I SĄD S M A K U

część (wyróżnianą przede wszystkim na podstawie k r y ­
teriów

formalnych

i stylistycznych, którymi, jak w i ­

dzieliśmy, jej odbiorcy się nie posługują), którą na ła­
m a c h katolickiego pisma nazwano swego czasu „świę­
tą szmirą".

17

Kategoria kiczu powróciła, a wraz z nią

p r o b l e m estetycznego wartościowania sztuki. Tomas
K u l k a w artykule A r t appreciation and kitsch* ,
8

po sfor­

wanie. M o w a o n i c h będzie w zamieszczonych artyku­
łach s t u d e n c k i c h , których zróżnicowanie odzwiercie­
dla, m a m nadzieję, c h o ć po części rozmaitość perspek­
tyw, z których uczestnicy l a b o r a t o r i u m starali się spoj­
rzeć na przedmiot swoich badań.
Przypisy
1

O kategorii kiczu i ocenie tego zjawiska na podstawie dyskusji
w literaturze por. praca Kamili Dąbrowskiej; archiwum K E i A K .

mułowaniu i przetestowaniu warunków klasyfikacyj­
2

nej d e f i n i c j i kiczu, stawia pytania n a t u r y n o r m a t y w ­

Po raz pierwszy byłam w Licheniu z grupą studentów podczas
letnich badań na Kujawach w 1996 roku.

nej, dotyczące przyczyn atrakcyjności kiczu oraz przy­

I

pisywanych m u negatywnych wartości estetycznych.

Książka Katarzyny Marciniak Licheń i jego świat (Poznań

1999)

- jedyna jak dotąd poświęcona Licheniowi publikacja o charak­

Z odpowiedzi w y n i k a jasno, że kicz wcale nie odwołu­

terze etnograficznym - także nie omawia estetyki sanktuarium.

je się do wartości estetycznych, a w związku z t y m nie

4

należy go oceniać negatywnie z powodu i c h braku. Kicz

Książka Marii Poprzęckiej O zlej sztuce (Warszawa 1998, W A i F ) ,
z której pochodzi cytat będący tytułem przedostatniego rozdzia­
łu dostarczyła nam dużo materiału do przemyśleń i dyskusji.

według K u l k i nie jest złą sztuką; kicz po prostu „nie
działa" estetycznie, tworząc własny system wartości.

5

Nasza grupa była bardzo liczna i chociaż drukiem ukazują się je­
dynie artykuły pięciorga jej uczestników, to nie da się przecenić

O d m i e n n a s t r u k t u r a doświadczenia sztuki oraz i n ­

wkładu wszystkich, wniesionego podczas dyskusji i dzięki prze­

ny system wartości wskazują, że nie p o w i n n o się oce­

prowadzonym wywiadom, z których korzystaliśmy

wspólnie.

niać Lichenia estetycznie. Problem polegał jednak na

W pracach grupy w latach 1997-99 wzięli udział: Antonina Be-

t y m , że w nowoczesny sąd smaku, oparty na ocenie

reza, Anetta Czarnecka, Kamila Dąbrowska, A n n a Duńczyk,
Izabela Dzienisiewicz, Olga Hoffman, A n n a Igalson, Magdale­

wartości estetycznych oraz przekonaniu o i c h a u t o n o ­

na Jagiełło, Anna Kalina, Andrzej Kowalski, Agnieszka Kula,

m i i , jesteśmy wyposażeni przez naszą własną tradycję

Joanna Lewandowska, Anna Morzykowska, Zuzanna Patej,

kulturową - na materialne efekty plastycznej (a także

Kinga Perykasza, Agnieszka Piotrowska, Marta Skwirowska

muzycznej) działalności człowieka po prostu „reaguje­

i Grzegorz Sokół.

m y sądem smaku". W sąd estetyczny wpisany jest bar­

"

dzo mocny związek z doświadczeniem ciała, o czym

Por. Geertz, O , A r t as a cultural system, [w:] Local knowledge,
Basic Books, Harper&amp;Collins, 1983

mówi nawet sama jego nazwa: sąd smaku. Doświad­

7

Nie roszczę sobie pretensji do wyjątkowości w tej dziedzinie;

czenie zmysłów, choćbyśmy nawet wiedzieli o jego za­

przeciwnie, z mojej kilkuletniej ptaktyki krytyka sztuki wynika,

wodności, nadal pozostaje j e d n y m z najbardziej wła­

że jest to zjawisko dość rozpowszechnione: współczesne uzasad­

snych i i n t y m n y c h sposobów k o n t a k t u ze światem;

nienia fachowców od sądu smaku odwołują się do własnego do­

dlatego wyjść poza sąd smaku oznacza

świadczenia i tak zwanych wartości artystycznych (forma, ory­

przekroczyć

ginalność

k u l t u r o w e ograniczenia własnego doświadczenia.

podejścia);

niefachowcy

reprezentują

najczęściej

skrajny subiektywizm, który często jest dodatkowo afirmacją

Pozwoliłam sobie w t y m wstępnym artykule używać

własnej odrębności i niezależności od sądów fachowca: „nie

liczby mnogiej, pisząc w i m i e n i u całej grupy, bo do

wiem, co krytycy w tym widzą; dla mnie to nic niewarte" albo
przeciwnie: „krytycy mówią, że to kicz, a mnie się podoba".

w i e l u wniosków dochodziliśmy wspólnie i z w i e l o m a
p r o b l e m a m i wspólnie próbowaliśmy sobie radzić, a au­
torefleksja bywała prowadzona na głos i często miała

8

Paryż, 1979, Les Editions de Minuit.

4

Por. prace Joanny Lewandowskiej i Zuzanny Patej w archiwum

1 0

Geertz, C , op. cit. s. 120

KEiAK.

charakter zbiorowy. M a m więc nadzieję, że ta skróco­
na wizja naszych wspólnych przemyśleń będzie i m

I I

wszystkim bliska, zwłaszcza t y m , których prace nie tra­

Por. badania Andrzeja Kowalskiego; archiwum K E i A K .

1 2

fiły na łamy „Kontekstów". Zdaję sobie jednak sprawę,

Por. prace Olgi Hoffman i Kingi Perykaszy; archiwum K E i A K .

1 3

że każdy widział l a b o r a t o r i u m przede wszystkim przez

Ibidem; także publikowana tutaj praca Agnieszki Kuli o licheńskiej Golgocie.

pryzmat t e m a t u własnej pracy; ja także patrzyłam na

14

nie z perspektywy p r o b l e m u , j a k i m była ocena este­

1 3

Por. praca A n n y Kaliny; archiwum K E i A K .
Por. np. Kunczyńska-Iracka A . Wprowadzenie do zagadnień
rzeźby, malarstwa i grafiki w: Fryś-Piettaszkowa E., Kunczyńska-

tyczna L i c h e n i a i tak zwanej sztuki dewocyjnej, dlate­

-Itacka A . , Pokropek M . , Sztuka ludowa w Polsce, Warszawa

go m i m o wszystko mój tekst wstępny trochę sztucznie

1988, Arkady, s. 172-76

wypreparował to zagadnienie z całości naszych rozwa­

1 6

żań o współczesnej sztuce religijnej i tak zwanej sztuce

Awierincew S, Badania nad estetyką
wstępne,

dewocyjnej. Zupełnie pominęłam w n i m ideologiczny

[w:] N a skrzyżowaniu

średniowieczną

— uwagi

tradycji: szkice o literaturze i kul­

turze wczesnobizuntyjskiej, Warszawa 1988, PIW, s. 293-353

i polityczny wymiar sztuki religijnej i L i c h e n i a w szcze­

17

gólności; nie wspomniałam też o jej i n n y c h pozareligij-

„Znak", nr 353 (4/1984); s. 458-496 - dyskusja o kiczu religij­
nym.

n y c h f u n k c j a c h , które również wpływają na wartościo­

1 8

119

Kulka Т., A r t appreciation and kitsch, referat w maszynopisie.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6033" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6013">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/daff6cfe8ba6d4924309f9758bd65e3d.pdf</src>
        <authentication>3fbe3e5bfcb97baa287203e8ed6143e1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71993">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2866</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71994">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71995">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71996">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2671</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71997">
                <text>Matka Boska Częstochowska jako polski symbol narodowy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71998">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.120-125</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71999">
                <text>Sokół, Grzegorz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72000">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72001">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72002">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72003">
                <text>Grzegorz Sokół * M A T K A BOSKA CZĘSTOCHOWSKA JAKO POLSKI SYMBOL N A R O D O W Y

mamy do czynienia, gdy bezpośrednio wykorzystywane

GRZEGORZ

są symbole państwowe l u b różne elementy o zasadni­

SOKÓŁ

czo nie religijnym, ale „etnicznym" l u b historycznym
charakterze (flaga, godło państwowe i t p . ) . D r u g i rodzaj
symboliki - nazywam go t u „ukrytym" - jest zjawiskiem
0 wiele bardziej złożonym i interesującym.
Opinie m o i c h rozmówców

Matka Boska
Częstochowska jako
polski symbol narodowy

1

uporządkować można

w trzy główne grupy, odzwierciedlające trzy typy postaw.
Pierwsza z n i c h , zdecydowanie pozytywna, nie ogra­
niczała się d o aprobowania obrazka - tutaj popierane
były jego dydaktyczne walory, wartości przezeń propa­
gowane: „szczególnie M B kojarzy m i się z godłem na­
r o d o w y m . . . Jedno z d r u g i m jest związane. (...) Bardzo
ładny obrazek.(...) To wyraża, tak jak mówi się: Bóg,

P

H o n o r i Ojczyzna - patriotyzm, miłość do Ojczyzny,
miłość do M a t k i Bożej Królowej Polski..." [ G . S. 12].

u n k t e m wyjścia dla sformułowania t e m a t u tej

D r u g i typ wypowiedzi charakteryzowała względna

pracy były zagadnienia z dwóch różnych dzie­
sakralną,

obojętność. D o niej zaliczyć trzeba stwierdzenia dekla­

a przede wszystkim obrazki dewocyjne i malarstwo,

rujące brak istotnej różnicy między obrazkiem M B

dzin.

Pierwsza

obejmuje

sztukę

druga dotyczy symboliki narodowej i jej r o l i w kształ­

„z flagami i godłem" a zwyczajnej M B C z . Różnicy tej nie

t o w a n i u i u t r w a l a n i u tożsamości n a r o d o w e j . M o j e roz­

ma, bo: „Ona jest zawsze cudowna, święta, wielka, roz­

ważania dotyczyć będą zatem obszaru ikonograficzne­

dająca łaski...", „ten obrazek akurat przypomina, że to

go i symbolicznego, gdzie to, co religijne/katolickie,

jest typowa M B polska, Królowa Polski, ale właściwie

splata się z t y m , co narodowe/polskie.

dla m n i e jest to wszystko j e d n o " [ G . S. 10]. Często pod­
łożem tolerancyjnego czy obojętnego stosunku do ob­

Prowadząc badania, zdecydowałem się zająć obra­

razka przykładowego była postawa zawarta w słowach:

zem M a t k i Boskiej Częstochowskiej (dalej: M B C z ) ,
a mówiąc dokładniej, p o t o c z n y m jej

wizerunkiem.

Oznacza to zarówno sam obraz znajdujący się w sank­
t u a r i u m , jak i szeroko wykorzystywany wątek i k o n o ­
graficzny, który często ulega personifikacji i utożsamia­
ny jest z biblijno-apokryficzną postacią M a r y i .

„każdy ma swoje sumienie i każdy to może odbierać, jak
chce, prawda? Może to poświęcić i to może być święte
dla niego" [ G . S. 7 ] . A l e wtedy, za deklarowaną tolerancyjnością, pozostaje miejsce na własne preferencje.
D o trzeciej, zdecydowanie najliczniejszej grupy zali­
czają się wszystkie sądy negatywne i u m i a r k o w a n i e ne­

Matka Boska Częstochowska jako symbol
- jawna i ukryta symbolika narodowa

gatywne. Niektórzy respondenci zdawali się wyczuwać
w pokazywanym i m przeze m n i e obrazku manipulację
1 mówili o n i e p o t r z e b n y m zawłaszczaniu M B C z lub

N a podstawie materiałów t e r e n o w y c h można przy­

przytaczali argumenty pragmatyczne: „ktoś by t a m

j ą ć ogólne założenie, że w odbiorze p o t o c z n y m , zwłasz­

mógł n p . koło tego obrazu Świętej M a t k i . . . powiedzmy

cza wśród pielgrzymów na Jasnej Górze, sformułowa­

godło hitlerowskie, i też by to t a m było..." [ G . S. 6 ] .

nie „[dewocyjny] obrazek n a r o d o w o - p a t r i o t y c z n y " ro­

Przeważało jednak podejście u m i a r k o w a n e , dające się

zumiane jest jako określenie obrazka z M B C z , a mó­

sprowadzić do słów: „No, może by nawet być bez

wienie o symbolice narodowej bardzo łatwo kojarzone

t y c h . . . bez godła. Bo m y wiemy, że to jest naród polski,

jest z C u d o w n y m O b r a z e m oraz z postacią M a t k i Bo­

t o jest, że M a r y j a t o jest razem, nie da się tego odłą­

skiej. N i e k i e d y utożsamienie to przybiera f o r m y wręcz

czyć. (...) ludzie p o w i n n i to rozumieć i p o w i n n i raczej

ekstremalne, tak jak gdy na pytanie o „jakieś przedsta­

w sercu mieć, a nie tak wszędzie uzewnętrzniać" [ G . S. 3 ] .

wienia świętych albo obrazki święte, na których były­

Te wypowiedzi najlepiej świadczą o narodowej w y m o ­

by polskie symbole n a r o d o w e " , pada

wie samego w i z e r u n k u M B C z .

odpowiedź:

„Symbole narodowe... Ja na przykład, bo ja mieszkam

W i d a ć zatem, że przeważa raczej negatywny stosu­

w Zabrzu, ostatnio się objawiła M a t k a Boska na szybie -

nek do symboliki j a w n e j . C h o ć idee religijne i narodo­

i do dziś dnia zjeżdżają się z całej Polski i z zagranicy piel­

we pozostają dla respondentów w ścisłym związku, to

grzymki..." [Grzegorz Sokół (dalej: G. S.) wywiad n r 6 ] .

w wymiarze w i z u a l n y m opowiadają się o n i za oddziele­

Przypisywanie wizerunkowi M B w y m o w y narodowej

n i e m symboli explicite p o l s k i c h o d świętego w i z e r u n k u .

łączyło się najczęściej ze stwierdzeniem, że dodawanie

N a fakt t e n wpływa, według m n i e , cały zespół czynni­

d o obrazu/obrazka flag czy godła jest niepotrzebne, bo­

ków, które chciałbym tutaj rozpatrzyć.

w i e m jego symboliczne znaczenie i bez tego p o w i n n o

Przede wszystkim, badając oddziaływanie symboliki

być wystarczająco zrozumiałe. W t a k i m podejściu w y ­

jawnej i ukrytej na odbiorców, trzeba pamiętać, że

raźnie uwidocznia się podział symboliki narodowej na

ważne jest nie tylko to, co się dodaje, lecz również do

„jawną" i „ukrytą". Z pierwszym typem przedstawień

czego się dodaje. Jak podkreśla M a r i a Sieradzka [Sie-

120

�Grzegorz Sokół • M A T K A B O S K A CZĘSTOCHOWSKA J A K O P O L S K I S Y M B O L N A R O D O W Y

radzka 1994], nowe przedstawienia M B C z podlegają

n y m . Funkcjonowanie symbolu wizualnego jest zjawi­

skrupulatnej ocenie dogmatycznej i moralno-etycznej,

skiem bardzo s k o m p l i k o w a n y m i t r u d n o pokusić się

a ze względu na specjalną rolę tego wizerunku, polski

0 próbę całościowej jego analizy. C h c ę t u tylko wyka­

odbiorca jest uczulony na świętokradzką czy gorszącą

zać, jak różnorodne mogą być źródła treści symbolu.

wymowę t a k i c h ujęć plastycznych.

Kiedy, prowadząc badania, starałem się dowiedzieć,

Charakterystycznym powodem negatywnego stosun­

w j a k i sposób odczytana zostaje ukryta treść symbolu,

k u do zamieszczania symboli narodowych w wizerun­

byłem za każdym razem świadkiem jego swoistej r e k o n ­

kach M B jest też powszechny mechanizm nieakcepto­

strukcji. Czasem wydawała się ona bardziej spontanicz­

wania wszystkiego, co nowe, inne, obce, nie na swoim

na, czasem ugruntowana i schematyczna, często dość

miejscu. Tak więc, obok właściwej treści przedstawienia,

nieudolna, jednak zawsze w mniejszym l u b większym

sama jego tradycyjność czy „normalność" ma wpływ na

stopniu odwoływała się do p e w n y c h stałych funda­

odbiór: „Tutaj to po prostu jakiś artysta fotografik sobie

mentów i źródeł. Przeprowadzenie takiej r e k o n s t r u k c j i

to dorobił (...) M n i e się nie podoba" [ G . S. 2 ] .

wymaga o d odbiorcy wspomnianej powyżej k o m p e t e n ­

Z materiału terenowego wynika, że w stosunku do

c j i k u l t u r o w e j oraz swoistego wyczucia, a w praktyce

obrazka, na którym widnieją symbole narodowe nieja­

również pewnej wprawy w myśleniu potocznym. Także

k o dodane do samego w i z e r u n k u M B , negatywne sądy

1 szeroko pojmowane okoliczności, w których odczytu­

wypowiada się bez większych zahamowań. Zakładając,

je się symbol, pełnią istotną funkcję „aktywnego" tła.

że prawdziwie święty obrazek nie podlega osądowi es­

Kształtowanie się „ukrytego" znaczenia symbolu m o ­

tetycznemu, można fakt t e n przypisać osłabieniu ele­

że być „naturalne", stanowiąc sumę wydarzeń z „życia

m e n t u sacrum przez dołączenie obcych, niesakralnych

symbolu" (wypadkową jego znaczeń jednostkowych),

składników. Rozumowanie takie wydaje się słuszne,

albo świadome, gdy jest efektem celowych działań. M o ­

szczególnie gdy na ogólny schemat: sacrum

profa-

że mieć charakter wizualny i niewizualny. „Prawdziwe",

пит, nałożymy i n n y : sfera religijna - sfera narodowa -

pierwotne fakty, które w rzeczywisty sposób przyczyniły

-

sfera polityczna. Symbolika religijna będzie na przed­

się do powstania symbolu, nie zawsze stają się składni­

stawieniu M B z definicji na miejscu, narodowa u t w o ­

k a m i jego zaplecza znaczeniowego. Zaliczyć do niego

rzy sferę pośrednią, podczas gdy sprawy polityczne zo­

należy wyłącznie te, które istnieją w świadomości inter­

stałyby już uznane za element niepożądany. Materiał

pretatorów. Zatem wiele autentycznych i doniosłych

terenowy zdaje się poświadczać takie ujęcie.

wydarzeń historycznych znajdzie się poza zasięgiem m o ­
i c h zainteresowań, a szereg i c h zmitologizowanych wer­

N a podstawie wypowiedzi informatorów, a także

sji czy legend będę uznawał za istotne, ponieważ to one

własnych obserwacji, mogę stwierdzić, że M B C z łączy

mają wpływ na społeczne wyobrażenia.

w sobie elementy religijne z p a t r i o t y c z n y m i w sposób
„ukryty" i dyskretny, ale zarazem - dla uczestnika sil­

Źródła treści symbolu M B C z , c h o ć są ze sobą wza­

nie katolickiej k u l t u r y polskiej - bardzo sugestywny.

jemnie powiązane, dadzą się podzielić na cztery pod­

Dzięki t e m u może też doskonale pełnić funkcję nośni­

stawowe grupy: (1) k u l t o w o - r e l i g i j n e , (2) mirakular-

ka idei n a r o d o w y c h . Te wersje w i z e r u n k u , które wypo­

no-legendarne,

sażone zostały w „jawną" symbolikę narodową i po­

polityczno-propagandowe.

dobne składniki pochodzące ze sfery profanum,

ulega­

(3) artystyczno-ikonograficzne i (4)

Wierzenia, kult, obrzęd

ją stopniowej desakralizacji. M a j ą one na ogół charak­
ter bardziej doraźny, a i c h symboliczność jest g a t u n k o ­
w o lżejsza. Mogą wzbudzać szacunek, ale raczej nie są

Kultowo-religijne źródła narodowej wymowy M B C z

uważane za święte.

silnie wiążą się z zasadniczym, religijnym aspektem jej
istnienia. To tutaj przywołuje się biblijną lub apokryficz­

Skąd się bierze ukryta treść symbolu?

ną postać M a r y i , m a t k i Chrystusa, a zarazem m a t k i na­
rodu polskiego, a szukając głębiej, natrafić można nawet

P u n k t e m wyjścia dla zawartych w t y m rozdziale

na pozostałości dawnych kultów macierzyństwa czy

wniosków jest stwierdzenie, że symbol wizualny,

płodności, cechy mitycznych rodzicielek. D o tej katego­

zwłaszcza „dyskretny", nie f u n k c j o n u j e w izolacji, lecz

r i i źródeł desygnacyjnych zalicza się także wiara, że M B

w k o n k r e t n y m otoczeniu, na które składa się jego

specjalnie nas wybrała: „MB jest Królową Polski, więc

utrwalone już znaczenie oraz potencjalne nowe inter­

Matką Polaków, i jest również Królową Wszechświata,

pretacje.

się

i Matką i n n y c h państw, można powiedzieć. Z t y m że

z jednej strony w jego historii, z drugiej - w „pragma­

szczególnie M B umiłowała sobie naród polski i t u sobie

Pole znaczeniowe

symbolu kształtuje

symbolu s t a n o w i

znalazła miejsce, prawda, t u się znajduje na Jasnej G ó ­

zbiór możliwych odniesień oraz suma r o z m a i t y c h sytu­

rze. Więcej na ziemiach polskich, prawda, bo szczególnie

acji, w których dany symbol odegrał konkretną rolę,

naród polski umiłowała..." [ G . S. 3] oraz że jest orędow­

w wymiarze pragmatycznym zaś dochodzi do faktycz­

niczką naszych spraw u Boga (pomoc w w o j n a c h i t p . ) .

tycznej" rzeczywistości.

Historię

nego zetknięcia z odbiorcą o określonych k o m p e t e n ­

Częstochowa

cjach k u l t u r o w y c h , w określonym momencie społecz­

w oczach większości rodaków

to

przede wszystkim c e n t r u m pątnicze i narodowe sank-

121

�Grzegorz Sokół * M A T K A BOSKA CZĘSTOCHOWSKA JAKO POLSKI SYMBOL N A R O D O W Y

t u a r i u m : „to s a n k t u a r i u m według m n i e jest w Często­

zwycięsko. A jeszcze — słyszałem t o - podczas I I w o j n y

c h o w i e , s a n k t u a r i u m n a r o d o w e . Ja b y m powiedział,

światowej też były naloty n a Częstochowę i wszystkie

że jest najważniejsze w Polsce (...) najważniejsze m i e j ­

samoloty, które przelatywały n a d Częstochową, jakoś

sce święte" [ G . S. 3 ] . Pielgrzymka jako a k t społeczno-

nie mogły wycelować w t e n o b i e k t " [ G . S. 1 2 ] .

- k u l t u r o w y s t a n o w i odrębny i szeroki temat. Jest o n a ,

W ł a d c y Polski z czasów jej świetności też szukali

w m o i m t u t a j ujęciu, swoistym obrzędem, którego nie

wsparcia u Czarnej M a d o n n y - i skutecznie: „Polacy,

mogę pominąć, ze względu na jego ogromną rolę dla

królowie szli na wojny, klękali, m o d l i l i się i M B i c h w y ­

w y m o w y C u d o w n e g o O b r a z u - wizerunek i miejsce,

słuchiwała i wracali, i te wszystkie swoje, proszę pana,

w którym się znajduje, są w p o t o c z n y m odbiorze nie­

tryumfy, wszystko d o jej s t ó p ! " [ G . S. 1 ] .

rozerwalnie związane. M B C z nabiera symbolicznego
c h a r a k t e r u także j a k o odwieczny o b i e k t pielgrzymek
Polaków. V i c t o r Turner, analizując k u l t św. Patryka
w I r l a n d i i , pisze: Pilgrimage

shaft

Bez wątpienia można mówić o maryjnej specyfice

driven into the past, disclosing deep strata of ancient sym-

polskiego katolicyzmu, która rozwijała się już o d cza­

bols, potent signifiers

(sacred

(...) is like a vertical

Ikonografia

symbol-vehicles

such

images, paintings, proper names, and places) which

as

sów „Bogurodzicy" i Jagiellonów, a tradycja przedsta­

rein­

wień M B C z jest w Polsce długa i bogata. M i m o że

(Turner 1978, s. 106).

w całym kraju czci się wiele obrazów M B , a niektóre

Współczesny pątnik może w p e w n y m sensie połączyć

z n i c h uzyskują szeroki, p o n a d l o k a l n y zasięg, wyraźnie

się z trwającą w „czasie m i t y c z n y m " pielgrzymką, p o ­

daje się t u zauważyć ciągłość i stabilność, związaną

czuć się spadkobiercą najbardziej doniosłego n a r o d o ­

właśnie z Obrazem Częstochowskim.

forces

nationalistic

sentiments

wego dziedzictwa. Trzeba też zwrócić uwagę na fakt,

Przez artystyczno-ikonograficzne źródła symbolicz­

że k u l t ulega i n t e n s y f i k a c j i w m o m e n t a c h zagrożenia,

nej treści M B C z r o z u m i e m zagadnienia związane z po­

a więc wtedy, gdy „polskość" wymaga wzmożonej pie­

wszechnością tego wątku ikonograficznego, z f a k t e m ,

lęgnacji.

że identyfikują się z n i m szerokie rzesze Polaków i że
był o n wyjątkowo p o p u l a r n y n a długo przed „umaso-

Historia cudowna

w i e n i e m " k u l t u r y wizualnej.
Wszystkie wydarzenia historyczne związane z Jasną

W odpowiedzi n a pytanie, z czego słynie M B C z ,

G ó r ą wpływały na wzrost liczby jej przedstawień.

często pada stwierdzenie: „Z cudów", a w dalszych

Wśród najstarszych, t y p o w o n a r o d o w y m było ukaza­

opowieściach o niej przewijają się nawiązania d o roz­

nie Naszej P a t r o n k i w otoczeniu p o l s k i c h świętych.

m a i t y c h niezwykłych dowodów jej specjalnej miłości

A l e t o nie bezpośrednio sztuka wyższa rozpowszech­

d o Polski. C h o d z i t u w dużej mierze o niezliczone ak­

niła wizerunek M B C z wśród l u d u . Główną rolę ode­

ty i n d y w i d u a l n y c h uzdrowień: „[kobieta p o pęknięciu

grał t u częstochowski ośrodek malarstwa obrazków

tętniaka mózgu] Tak, ja pamięć straciłam zupełnie

dewocyjnych. Działał o n o d początków X V I I stulecia,

[płacze] (...) t o był c u d . Tylko c u d " [ A . K . 6/2]. A l e

podlegając - p o d względem wzorów - k o n t r o l i klaszto­

potęga i dobroć Królowej Polski przejawiała się też

r u . Wraz ze wzrostem zapotrzebowania p r o d u k c j a osią­

w sprawach ogólnonarodowych. Powtarzają się legen­

gać zaczęła ogromną skalę, przyczyniając się w znacz­

dy, oparte na wątkach b i b l i j n y c h i apokryficznych l u b

n y m stopniu d o popularyzacji ikonografii M B C z , c h o ć

wydarzeniach historycznych, w różnym stopniu „zmi-

stało się t o częściowo kosztem jakości obrazów. N a j ­

tologizowanych" w l u d o w y m i p o t o c z n y m obiegu.

ważniejszymi o d b i o r c a m i dla częstochowskich malarzy
stali się chłopi, zarówno pielgrzymi, j a k k l i e n c i wę­

C u d o w n a moc jasnogórskiego obrazu znajduje uza­
sadnienie nie tylko w samym przedstawieniu, ale i w h i ­

d r o w n y c h sprzedawców.

storii jego pochodzenia. Wciąż żywe pozostają przekazy

D l a procesu „unarodowiania" omawianego wątku

o rzekomym namalowaniu go przez św. Łukasza na desce

ikonograficznego bardzo ważny okazał się w i e k X I X .

ze stołu Ostatniej Wieczerzy lub z warsztatu św. Józefa

O b o k powolnego kształtowania się g r u n t u p o d powsta­

[ A . K . 3 ] , czasem nawet wzmocnione współczesnym,

nie szerokiej świadomości narodowej sytuacja społecz­

scjentystycznym argumentem: „ten obraz był namalowa­

no-polityczna na ziemiach p o l s k i c h p o d zaborami

ny na stole z Wieczernika, także o n sobą reprezentuje

sprzyjała ukształtowaniu się typu religijności patrio­

promieniowanie odpowiednie, o d początku miał t o

tycznej silnie akcentującej k u l t maryjny oraz integra­

w sobie" [ A . K . 7/3]. Istotna jest też jego archaiczność.

cyjną i mobilizującą funkcję obrzędu, szukającą religij­

N a r o d o w a treść symbolu M B C z opiera się na o d ­

nej sankcji dla poczynań niepodległościowych (Jabłoń-

wołaniach do jej r o l i w historii Polski i Częstochowy.

ska-Deptuła 1990). Znalazło t o wyraz w przedstawie­

Wśród w y m i e n i a n y c h wydarzeń n a pierwszy p l a n w y ­

n i a c h plastycznych (Kunczyńska-Iracka 1988). Patron­

suwa się obrona klasztoru przed Szwedami oraz ocale­

ka N a r o d u zostaje patronką także jego w a l k i i przywód­

nie w czasie I I w o j n y światowej: „moim zdaniem

ców - o d Jagiełły i Sobieskiego po Piłsudskiego i Wałę­

[ M B C z ] słynie z obrony Częstochowy przed Szweda­

sę. Ważnym m o m e n t e m w k o n s t r u o w a n i u samodziel­

m i . [...] Bo w t e d y właśnie z tej b i t w y Polska wyszła

nej w y m o w y narodowo-symbolicznej obrazu często-

122

�Grzegorz Sokół • M A T K A B O S K A CZĘSTOCHOWSKA J A K O P O L S K I S Y M B O L N A R O D O W Y

chowskiego wydaje m i się również fakt wykorzystywa­

i Kościołem k a t o l i c k i m w Polsce stanowi naturalne za­

nia go w malarstwie rodzajowym, szczególnie w nurcie

plecze znaczeniowe dla symbolu, j a k i m jest wizerunek

historyczno-patriotycznym

(Matejko,

Grottger).

M B C z . W powyższym rozdziale starałem się pokazać,

M B C z staje się ideogramem polskości i wiary.

jak bardzo kompleksowy i złożony jest zbiór rozma­

tego procesu jest malarstwo

i t y c h czynników, które biorą lub mogą brać udział

współczesne oraz grafika polityczna okresu okupacji

w r e k o n s t r u k c j i desygnatu symboliki u k r y t e j . Wielość

hitlerowskiej i stanu wojennego. Konspiracyjne wize­

punktów odniesienia i różnych wymiarów, w których

K o l e j n y m etapem

r u n k i „Madonn Polski W a l c z ą c e j " utorują drogę dla

się one znajdują, a także świadomość, że zaprezento­

t y c h późniejszych, z lat osiemdziesiątych, które całko­

wane tutaj w n i o s k i i rozważania są tylko uproszcze­

wicie zatracą religijną wymowę na rzecz f u n k c j i pro­

n i e m badanego przeze m n i e zagadnienia - wszystko to

stego „oznaczania" - odwoływania się do określonych

sprawia, że kwestia, która na początku wydawała się

poglądów i postaw, pośrednio raczej związanych z p o l ­

jasna, prosta i naturalna, a m i a n o w i c i e względna ła­

skim katolicyzmem. M B C z patronująca niezależnym

twość, z jaką m o i rozmówcy w terenie ustosunkowy­

związkom tak z ołtarza, j a k z klapy Wałęsy, staje się

w a l i się do symbolu M B C z , teraz stała się zagadką. Ro­

j e d n y m z najważniejszych symboli - mówi się o „ M B

dzi się pytanie, jak głęboko sięgali do jego znaczenio­

Solidarności". Jednocześnie, częstochowski wątek iko­

wego zaplecza, a ile g o t o w y c h „szablonów" do odczy­
tywania symboliki m i e l i zawsze w zanadrzu. C h o ć w y ­

nograficzny zostaje podjęty przez sztukę współczesną.

n i k a o n o niejako z poruszonych t u przeze mnie p r o ­

Trzeba pamiętać, że upolitycznione przedstawienia

blemów, udzielenie jednoznacznej na nie odpowiedzi,

powstają o b o k głównego n u r t u ikonograficznego, któ­
ry pozostaje zdecydowanie religijny. I c h

wykracza poza ramy tej pracy.

obecność

wzbogaca jednak zbiór p o t e n c j a l n y c h znaczeń symbo­

Matka Boska Częstochowska w myśleniu
potocznym - narodowa czy uniwersalna?

l u , kształtuje, przynajmniej na pewien czas, świado­
mość i postawę jego odbiorców.

„Postawiłem wszystko na Maryję"

Największa trudność, jaką napotkałem w mojej
próbie analizy odbioru symboliki narodowej w wize­

Pisząc o polityczno-propagandowych źródłach treści

r u n k u M B C z , brała się ze struktury samych wypowie­

symbolu, spróbuję zająć się już nie tradycją, lecz wyda­

dzi informatorów. Zauważyłem b o w i e m , że zdania w y ­

rzeniami, które m o i respondenci znają z osobistych do­

głaszane przez jedną i tę samą osobę potrafiły wyrażać

świadczeń, określić co, obok spraw już opisanych, bez­

różne, często nawet wzajemnie sprzeczne, treści. C o

pośrednio kształtowało i c h stosunek do polskości C u ­

więcej, tendencja ta okazała się dość powszechna

downego Obrazu. Okoliczności, w j a k i c h stykali się

powracała regularnie i , jak na złość, akurat w m o m e n ­

-

z n i m , były b o w i e m często w y n i k i e m obliczonych na

t a c h dotyczących badanego przeze m n i e zagadnienia.

osiągnięcie k o n k r e t n y c h celów i skutecznych działań.

O t o k i l k a przykładów, ilustrujących t e n p r o b l e m :

W c h o d z i m y t u w zakres świadomego konstruowania

O : M n i e się wydaje, że to jest jak gdyby zawłaszcze­

„ukrytych" znaczeń symboli wizualnych.

nie M B do Polski, prawda? Przez t e n obrazek. Tak jak

Polityka synodów w powojennej Polsce polegała m . i n .

gdyby chciało się, żeby ona była tylko nasza, prawda.

na podtrzymywaniu istniejących już tradycji i wartości,

P: N o , akurat o M B C z mówi się, że...

a zwłaszcza k u l t u maryjnego. Podłożem polityki kardy­

O : N o , ale jest, ale jest u nas właśnie ten w Często­

nała Wyszyńskiego w niezwykle t r u d n y m dla Kościoła

chowie, n o i po prostu nie ma wyjścia, prawda? Przyjeż­

w Polsce okresie stalinizmu i komunizmu było założenie,

dżają pielgrzymki z całego świata, ale o n jest... wyjątkowo

że może o n przetrwać tylko w oparciu o katolicyzm ludo­

jak gdyby błogosławi nam. N o bo po prostu właśnie t u

wy z rozbudowaną stroną kultowo-obrzędową, w t y m

jest, i t u czuwa, tak? N i e jest gdzie indziej, tylko akurat

również symboliką wizualną. Sam Wyszyński pisał: „Ta­

w t y m miejscu. (...) sądzę właśnie, że to jest odpowiedni

ka jest wola Boga w Polsce, że chce działać w naszym na­

wizerunek M B C z , tak że opiekuje się Polską, prawda, bo

rodzie przez Panią Jasnogórską. Doświadczenie mnie na­

tak jak mówiłam, dowody były na to, prawda?

uczyło, że tylko przez Maryję można czegoś w Polsce do­

[ G . S. 8 ] .

konać" [cyt. za: Przewodniczka

Sama n a t u r a t e m a t u determinowała w p e w n y m

1994, s. 13].

stopniu podobne sytuacje. S ą one też w y n i k i e m prze­

Kontynuatorem dzieła umacniania narodowego k u l t u

biegu rozmowy - podczas jej trwania postawa i n f o r m a ­

był o d początku swego pontyfikatu papież Jan Paweł I I .
Bardzo i s t o t n y m świadectwem, a zarazem wtórnym

tora nie jest niezmienna, lecz podlega pewnej e w o l u ­

źródłem narodowego znaczenia M B C z , są także niezli­

cji, co znajduje wyraz w wygłaszanych zdaniach. Szcze­

czone pieśni i wiersze k u jej chwale lub o niej mówią­

gólnie, gdy zmuszamy kogoś do „odczytania" głęboko
nasyconego znaczeniem obrazu, i to do uczynienia te­

ce oraz m o d l i t w y .

go „na głos", stajemy się świadkami stopniowej r e k o n ­
Historyczne, mityczne, ikonograficzne i polityczne

strukcji w y m o w y symbolu, odbiorca k o n f r o n t u j e swo­

połączenie uczuć n a r o d o w y c h i patriotyzmu z religią

je myśli z już wygłoszonymi, przywołuje odpowiednie

123

�Grzegorz Sokół * M A T K A BOSKA CZĘSTOCHOWSKA JAKO POLSKI SYMBOL N A R O D O W Y

odniesienia - stąd wspomniana zmienność. Podłożem

ków określających stosunek do niej nie została w tej

niespójnych lub wręcz wewnętrznie sprzecznych po­

ptacy opisana, gdyż nie dotyczyły one tematu symboli­

staw są też bez wątpienia mechanizmy rządzące myśle­

k i narodowej. Wspomnieć muszę t u jednak o wyjątko­

n i e m p o t o c z n y m [Hołówka 1986].

wo osobistej, wręcz i n t y m n e j postawie emocjonalnej

Różne były też odpowiedzi infotmatotów dotyczące

Polaków wobec i c h p a t r o n k i , o wątku macietzyństwa,

sptawy specjalnego dla Polski znaczenia M B C z . C h o ć

powszechnej wierze w indywidualny charakter relacji

wszyscy przyznawali, że Maryja jest Królową Polski, to

z nią i idącymi za t y m uzdrowieniami - M B odbieta się

z reguły zwracano również uwagę na fakt, że nie należy

często jako kochającą matkę, dobtą Królową i pocie-

ona tylko do nas, ale jest też „Królową świata całego"

szycielkę cierpiących, jest ona nie tyle wzorem do na­

[G. S. 11] i „wszystkich ludzi na ziemi" [ G . S. 1]. Czasem

śladowania, co raczej wcieleniem miłości i troskliwości.

silniej podkteślana była jej „ojczyźniana" strona, kiedy

Sądzę, że podział na uniwersalne i narodowe byłby

indziej raczej jej religijna uniwersalność. W t y m właśnie

tutaj zbytnim uproszczeniem. Bezkrytycznie podążając

miejscu wyłania się inny problem, według m n i e zasadni­

za t u r n e r o w s k i m m o d e l e m , musielibyśmy uznać, że w o ­

czy dla mojego tematu. Otóż M B C z ptzejawia się

kół pola normatywnego skupią się wszystkie elementy

w dwóch głównych wcieleniach. Z jednej strony jest pol­

„ogólnokatolickie", tola M B dla całego świata jako

ską patronką, której wizerunek pełni rolę symbolu naro­

m a t k i Chrystusa, zaś biegun orektyczny „ptzyciągałby"

dowego, z drugiej - Matką Chrystusa i Panią Kościoła,

pozostałe jej cechy. Przypomnijmy, jak brzmi k r y t e r i u m

a jej postać ma jak najbardziej uniwersalny wydźwięk.

podziału: on one hand, theological doctrines and

ethical

Tę charakterystyczną „dwoistość" n a t u r y M B C z ,

imperatives of a general kind, of the Great Tradition - and,

w a r t o rozpatrzyć w świetle k o n c e p c j i zaptoponowanej

on the other, highly localized, culturally specific objects and

przez V i c t o r a Turnera, do której zresztą odnieść moż­

ideas (...) always being more closely related to the outward,

na szerzej rozumianą problematykę r o l i k u l t u i symbo­

sensorily perceptible form of die symbol than is the norma­

lu religijnego w pielęgnowaniu tożsamości narodowej.

tive pole (Turner 1978:

A u t o r ten analizuje r u c h pielgrzymkowy w Irlandii,

ciążyć k u „górnemu", n o r m a t y w n e m u biegunowi, c h o ć

operując pojęciem communitas, które dzieli na trzy typy:

nie osiągają go w pełni - „polskość" Częstochowskiej

egzystencjalny, normatywny i ideologiczny (Turner 1978,

Królowej łączy się z jej oficjalnymi, k u l t o w y m i własno­

s. 135). D w a pierwsze realizują się w wymiarze społecz­

ściami. Po ptzeciwnej, „orektycznej" stronie m o d e l u ,

nym, przybierając bądź to spontaniczną i raczej jednora­

odnajdujemy nie lokalność, lecz boleść, smutek i mat­

zową formę {communitas egzystencjalna), bądź też zorga­

czyną troskę, które czynią Maryję bliską naszemu ser­

nizowaną w ramach szerszych sttuktur (normatywna).

c u , a przeciwstawiane są jej narodowej „królewskości",

Communitas ideologiczna istnieje w batdziej abstrakcyj­

strojności i h o n o r o m oraz, jawnej czy ukrytej, patrio­

n y m wymiarze k u l t u r o w y m i stanowi w n i m odpowiednik
communitas normatywnej; jest zapleczem idei i wzorców
dla rzeczywistych wspólnot ludzkich. Według Turnera

dziej. Bo tutaj jest ukoronowana przez tą miłość, n o to
rodacy ufundowali, i tę koronę, i te szaty, i tak dalej, ale

wersalne, a tym, co szczegółowe i lokalne. Przeciwległe

jednak... (...) [wyjmując z portfela obrazek przedstawia­

bieguny nazywa o n normatywnym {normative) i orektycz-

jący zbliżenie twarzy M B C z bez „sukienki"] O , ta M B

n y m {orectic). Symbole odnoszą się do ideałów, wartości,

m i najbatdziej odpowiada, właśnie, to jest taka widać:

n o r m społecznych, doktryn teologicznych itp. (biegun

taka cierpiąca, taka swojska (...) te k o r o n y to stwatza-

normatywny), a jednocześnie wyobrażają przedmioty,

ją, tak m i się zdaje, wewnęttzny t a k i trochę dystans.

czynności oraz idee pożądane i nacechowane emocjonal­

A już właśnie bez k o r o n y to już jest taka swoja, matka,

nie w ramach danej kultury (biegun orektyczny).

taka bolesna, taka zrozpaczona, taka... taka kochana"

Nawiązując do tej t e o t i i , można w naszkicowanym

[G. S. 2 ] .

przez Turnera schemacie umieścić także zjawisko pa­
triotycznej w y m o w y M B C z - bez wątpienia jest ona
symbolicznym. Za

tycznej symbolice wizerunku: „Ja m a m w d o m u obraz
M B C z , ale bez korony, bez szat i t e n obtaz, ta ikona,
b y m powiedziała, najbardziej m i odpowiada. Najbar­

nośniki symboliczne, należące do communitas ideologicz­
nej, podlegają polaryzacji między t y m , co ogólne i u n i ­

przecież nośnikiem

135). Odnoszę wrażenie, iż

w przypadku M B C z , jej „narodowe" cechy wydają się

D w u b i e g u n o w y m o d e l T u t n e t a odpowiada zatem

communitas,

f e n o m e n o w i M B C z wtedy, gdy zamiast prostej polary­

skupiające się wokół C u d o w n e g o Obrazu, uznajmy

zacji przyjmiemy istnienie układu ciągłego, rozpiętego

społeczeństwo polskie, a ściślej mówiąc, wspólnotę ka­

pomiędzy d w o m a p o l a m i . Takie ptzedstawienie, zakła­

tolików identyfikujących się z jasnogórskim sanktu­

dające obecność pary przeciwieństw, dobrze ilustruje

a r i u m i uznających, że podobnie czynią lub czynić po­

pewną postawę wobec p r o b l e m u „dwoistości" M B . Po­

w i n n i wszyscy „prawdziwi Polacy". W t a k i m ujęciu

lega ona, jak sądzę, na podświadomym przyjęciu przez

dwa aspekty M B C z uznać można za efekt procesu se­

i n f o r m a t o r a ukrytego założenia, iż M B Królowa Polski

mantycznej polaryzacji symbolu. Jak wyglądałby t a k i

i M B Pani wszystkich ludzi to wyobtażenia stojące do

układ znaczeń.

siebie w opozycji i nie dające się pogodzić. Prowadzi to

Pamiętać

7

trzeba o złożoności

treści

do sytuacji, gdzie o t w a t t e sformułowanie

wizerunku

jednego

z n i c h wydaje się negacją drugiego — w k o n s e k w e n c j i

M B C z i o jej specyficznej r o l i . O g r o m n a ilość czynni­

124

�Grzegorz Sokół • M A T K A BOSKA CZĘSTOCHOWSKA JAKO POLSKI SYMBOL N A R O D O W Y

padają wypowiedzi wewnętrznie

Bibliografia:

bardzo niespójne,

sprzeczne, domagające się „zatuszowania".

1983

Jest jednak także i inne podejście do p r o b l e m u d w o ­

Bogurodzico-Dziewico. Polski almanach maryjny, Warszawa

Hołówka

istej natury M B C z . Reprezentujący je respondenci nie

T.

widzieli większych niezgodności pomiędzy jej uniwer­

1986

salnością a polskością: „No, M B jest naszą, Polski kró­

Jabłońska-Deptuła

lową, ale też jest M a t k ą wszystkich ludzi, M a t k ą Boga,

1990

M a t k ą wszystkich ludzi. M B jest Królową Polski, więc

Myślenie potoczne, Warszawa
E.

Religijność' i patriotyzm doby powstań [w:] Swoistość' i uni­
wersalizm kultury polskiej, Lublin

Kunczyńsка-1racka

M a t k ą Polaków i jest również Królową Wszechświata,
i M a t k ą i n n y c h państw, można powiedzieć" [ G . S. 3 ] .
W tych wypowiedziach zdania popierające obydwa po­

A.

1978

Malarstwo ludowe kręgu Częstochowskiego,

1998

Matka Boska w polskiej szluce ludowej X I X wieku [w:] Nie­

Wroclaw

pokalana. Kult Matki Bożej na ziemiach polskich w X I X wie­

glądy nie kolidują ze sobą, a często przytaczanym argu­

ku, Lublin

m e n t e m jest podkreślanie jedności M B .

Sieradzka
1994

A.

Przedstawienia maryjne w malarstwie polskim lat osiemdzie­

Problematyka stosunku współczesnych Polaków do

siątych X X wieku [w:] Przewodniczka. Kult Matki Boskiej

narodowego lub też uniwersalnego znaczenia M B C z m o ­

w Polsce od Lumen Gentium do Redemptoris Mater i 964 —
1987,

że wydawać się teraz dość jasna - nawet jaśniejsza niż jest

Częstochowa

w rzeczywistości. A b y zbliżyć względnie uporządkowany

T u r n e r V., T u r n e r

zapis m o i c h spostrzeżeń do stanu faktycznego, muszę do­

1978

E.

Image and Pilgrimage in Christian culture, New York

dać, że wprowadzone tu rozróżnienie na dwa zasadnicze
typy postaw ma tylko najbardziej ogólny charakter.
Zagadnienie

to, a ściślej

o b y d w a jego

L I S T A WYKORZYSTANYCH W Y W I A D Ó W :
(wszystkie w y w i a d y przeprowadzone zostały w Częstochowie

aspekty

w d n i a c h 21-27 września

z osobna, może jednak zostać ujęte w sposób usyste­
matyzowany, a jednocześnie czytelny, za pomocą za­

Grzegorz Sokół:

prezentowanych powyżej m o d e l i . C h o ć nie są one cał­

1. dwie kobiety z Zabrza, obydwie w wieku ok. 75 lat

kowicie bezbłędne, o b a w i a m się, że gdybym dążył do
dalszych

udoskonaleń,

ryzykowałbym

zbyt

1998)

2. małżeństwo zamieszkałe w Warszawie, oboje w wieku ok. 65 lat;

duże

mężczyzna - wykształcenie średnie, pochodzi z Wilna; kobieta -

uproszczenia. Myślę, że trzeba t u odstąpić o d ambicji

wykształcenie wyższe, z Warszawy

znalezienia j e d n o l i t y c h i jednoznacznych rozwiązań

3. mężczyzna, lat 45, mieszkaniec małego miasteczka, wykształce­

dla problemów, które jednolite i jednoznaczne nie są.

nie nie wyższe niż średnie
4. mężczyzna, lat ok. 50, pilot

Prowadząc rozmowy z pielgrzymami w Częstocho­

5. mężczyzna, lat 75, uczestnik Ogólnopolskiego Zjazdu Synów

wie, a zwłaszcza analizując p o t e m i c h wypowiedzi, sta­

Pułku

wałem twarzą w twarz z „potocznym" światem i „potocz­

6. mężczyzna, lat ok. 50, z Zabrza, wykształcenie zawodowe

n ą " mentalnością. Wiedziałem jednak, że nie mogę bez

7. dziewczyna, lat 18, z Częstochowy, uczy się

końca pytać: „co się za t y m kryje?" - w poszukiwaniu ja­

8. kobieta, zamieszkała w Piaskach k. Sosnowca, wykształcenie

snych i logicznych odpowiedzi. Musiałem zgodzić się

średnie
9. kobieta, lat 74, wykształcenie podstawowe, zamieszkała w Kiel­

z faktem, że zagadnienie, które badam, m a „nienauko­

cach

wą" naturę - i w którymś momencie przestać sięgać głę­

10. dwie kobiety - matka i córka, wiek: matka ok. 55, córka ok. 20,

biej i zadowolić się zbiorem wieloznacznych sformuło­

z Katowic

wań. Wymagało to ode m n i e przyjęcia kategorii podob­

11. dwie starsze kobiety (wywiad niepełny)

n y c h do tych, j a k i m i posługiwali się m o i rozmówcy,

12. mężczyzna (wywiad niepełny)

i uznania, że gdy bada się kwestię tak złożoną i dyna­

Anna Kalina:

miczną jak „społeczny" odbiór „ukrytej" symboliki, trze­

(numeracja według porządku w zestawach wywiadów autorki)

ba czasem zdobyć się na pewną elastyczność i otwar­
tość, odrzucając ściśle naukowe myślenie. Dlatego też

1. kobieta, 1. 65, wykształcenie średnie, księgowa

nie staram się tutaj zamknąć mechanizmów symbolicz­

3. kobieta, 1. 57, wykształcenie zawodowe, pracownica poczty
4- mężczyzna, 1. 62, ślusarz

nego funkcjonowania M B C z w j e d n y m m o d e l u . Myślę,

6. dwie kobiety: 1. 53, wykształcenie średnie, sprzedawczyni 1. 64,

że jestem najbliżej prawdy, kiedy zakładam, że obydwa

gospodyni

zaproponowane ujęcia dopełniają się i razem oddają

7. dwie kobiety: nauczycielka w podstawówce, 1. 42 przedszkolanka,

właściwy obraz postawy badanej grupy wobec polskości

1. 45

wizerunku M a t k i Boskiej Częstochowskiej.

Antonina Bereza:
2. kobieta, zamieszkała we wsi na Kielecczyźnie, 1. 83, wykształcenie

' Wypowiedzi dotyczyły w większości wypadków

podstawowe.

konkretnego

przedstawienia - pokazywanego przeze mnie obrazka przykładowe­
go, ukazującego MBCz w otoczeniu biało-czerwonych flag i Orła
w koronie — i , chociaż w tym sensie mają charaktet szczegółowy,
można je odnosić również do ogólnego poziomu

125

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6034" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6014">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/93f1de3fa5222671e24315426831eb97.pdf</src>
        <authentication>e00741bcdc517b0b6d930207ebd4a08a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72004">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2871</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72005">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72006">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2676</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72007">
                <text>Sanktuarium maryjne w Bardzie Śląskim / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72008">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.159-163</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72009">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72010">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72011">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72012">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72013">
                <text>Jacek Olędzki * S A N K T U A R I U M MARYJNE W BARDZIE Ś L Ą S K I M

W

ydaje się, że spośród w i e l u najsławniejszych,

JACEK

ośrodków k u l t o w y c h w Polsce, t a k i c h jak
Jasna G o t a czy Skępe, Bardo stanowi m i e j ­

OLĘDZKI

sce szczególne, a może wprost wyjątkowe, jedyne. D o ­

k o n a n o w Bardzie rzeczy niezwykłej, a zarazem jakże
oczywistej w kategoriach współczesnej świadomości,

Sanktuarium
maryjne w Bardzie
Śląskim

rozumienia boskiej opiekuńczości, cudów, pobożnych
obyczajów i t p . Otóż w k a t o l i c k i c h p r a k t y k a c h religij­
n y c h wszelkie świadectwa chwały czczonych wizerun­
ków (głównie w o t a , ale również rekwizyty, takie jak
chociażby kule, kajdany, zegarki) przetrzymywane są
w samej świątyni w pobliżu o p r o m i e n i o n y c h c u d a m i
postaci. Tylko najcenniejsze ofiary czy dary wyłączane
są z t y c h ekspozycji i c h r o n i o n e w odrębnych m i e j ­
scach, skarbcach, skrytkach, jakichś schowkach. N a ­
tomiast w Bardzie, w przylegającym do kościoła b u ­
d y n k u klasztornym, znajduje się m u z e u m . Dominują

zrozumiałym, własnym zaintetesowaniem. O obrazach

w n i m obrazy wotywne, które wcześniej znajdowały się

nie próbuje mówić, zbyt zawiłe kryją one treści. Po­

w kościele, w sąsiedztwie ołtarza głównego.

n a d t o opisy przedstawianych zdatzeń c u d o w n y c h zapi­

W k r ó t c e po fascynacjach meksykańskimi

sane zostały po n i e m i e c k u . Obecny jest przy zwiedza­

retablos,

r o k u znalazłem się p o n o w n i e , po

n i u ksiądz w starszym w i e k u , ale nie k w a p i się służyć

ćwierćwieczu, w tymże muzeum, aby odświeżyć sobie

jakąś informacją. Przez niedomknięte d t z w i obserwuje

pod koniec 2001

wcześniejsze wrażenia, a najważniejsze, spojrzeć na

zwiedzających, ale jest nas tylko dwóch. Kradną czy

n o w o , z perspektywy odległej, bo aż amerykańskiej, na

nie kradną, bo fotografować mogą.

ów jedyny w kraju zbiór m i r a k u l a r n y c h dokumentów.

Figura M a t k i Boskiej z Barda z drewna bukowego,
p o l i c h r o m o w a n a na podkładzie k r e d o w y m z początku

Szatki

X I I I w. ma zaledwie 43 c m wysokości. M a d o n n a ze
Skępego jest o o k . 10 c m niższa. Z a t e m są to f i g u r k i .

K u l t świętych figur, a właściwie - jak za chwilę po­

D o d a ć należy, przeznaczone p i e r w o t n i e dla k u l t u pry­

w i e m - figurek, między odległymi światami, Polską,

watnego, a nie publicznego. Płaszcze królewskie, j a k i ­

M e k s y k i e m czy E k w a d o t e m l u b Peru, łączy pewien po­

m i są okryte, owe szatki albo s u k i e n k i , kształtują o d ­

wtarzający się obyczaj. S t a n o w i go zakrywanie rzeźby,

czucia w i e r n y c h i zarazem utrwalają w wyobraźni w i ­

z reguły niezwykłej wartości artystycznej i zarazem h i ­

zerunek czczonej postaci. Rzeźba z Barda to bezcenny,
unikatowy, tylko jeden z dwóch w kraju zabytków

storycznej, specjalnym o k r y c i e m . Może się o n kojarzyć
' z płaszczem królewskim albo uroczystą kapą. O w e

sztuki

i

okrycia w y k o n a n e z c e n n y c h materii w rodzaju atłasu,

padku Skępego niewielka rzeźbka jest gotycka. O k r y ­

romańskiej;

rzeźby pełnej w d r e w n i e ! W przy­

b r o k a t u , altembasu, nieraz specjalnie haftowane, bat-

cia, sposób ekspozycji, w znacznym o d d a l e n i u i sto­

; dzo często mają charakterystyczny kształt, a m i a n o w i ­

sownym oświetleniu, w Batdzie za wspaniałą kratą o d ­

cie - stożkowy. D o l n a część tego okrycia jest nader

dzielającą prezbiterium o d nawy, kształtują nastrój,

szeroka, w górze zaś zwężona do rozmiarów samej gło­

uczucia, pomagają w rodzeniu się wspaniałych przeko­

wy l u b szyi. Ten wzór powtatza się z nieprawdopodob­

nań. W interesującym nas przypadku - przekonań m i ­

ną konsekwencją przez wszystkie dawne kraje k a t o l i c ­

rakularnych.

kie na świecie i spotykamy go w ikonografii miejsc k u l ­

N i m przedstawię obrazy z k o l e k c j i w Bardzie, jedy­

t u maryjnego, zarówno Polski, i n n y c h krajów europej­

nej tego rodzaju w kraju i zarazem najdosadniej k o m u ­

skich, jak też w s p o m n i a n y c h miejsc w A m e r y c e Ła­

nikującej o charakterze m i r a k u l a r n y c h uniesień, ko­

cińskiej.

nieczne są uszczegółowienia dotyczące samej tzeźby
M a t k i Boskiej trzymającej Jezusa przed sobą, a nie

W Bardzie owe okrycia, zmieniane na większe świę­
ta, nazywane są szatkami M a t k i Boskiej. W

z b o k u na ręce. Ten archaiczny wzorzec ikonograficz­

innych

ny ma swoją nazwę oraz teologiczną interpretację.

częściach Polski mówi się o sukienkach. Tylko w Batdzie, w o w y m przykościelnym muzeum, pobożny piel­

M a t k a Boska trzymająca przed sobą, na swym łonie,

grzym czy tylko zwykły przybysz, dowiedzieć się może

Jezusa jest dlań t r o n e m , thronus Dei, będąc zarazem

o uroczym obyczaju „ubierania" czczonej postaci. N a

„stolicą mądrości", sedes sapientiae,

dwóch lub trzech oszklonych tabliczkach pokazane są

m a n d o r l i , aureoli.

a także rodzajem

dawne, dosyć już zetlałe i zszarzałe szatki M a t k i Bo­

M a d o n n a Tronująca jako Królowa z Jezusem błogo­

skiej Bardzkiej Strażniczki W i a r y . D w a razy w r o k u , na

sławiącym umieszczonym centralnie, to typ grecko-bi-

święta, zmieniano szatki. Są więc dosyć różne. Prze­

zantyjski N i k o p o j i , obdarzającej zwycięstwem. Oprócz

wodniczka, miła nastolatka, zwraca na nie uwagę ze

Barda, na N i k o p o j i natrafiamy w kraju w t y m p a n o n i e

159

�Jacek Olędzki • S A N K T U A R I U M MARYJNE W BARDZIE Ś L Ą S K I M

zarówno symbol władzy, jabłko królewskie, jak też wła­
dania światem, kulą ziemską. N a t o m i a s t Jezus wznosi
prawą rękę w geście Pantokratora, mając wyraziście
ukazane trzy pierwsze palce dłoni, która udziela błogo­
sławieństwa światu.
Istnieją jednak pewne drobne, ale jakże istotne róż­
nice.
Stopki Jezusa w rzeźbie z Monserrat są ukazane w po­
ziomie z palcami lekko wzniesionymi do góry, co może
oznaczać wznoszenie się do nieba. Natomiast stopki Je­
zusa w rzeźbach z Barda oraz Ołoboku są opuszczone.
Zdaje się to świadczyć o zamyśle ukazania Dzieciątka
schodzącego ze swego sedes sapiendae i t y m samym włą­
czającego się w rzeczywistość ziemską. To chyba szale­
nie ważna cecha polskich rzeźb romańskich.
Bardo znaczy w staropolskim „góra", „warownia".
To pospolite zjawisko wznoszenia wczesnych świątyń
na wyniesieniu. Pierwszymi byli j o a n n i c i , kanonicy re­
gularni, następnie cystersi. Obecnie gospodarzami są
redemptoryści. Sam obiekt był w i e l o k r o t n i e przebudo­
wywany, obecny

należy do jednej

z największych

w kraju b u d o w l i późnobarokowych. Występuje pod
wezwaniem Najświętszej M a r i i Panny. Korzysta jednak
z dodatkowego, wiele mówiącego tytułu, N . M . Panny
Strażniczki Wiary. To tytuł wyjątkowy. Częstsze są ta­
kie nazwy, jak M a t k a Boska Bolesna, Płacząca, Łaska­
wa czy Miłosierna. Zaskakujące, ale M a d o n n a z Barda,
słynąca c u d a m i , mająca od początku wyraźnie okre­
ślone, najwznioślejsze miejsce w kulcie i p r a k t y k a c h
religijnych, nie była przez papieży k o r o n o w a n a . D r e w ­
niana k o r o n a na jej głowie to zamysł samego rzeźbia­
rza, wynikający z całości ideowej wyobrażenia. Fakt
nieuzyskania p a p i e s k i c h wyróżnień

może j e d y n i e

świadczyć o cystersach, różniących się o d bernardy­
nów, szczególnie dbałych o koronację.
Jednakże w 1966 r o k u , w czasie obchodów tysiącle­
cia państwa polskiego, ks. kardynał Bolesław K o m i n e k
dokonał a k t u k o t o n a c j i bezcennej i zarazem wspania­
łej rzeźby.
Posłuchajmy Tadeusza Chrzanowskiego, historyka
sztuki, autota m o n o g r a f i i o Bardzie Śląskim (Ossoli­
n e u m , Wrocław 1980):
(...) Do czasu kasaty zakonu w 1810 r. mieszkali tu zakon­

Obraz wotywny, 1796, olej na płótnie, Bardo

nicy cysterscy pełniący funkcję proboszczów (superiorów) i wika­
rych. Później większą część budynku przekształcono

Obraz wotywny, polowa XIX wieku, olej na płótnie, Bardo

na szkołę,

świeckiemu proboszczowi pozostawiając w użytkowaniu jedynie
część przyległą do kościoła. Bardzo ważny dla dziejów zespołu
romańskiego kościoła św. Stanisława w Starym Z a m ­

był rok 1900, kiedy to biskup wrocławski, kardynał Jerzy Kopp

k u , Dolnośląskie oraz w romańskiej świątyni Panny

uzyskał zezwołenie na osadzenie tu redemptorystów (był to jeden

M a r i i w Goźlicach, Świętokrzyskie.

Z zakonów szczególnie zwalczanych w okresie „Kulturkampfu".

T e n wzorzec odnajdujemy w słynnej M a d o n n i e

Dopiero jednak w 1923 r. zakonnicy przejęli cały budynek

z katalońskiego M o n t s e r r a t (Przepiłowana G ó r a ) , do

i wkrótce potem dokonali remontu oraz wbudowania w kondy­

której przybywają m i l i o n y pielgrzymów. M o r e n a M a ­

gnację dachową skrzydła poprzecznego piętra mansardowego.

donna, albo M o n e r e t a (Czarnulka), czyli Neustra Senora. W p o l s k i m i hiszpańskim zabytku M a t k a Boska

Najważniejszy jednak dla naszych rozważań jest

dzierży w wysuniętej prawej dłoni kulę, może to być

opis kaplicy w o t y w n e j , głównej części m u z e u m .

160

�Jacek Olędzki • S A N K T U A R I U M MARYJNE W BARDZIE Ś L Ą S K I M

Wnętrze

kaplicy ma specyficzny, niepowtarzalny

nastrój

je się skomponowana w 7 „linijkach" statannie wykona­

wnęki

na inskrypcja opisująca zdarzenie i wyrażająca wdzięcz­

nie dzięki ołtarzowi, ale przez to, że ściany, a nawet
okienne obwieszone są gęsto obrazami wotywnymi.
tu 54, a w całym klasztorze ilość tych malowanych
czynień przekracza

Obraz w o t y w n y n r 344 wisi p o n a d 343, pochodzi

dzięk­
ob­

z 1776 r o k u . Przed obrazem w r a m a c h (!) M a t k i Bo­

biegłych

skiej z Barda klęczy kobieta w czepcu, trzymając przed

liczbę stu. Są w tym zbiorze i duże

maleńkie, jedne malowane przez

razy, i całkiem

ność za c u d ocalenia. 1736 rok, eksponat n t 343.

Jest ich

Ten

sobą dziecko w p o w i j a k u położone na czymś w rodza­

dzielić się zwykło na vota i eks-vota, czy­

j u łóżeczka. To szlachcianka, w p r a w y m d o l n y m rogu

li dary składane jako prośba o laskę, oraz na te, które są już

znajduje się, starannie namalowany, kartusz herbowy.

dziękczynieniem

Zamiast godła widnieje na n i m lapidarna notacja o da­

malarzy cechowych,
typ przedstawień

inne przez naiwnych

za spełnienie

przytłaczająca

większość

zów wotywnych
Najstarsze

próśb.

amatorów.

Wedle tego

zgromadzonych

Z po­

m i herbowymi bogatej rodziny, oddającej się p o d opiekę

w 1650 r.

M a t k i Boskiej z Barda. Świecznik z płonącą świecą na

W sąsiedztwie tych obrazów okazałe płótno ze znaka­

kilka: l) fundowany

Vilhabera,

cesarskiego

rządcę Nysy, przedstawia
na tle perspektywicznie

dworzanina

wieloosobową

ku); 2) fundowany
ra w podzięce

nie, inaczej aniżeli poznane w odległych stronach. Z o ­

Głogów­

stały oprawione w czarne, kunsztowne ramy. Czuje się

r. przez Waleriana

Darthe-

tu ślad bardzo dbałej ręki. A l e jest jeden obraz skom­

syna z wy­

ponowany w poziomie. T r u d n o się dziwić, b o w i e m

fundowany

przedstawia płonące miasto. Płonie kościół, ratusz

kościoła

niewidomego

pod krzyżem;

w 1667 r. przez Annę Katarzynę
czącą na tle starego kościoła

3)

Klink z fundatorką

duje się inskrypcja, osiem kobiet. Jedna stoi i rozkłada

w." niż sążniste
wątki narracyjne:
ratującą

nastowiecznych. N r eksponatu 333.

krajobrazowe.

zostali chorzy leżący w

w typowych dla tej epoki pomieszczeniach,
sto lepszą ilustracją

ręce, i n n e siedzą, a jedna leży. Panie w strojach osiem­

interesują szczegółnie te,

w sobie pewne elementy

Np. w kilku wyobrażeni

i wysokie b u d y n k i . N a dole obrazu, gdzie zwykle znaj­

klę­

bardzkiego.

Pośród tego zbioru obrazów
ktdre zawierają

Obrazy, które oglądamy, są k o m p o n o w a n e w pio­

(schemat

za uzdrowienie

obu klęczących

klęczącą

w

ujętego wnętrza

w 165[.]/

t y m obrazie może oznaczać niegasnącą wiarę.

i za­

rodzinę,

częsty w tej epoce, np. obrazy Oppersdorfów

łóżkach,

To niebywała kolekcja i zarazem przykład mało

czę­

w kraju znanej dbałości, nie mówiąc już o trosce

będących

„życia codziennego na Słasku w X V I I

opisy. Zdarzają

się też dość

tu przedstawiono
się z pożaru,

o o c h r o n ę dóbr k u l t u r a l n y c h . W i e l e poznałem w k r a ­
j u klasztorów, w niektórych sypiałem, w Skępem m i a ­

niespodziane

łem okazję zmieniać sukienkę tamtejszej M a t c e Bo­

osobę tonącą w rzece,

a Elżbietę

no w momencie gdy, przechodząc
kołkiem

cie zdarzenia. To również w o t u m dziękczynne.

należy do tej drugiej grupy.

łowy X V I I w. Wyliczmy

ówdzie

obra­

w Bardzie

zachowane obrazy wotywne pochodzą

przez Urbana

obrażeniem

podziału

Furman

skiej, ale spotkanie z t y m , na co się natrafia w Bardzie,

pokaza­

przez plot, przebiła

przyćmiewa wszelkie i n n e doświadczenia, z Rzeszowa,

się

O p a t o w a , M i e d n i e w i c , Radomia, Łowicza i z samej Ja­

/1736/.

snej Góry.

Kolek z płotu

W Bardzie po sąsiedzku i zawsze elegancko, z peł­
n y m uszanowaniem występują świadectwa wiary ubo­
gich i bardzo, bardzo bogatych.

Salkę M u z e u m z obrazami w o t y w n y m i otwiera tuż
za d r z w i a m i szczególnego rodzaju płótno. Jest to obraz

Ufność

z poł. X V I I I w., już pociemniały, w k o n w e n c j i naiw­
n y c h wyobrażeń, podobnie j a k sąsiadujące dzieła. K o ­
bieta przechodząc przez płot chruściany się przewróci­

Intrygujące wszelako jest podobieństwo w postawach

ła. D o obrazu dołączony jest na górze, poziomo przy­

fundatorów obrazów w o t y w n y c h . Chodzi przede wszyst­

wiązany, kołek długości blisko jednego metra. Jest to

k i m o fundatorów indywidualnych, prywatnych. Otóż

kołek z płotu, który spowodował zdarzenie. N i e trzeba

to podobieństwo wyraża się głównie w ufności do posta­

wielkiej dociekliwości, aby domyślić się, że jest to i n ­

ci czczonej i zarazem m o c n e m u przekonaniu, że się pod­

dywidualne w o t u m dziękczynne z tytułu szczęśliwego

lega jej opiece. Towarzyszy temu żarliwa wiara w udzie­

pokonania przeszkody. Ofiarodawczyni składa podzię­

laną, natychmiastową pomoc w sytuacji zagrożenia,

kę, że oczywiście c u d o w n i e została o b t o n i o n a . Przed

niebezpieczeństwa i t d . W y m o g i e m jest tylko przywoła­

czym? Ciężkim zranieniem. Jej suknia długa do kostek,

nie nazwy czy imienia postaci opiekuńczej i czczonej.

pewnie wplątała się w k o ń c e sterczących kołków pło­

O w o przywołanie - jak można się domyślać - bliskie

t u . I pewnie tylko westchnienie do M a t k i Boskiej przy­

jest spazmu, graniczy bądź jest prawdziwą rozpaczą.

wróciło nieszczęsnej rozwagę, jak znaleźć się na ziemi

Można się jednak zastanawiać, że skoro występuje

zdrową będąc.

tak wyraźne podobieństwo w postawie fundatorów

N a d całością przedstawienia - jak w meksykańskich

z naszych stron i tak odległych, jak M e k s y k , dlaczego

retablos - znajduje się stereotypowy wizerunek M a t k i

w j e d n y m i d r u g i m przypadku pojawia się potrzeba w i ­

Boskiej z Barda. Natomiast na dole obtazu - jak w zna­

zualizacji zdarzenia, nieraz drobiazgowej, uzupełnianej

n y c h n a m z odległego świata przedstawieniach - znajdu­

często

161

szczegółowym

jej

opisem. Wydaje

się, że

�Jacek Olędzki * S A N K T U A R I U M MARYJNE W BARDZIE ŚLĄSKIM

w o w y c h postawach, jak je ogólnie nazywam, ufności'

Odmienności

i żarliwej wiary występuje jeszcze element przeżyciaL
emocjonalnego, z reguły niezwykle silnego, nieraz

Dziwnie rzecz by się miała, gdyby i c h nie było.

:

obezwładniającego czy może zdecydowanie głębokie­

W

go. Współcześni i oświeceni, doświadczający poprzez

Polsce o d sanktuariów w części północnej, jak

C h e ł m n o , przez środek Czerwińsk oraz dalej na połu­

:

przekazy środków masowych przeżyć o skali przerasta­
jącej własne nieszczęścia i jakieś dramaty, zapewne je'
tłumią albo osłabiają i c h możliwą o b e c n o ś ć . Retablos
;

meksykańskie dowodzą, że wciąż jest żywa postawa,&gt;
której poświęcam uwagę.

dnie, Kraków i samo Bardo, odnajdujemy wota, wyjątk o w o okazałe, związane z historycznymi dla tych miejsc
pożarami. Każdorazowo przyczyną pożaru był, jak się
pospolicie mówi, p i o r u n . W Czerwińsku d o k u m e n t e m
zdarzenia jest dużych rozmiarów trybowana i repuso-

Czy w Polsce jest inaczej? Niezupełnie. Władze ko­

wana blacha srebrna. O b i e k t z Barda już znamy. A l e

ścielne, w szczególności sławnych sanktuariów słyną­

jest wart uwagi, trochę podobny, bo też malowidło,

c y c h c u d a m i mają nie lada p r o b l e m z wielością d o k u ­

a nie plakietka srebrna. Posiada go Kraków. O t ó ż jest

m e n t o w a n y c h świadectw uzyskania przez swych wier­

to w o t u m dziękczynne, za co? Za to, że udało się pożar

n y c h bożej laski. N a Jasnej Górze już w latach sześć­

ugasić, albo że dzięki m o d l i t w o m sam wygasł? N i e !

dziesiątych nadmiar srebrnych czy srebrnopodobnych,&gt;
współczesnych wotów gromadzono w parcianych w o r ­

traktaty o naszej słabości narodowej do tolerancji.

kach, aby ostatecznie uległy przetopieniu, a z uzyska­

Uprzedzam, to w o t u m nieszczęsne, mówiące więcej niż
Otóż, dzięki g r o m a d n y m m o d l i t w o m parafian kościoła

nego surowca można było wykonać efektowne naczy­

św. Katarzyny i drugiego, sąsiedniego, udało się uprosić

n i a na k w i a t y dekorujące ołtarze.

Pana, aby pożar zmienił swe miejsce i przeniósł się

Powstanie

M u z e u m malarstwa w o t y w n e g o przy'
s a n k t u a r i u m w Bardzie jest niewątpliwie świadectwem

w i n n e . D o pobliskiej dzielnicy żydowskiej.

nie tyle wygasłych postaw ufności i m o c n y c h przeżyć

jących jakąś zbiorową potrzebę, był fundowany przez

1

;

e m o c j o n a l n y c h w i e r n y c h , ile kłopotu z n a d m i a r e m i c h

Ten rodzaj wotów, nie indywidualnych, ale wyrażalicznych zainteresowanych. Wspomagały realizację ta­

1

potrzeby „dania świadectwa".

kiej potrzeby i władze kościelne, i miejskie. Z t y m rodza­

To świadectwo w s a n k t u a r i u m bł. Rafała z Proszo­

j e m zbiorowych wotów w M e k s y k u nie miałem możno­

wic w Warcie mogą w i e r n i wyrażać na k a r t k a c h papie­

ści się spotkać. Również nie ma świadectw na występo-

r u (często są to niewielkie karteluszki) i składać do

wanie wotów zbiorowych w t y m kraju, dotyczących i n -

specjalnej skrzynki w kościele. C o jakiś czas treść t y c h

n y c h klęsk żywiołowych. A jak wiadomo, jest to rejon

zapisków jest odczytywana przez ojca bernardyna

huraganów oraz erupcji wulkanów. Okazuje się więc, że

z ambony.

Polacy już w przeszłości potrafili być solidarni.

1

1

1

W Warszawie, w kościele Świętego Krzyża, a więc

A l e - jak się wydaje - to nie tyle polskie dziedzic -

w sercu stolicy, o d okresu międzywojennego rozwija

t w o k u l t u r o w e , co zdecydowanie zachodnioeuropej-

się i wciąż jest żywy k u l t św. Tadeusza Judy, p a t r o n a

skie, stworzone w długich dziejach działalności insty­

spraw beznadziejnych. W ł a d z e kościoła rozstrzygnęły

tucji

p r o b l e m obecności świadectw tego k u l t u w tablicz­

a z czasem R A T U S Z (na dobrą sprawę u nas o d rene­

1

1

kościelnych

i świeckich.

Kościół,

kościoły,

k a c h niedużych, m e t a l o w y c h , na których intencje zo­

sansu) , to symbole europejskiego pejzażu semiotyczne-

stały wygrawerowane. A l e kiedyś, również i dla n i c h

go miast. W pejzażu meksykańskim, t y m d a w n y m ,

zabraknie miejsca na ścianie w keściele.

oczywiście kościół odnajdziemy, lecz ratusza nie. C h y ­

1

Zatem, m i m o wielkiej odległości w przestrzeni,

ba że za jego e k w i w a l e n t uzna się w n i e p o z o r n y m d o ­

dzielących katolików różnic w tradycji k u l t u r o w e j , h i ­

m u , j a k i c h w mieście wiele, areszt, albo - też z czasem

storii najnowszej, osobliwie i c h świat doznań, przeżyć

- w miarę przyzwoite budowle więzienia.

religijnych może być bardzo podobny, chociaż wyraża­
ny n i e j e d n a k o w o . I można na koniec

tych

uwag'
stwierdzić, m i m o n i e p r a w d o p o d o b n y c h przeobrażeń
o d X V I I I w i e k u na wszelkich p o z i o m a c h życia ludz­

Dziękczynne w o t a z p o w o d u wyładowań atmosferycznych i skutków, jakie mogą one powodować, to
iście europejska specjalność. I n n y m n a c j o m raczej nie­
znana i pewnie niedostępna.

kiego, t u i t a m , że w duszach katolików i chyba nie
t y l k o , t r w a stała ufność, wiara. W Bardzie p o n a d sto

•

lat t e m u ktoś przez płot przechodził i . . . szczęśliwie.

Istota przeżyć m i r a k u l a r n y c h się nie zmieniła. Przez

W W a r c i e już w naszych czasach pewna starsza n i e ­

ponad 300 lat powtarza się t e n sam rodzaj ufności, m o ­

wiasta jadła kaczkę. Mogła się udławić c i e n k ą k o ­

że już nie tak powszechny jak niegdyś. Zmieniły się je­

steczką tego ptaka, lecz wezwany n a p o m o c bł. Rafał

dynie realia. Pojawiły się nowe choroby i zagrożenia.

z Proszowic interweniował, do udławienia „nie d o ­

W Polsce problemy alkoholizmu, w M e k s y k u , a raczej

szło". W t y m s a m y m czasie pewnej zacnej M e k s y k a n -

w U S A bandytyzmu. Pewnie i one są już obecne w kra­

ce z s y n k i e m udało się przejść szczęśliwie przez tory

j u , w skrytych - jak w Warcie - wyznaniach w i e r n y c h .

kolejowe, zdążyła wezwać na p o m o c swoją Panienkę

U nas sztuka malarstwa w o t y w n e g o wygasła już przy

z Jose de los Lagos.

końcu X I X w i e k u . W M e k s y k u rozwija się do tej pory.

162

�Jacek Olędzki • S A N K T U A R I U M MARYJNE W BARDZIE ŚLĄSKIM

Dlatego w porównaniach stylu, fotmy, wystąpią różni­

kanonika oznaczone również analogicznym jak na obrazie

ce. Nasze d o k u m e n t y uniesień m i t a k u l a t n y c h są ro­

herbem i monogramem, na

którym ukryta była

data jego

dzajem naśladownictwa dzieł epoki. A więc są w y m u ­

śmierci:

sądzić,

wyznacza

skane, olejne, statannie malowane lasetunkowo. C h o ­

termin a quo powstania owego

ciaż nie we wszystkich ośrodkach. Meksykańskie reta-

1508.

Cornelius

Należałoby
Mueller,

że data ta

malowidła.

który opublikował

blos z lat sześćdziesiątych-dziewięćdziesiątych X X wie­

stwa XVI wieku na Śląsku,

k u , powstały ptzy użyciu nowej fatby, akrylu, farby

oddziaływania

w o d n e j , ale krzepnącej jak olejna i ttwałej. Najważ­

czym mianem: „Mistrz kręgu Cranacha

niejsze, nie ma w n i c h śladu jakichś prób naśladownic­

Pewne cechy stylu weimarskiego

t w a w i e l k i c h dzieł, są spontaniczne, zamaszyste, p r o ­

zwłaszcza

stota i szczerość z nią związana tzuca się w oczy, jak

pokutującym

Łukasza

w głównej

krucyfiksu,

esowatym udrapowaniem

do którego

a także

przewiązanego

go za nim św. Jana Ewangelistę,

klęczącym,
z

typowym,

na węzeł

polecany przez

a całość zamykają

reliefowo opracowane pozłacane

zwieńczeń

cji d a l e k i c h o d sztuki n a i w n e j , bliskiej l u d o w e j . C h o ­

ślinną pucołowaty

tryptykowych.
aniołek

miastem i górami,

do tradycji

orna­

masu/erkourych

Pod tą ornamentalną
dmie w

klę­
stojące­

w tle roztacza się rozle­

pejzaż, Z kościołem,

włącza kultutę religijną Polski do europejskich trady­

periso-

wiarygodnością

gły, „romantyczny"

menty roślinne nawiązujące

W Bardzie przekonuje nas o t y m jeden obraz, który

r."

znaleźć,

przedstawieniu

modli się anachoreta,

czy w prawym dolnym narożniku,

podboju.

w

w

robo­

1508

mistrza można

nium. Kanonik oddany z portretową

n y m znacznie wcześniej i nie w w y n i k u

z około

postaci kompozycji:

św. Hieronimie,

w tęcznie pisanych na karteluszkach papietu relacjach

U nas chrześcijaństwo stało się f a k t e m historycz­

kręgiem

Cranacha starszego i określa

o cudzie.

Dzieje wszelako zasadniczo odmienne

katalog malar­

łączy ów zabytek z

wicią

ro­

trąbę.

dzi o obraz również wotywny, jednakże związany nie

•

z m a l a t s t w e m domorosłym czy nawet c e c h o w y m . Tak
oto o t y m obrazie pisze Tadeusz C h r z a n o w s k i , w przy­
taczanej już pracy (s. 108-113):
Muzeum. Oczywiście
w naszym przeglądzie
niezbędne

znajdujących

jest zasygnalizowanie

tym scharakteryzowanie

Bardo to miejsce pogranicza między Śląskiem, Cze­

nie sposób

omówić

się tu eksponatów,
najcenniejszych,

pewnych

z XVIII

zabytek to bardzo

piękny

obraz

oznaczonego

ten znajdował

się przed wojną

lifornię. Skala t y c h pogranicznych związków jest oczy­
wiście i n n a . Takie pogranicza sprzyjają więziom mię­

obrazy

w. (około dwudziestu).

JO] kanonika

tuaria M e k s y k u , które łączą obszary o d Teksasu po Ka­

ale

a poza

zespołów.

W dziedzinie malarstwa przeważają
zwłaszcza

c h a m i , M o r a w a m i , ziemią lubuską, podobnie jak sank­

szczegółowo

Jedyny

wotywny

monogramem

starszy

mienności religijnej. Poprzez owe więzi kształtuje się

[podkr.

bogactwo i rozmaitość oryginalnych faktów k u l t u r o ­

Obraz

w y c h . Przestrzeń ludzkiego bytowania była i pozosta­

Głogowie,

nie do końca c z y n n i k i e m przyjaznym, chociaż nie za­

„LG".

w kolegiacie w

dzyludzkim, szczególnie jeśli nie dzielą i c h bariery o d ­

barokowe,

każ­

wsze zbawiennym. N a t o m i a s t , czy praktyka kompara-

dym razie dobrze się stało, że nie pozostał w kościele, dla

tystyczna wspierana p r a w e m k o n w e r g e n c j i jest dzisiaj

a kiedy przeniesiono go do Barda, trudno ustalić. W
którego

był przeznaczony,

wypaleniu w czasie działań

bowiem ten uległ
wojennych,

metodologicznie w poznawaniu i

całkowitemu

więc ocalony

Datowanie

kultur

dacz statej daty - ptzywiązalem się do niej dosyć ser­

bytek tym bardziej raduje oczy.

decznie.

owej kompozycji jest o tyle łatwe, że inwen­

tarz Lutscha wymienia w kolegiacie w Głogowie

rozumieniu

słuszna, t t u d n o jest powiedzieć, poza t y m że - jako ba­

za­

epitafium

163

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6035" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6015">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4dfc284856185d5218611c3c8d422c20.pdf</src>
        <authentication>fdb287938f99181b3c0bc2d41c2e8f2f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72014">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2872</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72015">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72016">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2677</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72017">
                <text>Meksyk. Współczesna świadomość mirakularna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72018">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.164-171</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72019">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72020">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72021">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72022">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72023">
                <text>Jacek Olędzki • MEKSYK. WSPÓŁCZESNA Ś W I A D O M O Ś Ć M I R A K U L A R N A

młodzieńczym o nakazie drążenia prawdy naukowej.
Podobne

JACEK

odczucia rodzą się w czasie myszkowania

w szczelinach k a m i e n n y c h suburganów Buriacji, M o n ­

OLĘDZKI

golii, Tybetu, N e p a l u . W szczelinach tych ukryto thanki...

Szperanie w archiwach kościelnych, w których są

nieraz notowane intencje składanych wotów, również
ociera się o grzech naruszania czyjejś prywatności. Jed­

Meksyk* Współczesna
świadomość mirakulama

nakże władze kościelne nie bronią przed t a k i m postępo­
w a n i e m . Najważniejsze, że przeważająca część ogrom­
nej ilości wotów w k a t o l i c k i c h sanktuariach świata jaw­
nie głosi treść swych próśb czy dziękczynień. Retablosy
z M e k s y k u należą do t a k i c h właśnie wotów.

Retablos

P

ośród różnorodnych, chrześcijańskich

obrząd­

Współczesne retablos meksykańskie, tak jak europej-

ków i p r a k t y k religijnych oryginalną własnościąi

skie malarstwo z X V I I - X V I I I i z początków X I X w i e k u ,

katolicyzmu na świecie, niedzieloną z prawosła­

ukazują i d o d a t k o w o opisują k o n k r e t n e zdarzenie m i -

w i e m , kościołami autokefalicznymi oraz z w y z n a n i a mi i

rakularne, nie sprawdzane przez jakąkolwiek światłą,

p r o t e s t a n c k i m i , są w o t a . ex vota, w M e k s y k u nazywa­

oficjalną komisję kościelną, lecz jedynie uznane przez

ne retablos, l . p . retablo. Tablo, w hiszpańskim oznaczai

określoną osobę czy osoby za cudowne. A inaczej mó­

ołtarz. Retablo, w w o l n y m tłumaczeniu określa o b i e k t

wiąc - za interwencje o znamionach cudowności w sy­

sakralny, znajdujący się w kościele za ołtarzem.

tuacjach zagrożenia życia, wolności, zdrowia jednej

W o t a stanowią niezwykle sugestywny element wy­

z czczonych osób boskich w środkowo-zachodniej czę­

stroju miejsca w kościele, cieszącego się wśród wier­

ści M e k s y k u . Najpopularniejszymi postaciami są Prze­

n y c h szczególnym rodzajem adoracji: miejsca opro­

najświętsza Panna M a r i a z San Juan de los Lagos, Pan­

mienionego cudownymi

łaskami. C u d a m i słynące

na M a r i a z Talpa, Panna M a r i a z Zapopan oraz Jezus

sanktuaria maryjne i jezusowe, czy też związane z k u l ­

Ukrzyżowany - Pan Miłosierdzia w Jalisco, Pan z Sau-

t e m świętych, w M e k s y k u - świętych Michała i M a r ­

cito w San Luis Potosi, Pan K o n k w i s t y D u c h o w e j

cina, to skarbnice wotów. W i n n y c h religiach świato­

w Guanajuato czy Dzieciątko Jezus ( N i n o ) z A t o c h a

w y c h jakiś zbliżony do wotów o d p o w i e d n i k znaleźć

w Zacatecas.

można w judaistycznych kwitlechach,

karteczkach z za­

W

niektórych krajach europejskich obszaru śród­

pisywanymi prośbami i dziękczynieniami, albo - i chy­

ziemnomorskiego, szczególnie we Włoszech, obrazy w o ­

ba w najszerszym zakresie - w b u d d y j s k i c h tkankach,

tywne zastąpiono w najnowszych czasach fotografiami.

obrazkach czczonych postaci, i treści, w szarfach i c h u ­

Dotyczy to przede wszystkim odbieranych przez wier­

stach z w y d r u k o w a n y m i m o d l i t w a m i oraz w listach,

n y c h jako cudowne zdarzenia tych tragicznych kolizji

głównie k o m e m o r a t y w n y c h n a k l e j a n y c h na b ę b n a c hL

samochodowych, które nie skończyły się o f i a r a m i

m o d l i t e w n y c h . Buddyjskie klasztory, święte góry, szla­

śmiertelnymi podróżnych. Przykładem tej par excellence

k i pielgrzymek buddystów obfitują w owe świadectwa[
wiary. Wszelako, pod względem jawności, nieskrępo­

niego w j e d n y m z kościołów M e d i o l a n u . Niezliczone fo-

wanej otwartości, na koniec - zobrazowania środkamiL
malarskimi czy rzeźbiarskimi k o m u n i k a t u - tylko ka­

wyszli żywi, otaczają na ołtarzu obraz świętego. Podob-

tolickie w o t a należą do praktyk religijnych w całymL
tego słowa znaczeniu, j e d y n y c h , wyjątkowych. D l a ba­

w M e k s y k u . A l e w t y m drugim przypadku fakty jak naj­

dacza interesującego się postawami w i e r n y c h , i c h tro­

bardziej aktualnej codzienności wciąż znajdują swoją

skami, pragnieniami czy w pełni zindywidualizowany­

dokumentacje w malarskich przekazach. U nas wypar­

m i zdarzeniami, jakie spotkały w życiu fundatorów,

te zostały przez teksty na k a r t k a c h składanych do spe­

ofiarodawców sakralnych wyznań, w o t a są prawdzi­

cjalnych schowków w kościele względnie przez tabliczki

w y m rarytasem poznawczym. Postrzegł to już przed b l i ­

metalowe z wygrawerowanymi napisami.

sko stuleciem w i e l k i V a n Gennep. Kwitlechy

czy than-

ki spowija jeśli nie pełna tajemnica samych i n t e n c j i , to
i
tajemnica częściowa, związana z tabu przeglądania zło­
żonych przekazów w miejscach k u l t u .

tografie roztrzaskanych samochodów, z których ludzie
n y c h f o r m k u l t u nie notujemy a n i w Polsce, ani też

W sanktuariach m a r y j n y c h i jezusowych w Meksyk u królują, jak przed w i e k a m i , dosyć n a i w n e , wzrusza­
jące m a l u n k i na blasze, zawsze opatrzone napisem adoracyjnym i objaśniającym zdarzenie. Z reguły każde retablo posiada wyobrażenie czczonej postaci, do której

Przeglądając, a następnie publikując treść chasydz­
k i c h kwitlechów,

współczesności wotywnej jest sanktuarium św. A n t o ­

skierowane zostało dziękczynienie czy prośba.

adresowanych do sławnego cadyka E l i -

melecha z Leżajska, miałem świadomość świętokradz­

Może ktoś powiedzieć - po jakie licho (brak m i lep­

twa, chociaż usprawiedliwionego w m y m m n i e m a n i u

szego określenia) zawracać sobie głowę o w y m i naiwny-

164

�lacek Olędzki • MEKSYK. WSPÓŁCZESNA Ś W I A D O M O Ś Ć M I R A K U L A R N A

m i m a l u n k a m i , jakimiś niezbyt „dojrzałymi" wyznania­

surowiej pottaktowaliby owe cuda, dodając przymiotnik

m i wiary w kraju słynącym z zapierających dech świą­

wątpliwe, albo domniemane czy niesprawdzone! Zatem

tyń, czyli twórczych

prze tworzeń wzorców

sam już tytuł pięknie wydanej książki, papier kredowy,

hiszpańskiego renesansu i baroku. Mało tego, obecno­

barwne ilustracje, mapka, tabele, budzi zdecydowanie

ści jedynych na świecie m o n u m e n t a l n y c h murale na

pogodne uznanie. I dodać należy, że ów tytuł nie m a

rodzimych

gmachach publicznych, mających najszczytniejsze prze-

ani na płóciennej okładce, a n i w stylistyce obwoluty nic

słanie kteowania tożsamości narodowej. N a to i podob­

z chwytliwych,

ne zasttzeżenie odpowiadam o d razu i z prawdziwą przy­

pierwszy tzut oka widać, że praca dwóch autorów, zwią­

jemnością. Otóż nie murale, ale owe skromne, naiwne

zanych z I n s t y t u t e m Studiów Socjologicznych U n i w e r -

retabhs kryją w sobie głębokie i - co jest batdzo ważne

sytetu w Guadalajara, to ptaca solidna, naukowa. Książ­

t a n i c h sensacji. Ptzeciwnie, już

na

- powszechne stany ducha, życiowe ttoski, społeczne

kę rekomenduje w słowie wstępnym dyrektot I n s t y t u t u

aspiracje czy, już na koniec, szczere wyobrażenia religij­

dr M a n u e l Rodriguez Lapuente.

ne, jak również towatzyszące i m emocje. Wydaje się, że
pewien rodzaj wotów, w t y m również meksykańskich re­

•

tabhs, p o d względem zawattych w n i c h treści porównać
można do strzeżonych tajemnicą wyznań n a spowiedzi
świętej, któte są znane tylko kapłanowi. Ponieważ owa
tajemnica spowiedzi uniemożliwia poznanie stanów d u ­
cha umysłu

reprezentantów

Pogranicze w każdym rejonie współczesnego i daw­
nego świata było jest spotkaniem się odtębnych syste­
mów wartościowania. O w e odtębności, służące u t r w a ­

określonych społeczności

l a n i u i pielęgnowaniu zbiorowej tożsamości, obejmo­

wiernych, pozostają i c h wyznania ujawniane oficjalnie

wać mogą zachowania czy upodobania całkiem błahe,

w ptzekazach w o t y w n y c h .

jak tównież zasadnicze, odnoszące się do kardynal­
n y c h pragnień, t a k i c h j a k poczucie bezpieczeństwa,
umiłowanie wolności, wiara i ufność w stosunku do

•

czczonych z n a m i o n Boga. U nas jakimś o d p o w i e d n i ­
k i e m Miracles

N i e b a w e m , jak Pan Bóg pozwoli i zgodzą się Wszy­

on the Border, było na wschodniej rubie-

scy Święci, upłynie pełne półwiecze, odkąd zajmuję się

ży s a n k t u a t i u m wileńskie Osttej B t a m y czy

problematyką wotywną w Europie, a w Polsce przede

maryjne w K o d n i u , a na południowym zachodzie, ślą­

również

wszystkim. Ponieważ nie jestem amerykanistą, będę

skie Wambierzyce. To ostatnie do dzisiaj wiąże Pola­

korzystał z pomocy z n a k o m i t y c h znawców A m e r y k i

ków z Czechami i N i e m c a m i . W ptzypadku s a n k t u ­

Łacińskiej, przede wszystkim p a n i d i Bogumiły Lisoc-

ariów meksykańskich więzi — zgodnie z miarą odległo­

kiej-Jaegermann otaz pana ptof. Jerzego Makowskiego.

ści amerykańskich - sięgają odległego stanu Ilinois,

A l e nie ttzeba znać odległego k o n t y n e n t u z autopsji,

samego Chicago albo bliżej, takiego kolosa, j a k i m jest

mają swoje

Los Angeles. Mówiąc krótko, pogtanicza sptzyjają c u ­

swoiste osadzenie społeczno-kultutowe, któremu t o ­

d o m , wyosttzają i c h sens w życiu ludzi, nadają i m swo­

warzyszy dramat, nieznany z Europy i chyba również

isty k o l o r y t . Z reguły nie jest o n łagodny, lecz często

aby wiedzieć, że meksykańskie retablos

z i n n y c h stron świata. C h o d z i oczywiście o graniczenie

drapieżny, b t u t a l n y bezwzględny. Można się o t y m

M e k s y k u z j e d y n y m rzeczywistym supetmocatstwem,

ptzekonać pattząc na niektóre wyobrażenia zdarzeń

z U S A . Fakt t e n pojawia się bodaj w każdym z meksy­

c u d o w n y c h , przedstawionych n a retablos ( I I . 1-3).

kańskich retablos, jakie powstały w m i n i o n y m stuleciu,

Sanktuaria

a które dalej postaram się szerzej przedstawić.

Cuda

Stosunkowo obszerną część swej pracy (s. 45-66)
autotzy poświęcili omówieniu dziejów miejsc k u l t u
wotywnego w

Podstawą źródłową mego szkicu są obszerne dane,
pochodzące z dzieła Miracles
Mexican

Migrants

rejonach

M e k s y k u . Najstarsze

on the Border. Retablos of

środkowego

i zarazem

zachodniego

najpopularniejsze

ośrodki pojawiają się już w drugiej połowie X V I w i e k u .

to die United States. A u t o t z y - Jotge

D u r a n d , Douglas S. Massey. Wydawcą tego i m p o n u ­

Rozkwit t y c h miejsc k u l t u , podobnie jak w Europie,

j ą c e g o o p t a c o w a n i a , jakiego

pozazdrościć

przypada na w i e k X V I I I , czasy k o n t n e f o r m a c j i . K u l t y

M e k s y k o w i niejeden kraj europejski, mający starsze

w o t y w n e są b o w i e m nieodłącznym elementem o c h r o ­

mógłby

i rozleglejsze k u l t y w o t y w n e , jest T h e U n i v e t s i t y o f

ny kościoła rzymskokatolickiego przed wpływami r u ­

A r i z o n a Press, Tucson a n d L o n d o n , 1995, ss. 216.

chów reformatorskich. Stanowią szczególnie m o c n ą
gwarancję zjednywania sobie szerokich rzeszy wier­

Tytuł omawianego dzieła to Cuda pogranicza. Takie­
kraju

n y c h . Odnoszą się zawsze do żywych w każdym m i e j ­

żadne z szanujących się wydawnictw nie mogłoby zaak­

scu stałych trosk i pragnień, p o d o b n y c h kwestii zwią­

ceptować. Świeccy recenzenci dodaliby łagodzące dwa

zanych z losem ziemskim człowieka.

go

tytułu

w

naszym

wybitnie

katolickim

słowa, zdarzenia o charakterze ( c u d o w n y m ) . Natomiast

N a podstawie szczególowego rozpoznania k i l k u ty­

recenzenci konfesyjni, a więc z tytułem księdza, jeszcze

sięcy retablos mogli autotzy ustalić hierarchię ośrodków

165

�Jacek Olędzki • MEKSYK. WSPÓŁCZESNA Ś W I A D O M O Ś Ć M I R A K U L A R N A

k u l t o w y c h w M e k s y k u . Przyjęli podział na sanktuaria

grantów. Należą d o n i c h napady r a b u n k o w e , wciele­

maryjne, jezusowe i związane z postaciami czczonych

nie d o wojska wysianie na wojnę w K o r e i i W i e t n a m i e .

świętych. W zamieszczonej tabeli ( 5 . 1 . s. 69) poznaje­

D o grupy t y c h nieszczęść zaliczyć również

m y ujęte w procentach ustalone przez autorów rozmia­

szczególne w y p a d k i przy pracy i oczywiście kłopoty

ry popularności poszczególnych ośrodków. Różnice są

związane z nielegalnym przekraczaniem granicy.

nieraz bardzo znaczne. N a pierwszym miejscu znajduje

Zwraca uwagę przewaga retablos

się k u l t Przenajświętszej Panny M a r i i z San Juan de los

można

dziękczynnych.

Doliczyłem się t y l k o jednego retablo proszalnego. D o ­

Lagos (49,6 % ) . Zamyka ową tabelę piętnastu ośrod­

tyczy o n o prośby o u w o l n i e n i e z więzienia. W a r t o za­

ków k u l t św. Tadeusza Judy (0,8 % ) . Wydaje się, że ze­

znaczyć, że w o t a proszalne są zazwyczaj obecne głów­

stawienie w Polsce popularności sanktuariów również

nie w n i e w i e l k i c h ośrodkach wiejskich. Stanowią w y ­

dostarczyłoby p o d o b n y c h wyników. Zapewne na pierw­

różnik postaw religijnych środowiska chłopskiego. D o ­

szym miejscu plasowałyby się k u l t y maryjne, a czczony

tyczą p o d s t a w o w y c h spraw związanych z gospodarką

w kościele Świętego Krzyża w Warszawie św. Tadeusz

rolną czy hodowlaną. W o m a w i a n y m zbiorze retablos

Juda, prawie nieznany w i n n y c h częściach k r a j u , znala­

emigrantów t a k i c h tteści nie odnajdujemy. Podobnie

złby się na końcu l u b przy końcu zestawienia. W k o n ­

nie natrafiamy na jakieś przykłady k u l t u w o t y w n e g o

tekście podobieństw między k i e r u n k a m i

wykorzystującego ustalone powtarzające się symbole,

religijności

ukształtowanej w M e k s y k u i Polsce w a r t o nadmienić,

takie na przykład jak serca gorejące, dłonie czy oczy.

że w j e d n y m i d r u g i m obszarze p a t r o n e m spraw ucho­

Jawność i n t e n c j i retablos, nieraz wprost demonstra­

dzących za nierokujące nadziei, szczególnie ciężkie jest

cyjna otwartość podziękowań to niezwykle charaktery­

właśnie św. Tadeusz Juda, a nie jak w Bawarii i niektó­

styczna cecha meksykańskich kultów w o t y w n y c h . A u ­

r y c h rejonach Francji - św. Leonard.

torzy Miracles on the Border, wyliczyli zaledwie 3,2 % re­

W k o l e j n y m zestawieniu (5.2, s. 71) autorzy ustali­

tablos, niemających ustalonych ( w i a d o m y c h czy całko­

l i w p r o c e n t a c h rodzaje i n t e n c j i zawartych w retablos

wicie jawnych) podziękowań. W o m a w i a n y m opraco­

emigrantów meksykańskich d o Stanów

w a n i u nie mówi się o t y m fakcie. Wszelako dla znają­

Zjednoczo­

n y c h . Podobnie jak w poprzedniej tabeli uszczegóło­

cego charakter

wioną analizą objętych zostało 124 retablos. O t o sie­

w Europie jest t o niezwykle ważny szczegół. Prawdopo­

d e m grup p r o b l e m o w y c h , jakie wyróżnione

zostały

dobnie ma o n związek z jednej strony z samą niezwykłą

w tej analizie: wyprawianie się w podróż (14,5 % ) ,

dramaturgią emigracji Meksykanów do U S A , a z d r u ­

w t y m przekraczanie granicy (8,9 % ) ; znalezienie wła­

giej - jak się wydaje - cechami osobowymi samych

ściwej drogi (4,0 % ) ; w t y m , znalezienie zatrudnienia

emigrantów, i c h nieskrępowaną szczerością.

(1,6
(14,6
(6,5

%)

i zbłądzenie

(2,4

kultów w o t y w n y c h

występujących

% ) , p r o b l e m y prawne

% ) , w t y m nieuporządkowane
% ) ; sprawy z d r o w o t n e (24,2

Oblicza emigracji

dokumenty

%),

choroba

(17,7 % ) , operacje w szpitalu (6,5 % ) ; pobyt w U S A

Emigranci tak w Europie, jak i w A m e r y c e , nie na­

(21,8 % ) , w t y m w o j n a , wcielenie do a r m i i amerykań­

leżą do przeciętnych statystycznie reprezentantów da­

skiej (5,7 % ) ; w y p a d k i przy pracy (4,0 % ) , w y p a d k i

nej zbiorowości. Chociaż zdarza się, że ubóstwo, cięż­

drogowe (9,7 % ) , zbrodnia (0,8 % ) ; sukces (1,6 % ) ,

kie w a r u n k i bytowe mogą wpływać na masową wę­

powrót d o d o m u (17,7 % ) , wdzięczność emigrantów

drówkę w i e l k i c h grup emigrantów, podejmujących ry­

(5,6 % ) , wdzięczność k r e w n y c h (12,1 % ) , cuda nie­

zyko opuszczenia s t r o n r o d z i n n y c h „za chlebem". Ta­

określone (3,2 % ) .

kie zjawisko można było obserwować p o d koniec X I X

W świetle d a n y c h zawartych w przedstawionej ta­

i na początku X X w i e k u w masowej emigracji najuboż­

beli nabiera nowego blasku stare łacińskie powiedze­

szej ludności chłopskiej z Polski do N i e m i e c (Saksonii,

nie: afflicatio facit religiosos (utrapienia czynią ludzi re­

wyjazd „na saksy"), Francji, a także do Stanów Zjed­

l i g i j n y m i ) . U t r a p i e n i a zaś każdej emigracji to nagro­

noczonych. E m i g r a n c i polscy na Zachód w okresie

madzenie n i e p r z e w i d y w a l n y c h często niepowodzeń.

międzywojennym to już i n n a reprezentacja społeczna.

Najliczniejsze w przypadku meksykańskim łączą się ze

Uległa ona dalszej zmianie z m o m e n t e m w y b u c h u

zdrowiem 24,2 % . N a d r u g i m miejscu znajdują się roz­

wojny, a po w o j n i e w k o l e j n y c h falach, między i n n y m i

maite kłopoty związane z p o b y t e m w U S A 21,8

%.

do U S A można było obserwować wyraźny proces se­

Osobne całkiem miejsce zajmują problemy prawne,

lekcji, prowadzącej d o pojawienia się osób z wyższym

14,6 %. Powrót do d o m u to przerwanie łańcucha nie­

wykształceniem, a nawet wyjątkowych, pisarzy, arty­

szczęść... Zadowolenie z tego p o w o d u wyraża dosyć

stów (Kosiński, T y r m a n d , Głowacki, Sawka, Olbiński

pokaźna liczba retablos 17,7 % !

i w i e l u i n n y c h ) . Znalezienie się na stałe p o 1939 r o k u
w A r g e n t y n i e W i t o l d a Gombrowicza można uznać za

Zamieszczonych w książce 40 b a r w n y c h fotografii

rodzaj signum temporis emigracji Polaków do A m e r y k i .

retablos pozwala dokonać prostszego podziału utrapień
emigrantów. Połowa z n i c h dotyczy nieszczęść związa­

Z pracy J. D u r a n d a i D . S. Masseya nie dowiaduje­

n y c h ze zdrowiem!, druga połowa wiąże się ściśle

my się więcej, niż może wynikać na temat emigracji

z osobliwymi w y p a d k a m i , jakie spotkały w U S A e m i ­

z analizy retablos. W y p a d a m n i e m a ć , że uwiecznieni

166

�Jacek Olędzki * MEKSYK. WSPÓŁCZESNA Ś W I A D O M O Ś Ć M I R A K U L A R N A

I I . 3. R e t a b l o dziękczynne za ujście z życiem z n a p a d u z bronią złożone Panu de la M i c e r i c o r d i a przez Jesusa Gomeza
w 1961
I I . 4. R e t a b l o dziękczynne złożone Przenajświętszemu Panu de la M i l a g r o s przez Francisca T r u j i l i o w 1976.
W y m i a r y 19,5 x 25 c m .
11. 5. M i l a g r i t o , c u d e ń k a , u góry la V i r g e n de C o p a c a b a n a w kręgu o t a c z a j ą c y m na którym można wyróżnić rozliczne sym­
boliczne wyobrażenia, z l e w e j : 6 l a m , gwiazda, k o n d o r , księżyc, k o g u t , k l u c z , k o b i e t a i mężczyzna trzymający się za
ręce w d a w n y c h s t r o j a c h i i n n e , Peru. W y m . 5 x 8 c m . Wyobrażenie osła oraz k o b i e t y klęczącej w długiej s u k n i .
О а х а с а M e k s y k . W y m . 1,8 x 2 x 2 c m . 1,2 x 2,2 c m . Ze zbiorów Bogumiły L i s o c k i e j Jaegermann

167

�Jacek Olędzki • MEKSYK. WSPÓŁCZESNA Ś W I A D O M O Ś Ć M I R A K U L A R N A

И. 1 . Retablo dziękczynne za szczęśliwe przekroczenie granicy złożone Pannie z San Juan przez M . Esther Tapia P i c o n
I I . 2. R e t a b l o proszalne o u w o l n i e n i e z więzienia w U S A złożone Panu de la C o n q u i s t a przez Juan Jose Sanchez

168

�Jacek Olędzki • MEKSYK. WSPÓŁCZESNA Ś W I A D O M O Ś Ć M I R A K U L A R N A

w meksykańskich w o t a c h emigranci to przedstawicie­

wania do U S A , krainy o d m i a n y swego życia, to głów­

le reprezentacji plebejskiej, chociaż niekoniecznie

-

ne podłoże pojawiania się retablos, wyróżniających się

jak w przypadku pierwszych p o l s k i c h emigrantów do

wotów spośród ogromnej i c h ilości i o d m i a n w rozma­

A m e r y k i - cierpiący niedostatek chłopi. Wydaje się,

i t y c h ośrodkach k u l t o w y c h na świecie.

że w i e l u z emigrantów z M e k s y k u do Teksasu, Ilinois

N i m poznamy zamieszczane w retablos teksty, przy­

czy K a l i f o r n i i to szczególny rodzaj osób ważących się

pomnijmy, że w o t a są probierzem prawdy. Podobnie -

na podjęcie ryzyka opuszczenia ojczyzny nie tyle z p o ­

0 czym mówiłem na wstępie - j a k spowiedź święta d o ­

wodów wyłącznie m a t e r i a l n y c h , co losowych. Mówiąc

starczają wiadomości niezwykłych. Teksty w o t y w n e

szerzej, t a k i c h losowych, w których zrodziło się m o c n e

stanowią źródło wiadomości, których nie zastąpi n a j ­

pragnienie zmiany warunków

się

lepsza ankieta, a n i też zapis treści najdojrzalszej roz­

z szarej codzienności czy też pospolitych kłopotów

mowy. W o t u m jest też trwałym d o k u m e n t e m , j e d y n y m

z nią związanych.

swego rodzaju. U j a w n i a fakty w akcie wiary w c u d ,

A u t o r z y przedstawiają

życia, w y r w a n i a

n a m kolejną

tabelę

we wzniosłym wyznaniu dziękczynienia czy prośby.

5,3

w której sumiennie zestawione zostały dla okresów

W i a r a w c u d , niezwykłą interwencję osoby boskiej, to

1900-39. 1940-64, 1965-79, 1980-93 dane dotyczące

przedmiot w o t y w n y c h wyznań. Wyznawca, najszcze-

płci emigrantów, rejonów emigracji oraz n a p o t k a n y c h

rzej j a k potrafi, wiarę tę podaje d o publicznej wiado­

na obczyźnie kłopotów. W pierwszym okresie emigra­

mości. C y b o r i u m ołtarza, część za mensą, b l a t e m

c j i nie występują owe zasadnicze problemy związane ze

ofiarnym, to miejsce dla retablos. Poprzedzały je w h i ­

z d r o w i e m ! . W największym nasileniu (41,2%) poja­

storii rozwijających się f o r m k u l t u obrazy świętych,

wiają się w l a t a c h 1940-64- W następnych d w u okre­

santos, f u n d o w a n e dla kościoła przez zamożnych para­

sach maleją. N a t o m i a s t w pierwszym okresie emigracji

fian. Retablos m a j ą swoich fundatorów w reprezentacji

największe problemy (36,3%) wiązały się z samym ak­

zasadniczo o d m i e n n e j osób niezamożnych, najczęściej

t e m przekroczenia granicy! Problemy te zwiększyły się

ciężko w swym losie doświadczonych. I c h f o r m a ma­

(39,1%) w latach 1965-79, a w o s t a t n i m p o z n a n y m

larska bywa niezdarna, rozbrajająco szczera, aż naiw­
na. A l e nie ma w niej śladów wpływów wzorców ko­

okresie zmalały do 8,3%(?).

m i k s o w y c h czy zaczerpniętych

Poza o s t a t n i m okresem, kiedy wśród emigrantów

z reklam. Ujmując

rzecz ogólnie, mają retablos swoją autonomiczną for­

przeważają mężczyźni (stosunek 66,7%:33,3%), w po­

mułę przekazu. Przypomina ona sposób obrazowania

zostałych latach proporcje między płcią emigrujących

spotykany w w o t a c h malarskich pochodzących z Euro­

są wyrównane.

py, Bawarii, Węgier czy Słowacji. I nie w y n i k a t o za­

Z r u b r y k i dotyczącej kierunków emigracji do Sta­

pewne z jakichś zapożyczeń, lecz podobieństwa postaw

nów oraz z następnej tabeli poszerzonej o dane na te­

w p o j m o w a n i u c u d u jako bezpośredniej i n t e r w e n c j i

m a t pochodzenia emigrantów dowiadujemy się, że

osób czczonych w ziemskie sprawy wierzących.

przeważająca i c h liczba (29,0%) pochodziła z górzyste­
go obszaru centralnie położonego Guanajuato. N a t o ­

Inskrypcje zamieszczane na płytkach blaszanych re­

miast k i e r u n k i emigracji zmieniały się. W latach 1940-

tablos mówią często więcej niż uczone wywody k o m e n ­

64 preferowano Kalifornię (26,5%) i t e r y t o r i u m przy­

tatorów tej szczególnej postaci k u l t u religijnego. A u t o ­

graniczne (20,6%), które w o s t a t n i m okresie 1980-93

rzy Miracles...

było nawiedzane najsłabiej. Podobnie, znacznie zmala­

stów umieścili w swej książce przy każdej reprodukcji re­

ło zainteresowanie Kalifornią. D o Teksasu emigrowano

tablo angielską i poprawną hiszpańską wersję odczyta­

najliczniej (21,7%) tylko w latach 1965-79.

świadomi w pełni znaczenia o w y c h tek­

nego napisu. Rozpocznę prezentację wybranych t u tek­
stów o d wspomnianej jedynej prośby. W i d n i e j e ona p o d

Ostatnia tabela 5.5 uszczegóławia terytorialne roz­
proszenie w Stanach w y m i e n i o n y c h już wcześniej pro­

malowidłem ukazującym na czarnym tle (!) mężczyznę

blemów nękających emigrantów, które ujawniają z całą

z rozłożonymi rękami, którego przesłaniają pręty odkry­

ostrością zmieszczone w pracy reprodukcje 40 retablos.

tej celi więziennej, tak charakterystycznej dla aresztów
U S A . O b o k tego przedstawienia na błękitnym tle w ob­

Teksty

łokach ukazany został krucyfiks. A oto sama prośba:
Tym retablo proszę
uwolniono

C u d a towarzyszą zazwyczaj odmianie życia, w n a j ­

Guanajuato.

częstszych przypadkach rozważanych w Miracles on the

Pana od Conąuista

mnie w Stanach

aby sprawił,

Zjednoczonych.

San

by

Felipe,

Juan Jose Sancht'z O. 10 października

1990.

znalezienia się poza „zaklętym kręgiem co­

Prezentację czterdziestu r e p r o d u k c j i retablos otwie­

dzienności". A więc w nowej emocjonalnie i również

ra j e d n o z najstarszych, z 1917 r o k u . Przed wyobraże­

d u c h o w o rzeczywistości. Pospolite wówczas zagrożenia

n i e m Najświętszej Panny z San Juan w koronie i cha­

i niepowodzenia, jeśli się kończą pomyślnie, uzyskują

rakterystycznej sukience, jak n p . u naszej M a t k i Bo­

Border,

w świadomości poznawanych z książki Meksykanów

skiej Skępskiej, klęczą ze złożonymi dłońmi chłopiec

m i a n o c u d u . A l e nie mówię o t y m , aby wejść n a ścież­

1 kobieta.

kę jakiejś psychologizującej próby określenia i n t r y g u ­

24 stycznia w miasteczku Darginfilio

jącego zjawiska religijnego. Przeciwnie, f a k t emigro­

Tivurci

169

w Teksasie.

Galego przydarzyło się nieszczęście, idąc

Pani

torami

�Jacek Olędzki • MEKSYK. WSPÓŁCZESNA Ś W I A D O M O Ś Ć M I R A K U L A R N A

kolejowymi,

przechodziłam

przez most trzymając

pamiątkę

za ręką

spełnienia mej prośby dedykuję

to retablo.

Matias

drezyna, nie mogłam

usunąć

Lara. San Luis Potosi. Odręczny napis widnieje w dolnej

się, ani na jedną,

ani na druga stronę, wezwałam

na po­

części przedstawienia, na którym ukazany został wizeru­

moc Najświętszą

Pannę z San Juan. Skończyło

się to nie­

nek Najświętszej Panny, a przed n i m z długą świecą klę­

Chłopca,

wtedy nadjechała

groźnymi potłuczeniami.

Chłopiec

również wyszedł,

padku lekko uderzony, uniknąwszy
dzięce za Wszystko dedykuję

cząca postać zwrócona tyłem do w i d o k u miasta (wyso­

z wy­

nieszczęścia.

W

kie domy, a przed n i m i dwa autobusy).

po­

to retablo.

Dziękuję

W zamieszczonym zbiorze zwracają uwagę dwa po­

cudowną

Świętej Pannie z San Juan de Los Lagos za

opiekę

przy drugiej operacji,

jaką

dziękowania za szczęśliwe przekroczenie granicy. Jed­

w szpitalu w Los Angeles 9 dnia października

n o z n i c h , ze szczególnej urody malowidłem znalazło

ra zawiodła

mnie do bram śmierci,

przeszłam
1960,

ale ufając

któ­

cudownej

się na obwolucie książki. Podpis nie jest w t y m retablo

Pannie z San Juan odzyskałam

wyodrębniony na oddzielnej powierzchni. W i d n i e j e na

niam w tym retablo. Składam

podziękowanie

tle ukazanego krajobrazu dosyć abstrakcyjnego. Klę­

nie z San Juan. Los Angeles,

California.

czą, trzymając przed sobą świece, dwie postacie - mło­

Maria de la luz Casilłas

dzieńca i kobiety. Ponad n i m i w obłokach ukazany zo­

pisane na szarym tle to podziękowanie znajduje się

stał wizerunek Naszej Pani z San Juan de los Lagos.

u samej góry retablo, o b o k w i z e r u n k u Przenajświętszej

Ponad głową M a t k i Boskiej dwa aniołki unoszą szarfę.

z San Juan p o d złocistymi p r o m i e n i a m i aureoli klęczy

O t o dziękczynienie:

z uniesionymi d o góry rękami kobieta, a przed nią stoi

Nieskończone
gos, że pomogła

i wrócić w

co też

uwiecz­

Świętej

Pan­

Sierpień

1961.

Bardzo starannie na­

z dziećmi.

(to ważny szczegół) trzech chłopców różnego wzrostu.

dzięki naszej Pani z San Juan de los La­
przejść przez granicę

zdrowie,

Za plecami klęczącej ukazany został stół operacyjny

zdrowiu.
2 lu­

z chorą na n i m . Przed stołem w białych k i t l a c h lekarz

Drugie wyznanie dziękczynne za udane przekrocze­

gicznymi i białe krzesło. Przenika z całości niezwykła

Jose Cruz Soria. San Miguel de Alende, Guanjuato.
tego

i dwie pielęgniarki. Z b o k u stolik z narzędziami c h i r u r ­

I960.

dokładność i staranność wykonania tego retablo.

nie granicy jest jeszcze bardziej zwięzłe. Skierowane
jest również do Przenajświętszej Panny z San Juan. D o ­

15 stycznia

1942, kiedy pokłóciłem

tyczy dotarcia do Los Angeles, a pochodzi o d M a r i i Es­

z którymi udawałem

ther Tapia Picon z L e o n w Guanajuato. Natomiast

szedłem od nich i zagłębiłem

się z

przyjaciółmi,

się do pracy w stanie Tamaulipas,

z malarskiego przedstawienia, które w l e w y m rogu

i poprosiłem

wieńczy znany już wizerunek Przenajświętszej Panny

siątej w nocy właściciel

się w las. Natrafiłem

na

o pozwolenie pozostania w nim. Około
zawołał

od­
dom
dzie­

mnie, odnosząc

się do

że zabije mnie.

Znajdu­

z San Juan, poznajemy szczegóły przygody emigrantów.

mnie jak do bandyty. Powiedział,

N a pierwszym planie ukazane zostały trzy osoby: męż­

jąc się w tak ogromnym zagrożeniu,

czyzna i dwie kobiety, klęczący za jakimiś zaroślami.

Panienki z San Juan de los Digos i Świętemu

Przed n i m i piaszczysta przestrzeń granicząca z błękitną,

z Terreros. Juan Luna. Tekst t e n jest na powierzchni re­

poleciłem

się opiece
Marcinowi

zapewne oceanu. Przy krawędzi lądu zaznaczony w i d o k

tablo, i w górnej p a r t i i , i dolnej. Rozdzielają go wyobra­

wieżowców. A l e ponad n i m i widać jeszcze helikopter

żenie P a n i e n k i z San Juan na obłoku, św. M a r c i n a na

kierujący snop światła w stronę u k r y t y c h za krzakiem

k o n i u oraz scenka, na której ukazany został mężczyzna

ludzi. Ponadto, aby już wszystko stanowiło przekaz

stojący przed d r z w i a m i chaty ze strzelbą skierowaną

k o m p l e t n y z ryzyka dotarcia do Los Angeles, na brzegu

w stronę postaci w kapeluszu i z tobołkiem na plecach,

oceanu stoi samochód policyjny, a obok niego dwóch

postaci stojącej p o d drzewem. Całość ujęta w ciem­

policjantów zajętych ożywioną gwałtownymi gestami

n y c h zieleniach, brązach i czerni.

rozmową. Retablo to osobliwe nie jest datowane jak i n ­

28 maja 1929 przydarzyło

ne. Może więc stanowić w swoim przekazie malarskim

mi się nieszczęście.

Porwany przez wodę rzeki Rio Vravo

rodzaj zawsze aktualnego dla meksykańskich emigran­

Znajdując

tów przypomnienia kłopotów związanych z ryzykiem

się w tak wielkim niebezpieczeństwie,

łem z głębi serca Najświętszą

opuszczania ojczyzny w drodze do U S A .

miast przyszedł mi z pomocą
cząc ze straszliwymi

I n n e retablo złożone 29 stycznia 1932 r o k u Przenaj­

Panią z San Juan.

Texas.
wezwa­
Natych­

kolega, który bohatersko

wodami, zdołał mnie wyciągnąć

świętszej Pannie z San Juan dotyczy zdarzenia z 28 ma­

wego na brzeg rzeki. W Podzięce

ja 1929 r o k u . Zdarzeniem t y m było dla D o m i n g o Se-

wystawiam

to retablo na widok publiczny. San

gura szczęśliwe przepłynięcie Rio Grande w długiej

del Rincon.

29 stycznia 1932. Domingo

drodze do San Francisco.

Zostałem

w El Paso,

za ten ewidentny

wal­
ży­
cud

Francisco

Ssgura.

Obrazuje to zdarzenie ujęty w jasnych, słonecznych

Nieszczęścia spotykające emigrantów w U S A d o k u ­

barwach w i d o k rzeki i m o s t u z pięcioma półkolistymi

m e n t u j e wiele retablos. O t o i c h - jak się zdaje - dosyć

przęsłami. Ponad całością wizerunek Przenajświętszej

wyrazisty latynoski k o l o r y t , jeśli nie w samym pisanym

z San Juan. W o d m ę t a c h rzeki widać dwie postacie

wyznaniu, to w m a l a r s k i m zobrazowaniu:

mężczyzn - jedna wynurza się do pasa i wznosi ramio­

J 8 listopada 1919 zgubiłam się w Chicago i poleciłam
Najświętszej

Pannie z San Juan de los Lagos, prosząc,

oświetliła mi drogę, i dziękuję za to, że wysłuchała

na. A druga w jej stronę płynie. Podpis D o m i n g o Ssgu­

się

ra, dekoracyjny, w y k o n a n y żółtą farbą, litery obwie­

aby

dzione d o d a t k o w o czerwoną kreską.

mnie. Na

170

�Jacek Olędzki • MEKSYK. WSPÓŁCZESNA ŚWIADOMOŚĆ M 1 R A K U L A R N A

Syn mój trafił do szpitala w Stanach
go syna zwróciliśmy

się o pomoc do Panny z San

i Panny z Guadalupy

w Meksyku.

dykuję to retabło.

Matka,

de Leon,

samotnego

me­

w odkrytym

samochodzie.

Rzecz się wydarzyła w K a l i f o r n i i w l i p c u 1981 r o k u .

de­

Dziękczynienie za cudowną pomoc skierowane zosta­
ło do Pana Jezusa ukrzyżowanego, El Senor de la Mise-

siostra

1988.

Juanita de Leon. Maj 13,

mężczyznę

Juan

I na tę Okoliczność

Pani Consueło

nie! D w ó c h czarnych kieruje pistolety maszynowe na

Zjednoczonych,

Tam przykuli go do łóżka, związali mu ręce. Z siostrą

ricordia z Jalisco.

To bardzo piękne retablo. Podzielone zostało czer­

Wspomniałem już wcześniej, że niektóre

retablo

w o n y m i r a m k a m i na dwa pola. W pierwszym, na ja­

przypominają malarskie w o t a z Europy. Istnieją jednak

snym tle wypisane zostały kaligraficznie czarnymi lite­

drobne szczegóły, które wyraziście zdradzają p o c h o ­

r a m i i m i o n a . W d r u g i m ukazano dużych rozmiarów

dzenie retablos. I nie są to k o n k r e t n e w i z e r u n k i czczo­

wizerunek Panny z San j u a n adorowanej przez d w a

n y c h postaci w M e k s y k u , ale sposób adoracji i c h przez

aniołki. N a t o m i a s t p o d płaszczem M a d o n n y w samym

kobiety i mężczyzn. Kobiety zawsze klęczą, a mężczyź­

d o l n y m rogu znalazło się przedstawienie łóżka, na któ­

n i t y l k o niekiedy. Przeważnie stoją dostojnie, trzyma­

r y m leży mężczyzna z rękami p r z y k u t y m i ł a ń c u c h a m i

jąc za sobą kapelusz. ( I I . 4) Ta manifestacja męskiej

do krawędzi wezgłówka.

godności kieruje uwagę badacza do zachowań dziś
anachronicznych, występujących w w i e l u różnych k u l ­

W jakimś filmie d o k u m e n t a l n y m oglądanym w te­
lewizji zapamiętałem scenę c h r o n i e n i a granicy U S A

t u r a c h świata, nie wyłączając naszej chłopskiej (niepo-

przed nielegalnymi e m i g r a n t a m i z M e k s y k u za p o m o ­

dawanie k o b i e t o m ręki przez mężczyzn przy powita­

cą wysokiej ściany betonowej oraz czuwających przy

niach zbiorowych).

niej strażników. W przekazach z retablos nie znajduje­

A l e w retablos ukrywają się ważniejsze dane o mek­

my potwierdzenia podobnej o c h r o n y granicy. Poprosi­

sykańskim systemie wartościowania. Wydaje się, że

łem znanego amerykanistę prof. Jerzego M a k o w s k i e g o

dla

0 wyjaśnienie m o i c h spostrzeżeń. Dowiedziałem się, że

Wskazują na to częste, m o c n o akcentowane podzięko­

emigrantów U S A nie staje się drugą ojczyzną.

zabezpieczenia są naturalne, R i o Bravo, o której była

wania z tytułu szczęśliwego p o w r o t u do d o m u ,

już mowa, oraz pustynia, a z nią związany brak wody.

C Z Y Z N Y . S k r o m n e tobołki na plecach, skromna w a l i ­

1 o tej przeszkodzie donosi dosyć szczegółowo jedno

zeczka w ręce powracającego wskazują, że o w a emigra­

z zamieszczonych w Miracles...

cja to jedynie okazja do szybkiego zarobku, uzupełnie­

retablo:

Ranczo Palencia, San Diego de la Union,
1986.

Tą datą dedykuję

cud, jakiego dokonała

to retabło
5 stycznia

ze Stanów Zjednoczonych

nia domowego budżetu.

i 1 stycznia

Pannie z San Juan
1986. Kiedy

OJ­

za

Charakterystyczne, że w meksykańskich f o r m a c h

wracałem

k u l t u w o t y w n e g o nie spotykamy tak częstych w Euro­

skoń­

pie, głównie w kręgach mieszczańskich, wotów symbo­

z trzema towarzyszami,

czyła się n a m woda. W drodze było strasznie gorąco i bar­

licznych związanych z anatomią człowieka, wotów

dzo chciało

się nam pić. Nie mieliśmy

w swych i n t e n c j a c h z d r o w o t n y c h . N i e m a m y więc na

znalezienie

wody.

Wezwaliśmy

żadnej nadziei

szego celu i wrócić
W

wiecznej podzięce

do

naszej ojcowizny

Pannie

Najświętszą

meksykańskich ołtarzach bogatych k o l e k c j i serc, dło­

dotrzeć do na­

n i , nóg, rąk, oczu, nosów, piersi i i n n y c h jeszcze atry­

na pomoc

Pannę z San Juan de łos Lagos i zdołaliśmy
z San Juan

Z miejsca gdzie, znajduje się Braulio

na

w

butów troszczenia się o swą kondycję. Fakt t e n wska­

zdrowiu.

de los

zuje na szlachetną powściągliwość w kulcie w o t y w ­

Lagos

n y m , a także na rodzaj twardości charakterów ofiaro­

Barientos.

dawców. Dzięki p a n i dr Bogumile Lisockiej-Jaeger-

Podziękę tę wypisano w retablo na tle słońca roz­
świetlonego do białości o b o k w i z e r u n k u Panny z San

m a n n mogłem poznać jakiś o d p o w i e d n i k w M e k s y k u

Juan. Poniżej w krajobrazie z saguaro czterech męż­

i w Peru o w y c h europejskich fascynacji własną anato­

czyzn. D w ó c h na stojąco wznosi głowy i r a m i o n a do

mią. Pani d o k t o r zgromadziła sprzedawane w m i e j ­

Przenajświętszej. A pozostali przeglądają kanistry. Je­

scach k u l t u drobne, głównie cynowe i srebrne f i g u r k i ,

den, chyba omdlały f u n d a t o r retablo, nie stoi, lecz sie­

zwierzęce i niezwierzęce ( I I . 5 ) .

dzi w bezruchu.
W

Na

koniec w a r t o powiedzieć, że słowo retablo, re­

rejestrze zamieszczonych w książce r e p r o d u k c j i

tablos w M e k s y k u i chyba w niektórych i n n y c h krajach

retablo odnajdujemy i n n e zdarzenia, których pomyślne

A m e r y k i Łacińskiej, nie oznacza t y l k o w o t u m , niepo-

zakończenie religijni ofiarodawcy łączą z c u d e m . D o

kaźnej płytki blaszanej z inskrypcją i stosownym malo­

t a k i c h zdarzeń włączyć należy r a t u n e k przed bandyta­

widłem. Otóż retablo, retablos, to również efektowne

m i w czasie podróży pociągiem, uniknięcie śmierci

c y b o r i u m , renesansowy czy barokowy wystrój poza

w czołowym zderzeniu samochodów, czy ujście z ży­

mensą głównego ołtarza. W tej semantyce może się

c i e m w czasie niespodziewanego runięcia słupów t r a k ­

ukrywać nieznana Europejczykom postawa niedziele-

cji elektrycznej. Jedno z t y c h retablo zasługuje na osob­

nia sacrum na jego wzniosły i jakiś drugorzędny prze­

n ą uwagę. O t o ofiarodawca dziękuje za wyjście cało

jaw, na oficjalne i nieoficjalne.

z napadu na niego w samochodzie. Uważam t o w o t u m
za interesujące, albowiem ukazani zostali napastnicy
j a k o k o l o r o w i , tylko inaczej zabarwieni niż Meksyka­

171

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6036" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6016">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/bf5b282ae27572bb030250b0e4ed95c2.pdf</src>
        <authentication>090f520146a45dcdabffc977d4f4b637</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72024">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4137</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72025">
                <text>1958</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72026">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3859</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72027">
                <text>Sprawozdania i recenzje / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1958 t.12 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72028">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1958 t.12, z.1 ; s.55-57</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72029">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72030">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72031">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72032">
                <text>K R A K Ó W
Sprawozdanie

Z N A K I E M

P O D

z X I i X I I powojennego k o n k u r s u szopek.

D o X I powojennego k o n k u r s u w 1956 r . zgłoszono
z a l e d w i e 27 szopek. J u r y k o n k u r s o w e przyznało d w i e
równorzędne p i e r w s z e nagrody obu t r a d y c y j n y m już
współzawodnikom: Zdzisławowi D u d z i k o w i i F r a n c i s z ­
k o w i T a r n o w s k i e m u . P r a c e i c h n i e osiągnęły j e d n a k
p o z i o m u d a w n i e j s z y c h . D u d z i k , który j a k o s z o p k a r z
z n a n y j e s t z tego, że od szeregu l a t s t a r a się stworzyć
własny, i n d y w i d u a l n y s t y l s z o p k i k r a k o w s k i e j , w 1956
r o k u dał szopkę o bardzo p o p r a w n e j k o m p o z y c j i , pię­
k n y c h smukłych p r o p o r c j a c h , a l e n i e wnoszącą n i c
nowego i o d k r y w c z e g o Interesującą jej cechą j e s t b a r ­
dzo bogaty wystrój zewnętrzny, m i m o w o l i n a s u w a ­
jący porównanie z s z o p k a m i T a r n o w s k i e g o . T e n o s t a t n i
zgłosił n a k o n k u r s d w i e szopki, bardzo s t a r a n n i e w y ­
k o n a n e i do siebie podobne, jednakowoż w ogólnej
k o m p o z y c j i słabsze od d a w n y c h p r a c . E l e m e n t e m n o ­
w y m , który T a r n o w s k i zastosował po r a z p i e r w s z y ,
była śmiała k o l o r y s t y k a , daleko odbiegająca od jego
d a w n y c h , r a c z e j p a s t e l o w y c h zestawień b a r w n y c h oraz
sposób rozwiązania p o d s t a w y : zapożyczone z szopek
D u d z i k a t r a p e z o w a t e n a c h y l e n i e krawędzi b o c z n y c h ,
n a wzór przyporów u s t a r y c h murów k r a k o w s k i c h k a ­
m i e n i c . Z s z o p k a m i D u d z i k a i T a r n o w s k i e g o godnie
konkurowała s z o p k a W ł a d y s ł a w a T u r s k i e g o , będąca
najlepszą c h y b a z d o t y c h c z a s o w y c h jego p r a c . N a w i ą ­
zując W p e w n y c h szczegółach (gotycki s z c z y t kościoła
Dominikanów, z a s t o s o w a n y j a k o e l e m e n t c e n t r a l n y )
do d a w n y c h szopek T a r n o w s k i e g o , stworzył T u r s k i
interesującą całość, doskonałą w p r o p o r c j a c h i w spo­
sobie w y k o n a n i a d e k o r a c y j n y c h detali. J e d y n y m m a n ­
k a m e n t e m było t u może z b y t monotonne pod względem
k o l o r y s t y c z n y m w y k l e j e n i e s z o p k i złotym s t a n i o l e m .
S z o p k a T u r s k i e g o otrzymała drugą nagrodę, podobnie
j a k s z o p k a A n t o n i e g o W o j c i e c h o w s k i e g o , który w 1956
r o k u porzucił powtarzaną przez siebie od s z e r e g u l a t
formę o s i l n i e podkreślonych podziałach p o z i o m y c h
i zbudował szopkę wysoką, smukłą, z szeroką, pustą
nieco podstawą g o t y c k i m krużgankiem n a p i e r w s z y m
(

54

S Z O P K I

piętrze i t r z e m a smukłymi wieżami. Przestrzeń mię­
d z y środkową wieżą a b o c z n y m i wypełnił W o j c i e c h o w ­
s k i m o t y w e m b r a m y Floriańskiej i f r a g m e n t a m i p r z y ­
ległych murów. S z o p k a W o j c i e c h o w s k i e g o , najpiękniej­
sza, jaką d o t y c h c z a s wykonał, n i e dorównuje j e d n a k
b o g a c t w e m zewnętrznej d e k o r a c j i s z o p k o m poprzednio
omówionym, chociaż przewyższa j e Śmiałością z e s t a ­
wień k o l o r y s t y c z n y c h
smiatoscią
Z p r a c i n n y c h autorów zasługuje n a wyróżnienie
(również n a g r o d z o n a drugą nagrodą) s z o p k a w y k o n a n a
przez J a c k a K o r d k a , reprezentująca r z a d k i n a o b e c ­
n y c h k o n k u r s a c h t y p szopki ze scenką d l a p r z e d s t a ­
wień kukiełkowych. Duża, pięciowieżowa, stanowiąca
d a l e k i e echo t z w . t y p u e z e n e k i e r o w s k i e g o , w y k l e j o n a
wyłącznie b a r w n y m i p a p i e r a m i , bez błyszczących m e ­
t a l o w y c h folii i d r o b n y c h d e k o r a c j i z n a k l e j o n y c h w a ­
łeczków, przypominała s z o p k i b u d o w a n e p r z e d I wojną
światową d l a jasełkowych przedstawień.
W r o k u 1957 ilość p r z e d s t a w i o n y c h p r a c była z n a ­
c z n i e większa. Zgłoszono i c h b o w i e m w s u m i e aż 48,
z czego sąd k o n k u r s o w y przyznał t r z y równorzędne
nagrody s z o p k a r z o m : Zdzisławowi D u d z i k o w i , F r a n ­
c i s z k o w i T a r n o w s k i e m u i jego s y n o w i T a d e u s z o w i
T a r n o w s k i e m u . S z o p k a D u d z i k a doskonałego m i s t r z a
od w y r o b u kukiełek i doświadczonego reżysera p r z e d - ;
stawień s z o p k o w y c h , posiadała scenkę do przedstawień,
oraz duży zespół kukiełek. A r c h i t e k t u r a szopki, w y s o - .
k i e j n a około 180 c m , o t r z e c h smukłych wieżaćTT"
z tradycyjną u tego s z o p k a r z a podstawą o n a c h y l o n y c h ,
s z k a r p a c h , w y k l e j o n a była b a r w n y m i s t a n i o l a m i w k o - l o r a c h p a s t e l o w y c h i zwracała n a siebie u w a g ę p i ę - k n i e w y k o n a n y m i witrażami.
\
F r a n c i s z e k T a r n o w s k i zbudował szopkę o t r z e c h !
zwężających się k u górze wieżach g o t y c k i c h , n a k r y - 1
t y c h hełmami w z o r o w a n y m i n a kościele M a r i a c k i m . ?
W szopce tej j a k o nowość z w r a c a u w a g ę r o z b u d o w a n a !
w k i l k u planach podstawa.
Wyklejona
staniolami,!
u t r z y m a n y m i w ciepłych b a r w a c h , p o s i a d a d e k o r a c j e *

�którym kształtował się s t y l szopki k r a k o w s k i e j , z n a ­
lazło się n a wystawie k i l k a szopek ze scenkami d l a
przedstawień
kukiełkowych,
pochodzących
sprzed
I w o j n y światowej i z okresu międzywojennego. W ś r ó d
szopek najnowszych - „konkursowych" największą
uwagę zwiedzających zwracają wykonane przez F r
T a r n o w s k i e g o , Z D u d z i k a , W ł T u r s k i e g o o?az Z d z i ­
sława S z e w c z y k a obecnego kustosza M u z e u m E t n o g X z n e g &lt; T który w r o k u 1945 Jeszcze
tekostudent
cwhoe&gt;m
i
i
UJ?'brał
udział
w
n
i
e
r
w
s
z
y
r
n
k
r
a
k
u
nnym
p i e r w s z y m k o n k urras ti ee po

bogate, a l e n i e przeładowane. S y n T a r n o w s k i e g o , T a ­
deusz, który po r a z p i e r w s z y stawał w t y m r o k u do
k o n k u r s u , wykonał szopką w ogólnym s t y l u n a w i ą ­
zującą" do d a w n y c h szopek ojca. Posiadała o n a obficie
zdobiony fronton, p o t r a k t o w a n y w sposób w y b i t n i e
światłocieniowy i dosyć n i e s p o k o j n y . K o l o r y t j e j był
r a c z e j pastelowy, detal zbyt przeładowany, z zastoso­
w a n i e m różnych świecidełek n i e wyłączając s z k l a ­
n y c h korauków
Wśród szopek n a g r o d z o n y c h drugą nagrodą w y r ó ż ­
niała się s z o p k a W ł a d y s ł a w a T u r s k i e g o o pięciu s t r z e ­
l i s t y c h wieżach g o t y c k i c h , a k c e n t c e n t r a l n y p i e r w ­
szego piętra stanowił również g o t y c k i szczyt kościoła
Dominikanów. W szopce tej zasługuje n a podkreśle­
nie doskonała k o l o r y s t y k a i s t a r a n n i e w y k o n a n y detal.
J e d y n y m j e j błędem były zbyt płaskie k o l u m n y ,
u r n k s z c z o n e n a p i e r w s z y m piętrze P o d s t a w a t r a p e z o w T t T n a c h y l o n a j a k w stopce Dudzikai P o z a T u f s k i m
S i e
nagrody o t r z y m a ć J a n Jedrszczyk M a r i a n
F r z f w o r s k i i j e g o syri J a n (lat 16) Zbfgnfew G r z e c h
Antonr^icieehowsM

r

Oprócz szopek k r a k o w s k i c h pokazano d l a porówna­
n i a skromne, niekiedy i p r y m i t y w n i e wykonane szopki
wiejskie. B a r d z o interesujące są d w i e „stajenki" z f i ­
g u r k a m i rzeźbionymi, z których j e d n a stanowi dzieło
zmarłego w okresie międzywojennym
doskonałego
rzeźbiarza Jędrzeja W a w r y z G o r z e n i a Dolnego w p o w .
w a d o w i c k i m d r u g a zaś J a n a L a m e c k i e g o z D ą b r o w y
Z i e l o n e j w p o w R a d o r n s k , T e n ostatni b a r d a u t a ­
l e n t o w a n a rzeźbiarz którego f i g u r k i o prostej b l o k o ­
w e j formie posiadają ] ^ i i ^ y
Sjf^k^msta iesiTnią 1 9 5 ^ ? przez C ^ A l L s a n a r r ^ s z k o w a
w c z a s e ob,azdu
penetra^yLego " o r t a n i r a w M « o
prze2^ekcję^adanta P l a a ^ ^

ostatni ^ S ^ ^ ^ o t i k u ^ z J o ^
tóedo^owa
w t k a "
dostosowana do n r &amp; a w i e r T f c u k i e ? '
kowvch
F i e J r k i jasełkowe u m i e s z c z o n e w e wnęce
™ nowszymDiefra
rzSbU
sTkodHó.kl
? T iszneT % S w Biała P o d l a ł a ) I t m i J ^
*
I3ń
7pWdowAlpV « o/,H^ ^
n n t ^ ^ l , W^"
wat-cSecką
W t y m s a m y m czasie, k i e d y w M u z e u m H i s t o r y c z ­
n y m organizowano
pokonkursową wystawę szopek,
w M u z e u m E t n o g r a f i c z n y m o t w a r t a została „Wystawa
historii s z o p k i " , dająca r e t r o s p e k t y w n y przegląd od
f o r m n a j d a w n i e j s z y c h po s z o p k i w y k o n a n e n a o s t a ­
tnie k o n k u r s y . W y s t a w a
pokazuje
zrekonstruowane
na podstawie z n a n e j r y c i n y N o r b f n a jasełka kukieł!
kowe, odbywające się n a t l e płasko m a l o w a n y c h ]kulis
szopkę z połowy ubiegłego w^ekri o ^ ł a C r o z b u d o w a n e ? a ? c h i t e k t m - z e odtworzona n a
^
z r o k u 1862 publikować
oraz c a ^ ^
Wśród n i c h n a plan p " e r ™
nektórów z przełomu x 7 x i X X w i e k u
zŁiona
"darowana
d . Muzeun^EtnoemfiTzn^eo
^ r z e z St
Estreichera autora Ł
W
S
S
J
^
,
afri
K r u p s k i ) kkfżki o
r
E z e n e W e r ó w ^ ^ ^ 1 ^ 0 ^ ^
wzorem na
3

™ r

Wśród
publiczności k r a k o w s k i e j
zainteresowanie
szopkami było olbrzymie. W czasie k o n k u r s u , który
zgodnie z tradycją odbywał się n a R y n k u u stóp p o m ­
nika M i c k i e w i c z a , napierający tłum w i d z ó w u n i e ­
możliwił członkom j u r y dostęp do szopek.
W y s t a w y w o b u M u z e a c h cieszyły się bardzo oży­
wioną frekwencją. S z o p k a m i interesowało się zarówno'
P o l s k i e R a d i o , j a k f i l m i prasa.
O b s z e r n y artykuł poświęcony szopce k r a k o w s k i e j ,
pióra Przemysława B u r c h a r d a , znalazł się w ostatnim
numerze z 1957 r. „Ziemi", zaś „Tygodnik P o w s z e c h ­
n y " z dnia 19 I . 1958 umieścił bardzo interesujący
artykuł dyskusyjny Michała M a l i ń s k i e g o
. „Król
H e r o d bezdomny" w którym autor zwraca u w a g ę n a
ruebezpieczeńTtwo wypaczenia sią tradycyjnego s t y l u
szonki k r a k o w s k i e ! T c ^ w t o n e i townei f m k c U i w i o ­
dącej otecnte ż ^ o t ^ 3 l o ^ T r z y m w a n y pTzez
akcTe
Sursowa
T d a l i S T S
w K r a k o w i r w v d S ' e kritóta o s i o n c e krakWŚklef
p t

i ; s z ! i ^

r z y S

licznych

N
SIEGFRIED SIEBER:

"

i:

D I E S P I T Z E N K L O P P E L E II M E R Z G E B I R G E

K o r o n k i k l o c k o w e należą do tej grupy w y t w o r ó w
a r t y s t y c z n y c h , które z k u l t u r y w a r s t w e l i t a r n y c h róż­
n y m i drogami przedostały się do l u d u i t a m dały
początek wytwórczości chałupniczej, produkującej w y ­
roby k o r o n k a r s k i e n a potrzeby
r y n k u miejskiego,
a czasem i d l a ludowego odbiorcy.
T a k przedstawiała się n p . u n a s h i s t o r i a k o r o n e k
klockowych w y r a b i a n y c h w Bobowej czy dawniej
w Chorkówce, Z a k o p a n e m l u b Kańczudze. C z y k o r o n k i
te naieay uważać z a p r o d u k t s z t u k i l u d o w e j ? J a k i jest
własny wkład a r t y s t y c z n y k o r o n k a r e k ? O ile pod w p ł y ­
w e m miejscowej t r a d y c j i zmieniły się zapożyczone
d^mle m i m l
* P w i e d ź n a te p y t a n i a mogą dać j e ¬
1 7 7

O c

0

'^^"^^^^„E^S^^ ^
20

X ,, °
p

-

szcze

a n a l i z y formy
p r U Z £
równawczym.
^ w a u z o n e j n a s z e r o k i m t l e po¬
•
" ' P r z y c z y n k i e m , który n a p e w n o z a i n t e r e s u j e osoby
zajmujące się k o r o n k a r s t w e m , j e s t książka S i e b e r a ,
«*»M;wląca ononograficzne o p r a c o w a n i e jednego z w a ż "wSPSti 0 6 ^ ? 6 w
n k a r s k i c h w skali europejZ.:'•
£J«
•
. \
^ t p l i w i e tereny Gór Harcu.
^
^
" d n i e n i e k o r o n e k harceńskich
głównie z p u n k t u w r z e n i a historycznego. Znaczną
k o r o

b

y

n i e

J
L i p s k 1955, str. 120, ilustr.fot. 2 3 , t a b l . r y s . 3

j e j część poświęca autor omówieniu r o z w o j u k o r o n k a r ­
s t w a k l o c k o w e g o n a terenie E u r o p y i w N i e m c z e c h .
K o r o n k i k l o c k o w e powstały p r a w d o p o d o b n i e w X V
w i e k u w I t a l i i . Z początkiem następnego s t u l e c i a
w y r a b i a n e już były masowo w W e n e c j i , zarówno p r z e z
k o b i e t y z l u d u traktujące tę pracę w sposób z a r o b ­
k o w y , j a k i p r z e z d a m y ze s f e r e l i t a r n y c h , które z a ­
jęciu temu oddawały się d l a przyjemności. D l a t y c h
ostatnich o p r a c o w y w a n e były s p e c j a l n e w z o r n i k i do
wyrobów klockowych (najstarszy z r
1529) które
przyczyniały się do s p o p u l a r y z o w a n i a teł n o w e j E c h !
niki koronkarskiej. S e
z na^ainie^zyc^womik ó w włoskich1 opracowat w L S i n F ^ d e r i e o WnTolo
którego n a swój d w f a - p o w o ł a ł a E t o ™
M ? f e S
ska.
Prócz k o r o n e k w e n e c k i c h p o w s z e c h n y m u z n a n i e m
cieszyły się również k o r o n k i k l o c k o w e
wykonywane
w G e n u i , z w a n e g i p i u r a m i : był to wzór w postaci w i ­
c i , występujący n a siatce, złożonej z sześcio- l u b
ośmiobocznych oczek.
Dzięki k o n t a k t o m h a n d l o w y m t e c h n i k a w y r o b u k o ­
r o n e k przedostała się z I t a l i i do B r a b a n c j i i F l a n d r i i ,
które z czasem wytworzyły s w e własne l o k a l n e for­
m y . K o r o n k a r s t w o objęło również Hiszpanię i P o r t u 55

�galie. W e F r a n c j i zasłynęły k o r o n k i k l o c k o w e z V a lensiennes, gdzie poprzednio w w i e k u X V w y r a b i a n o
k o r o n k i igiełkowe. W N o r m a n d i i produkcją k o r o n e k
k l o c k o w y c h zajmowały się m a s o w o dziewczęta z w i o ­
s e k r y b a c k i c h . Ilość k o r o n k a r e k pracujących n a t e r e ­
nie N o r m a n d i i w r. 1692 obliczano n a 22.000. W B e l ­
gii stolicą w y r o b ó w k l o c k o w y c h było w połowie w i e ­
k u X V I I Malines.
P r o d u k c j a w s p o m n i a n y c h wyżej ośrodków k o r o n ­
k a r s t w a k l o c k o w e g o n i e pozostawała bez w p ł y w u na
N i e m c y . T e c h n i k a w y r o b ó w k l o c k o w y c h pojawiła się
t a m w drugiej połowie w. X V I , zaś w r. 1568 ukazał
się p i e r w s z y w z o r n i k koronek k l o c k o w y c h , który w y ­
dał N i c o l a u s B a s s e u s w e F r a n k f u r c i e n a d M e n e m .
Początki k o r o n k a r s t w a klockowego w Górach K r u s z ­
c o w y c h ( R u d a w y ) wiąże podanie l u d o w e z osobą B a r ­
b a r y U t t m a n , która według t r a d y c j i miała być p i e r w ­
szą w ogóle wynalazczynią k o r o n e k k l o c k o w y c h . B a ­
d a n i a źródłowe inaczej j e d n a k określają j e j rolę.
B a r b a r a U t t m a n , urodzona w r. 1507, żona b o g a ­
tego m i e s z c z a n i n a , który przeniósł się ze Śląska i z a ­
mieszkał w miejscowości A n n a b e r g położonej w G ó ­
r a c h K r u s z c o w y c h , nie t y l e wynalazła technikę w y r o b u
k o r o n e k k l o c k o w y c h , i l e umiała wykorzystać i c h w a r ­
tość handlową, organizując zbyt, co przyczyniło się do
bujnego rozwoju k o r o n k a r s t w a zarówno w mieście,
j a k i okolicy. W s a m y m A n n a b e r g było w drugiej p o ­
łowie X V I w i e k u około 900 k o r o n k a r e k . W c z a s a c h
późniejszych w y r o b e m k o r o n e k zajmowały się n i e
t y l k o k o b i e t y ale i mężczyźni, szczególnie zaś w ó w c L s g d y przestoje w k o p a l n i a c h pozbawiały górników
z a r o b k u P o w s i a c h chałupniczy w y r ó b k o r o n e k był t a k
rozpowszechniony, że z początkiem w. X V I I pojawiły
się n a w e t zarządzenia władz zabraniające chłopom z a j ­
m o w a n i a się k o r o n k a r s t w e m , gdyż odrywało to i c h od
zajęć r o l n i c z y c h .
S a m i wytwórcy k o r o n e k n i e w i e l e ze s w y c h w y r o ­
b ó w mogli korzystać, u s t a w y p r z e c i w z b y t k o w i w s t r o ­
j u zabraniały b o w i e m służbie i chłopom zdobienia
ubioru koronkami.
P o r e w o l u c j i f r a n c u s k i e j , w związku z nową modą,
redukującą w s t r o j u n a d m i a r ozdób, k o r o n k a r s t w o
znalazło się W s y t u a c j i k r y t y c z n e j , poprawiła się o n a
dopiero p o d k o n i e c X V I I I w., gdy h a n d e l k o r o n k a m i
wzięli W s w e ręce bogaci h u r t o w n i c y , organizujący
eksport k o r o n e k do P o l s k i , R o s j i , C z e c h , D a n i i , Włoch,
Szwajcarii a nawet F r a n c j i . O zbycie koronek decy­
dowały w i e l k i e targi, odbywające się w e F r a n k f u r c i e
n a d M e n e m i n a d Odrą, Z u r i c h u , B r u n s z w i k u i L i p s k u .
Gotówkę która w związku z w y r o b e m k o r o n e k napły­
w a ł a w Góry K r u s z c o w e obliczano n a 700—800 t y ­
sięcy talarów r o c z n i c P o d k o n i e c pierwszej ćwierci
X V I I I w z T c z e t o t a m w sposób d o t k l i w y odczuwać
skutki konkurencji koronek francuskich, belgijskich
i h o l e n d e r s k a . Z m u s i ł o to m i e j s c o w y c h w y t w ó r c ó w
do p o ^ u c a n a własnych t r a d y c y j n y c h wzorów i n a śladowlnia z r o b ó w o b c y c h M i m o ciężkiej s y t u a c j i
m a t e r i a l n e ! l e s z c z w r 1860 żyło w Górach K r u s z ™ ^ c h w ł ą c z n i e z k o r o n k a r s t w a ponad 20 000 osób,
drugie
z S t y l e trudniło się t a m k o r o n k a r s t w e m
w s p o s ó b uboczny
W. drugiej połowie X I X w i e k u ilość zajmujących się
koronkarstwem
z a c z y n a spadać. Jedną z p r z y c z y n
tego z j a w i s k a jest k o n k u r e n c j a k o r o n e k
wykonywa­
n y c h n a t i u l u m a s z y n o w y m . Ludność, którą n i s k i e z a ­
r o b k i zmusiły do p o r z u c e n i a k o r o n k a r s t w a , znajdowała
z a t r u d n i e n i e w rozwijających się w t y c h s t r o n a c h d u ­
żych zakładach przemysłowych. Przejściowo popyt n a
ręczne k o r o n k i k l o c k o w e wzmógł się w czasie d e ­
w a l u a c j i po I w o j n i e światowej, ale i to n i e trwało
długo, gdyż pojawiły się n a r y n k u tańsze k o r o n k i
a u s t r i a c k i e , a n a w e t chińskie i japońskie, które dopiero
po nałożeniu 2 000-procentowego cła ochronnego d o równaiy w cenie w y r o b o m z Gór K r u s z c o w y c h .
P o d k o n i e c o k r e s u międzywojennego władze h i t l e ­
r o w s k i e próbowały ratować upadające k o r o n k a r s t w o
k l o c k o w e , dostarczając np. zamówień n a p a s m a n t e r i e
do mundurów itp. Zmieniło się to całkowicie w okresie
wojny, kiedy wytwórców koronek zatrudniano w p r o ­
dukcji wojskowej,
a t y m , którzy w d a l s z y m ciągu

56

usiłowali wyrabiać k o r o n k i , k o n f i s k o w a n o
potrzebne
do p r a c y p r z y b o r y .
P o I I w o j n i e światowej umiejętność w y r o b u k o r o n e k
k l o c k o w y c h o d r a d z a się dzięki działalności szkół k o ­
r o n k a r s k i c h , których w r. 1948 było n a terenie G ó r
K r u s z c o w y c h ok. 40 z d w o m a tysiącami u c z e n n i c .
W związku z produkcją k o r o n e k rozwinął się r o z g a ­
łęziony i zróżnicowany w s w y c h f o r m a c h h a n d e l . B y l
to w z n a c z n e j m i e r z e h a n d e l domokrążny. H a n d l a r z e
s w o i i obcy (wśród t y c h ostatnich n i e brakło również
Szkotów) z a k u p y w a l i w y r o b y k l o c k o w e n a t a r g a c h
W A n n a b e r g , B u c h h o l z c z y S c h n e e b e r g i roznosząc j e
w c h a r a k t e r y s t y c z n y c h pudłach d o c i e r a l i do N a d r e n i i ,
A u s t r i i , C z e c h , P o l s k i (Przemyśl). Podróże t a k i e trwały
z a z w y c z a j około 20 tygodni, a l e przedłużały się n i e k i e d " i do 2 lat. W wędrówkach s w y c h h a n d l a r z e p a ­
d a l i "często ofiarą kradzieży a n a w e t
rabunkowych
m o r d e r s t w . Prócz k o r o n e k s p r z e d a w a l i domokrążcy
•
również różne l e k i d l a l u d z i i bydła. J a k d a l e c e r o z ­
p o w s z e c h n i o n y b y t w Górach K r u s z c o w y c h domokrąż­
n y h a n d e l k o r o n k a m i , świadczy fakt, że n p . w m i e j :
scowości Jóhnstadt, liczącej w p i e r w s z e j połowie X X X
wieku
2 000 mieszkańców, wyruszało
z
towarem
w świat 400 domokrążców, a w i e c 1/5 całej ludności.
Oprócz d r o b n y c h wędrownych h a n d l a r z y
zajmowali
się h a n d l e m k o r o n k a m i również bogaci h u r t o w n i c y .
Dostarczał' oni t o w a r poza g r a n i c e k r a j u ( S z w a j c a r i a ,
A n g l i a , H o l a n d i a , Włochy B e l g i a , P o l s k a
utrzymy­
w a l i składy w od egłych m i a s t a c h a n a w e t z a t r u d n i a l i
domokrążców.
Położenie społeczne i e k o n o m i c z n e chałupników t r u ­
dniących się w y r o b e m k o r o n e k k l o c k o w y c h n i e było
•
k o r z y s t n e . W p r a w d z i e dochody stąd płynące stanowiły
,
ważne i często j e d y n e źródło u t r z y m a n i a , n i e m n i e j
j e d n a k w y z y s k nakładców i hurtowników zmniejszał
te dochody bardzo z n a c z n i e . Około * k u 1840 całodnio­
w y z a r o b e k k o r o n k a r k i pozwalał z a l e d w i e n a k u p n o
t r z e c h funtów c h l e b a . Plagą społeczną związaną z s i l ­
n i e rozwiniętym chałupnictwem była p r a c a d z i e c i . C i ą 9
głe p r z e s i a d y w a n i e p r z y w a r s z t a c i e k o r o n k a r s k i m p o M
ciągało z a sobą różne z a w o d o w e choroby. O b e c n i e
9
w N i e m i e c k i e j R e p u b l i c e D e m o k r a t y c z n e j położenie
9
k o r o n k a r e k uległo w y d a t n e j poprawie. H a n d e l k o r o n M
k a m i n i e j e s t upaństwowiony. N a t e r e n i e G ó r K r u s z 9
c o w y c h istnieje 20 zakładów nakładczych, w których
9]
n a s t a n o w i s k a c h i n s t r u k t o r e k z a t r u d n i o n e są n a j w y W
bitniejsze koronkarki. Pracownice wynagradzane
są
9
a k o r d o w o , otrzymują s t a w k i p r z e w i d z i a n e d l a z a t r u S
d n i o n y c h w przemyśle t k a c z e k , wykonujących p r a c e
9 ]
0 szczególnej wartości i 10*A&gt; d o d a t k u d l a chałupników.
9 ]
W y r o b y i c h w y c e n i a n e są i n d y w i d u a l n i e przez komisję,
9 ]
w której biorą udział p r z e d s t a w i c i e l k i chałupniczek.
M
W s z y s t k i e k o r o n k a r k i korzystają z płatnych urlopów
9 |
1 świadczeń społecznych.
&lt;i9|
P o omówieniu s z k o l n i c t w a k o r o n k a r s k i e g o i t e c h n i k i j 9 |
w y r o b u k o r o n e k j e d e n z o s t a t n i c h rozdziałów s w e j
9 |
p r a c y poświęca S i e b e r p r z e k a z o m f o l k l o r y s t y c z n y m , 9 J
które w ciągu c z t e r y s t u l a t r o z w o j u k o r o n k a r s t w a
9 f
narosły dookoła tego z a w o d u . O k a z u j e się, że k o r o n H
k a r s t w o , które n a t e r e n i e G ó r K r u s z c o w y c h stanowiło
B
,ak ważny c z y n n i k gospodarczy, znalazło s w o j e odbicie 9 9
w m i e j s c o w y m folklorze, szczególnie zaś w z w y c z a j a c h ^
d o r o c z n y c h i każdej n i e m a l dziedzinie l u d o w e j t w ó r S
czości l i t e r a c k i e j . Pomijając bogate słownictwo doty^ ^ 9 f
czące w y r o b ó w k l o c k o w y c h , którego i s t n i e n i e samo | 9 J
przez się jest zrozumiałe, aluzje do różnych d z i e d z i n - 9 9
k o r o n k a r s t w a s p o t y k a się w przysłowiach, d r o b n y c h
u t w o r a c h w i e r s z o w a n y c h , opiewających życie i p r a c ę ł B
koronkarek, w piosenkach i utworach p r o z a i c z n y c h ; : ^
których przykładem są o p o w i a d a n i a o p i e r w s z e j k o r c U ^ B
karcę, B a r b a r z e U t t m a n .
1 9 9
N a zakończenie s w e j p r a c y s t a r a się autor r o z s t r z y - ; : ^ 9 J
gnąć p y t a n i e , c z y k o r o n k i k l o c k o w e z G ó r K r u s z c o - J B B
w y c h należy uważać z a dzielą twórczości l u d o w e j ?
Z d a n i e m jego t a k . N i e było to przecież wyłącznie m e - A |
c h a n i c z n e p o w t a r z a n i e d o s t a r c z o n y c h wzorów, u p r a ~ « 9 J
wiane w celach zarobkowych. Koronki w y k o n y w a n o B B J
także n a własny użytek, do d e k o r a c j i mieszkań, w ż r ó - ; « 9 J
dłach s p o t y k a się w z m i a n k i o „tysiącach w z o r ó w " p o - ^ ł B J
mysłu k o r o n k a r e k , co m a w e d ł u g S i e b e r a potwierdzać « •

�również bogata lokalna terminologia, iaka łączy się
z poszczególnymi elementami i motywami zdobniczymi.
O tym, że koronkarki czuty się głęboko ze swą pracą
związane, świadczy fakt, że pozostały przy swoim
zawodzie nawet wówczas gdy bujnie rozwinięty prze­
mysł mógł im zapewnić lepsze i pozbawione ryzyka
utrzymanie O ludowości omawianych koronek świad­
czyć ma również zTsób S
K
h T m o ^ r t *
który jest różny od tego jaki spotykTsię w k o r o n k a c h
klockowych ^ h o d ^ y c h z S ^ o ^ k i m
RozwS

MIKALINA
wykrojów).

GLEMŻAITE:

„LIETUVIU

TAUTINIAI

l a ł ó

y

T

e

Rss
DRABUŻIAI"

W 1955 r o k u w y d a n a została w W i l n i e książka o l u ­
d o w y c h s t r o j a c h l i t e w s k i c h . C e l książki, j a k z a z n a ­
czono n a wstępie, jest czysto p r a k t y c z n y : dać c z y t e l ­
n i k o w i do ręki k o n k r e t n e materiały i wskazówki o d ­
noszące się do w y k o n a n i a strojów l u d o w y c h c h a r a k ­
t e r y s t y c z n y c h d l a różnych regionów e t n o g r a f i c z n y c h .
P r a c a została p r z e z n a c z o n a n a użytek zespołów i u c z e ­
stników „Święta pieśni".
Autorką j e j jest l i t e w s k a etnografka, M i k a l i n a G l e m żaite, -uczestniczka bałtyckiej e k s p e d y c j i etnograficznoantropologicznej, z której materiały o p u b l i k o w a n e z o ­
stały w X X I I I tomie „Trudy I n s t i t u t a E t n o g r a f i i " (nie­
stety b r a k t a m rozdziału o s t r o j u l u d o w y m ) . O m a w i a n a
książka o p a r t a j e s t w dużej m i e r z e n a materiałach
a u t o r k i , a także n a z e b r a n y c h w czasie wyżej w s p o m ­
n i a n e j e k s p e d y c j i , częściowo zaś n a z b i o r a c h m u z e a l ­
n y c h i p r y w a t n y c h , skąd zaczerpnięto materiał i l u s t r a ­
c y j n y występujący w książce w formie zdjęć i p l a n s z
barwnych.
Książka dzieli się n a d w i e części: historyczną i współ­
czesną, z wyraźnym i świadomym przesunięciem a k c e n ­
tu n a tę drugą. Cześć h i s t o r y c z n a zacieśniona została
do m i n i m u m : poszczególne części stroju ludowego
s c h a r a k t e r y z o w a n o pokrótce raczej przy pomocy foto­
grafii (86 i l u s t r a c j i ) niż t e k s t u , bez dokładniejszego
wgłębiania się w zagadnienie z m i a n h i s t o r y c z n y c h c z y
zróżnicowania
regionalnego
względnie
społecznego.
Część druga, z n a c z n i e s z e r s z a , z a w i e r a opisy strojów
7 ważniejszych regionów oraz większą ilość materiału
ilustracyjnego, m . i n . b a r w n e p l a n s z e projektów s t r o ­
jów d l a zespołów a m a t o r s k i c h . W o p r a c o w a n i u t y c h
ubiorów uwzględniono
specyficzne
wymogi
sceny,
a więc lekkość i strojność ubiorów oraz i c h z h a r m o ­
nizowanie kolorystyczne.
A b y zwiększyć p r a k t y c z n e z n a c z e n i e książki dodano
aneksy z k r o j a m i i b a r w n y m i p l a n s z a m i 56 wzorów
t k a n i n p r o d u k o w a n y c h przeważnie ze sztucznego j e ­
d w a b i u przez przemysł f a b r y c z n y , a p r z e z n a c z o n y c h
na sporządzanie zastępczych strojów l u d o w y c h . W z o r y
U t r z y m a n e są w ogólnym c h a r a k t e r z e t k a n i n l u d o w y c h
z poszczególnych regionów, a zarówno m o t y w y t k a ­
ckie j a k i h a f c i a r s k i e oddano p r z y pomocy t e c h n i k i
d r u k u . Każdy materiał może być w y k o n a n y w p i " c i u
w a r i a n t a c h k o l o r y s t y c z n y c h . D l a ułatwienia d o k o n a ..Bia zamówień oznaczono j e s p e c j a l n y m i
numerami
...fabrycznymi. N a końcu książki podano z e s t a w i e n i e
według o w y c h numerów a także informacje, j a k i e t k a ­
n i n y powinny być użyte p r z y sporządzaniu p o s z c z e ­
gólnych kompletów.
O m a w i a n a książka nosi wyraźny c h a r a k t e r podręcz­
n i k a do masowego p r z y g o t o w y w a n i a strojów l u d o w y c h
zbliżającym się j u b i l e u s z o w y m „świętem pieśni"
•- ' H g ™ t^ka- jest bezwzględnie potrzebna i pożyteczna.
' ^ H S S S n a r i ? j e d n a k zastanawiać, c z y słuszna jest l a n s o ~
[ k o n c e p c j a m a s o w e g o w p r o w a d z e n i a do s t r o j u
^?£ :
w j e d w a b n y c h z a m i a s t t k a n i n wełnianych
™~AT7, i,
.
materiał zastępczy m a się przyczynić
1

k l o c k o w y c h stałyby się niewątpliwie b a r d z i e j
prze­
konywające, gdyby autor poparł j e należycie p r z e p r o ­
wadzoną analizą o r n a m e n t y k i , występującej w k o r o n ­
k a c h z G ó r K r u s z c o w y c h . Niestety j e d n a k n i e uczy­
nił tego, dając w r e z u l t a c i e książkę o h i s t o r i i k o r o n e k ,
technice i c h w y k o n a n i a i folklorze ale p r a w i e n i c n i e
mówiącą o s a m y c h w v r o b a c h .
B r a k u tego o z n a c z e n i u z a s a d n i c z y m n i e z m n i e j s z a
szata i l u s t r a c y j n a , stosunkowo uboga, w której n i e
s p o t y k a m y właściwie s t a r y c h k o r o n e k m i e j s c o w y c h .

n

V i l n i u s 1955 (206 str., 269 i l . +

arkusz

c h a r a k t e r u s t r o j u ? Materiał j e d w a b n y j a k o b a r d z i e j
w i o t k i n i e p o z w a l a n a odtworzenie t a k i e j s y l w e t k i ,
j a k a jest c h a r a k t e r y s t y c z n a d l a noszących cięższe
i s z t y w n i e j s z e materiały wełniane i l n i a n e . N a d t o j e ­
d w a b j a k o bardziej płynny daje o d m i e n n e
efekty
w tańcu, zmieniając w pewnej m i e r z e jego c e c h y r e ­
gionalne Z a s t o s o w a n i e i dobór materiałów^zastępczych
to zagadnienie t r u d n e i p o d j e c i e T k s p e ™
rozlefłą skalę jest k r o k i e m może trochę ™ odważnym
R y z y k o w n e w y d a j " s i c również
K
r
t
ó
S
S e
S u
maUcego imitować wzór k a n y L
ha-

o r S t a K Z S r i a K ^
~

n X

„

1
D

ta P o s a d o

= n ń H n K nn

r

v L S

7

hęaą przyozdobione
ffi,

laorycznymi nadrukami.

Zachodzi

Tn? l v K
v
Wprowadzenie
£ £ « w ™
przypuszczalnie m e
rozwiąże s p r a w y w dostatecznej m i e r z e , n i e u s u w a
poważnych obaw, z e zespoły będą wyglądały j a k u m u n ¬
durowane.
P r z y równoczesnym b r a k u wskazówek b i b l i o g r a f i c z ­
n y c h ( w z m i a n k o w a n e są tyiko w opisie i l u s t r a c j i d w i e
p o z y c j e : 1) T e t z n e r F r a n z . „Die S l a v e n i n D o u t s c h l a n d " ,
1902 1 2) M . Glemżaite, E . D u l a i t e n e , „Kupiskio a p y l i n k e s y y r u i r moteru r u b a i , v i l k o t i X I X i m ż . I I p u seje"
1948) c z y t e l n i k chcący znaleźć uzupełniające
wiadomości odnośna t r a d y c y j n y c h ubiorów l u d o w y c h ,
pozostawiony jest całkowicie własnej i n w e n c j i Zastać
nawfafąeyjest t u b r a k " ż y w s z a z a c h e i i ^ s t r o n y a u ?ork doutizyirlnia^autentyczncTci s t r o j u W w a r u n ­
k a c h żywotnifi n T L i t w e t r a d y c H t k a c t w a nie naZnlłoby e r ^
e

nróhek Iphranwh

^ ? ^
v

k

q v

l

=

Z

n

i

C

a

b

^" "
y

!

h

e t

m

™ d c z a f eksoedvc7i
bałtyckie^
tvm w y o a d k . i no^tawa autorW kto '

Z Ifi,™
1

Ji l \

y

™f«

y

J£

o k a z j a c h opuszczają p o d i u m s c e n i c z n e i mieszają się
z publicznością względnie wychodzą n a ulicę. B e z p o ­
średnie zetknięcie się, zwłaszcza w w a r u n k a c h światła
dziennego, z d e m a s k u j e tę imitację s t r o j u ludowego,
a n a w e t może stworzyć wrażenie m a s k a r a d y . Tego
r o d z a j u niebezpieczeństwo z d r a d z a n p . p u b l i k o w a n a
w omawianej
książce biała „siermięga"
dyrygenta
(Ryc. 192 i 193. s. 134). Z a m i a s t s u k n a użyto tu w i o ­
tkiego materiału, który u s z t y w n i o n o wkładkami n a
r a m i o n a c h , co w połączeniu z opadającymi gładko p o ­
łami uwspółcześniło całą sylwetkę nadając j e j r y s obcy
t r a d y c j i stroju ludowego, a n a w e t l e k k o k a r y k a t u r a l n y .
Dzięki p r a c y M i k a l i n y Glemżaite przestaje być p r o ­
b l e m e m zaopatrzenie zespołów świetlicowych w stroje
l u d o w e , a l e estetyka i c h a r a k t e r r e g i o n a l n y t y c h k o ­
stiumów mogą budzić zastrzeżenia.
M a n a PrzeździecJca
M . Glemżaite, „Domasznaja obrabotka I n a i s z e r s t i
w Litowskoj S S R " — T r u d y Instituta Etnografii
t. X X I I I , M o s k w a 1954, s. 60,
1

** EJ***?,? i J *

kość u z &gt; ś k

1 ,

an8

* $ « z e g ó l n i e w w y p a d k u , gdy o w a l e k ­
je
i
S t

k

o

s

2

t

e

m

p

e

w

n

e

j

z

m

i

a

n

y

o

g

o

n

e

g

o

57

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6037" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6017">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d7c0df069d511f31d0452a9e50f1dabd.pdf</src>
        <authentication>93808cfc35313e314da68228bea400a9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72033">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3930</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72034">
                <text>1953</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72035">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3679</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72036">
                <text>Strona tytułowa i spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1953 t.7 z.4-5</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72037">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1953 t.7 z.4-5;s.197-198</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72038">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72039">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72040">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72041">
                <text>POLSKA SZTUKA
DWUMIESIĘCZNIK

WYDAWANY

PRZEZ

LUDOWA

PAŃSTWOWY

INSTYTUT

SZTUKI

T R E Ś Ć :

str.
Juliusz

Starzyňski

O ludowości
polskiego

Tadeusz
Julian
Janina

Witold

Krzyżanowski
Rosen-Przeworska

Krassowski

R O K 1953

Kotula

.

.

.

.

staropolska

199
201

L u d o w o ś ć w poezji
Kochanowskiego
Z zagadnień
renesansowego
ubioru ludowego

257

Chałupa polska n a przełomie
X V I i X V I I wieku

281

Rzeszowska

303

LIPIEC

P A Ń S T W O W Y

ludowej

Odrodzenia

L u d o w a grafika

Seweryn

Franciszek

i sztuce

I

majolika

245

ludowa

PAŹDZIERNIK
N

S

T

Y

T

U

T

NR 4 5
S Z T U K I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6038" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6018">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4d0caa747e5b0f5ad63e3d091e5b161a.pdf</src>
        <authentication>767076df5a2aa9567d57ef19d158bc07</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72042">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3927</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72043">
                <text>1953</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72044">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3678</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72045">
                <text>Sprawozdania i recenzje / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1953 t.7 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72046">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1953 t.7 z.3 ; s.178-196</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72047">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72048">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72049">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72050">
                <text>W Y S T A W A SZTUKI I RĘKODZIEŁA L U D O W E G O
WOJEWÓDZTWA ŁÓDZKIEGO

MARIA

W styczniu b.r. otwarta została w Łodzi w O ś r o d ­
ku Propagandy Sztuki wystawa „ S z t u k a a Rękodzie­
ło Ludowe Woj. Łódzkiego". Celem wystawy było
zapoznanie s p o ł e c z e ń s t w a robotniczej Łodzi z dorob­
kiem k u l t u r y plastycznej wsi oraz pokazanie m o ż ­
liwości zastosowania r ó ż n y c h dziedzin twórczości pla­
stycznej w miejskich w n ę t r z a c h mieszkalnych.
Komisja selekcyjna, w k t ó r e j s k ł a d wchodzili przed­
stawiciele: Ministerstwa K u l t u r y i Sztuki, Wydziału
K u l t u r y Wojewódzkiej Rady Narodowej, Polskiego To­
warzystwa Ludoznawczego, Z w i ą z k u P l a s t y k ó w oraz
Centrali P r z e m y s ł u Ludowego i Artystycznego, doko­
n a ł a starannego doboru m a t e r i a ł u . S p o ś r ó d ponad
500 zebranych z terenu p r z e d m i o t ó w wybrano do

йус. 1. Dzban gliniany. Średnica 9,5 cm,
wiecki). Ryc. 2. Dzban gliniany. Średnica
178

wysokość
11 cm, w

PRZEŻDZIECKA

ekspozycji około 370. Wystawa, k t ó r e j scenar usz
i opracowanie plastyczne w y k o n a ł
artysta-plastyk
R. Jackowski, b y ł a p r z e g l ą d e m dorobku twórczości
wiejskiej. Pokazano komplety u b i o r ó w ludowych, w i e ­
le r ó ż n o r o d n y c h tkanin, w y r o b y ceramiczne w a ż n i e j ­
szych o ś r o d k ó w garncarskich w o j e w ó d z t w a łódzkiego
oraz wycinanki, zdobione wydmuszki i p a j ą k i u ż y w a ­
ne do ozdoby w n ę t r z izb wiejskich. Z n a l a z ł o się też
k i l k a współczesnych rzeźb w drzewie.
Szereg plansz i fotografii z a p o z n a w a ł widza z r o ­
dzajami tworzywa, t e c h n i k ą pracy i z samym arty­
stą (na wystawie umieszczono 11 zdjęć portretowych
z k r ó t k ą c h a r a k t e r y s t y k ą zasłużonych a r t y s t ó w ludo­
wych w o j . łódzkiego). T e c h n i k ę t k a n i n demonstro-

cm.
kość

Wykonał
Józe/
16,5 cm. Wykonał

BudWewí'cz (Tomaszów
Hieronim Muszyński

Mazo(Sieradz).

�Ryc. 3, 4.

Wycinanki

łowickie.

Wykonała

wała tkaczka z Rzeczycy t k a j ą c a na wiejskim w a r ­
sztacie pasiak „ w koziołki". Duża mapa o b r a z o w a ł a
rozmieszczenie czynnych o ś r o d k ó w garncarskich i wycinkarskich oraz rzeźby i tkactwa ludowego. Inne
plansze d a w a ł y k r ó t k ą c h a r a k t e r y s t y k ę instytucji i or­
ganizacji z a j m u j ą c y c h się badaniem stztuki ludowej
oraz roztaczających nad niią o p i e k ę ( P a ń s t w o w y I n ­
stytut Sztuki, Muzea Etnograficzne, Polskie Towa­
rzystwo Ludoznawcze, Uniwersyteckie Z a k ł a d y Etno­
graficzne, Wydziały K u l t u r y W R N , Centrala Przemy­
słu Ludowego i Artystycznego).
U wejścia do sali umieszczono h a s ł o : „Chcesz poz­
nać wieś — poznaj jej p r a c ę i twórczość". W y m i e ­
nione w y ż e j eksponaty i plansze z n a j d o w a ł y się w
pierwszej części sali. W drugiej części zaś pokazano
w y b ó r w y r o b ó w C P L I A (przeważnie tkactwo i strój)
oraz p r z y k ł a d w n ę t r z a miejskiego u r z ą d z o n e g o este­
tycznie przez racjonalne zastosowanie dekoracyjnej
tkaniny, ceramiki i w y c i n a n k i ludowej. Przeciwsta­
wione m u zostało identycznie umeblowane w n ę t r z e ,
ozdobione w stylu d r o b n o m i e s z c z a ń s k k n z okresu m i ę ­
dzywojennego. W głębi sali mieściło się stoisko C P L I A
sprzedające w y r o b y p r z e m y s ł u ludowego i artystycz­
nego, zaopatrzone szczególnie obficie w c e r a m i k ę i k i ­
limy oraz t k a n i n y dekoracyjne.
W szczegółach wystawa została opracowana r ó w ­
nie starannie jak i w o g ó l n y m założeniu. Pokazano
12 skompletowanych s t r o j ó w kobiecych i m ę s k i c h z róż­
nych części w o j e w ó d z t w a : z powiatu brzezińskiego —
kobiecy, łódzkiego — kobiecy, rawskiego — kobiecy
zwykły i weselny, dziecinny oraz m ę s k i , sieradzkie­
go — kobiecy letni i zimowy oraz m ę s k i , skierniewic­
kiego — kobiecy, łowickiego — kobiecy i m ę s k i . Po­
nadto znalazło się też dużo efektownie u p i ę t y c h po­

Józeia

Strycharska

(Łowicz).

jedynczych części strojów, jak kaftany i gorsety ł o ­
wickie z barwnych p a s i a k ó w , zapaski w „bączki" oraz
białe czepce tiulowe noszone do malowanych chustek
jedwabnych. Dano też obfity i ł a d n y p r z e g l ą d t k a n i n
z p o w i a t ó w łowickiego, sieradzkiego, r a d o m s z c z a ń s k i e ­
go, rawskiego, piotrkowskiego, a więc w e ł n i a n e pasiaki
proste i tkane w „koziołki" czy w „bączki", oraz bar­
dzo ł a d n e kompozycyjnie i kolorystycznie k r a c l a k i na
„nospy". P r z e g l ą d o b e j m o w a ł tkaniny od starych do
najnowszych, ciekawe z a r ó w n o pod w z g l ę d e m techniki
jak i z e s t a w i e ń kolorystycznych. P o d k r e ś l o n o p r ó b y
nawrotu do starych t k a n i n przez wystawienie p r ó b n e j
tkaniny wykonanej przez A n t o n i n ę L e g u t o w s k ą z Rze­
czycy, tkanej w e ł n ą na lnianej osnowie w e d ł u g „ s t a ­
rej mody" (iz ok. 1860 r.) w kolorach czarnym i p ą s o ­
w y m na niefarbowainej osnowie.
Wśród e k s p o n a t ó w ceramicznych znalazły się p r ó b y
z n a j w a ż n i e j s z y c h o ś r o d k ó w garncarskich w o j e w ó d z ­
twa łódzkiego. Z Sieradza wystawiono w y r o b y H i e r o ­
nima Muszyńskiego, Juliana Petrykiewicza i Tadeusza
Tomali. Wyroby M u s z y ń s k i e g o w y r ó ż n i a ł y się bardzo
ł a d n ą i g ł a d k ą p o l e w ą . Dzbanki jego zdobione były
wokół b r z u ś c a ornamentem pasowym z grubo n a k ł a ­
danej p o b i a ł k i na ciemne tło. Ornament s k ł a d a ł się
przeważnie
z
drobnych gałązek l u b l i n i i falistej
z kropkami, ujętej w dwie proste linie p o d w ó j n e . W y ­
stawione w y r o b y Petrykiewicza były wszystkie czer­
wone, niepolewane, dekorowane ornamentem pasowym
z pobiałki. N i e k t ó r e z w y r o b ó w Tomali, na ogól bardzo
zbliżone do w y r o b ó w Petrykiewicza, p o s i a d a ł y p o l e w ę
b r ą z o w ą . O poszukiwaniu n o w y c h form świadczy t w ó r ­
czość Jana Wierzbickiego ze S t e f a n ó w k a Barczewskie­
go, pow. Sieradz.
Garncarstwo Tomaszowa Mazowieckiego reprezen­
towane było przez w y r o b y Jana Malczewskiego, Ka-

179

�WYCINANKI

Ryc. 7 wykonała

Antonina

Królikiewicz

(Zakościele).

Ryc.

8 wykonała

Józeia

Siwkowa

(Zakościele).

I

Щ

RAWSKIE

-

R

y

c

n

¡

1 ¿

w

y

k

o

n

a

¡

a

J

a

n

¡

n

a

p

r

z

y

b

o

[

k

o

w

a

( Z a k o á c i e ¡ e )

,

�Ryc. 14. „Zwózka

Ryc.
182

i piłowanie

¡5. „Orka".

drzewa".

Wyk.

W y k . Józeia

Stanisława

Bogusz

Surma

(Łowicz).

(Haurzyce).

�WYCINANKI ŁOWICKIE

zimierza A r k u s i ń s k i e g o , Józefa Budkiewicza i Edwar­
da A r k u s i ń s k i e g o . Dzbanki Malczewskiego posiadały
polewę b r ą z o w ą na całej powierzchni i nie by!y zdo­
bione. W wyrobach innych garncarzy oolewa, obej­
m o w a ł a g ó r n ą część b r z u ś c a i wylew, d e k o r a c j ę zaś
s t a n o w i ł podszkliwny ornament pasowy.

i 11 tematycznych), sieradzkie (kwadraty i koła), raw­
skie (donice z k w i a t a m i , koguciki, postaci ludzkie).

Z Bolimowa z n a l a z ł y się znane w y r o b y Konopczyń­
skich (Aleksandra i Stefana); b y ł y to dzbanki i ta,lerze w kolorowe k w i a t y i ptaszki na tle p o c i ą g n i ę ­
tym pobiałką.

Najbardziej r o z w i n i ę t e pod w z g l ę d e m technicznym
i kolorystycznym są w y c i n a n k i łowickie, k t ó r e w ł a ś ­
ciwie są naklejankami. Wystawione „ k o d r y " łowickie
były p r z e w a ż n i e bardzo dobre kompozycyjnie (lekkie
i r ó w n o m i e r n e w y p e ł n i e n i e przestrzeni). Pomimo swo­
jej szerokiej gamy kolorystycznej m i a ł y one dobrze
rozmieszczone walory,
co w y w o ł y w a ł o ogólne w r a ­
żenie pewnego stonowania kolorów.

Z zakresu zdobnictwa w n ę t r z pokazano wycinan­
ki, wydmuszki i pająki. Ogółem znalazło się na w y ­
stawie około 120 wycinanek: łowickie (koła, ,,kodry"

Ł o w i c k i e wycinanki tematyczne świadczą o coraz
śmielszym wprowadzaniu do sztuki ludowej nowych
z a g a d n i e ń i nowych t e m a t ó w , o coraz w i ę k s z y m

Ryc.

17. Wycinanka

łowicka

„Kodia".

Wyk.

Stanisława

Bogusz

(Łowicz).
183

�ñyc.

13 i 19.

Wycinanki

łowickie.

zainteresowaniu artysity ludowego wydarzeniami współ­
czesnymi i wprowadzaniu ich do swojej sztuki. Wśród
wycinanek tematycznych w y s t ę p u j ą takie, jak np.
„Szkoła dla dorosłych",
„ S k u p zboża",
„Wybory",
„Nowa wieś", „ O r k a p ł u g a m i i traktorem", „Zwózka
i p i ł o w a n i e drzewa". Spotyka się r ó w n i e ż ujęcia t r a ­
dycyjne,
np. „Izba łowicka", „Międlenie".
Zaletą
pokazanych wycinanek tematycznych jest p o p r a w n o ś ć
formy i kompozycji przy p o s t ę p o w e j ich treści.
Do zdobienia w n ę t r z a u ż y w a n e są w Ł o w i c k e m
dzbanuszki wykonane z „ w y d m u s z e k " z jajek. Na wy­
stawie łódzkiej pokazano około 30 takich dzbanusz­
ków, bardzo starannie wykonanych przez Józefę Stryc h a r s k ą i P r z y ż y c k ą z Łowicza. Dzbanuszki te m a j ą
d e k o r a c j ę g e o m e t r y c z n ą l u b k w i a t o w ą , w obu przy­
padkach bardzo d r o b n ą , p o w s t a ł ą przez naklejanie k o ­
lorowych wycinanek. „ W y d m u s z k i " Strycharskiej po­
s i a d a - wzory raczej geometryczne, podczas gdy Przyżyckiej p r z e w a ż n i e kwiatowe. Józefa Strycharska w y ­
konała również „ p a j ą k a " przybranego „ w y d m u s z k a ­
m i " , słomą i k r ą ż k a m i papieru kolorowego, ułożony­
m i w poziome pasy ( p o m a r a ń c z o w y , żółty, buracz­
kowy, ciemnożółty, niebieski i biały). Dookoła „ p a ­
j ą k a " obiega falbanka z r ó ż o w e g o papieru, ozdobiona
w p i ę t y m i r ó ż n o k o l o r o w y m i kokardkami. D w a inne
pająki łowickie wykonane były tylko z bibuły kolo­
rowej i słomy.

184

Wyk.

Stanisława

Bogusz

Na

wystawie

łódzkiej

(Łowicz).

została

również

pokazana

współczesna rzeźba ludowa w drzewie. Między i n n y m i
wystawiono dwie rzeźby Józefa S t r u g i ń s k i e g o z Rogoź­
na: „ S p r z ą t a c z k a " i „U kowala". W obu przypadkach
wyczuwa się pewne nieskoordynowanie między

treś­

cią a f o r m ą . Artysta, czerpiąc t e m a t y k ę z bezpośred­
niej

obserwacji

otoczenia,

waha

się m i ę d z y

ideali­

styczną f o r m ą n i e k t ó r y c h tradycyjnych ś w i ą t k ó w a na­
turalizmem i nie może zdobyć się na ujęcie

reali­

styczne, k t ó r e n i e w ą t p l i w i e stanowi jego zamiar. Rzeź­
ba „ S p r z ą t a c z k a " posiada płaskość i proporcje
ka (szeroka

w ramionach przy stosunkowo

świąt­

wąskich

biodrach); włosy i warkocze S t r u g i ń s k i traktuje sche­
matycznie i płasko, natomiast szczotka do zamiatania,
u k ł a d a n a spódnica i ściągacz na sweterku oddane są w
sposób naturalistyczny. W drugiej rzeźbie S t r u g i ń s k i e ­
go „U kowala" widoczne jest to samo wierne oddanie
szczegółów d r u g o r z ę d n y c h

(np. skrzynia z narzędzia­

m i kowalskimi) i zupełny brak p o d k r e ś l e n i a cech t y ­
powych. Obie rzeźby nie są zbyt szczęśliwie

rozwią­

zane kompozycyjnie, brak lim zwartości i p o d p o r z ą d ­
kowania g ł ó w n e j

idei. Przy d u ż y c h

wymiarach obu

rzeźb (1 —1,5 m) b r a k i te w y s t ą p i ł y t y m jaskrawiej.
Byłoby może wskazane,
zmniejszył w y m i a r y

gdyby artysta w

przyszłości

swych rzeźb, gdyż w ten sposób

�Ryc.

20 i 21.

Wycinanki

łowickie. Wyk.

łatwiej znajdzie d r o g ę do koniecznych uogólnień i t y powości, z p o m i n i ę c i e m zbytecznych szczegółów.
Rzeźba z a t y t u ł o w a n a „Kobieta murarz", wykonana
przez Kazimierza Ajsa z Sulejowa, jest bardziej zwar­
ta pod w z g l ę d e m kompozycyjnym, chociaż z p u n k t u
widzenia jedności treści i formy budzi r ó w n i e ż za­
strzeżenia. A u t o r nie potrafił przedstawionej przez
siebie pcstaci n a d a ć cech charakterystycznych dla te­
go ś r o d o w i s k a zawodowego.
S p o ś r ó d wystawionych rzeźb najlepsza b y ł a „ P r z ą d ­
ka" wykonana przez Józefa Grzegorego ze wsi Złotk ó w Borowy (роду- Łowicz). Przedstawia ona starszą
k o b i e t ę w i e j s k ą przy k o ł o w r o t k u . P o s t a ć kobiety,
jej wyraz twarzy, ruch r ą k uchwycone są bardzo de­
brze; artysta nie gubi się w szczegółach, określa w y ­
r a ź n i e ś r o d o w i s k o i wiek kobiety. Kompozycyjnie go­
rzej r o z w i ą z a n y jest k o ł o w r o t e k , a zwłaszcza kądziel,
k t ó r a niepotrzebnie jest zbyt duża i ciężka.
Ostatnia
w tańcu",
rzeźbiarza
rzeźby w
za, czysto

z wystawionych rzeźb, „ P a r a o p o c z y ń s k a
wykonana została przez W ł a d y s ł a w a Żaka,
wiejskiego, k t ó r y dokształcał się z zakresu
Łodzi i dlatego trudno jego p r a c ę Uważać
ludową.

Fotograiie

wykonał

Stanisława

Bogusz

(Łowicz).

Jak w i d a ć z powyższego, na w y s t a w i e zebrano, eks­
ponaty r ó ż n o r o d n e , dające w zarysie obraz całokształ­
tu twórczości artystycznej wsi w o j e w ó d z t w a ł ó d z k i e ­
go, z u w z g l ę d n i e n i e m w m i a r ę możliwości z a b y t k ó w
z r ó ż n y c h o k r e s ó w czasu (np. w t k a c t w i e z rozpię­
tością czasu blisko 70 lat).
Możliwość zastosowania sztuki ludowej w dekora­
cji miejskich w n ę t r z mieszkalnych pokazano, jak
w s p o m n i a ł a m , w drodze kontrastowego zestawienia
w n ę t r z a ozdobionego l u d o w y m i tkaninami, c e r a m i k ą
i w y c i n a n k a m i — z u r z ą d z e n i e m w guście drobnomieszezańskim z okresu m i ę d z y w o j e n n e g o . Wydaje m i
się, że tutaj p e ł n y efekt nie został osiągnięty, gdyż
w n ę t r z e , m a j ą c e na widza działać w sposób ujemny,
było właściwie za m a ł o brzydkie i z pewnością zna­
leźli się zwiedzający, k t ó r y m mogło się ono nawet
podobać.
W ekspozycji bardzo starannej i estetycznej w i ­
doczne było konsekwentne dążenie do uwypuklenia
podstawowego problemu, j a k i m dla o r g a n i z a t o r ó w w y ­
stawy bylo zagadnienie przemiany tradycyjnej sztu­
k i ludowej, zaspokajającej dotychczas potrzeby włas­
nego środowiska, w artystyczne rzemiosło, p r a c u j ą ­
ce dla szerokich mas ludności wsi i miasta.

Jerzy

Langda,
1S5

�R

E

C

E

N

Z

J

E

E L E M E N T Y LUDOWE W POKAZIE S Z K O L A R T Y S T Y C Z N Y C H POZNANIA

Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej — W y ­
dział K u l t u r y w Poznaniu, chcąc zaznajomić społe­
c z e ń s t w o z dorobkiem szkół artystycznych, zorgani­
zowało w dniu 18.IV.1953 r. „ P o k a z prac u c z n i ó w
szkół artystycznych miasta Poznania". Pokaz ten od­
był się w wielkiej auli Uniwersytetu P o z n a ń s k i e g o .
Udział w n i m w z i ę ł y : P a ń s t w o w a Podstawowa Szko­
ła Muzyczna, P a ń s t w o w a Ś r e d n i a Szkoła Muzyczna,
P a ń s t w o w e Liceum Muzyczne, P a ń s t w o w a Szkoła M u ­
zyczna, P a ń s t w o w a Szkoła dla I n s t r u k t o r ó w T e a t r ó w
Ochotniczych, P a ń s t w o w e Liceum I n s t r u k t o r ó w Świe­
tlicowych i Teatralnych, P a ń s t w o w a Ś r e d n i a Szkoła
Baletowa. Program „ P o k a z u " s k ł a d a ł się z d w ó c h
części. W pierwszej przedstawiono u t w o r y muzyczne,
wokalne, choreograficzne i recytacyjne, n a l e ż ą c e do
repertuaru klasycznego, w drugiej zaś, poza dwoma
u t w o r a m i o aktualnej treści politycznej, przedstawio­
no 20 u t w o r ó w o charakterze l u d o w y m i etnograficz­
nym. Wszyscy wykonawcy tej części programu w y ­
stąpili w wielkopolskich strojach ludowych. Ze wzglę­
du na t e m a t y k ę i f o r m ę wykonania u t w o r ó w drugiej
części „ P o k a z u " u w a ż a m y za wskazane umieszczenie
sprawozdania na ł a m a c h „Polskiej Sztuki Ludowej".
Elementem n o w y m w Poznaniu, k t ó r y przedsta­
wiono po raz pierwszy w „ P o k a z i e " na w i e l k ą skalę,
był ludowy strój wielkopolski, k t ó r y silnie podkre­
ślał regionalny charakter imprezy. Podczas wykony­
wania programu mieliśmy możność
obserwowania
s t r o j ó w z okolic Ołoboku, Ś r e m u , Buku, P a ł u k , K r o b i
i p r z e d m i e ś ć Poznania. Ogólnie je oceniając, należy
podkreślić dość w i e r n ą r e k o n s t r u k c j ę i staranne w y ­
konanie; w pewnych przypadkach zastosowano na­
wet oryginalne części stroju w y p o ż y c z o n e z terenu
(np. Dzierżaczka z okolic K r o b i w czepku i k r y z i k u ) .
Przyjemne w r a ż e n i e , jakie s p r a w i a ł efektowny strój
wielkopolski, osłabiały jednak d a j ą c e się z a u w a ż y ć
usterki, k t ó r y c h w przyszłych pokazach powinno się
u n i k a ć . Np. za imało z r ó ż n i c o w a n o stroje pod wzglę­
dem k o l o r y s t y k i w poszczególnych regionach, t y m sa­
m y m n a d a j ą c strojom l u d o w y m charakter swoistych
mundurów.
Inne niedociągnięcia — to niestaranne odtworzenie
n i e k t ó r y c h częśoi stroju: np. zamiast czarnych z po­
ł y s k i e m buty były siwe, zapaski bez haftu albo ze
stosowanym tak skromnie, że trzeba go było się do­
s z u k i w a ć ; Dzierżaczka ś p i e w a j ą c a solową p a r t i ę w y ­
stąpiła w p i ę k n y m oryginalnym czepku i k r y z i k u , lecz
przy t y m w koszuli o k r o j u o d b i e g a j ą c y m od ory­
ginalnego (za szerokie r ę k a w y ) i w zapasce r ó w n i e ż
niezgodnej pod w z g l ę d e m zdobienia i barwy z miej­
scowym charakterem.
Skromnie, a nawet mundurowo, p r z e d s t a w i a ł się
strój Bamberek, w k t ó r y przebrano m a ł e dziewczyn­
186

k i . Monotonia kolorów w y w o ł y w a ł a w r a ż e n i e nudy.
B r a k haftu na zapaskach t i u l o w y c h oraz wysokich
b u c i k ó w na wysokich obcasach p o w a ż n i e
osłabiał
efekt, w b r e w w o l i o r g a n i z a t o r ó w , k t ó r z y chcąc np.
z a c h o w a ć wszystkie szczegóły stroju oryginalnego, nie
zapomnieli m a ł y m Bambereczkom pod zapaski tiulo­
we p r z y w i ą z a ć barwnie haftowanych kieszeni. W
z w i ą z k u ze strojem bamberskim nasuwa się jednak
pytanie, czy w ogóle było celowe wprowadzenie na
s c e n ę zespołu w t a k i m stroju, czy celowe jest pod­
noszenie do rangi reprezentacyjnego stroju wielko­
polskiego u b i o r ó w b y ł y c h m i e s z k a ń c ó w czterech w i o ­
sek n a l e ż ą c y c h obecnie do miasta Poznania. Wiado­
mo przecież, że Barnbrowie, w p o c z ą t k u X V I I I w .
sprowadzeni w okolicę Poznania z k r a ń c ó w S ł o w i a ń ­
szczyzny, spod Bamberga, na gruncie s ł o w i a ń s k i m
bardzo szybko się spolszczyli. Pokazana odmiana stro­
j u bamberskiego posiada wybitne cechy stroju zachod­
nio-europejskiego.
Faworyzowanie więc tego stroju
i przedstawianie w n i m przebranych m a ł y c h dzieci
u w a ż a m za posunięcie niewskazane, t y m bardziej, że
mamy na obszarze Wielkopolski wiele innych stro­
jów, silniej z w i ą z a n y c h z historią i k u l t u r ą te"go re­
gionu.
Jeśli chodzi o t a ń c e ludowe przedstawione w opra­
cowaniu Jadwigi Szmidtowej to z uznaniem trzeba
zaznaczyć, że przygotowanie ich b y ł o staranne i po­
prawne, chociaż wykonany na nich retusz, jak i po­
stawa tancerzy, w pewnych wypadkach odbiegają od
charakteru t a ń c a ludowego. Niekiedy raził t e ż widza
sposób trzymania się tancerzy — zbyt prosty i sztyw­
ny — jak i chęć unoszenia się na palcach, co w t a ń ­
cach ludowych nie ma prawie zastosowania. Poza
t y m nieszczęśliwym p o m y s ł e m było ubranie dziewcząt,
w y s t ę p u j ą c y c h w t a ń c a c h ludowych — w czarne m i ­
niaturowej wielkości slipki. Pokazywanie w t a ń c a c h
ludowych gołych n ó g spod szerokich barwnych spód­
nic — nie n a l e ż a ł o chyba do efektów zamierzonych.
W z w i ą z k u z całą d r u g ą częścią „ P o k a z u " , a szcze­
gólnie z t a ń c a m i l u d o w y m i , k t ó r e t a ń c z o n o przy dźwię­
kach fortepianu, nasuwa się uwaga, że brak ludowego
wielkopolskiego zespołu insitrumentalnego jest nie­
zrozumiały. Posiadamy przecież liczne instrumenty
ludowe: dudy, kozły, siesieńki, mazanki, m a r y n y itd„
mamy m u z y k u j ą c y c h na tych instrumentach graj­
ków, m a m y w Poznaniu wybitnych m u z y k ó w , kompo­
z y t o r ó w i l u t n i k ó w , istnieje nawet p o w a ż n y zaczątek
takiego zespołu w Zbąszyniu. Niezrozumiałe więc jest,
dlaczego w p o z n a ń s k i m o ś r o d k u muzycznym, gdzie
istnieje, prócz Opery, tyle szkół muzycznych, gdzie
organizuje się m i ę d z y n a r o d o w e imprezy muzyczne,
Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej nie wpły­
nęło na odpowiednie instytucje, by z o r g a n i z o w a ł y re-

�prezentacyjny zespół m u z y k i ludowej. B r a k zaintere­
sowania w tej dziedzinie jest, moim zdaniem, za­
przepaszczeniem p o w a ż n y c h w a r t o ś c i k u l t u r o w y c h , wy­
tworzonych przez nasz lud w ciągu w i e k ó w . Orga­
nizatorzy „ P o k a z u " i miejscowe ś r o d o w i s k o muzycz­
ne zna przecież słowa B o l e s ł a w a Bieruta: „Twórczość
n a p r a w d ę wielka wyrasta z tego co ludowe i dzięki
temu staje się dorobkiem ogólnoludzkim".
Ogólnie o c e n i a j ą c „ P o k a z " , n a l e ż y stwierdzić, że
był o n p o w a ż n y m osiągnięciem k u l t u r a l n y m . Wresz­
cie społeczeństwo p o z n a ń s k i e z a i n t e r e s o w a ł o się war­
tościami l o k a l n y m i i p r z e d s t a w i ł o je choć w części
szerszemu ogółowi. Po t y m pierwszym k r o k u — na­

s t ę p n y m powinno być zorganizowanie wielkopolskie­
go reprezentacyjnego zespołu instrumentalnego, zespo­
łu takiego, k t ó r y poziomem artystycznym i popular­
nością d o r ó w n y w a ł b y „Mazowszu".
Jeśli chodzi o s t r o n ę organizacyjną, wydaje m i się
niesłuszne, aby i m p r e z ę z w i ą z a n ą t y l k o z miastem
Poznaniem o r g a n i z o w a ł o aż Prezydium Wojewódzkiej
Rady Narodowej. Skoro zaś Prezydium W o j . Rady
Narodowej — Wydział K u l t u r y — podjęło się organiza­
c j i „ P o k a z u " , to wydaje się, że do u d z i a ł u w popi­
sach powinny być zaproszone r ó w n i e ż szkoły i og­
niska artystyczne z terenu.
Adam

Glapa

A R C H I T E K T U R A P O L S K A DO POŁOWY X I X W I E K U (Album).
Wydawnictwo oprać, pod kierunkiem Jana Zachwatowicza przy współudziale Zygmunta
Šwiechowskiego i Jerzego Miłobędzkiego).
Warszawa 1952. P a ń s t w - Wydawn. Techniczne. 4° s. 25. tabl. 449. Z a k ł a d A r c h i t e k t u r y Polskiej Politechniki
Warszawskiej (Biblioteka Z a k ł a d u A r c h i t e k t u r y Polskiej Politechniki Warszawskiej, t. 9).

B o g a t ą część i l u s t r a c y j n ą poprzedza w s t ę p pióra m i ­
nistra Romana Piotrowskiego oraz zarys rozwoju ar­
chitektury w Polsce, napisany przez prof, dra Jana
Zachwatowicza.
Na część i l u s t r a c y j n ą s k ł a d a się 449 reprodukcji
zdjęć fotograficznych, p r z e d s t a w i a j ą c y c h zabytki ar­
chitektury i ich fragmenty. Ilustracje wykonane są
bardzo dobrze pod w z g l ę d e m technicznym i a r t y ­
stycznym. W albumie około 10% s t a n o w i ą zdjęcia
wiejskich i m a ł o m i a s t e c z k o w y c h b u d y n k ó w mieszkal­
nych oraz o b i e k t ó w p r z e m y s ł o w y c h (wiatraki, m ł y n y )
i sakralnych, k t ó r e w sumie s t a n o w i ą w o b r ę b i e w y ­
dawnictwa j a k gdyby osobny rozdział
poświęcony
architekturze ludowej,
wymagający
szczególowego
o m ó w i e n i a na ł a m a c h Polskiej Sztuki Ludowej.
J u ż sam fakt umieszczenia w reprezentacyjnym al­
bumie architektury polskiej p r z y k ł a d ó w budownictwa
ludowego ś w i a d c z y j a k najkorzystniej o zamierze­
niach Redakcji, k t ó r a nie u w a ż a ł a za stosowne ogra­
niczyć treści w y d a w n i c t w a do architektury monu­
mentalnej w a r s t w elitarnych, ale j e d n o c z e ś n i e posta­
nowiła w p r o w a d z i ć o wiele s k r o m n i e j s z ą i nie zawsze
tak e f e k t o w n ą , jednak dla historii naszej k u l t u r y bar­
dzo istotną — a r c h i t e k t u r ę l u d o w ą .
Redakcja włożyła sporo w y s i ł k u w wyeksponowa­
nie możliwie plastycznie tego działu architektury pol­
skiej, z u w z g l ę d n i e n i e m funkcjonalnego
i geogra­
ficznego z r ó ż n i c o w a n i a budownictwa ludowego. Jedna­
kowoż p o r ó w n u j ą c ze sobą obydwa działy dostrzega­
my, że nie są one w albumie opracowane w sposób
r ó w n o m i e r n y . Podczas gdy w części i l u s t r u j ą c e j ar­
c h i t e k t u r ę n i e l u d o w ą selekcja m a t e r i a ł u
dokonana
została w sposób wysoce u m i e j ę t n y i staranny, dając
możność zorientowania się w najcelniejszych zabyt­
kach architektury z r ó ż n y c h epok i różnych stron

Polski, w części w s t ę p n e j nie u d a ł o się Redakcji osiągnąć r ó w n i e p o m y ś l n e g o w y n i k u . Widoczne to jest
z a r ó w n o w doborze m a t e r i a ł u j a k i w jego u k ł a d z i e .
P r z e g l ą d a j ą c k a r t y tej części albumu, dostrzegamy
dążność do u p o r z ą d k o w a n i a jego treści w e d ł u g sche­
matu, k t ó r y ująć m o ż n a w sposób n a s t ę p u j ą c y : k r a j ­
obraz, budownictwo przeddziejowe, współczesne b u ­
downictwo p r y m i t y w n e , zabudowa wsi, c h a ł u p a w i e j ­
ska, w n ę t r z e , zagroda, b u d y n k i gospodarcze, b u d y n k i
p r z e m y s ł o w e , budownictwo m a ł o m i a s t e c z k o w e i sa­
kralne. W e w n ą t r z obszerniejszych działów
(chałupa
wiejska) widoczne s ą u s i ł o w a n i a w k i e r u n k u wpro­
wadzenia u k ł a d u typologicznego. Z a r ó w n o jednak w
ogólnym rozplanowaniu m a t e r i a ł u , jak i w o b r ę b i e
poszczególnych grup, w k r a d ł y się pewne niekonsek­
wencje, k t ó r e m ą c ą przejrzystość u k ł a d u .
Zgromadzony m a t e r i a ł , j a k k o l w i e k
dosyć
obfity,
nie zawsze daje w ł a ś c i w y obraz bogactwa polskiej ar­
chitektury ludowej. B r a k i dotyczą z a r ó w n o sposobu
zabudowy wsi (uwzględniono jedynie u l i c ó w k ę , i to
aż w d w ó c h zdjęciach), f o r m architektonicznych (nie
ma np. d o m ó w o konstrukcji p r z y s ł u p o w e j , charakte­
rystycznych dla n i e k t ó r y c h okolic Dolnego Śląska,
Krakowskiego i Rzeszowskiego), jak i ważniejszych
t y p ó w ludowego budownictwa
regionalnego
(brak
chałupy góralskiej ze Ś l ą s k a Cieszyńskiego, c h a ł u p y
krakowskiej, p o d h a l a ń s k i e j , sanockiej z w n ę k ą i w i e ­
lu innych).
P r ó c z b r a k ó w , o k t ó r y c h w s p o m n i a ł e m tu p r z y k ł a ­
dowo, obserwuje się w i n t e r e s u j ą c e j nas części albu­
m u nie zawsze w ł a ś c i w y d o b ó r m a t e r i a ł u . Bez w i ę k ­
szej szkody dla całości m o ż n a by u s u n ą ć jedno ze
zdjęć, k t ó r e się dublują, np. zdjęcie w i a t r a k ó w , s z a ł a ­
sów pasterskich, ulicy wiejskiej; n a l e ż a ł o b y w y m i e ­
nić słabe technicznie zdjęcie m ł y n a wodnego i ł a d n e ,
ale niewiele o ludowej architekturze m ó w i ą c e z d j ę ­
cie dziedzińca zagrody białostockiej, stodoły w Ł a z i -

187

�skach G ó r n y c h (budynek 8-boczny,
fotografowany
od ściany szczytowej, wskutek czego nie daje w ł a ś c i ­
wego pojęcia o bryle), kościółka w Sieniawie i S ę k o ­
wej. Zamiast na pół zrujnowanej karczmy w J e l e ś n i
właściwsze w y d a w a ł o b y się umieszczenie bogatej pod
w z g l ę d e m architektonicznym karczmy w Suchej.
Z a s t r z e ż e n i a natury bardziej zasadniczej
budzą
zdjęcia c h a ł u p , m a j ą c y c h r e p r e z e n t o w a ć budownictwo
ludowe Opoczyńskiego i Rzeszowskiego. W pierwszym
przypadku na 19 rycinie albumu widzimy jako jedyny
p r z y k ł a d z Opoczyńskiego fotografię c h a ł u p y z pod­
cieniem n a r o ż n i k o w y m z Kalinkowa. C h a ł u p a ta, nie­
w ą t p l i w i e bardzo pod w z g l ę d e m architektonicznym
i n t e r e s u j ą c a , nie może jednak być u ż y t a jako p r z y k ł a d
c h a p p y „opoczyńskiej". K a l i n k ó w jest bowiem daw­
ną kolonią n i e m i e c k ą założoną na p r z e ł o m i e X V I I I
i X I X w i e k u przez k o l o n i s t ó w niemieckich z Pomo­
rza, i z a r ó w n o w w y g l ą d z i e z e w n ę t r z n y m , j a k i roz­
planowaniu stanowi na t y m terenie f o r m ę obcą. Po­
dobnie budownictwo rzeszowskie nie m o ż e być i l u ­
strowane przez c h a ł u p ę z Lisznej, wsi położonej w
powiecie leskim, w głębi Karpat, zamieszkiwanej do
niedawna przez obcą etnicznie l u d n o ś ć b o j k o w s k ą .
Nie reprezentuje też należycie budownictwa rzeszow­
skiego nowsza i zupełnie przypadkowo wybrana cha­
ł u p a z Bratkowic.
Szereg wspomnianych wyżej dla p r z y k ł a d u usterek
s k ł a d a się na to, że zagadnienie architektury ludowej,
mimo n i e w ą t p l i w e g o w y s i ł k u ze strony Redakcji, nie
znalazło w w y d a w n i c t w i e w ł a ś c i w e g o wyrazu. P o m i ­
jając jednak takie p o m y ł k i , jak z w s p o m n i a n ą wyżej
c h a ł u p ą z Kalinkowa, czy Lisznej, k t ó r y c h m o ż n a by
ł a t w o u n i k n ą ć , gdyby m a t e r i a ł został przekonsultowa­
ny w gronie e t n o g r a f ó w , jako istotne pozostałyby dwa
zarzuty: pierwszy, że w w y d a w n i c t w i e u w z g l ę d n i o ­
nych zostało zbyt m a ł o r ó ż n y c h form architektonicz­
nych, i drugi, że poszczególne formy nie zawsze i l u ­
strowane są najlepszymi p r z y k ł a d a m i .
W obydwu
przypadkach odpowiedzialnością za b r a k i trudno by­
łoby obciążać R e d a k c j ę wydawnictwa. Jeżeli omawia­
na tu część albumu nie d o r ó w n u j e zasięgiem i cel­
nością w y b o r u części poświęconej architekturze nieludowej, przyczyna leży w y ł ą c z n i e w rodzaju mate­
r i a ł u j a k i m d y s p o n o w a ł a Redakcja, p r z y g o t o w u j ą c to
p i ę k n e i w a r t o ś c i o w e wydawnictwo.
Podczas
gdy
z zakresu monumentalnej architektury murowanej do
dyspozycji Redakcji stały otworem bogate zbiory ma­
t e r i a ł ó w ilustracyjnych, z a w i e r a j ą c e znakomite pod
w z g l ę d e m technicznym i artystycznym d o k u m e n t á r ­
ně zdjęcia najbardziej w a r t o ś c i o w y c h z a b y t k ó w , gdy
w ł a ś c i w ą selekcję i ujęcie u ł a t w i a ł y liczne prace o
charakterze monograficznym i syntetycznym, zadanie
zespołu redakcyjnego, p r z y g o t o w u j ą c e g o część w s t ę p ­
ną, było o wiele trudniejsze.
Przyczyny należy s z u k a ć w stanie naszych b a d a ń
etnograficznych, k t ó r e prowadzone od lat blisko stu,
nie dały jeszcze pełnej inwentaryzacji t y p ó w ludowej
architektury, nie d o p r o w a d z i ł y do precyzyjnego wy­
znaczenia ich zasięgów
i o k r e ś l e n i a historycznego
rozwoju. W ciągu ostatnich lat pięćdziesięciu prace,
z m i e r z a j ą c e do syntetycznego ujęcia zagadnienia p o l ­
skiego budownictwa ludowego, wyszły niedaleko po­
za pierwsze p r ó b y z czasów K a r ł o w i c z a i Pugeta.
P o w a ż n ą t r u d n o ś ć w opracowaniu na n a l e ż y t y m po­
188

ziomie ilustrowanego p r z e g l ą d u polskiej architektury
ludowej stanowi brak systematycznie prowadzonej
dokumentacji fotograficznej.
M a t e r i a ł fotograficzny
z zakresu ludowej architektury, k t ó r y m
rozporządza­
my obecnie, jest w 80% z u p e ł n i e przypadkowy, poza
t y m jest on rozproszony po r ó ż n y c h archiwach i zbio­
rach, często na poziomie technicznym i artystycznym
u n i e m o ż l i w i a j ą c y m jego wykorzystanie.
Obok t r u d n o ś c i w y n i k a j ą c y c h z b r a k u n a l e ż y t e j
dokumentacji faktograficznej i odpowiednich opraco­
w a ń naukowych, wysuwa się t u jeszcze zagadnienie
specjalne — wypracowania k r y t e r i ó w , w e d ł u g jakich
należałoby k i e r o w a ć się przy planowaniu i realizo­
waniu w y d a w n i c t w a m a j ą c e g o dać obraz polskiej ar­
chitektury ludowej.
Jednym z podstawowych p r o b l e m ó w , k t ó r y musi­
my r o z s t r z y g n ą ć na wstępie, jest problem ram chro­
nologicznych. P o ł o w a X I X w., p r z y j ę t a w omawia­
n y m albumie jako granica górna, znajduje p e ł n e uza­
sadnienie dla architektury w a r s t w elitarnych, nato­
miast w architekturze ludowej trudna jest do u t r z y ­
mania. W architekturze nieludowej I p o ł o w a u b i e g ł e ­
go stulecia stanowi schyłek ostatniego z
wielkich
stylów historycznych, w kulturze ludowej zaś jest to
jeszcze okres, kiedy na znacznych obszarach Polski
p a n o w a ł ucisk p a ń s z c z y ź n i a n y , kiedy masy ludowe
walczyły o byt w ciężkich warunkach materialnych
i moralnych, kiedy wreszcie, z w y j ą t k i e m n i e k t ó r y c h
części k r a j u (jak np. Karpaty) budownictwo ludowe
p r z e d s t a w i a ł o się dość Ubogo i dalekie było od tego
bogactwa f o r m dekoracyjnych, jakie p o j a w i ł y się w
n i m na p r z e ł o m i e X I X i X X w i e k u oraz w czasach
późniejszych.
Wydaje m i się, że dla pokazania architektury ludo­
wej w jej p e ł n y m rozkwicie n a l e ż a ł o b y jako g r a n i c ę
g ó r n ą p r z y j ą ć raczej d a t ę pierwszej lub nawet d r u ­
giej w o j n y ś w i a t o w e j .
Drugie w a ż n e pytanie, k t ó r e n a l e ż a ł o b y rozstrzyg­
nąć, łączy się z zagadnieniem, czy celem albumu jest
przedstawienie p e ł n e g o obrazu architektury ludowej
w jej historycznym rozwoju i klasowym u w a r u n k o ­
waniu, czy też pokazanie osiągnięć szczytowych, ze
ś w i a d o m y m eliminowaniem f o r m o mniejszej w a r ­
tości artystycznej. W zależności od tego, j a k rozstrzy­
gniemy p o w y ż s z e pytanie, zmieni się d o b ó r i tematy­
ka m a t e r i a ł u ilustracyjnego. W w y p a d k u pierwszym,
i l u s t r u j ą c budownictwo j a k i e g o ś regionu, należałoby
w serii zdjęć p o k a z a ć rozwój budownictwa w k i l k u
przekrojach chronologicznych, z u w z g l ę d n i e n i e m r ó ż ­
nych klas społecznych (kmiecie, zagrodnicy, c h a ł u p ­
nicy, służba folwarczna). Należałoby p o k a z a ć formy
najpowszechniejsze i najciekawsze w y j ą t k i , a poza
t y m budynki gospodarcze i p r z e m y s ł o w e . Wydaje m i
się jednak, że ujęcie takie, celowe i słuszne np. w a l ­
bumie budownictwa ludowego, czy w powiatowych
katalogach z a b y t k ó w sztuki, w w y d a w n i c t w i e t y p u
„ A r c h i t e k t u r y " nie byłoby n a j w ł a ś c i w s z e . O g ó l n y m
zadaniem omawianego tutaj w y d a w n i c t w a nie jest
danie p e ł n e g o obrazu architektury polskiej, ale prze­
g l ą d u jej n a j w y ż s z y c h osiągnięć. Toteż
w
części
p o ś w i ę c o n e j architekturze nieludowej p o m i n i ę t e zo­
stały zabytki, może nawet typowe dla naszego k r a j o ­
brazu, ale posiadające m n i e j s z ą w a r t o ś ć a r t y s t y c z n ą .
Podobne k r y t e r i u m należałoby r ó w n i e ż stosować w

�doborze m a t e r i a ł u o b r a z u j ą c e g o dorobek chłopa p o l ­
skiego w zakresie jego architektury. Należałoby w i ę k ­
szą niż dotychczas u w a g ę zwrócić na to, aby po­
szczególne typy reprezentowane b y ł y w albumie przez
zabytki najbardziej rozwinięte, najdoskonalsze
pod
w z g l ę d e m formy, proporcji i detalu architektoniczne­
go, aby obok form powszechnie w y s t ę p u j ą c y c h zna­
lazły się r ó w n i e ż formy rzadziej spotykane, ale sta­
n o w i ą c e w dziejach ludowej architektury p r z y k ł a d y
szukania nowych d r ó g i pozytywnych r o z w i ą z a ń . N i e ­
w ą t p l i w i e do u w z g l ę d n i e n i a w albumie k w a l i f i k u j e
się np. c h a ł u p a z w n ę k ą z okolic Sanoka, s t a n o w i ą c a

p r z y k ł a d ciekawego r o z w i ą z a n i a planu i bryły, czy
klasycyzująca c h a ł u p a podlaska.
Omawiana t u „ A r c h i t e k t u r a " , k t ó r a m i m o znacz­
nego n a k ł a d u została po prostu rozchwytana z półek
k s i ę g a r s k i c h i dziś j u ż p o m n o ż y ł a s e r i ę t r u d n o do­
s t ę p n y c h „białych k r u k ó w " , doczeka
się
zapewne
w k r ó t c e drugiego wydania, w z w i ą z k u z czym ł a t w o
będzie p r z e p r o w a d z i ć pewne korekty w doborze zdjęć
i u s u n ą ć usterki, tak by część w s t ę p n a , p o ś w i ę c o n a
architekturze ludowej, s t a n ę ł a na r ó w n i e w y s o k i m
poziomie jak dalsze partie omawianego dzieła.
R.

Reinfuss

MÁNESOVÉ NÁRODOPISNÉ STUDIE
(12 plansz barwnych z tekstem Mileny Freimanovy).
W y d . „Orbis", Praha 1952.

W listopadzie 1952 r. u k a z a ł a się w Pradze teka
z a w i e r a j ą c a 12 b a r w n y c h reprodukcji r y c i n Józefa
Manesa, p r z e d s t a w i a j ą c y c h typy ludowe.
Manes, k t ó r e g o twórczość przypada na połowę ubieg­
łego stulecia, gdy Czechy przechodziły okres swego
narodowego odrodzenia i w a l k rewolucyjnych z w i ą ­
zanych z W i o s n ą L u d ó w , wiele uwagi p o ś w i ę c a ł stu­
diom nad b o g a t ą k u l t u r ą l u d o w ą swojej ojczyzny.
W obfitej jego spuściźnie artystycznej znajduje się
seria podkolorowanych rycin, p r z e d s t a w i a j ą c y c h prze­
w a ż n i e c h ł o p ó w w strojach ludowych lub, rzadziej,
całe sceny rodzajowe.
P r ó c z w a l o r ó w artystycznych, prace te przedsta­
wiają dużą w a r t o ś ć d o k u m e n t a r n ą , jako źródło b a d a ń
z zakresu kostiumologii ludowej. Manes bowiem kładł
duży nacisk na i n w e n t a r y z a c y j n ą ścisłość swoich prac,
d o d a j ą c niekiedy na marginesie r y s u n k i detali i zao­
p a t r u j ą c je w ścisłe m e t r y k i .
Omawiana teka zawiera jedynie w y b ó r prac M a ­
nesa. Są to plansze p r z e d s t a w i a j ą c e głównie ubiory
z Czech p ó ł n o c n o - w s c h o d n i c h (stroje H a n a k ó w z Wo­
łoszczyzny morawskiej) i Słowaczyzny, a w i ę c te,
k t ó r e mogą i n t e r e s o w a ć społeczeństwo czechosłowac­
kie. Nie znajdujemy tam u b i o r ó w polskich, k t ó r e Ma­
nes m a l o w a ł w czasie podróży do Małopolski w r. 1847.
Dwie z tych plansz, p r z e d s t a w i a j ą c e m ę s k i i kobiecy
u b i ó r z okolic K r a k o w a , reprodukowane były w mo­
nografii z a t y t u ł o w a n e j „Dilo Josefa Manesa", wydanej
w Czechach w latach m i ę d z y w o j e n n y c h .

W z w i ą z k u z ukazaniem się omawianej t e k i M a ­
nesa, k t ó r a jest w y d a w n i c t w e m popularnym, przezna­
czonym dla szerokich rzesz odbiorców, a zarazem sta­
nowi cenne źródło naukowe, nasuwa się pytanie —• dla­
czego dorobek polskich a r t y s t ó w nie jest u nas w po­
dobny sposób u d o s t ę p n i o n y . Dotychczas z twórczości
licznych a r t y s t ó w , z a j m u j ą c y c h się w r ó ż n y c h okre­
sach studiami stroju ludowego, opublikowano serię
t y p ó w ludowych wykonanych przez Norblina, k t ó r ą
wydało w opracowaniu J. St. Bystronia Muzeum Et­
nograficzne w K r a k o w i e w r. 1934. Nadal natomiast
leżą w tekach, n i e d o s t ę p n e dla ogółu społeczeństwa,
cenne akwarele Ksawerego Preka (1801—1863), K a j e ­
tana Wincentego Kisielińskiego (1808—1849) i wielu
innych mniej znanych a r t y s t ó w .
P r ó c z systematycznego wydawania tek dotychczas
nie publikowanych, n a l e ż a ł o b y
pomyśleć
również
o zebraniu i w y d a n i u rozproszonego dorobku o war­
tości etnograficznej takich a r t y s t ó w j a k np. Gerson.
Wydawnictwa tego rodzaju ze w z g l ę d u na s w ą w a r ­
tość a r t y s t y c z n ą
zostałyby
niewątpliwie
życzliwie
przyjęte przez społeczeństwo, b u d z ą c zainteresowanie
strojem l u d o w y m w ś r ó d tych, do k t ó r y c h nie dociera,
ze w z g l ę d u na swój zbyt specjalny charakter, Atlas
Polskich S t r o j ó w L u d o w y c h , w y d a w a n y od k i l k u lat
przez Polskie Towarzystwo Ludoznawcze.
R. Reinfuss

K A T A L O G GARNCARSTWA LUDOWEGO WOJEWÓDZTWA RZESZOWSKIEGO.
Praca zbiorowa pod redakcją J . Krajewskiej.
Wyd. Muzeum Etnograficzne w Łodzi r. 1952, 84 str.

Staraniem zespołu p r a c o w n i k ó w Muzeum Etnogra­
ficznego w Łodzi opracowany został katalog, k t ó r y
obejmuje część bogatych zbiorów ceramicznych tego
Muzeum, a mianowicie eksponaty pochodzące z tere­
nu w o j e w ó d z t w a rzeszowskiego.

tekstu, 6 tabl. rys., 128 ilustr. na kred.

pap..

Katalog dzieli się na k i l k a części. Na p o c z ą t k u , po
spisie ilustracji tablic, podany jest wykaz u w z g l ę d n i o ­
nych w tekście o ś r o d k ó w garncarskich oraz spis al­
fabetyczny garncarzy p r a c u j ą c y c h w poszczególnych
ośrodkach.
Ш

�We wstępie, k t ó r y rozpoczyna w ł a ś c i w y tekst katalo­
gu, podana została ważniejsza literatura dotycząca
garncarstwa w Polsce oraz w i a d o m o ś c i ogólne o garn­
carstwie rzeszowskim, zebrane przez
pracowników
Muzeum na terenie w o j e w ó d z t w a rzeszowskiego w la­
tach 1948—51, a odnoszące się do poszczególnych
ośrodków garncarskich u w z g l ę d n i o n y c h w katalogu.
W dalszych częściach omawianej pracy m a t e r i a ł y
u p o r z ą d k o w a n e są o ś r o d k a m i ; znajdujemy t u wiado­
mości dotyczące techniki w y r o b u i zdobnictwa, w a r u n ­
k ó w produkcji, f o r m s p r z e d a ż y , a n a s t ę p n i e opisy po­
szczególnych e k s p o n a t ó w z danego ośrodka. Spośród
ośmiu w ten sposób opracowanych c e n t r ó w garncar­
skich najobszerniej potraktowany jest duży ośrodek
z n a j d u j ą c y się w M e d y n i G ł o g o w s k i e j , o m ó w i o n y
łącznie z pobliskim Zalesiem i Pogwizowem. Inne
ośrodki
(Sokołów, Kołaczyce, Brzostek,
Jodłowa,
Mrzygłód) opracowane są bardziej pobieżnie.
Cenne u z u p e ł n i e n i e katalogu stanowi jego bogata
szata ilustracyjna. Szereg tablic rysunkowych przed­
stawia typologię f o r m n a c z y ń ceramicznych, n a r z ę d z i a
garncarskie, r y s u n k i techniczne pieców do wypalania
Całość dopełnia kilkadziesiąt reprodukcji na papierze
kredowym, i l u s t r u j ą c y c h p r a c ę garncarza, jego n a r z ę ­
dzia oraz szereg w y r o b ó w p o c h o d z ą c y c h ze wszystkich
ośrodków u w z g l ę d n i o n y c h w katalogu.
Dla etnografa, i n t e r e s u j ą c e g o się t ą dziedziną t w ó r ­
czości ludowej, katalog stanowi cenny zbiór materia­
łów, k t ó r y pozwoli z o r i e n t o w a ć się w produkcji naj­
ważniejszych
ośrodków
garncarskich w o j e w ó d z t w a
rzeszowskiego. P e ł n e g o obrazu garncarstwa na t y m
terenie katalog jednak nie daje. Częściowo dlatego,
że celowo zostały p o m i n i ę t e mniejsze ośrodki, gdzie
p r a c u j ą pojedynczy garncarze (np. Żmigród, Leżajsk,
Domastawa), częściowo z a ś z tego powodu, że prze­

prowadzona przez g r u p ę badaczy ewidencja nie była
kompletna. Z tej zapewne przyczyny nie mamy w k a ­
talogu w z m i a n k i o p o w a ż n y m o ś r o d k u garncarskim
w P o r ę b a c h D ę b s k i c h i czynnym jeszcze w 1948 r.
o ś r o d k u w Niwiskach, gdzie obok glazurowanych na­
czyń wyrabiano t a k ż e „siwaki".
J e ś l i chodzi o ogólną ocenę katalogu, to pewne za­
strzeżenie m o ż e budzić ś w i a d o m e ograniczenie się do
przedstawienia stanu garncarstwa z czasów ostatnich
i to w y ł ą c z n i e na podstawie w ł a s n y c h b a d a ń tereno­
wych. L i t e r a t u r a , dotycząca garncarstwa w w o j e w ó d z ­
twie rzeszowskim, wprawdzie nie jest obfita, niemniej
jednak o o ś r o d k a c h wymienionych w katalogu pisa­
no już dawniej. W n i e k t ó r y c h z tych prac znajdujemy
ciekawe w i a d o m o ś c i historyczne (Stefan Koziarz:
„Cech garncarski w S o k o ł o w i e " L w ó w 1899), w innych
szczegóły techniczne (opis odnoszący się do M r z y g ł o du w pracy J. F a ł k o w s k i e g o i B. Pasznyckiego: „Na
pograniczu ł e m k o w s k o - b o j k o w s k i m " ) , w innych wresz­
cie opis dawniejszych sposobów zdobienia ( „ G a r n ­
carstwo w K o ł a c z y c a c h " L u d X ) , czy bodaj zdjęcie
p r z e d s t a w i a j ą c e dawne w y r o b y garncarskie (Fischer:
„Lud polski" str. 91, dzbany z Kołaczyc). Drobne te
wiadomości, k t ó r y c h liczbę m o ż n a by p o m n o ż y ć , uzu­
p e ł n i o n e informacjami z a c z e r p n i ę t y m i z t r a d y c j i ust­
nej, pozwoliłyby n i e w ą t p l i w i e na ujęcie zagadnienia
garncarstwa rzeszowskiego r ó w n i e ż w perspektywie
historycznej, na wskazanie zmian, k t ó r e W ogólnym
stanie r z e m i o s ł a garncarskiego zaszły w ciągu ostat­
niego półwiecza, i na ustalenie i c h przyczyn. Tego r o ­
dzaju ujęcie n i e w ą t p l i w i e podniosłoby w a r t o ś ć katalogu
i p r z y c z y n i ł o b y się do zwiększenia zainteresowania
losami garncarstwa ludowego w ś r ó d rzesz z w i e d z a j ą ­
cych łódzkie Muzeum Etnograficzne.
R.

Reinfuss

BŁASZCZYK STANISŁAW. DZIAŁ K U L T U R Y I S Z T U K I LUDOWEJ W ROGALINIE.
Przewodnik.
Poznań

1952 M i n . K u l t u r y

i Sztuki Centr. Z a r z ą d M u z e ó w 16" s. 102, tabl. 32, ilustr.

Do wybitnych osiągnięć w całokształcie naszego ży­
cia w okresie powojennym należy stały rozwój k u l ­
tury i sztuki, p r z e j a w i a j ą c y się m i ę d z y i n n y m i w roz­
budowie m u z e ó w , wzbogacaniu ich zbiorów oraz w
wielkiej ilości dobrze zorganizowanych wystaw. W wy­
niku wielkich przemian i osiągnięć Muzeum Wielko­
polskie, ongiś regionalne, zostało podniesione do ran­
gi Muzeum Narodowego, a pewne jego działy otrzy­
m a ł y nowe siedziby w zabytkowych budowlach.
J e d n ą z f i l i i Muzeum Narodowego w Poznaniu jest
Dział K u l t u r y i Sztuki Ludowej w Rogalinie, udostęp­
niony społeczeństwu do zwiedzania w 1949 r. Dział
ten, dzięki troskliwej opiece R z ą d u i fachowemu k i e ­
rownictwu, stale się rozwija.
Muzeum w Rogalinie
mieści się w k i l k u salach. I sala zawiera budownic­
two i rozplanowanie wsi w Wielkopolsce; I I sala —
zajęcia, podstawowe: 1) rybołóstwo, 2) rolnictwo,
3) pszczelarstwo, 4) kowalstwo.; I I I sala — p r z e t w ó r ­

2.90

stwo: 1) p r z e r ó b k a w ł ó k n a , 2) plecionkarstwo, 3) obrób­
ka k o r y i rogu, 4) p r z e t w ó r s t w o zbóż, 5) garncar­
stwo; I V sala — gospodarstwo domowe; V sala —
ubiory i stroje, s z t u k ę l u d o w ą i przedmioty o b r z ę ­
dowe (malarstwo i rzeźbę, hafty, t k a n i n y i ubiory, i n ­
strumenty muzyczne).
W celu u ł a t w i e n i a z w i e d z a j ą c y m korzystania ze
zbiorów, , Muzeum Narodowe w Poznaniu
wydało
„ P r z e w o d n i k Działu K u l t u r y i S z t u k i Ludowej". Prze­
wodnik ten o p r a c o w a ł S t a n i s ł a w Błaszczyk, większość
fotografii w y k o n a ł Leon Perz, o k ł a d k ę p r o j e k t o w a ł
Józef Skoracki. W s t ę p e m całość z a o p a t r z y ł prof, dr
Eugeniusz F r a n k o w s k i . Publikacja ta, poza drobnymi
usterkami, z w i ą z a n y m i z formatem fotografii, wydana
została w bardzo starannej i estetycznej formie gra­
ficznej i Stanowi zwięzły i cenny p r z e g l ą d w y s t a w i o ­
nych e k s p o n a t ó w , a zarazem pewne ogólne podsumo-

�z przytoczonej wyżej b ł ę d n e j informacji w Przewod­
n i k u wynika, że autor nie zwrócił uwagi na str. 49,
55 i 56 książki J. P i e t r u s z y ń s k i e j , gdzie jasno i w y ­
raźnie jest mowa o istotnych r ó ż n i c a c h m i ę d z y du­
dami a „kozłem". Wiadomości te autor Przewodnika
zupełnie p o m i n ą ł i żle określił tak ciekawy i n s t r u ­
ment, j a k i m jest „kozioł".
Pisząc o stroju, wspomina mgr Błaszczyk, ż? „nie
ша.-пу jednak m a t e r i a ł ó w ilustracyjnych z w i e k u
X V I I I , podczas gdy m a t e r i a ł ik one graficzny z X V I I I w .
znajduje się w Poznaniu w Muzeum Narodowym
i w P a ń s t w o w y m A r c h i w u m , a poza t y m jest p u ­
blikowany w Kronice G o s t y ń s k i e j . F a k t nieuwzględ­
nienia przez autora wymienionych p r z e d s t a w i e ń ikono­
graficznych jest niezrozumiały, zwłaszcza że autor o ich
istnieniu był przeze mnie informowany. Na str. 97
czytamy: „ N a z w y gwarowe podane są w Przewodniku
w cudzysłowie", jednak na str. 49 n a z w ę „ o p a ł k a " spo­
tykamy raz bez c u d z y s ł o w u (poz. 190 i 192), drugi
raz w cudzysłowie (poz. 191). Na str. 43 wprost od­
wrotnie — nazwa „ochlica" dwa razy jest napisana
w cudzysłowie, a raz bez cydzysłowu. Niekonsekwen­
cja utrudnia o r i e n t a c j ę czy są to wyrazy gwarowe
czy niegwarowe.

Яус. 1. Krój sukni „chłopka".
Reprodukcja
ze
„Sztuki
bractwa krawieckiego
Chwaliszewa".
Poznań
1593 r.
s. 28. Oryginał
w redakcji
Postępu
Krawieckiego.
Poznań.

W objaśnieniu do tablicy I I n i e w ł a ś c i w i e jest uży­
ta nazwa „ s t r u g " , k t ó r ą autor określił n a r z ę d z i e le­
żące na „kobylicy". W j ę z y k u technicznym i w ii-

wanie dotychczasowych osiągnięć w dziedzinie etno­
grafii na terenie Wielkopolski. W Przewodniku oma­
wia autor 496 e k s p o n a t ó w oraz w s p o m n ą margine­
sowo o szeregu innych, p o w i ą z a n y c h szczegółowiej
z o m ó w i o n y m i przedm.otami. Poza t y m podaje l i ­
t e r a t u r ę , indeks nazw e k s p o n a t ó w i spis ilustracji (32).
P o k a ź n a ilość niekiedy bardzo ciekawych z a b y t k ó w
ludowej k u l t u r y zgromadzonych w Rogalinie i o m ó ­
wionych w Przewodniku zasługuje na u w a g ę i uz­
nanie dla autora, k t ó r y jest r ó w n i e ż g ł ó w n y m orga­
nizatorem zbiorów ludoznawczych. Nie przypuszcza­
no, że w tak bardzo zurbanizowanej Wielkopolsce
z a c h o w a ł o się jeszcze do połowy X X w i e k u tyle god­
nych uwagi z a b y t k ó w k u l t u r y ludowej. Z tego też
między i n n y m i powodu Przewodnik stanowi w a r t o ś ­
ciowe dziełko, k t ó r e jednak nie jest, j a k i wiele
innych
poważniejszych
prac, wolne od
usterek
i błędów.
Na stronie np. 83 autor w pozycji 430 n i e w ł a ś c i w i e
nazywa c z a p k ę g r a n a t o w ą z daszkiem — „maciejów­
ką". W D ą b r ó w c e Wielkopolskiej t a k ą c z a p k ę nazy­
wano „ p o z n a n i o n k ą " i do dzisiaj ta nazwa jest tam
znana. Na str. 90 w poz. 476 autor b ł ę d n i e i n f o r m u ­
je, że „kozioł wielkopolski ma t a k ą s a m ą b u d o w ę
jak dudy. ale jest w i ę k s z y i ma miech ze s k ó r y b y ­
łego kozła z w ł o s e m na wierzchu". Istotna różnica
m i ę d z y dudami a „kozłem" nie leży w barwie i w i e l ­
kości, ale w ilości i wysokości t o n ó w , k t ó r a jest in­
na u „kozła" niż w dudach. A u t o r w spisie l i t e r a t u r y
wymienia p r a c ę Jadwigi P i e t r u s z y ń s k i e j pt. „Dudy
wielkopolskie" — w y d a n ą w Poznaniu w 1936 г., ale

Ryc. 2. Chłopka w stroju odświętnym
z XVII w. Frag­
ment wota z Białcza (pow. Kościan). Obecnie w Mu­
zeum Diecezjalnym
w Poznaniu.
191

�a „ s t r u g i e m " w gwarze wielkopolskiej. Zgodnie więc
z w y ż e j c y t o w a n ą f o r m u ł ą pisania, słów gwarowych,
nazwa „ s t r u g " powinna być umieszczona w cudzysło­
wie albo z a s t ą p i o n a wyrazem „ośnik".
Na str. 42 autor pisze, że ludność wiejska „ p ł a c h ­
ty, pstruchy i w e ł n i a k i t k a ł a pod koniec X I X w.
г w e ł n y kupowanej w mieście na osnowie lnianej,
roboty domowej". Ujęcie takie sugeruje, jakoby weł­
nę kupowano w y ł ą c z n i e w mieście, a m a t e r i a ł na
o s n o w ę przędiziono w domu. W świetle m a t e r i a ł ó w te­
renowych odnoszących się do w z o r ó w współczesnych
i drugiej połowy X I X w . — w i a d o m o ś ć ta wydaje
się bardzo w ą t p l i w a . W e ł n ę w ó w c z a s r ó w n i e ż p r z ę dziono na wsi, kupowanie jej w mieście b y ł o raczej
rzadkością.
Niezrozumiałe jest r ó w n i e ż , dlaczego w o b j a ś n i e n i u
d o t y c z ą c y m ilustracji na str. 5 nie podano nazwiska
autora fotografii, na str. 2 z a ś zaznaczono niezgod­
nie z rzeczywistością, że zdjęcie to w y k o n a ł znany
i ogólnie ceniony fotograf Muzeum Narodowego Leon
Perz, k t ó r y nie jest autorem zdjęcia.
Na marginesie recenzji nasuwa m i się myśl, czy
nie b y ł o b y celowe, aby w przyszłości przy w y d a w a ­
niu p r z e w o d n i k ó w w y m i e n i a ć i o p i s y w a ć nie t y l k o
przedmioty wystawione, k t ó r e prędzej czy później
przy zmianie wystawy zostaną u s u n i ę t e , ale r ó w n i e ż
ważniejsze eksponaty zgromadzone w
magazynie.
Przewodnik taki, o b e j m u j ą c y w y s t a w ę j p r z e d m o ł y
znajdujące się w magazynie, spełniłby w w ę k s z y m
stopniu funkcję informatora naukowego i b y ł b y nie­
w ą t p l i w i e bardzo w a r t o ś c i o w ą publikacją.
:

Ryc. 3. Ubiór chłopa z okolic Poznania. Kapelusz czar­
ny, koszula biała, kamizelka modrakowa, spodnie szaro-zielonkawe.
Fragment z obrazu Karola
Albertiego,
przedstawiający
widok Poznania z 1795 r. Muzeum Na­
rodowe w Poznaniu.

teraturze stolarskiej * „ s t r u g i e m " nazywa się n a r z ę ­
dzie do gładzenia
w a , s k ł a d a j ą c e się z p r o s t o k ą t ­
nego klocka drewnianego, w k t ó r y m mniej więcej
w środku, 'pod k ą t e m ostrym, ustawione jest żelazko
umocnione drewnianym k l i n e m (narzędzie zwane daw­
niej „heblerri"). Przedstawione na tablicy I I narzędzie
nazywa
się w
języku
powszednim
„ośnikiem".
a

* Patrz npj A . S.
Warszawa 1952 s. 78.

Ardańsk:

Stolarz

budowlany.

Inna uwaga, n a s u w a j ą c a się na tle o m a w a n a Prze­
wodnika, dotyczy ekspozycji zbiorów rogalińskich, k.óra nie jest zgodna z ogólnie stosowanymi ujęciami;
przejawia się to np. w zaliczeniu kowalstwa do zajęć
podstawowych (sala I I ) , a nie p r z e t w ó r s t w a (sala
I I I ) , przy r ó w n o c z e s n y m pominięciu istotnie podsta­
wowego zajęcia wiejskiego, j a k i m jest n i e w ą t p l i w e
hodowla.
Ekspozycja ta powinna ulec korekturze. Hodowla
na terenie Wielkopolski, jako zajęcie podstawowe, roz­
wijająca się obok rolnictwa od tysięcy lat, powinna
znaleźć oddźwięk z a r ó w n o w Muzeum jak i w przysz­
ł y m przewodniku. Dotychczasowy brak tego działu
w y n i k a m o ż e z ograniczonej ilości miejsca, n i e z a l e ż ­
nie jednak od tego choćby m a ł y „kącik" na t ę dzie­
dzinę gospodarki wiejskiej powinien się z n a l e ź : .
Adam

Glapa

M. P. SZTOKMAR. ISSLEDOWANIJA W OBLASTI RUSSKOWO NARODNOWO
STICHOSŁOŻENIJA. (Badania w dziedzinie rosyjskiej wersyfikacji ludowej).
Wyd. Akademii Nauk Z.S.R.R. — Moskwa 1952, str. 419.

Praca niniejsza jest p r ó b ą w y k r y c i a praw rządzą­
cych rosyjską w e r s y f i k a c j ą l u d o w ą i zastosowania
tych praw r ó w n i e ż w stosunku do współczesnej r o ­
syjskiej poezji.
W t y m celu autor pracy bada bardzo skrupulat­
nie bibliografię zagadnienia, referuje i ocenia p o g l ą d y
a u t o r ó w X V I I I , X I X i X X w . na temat wersyfika­
cji i wreszcie przedstawia również swój pogląd.

192

Praca s k ł a d a się z części historycznej, referującej
stan wiedzy o wersyfikacji ludowej od X V I I I do
X X w., oraz z d w ó c h części p o ś w i ę c o n y c h badaniom
nad tekstem i m e l o d i ą pieśni, a n a s t ę p n i e nad fone­
t y k ą j ę z y k a ludowego u z n a n ą za p o d s t a w ę r y t m u poe­
zji ludowej.
N a w s t ę p i e autor
p o d k r e ś l a znaczenie folkloru,
z k t ó r e g o wywodzi się z a r ó w n o muzyka j a k t e ż i l i -

�teralura, a przede wszystkim poezja. N a j w y b i t n i e j ­
si przedstawiciele klasycznej l i t e r a t u r y
rosyjskiej:
Puszkin, Lermontow, Kolców, Niekrasow, Ostrowski
i G o r k i obficie czerpali z rosyjskiego folkloru. Nic więc
dziwnego, że zagadnienie wersyfikacji ludowej już
od X V I I I w. stało się przedmiotem b a d a ń filologów
rosyjskich. P o w s t a w a ł y rozmaite teorie, najczęściej
wzorowane na badaniach wersyfikacji innych naro­
dów. Uczeni rosyjscy usiłowali z a s t o s o w a ć do języka
rosyjskiego i ludowej poezji rosyjskiej formy i przy­
k ł a d y w y j ę t e z j ę z y k ó w obcych i z obcych u t w o r ó w ,
od skandynawskich sag i starohebrajskiej poezji po­
cząwszy, od wersyfikacji łacińskiej i greckiej do nie­
mieckiej i w ł o s k i e j włącznie.
Nie ma chyba potrzeby dowodzić, że badania opar­
te na tego rodzaju podstawach m u s i a ł y doprowadzić
do fałszywych w n i o s k ó w .
Wersyfikacja ludowa musi b y ć oparta na specyfi­
ce, na właściwościach danego języka, nie m o ż n a więc
wtłaczać ją sztucznie w obce ramy. Wystarczy przyj­
rzeć się b l i ż e j - r o s y j s k i e j poezji ludowej, aby w y s n u ć
wniosek o b e z w z g l ę d n e j s a m o s t n o ś c i jej wersyfika­
cji — stwierdza autor.
F o l k l o r studiują przedstawiciele r ó ż n y c h dyscyplin
nauki, historycy, etnografowie, muzykolodzy i l i n g w i ś ­
ci; w y n i k i ich b a d a ń m o g ą znakomicie u ł a t w i ć p r a c ę
historykom l i t e r a t u r y oraz wszechstronnie oświetlić
zagadnienie. Najistotniejszą zaś s p r a w ą jest ścisła
w s p ó ł p r a c a historyka l i t e r a t u r y i muzykologa.
:

W pieśni ludowej bowiem r y t m muzyczny i r y t m
wiersza nie są takie same i badanie w kierunku w y ­
krycia tego co jest w s p ó l n e a co r ó ż n e przyczyniłoby
n ę n i e w ą t p l i w i e do w ł a ś c i w e g o postawienia zagad­
nienia. Należy p a m i ę t a ć , że w c h w i l i swego, powsta­
wania pieśń ludowa czy bylina są to teksty s ł o w n e
ściśle p o w i ą z a n e z melodią. Sztokmar dochodzi jednak
do wniosku, że w ciągu swego istnienia tekst często
odrywa się od melodii i oba te elementy p r o w a d z ą
dalszy żywot niezależnie od siebie.
Zdaniem autora j e d y n y m punktem wyjścia dla ba­
dań nad w e r s y f i k a c j ą l u d o w ą są drobiazgowe studia
i ścisła analiza fonetyki języka ludowego. Na tych
też p r z e s ł a n k a c h opiera Sztokmar swe studium.
Pierwsza część „ B a d a ń nad w e r s y f i k a c j ą l u d o w ą "
poświęcona jest p r z e g l ą d o w i i analizie l i t e r a t u r y przed­
miotu. Autor kolejno omawia liczne teorie wersyfi­
kacji, k t ó r e p o w s t a ł y w ciągu X V I I I — X X w.
i wskazuje ich zalety i b r a k i .
Na p o c z ą t k u autor omawia teorię „ s t o p o w ą " , we­
dług k t ó r e j wersyfikacja pieśni ludowych i b y l i n
opiera się na stałej kolejności zgłosek akcentowanych
i nieakcentowanych. A l e teoria ta bardzo szybko za­
wiodła, gdyż pieśń ludowa nie d a w a ł a się w c i s n ą ć
w ż a d n e o k r e ś l o n e formy rytmiczne.
Wobec tego w y s u n i ę t o n o w ą teorię, k t ó r a głosiła,
że metryka poezji ludowej jest n i e o k r e ś l o n a : wiersz
jest różnozgłoskowy, oparty na zasadach wiersza tonicznego. Jednak ta teoria r ó w n i e ż się nie u t r z y m a ł a
wobec różnicy p o g l ą d ó w rozmaitych badaczy w spra­
wie s t a ł e g o akcentu łączącego j e d n o s t k ę prozodyczną,
t j . t a k ą , k t ó r e j granice nie r o z r y w a j ą słów na części,
lecz b e z w z g l ę d n i e zbiegają się z p o d z i a ł e m słów. Jed­
ni badacze nie zwracali w ogóle uwagi na ten ak­
cent, i n n i nazywali go akcentem logicznym, i n n i znów
-

tonicznym, sk'adniowym, logiczno-gramatycznym. Brak
porozumienia w tej najistotniejszej dla koncepcji fo­
nicznej sprawie s p o w o d o w a ł w rezultacie odrzucenie
samej koncepcji.
N a s t ę p n i e p o w s t a ł a teoria „stopy syntaktycznej",
k t ó r a usiłowała dowieść, że s k ł a d n i a k a ż d e g o wiersza
w bylinie jest ściśle p o w i ą z a n a z r y t m e m , że naj­
prostsza niepodzielna jednostka, k t ó r a m o ż e s t a ć się
częścią s k ł a d o w ą k a ż d e g o wiersza w bylinie, powinna
posiadać n a s t ę p u j ą c e właściwości: m a być zespolona
jednym akcentem gramatycznym, ma s t a n o w i ć ca­
łość pod w z g l ę d e m s k ł a d n i o w y m (s. 76). Jednostka ta­
ka może z a w i e r a ć akcent logiczny. M i m o , iż teoria ta
najbardziej chyba zbliżona jest do rzeczywistości, nie
jest ona jeszcze dostatecznie opracowana i na razie
zostało jedynie postawione samo zagadnienie. Nie wy­
kryto natomiast z w i ą z k u pomiędzy m e t r y k ą a s k ł a d ­
nią wiersza.
Zupełnie o d r ę b n e od poprzednich są teorie muzycz­
ne wiersza ludowego. Założenia t y c h teorii są jasne
i logiczne, oparte na t y m , że wszystkie u t w o r y ludo­
we są ś p i e w a n e lub też wypowiadane ś p i e w n i e .
Wobec powyższego odpada zagadnienie r ó w n o ś c i zgło­
sek, gdyż m o g ą one być dowolnie skracane lub prze­
d ł u ż a n e przez w y k o n a w c ę , k t ó r y reguluje je w e d ł u g
zasad r y t m u muzycznego. Tak p o w s t a ł a teoria muzyezno-rytmiczna, k t ó r e j t w ó r c a ,
A . Kubariew, pisa)
w 1829 г., że metryka pieśni ludowej zostaje o k r e ś ­
lona nie ilością w y r a z ó w lecz melodią.
Teorie muzyczne wersyfikacji ludowej r o z w i j a ł y s q
w ciągu całego w i e k u X I X . Badacze-muzykołodzy pod­
kreślali specyfikę ludowej muzyki rosyjskiej, jej od­
rębność w stosunku do m u z y k i zachodniej. Toteż już
w połowie X I X w . jeden z najznakomitszych znaw­
ców pieśni ludowej, W. F. Odojewski, zaleca: „ N a ­
leży z a p i s y w a ć m e l o d i ę tak j a k j ą ś p i e w a l u d (zazna­
czając warianty) nawet wówczas, gdy wydaje się,
że są w niej n i e p r a w i d ł o w o ś c i w stosunku do r y t m u
lub ruchu melodii. W ł a ś n i e te (pozorne) nieścisłości
są specyficzne dla muzyki rosy* " " 4 j r ó ż n i ą c j ą od za­
chodniej" (s. 91).
N a s t ę p n i e autor omawia, rozmaite odcienie (muzycz­
nych teorii, k t ó r e p o w s t a w a ł y w ciągu X I X w. Okres
ten cechują niemal nieustanne spory pomiędzy filolo­
gami i muzykologami na temat p r y m a t u w t w ó r c z o ś ­
ci ludowej tekstu słownego czy t e ż r y t m u muzycznego.
Filolodzy tak f o r m u ł u j ą swe stanowisko: „Bylina
jest utworem p i e ś n i o w y m , u t w o r e m przeznaczonym do
śpiewu... R y t m wersyfikacyjny jest ściśle uzależnio­
ny od melodii" (s. 101).
Muzykolodzy zaś s t a w i a j ą k w e s t i ę w r ę c z odwrot­
nie:
„...jeżeli pieśni
taneczne są p o d p o r z ą d k o w a n e
w swym r y t m i e charakterowi t a ń c a , to r ó w n i e ż mu­
zyka t o w a r z y s z ą c a s ł o w o m musi być p o w i ą z a n a nie
tylko z t r e ś c i ą słów, lecz r ó w n i e ż z ich rytmem,
zwłaszcza tam, gdzie tekst słowny jest zagadnieniem
zasadniczym, k t ó r e wymaga ze strony słuchacza
szczególnej, jeśli nie w y ł ą c z n e j u w a g i " (s. 101).
Sytuacja staje się paradoksalna. Filolodzy są zwo­
lennikami muzycznego, muzykolodzy zaś filologiczne­
go opracowania r y t m i k i rosyjskich p i e ś n i ludowych.
Przyczyny — j a k się wydaje — s z u k a ć należy w nie­
powodzeniach b a d a ń filologicznych. B r a k i teorii filo193

�logicznych zrodziły m y ś l o konieczności szukana i n ­
nych jeszcze, poza filologicznym, r o z w i ą z a ń zagadnie­
nia wersyfikacji ludowej. W ó w c z a s filolodzy dokona­
li ciekawego odkrycia', okazało się, że teksty pieśni
u k ł a d a j ą się w teksty muzyczne.
Ale przecież k a ż d y tekst, nawet prozaiczny, może
być zastosowany do m u z y k i . T r u d n o ś ć polega t y l k o
na t y m , że przy t a k i m p o d k ł a d a n i u pieśni pod muzy­
kę, przy dopasowywaniu jej do t a k t ó w — zostaje za­
kłócony r y t m pieśni i traci ona swą specyfikę.
S t ą d . n i e w ą t p l i w y wniosek jest t y l k o jeden: zagad­
nienie r y t m i k i rosyjskiej poezji ludowej należy w i ­
dzieć w d w ó c h aspektach — muzycznym i filolo­
gicznym.
Obok wymienionych przez nas koncepcji wersyfikacyjnych istnieją ponadto liczne teorie p r o w a d z ą c e
do całkowitej negacji rytmicznej organizacji wiersza
ludowego.
Jeden z badaczy w X I X w., K . Aksakow, w r ę c z
pisał: „ L u d nasz nie zna w ł a ś c i w i e wierszy, tzn. nie
istnieją kanony, w e d ł u g k t ó r y c h należałoby pisać
wiersze rosyjskie. R o d z ą się one i k s z t a ł t u j ą w c h w i ­
l i , kiedy są wypowiadane; jest to harmonijny zespół
w y r a z ó w , harmonijny u k ł a d mowy, nie podlegający
ż a d n y m z góry narzuconym prawom."
I dalej ten sam autor stwierdza: „...Nasza pieśń
rosyjska (ludowa) nie jest wierszem, k t ó r y by miał
w y r a ź n ą m e t r y k ę różniącą ją od prozy. P o n r ę d z y r o ­
syjskim wierszem a p r o z ą nie ma tej w y r a ź n e j gra­
nicy, j a k ą spotykamy u innych n a r o d ó w . Nie posia­
damy osobnej, z góry przygotowanej wierszowanej
formy, do k t ó r e j m o ż n a by b y ł o dostosować tekst...."
(s. 105).
Jak z tego wynika, autor tych słów odrzuca istnie­
nie wszelkich praw wersyfikacji pieśni ludowej.
W ostatniej ćwierci w i e k u X I X S z a f r a n ó w wysuwa
odmienny pogląd. Głosi on teorię stylistyczną, k t ó r a
zaprzecza istnieniu regularnej wersyfikacji w pieśni
ludowej. Zasadniczą p o d s t a w ę u k ł a d u pieśni ludowej
widzi S z a f r a n ó w w muzyce, w melodii i rytmice pieś­
ni. Znaczy to, że wiersz sam przez się nie posiada
ani specyficznej budowy, ani m e t r y k i .
Oprócz
wymienionych
już
zasadniczych
teorii
Sztokmar wymienia również i teorie pomniejsze, k t ó ­
rych ze zrozumiałych w z g l ę d ó w nie m o ż e m y na t y m
miejscu o m a w i a ć .
P o d s u m o w u j ą c p r z e g l ą d istniejącej l i t e r a t u r y przed­
miotu, autor dochodzi do n a s t ę p u j ą c y c h w n i o s k ó w :
1. Zagadnienie wersyfikacji ludowej jest w chwi­
li obecnej problemem jeszcze nie r o z w i ą z a n y m .
2. Punktem wyjścia dla dalszych b a d a ń w tej dzie­
dzinie powinno być r o z w i ą z a n i e zasadniczej kwestii:
czy wersyfikacja ludowa jest problemem muzycznym
czy też filologicznym, tzn. czy istnieje w ogóle w e r ­
syfikacja ludowa?
3. Jeżeli problem wersyfikacji ludowej jest pro­
blemem filologicznym i wersyfikacja taka istnieje,
to należy u s y s t e m a t y z o w a ć prawa nią rządzące. Na­
leży przy t y m bacznie u w a ż a ć , aby nie n a g i n a ć wer­
syfikacji ludowej do j a k i c h ś z g ó r y ustalonych norm,
lecz w y k r y ć istotne zasady, na k t ó r y c h jest oparta.
Jest to zadanie bardzo trudne i odpowiedzialne,
wymagające
precyzyjnych b a d a ń , ścisłości zapisu
194

i wierności dokumentacji. Zadanie to p r ó b u j e Sztok­
mar r o z w i ą z a ć w dalszym ciągu swej pracy.
W części drugiej, z a t y t u ł o w a n e j „Tekst i m2lcd a",
autor omawianej pracy zajmuje się r o z w a ż a n i e m po­
stawionej przez siebie tezy o synkretycznym okresie
rozwoju pieśni ludowej, o rytmicznej jedności melo­
dii i tekstu i jednoczesności powstawania tych d w ó c h
e l e m e n t ó w pieśni ludowej.
:

Trzeba jednak p a m i ę t a ć — zaznacza autor — że
m a t e r i a ł dowodowy, k t ó r y m rozporządza nauka w
tej dziedzinie, jest fragmentaryczny i jednostronny.
Toteż należy k o r z y s t a ć z niego ostrożnie. Zasadni­
czą p o d s t a w ą s t u d i ó w w t y m kierunku są badania
współczesnych etnografów, prowadzone w ś r ó d ple­
mion a f r y k a ń s k i c h b ę d ą c y c h jeszcze obecnie na bar­
dzo niskim poziomie k u l t u r y . Uczeni s t w i e r d z a j ą , że
taniec, muzyka i pieśń p o w s t a j ą u t y c h plemion rów­
nocześnie, i w y s n u w a j ą stąd wniosek, że w zaraniu
dziejów ludzkości takie same zjawiska, zachodziły
w ś r ó d l u d ó w z n a j d u j ą c y c h się obecnie na w y s o k m
poziomie k u l t u r y . Wniosek ten nie u w z g l ę d n i a spe­
cyfiki rozwoju poszczególnych n a r o d ó w i dlatego też
jego w a r t o ś ć naukowa jest, zdaniem autora, nie­
wielka.
D r u g i m zasadniczym momentem teorii synkretycznych jest fakt, że obejmują one olbrzymie okresy
czasu, okresy, k t ó r e m o ż n a b y ł a b y n a z w a ć nie epo­
kami nawet, lecz erami w historii rozwoju l u d z k o ś ć .
Erom t y m o d p o w i a d a j ą fazy rozwoju sztuki ludowej
od pierwotnego s ł o w o t w ó r s t w a do pieśni o tekście
poetyckim, p e ł n y m treści. A u t o r zaznacza, że przy
d o k ł a d n i e j s z y m badaniu tych zjawisk napotyka s'ic
na znaczne t r u d n o ś c i , k t ó r y c h w y j a ś n i e n i e nie leży
w zakresie pracy, p o d k r e ś l a jedynie, iż w ciągu dal­
szego w y k ł a d u posługuje się terminem „ s y n k r e t y z m "
tylko dla o k r e ś l e n i a jedności e l e m e n t ó w pieśni. Oczy­
wiście chodzi m u w t y m przypadku nie o p o t r ó j n ą
jedność t a ń c a , muzyki i tekstu, lecz raczej o p o d w ó j ­
ną — tekstu i muzyki. P o d k r e ś l a przy t y m , że p i e r w ­
s z e ń s t w o ma b e z w z g l ę d n i e tekst.
Dalej Sztokmar daje obszerny w y w ó d na temat
s t o s u n k ó w , w k t ó r y c h p o w s t a w a ł a twórczość ludowa
i k t ó r e w p ł y w a ł y na treść tekstu słownego i two­
rzonej jednocześnie melodii. Omawia r ó w n i e ż p r o ­
blem w ę d r ó w e k w ą t k ó w s ł o w n y c h i muzycznych oraz
improwizacji wykonawstwa poszczególnych u t w o r ó w .
Należy bowiem zaznaczyć, że k a ż d y bajarz jest jak
gdyby t w ó r c ą byliny —• powtarza ją z coraz to no­
w y m i zmianami, z a r ó w n o tekstu jak i melodii.
W tych warunkach szczególnie t r u d n ą staje się pra­
ca badacza-zbieracza, Bez pomocy fonografu nie moż­
na m ó w i ć o d o k ł a d n y m zapisaniu pieśni ludowej.
Przy p o r ó w n y w a n i u zapisów daje się z łatwością
z a u w a ż y ć , że tekst słowny częściej się zmienia n ż
melodia. A u t o r stwierdza dalej, że po to, aby uzy­
s k a ć p e ł n o w a r t o ś c i o w y m a t e r i a ł dokumentarny, na­
leży dążyć do uzyskania d o k ł a d n y c h zapisów pieśni
oraz s t a r a ć się o p o w t ó r n e zapisy tych samych p i e ś ­
ni. Praca badawcza, nad m a t e r i a ł e m p o r ó w n a w c z y m
da, n i e w ą t p l i w i e w y c z e r p u j ą c ą odpowiedź na szereg
p r o b l e m ó w , k t ó r e są specjalnie w a ż n e , a mianowicie:
1. stosowanie r ó ż n y c h melodii do tych samych te­
m a t ó w epickich lub l i r y k i

�2. stosowanie jednej melodii do r ó ż n o r o d n e j te­
matyki
3. wariacje melodii i tekstu w ramach jednego
utworu, uwarunkowane zgodnością r y t m u
4. w y r a ź n e sprzeczności zachodzące w rytmice me­
lodii i 'tekstu, k t ó r e świadczą o w t ó r n y m ich po­
wiązaniu
5. kontaminacja, tzn. częściowe przenoszenie ludo­
wych t e k s t ó w poetyckich do innych u t w o r ó w .
Zagadnienie migracji melodii i t e k s t ó w bada Sztok­
mar na obfitym materiale zapisów fonograficznych.
P o d k r e ś l a przy t y m wielkie znaczenie dokładności
i ścisłości transkrypcji n u t o w o - s ł o w n y c h , k t ó r e po­
winny być dokonywane przez specjalistów — mu­
zyka i filologa.
Na podstawie drobiazgowej analizy posiadanych za­
pisów autor wykazuje, j a k często w ę d r u j ą
wątki
muzyczne i s ł o w n e z jednej pieśni lub b y l i n y do i n ­
nej, z drugiej zaś strony, p o d k r e ś l a j ą c zmiany, k t ó ­
re często zachodzą w t y m samym utworze, u tego
samego bajarza, omawia zjawisko zmian improwizacyjnych w twórczości ludowej.
Ciekawe jest zagadnienie kontaminacji tekstu słow­
nego i muzycznego, z k t ó r y m spotykamy się r ó w n i e
często. Kontaminacja zachodzi t a k ż e we współczesnej
pieśni ludowej, zwłaszcza w czastuszce.
Zjawiska te m a j ą duże znaczenie dla sprawy akcen­
towania, przez co. w p ł y w a j ą na u k ł a d wersyfikacyjny
utworów.
Jeżeli tekst s ł o w n y i melodia nie p o w s t a w a ł y jed­
nocześnie, to nie są też ze sobą p o w i ą z a n e organicznie
i m u s z ą być w ó w c z a s sztucznie dopasowywane. S t ą d
też w y n i k a j ą nieraz akcenty tak niedorzeczne, że w y ­
raz, a nieraz całe zdanie t r a c ą sens.
J e d n o c z e ś n i e daje się z a o b s e r w o w a ć fakt, że me­
lodie są ściśle p o w i ą z a n e nie z teksitem, lecz z oso­
bą bajarza; często zjawisko to w y s t ę p u j e zwłaszcza
w tekstach epickich a w i ę c przede wszystkim w b y ­
linach. Autor p o d k r e ś l a przy t y m , że w i ą z a n i e w i e r ­
sza z melodią nie powoduje zmian wersyfikacyjnych;
Wynika s t ą d wniosek, że nie istnieje nierozerwalna
więź p o m i ę d z y tekstem a m u z y k ą , że obydwa te ele­
menty żyją swoim życiem samoistnym, niezależnie od
tego, k t ó r y element ma p i e r w s z e ń s t w o i p r z e w a g ę .
„ P r z y tworzeniu się oraz s ł u c h a n i u pieśni ludowej
lub byliny nie wprowadzamy podziału na m u z y k ę
i tekst jako dwa osobne elementy sztuki, i ż a d e n
г tych e l e m e n t ó w nie jest zaciemniony lub p r z y t ł u ­
miony przez drugi" (s. 215).
L u d , w i e l k i realista, żąda od u t w o r u prawdy życia.
Dlatego też zwraca baczną u w a g ę na t r e ś ć pieśni lub
byliny, nie r a ż ą i nie n u d z ą go częste p o w t ó r z e n i a w y ­
r a z ó w lub też z w r o t ó w , s t w a r z a j ą c e pozory przebiegu
rzeczywistej akcji. L u d uznaje u t w ó r fantastyczny
(baśń) za o d r ę b n y gatunek poezji ludowej, natomiast
pieśń lub bylina m u s z ą być realistyczne. A w i ę c treść
u t w o r u ma doniosłe znaczenie z a r ó w n o dla wykonaw­
cy, jak też dla słuchacza.
Lapidarnie określa swój stosunek do u t w o r u l u d w
p r z y s ł o w i u : „Z pieśni n i słowa w y r z u c i ć ciię nie da".
Stopniowo jednak r y t m muzyczny i melodia zyskują
coraz to w i ę k s z e znaczenie, tak iż „...stopniowo w ro­
syjskiej pieśni ludowej p r y m a t tekstu zostaje w y p a r t y
przez prymat melodii. T ę okoliczność należy b r a ć pod

u w a g ę przy chronologizacji opracowania.. P o c z ą t k o w o ,
w okresie wczesnego synkretyzmu tekstu słownego
i muzycznego, p i e r w s z e ń s t w o m i a ł tekst s ł o w n y . Po­
tem stopniowo więź m i ę d z y s ł o w e m i m u z y k ą słabła
na tle migracji melodii i wiersza, aż muzyka zaczęła
g ó r o w a ć nad tekstem słownym... t a k i jest zasadni­
czy kierunek rozwoju rosyjskiej pieśni ludowej w
przeszłości" (s. 221).
„ S t r u k t u r a fonetyczna j ę z y k a ludowego jako pod­
stawa rosyjskiej r y t m i k i ludowej" — taki jest t y ­
tuł trzeciej części pracy Sztokmara, w k t ó r e j autor
dowodzi, że isnieje bezpośrednia zależność pomiędzy
systemem wersyfikacji i s t r u k t u r ą fonetyczną języka,
w k t ó r e g o ramach istnieje ta wersyfikacja.
„Wersyfikacji «w ogóle» wiersza oderwanego, unie­
zależnionego od bazy tego języka, do k t ó r e g o należy,
nie ma i być nie może. Z a r ó w n o proza j a k i wiersz
opierają się na strukturze fonetycznej, prawach mor­
fologii i s k ł a d n i danego j ę z y k a . Ż a d n y c h e l e m e n t ó w
fonetycznych nie i s t n i e j ą c y c h w j ę z y k u wiersz zawie­
rać nie m o ż e " (s. 226).
„Podstawy
w j ę z y k u " (s.
Ruchomość
skim w p ł y w a

zasad wersyfikacji ludowej zawarte są
227).
i r u c h l i w o ś ć akcentu w j ę z y k u rosyj­
bardzo wydatnie na folklor rosyjski.

W ramach nawet dość obszernej recenzji trudno
w y m i e n i ć wszystkie o m ó w i o n e w pracy rodzaje enk l i t y k i p r o k l i t y k , p a r t y k u ł i k o ń c ó w e k , dodatko­
wych w y r a z ó w o, specjalnym znaczeniu, k t ó r e służą
do celów wersyfikacyjnych. Warto jednak zaznaczyć,
że w rosyjskiej twórczości ludowej spotyka się bar­
dzo z n a c z n ą ilość tego rodzaju f o r m j ę z y k o w y c h . Z j a ­
wisko to, ś w i a d c z ą c e o n i e z w y k ł y m bogactwie i r ó ż ­
norodności f o r m j ę z y k a rosyjskiego, w y r a ź n i e jest
, p o d k r e ś l o n e w pracy Józefa Stalina „W sprawie mark­
sizmu w j ę z y k o z n a w s t w i e " .
„...im bogatsze i różnorodniejsze jest słownictwo,
t y m bogatszy i bardziej rozwinięty jest j ę z y k . " *
Folklor rosyjski posiada nie t y l k o bardzo bogaty
zasób słów, lecz r ó w n i e ż w i e l k ą żywotność. Intensyw­
nie przebiegają w n i m procesy słowotwórcze, dzięki
k t ó r y m p o w s t a j ą nowe wyrazy na bazie zasadnicze­
go zasobu słów. P r a ź r ó d ł e m d y n a m i k i rosyjskiej mo­
w y ludowej jest język staroruski, język pierwszych
p o m n i k ó w literackiej k u l t u r y rosyjskiej. B a d a ć to
zjawisko, należy na podstawie s t u d i ó w
porównaw­
czych współczesnego rosyjskiego folkloru językowego
i archaicznego j ę z y k a literackiego. A u t o r opracowa­
nia dochodzi do wniosku, że język u t w o r ó w ludo­
wych nie posiada nic sztucznego i n a g i ę t e g o do¡ po­
trzeb wersyfikacji i r y t m i k i wiersza.
Tak samo, o ile chodzi o r y t m i k ę melodii ludo­
wych, należy stwierdzić, że genezy jej s z u k a ć trzeba
w najstarszych utworach ludowych. W s p ó l n y m pra­
ź r ó d ł e m całej l i t e r a t u r y ludowej jest, j a k z tego w y ­
nika, struktura fonetyczna ludowego j ę z y k a staroruskiego. J ę z y k ten jest r ó w n i e ż w s p ó l n y m źródłem,
k t ó r e w y d a ł o współczesne pokrewne j ę z y k i : u k r a i ń ­
ski, rosyjski i białoruski.
Ostatecznie dochodzi Sztokmar do wniosku, że w e r ­
syfikacja ludowej twórczości jest ściśle p o w i ą z a n a
'•' J. \7- Stalin: W sprawie marksizmu
znawstwie. Warszawa 1950, s. 23.

w

języko­

295

�z dynamizmem u k ł a d u j ę z y k a staroruskiego. Z bo­
gactwa i r ó ż n o r o d n o ś c i form tego j ę z y k a wynika r ó ż ­
norodność r y t m i k i i wersyfikacji ludowej. „Obok ogól­
nych przyczyn natury społecznej, w p ł y w a j ą c y c h na
t r w a ł o ś ć form życia i narodowej psychiki ludu r o ­
syjskiego, jego « m e t o d a twórcza» m i a ł a swoje w y ­
magania, k t ó r e stały się p o d s t a w ą s ł a w e t n e g o « k o n s e r w a t y z m u » poetyki ludowej" (s. 409). P r a w d ą jest
że poetyka ludowa, j a k o okres'ony system p r a w i re­
guł, nie istniała. Najistotniejszym zaś probierzem
twórczości ludowej — prozaicznej i poetyckiej, epic­
kiej i lirycznej — było ż ą d a n i e od u t w o r u prawdy
życiowej. Forma zaś dzieła m i a ł a być ściśle p o w i ą ­
zana z jego treścią. Bajarz u ś w i a d a m i a ł sobie, albo
może t y l k o czuł, że o „ s t a r o d a w n y c h dziejach" moż­
na m ó w i ć „ s t a r o d a w n y m i słowami".
J ę z y k potoczny zmieniał się, rozwijał i u n o w o c z e ś ­
niał w r a z ze zmianami zachodzącymi w życiu na­
rodu, ale język epickich opowieści ¡ starych pieśni
ludowych z a c h o w a ł się niezmienny, z a c h o w a ł swó]
r y t m 1 r y m p o w i ą z a n y z treścią utworu.
Wersyfikacja ludowa nie opierała się na wzorach
obcych, w y k u w a ł a się w toku swego powstawania,

b r o n i ą c się od obcych naleciałości. To samo zacho­
dziło w sferze muzycznej. Dlatego też rosyjska pieśń
ludowa jest tak bardzo narodowa, posiada tak w y ­
r a ź n ą specyfikę. A u t o r k ł a d z i e na to z a g a d n i e ń ' e
duży nacisk, w y k a z u j ą c na w i e l u p r z y k ł a d a c h spe­
cyfikę rosyjskiej pieśni.
W s k a z u j ą c na konieczność ścisłej w s p ó ł p r a c y filo­
loga z muzykologiem, etnografa z historykiem lite­
r a t u r y — Sztokmar pokazuje drogę, k t ó r ą kroczyć
powinni badacze folkloru.
Pierwszym zaś etapem przygotowawczym jest opa­
nowanie marksistowskiej metody j ę z y k o z n a w s t w a , któ­
ra uczy w y k o r z y s t y w a ć w sposób naukowy podsta­
w o w y zasób s ł ó w języka ludowego.
Recenzowana na t y m miejscu praca posiada nie­
w ą t p l i w e znaczenie dla naszej folklorystyki, stano­
w i bowiem cenny w z ó r metodyczny dla pracy ba­
dawczej nad polską twórczością l u d o w ą . J a s n o ś ć
i zwięzłość w y k ł a d u oraz bogactwo m a t e r i a ł u rzeczo­
wego s p r a w i a j ą , że praca Sztokmara m o ż e być zali­
czona do najlepszych publikacji z dziedziny wersy­
fikacji poezji ludowej.

Maria

Grzeszczak

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6039" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6019">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1442cd451a07024f507f08693db4a394.pdf</src>
        <authentication>fecc7f6f2ed51e57aa1465ebe0f658ba</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72051">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5184</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72052">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72053">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72054">
                <text>Sudan - muzułmanie</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72055">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4809</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72056">
                <text>Między rzeką a pustynią / LUD 2007 t.91</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72057">
                <text>LUD 2007 t.91, s.169-180</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72058">
                <text>Kurcz, Maciej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72059">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72060">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72061">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72062">
                <text>Lud, t. 91, 2007

MACIEJ KURCZ
Instytut Etnologii i Folklorystyki
Uniwersytet Śląski
Cieszyn

MIĘDZY R Z E K Ą A PUSTYNIĄ. KATEGORIA
GRANICZNOŚCI W KULTURZE LUDOWEJ
PÓŁNOCNOSUDAŃSKICH M U Z U Ł M A N Ó W

Każdy muzułmanin doskonale rozumie, iż świat, w którym żyje, nie jest jedno­
rodny. Zaczynem owej niejednorodności jest sam islam, który kategoryzuje rze­
czywistość na dwie wyraźnie odseparowane strefy: świętą oraz świecką. Podział
ten, choć nieraz nie dość precyzyjny w praktyce, determinuje życie wyznawcy
islamu. Pierwsza sfera — nazywana ogólnie haram — to świat absolutnie dobry
i czysty. To obszar uczuciowo najbliższy człowiekowi. Należy do niego tak prze­
strzeń prywatna (dom, wioska), jak i religijna (meczet, sanktuarium świętego),
naznaczone cechą sakralności. Wokół tego świata człowiek winien skupić swoje
życie. Głównym zaś zadaniem muzułmanina powinna być jego ochrona. Zagro­
żeniem jest natomiast świat nienależący do sacrum, publiczny, ogólnie dostęp­
ny — amm. Jest on na ogół neutralny, nierzadko jednak staje się niebezpieczny
i nieczysty. Może stać się przyczyną skalania, na gruncie ludowym zaś, źródłem
nadprzyrodzonego nieszczęścia. Ze względu na wagę tego podziału, uświęcone¬
go przez religię i obyczaj, szczególnego znaczenia nabierają miejsca graniczne,
stykowe — łączące i oddzielające zarazem obydwa światy.
Artykuł niniejszy został napisany w oparciu o spostrzeżenia autora czynio­
ne w trakcie etnograficznych wyjazdów badawczych do Sudanu, w latach 2003,
2004 oraz 2007. Zasadnicza część informacji wykorzystanych w opracowaniu
pochodzi z okolic Starej Dongoli, położonej mniej więcej w połowie dystansu
między trzecią a czwartą kataraktą nilową. Badania terenowe finansowane były
z grantu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Rzeka
Granica ma zazwyczaj wymiar przestrzenny. Wtedy wytycza linię podziału
między tym, co znane i bliskie, a tym, co obce i dalekie. W ten sposób buduje
ramy ludzkiego mikrokosmosu. Od wieków północnosudańska geografia osadni¬
ctwa zdeterminowana była przez warunki ekologiczne. Te sprawiły, iż wszelka

�Maciej Kurcz

170

Fot. 1. Typowy krajobraz doliny Nilu (fot. M. Kurcz, 2002)

egzystencja na tym obszarze była związana z Nilem — rzeką, której Sudańczycy, tak jak ich północni sąsiedzi, zawdzięczali wszystko. Nie inaczej jest i dziś,
mimo nowoczesnych inwestycji i rozwiązań technicznych. Tylko w sąsiedztwie
rzeki człowiek znajduje optymalne warunki do życia oraz możliwość uprawy ro­
ślin. Tylko tu czuje się komfortowo i bezpiecznie. W dalszym ciągu mieszkańcy
doliny Nilu muszą tłoczyć się w jego pobliżu. Często, patrząc ze szczytu jakiegoś
wzniesienia, można ulec złudzeniu, że ciąg wiosek po obu brzegach rzeki nie ma
końca, a jedna łączy się z drugą. Schemat zawsze jest ten sam: pośrodku Nil, a na
obu jego brzegach pas intensywnej zieleni, który nagle przechodzi w wiejską
zabudowę, by w końcu zniknąć bez śladu w pejzażu pustyni (fot.1).
Rzeka oraz pustynia stanowią odwieczne, naturalne granice ekumeny społe¬
czeństw żyjących nad Nilem, oddzielając i otwierając je równocześnie na świat.
Najsilniejszą granicą w wyobraźni mieszkańców tego zakątka Afryki jest
Nil. To on, przede wszystkim, oddziela wieś (hilla) od otaczającego j ą świata
— nazywanego ogólnie khala, równocześnie silnie kształtując lokalną tradycję
i obyczaj. Pustynia to obszar ostateczny — bezkresny i bezludny — nieodparcie
nasuwający skojarzenie ze śmiercią (być może dlatego właśnie na rubieży wio¬
sek i pustyni mieszkańcy wsi nad Nilem grzebią swoich zmarłych). Tradycyjnie,

�Między rzeką a pustynią

171

od pustyni wieś oddziela dolina jakiegoś okresowego cieku wodnego (uadi czy
khor) lub wiejski cmentarz. Rzeka to natomiast strefa oddzielająca dwa realnie
istniejące światy, które trwają ze sobą w nieustannym kontakcie. Rzeczywistość
na przeciwległym brzegu, choć obca i tajemnicza, jest równocześnie potrzebna,
czy wręcz konieczna dla funkcjonowania świata określanego jako „swój".
Utożsamianie Nilu z granicą jest wciąż silnie odczuwalne, pomimo wzrostu
mobilności miejscowych społeczeństw czy przeobrażeń kulturowych na tym
obszarze. Przede wszystkim „podróżowanie" nadal zakłada pokonywanie rzeki.
I to nie tylko ze względu na geografię osadnictwa, ale głównie poprzez ludzką
wyobraźnię. Wyprawa na przeciwległy brzeg to wciąż wydarzenie nadzwyczaj¬
ne. Towarzyszy mu zawsze ogromne podekscytowanie, ale też i metafizyczna
obawa. Na wszelki wypadek, człowiek przeprawiający się na drugą stronę rze¬
ki odmawia surę Fatiha — otwierającą Koran. Udającego się na przeprawę od¬
prowadzają bliscy w rozśpiewanym orszaku. Ten sam rytuał będzie go witał po
powrocie. Pewne jest, iż przed rozpoczęciem i po zakończeniu podróży będzie
złożone w ofierze zwierzę.
Najbardziej sugestywny obraz rzeki jako granicy pielęgnują kobiety. Żadna
szanująca się kobieta nie będzie zbyt często wyprawiać się na jej drugą stronę.
I nie chodzi tu tylko o obowiązujący j ą system norm, ale o metafizyczny lęk zwią¬
zany z przekraczaniem granicy. Wtedy bowiem, według lokalnych przekonań,
grozi człowiekowi nadprzyrodzone niebezpieczeństwo. Dlatego też sudańska
kobieta nigdy nie uda się na przeciwległą stronę rzeki w czasie ciąży i połogu.
W badanych przeze mnie społecznościach jest to rytualny zakaz bezwzględnie
przestrzegany. Wiąże się z przekonaniem, iż człowiek przekraczający granicę na¬
bywa skazę „nieczystości". Dlatego też na przykład każdy, kto chce odwiedzić
ciężarną kobietę, a wcześniej przekraczał Nil, winien najpierw udać się do kogoś
innego, lub poleca mu się przeskoczyć przez gałązkę palmową, położoną na pro¬
gu domu ciężarnej.
Kobiety jako strażniczki domowego ogniska są niejako odpowiedzialne za
zapewnienie rodzinie duchowej ochrony. Jej częścią są regularne wizyty nad rze¬
ką i prośby składane na ręce istot rzecznych, o których piszę dalej.

Nil jako przestrzeń magiczna
Nil jest obszarem niebezpiecznym, tajemniczym i magicznym. Jego źródło
jest dalekie i nieznane. Pewne miejsca na rzece mają opinię niebezpiecznych
dla transportu rzecznego czy ludzi zażywających w niej kąpieli. W końcu nawet
życiodajna powódź może przerodzić się w kataklizm. Te i inne fizyczne niebez¬
pieczeństwa generują kolejne, tyle że związane ze światem nadprzyrodzonym.
W miejscowym folklorze środowisko rzeczne to świat licznych istot ducho­
wych. Nad rzeką spotkać można złą wiedźmę o imieniu Hambotija. Może stać

�Maciej Kurcz

172

się jej ofiarą nieszczęśnik, który zaśnie nad brzegiem rzeki. Ma ona lubować się
w ludzkiej krwi, którą wciąga przez nos. Podobnie makabryczne usposobienie ma
Sefera — żona krokodyla. Może przemienić się w kamień i tak czekać na swoją
ofiarę. Do kategorii złych istot rzecznych należy zaliczyć ducha Sahar. Przybiera
on postać ludzką bądź zwierzęcą (najczęściej krokodyla). Można go jednak zde¬
maskować, pytając, czy pije mleko, którym ten stwór brzydzi się szczególnie. Do
złych duchów rzecznych zalicza się także Baati . To zły duch człowieka, który po
śmierci, zamiast trafić do raju, powrócił na ziemię. W okolicach Starej Dongoli
szczególnie żywe są opowieści o ludziach z Naua — wioski zamieszkałej przez
„żywe trupy". Wieś ta położona jest parę kilometrów w dół rzeki, na północnym
krańcu Basenu Letti. Informatorzy opisywali te istoty jako ludzkie, z wyjątkiem
wyglądu oczu i uszu oraz ogona. Mówią one zniekształconym głosem, a ubrane
są w całun, w jaki przyodziewa się zmarłego do grobu. Wiodą nędzny żywot
między głębinami Nilu a ziemią. Mają być kanibalami i wielkimi czarnoksięż¬
nikami.
Wiara w tego rodzaju istoty występuje w całym Sudanie północnym (Trimingham, 1965, s. 173). Podobną tradycję zanotowali w Dolnej Nubii Grauer i Kenne­
dy (1978, s. 115-123). Ciekawe zwłaszcza jest to, iż wspominają oni o jakimś sta­
rym (nienubijskim?) szczepie, który przemieniony został jakoby w te stwory. Być
może jest to więc uniwersalny dla całej Nubii archetyp obcego — zohydzonego
i demonicznego. W badanych przeze mnie wsiach wierzenia związane z tymi
istotami zawsze występowały w kontekście jednej, konkretnej wioski — leżącej
kilka kilometrów w dół rzeki — wspomnianej Naua.
W nurtach Nilu mieszkają jednak przede wszystkim anioły, malaikat el bahr.
Są to istoty na wskroś antropomorficzne, jeśli chodzi o wygląd, płeć i wiek. Nie
są ani złe, ani dobre. To po prostu tacy sami ludzie jak my, tyle tylko, że miesz¬
kający w rzece. Ich świat pod lustrem wody odzwierciedla świat ludzki. Anioły
rzeczne są tematem niezliczonych legend i pieśni. Pamięta się o nich w czasie
przełomowych momentów w życiu człowieka (narodziny, obrzezanie, małżeń¬
stwo czy śmierć). Mają być szczególnie odpowiedzialne za los człowieka w cza¬
sie tych nader ważnych wydarzeń. Odwiedza się wówczas rzekę i wrzuca w jej
nurt jedzenie.
Rzeka to także obszar święty. W jej mocy znajduje się przecież los ludzi tu
osiadłych. Nie ma się więc co dziwić, iż według ludowych wierzeń zamieszkują
ją istoty niemalże boskie. Te, odpowiednio traktowane, mogą zesłać na człowieka
dobrodziejstwa i opiekę. Jednakowoż zaniedbywane, mogą stać się przyczyną
nieszczęścia. N i l od zarania symbolizował boską naturę — złowrogą i dobrotliwą
równocześnie. Tak samo jego mieszkańcy mogą wpływać na życie człowieka
pozytywnie: zapewniać urodzaj czy pomyślny poród. Niemniej, mogą także stać
1

1

MacMichael (1967, s. 103) jest zdania, iż istoty te mogą mieć związek ze środowiskiem niewolni­
ków Fur. Słowo nabati w ich języku to obraźliwe określenie człowieka, który po śmierci, zamiast trafić
do raju, powrócił na ziemię, by prowadzić nędzny człowieczy żywot.

�Między rzeką a pustynią

173

się źródłem tragedii — właśnie z istotami rzecznymi identyfikuje się wszelkie¬
go rodzaju nieszczęścia na rzece i w jej pobliżu. Ich działaniem tłumaczy się
też zmiany linii brzegowej, np. zatopienie lub powstanie wyspy. Ich sprawką
mają być albinosi, duchy bowiem także mają białą cerę. Wreszcie, rzeczne stwo¬
rzenia mogą stać się przyczyną problemów w przełomowych momentach życia
człowieka. Mówi się, iż karzą wtedy człowieka za nieprzestrzeganie rytualnych
zakazów.
Rzeka to miejsce wykonywania obrzędów i praktyk magicznych. W jej wo¬
dach ulegają neutralizacji przedmioty niepożądane, na przykład podejrzane
0 związek z czarną magią czy złowrogą muszaharą . Kobiety w czasie ciąży
szczególnie obawiają się innych kobiet, obwieszonych dużą ilością złotej biżu¬
terii. Wierzy się, iż może ona stać się źródłem tragedii: nagłej choroby a nawet
poronienia. Gdy jednak zły urok pada na kobietę, jednym z pierwszych ratun¬
kowych zabiegów jest zanurzenie niewiasty w wodach Nilu. Cudotwórczy efekt
może mieć także zanurzenie owej feralnej biżuterii w rzece. W jej nurcie usuwa
się też „nieczystości" związane z rytami przejścia, na przykład topi się po poro¬
dzie łożysko ciężarnej. Niesie je nad Nil babka dziecka, powtarzając na przemian
„idź" i „wróć" Podobnie dzieje się z rzeczami związanymi z czterdziestodnio¬
wym okresem kwarantanny kobiety i dziecka. Wszystkie, w uroczystym orszaku,
zanoszone są nad rzekę. Tym samym rytualne niebezpieczeństwo zostaje oddalo¬
ne poza granicę. W czasie tego obrzędu ma zawsze miejsce także ablucja kobiety
1 jej dziecka. Praktyka ta ma charakter oczyszczający — zmywana jest wtedy
rytualna nieczystość. Podobne praktyki odprawiane są na zakończenie obrzędów
towarzyszących obrzezaniu, małżeństwu czy pogrzebowi (fot. 2).
Rzeka i jej życiodajny muł posiadają właściwości uzdrowicielskie i „intensyfikacyjne". Tak jak wpływają na wegetację roślin, tak też mogą przyczynić się do
zwiększenia zdolności prokreacyjnych człowieka. Ablucja w wodzie rzecznej, to
tak naprawdę najczęstszy sposób pobudzania kobiecej płodności. Woda rzeczna
może także ułatwić poród. Gdy ten przeciąga się, ciężarna przygotowuje obrzę¬
dowe pieczywo asida , zanosi je nad rzekę i wrzuca do wody. Tym samym prosi
duchy zamieszkujące N i l o szybkie i szczęśliwe rozwiązanie.
Nad rzeką odprawiane są rytuały i praktyki magiczne związane z prywatną
intencją człowieka. Najczęściej składana jest tam ofiara ze zwierzęcia, którego
część jest następnie wrzucana do rzeki, dla jej „mieszkańców". Ma to na celu
zaskarbienie sobie ich pomocy lub ochrony (al-Guindi, 1978, s. 108,109).
2

3

2

Termin ten ma związek z arabskim miesiącem sahr, w którym pojawia się nowy księżyc (Kennedy,
1978, s. 126). W folklorze sudańskim odnosi się on do pewnych nieszczęśliwych zdarzeń dziejących się
w czasie przełomowych momentów w życiu człowieka: narodzin, obrzezania, ślubu i śmierci. Są one
konsekwencją nieprzestrzegania rytualnych zakazów. Zasadniczo zakazy te dotyczą kontaktowania się
z określonymi przedmiotami i substancjami (złoto, krew, żelazo) oraz wykonywania pewnych czynno­
ści (przeprawa na drugi brzeg Nilu czy kontakt z osobą rytualnie nieczystą).
Rodzaj „babki zbożowej" wyrabianej z sorgo.
3

�174

Maciej Kurcz

Fot. 3. Typowy cmentarz widziany z lotu ptaka. Sudan północny (fot. J. Poremba, 2003)

�Między rzeką a pustynią

175

Granica a obcy
Ze środowiskiem Nilu związana jest grupa ludności o obniżonym statusie,
w znakomitej większości posiadająca cechy „nietutejszości". We wsiach nad Ni¬
lem dużą rolę odgrywa rybołówstwo. Ryby stanowią ważne i cenne uzupełnienie
pożywienia, zwłaszcza w sezonie letnim, gdy jest o nie najłatwiej. Przez pozostałą
część roku wieśniacy lepiej sytuowani zajmują się rybołówstwem sporadycznie.
Inaczej najubożsi mieszkańcy wsi, w szczególności grupy o obniżonym statusie,
jak byli niewolnicy, zwani Sudanijja lub abid. Dla nich profesja ta jest formą zarob¬
kowania, a ryby są głównym składnikiem codziennej diety. Przedstawiciele grup
marginalnych zmonopolizowali także przewoźnictwo rzeczne. Dysponując blasza¬
nymi łodziami, najczęściej napędzanymi silnikami spalinowymi, przewożą ludzi
i towary z jednego brzegu na drugi. W transporcie rzecznym największą jednak
rolę w okolicy odgrywają Koptowie — chrześcijanie egipscy, należący — mimo
wysokiej pozycji materialnej — także do kategorii grup o obniżonym statusie spo¬
łecznym. W ich rękach znajdował się jedyny kursujący w regionie prom.
Patrząc na pas osadniczy od strony pustyni, także spotykamy nietutejszych
— napływową ludność do niedawna koczowniczą. Tworzą oni bardzo luźną, pro¬
wizoryczną oraz liczebnie małą zabudowę na rubieżach osad rolników, wyraźnie
od nich odseparowaną kilkusetmetrowym pasem pustyni lub doliną okresowego
cieku wodnego. Osadnictwo byłych nomadów stanowi, obok rzeki, kolejną strefę
graniczną, oddzielającą wieś od złowrogiej pustyni. Dawniej rolę tę spełniała doli¬
na jakiejś okresowej rzeki, uadi czy khor, lub wiejski cmentarz, lokowany, zgodnie
z muzułmańskim obyczajem, poza przestrzenią ludzkiego osadnictwa (fot. 3).
Kontakt ze światem zewnętrznym to zajęcie na tyle niekomfortowe, że po¬
wierzane jest ludności o obniżonym statusie, często naznaczonej piętnem nietutejszości. Ludzie ci żyją w przenośni i dosłownie na marginesie miejscowego
społeczeństwa. Z racji swojego pochodzenia, są niejako przypisani do obszaru
granicy, ciągłych kontaktów z innoziemcami. Innymi słowy, są mediatorami mię¬
dzy obydwoma światami.

Mury zagrody
Dom, obok meczetu czy mauzoleum świętego, to jedno z najświętszych
miejsc dla sudańskiego muzułmanina (fot. 4). Jest najprawdziwszym sanktua¬
rium — tyle że świeckim i prywatnym. W jego wnętrzu celebrowane są rytuały
życia rodzinnego, skrywane szczelnie przed światem zewnętrznym. Dom to prze¬
de wszystkim świat kobiet oraz dzieci. Wysoki mur zapewnia im maksimum in¬
tymności. Nawet jeśli znajdować się w nim będą wyrwy czy dziury, i tak nikt nie
odważy się obserwować przez nie, co dzieje się we wnętrzu domostwa. Byłoby to

�176

Maciej Kurcz

Fot. 5. Mur okalający dom - widok nocą. Sudan północny (fot. J. Poremba, 2003)

�Między rzeką a pustynią

177

wbrew dobrym obyczajom. Mur ten bowiem jest nie tylko murem w dosłownym
tego słowa znaczeniu, ale także osłania to, co według miejscowego obyczaju jest
święte i zakazane (fot. 5).
Sudański muzułmanin nie interesuje się tym, co dzieje się na zewnątrz, nawet
tuż pod murami jego domu. Z perspektywy zagrody mur to granica ostateczna.
Znajduje to odbicie choćby w stosunku do najbliższego otoczenia. I tak na przy¬
kład wyrzuca się śmieci po prostu za ogrodzenie, na ulicę. Sudańczykowi nie
przeszkadzają sterty śmieci czy rynsztok płynący tuż obok zagrody. Ten świat
jest już dla niego zupełnie obcy i obojętny .
Podobnie jak w wielu kulturach, tak i tutaj szczególną troską otaczane jest
wejście do domu. To niezwykle ważny punkt graniczny, przez który może wkraść
się do wnętrza zagrody zło. Dlatego nad głównym wejściem (niekiedy dodatko¬
wo też nad wejściem do żeńskiej części domu) umieszcza się szereg apotropeicznych przedmiotów, jak rogi bydlęce, amulety zwane hidżiab czy martwe zwie¬
rzęta. Wszystkie zabezpieczają dom i jego mieszkańców przed nadprzyrodzonym
niebezpieczeństwem. Szczególną funkcję oczyszczającą ma zielona gałązka pal¬
mowa. Do domu przynosi się ją, gdy ma pojawić się ktoś, kto podróżował na
drugi brzeg Nilu bądź brał udział w jakimś rytuale związanym z rzeką. Osoba ta
zobowiązana jest rzucić gałązkę przez próg lub położyć j ą na nim. Dopiero wtedy
pozwala się przybyszowi przekroczyć próg domu.
4

Przełomowe momenty w życiu jednostki
Życie wieśniaka północnosudańskiego nie jest jednorodne, lecz naznaczo¬
ne przełomami między różnymi etapami. Momentami wyznaczającymi koniec
jednego, a początek drugiego etapu są narodziny, obrzezanie, małżeństwo oraz
śmierć. Odczuwa się w ich trakcie jakby przekraczanie granicy. Faza przejściowa
jest okresem marginalizacji, w czasie której człowiek zawieszony jest między
obydwoma światami — etapami . To czas nader niebezpieczny. W tym przełomo¬
wym dla człowieka momencie czyhają nań duchy (głównie związane ze środowi¬
skiem rzecznym), gotowe przeszkodzić w przejściu, w szczególności gdy złamie
się obowiązujące wtedy rytualne zakazy. Z drugiej strony, to sam człowiek sta¬
nowi zagrożenie. Będąc zawieszony między obydwoma światami — okresowo
naznaczony jest „nieczystością". Dlatego też, w tym czasie, musi się izolować
i poddać rytualnej kwarantannie, trwającej czterdzieści dni . W jej trakcie kobie¬
ta po porodzie nie powinna opuszczać zagrody, a także myć się (między świtem
a zmierzchem), czesać czy nawet zmieniać odzieży (fot. 6). Przy jej łóżku leżeć
5

6

4

Więcej na ten temat piszę w: Kurcz, 2003.
Na temat obrzędów przejścia zob. van Gennep, 2006.
Czterdziestodniowa kwarantanna to bardzo stary zwyczaj, znany wielu kulturom, w szczególności
— basenu Morza Śródziemnego oraz Bliskiego Wschodu.
5

6

�Maciej Kurcz

178

Fot. 6. Młoda matka w czasie rytualnej kwarantanny. Banganarti (fot. M. Kurcz, 2003)

ma Koran i palić się kadzidło. Pod łóżkiem zaś powinien znajdować się jakiś ostry
przedmiot czy gałązka palmowa. Wszystko po to, aby chronić kobietę przed nad¬
przyrodzonym niebezpieczeństwem. Okres ten kończy ryt oczyszczająco-dziękczynny, ablucja w nurtach rzeki, połączona z obdarowywaniem pokarmami istot
rzecznych. W trakcie tego rytuału do rzeki wyrzucane są przedmioty „nieczyste",
związane z wypełniającym się właśnie okresem przejścia. Wizyta ta ma także wy¬
razić wdzięczność wobec aniołów z Nilu. Są one, jak pisałem, uważane za swego
rodzaju patronów każdej przełomowej chwili w życiu człowieka (Kurcz, 2005).

Granica a ludzkie ciało
Sudańczycy z lękiem podchodzą do pewnych części ciała: ust, oczu, uszu,
genitaliów, odbytu. Wszystkie otwory ciała są miejscami styczności z nie za¬
wsze życzliwym człowiekowi światem zewnętrznym . Szczególnie przesądni
obawiać się będą choćby ziewnięcia. Wtedy bowiem może w człowieka wstąpić
jakiś zły duch. Podobnie rzecz ma się w toalecie. Uważa się zresztą, iż miejsca
te w szczególny sposób upodobały sobie wrogie człowiekowi moce. Te i inne
ludowe wyobrażenia inspirowane są muzułmańskimi praktykami modlitewnymi.
7

7

Więcej na temat stosunku do pewnych części ciała — zob. Douglas, 2007.

�Między rzeką a pustynią

179

W islamie, osoba odprawiająca modlitwę musi znajdować się w stanie rytualnej
czystości. Przed modlitwą w pierwszej kolejności myje się twarz, płucze usta,
nozdrza i uszy, a następnie przystępuje do obmycia stóp i dłoni. Wszystkie te
czynności wykonywane są trzykrotnie. Po stosunku seksualnym czy wizycie
w toalecie winno się poddać bardziej kompleksowej ablucji. Ma ona zapewnić
człowiekowi stan rytualnej czystości, zagrożony przez pewne części ludzkiego
ciała, mające styczność ze światem zewnętrznym. Z tego samego powodu nie¬
boszczykowi przed pogrzebem zatyka się owe miejsca bawełną, aby po ostatniej
ablucji człowiek ten dotrwał w stanie czystości do dnia Sądu Ostatecznego.

Epilog
Graniczność postrzegana jest przez Sudańczyków w wielu różnych wymia¬
rach przestrzeni oraz czasu. W rezultacie rozróżnić możemy co najmniej kilka jej
rodzajów. Zawsze jednak granica to punkt krytyczny. Jest ona ważna, nierzadko
konieczna z punktu widzenia człowieczej egzystencji, ale zawsze skrajnie nie¬
bezpieczna. Integralnie przecież związany jest z nią świat istot duchowych, nie
zawsze nastawionych do człowieka życzliwie. Co więcej, człowiek przekraczają¬
cy granicę nabywa skazy nieczystości. Skutkuje ona okresowym ograniczeniem
jego praw — wyłączeniem z życia społecznego. Pewnego rodzaju matrycą kon¬
cepcji granicy w ludowej kulturze Sudańczyków jest N i l i związane z nim zwy¬
czaje i wierzenia. Jego natura doskonale buduje poczucie istnienia innego świata,
nieprzemijającego i transcendentnego. Równocześnie pozwala pełnić rolę grani¬
cy — fizycznie i symbolicznie wyznaczającej ramy mikrokosmosu.
Opisane wyżej zjawiska, choć dotyczą Sudanu północnego, w dużej mierze
znane są także w innych krajach muzułmańskich. Nie można się temu dziwić.
Silnemu odczuwaniu niejednorodności rzeczywistości sprzyja przecież sam is¬
lam. Nakazuje choćby swojemu wyznawcy waloryzować otaczający świat, czy
wystrzegać się pewnych kategorii pokarmów lub czynności.
Słowa kluczowe: Sudan, islam, Nil, granica

BIBLIOGRAFIA
Douglas M .
2007

Czystość i zmaza. Analiza pojęć nieczystości i tabu, przeł. M . Bucholc,
PIW, Warszawa.
van Gennep A.
2006
OObrzędy przejścia. Systematyczne studium, przeł. S. Szymański, PIW,
Warszawa (wyd. 1, 1909).

�Maciej Kurcz

180

Grauer A., Kennedy J.G.
1978
Evil River Beings, w: Nubian Ceremonial Life. Studies in Islamic Syncre­
tism and Cultural Change, ed. J.G. Kennedy, The University of California
Press and The American University in Cairo Press, Cairo, s.114-124.
al-Guindi F.
1978
The Angels in the Nile: A Theme in Nubian Ritual, w: Nubian Ceremonial
Life. Studies in Islamic Syncretism and Cultural Change, ed. J.G. Kennedy,
The University of California Press and The American University in Cairo
Press, Cairo, s. 104-113.
Kennedy J. G.
1978
Mushahara: a Nubia Concept of Supernatural Danger and the Theory of
Taboo, w: Nubian Ceremonial Life. Studies in Islamic Syncretism and Cul­
tural Change, ed. J.G. Kennedy, The University of California Press and
The American University in Cairo Press, Cairo, s. 125-149.
Kurcz M .
2003
Wiejska zagroda północnego Sudanu, „Lud" t.87, s. 267-289.
2005
Żywot zgodny z obyczajem i wiarą. Cykl życia
północnosudańskiego
wieśniaka — dzieciństwo i wiek młodzieńczy, „Lud" t.89, s.157-189.
MacMichael H.A.
1967
A History of the Arabs in Sudan, Frank Cass&amp;Co. Ltd., London (wyd. 1,
1922).
Trimingham J. S.
1965
Islam in the Sudan, Oxford University Press, London.

Maciej Kurcz
BETWEEN RIVER A N D DESERT. THE CATEGORY OF BORDER I N THE
CULTURE OF N O R T H SUDANESE MUSLIMS
(Summary)
Islam categorises reality into two clearly separated spheres; lay and sacred. This di­
vision determines nearly every sphere of the Muslim's life. Because of the importance of
this division, sanctified by religion and custom, borderline places, which both link and
separate both worlds, become particularly important.
The author discusses the problem of border as one of the most basic issues of the cul­
ture. He analyses it in the context of the rural environment of Northern Sudan, which he
learnt during his two study trips.
In Northern Sudan it is the Nile that serves as the physical and symbolic border area.
It is most strongly associated with the experience of border and sacrum. Because of this,
it is a model of the conceptualisation of all kinds of places or events, which give the im­
pression of border crossing. The phenomena described in the article, although strongly
connected with the North Sudanese context, are basically common to the other areas of
the Middle East. Simply, because they are integrally linked to Islam.
Key words: Sudan, Islam, Nile, border

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6040" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6020">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7fbfce6e4be5b248971a5feb9e49fe53.pdf</src>
        <authentication>56cc846ed79fddc2d4001ab56b6d5043</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72063">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5182</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72064">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72065">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4807</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72066">
                <text>Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt naukowy / LUD 2007 t.91</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72067">
                <text>LUD 2007 t.91, s.137-154</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72068">
                <text>Szarota, Piotr</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72069">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72070">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72071">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72072">
                <text>Lud, t. 91, 2007

PIOTR SZAROTA
Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej
Warszawa

JAPOŃSKI UŚMIECH: ORIENTALISTYCZNA INWENCJA CZY
SKRYPT KULTUROWY?

Pomiędzy orientalizmem a nihonjinron
Autorem pierwszej analizy japońskiego uśmiechu jest Lafcadio Hearn. Hearn
to postać niezwykła — ten pół-Grek, pół-Irlandczyk przyjechał do Japonii
w roku 1889 jako dziennikarz i autor dwóch powieści. Japonia oczarowała go
i zafascynowała. Zaczął spisywać swoje obserwacje i analizy kulturowe, aby po
paru latach wydać dwutomowe dzieło, które przyniosło mu rozgłos: Glimpses
of Unfamiliar Japan. Kiedy książka ukazała się na Zachodzie, Hearn był już
obywatelem japońskim, żonatym z córką samuraja, podpisywał się Yakumo Koi¬
zumi. „Japończycy mówią o «złych twarzach» cudzoziemców" — pisał w swojej
pierwszej wydanej w 1894 roku książce o Japonii. „Cudzoziemcy opowiadają
z wielką pogardą o japońskim uśmiechu; podejrzewają, że kryje się za nim nieszczerość (...) tylko nieliczni, bardziej spostrzegawczy, widzą w nim tajemnicę
wartą zbadania" (Hearn, 1976, s. 657).
Książka Hearna nie jest z pewnością książką naukową, widać w niej skłonność
do sentymentalizowania rzeczywistości i zbyt pospiesznych uogólnień, słabość
do forsowania niepewnych hipotez. Z dzisiejszej perspektywy widać jasno, że
pomimo ogromu erudycji i obfitego materiału faktograficznego pisarstwo Hearna
odbija dwie tendencje charakterystyczne dla większości analiz dotyczących Ja¬
ponii. Z jednej strony jest to celebrujący egzotykę mitycznego „Wschodu" orientalizm, z drugiej — przekonanie o wyższości i wyjątkowości japońskiej kultury.
Termin „orientalizm" wprowadzony został przez Edwarda W. Saida dla opisu
popularnego na Zachodzie prądu myślowego, który usprawiedliwia oraz propa¬
guje postawy uprzedzeń i wyższości w stosunku do mieszkańców części świa¬
ta zwanej w zachodnim piśmiennictwie Orientem. W wydanej po raz pierwszy
w 1978 roku książce Orientalism, Said (1991) koncentruje się na świecie arab¬
skim; interesuje go zwłaszcza zasadnicze przewartościowanie, jakie dokonało się
w zachodnim postrzeganiu „Orientu" na przełomie X V I I I i X I X wieku. Wtedy
właśnie Orient, który w wyobraźni Europejczyków stanowił ucieleśnienie boga­
ctwa, przepychu, kulturalnego wyrafinowania, potęgi militarnej i nieokreślonej

�138

Piotr Szarota

tajemniczości, stał się nagle przeciwieństwem tych cech. Mieszkańcom Orientu
zaczęto przypisywać lenistwo i intelektualny marazm, a jednocześnie poryw­
czość i uleganie namiętnościom. Orient stał się swoistym zaprzeczeniem Zacho­
du, miejscem symbolizującym to wszystko, czym na Zachodzie pogardzano.
Zachodnie myślenie i pisanie o Japonii wpisuje się w bogatą tradycję orientalistyczną. Jako pierwszy pisał o tym Richard Minear (1980). Zwraca on uwagę
na trzy podstawowe elementy obecne w myśleniu orientalistycznym: 1) posłu­
giwanie się abstrakcjami, takimi jak „kultura europejska" i „kultura orientalna",
2) przekonanie o wyższości tej pierwszej, 3) przeciwstawianie dawnej wielkości
kultury Orientu i jej obecnej degradacji. Wszystkie te trzy elementy odnajduje
Minear w zachodnim piśmiennictwie poświęconym kulturze japońskiej.
Jednak wbrew temu, co pisze Minear (1980), wydaje się, że dyskurs orientalistyczny wcale nie jest jednolity, a Japonia znajduje w nim miejsce szczególne.
Zwraca na to uwagę Pham (1999). Japonia, w przeciwieństwie do większości
krajów azjatyckich, nie została nigdy skolonizowana, a na początku X X wieku
stała się jedną z potęg militarnych i gospodarczych ówczesnego świata. Co wię­
cej, w okresie I I wojny światowej zagroziła bezpośrednio aliantom. Podziw mie¬
sza się więc w opisach Japonii i Japończyków ze strachem i pogardą, mamy tu do
czynienia ze znacznie większą ambiwalencją i zniuansowaniem niż w wypadku
opisów świata arabskiego. Z jednej strony widzimy zachwyt nad wyrafinowaniem
kultury japońskiej, estetyką jedzenia, utrzymywaniem harmonii z naturą, mistyką
buddyzmu zen, z drugiej — pogardę dla „konformizmu" Japończyków, strach
przed ich „fanatyzmem", „okrucieństwem" i „hipokryzją" (por. Rosen, 2000).
Znajdujemy tu jednak także elementy charakterystyczne dla szerszego dys¬
kursu orientalistycznego: Japonia postrzegana jest jako przeciwieństwo Zachodu,
a Japończycy jako dziwni i nieodgadnieni; zachwytowi nad przeszłością i tra­
dycją towarzyszy nieodmiennie wielkie rozczarowanie modernizacją. Te wątki
widoczne są również w mniejszym lub większym stopniu w dziełach Hearna.
Orientalizm nie jest jednak jedynym problemem, z którym spotykamy się,
pisząc o Japonii. Mało jest kultur, które opisywane były z równą konsekwencją
jako specyficzne i zupełnie odrębne od reszty świata, co nader często owocuje
swoistą mitologizacją rzeczywistości. Powstało nawet pojęcie nihonjinron, odno­
szące się do ideologii kulturowego nacjonalizmu, którego misją jest podkreślanie
i ugruntowywanie założeń o kulturowej wyższości kultury japońskiej (Burman,
2007). Można powiedzieć, że ideologia nihonjinron stanowi swego rodzaju od¬
wrócenie założeń orientalistycznych i jest odpowiedzią na etnocentryzm, obecny
(często nawet współcześnie) w zachodnich rozważaniach na temat Japonii.
Problem nie jest nowy, ale zaczęto go analizować stosunkowo niedawno (Gjerde, Onishi, 2000; Sugimoto, 1997). Co ciekawe, jest to przypadłość dotykająca
nie tylko samych Japończyków, ale również wielu piszących o Japonii zachodnich
autorów. Poszukując wyróżników „japońskości" pisze się na przykład o tym, że
wszyscy Japończycy posiadają pewne specyficzne cechy czy właściwości, nie bio-

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

139

rąc pod uwagę, że występują tu znaczne różnice między jednostkami. Zakłada się
ponadto, że cechy te występują wyłącznie lub niemal wyłącznie wśród Japończy¬
ków i że występowały zawsze, niezależnie od kontekstu społeczno-historycznego.
Traktowanie kultury jako homogenicznej całości i programowy ahistoryzm
przypomina do złudzenia praktykę antropologii kulturowej rozpowszechnioną
w pierwszej połowie X X wieku, obecnie jednak traktowaną jako anachronicz¬
ną. Kiedyś przedmiotem zainteresowania antropologów były przede wszystkim
małe, z reguły izolowane społeczności, które wydawały się jednorodne w swoim
„spętaniu" wzorami kulturowymi i „zawieszone w czasie". Wojciech J. Burszta
(2004, s. 33) określa obowiązującą wtedy koncepcję kultury mianem „rafy kora¬
lowej", ponieważ „to, co raz w niej zostało zakumulowane, przechowywało się
w stanie nienaruszonym". „Margaret Mead, wracając w swoje ukochane strony
po dwudziestu latach, spotkała już innych ludzi, następne pokolenia, ale nie mia¬
ła wątpliwości, że obcowała nadal z «kulturą Samoa» jako społeczną ciągłością
wzorów uczestniczenia w życiu społecznym (...). Niewiele było tutaj miejsca
na transformację, przypadkowość, innowacyjność, niepewność i sprzeczności.
W bycie totalnym zniewolenie matrycą wzorców myślenia i działania zdawało
się pełne". Japonia — kontynuuje wywód Burszta (2004, s. 34), jest jednak no¬
woczesnym, złożonym i klasowo zróżnicowanym społeczeństwem, które wbrew
temu, co się często pochopnie zakłada, nie jest również jednorodne etnicznie.
Podsumowując te rozważania, trudno nie dojść do niewesołej refleksji, że pi¬
sanie o kulturze Japonii jest dzisiaj nieporównanie trudniejsze niż sto, a nawet 50
lat temu, a kto wie, czy w ogóle możliwe. Czy nie lepiej więc odłożyć pióro, niż
narazić się na miażdżącą krytykę? Niewątpliwie byłoby to znacznie prostsze, moż¬
na jednak spróbować przynajmniej częściowo obejść piętrzące się tutaj problemy.
W swojej krytyce poświęconych Japonii studiów psychologicznych Per Gjerde
(2001) zwraca uwagę, że podstawowym błędem popełnianym przez autorów jest
brak rozróżnienia pomiędzy poziomem wartości kulturowych a faktycznym zacho¬
waniem współczesnych Japończyków. Tymczasem wartości kulturowe, często nie
pozbawione konotacji ideologicznych (np. nacjonalistycznych), mogą tylko w nie¬
wielkim stopniu odzwierciedlać to, co Japończycy odczuwają i robią na co dzień.
Nawet jeśli związek pomiędzy wartościami a zachowaniem wydaje się wyraźny,
nie należy przyjmować tego a priori, lecz dokładnie zbadać.
W artykule tym będę się więc starał o ostrożność przy formułowaniu uogól¬
nień na temat zachowania; moim celem jest przywołanie japońskich wartości
i norm, które mogą wyjaśniać tradycyjne funkcje uśmiechu w tej kulturze.

Twarz i komunikacja niewerbalna
Uśmiech jest charakterystycznym i łatwo rozpoznawalnym wyrazem mi¬
micznym spełniającym ważną funkcję komunikacyjną. Anna Wierzbicka (1995)

�Piotr Szarota

140

zakłada, że uniwersalnym przekazem, jaki niesie ze sobą uśmiech, jest zdanie:
„W tej chwili czuję coś dobrego". Nie interesuje jej, czy to „czucie" będzie szcze­
re, czy udawane, bo nie zmienia to w niczym treści komunikatu, rdzeń również
pozostaje ten sam, niezależnie od tego, jakie intencje mu przyświecają. Czy bę­
dzie to appeasing smile (nieobecny w języku polskim związek frazeologiczny
— uśmiech uspokajający, łagodzący sytuację) czy revengeful smile (uśmiech bę­
dący zapowiedzią zemsty — przybliżonym polskim odpowiednikiem może być
uśmiech złowrogi), rdzeniem komunikatu jest dobre samopoczucie nadawcy.
W pierwszym wypadku (appeasing smile) Wierzbicka (1999, s. 175-176) pro¬
ponuje następujący komunikat:
(a) nie chcę, abyś myślał(a), że w tej chwili czuję coś złego;
(b) w tej chwili czuję coś dobrego;
(c) nie chcę zrobić nic złego.

W wypadku revengeful smile sekwencja będzie następująca:
(a) chcę ci zrobić coś złego (ponieważ ty zrobiłeś mi coś złego);
(b) mogę to zrobić teraz;
(c) z tego powodu czuję teraz coś dobrego.

Poszczególne kultury różnić się mogą od siebie pod względem sugerowanych
sposobów wykorzystania uśmiechu w życiu społecznym. Wierzbicka bardzo
wiele miejsca poświęca na przykład omówieniu znaczenia i funkcji uśmiechu
w kulturze amerykańskiej. Zrozumienie kulturowych norm związanych z wy­
korzystywaniem uśmiechu w Japonii nie jest możliwe bez wcześniejszej analizy
zasad związanych z komunikacją niewerbalną. Jeszcze w latach 60. Edward Hall
(1984) zaproponował podział na kultury wysokiego i niskiego kontekstu. W ko¬
munikacji o wysokim kontekście niewiele trzeba wyrażać za pomocą słów, po¬
nieważ większość informacji jest zawarta już w kontekście wypowiedzi. Ważne
jest, kto z kim rozmawia, w jaki sposób to czyni i gdzie odbywa się rozmowa.
Najprawdopodobniej więc uśmiech rzadko będzie tu traktowany jako sygnał spo¬
łeczny, którego znaczenie może być niezależne od tła. Odwrotnie, w kulturach
o niskim kontekście uśmiech interpretowany będzie raczej jako samoistny (pozy¬
tywny) komunikat, względnie niezależny od kontekstu, w jakim się pojawia.
Specyfikę komunikacji wysokiego kontekstu świetnie uchwycił Didier Cazal
w eseju poświęconym kulturze koreańskiej. „Koreańczycy posiadają szczególnie
rozwiniętą kulturową umiejętność pojmowania uczuć, emocji swych rozmówców.
Koreańczyk (... ) stara się uchwycić jedność, spójność w całym zachowaniu, mimo
zewnętrznych pozorów, widocznej swobody na twarzy i w mowie. Wszelkie pęknię¬
cie wizerunku będzie interpretowane ujemnie: źle ukryte oznaki nerwowości, skur­
cze twarzy, uśmiech z lekka usztywniony" — pisze Cazal (1996, s. 215-216).
Ta kulturowo rozwinięta umiejętność pojmowania emocji rozmówców, intui¬
cyjnego uchwycenia wewnętrznego nastawienia partnera w danym momencie,

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

141

nazywa się w Korei nunchi. Przybliżonym odpowiednikiem koreańskiego nunchi jest japońskie omoiyari. Omoiyari oznacza przede wszystkim empatyczną
umiejętność wyczuwania nastrojów oraz gotowość do zaspokojania niewypowie¬
dzianych na głos życzeń i pragnień. Takie Sugiyama Lebra (1976) przywołu¬
je anegdotę o mężu, który wracając do domu, zwraca uwagę na brak harmonii
w stojącej przy wejściu kwietnej aranżacji. Na tej podstawie mężczyzna domyśla
się, że coś musiało zmartwić jego żonę i próbuje zrozumieć, co zaszło. Domyśla
się, że doszło do konfliktu z teściową, żonie nie wolno bowiem otwarcie kryty¬
kować zachowania matki męża, próbuje więc przekazać mu informacje drogą
pośrednią.
Podstawą omoiyari jest wielka koncentracja na nieistotnych pozornie infor¬
macjach kontekstowych. Interpretacja czyjegoś zachowania opiera się właśnie
na łączeniu ze sobą takich drobnych szczegółów. Dzięki omoiyari możliwe jest
przeniknięcie poza fasadę konwencjonalnego uśmiechu. Jest to umiejętność, któ¬
rej brakuje ludziom Zachodu, dla których japońskie uśmiechy z reguły pozostają
„zagadkowe".
Różnica ta wynika w dużej mierze z innego podejścia do komunikacyjnej
funkcji twarzy. W zachodniej psychologii, opartej głównie na amerykańskiej tra¬
dycji badawczej, przyjmuje się, że twarz ludzka jest najważniejszym obszarem
komunikowania stanów emocjonalnych, może odzwierciedlać postawy, być waż¬
nym źródłem informacji zwrotnych. Niektórzy badacze (por. Knapp, Hall, 2000)
uznają, że stanowi najważniejsze po mowie źródło informacji w kontaktach
międzyludzkich. „Prymat twarzy", czyli tendencja do przypisywania jej więk¬
szej uwagi niż innym kanałom komunikacyjnym, jest dobrze udokumentowany.
Może to wynikać z naszych przekonań, że twarz mówi bardzo wiele o osobowo¬
ści człowieka. Jest „zwierciadłem duszy" czy, jak pisał Szekspir: „istną tablicą,
na której skryte rzeczy można czytać".
Rzecznicy psychologii międzykulturowej (np. Markus, Kitayama, 1991) za¬
kładają, że kolektywistyczne kultury Dalekiego Wschodu nastawione są na da¬
leko idącą powściągliwość w wyrażaniu emocji i własnych pragnień, co wynika
z żywotności tradycji konfucjańskiej. Powściągliwość ta nie polega jedynie na
ograniczeniu bezpośredniości komunikacji słownej, ale również na ograniczeniu
komunikacyjnego znaczenia twarzy.

Komunikacyjne znaczenie oczu i ust
Najtrudniej kontrolować ekspresję oczu, stąd właśnie one uważane są na Dalekim
Wschodzie — w Chinach, Korei i Japonii — za nieporównanie ważniejsze źródło
informacji niż mimika całej twarzy. Tylko oczy zdradzić mogą to, co człowiek myśli
naprawdę. „To spojrzenie oczu uważane jest w Korei za zwierciadło duszy — pisze
Didier Cazal (1996, s. 216). — Zgłębiać je, to to samo, co zagrażać prywatności,

�Piotr Szarota

142

wręcz uchybić czci. Twarz można badać tylko ukradkiem, nigdy w sposób ciągły (...).
Patrzenie w oczy Koreańczykowi w sposób natarczywy wprawia go w zakłopotanie:
jest to pogwałcenie jego duszy, wdarcie się w jego prywatność".
Ta „wschodnia" koncentracja na oczach ma głęboki sens psychologiczny.
Skurcz mięśni okołoocznych mówi nam na przykład, czy uśmiech, który obser¬
wujemy, jest konwencjonalnym uśmiechem społecznym, za którym kryje się tyl¬
ko zdawkowa uprzejmość, czy uśmiechem faktycznie angażującym pozytywne
emocje. Autentyczna radość maluje się nie tylko wokół oczu, ale i w samych
źrenicach. Gdy przeżywamy radość, źrenice rozszerzają się. W wypadku złości
stają się mniejsze (Doliński, 2000).
Charakterystyczne, że Amerykanie i Japończycy w korespondencji za pośred¬
nictwem Internetu używają innych emotikonów dla oznaczenia emocji. Konwen¬
cja amerykańska zaadaptowana została na całym Zachodzie, :-) oznacza tam za­
dowolenie (schematyczna uśmiechnięta twarz), zaś :-( to smutek. Japończycy na
oznaczenie zadowolenia używają jednak zupełnie innego symbolu ( _ ) , inaczej
też symbolizują smutek (;_;). Widać tutaj, że o ile amerykańskie emotikony kon­
centrują się na okolicy ust, japońskie różnią się jedynie sposobem przedstawiania
oczu: wesołe albo zapłakane.
Podobne różnice, o czym autorzy już nie wspominają, występują w tradycyj¬
nej ikonografii japońskiej, zgodnie z którą usta były wyobrażane w znacznym
pomniejszeniu w stosunku do reszty twarzy. Konwencja ta wydaje się w Japonii
ciągle żywa, o czym świadczy specyficzny sposób rysowania przez dzieci posta¬
ci ludzkich (por. LaVoy i in., 2001; Szarota, 2006) oraz stylistyka mangi, czyli
bardzo swoistej, japońskiej odmiany komiksu, której początki sięgają X I I I wieku
(Perper, Cornog, 2002).
W mandze, jak również w jej animowanym odpowiedniku — anime, to właś¬
nie oczy przekazują najwięcej informacji o przeżyciach i intencjach bohaterów.
Jak pisze znawca mangi, Frederik Schodt (1996, s. 49):
A

A

Gdy obcokrajowcy po raz pierwszy oglądają mangę, ich uwagę przykuwają pro­
porcje twarzy, oczy wydają się nienaturalnie wielkie, kończyny tyczkowate, a dłu­
gie blond włosy sugerują, że bohaterowie nie są Japończykami. Rzeczywiście
przed okresem Meiji japońscy rysownicy ukazywali bohaterów z małymi oczami
i wąskimi ustami; wraz z otwarciem na kulturę Zachodu i pojawieniem się nowych
kanonów estetycznych, w rysunku zaczęły obowiązywać nowe proporcje.

Współczesna stylistyka mangi narodziła się pod koniec lat 50. zeszłego stule­
cia. Schodt twierdzi, że duże „europejskie" oczy jej bohaterów to wynik zachwia¬
nia kulturowej tożsamości Japończyków po przegranej wojnie i latach upokarza¬
jącej amerykańskiej okupacji. Choć wpływy zachodniej estetyki na kształtowanie
się mangi są bezsporne (uważany za ojca współczesnej mangi Osamu Tezuka
pracował przecież dla koncernu Disneya), powiększone oczy to jednak przede
wszystkim konwencja, która pozwala najpełniej komunikować stany emocjonal-

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

143

ne postaci (Brophy, 1997; Perper, Cornog, 2002). Możliwości śledzenia (klatka
po klatce) subtelnych zmian mimicznych daje przede wszystkim anime, manga
posługuje się z reguły skrótem.
Różnice w symbolice emotikonów czy w obrębie zachodniej i japońskiej este¬
tyki komiksowej wzbudziły zaciekawienie psychologów. Wychodząc z założe¬
nia, że interpretując nastawienie czy stan emocjonalny drugiego człowieka ludzie
posługują się specyficznymi dla danej kultury informacjami, Masaki Yuki, Wil­
liam Maddux i Takahiko Masuda (2007) postanowili sprawdzić, czy Japończycy
i Amerykanie rzeczywiście różnią się pod względem częstości korzystania z oczu
i ust jako sygnałów niewerbalnych. W swoim eksperymencie pytali o interpre¬
tację fotografii osób wyrażających zadowolenie i smutek, zdjęcia spreparowane
zostały jednak w taki sposób, że górna część twarzy (oczy) i dolna (usta) wy¬
rażały co innego. Wykorzystano następujące kombinacje: wesołe oczy-neutralne usta, wesołe oczy-usta w „podkówkę", smutne oczy-neutralne usta, smutne
oczy-uśmiechnięte usta, neutralne oczy-uśmiechnięte usta, neutralne oczy-usta
w „podkówkę". Okazało się, że uczestniczący w badaniu studenci amerykańscy
częściej oceniali osoby z uśmiechniętymi ustami jako bardziej szczęśliwe niż stu¬
denci japońscy, niezależnie od tego, co wyrażały oczy. Z kolei studenci japońscy
większą wagę przywiązywali do oczu; jeśli były „wesołe", oceniali osobę jako
bardziej zadowoloną niż Amerykanie, niezależnie od kształtu jej ust.
Wyniki te uznać można za zbieżne z rezultatami uzyskanymi we wcześniej¬
szym badaniu Davida Matsumoto (1989), w którym Japończycy byli zdecydo¬
wanie mniej skorzy niż Amerykanie do tego, by uznać, że przedstawione im na
fotografiach uśmiechnięte osoby są szczęśliwe czy radosne (w tym wypadku pre¬
zentowane były zdjęcia nie poddane obróbce komputerowej). W jednym i dru¬
gim badaniu uśmiechnięte usta — które Amerykanom kojarzą się jednoznacznie
z wyrażaniem pozytywnych emocji — traktowane są przez Japończyków jako
znacznie mniej istotny komunikat.
Jeden, a nawet dwa eksperymenty nie przesądzają oczywiście sprawy, sądzę jed¬
nak, że to ważny głos w dyskusji o japońskich normach i wartościach kulturowych.
Yuki i jego współpracownicy twierdzą, że ich badanie do pewnego stopnia wyjaś¬
nia, dlaczego Japończycy postrzegani są przez Amerykanów jako nieemocjonalni
czy nieodgadnieni w tym, co myślą i czują (inscrutable) — to bardzo częsty motyw
„orientalistyczny", wyraźny choćby w Chryzantemie i mieczu Ruth Benedict (2003).
Wszystko wskazuje na to, że ludzie Zachodu mają skłonność do niedoceniania naj¬
ważniejszego kanału informacji, jakim są w wypadku Japończyków oczy.
Warto zauważyć, że wyniki badania kłócą się jednak z potoczną wiedzą od¬
nośnie do tego, jak wygląda codzienna interakcja ludzi w krajach takich jak Ko¬
rea, Japonia czy Chiny. Ludzie bardzo rzadko zaglądają sobie tam w oczy, pod­
czas rozmowy skłonni są raczej spuszczać wzrok. Pisze o tym Rie Hasada (1996)
w swojej analizie zasad komunikacji niewerbalnej obowiązujących w Japonii. Za¬
miast w oczy, rozmawiające ze sobą kobiety zdają się spoglądać na swoje szyje,

�144

Piotr Szarota

mężczyźni zaś podziwiają sposób wiązania krawata. Autorzy omawianego badania
zdają sobie sprawę z tego problemu; piszą że Japończycy, choć są w stanie dobrze
rozpoznawać ukryte w twarzy „sygnały diagnostyczne", niekoniecznie robią z tego
użytek. Być może jest to motywowane chęcią zachowania społecznej harmonii.

Kulturowe skrypty japońskiego uśmiechu
Anna Wierzbicka zakłada, że każda kultura dysponuje zestawem „central¬
nych znaczeń", które komunikowane są nieustannie zarówno poprzez język, jak
i niewerbalnie, a więc również za pomocą uśmiechu. Znaczenia tego rodzaju
mogą być uznane za swoiste „skrypty kulturowe", które kierują zachowaniem
ludzi w danej społeczności. Pojęcie skryptów zaczerpnięte zostało z psychologii
(Schank, Abelson, 1977), lecz tutaj uzyskało nowe znaczenie; w tym ujęciu są
to zindywidualizowane scenariusze zachowania, odzwierciedlające specyficzne
wartości kulturowe. Różne skrypty kulturowe mogą na przykład zachęcać do
uśmiechu i swoiście uzasadniać jego wykorzystywanie w tak odmiennych trady¬
cjach jak polska, japońska czy amerykańska.
Zdaniem Wierzbickiej (1997) — kulturę japońską opisać można najlepiej przy
pomocy siedmiu słów-kluczy, które nie poddają się przekładowi na inne języki:
amae, enryo, wa, on, giri, seishin i omoiyari. Sądzę, że w wypadku uśmiechu
kluczowe znaczenie będzie miała analiza wartości związanych z wa, które stoją
u podstaw japońskiej organizacji społecznej. W zachodnich analizach poświęco¬
nych Japonii wa tłumaczone jest z reguły jako harmonia. Wierzbicka podkreśla,
że chodzi tutaj przede wszystkim o harmonię w obrębie własnej grupy, poczu¬
cie jedności i całkowitej solidarności z innymi. Wa musi mieć oczywiście swoją
cenę, implikuje przedkładanie dobra grupy nad własne interesy, jest więc kwin¬
tesencją kulturowego kolektywizmu. Ktoś, kto będzie łamał grupowe normy, ob¬
stawał przy własnym zdaniu, musi liczyć się z wykluczeniem, jak głosi japońskie
powiedzenie: „Gwóźdź, który wystaje, zostanie przybity".
Tego rodzaju antyindywidualistyczne nastawienie budzi na Zachodzie z reguły
skojarzenia z totalitarnym podporządowaniem i bezrefleksyjnym konformizmem.
Stąd właśnie orientalistyczne wyobrażenia o Japończykach jako niezdolnych do
refleksji „bezdusznych robotach", a w najlepszym wypadku „pracowitych mrów¬
kach", podporządkowanych całkowicie celom swojej organizacji (por. Rosen,
2000). Wa nie implikuje jednak niczego takiego. Wierzbicka zwraca uwagę, że
harmonia jest tutaj wartością idealną, do której się dąży, a nie czymś, czego się
za wszelką cenę broni. Proponuje też, aby zamiast o naładowanym negatywnymi
konotacjami konformizmie, mówić o konsensusie, który jest wynikiem nie naci¬
sku czy siłowej konfrontacji, lecz kompromisu.
Edwin Reischauer twierdzi, że Japończycy próbują osiągnąć wa poprzez „sub¬
telny proces wzajemnego zrozumienia, niemal intuicyjnie, a nie poprzez precyzyj-

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

145

ną analizę przeciwstawnych racji albo rozstrzygające decyzje, niezależnie czy
byłyby podejmowane przez jednego człowieka, czy głosy większości". „Ostatecz¬
nym celem jest konsensus, ogólne porozumienie, które ma być udziałem wszyst¬
kich — kontynuuje Reischauer. — Dekrety wydawane przez jednego człowieka,
niezależnie od tego, jak wielkim autorytetem rozporządza, przyjmowane są z nie¬
chęcią; za niesatysfakcjonujące uznawane są nawet decyzje przegłosowane przez
zdecydowaną większość" (Reischauer, 1988, s. 136).
Dla wyjaśnienia różnic pomiędzy funkcjonowaniem społecznym Ameryka¬
nów i Japończyków, Shinobu Kitayama i Hazel Markus odwołują się do konstruktu „Ja". Ich zdaniem, różne kultury kształtują różne koncepcje własnej
osoby. W kulturach kolektywistycznych, takich jak Japonia, przeważa „Ja współ¬
zależne". W tym ujęciu Ja spostrzegane jest jako pozostające w stałej wzajemnej
zależności od otaczającego je kontekstu społecznego, a relacje z innymi są cen¬
tralnym doświadczeniem człowieka. W kulturach indywidualistycznych częściej
spotyka się „Ja niezależne". Ja rozumiane jest tutaj jako niezależna od kontekstu
społecznego, autonomiczna całość, zawierająca pewne niepowtarzalne atrybuty.
Taka, a nie inna koncepcja własnego Ja ma doniosłe znaczenie dla zachowania
człowieka, wpływa na jego myślenie, procesy motywacyjne i życie emocjonalne.
Markus i Kitayama (1991) zakładają, że potrzeby i motywy są częścią niepowta¬
rzalnego, wewnętrznego rdzenia systemu Ja każdej osoby. Jeśli to prawda, to praw¬
dopodobnie inna nieco będzie natura motywacji osób charakteryzujących się Ja
współzależnym i tych, którzy mają Ja niezależne. Motywacje ludzi z Ja współza¬
leżnym koncentrują się bardziej wokół innych osób, są to więc przede wszystkim
motywy społeczne, związane najczęściej z utrzymywaniem społecznej harmonii.
Z kolei motywacje ludzi z Ja niezależnym wiążą się z samopotwierdzaniem, pod¬
wyższaniem samooceny i samorealizacją. Większość z tych założeń zyskała z cza¬
sem mocne potwierdzenie empiryczne (Kitayama, Mesquita, Karasawa, 2006).
Powróćmy jednak do kwestii zasadniczej: w jaki sposób ideały związane z wa
mogą mieć wpływ na kulturowe skrypty związane z uśmiechaniem się? Wydaje
mi się, że wpływ ten może być trojakiego rodzaju. Dwa pierwsze przypadki doty¬
czą sytuacji, w których uśmiech jest pożądany: 1) „uśmiecham się, mimo że dzie¬
je się coś złego, ponieważ mam na względzie dobro innych" (np. chcę oszczędzić
im swoich zmartwień) oraz 2) „uśmiecham się, mimo że dzieje się coś złego,
ponieważ chcę, aby inni dobrze o mnie myśleli" (np. chowam pod uśmiechem
swoją urazę). Trzecia sytuacja, to sytuacja, w której uśmiech powinien być po¬
wściągany: „nie uśmiecham się, mimo że dzieje się coś dobrego, gdyż może to
zostać źle odebrane" (np. nie obnoszę się ze swoim sukcesem).
Zacznę od pierwszego skryptu, gdyż to on najczęściej przywoływany jest
w celu wyjaśnienia istoty japońskiego uśmiechu. „Mieć poważne albo smutne
oblicze to wyraz złych manier, ponieważ może to wywołać lęk albo ból u tych,
którzy nas kochają, a u tych, którzy nas nie kochają, niezdrową ciekawość" — pi¬
sał Hearn (1976, s. 668). „Niekontrolowany wybuch płaczu w obecności przeło-

�146

Piotr Szarota

żonych bądź gości jest niegrzecznością i pierwsze słowa, jakie usłyszymy w tych
okolicznościach nawet od najprostszej wieśniaczki, to: «Proszę wybaczyć, że
byłam tak samolubna»". Podobnie jest w wypadku przekazywania złych nowin,
które muszą być zakomunikowane, takich jak informacje o śmierci najbliższych
i konieczności wzięcia udziału w pogrzebie. „Niezależnie od tego, jak bolesna
czy szokująca jest informacja, która ma być zakomunikowana, powinno to być
zrobione z uśmiechem" — dodaje autor (Hearn, 1976, s. 668). Uśmiech ten in¬
terpretuje on jako podwójny komunikat: 1) „przepraszam, że muszę być na tyle
nieuprzejmy, żeby w ogóle poruszyć tak przykry temat"; 2) „proszę nie czuć się
zobowiązanym odczuwać to, co ja teraz czuję".
Podobne spostrzeżenia znaleźć można w, późniejszych niemal o sto lat, teks¬
tach Donalda Richie (1987; 1992), amerykańskiego filmoznawcy, który osiadł
w Japonii w 1947 roku i , podobnie jak Hearn, uczynił z niej swoją drugą ojczy¬
znę. „Japończycy uczą się od dziecka, aby nie wyrażać emocji, które mogłyby
zagrozić, czasem bardzo chwiejnej i nietrwałej, harmonii społecznej — pisze Ri¬
chie (1992, s. 76). — Uśmiechy w obliczu śmierci ukochanej osoby są ciągle na
porządku dziennym".
Oczywiście, nie tylko ludzie Zachodu dostrzegają wyraźne powiązanie po¬
między wartością wa a imperatywem uśmiechu. Jak pisze Ranko Iwamoto,
w Japonii każdy uczy się, że jego obowiązkiem jest robić wszystko, aby utrzymać
się w stanie harmonii z resztą świata. Nie przypadkiem więc za najważniejszą cnotę
uchodzi w Japonii samokontrola. Każdy Japończyk uczy się od dziecka, aby przed¬
stawiać się światu z jak najlepszej strony. Japończyk nie chce wyglądać na zbyt po¬
ważnego czy nieszczęśliwego, jest to uważane za nieuprzejme, bo może sprawić
innym ból albo zmartwienie. Czy wszyscy nie mamy dość własnych problemów?
(Iwamoto, 1961, s. 10).

To empatyczne nastawienie na samopoczucie drugiego człowieka jest istotą
omoiyari, o którym pisałem już wcześniej w kontekście komunikacji niewerbal­
nej. Omoiyari nie tylko ułatwia komunikację, pozwalając na odczytywanie moc¬
no zakodowanych komunikatów, ale oprócz pragmatycznego ma także wymiar
moralny. Pisze o tym Lebra:
Dla Japończyków, empatia (omoiyari) jest jedną z najważniejszych wartości, dzię¬
ki niej człowiek osiąga dojrzałość moralną i staje się godny szacunku. Mam nawet
pokusę, aby nazwać kulturę japońską kulturą omoiyari. Omoiyari odnosi się do
zdolności oraz potrzeby odczuwania tego, co czują inni ludzie (...) i pomagania im
w osiąganiu tego, czego pragną (Lebra, 1976, s. 38).

Troska o samopoczucie innych zakłada także oszczędzanie innym zmartwień
i problemów, stąd kontrola niebezpiecznych emocji, które są bardzo zaraźliwe.
Markus i Kitayama (1991) oraz Kitayama, Mesquita, Karasawa (2006) rozróżnia¬
j ą emocje skoncentrowane na Ja i emocje skierowane na innych. To właśnie emo-

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

147

cje pierwszego rodzaju, takie jak złość, gniew, smutek, lęk czy strach, stanowią
potencjalne zagrożenie dla harmonii społecznej. Autorzy sugerują, że tego typu
emocje, jeżeli w ogóle są przez Japończyków wyrażane, to wobec przedstawicieli
grupy obcej, wśród swoich podlegają kontroli i maskowane są uśmiechem.
Obraz doskonale empatycznych Japończyków nastawionych jedynie na czy¬
nienie dobra swoim bliźnim wydaje się jednak nieco skażony sentymentalnym
orientalizmem. W rzeczywistości omoiyari jest ideałem, do którego nie każdemu
dane jest się zbliżyć. Motywem, który spełniać może podobną rolę w kontrolo¬
waniu emocji, jest potrzeba utrzymywania pozytywnej autoprezentacji w rela¬
cjach z innymi ludźmi.
Rozróżnieniem, które ułatwia zrozumienie kultury japońskiej, jest podział na
tatemae i honne. Tatemae to fasada, którą pokazuje się najczęściej światu, ozna¬
cza ona postępowanie według kulturowych standardów uprzejmości. Honne to
prywatne, wewnętrzne przekonania, którymi dzielić się można tylko z wybra¬
nymi bliskimi osobami i to zazwyczaj tylko w pewnych okolicznościach. Nie
ma sytuacji, w której tatemae nie byłoby stosowane dla „zachowania twarzy",
uniknięcia konfliktów, sytuacji niewygodnych czy zawstydzających.
Ta fasadowa autoprezentacja jest więc jednym ze sposobów utrzymania po¬
zytywnego obrazu własnej osoby. Ilustruje to wypowiedź japońskiego terapeuty
Yuuho Asaki, cytowana w artykule Hasady. „Jeśli przydarzy nam się coś niemiłego
albo bardzo złego, chcielibyśmy zapłakać albo wpaść w złość, ale nie możemy
tego zrobić. Myślimy: «okażę się słaby, gdy zacznę płakać», albo «złość to ob­
jaw niedojrzałości» i powstrzymujemy łzy albo wybuch złości" (Hasada, 2003,
s. 50). Japończycy przywiązują ogromną wagę do tego, co myślą o nich inni ludzie.
Brak umiejętności kontrolowania emocji traktowana jest zwykle jako oznaka naiw¬
ności lub braku ogłady, powściągliwość z kolei zapewnia szacunek otoczenia.
Tatemae zakłada codzienne maskowanie swoich prawdziwych intencji i my¬
śli, wymaga więc ścisłej kontroli mimiki i innych zachowań niewerbalnych. To,
co pozostaje, to uprzejmy uśmiech, niezależnie od tego, czy ktoś jest zawstydzo¬
ny, został przez kogoś obrażony, czy po prostu fatalnie się czuje. Uśmiech ten
pojawia się nawet w kontaktach z cudzoziemcami, którzy nie znają zazwyczaj
reguł tatemae. „Rozmawiałem kiedyś z pewnym Amerykaninem i nie rozumiejąc
tego, co mówi, uśmiechnąłem się nieświadomie" — pisze Chie Iryo (1996). „Jak
myślicie, kiedy człowiek się uśmiecha? Myślę, że wtedy, gdy jest szczęśliwy (...).
Ale Japończycy mają kilka wyjątków od tej reguły. Jeżeli popełnisz błąd, co wte¬
dy robisz? My, Japończycy, zwykle się uśmiechamy. Nie jesteśmy zadowoleni,
tylko bardzo zawstydzeni, więc nasz uśmiech jest gorzki".
Pisząc o tatemae nie można nie wspomnieć o enryo. Enryo jest kluczową war¬
tością kultury japońskiej. Enryo to powściągliwość w kontaktach społecznych,
powstrzymywanie się przed otwartym wyrażaniem swoich opinii, pragnień, pre¬
ferencji. Zachodnia bezpośredniość w tym względzie traktowana jest jako prze¬
jaw „niedojrzałości" przypomina bowiem zachowanie japońskich dzieci.

�Piotr Szarota

148

Jednym z aspektów enryo jest manifestowanie skromności. W kulturze japoń¬
skiej, w przeciwieństwie do amerykańskiej, promowanie własnej osoby poprzez
demonstrowanie swoich sukcesów postrzegane jest jako zjawisko negatywne. Lu¬
dzie skromni, którzy po osiągnięciu sukcesu wycofują się w cień, zamiast chwalić
się i przypisywać sobie wszystkie zasługi, są w Japonii nie tylko bardziej lubiani,
ale również oceniani jako zdolniejsi i bardziej kompetentni. Mało tego. Japończycy
nie tylko nie wykazują tendencji do faworyzowania własnej osoby, ale zachowują
się często wręcz przeciwnie, próbując umniejszać własne dokonania. Jeśli badani
Amerykanie wypadną w testach gorzej od innych, będą mieli mniejsze zaufanie do
takich wyników niż w sytuacji, gdy wypadną lepiej. Japończycy przeciwnie. Będą
bardziej wierzyć w rzetelność wyniku, kiedy poniosą porażkę, niż gdy osiągną suk¬
ces (por. Markus, Kitayama, 1991). Zniekształcenie to przypisywane jest działaniu
normy skromności lub potrzebie wzmacniania pozycji innych.
Tego rodzaju nastawienie przejawia się również w kontrolowaniu mimiki.
Hasada (2003) pisze, że reagując na komplementy, Japończycy sprawiają wra¬
żenie zakłopotanych bądź zawstydzonych, co bardzo dziwi Amerykanów, którzy
spodziewają się po nich szerokich uśmiechów. Często odczytywane jest to jako
„typowa japońska hipokryzja". W kontekście zawodów sportowych rezygnacja
z otwartego manifestowania radości i tryumfalnych uśmiechów wynika często
z omoiyari. Hasada (2003, s. 53) cytuje wypowiedź zawodnika sumo: „Kiedy
udzielam wywiadu po wygranej walce, myślę o uczuciach swojego przeciwnika,
dlatego czuję się winny, kiedy pokazuję swoją radość. Aby nie zrobić mu przy¬
krości, mówię więc, że miałem szczęście, albo że to był tylko przypadek".

Uśmiech i socjalizacja
Kulturowe wartości, aby spełniać funkcję regulatorów zachowania, muszą zo¬
stać zinternalizowane za pomocą różnego rodzaju oddziaływań socjalizacyjnych.
Socjalizacja taka rozpoczyna się już we wczesnym dzieciństwie. Na rolę wycho¬
wania w uczeniu się kulturowych skryptów uśmiechu zwrócił już uwagę Hearn.
„[Dzieci] uczą się uśmiechać, tak jak uczą się ukłonu" — pisał.
Śmiech nie jest mile widziany, z oczywistych powodów. Lecz uśmiechu używa się
przy wszystkich przyjemnych okazjach, zarówno gdy rozmawia się z kimś wyższym
rangą, jak i równym sobie, ale także w sytuacjach, które nie są miłe; jest to pewien
sposób bycia, obejścia. Najmilsza twarz to ta, na której gości uśmiech, a ukazywa¬
nie takiego właśnie oblicza rodzicom, krewnym, nauczycielom, przyjaciołom i tym
wszystkim, którzy dobrze nam życzą, stanowi właściwy cel życia. Nawet jeśli serce
się kraje, twym obowiązkiem jest uśmiechać się mężnie (Hearn, 1976, s. 667).

Podobne spostrzeżenia znaleźć można w tekstach Donalda Richie (1987;
1992): „Lafcadio Hearn już dawno temu zwrócił uwagę, że japoński uśmiech

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

149

jest nie tylko spontaniczną ekspresją; to także forma etykiety, której ciągle uczą
się japońskie dzieci" — pisze autor (1992, s. 76). „Próbowałem wyobrazić so¬
bie system wychowawczy, który był odpowiedzialny za ten fenomen: całe stule¬
cia, podczas których ludzie (... ) byli uczeni, że wyrażanie irytacji czy oburzenia
nie jest społecznie produktywne. Należąc do pewnej społeczności, trzeba sza¬
nować jej standardy. Własna reakcja powinna zostać stłumiona, tak aby można
było zachować atmosferę harmonii" (Richie, 1987, s. 117). „Dziecko uczy się
więc wcześnie, że powinno uśmiechać się, gdy cierpi — dodaje Iwamoto (1961,
s. 10). — Może się uśmiechnąć, gdy się poważnie skaleczy, a jego uśmiech ozna¬
cza wtedy: «Nie przejmujcie się. To nic poważnego»".
W literaturze przedmiotu mówi się niekiedy o „treningu omoiyari", dzięki
któremu dzieci uczą się przyjmować perspektywę drugiej osoby. Jak pisze Pa¬
tricia Clancy, powołując się na badania, które prowadziła w Japonii: „Wydając
polecenia, japońskie matki podkreślają wyraźnie, jak ważna jest wrażliwość na
potrzeby, życzenia i uczucia innych ludzi. Takie odwoływanie się do empatii, po¬
średnie bądź bezpośrednie, stanowiło 45% wszystkich uzasadnień, które wymie¬
niały matki jako podstawę własnych działań wychowawczych" (Clancy, 1986,
s. 232). Uczenie empatii może polegać początkowo na informowaniu dziecka
o potrzebach innych („Twoja siostra jest głodna"); bardziej zaawansowaną tech¬
niką jest przypisywanie obserwowanym ludziom słów, których w rzeczywisto¬
ści nie wypowiedziały, ale najprawdopodobniej myślą w podobny sposób. Na
początku dziecko słucha matki, później z większym lub mniejszym sukcesem
próbuje samemu „czytać w cudzych myślach".
Zabiegi wychowawcze zmierzają też do nauczenia dziecka, że jego zachowanie
powinno być zgodne z oczekiwaniami innych ludzi i że podlega ono ciągłej ocenie.
W tym wypadku Clancy (1986) pisze o „treningu konformizmu", choć lepszym
określeniem byłby tu chyba „trening wa". Matki często odwołują się do hipotetycz¬
nych reakcji innych ludzi, którzy obserwują bądź mogliby zauważyć zachowanie
dziecka, ucząc je strachu przed społeczną dezaprobatą i wykluczeniem. Dziecko
uczy się, że pewne zachowania są złe, nie z powodu implikacji moralnych, ale
z uwagi na ocenę społeczną: „będą się z ciebie śmiali", „będziesz wyrzutkiem".
Socjalizacja nie kończy się we wczesnym dzieciństwie, rozmaite reguły wdra¬
żane są podczas edukacji szkolnej, jak również w miejscu pracy. Szczegółowe
wskazania dotyczące godnego bądź eleganckiego zachowania są też kodyfiko¬
wane w formie rozmaitych podręczników dobrych manier, najczęściej mamy tu
jednak do czynienia z przepisami regulującymi zachowanie określonej klasy czy
warstwy społecznej. Niestety, nie udało mi się znaleźć odniesień do tego rodzaju
zapisów regulujących zasady „eleganckiego uśmiechu" w Japonii, wiadomo jed¬
nak, że zapisy takie istniały na przykład w Chinach. Wspomina o nich psycholog
Otto Klineberg (1938), w artykule poświęconym ekspresji emocjonalnej w litera¬
turze chińskiej. Oprócz literatury pięknej, Klineberg analizuje właśnie podręcz¬
niki etykiety, a w jednym z nich natrafia na takie rady: „Nie pokazuj zbyt łatwo

�Piotr Szarota

150

swojego niezadowolenia i nie uśmiechaj się za często" oraz „Kiedy się uśmie¬
chasz, nie pozwól, aby widoczne były twe zęby, innymi słowy, twój uśmiech
musi być tak powściągliwy, aby nie widać było zębów" (Klineberg, 1938, s. 519).
Z analiz Klineberga wynika też, że znacznie częściej niż w tradycji europejskiej
uśmiech stosowany bywał w Chinach jako wyraz pogardy i złości.

Podsumowanie
Dotychczasowe rozważania dotyczyły kulturowych norm i wartości, które
najprawdopodobniej regulują sposób wykorzystania uśmiechu w kulturze japoń¬
skiej. Nie twierdzę, że „etykieta uśmiechu" jest przyswajana w tym samym stop¬
niu i kształcie przez wszystkich Japończyków. Zapewne ulega ona historycznym
przemianom, a więc można się tu spodziewać różnic nie tylko środowiskowych,
ale i pokoleniowych. Nie jest też jasne, do jakiego stopnia opisane wyżej kulturo­
we zależności są specyficzne dla Japonii, a do jakiego stopnia charakterystyczne
są dla większości kultur kolektywistycznych Dalekiego Wschodu.
Wspominałem już o podobieństwach w podejściu do komunikacji niewerbal¬
nej, które łączą wyraźnie Japończyków z Koreańczykami i Chińczykami — cho¬
dzi przede wszystkim o kontrolę mimiki i kontekstową interpretację zachowania.
Na tej podstawie można przypuszczać o pewnych podobieństwach w zakresie sto¬
sowanej etykiety uśmiechu. Podobieństwa takie wynikać mogą przede wszystkim
ze znaczenia, jakie zarówno w Japonii, jak i w Chinach przypisuje się społecznej
harmonii. Analizując funkcję uśmiechu w kulturze chińskiej, Bifang Chen pisze,
że w wypadku Chińczyków o pojawieniu się uśmiechu decydują raczej czynniki
zewnętrzne niż wewnętrzne, jak zadowolenie czy sympatia dla kogoś.
Chińczyk, zanim się uśmiechnie, musi zbadać sytuację. Próbuje się zorientować
czy jego uśmiech nikogo nie obrazi i w jakim nastroju jest reszta grupy, i od tego
właśnie uzależni własną reakcję. Podczas przyjęcia zdarza się, że ktoś opowiada
z uśmiechem o swoich przykrych doświadczeniach. Uśmiech pojawia się na jego
twarzy w celu ukrycia prawdziwych uczuć, które nie pasowałyby do panującego
wokół radosnego nastroju (Chen, 2006, s. 17).

Chen pisze także, że uśmiech wykorzystywany jest również do łagodzenia
napięć interpersonalnych, towarzyszy on na przykład przywołanej przez autorkę
sytuacji, w której podwładny przeprasza za popełnioną pomyłkę. W obu wypad¬
kach widać wyraźne podobieństwa do scenariuszy japońskich.
Pisząc o chińskim uśmiechu, Chen zwraca również uwagę na doniosłość roz¬
różnienia na grupę własną i obcą. Chińczycy z reguły nie uśmiechają się do ob¬
cych; uśmiech ze strony nieznajomego oznaczać może, że ktoś zamierza prosić
drugą osobę o przysługę albo coś jej sprzedać (Chen, 2006). Rozróżnienie na
grupę własną i obcą jest bardzo istotne także w Japonii, jednak wydaje się, że
japońska etykieta uprzejmości często nie ogranicza się tylko do kręgu współpra-

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

151

cowników, przyjaciół i krewnych. Wiedzą coś na ten temat turyści, którzy mieli
możliwość odwiedzenia zarówno Chin, jak i Japonii.
Podobieństwa pewnych zasad regulujących użycie uśmiechu odnaleźć można
nawet poza kręgiem bezpośredniego oddziaływania tradycji konfucjańskiej. Ze
zgromadzonych przeze mnie danych wynika na przykład, że sposób wykorzysta¬
nia uśmiechu w Tajlandii czy w Indonezji wydaje się dość zbliżony do obyczajów
japońskich (por. Szarota, 2006). „Jak to możliwe, że Tajowie mogą się uśmiechać,
jeśli ich uśmiech nie odzwierciedla ich prawdziwych uczuć" — pyta retorycznie
Marsi Paribatra z Uniwersytetu Chulalongkorn w Bangkoku.
Turysta, któremu uda się opanować kilka tajskich słów, na pewno zauważy, że pe­
wien zwrot powraca w rozmowach z zaskakującą częstością: Mai pen arai!, czyli
„Nie przejmuj się!" albo „Mniejsza o to!". To zaklęcie wypowiadane jest w obliczu
wszelkich codziennych problemów. Nie ma sensu złościć się czy trapić małymi nie¬
dogodnościami losu, po co zamieniać życie w dramat? Mai pen arai. Nawet jeśli
ktoś uśmiecha się, oznajmiając śmierć kogoś bliskiego, nie czyni tego z braku uczuć,
przekazuje tylko niemy komunikat, że to, co się stało, jest nieodwracalne. Uśmiecha­
jąc się, próbuje oszczędzić innym żałoby i nie odbierać im radości życia (...). Taka
postawa jest charakterystyczna dla Tajlandii, ale także dla innych krajów Dalekiego
Wschodu, od Sri Lanki po Laos, od Bali po Japonię (Paribatra, 1991, s. 26).

Czy zatem japoński uśmiech jest kulturowym skryptem, czy orientalistyczną
inwencją? Wydaje mi się, że przedstawione rozważania świadczą, że raczej tym
pierwszym. Wiele wskazuje również na to, że biorąc pod uwagę wszystkie kulturowe
uwarunkowania, którym podlega, jest też japoński uśmiech jakościowo wyróżnialny
spośród „uśmiechów Dalekiego Wschodu". Z drugiej strony, jego wyjątkowość za¬
pewne nie powinna być przeceniana.
Słowa kluczowe: uśmiech, etykieta, komunikacja niewerbalna, kultura japońska,
orientalizm, nihonjinron

BIBLIOGRAFIA
Benedict R.
2003
Brophy P.
1997
Burman E.
2007

Chryzantema i miecz. Wzory kultury japońskiej
Warszawa.

(przeł. E. Klekot), PIW,

Ocular Excess: A Semiotic Morphology of Cartoon Eyes, „Art &amp; Design"
vol. 53, p.7, s. 26-33.
Between Orientalism and Normalization: Cross-Cultural Lessons from Ja¬
pan for a Critical History of Psychology, „History of Psychology" vol. 10,
p. 19, s. 179-198.

�152

Piotr Szarota

Burszta W.J.
2004
Różnorodność i tożsamość. Antropologia jako kulturowa refleksyjność,
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań.
Cazal D.
1996
Twarz, komunikacja międzykulturowa i etyka: przykład Korei, w: Komuni­
kacja międzykulturowa: zderzenia i spotkania, red. A. Kapciak, L . Korporowicz, A. Tyszka, Instytut Kultury, Warszawa, s. 205-218.
Chen B.
2006
Cultural Differences in Smiling, „US-China Foreign Language" vol. 4,
p. 4, s.15-18.
Clancy P.M.
1986
The Acquisition of Communication Style in Japanese, w: Language Socia­
lization Across Cultures, eds. B.B. Schieffelin, E. Ochs, Cambridge Uni­
versity Press, Cambridge, s. 213-250.
Doliński D.
2000
Ekspresja emocji. Emocje podstawowe i pochodne, w: Psychologia.
Podręcznik akademicki, tom 2, red. J. Strelau, Gdańskie Wydawnictwo
Psychologiczne, Gdańsk, s. 351-367.
Gjerde P.
2001
Attachment, Culture, and Amae, „American Psychologist" vol. 56, p. 2,
s. 826-827.
Gjerde P., Onishi M .
2000
Selves, Cultures, and Nations: The Psychological Representation of „the
Japanese" in the Era of Globalization, „Human Development" vol. 43,
p. 10, s. 23-33.
Hall E.T.
Poza kulturą, przeł. E. Goździak, PWN, Warszawa.
1984
Hasada R.
1996
Some Aspects of Japanese Cultural Ethos Embedded in Nonverbal Com­
municative Behaviour, w: Nonverbal Communication in Translation, ed.
F. Poyatos, John Benjamins, Amsterdam, s. 83-103.
2003
„Cultural Script": On Japanese Attitude towards Emotion. „Bulletin
of Japanese Language Center for International Students" vol. 29, p. 40,
s. 27-67.
Hearn L.
1976
Glimpses of Unfamiliar Japan, C.E. Tuttle, Tokyo (I wyd. 1894).
Iryo C.
Japanese Smile. „The Gaijin Gleamer Online", vol. 43, http://kyushu.com/
1996
gleamer.
Iwamoto R.
1961
What is Behind the Japanese Smile, „Thunderbird International Business
Review" vol. 3, p.1, s.10.
Kitayama S., Mesquita B., Karasawa M .
2006
Cultural Affordances and Emotional Experience: Socially Engaging and
Disengaging Emotions in Japan and the United States, „Journal of Persona­
lity and Social Psychology" vol. 91, p.13, s. 890-903.

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

153

Klineberg O.
1938
Emotional Expression in Chinese Literature, „Journal of Abnormal and So­
cial Psychology" vol. 33, p. 3, s. 517-520.
Knapp M.L., Hall J.A.
2000
Komunikacja niewerbalna w interakcjach międzyludzkich, przeł. A. i L. Śliwa,
Astrum, Wrocław.
LaVoy K.S., Pedersen W.C., Reitz J.M., Brauch A.A., Luxenberg T., Nofsinger C.
2001
Children 's Drawings: A Cross-Cultural Analysis from Japan and the Uni­
ted States, „School Psychology International" vol. 22, p.11, s. 53-64.
Lebra S.T.
1976
Japanese Patterns of Behaviour, University of Hawaii Press, Honolulu.
Markus H., Kitayama S.
1991
Culture and the Self: Implications for Cognition, Emotion, and Motivation,
„Psychological Review" vol. 98, p. 29, s. 224-253.
Matsumoto D.
1989
Cultural Influences on the Perception of Emotion, „Journal of Cross-Cul¬
tural Psychology" vol. 20, p. 13, s. 92-105.
Minear R.H.
1980
Orientalism and the Study of Japan, „Journal of Asian Studies" vol. 39,
p. 27, s. 507-534.
Paribatra M .
1991
Smile, Smile, Smile, „UNESCO Courier" vol. 5, p. 3, s. 26-29.
Perper T., Cornog M .
2002
Eroticism for the Masses: Japanese Manga Comics and Their Assimilation
into the U.S., „Sexuality &amp; Culture" vol. 6, p. 98, s. 3-101.
Pham P.L.
1999
On the Edge of the Orient: English Representations of Japan, circa 1895¬
-1910, „Japanese Studies" vol. 19, p. 20, s. 161-181.
Reischauer E.O.
1988
The Japanese Today: Change and Continuity, The Belknap Press, Cam¬
bridge, M A .
Richie D.
1987
A Lateral View. Essays on Contemporary Japan, Japan Times, Tokyo.
1992
Different People: Pictures of Some Japanese, Kodansha, Tokyo.
Rosen S.L.
2000
Japan as Other: Orientalism and Cultural Conflict, „Journal of Intercul¬
tural Communication" vol. 4, p. 12, s. 123-135.
Said E.W.
1991
Orientalizm, przeł. M . Wyrwas-Wiśniewska, PIW, Warszawa.
Schank R.C., Abelson R.P.
1977
Scripts, Plans, Goals and Understanding, Erlbaum, Hillsdale, NJ.
Schodt F.L.
1996
Dreamland Japan. Writings on Modern Manga, Stone Bridge Press, Berkeley.
Sugimoto Y
1997
An Introduction to Japanese Society, Cambridge University Press, Cam¬
bridge.

�Zbigniew Szmyt

154
Szarota P.
2006

Psychologia uśmiechu. Analiza kulturowa, Gdańskie Wydawnictwo Psy­
chologiczne, Gdańsk.
Wierzbicka A.
1995
Kisses, Handshakes, Bows: The Semantics of Nonverbal Communication,
„Semiotica" vol. 103, p. 45, s. 207-252.
1997
Understanding Cultures Through Their Key Words: English, Russian, Po­
lish, German, and Japanese, Oxford University Press, New York.
1999
Emotions Across Languages and Cultures: Diversity and Universals, Cam­
bridge University Press, Cambridge.
Yuki M . , Maddux W.W., Masuda T.
2007
Are the Windows to the Soul the Same in the East and West? Cultural Dif­
ferences in Using the Eyes and Mouth as Cues to Recognize Emotions in
Japan and the United States, „Journal of Experimental Social Psychology"
vol. 43, p. 8, s. 303-311.

Piotr Szarota

THE JAPANESE SMILE: A N ORIENTAL I N V E N T I O N OR A CULTURAL
SCRIPT?
(Summary)
The author tries to answer the question to what extent the „Japanese smile", which is
so often described by Western authors, is an Oriental invention and to what degree it
is actually rooted in the traditional Japanese cultural values. A definition was adopted
according to which smile is a characteristic and easily recognisable mimic expression,
which performs an important communicative function. Individual cultures can be diffe­
rent with respect to how smile is used in social life. The specific „high context" commu­
nication, characteristic of the Far East, where not much has to be expressed by means of
words because most information is contained in the context of the utterance, has been
described. A hypothesis has been advanced that in such a situation smile will rarely be
treated as a social signal, the meaning of which can be independent of the background.
The most important part of the text is devoted to the description of hypothetical cultural
scripts, which encourage or prevent from the use of smile in specific social situations.
A relation between these scripts and the traditional values of Japanese culture, particu­
larly those connected with the ideal of wa, i.e. social harmony, has been discussed. The
author also tries to answer the question to what extent the etiquette of the Japanese smile
is unique. The author concludes that the Japanese smile fits well into the cultural context
of Japanese culture and stands out from other „smiles of the Far East".
Key words: smile, etiquette, non-verbal communication, Japanese culture, orientalism,
nihonjinron

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6041" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6021">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c32be050c9a7562c85d052453cc077f5.pdf</src>
        <authentication>4a315bff80dad65748082d42d3e22fed</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72073">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5181</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72074">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72075">
                <text>Zawistowicz-Adamska, Kazimiera (1897-1984)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72076">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4806</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72077">
                <text>Projekt "etnografii doświadczenia" Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej i jego wspólczesne zastosowania / LUD 2007 t.91</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72078">
                <text>LUD 2007 t.91, s.111-136</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72079">
                <text>Kafar, Marcin Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72080">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72081">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72082">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72083">
                <text>Lud, t. 91, 2007

MARCIN ANDRZEJ KAFAR
Łódź

PROJEKT „ETNOGRAFII DOŚWIADCZENIA" K A Z I M I E R Y
ZAWISTOWICZ-ADAMSKIEJ I JEGO WSPÓŁCZESNE
ZASTOSOWANIA
1

Wstęp
Jakiś czas temu dotarła do mnie Społeczność wiejska. Doświadczenia i roz­
ważania z badań terenowych w Zaborowie Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej.
Książkę dostałem od kolegi, etnologa, który — czytając fragmenty notatek tere­
nowych robionych przeze mnie na potrzeby doktoratu — doszukał się zbieżności
form narracyjnych stosowanych w moim tekście i tekście Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej. Po zaledwie wstępnym przekartkowaniu paru wybranych na
chybił trafił rozdziałów, potwierdziło się to spostrzeżenie mojego kolegi, a po
głębszej analizie treści Społeczności wiejskiej stało się jasne, iż znajdę w tym
dziele także niezwykle cenne wskazówki dotyczące metody i — w nieco mniej¬
szym zakresie — technik prowadzenia badań terenowych pomocnych w realiza¬
cji mego projektu.
W dalszej części szkicu postaram się wyjaśnić, na czym polega zaproponowa­
ne przez Kazimierę Zawistowicz-Adamską podejście do problemu badania „spo­
łeczności wiejskiej" oraz zastanowię się, jak perspektywa badawcza założycielki
Katedry Etnografii Uniwersytetu Łódzkiego koresponduje z perspektywą, jaką
przyjąłem w moich własnych badaniach, dotyczących społeczności hospicjum
i Domu Pomocy Społecznej dla Przewlekle Chorych. Innymi słowy, spróbuję
pokazać, jakiego rodzaju „duchowe pokrewieństwo" (Wejland, 2001, s. 7) wiąże
mnie z Kazimierą Zawistowicz-Adamską i jakie inspiracje czerpię z wyłożonej
przez nią wizji uprawiania etnografii.

1

Niniejszy tekst prezentowany był po raz pierwszy w październiku 2006 r. w ramach seminarium
doktoranckiego odbywającego się w Zakładzie Teorii i Badań Kultury Współczesnej Instytutu Etnologii
i Antropologii Kulturowej UŁ. Chciałbym podziękować wszystkim uczestnikom seminarium (szczegól­
nie zaś prof. Grażynie Ewie Karpińskiej i prof. Andrzejowi Pawłowi Wejlandowi, promotorowi mojej
rozprawy doktorskiej) za wszelkie uwagi na temat tego tekstu. Osobne wyrazy wdzięczności przekazuję
prof. Bronisławie Kopczyńskiej-Jaworskiej za jej komentarze i poświęcenie cennego czasu na lekturę
roboczej wersji mego szkicu, a także Robertowi Dzięcielskiemu, dzięki któremu bliżej zainteresowałem
się Społecznością wiejską.

�Marcin Andrzej Kafar

112

Zapomniane dzieła i myśli, czyli o sile naukowej „skotomy"
Olivera Sacksa metafora

„skotomy"

Zanim przejdę do omówienia wskazanych wyżej problemów, chciałbym
przedstawić parę uwag natury bardziej ogólnej, które, jak sądzę, będą dobrym
wprowadzeniem w interesujące mnie zagadnienia. Rzecz dotyczy „skotomy",
czyli mroczka pamięci naukowej.
Metaforą skotomy w kontekście dyskusji nad dziejami nauki jako pierwszy
posłużył się brytyjski neurochirurg Oliver Sacks. W wydanym w latach 90. ubie­
głego wieku artykule Mroczek: zapominanie i pomijanie w nauce (Sacks, 1996b)
skotoma pojawia się jako zwornik kilkunastu historii, w których autor tropi za¬
wiłe drogi odkryć naukowych. Pomimo tego, że Sacks sięga po przykłady z nauk
ścisłych — medycyny, fizyki, chemii, to jego spostrzeżenia mają charakter uni¬
wersalny, odnoszą się bowiem do istoty myślenia naukowego jako takiego. We¬
dług Sacksa, kiedy zastanawiamy się nad
2

historią idei, możemy patrzeć wstecz lub do przodu: możemy tropić wcześniejsze
etapy, przeczucia bądź antycypacje dzisiejszych poglądów, ale możemy też skupić
się na ewolucji — skutkach i konsekwencjach — tego, w co wierzyliśmy kiedyś.
Tak czy inaczej, historia ta może nam się objawić jako kontinuum, postęp, rozwój
—jak w przypadku drzewa życia. Wszelako często okazuje się, że fakty nie mają
nic wspólnego z majestatycznym rozwojem i nie świadczą o jakiejkolwiek ciągło­
ści (...); historie (...) pokazują, jak osobliwe, skomplikowane, sprzeczne i irracjo­
nalne bywają procesy odkrycia naukowego (...). Lecz mimo to spoza meandrów
i anachronizmów, spoza przypadków i łutów szczęścia wyziera tu może jakiś ogól¬
ny wzór (Sacks, 1996b, s. 93).

Zdaniem autora Antropologa na Marsie, wzór ten najlepiej oddaje właśnie
metafora skotomy. Naukowe skotomy — co przekonująco stwierdza Sacks,
przedstawiając kolejne historie — to pewnego rodzaju, uwarunkowane kultu¬
rowo i społecznie, „dziury pamięci", ujawniające się nader często na różnych
etapach odkryć dokonywanych we wszystkich dziedzinach wiedzy. Należą do
nich wszelkie odkrycia „przedwczesne" i teorie odosobnione, pojawiające się
poza szerszymi odniesieniami i kontekstami obowiązujących w danym czasie
paradygmatów naukowych. Skotomami mogą być także, powołane do życia nie2

Decyduję się na używanie słowa „skotoma" zamiast „mroczek", odchodząc tym samym od ścieżki
wybranej przez tłumacza artykułu Sacksa (1996b). Sądzę, iż dzięki takiemu zabiegowi pozostaję bliższy
intencjom samego Sacksa, który odwołał się do angielskiego terminu scotoma, próbując wykorzystać
jego łaciński (scotoma: niewyraźne widzenie) oraz grecki źródłosłów (skotoma: zawrót głowy; skotos:
ciemność, cień; skotoun: zaciemniać). Współcześnie termin „skotoma" stosowany jest w nomenklatu¬
rze medycznej, gdzie służy określaniu zaburzeń wzrokowych, związanych z zamgleniami i plamami
(mroczkami) w polu widzenia. Tłumaczenie ang. scotoma na pol. „skotoma" zastosowano już w przy¬
padku innego tekstu Sacksa (1996a).

�Projekt „etnografii doświadczenia" Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej...

113

kiedy zupełnie przypadkowo, trafne intuicje, które, nim zostaną na dobre wpro­
wadzone w intelektualny krwiobieg, są z różnych przyczyn osobliwie pomijane
i przepadają na długi, długi czas, by później nagle i niespodzianie okazać się
głęboko odkrywczymi i znakomicie pasującymi do nowoczesnych ujęć określo­
nych problemów.

Społeczność

wiejska jako przykład

„skotomy"

w myśleniu

etnograficznym

Gdy przyjrzymy się bliżej losom Społeczności wiejskiej, skojarzenia z Sacksowską skotomą nasuwają się bardzo wyraźnie. Co za tym przemawia?
Jak dotychczas praca Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej pozostaje na grun¬
cie etnologicznym prawie zupełnie niezauważana, albo lepiej powiedzieć, że jest
zauważana w stopniu niewystarczającym w stosunku do możliwości wielości
odczytań, jakie daje. Kłopot polega na tym, że Społeczności nie uznaje się na
„salonach akademickich" za dzieło znaczące, nie czyta się jej na co dzień i nie
omawia „wzdłuż i wszerz", jak czyni się to obecnie choćby w odniesieniu do
prac Geertza, Clifforda, Hastrup i innych popularnych i uznanych za wiodących
przedstawicieli światowej antropologii. W bibliografii załączonej do dostępnych
w Internecie programów studiów dla kierunków nauk społecznych i humani­
stycznych (antropologii, etnologii, socjologii) na pracę Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej natrafiłem zaledwie dwa razy !
Szkopuł w tym, że owe dyspozycje programowe nie korespondują nawet
pośrednio z kwestiami, które, moim zdaniem, samej Kazimierze Zawistowicz-Adamskiej, gdy pisała Społeczność, wydawały się najistotniejsze.
O ile brak większego zainteresowania dziełem Zawistowicz-Adamskiej jest
stosunkowo łatwo wytłumaczalny, gdy patrzymy na programy kursów akademi¬
ckich (zależą one w dużej mierze od określonych profilów studiów i arbitralnego
doboru literatury, dokonywanego przez wykładowców), o tyle bardziej zastana¬
wiające może być pełne bądź częściowe pomijanie lub, jak powiedziałby Oli¬
ver Sacks, pokrywanie mrokiem treści Społeczności wiejskiej w rozważaniach
antropologów bliżej zainteresowanych na przykład metodą Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej . Katarzyna Kaniowska pisze o Społeczności dopiero w studium
teoretyczno-metodologicznym Opis — klucz do rozumienia kultury (1999). Wy3

4

3

Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Jagiellońskiego umieścił j ą — obok
obszernej literatury dotyczącej metody funkcjonalnej Bronisława Malinowskiego — w module „Metody
interpretacji w etnologii — funkcjonalizm", w drugim zaś przypadku I . Bukraba-Rylska wskazała na
fragmenty Społeczności wiejskiej poświęcone pracy w gospodarstwie, rzemiośle i migracji oraz pomocy
sąsiedzkiej jako rodzaju kapitału społecznego. Wspomniane tematy realizowane są w ramach zajęć semi¬
naryjnych zatytułowanych „Wieś i mieszkańcy wsi w badaniach socjologicznych".
Mam na myśli wydany w 1988 roku artykuł K. Kaniowskiej, zatytułowany Rozważania o meto­
dzie Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej (Kaniowska, 1988), w którym również nie znalazłem żadnego
odniesienia do Społeczności wiejskiej.
4

�114

Marcin Andrzej Kafar

powiada się o Społeczności wiejskiej w kontekście związków między opisem antopologicznym a typem świadomości badawczej i na tym tle poszukuje powiązań
tekstów antropologicznych z literaturą, dopatrując się w Społeczności cech gatun¬
ku dokumentu-powieści (Kaniowska, 1999, s. 162-163).
Propozycja Katarzyny Kaniowskiej jest godna odnotowania przede wszystkim
dlatego, iż należy do bardzo nielicznych prób krytycznego odczytania Społeczno¬
ści wiejskiej. W moich poszukiwaniach choćby śladów takiego podejścia odna¬
lazłem — prócz wspomnianego wyżej — zaledwie tylko jeden wart zaznaczenia
trop — artykuł Ewy Nowiny-Sroczyńskiej, wydany w zbiorze materiałów z sesji
poświęconej pamięci Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej (Nowina-Sroczyńska,
1988). W owym eseju trafnie ukazane są wymiary Społeczności wiejskiej, pozwa¬
lające sytuować tę książkę w płaszczyźnie dzieła literacko-naukowego. Ewa Nowina-Sroczyńska odnajduje w nim — sięgając do ustaleń Michaiła Bachtina — re¬
guły powieści dydaktycznej, skonstruowanej w oparciu o igurę „dojrzewającego
człowieka". Zabieg taki pozwolił Kazimierze Zawistowicz-Adamskiej wnieść do
tekstu niezwykle istotny element dynamiki, wewnętrznego ruchu narracyjnego.
Ujawnia się on zarówno w formie, budowanego w dłuższym odstępie literackiego
czasu, portretu autobiograicznego autorki, jak i w postaci „konstelacji ludzkich",
złożonych z portretów mieszkańców Zaborowa. Dla Ewy Nowiny-Sroczyńskiej
Społeczność to jednak nade wszystko przykład bardzo osobistego zapisu doświad¬
czenia terenowego. Jej zdaniem, „Powstawanie takich zapisów mogłoby mieć dla
naszej antropologii walor szczególny — choćby ukazywania zmagań z metodą,
z wątpliwościami" (Nowina-Sroczyńska, 1988, s. 31). Te zaś, co doskonale wie¬
dzą wszyscy uprawiający etnograię wspartą o badania terenowe, składają się na
naszą etnograiczną codzienność i decydują o tak ważkich kwestiach, jak tożsa¬
mość antropologiczna czy granice poznania antropologicznego.
Trafne spostrzeżenia Ewy Nowiny-Sroczyńskiej nie znalazły do tej pory od¬
dźwięku w kręgu polskich antropologów. Dlaczegóż tak się stało? Czyżby, po¬
dobnie jak sama Społeczność wiejska, pojawiły się zbyt wcześnie, czyżby były,
parafrazując myśl Clifforda Geertza komentującego doniosłe ustalenia Thomasa
Kuhna na temat paradygmatów w nauce, właściwym głosem wyrażonym w nie¬
właściwym czasie (Geertz, 2003, s. 200-209)? Kuhn w swym monumentalnym
dziele Struktura rewolucji naukowych przekonuje nas, iż „uprawianie nauki (...)
oraz dokonywane w nauce rewolucje są jak najbardziej związane z istnieniem
określonych społeczności" (Kuhn, 2001, s. 301) tworzonych i podtrzymywanych
przez naukowców. Ewa Nowina-Sroczyńska należy do pokolenia badaczy kultu¬
ry poszukujących inspiracji między innymi w lekturach z zakresu teorii literatu¬
ry i semiotyki — prądów intelektualnych jakże mozolnie torujących sobie drogę
ku uznaniu ich w antropologii polskiej przełomu lat 70. i 80. ubiegłego wieku
za prawomocne narzędzia opisu i interpretacji zjawisk kulturowych. Mieszczą
się one — obok strukturalizmu, fenomenologii, różnych odmian hermeneutyki
i antropologii symbolicznej — w nurcie „nowego paradygmatu antropologii", ku

�Projekt „etnografii doświadczenia" Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej...

115

któremu ciąży także autorka Podróży do Zaborowa. Swoim postulatem potrzeby
zwrócenia uwagi na „literacką strukturę" dzieła o Zaborowianach i ich relacjach
z etnografką wyraźnie łamała ona wcześniejszy, reprezentowany przez przed­
stawicieli „starego paradygmatu etnografii", schemat myślenia o Społeczności
wiejskiej jako pracy poświęconej w głównej mierze próbie nakreślenia „mapy"
stałych cech badacza terenowego (Nowina-Sroczyńska, 1988, s. 33). Kwintesen­
cję takiego wzoru myślenia na temat tej książki, a szerzej — myślenia o idealnym
typie badacza, znajdujemy w artykule Marcina Piotrowskiego Metoda badań te­
renowych Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej jako inspiracja dla współczes­
nego badacza (1988). Społeczność wiejska widziana w tej perspektywie to „va¬
demecum postaw badacza terenowego", służące „edukowaniu" kolejnych „rzesz"
młodych etnologów, noszących się z zamiarem wyruszenia w teren. To jednocześ­
nie, dodajmy, vademecum redukujące złożoną strukturę Społeczności wiejskiej do
poziomu podręcznika-świadectwa pisanego przez „bywałą w terenie", a przez to
wiarygodną etnografkę. Z takim dosłownym czytaniem Społeczności mieliśmy do
czynienia mniej więcej od początku lat 60. do końca lat 80. X X wieku, co wpłynę¬
ło na wykształcenie się jednostronnych, spetryikowanych sądów na temat pracy
Kazimiery Zawistowicz. Kolejna dekada przyniosła malejące stopniowo zaintere­
sowanie Społecznością wiejską, aż do niemal całkowitego jej zapomnienia .
Sytuacja macoszego traktowania tej książki trwa do dziś, a można j ą powiązać
z tendencją widoczną na gruncie współczesnej etnologii polskiej przynajmniej
w ciągu ostatnich dwóch dekad. Chodzi o proces (widoczny szczególnie wyraź¬
nie w dorobku młodych adeptów etnologii i antropologii) coraz częstszego się¬
gania ku źródłom zachodnioeuropejskim i amerykańskim, w celu odnajdywania
w nich nowych, atrakcyjnych, chwytliwych retorycznie ujęć kultury, sposobów
jej badania i opisywania. Tendencji tej towarzyszy jednoczesne zarzucanie stu¬
diów nad klasycznymi polskimi pracami etnograicznymi.
Wydaje się, iż postawa taka jest tyleż cenna (daje wszelako rozeznanie w róż¬
nych prądach umysłowych), co niebezpieczna, gdyż, jak dobitnie pokazują to
w celnych komentarzach Czesław Robotycki (Robotycki, 1995) i , w ślad za
nim, Katarzyna Kaniowska (Kaniowska, 1999, s. 140-142), nierzadko prowadzi
(w przypadku braku wystarczająco pogłębionej refleksji i koniecznej dozy kryty­
cyzmu) na poznawcze manowce. Dlatego też tak ważne są dziś głosy przypomi¬
nające, iż warto utrwalać i pielęgnować w sobie przekonanie, że
5

z twórczości klasyków mamy wciąż jakiś pożytek, (...) [gdyż — przyp. M.A.K.]
w swoim odczytaniu kultury zawarli już oni coś, do czego my — pamiętając lub nie
pamiętając o ich pierwszeństwie — po swojemu dochodzimy po latach, że przedsta­
wili coś, co w dzisiejszym antropologicznym horyzoncie wydaje się ciągle świeże
i inspirujące, a w każdym razie warte naszej uwagi (Wejland, 2001, s. 7).
5

W trakcie rozpoczętych przeze mnie w 1992 roku studiów etnograficznych nie omawialiśmy tej
książki na żadnych z zajęć kursowych.

�Marcin Andrzej Kafar

116

Być może pożyteczne zatem byłoby zastosowanie strategii pośredniej, pole­
gającej na połączeniu nowego ze starym, wejrzeniu w myśli klasyków etnografii
polskiej przy wsparciu współczesnej myśli etiologicznej, także tej o rodowodzie
zachodnim? I być może dopiero takie właśnie podejście spowoduje usunięcie owej
Sacksowskiej skotomy, którą naznaczone są, jak podpowiada intuicja, nie tylko —
czekające od ponad pół wieku na pełniejsze odczytanie (czyt.: twórcze wykorzy­
stanie) — idee zawarte w Społeczności wiejskiej, ale także inne niesprawiedliwie
zapomniane dzieła i ich twórcy .
W dalszej części opowieści o Społeczności wiejskiej postaram się pokazać,
na czym zasadza się specyfika rozumienia przez Kazimierę Zawistowicz-Adamską istoty badań terenowych, z centralnym dla niego punktem doświadczenia
badacza uwikłanego w kontakt z żywym człowiekiem (to bodaj najistotniejszy
rys etnograii Zawistowicz-Adamskiej) i zastanowię się, dlaczego ma ono szansę
wybrzmieć wyraźnie dopiero dziś, po bez mała sześćdziesięciu latach od prze¬
prowadzenia przez autorkę badań terenowych w Zaborowie i niemal pięćdziesię¬
ciu latach od ukazania się po raz pierwszy Społeczności .
6

1

O współczesnych możliwościach odczytania Społeczności wiejskiej
Słów kilka o konstrukcji pracy
Społeczność wiejska, sądząc po zamieszczonym w „Dodatkach" do niej „Pro­
jekcie opracowania materiałów Zaborowskich", początkowo miała przyjąć cha¬
rakter klasycznej monograii składającej się z następujących części:
I. Doświadczenia i refleksje z badań terenowych.
II. Zaborów jako środowisko.
III. Historia ruchu emigracyjnego z Zaborowa od 80. lat ubiegłego stulecia
[czyli X I X w. — przyp. M.A.K.].
IV. Wnioski ogólne.

Według pierwotnego projektu, części I I i I I I miały mieć charakter bardzo moc¬
no rozbudowanych faktograficznie opisów dotyczących środowiska zaborow¬
skiego, stanu gospodarstw, instytucji (szkoły, kościoła, samorządu), kontaktów
6

Bardzo dobrym przykładem twórczego czerpania z klasycznej wiedzy etnologicznej jest praca
R. Dzięcielskiego Ludowe obrazy miasta. Inspiracje bystroniowskie (Dzięcielski, 2001). Jej autor sięga
po koncepcje Jana Stanisława Bystronia, wykorzystując je do opisu i interpretacji zjawisk współczesnej
kultury miasta. Tym samym autor Ludowych obrazów miasta znakomicie wpisuje się w zapoczątkowa­
ną jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku przez L. Stommę (kontynuowaną później przez C. Robotyckiego, Z. Benedyktowicza i in.) tradycję uprawiania etnologii w duchu „Bystroniowskim".
Społeczność wiejską wydano dwukrotnie: w roku 1948 i ponownie, po kilkuletnim trzymaniu jej
na indeksie, w 1957.
7

�Projekt „etnografii doświadczenia" Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej...

117

Zaborowian z sąsiednimi wsiami, miastem i zagranicą oraz historii ruchu emi­
gracyjnego z Zaborowa i wpływu emigracji na środowisko wiejskie. Część I sta­
nowić zaś miała wprowadzenie, w którym autorka przedstawia refleksje z badań
terenowych, dzieląc się wrażeniami dotyczącymi pierwszego zetknięcia z wsią,
kłopotów z adaptacją w terenie oraz współżycia z mieszkańcami Zaborowa.
Gdy jednak porównamy ów projekt ze spisem treści gotowej już książki,
okaże się, że proporcje zostały w niej radykalnie odwrócone. Mocno okrojona
zawartość części I I i III trafiła, razem z przypisami i załącznikami w postaci an­
kiet i kwestionariuszy, do „Dodatków". Na plan pierwszy wysunęły się natomiast
opowieści o doświadczeniach terenowych Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej
i to one stały się ostatecznie kamieniem probierczym Społeczności wiejskiej.
„Opowieści z terenu" pomieszczone są w dwóch rozdziałach: „Zdobywanie
wsi" oraz „Współżycie serdeczne", rozdziałach wyrosłych „z notatnika, prowa­
dzonego «na gorąco» podczas badań. Stąd ich nieco pamiętnikarski charakter "
(Zawistowicz-Adamska, 1948, s. 14).
8

„Opowieść

konfesyjna" i chronotop spotkania

Kiedy zagłębimy się w treść tych rozdziałów, zauważymy, iż organizująca
je zasada odpowiada regułom gatunku, który John van Maanen w głośnej pracy
o typach narracji etnograficznych, Tales of the Field, określa mianem „opo­
wieści konfesyjnej" (confessional tale) (van Maanen, 1988). Jest ona formą
narracyjną stosowaną w celu uwypuklenia w tekście osobistych odczuć bada¬
cza, jego zaangażowania emocjonalnego i szczególnej bliskości, jaką osiąga
w kontaktach z ludźmi napotykanymi w trakcie pracy terenowej. „Opowieść
konfesyjna" jest zawsze „bliska życiu" i może dlatego dominującym w niej
chronotopem, na co zwraca uwagę Martyn Hammersley, jest bardzo często
chronotop spotkania (Hammersley, 1998, s. 24).
Podług Michaiła Bachtina:
[motyw] spotkania jest jednym z najbardziej uniwersalnych motywów nie tylko
w literaturze (trudno znaleźć utwór zupełnie go pozbawiony), lecz również w innych
dziedzinach kultury, a także w rozmaitych sferach życia publicznego i prywatnego.
W dziedzinie nauki i techniki, w których panuje myślenie czysto pojęciowe, nie ma
motywów jako takich; przybliżonym ekwiwalentem motywu spotkania jest tu-

8

Można przypuszczać, że specyficzna literacka forma Społeczności została w pewnym sensie „wy­
muszona" koniecznością odtwarzania z pamięci tego, co znajdowało się w notatniku Kazimiery Zawi­
stowicz-Adamskiej. Zgodnie z informacją, jaką otrzymałem od prof. Marii Wieruszewskiej, oryginalne
zapiski z Zaborowa nie przetrwały wojennej zawieruchy, a tekst powstał za namową Marii Dąbrowskiej,
doceniającej pisarskie uzdolnienia ich autorki.

�Marcin Andrzej Kafar

118

taj pojęcie kontaktu. W mitologii i religii motyw spotkania odgrywa, rzecz jasna,
ogromną rolę: w sakralnej tradycji, w Piśmie Świętym (zarówno w chrześcijaństwie
— w Ewangeliach, jak i w buddyzmie), w rytuałach; łączy się też z innymi motywa­
mi, na przykład z motywem „objawienia" („epifanii"). Motyw spotkania ma istot­
ne znaczenie w pewnych nurtach filozofii nie mających ściśle naukowego charakteru
(na przykład w myśli Schellinga, Maxa Schelera, zwłaszcza zaś Martina Bubera).
W instytucjach organizujących życie społeczne i państwowe [chronotop — przyp.
M.A.K.] spotkania pojawia się nieustannie. Wszystkim znane są przeróżnie zorgani­
zowane spotkania społeczne i ich znaczenie (Bachtin, 1982, s. 295).

Wśród nieprzebranej liczby tych ostatnich wymienić należy niewątpliwie także
owe szczególnego rodzaju spotkania, jakimi są antropologiczne spotkania w tere­
nie. W przypadku Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej były to: pierwsze spotka­
nia z zaborowskimi kobietami; krnąbrną młodzieżą; spotkania z postaciami
wyjątkowymi — dziadkiem, ciotką; spotkania weselne i pogrzebowe; spotka­
nia w zaborowskim Domu Ludowym; wreszcie, nastawione przede wszystkim
na zbieranie danych etnograficznych spotkania codzienne w domach prywat¬
nych.
One wszystkie stały się — pod wpływem procesu „przetwarzania" przez Ka­
zimierę Zawistowicz-Adamską doświadczenia na tekst, przyjmujący wpierw for­
mę notatek terenowych, później bardziej skomplikowaną kompozycyjnie formę
książkową — głównymi, mówiąc językiem Bachtina, węzłami zawiązującymi
akcję, łączącymi rozproszone i zagmatwane w realnym życiu zdarzenia w pre¬
cyzyjnie zorganizowaną tekstową całość, obejmującą przestrzeń i czas „etnogra­
ficznego terenu".
Kazimiera Zawistowicz-Adamska w chronotopie „terenu" przedstawia siebie
w sposób niejednorodny — jest etnografką w tradycyjnym tego słowa znaczeniu
(ciąży na niej powinność zbierania materiałów empirycznych ), ale równocześnie
jest też, zaangażowaną w życie tytułowej społeczności wiejskiej, uczestniczką
odkrywanego i przeżywanego przez siebie świata: „często występują tu moje
własne przeżycia (...) trudno mi było uniknąć tego, skoro pragnęłam przedstawić
szczerze i po prostu dole i niedole badacza terenowego. Nie umiałam uczynić
tego bezosobowo" — tłumaczy autorka (Zawistowicz-Adamska, 1948, s. 15).
9

Posłużenie się chronotopem spotkania, w sposób, w jaki robi to Kazimiera Zawistowicz-Adamska, przełamuje, moim zdaniem, konwencje opowiadania sto¬
sowane w tradycyjnych etnografiach, takich jak, wskazane przez Vincenta Crapanzano, The Winnebago Tribe Paula Radina (1990) czy Divinity and Experience

9

Bardzo wymowny jest w tym względzie opis wciągnięcia badaczki we współuczestniczenie w pro­
cesie rekrutacji zarobkowej Zaborowian (Zawistowicz-Adamska, 1948, s. 102-104). K. Zawistowicz-Adamska w czasie badań terenowych stawała niejako na rozdrożu między koniecznością sprostania
wymogom nauki obiektywistycznej a moralną odpowiedzialnością za los ludzi, którzy obdarzali j ą
swym zaufaniem.

�Projekt „etnograii doświadczenia" Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej...

119

Godfreya Lienhardta (1961), których odpowiednikiem na polskim gruncie jest na
przykład praca Śladami Łemków Romana Reinfussa (1990).
Teksty tego rodzaju przedstawiają pozaczasowe obrazy opisywanego w nich spo­
łeczeństwa. Łączą w sobie odłamki i drobiazgi społeczno-kulturowego materiału
tak metodologicznie oraz teoretycznie racjonalizowanego, by odrzucić konwencje
literackie i ograniczenia, jakie one narzucają. Społeczeństwo, kultura stają się kon­
tenerami, w których umieszczane są mało skonkretyzowane zdarzenia — abstrak­
cje społeczno-kulturowych procesów. Odnajdujemy tam minimalną ilość narracyj­
nego ruchu, a jeśli już jakiś się pojawi, to zazwyczaj tylko po to, aby posłużyć za
przykład abstrakcyjnego procesu. Możemy powiedzieć, podążając za Bachtinem,
że w takich tradycyjnych etnografiach wymiar przestrzenny chronotopu (...) domi­
nuje nad wymiarem czasowym (Crapanzano, 1992, s. 207).
W wyraziście obecnym w Społeczności wiejskiej motywie spotkania widzi¬
my, iż nabiera on „rozmaitych konkretnych odcieni, między innymi emocjonalno-wartościujących" (Bachtin 1982, s. 294), pozwalających w pewnym sensie
zrównoważyć wymiar przestrzenny i czasowy „opowieści konfesyjnej" i dzięki
temu pchnąć ją, by jeszcze raz odwołać się do amerykańskiego badacza, z po¬
wrotem „ku życiu" (Crapanzano, 1992, s. 208). Spotkanie — zauważa Bachtin
— „może być chciane lub niechciane, radosne lub smutne, czasem przerażające,
może też być odbierane ambiwalentnie. (...) Należy zwrócić uwagę na ścisły
związek motywu spotkania z takimi motywami jak rozłąka, ucieczka, pozyska¬
nie, strata itd. ( . ) . Szczególnie doniosłe znaczenie ma ścisły związek motywu
spotkania z [chronotopem — przyp. M.A.K.] drogi («wielkiej drogi»)" (Bach¬
tin, 1982, s. 294).
Przez myśl przemknęły własne żałobne wspomnienia. Zgasły, odpłynęły. Stały
się dalekie i obce. Nieważne. Bo naraz poczułam się jakoś bezosobowo. Porwał
mię ten tłum, wciągnął, omotał jednością czucia. Wrosłam weń bez reszty. Zagu­
bił się własny świat. Wszystko, co się tu dzieje, stało się proste i zrozumiałe: że
można w jednej chwili zatracić siebie, że można cudzym bólem przepełnić serce,
że poprzez ten ból zbratać się można z całym, dotychczas obcym tłumem, aż stanie
się swój, bliski, tą bliskością jednolity i zwarty. Że zarazem będzie to wyzwolenie
z samotności.
W gromadce stojącej obok mnie zauważyłam jakiś niepokój. Starsi gospodarze
coś szeptali między sobą, naradzali się. Rozdawali uczestnikom pogrzebu długie,
woskowe świece. Trzymali ich całe naręcze. Spoglądali ku mnie i wyraźnie czu­
łam, że mówią coś o mnie. Aż jeden z nich nieśmiało podszedł do mnie i wręczył
mi świecę. Pamiętam jego wzrok: była w nim dobrotliwa, ojcowska serdeczność.
Nie bardzo wiedziałam, co mam z tym robić, ale jakieś troskliwe ręce w porę za¬
paliły tę świecę, osłaniały jej płomień i w odpowiedniej chwili wzięły j ą ode mnie.

�120

Marcin Andrzej Kafar
Z miejscowej inteligencji nikt więcej nie otrzymał tego daru, a przecież niektórzy
zadomowieni byli w Zaborowie od wielu lat. Dobrze odczułam, że w ten sposób
chcieli mię po swojemu uczcić, a zarazem zaznaczyć, że przyjmują mię do swojej
zbiorowości. Bo wręczenie takiej świecy jest uhonorowaniem uczestnika pogrze­
bu, a zarazem podkreśleniem jego bliskiego stosunku do rodziny zmarłego. Uznali
moją obecność pośród siebie w tym żałobnym dniu, który zgromadził wszystkich
i wszystkich jednym smutkiem połączył. Uczynili to z serdeczną prostotą, może
nie zdając sobie sprawy z tego, jak wielkim przeżyciem stał się dla mnie ten dzień
(Zawistowicz-Adamska, 1948, s. 62).

Po wyjściu z dusznej izby z trudem łapię oddech. Zachłystuję się mroźnym po­
wietrzem. Jestem przeziębnięta do szpiku kości, obolała i odurzona. Z doznanych
wrażeń, czy ze zmęczenia. W plecach doskwiera nieznośny ból. Do domu szmat
drogi — przez opustoszałą wieś i przez zawiane śniegiem błonia. I naraz zupełnie
nieoczekiwanie, jakby poza moją świadomością, zrywa się we mnie krzyk buntu:
że nie tak może wyglądać ludzkie istnienie! Taka starość! Czuję się jakby współ­
winna za to. Moje człowieczeństwo ugina się pod brzemieniem niedoli przytłacza¬
jącym tamto istnienie. Buntuję się przeciw pokornej determinacji tych nędzarzy
i z goryczą powtarzam zasłyszane słowa: „a człowiek musi żyć", Musi żyć! Gło­
dować i ziębnąć! Pracować do ostatniego tchu i leczyć się gnojówką! Nazajutrz idę
tam z małym zapasem „letkiego" jedzenia, choć wiem przecie, że to tak mało, tak
śmiesznie mało w porównaniu z tym, czego tam potrzeba, by umniejszyć nędzę.
Stara jest oszołomiona. Nie może zrozumieć. Tłumaczę jej raz i drugi, że to dla
niej. Naraz zaczyna szlochać. Rozdzierający, histeryczny płacz wstrząsa nią całą.
Obejmuje mię, czepia się moich rąk, nóg. Jest mi nieznośnie przykro. Wśród łkań
rozróżniam pojedyncze słowa i nic nie mogę zrozumieć:
— Że też na starość... taka łaska...
Myślę, że przyjęła to jak jałmużnę i płacze z żalu nad sobą, że na to jej przyszło
na starość. Z trudem wyzwalam się z jej objęć i zaczynam się tłumaczyć:
— Nie gniewajcie się! Weźcie to! Jak od córki, jakby to któreś z dzieci od sie­
bie Wam przysłało.
Uspokaja się powoli i ocierając oczy, mówi:
— Bóg zapłać! Niech też Pan Jezus wynagrodzi! Człowiek na starość doczekał
się pociechy! Pan Bóg łaskaw! Czym to kiedy spodziać się mogła takiej łaski... że
ktoś się nade mną biedną ulitował, że przecie ktoś zadbał litosiernie...
Zaczynam rozumieć. Więc o to chodzi! Przez całe życie nikt o nią się nie za­
troszczył, nie zaznała nigdy ludzkiej dobroci. Przypominają mi się słowa, zasłysza­
ne tu, w Zaborowie: „człowiek niezwyczajny, żeby do niego tak po dobroci".
Opowiadam o tym gospodyni, u której mieszkam, najzacniejszej powierniczce moich wsiowskich kłopotów. Ale ona się nie dziwi. Kiwa tylko głową i mówi
z przekonaniem:

�Projekt „etnograii doświadczenia" Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej...

121

— Tak, tak! Ludzie na wsi nie są przyzwyczajeni do miłosierdzia (Zawistowicz-Adamska, 1948, s. 51-52).

Przywołane cytaty są nie tylko dobrymi przykładami zastosowania konwen­
cji „opowieści konfesyjnej" wraz z charakterystycznym dla niej chronotopem
spotkania. Znakomicie odzwierciedlają też klimat, jaki odnajdujemy w całej Spo­
łeczności wiejskiej, klimat na wskroś przesiąknięty ideą uprawiania, używając
współczesnego języka, „zaangażowanej etnografii", etnografii, której rzecznicz­
ką w pełnym tego słowa znaczeniu (choć może jeszcze nie do końca świadomie)
była Kazimiera Zawistowicz-Adamska.

Doświadczenie

terenowe jako kategoria poznania

Wróćmy jeszcze na chwilę do wątku sygnalizowanego nieco wcześniej, a mia­
nowicie wykorzystania przez autorkę Społeczności wiejskiej dziennikowych za¬
pisków w celu opowiedzenia o własnych doświadczeniach terenowych.
O ile z dzisiejszej perspektywy zabieg taki wydaje się niemal oczywisty, o tyle
zastosowanie go w czwartej dekadzie ubiegłego wieku nie było czymś powszech¬
nym i z całą pewnością wymagało sporej odwagi i ufności w słuszność tego
przedsięwzięcia. Postawa mówienia w tekście naukowym w pierwszej osobie
łamała bowiem jedno z podstawowych praw obowiązującego wówczas obiektywistycznego modelu poznania, podług którego, przypomnijmy, wiedza naukowa
musi być obiektywna (badacz bada rzeczywistość wobec niego zewnętrzną i nie¬
zależną), racjonalna, a ponadto ugruntowana empirycznie (Kuligowski, 2003,
s. 221).
Wydaje się zatem, że Zawistowicz-Adamska, wyjawiająca przed nami szcze¬
góły uczestniczenia przez nią w życiu Zaborowa, stąpała po dość grząskim i nie¬
pewnym gruncie, o czym zresztą sama zdawała się doskonale wiedzieć. Stąd też,
jak sądzę, biorą się, wypowiadane jakby w tonie usprawiedliwienia, słowa, iż
„własne przeżycia" autorki pojawiają się zbyt często i są „słabą stroną opracowa­
nia" (Zawistowicz-Adamska, 1948, s. 15).
Czy jednak mogła Kazimiera Zawistowicz-Adamska mieć inne, pozbawio¬
ne jakichkolwiek wątpliwości zdanie na temat podejmowanych zabiegów, skoro
zastosowana przez nią forma doczekała się pogłębionej refleksji dopiero w siód­
mym dziesięcioleciu X X wieku? Dennison Nash i Ronald Wintrob, dokonujący
analizy prac zachodnioeuropejskich i amerykańskich antropologów wskazują na
początek piątej dekady X X wieku jako okres zalążkowych prób wypowiadania
się etnologów w trybie bezpośrednich odniesień do subiektywnych doświadczeń
terenowych (Nash, Wintrob, 1972). Początkowo są to jednak, należy podkreślić
za Judith Okely, zakusy znajdujące wyraz w literaturze najczęściej nie związa¬
nej z oicjalnym obiegiem akademickim, wykorzystujące pozanaukowe formy

�Marcin Andrzej Kafar

122

gatunkowe, takie jak dziennik, pamiętnik czy powieść, w którą często wplatano
elementy autobiograficzne w postaci zmienionych, sfabularyzowanych wątków
(Okely, 1992). Tymczasem w Społeczności wiejskiej mamy do czynienia z przy¬
kładem niczym nie zawoalowanego włączenia doświadczeń etnografki w przed¬
miot własnych badań.
Trzeba żyć nie tylko wśród nich, ale z nimi, by dotrzeć do surowej prawdy ich
życia. Stąd jeszcze dalej idący wniosek: trzeba odrzucić precz własny świat nawy­
ków, pojęć, reakcji. Nie mierzyć własną miarą tych ludzi „z innego świata". Zżyć
się z nimi tak, by przejąć ich miarę pojmowania otaczających zjawisk. Wydaje się
to na pozór trudne, ale tylko na pozór. Bo taką umiejętność wrośnięcia w środo¬
wisko zdobywa się z dnia na dzień wraz z postępem badań, które polegają nie na
suchym rejestrowaniu dostrzeżonych zjawisk, ale na ich przeżywaniu. Aż staną
się namacalne, żywe, pulsujące żywą krwią. I zrozumiałe (Zawistowicz-Adamska,
1948, s. 128; podkr. zgodnie z oryginalnym tekstem).

Powyższy fragment wskazuje na niezwykłą antycypację przez Kazimierę Zawistowicz-Adamską poglądów popularyzowanych w antropologii światowej do¬
bre 30 lat później, przez autorów zaliczanych do zupełnie innej formacji niż ta,
z której wyrosła.
Na myśl przychodzą postacie takie jak Victor Turner, stosujący w praktyce
badawczej metodę, mówiąc metaforycznie, „wsłuchiwania się w głos bębnów"
afrykańskiego plemienia Ndembu (Turner, 1995) i promujący, w oparciu o filo­
zofię Wilhelma Diltheya, ideę doświadczeniowego i rozumiejącego „bycia" w te­
renie (Turner, 1985); Kirsten Hastrup (pisząca m.in. o doświadczeniu immersji
kulturowej i jej wpływie na psychikę i ciało badaczki — Hastrup, 1990; 1995),
Judith Okely (obrazowo pokazująca w swoich tekstach proces wielowymiaro¬
wego, całościowego „wrastania" antropolożki w przestrzeń badanego świata
— Okely, 1992; 2005), by wymienić jedynie parę nazwisk z długiej listy badaczy
zajmujących się w większym lub mniejszym stopniu problemem doświadczenia
terenowego antropologów, rozumianego inaczej, niż proponował to kanon my¬
ślenia modernistycznego z kluczową dla niego kategorią „zaświadczającego Ja"
(Geertz, 2000) .
Katarzyna Kaniowska zauważa, iż „bodaj najistotniejszą zmianą w myśleniu
o doświadczeniu jest we współczesnej antropologii ( . ) przekonanie, że jest to
szczególna kategoria poznania. Samo doświadczenie staje się niejako swoistym
poznaniem" (Kaniowska, 1999, s. 69).
W podobnym tonie wypowiada się Kirsten Hastrup, która twierdzi, że dziś
10

fizyczna obecność w terenie nie jest już źródłem absolutnego autorytetu. Rodzaj
uczestnictwa potrzebnego do określenia zdarzeń i pisania kultur nie może być dłu-

10

2004.

Na temat złożonych procesów przekształceń terenowego habitusu antropologa por. Clifford,

�Projekt „etnograii doświadczenia" Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej...

123

żej pojmowany jako zwykłe „bycie" w terenie. To ostatnie implikuje proces „sta­
wania się" (becoming). „Stawanie się" jest metaforą oddającą ten rodzaj uczestni­
ctwa, które nigdy nie będzie dokończone (...). Nie znaczy to, iż antropolog staje
się identyczny z badanymi przez niego „innymi". ( . ) koncepcja „stawania się"
niesie ze sobą otwarcie się na odmienną rzeczywistość i dopuszczenie zmiany „ja".
Antropolog nigdy nie jest całkiem zatopiony w innym świecie, ale nie jest też tym
samym, kim był, zanim wszedł do niego. Zmiana jest czasem tak fundamentalna,
że trudno niekiedy postrzegać badacza terenowego jako tożsamego ze swym daw¬
nym „ja" (Hastrup, 1995, s. 19).

Jakże pokrewne, a zarazem nowatorskie, ze względu na dystans czasowy dzie­
lący je od ujęć współczesnych, są zatem myśli na temat doświadczenia terenowe­
go, jakie kilkadziesiąt lat wcześniej zapisała Kazimiera Zawistowicz-Adamska:
W gromadzie wiejskiej, gdzie jedni o drugich wiedzą wszystko, nowy przybysz
tym więcej uważany jest za kogoś obcego, im mniej o nim wiadomo. Życzliwe
zainteresowanie się jego życiem osobistym jest jednym z czynników zacierających
poczucie obcości. On tymczasem w miarę wrastania w nowe środowisko mniej

czy więcej świadomie zatraca własny świat, żyjąc nowymi wrażeniami, nowy­
mi wzruszeniami, wyrabiając nowy pogląd na zawiłości ludzkiego istnienia.
O bogactwie czy zubożeniu tak odmienionego własnego świata rozstrzygnie ciężar
gatunkowy doznanych przeżyć, jak o wrośnięciu w środowisko rozstrzygać będzie
malejące z dnia na dzień poczucie obcości i osamotnienia (Zawistowicz-Adamska,
1948, s. 134; podkr. — M.A.K.).

O „pokrewieństwie duchowym" i antropologicznym déjà vu
0 moim „pokrewieństwie
Zawistowicz-Adamską

duchowym" z Profesor

Kazimierą

Kiedy przystępowałem do badań terenowych nad społecznością hospicjum
1 Domu Pomocy Społecznej dla Przewlekle Chorych, nie znałem Społeczności
wiejskiej. Na tytuł ten natknąłem się parokrotnie przy okazji czytania innych
tekstów etnograicznych, ale ukontekstowienie w nich dzieła Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej nie zachęcało do bardziej gruntowego przyjrzenia się tej
książce. Gdy po prawie trzech latach od rozpoczęcia mojego terenowego przed¬
sięwzięcia zacząłem odkrywać myśli Zawistowicz-Adamskiej, odniosłem wra¬
żenie, iż pochodzą one od kogoś, kto etnograię rozumie na sposób szczególny,
a jednocześnie bardzo mi bliski.
Punktem wyjścia dla autorki Społeczności wiejskiej jest człowiek jako taki.
Tak zwani informatorzy etnograiczni nie są bezimiennymi nosicielami kultu¬
rowej wiedzy (Clifford, 2004, s. 155); oni wszyscy (choć wydawać się to może

�124

Marcin Andrzej Kafar

truizmem, wciąż wielu etnografów nie do końca to sobie uświadamia) są żywymi
ludźmi, mającymi imiona, chcącymi zaprzyjaźniać się z nami, dzielić codzien¬
nymi radościami i smutkami, chcącymi nierzadko, abyśmy stali się ich powier¬
nikami. Jak zatem odnaleźć się w takiej sytuacji? Czy mamy udawać, że sprawa
nas nie dotyczy, że nasza etnograiczna powinność kończy się w chwili „przepro¬
wadzenia wywiadu", zebrania „niezbędnego", „potrzebnego" do napisania pracy
materiału? Obcujemy wszelako z kimś, kto kontakt z nami często traktuje jako
coś więcej niż wypełnienie danej chwili dnia rozmową, choćby i najciekawszą,
ale nic za sobą nie niosącą, nie niosącą rzeczywistego zainteresowania osobą,
z którą rozmawiamy.
W pięknym passusie o potrzebie brania odpowiedzialności za relacje z ludźmi
współpracującymi z etnografami, Kazimiera Zawistowicz-Adamska mówi:
I gdziekolwiek jestem: na chrzcinach czy na weselu, u biednych wyrobników czy
u zażywnych gospodarzy, zawsze odczuwam głęboką radość, gdy danym mi jest
dostrzec prawdziwe oblicze tych ludzi. Bo i oni mają swe maski, które przywdzie­
wają za poszeptem podejrzliwej nieufności, czy zaciętości hardej. Ale pozbywają
się owych masek chętnie, gdy zwycięży w nich otwartość serca. Wtedy odsłania
się ich świat wewnętrzny w całej swej zawiłości i w całej surowej prostocie. Chcąc
wniknąć w ten świat, należy pieczołowicie rozważyć w sobie każdy odruch, każ¬
de słowo. Własną otwartością serca odwzajemnić otwartość serca tamtych. By ni¬
czym nie urazić, nie spłoszyć. I nie zranić. Bo wnikanie w tajniki duszy ludzkiej
nie może być korsarstwem, choćby dokonywało się w imię celów badawczych. Nie
wystarczy przyjmować zwierzenia, nie wystarczy czynić obserwacje, nie wystar¬
czy wydzierać duszom ludzkim ich tajemnice. Nie wystarczy brać. Trzeba umieć
wzamian coś z siebie dawać. Coś równie wartościowego, coś wszechludzkiego.
Dopiero wtedy taka wymiana stanie się przeżyciem dla obu stron. I należy dołożyć
wszelkich starań, by dla obu stron stała się przeżyciem wzbogacającym.
Właśnie takie stanowisko jest usprawiedliwieniem dla „wścibstwa" badacza te¬
renowego. Wiem, że w jakichkolwiek okolicznościach wnikać będę w życie wsio¬
we, stanę się jego uczestnikiem. Już nie potrafię być l i tylko widzem. Z dnia na
dzień, z miesiąca na miesiąc zdobywałam tę pewność. I ceniłam to sobie bardzo.
Stosunki zadzierzgnięte z wsią w myśl takich zasad nie mogą być czymś prze­
mijającym, jak nie może być przemijająca głęboka i prawdziwa przyjaźń. Wnikli¬
wość badawcza to jeszcze nie wszystko. Badacz terenowy nie może ani na chwilę
zapomnieć, że pakt przyjaźni nakłada nań poważne zobowiązania, zarówno w toku
badań, jak i przy opracowywaniu materiałów. Chodzi przecie o żywych, czujących
ludzi. Należy uczynić wszystko, by (...) ludzi wsiowskich „nie sponiewierać" (Za­
wistowicz-Adamska, 1948, s. 134-135; podkr. zgodnie z oryginalnym tekstem).
Kazimiera Zawistowicz-Adamska odnosi się co prawda do własnych doświad¬
czeń rodzących się w „terenie zaborowskim", dotyczących zatem przede wszyst¬
kim jej kontaktów ze społecznością Zaborowian, ale jej przesłanie wydaje się

�Projekt „etnograii doświadczenia" Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej...

125

bardziej uniwersalne, ogarnia swoim zasięgiem w równym stopniu etnograiczne
spotkania każdego rodzaju, przydarzające się w różnych, nie tylko wiejskich,
zakątkach. Autorka Społeczności wiejskiej daje nam dobrą lekcję tego, na co po¬
winno przekładać się etnograiczne „bycie" w „terenie". „Już nie potraię być l i
tylko widzem. Z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc zdobywałam tę pewność".
Słowa te wyznaczają bardzo konkretną ścieżkę postępowania dla tych idących
w teren „z dobrą wolą, ale bez należytego doświadczenia", jak i tych „przekona¬
nych o własnej rzekomej wyższości" i nie umiejących zdobyć się „na właściwy
«ludzki» stosunek do społeczności" (Zawistowicz-Adamska, 1948, s. 15). Jedni
i drudzy mogą zyskać, jeśli tylko dadzą coś od siebie, bo „nie wystarczy brać,
trzeba też umieć coś dawać" — wówczas właśnie etnograficzne spotkanie stanie
się z pewnością dla obu stron przeżyciem wzbogacającym.
Czy jednak przesłanie owo, jakże w pewnym sensie radykalne, bo wymaga¬
jące — przynajmniej na krótki czas, oderwania się od siebie i zerknięcia w stro¬
nę drugiego człowieka, wejrzenia w jego nieraz zupełnie odmienny od naszego
świat, jest przesłaniem odpowiednim dla wszystkich? Czy każdy etnograf ma
obowiązek brać sobie do serca szczytne nauki Zawistowicz-Adamskiej? Przeko¬
nania takiego nie mam. Utopią bowiem byłoby wymaganie stosowania tej samej
metody pochylania się nad człowiekiem i angażowania w cały jego świat przez
wszystkich zainteresowanych prowadzeniem badań terenowych. Oczywiste jest,
iż tonacja etnograicznej melodii wygrywanej przez autorkę Społeczności wiejsklej nie musi, ba, nie powinna wpadać w każde ucho, nie wszyscy wszakże mają
jednaki słuch i melodii powtórzyć, mimo nawet najszczerszych chęci, nie zdo¬
łają. Rzecz zatem bardziej, w moim przekonaniu, polegałaby na odkryciu w głę¬
bi własnej etnograicznej duszy, w jakich melodiach ona gustuje, jakie rytmy
i tonacje są jej bliskie i godne odgrywania wciąż na nowo, w takich lub innych
aranżacjach, przy użyciu przeróżnych instrumentów.
Gdy trafiłem do świata społeczności hospicjum i Domu Pomocy Społecznej
dla Przewlekle Chorych, w moim zamiarze było pozostanie tam z górą kilka mie¬
sięcy. Chciałem przeprowadzić badania i umknąć w zacisze domowego gabine¬
tu, by tam „opracowywać" zebrane materiały. Tyle tylko, że gdy już znalazłem
się na miejscu, odkryłem, iż zamiar mój nie może zostać zrealizowany zgodnie
z przyjętą wcześniej strategią, a ja miast rzeczonych paru miesięcy zachodzę do
hospicjum już niemal trzy lata. Przyczyną takiego obrotu spraw nie były wca¬
le, jak pomyślą niektórzy, kwestie techniczne, związane z niedostatkiem czy
ułomnością gromadzonej w terenie wiedzy, którą jakoś należałoby uzupełnić,
coś do niej dodać etc. Przyczyn mojego głębszego osadzenia się w Domu dla
Osób Przewlekle Chorych upatruję raczej w sferze mentalnej i związanym z nią
określonym typem mej osobowości (badawczej), nastawionej, jak powiedziałaby
Zawistowicz-Adamska, na „ludzkie" bycie w terenie z drugim człowiekiem. Po
paru tygodniach nie potraiłem być już li tylko widzem w teatrum życia domowohospicyjnego. Dość szybko przekroczyłem granicę czystej etnograicznej obser-

�Marcin Andrzej Kafar

126

wacji i stałem się rozpoznawalnym i świadomie zaangażowanym w codzienne
i niecodzienne zdarzenia ich uczestnikiem, wypełniającym różne role — począw¬
szy od bezimiennego młodego człowieka pomagającego ustawić w odpowiedniej
pozycji antenę telewizyjną, a skończywszy na roli przyszywanego wnuczka jed¬
nej z najbliższych mi w Domu osób, pani Irenki . Postępowałem zatem zgodnie
z zasadą, którą Clifford Geertz, wypowiadając się na temat etycznego wymiaru
badań antropologicznych, nazywa potrzebą fuzji między zawodową i pozazawodową sferą życia antropologa (Geertz, 2003, s. 55).
W pierwotnym założeniu moje badania odnosić się miały jedynie do obszaru
narracji o chorobie i cierpieniu, a docelowym punktem chciałem uczynić hospi¬
cjum (jest ono wydzieloną instytucjonalnie i przestrzennie częścią Domu Pomo¬
cy Społecznej dla Przewlekle Chorych). Wkrótce okazało się, że chorób jest wie¬
le, a i cierpienia pod dostatkiem, jednak wymiary, w których one się pojawiają,
nie są abstrakcyjnymi poziomami dyskursu, ale wpisane są wyraźnie w szerokie
konteksty Domowej powszedniości. Zaplatają się w złożone systemy znaczeń
dotykających na przykład motywów utraty rodzinnego domu, próby tworzenia
substytutu tego ostatniego, przewlekłych stanów choroby terminalnej, bliskości
śmierci. Jakąż zatem w obliczu owej różnorodności wypadało przyjąć metodę
gromadzenia wiedzy, by jednocześnie uniknąć wpadnięcia w pułapkę swoiste¬
go redukcjonizmu poznawczego, który w tym wypadku oznaczałby pozostanie
na poziomie suchego kolekcjonowania etnograficznego materiału? Postanowi¬
łem działać nieco intuicyjnie. Otworzyłem się na otaczającą mnie rzeczywistość
i próbowałem „zagarnąć" z niej tak wiele, jak to możliwe. Nastawiłem się na,
by sparafrazować myśl Normana Denzina, doświadczenie o charakterze epifanii
(Denzin, 1988), całościowe bycie w środku dziejącej się akcji, bez poruszania się
w wyraźnie z góry określonym polu teoretycznym. Teorie zostawiłem na margi¬
nesie, nie wiedząc, które z nich i w jakim zakresie da się później wykorzystać.
Szedłem tutaj tropem uznanym za słuszny choćby przez Victora Turnera, który
swego czasu powiedział, iż
11

pomimo tego, że antropolog zawsze wyrusza w teren z teoretycznym bagażem, to
jest on o tyle istotny, o ile oświetla społeczną rzeczywistość. Co więcej, okazuje
się, że bardzo często to nie całościowy system teoretyka jest tym, co go oświeca,
ale czynią to raczej dopasowywane do rozbitych danych, płynące z kontekstu roz¬
proszone idee, przebłyski i przeczucia. Takie idee mają wartość samą w sobie i są
w stanie naprowadzić nas na nowe hipotezy (Turner, 1978, s. 23).

Linię bardzo podobnej w istocie metody pracy w terenie proponuje Kazimie¬
ra Zawistowicz-Adamska. Według niej, najbardziej wartościowe pod względem
11

O rodzeniu się więzi między mną a panią Irenką piszę w osobnym tekście (Kafar, 2004). Pani
Irenka występuje w nim pod zmienionym imieniem „Stasia".

�Projekt „etnografii doświadczenia" Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej...

127

heurystycznym jest przyjęcie przez badacza postawy maksymalnej otwartości wo­
bec zróżnicowania i pewnego rodzaju, mówiąc metaforycznie, terenowej barw­
ności, z jaką spotyka się antropolog. Wobec tego:
Trudno tu narzucić jakieś recepty. Raczej należałoby wszelkich recept zaniechać.
Po prostu wyczulić zmysł obserwacyjny do najwyższych granic, by dostrzegać nie
tylko to, co jest namacalne, uchwytne, ale i to wszystko, co jest poza tym. Dopiero
wyczucie owych nieuchwytnych praw, rządzących duszą jednostki i duszą spo­
łeczności, utoruje drogę do dalszych osiągnięć. Na tym wyczuciu oprą się kontakty
z pojedynczymi ludźmi i kontakty z gromadą. Nie może tu być mowy o jakichś
szablonach, jakichś utartych normach postępowania. Z góry trzeba sobie odważnie
powiedzieć, że tego rodzaju pojęcia, jak: „wieś polska" czy „chłop polski", czy
„dusza chłopska" są pustym dźwiękiem. Nic nie mówią. Wystarczy wniknąć głę¬
biej w sprawy wsi, by pojąć, że każda wieś żyje swoim własnym życiem, układają¬
cym się odmiennie niż w innej wsi, tuż o miedzę. Że nawet w obrębie tej samej wsi
istnieje często daleko posunięta dzielnicowość, dzięki której stosunki społeczne od
wieków są pod każdym względem nader zróżnicowane (Zawistowicz-Adamska,
1948, s. 127).

I to właśnie na subtelnym wsłuchiwaniu się w szmery i szepty Domowe,
w próbie wyłuszczania z nich owych nieuchwytnych dla postronnego obserwa­
tora lub domownika (po prostu żyjącego, a nie myślącego, podług jakich praw
żyje) reguł, wyznaczających rytm życia danego miejsca i zamieszkujących je
ludzi, oparłem swój antropologiczny warsztat. Notowałem „na gorąco" swoje
odczucia i wrażenia, opisywałem zdarzenia, w których brałem udział i których
byłem świadkiem, wreszcie zbierałem opowieści o cierpieniu i chorobie, o ży¬
ciu w Domu, o przyjaźni z ludźmi i zwierzętami, o samotności, o miłosierdziu
i miłości do wyrodnych synów, o śmierci, i o tym, jak bardzo chciałoby się być
wolnym i móc decydować o samym sobie... Wsłuchiwałem się w te opowie­
ści społeczności hospicjum i Domu dla Osób Przewlekle Chorych i, jak zaleca
Arthur Frank, podążając za myślą Julii Cruickshank, jednocześnie starałem się
myśleć nimi (Frank, 1997, s. 23-24), próbując odnaleźć w nich moralne filary
myśli współczesnego człowieka, odczytać trwałe kulturowe motywy i wychwy¬
cić ukryte w nich „lokalne" konfiguracje znaczeń. Tak powstała antropologiczna
„Opowieść o społeczności hospicjum i Domu Pomocy Społecznej dla Przewlekle
Chorych". Integralną częścią tej opowieści jest historia antropologa, który po
skończonej pracy nie porzucił terenu swych badań, ale pozostał w nim pielęgnu¬
jąc zawiązane znajomości i przyjaźnie, wciąż regularnie odwiedzając tych słab¬
szych i mogących mniej od nas, uczestnicząc w codzienności i trudnej, i smut¬
nej, i radosnej, i . uczącej pokory tych „lepszych", bo zdrowych, wciąż jeszcze
zdrowych.

�Marcin Andrzej Kafar

128
Przykłady

antropołogicznego

déjà vu

Na koniec chciałbym pokazać, na kilku przykładach, które można by pomna­
żać, jak zbliżone odczucia związane z doświadczeniem terenowym mogą towa­
rzyszyć etnografom wykazującym się podobnym temperamentem badawczym
i zbieżną w dużej mierze wizją uprawiania nauki o człowieku, autentycznej an¬
tropologii, jak nazywa j ą Victor Turner (1978, s. 18).
Czytałem Społeczność wiejską zarazem z zachwytem (napisana jest bowiem
piękną polszczyzną), jak i zadziwieniem. W wielu miejscach praca Profesor Zawistowicz-Adamskiej jest bowiem dla mnie świadectwem, że każde z nas, pomi¬
mo tego że szło różnymi ścieżkami, w gruncie rzeczy dochodziło do tych samych
punktów, ocierało się o tę samą terenową materię i chwytało ją, co bodaj najistot¬
niejsze, w bardzo podobny, jeśli nie tożsamy sposób. Przedstawiam zatem niżej,
wspierając się metaforą „antropologicznego déjà vu", fragmenty tekstu Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej, łącząc je z fragmentami mojej „Opowieści o spo­
łeczności hospicjum i Domu Pomocy Społecznej dla Przewlekle Chorych".
I
Czuję na sobie wszystkie spojrzenia. Jeszcze mi nic nie mówią. Są obce, zastrasza­
jąco obce. Siedzę tu niby „na cenzurowanym". Stokroć gorzej jeszcze: wiem,
że w tej chwili waży się pierwsze odruchowe ustosunkowanie się wsi do mnie.
Nie zaufają mi, dopóki nie stanę się dla nich jakimś autorytetem. Trzeba uczy­
nić pierwszy krok. Trzeba najpierw zrzucić z siebie brzemię osamotnienia, by
móc odnaleźć jakąkolwiek nić porozumienia z tym obcym, nieznanym tłumem.
Trzeba się z nim zespolić, zjednoczyć, nie być poza jego nawiasem. To nade
wszystko. (...) muszę coś o tych ludziach wiedzieć. Zaczynam się im przyglądać.
Zatrzymuję wzrok na poszczególnych twarzach, chcę je zapamiętać. To tu, to
tam chwytam uśmiech, przyjazny, życzliwy. I odnajduję w sobie prawdziwą
głęboką życzliwość do ludzi, wśród których żyć będę długie miesiące. Ta życz¬
liwość toruje mi drogę do ich serc. Już nie widzę przed sobą obcego, bezosobo¬
wego tłumu (Zawistowicz-Adamska, 1948, s. 23).

Jest ciepły majowy dzień sprzed dwóch i pół roku. Z panią psycholog Domu
Pomocy Społecznej dla Przewlekle Chorych jestem umówiony na godzinę 10.30.
Spoglądam na zegarek, jest dopiero 10.10. Postanawiam więc odczekać jeszcze
kilka minut, spacerując po chodniku położonym przy miejskim skwerku obsa¬
dzonym młodymi drzewami. W Łodzi majowa zieleń ma najbardziej intensywną
barwę. Delektuję się nią, jednocześnie wdychając pełną piersią lekko wilgotne
powietrze. To proste ćwiczenie sprawia, że już po chwili jestem zupełnie wyci¬
szony i gotów na przekroczenie bramy Domu.
Powoli ruszam w jej kierunku, za wszelką cenę starając się odsunąć od siebie
myśli pełne obaw i lęków o to, czy podołam wyzwaniu. I oto nagle obdarowa-

�Projekt „etnografii doświadczenia" Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej...

129

ny zostaję posmakiem Domowej rzeczywistości: na schodach prowadzących do
przedsionka Domu wpada na mnie kobieta; łamiącym się głosem szepce „prze­
praszam", po czym niezgrabnie omija mnie i odchodzi. Jej policzki zalane są
łzami, w drżącym ręku trzyma chusteczkę, ociera nią twarz... Obraz ten na dłu¬
go zasiada mi w pamięci; jest namiastką tego, co czeka mnie w Domu (później
okaże się, że podobnymi zdarzeniami przepełniona jest Domowa codzienność
i że, na swój sposób, można się do niej „przyzwyczaić", albo lepiej powiedzieć
— „oswoić" się z nią).
Mija parę minut. Idę Domowym korytarzem i mam wrażenie, że każdy mi
się przygląda. Napotykam same kobiety, połamane spojrzenia, krzyk dochodzący
z sali, którą akurat mijam. Korytarz jest długi, czy nie nazbyt długi jak dla mnie?
Muszę przejść cały, by znaleźć się za plastikowymi drzwiami gabinetu psycho¬
loga. Wreszcie docieram tam. W pokoju prócz pani J. jest jeszcze jedna osoba.
Przedstawiamy się sobie. Wymieniamy kurtuazyjne ukłony; dowiaduję się, iż
nieznajoma zajmuje w Domu stanowisko „pracownika socjalnego". Wyczuwam
pewną sztywność sytuacji. Tak właśnie chyba to musi wyglądać. W końcu jestem
tu obcy, nie wiadomo po co przychodzący, nie wiadomo czego tak naprawdę
chcący.
Chyba wolę być na zewnątrz. Ale gdzie? Na korytarzu, w czyimś pokoju?
Jak mam rozmawiać z ludźmi, których nie znam? Jak mam się przedstawić, by
nie zrazić ich od razu do siebie? Okazja na przełamanie lodów przychodzi szyb¬
ciej, niż mógłbym się spodziewać. Któraś z opiekunek informuje panią psycho¬
log o przygotowaniach do wyjścia z kilkoma pacjentkami na spacer do ogrodu.
Chciałbym włączyć się do tych przygotowań, tylko czy mi na to pozwolą? „Tak".
A więc idziemy wraz z opiekunką do któregoś z pokojów. Kilka pań stoi w gru¬
pie na korytarzu i z wyraźnym zniecierpliwieniem czeka na pozostałe. Nie mogą
wyjść same. Powody są różne: część z nich zwyczajnie nie jest w stanie poruszać
się o własnych siłach, inne to pacjentki pozostające pod „specjalnym nadzorem".
Ponoć trzeba bezustannie trzymać nad nimi pieczę, aby nie zrobiły krzywdy ani
sobie, ani innym.
Trwa ubieranie kobiet w bluzki, swetry, buty. Wszystko to mocno przecho¬
dzone, wzory pamiętające lata osiemdziesiąte, może wcześniejsze.
- Czy pomoże mi pan założyć ten sweter i buty? Ta prawa ręka ciągle niedo­
maga - słyszę dobiegający z boku głos. Ktoś wyrywa mnie z rozmyślań prośbą
o pomoc, tyle tylko, że ja takich rzeczy nigdy wcześniej nie robiłem. Moją chorą
babcią opiekowała się mama.
- Niżej, niżej, o właśnie tak, już weszła. Teraz tego klapka na lewą nogę. Bar¬
dzo panu dziękuję. Jak pan ma na imię? - wszystko toczy się tak szybko, że nie
mam czasu wpaść w panikę, stchórzyć i uciec.
- Marcin.
- Marcin. Pięknie. Tak jak mój wnuczek. Idzie pan z nami do ogrodu?

�Marcin Andrzej Kafar

130

- Tak.
- No to chodźmy, póki słoneczko wysoko, troszkę się poopalamy, pospace¬
rujemy.

II
Trzeba odsłonić całe własne człowieczeństwo, by znaleźć drogę do człowieczeń¬
stwa innych, by móc stanąć wśród tłumu jak równy z równymi. Gdy wieś
obdarzy kogoś zaufaniem, powierzy mu wszelkie swoje sprawy na ślepo i bez
zastrzeżeń. Nie wątpi wtedy ani na chwilę, że wszystkie sprawy zostaną roztrzygnięte pomyślnie i sprawiedliwie, że możliwości tego kogoś, kto stał się
we wsi autorytetem, są nieograniczone. Po prostu wszystko może! Byle tylko
chciał, każdą sprawę zdolen jest wedle swej woli przeprowadzić.
Gdy więc badacza terenowego wieś obdarza zaufaniem, zawraca się doń
ze wszystkimi swymi bolączkami, wierząc w jego uczynną życzliwość i —
wszechmocność. Bo... „niech tylko pani zechce, niech tylko pani powie jedne sło­
wo", a już, jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej, wszystko pójdzie gładko
(Zawistowicz-Adamska, 1948, s. 132).

Jest późnojesienne przedpołudnie. Domowy korytarz wypełniają opiekunki,
pielęgniarki, salowe i domownicy. Gwar i melanż osób i dziejących się naraz
wielu rzeczy.
- Panie Marcinie, panie Marcinie, tutaj, tutaj jestem, niech pan zaczeka, mu¬
szę panu coś powiedzieć, muszę pana prosić o pomoc.
Pani Irenka podchodzi do mnie i chwyta mnie kurczowo za rękę.
- Niech mi pan pomoże, proszę pana.
- Pani Irenko, najpierw niech pani powie, co się stało, z czym ma pani pro¬
blem - próbuję j ą uspokoić, ale sprawa nie wydaje się zbyt prosta.
- Tutaj pod 15. umarła jedna kobita i ja chciałam się przenieść na jej łóżko.
Upatrzyłam je sobie już parę dni temu, a teraz dali je komuś innemu.
Na wskazanym łóżku siedzi starsza siwowłosa pani i na moje pytanie, czy nie
dałoby się coś zrobić, i czy pani Irenka mogłaby je zająć, odpowiada, że miejsce
dostała z przydziału, że zarządziła to oddziałowa i że ona (starsza siwowłosa
pani) nie ma zamiaru nigdzie się już przenosić.
Pani Irenka stoi za moimi plecami i uważnie przysłuchuje się całej rozmowie.
I co ja mam począć? Chciałbym jej pomóc, ale na razie nie mam żadnego pomy¬
słu, jak to zrobić. Tym gorzej dla mnie, bo sprawa zatacza coraz szersze kręgi,
już włącza się do niej ktoś z personelu. Postawna kobieta w okularach z grubymi
rogowymi oprawkami doniosłym głosem krzyczy przez pół korytarza: - Niech
pani nic nie miesza, trzeba było powiedzieć wcześniej, że chce pani tutaj się prze¬
nieść. Łóżko przez dwa dni stało puste, a teraz się pani przypomniało o nim, jak
już jest zajęte przez kogoś innego?

�Projekt „etnografii doświadczenia" Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej...

131

A więc to tak. Pani Irenka prawdopodobnie - przynajmniej do pewnego stop­
nia - sama jest sobie winna.
- Czy to prawda, pani Irenko? - dopytuję. - Czy nie mówiła pani nikomu, że
chce zająć to łóżko?
- Nie, bo czekałam jak oni opróżnią szafki po tej chorej, co umarła.
- No więc teraz chyba musimy poczekać, jak zwolni się kolejne miejsce
w innym pokoju, porozmawiam o tym z panią socjalną, zgadza się pani, pani
Irenko?
- Dobrze, teraz i tak już nie ma wyjścia, chciałam mieć to łóżko, ale jak się
nie da...

III
Dnie mijały szybko, na pozór jednakie. Ale każdy dom był nowym odkryciem.
Całym przeżyciem była każda opowieść o życiu pełnym trudów, twardej walki
0 byt i równie twardej wytrzymałości. Nie trzeba było natrętnie wydobywać wia­
domości: mówili sami, gdy raz zdołali przełamać wstydliwą nieśmiałość i nie­
ufność. Z niedyskrecji, z jaką wdzierałam się w życie ludzkie, rozgrzeszał mnie
mój własny stosunek do otrzymanych zwierzeń: starałam się odczuć wszystko
1 wszystko zrozumieć. Zwyczajnie, po prostu, po ludzku. Współczucie przycho­
dziło samo. I niejednokrotnie stwierdzałam z całą wyrazistością, że dla ludzi,
przytłoczonych pracą i troską, wynurzenia takie były czymś wartościowym,
czymś pokrzepiającym, więcej jeszcze: czymś odświętnym. Ich powszedniość na¬
bierała szczególnego zabarwienia z chwilą, gdy stawała się przedmiotem zainte¬
resowania dla kogoś z zewnątrz. Tę świadomość ceniłam sobie bardzo. Nie, nie
czułam się intruzem, który przemocą wydziera zwierzenia. I to mnie uprawniało
do przyjmowania najbardziej poufnych opowiadań (Zawistowicz-Adamska, 1948,
s. 30-31).

Pani Irenka w pokoju 05 jest od dwóch tygodni. Siedzę na jej nowym łóż­
ku, tym z przydziału. Łóżko było wybrane i zaakceptowane przez panią Irenkę.
Pierwszy tydzień przebiegł dość spokojnie. Pani Irenka dzieliła pokój z dwiema
współlokatorkami. Obie były przewlekle chore, jedna zmarła po paru dniach od
wprowadzenia się pani Irenki, na jej miejsce pojawiła się zaś inna kobieta, świe¬
żo przybyła do Domu. Dzień czy dwa dni później zaczął się koszmar.
- Panie Marcinie, ja od kilku dni prawie w ogóle nie śpię. Ta chora w nocy
wstaje i rzuca się na tę drugą. Kiedy j ą obudzi, to do rana nie można zmrużyć oka,
jęczenie i gdakanie, śpiewy i chodzenie z pokoju na korytarz i z powrotem. I tak
cały czas. Szafki też musiałam poprzewiązywać sznurkami, niech pan podejdzie,
pokażę panu.
Wstaję i przyglądam się z zainteresowaniem, ale i lekkim przerażeniem wy¬
myślnym supłom z bandaży zaplątanych na metalowych klamkach.

�Marcin Andrzej Kafar

132

- Po co pani to wiązała, pani Irenko?
- Zabronili mi używać takiej małej kłódeczki, na którą zamykałam swoje rze¬
czy. Do szafki ma teraz dostęp każdy, a ja się na to nie zgadzam, ja chcę mieć j ą
tylko dla siebie...

Zakończenie
„«Prywatność» w nauce, jeżeli narzucone są jej pewne reguły, nie powin¬
na osłabić naukowej ( . ) wizji opisywanej rzeczywistości. Pamiętnik i każda
inna forma autobiograficzna staje się ratunkiem przed anonimowością, jest także
sposobem przywrócenia indywidualnej odpowiedzialności za własny życiorys"
— pisała przed laty Ewa Nowina-Sroczyńska w komentarzu do Społeczności
wiejskiej (Nowina-Sroczyńska, 1988, s. 33). Dziś słowa te nie tracą nic na aktu¬
alności, byle byśmy tylko pamiętali, iż w praktyce pisarskiej i poprzedzającej j ą
życiowej praxis postępować należy z rozwagą, w sposób głęboko przemyślany.
Nawet najbardziej szczytne cele naukowe legną bowiem w gruzach, rozsypią się
jak domek z kart, jeśli nie będziemy potrafili rozpoznać granicy, poza którą nasze
dobre chęci stają się zwykłym wścibstwem, a „osobiste" mówienie całkowicie
przesłania obraz świata kreślony przez współpracujące z antropologiem osoby.
Nade wszystko jednak tym, co najważniejsze — z całą mocą postulowała Profe¬
sor Zawistowicz-Adamska — jest branie odpowiedzialności za siebie i za innych,
tak długo, jak pozostajemy w horyzoncie naszych wspólnych działań, i tak długo
jak jest w nas obopólna wola, by w nim trwać.
Zaproponowane przeze mnie odczytanie Społeczności wiejskiej jako „opowie¬
ści konfesyjnej" nie jest, co pokazują choćby wcześniejsze próby Katarzyny Ka¬
niowskiej i Ewy Nowiny-Sroczyńskiej, ani jedynym słusznym, ani tym bardziej
ostatecznym sposobem wydobywania z tej książki zawartych w niej znaczeń.
Mam wszelako nadzieję, że zachęci ono przynajmniej niektórych z nas do dal¬
szego namysłu nad wizją antropologicznego bycia-w-świecie podług Kazimiery
Zawistowicz-Adamskiej.
Słowa kluczowe: autobiografia, chronotop spotkania, hospicjum, dom pomocy społecznej,
doświadczenie, opowieść konfesyjna, skotoma

BIBLIOGRAFIA
Bachtin M .
1982

Problemy literatury i estetyki, przeł. W. Grajewski, Państwowy Instytut
Wydawniczy, Warszawa.

�Projekt „etnografii doświadczenia" Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej...
Clifford J.
2004

133

Praktyki przestrzenne: badania terenowe, podróże i praktyki dyscyplinujące
w antropologii, przeł. S. Sikora, w: Badanie kultury. Elementy teorii antro­
pologicznej. Kontynuacje, red. M . Kempny, E. Nowicka, Wydawnictwo
Naukowe PWN, Warszawa, s. 139-179.
Crapanzano V
1992
Hermes'Dilemma and Hamlet 's Desire. On the Epistemology of Interpreta­
tion, Harvard University Press, Cambridge M A , London.
Denzin N.
1988
Interpretive Interactionism, Sage, Newbury Park, London.
Dzięcielski R.
2001
Ludowe obrazy miasta. Inspiracje bystroniowskie, Polskie Towarzystwo
Ludoznawcze, Łódź.
Frank A.W.
1997
The Wounded Storyteller. Body, Illness, and Ethics, University of Chicago
Press, Chicago, London.
Geertz C.
2000
Dzieło i życie. Antropolog jako autor, przeł. E. Dżurak, S. Sikora, wyd. KR,
Warszawa.
2003
Zastane światło. Antropologiczne refleksje na tematy filozoficzne, przeł.
Z. Pucek, Universitas, Kraków.
Hammersley M .
1998
Reading Ethnographic Research. A Critical Guide, Longman, New York.
Hastrup K.
1990
The Ethnographic Present: A Reinvention, „Cultural Anthropology" vol. 5,
no. 1, s. 45-61.
1995
A Passage to Anthropology. Between Experience and Theory, Routledge,
London, New York.
Kafar M.A.
2004
Od spotkania do wspólnoty. Autobiograficzny raport z terenu, w: Codzien­
ne i niecodzienne. O wspólnotowości w realiach dzisiejszej Łodzi, red.
G.E. Karpińska, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Łódź, s. 79-101.
Kaniowska K.
1988
Rozważania o metodzie Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej, „Prace i Ma­
teriały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi", Seria Etno­
graficzna nr 28, s. 156-165.
1999
Opis — klucz do rozumienia kultury, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze,
Łódź.
Kuhn T.S.
2001
Struktura rewolucji naukowych, przeł. H. Ostromęcka, posł. przeł. J. Nowotniak, Fundacja Aletheia, Warszawa.
Kuligowski W.
2003
Kanon antropologii: heroiczny i heretycki, w: Nie-złota legenda.
Kanoniczność i apokryficzność w kulturze, red. J. Eichstaedt, K. Piątkowski,
Towarzystwo Przyjaciół Wnętrz Dworskich w Ożarowie, Ożarów,
s. 217-231.

�134

Marcin Andrzej Kafar

Lienhardt G.
1961
Divinity and Experience. The Religion of the Dinka, Oxford University
Press, Oxford.
van Maanen J.
1988
Tales of the Field. On Writing Ethnography, University of Chicago Press,
Chicago, London.
Nash D., Wintrob R.
1972
The Emergence of Self-Consciousness in Ethnography, „Current Anthro­
pology" vol. 13, no. 5, s. 527-542.
Nowina-Sroczyńska E.
1988
Podróże do Zaborowa, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego
i Etnograficznego w Łodzi", Seria Etnograficzna nr 28, s. 29-37.
Okely J.
1992
Anthropology and Autobiography. Participatory Experience and Embo­
died Knowledge, w: Anthropology and Autobiography, eds. J. Okely,
H. Callaway, Routledge, London and New York, s. 1-29.
2005
Wizualizm i krajobraz: patrzeć i widzieć w Normandii, „Konteksty. Polska
Sztuka Ludowa" nr 4, s. 11-23.
Piotrowski M .
1988
Metoda badań terenowych Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej jako inspiracja
dla współczesnego badacza, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego
i Etnograficznego w Łodzi", Seria Etnograficzna nr 28, s. 167-173.
Radin P.
1990
The Winnebago Tribe, University of Nebraska Press, Lincoln (wyd. 1,
1923).
Reinfuss R.
1990
Śladami Łemków, Wydawnictwo PTTK „Kraj", Warszawa.
Robotycki C.
1995
O banalizacji tekstów w etnologii, w: Etnologia polska między ludoznawstwem
a antropologią, red. A. Posern-Zieliński, „DRAWA", Poznań, s. 83-89.
Sacks O.
1996a
Stanąć na nogi, przeł. E. Mikina, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań.
1996b
Mroczek: zapominanie i pomijanie w nauce, w: Ukryte teorie nauki,
red. O. Sacks, J. Miller, S.J. Gould, D.J. Kevles, R.C. Lewontin, przeł.
A. Pawelec, Wydawnictwo ZNAK, Kraków, s. 93-123.
Turner V.W.
1978
Dramas, Field, and Metaphors. Symbolic Action in Human Society, Cor­
nell University Press, Ithaca, London.
1985
On the Edge of the Bush. Anthropology as Experience, ed. E.L.B. Turner,
University of Arizona Press, Tuscon.
1995
The Ritual Process. Structure and Anti-Structure, Aldine de Gruyter, New
York.
Wejland A.P.
2001
O Łodzi „po bystroniowsku", wstęp w: Dzięcielski R., Ludowe obrazy mia­
sta. Inspiracje bystroniowskie, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Łódź,
s. 7-14.

�Projekt „etnografii doświadczenia" Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej...

135

Zawistowicz-Adamska K.
1948
Społeczność wiejska. Doświadczenia i rozważania z badań terenowych
w Zaborowie, Polski Instytut Służby Społecznej, Łódź.

Marcin Andrzej Kafar

K A Z I M I E R A Z A W I S T O W I C Z - A D A M S K A ' S „ E T H N O G R A P H Y OF
EXPERIENCE" PROJECT A N D ITS M O D E R N APPLICATIONS
(Summary)
The article is an attempt at re-reading Kazimiera Zawistowicz-Adamska's book entit­
led Społeczność wiejska [Rural community].
The first part of the article is a critical review of the main positions adopted for a detai­
led exegesis of the book. Zawistowicz-Adamska's book is perceived as 1) a vademecum
of the researcher's field attitudes, 2) document-novel, 3) an autobiographic paraliterary
text. The discussion of the book is carried out within the framework of metadiscourse of
the history of scientific thought. A metaphor of Oliver Sacks' scotoma serves as the point
of departure. In the second part the author makes references to modern methodological
discussion on the role of an experienced field researcher and the linguistic forms used to
record it. Against this background the author studies the structure of Społeczność wiejska
as a „confessional story" and analyses the importance of the chronotopos of meeting. The
third part focuses on the identification of common features between Kazimiera Zawisto­
wicz-Adamska's project and the author's project, who conducts his research among the
community of the hospice and those living in the Aid Centre for Chronically Ill.
Key words: autobiography, chronotopos of meeting, hospice, aid centre, experience, con¬
fessional story, scotoma

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6042" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6022">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/501ea196ae73bc842b5f19cd79cce1fd.pdf</src>
        <authentication>456347174575321f31a40bf888bdc3e9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72084">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5179</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72085">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72086">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4804</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72087">
                <text>Konsumenckie potyczki o "laur semiotyczny" / LUD 2007 t.91</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72088">
                <text>LUD 2007 t.91, s.77-94</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72089">
                <text>Jessa, Joanna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72090">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72091">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72092">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72093">
                <text>Lud, t. 91, 2007

JOANNA JESSA
Instytut Kultury i Komunikowania
Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej
Warszawa

KONSUMENCKIE POTYCZKI O „LAUR SEMIOTYCZNY"

Uczestnikom kultury popularnej i konsumentom często zarzuca się, że są
jednostkami manipulowanymi, poddającymi się reklamie i wpływom wielkich
koncernów. Obraz taki jest bardzo mocno utrwalony; powstał na samym począt­
ku badań nad kulturą popularną, które zainicjowane zostały jeszcze w pierwszej
połowie X X wieku. Po latach równie krytyczne opinie dalej dominowały nad
tymi, które dostrzegały potencjał semiotyczny członków popkultury. Obecnie
także zauważyć można dwa takie nurty refleksji i to pomimo tego, że pojawienie
się zaawansowanej, interaktywnej technologii zdecydowanie zmieniło oblicze
kultury popularnej.
W artykule tym chciałabym przedstawić niektóre z założeń badaczy, którzy,
jak sądzę, bardzo mocno wpłynęli na to, że na uczestników kultury popularnej
zaczęto patrzeć bardziej przychylnie, nie tylko jako na osoby sterowane przez
zjednoczone siły korporacyjno-medialne, ale także jako na jednostki, które mają
możliwość kreowania własnych znaczeń i obrony przez treściami im narzucany­
mi. Badacze, na których chciałabym zwrócić uwagę, to przede wszystkim John
Fiske i Michel de Certeau.

Populizm kulturowy
Fiske jest kontynuatorem tradycji badań zapoczątkowanych w Centrum
Współczesnych Studiów Kulturowych w Birmingham. Humaniści wywodzący
się z tego ośrodka analizowali przede wszystkim te obszary kultury popularnej,
które według nich można interpretować jako sfery oporu przeciwko dominującej
ideologii. Nie zaskakuje więc, że większość wczesnych analiz dotyczyła brytyj¬
skich subkultur powstałych wśród młodzieży wywodzącej się z klasy robotniczej
(Hebdige, 1979; Hall, Jefferson, eds., 1991).
Fiske urósł do miana jednego z czołowych przedstawicieli „populizmu kul­
turowego" (cultural populism), czyli nurtu rehabilitującego kulturę popularną.
Przedstawiając jego założenia, nie zamierzam spierać się o to, czy są one bardziej

�Joanna Jessa

78

słuszne niż te o charakterze elitarystycznym. Moim celem jest tylko wskazanie
pewnych interesujących tropów interpretacyjnych, które nadal są mało rozpo­
wszechnione w polskiej humanistyce. Perspektywa Fiskego była oczywiście bar­
dzo krytykowana. McGuigan stwierdził, że prezentowany przez niego „kultural­
ny populizm jest intelektualnym założeniem przyjętym przez niektórych badaczy
kultury popularnej, głoszących, że symboliczne doświadczenia i praktyki zwy¬
kłych ludzi mają większe znaczenie analityczne i polityczne niż tzw. kultura wy¬
soka" (za: Strinati, 1998, s. 202) . Uważał, że taka optyka powoduje, iż zawęża
się pole interpretacji oraz bezkrytycznie akceptuje poczynania członków kultury
popularnej, którzy traktowani są jako „autorzy" tej kultury, a jej kształt wynika
z ich zainteresowań, potrzeb, doświadczeń i wartości.
1

Tak rozumiane podejście populistyczne mogło powodować, że kultura popu­
larna była akceptowana bezkrytycznie. Jednak należy też docenić to, iż wpłynęło
ono także na postrzeganie jej jako pewnego rodzaju (i do pewnego stopnia) „gło¬
su ludu". Z pewnością ta perspektywa była bardzo potrzebna dla zrównoważenia
zdecydowanie negatywnych głosów, które dominowały w refleksji nad kulturą
popularną. Rzekłabym, iż populizm kulturowy zawiera w sobie coś z podejścia
antropologicznego, które jest nieoceniające i nieufne wobec wyroków ferowa­
nych przez tak zwaną kulturę wyższą, elitarną. Docenia ono i te wytwory kulturo¬
we, które powstają na najniższym poziomie codziennych interakcji międzyludz¬
kich, oraz dostrzega w nich próbę autonomicznego wyrażenia się uczestników
tych interakcji. Oczywiście, trudno bezkrytycznie podtrzymywać tezę, iż kultura
popularna, rozumiana jako wyraz zainteresowań i działań ludzi, nie podlega żad¬
nym wpływom. Są one znaczące, chociażby z tego względu, że każdy człowiek
— i ten częściej korzystający z zasobów symbolicznych kultury popularnej, i ten
częściej odwołujący się do kultury nazywanej czasami elitarną — ulega wpły¬
wom dyskursu, którego na co dzień się nie rozpoznaje, a któremu kształt nadają
między innymi siły medialno-korporacyjne. Zatem prawda o kulturze popularnej
mieści się pośrodku, a każda skrajna optyka jest błędna, choć żadnej zupełnie
odrzucić nie należy. Takimi skrajnościami są zarówno elitaryzm — który pro¬
muje przeświadczenie, że publiczność to naiwniacy, którzy biernie poddają się
wpływom ideologicznej kontroli i manipulacji, jak i populizm — według którego
publiczność jest świadoma i potrafi korzystać z zasobów kultury popularnej dla
własnych celów, treści tam zastane aktywnie przeinterpretowywać stosownie do
potrzeb i w ten sposób stawiać opór o charakterze ideologicznym.
Pamiętając o powyższych uwagach, można jednak przyznać, iż refleksja mię¬
dzy innymi Johna Fiskego przyczyniła się do rozpowszechnienia takiego podej¬
ścia do kultury popularnej, które podkreśla, że nie jest ona zupełnie bezkrytycz¬
nie (jak chcieliby elitaryści) i „ufnie" przyjmowana przez ludzi, ani też nie jest
1

Wojciech J. Burszta — autor tłumaczenia książki Strinatiego, z której pochodzi cytat — używa
określenia „populizm kulturalny". Dla potrzeb tego tekstu przyjmuję lepiej, moim zdaniem, brzmiące
sformułowanie „populizm kulturowy".

�Konsumenckie potyczki o „laur semiotyczny"

79

narzucana umysłom ludzkim przez siły ideologiczne. Fiske w swoich pracach
(1987, 1991, 1995) podkreśla możliwości konsumenta, jego umiejętność uni­
kania i zmieniania znaczeń dominujących, przeciwstawiania się takim treściom
oraz negocjowania sensów kulturowych. Każdy produkt popkulturowy może być
interpretowany na wiele różnych sposobów, jest on bowiem polisemiczny (w jed¬
nym tekście kultury może zawierać się wiele znaczeń, dostrzeganych i interpreto¬
wanych przez odbiorcę). Ponadto treści te często mają charakter intertekstualny,
a zatem wiążą kulturę wysoką i niską oraz tworzą sieć powiązań pomiędzy różny­
mi mediami i różnymi produktami kulturowymi. Dla Fiskego kultura popularna
jest warta doceniania, choćby ze względu na fakt, że jest ona powszechna i jako
taka odpowiada gustom ogromnej rzeszy ludzi, a tego, zdaniem autora, lekcewa¬
żyć nie można. Fiske odrzuca tym samym tezę Pierre'a Bourdieu o tym, iż kapitał
ekonomiczny dominuje nad kulturowym; uważa on, że konsumenci mają władzę
semiotyczną (choć nie zawsze wykorzystywaną) nad tekstami kulturowymi, są
autorami nowych sensów (Fiske, 1987, s. 126; Goban-Klas, 2001, s.139).
Tomasz Goban-Klas, który pokrótce referuje tezy Johna Fiske, nawiązując do
owej władzy semiotycznej odbiorców kultury, podsumowuje je uwagami:
Mimo takiej obrony kultury medialnej wiele dawnych zarzutów (...) pozostaje
w mocy. Treści kultury popularnej są przecież często puste, dziecinne, ideologicz­
nie obciążone. Są tworzone przez wielkie korporacje dla zysku, a nie dla rozwija¬
nia życia duchowego ludzi, których traktuje się jako rynek konsumentów i odpo¬
wiednio się nimi manipuluje (2001, s.139).

Na przykładzie tej wypowiedzi widać, jaką pułapką jest utożsamienie treści
z odbiorem, tak jakby treść, która jest dziełem producenta, była skrojona idealnie
na miarę odbiorcy i nie było potrzeby podkreślania różnicy. Oczywiście, taki jest
zamiar „ideologów", pragnących przekonać odbiorców do swoich produktów,
jednak to władza semiotyczna ludzi nad tekstami do nich kierowanymi umożliwia
odrzucenie lub negocjowanie dominujących znaczeń. Należy wyraźnie rozróż¬
niać konsumpcjonizm, a zatem treści kreowane przez wielkie korporacje, którym
zależy na czerpaniu jak największych zysków jak najmniejszym nakładem kosz¬
tów i sił, i kulturę konsumpcyjną, która wymyka się jednoznacznym, kreowanym
przez te firmy treściom. Daleka jestem od idealizowania tych możliwości; nie
uważam, aby istniało całkowite prawdopodobieństwo odrzucenia czy absolutne¬
go przedefiniowania tych treści, jednak dostrzegam szeroki obszar pośredni, na
którym te dwie siły się ścierają z różnym dla obu stron powodzeniem.

Taktyki versus strategie
Dla potrzeb swojej koncepcji Fiske rozróżnił ekonomię finansową, związa¬
ną z wartością wymienną, i ekonomię kulturową, dotyczącą treści, upodobań,

�Joanna Jessa

80

zbiorowych tożsamości. Przedmioty i treści kultury konsumpcyjnej poddawane
są siłom pochodzącym od obu ekonomii, które wszak są ze sobą ściśle powią­
zane. Jednak treści w ramach ekonomii kulturowej nie cyrkulują w taki sposób,
jak w ekonomii finansowej, gdzie przechodzą prosty cykl od produkcji do kon­
sumpcji i na niej kończą swoje istnienie. W ekonomii kulturowej treści mogą
przechodzić nieskończoną ilość transformacji; mogą swobodnie cyrkulować bez
jasnego wydzielenia etapu produkcji i konsumpcji. Istotne jest także to, że treści
te powstają w trakcie codziennych interakcji (dlatego też są tak bardzo ulotne)
i nie są wpisane w przedmiot, jak ma to miejsce w przypadku treści związanych
z produkcją (Fiske, 1987, s. 311-316; 1991, s. 26-32) . Posiadając siłę tworzenia
znaczeń kulturowych, konsumenci wpływają na ekonomię finansową, ponieważ
„głosują nogami", to znaczy wybierają lub odrzucają pewne treści. Producentom
trudno przewidzieć, co znajdzie tak oczekiwane uznanie konsumentów. Kapryśność konsumentów w tym względzie pokazują dość zaskakujące dane przywo¬
łane przez Fiskego, który podaje, że w Stanach Zjednoczonych aż 90%, a w Au­
stralii 80% nowych produktów nie udaje się utrzymać na rynku (Fiske, 1995,
s. 13-14).
2

Sprzeciw konsumencki może mieć nawet charakter społeczno-ekonomiczny.
Wówczas konsumenci odwołują się do idei solidarności społecznej i wywierają
na rynek nacisk o charakterze ekonomicznym. Z tego typu przykładami mamy do
czynienia w przypadku ruchu wywołanego przez słynny proces o McZniesławienie (w którym koncern McDonald's oskarżony był o nieetyczne postępowanie
wobec klientów, pracowników, przyrody, a także zwierząt przeznaczonych do
uboju), akcji bojkotowania produktów koncernu Nike (wobec praktyk wykorzy¬
stywania pracowników w krajach azjatyckich) albo faworyzowania tych produ¬
centów, którzy zwracają baczniejszą uwagę na ekologię (na tym czynniku swoją
popularność zbudowała brytyjska firma kosmetyczna Body Shop, która reklamu¬
je się, że nie prowadzi testów kosmetycznych na zwierzętach, wspiera małych
przedsiębiorców z różnych stron świata, którzy wytwarzają swoje towary według
tradycyjnych technologii, broni praw człowieka, dba o równowagę przyrody oraz
wpływa na harmonię psychofizyczną jednostki). W tym artykule chciałam się
jednak skoncentrować tylko na semiotycznym sprzeciwie konsumenckim, o któ¬
rym też pisał Fiske — tego typu sprzeciw jest częściej praktykowany w codzien­
nym życiu; jest „prostszy" (bardziej spontaniczny) i nie wymaga od konsumenta
świadomego zaangażowania o charakterze ideologicznym.

2

Producent stara się nadać produktom określone znaczenia, np. o charakterze prestiżowym, mło­
dzieżowym, seksualnym etc. Najprostszym sposobem „wpisania" tych znaczeń w przedmiot są slogany
reklamowe, np. „Coca-cola to jest to", „Podaruj sobie odrobinę luksusu", „Jak pięknie być sobą". Kon¬
sumenci decydujący się na taki produkt mogą, ale nie muszą „wierzyć" w tę treść i posługiwać się nią
jako semiotyczną charakterystyką produktu. Mogą nadawać mu nowe, subiektywne znaczenia, które
nie będą zgodne z oczekiwaniami producenta. Co więcej, znaczenia te mogą powstawać w dowolnym
momencie, nawet po zakończeniu się cyklu w ramach ekonomii finansowej, tj. po konsumpcji.

�Konsumenckie potyczki o „laur semiotyczny"

81

Według Fiskego ekonomia kulturowa przeciwdziała unifikującym siłom eko­
nomii finansowej przede wszystkim w ten sposób, że występuje przeciwko niej
z szeregiem taktyk, które autor zwie taktykami potocznymi (popular tactics ). To
one wywierają na ekonomię finansową nieustanny nacisk i powodują, że jej siły
muszą stale być na baczności i kreować nowe produkty oraz starać się do nich
przekonywać konsumentów — a to wszystko dlatego, że produkty starsze są już
zdezaktualizowane, konsumenci są do nich zniechęceni, gotowi są je odrzucić
albo nauczyli się je omijać, a ich znaczenia negocjować. Starcia tych dwóch eko¬
nomii oczywiście nie należy idealizować, jest to bowiem stracie słabego z silnym.
Właśnie dlatego członkowie kultury konsumpcyjnej uciekają się do „semiotycznej partyzantki", czyli do wspomnianych taktyk (Fiske 1991, s. 32).
3

Podział na strategie, będące udziałem silniejszego, i taktyki, stosowane przez
stronę słabszą, zaczerpnął Fiske od Michela de Certeau (1984). Zgodnie ze sło¬
wami tego francuskiego badacza, strategie to narzędzia wykorzystywane przez tę
sferę, którą nazwałam konsumpcjonizmem. Inaczej mówiąc, korzystają z nich ci,
którzy są silniejsi, których władza ma charakter scentralizowany, uporządkowany,
zorganizowany, którzy mogą swoje definicje próbować „narzucać", upowszechniać
swój dyskurs jako obowiązujący (taką władzą, o różnym charakterze, dysponują np.
korporacje, instytucje edukacyjne, naukowe, państwo). Tworzenie tego typu defini¬
cji ma charakter scentralizowany, ekspansywny, zracjonalizowany, spektakularny,
a nawet, jak mówi autor, zgiełkliwy. Strategie, mające charakter scentralizowany,
mają dla swoich przedsięwzięć wyznaczone własne miejsce (należące do danego
porządku) i z niego płyną przykazania dotyczące tego, jak ma wyglądać to, co znaj¬
duje się „na zewnątrz". Innymi słowy, strategie mają charakter panoptyczny i służą
do utrzymywania kontroli nad „zewnętrznością" przez porządkowanie, oddziały¬
wanie, włączanie w swoją strefę wpływów oraz widzenie, które pozwala z jednej
strony na przewidywanie przyszłych poczynań „przeciwnika", a z drugiej strony
na projektowanie swoich przyszłych działań. Centralizacja strategicznej wiedzy
umożliwia także przekształcenie przestrzeni nieznanej w rozpoznaną, „przeczyta¬
ną", a tak uzyskana wiedza jest warunkiem wstępnym przyszłego symbolicznego
zwycięstwa (de Certeau, 1984, s. xix, 31, 35-36) .
4

Taktyki natomiast są stosowane przez tych, którzy nie posiadają siły, a więc
wobec dominującego systemu pozostają nieuprzywilejowani. Ich próby wywie3

Tłumaczenie użytego przez Fiskego określenia popular tactics jako taktyk potocznych przyjęłam
za Storeyem (2003, s. 32).
Ten wątek przypomina rozważania Zygmunta Baumana o wysiłkach nowoczesnego państwa
w mapowaniu tych przestrzeni, nad którymi miało się zamiar przejąć kontrolę. Autor pisze: „czytelność
przestrzeni i jej przejrzystość stały się jedną z głównych stawek w walce nowoczesnego państwa o su­
werenność władzy" (Bauman, 2000, s. 39). Bauman twierdzi, iż „niewidzialni" obywatele rodzących się
państw stanowili zagrożenie swoją nieprzewidywalnością, mówiąc inaczej — byli nieczytelni dla syste­
mu. W innym miejscu pisze, a można uważać to za pewnego rodzaju wskazówkę w rozważaniach nad
kulturą konsumpcyjną i konsumpcjonizmem, że „największą władzę mają te jednostki, które potrafią
stać się źródłem niepewności dla innych jednostek. Manipulowanie niepewnością stanowi kwintesencję
zmagań o władzę i ich główną stawkę" (Bauman, 2000, s. 42).
4

�82

Joanna Jessa

rania wpływu na otaczającą rzeczywistość mają charakter rozproszony. Nie sta­
nowią rzeczywistej opozycji wobec systemu, ponieważ nie są zorganizowaną siłą
posiadającą ośrodek swego działania. Z tego też powodu nie mogą stworzyć dla
systemu przeciwwagi, która mogłaby stanowić dla niego wyraźne, dostrzegalne
zagrożenie. De Certeau pisze, iż stosujący takie taktyki pozostają w rozprosze¬
niu, a działania ich są fragmentaryczne i dlatego nie jest w ich mocy, a nawet
nie jest ich zamiarem przejęcie przestrzeni silnego. Słabi nie tworzą jakiegoś
wrogiego obozu, z którym można by się rozprawić. Z tego też powodu słabych
nie można trzymać na dystans — są bowiem cały czas wewnątrz systemu, który
chce ich podporządkować. Ich sytuacja jest ambiwalentna, ponieważ z jednej stro­
ny poruszają się w strefie należącej do silnego, a więc w jego polu widzialności, ale
też udaje im się umknąć panoptycznej sile „wszechobecnego" oka, którego słaboś¬
cią jest właśnie owa widzialność (można j ą przezwyciężyć za pomocą sprytnych
taktyk) (de Certeau, 1984, s. xix, 36-37). Tym konsumentom, którzy są zarazem
aktywnymi twórcami kultury konsumpcyjnej, udaje się uciec z pola widoczności,
wcale go nie opuszczając.
Taktycy nie mają możliwości opracowania generalnej strategii i dostrzeżenia prze­
ciwnika w całości, z jakiegoś miejsca (...). Działania ich są pojedyncze; jak uderze­
nie po uderzeniu. Korzystają z „okazji", i od nich są zależne, nie mają przecież bazy,
gdzie można by złożyć łupy, okopać się na pozycji i planować dalsze ofensywy.
Cokolwiek wygrają, nie mogą tego utrzymać. Daje to taktykom z pewnością mobil­
ność, lecz jest to mobilność, która musi korzystać z szansy w tej samej chwili, kiedy
jest ona oferowana, musi oceniać możliwości w mgnieniu oka, wówczas, kiedy te się
pojawiają (de Certeau, 1984, s. 37).

De Certeau mówi, że taktyki to inny sposób produkcji znaczeń, które w zamie¬
rzeniu producenta miałyby być odczytywane zgodnie z „instrukcją obsługi", tak
się jednak nie dzieje, ponieważ każdy akt odczytania jakiegokolwiek tekstu jest
jednocześnie aktem produkcji. Już zwyczajna lektura jest właśnie taką produkcją.
Jest to akt, który można uznawać za bierny i „voyerystyczny", jednak w istocie
następuje tu cicha produkcja znaczeń znanych tylko temu, kto czyta. De Certeau
twierdzi, że oto znaczenia czytelnika wślizgują się na miejsce znaczeń, które po¬
zostawił tam autor dla — wydawałoby się zwyczajnego — „odebrania" przez in¬
nych. Taki typ postępowania zauważalny jest w szeregu zachowań z kręgu kultury
konsumpcyjnej. Zresztą sam de Certeau o nich wspomina. Tego rodzaju „produk¬
cja znaczeń" następuje na przykład podczas wynajmowania mieszkania — nowy
lokator we wnętrzu należącym do najemcy przestawia jego meble, przemalowuje
ściany, zawiesza i rozstawia dekoracyjne drobiazgi, a zatem produkuje własne tre¬
ści, częściowo ze swoich, a częściowo z obcych elementów. Przeprowadza proces
produkcji znaczeń, czyli, w tym wypadku, proces zamieszkiwania. Podobnie rzecz
się ma w przypadku gotowania. Idąc do sklepu, zaopatrujemy się w szereg pro¬
duktów, które dostępne są także innym ludziom. Teoretycznie więc tego samego
dnia z danej placówki handlowej wychodzi wielu ludzi, którzy w siatkach wyno-

�Konsumenckie potyczki o „laur semiotyczny"

83

szą podobne produkty żywnościowe. Jednak to, co z tych produktów przyrządzają
w domach, różni się od siebie zdecydowanie — następuje zatem i w takim przypad¬
ku aktywny i wyjątkowy dla danego podmiotu, proces produkcji znaczeń z treści
ogólnie dostępnych, będących częścią systemu. Można by poczynić zastrzeżenie,
że zawsze w danym regionie czy kraju istnieją jakieś wzory żywieniowe, powta¬
rzający się zestaw podobnych dań, typowych dla danego obszaru. Istnieją jednak
drobne elementy, znane tylko autorom przepisów i osobom gotującym, które różni¬
cują pozornie takie same dania. Nie bez powodu w domowych kajetach z kulinar¬
nymi zapiskami istnieją osobne, wyróżniające nazwy dla — wydawałoby się — ty­
powych potraw (dajmy na to „sernik a la Irenka"). Można te praktyki przyrównać
do aktu mowy, który po pierwsze — jest użyciem języka jako pewnego systemu,
ale po drugie — jest także dokonaną na nim operacją. Analogicznie, wykorzystanie
elementów konsumpcjonizmu, indywidualne ich skonfigurowanie, oraz, co może
nawet ważniejsze, nadanie im subiektywnej wartości symbolicznej, jest twórczą
operacją wykonaną na tym systemie, która mimo że całkowicie od niego nie odbie¬
ga, nie jest z nim tożsamą (de Certeau, 1984, s. xxi, 33).
Wszelkie zwycięstwa odnoszone przez słabszego, posługującego się taktyka­
mi, mają charakter krótkotrwały, ulotny. Zorganizowane siły przeciwnika potrafią
szybko swoim stratom zaradzić, a nawet wykorzystać dla własnych celów wytwory
„taktyczne" (na tej zasadzie doskonałym produktem stały się style pierwotnie zro¬
dzone w sferach nieuprzywilejowanych, np. styl punkowy albo hippie). Zdobyte¬
go pola nie można utrzymać, gdyż wszelkie straty zostają skwapliwie nadrobione.
Czas w tej „wojnie symbolicznej" jest ważnym czynnikiem, ponieważ wszystko
— patrząc głównie z perspektywy słabszego — dzieje się tu błyskawicznie i nic
nie jest stabilne. Skuteczność taktyk zależy od szybkości decyzji, które muszą być
podejmowane w mgnieniu oka, bowiem dla osiągnięcia krótkotrwałych sukcesów
wykorzystywane są nagłe „sploty okoliczności", niespodziewane wcześniej „moż¬
liwości". Charakter tego, co powstaje na skutek takiej decyzji jest — jak twierdzi
de Certeau — heterogeniczny, ponieważ słabi dzięki taktykom potrafią sprytnie
wiązać ze sobą rzeczy dotąd sobie obce. Tworzą nową jakość z dotychczas odle¬
głych sobie elementów, kreują nieznane wcześniej formy. Taktyki wykorzystywane
w tym celu raczej nie stają się jakąś nową, stałą formą szerokiego dyskursu, lecz
są jednokrotne i powstają na mocy jednorazowej decyzji (tamże, s. xix). Na przy¬
kład taką taktyką była chwilowa moda wśród młodych ludzi na — jak mawiano
— „oldschoolowe" (czyli starego typu) rzeczy, pochodzące ze sklepów z odzieżą
używaną lub zapomnianych pawlaczy. Wiele z nich miało logo firmy Adidas, ale
takie, którego koncern wówczas już nie stosował. Adidas wykorzystał tę, godzącą
w interesy firmy fanaberię swoich klientów i wypuścił na rynek linię produktów
nawiązujących do dawnej stylistyki . De Certeau uważa, iż u podłoża tego rodzaju
5

5

Adidas do niedawna stosował tylko zmodernizowane logo przedstawiające trzy paski jeden nad dru­
gim: szerszy u podstawy, najwęższy najwyżej. Koncern powrócił jednak do swojego starego logo, opatru­
jąc nim kolekcję nawiązującą stylistyką do odzieży sprzed lat. To logo przypomina trójdzielny listek.

�Joanna Jessa

84

działań taktycznych stoi typ mądrości metis, a zatem takiej, która opiera się na
sprycie, przebiegłości, umiejętności wykorzystania fortelu. Konsument w tym
naciskającym na niego systemie musi „jakoś sobie radzić". Samotnie nie jest on
w stanie powstrzymać naporu sił, które na niego działają, tym niemniej wewnątrz
właśnie tego systemu „daje sobie radę", a taktyki przychodzą mu tu z pomocą (de
Certeau, 1984, s. xix) .
Metaforę semiotycznej wojny partyzanckiej zastosował w swoich książkach
także Fiske (odwołał się tym samym do tez de Certeau). Zwraca on uwagę na
umiejętność sprytnego przystosowania, którą muszą wykazać się zdominowani
wobec narzuconego im systemu. Taktyki, które stosują każdego dnia, wahają się
od spokojnej adaptacji, przez manipulację, aż po oszustwo i błazeństwo. Takie
sposoby podejścia do rzeczywistości mają uczynić j ą znośną dla tych, którzy są
w tym systemie poszkodowani albo tak się czują. Jest to tym bardziej koniecz¬
ne, że w dzisiejszym społeczeństwie, jak twierdzi Fiske, a trudno się z nim nie
zgodzić, każdy jest konsumentem, a rzeczy, które się wybiera oraz podejmowa¬
ne działania, komunikują innym, jaką jesteśmy osobą. Każdy akt konsumpcji
ma znaczenie semiotyczne, żaden nie jest neutralny znaczeniowo (Fiske, 1991,
s. 34). Większość ludzi zdaje sobie z tego sprawę, jednak nie każdy ma możliwość
kontrolować te znaczenia. Ci, którzy są w systemie konsumentami nieuprzywilejowanymi, mogą się uciekać do wybiegów, o których wspomniał Fiske. W ten sposób
dokonują tym bardziej natężonej produkcji znaczeń, bowiem akt konsumpcji jest
jednocześnie aktem produkcji o charakterze symbolicznym. Fiske zwraca uwagę
na to, że z chwilą sprzedaży wyczerpuje się rola przedmiotu w ekonomii finan¬
sowej, ale zaczyna się jego rola w ekonomii kulturowej. W tym wymiarze dany
przedmiot (działanie) może przechodzić nieskończoną ilość modyfikacji znaczeń,
w zależności od potrzeb i umiejętności interpretacyjnych podmiotów, których to
dotyczy. Dodać należy, że tego rodzaju kreatywność nie jest zarezerwowana dla
osób zamożnych; nieraz ci mniej uprzywilejowani wykazują się większą pomysło¬
wością w zabieganiu o znaczenia, które są dla nich istotne (Fiske, 1991, s. 32-36).
6

Taktyki — sztuka „bycia pomiędzy"
Fiske podkreśla, że „sztuka" kultury popularnej, to sztuka „bycia pomiędzy".
Przejawia się ona tym, iż ludzie tworzą (produkują) swoje znaczenia, posługując
się przedmiotami wytworzonymi przez innych i wykorzystując, modyfikując albo
wręcz porzucając znaczenia im wówczas nadane. W związku z tym, użycie jakie6

Umberto Eco w Semiologii życia codziennego (1999, s. 157-167) podejmuje wątek bardzo po­
dobny do de Certeau, tyle że on, przedstawiając swoją koncepcję partyzantki semiologicznej, zwraca
uwagę na to, iż jej działania są zwrócone przeciwko znaczeniom upowszechnianym przede wszystkim
przez środki masowego przekazu (de Certeau nie wskazuje tak jednoznacznie na jednego „winowajcę",
a opisuje raczej charakter takiego centrum, tym niemniej jego opis może dotyczyć także mediów).

�Konsumenckie potyczki o „laur semiotyczny"

85

gokolwiek przedmiotu jest równoznaczne z byciem pomiędzy „ich" znaczeniem
(znaczeniem nadanym przez producentów poszukujących określonego odbiorcy
— „targetu" — dla danego wytworu i w tym celu obdarzających produkt określo¬
nym, ich zdaniem optymalnym, sensem symbolicznym) a „naszym" znaczeniem
nadanym podczas aktu konsumpcji, czyli użycia danego produktu. Odwołując się
do wcześniej przywołanych przykładów de Certeau, można powiedzieć, że ana¬
logiczna sfera pośrednia rodzi się pomiędzy językiem a tym, co chcemy wyrazić,
albo pomiędzy produktami, które znajdujemy w sklepach, a naszym posiłkiem,
który z nich powstaje. Jest to „sztuka bycia pomiędzy", ponieważ użycie powo¬
duje zlanie się sfer produkcji i konsumpcji — znaczenia mieszają się ze sobą
i zwykle nie sposób ich oddzielić. Tak jest na przykład w przypadku znaczeń
wiążących się z modą, gdzie istnieją jakieś trendy wykreowane przez rynek, ale
kontekst ich odbioru jest subiektywny dla danej jednostki, która te systemowe
znaczenia indywidualnie przedefiniowuje (Fiske, 1991, s. 36-37).
Fiske, powołując się na de Certeau, piszącego o partyzanckich zachowaniach
konsumentów, pokazuje, iż niektóre z tych działań mają charakter partyzancki par
excellence. Taką „partyzancką sztukę bycia pomiędzy" uprawiają na przykład mło¬
dzi bezrobotni, obserwowani przez badacza w australijskich centrach handlowych.
Są to ludzie, którzy „konsumują miejsce i jego obrazy, ale nie same towary" (Fiske,
1991, s. 38). Wykorzystywali oni obcą i dość nieprzyjazną im przestrzeń, aby zade­
monstrować swoją opozycyjność, odmienność kulturową i specyficzną tożsamość,
która rodziła się z poczucia podporządkowania i ograniczenia przez system, a za¬
razem związana była z odczuciem wrogości wobec tych, którzy w tym systemie
byli uprzywilejowani. Tę tożsamość młodzież demonstrowała gromadząc się przy
szybach wystawowych i uniemożliwiając dostęp do nich tym, którzy mogliby sko¬
rzystać z propozycji handlowych. Klienci nie mieli dostępu do zaprezentowanych
towarów i obawiali się prowokacyjnego zachowania młodzieży. Jednak działania
członków subkultury były wymierzone przede wszystkim w pracowników ochro¬
ny, których traktowali jako przedstawicieli systemu. Miały one charakter raczej
prowokacyjny, podjudzały ochroniarzy do jakiejś reakcji. Młodzieży sprawiało
przyjemność omijanie zasad, które obowiązywały na tej przestrzeni. Na przykład,
skoro na terenie obiektu nie można było pić alkoholu, to młodzież wypełniała nim
puszki po napojach gazowanych i raczyła się nim pod czujnym okiem pracowni¬
ków ochrony. Gdy ci ostatni zorientowali się, co się dzieje i zarządzili kontrolę,
młodzież naigrywała się z nich dalej, pijąc już zwykłe napoje wówczas, kiedy pra¬
cownicy centrum handlowego urządzali swoje inspekcje. Podstępy to broń słabego,
bo pozwalają na natychmiastowe (choć zazwyczaj krótkotrwałe) zwycięstwo, które
możliwe jest wtedy, gdy strona podporządkowana w danym systemie zna charakter
strategii stosowanych przez silniejszego i wykorzystuje jego słabości dla swoich
celów (Fiske, 1991, s. 37-38).
Brytyjski badacz wyróżnia szereg taktyk z pogranicza prawa i bezprawia. Po¬
zwalają one na to, by w „partyzancki" sposób wejść w posiadanie przedmiotów,

�Joanna Jessa

86

których znaczenie (wykreowane przez system) jest obiektem pożądania. Zwykle
nie są to działania, które w znaczący sposób osłabiłyby system, ale nie można
nie zauważyć, że w pewien sposób wymierzone są przeciwko niemu. Przepro¬
wadzane są w taki sposób, aby przechytrzyć ograniczenia stawiane nieuprzywilejowanym — w ten sposób nawet tacy ułomni konsumenci wchodzą w posia¬
danie dóbr, które są waloryzowane pozytywnie. Do tej dziedziny taktyk należy
kradzież sklepowa (shoplifting) albo praktyka podmieniania metek sklepowych
z produktu tańszego na droższy. Fiske (1991, s. 38-39) zwraca uwagę na fakt,
że obok pobudek patologicznych czy też materialno-ekonomicznych tym dzia¬
łaniom towarzyszy także chęć oszukania systemu, a to związane jest z przyjem¬
nością, satysfakcją, podekscytowaniem, a także, chciałoby się dodać, poczuciem
„wyrównania rachunków", wzięcia sprawiedliwości w swoje ręce.
Te odczucia podzielane są przez polskich drobnych złodziejaszków sklepo¬
wych (jednak należy zaznaczyć, iż mieszają się one ze sposobami na łagodzenie
dysonansu poznawczego, który powstaje podczas kradzieży). Obserwacje i roz¬
mowy przeprowadzone przez dziennikarza „Gazety Wyborczej" Wojciecha Sta¬
szewskiego, który „wcielił się" w rolę złodzieja sklepowego, pokazały, że takie
poczynania bywają łatwo usprawiedliwiane, a „łupy" traktowane są jako coś,
co się z jakiegoś powodu złodziejowi należy. Spostrzeżenia dziennikarza mówią
o tym, że: kradziono rzeczy znanych marek, bo — jak się tłumaczył złodziej
— szef nie zauważał ubytku przy dużych obrotach (czyli jakby kradzieży nie
było); pewien ksiądz kradł długopisy, a potem usprawiedliwiał swój postępek
tym, że ma biedną parafię; wiele osób zjada towar będąc w sklepie, a niektórzy
twierdzą, że to, co spożyli, im się należy, bo przecież robią kosztowne zakupy
(Staszewski, 2004, s. 2-4). Do kradzieży towarów prosto z firmy można podejść
następująco: „Traktowałem to jako deputat, coś, co mi się należy" (Staszewski,
2004, s. 6). Jako uzasadnienie podobnego zachowania może służyć także poczu¬
cie pokrzywdzenia: „Pracowaliśmy [w drukarni - J.J.] w zaduchu, nie można
było okien otwierać, bo mieszkańcy skarżyli się na hałas. Wynosiłam (...) książki
bez wyrzutów sumienia" (Staszewski, 2004, s. 8). Rozmawiałam z osobą (nota
bene studentką prawa) , która twierdziła, iż w jej środowisku kradzieże sklepowe
to dość często stosowana praktyka. Towarzyszy temu miłe podekscytowanie, po¬
czucie „igrania z ogniem". Usprawiedliwia się takie postępki twierdząc, że duże
placówki handlowe i tak wpisują tego typu kradzieże we wcześniej przewidywa¬
ne straty, zatem korzysta się z czegoś, czego dany sklep już w dokumentacji się
pozbył, czyli de facto kradzież w ogóle nie ma miejsca.
Dość interesujące jest to, że przywołani przez publicystę znani historycy usi¬
łują doszukać się korzeni takiego postępowania w polskiej historii. Dodajmy
dla porządku, że shoplifting nie jest szczególnie polską przypadłością. Pomimo
tego przywołana przez Staszewskiego Elżbieta Kaczyńska twierdzi, że źródłem
7

7

Rozmowa nierejestrowana.

�Konsumenckie potyczki o „laur semiotyczny"

87

tych zachowań jest wpojone Polakom szlacheckie warcholstwo i niedostatecz¬
ne ukształtowanie etosu uczciwego, pracowitego i szanującego owoce tej pra¬
cy mieszczaństwa. Szlachta ponadto, jak sugeruje Kaczyńska, miała charakter
buntowniczy i nie respektowała władzy oraz praw, które ta jej narzucała. Z taką
tezą nie zgadza się Janusz Tazbir, który zauważa, że szlachta podważała tylko tę
władzę, której sama nie wybrała, a korzeni nieuczciwości, o której mowa, można
raczej doszukiwać się w postawie Polaków wobec zaborcy. Wszelkie nadużycia
oceniane były jako postawa patriotyczna, a kolejne formy zniewolenia naszych
rodaków — przez okupację i komunizm — znacząco wzmocniły taką postawę.
„Podkradanie" było oceniane jako, po pierwsze, osłabienie opresyjnego systemu,
a po drugie, wzmocnienie strony, którą uważało się za słabszą, poszkodowaną,
a poza tym szlachetniejszą (Staszewski, 2004, s. 2). Dodatkową ilustracją dla
tego wątku może być eufemizm, który zdobył w Polsce niezwykłą popularność
— mam tu na myśli słowo „kombinator", mające charakter ambiwalentny, bo
z jednej strony zawiera w sobie potępienie nieuczciwości, ale z drugiej strony
rodzaj pochwały dla tego, któremu udało się coś dla siebie „wyszarpnąć" od sy¬
stemu, który i tak jest silniejszy i dominujący. Pragnę zwrócić uwagę, że w opi¬
niach dwóch wyżej wymienionych historyków powtarza się pogląd, iż tego typu
nieuczciwość jest formą oporu stawianego systemowi i wynika z buntu, protestu
(przyznajmy, że o dość mało zaangażowanym i raczej egocentrycznym charak¬
terze). Mechanizm ten, zdaniem Fiskego, powtarza się współcześnie, z tym że
dziś opór stawiany jest systemowi kapitalistycznemu i wynika z postępującego
rozwarstwienia na uprzywilejowanych i upośledzonych konsumentów.
Opinię tę potwierdzają niektóre z komentarzy internetowych do przywołane¬
go tu artykułu Staszewskiego. Wpis o tytule „Naiwny redaktorzyna" (napisany
przez osobę o pseudonimie „pani Alutka", 18.10.2004), odnoszący się do posta¬
wionego przez dziennikarza pytania o to, dlaczego nikt nie reagował na popełnia¬
ne na oczach innych kupujących kradzieże, jest następujący:
Dlatego, że nikt nie będzie darmo robił dla wyjątkowych [tu wulgaryzm — J.J.]
z Geanta, Oszołoma, czy innych złodziei, którzy legalnie okradają pracowników,
dostawców, klientów czy społeczeństwo. W imię czego mam tracić mój czas?
W imię interesu wielkiej korporacji? Mam to robić na siłę? Przecież im na tym
nie zależy. To dla kogo mam to robić? Facet, kradnij sobie ile chcesz, to tylko twój
problem. Ani mnie, ani Geanta to nie interesuje.

Podobne rozgoryczenie, wynikające z opresyjnych praktyk systemu przebija
w wypowiedzi: „Złodziejstwo? JAKIE ZŁODZIEJSTWO?", „Czym «okradanie
burżuja» na papierze do ksero, okradanie pazernego hipermarketu z batoników
różni się od dowalania bogatym stawki [podatkowej — J.J.] 50%? No czym?"
(napisane przez „MDF", 18.10.2004). Zbliżony ton przebija z kolejnej opinii,
wysłanej przez „Antykwacha" (pt. „Skoro prezydent kradnie miliony, to szarak
grosze", 18.10.2004): „Wystarczy tylko poczytać o kosztach utrzymania naj-

�88

Joanna Jessa

większej organizacji złodziejskiej w Polsce — kancelarii prezydenta RP. Szkoda
się potem pastwić nad tymi nieszczęśnikami kradnącymi szczoteczki do zębów".
Tezę o wykorzystaniu słabości niesprawiedliwego i dominującego systemu po¬
twierdza także wypowiedź „Grzesia" (bez tytułu, 18.10.2004): „Sam nie jestem
święty, pracując jako student w jednym z marketów, wynosiłem drobne rzeczy,
czując się jak Robin Hood, bo tłumaczyłem sobie, że okradam bogatego. Dużo
czasu upłynęło, zanim zrozumiałem".
Tego typu praktyki są oczywiście nielegalne, ale zdaniem Fiskego, symbo¬
licznie niewiele się one różnią od szeregu innych, które nie łamią prawa. Jedną
z nich jest bezcelowe, pochłaniające wiele czasu krzątanie się, szperanie wśród
półek sklepowych (browsing) bez rzeczywistego zamiaru kupienia czegokol¬
wiek. Takie zachowanie każe „agentom systemu" być w pogotowiu (sprzedawcy
obsługują, pracownicy ochrony obserwują itp.), lecz ich zaangażowanie pali na
panewce. Konsument natomiast wprawdzie niczego materialnego nie wynosi,
lecz wychodzi z szeregiem nowych doświadczeń, z zasobem znaczeń, które rela¬
tywizuje do swojej osoby i w przyszłości je wykorzystuje (niekoniecznie zresztą
w sposób zgodny z intencjami twórców systemu, ale np. w sposób negocjowany
albo opozycyjny). Autor, opisując doświadczenia konsumentek, które tak spę¬
dzają czas w sklepach, pisze: „Przymierzają ubrania, konsumują skradzione im
wizerunki odbite w sklepowych lustrach i , w swoich oczach, zamieniają prze¬
strzeń butiku w swoją przestrzeń, którą obejmują w posiadanie podczas przerwy
na lunch i robią taktyczne wycieczki na strategicznie rozmieszczone wieszaki
z ubraniami, półki z butami i galanterią" (Fiske, 1991, s. 39). Można postrzegać
takie osoby jako zapalonych konsumentów, oddanych systemowi (są to między
innymi ludzie, którzy zapełniają centra handlowe w dni zwyczajowo wolne od
pracy, kiedy — jak twierdzą moraliści — powinno się inaczej spędzać czas),
jednak podobno tylko jeden z trzydziestu takich klientów dokonuje zakupu. Czy
więc faktycznie istnieją podstawy do tego, by podtrzymywać opinię o ich rzeko¬
mym oddaniu systemowi? „Szperacze", jak ich nazywa Fiske, mogą się oczy¬
wiście zamienić w zaangażowanych konsumentów, ale po pierwsze, jeśli nawet
miałoby się tak stać, to i tak ich konsumpcja będzie jednocześnie aktem produkcji
subiektywnych znaczeń, a po drugie, w przypadku jeśliby się takimi konsumen¬
tami nie stali, to i tak zabiorą ze sobą znaczenia zebrane w czasie podobnej krzą¬
taniny i mogą znaleźć dla nich w domu zastosowanie (np. uszyć sobie w domu
ubrania w fasonie, który przypadł im do gustu albo inaczej zaaranżować rzeczy
z ubiegłego sezonu).
Konsumenci wszelkiego autoramentu (ci uczciwi i ci balansujący na granicy
prawa) zmieniają przestrzenie konsumpcji w przestrzenie należące do nich. Tam
się spotykają, przymierzają ubrania, chodzą na przechadzki w zimowe, mroź¬
ne popołudnia. Przychodzą tam matki z małymi dziećmi, które można zabawić
na placu zabaw i tymi w wózkach, których nie muszą przy każdym wejściu do
sklepu rozbierać, a potem znowu ubierać. Ten sam walor centrów handlowych

�Konsumenckie potyczki o „laur semiotyczny"

89

szczególnie lubiany jest przez osoby starsze. Wszyscy doceniają także to, że są to
przestrzenie dość bezpieczne, nie tak nieprzewidywalne jak „świat na zewnątrz".
Fiske zauważa też, iż zwłaszcza podczas zimy centra handlowe służą niektórym
osobom jako miejsca wysiłku fizycznego (szybki chód, szczególnie popularny
wśród matek z dziećmi w wózkach). Reasumując — nie są to miejsca, gdzie
przychodzą tylko bezkrytyczni, zapatrzeni w towar konsumenci, ale także ci,
którzy wykorzystują je na szereg innych sposobów (oczywiście nie tylko tych
subwersywnych, ale także takich, które zostały przygotowane przez sprzedawcę
albo developera) nie przynoszących bezpośredniej korzyści beneficjentom tegoż
systemu. Rzecz jasna, cały blichtr współczesnego konsumpcjonizmu ma na celu
to, aby teraz albo za jakiś czas uwieść swym blaskiem konsumenta. Jednak, jak
słusznie pisze Fiske, podstępy te wywołują reakcję tych, którzy stosując różno¬
rodne taktyki, pragną uzyskać jak najwięcej korzyści dla siebie. „Uwodzenie"
więc pobudza tylko ich kreatywność (Fiske, 1991, s. 40-41). Rozwój arsenału
taktyk spleciony jest w swego rodzaju symbiozie z rozwojem strategii, jedne po¬
wodują tworzenie drugich, powstają jako opozycja wobec nowych treści. Korzy¬
stają z siebie nawzajem, czerpią pomysły do tego, by sprawniej funkcjonować.

Przyjemności kultury popularnej
Fiske zwraca także uwagę na wiążącą się z powyższymi kwestiami i niezwy¬
kle istotną kwestię przyjemności, której doznają ci, którzy zwykle są nieuprzywilejowani, a którzy stają z systemem do potyczki na znaczenia. Według autora, od¬
czucie przyjemności w kulturze popularnej powstaje zazwyczaj na dwa sposoby;
albo przez ucieczkę od znaczeń dominujących (wówczas zwykle odnosi się do
ciała), albo przez produkcję znaczeń nowych (i wtedy powstają one w odniesieniu
do relacji społecznych o charakterze dominującym). Odwołując się do Barthesa,
Fiske podkreśla, że przyjemności kultury popularnej rzadziej mają charakter plai¬
sir, która swe źródło ma w kulturze, a ta — pisana przez wielkie „K" — definio¬
wana jest przez twórców i depozytariuszy systemu, a zatem jest to przyjemność
„produkowana" społecznie i ma źródło w dominującej ideologii. W sferze kul¬
tury popularnej króluje doznanie przyjemności typu jouissance, która związana
jest z przyjemnościami ciała, odpowiada fizycznemu odczuwaniu przyjemności,
doświadczana jest przez zmysły, a jej charakter jest ekstatyczny, bliski rozkoszy.
Fiske twierdzi, że takie zatracenie siebie w tej przyjemności oznacza tym samym,
iż porzuca się podmiotowość skonstruowaną w relacji do zasad społecznych, co
zarazem świadczy o uchylaniu się od dominującego wpływu owych znaczeń.
W tym właśnie leży źródło przyjemnościplaisir (Fiske, 1991, s. 50, 54, 56).
Przyjemności kultury popularnej są o tyle wyjątkowe, że rodzą się dzięki mo¬
com twórczym uczestników kultury — nie są to treści przyjęte z zewnątrz, otrzy¬
mane od systemu dominującego i tylko przyswojone (w takim wypadku mamy

�Joanna Jessa

90

do czynienia z przyjemnościami typu plaisir, czyli przyjemnościami zrozumie­
nia, uczestnictwa, kompetencji). Przyjemność jouissance — jakkolwiek wyzwa­
lająca — nie ma charakteru trwałego i nie będzie prowadzić do zamiany systemu,
spowoduje raczej, że wewnątrz niego będą istniały obszary takich „popularnych
rozkoszy". Pojawianie się ulotnych, fizycznych przyjemności może uskrzydlać
ich głównego aktora, jednak niekoniecznie może wywoływać w nim ochotę, by
zmieniać rzeczywistość go otaczającą, a nawet by uważać j ą za niewłaściwą. Ta
sama jednostka może jednocześnie korzystać z obu typów doświadczania przy¬
jemności; może uczestniczyć w kreowaniu znaczeń na polu kultury popularnej
i być zwolennikiem dominującego układu społecznego. Jednak to, co szczególne
w doświadczeniu przyjemności jouissance, i co mocno podkreśla Fiske, to prze¬
konanie, że jouissance daje tyle przyjemności, ponieważ wywołujące je znacze¬
nia są tworzone bezpośrednio przez jednostkę, a nie są otrzymywane z zewnątrz.
Należy tu także dodać, że oba typy przyjemności są ze sobą mocno splecione,
ponieważ przyjemność kultury popularnej związana z unikaniem treści ideolo¬
gicznych albo z produkowaniem znaczeń nowych nie miałaby miejsca, gdyby
dana jednostka nie była na tyle kompetentna, aby odczytać znaczenia systemowe.
Zatem, jak mówi Fiske: „Umiejętność doświadczenia zatracenia siebie w jouis¬
sance jest powiązana z przyjemnością plaisir, przyjemnością wspólnej tożsamo¬
ści i znaczeń" (Fiske, 1991, s. 55).
Za najlepszy przykład może posłużyć postawa wielu konsumentów, którzy
lubią kupować w sklepach z odzieżą używaną. Czerpią przyjemność z osobistego
przedefiniowania rzeczy, które wcześniej przez kogoś innego zostały skazane na
porzucenie w lamusie. Potrafią za ich pomocą wywołać znaczenia zarówno opo­
zycyjne (np. subkulturowe), jak i te, które są bardzo podobne do tych upowszech¬
nianych przez dominujące mody — jednak w przypadku rzeczy z tak zwanych
lumpeksów są to znaczenia przydane wyłącznie przez tę osobę, która daną rzecz
wyszukała . Zacytuję charakterystyczną wypowiedź : „Lubię chodzić po ciucholandach. Wygrzebywać, wyszukiwać «czegoś innego» albo po prostu coś potem
z tego jeszcze innego zrobić (...). Lubię zakupy w ciucholandach i zawsze za­
zdrościłam mojej córce, bo ona miała taki zmysł. Ona wchodziła, mogła szmaty
8

8

9

Podczas przeprowadzonych przeze mnie badań zaobserwowałam, że pytanie o kupowanie rzeczy
w sklepach z odzieżą używaną budzi duże zawstydzenie i konsternację, zwłaszcza u osób uboższych,
które korzystają z oferty takich miejsc, bo zmusza je do tego konieczność życiowa. Kupowanie w skle¬
pach z używaną odzieżą w ich przypadku działa jak stygmatyzacja. Respondenci, którzy pod tym wzglę­
dem mają możliwość wyboru, mówią o tym raczej bez zażenowania, a dzielą się na przeciwników bądź
sceptyków oraz zwolenników, którzy cenią sobie możliwość kupienia rzeczy tańszych i nietypowych,
takich, których nie można dostać w sklepach z produkowaną masowo odzieżą. W tej ostatniej grupie
można znaleźć wiele osób, które czerpią przyjemność z kreowania nowych treści z rzeczy skazanych
na porzucenie. Dodam, że nie prowadziłam na ten temat systematycznych badań. Wypowiedzi, które
przytaczam, pochodzą z forum internetowego i z badań, które prowadziłam nad kulturą konsumpcyjną
w latach 2004-2005 wśród osób w wieku 18-48 lat w wybranych ośrodkach miejskich i wiejskich.
W sumie uzyskałam 207 wywiadów.
Przytaczam zapisy dosłowne, bez poprawek stylistycznych.
9

�Konsumenckie potyczki o „laur semiotyczny"

91

przerzucać na każdą stronę (...) i zawsze coś dla siebie wyszukała. Ma taki ta­
jemniczy zmysł [Co Pani lubi w tego typu zakupach? — J.J.]. Samo przegrzebywanie, że czasami mnie już ręce bolą, bo to przecież ciężkie rzeczy. Nie kupuję
ich dużo. Czasami jakieś spodnie, jakaś firanka, jakaś stara koronka, to może być
czapka jakaś śmieszna, której można na przykład jakiś wzór wykorzystać do cze­
goś innego... naprawdę różnie. Kiedyś na przykład znalazłam w ciucholandzie ja­
kąś rzecz, o której babka [sprzedawczyni — J.J.] w ogóle nie wiedziała, do czego
ona jest. Okazało się, że to było ubranko dla psa. (...) [Te zakupy] odstresowują
mnie. (...) Jest to też forma spędzania wolnego czasu" . Z powyższym cytatem
korespondują wypowiedzi, które padły w na jednym z forów internetowych na
temat „Ciucholandy" . „Ja też mam taką troszkę artystyczną naturę, uwielbiam
coś przerabiać, upiększać, szyć... Z tego wychodzą naprawdę niepowtarzalne rze­
czy... faktycznie tam można znaleźć «surowiec» na wszelkiego rodzaju domowej
roboty cudeńka" (napisane przez: „Jovanka", 12.02.2005).
10

11

Jeszcze jako nastolatka (dawno, dawno temu) te całe ciucholandy były strasznie
modne i kolejki pod sklepem (jak była nowa dostawa) dorównywały tym po papier
czy mięso w komunie. I byłam w takich sklepach dość często, nigdy nie miałam
zbyt wiele pieniędzy na kupowanie sobie ciuszków, a że umiem szyć, przerabiać
i mam mamę, która to robi dużo lepiej niż ja, umie też szydełkować i na drutach
dziergać, a babcia robi to jeszcze szybciej, więc dla mnie to był raj. Miałam su¬
kienki na imprezy tylko w pojedynczych egzemplarzach, piękne, niepowtarzalne,
wieczorowe kreacje i wiedziałam, że nikt takich nie będzie miał poza mną, wyko­
pałam kiedyś nawet bluzkę Diora i torebkę Valentino, spodnie Versace i Diesela.
Wszystko dawałam do pralni lub sama prałam jak się nadawało, a co najśmiesz¬
niejsze za te wszystkie zakupy miałabym czasem może jedną bluzkę lub tylko jej
rękawy („Monique", 15.02.2005).

„Ja czasem lubię sobie pobuszować w ciuchlandzie, tam naprawdę można zna¬
leźć fajne rzeczy, inne niż te w sklepach często szyte na jedno kopyto" („wiewi",
26.11.2004); „Według mnie te sklepy powoli stają się jedną z niewielu opcji dla
ludzi, którzy nie chcą wyglądać jak szara masa na ulicach" („Isia", 27.11.2005).
Łatwo zauważyć, iż osoby cytowane powyżej znajdują przyjemność w kilku
podstawowych aspektach związanych z zakupami w sklepach z używaną odzie¬
żą. Przede wszystkim jest to samo poszukiwanie, które — jak wskazują wypo¬
wiedzi — wiąże się z elementem niespodzianki, zaskoczenia, niepewności, oraz
aspekt „odzyskiwania" tej rzeczy, ewentualnego jej przerobienia, dostosowania
do oczekiwań danej osoby i użycia w nowym kontekście, z zastosowaniem no¬
wych znaczeń. Ta przyjemność — jouissance — nie byłaby możliwa, gdyby oso¬
by wypowiadające się nie były świadome znaczeń dominujących, a zatem, nie
znały przyjemności plaisir.
10

11

Wywiad przeprowadzony w Zakopanem w 2004 r.
Internetowe forum dyskusyjne: http://www.netwesele.pl/forum/.

�Joanna Jessa

92

Zapytane o opinie na temat swoich klientów (głównie kobiet) osoby sprze­
dające na Rynku Łazarskim w Poznaniu , gdzie zwykle jest kilkanaście stoisk
z używaną odzieżą, także dają do zrozumienia, że panie, nabywając taką odzież,
szukają swego rodzaju „wolności symbolicznej". Kupują bowiem nie tyle ze
względu na niską cenę odzieży (ta na większości łazarskich stoisk nie jest szcze¬
gólnie korzystna), co raczej szukają w rzeczach potencjału, który można zamie¬
nić na szereg nadawanych subiektywnie znaczeń. W oczach kupców klientki
są pomysłowe (tak stwierdziło 5 osób — 38%), szukają czegoś wyjątkowego
(7 osób — 54%), liczą na tzw. „okazję", coś niepowtarzalnego (8 osób — 61%),
lubią rzeczy używane, bo wiedzą, że są jedyne w swoim rodzaju — w sklepach
nie można takich znaleźć, więc nie ma prawdopodobieństwa spotkania osoby
ubranej tak samo (11 osób — 85%), szukają wśród tych rzeczy ubrań, które są
oryginalne, niebanalne i pomysłowe (6 osób — 46%). Wszyscy sprzedawcy oce¬
niają także (choć to wrażenie bardzo subiektywne), że co najmniej połowa ku¬
pujących to osoby średniozamożne, a zatem takie, które mogłyby robić zakupy
w typowych polskich sklepach dostosowanych do „średniego" klienta; cztery
osoby (31%) stwierdziły, iż ich klientami są także osoby zamożne. Zatem han¬
dlujący wskazują na postawę aktywną klientów, kreatywność i zaangażowanie.
Zaprezentowana w powyższym artykule perspektywa populizmu kulturowego
ma oczywiście dość jednostronny charakter. Przedstawienie rzeczywistości popkulturowej jako starcia dominującego systemu ideologicznego z wymykającymi
się mu konsumentami jest niewątpliwie znacznym uproszczeniem. Jednak sądzę,
że dla potrzeb analitycznych może być ono bardzo przydatne. Dlatego, mimo że
rzeczywistość nie jest tak prosta, warto pamiętać o perspektywie wypracowanej
przez „populistów" z Fiskem na czele.
12

Słowa kluczowe: kultura konsumpcyjna, konsumpcjonizm, kultura popularna, kon­
sumenckie taktyki i strategie, populizm kulturowy, studia kulturowe

BIBLIOGRAFIA
Bauman Z.
2000

Globalizacja: i co z tego dla ludzi wynika, przeł. E. Klekot, Państwowy
Instytut Wydawniczy, Warszawa.

Certeau M . de
1984
The Practice of Everyday Life, University of California Press, Berkeley,
Los Angeles, London.
12

Na Rynku Łazarskim w Poznaniu, w kwietniu 2005 roku, przeprowadziłam 13 ankiet wśród osób
handlujących używaną odzieżą. Ankietowani zostali uprzedzeni o tym, iż pytania mają dotyczyć ich su­
biektywnej oceny tego, jakimi kryteriami mogą kierować się ich klienci. Liczby odpowiedzi na przyto¬
czone w tekście pytania odpowiadają tylko stwierdzeniom: „tak myśli większość moich klientów" albo
„tak myślą wszyscy moi klienci"; pominęłam odpowiedzi, które wskazywały na mniejszość klientów.

�Konsumenckie potyczki o „laur semiotyczny"
Eco U .
1999

93

Semiología życia codziennego, Czytelnik, przeł. J. Ugniewska, P. Salwa,
Warszawa.

Fiske J.
1987
Television Culture, Routledge, New York.
1991
Understanding Popular Culture, Routledge, London, New York.
1995
Reading the Popular, Routledge, London, New York.
Goban-Klas T.
2001
Media i komunikowanie masowe: teorie i analizy prasy, radia, telewizji
i Internetu, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa.
Hall S., Jefferson T., eds.
1991
Resistance through Rituals: Youth Subcultures in Post-War Britain, Routledge, London.
Hebdige D.
1979
Subculture: The Meaning of Style, Routledge, London, New York.
Staszewski W.
2004
Raport o polskim złodziejstwie,
http://serwisy.gazeta.pl/df/2029020,34467,
2343165.html.
Storey J.
2003
Studia kulturowe i badania kultury popularnej: teorie i metody, przeł.
J. Barański, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków.
Strinati D.
1998
Wprowadzenie do kultury popularnej, przeł. W. Burszta, Zysk i S-ka,
Poznań.
http://www.netwesele.pl/forum/

Joanna Jessa

CONSUMER STRUGGLE FOR „SEMIOTTC L A U R E L S "
(Summary)
The article discusses the prospects of „cultural populism" (which was popularized
within the framework of cultural studies), with special emphasis on John Fiske's ideas.
This is a point of view, which helps to notice a creative or even subversive potential of
the members of popular and consumer culture. This article discusses the concept of stra­
tegies and tactics advanced by Michel de Certeau, which was used by Fiske. These strate­
gies belong to the area of activities taken by the dominant system, for example to persuade
the consumer to use specific proposals. The consumer can approach these strategies with
a number of tactics, which, although being temporary and not threatening the system,

�94

Joanna Jessa

can be considered an important area i n which the subjective semiotic creativity takes
place. By using these tactics the consumer can undermine system meanings, renegotiate
them and even use a stratagem to obtain signs (things) that have a high symbolic status.
Tactics are accompanied by the jouisssance pleasure, which unlike the plaisir pleasure,
is experienced by senses and generated when the dominant influence of social principles
is avoided.
Key words: consumerism, consumer culture, popular culture, consumer tactics and stra¬
tegies, cultural populism, cultural studies

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6043" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6023">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/03a7060144adb6f2e7f0b88ef74f5345.pdf</src>
        <authentication>b2ad563e9f90e81ed422db7a80651271</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72094">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5177</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72095">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72096">
                <text>antropologia ciała</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72097">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4802</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72098">
                <text>Kulturowy obraz ciala i jego współczesne przemiany/ LUD 2007 t.91</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72099">
                <text>LUD 2007 t.91, s.35-54</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72100">
                <text>Brocki, Marcin</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72101">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72102">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72103">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72104">
                <text>Lud, t. 91, 2007

MARCIN BROCKI
Katedra Etnologii i Antropologii Kulturowej
Uniwersytet Wrocławski

KULTUROWY OBRAZ CIAŁA I JEGO WSPÓŁCZESNE
PRZEMIANY

Wprowadzenie
Od początku lat 70. X X wieku badania nad ciałem jako konstrukcją kulturową,
nad społecznie ukodyfikowanymi sposobami wykorzystywania ciała w komuni­
kacji, stały się na tyle ważnym przedmiotem zainteresowań antropologii spo­
łecznej i kulturowej, że zaczęła się wyłaniać osobna poddziedzina badań okre­
ślana mianem „antropologii ciała". W swojej historii antropologia przeszła od
postrzegania ciała jako czystej fizyczności (antropologia fizyczna Blumenbacha),
zewnętrzności (Tylor), gdzie fizyczne cechy ciała służyły nie tylko jako podsta­
wa odpowiedniej klasyfikacji, lecz i kryterium oceny moralnej, przez zwrócenie
uwagi na procesy socjalizacji w odniesieniu do „technik posługiwania się cia¬
łem" (Mead, Mauss), dostrzegając ostatecznie jego seksualność (Malinowski)
i polityczny wymiar cielesności (Foucault) (por. Synnot, Howes, 1992, s. 147¬
-166). Współcześnie antropolodzy zajmujący się problematyką ciała interesują
się nim jako elementem kultury pełnym znaczeń, a fakt, że ciało ludzkie jest
czymś więcej niż tylko fizycznym organizmem, że ogniskuje wiele wierzeń i wy¬
obrażeń na temat jego społecznego i psychologicznego znaczenia, na temat jego
struktury i funkcji (często łączonych z innymi elementami rzeczywistości), jest
obecnie aż „podejrzanie" oczywisty.
1

2

Niewątpliwie jednak to, w jaki sposób myślimy o własnym ciele i doświad¬
czamy go, czy to na poziomie świadomym, czy nieświadomym, tworzy pewien
„obraz", który wymyka się prostej dychotomii: biologiczne — społeczne. Kultu¬
ra, środowisko społeczne, w jakim wzrastamy, uczą nas sposobów postrzegania
i interpretacji zmian w czasie, jakim podlega nasze ciało i ciała innych. Uczymy
się odróżniać ludzi starych od młodych, ciała chore od zdrowych, wysportowane

1

We wszystkich tych podejściach dominowało postrzeganie ciała przez pryzmat kartezjańskiego
rozdwojenia jako zewnętrznego przedmiotu wiedzy.
Dla Michela Foucault i strukturalistycznej etnologii to ciało kształtuje wiedzę, jest jej podmiotem
i przedmiotem jednocześnie.
2

�36

Marcin Brocki

i niepełnosprawne, uczymy się rozróżniać części ciała, które mogą być widziane
przez wszystkich i te, których widok rezerwujemy dla wybranych, a funkcje po­
szczególnych części ciała postrzegamy przez pryzmat społecznych norm i warto­
ści, niektóre akceptując, a inne uważając za moralnie nieczyste.
Ogólnie na obraz ciała składają się wyobrażenia dotyczące:
1) optymalnego kształtu i rozmiaru ciała jako całości i poszczególnych jego
części, oraz zewnętrzności ciała (ubiór, dekoracje, znaki na ciele),
2) granic ciała,
3) wewnętrznej struktury ciała,
4) tego, jak ciało funkcjonuje (Helman, 1995, s. 12).
W każdym społeczeństwie kształt, rozmiar i zdobienia ciała (części ciała) są
sposobami komunikowania. Przekazują informacje na temat wieku, płci, statusu
społecznego, zawodu, przynależności do określonej grupy społecznej, religij¬
nej, itd. W tym wypadku elementem komunikatu są też postawy ciała, mimi¬
ka i gesty. Również wszelkie próby manipulacji, zniekształcania i poprawiania
ciała są komunikatami. Na przykład, w społeczeństwach zdominowanych przez
kulturę „zachodnią", chcąc sprostać kulturowo zdefiniowanym standardom pięk­
na, sprawności i zdrowia poddajemy się zabiegom „regulacji" uzębienia (apa­
raty ortodontyczne, wybielacze), tak zwanej „korekty" plastycznej nosa, uszu,
twarzy, narządów płciowych, operacjom powiększania lub zmniejszania biustu.
Ulegamy reżimom diet, treningom poprawiającym sprawność fizyczną i umy¬
słową, ponieważ waga ciała i jego sprawność zostały związane z kulturowy¬
mi wartościami i moralnością. Na przykład, choć nie jest to uniwersalny wzór,
w społeczeństwach zachodnich „otyłość" jest postrzegana jako poważny problem
medyczny i jednocześnie jako piętno społeczne. Zauważono, że medyczne opisy
przyczyn otyłości (nadmierne jedzenie, niedostatek ćwiczeń i aktywności fizycz­
nej) są wersją moralnego potępienia obżarstwa, lenistwa oraz braku samokontroli
(por. Helman, 1995, s. 14-15).
Ciało jest zatem połączeniem tego, co indywidualne, z tym, co społeczne.
Ciało społeczne jest istotną częścią osobistego wizerunku ciała, daje nam ramę
do właściwego (w danym porządku kulturowym) postrzegania i interpretowa¬
nia własnych doświadczeń związanych z fizycznością ciała i psychiką. Znaczy
to także, że istnieje społeczna kontrola (władza) nad indywidualną fizycznością.
Władza ta (określana czasami jako polityka ciała) kontroluje ciało indywiduum
w zakresie „prawidłowego" kształtu, rozmiaru, ubioru, diety, postaw i zachowań
— choć występuje również oddziaływanie odwrotne.
Celem artykułu jest ukazanie konfliktu między współczesnym, zmedykalizowanym i zreifikowanym obrazem ciała, dominującym w dyskursie naukowym
i medycznym kultury zachodniej, i wizją integralnego, nasyconego znaczeniami
ciała, wizją obecną tak w dyskursie przedindustrialnym, jak i w codziennym,
potocznym obrazie rzeczywistości zachodnich społeczeństw.

�Kulturowy obraz ciała i jego współczesne przemiany

37

Ciało w „strukturze podobieństwa"
Kultura popularna, a w ostatnich latach także kultura profesjonalna wielu
dziedzin humanistyki, oswajają nas z myślą, że żyjemy współcześnie w „cieniu
ciała" (por. Libera, 1997, s. 8; Douglas, 1978, s. 293), w okresie swoistego „kul­
tu ciała". Jak każda redukcyjna formuła, również ta nakłada na rzeczywistość
społeczną zniekształcający filtr, który j ą karykaturuje. Karykatura nie jest jednak
czymś niepożądanym, wręcz przeciwnie — ujawnia rysy szczególne, najbardziej
istotne czy swoiste danego zjawiska, przez co pozwala na jego właściwe rozu¬
mienie. Tak samo jest w tym wypadku.
Związki ciała i kultury oraz tłumaczenie rzeczywistości społecznej i politycz­
nej za pomocą metafor i alegorii ciała, są podstawą klasyfikacji rzeczywistości
od wieków, a to za sprawą charakterystycznej dla myśli przednaukowej i tak
zwanego myślenia mito-logicznego struktury znaku. Znak w tym modelu jest
zawsze połączeniem strony znaczącej i znaczonej na zasadzie podobieństwa,
które ustanawia wszechobecną odpowiedniość rozłącznych elementów świata.
W strukturze podobieństwa ciało i człowiek są modelem całej rzeczywistości:
kosmosu, społeczeństwa, kultury. Szeregu przykładów odpowiedniości ciała
i różnych elementów natury i kultury dostarczają nam materiały etnograficzne,
prace filozoficzne czy mediewistyczne. Formuła Protagorasa: „Miarą wszyst¬
kich rzeczy jest człowiek" otworzyła możliwość myślenia o ciele w kategoriach
społecznej/indywidualnej konstrukcji, ponieważ Protagoras „nie szukał definicji
pojęć, przyjmując realne istnienie tylko ich desygnatów, każdorazowo w akcie
poznania określanych przez całokształt okoliczności dotyczących zarówno po¬
strzeganego przedmiotu, jak i postrzegającego podmiotu" (Gajda, 1989, s. 102).
Stwierdzenie, że istnieje jedno ściśle zdefiniowane ciało, jest sprzeczne z powyż¬
szą formułą, a co za tym idzie — w tym ujęciu istnieją wyłącznie indywidualne
i społeczne konstrukcje ciała.
Utwierdzeniem dla tego typu logiki starożytnych stała się też myśl chrześci¬
jańska, przez twierdzenie, że człowiek jest „stworzony na obraz i podobieństwo
Boga". W starożytności i średniowieczu myśl ta nie sprowadzała się wyłącznie
do tego, że człowiek jest obrazem Boga, lecz głosiła, że jest podobny wszystkie¬
mu w naturze: „jednoczy on [człowiek — M.B.] w swojej naturze to wszystko,
co przez Boga zostało stworzone" (Kurdziołek, 1971, s. 5). Dla średniowiecznej
teologii „ciało człowieka stanowi, samo w sobie, równowartość całego wszech¬
świata, całego kosmosu" (Kurdziołek, 1971, s. 6). Ponieważ kosmos jest efek¬
tem zespolenia przeciwieństw, zharmonizowaniem różnorodności, według zasad
harmonii i proporcji, człowiek jako obraz kosmosu jawi się jednocześnie jako
posiadający zapisane w ciele podstawowe, harmonijne zasady organizacji kos¬
mosu, jest zatem siatką znaków do odszyfrowywania, w celu poznania danego
fragmentu rzeczywistości.

�38

Marcin Brocki

Genealogicznie ciało jest więc prymarnym systemem semiotycznym, funk­
cjonalnie jest już wtórnym. „W związku ciała (człowieka) ze światem pojawia¬
jące się alternatywy: co jest modelującym, a co modelowanym, czy świat jest
opisywany za pomocą kodu antropomorficznego, czy też kosmologiczny kod
opisuje człowieka, obecnie są tak rozstrzygane: rolę źródła odgrywa człowiek
i jego ciało" (Toporov, 1983, s. 246; por. Wheelwright, 1990, s. 277; Lakoff, za:
Kardela, 1992, s. 15). To sprzężenie zwrotne, które daje ciału moc tworzenia
znaczeń oraz kultury (sieci znaczeń) kształtującej ciało, doskonale ukazuje Pa¬
racelsus w sformułowaniu: „Niebo bowiem to jest człowiek, a człowiek to jest
niebo, a wszyscy ludzie — jedno niebo i niebo — tylko jeden człowiek" (cyt. za:
Janion, Rosiek, red., 1984, s. 4). Myśl przedkartezjańska, tak jak myśl mityczna,
poszukując sensu zdarzeń, gestów czy zachowań znajduje punkt oparcia dla ca¬
łego systemu zgodności, analogii i symetrii w ciele, który to system w przypad¬
ku braku podobnej podstawy stałby się bezwartościowy, pozbawiony spójności
i logiki. Stąd to właśnie „z ludzkiego ciała wywodzą się wszystkie miary i ich
nazwy i w nim znaleźć można wszelkie te stosunki i proporcje, przez które Bóg
objawia największe tajemnice natury" (cyt. za: Janion, Rosiek 1984, red., s. 6).
Ciało, jego członki są idealnym odzwierciedleniem proporcji, wzorem dla sztuki,
architektury, a nawet źródłem arytmetyki (por. Ifrah, 1990, s. 34-40; Dziechcińska, 1996, s. 10), stąd cały świat może być wyrażony, opisany za pomocą miar
wyprowadzonych z ciała.
I tak za elementarne miary przestrzeni mogą być uznane: włos (jego grubość),
palec (jego szerokość lub długość), cal (długość członu jednego z palców), dłoń
(jej szerokość), piędź (rozpiętość dłoni), łokieć (odległość między końcami palców
a stawem łokciowym), sążeń (rozpiętość ramion), obwód głowy (miara długoś­
ci płótna samodziałowego), stopa (jej długość), krok. (...) Inne wyznaczniki miar
mogą być określone za pomocą wysokości człowieka i jej pochodnych (Ciołek,
Olędzki, Zadrożyńska, 1976, s. 85-86).
Jak pisze Luca Pacioli: „Natura, ten boski impuls, tworząc ciało człowieka
posłużyła się jego głową wyposażoną we wszystkie proporcje, które korespon¬
dowały z pozostałymi częściami ciała. Również i Starożytni mając na uwadze
trwałą strukturę ludzkiego ciała stosowali j ą do swych dzieł, a przede wszyst¬
kim do budowy świątyń, zachowując tam określone proporcje, to znaczy dwie
podstawowe figury, bez których żadna realizacja nie jest możliwa, a mianowicie
perfekcja koła i równowaga kwadratu" (cyt. za: Dziechcińska, 1996, s. 38).
Nie każda kultura czyni jednak z analogii ciała i świata podstawę klasyfikacji
rzeczywistości.
Ciało nie jest pojmowane jako element wyizolowany, jako całość oddzielona od
świata. Co tyczy się natomiast rozumienia relacji pomiędzy makrokosmosem a mi-

�Kulturowy obraz ciała i jego współczesne przemiany

39

krokosmosem, istnieje różnica kapitalna w mentalności — powiedzmy — orien­
talnej formowanej poprzez mity (jak to przedstawia np. Mircea Eliade) — a men­
talnością, którą można nazwać śródziemnomorską. Dla pierwszej ciało zawiera
wszystkie cechy charakterystyczne, które wskazać można w kosmosie, ciało jest
jedynie epizodem pomiędzy innymi, skazanymi na ten sam los. Dla drugiej, za­
chodnioeuropejskiej, ciało jawi się w pierwszym rzędzie jako model organizacji,
jako forma jednolita i pewien system. Oczywiście, pozostaje w relacjach z uniwersum, ale wyposażone jest pozycją centralną w świecie fizycznym, co z kolei wiąże
się z miejscem przysługującym duszy na „drabinie" bytu. W tym sensie bliskie,
zrozumiałe wyobrażenie ciała człowieka stało się bardziej sposobem wyjaśnia¬
nia, zrozumiałym schematem, aniżeli — fenomenem, który należałoby rozwikłać
(Dziechcińska, 1996, s. 38).
Ciało daje umysłowi gotową ramę klasyfikacyjną w postaci swoich części (co
Douglas nazwała „naturalnymi symbolami" — por. Ellen, 1977, s. 346; Douglas,
2004), przez co staje się sposobem opanowywania świata, a nie ostatecznym ce¬
lem poznania. Jak zauważa Raymond Firth, symbolika części ciała odpowiada
strukturze przestrzennej rzutowanej na rzeczywistość społeczną, jest jej „ana¬
logiczną" bazą: „Mężczyzna jest głową rodziny, kręgosłupem grupy rodzinnej.
Jednostka społeczna pojmowana jest jako coś analogicznego do ciała ludzkiego
w jego głównych częściach. Części ciała same w sobie mogą reprezentować całe­
go człowieka lub jego cechy abstrakcyjne. Może mieć małą głowę lub spuchniętą
głowę, co wskazuje nie na stan fizyczny, ale na wady charakteru; może nie mieć
kręgosłupa lub mieć mocny kręgosłup" (Firth, 1990, s. 242). Części ciała służą
też do interpretacji lub są podstawą klasyfikacji większych struktur (por. Kordys,
1991, s. 65; Paluch, 1995, s. 157; Toporow, 1977, s. 109).
3

Nieprzeliczona ilość tekstów z różnych tradycji kulturowych opisuje zależności
bądź identyfikacje między tym, co ludzkie, cielesne, i tym, co kosmiczne: cia¬
ło — ziemia, kości — kamienie, woda — krew, wzrok i oczy — światło, słońce
(i księżyc), oddech, dusza — wiatr (tchnienie boga), itd.; „sokom" ciała, tj. pokar¬
mowi, wydzielinom oraz krwi odpowiadają pierwotnie wyróżnione kolory: biały,
czarny, czerwony; różne części ciała i ich funkcje oraz ich hierarchia odpowiadają
podstawowym grupom społecznym, ich zadaniom, socjalnemu porządkowi oraz
uporządkowaniu obiektów przyrody. Człowiek i jego ciało są paralelni czy izomor­
ficzni w stosunku do otaczającej rzeczywistości. W takim kontekście ciało wystę¬
puje jako „przekład znaczenia" odpowiednich elementów społeczeństwa i świata.
Każdy element ludzkiego ciała, każda część społeczeństwa, każdy obiekt przyrody
mają podwójny sens. Wiedzę o człowieku i jego ciele ujętą w kod antropomorficzny ekstrapoluje się na cały wszechświat. W rezultacie ten sam zasób pojęć opi3

Dzieje się tak dlatego, że „definiujemy nową rzeczywistość w terminach metaforycznych, a potem
działamy kierując się tymi metaforami" (Lakoff, Johnson, 1988, s. 186), przypisuje się więc częściom
kulturowego świata cechy i funkcje związane z częściami ciała, których są analogonami.

�Marcin Brocki

40

suje człowieka i przyrodę. Antropomorfizacja jest jednym ze sposobów kodowa­
nia rzeczywistości: ujmowania jej w terminach motywacji, właściwości i działań
ludzkich, co objawia się w klasyfikacjach totemicznych, szerzej: mitologicznym
symbolizmie, w tym utożsamieniu człowieka jako „małego świata" z kosmosem
jako „wielkim człowiekiem" (Libera, 1997, s. 31-32).

„Utowarowienie" ciała — ciało jako rzecz
Jednak, jak zauważyła Nancy Scheper-Hughes (2002, s. 1), podczas gdy w ra¬
mach dyskusji akademickiej ciało jest traktowane na ogół jako tekst, trop czy
metafora ułatwiająca myślenie o danym elemencie rzeczywistości, to w ramach
potocznego dyskursu i globalnej ekonomii ciało jest postrzegane i traktowane jak
przedmiot. Teoretycznego wsparcia dla badań nad potocznym wizerunkiem ciała
dostarczyła w znacznej mierze teoria władzy Michela Foucault. Jego refleksje
dotyczące władzy odnoszą się w głównej mierze do technik i form funkcjonowa¬
nia „niewidocznych" i często nieuświadomionych władz w relacjach społecznych
oraz tych, które wcielone są w „samodyscyplinowanie się" indywiduum i które
podporządkowują sobie jednostkę poza jej wolą. Taka dyscyplinująca ciało wła¬
dza zamienia je w przedmiot, którym można manipulować, przedmiot, który jest
„ciałem uległym" (Foucault, 1993).
Powodem takiej zmiany w postrzeganiu ciała było wykształcenie się nowego
typu społeczeństwa w X I X wieku, społeczeństwa industrialnego, które dziedzi¬
cząc mechanistyczną wizję świata, wraz z nią otrzymało obraz ciała jako „orga¬
nicznej maszyny". Metafora ta jest znana już od X I X wieku, a sam organicyzm,
ustanawiający równoważność między „członkami" społeczeństwa a atrybutami
gatunku naturalnego, takimi jak części ciała, jest charakterystyczny dla wszyst¬
kich znanych kulturowych systemów myślenia. „Ciało-maszyna" to nie tyle efekt
erudycyjnej zdolności humanistów X I X wieku, co raczej diagnoza społeczna,
bowiem w tym okresie ciało staje się integralną częścią mechanizmu produkcji.
Człowiek nie jest już panem własnych narzędzi pracy, lecz ich niewolnikiem, jest
im podporządkowany. Ciało jest więc kształtowane tak, aby było maksymalnie
zdyscyplinowane i wydajne — wtedy jest produktywne, a zatem „pożyteczne".
Obecnie owe „władze", które kształtują ciało, są wcielone w jednostkową „wol¬
ną wolę" (pragnienie podjęcia diety, poddawanie się systematycznym badaniom
medycznym, chęć używania kosmetyków itp.).
Do języka potocznego i sposobów klasyfikowania ciała wkracza język mecha­
niki, technologii i nauki. Ciało, jego funkcje i struktura, zaczynają być konceptualizowane w terminach otaczającej nas techniki, na przykład jako system komór
(najważniejszymi są brzuch i klatka piersiowa), otworów i rur je łączących (jeli¬
ta, tchawica, żyły). W ramach tego modelu wierzy się, że zdrowie utrzymywane
jest dzięki swobodnemu przepływowi różnych substancji między komorami, czy

�Kulturowy obraz ciała i jego współczesne przemiany

41

też wnętrzem i zewnętrzem ciała (tu ważną rolę odgrywają otwory ciała). Sub¬
stancjami tymi są krew, powietrze, pokarm, mocz itp. Choroba jest postrzega¬
na jako blokada w obrębie systemu przepływu (Helman, 1995, s. 24-25). Ciało
bywa też ujmowane poprzez metaforę „wewnętrznego silnika spalinowego" lub
„zasilanej elektrycznie maszyny". Szczególnie popularny staje się ten sposób
konceptualizacji w ramach języka medycznego — dodam, że jest to język coraz
bardziej obecny w naszej codzienności, coraz silniej j ą kształtujący. Słyszymy,
że „twoje serce jest mało wydajną pompą", „masz awarię systemu nerwowego",
„masz niewłaściwy przepływ elektryczny w systemie nerwowym", „potrzebujesz
wypoczynku — musisz naładować baterie" (Helman, 1995, s. 26). Ciało-maszyna jest kolekcją autonomicznych i zamiennych części, fragmentów. Konsekwen¬
cje owej autonomizacji i fragmentaryzacji są ogromne — traktowanie ciała jako
zbioru zamiennych części, czemu sprzyja obecnie gwałtowny rozwój technik
medycznych i coraz większy wpływ dyskursu medycznego na kulturę, powoduje
robicie integralności osoby (por. Helman, 1988, s. 15), a zamienność części cia¬
ła i ich częściowa sztuczność przyczynia się do ich utowarowienia (por. Sharp,
2000, s. 27).
Wcielona w język codzienny mikrofizyka utowarowienia staje się częścią na¬
szej oczywistości, czymś, co jest postrzegane jako naturalne i pozytywne. Ciała,
które nie mogą być „darowane", „idą na straty", „marnują się"; w języku han¬
dlowym mówi się o „potanieniu" procesu przeszczepiania organów, a o ludziach
w stanie śmierci mózgowej coraz częściej nie mówi się „pacjenci", lecz „dawcy".
W konsekwencji wyobrażenia związane z „przetwarzaniem" ciała bagatelizują
znaczenie tego, że zwłoki stają się „medycznym odpadem" (Sharp, 2000, s. 27).
Ciało indywiduum jest w coraz większym stopniu ciałem industrialnym.
Implanty i transplanty włączają człowieka w świat zaawansowanego technolo¬
gicznie przemysłu i nauki. Jest on konsumentem, który dosłownie nosi w sobie
produkty przemysłu, stając się żywą reklamą ich skuteczności. Nowe części cia¬
ła mogą być masowo produkowane, mogą być wymienne, odpersonalizowane,
silniejsze od reszty ciała i wolniej się starzejące (por. Helman, 1988, s. 15). Po¬
nieważ autonomiczne części ciała zmieniły miejsce (znaczenie) w symbolicz¬
nej sieci zintegrowanego ciała, które dotąd zajmowały, zatem i ich hierarchiczne
zorganizowanie uległo zmianie. Nowe znaczenia nadaje częściom ciała kultura
konsumpcyjna, a uwaga kierowana jest ku tym częściom, które dotąd były irrelewantne. Co więcej, pojawiają się nowe części ciała — na przykład dyskutuje się
kwestię, czy traktowanie materiału genetycznego jako „części ciała" jest popraw¬
ne czy nie. „Mamy nową hierarchię jego [ciała, M.B.] części: miejsce szlachet¬
nych i nieszlachetnych organów zajęły narządy wartościowe i bezwartościowe,
drogie i tanie — cenę wyznacza rynek" (Libera, 1999, s. 28). Dialektyka wnętrza
4

4

Absurd sytuacji, jaką przedstawił Andrzej Wajda w filmie Przekładaniec,
przestanie nas śmieszyć w nieodległej przyszłości.

najprawdopodobniej

�42

Marcin Brocki

— zewnętrza ciała również ulega zmianie: „interesy społeczne skupiają się nie
tylko na ciele wewnętrznym (...), lecz w pierwszej kolejności na ciele zewnętrz¬
nym" (Libera, 1999, s. 30). Jednym z powodów takiego przesunięcia zaintereso¬
wań jest z pewnością wizualizm współczesnej kultury, który popycha w kierunku
poszukiwań analogii między naszym wyglądem, „językiem ciała", a społecznie
pożądanym stanem — na przykład perspektywą życiowego sukcesu.
Dane etnograficzne pokazują jednak, że nie ma powszechnej zgody na medykalizację oraz zmianę znaczeń ciała w kierunku jego utowarowienia. Pacjenci
klinik czy oddziałów transplantologicznych używają czasem języka „utowarowienia", mówiąc o sobie w trybie ironicznym, że „są tymi ze stołu", że „wyszli
spod noża lekarza". W tym samym trybie pojawiają się takie samookreślenia,
jak „mieszańce", „składańcy", wskazujące na niepewność, czy ciało w rzeczy¬
wistości nie jest kolekcją „części zamiennych". Ciało nie jest semantycznie neu¬
tralną „rzeczą". Serce nie przeistoczyło się wyłącznie w pozbawiony odniesień
kulturowych „organ do transplantacji". Znaczące jest, że pierwszym operacjom
przeszczepu serca towarzyszyły obiekcje, czy można „przemieścić" serce bez
jednoczesnego przemieszczenia cech dawcy. Do dziś pacjenci po przyczepach
często zgłaszają, że czują w sobie jakby inną osobę; zdarzały się nawet przypadki
kryzysu tożsamości biorcy.
Dyskusja nad fragmentaryzacją ciała i traktowaniem jego części jako „rze¬
czy" czy „mięsa" ma też swój wymiar polityczny, społeczny i historyczny. Na
przykład we współczesnych Niemczech pozyskiwanie organów do przeszczepów
napotyka na trudne do przezwyciężenia opory społeczne, związane z nasuwają¬
cymi się analogiami do nazistowskich eksperymentów medycznych i tak zwanej
„racjonalnej utylizacji zwłok". Innym przykładem niech będą rozpowszechnione
szeroko na świecie pogłoski na temat pozyskiwania organów od dzieci, biednych
lub bezdomnych pacjentów. Opowieści tego typu nie tylko odzwierciedlają po¬
wszechny lęk przed medykalizacją i technologią, która ingeruje zbyt daleko w in¬
tegralność osoby, ale wskazują na społeczną hierarchię ważności ciał. Jak pisze
Nancy Scheper-Hughes, podłożem tych pogłosek (tu autorka nawiązuje do swoich
badań w Brazylii) jest sposób, w jaki ciała ludzi biednych są traktowane w pla¬
cówkach medycznych. Nierzadko ciała te są mylone z innymi, gorzej traktowane,
pozbawiane w ogóle opieki; pacjenci nie są rejestrowani, a gdy umierają w szpitalu,
ich ciała „należą do państwa". Z tego powodu biedni unikają hospitalizacji, oba¬
wiając się, że ich ciała mogą być użyte jako element spłaty długu, jaki zaciągają
wobec państwa w czasie leczenia szpitalnego (Scheper-Hughes, 1996, s. 5).

Systemy kontroli nad ciałem
Z pozoru współczesna kultura, którą określa się jako hedonistyczną i narcy¬
styczną, posiada niezwykle pobłażliwe instytucje społeczne (szkoły, sądy, miej-

�Kulturowy obraz ciała i jego współczesne przemiany

43

sca pracy, instytucje medyczne), które nie mająjuż podobnej władzy nad naszymi
ciałami, jaką posiadały w X I X wieku. W rzeczywistości rzekoma pobłażliwość
tych instytucji kamufluje faktyczną surowość i głębokie oddziaływanie ich syste­
mów kontroli, skrywa tak zwaną mikrofizykę władzy, już nie tak widoczną i sku­
pioną w wyraźnie określonych instytucjach, ale przesączającą się przez ekrany
telewizorów i innych środków przekazu, reklamy czy dyskurs medyczny. W do¬
datku cielesność w ramach globalnej kultury konsumpcyjnej jest „produktem",
czyli tym, co się wytwarza, sprzedaje, reklamuje i o co się zabiega.
Takiej wizji ciała odpowiada typ społeczeństwa i kultury, jaki się współcześnie
ukształtował — kultury narcystycznej, w której jednostki zdeponowały znaczną
część tego, co do niedawna uchodziło za zdeterminowane intelektem (np. szanse
życiowego sukcesu) we własnym ciele. Nowy typ uczestnika takiej kultury cha¬
rakteryzuje chroniczna obawa o własne zdrowie, strach przed starością i śmier¬
cią, stałe poszukiwania oznak starzenia, ponawiane próby dobrego „sprzedania
się" (osobowość jest traktowana jako towar), fantazje o wszechmocy i wiecznej
młodości.
„Ciało w kulturze komercyjnej przedstawiane jest jako nośnik przyjemności:
jest przedmiotem pożądania i samo pożąda, a im bardziej zbliżone do wyideali¬
zowanych wizerunków młodości, zdrowia, kondycji i piękna, tym wyższa jego
wartość" (Featherstone, 1991, s. 177). Medycyna współczesna, przy sprzyjającej
jej mechanistycznej wizji ciała jako zbioru części zamiennych, dała możliwości
spełnienia tych ideałów nawet tym, którzy z natury nie mają na to szans. Pomimo
tego, że ciało ma swoje stałe parametry, takie jak wzrost i struktura kości, kultu¬
ra konsumpcyjna ma tendencję do ich uplastyczniania — przekonuje ludzi, że
za pomocą odpowiednich ćwiczeń, diet, zabiegów higienicznych, a ostatecznie
chirurgicznych, mogą uzyskać pożądany wygląd. Reklamy, artykuły i kolumny
z poradami w najpopularniejszych czasopismach namawiają ludzi, aby wzięli odpo¬
wiedzialność za swój wygląd. Natomiast oznaki naturalnego starzenia się zaczę¬
to interpretować jako wyraz lenistwa i niedbalstwa. Współczesne ciało stało się
obiektem niespotykanych na tak ogromną skalę w ubiegłych wiekach zabiegów
odmładzających, konserwujących, pobudzających jego witalność. Ciało zmieniło się
w przedmiot kultu.
Kult jest innym określeniem na mikrofizykę władzy współczesnej kultury
nad ciałem, której jednym z najważniejszych elementów stała się ideologia te­
rapeutyczna. Umacnia ona wzorce właściwego postępowania z własnym ciałem,
promowane przez kulturę konsumpcyjną, popiera normatywny schemat rozwoju
psychospołecznego i zachęca do samobadania i samoobserwacji. Ideał norma¬
tywnego rozwoju wywołuje strach, że jakiekolwiek odchylenie od normy ma
patologiczne źródło (por. np. Paluch, 1999, s. 122). Lekarze stworzyli kult ba­
dań okresowych i zaszczepili w pacjentach wyobrażenie, że zdrowie zależne jest
od wiecznej ostrożności i wczesnego wykrycia symptomów. Uczestnicy kultury
narcystycznej nie czują się już fizycznie ani psychicznie zdrowi, dopóki przeświet-

�44

Marcin Brocki

lenie czy inne badanie nie zapewni ich o tym. Medycyna umacnia wzór stwo­
rzony przez inne czynniki kulturowe, w którym jednostka stale obserwuje sie­
bie i szuka oznak choroby i starzenia, wad i słabych punktów, które mogłyby
zmniejszyć jej atrakcyjność; przy okazji zastąpiono zewnętrzny przymus do
podejmowania tego typu działań „wolną wolą" (zamiast przymusowych badań
okresowych, mamy „samoświadomość", która popycha nas w kierunku ba­
dań). Współczesna medycyna zwyciężyła wiele chorób, które kiedyś czyniły
życie niepewnym i nietrwałym, tylko po to, żeby teraz stworzyć nowe formy
niepewności, wskazując jednocześnie na samą siebie jako dostawcę (źródło) zba¬
wiennych rozwiązań (pewności).

Granice manipulacji ciałem
Redefiniowanie podstawowych figur myślenia o ciele jest zależne od związa­
nych z kultem młodości figuracji śmierci, starości i choroby. Niespójności w ob­
szarze tych zależności wywołują oceny moralne.
Bogusław Wolniewicz w jednym z programów telewizyjnych zapytywał pro­
wokacyjnie, dlaczego nie mamy puszkować ciał zmarłych i wysyłać w tej po¬
staci do biednych krajów, cierpiących na poważne niedobory żywności. W tej
wypowiedzi nawiązuje do swojej krytycznej oceny współczesnych manipulacji
ciałem (w szczególności transplantacji), które określa jako „neokanibalizm" (por.
Wolniewicz, 1993). Wolniewicz utożsamia konsumpcję w sensie metaforycznym
(„ciało konsumpcyjne", nastawione na stałe polepszanie własnego wizerunku,
trwanie za cenę wymiany swoich części), z konsumpcją dosłowną — metonimiczną. Jest to „celowy błąd", który, na przykład czytany w języku sztuki, wcale
nie miałby swojego „upiornego" wyrazu, ale wtedy moralna siła przesłania, któ¬
re Wolniewicz formułuje, byłaby znacznie słabsza. Gunther von Hagens znalazł
jednak sposób, aby sprowokować do zadawania podobnych pytań, jakie wywołu¬
j ą wypowiedzi Wolniewicza, właśnie poprzez język sztuki, dla której nośnikiem
artystycznej treści stały się „splastykowane" ludzkie zwłoki.
Plastykacja zwłok, jak informuje jej twórca, czyli von Hagens, polega na po¬
zbawieniu ciała zmarłego skóry oraz wszelkich płynów i wypełnienie tego, co po
tym zabiegu pozostanie, masą plastyczną (sztucznym tworzywem). Pozwala to na
uformowanie ciał w dowolne pozy — charakterystyczne dla żywych ludzi w róż¬
nych sytuacjach dnia codziennego, jak i pozy dość niecodzienne. Tak upozowane
ciała oraz części ciał wystawiane były na widok publiczny w muzeach i galeriach
Europy (Niemcy, Wielka Brytania, Austria, Szwajcaria) i Japonii w ramach wy­
stawy nazwanej „Körperwelten" („Body Worlds", czyli „Światy ciała").
„Plastynaty", czyli poddane plastykacji zwłoki ludzkie, i wywołana przez
nie dyskusja, podobnie jak wcześniej przytoczona wypowiedź Wolniewicza,
dobitnie uświadamiają, że jesteśmy w momencie gwałtownego redefiniowania

�Kulturowy obraz ciała i jego współczesne przemiany

45

fundamentalnych figur myślenia naszej kultury o ciele i śmierci (por. Libera,
1999) .
Wielu badaczy twierdzi, że społeczna konstrukcja ciała wskazuje na naj­
ważniejsze rysy danej kultury, że ciało jest najważniejszym ze wszystkich kul­
turowych symboli. Jak pisze Mary Douglas: „Jeśli jest prawdą, że wszystko
symbolizuje ciało, to jest również prawdą, że ciało symbolizuje wszystko poza
nim" (Douglas, 2004, s. 122), a jest to przywilej najbardziej „agresywnych" po­
jęć w kulturze, czyli pojęć dla tej kultury najważniejszych (por. Łotman, 1978,
s. 53). Współczesne kultury wykorzystują ciało jako model określonych wycin¬
ków rzeczywistości oraz kształtują wizerunek ciała w taki sposób, aby sprostał
on całościowej wizji świata — trudności z wygenerowaniem takiej totalności
uwidoczniają się w niespójnych obrazach ciała oraz w sprzecznościach dyskursu
na temat ciała. Jurij Łotman (1999) określił owe trudności jako „moment eksplo¬
zji" w kulturze, czyli miejsce porządkowania przypadkowego, nieregularnego
dyskursu w regularną całość. Eksplozja objawia się między innymi utożsamie¬
niem sprzeczności (co zostało celowo uwypuklone przez Wolniewicza), a to ro¬
dzi trudności z potoczną identyfikacją zjawiska.
5

6

Dyskurs wokół plastynatów jest tu doskonałym przykładem. W dyskusjach
na ich temat nieustannie przewija się motyw niemożności wyraźnej klasyfikacji,
z jakim typem zjawiska mamy do czynienia. Pojawiają się pytania: czy jest to
rodzaj sztuki, czy może pewien model edukacyjny, czy też wyłącznie makabrycz¬
na (sensowna — w przypadku dzieła sztuki lub bezsensowna — w przypadku
przedsięwzięcia czysto komercyjnego) manifestacja urzeczowionego stosunku
do człowieka ?
Sam von Hagens nie precyzuje w swych publicznych wystąpieniach, z jakim
zjawiskiem mamy do czynienia. Jego wypowiedzi na ten temat są w społecznym
odbiorze rozumiane jako pełne sprzeczności. Wielokrotnie podkreśla on, że ce¬
lem ekspozycji plastynatów jest szeroka edukacja w zakresie anatomii, pokaza¬
nie ciała od wewnątrz w działaniu, „danie przeciętnemu człowiekowi pełnego
wglądu w organizm ludzki w stanie zdrowia i choroby. Chodzi też o obalenie
pewnych przyzwyczajeń myślowych dotyczących śmierci i martwego ciała oraz
7

5

W tekście będę odwoływał się do publicznej dyskusji, jaka przetoczyła się przez Wielką Brytanię,
przed, w czasie i po wystawie plastynatów w Londynie (marzec 2002), a którą prześledzić można było
w serwisach BBC News dostępnych w Internecie pod adresem: http://news.bbc.co.uk.
Cecil Helman twierdzi, że współczesne, nowe ciało industrialne — zarówno w codziennej, jak
i zmitologizowanej formie — symbolizuje nowy typ społeczeństwa, i że istnieje wyraźny związek mię¬
dzy wyobrażeniami ciała jednostkowego i politycznego. Jako przykład podaje zachodnie wyobrażenia
ciała jako zbioru niezależnych organów, które związane są z ideą społeczeństwa jako zbioru autono¬
micznych, suwerennych jednostek. Stąd funkcjonujące w kulturze paralele między wymienialnością
części ciała i wymienialnością ludzi (np. w ich miejscach pracy) — nikt i nic nie jest niezastąpione
(Helman, 1988, s. 16).
Przy okazji komentarzy na temat współczesnego dyskursu ciała powtarzają się skojarzenia
z Auschwitz i Trzecią Rzeszą.
6

7

�Marcin Brocki

46

8

ukazanie piękna organizmu ludzkiego" (Wieczorkiewicz, 2000, s. 211) . Plastynaty, ukazując zwiedzającym wnętrza ciał schorowanych ludzi, chore organy
(np. płuca palacza, wątrobę alkoholika), przestrzegają, „są optycznym mostem
między zwiedzającym a wnętrzem jego ciała" (von Hagens, za: Wieczorkiewicz,
2000, s. 211). Innym razem von Hagens stwierdza, że jego plastynaty są dziełami
sztuki, ale zaraz dodaje, że ekspozycja jako całość nie jest wystawą sztuki, lecz
pokazem edukacyjnym (BBC News Online 9). Sam uruchamia do interpretacji
swojego „dzieła" dychotomię: sztuka (nieużyteczne) — edukacja (użyteczne),
która traktowana jest przez jego krytyków jako „sama-przez-się-zrozumiała".
Charakterystyczna jest tu wypowiedź przedstawiciela brytyjskiej partii konser¬
watywnej, Teddy Taylora, który pyta: „Jaki możliwy pożytek z oglądania mar¬
twych ciał może mieć normalny człowiek?" (BBC News Online 4). Oczywiście,
między użytecznością edukacji a nieużytecznością edukacyjną sztuki nie ma in¬
nej sprzeczności niż ta wygenerowana przez społeczny dyskurs — jest ona po¬
chodną kulturowego sposobu klasyfikowania zjawisk, który von Hagens stara się
postawić przed odbiorcą jako problem do rozważenia.
Plastynaty są zjawiskiem pogranicza i znajdziemy na potwierdzenie tej tezy
mnóstwo przykładów, między innymi językowych. Epitety i upraszczające ety¬
kiety, którymi opatruje się wystawy, wskazują na przekraczanie normy przez
twórców w ich dziele, które jest „szokujące", „niesamowite", „niesmaczne",
„kontrowersyjne". Anna Wieczorkiewicz pisze, że w „prezentacji praktyki von
Hagensa jest oczywiście motyw przekraczania pewnych społeczno-kulturowych
ograniczeń", że wystawa narusza tabu ludzkich zwłok (Wieczorkiewicz, 2000,
s. 214). „Siłą tej ekspozycji staje się właśnie «pograniczność» — komentarze
zamieszczane w prasie podkreślają trudność w zaklasyfikowaniu plastynatów.
Gdzie jest ich miejsce — w gabinetach horroru czy galeriach sztuki?" (Wieczor¬
kiewicz, 2000, s. 215) .
9

W ramach potocznego dyskursu na temat ciała i śmierci ów naruszany po¬
rządek właściwy funkcjonowaniu ciał zmarłych nakazuje, aby trup był ukryty
(grób), co jest traktowane jako naturalne z kulturowego punktu widzenia. Po¬
rządek niewłaściwy to wystawienie zmarłego na widok publiczny i praktycznie
nieograniczona czasowo jego ekspozycja w galerii, muzeum — w miejscach,
które radykalnie zmieniają charakter klasyfikacji „przedmiotu" w publicznym
dyskursie, które są traktowane w tym kontekście jako nie-naturalne. W jednym
z serwisów można przeczytać, że „jest coś dziwnego w oglądaniu zmarłych ludzi
wystawionych na widok publiczny w pozach przypominających żywych — nie¬
naturalnych dla zmarłych" (BBC News Online 8; por. też BBC News Online 7).
8

Jest to informacja powielana w niemal wszystkich serwisach na temat „wystawy trupów".
Komentarze BBC na temat „wystawy trupów" rzeczywiście podkreślają fakt, że lokuje się ona
na granicy między wystawą edukacyjną (nie polecaną jednak dzieciom) a pokazem dziwactw (BBC
News Online 6; BBC News Online 8), że anatomiczny pokaz miesza się w niej z horrorem (BBC News
Online 5).
9

�Kulturowy obraz ciała i jego współczesne przemiany

47
10

Nieodpowiednie miejsce i nieodpowiednie pozy . A trupy na wystawie wyeks­
ponowano w pozach „nieodpowiednich nie tylko dla zmarłych, ale w niektórych
przypadkach również dla żywych": jest jeździec na koniu trzymający mózg na
wyciągniętej dłoni, człowiek trzymający swoją własną, zdjętą z niego skórę czy
kobieta w ciąży z widocznym wewnątrz łona płodem, w dodatku ustawiona w po­
zie charakterystycznej dla modelek z rozkładówki Playboya.
Niemal w każdym komentarzu na temat plastynatów podkreśla się autentyzm
ciał (Wieczorkiewicz, 2000, s. 215; BBC News Online 8), to że nie są wyłącznie
sztucznym tworem, ale bazują na prawdziwych trupach. Właśnie ten fakt wydaje
się najsilniej naruszać tabu ciała i tabu śmierci. Pomimo sukcesów naukowej
medycyny, która w ostatnich kilkudziesięciu latach z problemów ciała uczyniła
problemy techniczne (por. Libera, 1999, s. 27), wciąż istnieje duży społeczny
opór przeciw traktowaniu ciała w kategoriach „mięsności", niezgoda na „odsemantycznienie" ciała.
Naruszone tabu domaga się społecznej dyskusji, a raczej silnej społecznej
reakcji. Reakcja odbiorców jest w tym przypadku podobna, jak wobec innych
zjawisk z pogranicza wyraźnych kategorii. Próbuje się zabronić organizowania
wystawy (w wielu krajach nie wydano na nią zgody), a gdy już się odbywa, po¬
szukuje się możliwości prawnych i pozaprawnych jej zamknięcia, lub nawet
wypracowania takiej sytuacji prawnej, aby w przyszłości podobna wystawa nie
mogła mieć miejsca. Uruchamia się autorytety moralne, które wypowiadają się
krytycznie na jej temat, poszukuje się rodzin dawców, aby pośród nich wyłowić
te, które nie zgodziły się na prezentację ciał lub fragmentów ciał ich bliskich (są
takie, a ich odnajdywanie daje pretekst do uruchomienia środków prawnych, któ¬
re „dookreślą miejsce wystawy w kulturowym porządku"). Odkrywa się historię
dawców, równie „upiorną" jak sama wystawa , aby móc jakoś sklasyfikować to,
co niezrozumiałe — dr von Hagens, w świetle tych danych, jawi się jako współ­
czesny doktor Frankenstein. Media zresztą od czasu do czasu wprost utożsamiają
te dwie postaci (por. BBC News Online 2; BBC News Online 1). Być może jest
to najlepszy dowód figuratywności von Hagensa, dowód na to, że jest bardziej
„bohaterem masowej wyobraźni" niż konkretną osobą, że wywołuje i produkuje
społeczny dyskurs, bez względu na to, jakie ma intencje i jaki jest sens całego
przedsięwzięcia.
11

12

Jednak nie tylko „niezdrowa fascynacja" (takie określenia znajdziemy w ko¬
mentującej wystawę prasie) społecznymi granicami i ich naruszaniem popycha
ludzi do obejrzenia tego typu ekspozycji, zatem określenie jej jako zjawiska po-

10

Trup jest „naturalny", ale nie taki, który został wyeksponowany w muzeum w pozie charaktery­
stycznej dla osoby żywej — von Hagens próbuje zatrzeć dychotomie, które rządziły do tej pory wy­
obrażeniami śmierci i ciała.
Działania te sprowadzają się do namawiania do kontestacji i oprotestowywania wystawy.
Wybuchła afera z dostawcą ciał, którym okazał się szpital psychiatryczny i akademia medyczna
z Syberii (BBC News Online 2; BBC News Online 3; BBC News Online 9).
11

12

�48

Marcin Brocki

granicza ani nie wyczerpuje interpretacji sposobów reagowania na plastynaty, ani
nie tłumaczy w pełni tego wielowymiarowego zjawiska.
Większość widzów identyfikuje ekspozycję jako zjawisko z zakresu sztuki,
a nie model edukacyjny. Dopiero przy takiej klasyfikacji staje się jasne, że plastynaty kwestionują potoczny dyskurs na temat ciała i śmierci. Mamy zatem kilka
poziomów narracji o plastynatach:
1) wtórna racjonalizacja zjawiska u von Hagensa — jako modelu edukacyj¬
nego (co można odczytać jako próbę „cywilizowania zjawiska", która jednak
wywołuje niezrozumienie, bo pomija jego istotę),
2) reakcja odbiorców i reakcja mediów (próby „oswojenia", „zrozumienia"
— nawet jako czegoś nie do przyjęcia, ale możliwego do zaklasyfikowania),
3) narracja krytyki, sytuującej zjawisko po stronie sztuki (tu dopiero jawi się
jako uporządkowane i sensowne).
Sztuka, w tym wypadku, przekształca to, co umowne (kulturowy wizerunek
śmierci i kulturową waloryzację ciała i trupa) w realne (plastynaty), to, co nie¬
regularne (niesprowadzalne do jednej formuły, wieloznaczne figuracje śmierci,
ciała i trupa), do tego, co regularne (dyskurs sztuki). W tych aktach działalność von
Hagensa komentuje przyrost wolności w obszarze, gdzie do tej pory tej wolności
nie było, przekształcając rzeczywistość na zasadzie „co by było gdyby", dokonując
rzeczywistego eksperymentu (w przeciwieństwie do większości intelektualnych,
niedosłownych eksperymentów nauki) poprzez sprawdzenie reakcji odbiorców
na fakt radykalnego przemieszczenia już uporządkowanych (choć rozproszonych
w kulturze i wieloznacznych) kategorii myślenia. To, w sposób oczywisty, rodzi
oceny moralne. Estetyczne wiąże się nierozłącznie z tym, co etyczne.
Według Łotmana (1999, s. 205-217), sztuka testuje obszary rzeczywistości,
w których obserwuje się gwałtowny przyrost wolności, gdzie stale wykracza się
poza to, co uchodzi za standard myślenia i postępowania. Sztuka sprawdza nie¬
naruszalność struktur świata oraz skutki eksperymentu w zakresie poszerzania
i ograniczania tej wolności.
Plastynaty są środkiem poznania naszego sposobu myślenia o ciele, trupie
i śmierci przez postawienie „odbiorcy" (bo nie tylko ci, którzy obejrzeli wysta¬
wy von Hagensa są uczestnikami społecznego dyskursu o plastynatach) w sytu¬
acji wolności (nawet niejako „poza prawem") i analizę wyborów. Transformacji
w dziele-plastynacie podlegają ciało i śmierć, czyniąc ich kulturowe wizerunki
„znaczonym" dziełem. Plastynacja jest kulturowym autokomentarzem, komenta¬
rzem z wnętrza kultury, o której się opowiada. Niemniej, aby w ogóle ta kulturo¬
wa refleksja była możliwa, należało umieścić trupa w obcym mu systemie relacji.
W tym przypadku jest to przemieszczenie go do muzeum, zanegowanie rozpa¬
du, pozbawienie zapachu, upozowanie w charakterystyczny dla żywych sposób,
przez co uwidacznia się i problematyzuje kulturową negację śmierci, chęć jej
ukrycia.

�Kulturowy obraz ciała i jego współczesne przemiany

49

Łotman twierdzi (1999, s. 214), że im surowsze są prawa tradycji (kulturowa
norma), tym swobodniejsze wybuchy improwizacji, co między innymi za pośred¬
nictwem dyskursu o plastynatach wskazuje na fakt (lub raczej potwierdza intuicje
wielu badaczy społecznych), że żyjemy w czasie szczególnie represyjnego sto¬
sunku do ciała i kulturowej negacji śmierci. Aby móc dostrzec taki status ciała
i śmierci we współczesnej kulturze, potrzebne jest „spojrzenie z oddali", ironicz¬
ny dystans do rzeczywistości, która jest przedmiotem refleksji. Taki ironiczny
dystans, obszar wolności, zapewnić może sztuka, która obecnie — w zgodzie
z neoromantycznymi figurami — utożsamiana jest niemal powszechnie z obsza¬
rem wolności w stosunku do zniewolonej rzeczywistości. Choć neoromantyczne
figury, przeciwstawiające sztukę życiu, są podobnie nieprawdziwe jak pozytywi¬
styczne postrzeganie sztuki jako odbicia rzeczywistości, wskazują jednak na jej
transgresywny charakter, na pozycję dogodną do komentowania rzeczywistości
spoza sztuki. Plastynaty von Hagensa znakomicie spełniają tę rolę, choć ceną
za lekcję samoświadomości jest etykieta „doktor Frankenstein", przyczepiana
autorowi „wystawy trupów", ucieleśniająca lęki przed „nad-manipulowaniem"
kulturowymi fundamentami człowieczeństwa.
13

Podsumowanie
Dla antropologów kulturowych ciało jest przede wszystkim elementem kul¬
tury i jako takie nasycone jest znaczeniami oraz wyposażone, w zależności od
statusu jednostki, w odpowiedni kapitał symboliczny. Inwestycja w ciało staje się
inwestycją w „jakość życia". W związku z tym rozwijają się specyficzne formy
społecznej kontroli nad ciałem, które swoim zasięgiem obejmują „prawidłowy"
kształt, rozmiar, ubiór, diety, postawy i zachowania. Władza nad ciałem, która
została zinternalizowana i zintegrowana z „wolną wolą" jednostki, narzuca re¬
żimy, których jednostka nie postrzega jako zewnętrznych przymusów — z tego
powodu oddziaływanie władzy jest znacznie bardziej restrykcyjne i głębokie niż
w przypadku władzy zewnętrznej. Co więcej, obserwujemy obecnie proces od¬
wrotny do procesu semiozy, czyli transformacji nie-znaku w znak, a mianowicie
— stopniowe „utowarowienie" i „urzeczowienie" ciała. Język codzienny asymiluje mikrofizykę utowarowienia, która stopniowo przenika do potocznego obrazu
świata. Jednak nie bez oporu. Jak wszystkim procesom zmian w kulturze, tak
13

Badacze społeczni zauważają, że obszary kulturowego dyscyplinowania ciała i manipulowania
nim współcześnie się rozrastają, jednocześnie ulegając rozproszeniu w wielu obszarach życia społecz­
nego tak, że oddziałują w sposób niezauważalny na uczestników kultury — jest to pozorna „demokra­
tyzacja ciała". „W «wolnym świecie» ciało nie wyzwala się spod kontroli społeczeństwa i państwa.
Wyswobadzając się z ciężaru dotychczasowej tradycji, popada ono w nową niewolę. Nowoczesne
społeczeństwo urabia sobie uległe ciało. Oto bowiem interesy społeczne skupiają się (...) na ciele ze¬
wnętrznym: wyglądającym pięknie, zdrowym, silnym i młodym" (Libera, 1999, s. 30; por. też: Bauman,
1995).

�Marcin Brocki

50

i temu procesowi towarzyszą napięcia i konflikty — przede wszystkim wciąż nie
ma powszechnej zgody na medykalizację oraz zmianę znaczeń ciała w kierunku
jego utowarowienia. Znakomitą ilustracją istniejącego konfliktu są „plastynaty"
i wywołana przez nie dyskusja, z której wynika, że przechodzimy obecnie szcze¬
gólny moment gwałtownego redefiniowania fundamentalnych figur myślenia na¬
szej kultury o ciele i śmierci, że ścierają się ze sobą na wielu płaszczyznach spo¬
łecznego dyskursu przeciwstawne poglądy na temat tego, czym jest ciało ludzkie,
w jakim zakresie stać się może ono przedmiotem tego dyskursu, gdzie są granice
człowieczeństwa, oraz poglądy na temat granic możliwości figuracji śmierci, któ¬
rej najwyraźniejszym „znaczącym" jest ciało zmarłego, trup.
Słowa kluczowe: antropologia ciała, obraz ciała, społeczna kontrola nad ciałem

BIBLIOGRAFIA
Bauman Z.
1995

Ciało i przemoc w obliczu ponowoczesności, Wydawnictwo Uniwersytetu
im. Mikołaja Kopernika, Toruń.
Ciołek T.M., Olędzki J., Zadrożyńska A.
1976
Wyrzeczysko, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Białystok.
Douglas M.
1978
Purity andDanger, Routledge, London (wyd. pol.: Czystość i zmaza, przeł.
M. Bucholc, PIW, Warszawa 2007).
2004
Symbole naturalne. Rozważania o kosmologii, przeł. E. Dżurak, Wydawni¬
ctwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków.
Dziechcińska H.
1996
Ciało, strój, gest w czasach renesansu i baroku, Wydawnictwo Naukowe
Semper, Warszawa.
Ellen R.F.
1977
Anatomical Clasiffication and the Semiotics of the Body, w: The Anthropo¬
logy of the Body, ed. J. Blacking, Academic Press, London, s. 343-374.
Featherstone M.
1991
The Body in Consumer Culture, w: The Body: Social Process and Cultural
Theory, eds. M. Featherstone, M. Hepworth, B.S. Turner, Sage Publica¬
tions, London, s. 170-196.
Firth R.
1990
Jednostkowe symbole i publiczne reakcje, przeł. I . Sieradzki, w: Symbole
i symbolika, red. M. Głowiński, Czytelnik, Warszawa, s. 216-264.
Foucault M.
1993
Nadzorować i karać. Narodziny więzienia, przeł. T. Komendant, Aletheia
— Spacja, Warszawa.
Gajda J.
1989
Sofiści, Wiedza Powszechna, Warszawa.

�Kulturowy obraz ciała i jego współczesne przemiany

Helman C.
1988
1995
Ifrah G.
1990

51

Dr Frankenstein and the Industrial Body. Reflections on „Spare Parts"
Surgery, „Anthropology Today" vol. 4, no. 3, s. 14-16.
Culture, Health and Illness, Butterworth-Heinemann, Oxford.

Dzieje liczby, czyli historia wielkiego wynalazku, przeł. S. Hartman,
Ossolineum, Wrocław.
Janion M., Rosiek S. (red.)
1984
Osoby, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk.
Kardela H.
Gramatyka kognitywna jako globalna teoria języka, w: Język a kultura,
1992
t. 8, Podstawy metodologiczne semantyki współczesnej, red. I. Nowakowska-Kempna, Wrocław, s. 9-22.
Kordys J.
1991
Mózg i znaki, PIW, Warszawa.
Kurdziołek M.
1971
Średniowieczne doktryny o człowieku jako obrazie świata, „Roczniki Filo­
zoficzne" t. 19, z. 1, s. 5-39.
Lakoff G., Johnson M.
1988
Metafory w naszym życiu, przeł. T. Krzeszowski, PIW, Warszawa.
Libera Z.
1997
Mikrokosmos, makrokosmos i antropologia ciała, Liber novum, Tarnów.
1999
Dziedzictwo Frankensteina, w: Metamorfozy ciała. Świadectwa i interpre­
tacje, red. D. Czaja, Wydawnictwo Contago, Warszawa, s. 13-32.
Łotman J.
1978
Lalki w systemie kultury, „Teksty" nr 6, s. 46-53.
1999
Kultura i eksplozja, przeł. B. Żyłko, PIW, Warszawa.
Paluch A.
1995
Etnologiczny atlas ciała ludzkiego i chorób, Wydawnictwo Uniwersytetu
Wrocławskiego, Wrocław.
1999
Wizerunek nasz, czyli ciało na scenie ponowoczesności, w: Transformacja,
ponowoczesność wokół nas i w nas, red. A. Paluch, Wydawnictwo Katedry
Etnologii i Antropologii Kulturowej UWr, Wrocław, s. 119-130.
Scheper-Hughes N.
Theft of Life. The Globalization of Organ Stealing Rumours, „Anthropo­
1996
logy Today" vol. 12, no 3, s. 3-11.
Bodies for Sale — Whole or in Parts, w: Commodifying Bodies, eds.
2002
N. Scheper-Hughes, L. Wacquant, Sage Publications, London, s. 1-8.
Sharp L.
The Commodification of the Body and its Parts, „Annual Review of An­
2000
thropology" vol. 29, s. 287-328.
Synnot A., Howes D.
1992
From Measurement to Meaning. Anthropologies of the Body, „Anthropos"
vol. 87, s. 147-166.

�52

Marcin Brocki

Toporov V.N.
1983
Prostranstvo i tekst, w: Tekst: semantika i struktura, red. I.V Cyvjan,
Moskva, s. 227-284.
Toporów W.N.
1977
O kosmologicznych źródłach wczesnohistorycznych opisów, w: Semiotyka
kultury, red. E. Janus, M.R. Mayenowa, PIW, Warszawa, s. 103-131.
Wheelwright P.
1990
Symbol archetypowy, przeł. M. Fedewicz, w: Symbole i symbolika, red.
M. Głowiński, Czytelnik, Warszawa, s. 265-311.
Wieczorkiewicz A.
2000
Muzeum ludzkich ciał, Słowo/Obraz Terytoria, Gdańsk.
Wolniewicz B.
1993
Filozofia i wartości. Rozprawy i wypowiedzi, Wydawnictwo Wydziału
Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa.
Źródła internetowe:
http://news.bbc.co.uk
BBC News Online 1
2001
Meet a Latter Day Dr Frankenstein, 10 February.
BBC News Online 2
2001
Row over Siberian Body Exports, 29 March.
BBC News Online 3
2001
Russians Charged over Body Parts, 20 July.
BBC News Online 4
2002
Mps Condemn Body Parts Show, 12 March.
BBC News Online 5
2002
Corpse Show „Will be Educational", 13 March.
BBC News Online 6
2002
Corpse Show Opens to More Criticism, 20 March.
BBC News Online 7
2002
Corpse Show not Illegal, 20 March.
BBC News Online 8
2002
Corpse Show Leaves Sour Taste, 22 March.
BBC News Online 9
2002
Businessman Donates Body to Art, 25 November.

�Kulturowy obraz ciała i jego współczesne przemiany

53

Marcin Brocki
THE CULTURAL IMAGE OF THE BODY AND ITS MODERN
TRANSFORMATIONS
(Summary)

The human body is not only physical. It is associated with many beliefs and ideas,
which make it a cultural construct. The cultural image of the body is composed of beliefs
about its optimal shape and size, borders of body, internal structure, how it functions,
and about the attire, decorations and marks on the body. The image of the body offers us
a framework for the right perception (in a given cultural order), ordering and interpreting
corporeal experiences. It also means that it is a type of social control (power) over indivi­
dual physicality. This power, although scattered, invisible and embodied into our every­
day practice, controls the body of the individual so that it has the „desired" shape, size,
attire, proper diet, hygiene, health, attitudes and behaviours. At the same time this power
equips the body with a symbolic capital thanks to which „investment" into the body is
perceived as investment into the quality of life. Today we also observe how the body
is gradually becoming a „commodity" and how it is „medicalised". This is a process,
which is accompanied by tensions and conflicts. Despite the fact that modern culture is
considered to be very liberal, that a „cult of the body" dominates in it, systems of control
over the body (the „microphysics" of power over body) are more extensive and more
deeply hidden than was the case in the past.
Key words: anthropology of the body, body image, social control over the body

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6044" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6024">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9a07d9154fa016abfb4cf643e7005f3f.pdf</src>
        <authentication>e9c80a61d2fc8d6f4f11bb00de1dcaed</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72105">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:373</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72106">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72107">
                <text>1958</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72108">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:334</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72109">
                <text>Badania etnograficzne na Podhalu / ETNOGRAFIA POLSKA 1958 t.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72110">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1958, t.1, s.240-256</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72111">
                <text>Kowalska-Lewicka, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72112">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72113">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="72114">
                <text>Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72115">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="72116">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72117">
                <text>MAŁOPOLSKA
Prace pod kierunkiem K. Moszyńskiego
i J.

ANNA

Klimaszewskiej

KOWALSKA-LEWICKA

B A D A N I A ETNOGRAFICZNE

NA PODHALU

Pomysł zespołowego opracowania kultury ludowej Podhala powstał
w 1951 r. w grupie młodych etnografów krakowskich. Łączył się on z pla­
nowaną wówczas przez Oddział Krakowski Polskiego Towarzystwa Ludo­
znawczego monografią ziemi krakowskiej.
Pierwotnie mowa była o opracowaniu monograficznym całokształtu
kultury ludowej Podhala, z czasem jednak przedsięwzięcie to okazało się
niewykonalne z powodu braku przede wszystkim odpowiednio licznego
zespołu, czasu i pieniędzy. Postanowiliśmy więc ograniczyć się wyłącz­
nie do przebadania produkcji w rolnictwie, hodowli i rzemiosła, z pew­
nym tylko uwzględnieniem wymiany i konsumpcji — o tyle, o ile jest to
niezbędne dla pełnego obrazu badanego zagadnienia. Zawężenie tematyki
i rezygnacja z wielodziałowej monografii regionu miały również swe
uzasadnienie teoretyczne. Doszliśmy bowiem do wniosku, że jeśli ze­
chcemy poszczególne działy traktować nie tylko w ich rozwoju histo­
rycznym, ale także w powiązaniu z innymi zjawiskami kulturowymi,
wówczas opracowanie całości musi doprowadzić do szeregu powtórzeń.
Niemniej dojście do takiej decyzji wymagało dłuższego czasu, doświad­
czeń terenowych i teoretycznych dyskusji, w ciągu których w badaniach
uwzględniano jeszcze pełną problematykę. Dzięki temu archiwum nasze
posiada dziś, poza danymi dotyczącymi produkcji, cały szereg materia­
łów dotyczących nawet tak odległych dziedzin, jak sztuka ludowa, folklor,
demonologia, magia i in. Sporo tych materiałów znalazło zastosowanie
w naszym opracowaniu, na przykład magia rolna i hodowlana, sztuka
w połączeniu z rzemiosłem. Pozostałe natomiast bądź czekają dalszego
opracowania, bądź zostały przekazane innym instytucjom (np. zbiór pie-

�BADANIA

ETNOGRAFICZNE

NA

PODHALU

241

śni oddano do dyspozycji Państwowego Instytutu Sztuki) lub też docze­
kały się opracowań w charakterze odrębnych artykułów *.
Na wstępie zaznaczyć pragnę jeszcze jedno, co posłuży nam może aa
usprawiedliwienie wielu niedociągnięć. Zespół zaczynający w 1952 r.
pracę na Podhalu składał się wyłącznie z etnografów, wśród których nie
było nikogo, kto by ukończył studia przed wojną, a k i l k a osób było wów­
czas jeszcze studentami. Brakowało również jakiejkolwiek tego typu
pracy etnograficznej napisanej po wojnie i opartej na nowoczesnej me­
todologii, która mogłaby posłużyć za wzór.
Wybór Podhala jako terenu badań miał za sobą cały szereg argumen­
tów. Chodziło mianowicie o region zwarty zarówno etnograficznie, jak
i geograficznie, a równocześnie niezbyt rozległy, możliwy do przebadania
przez niewielką grupę ludzi. Ponadto Podhale stosunkowo mało uległo
urbanizacji, zachowując cały szereg cech swej tradycyjnej kultury, a rów­
nocześnie jest obszarem, na którym dzięki rozwiniętym centrom letnisko­
wym, rozbudowanej sieci komunikacyjnej i rozwijającemu się w ostat­
nich latach przemysłowi (przemysł drzewny, żwirownie, kamieniołomy,
kombinat skórzany w Nowym Targu, przemysł chałupniczy organizo­
wany na wielką skalę przez CPLiA) śledzić możemy powstawanie nowych
form życia ekonomicznego.
Na Podhalu wreszcie do dwu podstawowych dla całej wsi polskiej
dziedzin produkcji (rolnictwa i hodowli typu nizinnego) dołącza się je­
szcze trzecia, posiadająca własną organizację, własne powiązania spo­
łeczne itd. Jest to pasterstwo polaniarskie i wysokogórskie.
1

Artykuły powstałe na podstawie materiałów zespołu: Z. G o ł ą b , O
zróżnico­
waniu wewnętrznym
gwary podhalańskiej,
„Język Polski", R. 34: 1954, nr 2,
s. 85—111; B. K o p c z y ń s k a - J a w o r s k a, Gospodarcze i społeczne
podstawy
pasterstwa tatrzańskiego,
Biblioteka Etnografii Polskiej, t. 3 (w druku); t e n ż e ,
Badania nad organizacją
ivypasu w pasterstwie wysokogórskim
na Podhalu, [w:]
Pasterstwo Podhala (w druku); t e n ż e . Hodowla w tradycyjnej kulturze Podhala,
„Kwart. H K M " , R. 5: 1957, nr 2, s. 291-298; A. K o w a 1 s k a - L e w i c k a, Janos,
rzeźbiarz
ludowy z Dębna, „Polska Sztuka Ludowa", R. 8: 1954, nr 3, s. 162—173;
t e n ż e , omówienie pracy W. Jostowej: Tradycyjne pożywienie
ludności PodhaŁa,
„Kwart. H K M " , R. 4: 1956, nr 1, s. 152—155; t e n ż e , Kilka uwag o wędrówkach
za­
robkowych górali podhalańskich.
„Kwartalnik Historyczny", R. 64: 1957, nr 2;
t e n ż e , Haft biały na Podhalu, „Polska Sztuka Ludowa" (w druku);
tenże,
Handel wiejski na Podhalu w drugiej połowie
XIX i w początkach
XX
wieku,
„Kwart. H K M " , R. 5: 1957, nr 2, s. 305—314, t e n ż e , O zbójnickich
skarbach, „Zie­
mia", R. 2: 1957, nr 3, s. 17—19; A. Z a rn b r z y c k a, Stan badań nad
rzemiosłem
ludowym na Podhalu, „Slovensky Närodopis", Bratislava, R. 16: 1957, nr 2—3;
A. Z a m b r z y c k a - K u n a c h o w i c z , Organizacja
zbytu wyrobów
rzemiosła
wiejskiego na Podhalu iv latach 1870—1950, „Kwart. HKM", R. 5: 1957, nr 2,
s. 299—305; A. Z a m b r z y c k a
i K . M a l k i e w i c z , Fajczarstwo
na Podhalu,
„Pol. Szt. Lud'.', R. 10: 1958, nr 4—5, s. 209—218.
Etnografia

Polska

I

16

�ANNA

242

KOWALSKA-LEWICKA

Ważny też dla nas był fakt, że Podhale jest regionem Polski o naj­
bogatszej chyba literaturze, której większość dotyczy jednak dziedzin
życia nie związanych z gospodarką, wyłączywszy pasterstwo typu gór­
skiego. Z drugiej za to strony, za podstawę badań etnograficznych mieli­
śmy bogatą literaturę historyczną i doskonałe opracowanie geograficznogospodarcze Leszczyckiego , które wybitnie ułatwiały pracę. Do wzglę­
dów powyższych dołączyły się także praktyczne, przede wszystkim b l i ­
skość od Krakowa omawianego terenu i jego dostępność.
Co do obszaru, jakim mieliśmy się zajmować, to na temat zasięgu
Podhala toczy się od dłuższego czasu dyskusja. W wyznaczaniu jego gra­
nic brano za kryterium bądź granice administracyjne, czyli granice po­
wiatu, bądź zasięgi pewnych zjawisk językowych, bądź wreszcie zasięgi
pewnych elementów kultury, najczęściej stroju. Utożsamienie Podhala
z powiatem nowotarskim, jakkolwiek dogodne z punktu widzenia w y ­
korzystania archiwów i statystyk powiatowych, w t y m wypadku okazało
się niewskazane, gdyż powiat obejmuje kilka różnych grup etnograficz­
nych, które trudno traktować łącznie. W wypadku kryterium języko­
wego stwierdzono, że tzw. archaizm podhalański i inne charakterystyczne
dla Podhala cechy językowe sięgają aż po Myślenice i w żadnym w y ­
padku na ich zasięgu nie można budować granic regionu. Kryteria za­
czerpnięte z kultury ludowej okazały się płynne. Na przykład strój pod­
halański przeżywa obecnie okres ekspansji i szybko powiększa swój
zasięg. Ostatecznie więc zamknęliśmy region w granicach dawnego przed­
rozbiorowego starostwa nowotarskiego z pewnymi jednak knrekturami.
Polegają one na włączeniu do naszego obszaru wsi należących do cyster­
sów (Ludzimierz i in.) oraz dzierżawy dębniańskiej i prywatnych ma­
jątków, które jakkolwiek leżały w obrębie tego obszaru, administracyjnie
od starostów były niezależne. Zasięg Podhala wygląda w takim układzie
następująco: południową granicę stanowią Tatry, zachodnia biegnie mniej
więcej wzdłuż rzeki Czarny Dunajec i jest jednoznaczna z granicami
Orawy. Granica północna biegnie działem wodnym między Rabą a Du­
najcem i dalej ku wschodowi główną granią Gorców; wschodnia zaś
wzdłuż rzeki Białki, prawobrzeżnego dopływu Dunajca, poza którą leży
już Spisz.
2

Obszar, który ludność miejscowa nazywa Podhalem i którego mie­
szkańcy nadają ton całemu pozostałemu krajowi, nosi w literaturze nazwę
Skalnego Podhala i sięga od podnóży Tatr po północne krańce wzgórz,
ciągnących się nieprzerwanie od Tatr po dolinę nowotarską. Jest to
obszar mało urodzajnych gleb, zasiedlony stosunkowo późno, o przewadze
wsi z łanowym układem gruntów leżących w większości w dolinach stru- S. L e s z c z y c k i ,

Region

Podhala,

Kraków

1938.

�BADANIA

ETNOGRAFICZNE

NA

PODHALU

243

mieni. Zaledwie parę wsi położonych tuż pod Tatrami i powstałych
szczególnie późno, bez dokumentu lokacyjnego, ma charakter polaniarski.
Na nizinie nowotarskiej, na żyznych glebach aluwialnych, leżą wsie naj­
starsze na tym terenie, o układzie pól niwowym. Do trzeciej grupy należą
wsi na stokach Gorców. W k i l k u wsiach leżących na wschodniej granicy
regionu, zwłaszcza w Dębnie i Brzegach, obserwujemy odrębności kultu­
rowe wynikające z silnych wpływów spiskich.
W powyższym podziale wyraźny charakter łącznika kulturowego mają
góry (Tatry i Gorce). Związki kulturowe w obrębie poszczególnych grup
tłumaczyć można między innymi unifikującym działaniem pasterstwa,
które potem na terenie rodzinnej wsi nadaje w wielu dziedzinach ton
życiu społeczności wiejskiej.
Pod Skalnym Podhalem będziemy więc rozumieć grupę wsi związa­
nych letnim wypasem w Tatrach; wsi związane letnią gospodarką polaniarską w Gorcach stanowić będą drugą grupę; wreszcie w nizinie nowo­
tarskiej leżą wsie, które łączy ich charakter przede wszystkim rolniczy.
Na odrębność etnograficzną Podhala niewątpliwie wpłynęły jego dzieje,
poczynając od zasiedlenia tych terenów. Problemem tym zajmowało się
wielu badaczy, od Morawskiego poczynając. Sporo uwagi poświęcili mu
P o t k a ń s k i , po nim Raf acz i Dobrowolski . Zajmowali się nim Długo­
polski. Czubek, Baranowie i in. Szczególnie wiele na ten temat pisano
w okresie międzywojennym.
W świetle danych historycznych wydaje się być pewne, że już
w X I I w. istniały na Podhalu jakieś osiedla ludzkie, skupiające się w do­
linie nowotarskiej wzdłuż brzegów Dunajca. Pierwsza ta fala osadnicza
etnicznie polska napłynęła prawdopodobnie z północy, posuwając się
w górę biegu Raby, a następnie przez przełęcze Obidowską , Siemia­
nowicką i Pieniążkowićką przedostała się na nizinę nowotarską. Udział
doliny Raby w zasiedleniu Podhala potwierdza wybitna zgodność dia­
lektyczna między tymi dwoma obszarami'. Mniej ważną arterię komu­
nikacyjną stanowi Dunajec, trudno dostępny skutkiem wąskości doliny.
Prawdopodobnie już wtedy omijano przełomy dunajcowe idąc doliną
Ochotnicy i Przełęczą Knurowską, między masywem Lubania i Turbacza,
szlakiem do ostatnich czasów uczęszczanym w drodze z Podhala do
Sącza.
3

4

r&gt;

6

;l

K. P o t k a ń s k i , Pisma, pośmiertne,
t. 1, Kraków 1922, s. 284—388 i t. 2,
Kraków 1924, s. 333—345.
' J . R a f a c z, Dzieje i ustrój Podhala Nowotarskiego, Warsizawa 1935.
K . D o b r o w o l s k i , Najstarsze osadnictwo Podhala, Kraków 1935 i Inne
prace.
Na drogę tę pierwszy zwrócił u w a g ę K. D o b r o w o l s k i , op. cit., s. 8.
K. D o b r o w o l s k i , op. cit., s. 9.
3

e

;

�ANNA

KOWALSKA-LEWICKA

Od X I I I w. rozpoczyna się zorganizowane osadzanie wsi na terenie
Podhala. Wiek X I V cechuje napływ Niemców spiskich, którzy nie two­
rzyli tu jednak zwartych kolonii, dzięki czemu stosunkowo szybko zasy­
milowali się i wrośli w większość polską. Pozostały po nich niektóre
nazwy wsi i nazwiska zapisane w aktach lokacyjnych.
Obok elementu polskiego i niemieckiego, niewielkiego zresztą liczeb­
nie, nieco później zjawiają się na Podhalu pasterze, tzw. wołoscy. Za­
gadnienie grup pasterskich, które pod nazwą Wołochów ekspandują
wzdłuż Karpat na zachód, od dawna budziło żywe zainteresowanie nie
tylko w Polsce. U nas zagadnieniem t y m zajęli się zarówno historycy
(Potkański, Rafacz, Szczotka i in.), jak językoznawcy (Rozwadowski) oraz
z punktu widzenia genezy pasterstwa górskiego geografowie i etnogra­
fowie (Hołub-Pacewiczowa, Kopczyńska-Jaworska); najwięcej zaś uwagi
poświęcił sprawie wołoskiej K . Dobrowolski. Mimo wnikliwych badań
wciąż jeszcze istnieją liczne problemy, które oczekują rozwiązania.
Powracając do akcji kolonizacyjnej Podhala stwierdzić należy, że
jakkolwiek wyglądało pierwotne osadnictwo, faktem jest, że systema­
tyczna akcja osiedleńcza prowadzona t u była dopiero przez wielką wła­
sność. Pierwszymi osadźcami byli cystersi, a po ich przeniesieniu do
Szczyrzyca ( X I I I w.) obszary im nadane, z wyjątkiem Ludzimierza i wsi
przyległych, przechodzą w posiadanie króla. Od tego czasu trud koloni­
zacji Podhala podjęli starostowie, szczególnie rodzina Pieniążków. Czer­
pią oni rezerwy ludzkie głównie z północnego zaplecza, z doliny Raby.
Choć ucisk feudalny dawał się we znaki ludności wiejskiej również
na Podhalu, posiadała ona bez porównania lepsze warunki niż chłopi po­
zostałych dzielnic Polski. Składało się na to wiele przyczyn. Przede
wszystkim los chłopów w królewszczyznach był na ogół znacznie lżejszy
niż w majątkach własności prywatnej; poza t y m w bliskości były niedo­
stępne góry, gdzie zawsze chronić mógł się zbieg; wreszcie licha górska
ziemia i ostry klimat nie dawały warunków do zakładania folwarków,
obliczonych wówczas prawie wyłącznie na produkcję zbożową, głównych
narzędzi ucisku feudalnego. W wieku największego w Polsce rozwoju
pańszczyzny na Podhalu dokonuje się przejście z gospodarki pańszczyź­
nianej na czynszową. Ma i to niewątpliwy wpływ na kształtowanie się
całej późniejszej kultury regionu.
Aneksja Podhala przez Austrię następuje w 1769 r., po czym po trak­
tacie rozbiorowym w 1773 r. całe starostwo nowotarskie zostaje wcie­
lone do dóbr kameralnych cesarskich. W 1818 r. zostaje przeprowadzony
szacunek tych dóbr, podział ich na 4 sekcje i sprzedaż w ręce prywatne.
Ten bardzo pobieżny szkic historii regionu ma na celu zwrócenie uwagi
przede wszystkim na dwa czynniki: na element osadniczy, który sta­
nowi substrat dzisiejszej ludności, i na fakt, że od zarania dziejów

�BADANIA

ETNOGRAFICZNE

NA

PODHALU

24.5

chłopi starostwa nowotarskiego cieszyli się większymi swobodami niż
większość chłopów Rzeczypospolitej. Pod t y m względem szczególnie
ważny jest wiek X V I I I i początek X I X , tak już bliskie okresowi, który
etnograf może poznać drogą badań terenowych.
Zainteresowaniami swoimi objęliśmy okres stulecia od uwłaszczenia
chłopów po rok 1953, datę ukończenia przez nas badań terenowych.
Okres ten, stosunkowo niedługi, pełen jest zasadniczych przemian k u l ­
turowych. Dla odpowiedniego ustawienia w czasie owych przemian ko­
nieczne więc było przeprowadzenie jego periodyzacji.
Pierwsze 25—30 lat po uwłaszczeniu nie przynosi na Podhalu więk­
szych zmian. Sam akt uwolnienia chłopów z pańszczyzny wobec braku
możliwości zarobkowych, a co za t y m idzie — gotówki i zupełnego za­
cofania gospodarczego, nie miał t u tak przełomowego znaczenia, jak
na innych ziemiach polskich. Przełom następuje dopiero w okresie
1870—1880. Złożyło się n a ń wiele powodów, z których najważniejszym
stała się zarobkowa emigracja do Ameryki. Początek jej przypada na
lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku. Wedle pewnych wiadomości
pierwsze wypadki wychodźstwa pojawiły się na terenach podgórskich
Galicji w 1873 r., po czym w ciągu zaledwie paru lat objęły olbrzymie
rzesze ludności. Działalność agitacyjną prasa ówczesna przypisuje kle­
rowi.
Wychodźstwo to ma dwa zasadnicze aspekty. Z jednej strony l i k w i ­
duje przeludnienie kraju, które zwłaszcza na Podhalu było bardzo wiel­
kie, z drugiej wychodźcy zaczynają nadsyłać lub wracając przywozić do
kraju gotówkę . Po raz pierwszy na wsi podhalańskiej zjawia się wów­
czas pieniądz w większych ilościach. Zapas gotówki pozwala na zakup
nowego sprzętu w gospodarstwie, wprowadzenie nowych roślin upraw­
nych i przede wszystkim nawozów sztucznych. Tu i ówdzie zaczyna się
przeprowadzać melioracje, powiększając w ten sposób powierzchnię
uprawnej ziemi.
Obok emigracji zarobkowej otwierają się dla Podhala dalsze możli­
wości uzyskania gotówki i nawiązania kontaktów z szerokim światem.
Jest to coraz bardziej nasilający się ruch letniskowy, którego jednym
z głównych inicjatorów stał się dr Chałubiński, propagator leczniczych
właściwości górskiego klimatu. Co prawda ruch ten jeszcze w pierw8

9

8

Por. artykuły w „Dzienniku Polskim" 1876, nr 108 i 124, oraz w „Czasie" 1876,
nr 131.
Poza tym pobyt za granicą w wielu wypadkach kształcił fachowców. We wsi
Ciche spotkaliśmy kowala, który rozwinął s w ą w i e d z ę techniczną na emigracji
i powrócił przywożąc cały zestaw narzędzi oraz nowe metody pracy. Stał się on
specjalistą od wyrobu nowego typu pługów na dużą część powiatu. Jego uczniami
jest wielu kowali okolicznych.
9

�246

ANNA

KOWALSKA-LE WICKA

szych latach X X w..obejmuje zaledwie kilka wsi podtatrzańskich, nie­
mniej powstaje dzięki niemu z początku tylko sezonowy rynek we­
wnętrzny, zaczyna powstawać ruch budowlany, otwiera się możliwość
zarobków przy przewozie letników i towarów dla nich. Wreszcie ostat­
nim, lecz nie najmniej ważnym czynnikiem otwierającym przed Pod­
halem możliwości rozwoju staje się zbudowanie l i n i i kolejowej najpierw
do Chabówki, a następnie doprowadzenie jej do Zakopanego (otwarcie l i ­
nii (kolejowej do Zakopanego nastąpiło w 1899 r.).
Wszystkie te względy wskazują wyraźnie, że impakt kapitalizmu roz­
poczyna się dla Podhala dopiero w latach osiemdziesiątych ubiegłego
stulecia. Będzie to więc okres drugi po pofeudalnej martwocie gospo­
darczej trzeciej ćwierci X I X w. Doprowadzamy go do 1918 r., do za­
kończenia pierwszej wojny światowej.
W latach I wojny światowej w całej gospodarce widzimy gwałtowne
cofnięcie się do poziomu niemal pańszczyźnianego. Jednakże zahamo­
wanie rozwoju jest tylko pozorne. Po zawarciu pokoju przychodzi ko­
niunktura gospodarcza dla wsi, nowy dopływ gotówki i , co równie
ważne, przełamane zostają dawne autorytety wiejskie. Młodzi, którzy
zwiedzili wiele krajów w swych wędrówkach wojennych, są teraz skłonni
do przyjęcia każdej nowości. Obserwujemy wyraźne podniesienie się
i unowocześnienie gospodarki. Równocześnie zaczyna się gwałtowny
wzrost ruchu letniskowego. Nie tylko widzimy szybki rozrost Zako­
panego, ale napływ gości daje się zauważyć w całym szeregu wsi dotąd
nie objętych ruchem kuracyjno-wypoczynkowym. Rozwija się przemysł
pamiątkarski, rośnie rynek wewnętrzny na produkty hodowlane przy
równoczesnym wyraźnym podniesieniu się hodowli.
Zanim przejdziemy do następnego, trzeciego okresu, należy zazna­
czyć, że I wojna światowa przyniosła na Podhalu większe zmiany niż
na innych ziemiach polskich. W poprzednim wieku, zwłaszcza w czasach
poprzedzających budowę kolei do Chabówki i Zakopanego, Podhale
było izolowane od północnych ziem polskich. Natomiast na południu, za
Tatrami, rozciągały się doliny żyzne, potrzebujące rąk do pracy. Tutaj
więc, głównie na Spisz i Liptów, a nawet na nizinę węgierską w okolice
Koszyc, kierowały się zainteresowania mieszkańców Podhala. Tu, do
Starej Wsi na Spiszu i Trzciany na Orawie udawali się oni na wielkie
doroczne jarmarki, gdzie obok żywności można było nabyć wszelkie
wyroby skórzane (uprząż, kożuchy, buty), wyroby metalowe (kosy,
kotły, dzwonki dla owiec i bydła), ceramikę i wiele innych . Na po­
łudnie szli w poszukiwaniu żywności, zakupując tam przede wszystkim
l0

1 0

łowie

A. K o w a l s k a - L e w i c k a ,
Handel wiejski na Podhalu w drugiej
po­
XIX i w początku
XX wieku. „Kwart. H K M " , R. 5: 1957, nr 2, s. 305—314.

�BADANIA

ETNOGRAFICZNE

NA

PODHALU

247

zboże, a jesienią kapustę. Wreszcie na południe udawali się na prace
sezonowe, sianokosy i żniwa; szli też do Budapesztu na pracę w cegielni,
przy budowie domów i w fabryce obuwia .
Wprowadzenie kolei łączącej Podhale z resztą Polski osłabiło nieco
natężenie tych wędrówek, ale bynajmniej kontaktów nie przerwało. Kres
położyło i m dopiero zamknięcie granicy polsko-czechosłowackiej w 1918 r.
Dla Podhala był to prawdziwy cios. Istniały wprawdzie przepustki gra­
niczne dla właścicieli pól i możliwości dzierżawienia pastwisk i wypasu
po południowej stronie Tatr, niemniej cały handel i wiążące się z nim
rozliczne kontakty kulturowe musiały podupaść, a z biegiem czasu
skierować się ku północy. Zwłaszcza dla kultury materialnej regionu,
głównie Skalnego Podhala, miało to duże znaczenie. Wzrosło natomiast
znaczenie Nowego Targu jako jedynego poważniejszego punktu jarmarcz­
nego, co z kolei wpłynęło na unifikację kultury podhalańskiej. Jarmarki
nowotarskie zbliżyły Skalne Podhale do niziny nowotarskiej i wsi stoków
Gorców, ułatwiając t y m samym rozprzestrzenienie się ,,stylu podhalań­
skiego" na te tereny.
Druga wojna światowa przynosi terror i niedostatek, ale i w tym
okresie nastąpiły istotne zmiany w zakresie gospodarki. Działalność
instruktorów rolnych okresu okupacji, premiowanie rasowego bydła,
które chronione było od rekwizycji, wprowadzanie nowych ras owiec,
działalność związku pszczelarskiego itd. pozostawiły dodatnie skutki.
Wywóz olbrzymich rzesz ludzi na przymusowe roboty do Niemiec, gdzie
w wielu wypadkach pracowali na wsi zapoznając się z nowymi maszy­
nami rolniczymi i nową techniką uprawy, nie pozostał bez wpływu na
podniesienie się poziomu zainteresowań postępem techniki. Duże zna­
czenie dla podniesienia poziomu gospodarki regionu miały też wędrówki
górali po żywność do Miechowskiego i Proszowskiego.
Po zakończeniu wojny zaczął się dla Podhala czwarty z kolei okres
przemian. Odpływ olbrzymich rzesz małorolnych na Ziemie Odzyskane
i częściowo na tereny połemkowskie oraz mniejszy liczebnie odpływ do
ośrodków przemysłowych zlikwidował narastające przeludnienie. Po­
stępujące uprzemysłowienie terenu, rozwój przemysłu chałupniczego
i dalszy rozwój ruchu letniskowego dostarczyły wsi sporych zasobów
gotówki. Młodzież masowo uczęszczająca do szkół zawodowych, ogólno­
kształcących i na wyższe uczelnie niejednokrotnie wracała potem na
wieś rodzinną, podnosząc poziom kulturalny otoczenia.
Reasumując, interesujące nas stulecie dzielimy na cztery zasadnicze
okresy: a) okres pofeudalny, lata 1848—1870/1880; b) impakt kapitan

11

W. J o s t o w a ,
Wędrówki
zarobkowe
górali
podhalańskich,
R. 24: 1955, s. 141—153; A. K o w a l s k a - L e w i c k a ,
K i l k a uwag o
zarobkowych górali podhalańskich,
„Kwart. Hist.", R. 64: 1957, nr 2.

„Wiarchy",
wędrówkach

�248

ANNA

KGWALSKA-LEWICKA

lizmu, lata 1870/1880—1918; c) okres międzywojenny dalszej kapitali­
zacji Wsi, lata 1918—1945; d) okres socjalizacji wsi, od 1945 r.
Jak już wspomniano, problematyka naszych badań została w trakcie
prac zwężona do głównych działów produkcji: rolnictwa, hodowli i rze­
miosła. Spożycie i wymiana potraktowane zostały jedynie jako rozdział
uzupełniający i zamykający niejako cykl produkcyjny.
Dalsze ograniczenie zakresu pracy polegało na tym, że zdecydowa­
liśmy się opracować zebrane dane tylko jako materiały do gospodarki
Podhala. Nie wyklucza to oczywiście dalszych prac i zamiaru opubliko­
wania w przyszłości ogólnego, syntetycznego ujęcia całości czy też sze­
regu ujęć syntetycznych poszczególnych działów produkcji przez ucze­
stników badań.
Kultura ludowa Podhala, jakkolwiek w pewnych swych działach
(budownictwo, strój, organizacja pasterstwa) bardziej zachowawcza od
innych, ulega obecnie, zwłaszcza w dziedzinie produkcji rolnej czy rze­
mieślniczej, bardzo szybkim przekształceniom. Góral podhalański dzięki
szczególnie silnie rozwiniętemu uzdolnieniu technicznemu i poszukiwa­
niu nowości, które mogłyby ułatwić jego pracę, bez oporów przyjmuje
każdą nadającą się do jego warunków bytowania nowość. Już w czasie
naszych kilkuletnich badań zdołaliśmy zaobserwować duży postęp
zwłaszcza w takiej dziedzinie, jak rolnictwo. Każde nowe narzędzie jest
chętnie nabywane, pierwszymi próbami jego użycia interesuje się cała
wieś i w razie pozytywnych skutków niezwłocznie stosuje u siebie. Co
więcej, górale sami ulepszają i dostosowują do własnych warunków te­
renowych nowo zakupione narzędzia fabrycznej produkcji. To samo
zjawisko, jak już wspomniałam, wadzimy w innych dziedzinach życia,
np. elektryfikacja niektórych wsi umożliwiająca użycie nowych maszyn
w bardzo krótkim czasie przekształciła wiele rzemiosł i zakładów prze­
mysłowych wiejskich.
Objawy tej łatwej chłonności wszelkich zdobyczy technicznych, a co
za t y m idzie bardzo szybkie przekształcanie stosunków produkcji, aczkol­
wiek ze wszech miar pozytywne z punktu widzenia postępu, są jednak
sygnałem dla etnografów, że właśnie na tym terenie i w tej dziedzinie
należy jak najszybciej i najenergiczniej prowadzić akcję' rejestrowania
faktów m. i n . w zakresie już przemijającej kultury ludowej.
Jednym więc z naczelnych celów naszej pracy było utrwalenie dla
nauki ginącej tradycyjnej gospodarki. Materiały w naszym ujęciu nie
ograniczają się jedynie do opisu, choć i na ten opis kładzie się duży
nacisk. Naczelnym naszym dążeniem jest ściśle historyczne uszerego­
wanie faktów w obrębie czterech wydzielonych okresów i trzech stref
kulturowych tak, aby samo ich ustawienie dawało obraz przeobrażeń,
jakim podlegała wieś podhalańska na przestrzeni minionego stulecia.

�BADANIA

ETNOGRAFICZNE

NA

PODHALU

249

Chodzi nam ponadto o przedstawienie faktów na tle całokształtu sto­
sunków oraz o przedstawienie ich w powiązaniu z sobą. Dając opis na­
rzędzi i sposobów produkcji staramy się łączyć je w pewnym stopniu
z odpowiadającymi im zjawiskami społecznymi, z wiedzą ludową na
ich temat oraz częściowo, zwłaszcza w odniesieniu do okresów najdaw­
niejszych, z wierzeniami i praktykami magicznymi, które wokół nich
narosły. W związku z produkowaniem narzędzi i posługiwaniem się
nimi interesuje nas zagadnienie pracy i jej organizacji w obrębie naj­
mniejszej komórki produkcyjnej, jaką jest rodzina, oraz w społeczności
wiejskiej.
Właściwe prace terenowe poprzedzone studium literatury trwały dwa
lata, 1952 i 1953 r. Rozpoczęliśmy je od badań stacjonarnych prowadzo­
nych przez dwa miesiące w jednej z najbardziej typowych wsi Skal­
nego Podhala — w Cichem. Badaniami objęto górną część tej rozległej
wsi, tzw. Wierch Ciche, z przysiółkami Zoki i Ostrysz. Jest to wieś o ła­
nowym układzie pól, do niedawna zachowawcza, na której terenie jed­
nak można obserwować wybitny postęp na przestrzeni ostatnich k i l k u ­
nastu lat. Jest ona przy tym silnie związana z tradycyjną gospodarką
pasterską. W samym Wierch Cichem żyje obecnie kilkunastu baców,
a nie spotyka się niemal mężczyzny, który by w swym życiu nie spełniał
obowiązków honielnika (pomocnika juhasa) lub juhasa.
Drugim etapem terenowej pracy było przebadanie w ciągu dziewię­
ciodniowych wypadów trzech dalszych wsi typowych dla dalszych dwu
partii Podhala, a więc leżącej na nizinie nowotarskiej wsi Krauszowa,
o niwowym układzie pól i odmiennej organizacji rolnictwa oraz hodowli,
zaś następnie Obidowej, typowej wsi gorczańskiej, leżącej w obrębie
dawnego starostwa nowotarskiego. Przebadano również Brzegi, podobnie
jak Ciche leżące w obrębie Skalnego Podhala, ale na jego drugim,
wschodnim krańcu.
Po badaniach w pewnej mierze stacjonarnych w wymienionych 4
wsiach dalszy etap naszej pracy polegał na przeprowadzeniu badań typu
inwentaryzacyjnego, które trwały pełny miesiąc (lipiec 1953 r.) i objęły
9 wsi leżących na terenie całego Podhala. Ujawniły one pewne cechy
kulturowe nie spotykane w poprzednio badanych Wsiach, pozwoliły w y ­
kreślić przybliżone zasięgi niektórych zjawisk i umożliwiły uchwycenie
specyfiki terenu jako całości oraz jego poszczególnych partii.
Nadmienić należy, że prócz wsi, w których przeprowadzono syste­
matyczne badania, poznano nadto w sposób orientacyjny szereg wsi
okolicznych drogą wypadków z punktów badanych bardziej szczegółowo
(mapka 5).
W badaniach chodziło nie tylko o uzyskanie danych drogą wywia­
dów, ale też o naoczną obserwację życia wsi i zabiegów gospodarskich.

�Badania
•

1951-1952

fonograficzne

badania

zzspofoue

O Etnograficzne

badania

indywidualne

A

Mapka 5.

na Podhalu u latach

Badania

językoznawcze

— Granica

powiatu

•--Granica

regionu

Badania na Podhalu w latach 1951—1953

nowotarskiego
PoJhali

�BADANIA

ETNOGRAFICZNE

NA

PODHALU"

251

Dla poznania więc pełnego cyklu rocznego tego życia i zabiegów wska­
zane było takie rozłożenie badań, które by pozwoliło na przebywanie na
wsi w różnych porach roku, co też mniej więcej doprowadziliśmy do
skutku, jak widać z załączonego wykazu terminów badań.
Luty — Obidowa, dziewięciodniowy pobyt w 1953 r.;
marzec — Ciche, miesięczny pobyt w r. 1952 i dziesięciodniowy
w 1954 r.;
maj — Dębno, dwutygodniowy pobyt w 1951 r.;
maj — Ochotnica, dwutygodniowy pobyt w 1951 r.;
maj — Krauszów, dziewięciodniowy pobyt w 1953 r.;
lipiec — wędrówka po całym Podhalu trwająca pełny miesiąc,
1953 r.;
sierpień
— Murzasichle, czterodniowe badania
uzupełniające
w 1955 r.;
sierpień — Kościelisko, tygodniowy pobyt w 1951 r.;
sierpień — Chochołów, tygodniowy pobyt w 1951 r.;
sierpień — Ludzimierz, tygodniowy pobyt w 1951 r.;
wrzesień — Ciche, miesięczny pobyt w 1952 r.;
listopad — Brzegi, dziewięciodniowy pobyt w 1953 r.
W podanym powyżej wykazie uwzględniam zarówno badania ze­
społowe, jak i indywidualne z 1951 r. (materiały z tych badań oddano do
dyspozycji zespołu) oraz uzupełniające z 1955 r.
Następnym z kolei problemem, łączącym się przede wszystkim
z eksploatacją wsi reprezentacyjnej, był sposób jej badania. I tu zasto­
sowano metodę podobną jak poprzednio. Rozpoczęto bowiem od prze­
pracowania całego zagadnienia w obrębie jednej rodziny typowej dla
danego środowiska zarówno pod względem zamożności, jak i sposobu
życia. Dało to jednolite poznanie całości problemu, tak jak on wygląda
w obrębie najmniejszej grupy społecznej, a równocześnie najmniejszej
jednostki produkcyjnej. Przy zastosowaniu tego systemu dzięki dłuż­
szemu kontaktowi z niewielką grupą ludzi związanych z sobą więzią
pokrewieństwa i wspólnoty gospodarczej badacz zyskuje lepsze zrozu­
mienie miejscowego sposobu myślenia i odczuwania, zaczyna niejako
solidaryzować się z rodziną informatora, patrzeć na wieś jej oczyma.
Dzięki takiemu dopiero zżyciu ma się możność wyczucia i zrozumienia
sensu nieuchwytnych dla zwykłego wywiadu procesów. Krótkotrwałe
kontakty, choćby nawet z wieloma informatorami, mogą doprowadzić do
dokładnego poznania instytucji kulturowych, nigdy jednak nie dadzą
bezpośredniego wglądu w motywy tego, co dzieje się wokół nas.
Jak od wsi reprezentatywnej badanej stacjonarnie przechodzimy do
poznania całego obszaru objętego naszymi zainteresowaniami, tak od
jednej rodziny, na której przykładzie poznaliśmy całokształt danego za-

�ANNA

KOWALSKA-LEWICKA

gadnienia, przechodzimy do innych mieszkańców wsi, starając się do­
bierać informatorów w ten sposób, aby reprezentowali różne warstwy
społeczne, by byli przedstawicielami różnych pokoleń. Wywiady na te­
mat poszczególnych działów kwestionariuszy przeprowadzano z fachow­
cami w tej dziedzinie. Bardzo interesujące rezultaty dała próba prze­
prowadzenia wywiadów z przedstawicielami trzech pokoleń w obrębie
jednej rodziny. Nie chodziło tu, rzecz prosta, o opis samych faktów
etnograficznych, które zwłaszcza we wsiach konserwatywnych wszystkie
pokolenia znają niemal równie dokładnie, ale o różnicę podejścia trzech
pokoleń do danego problemu, zwłaszcza różnicę w wartościowaniu zja­
wisk.
Przed przystąpieniem do prac terenowych członkowie zespołu opra­
cowali własne kwestionariusze. Jedynie w badaniach nad rolnictwem
posłużono się kwestionariuszem Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego,
zmodyfikowanym i uzupełnionym. W trakcie badań wszystkie one ule­
gły licznym uzupełnieniom i przeróbkom, tak że dzisiejsza ich redakcja
jest już wynikiem długich doświadczeń. Jednakowoż w czasie samego
prowadzenia wywiadu staraliśmy się nie posługiwać bezpośrednio kwe­
stionariuszem. Służył on do przygotowania wywiadu, sprawdzenia po jego
zakończeniu, czy wszystkie punkty zostały wyczerpane, wreszcie do po­
rządkowania zebranych materiałów. Najcenniejszy materiał uzyskiwano
na drodze zupełnie swobodnej, choć czasem inspirowanej przez badacza
rozmowy. Poruszone w niej tematy wywoływały nieraz u informatora
cały łańcuch skojarzeń, które umiejętnie wykorzystane odsłaniają nie­
jednokrotnie zupełnie nowe aspekty. Poza systematycznym wywiadem
i swobodną rozmową stosowano oczywiście również system w pewnym
sensie biernego uczestniczenia w życiu i rozmowach chłopów, przy czym
wysiłek badacza polegał jedynie na obserwacji tego, co działo się wo­
kół niego i niezależnie od niego.
Rozmowa lub kilka kolejnych rozmów z jednym informatorem skła­
dały się na tzw. wywiad, czyli dokładnie spisany protokół, w którym za­
mieszczało się, poza charakterystyką informatora, jego wypowiedzi do­
tyczące zarówno badanego problemu, jak i różne inne, nieraz całkiem
nie związane z właściwym tematem badań refleksje czy opowiadania.
Tego rodzaju „wywiad" już sam w sobie stanowi wartościowy doku­
ment historyczny, który w przyszłości wielokrotnie i z różnych punktów
widzenia może być wykorzystany. Wywiad przepisywano na maszynie
w kilku egzemplarzach, z których jeden pozostaje w archiwum, reszta,
w miarę potrzeby, może być pocięta i posegregowana.
Prócz „wywiadów" zaczęto w drugim roku pracy spisywać dziennik
badań, gdzie znalazły się wszelkie obserwacje, celowe lub robione przy­
padkowo, dotyczące całokształtu życia wsi i prowadzenia badań tere-

�BADANIA

ETNOGRAFICZNE

NA

PODHALU

253

nowych, gdzie wreszcie znalazły swe miejsce wszelkie refleksje bada­
cza i pierwsze próby uogólnień, jakie nasunął sam teren, W trakcie
opracowywania materiału dziennik oddał duże usługi.
Zebrany przez zespół materiał terenowy daje spory zasób wiadomo­
ści z dziedziny produkcji rolniczej, hodowlanej i rzemieślniczej oraz i n ­
nych działów kultury. Jakkolwiek te ostatnie nie zostały bezpośrednio
wykorzystane w pracy, ułatwiły orientację w całokształcie zagadnień
związanych z główną tematyką.
Najsłabszą stronę materiałów terenowych stanowi niepewne dato­
wanie faktów dawniejszych. Stosunkowo małe zainteresowanie prze­
szłością łączy się u górali podhalańskich z zupełną nieumiejętnością
umieszczania w czasie odległych faktów. Niekiedy jeszcze potrafią okre­
ślić, że dane zjawisko występowało przed ich urodzeniem albo za życia
rodziców. Prawie nigdy jednak nie uzyskaliśmy dokładniejszej odpo­
wiedzi dotyczącej czasów dalszych. Mimo więc dużego nacisku, jaki
kładliśmy na uchwycenie chronologii bezwzględnej zjawisk, teren dał
niewystarczające rezultaty. Trzeha było uzupełnić braki i w miarę moż­
ności sprawdzać zdobyte wiadomości drogą studiów archiwalnych.

*
Patronat nad naszymi badaniami objęło Polskie Towarzystwo L u ­
doznawcze, ono też wzięło na siebie finansowanie prac terenowych wy­
dając na ten cel łącznie sumę 19 243,85 zł. Ogólnej opieki naukowej
podjął się profesor UJ dr Kazimierz Moszyński, kierownictwo zaś sa­
mych badań powierzono dr Annie Kowalskiej-Lewickiej. Do współ­
udziału w badaniach zaproszono mgr Bronisławę Kopczyńską-Jaworską,
wówczas starszego asystenta Zakładu Etnografii U. Ł., która już wcze­
śniej prowadziła badania terenowe na Podhalu i której zainteresowania
skupiają się głównie wokół hodowli i pasterstwa. Wszelkie prace tere­
nowe, dyskusje i opracowanie materiałów prowadzone były więc wspól­
nie z ośrodkiem łódzkim, przy żywym udziale i pomocy prof. dr Kazi­
miery Zawistowicz-Adamskiej.
Oprócz mgr Kopczyńskiej-Jaworskiej i dr Kowalskiej-Lewickiej we­
szli do zespołu badawczego: dwie etnografki krakowskie, mgr Irena N i zińska i mgr Anna Zambrzycka-Kunachowiczowa, językoznawca mgr
Zbigniew Gołąb i fotograf mgr Wiesław Tomaszkiewicz. Prócz nich do­
rywczo brało udział w pracach terenowych kilkanaście osób spośród
studentów i magistrów etnografii, a także architekci i rysownicy.
Wewnątrz zespołu pracę podzielono w ten sposób, że każdy otrzymał
do przebadania jedno lub kilka zagadnień. Szereg z nich, które uwzględ­
nia się w pracy marginesowo, włączono do kwestionariuszy poświęconych
zagadnieniom naczelnym. Mimo podziału tematów w trakcie badań nie-

�254

ANNA

KOWALSKA-LEW1CKA

jednokrotnie zespół pracował wspólnie nad jednym zagadnieniem, jak np.
nad rolnictwem we wsi Ciche, nad statystykami hodowlanymi itd.
Badania zaplanowano na dwa lata, 1952 i 1953 r., po czym dopiero
zespół miał przystąpić do ostatecznego opracowania materiałów. Plan
w całości wykonano i już w końcu lipca 1953 r. zakończone zostały ze­
społowe prace terenowe, co nie wykluczało w przyszłości, w miarę p i ­
sania, organizowania wypadów w teren, mających na celu uzupełnienie
prac badawczych.
W wyniku badań uzyskaliśmy materiały etnograficzne z 13 wsi Pod­
hala oraz sporą ilość danych z szeregu innych wsi, do których robiono
wypady (uwzględniono je na ogólnej mapie badań). Do dyspozycji ze­
społu zostały również oddane materiały prywatne z badań KowalskiejLe wieki ej oraz materiały Zakładu Etnografii U. Ł. i własne Kopczyńskiej-Jaworskiej, co zagęściło jeszcze sieć badanych punktów. Równolegle
z badaniami etnograficznymi mgr Gołąb prowadził badania językowe.
Przez cały czas trwania prac terenowych codziennie wspólnie oma­
wiane były rezultaty uzyskane w danym dniu. Dyskutowano metodę
pracy terenowej, sposób opracowania materiałów i wreszcie układ oraz
sposób ujęcia samej publikacji. Ponadto w 1953 r. miały miejsce dwie
konferencje. Pierwsza w Krakowie 14 marca, sprawozdawcza, z udziałem
etnografów krakowskich, łódzkich i zakopiańskich; druga wewnętrzna
zespołu w Łodzi (18—20 grudnia), na której został ostatecznie ustalony
plan publikacji.
Od strony ilościowej rezultaty dwuletnich badań przedstawiają się
następująco: 374 wywiady (2785 s. maszynopisu), 5 opracowań gwary
podhalańskiej (112 s. maszynopisu), 722 teksty pieśni zapisanych przez
nas oraz 432 teksty pieśni zapisanych przez dzieci szkolne, 883 zdjęć
fotograficznych, 112 rysunków przeważnie narzędzi pracy, 320 przebi­
tek haftów i przedmiotów zdobionych drewnianych i metalowych, wre­
szcie 28 zdjęć architektonicznych. W trakcie badań zebrano, głównie we
wsi Ciche, kilkadziesiąt dokumentów, m. in. testamentów, z których naj­
starsze sięgają lat 1750—1752. Zebrano też szereg listów z przełomu
X I X / X X w. pisanych przez górali podhalańskich przebywających na
emigracji. Gromadzi się również korespondencję, jaką zespół prowadzi
z informatorami, a która dostarcza bardzo ciekawych materiałów.
Do dorobku zespołu można zaliczyć własne kwestionariusze do pa­
sterstwa, rzemiosła ludowego, pożywienia, transportu i komunikacji,
niektórych zagadnień społecznych oraz uzupełnienia i przeróbki szeregu
12

Etnograficzne badania na Podhalu, „Wierchy", R. 21: 1952, s. 225—226; B a ­
dania etnograficzne na Podhalu, „Wierchy", R. 22: 1953, s. 218—222; Sprawozdanie
z działalności
Oddziału
Krakowskiego
Polskiego Towarzystwa
Ludoznawczego,
..Lud", t. 41: 1954, s. 1236—1245.

�BADANIA

ETNOGRAFICZNE

NA PODHALU

255

istniejących już kwestionariuszy pbcych do pozostałych zagadnień
związanych z gospodarką. Sprawozdania tymczasowe z badań były
w czasie ich trwania publikowane .
W styczniu 1954 r. został utworzony w Krakowie Zakład Etnogra­
fii Polski I H K M PAN. Znaleźli tu zatrudnienie trzej członkowie do­
tychczasowego zespołu PTL: mgr Iiena Nizińska, mgr Anna Zambrzycka-Kunachowiczowa i dr Anna Kowalska-Lewicka. Od 1954 r. prace nad
Podhalem wykonywane przez wymienione osoby weszły w plan Za­
kładu i odtąd — obok prac związanych z Polskim Atlasem Etnogra­
ficznym i innych — zajmowano się nimi j u ż w ramach obowiązków
instytutowych. Członkowie zespołu zajęci w PA.N przystąpili w oparciu
o archiwum Oddziału Krakowskiego P T L do przygotowania do druku
opracowań dwu podstawowych dziedzin produkcji: rolnictwa (KowalskaLewicka) i rzemiosła (Zambrzycka-Kunachowiezowa, która zajmowała
się omawianym zagadnieniem w latach 1954 i 1955, a w 1956 r. prze­
szła do prac nad monografią Śląska). Mgr Nizińska w pierwszym roku
istnienia Zakładu pracowała nad rolnictwem; już w 1955 r poświęciła
się monografii Śląska.
1 2

Przerobiono przede wszystkim literaturę przedmiotu oraz zebrano
materiał archiwalny i muzealny. W czasie opracowywania wszystkich
danych wyłoniła się potrzeba badań uzupełniających. Zorganizowano
więc w 1955 r. krótkotrwałe wyjazdy terenowe do wsi Ciche, Murza­
sichle, Chochołów, Ratułów i Kościelisko oraz badania nad rzemiosłem
ludowym w Nowym Targu.
W chwili bieżącej zarówno prace o rolnictwie, jak i o rzemiośle
ludowym na Podhalu są już na ukończeniu.

:

Ann n Kon n .i te K a -.. I (.' u u u K a
i J T H O r P A O I I H E C K M E M C C I E J\ O Ii A H M H li P A t t O H B
B
B.

HOtfrAJlbH

1952 r . ćibui c o p r a n H . i O B a n aoKJiaaiHKOM KOJIJIGKTHB (A. KoBa.7if.ci;a-JIeBHu;Ka,
u A. 3aM6pH&lt;HD,Ka) c n e a b i o c H C T e w a T i m e c K o r o H3yieHHH

KoniHHCKa-flBopcKa

sTHorpacfiHH

Ilo3,rajibH.

llepnue

;iBa r o a a

(1952—1953)

KOJIUGKTHB

BCJI

pa6oTH

irpeHMymecTuemio noneBŁie B CBHSH C ^ejjTe.abHOCTbio JTo.ibCKoro 06m,ecTBa Hapo«oBO«eiiHH. B cjie^yioinHft n e p n o A (1954—1957) KonJieKTHB BKjnoiiiacn B aejrrejibHOCTb
MHCTiiTyTa
•la^aiaM

HcropHH

MaTepHantnofi

iipo;;ojiH&lt;a.Ti p a i i b m e

na'iaTyro

KyjibTypH
paPoT.y.

H napanjienbno

HOBŁIM

Hay^HUM

TeppHTopiiajibHoft

óaaofl

aTHorpa-

ncc.Te«0BannH
Ilo,irajib&gt;i
HBJIHGTCH
patton
HoBOTapcKoro
CTapocTBa
B r p a n n i i a x X I I I Bena. Hccie^oBanHHMił
oxBaieH H c r o p H i e c K H i ł n e p i i o a c MoiaeHTa
OTMeubi K p e n o c T H O r o n p a u a (1848 r.), no Hacrorimee Bpewn (1953). LTo *!HCTO T 6 X H H (})H4eCKnx

'lecKHM
i;
(B.

cooópa?«eniinM, p a 3 p a ó o T K a coó]iaimb)x

MaTepnaJiOB

orpammHJiacb

TonbKO

(A. K o B a o i b C K a - J I e B H U K a ) , C K O T O B O A C T B a
K o n M i t i i C K i i - f T B o p c K a ) . K . Y n r a p n o f t n p o m w m . i n m o n n (A. 3aM&lt;5pjKmu.-«).

BonpocaM: KpecTbHHCKoro

3eMnea,ejrnn

�ANNA

B
nan

iiTore

3aBepuieinibix

KOWALSKA-LEWICKA

pafloT

IIom'ajTbe

HB.iaeTCH

c reorpaiJimieCKoii, Tai; h oTHOrpatfiii'iecKoil t o m k i i

cnvioieiiHMM

paiiOHOM.

a p e i i H H . Paiioii u t o t

coxpamiji

pnji xapaKiepHtix i i p H M e x TpaannnonHoii Ky.iLTypw. OAiioBpeiuemio is paflone I I 0 3 ranbH, is C B H 3 H c co:!naiiiiieftcji ceibw n a i i i u x MOCTHocieii, c o T i i o c i i T e j i b i i o xopoimtM
cooflmenweM i;ait 11 na noc.ie^uee npeMH p a s n n n a w m e f t c n n p o M i . n i i J i e i i H O C T b J O HaSjiw,u,aeTCH p o c r i i o b i . i x (|)opM o i ; o n o M i i q e c j s o f t m i m u i i . Kpoiie T o r o , n a rio,;raJii&gt;e, w a i c x a p a K repnan qepra o k o i i o m h k h p a i t o n a , B b i c i y n a e x n a p n ^ y c -jpyuK o c h o b i i m m i i OTpac.iHMii
c e n b C K O r o x o a n t t C T i i a n n on b i n e — iteM.-ie^enneM 11 c k o t o b o ^ c t b o m liiimiemioro TjinaTan&gt;KO ^ u j i i u i i i o e , nan 11 nucoKoropnoc n a c x y n i e c T B o . B i i x o r e upoBe^eiiiitix paCor
HayHHbiii KO.J.1CKTHB Bbi^Biiny.1 T a i o K P pji;i npe^nocu.'ioK 1; iiepno^ibsaniiu i s y . w r y p H o r o
npoijecca n p a i i o n e no^ra.ni.jr.

Anna Kowalska-Lewicka
E T H N O G R A P H I C R E S E A R C H ON T H E P O D H A L E

REGION

Summary
Field studies carried out with the aid of a grant from the Polish Ethnological
Society were conducted in 1952 and 1953 by a team of research workers under the
leadership of the writer. The work was first started in the village of Ciche, where
two months' were spent, and afterwards research was extended to other localities.
The assembled data were then studied and supplemented within the Departments of
Ethnology of the Institute of the History of Material Culture of the Polish A c a ­
demy of Sciences in Cracow and Łódź. For technical reasons the work was restric­
ted in its scope to the following problems: agricultural production (A. KowalskaLewicka), animal farming (B. Kopczyńska-Jaworska), handicraft (A. Zambrzycka),
although the problems of exchange and consumption were also included in so far
as it was necessary for gaining a more complete picture of the topics studied.
It was found convenient to accept as a basis of the delimitation of the region
under investigation the X V I I t h century district of Nowy Targ (starostwo nowo­
tarskie). The Podhale region, which is geographically and ethnographically a homo­
geneous, and compact area, retained a number of common traits within its tradi­
tional culture. At the same time it is an area where, owing to several well deve­
loped holiday resorts, extensive network of communication, and its newly created
industries, new forms of economic activity and life are coming into being, thus
affecting the cultural landscape of the region. Finally, in addition to the two main
lines of agricultural economy, characteristic of the plains i. e. plant and animal far­
ming, the Podhale region has a third one: the alps, that is to say, the lower and
higher mountain pastures.
The investigations covered the period from the abolishment of serfdom (1948)
up to 1953 when the field survey was terminated. On the evidence assembled it was
found convenient to divide this period into following three stages: a) the postfeudal
period from 1848 to 1870—1880, b) the impact of Capitalism and emigration to Ame­
rica from 1870—80 to 1918, c) the interwar period and that of the second world
war 1919—1945 when further capitalisation took place, though under different eco­
nomic and political conditions of the country, and d) the period of Socialism, making
its way into the villages, from 1946.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6045" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6025">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/66a0ecd3a986967bf7b86d0e237066a6.pdf</src>
        <authentication>5de6103a1338988de5e7eab96e1a21b3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72118">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:375</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72119">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72120">
                <text>1958</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72121">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:336</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72122">
                <text>Materiały do rzemiosła ludowego w woj. kieleckim / ETNOGRAFIA POLSKA 1958 t.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72123">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1958, t.1, s.269-275</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72124">
                <text>Klimaszewska, Jadwiga, Fryś, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72125">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72126">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="72127">
                <text>Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72128">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="72129">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72130">
                <text>JADWIGA KLIMASZEWSKA I EWA FRYS

MATERIAŁY

DO RZEMIOSŁA LUDOWEGO
KIELECKIM

W

WOJEWÓDZTWIE

Badania rzemiosła ludowego woj. kieleckiego miały na celu prześle­
dzenie historycznego rozwoju poszczególnych rzemiosł na przestrzeni
ostatnich 100 lat. Chodziło przede wszystkim o:
1. Zebranie w terenie danych z tradycji, w jakich gałęziach wytwór­
czości i do jakiego okresu indywidualne gospodarstwa były samowystar­
czalne, to znaczy zaspokajały swe potrzeby we własnym zakresie z su­
rowca uzyskanego we własnym gospodarstwie względnie zakupionego,
a w jakich gałęziach mamy już do czynienia z tzw. przemysłem domowym
(gdy mimo już zarysowującej się specjalizacji nie ma jeszcze rynków
zbytu).
2. Przebadanie różnych kategorii rzemieślników, począwszy od rolni­
ków trudniących się ubocznie rzemiosłem, poprzez rzemieślników dwor­
skich, gromadzkich (np. w kowalstwie), w niektórych wypadkach (jak
w kamieniarstwie czy gonciarstwie) wędrownych; pracujących samotnie,
zatrudniających w swych warsztatach członków rodziny, uczniów lub
pomocników najemnych aż do systemu nakładczego, a w ostatnich latach
spółdzielczego.
3. Pełniejsze zebranie materiałów do zagadnienia rozwoju narzędzi
rzemieślniczych i ich nazewnictwa.
4. Przebadanie procesów technologicznych w celu uchwycenia zmian
w tym zakresie.
5. Ustalenie etapów rozwoju samych wytworów, ich formy, użytko­
wania, zdobienia itp.
Jednym z głównych zadań było wykrycie przyczyn warunkujących
zarówno obecny, jak dawny rozwój poszczególnych rzemiosł. Stąd dąże­
nie do ujęcia związku między stanem dawnego rzemiosła a stosunkami
fizjograficznymi,
gospodarczymi, ekonomicznymi, dziejami historycz­
nymi itp. Ostatnia kategoria badań wymagałaby jeszcze współpracy z h i ­
storykami, którzy mogliby opracować materiały znajdujące się w Pań­
stwowych Archiwach w Kielcach i Radomiu.

�270

J. KLIMASZEWSKA i E. FKYŚ

Badania terenowe rzemiosła ludowego woj. kieleckiego rozpoczęto
w 1953 r. w Seminarium Etnografii Słowian U. J., po otrzymaniu zasiłku
z Prezydium Rady Ministrów. Przystąpiono wówczas do zbierania mate­
riałów z zakresu obróbki żelaza, drewna, lnu, konopi i wełny oraz tkactwa.
Celem wykrycia przyczyn warunkujących rozwój względnie upadek rze­
miosła zebrano w badanych ośrodkach szczegółowe dane o fizjografii,
stosunkach demograficznych, gospodarczych i historycznych.
W 1954 r. Zakład Etnografii I H K M w Krakowie, otrzymawszy na
kontynuowanie tych badań 3000 zł, podjął opracowanie garncarstwa
i obróbki żelaza na tym obszarze. Nadto zebrano ogólne dane o dawniej­
szym i obecnym stanie rzemiosł w woj. kieleckim oraz wypowiedzi lud­
ności miejscowej na temat przyczyny zaniku niektórych gałęzi wytwór­
czości ludowej.
W 1954 r. pracowało w terenie 11 osób pod kierunkiem doc. dr J. K l i ­
maszewskiej. Poza dr Klimaszewską z pracowników Zakładu I H K M brała
udział w badaniach mgr Anna Zamhrzycka. Poza tym pracowało 9 ma­
gistrantów Seminarium Etnografii Słowian Wszyscy ci pracownicy kon­
sultowali się, zwłaszcza przy opracowywaniu materiałów, u prof.
dr K. Moszyńskiego. Mieli oni pokryte wyłącznie koszty podróży. Łącz­
nie przepracowano w bieżącym roku 132 osobodm. R. Nachmilner
i B. Paszkowska zebrały materiały do garncarstwa w 6 ośrodkach, J. Boh­
danowicz i O. Mulkiewicz materiały do obróbki żelaza w 22 ośrodkach.
Ponadto 5 osób opracowało w 20 wsiach ogólne wiadomości o rzemio­
słach. Prócz opracowań pisemnych zostało wykonane ponad 100 rysunków
do garncarstwa i obróbki żelaza przez E. Kozakiewicz, I Płazaka i in.
Zebrane materiały są obecnie opracowywane w Zakładzie. Poniżej
podajemy przykładowo niektóre w y n i k i prac nad garncarstwem.
W ramach prac nad rzemiosłem ziemi kieleckiej prowadzonych przez
Zakład Etnografii I H K M P A N studentki I V roku H K M , B. Paszkowska
i R. Nachmilner, zajęły się garncarstwem ludowym w kilku wybranych
ośrodkach na tym terenie. Prace powyższe są wynikiem indywidualnych
badań terenowych przeprowadzonych w latach 1954 i 1955, z wykorzy­
staniem dostępnej literatury. Mają one charakter monograficzny; mniej
więcej równomiernie poruszają wszystkie zagadnienia związane z garn­
carstwem w omawianych ośrodkach, a więc przeszłość historyczną i ten­
dencje rozwojowe, technikę produkcji, wyroby i ich zbyt oraz stosunki
gospodarczo-społeczne związane z tym rzemiosłem. Przede wszystkim jed­
nak każda z autorek podkreśliła najważniejsze i najbardziej charaktery­
styczne zjawiska dla omawianego przez siebie ośrodka czy grupy ośrod­
ków. Wszystkie zagadnienia ujęto w rozwoju, z podkreśleniem zmian,
jakie zaszły na przestrzeni czasu objętego pamięcią informatorów.
W większości wypadków jest to okres od początku X X w. do chwili

�RZEMIOSŁO

1

LUDÓW :

W

KIELECKIEM

obecnej, czasem tylko
wykorzystano dane z o¬
statniego ćwierćwiecza
ubiegłego
wieku.
O
wcześniejszych dziejach
ośrodków dają wyobra­
żenie nieliczne wiado­
mości historyczne.
B. Paszkowska
w
pracy Porównanie roz¬
winiętego ośrodka garn­
carstwa we wsi Cha­
łupki
i zamarłego o¬
środka w osadzie Pierz­
chnica zajęła się dwoma
ośrodkami w Kielecczyźnie (ryc. 26). Od­
nośnie do osadyPierzchnica brak jest danych
dotyczących genezy czy
przeszłości garncarstwa.
Wiadomo
tylko,
że
przed I wojną światową
było tam kilkunastu
garncarzy zorganizowa­
Ryc. 26. Miska wykonana przez J . Głuszka.
nych w cechu. Ilość ta
Chałupki, pow. Kielce
Rys. B. Paszkowska
stale malała, a mniej
więcej 20 lat temu ośro­
dek zamarł zupełnie. We wsi Chałupki obecnie pracuje 25 garncarzy,
przed I wojną około 40, a przed 1900 r. było ich 45. Na ogół garncar­
stwem zajmuje się ludność uboższa, bezrolna i małorolna. Autorka w y ­
różnia tu garncarzy-rzemieślników i garncarzy-rolników w zależności
od tego, czy garncarstwo jest dla nich jedynym głównym, czy też ubocz­
nym zajęciem. Terminowanie uczniów, jeszcze na przełomie X I X i X X w.
ograniczane do jednego roku, obecnie nie istnieje w praktyce, ponieważ
rzemiosło to stało się dziedziczne. Produkcja garncarza ulega w ciągu
roku okresowym zmianom nasilenia. Najwyższy popyt zaznacza się wios­
ną i wczesnym latem, później spada. Wtedy garncarze-rolnicy zarzucają
całkiem rzemiosło pracując przy żniwach. Zimą produkcja naczyń za­
miera zupełnie, a garncarze zajmują się wtedy kopaniem i zwożeniem
gliny.
Dokładnie została przepracowana przez autorkę technika produkcji
i wypału naczyń. Jest tam w użyciu piec dwudzielny typu pionowego

�272

J. KLIMASZEWSKA

i E. FRYS

z rusztem. Rozwinięty typ pieca
posiada
komin.
Charaktery­
styczny dla ceramiki z Chału­
pek sposób zdobienia to r y t
o motywach geometrycznych
nazywany „bryzowaniem", na­
klejanie
ozdób
plastycznych
formowanych ręcznie oraz ko­
lorowe szkliwa. Natomiast nie
stosują tam wcale malowania,
które prawdopodobnie było w
użyciu w Pierzchnicy.
Formy naczyń w obu ośrod­
kach były zbliżone, przeważa
wśród nich ceramika użytkowa.
W Pierzchnicy wyrabiano wię­
cej rodzajów naczyń i prawdo­
podobnie posiadały one wyższy
poziom techniczny.
Zbyt wyrobów do I wojny
światowej
organizowali Żydzi,
Ryc. 27. Bańka wykonana przez G . Po­
letka w 1952 r. Kąty, pow. Iłża
potem inni handlarze.
Nie­
Fot. R . N a c h m i l n e r
liczni garncarze sami sprze­
dawali swoje wyroby na tar­
gu. Obecnie 15 garncarzy należy do Spółdzielni Garncarskiej w Iłży
(ryc. 27).
Przyjęta przez autorkę metoda opracowania polega na równoległym
omawianiu obu ośrodków według ustalonego schematu. Ostatecznym
i podstawowym wnioskiem jest ustalenie przyczyn upadku garncarstwa
w Pierzchnicy. Autorka uważa, że są to trudności techniczne (ciężki do
obróbki surowiec, długi a przez to kosztowny wypał) powodujące duże
uzależnienie finansowe od kupca wyrobów, który w końcu stał się na­
kładcą. Stopniowe, ale stałe ubożenie garncarzy odstręczało młodych od
nauki tego rzemiosła. Przy t y m cech prawdopodobnie utrudniał wyzwa­
lanie się uczniów i nadawał garncarzom pewne organizacyjne obciążenia.
Wobec tego garncarze przenosili się na wieś, m. in. do Chałupek, gdzie
produkcja kalkulowała się taniej. Poważną przyczyną upadku było roz­
powszechnienie się naczyń fabrycznych, których sprzedażą zajęli się do­
tychczasowi odbiorcy ceramiki ludowej.
R. Nachmilner w pracy Denków i okoliczne ośrodki
garncarskie
omawia Kąty Denkowskie, Koszary Denkowskie i Ćmielów. Za cel po­
stawiła sobie wykazanie zmian, które zaszły w rozwoju historycznym
garncarstwa w omawianych ośrodkach w końcu X I X i pierwszej poł.

�RZEMIOSŁO

LUDOWE

W

KIELECKIEM

273

X X w. (do chwili obecnej) pod
wpływem manufaktury cera­
micznej w Ćmielowie, W y ­
działu K u l t u r y WRN i CPLiA
a także tych zmian, które w y ­
nikały z uzdolnień i przedsię­
biorczości wytwórców. Oprócz
badań terenowych i literatury
wykorzystała też autorka ma­
teriał archiwalny oraz zbiory
muzealne w zakresie ceramiki
szlachetnej i ludowej. O garn­
carstwie w Ćmielowie mówią
wzmianki z X V I I w. W obu
miejscowościach
były
samo­
dzielne cechy garncarskie. Są to
więc ośrodki tradycyjne. Nato­
miast ośrodek garncarski w K ą ­
tach
Denkowskich
powstał
w końcu X I X w., a do Koszar
Denkowskich napływają garn­
carze dopiero po ostatniej woj­
Ryc. 28. Bańka wykonana przez F . Bąbla.
nie. W końcu X V I I w. w Ćmie­
Koszary, pow. Iłża
lowie
założono
manufakturę
Fot. R . Naciimilner
wyrobów glinianych i fajanso­
wych (obecna fabryka porcelany), w której zaczęli pracować miejscowi
garncarze (ryc. 28). To przyczyniło się do zlikwidowania w Ćmielowie
samodzielnych warsztatów garncarskich około 1880 r. Na terenie Denkowa przeciwnie, drobne manufaktury były zjawiskiem przejściowym,
a garncarstwo chłopskie przetrwałe do dziś. Nawet teraz garncarze starają
się przez krótki okres pracy w fabryce ceramicznej pogłębić swoje wia­
domości techniczne; należy więc sądzić, że na ich twórczość zarówno
dawną, jak i obecną ceramika szlachetna wywarła duży wpływ. W zakre­
sie techniki produkcji na przykład zastosowano pewne ulepszenia (ślozy)
w budowie paleniska w piecu garncarskim, podobnym poza t y m do pie­
ców ośrodków kieleckich. Również sposobu ochrony garnków przed znisz­
czeniem podczas wypału, przez przekładanie ich płytkami biskwitowymi
(bakiery), nauczono się w ćmielowskiej wytwórni. Możliwe też, że tą drogą
zapoznali się miejscowi garncarze z nowoczesnym szybkoobrotowym kołem
na ruchomej osi, bo żywa jest tu tradycja koła sponowego. Najłatwiej
uchwytne zmiany przeszły same wyroby. Szczególnie charakterystyczna
dla omawianych ośrodków jest zgrzebna (niegl ażurowana) biała i czerEtnografia

Polska

1

18

�274

Ryc. 29.

J. K L I M A S Z E W S K A

i E.

FRYS

Wazy na barszcz wykonane przez Kaczmarskiego w 1951 r. Denków,
pow. Iłża
Fot.

R.

NachTiilner

wona ceramika, zdobiona skromnymi pasowymi motywami malatur, rytu
lub sgraffito, na której glazura jest tu znana od koło 1900 r. Oprócz wy­
robów o formach tradycyjnych (jak dzbany, wodnicki, polewanice, bańki
na olej, donice, miski i garnki) produkowane są przedmioty o formach
wyraźnie naśladujących fajanse i porcelanę ćmielowską, a także z innych
wytwórni, np. miski-salaterki, miski z mydelniczkami, konewki, czajniki,
kufliki, maselniczki, wazy na barszcz, flakony (ryc. 29). Pewną rolę ode­
grały tu też inspiracje przygodnych amatorów ceramiki, którzy zama­
wiali kolekcję flakonów według własnych szkiców. Wiele z nich przeszło
w stały zestaw miejscowych garncarzy.
W 1950 r. garncarze z Denkowa i okolicy przystąpili do spółdzielni.
Przez szereg zorganizowanych t u konkursów i wystaw Wydział Kultury
WRN w Kielcach oraz CPLiA rozbudziły indywidualną twórczość i na­
dały jej właściwy charakter, eliminując stopniowo nieludowe formy
i zdobnictwo.

�RZEMIOSŁO

îlABura

K

KauMameHCxa

BOIlPOCy

u 9BU

LUDOWE

275

Ct&gt;pi&gt;ici,

HAPOftHOrO

9Tiiorpa(JiHtieCKoe

W KIELECKIEM

PEMECJIA

OT^icinie

KEJIEUKOrO

MuCTiiTyTa MaTepiiaubiioii

BOEBO/JCTBA

KyjlbTypu

na nniaji

c 1 9 5 3 r . aaHH.ijoCb p a a p a ô o T K o i i H C K O T o p b i x B o n p o c o B n o

•iapiiOMy

aeay

i

u o6pa6oTue

mcaeaa

B Ke.uenKOM BoeBOjtCTBe.

HacTirraue m o r a

p a f i o T n p e ^ C T a R ; i e n Ł i B n a c T o a m e J i C T a T b e . OTHOCHTCH OHH K 3 , e H T e ; i b H o C T n
roHHapcKiix
IT P .

neHTpon.

pa6oTH

KOTopue

Be.nicb

Be.nncb

TpyateHtiKaMH:

B.

BTHX

neKOTopux

LTauiKOBCKOû

HflXMHJIBHep.
IloneBbie

»

ITOJIPBHP

KpaKOBe,

B

HapojinoMy roH-

paôoTbi,

onpe^ejiOHiiOM

Hrcji.iOHCuoro
Tpeimc

CMHC;IO

YuMBepciiTeTa

(jiaKTopoB

6eHHi,iii

naJKiiM

B

KpanoBe.

o6ycjioBJiHBaioiH,iix

peMec.iia n a npoTHwceHHH

MiinyBniero

HU H a y i e m i p

paaBHTHH o6n?erTHPHHHx

8THorpa$HHeci»HM

npo^ojiœeiineM

TpynoB

npoijecc

oTiioinoHHii.

Smorpa^Hii

I l e j i b K ) H C C J i e ^ O B a H H t t JIBM-HOCL
p a a B H T H H p a 3 i i t i x BH^OB

CTOJI6THJI. B

CBHSH w e H t j i y

O T ^ e j i e H a e M , HBJIHIOTCH

CeMHHapa

ticcjie^oBaHHH

cocTOHHiieM

p,aHiioro

CnaBHH
paccMO-

iiapo,T,noro

6 b M nojiojKeH
pesiecjia

oco-

u XOROM

ivaK II t f m a u o r p a i J n i H G C K H M i i .VCJIOBHHMH TeppH-

TOpitH.

Jadwiga Klimaszewska and E w a Frys
M A T E R I A L S F O R T H E S T U D Y O F P E A S A N T C R A F T S IN T H E K I E L C E
PROVINCE
Summary
The survey started in 1953 by the Seminar of Slavonic Ethnography of the J a giellonian University in Cracow aimed at tracing the development of various handicrafts during the last hundred years in the Kielce area and at showing factors conditioning their progress. Hence particular stress was laid on the connection with
the existing physiographic conditions, economic and political factors and so on.
Some of the problems (pottery, metallurgy) were taken over in 1953 by the
Department of Ethnography, Institute of The History of Material Culture, Polish
Academy of Sciences in Cracow.
The results of some investigations, in particular those devoted to the pottery
centres, carried out by B. Paszkowska and R. Nachmillner, have been included in
the paper.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6046" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6026">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/94515440db2bf94b8268a0b64ee053db.pdf</src>
        <authentication>90557e41224ef87a8de92537f77f0a8b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72131">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:529</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72132">
                <text>1963</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72133">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:483</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72134">
                <text>Kronika / ETNOGRAFIA POLSKA 1963 t.7</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72135">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1963 t.7, s.441-502</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72136">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72137">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72138">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="72139">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72140">
                <text>К

R

О

N

OD

1

К

А

REDAKCJI

Kronika tej czy innej dziedziny życia zbiorowego prowadzona na bieżąco ma
to do siebie, że daje przegląd wydarzeń w miarę, jak one dojrzewają. W tym
wypadku proces informowania sprowadza się przede wszystkim do ujawniania
faktów w ich kolejności czasowej, do uwypuklania ich bliższych i dalszych związ­
k ó w oraz do próby określenia ich doniosłości. Sprawa nabierze innego charakteru,
jeżeli wypadnie informować o wydarzeniach, które z y s k a ł y już na rozpędzie,
skomplikowały się w swoim zasięgu i przejawach.
Poszerzając w V I I tomie „Etnografii Polskiej" dział Kroniki o wydarzenia do­
tyczące rozwoju kultury ludów Afryki znaleźliśmy się w sytuacji bardzo specjalnej,
wymagającej bodaj krótkiego omówienia. Zdajemy sobie sprawę, że podejmując
się informowania o wydarzeniach, które zaszły lub zachodzą w kulturze ludów
Afryki, wypadnie nam śledzić proces daleko już zaawansowany. Na tle w s p ó ł ­
czesnych przemian dokonywaj ących się w układzie politycznym kontynentu afry­
kańskiego, nie tylko bowiem rozkład składników starszych w kulturze społeczeństw
afrykańskich uległ znacznemu przyspieszeniu, lecz — co więcej — także i w ze­
spole czynników, które dotychczas kształtowały kierunki jej rozwoju, zaszły zasad­
nicze zmiany i przegrupowania.
Współczesny obraz kulturowy Afryki stał się wskutek tego o wiele bardziej
skomplikowany, nawet w stosunku do niedawno minionej przeszłości. Ze splatania
się tradycyjnych form życia ze zjawiskami nowymi, współczesnymi i z potrzeby
regulowania tych procesów powstały sytuacje, które swym formatem nie mieszczą
się już wyłącznie w ramach dociekań naukowych. Przesunęły się one w płaszczyznę
polityki społecznej i kulturalnej, wyrażając się u ludów i narodów afrykańskich
zorganizowanych we własnej państwowości przede wszystkim w postaci haseł
i programów działania nad odbudową i budową w ł a s n y c h kultur. Toteż zawężając
wypowiedziane uwagi do sposobu przedstawienia wydarzeń, które zaszły i zachodzą
w kulturze Afrykańczyków, zdajemy sobie sprawę, że scalenie ich w jeden obraz
nie będzie najlepszą postacią informowania. Na dobrą sprawę należałoby dążyć
do podkreślenia odpowiedniego podziału środowiskowego i do informowania o prze­
biegu wydarzeń dla każdego środowiska oddzielnie. Mówiąc inaczej, dla wyraź­
niejszego uwypuklenia specyfiki kierunków rozwoju kultury ludów i narodów
Afryki słuszniej byłoby prowadzić nie tyle kronikę wspólną dla całego kontynentu,
co rubryki kronikarskie wydarzeń z omówieniem w y n i k ó w dynamiki przeobrażeń
oddzielnie dla każdej wyodrębnionej już lub wyodrębniającej się społeczności.
Za takim postawieniem sprawy przemawiałaby między innymi także okoliczność,
że zainteresowania nauki ś w i a t o w e j sprawami rozwoju kultury ludów afrykań­
skich są również znacznie zróżnicowane. Dodajmy, że układ płaszczyzn tych za-

�442

KRONIKA

interesowań i ich wzajemny stosunek posiadają obecnie także szczególne znaczenie
dla formowania się nowych prądów w Afryce. Przy sformułowaniu bowiem pro­
gramów polityki kulturalnej współczesnych państw afrykańskich w wielu wypad­
kach sięga się w zakresie dokumentacji i odtwarzania historycznej i aktualnej
rzeczywistości kontynentu do dorobku naukowego badaczy europejskich i amery­
kańskich.
Zdajemy sobie sprawę, że przedstawiony wyżej system informowania może
b y ć wprowadzony tylko w środowisku o dużej tradycji badawczej problemów
afrykańskich, dysponującym jednocześnie odpowiednią kadrą specjalistów. Brak
tych w a r u n k ó w nie może jednak doprowadzić do całkowitego zastoju w śledzeniu
wydarzeń zachodzących w kulturze ludów i narodów Afryki ani też do pozosta­
wania na uboczu w stosunku do światowych zainteresowań problematyką Afryki.
Nie rezygnując na przyszłość z wprowadzenia w ł a ś c i w e g o systemu naukowej infor­
macji, zwłaszcza w odniesieniu do procesów, jakie kształtowały się w Afryce na
przestrzeni trzech ostatnich generacji, musimy w tej chwili poprzestać na rozwią­
zaniach połowicznych. Zdajemy sobie sprawę, że jest to jedynie nikła próba
niedopuszczenia do dalszego pogłębienia się deficytu na tym odcinku. K r o ­
nika, którą tu przedstawiamy, nie pretenduje do tego, aby pokazać pełny obraz
współczesnej sytuacji Afryki w dziedzinie życia kulturalnego. Podejmujemy ją
jednak przede wszystkim pod naciskiem potrzeb praktycznych. Obserwuje się
bowiem w chwili bieżącej w Polsce nie tylko duże, ale także bardzo różnorodne
zainteresowania Afryką. Wydaje się więc, że nawet w obecnej swej postaci kro­
nika ma s w ó j sens. Luki, jakie niewątpliwie przedstawia niniejsze prowizoryczne
rozwiązanie kwestii kroniki, będziemy starali się w y r ó w n a ć przez odpowiednie
działy kroniki zamieszczane w dalszych kolejnych numerach naszego czasopisma.
Spodziewamy się bowiem, że w miarę dojrzewania i krystalizowania się zaintere­
sowań afrykanistycznych w Polsce specjaliści śledzący rozwój poszczególnych
dziedzin kultury i poszczególnych krajów afrykańskich włączą się w przyszłości
w opracowanie bardziej dojrzałego modelu kroniki.
Należy również oczekiwać, że w przyszłości poszerzy się w naszej kronice dział
informacji o polskich zainteresowaniach i pracach afrykanistycznych, jak również
o działalności Polaków w Afryce i ich kontaktach z różnymi społeczeństwami afry­
kańskimi. Pozwoli nam to na w g l ą d w interesujące zagadnienie, a ' mianowicie
sprawę widzenia nowoczesnej Afryki przez przedstawicieli społeczeństwa polskiego.

Z

KRAJU

SESJA NAUKOWA
Z O K A Z J I 50-LECIA T O W A R Z Y S T W A LUDOZNAWCZEGO W POZNANIU
Założenie w roku 1910 Towarzystwa Ludoznawczego w Poznaniu i udostępnie­
nie w grudniu 1911 r. zbiorów etnograficznych stało się okazją do przypomnienia
dziejów poznańskiego ośrodka i zaprezentowania niektórych aktualnie w nim
prowadzonych prac. Celom tym posłużyła sesja naukowa zorganizowana w Pozna­
niu w dniu 19 maja 1962 r. przez Poznański Oddział Polskiego Towarzystwa L u ­
doznawczego przy udziale Katedry Etnografii Uniwersytetu im. A. Mickiewicza.
W czasie sesji, której przewodniczyli prof, dr M. Znamierowska-Prüfferowa
i prof, dr W. Hejnosz, wygłoszono szereg referatów i komunikatów.
Dwa pierwsze referaty, prof. dr. J . Burszty .,Ruch ludoznawczy i badania

�KRONIKA

443

etnograficzne w Wielkopolsce" i mgr. S. Błaszczyka „Dzieje poznańskich zbiorów
etnograficznych", ściśle związane były z obchodzonym jubileuszem. Obok proble­
matyki historycznej znalazły w nich jednakże miejsce również sprawy dnia dzi­
siejszego, tematyka i formy współcześnie prowadzonych prac badawczych, a także
prac z zakresu ochrony i wystawiennictwa z a b y t k ó w kultury ludowej.
Tradycje ludoznawstwa wielkopolskiego
sięgają, o czym m ó w i ł prof, dr
J . Burszta, 1 połowy X I X w. Są one związane z działalnością towarzystw społeczno-kulturalnych i gospodarczych, tzw. Kasyn, w Ostrowie i Gostyniu oraz Towarzy­
stwa Zbieraczów Starożytności Krajowych w Szamotułach, założonego w 1840 r.
J u ż w latach trzydziestych żywą działalność n a u k o w ą i pisarską rozpoczął R. Berwiński, w s ł a w i o n y opublikowanymi w roku 1854 Studiami o literaturze
ludowej.
Najdawniejszy zbiór wielkopolskich pieśni ludowych zebranych przez J . Lipiń­
skiego, pt. Piosenki ludu wielkopolskiego, ukazuje s i ę w roku 1842. W badaniach
nad pieśnią i muzyką regionu wyprzedził Lipińskiego jednakże O. Kolberg swoim
krótkim artykułem z roku 1837, Ułamek
o muzyce wielkopolskiej, drukowanym
w „Przyjacielu Ludu". Systematyczne badania etnograficzne przeprowadza O. K o l ­
berg w Wielkopolsce dopiero w latach 1867—1875. Dla początków X X w. godne
zanotowania są badania terenowe J . i Z. S z e m b e k ó w i e n , których rezultaty opu­
blikowano w Przyczynkach
do etnografii Wielkopolski,
zamieszczonych w „Mate­
riałach Antropologiczno-Archeologicznych i Etnograficznych".
Utworzenie 8 I I I 1910 r. Towarzystwa Ludoznawczego w Poznaniu zapoczątko­
wuje w Wielkopolsce zorganizowaną działalność ludoznawczą. Zarówno powstanie
Towarzystwa, jak i zgromadzenie w ramach jego czynności zbiorów etnograficz­
nych, związane jak najściślej z nazwiskiem H . Cichowicz i jej córki Wiesławy,
miało p o w a ż n e znaczenie nie tylko naukowe, ale w warunkach zaboru pruskiego
również społeczne i polityczne.
Okres m i ę d z y w o j e n n y nie przyniósł znaczniejszego wzrostu zainteresowań
Wielkopolską ze strony fachowych etnografów. Kulturą l u d o w ą Wielkopolski
zajmowali s i ę w ó w c z a s m.in. S. Ciszewski, B . Stelmachowska, Ł. Kamieński,
J . Pietruszyńska i M. Sobieski. Natomiast c a ł y ten okres, jak stwierdza prof, dr
J . Burszta, odznaczał się silnym rozwojem ruchu regionallstycznego, sprzyjają­
cym gromadzeniu materiałów etnograficznych.
Dorobkiem okresu powojennego jest szereg prac z badań nad sztuką ludową,
budownictwem, odzieżą, rzemiosłami wiejskimi i innymi działami kultury ludowej
Wielkopolski. Podsumowaniem dotychczasowej wiedzy o kulturze ludowej regionu
będzie trzytomowa Kultura ludowa Wielkopolski, której tom I ukazał się w roku
1960, a tom I I znajduje się w druku. Ośrodek prowadzi również badania nad
procesami tworzenia się nowej kultury we wsiach Ziem Zachodnich i Północnych
(w Koszalińskiem i na Ziemi Lubuskiej), a także nad społeczno-kulturalnymi prze­
obrażeniami w konińskim ośrodku przemysłowym.
Mgr S. Błaszczyk skierował u w a g ę słuchaczy na sprawy muzealne. Zbiory
Towarzystwa Ludoznawczego w Poznaniu, wystawione w grudniu 1911 r. w Muzeum
im. Mielżyńskich, umożliwiły po I wojnie światowej utworzenie Działu Ludo­
znawczego Muzeum Wielkopolskiego. Dział ten w przededniu I I wojny ś w i a t o w e j
liczył już około 3500 eksponatów. Wojna zniszczyła zbiór niemal w całości. Utwo­
rzony w roku 1945 Dział Kultury i Sztuki Ludowej Muzeum Wielkopolskiego,
przemianowanego wkrótce na Narodowe, rozpoczął na nowo gromadzenie z całej
Polski eksponatów, których jest już dzisiaj około 3700. Trudności lokalowe, z któ­
rymi dotąd borykało się kierownictwo Działu, mają zostać usunięte w najbliższym
czasie. Na pomieszczenie zbiorów etnograficznych uzyskano zabytkowy budynek po

�444

KRONIKA

loży masońskiej, w y m a g a j ą c y jednak remontu i adaptacji. Przeniesienie zbiorów
do nowego budynku związane będzie z przekształceniem dotychczasowego Działu
w Oddział Muzeum Narodowego w Poznaniu.
Wystąpienia dr T. Wróblewskiego, mgr J . Dydowiczowej, mgr J . Lisakowskiego i dr Z. Jasiewicza zapoznały uczestników sesji z problematyką prac podjętych
w ośrodku poznańskim.
Dr T. Wróblewski w referacie „Polsko-niemieckie pogranicze w świetle mate­
riałów etnograficznych" zajął się szeroką strefą wzajemnych oddziaływań mię­
dzy obszarem kulturowym polskim a niemieckim. Stwierdza w niej w y s t ę p o w a n i e
mieszanych form kulturowych, m.in. w osadnictwie, budownictwie, odzieży, techni­
kach uprawy roli oraz zwyczajach rodzinnych i dorocznych. Autor poddał krytyce
niemieckie atlasy etnograficzne, nieprzydatne w badaniach nad w p ł y w a m i kultu­
rowymi. Odpowiedni bowiem dobór tematyki kartogramów umożliwił twórcom
atlasów wyeliminowanie z obszarów uwzględnionych na mapach form kulturowych
słowiańskich i mieszanych.
W komunikacie „Ze studiów nad zwyczajami dorocznymi ludu wielkopolskie­
go" mgr J . Dydowiczowa wiele miejsca poświęciła analizie wykorzystanych źródeł.
Warte podkreślenia jest dążenie do historycznego ujmowania opracowywanego za­
gadnienia: przedstawienia genezy zwyczajów i przyczyn ich przekształceń.
Mgr J . Lisakowski w komunikacie „Pieśń i muzyka ludowa ziemi kaliskiej''
zreferował wyniki swych badań w latach 1956—1962. Autor stwierdził liczne po­
wiązania pieśni kaliskich z pieśniami ludowymi innych części Wielkopolski. Prze­
prowadzona inwentaryzacja ludowych instrumentów muzycznych ujawniła w y s t ę ­
powanie w Kaliskiem nie znanych skądinąd dwustrunnych basów, drążonych
w jednym k a w a ł k u drzewa.
Kolejny komunikat, przygotowany przez mgr J . Dydowiczowa: „Opieka nad
sztuką ludową w Wielkopolsce", informował o przedsięwzięciach Wydziału Kultury
W R N podejmowanych w e s p ó ł z Poznańskim Oddziałem Polskiego Towarzystwa
Ludoznawczego.
Komunikat „Zderzenie się kultur grup osadniczych w świetle materiałów
z Iwięcina w powiecie koszalińskim" zaznajomił z niektórymi wynikami prac pro­
wadzonych na Pomorzu Zachodnim w ramach zespołu kierowanego przez prof,
dr J . Bursztę. Jako przedmiot rozważań obrano „zderzenie" kultur regionalnych
przyniesionych przez 2 dominujące w życiu wsi grupy osadników: z powiatów
Janów i Biłgoraj w Lubelskiem i z pow. Wieluń w woj łódzkim. We wnioskach
autor stwierdza m.in., że „zderzenie" kultur to proces długotrwały i na terenie
badanej wsi ściśle spleciony z procesami adaptacji i integracji. Proces ó w w swej
początkowej fazie objął uzewnętrzniające się treści kulturowe: narzędzia i sposoby
gospodarowania, niektóre potrawy, język, aby następnie wciągnąć w zasięg swego
oddziaływania również i inne elementy kultury, m. in. zwyczaje towarzyszące
obrzędom rodzinnym i dorocznym.
W ożywionej dyskusji głos zabrali m.in. prof, dr M. Znamierowska-Prüfferowa (Toruń), doc. F . Kotula (Rzeszów), dr L . Malicki (Gdańsk), dr K . K w a ś n i e w ­
ski (Wrocław) i M. Jagła (Krotoszyn). Dyskutanci wydatnie rozszerzyli swymi wy­
stąpieniami problematykę referatów i komunikatów.
Podsumowania dyskusji i zamknięcia obrad dokonał prof, dr J . Burszta.
Przerwę w obradach wykorzystano dla zwiedzenia wystawy wielkopolskiej
sztuki ludowej w Muzeum Narodowym. Uczestnicy sesji zaznajomili się również,
dzięki wystawce zorganizowanej w sali obrad, z publikacjami dotyczącymi kultury
ludowej Wielkopolski.

�KRONIKA

445

D o s k o n a ł y m uzupełnieniem sesji była wycieczka naukowa w dniu 20 maja.
Trasa wycieczki wiodła przez Szamotuły (muzeum i zabytki architektury oraz wy­
s t ę p y zespołów regionalnych: „Dzieci Szamotulskich", „Pieśni i Tańca Ziemi Sza­
motulskiej" i „Kapeli Orlików"), Słopanowo w pow. szamotulskim (kościółek drew­
niany z X V I I w.), Obrzycko w pow. szamotulskim, Czarnków, Marunowo w pow.
czarnkowskim (chałupa z podcieniem narożnikowym i kuźnia), Chodzież, Sokołowo
Budzyńskie w pow. chodzieskim (chałupa podcieniowa) i Wełnę w pow. obornickim
(kościółek drewniany z I połowy X V I I I wieku).
Zbigniew Jasiewicz

DYSKUSJE O REGIONALIZMIE
W wyniku inicjatywy Oddziału Warszawskiego Polskiego Towarzystwa Ludo­
znawczego rozpoczęto dyskusję na temat znaczenia regionalizmu jako problemu
teoretycznego i praktycznego. Punktem w y j ś c i o w y m dyskusji były referaty mgr
S. Świrko i dr K . Pietkiewicza, wygłoszone na zebraniu Oddziału w dniu 7 lutego
1962 r. Na zebraniu, w którym uczestniczyło 33 osoby, rozgorzała burzliwa dys­
kusja na temat pojęcia „regionalizmu" oraz nad jego aspektem praktycznym w życiu
codziennym. Na drugim z kolei zebraniu Oddziału, w dniu 21 lutego naświetlono
problematykę regionalizmu poprzez sprawozdanie z konferencji regionalnej, jaka od­
była się na górze Św. Katarzyny w początkach lutego. Sprawozdawcami byli: dr
W. Pomianowska i mgr Krzysztof Makulski. Po omówieniu g ł ó w n y c h tematów po­
ruszanych na konferencji zwrócono szczególną u w a g ę na istotę zagadnienia pracy
terenowych działaczy kultury, którzy powinni mieć zasób podstawowych wiadomości
etnograficznych. W toku dyskusji poruszono wiele palących zagadnień, do których
należy m.in. ochrona wypieranej przez urbanizację kultury ludowej w najróżnorodniejszych jej przejawach. Jak wynikało z głosów w dyskusji, sytuacja w tere­
nie pod tym w z g l ę d e m pogarsza się w szybkim tempie. Wynika to m.in. z braku
odpowiedniej literatury popularnej z tego zakresu. Rezultatem dyskusji było po­
stanowienie przygotowania odpowiednich postulatów na najbliższy walny zjazd
P T L - u , który naświetliłby odpowiednio te problemy. Poza tym członkowie Od­
działu Warszawskiego postanowili wystąpić do kilku poczytnych gazet i czasopism
z serią artykułów wskazujących na w a d l i w o ś ć polityki kulturalnej, która nie
uwzględnia w wystarczającym stopniu zagadnień kultury ludowej.
Krzysztof

Makulski

S E S J A P O P U L A R N O N A U K O W A W PŁOCKU
W dniach 22—23 czerwca 1962 r. odbyła się w Płocku sesja popularnonaukowa
zorganizowana z okazji Roku Ziemi Mazowieckiej przez Wojewódzką Komisję
Obchodów Tysiąclecia P a ń s t w a Polskiego.
Sesje i konferencje naukowe czy popularnonaukowe poświęcone poszczególnym
regionom, a nawet oddzielnym miejscowościom Polski stały się ostatnio w naszym
kraju zjawiskiem bardzo częstym. Czy oznacza to ponowne ożywienie ruchu regionalistycznego? N i e w ą t p l i w i e tak. Nasuwa się jednak pytanie, co różni ten ruch

�446

KRONIKA

od jego postaci z okresu międzywojennego. Nie sposób tu odpowiedzieć na to py­
tanie wyczerpująco. Ograniczymy się więc do wskazania jednej — jak się wydaje —
podstawowej cechy. Otóż współczesny ruch regicnalistyczny jest częścią składową
ogólnokrajowego programu aktywizacji gospodarczej, społecznej i kulturalnej c a ­
łego terytorium Polski. Znalazł on więc silną podstawę w polityce państwowej.
W dziedzinie gospodarczej tendencja ta wyraża s i ę w postaci konkretnych pla­
n ó w regionalnych, a w dziedzinie kultury między innymi w wielkim programie
Obchodów Tysiąclecia Państwa Polskiego. Nowe zadania stojące przed dzisiej­
szym regionalizmem w y m a g a j ą nie tylko skoordynowanych działań, gdzie spotkać
się musi i zjednoczyć w y s i ł e k miejscowej ludności, n a u k o w c ó w i działaczy-praktyków, aie także w ł a ś c i w e j hierarchizacji problemów danego regionu. Jest to więc
działalność z pogranicza praktyki i nauki, gdzie poczynania praktyków opierać
się muszą o diagnozy naukowe, a naukowcy podjąć muszą takie problemy badaw­
cze, które są najważniejsze bądź pierwszoplanowe dla praktyków. I jeszcze jedna
ważna sprawa — ruch regionalistyczny nawiązuje z natury rzeczy do tradycji da­
nego terenu, do jego przeszłości i wszystkich tych cennych elementów, które pozo­
stawiła ona jako dziedzictwo współczesnemu pokoleniu. Musi więc w swoim pro­
gramie wyznaczyć odpowiednie miejsce dociekaniom nad przeszłością i jej ż y w y m i
śladami we współczesności. Inaczej mówiąc, musi na nowo spojrzeć na wzajemny
stosunek przeszłości i teraźniejszości pod kątem widzenia dnia jutrzejszego.
Wydaje się, że sesja płocka była bardzo iymptomatyczna dla nowej postaci
ruchu regionalistycznego. O jej doniosłości w skali kraju świadczy aktywne uczest­
nictwo Przewodniczącego Rady P a ń s t w a , Aleksandra Zawadzkiego, a o jej zna­
czeniu dla regionu — liczny udział miejscowej ludności. Na program sesji złożyły się
w pierwszym dniu ohrad plenarnych następujące referaty, prof. W. Antoniewicza,
„Uwagi o regionalizmie historycznym i współczesnym", prof.prof. A. Gieysztora,
K. Dziewońskiego i S. Herbsta, ..Mazowsze, zakres nazwy i treść pojęcia na prze­
strzeni dziejów", oraz prof. J . Kwejta. „Ekonomiczne perspektywy rozwoju Ma­
zowsza". Po posiedzeniach plenarnych dalszy ciąg obrad odbywał się w sekcjach:
archeologicznej, pod przewodnictwem prof. Antoniewicza, historycznej, pod prze­
wodnictwem prof. Herbsta, historii sztuki, zabytków i muzealnictwa, pod przewod­
nictwem prof. Lorentza, etnograficznej, pod przewodnictwem prof. Dynowskiego,
ekonomicznej, pod przewodnictwem prof. Kwejta, językoznawczej, pod przewod­
nictwem prof. Doroszewskiego, oraz literackiej.
Należy oczekiwać, iż w odpowiednich pismach specjalistycznych ukażą s i ę
sprawozdania z obrad poszczególnych sekcji. T u przedstawimy obrady sekcji etno­
graficznej.
Posiedzenie tej sekcji odbywało się pod przewodnictwem prof, dr W. Dynow­
skiego. Wygłoszono 10 referatów, których tematy wchodzą w zakres problematyki
badawczej prac prowadzonych w Zakładzie Etnografii Uniwersytetu Warszawskie­
go, w Zakładzie Entografii Instytutu Historii Kultury Materialnej P A N , Muzeum
Etnograficznego w Łodzi, Muzeum Kultury i Sztuki Ludowej w Warszawie, Z a ­
kładu Socjologii Szkoły Głównej Planowania i Statystyki. Punktem wyjścia dla
problematyki obrad sekcji było w y s u n i ę t e w referacie prof, dr W. Dynowskiego,
„Dawne i nowe w kulturze chłopskiej na Mazowszu", zagadnienie zmian zachodzą­
cych w życiu wsi zarówno w zakresie sił w y t w ó r c z y c h i struktury społecznej, jak
i różnych dziedzin kultury, uchwycone w ramach ostatnich trzech generacji. Referat
ten podkreślał, iż badania nad kulturą ludową mogą dać pełny jej obraz jedynie
w ó w c z a s , kiedy ukażą iej linię rozwojową od tradycyjnych form życia po w s p ó ł ­
czesność kształtowaną w wielu dziedzinach życia przez planowanie p a ń s t w o w e .

�447
Jednocześnie badania te m o g ą się okazać przydatne tylko wówczas, jeśli stanowić
będą pomoc we w ł a ś c i w e j adaptacji ogólnych planów p a ń s t w o w y c h do istniejących
w a r u n k ó w danego regionu.
Przytaczamy poniżej fragment referatu prof. Dynowskiego:
,,W dzisiejszych zmienionych warunkach życia społecznego każda nauka uza­
sadnić musi sens swego istnienia i kierunek rozwoju jakiegoś rzędu służbą na rzecz
społeczeństwa. W przypadku grupy nauk o człowieku — a w tej liczbie także etno­
grafii — w y m ó g ten nabiera szczególnej ostrości. Toteż przed naukami tymi w każ­
dorazowo zmienionych warunkach życia społecznego staje nie tylko zadanie obję­
cia spojrzeniem badawczym rodzących się zjawisk czy modyfikacji istniejących już,
ale także trudne zadanie przezwyciężenia dawnych kanonów myślenia, dawnych n a ­
w y k ó w metodologicznych i warsztatowych, nie będących j u ż w stanie sprostać
nowym zadaniom.
Przedstawiając na niniejszej Sesji krótkie informacje z prowadzonych badań
pod ogólnym hasłem »Dawne i nowe w kulturze chłopów mazowieckich-" dążymy
do tego, aby nie tylko ukazać zjawiska kulturowe i ich przebiegi, ale także trud­
ności metodologiczne, jakie musieliśmy przezwyciężyć na drodze do nowego spoj­
rzenia na badane zagadnienia.
Dzisiejsza etnografia polska nie może pójść ani po linii dowolnego wyboru
atrakcyjnych teoretycznie problemów kulturoznawczych, ani też kontynuować emo­
cjonalnie zabarwionych, gloryfikujących przeszłość i na niej głównie skupiających
u w a g ę refleksji ludoznawczych, u których podstaw niewątpliwie legło zaintereso­
wanie reliktem. Potrzeby aktualnego życia społecznego stawiają przed naszą dys­
cypliną nowe zadania. Nie może ona rezygnować z rozwiązań teoretycznych, jeśli
nie chce stracić pełnoprawnej pozycji jako nauka, musi jednak spośród proble­
m ó w teoretycznych wyselekcjonować te, które są bądź to społecznie pierwszopla­
nowe, bądź też najpilniej w y m a g a j ą diagnozy naukowej i rozwiązania praktycz­
nego. Oznacza to więc ścisłe zespolenie z dniem dzisiejszym. Nie znaczy jednak,
by zainteresowania 'przeszłością były nam całkowicie obce. Przeciwnie, są one nam
bardzo bliskie z dwu głównie powodów:
1. W kształtowaniu nowego modelu życia społecznego i kultury korzystamy
zawsze — mniej lub bardziej świadomie — z dziedzictwa przekazanego nam przez
minione generacje. W przypadku przedmiotu etnografii, tj. kultury ludowej, spra­
wa ta nabiera dodatkowego znaczenia. Chodzi tu mianowicie nie tylko o ciągłość
kulturową, ale także o poszerzenie treści kultury ogólnonarodowej przez wydo­
bycie, emancypację kultury ludowej i podniesienie jej najcenniejszych wartości
do rangi dorobku kultury ogólnonarodowej.
2. Właściwe rozeznanie w charakterze reliktów, zasięgu ich w y s t ę p o w a n i a
i ich sile społecznej jest nieodzowne w dobie, kiedy planowa przebudowa życia
społecznego liczyć s i ę musi ze zróżnicowanymi regionalnie tradycyjnymi struktu­
rami kulturowymi, z c a ł y m ich bagażem nie tylko cennych wartości, o jakich m ó ­
w i l i ś m y w y ż e j , ale także elementów wyraźnie konserwatywnych, hamujących okres
przemian".
Dalej referent .podkreślił, iż studia nad całym Mazowszem zróżnicowanym
kulturowo — zarówno w przeszłości, jak i obecnie — w y m a g a j ą systematycznych
i żmudnych badań. Nie dysponując p e ł n y m materiałem dla całego Mazowsza przed­
stawiamy w tej chwili pełniejszy obraz tylko jednego z jego regionów, a miano­
wicie Kurpiowszczyzny, która była przedmiotem wieloletnich studiów Zakładu
Etnografii U . W. oraz Zakładu Etnografii I H K M P A N i doczekała się opracowania
'w postaci publikacji pt. Kurpie. Puszcza Zielona. Na przykładzie Kurpiów bowiem

�448

KRONIKA

ze szczególną wyrazistością wychodzi na jaw złożona struktura pojęcia regionu.
Do tego zagadnienia nie da się podejść za pomocą studiów zasięgu jednego wyznacz­
nika ani też całego ich zgrupowania. Dopiero śledząc występujące impulsy, siłę
i kolejność ich działania w życiu wsi oraz całokształt działania warunków, które
sprzyjały zjawisku lokalizacji w y t w o r ó w kultury lub traciły s w ą moc i ustępowały
innym, zbliżamy się do zagadnienia regionu i regionalizacji na tyle, żeby móc
mówić o zasadniczym znaczeniu i roli w s k a ź n i k ó w przestrzennych w studiach
nad mechanizmem tworzenia się kultury.
Przeobrażenia w życiu wsi i zmiany zachodzące w świadomości jej mieszkań­
ców, łącznie z elementami kultury tradycyjnej istniejącymi do chwili obecnej lub
zachowanymi w świadomości ludzkiej, były zasadniczymi tematami następnych
referatów, przy czym pierwsze z nich (dr T. Delimata i dr Lecha) dawały obraz
stanu zachowania zabytków etnograficznych na Mazowszu. Bogaty materiał doku­
mentacyjny zebrany przez Muzeum Kultury i Sztuki Ludowej w Warszawie
i opracowany w formie atlasowej omówiony został w referacie dr T. Delimata.
Pozwala on na prześledzenie zmian zachodzących w kulturze materialnej i spo­
łecznej w przekroju czasowym, jak również na określenie tempa tych zmian w po­
szczególnych częściach Mazowsza. Rejestracja stanu zachowanych zabytków wska­
zuje, na jakiej bazie materiałowej oprzeć można studia nad etapami rozwoju kul­
tury ludowej.
Następne referaty dotyczyły przede wszystkim terenu północno-wschodniego
Mazowsza i były próbą pełniejszego przedstawienia kultury wsi kurpiowskiej.
Mgr K . Makulski w swoim referacie, pt. „Układy społeczno-gospodarcze na zie­
miach popuszczańskich jako wykładnik przekształceń kultury miejscowej ludności
wiejskiej", scharakteryzował specyficzne warunki ekonomiczno-społeczne tej czę­
ści Mazowsza i ich rolę w kształtowaniu się miejscowej kultury ludowej. Rozwój
stosunków gospodarczych ujęty w cztery zasadnicze okresy wskazuje na różnice
w procesie rozwoju historycznego terenów Puszczy Zielonej, których próba w ł ą ­
czenia w układ gospodarki ogólnopaństwowej dopiero po I I wojnie światowej za­
czyna być realizowana. Sytuacja ta musiała w y w r z e ć znaczny w p ł y w na kształ­
towanie się kultury ludowej, nadając jej specyficzne cechy i powodując jej znaczną
w stosunku do innych regionów, a naw?t części Mazowsza, zachowawczość. Na­
stępne referaty poświęcone były już szczegółowym zagadnieniom z zakresu kultury
społecznej i materialnej, dając obraz coraz bardziej dynamicznych przemian w kul­
turze chłopskiej w konfrontacji z dniem dzisiejszym. W dziedzinie zagadnień spo­
łecznych problemy te zostały poruszone w referacie mgr D. Markowskiej, „Prze­
miany społeczne wsi kurpiowskiej na przestrzeni trzech ostatnich pokoleń", w któ­
rym referentka dokonując charakterystyki społeczności lokalnej w jej rozwoju hi­
storycznym oraz zmian zachodzących w życiu rodzinnym wskazuje na potrzeby
i tendencje rozwoju współczesnej wsi w zakresie życia społecznego.
Zagadnienia z zakresu kultury społecznej i duchowej były tematem dwu na­
stępnych referatów: mgr J . Olędzkiego, „Pierwiastki tradycyjne we współczesnym
światopoglądzie ludności wiejskiej", oraz mgr H. Olędzkiej, „Ranga społeczna twór­
czości artystycznej na Kurpiach w przeszłości i współczesności". Poruszona w re­
feratach zagadnienia podkreślają elementy odrębności grupowej Kurpiów i ich
silną więź lokalną. Na szczególną uwagę zasługuje sprawa twórczości artystycznej
występującej jako czynnik wartościujący w układzie stosunków społecznych, jak
i ro'a w a r u n k ó w ekonomicznych w jej kształtowaniu. Z zakresu kultury mate­
rialnej omówione zostały w referacie mgr W. Paprockiej zagadnienia rzemiosła
ludowego i kierunków jego rozwoju, przy czym główny nacisk położony został na

�449

KRONIKA

sprawę znaczenia rzemiosł w gospodarce kurpiowskiej w poszczególnych okresach
rozwojowych.
Bogaty materiał dotyczący występowania e l e m e n t ó w kultury tradycyjnej
we współczesnym życiu wsi mazowieckiej i podlaskiej stanowił temat referatu
mgr M. Biernackiej. Na przykładzie szlachty zagrodowej ukazano różnorodność
kultury społecznej wsi, występującą pod pozorną jednolitością układu społecznego.
Dla zrozumienia tych różnic dokonano analizy procesu historycznego, kształtują­
cego odmienne warunki gospodarczo-społeczne szlachty zagrodowej i chłopów.
Referentka wskazała również na siłę i żywotność tych różnic, z którymi dziś jeszcze
trzeba się liczyć w procesie przebudowy wsi.
Przejściem do zagadnień związanych z nowo formującym się układem sto­
sunków społecznych na wsi był referat mgr B . Bazińskiej, „Proces emancypacji
pracującej zawodowo kobiety wiejskiej". Stanowił on pewne zamknięcie zasadni­
czego tematu obrad wskazując na elementy nowego w kulturze wsi, na kształto­
wanie się nowej rzeczywistości, poczynając od zmian zachodzących w podstawowym
układzie społecznym, jakim jest rodzina.
Po dyskusjach, jakie odbyły się w ramach poszczególnych sekcji, zwołane zo­
stało posiedzenie plenarne dla podsumowania całokształtu obrad. Posiedzeniu temu
przewodniczył prof. W. Dynowski. Głos zabrali nie tylko przedstawiciele nauki,
ale także miejscowi działacze, wskazując na celowość tego rodzaju sesji.
Doświadczenie tej sesji przemawia za tym, że obecność i aktywny udział etno­
grafów w tego rodzaju przedsięwzięciach jest pożyteczny zarówno dla nich, jak
i dla miejscowych działaczy społecznych.
Wanda

Paprocka,

Danuta

Markowska

W Y S T A W A „AFRYKA N I E Z N A N A A B L I S K A "
Warszawa wrzesień—październik

1962

Od czasu opublikowania przez sekretarza Związku Muzeów Angielskich S. F .
Markhama w „The Museums Journal" (t. 31: 1931) znamiennego artykułu o sytuacji
muzealnictwa ś w i a t o w e g o wiele uległo zmianie na lepsze. Obecnie chyba ryzykowne
byłoby twierdzenie, że spośród tysięcy różnego typu muzeów rozsianych po świecie
tylko niewiele więcej jak tuzin potrafi wyzyskać swe zbiory w sposób w ł a ś c i w y .
W niewesołej refleksji Markhama na temat, czym są zbiory muzealne w ogóle
i jak się je wykorzystuje w procesie wychowania i formowania kultury w s p ó ł ­
czesnej i narastającej generacji, zostało jednak poruszone niejedno zagadnienie,
które również dzisiaj może posłużyć za punkt wyjścia do konstruktywnej wymiany
zdań i działania.
Węzłową kwestią dla Markhama jest znalezienie odpowiedzi na pytanie, jakim
celom czy celowi mają służyć zbiory muzealne. Pytanie takie stawiano sobie za­
równo przed wypowiedzią Markhama, jak i dzisiaj. Jednakże Markham postawił
to zagadnienie szczególnie ostro i w bardzo szerokiej, bo ogólnoświatowej skali.
Można więc chyba śmiało powiedzieć, że problem ten staje równie wyraźnie przed
każdą generacją i każdorazowo od nowa domaga się rozwiązania. Pytanie, czym
są i jak należy w ł a ś c i w i e w y k o r z y s t y w a ć zbiory etnograficzne, stawiano bobie
niejednokrotnie w różnych okresach, w różnych środowiskach i w różnych krę­
gach życia intelektualnego. Na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat w tym za­
kresie można odnotować znamienne wypowiedzi, zarówno wybitnych n a u k o w c ó w 2Я - Etnografia Polska T. V I I

�450

KRONIKA

Ryc. 1. Fragment sali

wystawowej

etnografów, jak i praktyków, pedagogów i działaczy społecznych. Kto wie, czy
nie poprzez szukanie rozwiązań dla zbiorów etnograficznych w tych właśnie ś r o ­
dowiskach zdołano podejść stosunkowo najbliżej do prawd, które głęboko tkwiły
w życiu społecznym pod koniec ubiegłego wieku, w okresie przed I wojną ś w i a ­
tową, jak i w okresie m i ę d z y w o j e n n y m . Pytanie, jakiej problematyce naukowej
i jakim celom społecznym mają służyć zbiory etnograficzne, można ponowić z r ó w ­
ną aktualnością także i dzisiaj. Jednakże udzielenie wyczerpującej odpowiedzi na
to pytanie z pozycji potrzeb współczesnych w y m a g a ł o b y nie tylko gruntownego
obrachunku z przeszłością, lecz także — i to przede wszystkim — właściwego ro­
zeznania w stosunkach społeczno-politycznych i ich nkładach w aktualnie formu­
jącej się rzeczywistości historycznej. Zdaje się nie ulegać wątpliwości, że w porów­
naniu z zespołem zjawisk społeczno-politycznych, zahaczających o krąg zaintere­
sowań etnograficznych z okresu międzywojennego, obecnie na czoło wysuwa się
ruch wyzwoleńczy l u d ó w dotychczas całkowicie lub w znacznej mierze podporząd­
kowanych ustrojowi kolonialnemu.
Sytuacja zmienia się pod tym względem radykalnie na naszych oczach. Ludy
zwane niegdyś „pierwotnymi" przestały być biernym obiektem zainteresowań. B u ­
dują one dzisiaj świadomie zręby własnej kultury i szukają dróg powiązania spe­
cyfiki tradycji przeszłości z wymogami życia współczesnego.
Zmienione warunki postawiły przed etnografią konieczność poszukiwania no­
wych koncepcji, nowych założeń metodologicznych w studiach nad procesami prze-

�KRONIKA

451

Ryc. 2. Fragment sali wystawowej

obrażeń kulturowych tych ludów. A to z natury rzeczy dotyczy również muzeal­
nictwa, będącego składową częścią naukowej działalności etnograficznej.
Wydaje się, że spośród rozsianych po całym świecie i emancypujących się
współcześnie tzw. niegdyś ludów pierwotnych na szczególną u w a g ę zasługują ludy
afrykańskie. Narastające bowiem w sile od kilkudziesięciu lat ruchy narodowo­
w y z w o l e ń c z e doprowadziły dwieście kilkadziesiąt milionów mieszkańców Afryki
kolonialnej do rozwiązań zasadniczych. Wychodząc zwycięsko z walk w y z w o l e ń ­
czych z ginącym systemem kolonialnym ludy Afryki jeden po drugim na naszych
oczach przekształcają się w odrębne, nowocześnie rządzone ustroje p a ń s t w o w e .
Nie ulega wątpliwości, że różne nurty ruchów narodowych afrykańskich i ich dzi­
siejsza postać stanowią już na tym etapie wyraźnie rysujące się przesłanki dla
historycznego jutra całego kontynentu. Toteż zupełnie uzasadniony jest pogląd, ż e
ten pęd Afryki ku nowemu jest jednym z naczelnych zjawisk we współczesnej hi­
storii zasadniczych przeobrażeń ludzkości. Z tych w i ę c względów, jak i ze względu
na zupełnie specyficzny obraz, jaki w y t w o r z y ł się przede wszystkim w kulturze
ludów Afryki Czarnej, na skutek łączenia dawnego z nowym, problematyka afry­
kańska winna być jak najbardziej wzięta pod u w a g ę i w hierarchii zainteresowań
wysunięta na miejsce eksponowane.
Nie jest w i ę c dziełem przypadku, że pierwsza wystawa w Polsce, obrazująca
duży zespół tzw. ludów pierwotnych, podlegających rewolucyjnym przemianom
kulturowym, zestala poświęcona właśnie Afryce Czarnej. Przedsięwzięcie to ze

�Ryc. 6. Maska zwierzęca Senu (Sudan Zachodni)

�KRONIKA

455

Ryc. 7. Maska Chińczyka (Afryka Wschodnia)

cesu emancypacji politycznej, społecznej i kulturowej wszystkich ludów „pierwot­
nych" Afryki nie wolno zapominać o ukształtowanym historycznie zróżnicowaniu
na w i ę k s z e i mniejsze zespoły oraz o czynnikach tego zróżnicowania, takich jak
język, rasa, typ gospodarki i organizacji społecznej, stopień izolacji i wiele innych.
Wystawa „Afryka nieznana a bliska" dała skrót historii tego kontynentu
i obraz jego zróżnicowania na przełomie X I X i X X w., a w i ę c tego etapu rozwo­
jowego, który stanowi bezpośrednie dziedzictwo dzisiejszych pokoleń Afrykańczy­
ków. I tę koncepcję uznać należy za słuszną. Poprzez tak pomyślaną w y s t a w ę
otrzymuje widz jakby pierwszy stopień wtajemniczenia, wprowadzający w naj­
bliższą przeszłość Afryki stykającą się z tą rzeczywistością afrykańską, jaką od­
biera on w formie fragmentarycznych notatek czy wzmianek prasowych lub ko­
mentarzy dziennikarskich.
Eksperyment ten nasuwa myśl, że w wystawach stałych poprzez odpowiedni
dobór środków oddziaływania na widza należałoby rozszerzyć tematykę o całą sferę
współczesności, widzianą od strony antropologii społecznej, to znaczy struktury
społecznej, mechanizmu więzi społecznej i przemian, jakim ulegają one w s p ó ł ­
cześnie. Silniej należałoby także zaakcentować w obrębie nowo powstałych p a ń s t w

�Ryc. 8. Fragment wystawy poświęcony tańcom i maskom tanecznym

�KRONIKA

457

Ryc. 9. Ksylofon z Ghany

afrykańskich zróżnicowanie rasowe, językowe, religijne, gospodarcze, społeczne itp..
jak również proces wzrostu znaczenia tych plemion czy tych wartości kulturo­
wych, które bądź z racji ich dominowania, bądź też z racji stosunkowo dalekiego
zaawansowania w procesie rozwojowym w y s u w a j ą się dziś na plan pierwszy w tych
państwach i działają jako czynnik jednoczący.
Z drugiej strony — przede wszystkim w celu ustalenia powiązań z bardziej
odległą przeszłością kontynentu — należałoby także wyraźnie podkreślić charak­
ter kontrastów rozwojowych, szczególnie silnie występujących w kulturze niektó­
rych ludów afrykańskich. Mam na myśli kulturę Buszmenów, Hotentotów i ple­
mion pigmejskich, z jej również i we współczesności utrwalonymi przejawami ma­
łej dynamiki przeobrażeń. Toteż wydaje się, że w koncepcji wystawy stałej rzeczą
jak najbardziej uzasadnioną będzie zwrócenie baczniejszej uwagi na paralele etnograficzno-archeologiczne, co zresztą jeżeli chodzi o Afrykę przestrzegane jest bar­
dzo skrupulatnie w muzealnictwie ś w i a t o w y m .
Na gruncie tego doświadczenia można by również podjąć dyskusję nad spo­
sobem podkreślania faktów o zasadniczym znaczeniu dla afrykańskiego procesu
historycznego. Można by się na przykład zastanowić, jak najwłaściwiej ująć w eks­
pozycji problem arabski i ekspansji Islamu na obszarze Afryki, ze szczególnym
uwzględnieniem Afryki Czarnej. J a k przedstawić zagadnienie rożnych form nie­
wolnictwa i ich historię, sprawę pokojowej i zbrojnej polityki plemiennej, form
organizacji militarnych, sposobów i środków prowadzenia wojen, s k u t k ó w klęsk
i zwycięstw.

�458

KRONIKA

Ryc. 10. Wśród zwiedzających przeważała młodzież szkolna

Z eksperymentu tego w y c i ą g a m y także wniosek co do miejsca, jakie w stałej
wystawie etnograficznej zajmować winny wytwory twórczości artystycznej. Zgo­
dzimy się, że nie mogą one przesłaniać w y n i k ó w , utrwalonych w innych dziedzi­
nach działalności człowieka, przede wszystkim w dziedzinie działalności gospodar­
czej, jak również, że w wystawie o tym charakterze twórczość i działalność arty­
styczna nie może b y ć w żadnym wypadku potraktowana wycinkowo, jako kate­
goria samoistna, w odosobnieniu od całej stery życia duchowego i niezależnie od
konkretnych układów stosunków społecznych.
Można też podjąć dyskusję na temat, jaką rolę winna odgrywać oprawa pla­
styczna w ekspozycjach etnograficznych. Na przykładzie omawianej wystawy raz
jeszcze można się przekonać, j a k wielkie może ona mieć znaczenie dla sugestyw­
nego unaocznienia zasadniczej koncepcji. Jest to ogromną zasługą Czesława Wielhorskiego. Dodajmy tutaj, iż udział tego artysty w wystawie poświęconej Mille­
nium walnie przyczynił s i ę do przekształcenia jej z ekspozycji okresowej w stałą.
Eksperyment należy uznać za udany. I tu podkreślić wypada n i e w ą t p l i w ą z a ­
sługę dr Zofii Szyfelbejn-Sokolewicz, która przy pomocy szczupłego, ale odda­
nego sprawie zespołu współpracowników w bardzo krótkim czasie wypracowała
koncepcję wystawy, czuwała nad jej realizacją, nad organizacją widowni oraz
opracowała staranny, dobrze wprowadzający w w y s t a w ę katalog.
Witold

Dynowski

�KRONIKA

U W A G I NA T E M A T

STUDIÓW A F R Y K A N I S T Y C Z N Y C H

459
W

POLSCE

Przebudzenie się Afryki, zdobycie (często dopiero po dłuższej lub krótszej
walce z kolonializmem) niepodległości przez prawie 30 nowych państw, ż y w e sym­
patie narodu polskiego dla wszystkich ludów, które walczą o swą niezawisłość,
szybki rozwój stosunków politycznych, ekonomicznych i kulturalnych z państwami
afrykańskimi — oto najważniejsze czynniki determinujące rozwój studiów afrykanistycznych w Polsce.
Studia te nie są u nas rzeczą zupełnie nową. Na uniwersytetach krakowskim
i warszawskim od dawna już prowadzi się badania i nauczanie różnych j ę z y k ó w
afrykańskich; badacze skupiają się na problemach antropogeografii Afryki, nad
socjologią i etnografią ludów afrykańskich, nad ich historią, kulturą i sztuką.
W niektórych instytutach naukowych Polskiej Akademii Nauk indywidualni bada­
cze zajmowali się również problemami afrykańskimi; w Polskim Instytucie Spraw
Międzynarodowych działała komórka problemów afro-azjatyckich.
Spośród tych wszystkich przedsięwzięć pragnąłbym zatrzymać się na dwu, które
zorganizowałem i którymi kierowałem w ciągu kilku ostatnich lat. W Instytucie
Orientalistycznym Uniwersytetu Warszawskiego, w ramach Katedry Semitystyki,
zorganizowano kompleksowe studia afrykanistyczne polegające na nauce j ę z y k ó w
amharskiego, haussa, swahili oraz etnografii, socjologii i historii Afryki. Pierwsi
adepci tych studiów opuszczą mury uniwersytetu w 1963 r.
Trzy lata temu utworzono w Polskiej Akademii Nauk Seminarium Afrykani­
styczne, które zgrupowało specjalistów różnych dziedzin: geografów, etnografów,
ekonomistów, socjologów, lingwistów, p r a w n i k ó w itd. Właśnie dzięki temu Semi­
narium badacze-afrykaniści mogli lepiej poznać się nawzajem i nawiązać w s p ó ł ­
pracę. W ten sposób spełniało ono i spełnia dotąd rolę czegoś w rodzaju towa­
rzystwa naukowego.
Ostatnio powołany został do życia na Uniwersytecie Warszawskim Ośrodek
S t u d i ó w Afrykanistycznych, który spełniać ma dwa g ł ó w n e zadania: badanie
i nauczanie. W dziedzinie badań chodzi o zaawansowanie i koordynację prac nau­
kowych dotyczących Afryki, prowadzonych na różnych wydziałach: geograficznym,
geologicznym, filologicznym, socjologicznym, historycznym, prawnym, pedagogicz­
nym itd. Ośrodek działa jako centralna instytucja uniwersytecka nie związana
z żadnym wydziałem i bezpośrednio podporządkowana rektorowi. Jednakże zgod­
nie z wnioskiem Ośrodka mogą być powoływani nowi pracownicy naukowi w r a ­
mach poszczególnych katedr w celu rozwijania badań afrykanistycznych. Tak więc
omawiany ośrodek spełnia obecnie ważną rolę w dziedzinie integrowania badań
afrykanistycznych prowadzonych przez poszczególne katedry w ramach jednego
uniwersytetu, który (jak wszystkie współczesne uniwersytety
podporządkowane
prawom specjalizacji) mnoży ilość wydziałów, instytutów i katedr specjalistycznych.
Ośrodek Studiów Afrykanistycznych powołano w celu rozwijania kontaktów
z wszystkimi innymi instytucjami naukowymi i uniwersyteckimi w kraju i za gra­
nicą, zajmującymi się problemami afrykanistycznymi. Szczególny nacisk położony
zostanie na podtrzymaniu kontaktów naukowych z uniwersytetami i instytutami
badawczymi krajów afrykańskich. Ośrodek będzie dysponował specjalistyczną bi­
blioteką i będzie publikował swe prace w ramach wydawnictwa uniwersyteckiego.
W celu spełnienia swych zadań dydaktycznych Ośrodek organizuje Studium
Afrykanistyczne. Nauka trwać będzie tam 2 lata (4 semestry). Zadaniem tego Stu­
dium będzie dać swym adeptom podstawy współczesnej wiedzy o problemach
afrykańskich w całej ich kompleksowości, i to zarówno w odniesieniu do prze-

�460

KRONIKA

szłości, jak i teraźniejszości. Chodzi tu przede wszystkim o osoby, które posiadają
już dyplomy ukończenia studiów, a które chciałyby zdobyć dodatkowe wiadomo­
ści pozwalające im bądź lepiej w y p e ł n i ć swe zadania ekspertów powołanych do
pracy w Afryce, bądź też lepiej przygotować się do ich zawodowych funkcji z w i ą ­
zanych z problematyką afrykańską w ramach administracji, handlu, dziennikar­
stwa, radia, telewizji itd. Studium to dostępne jest również dla pracowników
naukowych w dziedzinie afrykanistyki: ekonomistów, l i n g w i s t ó w , historyków itd.,
którzy nie mieli okazji w czasie swych studiów specjalistycznych zgłębić dosta­
tecznie problematyki afrykańskiej; tak w i ę c np. lingwista będzie m ó g ł dopełnić
z pożytkiem dla siebie w i e d z ę z zakresu geografii, etnografii, socjologii, historii
politycznej, gospodarczej, kulturalnej itd. T a k samo dotyczy to i pozostałych pra­
c o w n i k ó w naukowych wyspecjalizowanych w innych dziedzinach i kierunkach,
interesujących się Afryką. Studenci będą mogli również w czasie tych 2 lat po­
lepszyć s w ą praktyczną znajomość j ę z y k ó w obcych (francuskiego i angielskiego)
oraz poznać podstawy jednego z j ę z y k ó w afrykańskich w y k ł a d a n y c h na Uniwer­
sytecie Warszawskiem.
Uniwersytet ma nadzieję przyczynić się w ten sposób do ogólnego rozwoju
studiów afrykanistycznych, do lepszej koordynacji badań oraz do lepszego przy­
gotowania kadr, których zadaniem będzie zajmowanie się problematyką afrykańską
w ramach swych prac zawodowych, a które będą informowały nasze społeczeństwo
o rozwoju kontynentu afrykańskiego lub które będą p o w o ł a n e przez rządy p a ń s t w
afrykańskich i przez organizacje międzynarodowe do wypełniania swych zadań
w samej Afryce.
Stefan
Strelcyn

R E M A R Q U E S S U R L E S ÉTUDES A F R I C A I N E S E N P O L O G N E
L'éveil de l'Afrique, la conquéte de l'indépendance par pres de 30 Etats nouveaux, souvent apres une lutte plus ou moins longue contre le colonialisme, les
vives sympathies du peuple polonais pour tous les peuples qui luttent pour leur
liberation nationale, le développement rapide des relations politiques, économiques
et culturelles avec les Etats africains — voilä les facteures les plus importante
qui déterminent chez nous le développement des études africaines.
Ces études ne sont pas chose neuve en Pologne. Dans les Universités de C r a covie et Varsovie on poursuit depuis longtemps la recherche et renseignement
de diverses langues africaines, des chercheurs se penchent sur des problémes de
géographie humaine de l'Afrique, de la sociologie et de l'ethnologie des peuples
africains, sur leur histoire, leur culture et leurs arts. Dans certaines institutions
scientifiques de l'Académie des Sciences Polonaise des chercheurs isolés s'occupaient,
eux aussi, de problemes africains; l'Institut Polonais des Relations Internationales
avait une Section des Problemes Afro-Asiatiques.
Parmi toutes ees initiatives, je voudrais m'arréter sur deux que j'ai organisées et dirigées au cours des demacres années. A l'Institut d'Etudes Orientales
de l'Université de Varsovie, á la chaire d'Etudes S é m i t i q u e s un enseignement
africaniste ocmplexe a été organise (langue amharique, haoussa, swahili, ethnographie, sociologie, histoire). Les premiers licencies acheveront ces études en 1963.
II y a trois ans, fut fondé ä l'Académie des Sciences Polonaise un Séminaire
Africaniste, groupant des spécialistes de différentes branches: géographes, ethnologiues, économistes, sociologues, linguistes, juristes etc. C'est sur la base de ce

�KRONIKA

461

S é m i n a i r e que les chercheurs africanistes ont appris á mieux se connaitre et
á collaborer entre eux. II faisait et i l fait encore, en quelque sortě, fonotion ď u n e
société scientifique.
J'en arrive maintenant au Centre d'Etudes Africaines qui vient d'etre fonde
r é c e m m e n t á 1'Univérsité de Varsovie. Ce Centre poursuit parallelement deux buts
essentiels, la recherche et l'enseignement. Dans le domaine de la recherche, i l est
charge promouvoir et de ooordonner les travaux scientifiques concernant l'Afrique,
poursuivis dans les différentes facultes, celle de Geographie et Geologie, de Philo­
logie, de Philosophie et Sociologie, d'Histoire, du Droit, de Pedagogie etc. L e Centre
fonctionne comme une institution universitaire centrale, non attachée ä une
faculté quelconque, soumise directement á M . le Recteur. Mais sur la proposition
de ce Centre, des postes de chercheurs nouveaux peuvent étre créés dans les
différents chaires pour développer les recherches africaines. Ainsi ce Centre joue
des maintenant un role important dans 1'intégraüon des différentes branches de
la recherche dans une universitě qui, comme toutes les universités contemporaineś soumises aux lois de la specialisation, multiplient les facultes, les instituís
et les chaires spécialisées.
L e Centre d'Etudes Africaines est appelé ä développer les contacts avec toutes
les autres institutions scientifiques et universitaires, tant en Pologne qu'á l'étranger,
s'occupant des problemes africains. U n effort particulier sera fait pour maintenir
des relations scientifiques avec les universités et les instituís de recherches dans
les pays africains. L e Centre disposera d'une bibliothěque spéoialisée et poubliera
ses travaux par les soins des Editions de l'Université.
Pour réaliser ses functions didactiques, le Centre organise un Cours Africa­
niste. L a durée des études y est de 2 ans (4 semestres). Ces études sont destinées
á fournir les elements de base connaissances modernes des problemes africains
dans toute oomplexité passée et présente ä toutes les personnes qui possédent déjá
des diplomes universitaires (licencies, ingénieurs, médecins etc.), mais qui désirent
acquérir des connaissances supplémentaires leur permettant soit de mieux remplir
leurs fonctions d'experts en médecine etc. appelés ä travailler en Afrique soit de
mieux s'acquitter de leurs taches professionnelles s'ils s'occupent des problemes
africains dans radministration, dans le commerce, le journalisme, la radiotele­
visión etc. Cet enseignement est également destiné aux travailleurs scientifiques
africanistes, aux économistes, linguistes, historiens etc. qui n'ont pas pu acquérir
pendant leurs études spécialisées une connaissance de l'Afrique suffisamment
large. Ainsi, par exemple, le linguiste pourra y completer utilement ses connais­
sances en géographie, en ethnographie et en sociologie, en histoire politique, é c o nomique et culturelle etc. II en est de m é m e avec les travailleurs scientifiques spe­
cialises dans d'autres branches et centres des problemes africains. L e s étudiants perfectionneront aussi durant ees deux années leurs connaissances pratiques
des langues étrangeres (trancáis et anglais) et auront ä suivre un cours élémentaire
d'une des langues africaines enseignées ä l'Université de Varsovie.
L'Université espere contribuer ainsi au développement des études africaines en
general, ä une meilleure coordination des recherches, ä une meilleurs prepara­
tion des cadres qui ont a s'oecuper des problemes africains dans leur travail
professionnel, qui ont ä informer notre société sur le développement du continent
africain ou qui doivent réaliser en Afrique m é m e des taches auxquelles ils seront
appelés rfiu? le gouvernement des Etats africains ou par des organisations interna­
tionales.
Stefan

Strelcyn

�462

KRONIKA

MIĘDZYNARODOWE S Y M P O Z J U M A F R Y K A N I S T Y C Z N E W B I A Ł Y M S T O K U

W dniach 22—23IX 1962 r. odbyło się w Białymstoku Sympozjum A f r y k a n i ­
styczne poświęcone antropologii (ze specjalnym uwzględnieniem rezultatów b a d a ń
arabsko-polskich wypraw antropologicznych do Egiptu).
Wzięli w nim udział wybitni afrykaniści i zaproszeni goście z zagranicy: prof,
dr Ahmed Mahmoud E l Batrawi (Egipt), doc. dr Balazs Bugyi (Węgry), doc. dr Peter
Boyev (Bułgaria), prof, dr Hans Grimm (Niemcy), prof, dr L a r r y P. K i r w a n (Wielka
Brytania), prof, dr Olga Necrasov (Rumunia), prof, dr Georges Olivier (Francja),
dr Evžen Strouhal (Czechosłowacja), doc. dr Jaroslav Suchý (Czechosłowacja) oraz
uczeni polscy z prof, dr Janem Czekanowskim, prof, dr Kazimierzem M i c h a ł o w ­
skim i prof, dr Romanem Stopą na czele.
Obrady pierwszego dnia Sympozjum obejmowały cztery referaty g ł ó w n e : w s t ę p ­
ny referat prof, dr Tadeusza Dzierżykray-Rogalskiego, pt. „Polskie badania antro­
pologiczne w Afryce", w którym została przedstawiona historia polskich wypraw
i badań w Afryce, a następnie referat prof, dr Jana Czekanowskiego, „Perspek­
tywy badań antropologicznych w Afryce", nawiązujący do prac autora sprzed
przeszło pół wieku na tamtejszym terenie. Ogromne zainteresowanie w y w o ł a ł y
referaty g ł ó w n e dwóch wybitnych archeologów: prof, dr Kazimierza M i c h a ł o w ­
skiego, pt. „Archeologia doliny Nilu ze szczególnym uwzględnieniem badań pol­
skich", i prof, dr L a r r y P. Kirwana.
W przerwie między obradami odbyło się otwarcie wielkiej wystawy fotograficzno--maląrskiej „Przez pustynie i oazy Egiptu" i wystawy polskich wydawnictw
antropologicznych.
Dalsze obrady poświęcone b y ł y referatom o tematyce ogólnoafrykańskiej. Spe­
cjalnie ciekawa była prelekcja prof, dr Romana Stopy „Buszmeńszczyzna a pre­
historia mowy ludzkiej", w której autor omówił genezę języka na tle prymityw­
nych dialektów afrykańskich.
Tytuły pozostałych referatów przedstawiały się następująco: dr A. Coblentz
(Paryż), „Contribution ä l'étude des populations sahariennes"; prof, dr Adam
Wanke (Wrocław), „Typy kraniologiczne Afryki"; ks. mgr Czesław B i a ł e k (Toruń)
„Stosunki antropologiczne Afryki Środkowej w świetle aproksymacji Wankego,
z modyfikacją Czekanowskiego"; dr Josef Wolf (Praga), „Příspěvek к d ě j i n á m
nejstaršiho osídleni Afriky"; dr Vladimir Kadlec (Praga), „Rzeźba sakralna Poli­
nezyjczyków i paralele zachodnioafrykańskie"; mgr Roman Raczyński (Praga) „ N i e ­
które problemy etnogenezy Malgaszów"; mgr Henryk Stolarczyk (Łódź), „Uwagi
nad strukturą antropologiczną Cyrenajki"; mgr Lucyna Różbicka (Łódź), „ U w a g i
nad strukturą antropologiczną ZulóW"; dr Andrzej Wierciński (Warszawa), „Analiza
rasowa wczesnodynastycznej ludności z Heluanu ( I — I I dyn.)".
Drugi dzień obrad poświęcony był pracom dotyczącym antropologii Egiptu.
Większość z nich oparta była na materiałach arabsko-polskich wypraw antropolo­
gicznych. T y t u ł y tych referatów przedstawiają się następująco: prof, dr Eugenia
S t o ł y h w o (Kraków), „Cechy opisowe u młodzieży egipskiej'; doc. dr B r o n i s ł a w
Jasicki (Kraków), „Zmienność niektórych w y m i a r ó w i proporcji ciała u dzieci
i młodzieży egipskiej"; dr Stanisław Panek (Kraków), „Wyrzynanie się uzębienia
stałego u dzieci egipskich"; dr P a w e ł Sikora (Kraków), „Rozwój g ł o w y i twarzy
młodzieży egipskiej"; dr Napoleon Wolański (Warszawa), „Rozwój proporcji ciała
u dzieci egipskich na tle rozwoju dzieci z miast i wsi polskich"; prof.
Ahmed
Mahmoud E l Batrawi (Kair), „The Physical Traits of the population of Solium,
Sidi Barrany and Siwah"; dr Waldemar Szwaykowski (Białystok), „Ciśnienie tętnir

�KRONIKA

463

cze krwi mieszkańców Sidi Barrany, Solloum, Marsa Matrouh i Oazy Siwah";
prof, dr Mikołaj Olekiewicz (Lublin), „O pewnym ciekawym przypadku niespeł­
nienia się kryterium Bernsteina w Oazie Siwah"; doc. dr Balazs Bugyi (Budapeszt),
„Some regularities and laws in the radiological development growth and matu­
ration of the skeletal system on children"; prof, dr Tadeusz Dzierżykray-Rogalski
(Białystok), „Zagadnienie populacyjne Oazy Siwah na tle stosunków demograficz­
nych i zdrowotnych Pustyni Libijskiej" oraz „Długość trwania życia i przyczyny
zgonów mieszkańców Marsa Matrouh"; prof, dr Ireneusz Michalski (Łódź), „Uwagi
0 strukturze antropologicznej Egiptu"; dr Evžen Strouhal (Praga), „Příspěvek
к antropologii současného obyvatelstva středního a horního Egypta"; prof, dr Sta­
nisław Górny (Wrocław), „Charakterystyka budowy somatycznej ludności Pustyni
Libijskiej", „Struktura antropologiczna Beduinów z Oazy Fajum" i „Struktura
antropologiczna ludności zachodniej części Delty Nilu"; mgr Irena Szwaykowska
1 dr Waldemar Szweykowski (Białystok), „Uwagi o strukturze mieszkańców L u x o ru"; prof, dr Michał Cwirko-Godycki (Poznań) i prof, dr Tadeusz Dzierżykray-Ro­
galski (Białystok), „Grupy krwi współczesnej ludności Egiptu"; doc. dr Jaroslav
Suchý (Praga), „Staroegyptské lebky v Hrdličkowě muzeum v Praze".
Podsumowania obrad dokonal prof, dr Tadeusz Dzierżykray-Rogalski.
Na zakończenie zebrani obejrzeli film dokumentalny „Ostatni ludożercy" o no­
wo odkrytym szczepie K u k u - K u k u w Nowej Gwinei.
Sympozjum białostockie wykazało, że antropologia polska zdobyła sobie na
terenie międzynarodowym w y s o k ą pozycję w zakresie badań afrykanistycznych.
T.

POWIĘKSZYŁY

Dzierżykray-Rogalski

EGZOTYCZNE EKSPONATY
ZBIORY MUZEUM POMORZA ZACHODNIEGO

W listopadzie 1961 r. do Muzeum Pomorza Zachodniego w Szczecinie wpłynęło
szereg ciekawych eksponatów. B y ł a tam prymitywna łódź gwinejska, drążona
w jednym pniu drzewa. Została ona zdeponowana w Dziale Morskim przez I ofi­
cera statku „Świdnica", A. Drapellę. Również w tym czasie zbiory etnograficzne
powiększyły się o kilka ludowych instrumentów z okolic Konakry. Przebywający
tam przedstawiciel Muzeum Pomorza Zachodniego, M. Wieprzewski, przesłał do
Muzeum drewniane cymbały, zwane balofonem, oryginalną gitarę, m a ł y tamtam
oraz naczynie do łuszczenia ryżu.
K . M.

D A N E S T A T Y S T Y C Z N E DOTYCZĄCE

AFRYKI

G ł ó w n y Urząd Statystyczny opracował materiał statystyczny dotyczący stosun­
k ó w afrykańskich (Afryka. Ważniejsze
dane o rozwoju politycznym i gospodar­
czym krajów Afryki, dod. „Biuletynu Statystycznego", nr 1/49, Warszawa, styczeń
1961, s. 15). Zeszyt zawiera ważniejsze informacje o stosunkach politycznych, po­
wierzchni, ludności, produkcji i handlu zagranicznym krajów afrykańskich (z mapą).
A. W.

�KBONTKA

464
AFRYKA I AFRYKANISTYKA

Polska
P O L S K I E BADANIA ARCHEOLOGICZNE
NA T E R E N I E PÓŁNOCNO-WSCHODNIEJ A F R Y K I
Archeologiczne prace wykopaliskowo-rekonstrukcyjne w Egipcie i Sudanie sta­
nowią jedynie część badań prowadzonych przez polskich specjalistów w basenie
Morza Śródziemnego *. Są one jednak bardzo interesujące i obfitują w odkrycia
naukowe wykraczające daleko poza lokalne ramy. Badania te rozwinęły się sto­
sunkowo niedawno. Złożyło się na to szereg przyczyn.
Utrata przez P o l s k ę w końcu X V I I I w. niepodległego bytu p a ń s t w o w e g o przy­
padła na okres największego rozkwitu archeologii śródziemnomorskiej na świecie.
Półto-rawiekowa niewola przerwała obiecujące początki rozwoju tej dyscypliny
w naszym kraju. Dość wspomnieć o pracach wykopaliskowych Stanisława Kostki-Potockiego . Po I wojnie światowej archeologia śródziemnomorska, tzw. kla­
syczna, w Polsce pod względem dorobku naukowego, samodzielnych badań, jak
również odpowiednio licznej kadry naukowej nie mogła konkurować z innymi
państwami, w których rozwój nauki przebiegał pomyślnie, bez zakłóceń natury
politycznej.
Dopiero w 1936 r. dochodzi do zorganizowania pierwszych polsko-francuskich
wykopalisk archeologicznych na terenie Górnego Egiptu. Połączona ekspedycja
Uniwersytetu Warszawskiego i Instytutu Francuskiego Archeologii Wschodu
w Kairze rozpoczyna pod kierownictwem prof, dr Kazimierza Michałowskiego ba­
dania w Edfu. Trzyletnia kampania (1936—1939) przynosi w efekcie trzytomową
p u b l i k a c j ę oraz liczne zabytki sztuki staroegipskiej, które mają po przewiezie­
niu do kraju stworzyć zalążek Działu Sztuki Egipskiej w Muzeum Narodowym
w Warszawie. W ekspedycji tej biorą udział m. in. polscy archeolodzy, papirolodzy, architekci i antropolodzy: prof, dr J . Manteuffel, A. Czeczot, T. Górski
i M. Żejmo-Żejmis.
P o m y ś l n i e rozpoczęte prace przerwane zostają wybuchem I I wojny świato­
wej. Wznowienie badań na terenie Egiptu, tym razem całkowicie polskich, n a s t ę ­
puje dopiero w 1957 r. Wcześniejszy powrót na arenę międzynarodową jest przez
szereg lat uniemożliwiony wskutek trudnych w a r u n k ó w zrujnowanego w o j n ą kraju,
jak również skomplikowanej sytuacji międzynarodowej w okresie zimnej wojny.
W 1957 r. ekspedycja pod kierownictwem prof, dr K . Michałowskiego rozpoczyna
prace w Tell Atrib położonym na terenie Dolnego Egiptu. Z biegiem lat ilość
2

3

1

Por. polskie badania w Palmyrze — K . M i c h a ł o w s k i , Palmyre, „Fouilles
Polonaises", 1959, Warszawa 1960, oraz Palmyre, „Fouilles Polonaises", 1960, War­
szawa 1962.
K . M i c h a ł o w s k i , Stanisław
Kostka-Potocki
jako archeolog,
„Rocznik
Historii Sztuki", 1956, s. 503—513.
„Fouilles Franco-Polonaises", Rapports, I Tell Edfou 1937, Kair 1937; „Fouilles
Franco-Polonaises", Rapports, I I Tell Edfou 1938, K a i r 1938; „Fouilles Franco-Polonaises", Rapports, I I I Tell Edfou 1939, K a i r 1950.
Por. K . M i c h a ł o w s k i , Zakład
Archeologii Śródziemnomorskiej
i prace
wykopaliskowe na Bliskim Wschodzie w 1961 г., „Nauka Polska", R. X : 1962
nr 2(38), s. 75—94; t e n ż e , Polskie odkrycia w archeologii
śródziemnomorskiej
i ich znaczenie dla nauki i kultury polskiej, „Sprawozdania z Prac Naukowych
Wydziału Nauk Społecznych", R. I : 1958 z. 3, s. 5—11.
2

:l

�KRONIKA

465

stanowisk wykopaliskowych zwiększa się, obejmując dziś obok Tell Atrib, Dabod,
Alexandrie i świątynię Hatszepsut w Deir el Bahari. To ostatnie stanowisko wiąże
się z n o w ą formą naszej działalności archeologicznej, a mianowicie pracami z dzie­
dziny rekonstrukcji archeologicznych i projektowania konserwacji obiektów zabyt­
kowych. Do tej kategorii należy też projekt zabezpieczenia przed zalewem słynnej
świątyni w Abou Simbel. Niezależnie od prac wykopaliskowych na terenie Egiptu,
specjaliści polscy prowadzą (w ramach akcji U N E S C O ratowania zabytków Nubii
przed zalewem w ó d Nilu) prace badawcze w Sudanie na terenie Faras — staro­
żytnego Pachoras.
Powstała w 1960 r. w Kairze Stacja Archeologiczna Uniwersytetu Warszaw­
skiego staje się ośrodkiem kierowniczym licznych wykopalisk polskich, jak również
spełnia rolę bazy wypadowej dla ekspedycji wyruszających w teren. Jest całkiem
oczywiste, że prace prowadzone przez polskich archeologów, tak rozległe terenowo
i tematycznie, są wykonywane przez zespół specjalistów z różnych dziedzin. W eks­
pedycjach biorą udział obok archeologów epigraficy, architekci i filolodzy odpo­
wiednio przygotowani do prac archeologicznych. Bogaty materiał kostny pocho­
dzący z wykopalisk opracowywany jest przez antropologów.
Przystępując do omówienia poszczególnych stanowisk badawczych na terenie
Egiptu i Sudanu ograniczymy się do badań po I I wojnie światowej pomijając
wspomniane już wykopaliska w Edfu.
Akcja wykopaliskowa na terenie starożytnego Athribis •', dzisiejszego Tell
Atrib, rozpoczęła się w marcu 1957 r. i trwa do chwili obecnej. Już w okresie
wyprawy Bonapartego zwrócono u w a g ę na olbrzymi zespół ruin Athribis, które
potwierdziły antyczne zapiski, że u schyłku starożytności istniał tam kwitnący
potężny ośrodek gospodarczy Dolnego Egiptu. Na terenie miasta kilkakrotnie po­
dejmowano próby wykopalisk, żadna jednak ekspedycja nie w y t r w a ł a dłużej niż
rok. Tell Atrib jest terenem wykopaliskowym trudnym, w y m a g a j ą c y m precyzji
obserwacji i wielkiej ostrożności w w y c i ą g a n i u w n i o s k ó w . Ciężkie warunki kli­
matyczne stwarzają dodatkowe przeszkody w kontynuowaniu badań. Polska misja
pierwsza rozpoczęła systematyczne badania, które doprowadziły do w a ż n y c h od­
kryć naukowych. Podczas pierwszej kampanii wykopaliskowej przeprowadzono
w s t ę p n e badania i sondaże. Odsłonięto interesujące konstrukcje z cegły suszonej,
w y p e ł n i o n e piaskiem. Okazało się, że jest to konstrukcja wzniesiona dla króla
Ah-mose w 2 połowie V I w. p.n.e. Do w a ż n y c h odkryć I I kampanii ' należą dwa
depozyty fundacyjne, z których jeden zawierał m. in. modele toporka i dwie pla­
kietki fajansowe z kartuszem Amazisa (wspomnianego Ah-mose), drugi obejmował
trzy złote plakietki również z kartuszem tego władcy. W czasie I I kampanii od­
słonięto budowlę z wypalonych cegieł łączonych zaprawą wapienną (II w. n.e.) two­
rzącą rodzaj niszy stanowiącej prawdopodobnie szczątki akweduktu rzymskiego
lub innego rodzaju konstrukcji hydraulicznej. Unikatowym znaleziskiem w war­
stwach rzymskich były piece do wypalania wapna z okresu I — I I I w. n.e., któ­
rych doskonały stan zachowania umożliwiał prześledzenie szczegółów konstruk­
cyjnych.
1

Trzecia kampania wykopaliskowa
5

7

przeprowadzona w marcu i kwietniu 1959 r.

Por. M i c h a ł o w s k i , Polskie odkrycia w archeologii
śródziemnomorskiej...
K . M i c h a ł o w s k i , Polskie badania archeologiczne na Bliskim
Wschodzie
w 1958 г., „Sprawozdania z Prac Naukowych Wydziału Nauk Społecznych".
R. I I : 1959 z. 2, s. 41—45.
Por. K . M i c h a ł o w s k i , Wyniki polskich badań archeologicznych na Bli­
skim Wschodzie w roku 1959 (Tell Atrib, Palmyra), „Sprawozdania z Prac Nauko­
wych Wydziału Nauk Społecznych", R. I I I : I960 z. 1, s. 35—38.
6

7

.15 - Etnografia

Polska Т. V I I

�KRONIKA

466

poświecona była głównie przebadaniu wspomnianego zespołu rzymskich pieców
wapiennych. Po raz pierwszy można było odtworzyć proces wypalania wapna
znany dotychczas jedynie dzięki antycznym źródłom filologicznym, jak prace K a ­
tona (De agricultura),
Witruwiusza, Owidiusza, Pliniusza, Apolloniosa z Rodos .
Rezultatem badań w 1959 r. było również odkrycie urządzeń typu kanalizacyjnow o d o c i ą g o w e g o z okresu rzymskiego. Z zabytków ruchomych zasługują na wzmian­
kę reliefy ptolemejskie z inskrypcjami, a także saickie z X X I dynastii ( V I I w.
p.n.e.), naczynia ceramiczne, lampki oraz terakoty hellenistyczne i rzymskie.
Czwarta kampania wykopaliskowa prowadzona przez polskich archeologów
miała dla historii Athribis decydujące znaczenie. W czasie prac skoncentrowano
bowiem u w a g ę na problemie ustalenia etapów rozwoju tego miasta. Opracowana
została chronologia dotychczas odkopanych zespołów ruin — pochodzących z X X V I
dynastii, epoki ptolemejskiej i czasów rzymskich. Celem uściślenia datowania tego
ostatniego okresu ograniczono się do jednego zespołu architektonicznego — rzym­
skiej łaźni. P o d s t a w ę do uściśleń chronologicznych na terenie Athribis dostar­
czyły zarówno szczegóły konstrukcyjne budowli, jak układ stratygraficzny, przekrój
ruin oraz monety. Stwierdzono, że w okresie julijskOnklaudyjskim nastąpił n a g ł y
rozwój miasta, którego wyrazem była szeroka rozbudowa. Na ten okres przypa­
dają rnury z c e g ł y palonej, kładzione niekiedy bezpośrednio na kamiennym w ą t k u
ptolemejskim lub w ą t k u z X X V I dynastii. W wątkach stwierdzono stosowanie nie
przepuszczającego wody cementu oraz szalowanie deskami pokrywanych nim miejsc,
czego dotychczas w Egipcie nie spotykano. Dalszy rozwój miasta nastąpił na prze­
łomie I i I I w., za panowania Trajana i Hadriana. Łaźnie zostały rozbudowane
przy zachowaniu dotychczasowych osi budynku. Rozbudowę tę potwierdził odkryty
uprzednio zespół pieców-wapienników, w których przetapiano elementy dawniej­
szych budowli na nowy m a t e r i a ł . . Okres panowania Antoninów charakteryzuje
w Athribis rozbudowa urządzeń kanalizacyjnych. Na te czasy przypada zmiana
zasadniczych osi budynku (łaźni) przypuszczalnie spowodowana trzęsieniem ziemi,
a następnie odbudową pomieszczenia na innym założeniu architektonicznym. Przy­
puszczenie to potwierdza się na innych terenach miasta. W obrębie term znale­
ziono fragmenty dużych czar granitowych niewątpliwie pochodzących z sal łaźni.
Ich charakter stylowy, profile, bazy pozwalają na datowanie najwcześniej na koniec
I I I w. n.e. Ś w i a d c z y to, że nie było zasadniczych zmian w zabudowie term od
p o ł o w y I I w. do końca I I I w., kiedy to nastąpiło ostateczne zniszczenie tej bu­
dowli. W poprzek zespołu architektonicznego dawnych łaźni przeprowadzono rowy,
wykorzystane następnie pod fundamenty wielkich portyków kolumnowych. W koń­
cu I I I w. Athribis stało się jednym z trzech największych miast Egiptu. Potwier­
dzają to zarówno przekazy Ammianusa Marcelinusa, jak i rozbudowa i fortyfi­
kacja miasta. Athribis stanowiło wówczas, dzięki doskonałemu usytuowaniu, cen­
trum gospodarcze kraju oraz handlowe zaplecze portu w Alexandrii.
8

9

Kampanie wykopaliskowe w 1961 i 1962 r. w Tell Atrib stanowiły kontynuację
poprzednich b a d a ń . Doprowadziły one do odsłonięcia wielometrowej
długości
w ą t k u muru z czasów X X V I dynastii oraz resztek portyku ptolomejskiego, który
10

0

M i c h a ł o w s k i , op. cit., s. 35.
" Por. K . M i c h a ł o w s k i , Wyniki polskich badań archeologicznych
na Bli­
skim Wschodzie w roku 1960, „Sprawozdania z Prac Naukowych Wydziału Nauk
Społecznych", R. I I I : 1960 z. 5, s. 5—12.
Por. K . M i c h a ł o w s k i , Polskie badania archeologiczne na Bliskim
Wscho­
dzie w 1961 г., „Sprawozdania z Prac Naukowych Wydziału Nauk Społecznych",
R. I V : 1961 z. 4(21), s. 5—11 (artykuł dotyczy tylko wykopalisk w 1961г.).
1 0

��KRONIKA

468

w epoce rzymskiej został rozszerzony i otrzymał nadbudowę w postaci pierwszego
piętra. Portyk ten był dekorowany freskami. Z czasów ptolomejskich pochodzą
grafitty i freski utrzymane w pierwszym stylu pompejańskim, tzw. inkrustacyjnym. Malowidła z rzymskich partii portyku znajdują najbliższą analogię we fre­
skach willi L i w u przy Prima Porta w Rzymie. Odkrycia te rzucają światło na roz­
wój tej dzielnicy Athribis. Miała ona początkowo charakter mieszkaniowy i po­
wstała w epoce ptolemejskiej na miejscu dawnego nekropolu. W czasach rzym­
skich na terenie tym wyrósł wielki ośrodek przemysłowy, składający się z pieców
wapiennych.
N a s t ę p n y m polskim stanowiskiem archeologicznym o poważnym znaczeniu nau­
kowym jest A l e x a n d r i a . Brak dotychczas metodycznych wykopalisk w tym
ośrodku spowodował, że ta trzecia po Atenach i Rzymie wielka stolica starożyt­
ności nie została dokładnie zbadana, plany dawnego miasta zaś, istniejące i po­
dawane obecnie w podręcznikach, dotyczą tylko epoki rzymskiej i są tworami
supozycyjnymi nie odpowiadającymi w pełni antycznej rzeczywistości. Nowożytna
Alexandria zbudowana została dokładnie na terenie miasta starożytnego. Fakt ten
niezmiernie utrudniał prace archeologiczne. Lata ubiegłe nie wnosiły w i ę c wiele
nowego do poznania topografii i architektury starożytnego ośrodka. Wyrywkowe
badania, bez jakiejkolwiek koordynacji, prowadzone były przez specjalistów egip­
skich jedynie przy okazji budowy fundamentów pod nowe domy. W roku I960
egipska Service des Antiquités zaproponowała Stacji Archeologicznej Uniwersytetu
Warszawskiego, aby z okazji niwelacji napoleońskiego fortu Kom el Dikka, poło­
żonego w centrum Alexandrii, przeprowadziła sondaże badawcze. Prace rozpoczęto
w grudniu 1960 r.
Odkrytych zostało szereg uwarstwień, które pozwoliły na
prześledzenie zmian w topografii miasta. Po zdjęciu warstwy należącej do począt­
k ó w wieku X I X (nasypy z okresu Bonapartego) znaleziono pierwszy nekropol
arabski z epoki Mameluków. Poniżej znajdowało się starsze cmentarzysko praw­
dopodobnie z X I I I i X I V w. Obecność tych nekropoli dowodziła, że były to tereny
podmiejskie. W miarę zagłębiania się w niższe warstwy kulturowe napotkano
konstrukcje należące do w ł a ś c i w e g o już miasta, którego obszar począwszy od cza­
sów antycznych poprzez epoki arabskie coraz bardziej się zmniejszał. Zjawisko
to jest typowe dla wielkich starożytnych ośrodków na terenie Bliskiego Wschodu.
il

12

Pod wspomnianymi już nekropolami znalezione zostały elementy obronne wska­
zujące na przebiegającą tam granicę miasta. Poniżej odsłonięto sklepione budowle
przyparte do wielkiego muru arabskiego. Te podziemne konstrukcje stanowiące
miejski system kanalizacyjny lub hydrauliczny okazały się najstarszymi zabytkami
wczesncarabskiego budownictwa monumentalnego znalezionymi na terenie Ale­
xandrii. Datowane są na okres po islamizacji kraju, prawdopodobnie z końca V I I
lub początku wieku V I I I . Z okresu arabskiego pochodzą również znalezione w cza­
sie wykopalisk piece do wytopu metali. Pod warstwami arabskimi znajdowały się
typowe rzymskie łaźnie ze śladami malowideł ściennych i fragmentami precyzyj­
nych mozaik. Warstwa rzymska ustępuje z kolei pozostałościom okresu ptolemejskiego. Z tych czasów pochodzi pomieszczenie, w którym odkopana została cenna
i piękna marmurowa głowa kobieca z I w. n.e.. z zachowaną polichromią oczu.
brwi i włosów.
Badania na terenie Alexandrii kontynuowane są niemal bez przerwy. Prowadzą
je pod zwierzchnim kierownictwem prof, dr Kazimierza Michałowskiego archeo-

Por. M i c h a ł o w s k i , op. cit., s. 7—8.
M i c h a ł o w s k i , Zakład Archeologii Śródziemnomorskiejs.

88.

�KRONIKA

469

Ryc. 4. Tell Atrib (Athribis). Teren kampanii wykopaliskowej w 1962 r. Resztki
planie widoczny grób biskupa Johannesa i wejście do kaplic zawierających freski

lodzy i architekci znajdujący się aktualnie w Stacji Archeologicznej Uniwersytetu
Warszawskiego w Kairze.
Przechodząc do krótkiego scharakteryzowania następnego polskiego stanowiska
badawczego na terenie Egiptu — Dabod, należy słów parę powiedzieć o motywach,
jakie skłoniły P o l a k ó w do rozpoczęcia tam pracy. Bezpośrednim bodźcem stała
się akcja U N E S C O zmierzająca do ochrony starożytnych zabytków Egiptu i S u ­
danu, zabytków, które w niedalekiej przyszłości, w związku z budową nowej
tamy w Assuanie, zalane zostaną spiętrzonymi wodami Nilu .
Polska Misja jako jedna z pierwszych odpowiedziała na ten apel. W styczniu
1958 г., na zaproszenie egipskiej Service des Antiquités, udała się na objazd
17 stanowisk archeologicznych w Nubii, w rejonie od Szellal do Abou Simbel.
Dokonano m. in. przeglądu Merie, El-Allaqi, Quarte, Sebua, Tonqala i Anibe.
Zwiedzono jednocześnie kilka słynnych zatopionych częściowo świątyń, jak Gerf
Hussein, Amada i Abou Simbel. Przegląd ten pozwolił na zastanowienie się nad
wyborem metod i sposobów zabezpieczenia tych zespołów zabytków przed zato­
pieniem. Ze swej strony Misja zdecydowała się na samodzielne wykopaliska
w Dabod, leżącym na terenie Nubii egipskiej, jak również wespół z technikami
13

1 3

Por. M i c h a ł o w s k i , Polskie badania archeologiczne na Bliskim
dzie w roku 1961, s. 5; t e n ż e . Polskie badania archeologiczne na bliskim
dzie w 1958 г., s. 42.

Wscho­
Wscho­

�KRONIKA

470

egipskimi na demontaż tamtejszej świątyni. Na obszarze Nubii sudańskiej posta­
nowiono rozpocząć prace wykopaliskowe w Faras, starożytnym Pachoras.
Wykopaliska w Dabod koncentrowały się przede wszystkim wokół problemu
rampy wiodącej do świątyni oraz f u n d a m e n t ó w O d k r y c i e m , które bezsprzecznie
należy uznać za najważniejsze, było znalezienie dwóch b l o k ó w z kartuszami faraona
Setosa I I . Fakt ten dowodził, że na miejscu zdemontowanej świątyni z okresu
ptolemejsko-rzymskiego znajdowała się monumentalna budowla, przypuszczalnie
sakralna, pochodząca z czasów Nowego Państwa, z początków X I X dynastii. Wyko­
paliska w Dabod prowadzone są jedynie przez trzy miesiące letnie, przez pozostałe
części roku obszar badań znajduje się pcd wodą.
Na terenie Sudanu ośrodkiem zainteresowania Polskiej Misji Archeologicznej
stało się starożytne Pachoras — dzisiejsze Faras
będące w okresie Nowego
Państwa jednym z największych centrów polityczno-kulturalnych tej części kraju.
Przed 50 laty badania na stanowisku tym prowadziła cksfordzka ekspedycja prof.
Griffitha. Terenem jej poszukiwań były obszary peryferyjne, nekropola i osiedla
leżące poza w ł a ś c i w y m centrum starożytnego ośrodka. Ekspedycja polska, pod k'erownictwem prof. Kazimierza Michałowskiego, przystępując w 1961 r. do badań
zmuszona była liczyć się z faktem, że za 3 lata Faras zalane zastanie wodami
Nilu. Należało więc dokonać wyboru miejsca wykopalisk rokującego pracom n a j ­
większe powodzenie. Zdecydowano się na Kom, stanowiący centrum dawnego P a ­
choras. Stanowisko to nie było badane przez ekspedycję angielską.
Wykopaliska prowadzone są z dwu stron wzgórza wznoszącego się na terenie
wybranego Komu. W trakcie robót na stoku zachodnim odnalezione zostały znacz­
ne ilości bloków z inskrypcjami, stanowiącymi niegdyś ściany świątyni Totmesa I I I .
Wschodni odcinek robót stanowił teren bardzo urozmaicony. Szczyt wzgórza zaj­
m o w a ł y ruiny rnonasteru chrześcijańskiego i arabskiej XVIII-wiecznej fortecy,
tzw. cytadeli, pod którą znajdowała się konstrukcja starsza — wielowarstwowy
mur kamienny. Posiadał on nadbudowę z cegły palonej i zaopatrzony był w okno
z kratą kamienną będące pierwszym tego rodzaju zabytkiem znalezionym na tere­
nie Nubii. Pomiędzy murem a sąsiadującą z nim kopułową budowlą z cegły palo­
nej odkryto elementy budownictwa z cegły suszonej. B y ł y nimi dwie kaplice. Do­
konano w nich najcenniejszych odkryć pierwszej kampanii, odsłonięto wspaniałe
freski przedstawiające Archanioła Michała i Madonnę z D z i e c i ą t k i e m
oraz naj­
starsze wczesnochrześcijańskie inskrypcje. Odkrycia te, pomijając dużą wartość
dla historii sztuki, pozwoliły po raz pierwszy na ustalenie chronologii dwu etapów
budownictwa wczesnochrześcijańskiego na terenie Pachoras i umożliwiły prześle­
dzenie nie znanego dotychczas krótkotrwałego nurtu w sztuce wczesnochrześcijań­
skiej tych terenów. Styl fresku Michała Archanioła różni się zasadniczo od po­
dobnych zabytków sztuki koptyjskiej. Utrzymany jest w tradycjach klasycznych,
które są zrozumiałe na terenie Nubii, gdzie chrystianizacja dokonywała się pod
w p ł y w e m dworu w Konstantynopolu. W kaplicy, w której znajdował się fresk
Madonny, znalezione zostały 4 komemoratywne stele pierwszych biskupów P a ­
choras. Najważniejsza z nich poświęcona była biskupowi Johannesowi, zmarłemu
W 606 r. n.e. Pozostałe stele dotyczyły Petrosa (stela z 662 r.) i dwie późniejsze
16

&lt;4

Por. M i c h a ł o w s k i , Polskie badania archeologiczne na Bliskim Wschodzie
w 1951 г., s. 7.
M i с h a ł o w s к i, op. cit., s. 5; oraz t e n ż e , Faras, „Fouilles Polonaise", 1961,
Warszawa 1962.
U N E S C O , „Le Courrier", t. 14:1961, octobre, s. 40; oraz K . M i c h a ł o w s k i ,
Peiutures chrétiennes
ä Faras, „Bull, du Musée National de Varsovie", t. 3 : 1962.
1 5

1 8

�Ryc. 3. Tell Atrib (Athribis). Fragmenty •rzymskich urządzeń doprowadzających
wodę (widoczna studzienka osadowa)

�KRONIKA

472

biskupa Jesu i Georgiosa. Kaplice musiały powstać w początkach V I I w. w cza­
sach współczesnych biskupom. Freski mogą być datowane na połowę wieku V I I ,
Podczas drugiej kampanii wykopaliskowej wytyczne dla dalszych prac sta­
n o w i ł y najważniejsze odkrycia pierwszych badań, nasuwające szereg problemów
do rozstrzygnięcia. Najważniejsze z nich dotyczyły ustalenia, czy Johannes rzeczy­
w i ś c i e był pierwszym biskupem Pachoras oraz jaki charakter miała budowla,
której mur (z oknem) znaleziono w roku 1961. Wykopaliska 1962 r. potwierdziły
słuszność hipotez odnośnie do pierwszeństwa Johannesa, jak również doprowa­
dziły, przy badaniu muru, do niezwykle interesujących odkryć. Po usunięciu blisko
8 tys. m piasku odsłonięto pod cytadelą arabską prostokątny budynek dawnego
kościoła wczesnochrześcijańskiego, którego ściany zewnętrzne partiami wykonane
były z wtórnie użytych bloków z budowli faraońskich. Odnaleziony kościół posiadał
pięć naw, z których środkowa zakończona była absydą dekorowaną malowidłami.
Malowidła ścienne znaleziono również w pobliżu południowego wejścia do kościoła.
Przedstawiały one Michała Archanioła raz jako stojącego, raz jadącego na koniu
wodza zastępów niebieskich walczących ze zbuntowanymi aniołami. W Nartexie zna­
leziono dalsze malowidła, z których zachodnie, znajdujące się po lewej stronie
drzwi, przedstawiało patrona kościoła — Michała Archanioła — przychodzącego
na pomoc „trzem młodzieńcom w płomieniach pieca ognistego". Udało się stwier­
dzić, że pod postaciami młodzieńców przedstawieni zostali trzej biskupi Pacho­
ras — Kalouthas, Aaron i Stefanos, których stele znajdowały się po drugiej stronie
muru, w miejscach odpowiadających poszczególnym osobom malowidła. Fresk
ten jest doskonale zachowany. Pod względem jakości wykonania należy n i e w ą t ­
pliwie do najwybitniejszych osiągnięć sztuki bizantyjskiej. Ściany kościoła ozdo­
bione są ponadto innymi malowidłami, z których część odsłonięto w czasie drugiej
kampanii wykopaliskowej. Są one wykonane bądź techniką „al fresco", bądź
„a tempera". Badania na terenie Faras kontynuowane będą w roku 1963.
;i

Ostatnim problemem, jaki należy poruszyć przy omawianiu polskich badań
na terenie północno-wschodniej Afryki, jest sprawa nie związana bezpośrednio
z pracami wykopaliskowymi, zalicza się jednak do najpoważniejszych przedsię­
wzięć naukowych. Po pierwsze jest to zagadnienie konserwacji świątyni Abou
Simbel, po drugie rekonstrukcja ś w i ą t y n i Hatszepsut w Deir el B a h a r i .
Projekty zachowania świątyni w Abou Simbel zostały przedstawione przez
dwa ośrodki techniczno-naukowe, włoski i francusko-amerykański. Obie propozy­
cje w y m a g a j ą wielkich nakładów finansowych. Projekt włoski zaakceptowany
przez rząd egipski i U N E S C O przewiduje wycięcie świątyni ze skały, w której
została wykuta, i podniesienie budowli o 60 m w górę, aby znalazła s i ę nad po­
ziomem wody. W rzeczywistości łączy się to z całkowitym zniszczeniem tej naj­
wspanialszej ze świątyń nubijskich pozbawiając ją charakterystycznego tła i dając
w zamian t w ó r sztuczny i nieprawdziwy.
Prof. К. Michałowski przedstawił rządowi egipskiemu projekt znacznie tańszy,
który pozwoli zakonserwować ś w i ą t y n i ę Abou Simbel in situ, udostępniając ją
jednocześnie zwiedzającym. Projekt ten, którego koncepcję opracował dr L . D ą ­
browski, powstał przy współpracy prof. R. Cebertowicza, dr L . Dąbrowskiego, inż.
J . Teligi i rzeźbiarza A. Siemaszki. Przewiduje on zbudowanie przed świątynią
małej tamy w rodzaju amfiteatru, którego scenę stanowiłaby fasada wielkiej
świątyni. Mała świątynia, leżąca w pobliżu, zakryta zostanie wodoszczelną komorą
17

1 7

Por. M i c h a ł o w s k i ,
dzie w 1961 г., s. 10.

Polskie

badania archeologiczne

na Bliskim

Wscho­

�KRONIKA

473

Ryc. 4. Tell Atrib (Athribis). Teren kampanii wykopaliskowej w 1962 r. Resztki
ptolemejskiego portyku kolumnowego. W głębi widoczne rzymskie urządzenia
doprowadzające w o d ę

ze szklanym dachem i połączona z otwartym teatrem dużej świątyni przy pomocy
podwodnego korytarza. Projekt ten złożony został do dyspozycji rządu egipskiego.
Ostatnim zagadnieniem jest sprawa rekonstrukcji świątyni królowej Hatszepsut.
Władze egipskie zwróciły się do Stacji Archeologicznej UW w Kairze z propozycją
objęcia nadzoru i przedstawienia koncepcji rekonstrukcji tego obiektu. Pracę tę
prowadzi obecnie dr L . Dąbrowski — g ł ó w n y architekt Stacji — przy pomocy
młodych polskich archeologów, egiptologów i architektów. Przewiduje się, że
w ciągu trzech lat prace przy rekonstrukcji winny być ukończone.
Polskie badania archeologiczne w Egipcie i Sudanie, w miarę jak na to po­
zwalają możliwości kadrowe i czasowe, wykazują stałą tendencję do rozszerzania
się. Zaobserwować można równocześnie bardzo pomyślne zjawisko ogromnego
wzrostu autorytetu nauki polskiej na tych terenach, wyrażające się coraz poważ­
niejszymi propozycjami współpracy ze strony miejscowych władz.
Wiklor A.

Daszewski

�KRONIKA

474

LISTY Z KONGA
Dzięki uprzejmości
Pana Ignacego Radeckiego otrzymaliśmy
szereg listów skie­
rowanych do niego przez polskiego lekarza, dr Leszka Aleksandrowicza,
przeby­
wającego obecnie w Port Francąui w Kongu. Listy te są dowodem, że Europejczyk
złączony
z mieszkańcami
tego kraju w walce ze wspólnym
wrogiem —- w tym
wypadku z chorobami — zaczyna widzieć i rozumieć
o wiele lepiej te problemy,
które z perspektywy
kilku tysięcy
kilometrów
wyglądają
na zagmatwane i nie­
jasne. Ponieważ
szereg opisów i reflekcji przytoczonych przez dr
Aleksandrowicza
może rzucić ciekawe światło
na problemy interesujące
etnografów,
i nie tylko
etnografów,
więc publikujemy poniżej szereg wyjątków
z kolejnych listów.
Zbędne
jest przedstawianie dr Aleksandrowicza,
który
sam świetnie
to czyni w liście
z 18 IV 1961 r.
Port Francąui, dn. 1 8 I V 1961 r
...Wśród czarnych ja, jedyny biały człowiek w szpitalu (poza siostrą z Misji
Katolickiej), czuję się dobrze, bo sam wyczuwam ich wdzięczność i serdeczność
za udzielaną pomoc. Jest to chyba najwyższa zapłata dla lekarza. Oczywiście cho­
roby tropikalne to nie jest mur do nieprzebycia, nawet dla chirurga-urologa,
jednak nie może nie zaskoczyć każdego z nas lekarzy konieczność zupełnie nowego
podejścia do leczenia tutejszych chorych ze względu na odmienny „specyficznie"
przekrój spotykanych najczęściej chorób. Malaria, śpiączka, pasożyty przewodu
pokarmowego, moc wtórnych anemii, zupełny brak ślepych kiszek, oto pierwsze
z brzegu choroby, obok dużej ilości chorób wenerycznych i całej masy chorób
skórnych — plagi tutejszej ludności murzyńskiej. A ponadto jest tu — w całym
tego słowa znaczeniu — chmura wojenna, o typie chyba sprzed I wojny ś w i a t o w e j ;
ofiar dostarczają nieustanne potyczki wojenne, wzajemne wybijanie s i ę w sposób bar­
barzyński i okrutny szczepów Baluba, Lulua czy Baskilele, walczących o prawo
pierwszeństwa, prawo gospodarza bezwzględnego, niegościnnego, na własnej ziemi.
Zrozumiałem tu, w Port Francąui, że spokój i przyszłość Konga, rozwiązanie
zagmatwanej sprawy, nad którą biedzą się narody świata, leżą nie w New-Yorku,
Genewie, nawet nie w Leopoldville czy też miasteczku pięknie położonym nad
brzegiem morza, gdzie obecnie pracuję, ale chyba w samej dżungli, w umysłach
samych Kongijczyków. Ktoś musi ich zjednoczyć. Według mnie federacjonizm jest
zaprzeczeniem zrozumienia tej sprawy. O tym można się przekonać w broussie,
czyli po tutejszemu w gęstwinie...
Słuszność
uwag zawartych w
wypadków
w Port Francąui,
które

tym fragmencie
potwierdzają
opisy
znajdujemy w następnym
liście.

przebiegu

Port Francąui, dn. 20 X I 1961 r.
...nie czuję się samotny w ogólnie przyjętym znaczeniu. Powiem w i ę c e j — bar­
dziej byłem samotny w Polsce niż teraz tu w Kongu. Kiedy przez trzy miesiące
po wypadkach w Port Francąui przebywałem w Luluabourgu, to uczucie pewnego
osamotnienia, kiedy rozmawiałem i stykałem się z Belgami, Grekami czy też
Portugalczykami pozostałymi tutaj dla ratowania resztek fortuny — nie widzącymi
budzącego się świata — to uczucie odżyło, kazało mi szukać bliższej styczności
z ludźmi traktowanymi dotąd jak mizerna siła robocza i nic w i ę c e j . Zadawałem
sobie często pytanie, dlaczego oni wszyscy zgodni są w odruchach rasizmu nie
usprawiedliwionego żadnymi ludzkimi względami. Kiedy z n ó w znalazłem się
w Port Francąui — jedyny lekarz na dwa szpitale — postanowiłem poprzez ich

�KRONIKA

475

schorowane ciała zaglądnąć głębiej. Nie w sposób naukowy, jakiś socjologiczny,
lecz inny, odpowiadający mnie samemu. Miałem świetną okazję. Tuż przed wypad­
kami operowałem w ukryciu Kongijczyka ze szczepu Lulua. To, że się nim zająłem
bardziej niż innymi, wynika z mojej przekornej natury. B y ł rzeczywiście nie­
szczęśliwy, wiedząc, ilu w ó w c z a s Lulua ginęło w okolicach Port Francqui za to
tylko, że to nie ich ziemia. W szpitalu bałem się go umieścić, gdyż w każdej
chwili mógł być otruty przez Baluba — pielęgniarzy, stanowiących tu większość
obok szczepu Baskilele. Tak więc w y l ę k n i o n e g o Filipa Mulandę wprost z sali
operacyjnej (usunąłem mu rozległy guz w okolicy lędźwiowej) przewiozłem
samochodem wyproszonym u Anglika z wojsk Ghany (wtedy jeszcze nie dyspono­
w a ł e m w ł a s n y m jeepem) do jego domku w dzielnicy murzyńskiej Port Francqui.
Anglik był nawet trochę zdziwiony, czemu to tak troszczę się o chorego. Przecież
po takiej operacji nic innego mu nie pozostawało, jak pójść piechotą do domu —
przecież chodziło o Murzyna! Filip był jednak bardzo wzruszony moją troską o jego
życie, bo w ten sposób nikt z pracowników szpitala nie miał do niego dostępu;
gorąco pragnął żyć — miał dwie żony i pięcioro dzieci w domu. Przed pożegna­
niem ustaliliśmy, że sam mu usunę szwy, że ma zgłosić się wprost do mnie, do
hotelu „Pod Palmami'", dn. 28 kwietnia o 3 p.p. Któż z nas wiedział wtedy, że
będzie to bardzo niespokojny dzień, specjalnie tragiczny dla białych mieszkańców
hotelu. I w ł a ś n i e w tym czasie, kiedy żołnierze kongijscy z hełmami przykry­
tymi trawą z brusu czaili się wokół hotelu, czekając na rozkaz natarcia, Filip (nie
wiedząc o niczym i czując się już dobrze po operacji) zmierzał od strony rzeki
Kasai wprost do hotelu. Kiedy czekałem na niego po skromnym obiedzie ze Szwe­
dami, pracującymi w Mouvement Control ONU, i w y s z e d ł e m ze swego pokoju na
taras z rozległym widokiem na płynącą w dali rzekę i piękne palmy — uderzony
zostałem denerwującą ciszą. Od rana było już wiadomo, ż e coś wisi w powietrzu
i że hotel, zabrany do wyłącznej dyspozycji wojsk Ghany, stanowi kamień obrazy.
W dodatku, jak na nieszczęście, przylecieli z Luluabourga dwaj ministrowie Lulua
i widząc, co s i ę dzieje, ledwie zdołali się schronić do hotelu pod opiekę władz ONZ.
Filip Mulanda tymczasem natknął się na ukrytych w brusie żołnierzy, prosząc
ich o przepuszczenie go do doktora w hotelu. Żołnierzy się nie bał, bo to element
niemiejscowy, a w i ę c neutralny wobec rozjątrzenia pomiędzy mniejszością Lulua
a szczepami Baskilele i Baluba. Widząc, co się dzieje, i sam mając stracha,
prosił tylko o jedno — o niezabijanie doktora, o którym wie, że jest przyjacielem
wszystkich Murzynów, nie wyłączając żołnierzy. Muszę dodać, że — na moje
szczęście — sporo m i a ł e m w tym czasie rannych żołnierzy w szpitalu, wielu ope­
r o w a ł e m i w ten sposób poprzez działania wojenne nawiązał się mój kontakt
z pierwszymi pacjentami w Port Francqui. Co zdecydowało o tym, że zostałem
potraktowany „nieszablonowo" — dotąd nie wiem na pewno. Przypominam sobie
tylko, że padło pytanie: „gdzie jest doktor", i jakąś nagłą zmianę postawy poprzed­
niej wrogości połączonej ze strachem. Tak, b y ł e m uratowany w tych pierwszych
momentach... to pewne...
...Dziś z Filipem jesteśmy oczywiście przyjaciółmi, prawie codziennie wpadam
moim jeepem pod domek w dzielnicy murzyńskiej, bawię się z dziećmi Mulandy,
rozmawiamy z Rosalie i Sophie — jego żonami (posługując się moim nędznym
dialektem tshiluba — językiem tutejszym), wreszcie poznaję przyjaciół Filipa,
gram z nimi w karty, piję nawet alkohol z palm..., nie czuję się osamotniony,
odczuwam natomiast w o k ó ł siebie atmosferę serdeczności bardzo szczerej i bez­
pośredniej. Jeśli tylko mogę, służę moim przyjaciołom radą i pomocą. A jestem
w tej szczęśliwej sytuacji, że m o g ę wiele!

�476

KRONIKA

Ryc. 1. Filip Mulanda

Ryc. 2. Di' Aleksandrowicz w otoczeniu rodziny
Mulandy

Filipa

A teraz, po tej nieco przydługiej opowieści o Filipie Mulanda i uratowanym
doktorze, przystępuję do konkretnych odpowiedzi na pańskie pytania. Otóż jestem
dotąd jedynym lekarzem pracującym w dwu szpitalach w Port Francąui (drugi
szpital należy do spółki akcyjnej B . C . K . — Bas Congo — Katanga i obsługuję
w zasadzie pracowników tegoż towarzystwa; pracuję tam oczywiście honorowo
z własnej nieprzymuszonej woli)

�KRONIKA

477

Ilość pacjentów, którymi się opiekuję, jest dość trudna do określenia, bo poza
pacjentami szpitalnymi (łączna ilość łóżek 270) mam sporo ambulatoryjnych,
wreszcie opiekuję się i odwiedzam rozsiane w brusie i dżungli „dispensairey"
należące do szpitala i leżące w promieniu 50 — 100 — 150 km. Jest ich w sumie 8,
z tego 2 nie są czynne po wypadkach z kwietnia i maja br. Praktycznie tzw.
informierzy dostarczają mi najcięższe wypadki do rozstrzygnięcia — na szczęście
są to dobrze wyszkoleni pracownicy służby zdrowia i sam właściwie w zakresie
chorób tropikalnych wiele się od nich mogę nauczyć. Posługują się oni z dużą
umiejętnością instrumentami i znają sporo zabiegów z zakresu pielęgniarstwa.
To, co Pana zdziwi zapewne — to moje szerokie możliwości operowania tu na
miejscu, w obu szpitalach. Korzystając z bardzo dobrego zaopatrzenia w instru­
mentarium, z umiejętnej pomocy siostry i asystenta Murzyna przeprowadzam
dziennie 4 do 6 operacji, nie wyłączając bardzo ciężkich, jak np. usunięcie wola,
operacje żołądka, kiszek, wszelkie operacje ginekologiczne, położnicze, nie w y ł ą ­
czając oczywiście mojej specjalności. Muszę dodać, że ludzie tutejsi znoszą ś w i e t ­
nie ciężkie nawet zabiegi — kobiety bezpośrednio po porodzie chodzą, „jak gdyby
nic", a w dodatku ciało moich czarnych nie ma skłonności do ropienia. Powie­
działbym bardziej po lekarsku — pewne gatunki bakterii ropotwórczych „nie
znoszą tego klimatu"!!!
P.S. Mam prośbę do pana — o ile jest wykonalna. T u strasznie wierzą w ta­
lizmany — od tego ma zależeć szczęście. Mój przyjaciel Filip Mulanda prosi
mnie bardzo, aby z Polski przysłano mu fetysz. Wiem, że będzie szczęśliwy,
bo dotąd był zawsze „bity". Czy można coś przesłać, choćby w liście, pod moim
adresem, że to jest dla Filipa Mulandy. Nie chodzi broń Boże o rzecz wartościową,
lecz o c o ś , co by można nosić na szyi, mogą to b y ć bezwartościowe medaliki (bo
porządniejsze ukradną) dla powieszenia w domku, ewentualnie dla obu żon. Wprost
nie dają mi spokoju w tej głupiej sprawie. Chcą być szczęśliwi!!!
Jak się dowiadujemy z następnych listów oraz ze słów
pan Rad-ecki wysłał do Konga kilka naszyjników
i wisiorków
nych w warszawskiej CPLiA. A oto odpowiedź
z Konga:

samego ofiarodawcy,
ze srebra, zakupio­

Port Francąui, dn. 19 I I 1962 r.
Serdecznie dziękuję Panu za list i za paczkę z amuletami, która szczęśliwie
doszła. A m u l e t ó w jeszcze nie wręczyłem, gdyż rodzina moich przyjaciół (tzn.
Mulanda oraz dwie jego żony — Rozalia i Zofia) wyjechała na dwa tygodnie na
wieś, korzystając z urlopu FUipa, i dopiero jutro zawita przypuszczalnie do Port
Francqui z powrotem.
Wyjazd był konieczny ze względu na konflikty rodzinne (ten je nazywa
z francuska „disseution", co nie wyklucza rękoczynów) i na moją radę, że „trzeba
się poradzić rodziców". Zresztą to nie b y ł mój w y m y s ł . T u rodzina z rodzicami
na czele decyduje o „miłości", rozwodzie i wszystkich najważniejszych życiowych
posunięciach dzieci. A sprawa jest i prosta, i skomplikowana zarazem. Rozalia jest
żoną Filipa od blisko 10 lat — stadło to posiadało już czworo dzieci i wszystko
byłoby dobrze, gdyby nie wypadki sprzed roku w Port Francqui, kiedy Lulua
byli prześladowani i masakrowani przez Balubów. Wtedy to Filip postradany
wiele na swojej majętności (4 pary spodni rozszarpanych przez żołnierzy, rozbite
3 krzesła i porwana garderoba żony) wysłał żonę wraz z dziećmi na w i e ś do
rodziców Rozalii. Sam, będąc osamotniony, wyszukał ..konkubinę'' Zofię, którą
pokochał na równi z żoną prawdziwą. Kiedy Rozalia wróciła z dziećmi, wszystko

�478

KRONIKA

się jakoś układało. Wedle zwyczaju każda mieszkała w innym domku, a poczciwy
Filip z matematyczną ścisłością dzielił dni tygodnia (chodziło o noce) pomiędzy
Rozalią i Zofią. Jedno było zmartwienie, z którego mi s i ę zwierzał, a na które
b y ł e m bezradny: Zofia nie zachodziła w ciążę; a przecież mieć dzieci, i to naj­
w i ę c e j , to największe pragnienie każdego Kongijczyka. W dodatku z braku dzieci
pozycja Zofii wobec Rozalii stawała się coraz słabsza... A Filip kochał uczciwie
obie. Z drugiej strony Rozalia zaczęła się ostatnio dąsać, „coś się popsuło w p a ń ­
stwie duńskim". Wreszcie obie babki pobiły się z powodu walizek, które kupiliśmy
z Filipem dla nich. Niestety, nie b y ł y tego samego koloru, zielona i czerwona.
Każda z nich pragnęła mieć czerwoną. Potem Rozalia zaczęła w y m y ś l a ć , „zjechała
z tematu g ł ó w n e g o ' , rzucając wyzwiskami na Zofię, o zgrozo, nie mającą dotąd
dzieci. Biedny Fiiip — co tu mówić, jeden mężczyzna między dwoma babami — skręcał
się z bezsilności, nawet rozpaczy. W końcu zadecydowaliśmy ten wyjazd i nie
wiem, jaki wyrok zapadnie? Ważność oczywista tej rodzącej dzieci jest nieza­
przeczalna, ale Zofia ma lepszy charakter, jest bądź co bądź ś w i e ż y m nabytkiem,
lecz trochę zanadto zazdrosna... J a k się rozwiąże ten w ę z e ł gordyjski? Całość tego
splotu znam bardzo dobrze — powiem więcej — przeżywam go po swojemu, nie
widzę w nim żadnych ponurych, obłudnych zakamarków, prócz pragnienia ludz­
kiego prostego wyjścia. Pragnę im dopomóc, a osoba Filipa stała mi się naprawdę
bliską. Może dlatego bardzo intensywnie odczuwam przyjaźń tych ludzi, bo to
odpowiedź, że mam codziennie w s p ó l n e wieczory, w s p ó l n e zmartwienia i troski...
Port Francąui, dn. 20II 1962 r.
Przyjechał Filip z żoną. Druga połowica pozostała jeszcze na tydzień u swej
matki. Z tego powodu w r ę c z y ł e m talizman Filipowi, powodując jego nieukrywaną
radość. Trudno mu wytłumaczyć, że droga do szczęścia i wszelkich radości nie
jest taka prosta i nie zależy od mile świecących rzeczy zawieszonych na szyi.
Ale ta niekłamana radość, wielka wdzięczność dla pana, nieznanego przyjaciela
doktora z Polski, niech będzie panu i mnie również istotną zapłatą. Psychologicznie
zresztą każdy optymistyczny bodziec znaczy wiele dla każdego z nas. Niech mu
więc służy najlepiej. Co do Zofii i Rozalii, zdecydowaliśmy wspólnie wręczyć im
talizmany, gdy będą razem, i trochę im pogrozić, że takie piękne rzeczy prawy
małżonek odbierze, jeśli kłótnie powtórzą się. Co do wyniku rozmów, rodzice
postanowili kontynuować obecne pożycie Filipa z Rozalią i Zofią polecając, aby
gospodarstwo obie babki prowadziły oddzielna. Odbije się to oczywiście na mojej
kieszeni, ale więcej będzie spokoju... Zresztą doświadczeni rodzice (i zwyczaj
tutejszy — a jakże!) m a j ą w zanadrzu rozwiązanie rezerwowe: „Jeśli nic z tego
nie wyjdzie, mamy dla ciebie — Filipie — nową, młodą żonę". Niestety, Filip nie
zdążył jej przed odjazdem obejrzeć, co zresztą nie ma wielkiego znaczenia. A więc
jakoś to będzie...
Port Francąui, dn. 27II 1962 r.
Znów upłynął tydzień. Przyjechała Rozalia / maleńkim Janem. Odbyła się
uroczystość „amuletowania" przed odjazdem na tydzień Zofii. T a ostatnia odje­
chała do Luluabourga z powodu uroczystości żałobnych po ojcu, które trwają tu
bez mała rok. Z tego powodu nosi, wedle obyczajów, najgorsze suknie, choć g ł o w y
pcmimo „kartume" zgolić nie chce. Ma uczesanie w postronki — najcudniejsze.
Sądzą, że to z w y k ł y babski wybieg: po prostu babki się nie znoszą. Amulety roz­
dane pod grozą i rygorem, może odniosą praktyczny skutek — bo inaczej biedny
mój przyjaciel nie będzie miał spokoju. Zofia ma wrócić za tydzień.

�KRONIKA

479

Do domku zaglądam codziennie i pilnuję porządku. To tu brudno, to czemu
dziecko nie umyte, to czemu woda do herbaty nie była zagotowana? Jednym sło­
wem, czuję się jak u siebie w domu. A oni, i to łechce moje serce najbardziej, nie
są zdziwieni, że się tak panoszę — dawno przeżyli wstrząs kontaktu z b i a ł y m
i teraz wiedzą, że to z w y k ł a ludzka przyjaźń. To jest moja karta w s t ę p u do ich
wszelkich tajemnic, do ich radości i smutków. Dla mnie znowu to jedyne w y j ś c i e
w poznaniu tych ludzi, jedyna droga do normalnej pracy i dobrego samopoczucia...
Dalszy ciąg historii amuletów
pozwolił
doktorowi Aleksandrowiczowi
na sfor­
mułowanie
głębszej refleksji na ten temat. W liście z dnia 20 II 1962 r. czytamy:
Port Francąui, dn. 20 I I I 1962 r.
...Wracając do „fetyszów" — radość sprawił pan wielką, co tu s p ł y w a oczy­
wiście na moją osobę. C i ludzie mają zupełnie inną psychikę; do tych drobiazgów
przywiązują przesadne znaczenie. Teraz się zorientowałem, jakie interesy na tej
ich naiwności robią różni właściciele talizmanów zachodnich, rezydujący np. w B r u ­
kseli czy Agivnonie. Przysyłają tu katalogi i wydzierają tym biedakom ostatnie
pieniądze. Wśród nich nie brak niestety księży...
Na tym urywają się na razie listy Pana Aleksandrowicza.
Pozostanie on w Kon­
gu zapewne jeszcze rok albo i dłużej. Liczymy, że nadejdzie od niego jeszcze sporo
równie ciekawych listów. Nietrudno się zorientować,
że zawierają
one sporo cie­
kawego materiału
dla etnografów.
Może nie jest to materiał,
który posłuży za pod­
stawę do pisania naukowych prac, ale w każdym razie może bardzo dobrze służyć
do ilustrowania tez w nich zavoartych. Z drugiej strony tych parę kartek oryginal­
nego tekstu polskiego z Afryki jest dowodem tego, że najlepsze tradycje
badaczyamatorów
poznania tajemnic i istoty życia ludzkiego kontynentu
afrykańskiego
znajdują swoją coraz bardziej żywiołową
kontynuację,
która być może w
niedługim
już czasie zastąpiona
zostanie przez systematyczne badania naukowe
organizowane
przez nasze i afrykańskie
instytuty naukowe.
Do druku opracował:
Krzysztof

Makulski

ZSRR
POSIEDZENIE

A F R Y K A N I S T Ö W R A D Z I E C K I C H POŚWIĘCONE
KOORDYNACJI BADAŃ

PROBLEMOM

Dnia 26 lutego 1957 r. w Instytucie Etnografii Akademii Nauk Z S R R odbyło
się posiedzenie naukowe, którego celem było ustalenie planów naukowo-badawczych
nad Afryką. Wzięli w nim udział przedstawiciele wielu nauk i dyscyplin, a w i ę c
etnografowie, orientaliści, geografowie, ekonomiści i specjaliści od spraw m i ę d z y ­
narodowych. Obecnych było również wielu obserwatorów z innych dziedzin. Jeśli
chodzi o reprezentacje środowiskowe, to najliczniejsze delegacje pochodziły z Mo­
skwy i Leningradu, choć nie brak było i przedstawicieli zakładów naukowych
z innych miast.
W słowie w s t ę p n y m wygłoszonym przez I. I. Potiechina podkreślono szcze­
gólną aktualność badań afrykanistycznych.
O postępach tych badań świadczyły między innymi cztery referaty, które od­
czytano podczas pierwszej części obrad. B y ł y to: D. A. Olderoggiego, „Feudalizm

'

�480

KRONIKA

w Sudanie Zachodnim w X V I — X I X w.", I . I . Potiechina, „Problematyka badań
nad składem etnicznym Afryki na tle załamania się systemu kolonialnego", G. S.
Skcrowa, „Problem algierski", i I . P. Jastriebowej, „Sytuacja ekonomiczna i poli­
tyczna w Unii Południowoafrykańskiej".
Drugą część poświęcono na omówienie planu badawczego na lata 1957—1960.
G ł ó w n e punkty tego planu zostały zreferowane przez I . I. Potiechina, który zwrócił
u w a g ę na wzrost zainteresowania się Afryką. Jak wynika z jego słów, do Rewo­
lucji Październikowej opublikowano w Rosji 294 pozycje dotyczące Afryki. Od 1917
do 1945 r. wyszło ich 113. W ostatnim zaś dziesięcioleciu obejmującym lata 1946—
1956 wydano ich r ó w n ą setkę. Jak łatwo z tego obliczyć, do roku 1956 ukazało się
507 pozycji. Jest to dorobek, którego we współczesnych badaniach afrykanistycz­
nych pominąć nie można. Naturalnie nie wszystkie wyliczone powyżej pozycje są
oryginalnymi pracami uczonych rosyjskich czy radzieckich, ponieważ pewien pro­
cent stanowią tu tłumaczenia z języków obcych. Niemniej cyfra pozostaje nadal
imponująca.
Plan na najbliższe lata przewidywał opracowanie problemów zgrupowanych
w V I I działach.
Pierwszy z nich poświęcony był zagadnieniom historii Afryki do czasów kolo­
nizacji europejskiej. Szczególny nacisk położono tu na jak najszybsze opublikowa­
nie pozycji: Z historii kultury ludów
Zachodniego Sudanu, Kolonizacja
Afryki
Wschodniej -przez Arabów, Ustrój społeczny
Madagaskaru w XIX w. i Monomotapa.
Poza tym zamierzano opublikować szereg źródeł arabskich do historii Afryki śred­
niowiecznej. W tym celu zespół prof. Olderoggiego uczynił już w y b ó r n a j w a ż n i e j ­
szych źródeł, których cztery tomy miały ukazać się do roku 1960. W ten sposób
uczeni radzieccy pragną pomóc swym afrykańskim kolegom w pisaniu historii lu­
dów przez nich reprezentowanych.
Drugi dział obejmował problematykę związaną z kolonizacją Afryki. Do naj­
ważniejszych planowanych pozycji zaliczyć trzeba: Konferencję
berlińską
1884—
1885, Współzawodnictwo
Anglii i Niemiec
w Afryce Wschodniej w 2 połowie
XIX w., Ekspansję francuską w Zachodnim Sudanie w 2 polowie XIX w., Zarys
historii walk Zullusów i Kosa z anglo-burskimi
kolonizatorami oraz Walkę Maszona
i Matabele przeciw kolonizacji
Rodezji.
Skład etniczny poszczególnych państw afrykańskich stał się obiektem badań
trzeciego działu. W planie przewidziane b y ł y publikacje na temat składu etnicz­
nego Konga (b. Kongo belg.), Nigerii, Tanganiki, Afryki Południowo-Zachodniej,
Angoli i Mozambiku. Poza tym przewidywało się wydanie książek: Ludność
Fede­
racji Rodezji i Niasy, Domy i osady ludów Bantu oraz Zarys etnografii
współcze­
snej Etiopii. Na szczególne podkreślenie zasługuje inicjatywa wydania mapy etnicz­
nej Afryki, która już została zrealizowana.
Najobszerniejszy okazał się dział ekonomiczno-społeczny, w którego ramach
zamierzano w y d a ć 20 do 35 prac. A oto tytuły niektórych projektowanych prac:
Rozwój
ekonomiczny i walka ludów Nigerii z uciskiem imperialistycznym
po II
wojnie ś w i a t o w e j , Rozwój
ekonomiczny i walka ludów Francuskiej
Afryki
Za­
chodniej z uciskiem imperialistycznym
po II wojnie światowej,
Liberia pod uci­
skiem monopoli amerykańskich,
Ruch narodowowyzwoleńczy
Ugandy po II woj­
nie światowej,
Podstawowe problemy rozwoju społeczno-ekonomicznego
Konga Bel­
gijskiego po II wojnie światowej,
Ludy Maroka, Algieru i Tunisu w walce o nie­
podległość,
Zmiany ekonomiczno-społeczne
a kolonialna polityka Anglii w Afryce
Brytyjskiej
oraz Problem chłopski w Egipcie. Zdaniem I . I . Potiechina poprzednie
prace na podobne tematy miały jeden w a ż n y mankament, mianowicie m ó w i ł y je-

�KRONIKA

481

dynie o stosunkach łączących kolonie z ich metropoliami zapominając o zmianach,
jakie zachodziły w obrąbie samych kolonii. Właśnie ten ostatni problem winien
b y ć szczególnie dokładnie opracowywany przez uczonych radzieckich. Należy po­
rzucić tak nieostre pojęcia, jak np. „chłopstwo", ponieważ tym jednym określe­
niem nie wyczerpuje się złożoności stosunków społecznych panujących w ramach
nawet poszczególnych wiosek. Poza tym pozostaje do opracowania proces rozwar­
stwiania klasowego społeczeństw afrykańskich. Prawidłowe odtworzenie tego pro­
cesu może być jedynie wynikiem ścisłej współpracy etnografów z ekonomistami.
Historycy z kolei powinni większy nacisk położyć na badania zmian zachodzących
w stosunku metropolii do swych byłych kolonii. Zaskakujący jest również fakt, że
w Związku Radzieckim do 1956 r. nie ukazała się ani jedna praca, która omawia­
łaby problem pojawienia się nowej siły społecznej w Afryce, jaką stanowi klasa
robotnicza. Brak jest również opracowań na temat dynamicznej warstwy inteli­
gencji. Wszystkie te zaniedbania powinny być, zdaniem referenta, w jak najszyb­
szym czasie nadrobione.
W dziale piątym umieszczono przygotowanie dwu dużych publikacji, a miano­
wicie: Historii Republiki Sudańskiej
oraz Ludy Złotego Wybrzeża
w walce o nie­
podległość. Obie te pozycje miały być opracowane przez ośrodek leningradzki.
Filologia, czyli dział szósty, miał się opierać na pracach grupy roboczej stwo­
rzonej przez Instytut również w Leningradzie. Została ona powołana w 1956 r.
i zajmuje się badaniem j ę z y k ó w i literatur afrykańskich. W planie tej grupy wid­
niały m.in. książki: D. A. Olderoggie'go, Wstęp do badań nad językami
afrykańskimi
oraz Zarys folkloru i literatury południowoafrykańskich
Bantu, O
pochodzeniu
i zasięgu języka
suahilí i Zarys historii współczesnej
literatury
egipskiej.
Prace Instytutu Geograficznego stanowiły siódmy i ostatni dział planu. Prze­
widywano w nim między innymi wydanie prac: Geografia fizyczna Algieru, Ma­
roko. Przyroda i gospodarka, Egipt. Przyroda i gospodarka oraz Federacja
Rodezji
i Niasalandu.
Po przedstawieniu przez I. I . Potiechina tych ramowych p l a n ó w naukowych
rozwinęła się ożywiona dyskusja, w której A. I . Sobczenko i E . N. Miasina pod­
kreślili potrzebę dogłębnych badań zróżnicowania etnicznego Afryki. W wyniku
dyskusji uczestnicy obrad doszli do wspólnego wniosku, że w najbliższym czasie
należałoby powołać kompleksową ekspedycję afrykanistyczną, w której skład we­
szliby geografowie, filolodzy, etnografowie, ekonomiści i historycy.
Na zakończenie niniejszej notatki należałoby podkreślić, że wiele z tych ambit­
nych zamierzeń zostało już zrealizowanych. Niemniej przed afrykanistyką radziecką
stoją jeszcze wielkie zadania rozszerzenia wachlarza swych zainteresowań i przy­
gotowania nowych opracowań, które nadążyłyby za niezwykle szybkimi przemia­
nami ekonomicznymi i kulturowymi, jakie mają obecnie miejsce w Afryce.
K. M.

E K S P O Z Y C J A ZBIORÓW E T N O G R A F I C Z N Y C H

W ETIOPII

Dział Afrykański Muzeum Etnograficznego w Leningradzie rozporządza bo­
gatymi kolekcjami zabytków etiopskich, które zebrali rosyjscy podróżnicy w końcu
X I X v/, i na początku X X w. Większość tych przedmiotów przywieziona została
1

Zob. M. W. R a j t, Russkije ekspiedicii w Etiopii w sieriedinie XIX — naczale
XX w. i ich etnograficzeskije
matieriały,
„Afrikanskij Etnograficzeskij Sbornik"
(Trudy Instituía Etnografii im. Mikłucho-Makłaja), t. 34: 1956.
1

31 - Etnografia Polska T . V I I

�KRONIKA

482

przez rosyjskich lekarzy, którzy pracowali w szpitalu w Addis-Abebie. Przyjazne
kontakty z Etiopią, które były tradycją obu narodów, z e r w a ł y się w 1935 г., kiedy
to Etiopia musiała ulec w walce z kolonialnymi zapędami Włoch. Jakby dla za­
dokumentowania przyjaźni wobec walczącego narodu w 1935 r. zorganizowano
wielką w y s t a w ę etiopską w Muzeum Leningradzkim. Twórcą jej był D. A. Olderoggie. Wystawa informowała zwiedzających o głównych etapach rozwoju kultury
etiopskiej, o historii tego kraju, jego geograficznych warunkach i ekonomice. Uka­
zało się w ó w c z a s w Związku Radzieckim kilka publikacji dotyczących Abisynii .
Po I I wojnie światowej znowu zaczęły zacieśniać się serdeczne kontakty między
Etiopią a Związkiem Radzieckim. W wyniku obustronnego zainteresowania M u ­
zeum Leningradzkie odwiedziło w 1960 r. szereg osobistości etiopskich reprezentu­
jących ministerstwo kultury. Goście pozostawili w formie darów wiele eksponatów
charakteryzujących kulturę współczesnej Etiopii. Dzięki temu otwarta ostatnio wy­
stawa wyróżnia się bogactwem eksponowanych zabytków, których liczba sięga 200.
Między innymi wystawione tam zostały rękopiśmienne modlitewniki, biblia i zwoje
z tekstami magicznymi spisanymi w języku gez. Niedawno spore studium o nich
opublikował profesor Uniwersytetu Warszawskiego, Stefan Strelcyn. Reprezento­
wane są również wydawnictwa i gazety w obecnym języku p a ń s t w o w y m , amharskim. Na wystawie pokazano poza tym wiele obrazów wykonanych przez tamtej­
szych artystów tradycyjnymi technikami malarskimi. Nie brak i malowideł ko­
ścielnych oraz przedmiotów kultu. Z działu uzbrojenia wyeksponowano między
innymi wiele dzid, strzał, mieczów krzywych i prostych, kindżałów, łuków oraz
tarcz.
2

Osobny dział poświęcono ubiorom. Do najbogatszych części wystawy należy ta,
w której zebrano przedmioty domowego użytku, jak naczynia do wody, naczynia
do przygotowania ciasta 1 piwa, garnki do gotowania mięsa lub sosu, filiżanki itp.
Licznie reprezentowane są również wyroby ze słomy (głównie talerze i koszyki)
oraz innych surowców, takich jak tykwa, róg, drzewo czy skóra. Ekspozycję k o ń ­
czą witryny pełne ozdób.
Jak można się w i ę c zorientować, niniejsza kolekcja stanowić może ciekawe
źródło badań dla tych etnografów, którzy nie mieli okazji odwiedzić osobiście
Etiopii.
K. M.

Francja
VI KONFERENCJA

MINISTRÓW OŚWIATY N A R O D O W E J
WSPÓLNOTY F R A N C U S K I E J

KRAJÓW

W dniach od 19 do 22 marca 1962 r. odbyła się w Dakarze V I Konferencja
Ministrów Oświaty Narodowej Krajów Wspólnoty Francuskiej, w której uczest­
niczyło 13 państw. Na podkreślenie zasługuje fakt, że po raz pierwszy w historii
tych Konferencji odbyła się ona w Afryce, a nie jak dotychczas we Francji.

2

M. in. D. A. O l d e r o g g i e , Wystawka abisyńskich
oraz zbiór artykułów Abisynia (Etiopia), Moskwa 1936.

kolekcji,

Leningrad

1935,

�KRONIKA

483

Na Konferencji przedyskutowano problemy stojące przed szkolnictwem tych
krajów, jak również zagadnienie współpracy w tej dziedzinie z instytucjami o za­
sięgu międzynarodowym.
Jak wynika ze sprawozdań, uchwalono, że Francja nadal zachowuje priorytet
w pomocy szkolnictwu tych krajów drogą przysyłania kadr szkoleniowych. Poza
tym przedyskutowano kwestię stosowania odmiennych programów kształcenia w po­
szczególnych krajach. Trzecim punktem programu było uchwalenie postulatu dal­
szego rozwijania kontaktów z U N E S C O z podkreśleniem niezbędności pomocy tej
instytucji, która musi jednakże jeszcze lepiej odpowiadać potrzebom tych krajów
niż dotychczas.
Osobną grupę problemów stanowiło szkolnictwo wyższe. Zaproponowano, aby
zastosować system specjalizacji uniwersytetów przy u m i e j ę t n y m zorganizowaniu
podziału pracy, co mogłoby dodatnio w p ł y n ą ć na poziom naukowy afrykańskich
szkół wyższych. Łączy się z tym zagadnienie lepszego przystosowania dotychczaso­
wych systemów studiów i programów do potrzeb poszczególnych krajów.
Najważniejszy jednak nacisk położono na centralny problem szkolnictwa w y ż ­
szego, a mianowicie na lepsze powiązanie u n i w e r s y t e t ó w z życiem kraju.
K.

STYPENDYŚCI R Z Ą D U F R A N C U S K I E G O Z KRAJÓW
NA S T U D I A C H W E F R A N C J I

M.

AFRYKAŃSKICH

Jak w y k a z a ł y dane statystyczne zestawione na dzień 1 marca 1962 г., we F r a n ­
cji studiowało 3825 stypendystów, z czego 3087 stanowili chłopcy, a 738 dziewczęta.
A oto jak się przedstawiają cyfry:
Rodzaje

szkół:

dziewczęta

Szkoły wyższe
Wyższe szkoły techniczne
Szkoły średnie (techniczne i. zawodowe)
Szkoły średnie (medyczne i społeczne)
Zawody wolne
Szkoły średnie
Szkoły podstawowe
Ośrodki

148
2
234
235
7
24
55

chłopcy
1776
239
789
256
53
13
132

skupienia:
Paryż
Tuluza
Caen
Poitiers
Bordeaux
Montpellier
Rennes
Grenoble
Strasbourg

1581
248
172
163
158
133
133
133
131

Lyon
Aix
Lille
Nancy
Dijon
Clemont
Besancon
Alger

113
111
94
66
63
58
18
2

�KRONIKA

484
Dyscypliny

studiowane:

1. Szkoły wyższe (3 kategorie)
a) Studenci szkół w y ż s z y c h pochodzenia murzyńskiego
367
345
258
234
81
46
32
30
14

medycyna
nauki ścisłe
prawo
nauki humanistyczne
farmacja
różne instytuty naukowe
różno instytuty uniwersyteckie
stomatologia
teologia
Razem

1407

b) Uczniowie tzw. Grandes Ecoles pochodzenia murzyńskiego lub zasymilowani
Wyższa Szkoła Weterynaryjna
Wyższa Szkoła Handlowa
Akademia Sztuk P i ę k n y c h
Wyższa Szkoła Wojskowa
Wyższa Szkoła Administracyjna
Wyższa Szkoła Dyplomatyczna
Instytut Nauk Społecznych i Pracy
Wyższa Szkoła Skarbowa
Instytut Studiów Wyższych nad Krajami Zamorskimi
Szkoła Celna i Wyższa Szkoła Studiów Handlowych

63
32
23
14
14
9
9
7
6
5
Razem

182

c) Uczniowie przygotowujący się do studiowania w tzw. Grandes Ecoles
Szkoła Robót Publicznych
Instytut Agronomiczny
Wyższa Szkoła Inżynieryjna
Wyższa Szkoła Agronomiczna w Tuluzie
Szkoła Rolnicza
Szkoła Weterynaryjna

29
18
16
15
14
13
Razem

105

2. Wyższe Szkoły Techniczne
Szkoła Rolnicza
Instytut Agronomiczny
Szkoła Chemiczna
Wyższa Szkoła Robót Publicznych
Szkoła Zawodowa Rysunku Technicznego
inne

34
20
20
12
10
12

•

Razem

108

�KRONIKA

485

3. Szkoły średnie (techniczne i zawodowe)
sekretariat
rolnictwo
handel
licea techniczne
chemia
roboty publiczne i elektryfikacyjne

143
109
76
73
43
39
Razem

483

4. Średnie szkoły medyczne i społeczne
pielęgniarstwo
położnictwo
tzw. assistence sociale
wychowanie fizyczne dzieci
organizacja ogródków dziecięcych
inne

77
82
45
23
12
10
Razem

229

5. Pozostałe zawody
wychowanie fizyczne
muzyka
dziennikarstwo
film
teatr
notariat

28
9
7
5
3
1
Razem

53
K. M.

S T U D I U M P R Z Y G O T O W A W C Z E DO B A D A Ń A F R Y K A N I S T Y C Z N Y C H
P R Z Y V I S E K C J I ÉCOLE P R A T I Q U E D E S H A U T E S ÉTUDES W P A R Y Ż U
W École Pratique des Hautes Études zostało otwarte w roku akademickim
1961/1962 studium badań afrykanistycznych, które organizacyjnie związane jest
z sekcją V I , czyli sekcją Nauk Ekonomicznych i Społecznych. Przewidziane jest
ono przede wszystkim dla studentów zapisanych na I rok 3 cyklu studiów, co
odpowiada mniej więcej poziomowi dyplomantów wyższych studiów uniwersytec­
kich. Jego celem jest zaznajomienie m ł o d y c h n a u k o w c ó w z najważniejszymi pro­
blemami badań nad Afryką Czarną. W związku z szerokim zainteresowaniem
tymi problemami studium to jest dostępne dla przedstawicieli wszystkich dyscyplin
naukowych. W programie przewidziane są w y k ł a d y przygotowawcze do badań
afrykanistycznych, ćwiczenia oraz seminaria dotyczące konkretnych problemów
badawczych w następujących zakresach: antropogeografii, historii, lingwistyki,
etnologii ogólnej, etnografii politycznej, etnografii ekonomicznej.

�KRONIKA

486

Na zakończenie dodać należy, że jest to drugi z kolei kurs; pierwszy, który
miał miejsce w roku akademickim 1960/1951, zgromadził około 30 studentów;
/ uczestników stanowili Francuzi.
K. M.
2

я

Afryka
KONFERENCJA

Zachodnia

UNIWERSYTECKA

AFRYKI

ZACHODNIEJ

W styczniu 1962 r. w Freetown (Sierra Leone) odbyła się konferencja przed­
stawicieli uniwersytetów zachodnioafrykańskich. W konferencji wzięli udział repre­
zentanci 12 uniwersytetów, jak również zaproszeni goście z Fundacji Carnegiego
i Rockefellera.
G ł ó w n y m motywem przewijającym się w dyskusji było szukanie odpowiedzi
na pytanie, w jaki sposób tworzy się „osobowość afrykańska". W jej kształtowaniu
się niepoślednią rolę odgrywają w ł a ś n i e uniwersytety. Ale rola tych uniwersyte­
t ó w nie jest jeszcze zupełnie jasna. Stoi przed nimi wiele nie rozwiązanych pro­
blemów. Do najważniejszych z nich należą pytania: jakie będą cele Instytutów
Studiów Afrykańskich, które zostały powołane przy kilku uniwersytetach, czy będą
one wspólną bazą do kształcenia specjalistycznego i czy będą formacją obowiązko­
w ą dla wszystkich studentów pierwszego roku?
Już na Konferencji zarysowały się dwa przeciwstawne punkty widzenia:
według jednych dyskutantów studia afrykanistyczne są nową dyscypliną i mimo
że wzięły one obiekt badań z innych dyscyplin (np. geografii, historii), zdobywają
jednak prawo do samodzielności i nadają im nowe kierunki. Inni z kolei pod­
kreślali, żc wszystkie dyscypliny mogą i powinny być nauczane na przykładach
lokalnych, lecz ich podstawy są jednakowe na całym świecie.
W wyniku ożywionej wymiany zdań uzgodniono, że zasadniczym zadaniem
Instytutów Studiów Afrykańskich powinno być koordynowanie badań i studiów
różnych dyscyplin i czuwanie nad tym, by nie pominięto żadnego ważnego aspektu.
Nie mogło być jednak mowy o podjęciu jakichś wiążących decyzji, które wyma­
gają przecież lat doświadczeń i dyskusji.
Drugim w a ż n y m elementem dyskusji na omawianej konferencji było zagad­
nienie wolności akademickiej. Jak wiadomo, uniwersytety afrykańskie stworzone
zostały dla konkretnych celów. Rzecz polega na tym, aby owe chwilowe zadania
nie ograniczyły zbytnio swobody akademickiej uniwersytetów. Poza tym, jeśli
uniwersytety będą zależały bezpośrednio od rządów, to zawsze będzie istniała
możliwość wywierania w p ł y w u na nie przez osobistości je reprezentujące. Spośród
wszystkich obecnych tylko dwaj przedstawiciele Ghany podtrzymywali tezę, że
uniwersytety winny być kontrolowane przez państwo. Reszta opowiadała się za
niezależnością, czyli za tym, że uniwersytety będą decydować o przedmiotach
nauczania i jego sposobach.
Dalsza dyskusja dotyczyła określania zasad samodzielności uniwersytetów,
która polega na swobodnym wyborze studentów, nominowaniu i okresie aktyw­
ności personelu akademickiego oraz na niezależności w decydowaniu o podziale
funduszów między różne wydziały.
Wyniki tej dyskusji zostały uznane za poważny krok naprzód w rozwijaniu
życia akademickiego Afryki Zachodniej.
Konferencję zakończono uchwaleniem rezolucji w sprawie stworzenia stowarzy-

�KRONIKA

487

szenia u n i w e r s y t e t ó w byłych terytoriów francuskich i angielskich w celu koordy­
nacji wspólnych w y s i ł k ó w w walce o podniesienie poziomu naukowego tych kra­
jów.
K. M.

Gwinea
PIERWSZE

CZASOPISMO

W

GWINEI

Począwszy od wiosny 1961 r. w Gwinei zaczęto w y d a w a ć pierwsze czasopismo
informacyjne zatytułowane „Horoya" („Godność"). Pismo to ukazuje się w języku
francuskim trzy razy w tygodniu. W niedalekiej przyszłości zostanie ono zamie­
nione na dziennik gwinejski.
A.W.

Gabon
NOWY P E R I O D Y K

W GABONIE

Od niedawna zaczął ukazywać się nowy dwumiesięcznik, „Réalités Gabonaise"
(„Sprawy Gabońskie"). Jest on wynikiem współpracy Biura Pedagogicznego i K u l ­
turalnego Ministerstwa Oświaty Gabonu z Komitetem do Spraw U N E S C O Gabonu.
W czasopiśmie tym można znaleźć wiele informacji i artykułów na temat oświaty
i kultury tego kraju. Wiele miejsca poświęca się tam również problemom historii
Gabonu.
A. W.

Ghana
ORYGINALNA

TWÓRCZOŚĆ M U Z Y C Z N A

GHANY

Do ciekawych wydarzeń kulturalnych należy zaliczyć wystawienie pierwszej
komedii muzycznej w Akrze. Komedię tę napisał M. G . Adali Mortty dając jej
tytuł „Obadzeng". Treścią tej lekkiej komedii są przygody bohatera, który nie
może zdecydować się, czy żyć według dawnych tradycji przodków, czy też przy­
stosować się do współczesnego życia miejskiego. Akcja ma charakter mimiczny,
któremu towarzyszy angielski komentarz. Kompozytor muzyki, Sada Asquaye,
który równocześnie reżyserował sztukę, czerpał z bogatego folkloru muzycznego
Afryki. Stąd w y p ł y w a całkowicie afrykańska oryginalność omawianej komedii,
która łączy w sobie elementy tradycyjnej muzyki ze współczesnymi treściami życia

CZASOPISMO L I T E R A C K I E

W GHANIE

W Ghanie zaczął wychodzić kwartalnik literacki „Okeyame", wydawany przez
tamtejszy Związek Literatów (Ghana Society of Writers, Accra). Pierwszy numer
ukazał się 1 stycznia 1961 r.
A. W.

�488

KRONIKA

Czad
NOWY OŚRODEK N A U K O W Y W R E P U B L I C E C Z A D
Z 1 stycznia 1961 r. Minister Oświaty Republiki Czad powołał do życia Ośrodek
Badawczy, Centre Tchadien pour les Sciences Humaines. Pracami Ośrodka kieruje
Rada, której przewodniczącym jest znany etnolog francuski, prof. Jean Paul
Lebeuf z Centre National de Recherches Scientifiques w Paryżu. Zadaniem Ośrodka
jest zbieranie i publikowanie danych dotyczących etnografii i etnologii, archeologii,
historii, socjologii i języków l u d ó w wchodzących w skład Republiki.
Chwilowo
prowadzi się inwentaryzację ważniejszych zabytków, w projekcie jest utworzenie
Muzeum Republiki Czadu.

Anglia
N O W E C Z A S O P I S M O POŚWIĘCONE H I S T O R I I

AFRYKI

Nakładem Cambridge University Press zaczął ukazywać się „An Journal of
African History". Redaktorami tego periodyku, wydawanego dwukrotnie w ciągu
roku, są: R. A. Oliver i J . D. Fage. Czasopismo obejmuje szeroki wachlarz specjal­
ności: etnologię, archeologię i historię.

OSTATNIE SEMINARIA AFRYKANISTYCZNE
Międzynarodowy Instytut Afrykanistyczny przy poparciu Fundacji Forda zor­
ganizował szereg seminariów o tematyce afrykańskiej. I tak w Makarere College
(Uganda) omawiano w 1959 r. zagadnienia związane z procesami zmian we w s p ó ł ­
czesnej Afryce. Drugie seminarium w Leopoldville (Kongo) zostało poświęcone
afrykańskim systemom władania ziemią. Trzecie odbyło się na uniwersytecie
Rodezji i Nyassy (1960) i miało za zadanie omówić afrykańskie systemy myślenia,
wierzeń i rytuałów. Ostatnie z tej serii seminariów ma się odbyć w 1962 r. w Dakarze i będzie poświęcone zagadnieniom historii etnicznej Afryki.
A. W.

Wiochy
WŁOSKI I N S T Y T U T

AFRYKANISTYCZNY

L'Instituto Italiani per 1'Africa z siedzibą w Rzymie istnieje od 1906 r. Posiada
filie w w i ę k s z y c h miastach włoskich. Prowadzi prace w czterech komisjach: gospo­
darczej, naukowej i kulturalnej, lingwistycznej i etnograficznej oraz euro-afrykańskiej. Posiada Muzeum, bibliotekę, kartotekę filmową, organizuje wystawy
afrykanistyczne.
Instytut prowadzi działalność wydawniczą. W 1958 r. wydano Afrykański
prze­
wodnik handlowy w czterech językach (włoskim, francuskim, angielskim i arab­
skim).

�KRONIKA

489

Instytut wydaje dwa czasopisma: „Le Voce dell'Africa", dwutygodnik p o ś w i ę ­
cony sprawom bieżącym, oraz „Africa", dwumiesięcznik o charakterze naukowym
i dokumentacyjnym.

UNESCO

w

Afryce

R O L A R A D I A W D Z I E D Z I N I E OŚWIATY

W AFRYCE

TROPIKALNEJ

W dniach od 11 do 16 września 1961 r. w Moshi w Tanganice obradowała kon­
ferencja poświęcona oświatowej roli radia w Afryce Tropikalnej.
Zorganizowana przez Departament Informacji U N E S C O konferencja ta miała
następujące cele: rozwinięcie dyskusji na temat zdefiniowania zadania radiofonii
w dziedzinie szerzenia oświaty, zbadanie licznych problemów stojących obecnie
przed radiofonią afrykańską itp. Jak wynikało z przemówienia ministra oświaty
Tanganiki, radio może odegrać w dziedzinie oświaty ludów afrykańskich niezwykle
w a ż n ą rolę, gdyż jest jedynym powszechnym środkiem instruktarzu, tam gdzie
nie dochodzi prasa lub tam gdzie liczba analfabetów przekracza cyfrę kilkudzie­
sięciu procent, jak ma to miejsce w większości krajów afrykańskich.
W sprawozdaniach złożonych przez uczestników konferencji reprezentującycb
26 krajów (działaczy oświatowych, dyrektorów rozgłośni radiowych i licznych obser­
watorów) na pierwszy plan wysunięto zagadnienie lepszej niż dotychczas współ­
pracy między władzami oświatowymi a obsługą radiową. P o w a ż n y m mankamen­
tem jest również brak odpowiednio wyszkolonego personelu technicznego. Winieton mieć nie tylko podstawy wiedzy radiotechnicznej, lecz orientować się również
dobrze w potrzebach o ś w i a t o w y c h kraju. Zrozumiałe jest więc zdanie, które sły­
chać coraz częściej na afrykańskich konferencjach „nie chodzi już dziś o zastą­
pienie Europejczyka przez Afrykańczyka, lecz o zastąpienie Afrykańczyka przez
innego Afrykańczyka, bardziej wykwalifikowanego". Do ważnych zadań trzeba
również zaliczyć zaopatrzenie rynku afrykańskiego w odpowiednią ilość odbiorni­
ków, gdyż powodzenie radiowej akcji oświatowej zależy g ł ó w n i e od wielkości
liczby słuchaczy.
N a s t ę p n y m problemem poruszanym na konferencji w Moshi była sprawa sto­
s u n k ó w między rozgłośnią a słuchaczami. Obecni pracownicy rozgłośni bardzo
mało wiedzą o swych słuchaczach. Po to, by program radiowy spełniał s w ą rolę,
musi on odpowiadać zapotrzebowaniom społeczeństwa. W celu pomocy pracowni­
kom radia uczestnicy konferencji zwrócili się do U N E S C O z prośbą, by zbadała,
jakie metody przeprowadzania an'.ciet najlepiej nadawałyby się do warunków
afrykańskich. Wysunięto również postulat stworzenia afrykańskiego instytutu ba­
dań radiofonicznych oraz wystą yiono z p o m y s ł e m zorganizowania zjazdu pisarzy,
poetów, dramaturgów i muzyków, którzy mogliby współpracować z radiem
Zasygnalizowano również szereg problemów, które będą wiązały się z ewentualnym
zastosowaniem telewizji w akcji oświatowej.
Oczywiście jest to dopiero kwestia przyszłości.
Reasumując wyniki konferencji w Moshi należy z c a ł y m uznaniem stwierdzić,
ż e ewolucja życia kulturalnego kontynentu afrykańskiego przebiega bardzo szybko
i rokuje jak najlepsze nadzieje, o czym świadczy m.in. także dobre zrozumienie
roli radia w szerzeniu oświaty.
A. W.

�KRONIKA

490

Z A G A D N I E N I A OŚWIATY W A F R Y C E
W maju 1961 r. odbyła s i ę w Addis Abebie zorganizowana przez U N E S C O
konferencja państw afrykańskich, poświęcona zagadnieniom oświaty i nauczania
na terenie Afryki. Dyskutowano następujące sprawy: 1. Nauczanie jako jedna
z podstaw rozwoju gospodarczego i społecznego; 2. Współpraca międzynarodowa
w dziedzinie oświaty; 3. Finansowanie nauczania w Afryce; 4. Planowanie, kształ­
cenie techniczne i zawodowe specjalistów; 5. Oświata dorosłych.
U N E S C O opublikowała dokument sprawozdawczy z tej konferencji.
A. W.

PODRĘCZNIKI

SZKOLNE

W

AFRYCE

W stolicy Ghany, Akrze, niedawno utworzony został przez U N E S C O ośrodek
badań pedagogicznych, który stanowi centrum dokumentacji i informacji. Ośrodek
ten interesuje się programami i metodami nauczania, higieną szkolną, szkoleniem
zawodowym i innymi aspektami społecznymi i pedagogicznymi nauczania.
Zadaniem ośrodka będzie również opracowywanie i wydawanie podręczników
szkolnych i materiałów pomocniczych (mapy, tablice ścienne itp.). Pracownicy tej
instytucji będą udzielali rad autorom podręczników, jak również firmom wyda­
jącym je. Bazą tej działalności ma być m.in. specjalna biblioteka skupiająca naj­
lepsze dzieła z zakresu pedagogiki. Biuro w Akrze służyć będzie wszystkim mini­
sterstwom o ś w i a t y na terenie Afryki.
Obecnie w ośrodku tym pracuje trzech ekspertów U N E S C O : z Danii, Indii
i Wielkiej Brytanii. W 1962 r. liczba ich powiększyła się o trzech nowych w s p ó ł ­
pracowników. Koszty działalności biura pokrywane są z funduszów programu nad­
zwyczajnego pomocy U N E S C O dla Afryki.

Miscellanea
S T Y P E N D I A NA B A D A N I A T E R E N O W E W A F R Y C E
Fundacja Forda przyznała na lata 1961/1962 17 stypendiów na różnego rodzaju
badania (głównie terenowe) na obszarze Afryki. Ponadto przedłużono 15 uprzednio
już przyznanych stypendiów.
A. W.
B A D A N I A N A U K O W E NA T E R E N I E

AFRYKI

East African Institute of Social Research, Maharere College, Kampale Ugande
prowadzi badania na terenie wschodniej Afryki. Podajemy przykładowo problemy
badawcze: 1. Społeczne i ekonomiczne
skutki utworzenia Rezerwatu Kipsigi;
2. Społeczno-ekonomiczne studia nad kościołami Luo w prowincji Nyanza, Kenya;
3. Procesy urbanizacyjne wśród Kikuyu, zamieszkujących w Nairobi; 4. Etnogra­
ficzny przegląd małych plemion Tanganiki; 5. Przestępczość wśród ludności miej­
skiej Kampala (Uganda): 6. Społeczne i ekonomiczne aspekty produkcji b a w e ł n y
w Ugandzie.
A. W.

�KRONIKA

ZWIĄZEK

MUZEÓW

491

AFRYKAŃSKICH

Od niedawna muzea na obszarze Czarnej Afryki zrzeszone zostały w związek
m u z e ó w afrykańskich (Association des Musées d'Afrique Tropicale). Pierwszym
prezydentem związku obrany zastał znany archeolog dr Bernard Fagg, obecnie
p r o w a d z ą c y prace wykopaliskowe w Nigerii.
A. W.

PRENUMERATORZY

CZASOPISMA

..AFRICA'

Ciekawe światło na rozwój zainteresowań afrykanistycznych rzuca ilość pre­
numeratorów „Africa", kwartalnika Międzynarodowego Instytutu Afrykanistycznego z siedzibą w Londynie.
Ogólna ilość „Africa" wynosiła w latach 1960/1961 — 1632 egzemplarzy. N a j w i ę ­
cej prenumeratorów miały Stany Zjednoczone (403), Wielka Brytania (262), Nige­
ria (73), Unia Południowej Afryki (70), Francja (63), Belgia (62), N R F (45),
Włochy (42), Ghana (41).
Związek Radziecki miał 19 prenumeratorów. Polska znajdowała się w grupie
państw poniżej 5 prenumeratorów.
A.

ETNOGRAFIA

W KRAJACH

W.

SOCJALISTYCZNYCH

Węgry
WĘGIERSKIE

BADANIA

AMERYKI

Amerykanistyka nie ma na Węgrzech zbyt wielkiej tradycji. Zaczątków jej
szukać należy u Edera, który w X V I I I w. napisał pracę zawierającą wiele cennego
materiału etnograficznego z terenu Peru i Boliwii. Z kolei w y m i e n i ć wypada
Xántusa, który w X I X w. w czasie swej podróży po Ameryce Północnej zanoto­
wał szereg danych etnograficznych o Indianach. Jednakże systematyczne studia
amerykanistyczne rozpoczęły się na Węgrzech dopiero po 1945 r. i wyraziły się
podjęciem następujących prac:
a) publikacja w ramach historii nauki rękopisów węgierskich podróżników
(głównie misjonarzy) z X V I I I w. (Boglár 1952—1955) oraz opracowanie materiałów
etnograficznych Xántusa (Sandor);
b) publikacja muzeum etnograficznego w Budapeszcie, stanowiąca drugą część
opracowania zbiorów ameryk anistycznych tego muzeum (Boglár 1954, 1956; Sandor
1957);
c) w oparciu o dotychczasową literaturę przedmiotu prowadzi się aktualnie
badania etnograficzne nad Ameryką Południową (Boglár 1950, 1958, 1959).
Amerykanistyka węgierska wzbogaci się dzięki materiałom etnograficznym
z zachodniej Brazylii, zgromadzonym przez ekspedycję L . Boglára. Materiały te są
w toku opracowania.

�KRONIKA

492

Publikacje amerykanistyczne:
В o g l á r L . , Some More Data to the Spreading of the Blowgun in South
Amerika,
„Acta Ethnographica", t. 1 : 1950 z. 1—4, s. 121—137.
XVIII-wieczni
podróżnicy
węgierscy
po Ameryce Południowej
(18th Century
Hungarian Explorers in South Amerika), „Ethnographia", t. 63 : 1952 z. 3—4,
s. 449—462.
°
Skurczona, sfałszowana
czaszka w Muzeum
Etnograficznym
(A Falsify ed
Shrunken head from Ecuador in the Ethnographical Museum), ..Przegląd Etno. graficzny", t. 36 : 1954, s. 165—172.
The Ethnographical Legacy of Einghteenth Century Hungarian Travellers in
South America, „Acta Ethnographica", 1. 4 :1955 z. 1—4, s. 313—359.
Smokingi Among Indians of America. „Przegląd Etnograficzny", t. 38 : 1956,
s. 169—184.
Ein endokannibalischer
Ritus in Südamerika.
Miscellanea Paul Rivet, t. 2,
Mexiko 1958, s. 67—85.
Urn Burial of the Brazilian Indians, „Acta Ethnographica', t. 6:1958 z. 3—4.
s. 347—355.
Some Notes to Burial Forms of the Brazilian Indians. Opuscula Ethnologica
Memoriae Ludovivi Biró Sacra, Budapest 1959, s. 159—163.
Nambicuara Vocabulary, „Acta Ethnographica", t. 9 : I960,, s. 89—117.
Die Nambikuara
— Indianer,
„Wirtschaft
und materiale Kultur" (MS),
t. 1 : 1960
E d e r X . F . . Descriptio
1791.

provincial

Moxitarum

in regno peruano.

Budae, Budapest

S a n d o r I., Pierwsza nasza wystawa, etnograficzna
i Xántus
Janos (Our first
ethnographical exhibition and John Xántus). „Ethnographia", t. 62 : 1951 z. 1—2,
s. 185—204.
Początki
naszej muzeologii etnograficznej ((The beginngs of hungarian ethno­
graphical museology), „Ethnographia", t. 62 : 1953 z. 3—4, s. 312—355.
Janosz Kcantuc
{John Xáutus).
..Acta Ethnographica", t. : 1953
z. 1—4,
s. 233—288.
Etnograficzne prace badawcze Xántus Jána w Ameryce (Die
ethnographischen
Forschungen von Xántus
in Amerika), „Przegląd Etnograficzny", t. 39 : 1957,
s. 159—181.
X á n t u s J . , Listy

z Północnej

Ameryki

(Red. I. Prepost), Budapest 1857.
L.

Boglár

Czechosłowacja
V K O N F E R E N C J A MIĘDZYNARODOWEJ K O M I S J I DO B A D A Ń
K U L T U R Y L U D O W E J W K A R P A T A C H ( S M O K O W I E C 17—20X 1962 r.)
Podobnie jak wszystkie poprzednie o d b y w a j ą c e się od roku 1959, organizo­
wane przez Polską i Słowacką (obecnie Czechosłowacką) Akademię Nauk, Między­
narodowe Konferencje do Badań Kultury Ludowej w Karpatach i ta ostatnia
była w założeniu przede wszystkim roboczą konferencją organizacyjną. R ó w n o ­
cześnie jednakże, podobnie jak na wszystkich obradach dawniejszych, program

�KRONIKA

493

trzechdniowych zajęć obejmował zarówno referaty sprawozdawcze (konfrontujące
wyniki prowadzonych współcześnie prac badawczych dotyczących różnych dziedzin
kultury ludowej z dawniejszym dorobkiem piśmienniczym w tych dziedzinach),
jak i dyskusję dotyczącą celu i założeń badawczych aktualnej pracy oraz wyni­
kające z tej dyskusji wnioski co do terminów wykonania planów, a w i ę c realizacji
uchwał podejmowanych na poprzednich konferencjach.
W czasie obecnych obrad zmienił się zasadniczo wzajemny stosunek podsta­
wowych c z ł o n ó w konferencji. Nie była to już wstępna konferencja planująca (jak
na pierwszych zebraniach w Krakowie, Warszawie i Bratysławie). Nie było rów­
nież mowy o dyskutowaniu i podważaniu ogólnych założeń metodologicznych po­
dejmowanych prac, jak to miało miejsce jeszcze przed dwoma laty na posiedze­
niach w tym samym Smokowcu. Mniej wagi przywiązywano również do strony
formalnej, ustalania ram organizacyjnych działania Komisji Międzynarodowej,
mimo że uchwalony przed dwoma laty projekt statutu tej Komisji nie został
jeszcze ostatecznie zatwierdzony przez Akademie Nauk obu państw-założycieli:
Polski i Czechosłowacji. Nie istniejąca formalnie Komisja — nie korzystająca
wskutek tego zwłaszcza ze strony polskiej z przywilejów, jakimi cieszą się uznane
instytucje międzynarodowe — stanęła jednakże wobec sytuacji, w której już
w tym okresie organizacyjnym może poszczycić się poważnymi rezultatami nauko­
wymi prac podejmowanych z jej inicjatywy i organizowanych w ramach w s p ó ł ­
pracy między Akademiami państw-założycieli Komisji w m y ś l jednolitego, wspól­
nie ustalonego planu badawczego. Omawiane obrady Komisji w Smokowcu
były pierwszymi, w czasie których wyniki takich w ł a ś n i e badań przedstawiła nie
tylko delegacja polska (która była inicjatorką tych badań, rozpoczęła je w 1960 r.
i przedstawiła pierwsza pod dyskusję projekt kwestionariusza wspólnych badań
dotyczących aktualnie istniejących form zbiorowego wypasu górskiego), lecz przede
wszystkim delegacja czechosłowacka prowadząca te prace w oparciu o kwestiona­
riusz polski, rozszerzony i dostosowany do specjalnej sytuacji pasterstwa i hodowli
na południowych terenach Karpat. Poza Polską i Czechosłowacją spośród państw,
zainteresowanych działalnością Komisji, reprezentowana była tym razem tylko J u ­
gosławia. Jej przedstawicielka z Muzeum Etnograficznego w Belgradzie, dr Persida
Tomic, przedstawiła wyniki w ł a s n y c h badań terenowych we wsi pasterskiej gór
bałkańskich oraz zapoznała Komisję z innymi pracami prowadzonymi jako prace
zespołowe. Dyskusja, jaka w oparciu o przedstawione referaty podjęta została w ostat­
nim dniu obrad, dotyczyła w i ę c nie tylko zagadnień pasterstwa karpackiego, lecz
również porównania obrazu tego pasterstwa po obu stronach Karpat (wykazu­
jącego niewątpliwie mirno podkreślanych różnic wiele cech wspólnych) z w y k a ­
zującą szereg uderzających odrębności w stosunku do znanych nam terenów Karpat
gospodarką pasterską gór P ó ł w y s p u Bałkańskiego. W oparciu o niektóre przedsta­
wione na zjeździe referaty przedstawicieli licznej delegacji czechosłowackiej,
w tym przede wszystkim znakomitych specjalistów zagadnień folkloru, prof.
J . i A. Horaków, oraz historyka, prof. J . Maćurka, dyskusja zeszła również na
tory zagadnień pochodzenia ludności pasterskiej Karpat, a w i ę c na temat ż y w o
niegdyś dyskutowany w literaturze ś w i a t o w e j , a w literaturze polskiej reprezento­
wany przede wszystkim do lat ostatnich pracami prof. К. Dobrowolskiego. Królki
stosunkowo czas trwania konferencji nie pozwolił jednakże na pełniejsze rozwinię­
cie się dyskusji, do której niewątpliwie powróci się jeszcze na jednym z planowa­
nych zjazdów międzynarodowych w oparciu o nowe wyniki zespołowych prac
Komisji i przy udziale znacznie większego grona zainteresowanych tą dyskusją
uczonych wielu krajów, etnografów i specjalistów dyscyplin pokrewnych.

�494

KRONIKA

Jak można ocenić bilans prac Komisji za pierwsze 3 lata jej prac organiza­
cyjnych i prac naukowych? Konferencja w Smokowcu pozwala dać na to pytanie
niewątpliwie odpowiedź pozytywną. Pozwala również po raz pierwszy ocenić siły
i porównać w k ł a d we wspólną sprawę obu partnerów organizatorów na dwu
płaszczyznach: 1) jednakowej w założeniu i w e d ł u g jednakowych w zasadzie wy­
tycznych prowadzonej pracy badawczej w terenie; 2) realizacji nakreślonego
w czasie poprzedniej konferencji w Smokowcu w 1960 r. przez delegację polską
(prof. M. Gładysz) i przyjętego przez całą Komisję planu dotyczącego mobilizacji
sił w kierunku podjęcia prac kompleksowych i skierowania do nich specjalistów
innych dziedzin, jak również podjęcia prac wydawniczych (bibliograficznych, zbio­
rów, materiałów itp.).
Szczegółowe sprawozdania z działalności w tych dwu kierunkach (będące zara­
zem sprawozdaniem z wykonania planu nakreślonego w 1960 r.) przedstawili ze
strony delegacji czechosłowackiej dr J . Podolak z Instytutu Etnograficznego S ł o ­
wackiej Akademii Nauk w Bratysławie, ze strony polskiej dr Anna Kowalska-Lewicka z Zakładu Etnografii Instytutu Historii Kultury Materialnej Polskiej
Akademii Nauk w Krakowie. Ze sprawozdań tych wynika, że niezależnie od przy­
gotowywanych przez Czechosłowacką i Słowacką A k a d e m i ę Nauk monografii
pasterstwa na terenach Zachodnich Karpat (dr A. Śtika) i Spiszą (dr J . Podolak)
Komisja czechosłowacka podjęła pod kierunkiem dr. dr. Podolaka i Štiki i przy
współpracy kierowników katedr etnografii w Pradze, Bratysławie i Brnie za wzo­
rem polskim prace terenowe (prowadzone w dużej mierze przez odpowiednio przy­
gotowane zespoły studenckie) w 74 wsiach całego kraju. Stwarza to duży materiał
porównawczy w stosunku do w y n i k ó w takichże badań prowadzonych w Polsce przez
zespoły w y k s z t a ł c o n y c h etnografów (Akademii, U n i w e r s y t e t ó w i muzeów) j u ż
trzeci rok z rzędu w ok. 100 punktach naszych Karpat. Badania te dotyczą przede
wszystkim rejestracji i opisu form występowania współcześnie istniejącego paster­
stwa górskiego, z tym że w badaniach polskich zostały rozszerzone w roku bie­
żącym zagadnienia budownictwa pasterskiego i magii, w czechosłowackich — jak
wspomniano — zostały natomiast przede wszystkim połączone z badaniami całości
zagadnień hodowli. Prace te mają zostać ukończone w ciągu roku 1963, a w latach
1964—1966 mają przynieść pierwsze opracowania monograficzne dotyczące zarówno
wybranych regionów, jak i niektórych t e m a t ó w szczegółowych. Zagadnienie spo­
sobu udostępnienia materiału badań dla przygotowywania opracowań tematycz­
nych, opartych o materiał porównawczy dotyczący obu stoków Karpat, jest w chwili
obecnej w stadium dyskusji. Na posiedzeniu stworzonej w Smokowcu w s p ó l n e j
podkomisji zagadnień pasterstwa ustalono na razie udostępnienie w pierwszym
rzucie materiałów dotyczących zagadnień organizacji pasterstwa, a to przez ich
opublikowanie we wspólnym wydawnictwie pod redakcją pierwszej autorki w s p ó l ­
nego kwestionariusza, dr B. Kopczyńskiej-Jaworskiej z Uniwersytetu w Łodzi.
Delegacja polska, w osobie przedstawiciela Instytutu Historii Kultury Materialnej
prof. J . Pazdura, zaproponowała utworzenie w tym celu w Polsce w ramach wy­
dawnictw Instytutu specjalnej serii „Inventaria Carpatica".
Jeśli chodzi o realizację planu współpracy etnografów z innymi specjalistami
zagadnień karpackich (lub skierowanie specjalistów innych dziedzin do zagadnień
kultury karpackiej), drogi Komisji polskiej i czechosłowackiej nieco się rozeszły.
W obu wypadkach jednak można m ó w i ć o osiągnięciach. Ze strony polskiej uzy­
skano współpracę przede wszystkim z antropologami, archeologami i j ę z y k o z n a w ­
cami. Prof. Pazdur reprezentował na konferencji zainteresowania i żywą współpracę
specjalistów historii kultury materialnej Polski średniowiecznej i n o w o ż y t n e j

�KRONIKA

495

zgrupowanych w I I I Dziale I H K M P A N . W Czechosłowacji doszło do najściślejszej
współpracy z folklorystami (wchodzącymi zresztą do tych samych instytutów A k a ­
demii, co etnografowie) i do utworzenia w związku z tym odrębnej podkomisji
folklorystycznej, której przewodnictwo oddano dr Elžekowi z Instytutu Etnograficz­
nego Słowackiej Akademii Nauk. Prowadzone w zakresie folklorystyki prace cze­
chosłowackie na terenie Karpat w y k a z a ł y brak śladów obcych, pozasłowackich
elementów kulturowych. Najwięcej możliwości uzyskania w s k a z ó w e k dotyczących
udziału elementu obcego w kształtowaniu się kultury ludowej Karpat spodzie­
wają się znaleźć koledzy czechosłowaccy przede wszystkim w materiale doty­
czącym folkloru muzycznego. Z tych pozycji podjęli już na obradach dyskusję
z historykami. Postulują zarazem utworzenie odpowiedniej podkomisji folklory­
stycznej w ramach Komisji Karpackiej Polskiej.
Trzecią utworzoną w ramach Komisji Czechosłowackiej podkomisją specjali­
styczną — wymagającą paralelnego zorganizowania jej w Polsce — jest podko­
misja dla badań rzemiosła i przemysłu ludowego (dr J . Pátkova z S A N , prof.
К. Fojtík i dr J . Staňkova z CAN). Ze strony polskiej postulaty pod adresem tej
podkomisji w kierunku inwentaryzacji tradycyjnych urządzeń wodnych w y s u n ą ł
prof. J . Pazdur.
W zakresie wydawnictw Komisja ma na swoim koncie 2 zeszyty czasopisma
informacyjnego „Carpatica", Komisja Polska ponadto inicjatywę poświęcenia dwóch
tomów „Etnografii Polskiej" (t. V i V I ) zagadnieniom karpackim (w tym także
artykułom powstałym w wyniku działalności Komisji), jak również wydanie bibligrafii polskich prac dotyczących kultury ludowej Karpat (1960). W przygotowaniu
jest wydanie- w Czechosłowacji bibliografii słowackiej, w Polsce bibliografii
karpackich przygotowanych przez Bułgarów, Jugoslawien i Węgrów.
Konferencja przyjęła przedstawione przez obie delegacje plany prac Komisji
narodowych jako realizujące program zatwierdzony przed dwoma laty. Jako plan
wspólny na najbliższy rok przyjęła przygotowanie referatów na wspólną Komisję
poświęconą zagadnieniom kultury ludowej Karpat na V I I Międzynarodowym Kon­
gresie Nauk Antropologicznych i Etnologicznych, jaki ma odbyć się w 1964 r.
w Moskwie. Wspólnemu przedyskutowaniu tych referatów poświęcona zostanie
następna konferencja robocza Komisji, jaką postanowiono zwołać w listopadzie
1963 r. w Polsce, w Zakopanem. Postulatem Komisji jest zaproszenie na tę kon­
ferencję również przedstawicieli innych p a ń s t w mających przystąpić lub częściowo
już współpracujących z Komisją, jak Bułgaria, Jugosławia, Węgry, Rumunia,
ZSRR.
Anna
WIADOMOŚCI

Kutrzeba-Pojnarowa

BIBLIOGRAFICZNE

PRZEGLĄD

POLSKICH

WYDAWNICTW

O AFRYCE

Rok 1962 jest dla polskiej afrykanistyki rokiem przełomowym. Nastąpiło w nim
znaczne rozszerzenie i próba koordynacji badań naukowych, prowadzonych u nas
nad różnymi zagadnieniami afrykańskimi. Realne także stają się wysiłki w kie­
runku ujednolicenia popularyzacji wiedzy o współczesnej i dawnej Afryce.
Nie wchodząc w całość budzącego nadzieje zjawiska zajmiemy się jednym z jego
aspektów — sprawami publikacji. Jest bowiem jasne, że zarówno rozwój w ł a s n y c h
badań naukowych, jak i wzmożona popularyzacja wyrażać się będą m. in. z w i ę k -

�KRONIKA

496

szoną ilością publikacji o Afryce. Zanim to jednak nastąpi warto, korzystając
z „przełomowości" momentu, zdać sobie sprawę z powojennego dorobku polskiej
afrykanistyki i tendencji na naszym rynku wydawniczym w dziedzinie publikacji
0 Afryce. Oczywiście nie będziemy się tu w d a w a ć w ocenę merytoryczną poszcze­
gólnych prac, tym bardziej że reprezentują one różne specjalności naukowe, po­
dobnie jak nie będziemy się zajmować relacją stanu badań w poszczególnych dzie­
dzinach polskiej nauki, lecz ograniczymy się do tego, co zostało opublikowane.
Interesują nas przede wszystkim powojenne publikacje o Afryce.
Zacząć należy od pozycji naukowych jako reprezentujących kontynuację okre­
ślonych zainteresowań i długofalowych badań.
Prace etnograficzne wydane po wojnie wiążą się przede wszystkim z nazwi­
skami K . M o s z y ń s k i e g o i R. Stopy . Choć ilościowo jest to dorobek niewielki,
rozpoczęte aktualnie prace etnologiczne rokują nadzieję, że szybko się on po­
większy.
Dyscypliną n a u k o w ą o znacznym powojennym dorobku piśmienniczym jest na­
sza orientalistyka, w której ramach prowadzi się m.in. badania nad historią, języ­
kami i kulturą wybranych ludów afrykańskich. Trzeba tu przede wszystkim wymie­
nić książki i druki zwarte takich autorów, jak T. Andrzejewski , Jakobielski'',
T. Lewicki , J . Mantel-Niecko'', I. Puszczykowa , S. Strelcyn ,. Poza książkami wy­
mienionych autorów wiele mniejszych rozpraw zarówno tych, jak i innych orientalistów (m. in. J . Bielawskiego) opublikowano w specjalistycznych periodykach:
„Przegląd Orientalistyczny" i „Rocznik Orientalistyczny".
Jeszcze chyba w i ę k s z y dorobek piśmienniczy mają polskie badania nad histo­
rią starożytną Afryki Północnej, zwłaszcza Egiptu, prowadzone w ramach papirologii, prawa antycznego i „czystej" historii starożytnej. Trzeba tu wymienić po1

2

3

5

1

7

s

K . M o s z y ń s k i , Ludy zbieracko-lowieckie.
Ich kultura materialna i pod­
stawowe wiadomości
o formach współżycia
zbiorowego, o wiedzy, życiu
religijnym
1 sztuce (maszynopis powielany), Kraków 1951, s. 299; t e n ż e , Ludy pasterskie, ich
kultura materialna oraz podstawowe wiadomości
o formach współżycia
zbiorowego,
o wiedzy, życiu religijnym i sztuce (maszynopis powielany), Kraków 1953, s. 388.
R. S t o p a , Hotentoci —• kultura, język,
bajki, pieśni, Kraków 1949, s. 103;
t e n ż e . Mali ludzie z pustyni i puszczy, Warszawa 1962, s. 288.
Dla uniknięcia powtórzeń podaję tu prace i wszystkie druki zwarte T. A nd r z e j e w s k i e g o : Księga
umarłych
kapłana
pisarza Neferhotop, Kraków 1951,
s. 25; Księga umarłych
piastunki Kai (papirus ze zbiorów Muzeum Narodowego
w Warszawie, nr 21884), Muzeum Narodowe, 1951, s. 96; Starożytny
Egipt, Warszawa
1952, s. 102; Papirusy egipskie, Muzeum Narodowe, 1956, s. 4; Opowiadania egip­
skie (przełożył z egipskiego i opracował), Warszawa 1958, s. 359; Le papyrus
mythologiąue
de Te-hem-en-Ment, Musée National de Varsovie, nr 199628, Warszawa
1950, s. 74; Z egipskich wyobrażeń
o życiu pozagrobowym, Muzeum Narodowe
w Warszawie, 1959; Katalog rękopisów
orientalnych ze zbiorów polskich (opracował
dział egipski w tomie 4), Waiszawa 1960, t. 4, s. 65.
S . J a k o b i e l s k i , Katalog rękopisów
orientalnych
ze zbiorów
polskich
(opracował dział koptyjski w tomie 4), Warszawa 1960, t. 4, s. 65.
•j T. L e w i c k i , Etudes inédites
nord-africaines, Warszawa 1955, s. 160.
J . M a n t ę 1-N i e ć к o, N. P u s z c z y k o w a , Z czarnego Ladu.
Przysłowia,
opowieści,
zagadki abisyńskie,
murzyńskie,
pigmejsko-khoisańskie,
Warszawa 1958
s. 241.
N . P u s z c z y k o w a , System czasownikowy języka
hausa. Stosunki
między
kategoriami aspektu i czasu (wyd. po rosyjsku), Warszawa 1957, s. 107.
S. S t r e l c y n , Prieres magiques éthiopiennes
pour déiier les charmes, „Rocz­
nik Orientalistyczny", t. 18: 1955, s. 495; Szkice z dziejów
polskiej
orientalistyki
(praca zbiorowa pod red. S. Strelcyna), Warszawa 1957, s. 260; Katalog
rękopisów
orientalnych ze zbiorów polskich (redakcja całości i opracowanie działu etiopskiego
w tomie 4), Warszawa 1956, t. 4, s. 65.
3

3

4

15

T

�KRONIKA

497
9

10

nownie książki Т. Andrzejewskiego (patrz przypis 3), dalej J . K o l e n d y , T. K o t u l i ,
J . Manteuffla , A. Ś w i d e r k ó w n y , R. Taubenschlaga . Wiele mniejszych roz­
praw wymienionych autorów, jak też C. Kunderewicza i H . Kupiszewskiego, opu­
blikowano także w specjalistycznych pismach: „Eos", „Journal of Juristic Paphyrology" i „Meander".
Jeśli mowa o historii starożytnej, konieczne jest wymienienie polskich badań
archeologicznych, prowadzonych m.in. w Egipcie, których opracowanie znajdzie czy­
telnik przede wszystkim w pracach kierownika tych badań, K . M i c h a ł o w s k i e g o .
Najstarszy, bo datujący się od kilkudziesięciu lat, w k ł a d polski w afrykanistykę
związany jest z nazwiskiem wybitnego antropologa J . Czekanowskiego . Konty­
nuacją jego badań w Afryce, choć prowadzonych na zupełnie innym terenie, bo
w Afryce Północnej, były prace polskich antropologów po I I wojnie. W y n i k ó w
ich prac należy szukać m.in. w rozprawach i artykułach pisanych przez T. Dzierżykraya-Rogalskiego.
Badania socjologicznych aspektów rozwoju społeczeństw afrykańskich, rozpo­
częte u nas niedawno, posiadają już wartościowe osiągnięcia. Łączyć je należy
z nazwiskami S. Chodaka i A. Z a j ą c z k o w s k i e g o . Także J . Chałasiński opubli­
kował kilka artykułów o socjologicznych i kulturalnych zagadnieniach w Afryce.
Tyle, jeśli chodzi o najważniejsze publikacje naukowe. To wyliczenie można
chyba zakończyć optymistycznym akcentem, że publikacji naukowych, i to z róż­
nych nowych dziedzin, będzie u nas coraz więcej. U podstaw tego optymizmu leży
świadomość, że wiele ciekawych, choć nie publikowanych prac naukowych już
u nas zrobiono, a następne posuwają się naprzód.
Nasze publikacje o Afryce nie sprowadzają się oczywiście do prac naukowych.
Prześledzenie tendencji w innych wydawnictwach, bardziej podlegających „mo­
dom" niż twórczość naukowa, może być nawet ciekawsze dla stwierdzenia, jak
и

12

13

u

15

1 6

9

17

J . K o l e n d o , Kolonát w Afryce rzymskiej'w
I—11 w. i jego geneza, War­
szawa 1962, s. 166.
T. K o t u l a , U źródeł afrykańskiego
separatyzmu w III w.n.e., Wrocław
1961, s. 133.
J . M a n t e u f f e l , Ze świata papirusów.
Obrazki z życia w Egipcie helle­
nistycznym, Wrocław 1950, s. 164.
A. Ś w i d e r e k , Prywatny majątek
ziemski w Egipcie Wespazjana i stoso­
wana tam technika rolna, Warszawa 1957, s. 125; t e n ż e , W „państwie"
Apollouiosa. Społeczeństwo
wczesnoptolemejskie
Fajum w świetle
Archiwum
Zenona,
Warszawa 1959, s. 448; t e n ż e , Kiedy piaski egipskie przemówiły
po grecku, War­
szawa 1959, s. 235; t e n ż e , La proprietě
fonciére privée dans l'Egypte de Vespasien
et sa technique agricole, Wrocław 1960, s. 102.
R. T a u b e n s с h 1 a g, The Law of Greco, Roman Egypt in the Light of the
Papyri 332 B.C., 640 A D , Vol. 1, New York 1944, s. 488; Political and
Administra­
tive Law, Vol 2, Warsaw 1948, s. 124, 2 edition, revised and enlarged, Warsaw
1955, s. 789; t e n ż e , Opera Minora, Warsaw 1959, t. 1, s. 639; t. 2, s. 845.
K . M i c h a ł o w s k i , Ch. D e s r a c h e s , I . de L i n a g e , J . M a n t e u f f e l ,
M. Ż e m о - Ż e j m i s, Wykopaliska polsko-francuskie.
Sprawozdania, Tell Edfou
1939, K a i r 1950, s. 388 + L I I I + mapy; К. M i c h a ł o w s k i , Kanon w architek­
turze egipskiej, Warszawa 1956, s. 52.
J . C z e k a n o w s k i , W głąb lasów Aruwimi. Dziennik wyprawy do Afryki
Środkowej,
Wrocław 1958, s. 461.
S. C h o d a k , Nigeria w przededniu wolności, Warszawa 1960, s. 75; t e n ż e ,
U progu wolności, Warszawa 1961, s. 211.
A. Z a j ą c z k o w s k i , Plemię Aszanti — struktura władzy
w okresie prze­
mian, „Studia Socjologiczne", nr 3 : 1961, s. 201.
1 0

11

1 2

13

1/1

1 3

i ü

1 7

32 - Etnografia Polska

Т. V I I

�KRONIKA

498

g w a ł t o w n y skok został u nas wykonany w ciągu ostatnich kilku lat w dziedzinie
zainteresowania Afryką. Zacznijmy od wydawnictw typu informacyjnego, które
najszybciej mogły zaspokoić potrzebę podstawowych wiadomości o budzących się
krajach Afryki. Myślę tu przede wszystkim o pracach, jakie w y s z ł y staraniem
Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych w ramach „Zeszytów Dokumenta­
cyjnych". Znalazły się tam opracowania Sz. Chodaka (patrz przyp. 15), L . D e m b i ń ­
skiego , J . P r o k o p c z u k a E . Szymańskiego i E . Vielrose , dotyczące najważ­
niejszych dla nas obecnie krajów afrykańskich. Prace te zawierają podstawowe
wiadomości i literaturę dotyczącą omawianych krajów. Żałować jedynie należy, że
nikłe nakłady (powielacz) czynią te prace mało dostępnymi dla szerszego ogółu,
a przygotowana do druku kontynuacja ich w postaci serii małych monografii nie
szybko ujrzy światło dzienne.
18

20

Podobnie i Polska Izba Handlu Zagranicznego w ramach „Monografii Krajów"
wydała kilka opracowań krajów afrykańskich i zbiorowy informator Afryka. Z po­
wodu określonego przeznaczenia te ostatnie prace są znacznie bardziej jednostronne
niż wydawnictwa PISM-u. Ten wysiłek „produkcyjny", zrobiony w krótkim czasie,
trzeba ocenić jak najpozytywniej, podobnie jak i gromadzenie bogatych materia­
łów o Afryce w kilku bibliotekach warszawskich, zwłaszcza zaś w Instytucie Geo­
grafii U. W.
Jeszcze jednym ośrodkiem, który w y d a ł kilka pozycji informacyjnych o Afryce,
i to bardzo wartościowych, jest Polska Agencja Prasowa. Należy także wspomnieć
o poważnych opracowaniach J . Prokopczuka (patrz przyp. 18), wydanych przez
WSNS.
Tak pokrótce . przedstawia się działalność wydawnicza najaktywniejszych pol­
skich ośrodków w dziedzinie dostarczenia aktualnych i szerokich wiadomości o bu­
dzących się krajach afrykańskich. Ostatnie z wymienionych prac wydano w formie
powielanej, co oczywiście w p ł y n ę ł o na ograniczenie kręgu ich odbiorców — dostały
się one przede wszystkim do rąk ludzi bezpośrednio zajmujących się sprawami
afrykańskimi.
Do znacznie szerszego kręgu odbiorców trafiły książki o Afryce, których
w ostatnich latach wydano u nas wiele. Zatrzymajmy się najpierw na książkach
autorów polskich, które w miarę możliwości autorów i wydawnictw podejmowały
aktualną problematykę społeczno-polityczną krajów afrykańskich. Najwcześniejsze
z nich to prace J . Balickiego, G. Jaszuńskiego i S. Rosnera, którzy w latach pięć­
dziesiątych podjęli próby szerokiego omówienia palących kwestii kontynentu. Ale
dopiero okres ostatnich 5 lat, kiedy to wyzwolenie się krajów Afryki stało się pro­
blemem ś w i a t o w y m , powstało wiele polskich książek o Afryce, których autorzy
zebrali materiał po dłuższych czy krótszych pobytach w krajach afrykańskich.
Trzeba by tu wspomnieć książki J . Bocheńskiego, M. Brandysa, G . Czekały, B . Grzędzińskiego, A. Fiedlera, J . Halperna, B. Miazgowskiego, L . Zaręby — jako książki
łączące walory reportażu z informacją społeczną i polityczną. Niedawno ukazała
się książka J . Giedwidzia, będąca pierwszą polską książkową próbą pokazania w ę -

l a

L . D e m b i ń s k i , Ghana — problemy polityki wewnętrznej
i zagranicznej,
Warszawa 1960, s. 80.
J . Pr о к o p с z u k, Gwinea i Mali. Zarys sytuacji politycznej i wybór mate­
riałów, Warszawa 1959, s. 55; t e n ż e , Niektóre problemy ruchu
narodowowyzwoleń­
czego w Algierii, Warszawa 1960, s. 66; t e n ż e , Bliski i środkowy
Wschód.
Afryka
Północna. Materiały
i dokumenty 1945—1960, Warszawa 1960, s. 205; t e n ż e , Czarna
Afryka. Materiały
i dokumenty 1945—1961, Warszawa 1961, s. 120.
E . S z y m a ń s k i , E . V i e l r o s e , Kongo, Warszawa 1960.
ł a

2 0

�KRONIKA

499

złowych problemów gospodarczych współczesnej Afryki. Z tegorocznych polskich
książek należy jeszcze w y m i e n i ć H . Turskiego, Lumumba i jego kraj, która to
praca jest drugą, ipo książce Z. Szymańskiego o Algerii, naszą publikacją o współ­
czesnych zagadnieniach politycznych Afryki.
Większość tych prac była w swoim czasie recenzowana, toteż nie chciałbym
tu powtarzać sądów, dość zresztą niejednolitych. Można by do tych książek jeszcze
dodać kilkanaście innych pozycji polskich autorów o charakterze znacznie bardziej
przygodowym i podróżniczym, jakie ukazały się u nas po 1956 r. Nie ulega w ą t ­
pliwości, że zarówno jeden, jak i drugi typ książki są nadal bardzo potrzebne,
choć zdaję sobie sprawę, że jest to nie tylko sprawa polityki wydawniczej, ale
przede wszystkim możliwości wysyłania ludzi do tych krajów. Tą sprawą trudno
się jednak tu obecnie zajmować.
Warto natomiast zatrzymać się nad kwestią „polityki" przekładów. Kiedy się
zgodzimy, że nawet przy najlepszych intencjach i wysiłku uruchomienia w ł a s n y c h
badań naukowych nad problematyką Afryki uzyskanie w y n i k ó w w krótkim czasie
nie jest możliwe, widoczna staje się rola, jaką mogą odegrać w ł a ś c i w i e dobierane
przekłady z innych języków.
Zobaczmy, jak te przekłady wyglądają u nas. Od 1956 r. przetłumaczono z róż­
nych j ę z y k ó w ponad 30 książek o Afryce. Nie sposób omówić tu każdej z osobna,
toteż czytelnik zechce wybaczyć bardzo ogólną klasyfikację, którą dla uproszcze­
nia musiałem się posłużyć. Wśród tych 31 książek można wyodrębnić trzy grupy:
przygodowe i podróżnicze — 14 tłumaczeń, dotyczące walki narodu algierskie­
go —-9; trzecia grupa jest bardzo różnorodna. Tom radzieckich prac o Afryce (z lat
1953—1955), wydany w 1956 г., obszerna praca amerykańskiego publicysty A. Ghuntera Afryka od wewnątrz,
dwie prace postępowego publicysty angielskiego B. D a ­
vidsons (ostatnia: Staro Afryka na nowo odkryta). Są dwie podobne w zakresie
i charakterze prace o zasadniczych konfliktach ekonomicznych i społecznych m i ę ­
dzy ludnością białą a afrykańską na terenie Afryki Wschodniej, Środkowej i Po­
łudniowej. Autorzy — Hunton i Woddis. Choć wymienione w y ż e j książki różnią
się w pewnym stopniu postawami autorów, poruszanymi zagadnieniami czy oma­
wianym terenem, wydaje się, że mają p e w n ą cechę wspólną: mianowicie są to
książki przede wszystkim publicystyczne, ukazujące często najbardziej dramatyczne
wycinki życia afrykańskiego. Z konieczności w i ę c zarówno materiał opisowy, jak
i pole widzenia tych prac ograniczone jest w określonym kierunku, a dobrany
materiał ma przede wszystkim ilustrować określone tezy. Pewnym wyjątkiem jest
tu książka Ghuntera o bogatym, lecz chyba przestarzałym materiale opisowym,
i ostatnio wydana u nas praca Davidsana, poświęcona przypomnieniu i „rehabili­
tacji" przeszłości Afryki.
Każdy jednak się zgodzi, że przy n i e w ą t p l i w y c h walorach tych publikacji nie
zaspokajają one bynajmniej braku naukowych prac o życiu społecznym i gospo­
darczym dzisiejszej (i minionej) Afryki. Podobnie brak u nas publikacji pisarzy
czy działaczy współczesnej Afryki. Jedynym wyjątkiem w pracach naukowych
jest dotyczący Afryki Północnej przekład radzieckiej Geografii gospodarczej Egiptu
L . Gordona (1957), a w politycznych autobiografia K . Nkrumaha (1958) i kilka
książek działaczy algierskich. J a k na rosnące potrzeby popularyzacji rzetelnej wie­
dzy o Afryce jest to stanowczo za mało.
Jan

Milewski

�500

KRONIKA

R E V U E I N T E R N A T I O N A L E D E S S C I E N C E S S O C I A L E S z 1961 г., wydany
przez U N E S C O , zawiera zbiór artykułów poświęconych stosunkom rasowym na te­
renie Afryki, w trzech obszarach geograficznych tego kontynentu: w strefie nadśródziemnomorskiej, czarnej strefie tropikalnej i części południowej kontynentu.
Nawiązuje on do opublikowanych w „Revue" w 1958 r. ankiet na temat stosunków
rasowych w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, N R F i Afryce Wschodniej.
W numerze z 1961 r. znajdujemy między innymi artykuł Jacques Berque'a,
profesora College de France, poświęcony Afryce na północ od Sahary, studium
C. Frantza, analizujące wyniki badań przeprowadzonych w 1959 r. wśród ludności
europejskiej Południowej Rodezji na temat jej stosunków z Afrykańczykami, oraz
artykuł Michael Bautona, dotyczący stosunków rasowych oraz dyskryminacji „ w e ­
wnętrznej", tj. międzyplerniemnej, wśród ludności zamieszkującej Afrykę na po­
łudnie od Sahary.
A.

W.

A F R I C A F R O M T H E P O I N T O F V I E W O F A M E R I C A N NEG-RO S C H O L A R S
(red. John A. Davis, Presence Africaine, Paris 1960, s. X I I -4- 418) to ciekawy zbiór
23 artykułów, których autorami są Murzyni amerykańscy. Dotyczy on problemów
afrykańskich oraz historii afrykańsko-amerykańskiej. Publikacja ta obrazuje potę­
gujące się na terenie Ameryki Północnej zainteresowanie Afryką — jej życiem
i kulturą. Przypomnijmy, iż na terenie Stanów Zjednoczonych istnieje Towarzy­
stwo Kultury Afrykańskiej (Société Africaine de Culture) powołane w 1958 r. przez
amerykańsko^murzyńską grupę intelektualistów. Towarzystwo to utworzyło się na
I Międzynarodowym Kongresie Pisarzy i Artystów Murzyńskich, który odbył się
w Paryżu w 1956 r.
A. W.

WYDAWNICTWA T H E INSTITUTE OF R A C E RELATIONS
Spośród ciekawszych, nowszych publikacji Instytutu Stosunków Rasowych,
powstałego w Londynie w 1958 г., napisanych przez specjalistów, lecz prze­
znaczonych dla szerszych kręgów czytelników, w y m i e n i ć należy: S. P i e n a r
i A. S a m p s o n , South Africa — Two Views of Separate Development; S. W o o d ,
Kenya — The Tensions of Progress; P. C o l v o c o r e s s i , South Africa and World
Opinion.
Instytut wydaje periodyk „Race", ukazujący się dwa razy do roku, oraz mie­
sięcznik „ N e w Letter'".
A. W.

W Y D A W N I C T W A MIĘDZYNARODOWEGO I N S T Y T U T U A F R Y K A N I S T Y C Z N E G O
W nowych wydaniach M. I. A. ukazały się ostatnio następujące prace: H. K u ­
p e r , An African Aristocracy; A. G. R i c h a r d s , Land, Labour and Diet in Nor­
thern Rhodesia; M. H u n t e r , Reaction to Conquest.
Ponadto wydano serię tanich broszurowych edycji, a wśród nich studia Afri-

�KRONIKA

501

con Systems of Kinship,
z przedmową R. Radcliffe-Browna, oraz African
Political
System E v a n s-P r i t c h a r d a i F o r t e s a , African
Worlds F o r d a , Black
By­
zantium N á d e l a i West African City В a u t o n a.
A. W.

NOWA K S I Ą Ż K A K W A M E N K R U M A H A
W Londynie (nakładem Heinemanna, 1961) ukazała się nowa książka prezy­
denta Ghany, K . Nkrumaha, I Speak for Freedom: a Statement of African
Ideology
(ss. X I V + 291, ilustracje, mapy).
A. W.

's

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6047" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6027">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/80bd9d0e2ab5855315bdcc83b964259d.pdf</src>
        <authentication>d85a0dd3ffbb440013cc1a459d8a3bb9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72141">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:526</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72142">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72143">
                <text>1963</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72144">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:480</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72145">
                <text>Powindah, patańscy koczownicy Afganistanu i Pakistanu / ETNOGRAFIA POLSKA 1963 t.7</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72146">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1963 t.7, s.363-396</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72147">
                <text>Wolski, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72148">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72149">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72150">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="72151">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72152">
                <text>KRZYSZTOF

WOLSKI

POWINDAH — PATAÑSCY KOCZOWNICY
I PAKISTANU

AFGANISTANU

WSTĘP

W wielu krajach świata o b s e r w o w a ć s i ę daje powszechne zjawisko
przechodzenia z gospodarki koczowniczo-pasterskiej do o s i a d ł o - h o d o w l a nej i rolniczo-hodowlanej. N a j p o w a ż n i e j s z e przemiany zaszły w ostatnich
czasach w życiu k o c z o w n i k ó w na stepach azjatyckiej części Z S R R . Lecz
nie tylko tam, nawet w krajach mniej zaawansowanych gospodarczo
r ó w n i e ż m o ż n a z a u w a ż y ć to samo zjawisko. Składa się na to wiele róż­
norodnych przyczyn. Jedną z g ł ó w n y c h jest wzrost zaludnienia i koniecz­
ność przechodzenia do intensywniejszej gospodarki, a także branie pod
u p r a w ę nowych t e r e n ó w . Często n a s t ę p u j e też zmiana z w i e r z ą t hodowla­
nych, maleje p o g ł o w i e zwierząt z w i ą z a n y c h z gospodarką e k s t e n s y w n ą ,
a wzrasta p o g ł o w i e zwierząt bardziej wydajnych. Czasami w z g l ę d y poli­
tyczne grają też p o w a ż n ą rolę w ograniczaniu koczownictwa. Już same
granice, jeśli są dobrze strzeżone, utrudniają swobodne poruszanie się.
J e ż e l i jeszcze w c h o d z ą w grę nie najlepsze stosunki polityczne p o m i ę d z y
dwoma sąsiednimi krajami, wtedy granice tworzą p o w a ż n i e j s z e bariery.
Jeszcze jest gorzej, gdy zasięg w ę d r ó w e k pasterzy wyznacza i de facto
popiera roszczenia terytorialne w y n i k a j ą c e z tradycji historycznych i n ­
filtracji. W wypadku Afganistanu i Pakistanu odwieczne pretensje Afga­
nistanu do terytoriów B e l u d ż y s t a n u , a nawet P e n d ż a b u i Sindu, opierają
s i ę obecnie m i ę d z y innymi na tym, iż na tych ziemiach rokrocznie prze­
b y w a j ą w porze zimowej obywatele Afganistanu jako pasterze, rzemie­
ś l n i c y i kupcy.
Pretensje afgańskie do Pakistanu o tak zwany Pasztunistan o b e j m u j ą
obszar około 490 000 k m , co stanowi około 60% terytorium Pakistanu
Zachodniego (806 511 k m ) . Granicą w s c h o d n i ą spornych t e r e n ó w są po­
ł u d n i o w o - w s c h o d n i e krańce B e l u d ż y s t a n u , n a s t ę p n i e granica tzw. Pasztunistanu przebiega od Dżakobabadu przez Kaszmur, Indusem do Attok,
2

2

�KRZYSZTOF

364

WOLSKI

kierując s i ę przez Rawalpindi do zachodnich rubieży Kaszmiru. A są to
tereny, które przez długi czas p o z o s t a w a ł y bezpośrednio lub p o ś r e d n i o
pod rządami w ł a d c ó w Afganistanu i dopiero w X I X wieku zostały
przez A n g l i k ó w u s u n i ę t e spod politycznych w p ł y w ó w Afganistanu . D l a ­
tego też w ł a d z e pakistańskie starają się ograniczać w ę d r ó w k i patańskich
k o c z o w n i k ó w do minimum. Koczownictwp Powindah powoli zanika.
Z koczowniczym trybem życia w i ą ż e się na wielu terenach ś w i a t a po­
ś r e d n i c t w o handlowe. Ludy koczownicze w y s p e c j a l i z o w a ł y się w handlu
tranzytowym. Jeżeli zaś jeszcze koczownicze ludy p a n o w a ł y na wielkim
szlaku handlowym, z m i e n i a ł y się w k u p c ó w - g r o s i s t ó w , olbrzymimi kara­
wanami przerzucały duże partie towarów. Stolice tych l u d ó w , p r z e w a ż n i e
wielkie oazy, z m i e n i a ł y się w s ł a w n e emporia handlowe, w k t ó r y c h roiło
s i ę od cudzoziemskich k u p c ó w .
T a k i m emporium handlowym na szlaku z Indii do Europy b y ł K a n ­
dahar, w starożytności s ł a w n y jako Aleksandria Arachoton (którą to na­
z w ę otrzymał w roku 329 przed n.e. od Aleksandra Wielkiego); b y ł g ł ó w ­
nym miastem A r a c h o z j i . Tutaj zbiegają s i ę szlaki z zachodu z Meszhedu,
Heratu, w i o d ą c e u podnóży gór Pagman i p ó ł n o c n y c h k r a ń c ó w p u s t y ń
Registanu i stąd rozchodzące się na p ó ł n o c n y w s c h ó d do K a b u l u i na
p o ł u d n i o w y w s c h ó d do Kwetty, Szikarpuru i nad. dolny Indus.
P o ł o ż e n i e na tak dogodnym i ruchliwym szlaku handlowym doprowa­
d z i ł o do daleko idącej specjalizacji zawodowej u z a m i e s z k u j ą c y c h te
strony P a t a n ó w . Ich karawany, kafila, nabrały specjalnego w y g l ą d u .
Karawany pasterzy różniły się od karawan k u p c ó w czy p r z e w o ź n i k ó w .
C i ostatni prawie nie posiadali innych zwierząt poza jucznymi w i e l b ł ą ­
dami, byli zamożniejsi i poruszali się szybciej. Ich karawany docierały
z towarami k u p c ó w z S z i k a r p u r u w głąb Persji i Turkiestanu, łącząc
1

2

3

4

1

Nie należy zapominać, że właśnie z plemienia Ghilzai, z którego głównie
rekrutują się Powindah, wywodzili się w średniowieczu Ghaznawidzi, a w X V I I I
wieku Mir Mahmud, pogromca perskiego państwa S e f e w i d ó w (zdobycie Isfahanu,
1722 г.). Również w armii Nadir-Szacha podczas wyprawy na Delhi (1739 r.) znaj­
dowało się sporo Ghilzai. Obyci z terenem podczas swych koczowniczych w ę d r ó ­
wek, spełniali doskonale rolę przewodników. Historia nowożytna
krajów
Wschodu
[praca zbiór.], t. I, Warszawa 1954, s. 92—103.
K w e t t ę (Szal-Kot) i przełęcz Bolan nabyli Anglicy w roku 1876 od beludżystańskich chanów Kalatu. Zagadnienia Pasztunistanu por.: F . В l e i b e r , Afgani­
stan und Paschtunistan, „Zeitschrift für Geopolitik", t. X X I V : 1953, s. 88—96.
Szlaki handlowe omijały w starożytności i w czasach późniejszych zupełnie
prawie bezwodną i pustynną Gedrozję, dzisiejszy Beludżystan.
Miasto Szikarpur leży w dolinie Indusu, w północnym Sindzie. Zostało za­
łożone w 1617 г., odbierając po trosze znaczenie handlowe starszym miastom
l e ż ą c y m nad rzeką Indusem — Bakkar, Rohri i Sakkar. Szikarpur posiadało s ł a w n e
kryte bazary, dostosowane do użytku podczas gorącej pory roku (latem tempera3

3

4

�POWINDAH,

KOCZOWNICY

AFGANISTANU

I

PAKISTANU

365

te kraje z Indiami, a nawet czasem z n i e g o ś c i n n y m i w y b r z e ż a m i M a ­
krami nad Morzem Arabskim.
T e n pradawny szlak karawanowy zaczął tracić na znaczeniu w cza­
sach n o w o ż y t n y c h w z w i ą z k u z odkryciem dróg morskich, n a s t ę p n i e przez
powolne
monopolizowanie
indyjskiego handlu w rękach Kompanii
Wschodnio-Indyjskiej, a n a s t ę p n i e w rękach kapitału angielskiego .
Szlaki te jednak nadal nie straciły znaczenia dla r y n k ó w lokalnych
i ościennych. Łączność l ą d o w a Persji północnej i wschodniej oraz T u r k ­
menii z doliną Indusu nadal przebiegała przez ziemie afgańskie i p o ś r e d ­
nictwo handlowe przypadało w udziale koczownikom, k t ó r y m bezpiecz­
niej b y ł o przechodzić przez swe ziemie plemienne niż ludziom obcym,
n a r a ż o n y m na rabunek i trudy podróży w p ó ł p u s t y n n y m terenie.
W X I X wieku Anglicy po dwu wojnach afgańskich (1838—1842
i 1878—1880) pozajmowali kolejno Sind, B e l u d ż y s t a n i rdzenne tereny
afgańskie w Górach Sulejmana, dochodząc do posiadania n a j w a ż n i e j s z y c h
s z l a k ó w i przełęczy B o l á n i Kodżak, Gomal i K h a j b e r .
R o z p o c z ę t e zagospodarowywanie terenu dało tym stronom n o w ą linię
k o l e j o w ą , w roku 1880 doprowadzoną do Sibi, w roku 1887 otwartą do
Kwetty, a w roku 1892 doprowadzoną do Czamanu nad granicą afgańską
w odległości 104 km od Kandaharu . W roku 1918 doprowadzono odga­
ł ę z i e n i e tej linii do Zahidanu w Persji.
L i n i a kolejowa s t a n o w i ł a p o w a ż n ą k o n k u r e n c j ę dla karawanowego
transportu t o w a r ó w . Interesy k o c z o w n i k ó w z a j m u j ą c y c h s i ę przewozem
i handlem tranzytowym zostały p o w a ż n i e zagrożone. W trosce o te inte­
resy swych poddanych emir Afganistanu Abdurrahman (1880—1901) za­
bronił s w y m poddanym korzystać z tej k o l e i .
5

6

7

8

9

tura przekracza tutaj 50°C w cieniu). Por. A . C . L o t h i a n , A Handbook vor
Travellers
in India, Pakistan,
Burma
and Ceylon, London 1959, s. 478—480.
Handlowe to miasto u schyłku X I X w. (1891 г.), liczące wtedy 42 000 mieszkań­
ców, zamieszkiwało około 60% Hindusów, a tylko 40% mahometan.
Wybrzeża Makranu, tak perskiego, jak i pakistańskiego, posiadają w swoim
najbliższym zapleczu wysokie i niedostępne góry, które utrudniają komunikację
z lądem. Dalej zaś w głębi lądu znajduje się pas pustyń, potęgujący jeszcze złe
połączenie z lądem.
Por. Historia nowożytna
krajów Wschodu, t. I , s. 413—416.
Historia nowożytna
krajów
Wschodu, t. I , s. 396—404; t. I I , s. 290—305.
Współczesna granica pomiędzy Afganistanem i Pakistanem została ustalona
w ogólnym zarysie w roku 1893 w tzw. traktacie Duranda.
L o t h i a n , A Handbook..., s. 480—482.
Historia nowożytna
krajów Wschodu, t. I I , s. 298. Podczas badań terenowych
w ś r ó d P a t a n ó w w Bostan spotkałem s i ę z pieśnią, pochodzącą z tego okresu.
W pieśni tej śpiewa dziewczyna: „Nie chcę ciebie, bo ty jeździsz koleją i jesteś
zdrajcą mego kraju..."
5

9

7

8

9

�KRZYSZTOF

366

WOLSKI

Nie p o m o g ł y zakazy emira. Wraz z p o s t ę p e m czasu na drogi Afgani­
stanu i Pakistanu w k r o c z y ł y samochody. Na g ł ó w n y c h szlakach w i e l b ł ą d y
k o c z o w n i k ó w m u s i a ł y ustąpić przed n o w o c z e s n ą motoryzacją. Nowa tech­
nika transportu u s u n ę ł a dawnego pośrednika i przewoźnika, zbliżyła rynki
zbytu, p r z y p i e c z ę t o w a ł a w X X wieku upadek handlu Powindah, roz­
poczęty w wieku X I X , zniszczyła leżące na starym szlaku miasta han­
dlowe, z a m k n ę ł a bazary, opustoszyła magazyny, zrujnowała stare k a r a wanseraje, w y l u d n i ł a s ł a w n e kupieckie grody.
Typowym p r z y k ł a d e m jest miasto Szikarpur. Jeszcze przed stu laty
swymi interesami handlowymi sięgało Turkiestanu, dzisiaj prawie puste.
Straciło swe administracyjne znaczenie na rzecz s ą s i e d n i e g o Dżakobabadu,
a handlowe na rzecz Sakkar i nawet dalekiego Karaczi. Hinduscy kupcy
porzucili swe opustoszałe składy i pałacyki i po roku 1947 masowo w y ­
emigrowali do Indii. Ludność Szikarpuru z 62 746 w roku 1941 spadła
do 45 386 w roku 1951 .
10

Podobny upadek przeżyło inne miasto handlowe, Dera Ismail K h a n ,
leżące nad ś r e d n i m Indusem, w zapleczu przełęczy Gomal. W okresie
od 1941 do 1951 roku ludność tego handlowego miasta spadła o 18,8% .
Dawniej Powindah byli często p r z e w o ź n i k a m i na u s ł u g a c h k u p c ó w
z Szikarpuru, Sakkar, Tatty, Kandaharu, Heratu, Meszhedu, Kabulu,
Peszawaru, Lahore czy Multanu. Przez ich ręce jako p r z e w o ź n i k ó w lub
pośredników przechodziły produkty wschodniej Europy i zachodniej A z j i
w drodze na Wschód i odwrotnie, towary indyjskie szły t ę d y drogą l ą d o w ą
na rynki europejskie.
Dzisiaj Powindah to epigoni ubocznych zajęć l u d ó w pasterskich,
biedni, choć nie całkiem ubodzy kupcy, coraz rzadziej spotykani na
swych pradawnych szlakach.
Zanikają typy gospodarki, zmieniają się techniki transportu. Ginie
koczownictwo nawet w krajach centralnej Azji, a Powindah stają się
przeżytkiem.
Podczas pobytu w Pakistanie w okresie od grudnia 1960 do p o ł o w y
1961 roku m i a ł e m jeszcze możność zebrania pewnych m a t e r i a ł ó w doty­
czących życia Powindah, s p o t y k a j ą c się z tymi ruchliwymi Patanami
w B e l u d ż y s t a n i e , Pendżabie, Bahawalpurze i Sindzie, a także na ich
g ł ó w n y m szlaku w i o d ą c y m z Afganistanu przez przełęcz Kodżak, K w e t t ę
i przełęcz Bolan do Sindu oraz na mniej u c z ę s z c z a n y m szlaku przez prze­
łęcz Khajber m i ę d z y Kabulem (Dżalalabadem) a Peszawarem.
u

1 0

Pakistan Statistical Yearbook; 1957, Karachi 1959, s. 24. Podobny upadek
przeżywało więcej miast na szlakach, jak Peszawar, Kohat, Bannu, Dera Ismail
Khan, Nowshera Kalan.
W roku 1941 Dera Ismail K h a n liczyło 51306 mieszkańców, a w roku 1951
tylko 41 663.
1 1

�Ryc. 1. Uliczka w Kolpur na przełęczy Bolan, szlaku Powindah
Fot.

к.

Wolski

co
OS

�KRZYSZTOF

368

WOLSKI

Wypadnie mi jeszcze złożyć serdeczne p o d z i ę k o w a n i e tym wszystkim,
którzy radą i pomocą u ł a t w i l i mi przeprowadzenie badań. Przede wszyst­
kim P.P. Marii i Zbigniewowi Mikulskim z Kwetty. Niechaj p r z y j m ą
r ó w n i e ż w y r a z y g ł ę b o k i e j mej w d z i ę c z n o ś c i P.P. Abdul Aziz K h a n P a nezai i M. Akram K h a n Panezai z Bostan, Hadżi Hafizullah K h a n Aczakzai, malík
Gulistanu, Ghulam — Nabi K h a n Aczakzai z Gulistanu,
nawab sardar Muhammad K h a n Dżogizai z K i l a Nawab Dżogizai w okręgu
Zhob i ci wszyscy, u k t ó r y c h k o r z y s t a ł e m ze w s p a n i a ł e j wschodniej go­
ścinności i serdecznej życzliwości.

I. N A Z W A P O W I N D A H I J E J ZASIĘG

W p o n i ż s z y m szkicu p r a g n ą ł b y m poświęcić u w a g ę zanikającemu koczownictwu i handlowi o k r ę ż n e m u prowadzonemu na terenach Afgani­
stanu i Pakistanu g ł ó w n i e przez patańskie p l e m i ę Ghilzai z Afganistanu.
Ludzi oddających się tym zajęciom i temu trybowi ż y c i a określa s i ę
mianem Powindah . Wśród różnych grup k o c z o w n i k ó w na p o ł u d n i o w o wschodnich krańcach W y ż y n y Irańskiej, w Pakistanie i Afganistanie, Po­
windah są grupą najliczniejszą. Stąd też w opisach tych krajów, w mono­
grafiach gospodarczych czy o g ó l n y c h znajdują się w z m i a n k i o tej gru­
pie, przynależnej etnicznie do narodu P a t a n ó w , czyli P a s z t u n ó w , czyli
1 2

1 3

1 4

1 2

Głoska w w wyrazie Powindah jest wymawiana jako dźwięk pośredni m i ę ­
dzy w i i. K o ń c o w e h jest podobne do h przydechowego, bardzo lekko słyszalne.
N . P e r r i n, L'Afghanistan,
ou description géographique
du pays
théitre
de la guerre, accompagnée
de details sur les tribus de ees contraes, leurs moeurs,
leurs usages etc., etc., Paris 1842; H . B . L u m s d e n , The Mission to
Kandahar,
Calcutta 1860; С. M. M a c G r e g o r , Central Asia, cz. I I : A Contribution
towards
the Better Knowledge
of the Topography, Ethnology, Resources and History of
Afghanistan,
Calcutta 1871: Afghanistan,
Oxford 1908; La structure
économique
de l'Afghanistan,
Paris 1932; J . A. R o b i n s o n , Notes on the Nomad Tribes
of Eastern Afghanistan, Gov. of India Publication 1935; P. S y k e s , A History of
Afghanistan, London 1940; M. A h m a d , Pakistan and Middle East, Karachi 1948;
K . D a v i s , The Populations of India and Pakistan, Princetown New Jersey 1951;
W. K . F r a s e r - T y 11 e r, Afghanistan,
London 1953; P. V i n c e n t , La popula­
tion du Pakistan, „Population", 1955, nr 3, s. 543—546; D. N. W i l b e r , Afgha­
nistan, New Haven 1956; S. M a r o n , Pakistan Society and Culture, New Haven
1957; O. C a r o e , The Pathans, London 1958; J . H u m l u m , La géographie
de
l'Afghanistan, Kobenhaven 1959.
1 3

1 4

Na terenach pakistańskich Patanie określają się prawie w y ł ą c z n i e n a z w ą
„Patan". Są narodem należącym do wschodnioirańskiej grupy j ę z y k o w e j . Mówią
j ę z y k i e m pasztu, czyli paktu. Zamieszkują tereny pograniczne Afganistanu i Paki­
stanu Zachodniego. P a t a n ó w żyje obecnie około 10—11 milionów, z czego około
50% mieszka w Afganistanie.

�A R A B S K I E

PAKISTAN
Wyk. K. Wolski

�POWINDAH,

KOCZOWNICY

AFGANISTANU

I

PAKISTANU

369

15

A f g a n ó w . Zainteresowanie się tymi koczownikami doprowadziło nawet
do wydania w Kwetta pracy specjalnie p o ś w i ę c o n e j Powindah .
Obecnie n a z w ą Powindah obejmuje się wszystkich k o c z o w n i k ó w patańskich , choć czasami u ż y w a n e bywa też inne określenie, oznaczające
c z ł o w i e k a w ę d r o w n e g o , nomada. To drugie o k r e ś l e n i e brzmi
koczy .
Jednak określenie Powindah jest częstsze i powszechniejsze. Określenia
tego u ż y w a s i ę też na terenach z a m i e s z k a ł y c h przez inne grupy etniczne,
które nie rozumieją s ł o w a koczy, jako pochodzącego z języka pasztu.
Inne grupy etniczne lub narody, u ż y w a j ą c e w ł a s n y c h j ę z y k ó w , posiadają
swoje w ł a s n e określenia dla n o m a d ó w lub w ł ó c z ę g ó w : khanabadusz (urdu),
belocz (beludżi).
Nazwa Powindah jest pochodzenia perskiego. Perskie s ł o w o parvandeh,
które d o s ł o w n i e oznacza „tłumok towarów", przyjęło się w Afganistanie
jako powindeh , zaś na terenie Pakistanu jako powindah. Oznacza ono
w ę d r o w n e g o kramarza, a także handlarza tandetą. Współcześnie jednak
na terenie Pakistanu obejmuje się tą n a z w ą wszystkich patańskich ko­
c z o w n i k ó w z Afganistanu, p r z y b y w a j ą c y c h jesienią na zimę do P a k i ­
stanu, bez w z g l ę d u na ich z a w ó d czy uprawiane z a j ę c i e .
1 6

1 7

18

1 9

2 0

I I . E T N I C Z N A PRZYNALEŻNOŚĆ P O W I N D A H

Powindah, w ę d r o w n i kupcy-kramarze, rekrutują s i ę na terenie Afga­
nistanu z k o c z u j ą c y c h r e p r e z e n t a n t ó w patańskiego plemienia Ghilzai .
2 1

15

Narody

Afganistanu,

[w:] Narody

Pieriedniej

Azii.

Narody

mira.

Moskwa

1957.
1 6

R. B . R a i J a m i a t, Rough Notes on the Nasar, Kharot and other Afghan
Powindahs, Kwetta 1922 (Wydawnictwo to obecnie jest rzadkością).
Bardziej koczownicze są plemiona patańskie mieszkające w Afganistanie.
Na 6 milionów Patanów w Afganistanie uważa się, że 2 miliony stanowią koczow­
nicy. Nomady zmówi oddaje s i ę g ł ó w n i e plemię patańskie Ghilzai. Zresztą nawet
tam trzeba rozróżnić kilka rodzajów nomadyzrnu, od całkowitego po częściowy,
połączony z czasową osiadłością, a nawet uprawą roli.
S ł o w o kuczi (język pasztu), pochodzące od perskiego — kucz 'podróż',
'wędrówka', zna też K . F e r d i n a n d (autor rozdziału X I X : Les nómades,
[w:]
H u m l ů m , La géographie...,
s. 277), który przeprowadzał badania etnograficzne
wśród n o m a d ó w Afganistanu w latach 1953—1955.
H u m 1 u m, La géographie...,
s. 344. Spotykałem się w północnym B e l u d ż y stanie, na terenach patańskich (w Gulistanie), też z w y m o w ą powandah.
Wśród P a t a n ó w spotykałem też określenie patańskich koczowników posia­
dających owce, kozy, wielbłądy i osły, trudniących się prawie wyłącznie wypasem
swych trzód, nazwą maidar (Gulistan). Por. też H u m 1 u m, op. cit., s. 282.
D. N. W i 1 b e r, Afghanistan, Country Survey Series. Yale Stations, New
Haven 1956, s. 278.
1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

24 - Etnografia Polska Т. V I I

�KRZYSZTOF

370

WOLSKI

Siedziby tego plemienia w Afganistanie rozciągają się na przestrzeni
p o m i ę d z y górami Koh-i-Baba na północy, a zachodnimi pasmami Gór
Sulejmana na południu; na zachodzie podchodzą do granic prowincji
Kandahar, na wschodzie pod miasto Gardez, sąsiadując z plemieniem
Sulejman-Khil i Waziri, zaś na p ó ł n o c o - w s c h o d z i e sięgają aż poza Ghazni
do Sefid-Koh, sąsiadując na tym odcinku z plemionami Afridi i M a n g a l .
A f g a ń s c y koczownicy, pasterze, zajmujący się r ó w n i e ż handlem, rekru­
tują się też z innych plemion patańskich, m ó w i ą c y c h różnymi narzeczami
j ę z y k a pasztu . Plemiona Durrani (okolice Kandaharu), Slemankhil i K a kar (Góry Sulejmana) dostarczają też k o c z o w n i k ó w , lecz nie tak licznie
jak G h i l z a i . Z dawna z t e r e n ó w Indii znani są ze swego handlu przed­
stawiciele patańskiego plemienia Sulejman-Khil.
Powindah nawet na terenie z a m i e s z k a ł y m przez P a t a n ó w w Pakista­
nie różnią się od otaczającej ludności o s i a d ł e j . Różnice powodują stałe
antagonizmy. Ludność osiadła nie lubi k o c z o w n i k ó w , nomadzi bowiem
wyrządzają swymi trzodami szkody w zasiewach i sadach. Kradną plony.
Często podczas przechodów rabują na drogach. Koczownicy też niejedno­
krotnie przywlekają epidemie oraz pomory na zwierzęta domowe. Powin­
dah nie posiadają własności nieruchomej. Zasadnicza różnica polega też
na tym, że zamieszkują w n a m i o t a c h , a nie w lepiankach.
Namioty ich są kształtu podłużnego. Jako pokrycia u ż y w a się wielkich
czarnych płacht — kilimów, utkanych z koziej w e ł n y . Do przykrycia na22

2 3

24

2 5

2 0

2 2

Ośrodkiem plemienia Ghilzai jest twierdza Kalat-i-Ghilzai, leżąca około
120 km na północny wschód od Kandaharu.
Język pasztu (wg wymowy P a t a n ó w z okolic Kwetty i Fort Sandeman oraz
z Peszawaru) należy do wschodnioirańskiej grupy języków indoeuropejskich. Obec­
nie od r. 1936 wprowadza się pasztu jako język urzędowy Afganistanu, na miejsce
używanego dotychczas perskiego. Por. Pakhtu, „Afghanistan News", London t. X I :
1958, nr 7, s. 8—10.
Plemiona Durrani i Kakar mają ułatwiany handel i przemyt, bowiem sie­
dziby ich znajdują się po obu stronach granicy afgańsko-pakistańskiej, na odcinku
od rzeki Lora-Piszin aż po tereny koło Fort Sandeman w Pakistanie.
Kontakty, pomimo że są bliskie i częste, nie prowadzą do zacieśnienia sto­
sunków osobistych ani do zawierania związków rodzinnych. Odwieczne konflikty
ludności osiadłej i koczowniczej dają się w y c z u w a ć przy każdej sposobności.
Powindah zasadniczo nie zawierają z w i ą z k ó w małżeńskich z ludnością osiadłą,
chyba że jakiś bogatszy koczownik kupi sobie żonę u któregoś z uboższych przed­
stawicieli ludności osiadłej. Sprzedaż córki jakiemuś Powindah spotkałaby się
z taką dezaprobatą osiadłego otoczenia, że to prawie wyklucza możliwość podobnej
transakcji.
Koczownikom Afganistanu i ich namiotom oraz namiotom beludżystańskirn
poświęcił K . Ferdinand specjalne studia. K . F e r d i n a n d , Nomadestudier i Afgha­
nistan, „Nenneskets mangfoldighed", Kobenhaven 1957; t e n ż e , Black tents of
Baluchistan, and their Affinities
in the Neighbouring
Regions, „Journal of the
Danish Etnographical Society", Kobenhaven 1959.
2 3

2 4

2 5

215

�POWINDAH.

KOCZOWNICY

AFGANISTANU

I

PAKISTANU

37]

Ryc. 2. Namioty k o c z o w n i k ó w w dolinie rzeki Boi an (marzec 1961)
Fot.

к.

Wolski

miotu s ł u ż y pięć dużych płacht. N a j w i ę k s z a — to pokrycie górne, pozo­
s t a ł e to zasłony boczne. Do odkrywania przeznaczona jest jedna z dłuż­
szych ścian bocznych i płachta p o d w i n i ę t a ku górze.
U wielu n o m a d ó w kręgu świata m u z u ł m a ń s k i e g o p ł a c h t y przykry­
w a j ą c e namioty są sporządzane z koziej w e ł n y . Z tej w e ł n y (czarnej)
sporządza się r ó w n i e ż płachty namiotowe u Beni Cid H á m m a i Hamema,
n o m a d ó w tunezyjskich . Zresztą przypuszcza się, że typ namiotu czar­
nego, z w i e l b ł ą d e m jako z w i e r z ę c i e m transportującym taki namiot, został
wprowadzony z A z j i na tereny północnej Afryki dopiero od I V wieku
n.e.
Namiot czarny jest duży, w odróżnieniu od m a ł e g o owalnego na­
miotu Khanabadusz, przenoszonego przez osiołki (w Pakistanie).
27

2 8

Ten d u ż y typ namiotu w y r ó ż n i a Powindah od koczowniczego otocze­
nia też na terenie Afganistanu, gdzie spotyka się namioty — jurty
(kibitka) i czworograniaste namioty (o mocnej drewnianej konstrukcji),
2 7

H. N a c h t i g a l , Beiträge
zur Ethnographie
der tunesischen
Nomaden,
„Baessler-Archiv", Neue Folge, Berlin t. I X : 1961, s. 164—167.
E . R a c k o w i W. C a s k e l , Das Beduinenzelt, „Baessler-Archiv", Berlin
t. X X I : 1938. s. 181—184
2 8

�KRZYSZTOF

372

WOLSKI

Ryc. 3. Namioty koczowników na przełęczy Bolan (marzec 1961)
Fot.

к.

wolski

kryte r ó w n i e ż czarną derą. Obecnie coraz częściej widzi s i ę u Powindah
namioty

wprawdzie dawnego kształtu, lecz kryte już grubym
29

namiotowym ,

albo nawet

takie

namioty,

jakich

używają

płótnem

ekspedycje

europejskie.
odzieżą.

W ich

ubiorze p r z e w a ż a kolor czarny lub szary, podczas gdy u ludności

Powindah

wyróżniają

się od otoczenia r ó w n i e ż

osiadłej

3 0

kolor b i a ł y i barwy j a s n e . Odnosi s i ę to z a r ó w n o do ubioru m ę ż c z y z n ,
jak i kobiet.
Mężczyźni
2 9

noszą

czarne

turbany—zawoje

(patkaj),

bez

podkładania

Grupa Powindah z plemienia Slemankhil z Chorasanu, wśród której pro­
wadziłem badania pod Kwettą w maju 1961 г., używała już namiotów krytych
płótnem namiotowym, kształtu odbiegającego od dawnych typów.
Odzież taką u Powindah spotykałem w Czamkani pod Peszawarem (luty
1961 г.), w Sadikabadzie, w Bahawalpurze (kwiecień 1961), w Sibi i Dadhar
(styczeń 1961) i w środkowym Sindzie (marzec 1961). Podczas moich badań zwra­
cano mi stale u w a g ę na w y s t ę p o w a n i e czarnego koloru w odzieży koczowników.
Jest to uwarunkowane brakiem możliwości częstego prania białej lub jasnej odzieży.
Miałem jednak możność stwierdzenia, iż Powindah używają w męskiej odzieży
koloru białego. B y ł y to odświętne, bogato zdobione haftem koszule (haft na man­
kietach i przodach) i -szarawary portug (haft na mankietach nogawic).
3 3

�POWINDAH,

Ryc. 4. Bostan,

KOCZOWNTCY

styczeń

AFGANISTANU

1

373

PAKISTANU

1961. Namiot mały Powindah
Wewnątrz łóżko (kat)

rzemieślników.
Fot.

к. wolski

czapeczki ani kasku. Koniec m a t e r i a ł u ( b a w e ł n a , w y j ą t k o w o jedwab) z za­
w o j u spada na lewe r a m i ę (szambla). Koszule m a j ą z czarnego l u b szarego
p ł ó t n a , o r ę k a w a c h długich, szerokich, w y j ą t k o w o t y l k o p o s i a d a j ą c y c h
europejskiego k r o j u m a n k i e t y i k o ł n i e r z e . Koszule te są szerokie, w giezce
namarszczane, z a p i n a j ą się na piersi po prawej stronie s z y i . S ą d ł u g i e
do k o l a n l u b nawet dłuższe, o j a k i e ś 15 cm, po bokach rozcięte. Nosi s i ę
j e wypuszczone na spodnie.
Spodnie t y p u s z a r a w a r ó w są z podobnego m a t e r i a ł u j a k koszula;
zdobione są h a f t a m i na mankietach. Serdak—kamizelka (sardyj) jest bo­
gato zdobiona o b r z e ż e n i a m i z g a l o n ó w szychowych i t a k i m i ż obszyciami
czterech kieszeni z e w n ę t r z n y c h . Jako odzież zwierzchnia s ł u ż ą szale—za­
woje w e ł n i a n e , n a r z u t y w e ł n i a n e , w o j ł o k o w e , b i a ł e
z rękawami (któ3 1

:i2

:H

Nowsze koszule zapinają się, tak jak współczesne europejskie, na przedzie,
na środku piersi.
Białe kosej są charakterystyczne dla okręgu Kandahar w Afganistanie. Por.
B. M a r k o w s k i , Die materielle Kultur
des Kabulgebietes,
Leipzig 1932, s. 66.
3 3

�Ryc. 5. Kwetta, mai 1961. Nowszy namiot Powindah. Na pierwszym planie siodła khata i kadziawa
J

Fot, K. Wolski

�POWINDAH,

KOCZOWNICY

Ryc. 6. Bostan, styczeń 1961

AFGANISTANU

I

PAKISTANU

Ubiory Powindah. Mężczyzna w
białym stroju

375

odświętnym
Fot.

к.

wolski

33

rych się nigdy nie używa), zwane kosej , lub amerykańskie wojskowe
płaszcze z demobilu. Zimą noszą długie baranie kożuchy, zwane postin .
Spotyka się je raczej na szlakach północnych, a nie w Beludżystanie
i Sindzie, gdzie jest cieplej. Kożuchy te nie mają pokrycia. Są wypra­
wiane na kolor żółty. W obrzeżeniach miewają hafty żółtego koloru,
wykonane przędzą bawełnianą lub lacetem.
34

3.1 w i e ś Szikhan, okręg Kwetta — Piszin, 7 I I 1961; por. rysunek bardzo stroj­
nego kosej z haftami obrzeżającymi i na rękawach w Narody Afganistana, [w:]
Narody Pieriedniej Azii. Narody mira, Moskwa 1957, s. 87.
Nazwa postin, określająca kożuch męski, w y s t ę p u j e też na terenie radziec­
kiej Turkmenii. G. P. W a s i 1 i e w a, Itogi roboty turkmienskogo otriada choriezmskoj ekspiedicii za 1948 д., [w:] Archieołogiczeskije
i etnograficzeskije
roboty
choriezmskoj ekspiedicii 1945—1948, Moskwa 1952, s. 449, ryc. 9.
3 1

�KRZYSZTOF

376

Ryc. 7. Bostan, styczeń

WOLSKI

1961. Kobiety Powindah

rzemieślników
Fot.

к.

wolsM

Obuwie Powindah noszą trojakie: skórzane czarne sandały, zwane
capiej , pantofle z z a g i ę t y m i k u górze noskami, zwane kapy, albo buty
z a m e r y k a ń s k i e g o demobilu. Ubodzy Powindah pończoch ani skarpet nie
używają. Bogatsi mają skarpety wyrobu europejskiego.
Pierścienie
noszą m ę ż c z y ź n i na serdecznych i m a ł y c h palcach obu rąk.
3S

3 6

Ubiór kobiecy jest w całości koloru czarnego. Spodnie—szarawary,
koszula długa do kostek, suto marszczona w p o d w y ż s z o n y m stanie
oraz
s z a l — z a w ó j są koloru czarnego.
3 7

3 5

M a r k o w s k i , op. cit., tabl. X X I , dla tych sandałów podaje nazwę z okolic
Kabulu: czepli, zaznaczając, że jest to obuwie górali afgańskich (Bergafghanen),
czyli Patanów, w odróżnieniu od ludności miejskiej Kabulu.
Pierścienie, zw. gutki, b y w a j ą przeważnie srebrne, z dużymi kamieniami
półszlachetnymi z Afganistanu, szlifowanymi półokrągło.
Giezka na przodzie jest bogato zdobiona (grewań)
haftem i okrągłymi naszyciami (różami), zwanymi wotaj, które przyszywa się na narożach pokrytej
haftem powierzchni giezki, a czasem i na ramionach.
3 6

3 7

�KOCZOWNICY A F G A N I S T A N U I

POWINDAH,

PAKISTANU

377

3 8

Koszula—suknia
kobieca zwie się ghagra. Ma ona szerokie r ę k a w y ,
z ozdobionymi haftem mankietami, zw. hule. U dołu sukni przebiega
haftowany szlak. Zimą wkładają kobiety długi watowany chałat. Spodnie
szarawary b y w a j ą dwojakiego kroju. Pierwszy jest analogiczny do kroju
m ę s k i c h portug. Tego typu szarawary noszą też dziewczynki. W drugim
typie w y s t ę p u j ą w ą s k i e nogawki, sięgające od kostek do kolan, w y ż e j
szarawary są fałdziste . W ą s k i e spodnie kobiece b y w a j ą wykonane często
z materiału kolorowego w p o d ł u ż n e pasy czerwone i granatowe. Zasłony
zwanej purdah, czyli burka, koczowniczki nie n o s z ą . Pantofle mają
z p o d g i ę t y m i noskami, suto wyszywane szychem lub (pod w p ł y w e m beludżyskim) kolorową b a w e ł n ą . Bardzo obfita biżuteria, składająca się
z b r a n s o l e t na rękach i nogach, n a s z y j n i k ó w , licznych pierścieni i kol­
c z y k ó w w uszach i nosie, u z u p e ł n i a ubiór.
3 9

4 0

41

4 2

Mężczyźni noszą w ł o s y p r z e w a ż n i e p r z y c i ę t e na w y s o k o ś c i dolnej
części ucha. Kobiety zaplatają w ł o s y nad czołem w liczne drobne war­
koczyki, które n a s t ę p n i e półkolisto upinają po bokach g ł o w y .
4 i

Ciemny kolor odzieży odróżnia Powindah od ludności osiadłej . O d ­
różniają się też ubiorem dzieci, wystrojone wedle afgańskich w y m o g ó w
mody dziecinnej.
Ubiór dzieci podobny jest do ubioru dorosłych z tą jedną różnicą,
że bywa on częściej kolorowy. Dziewczynki mają dokładnie skopiowany
3 8

K . M o s z y ń s k i , Kultura ludowa Słowian, cz. 1: Kultura materialna, K r a ­
ków 1929, s. 448—449, nazywa ten typ koszuli suknią, zaznaczając, że w y s t ę p u j e
on u Słowian wschodnich. Jako ubiór męski S a r m a t ó w widzi się go na pomniku
Trajana w Rzymie. M. T i l k e (Studien zur Entwicklungsgeschichte
des orientali­
schen Kostüms,
Berlin 1923) zna go z Kaukazu i Persji.
Kobiece szarawary mają nogawki u dołu węższe niż męskie i nie posiadają
tak ozdobnych mankietów. Przy spodniach o wąskich nogawkach stosuje się wato­
wanie dolnej części, która dosyć ściśle przylega do łydek.
Szal —• zawój kobiecy w języku pasztu nosi n a z w ę poruni, a w języku urdu
zwie się dupata.
Szerokie metalowe bransolety, przeważnie srebrne, nazywają s i ę bangrij.
Są one do 20 cm szerokie. Dwie części, górna i dolna, są łączone w całej szerokości
zawiaskami.
Grube naszyjniki (przeważnie srebrne), przypominają polskie z wykopalisk
archeologicznych, lecz obficie zdobione nacięciami i graniastymi guzami, zwą się
łożej. Na szyi zawiesza się też amulety (tawiz, czyli tafiz). Są one prostokątne,
skórzane lub srebrne, nieco podobne do beludżyskich (por. H . F i e l d , An Anthro­
pological Reconaissance in West Pakistan, Cambridge 1955, Massachusetts 1959,
ryc. 64). Na szyi często zawiesza się kilka tawiz na sznurze paciorków lub ta­
siemce. Mężczyźni noszą tawiz na tasiemce na szyi lub w skórzanej opasce w o k ó ł
bicepsa prawej ręki.
Mężczyźni Patanie osiedli noszą koszule i spodnie białe. Podobnie ich kobiety,
które wychodząc z domów o k r y w a j ą się długą do ziemi białą zasłoną, zw. purdah
(urdu) lub burka (pasztu).
3 9

4 0

4 1

4 3

4 3

�KRZYSZTOF

WOLSKI

Ryc. 8. Bostan, styczeń 1961. Dziewczynka Powindah haftująca swój
(dziewczynka 9-letnia)
Fot.

grywan
K.

Wolski

strój kobiecy. Jedynie ghagra posiada mniej fałd. Nie noszą też przed
dwunastym rokiem życia pierścionków i zbyt licznych naszyjników.
Grywan dziewczynek jest bogato zdobiony haftem, a wotaj otoczony mu­
szelkami . Spodnie—szarawary noszą mniej fałdziste, a z a w ó j jest prze­
w a ż n i e czarny lub kolorowy, z kwiecistego perkalu. Czasami spotyka s i ę
też spodnie z barwnego perkalu.
Ubiór d z i e w i ę c i o l e t n i e g o chłopca składa s i ę z długiej koszuli kamiz,
m a ł e g o serdaka sardyj,
zawoju patkaj
i czasami pantofli kapy. Z w y 4 4

4 5

'A Wykonawczynią haftów i ozdób sukien bywa przeważnie nosząca je właści­
cielka.
Patkaj bywa wiązana tak jak męska lub znacznie ciaśniej.
i s

�Ryc. 9. Kwetta, maj 1961. Chłopcy w granatowych kamiz w czerwone pasy. sardyj

i patkaj
Fot.

co
к.

Wolski

-a

�KRZYSZTOF

380

WOLSKI

jątkiem sardyj, który jest w i e r n ą kopią m ę s k i e g o , kamiz i patkaj b y w a j ą
kolorowe, z mocnego, b a w e ł n i a n e g o materiału w pasy (z naszywanymi
ozdobami przy grywan i lastima). Kamiz i patkaj b y w a j ą szare lub czarne.
Kamiz sięga do p o ł o w y łydek, a nawet kostek. Starsi chłopcy otrzymują
spodnie. Mniejsi tej części odzieży nie noszą wcale. Małe dzieci ubiera
się w kamiz (koszula) i kapturek. W tym stroju w y s t ę p u j ą n i e m o w l ę t a
i dzieci do lat trzech. Kapturek ozdobiony bywa dwoma wotaj umieszczo­
nymi ponad skronianii dziecka. M i ę d z y wotaj nad c z o ł e m brzeg kapturka
pokrywa s i ę haftem. M a ł y m dziewczynkom daje s i ę naszyjniki i liczne
szklane bransoletki na obie rączki oraz kolczyki. Chłopcy tych ozdób nie
noszą .
W ubiorze kobiet z a c h o w u j ą s i ę nadal tradycyjne formy. Nawet w bi­
żuterii zachowane są jeszcze pradawne wzory, choć tylko w tej dziedzi­
nie można o b s e r w o w a ć w p ł y w europejskiej sztuki. Konserwatyzm kobiet
m u z u ł m a ń s k i c h pozwala n a w y s u n i ę c i e twierdzenia, że d ł u g o jeszcze b ę ­
dzie się z a c h o w y w a ć u nich tradycyjna odzież. Powolne przemiany spo­
łeczne zachodzące w Afganistanie i Pakistanie chyba dopiero w ostatnim
etapie dojdą do k o c z o w n i k ó w i b ę d ą m o g ł y d e c y d u j ą c o w p ł y n ą ć na ich
sposób bytowania.
Opisany p o w y ż e j ubiór Powindah spotkać m o ż n a jeszcze w s p ó ł c z e ś n i e
na szlakach koczowniczych P a t a n ó w w Afganistanie i Pakistanie. Coraz
częściej zanikają poszczególne części tradycyjnej odzieży, g ł ó w n i e w ubio­
rze m ę ż c z y z n , na rzecz kosmopolitycznych ubiorów europejskich.
4 6

I I I . T E R E N Y WĘDRÓWEK

Terenem działalności i w ę d r ó w e k Powindah są wschodnie krańce W y ­
ż y n y Irańskiej i ziemie tym krańcom przyległe.
Corocznie Powindah z t e r e n ó w Afganistanu, zaliczający się do tam­
tejszych P a t a n ó w m ó w i ą c y c h j ę z y k i e m pasztu, w ę d r u j ą przez przełęcze
Gór Sulejmana, g ł ó w n i e przez przełęcz Kodżak (2100 m n.p.m.) w górach
K w a d ż a Amran w pobliżu Czamanu i przez przełęcz Khajber (1030 m
n.p.m.) p o m i ę d z y Dżalalabadem a Peszawarem w Pakistanie.
Te dwa g ł ó w n e szlaki łączą najlepiej prowincje sąsiednich krajów.
Szlak p o ł u d n i o w o - z a c h o d n i łączy afgańskie prowincje Kandahar i F a r a h
przez Spin Baldak, Czaman, przełęcz Kodżak, K w e t t ę w Pakistanie i da­
lej przez Spenzand i przełęcz Bolan (1750 m n.p.m.), Kolpur, Macz, Bibi
Nani, Gokurt, Dadhar i Sibi z Szikarpurem w Sindzie i z terenami nad
dolnym Indusem. Droga do Szikarpuru w X I X wieku nie zawsze była
4 6

Czasami mają tylko m a ł e koliste kolczyki.

�POWINDAH,

KOCZOWNICY

AFGANISTANU

I

PAKISTANU

381

bezpieczna. Na odcinku p o m i ę d z y przełęczą B o l á n a Szikarpurem kara­
wany narażone b y w a ł y na napady wojowniczych plemion beludżskich
Mari i Bugti, a także mniejszych Raisani, Magzi, L a h r i czy Dżamali. Stąd
też w p o ł o w i e X I X wieku w ę d r o w a n o przez Kalat do p o r t ó w Morza
Arabskiego i do Dolnego Sindu. O d g a ł ę z i e n i e przez przełęcz Lak, łączące
K w e t t ę z Mastungiem i Kalatem, nie gra obecnie w a ż n i e j s z e j roli, bowiem
szlak przechodzi przez pustynne tereny B e l u d ż y s t a n u i do komunikacji
z Karaczi prawie nie jest u ż y w a n y . Jest to stara droga zwana Patan
Vat . Wiodła ona dwoma szlakami z Karaczi do Kalatu . Szlaki te roz­
chodziły s i ę w Khuzdar, wschodni ( w ł a ś c i w y Patan Vat) w i ó d ł z Karaczi
doliną rzeki Hab, przez Mahři i Gumbaz do Khuzdar, zachodni zaś z K a ­
raczi przez Uthal, Wiaro, Bela, Tharra, Wad do Khuzdar. J a k sama nazwa
drogi wskazuje, b y ł to szlak Powindah (Patanów). Idąc tym szlakiem
omijali p o ś r e d n i c t w o handlowe k u p c ó w z miasta Szikarpur w p ó ł n o c n y m
S indzie. Omijali też trudną dawniej do przebycia płaską, bezwodną, gli­
niastą p u s t y n i ę Pat p o m i ę d z y Sibi a Dżakobabadem. Na terenie tej pu­
styni jeszcze obecnie Powindah starają s i ę nie przecinać jej w kierunku
p o ł u d n i k o w y m z Sibi do Dżakobabadu, lecz obchodzić zachodnimi k r a ń ­
cami z Dadhar (omijając Sibi) do Bhag i na Mirpur Bibiwari do Usta
Mohammad i Dżakobabadu. Wracając do szlaków ś r o d k o w o - b e l u d ż y s t a ń skich, stwierdzić trzeba, ż e z Mastungu i Kalatu prowadzące drogi do
p o r t ó w Makranu b y ł y zawsze słabiej uczęszczane. Prawie zamarły ten
szlak w dobie obecnej wiedzie od Kalatu do Surab, Dżanżal, Pandżżur
i stąd przez Hoszab do m a k r a ń s k i e g o portu Pasni. Drugie odgałęzienie
tego szlaku prowadzi z Hoszab przez Turbat do Santsar i stąd do G w a daru lub Dżiwani.
4 7

4 8

Druga, s ł a w n a historyczna przełęcz Khajber łączy tereny podnóża
g ó r Koh-i-Baba i K a b u l w Afganistanie z P e n d ż a b e m . Szlak ten dochodzi
do Rawalpindi, obecnej stolicy Pakistanu, do Gudżrat, do Lahore. Obecnie
Lahore jest najdalszym punktem tego w a ż n e g o szlaku, lecz jeszcze przed
podziałem Indii, w roku 1947, dochodzono t ę d y do wielkich nizin Hindustanu i do e m p o r i ó w handlowych delty Gangesu i Bramaputry. Szlakiem
tym karawany Powindah docierały aż do Kalkuty. B y ł to bardzo ruchli­
w y i uczęszczany szlak ze w z g l ę d u na dogodne warunki terenowe. P u ­
stynie nie utrudniały tutaj komunikacji. Jedynie p o w a ż n i e j s z e niebez4 7

Odnośnie do dawnego Patan Vat (Szlaku Patanów) trzeba zaznaczyć, iż obecnie
rząd pakistański planuje przeprowadzenie tędy z Karaczi przez Bela, Wad, Khuzdar,
i Kalat do Kwetty autostrady omijającej Sind (znaczne skrócenie trasy przejazdu).
' Od s c h y ł k u X I X wieku datuje s i ę upadek Kalatu. Uspokojenie zaplecza
przełęczy Bolan w y l u d n i ł o szlak Patan Vat. Linia kolejowa odebrała ruch osobowy.
Z kilkunastu tysięcy ludności (szacunkowo) Kalat w roku 1Г51 spadł do 2009 głów
^Pakistan Statistical Yearbook, 1957, s. 21).
,8

�KRZYSZTOF

382

WOLSKI

p i e c z e ń s t w a groziły na odcinku p o m i ę d z y Peszawarem i D ż a l a l a b a d e m
od napaści rozbójniczych plemion patańskich Afridich, Mohmand i Orakzai. Szlaku tego strzegły w górach twierdze Landi Kotal, Dżamrud, P e szawar i Attok. Na tym szlaku, w odróżnieniu od poprzednich, odgry­
w a j ą bardzo poważną rolę w o ł y jako siła pociągowa. Nie wykorzystuje s i ę
tu w o ł ó w jako zwierząt jucznych, lecz jako pociągowych, z a p r z ę g n i ę t y c h
do olbrzymich w o z ó w transportowych. Karawany tych w o z ó w , ciągnię­
tych przez w o ł y , są charakterystycznym widokiem na drogach P e n d ż a b u .
Przy transporcie praktykuje się tutaj przewozy nocne, zaś upalne dnie
przeznacza się na odpoczynek dla zwierząt i ludzi. Transportem tym nie
zajmują się Powindah, którzy najchętniej u ż y w a j ą jucznych w i e l b ł ą d ó w .
Pomniejsze przełęcze i szlaki mają tylko lokalne znaczenie, są one
bowiem w y ż e j położone i trudniej dostępne . Przełęcz Pajwar (na wys.
2600 m n.p.m.) w górach Sefid-Koh łączy przez Pajwarkotal afgański
Gardez i K a b u l z Paraczinarem i Kohatem w Pakistanie . Drobne prze­
łęcze łączą tereny afgańskich prowincji Paktia i Ghazni z sąsiednimi
górskimi ziemiami Pakistanu. Jedna z w a ż n i e j s z y c h tutaj dróg to trzystokilometrowy szlak z Kalat-i-Ghilzai w Afganistanie przez słabiej u c z ę s z ­
czaną obecnie przełęcz Gomal (wysoko położona i m a ł o bezpieczna) do
Fort Sandeman w Pakistanie, a także do Dera Ismail K h a n . Dawniej tym
szlakiem z Dera Ismail K h a n do Ghazni szedł znaczny handel indyjski,
utrzymywany g ł ó w n i e przez Powindah. Szlak ten biegł w z d ł u ż koryta
rzeki G o m a l .
Charakterystyczne jest obecnie, ż e Powindah u s u w a j ą się coraz bar­
dziej na ustronne szlaki, na m a ł o i słabo uczęszczane boczne drogi. Daje
się to o b s e r w o w a ć tak w rejonach nadgranicznych, jak i w e w n ą t r z k r a j u ,
gdzie na mniejszych rynkach, przy mniejszej podaży łatwiej im zbyć s w ó j
j a k o ś c i o w o nie najlepszy towar.
W ostatnim dziesięcioleciu dają się także o b s e r w o w a ć zmiany miejsc
przechodu na przełęczach Gór Sulejmana. Ograniczenia handlu Powindah,
po roku 1950 w Afganistanie
i nieco później w Pakistanie, m i a ł y
z w i ę k s z y ć dochody celne obu p a ń s t w w handlu oficjalnym. W w y n i k u
zamknięcia g ł ó w n y c h szlaków barierami celnymi Powindah przechodzą
obecnie ścieżkami granicznych gór, których praktycznie nikt nie jest
w stanie ustrzec w tych dzikich pustynnych stronach. Powindah prak­
t y k u j ą t e ż inne sposoby w porozumieniu z nadgranicznymi sardarami
4 9

5 0

5 1

52

4 9

Stanowią za to idealne tereny dla przemytu.
Gardez ma też połączenie przez Matun z Thal i Kohatem w Pakistanie.
Po obu stronach granicy na tym szlaku, w pobliżu przełęczy Gomal, ma swe
siedziby i ziemię plemię Sulejman-Khil, z którego zawsze rekrutowało się spare*
Powindah.
Por. H u m l u m, ba géogra.phie..., s. 344.
5 0

5 1

�POWINDAH.

KOCZOWNICY

AFGANISTANU

I

PAKISTANU

383

(naczelnikami szczepów). Przerzucają mianowicie towary w w i ę k s z y c h
partiach przez granicę, składając je u sardara. G ł ó w n y zaś tabor z kobie­
tami i dziećmi przebywa granicę na wielkim szlaku, w i o z ą c towary w m i ­
nimalnej ilości i nie podlegające cłu. Potem dopiero do któregoś rozbi­
tego obozu dowozi się przemycony towar z meliny u sardara .
W zasięgach w ę d r ó w e k również następują pewne zmiany. Przed po­
działem b. Indii Brytyjskich w r. 1947, Powindah zapuszczali się daleko
w głąb ziem indyjskich. Obecnie ograniczają się raczej do t e r e n ó w P a ­
kistanu . Grają tu r ó w n i e ż p e w n ą i nawet znaczną rolę w z g l ę d y religij­
ne, Powindah bowiem są m u z u ł m a n a m i i na terenie Indii nie m o g ą ocze­
k i w a ć ż y c z l i w e g o przyjęcia.
W Pakistanie Powindah docierają wszędzie, nawet do odległego Dol­
nego Sindu, omijają jedynie p o ł u d n i o w y i zachodni B e l u d ż y s t a n , ze
w z g l ę d u na jego ubogi, pustynny, bardzo biedny i n i e g o ś c i n n y charakter.
Powindah handlarze pozostają na obczyźnie dłużej niż pasterze, g d y ż
nie m u s z ą się stosować do potrzeb trzód . Szlaki ich w ę d r ó w e k są nie­
stałe. Niekoniecznie co roku przechodzą przez te same miejscowości. G d y
napotykają gdzieś trudności, w n a s t ę p n y c h latach omijają to miejsce.
Powindah, jak wszyscy koczownicy, czują się ludźmi niezmiernie
wolnymi, swobodnymi. Nie chcą uznawać nad sobą jakiejkolwiek w ł a d z y ,
która by mogła w n o s i ć choć cień p r z y m u s u . Z p o k ł o n e m do swoich
sardarów jeżdżą tylko raz na kilka lat. Sardarowie ich reprezentują zwy­
kle osiadłą część plemienia, choć na bardziej nieurodzajnych terenach
także koczują.
Koczownicy ci związani są ściśle ze swymi malikami , to jest drob­
nymi naczelnikami, zazwyczaj koczującymi razem ze swymi w s p ó ł r o dowcami. Malikowie i sardarowie Powindah nie są bogaci (inaczej niż
u plemion osiadłych). W rękach ich skupiają się wszystkie informacje
potrzebne szczepowi, oni nawiązują kontakty w e w n ę t r z plemienia. Pia­
stują r ó w n i e ż w ł a d z ę sądowniczą. Niekiedy też organizują w ę d r ó w k i ko53

5 4

5 5

56

51

5 3

Gdy w marcu 1961 r. byłem w jednym takim punkcie koło Qila Saifullach,
w okręgu Zhob w Pakistanie, zaproponowano mi wycieczkę z przemytnikami do
Kabulu.
Wg informacji Hadżiego Hafizullaha Khana Aczakzei molika Gulistanu.
Jeszcze z końcem kwietnia i w maju spotykałem w okręgu Nawabszach
W Sindzie Powindah kupców, ciągnących ze swymi wielbłądami po drogach i ścież­
kach kraju.
Powindah z plemienia Slemankhil zapytany o siedzibę swego ¡tardara odpo­
wiedział, że nie ma sardara. Na uwagę, ż e jak nie ma sardara, to nie jest Slemanhil,
tylko bezplemiennym wyrzutkiem, odpowiedział, iż sardar mieszka pod Kabulem
i nie koczuje.
Malik (słowo pochodzenia arabskiego), zarządca, naczelnik szczepowy, niższy
w randze od sardara. Często też tylko naczelnik (dziedziczny) we wsi patańskiej.
5/1

Ъо

5 0

57

�KRZYSZTOF

384

WOLSKI

c z o w n i k ó w . Ich o b o w i ą z k i e m jest opieka nad chorymi, starcami, siero­
tami i wdowami, które nie posiadają bliższej rodziny.
Do przybycia z p o k ł o n e m do sardara skłania Powindah konieczność
w c i ą g n i ę c i a nowo urodzonych chłopców do plemiennych rejestrów sardarskich.
I V . ZAJĘCIA P O W I N D A H

Jeżeli się będzie s k ł o n n y m przyjąć szerokie znaczenie, jakie obecnie
posiada nazwa Powindah, n a l e ż y m ó w i ć o zajęciach Powindah, a nie o ich
zajęciu.
Określając wyrazem Powindah wszystkich k o c z o w n i k ó w patańskich,
będzie ich trzeba podzielić na kilka specjalizujących s i ę grup.
Wśród n o m a d ó w afgańskich w ę d r u j ą na z i m ę do Sindu ze swymi
wielbłądami, osłami, owcami i kozami patańscy p a s t e r z e .
Przy
przejściu granicy z Afganistanem składają w ł a d z o m pakistańskim opłatę
w w y s o k o ś c i 4 anna od owcy lub kozy . Pasterze mają stałe szlaki w ę ­
drówek. S t a ł y m i są też i ich zajęcia, tj. wypas trzód i wynajmowanie
się m ę ż c z y z n do robót polnych z w i e l b ł ą d a m i i osłami. Kobiety zajmują
się w tym czasie przygotowywaniem posiłków, praniem, naprawianiem
lub ozdabianiem odzieży albo produkcją k i l i m ó w na l e ż ą c y c h przeno­
ś n y c h warsztatach. I n n y m zajęciom oddają się pasterze tylko ubocznie.
Wędrują ze swoimi trzodami d o s y ć wolno. A b y nie m ę c z y ć zbytnio
z w i e r z ą t , nie robią dłuższych m a r s z ó w niż około 15 k m na dzień.
5 8

5 9

6 0

Przejście tych pasterzy przez przełęcz Bolan odbywa się często
tradycyjnymi szlakami. Koczownicy omijają n o w ą asfaltowaną szosę,
ciągnąc ze swymi trzodami dawnymi ścieżkami, których obecnie nie
u ż y w a się. Wąską ścieżką u podnóża skał idą sznurkiem wielbłądy, przy
nich plączą się m ł o d e sztuki (przy wiosennym powrocie z Sindu), zw.
dżiongej
(wielbłądziątko), p r z y w i ą z a n e sznurkami z koziej w e ł n y do ogo­
n ó w lub n ó g matek. Obok, mniej u p o r z ą d k o w a n y m szeregiem maszerują
o b ł a d o w a n e osiołki. Na osłach jadą dzieci, czasami m a ł e jagnięta i koźlęta,
a trafia się, że i kury.
Osobno, ł a w ą lub drobnymi grupkami, w ę d r u j ą kozy, bardziej zwartą
grupą owce z.podrastającym p r z y c h ó w k i e m urodzonym w Sindzie. Z w i e ­
rzęta te idą dnem rzeki Bolan, tuż ponad w o d ą słabo sączącą się po
5 8

Pasterzy tych określa się w Afganistanie nazwą moldar.
4 anny równają się 0,25 rupii pakistańskiej. Jest to opłata stosunkowo
wysoka.
Ludność osiadła mówiąc o Powindah pasterzach stale podkreśla ich przy­
wiązanie do swoich zwierząt. Słyszałem nawet takie określenie, iż Powindah ko­
chają swoje zwierzęta tak jak swoje dzieci.
6 9

6 0

�POWINDAH,

KOCZOWNICY

AFGANISTANU

I

PAKISTANU

385

Ryc. 10. Bostan, styczeń 1961. Powindah rzemieślnik w sandałach
Fot.

capiej
K.

Wolaki

szutrowym dnie. Trzoda ta goniona jest przez c h ł o p c ó w — p o d r o s t k ó w lub
mężczyzn.
Dalszą p o w a ż n ą grupą w ś r ó d patańskich k o c z o w n i k ó w odwiedzających
corocznie wschodni i p ó ł n o c n o - w s c h o d n i B e l u d ż y s t a n oraz Sind są r z e ­
m i e ś l n i c y , specjaliści od robót wodno-kanalizacyjnych. C i bądź od­
bijają od grupy swych krewnych pasterzy i podróżują osobno, bądź po­
dążają wraz z nimi starym szlakiem odwiecznej w ę d r ó w k i . W określo­
nych miejscowościach w y n a j m u j ą się do pracy przy czyszczeniu karezów , zakładaniu (kopaniu) nowych karezów w Beludżystanie, czyszcze6 1

6 1

Karez, kanał podziemny łączący cały szereg studzien ciągnących się od
podnóża skał w kierunku niższego dna doliny, coraz płytszych, i w końcu wypro­
wadzający w o d ę m a ł y m strumykiem na powierzchnię terenu.
25 - Etnogralia Polska T. V I I

�KRZYSZTOF

386

WOLSKI

niu k a n a ł ó w n a w a d n i a j ą c y c h w Sindzie lub czyszczeniu albo kopaniu
nowych Rhat (nazwa w j ę z y k u brohui), Rahat (nazwa w j ę z y k u urdu),
czyli szerokich studzien z k o ł o w r o t e m czerpiącym w o d ę , a poruszanym
za pomocą kieratu ciągnionego przez w i e l b ł ą d y czy też w o ł y . R z e m i e ś l ­
nicy drobnymi grupami w y n a j m u j ą się do pracy w ł a ś c i c i e l o m urządzeń
nawadniających. Zamieszkują wtedy u zamindarów .
G d y zatrzymują
się dłużej, wraz z nimi pozostają też ich ż o n y i dzieci, a nawet posiadane
zwierzęta. Wynagrodzenie o t r z y m u j ą w g o t ó w c e i w n a t u r z e .
W ł a ś c i w i Powindah to k u p c y . Znaczenie gospodarcze tego handlu
i m o ż l i w o ś c i tych k u p c ó w dawno n a l e ż y c i e oceniano, a graniczne placówki
celne dostarczały materiałów statystycznych .
Wprawdzie kupcami s ą t e ż pasterze, lecz ci, zbyt uzależnieni od swych
licznych trzód, mają mniejszy zasięg w ę d r ó w e k , a także ich nastawienie
gospodarcze nie jest skierowane w y ł ą c z n i e na handel.
W roku 1931 obliczano ilość Powindah k u p c ó w na około 20 000 głów.
P o ł o w a z tej liczby docierała do Sindu i P e n d ż a b u . W ostatnich latach
Powindah k u p c ó w , w ę d r u j ą c y c h po ziemiach zachodniego Pakistanu, b y ł o
prawdopodobnie nieco w i ę c e j .
K u p c y posiadający jedynie w i e l b ł ą d y docierają najdalej w swych
w ę d r ó w k a c h , do serca Indii, a obecnie w Pakistanie aż do Dolnego Sindu,
w okolice Hajdarabadu, Tatty i Karaczi, nie m ó w i ą c już o Multanie,
Lahore czy Rawalpindi w Pendżabie. B y w a i tak, ż e pewne rodziny za­
t r z y m u j ą s i ę w r ó ż n y c h osadach na szlaku w ę d r ó w k i i tam pozostają aż
do powrotu reszty k a r a w a n y . Wiosną wracają z karawaną do Afgani­
stanu.
62

63

6 4

6 5

6 6

67

6 3

Zamindar, właściciel ziemi (nazwa w językach pasztu d urdu od perskiego
zamin — gleba, ziemia użyteczna rolniczo).
Zamindar Abdul Aziz K h a n Panezai w Bostan, na północ od Kwetty, obli­
czał, iż yard wykopanego karezu kosztował w roku 1959 około 40 rupii pakistań­
skich (relacja ok. 5 rupii = 1 dolar USA).
K u p c ó w tych K . Ferdinand określa nazwą tedżar, którą zna ze wschodniego
Afganistanu, wspominając, i ż wędrują oni na tereny Pakistanu i Indii. Por.
H u m l u m , La géographie...,
s. 285.
Np. plemię Lohani, oddające się w całości i zupełności koczowniczemu
handlowi z Indiami, lato spędzało w Afganistanie a zimę w Indiach. W roku
1836 zarejestrowano 5140 wielbłądów, własności Lohani, przenoszących towary
przez granicę. 40 000 wielbłądów tego plemienia przeszło granicę dźwigając tylko
namioty i bagaże (a zapewne też ukryte towary). La structure économique
de
VAfghanistan, Societě d'Etudes et d' Informations éoonomiques, Paris 1932, s. 23.
Spate O. H. K. India and Pakistan. A General and Regional
Geography,
London 1954, s. 427.
Powody zatrzymania się bywają różne: doraźny zarobek, wykonanie jakiejś
pracy rzemieślniczej, a często porody kobiet. Zatrzymują się wtedy Powindah
w prywatnych karawanserajach, należących do różnych zamindarów.
W swoich
6 3

6 4

6 5

6 6

6 7

�POWINDAH,

KOCZOWNICY

AFGANISTANU

I

PAKISTANU

387

Trzeba zaznaczyć, że kupcy ci odwiedzają raczej ustronne miejsco­
wości, m a ł e bazary poza g ł ó w n y m i szlakami, wsie i niewielkie osady nie
posiadające w ł a s n y c h ośrodków handlowych .
Do charakterystyki Powindah kupca n a l e ż y rys znamienny: brak po­
czucia wartości czasu. Wydaje się, jakby Powindah czas m i e r z y ł powol­
nym krokiem w i e l b ł ą d ó w . Nie efektywny czas, lecz nasycenie skromnego
r y n k u zbytu jest dla niego miarą p o s t ę p o w a n i a i s y g n a ł e m n a k a z u j ą c y m
p o d j ę c i e dalszej w ę d r ó w k i , w której nigdy s i ę nie spieszy. Jedynie u L o ­
hani, w ę d r u j ą c y c h na wielkim szlaku K a b u l — Peszawar, m o ż n a obser­
w o w a ć pewien pośpiech, spowodowany podażą i popytem na towary sezo­
nowo aktualne .
Często Powindah w drodze w y n a j m u j ą się do transportu. Nawet obok
s z l a k ó w kolejowych i samochodowych taniością swych u s ł u g potrafią
k o n k u r o w a ć z nowoczesnymi środkami l o k o m o c j i .
Po ostatnich utrudnieniach tak granicznych, jak w e w n ę t r z n o h a n d l o w y c h w Afganistanie i Pakistanie oraz zakazach handlu i przewozu pew­
nych t o w a r ó w (np. narkotyki) zaczął się specjalnie opłacać przemyt gra­
niczny. Powindah mieli wrodzone skłonności i najlepsze warunki do za­
jęcia się przemytnictwem , co też skwapliwie czynią.
P o ś r e d n i c t w o Powindah i nadgranicznych sardarów
zapełnia przemy­
canymi towarami bazary Peszawaru, Kohatu, Fort Sandeman, K w e t t y
i Sibi.
6 8

6 9

70

71

V. T E C H N I K A H A N D L O W A P O W I N D A H

Znajomość rynku i jego chłonności, specjalnie rynku m a ł e g o , ubogiego,
wiejskiego, zaliczać można do tajemnic zawodowych w ę d r o w n y c h han­
dlarzy.
namiotach trzymają wtedy swoje zwierzęta, które w danej chwili z nimi razem
odłączyły się od karawany.
Takich kupców-kramarzy spotkałem w Rodżan-Dżamali w okręgu Nazirabad we wschodnim Beludżystanie (w pobliżu Dżakobabadu) w marcu 1961 r.
Zatrzymali się w karawanseraju mira Dżafar Khana Dżamali i tam rozprzedawali swe towary, wyroby afgańskie oraz wszelkiego rodzaju galanterię i pasman­
terię.
Takimi towarami są skóry, wełna surowa, kożuchy, suszone owoce z Afga­
nistanu, a ryż, pszenica, wyroby b a w e ł n i a n e i herbata z Pakistanu.
Np. w obrębie przełęczy Bolan biorą często towary od kupców z Sibi lub
Dadhar i przewożą je do Kwetty. Oczywiście wtedy, gdy mają wolne wielbłądy
transportowe. Dla Europejczyków są to środki transportu zbyt powolne.
Przemycają też z Afganistanu do Pakistanu i vice versa wszystkie m o ż l i w e
towary. G ł ó w n i e rzeczy z amerykańskich d a r ó w oraz towary rosyjskie, a także
polskie. Najczęściej jednak starzyznę.
6 8

6 9

7 0

7 1

�KRZYSZTOF

388

WOLSKI

Łatwość przerzucania się z miejsca na miejsce daje możność opłacal­
nego zaopatrzenia rynku, na k t ó r y m popyt jest nikły, a podaży nie ma
wcale. Zbyt towaru Powindah u m o ż l i w i a fakt, że ci kupcy przyjąć są go­
towi zapłatę za towar w części w pieniądzu, a w części w naturze, w su­
rowcach czy półfabrykatach (np. motki włóczki), a także w ż y w n o ś c i dla
siebie i swych zwierząt.
P o w y ż s z e cechy handlu Powindah u m o ż l i w i a j ą im w e g e t a c j ę pomimo
utrudnień, z jakimi jako koczownicy spotykają s i ę w Afganistanie, a spe­
cjalnie w P a k i s t a n i e .
7Z

Towary Powindah są różne. Zależy to od kierunku szlaku. Z Afga­
nistanu wiozą dywany, rzadziej kilimy, skóry wyprawione i surowe, futra,
k o ż u c h y , skórki karakułów, w e ł n ę o w c z ą i wielbłądzią, wyroby b a w e ł ­
niane, z Kandaharu czapki, wyroby miedziane z Ghazni, suszone owoce
(rodzynki kandaharskie kisz-misz),
suszone śliwki i morele, suszone
morwy , m i g d a ł y , orzechy włoskie, orzeszki pistacji (Pistacia vera), k a ­
mienie szlachetne i p ó ł s z l a c h e t n e , biżuterię srebrną i posrebrzaną
z Czarikaru (na p ó ł n o c od Kabulu) oraz cały liczny zestaw drobnych to­
w a r ó w nabywanych w Afganistanie, a dających się sprzedać i pożąda­
nych w Pakistanie .
7 3

74

7 5

Wśród licznych t o w a r ó w p r z e w o ż o n y c h przez Powindah z Afgani­
stanu trzeba b ę d z i e jeszcze w y m i e n i ć m u z u ł m a ń s k i e różańce tazbi ze s ł o ninowca. Tazbi sprowadzane są z Kandaharu, który s ł y n i e z tych w y ­
robów jubilerskich .
7 6

W powrotnej drodze z Pakistanu Powindah wiozą w i o s n ą do Afgani­
stanu materiały b a w e ł n i a n e , herbatę, cukier, owoce suszone (orzechy

7 2

Ostatnio tak władze afgańskie, jak i pakistańskie postanowiły osiedlić na roli
choć cześć swoich nomadów.
Suszone morwy przemielone na żarnach wraz z mąką służą na terenach
patańskich do wyrobu ciastek zwanym talkhan.
Przewożone s ą kamienie oszlifowane z grubsza półokrągło. Lapis-lazuli
z Pamiru i Badakszanu, rubiny z Dżagdaliku na w s c h ó d od Kabulu i z okolic
Kandaharu, beryle — akwamaryny z Nuristanu (czyli Kafiristanu), turmaliny
z Hindukuszu, ametysty z gór Szah Maksud koło Kandaharu, liczne kryształy
górskie z Gór Sulejmana i Koh-Baba oraz karneole, krwawniki, agaty, turkusy,
granaty, jadeity (zielone, rnleczno-przejrzyste) i opale.
Trzeba tu zaznaczyć, ż e między tym poważną rolę obecnie grają towary
rosyjskie. Trafia s i ę w bagażach i opium, jeden ze znanych produktów Afganistanu,
ścigany przez policję pakistańską. Opium przewożą przy sobie przeważnie kobiety,
nie podlegające rewizji osobistej.
Por. B . M a r k o w s k i , Die materielle Kultur des Kabulgebietes,
Lipsk
1932, s. 73. Najcenniejsze tazbi wyrabiane są z bursztynu, który jest na Wschodzie
surowcem droższym od złota.
7 3

7 4

7 5

7 8

�POWINDAH.

KOCZOWNICY

AFGANISTANU

1

PAKISTANU

389

г

Ryc. 11. Przejście Powindah szosą pod Sibi w Beludżystanie w 1961 r.
Fot.

K.

Wolski

kokosowe i daktyle makrańskie), ryż, korzenie (ilaiczi, czyli
kardamoń),
rzadziej odzież (serdaki z Kwetty) lub obuwie (pantofle haftowane zło­
tem — z Mul tanu) oraz różne drobne towary nadające się do zbycia
w drodze powrotnej lub w rodzinnych stronach.
Powindah są prawie stale w drodze, bowiem nieliczne postoje nie
p r z e r y w a j ą nigdy w ę d r ó w k i na czas dłuższy. Na wszystkich szlakach
m o ż n a spotkać karawany. Szeregiem idą w i e l b ł ą d y . Do ogona w i e l b ł ą d a
przodownika p r z y w i ą z a n y jest mocny sznur z koziej w e ł n y (często ozdo­
biony pomponami), zwany mahar, p r o w a d z ą c y do kołka przebitego przez
nozdrza
n a s t ę p n e g o wielbłąda. Tak połączony łańcuch karawany w i e l ­
b ł ą d ó w bywa zazwyczaj prowadzony przez m ę ż c z y z n ę lub chłopca idą­
cego przed w i e l b ł ą d e m przodownikiem. Pierwszy i ostatni z w i e l b ł ą d ó w
karawany mają na szyjach metalowe dzwonki (zwane grandżioune),
aby
w nocy d a w a ł y znać o idącej karawanie. Wielbłąd przodownik bywa też
kierowany przez c z ł o w i e k a siedzącego na nim.
7 7

Na w i e l b ł ą d a c h jedzie rodzina koczownika, jego mienie i towary. Wiel-

Kołek ten zwie się w języku pasztu

nathyj.

�392

KRZYSZTOF

WOLSKI

Mleka dostarcza w ł a s n a trzoda: kozy, owce, a nawet wielbłądzice.
M i ę s a — k o z y i owce. Tłuszcz s p o ż y w a j ą Powindah p r z e w a ż n i e z w i e r z ę c y
(masło
wtedy, gdy posiadają w i ę k s z ą ilość z w i e r z ą t hodowlanych).
Tłuszcze roślinne (olej) n a b y w a j ą u ludności osiadłej. Z nabiału często
spożywają krut, to jest wysuszony ser z maślanki. Z jarzyn najczęściej
marchew i rzepę, nabywane u ludności osiadłej. Dziki czosnek i rabar­
bar mają uzbierany w i o s n ą w stepie.
Powindah — kupcy nie posiadający trzód i k o c z u j ą c y spieszniej zaku­
pują ż y w n o ś ć u ludności o s i a d ł e j . Psy lub pies
pozostają przy na­
miocie, także d z i e c i pozostają na miejscu.
Na drugi dzień po zatrzymaniu się Powindah oferują na bazarze lub
rzadziej po d o m a c h
swoje towary oraz usługi transportowe swoich
zwierząt. Na postojach zatrzymują się zwykle po kilka dni. Wielbłądy
zarabiają na siebie i swoich właścicieli, a dochody handlowe są zyskami
dodatkowymi.
8 4

8 5

8 6

87

88

VI. UWAGI

KOÑCOWE

Koczownictwo powoli zanika nawet na stepach A z j i Centralnej. Na
szlakach mniej się j u ż widuje Powindah. Nie tylko jest ich mniej, lecz
są już inni. Porzucają c z ę ś c i o w o s w ó j dawny ubiór, zaczynają nosić
części u b i o r ó w europejskich, zatracają s w ó j charakterystyczny w y g l ą d .
P o w a ż n i e utrudniają i m handel rozsiane stosunkowo g ę s t o celne punkty
kontrolne. Na b e l u d ż y s t a ń s k i m szlaku w y s t ę p u j ą takie p l a c ó w k i k i l k a ­
krotnie. W Spin Baldak znajduje się afgański posterunek celno-graodbywa s i ę w ten sposób, że m ą k ę zarabia s i ę wodą i miesi na płachcie worka,
następnie formuje się d u ż e placki przez rozklepywanie i rozciąganie. Rozgrzane
w ognisku kamienie wyjmuje się z ogniska, oblepia ciastem placka i przysuwa
do ognia. Ciasto wypieka się słabo od gorąca kamienia, a silnie (często przypala)
od strony ognia. Sposób ten jest bardzo wygodny, bowiem w góry zabiera się
tylko mąkę.
Masło (raraka) wyrabia się przez kolebanie w worze z koziej skóry (gudij),
powieszonym na sznurach z koziej w e ł n y na trójnogu z żerdek (derbalej).
Tak postępują np. Lohani, podróżujący szybciej z towarami. C i Powindah
doceniają znaczenie szybkości obrotu.
Powindah miewają też ładne psy, płoworude, mocno zbudowane. Są one
cenione jako stróże. Przeważnie psy Powindah są mieszańcami.
Charakterystyczne jest, ż e dzieci Powindah nie zajmują się żebractwem,
w odróżnieniu od dzieci Khanabadusz (innych k o c z o w n i k ó w pakistańskich).
Handel Powindah jest handlem w ę d r o w n y m , ale nie domokrążnym. Miejscem
sprzedaży t o w a r ó w Powindah jest bazar (rynek) miejscowości, w której s i ę za­
trzymano, lub obóz rozbity przez koczowników.
8 4

8 5

8(1

8 7

8 8

8 3

Pasterze, oddalający s i ę ze swymi trzodami w góry, nie zabierają nararaj.
Wypiek placków z pszennej razowej mąki (przyniesionej wraz z solą w worku)

�POWINDAH,

KOCZOWNICY

AFGANISTANU

I

PAKISTANU

393

niczny, w Czaman podobny pakistański, w drodze do Kwetty lotne
straże, a przed wjazdem do K w e t t y od północnej strony posterunek
celny, r e w i d u j ą c y p r z y b y w a j ą c y c h (na wszelkich środkach lokomocji),
za K w e t t ą od strony p o ł u d n i o w e j w Sariabad znowu placówka celników.
Utrudnienia celne po roku 1950 s k i e r o w a ł y Powindah na drogę prze­
mytnictwa. W razie złapania idą pod sąd jako przestępcy. Pogorszenie
się s t o s u n k ó w m i ę d z y Afganistanem a Pakistanem na tle zatargu
o P a s z t u n i s t a n od roku 1958 jeszcze bardziej zaogniło stan rzeczy.
Powindah obok p r z e s t ę p s t w graniczno-celnych i paszportowych zaczęli
b y ć posądzani też o szpiegostwo. B o ć przecież byli obywatelami Afgani­
stanu nie zawsze legalnie p r z e b y w a j ą c y m i na terenie Pakistanu.
Chociaż oficjalnie rządy nie w y s t ą p i ł y otwarcie przeciw nomadyzmowi, to jednak c z ę ś c i o w e m u ograniczeniu uległo koczownictwo patańskie w P a k i s t a n i e oraz handel Powindah. W n i e k t ó r y c h dziedzinach nie
odczuwa się tego ograniczenia handlu, a tym, co s i ę dzieje w m a ł y c h
wsiach i osadach, nikt specjalnie s i ę nie interesuje. Jednak w pewnych
branżach odczuwa się wybitne braki spowodowane tym ograniczeniem,
np. w handlu klejnotami i kamieniami szlachetnymi panuje pewien
zastój , a na rynku brak najpopularniejszych kamieni z Afganistanu.
89

90

9 1

R e a s u m u j ą c całość tych uwag powrócić trzeba do stwierdzenia, że
odwieczny ruch n o m a d ó w m i ę d z y pogórzem irańskim a doliną Indusu
ulega ograniczeniu, a m o ż e nawet częściowej likwidacji. B y ć może, że
j e s t e ś m y ś w i a d k a m i ograniczenia i zahamowania od t y s i ę c y lat t r w a j ą ­
cego p ę d u ludności z Iranu w kierunku Indii.

8 9

The Pakhtunistan
Problem and the Present Relations between
Afghanistan
and Pakistan, London, Press and Informations Section of the Royal Afghan
Embassy; F r a n k D. S., Pakhtunistan.
Disputed Disposition of a
Tribal-land,
„The Middle East Journal", Washington t. V I : 1952, s. 49—69.
Jeden z moich korespondentów, Malikzada Ghulam-Nabi Aczakzai doniósł
mi w kwietniu 1962 г., że przed sześcioma miesiącami został wydany zakaz w s t ę p u
do Pakistanu dla Powindah i ich trzód, wskutek tego w i o s n ą 1962 było ich bardzo
niewielu w Pakistanie, a ci nieliczni szybko wędrowali z powrotem do Afganistanu.
Np. w Kwetcie w roku 1960 i 1961 d a w a ł się odczuwać brak kamieni szla­
chetnych i półszlachetnych, a kupcy-jubilerzy w y r a ź n i e stwierdzali, że ten brak
jest spowodowany niedowiezieniem ich z Kabulu.
9 0

9 1

�394

KRZYSZTOF

WOLSKI

Krzysztof Wolski
POWINDAH — T H E P A T A N NOMADS O F A F G H A N I S T A N
AND P A K I S T A N
Summary
The author of this sketch had an opportunity — while staying in Pakistan
from December 1960 to the half of 1961 — of collecting materials concerning the
life of Powindah, watching these nomads in Baluchistan, Punjab, Bahawalpur
and Sind, along their main tracts leading from Afghanistan through the Kodjak
Pass, Quetta and the Bolan Pass to Sind as well as along the less frequented
tract through the Khyber Pass between Kabul and Peshawar.
Remarks concerning the Powindah are marginally scattered in literature
referring to the area of Afghanistan, Pakistan and India (N. Perrin, H . B . Lumsden, C. M. Mac Gregor, J . A. Robinson, P. Sykes, M. Ahmad, K . Davis, M. G. P i kulin, M. Elphinstone, O. von Niedemayer, W. K . Fraser-Tytler, D . N. Wilber,
O. Caroe, J . Humlum), often without mentioning them by name. Only once has
this problem been dealt with exhaustively (by R. B . Rai Jamiat), but his book,
published in Quetta in 1922 is now a rare library item. There is not even one
short monograph on them in Polish. This sketch is therefore intended to fill up
this gap.
The name "powindah", given originally to the Patan transport workers, co­
vers nowadays also other groups of these nomads. The word itself is of the
Persian origin. The Persian word "parvendah", meaning literally "a bag with goods",
appears in Afghanistan as "powindah", and in Pakistan as "powindah". While
denoting the wandering salesman, it is also given to all Patan nomads from
Afghanistan, coming to Pakistan for winter, regardless of their trade or temporary
occupation.
Powindah come mainly from the Patan tribe Ghilzai, living i n the area
between Koh-i-Baba mountains on the north and the Suleiman Mountains on the
south, bordering with the Pakistan resident tribes Durrani-Achaksai and Kakar.
The area occupied by the Ghilzai tribe reaches the borders of the Afghan province
on the west and the town of Gardez on the east, bordering with the territory of
Suleiman and Waziri tribes; on the Northeast the Ghilzai area reaches over Ghazni
to Safed Koh mountains, bordering with lands of the Afridi and Mangal tribes,
Powindah merchants descend also from the other Patan tribes.
Three professional groups can be distinguished here: a) merchants, b) shep­
herds, c) artisans. Merchants were always the richest. They introduced a l l novelties
borrowed from the neighbouring nations, e. g. light Indian linen tents instead of
the former large barrel-like tents with black doors of goat wool. These merchants
specialized also in cattle breeding, taking dromaders as transport animals in their
trade journeys, leaving even goats, their milk-suppliers, behind, because of
hurry.
Powindah were often used for transporting goods by merchants from Shikarpur, Sukkur, Tatta, Kandahar, Herat, Kabul, Peshawar, Lahore or Multan. Through
their hands as agents or transport workers passed goods from Eastern Europe and
West Asia on their way to the East, and — conversely — Indian products going
by land to the European markets.

�POWINDAH,

KOCZOWNICY

AFGANISTANU

I

PAKISTANU

395

Powindah caravans went deeply into Iran and Turkestan with the Shikarpur
merchants' goods, joining these two countries with India and even with the unhospitable banks of Makran along the Arabian Sea. Taking the northern tract from
Kabul, they reached Lahore and Calcutta through Khyber Pass and Peshawar.
These old caravan tracts lost their importance in the modern times, owing to
the slow monopolisation of the Indian trade by the East India Company, and then
by the English capital. For local and neighbouring markets they remained, never­
theless, important. Northern and Eastern Iran and Turkmenia have no other con­
nection with the Indus river valley but through the Afghan territory with Patan
nomads acting as trade agents.
In the X I X century the English conquered in two Afghan wars (1838—1842 and
1878—1880) Sind, Baluchistan and essentially Afghan territories in the Suleiman
Mountains, with the most important tracts and passes (Bolan, Kodjak, Gomal
and Khyber).
The English started building a new railway line which reached Sibi in 1880,
Quetta in 1887, and Chaman near the Afghan border, 104 kilometers from Kanda­
har. One of the side lines was directed to Zahidan in Iran.
New methods of transport replaced the former agent and transport worker,
brought the markets nearer, and finally caused the decline of the Powindah trade.
Old merchant towns situated along the ancient tracts lost their importance, with
their bazaars closed and old caravanserais destroyed.
The most conservative group of the Powindah are the shepherds. A l l new
things reach them with difficulty. Only among them are the old type tents to be
found. They wander year by year with their herds of dromaders, goats, sheep,
and even donkeys for winter into the Indus river valley to return to Afghanistan
with newly born animals in the spring. When crossing the Pakistan border, they
pay the authorities 4 anna for a sheep or goat. Due to various restrictions they
leave the territory of Pakistan for good in 1961.
Artisans and specialists in water and canalisation works form a separate
group. Their work is very important. These Powindah either wander with the
shepherds or separately. They keep small herds of domestic animals (sheep, goats,
donkeys, rarely dromaders). Working at cleaning canals (in Sind) and at digging
new canals and wells (in Baluchistan), they live with zamindars (land owners) by
whom they are engaged.
Owing to the custom restrictions after 1950, the Powindah trade begins to
dwindle. Former merchants and transport workers turn into smugglers. Forced
to omit the customs and control stations, they leave the main tracts and their
trading abilities disappear.
A l l these factors introduced important changes into the lives of these nomadic
tribesman. Observation of the Powindah clothes show the disappearance of the
traditional folk dresses: it is especially noticeable in mens dresses, where appea­
red ex-army coats and shoes. Powindah do not wear too tight trousers yet, regar­
ded as "indecent", nor too short shirts, also "indecent". Ex-army coats and army
blankets replace the former tweed coats-blankets.
Women's clothes are more conservative. There are no European type dresses.
Gold adornments are the only exception, rings of the Powindah women, bought
in the Afghan towns, often having the modern European shape. The women's
clothes of Powindah are nearer to the women's clothes of Afghan type than to the
Pakistan ones. Men's dresses are more similar (wide trousers, long shirts, tourbans).
One of the characteristic features of the Powindah clothes is the prevalence of

�396

KRZYSZTOF

WOLSKI

black and lately grey. Holiday clothes o í men aire white, and o í women and
children — coloured.
Being in constant touch with many tribes and nations, Powindah have accep­
ted some alien forms of dresses or adornment technique. E . g. from the people
of Baluchistan they have taken small glass embroidery as well as the coloured
embroidery on shoes. They buy these shoes at the Quetta bazaars while travelling
through Baluchistan of Sind. The techniques and motifs of the neighbouringpeoples in dress adorning reach Powindah easier than the European ones. This
is maintty due to the stronger and closer contacts of Powindah with the local
population than with the Europeans, though Powindah often deal also in the
Europeans goods, usually of very low quality. The same religion combined with
the traditional antipathy to Europeans may also account for it.
Concluding these remarks, one may say that the present-day Powindah are
the epigones of nomadic tribes and the shepherd people, poor but not very poor
merchants and shepherds, rare and rarer on their old travelling tracts.
Only specialists have survived these historical changes. Their work in irriga­
tion of land has been and is still indispensable for Baluchistan and Sind agri­
culture.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6048" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6028">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a03cabc90e9f0a6b3d6cb970a581e3cc.pdf</src>
        <authentication>0d2ca703affde78cab348903e5b169b1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72153">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:530</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72154">
                <text>1963</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72155">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:484</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72156">
                <text>Recenzje / ETNOGRAFIA POLSKA 1963 t.7</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72157">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1963 t.7, s.503-554</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72158">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72159">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72160">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="72161">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72162">
                <text>R

E

C

E

C L A U D E L É V I - S T R A U S S , La pensée

N

Z

J

E

sauvage, Paris 1962, ss. 295, i l . 24.

Najnowsza praca znanego profesora College de France, Claude Lévi-Straussa,
o którym — pozostający pod urokiem jego autorytetu naukowcy i organizatorzy ży­
cia społecznego różnych narodowości — wyrażają się z ogromnym uznaniem jako
o „sztandarze" nauki francuskiej, a tylko nieliczni przeciwnicy naukowi odmawiają
mu prawa do formułowania teorii socjologicznych, powinna i tym razem — jak
wiele prac dawniejszych — w y w o ł a ć ż y w ą dyskusję i wiele sprzecznych ocen.
Autor konsekwentnie podtrzymuje stanowisko, które zajął już w pierwszej swej
największej pracy (drukowanej w 1949 r.) o podstawowych strukturach pokrewień­
stwa, rozciągając swoje poglądy o bogactwie i zróżnicowaniu m i ę d z y g r u p o w y m pier­
wotnych, wrodzonych człowiekowi form działania na całą dziedzinę kultury umysło­
wej. W podobny przy tym sposób, jak recenzowane poniżej studium o totemizmie (po­
zostające zresztą w bardzo ścisłym związku z obecną pracą), rzuca autor wyzwa­
nie wielu dawniejszym (i do dziś uznawanym) poglądom naukowym różnych szkół
etnologicznych, usiłujących rozwiązać zagadnienie pierwotnej kultury i poziomu
u m y s ł o w e g o pierwotnego społeczeństwa, zgodnie z przyjętymi a priori założeniami
teorii rozwoju.
Jednym z ostatnich autorów, który podjął ten właśnie temat, był bliski w s p ó ł ­
pracownik Emila Durkheima, a w i ę c przedstawiciel szkoły socjologicznej francu­
skiej, do której i Lévi-Strauss n a w i ą z u j e w swych pracach i której przypisuje
ogromny w p ł y w na całą naukę światową, Lucien Levy-Brühl. Jego prace o duszy
pierwotnej i o myśli prelogicznej człowieka pierwotnego odbiły się szerokim echem
w literaturze naukowej lat trzydziestych X X w. Teoria Levy-Brühla (z której on
sam po pewnym czasie prawie się wycofał) przeciwstawiająca podstawy logiczne
współczesnej myśli naukowej brakom logiki rozumowania, charakterystycznym dla
działalności człowieka pierwotnego, nie znalazła uznania u współczesnych autorowi
historyków-ewolucjonistów 1 pol. X X w. W Polsce zwalczał ją m.in. na semina­
riach swych Kazimierz Moszyński. Podkreślał on w y s t ę p o w a n i e przesłanek logicz­
nych we wszystkich opisywanych przez Levy-Brühla przykładach działania ludzi
„pierwotnych", opóźnionych w rozwoju gospodarczym i poziomie wiedzy. LéviStrauss tylko pozornie kontynuuje do pewnego stopnia m y ś l swego poprzednika.
Uznaje, że „pierwotna" myśl jest inna niż nasza współczesna. Nie podtrzymuje
jednak tezy L e v y - B r ü h l a o prelogiczności myślenia pierwotnego, a w i ę c jego niż­
szym etapie rozwoju. Wprost przeciwnie — jak gdyby na przekór zasadzie, przy­
jętej zarówno w ewolucjonizmie, jak i w innych kierunkach historycznych, roz­
woju od form prymitywniejszych ku bardziej rozwiniętym, wysoko wartościuje
on w ł a ś n i e tę myśl pierwotną, „dziką", której ślad jakiś tkwi w nas po dzień dzi-

�504

RECENZJE

siejszy, ale której w ł a ś c i w ą domeną działania są przede wszystkim izolowane spo­
łeczeństwa prymitywne.
Myśl „dziką" przeciwstawia Lévi-Strauss w swej pracy myśli „obłaskawionej"
czy „udomowionej" (domestiquée), to znaczy temu systemowi rozumowania, który
wykształciliśmy jako produkt naszej kultury. Na dnie jednakże naszego myślenia
współczesnego tkwi również zawarta w podświadomości m y ś l pierwotna, naturalna,
„dzika". Nie zawsze dopuszczamy ją dzisiaj do głosu, jest bowiem przytłoczona
tym wszystkim, co zrobiliśmy, aby ją ująć w ramy świadomości budowane w opar­
ciu o narastający wciąż bagaż kulturalny. Jest jednakże wartością stałą, która bu­
dzi nasze zrozumiałe zainteresowanie naukowe. Jej poznanie nie tylko może się
przyczynić do wzbogacenia wiedzy historycznej o początkach naszej „inteligencji" —
jak wyjaśnia Lévi-Strauss w specjalnym wywiadzie, jakiego na temat swej najnow­
szej pracy udzielił przedstawicielowi czasopisma „Arts" (nr 871: 1962, s. 5) — lecz
przede wszystkim zbliżać nas powinno do zrozumienia naturalnych praw przyrody.
To zasadnicze przeciwstawienie pierwotnej natury i z niej emanującej nadbu­
dowy (jakbyśmy określili używając przyjętej u nas terminologii nauk społecznych)
systemowi pojęć, wykształconemu w procesie historycznym rozwoju kultury (a więc
będącemu w g ł ó w n y m zrębie również emanacją naturalnej, wrodzonej inteligencji
człowieka), jest oczywiście jako podstawowa teza robocza warsztatu naukowego
Claude Lévi-Straussa, etnologa, antropologa i filozofa kultury w jednej osobie,
motywem przewodnim w omawianej pracy. Zadaniem pracy jest analiza struktu­
ralna śladów podstawowych systemów myśli pierwotnej w ich całym bogactwie
i zróżnicowaniu grupowym i przestrzennym, co jest zdaniem autora jednym z w a ż ­
niejszych zadań antropologii społecznej i etnologii, uznanych przez niego za nauki
ścisłe (utożsamiane przy tym z psychologią).
Jaka jest pierwotna, „dzika" myśl człowieka? Aby móc to określić autor sięga
do XIX-wiecznych opisów kultury różnych izolowanych społeczności prymityw­
nych. Mimo niedoskonałości tych wszystkich opisów, w y m a g a j ą c y c h ostrożnego z nich
korzystania, autor czerpie w pracy pełną garścią z olbrzymiej kartoteki w y p i s ó w
z literatury etnograficznej całego świata, jaka w formie kopii archiwum, groma­
dzonego od szeregu lat w uniwersytecie w Yale w Stanach Zjednoczonych, znaj­
duje się w Paryżu w kierowanym przez Lévi-Straussa Laboratorium Antropologii
Społecznej. Na cytowanych z tych źródeł przykładach wykazuje autor, że m y ś l
pierwotna jest przede wszystkim „wiedzą o konkrecie" (rozdz. I). Nie jest to jed­
nak wiedza wynikająca, jak chce Bronisław Malinowski i wielu innych, przede
wszystkim z potrzeb praktycznych. Jest to natomiast wrodzone człowiekowi dąże­
nie do porządku i z tego wynikające klasyfikowanie i przeciwstawianie sobie
przedmiotów i zjawisk, tworzenie systematyki — co zdaniem niektórych cytowa­
nych przez Lévi-Straussa autorów, z którymi on się zasadniczo zgadza, jest rów­
noznaczne z budowaniem teorii naukowych. Zainteresowania teoretyczne są wcze­
śniejsze od zainteresowań praktycznych. Trzeba na przykład poznać rośliny lecz­
nicze i ich właściwości, by móc potem dopiero stosować je w medycynie i znachorstwie. Różne mogą być jednak kryteria wprowadzania porządku w pojęcia.
Może to być pierwotnie przy podziale na gatunki roślin, np. kryterium w y g l ą d u
zewnętrznego, estetyczne itp. Wyborem tych kryteriów różni się myśl pierwotna,
zwana też nieraz magiczną, od naszej współczesnej myśli naukowej.
Charakterystyczna dla postawy naukowej Lévi-Straussa opozycja wobec zało­
żeń badawczych kierunku funkcjonalnego (który na przekór jego twórcom i wy­
znawcom uważa za kierunek dający przede wszystkim w k ł a d w historię, a nie teo­
rię natury), wyrażająca się w ucieczce od teorii potrzeb podstawowych jako naj-

�RECENZJE

505

bardziej prymitywnego motoru działalności ludzkiej, tłumaczy się jego niechęcią
do budowania w n i o s k ó w zbyt ogólnych, dotyczących właściwości natury ludzkiej,
łączących między sobą wszystkie społeczeństwa. Tego rodzaju uogólnienia są po
największej mierze truizmami. Zubożają one nasze spojrzenie naukowe o niedo­
strzeganie ogromnego bogactwa i zróżnicowania kultury — w wypadku omawianej
pracy — pierwotnej wrodzonej, kultury u m y s ł o w e j i wiedzy o przyrodzie. Zamiast
więc iść śladami Malinowskiego i szukać tego, co łączy odległe od siebie społecz­
ności, Lévi-Strauss woli doszukiwać się przeciwieństw. Jest to nie tylko, jak sam
podkreśla, zastosowanie zapożyczonej od językoznawców metody analizy struktu­
ralnej, czy też w p ł y w Marksa, którego pracami entuzjazmował się w młodości
i którego teorie chciałby uzupełnić na interesującym go odcinku badań empirycz­
nych i w n i o s k ó w dotyczących związków wszechrzeczy (superstructures),
lecz w du­
żej mierze logiczne rozwinięcie wskazań i stwierdzeń metodologicznych zawartych
we wcześniejszych pracach E . Durkheima, M. Maussa, F . Boasa, a także A. R a d cliffe-Browna. O nich wszystkich wspomina Lévi-Strauss w tej pracy. Cytuje rów­
nież J . J . Rousseau i H. Balzaka. Dedykuje pracę pamięci nieżyjącego M. MerleauPonty, z którym dyskusję na te właśnie tematy rozpoczął w 1930 r. W ostatnim
rozdz'a'e (IX), zatytułowanym „Hisioire et dialectique", przeprowadza poienrukę
z w y d a n ą przed dwoma laty Critique de la raison dialectique J . P. Sartre'a. Praca
jest więc zarówno próbą charakterystyki myśli pierwotnej (po jej uprzednim orygina^ym zdefiniowaniu), przeprowadzoną w sposób zaskakujący w stosunku do
ustalonych do tego czasu opinii uczonych w oparciu o bogaty materiał przykładów,
jak w równej niemal mierze w y k ł a d e m metody i określeniem własnej drogi nauko­
wej w nawiązaniu do poprzedników i — w mniejszym stopniu — opozycjonistów.
Wśród tych ostatnich trzeba jeszcze dodać profesora Sorbony, socjologa prawa
(ucznia Polaka Leona Petrażyckiego przebywającego długie lata w Rosji), Georges
Gurwitcha. Dyskusja z zarzutami G . Gurwitcha zajmuje szereg kart recenzowanej
pracy Lévi-Straussa.
Jakie są konsekwencje tych wszystkich dyskusji i wnioski, które w y c i ą g a autor
z zastosowania zbudowanego przez siebie i, mimo oparcia o wspomniane wzory,
w pełni oryginalnego w tym zastosowaniu warsztatu badawczego? Są też oryginalne
i zaskakujące. Myśl pierwotna, „dzika", jest bogata, systematyzująca i teoretyzu­
jąca. Jest już na stopniu magii myślą n a u k o w ą (a w i ę c logiczną, wbrew twierdze­
niu Levy-Brühla), różniącą się od naszej myśli naukowej niemożliwością (i to nie
zawsze) jej wykorzystania w praktyce, kształtującą się jednakże w analogiczny
sposób, lecz w ściślejszym związku z intuicją, działaniem podświadomym natury
ludzkiej. Jej mechanizm działania polega na klasyfikacji przedmiotów i pojęć
przez ich przeciwstawianie (pary przeciwieństw) oraz ustalaniu s y s t e m ó w powią­
zań (przejść) pomiędzy kategoriami i grupami społecznymi („Logika klasyfikacji
totemicznych", rozdz. I I , „Systemy transformacji" rozdz. I I I , „Totem i kasta"
rozdz. I V ) , na wyróżnianiu kategorii, e l e m e n t ó w i liczb (rozdz. V), na uogólnia­
niu i dzieleniu (rozdz. V I ) , na przeciwstawieniu jednostki rodzajowi (rozdz.
VII). Myśl „dzika" jest ponadczasowa. Wyraża się systemem symboli i zna­
k ó w (nazw), tworzy uproszczone (zmniejszone) modele rzeczywistości, aby le­
piej zrozumieć jej funkcjonowanie. Już D ü r k h e i m i Mauss w dawnych swoich
pracach wskazali, że jest ona myślą wartościującą, jakkolwiek niewątpliwie jest
w swoich początkach niejednokrotnie prowadzącą na manowce. Nie można jednak
nie docenić wkładu, jaki od czasów wielkiej rewolucji okresu neolitu (której wiel­
kość porównać można tylko z naszą współczesną rewolucją przemysłową) wniosła
w kierunku tłumaczenia (wyobrażenia) przyrody i jej wykorzystania w budowaniu

�506

RECENZJE

cywilizacji. Nie można również nie uznać roli, jaką ma do odegrania w skrzyżo­
waniu z współczesną m y ś l ą naukową, posuwającą s i ę po drodze przeciwstawnej —
od wyobrażeń umysłu ludzkiego ku zrozumieniu niezależnego od tego u m y s ł u świata
fizycznego.
Anna

C L A U D E LÉVI-STRAUSS,
de France, Paris 1962.

L e totemisme

aujourd'hui,

Kutrzeba-Pojnarowa

Presses

Universitaires

Ostatnio na warsztacie Claude Lévi-Straussa znalazł się cały kompleks pro­
b l e m ó w związanych z zagadnieniem totemizmu. Nie ulega wątpliwości, że jako
były profesor École Pratique des Hautes Études, gdzie miał katedrę porównawczą
religii l u d ó w nie posiadających pisma, i jako obecny profesor College de France,
wykładający zasady antropologii społecznej, jest on ogólnie uznanym autorytetem
w dziedzinie zagadnień religioznawczych i społecznych, które predestynowały go
do zabrania głosu w tak poważnej sprawie.
Założeniem autora było w tej małej pracy przekazać wszystkie uwagi krytycz­
ne pod adresem tych uczonych, którzy kiedykolwiek zabierali głos na temat tote­
mizmu. B y ł o to zadanie, w e d ł u g autora, o tyle ważne, ż e jeśli współczesna antro­
pologia społeczna czy etnologia ogólna ma kiedykolwiek stanąć w szeregu nauk
znajdujących się w stanie rozkwitu, to może to uczynić jedynie pod warunkiem
uwolnienia się od nienaukowych teorii poprzedniego stulecia, które w y t w o r z y ł o
Wiele m i t ó w ciążących na o g ó l n y m rozwoju omawianych nauk.
Do takich w ł a ś n i e tematów należał problem totemizmu, który śmiało można by
nazwać jednym z najpopularniejszych zagadnień, nie tylko X I X , ale i X X w.
Ilość prac poświęcona temu zagadnieniu stworzyłaby wcale obfitą bibliotekę. Nie­
stety odkrywczość myśli etnologicznej w tej dziedzinie nie przyniosła największych
i najbardziej rewelacyjnych osiągnięć. Wszelkie dotychczasowe próby rozwiązania
tego problemu natrafiały na nie dające się pokonać trudności. Przyczynę takiego
stanu rzeczy widzi Claude Lévi-Strauss w tym, że już samo założenie problemu
totemizmu zawierało w sobie fałsz, co z kolei nie pozwoliło uczonym na rzeczy­
wiście naukowe podejście do tej sprawy.
Pierwsze relacje dotyczące problemu totemizmu pojawiają się w literaturze
o charakterze etnograficznym pod koniec X V I I I w. Z kolei rozkwit spekulacji na
ten temat przypada na koniec X I X i X X w. I tak od pierwszego pseudonaukowego
postawienia zagadnienia przez J . F . Mc Lennana w 1869 r. do roku 1920, w którym
ukazała się syntetyzująca praca A . Van Gennepa, naliczono 41 teorii wyjaśniania
tego zjawiska kulturowego, a przecież praca Gennepa bynajmniej nie stanowiła
ostatniej publikacji na ten temat. Naturalnie wartość naukowa tych prac była
bardzo różna. Szereg z nich spełniło w a ż n ą rolę jako przyczynki materiałowe po­
zwalające na w y j a ś n i e n i e pewnych fragmentów omawianego zagadnienia, niemniej
tak manifestacyjne zajmowanie się tym zagadnieniem nie służyło lepszemu roz­
wojowi etnografii i religioznawstwa. B y nie popełniać tego samego błędu, Claude
Lévi-Strauss powziął zamiar zlikwidowania jeszcze jednego mitu teoretycznego
etnologii, jakim był mit totemiczny. Co prawda sam przy okazji zauważa, że „ak­
ceptacja jako tematu do dyskusji, kategorii, którą uważa za fałszywą, stanowi
zawsze pewne ryzyko, gdyż poprzez uwagę, jaką się do niej przywiązuje, stwarza
się pewne iluzje dotyczące jej realnego istnienia. Dyskusja jest w i ę c niejako hoł-

�RECENZJE

507

dem dla tego pojęcia. B y ć m o ż e lepiej by było takie pojęcia pozostawić w zapo­
mnieniu. Z drugiej strony, jak m ó w i Arkell, historia nie stwarza faktów bezużytecz­
nych. Sam fakt, że utrzymywało się to pojęcie, świadczy o ludziach, którzy się
nim posługiwali. Po to, by pójść nową drogą, warto zapoznać się ze starą, aby
nie popełnić identycznych błędów". T a k w i ę c w omawianej pracy Claude LéviStrauss przytacza s ł o w o totemizm jedynie jako cytat, a nie jako pojęcie realne.
Cała praca pomyślana jest jako przegląd najważniejszych teorii pochodzenia
i znaczenia totemizmu w życiu ludów prymitywnych. W przeglądzie tym autor
nie krępuje się ramami chronologicznymi, rezygnując z tego systemu na rzecz
zgrupowania pewnych teorii i hipotez w e d ł u g zasad, jakie uczeni przyjmowali
w celu w y j a ś n i e n i a przyczyn powstania tego zjawiska kulturowego. Już sam spis
rozdziałów wprowadza nas w ten podział. Tak w i ę c po wstępie, w którym Claude
Lévi-Strauss wyjaśnia potrzebę krytycznego ustosunkowania się do problemu tote­
micznego, następuje rozdział pierwszy poświęcony omówieniu iluzyjności samego
terminu totemizm. B y nie wprowadzać niejasności autor podkreśla, że chodzi mu
przede wszystkim o zdefiniowanie zjawiska poddanego badaniu jako stosunku m i ę ­
dzy dwoma lub wieloma określeniami realnymi lub teoretycznymi,
następnie
o skonstruowanie tablicy możliwych zamienności tych terminów oraz wzięcie tej
tablicy za g ł ó w n y obiekt analizy. Jest to niezbędne ze względu na fakt, że termin
totemizm obejmuje idealnie z a r y s o w y w u j ą c e się stosunki między dwoma światami:
ś w i a t e m przyrody i ś w i a t e m kultury. Świat przyrody składa się z kategorii i jed­
nostek, zaś świat kultury z grup i z osób. "Wszystkie te określenia zostały wy­
brane arbitralnie w celu wyróżnienia w każdym z tych dwóch ś w i a t ó w dwu ro­
dzajów egzystencji: kolektywnego i indywidualnego, których me należy ze sobą
mieszać.
"Według autora te cztery terminy dadzą się połączyć w następujący sposób:
1
1

Przyroda

j

o

3

4

Kategoria

Kategoria

Jednostka

Jednostka

Grupa

Osoba

Osoba

Grupa

i

Kultura

i

Każdej z tych czterech kombinacji odpowiadają zjawiska dające się za­
obserwować u jednego lub kilku ludów, a przez szereg uczonych włączane do
kompleksu zjawisk, zwanych totemizmem. Ma to miejsce szczególnie w wypadku
dwu pierwszych, gdyż dwie drugie włączone zostały do totemizmu jedynie pośred­
nio, jedna jako zarys, druga zaś jako ślad totemizmu. „Tak więc iluzja totemicz­
na — zdaniem Claude Lévi-Straussa —• polega przede wszystkim na wykrzywieniu
pola semantycznego, na które składają się zjawiska tego samego typu. Pewne
aspekty tego pola zostały uprzywilejowane kosztem pozostałych, w celu przypisania
im oryginalności i egzotyczności, która wcale nie jest im właściwa. Jak z tego w i ­
dać, totemizm wynika z wadliwego podziału rzeczywistości".
Rozdział drugi został poświęcony omówieniu nominalizmu australijskiego. Rze­
czą powszechnie znaną jest fakt, że w budowaniu większości hipotez na temat tote­
mizmu szczególne miejsce zajmował bogaty materiał australijski. Na szczególną
u w a g ę autora omawianej pracy zasłużyła teoria A. P. Elkina, który do jej wypra­
cowania doszedł dzięki zastosowaniu metody empirycznej i opisowej oraz zasad
analizy ustalonych przez Radcliffe-Browna. Dzięki swym studiom opartym na m a -

�508

RECENZJE

teriale australijskim Elkin doszedł do wniosku, że „egzogamia jest wynikiem, a za­
razem celem, połączenia ze sobą pewnych konkretnych społeczeństw, które bez
tego nie w e s z ł y b y ze sobą w kontakt. Instytucja ta służy w i ę c wzmocnieniu spój­
ni, nie tyle między członkami klanu, co różnych k l a n ó w z całym społeczeństwem".
E l k i n proponuje trzy kryteria dla zdefiniowania systemu totemicznego: f o r ­
ín ę, czyli sposób, w jaki totemy są rozdzielone między jednostki i grupy, z n a ­
c z e n i e , w e d ł u g roli, jaką gra totem dla jednostki (towarzysz, opiekun itd.),
i f u n k c j ę , która odpowiada roli systemu totemicznego, jaką odgrywa w grupie.
Poza tym Elkin wyodrębnia w Australii istnienie kilku rodzajów totemizmu,
z których najważniejsze są totemizmy indywidualny (dzielący się na seksualny,
dualistyczny, sekcyjny, podsekcyjny i klanowy) i kultowy (patrylinearny i tzw.
koncepcyjny). Jak z tego wynika, koncepcja Elkina występuje przeciwko zbytnie­
mu generalizowaniu pojęcia totemizm, i to na pewno było pewnym krokiem na­
przód. Takie nastawienie badacza miało na celu udowodnienie słuszności tezy, że
totemizm jako problem etnologiczny ma jak najlepszą podstawę do egzystencji
teoretycznej i krytykując zbyt pochopne generalizacje zagadnienia, poprzez bogaty
materiał i sumienną klasyfikację odmian totemizmu, pragnął przekonać specjalistów
o tym, że zagadnienie to jest jeszcze bardziej skomplikowane, niż to się dotych­
czas wszystkim etnologom w y d a w a ł o . Jednakże Claude Lévi-Strauss bardzo słusznie
zauważa, że hołdowanie tego rodzaju poglądom mogłoby zawęzić etnologię do ram
nauki kolekcjonującej miliony heterogenicznych faktów kulturowych, których nie
byłaby w stanie zintegrować w ramach jakiegoś ogólnego poglądu na kulturę. Na­
turalne chyba i zrozumiałe jest w tym wypadku powołanie się autora na w ł a s n e
osiągnięcia w dziedzinie teoretycznych syntez objętych mianem strukturalizmu,
który — zdaniem Lévi-Straussa — byłby w stanie wykorzystać zebrane przez E l k i ­
na materiały do stworzenia obiektywnego modelu kulturowego odpowiadającego
realnie istniejącej kulturze australijskiej.
Wiele więcej miejsca poświęca autor na analizę tzw. totemizmów funkcjonalistycznych. W rozdziale specjalnie temu problemowi poświęconym Lévi-Strauss roz­
patruje kolejno teorie Malinowskiego, Durkheima i tzw. pierwszą teorię RadcliffeBrowna opublikowaną przez niego w 1929 r. Malinowski, w e d ł u g autora, uznał
realność totemizmu i bronił go poprzez uproszczenie schematu d jego integralne
widzenie. Interpretacja tego zjawiska nosi u niego charakter naturalistyczny, uty­
litarny i afektywny. Tak więc Malinowski sięga do elementów bardziej biologicz­
nych i psychologicznych niż czysto etnologicznych. Na główny problem, dlaczego
totemizm odwołuje się przede wszystkim do zwierząt i roślin, odpowiada Mali­
nowski w sposób bardzo prosty, mianowicie dlatego, że stanowią one dla człowieka
podstawową bazę w y ż y w i e n i o w ą . Charakter kultowy totemizmu zrodził się z tego,
że człowiek zawsze pragnął mieć kontrolę nad gatunkami, w celu zapewnienia so­
bie ich jadalności lub użyteczności. „Totemizm — pisze Malinowski — przedstawia
się nam jako błogosławieństwo dane przez religię człowiekowi prymitywnemu w je­
go wysiłku, by uzyskać od przyrody to, co może być jemu przydatne, oraz w jego
walce o życie". W ten sposób problem totemizmu jest podwójnie przedstawiony:
totemizm nie jest już więc zjawiskiem kulturowym, lecz naturalnym wynikiem
konkretnych warunków. Pochodzenie i jego przejawy znajdują swoje podstawy
w biologii i psychologii, a nie etnologii. Nie chodzi o to, dlaczego totemizm istnieje
tam, gdzie istnieje, chodzi tu raczej o to, dlaczego totemizm nie istnieje wszędzie.
Przy takim postawieniu zagadnienia problem ten przestaje być problemem etnologicznym.
W nieco inny sposób podszedł do totemizmu Radcliffe-Brown w 1929 г., którego

�RECENZJE

509

poglądy na te sprawy zbiegały się w ó w c z a s nieco ze zdaniem F . Boasa. Zapropo­
nował on mianowicie, by termin totemizm zawęzić do szczególnego wypadku w i ę ­
zów między człowiekiem a gatunkiem przyrodniczym, jakie przedstawiają mity
i obrzędy. Dotychczas bowiem, zdaniem Radcliffe-Browna, terminem -totemizm obej­
mowano zbyt wiele elementów. Wielką zasługą tego uczonego było stwierdzenie,
że wszystkie systemy totemiczne łączy ogólna tendencja do charakteryzowania
działów społeczeństwa przez połączenie każdego z nich z jakimś gatunkiem przy­
rodniczym lub z jakąś częścią natury. P o s t a w ę metodologiczną tego uczonego można
określić jako próbę zastosowania metody indukcyjnej, wziętej z nauk przyrodni­
czych, do konkretnych badań historycznych. Dzięki takiej postawie można było za­
stanawiać się, czy totemizm nie jest szczególną formą pewnego uniwersalnego zja­
wiska charakterystycznego dla społeczeństwa ludzkiego i że w wyniku tego po­
jawia się on we wszystkich kulturach, lecz pod różnymi formami. Pierwsze tego
rodzaju sugestie w y s z ł y spod pióra Durkheima, ale wadliwa analiza materiałów
dokonana przez tego uczonego uniemożliwiła mu konsekwentne przeprowadzenie
dowodu tej tezy. Według Durkheima dla podtrzymania porządku społecznego
trzeba zabezpieczyć ciągłość, a solidarność może opierać się jedynie na odczuciach
indywidualnych, które mogą s i ę manifestować tylko w postaci kolektywnej skiero­
wanej ku konkretnym obiektom. Tok rozumowania można by przedstawić w na­
stępującym schemacie: indywidualne odczucia przywiązania prowadzą do wytwo­
rzenia się postaw kolektywnych o charakterze obrzędowym, a te z kolei dopro­
wadzają do wyłonienia się obiektów reprezentujących grupę. T y m właśnie dałoby
się m.in. wytłumaczyć słabość współczesnych społeczeństw do symboli (np. sztan­
dary, hymny itd.). Według Durkheima obiekty te muszą mieć charakter popularny,
oczywisty i mobilizujący. Te proste symbole przedstawiane początkowo w postaci
nieskomplikowanych rysunków zostały następnie zinterpretowane jako przedsta­
wienia zwierząt i roślin, na które przeniesiono cały dotychczasowy stosunek do
symbolu. W krytyce tej hipotezy Radcliffe-Brown podkreśla fakt, że stosunek
człowieka do zwierzęcia przekracza w sposób bardzo widoczny ramy totemizmu,
który w nim musiał się wykształtować. Przecież szeregu społeczeństw, jak najbar­
dziej związanych z gospodarką zwierzęcą, nie można zaliczyć do społeczeństw totemistycznych. Pozostaje w i ę c pytanie, dlaczego większość ludów prymitywnych
przyjmuje w swych zwyczajach i mitach p o s t a w ę rytualną w z g l ę d e m zwierząt
i innych gatunków przyrodniczych. Według Radcliffe-Browna obiektem kultu ry­
tualnego staje się wszystko, co ma możność poprawy bytu materialnego. Jeśli do
podziału społecznego wprowadza się nazwy gatunków zwierzęcych, to oznacza to,
że przed powstaniem totemizmu zwierzęta były już obiektem rytualnym. Następuje
w tym przypadku niejako włączenie natury w konkretny system społeczny. Jak
z przytoczonych faktów wynika, teoria Radcliffe-Browna ma wiele wspólnego
z teorią Durkheima, z którą łączy ją przede wszystkim teza, że zwierzę staje się
„totemiczne", ponieważ jest jadalne.
W krytyce tych teorii autor Le totemísme
aujourďhui
na pierwsze miejsce
wysuwa argument, że w przypadku słuszności tezy obu uczonych hierarchia t o t e m ó w
musiałaby opierać się na hierachii przydatności konkretnych zwierząt totemowych.
A bynajmniej wcale tak nie jest, gdyż hierarchia totemów ma charakter socjolo­
giczny, to znaczy, że miejsce totemu w hierarchii wynika z ważności grupy, jaką
totem reprezentuje. Poza tym znamy wiele totemów, których nie można nazwać
ani jadalnymi, ani pożytecznymi. Do tych ostatnich należeć będą między innymi
wszystkie zjawiska atmosferyczne, które przyjmowane są u niektórych l u d ó w za
totemy. Poza tym większość prób wykazywania jadalności lub użyteczności paszcze-

�510

RECENZJE

gólnych totemów zakończyła się niepowodzeniem, wobec czego Claude Lévi-Strauss
stwierdza, że nie tu należy szukać rozwiązania.
B y rozszerzyć punkt widzenia i zintegrować zagadnienie totemizmu z innymi
problemami kultury duchowej i społecznej l u d ó w prymitywnych, autor poświęcił
parę stron na o m ó w i e n i e magii i jej miejsca w życiu tych ludów. Było to również
podyktowane faktem, że referując poglądy Malinowskiego wyjaśniające rolę tote­
mizmu musiał on przedstawić i tę problematykę, która w pracach Malinowskiego
łączy się z totemizmem, a więc i magię. Dla Malinowskiego — zdaniem autora
omawianej książki — magia, a raczej jej istnienie, da się wytłumaczyć dzięki
danym z zakresu psychologii ogólnej. Jest ona potrzebna tam, gdzie nie ma pew­
ności, jaki będzie wynik podjętego trudu. Magia miałaby więc zastosowanie prak­
tyczne i afektywne.
Ale dla Lévi-Straussa postulowana przez Malinowskiego korelacja między
magią a ryzykiem nie jest bynajmniej tak oczywista. W rzeczywistości każde przed­
sięwzięcie nosi w sobie elementy ryzyka. Poza tym jak ściśle naukowo określić,
które z przedsięwzięć są ryzykowne, a które nie? Dodatkowym kontrargumentem
jest jeszcze fakt, że u wielu społeczeństw szereg ryzykownych akcji nie ma nic
wspólnego z magią, mimo że — według poglądów Malinowskiego — powinny im
towarzyszyć czynności magiczne. J u ż Radcliffe-Browne omawiając te tezy Mali­
nowskiego wykazał, ż e podobne postawienie zagadnienia upoważniałoby do zbu­
dowania odwrotnego sylogizmu myślowego, który by afirmował, że n i e w y s t ę p o w a n i e
obrzędów i związanych z tym wierzeń w p ł y w a ł o b y na n i e w y s t ę p o w a n i e u jednostki
o b j a w ó w niepokoju. Stąd niedaleko już do twierdzenia, iż obrzęd istnieje po to,
by w y w o ł a ć efekt niepewności i niebezpieczeństwa. „Jeśli więc jakaś teoria etnologiczna afirmuje, że magia i religia zapewnia człowiekowi bezpieczeństwo i dobre
samopoczucie, to równie dobrze można by powiedzieć, że w y w o ł u j ą one u niego
występowanie'- strachu i stanów lękowych, od których w przeciwnym wypadku
byłby wolny". T a k w i ę c nie dlatego, że sytuacja jest niebezpieczna, przywołuje się
środki magiczne, lecz dlatego, że posługując się magią, wytwarza się niebezpieczne
sytuacje.
Ta argumentacja przytoczona przez Lévi-Straussa służy mu jednocześnie do
wykazania, że jej autor, Radcliffe-Browne, daleko odszedł od swych pierwotnych
założeń teoretycznych, zawartych w tak zwanej pierwszej teorii totemizmu.
Tego typu rozważania w y w o ł a ł y u autora omawianej książki refleksje na temat
początków organizowania się życia społecznego. Można by przecież sądzić, ż e
w owych czasach, a nawet jeszcze dziś, jednostki szczególnie podatne na niepokój
przybrały postawy kompulsywne, podobne do tych, jakie dają się zaobserwować
u psychopatów. Z tej wielkiej liczby wariacji jednostkowych w y t w o r z y ł b y się
pewien rodzaj selekcji społecznej, która chroniłaby i utrwalała tylko przydatne
dla przetrwania i utrzymania porządku społecznego grupy, eliminując całkowicie
pozostałe. Lecz hipoteza ta, zdaniem jej autora, trudno sprawdzalna w czasach
obecnych i całkowicie niesprawdzalna w odniesieniu do czasu przeszłego, nie
przydaje пдс nowego do stwierdzenia, że obrzędy rodzą się i zanikają w sposób
nieregularny.
Reasumując te psychologiczne aspekty zagadnienia Lévi-Strauss stwierdza,
że psychiatria, na którą powołuje się Malinowski, uczy, iż postawy chorych są
symboliczne i że ich interpretacja wymaga pewnej gramatyki, tzn. pewnego kodu,
który — jak każdy kod — jest ze swej natury pozajednostkowy. Postawom tym
mogą towarzyszyć niepokoje, ale nSe można twierdzić, że niepokój je stwarza.

�RECENZJE

511

Zasadniczą w i ę c w a d ą tezy Malinowskiego jest branie za .przyczynę tego, co w naj­
lepszym przypadku jest tylko konsekwencją.
Generalnie rzecz biorąc, o d w o ł y w a n i e się szeregu uczonych do afektywności
działania człowieka pierwotnego jest jedynie tłumaczeniem ignotum per ignotum,
ponieważ jest to najsłabiej zbadana dziedzina działalności człowieka.
P r z y k ł a d e m tego rodzaju prób jest teoria Freuda, przedstawiona przez niego
w Totem und Tabu. Sugestiom tym uległ również i Dürkheim, który jednakże
w swych późniejszych pracach oddzielił zjawiska społeczne od działań efektyw­
nych. Dla niego totemizm w y t w o r z y ł się w wyniku „intensywnej tendencji", która
prowadzi „Ludzi o niższej kulturze [...] zjednoczonych we w s p ó l n y m życiu do ma­
lowania i rytowania tego, co przypomina im tę wspólnotę istnienia", a więc przed­
stawienia zwierząt.
Kończąc rozdział „Totemizmy funkcjonalistyczne" Lévi-Strauss zupełnie wy­
raźnie stwierdza, że „w rzeczywistości impulsy i emocje nie wyjaśniają niczego,
gdyż są one wynikiem bądź siły ciała, bądź słabości ducha. W obu przypadkach
są one wynikami, nigdy zaś przyczynami. Tych ostatnich można jedynie szukać
w organizmie, jak tylko to czynić potrafi biologia, lub w intelekcie, co jest jedyną
drogą dostępną dla psychologii i etnologii".
Już to jedno zdanie wprowadza nas w tok rozumowania przyjęty przez Claude
Lévi-Straussa, który zasiadając do pisania omawianej pracy miał gotową kon­
cepcję mitu totemicznego. Przy przedstawianiu tej koncepcji autor przyjął zasadę,
że dojść do obiektywnej prawdy można jedynie drogą konsekwentnego odrzucania
ze wszystkich dotychczasowych teorii totemistycznych tego, co było tylko fałszywą
interpretacją faktów. W ten sposób, likwidując kolejne odchylenia od — jego zda­
niem — słusznej linii rozumowania, dochodzi do sedna sprawy, które uważa za
istotne i jedynie słuszne. Przy takim ustawieniu zagadnienia uzyskuje autor cie­
kawy efekt polegający na tym, że w końcowej partii książki, poświęconej o m ó ­
wieniu naprawdę naukowej teorii mitu totemicznego, czytelnik przekonuje się,
że jest to od dawna reprezentowany przez autora pogląd na tę sprawę. Trudno
zaprzeczyć sugestywności podobnego układu rzeczy. Ale przecież na dzieło naukowe
składa się nie tylko materiał i reprezentowane poglądy, lecz również styl i sposób
przedstawienia w ł a s n y c h osiągnięć.
Ale od tej efektownej klamry dzieli nas jeszcze cały rozdział zatytułowany
„W stronę intelektu". Już sam tytuł sugeruje, że od tłumaczeń typu utylitarnego
lub afektywnego autor pragnie przejść do omówienia teorii totemizmu opartych
na przekonaniu, ż e totemizm jest tylko koncepcją ludów prymitywnych w y n i k ł ą
z wnikliwej obserwacji przyrody i z tendencji integrowania w swej myśli świata
przyrody ze ś w i a t e m kultury. Mamy tu w i ę c przejście od świata potrzeb mate­
rialnych do potrzeb typu intelektualnego. Mit totemiczny odpowiadałby więc po­
trzebom światopoglądowym.
Na podstawie badań M. Fortesa nad Tallensi stwierdzono, ż e zwierzęta tote­
miczne nie stanowią klasy ani w sensie zoologicznym, ani utylitarnym, ani nawet
magicznym. J a k z tego wynika, tłumaczenie funkcjonalne, tak jak chciał to wi­
dzieć Malinowski, nie wystarcza do zrozumienia wierzeń i zakazów totemicznych.
Nadal pozostaje pytanie: skąd ta dziwna predylekcja do zwierząt, która nawet nie
da się w y j a ś n i ć utylitarnie.
Zdaniem Fortesa, c a ł y system totemiczny służy człowiekowi do lepszego orien­
towania się w strukturze społecznej grupy, do której konkretna jednostka należy.
Jako członek jakiegoś klanu człowiek posiada przodków w s p ó l n y c h i chronolo­
gicznie bardzo dalekich, symbolizowanych przez święte zwierzęta; jako członek

�512

RECENZJE

jednej linii rodzinnej ma on przodków bardziej bliskich symbolizowanych przez
totemy; w końcu jako jednostka poszczycić się on może w ł a s n y m i przodkami,
którzy w jakiś sposób decydują o jego osobistym losie i którzy mogą się objawiać
w postaci zwierzęcia domowego lub jakiejś innej zwierzyny. Ponieważ nigdy nie
można było przewidzieć postępowania przodków, tak jak nie można było odgadnąć
zamiarów drapieżników, stąd więc przez analogię najczęściej zwierzętami totemowymi u Tallensi są te w ł a ś n i e zwierzęta. Tego rodzaju tłumaczenie, zdaniem Lévi-Straussa, ma tę wyższość nad rozumowaniem Malinowskiego, że nie jest ani tak
oczywiste, ani tak arbitralne. Na przykładzie tej tezy widać kolejną próbę wy­
jaśnienia mitu totemicznego, który opierałby się teraz na zdolności do percepcji
i osądu, czyli na domniemanym podobieństwie między zwierzętami a przodkami
ludzi.
Słabością tej tezy jest jednak to, że może ona być stosowana jedynie w od­
niesieniu do ludów, które oddzielają serie totemiczne od serii genealogicznych,
a przecież na przykład Australijczycy wyraźnie wiążą je razem. Poza tym chodzi
tu tylko o zwierzęta, a jak wyjaśnić przypadki, w których totemami są rośliny
lub zjawiska atmosferyczne? Mamy tu w i ę c do czynienia z niedoskonałą próbą,
która wskazała jednak prawidłowy kierunek dalszych poszukiwań.
Snując dalej ten tok rozumowania Lévi-Strauss zwraca u w a g ę na fakt, że
w przypadku cytowanym przez Fortesa, to nie podobieństwa, lecz różnice upo­
dabniają się. Następuje tu porównanie dwu światów: zwierzęcego i przodków (re­
prezentujących w tym przypadku ludzi), z których każdy posiada s w ą strukturę,
czyli własne w e w n ę t r z n e zróżnicowanie. „Podobieństwa, jakie sugerują przed­
stawienia zwane totemicznymi, dotyczą podobieństwa między tymi dwoma syste­
mami różnic". By dojść do naukowego wyjaśnienia całego problemu, nie można
jednak zatrzymać się na etapie analogii zewnętrznej, lecz należy uczynić następny
krok, czyli przejść od analogii zewnętrznej do homologii wewnętrznej — konklu­
duje autor.
Na drodze tej znalazł się w pewnym momencie Evans-Pritchard, pisząc swoje
dzieło o religii Nuerów. Przytaczając przykład, w którym bliźniaki pod względem
nomenklatury zajmują pozycję pośrednią między ludźmi a duchami reprezento­
wanymi przez ptaki, dochodzi do wniosku, że stosunek między ludźmi a ś w i a t e m
zwierzęcym ma charakter metaforyczny (poetic methafors). Ciekawy jest fakt, że
u N u e r ó w nawet zwierzęta są podzielone na działy wzorowane na działach spo­
łecznych. Stąd płynie teza Evans-Pritcharda, że „istota totemizmu nie może być
wyjaśniona naturą totemu, lecz asocjacjami, jakie w y w o ł u j e w umyśle".
Na szczególną jednak u w a g ę zasługuje, zdaniem autora omawianej książki,
tzw. druga teoria Radcliffe-Browna z 1951 г., która nie tylko przyczyniła się do
likwidacji problemu totemizmu, lecz postawiła problem na zupełnie innej płasz­
czyźnie i w dziedzinie zupełnie odmiennej terminologii. Całe zagadnienie sprowa­
dza się do odgadnięcia, dlaczego grupy społeczne lub części składowe tego spo­
łeczeństwa są wyróżniane jedne od drugich poprzez łączenie każdego z nich z kon­
kretnym gatunkiem przyrodniczym. Ten problem z kolei zawiera w sobie dwa
inne: jak każde społeczeństwo pojmuje stosunek między istotami ludzkimi a innymi
gatunkami przyrodniczymi i jak, z drugiej strony, grupy społeczne dochodzą do
tego, że są identyfikowane za pomocą emblematów, symboli lub przedmiotów
o charakterze emblematycznym lub symbolicznym. Takie postawienie zagadnienia
rozszerza ramy totemizmu, i to jest w ł a ś n i e silną stroną teorii Radcliffe-Browna.
Odtąd uczony ten zastanawia się nie nad tym, po co ludzie przywołują te wszyst­
kie gatunki przyrodnicze, lecz dlaczego te właśnie, a nie inne. Takie ujęcie jest,

�RECENZJE

513

w e d ł u g Lévi-Straussa, szczególnie płodne, „gdyż reintegruje ono treść z formą
i otwiera w ten sposób drogę do prawdziwej analizy strukturalnej, równie od­
ległej od formalizmu co i od funkcjonalizmu".
Po rozpatrzeniu szeregu m i t ó w australijskich Radcliffe-Brown stwierdził, że
mają one wiele wspólnego. Przede wszystkim podobieństwa i różnice są tam przed­
stawiane w terminach przyjaźni lufo konfliktu, solidarności lub opozycji. „Inaczej
mówiąc, całość życia zwierzęcego jest przedstawiona w formie stosunków społecz­
nych, takich, jakie rządzą społeczeństwem Judzkim". Nic w i ę c dziwnego, że gatunki
przyrodnicze są podzielone na przeciwstawne pary, a jest to możliwe jedynie w wy­
padkach wyboru gatunków, które posiadają co najmniej jedną cechę wspólną
pozwalającą na porównanie ich. Tak w i ę c te przeciwstawne pary przedstawiają
się jako „typ bardzo częstego wyjaśnienia pewnej zasady strukturalnej", polegającej
na połączeniu t e r m i n ó w przeciwstawnych. Przy użyciu specjalnej nomenklatury
uformowanej z terminów zwierzęcych i roślinnych totemizm wyraża jedynie na
swój sposób korelacje i przeciwieństwa, które mogą być sformułowane inaczej
(np. niebo—ziemia, pokój—wojna itd.). Totemizm sprowadza się w i ę c do specjal­
nego sposobu formułowania ogólnego problemu: czynić coś takiego, co opozycję
zamieniałoby z przeszkody do integracji na czynnik ją ułatwiający". Tak więc
zwierzęta nie zostały wybrane dlatego, że „są dobre do jedzenia", lecz dlatego,
że „są dobre do m y ś l e n i a ' .
Lévi-Strauss zastanawiając się nad ewolucją poglądów Radcliffe-Browna, który
w końcu odkrył w ł a ś c i w y mechanizm funkcjonowania totemizmu, śpieszy wyjaśnić,
że to właśnie w ciągu dziesięciu lat poprzedzających ogłoszenie owej drugiej teorii
miało miejsce zasadnicze zbliżenie się antropologii i lingwistyki strukturalnej, która
pierwsza wprowadziła do słownika nauk społecznych pojęcia opozycji i korelacji.
Jak z tego wynika, główna idea, że cechą uniwersalną myśli ludzkiej jest s k ł o n ­
ność do operowania parami przeciwieństw, jest — zdaniem autora książki —
niczym innym, jak zastosowaniem odkryć lingwistyki strukturalnej w dziedzinie
antropologii społecznej.
To w ł a ś n i e zdanie jest w Le totemisme aujourďhui
pierwszym akordem finału
całkowicie poświęconego strukturalizmowi, jego osiągnięciom i zadaniom. Natural­
nie referowanie tych zagadnień nie stanowi wyraźnie oddzielnej partii, lecz prze­
prowadzone jest niejako na marginesie ocen teorii Radcliffe-Browna. Charakte­
rystyczną cechą tych uwag są niezbyt jeszcze jasne sformułowania, świadczące
o tym, że strukturalizm reprezentowany przez Lévi-Straussa nie jest systemem
całkowicie skrystalizowanym i że sam ich autor nie jest całkowicie przekonany
o słuszności swych tez. Taka postawa, dość rzadko spotykana w podobnych pra­
cach teoretycznych, wskazuje na oryginalność i obiektywizm naukowy, a nawet
raczej na szerokość myślenia Lévi-Straussa, któremu obcy jest dogmatyzm i w u l garyzacja.
Przechodząc do meritum sprawy najlepiej będzie zacytować omawianą pracę,
gdzie czytamy: „Prawdą jest, że konsekwencją, zresztą jeszcze niezbyt jasno stwier­
dzoną, strukturalizmu nowoczesnego powinno być wydobycie psychologii asocja­
cyjnej z utraty zaufania, w jaką popadła. Asocjacjonizrn miał w i e l k ą zasługę na­
kreślając kontury tej elementarnej logiki, która jest jakby najmniejszym wspól­
nym mianownikiem całej myśli, i brakowało mu tylko rozpoznania, że chodzi tu
o logikę oryginalną, czyli bezpośrednie wyrażenie struktury myśli (a za myślą
bezsprzecznie i mózgu), a nie jakiegoś pasywnego wyniku w p ł y w u środowiska na
świadomość typu amorficznego". Jeśli ten stopień generalizacji miałby ogarnąć
całość procesu myślenia systemem asocjacyjnym, musi on wzbogacić się jeszcze
33 - Etnografia Polska T. VTI

�RECENZJE

514

0 elementy strukturalistyczne, które — zdaniem Lévi-Straussa — miałyby charak­
ter przypominający algebrę Boola, czyli pewien kod logiczny.
Z dalszych w y w o d ó w wynika, że dla autora omawianego dzieła forma jest
nieodłącznym atrybutem treści, dla której nie stanowi powłoki zewnętrznej, lecz
jej zasadnicze wnętrze. Tam więc, gdzie mamy do czynienia z analizą struktu­
ralną, badania nad formą nie stanowią środka do poznania rzeczywistości, ale do­
piero poznanie rzeczywistości prowadzi do zgłębienia formy.
W podobnym rozumieniu nietrudno dopatrzyć się e l e m e n t ó w dialektyki,
z czym zresztą autor się nie kryje. Omawiając m e t o d ę Radcliffe-Browna Lévi-Strauss całkowicie zgadza się z jego pojmowaniem rzeczywistości społecznej, która
składa się z nawzajem przenikających się poziomów. Poznanie jednego poziomu
jest w i ę c niezbędnym dopełnieniem, którego brak uniemożliwiałby zrozumienie
innych poziomów, a co za tym idzie i rzeczywistości społecznej. Zwyczaje wiodą
do wierzeń, te z kolei do technik, lecz poziomy te nie występują oddzielnie, należy
w i ę c je poznać we wzajemnych relacjach opozycyjnych i korelatywnych: i n s t y ­
t u c j e , r e p r e z e n t a c j e i s y t u a c j e . W każdej z tych praktycznych prób
antropologia wykazuje więc jedynie homologię struktury m i ę d z y myślą ludzką
w działaniu a obiektem ludzkim, w odniesieniu do którego ją się stosuje.
Wszystkie te uwagi upoważniły autora omawianej książki do wysnucia bardzo
ważnego stwierdzenia, że „integracja metodologiczna
głębi i formy w p ł y w a
w swoisty sposób na integrację bardziej zasadniczą: integrację metody i rzeczy­
wistości". Jest to koronna teza wojującego strukturalizmu, w e d ł u g którego wyab­
strahowana forma zaczyna żyć życiem rzeczywistym i na tę rzeczywistość oddziaływającym.
Po zakończeniu na sylwetce Radcliffe-Browna przeglądu teorii totemizmu i po
w y ł u s k a n i u przysłowiowego ziarna prawdy w omawianej kwestii Lévi-Strauss raz
jeszcze rzuca okiem wstecz, by dojść do wniosku, że najbliżej tej prawdy byli
w swoim czasie nie etnolog Bergson i nie etnolog Rousseau. Pierwszy z nich
mimo szeregu wadliwych tez zdawał sobie jednak sprawę z tego, że istota tote­
mizmu polega na jakimś dualizmie łączącym zwierzęta z człowiekiem. Dla tego
filozofa gatunek zwierzęcy poznawał człowiek przez jednostkę, która stawała się
dla niego symbolem gatunku. I b y ł tu rzeczywiście na tropie prowadzącym do
prawidłowego pojmowania totemizmu, gdyż z tego stwierdzenia mogły w y p ł y n ą ć
pozostałe sugerowane przez autora tezy. Na pytanie, w jaki sposób ten filozof
ruchu doszedł do podobnych rozwiązań, autor odpowiada w sposób bardzo zaska­
kujący, lecz i bardzo prawdopodobny, zwracając u w a g ę , że elementy filozofii
kosmogenicznej Bergsona, zasadzające się na rozróżnianiu dwóch aspektów rzeczy­
wistości: ciągłego (continu) i nieciągłego {discontinu),
b y ć może pochodzą z pod­
świadomego przejęcia przez tego uczonego znanych mu zasad kosmogonii Indian
Ameryki Północnej, dla których oba te aspekty rzeczywistości stanowiły uzupeł­
niające się perspektywy spojrzenia na świat. T a k w i ę c totemizm sprowadzałby
się w tym wypadku do szczególnej próby uniwersalnego pogodzenia o p o z y c j i
1 integracji.
Drugim uczonym, który rozumiał omawiany problem, i to w czasie, gdy nikt
go jeszcze nie zasygnalizował, był J . J . Rousseau. W swoim dziele, Discours sur
l'origine et

les fondements

de

Vinegalité

parmí

les

hommes

(zdaniem L é v i - S t r a u s s a

jest to pierwsze dzieło z zakresu antropologii społecznej), dał on wyraz poglądowi,
że pogodzenie przez człowieka „specyficznej" struktury świata zwierzęcego i ro­
ślinnego stanowiło źródło pierwszych operacji logicznych, a następnie źródło dyferencjacji społecznej, do której m o g ł o dojść jedynie pod warunkiem uprzedniego

�RECENZJE

515

zdania sobie z niej sprawy. Mamy tu więc pierwszą teorię przejścia człowieka
od stanu natury do kultury. Mogło ono nastąpić tylko pod warunkiem wzrostu
zaludnienia, gdyż ten czynnik zmusił ówczesną ludzkość do podzielenia się i do
zapoznania z odmiennymi środowiskami przyrodniczymi. To z kolei doprowadziło
do zróżnicowania trybu życia, czyli do zwielokrotnienia kontaktów z przyrodą.
Lecz po to, by to zróżnicowanie i zwielokrotnienie mogło posunąć naprzód rozwój
zmian technicznych i społecznych, musiało ono najpierw stać się dla człowieka
obiektem
i s p o s o b e m myślenia. Czy to ostatnie sformułowanie nie przy­
pomina nam w y ż e j już przytaczanej tezy struktualizmu przypisywanej Claude
Lévi-Straussowi? J a k z tego widać, tezy tego uczonego nie zrodziły się w wyniku
eksplozji genialnych p o m y s ł ó w jednego człowieka, lecz są renesansem wielkich hu­
manistycznych myśli epoki Oświecenia. Niedaleko stąd do stwierdzenia, że pozo­
staje przed nami jeszcze wiele do odkrycia w dziedzinie interpretacji słów dawnych
mistrzów. Lévi-Strauss świetnie sobie z tego zdaje sprawę, i to stanowi jego siłę
we w s p ó ł c z e s n y m świecie antropologii społecznej. J a k wynika z tego małego
tomiku, źródło wielu nieporozumień w dziedzinie etnologii nie leży w braku ma­
teriałów czy w niezdolności do tworzenia syntez, lecz w zbytnim przywiązywaniu
znaczenia do pochopnych interpretacji i w gubieniu zasadniczych e l e m e n t ó w
w morzu drobnych i nie najważniejszych faktów kulturowych.
Krzysztof

CLAUDE
s. 4 5 6 + X X X I I .

LÉVI-STRAUSS,

Smutek

tropików,

Makulski

P W N , Warszawa 1960,

Książka tak pełna nowych myśli, oryginalnych p u n k t ó w widzenia i wreszcie
tak różnorodnego materiału faktograficznego, s ł o w e m tak wielowarstwowa, nastrę­
cza duże trudności recenzentowi.
Nie jest to po prostu reportaż z podróży, jakkolwiek do tego gatunku najprę­
dzej można by ją było zaliczyć. Opisy przyrody, kraju, stosunków osadniczych,
gospodarczych, politycznych, różnorodnych w y d a r z e ń z podróży zajmują n i e w ą t ­
pliwie bardzo dużo miejsca. Książka ma jednak równocześnie charakter pamięt­
nikarski — dowiadujemy się z niej wiele o kolejach życia autora, o cechach jego
osobowości, o typie jego wykształcenia, o drodze, jaką doszedł do zainteresowań
etnologicznych. Praca ta dotyczy bowiem również etnologii, w dużej części przede
wszystkim etnologii (4 rozdziały poświęcone opisom prymitywnych kultur brazy­
lijskich). A wszystkim tym zagadnieniom towarzyszą zawsze refleksje filozoficzne
bardzo ogólnej natury, które być może stanowią najistotniejszą treść tej książki.
Zatrzymamy się zgodnie z naszymi zainteresowaniami na problemach ściśle
etnologicznych.
Aby zdać sobie sprawę ze specyfiki opisów etnograficznych zawartych w książce
Lévi-Straussa, konieczne jest choćby pobieżne naszkicowanie sylwetki autora jako
uczonego i drogi, jaką doszedł do etnografii. Trudno bowiem chyba o bardziej
w y r a ź n y przykład rzutowania osobowości badacza na sposób ujęcia i interpretację
badanej rzeczywistości społecznej. Dla Claude Lévi-Straussa etnografia stała się
W pewnym momencie jego życia antidotum przeciwko filozofii. Stała się dla niego
deską ratunku w momencie, gdy po 5 latach filozoficznych studiów na Sorbonie,
które „ćwiczyły inteligencję, wysuszając umysł", i po późniejszym, niedługim
zresztą okresie pracy pedagogicznej w tej dziedzinie — spostrzegł, że jego wiedza
o rzeczywistości nie wzbogaciła się prawie zupełnie od chwili, gdy miał 15 lat,
a poglądy n a świat pozostały niemal tak samo naiwne. Wszystko, czego nauczył się

�516

RECENZJE

w tym okresie, stanowiło jedynie wartość instrumentalną, rzemiosło, którego zna­
jomość dawała możność udowodnienia zgodnie z zasadami logiki każdej, nawet
absurdalnej tezy, ale rzemiosło to przesłaniało prawdę i dążenie do niej.
B y ł y też i bardziej osobiste przyczyny tego nagłego zwrotu do etnologii.
Leżały mianowicie w specyfice umysłowości autora. Polegała ona, jak sam twierdzi,
na niemożności powtórnego skoncentrowania się na tym samym przedmiocie. Wy­
głaszanie rokrocznie tych samych wykładów, powtarzanie tych samych pytań
egzaminacyjnych stało się po pewnym czasie dla niego nie do zniesienia: „Było
to tak, jakby tematy ulegały rozkładowi w moich oczach przez sam fakt, że kiedyś
zastanawiałem się nad nimi". Między tą specyficzną cechą umysłowości a c y w i ­
lizacjami będącymi przedmiotem etnologii istnieje w jego mniemaniu jakieś po­
krewieństwo. B y ć może tu leżała przyczyna jego nieuświadomionej skłonności do
tej nauki. „Brak mi zdolności do rozsądnego uprawiania terenu, z którego rok­
rocznie m ó g ł b y m zbierać plony. Mam inteligencję neolityczną. Na kształt pożaru
w dżungli obejmuje ona p ł o m i e n i e m obszary często nie zbadane, zapładnia je być
może po to, aby pospiesznie zebrać żniwo i pozostawić po sobie teren spusto­
szony" (s. 51).
Etnografia była dla niego nie tylko ucieczką od dawnych zainteresowań, które
uległy wyjałowieniu i przestały już wystarczać, ale zapewniła mu również nie­
wyczerpany przedmiot, bo dostarczający wciąż nowych przejawów rzeczywistości,
stawiający w obliczu coraz to nowych form życia. Etnografia pozwoliła mu wciąż
posuwać się dalej bez nieustannego powracania do tego samego: „Pogodziła m ó j
charakter z moim życiem".

We wszystkich przytoczonych tam opisach kultur prymitywnych zarówno nie
widać skłonności do bardzo gruntownego i szczegółowego badania, a tym samym
weryfikowania hipotez (niezwykle śmiałych, zaskakujących niejednokrotnie), jakie
objawiają mu się stosunkowo szybko w niedługim procesie badawczym, jak też
zarysowuje się wyraźnie, i tu może wbrew intencjom autora, owo „rzemiosło"
filozoficzne, przed którym tak pragnął uciec. Lévi-Strauss nie przedstawia się nam
tutaj jako w y t r w a ł y , systematyczny i metodyczny badacz terenowy. Nie przyta­
cza dokładnego i drobiazgowego rejestru detali, z których potem w sposób niejako
samorzutny wyłaniają się powiązania i prawidłowości ukazujące mechanizm funk­
cjonowania danego zwyczaju czy badanej kultury. Sięga od razu do hipotez i uogól­
nień, nieuprawnionych często w świetle uzyskanego materiału (na pewno jednak
uprawnionych w tego typu książce), jakże jednak p o m y s ł o w y c h i inspirujących.
Jest rzeczywiście jak pożar w dżungli, który niszcząc wiele na swej drodze użyźnia
jednak glebę.
Kultury pierwotne są dla niego okazją do refleksji bardzo ogólnej natury,
mających na celu zrozumienie człowieka w ogóle, a nie tylko przedstawiciela kon­
kretnej kultury. Postulat. ten w y r a ż a najlepiej w następujących słowach: „Nie
wyłączając się ze społeczeństwa etnograf stara się zarazem poznać i osądzić
człowieka z punktu widzenia dostatecznie wyniosłego i oddalonego, aby uczynić
to w oderwaniu od cech przypadkowych, związanych z określanym społeczeń­
stwem lub z określoną cywilizacją". To sprowadzanie do wspólnego ogólnoludz­
kiego mianownika zaznacza się szczególnie wyraźnie w omawianej pracy, a zasłu­
guje zwłaszcza na podkreślenie jako jeden z zasadniczych rysów etnologioznej
koncepcji Lévi-Straussa.

�RECENZJE

517

Przytoczmy obecnie kilka wybranych hipotez autora dotyczących badanych
kultur pierwotnych. Część piątą książki poświęca on brazylijskim Indianom K a diueo. Dziwaczna ta i zaskakująca kultura, o niezwykle oryginalnej i pięknej
sztuce, wbrew pozorom nie może b y ć niezrozumiała i obca dla nas. Wprawdzie
całokształt obyczajów każdego społeczeństwa tworzy pewien system o określonym
odrębnym stylu, ale systemy te nie istnieją w nieograniczonej ilości. Istnieje pe­
wien ograniczony „repertuar", nazwijmy go „kulturowym" (tak, jak istnieje ściśle
określona tabela pierwiastków chemicznych), z którego czerpią wszystkie społe­
czeństwa, stosując tylko różnego rodzaju kombinacje. W każdej kulturze jest w i ę c
zawsze ooś, co nie jest nam obce, choćby przejawiało się tylko w naszych snach
i marzeniach. I tak np. cywilizacja brazylijskich Indian Kadiueo przypomina
w y i m a g i n o w a n ą przez nas w tradycyjnej grze w karty. Nie wchodząc w szczegóły
tego porównania podkreślę tylko rolę, jaką odgrywa zasada symetrii i asymetrii
zarówno w grze w karty: każda figura karciana odpowiada d w ó m wymaganiom —
symetrii związanej z jej funkcją (służy w dialogu) i asymetrii odpowiadającej jej
roli (jest przedmiotem, częścią całości), jak też we w s p a n i a ł e j sztuce zdobniczej
Kadiueo, której rola i znaczenie w społeczeństwie tubylczym zwróciły szczególną
u w a g ę autora.
Indianie Kadiueo pokrywają sobie twarz i całe ciało pięknymi ornamentami
0 niezwykle bogatej skali m o t y w ó w : esy, spirale, krzyże, romby, woluty. Czym była
dla nich ta sztuka i w czym leży tajemnica jej oryginalności?
W dawnych czasach była ona przede wszystkim elementem wyróżniającym
społecznie. Podzielone na endogamiczne kasty społeczeństwo (arystokracja, rycerze,
plebs) uzewnętrzniało s w ą •hierarchię i segregację w odmiennych kompozycjach
1 stylu malowideł pokrywających ciała przedstawicieli różnych kast. Sztuka też
była dla nich sposobem podkreślania człowieczeństwa — człowiek nie pomalowany
nie różnił się od zwierzęcia. Ornamenty na ciele nadawały mu godność istoty
ludzkiej. W ten sposób społeczeństwo Kadiueo wyrażało s w ó j wstręt do natury.
Wreszcie zachowanie do dziś malowania twarzy u kobiet można tłumaczyć w z g l ę ­
dami erotycznymi i estetycznymi.
Ustalenie tego nie wystarcza jednak, aby zdać sobie sprawę z oryginalnych
cech sztuki tubylczej. Polegają one, zdaniem autora, na szczególnym sposobie
kompozycji m o t y w ó w podstawowych. Metody kompozycji są tak wyrafinowane
i pomysłowe, że znacznie przewyższają jakiekolwiek wzory europejskie, źródeł
należy w i ę c szukać w specyficznych warunkach indiańskich.
Sztukę Kadiueo charakteryzuje przejawiający s i ę na wielu płaszczyznach dua­
lizm: mężczyźni s ą rzeźbiarzami (sztuka przedstawiająca), kobiety — malarkami
(sztuka zdobnicza, nieprzedstawiająca), kobiety uprawiają obok stylu kanciastego
i geometrycznego także krzywolinijny i swobodny, dbając równocześnie o r ó w ­
n o w a g ę między motywem a tłem, które zawsze zajmują taką samą przestrzeń,
wreszcie — co najistotniejsze — stosują w swych kompozycjach jednocześnie z a ­
sadę symetrii i asymetrii: przeciwstawianie rejestrów przeciętych na ogół ukośnie
w jedną lub w drugą stronę.
Jakie głębsze przyczyny kryje w sobie ten dualizm? Sięgnijmy jeszcze raz do
struktury społeczeństwa Kadiueo: trzy hierarchiczne, a w i ę c asymetryczne, endo­
gamiczne kasty. Społeczeństwo zagrożone segregacją, aby zapobiec stałemu zmniej­
szaniu się liczby ludności, a równocześnie groźbie mezaliansu — ucieka się do
adaptowania w r o g ó w i obcych, utrzymując w ten sposób na r ó w n y m poziomie
s w ó j status ludnościowy. Żadnych klas czy grup, które ukonstytuowane byłyby
na zasadzie symetrii i wzajemnego współdziałania. A przecież w każdym spo-

�518

RECENZJE

łeczeństwie obok tendencji do przeciwstawiania się i wyodrębniania istnieje ten­
dencja przeciwna: do współdziałania i wzajemności. T a druga tendencja nie znalazła
jednak swego wyrazu w strukturze społecznej Kadiueo, w przeciwieństwie np. do
pobliskich Indian Bororo, którzy podzielili całe swoje również kastowe społe­
czeństwo na dwie symetryczne połowy. Podczas gdy małżeństwa pomiędzy kastami
były zabronione, w odniesieniu do obu połów istniało zobowiązanie odwrotne: m ę ż ­
czyzna z jednej p o ł o w y musiał się żenić z kobietą z drugiej. W strukturze spo­
łecznej Bororo znalazły więc wyraz zarówno zasada hierarchii, jak i wzajemności.
Kadiueo nie rozwiązali swych sprzeczności przy pomocy sztucznych instytucji,
jakimi są u Bororo dwie symetryczne współdziałające ze sobą połowy. Problem
ten nie przestał ich jednak nurtować podświadomie — nie rozwiązawszy go
W życiu dali mu wyraz w swej sztuce, gdzie dualizm, asymetria w połączeniu
z symetrią, jest podstawową zasadą kompozycji. Sztuka kompensuje w i ę c nie­
jako braki struktury społecznej. Jest wizją społeczeństwa lepszego i doskonal­
szego, jakie Kadiueo mogliby posiadać, gdyby nie przeszkadzał temu ich fana­
tyzm i przesądy kastowe: „Zachwycająca cywilizacja, której królowe kreślą marze­
nia s w ą szminką: hieroglifami opisują nieosiągalny wiek złoty i czczą go ozdo­
bami, odsłaniając zarazem jego tajemnicę i s w ą własną nagość".
Hipoteza jak widać zaskakująca. Wobec niezwykłej śmiałości takiego ujęcia
pytanie, „czy słuszna?" wydaje się w pierwszej chwili niemal nie na miejscu.
Ale jednak pobudza do myślenia, budzi w nas zainteresowanie nie tylko dla spo­
łeczeństwa Kadiueo, ale dla tajemnic sztuki w ogóle, skierowując nasze rozwa­
żania w dziedzinę filozofii sztuki.
Indianie Bororo mają niezwykle rozbudowaną i skomplikowaną strukturę spo­
łeczną. Wieś podzielona jest na dwie egzogamiczne połowy wzdłuż osi wschód—za­
chód, drugi podział, którego znaczenia nie udało się dotychczas odkryć, dzieli
w i e ś również na dwie części wzdłuż osi północ — południe. Niezależnie od tych
symetrycznych podziałów Istnieje podział na klany, z których każdy dzieli się na
endogamiczne stopnie: w y ż s z y , średni i niższy. Ponadto każdy klan dzieli się jeszcze
na dwie podgrupy dziedziczne w linii żeńskiej, mianowicie rodziny „czerwone"
i „czarne". Funkcja tego podziału nie jest również dokładnie wyjaśniona. Wreszcie
klany dzielą się także na bogate i biedne, a ściślej: bardziej i mniej uprzywilejo­
wane, bo o bogactwie nie decydują dobra materialne, lecz kapitał mitów, tradycji,
tańców, funkcji społecznych i religijnych. Mity te z kolei stanowią podstawę do
różnorodnych przywilejów technicznych, związanych ze zdobnictwem najrozmait­
szych przedmiotów. Z tego punktu widzenia zaznaczają s i ę ogromne różnice po­
między klanami — jedne są pełne przepychu i wyrafinowania, inne bezbarwne
i ubogie.
Ta bardzo skomplikowana struktura dzieląca społeczeństwo na wiele mniej­
szych i większych części, określa wzajemne zachowanie ludzi, ustala ich przywi­
leje i obowiązki w z g l ę d e m siebie, wyznacza bieg ich życia, panuje nad nimi wszech­
władnie. To tkwi w świadomości Indian Bororo — w ich przekonaniach zaznacza
się durkheimowski socjologizm: „człowiek nie jest dla nich jednostką, lecz osobą.
Stanowi część świata socjologicznego: wsi", a „wsi nie tworzy ani ziemia, ani
chaty, ale jej struktura społeczna". Lévi-Strauss nazywa ich socjologami bardziej
zdecydowanymi niż Comte czy Dürkheim.
I znowu sprowadzenie do wspólnego mianownika. U podłoża tej dziwacznie
poszatkowanej struktury leży znany nam pogląd na społeczeństwo. Wśród dzikich
l u d ó w Brazylii spotykamy durkheimistów.
W przeciwieństwie do rozbudowanej struktury społecznej Bororo, u Indian

�RECENZJE

519

Nambikwara organizacja społeczna jest niezwykle wątła i efemeryczna. Nie ma tu
ściśle określonych grup społecznych o trwałej strukturze. Skład poszczególnych
gromad jest niezwykle p ł y n n y — obserwuje się nader częste przechodzenie od
jednej grupy do drugiej, oddzielanie się jednostek czy całych rodzin. Władza po­
lityczna u Nambikwara nie jest ani dziedziczna, ani autokratyczna.
Sondowanie opinii publicznej • poprzedza zawsze ostateczną decyzję wyboru
naczelnika. Bowiem jest on tym, który konstytuuje grupę, który ją dopiero tworzy,
od jego osobistego talentu i umiejętności organizacyjnych zależy mniej lub bar­
dziej trwały charakter grupy. Spoczywa na nim bardzo wiele obowiązków: orga­
nizacja wymarszu, ustalenie drogi, etapów, czasu trwania postojów. W okresie,
gdy grupa prowadzi osiadły tryb życia — ustala on miejsce na uprawę i kieruje
ogrodnictwem. Musi dbać o w y ż y w i e n i e członków całej grupy, musi b y ć szczodrobliwy, p o m y s ł o w y , zręczny, pełen inicjatywy, musi umieć w odpowiednim momen­
cie zabawić wszystkich. W stosunku do jego dynamizmu gromada wydaje się być
całkowicie bierna, zdana w y ł ą c z n i e na niego. W zamian ma tylko przywilej poli­
gamii, nieekwiwalentny w stosunku do ciążących na nim obowiązków. Czemu więc
podejmuje się naczelnictwa? Lévi-Strauss szuka przyczyn w predyspozycjach psy­
chicznych: „ w każdej grupie ludzkiej znajdują się ludzie, którzy w odróżnieniu
od innych lubią prestiż dla niego samego, których pociąga odpowiedzialność
i którym samo zajmowanie się sprawami publicznymi daje zadowolenie" (s. 3 3 9 ) .
A w i ę c ludzie są zróżnicowani nawet w społeczeństwach pierwotnych, które
uważa się często za tak przytłoczone wszechmocną tradycją, że nie pozostawia ona
już miejsca na różnice indywidualne. Tymczasem różnice te są równie w y r a ź n e
i „tak samo starannie wyzyskiwane, jak w naszej cywilizacji, zwanej indywiduali­
styczną".
Organizacja społeczna Nambikwara jest chyba jedną z najuboższych i n a j ­
prostszych na świecie. Wobec jej ubóstwa autor dotarł do czystego surowego ma­
teriału psychologicznego, który leży u podłoża wszelkich stosunków społecznych.
„Poszukiwałem społeczeństwa sprowadzającego się do najprostszego wyrazu. Spo­
łeczeństwo Nambikwara było nim do tego stopnia, że znalazłem w nim tylko ludzi".
Czasem jedno drobne wydarzenie skłania autora do tak dalekosiężnych reflek­
sji, jak np. funkcja pisma w aspekcie ogólnodziejowym. Zaprzyjaźniony z autorem
w ó d z jednej z grup Nambikwara zorganizował specjalnie dla niego spotkanie
z sąsiednimi i spokrewnionymi gromadami. Pragnąc zadziwić towarzyszy znajo­
mością jednej z najosobliwszych tajemnic białego człowieka — pisma, w y c i ą g n ą ł
pokrytą krętymi liniami kartkę i zaczął udawać, że odczytuje listę podarunków,
jakie jego biały przyjaciel ofiaruje każdemu z nich w zamian za najrozmaitsze
przedmioty ich codziennego użytku. Incydent ten nie tylko nie wzbudził zadowo­
lenia w ś r ó d tubylców, ale wręcz przeciwnie, wprowadził ich w zdenerwowanie,
spowodował brak zaufania, co w sumie niezbyt przyjemnie skończyło się dla sa­
mego autora, jak też naczelnika, który został opuszczony przez większość swych
ludzi. Tubylcy zachowali się w ten sposób, jakby niejasno przeczuwali jakieś
istotne niebezpieczeństwo wiążące się z pismem.
Wypadek ten skłonił Lévi-Straussa do głębszego zastanowienia się nad rolą
pisma w dziejach ludzkości. Przyjmowana na ogół teoria, że wynalezienie pisma
było najpotężniejszym czynnikiem przejścia od barbarzyństwa do cywilizacji, ż e
pozwoliło na akumulację wiedzy i doświadczeń w stopniu dotychczas nieosiągal­
nym, umożliwiając tym samym szybki rozwój cywilizacji — nie zadowoliła go
zupełnie. Pismo nie było jedynym czynnikiem w tej dziedzinie i rola jego nie
jest tu aż tak decydująca. Wszakże największej rewolucji w dziejach ludzkości —

�520

RECENZJE

rewolucji neolitycznej, której co do skutków może s i ę równać tylko rewolucja
przemysłowa — dokonały społeczeństwa nie znające w ogóle pisma. Podając jeszcze
szereg podobnych przykładów autor zmierza do udowodnienia tezy, że zasadnicza
funkcja; pisma polega na wzmożeniu prestiżu tych grup, które go posiadają,
i ustalenia władzy jednych nad drugimi. „Jeśli pismo nie wystarczyło do skonsoli­
dowania wiedzy, było może konieczne do utrwalenia panowania". T a k w i ę c wódz
Namibifcwara przeczuł niejako korzyści, jakie w jego przewodnictwie może odnieść
znajomość pisma, tak jak jego towarzysze przeczuli związane z nim niebezpie­
czeństwo przemocy.
W podobny sposób Lévi-Strauss dotyka niemal wszystkich stron życia i kul­
tury. Porusza się swobodnie w obrębie ogromnej skali zagadnień, zadziwiając prze­
skokami i n i e z w y k ł y m i skojarzeniami, przemierza bez przeszkód przestrzenie, różne
kultury i cywilizacje, odmienne epoki i style. Ukazuje nam kalejdoskop życia w nie
znanych nam dotychczas i pięknych barwach, gdzie każdy fakt jest godny uwagi,
każde pojedyncze wydarzenie zawiera w sobie coś z ogólnych prawidłowości i skła­
nia do refleksji.
Wciągnięci w tajniki niezliczonych przejawów ludzkiego życia, pochłonięci
ich kontemplacją i próbą zrozumienia, z pewnym zaskoczeniem przyjmujemy osta­
teczne już, k o ń c o w e uogólnienie autora. Jest to spojrzenie na świat z tak wiel­
kiego dystansu, że niemal wszystko, o czym dotychczas była mowa, traci nagle
swój sens. „Świat zaczął isię bez człowieka i skończy się bez niego. Instytucje,
obyczaje i zwyczaje na spisywaniu i poznawaniu których strawię życie, są przej­
ś c i o w y m wykwitem istniejącego świata i nie mają w stosunku do niego żadnego
sensu, chyba ż e sens ten polega na tym, aby zezwolić ludzkości na odegranie
w nim swej roli. Lecz rola ta nie wyznacza człowiekowi niezależnego stanowi­
ska!.." Bo człowiek ma, zdaniem Lévi-Straussa, ściśle określoną rolę do spełnienia,
integralnie związaną z o g ó l n y m kierunkiem, w jakim posuwa się świat, zmierza­
jącym ku powszechnej zagładzie.
Wszystkie społeczeństwa w sposób konieczny i wbrew sobie zmierzają do
ostatecznej dezintegracji swych struktur, popychając tym samym „potężnie zorga­
nizowaną materię ku ustawicznie powiększającej s i ę bezwładności". Wszystko, co
człowiek tworzy, wbrew pozorom konstruktywności i postępującej integracji,
wiedzie ludzkość do całkowitej inercji, zawiera w sobie coś samounicestwiającego.
Mimo naszych usilnych dążeń nie uda się odwrócić dziejowej konieczności.
Ostatecznie jednak nie pozostawia nas autor całkowicie ogarniętych pesy­
mizmem tego kosmicznego fatalizmu. Bo jest jednak jakaś szansa wyzwolenia się
z tej nieuchronnej konieczności; jest nią mianowicie kontemplacja istoty własnego
gatunku, próba zrozumienia, „czym ten gatunek był i czym jeszcze jest". „To jego
wytchnienie, przyjemność, odpoczynek i wolność, szansa konieczna dla życia,
szansa wyzwolenia się (żegnajcie dzicy i podróże)..."
Uświadomienie sobie tego fatalizmu nie jest też równoznaczne z przyjęciem
passywnej postawy wobec spraw ludzkich i społeczeństwa: „...aby dojść do kresu
jestem ustawicznie p o w o ł y w a n y do przeżywania sytuacji, z których każda czegoś
ode mnie wymaga, muszę się oddać ludziom tak, j a k m u s z ę się oddać poznawaniu.
Historia, polityka, ś w i a t ekonomiczny i społeczny, świat fizyczny i nawet niebo
otaczają mnie koncentrycznymi kołami, z których nie m o g ę uciec m y ś l ą nie udzie­
lając każdemu cząsteczki mojej osoby. J a k kamień, który uderzając o powierzchnię
wody w y w o ł u j e na niej kręgi, zanim wpadnie w głąb, by osiągnąć dno, trzeba,
abym najprzód rzucił s i ę do wody".
Autor, który ucieczki od filozofii szukał w terenie, który przemierzył

tysiące

�RECENZJE

521

kilometrów dżungli brazylijskiej w poszukiwaniu antidotum przeciw niej, na ko­
niec znów do tej filozofii powraca. Naturam expellas jorca...
Barbara
B A S I L D A V I D S O N , Afryka
odkryta (Warszawa 1961).

Olszewska-Dyoniziak

budzi się (Warszawa 1957); Stara Afryka

na nowo

Wzrost zainteresowań Afryką w Polsce w y w o ł a ł wielkie zapotrzebowanie na
książki, których tematem byłby ten właśnie kontynent. Wydawnictwa polskie, pró­
bując sprostać temu zadaniu, w y d a ł y ostatnio kilkadziesiąt pozycji o różnej war­
tości i różnym przeznaczeniu. Każda z tych pozycji spełnia jakąś konkretną rolę
bądź to jako zbiór informacji, bądź też jako środek sygnalizujący pewne problemy
czy kwestie, albo jako element kształtujący nasze s ą d y o procesach, jakie prze­
biegają lub niegdyś miały miejsce w Afryce. Dzięki takiej popularyzacji zagad­
nienia afrykańskie przestały nam być dalekie i nieznane, a są coraz lepiej rozu­
miane i bezpośrednio nas interesujące. Zjawisko to jest czynnikiem wtórnie w p ł y ­
w a j ą c y m na kształtowanie s i ę potrzeb czytelniczych z zakresu literatury o Afryce.
Nie wystarczają już pozycje omawiające ogólnie problematykę kontynentu, minął
już okres publikacji tylko o charakterze informacyjnym. Coraz częściej obznajomiony już z zasadniczymi problemami czytelnik polski sięga po książkę pogłębia­
jącą zakres jego wiedzy z wybranej przez siebie dziedziny życia Afryki.
Sądzę, ż e takim zapotrzebowaniom odpowiadają obie omawiane prace angiel­
skiego dziennikarza Basila Davidsona. Mądrość tych książek nie w y p ł y w a jedynie
z faktu, że ich autor zwiedził całą niemal Afrykę w czasach, kiedy był korespon­
dentem i członkiem redakcji „The Times", lecz z głębi przemyśleń i wnikliwości
obserwacji oraz pewnej wrażliwości na wszelkie problemy społeczne, na wszelkie
powikłania w stosunkach między ludźmi. Wyrazem tej pasji badawczej jest przed
paru laty wydana książka pt. Afryka budzi się. Jest ona całkowicie poświęcona
kwestiom społecznym Czarnego Lądu. Już sam tytuł brzmi jak hasło, którego
znaczenie było o tyle jeszcze bardziej aktualne, ż e zabrzmiało kilka lat temu,
kiedy wyzwolone dziś państwa afrykańskie wkraczały na drogę ruchów i walk
narodowowyzwoleńczych, których wynik nie był tak łatwy do przewidzenia. Ś w i a d ­
czy to tylko o tym, że Davidson dzięki wnikliwości swego spojrzenia na zagad­
nienia społeczne i polityczne Afryki był w stanie przewidzieć przebieg kolejnych
wydarzeń w ciągu najbliższych lat.
Ale nie polityczny aspekt tej książki najbardziej nas interesuje, jej zasad­
nicza wartość dla etnografa polega bowiem na dostarczeniu mu ciekawych i boga­
tych materiałów dotyczących zagadnień przemian 'społecznych zachodzących na
terenie Afryki Środkowej, a dokładniej w b y ł y m Kongu Belgijskim i Francuskim
oraz w Angoli. Gdyby nie fragmenty opisowe tej książki i niekiedy pewien lekki
styl, zdradzający profesję autora, można by sądzić, że Afryka budzi się napisana
jest przez etnografa lub socjologa. Zjawisko podobne należy do niezwykle rzad­
kich, ponieważ uchwycić najistotniejsze elementy układu społecznego na terenach
tak pod tym w z g l ę d e m Skomplikowanych jest niezwykle trudno dla zawodowego
etnografa, a cóż dopiero dla człowieka, który odkrywa te zagadnienia dla siebie
po raz pierwszy. Pozostaje do wyjaśnienia kwestia, w jaki sposób udało się to
Davidsonowi. Wydaje się, że rzecz leży w doborze odpowiednich informatorów,
którymi byli najczęściej działacze polityczni i gospodarczy tych terenów, dyrekto­
rzy koncernów przemysłowych regulujących rozwój przemysłu kongijskiego, admi­
nistratorzy, misjonarze, wreszcie szeregi anonimowych rozmówców pochodzących

�522

RECENZJE

1

z różnych grup społecznych Konga. Wszystkie dane uzyskane w ten sposób autor
uzupełnił wieloma dokumentami historycznymi i w ł a s n y m i obserwacjami, dzięki
czemu mógł on obok rysu historycznego Konga zanalizować dokładnie ówczesną
sytuację tej belgijskiej kolonii oraz pokusić się o p e w n ą próbę odpowiedzi na py­
tanie, jaka będzie przyszłość tych terenów. Takie ujecie awansowało tę książkę
do szczególnej pozycji, albowiem nikt przed tym nie zdołał zebrać tylu materiałów
i poddać ich tak dokładnej analizie. Nikt również nie potrafił poddać tak bezkom­
promisowej krytyce postępowania belgijskich kolonizatorów w z g l ę d e m proletariatu
kongijskiego, jak i stanąć w obronie traktowanych przez Portugalczyków jak nie­
wolnicy mieszkańców Angoli.
By lepiej zrozumieć współczesną sytuację Konga Davidson wraca myślą do
czasów, kiedy państwo to rządzone przez w ł a s n ą dynastię królewską, której prze­
szłość sięgała czasów europejskiego średniowiecza, przeżywało okres rozkwitu, jaki
mu na tym etapie zabezpieczał feudalny system organizacji społecznej. Dobrze zor­
ganizowany handel, życiodajność uprawnych pól i poszanowanie prawa zwycza­
jowego regulującego życie społeczne Królewstwa Kongijskiego doprowadziło do
ustabilizowania się prosperity gospodarczej, która pozwoliła na rozwój oryginalnej
kultury ludów wchodzących w skład tego wieloplemiennego państwa. Najlepszym
dowodem rozkwitu gospodarczego i kulturalnego Konga w X V w. są pierwsze
wiadomości notowane przez Portugalczyków, którzy wylądowali tam na swoich
okrętach w ostatnich latach tego stulecia. Zaskoczenie Portugalczyków tym stanem
rzeczy było tak wielkie, że nie śmieli oni podjąć żadnych kroków bez uprzedniego
porozumienia się z w ł a s n y m królem, który niecierpliwie oczekiwał w y n i k ó w tej wy­
prawy. Ponieważ w okresie tym Europejczycy nie zdążyli jeszcze nabrać przekona­
nia o własnej wyższości kulturalnej nad innymi rasami i ludami, więc też pierw­
sze stosunki między Portugalią a Kongiem miały charakter przymierza i partner­
stwa gospodarczego podbudowanego handlem wymiennym i wzajemną kurtuazją
dyplomatyczną.
Niestety podobna sytuacja nie mogła trwać dłużej niż kilkadziesiąt lat. Rosnące
apetyty portugalskie coraz trudniej było zaspokajać Kongijczykom bez naruszenia
w ł a s n y c h interesów. Oto i źródło konfliktów. Ówczesny król Konga, Affonso I ,
rozumiejąc wytworzoną sytuację próbuje realizować politykę poszerzania horyzon­
t ó w poprzez wiązanie s i ę z Europą i szukanie pomocy u innych potęg. Dlatego też
nie przeciwstawia s i ę akcji chrystianizacji arystokracji kongijskiej mając nadzieję,
że zdobywszy w ten sposób prawo obywatelstwa w ó w c z e s n y m świecie wzmocni
swą pozycję w obronie przed kolonizatorskimi zapędami przybyszów. Nie znał on
jednak na tyle stosunków europejskich, by zrozumieć, że konflikt między jego
krajem a Portugalią jest konfliktem między słabym, który posiada nieprzebrane
bogactwa, a silnym i uzbrojonym, który na to bogactwo czyha. Wynik jest z góry
przesądzony. Co prawda agonia Królestwa Kongijskiego trwała jeszcze ponad
sto lat, ale w X V I I w. Portugalczycy, korzystając ze śmierci króla Alvareza I X ,
narzucili własnego kandydata zdobywając w p ł y w na wszystkie dziedziny życia go­
spodarczego tego kraju. Chodziło tu głównie o możność w y w o ż e n i a złota i pro­
duktów, a przede wszystkim niewolników. Byli oni w y w o ż e n i dziesiątkami tysięcy
w ciągu roku. Na przestrzeni kilkuset lat panowania portugalskiego na kongijskich
wybrzeżach Atlantyku wywieziono setki tysięcy, a nawet miliony czarnych nie­
w o l n i k ó w początkowo skierowywanych do Portugalii, a potem do Ameryki P o ł u ­
dniowej i Północnej. Kres temu haniebnemu wyniszczaniu ludności Czarnego Lądu
kładzie dopiero nowa ekspansja europejska z końca X I X w., kiedy to Kongiem
zaczyna się interesować Anglia, a w szczególności Belgia.

�RECENZJE

523

Człowiekiem, który odkrył Kongo dla kapitalistycznej Europy, b y ł Stanley. Jego
rola nie polegała jedynie na zasygnalizowaniu istnienia bogatej krainy, której
wnętrze sam dobrze poznał w czasie dwuletnich wędrówek, lecz również na opra­
cowaniu planu jej ekonomicznego wyzysku. Zachęcony perspektywą milionowych
zysków król belgijski, Leopold I I , zakłada Międzynarodowe Towarzystwo Afrykań­
skie, na czele którego staje osobiście. Stanley, tym razem jako tajny w y s ł a n n i k
tego Towarzystwa, wraca do Konga, by spenetrować je pod k ą t e m organizacji
eksploatacji. Od tego momentu Kongo wchodzi w nowy etap eksploatacji już nie
tylko dóbr naturalnych, ale d siły roboczej. Najpierw polegało to na półniewolniczym systemie zbierania kauczuku przez ludność kongijską. Wyznaczono w ó w c z a s
p e w n ą normę dla każdego mieszkańca wszystkich wiosek. Niedostarczenie odpo­
wiedniej ilości kauczuku w ciągu roku było karane chłostą lub ucięciem ręki. Przy
tym systemie eksploatacji rosły szybko zyski Towarzystwa i proporcjonalnie do
tego malała aktywność gospodarcza mieszkańców Konga. Proces ten pogłębił się
szczególnie po roku 1885, kiedy to na Kongresie Berlińskim dokonano pierwszego
podziału imperialistycznego Afryki. Mocą postanowień tego Kongresu Kongo zostało
w y ł ą c z n ą własnością Międzynarodowego Stowarzyszenia Afrykańskiego, które fak­
tycznie było jedynie sztucznym tworem maskującym stan rzeczywisty, a miano­
wicie to, że w y ł ą c z n y m właścicielem tego olbrzymiego terenu był Leopold I I .
Wspomniany wyżej system eksploatacji Konga wzbudził z biegiem czasu protest
światowej opinii publicznej, a przede wszystkim burżuazji belgijskiej, która nie­
chętnie patrzyła na w y ł ą c z n y wyzysk Konga przez Koronę. W wyniku burzliwej
dyskusji na forum parlamentu kongijskiego w roku 1908 uchwalono formalną
aneksję Konga przez Belgię, otwierając w ten sposób następny etap historii tych
terenów, polegający na ekspansji kapitału belgijskiego do Konga, na tworzeniu
przemysłu i eksploatacji taniej siły roboczej, jaką stanowili czarni mieszkańcy
tego kraju.
Omówieniu procesu proletaryzaeji pewnego odłamu ludności kongijskiej i z a ­
gadnień wiążących s i ę z tym procesem poświęcił Davidson najlepsze — moim zda­
niem — stronice swojej książki. Obeznany dobrze z formami wyzysku kapitali­
stycznego w Anglii, autor śledzi to samo zjawisko w Kongu, zdając sobie jednak
dobrze sprawę z podobieństw, jakie mogą zachodzić, i z różnic, jakie w y p ł y w a j ą
z odmiennej rzeczywistości społecznej. Industrializacja, a w ślad za nią i urbaniza­
cja byłego Konga Belgijskiego, początkowo powolna, zaczęła nabierać rozpędu w cza­
sach poprzedzających I I w o j n ę ś w i a t o w ą po to, by osiągnąć swe szczyty w okre­
sie, w którym Davidson odwiedzał te tereny. Powstawanie szeregu dużych ośrod­
k ó w przemysłowych i kopalnianych wytworzyło charakterystyczny popyt na siłę
roboczą. Mógł b y ć on zaspokajany jedynie drogą dopływu ludności z okolic, gdzie
istniała n a d w y ż k a rąk do pracy, czyli z głębi kraju. Na pierwszym etapie było to
zjawisko dość pomyślne, bo uwalniało w i e ś kongijską od nadmiernego ciężaru.
Co prawda los robotników kontraktowanych najczęściej na długi termin b y ł nie­
zwykle ciężki, gdyż w zasadzie płaca była tak niska, że z ledwością starczało na
chleb. A z pożywieniem było coraz trudniej. Zgrupowanie wielkiej ilości robotni­
k ó w w jednym mieście wprowadzało automatycznie trudności w aprowizacji, którą
przejęli w swoje ręce biali, ciągnąc z tego ogromne zyski. Niemniej sam fakt zetknię­
cia się z innym światem, w którym przy dużym w y s i ł k u można było się czegoś
nauczyć, co potem z kolei mogło wpłynąć dodatnio na choć znikome, ale zawsze
widoczne polepszenie w a r u n k ó w materialnych, b y ł pierwszym krokiem na ,drodze
szybkiej ewolucji społeczeństwa kongijskiego. Rozpoczął się proces migracji lud­
ności wiejskiej do centrów przemysłowych. Najpierw przełamano bariery prawa

�524

RECENZJE

zabraniającego sprowadzania przez zatrudnionych w przemyśle robotników człon­
k ó w rodziny. Potem do miasta zaczęli ciągnąć młodzi a silni mężczyźni, na k t ó ­
rych spadł zbyt duży ciężar prowadzenia gospodarstwa, w którym brakowało rąk
do pracy. W ten sposób zaczęły wyludniać się całe wioski, co podcięło strukturę
gospodarczą kraju. Próbowano zaradzić temu przez szybsze w y s y ł a n i e z powrotem
na w i e ś jednostek starszych, nie mogących już wydajnie pracować w przemyśle.
Naturalnie było to rozwiązanie połowiczne, ale odciążało w znacznym stopniu prze­
m y s ł , pozwalając mu na zatrudnianie jak najwydajniejszych roczników. Dzięki
wszystkim tym posunięciom przemysł miał zabezpieczoną bardzo tanią siłę roboczą
i mógł s i ę rozwijać niezwykle dynamicznie. Naturalnie wszelkie zyski były wywo­
żone przez właścicieli do Belgii, tak że w Kongu nie pozostawała nawet naj­
drobniejsza część dochodu.
Wszystkie te przemiany o charakterze gospodarczym miały wielkie znaczenie
w dziedzinie społecznej. Wprowadzenie przemysłu i powstanie zalążka klasy robot­
niczej — może nie tak typowej, jak w Europie, ale dość licznej — w p ł y n ę ł o na
zmianę tradycyjnej struktury społecznej, opartej na rodowym lub feudalnym sy­
stemie organizacji. Wyludnianie s i ę wsi doprowadziło do zmian w zakresie orga­
nizacji gospodarki. Poznanie nowych w a r u n k ó w panujących w mieście i zetknięcie
się z cywilizacją europejską, a przede wszystkim z osiągnięciami techniki, które
coraz częściej były wyzyskiwane również i w głębi kraju, w p ł y n ę ł o w sposób za­
sadniczy na załamanie się tradycyjnego poglądu na świat, a co za tym idzie
upadek tradycyjnego
systemu
autorytetów społecznych. U w y d a t n i a ł o się to
szczególnie w y r a ź n i e w zmniejszeniu się znaczenia czarowników i kapłanów, k t ó ­
rzy zaczęli być anachronizmem w nowych warunkach. Pośrednio zachwiało to r ó w ­
nież władzą k a c y k ó w i innych zwierzchników plemiennych, na których opierali
się kolonizatorzy w swoim systemie pośredniego rządzenia. Polegał on na tym, że
administracja kolonialna utrzymywała k a c y k ó w na ich stanowiskach wykorzy­
stując ich do realizowania w ł a s n y c h rozporządzeń, często sprzecznych z interesami
poszczególnych plemion. Sprzeczności te stały się siłą motoryczną rozwoju u ś w i a ­
domienia społecznego mieszkańców Konga. Zresztą w razie wyraźnie pogarszającej
się sytuacji na terenie własnej wsi można było szukać wyjścia drogą emigracji do
najbliższego ośrodka przemysłowego. Doprowadziło to do stanu, że zasadnicze
centrum przemysłowe otoczone było przez namioty tych, którzy poszukiwali pracy.
O ile emigracja naruszała w p o w a ż n y sposób tradycyjną strukturę społeczną
Konga, o tyle można by mieć nadzieję, ż e centrum przemysłowe lub miejskie sku­
piające nowo przybyły element powinno być czynnikiem formującym jakąś inną
strukturę zastępującą starą. I tu wchodzimy — zdaniem autora — w cały gąszcz
zagadnień, które bynajmniej nie przedstawiają się tak jasno. Przede wszystkim
n a l e ż y się zastanowić nad polityką administracji belgijskiej, która mogłaby ten
proces przyśpieszyć lub opóźnić. W konkretnym przypadku Konga mamy tu do
czynienia z konsekwentnym hamowaniem wszelkiego rozwoju społecznego czy prób
doskonalenia s i ę w zawodzie albo w jakiejkolwiek pracy. Davidson, zastanawiając
się nad przyczynami takiego ustosunkowania się do tych zagadnień, stwierdza zu­
pełnie jasno, że polityka belgijska w Kongu oparta była na zasadach paternali­
stycznych, uznających Kongijczyków za duże dzieci, których nie można wtajem­
niczać w rzeczy, z którymi na pewno nie dadzą sobie rady. Oczywiście sam autor
ś w i e t n i e zdaje sobie sprawę z tego, że jest to tylko pokrywka dla polityki odcina­
jącej tubylców od możliwości zdobycia umiejętności technicznych, które wraz
z w y ż s z y m i płacami zarezerwowane b y ł y dla białych. Identycznie rzecz się miała
z oświatą i szkolnictwem wyższym. Młodzież kongijska, nawet najzdolniejsza, nigdy

�RECENZJE

525

nie miała możliwości kontynuowania nauki poza szkołami misyjnymi, stąd w y p ł y ­
nęła okoliczność, że w chwili uzyskania niepodległości przez Kongo liczba K o n ­
gijczyków z ukończonymi w y ż s z y m i studiami nie sięgała nawet kilku dziesiątków.
Ł a t w o się w i ę c zorientować, że celem polityki belgijskiej było u t r z y m y w a ć społe­
czeństwo kongijskie w jak n a j w i ę k s z y m zacofaniu społecznym, by tym łatwiej b y ł o
udowodnić ś w i a t u niezbędność opieki nad tym terenem.
Nie oznacza to bynajmniej, że społeczeństwo kongijskie nie ewoluowało. Sam
fakt zgromadzenia w miastach tak wielkiej ilości ludzi pochodzących z różnych
terenów Konga, reprezentujących odmienne systemy społeczne i zetknięcie s i ę tych
ludzi z administracją europejską, a przede wszystkim z nowym systemem organi­
zacji społecznej wprowadzonej z przyczyn technicznych w przemyśle, był przyczyną
wytworzenia s i ę nowej sytuacji społecznej, odmiennej od dotychczasowej. Proces
ten b y ł dla Davidsona bardzo widoczny i jego opisaniu 'poświęcił on niejedną
stronicę, zwracając szczególną u w a g ę na rodzenie się nowych potrzeb społecznych
u sproletaryzowanych Kongijczyków w a l c z ą c y c h o prawo do kształcenia się zawo­
dowego, i nie tylko zawodowego, w dążności do nowych form rekresacji, w poczuciu
własnej przebytej przez siebie ewolucji. Wszystkie te czynniki doprowadziły do
tego, że Belgowie nie byli w stanie u t r z y m y w a ć dawnego systemu i że musieli iść
na ustępstwa. Ustępstwa te nie były ustępstwami na rzecz samych Kongijczyków,
w y n i k a ł y one po prostu z uwzględnienia w ł a s n y c h interesów. Paternalistyczny sy­
stem rządów nie zdawał egzaminu. Trzeba go było zastąpić czymś innym, ale no­
wych form w momencie pobytu Davidsona Belgowie jeszcze nie wytworzyli. Dla­
tego też niedwuznacznym wnioskiem w całej omawianej pracy tego angielskiego
dziennikarza jest stwierdzenie, że albo Belgowie zmienią system, albo stracą Kongo,
a z nim i wszystkie dochody. J a k wiemy, stało s i ę tak, j a k przewidywał Davidson,
ale chyba on sam nie p r z e w i d y w a ł , że stanie s i ę to tak szybko.
Ale nie na ten aspekt „jasnowidztwa" chciałem zwrócić uwagę. Świadczy to
o logiczności rozumowania autora i o bystrości jego spostrzeżeń, ale w książce
Afryka budzi się znajdujemy pierwiastki jeszcze dla nas cenniejsze, mianowicie
nutkę zadumy nad człowiekiem, którego kultura przybrała różną postać, co dało
w pewnym okresie rozwoju ludzkości asumpt do dzielenia ich na w y ż s z e i na niż­
sze, przy czym te pierwsze, z racji takiego układu rzeczy, uznały za konieczne
rozciągnąć
swe niszczycielskie o p i e k u ń s t w o nad drugimi. Właśnie tego rodzaju
refleksje natchnęły Davidsona do napisania rozdziału zatytułowanego „Koniec szla­
chetnego dzikusa". Kwintesencja tych refleksji polega na stwierdzeniu, że mimo,
iż pojawienie s i ę Europejczyków w Kongu stało się przyczyną wyginięcia setek
tysięcy ludzi, zniszczeniem setek wiosek, rozbiciem tradycyjnej struktury społecz­
nej, wyzysku i pauperyzacji ludności tubylczej, niemniej stało s i ę również przy­
czyną postępu społecznego, co prawda drogo okupionego, ale bez którego społe­
c z e ń s t w o to e w o l u o w a ł o b y swym zwolnionym rytmem, stając s i ę przez to samo
coraz bardziej zacofane w stosunku do pozostałych społeczeństw świata. Za po­
stęp, zdaniem Davidsona, płaci s i ę drogo, ale cena jest niczym w porównaniu
ze skutkami. Od siebie dodać możemy, że Kongo płacić będzie jeszcze dużo, ale
jednocześnie w bardzo szybkim tempie zdobywać będzie swoje miejsce w świecie,
aktywizując swoje życie gospodarcze i społeczne. T a k w i ę c książka Davidsona
jest b y ć może nawet nie m i m o w o l n ą ilustracją prawa dialektyki mówiącego, ż e
walka sprzeczności jest motorem postępu.
O ile tematem książki Afryka budzi się były zagadnienia współczesnych prze­
mian społecznych Afryki, a ściślej m ó w i ą c Konga i Angoli, o tyle g ł ó w n y m pro­
blemem drugiej pozycji Basila Davidsona stały s i ę kwestie dotyczące przeszłości

�526

RECENZJE

tego kontynentu. W czasie swoich długich w ę d r ó w e k po różnych regionach Afryki,
w ę d r ó w e k mających charakter systematycznych studiów regionalnych, autor stykał
się wielokrotnie z uczonymi badającymi zamierzchłe dzieje poszczególnych tere­
nów, którzy próbowali odtworzyć je bądź drogą studiowania dawnych dokumen­
t ó w historycznych, bądź poprzez wykopaliska archeologiczne. Ostatnie, rewela­
cyjne wprost wyniki tych wykopalisk stały się dla Davidsona podstawą do próby
przedstawienia ich szerszemu ogółowi czytelników, którzy pragnęliby s i ę o nich
dowiedzieć przed u p ł y w e m czasu potrzebnego na ich dokładne i ścisłe naukowe
opracowanie, trwające niekiedy latami. W związku z tym zrealizowano pomysł
napisania książki omawiającej historię Afryki przez głęboko rozumiejącego tę pro­
blematykę amatora, który nie musiałby brać odpowiedzialności za wszystkie suge­
rowane hipotezy oparte na niekompletnym jeszcze materiale. Niemniej, wychodząc
z tego założenia, autor miał nadzieję dać jednak jak najwierniejszy obraz dotych­
czasowych zdobyczy dorzucając do nich w ł a s n e refleksje i uwagi, co do których
zarzeka s i ę zresztą, ż e nie muszą s i ę one pokrywać z tym, co za lat kilka powiedzą
uczeni.
Niezależnie od tego, jak w y p a d ł a ta próba, trzeba podkreślić przede wszyst­
kim jej pionierskość i bogactwo cytowanych materiałów. Własne obserwacje i wia­
domości zdobyte w terenie autor uzupełnia danymi zaczerpniętymi z szeregu dzieł
naukowych, jakie zostały opublikowane w ostatnim dziesięcioleciu. Cały w ten
sposób zebrany materiał posłużył do nakreślenia obrazu przemian historycznych,
jakie zachodziły na kontynencie afrykańskim od najdawniejszych czasów, aż do
momentu przybycia Europejczyków. Od razu trzeba jednak zwrócić u w a g ę na fakt,
że Davidson rozpoczynając pisanie tej książki miał już własną koncepcję historii
Afryki, którą zilustrował tylko odpowiednimi materiałami. Polegała ona na prze­
śledzeniu roli pojawienia się żelaza i znajomości jego obróbki w przyśpieszeniu
rozwoju kulturowego poszczególnych regionów i ludów afrykańskich. Kolejne roz­
działy omawiają ten proces w porządku geograficznym i chronologicznym.
Punktem w y j ś c i o w y m dla omówienia tych kwestii stał się dla Davidsona pro­
blem zaludnienia Afryki. Nie można bowiem m ó w i ć o kulturze bez uprzed­
niego zapoznania się z charakterystyką ludów tę kulturę wytwarzających. Najdaw­
niejsze znaleziska archeologiczne świadczące o istnieniu w Afryce form praludzkich datowane są przez najostrożniejszych uczonych na okres około 600 000 lat p.n.e.
Ostatnio odkrycia L . Leakeya potwierdzają tę tezę dodając do niej znak zapyta­
nia, czy nie mamy tu do czynienia z formami jeszcze starszymi. W każdym bądź
razie można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, ż e znajdywane na terenie
Afryki narzędzia kamienne mogą należeć do najstarszych tego rodzajów wytwo­
rów na świecie. Rzutuje to jednocześnie na zagadnienia dawności rodzaju ludz­
kiego na tym kontynencie, a co za tym idzie i na długość procesów historycz­
nych, jakie na nim przebiegały.
Ponieważ w całej pracy Davidson wiele miejsca poświęca najdawniejszym eta­
pom historii Afryki, mieliśmy nadzieję, ż e nie ominie on choćby pobieżnego o m ó ­
wienia zagadnień najstarszych etapów rozwoju kultury ludzkiej na tym kontynen­
cie. Mamy tu na myśli przede wszystkim bardzo długi okres trwania kultur k a ­
miennych, znanych już archeologom na podstawie zebranych przez ostatnie trzy­
dzieści lat materiałów archeologicznych z całej niemal Afryki. W ciągu pięciuset
kilkudziesięciu tysięcy lat poprzedzających pojawienie się w dolinie Nilu cywili­
zacji egipskiej na terenie Afryki żyło wiele ludów, które pozostawiły po sobie je­
dynie narzędzia kamienne i rzadkie pochówki. Systematyczne przekopywanie jaskiń
i śmietnisk muszlowych, jak też wiele narzędzi znalezionych na powierzchni ziemi

�RECENZJE

527

pozwoliło archeologom europejskim i afrykańskim na ustalenie pewnych ram
chronologicznych i typologicznych, które wprowadzają nas w historią długiej ewo­
lucji kulturowej poszczególnych regionów. Właśnie ta ewolucja jest najorygi­
nalniejszym podłożem kształtowania s i ę kultury następnych pokoleń, z k t ó ­
rych z biegiem czasu pod w p ł y w e m grup przybyłych spoza kontynentu afrykań­
skiego w y e w o l u o w a ł a ta kultura, jaką znamy z opisów historyków i etnografów.
Niestety być może autor nie miał czasu lub możliwości zapoznać się z bogatą lite­
raturą dotyczącą tej problematyki, w i ę c wolał nie zabierać głosu w tej sprawie.
Niemniej sądząc po tytule czytelnik miał prawo oczekiwać naświetlenia tej kwe­
stii i nadaremnie jej będzie szukać w omawianej książce. Jest to mankament tym
dotkliwszy dla polskiego czytelnika, że niestety poza kilkoma uwagami zamieszczo­
nymi w skrypcie Włodzimierza Antoniewicza pt. Historia sztuki
najdawniejszych
społeczeństw,
gdzie znajdujemy o m ó w i e n i e niektórych kultur archeologicznych
Afryki, w literaturze naukowej naszego kraju nie znajdujemy ani jednej pozycji,
w której omówiona zostałaby interesująca nas tutaj problematyka. Jest to dział
jeszcze zupełnie u nas nie tknięty.
Przechodząc do okresów nieco późniejszych autor zastanawia się nad przebie­
giem migracji, które ukształtowały współczesny obraz etniczny Afryki. Rozróżnia
on trzy główne etapy zaludnienia tego kontynentu. Na od dawna zamieszkały
element autochtoniczny Afryki, którym — zdaniem Davidsona — mogli być
Brabuszmeni, nałożyły s i ę kolejne fale migracji, najpierw Murzynów, a potem
Chamitów i Semitów. J a k twierdzą archeologowie, antropologiczny typ murzyński
pojawia się w Afryce w piątym tysiącleciu przed naszą erą, a typ chamicki odpo­
wiednio później. Nie wchodząc w szczegóły tego bardzo generalnego wprowadze­
nia warto jedynie podkreślić kwestię dla autora najważniejszą, którą sam David­
son sumuje w następujących słowach: „Źródłem ewolucji i postępu w Afryce, jak
wszędzie na świecie, są nie okoliczności rasowe, lecz środowiskowe i nic nie wska­
zuje na to, że Murzyni, gdyby żyli w Afryce Północnej zamiast w Centralnej, nie
osiągnęliby r ó w n i e dużo — albo równie mało — co chamiccy Egipcjanie czy Ber­
berowie w dolinie Nilu lub nad Morzem Śródziemnym". Trudno nie zgodzić się
z tą sugestią, która choć może nie nosi piętna zbyt naukowego sformułowania, nie­
mniej oddaje istotę zagadnienia, przeciwstawiając się pewnym założeniom rasi­
stowskim od kilkudziesięciu już lat pokutującym w nauce o człowieku, a szcze­
gólnie w literaturze o Afryce i jej ludności.
Po krótkim zapoznaniu czytelnika z ostatnimi odkryciami malowideł skalnych
na Saharze, które stanowią rodzaj historii ikonograficznej tych terenów w ostat­
nich tysiącleciach przed naszą erą, Davidson przechodzi do dokładniejszego o m ó w i e ­
nia w y n i k ó w wykopalisk archeologicznych na terenie niegdyś potężnego państwa
Meroe, leżącego na południe od starożytnego Egiptu. Teren ten jest chyba najbo­
gatszym terenem wykopaliskowym Afryki, a nawet świata. Niestety w tej chwili
zaledwie jedna dziesiąta jego powierzchni jest w przybliżeniu znana archeologom.
Reszta zaś pozostaje jeszcze do zbadania. Mamy tu w i ę c do czynienia z terenem,
który niemal sam przez swoją specyfikę i wielkość narzuca ideę kompleksowych
badań archeologicznych, w których mogłyby, wziąć udział ekipy wielu krajów.
Niezależnie od tego, co można zrobić tam na podstawie tego, co już tam uczyniono,
można sądzić, że Meroe odegrało znaczną rolę w rozwoju kultury ludów zamiesz­
kujących te tereny, a nawet poprzez utrzymywanie licznych kontaktów z nieraz
bardzo odległymi krajami Afryki Zachodniej w p ł y n ę ł o również na przyśpieszenie
rozwoju kultury i na tamtych terenach. Żywotność tego ośrodka i jego znaczenie
cywilizacyjne polegało na tym, że był to obszar, gdzie krzyżowały się w p ł y w y Azji

�528

BECENZJE

Przedniej, starożytnego Egiptu, a nawet Chin, z którymi Meroe utrzymywało ż y w e
kontakty handlowe. Tutaj też, jak można sądzić po zwałach szlaki, rozwinęła się
produkcja i obróbka żelaza, którego część na pewno musiała być eksportowana
do innych regionów Afryki. Tak w i ę c obok Egiptu Meroe stało się drugim cen­
trum rozprzestrzenienia się żelaza w Afryce.
Następny rozdział książki Stara Afryka na nowo odkryta poświęcony został
o m ó w i e n i u kultur Zachodniego Sudanu. Na terenie tym koniec kultur kamiennych
przypada na okres między I X w. p.n.e. a rokiem 200 n.e. Zasadnicze zmiany za­
szły tu dopiero w wyniku ekspansji arabskiej, która przypada na V I I w. Do cie­
kawszych odkryć archeologicznych dokonanych na tych terenach zaliczyć trzeba
badania nad kulturą Nok, charakteryzującą się dokładnie opracowaną ceramiką
i ciekawą sztuką. J a k się okazuje, niektóre elementy w s k a z y w a ł y b y na to, że
twórcami kultury Nok byli przodkowie pewnych plemion współcześnie żyjących
w Afryce Zachodniej. Daje to asumpt Davidsonowi do szeregu uogólnień na temat
historii tej części Afryki. Opiera się ona głównie na źródłach arabskich. J a k z nich
wynika, od dawna istniały już więzy handlowe między doliną Nilu a doliną Nigru.
Ta stała wymiana handlowa, a za nią i kulturowa odegrała bardzo w a ż n ą rolę
w rozwoju Afryki Zachodniej, nic w i ę c dziwnego, że wielu etnografów wskazuje
na szereg e l e m e n t ó w kultury duchowej l u d ó w sudańskich podobnych do swych
egipskich odpowiedników. Podobne stanowisko reprezentował swego czasu Leo
Frobenius snując dość trudno sprawdzalne hipotezy na temat wspólnoty tych dwu
k o m p l e k s ó w kulturowych. W tej chwili trudno jest powiedzieć coś konkretnego na
temat tego rodzaju poglądów, ale nie sposób zaprzeczyć, że istnieją pewne podsta­
wy do podobnego traktowania tego zagadnienia. Naturalnie nie oznacza to, by D a ­
vidson miał ochotę r e a k t y w o w a ć wszystkie poglądy tego uczonego, których chyba
nawet w całości nie poznał, ale pisząc podobne słowa w swojej książce mimo­
wolnie zwraca naszą u w a g ę na prace, które od kilkunastu już lat zaliczone zostały
jedynie do historii zagadnienia. Pozostaje w i ę c problem ewentualnej rewizji poglą­
d ó w w tym zakresie po to, by raz na zawsze definitywnie rozwiązać kwestię przy­
datności materiałów zebranych przez tego wielkiego przedstawiciela poważnie się
Afryką interesującej szkoły kulturowo-historycznej.
Skoro jesteśmy już przy materiałach, na których można oprzeć badania nad
przeszłością kultury zachodnioafrykańskiej, to warto podkreślić p o z y t y w n ą stronę
omawianej przez nas książki, która przynosi szereg bardzo cennych danych za­
czerpniętych z kronik i opisów arabskich. O ile wiedza europejska o Afryce,
a zwłaszcza o jej wnętrzu, sięga co najwyżej X V w., o tyle wiedza arabska ma
tradycję znacznie dawniejszą. Nie zapomnijmy, że pierwsze opisy Afryki publiko­
wane w Europie są niczym innym, jak wyzyskaniem z a p i s ó w arabskich, które róż­
nymi drogami dostały się w posiadanie ówczesnych d w o r ó w królewskich, szcze­
gólnie zainteresowanych w rozwijaniu handlu z bogatą w ó w c z a s Afryką. Są to
wiadomości dosyć słabo znane w Polsce, stąd pionierska w tym zakresie rola
książki Stara Afryka na nowo odkryta.
Zakreślając ogólne ramy historii Afryki Zachodniej Davidson stwierdza: ,,Ale
ważniejsze dla rozwoju społeczeństwa w krajach położonych na południe od pustyni
były prawdopodobnie sposoby użytkowania metalu, a już obróbka żelaza odegrała
na pewno rolę najważniejszą. Ludy Afryki Zachodniej poznały żelazo i jego
obróbkę zapewne na przełomie er albo dzięki północy (ludy berberyjskie), albo
wschodowi (Meroe). Z końcem pierwszych w i e k ó w ery chrześcijańskiej znajomość
żelaza rozprzestrzeniła się na południe daleko poza brzeg lasów. Daty te posiadają
ogromną w a g ę : oznaczają początek współczesnej Afryki". Niestety ta właśnie

�RECENZJE

529

„współczesna Afryka'' stała się obiektem kolonizacji europejskiej, przed którą nie
uchroniła jej ani znajomość, ani obróbka żelaza. Snując dalej tę refleksję mia­
łoby się chęć podjąć dyskusję nad oczywistością faktu, że żelazo było czynnikiem,
któremu danym było a w a n s o w a ć kultury ludów Afryki w hierarchii rozwoju aż
do rangi kultur współczesnych, ale takie postawienie sprawy w y l e w a ł o b y przy­
s ł o w i o w e dziecko wraz z kąpielą. Niemniej zbyt częste podkreślanie roli żelaza
w rozwoju kultury afrykańskiej nie może zaciemniać faktu, że współczesność tej
kultury nie jest wyłącznie wynikiem tego przełomu, o którym m ó w i Davidson,
lecz również — a chyba i przede wszystkim — wynikiem konfrontacji tradycyjnej
kultury kontynentu z kulturą i osiągnięciami technicznymi kolonizatorów, którzy
wprowadzając nowe porządki sami przyśpieszyli ewolucję społeczeństw afrykań­
skich w kierunku osiągnięcia podobnego poziomu kulturowego, jakiego model
przynieśli z sobą. T ę oczywistą prawdę Davidson uczynił m y ś l ą przewodnią swej
pierwszej książki Afryka budzi się, a następnie usunął na plan drugi w swej
kolejnej pracy Stara Afryka na nowo odkryta. Naturalnie zawsze można polemi­
zować, że tematem tej drugiej pozycji jest daleka przeszłość kontynentu, a nie jej
ostatnie wieki, niemniej czytelnik, który ma okazję poznać jedynie tę ostatnią,
może być narażony na pewne zniekształcenie poglądów w tym zakresie. Tak w i ę c
zbyt słabo chyba Davidson podkreśla fakt, że poznanie żelaza było p r z e ł o m o w y m
etapem, ale w przeszłości, i że dla współczesności decydującego znaczenia mieć nie
mogło.
Następne stronice omawianej książki poświęcone są historii kolejno pojawia­
jących się i rozpadających się państw Afryki Zachodniej, jak Ghana, Mali, Kanem,
czyli B o m u i Songhaj. Trudno jest ze w z g l ę d u na rozmiary tej recenzji anali­
zować dokładnie treść tych rozdziałów, raczej warto tu tylko zasygnalizować, że
są to strony pełne barwnych opisów życia kwitnącego w tych państwach, życia
opartego na dobrze zorganizowanym handlu i licznych podbojach. Właśnie te
aspekty historii AEryki doprowadziły autora do pewnych refleksji na temat eko
nomiki tych krajów. Trzeba z całą satysfakcją przyznać, że uwagi Davidsona n;&gt;
ten temat są drugim bardzo pozytywnym elementem jego książki.
Ten ekonomiczny podtekst czujemy odtąd we wszystkich kolejnych rozdziałach
omawianej książki Davidsona. Dotyczy to głównie zarysu historii kolejnych państw
Afryki Zachodniej, a w następnej partii pracy i p a ń s t w Afryki Wschodniej i Po­
łudniowej. Najważniejszym elementem tych studiów jest zwrócenie uwagi na dwa
g ł ó w n e zagadnienia: roli niewolnictwa w zahamowaniu rytmu przemian kulturo­
wych na interesujących nas terenach oraz roli więzi handlowych, jakie łączyły
wschodnie wybrzeża Afryki z kontynentem azjatyckim. Chodzi tu przede wszystkim
0 handel arabski i chiński. Liczne znaleziska, których pochodzenie wskazuje na
Arabię, P ó ł w y s e p Hinduski i Chiny, dowodzą, że kontakty te musiały być ż y w e
1 korzystne dla obu stron. Jak możemy się domyślać, na handlu tym opierało się bo­
gactwo państw wschodnioafrykańskich, ponieważ owe importowane przedmioty nie
zostawały na wybrzeżu, lecz w ę d r o w a ł y daleko w głąb kontynentu afrykańskiego
przynosząc niezłe dochody pośrednikom i kupcom tych terenów. T a sprawnie zorga­
nizowana sieć handlowa świetnie funkcjonowała do okresu pojawienia się Europej­
czyków, którzy zamiast w k o m p o n o w a ć się w ten system, jak czynili to na początku,
swą rabunkową polityką doprowadzili do całkowitej jego likwidacji, na czym sami
sporo stracili. W tym przypadku miraże szybkiego wzbogacenia się kolonizatorów
przysłoniły im możliwości zorganizowania o wiele wydajniejszego systemu eksploa­
tacji opartego na równomiernie rozłożonych podatkach i cłach. Ale o tym swoim
U — Etnografia Polska T . v u

�530

RECENZJE

błędzie przekonali się dopiero Europejczycy w momencie, gdy kwitnące kraje
Afryki Wschodniej zamieniły się w podupadłe faktorie.
Zanik handlu z Azją doprowadził do dużych zmian gospodarczych nie tylko
w krajach położonych na wybrzeżach Afryki Wschodniej, lecz pośrednio przy­
czynił się również do zachwiania r ó w n o w a g i ekonomicznej organizmów p a ń s t w o ­
wych z wnętrza kontynentu. Wiele z nich opierało s w o j ą egzystencję na zyskach
w y p ł y w a j ą c y c h z pośrednictwa handlowego, więc z c h w i l ą zaniku handlu musiały
podzielić losy państw wschodnioafrykańskich. Niestety Europejczycy niszcząc starą,
tradycyjną strukturę ekonomiczną podbitych krajów afrykańskich nie narzucali im
żadnej innej, krępując jednocześnie wszystkie inicjatywy w kierunku stworzenia
nowego modus vivendi. W zasadzie ówczesną politykę europejską w Afryce można
określić jako rabunkową eksploatację bez perspektyw, która miała na celu w jak
najkrótszym czasie wzbogacić niezbyt zamożne metropolie na starym kontynencie.
Naturalnie tego rodzaju postępowanie doprowadziło jedynie do szybkiego wy­
eksploatowania omawianych krajów i do ogólnego zubożenia Afryki, która w ś r ó d
zainteresowań kolonialnych spadła w związku z tym na dalszy plan. I trzeba przy­
znać, ż e okres X V I I i X V I I I w. jest okresem osłabienia eksploatacji kolonialnej
w Afryce, która odrodziła się dopiero z początkiem X I X w., a więc w epoce roz­
wijającego się kapitalizmu, szukającego nowych złoży surowcowych i nowych ryn­
k ó w zbytu.
Jeśli chodzi o niewolnictwo, którego rozkwit przypada w Afryce na wieki od
X V do X I X , to stało się ono czynnikiem poważnie hamującym dalszy postęp kul­
tury afrykańskiej. Zdobycie niewolników w celu ich sprzedania Europejczykom
nie stanowiło dla szeregu plemion afrykańskich najmniejszych trudności. Wystar­
czyło umiejętnie zorganizować w y p r a w ę wojenną, z której przyprowadzano dzie­
siątki, jeśli nie setki mężczyzn czy kobiet. Z ich przekazaniem do najbliższego
portu także nie było specjalnych kłopotów, ponieważ zawsze mogli zająć się tym
Arabowie, ciągnący bajeczne zyski z pośrednictwa w handlu niewolnikami. Tak
w i ę c łatwość, z jaką przychodziły zyski ze zdobywania niewolników, stała się
główną przyczyną rozkwitu niewolnictwa w Afryce. Nastąpił okres demoralizacji
plemion i ludów wnętrza Afryki, które w pogoni za ł a t w y m zyskiem wyniszczały
plemiona sąsiednie, zagrażając nawet dalszym. Wynikiem tego było p o w a ż n e naru­
szenie tradycyjnej struktury plemiennej, co natychmiast, znalazło odbicie w zaostrze­
niu się s t o s u n k ó w między poszczególnymi ludami. Ten permanentny stan wojny
domowej lub zagrożenia wojennego doprowadził do ruiny handlu i w ogóle
każdego konsekwentnego systemu gospodarczego. Poza tym wprowadził do psy­
chiki ludów afrykańskich nie znane im dotąd elementy drapieżności, których n a j ­
lepszym przykładem będą cytowane przez Davidsona opisy Beninu. Okres niewol­
nictwa b y ł więc dla Afryki podwójnie druzgocący, albowiem zniszczył nie tylko
tradycyjną ekonomikę, lecz też w p o w a ż n y m stopniu naruszył i r ó w n o w a g ę mo­
ralną, jeśli można tu użyć tego niedoskonałego wyrażenia. To w ł a ś n i e okres nie­
wolnictwa przyczynił się głównie do tego, że Afryka ma w tej chwili tak wiele
do odrobienia.
Mimo tych wszystkich ujemnych w p ł y w ó w cywilizacji europejskiej kultura
ludów Afryki zachowała wszystkie najważniejsze składniki, które umożliwiają jej
rozkwit w czasach obecnych charakteryzujących się podjęciem dawnych tradycji
zsynchronizowanych z potrzebami nowoczesnego życia i kultury. Podobny układ
rzeczy możliwy jest tylko dzięki faktowi, że tradycyjna kultura afrykańska nie
była kulturą prymitywną, jak próbowano nas o tym przekonać jeszcze kilka­
naście lat temu, ale posiadała w ł a s n ą postać i d y n a m i k ę rozwoju, opartą jedynie

�RECENZJE

531

na innych podstawach niż kultura ludów europejskich. Właśnie temu problemowi
poświęcił autor ostatnie rozdziały swojej książki. W tytule Stara Afryka na nowo
odkryta zawarta jest aluzja nie tylko do w y n i k ó w ostatnich wykopalisk archeolo­
gicznych, a!e również do nowej sytuacji kulturowej kontynentu, który odkrywa
w ł a s n ą tradycję i historię, by czerpać z niej jak ze skarbca w okresie budowy
nowej gospodarki i nowej kultury. Przykładem niech będzie Ghana, która celowo
przyjęła n a z w ę starożytnego państwa Afryki Zachodniej, chcąc w ten sposób oddać
hołd osiągnięciom swych przodków i podjąć ich trud budowy naprawdę niezależ­
nego państwa.
Okrycie tej prawdy i jej podbudowanie materiałem dowodowym jest chyba
największą zasługą Basila Davidsona i dlatego jego pozycje są tak cenne dla
tych, którzy chcą zapoznać się z najistotniejszymi problemami nurtującymi współ­
czesną Afrykę.
Krzysztof
Makulski

12. R. L E A C H , Pul Eliya
Kinship, London 1961.

— A Village in Ceylon, A Study of Land Tenure and

Północna część Centralnej Prowincji Cejlonu (North Central Province) była
ogniskiem poważnej cywilizacji, która kwitła pomiędzy I I I w. p.n.e. a X I I w. n.e.
Obszar ten jest położony na suchej płaszczyźnie i uprawa roślin jest tam możliwa
tylko przy pomocy systemu irygacji; wsie obecnie tam egzystujące stosują tę samą
technikę irygacji, co dawne antyczne.
Książka Leacha poświęcona jest szczegółowej analizie, w jaki sposób w czasach
obecnych ziemia uprawna w tym kraju, w jednej z tamtejszych wsi (Pul Eliya),
staje się przedmiotem własności, jak jest użytkowana i dziedziczona przez kolejne
generacje. Książka ma charakter monografii, w której główna uwaga jest poło­
żona na zagadnienia związku pomiędzy stosunkami pokrewieństwa a własnością
i zasadami użytkowania ziemi; jest ona również przyczynkiem do teorii i metodyki
współczesnej „social anthropology".
Pul Eliya jest w s i ą leżącą na terenie powiatu (District) Nuvarakalaviya,
ок. 12 mil na północ od miejscowości Anuradhapura, dawniej centrum królestwa
syngaleskiego. Ludność m ó w i językiem syngaleskim i należy do kasty Goyigama;
w okolicy większość wsi posługuje się językiem syngaleskim, lecz na południowym
zachodzie u ż y w a n y jest język Tamil, a mieszkańcy tamtych wsi są Koslem
(marskkal — to przynależność religijna), zaś na północnym zachodzie są wsie Hindu
Tamil. Cały ten obszar jest niesłychanie bogaty w zabytki archeologiczne, lecz
badanie historii jest utrudnione ze względu na brak pisemnych przekazów. Wielka
świetność dawnej przeszłości nie ma kontynuacji w teraźniejszości. Klasyczne kró­
lestwo syngaleskie było charakterystycznym przykładem cywilizacji, którą można
nazwać hydrauliczną (jak to określa Wittfogel) przez to, że region z natury biedny,
dzięki zastosowaniu skomplikowanej inżynierii irygacyjnej, przerodzony został
w kraj kwitnący bogactwem. W X I I I w. nastąpił upadek tej cywilizacji.
Obecni mieszkańcy wsi są przekonani, że system ich organizacji pozostał nie­
tknięty od najdawniejszych czasów. Tej opinii nie można jednak potwierdzić doku­
mentacją historyczną, ponieważ nie wiadomo nic o organizacji życia wsi w okresie
antycznej cywilizacji syngaleskiej. Wiadomo natomiast, że — jak w starożytności —
współcześnie stosowane prace nawadniające dzielą się na dwa rodzaje: lokalne
w obrębie poszczególnych wsi (małe zbiorniki) i wielkie centralne związane kana­
łami, pod nadzorem centralnych władz. W ekonomice tego kraju jest bardziej

�532

RECENZJE

istotny brak wody niż brak ziemi i ten fakt odbija się wyraźnie w stosunkach
społecznych.
Zarówno bezpośrednie otoczenie wsi P u l Eiiya, jak i cały obszar North
Central Province jest bardzo zróżnicowany pod w z g l ę d e m j ę z y k o w y m , religijnym
i kastowym. Lecz w obrębie poszczególnych wsi populacja jest jednorodna. To jest
cechą charakterystyczną tej części Cejlonu. System kastowy wyraża się w przy­
należności do tzw. variga (związek, rodzaj — ang. kind, variety). Variga dotyczy
kategorii zarówno lingwistycznych, jak religijnych czy socjalnych lub kulturowo^rasowych: Tamil tworzą variga w oparciu o język; Moslem tworzą variga na
podstawie przynależności religijnej; „Pracze" i „Pośrednicy" to variga kategorii
socjalnej; Vedda — variga kategorii kulturowo-rasowej.
Prawowici mieszkańcy jednej wsi są członkami tej samej variga. Tylko variga
mają prawo do korzystania ze zbiornika wodnego należącego do danej wsi.
Istotną cechą tego systemu kastowego jest endogamia w obrębie poszcze­
gólnych variga, a więc w obrębie jednej wsi. Małżeństwa z członkami innych
variga są surowo zakazane. Konsekwencją tego jest wzajemne p o k r e w i e ń s t w o
wszystkich mieszkańców danej wsi.
Pul Eliya jest zamieszkana przez członków variga Goyigama (uprawiających
rolę), kasty syngaleskiej, którzy stale podkreślają s w ą ekskluzywność, nawet
W odniesieniu do innych syngaleskich variga, tym niemniej obecnie członkowie
tych innych grup regularnie uczestniczą w rytuałach Pul Eliya i biorą udział
w uprawie pól w Pul Eliya. Ten intervariga kontakt jest bardzo specyficznym
fenomenem w stosunkach kastowych. System kastowy ma bowiem jako całość
dwa zasadnicze aspekty: z jednej strony jest to zasada endogamii, której rezul­
tatem jest tworzenie małych ekskluzywnych lokalnych grup, których członkowie
posiadają to samo socjalne znaczenie jako przynależni do variga, z drugiej zaś
strony członków jednej kasty wiążą rytualne związki i tradycje służebne powin­
ności. W tym drugim przypadku stosunki więzi obejmują sferę ekonomii, religii
i polityki —• z wykluczeniem jednak pokrewieństwa. Tradycja i rytuał ma swoje
odpowiedniki w nazwaniach poszczególnych syngaleskich grup. „Goyigama", „Pra­
cze", „Pośrednicy", „Tancerze" — są w gruncie rzeczy wszyscy rolnikami. Tak
było w przeszłości, tak jest i teraz. W dawnej feudalnej hierarchii jednak po­
szczególne te grupy były obowiązane do wykonywania pewnych służebnych czyn­
ności przy różnych okazjach i jednocześnie z tego tytułu przywiązane były do
określonego kawałka ziemi. Była to w ł a ś c i w i e zasada pańszczyzny. Obecnie „Pra­
cze" są tylko rytualnymi praczami, „Tancerze" tylko rytualnymi tancerzami itp.
W pracy swojej Leach obrazuje fakty z życia P u l Eliya na podstawie stanu
zaobserwowanego w czasie badań z 1954 r. Cała populacja wsi w tym czasie
wynosiła 146 osób, a całość pól znajdujących się pod irygacyjną uprawą równała
się ok. 135 akrom (1 akr = ok. 4000 m ). Autor stwierdza, ż e jest to w i e ś na ogół
podobna do innych wsi w jej sąsiedztwie, zastrzega się jednak przed sugestią,
jakoby miała to być jakaś wieś typowa albo w jakimś sensie statystycznie prze­
ciętna. Autor jest przeciwnikiem używania tego rodzaju terminologii.
Pracę Leacha można uznać za nowatorską od strony metody. Sam autor przed­
stawia ją jako traktującą w nowy sposób sprawy, które — w odniesieniu do
Cejlonu czy nawet do tej części kraju — były poruszane już przez poprzednich
tutejszych badaczy. Te poprzednie prace były przede wszystkim w j a k i m ś stopniu
syntetyczne.
2

Praca Leversa (1899) to sprawozdanie oparte częściowo na terenowych obser­
wacjach, lecz głównie na raportach angielskich administracji, odnoszących się do

�RECENZJE

533

dekady 1870—1880, i chociaż Levers — zdaniem Leacha — wykazuje w niektórych
partiach niezrozumienie własnych źródeł, to sprawozdanie ma wartość, jeżeli od­
niesiemy je generalnie do wsi tamtego czasu.
Codrington (1838) interesował się więcej przeszłością niż współczesnością, trochę
w ł a s n y c h obserwacji robił około 1909 г., a źródłami sięga aż po I X w. n.e.
Pieris (1956) opiera się głównie na Leversie i Codringtonie i chociaż dodaje
dużo dokumentarnego materiału — jego praca jest tego samego rodzaju co po­
przednia.
Odmienna jest praca Ryana (1953). W tym studium nad syngaleską kastą
poświęca Ryan parę dziesiątek stron na opisanie wsi, którą nazywa pseudonimem
„Vanniaveva" — mówiąc o niej, że jest podobna w swojej ekologii i społecznej
strukturze do setek innych skupisk wiejskich na północnym zachodzie i północy
Centralnej Prowincji. Ryan nie przeanalizował jednak dokładnie stosunków pokre­
w i e ń s t w a i stosuje w swej książce uproszczenia zniekształcające zupełnie rzeczy­
wisty stan rzeczy.
Leach jest zdania, że jego studium nad Pul Eliya nie daje się porównać
z żadną ze wspomnianych prac, gdyż jego główną troską jest nie przedstawianie
generalnej charakterystyki, lecz pokazanie w szczegółowy sposób mechanizmu dzia­
łania społecznego systemu, na konkretnym przykładzie jednej wsi.
Leach podkreśla — co jego zdaniem jest często zapominane — że takty spo­
łeczne, które są przedmiotem zainteresowania socjologów, rozpadają s i ę na dwie
różne klasy, w y m a g a j ą c e różnych technik badawczych. Po pierwsze są to fakty
statystyczne, tu się zawiera to, co jest związane ze studiami ekonomistów i demo­
grafów (będą to w i ę c stosunki urodzin, zgonów, stosunki produkcji, konsumpcji,
cen, standartów życia itd.), gdzie technika wymierzania i statystyczna generalizacja są podstawowe. N i e w ą t p l i w i * jest całkiem nienaukowe robienie w takim
wypadku studiów nad jedną w s i ą , by potem na podstawie szczegółowych f a k t ó w
przedstawić jakieś generalne wnioski. To może być niekiedy stosowane tylko dla
jakichś administracyjnych praktycznych celów. I wtedy określanie tą drogą
f a k t ó w jako przeciętnych czy typowych może nawet nie być fałszem. Ale generalizo­
wanie na podstawie wielu porównań zawsze będzie miało naukowy sens. Jest
jednak druga klasa faktów, gdzie dzieje się inaczej, gdzie decydują szczegóły.
Na przykład w dziedzinie prawa generalne reguły są zawsze ważne, ale decydu­
jące są interpretacje w szczegółowych instancjach. Zwykle stwierdzenie istnienia
jakiejś reguły, obstawanie przy tym, że „jest taki i taki obyczaj" — m ó w i nam
o tym problemie w n a j w y ż s z y m stopniu za mało; my chcemy zaobserwować,
m ó w i Leach, w szczegółach zastosowanie reguły, przejawianie się obyczaju.
Dlatego to, co dali w swoich pracach Levers, Codrington, Pieris — to opisy
jakiegoś idealnego typu organizacji wsi. Dali bardzo kompetentne opisy o b o w i ą ­
zujących zasad we wsiach północnej części Central Province, lecz żadna z tych
prac nie ukazuje rzeczywistego obrazu faktów. Leach w swojej książce o P u l E l i y a
stara się zastosować oba wspomniane typy analizy.
Ewidencja f a k t ó w jest tu potraktowana bardzo drobiazgowo, ale jednocześnie
ze w z g l ę d u na to, że ekologiczne tło P u l E l i y a m o ż e mieć paralele w innych
częściach świata — niektóre aspekty tej analizy mają, zdaniem autora, znaczenie
ogólne.
Pozornie „nadmierną" drobiazgowość autor tłumaczy tym, że poprzez nią ma
na celu ustalenie, jak dalece antropologiczne koncepcje struktucy społecznej mają
się do empirycznych faktów. Oto ogólne założenie teoretyczne tej pracy.
Generalną tezę autor formuje w ten sposób: „chcę stwierdzić, że w syngale-

�534

RECENZJE

akiej W i s i Pul Eliya zasada terytorialna (locality) bardziej aniżeli zasada pocho­
dzenia (descent) jest tym, co tworzy p o d s t a w ę do w i ą z a n i a się w zrzeszone grupy
(the basis o í corporate grouping)".
W latach 1935, 1954 prace o zasadniczej wartości w brytyjskiej antropologii
dotyczyły problemu unilinearnych grup pochodzenia (unilineal descent groups).
Zdaniem autora Pul Eliya w tym czasie powiększyło się tylko niezrozumienie
istoty i znaczenia unilinearnych grup pochodzenia. Pochodzi to bezpośrednio z serii
teoretycznych dzieł- z tego zakresu Radcliffe-Browna i wiąże się z w p ł y w e m
Evans-Pritcharda. Jednak, jak wszystkie zwycięskie teorie, także teoria „of uni­
lineal descent groups" stworzyć musiała swoje antytezy. Poprzez wszystkie prace
Radcliffe-Browna wyraża s i ę jego przesada w ujmowaniu znaczenia systemu
unilinearnego jako przeciwieństwa do systemu bilateralnego (kognatycznego, tzn.
obustronnego) w odniesieniu do dziedziczenia. Podkreśla on również nadmiernie
prawne aspekty stosunków pokrewieństwa, przejawiające się w zasadach dziedzi­
czenia i spadku — w przeciwieństwie do ekonomicznych aspektów przejawiają­
cych się we współdziałaniu przy pracy. Rodowód, a nie rodzina, są w centrum
uwagi Radcliffe-Browna.
Pokrewieństwo u Radcliffe-Browna występuje jako rzecz sama w sobie. Leach
jest zdecydowanym przeciwnikiem takiego ujęcia. Społeczeństwo Pul Eliya rządzi
się co prawda ustalonymi regułami prawnymi, lecz również przede wszystkim
egzystuje w określonym środowisku ekologicznym stworzonym przez człowieka.
Układ terenu, klimat, warunki naturalne, ale i to, co stworzył sam człowiek —
domy, drogi, pola wytyczone pod uprawę, zbiorniki wody, zasoby kapitału — oto
co najbardziej determinuje, w jaki sposób odbywać się będzie interpretacja
idealnych s y s t e m ó w prawnych. Nie można nigdy zapominać, że przymus ekono­
miczny jest wcześniejszy niż przymus norm moralnych i praw. Pokrewieństwo nie
jest więc jakąś samą rzeczą w sobie. Koncepcja pochodzenia i spowinowacenia jest
w Pul Eliya wyrazem stosunków własności. Małżeństwo wiąże, dziedzictwo dzieli —
ale własność trwa. System pochodzenia jest oświetleniem procesu dziedziczenia
własności. Jaka jest różnica pomiędzy prawnymi a ekonomicznymi stosunkami
więzi —• to drugi problem, który Leach stawia w swej pracy.
Leach informuje na w s t ę p i e swej pracy, że stosuje w niej metodę „case-history".
Metoda ta, praktykowana przez Malinowskiego i jego przeciwników, jest w ostat­
nich latach modna. Jej wartość bezsporna polega na tym, że opis faktów sam
przez s i ę daje obiektywny obraz. Zwykle jest tak, że antropolog kierując się w ł a s n ą
intuicją stawia pewne hipotezy ogólne, a potem ilustruje je szczegółowymi przy­
padkami. Minusem tej metody jest niemożność uniknięcia subiektywizmu w przed­
stawieniu faktów. Interpretacja dokumentacji staje się w gruncie rzeczy interpre­
tacją autora. Leach zdaje sobie sprawę, że ma to miejsce i w jego książce. U w a ż a
jednak za właściwe, żeby fakty m ó w i ł y same za siebie, a kwalifikowanie materiału
pozostawić należy czytelnikowi.
Jadwiga

K A R L A. W I T T F O G E L , Oriental despotism.
Power, Yale University Press, New-Haven 1957.

A Comparative

Kowalik

Study

oj

Total

„Szczęśliwy wiek. Wiek optymizmu. Z ufnością czekał, kiedy wschodzące
słońce cywilizacji'rozproszy ostatnie mgły despotyzmu, które przesłaniają ścieżkę
postępu" — pisze o X I X stuleciu K a r l A . Wittfogel. Wtedy to — jak twierdzi —
oszołomieni wolnościami konstytucyjnymi europejscy socjologowie i historycy

�RECENZJE

535

zrezygnowali na ogół z analizy zjawiska despotyzmu. Absolutyzm, obalony nie­
dawno w Europie zachodniej, przestał być interesujący. I to nie tylko absolutyzm
zachodnioeuropejski, lecz również ten, który panował w innych częściach naszego
globu. Świetnie zapowiadające się XVIII-wieczne studia nad szczególnie złośliwą
formą samowładzy, wschodnim despotyzmem — przerwano lub zaniedbano. Co
w i ę c e j , sporo uczonych badających dzieje społeczeństw pozaeuropejskich zaczęło
się w nich mechanicznie doszukiwać schematów rozwojowych opartych na historii
zachodniej Europy. Tego rodzaju metody badawcze ostro krytykuje Wittfogel
w swym dziele Orientalny despotyzm. Studium porównawcze
totalnego mocarstwa.
Autor, uczony niemieckiego pochodzenia, były więzień jednego z hitlerowskich
obozów koncentracyjnych, jest obecnie profesorem na uniwersytecie w Waszyngto­
nie, gdzie w y k ł a d a historię Chin. Omawiane tu dzieło traktuje Wittfogel jako
swego rodzaju prolog do badań nad istotą nowoczesnej dyktatury totalnej. Napi­
sanie Orientalnego despotyzmu poprzedziły 30-letnie studia nad tym zagadnieniem.
W ich efekcie powstało dzieło liczące 556 stron, zawierające setki przypisów
i pozycji bibliograficznych i analizujące szczegółowo istotę starożytnego despo­
tyzmu.
Czymże jest bowiem ów „orientalny" despotyzm? We w s t ę p i e Wittfogel w y ­
jaśnia, że tym terminem określano tradycyjny, najbezwzględniejszy i wszech­
obecny ucisk despotyczny. Niesłusznie natomiast — ciągnie dalej — w i ą z a n o go
tylko z krajami Wschodu. Prawda, że tu w ł a ś n i e , w Mezopotamii, Egipcie, Indiach
czy Chinach, istniało najwięcej tego rodzaju ustrojów s p o ł e c z n o - p a ń s t w o w y c h . Ale
takie same w zasadzie systemy znamy również ze Środkowo-Wschodniej Afryki,
z dawnego Peru, Jukatanu, Meksyku, basenu Rio Grande, a także z H a w a j ó w .
O c z y w i ś c i e poziom zaawansowania cywilizacyjnego był różny, ale zasadnicze
cechy te same. I w ł a ś n i e z uwagi na te w s p ó l n e cechy wprowadza Wittfogel nowy
termin „despotyzmu hydraulicznego". Ażeby ten termin wytłumaczyć, musimy
w skrócie zapoznać się z teorią autora.
P o c z ą t k ó w omawianego przez siebie ustroju doszukuje się Wittfogel w epoce
neolitu, w której część ludzkości porzuciła zbieraczo-myśliwską, w ę d r o w n ą gospo­
darkę i podjęła uprawę roślin. Bez przesady można powiedzieć, ż e ten wynalazek
był błogosławiony w skutkach, dając pierwotnym rolnikom i kopieniaczom nie­
z w y k ł e m o ż l i w o ś c i rozwoju gospodarczego i demograficznego. Człowiek zaczął się
uniezależniać od k a p r y s ó w przyrody. Osady rolnicze rosły w liczbę mieszkańców.
Wzrastało też zapotrzebowanie na coraz to nowe tereny pod uprawę. Ale do tej
uprawy potrzebny był szereg czynników, jak odpowiednia gleba, klimat i na­
wodnienie. Jedne obszary obfitowały w liczne rzeki i strumienie, miały klimat
wilgotny, o znacznej ilości opadów. B y ł y jednak i inne, w których d e s z c e padały
niezmiernie rzadko, a życiodajne wody nielicznych rzek nasycały w i l g o c i ą za­
ledwie w ą s k i pas ziemi wzdłuż obu brzegów. I w ł a ś n i e tego w ą s k i e g o , urodzaj­
nego pasa czepiały się dziesiątki osiedli ludzkich. Nie zrażały ich nawet groźne,
okresowe powodzie, których przyczyn nie znano, a s k u t k ó w — przynajmniej
początkowo — nie potrafiono unikać. Ale o krok dalej, w głębi lądu, gdzie nie
sięgała w i l g o ć rzek, rozciągały się puste, suche obszary. Ich gleba jednak była
częstokroć równie żyzna, jak nad brzegami w ó d . Brakło jej tylko wilgoci. I tu,
w krajach o ciepłym, p ó ł p u s t y n n y m klimacie i żyznych potencjalnie glebach, rodzi
się wynalazek sztucznego nawodnienia. Wynika on z dążenia do powiększenia
uprawnego obszaru, a więc chęci ekspansji i zysku, oraz z lęku przed okreso­
wymi powodziami życiodajnych wprawdzie, lecz „dzikich" rzek. W niektórych
krajach, takich jak np. Chiny czy Syjam, chodzi obok zapobiegania powodziom

�536

RECENZJE

nie o nawodnienie suchych terenów, lecz o rozszerzenie uprawy ryżu, w z r a s t a j ą ­
cego d o s ł o w n i e w wodzie. To w ł a ś n i e bowiem w o d ą , spośród szeregu nieodzow­
nych do uprawy roślin czynników naturalnych, można było najłatwiej operować
mimo prymitywnych środków technicznych.
Decydując się na b u d o w ę systemu tam i k a n a ł ó w pierwotni rolnicy Egiptu,
Mezopotamii, Indii czy Chin pragnęli polepszenia swych w a r u n k ó w życiowych.
Ale w y b ó r gospodarki irygacyjnej, jakiego dokonała ta część — i tylko część •—
uprawiającej rośliny ludzkości, posiadał swe dalsze konsekwencje. Rychło zorien­
towano się, że gospodarka irygacyjna uprawiana w obrębie jednej rodziny czy
grupy sąsiadów daje stosunkowo niewielkie wyniki. W każdym razie o wiele bar­
dziej imponujące efekty osiąga się przez m a s o w ą współpracę w skali powiedzmy
szczepu czy nawet całej grupy szczepów. Szczególnie w y r a ź n i e wystąpiło to
w czasie okresowych w y l e w ó w . T u Wittfogel doszukuje s i ę genezy ustroju
hydraulicznego despotyzmu. Na razie w tych prymitywnych społecznościach
szczepowych despotyzm oczywiście nie istnieje. Ale zasadą działania staje s i ę już
zorganizowana akcja masowa i podział czynności. Tak w i ę c obok indywidual­
nej uprawy roślin na w ł a s n y c h polach co pewien czas cała społeczność wiejska
podejmuje w s p ó l n e prace typu przygotowawczego, jak irygacje, i ochronnego,
zmierzające do kontrolowania okresowych powodzi. Wspólne te roboty zsynchro­
nizowane są z podobną akcją przeprowadzaną przez mieszkańców innych wsi
na całym obszarze. Kiedy jednak dziesiątki, setki, a potem i tysiące ludzi mają
kopać przemyślny system k a n a ł ó w , wznosić tamy - i sypać ochronne groble, jest
rzeczą jasną, ż e muszą oni działać w e d ł u g szczegółowego, jednolicie opracowa­
nego planu. Powstaje w i ę c sprężyste kierownictwo robót z wodzem i sztabem
inżynieryjnym oraz z hierarchią nadzorców utrzymujących dyscyplinę i odpowie­
dzialnych za każdy odcinek robót. Scentralizowany sztab f a c h o w c ó w rozwija stop­
niowo badania nad okresowością w y l e w ó w . Układa kalendarz robót przygotowaw­
czych i ochronnych, rozwijając takie nauki, jak astronomia i matematyka. Rzecz
charakterystyczna, że wiedza ścisła kapłanów egipskich czy babilońskich m a g ó w
Kniewiele m i a ł a w s p ó l n e g o z uprawianymi nieraz w Europie „czysto naukowymi"
rozważaniami. Przeciwnie, były to dociekania utylitarne, a z wartości ich prak­
tycznej zdawano sobie na ogół s p r a w ę doskonale. Toteż w miarę rosnącego
dystansu między wodzem i sztabem jego pomocników z jednej strony, a resztą
społeczeństwa z drugiej zdobyte wiadomości naukowe pilnie strzeżono przed
pospólstwem, widząc w nich jeden z i n s t r u m e n t ó w władzy.
Struktura powstającego społeczeństwa hydraulicznego zmienia s i ę radykalnie.
Rozpada się dawny ustrój szczepowy. Masowe prace podporządkowane jednolitym
planom i jednemu kierownictwu p o w o d u j ą integrację szczepów i plemion. Władza
dawnego szczepowego wodza wzrasta ogromnie. Inni szczepowi przywódcy albo
tracą c a ł k o w i c i e znaczenie, albo też stają się tylko funkcjonariuszami aparatu
nadzorczego władzy. P a ń s t w o hydrauliczne opiera s w ą gospodarkę na rolnictwie.
Okresowe mobilizacje wszystkich dorosłych m ę ż c z y z n przeprowadza s i ę w celu
wykonania robót o znaczeniu o g ó l n o p a ń s t w o w y m . Tylko że teraz o rodzaju pracy,
czasie, miejscu i wysokości ewentualnej zapłaty decyduje władca za pośrednic­
twem swoich urzędników. Do takich robót hydraulicznych monarcha woli użyć
przymusowo swych wolnych poddanych niż n i e w o l n i k ó w . W rezultacie jest to
o wiele tańsze, jeżeli w e ź m i e m y pod u w a g ę częste uchylanie się od zapłaty lub
traktowanie jej dość symbolicznie. A ż e b y jednak m ó c dobrze planować, władca
musi znać szczegółowo możliwości ludzkie i m a t e r i a ł o w e swego kraju. Stąd też
zarówno w Egipcie i Chinach, jak również w państwie I n k ó w prowadzi s i ę

�RECENZJE

537

ścisłą e w i d e n c j ę m i e s z k a ń c ó w i wszelkich zasobów. To z kolei umożliwia opodat­
kowanie każdego członka hydraulicznej społeczności. Aparat nadzorujący okre­
sowe roboty p a ń s t w o w e zostaje przystosowany do nadzoru podatkowego. I nie
tylko podatkowego. W starożytnych Chinach czy Indiach każdy ojciec rodziny
jest wobec niej reprezentantem samego w ł a d c y , odpowiedzialnym za lojalność
swej żony i dziecii Każdy w ó j t odpowiada za posłuszeństwo chłopów swej wioski.
Podobny system spotykamy w dawnym Peru.
Dotychczas omawiane prace p a ń s t w o w e dotyczyły zabezpieczenia elementar­
nych potrzeb ż y c i o w y c h całego społeczeństwa hydraulicznego i polepszenia jego
gospodarki. Ale jak wiemy, angażowano do nich setki i tysiące, a później nawet
setki tysięcy ludzi. D y s p o n u j ą c tak liczną i tanią siłą roboczą w ł a d c y hydrauliczni
raz po raz zaprzęgają ją do coraz to innych zadań. P o w s t a j ą w i ę c olbrzymie
miasta-stolice, akwedukty i rezerwuary wody do picia, kanały żeglugowe, drogi.
Rosnące bogactwo hydraulicznego państwa budzi nieraz chciwość ościennych
barbarzyńców. Toteż hydrauliczni królowie rzucają setki przymusowych najmi­
tów do budowy m u r ó w i fortec. Operując systemem totalnej mobilizacji z ł a t w o ­
ścią formują krociowe armie, które wprawdzie duchem bojowym i wyszkoleniem
stoją niżej od w o j o w n i k ó w np. starożytnej Grecji czy feudalnych armii ś r e d n i o ­
wiecza lub japońskich samurajów, ale liczbą, dyscypliną i sprężystością dowo­
dzenia biją ich często na głowę. To w ł a ś n i e hydrauliczne Chiny s t w o r z y ł y
doktrynę w o j s k o w ą , którą później wykorzysta D ż y n g i s - c h a n . W miarę wzrostu
w ł a d z y rosną ambicje hydraulicznych d e s p o t ó w i służącej im kasty urzędniczej.
Stąd więc znów tysiące poddanych wznosi „cyklopie pałace" i grobowce. Władca
spokrewniony jest teraz ściśle z bogami. Czasem jest po prostu jednym z nich.
A zatem budowa ogromnych ś w i ą t y ń to też przejaw jego prestiżu. Przepych
i monumentalizm to cechy ustroju hydraulicznego. Są one nie tylko m i ł y m dla
warstwy rządzącej luksusem, lecz również instrumentem w ł a d z y . Mają budzić
podziw, przestrach, bezradność. Mają obezwładniać każdą m y ś l targnięcia się na
potęgę, która je wzniosła.
Rzecz jasna, że taką dyscyplinę totalnej pracy i totalnego opodatkowania, nie­
raz bardzo wysokiego, m ó g ł narzucić tylko ustrój, w którym p a ń s t w o było silniej­
sze od społeczeństwa. Aby to osiągnąć, hydrauliczny despota opierał s w ą w ł a d z ę
na c a ł k o w i c i e od siebie uzależnionym biurokratycznym aparacie. W hydraulicz­
nym mocarstwie nawet najpotężniejszy urzędnik w każdej chwili utracić m ó g ł
wszystko wraz z życiem. Celowo utrzymywana atmosfera n i e p e w n o ś c i jutra
jeszcze bardziej uzależniała od władcy i skłaniała do posłuchu. Zresztą miarą
wartości mieszkańca Egiptu, Persji, Chin czy Peru była przede wszystkim jego
przydatność dla króla. Jedną z żelaznych zasad hydraulicznych despotów było nie­
dopuszczanie do uzyskiwania w i ę k s z e j niezależności gospodarczej przez jakiekol­
wiek ugrupowania społeczne. Władca kontrolował lub brał bezpośrednio udział
we wszystkich w a ż n i e j s z y c h przedsięwzięciach gospodarczych. Tylko wybrani
przez w ł a d c ę kupcy i przedsiębiorcy otrzymywali koncesje. Seniorzy lokalnych
zrzeszeń i spółek kupieckich stawali się automatycznie funkcjonariuszami aparatu
urzędniczego, odpowiedzialnymi za lojalność swych k o l e g ó w po fachu. Podobnie
traktowano i rzemieślników. R ó w n i e ż i wielka własność ziemska nie miała w tych
rolniczych państwach w i ę k s z e g o znaczenia politycznego, gdyż stan posiadania
wiązał się dla każdego posiadacza z piastowanym urzędem p a ń s t w o w y m . Z chwilą
jego utraty następowała nierzadko konfiskata majątku. W ogóle w ł a d c y hydrau­
liczni chętnie posługiwali się metodą konfiskaty majątku wobec zbyt zamożnych,
a tym samym niebezpiecznych poddanych. Oczywiście ten system bynajmniej nie

�538

RECENZJE

wykluczał dziedziczenia majątku, a nawet i stanowiska w hierarchii urzędniczej.
Jednakże to nie posiadanie bogactwa, lecz w ł a ś n i e urząd, służba w ł a d c y były
źródłem dobrobytu i znaczenia hydraulicznych warstw rządzących. Ażeby dobit­
niej w y k a z a ć powiązania w ł a s n o i c i prywatnej z aparatem p a ń s t w o w y m despoty,
Wittfogel wprowadza terminy „biurokratycznego kupiectwa" i „biurokratycznego
ziemiaństwa". Nie trzeba chyba dodawać, że szerokie rzesze pospólstwa w mia­
stach i na wsi nie miały w tych państwach żadnego znaczenia politycznego.
Kluczem do struktury społecznej imperium hydraulicznego jest stosunek
każdego mieszkańca do aparatu p a ń s t w o w e g o . Widzimy tu w i ę c po jednej stronie
w ł a d c ę z jego dworem, w a r s t w ę w y ż s z y c h urzędników uzależnionych wprawdzie
od k a p r y s ó w tyrana, lecz tymczasem ciesząca ch się znacznymi dochodami, przywi­
lejami i władzą, oraz szeregowych funkcjonariuszy, poborców podatkowych, nad­
zorców, szpicli, żandarmów itp. C i ostatni, wyzyskiwani i pomiatani przez
dygnitarzy, przecież jednak cieszą się tym minimum p r z y w i l e j ó w i władzy, jaką
mają nad p o s p ó l s t w e m . Dlatego i ich zalicza Wittfogel do klasy rządzącej. Po
drugiej stronie sto;'ą rządzeni, „wolny" poddany nie pełniący żadnych funkcji
urzędniczych i niewolnik, którego rola w gospodarce hydraulicznej jest stosun­
kowo niewielka. W społeczeństwie tym roi się od antagonizmów. Władca chętnie
widzi te antagonizmy, zwłaszcza jeśli istnieją między jednostkami czy gru­
pami jednostek. Rozbijając jednak społeczeństwo despota stara się nie dopuścić
do żadnych poważniejszych rozruchów czy konfliktów. Stagnacja — to jego cel.
W społeczeństwie hydraulicznym a w a n s o w a ć można w y ł ą c z n i e z łaski w ł a d c y ,
a zwrócić na siebie przychylne oko króla czy jego urzędnika tylko jedną zaletą —
służalczością. Jest rzeczą charakterystyczną, że hydrauliczni despoci chętnie ota­
czali się eunuchami, wszelkiego rodzaju zaufanymi niewolnikami i w y z w o l e ń ­
cami. Tego typu ludzie, których kariera całkowicie zależała od łaski króla, pia­
stowali nieraz n a j w y ż s z e funkcje p a ń s t w o w e . Budzili najmniej obaw despoty,
gdyż nie byli potencjalnymi pretendentami do tronu. Za znienawidzonymi przez
urzędniczą kastę faworytami nie stał nikt.
Cbck fizycznych metod całkowitego podporządkowania sobie społeczeństwa
w ciągu tysięcy lat istnienia wypracowano w monarchiach hydraulic-nych odpo­
wiednie metody oddziaływania psychologicznego. Do nich należał terror. Hydrau­
liczni despoci n'e ufali nikomu. Zakładali, że tylko strach wstrzymuje ich w s p ó ł ­
rodaków od zawładnięcia tronem i bogactwami króla. Otaczano się w i ę c nimbem
groźnej tajemnicy, stosowano skomplikowany
system
szpiegostwa.
Publiczne
egzekucje i tortury uzupełniano celowo rozsiewanymi w i a d o m o ś c i a m i o okrop­
nościach k r ó l e w s k i c h więzień. Poddany, który narażał się na niełaskę władcy,
był w tym społeczeństwie momentalnie osamotniony. Opowiada o tym szeroko
jeden ze starodawnych h i s t o r y k ó w chińskich, Su-ma Czien. On sam miał to
nieszczęście, że znalazł się w rękach cesarskiego wymiaru sprawiedliwości. Nikt
nie ośmielał s i ę mu nie tj lko pomóc, lecz nawet współczuć w l ę k u o w ł a s n ą
głowę. Ofiara w poczuciu całkowitego osamotnienia
stawała przed obliczem
władcy, który był jej oskarżycielem i sędzią zarazem.
Inną metodą psychologicznego obezwładnienia był mit dobrego despoty,
rozumnego tyrana, mądrego samodzierżcy. Miał on odległy rodowód. W ciągu
w i e k ó w oszukał on wielu pobieżnych obserwatorów hydraulicznych społeczeństw.
Ale nie dla cudzoziemców ro~s:ewano go uporczywie, lecz z m y ś l ą o w ł a s n y c h
poddanych. I rzeczywiście wielu hydrauliczn} eh myślicieli i filozofów w i e r z y ł o
w e ń , nic wyobrażając sobie lepszego ustroju. Taki na przykład Konfucjusz
kreśli w dobrej wierze obraz mądrego cesarza i rozsądnych biurokratów, spra-

�RECENZJE

539

wiedliwie kierujących (!) losami prostaczków. Krytyka hydraulicznych pisarzy
nie godziła w podstawy ustrojowe. Chcieli tylko propagować wśród warstw rzą­
dzących zasady rozsądnego umiaru. Tymczasem hydrauliczni autokraci rządzili za
pośrednictwem swoich urzędników nie krępując się żadnymi ograniczeniami kon­
stytucyjnymi, religijnymi — prawie zawsze piastowali najwyższe godności reli­
gijne — ani tzw. prawami natury. To oni i ich urzędnicy mieszkali we wspania­
łych rezydencjach. Ich armie i orszaki m a s z e r o w a ł y ś w i e t n y m i drogami. Znako­
mity system poczt, tak często opisywany przez cudzoziemców, służył także w ł a d c y ,
wprzągnięty w jego system wywiadu i kontrwywiadu. Olśniewające dwory orien­
talne byiy w istocie jaskrawym przykładem, kto jest „użytkownikiem" cudownie
działającej machiny p a ń s t w o w e j i w ;'akim kierunku obraca się jej g ł ó w n y w y ­
siłek.
Istniejący w ciągu tysięcy lat na różnych kontynentach hydrauliczny despotyzm
przejawiał zadziwiającą stagnację, mimo że niekiedy pod naciskiem sił zewnętrz­
nych cofał się, a innym znów razem ekspandował. Ekspandowały jednak przede
wszystkim wypracowane w hydraulizmie zasady koncentracji władzy i środków,
a nie formy irygacyjnej uprawy roli. Niejednokrotnie pasterskie ludy „barbarzyń­
skie", o pierwotnie szczepowym ustroju, podbijając p a ń s t w o hydrauliczne przejmo­
w a ł y jego despotyczne formy władzy i rozprzestrzeniały je później w innych re­
gionach. Tak np. było w przypadku czterech inwazji koczowników z północy, któ­
rym uległy Chiny. Innego rodzaju przykładem ekspansji ustroju hydraulicznego
było „zarażenie się" nim imperium rzymskiego po podboju hellenistycznego Wscho­
du. Rzymianie zresztą podzielili w tym przypadku los Greków i Macedończyków.
Model tradycyjnego despotyzmu przejęli również pasterscy Mongołowie, Arabowie
i Turcy. Istnieją poszlaki, że dominował on w starożytnych kulturach minojskiej
i mykeńskiej i dopiero w czasach historycznej Grecji cofnął się na Bliski Wschód.
Ale obalenie hydraulizmu następowało :z reguły dopiero pod w p ł y w e m sił zewnętrz­
nych. Pozostawiony bowiem we w z g l ę d n y m spokoju, trwał on dziesiątki w i e k ó w
przeżywając tylko od czasu do czasu przewroty pałacowe czy najazdy barbarzyń­
ców. Wstrząsy te jednak powodowały tylko zmiany dynastii i personelu urzęd­
niczego, niejako odnawiając i wzmacniając państwo. Zasada ustrojowa pozosta­
wała ta sama.
Tezy Wittfogela w y w o ł y w a ł y i w y w o ł u j ą nadal sporo dyskusji naukowych.
Problem analizy despotyzmu nie jest przecież nowy. Szczególnie wielu oponentów
znajduje Wittfogel w swych teoriach nowoczesnej dyktatury. Nas jednak winna
zainteresować nakreślona pi zez tego uczonego teoria rozwoju starożytnych rol­
niczych cywilizacji i pólcywilizacji, w których wzrosła kultura ogromnej ilości
ludów zamieszkujących Ziemię. Hydrauliczny model władzy to coś chyba odręb­
nego od wypracowanych schematów na podstawie historii społeczeństw zachodnio­
europejskich. Trudno negować rolę, jaką odegrał on w kształtowaniu się kultury
setek milionów mieszkańców naszego globu. Dlatego też orientalny
despotyzm
niewątpliwie zaciekawi każdego, kto bada dzieje społeczeństw i ewolucję ich
kultury.
Leszek

Dzięgiel

R A Y M O N D F I R T H , We, the Tikopia (London 1957, s. X X I I + 605, George Allen
&amp; Unwin Ltd.); Social Change in Tikopia (London 1959, s. 360, George Allen
&amp; Unwin Ltd.).

z

Badania nad organizacją pokrewieństwa u ludów pierwotnych były jednym
zasadniczych przedmiotów brytyjskiej etnografii czy antropologii
społecznej

�540

RECENZJE

od samych jej początków. Wystarczy wymienić tu nazwiska Taylora i Mac L e n nana. Oczywiście w ich pracach, podobnie jak i u Morgana, analiza systemu po­
k r e w i e ń s t w a była raczej narzędziem służącym rekonstrukcji czy też konstrukcji
odpowiedniego obrazu kultury, stanowiła punkt wyjścia dla szerszych koncepcji
rozwojowych. Zainteresowanie problemem pozostało jednakże i w późniejszych l a ­
tach, w ó w c z a s gdy powstały nowe prądy teoretyczne badań nad społeczeństwami
pierwotnymi. System pokrewieństwa przykuwał u w a g ę najpoważniejszych antro­
pologów, niezależnie od roli, jaką nadawali mu oni w ogólnym obrazie kultury
czy organizacji społecznej.
Antropologia społeczna, kładąc akcent na badanie struktury społecznej wy­
warła bardzo poważny w p ł y w na dalszy rozwój antropologii angielskiej prawie
niezależnie od afiliacji teoretycznych jej przedstawicieli. Atrakcji konstruowania
z e s t a w ó w lub w z o r ó w zachowań międzyjednostkowych i międzygrupowych u ludów
pierwotnych jako zadania docelowego ulegli tak Malinowski i Radcliffe-Brown,
Evans-Pritchard, jak też inni zbliżeni do nich uczeni. Wówczas również system
pokrewieństwa pozostał chyba najpopularniejszym z badanych aspektów struktury
społecznej. Wyjaśnić to można tym, że pokrewieństwo czy też wyobrażenia o tym,
jak ono powinno funkcjonować, w połączeniu z jego odpowiednikami semantycz­
nymi stanowiły najłatwiejszy w obserwacji zespół reguł spośród tych, które etno­
graf chciał widzieć jako kierujące życiem społecznym badanego ludu. Na dodatek
inne kryteria wyodrębnienia prawidłowości w stosunkach społecznych, jak płeć,
wspólnota terytorialna, pozycja społeczna itp., były w bliski sposób powiązane
właśnie z pokrewieństwem, jako jedną z pierwotnych podstaw zrzeszania się jed­
nostek w grupy społeczne.
Mechanizm działania pokrewieństwa, czy raczej zachowania ludzkie, których
przyczynę można widzieć w postulatach wynikających z określonego systemu po­
krewieństwa, stały się przedmiotem pracy Firtha. W kręgu jego zainteresowań
znajdowała się przede wszystkim Oceania, gdzie przed 33 laty — na wyspie Tiko­
pia — przeprowadził badania tegoż zagadnienia. Podtytuł wydanej po raz pierwszy
w 1936 r. książki (stanowiącej prezentację rezultatów tych badań) We, the Tikopia
brzmi: Socjologiczne
studium pokrewieństwa
w prymitywnej
Polinezji.
Zawarta
jest w nim reakcja na dotychczasowe metody badań problemu, sprowadzające się
do uabstrakcyjniania pokrewieństwa, poszukiwania reguł organizacji i ich genezy.
Podtytuł uzasadniony jest faktem, że autor przedstawia analityczne studium dzia­
łań ludzkich dla wykrycia wzajemnych relacji między członkami rodziny oraz
w szerszym aspekcie: między grupami społecznymi i między jednostkami a gru­
pami. Jak bowiem twierdzi Firth, pokrewieństwo jest „reinterpretacją, w termi­
nach społecznych, faktów prokreacji i regularnego związku płciowego''. Płynie stąd
przekonanie, że „naukowa definicja w i ę z ó w pokrewieństwa pomiędzy jednostkami
oznacza nie tylko specyfikację genealogicznej więzi między nimi oraz terminów
językowych użytych dla nazwania tych więzi, lecz także klasyfikację ich zacho­
wania w wielu aspektach życia" (s. 577).
W części wstępnej autor przedstawia metody badań pokrewieństwa. T a k w i ę c
wymienia podejścia: 1. rezydencjonalne — przez związki przestrzenne do poznania
więzi p o k r e w i e ń s t w a ; 2. alimentárně — analiza wzajemnych świadczeń w sferze
pomocy materialnej, pracy produkcyjnej, rytuału itp.; 3. poprzez kulturę mate­
rialną — badanie więzi ekonomicznych i produkcyjnych, zasad systemu własności,
dziedziczenia, reguł obiegu i użycia dóbr materialnych w obrębie grupy krewnych;
4. lingwistyczne — analiza nazewnictwa jako punktu w y j ś c i o w e g o do określenia
zasad wzajemnego postępowania w grupie krewnych; 5. biograficzne — k o n č e n -

�RECENZJE

541

trujące się na tej części procesu socjalizacji jednostki, która polega na adaptacji
do określonych reguł zachowania obowiązujących w grupie krewnych. Siłą rzeczy
nie są i nie mogą to być podejścia wyłączające się, a jedynie punkty wyjścia
kierunkujące dalszą interpretację na wybranym materiale źródłowym. Autor, jak
twierdzi, wybrał pierwszą z wymienionych metod, chociaż nie ogranicza się tylko
do niej jednej. Firth chciał stwierdzić, jak przestrzenne zgrupowanie Tikopia w do­
mach i wsiach jest skorelowane z ich związkami pokrewieństwa. Jako źródła
służyły mu, w w i ę k s z y m lub mniejszym stopniu, plany domów i wsi, plany dy­
strybucji ziemi, genealogie i podania historyczne, terminy pokrewieństwa i roz­
mowy pomiędzy krewnymi, obserwacje i relacje z życia gospodarczego, rytual­
nego itp.
Wyjściowe pytanie badawcze brzmiało: w jakich grupach żyją Tikopia, jakie
są podstawowe zasady ich lokalnego grupowania się? Celem jego było m.in. wy­
izolowanie „podstawowej jednostki pokrewieństwa"', którą jest zgodnie z wnio­
skiem Firtha rodzina elementarna zamieszkująca w s p ó l n y dom rodowy. Wniosek
ten, identyczny zresztą z wnioskami z prac terenowych Malinowskiego i Radcliffe-Browna, doprowadził później autora do przekonania o odwieczności tej formy
rodziny. Dalsze badania poszły w kierunku poznania stosunków pomiędzy człon­
kami rodziny a członkami innych grup krewnych. Celem ich było wykazanie
związku pomiędzy konkretnymi więzami genealogicznymi a zachowaniami w życiu
codziennym — od strefy produkcyjnej aż po sytuacje zabawowe. Na marginesie
warto zwrócić u w a g ę na interpretację często w Oceanii spotykanego zjawiska
awunkulatu. Firth wyjaśnia go jako manifestację tendencji zwiększającej bezpie­
czeństwo kobiety w małżeństwie, specjalne zaś obowiązki wuja mają konserwo­
w a ć więzy dzieci z grupą matki, ponieważ umacnianie w i ę z ó w pokrewieństwa ma
swoją konkretną funkcję służenia dobrobytowi społecznemu. Kolejnym zagadnie­
niem interesującym autora są stosunki między grupami krewnych (lineaże, klany)
widziane poprzez pryzmat zachowań się ich przedstawicieli. Grupa rodowa u Tiko­
pia nie zawsze stanowi grupę lokalną. Można zatem o b s e r w o w a ć zjawisko rozpadu
organizacji rodowej. Firth stwierdza, że wskutek małżeństw m i ę d z y k l a n o w y c h
wyrasta współpraca gospodarcza i społeczna, która czyni wiezie wspólnoty teryto­
rialnej silniejszymi od więzi pokrewieństwa. Na koniec analizuje się stosunek
jednostek i grup do podstawy gospodarczej ich bytu, mianowicie ziemi, ich reak­
cje na biologiczny aspekt płci. stosunek do wydarzeń o wartości ogólnogrupowej
(małżeństwo, inicjacja).
Firth skupił w i ę c swoją u w a g ę na działaniach członków społeczeństwa, na ich
korelacji z innymi działaniami oraz na stopniu ich dostosowania do w y m o g ó w
systemu pokrewieństwa (w tym ostatnim wypadku często stwierdza postępowania
nonkonformistyczne, czego unikał Malinowski). Takie ustawienie badanego proble­
mu, porzucenie interpretacji instytucji rozumianych jako teoretyczne potrzeby ludz­
kie — o których można przecież wnioskować na podstawie obserwacji działań
człowieka, nazwane zostało przez Daryll Forde'a funkcjonalizmem empirycznym.
Firth stwierdza w konkluzji, że Tikopia wyraźnie opierają się na w i ę z a c h po­
krewieństwa dla wyjaśnienia określonych stosunków pomiędzy ludźmi, a także
stosunku ludzi do rzeczy (tworzenie grup terytorialnych, stosunek do gerontów
i wodzów, zasady władania ziemią itp.). Ten stan rzeczy służyć ma konformizacji
do obowiązujących reguł życia społecznego. Jest to teza będąca wnioskiem logicznie
w y p ł y w a j ą c y m z zaobserwowanej sytuacji, że tak organizacja terytorialna Tikopia,
jak też organizacja życia gospodarczego oparte są w p o w a ż n y m stopniu (choć nie
całkowicie) na kryterium pochodzenia rodowego. Autor zdaje sobie sprawę z tego,

�542

RECENZJE

że oprócz poczucia wspólnoty krwi stabilność organizacji społecznej broniona jest
także przez inne zespoły idei reprezentowanych w społeczeństwie, np. system wie­
rzeń religijnych i magicznych, organizacja polityczna. Ograniczenie się więc do
pokrewieństwa czy obowiązków przezeń nakładanych jako motywu działań w róż­
nych sferach życia, jeśli niekiedy nie prowadzi do symplifikacji obrazu życia spo­
łecznego, to zawsze pozostaje analizą jednego tylko jego aspektu. Firth widzi także
równoległe działanie innych elementów struktury społecznej, co w p ł y w a na sposób
sformułowania jednego z k o ń c o w y c h wniosków. Stwierdza on, że wiezie pokrewień­
stwa u Tikopia „służą jako kanały do komunikowania się członków społeczeństwa,
jako ramy współpracy gospodarczej i społecznej oraz jako czynnik stabilności
przerzucający most pomiędzy przeciwstawnymi interesami materialnymi" (s. 578).
Ogólność tego wniosku, trudność w zrelatywizowaniu roli pokrewieństwa w speł­
nianiu wymienionych funkcji w stosunku do innych czynników, które je również
pełnią, ogranicza możliwość zrozumienia stopnia i zakresu funkcjonowania pokre­
w i e ń s t w a jako regulatora stosunków społecznych. Stąd konieczność użycia nie­
ostrych pojęć przy formułowaniu wniosku. T y m niemniej studium Firtha jest
interesujące jako reakcja na niekiedy zbyt formalne traktowanie pokrewieństwa
w historii badań etnograficznych i demonstracja zdyscyplinowanego postępowania
naukowego.
Przekonanie Firtha, że system społeczny posiada swój termostat regulujący
wszelkie odchylenia i utrzymujący stan stabilizacji (jak np. pokrewieństwo u T i ­
kopia), uległo zachwianiu po jego drugiej wizycie na wyspie w 1952 r. Zasada
samoregulacji, jak i znane twierdzenie Malinowskiego o stosunku wzajemności
mogły być podane w wątpliwość przez jego ucznia dopiero, gdy ten podjął się
badania przemian społecznych u Tikopia w y w o ł a n y c h zderzeniem z kulturą euro­
pejską. Rezultaty tych badań przedstawił w drugiej recenzowanej pracy, której
podtytuł brzmi: Ponowne studium społeczności
polinezyjskiej po upływie
generacji.
Przez zmiany społeczne pod w p ł y w e m zderzenia kultur rozumie się zmiany
w strukturze społecznej. Bowiem niedopasowanie do niej zachowań jednostkowych
nie stanowi jeszcze zmiany rozumianej jako „social change", a jest jedynie wskaź­
nikiem jej nadejścia. Dopiero wprowadzenie i zinternalizowanie przez większość
społeczeństwa nowych zasad zachowania się wobec ludzi i rzeczy oznacza taką
zmianę. Jest nią np. przekształcenie się podstawowej grupy społecznej opartej
na pokrewieństwie z wielkiej rodziny w elementarną. Nie znaczy to jednak, że
sam termin może być rozumiany jednoznacznie. Przybiera on tak różne konotacje,
jak wiele jest definicji struktury społecznej.
Publikacja w y n i k ó w drugich z kolei badań terenowych wśród Tikopia nie
stanowi zasadniczej zmiany zainteresowań autora w porównaniu z poprzednią. Z a ­
interesowanie aktywnością społeczną ludzi nie ustąpiło tu miejsca analizie struk­
tury. Stało się to dzięki położeniu przez Firtha akcentu na zdefiniowanym przez
siebie aspekcie „social change", mianowicie „przemieszczeniu społecznym" (social
movement), które związane jest nie tyle ze zmianą struktury, ile organizacji spo­
łeczeństwa (w znaczeniu, jakie tym terminom nadaje sam Firth). „Przemieszczenie
społeczne" obejmuje dwa zagadnienia — ekologię społeczną i kadry ludzkie speł­
niające pewne role społeczne. Tak więc Firth badając zmiany w rozsiedleniu ludzi
stwierdza przestrzenną ekspansję rodu, jego dezintegrację w wyniku oddzielnej
rezydencji młodych małżeństw. Taki stan rzeczy (którego przyczyny są w książce
problemem marginesowym) powiększa społeczną odległość pomiędzy składowymi
grupy stanowiącej dawniej całość gospodarczo-obrzędową. Z drugiej strony wskutek
„naturalnej sukcesji" następuje zamiana osób wypełniających pewne zinstytucjo-

�RECENZJE

543

nalizowane funkcje bez zmiany ich samych. Nie jest to jednakże, jak się wydaje,
tylko wymiana personelu, gdyż np. nowy przywódca — zastępując starego — wpro­
wadza w ł a s n e koncepcje stosunków społecznych. Te koncepcje wyrosły w warun­
kach zmieniającego się systemu wartości wskutek ożywienia kontaktów ze ś w i a t e m
zewnętrznym. W omawianym przypadku autor usuwa w cień te kontakty twierdząc,
że proces „przemieszczenia społecznego" jest wynikiem działania sił w e w n ę t r z n y c h .
Toteż wyodrębnienie go jako oddzielnego aspektu „social change", być może po­
żyteczne z punktu widzenia metody badań, zaciemnia w gruncie rzeczy obraz prze­
mian społecznych w y n i k ł y c h ze „zderzenia kultur".
Firth dał porównanie podobieństw i różnic dla dwu punktów czasowych w hi­
storii społecznej Tikopia. Jest to zatem studium dwusynchroniczne raczej, a nie
diachroniczne. Tak więc kierunki rozwoju społecznego w okresie dzielącym badania
mogą być jedynie odgadywane. Książka w gruncie rzeczy daje inwentaryzację
indywidualnych faktów oraz ich porównanie ze stanem poprzednim. Co prawda
fakty te ilustrują stopniowe internalizowanie przez członków społeczeństwa nowych
zasad zachowania się, co jest fragmentem zjawiska zmiany, tym niemniej pozostają
one tylko ilustracją procesu, który musi jeszcze otrzymać swoją specyfikację. Dla
okresu dzielącego badania terenowe autor nie dał bardzo potrzebnego zestawu wy­
darzeń historycznych, dotyczących bezpośrednio życia Tikopia i ich kontaktów
zewnętrznych. Mogłyby one posłużyć za podstawę do wykrycia regularności pro­
cesu zmian, który zachodził w tym czasie.
Zanotowane przez Firtha wydarzenia wskazują jednakże na to, że organizacja
społeczna Tikopia ulega pewnym powolnym i — w okresie pomiędzy ekspedy­
cjami — stale trwającym przekształceniom. Przede wszystkim w i ę c daje się
zauważyć utratę kontroli rodu nad w s p ó l n ą ziemią. Indywidualizacja interesów
ekonomicznych prowadzi do stratyfikacji społecznej opartej o posiadany areał
uprawy. Proces rozwarstwiania społecznego, jak można się z materiału zoriento­
wać, jest skomplikowany, lecz niedostatecznie wyjaśniony. Wiadomo jedynie, że
część przywódców rodowych znalazła się w grupie uprzywilejowanej. Status spo­
łeczny jednostek zaczyna być mierzony w e d ł u g ich stanu posiadania. Wprowadzenie
administracji kolonialnej sprawiło, że instytucja przywództwa powoli traci swoje
sankcje tradycyjne, zastępując je sankcjami administracji. Ekspansja pieniądza
narusza dotychczasowy system wymiennej gospodarki towarowej. Autor jednakże
nie daje odpowiedzi na to, w jakim stopniu to zaszło i jak się ten proces odbywa.
Zajmuje się natomiast behawiorystyczną obserwacją stosunku Tikopia do pie­
niędzy, ich trudnościami w ocenie wartości monet, wreszcie samą czynnością k u ­
powania. Firth sygnalizuje też tendencje do rozszerzenia produkcji, eksportu towa­
rów i siły roboczej oraz ilościowy i asortymentowy wzrost popytu na dobra kon­
sumpcyjne. Nadal jednak są to zjawiska, które notuje się jako fakty społeczne
równoważne pozostałym.
Na zakończenie pracy w sposób w ł a ś c i w y antropologii stosowanej autor punk­
tuje najważniejsze zmiany, jakie były sygnalizowane na innych terenach przez
podobne wydarzenia jak te, które stwierdził u Tikopia. Sformułowane one są
w sposób użytkowy dla praktyków kolonialnych.
Zjawisko „social change" jest niczym innym, jak procesem społecznym. I jako
taki (jeśli się go widzi w kategoriach historycznych) ma swoje przyczyny, prze­
bieg oraz obserwowalne czy przypuszczalne rezultaty. Firth ograniczył się w za­
sadzie do analizy niektórych aspektów środkowego etapu tego procesu. B y ł o b y
to do przyjęcia z metodologicznego punktu widzenia, gdyby traktował ten etap
jako zjawisko ciągłe, produkujące swoje skutki, będące z kolei zaczynem nowych

�544

RECENZJE

zjawisk. Jeżeli jednakże — jak w przypadku recenzowanej pracy — analiza do­
tyczy zamkniętego okresu historycznego, który był w i d o w n i ą zmian strukturalnych,
organizacyjnych i ideowych, nie można unikać opisu historycznego lub mówiąc
innymi słowy — dynamicznego. Formy stosunków między ludźmi nie są trwałe
(na tym przecież polega zjawisko zmiany), a zatem wszelkie zachowania się jedno­
stek, jeśli mamy je uważać za fakty społeczne podlegające analizie naukowej, muszą
być relatywizowane do konkretnie istniejącej sytuacji historycznej. Niewystarczające
jest powiedzenie, że zmiany następują jako rezultat „westernizacji", co w tym kon­
kretnym wypadku zawiera w sobie także pojęcie chrystianizacji. Polski termin
„zderzenie kultur" już sam przez się narzuca konieczność postawienia sobie pyta­
nia: przed jakimi nowymi, nie znanymi sobie zjawiskami postawiona została spo­
łeczność pierwotna; w jaki sposób te zjawiska weszły w kontakt z kulturą tra­
dycyjną? „Westernizacja" to w ł a ś n i e rezultat kontaktu z tymi zjawiskami, z eko­
nomicznymi, politycznymi i religijnymi ideałami i celami obcej kultury. Jeśli nie
znamy formy tych kontaktów, również znaczenie terminu „westernizacja" w tym
szczególnym wypadku pozostanie dla nas niezrozumiałe. Nie tylko chodzi tu o kon­
takty. Zetknięcie się dwu s y s t e m ó w wartości tworzy konflikty. Zanim system
ekonomicznie lub politycznie słabszy ulegnie, uruchamia i wprowadza do walki
cały zespół tradycyjnych sił społecznych, które w tym wypadku m o ż e m y nazwać
siłami konserwatywnymi. Firth przytoczył kilka przykładów konserwatywnej reak­
cji na wprowadzane zmiany, nie dostrzegł jednakże zjawiska walki, która — można
to założyć — miała na pewno miejsce.
Podobne do powyższych zarzuty stawiano już funkcjonalistom niejednokrotnie.
T y m niemniej znaczna ich część pozostaje nadal aktualna, jeśli badając kulturę
społeczeństw ludzkich patrzymy na jednostkę przede wszystkim jako na część
składową społeczności rozwijającej się w zasadzie zgodnie z prawami historycz­
nymi. Rezygnując jednak z postulatu, aby przedstawiciele tej szkoły porzucili swój
sposób widzenia społeczeństwa jako przedmiotu badań, uznać należy, że obie prace
Firtha stanowią cenny merytorycznie i interesujący metodologicznie wkład do
wiedzy o roli systemu pokrewieństwa w organizacji i funkcjonowaniu grup spo­
łecznych.
Sławoj

Szynkiewicz

I . I . P O T I E C H I N : Formirowanije
nacjonalnoj
obszcznosti
jużnoafrykańskich
Bantu, „Trudy Instituía Etnografii im. N. N. Mikłucho-Makłaja". Nowaja Sierija,
Moskwa 1955, t. 39.
Praca
ta powstała w związku ze wzrostem zainteresowań problemami
afrykańskimi w etnografii radzieckiej, niejako na marginesie redagowania t o m ó w
„Narody Afriki". Stanowi ona próbę wykorzystania dotychczas opublikowanych
materiałów dotyczących Unii Południowej Afryki oraz protektoratów Suazi, Basuto
i Beczuana i ustawienia ich w myśl założeń marksistowskich.
Problem wysunięty przez autora: kształtowanie się jednolitego narodu bantuańskiego w procesie przemian gospodarczo-ustrojowych, jakim podlegała Po­
łudniowa Afryka, jest szczególnie skomplikowany. Terytorium to stanowi bowiem
mozaikę nie tylko rasową, ale i etniozno-językową. Uprzemysłowione p a ń s t w o kapi­
talistyczne o rozwiniętym systemie administracyjnym spotyka się tu z pozostało­
ściami organizacji plemiennej, a wielkie obszary ziemi będące własnością planta­
torów niejednokrotnie sąsiadują z ziemiami będącymi we w s p ó l n y m użytkowaniu
miejscowych plemion.

�RECENZJE

545

P o d s t a w ą teoretyczną, na której oparł Potiechin swoje rozważania, jest stali­
nowska definicja narodu. W myśl tej definicji naród wyznaczają cztery najistot­
niejsze czynniki: wspólnota terytorium, życia ekonomicznego, języka i tzw. składu
psychicznego, przejawiającego się w specyfice cech kultury narodowej. Jedynie k a ­
pitalizm stwarza warunki dla rozwoju wszystkich tych c z y n n i k ó w jednocześnie
i stąd zgodnie z teorią marksistowską naród kształtuje się w okresie rozwoju stosun­
k ó w kapitalistycznych. Definicja ta — wyrosła z analizy stosunków europejskich —
posłużyła autorowi za punkt wyjścia w analizowaniu zjawisk związanych z kształto­
waniem się narodu w specyficznych warunkach kapitalizmu kolonialnego. Omó­
wieniu tej specyfiki poświęca autor obszerne stronice. Kapitalizm w swojej wy­
kładni kolonialnej nie jest wynikiem organicznego rozwoju społeczeństwa miej­
scowego, lecz zjawiskiem sztucznym, narzuconym przez kolonistów europejskich
W celu uzyskania nowych źródeł surowców, r y n k ó w zbytu i taniej siły roboczej.
Nie musi też zdaniem autora u każdego z ludów podległych wykształcić poczucia
świadomości narodowej. Należy więc każdorazowo poznać specyfikę w a r u n k ó w
miejscowych.
Analiza procesu kształtowania się świadomości narodowej wśród Bantu za­
mieszkujących Unię Afryki Południowej i sąsiednie protektoraty brytyjskie poprze­
dzona została kilkoma ważnymi rozdziałami wprowadzającymi do kwestii formowa­
nia się narodowości w ś r ó d poszczególnych plemion oraz charakterystyki społeczno- gospodarczej omawianego terytorium.
Do pierwszej p o ł o w y X I X w. wśród plemion Bantu proces rozkładu w s p ó l n o t y
pierwotnej i zróżnicowania społecznego poczynił już znaczne postępy. Można więc za­
obserwować wzbogacenie się w o d z ó w i starszyzny rodowej, początki zależności feu­
dalnej, wreszcie rozpad w s p ó l n o t y plemiennej na rzecz organizacji terytorialnej
i tworzenie się w ł a d z y scentralizowanej. Dowodzą tego reformy podjęte przez wodza
Zulusów, Czaki, oraz podboje zuluskie, które znacznie w p ł y n ę ł y na rozbicie jed­
ności plemiennej, mieszanie się plemion i języków, a w następstwie doprowadziłyby
zapewne do wytworzenia się scentralizowanego państwa Zulusów. Proces ten za­
hamowała kolonizacja bursko-angielska w początkach X I X w., która zapoczątko­
w a ł a w ś r ó d plemion miejscowych długotrwały okres walk o niepodległość zakoń­
czony ich całkowitą klęską. Rugowanie Bantu przez kolonizatorów z ich ziem,
masowe przemieszczania ludności, rozbicie dotychczasowych terytoriów plemien­
nych przez wielkie plantacje przyspieszyły rozkład pierwotnej jednolitości plemion.
Część ludności zatrudnionej na plantacjach, fermach i w kopalniach utraciła wiezie
ze swoimi plemionami. W rezultacie przemian X I X w., stworzenia granic kolonial­
nych i rozpadu wspólnoty plemiennej wykształciły się wśród Bantu zamieszku­
jących Południową Afrykę następujące narodowości o różnym zresztą stopniu skon­
solidowania: Zulu, Ksosa, Basuto, Beczuana i Pedi. Charakter stosunków społecznych
panujących wśród tych plemion określa Potiechin jako feudalny, a poszczególne
rezerwaty jako księstewka feudalne, których wodzowie stali się urzędnikami i pod­
ległymi reżymowi kolonialnemu. R e ż y m ten stworzył trudne i przeciwstawne m o ż ­
liwości dla dalszego rozwoju etnicznego Bantu.
Ekonomiczno-Społeczną analizę Unii Afryki Południowej przeprowadza autor
w oparciu o szczegółowe informacje statystyczne oraz ilustruje ją licznymi mapami
i diagramami. Podkreśla rolę Anglo-Afrykanderów jako dwóch rządzących naro­
d ó w (posiadających w swoim ręku większość najurodzajniejszych ziem, przemysł,
górnictwo, cały system handlu zagranicznego i w e w n ę t r z n e g o , transport), które
mimo wzajemnych antagonizmów okazują absolutną zgodę w polityce rasowej
dyskryminacji. Ludność tubylcza zgromadzona w rezerwatach, odczuwająca ogrom33 - Etnografia Polska T. V I I

�546

RECENZJE

ny brak ziemi masowo szuka pracy przede wszystkim w kopalniach i na planta­
cjach. Dyskryminacja Bantu uznana ustawowo przeniknęła we wszystkie dzie­
dziny życia publicznego i ma za zadanie ścisłe odgraniczenie czarnych od białych
zarówno społecznie, jak i terytorialnie. Omawiając kolejno różne grupy etniczne
zamieszkujące Unię Afryki Południowej {Anglików, Afrykanderów, tzw. koloro­
wych, tj. Hotentotów, Buszmenów, Hindusów, wreszcie Murzynów Bantu), autor
każdorazowo stara s i ę nie tylko zobrazować ich wzajemny układ hierarchiczny, ale
również podział społeczny w ramach każdej z grup oddzielnie.
Opartą na powyższych podstawach dalszą analizę kształtowania się narodu
wśród Bantu ustawia autor konsekwentnie na definicji stalinowskiej, rozpatrując
kolejno każdy z jej członów.
Stwierdza więc istnienie pewnego określonego terytorium Bantu, którego pro­
cent zaludnienia przez Murzynów jest największy na obszarach północnych i za­
chodnich omawianego terytorium. Pomimo znacznego przemieszania się różnych
plemion łatwo wyodrębnić można określone terytoria etniczne Zulu, Ksosa, B a suto, Beczuana i Pedi. Wiele z tych terytoriów rozdzielają granice między Unią
a protektoratami.
Wspólnota ekonomiczna, następująca w ślad za wspólnotą terytorialną, jest
w myśl teorii marksistowskiej czynnikiem decydującym o formowaniu się narodu.
Wspólnota ekonomiczna tworzy się w procesie jednoczenia się r y n k ó w miejscowych
we w s p ó l n y rynek narodowy, co w dalszym rozwoju pociąga za sobą specjalizację
gospodarczą poszczególnych regionów, podział na w i e ś i miasto, wysoki rozwój
gospodarki towarowej oraz stworzenie sieci komunikacyjnej, scalającej różne
obszary kraju.
Ilustrując powyższe zagadnienia konkretnymi danymi, autor udowadnia wspól­
notę ekonomiczną całego p a ń s t w a — Unii Afryki Południowej. Wszystkie terytoria
etniczne łącznie z protektoratami znajdują się w stanie trwałej więzi ekonomicz­
nej i razem składają się na kapitalistyczny system gospodarczy. Specyfikę miej­
scowej sytuacji stanowi fakt, że system ten stworzyła nie miejscowa burżuazja
bantuańska — nieliczna i bez w p ł y w ó w , lecz burżuazja należąca do zupełnie innej
grupy rasowej i narodowościowej niż podstawowa masa robotników.
Istnienie oddzielnych języków literackich każdej z grup narodowościowych
nie prowadzi n a razie k u wytworzeniu się jednolitego bantuańskiego języka lite­
rackiego. Niemniej przewaga języków angielskiego i afrikaans jako j ę z y k ó w urzę­
dowych, nauczania itp. nie sprzyja również rozwojowi literatury w językach miej­
scowych, oo związane jest z małą liczebnością miejscowej inteligencji. Bliskie
kontakty między przedstawicielami różnych narodowości w ośrodkach przemysło­
wych wskazują na to, że dalszy rozwój języków Bantu następuje raczej w kie­
runku ich zbliżenia niż oddalenia.
Problem w s p ó l n o t y kulturalnej, tak istotny jako w y k ł a d n i a ideologiczna dla
każdego formującego się narodu, został przez Potiechina potraktowany raczej
w postaci zasygnalizowania niektórych problemów niż ich analizy. Wspólna kul­
tura narodowa zarówno dla wszystkich Bantu, jak i oddzielnych ich grup nie
istnieje. Można jedynie zaobserwować w s p ó l n o t ę wielu cech kultury tradycyjnej,
wyrosłej z gospodarki pastersko-kopieniaczej. W omówieniu w s p ó l n y c h cech kul­
tury tradycyjnej autor ogranicza s i ę jedynie do podania kilku najważniejszych
zjawisk z zakresu kultury materialnej. W p ł y w y współczesnej kultury burżuazyjnej
silne w ośrodkach miejskich przenikają stopniowo i do rezerwatów. Kultura w s p ó ł ­
czesnych Bantu przeplata w i ę c elementy współczesnej cywilizacji z przeżytkami

�RECENZJE

547

przeszłości. Autor sygnalizuje również proces tworzenia się w ośrodkach przemy­
s ł o w y c h specyficznej kultury robotniczej.
Rozdział dotyczący świadomości narodowej wykracza poza podstawę teore­
tyczną niniejszego studium i świadczy o zrozumieniu przez Potiechina, że naród
to nie tylko grupa powiązana w s p ó l n y m terytorium, systemem ekonomicznym,
językiem, kulturą, ale przede wszystkim świadomie deklarująca swoją przyna­
leżność narodową.
Świadomość narodowa Bantu, rozwijana głównie przez miejscową inteligencję
i drobną burżuazję, kształtuje się przede wszystkim w walce z białymi o równość
społeczną i prawa polityczne, a co za tym idzie również o swobodę działalności
ekonomicznej. Dążeniom tym przewodzą organizacje miejscowe, jak Afrykański K o n ­
gres Narodowy (zał. w 1912 г.), Związek P r z e m y s ł o w c ó w Handlowych (1919), Liga
Praw Afrykańczyków (1929), wreszcie Komunistyczna Partia Afryki. Działalność
tych organizacji w c i ą g a stopniowo pewne rzesze robotników. Odgrywają one do­
niosłą rolę unifikującą, gdyż w y s t ę p u j ą w imieniu wszystkich Bantu. Niestety
autor nie jest w stanie odpowiedzieć na najważniejsze dla studium o kształto­
waniu się narodowości pytanie: w jakim stopniu poczucie wspólnoty wszystkich
Bantu przeniknęło do szerokich mas ludowych. Sugeruje on, że odrębność naro­
dowościowa w rezerwatach sprzyja separatyzmowi regionalnemu. Ideologia w s p ó l ­
noty rozprzestrzenia się, brak jednak d o w o d ó w na to, że stała się ona własnością
ogólną.
Wnioski k o ń c o w e prowadzą ku n a s t ę p u j ą c y m stwierdzeniom: Współczesną spo­
łeczność Bantu stanowi społeczeństwo burżuazyjne z charakterystyczną dla struk­
tury społecznej krajów kolonialnych liczną klasą robotniczą i słabą burżuazja,
przy w s p ó ł w y s t ę p o w a n i u przeżytków feudalizmu i ustroju rodowo-plemiennego.
W ramach państwowości Unii Afryki Południowej nie ma żadnych danych ku
temu, by utworzył się jeden naród złożony z Anglo-Afrykanderów, tzw. koloro­
wych i Murzynów Bantu. Normalny rozwój narodowości Bantu utrudnia dyskry­
minacja rasowa, odgórna polityka zachowywania dawnych form struktury spo­
łecznej oraz istnienie granic protektoratów rozdzielających jednolite terytoria
etniczne.
Czynnikami przemawiającymi za utworzeniem się jednolitego narodu bantuańskiego s ą : w s p ó l n e terytorium powiązane ekonomicznie w jedną całość, podobień­
stwa j ę z y k ó w i tradycji kulturalnych. Względy j ę z y k o w e mogą s i ę jednak przyczy­
nić do wyodrębnienia dwóch narodów — jednego mówiącego językiem suto (Basuto, Beczuana i Pedi) oraz drugiego m ó w i ą c e g o językami nguni (Zulu i Ksosa).
Dotychczas w i ę c Bantu nie wykształcili jednolitego narodu. Łączy ich głównie
wspólnota interesów w walce o równouprawnienie.
Wyżej o m ó w i o n e studium łączy w sobie wady i zalety pracy powstałej w wy­
niku przestudiowania dużej ilości literatury oraz od charakteru tej literatury za­
leżnej. Stopień jej wykorzystania łączy się też ściśle, z założeniami teoretycznymi
pracy. Rzuca s i ę w oczy szczegółowe opracowanie zagadnień ekonomicznych, przede
wszystkim gospodarki p a ń s t w o w e j Unii Afryki Południowej, kapitalistycznego wy­
zysku różnych grup narodowościowych, systemu dyskryminacji rasowej.
O wiele skromniej, zarówno w zakresie poruszanych w nich zagadnień, jak
i materiału dowodowego przedstawiają się rozdziały poświęcone kulturze Bantu
oraz ich wewnętrznej strukturze społecznej. Ogromna rola miasta i środowiska
robotniczego jako bezpośrednio przejmującego tzw. kulturę burżuazyjną jest nie­
wątpliwa. Nasuwa s i ę jednak szereg pytań: w jakiej skali robotnicy murzyńscy
są w stanie przyswoić elementy tej kultury, jak intensywne są kontakty m i ę d z y

�548

RECENZJE

ludnością wiejską a miejską, jak w p ł y w a na to gęstość zaludnienia, system komu­
nikacyjny, w jakim stopniu żywotne i dominujące są elementy tradycyjnej kultury
i struktury społecznej, w jakim stopniu kultura Bantu jest kulturą bierną, jaki
charakter ma proces uniformizacji kultury, wreszcie jak przejawia sie a k t y w n o ś ć
kulturalna i społeczna inteligencji bantuańskiej? Jedynie odpowiedź na te pytania
może bliżej wyjaśnić, czy można mówić o kształtowaniu się jednolitej kultury
Bantu i w jakim kierunku proces ten przebiega. Szczegółowszych badań wymaga
również problem kształtowania się świadomości narodowej. Stosunkowo mała ilość
współczesnych studiów nad ludami Bantu, krytyczny stosunek autora do osiąg­
nięć naukowych szkoły funkcjonalnej w p ł y n ę ł y na to, że pomimo szerokiego
wachlarza poruszonych w niej zagadnień praca ma charakter spojrzenia niejako
„od zewnątrz" na szereg problemów, bez możliwości głębszego wniknięcia w ich
istotę.
Praca niniejsza zawiera w sobie również ciekawy problem teoretyczny, po­
stawiony przez autora na początku, a nie znajdujący swojej konkluzji we wnio-.
skach końcowych: czy stosunki kapitalistyczne zawsze prowadzą do kształtowania
się narodu? Według tez stalinowskich wspólnota ekonomiczna odróżnia naród od
narodowości. Na omawianym terytorium występują narodowości powiązane ze
sobą wspólnotą ekonomiczną w ramach jednego państwa. Nie wykształciły się
w rezultacie ani jednolity naród, ani też kilka narodów bantuańskich. Przytoczony
przez autora materiał jasno dowodzi, że prawa rządzące rozwojem społeczeństw
europejskich mają odmienny charakter w wypadku społeczeństw kolonialnych.
Jedynie uwzględnienie materiałów p o r ó w n a w c z y c h prowadzić może do bardziej
generalnych w n i o s k ó w teoretycznych. Praca Potiechina jest ciekawym i cennym
przyczynkiem do problemu kształtowania się narodu u współczesnych l u d ó w Afryki.
Joanna

Maciejewska

N I E O P U B L I K O W A N Y M A N U S K R Y P T P R O F . К. MOSZYŃSKIEGO
Kiedy w roku 1951 nakładem P a ń s t w o w e g o Wydawnictwa Naukowego ukazał
się skrypt prof. Kazimierza Moszyńskiego, Ludy zbieracza-łowieckie,
a stosunkowo
w niedługim czasie potem wydano następny, poświęcony pasterzom, oczekiwaliśmy
z niecierpliwością ostatniego z serii, omawiającego kulturę ludów uprawiających
rośliny. M ó w i ę tu przede wszystkim o słuchaczach Studium Historii Kultury Ma­
terialnej U J , którzy w ó w c z a s zetknęli się z tymi zagadnieniami na w y k ł a d a c h
i seminariach profesora. Niestety oczekiwana trzecia część serii skryptów nie uka­
zała się nigdy. Złożyło się na to szereg przyczyn, a wśród nich najważniejsza •—
śmierć prof. Moszyńskiego. Ponieważ na kilka lat przed zgonem prof. Moszyński
zlecił mi opracowanie redakcyjne owej trzeciej części skryptu, czuję się zobowią­
zany do napisania notatki informacyjnej na ten temat.
Planowano opublikowanie 4 monograficznych opisów kultur egzotycznych z róż­
nych części świata. Miały one ilustrować rozmaite fazy rozwojowe tego stanu
kultury, w którym człowiek przestał być koczownikiem i osiadłszy na jednym
miejscu czerpie zasoby życiowe z uprawy roślin. Widzimy tu więc bardzo stosun­
kowo prymitywnych Indian z puszcz dorzecza Xingu, których gospodarka w dużej
mierze jeszcze opiera się — obok kopieniactwa — na rybołówstwie i myślistwie.
N i e w ą t p l i w i e w y ż s z e stadium stanowi szeroko rozbudowana i skomplikowana, choć
oczywiście pierwotna kultura izolowanych w górzystej dżungli Papuasów. Dalej
autor daje opis życia górali Assamu, plemion Naga, których wysokogórska kultura

�RECENZJE

549

ulegała nieraz, w p ł y w o m cywilizacji Indii i Burmy. Na koniec mamy wreszcie
obszerną monografię tradycyjnej kultury Murzynów Ewe i ich sąsiadów, żyjących
od w i e k ó w pod przemożnym w p ł y w e m murzyńskich półcywilizacji Afryki Zachod­
niej. Monografie te oraz szereg podobnych, lecz dotyczących pierwotnych łowców,
zbieraczy i pasterzy, miały niegdyś w e j ś ć w skład przygotowywanego przez prof.
Moszyńskiego obszernego dzieła, omawiającego prymitywne kultury l u d ó w róż­
nych kontynentów. Wskutek wielu niezależnych od autora przyczyn w całościowej
formie ukazał się jedynie wstęp, pt. Człowiek.
Wspomniane na początku skrypty
dotyczące zbieraczy, ł o w c ó w i pasterzy zawierają materiał przy krojony do ó w ­
czesnych programów Studium Historii Kultury Materialnej, a w i ę c pozbawiony
większości rozważań na temat kultury społecznej i duchowej opisywanych prymi­
t y w ó w . T a reszta materiału pozostała w rękopisach nie wykorzystana. Pominięto
też z konieczności ogromny materiał bibliograficzny.
Inaczej jednak miało być z monografiami pierwotnych rolników i kopieniaczy.
T u projektowano opublikowanie pełnego materiału zawartego w rękopisach łącznie
z przypisami, uwzględniając wszystkie działy kultury. Każda z czterech prac u ł o ­
żona została w e d ł u g systematyki Kultury ludowej Słowian. Dzielą się więc one na
trzy zasadnicze części: kulturę materialną, społeczną i duchową. Każdą z mono­
grafii otwiera w s t ę p , z reguły omawiający stan dotychczasowych badań nad daną
kulturą i literaturą etnograficzną, wykorzystaną przez autora. Dalej następują
ogólne charakterystyki środowiska geograficznego, stosunków językowych, antro­
pologicznych itp. omawianego obszaru.
Najszczuplejsza objętościowo jest praca na temat kultury Indian z dorzecza
Xingu w Ameryce Południowej. Pisząc ją autor w pierwszym rzędzie oparł się na
dziele Karola von dem S t e i n e n a, Unter den Naturvoelkern
Zentral-Brasiliens,
wydanym w roku 1894, oraz M. S c h m i d t a , Indianer Studien in
Zentralbrasilien,
z roku 1905. O wiele obszerniejsza od poprzednich jest monografia kultury Papua­
sów. Omawia ona jedynie mieszkańców dawnych posiadłości niemieckich na tej
wyspie oraz tereny należące do Australii. Do najważniejszych dzieł, na których
oparł s i ę autor pisząc swe studium, należą: O. R e с h e g o, Der Kaiserin Augusta
Fluss, wydane w roku 1913, rozprawa R. T h u r n w a l d a ,
Die Gemeinde
der
Banaro, z lat 1920—1921, H . D e t z n e r a , Vier Jahre unter Kannibalen, z roku
1921, dalej W. B e h r m a n n a , Im Stromgebiet des Sepik, z roku 1922, P. W i r z a,
Daemonen und Wilde in Neuguinea, z roku 1928, rozprawy H . N e v e r m a n n a ,
wydane w latach 1939—1941, Die Kanumirebe und ihre Nachbarn i Die Sohur,
a w pierwszym rzędzie monografia H . A u f e n a n g e r a i G. H o e t k e r a , Die
Gende in Zentralguinea. Vom beben und Denken eines Papua-Stammes im Bis­
marck-Gebirge,
wydana w roku 1940. Monografia P a p u a s ó w daje m. in. szereg
niezmiernie ciekawych przykładów bogatego życia psychicznego tych ludów pry­
mitywnych, żyjących do ostatnich czasów w stadiach neolitycznej kultury. Z uwagi
na ich olbrzymią izolację kultura P a p u a s ó w dostarcza szczególnie interesujących
analogii dla archeologów. R ó w n i e interesujących analogii dostarcza trzecia z kolei
monografia dotycząca kultury N a g ó w z Assamu. M. in. rzuca ona światło na
genezę tzw. kultur megalitycznych. T u autor przede wszystkim wykorzystał prace
austriackiego uczonego i podróżnika Chr. von Fuerer-Haimendorfa, zwłaszcza zaś
jego książkę Die nackten Nagas, w y d a n ą w roku 1939, oraz szereg rozpraw Szwaj­
cara H . E . Kaufmanna, publikowanych w latach 1935, 1938 i 1939 w numerach
„Zeltschrift für Ethnologie".
Całość jest objętościowo nieco szczuplejsza od Papuasów.
Największa ze wszyst­
kich jest monografia kultury M u r z y n ó w Ewe i ich sąsiadów. Posiada ona znacz-

�550

RECENZJE

nie rozszerzony wstęp. Autor zawarł w nim bowiem ogólne rozważania etnologiczne
na temat stanu badań afrykanistycznych oraz typów kultur i półcywilizacji Czar­
nego Lądu. Zresztą również w czasie szczegółowego opisu kultury E w ó w wielo­
krotnie spotykamy nawiązania do dawnych p a ń s t w murzyńskich, jak Aszanti, Joruba, Benen czy Dahomej. Literatura, z której korzystał autor, jest szczególnie
obszerna. Wymienię tylko parę najczęściej cytowanych dzieł. A w i ę c mamy tu
książkę misjonarza J . S p i e t h a , w y d a n ą w roku 1906, Die Ewees. Schilderung von
Land und Leuten in Deutsch-Togo, opracowane przez D. W e s t e r m a n n a życio­
rysy pięciu Murzynów z Togo i Beninu, Afrikaner erzählen
ihr Leben, wydane
w roku 1939 Togo-Erinnerungen
R. К ü a s a, Togo R. B ü t t n e r a, D. W e s t e r ­
m a n n a Züge aus der Geschichte des Reiches Dahome, z roku 1941, Heeresge­
schichte der Voelker Afrikas und Amerikas A. von P a w l i k o w s k i e g o - C h o 1 e w y i wiele innych.
W dobie dzisiejszej, kiedy ilość prac etnograficznych dotyczących różnych lu­
d ó w świata z roku na rok g w a ł t o w n i e s i ę powiększa, nie wydawane przez szereg
lat prace niejednokrotnie „starzeją się". Prof. Moszyński zdawał sobie sprawę, że
jego monografie napisane w latach czterdziestych w y m a g a ł y rozszerzenia i uzupeł­
nienia. Nie mogąc tego uczynić wskutek obiektywnych trudności, postanowił je
opublikować w formie materiałowych skryptów. Jestem przekonany, że skrypt taki,
z uwagi na starannie zebrany, usystematyzowany i naukowo naświetlony materiał
przykładowy, miałby i dziś wielką wartość, w pierwszym rzędzie dla studentów
etnografii i archeologii. Trudno bowiem o zrozumienie mechanizmu kultury bez
znajomości podstawowego materiału faktycznego. Dostarczają go naturalnie etno­
grafowi i archeologowi mniej lub bardziej prymitywne kultury ludów egzotycz­
nych i tzw. tradycyjne kultury ludowe społeczeństw europejskich. Dobrze, jeżeli
ó w materiał podstawowy potrzebny nam w danej chwili znajdujemy w jednym
lub kilku opisach. Na ogół jednak rozsiany jest on w dziesiątkach monografii, arty­
kułów, rozpraw i notatek, w różnojęzycznej literaturze etnograficznej. Niejedno­
krotnie wyszukanie odpowiednich informacji wymaga nie tylko znajomości języ­
ków, lecz również — i to przede wszystkim — znacznej orientacji i wprawy.
Umiejętności te student dopiero stopniowo opanowuje. Tymczasem omawiane tu
monografie s t a n o w i ą ś w i e t n y zbiór materiałów zebranych z bardzo rozległej lite­
ratury. Gdyby doczekały s i ę wydania w formie skryptu, p o w s t a ł b y podręcznik b y ć
może nieefektowny, „nienowoczesny", ale w rzeczywistości pożyteczny, a dla tych,
którzy stawiają pierwsze kroki w dziedzinie etnografii i archeologii — ze wszech
miar potrzebny.
Leszek

Dzięgiel

É T U D E S R U R A L E S (revue trimestrielle ďhistoire, géographie, sociologie et
économie des campagnes), Paris 1961, nr 1—3 (École Pratique des Hautes Etudes,
Sjxiěme Section).
Wśród wielu francuskich czasopism naukowych, które omawiają problemy inte­
resujące etnografów, należy zwrócić u w a g ę n a stosunkowo młode wydawnictwo
(od 1961 r.) „Études Rurales", podjęte przez V I S e k c j ę École Pratique des Hautes
Études paryskiej Sorbony, poświęcone historii, geografii, socjologii i ekonomii wsi.
W skład Komitetu redakcyjnego czasopisma wchodzą znani w Polsce naukowcy
francuscy: M. J . Berque, M . J . Brunhes-Delamarre, R . Boutrouches, F . Braudel,
P. Coutin, R. Dumont, E . Julliard, J . Klaitzmann,M. Maget, A. Saurv, historycy,
ekonomiści, etnografowie. Redaktorami czasopisma są profesorowie u n i w e r s y t e t ó w

�RECENZJE

551

w Aix-en-Provenee i w Tuluzie, Georges Duby i Daniel Faucher. Sekretarzem
redakcji jest bliski współpracownik znanego w Polsce antropologa i etnologa, pro­
fesora College de France, Claude LévinStraussa, kierownik prac w École Pratique,
Isaac Chiva. W rozmowach z naukowcami polskimi zgłaszał on gotowość poświę­
cenia jednego lub nawet dwóch n u m e r ó w czasopisma zagadnieniom wsi polskiej.
Z założeniami czasopisma i jego profilem zapoznajemy się we wstępie do
pierwszego zeszytu, podpisanym przez obu redaktorów. Wysuwają oni przyjętą
dziś również przez naukę polską zasadę badań kompleksowych. Czasopismo ape­
luje w i ę c do historyków, geografów, ekonomistów, socjologów, psychologów i do
agronomów o połączenie w y s i ł k ó w poświęconych studium wsi, grup społecznych
żyjących bezpośrednio lub pośrednio z pracy na roli. Redaktorzy nie zamierzają
ograniczać tematyki „Études" do zagadnień wsi francuskiej, zamierzają udostęp­
nić ł a m y czasopisma naukowcom Europy Zachodniej, krajów śródziemnomorskich
i w miarę możliwości rozszerzać grono swych autorów na dalsze kraje. Czasopismo
ma b y ć organem dyskusji i spotkań n a u k o w c ó w francuskich z zagranicznymi ce­
lem skonfrontowania metod pracy i materiałów. Ma ono uwzględnić w swym programie wydawniczym zarówno t e m a t y k ę historyczną, współczesną, jak i wnioski
perspektywiczne. Redakcja uwzględnia w swych założeniach jak najobszerniejszą
bibliografię krytyczną i materiały informacyjne, zamierza inspirować nowe tematy
badań i w s k a z y w a ć na środki ich realizacji.
Z artykułów zawartych w 3 pierwszych zeszytach kwartalnika z 1961 r. zainte­
resować mogą etnografów artykuły następujące:
E. J u 11 i a r d, Urbanizacja wsi w Europie
pagnes en Europe occidentale), z. 1.

Zachodniej

(L'urbanisation

des

cam-

M. M o s c o v i с i, Osobowość
dziecka i środowisko
rolnicze (Personnalité
de 1'enfant
et milieu rural), z. 1.
M. D a u m a s, Gospodarstwo pasterskie we wschodnim Wysokim Aragonie (Le re­
gime pastoral du Haut-Aragon oriental), z. 3.
P. I d i a r t, Dzierżawa
i ustrój rolny w okręgu Faguibine (Métayage
et regimes
fonciers dans la region du Faguibine), z, 2—3.
Wymienienie tych artykułów nie wyczerpuje zagadnień interesujących etnografa-historyka wsi zawartych w pozostałych artykułach wydawnictwa. Wymie­
niam je jedynie z uwagi na ich ogólny charakter i materiał p o r ó w n a w c z y z za­
kresu metodologii badań.
E . Julliard, jeden z najlepszych w tej chwili na terenie Francji specjalistów
zagadnień osadnictwa wiejskiego, profesor tzw. géographie humaine na uniwersy­
tecie w Strasburgu, podjął się oświetlenia palącego problemu urbanizacji wsi, wska­
zania najwłaściwszych dróg, na jakie powinna ona wkroczyć dla zapewnienia roz­
woju rolnictwa. W tym celu przeprowadza zaraz na w s t ę p i e swego artykułu klasy­
fikację t y p ó w ewolucji stosunków między miastem a wsią. Wyróżnia przykładowo
trzy: 1. miasto żyjące z dochodów z ziemi, charakterystyczne dla południowej F r a n ­
cji, dla zachodniej Nadrenii i przede wszystkim dla nizinnej Langwedocji; 2. mia­
sto „wyspowe" bez przedmieść, jak współczesna Ankara czy starożytny Rzym, jak
również miasta Ameryki Południowej nie m a j ą c e żadnego w p ł y w u na rozwój ich
zaplecza terytorialnego; 3. miasta „urbanizujące" stanowiące centrum i źródło im­
pulsów gospodarczych i społecznych dla okolicznych wsi. Tylko ten trzeci typ
urbanizacji charakterystyczny np. dla Szwajcarii stwarza system trwałych p o w i ą ­
zań pomiędzy urbanizuj ącymi s i ę osadami wiejskimi i najlepiej prowadzi do po­
stępu gospodarczego, do odzyskania w nowych warunkach gospodarczych i społecz­
nych zachwianego systemu równowagi pomiędzy różnymi ośrodkami miejskimi

�552

RECENZJE

a urbanizującą się wsią. Muszą być jednak zachowane dwa warunki: 1. istnienie
silnego ośrodka dyspozycyjnego w stolicy regionu dla przekazywania do całego
regionu najrozmaitszych usług; 2. przyjęcie dzięki takiemu układowi stosunków
przez ludność wsi ogólnej kultury i zawodu, który układa 'Stosunki między tą lud­
nością a ludnością miasta na zasadzie równości.
W przyswojeniu nowego stylu życia może przyjść z pomocą odpowiednia poli­
tyka ekonomiczna, poprzedzona szczegółową analizą sytuacji procesu przemian. T u ­
taj geograf może odegrać swoją rolę.
M. Moscovici porusza się w kręgu zagadnień bardzo charakterystycznych dla
zainteresowań nauki zachodniej. Są to zainteresowania problemem kształtowania
się osobowości i jej powiązań z życiem środowiska społecznego i obrazem jego
kultury. Zagadnienia te w y s t ę p u j ą c e od dawna w literaturze antropologicznej (tzw.
antropologii społecznej i kulturalnej), zwłaszcza w nauce amerykańskiej, nie są
obce również nauce francuskiej. W popularnych w tej chwili dla wielu dziedzin
nauki francuskiej (etnografia, antropologia społeczna i kulturalna, tzw. géographie humaine) monografiach terenowych wsi i miasteczek rozmaitych regionów
bardzo często prócz etnografa bierze udział przede wszystkim psycholog. W Polsce
brak nam w tej chwili tak ścisłych powiązań pomiędzy etnografią a psychologią.
O wychowaniu dziecka w środowisku wiejskim pisano u nas stosunkowo częściej
w okresie międzywojennym. M. Moscovici n a w i ą z u j e do prac podjętych w Stanach
Zjednoczonych A. P. na temat tzw. persannalité de base w stosunku przede wszyst­
kim do społeczeństw prymitywnych i do niektórych prac monograficznych francu­
skich, w tym zwłaszcza monografii L . Bernot i R. Blanehard poświęconej wsi
francuskiej, Neuville. Przedstawia zagadnienia stosunku dziecka i środowiska spo­
łecznego, w jakim wzrasta w okresie pierwszych lat życia, okresie przedszkolnym,
szkolnym — szkicując w bardzo ogólnych zarysach sytuację istniejącą we F r a n ­
cji, omawia również kilka przykładów szczegółowych i wysuwa postulat podjęcia
studiów w tym właśnie zakresie.
Artykuł M. Daumas wprowadza w metody pracy nad zagadnieniem specjalnie
żywo interesującym w tej chwili środowisko naukowe polskie — pasterstwa gór­
skiego, zachowanego do dziś na terenie części Pirenejów. Interesują go zagadnie­
nia praw własności pastwisk (samorządowe, prywatne), rola organizacji pasterskich
na terenie dolin oraz specjalny system powiązania rytmu uprawy położonych w gó­
rach pól ;z pasterstwem.
Ostatnia z wymienionych prac umieszczona w dwu kolejnych zeszytach (arty­
kuł P. Idiart) dotyczy charakterystycznych dla niektórych okręgów rolniczych Su­
danu, a obcych innym terenom Afryki, starych s y s t e m ó w dzierżawy roli przynie­
sionych zapewne tutaj wraz z islamem. Jest przykładem jednego z kierunków,
w jakim idą francuskie studia afrykanistyczne starające się odtworzyć istniejący
stan prawny posiadania ziemi i strukturę społeczną wsi afrykańskiej (opartą m.in.
również na zwyczajach różnych grup etnicznych) w przededniu zaplanowanego
zagospodarowania opisywanych regionów.
Pozostałe, nie omówione tutaj artykuły, zamieszczone w 3 zeszytach „Études
Rurales" przedstawiają dużą mozaikę tematów, związanych z historią wsi różnych
okresów historycznych i różnych regionów. Artykuły tego typu zamieszczone w z. 1:
D. F a u с h e r, L'assolement triennal en France, P. de S a i n t - J a c o b ,
Mutations
économiques
et sociales dans les campagnes bourguignonnes
á la fin du XVI s„
o m ó w i o n e zostały w recenzji J . Leskiewiczowej w „Kwartalniku H K M " (R. 10:
1962, n r 1—2, s. 209—211), podobnie jak dwa artykuły poświęcone zagadnieniom
metodyki pracy, granicom stosowalności kalkulacji ekonomicznej do rolnictwa i fo-

�RECENZJE

553

tografii lotniczej (J. K l a t z m a n n , Les limites du calcul économique
en agricul­
ture i R. C h e v a l l i e r , Un document fundamental pour l'histoire et la
géographie
agraires: la Photographie aérienne).
Zeszyt 2 przynosi artykuł G . D u b y dotyczą­
cy terenu poł. Alp w X I V w. (La seigneurie et l'économie paysanne. Alpes du Sud,
1938), J . A n n a e r t charakterystykę stosunków we współczesnym rolnictwie Belgii,
nawiązującą zresztą do stosunków dawniejszych od X V I I w. (Repartition
géographiąue des modes de faire — valoir en Belgique) oraz I. С. G . C l o s s - A r c e d u c
o niszczeniu gajów (Sur la destruction du boccage). W z. 3 autorzy cofają się do
problemów kolonizacji rzymskiej, R. C h e v a l l i e r , La centuration et les proble­
mes de la colonisation romaine, R. B o y e r , Un habitat rural gallo-romain ä SaintHermentaire (Commune de Draguignan, Var), m ó w i o uprawie oliwki na wsi Tunisu
(G. G a l y , L e paysan et la technique en agriculture sěche: l'olivette de Sfax) i zno­
wu fotografii lotniczej w zastosowaniu do konkretnych studiów (na przykładzie
bagna —• R. d ' H o l l a n d e r , Le marais poitevin). Uzupełniają rocznik ciekawe
recenzje, noty bibliograficzne i informacje o działalności różnych ośrodków badań
nad wsią (m.in. socjologii i ekonomii wsi holenderskiej i etnografii rolniczej w Nie­
mieckiej Republice Demokratycznej).
Anastazja

Kojdecka

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6049" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6029">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d9d1b04bd103bc07005bb3f491565b1c.pdf</src>
        <authentication>88ba135944695ab38e1621823ea136c8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72163">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:531</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72164">
                <text>1963</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72165">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:485</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72166">
                <text>Indeksy / ETNOGRAFIA POLSKA 1963 t.7</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72167">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1963 t.7, s.555-582</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72168">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72169">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72170">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="72171">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72172">
                <text>IND.EKS Y
Wykonała Aurelia Podgórska
INDEKS OSOBOWY
Aaron, bp egipski 472
Abd ar-Rahman ibn Habib ibn Abi
'Ubajda 38
Abdul Aziz K h a n Panezai 368, 386
Abdurrahman, emir Afganistanu 365
Aboulféda (zob. też Abu Г-Fida) 46, 58,
62, 73, 83, 91, 95, 107, 112, 114—116,
118, 120, 136, 141, 144, 146, 148, 149,
162, 163, 166, 168, 176, 186
Abu 'Abdallah Muhammad ibn Baghano
( X I I I / X I V w.) 47, 145
Abu '1-Fida ( X I I I / X I V w.) 45, 47, 57, 62,
73, 83, 91, 95, 107, 112, 114—116, 118,
136
Abu Hamid ail-Andalusi 136
Abu 'il-Hasan Ali 137
Abu Ishák al-Farisi el-Istakhri patrz
al-Istaehri
Adali Morty M. G . 487
Adanson 59, 62, 67, 92, 103, 108, 111, 114,
121, 123, 142, 143, 160, 165, 166. 185,
186
Afenanger H . 549
Affonso I, król Konga ( X V / X V I w.) 521
Afrykańczyk Leon patrz Leon A f r y k a ń ­
czyk, także ai-Hasan ibn Muhammad
al-Wazzan az Zajjati
Agudvié J . 428
Ahmad M. 368, 394
Ah-moise (też Amazis), władca Egiptu
(VI w. p.n.e.) 465
Alimen H. 274, 278-н281, 283 , 284, 287,
290
Almorawidzd 40, 41

Alvarez I X , król Konga 552
Amazis patrz Ah-mose
Ammianus Marcelinus 466
Andrzejewski T. 496, 497
Annaert J . 553
Anton у Ferrandiz M. 428
Antoniewicz W. 212, 446, 527
ApoMonios 466, 497
Arfoousset T. 239
Arensberg С. M . 360
Arkell A. J . 35, 100, 122, 186, 507
Armstrong R. G . 59, 70, 89, 98, 128, 149,
188
Askia Muhammed 42, 48
Aujas L . 186

-

al-Aiziza, władca Egiptu 45
Baines Т. 202, 230
Baker H . G . 52, 56, 60, 71, 89, 91,
102— 105, 152, 186
al-Bakri (el-Bekni) 37, 3 9 ^ 2 , 45, 47,
53—55, 62—64, 73, 77, 78, 84, 85, 99,
104, 110, 111, 114, 116—118, 120, 121,
123, 125—127, 129, 131, 136, 142—144,
150, 156, 158—160, 163—165, 167, 169,
170, 175, 177, 182, 183
Balicki J . 498
Bailsan F . 213, 214
Balzak H . 505
Baradiaran J . M. de 428
Barrow J . 195, 196, 239
Barth H. 42, 56—59, 64—66, 68—70,
72—75, 78, 79, 81, 82, 85, 89, 90, 92—39,
103— 106,
108—111,
114—119,
128,

�556

INDEKSY

130—132, 135, 138—140, 143, 144, 148,
149, 152, 155—158, 161, 163, 164, 169,
172, 175, 177—182, 186
Baaciom W. R. 85, 87, 89, 101, 109, 127,
136, 144, 145, 149, 171, 186
Bastian 426
el-Batrawi A. M. 462
Baumann H . 68, 71, 87—89, 91, 92, 127,
129—132, 136, 137, 161, 178. 186, 199,
212
Bauton M. 500, 501
B a s i ń s k a B . 449
Behrmann W. 549
Berger F . 199
Bergson 514
Bernatzik H . A. 414
Bernat L . 552
Berque M. J . 500, 550
Bertin G . 196, 197
Berwiński R . 443
Białek C. 462
Bielawski J . 496
Biernacka M. 449
Blanehard R. 552
Bleek W. 196, 201, 209, 210, 228
Bleek W. H . G . 198
Bleiber F . 364
Błaszczyk S, 429, 443
Boas F . 24, 505, 509
Bocheński J . 498
Boglár L . 491, 492
Bois D. 85, 87, 89, 91, 93—96, 100—105,
108—110, 112,—118, 121, 123, 173
Bolivar J . 428
Bonaparte Napoleon I 465, 468
Bool 514
Bougainville 25
Boule M. 200, 201, 210
Boutrouehas R. 549
Bovill E . W. 37, 43, 187
Boyer R. 553
Boyev P. 462
Brandys M. 498
Braudel F . 550
Braun G. 414, 415
Breuil H . 274, 288 , 428
Briggs L . C. 64, 75—77, 113, 115, 124,
132—138, 147, 148, 151, 159. 169, 175,
176, 187
Birockelmann C . 44—48
Broom R. 198, 274

Broussaiis E . O. 112
Brown P. 59, 89, 98
Brunhes-Delamarre M. J . 550
Bugyi Z. 462, 463
Burkitt M. C. 198, 274
Burszta J . 442—444
Büttner R. 549
Cailié R. 90, 97, 101—103, 108, 111—113,
124, 127, 128, 130—132, 136, 145, 147—
—150, 153, 154, 157, 158, 161, 167, 171.
173, 176—178, 180, 182, 187
Caille M. de la 238
Campbell A. 402
Campbell J . 239
Caroe O. 368, 394
Caskel W. 371
Caton-Tompson G . 290
el-Cazwini patrz al-Qazwini
Cebertowicz R. 472
Chaldun patrz Ibn Chaldun
Chałasiński J . 497
Chapelle J . 75—77, 99, 112, 113, 120, 140.
187
Charuzin N. 414
Chevallier R . 553
Chętnik A. 435
Chiva I . 551
Chodak S. 497
Christo! F . 195, 199
Cichowicz H. 443
Cichowicz W. 443
Ciszewski S. 443
Clapperton 55, 74, 76, 78, 93 , 96, 98, 99,
105, 107, 115, 116, 119—122, 130, 143,
162, 171, 187
Clark J . D. 206, 207, 236, 239, 274, 275,
278, 288, 290, 294
Closs-Arceduc I . C . G. 553
Coblentz A. 462
Cobley L . S. 56, 60, 71, 85—87, 89, 91,
96, 104, 105, 116, 152, 157, 163, 165, 187
Codirington 533
Cole F . C . 24
Colin G . S. 56, 91, 93, 95, 101, 102, 104,
108, 112, 113, 117, 122, 123, 173, 190
Coloimbani F . M. 110—112, 139, 141, 187
Colvocoresd P. 500
Comte 518
Conant F . P. 59, 70, 72, 109, 111, 135,
136, 162, 188

�INDEKSY

557

Cooke H. В. 274, 280
Coolłey W. D. 43
Coután P. 550
Czakł 545
Czeczot A. 464
Czekałło G. 498
Czekanowski J . 210, 462, 497

Dynowski W. 15, 446, 449, 458
Dziekoński Т. 429
Dzierżykray-Rogaisiki Т. 462, 463, 497
Dziewoński К. 446
al-Dżanahani al-Maghribi A l i 47, 67, 158.
160, 167
Dżyngis-Chan 537

Cwirko-Godycki M. 463

Eder X . F . 491, 492
Edrisi patrz al-Idrisi
Elbo J . G. 410
Elkin A. P. 506
Ellenberger V. 194, 196, 201, 202, 214, 221.
222, 235, 236, 239, 244, 270
Elphistone M. 394
Elsěk 495
Enequist G. 407, 408
Engels F . 19
Épaulard A. 49, 189
Erikson 213
Evans-Pritchard E . E . 301. 303, 358, 359,
501, 511, 534, 539
Exell A. W. 162, 188

Dalziel J . M . 32, 71, 72, 85, 86, 89, 90,
92, 95, 101—103, 105, 108—110, 112,
113, 115, 117, 118, 121, 152, 153, 155,
157, 162, 164, 173, 174, 187
Dart 274
Daszewski W. 473
Daumas M. 551, 552
Davidson В . 499, 521—531
Davis J . A. 500
Davis K . 368, 394
Dąbrowski L . 472, 473
Delaforsse M. 43, 187
Delimat T. 448
Dembiński Т. 498
Demetrykiewicz W. 429
Demoiugeot E . 37
Denham 55, 74, 76, 78, 93, 98, 99, 105,
107, 115, 116, 119, 120, 122. 130, 143.
162, 171, 187
Desmoulines 196
Desraches Ch. 497
Detzner H. 549
ad-Dimaszqui Abdallah Mahommed (ed-Dimichqui) 47, 54, 62—64, 74, 76, 77,
84, 111, 118, 119, 125, 126, 148, 155,
156, 177, 187
Dobrowolski К. 493
Dornan 234
Doroszewski Т. 446
Dozy R. 56—58, 77, 95, 104, 109, 113, 114,
172, 187
Drapella A. 463
Duby G. 551, 553
ad-Dukkali A l i 47,-143
Dulcerto Angelino 40
Dumont R. 550
Dunn E . J . 229, 232, 234, 239, 242, 246,
250, 254, 262, 2,66, 270, 272, 276
Dürkheim E . 503, 505, 508—511, 518
Düben G . 414
Dydowiczowa J . 444

Fage J . D. 41, 43, 52, 74, 188, 488
Fagg B. 491
Fagnan E . 56, 58, 62, 64, 73, 77, 94, 126.
136, 156, 164, 188
Farda Sulajman 179
Fatima patrz ibn Fatima
Fatymidzi dyn. 45
Faucher D. 551, 552
al-Faizari 31, 39, 41
Ferdinand К. 369, 370, 386
Fernandes Valentini (1500—1507) 36, 37,
58, 74, 75, 80, 84, 100, 105, 112, 123,
133—135, 141, 144, 145, 151, 166—168,
170
Feurer-Haimemdoirf Ch. von 549
Fiedler А. 498
Field H. 377
Firth R. 359, 539—544
Fischer 202
Fojtík К. 495
Forde D. 59, 70, 89, 98, 128, 149, 188,
358, 359, 501, 540
Fortes M. 301, 303, 333, 358, 501, 511, 512
Francoi 202
F r a n k D. S. 393
Frankowska M. 429
Frankowski E . 425—439

�INDEKSY

558
Framtz С. 500
Fraser-Tytler W. К. 368, 394
Freud 509
Fritsch G. 202, 209, 228, 230
Frobenius L . 199, 212, 293, 528

Gabe 202
Gajek J . 434
Gady G . 553
Gama Vascio da patrz Vasco da Gama
Gamble D. P. 58—62, 67, 72, 82, 89, 92,
93, 97, 101, 103, 108, 111, 113, 115,
127, 146, 149, 158, 173, 175, 176, 181,
183, 188
Gardner 274
Gaudefroy Demombynes 109, 186
Gennep A. Van patrz V a n Gennep A.
Georgios, bp 472
Ghunter A. 499
Giedwidź J . 498
Gieysztor A. 446 .
Gjessing G . 401, 413, 417
Gluckman M. 358
Gładysz M. 494
Goeje M. J . de 187
Golberry S. M. X . 51, 121, 127, 158, 160,
177, 180, 181, 188
Gomes Diego 117
Goodwin A. J . 198, 274, 280, 281, 284, 286,
289
Gordon L . 499
Górny S. 463
Górski Т. 464
Grabowska Z. 429
Grabowski J . 433
Graebner 197, 202, 212
Griffith 470
Grimm H. 462
Grzędziński B . 498
Gsell S. 37, 38, 128, 188
Gunn H . D. 58, 59, 70, 72, 89, 93, 98,
109, 111, 130, 132, 135, 136, 162, 188
Gurwiitch G. 504
Gusinde M. 213
Gustaw Waza, król szwedzki 407
Haddon 198
Hadrian 466
Hadżi Hafizullah
383
Hadżib 137

Khan

Aczakzai

367,

Hahn Т. 228
Halpern J . 498
Hannon 36
al-Hasan ibn
Muhammad
al-Wazzan
az-Zajjati patrz Leon Afrykańczyk
Hatszepsut 472
Heckscher E . 408
Hejnosz W. 442
Herbst S. 446
Herodot 37, 96, 100, 118
Herskovits M. J . 359, 400, 423
Hoebel E . A. 359
Hoeppen E . C. N. 198, 276
Hoetker G. 549
Hogbin H . I. 21
d'Hollander R. 553
Hołub E . 229
Horak A. 493
Horak J . 493
Houdas O. 188
Houtema M. T. 186
Humlum J . 368, 369, 382, 386, 394
Hunter M. 500
Hunton 499
Hurwitz 213
Hutchinson J . 102, 103, 112, 121, 188
Ibn Bajtar 101
Ibn Battuta (ibn Batoutah) 40, 42, 48, 54,
57, 64, 68, 69, 71—74, 81—83, 85—88,
90, 92, 104—107, 110—114, 119—122,
126, 127, 129, 130, 133—139, 142, 145,
147, 148, 151, 154, 155, 158, 160, 161,
167—170, 172, 174—179, 181, 163—185.
188
Ibn Chaldun (Ibn Khaldoun) 156
Ibn Chordadhbeh 44
Ibn Dżuzajj 48
Ibn Fadl Allah al-'Omari patrz al-'Omari
Ibn al-Fagih al-Hamadhani (Ibn a l - F a kih) 35, 44, 46, 52, 57, 63, 68, 90—92,
94, 95
Ibn Fatima 36, 46, 94, 148, 162
Ibn Hauqal (Ibn Haukal) 45, 117, 133,
165, 170, 176
Ibn Salid 43, 46, 47, 56, 83, 94, 104, 107,
115, 116, 119, 120, 141, 144, 146, 148,
149, 156, 162—166, 168
Ibn Wadhih (patrz ,al-Ja'qubi) 186
Idiart P. 551, 552
al-Idrisi (Edrisi) 46, 62, 64, 65, 69, 73, 77,

�INDEKSY

80, 83, 97, 100, 103, 105, 106, 115, 119,
120, 131, 133, 135, 140, 145—149, 151,
156, 159, 166, 172, 175—177, 181, 182,
187
Immenroth 2й0
al-Isitachri (eł-Istakhri) 44. 45
Itkomen I. T. 398
Jackowski A. 433
Jackson 57
Jacobs M . 359
Jagła M. 444
Jakofoielski S. 496
Jan I I , król portugalski 35
al-Ja'qubi (Ibn Wadhih) 40—42, 186
Jaqut (Jacut) 45 , 46, 53, 57 , 62, 63, 65,
73, 75, 76, 91—95, 116, 118, 119, 122,
126, 131, 135, 165, 168, 170, 180, 189
Jasicki B. 462
Jasiewicz Z. 444, 445
Jastrdebowa 480
Jaszuński G. 498
Jesu, bp egipski 472
Jeziorkowska-Kołodziejska В. 429
Johannes, bp egipski 469, 470, 472
Johnson 202, 276
Jolly К . 290
Jones N. 274, 278, 280, 290
Julien Ch. А. 18
Julliard E . 550, 551
Kadlec V. 462
Kalouthas, bp egipski 472
Kamieński Ł. 443
al-Karkari, sułtan 148
Karol I X , król szwedzki 407
Katon 466
Kaufmann H. E . 549
Kcantuc J . patrz X á n t u s J .
Kessing F . M. 359
Kimball Т. J . 360
King 274
K i r w a n L . P. 462
Klatzmann J . 550, 553
Knox 196

Kočka W. 399
Kojdecka A. 553
Kolberg О. 443
Kolenda J . 497
Konfucjusz 538
Kopczyńska-Jaworska В. 494

559

Korabiewicz W. 452
Kosibowicz E . 210
Kostka-Potoeki S. 464
Koswien M. O. 18
Kotula F . 444
Kotula T. 497
Kowalewski M. 357
Kowalik J . 534
Kowalska-Lewicka A. 494
Kraczkowski A. J . 44—49, 189
Krajewska J . 429
Kramers J . H . 189
Krige 274
Kroeber A. L . 358
Krzywicki L . 209, 233, 429 "
Kutobel L . J . 42, 44, 52, 57, 91, 189
Kunderewicz C. 497
Kuper H. 358, 500
Kupdszewskl H. 497
Kutrzeba-Pojnarowa A. 435, 495, 506
Küas R. 549
Kühn H. 198
K w a ś n i e w s k i K . 444
Kwejt J . 446
Laibouret H. 39—41, 51, 87, 92, 108,
127, 130, 132, 158, 189
Laforgue P. 44
Lagercrantz S. 138, 189
Lajaille G. 111, 134, 188, 189
Lamplugh G . W. 276
Lamprey 196
Leach E . R. 531—534
Leakey L . 239, 526
Lebeuf J . P. 488
Lebzelter V. 213
Leca N. 82, 100, 127, 129, 189
Lech 448

111,

Lennan Mc J . F . 506, 540
Leon Afrykańczyk (Jean-Leon rAfricain,
al-Hasan ibn Muhammad al-Wazzan
az-Zajjati) 31, 42, 48, 49, 53—55, 63, 65,
68, 69, 75, 83, 84, 98, 103—107, 116—
—128, 130, 132—134, 137, 141, 143, 147,
150, 151, 158, 161, 164, 165, 167, 170—
—173, 175, 176, 180, 181, 183, 189
Leon X , papież 49
Leopold I I , król belgijski 523
Leprieur 67
Lepsius R. 196
Lera 25

�560

INDEKSY

Leroi-Gourhan A. 203, 204, 237
Laskiawiczowa J . 552
Lévail'lant F . 195, 239
Levers 532, 533
Levin M. G . 105
Lévi-Strauss С. 24, 25, 358, 503, 506—520,
551
Levy-Brühl L . 503, 505
Lewicki Т. 31, 38, 46, 191, 496
Lewiński J . 210
Lichtenstein H . 239
Linage J . de 497
Linton R. 400
Lipiński 443
Lisakowiski J . 444
Livingstone D. 202, 230
Lloyd L . C. 198
Lorentz S. 446
Loth J . 210
Loth L . 452
Lothe H. 189
Lothian A. C. 365
Lowe R. C. van 198, 274, 280, 283, 284,
286, 287, 357
Lumsden H . B . 368, 394
Lumumba 499
Lund P. S. 360
Luschan F . van 202
Mac Gregor С. M. 368, 394
Mac Guckin de Siane patrz Siane de
Macartney 195
Macůrek J . 493
Maget M. 550
Maigret J . 141, 169, 189
Mair L . P. 369
M. Akram K h a n Panezai 367
Makulski K . 192, 445, 448, 479, 481—487,
515
Malan B. D. 274, 280
Malfante 155, 159
Malicki L . 429, 435, 444
Malinowski В. .21, 357, 400, 403, 428, 504,
505, 508—512, 534, 540—542
Manker E . 402, 404, 405, 413—416, 419
Mansa Musa 47, 137, 138
Mansa Sulajman 83, 177
Mantel-Niećko J . 496
Manteuffel J . 464, 497
al-Maqrizi 58, 114, 120, 135
Marensky A. 228

Markham S. F . 449
Markowska D. 448, 449
Markowski В . 373, 376, 388
Marks К . 505
Maron S. 368
Marquart J . 35, 38, 40, 43, 44, 120. 189
Marschal-Thomas E . 213
Martin C. J . 299
Martini F . H. W. 186
Marty P. 33
al-Masudi 31
Matwiejew W. W. 42, 44, 52, 57, 91, 189
Mauny R . 32, 42, 44, 46, 51, 56, 60, 61,
67, 71, 72, 76, 90, 100, 115. 117, 118,
155, 157, 159, 162, 164, 171, 172, 185,
189
Maurizio A. 66, 67, 82, 86, 179—181, 189
Mauss M. 505
Mehren M. A. F . 187. 189
Meinhof 196
Menghin O. 199
Meirleau-Ponty M. 505
Meysner-Roztworowska M. 429
Miasina E . N. 421
Miazgowski B . 498
Michalski J . 483
Michałowski К. 462, 464—466, 468—470,
472, 497
Mikulscy M. i Z. 368
Milewski J . 49.9
Milewski T. 210, 241
al-Miljani (al-Multani) 47
Mir Mahmud 464
Mischlich A. 70, 90, 104, 117, 125, 128,
130, 132, 149, 153, 159, 169, 173, 176,
189
Moffath R. 239
Monduit J . 204
Monod T h . 189
Monteil Ch. 68, 93, 106, 111—155, 183, 190
Morgan L . H . 426, 540
Moscovici M . 551, 552
Moszyński K . 210—212, 217, 220, 226, 377,
426, 496, 503, 548, 550
al-Muhallabi 43, 45—47, 53, 57, 62, 63, 65,
73, 91, 93, 95, 112, 114, 118, 131, 135,
170, 180
Muhammad ibn Jusuf ibn al-Warraqa 45
Mulanda F . 475—478
al-Multani patrz al-Miljani

�INDEKSY

Murdock G . P. 41, 52, 56, 60, 71, 89, 91,
95, 103, 108, 109, 152, 190, 357
Münzer 171
Nachtigal G. 58—61, 65, 70, 74—81, 85,
89, 90, 93, 94, 96, 99—101, 104, 109,
111—116, 119, 123, 128, 130—133, 135,
137, 138, 140, 142, 143, 147, 149, 150,
152, 154, 157, 162, 164, 165, 169, 173,
174, 177, 179, 181, 182, 190
Nachtigall H. 371
Nadel S. F . 358, 359, 501
Nadir-Szaeh 364
Neerasov O. 462
Neferhotop 496
Nevermann H . 548
Neville 274
Nickul K . 399, 411, 415
Niedemayer O. von 394
Nkrurnah K . 499, 501
Obare Nyaruoth 309, 312, 321, 330, 333
Oberg K . 359
Obenmeier H . 198
Ochanda 339
Olderogge D. A . 196, 197, 4 7 9 ^ 8 2
Olekiewicz M. 463
Olędzka H . 448
Olędzki J . 448
Oliver R. A. 488
Olivier G. 462
Olszewska-Dyoniziak B . 520
al-'Omari 40—12, 47, 48, 53—55, 63, 65,
68, 70—73, 76, 79—81, 87, 88, 92, 95—
—97,
100—104,
107—110, 114—116,
119—121,
125—127,
129,
131—135,
137—140, 143—145, 153—155, 159, 163,
168, 170, 174, 175, 183—186
Oqby ibn Nafi' 37
Othman al-Kanemi 70
Oudney 55, 74, 76, 78, 93, 96, 98, 99, 105,
107, 116, 119, 120, 122, 130, 143, 162,
171, 187
Owidiusz 466
Paine R. 398, 401, 408
Palgrav W. C. 231
Panek S. 462
Paprocka W, 449
Park Mungo 80, 82, 114, 145, 147, 149,
153, 155, 171, 182, 183, 190
Passarge S. 229, 231
36 — Etnografia

Polska, Т. V I I

561

Pátkova J . 495
Paulhan F . 432
Pawlikowski-Cholewa A. von 550
Pazdur J . 494, 495
Pehrson R . 401, 408, 413, 417, 420
Peringuey 200, 274, 286
Perrier de la Bathie 87
Perrin N. 368, 394
Petrażycki L . 505
Petras bp 471
Philip J . 239
Piddington R. 358
Pienar S. 500
Pieris 533
Pietkiewicz К. 445
Rietruszyńska 443
Pikulin M. G. 394
Puszczykowa I . 496
Pittard E . 200
Pliniusz 93, 121, 466
Podolak J . 494
Poirier J . 203, 204, 207
Pomianowska W. 445
Poniatowski S. 429
Porteres R. 32, 56, 61, 66, 71, 190
Potiechin I . I. 231, 479—481, 544—548
Poutrin 202
Poutzin 202
Pöch 202
Prokopczuk J . 498
Ptolomeusz 37, 38
al-Qalqaszandi 48, 76, 103, 115, 116, 137,
138, 162—164
al-Qazwini (el-Cazwini) 47, 63, 67, 92,
140, 158, 160, 167, 168, 170, 176, 187
Rackow E . 371
Raczyński R. 462
Radoliffe-Brown A . R. 333, 358, 501, 505,
507—510, 512—514, 534, 540, 541
Rai Jamiat R. B . 368, 394
Rajt M. W. 481
Ratzel F . 196
Reche O. 549
Redfield R. 400
Rehman A. 209, 211, 213, 229
Reinaud M. 46, 101, 102, 166, 186
Reinhardt R. 56, 60, 72, 75, 84, 85, 88,
91, 94, 96, 100, 101, 105, 108, 112, 115,
162, 164, 182, 190

�562
Renaud H. P. J . 56, 91, 93, 95, 104,
112, 113, 117, 1212, 123, 173, 190
Revo! 33, 144, 146, 149, 190
Richards A. G . 500
Richards A. J . 202, 358, 359
Rippen В. van 229, 235
Rivers W. H . R. 357
Rivet P. 492
Riviere G. J . 431
Roberty С. 105, 106, 108, ПО, 112,
115, 119
Robinson J . A. 368, 394
Roger I I , władca sycylijski 46
Rolfs G. 70, 74, 75, 99—101, 104, 107,
111, 119, 128—133, 138, 149, 163,
173, 190
Roosevelt T h . 25
Roquette-Pinto 25
Rosner ,S. 498
Rouch J . 41, 69, 72, 74, 82, 92, 97,
125, 142, 143, 147, 161, 190
Rousseau J . J . 313, 503, 514
Różbicka L . 462
Ruong I. 413, 417—419
Russell T. A. 56, 85, 89, 190
Ryan 533

INDEKSY

108,

113,

109,
169,

114,

Sada Asquaye 487
Sa'id patrz ibn Sa'id
Saint Jacob P. de 552
Saint Perier R. de 200
Sampson A. 500
Sanchez у Sanchez D. 428
Sandor I . 491
Saurv A. 550
Schapera I . 198, 200, 210, 213, 214, 229,
236, 239, 358, 359
Schebesta P. 203 , 204
Schefer Ch. 49
SchManter 202
Schmidt M. 549
Schmidt P. W. 202—204, 207 , 210
Schoefield J . F . 274, 286, 290, 291
Schweinfurth G. 60, 66, 202, 228
Sefania Abungu 330
Seligman C. G . 198, 210
Sergeev M. A. 405
Setos I I , faraon 470
Seweryn Т. 435
Shapiro Н. 358
Shrubsall F . 196

Siemaszko A. 472
Sikora P. 462
Skorow G . S. 480
Slane de 142, 186
Snowden J . D. 60
Sobczenko A. J . 481
Sobieski M. 432 , 443
Solías 200, 274
Souithall A . W. 359
Spanrmann A. 238
Spleth J . 549
Sprengel M. C . 189
Staňkova J . 495
Stanley H. M. 523
Stanton W. R. 56, 61, 71, 91
Stefanos, bp egipski 472
Steinen К. von den 2,5, 549
Stelmachowska В. 443
Stenn В. J . 359
Stolarczyk H. 462
Stołyhwo Е. 462
Stopa R. 209—211, 213, 462, 496
Stawę G. 197, 198, 209, 210, 229, 234, 235,
239
Strabon 67
Strelcyn S. 460, 461, 482, 496
Strouhal E . 462, 463
Suchý J . 462, 463
Su-ma Czien 538
Sychta B. 435
Sykes P. 368, 394
Szams ad-din ad-Damaszqi 47
Szczurkiewicz T. 357
Szolc-Rogoziński 452
Szwaykoiwska I. 463
Szweykowski W. 462, 463
Szyfelbejn-Sokolewicz Z. 458
Szymański E . 498
Szymański Z. 4,99
Štika A. 494
Świirko S. 445
Taczanowski W. 452
Talko-Hryncewicz J . 426
Tanner V. 403, 407
Taubenschlag R. 497
Taylor 540
Tegengren H. 402, 406
Teliga J . 472
Theal M. 241

�INDEKSY

Thevet 25
Thomas E . 225, 226
Thompson L . 246
Thurnberg Ch. P. 239
Thurnwald R. 549
Thurnwald S. 68, 7.1, 87—89, 91, 92, 127.
129—132, 136, 137, 161, 178, 186
Tilke M. 377
Tin Hinan, królowa egipska 118 •
Tobias P. V. 204—206, 213—216
Toemen M. J . 213
Toit A. L . du 274, 276
Tołstow S. P. 21
Tomic P. 493
Tonder P. W. van 290
Toupet Ch. 92, 118. 177, 190
Trajan 466
Trever 213
Trochain J . 62
Turanówna J . 429
Turski H. 499
Tylor 426

563

Waligórski A. (też: W. A.) 299, 487—492,
500
Wanke A. 462
Warner W. L . 360
Wasiliewa G. P. 375
al-Watwat 47
Wells L . H. 206, 207, 2,13, 247, 280, 290
Wespaizjan 497
Westermann D. 41, 44, 68, 71, 87—89, 91,
92, 127, 129—132, 136, 137, 161, 178,
186, 190, 199, 549
Whitaker I . 401, 413, 420, 421
Wieprzewski M. 463
Wierciński A. 462
Wilber D. N. 368, 369, 394
Williams 213
Wilks I . 36, 190
Wilson M. 358
Wirza P. 549
Wissman 202
Witruwiusiz 466
Wittfogel K . A. 531, 534—539
Wood S. 500

Urvoy Y . 44
Xántus J . 491, 492

Van Der Stele 238
Van Gennep A. 506
Vasco da Gama 37, 236
Vasilevic G . M. 405
Vavilov N. I . 60
Vendeix M. J . 68, 190
Verneau R. 200, 201
Vielrose E . 498
Vincent P. 368

Y v e r G. 37, 42, 43, 190
Zajączkowski A. 358. 497
Zaręba L . 498
Zastow 231
Zawadzki A. 446
ZnamierowiSka-Prüfferowa M. 442, 444
az-Zuhri 45, 162—164

Wagner G . 310, 359
Waitt A. W. 85, 87, 190

INDEKS

Zemo-Żejmis M. 464, 497

NAZW

GEOGRAFICZNYCH

Abalessa, m. w krainie Hoggar (Algieria)
118
A b e c h é m. patrz Abesze
Abesze, m. w krainie Wadaj (Rep. Czad)
99, 100
Abisynia 60, 66, 121, 284, 452, 480—482
Abou Simbel (Abu Simbel) m. nad Ni­
lem, w Egipcie, p o w y ż e j Assuanu 465,
469, 472, 473
Abzar m. i(Rep. Czad) 147

I ETNICZNYCH

Achipawa patrz Aczipawa (też Atshefa)
Aozipawa (Achipawa, Atshefa) m. na pn.
wschód od ś r o d k o w e g o biegu rz. Nigru
59, 136
Adamaua (Adamawa) kr. (Nigeria) 66, 90,
104, 178
Adamawa patrz Adamaua
Addis-Abeba m. (Abisynia) 482, 490
Adrar (mauretański) góry, zwane też
Bafur lub Baffor, wg źródeł arabskich

�564

INDEKSY

Dżabal Lamťuna (Mauretania) 33, 74,
75, 80, 84, 118, 140, 141, 151, 162, 168
Afganie 369, 370
Afganistan 363—366, 368—371, 373, 376,
380—382, 384, 386—388, 393
a-Farwijin (wg al-Bakriego kraina w Za­
chodniej Afryce) 170
Afridi, ,pl. w Afganistanie 370, 382
Afryka
31—360,
449—491,
495—501,
521—531, 544—548 &lt;zob. też Bilad
as-Sudan)
— Południowa 192—298, 499, 500, 529,
544
— Południowo-Zachodnia (teryt. manda­
towe ONZ pod administracją Unii Pd.
Afryki) 230, 480
— Północna 31, 37, 3 9 ^ 1 , 45, 48, 72, 73,
75, 84, 85, 95, 99, 199, 211, 212, 371,
496—499
— Północno-Zachodnia
31—191,
486,
527—531, 549
— Środkowa 60, 86, 89, 91, 104, 210, 497,
499, 521, 527
— Wschodnia 36, 102, 199, 211, 212, 284,
292, 294, 306, 351, 355, 455, 480, 499,
500, 529, 530
Afrykanerzy (Afrykanderzy) 227, 545—547
Afrykańczycy 345, 351, 441, 489, 500
Agades m. i okolica (Rep. Niger) 59, 79,
122, 123, 126, 128, 132, 169, 179, 181
Agadez kr. i okolica, królestwo berber­
skie w X V I w., też A i r (Rep. Niger)
122, 132
Agisymba kr., wg Ptolemeusza (Rep.
Czad) 37
Ahafo m. (Ghana) 35
Ahaggar płaskowyż, zob. też Hoggar
{Algieria) 64, 98, 124, 147,
Air (Hajr, Hir lub Kahir, czasem Aga­
dez — od miasta tej nazwy) (Rep.
Niger) 33, 42, 48, 55, 59, 64, 65, 74,
107, 126, 132, 134, 143, 144, 148, 175
Aix m. (Francja) 483, 551
Ajuni, p ó ł w y s e p u ujścia rz. Senegal
(Fed. Mali) 125, 129, 144
Akan, grupa pi. w Gwinei (zob. też
Anyi oraz Aszanti) 88
Akjoujt okolica (Mauretania) 38
Akra m. (Ghana) 487, 490
Akżużt patrz Akjoujt
Aleksandria m. (Egipt) 465, 466, 468

Aleksandria Arachoton m., n. hist., patrz
Kandahar
Alexandria patrz Aleksandria
Algier m., kr. (dzis. p a ń s t w o Algieria)
33, 37, 121
— m. obecne (Algieria) 483
Algieria (też Algeria) 74, 93, 94, 109, 120,
480, 481, 498
Alicadale, ni. w K r a j u P r z y l ą d k o w y m
(Związek Pd. Afryki) 286
Almeria m. (Hiszpania) 145
Alpy góry 553
Amada, m. w Nubii (Egipt) 469
Ameryka 21, 26, 32, 51, 87, 185, 399, 500;
zob. też Nowy Świat
— Południowa 185, 491, 522, 548. 549,
551
— Północna 491, 522
Amerykanie 401
Anbija, kr. w zachodniej Saharze (n.
hist.) 41
Anglia patrz Wielka Brytania
Anglicy 195, 198, 364, 365, 401, 475, 546
— osadnicy 194, 545
Angola (kol. portugalska) 238, 452, 480,
521, 522, 525
Anibe, m. nad Nilem w Nubii (Egipt)
469
A n j i pl. patrz Anyi
Ankala pl., mieszk. Kanem (Rep. Czad)
135
Ankara m. (Turcja) 551
Anuradhapura m. i(Cejlon) 531
Anyi pl., należą do grupy Akan (Gwinea)
88
Aouker patrz Aukar
Arabia 112, 529
Arabowie 34, 37, 38, 46, 56, 72, 73, 77, 78,
81, 86, 94, 97, 99, 101, 108, 115, 117,
120, 128, 162, 163, 172, 173, 291, 300,
480, 530, 539
— Szua 78
Arabskie Morze 364, 381
Arachozja kr. (Afganistan) 364
Araon patrz Araouan
Araouan (Araon, Arawan) rn. i płasko­
wyż, w Zach. Sudanie (Fed. Mali) 84,
133, 141, 150, 171
Arawan (zob. Araouan) 172, 180
Arguem (Arguin), wyspa u w y b r z e ż y

�INDEKSY

Mauretanii (na południe ad Capo
Blanco) 36
Arguin patrz Arguem
Aribinda rn. (Górna Wolta) 59, 96
Aruwimi rz. (Kongo) 497
Asben, góry w Air (Rep. Niger) 179
Assam okolica (Libia) 548, 549
Assuan m. (Egipt) 479
Aszanti pl. (Gwinea) 88, 171, 497, 550;
zob. Akan
Ateny m. (Grecja) 468
Athribis m. (n. staroż.), zaplecze gospo­
darcze starożytnej Aleksandrii (Egipt)
465, 466, 471 (zob. też Tell Atrib —
n. obecna)
Atlantyk patrz Ocean Atlantycki
Atshefa patrz Aczipawa
Audaghast, m. na płaskowyżu Rkis (Ma­
uretania) 41, 54, 57, 58, 62, 73, 74, 85,
91, 104, 107, 112, 114, 118—121, 125,
129, 133, 141, 160, 165
— p a ń s t w o 41, 54, 63, 95, 129. 175
Audzila patrz Augila
Auelimmidzi (Auelimmiden, Iullimiden)
grupa pl. tuareska w rejonie Tad­
mekki (Algeria) 57, 61, 69, 74, 78, 79,
84, 98, 106, 108, 169, 177; zob. Berbe­
rowie
Auellimidzi patrz Auelimmidzi
Auen, pl. buszmeńskie z okolic jez.
Ghanza (Związek Pd. Afryki) 204 , 205,
213, 215, 216 '
Augham, rn. w Zach. Sudanie (Fed.
Mali) 64
Augila т . , oaza w pd. Cyrenajce (Libia)
67
Aukar kr., najstarszy ośrodek polityczny
hist, państwa Ghana, na pograniczu
dzis. Algierii i Zach. Sudanu (Fed.
Mali) 39
Aulil (Ulil) т . w pobliżu ujścia Senega­
lu, na wybrzeżu morskim (Fed. Mali)
144, 146, 165, 166; zob. też Gandióle
Aulliminden patrz Auelimmidzi
Australia 26, 428, 508, 549
Australijczycy 212, 512
Avignon т . (Francja) 479
Aizelick rn. (Zach. Sudan) 42
Azeneghes (Azenegues, Azenegowie) pl.,
mieszk. pogranicza pd. Mauretanii

565

z Senegalem i Sudanem Zach. 58,
75, 144; zob. też Zenaga
Azja 23, 26, 48, 66, 95, 96, 100, 104, 105,
201, 208, 292, 371, 430, 530
— Południowa 32, 51
— Południowo-Wschodnia 36, 51, 171 172,
185, 200
— Północna 23
— Północno-Wschodnia 23
— Przednia 117, 199, 528
— Środkowa (Centralna) 46, 392
— Wschodnia 86, 116
— Zachodnia 199, 366
Badabuni (Badamuni) т . , oaza (Rep.
Niger) 172
Badakszan kr. (Afganistan) 388
Badamuni patrz Badabuni
Baele, mieszk. Rep. Czad na pograniczu
z Rep. Sudan 78, 112, 131, 133, 135,
182
Baele kr. (Rep. Czad, pogranicze sudańskie) 93, 109; zob. też Ennedi
Baffoir góry (zob. Adrar mauretański)
75, 80, 84, 118, 151
Baffor (Bafur), mieszk. gór o tejże na-,
zwie (Mauretania) 33
Bating rz., lewobrzeżny dopływ Senega­
lu (Gwinea) 51, 63, 180
Bafur góry i pl. patrz Baffor
Baghena kr., wchodziła 'w skład hist,
państwa Ghana (pd.-zach. Sahara)
66, 68, 139
Bagirmi kr. (Rep. Czad) 59, 66, 78, 96,
99, 109, 111, 157, 164, 182
Bahawalpur m. (Pakistan) 366, 372
Bahr al-Ghazal, kr. i ,rz. tej nazwy przez
nią płynąca — lewobrzeżny dopływ
Białego Nilu (Rep. Sudan) 66, 120
— rz., wpada do jez. Czad (Rep. Czad)
100
Bajot, lud zachodnioafrykański 161, 178
Bakkar m. (Pakistan) 364
Baluba, mieszk.
Kassai
(Rep.
Kon­
go — Leopoldville) 474, 475, 477
Baluchistan patrz Beludżysrtan
Bałkański P ó ł w y s e p 493
Bambara, z grupy pl. Mande w Zach.
Sudanie (Fed. Mali), patrz Mande
Bamibata, grota w Rodezji Pd. (Fed.
Rodezji i Niasy) 280, 289

�566

INDEKSY

Bambuk, kr. zwana też przez podróżni­
ków arabskich K r a j e m Złotego Pias­
ku, Bambuko lub Gangaran (Zach.
Sudan na pograniczu z Senegalem
i Gwineą) 51, 63, 90, 127, 158—160,
176, 180
Bambuko kr. patrz Bambuk
Bani, rz. w Zach. Sudanie (Fed. Mali)
93, 97, 111
Bantu, grupa pl. murzyńska 225, 227, 231,
240, 2,41, 243, 266, 284, 290—292, 299,
300, 304, 306, 310, 318, 324, 352, 480,
481, 544—548
— Basutowie 237, ,244, 545—547
— Beczuana 545—547
—• Kawango 310
— Ksosa 480, 545—547
— Marama 310
— Pedi 545—547
— Zulu 462, 480, 545—547
Bardama
(Berdama),
lud
berbenski
z Zach. Sudanu (Fed. Mali), patrz
Berberowie
Barisa, m. w Senegalu (Fed. Mali) 83,
166
Barkami (Borkama, Tukama), mieszk.
pogranicza Wadaju i Darfum (po­
granicze Rep. Czadu i Rep. Sudanu)
119, 120
Baskilele pl. (Rep. Kongo — Leopoldville) 474, 475
Baskowie (Hiszpania) 428, 431
Basuto, pl. bantuskie Afryki Południo­
wej, patrz Bantu
Basutoland (też Basuto) kol. bryt. 236,
241, 244, 270, 288, 289, 544
/
Bathurst (Bauczi) p ł a s k o w y ż '(Nigeria)
35, 59, 93, 121, 128, 132, 149
— m., zwane dawniej Garo-n-Bauczi
(Nigeria) 109, 116, 117
Bayot patrz Bajot
Beczuana kr., bryt. protekt. 544
— pl., patrz Bantu
Beduíni, koczownicy Afryki Płn. 463
Bedża kr. 31
Begho m., dziś nie istniejące (Ghana)
35, 36
Bela m. (Pakistan) 381
Belgia 491, 522, 524, 552
Belgowie 474, 525
Belgrad m. (Jugosławia) 493

Beludżystan kr. (Pakistan) 363, 365, 366,
369, 375, 377, 381, 383, 385, 387, 389
Benin pl., m. (Nigeria) 530, 550
Beni Cid H á m m a , koozawnicy-pasterze
(Tunezja), patrz Berberowie Bentija,
wpa na Nigrze poniżej Gao, dzis.
prow. Dendi w Zach. Sudanie (Fed.
Mali) 41
Berbería kr. (Afryka Pn.) 95, 165
Berberowie, koczownicy (Afryka Pn.) 37,
38, 73, 136, 139—141, 148, 150, 157, 165,
171, 174—178, 527
- Auellimmidzi 57, 61, 69, 74, 78, 79.
84, 98, 106, 108, 169, 177
— Bardama 175, 178
— Beni Cid H á m m a 371
— Dżuddala 148
— Garamantowie 37, 38, 146
— Guenziga 184
— Hamema 371
— K a k a a m 125
— Kell-UUi 131
— Lamta 42, 184
— Lamituna 41, 84, 125, 176
— Maddasa 41, 64, 126, 147
— Massufa 133, 167, 174, 176
— Tazukaght 125
— Terga (Berberzy tuarescy) 184
— Tuaregowie 42, 50, 64, 65, 74, 75, 79.
81, 98, 106, 124, 125, 128, 131, 133, 137,
147, 155, 175, 176, 178
— Zenaga (Zanaga) 33, 58, 75, 84, 110,
120, 133, 141, 150, 171, 184
Berdeua 150, 184; zob. też Teda
Besancon m. (Francja) 483
Bhag m. (Pakistan) ЗЙ1
Białystok m. (Polska) 462, 463
Bibi m. (Pakistan) 380
Bilad as-Sudan (tzn. K r a j Czarnych —
określenie ze źródeł arabskich) 31,
38, 44, 57
Biladat-tibr (tzn. K r a j Złotego Pias­
k u — zob. Bambuk) 39, 63, 91, 92, 111,
127, 168, 171, 176, 180
Bilbao m. (Hiszpania) 429
Bilma, m. w pobliżu oaz K a w a r (Rep.
Niger) 169
Biłgoraj m. (Polska) 444
Birma (Burma) 321, 365, 549
Birni-n-Kebibi m. (Nigeria) 98
Bizantyńczyey 37

�INDEKSY

Bliski Wschód 464—466, 468—470, 472,
539
Bobo-Diulasso m. (Górna Wolta) 35
Bolan przełęcz
(granica
Afganistanu
z Pakistanem) 364—367, 372, 380, 381,
384, 387
— rz. (Pakistan) 371, 384
Boliwia 491
Bombaj m. (Indie) 123
Bordeaux m. (Francja) 483
Borkama patrz Barkami
Borku kr. (Rep. Niger) 37, 53, 59, 74, 99,
120, 123, 140
Bornu (Borno) kr. (Nigeria) 43, 46, 48,
53, 55, 59, 61, 65, 66, 70, 73—81, 85,
89, 90, 93, 94, 96, 99, 101, 103, 104,
107, 109, 111—116, 119, 126, 128,
130—132, 134—138, 140, 142—144, 148,
150, 152, 157, 161—164, 169, 171—173,
175, 177—179, 181, 184, 529
Bornuańczycy 163
Boscop, m. w Afryce Pd. 198, 203, 294
Bastan, m. na pn. od Kwatty (Pakistan)
365, 368, 373, 375, 376, 378, 385, 386,
389
Botnicka Zatoka (Bałtyckie Morze) 402,
406, 408
Bozo, pl. mieszk. nad ś r o d k o w y m Nig­
rem, patrz Mande
Brakną patrz Maurowie
Bramaputra rz. (Indie) 381
Brazylia 24, 25, 517, 519
Brebisch prow. (Mauretania) 145
Brno m. (Czechosłowacja) 494
Brong m. (Ghana) 35
Bruksela m. (Belgia) 479
Budapeszt m. (Węgry) 463 , 491
Budża, kr. znana podróżnikom arabskim
(Afryka Pn.-Wsch.) 31
Bugiti, pl. beludżskie i(Pakistan) 381
Bulgeda (Bulguda) pl. (Rap. Czad) 53,
131, 133, 135, 149
B&lt;uliguda patrz Bulgeda
Bułgaria 179
Bułgarzy 494
Bure m., okolica (dawn. K r a j Złotego
Piasku — dzis. Gwinea) 111, 171
Burma patrz B i r m a
Burowie, osadnicy burscy (Pd. Afryka)
194, 227, 231, 235, 262

567

Biurrum, kr. w Zach. Sudanie (Fed Mali)
69
Busa, emirat w prow. llorín (Nigeria)
135, 136
Bushmanland, kr. w K r a j u Przylądko­
wym (Związek Pd. Afryki) 229, 254.
262
Buszmeni (Związek Pd. Afryki i Afryka
Pd.-Zach.) 192—298, 457, 546
— Auen (okolica jez. Ghanza) 215
— Hedkun 214
— Kindige 210
— Khoisan (Khoin) 210
— Ma Sarwa (pastuchowie) 214
— Nairon 214, 215
—• północni 213
— Prabiuszmeni 212, 292—294. 527
— Rzeczni 213, 216
— znad jez. Chrissie 213
Buszmeńszczyzna 462
Cabra m. pod Timbuktu (hist, państwo
Mali w Zach. Sudanie — dzis. Fed.
Mali) 125, 147; izob. też dzis. Kabara
Caen m. (Francja)
Calcutta m. patrz Kalkuta
Cane kr. (Nigeria) 55, 69, 116, 128, 130;
zob. też Kano
Cape Flats, przylądek i(Kraj Przylądko­
wy — Związek Pd. Afryki) 205, 206.
248, 286
Capetown m. (Związek Pd. Afryki) 198,
240, 280
Capo Blanco, przylądek
(Mauretania)
36, 162
Casena kr. patrz Kateena
Ceylon (Cejlon) 365, 531—539
Chaman m. 395; zob. też Czaman
Chamici 527
Chiny 96, 195, Э28, 529, 535—537, 539
Chińczycy 196, 455
Chodzież m. (Polska) 445
Chorasan m. i okolica (Pakistan) 372
Chrissie jez. (Afryka Pd.) 213
Clermont m. (Francja) 483
Cyganie (Europa) 438
Cyrenajka kr. (Libia) 67, 122, 462
Czad jez. (jego basen, okolica) 31, 33,
35, 38, 43, 50, 53, 60, 65, 66, 70, 71,
74, 77, 78, 93, 94—101, 112, 114, 116,
119—122, 140, 147—149, 163, 169, 184

�568

INDEKSY

Czad rep., niezależna od sierpnia 1960 r.
(Afryka Centralna) 488
Czaman (Chaman) m. (Pakistan) 365, 380,
393
Czamkani m. (Pakistan) 372
Ozarikari, m. na pn. od Kabulu (Afga­
nistan) 388
Czarnków m. (Polska) 445
Czechosłowacja 462, 492—495
Czerwone Morze 31
Dabod, m. w Nubii (Egipt) 465, 469,
470
Dadhar m. (Pakistan) 372, 380, 381, 387
Dadżo (Tadżo) pl., mieszk. Wadaju (Rep.
Czad) 120
Dahomej (niezależne państwo od sierpnia
1960 r. — Afr. Pn.-Zaeh.) 121, 452,
550
Dakar m. (Fed. Mali) 482, 488
Dakhurst m., koło m. George, K r a j
Przylądkowy (Związek Pd. Afryki)
280
Damaraland kr. (Związek Pd. Afryki)
236
Damaszek m. (Syria) 46
Damerghu kr. (Rep. Niger) 59, 128
Dania 490
Dar'a т . , oaza w pobliżu Sidżilmasy
(Maroko) 120
Darier (Dar-Fur) kr., w y ż y n a (Rep. S u ­
dan) 53, 59, 66, 100, 101, 113, 116, 120
135, 157, 164
Daza pl., mieszk. pasma górskiego od
Tibesti do Wadaju (Rep. Niger i Rep.
Czad) 53, 131, 133, 149, 177; zob. też
Tubu
Deir el Bahari, dolina obok Doliny
Królów (Egipt) 465, 472
Delhi m. (Indie) 364
Dendi, prow, w Zach. Sudanie (Fed.
Mali) 41; zob. Bentija, K u k i j a
Dera Ismail K h a n m. (Pakistan) 366,
382
Dialonke pl. mieszk. nad środkowym
biegiem Senegalu, patrz Mande
Digou m. (rejon jez. Czad) 119
Dijon m. (Francja) 483
Diula pl., mieszk. nad górnym biegiem
Nigru (Zach. Sudan — Fed. Mali),
patrz Mande

Djenne m. patrz Dżenne; też Ghinea
Djeriba m. patrz Dżeriba
Dormaa m. patrz Wam
Drakensberg, góry (Transwall — Zwią­
zek Pd. Afryki) 286
Durrani pl. patańskie, koczownicy (Af­
ganistan i Pakistan) 370
Dyula patrz Diuła
Dżabal al-Larnma (Mauretania) 162; zob.
też dzis. Capo Blanco
Dżaibal Lamtuna masyw górski 118, 140;
zob. też Baffor, Adrar
Dżaibal Nafuisa góry (Libia) 38
Dżadżau m. 41; zob. też Gao
Dżagdalik m. (Afganistan) 388
Dżakobabad m. w Beludżystanie (Pa­
kistan) 363, 366, 381, 387
Dżalalabad m. (Afganistan) 366, 380, 382
Dżamali pl. beludżsfcie (Pakistan) 381
Dżamrud m. (Afganistan) 382
Dżanżal m. (Pakistan) 381
Dżarma (staroż. Garama) m. (Libia) 37
Dżenne (Jenne, Jyni, Djenne, Ghinea)
m. (Zach. Sudan) 35, 68, 75, 83, 84,
90, 97, 101—103, 106, 108, 113, 120,
125, 127, 130, 132, 138, 147, 158, 161,
173, 175, 178, 180, 182
Dżerama patrz Dżarma
Dżerawa pl., mieszk. Bauczi (Nigeria)
59, 72
Dżeriba (Jeriba, Djeriba), m. w Zach.
Sudanie (Fed. Mali) 40
Dżerid prow. (Tunezja) 115
Dżimi (też Ngigmi) т . , stolica Kanem
(Rep. Niger) 115, 116, 119, 163
Dżiwani m. (Pakistan) 381
Dżuddala pl. (Mauretania) patrz Berbe­
rowie
Edfu (Tell Edfou), m. w pobliżu Luksoru
(Egipt) 464, 465
Egipcjanie 527
Egipt ( G ó r n y i Dolny oraz Nubia) 41,
45, 48, 58, 60, 67, 72, 75, 76, 91,
94—96, 99—101, 103—105, 114—118, 121,
162, 179, 319, 452, 462—473 , 480, 481,
496, 497, 527, 528, 536—537
El-Allaqi, m. w Nubii nad Nilem (Egipt)
469
El-Faszer-eI-'Obejd (Faszoda) т . , okolica
(Rep. Sudan) 174

�INDEKSY

El-Hodh (Hodh) kr. (Algieria) 66, 68
Elmina m. (Ghana) 35, 36, 173
Ennedi (Baele) kr. (Rep. Czad) 77, 113
Es-Suq, n. ruin dawniej Tadmekki m.
(Algieria) 41
Etiopia kr. (w pojęciu średniowiecznych
autorów arabskich) 164; zob. też Abi­
synia
Etiopowie-Troglodyci (wg Herodota) 37,
146
Europa 17, 18, 21, 36, 48, 63, 119, 165,
192, 199, 200, 204, 207, 208, 210—212,
352, 364, 366, 397, 430, 431, 522, 528,
535, 536
Europejczycy 19, 21, 55, 101, 151, 216,
221, 225, 227, 277, 300, 306, 345, 349,
350, 387, 489, 522, 525, 526, 529, 530
Ewe pl., zamieszk. Ghanę i Togo 548—
—550
Fajum m., oaza (Egipt) 463, 497
Faleme rz., dopływ lewobrzeżny Senega­
lu 51, 63, 180
Faleme Dolne, kr. w Senegalu (Fed.
Mali) 39, 63; zob. Gangaran, Bam­
buk
Farah m., prow. (Afganistan) 380
Faras (staroż. Pachoras), m. za 2 kata­
raktą Nilu, w Nubii (Rep. Sudan)
465, 467, 469, 470, 472
Fa.uresmith m. w Oranii (Związek Pd.
Afryki) 280
— przemysł fauresmithski (kultura ar­
cheologiczna) 280
Federacja Mali (powstała 20 V I I 1960 r.
z połączenia autonomicznych repub­
lik Zachodniego Sudanu i Senegalu,
ze stolicą w Dakarze) 173, 498
Federacja Rodezji 1 Niasy 480, 481, 488
Felome kr., patrz Faleme Dolne
Fennoskandia kr. (pn. część P ó ł w y s p u
Skandynawskiego i Finlandii) 407
Fez m. (Maroko) 48, 122
Fezzan kr. (Libia) 37, 43, 76, 83, 94,
101, 114—116, 118, 146, 164, 169
— okolica 37
Finlandia 397, 398, 410, 412, 413
Finnmark kr. (Norwegia) 398, 408, 416,
417
Finowie 399, 401, 406, 408, 412, 416

569

Fish rz., Kraj Przylądkowy (Związek
Pd. Afryki) 241
— przylądek, K r a j Przylądkowy (Zwią­
zek Pd. Afryki) 290
Fort Sandeman m. (Pakistan) 370, 382,
387
Francja 93, 431, 462, 482, 483, 491, 551
b. Francuska Afryka Zachodnia 480
b. Francuska Gwinea 35, 71; zob. też
Gwinea
b. Francuski Sudan 52, 58; zob. też Sudan
Zachodni (Fed. Mali)
Francuzi 486
Freetown m. (Sierra Leone) 486
Fulbe pl. (Fed. Mali) 42, 71, 78, 81, 86,
90, 122, 125, 155, 173
Futa Dżallon, płaskowyż, kr. w Senegalu
(Fed. Mali) 111
Gabes (Qabis, n. hist.) m. (Tunezja) 115,
164
Gabon (od 1960 r. niezależne państwo)
173, 452, 487
Gadiaro
(Ghijaro, Ghujaro,
Ghajaro)
m. w Senegalu (Fed. Mali) 41
Gago kr. (n. hist, państwa Songhajów
w Zach. Sudanie) 54, 69, 83, 103,
104, 130; zob. też Gao, Songhaj
Gagu pl., n. hist. (Afryka Pn.-Zach.)
129, 130
Gambia rz. (Afryka) 35, 67, 80, 82, 108,
117, 121, 160
— (od 1961 r. niezależne państwo afry­
kańskie) 59, 62, 89
Gandióle m. w Senegalu (Fed. Mali)
146, 166; zob. też Aulil
Gando m. (Nigeria) 98
Gangaran kr. 39; patrz Bambuk, Faleme
Dolne
Ganges rz. (Indie) 381
Gao, m. w Zach. Sudanie (stolica hist,
państwa Songhajów) 35, 41, 48, 54,
64, 69, 74, 76, 77, 79, 83—85, 104—106,
114, 115, 119, 126, 130, 142, 144, 146,
147, 155, 157, 158, 161, 170,
175,
177—179; zob. też Kaukau, Gogo, G a ­
go
— też n. hist, państwa Songhajów 42,
54, 64, 82, 108, 130, 132, 137, 163, 164,
178; zob. też Songhaj

�570

INDEKSY

Gaoga kr., n. hist. (Rep. Czad) 48; zob.
też Wadaj
Gararna т . , п. hist., patrz Dżarma
Garamantowie, mieszk. Garamy (Libia)
I 37, 38, 146; aob. też Berberowie
Gardez m. (Pakistan) 369
— m. (Afganistan) 382
Garo-n-Bauezi т . , п. hist. 109; zob. też
Bauczi
Gaw, klan Songhajów, Zach. Sudan
(Rep. Mali) 140
Gällivare okręg (Szwecja) 417, 418, 421
Gdańsk m. (Polska) 444
Gebir kr. patrz Gober
Gedrozja kr., dzis. Beludżystan (Paki­
stan) 364
Gem m. koło Ngi'ya (Kenia) 312
Genewa m. (Szwajcaria) 474
Genueńczyk 155, 159
George т . (Związek Pd. Afryki) 280
Gerf Hussein т . w Nubii (Egipt) 469
Ghadames т . , п. hist. (Libia) 76, 101
Ghajaro т . patrz Ghijaro
Ghana т . , п. hist., obecnie ruiny Kumbi
Saleh (Mauretania) 38-^10, 64, 110,
168
— najstarsze historyczne
państwo
w
Zach. Sudanie (dzis. teren Fed. Mali),
ze stolicą Ghana 35, 39—41, 52—54,
57, 58, 63, 64, 67, 68, 73, 91, 92, 94,
106, 110, 141, 166—168, 170, 182, 529
— obecnie niezależne p a ń s t w o w Afryce
Pn.-Zach., na obszarze tzw. Złotego
Wybrzeża. Powstało w 1957 ,r. (z na­
zwy jest n a w i ą z a n i e m do hist. Ghany)
173, 452, 457, 475, 486, 490, 491, 498,
501, 531
Ghanza jez. (Afryka Pd.) 204, 205, 213,
215'
— okolice 215
Ghast kr. 41; patrz Audaghast
Ghazni m. (Afganistan) 370, 388
— prow. 382
Ghijaro (Ghajaro, Ghujaro) т . , п. hist.
41, 133; zob. też dzis. Gadiaro
Ghilzai, pl. patańskie (Afganistan) 364
368—370
Ghinea т . (Zach. Sudan) 68, 75, 83, 84,
106, 120, 125, 147, 161, 175; zob. też
Dżenne
Ghujaro т . patrz Ghijaro

Gidimaka kr. patrz Guidimaka
Gober (Gebir, Gobir, Guber, Kubar) kr.
(Nigeria) 42, 55, 69, 128, 130, 161
Gobir kr. patrz Gaber
Gogo m. 169; patrz Gao
Gokomore m. w Rodezji Pd. (Fed.
Rodezji i Niasy) 289
Gokurt m. (Pakistan) 380
Gomal przełęcz (Pakistan) 365, 366, 382
— rz. (Pakistan) 382
Gostyń m. (Polska) 443
Górna Wolta (od sierpnia 1960 r. niezal.
p a ń s t w o afrykańskie) 68
Grecja 537, 539
Grecy 474, 539
Grenada m. (Hiszpania) 46, 48
Grenoble m. (Francja) 483
Grikwaland Zachodni kr. (Związek Pd.
Afrylki) 280
Groot Vaal Heuwel m. w Bushmanlandzie (Związek Pd. Afryki) 254
Guaden (dzis. Wadan, Ouadane) т . ,
hist, stolica Adraru mauretańskiego
(Mauretania) 118, 176
Gualata т . , oaza (Zach. Sudan) 63, 65,
119, 120, 125; zob. też Walata, Iwa­
latan
Guber kr. patrz Gober
Gudżrat m. (Pakistan) 381
Guenziga (Wenziga) pl. patrz Berberowie
Guet N'Dar т . w Senegalu 127, 129, 157
Guidimaka kr. w Pn.-Zach. Afryce 110.
111, 114, 139—141
Gulbi-n-Kaba rz. (Afryka Pn.-Zach.) 55
Gulistan kr. (Pakistan) 368, 369, 383
Gumbaz m. (Pakistan) 381
Gunda K a k i rz. koło Ngi'ya (Kenia) 308
Gurma, prow, w Zach. Sudanie 161
— pl. 78
Gwadar m. (Pakistan) 381
Gwinea (od października 1958 r. nie­
zależne państwo afrykańskie) 36, 121,
152, 157, 171—173, 185, 487, 498
Gwinejska Zatoka 35, 89, 101
Hab rz. (Pakistan) 381
Habasza, n. hist. kr. w Afryce Pn.-Wsch. 31
Hajdarabad m. w Smdzie (Pakistan) 386
Hajr kr. patrz Air
Haimema pl. w Tunezji 371

�INDEKSY

Hausa (Hausin) pl. z pogranicza Nige­
rii i Rep. Niger 39, 42, 58, 59, 65, 69,
70, 72, 74, 98—100, 104, 106, 110, 113,
115—117, 119, 125, 126, 128—130, 132,
134, 138, 149, 152, 155, 159, 161, 164,
169, 173, 175, 176, 179; zob. też Kontagora, Zuru
Hausin patrz Hausa
Hawaje wyspy 535
Härjedalen kr. (Szwecja) 398
Heikun (Związek Pd. Afryki) patrz
Buszmeni
Heluan m. pod Kairem (Egipt) 462
Herat m. (Afganistan) 364, 366
Herero, mieszk. środkowej części Afry­
ki Pd.-Zach. (terytorium mandatowe
ONZ, pod administracją Związku Pd.
Afryki) 230
Hindukusz, system górski i kr. (Afgani­
stan) 388
Hindusi 108, 345, 365, 546
Hinduski P ó ł w y s e p 529
Hindustan k r . (Indie) 60, 381
Hir patrz Air
Hisn al-Milh m. 168; patrz Taghaza
Hiszpania 40, 45, 101, 145, 162, 288.
428—431, 436—439
Hoggar 230; patrz Ahaggar
Holandia 553
Horyń rz. (U.S.R.R.) 437
Hoszab m. (Pakistan) 381
Hotentoci, mieszk.
Afryki Pd.-Zach.
194—196, 200, 203, 204, 209, 225, 227,
228, 231, 240, 241, 243, 262, 272, 292,
457, 546
Iberyjski P ó ł w y s e p patrz Pirenejski Pół­
wysep
Ibo pl. (Nigeria) 88
Idjil sebkhe m. patrz Ygild
Idżil kudjat patrz Ygild
Idżil sebcha m. patrz Ygild
Ifrigiya patrz Berbería
llorín prow. (Nigeria) 59, 109, 135, 136,
162
Imperium Rzymskie 38
Imragen (Imraguen) pl. (Mauretania) 33,
144, 146, 149, 152
Imraguen pl. patrz Imragen
Inari jez. (Finlandia) 398

571

Indianie (Ameryki Pd.) 24, 25
— Bororo (Brazylia) 24, 518
— z dorzecza Xingu 548, 549
— Kadiueo (Brazylia) 24, 517, 518
—• Nambikwara (Brazylia) 24, 519
— Tupi-Kawahib 24
— (Ameryki Pn.) 491, 514
Indie 364—366, 368, 370, 381, 383, 386,
393, 490, 535—537, 549
— b. Indie Brytyjskie Зе^
Indus rz. 363—366, 380, 39d
Iran (Persja) 46, 393
Irańska Wyżyna 368, 380, 393
Irasni m. w Zach. Sudanie (Fed. Mali)
131
Isar pustynia patrz Nisar
Italia 116
Iullimiden 69, 169; patrz Auelimmidzi
Iwalatan m., oaza, n. hist.. 57, 67, 71, 81,
82, 89, 92, 105, 107, 110, 111, 113, 119.
122, 129, 137, 139, 145, 160, 168, 170,
172, 174, 176, 181, 181; zob. też Wa­
lata
Janów, m. na Lubelszczyźnie (Polska)
444
Jasper, góry w Grikwalandzie Zach.
(Związek Pd. Afryki) 280
Jat m., oaza na pd. od Fezzanu (Libia)
Jämttand kr. (Szwecja) 398, 421
Jenné m. patrz D ż e n n e
Jerawa pl. patrz Dżerawa
Jeriba m. patrz Dżeriba
Jnyanga — cywilizacja
archeologiczna
Pd. Rodezji 290
Johannesburg rn. (Związek Pd. Afryki)
198, 290
Jokkmokk m. (Szwecja) 412, 415, 422
Joruba pl. (Nigeria) 85, 87, 89, 101, 127,
136, 138, 144, 145, 149, 153, 171, 550
Jufi kr. patrz Nupe
Jugosławia 493
Jugosłowianie 495
Jukatan, p ó ł w y s e p w Ameryce Środko­
wej 535
Jukkasjärwi, osada lapońska (wraz z
okolicą), która została włączona do
obszaru nowo p o w s t a ł e g o w 1948 г.,
ogromnego powierzchniowo, miasta
Kiruny (Szwecja) 416—418, 421
Jyni m. patrz D ż e n n e

�572

INDEKSY

Kabara m. pod Timbuktu (Fed. Mali)
69, 97, 105, 125, 127, 130, 132, 138. 147,
151, 158, 164
Kabul m. (Afganistan) 364, 366, 376,
381—383, 387, 388, 393
Kabyle pl. (Algieria) 94
Kadiueo pl. (Brazylia) patrz Indianie
Kafiristan kr. patrz Nuristan
Kafrowie, mieszk. Oranii (Związek Pd.
Afryki) 209, 262
Kagoro, pl. z grupy Katab (Nigeria) 136
K a h i r k r . 42, 148; patrz A i r
K a i r m. (Egipt) 48, 137, 462, 464, 465,
469, 473
Kakamas rn. (Związek Pd. Afryki) 204,
206, 207
Kakar, pl. patańskie (Pakistan i Afgani­
stan) 370, 394
Kakdam pl. (Mauretania) patrz Berbe­
rowie
Kalahari pustynia (Afryka Pd.) 213, 214,
226-^229, 231, 233, 241, 279
Kalat m. (Pakistan) 364 , 381
Kalat-i-Ghilzai m. (Afganistan) 370, 382
Kaledon rz., dopływ Oranii (Związek Pd.
Afryki) 244
Kaliskie (Polska) 444
Kalkuta m. (Indie) 381
Kamerun (od stycznia 1961 r. niezależna
rep. afrykańska) 452, 454
Kampale m. (Uganda) 490
Kandahar (Aleksandria Arachoton, n.
staroż.) m. (Afganistan) 364—366, 368,
370, 373, 380, 388
— prow. 369, 380
Kanem kr. (Rep. Czad) 37, 43, 46, 53,
59, 65, 70, 78, 80, 101, 104, 107, 114—
116, 119—121, 135, 148, 164, 529
Kanem-Bornu kr. (przez pewien okres
tworzyły jeden organizm
państwo­
wy) 43, 53, 65, 70, 77, 99, 107, 114,
116, 119, 131, 163
Kanembu, mieszk. Kanem (Rep. Czad)
99
Kano kr. (Nigeria) 42, 55, 59, 69, 70, 74,
93, 98, 99, 105, 116, 117, 119, 128, 130,
132, 162
Kanuri, mieszk. oaz K a w a r (Rep. Niger)
58, 101, 133, 147, 173
Kanyango, klan pl. Luo (Kenia) 339

Karaczi m. (Pakistan) 366, 381, 386
Karasjok m., okręg w Finnemarku (Nor­
wegia) 412, 415, 417
Karesuando m., okręg (Szwecja) 412, 416,
420, 421
Karpaty góry 492, 493
Karroo, w y ż y n a (Związek Pd. Afryki)
248, 262
Kartagińczycy 115
Kasai rz. (Rep. Kongo — Leopoldville)
475
Kaszmir kr. (Indie) 364
Kaszmur m. w Pasztunistanie (Pakistan)
363
Kaszubi (Polska) 437
Kaszuby kr. (Polska) 434
Katab, mieszk. Nigerii 89, 93, 130, 136
Katanga kr. (Rep. Kongo — Leopold­
ville) 476
Katsena kr. (Nigeria) 42, 59, 65, 75, 76.
105, 116, 122
Kaukau m., stolica p a ń s t w a S o n g h a j ó w
(Zach. Sudan) 35, 41, 43, 54, 64, 69,
74, 142, 147, 169, 170, 175, 177; zob.
też Gao
Kaukaz 377
Kavirondo kr. (Kenia) 308, 339
— P o ł u d n i o w e 312, 315
Kawango pl. (Kenia) patrz Bantu
K a w a r (Kuwar) oazy (Rep. Niger) 37,
38, 43, 104, 112, 114, 119, 123, 133,
147, 164, 169
Kel-Ulli, pl. tuareskie z okolic Timbuk­
tu, patrz Berberowie
Kenia 286, 288, 299, 306, 307, 452, 490,
500
Khajber (Khyber Pass), przełęcz (Paki­
stan) 365, 366, 380, 381, 396
Khoin (Khoisan), grupa pl., patrz Busz­
meni
Khuzdar m. (Pakistan) 381
Khyber Pass patrz Khajber
Kiffa m. (Mauretania) 41
K i j an Veld, w y ż y n a (Związek Pd. Afry­
ki) 258
K i k u y u pl. (Kenia) 490
K i l a Nawab Dżogizai rn. (Pakistan) 368
Kilimandżaro góra (Afryka Pd.-Wsch.)
210

�INDEKSY

Kimberley m. w Grikwalandzie Zach.
(Związek Pd. Afryki) 288
Kindige, pl. buszmeńskie w
okolicy
Wielkich Jezior (Afryka) 210; patrz
Khoin
Kipsingi pl. (Kenia) 300, 490
K i r u n a m., okręg górniczy w Laponii
(Szwecja) 418
Kita, prow, w Zach. Sudanie (Fed. Mali)
68, 130, 155, 166, 173, 183
Kochinchina 162
Kodjak przełęcz patrz Kodżak
Kodżak
(Kodjak) przełęcz
(Pakistan)
365, 366, 380
Kohat m. (Pakistan) 366, 382, 387
Koh-i-Baba góry (Afganistan) 369, 381,
388
K o l a półwysep (ZSRR) 397—399
Kolonia Kap (Kolonia Cap) patrz Kraj
Przylądkowy
Kolpur m. (Pakistan) 367, 380
K o m el-Dikka, fort napoleoński w Alek­
sandrii (Egipt) 468
Konakry m. (Gwinea) 463
Kong m. (Wybrzeże Kości Słoniowej) 35,
90
Kongijczycy 474, 475, 478, 522, 524, 525
Kongo (państwo hdst.) 522, 523—525
Kongo — Brazzaville (b. Kongo Francu­
skie) 521
Kongo — Leopoldville (b. Kongo Bel­
gijskie) 87, 452, 474—479, 480, 488, 498,
521—525
Konińskie (Polska) 443
Konstantynopol m. 48, 470
Kontagora, mieszk. Nigerii 59; zob. też
Hausa
Kordofan kr. (Rep. Sudan) 66
Korongoy, klan Songhajów 147
Koro Toro, m. nad rz. Bahr el-Ghazal
(Rep. Czad) 100
Koszalińskie (Polska) 443
Koszary, w i e ś w Limanowskiem (Pol­
ska) 433
Kraina Wielkich Jezior (Afryka) 197,
200, 201, 204, 240, 294
K r a j Czarnych patrz Bilad as-Sudan
K r a j Przylądkowy (Capland, Kolonia
Kap) kr. (Związek Pd. Afryki) 195,
209, 227, 241, 262, 279, 286, 288

573

Kraj Złotego Piasku patrz Bilad at-tibr;
zob. też Bambuk
Kraje Wspólnoty Francuskiej 482
K r a k ó w m. (Polska) 426, 429, 462
Kreda pl. (Rep. Czad) 53, 131, 133, 135
Krotoszyn m. (Polska) 444
Ksosa pl. (Związek Pd. Afryki) patrz
Bantu
Kubar patrz Gober
Kugha m. w hist. Ghanie (dzis. Zach.
Sudan) 166
K u k a (Kukaua) m., dawna stolica Bor­
nu (Nigeria) 70, 74, 76, 85, 116, 119,
120, 128, 144, 163
Kukija m. na wyspie Bentija, stoi.
średniow. państwa Songhajów (Fed.
Mali) 41; patrz Bentija
K u k u m. 74, 126, patrz Kaukau; zob. też
Gao
K u k u - K u k u , szczep, w Nowej Gwinei
463
Kulad, m. w Kanem (Rep. Czad) 119
Kumbi Saleh patrz Ghana m.
Kunene rz. (Afryka Pd.) 210
Kurpie, mieszk. Kurpiowszczyzny (Pol­
ska) 448
Kurpiowszczyna (Polska) 434, 439, 447
Kuszyci, mieszk. okolic Wielkich Jezior
210
Kuwar patrz Kawar oazy
Kuwwar patrz K a w a r oazy
K w a , grupa pl. (Nigeria) 61
Kwadża Amran góry (Pakistan) 380
Kwetta (Quetta, Szal-Kot) m. (Pakistan)
364—366, 368—370, 372, 374, 375, 379—
381, 386, 387, 389, 391, 393
Lagos m. (Nigeria) 117
Lahore, m. w Pendżabie (Pakistan) 366,
381, 386
Lahri, pl. beludżskie (Pakistan) 381
Lainiovuoma, m. w okr. Karesuando
(Szwecja) 420, 421
Lak, przełęcz (Pakistan) 381
Lamta pl. (Algieria) patrz Berberowie
Lamtuna pl. (Mauretania) patrz Berbe­
rowie
Landi Kotal m. (Afganistan) 382
Langwedocja kr. hist. (Francja) 551
Laponia (Lappmark, Lappland) kr. (Fin-

�574

INDEKSY

landia i Szwecja) 401, 407, 408, 414,
419
Lapończycy 397—424
Lappland kr. patrz Laponia
Laippmark 'kr. patrz Laponia
Lemta (Lanita) pl. patrz Berberowie
Leningrad m. (ZSRR) 479, 481
Leopoldville m. (Rep. Kongo) 474, 488
Leptis Magna, m. staroż. w Trypolitanii
{Libia) 37
Liberia 452, 480
Libijozycy 128
Libijska pustynia (część egipska) 463
Libtako m. (Górna Wolta) 78, 79, 96
Lille m. (Francja) 483
Limanowskie (Polska) 433
Limpopo ,rz. (Afryka Pd.-Wsch.) 241, 290
Liptako patrz Libtako
Lodea prow. (Mauretania) 145
Lodowaty Ocean 397, 404, 406, 410, 416
Logone m. (okolica jez. Czad) 82, 157,
162
Lohani pl. (Afganistan) 386, 387, 392
Londyn m. (Anglia) 60, 491
Lokshoek F a r m (Kromeeleboog Sprint)
m. (Związek Afryki Pd.) 280
Lora-Piszin rz. (Pakistan i Afganistan)
370
Louangwa m. (Rodezja Pn.) 289
Lubelskie (Polska) 444
Lublin m. (Polska) 463
Lulua pl. (Rep. Kongo, w prow. Lulua)
474, 475, 477
Luluabourg, m. w Kassai (Rep. Kongo)
474, 475, 478
Luo, pl. nilockie (Kenia) 299. 300—362,
490
Luxor m. (Egipt) 463
Lyon (Lion) m. (Francja) 483
Łotysze 82, 181
Łódzkie woj. (Polska) 444
Łódź m. (Polska) 446, 462
Macedończycy 539
Macz m. (Pakistan) 380
Madagaskar wyspa (Rep. Malgaska) 480
Maddasa pl. (Sudan Zach.) patrz Berbe­
rowie; zob. też Sanhadża
— m. 69

Madera wyspa 162, 163
Madryt m. (Hiszpania) 428, 430
Maghreb kr. (Algieria, Maroko, Tunezja)
38, 45, 101, 106, 140, 160, 162, 167, 168
Magzi, pl. beludżskie (Pakistan) 381
Makran kr. (Iran i Pakistan — wybrze­
że) 364, 365, 381
Malaje kr. 290, 291
Malgasze, mieszk. Madagaskaru (Rep.
Malgaska) 462
Mali (Mallei, Melel, Melli), n. hist, pań­
stwa w Zach. Sudanie (nad górnym
Nigrem) 35, 40—43, 47, 48, 51, 53, 54,
63, 68, 71, 72, 79, 87, 89, 91, 95—97,
100—103, 105, 107—110, 114, 125, 127—
129, 131—138, 140, 143, 146, 151, 159,
161, 168, 170, 171, 175, 176, 183—185,
529; też Mallei
— państwo współczesne; patrz Federa­
cja Mali
— (Mallal, Maili, Mallil) т., stolica hist,
p a ń s t w a Mali 40, 48, 54, 57, 58, 67,
73, 75, 81—85, 87, 89, 92, 111, 113, 127,
134, 138, 142, 148, 154, 160, 168, 170,
172, 174, 177; patrz Ghinea; zob. też
Niani (n. obecna).
Malinkę pl. (Zach. Sudan); patrz Mande
Mallal m. 40, 54, 127, 146, 175; patrz
Mali m.
Mallei, т . , państwo 54, 146, 148, 175;
patrz Mali m.
Maili m. 54, 127; patrz Mali m.
Mallil m. 40; patrz Mali m.
Mandara т . w Bornu (Nigeria) 70, 115,
164
Mande (Mel), grupa pl. w Zach. Sudanie
(nad rz. Gambią, Senegalem i górnym
Nigrem) 34, 39—42, 51, 66, 68, 78, 80,
82, 86—88, 92, 94, 97 , 99, 100, 103,
108—111, 124, 127, 129, 131, 134—136,
147, 149, 158, 166, 171, 176, 180
— Bambara 71, 78, 82, 90, 97, 136, 153,
156, 164, 166, 171, 173, 176, 182, 183
— Bozo 68, 93, 97, 106, 111, 142, 147, 155,
183
— Dialonke 147, 149
— Diuła (Dyula) 35
— M a l i n k ę 40, 58, 71, 88, 100, 134, 136,
138, 146, 157, 166
— Mandingo (Mandeng, Mandi, Man-

�INDEKSY

ding, Mane, Maneng, Mani, Melli,
Mellit) 34, 41, 67, 82, 90, 101, 106, 127,
132, 134. 136, 143, 156—158. 171, 173,
180, 182, 183
Mande Soninke 39
— Susu 86
Mandingo pl. patrz Mande
Mapungubwe m. (Pd. Rodezja) 291
Marama pl. patrz Bantu
Mari, pl. beludżskie (Pakistan) 381
Marokańczycy 47, 48, 74
Maroko 33, 37, 38, 40. 41, 48, 50, 74,
91, 93, 96, 101, 109, 117, 121, 122, 133,
136, 145, 150, 155, 156, 163, 167, 168,
171, 172, 176, 183, 184, 452, 480, 481
Marsa Matrouh m. (Egipt) 463
Marunowo, pow. Czarnków (Polska) 445
Masa (Ma-ssa) m. (Nigeria) 164
Masena, kr. zamieszkana przez Mande
(Zach. Sudan) 78
Masina patrz Masena
Ma-ssa patrz Masa
Massajowie pl. (Kenia) 300, 310, 322
— Uashin Gishu 310
Massufa pl. patrz Berberowie
Massufijczycy 125, 174; zob. też Massufa
Mästung m. (Pakistan) 381
Matun m. (Afganistan) 382
Mauretania 33, 36, 38, 40, 41, 46, 47,
50, 52, 54, 58, 59, 74, 75, 80, 84, 91—93,
95, 110, 112, 118, 120, 124, 125, 133,
134, 139—141, 144, 145, 148, 150—152,
158, 159, 166, 167, 176, 177, 182
Mauretańezyey 141
Maurowie 39, 105, 114, 123, 141, 148, 158.
168, 185
— Brakną 148, 150
Mazowiecka ziemia patrz Mazowsze
Mazowsze (Polska) 445—449
Mekka m. (Arabia) 48
Meksyk 439, 535
Mel pl. patrz Mande
Mel el kr. 54, 175; patrz Mali
Melli kr. 54, 125; patrz Mali
Mellit pl. 40; patrz Mandingo
Melly kr. 168; patrz Mali
Merie, m. nad Nilem w Nubii (Egipt) 469
Meroe, p a ń s t w o hist. 527, 528
Meszhed m. Iran 364, 366
Mima m. (Zach. Sudan) 134, 142

575

Mirpur Bibiwari m. (Pakistan) 382
Mohamad, pl. patańskie (Afganistan) 382
Mombasa m. (Kenia) 307
Mongołowie 539
Montpellier m. (Francja) 483
Moshi m. (Tanganika) 489
Moskwa (ZSRR) 479
Mossel Bay m. i zatoka (Związek Pd.
Afryki) 280
Mossi kr. (Górna Wolta) 42
Mozambik 196, 279, 290, 452, 480
Mpika m. (Rodezja Pn.) 289
Muli m. patrz Muri (n. obecna)
Multan m. (Pakistan) 366, 386, 389
Mumbwe grota (Rodezja Pn.) 289
Muri (Muli), m. w pobliżu Niamey nad
Nigrem (Rep. Niger) 42
Murzuk m. (Libia) 116
Murzyni 500, 527, 546—550
Musgu kr. (Nigeria) 161; zob. też Bornu
Nachiikoufou,
grota
niedaleko Mpika
(Rodezja Pn.) 289
Nadrenia kr. (Niemiecka Republika F e ­
deralna) 551
Nalana (Ghana) 35
Naga pl. (Libia) 548, 549
Nairobi m. (Kenia) 490
Nakuru m. (Kenia) 307
Namaqua pl. (Afryka Pd.-Zach.) 230
Namib pustynia (Afryka Pd.-Zach.) 233
Nancy m. (Francja) 483
Nandi pl. (Kenia) 299, 300, 318, 322
Nani m. (Pakistan) 380
Naron, pl. buszmeńskie z okolic jez.
Ghanza (Afryka Pd.) 204, 205, 213—
215
Narwik m. (Norwegia) 418
Natal kr. (Związek Pd. Afryki) 262
Navarra prow. (Hiszpania) 436
Nawabszach okręg (Pakistan) 383
Nazirabad okręg w Beludżystanie (Paki­
stan) 387
Nej m. w Kanem (Rep. Czad) 115, 116,
163
Nemadi pl. (Mauretania) 50, 139, 140, 148
Nepe kr. (Rep. Niger) 59
New-York m. (USA) 474
Ngami jez. (Beczuana — prot. bryt.) 230
Nigégimi m. 119; patrz Ngigmi
Ngigmi (Ngégimi) т . , stolica Kanem

�576

INDEKSY

(Rep. Niger) 59, 99, 115, 116, 119, 163;
zob. też Dżimi
Nigi'ya m. (Kenia) 308, 321
Ngumi pl. (Rodezja) 290
Niamej (też Niamey) m. (Rep. Niger) 42,
43
Niani (Nyami, Nyéni) m. 40, 48, 84;
zob. też Mali m,
Niekern — cywilizacja archeologiczna
Pd. Rodezji 290
Niemcy kr. 480
Niemcy 198, 426, 462
Niemiecka
Republika
Demokratyczna
(NRD) 553
Niemiecka Republika Federalna (NRF)
491, 500
Niger rz. 31, 33, 35, 39—43, 50, 53, 54,
58, 59, 64—66, 68, 69, 71, 74, 81, 83, 87,
92—94, 96—98, 100, 101, 104—108, 111,
115, 121, 124—126, 130, 131, 135, 136,
142, 143, 147, 149, 155, 157, 158, 161,
163, 164, 166, 168, 169, 172, 173, 175,
177, 179, 184, 528
— (niezależna republika od 1961 r.) 140
Nigeria (republika niezal. od 1961 r.) 33,
59, 452, 480, 490, 497
Nigryci pl. (pk. 1500 r. p.n.e. stworzyli
cywilizację nad środkowym Nigrem)
66
Nil rz. (delta) 31—33, 35, 72, 147, 463,
465, 469, 470, 526—528
Niloci, grupa pl. (Afryka Środkowa)
299—301, 310
Nimba góry (Gwinea) 35
Nioro m. koło Walaty (Zach. Sudan) 105,
106, 108, 110, 112, 113, 115, 119
Nisar (Isar) pustynia (Mauretania) 141,
145, 151
Norrbotten kr. (Szwecja) 398, 407—409,
420, 421
Norwegia 397—399, 404, 406. 408, 410,
413, 415, 419
Norwegowie 412
Norweskie .Morze 397
Nouakchott m. w Senegalu (Fed. Mali)
146
Nowa Gwinea wyspa (Archipelag Malajski) 463, 549
Nowogród W. (ZSRR) 406
Nowshera Kalan m. (Pakistan) 366

Nowy Świat patrz Ameryka
Nsalou m. (Rodezja Pn.) 289
Nuba kr. 31; patrz Nubia
Nubia kr. (Rep. Sudan i Egipt) 33, 75,
76, 100, 116, 120—122, 164
Nubijczycy 100
Nuerowie, mieszk. kr. Bahr al-Ghazal
(Rep. Sudan) 66, 303, 512
Nufi patrz Nupe
Numidia kr. (na północnej Saharze) 120,
165
Nupawa pl. (Nigeria) 142
Nupe kr. (Nigeria) 42, 89, 128, 136, 149,
153, 156
Nuristan (Kafiristan) kr. (Afganistan) 388
Nuvarakalaviya m. (Cejlon) 551
Nyani m. patrz Niani
Nyanza prow. (Kenia) 308, 490
Nyarongo m. (Rodezja Pd.) 289
Nyéni m. patrz Niani
Oakhurst m. (Związek Pd. Afryki) 286,
288, • 289
Obrzycko, pow. Szamotuły (Polska) 445
Ocean Atlantycki 33, 36, 67, 167, 241, 522
— Indyjski 280, 286, 291
— Lodowaty 397, 404, 406, 410, 416
Oceania 26, 540, 541
Offaran (Ufaran) m. na Saharze (Maro­
ko) 167; zob. też Wadi Nun
Okavango jez., zlewisko (Beczuana) 216
Orakzai, pl. patańskie (Afganistan) 382
Orania, kraj wchodzący w skład Związ­
ku. Pd. Afryki 227, 228, 244, 262, 281,
286, 288, 289
— rz, 241, 244, 250, 254, 290
Oslo m. (Norwegia) 401
Ostrów Wlkp. (Polska) 443
Ouadane m. (Adrar, Mauretania) 33, 118,
141, 168; patrz Ouaden, Guaden, Wadan
Oualete patrz Walata
Ouargla patrz Wargla
Ouassoulo, m. w pobliżu Bure, Kraj Zło­
tego Piasku (Zach. Sudan) 111
Oulasso m. koło J e n n é (Zach. Sudan) 103
Pachoras m., n. staroż. (Egipt) 465, 470,
472; zob. też Faras (n. obecna)
Pagnian góry (Afganistan) 364
Pajwar przełęcz (Afganistan) 382

�INDEKSY

Pajwarkotal m. (Afganistan) 382
Pakistan 60, 363, 365, 366, 368—371, 380—
384, 386—388, 393
Paktia prow. (Afganistan) 382
Palermo m. (Wiochy) 46
Palestyna 112
Palmyra m. (Egipt) 464
Pamir kr. (część pd. w Afganistanie,
wsch. w Chinach, większość w Z S R R )
388
Pandżur m. (Pakistan) 381
Panhalonga — cywilizacja archeologicz­
na Pd. Rodezji 290
Papuasi (Nowa Gwinea) 548, 549
Paraczinar m. (Pakistan) 382
Paryż m. 26, 49, 194, 452, 483, 485, 500,
504
Pasni m. (Pakistan) 381
Pasztunistan kr. (Pakistan) 363, 364, 393
Pasztunowie patrz P a ł a n i e
Pat pustynia (Pakistan) 381
Patanie, mieszk. Afganistanu i Pakistanu
364—366, 368—370, 376, 377, 380, 381,
383, 393
Pedi pl. patrz Bantu
Pendżab kr. (Pakistan) 363, 366, 381, 382,
386
Persja 123, 364, 365, 377, 537; zob. też
Iran
Perska zatoka 118
Peru 491, 535—537
Peshawar m. 394; patrz Peszą war
Peszawar m. (Pakistan) 366, 370, 372, 380,
382, 387
Petsamo okręg (Finlandia) 407
Pigmeje (Afryka Środkowa) 201—204,
210, 457
Pireneje góry 552
Pirenejski (Iberyjski) P ó ł w y s e p 428—431,
436, 437
Płook m. (Polska) 445
Podlasie kr. (Polska) 449
Podor m., n. obecna dawnego Takruru
(Zach. Sudan) 39, 106, 160
Poitiers m. (Francja) 483
Polacy 442, 452, 505
Polesie kr. (ZSRR) 426, 428, 431, 435, 437
Poleszucy (ZSRR) 437
Polinezja 86, 540
Polinezyjczycy 462
37 — Etnografia Polska, T. V I I

577

Polska 17, 18, 22, 177, 209, 435-438, 442,
445, 446, 462—174, 477, 478, 493, 521,
528
Pomory
(Pomorcy),
mieszk.
terenów
nadbałtyckich R F S R R 397, 408
Pomorze kr. (Polska) 444
Pondoland k. w K r a j u P r z y l ą d k o w y m
(Związek Pd. Afryki) 286
Port Francqui m. (Rep. Kongo — Leopoldville) 474—477
Portugalczycy 35, 51, 58, 100, 101, 117,
162, 163, 171, 428, 430, 431, 522
Portugalia 100, 185, 428, 430, 431, 522
Poznań m. (Polska) 425, 429, 433—435,
437, 442—444, 463
Prabuszmeni patrz Buszmeni
Praga (Praha) m. (Czechosłowacja) 462,
463, 494
Przylądek Dobrej Nadziei 238, 241, 242
—• Zielony patrz Zielony Przylądek
Pul Eliya m. (Cejlon) 531—539
Puszcza Zielona, region na Kurpiowszczyźnie (Polska) 447, 448
Qabis m. 164; patrz Gafoes
Qastilija m. 136; patrz Tuzer
Qila Saifullach m. w okręgu Zhofo (Pa­
kistan) 383
Quarte m. w Nubii (Egipt) 469
Quetta m. patrz Kwetta
Quri Mansa m. (Zach. Sudan) 134, 13Я
Raisani, pl. beludżskie (Pakistan) 381
Ramba m. (Kenia) 322
Rawalpindi m. (Pakistan) 364, 381, 386
Registan kr. (Afganistan) 364
Rennes m. (Francja) 483
Rio Grande rz. (Meksyk) 535
Rio-Nenez rz. (Pn.-Zach. Afryka) 111
Riverview Estates, pod Johannesburgiem
(Związek Pd. Afryki) 290
Rkis płaskowyż (Mauretania) 41
Rodezja (Fed. Rodezji i Niasy) 290, 291,
452, 480
— Pd. 227, 279, 280, 289, 290, 500.
— Pn. 278, 279, 289, 500
Rodos wyspa (Grecja) 116, 466
Rodżan-Dżamali m. (Pakistan) 387
Rohri m. (Pakistan) 364
Rosja patrz Związek Socjalistycznych
Republik Radzieckich

�578

INDEKSY

Ruanda (państwo w Afryce Środkowej)
452
Rumunia 179, 462, 495
Rybacki P ó ł w y s e p (drugorzędny p ó ł w y ­
spu Kola) 398
Rzeszów m. (Polska) 444
Rzym m. (Włochy) 377, 468, 488, 551
Rzymianie (jako narodowość, n. hist.)
37, 539
Sadikabad m. (Pakistan) 372
Safed-Koh m. patrz Sefid-Koh
Saghawa patrz Saghwa
Saghwa pl., odgałęzienie ludu Zaghawa
(Rep. Sudan) 65, 74, 135, 159
Sahara 41, 45, 46, 50, 54, 57, 59, 62, 63,
66, 72—77, 80, 83, 84, 101, 104, 105, 107,
112, 118, 120, 124, 125, 133, 134, 136,
142, 146, 148, 150, 158, 159, 160, 161,
163, 165, 169, 172, 175—178, 500, 527
Sahel, kr. na pograniczu saharyjsiko-sudańskim 66, 76, 106
Sai (Say) m. (Rep. Niger) 59, 98, 113,
157
Saj m. (Nigeria) 59, 81
Safckar m. (Pakistan) 364, 366
Salum rz., m. (Senegal) 62
Sama kr. 41; patrz Samaqanda
Samaqanda (Samaquanda) т . , kr. (Zach.
Sudan) 41, 155, 156
Samotjedzi (Półwysep Skandynawski) 399
Sanhadija 41; patrz Zenaga
Sanhadża 41, 141; patrz Zenaga
Sankarani rz. (Afryka Pn.-Zach.) 54
Sansándi (Sansanding) rn. (Zach. Sudan)
97
Santsar m. (Pakistan) 381
Sarakolle pl. 39; patrz Soninke
Sardabad, m. w pobliżu Kwetty
stan) 393
Sarmaci 377

(Paki­

Sawmills т . (Rodezja Pd.) 289
Say т . patrz Sai
Sebua т . w Nubii (Egipt) 469
Sefid-Koh m. (Pakistan) 370, 372
— góry (Afganistan) 382
Sego m. (Zach. Sudan) 90, 97
Semici 527
Senegal rz. 31, 33, 35, 39, 41, 50, 66, 67,
71, 82, 92, 100, 103, 105, 106, 108, 111,

112, 114, 123, 125, 127, 129, 131, 133,
134, 142, 143, 146, 149, 158, 160, 165,
166, 168, 180, 185
— (rep. autonomiczna. Od 1961 r. wraz
z Zach. Sudanem utworzyły Federa­
cję Mali) 36, 38, 39, 59, 62, 72, 73,
83, 89, 92, 96—99, 103, 105, 111, 113,
120, 121, 131, 133, 140, 145, 146, 149,
152, 153, 160, 175, 452
Senegalczycy 82, 149
Senegamtoia kr. 66, 101, 108, 111, 115,
173, 181, 183
Senu pl. (Zach. Sudan) 454
Scnufo pl. (Górna Wolta) 35, 68, 87, 183
Sererowie
pl.
(pogranicze
Senegalu
i Zach. Sudanu) 39, 59, 62, 67, 127,
146, 149
Sersou т . , okolica (Algeria) 93
Seszele, wyspy na Oceanie Indyjskim
(kol. bryt.) 321
Shikarpur m. patrz Szikarpur
Siaya rn. (Kenia) 322
Sibi m. (Pakistan) 365, 372, 380, 381, 387,
389
Sidi Barrany (Egipt) 462, 463
Sidzilmasa m. (Maroko) 38, 48, 73, 76,
101, 102, 106, 120, 121, 141, 145, 165,
167, 168
Siedlce m. (Polska) 426
Sierra Leone 71, 173, 486
Silla т . (państwo hist, nad Senegalem)
39, 62, 96, 127, 129, 131, 133, 142, 146
Sind kr. (Pakistan) 363—366, 372, 375,
380, 381, 383—386
Sindcr m. (Afryka Pn.-Zach.) 59, 81
Siwah oaza (Egipt) 362, 363
Skandynawia 402, 404, 408
Skandynawski P ó ł w y s e p 397, 399, 406,
410, 412
Skandynawskie Góry 398, 408
Skildergat, grota na przylądku Fish
(Związek Pd. Afryki) 290
Skoltowie, pl. lapońskie zamieszk. na
P ó ł w y s p i e Rybackim 398
Slemankhdl, pl. patańskie (Pakistan) 370,
372, 383
Słopanowo, pow. Szamotuły (Polska) 445
Słowianie Wschodni (Europa) 377
Smithfield m. w Oranii (Związek Pd.
Afryki)

�INDEKSY

Smithfield, przemysł smithfieldzki (kul­
tura archeologiczna) 207, 211, 279—
281, 283, 284, 286, 291, 292, 294
Smokowiec m. (Czechosłowacja) 492—494
Sokna (n. hist. Waddan) oaza (Libia) 115
Sokołowo Budzyńskie, pow. Czarnków
(Polska) 445
Sokoto m. (Nigeria) 59, 70, 82, 98, 99, 105,
113, 115, 117
Solium (Solloum) m. (Egipt) 462 , 463
Somali 452
Somani pl. (Nigeria) 142, 147
Songhaj (państwo średniowieczne ze sto­
licą Gao) 41, 42, 48, 54, 64, 69, 74, 83,
106, 114, 119, 126, 128, 130, 137, 142,
157, 161, 169, 176, 181, 529; patrz Gao
Songhajowie 39, 44, 72, 74, 80, 82, 85,
92, 97—99, 101, 125, 132, 138, 147, 177—
179; patrz Sor ko
Soninke pl. 39, 40; patrz Sarakolle; zob.
też Mande
Sorko, należą do pl. Songhajów 142, 143
Soso pl. w dorzeczu rz. Gambii 67
Spenzand m., kr. (Afganistan) 380
Spin Baldak m., prow. (Afganistan) 380,
392
Stany Zjednoczone A.P. 491, 500, 504,
552
Stary Ś w i a t 19, 60, 91; patrz Europa
S. Thome patrz Wyspa św. Tomasza
Still B a y zatoka (Związek Pd. Afryki)
— przemysł stillbajeński (kultura arche­
ologiczna) 278, 286, 289
Stormberg m. i góry w K r a j u Przyląd­
kowym (Związek Pd. Afryki) 248, 254,
262
Strandloioperzy (czyli „ludzie śmietnisk"),
grupa ludzka kultury archeologicznej
Afryki Pd. 242, 287
Strasbourg m. (Francja) 483, 551
Suazi, bryt. protekt. 544
Sudan, kr. geogr. w Afryce na pd. od
Sahary 300, 301, 306, 307
— rep. (na pd. od Egiptu, w ś r o d k o w o -wschodniej Afryce; od 1 I 1956 r.
niezależna republika) 53, 59, 66, 75,
100, 101, 113, 116, 119, 120, 135, 157,
164, 174, 464—467, 4 6 9 ^ 7 3 , 481
— Zachodni
(republika
autonomiczna
Od 1960 r. z Senegalem utworzyła

579

niezależne państwo — Federację Ma­
li) 33, 34, 36, 38—40, 42, 44—49, 52,
53, 56, 58, 59, 62, 63, 67, 71—77, 79—89,
94—98, 100, 102—115, 118—122, 127—
138, 142—144, 147—149, 151, 153—161,
163, 166—185, 480, 528
— b. Sudan Francuski patrz Sudan Z a ­
chodni
Sudańczycy 78, 83, 120, 133, 139, 143,
178, 184
Suenjel okręg (Finlandia) 407
Sukkur m. 394; patrz Sakkar
Sulejmana Góry (Pakistan) 365, 369, 370,
380, 382, 388
Sulejman—Khil, mieszk. Gór Sulejmana
(Pakistan) 370, 382
es-Suq (n. ruin m.) 41; patrz Tadmekka
Surab m. (Pakistan) 381
Sus m. (Maroko) 38, 117
Sus al-aqsa m. pod Samaqanda (Maro­
ko) 155, 156, 183
Susu, z pl. Mande (Zach. Sudan) 86
Syberia (ZSRR) 179
Sycylia (Włochy) 46, 117, 162
Syjam 535
Syria 46
Szah Maksud góry (Afganistan) 388
Szal-Kot m. 364; patrz Kwetta
Szama, kr., pl. na pn. wsch. od Gao
(Rep. Czad) 146, 149, 151; patrz Z a ­
ghawa — Teda — Daza
Szamotuły m. (Polska) 463
Szari rz. (Rep. Środkowej Afryki, dawn,
teryt. Ubangd — Szari) 93, 104, 143
Szczecin m. (Polska) 463
Szellal m. powyżej Assuanu, w Nubii
(Egipt) 469
Szikarpur (Shikarpur) m. (Pakistan) 364,
366, 380, 381, 395
Szikhan m. pod Kwettą (Pakistan) 375
Sztokholm m. (Szwecja) 402
Szua pl. 78; patrz Arabowie
Szwajcaria 551
Szwecja 397—399, 402, 406—413, 415,
416, 418, 419, 423
Szwedzi 402, 412, 415, 475
Śródziemne Morze 36, 67, 72, 96,
116, 430, 464, 527
Św, Katarzyny góra 445

100,

�580

INDEKSY

Tadmekka т . , dzis. ruiny es-Suq (na pn.
wsch. od Gao) 41, 42, 64, 76—79, 107,
126, 134, 169, 175, 177
— kr. 54, 55
Tadmekket m. 41, 69; patrz Tadmekka
Tadżo pi, (n. hist.), patrz Dadżo
Tafilelt kr., oaza (Maroko) 101, 102, 167,
180
Tagant т . , kr. (Mauretania) 92, 118
Taghara m. 167; patrz Taghaza
Taghaza, (n. hist.: Hisn al-Milh oraz
Tatental), m. w Zach. Sudanie (nad
granicą algierską) 59, 120, 133, 148,
167—169
Taghaza Ackhalla m. 167; patrz Taghaza
Tagidda n-Tessu (Taguidda-n'Tessou, Teguidda n'Tesemit) т . (Rep. Niger) 42,
169
Taherta m. (Algieria) 38
Takadda (Takedda, Tegidda), т . , hist.
' królestwo sudańskie na zach, od Air
(Zach. Sudan), dzis. ruiny w Azelick
m. 42, 48, 64, 74, 126, 131, 148, 155,
158, 175, 177, 178
Takedda m. patrz Takadda
Takrur т . , państwo (Zach. Sudan) 39,
41, 42, 62, 67, 83, 84, 86, 96, 129, 131,
133, 140, 142, 146, 158, 160, 161, 166,
167, 177; patrz Podor m.
— pl. 39; patrz Tukulor, Tucuroěs
Tallensi pl. (Górna Wolta) 303, 333, 511,
512
Tamanrasset m. (Rep. Niger) 169
Tamtoucutu rn. 168; patrz Timbuktu
Taimourt en Naaj 92; patrz Tamurt en-Na'aż
Tamurt en-Na'aż dolina (Mauretania)
92, 118
Tanganika jez. 66
— teryt. powiernicze bryt. 306, 452, 480,
489, 490
Tangaza m. patrz Taghaza
Tao m. (Libia) 78.
Taqa т . , prow. (Zach. Sudan) 41, 110
Tararzas (Tarazas) т . , czyli stara Tag­
haza, w pobliżu starej Sidżilmasy
167; patrz Taghaza
Tatental m. 167; patrz Taghaza
Tatta m. (Pakistan) 366, 386
Tawat oazy patrz Tuat

Tazukaght pl. (Mauretania) patrz Ber­
berowie
Teda, mieszk. kr. Tibesti (Rep. Niger
i Czad) 37, 58, 64, 75, 78, 112, 113,
124, 131, 133, 135, 137, 146, 148—150,
176, 177
Teda—Daza 43, 50, 77, 80, 113; patrz
Tubu
Teda—Daza—Zaghawa, mieszk. Tibesti
i Ennedi (Rep. Niger, Czad i Sudan)
83
Tegaza rn. 167; patrz Taghaza
Tegidda m. 42; patrz Takadda
Teguidda n'Tesemit т . patrz Tagidda
n-Tessu
Tell Atrib (Athribic) m. (Egipt) 464—466,
471, 473
Tell Edfou m. (Egipt); patrz Edfu
Temne pl. (Sierra Leone) 71
Tenda pl. (Gwinea) 71
Terga pl. 184; patrz Berberowie
Tessaua rn. (Zach. Sudan) 81, 113
Thal т . (Pakistan) 382
Tharra m. (Pakistan) 381
Tibesti т . , kr. (Rep. Niger na pograni­
czu z Libią) 37, 59, 75, 77, 78, 93, 96,
104, 112, 113, 115, 124, 131, 133, 135,
146, 150
Tichitt (Tiszit) m. (Zach. Sudan) 33, 168,
170
Tikopia wyspa i pl. (Oceania) 539—543
Timbuktu (Tambueutu, Tombutto) m.
(Zach. Sudan) 35, 48, 54, 59, 64, 68,
76, 79, 93, 97, 99, 103, 108, 115, 124,
125, 127, 128, 131, 134, 135, 138, 141,
142, 144, 147, 151, 155, 158, 161, 164,
167, 169, 170—173, 177—180
Timé т . (Gwinea) 90, 153, 154, 157, 173
Tintellust т . (Rep. Niger) 59, 132
Tirekka m. patrz Tirka
Tirka rn. (Zach. Sudan) 144
Togo (niezależna republika od 1960 r.)
452, 550
Tombutto m. 54, 106, 127, 167; patrz T i m ­
buktu
Tonqala т . w Nubii (Egipt) 469
Torne (Torno) rz., jez., też okolica
(Szwecja) 407
Toruń m. (Polska) 444, 462
Tozeur m. patrz Tuzer

�INDEKSY

Transwal (Związek Pd. Afryki) 227, 262
Triobrandzkie Wyspy (Oceania) 428
Tryipolitania kr. (Libia) 33, 37, 38, 81,
116, 164, 169
Tuaregowie pl. (Zach. Sudan) patrz Ber­
berowie
Tuat (Tawat) oazy (Algieria) 48, 148, 155
Tubu, pl. zarnieszk. w Tibesti 37, 43;
patrz Teda—Daza
Tubu—Reszade, pl. z Tibesti 113, 150
Tucuroes pl. 39; patrz Tukulor, Takrur
Tukama pl. patrz Barkami
Tukulor (Takrur, Tucuroes) pl. (Fed.
Mali) 39, 86, 111
Tulup (Afryka Pn. Zach.) 161
Tuluza m. (Francja) 483, 484, 551
Tunezja 115—117, 123, 136; zob. też T u ­
nis kr.
Tunis kr. 33, 37, 38, 41, 48, 81, 164, 553;
patrz Tunezja
Tunis m. 46, 99, 114, 116
Turbat m. (Pakistan) 381
Turcja 179
Turcy 539
Turkiestan kr. (ZSRR) 365, 366
Turkmenia kr. (ZSRR) 365, 375
Tutak prow. (Rep. Niger) 169
Tuzer (Tozeur; Qastilija, n. hist.) m.
(Tunezja) 117, 123, 136, 164
Twi, grupa pl. (Gwinea) 88
Twito m. (Ghana) 35
Tzitzikarna, grota, K r a j Przylądkowy
(Związek Pd. Afryki) 205, 206, 288
Ubangi—-Szari kr. (obecnie niepodległa
Republika Środkowej Afryki) 66
Ufaran m. patrz Offaran
Uganda (kol. bryt.) 307, 452, 480, 488, 490
Uholo m. (Kenia) 310, 330
Uhrcza rz. (USRR) 437
Ulil m. patrz Aulil
Umar kr. w Afryce Pn.-Zach. 70, 74, 132,
173
Umgarana m. w Pondolandzie, K r a j
Przylądkowy (Związek Pd. Afryki)
286
Unia Południowej Afryki (Związek Po­
łudniowej Afryki) 227 , 228, 289, 290,
294, 480, 491, 544—547
Usta Mohammad m. (Pakistan) 381
Uthal m. (Pakistan) 381

581

Vaal rz. w Oranii (Związek Pd. Afryki)
279
Västerbotten kr. (Szwecja) 398, 409, 421
Vilhelmina okręg w Västerbotten (Szwe­
cja) 416
Wad m. (Pakistan) 381
Wadaj kr. (Rep. Czad) 31, 43, 48, 53, 59,
66, 78, 80, 93, 99—101, 112, 113, 116,
120, 131, 133, 135, 157, 164, 179, 182
Wadan (Ouadane) m. (Mauretania) 33,
118, 141, 168, 176; patrz Guaden
Waddan oaza patrz Sokna
Wadi Nun m. (Maroko) 167; patrz Offa­
ran
Walata (Oualete; n. hist.: Gualata, Iwa­
latan) oaza (Zach. Sudan) 33, 39, 48,
56—59, 63, 65, 67, 71, 81, 82, 89, 92,
105, 110, 111, 113, 119, 125, 129, 133,
137, 139, 145, 160, 162, 167, 168, 170,
172, 174, 176, 181, 184; patrz Oualete
Walo, prow, w Senegalu (Fed. Mali) 166
Wam (Dormaa) m. (Ghana) 35
Wangara 39; patrz Bilad at-tibr (oraz
hist. Ghana)
—• też określenie ludu 39; patrz Mande
Waram państwo (Mauretania) 39
Wardżlan kr. 106; patrz Wargla
Wargla (Ouargla) m., kr. (Algieria) 38,
74, 106, 120
Warszawa m. 425, 429, 431, 433, 446, 448,
462, 498
Waszyngton m. (USA) 535
Waziri pl. (Pakistan) 370, 394
Wełna, pow. Chodzież (Polska) 445
Wenziga patrz Guenziga
Węgry 462, 491, 495
Wiaro m. (Pakistan) 381
Wielka Brytania (Anglia) 462, 480, 488,
490, 491, 500, 522, 523
Wielkie Jeziora (Afryka Środkowa) patrz
Kraina Wielkich Jezior
Wielkopolska kr. (Polska) 435, 443, 444
Wieluń m. (Polska) 444
Wiktorii jez. 210, 299, 301, 306, 307, 312
Wilton m. pod Alicadale, K r a j Przyląd­
kowy (Związek Pd. Afryki) 286
— przemysły w i l t o ń s k i e (kultura archeo­
logiczna) 207, 211, 278, 280, 282, 284,
286—292, 294

�INDEKSY

582

Wolne P a ń s t w o Orania patrz Orania
(Związek Pd. Afryki)
Wolof, p a ń s t w o hist. (Fed. Mali) 39
Wolofowie pl. (Fed. Mali) 39, 58, 59, 61,
62, 67, 71, 82, 89, 92, 97, 101, 103, 106,
108, 111, 112, 114, 128, 146, 149, 152,
156—158, 165, 173, 175, 177, 181, 183
Wolta rz. (Afryka) 42, 173
— kr. 78, 87, 98; zob. też Górna Wolta
Wołyń kr. (USRR) 435
Wonderwerk, grota w
Grikwalandzie
Zach., K r a j Przylądkowy (Związek
Pd. Afryki) 280
Wrocław m. (Polska) 444, 462, 463
Wybrzeże Kości Słoniowej (państwo) 453
Wyspa św. Tomasza 100
Wyspy Seychellskie patrz Seszele
— Zielonego Przylądka 162, 163
Xingu rz. (Brazylia)

548,

549

Yale m. (USA) 504
Ygild (Idjil sebkhe, Idżil sebcha, Idżil
kudjat) m. (Mauretania) 134, 135, 168,
170
Zab kr. (Algieria) 120
Zabu m. (Algieria) 106
Zafgu m. (Fed. Mali) 176, 182
Zaghard m. (Zach. Sudan) 57
Zaghawa kr. (Rep. Czad, na pograniczu
z Rep. Sudan) 43, 53, 120
— grupa pl. 43, 53, 65, 75, 93, 131, 135,
149, 159, 177, 180, 182

Zaghawa—Teda—Daza 151, 177
— Szama 146, 149, 151
Zahidan m. (Iran) 365
Zambezi rz. w Afryce 210, 240, 289
Zanaga pl. patrz Berberowie
Zanfara kr. (Nigeria) 55, 65, 69
Zanzibar 102
Zaria kr. (Nigeria) 42, 72, 89, 162
Zawiła m. w Fezzanie (Libia) 77, 83, 149;
patrz Zulla
Zegzeg kr. (Nigeria) 55, 107
Zenaga pl. (Azeneghes, Sanhadża, Zana­
ga, Znaga) patrz Berberowie
Zhob okręg w Pendżabie (Pakistan) 368,
383
Zielony Przylądek 71
Ziemia Lubuska (Polska) 443
Zimbabwe m. (Rodezja Pd.) 275, 290
Złote Wybrzeże (Ghana) 481
Znaga 33; patrz Zenaga (Berberowie)
Zuila m. 149; patrz Zawiła
Zulu (Zulusi) pl., mieszk. Związku Pd.
Afryki; patrz Bantu
Zuru pl. (Nigeria) 59; zob. też Hausa
Związek Południowej Afryki patrz Unia
Południowej Afryki
Związek Socjalistycznych Republik R a ­
dzieckich (ZSRR, też Rosja) 397, 406,
408, 439, 479—481, 491, 505
Zyrianie, pl. lapońskie (Finlandia) 407
Żytomierz m. (USRR) 426

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6050" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6030">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/19616ab63d421d137d11b5f533e6b6b5.pdf</src>
        <authentication>523a0f9b44152b5cc0a022b49d8e31dc</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72173">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2263</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72174">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72175">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2099</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72176">
                <text>Oblicza folkloru. Folklor polityczny / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72177">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2, s.15-19</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72178">
                <text>Łysiak, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72179">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72180">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72181">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72182">
                <text>Wojciech Łysiak

OBLICZA FOLKLORU - FOLKLOR POLITYCZNY
Wkraczanie z aparatem n a u k o w y m w j a k ą k o l w i e k dziedzinę
rzeczywistości społecznej, w k a ż d y m w y p a d k u jest p e w n y m
naruszeniem proporcji w niej f u n k c j o n u j ą c y c h i p r a w i d e ł jakimi
się rządzi. Ingerencja taka w p e w n y m s t o p n i u p o w o d u j e prze­
kształcenie tej rzeczywistości. T a k j e s t między i n n y m i z f o l k l o r e m .
O t o utarła się maniera o m a w i a n i a f o l k l o r ó w „ w ł a ś c i w y c h "
r ó ż n y m g r u p o m s p o ł e c z n y m , z a w o d o w y m i w i e k o w y m . M ó w i się
przecież o folklorze g r u p przestępczych, o folklorze żołnierskim,
marynarskim, g ó r n i c z y m , garncarskim, m ł y n a r s k i m (chociaż t e n
z w y k l e d o t y c z y treści o m ł y n a c h i młynarzach, p o m i j a się zaś
w o p r a c o w a n i a c h treści realizowane przez s a m y c h m ł y n a r z y ) ,
m ó w i się też o folklorze dzieci, młodzieży i d o r o s ł y c h . W pracach
p o d e j m u j ą c y c h analizy t a k i c h w ł a ś n i e f o l k l o r ó w k u r c z o w o trzy­
m a n o się j e d y n i e t y c h reguł, które w przekonaniu a u t o r ó w
„ w ł a ś c i w e " były o d p o w i e d n i e j grupie. P o m i j a n o na o g ó ł fakt
p o w s z e c h n e j o b e c n o ś c i niektórych zjawisk f o l k l o r u w e w s z y s t ­
kich w a r s t w a c h p o l s k i e g o s p o ł e c z e ń s t w a . M ó w i ę o t y m d l a t e g o ,
gdyż nie w y o b r a ż a m sobie sytuacji ( b o w i e m takiej nie m a ) , by np.
d z i e c i o m p o s ł u g u j ą c y m się podczas z a b a w y w y l i c z a n k a m i , nie
znane były szorstkie niekiedy kawały młodzieży starszej, by
garncarze nie znali bajek z n a n y c h w ś r o d o w i s k u c h ł o p s k i m ,
a m a r y n a r z o m linii o c e a n i c z n y c h o b c e były piosenki r e z e r w i s t ó w
W o j s k a Polskiego.
Każdy podział p r z e j a w ó w f o l k l o r u ( m o w a t u o c z y w i ś c i e o j e g o
w a r s t w i e s ł o w n e j ) d o k o n y w a n y przy z a s t o s o w a n i u kryterium
z a w o d o w e g o lub w i e k o w e g o jest p o d z i a ł e m s z t u c z n y m , najczęś­
ciej nie o d d a j ą c y m p r a w d z i w e g o obrazu folklorystycznej rzeczy­
w i s t o ś c i . Spostrzeżenie t o d o t y c z y także kryterium t e m a t y c z n e g o .
J e d n a k ż e t u t a j , zdaje się w y ł a n i a ć p e w i e n precedens. M y ś l ę
b o w i e m o „ f o l k l o r z e p o l i t y c z n y m " , tj. części f o l k l o r u reagującej
i interpretującej bieżące w y d a r z e n i a polityczne, g o s p o d a r c z e
i społeczne, której o b e c n o ś c i d o tej pory jakby nie z a u w a ż a n o ,
p o m i j a n o , a przecież z n a k o m i t a większość naszego społeczeńst­
w a , czy t e g o chce, czy też nie, uczestniczyła i uczestniczy w j e g o
o b i e g u . Jest t o w m o i m przekonaniu f o l k l o r interspołeczny,
funkcjonujący z r ó w n y m powodzeniem w e wszystkich grupach
w i e k o w y c h , z a w o d o w y c h i innych.
„ F o l k l o r p o l i t y c z n y " nie jest o c z y w i ś c i e zjawiskiem n o w y m ,
w y k r e o w a n y m na g r u n c i e w y d a r z e ń zaistniałych p o II w o j n i e
ś w i a t o w e j . Z n a n y i u p r a w i a n y był znacznie wcześniej. T a k i m
w ł a ś n i e f o l k l o r e m były przecież kąśliwe a n e g d o t y o Francuzach
z c z a s ó w kampanii n a p o l e o ń s k i e j , kiedy w o j s k a te dopuszczały
się na ludności wiejskiej i miejskiej licznych g w a ł t ó w i n i e p r a w o ­
ści, a sam N a p o l e o n u z n a w a n y był przez ludność w i e j s k ą za
antychrysta. Jest przecież folklor k o m e n t a r z e m bieżącego życia \
jest ż y w y m g ł o s e m t e r a ź n i e j s z o ś c i - jak pisali radzieccy uczeni.
2

W t a k i c h w ł a ś n i e kategoriach r o z p a t r y w a ć należy cały ó w
folklor s k i e r o w a n y p r z e c i w zaborcy pruskiemu w W i e l k o p o l s c e
i na Śląsku. O p o w i a d a n i a o starym Frycu, generałach W r a n g l u
i Deoflingerze nosiły p i ę t n o p o l i t y c z n e . P o d o b n i e rzecz się miała
z a n e g d o t a m i o hakatystach, o pruskiej Komisji L i k w i d a c y j n e j ,
o r u g a c h pruskich. P o d o b n i e należy patrzeć na folklor zrodzony
na g r u n c i e s t r a j k ó w dzieci wrzesińskich, a wcześniej na w p r o s t
n i e p r a w d o p o d o b n y ł a d u n e k ironii, szyderstwa jaki w y m i e r z o n y
był w „ Ż e l a z n e g o kanclerza". Odpisy z satyrycznymi u t w o r a m i
d o t y c z ą c y m i O t t o Bismarcka krążyły w ś r ó d młodzieży szkolnej,
a ze szkół trafiały na wieś.
W popularnej w W i e l k o p o l s c e piosence l u d o w e j z lat o s i e m ­
dziesiątych XIX w i e k u w s p o m i n a n o :
Bismarck nieboraczek,
Za to Wielkopolska
Wiwat

B n i ń s k a g o nie

chciała

odpokutowała

Polska! w i w a t

C o nie c h c i a ł a j u n k r a

baba!
szwaba!

W e d ł u g krążących p o w s i ó w c z e s n e j w i e ś c i , o w e j Bnińskiej
(nie w i a d o m o , o której m o w a ) miał się o ś w i a d c z y ć m ł o d y

Bismarck, lecz dostał kosza. Z t e g o p o w o d u p o d o b n o mścił się
później na całej W i e l k o p o l s c e .
G d y zmarł w roku 1 8 9 8 odżył folklor z n i m z w i ą z a n y ( o d roku
I 8 9 0 z a p o m n i a n o o Bismarcku w z w i ą z k u ze z d y m i s j o n o w a n i e m
kanclerza). O p o w i a d a n o sobie w ó w c z a s , że o n , j a k o znany
n i e d o w i a r e k , nie wierząc w istnienie nieba, po. rozstaniu się
z ziemią, p o m a s z e r o w a ł w p r o s t d o piekła. Przybywszy d o bramy
nie zapukał, lecz o t w o r z y ł ją i w s u n ą ł s w ą łysą g ł o w ę . Z a u w a ż y ł ją
d i a b e ł - f u r t i a n , a nie spostrzegłszy na niej trzech sterczących
w ł o s ó w , p o m y l i ł ją z o d w r o t n ą częścią ciała i na taki piekłu
w y r z ą d z o n y despekt, z a w y ł w r o g o , k o p n ą ł g o i w y r z u c i ł z piekła.
Tak Bismarck zamieszkał na przedpieklu, gdzie w czasie c o d z i e n ­
nego zamiatania bacznie rozgląda się za k u p k ą czarciego łajna.
Chce nim s m a r o w a ć s w ą łysinę, w m n i e m a n i u , iż t o przyczyni się
d o p o n o w n e g o porostu w ł o s ó w , w następstwie czego w p u s z c z ą
g o d o piekła i przydzielą należne m u miejsce. Na przedpieklu jest
p o d w ł a d n y m s ł y n n e g o k o w a l a Kurzawy z K w i e c i s z e w a na Kuja­
w a c h , a zamiatając bruk, klnie siarczyście Verflucht.
O b o k t e k s t ó w p o w s t a ł y c h niejako s a m o r o d n i e , niekiedy
w o b i e g społeczny w p r o w a d z a n e były tekstu autorskie, które
w w y n i k u szybkiej folkloryzacji ulegały t a k i e m u przekształceniu,
by w w i e l u w a r i a n t a c h toczyć s w ó j f o l k l o r y s t y c z n y byt.
M y ś l ę t u przede w s z y s t k i m o t w ó r c z o ś c i literackiej księdza
W o j c i e c h a K o z ł o w s k i e g o z W i e l k i e g o Sławska na K u j a w a c h ,
k t ó r e g o satyryczne wiersze w okresie „ K u l t u r k a m p f u " cieszyły się
n i e b y w a ł ą p o p u l a r n o ś c i ą , jak w s p o m i n a j ą ś w i a d k o w i e t a m t y c h
w y d a r z e ń . Wiersz pt. Sen polityczny, który ukazał się w roku 1 8 9 0
na ł a m a c h strzelińskiego „ N a d g o p l a n i n a " s z y b k o trafił na w i e ś
k u j a w s k ą i t a m się rozprzestrzenił w licznych w a r i a n t a c h . J e d e n
z n i c h pt. Sen Kujawiaka,
czyli przygoda
w niebie p r z y p o m n i a ł
Jerzy W o j c i e c h Szulczewski w i n o w r o c ł a w s k i m „ P i a ś c i e " , już p o
odzyskaniu n i e p o d l e g ł o ś c i .
3

Nie s p o s ó b tu o c z y w i ś c i e o m ó w i ć , czy n a w e t wskazać na
wszystkie przejawy ó w c z e s n e g o f o l k l o r u p o l i t y c z n e g o , nie o t o t u
zresztą c h o d z i . Jest jednak rzeczą p e w n ą , iż towarzyszył o n
s p o ł e c z e ń s t w u p o l s k i e m u na każdej j e g o d z i e j o w e j drodze. Tak
b o w i e m b y ł o podczas akcji p l e b i s c y t o w y c h , tak b y ł o podczas
p o w s t a ń śląskich i p o w s t a n i a W i e l k o p o l s k i e g o . Treści f o l k l o r y s ­
tyczne zrodziły się na g r u n c i e w o j n y
polsko-radzieckiej
1 9 1 9 / 1 9 2 0 roku. Z w i ą z a n e były z w s z y s t k i m i prezydentami
D w u d z i e s t o l e c i a , nie oszczędziły też Józefa Piłsudskiego. Szcze­
g ó l n e g o w y r a z u nabrał folklor p o l i t y c z n y w przededniu i podczas
II w o j n y ś w i a t o w e j .
Nieustannie zmieniająca się rzeczywistość niesie c o d z i e n n i e
pakiet w y d a r z e ń , które w w i ę k s z y m czy mniejszym s t o p n i u
zahaczają o ś w i a d o m o ś ć j e d n o s t k i , s t o s o w n i e d o jej m o ż l i w o ś c i
p e r c e p c y j n y c h . T o w ł a ś n i e o w e w y d a r z e n i a i potrzeba c h w i l i
s t y m u l u j ą treści folklorystyczne. Tak b y ł o w przeszłości, tak jest
i dzisiaj. M i ę d z y i n n y m i d l a t e g o , by nie g m a t w a ć zagadnienia,
s w e refleksje będą przede w s z y s t k i m i l u s t r o w a ł w y b r a n y m i
faktami f o l k l o r y s t y c z n y m i jakie p o j a w i ł y się p o roku 1 9 4 4 .
Cały ó w folklor, który ze w z g l ę d ó w p r a k t y c z n y c h , jak i p o d e ­
j m o w a n y c h przezeń treści, n a z w a ł e m p o l i t y c z n y m , jest n i e z w y k l e
r o z b u d o w a n y i rozległy, wręcz n i e m o ż l i w y d o c a ł o ś c i o w e g o
ogarnięcia j a k i m k o l w i e k w a r s z t a t o m b a d a w c z y m . S p o d k o n t r o l i ,
nie t y l k o folklorystycznej, w y m y k a się s w ą efemerycznością. Ale
m i m o t o jest ze w s z e c h miar g o d n y u w a g i . W ł a ś c i w y c h m u
t e k s t ó w nie będę p r ó b o w a ł zaszeregować d o z n a n y c h sys­
tematyk, nie będę rozstrzygał o ich przynależności d o różnych
gatunków folkloru.
M ó w i ą c o foklorze p o l i t y c z n y m m a m na myśli u t w o r y nie t y l k o
l u d o w e j p r o w e n i e n c j i , lecz, jak już w s p o m n i a ł e m , całokształt
literackiej reakcji na c o d z i e n n ą rzeczywistość, która z założenia
z o r i e n t o w a n a jest na ustny o b i e g , b o w i e m towarzyszy jej s w o i s t y
przymus a n o n i m o w o ś c i .

15

�Zrozumiałą musi się w y d a ć w ą t p l i w o ś ć , czy cały ó w material
literacki mieści się w kategoriach f o l k l o r u . Czy np. piosenka
p o w s t a ł a w w i ę z i e n i u w r o n e c k i m spełnia w a r u n k i jakie przy­
s ł u g u j ą u t w o r o m literatury l u d o w e j , czy w p o d o b n y s p o s ó b
można m ó w i ć o p o l s k i c h d o w c i p a c h i w y l i c z a n k a c h z w i ą z a n y c h
z eksplozją w C z e r n o b y l u . W y d a j e się, ze cały ó w obszar sztuki
s ł o w a , o k t ó r y m piszę, f u n k c j o n u j e na zasadach w ł a ś c i w y c h
f o l k l o r o w i , d l a t e g o będę o b s t a w a ł przy t a k i m r o z u m i e n i u s p o ł e ­
cznej, nieprofesjonalnej i profesjonalnej t w ó r c z o ś c i literackiej
reagującej na bieżące w y d a r z e n i a życia p o l i t y c z n e g o , g o s p o d a r ­
czego i społecznego.
O c z y w i ś c i e t r u d n o poprzestać na takich a p r i o r y c z n y c h roz­
strzygnięciach, skoro w i a d o m o , iż granica między f o l k l o r e m
a t w ó r c z o ś c i ą literacką profesjonalną w w a r u n k a c h konspiracji,
nadanej z g ó r y a n o n i m o w o ś c i , jest n i e m o ż l i w a d o u c h w y c e n i a .
Kwestie te n i e z w y k l e rzetelnie o m a w i a ł o n g i ś Jerzy Ś w i ę c h
w pracy Twórczość okupacyjna
a folklor*.
O r t o d o k s y j n a folklorystyka, w i d z ą c tekst w postaci ustnej
i a n o n i m o w e j zadawala się w zupełności t a k i m stanem, uznając
g o za przedmiot s w o i c h badań. W przypadku badania f o l k l o r u
p o l i t y c z n e g o zaistniałego p o roku 1 9 4 4 kwestie w e r b a l n o ś c i
i a n o n i m o w o ś c i nie mają w i ę k s z e g o znaczenia. G o d n y m u w a g i
jest natomiast społeczna percepcja i aprobata t y c h treści, j a k o
j e d y n a p r a w d z i w a , nieprzekłamana, p o z b a w i o n a k o n k u r e n c j i .
A n o n i m o w o ś ć podlega tu tym samym ocenom, bowiem „autora
nie ma w dziele f o l k l o r y s t y c z n y m nie t y l k o d l a t e g o , że nic o n i m
nie w i e m y , ale i d l a t e g o , ze w y c h o d z i o n poza poetykę f o l k l o r u ,
nie jest p o t r z e b n y z p u n k t u w i d z e n i a struktury d z i e ł a . " Dlatego,
ze „ t w ó r c z o ś ć w o l n a o d t w ó r c y p r ó b u j e żyć w ł a s n y m , s a m o d z i e l ­
n y m życiem. T w ó r c z o ś ć l u d o w a j a k b y w i e r z y w m o ż l i w o ś ć
p o w t ó r z e n i a się zdarzeń przez samo ich o p o w i a d a n i e . "
5

6

Także w i o s n ą t e g o s a m e g o roku w W i e l k o p o l s c e w rytm znanej
kolędy ś p i e w a n o :
Dzisiaj w

Betlejem,

dzisiaj w

Betlejem,

wesoła

nowina,

że trzy

bombowce,

że trzy

bombowce

lecą d o

Berlina.

Berlin się
Niemcy

pali

przegrali.

Hitler na d a c h u .
Pierdzi ze strachu,
A

Hitlerowa

Pierdzi jak

krowa.

W latach 1 9 4 5 - 1 9 4 7 w o k o l i c a c h L u b l i n a znana była n i e z w y k ­
le r o z b u d o w a n a fabularnie ballada, której przytoczę t u t y l k o
fragment:
Pójdźcie o dziatki, pójdźcie wszystkie
Za Lublin, p o d stup, na

T a m przed Stalina klęknijcie obrazem, po rusku z m ó w c i e

Folklor p o l i t y c z n y , a raczej j e g o szczególne, z a k o n s p i r o w a n e
w a r u n k i egzystencji m i m o o c z y w i s t e j j a w n o ś c i całej masy reper­
t u a r o w e j , w rzeczywistości w y d z i e d z i c z y ł a u t o r ó w t e k s t ó w z ich
a u t o r s t w a . W takich to w a r u n k a c h każdy autorski tekst p u s z c z o n y
w o b i e g , usamodzielnia się, stając się w ł a s n o ś c i ą p u b l i c z n ą .
U t w o r y r y m o w a n e , a t o : wiersze, pieśni, ballady i d r o b n e
w i e r s z o w i d ł a , w t y m kontekście zawsze p r z e m a w i a ł y na korzyść
w i a r y g o d n e g o ś w i a d k a - w y k o n a w c y , „ k t ó r y relacji o j a k i m ś
w y d a r z e n i u n a d a w a ł i n d y w i d u a l n y kształt s ł o w n y , nasycił b a r w ą
s w e g o g ł o s u , wyraził s w ó j b ó l , radość, pragnienie zemsty.
W sytuacji, g d y autor został ' u b e z w ł a s n o w o l n i o n y ' , czytelnik
p r z e j m o w a ł w jakiejś mierze k o m p e t e n c j e a u t o r s k i e . "
7

Po r o k u 1 9 4 4 w z m i e n i o n y c h w a r u n k a c h g e o p o l i t y c z n y c h
f o l k l o r , o k t ó r y c h m o w a , trysnął taką l a w i n ą f o r m i treści, iż nikt
p r a w d o p o d o b n i e nie u c h w y c i ł całego j e g o obszaru. Folklorys­
tyczne w i d z e n i e „ n o w e j " rzeczywistości zaczęło się jeszcze
p o d c z a s działań w o j e n n y c h . Z jednej strony folklor ó w d o t y k a ł
działań f r o n t o w y c h i roli A r m i i C z e r w o n e j , z drugiej zaś rodzących
się na jej zapleczu przeobrażeń. W t e d y w ł a ś n i e , w i o s n ą 1 9 4 5 r o k u
dzieci na z n i s z c z o n y c h w a r s z a w s k i c h ulicach ś p i e w a ł y :

i trwodze.

W s z ę d z i e na ustach A n d e r s y

na drodze.

Nic nie p o m a g a

i Bory i pełno A k o w c ó w

N y s y p r o p a g a n d a ni o d b u d o w a

Wszędzie grasuje N S Z - b a n d a
Pól Polski tobie niesiemy w
G d y tak w

Warszawy,

plugawy.

darze i resztę, g d y z e c h c e s z

tego.

reakcyjnego!

największej wszyscy pokorze noc odprawiają

błagalną

Pędzi reakcja lądem i m o r z e m z g u b ę im niosąc fatalną.
Nagle straszliwy obłok powstaje t a m na g o ś c i ń c u ku
I w i d a ć na n i m pędzącą zgraję, reakcja m a h e r s z t ó w

miastu
dwunastu.

Groźne ich miny, straszne nazwiska, d o l a r ó w pełne ich
Srebrny im w ę ż y k na czapce błyska i orzeł w

królewskiej

Nie m o g ą uciec jak pepeery, w s z y s c y jak szczury w

dłonie.
koronie.

potrzasku.

Rzucają gwiazdy, sowieckie ordery, pełno tam krzyku i wrzasku.
ręku m k n i e jak B ó g zemsty ku

D r u g i O s ó b k ę w i e s z a na sęku, a trzeci z W a n d z i ą

Roli,

swawoli.

Bór R z y m o w s k i e m u gardło sznurem dławi, Bieruta topi w

strumyku,

G o m u ł k a jak wieprz zraniony k r w a w i , pełno t a m wrzasku i krzyku...

Pieśni t e g o rodzaju, p o w s z e c h n i e w ó w c z a s z n a n y c h , b y ł o
bardzo dużo. W i e l e z niech s k u p i a ł o się w o k ó ł u k r y w a j ą c y c h się
po lasach o d d z i a ł ó w A r m i i Krajowej ( n p . pieśń My
Akowcy,
bandyci..., z roku 1 9 4 5 ) czy też s k i e r o w a n y c h b y ł o w n o w ą
socjalistyczną rzeczywistość ( n p . Rota Pepeerowców,
z roku
1946).
Folklor p o l i t y c z n y przełomu lat czterdziestych i pięćdziesiątych
o g n i s k o w a ł się przede w s z y s t k i m w o k ó ł p r z e ś l a d o w a ń społecz­
n y c h , w o k ó ł rodzącego się terroru p o l i t y c z n e g o oraz w o k ó ł o s o b y
J ó z e f a Stalina. Trzeba dziś przyznać, że m a ł o kto był w ó w c z a s
s k ł o n n y podzielić się d o w c i p e m o generalissimusie, czy też
o ó w c z e s n e j sytuacji w Z S R R . Z wielkiej liczby k a w a ł ó w p r z y t o ­
czę t u takie, które p o ś r e d n i o r z u t o w a ł y na sytuację g o s p o d a r c z ą
ó w c z e s n e j Polski. O t o z paczki p a p i e r o s ó w „ S p o r t " , a raczej
z s a m e g o napisu o d c z y t y w a n o :
Stalin prosi o resztę tłuszczu,

a znany był także wierszyk:
Mięso i słonina
pojechały do

Stalina,

a skóry i flaki
jedzą

Polaki.

F u n k c j o n o w a ł a też w o w y m czasie cała masa d o w c i p ó w
o Stalinie, k t ó r y c h sens i p o e t y k a w y r a ż a n e b y ł y w języku
rosyjskim. Była t o j e d n a z artystycznych m e t o d w y w o ł y w a n i a
śmiechu.
Z p o c z ą t k i e m lat pięćdziesiątych, kiedy sytuacja społeczna
w kraju z d o m i n o w a n a była przez o d p o w i e d n i e , w y s p e c j a l i z o w a ­
ne o r g a n y k o n t r o l u j ą c e życie niemal każdego o b y w a t e l a , p o ­
wstała piosenka, którą ś p i e w a n o na m e l o d i ę Nie dbam jaka
spadnie kara:
S o w i e t był

16

i rząd l o n d y ń s k i

T y l k o nas ratuj c z e r w o n y carze o d rządu

prokuratorem,

Volksdojcz w y r o k dał

Rozkwitały jabłonie i gruski,
Uciekł Niemiec, wpierdolił się ruski...

paciorek.

N a r ó d nas nie chce, ranki i w i e c z o r y w e Izach t r w a m y

W t e m pierwszy A k o w i e c z siekierą w

Z a t e m w ł a ś n i e taki folklor w s z e d ł d o w s z y s t k i c h niemal ś r o d o ­
w i s k s p o ł e c z n y c h . J a k o j e d y n y z całego obszaru tematycznie
przynależnego folklorystyce, z a g w a r a n t o w a ł sobie p o w s z e c h n ą ,
a c z k o l w i e k efemeryczną o b e c n o ś ć nie t y l k o na ulicy, p o d strze­
c h ą , ale i w urzędniczych salonach. Z n a m i o n a tej t w ó r c z o ś c i , jak
już w s p o m n i a ł e m , a n o n i m o w o ś ć , w a r i a n t o w o ś ć , z u n i f o r m o w a ny styl o p a r t y na stałych s z a b l o n a c h i f o r m u ł a c h , oralność,
s ł o w e m w s z y s t k o , c o m i m o iż nie zawsze s p r e c y z o w a n e i mgliste,
czasami zaś zupełnie p o z b a w i o n e odniesień d o f o l k l o r u jest dla
o d b i o r c ó w przykładem t w ó r c z o ś c i z o r g a n i z o w a n e j p o prostu na
p o d s t a w a c h i n n y c h niż literatura „ o f i c j a l n a " . W s p o s o b i e k o n t a k ­
t o w a n i a się ze s ł o w e m „ k o n s p i r a c y j n y m " f o l k l o r u , j e g o p o c h o d n e f u n k c j o n u j ą j a k o m o d e l t w ó r c z o ś c i najbardziej o d p o w i e d n i d o
agitacji w w a r u n k a c h g d y literatura n a r o d o w a na skutek w i a d o ­
m y c h o g r a n i c z e ń przestała być s o b ą i nie znajduje społecznej
akceptacji.

razem.

wzgórek.

surowy,

A Ż y d bronił nas z h u m o r e m ,
Ot i cały sąd

ludowy.

�„ W czasie jakiejś k u r s o k o n f e r e n c j i , gdzieś w m a l o w n i c z e j n a d ­
Paradoksy dobrze
Są mądrością

znacie.

To unikaj

morskiej o k o l i c y , d w o j e działaczy zapłonęło ku sobie g w a ł t o w n ą

społeczeństwa.

Jeśli chcesz być bezpieczny,

namiętnością. B y ł o t o p r a w d z i w e c o u p d e f o u d r e , w i ę c bez s ł o w a

bracie.

poszli d o łóżka. W c h w i l i , kiedy akt m i ł o s n y zbliżał się d o zenitu,

Bezpieczeństwa...

Z tych samych w z g l ę d ó w w wroneckim

więzieniu

w roku 1 9 5 0 zrodziła się nieco h u m o r y s t y c z n a , nieco dramatycz­
na pieśń, ś p i e w a n a na melodię Więc pijmy zdrowie,

podchorążo­

wie:

d z i e w c z y n a poczuła, że ma k o c h a n k o w i coś n i e z w y k l e w a ż n e g o
d o z a k o m u n i k o w a n i a . W y d u k a ł a tedy: T o w a r z y s z u , możecie nie
uważać...".
Obszar folklorystycznej rzeczywistości zataczał coraz szersze
kręgi. Wkraczał f o l k l o r natychmiast w n o w e dziedziny życia,
w p i s y w a ł m o m e n t a l n i e w n o w e dziedziny n a u k i , d o t y c h c z a s

Niech nikt nie p o w i e bracia

więźniowie,

że n a m w e W r o n k a c h tu b y ł o

nieznane, kiedy w rok p o w y c z y n i e Łajki, k o s m i c z n y bezkres

źle.

Lepiej t u m a m y niźli u

mamy,

Nikt z nas na w o l n o ś ć

n i e r w i e się.

Bo na w o l n o ś c i same

zaczęli p o d b i j a ć r ó w n i e ż ludzie, w Krakowie o p o w i a d a n o taki o t o
d o w c i p : „ D w ó c h s t a r u s z k ó w przechadza się p ó ź n y m w i e c z o r e m

przykrości,

g ł ó w n ą arterią miasta. Patrzą na g w i a z d y i g a w ę d z ą : A jednak,

L u d z i e p r a c u j ą , p o t k a p i e z lic.
M y tutaj dniami w

górę

Leżymy, nie r o b i m y
Niechaj frajery robią
Przodują w

panie radco, ten Gagarin, nie ma c o ! Poleciał taki ś w i a t d r o g i

brzuchami,

nic.

i w r ó c i ł ! W i e l k a s ł a w a , w i e l k i e n a z w i s k o : Kapitan Gagarin....

grób.

i p o r u c z n i k ó w krąży b e z i m i e n n i e ! "

Racja, mecenasie, racja. Ale proszę pomyśleć, iluż t a m s i e r ż a n t ó w

kariery.

pracy, frajerom

N a m bez o b a w y d a d z ą c h l e b ,

kawy.

Przypomnieć t u trzeba także, iż t o w ł a ś n i e p o d koniec

Buraki, brukiew, zupę z krup.
pyski.

pięćdziesiątych zrodziła się seria k a w a ł ó w , której bohaterami byli

W l e w a j m y kryształ tych czystych

wód.

zawsze Polak i Rosjanin, a czasami dla t o w a r z y s t w a p r z y p i s y w a ­

górę miski, w

Szumi z daleka nam Warta
Więc w o d y tutaj m a m y
L e c z p r z y j d ą c z a s y , że te

rzeka,

n o im Niemca lub A m e r y k a n i n a . W następnej dekadzie d o w c i p y

wbród.

o s n u t e w o k ó ł t y c h trzech, zawsze przedstawicieli r ó ż n y c h nacji,

kutasy.

C o dzisiaj strzegą w i ę z i e n n y c h
Przyjdą nas zmienią, siądą w

w y k p i w a ł y każdą niemal u ł o m n o ś ć s ą s i a d ó w zza miedzy, a t y m

wrót,

s a m y m s t a n o w i ł y o polskiej m e g a l o m a n i i n a r o d o w e j .

więzieniu

I będą wtrajać zupę z krup.

Kiedy d o b i e g a ł y k o ń c a lata sześćdziesiąte, na fali wzrastają­

A zamiast miski wzniesiem

kieliszki,

B ę d z i e m y pić w ó d z i ę miast kryształ
Szumi z daleka nam Warta
Że niedaleki już ten

c y c h n i e p o k o j ó w s p o ł e c z n y c h p o j a w i ł o się w i e l e t e k s t ó w interp­

wód.

retujących t e n właśnie

rzeka.

niej m i l u t k ą t w a r z

Nie żałuj

Radkiewicza.
wypowie.

A d u s z e w i d z ą c z n a n y ryj, w r z a s ł y z g o d n y m

akordem,

Piotrusiu w e ź ż e kij, z w a l na zbitą
c h w i l i t e j , aż się ze z ł o ś c i

I będąc wierna doli swej, poleciała d o
A tam poznała w

Stanąwszy w
A w

Zjazdu.

Po roku 1 9 7 0 d u ż y m p o w o d z e n i e m cieszyły się w i w a t y na

brzmiał:
niego.

Różańskiego.

g ł ą b n a t k n ę ł a się na d y m i ą c e g o

drabie tym poznała z n ó w generała

R a n o serek, w i e c z ó r

draba

strasznym p i e c u , to nie sen, z o b a c z y ł a

serek.

N i e c h n a m żyje Edzio

Ochaba.

G d y się patrzyła na w i d o k ten, d r g n ę ł a w niej r z e w n a nuta,
W

Władziu,

pojazdu,

bardzo d u ż o i nie s p o s ó b t u w s z y s t k i c h przytoczyć. J e d e n z n i c h

wściekła,

piekła.

dym do Jacka

Gomułka.

cześć t a k i c h czy i n n y c h p o s t a c i życia p o l i t y c z n e g o . Było ich

mordę.

diable t y m , c o wpuszczał ją d o

Żydowski pysk p o d o b n y w

oto

kółkach,

M o ż e dojedziemy d o VI

Mokotowie,

W s k a z u j ą c d r a n i a p r o s i ł i c h , n i e c h k a ż d y się

Krzyknęła dusza w

była taka

Józek,

Ciągnij, ciągnij

oblicza,

Z a w o ł a ł zaraz d u s z e t y c h , c o byli w

Święty

z nich

wozy.

Na g u m o w y c h
Ciągnie go

O b u d z i ł się Piotr ś w i ę t y s a m i w y j r z a ł przez j u d a s z a .
I się ze z g r o z y z a t r z ą s ł aż n a w i d o k jej

Jadą, jadą

siedzi na n i c h

ciemną noc do nieba bram pukała cicho dusza,

Bo poznał w

stan. J e d n y m

piosenka:

cud.

W t y m s a m y m roku w M o k o t o w i e ś p i e w a n o w nieco innej
konwencji:
Raz w

lat

rozśmiane

Więc w

Bieruta.

Gierek.

Natomiast w roku 1 9 7 9 na g r u n c i e niepokojącej społeczeńst­

R a d o ś n i e s w ó j w y t ę ż a w z r o k , r a d o ś ć jej pierś rozpiera,

w o sytuacji g o s p o d a r c z e j , totalnej beznadziejności oraz e m i t o ­

Bo w

w a n e g o w ó w c z a s serialu t e l e w i z y j n e g o Korzenie

każdym diable ma co krok z КС

T a k się s p o t k a ł o d r a n i ó w s t u w
I pijąc smołę tęskni d o L u d o w e j

pezetpeera.

piekielnej

restauracji

Demokracji.

W i e l k ą p o p u l a r n o ś c i ą f o l k l o r y s t y c z n ą , cieszyli się w przeszłości
i cieszą się nadal z niesłabnącą m o c ą liderzy organizacji politycz­
n y c h , m ę ż o w i e s t a n u , czy też s z e f o w i e r e s o r t ó w s t o p n i a central­
nego. Charakterystyczne jest przy t y m , że " m o c "

p o j a w i ł się

czterowiersz:

skupionych

w o k ó ł nich t e k s t ó w nie ogranicza się d o r e g i o n u p o s t a c i o m t y m
w ł a ś c i w e g o , a znane są niemal wszędzie.

S m u t n y jesteś, nos na
C z u j e s z się jak K u n t a

kwintę,
Kinte,

Nic się nie m a r t w . Gierek

zrobi,

Że p o c z u j e s z się jak T o b i .

Folklorystyczna p o p u l a r n o ś ć Edwarda Gierka znalazła w y r a z
w i n n y c h jeszcze f o r m a c h . Rezerwiści W o j s k a Polskiego o p u s z ­

Po roku 1 9 5 2 p o j a w i ł o się takie o t o h u m o r y s t y c z n e o p o w i a d a ­
nie, przy czym w i e l u t w i e r d z i ł o , że p o l e g a o n o na prawdzie:

czający koszary w k w i e t n i u 1 9 7 8 roku na s w y c h c e n t y m e t r o w y c h
„ f a l a c h " mieli między i n n y m i taki d w u w i e r s z :

„Trzech p a n ó w siedzi w w i ę z i e n i u . J e d e n pyta d r u g i e g o : Za c o
pan siedzi? T a m t e n : Za G o m u ł k ę . Bo p o w i e d z i a ł e m , że t o zdrajca

Chociaż Gierek człowiek

i s o w i e c k i agent. Pierwszy: A kiedy pan t o powiedział? T a m t e n :

J u ż nie zmieni n a m

W roku 1 9 4 6 . Po c h w i l i t a m t e n pyta pierwszego: A za c o pan
siedzi? Pierwszy: Też za G o m u ł k ę .
prawdziwy

B o p o w i e d z i a ł e m , że t o

Polak i d o b r y patriota! T a m t e n : A kiedy pan t o

powiedział? Pierwszy: W roku 1 9 5 2 . W o b e c czego obaj zapytali
trzeciego: A pan może też siedzi za G o m u ł k ę ? Trzeci: Nie, ja t o
właśnie Gomułka".

wielki.

cyferki.

Z c z e r w c a t e g o s a m e g o roku p o c h o d z i p r o g n o s t y c z n y d w u ­
wiersz z o k o l i c M i ł o s ł a w i a w W i e l k o p o l s c e :
Nie ma masła, ani serka.
Wyrzucimy

pana

Gierka.

O b o k t e g o w y ś m i e w a n e były „ n o w e " sytuacje, „ n o w y " styl

O p o w i a d a n o też w ó w c z a s o n i e z w y k ł y c h t a l e n t a c h p o l i g l o t y c z -

życia, „ n o w e " w a r t o ś c i , „ n o w e " f o r m y g r z e c z n o ś c i o w e . Któż nie

n y c h Pani Stanisławy. O p i n i e te p o w s t a ł y na k a n w i e jej rozlicz­

pamięta o w e j absurdalnej f o r m y „ w y " , którą p o s ł u g i w a l i

n y c h , acz k r ó t k o t r w a ł y c h p o d r ó ż y zagranicznych. M ó w i o n o , że

przeróżni funkcjonariusze. Jej

nieszczęsny byt w

się

ówczesnej

polszczyźnie stał się po 1 9 5 6 roku p r z e d m i o t e m licznych ż a r t ó w :

na przykład znała cztery s ł o w a w języku a n g i e l s k i m : „ M e t r o ,
G o l d w y n , M e y e r [i] aaaaa...".
17

�Szczególnego r o z m a c h u nabrała f o l k l o r y s t y c z n a t w ó r c z o ś ć p o
sierpniu 1 9 8 0 roku kiedy odżyły nadzieje s p o ł e c z e ń s t w a p o l ­
skiego na zmianę d o t y c h c z a s o w e j sytuacji. Nie s p o s ó b t u o m ó ­
w i ć f o l k l o r y s t y c z n e j reakcji na o w y c h szesnaście bezpreceden­

A w

radiu w ó d z

sam.

O b w i e ś c i ł , że stan w o j e n n y jest
Od tego poranka codzienne
Szalała w

bezsilnej

Na piaskach w

wściekłości.

Studziankach,

s o w y c h miesięcy w dziejach Polski. Próby takie, o w o c n e , a c z k o l ­

Zrobiono

w i e k bezskuteczne

A l o s ó w p o r z ą d e k w y ł a n i a się

podejmował

R o b o t y c k i . J e g o Sztuka
zebranymi

niemal

a vista

na bieżąco

Czesław

posługująca się przykładami

6

podczas s i e d e m n a s t o d n i o w e g o

strajku w

gdańskiej w y r a ż a j ą c y m i a n o n i m o w ą t w ó r c z o ś ć

stoczni

literacką tymi

w y d a r z e n i a m i i n s p i r o w a n ą , b y ł o pierwszą bodaj t e g o t y p u próbą
w polskiej e t n o l o g i i . A u t o r d o w o d z i ł , iż t a m , gdzie z a w o d z i logika
ciasno p o j m o w a n y c h analiz e k o n o m i c z n y c h i s o c j o l o g i c z n y c h ,

Nowego

wprowadzony.

łapanka

internat dla c z ł o n k ó w
n a m trza

Solidarności.
nowy.

Robezpiera,

By obciął te łapy, co władzę brać
To hasło n o w e g o

chciały,

premiera.

N i e c h idą na spacerek, w i e c z o r e m
A l b i n a zaś d u m a
N i e c h siedzi

rowerek,

rozpiera.

ekstrema.

P o ż y t k u z niej nie m a .
My

Polskę z b u d u j e m o d zera.

w i n n a w k r o c z y ć analiza e t n o l o g i c z n a .
Kolejną w i e l k ą inspiracją f o k l o r y s t y c z n ą b y ł o w p r o w a d z e n i e
stanu w o j e n n e g o . J u z 13 g r u d n i a 1 9 8 1 r o k u napisy ze ścian
krzyczały:

W t y m s a m y m czasie na P o d h a l u Górale na „ s w o j s k ą
śpiewali:
C h o ć b y ś W o j t u ś sto d e k r e t ó w

wyrychtowoł.

Gdybyś wszyćkich śwarnych chłopców
W r a c a j Eda b ę d z i e m
L e p s z y złodziej niż

W góralskiej

bandyta.

dziedzinie,

Nie ty będziesz nam góralom

harnasiowoł.

G i e w o n t o w e obudzone staną wojska.
Na chorągwiach
Porusenstwe
Duje juz o d

Panienecka

orla

WRONa

Tater
Polski nas

D o b r ą radą dej Ojczyźnie

zratowanie,

Godne

Żeby Polska w

siłę

rosła

ślebode

Pani Jasnogórskiej

królowanie.

Z r o z u m i a ł y m się zatem w y d a ć musi, że „ w y d a r z e n i e " i t o

Trzeba w o d z a a nie osła.

warunkach

Polska.
Hetmanie,

przewodem

Ziści n a m

lub też:

W

Z ziemi włoskiej w r ó ć do
Za T w o i m

Częstochowska

wiater

Ś l e b o d n a sie z n i e w o l e b u d z i
pokona

haresztowol.

Solidarność nie zginie,

kwita.

Zdarzały się hasła bardziej o g ó l n e , będące szeroką interpretacją
zaistniałego s t a n u , w k t ó r y c h wyrażała się u f n o ś ć w m o c s y m b o l i
n a r o d o w y c h , ufność w e w ł a s n e siły:
Nie

nutę"

„ w y d a r z e n i e " niepośledniej miary jest najefektywniejszą f o r m ą
„folklor

k r e a t y w n ą f o l k l o r u . To w ł a ś n i e w s y t u a c j a c h bezprecedenso­

p o l i t y c z n y " m o ż n a t y l k o odnieść d o zjawisk s t a n o w i ą c y c h jądro

naszej rzeczywistości

sens pojęcia

w y c h , d z i w n y c h i g r o t e s k o w y c h , a czasem p o w o d u j ą c y c h c h w i l e

s p o ł e c z n y c h odczuć. C z ł o w i e k czy też g r u p a ludzi czytająca na

refleksji rodzą się treści folklorystyczne. Zaprezentuję tu kilka

ścianie w y m a l o w a n y tekst:

takich w y d a r z e ń , które doczekały się folkloryzacji. Przed w y b o r a ­
mi d o Rad N a r o d o w y c h w 1 9 8 5 roku w Lublinie napisy na
murach donosiły:

Siekiera, m o t y k a .
Smok

wawelski,

Przegra
Głupi

wojnę.

Kto g ł o s u j e na

malarz

ten
za

lub też:
Generale, może historia Ci
ale ja ci

PRON,

won,
Don.

W z w i ą z k u ze strajkami m a j o w y m i 1 9 8 8 p o j a w i ł o się szereg

wybaczy,

przypierdolę,

haseł, w t y m i takie:

Gienek

w i e d z i a ł a , że jest o n u l o t n y i niestały, że istnieje j a k o j e d y n y ,

A na d r z e w a c h zamiast

a zatem nie zależy o d w o l i w y k o n a w c ó w . O c z y w i ś c i e , c o w c a l e

wisieć będą

nie jest paradoksalne, w s z e l k i e g o rodzaju napisy na m u r a c h

liści

komuniści.

Podczas s t r a j k ó w s t u d e n c k i c h w 1 9 8 8 r o k u :

a d r e s o w a n e były nie d o w i a d o m e j postaci życia p o l i t y c z n e g o ,
wszak ta nie czytała t y c h t e k s t ó w w miejscu ich nadania. Nie taka

Więcej chleba i leków,

była intencja a n o n i m o w e g o autora. Napisy t e g o rodzaju z o r i e n ­

mniej Z O M O

t o w a n e były na r o z ł a d o w a n i e ponurej atmosfery, na p o p r a w ę
s a m o p o c z u c i a i podkreślenia, że d u c h w narodzie jeszcze żyje.
Napisy t e g o rodzaju, p o d o b n i e jak np. transparenty

kibiców

s p o r t o w y c h , przeznaczone są zawsze dla o d b i o r c ó w z tej samej
strony barykady.
Po w p r o w a d z e n i u stanu w o j e n n e g o , a n o n i m o w a t w ó r c z o ś ć
literacka o ż y w i ł a się w s t o p n i u d o t ą d n i e n o t o w a n y m . Jej pełna
d o k u m e n t a c j a sięgnęłaby p r a w d o p o d o b n i e setek, a może tysięcy
t e k s t ó w . By z o b r a z o w a ć skalę zjawiska, przytoczę kilka. W War­
szawie na melodię z o k u p a c y j n y c h „ z a k a z a n y c h p i o s e n e k " śpie­
wano:
Ekstrema już śpi, szczekają gdzieś

Ktoś do drzwi g w a ł t o w n i e

łów,

łomota.

ref.: Z i e l o n a w r o n a , d z i u b w
Kto nie da

drapaka.

Kto nie chce
Ten będzie
Grudniowy wstał
Nie wiedział nikt
Milczały jak g r ó b

18

zakrakać.
internowany.

świt.
nic,
telefony,

wężyk

dziecka

W z w i ą z k u z akcją w y p r z e d a ż y części sprzętu w o j s k o w e g o i n n y m
działom gospodarki:
Sprzedam

czołg,
Wojtek.

Obrady " o k r ą g ł e g o s t o ł u " poza o g r o m n ą

liczbą

kawałów

p o z o s t a w i ł y p o sobie także taki o t o fakt f o l k l o r y s t y c z n y :
Wałęsa -

kolaborant
- dezodorant,

same zaś obrady, n o i mebel w d o b i e izauryzac/i
wykreowanej
przez serial t e l e w i z y j n y W kamiennym
kręgu n a z w a n e zostały
"Kamiennym stołem".

psy

sobota.

W y r u s z y ł sznur suk, j a d ą c y c h na

dobrotyt

Armia Radziecka z Tobą od

Miodowicz

i k o ń c z y się w o l n a

i SBków.

Naszą celą jest

szamerowany

Obok wydarzeń politycznych, gospodarczych i społecznych,
w f o l k l o r y s t y c z n e j rzeczywistości w a ż n e miejsce zajmują p o ­
stacie tę rzeczywistość kształtujące. W s p o m n i a ł e m t u już W ł a d y ­
s ł a w a G o m u ł k ę , Józefa Stalina, Edwarda Gierka i i n n y c h . W o s t a ­
t n i c h latach w c e n t r u m folklorystycznej u w a g i znaleźli się: g e n .
Jaruzelski, Jerzy U r b a n , A l b i n S i w a k i inni.

�Jeszcze w roku 1 9 8 1 o p o w i a d a n o sobie taki d o w c i p : „ B r e ż ­
n i e w , Jaruzelski i W i n n e t o u pojechali na p o l o w a n i e d o S t a n ó w .

z p o c z u c i e m wyższości idzie satyra w y m i e r z o n a w t o , c o w y ­
szydzenia g o d n e :

Rozbili o b ó z i weszli d o lasu w p o s z u k i w a n i u zwierzyny. J a r u z e l ­
ski c h o d z i cały dzień, ale żadna zwierzyna p o d lufę m u się nie

Za t y m w i e l k i m s t e p e m p a ń s t w o jest

n a w i n ę ł a . Cały dzień zmarudził po lesie i w k o ń c u p o s t a n o w i ł

żółty człowiek t a m nachalnie ostrzy

w r ó c i ć d o o b o z u . Przy o g n i s k u zastał W i n n e t o u piekącego na

w

wojownik

zachował

milczenie

i t y l k o skinął g ł o w ą .

bombę,

na jej w i d o k ciekły

łzy.

Nie o d d a m y C h i n o m Związku

Głodny

Nie o d d a m y C h i ń c z y k o w i

i w y c i e ń c z o n y c a ł o d n i o w y m marszem generał, grzejąc d ł o n i e
przy o g n i u , zapytał, czy może się p o c z ę s t o w a ć

noc bezsenną on ulepi w i e l k ą

by czerwonym

rożnie m i ę s i w o . Zapytał, czy może się przysiąść. W i n n e t o u j a k o

ogromne,
kły,

Radzieckiego,

Kraju

Rad.

Zdrastwuj Wania, jakby doszło co do

pieczystym.

my czuwamy, w y możecie

W i n n e t o u milcząc się zgodził. Jaruzelski, g d y już zabierał się d o

Z Gorbaczowa

jedzenia, by zagaić r o z m o w ę p o w i e d z i a ł : Wiesz, W i n e t o u , ja t e g o

Tichonowi

Breżniewa tak nie lubię! - T o nie j e d z ! "

Zdrastwuj

nikt nie zrobi już

nikt nie będzie w
Litwo z wami

balona,

oczy

pluł.

przecież jest

Korona,

C h i ń s k i c h bajek nikt nie będzie w i ę c e j

Po p a m i ę t n y m w y s t ą p i e n i u J e r z e g o Urbana na konferencji

czego,

spać.

plótł.

p r a s o w e j , kiedy ogłosił akcję p o m o c y p o l s k i e g o s p o ł e c z e ń s t w a

Nikt nie zrobi z M o s k w y

dla b e z d o m n y c h N o w e g o J o r k u p o j a w i ł y się d o w c i p y o g o t o w o ­

i na Kremlu nikt nie będzie saki

ści zmiany p r y w a t n e g o M - 4 na ś p i w ó r w t y m ż e mieście.

W i ę c R o s j a n i e już nie uczcie się c h i ń s k i e g o ,
język polski w

Jeśli d o w c i p y tyczące się o b u w s p o m n i a n y c h o s ó b były, j a k b y
p o w i e d z i e ć , w w y w a ż o n y m tonie, t o te, k t ó r y c h inspiracją był

W tym konkretnym

pólka

ryżowego

zupełności starczy

pił.
wam.

przypadku w a ż n a jest nie t y l k o sama

A l b i n Siwak, j e g o o s o b o w o ś ć , rozległość j e g o przemyśleń i za­

t e c h n i k a retoryczna, ale przede w s z y s t k i m treść o w y c h

dziwiająca e l o k w e n c j a , atmosfery takiej już nie miały. O p o w i a d a ­

swazyjnych sformułowań ukrytych pod powierzchnią opiekuń­

per­

no b o w i e m , że „ p r z y c h o d z i S i w a k d o lekarza i m ó w i : Panie

czego z pozoru tekstu, k i e r o w a n a w rzeczywistości s a m y m sobie.

d o k t o r z e m a m migrenę. Panie Siwak, c o mi pan tu o p o w i a d a , na

Tak o t o w n a j w i ę k s z y m skrócie przedstawia się f o l k l o r politycz­

migrenę t o przed w o j n ą c h o r o w a ł a arystokracja, a p a n u t o p o

ny, czyli ta część folklorystycznej rzeczywistości, która najżywiej

prostu g ł o w a n a p i e r d a l a " .

reaguje na c o d z i e n n o ś ć . Niebagatelny, t e m a t y c z n i e

W s p o m n i e ć t u jeszcze należy o w y d a r z e n i a c h , które w w i d o c z ­
ny s p o s ó b w y z w a l a ł y

n o w e treści f o l k l o r y s t y c z n e w

niezwykle

r o z b u d o w a n y , a jednak i g n o r o w a n y , p o m i j a n y w p u b l i k a c j a c h .

dniach

Z całą jednak p e w n o ś c i ą zasługuje na p r e z e n t o w a n i e , b o w i e m t o

referendum

o n w s p ó ł c z e ś n i e m ó w i najszerzej i najczytelniej o s p o ł e c z n y c h

p r z e p r o w a d z o n e jesienią 1 9 8 7 roku i reforma gospodarcza z m o ­

o d c z u c i a c h , a i czas najwyższy w y r w a ć się z zaklętego obszaru

zołem w p r o w a d z a n a przez Rząd Z b i g n i e w a Messnera, szczegól­

t e m a t ó w t a b u . S k o r o w i ę c m a m y m ó w i ć o rzeczywistości, w t y m

o s t a t n i c h miesięcy. Najważniejszymi z nich były:

nie zaś jej t z w . II etap. P o d o b n i e b y ł o z o b r a d a m i „ o k r ą g ł e g o

o rzeczywistości folklorystycznej, t o trzeba ją brać taką jaka jest.

s t o ł u " . Wydarzenia te zasługują na o s o b n e f o l k l o r y s t y c z n e o m ó ­

W y d a j e się, że w ł a ś n i e te teksty s ł o w n e w

wienie.

o b i e g u mają n i e z w y k ł ą m o c k s z t a ł t o w a n i a n a s t r o j ó w . D l a t e g o tak

J a w i się też w folklorze p o l i t y c z n y m s w o i s t a

megalomania

n a r o d o w a , ta sama, o której o n g i ś tak zajmująca pisał
S t a n i s ł a w Bystroń, a c z k o l w i e k dzisiaj w zmienionej

Jan

zupełnie

sytuacji społecznej, inne są nieco p u n k t y odniesienia, a i w parze

nieskrępowanym

pilną potrzebą staje się dziś badanie nie t y l k o o g ó l n e j retoryki
k u l t u r y m a s o w e j , ale r ó w n i e ż s z c z e g ó ł o w e j

retoryki

folkloru

w s p ó ł c z e s n e g o , który w m a s o w y m o b i e g u posiada olbrzymie,
w c i ą ż jeszcze nie rozszyfrowane d o k o ń c a m o ż l i w o ś c i .

PRZYPISY.

M . A z a d o w s k i j , Besedy sobiratelja.
O sobiranii i zapisywani/
pamiatnikow
ustnogo tworczestwa,
Irkuck 1 9 2 4 , s. 3 5 .
J . S o k o ł ó w , Czto takoje folklor, M o s k w a 1 9 3 5 .
J . W . S z u l c z e w s k i , Sen Kujawiaka,
czyli przygoda w niebie,
„Piast. Dodatek Niedzielny O ś w i a t o w o - s p o ł e c z n y Dziennika
K u j a w s k i e g o " , 9 l u t e g o 1 9 3 6 , R.VI, nr 6, s. 6.
J . Ś w i ę c h , Twórczość okupacyjna
a folklor, ( w : )
Literatura
1

2

3

4

ludowa
i literatura
chłopska.
Materiały
z ogólnopolskiej
sesji
folklorystycznej
16-18.11.1973, Lublin 1 9 7 7 , s. 1 2 9 - 1 3 7 .
D.S. L i c h a c z o w , Czas artystyczny
w folklorze,
„Literatura
L u d o w a " , 1 9 7 2 , R. X V I , nr 2, s. 4 0 .
Tamże, s. 4 0 .
J . Ś w i ę c h , op. cit., s. 1 3 3 - 1 3 4 .
Tekst ten p u b l i k u j e m y w niniejszym numerze.
5

6
7

8

19

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6051" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6031">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e4461ce8f379d0b3e4645c37ff9de682.pdf</src>
        <authentication>887983223cb13298a9fbc6987e642a5c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72183">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2260</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72184">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72185">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2096</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72186">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72187">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2, s.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72188">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72189">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72190">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72191">
                <text>polska sztuka ludowa
T R A D Y C J A - WSPÓŁCZESNOŚĆ, K U L T U R A Ś R O D O W I S K NIEELITARNYCH
PROBLEMY A N T R O P O L O G I I KULTURY

POLSKA

l

AKADEMIA

NAUK

0

INSTYTUT

SZTUKI

*

ROK

XLIV

ф

1990

#

Nr

2

�CONTENTS
Z b i g n i e w Raszewski

I n t r o d u c t i o n t o t h e T h e o r y of J o k e

Aleksander J a c k o w s k i

The F o l k - l o r e of C o n t e s t a t i o n

10

W o j c i e c h Łysiak

The

15

A k o s Engelmayer

„ W e D e m a n d D i s t o r t i o n W i t h o u t S o c i a l i s m ! " History of

Wojciech Miszczuk
Piotr K o w a l s k i

Folk-lore

„ T h e Orange A l t e r n a t i v e " , i.e. O n t h e Socialism Surrealism

20

" W e ' r e Sorry For B e i n g S o r r y "

27

Scribo

Ryszard Ciarka

Political

3

et decoro

(Cracow, 3 April 1989)

ergo sum. S o m e Remarks o n t h e M e a n i n g

of t h e T o w n Graffiti

29

Graffiti o n Walls a n d t h e E t h n o g r a p h y of C o n t e m p o r a r y City

33

J a c e k Olędzki

Consolation

35

Krzysztof Sabak

" T h e Sofas Are Yours, The Walls Are O u r s "

41
44

Czesław R o b o t y c k i

The A r t of a Vista. T h e Folk-lore of Strikes

Jerzy S z c z e p k o w s k i

Initiation in t h e A r m y a n d Jail

50

LETTRES TO THE EDITOR:

Czesław R o b o t y c k i t o L u d w i k S t o m m a
L u d w i k S t o m m a t o Czesław R o b o t y c k i

60
60

Michał Buchowski: „The Golden G o u g h " on the „Triobrand"

61

S u m m a r y of t h e Articles

63

N u m e r w y d a n y dzięki d o t a c j i M i n i s t e r s t w a Kultury i Sztuki

R E D A K C J A : Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z (z-ca red.), Aleksander J a c k o w s k i (red.), Ewa Korulska,
A n n a K u n c z y ń s k a - I r a c k a , S ł a w o m i r Sikora (sekretarz redakcji).
R A D A R E D A K C Y J N A : Jerzy Bartmiński, Tadeusz C h r z a n o w s k i , M a r c i n C z e r w i ń s k i , Ewa
Fryś-Pietraszkowa, Franciszek M i d u r a , Jacek Olędzki, M i e c z y s ł a w Porębski, R o m a n Reinfuss,
Czesław R o b o t y c k i , Zofia S o k o l e w i c z , L u d w i k S t o m m a , Roch Sulima.
W S P Ó Ł P R A C O W N I C Y R E D A K C J I : Zofia Bisiak, J a n Ś w i d e r s k i .
TŁUMACZ: Ludwik Wiewiórkowski
R E D A K T O R T E C H N I C Z N Y : Krzysztof N a l e w a j k o
Adres Redakcji: Instytut Sztuki P A N , ul. D ł u g a 2 8 , 0 0 - 9 5 0 W a r s z a w a , skr. poczt. 9 9 4 , tel.
3 1 - 3 2 - 7 1 / 4 , w e w n . 227.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6052" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6032">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7f1883f7cd84469efe3d578ebef6c48f.pdf</src>
        <authentication>20b76c3a88d2d2c276ff65e9bcc263f2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72192">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2261</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72193">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72194">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72195">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2097</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72196">
                <text>Wstęp do teorii kawału / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72197">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2, s.3-9</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72198">
                <text>Raszewski, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72199">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72200">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72201">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72202">
                <text>Zbigniew Raszewski

WSTĘP DO TEORII KAWAŁU
1. Jest rzeczą g o d n ą u b o l e w a n i a , że kawał, o d g r y w a j ą c y tak

i w ś w i a d o m o ś c i o s ó b bardzo w y b r e d n y c h z a c h o w u j e o d c i e ń

w i e l k ą rolę w życiu dzisiejszej Polski, nie doczekał się d o t y c h c z a s

grubiański. T y m t ł u m a c z y się p r a w d o p o d o b n i e u ż y w a n i e delikat­

o s o b n e g o o p r a c o w a n i a . Brak t a k i e g o o p r a c o w a n i a jest jednak

niej brzmiących s y n o n i m ó w „ k a w a ł u " lub o p a t r y w a n i e g o za­

f a k t e m i nic d z i w n e g o , że s a m o p o c h o d z e n i e k a w a ł u n a s u w a tyle

strzeżeniem „ t a k z w a n y " . S z w e y k o w s k i , ścisły jak z w y k l e , obrał

w ą t p l i w o ś c i . Z y g m u n t S z w e y k o w s k i uznał g o za g a t u n e k litera­

tę d r u g ą metodę. M ó w i ł o t z w . kawale. Osoby w y ż e j ceniące

cki i w s p o m n i a ł g o w z n a k o m i t y m w y k ł a d z i e

delikatność niż ścisłość w o l ą m ó w i ć o „ d o w c i p i e " , c o jednak

systematyce g a t u n k ó w

poświęconym

literackich, w y g ł o s z o n y m na

Uniwer­

sytecie Poznańskim w 1 . 1 9 4 5 - 4 7 . W w y k ł a d z i e t y m S z w e y k o w ­

w y d a j e się niedopuszczalne w b a d a n i a c h n a u k o w y c h .
Pojęcie d o w c i p u ma n i e w ą t p l i w i e i n n y zakres niż

pojęcie

ski wyraził przypuszczenie, że poprzedniczką dzisiejszego k a w a ł u

k a w a ł u . Zakresy t y c h pojęć w p r a w d z i e się przecinają, jednak nie

była fraszka. Przypuszczenie t o t r u d n o uzasadnić. W ś r ó d dzisiej­

p o k r y w a j ą się ze sobą, g d y ż d o w c i p n e b y w a j ą także inne u t w o r y ,

szych k a w a ł ó w przejawia się tyle i tak r ó ż n o r o d n y c h tradycji, że

i nie t y l k o u t w o r y ( b o także ludzie b y w a j ą d o w c i p n i ) . Co w i ę c e j ,

t y l k o bardzo d o k ł a d n e

kawał, c h o ć zawsze ma r o z b a w i ć słuchaczy, niekoniecznie musi

badania m o g ł y b y s p r a w ę

wyświetlić.

Słuszne w y d a j e się za t o t w i e r d z e n i e , że m a m y tu d o czynienia
z o d r ę b n y m g a t u n k i e m literackim, przynależnym zresztą d o litera­

być d o w c i p n y . (I nie zawsze jest.)
Zatem z n a u k o w e g o

punktu

widzenia

„dowcip"

nie jest

tury, która p o w s t a j e bez p o m o c y pisma, przeznaczona nie tyle dla

s y n o n i m e m „ k a w a ł u " . Nie jest n i m r ó w n i e ż „ a n e g d o t a " . Wiele

c z y t e l n i k ó w , ile dla słuchaczy. Po f r a n c u s k u t e g o rodzaju t w ó r ­

osób

czość n a z y w a się literaturą m ó w i o n ą , litterature

orale. Badacze

z a u w a ż y ć , że t o w p ł y w rosyjski, g d y ż w języku rosyjskim t o samo

zgadzają się na o g ó ł c o d o t e g o , że literatura m ó w i o n a z n a m i o n u ­

zjawisko, które nasz język nazywa k a w a ł e m , oznacza się s ł o w e m

je w c z e s n e etapy c y w i l i z a c j i i w y p r z e d z a literaturę pisaną, toteż

„ a n e g d o t " . Stąd też w Polsce s ł o w o „ a n e g d o t a " w znaczeniu

nazywa

wprawdzie

kawały anegdotami, ł a t w o

jednak

c i e k a w y w y d a j e się fakt, że w Polsce, jak zresztą w e w s z y s t k i c h

' k a w a ł ' słyszy się przeważnie z ust starszych o s ó b p o c h o d z ą c y c h

krajach socjalistycznych, zaszedł o s t a t n i o o d w r o t n y proces. Kraje

z b. zaboru rosyjskiego, zwłaszcza z Kresów.

te miały już

bogatą

literaturę

pisaną, g d y

nastąpił w

p o n o w n y r o z k w i t literatury m ó w i o n e j , d o której

nich

Czysta polszczyzna naszych c z a s ó w d o k ł a d n i e rozróżnia „ a n e ­

niewątpliwie

g d o t ę " i „ k a w a ł " j a k o n a z w y d w ó c h różnych zjawisk. M ó w i się:

należy k a w a ł . Nie s p o s ó b t u d o c i e k a ć przyczyn t e g o zjawiska.

„ o p o w i e m ci a n e g d o t ę , a p o t e m k a w a ł " , c o znaczy, że o p o w i a d a ­

Wystarczy

jący najpierw zamierza przytoczyć p r a w d z i w e zdarzenie, z j a k i c h ś

stwierdzić, że idzie o n o

w

parze z

oczywistymi

z m i a n a m i , jakie zaszły i nadal z a c h o d z ą w pisanej

literaturze

k r a j ó w socjalistycznych. W Polsce zmiany te dały się już zaobser­
wować

podczas w o j n y ,

która też z a p o c z ą t k o w a ł a

przyczyn g o d n e u w a g i , a p o t e m krótki u t w ó r oparty na w y d a r z e ­
niu f i k c y j n y m .

dzisiejszy

Należy stwierdzić, że o b a g a t u n k i cieszą się dzisiaj d u ż y m

r o z w ó j k a w a ł u . W a r t o j e d n a k zaznaczyć, że prócz w a r u n k ó w ,

p o w o d z e n i e m . A n e g d o t a ma n a w e t s w o i c h u l u b i o n y c h b o h a t e ­

które zarysowały się w kraju poczynając o d 1 9 3 9 roku, r o z w o j o w i

r ó w , czasem żyjących (Tadeusz P r z y p k o w s k i ) , częściej nieżyją­

k a w a ł u m o g ł y r ó w n i e ż sprzyjać dawniejsze tradycje i w ł a ś c i w o ś c i

c y c h (Franz Fiszer, Leon Schiller), ale - w o d r ó ż n i e n i u o d k a w a ł u

naszej kultury, np. u p r z y w i l e j o w a n e miejsce r o z m o w y .

Kawał

- z a w s z e p r a w d z i w y c h . Zawsze też t w i e r d z i , że o p i e w a p r a w ­

często, jak się zdaje, p o w s t a j e podczas r o z m o w y i w i e l e zdaje się

d z i w e czyny s w y c h b o h a t e r ó w i s ł o w a , które oni

zawdzięczać r o z m o w i e , g d y c h o d z i o środki w y r a z u , a na o g ó ł

p o w i e d z i e l i , podczas g d y k a w a ł może mieć p r a w d z i w y c h b o h a t e ­

uważa się, i c h y b a słusznie, że w Polsce, p o d o b n i e jak w Rosji,

r ó w , jak np. Bierut, Dzierżyński, C y r a n k i e w i c z , ale w y d a r z e n i a

naprawdę

r o z m o w i e p o ś w i ę c a się w i ę c e j czasu niż w krajach z a c h o d n i c h .

i słowa

W o g ó l e w i ę c e j się m ó w i .

prastarymi m o t y w a m i literackimi w rodzaju historii przyszłości czy

2. S ł o w o „ k a w a ł " j a k o n a z w a g a t u n k u literackiego musiało
wejść w użycie nie tak d a w n o t e m u . S ł o w n i k warszawski nie zna
jeszcze t a k i e g o znaczenia w

haśle K A W A Ł . Rejestruje t y l k o :

sam sobie t w o r z y ,

nieraz

posługując

się przy

tym

r o z m o w y umarłych.
N a w e t w t e d y , kiedy cały sztafaż jest ściśle realistyczny, k a w a ł
chętnie ucieka się d o fantastyki, jak w n a s t ę p u j ą c y m przykładzie.

„ K a w a ł e k przen. rub. figiel, psikus, sztuczka, żart, psota, farsa,
szpas: w z i ą ć k o g o na K. ( = w y p r o w a d z i ć w pole, zakpić, zadrwić,

Lotnik o b s e r w u j e z helikopteru sztuczny zalew na D u ­

w y s t r y c h n ą ć na d u d k a , urządzić psikusa, zażartować, oszukać;

najcu. Na falach w i d z i kapelusz góralski, który j e d n a k

zażyć z m a ń k i , pokazać gruszki na wierzbie, o t u m a n i ć ) . Stary lis

w p e w n y m m o m e n c i e zawraca p o d prąd, p o t e m z n ó w

bierze ludzi na kawał. Brać ludzi na K. Zap. Ten c z ł o w i e k ma s w o j e

zdaje się płynąć z p r ą d e m i z n ó w zawraca kursując bez

kawały ( = w y b i e g i , k o n c e p t y , d o w c i p y ) . " Bruckner w

przerwy na t y m s a m y m o d c i n k u . G ł ę b o k o z d u m i o n y , lotnik

s ł o w n i k u e t y m o l o g i c z n y m t w i e r d z i , że znaczenie ' f i g i e l '
w tym wypadku

p i e r w o t n e . ( S ł o w o ma p o c h o d z i ć

swym
było

zdaniem

Brucknera z d o l n o n i e m i e c k i e g o „ k a v e l " ) .

pyta m i e j s c o w e g o sołtysa, c o by t o m o g ł o znaczyć.
- A t o Cisoń - o d p o w i a d a Sołtys. To t w a r d y c h ł o p .
M ó w i , że w d... ma z a l e w i dalej orze s w o j e pole.

Otóż t o znaczenie utrzymuje się jeszcze w dzisiejszej polszczyźnie. M ó w i się: zrobić k o m u ś k a w a ł . Często m a się w t e d y na myśli
to, c o A n g l i c y nazywają practical

jocks. O b o k t e g o znaczenia fest

j e d n a k w p o w s z e c h n y m użyciu drugie, tu opisane. O p o w i a d a się
k a w a ł y , słucha się k a w a ł ó w . S ł o w n i k D o r o s z e w s k i e g o w i e już
o t y m i w haśle K A W A Ł przytacza zdanie: „ S t a ś przyniósł dziś
n o w y k a w a ł " . Rzecz z n a m i e n n a , że w t y m s a m y m haśle rejestruje
s ł o w o „ d o w c i p " j a k o s y n o n i m „ k a w a ł u " . („Słyszałem dziś parę
dobrych d o w c i p ó w politycznych.")

P o d o b n i e ujmuje sprawę

s ł o w n i k w y r a z ó w b l i s k o z n a c z n y c h S k o r u p k i . Także w y m i e n i a
„ d o w c i p " j a k o s y n o n i m „ k a w a ł u " . Otóż w y p a d a stwierdzić, że
taka w y m i e n n o ś ć

„dowcipu"

i „kawału"

istotnie

występuje

w naszym obyczaju j ę z y k o w y m . P o c h o d z i t o c h y b a stąd, że
s ł o w o „ k a w a ł " nie ma jeszcze p e ł n y c h p r a w w języku literackim

Nie ulega w ą t p l i w o ś c i , że d o m e n ą k a w a ł u jest fikcja literacka,
c o m o c n o się już zakorzeniło w ś w i a d o m o ś c i * j ę z y k o w e j o g ó ł u ,
gdyż zdarza się, że p o w y s ł u c h a n i u jakiejś n i e p r a w d o p o d o b n i e
brzmiącej historii, którą o p o w i a d a j ą c y podaje za p r a w d z i w ą ,
słuchacze m ó w i ą : „ t o n i e p r a w d a , t o k a w a ł " .
Ten fakt, o p e r o w a n i e fikcją literacką w celu r o z b a w i e n i a
słuchaczy, każe zaliczyć k a w a ł d o dziedziny t w ó r c z o ś c i , a zara­
zem o d r ó ż n i ć g o o d a n e g d o t y .
Co d o „ f r a s z k i " , s ł o w e m t y m oznacza się dzisiaj u t w ó r pisany,
najczęściej w i e r s z o w a n y , podczas g d y k a w a ł może być najwyżej
z a p i s a n y (a p o w s t a j e , jak się rzekło, bez użycia pisma)
i przeważnie jest prozaiczny. D o w y j ą t k ó w należą w i e r s z o w a n e
k a w a ł y w rodzaju s t w i e r d z e n i a :

3

�Czy się robi,

ani na emigracji nie ma d o t y c h c z a s dobrej a n t o l o g i i k a w a ł u , a ze

czy się leży,

w z g l ę d ó w wyżej wyrażonych

tysiąc z ł o t y c h

n a w e t taka a n t o l o g i a p o w s t a ł a , n i e w i e l e by się z niej można

się należy.

d o w i e d z i e ć o naturze k a w a ł u . Kto c h c e zrozumieć, skąd bierze się
u nas p o w o d z e n i e

A l b o zwięzłe relacje z p r a w d z i w y c h zdarzeń, np. ze śmierci

należy się o b a w i a ć , że g d y b y

kawałów,

ten

nie p o w i n i e n

ich

czytać.

P o w i n i e n słuchać.
4. Fakt, że k a w a ł o b y w a się bez pisma, a w i ę c musi być

Bieruta w M o s k w i e w 1 9 5 6 :

p o w i e d z i a n y z pamięci, d y k t u j e m u małe rozmiary, c h o ć trzeba
Pojechał w f u t e r k u .

przyznać, że w y t r a w n i kawalarze m i e w a j ą w repertuarze r ó w n i e ż

W r ó c i ł w kuferku.

długie

utwory

o zawiłej, szkatułkowej

kompozycji, od

razu

zdradzającej w s c h o d n i e p o c h o d z e n i e . Przykład.
U t w o r y te są przeważnie l u d o w e g o p o c h o d z e n i a i z różnych
przyczyn (o k t ó r y c h dalej) w i n n y być zaliczone d o pogranicza

W d n i u przeznaczonym na p r z y j m o w a n i e skarg i zażaleń
p e w i e n Ż y d , d r o b n y w y t w ó r c a , zjawia się w M i n i s t e r s t w i e

kawału.
W o l n o zatem twierdzić, że k a w a ł jest k r ó t k i m u t w o r e m literac­
kim, w zasadzie o p a r t y m na w y d a r z e n i u f i k c y j n y m ( c o odróżnia
g o o d a n e g d o t y ) , m ó w i o n y m , najczęściej prozaicznym ( w o d r ó ż ­
n i e n i u o d fraszki).

Handlu Wewnętrznego.

Prosi o audiencję

u ministra.

Szefuncia nie ma - oznajmia w o ź n y . Ż y d z n ó w w y c h o d z i ,
znów

wraca

i c i e r p l i w i e czeka. Po g o d z i n i e

zaczyna

o p o w i a d a ć w o ź n e m u następujące zdarzenie. W W i d z e w i e

Na zakończenie d o d a m y , że s p o t y k a się jeszcze inne n a z w y
t e g o zjawiska, jak np. „ w i c " (z niem. W i t z ) , z d e c y d o w a n i e jednak
ustępujące miejsca „ k a w a ł o w i " , które t o s ł o w o w y d a j e się
o b e c n i e najpopularniejszą a zarazem najtrafniejszą n a z w ą o m a ­
w i a n e g o g a t u n k u , c o s p r a w i a , że będziemy się n i m tutaj p o ­
s ł u g i w a l i nie bacząc na j e g o brzmienie.

żył przed laty kupiec Majer, k t ó r e m u zrobił się d u ż y w r z ó d

S ł o w o „ k a w a ł " rzeczywiście brzmi nieelegancko. Cóż z t e g o ,

grzebać. Kiedy się g r o b y o t w o r z ą w d n i u Sądu Ostatecz­

skoro sam przedmiot nie jest pachnący.

na siedzeniu. Chirurg stwierdził, że trzeba t u

wyciąć

kawałek ciała, c o Majera bardzo z a k ł o p o t a ł o . Był p o b o ż n y
i troszczył się o t o , że w d n i u Sądu O s t a t e c z n e g o m ó g ł b y
z m a r t w y c h w s t a ć tak w i d o c z n i e oszpecony. Chirurg p o r a ­
dził m u na t o , by część odciętą podczas operacji

po­

nego - t ł u m a c z y ł M a j e r o w i - z j e d n e g o g r o b u w s t a n i e sam

3. Na charakter k a w a ł u duży w p ł y w zdaje się w y w i e r a ć sztuka
t z w . kawalarzy, a w i ę c o s ó b o p o w i a d a j ą c y c h

kawały, jakby

Majer, z d r u g i e g o odcięta część, obie połączą się ze s o b ą
i z m a r t w y c h w s t a n i e o d b ę d z i e się w s p o s ó b p r a w i d ł o w y .

r a p s o d ó w naszej e p o k i . Osoby te zawsze b a w i ą s w o i c h słuchaczy

Majer, c a ł k o w i c i e u s p o k o j o n y p o d w p ł y w e m t y c h per­

w s p o s ó b b e z i n t e r e s o w n y nie pobierając za t o żadnej opłaty, są

swazji, zgodził się na operację, pogrzebał o d c i ę t ą część,

w i ę c w ł a ś c i w i e a m a t o r a m i , w y r ó ż n i a j ą się j e d n a k

jak m u poradził c h i r u r g , i w r ó c i ł d o interesów. W jakiś czas

szczególną

„ p a m i ę c i ą d o k a w a ł ó w " , m i e w a j ą bogaty, nieraz oszałamiająco

później

r ó ż n o r o d n y repertuar, a n a d t o odznaczają się w ł a ś c i w o ś c i a m i

zatonął, a ciało Majera spoczęło na dnie o c e a n u . Nadszedł

naśladowczymi

rolę

dzień Sądu Ostatecznego. G r o b y się o t w i e r a j ą , w i e r n i

w litteratureorale. Z ł a t w o ś c i ą udają jąkanie, m ó w i ą z rosyjska lub

z m a r t w y c h w s t a j ą . Pan B ó g liczy ich i pyta: A gdzie jest

odgrywającymi

zwykle

pierwszorzędną

musiał p o p ł y n ą ć

statkiem d o A m e r y k i .

Statek

zawołanych

Majer z W i d z e w a ? Szukać M a j e r a ! A n i o ł o w i e latają w o b e c

działaczy i u r z ę d n i k ó w . Kawał zdaje się liczyć na t o . Wyraźnie daje

t e g o , trąbią i w o ł a j ą : Majer z W i d z e w a ! Co jest? Sąd

k a w a l a r z o m pole d o p o p i s u w y p e ł n i a j ą c nieraz całe u t w o r y g w a r ą

Ostateczny! Nic. Z n ó w latają. Z n ó w trąbią. Aż t u , niech

z c h ł o p s k a , trafnie naśladują maniery retoryczne

lub j ą k a n i e m . Chętnie stosuje r ó w n i e ż - tak w a ż n e w w y p a d k u

pan sobie w y o b r a z i - k o ń c z y Ż y d s w o j ą o p o w i e ś ć z w r a c a -

u t w o r ó w w y g ł a s z a n y c h - nagłe zmiany intonacji i natężenia

jąc się d o zasłuchanego w o ź n e g o - w y c h o d z i skądś k a w a ł

g ł o s u . Przykładem może być j e d n a z o d p o w i e d z i radia Erywań.

d... i m ó w i : szefuncia nie ma.

Pytanie: Dlaczego w a s o s t a t n i o tak źle słychać?
O d p o w i e d ź ( s z e p t e m ) : B o m y już m ó w i m y z Kamczatki.

Trzeba jednak stwierdzić, że k a w a ł y tak d u ż y c h

rozmiarów

słyszy się dzisiaj rzadko. Na o g ó ł dzisiejsze k a w a ł y

bywają

m i n i a t u r a m i literackimi, c h o ć w k a ż d y m w i e l k ą , c h y b a zasadniczą
Zdarza się, że p r a w i d ł o w a interpretacja k a w a ł u w y m a g a w y d a ­
w a n i a d ź w i ę k ó w n i e a r t y k u ł o w a n y c h , np. sapania, w z d y c h a n i a ,
d m u c h a n i a , jak w n a s t ę p u j ą c y m k a w a l e .

rolę o d g r y w a zaskoczenie. Im t r u d n i e j przewidzieć, c z y m się
k a w a ł skończy, t y m większe z a d o w o l e n i e słuchaczy. W y b i t n y
kawalarz stara się jeszcze p o w i ę k s z y ć t o zaskoczenie. Sam n i g d y
się nie śmieje, przy p o m o c y głosu i gestu stara się utrzymać klimat

Pewien

dyrektor

doznaje

zadziwiającego

uczucia.

p r a w d o p o d o b i e ń s t w a , póki nie dojdzie d o szokującej p o i n t y . To

S t w i e r d z a , że staje się lżejszy o d p o w i e t r z a i w z n o s i się na

także - jak się zdaje - p o b u d z a t w ó r c ó w d o s w o i s t e j

w y s o k o ś ć c z w a r t e g o piętra. W ó w c z a s spostrzega piękną

konstrukcyjnej, w

kobietę, która uśmiecha się d o n i e g o z b a l k o n u i prosi

t w ó r c z y polega na o p r a c o w a n i u p o i n t y .

o

nadęcie d z i e c i n n e g o

balonika.

Dyrektor

spełnia

jej

której największy, czasem j e d y n y

pracy

wysiłek

Niemałą rolę o d g r y w a j ą w t y m w y p a d k u w y r a z y n i e p r z y z w o i t e ,

prośbę - a p f u , a p f u , a p f u - lecz w ł a ś n i e w t e d y budzi się

z w y k l e p o j a w i a j ą c e się w zakończeniu niespodzianie.

p o d s u r o w y m w e j r z e n i e m sekretarza POP.

p o j a w i e n i e się t a k i e g o w y r a z u często idzie w parze z operacją,

- Cóż t o , t o w a r z y s z u - m ó w i sekretarz - nie dość że
śpicie na zebraniu p a r t y j n y m , t o jeszcze się nadymacie?

Nagłe

która w y d a r z e n i a o p i s y w a n e w gazetach w s p o s ó b w z n i o s ł y
i - z d a n i e m kawalarzy - nieścisły s p r o w a d z a na g r u n t rzeczywis­
tości znanej s ł u c h a c z o m z d o ś w i a d c z e n i a . P o d o b n i e ma się

Przykłady te pozwalają poznać, d o j a k i e g o s t o p n i a w y m o w a

s p r a w a z k o n c e p c j a m i n a u k o w y m i , które uczeni w y k ł a d a j ą z kate­

dobrego

dry, a w k t ó r y c h kawalarze d o p a t r u j ą się n a i w n o ś c i . I w t y c h

w y k o n a n i a z a p e w n i a p o w o d z e n i e , ale s p r a w i a , że n a w e t najlep­

w y p a d k a c h atakuje się teorię n a u k o w ą przy p o m o c y niespodzia­

k a w a ł u zależna jest o d interpretacji, c o w w y p a d k u
szy k a w a ł blednie p o zapisaniu.

nej p o i n t y , przedstawiającej s p r a w ę z p u n k t u w i d z e n i a z d r o w e g o

Trzeba zresztą zaznaczyć, że n i e w i e l e k a w a ł ó w się zapisuje.
Kawalarze z reguły recytują je z pamięci. Czasopisma k r a j o w e
d r u k u j ą k a w a ł y , lecz t y l k o te, które puszcza cenzura, a w i ę c
z w y k l e najsłabsze. Emigracyjna „ K u l t u r a " d r u k u j e o d p e w n e g o
czasu k a w a ł y polityczne. Rozporządza jednak małą częścią krajo­
w e j t w ó r c z o ś c i , u t w o r y dobiera w s p o s ó b n i e w y b r e d n y , a zapisu­
je n i e f a c h o w o zacierając ich m ó w i o n y charakter. A n i w kraju.

rozsądku, często operującej w y r a z e m n i e p r z y z w o i t y m .
Po s t w i e r d z e n i u

tych faktów

posuniemy

się t r o c h ę

dalej

w analizie k a w a ł u i s t w i e r d z i m y , że najczęściej jest t o prozaiczna
m i n i a t u r a literacka, przeznaczona d o w y g ł o s z e n i a w o b e c n o ś c i
słuchaczy, najsilniej oddziałująca przy p o m o c y p o i n t y .
5. P o c h o d z e n i e k a w a ł ó w , jak w s z y s t k o , c o d o t y c z y genezy
t y c h u t w o r ó w , jest niejasne. Większość o b e c n i e k o l p o r t o w a n y c h

�k a w a ł ó w jest n i e z a w o d n i e p r o d u k c j i k r a j o w e j . I m p o r t w

tej

Audycje

te znajdują w

Polsce c h ę t n y c h

słuchaczy,

choć

dziedzinie, przed w o j n ą i podczas w o j n y o d g r y w a j ą c y p o w a ż n ą

w i ę k s z e g o w p ł y w u na r o z w ó j p o l s k i e g o k a w a ł u zdaje się nie

rolę, dziś jak się zdaje, maleje. Jeszcze podczas w o j n y i m p o r ­

w y w i e r a j ą . Polski k a w a ł rzadko b y w a aż tak zwięzły. Na o g ó ł ma

t o w a l i ś m y z Niemiec k a w a ł y o Hitlerze, G o e r i n g u , Goebbelsie.

większą r o z l e w n o ś ć , z n a m i e n n ą dla r o z m o w y , która w y d a j e się

O b e c n i e nie ma c h y b a k a w a ł ó w i m p o r t o w a n y c h z Niemiec. Tuż

p o d s t a w o w ą strukturą j ę z y k o w ą naszego k a w a ł u .

p o w o j n i e Polacy b a w i l i się a b s u r d a l n y m i k a w a ł a m i angielskimi,

Jeśli jest coś takiego jak klasyczny k a w a ł polski drugiej p o ł o w y

p r a w d o p o d o b n i e p r z y w i e z i o n y m i przez z d e m o b i l i z o w a n y c h żoł­

XX w i e k u , t o j e g o strukturę j ę z y k o w ą z p e w n o ś c i ą

nierzy p o l s k i c h z Z a c h o d u . W latach czterdziestych napłynęła d o

f r a g m e n t r o z m o w y , poprzedzonej k r ó t k i m w s t ę p e m lub t y l k o

Polski cała seria czeskich k a w a ł ó w o G o t t w a l d o w e j . A l e t o był

informacją, kto d o k o g o m ó w i .

stanowi

o d o s o b n i o n y w y p a d e k . O s t a t n i o stały i m p o r t m a m y c h y b a t y l k o

Obie o d m i a n y zilustrujemy na przykładach, przy czym szcze­

ze W s c h o d u . M o w a o c z y w i ś c i e o o d p o w i e d z i a c h radia Erywań.

g ó l n ą u w a g ę czytelnika trzeba z w r ó c i ć na pierwszy z n i c h . Jest t o

Są t o , jak z a p e w n i a j ą z n a w c y , autentyczne p r o d u k t y ormiańskie,

k a w a ł w rodzaju, który p u b l i c z n o ś ć z w y k ł a określać

a docierają d o nas przeważnie z M o s k w y , gdzie d o w c i p ormiański

„ z a b ó j c z y " , „ m o r d e r c z y " , „ p i e k i e l n y " . Powstał w

jest o d d a w n a c e n i o n y . U t w o r y te mają o d r ę b n y klimat, t e c h n i k ę ,

i - jak na k a w a ł - odznacza się skrajnym realizmem. C e n y są t u

k o m p o z y c j ę . Są bardzo zwięzłe, na o g ó ł mają postać jednej

prawdziwe,

audycji składającej się z pytania i o d p o w i e d z i . D o

(Najniższa pensja w

wyjątków

należą cykle a u d y c j i . Przykład.

wysokość

pensji
Polsce w

najzupełniej

mianem

roku

1965

prawdopodobna.

1 9 6 5 roku w y n o s i ł a 7 5 0

zł

miesięcznie.) O t o treść t e g o u t w o r u , który w p r a w d z i e n i k o g o nie
rozbawił, za t o w s z y s t k i c h zastanowił:

Audycja 1
Pytanie: J a k i e jest najpiękniejsze miasto świata?
O d p o w i e d ź : Erywań.

zł miesięcznie. Niestety - o d p o w i a d a k a n d y d a t - muszę

Audycja 2

mieć 1 6 2 0 zł miesięcznie. Dlaczego akurat 1 620? - d z i w i

Pytanie: Ile potrzeba b o m b a t o m o w y c h
Erywania?

do

zburzenia

O d p o w i e d ź : Najpiękniejszym miastem świata jest Tbilisi.
O d p o w i e d z i radia Erywań nie są na o g ó ł tak drastyczne, jak
polskie k a w a ł y . Przeważnie odznaczają się bardzo r z e c z o w y m
t o n e m . O c z y m może zaświadczyć audycja „ n a d a n a " tuż p o
z e r w a n i u Chin z Rosją.

się referent.
- T o bardzo proste. M a m żonę, matkę i d w o j e dzieci.
M i e s z k a m y kątem u brata, w i ę c na mieszkanie nic nie
w y d a j e m y . Nie liczymy na t o , b y ś m y sobie m o g l i kupić
b u t y a l b o ubranie. Wszędzie c h o d z i m y p i e c h o t ą . M o j a
matka nie jada śniadań ani kolacji. J a t y l k o o b i a d , o b i a d
w s t o ł ó w c e , jak się przekonałem, kosztuje 10 zł. A w i ę c
5 x 10 = 5 0 zł. Tyle c o d z i e n n i e m u s i m y mieć na o b i a d y . Na

Pytanie: Czy o b ó z socjalistyczny nadal się rozwija?
O d p o w i e d ź : Tak. J u ż są d w a .

śniadanie j e m y - żona, dzieci i ja - po suchej bułeczce
i p o p i j a m y w o d ą . Bułeczka kosztuje 5 0 gr. A w i ę c 4 x 5 0 gr
= 2 zł. Tyleż kosztuje nas kolacja. A w i ę c dziennie na

D u ż o w n i c h a u t o i r o n i i , np. z a b a w y z w r o d z o n e j O r m i a n o m
dyskrecji. Tuż po o b a l e n i u C h r u s z c z o w a radio Erywań „ n a d a ł o "
taką audycję:

utrzymanie rodziny muszę mieć: 5 0 zł + 2 zł + 2 zł = 5 4 zł.
A w i ę c jeśli się m a m y

utrzymać

przy życiu

- jedząc

w p o ł u d n i e o b i a d , zaś rano i w i e c z ó r p o suchej bułeczce
- t o p o w i n i e n e m zarabiać 5 4 zł x 3 0 = 1 6 2 0 zł miesięcznie.

Pytanie: Czy możecie p o w i e d z i e ć , c o się dzieje z Chruszczowem?
O d p o w i e d ź : A kto t o taki?
Uderzający jest szacunek radia Erywań dla nauki, która w y ­
stępuje w j e g o o d p o w i e d z i a c h j a k o najwyższy autorytet. Przy­
kład.
Pytanie: Czy d w ó c h mężczyzn może mieć z sobą dziecko?
O d p o w i e d ź : Nauka nie rozwiązała jeszcze t e g o p r o b l e m u ,
lecz p r ó b y w c i ą ż są c z y n i o n e .
N a u k o w y charakter miała także audycja p o ś w i ę c o n a C z a j k o w ­
skiemu.
Pytanie: Czy t o p r a w d a , że C z a j k o w s k i był homoseksualis­
tą?
O d p o w i e d ź : P r a w d a , ale c e n i m y g o nie t y l k o za t o .
Dużym zainteresowaniem

D o H u t y " W a r s z a w a " zgłasza się k a n d y d a t na urzęd­
nika. Referent personalny p r o p o n u j e m u posadę za 1 6 0 0

darzy radio

Erywań

teoretyczne

p r o b l e m y k o m u n i z m u , nie wyłączając najdonioślejszych, a zara­
zem najtrudniejszych zagadnień p o s t a w i o n y c h przed k o m u n i s ­
t a m i przez Lenina.
Pytanie: Czy m o ż n a z b u d o w a ć k o m u n i z m

w,państwie

o t o c z o n y m przez p a ń s t w a kapitalistyczne?
O d p o w i e d ź : M o ż n a , ale p o co?
N i e o b c y jest r ó w n i e ż t y m a u d y c j o m - nieznany
k a w a ł o w i - t o n filozoficznej z a d u m y .
Pytanie: Czy jest życie na Marsie?
O d p o w i e d ź : Też nie ma.

polskiemu

A t o przykład d r u g i e g o t y p u :
A m e r y k a ń s k i reporter d o p o l s k i e g o dygnitarza:
- Ile w y n o s i najniższa pensja p o l s k i e g o robotnika?
Odpowiedź:
- A w y gnębicie murzynów.
6. Szczególna rola d i a l o g u zdaje się c h w i l a m i u p o d o b n i a ć
nasz k a w a ł d o d r a m a t u . Jest t o jednak z p e w n o ś c i ą p o w i e r z ­
c h o w n e p o d o b i e ń s t w o . J a k na dramat, k a w a ł jest s t a n o w c z o
zbyt j e d n o s t r o n n y . ( J e d n o s t r o n n o ś ć należy bodajże d o p o d ­
s t a w o w y c h c e c h k a w a ł u , idzie w ślad za j e g o w p ł y w a m i i stąd
c h y b a tyle jej w u t w o r a c h d r a m a t y c z n y c h M r o ż k a , które są
w g r u n c i e rzeczy m o c n o r o z b u d o w a n y m i kawałami.) D i a l o g
k a w a ł u , tyle zawdzięczający r o z m o w i e , nie w y w o d z i się c h y b a
z teatru. Raczej z satyry, w której o d n i e p a m i ę t n y c h c z a s ó w
o d g r y w a ł zasadniczą rolę. ( D o ś ć zajrzeć d o naszych satyr z X V I I I
w., by się o t y m przekonać.) Także g d y c h o d z i o t e c h n i k ę ,
m o t y w y , k o m p o z y c j ę , kawał, tyle- mający w s p ó l n e g o z satyrą,
w y d a j e się g a t u n k i e m z g r u n t u e p i c k i m , i t o n a w e t w t e d y , kiedy
brak w n i m relacji z jakiegoś w y d a r z e n i a , g d y ogranicza się d o
d i a l o g u . Epickiego p o c h o d z e n i a są w każdym razie t y p o w e
m o t y w y k a w a ł u , np. w z m i a n k o w a n e t u t a j obrazy przyszłości czy
r o z m o w y umarłych.
Należy jeszcze zaznaczyć, że prócz w ł a ś c i w e g o k a w a ł u m a m y
dziś d o czynienia z u t w o r a m i , które by można uznać za p o g r a n i c z e
k a w a ł u , b o c h o ć pełnią j e g o f u n k c j e nie ma w nich ani zdarzenia,
ani n a w e t d i a l o g u ( b o nie ma p o s t a c i ) . Otóż w y d a j e się rzeczą
z n a m i e n n ą , że t u także rozpoznajemy tradycje epickie w s t o s o w a ­
niu t a k i c h t e c h n i k jak np. zagadka czy list.
Najczęściej na t y m p o g r a n i c z u s p o t y k a się c h y b a zagadki
zaczynające się o d s ł ó w „ C o jest szczytem?" ( n p . n i e p r a w ­
d o p o d o b i e ń s t w a , bezczelności, p o d e j r z l i w o ś c i ) . A l b o - jeszcze

�częściej - o d p y t a n i a , jaka jest różnica p o m i ę d z y t y m lub o w y m

P o d o b n i e ma się s p r a w a szmoncesu, a w i ę c k a w a ł u ż y d o w s ­

z j a w i s k i e m . Przykład.

kiego, który przed w o j n ą s t a n o w i ł b u j n ą dziedzinę t w ó r c z o ś c i
będącej zresztą dziełem s a m y c h Ż y d ó w . Wraz z zagładą Ż y d ó w

- Jaka jest różnica p o m i ę d z y k o m u n i z m e m i kapitaliz­

p o l s k i c h ź r ó d ł o tej t w ó r c z o ś c i w y s c h ł o . W o b i e g u u t r z y m u j ą się
stare szmoncesy.

mem?
- W kapitalizmie m a m y ucisk c z ł o w i e k a przez c z ł o w i e ­

Nowych

prawie

nie ma. O t o ostatni, jaki

o p o w i a d a n o w Warszawie w lutym 1966.

ka, a w k o m u n i z m i e jest o d w r o t n i e .
D o rabina przychodzi Ż y d w średnim w i e k u .
- Rabbi, w s z y s t k o już z r o z u m i a ł e m , t y l k o jednej rzeczy
jeszcze nie m o g ę zrozumieć: jaka jest różnica między
materializmem h i s t o r y c z n y m a dialektycznym?

Elementem, który łączy w ł a ś c i w y k a w a ł z j e g o p o g r a n i c z e m ,
jest n i e w ą t p l i w i e p o d s t a w o w a rola p o i n t y , też charakterystyczna
dla epiki, a ściślej m ó w i ą c dla miniatur e p i c k i c h ( n p . dla bajki
zwierzęcej a l b o dla n o w e l i ) .

Rabin myśli d ł u g o , coraz bardziej zasępiony.
- Wiesz, j a k a k o l w i e k by była, t o stąd lepiej w y j e c h a ć .

W s z y s t k o t o każe n a m zaliczyć k a w a ł polski d o m ó w i o n y c h
miniatur e p i c k i c h .

Często są k a w a ł y o Polakach, z z a b a r w i e n i e m a u t o i r o n i c z n y m .

7. D o k ł a d n a klasyfikacja k a w a ł u nie jest m o ż l i w a , p o prostu
d l a t e g o , że n a w e t najlepszy kawalarz nie zna w s z y s t k i c h u t w o ­

Przykład.

r ó w z dziedziny s w o j e j specjalności. M o ż n a t y l k o z grubsza
podzielić wszystkie kawały na dziełka ściśle r o z r y w k o w e oraz

W Ghanie, gdzie p r z e b y w a o b e c n i e w i e l u e k s p e r t ó w

przejawy literatury zaangażowanej o charakterze mniej lub w i ę c e j

p o l s k i c h , minister s p r a w z e w n ę t r z n y c h kategorycznie za­

p o l i t y c z n y m . W pierwszej g r u p i e zakres t e m a t ó w b y w a na o g ó ł

bronił zjadać P o l a k ó w i w y b r a ł się w p o d r ó ż p o kraju, by

tradycyjny (dzieci, kobiety, księża, pederaści, żołnierze, jąkały,

s p r a w d z i ć czy zarządzenie t o jest przestrzegane. Nie uje­

wariaci). Tradycyjne

chał daleko, g d y ujrzał ś p i ą c e g o p o d palmą, w y r a ź n i e

bywają

również w

tej g r u p i e

motywy,

o b j e d z o n e g o M u r z y n a . Budzi g o tedy i w o ł a :

czasem bardzo stare, jak np. r o z m o w y zwierząt. Przykład.

- Zjadłeś Polaka, przyznaj się!
- Nie zjadłem!

D w i e pchły w y c h o d z ą z teatru.
towarzyszki - p ó j d z i e m y p i e c h o t ą czy w e ź m i e m y psa?

- Taki piękny w i e c z ó r

- m ó w i małżonek d o

swojej

- Znać t o p o t o b i e , zjadłeś, nie w y p i e r a j się!
- Nie zjadłem, przysięgam!

(Z repertuaru W a c ł a w a Z a w a d z k i e g o , z w a n e g o Puchat­

- Chuchnij!

kiem.)

Z a w r o t n ą karierę w p o l s k i m kawale p o w o j e n n y m zrobili Ros­

Zwierzęta w y s t ę p u j ą n a d t o w k a w a ł a c h o tematyce erotycznej
(kury, k o g u t y ) . Przykład.

r o z r y w k o w y c h . W zasadzie wyrażają o n e p o l i t y c z n e nastawienie
a u t o r ó w , kawalarzy i p u b l i c z n o ś c i , w i ę c w t y m rozdziale w s p o m i ­

S a m o c h ó d M i k r u s przejechał kurę. Po c h w i l i kura w s t a ­
je i m a m r o c e :
- Szatan nie k o g u t .

namy je t y l k o dlatego, by nie w r a c a ć w i ę c e j d o kręgu t e m a t y c z ­
nego d o t y c z ą c e g o r ó ż n y c h n a r o d o w o ś c i .
Prócz wielkiej ilości uderza t u jeszcze niesłychana d o s a d n o ś ć
wyrażająca się m.in. w d o b o r z e t a k i c h m o t y w ó w i s ł ó w , że w i e l u

W a r t o w t r ą c i ć , że k a w a ł y na tematy erotyczne s t a n o w i ą o s o b n ą
p o d g r u p ę w g r u p i e k a w a ł ó w r o z r y w k o w y c h . Najśmielsze z nich,
najmniej dyskretne, noszą w języku p o t o c z n y m n a z w ę „ ś w i ń s ­
kich k a w a ł ó w " .
Trzeba także zaznaczyć, że kręgi tematyczne są w p r a w d z i e
tradycyjne w tej grupie, ale same tematy ciągle się o d n a w i a j ą , c o
zrozumiałe, gdyż charakterystyczną cechą k a w a ł u jest szybka,
czasem w r ę c z b ł y s k a w i c z n a reakcja na aktualne

janie. Kawały na temat Rosjan t r u d n o jednak zaliczyć d o u t w o r ó w

wydarzenia

i p r o b l e m y . Stąd np. w u t w o r z e p o ś w i ę c o n y m żołnierzom, którzy
z d a w i e n d a w n a b y w a j ą b o h a t e r a m i k a w a ł u , tak aktualne dzisiaj
zagadnienie testu i badań t e s t o w y c h .
P e w i e n kapral p o s t a n o w i ł zbadać żołnierzy przy p o m o ­
cy testu. W y c i ą g n ą ł w t y m celu c h u s t k ę d o nosa i pytał p o
kolei p o d k o m e n d n y c h , z czym się im c h u s t k a kojarzy.
- Z matką - o d p o w i e d z i a ł pierwszy.
- Dlaczego z matką?
- B o kiedy szedłem d o w o j s k a , matka w y s z y ł a na m y c h
c h u s t k a c h moje m o n o g r a m y .
- A tobie?
- Z narzeczoną.
- Dlaczego?
- B o na peronie p o w i e w a ł a mi chusteczką.
- A tobie?
- Z d...
- Dlaczego z d...?
- Bo m n i e się w s z y s t k o z d... kojarzy.
Ponadto można zaobserwować znamienną ewolucję, gdy
c h o d z i o proporcje, jakie mają dziś poszczególne kręgi tematycz­
ne w g r u p i e k a w a ł ó w r o z r y w k o w y c h . Wyraźnie zanika np. żart
z przywar r ó ż n y c h n a r o d ó w . Kawały na temat s k ą p s t w a S z k o t ó w ,
częste jeszcze w latach czterdziestych, dziś już c h y b a zanikły.

u t w o r ó w na t e m a t y rosyjskie w p r o s t nie s p o s ó b n o t o w a ć . M o ż n a
t y l k o stwierdzić, że niektóre z nich osiągnęły o g r o m n ą p o p u l a r ­
ność p o z o s t a w i a j ą c n a w e t ślady w języku p o t o c z n y m .

(Np.

T o n k u j u aluzju poniała, Po w s i e c h , p o w s i e c h ! , Puszkina z n a jesz?, A ty - dzierżiś!)
W p i e r w s z y c h latach p o w o j n i e n a j w i ę c e j u w a g i p o ś w i ę c a n o
w

tych kawałach samym

R o s j a n o m , ich

charakterystycznym

o b y c z a j o m , reakcjom i n a w y k o m . Przykład.
W r o k u 1 9 4 5 żołnierz rosyjski pyta p r z y p a d k i e m n a p o t ­
k a n e g o Polaka:
- Słuchaj pan. Tyle hałasu z w a s z e g o p o w o d u . Czy w a s
n a p r a w d ę tak dużo?
- No, d o s y ć d u ż o .
- To ilu w a s jest?
- Jakieś dwadzieścia pięć m i l i o n ó w .
- I t o ma być dużo? U nas tyle w łagrach siedzi!
Inny przykład.
W roku 1 9 4 6 żołnierze rosyjscy w
o p r o w a d z i ć p o Zoo.

Polsce każą się

- Co t o jest? - pytają p r z e w o d n i k a .
- Żyrafa.
- U nas też są, t y l k o większe. A to?
- Lampart.
- U nas też są, t y l k o większe. A to?
- Struś.
- U nas tez są, t y l k o większe. A to? - pytają wreszcie
przed klatką ze s ł o n i e m .
- Wesz - o d p o w i a d a z n u d z o n y p r z e w o d n i k .
- Popatrz, popatrz - d z i w i ą się żołnierze - u nas w s z y t o
nie większe o d pięści, ale za t o m n o g o , m n o g o !

�W późniejszych

latach polski k a w a ł interesował się raczej

C.

( O k o ł o roku 1 9 5 3 . )

ustrojem i zasadami rządzenia w Rosji niz Rosjanami. Ślad t a k i c h

W dużej fabryce p r z o d o w n i c a pracy ma otrzymać n a ­

zainteresowań znać w g ł o ś n y m kiedyś kawale o m u m i i .

grodę. Załoga, pełna n i e n a w i ś c i d o koleżanki, która p o d ­
bija normy, śledzi przebieg uroczystości. Kiedy w y c h o d z i

W Egipcie znaleziono m u m i ę , której uczeni z a c h o d n i nie
umieli z i d e n t y f i k o w a ć .

Zwrócono

się w o b e c

tego

na j a w , że n a g r o d ą jest k o m p l e t dzieł Lenina, z sali o d z y w a

do

się m ś c i w y głos:

M o s k w y . M o s k w a zgodziła się zbadać m u m i ę p o d w a r u n ­

Dobrze jej tak!

kiem, że otrzyma ją na sześć t y g o d n i d o swojej w y ł ą c z n e j
d y s p o z y c j i , c o też nastąpiło. Po sześciu t y g o d n i a c h m u m i a

D.

w r ó c i ł a na Z a c h ó d z karteczką: T o jest Ramzes X I I I . A l e jak

Na j e d n y m z zebrań, o ż y w i o n y c h coraz śmielszą p o ­
s t a w ą l u d n o ś c i , d y s k u t a n t usiłuje w p r a w i ć partyjnego
prelegenta w zakłopotanie.

d o t e g o doszliście? - zdziwili się uczeni.
- Sam się przyznał.

- Proszę pana - pyta - a jak t o w ł a ś c i w i e b y ł o z t y m
C u d e m nad Wisłą?

Jeszcze później weszły na w o k a n d ę zagadnienia p o l s k o - r a ­
dzieckiej w s p ó ł p r a c y gospodarczej. Ten temat o p r a c o w a n y jest
w kawale pt. Szczyt n i e u f n o ś c i . Co jest szczytem nieufności
- zapytali któregoś dnia kawalarze.

- Nie b y ł o ż a d n e g o c u d u - cedzi przez zęby prelegent.
Nasi dali Ruskim w d... i tyle.
E.

- W y w i e r c i ć dziurkę w

( O k o ł o roku 1 9 5 6 . )

( O k o ł o roku 1 9 6 0 . )

Rurociągu Przyjaźni, aby się

- T o w a r z y s z u M a j e w s k i , dlaczego nie byliście na ostat­

przekonać, w którą stronę t o płynie.

n i m zebraniu?
- O, g d y b y m wiedział, ze t o ostatnie, t o b y m przyszedł.

8. P o w o j e n n y k a w a ł p o l i t y c z n y jest p r o b l e m e m

niewyczer­

p a n y m juz t o ze w z g l ę d u na n i e w i a r y g o d n ą o b f i t o ś ć p r o d u k c j i

Częste w kręgu realistycznym są r ó w n i e ż scenki r o d z a j o w e ,

(może o n a w y n o s i ć ok. 1 0 0 0 u t w o r ó w r o c z n i e ) , już ze w z g l ę d u

w k t ó r y c h skuteczność p o i n t y polega na jakiejś aluzji albo grze

na w i e l k ą d y n a m i k ę tej o d m i a n y .

s ł ó w . Te k a w a ł y umierają najszybciej, żyją t y l k o w

pewnych

Nie ulega w każdym razie najmniejszej w ą t p l i w o ś c i , że k a w a ł

o k o l i c z n o ś c i a c h . S t o s u n k i p o m i ę d z y ZSRR i C h R L muszą być np.

p o l i t y c z n y przytłumił o b e c n i e wszystkie inne o d m i a n y , osiągnął

bardzo napięte, a sytuacja PRL bardzo delikatna, by rozchodził się

najwyższy p o z i o m i w y k a z u j e największą ż y w o t n o ś ć p r z y s w a j a ­

k a w a ł o klientce, która prosi w sklepie o herbatę.

jąc sobie w s z y s t k i e m o ż l i w e t e c h n i k i i m o t y w y , n a w e t dialogi
zwierząt. Przykład. ( K a w a ł p o w s t a ł y ok. 1 9 5 7 . )

- Jakiej pani sobie życzy herbaty, chińskiej czy radziec­
kiej?

D w a psy spotykają się na g r a n i c y polsko-czeskiej. Polski

- T o ja już poproszę o k a w ę .

pies idzie d o Czech, czeski d o Polski. Po c o idziesz? - pyta
czeski polskiego.

K a w a ł y na temat s t o s u n k ó w p a ń s t w a z Kościołem, tak w a ż ­

- Po buty. A ty?

nych w dzisiejszej Polsce, zawierają się, rzecz c i e k a w a , przeważ­

- Poszczekać.

nie w kręgu realistycznym. Ś w i a d c z ą o t y m następujące przy­

G d y c h o d z i o p o s t a w ę w o b e c świata i życia, polski k a w a ł jest
w zasadzie n e g a t y w n i e n a s t a w i o n y d o o b o w i ą z u j ą c e j filozofii,
ideologii, panującego

ustroju, zasad rządzenia i w ł a d z y .

Do

kłady.
Pierwszy z nich obrazuje nastawienie l u d n o ś c i d o oficjalnej
i d e o l o g i i (ok. r. 1 9 4 9 ) .

w y j ą t k ó w należy kawał, w ł a ś c i w i e p r o r z ą d o w y .
Dwóch

warszawiaków

spotyka

się

na

ulicy.

Skąd

idziesz? - pyta j e d e n .
- Z r-r-radia.

M ó w c a przybyły na w i e ś d ł u g o o p o w i a d a zebranym
o z g u b n y m w p ł y w i e W a t y k a n u na losy Polski, p o czym
o t w i e r a dyskusję. Po c h w i l i milczenia zgłasza się najstar­
szy, p o w a ż n y c h ł o p .

- Ty z radia? A cóżeś tam robił?

- Prosę, cy m o g ę o c o ś zapytać?

- Brałem udział w k - k - k o n k u r s i e .

- Ależ naturalnie, po t o jest dyskusja.

- Bój się B o g a , w jakim?

- To ja b y m się chciał d o w i e d z i e ć , dlaczego k r o w y robią

- Na s p - p - p i k e r a .

p l a c k a m i , kozy b o b k a m i , a kunie p u n c k a m i ?

- No i co, przyjęli cię?

- A cóż t o ma d o rzeczy?

- Nie, t y l k o p - p - p a r t y j n y c h przyjmują.

- Jak się pytać, t o się pytać, ja b y m t o chciał w i e d z i e ć .
- Ależ ja się na t y m nie z n a m .

Inny podział p o w s t a j e , g d y za zasadę rozróżnienia w e ź m i e m y

- Słysyta chłopy?

mówi

na t o starzec z t r i u m f e m

rodzaj w y d a r z e ń , o których kawalarz o p o w i a d a . W ten s p o s ó b

o d w r a c a j ą c się d o g r o m a d y - na g

w y o d r ę b n i a j ą się d w a zasadnicze kręgi: realistyczny i fantastycz­

a o papizu c h c e gadać.

to się nie zna,

ny. W kręgu realistycznym bardzo często t e m a t e m b y w a zebranie:
p r o p a g a n d o w e , partyjne, s z k o l e n i o w e ( t z w . szkolenie i d e o l o g i ­
czne). Przykłady.
A.

( O k o ł o roku 1 9 4 6 . )
O b y w a t e l e ! - w o ł a prelegent d o z g r o m a d z o n y c h - ten
orzeł t o obraz tej Rzeczypospolitej. Ta g ł o w a t e g o orła t o
jest t e n nasz prezydent. T o lewe skrzydło t o jest ta Polska
Partia Socjalistyczna. Głos z sali:
- A ta pierzato d... t o ty.

B.

Drugi przykład d o t y c z y nastawienia l u d n o ś c i d o działaczy (ok.
r. 1 9 5 3 ) .

( O k o ł o roku 1 9 5 0 . )
Prelegent na w s i przez w i e l e g o d z i n m ó w i o Karolu
Marksie i j e g o nauce, p o czym o t w i e r a dyskusję. Proszę
pana - pyta pierwszy d y s k u t a n t - a czy t o p r a w d a , że na
t y m Marksie żyją ludzie?

Stara c h ł o p k a , której zdechła k r o w a , g ł o ś n o m o d l i się
przed ołtarzem o 8 0 0 0 zł na k u p n o n o w e j k r o w y . Przed
kościołem zatrzymuje ją sekretarz partyjny.
- W i d z i c i e m a t k o - m ó w i t o n e m ł a g o d n e j perswazji
- ten wasz Pan B ó g to w a m nic nie da. Nasza partia nie
może w a m dać całej sumy, ale 4 0 0 0 t o w a m da.
I wręcza jej pieniądze. C h ł o p k a natychmiast w r a c a przed
ołtarz i m ó w i :
- Dziękuję Ci Panie Boże za w y s ł u c h a n i e mojej m o d l i t ­
w y . W p r a w d z i e ten sekretarz zatrzymał sobie p o ł o w ę , ale
dobre i to.

�W trzecim przykładzie m a m y obraz c o d z i e n n y c h s t o s u n k ó w na

- O d w e t za zburzenie S o b o r u na Placu Saskim.*

w s i , być może zaskakujący dla k o g o ś , kto w i e d z ę o dzisiejszej
Polsce czerpie w y ł ą c z n i e ze źródeł d r u k o w a n y c h (ok. r. 1 9 6 5 ) .

Najzłośliwsze, najbardziej sarkastyczne b y w a j ą epitety. Przy­
kład:

G r u p a działaczy p a r t y j n y c h p r z y b y w a d o

wiejskiego

proboszcza i prosi o w y p o ż y c z e n i e sali parafialnej. Pro­

- W a n d a W a s i l e w s k a : M a t k a Boska Katyńska.

boszcz nie c h c e się na t o zgodzić.
- Nie da ksiądz sali? - pytają działacze z p o s ę p n y m i

Inny przykład:

m i n a m i . - T o m y nie będziemy nosić b a l d a c h i m u na Boże
Ciało.

- W i t o l d Filier: Eichman h u m o r u .

- A, nie będziecie nosić baldachimu? - w o ł a ksiądz,
niesłychanie d o t k n i ę t y - t o ja w a m nie będę pisał s p r a w o ­
zdań p a r t y j n y c h .

9. T r u d n o dociec, kto jest g ł ó w n y m t w ó r c ą p o l s k i c h k a w a ł ó w ,
p r o d u k o w a n y c h w kraju. W bardzo nielicznych w y p a d k a c h znani

- Nie będzie ksiądz pisał sprawozdań? - krzyczą roz­

są autorzy. Np. a u t o r e m d w u w i e r s z a pt. N a g r o b e k Jaszcza na

g n i e w a n i działacze - t o my się nie będziemy s p o w i a d a ć

p e w n o jest

i g... ksiądz będzie wiedział, c o się w partii dzieje!

większość k a w a ł ó w p o w s t a j e w Warszawie. S t w i e r d z o n o w każ­

p.

Szczepkowski,

aktor.

Na o g ó ł

sądzi się, że

d y m razie, że poza W a r s z a w ą n o w e k a w a ł y p o j a w i a j ą się z p e w ­
Kawały

na temat

polityki zagranicznej

i

międzynarodowej

n y m o p ó ź n i e n i e m . O d o s ó b w y j e ż d ż a j ą c y c h d o stolicy w spra­

obracają się często, c o też c i e k a w e , w kręgu f a n t a s t y c z n y m . Tu

w a c h s ł u ż b o w y c h żąda się p o p o w r o c i e także n o w y c h k a w a ł ó w .

w ł a ś n i e często s p o t y k a się obrazy przyszłości i r o z m o w y umar­

W W a r s z a w i e za kuźnię n o w y c h k a w a ł ó w u w a ż a się k a w i a r n i e

ł y c h . Trzeba j e d n a k przyznać, że także s p r a w y p o l i t y k i w e w n ę t r z ­

uczęszczane przez literatów, u s y t u o w a n e przeważnie w o k o l i c y

nej, szczególnie g o s p o d a r c z e j , p o j a w i a j ą się w obrazach przy­

K r a k o w s k i e g o Przedmieścia. Jest t o przypuszczalnie słuszne.

szłości. Ś w i a d c z ą o t y m d w a przykłady. Pierwszy.

Kawał j a k o g a t u n e k

literacki na p e w n o w i e l e

zawdzięcza

starym t r a d y c j o m l u d o w y m i t o najoczywiściej zwiększa j e g o
Dziadek d o w n u c z k a :

u n i w e r s a l n e o d d z i a ł y w a n i e , gdyż pasjonują się nim

- Widzisz maleńki, t u ludzie zadeptali babcię w kolejce.

p r o f e s o r o w i e u n i w e r s y t e t u jak r o b o t n i c y , ale r e d a g o w a n y jest

- W jakiej kolejce, dziadziu?

z p e w n o ś c i ą przez jakichś pisarzy.

- Kolejki p o w s t a w a ł y , g d y ludzie ustawiali się p o mięso.

zarówno

Z n a w c y p r z e d m i o t u w y m i e n i a j ą w i e l u pisarzy, którzy mają być
autorami najlepszych k a w a ł ó w . Rzecz g o d n a u w a g i , że d r u k o w a ­

- A c o t o mięso?

ne u t w o r y t y c h pisarzy odznaczają się przeważnie daleko p o s u ­
niętym k o n f o r m i z m e m i uderzającą niedbałością k o n s t r u k c j i , c o

I drugi.

n a s u w a podejrzenie, że ich t w ó r c z a energia w y ł a d o w u j e się
A n d e r s i Mikołajczyk, n o w i w ł a d c y Polski, idą z Bel­
w e d e r u na miasto. W o k o l i c a c h A g r i k o l i zwraca ich u w a g ę
stary żebrak w ł a c h m a n a c h . Ależ t o G o m u ł k a ! - w o ł a
A n d e r s - no, t e g o nie p o w i n n o być. W p r a w d z i e to
k o m u n i s t a , ale zasłużony, p o w i n i e n mieć jakąś rentę.

w m ó w i o n e j miniaturze epickiej nie mając siły na w y p e ł n i e n i e

- Tak o d p o w i a d a M i k o ł a j c z y k - ja już n a w e t m ó w i ł e m

je się w y s o c e p r a w d o p o d o b n e , niestety, s p r a w d z i ć je t r u d n o ,

o t y m p r e m i e r o w i , ale t e n C y r a n k i e w i c z taki zawzięty, nie

intelektualną i artystyczną tkanką t a k i c h k o n s t r u k c j i , które by
m o g ł y u d ź w i g n ą ć jakieś bardziej s k o m p l i k o w a n e p r a w d y o ś w i e ­
cie i życiu, a w i ę c z natury rzeczy m u s i a ł y b y być większe i nie
m o g ł y b y się z a d o w o l i ć błyskami p o i n t y . Przypuszczenie t o w y d a ­
g d y ż kawał, jak się rzekło, jest z reguły a n o n i m o w y .
M a też wszelkie c e c h y s p o n t a n i c z n e j t w ó r c z o ś c i a n o n i m o w e j .

chce się zgodzić.

W k o l p o r t a ż u n i e w ą t p l i w i e ulega deformacji, często zamierzonej,
G o d z i się zaznaczyć, że C y r a n k i e w i c z bardzo często w y s t ę p u j e
w

dzisiejszych k a w a ł a c h jako premier polski p o d

gdyż w y b i t n i kawalarze d o s t o s o w u j ą poszczególne u t w o r y d o

wszelkimi

s w o i c h u p o d o b a ń i m o ż l i w o ś c i interpretacyjnych. Nikt nie ma

m o ż l i w y m i rządami. ( N a w e t p o d p a n o w a n i e m C h i ń c z y k ó w j a k o

0 t o d o n i c h ż a d n y c h pretensji. Kawały z d e z a k t u a l i z o w a n e bez

Ju-Tsy-Ran.)

ceremonii d o s t o s o w u j e się d o n o w y c h o k o l i c z n o ś c i .

Pojęcie

o r y g i n a ł u nie ma tutaj z a s t o s o w a n i a , p o d o b n i e jak w

innych

D o k a w a ł ó w p o l i t y c z n y c h należy wreszcie zaliczyć w s z e l k i e g o
rodzaju parodie n a p i s ó w , n a g r o b k i , epitety, zagadki, przekorne

g a t u n k a c h literatury m ó w i o n e j . Nikt nie oczekuje o d kawalarza

r o z w i ą z y w a n i e s k r ó t ó w , d o b i e r a n i e s ł ó w , które brzmią jak n a z w y

w i e r n o ś c i a u t o r o w i , natomiast w s z y s c y żądają o d niego absolut­

cudzoziemskie.
w

(Przykład: J a p o ń s k a nazwa sklepu

Polsce L u d o w e j : Nagie Haki.)

Niektóre z t y c h

mięsnego

nej aktualności

utworów,

twórczość

i nowości.

Kult

nowości,

całego ś w i a t a , najjaskrawiej

przenikający

przejawia się

dziś
chyba

należących t y l k o d o pogranicza k a w a ł u , ale najoczywiściej peł­

w p o l s k i m kawale. Nie ma większej o b e l g i dla kawalarza, jak

niących j e g o funkcje] w y d a j ą się ze w s z e c h miar g o d n e u w a g i , jak

posłyszeć z ust słuchaczy w y r z u t : stary k a w a ł !

np. f i k c y j n y

napis na transparencie n i e s i o n y m w

pochodzie

p i e r w s z o m a j o w y m (ok. r. 1 9 6 0 ) :

10. Funkcje dzisiejszego

kawału, jakkolwiek

doniosłe,

nie

w y d a j ą się zbyt r ó ż n o r o d n e . J e d n ą z n i c h spełniała d a w n i e j prasa,
a p o części także teatr i literatura d r u k o w a n a .

O b y w a t e l u ! Żyjąc powiększasz d e f i c y t p a ń s t w a !

Polega o n a na t y m , że kiedy w gazetach p o j a w i się dzisiaj jakaś
o p i n i a , która nie przekonuje p u b l i c z n o ś c i , a n a w e t budzi jej

Dar Stalina, Pałac Kultury i Nauki w z n i e s i o n y w

centrum

W a r s z a w y przez a r c h i t e k t ó w rosyjskich, w y w o ł a ł całą serię k a w a ł ó w - k o m e n t a r z y . O t o niektóre z n i c h .

sprzeciw, w k r ó t c e

na t e n sam t e m a t

p o w s t a j e jakiś

kawał

1 natychmiast obiega stolicę, a p o t e m cały kraj. Tę f u n k c j ę m o ż n a
by nazwać polemiczną. D a w n i e j j e d n a gazeta

polemizowała

z d r u g ą . Dziś wszystkie gazety piszą t o samo, a p u b l i c z n o ś ć
- Koszmarny sen p i j a n e g o cukiernika.
Broniewskiemu.)

(Przypisywane

polemizuje z nimi przy p o m o c y k a w a ł ó w . D r u g ą funkcję, którą
dziś pełni kawał, można by nazwać piętnującą: ludzi, s t o s u n k i ,
kariery. Obie f u n k c j e nadają k a w a ł o w i w i e l k ą d o n i o s ł o ś ć s p o ł e ­

- Mały, ale g u s t o w n y . ( T o - zdaniem kawalarzy - miał
powiedzieć

Gerard

Philippe

podczas

swego

czną i p o l i t y c z n ą i d e c y d u j ą o j e g o p o w o d z e n i u dziś. Publiczność

pobytu

z w y k ł a o c z e k i w a ć s p r a w i e d l i w o ś c i o d k a w a ł u , toteż n i e p o k o i się,

Warszawsko-Wiedeńskiej

* Sobór p r a w o s ł a w n y na Placu Saskim z b u d o w a l i Rosjanie w
I. 1 8 9 4 - 1 9 1 0 . M i a ł o n nadać ś r ó d m i e ś c i u charakter rosyjski.
Rozebrano g o w I. 1 9 2 4 - 2 6 .

w Warszawie.)
- Dawny

dworzec

w stanie erekcji.
8

Kolei

�g d y jakieś gorszące w y d a r z e n i e d ł u g o nie w y w o ł u j e o c z e k i w a n e j
riposty. Cóż, nie ma k a w a ł ó w ? - w y p y t u j ą w t e d y słuchacze. Nie
ma - o d p o w i a d a j ą z a w s t y d z e n i artyści. Z j a w i s k o takie b y w a
k o m e n t o w a n e na r ó w n i z klęskami ż y w i o ł o w y m i . Kolportaż
n o w e g o k a w a ł u w y w o ł u j e w takiej c h w i l i ł a t w o w y c z u w a l n e
uczucie ulgi jak p i o r u n p o u p a l n y m d n i u .

epickiej, a p u b l i c z n o ś ć przyzwyczaja się zaspokajać przy p o m o c y
t e g o g a t u n k u tyle potrzeb d u c h o w y c h , każe się lękać, że m i m o
ś w i e t n e g o r o z w o j u k a w a ł nie u d ź w i g n i e j e d n a k w s z y s k i c h zadań,
jakie w n o w o c z e s n y c h s p o ł e c z e ń s t w a c h s p o c z y w a j ą z w y k l e na
barkach literatury.
1966

Nic d z i w n e g o , że kawalarze, którzy m i e w a j ą najświeższe k a w a ­
ły, zajmują u nas w y s o k i e s t a n o w i s k o w hierarchii społecznej
i towarzyskiej. Tak jest zresztą w e w s z y s t k i c h krajach socjalistycz­
nych.
W W a r s z a w i e m ó w i się, że na o s t a t n i m zjeździe p r a c o w n i k ó w
radiofonii w M o s k w i e p o s ł o w a c h „ p r o s i m y na t r y b u n ę przed­
stawiciela radia E r y w a ń " na sali rozległy się b u r z l i w e b r a w a .
Zdaje się jednak, że był t o j e d y n y tak o t w a r c i e w y r a ż o n y h o ł d ,
z ł o ż o n y t w ó r c o m k a w a ł ó w . Na o g ó ł nie m o g ą oni liczyć i nie liczą
na p u b l i c z n e uznanie. S ł a w ę zagarniają za nich z reguły kawalarze
kolporterzy, którzy nie b y w a j ą a u t o r a m i .
K o l p o r t o w a n i e k a w a ł ó w , p o d w z g l ę d e m materialnym zupełnie
bezinteresowne, daje d u ż o z a d o w o l e n i a i, jak się rzekło, w y s o k i e
miejsce w hierarchii społecznej i towarzyskiej. Nie zawsze b y w a ł o
bezpieczne. Za czasów Stalina groziło za t o aresztowanie, n a w e t
obóz koncentracyjny, co upamiętniono w o s o b n y m kawale:
- Kto z b u d o w a ł kanał W o ł g a - D o n ?
- Anegdotcziki.

Dziś kolportaż m ó w i o n y nie natrafia na t r u d n o ś c i .
Fakt t e n t ł u m a c z y się bardzo prosto. S t w i e r d z o n o , że d o
najwdzięczniejszych słuchaczy k a w a ł u należą c z ł o n k o w i e Biura
P o l i t y c z n e g o s t a n o w i ą c y najwyższą w a r s t w ę g r u p rządzących.
Wiele k a w a ł ó w p o l i t y c z n y c h p o w s t a j e p o d o b n o w sferach w y s o ­
kich d y g n i t a r z y p a r t y j n y c h .
1 1 . Przegląd w s z y s t k i c h z a g a d n i e ń tutaj p o r u s z o n y c h n a s u w a
następujące w n i o s k i . ( 1 ) Kawał, będąc w zasadzie nielegalną
dziedziną t w ó r c z o ś c i , najlepiej, jak się zdaje, spełnił wszystkie
postulaty, jakie na p r o g u Polski L u d o w e j p o s t a w i o n o naszej
literaturze: stał się - j a k o j e d y n y ! - g a t u n k i e m m a s o w y m , pas­
j o n u j ą c y m wszystkie w a r s t w y s p o ł e c z e ń s t w a , a d o t e g o na
w s k r o ś w s p ó ł c z e s n y m , b o ściśle w y n i k a j ą c y m z naszego życia
i skrajnie z a a n g a ż o w a n y m . U p o d o b a n i e , jakie budzi w sferach
rządzących, zdaje się ś w i a d c z y ć , że spełnił s w o j e zadanie w s p o ­
sób c a ł k o w i c i e zaspokajający o c z e k i w a n i a i aspiracje literackie
o b e c n y c h m e c e n a s ó w literatury. ( 2 ) J u ż z u w a g i na t o k a w a ł
bezspornie p o w i n i e n się stać p r z e d m i o t e m badań n a u k o w y c h .
( 3 ) Potrzeba badań w y n i k a także stąd, że k a w a ł stał się w Polsce
L u d o w e j n a j ż y w o t n i e j s z y m g a t u n k i e m literackim p o d w z g l ę d e m
a r t y s t y c z n y m . Jest - t o nie ulega najmniejszej w ą t p l i w o ś c i
- znacznie bardziej zajmujący o d dzisiejszej n o w e l i czy p o w i e ś c i
polskiej, a w c a l e nie jest o d nich bardziej o r d y n a r n y . Dlatego też
badacze dobrze by uczynili p o ś w i ę c a j ą c k a w a ł o w i c h o ć część tej
i n w e n c j i b a d a w c z e j , którą p o ś w i ę c a j ą współczesnej prozie d r u ­
k o w a n e j . ( 4 ) Znaczenie, jakie k a w a ł zyskał w dzisiejszej Polsce,
budzi r ó w n i e ż p e w n e o b a w y . Fakt, że t y l u t w ó r c ó w zdaje się
w y c z e r p y w a ć energię t w ó r c z ą w niepisanej, ulotnej miniaturze

POST S C R I P T U M
O d kiedy istnieje w Polsce Drugi Obieg? Należy sądzić, że o d
c h w i l i , w której tekst uchylający się o d k o n t r o l i cenzora był
w stanie docierać d o różnych ś r o d o w i s k c z y t e l n i c z y c h . A r c y przykład: Biuletyn K O R u , p r z e p i s y w a n y na z w y k ł e j maszynie d o
pisania, za t o w takiej ilości, że m ó g ł spełnić o b a w y l i c z o n e w y ż e j
warunki.
W i e l k i e przełomy m i e w a j ą s w o i c h s k r o m n y c h p o p r z e d n i k ó w .
D r u k o w a n y t u Wstęp do teorii kawału m o ż n a d o t a k i c h poprze­
d n i k ó w zaliczyć. G d y się p o j a w i ł na p r z e d w i o ś n i u 1 9 6 6 , był
czytany i d y s k u t o w a n y w j e d n y m t y l k o ś r o d o w i s k u . Za t o
napisany był już bez myśli o cenzorze. ( C o zresztą jasno z j e g o
treści w y n i k a . )
Liczba o d b i o r c ó w nie zawsze rozstrzyga o d o n i o s ł o ś c i z j a w i s ­
ka. W i d z i m y t o na przykładzie d r u k o w a n e g o t u t e k s t u . W r o k u
1 9 6 6 miał o n n i e w i e l u c z y t e l n i k ó w , za t o - trzeba przyznać
- w y j ą t k o w o k o m p e t e n t n y c h . Recenzję j e g o pierwszej wersji
napisał dr Jerzy T i m o s z e w i c z ( k t ó r e m u na t y m miejscu w y r a ż a m
gorące p o d z i ę k o w a n i e ) . Wersja d e f i n i t y w n a , przepisana na m a ­
szynie i w ł ą c z o n a d o większej całości, została p o p r a w i o n a p o d
w p ł y w e m u w a g dr. T i m o s z e w i c z a .
O d c h w i l i u k o ń c z e n i a tej wersji u p ł y n ę ł o bez mała ć w i e r ć
w i e k u . W t y m czasie k a w a ł literacki żył jeszcze i n a w e t w z b o g a c i ł
się o n o w e arcydzieła ( b y w s p o m n i e ć c h o ć b y z n a k o m i t y cykl
l e n i n o w s k i ) , nie d o t r w a ł j e d n a k d o k o ń c a ancien r e g i m e ' u ,
w y p a r t y p o d koniec m i n i o n e j epoki przez żart r y s u n k o w y . ( W tej
c h w i l i osiągający przypuszczalnie a p o g e u m s w e g o r o z w o j u . )
Fakt t e n stawia autora w szczególnej sytuacji. H i s t o r y c z n y jest
już dziś b o w i e m i temat, i j e g o ujęcie i - m ó w i ą c j ę z y k i e m
u r z ę d o w y m - „ s p o s ó b r o z p o w s z e c h n i a n i a " , charakterystyczny
dla życia i n t e l e k t u a l n e g o p e w n y c h g r u p inteligencji polskiej lat
sześćdziesiątych naszego w i e k u .
A t r a k c y j n o ś ć tekstu zmniejszyła się przez t o . N i e może o n już
dziś tak b a w i ć , jak czynił t o w c h w i l i s w e g o p o w s t a n i a . N i e p o ­
strzeżenie natomiast stał się z a b y t k i e m , w z b u d z a j ą c zaintereso­
w a n i e czasopisma n a u k o w e g o w y d a w a n e g o przez Polską A k a ­
d e m i ę Nauk.
Ten ostatni w z g l ą d z a d e c y d o w a ł o s p o s o b i e j e g o w y d r u k o w a ­
nia. O p u s z c z a m y w n i m dzisiaj j e d e n kawał, z u w a g i na t o , że
m ó g ł b y zabrzmieć n i e s p r a w i e d l i w i e . Resztę p o z o s t a w i a m y bez
z m i a n , w przekonaniu że najważniejszy dla dzisiejszego c z y t e l ­
nika może się okazać charakter zabytku, d r o b n e g o w p r a w d z i e
i p o k r a c z n e g o , ale też przez t o w ł a ś n i e z n a m i e n n e g o dla t a m t y c h
czasów.
ZR
W a r s z a w a , 1 5 listopada 1 9 8 9

„ Ś w i ę t o W i o s n y " , W a r s z a w a 1 9 8 9 . F o l . : Krzysztof S a b a k

9

�Fot.: Erazm C i o ł e k

ty
4 1

...'j.

V

Fot.: Krzysztof S a b a k

-.*

ft

.v

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6053" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6033">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/82c0c75d6a29ddb44ad659f8be9a2930.pdf</src>
        <authentication>3658eeaaebc839094587394fde9b0c06</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72203">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2258</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72204">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72205">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2095</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72206">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.44 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72207">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.44 z.1, s.63-64</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72208">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72209">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72210">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72211">
                <text>S

U

M

A

R

I

E

S

#

P

E

3

K

)

M

E

SUMMARY OF ARTICLES

J o a n n a T o k a r s k a - B a k i r — INTERPRETATION, THAT IS
ON THE ART OF ANTHROPOLOGY
The article presents the author's view on the crisis of ethnolo­
gy. The analysis is based on the papers published in the „Current
Anthropology" and the editorial discussions presented in this
journal in 1976—1985. The recurring themes are emphasized.
This also concerns the author's proposals to overcome the crisis
through the so-called interpretative trend of American anthropo­
logy derived from the tradition of German hermeneutics on the
one hand and related to Michel Foucault's ideas and contempo­
rary studies on literature on the other. In the second part of her
article the problems of contemporary ethnology are presented.
The author also quotes The Introduction to Cliford Geertz's Local
Knowledge as a telling example of good interpretative methods.
A n d r z e j H e m k a , J a c e k O l ę d z k i — MIRACULAR SEN­
SIBILITY
The authors are interested in the anthropology of miraculous
events in a broad meaning of the term, including the events that
are not officially recognized by the Church. They focus their
attention on contemporary events of the kind in Poland
(1945—1975). The presented material concerns, first and fore­
most, three great miracles, that is in Zdziar Wielki (1954 or 1955),
Warsaw in Nowolipie street (autumn 1958), and Radziejów
(1958 or 1959) with some thousand participants in
each. The authors are of the opinion that the studies on
miraculous events can be of help in understanding the sensibility
and the way of thinking of various contemporary social groups.
The fact is that the events of miraculous character are thought to
originate in the need of God's intervention in man's worldly
existence. They bear testimony to a strong cult of the Virgin in
Poland (Her frequent appearances). Initiated often by an indivi­
dual, the events are soon joined by crowds of people. It is stated
that miraculous events are recapitulation rather than foreshado­
wing of social tragedies and strifes (1945, 1956, 1 9 6 8 — 7 0 ,
1981—85).
W a n d a D r a b i k — FOUR SEASONS (ON THE CORRELA­
TION BETWEEN ANNUAL AND FAMILY RITES)
Rite practising is related to the model of the Universe in which
the order of nature and the social order are interdependent and
subject to one supernatural law. Any change, whether in nature or
society, disturbs the settled relations, producing chaos. The rite
participants recreate a mythic scheme of the creation, enriching it
with a current situation and it is through magic techniques that a
newly- born order is controlled. Therefore, the moment of change
in the presentation of time that is periodically being exhausted
and revived is at the same time the end and the beginning of the
world. The rites paralleling changes in nature not only controll
their right course but also govern social relations. Through family
rites new members are accepted in a community, marriages are
contracted, the dead excluded from a community and, what is
more, the eternal rhythm of nature is maintained. Birth, marriage,
and death are events in one's life (they are of definite historical
dimension); they are also events in the community's life, which
like nature should be constantly revived in new generations.
Annual and family rites are complementary to form
a rite year of a given community. Practically, their synchronization
is not always possible, for only the dates of weddings can be
scheduled in advance. Hence the time appropriate for the rite has
been set individually in particular European communities. Annua­

lly, by the end of the wedding, all the unmarried are reprimanded
and submitted to special procedures; at the same time, the
successive age-groups of the young ready for marriage achieve
the status of maiden and bachelors. A new annual wedding cycle
begins during which rite contacts between the sexes are being
intensified to the very moment when signs foreshadowing a
future wedding are exchanged.
Annual and family rites make a whole in which particular
events are defined not only by their form, contents ascribed to
them but also by their position among other rites.
A l e k s a n d e r J a c k o w s k i — INTUITION PRAISED
In his article the author tackles the problem of amatour art. Its
essence is seen in the satisfaction people gain when practising art
(e.g. compensation of failures in other spheres of life). If their
work is to be called artistic it should propose something new
rather than merely copy the repeated models. According to A.
Jackowski, new values spring from intuition whose great role is
seen in the work of naive and Art Brut artists. However, this art is
affected by the crisis caused, for example, by the death of old
artists. Therefore, it is high time to think how their work could be
protected. The author is against the stimulation of the amatours'
unreasonable ambitions, frequently imagined ones, and the need
to compete, resulting from the careless cultural policy (e.g. some
competitions). He is of the opinion that they should also be
presented with new ways of artistic activity (e.g. in the sphere of
handicraft) and provided with new forms of protection (in small
groups under the instructor's supervision).
M a c i e j S z c z y r b u ł a — NIKIFOR ONCE AGAIN. FACTS,
SUPPOSITIONS AND LEGENDS
A Lemko living in Krinica, Nikifor was one of the greatest naive
painters in the world. His life and work, particularly in the interwar
period, has grown up in many a legend; all the more, various
publications about the artist often present us with contradictory
facts. The author has assembled numrous proofs to confirm many
suppositions, eg., the artist's name (Epifaniusz Drowniak) and his
biography. Nonetheless, many theses presented in the article are
still but merely hypotheses.
S t a n i s ł a w C i c h o w i c z — WHERE DOES THIS CANON
COME FROM?
The autor discusses the complex relation between artistic
creativity and the external world. When creating the artist
subordinates himself to the canons. Who sets the canon? They
originate in the artist's atelier. This is true, yet one should
remember that the atelier has also windows. The metaphor of the
window helps to illustrate the dialectics of privacy and openess,
essential in artistic work.
A very interesting AUTOBIOGRAPHY of S t a n i s ł a w Ż y w o l e w s k i , a naive artist (painter and sculptor) living in
Hajnówka, focuses on his own work and its relation to his
fascinating inner life. The artist's great self-consciousness and
sincerity of expression ought to be emphasized here.
A d a m B a r t o s z — RUDA DZURKO, A GIPSY ARTIST
Dzurko, a Gipsy self-taught artist from Slovakia, began his
artistic activity with scupting in sandstone and wood. However, it
was only pictures made of glass pieces of various size and colour
glued on glass that brought him success and fame. His pictures
mostly concern various aspects of the Gipsy culture.

63

�РЕЗЮМЕ

И о а н н а Т о к а р е к а - Ба к и р — И Н Т Е Р П Р Е Т А Ц И Я И Л И О
ИСКУССТВЕ АНТРОПОЛОГИИ
Настоящий текст это голос по вопросу кризиса этнологии.
Основой д л я представленных здесъ наблюдений являются
публикации в „Current Antropology" и дискуссии редакции,
помещенные вэтом же журнале в 1976—1985 годах. Особое
внимание обращается на возвращающиеся тематические
мотивы и те предложения выхода из кризиса, имеющие
связь с так называемым интерпретационным течением, раз­
вивающимся главным образом в американской антрополо­
гии, берущим свое начало в традиции с одной стороны в
немецкой герменевтике, а с другой стороны родственым
мыслям Мишеля ф у к о и современному литературознанию.
Самоэкземплификацией проблем современной этнологии,
а одновременно удачной попыткой интерпретационных ре­
шений является поступление к Local Knowledge К л и ф ф о р д а
Геерца, рассматриваемых во второй части статьи.
А н д ж е й Х е м к а , Яцек О л е н д з к и — МИРАКУЛЯРНАЯ
ВПЕЧАТЛИТЕЛЬНОСТЬ
Авторов интересует антропология событий, имеющих
чудотворный характер (это широкое понятие, поскольку ни
власти, ни католическая Церковь не приняли их во внима­
ние). В своих исследованиях авторы концентрируются на
современных событиях такого рода, происходивших на тер­
ритории П о л ь ш и ( 1 9 4 5 — 1 9 7 5 ) . Авторы считают, что иссле­
дования над миракулярными, чудотворными явлениями это
важный источник познания способов восприятия и мышле­
ния разных современных социальных сред. Существование
чудотворных явлений берет свое начало в потребности
поляков в сильном культе Богоматери (а часто Явления
Богоматери). Такого рода события, инициированные едини­
цами, быстро подхватывает толпа. Авторы считают, что
чудотворная, миракулярная впечатлительность является
скорее рекапитуляцией, чем предвестием трагедий и общес­
твенных конфликтов (1945,1956,1968—1970, 1981—1985).
Настоящий материал касается прежде всего трех чудотвор­
ных явлений такого типа: в Здзяже Бельком (1954 или 1955),
в Варшаве в квартале Новолипе (осень 1958), а также в
Радзееве (1958 или 1959); в них участвовало от нескольких
сотен д о сотен тысяч л ю д е й .
В а н д а Д р а б и к — ЧЕТЫРЕ В Р Е М Е Н И Г О Д А ( О В З А И ­
МОЗАВИСИМОСТИ ЕЖЕГОДНЫХ И СЕМЕЙНЫХ ОБРЯ­
ДОВ)
Практика обрядов восходит к модели Вселенной, где
взаимно зависят от себя порядок натуры и общественный
порядок. Всяческие изменения, как в природе, так и общест­
ве, нарушают традиционные корреляции, вводят хаос. Участ­
ники обрядов воссоздают мифическую схему создания,
включая вэто актуальную ситуацию, а с помощью магичес­
ких техник управляют ново возникшим порядком. Момент
изменения в понимании циклически исчерпывающегося и
возрождающегося времени является одновременно концом
и началом мира. Обряды, совершаемые в условиях измене­
ний, наблюдаемых в природе, не т о л ъ л к о руководят их
правильным процессом, но также регулируют обществен­
ные отношения. С помощью семейных обрядов общество
принимает новых членов, связывает пары супружескими
узами, прощается с умершими, а одновременно следует
извечному ритму натуры. Рождение, супружество и смерть
это события в жизни личности, а одновременно в жизни
общества, которе, как природа, д о л ж н о постоянно возрож­
даться в следующих поколениях. Ежегодные и семейные
ритуалы взаимно дополняются и совместно образуют о б ­
рядовый год данного общества. В практике их синхрониза­
ция не всегда возможна, ибо т о л ь к о сроки свадъб можно
планировать заранее, и поэтому каждое европейское обще­
ство определило определенное время. В его конце, во время
ежегодных обрядов, д е л а л и с ь напоминания незамужним

и неженатым, а одновременно м о л о д е ж ь очередных возрас­
тов получала статус девушек и кавалеров. Начинался новый,
ежегодный свадебный цикл, во время которого становились
более тясными контакты между представителями разного
пола вплоть д о обмена знаками, предвещающими свадьбу.
Ежегодные и семейные обряды неразделимы, а значение
отдельных ритуалов определяет-не т о л ь к о форма и суть, но
также их позиция среди остальных ритуалов.
А л е к с а н д р Я ц к о в с к и й — ПОХВАЛА ИНТУИЦИИ
Автор занимается проблемой любительского творчества.
Его суть он усматривает в удовлетворении, какое дает такое
творчество людям (например как возмещение неудач в иных
жизненных сферах). Если их искусство, кроме того, можно
охарактеризовать как художественное, оно д о л ж н о вносить
нечто новое, а не только повторять готовые образцы. Базой
для этого нового является интуиция художника: ее огромную
роль автор статьи открывает в творчестве круга наивных
мастеров и А р т Брут. В настоящее время их творчество
переживает кризис, связанный с кончиной старых мастеров.
Это соответствующий момент, чтобы еще раз подумать о опее над такого рода творчеством. Одновременно автор
является противником культивирования среди любителей
излищнего, часто мнимого честолюбия, потребности соперичества и т.д., к чему приводит не осмысленная культурная
политика, например некоторые конкурсы. Автор подчеркиват, что необходимым было бы также раскрытие этим людям
иных возможных творческих путей, например в границах
ремесла, а также создание новых форм опеки, в небольших
группах, под руководством опытного инструктора.
М а ц е й Щ и р б у л а , ЕЩЕ О Н И К И Ф О Р Е . Ф А К Т Ы , Д О М Ы ­
СЛЫ И ЛЕГЕНДЫ
Никифор (живший в Крынице лемко) принадлежит кчису наиболее выдающихся польских наивных живописцев. Его
жизнь и творчество, особенно довоенного периода, овеяны
многими легендами. Автор приводит многочисленные д о ­
воды, подтверждающие, в частности, что настоящей ф а м и ­
лией Никофора была Епифаний Дровняк, атакже ряд фактов
его жизни и творчества. Многие положения автора носят,
однако, гипотетический характер.
С т а н и с л а в Ц и х о в и ц — О Т К У Д А ЭТОТ КАНОН?
Автор затрагивает проблему сложных корреляций между
художественным творчеством и внутренним миром. Созда­
вая, художник подчиняется канонам. Кто устанавливает ка­
ноны? Ведь они рождаются в мастерской художника. Э т о
правда, но следует помнить, что мастерская художника
имеет окна. Метафора окна позволяет отобразить диалекти­
ку частности и искренности, необходимых в творчестве.
В необычайно интересной А В Т О Б И О Г Р А Ф И И С т а н и с ­
л а в а Ж и в о л е в с к о г о , живущего в Хайнувке художника
круга наивного искусства (живопись, скульптура), затраги­
ваются прежде всего темы, связанные с его собственным
творчеством и его зависимость от богатой внутренней ж и з и автора. Особого внимания заслуживает факт сильного
самосознания художника, а также откровенность высказы­
ваний.
А д а м Б а р т о ш — РУДАДЗУРКО — ЦЫГАНСКИЙ Х У Д О ИК
Дзурко — цыганский х у д о ж н и к - л ю б и т е л ь начал свою
художественную деятельность со скульптуры из песчаника и
дерева. Однако успехом и популярностью он обязан карти­
нам, имеющим вид стеклянной плиты, на поверхности кото­
рой уложены осколки стекла разной величины. Тематика его
картин свяазана прежде всего с рефлексией о цыганской
культуре.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6054" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6034">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/eb32a54066c2fe036cc3d89802f339d8.pdf</src>
        <authentication>82d48f904d5c30d698ab18a84af730a5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72212">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2255</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72213">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72214">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2092</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72215">
                <text>Ruda Dzurko - cygański artysta plastyk / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.44 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72216">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.44 z.1, s.59-60</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72217">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72218">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72219">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72220">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72221">
                <text>Adam Bartosz

RUDA DZURKO — CYGAŃSKI ARTYSTA PLASTYK

W tradycji cygańskiej twórczość plastyczna była nader uboga.
Kolorowe wozy — to wytwory stosunkowo późne i nie przez
samych Cyganów wykonywane. Do dziś przypadki uprawiania
twórczości plastycznej wśród Cyganów nie są częste, a twórców,
którzy tematyką nawiązują świadomie do cygańskiej historii i
kultury jest bardzo niewielu.
Rudolf Dzurko jest jednym z bardziej znanych artystów, który
zyskał sobie uznanie nie tylko w Czechosłowacji, gdzie mieszka,
ale i poza granicami kraju. Pochodzi z cygańskiej osady ze
Słowacji, gdzie urodził się 1 lipca 1941 r. Tutaj, w Pavlovicach
koło Preszowa, wychował się jako jeden z siedmiorga rodzeń­
stwa. Matka utrzymywała dom żebrząc po okolicznych wsiach,
ojciec wyplatał koszyki, czasem zarabiał muzykując. Rudolf mając
szesnaście lat ożenił się z Cyganką, miał z nią d w ó c h synów, po
czym opuścił ją i zamieszkał z białą kobietą. Ruda Dzurko, nie
mając żadnego wykształcenia, chcąc zarobić na utrzymanie
rodziny, zajmował się najprostszymi robotami. Plótł z ojcem
koszyki, był murarzem, szewcem, tokarzem, palaczem, rzeźnikiem, pracował przy wykopach ziemnych, zarabiał graniem. W
wieku trzydziestu kilku lat zainteresował się rzeźbieniem. Począt­
kowo w kamieniu (piaskowcu), potem w drewnie — rzeźbił
głowy i popiersie. Właściwy kierunek w twórczości znalazł nieco
później. W okolicy Usteku, gdzie mieszkał przez wiele lat, jest
wiele hut szkła, odpady szklane w rozmaitych kolorach można tu
bardzo łatwo pozyskać. Właśnie barwne okruchy szkła stały się
natchnieniem artystycznym Dzurki.

Technikę, jaką wykonuje swoje kompozycje, stworzył sam.
Tworzywem jest drobno tłuczone szkło, które dawniej miażdżył w
prasie na okruchy różnej wielkości od miału szklanego po drobiny
wielkości drobnych koralików. Obecnie udaje mu się pozyskać
z hut gotowe kruszywo o różnej gradacji. Używa też większych
fragmentów szklanej stłuczki. Te różnej grubości i rozmaitej
barwy okruchy komponuje w zarys odpowiedniego obrazu.
Podstawę obrazu stanowi gruba płyta szklana (dla wzmocnienia
skleja szyby podwójne) pokryta klejem (żywicą). Na nią nanosi
się najpierw odpowiedni rysunek ułatwiający potem wypełnianie
odłamkami szkła o odpowiedniej wielkości i kolorze. W efekcie
obraz nie jest zupełnie płaski, ale ma powierzchnię lekko sfałdowaną, chropowatą, z wypukłościami. Kiedy ma ostre kontury, jest
nieco podobny do mozaiki; kiedy indziej kontury rozpływają się
na skutek bardzo płynnego przechodzenia jednych kolorów
w inne, co uzyskuje się poprzez mieszanie okruszków szkła
o różnych kolorach w miejscu styku barw lub nakładanie warstw
tworzywa o różnej grubości. Niektóre obrazy wyglądają z daleka
jak grubo tkany gobelin. W takiej manierze utrzymane są ostatnie
jego prace.
Tematyka prac Ruda Dzurki obraca się głównie wokół refleksji
nad cygańską kulturą. Nawet jeśli są to tematycznie inne wątki
(Ukrzyżowania, Pieta), to bez trudności w rysunku przedstawio­
nych osób dopatrzeć się można postaci Cyganów i Cyganek.
Obrazy Dzurki, bardzo ciężkie (gruba szyba, czasem p o d w ó j ­
na), zamknięte są najczęściej białymi, drewnianymi ramami, które

59

�ostro wydzielają z przestrzeni ich intensywnie kolorowe powierz­
chnie. Powierzchnie te, aczkolwiek chropowate, są jednocześnie
połyskujące blaskiem szkła, tam zaś gdzie pokryto je najdrobniej­
szymi okruchami są całkiem matowe. Dla urozmaicenia płaszczy­
zny Ruda stosuje w rysunku większe pojedyncze fragmenty szkła,
a także gotowe koraliki lub rurki szklane w różnych kolorach.
Dzurko zaczynał od obrazów o wielkim formacie. Z czasem,
gdy jego twórczość poczęła interesować coraz szersze grono
odbiorców, wykonuje też obrazy tańsze, o mniejszym formacie. Z
dawniejszych prac w swoim obecnym praskim mieszkaniu ma
zaledwie kilka. Niektóre z nich od nowa skomponował kolorysty­
cznie. Na już gotowe powierzchnie obrazów naniósł w odpowie­
dnich miejscach klej i pokrył je od nowa drobniejszą tłuczką

szklaną. Przy tym zatarł pierwotną ostrość rysunku, uznając tę
nową formę za lepszą.
Dzurko powrócił również do rzeźby w drewnie. Jego prace
mają ogromny popyt, aczkolwiek ich poziom jest bardzo mizerny.
Popyt ten wynika z braku konkurencji na czeskim rynku sztuki
nieprofesjonalnej, gdzie tradycje rzeźby w drewnie są znikome. To
jednak malowane szklanymi okruchami obrazy sprawiły, że Ruda
Dzurko jest najwybitniejszym twórcą plastykiem wśród Cyganów
w Czechosłowacji i, obok zmarłego niedawno Janosa Balazsa z
Węgier, jednym z najlepszych artystów-samouków, jacy wyrośli w
tym środowisku. Jest on postacią bardzo interesującą nie tylko od
tej strony. Znany jest także jako narrator zajmujących opowieści,
bajek oraz znawca spuścizny ustnej swego narodu.

Fot. A. Bartosz

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6055" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6035">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/968ff31150738beb236d94e924aa017b.pdf</src>
        <authentication>3537a4dbc596f4f6a680c8ea7ede7f30</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72222">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:174</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72223">
                <text>1959</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72224">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:150</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72225">
                <text>Różne/ LUD 1957 t.44</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72226">
                <text>LUD 1957 t.44, s.599-632</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72227">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72228">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72229">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="72230">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72231">
                <text>598
WYKAZ WYDAWNICTW
Budownictwo
Architektura
(Warszawa)
Filmowa
Agencja
Wydawnicza
(Warszawa)
IHKM
Instytut
Historii
Kultury
Materialnej
(Warszawa)
Instytut
Zachodni
(Poz:lań)
Iskry (Warszawa)
Ks. i W. Książka i Wiedza (Warszawa)
Nasza Księgarnia
(Warszawa)
LSW Ludowa Spółdzielnia
Wydawnicza (Warszawa)
Oss. Zakład im. Ossolińskich (Wrocław)
PAN Polska Akademia Nauk
PIW Państwowy
Instytut
Wydawniczy (Warszawa)
PTL Polskie
Towarzystwo
Ludoznawcze (Wrocław)

I ICH SKRO TY

R

o

z

N

E

PWG Polskie Wydawnictwo
Gospodarcze (Warszawa)
PWM Polskie
Wydawnictwo
MuzYcZ::le (Kraków)
PWN
Państwowe
Wydawnictwo
Naukowe (Warszawa)

JAN CZEKANOWSKI

PWR i L Państwowe
Wydawnictwo
Rolnicze i Leśne (Warszawa)
PZWL Państwowy
Zakład Wydawnictw Lekarskich
(Warszawa)

BALTIKUM

PZWS Państwowy
Zakład Wydawnictw Szkolnych (Warszawa)
Śląsk przy Wydawnictwie
Górniczo-Hutniczym
(Katowice)
Sp. i T. Sport i Turystyka
(Warszawa)
Wiedza Powszechna
(Warszawa)
Wyd. Praw::l. Wydawnictwo
nicze (Warszawa)

Praw-

'.,

UND SKANDlNAVIEN

Die B'; l t i s c h e E x p e d i t i a n, das grosse wissenschaftliche
Unternehmen des Miklucho-Maklay
Etnographischen
Institutes
der Akademie
del' Wisse::lschaften - aus dem sich die Institute fur Geschichte und Recht
der Akademie der Wissenschaften
Littauens, das Institut fUr Ethnographie
und Folklore del' Akademie del' Wissenschaften
Lettlands und des Institutes fur Geschichte und des Eth::lographischen
Museums del' Akademie d~r
Wissenschaften
Est1ands beteiligt haben - hat ein so grosses und wertvolles anthropologisches
Beobachtungsmaterial
gesammelt
und in del'
Bearbeitung
von N. N. Czeboksarow veroffentlieht,
dass es moglich geworden ist eine allgemeine Orientierung bezuglich der anthropologisehen
Struktur der Bevolkerung
des Baltisehen Gebietes zu gewinne::l.
Bekanntlich
hat del' erste in dieser Richtung von Sophie Ehrhardt
gemaehte
Versuch
zu keinen exakt prazisierten
Ergeb::lissen gebracht.
E::st die Anwendung des analytisehen
Apparates del' polnisehen Anthropologie gestattete
die mit versehiedene:l
Methoden gemach ten Beobachtungen auf das Niveau der Schweizerischen
Aufnahme
zu reduzieren
und
die analytisehen
Ergebnisse zu prazisieren.
Die erzielten Ergebnisse habe:l gezeigt, dass die Esten und Val' allem
die Liven in anthropologischer
Beziehung so stark von den Skandinavischen Nordgermanen
beeinflusst worden sind, dass sie diesen :lahel' kommen
aIs die kontinentalen
Deutsehen. Das veransehaulieht
die beigefugte Karte
der Konzentration
des nordisehen
anthropologisehen
Elementes.
Die ganz unerwartete
Feststellung,
dass die Beimisehung
del' ftir die
fillllisehen Voeker charakteristisehen
palaoasiatisehen
Kompenente bei den
Letten starker ist, aIs bei den Esten sprieht dafi.ir, da ss die Periode des
letto-finnisehen
Kontaktes alter ist, aIs der Kontakt der Fi:lnen und Norclgermanen und noch im Inneren des KO:ltinentes stattgefunden
hat.
Nieht weniger wiehtig ist die Feststellung,
dass bei den Esten, dem
grossen A:lteile des nordisehen
Elementes
zum Trotz, die Beimisehung
des lapponoiden
(alpinen) Elementes starker ist, aIs die Beimischung
des
mediterranen,
wodurch
sie sic h von den Nordgermane::l
unterscheiden.
Das gestattet zu sehliessen, dass von den Esten autachtone Lappen assimi-

�600
liert wurden, we:1n auch die Hauptmasse
dieser Autochthonen
in slidlicher Richtung abgedriingt wurde.
Das Vorhandensein
der fruher
nicht priizisierten
anthropologischen
Unterschiede zwischen Littauer:1, Letten, Esten und Liven, und der enge
Zusammenhang
der letzteren mit den Skandinaviern
veranschaulicht
das
beigefUgte Diagramm. Es wird dart gezeigt, dass die Esten von de:1 Inseln
und die Letten aus der Umgebung von Libau sich in anthropologischer
Beziehung von den Liven :J.icht unterscheiden.
Die Ekspansion der Liven hat
sehr stark die west1ichen Letten und westlichen
Littauern
beeinf1usst.
Es unterliegt keinem Zweifel, dass die Lette:1 eine von den Finnen beeinflusste Randformation
des letto-littauischen
(baltischen) Volkes darstellen.
Die Anwendung der Methode der quantitativen
a:1thropologischen Analyse hat gezeigt, dass die anthropologische
Gegenwart des Baltikums aIs
ein Ergebnis des Zusammenprallens
der Fin:1en mit den Balten und Germanen aufgefasst werden muss, wobei die Ostseekuste von den Letten vor
den Littauer:J. und spiiter aIs von den Finnen erreicht wurde. Die strittige
Frage ob' die Finnen an der Kuste vor den Gennanen
erschienen sind;
werden erstei:1gehende
kraniologische Untersuchungen
entscheiden konnen.

..
WACŁAW PETSCH
THE VISTULA-DELTA
AND THE PROBLEM OF EAST PRUSSIA
THE PEACE CONFERENCE IN 1919

AT

The aim of this work is to show that a rigorous application of the
theoretic theses of the Peace Conference concerning the State frontiers
(principle of ethnographic
borders) can evoke catastrophic
conseque:1ces
and to draw attention to the faults of the method applied for a realization
of those. principles in practice.
The errors of the method consisted in the fact that data falsely repre~
se:1ting the demographic state of relations have been used as a basis. The
interpretation
of these data also evoked many doubts.
A typical example of a great political meaning (because it has been
connected with the problem of Gdańsk) was the question of the VistulaDelta.
The actual work gives details of the German demographic registration
in 1910 in the following districts: Kwidzyna, Susz, Malborg and Sztum interpreted in the light of the scientific conceptio:ls of Polish ethnography
between the two World Wars. (W. Wakar, K. Smogorzewski). The Commission for Polish Affairs (Cambon's Commission) which had to present the
High Council a project of the solution of above question calculated the total amount of Germa:lS in this territory to be about. 200.000 people. This
figure has no confirmation even in official statistics. Thus, the amount of
Poles in the Kwidzyna and Susz districts has been evaluated only as 700\l
agai:1st 73000 Germans. whereas the German registration
of 1910 gave an
amount of about 30.000 Poles, i. e. 23,291; of the whole population. A school
registration of 1911 quoted by the Polish Delegation evaluated the number
of Poles in that territory to be 37,000 people, i. e. 29,4:[; of the population.
A very important thing to form a proper idea of the demographic statistics
of that territory is th'e percentage of German population which was r:mplayed 1:1 the administration
service and therefore could not be considered
as permanent population. For the territory of Pomerania this percenb6e
umounted to 22,7 of the whole German population.
As we see, the interpretation
of statistical data plays a very important
role. We must also remember that the demographic registration
of 1910

�603

602
was tendentious and carried out in conditions of severe oppression of the
Polish population, as it has been known to the whole world. That is why
the author allows himself to quote the opinion of a scholar of world reputation, prof. dr Eugene Rome"r, representative
of the Polish Delegation at
the CO:lference: ••...all the above mentioned quantities
of Poles and Germans are based on official registrations
being more or less falsified .. "
Another expert, prof. dr Kazimierz Nitsch made the following statement: the war being lost by Germany the eleme:1tary justice requested to
joi:1 to Poland the Sztum district without any formalities ..."
Thus, a paradoxal
situation arose, both contradictory
suggestions in
1hc question of Vistula - Delta made at the Conference by the Commission
for Polish Affairs (supported three times) - to adjudge the 'listula-Delta
to Poland and by Lloyd George to make out of it a plebiscite territoryconcerned
an area vvith quite a different
demographic
configuration
th&lt;:n the one imagined by those who had to decide in that question. Now.
this very demographic
situation
had to be the decisive factor of the
expected . )lution. It is to be noted that the spec:ial1y important
for the
Polish independence factor of the geographic situation of that territory has
not been taken into cO:1sideration.
As example of tragic results due to wrong rigorous application of theoretic principles in the rna tter of fixing borders on the CO:1ference the problem of East Prussia has been chosen *). In this article the attention is drawn
to the contradictions
occurbg
between the consequences
of the right of
nations to self-determination
(of the ri~ht to a separate independant
organization of the State) and, on the other hand, between the ethnographic
principle of delimiting State boundaries which is sometimes carried Qut
too dogmatically.
When creating conditions of independe:1cy for a new
State one should not fix its frontiers in a way that would expose it to
constant da:lger from the side of its more powerful neighbours or to economic or transit restrictions,
implicitly paralysing its economic and politic
independence. This very element of the CO:lference activity - the disregard
of the security of small new- created States for the fiction of a quasi
common- security system was probably one of the most tragic faults in the
work of the Supreme Council. The cause mostly contributing
to the rise
of such shocki:1g errors was probably the fact that there wasn't any representation at the Conference, sufficiently powerful and authoritative,
which
knew a:1d could defend the interests of Eastern Europe, a dangerous disproportio:l in dealing with security- problems of West and East Europe
being the result of it.

* In an other work projects

cO:lcerning the
have been systematically
reviewed. That work
the Polish access to the sea and the principle
tiers on the Peace Conference at Paris b 1919
Przegląd Zachodni N. I in 1958.

Polish access to the sea
entitled: The que~tion of
of the ethnographIc
fronhas been published in the

The Polish Delegation at the Peace Conference being aware of the proper role and character of East Prussia-this
aggressive Germ~n colo.ny In
East Europe aimed to neutralize its offensive functions proposIng to ll1~orpora te same within the boundaries of Poland as an autonomous provInce
or to submit it to the sovereign power of the Ligue of Nations. The Delegation poi:1ted at the same time to the danger of halfway solutions in this
very question, because the cession of Pomerania (West Prussia) to Poland,
leaving East Prussia to Germany would create, no matter how right the
principle of ethnographic
frontiers could be, a permane:lt
fire- brand
territorial conflicts in this part of Europe. The Germans would constantly
aim to reconquer Pomerania
and to create a territorial
co:mection with
East Prussia. Besides, such policy has been unequivocally
announced 111
the Bemerkungen
del' Deutschen Delegatio:l zu den Frieclensbedingunge!1
in the passage conserning the solution of the Danzig problem. The danger
was so much the greater in view of the force disproportion
of both countries and because of the illusions as to the efficiency of the projected security system. Nevertheless, considerations
important for the Briti~h Empire
prevailed, that Power having the last word in this respect, as It became
elear later. The annection of the Germa:1 colonies, and of the German
commercial navy togeth'er with the reparations
seemed to be a more valuable acquisition than the stabilization
of relations in Eastern Europe. So
much the more that Lloyd George, being aware of the energy and expansion potential of Germa:ly, thought it would be more advisa?le to make
greater concessions in the East and to show more understandll1g fo~ German int.erests in this very region. In this way, the greatest aspIratIOn of
the il1ternational
community-the
World Peace became an object of play
betwee:1 the Great Powers representing
their own egoistic interests.
As trace of the historical attitude that Prussia should demilitarize
we
have the Report of the Commission for Polish Affairs dated February
12 th, 1919 a respective passage oI it being: ••...East Prussia ~ill be reconstituted under conditions guaranteed
by the League of NatIOns to secure
its complete demilitarization" ...
(D. H. Miller, V. VI, p. 350 and further).

:)f

H. WILCZEWSKI
ABOUT THE ETHNOGRAPHIC

PROBLEM

OF THE BALTIC SEASHORE

The postulate of the Polish naval ethnography
3:1? the. be~inning of
work as has been planned by the Committee for the ll1vestlgatIOn of the
development
of technics, science, art. tradition and socjal life of seamen,
for the elaboration of a naval ethnographic atlas with dictionary and ~r~ation of naval museumsi:1 other words- the realization
of the declslOn

�605

604
taken at the I. International
Congres of Naval Ethnography in 195'! at
Naples does not request a more ample explanation. Whe:1 scrutinizing the
existing literature about the art of building boats and ships, these most
important instruments of work and fight at sea, we must explicitly separate the Scandinavia::l schooners because according to A. Koster the German tribes settled in the delta of the Elbe employed till the first century
A. D. in navigation on the sea big hollowed boats and of course could not
challenge the Roman fleet. They also were not fishermen which stayed
teo long, because they prefered to lease the sea - take to a Roman comI;any. Kuster thought. that the continental navigation has been later taken
over by the Germans from the Roma::ls or perhaps from the Celts. As to
the Scandinavian schooner navigation it probably has a common genesis
with the Slavonic shipping on the Baltic sea. The Germa::l continental
tribes pressing forward towards the Slavonic population settled by the
Elbe were probably also taking over the Slavonic schooner joiners.
It is also known that after the defeat of the Veletic a::ld Obotritic federation the :3' wonic sea corsairy maintained oneself and developed further.
It is worth while to quote the remark of prof. K. Gorski (in his workPoland in the basin of the Baltic) that b Rostock there is even left a street
called Wokrenterstrasse
(the Slavonic word okręt, wokrent, meaning ship).
The Germans proceeded to develop their shipbuilding only in the Ha::lseatic period and in addition with the participation of Slavonic joiners.
Our most ancient naval schoo::1erbuilding developed on basis of our
native primitive forms which were known already since the neolithic period and the Łużyce maritime group was well acquainted with the sea as
well as the posterior groups of Vendic culture which administered almost
the whole southern coast of the Baltic leaving traces in the toponomastics
of ancient harbours and ports among which a very striking name is Lipa.
Lepa, connected not only with a name of a tree (lipa means lime- tree)
but rather with the adjective "Lepy-"
(feans, nice, beautiful). The presence of Kashubian fishermen stations on the Vistula-Mouth Shallow already
in the XIIIth century shows that the boats discovered eastward from the
Vistula mouth were rather Slavonic and the conception of their Prussian
ori~~in is not sufficiently proved, because it ~s known that there remained
a Slavonic populatio::l under the Prussian rule. The boats known from
Gdańsk-Orunia, discovered in 1933 and described by U. Lienau are in principle similar to boats previously discovered in Mechlinki, Charbrow and
Łeba and the way how their covering is connectad wita their coupling
aiso does not differ [raf that of boats found eastward from the Vistula.
The rivers Łeba and Radunia and the waters of the Vistula and the Nogat
deltas formed a comfortable communication system and the last investigations of VV. Lęga prm'ed that the old islands of these delts were constantly settled by Slavs.

It was Lienau who ::loticed that the discovered boats are different than
the ones used by the vikings. They ware not boats of open sea, rather continental boats adapted to navigation in protected waters, especially in the
waters of the delta and Vistula- bay. On the basis of materials elaborated
up to the present time, it is possible to state that the Pomera:lian sea and
Vistula-Delta fishing of the period preceding the Teutonic Order colonization, has been active in the Vistula Shallow. (It is worth while to quote
the words of a Gdańsk scientist, R. J. Selika, who admitted that even in
the beginning of the XXth century the inhabitants
of fishermen settlements eastward from the Vistula mouth had Slavonic features. At the
Vistula bay coast in small pictuI'esque fishnermen ports have been working
shooner joiners who built without drawings, in a traditional way, specific
boast and sailing- ships. (e. g. Modersitzki, the schooner-maker in Tolkmick)
which were carefully described by Szymanski, origbating
from Tolkmick
in his German works. In the material culture of the Elbląg province, as
well as in the whole Warmia province, many relics are still found, especially of village dwellings and it is know:l that the German scientist Dittrich stated that the Slavonic log-huts were cemmO:l on this territory
even in the XIXth century.

RYSZARD GANSINIEC
THE EUCHARIST

IN BELIEFS

AND PRACTICES

OF THE FOLK

The example of Eucharist is used here as a proof that the beliefs and
practices which were later believed to be superstitio::1s, have been originally
official church practices or at least approved by the main Christian circles, viz: monks, bishops, and clergy; these were their authors and from
them only they soaked through to the folk. Next is presented the creative
role of the, Latin mediaeval era during which became finally crystallized
the beliefs and folk practices ruling till to day.
The material is divided mio two big groups: L Church practices, thus
approved and reccomended ones, II. Practices prohibited by the Church
although exerted by monks, bishops and priests. The Eucharist for dead
people is applied in two ways: a) as a sacrament when the Eucharist was
put in the mouth of the dead. This practice is only known through the
prohibitio:ls of councils since the vth century; as those prohibitions wele
constantly repeated till the Carlovingian epoch we ca:l state that this custom has been deeply rooted and that the folk has been very attached to it.
It is undoubtedly due to the fact of late baptism because almost up to the
XIth century only adults prepared by catechumenical
schools had been
baptized. Therefore if somebody died suddenly he was baptized O::l the

�607
deathbed, confirmed and received the Eucharist as it was normally applied
to living persons. b) another functio~1 had Eucharist when it was put on
the chest of the dea.d as if it were a viaticum for the way to the other
world. This practice comes from the most ancient, antechristian
tradition
of Greeks and Egyptians to provide the death with food and dri:1k. We
find that tradition in the practices of Egyptian monks from which adapted
it for himself bishop Basil ordering to put the sacred host into his coffin.
The custom passed later to the Benedicti:1es and further to the high clergy
educated by them. This observance influenced the ceremony of altar consecration and outlasted here and there in the cerem:&gt;ny of Good Frida:".
More recent legends about people wanting to have the Eucharist in their
graves refer to the above mentioned custom.
2. The Eucharist
in Christian therapeutics:
numerous data prove that
sL1ce the II nd century, i. e. almost from the beginning of Christianity the
Eucharist has been used as medecine and amulet. Up to the modern times
a so called benediction of senses after the Mass has been recommended;
it consisted i'1 an overlaying of the corporale on the face. This custom
gave the beginning to folk-practices.
The largest expansion in medical
cure (as talisman against demons, sicknesses and vermin) had the Euch2.rist buried in garde:ls and fields to make everything grow well. It has been
given as drug not only to sick people but to animals also.

3. Purga.tio canonica is an eucharistic ordcal which did not come to life
before the Merovingian era. The bishop gave the Eucharist to the accused
who did not cO:lfess his fault, in a very ceremonial form, after a special
8dmonition- if the latter was guilty he died within a year. The Church
sanctio:led this ordeal by including it in the Ecclesiastical law as a disciplinarian means of justificatio::J. for monks, bishops and priests in case of
a serious charge.
4. The Eucharist protection of life and property. The talisman character
of the Eucharist is confirmed and emphasized by bishop Ambrose and by
pope Gregory the first; to those who are carrying the Host it secures safety. The fields which are consecrated by the Eucharist during a processio:1
are protected from damages like hail, drought, mice, insects etc. anel the
crop is secured. Against storms and thunders a priest with Eucharist is
aetive everywhere, the Eucharist or corporale casted into w3ter or fire is
a check for any calamity. This practice existed since the Xth century till
the modern times.
II. Practices prohibited by the Church. The authors and ad vacates of
those practices had also been monks, priests a::ld seminarists
from winch
they passed to the folk.
I. The Eucharist as talisman of property. Sewed into a dress the Eucharist protects from misfortune and guarantees success. Since the XIIth century shepherds having the Eucharist protect themselves and their flocks

a:ld herds against pest and wolves. The Eucharist sewed into a net always
secures a rich catch, thrown into a barrel of wine brings the publican ma~y
customers. Vegetables sprinkled with Eucharist grow better and are free
from caterpillars.
Foresters and hunters used the Host in order to be sure
to hit: this was a German practice.
II. The Eucharist in love magic is uninterruptedly
known since the
XlIIth century up to the present day in various form: kissing with Eucharist in the mouth, blowing in the face of the belowed person after having
taken the communion. 1:1 Italy and in other places the Eucharist has been
added to the food.
III. The Eucharist and foretelling: has been met o::J.lyin legends.
IV. The Eucharist as protection against the devil and witches: casted
into fire or water the Eucharist destroys machinations
and infernal delusio:1s and unmasks the witches.
V. The Eucharist in noxious spell: was applied in a decomposed state
(put under bed or treshold); powdered by means of a pestle evokes storm
and hail; added with feces to sheep food causes pest. (France). The possession of Eucharist was considered in France and less freque::J.tly somewhere
else, to be a proof against a witch.
Ale these practices and beliefs died out under a new intellectual
current- the deism, spreading from England (Scot) through Holland (Bekker,
van Dale) to France (Fo:1tenelle) and from here to other countries. From
the beginning of the fashion for occultism and magic (1450) originating
and cultivated in princely and ecclesiastic dignitaries' courts, and passing
afterwards to the middle class and folk- the i:lquisition court the confessional and the pulpit contributed in a high degree to the pop~larization
of
magic practics and beliefs. When the activity of above mention~d factors
ceased the magic mirage diminished and fi:lally stopped.

MARIAN

GOTKIEWICZ

RELIGIOUS

FIGHTS IN SONGS AND LEGENDS OF SPIŚZ AND ORAWA

The land between the chain of Magura Spiska and the Dunajec river
called Zamagurze Spiskie belonging today partly to Poland and partly to
Czecho-Slovakia
is bhabited
since the most ancient time by a Polish population of Roman- Catholic faith whose number is estimated to be 15.000.
Besides, there are in that place 3 villages inhabited by Lemki which are
of Greek- Catholic faith. Those villages lay on the Czecho-Slovakian
side
and have a population of about 2700 inhabitants
speaki::J.g the Ruthenian
dialect. They were founded in the XVth and XVIth centuries in con::J.ectio::J.with a wave of Wallachian colonization.

�609

608
The legends registered in Łapsze Wyżne in the Zamagurze Spiskie trents
of a contention which arose about the right to a village between its Catholic population and the Greek- Catholic Łemki. This would show that the
village being today quite Catholic could co:!tain for some time a group of
'Lemki new- comers who either assimilated with the Polish autochtons or
left the above village· migra ting somewhere else.
In the period of the counter- reformation
in some villages of the Zamagurze Spiskie which belonged at this time to Hungary it came to quarrels about the possession of churches between the Catholic populatio:! and
groups of protestants
protected by their feudal superiors. As an illustration of those relations we can quote a legend registered i:1 Krempachy,
a village in Zamagurze belonging to the Protesta:lt
family of Horwath
Stanchits de Gradec. According to this legend, on base of a mutual agreement of both disputing sides, the verdict had to proclame that the owner
of the church would be the part which first presented a new bar:! baby
of male sex. Luck was on side of the Catholics and they have got the
church. The religius antagonisms in the period of Reformation and Counter- Reformation found also reflectio:l in songs and legends of Garna Orawa which is a land between the Tatras and the Babia Gara where Protestantism was forced upon the Polish population by the lords of the Orawa
Castle. In the second part of the XVIIth century Catholicism won a defi:lite victory in Orawa. Most songs and legends based on the religious fights
date of that time. Some of those legends and songs outlasted till today;
their texts collected within the last few years are given in the present
article.

WOJCIECH

One of the disciplines that get much profit out of the investigatio:1s carried into effect by ethnology is the jurisprudence.
The latter gains when
ethnography investigates the history of law as well as when it deals with
problems of living law, applied today. It is easy to u:lderstand this connection when we think that almost every branch of law has its beginning
in the common law which contbues to playa more or less important role
even then, whe'n the written law is already developing, because then this
law appears mainly in the character of folk's common law. It is importa:Jt
to know this law when working at codification problems, or in normative
questions of law administration
a:ld it plays a certain role in the action of
"
.
colonization, especially when primitive folks are concerned. In our Junsprudence
the great importance
of ethnographic
i:!vestigations
for the
understanding
of the history of Polish law has been recognized a long time
ago because the latter had a prevaliant
common law character. To prove
this statement it is e:lough to quote the works of such connoisseurs of that
law as M. Borzyński, O Balzer, P. Dąbkowski, W. Abraham. Besides law
ćustoms have a meanbg not only for a better uderstanding
of the history
of law but they are also connected with living law and k:!owing them it is
ofen much easier to understand the conditions of today's life. this fact being
of great importance for the legal practice.
The author concludes with the observatio:! that a matter of interest for
the ethnographists
is also the problem ofsocial
and cultural phenomena,
such as proverbs, legends, fairy- tales, folk-songs etc, which often contain valuable information about ethical a:1d legal creeds, the proof being
the rich collection of O. Kolberg. Lawyers ought to pay more attention to
ethnographic
investigation than they do it now.
,

HEJNOSZ
ETHNOGRAPHY

AND THE LAW

The author begins with the remark that ethnography
has an ample
range of investigatio:1s and therefore is in a rather strict connection with
other sciences, especially with history. When dealing with remote past
ethnography meets with archaeology which in its turn bases the researches mostlyon relics of material culture rivalling, in a certain degree with
a:l actually developing new science, i. e. with the history of material culture. In spite of this competition with the above mentioned sciences ethnography reserves for itself almost exclusively a certain domain of social
life phenomena i. e. researches in the sphere of social ideology viz. beliefs,
superstitions, customs a:ld rites. We can state that such investigations interested the ethnology almost since the beginning of its activity, whereas
the methods of research work applied by this science secure the same a dominant role.

WINCENTY STYŚ
ECONOMIC MOTIVES OF PEASANT

MARRIAGES

This article is based on a:1 inquiry conducted in 20 villages of Southern
Poland in 1948, during which information
on 4950 married couples has
been collected. The area of land owned by men and wome:1 when marrying
was used as the criterion of their relative wealth. The manner they chose
each other was taken as the sign of their economic motives.
The average size of allotments give:! by the parents to their children at
the moment of their marriage was the same for both sexes. However, there
was a greater proportion of landless boys and a smaller proportion of girls
who have got the bigest allotments.
37,5;~ of men married women with allotments of the same size as the:i.r
own. 37,7 '1&lt;., married richer and 26,8 % poorer wome:J than themselves. But
only in 24,3 % of all cases the differences of property between the partners.

, I

!
-3Y.,Lud",

t. XLIV.

�610

611

were great. This proves that the policy of marrying people of more or less
the same standing predominated.
Anyhow i:l 62,59b of all cases smaller
or greater differences existed and acted as a levelling force on the agricultural structure, the more so, as poor people succeeded in many cases to
marry rich partners, whereas rich often ventured to marry poor but very
attractive perso:ls.

JOZEF GAJEK
AIMS AND METHODS OF THE POLISH

ETHNOGRAPHIC

ATLAS

The work on the Polish Ethnographic Atlas, which has been carried on
since 1954 by the IVth Department of the Institute of Material Culture History - Polish Academy of Ściences, (IHKM-PAN)
was initiated in 1947
by the Polish Ethnographic
Society, which settled the basic cartographic
principles of this publicatio:l. The years 1954-1957 proved to be a period,
of intensive work rn, the Atlas carried on in the Chair of Ethnography in
Wrocław under the supervision of Prof. J. Gajek. An atlas confere:lce has
been organized there in June 1955, over 40 ethnographes, philologists, historians and archaeologists taking part. About 170 maps, made by 17 authors
have bee:1 exposed in 7 rooms and the basic principles of the Atlas as weil
as methods of work were discussed during three days. Some maps will be
included in the trial issue and in further issues of the Polish Ethnographic
Atlas. This publication is at the present time one of the main problems
of the Polish ethnography;
as it is proved by the enclosed bibliography the
• problem of above Atlas has already a fairly rich literature.
The article e:ltitled "Aims and Methodes of the Polish Ethnographic
Atlas" deals in 9 chapters with the main problems connected with the
work on the Polish Ethnographic Atlas, viz:
1. basic thesises concerning the subject and the aims of ethnography,
2. problems and possibilities of the cartographiceth:lographical
method,
3. the carthographic
method and its relation to the system of cultural
facts,
4. the problem of time in the ethnographic
cartography
(the question
of dynamism),
5. Problem of quantitative
defining of cultural phenomena i:l the work
on the Ethnographic Atlas,
8. The question of the liaguistic
carthography
of the Ethnographic
(the complexity pri:lciple).
7. Problems of historical processes and of geographic environment
in
the work on the Polish Ethnographic Atlas.

3. The question of the linguistie carthography
of the Ethnographic
Atlas.
9. Some problems con:1ected with the cartographic technique.
I:l those chapters the author puts a stress on the necessity of givmg
a definition of ethnography,
stating that it is a historical discipline and
as such not 0:11y looks for general genetic laws and names them but is
also interested to investigate the evolution of these laws in respective conditions of folks and nations. Ethnography, defined i:l this way aims, like
history, to concrete investigations
concerning the developme:lt of definite
iolks and their culture. Such a standpoint gives in consequence the impulse
to researches whether a folk (or a tribe) differs b a given period from
its neighbours and what elements constitute a community binding a group
of people into a deffinite ethnic unit. When i:lvestigating contemporaneity
the ethnographer
does not limit his acti vity only to searches of relics and
cultural phenomena of relic character but investigates the culture i:l its
full context and by means of a quantitative
determination
of occuring
changes learns the directio:1 of its evolution. Thus the present is a point
of issue for ethnographic investigations of the past. At the same time, the
contemporaneus
material used for those investigations
ca:l provide suggestions to the reconstruction
of bygone historical processes, to the interpolation of materials in case of ambiguity or when sources are missi:lg;
the above material serves also to complete the picture of the development
of peasant and proletarian
culture, to evaluate contemporaneus 'processes
and to discover evolutional
tende:lcies in a culture of an investigated
nation In further chapters the author discusses the possibilities of elaboration and interpretation
of ethnographic investigatio:ls by means of a cartographic-ethnographical
method .

MARIA ZNAMIEROWSKA-PRUFFE.ĘWWA
MUSEUIvIS AND ETHNOGRAPHIC

SECTIONS

IN POLAND

1. Actual requirements
and summary of the present state. Protection of
folklore relics of the past. The authoress describes the actual requirements
of ethnographic museums and draws attention to the historical and social
value of folklore relices of the past and relics of art. She str~sses that they
are greatly imperiled, this state being especially dangerous in view of the
fact that Poland has bee:l much more devastated by the war than any
other country and is extremely poor as far as folklore relics of the past
are concerned.
The aim of the article is to analize the shortcomi:lgs and the requirements of the Polish ethnographic musem science in order to mobilize efforts
preventing
further irreparable
losses in that line. She makes appeal to
39'

•

�612
authorities, cultural and educational social insitutions underlining the i:J.significant investigation possibilities of ethnographic ce:1tres.
2. Summary of the present state a) the quantity of ethnographic
collectio:J.s is quoted in the review of museum assemblage amenable to the Ministry of Culture and Art; the above review deals with collections of Polish origin within the limits of 17 provinces, the quantitative
data being
of the year 1954 (because of editorial difficulties the article has been issued
with a delay of few years).
As per quantity of collections the first place belongs to the Ethnographic Museum in Cracow, which owed in 1954 over 21.000 objects against
about 22.027 L, 1958; next is the Museum of Culture and Folk-Art in Warsaw, owner of about 20000 objects in 1954 against about 21.339 in 1958; then
comes the Ethnographic
Museum in Lodź, which had about 11.000 items.
The enclosed map gives a certain

idea of the special dislocation

of the

ethnographic collectio;1s in Poland in 1954.
European and other continents collections in Poland are further described the greates .. number of the latter being, in the Museum of Culture
and Folk- Art in Warsaw.
The inventory of ethnographic collections of Polish origin gives a certain idea of the collection specification
according to such sections as:
hunting, fishing, shepherding, bee- keeping, cultivation of plants, mining,
architecture
(models of huts) sculpture, folk-woad-carving,
fretwork, all
sorts of implements, especially gingerbread forms, wicker-work,
netting,
furniture, painting on glass, cuttings a:J.d labels, tissues, printing blocks
for tissues, dyeing with dyer's weed and animal dye-stuff, embroideries
and lace-work clothes and folk-dress, decoration and workbg-up
of rawmaterial in the line of pottery, tile manufacture, working-up of skins, metals
and amber; next come articles of rite such as Christmas
marionettes,
mO:J.sters, Easter-eggs, pastry-products,
podłaźniki (spider~like ceiling decorations) toys, models illustrating
folk-dances, musical instruments, therapeutics, legal customs (measures, signs, emblems, fishermen marks).
Beside the collections ame:J.able to the Ministry of Culture and Art, ethnographic assemblage amenable to other institutions
are also described
here. c) Outdoor museums. Here are enumerated
the few remaining on
place or removed relics of folk- architecture
in the provinces of Gda:J.sk,
Cracow, Olsztyn and Katowice.
The administrative
structure of museums follows further and provinces
having the richest ethnographic collections of Polish origin or from other
countries of Europe are mentioned in successive order. (In 1958, i:1 CO;1nection with the new decentralization
policy, the majority of museums
in Poland is passing under the supervision of local administrative
authorities).

3. Requirements of the ethnographic museums in Poland. A coordination
of museum work with other scientific institutions is requested. It is also
necessary to specify as soon possible the character of museums and ethnographic sections and to define the range of their scientific i:J.vestigation
activity embracing a chosen region. Moreover, it is necessary to fix a plan
for the development of museums, taking in consideration their specifity
in particular branches of culture, e. g. hunting, fishing, folk-art or its chose:J. sections etc. At last, the matter of planned gathering of collectiorls has
been discussed, the question of scientific documentation
based on simultaneous i:1Vestigations, as well as the problem of difficulties and shortcomings, resulting
from unsufficient
credits for researches, money for
buying objects etc. Some museums have already proved to be successful
thanks to sporadic collaboration with various scientific institutions,
viz.
!:J.stitute for History of Material Culture-Polish
Academy of Sciences, Universities, State Institute of Ar1;- Scientific Societies, etc. A very urgent
matter of exchanging items with foreign museums and the necessity of
organizing or completion of Polish folk-culture
exhibitions abroad have
been emphasized;
It is also necessary to make a:1 inventory of ethnographic collections in
Poland as per special sectio:J.s and territories in order to complete them
in a planned manner. In connection with that, systematic catalogs of
exhibits and geographic catalogs should be introduced, if wanting. For
this purpose it is necessary to agree upon a conventional systematization
of collections. Very urgent problems for the majority of Polish museums
are those of adequate buildings, sufficient staff, tech:J.ical equipment of
laboratories
for conservation
and photography
and especially a great
shortage of technical foreign literature.
The after-war
difficulties in the
line of suitable premises make the question of organizatio:J. of display
storages particulary
important. (Written in 1955).

TADEUSZ SEWERYN
EXPOSITION

METHODS AND IDEOLOGICAL
STRUCTURE
ETHNOGRAPHIC MUSEUM

OF

AN

RESlJME
Three main types of museum expositions' developed in the XXth century: the storage type, the decorative type and the sC2ntific one. The first
system wants to impose O:J.the visitor by the multitude, the second by the
decorative arrangement
of exhibits. Both types of exposition are obsolate
today, although the fashion for decorativeness has not been yet everywhere
surmounted. The characteristic
feature of the scientific method of expo-

�614
stion is the priority of essence before the form. This essence is assigned
by the social aim of the museums. The scientific exposition ought not
avoid beauty.
We consider to be beautiful
such system oi exposition which being
organized in a matter-of-fact-way
gives the visitor also an aesthetic satisfaction.

615
of photos successively presel)ting a plastic head of a mannequin
clad in
a folk- dress was a trial demonstration
of the principle that the main purpose of presenting such non- individual uniform shape of the head is to
turn away the attention of the spectator· from the face of the manequin
towards the very object of the exposition, i. e. towards the dresses. The
voices of specialists at the conference organized by the Board of that
museum voted for the trial head III. The problems how to expose figured
folk-carving
(socles, columns, shelves, grates, niches), embroideries, tissues,
and pottery has been later discussed, as well as the problem of construction of show- cases for a permanent
exhibition of folk- dresses and their
rhythm in the system. It has been stated that standard museum implements of universal application
do not exist, because they are subject to
changes in dependence of the object and character of the exhibition (which
can be permanent, temporary, touring, representative).
Finally the problem
of labels and inscriptions
has been emphasized, their laconism, intelligibility to everybody and strict connection with the theme of the object
being postulated.

~

Projectors of exhibitions in museums arranged in a modern style have
to their disposition principles of symmetry, equilibrium
and uniformity of
the order; they can also apply a system of interpenetrating
and intercutting
forms by means of colour, dynamics of line and gravity of lump, examples
of such methods being found in objects of modern art. On the other hand
no innovation system should be applied which would be unconvincing for
the spectators or distroing the matter- of- fact- order by advancing aestetic factors to the first place.
An important aim of expositions in an ethnographic museum is to teach
how to think historically.
In the Ethnographic
Museum in Cracow three
elements of folk- material culture have been presented in a historic order:
I} how a ma;]. got his food 2} how he dressed and 3} how he dwelled. A supplement to the presentation
of the material culture is the exhibition of the
history of villages showing the development of social and production relations in a Polish village. Only after taki:lg notice of production tools, productive forces and relations in production in historical scale the spectator
passes to the exposition of folk- art, one of the main features of which is
a strict co:&gt;tact with everyday life requests. The range of such a structure
of exhibitions depends of the special plan, the latter being not an improvisation but a product of a long creative work ..
This plan regulates the possibilities of fulfilling the fundamental
problems of the museum, the rational circulation of the public in the premises of the museum the social function of the storages which should be
accessible not only for the scientists, the best administration
of the space;
the avoiding of improvised lavishness in dislocation of exhibits etc. In the
realization of exhibitions all sorts of problems are combined: the style of
work of the museum staff divided into working sections and the participation of country manufactures
in the arrangement
of exhibitions,
e. g.
such as joiners, potters, fullers, ove:1- fitters, oilmakers etc.; the Skansen
type exposition fitted in the museum building and performed by the conservator, architect and joiner a:J.d the exposition of folk-dances
made by
the sculptor, costumer and choreographer;
appeal to the sense of sight
and to the sense of smell in the perception of the objective truth of the
expositions as well as problems of light and of engagbg naturalistic
elements (pulled out of nature) to modern exposition- to say the truth in a definite proportion - to the space occupied by the cultural products. An important problem IS the question of exposition of folk costumes. The series

.~

�617
11. IiI.

(1937) -

Ay:lb

C OCTpOBa BOp~IC.
12. H. rll:Ib
BBII)l;y
Jl Hoca,

IlPHBA:ITHK_-\
Bn:I'I'I1ll:cKaH

m!.

rp.aq)l1J{

c

SriCn8;\HlIlIfl,

II aH'rpOrrO::IOrIlII
H.

H.

Mya88M

peay:IbTaTbl

AllTpono.'IOrlneCKlBl
cllIH B

.il WT

18

OB II e n

HepeTCI\O~I,

512,

aa)l;a'lH

II Be.1IOpYCOB
Pa60Ta

Tome

100,
CTO n

COiflllH

(1939),

JlIITepaTypLl,

TbllliCKllX

)l;OBoeHrrJ,IX rry6mUWI.\llit,

12
1.

cJle.lYJOIl\IlX

IiI.

EP

°

npIIBO;{II'T

cepllit

H H a OII

516,

B

pafloHax:

He

HO nil

IlcKOBCI\oJt

06:IacI'1l

BHalOll\OH: rrOt[bCKott
HeMellIOlX,

aHTpOrrO:lO-

aCTOIICHIIX II ;;Ia-

;1J\HJlble nOBBO,LRIOT lIcnO.Lb30BaTh

ua6:IIO;:{OHlItl:

(188:1) -.60

:mTOJJlle13

Hono-Ai1eHCaH;:\p013CIWrO

yea!!;a.

2. Bo6ep
(1810) - 60 :r,n-blllieH
3. H. Hepy}l
II '1'. _\1. BIlTO:IbC

H3 OIipeCTlIOCTeit

(HJ28)

-

143

JI1l6aDhl.

:IUTMlIlett

H3 3eCBereH

B BeH ;::(eHcriO}1 yc:qo.

4. II.
5. C.
Clwro

6.

BII:Ib;.{O
Srprap;\T

Renno.

(DC.TIllJ['

820 :)CTOlIql'H (DC.L:llIHCI:Ofl) ~'c:ua.
114,) ;)eI'OHIIOH (:'ly;'j"IHll Il ;~ieHLlIIlH)

aHulIa

OCTpOll'\

KO

rJIa3a

13 -16

-O.

T.

II

AY:lL

(1n:32)-

]:38.i

SC':'I:nllil

(.\I.\';'.h'IHH

II

ai'.'JIIl\IlH)

OCf1I1'JH

II. P.

Bll.L,Ll'\IC

(192(j) -

(q'W,LO ]:LjO

:lCT')IICliIlX

nplDbIBHI&gt;IX

c

~[;lTt'-

10. P.

B][:I:InIc

(1~)2Il)

_. 1.ifl ::Wf(l][Ch][X

IlI'Jl:ibIJJllhIX

e l'CTpOBOB.

Ta6.

'ITO

Ba:ITHi"ICIW.fl

II IIBeT

a

c.2:30),

B a Uli C,

'ITO Bu:r'rniicliaH

pa60Ta:III

1J1lleill\&lt;lpcrm([

lIClIpaBIlO,

a

R,

nTopoH

'I'O:lb·

ć\ WI'Opot'I -

nOilaHHble

IIpllMelleHllII

no

A

B Ta6.

HOHCTaHT

;::(JIH IllBell:lIap-

PC~3YJIbTaTaJl
pcay.LbTaTbl

Slicne;:J;Ill\HR

yponellb

a,

Pa·

TO;R;.{eCTJJeHHOCTI&gt;orrpe):leJle.

06p,:V10~1 YTocIlIHIOIl\IlX

HaCOi1CIllUl

(I) II III e p

D TO~I, 'ITO CBe·
a,

onpeilo.LeHHblx

nO'-ITn rrOJlnurr

3TIlX

onpo):\e.1Ill:la

IllHa:rO

coc'rom'

nplI

onyÓJH1-

IIO OT IIa3IlOHa.

:'ITO OTTeH!&gt;1l A -

npOJleHllO

TO
HLUle

(1928)

6bI.~U 1I0,Ly'-IeHbl peay.l.bTC(TbI,

oECIDlal\l!eH

paape-

CpanHeHllc

1\1apTlIH

nIl,aabl

;:I.o BaHll tt,

C'he~IKa

C'beJu.;H

BapeHCJ{oro,

cTapott

6ponot!,

nepe·

HCIIO:Ih30BaIl0

II

C'bihmot'l

16

nepnoH

IlOJIY'IOHHaH

cml):\eTe:lLC'TnYCT,

TaM

S Kcne;VlllllH

nOJIOC no
lipaR

12 -

no.'IOCLl

HeO;J;IUIanOBIDI

I.

Gbemm.

COCTaBa

" nonpoc

;~BYX nCCJle·
CIW li X

u IlOJII,CKaH
nepenoilU

paapPIlICIl

BnO:lHe

Ha6:l10-

AHTporro-

IlX cIIlC:rOBblX
Y.lOn:IeTBOpIl-

I'e:'IbHO.
Tao.

IV

II VII

Ha

Haill -

'l'.

l~eIlTb['

;:{aHbl ]H~ay.Lf,T,\Tbl

OCIlOnalIlllIl!

;J;eiflOp~IIlpoBaHhl

npJDICCIl

I,ll J\ i.l.

no-

AII'I'pOnO:lornqec·

HH Mhl!!;;;IHpcr;lIit

II liInollllapCI;ott

annp

rrpIIBbIBnblx.

:l,~eCb Ha

.\Iooll.

no-

aTIIX pe.lYhl\IIll

-BelllfeHCliOrO

OT HIl;RHero

(1954,

Ha

Ha

:JTa p T II H OM

tITO Tpy;{HbIM: nonpoc

AIITpOnO:lOrlI'leclioH

:'IT)' paaHIIl~r,

BhI'lIIC:lenhl

:rorIl'IeCIiaH

pCIlleHlle

HCC:l8;::(onalllI(1

npOlpeccopOM

Hurt C(IITpOnO;JOrI-I'IeCHOro
.leHllii,

PC3YJlb'

'Yil.a'lHOe

AIlTporrO;;IorlltleCliOll:

SClIeilHlIlloll.

B y Ha E a

CBeT,LhIe

'IeliaHoDcRoro
CHIlX

V.

II IIO:lbCIWioi

JIBJlHeTCJl

paltoHOB

IloJlbcKoi1

IIo:Ihcfioit

'YqUTbIBaH
OHU

):\JlH

nepBOM: :'ITO HO:'Iepa

IllBCiIl1apIl"I3
II.

qTO

CXeJ'le

Melli;!;y

VIble

BbICO'!'Y :llllla

n BO:'lOCLI, nplllliJlOCb

Bcex

Toro,

S[;CnejJ;IlllIlIl

mBCIIl~apCnOii:

JIIII.\a 1[:J}lcpR:Ia

H3Be;l;CIlHhlX

;) le:ll&gt;.

8.

.;

B

(103;») -AY:I l&gt; (H12fl)

ypoBellb

BaJITlIttcJ{ot\:

no

II

2/5).

amTe:IeiI

Ha6:I10;::(eHIl(r.

D Ta6.

pe3Y:lbTaTbl

):\OIiaaaTeJlbCTBO~1

OC:'IO;'KHeHO TeM,

rJIf\a

BhlCOTy

;r8,llHbIX

(1924) - 189 II:YP:IHIU:CnllX i1HBOB.
(1!):~:1)- lO! ,)CTOlllpn npllxoJ,,\
B.

y03"a.
H. AY:lb

'i. II.

a

FhIXBI1CKOM II IlJIp-

pai10He

peayJlbTaTbl

lIB8T

SCTOI!-

r:laaa

HUO:IJO,J;PHlltt. PeayJILTaThl

BaJlTHitcKot-i

JWB&lt;\JI pe3YJlbTaThI
pcayJlbTaTOB

CBeT:IbIe
nO;Iall

(ncex

1l3)lOpR.Lll

cTaGllJIIl3HpOBaHHotl

Yil.ODJIeTBOpHTeJlbHO

IlCC:lep;OBaHHbIX

Kam;J;an:

II BH:IRHCIiOM;

BnOJIHe

OÓCTOHTeJIbCTBO,

BBpOC:IbIX ~lym-

patlORe.

C~lOprORCKO)I

IIlell

PYHe

SCTOHIUI

II VI.

HarJIfl;J.JIbnl

IiOll: Cbe~1HH Ha

alITpO-

:JfapHa.}lllO:'lbCIWM,

JI aTblIlleH

III

BO)l;f\ HaO:lIO)J;eHIlJI

(1954).

'[enOneli

TarracKoM,

OCTpOBCI{O}[

SI' p I' ap).lT

1845

CTa

BapeHCKO~[,

TapTycr{OM,
n

rll'leCIWll

:IlIllib

MeHee

PaKI1lliKCKOM;

EH

l.J:e6oKcapoBblM

06XBa'-IeHO
Ile

O'lOIlb

BHCT-

oCTpoBa

a.HTpOnO:lOrll'I8CliIIX

rrepenecTII

rrplI~leHeHllll

cencpo-3ana;::(1l0ll.

paa:IIl'lHO

pa60Tbl

aUTpono:rorll'leCKIIX

;.(aHbI B Ta6.

COBMeCTHO

cep,

IllBe;IbI

B TeXHlllie

rr03Bo:rIlJIO

npl1

TeXHIlKH

HHCTH'TyTOM !feTopuH

II

)J;06eJlbClwM,JIuM6amcHoM

IletlOpcKoM,

BemmopycoB

6bl!IO

CCCP

SCTOHC/iOi1 CCP.

H.

H.

no S'THorpa-

HHCTIITyTO}1 STHO-

JIu'roBcKott

CCP

HaYK

HnOH'leHeKOM,
II

pa60Tbl

Hayri

Hayr.;

JIa.TnHiłcKOtl

'1IICJlJUlIlIX

Re:Ib~leC[,;o~1

AtlCnyTcHo"l,

n paflOHax:

ByCRO;\!;

AK,~;!;emlH

ony6mnwBaHbl

B pail0.:ax:

nO:I8BhI8

opraHllaoBaHa

Af{age:HIlll

06C:'le!!;OnaHIIeM

615,

cnOll

6bI:Ia

AI{a)J;8~mH

MeCTHblX rpynnax,

HpeTIlHI'CHO;\I,
l\en

II ITpana

II iflOJIlmopa

II S1'HOrpaiflH'IOcr';!D1
1l0::I0l'rPleCIUle

r.,

:JTlm:lyxo-l\1a.K;:rafl

HHCTHTyTOM HeToplHI

'T.n'O~1 STHorpaqnm

IIa'laBlliafl

1952

:I81'OM

1(926) -

IlCC:Ie;IOBaTe:lII

paaHIn~u

,LyqaeMble

qnm

~(elI
'ITO

STOt'! nOil.rOTOBIl1'e.Lbllot1

:noil:

II CRAH;J;HHABBIT

IUJJO;rOB 1I3

a TO;Re HeO;::(lllIal{OnO BbqO:lH:l1l

BbIJICHIITb
TaT

Toro,

117

;{aHlibrX

BC:IeilCTBUC Toro,

He

llbL'!,,:1![:l

cpe;:J:Hae)1IlL)~I')PC1;l!i\
SrID!

y

OO'bRCIlfleTCH
:I [\Tblllieii.

IH13Ha'lIITl'.l:bl'lI.l

n

Y1.

rHO([CTnl'Hllol[
UU,IbChOit

m.I'IllC:IeHUH,
OIllI

110 Heil,

IH1a)(rpLI

nPJ'lOHTIIOCTll He

Ii aH[\:rH3Y
On

S.LP}ICHT, nOBbIlIHlJI

IIOBblIUeHIlC.

rr:ICMc"
pH3;:1.C:ICH
IlX npo·

cpC,J;Jr:3e)lHcnropCnOll

na.Lroa:JIlUTcliofr

ill)X(l;(flT

lIpO'

H03Hf\'1IlTeJlhHO

yrpO'lpIlllChlDI

~~llTpOnO:JOrllll.

II :lRrr.)1l011;J:HLlit
JHraJ;O'IHOC

C,\';lR

II 110 Hcri\

TIm,\

III

'iTO :,ICTO;.{,npncnocoó:rCHHblii

npIDll'CJT.

IT. na:reOU31I&lt;nCnl'!fU

alla.l.llTI!'[OChlIX

Tao.

;:1.0. G.

npllMeeIl

TC'}1 Ile

~leHe8

�619

618
OHa

npOIlD:IReTCI1

paCIlHlpeHI1C)1

BOCTO'lHOli: paCCbl
CBpOnl1~Hoft

11.

lleBeI.\nHMI1

Il0&lt;ly'leHl1e
TJtl%cKue

a

nOJlOrll'leCnOMy

CTp:n;Type

nOha':lblBąeT

aJlCMeHTa.

COBceM

y

~leHee

llenTa:'lbHoro

THna,

npe):lrrOJIaraTb,

T.
8TO

TeCHUlI

'1a,IOTCR
'lCCHlItI
'rOM

)leiHiJ,y
OHa

JlaTblIUłI

Ha

OT JllIBOD.

ROTopalI

O ,l\1llaX,
ełl\e

Ha O'leHb

CBH):leTejJb-

;::\0 HX allTponoBl&gt;ICOlmi1 npOl\eH'r

:JaIWIO'IlITb,

\popMal\1111

npUMeCb

'ITO

OHH

JIIłTOBl\aMlI

OHpeCTlIoCTCH

MO;HHO rrpu

JIaTblllll1

TOBl.(eB Ił IT03me
ItJlM

OaJl'raMn,
~lIHHOB.

tPIUllIbl,

KpaHHO:JorM'IeCHOrO

JIUTDlIlI
oOJlee

II

mBeAaMH

npll'leB

aCTOHl\aMH
O'leHb

rrOBJllIRJla

JHl,TbIWn

~lIIICKlIM

OCTpO-

He

OTJIHnpl1

\popMa-

;::IJlI1 Il0.'bum

nepBoro

KacaeTCfI
hO}lIIccnett

3Ha}IPJIHTOII

19.

1919

He

rrO:Jy'lHJIU,

ITI

IIOJIbCliott
Mepe

.TJ:e•• eral\IlH,

TeppllToplIR

6h1.'1a HeMO~H,\lI,

CQlITU:Ja

R3hIH,

O):(Hal;O,

;J:a;HC :)I&gt;CrrepTbI

reorpu\p,

TCpplITOpUH

B

'lTO

CTOJlKHOBeHIIR
3aHI1JI

Il0.'bCnan:
):I06lfTbCR
He

rOllopn

;::Ie"eral~IHi

npH"lHalłlllI
npo

ee

Ha

Talmx

.:\IHpHot"!
rpaHHl\

IlCTO!)J[4BCt;lle

IlPYCCl1lI
B

hOH\pcpeHl\UII
HU

npaIla,

3arra;::le,
IlacyIl{HbHI

HI19

rrpo~.

H.

E.

onn pa"IICb

CITIICHaX

IVf(~pbI

II rrOJlflHOD

O

n

Ha

HO

a

IipafiHett

'ITO Óy :lTO

CTopOHa

HH3hIBa.'.!o,

pO;J,HbIM.
'ITO IIPYCC-

3IIa~IeJIHTbIli:

CI;a3aTh,

'ITO

HOJlH'IeCTBe

Hace ••eHI1II

He TaIIJlII,

HUlli

Bce

y'leHUtt

rrplllleAeHHbIe

npOIKI1BalOIl\HX

OO.'IbHICI1 H:JH

MeHblllett

BceM
ObI aTU

ropMunCHaH
li

OHa

3liCrrepTOB

'ITO 60'lbllIIUICTBO

HOH\pepeHI.\HII

lIMe.'.! CMeJlOCTb

O)J.lllI

Il0'lblIle

j,pHTepHeM

Ha

COBe-

CrrpaBe;.l:JHBOCTII.

nO:lb:30BaJlOCb

COI03HIlhOB

BC:Je;:J;cTBHe

:)'fHX :W)IC.'b

łH~ (PanTe,

BC;;JO):lCTDue Toro,

I1aCeJleHUe

POMep

npl1'łIIaHlIlO

BepXOBIIoro

I1HTIlI,

rrpll3HaHne

;:J;UHHbIe TeH;:J;eHl\1I03Hbl,

HeMl\eB

TepplITopnll
IlOJlbCROrO
8eMenb

Il0BIICJIlłfl

rOCY;:J;apCTBB

1919

B

npooJleMy

r.

oopaaOM

ero

6bl

B cny'lae

rryoJlll'lHoro
Ha

RpOMe

'roro

aHa'leHIIO

nOCTUBltJlO

):lame

opraHlIaMa

31Iłl\IIM

HMeJla

orpO)tHoe

Il0JlbIIle

r;:J;UHCRU,

'leCKOrO

qTO

UIl-

(~lIHHOB

paHbIUe

JlIT-

rrooepemlle,

OOCTOI1Te:IbHOe

IIAPHlliE

COneIl\ąHIHI
rrJIeOIlCl\ltTa,

06-bCETHBHbDI

HOTOpblM

Ha));

HU aToli:

cTerreHIl

\paJIb-

ClItPlI~HpOBaHbI.

H:~Y'leHl1e

ra~lIfI

HacaeTCfI

yTo'lHHJIa

;::\:Ifl

llOTOMY,

H

D03pOiK):\aBlliel'oCII

'ITO

COBepllleHHO

ycTaHoBaeHl1lI

rrpana

UHTHllOJIbCHHe

IIA

:Ml1PHOtl

l'.

rrpll:maHHe

B .IlpyroB

B He~1 oc060ro

IIeCOMHeHHO

aTHX

oCDeIl\eHHII

BJIlIlIJlO

IOpll):llI6bI

TOpMO-

110JlbCI&gt;afl

,Il;eJle-

TeH;(eHl\I1I1.

):(pyruM

BOCTO'lIIOtt

IlpYCCUI1
MlIpa

C ee

lIymJ:H)1

THBOf!:

He

CMorna

OTBe'la:'l1{
al&gt;oaomncc-

ObI,

IIH'IeCEOe
BeHHhl~I
•

HI1X

'ro

'ITO

rrpUBHJIbHOe

npHHI.\UrraUJlbHOe

II ):lJJR oeaorraCHOCTlł

TyT

HOT II Me.\IOpHa:JOD,

rrO;J;'1epnHBąJlOCb,

aa.IlU'IaM,

MMeeT

Il0JIbCKOM:

D

HOTopble

pa3-

rrpOTUBOrrOJIOm-

pa:JpemeHl1e

3Ha'leHHe

EDponbI,

He.}lel\J;Oro

II Il0J\lOpbll
)lllJlJlllOHOD

rropaOOIl\eHlIe
KOHTpO:JeM

C"aH;:J;I1HaDUH,

Ae:Jeral\HI1

KOMrrpO~IlICCB,

rrpuHflTHeM

25- 30

B

crropHblM

B \popMe

I)

r.

IlpyCCllH,

B plIAe

rrp06J1eMbI

).J;JIfI coxpaHeHHII

a ;::InR Il0JlblllH

CBflaaIIO

rrplI-

cyIl\eC'!'BOBaHHe}1.

MHeHlIlO

HOf! IlpyCCIUI

BOCTO'IHOtl

rrocTyJlaTbl

1917

C

BOCTb BceM

llhIBąfl

B IluplIiHe
I&gt;OTOpble

Bonpoca
cnoll

PUOUTbIBaJlHCb

Ilo

hOHll&gt;EPEH~l1H

HeJlIl\aMII.

rrpo\p.

'ITO BOrrpel;I1

Obf:JO aKTO~1 a::Ie)leIITapHOn

ceÓlI

CTaTHCTlI'IeCI&gt;lIe

Ila

óe30rOBOpO'lHOe

yea;::la

C'łlITa&lt;lO

RHe

Dbljla3\1J1CfI

ITO-

cyBepeIIII'reTa

::IC:Ja}1 :Hol% TeppI1TOpHII,
Il0:Jbluett

'ITO apr yMeJIT bI I1e~(l\eB

Bce06łl\ero

BOCTOŁIHOtl

XOTfI, I,al;

repMUllllef!

oopaTHO

60:JbIllOtt

llpyccllel1.

IIpeMbepa

H npOHrpaHł\OrO

Il1TYMCJ;OPO

paapelllUTb
11 IlPOBc1IE:MA

r.

rrO:1~"IHTb

Ca}!Oll

TO II:IBeCTHO,

nO:lbCI&gt;łl}l

;l,1'aJ;1! 6pll'r&lt;UICEoro

Ta

:Ja

II BOCTO'lHol1
ITYlłn1'a,

no

Y;::Ia:JOCb

n06epcmbR.

OCTUB:1emle

qTO

MO-TaHU

Il0Bl1C.J1l1E

Obl:IO

IloBHC:Jl1e.}1

1l0JIbllIe

1I0pfl;:(I'a.

)IOpCHOro

DJlHflHlIeM.

rrOHaaaJlO,

e

MBTepl1aJIa.

BOCIIIloro

OTpeal)I;

npaB06epemHhHI

ITOKa-

-

nOAJlemllT

;:J;OIUJIlI ;J:o MOplI

anWb

I{ .'1ł!-

RCHO

Oa'lTl1ttcRylO

I;TO paHbIUB

pa'·1peWI1Tb

YTO-

HU aHTpOnOJlorHHe

aHaml33,
peayJIbTaT

CITOpHblH: Bonpoc
MOiKe'!'

He

II

lle60:JbIUoi1

B o\plIl\lIaJlbIIbIX

eIl\e

aHTpOnOJIOrłl'leCKlI

ApeBIIHM

Ilpll6uaTHKH

HblHe

II lliMYAH.

KOJIH'IeCTBeHlIOro

llaCTOI1łl\ee

AO

COCTUBJlRIOT py6emHylO
nOA

MeTO;(a
It

JIHBOB ClIJlbllO

'rOM

'ITO D aTOM

ilU TO, 'ITO aCTOH~bl

JII10aDhl

aana~Holi:

oopa30Ba'laCb

repMaHl\aMIł

BHIIMaHlIe

cpe-

BJleMeHTU.

II o'UTbIIUaMH

rrOC:Je).J;HIIX CO

CHJIbHOC

rroToMy

:Ja,noHOllAHoro

KOHTH-

UCCHMHJlHpODaml

1I3 JIonapett.

aHTpOrrOJIOrU'IeCI&gt;ott,

8nCnaHCI1R

'ITO

TpOrrOJlOrll'lechoe

repMUHl\bI

O'leHb

nailcoa311aTCJwtl

J; Hop;J,lI'1eCKoJt

COCTOflIl\erO

oopUłl\ueT

COCTaD HaCeJleHlIlI

IlpllMeHeHHe
c

1'0BOpR

neCMOTpIl

rrpOl\eHTU

CDR:.3b aTHX

COMHeHlIlO,

~HIO,

He

aTO

J10p;J,lI'1eCIWrO

6ojJbwel1

I1IIX :JanOHOU;J,HalI

rrOaBOJlflCT

CYłl\eCTDdHHOłI·

):IlIarpaMMOłI.
Ił

y

P~CTYT

IlO:JIITH'IeChOro

H3BeCTHo,

llaCeJlelIlIl1,

paaHMl\bI

BHTHRC

'ITO

Horo,

1'0:11.&gt;nO

UHTpO-

H blHe WHt:'ii

He~ll\eB.

J;OHl\eHTpaI.\I1It

BJlUI1HUIO (~lIHHOB

npllHa):l:JemaT

e.,

CHJlbHO

Ha:JM'Il1e
II

aCTOHI~eB,

CBoett

'ITO OOJIbWHUCTDO OblJlO OTTCCHeHO H lOry,

Ha,rrpUBJleHlIlI

DUMI{

y

TO, 'ITO aCTOIIl\U,

3:JeMeHTa,

aDTOXTOHHoro

'lJIeHHoit

J;apTa

nplIoa:l-

CH:JbllOMy

no

O:JlI;He

06Happhemle

nO;J;Bepr:JllCb

Baamo

JlHaeMHOMopCIWli:.

sano

HCiKe&lt;l1l

'ITO

MIIorll~1

'ITO

Ta"

Cl,aH;::IH HaBII3al\.Ur.

HOp):lIt'leCKOrO

'1aCTb

OHII IBl

HeOiKI1;J:aHIIoe

jJaTblweii

nOJlorH'reclwf!

06HapyaalBaJOT,

repBaIIl\eB,

npll.'O;HeHHaR

'ITO :JiJ,TbIWlI

He

pe:JyCJbTaTbl

B:JHIUIII lO ceBepHblX

IIa,rjJR;:\IIO

BbI;(e.'1enllR

HCJH BOCTO'lHO-

Tepet"!

B OCOOCHHOCTII :JI1Bbl nO~Bepr:JIlCb

aHTponO:Jorll'leCnOtt

cTByeT,

npll'HlHoi1

BOCTO'lHo·ÓaJlTI1JtCI\OI1

UKTponO:JoraMH.

a,Ha:JlITlt'leCnlle

\pI1HIIbl,

npHMeCH

:lI1I.\a II HOCa II 6hl:Ja

::::J: e H II n e p O)1, a

Jl:JH:

Borrpoc,

IlpyCClllt)

nOJIbCKIIX
Il0:JbIIly

2)

aToT

II

h CO;HaJIeHlIlO,

c;:re;:J;yeT BblOIlPUTb

npe;J,aoiKeHHR,

(3ana::lHotl

repMaflllel1

a

rpaiR;::IaH
Ba:JTHttcI·aIe

OT MOpfl

rrO.'bCI;oro

BOCTO'i-

py"ax,

oTpe-

II OT;:J;aBafl B 3ROHO-

rocy;:lupCTBa
Te3aca.

HeJlb3f1

aJIbTepH&lt;\-

T. C. oc'raB:JeHIIfI
B repMaHCI;I1X

DOCTO'IHOI1 TCpplfTOpllU

npllHRTHe

Mem;\y

POCCllIl,

B

C rrocpe;J,CTBe'lopyccIIII

aTO)1

c&lt;ly'lae

(\T

�...

.'

G20
repJlaHIlII
6LI:Ia

j
j'

Obmo

cnpaBe;:VIHBoCTL,
l.lTo

RacaeTCH

1I10pbfI ITo;rbllIe,
Gbl 'lpeBaTO

a

HeTpy;J:Ho

OTJIlI'lHO

oTilaBa:m

coauaBafI

rp03fII..I.\YlO

TpaKT:J.Ta.

C ilpyrorr

TIInHOrr

OlleHJwl"1

oopaaOBaHIHI
II rrOCTORHHoro

K
TeJIeJ:!

GbITh

nce

opHTaHCHoit
OHH

B

TaHyJO

l.\CHy

llTore

IIorpyiHeIlllOc,ly

TaR

CH:I

I;a,H OHO Obl:W

ITO,TIbllllf

HOHepJlHR'fa
H

rrpOel\Ta

rOplllaHHH,

TalWI'O

cor:raCHbI

npH3HauafI,

ITO.

OOl..l.\eCTBeH-

rrO.'ILCHOro

nOIlHlłCamlfI

1I11lpHOrO

C TaHot!

Hera·

'lTO peweHIIe

npe·

C no.1bCHHM

:J.pryMcHTbl

IWTOpblll1

HlIIe:nI

a'fllIOcepepbl

U HaJ:!oOJIee

,TIOrWleCl\He

H HeycTyrr'lI-IllOCTH

pyKOBO;:lIf-

npHHf\!\JIeJRaJI

'rTO

B rreperOBopaX
repMaHIIH

HCK!II-O'IlITeJIbHO

CO CTopOllbr

OhIJIa

npeJRile

3ąII:'IaTUTb

nO':HI1'lIHa

DTOpoli

DCJWpe

pe-

IlHTOpCChl

yMHpoTBoperUIO

H 3rOIlCTIltleCI;CUI

D Tpare;J:HJO

'PY.

OhI:I1I omI,

MomOT

caaoeiłwHX

Bcero

npIIlle:Ią

CBoet\:

ITOJIhllIa.

B HOHetIHOM

pacrr:ra'IHBaTbCH

BceMy

lI1I1pODOt1 BOttHLI.

peHfI:Irr

'lTO

n08iHe

I1I1HaBCHOe
OCHonallll'l

TIIl-~H 8THOrPACDIUr
B 44 TOJIE I13;']:AIUIH

rrOBEPE'rhbH

BAJITMKM

"HAPO,'l."

no:rbclWlr

1I10pCI;oii

3THorpaqJIlII

no

BOpOfITIIOC1'II,

8.'lbOOrr,

mr OT-HIInon-cy

TaHil,e,

HaBeC1'HO

salIpOl'hTJ1pOIletllHLrx

J\OJI1lTeTOllI

llcr;y':cTBa,

TP'UHl.\1lI1

rr cOlJ;lla.-rblloii

qlll'leC;-;OI'O

~ll)pCliOl'O

rlT:roca

u;:(][]m

C.'OBOllI.

1I10pCI;oii

::lTHOrp,,-,pllll

(II

He

TpeoyC'l'

1l&lt;llllICaJ[HJ,le

:'(0 IIąr:TOfIlllel'O

:1O;rOh ]f r;np~l(;:reii,
}IOpe,

C'rpllllTe:ILC1'no,
YCThl1

S,Tr,Oh!

~O.IU.-I'-'JlhIllJn

c:loBapc:u
rU;ly,

uO:Ioe

I;.,

t'l..I.\e B
.10;\ha}[!J

no

l

B.
II,

OT'l(:T.'1llBO
lI11H'J111łOA.
H.

Il

Haylul,
wIHorpa·

~lOpCI,JlX

I1lci"ilyHapo;:(lloro

Heallo:lc.

noJ,

1Ilyaeen,

IWllrpecca

nOJ;ponn'ce:lbCTnOlll

apry_\reIlT'~l.\lllJ,

]Ja60Tbl

PaCClIraTplwafI

I) J[CI;~-CCTBO CTpOllTc.:rbCTBa

DI'l.\e.'lllTh

OpY._UlIIlI[][ TpY;J:a II
c:;alIJ,JllIaBCl,oe

hOCTepa,

~). no:rLaOB&lt;l:mCb

Iwrrt'tIHO.

'rexIuIRIl,

MOpJ1, COSi'laJlHe

II opI'aIlHSal.1JlH
1-]'()

lI[l[pnlwii

npClIleJlJI

paSBIlTJln

:rIo;:(ett

HI3.'1HI-OUJ;IlXCH
C&lt;llllhDllI BaaanDIH

llC(,GXlJ;:(IDIO
T.

ilm'mrr

pClIJeHllti

HI54

IOHECl':O),

OLI na

co

pea:ma'1,l.\HH

HCc..:,c;:(oBaIIHfI

nO;J;'biS1la paooT,

npHBeCTH

Sallre'iaHlIe

CTBO nOilY'Il1JIO
el..l.\e C :moxrr

OCBOII:r!! n04TH
ila.:rbHIIX

D r:racla

Ha3BaHIIe

lleKO

H'plllaHCI·me
n

:ro;:(c)'lHoe

Hapo;.rbl

lIropen.::ran'IllHlI

GOpb'
Dos:re

G'.I:lhII.lJDm

H,) 1I101'.11lnpOTIlL.:UCTOHl'b PIDIl'I;O.\IY

Ij):ro-

c

o

CHopee

B

19:33

oaccetiIlhI

i'leJIbTbl

HOMlIlyHHHal.\I10HHyl-O
O.

ITeHay

aa,lIlC'rU:I,

::iTO Ile

JlOi\HII

npIIcnocoo;rellHble
aa:rHlly,

Ha

n

a

;j0

P.

H.

BHC:IeHcr;yl-O
Ce:I:rlwro,

pblOal.\lillX

;ro;:jlm

CBlIe

'lepThi).

Ha;J;

Ha

ocooeHIIO

BUC.,enCRlllll

aamIBOM,

JleJHJl

no,IJ;-

i'leJIhThr.

OT .::rO;:lOK BH'

B ):\eJTbTe II BHC:IeHCI{OMY
lIIaTe]HlaJIOB

;j0 BpeMeH
Sallle'laHlle

'ITO ~laiHe

B.

OCTpOllon

JIO;:lHH liOHTIIHOHTa:rbHble,

HaCTOl1l..1.\erO IlpeMeHII

npllaHae1',

II Pa):lyHJI,

OJTarOnpHH'fHylO

OT:III'larOTCH

a chopoe

BOCTOK OT yCTbfI

i'laBHIIX

OT:Illtlal-OTCJI

JI30a

HCC:IegoBaHlIfI

aaCe:IOHIIfI

KOCy (CTOIIT npHBeCTH

HI)TOphlit

nocc:reHllit

Perm

H3

noxomu
Xap6pOBe

He

rrOCJIe/lHHe

BOllaM,

JIOilKJ1

B MeX;rUHI.;aX,

rrpei'lCTaBJIJ1.:rII

l\IOpCHOe II aa,TIHIlHOe phIOOJIOUC'fBO ITpH~lOpblI
ThIlla:IO

O HX IIPYCC-

O. rreHayoM,

H HoraTa

MOpR,

el..l.\e

BOCTOH OT yCTbH

lIanec'rHhre

II OmICaJIHbIe

'ITO Hatl:AeHHble

goo·

Hoce

T. l;. HaBeC'CHO, 'ITO n rrpYcc.

paHbllle,

c:raDIłIIClwro

aaliphl'CbIllI

lIa

npC;:IlIo.::romemro

nOCTOK OT BHCJIb!.

OTKphIToro

1I0:rry'leHHhIX

XOpOWIIM,

OOWIIBHII CO wnaHrOYTa~fH

BIIC:Ibl

cHcTeMy,

HenpophIBHOCTb

a

HO CTO,TIhKO C

-

BHc.::reHCHot\:

HaCeJTeIUIC.

rOAY

JIO):\KH, oOHapymeHHbre
BpOnJIemur

Ha

1\0TOphle

CJlO;J;bI B Tono-

eCT'b 6pOCalOl..l.\CeCH

,,:renI,r"

oOocHomi.no,

c.:rallfIHCHoe

OTlipl,['rLle

KO'IOphIX

Ha.i'il1eHllble

c:raBl1HCHlIe,

HaXO,\IIJrOCb

oCTaB.'HfI

CTa,Hl.\lli1

OCnOllJH\Ch

J;yJIbTyphI,

:'lT0 coellllHH01'CH

TOM, 'ITO CYAHa,

He;rOCTaTO'lllO

nrrOJIHe

BeHe):\Cl-wit

npI'IJlaraTeJIbHhDI

11 TO

CY,'10CTpOllTeJIb
(POplI'!, l1snOC1'HbIX

rpynna

Ba;rTHnll,

oaccetl:He

CY;10CTpoeHlle

nepnOHa'laJrbHhIX

cpe):\H

nrrpaTCTno.
B

"BOl;peHTepIlITpacce".

paal3ImaTb

rpyrrna}l

phIOHbrx

H oóo;:(mllll"Orr

npanOllIOpcr;oe

Jlymlll.\liafI

HaaBaHlIe

OT' JIO;:jOH, HaH:;:J;eHHhrx Ha

HIIHrOB.

BOIITH'

c:raBJ1HCKIIX

("ITO:IbllIa

i'lame

Hame

H rropTOB,

CEOJlhJW

a cnocoóO~1

TBep;J;IIJIlr

II

Be:rel.\lw!i

rypcJwro

Ha'laJIH

rrOOepeltlbe

],awyocHlrx

OCHOBHOJI Ha

YiHe

rrOS):\HIBI

JInna-Jlerra.

OhIJIll

'HOM B:r&lt;lileHHII

K.

rreplIog

lIpHCTaHet1

rOllopuT

1'aBiHe

a TaHme

OOl..l.\I1l1tII

rrpoilmnaIOI..I.\HX

c.::raBJ1HCROO l\lOpCROe

01' pOi'lIIMhlX

ÓO:Iee

gęPOBa'

H a.mI 'l Ile

II nOCJTe rra;jeHllfI

a rrpIDfOpC1iaH

BCe IomlIoe

HHMHJ,C

U JI::Joe,

TaI,iHe

rrJlOTHIIROn.

pa.:,mH'we

Hoo.::rIlTa,

rrOi'loGlIo

XIII

rropeXBaThIl3a.'II

POC1'ORe COXpaHll:IaCb

CJIf\nl1HCHIIX

HaaBaHIlo-'r

c:raBHH,

npocp.

TO.::rbHO B raHsenChHioi

C lIrope}I,

C

replllaHcHlIe

lIa

H paaDllBaJIOCh

'lTO Il ropo!\o

C Yt1aCTIlelll

TalOHe

'ITO ;J.amc

COXpaHl1JTOCb

BaJI1'IlRll"),

CBIł'lhrBaeTCH

ne·

CHaH'

.lOCTp OllTeJTeJt.

epe;J;epal.\1lfi,

HellIl.\bI

Bcell:

;J;e:IaeT

HapO;:lhl

B CBOI-OOtlepe;:(b,

IWpaOJIeCTpoeHlIlł.

'.la

rAaHbClw.-OPYHJ.I,

II lIOCTy:rWl'

BepoflTHocTrr,

OHa8hIllal-OI..I.\110 ;J;aB:reHIle

n
rrOCTy:raT

ncetl:

OaJITllllcKOro

I\OC1'ep

replllallCWte

He:IbTOB.

lIapo;J;hl,

BHC.'lhl,

lIPOB21E1!:\.

no

y

II

T. 1-,. rrpe.lnOtIJlTa,TIlI

TOBaprrl..l.\eCTBa.

n:raBaHHe

a BoalllomHO

CYilocTpoemIo,
C:IaBlIIICłwro

KOliI npolIcxorrqeHlI1l

113

HOIlTHHeHTa:IhHOe

P IIlII:I Ił II ,

y

phlÓal-WlIlIl,

Y pIIlIICnOro

HeH1'a:IblIble

pbIit.

BH:lh'lenclmii.

O;:lHaHO, 3aClI.leBIlIIBllICIł

~IOPCnYIO :rOB:I1-O B apeHi'lY

npeJ:no:romeHlle,

B
r.

He

opaTb

CyBOpCHH·

1l0eHHol1

B BH;:IyUCH:I.lO'IIITeJIbHO

C'IHTamr,

621

,I

CJIe,J;yeT

H TOMY, 'ITO '.la llX OIlIHOHH rrpHIlI:rOCh

lIrHpy,

aBTopbl

ObI:rlf

ynO.pCTBa

)~OJImJJa

VIx HegaJIbHOBII;:J.HaJ1

npeilOCTaBJleHIlH

liC ;laCT,

ropo;:(-nopT

c&lt;"nlLIC BeCRHe

OWHOOtJlIO

cTopoHe

DOCTOhO.

IlC.'C/lCTBH8
nOJllITHHH,

c.

nOBOil01l1 1-; coa)J;aIlHI-O

;:(OCTJUHyTO l.\OHOn 'ycTynoK

napTHepOll.

C:Iy'lae

peWCIIlffI,

Ha

rOJIOC H IWTOphIe

'ITO

HOllIl.\LI 'foa;e

Oy"OT

HaHpmł,eHHfI

'lheii

HCTO'IHIlHOllI HeyracalOl..l.\erO

n IIoaaBlICHMhIii

;J:c:rax,

ITo

TO no.'lbCI-We

H1l'lerO

HopaDHOCTH

onaCHOCTb

paaOHBaJIIICh

IhmopIIlI.

B

ROllmpOlllllCCHoro

COJRa:reHlII-O,

malol..l.\Hłi

OT'leT

CTOpOHLI,

r;r:J.HCI;a

TeTOM DO DHeWHHx

BblBOAbI

fIU:rRfICb

T.

replllaHIIll,

,il;OJIO D TOllI,

ceoo

rpaJR/laH.

pewcHlHI,

'ITO Tal-We peWCHlle

CTpaHall!ll.

ce

yra;J:aTb.

BOCTO'ilIOI"I ITpYCCHH

noc;re;:(CTBHRMH,

ooeIBlH

lIllfJI;rHOHa

IWlImpomIccIIoro

HOO lIlHOHIIe C'lIrra:ro,
lIleil\,IJ;y

2

OhI oTpe3aHo

r/laHbCBOro

n Ha'iaJIe

BIIc:rbr

BU;:J;HO, 'ITO

BpeCTOHOCl.\en
XX

BeHa

06HapyiHIIIlaJIH

B HOOOJIbWIIX

OXBa-

y4eHoro
iHH1'OJIH
C.,aBJIH·

iKIIBOIIHCHhlX

phI-

�622

623

6a,IVUl:X
meM,

1l0pTaX

paOOTa:IM

rrocpe,[(CTDOM

ll:IOTIUII"m·cy;:(OCTpOHTe:IM,

YHa,crre;J;OBaHHOH

JIO,[(łUI H rrapycHHhM

.(Harrp.,

Tll\aTeJII.HO

nx

OOTax

Ha

B

OIlHca;r
HeMeUI-;QM

CTpOHTeJlhCTBa.
H30

'lepTe-

)J.HHTHlIueB

lIhIMaHcliK

COXpaHUJICJl

B pa-

BbIe

'ITO

a

3e~IJIn,

ocooeHHO

repMaHCHHI1

XI X BeKa

I,ah

li

nCCJlc,[(OBaTeJIh

hOHCTaTHpOBaJl

DO Bcen

rraMRTIUIIWB

B CBH'lIl

C 8T1DI ~. IlIlX

OOI.I'Jai'l

rrOIl.'I1H:[

Il pllTya:!c

paCCHa::lI.[,

Bap-

,!l;HTTpHX

rrOBceMeCTHOCTh

2.

Ce:IhCIWrO

crBa

cll\e

o

na

BocrrUTaHO

pHTya.,

BC.,IHWit

Jl IO):IJlX,

CJIaBRHChHX

BTOI1 TeppMTopllH.

,

raHCMHeu.
EBXAPMCTI1FI

B

11

BEPOBAHI1FIX

OBPFI,!l;AX

EnxupllcTHH

rOBopR1',

CTBa,

l

PWIIap,[(

"

BeHCTBO. 8T01'

B TO,TlI.hMHUKe).

TC•.'hhMUUlia

B:IOJIOHrCholl

rra~IRTHIlI;oB,

M3BeCTHO,

Ha

MoAcpCHT3KH

ua

Oe3

crreUJIl(IIf'leCI&gt;He

BblCOfwrrOCTaBJleHHOe

IWllcclipaUHIl

IIRTIllll[hI.

C nIlM

HaRanbrBalOll\HX

a.'ITapH

AYXO.

"

MeCTaMll

COOTHOCJITCR OO:I&lt;'e HO-

nO.,omUTb

EBxapUCTHIO

Ii

ceoe

B MOl'l[:!Y.

Hy.'I.Type
MHoro

BO BTOpOI1 rrOJIOBHHe
Cpy60B

CY;J;OCTpOHTe:Ih

rrpOHCXO;J;Rll\H(r

I-WTOpI.Ie

CTpOHJlII

R3bIhe.

MaTepUaJII.Hol1

MUU, coxpaHU;;IOCI.

Tpa;VU.\IUI

H APO,!l;A.

;'\0

n XpllcTllallclw~1

l['ro

Ha'lliHaR

EBxapHCTHIO

HOBoro

ąyBCTB
HJIH

:!eąCHllll:

2-ro

rrpMMeHl1:IH

BpeMeHll

rryTeM

OOpfl)l;LI.

D ]W'IeCTBe

B JleąeOHol1

rrpaKTHKe

(B

IIepBeJ;t),

ee

3aharrI.IBaJIM

ypomalt.

EDxapHCTUIO

fi

II

BrrJIOTb

OJIarOC:lOBeHJłe
B03HH-

EBXapUCTlIH

rrpOTHB

Il rrO:le,

D J(a'IeCTBe

XpHCTfIaH-

aMYJIeTa.

Ha JIHUO, H3 ąero

rrpllMeHeHlle

Ta:lHC~IaHa

oropo;:[e

rro;:raBaJIlt

H

Ha3hIBae~iOe

corporale

CIlH;:Ie'!'eJIL-

AO Ha'lana

JIeHapCTBa

lUHpOlwe

Ha'IeCTBe

rrO'iTIl

Taj(

HaJlOmeHUR.

CaMOC

MIlorO'łl1c:rCHHble

Bel{U, T. e.

peHOMeIl;J;OBaJlOCb

rrOCJlC ooe,lHH

HapOAHhle

co

ąTOObI

JleKapCTBa

HMeJIa

AeMOHOB,

OOJIe3HeJ;t,

rronYąHTh

XOpOlIIHfl

He TOJIbl\O

60JIbHbIM

;T1O)J,flM, HO H iHIIBOTHbIM.
Ha

rrpuMepe

pR,[(hl,
JIJiCh

EBXapUCTJHl

BllOCJIC,[(CTBHU
OtPHI[uaJII.HhIMM

o,[(oopeHbI
JlRJlHCh
po,[(.

)J,HeBeKOBhH,

hOTOpOM

BLIO;

BTopaR

HReMhle
JlleMy

OOPR;:Ihl,

BImlO'laeT

MOHaxaMH.

l 1.

BpeMR

rrOAalOT

T.

npH1racTHe

yKopeHHJICR

JTHIIIh
Bomhero.
Ha

(lTO )J.eJIaJIl1
q,ylIJ(UfUI,

IlOpMaJIhHO

hor;J;a

Ha Aopory.
OHa

rrepeHHJI
rrOJIOamTh

;:IJIR ceOH

1\ ceoe

Ho

OHOH'laTeJlI.HO
Ił

rpynllJ,l:

srrOXH

rrpHMe-

rrpOCBHpy,

rron,rOToDKy

Talwro

y'leHMha

lIIKOJIaX

HaCT:ltraJIa
AaBaJIn

BhlcTyrraeT
Ila

rpYAb.

errmeTCIUlX

yMepJllerO

MOHaXOB, OT

H OCBRll\eHHOe

rrpMąaCTJte

B.

;)TO HeKpeCTUJTK

y'lHTeJIetl:

cMepTh,
eMy

ero

3aKoHa

CTBue.

I

H B

Kalt

)J,pyrolł

II.

06pR::J;bl,

OHH rrepClII:lIl

1.
C

XII

aUlIIHTaR
BeKa

,[(OxpHCTuaHCJ(I1M

oOeCrre'lHBaeT

OOpR:BbICTY-

KOTOphIX eIUICKOII BacHJIldł
("TeJlO

XpHCTOBO")

Talime

Op;J;eH

pacTyT

reoprłll1

Dea;:[e

II 6hIBalOT

flIOl' EBxapHCTIlIO,

EeHe·

HTHKa.

ml13HH

ąeJIOBeHa

IIOJIfI,

xpaIIII'('
II

DbIcTyrraeT

H

J(ceHA3

B BOAY IIJlH
C X

BeHa

MOHaxIl,

OCBRll\eHHylO
BO

rpa-

ypoman.

C EBxapHCTneti.

EBxa-

BOa)];epmllBaeT

AO HOBoro

BpeMH

HaHOCIIMI.[X

rapaHTl1pyeT

oronh

oe)];-

BpeMeHH.

C03;:1aTeJIJIMH
HceH,[(3hI

aUIBOT-

0;:r06pRIOT

OCBRll\eHHI.Te

OT "yObIThOB,
T.rr.

II

II

TeM, KTO HOCM'!' C coGot!:

uepKoBhlO.

HBnfllOTCfI

H rrOJ(pOBIlTeJIRMH"

II cc~mHapHC1'hI,

OT KOTO-

n HapO;:l.
liali

TaJIlICMaH

B O):lem;.! \-,

óoraTbIH
ąIIC:lO

I:

HaCel{OMbI~1lI

3anpelI.\elIHbIC

rracTyxu,

BeJleJl

fi HaHOHIł'leCI\Oe

rrO)];TBepma;J;I01'

6eaorraCHOCTh.

CYll\eCTByeT

Ił C({OT 0'1' aapa3I.I

Ha6aT'lIIKy

oxpaHeHKR

6pomCIIHalI

sTa

EBxapHCTHR.

pIlCTHJI,

ero

EBXa-

B Te'leHHC

MOHaXOB, CI1lICHOnOB U hceH-

EBxaplIcTHIl

EBXapJICTIIR.

II MOJlIlUi't

3THX OOpH):[OB Tal,me
phlX

cpe;:J;c'!'Bo

MI.IlIIaMH,

IIpaKTHna

ceOR

M IUITber.l.

npoI.\eccIIH,

Oypb

AaBaJl

1'0 OlI yMllpaJI

BKJIlO'laJI

OąlllI.\eHHR

TOJIhKO

rrpllaHalOlI.\eMy

II C HaCTaBneIIIIRMll

ObIJI BHHOBeH,

3TOT 06pR;:(,

Xapal(Tep

(HJlH" corporale),

CJTylłUl:JIa "rrpOBU3HeU"

rrHll\etl:

OOpR;:!; aTOT rrepelllD13eT

'\1

({ali

rapallTupyeT

3acyxolt.

pllCTHR

l,peCTUJIH

rrpH'laCTHe,

EBxapHCTIIR
OHa

BTa COOTHOCHTCH C rrpaAaBHHM
CHaOmalOll\UX

AO XV

~OM,
IlpoTlłB

aarrpe-

;)TO rrOCTO-

CBfl3blBaeTCfI

rrOąTH

B
II

Ha

'!

I~epKOBHbIX

BoaHllhlIIllii

oOBMIleHHII.

AMBpOCIIM: H rrarra
OlIa

OOpR):l,

nO,[(CYAHMO~-[Y, He

TopmeCTBeHIIO

CUHHuIlomlpOBaJla

TaJlJICMallHI.lit

errHCKorr

BMAHO, 'ITO OOPR;J; BTOT

rrpHBR3an.

lIblX.

eBXapHCTJI'ICCE;UM:

eCJIH rroAcy,[(IIMblfi

EBxapucTuR

UepKO-

B AByX tPOP:'1UX: Iwr;:J;a YMep-

errHCJ{orr

c.rrY'iae,

;~BOB OT TRmHHX

oxnaTbI-

no

Cpe;:lHeBeIWBhR.

KUl&gt; )J,IICL\lm.TrMi-rapHhIH crrocoo

4.

XOTH n

mIIlII.

B

IJ;epKoBL

rrpaBO,

rocrro,[(-

nepBaJI

'ITO 3anpelI.\eHHe

DHIIOBłIhIM,

rOAa.

cpe-

canonica

McpOBUHrCKoro

pHc'rHlo.

OOPR.;:II.I.

uepKOBI.IO,

Toro,

ceol1

RBB Ha-

:"IaTIIHClwro

PUJ'gatio

B :moxy

OI.IJlH

rrpOHIIKaJIll

OOPR;:!; IIaBeCTeH

na

MHporrOMaaallHe

B Monmy.

Mepe,

emIClwrrI.I

rrporraraHilupyeMI.le

Kpell\eHHJI:

;:[JIfI mHBhIX.

II erUIITHH,

B rrpah"TIlKe
ero

81'OT

ee KJTa.'IH yMeplIIeMy

IIpaHTuKa

):10M a."IJlHOB
rraeT

hOI;J;a

n

BhlcTyrraeT

ObIJl K HeMy

noaAHero

COBepIllaJTM

;:J;Be OOJlhlllUe

AO KapOJIUIHChofi

rrpOJlleAUlHX

B c.'lyąae,

HOCHJThaX,

OOpR;:IbI
Xapal{Tep

3arrpell\eHHLIe

B YCTa.

H HapoA

Kpat1:11cll

MOHaxu,

3.

II 00HBJlfI-

hceH,[(saMH.

C V DeKa.

C rrpahTuHot1:"

B3pOCJIbIX,

no

BepOBaHlłR

o;:[oopReMhle

AJIH yMepIIIHx

JlHHO rrOBTOpl1JTOCh, BrrJIOTb
rJTyooKo

e.

OOPR;J;Ll,

ll\eHMii: COOOpOB, Ha'lIlHaH

COMHeHHO

Ha

errHCHorraMU,

EBxapucTHR

3TH

TBopąeCH1l1t

HapOAHbIe

nO,1\paaAeJIJIeTCR

UepKODHbIe

nJIU,

HpyraMM:

0'1' HIIX

BepOBaHJW

rrepBOHa,ąaJIhHO

fiblKpUCTaJIJUl30BhIBalOTCR

B HaCTOJIll\ee

MaTepHaJl

Ha

'ITO

cyeBepMRM,

06pHAaMH

H TonI.HO

yKaabIBaeTCfI

B

AOHa3bIBaeTcH,
h

xpUCTMaRCliMMM

HX C03,1\aTeJIRMH

CTByIOll\lle

BaeT

J'))PHOBJlbIMU

rrepe,1\OBbIMH

BO-BTOpbIX,

3;:1eCh

rrplIąlICJlReMble

HOC~

oxpaHbl

xpaHHT
rrplI

ceoe

H BO:IHOB.
yJIOB;

rocTett.
aall\Hll\eHhI

;:(OMalIIHero

OT neC'laCTllli
EBxapHCTUIO,

EBxapUCTHH,

opOllIeHHaR
OBOll\K,

60'lKy

JIecHHHII

rrOllaCTI.

oxpaHIORT

rrpHIllHTaR

rrOCI.IlIaHHbIe

OT ryceHllu.

ąTOObI Hellpe~leHHO

n

IIMYll\CCTBa.

EBxa-

II 06ecrreąUBae-r

ycrrex.

TeM

caMbIM

l{ ceTlI,

C BIIHOM,

BcerAa

YBe:lUąMBaeT

EBXaplłCTJlett,

XOpOlIIO

n OXOTHHKII yrrOTpeOJI-

B 1.\e.,b.

OTO HeMeUhaJI

rrpa·

�625

624
1.
BeKa

EnXaplICTlIlI

rro

B yCTax,
II n

;:lhIXaHlle

AP~TJIX

3.
4.

naThlO,
IIO~I,

;:(aBa:I1I

B &lt;HIlla

EBxaplICT1I1O

nar-;

rrepc;:(

n

BO;:(y

oxpaHa

EnxapHCTHfl

pa'loG:Ia'lae1'
n

rro;:( rroporo~l,

paC1'epTaR.

C'I'paHax)
Bee

BJI;J;e

rOJIJlaH;J;HIO
cTpaHbL

.D:a:Ie)

npn

caHOBHlHWB,

a

C BpeMeJlII

r-;OHel',

?1apIIaH

no

3amlpalOT
~leU'nIa,

;r;nopax,

(peale

ll;J;yll(CrO

]l;eIITe:IhHOCTH
Ylarlol'leC rmll:

BeKe

(1450

a

Tar,ilee

CTOpOH,

BOOpOC

B ;:(py-

J-;OCTe:Ia

ÓY;J;eT Ta

3TllX

(CKaTT)

B03IlllKLIler'ł
;r;Bopax

aMnOH

II

Hat'loo:rce

nepOBaI-lJlit
IlCTO'1Hln:on

~lallIlII

'lepea

Hapop;,

al,THBHO

II

Bo

Y~leIIblllII:ICfl

;:(aHllit,

crro-

HaRl(eM

MO-

neceH

H,

Ila-

paHHhle

3a

llotll(ex

l'citno

paCrrO;IOaleHHbln
a

CC'rh

'laCTU'lllO
TaM

EaTOJllI'leCnOrO

B

ITECHflX

~Iem;:(y ropHoli

3a~larYiReM

CmICWHl,

'IexOCJlOBam1l1.
Jle~l:nOBCKl1e

II HaC'IHThlBaI01'

:MarYPbI

HLIHe

I13;J,aBIla

BepOUCrrOBeiJ;aIlHFl;
TpH

l.\errblO

'1I1cao

rrpllIla;:(JIeil\UT

OH aaCeJIeH

HaCe..-reHHhle

gepeBHIl

3TH

OHO:rO

2700

II XVI

nocaC;::\lUle

paCCHa3blBalOT
ee

3arrucaHHhle
O cnope,

i1HlTenelt,

n

J1anLllax

I\OTOpbltl:

m.;oór,r

BLlmHhlx
n03HII/\

pIDlClCO-KaTOJllł'leCr,Oro

15000.
Ha

rOBoplII.l\I1X

CBfl31l

Haqa;r8
InleeT

puett.

pUM-

pIl~ICKO·haTO:II'!'leCI,oit,

Ila

3a~larY;f{y

Ha rrO'lBe

rrpana

~IOrJIa

KpOMe

eTCH

rpelW-

copeBHyeTclI

'leXOCJIO-

T. e.

Ha PYCC-

JIeT,

3a!'.lHa

OpaBbl,
ri"[e

rrooe,ąllJI

Ha'I'O-

'1HCJIO rreceH

OOpbOhl.

HeHOTophIe

BpeMellU.
n

rronb-

rrpoTeCTaHTJWM.

OHOH'laTeJIbHO

npI1BO;J;IITCH

IWCTeJI.

KOHTppe~op-

ropOR,

HallOOJIbmee

;1,0 HaCTOlIllwro

HS

Ter,CThI

;r;aHHoii

11 npe-

lIX,

3T11X
coo·

CTaTbe.

11 ITPABO.

Ha )l;epenlllO

'ITO

II rpCKo-r-;a-

npe;J,~rCT

OHa

Ha

::lTy

cyeBepl1fl,
BII;la

t. XLIV_

paJlHero

HaynaMl1
rrepIloiJ;a

peJlUnThI

coooi:t
II

IICC,leJ(OBaHIlH

rap&lt;lJlTJlpyIOl'

'ITO

H B ocooeHHOCTIl
HCTOpUU,

3THorpa\f&gt;111I

r-cyJlhTyphI,
HhIHe

HOBOR

na-

C HCTO-

B HCCJlep;OBaHI1I1

MaTepUaJlbHoll:

::lTHO-

'lero

clipeonl1pa-

ROTopafl
HayHoii,

nyJIbTyphl.

a;u3I1ll,
HpaBhl

TOT (paKT,

B pe3YJIb'l'aTe

C pa3BI1BalOI.l\ettcfl

EOHr-;ypeJll.\l1lO
aa

Ha

B CBOIO O'lepegb

Mepe

ilTHOl'paIIJII'ICCr;oii

oÓ:raCTII.

C ;J,pyrIlMł!

MaTCfHla.:rbHoti

061.l\eCTBellHott

aToro

40 "Lud",

Ha

BHUlI1aHlle

llcc::re;a;OBallllll:,

KOTopafl

COx.paHlIeT

IICC.ll';J,onaHlIH

.-

oo;;rec

IIeJ-;OTopot'I

C HCTopllerr

l3epOBaHIIII,

orrpeiJ;CJIeHHorO

IWHTar-;Te

oopa30M
B

06pal.l\ael'

;:(uaila:JoH

C apxeo.:IorJorer'ł,

HeCMOTpfl

CrrUCKOM,

anTop

llIupo/\uti

rJIaBHhlM

Haynamr,

O TO~I, 'ITO B 3TOll: p;epeBHe,
B Te'lCHIIe

paóoTLI

B IICCJle;J;OBaHHH

I.l\I1BaeTCH

C nO.:IHot1: nonolli-

ncpOlIcnOne;J;aHI1II

neMKa:loUI. cI&gt;anT ::lTOT MOaleT rOBopllTb

rrOJIHOCTbIO

B
rpalilIlH

oo.laCTb

JnHTe:Ifl~Ul

TOJIJI'leCKllMU

OpaBe

peJIHrHo3Hor'ł

Hecr-;OJIhJ-;O

Ił

ropnoti

Eaohett

opaBCHoro

MymcKoro

rrepemeJI

m.

XOi"[IlTCII fi TeCHO~l

'laCTH'lH!l

alIITeJIfl~nl

pacrrOJIOmeHbI

n. n. B

Jl Ay-

rrOJIflHaM1I

HX COCTanJIlIe1'

;:(epeBIIll,

B03HUr-;211I OHlI B XV

CmlcKott

CKOll: KorrOH1l3aQIII1.
JIerell;:(LI,

Ha

H

'ITO X03JIUHOM

peoeHOK

11 rrpegaHllflx

TaTpa~m

rOpBaT

Crropfll.l\llX

11 ITPEgAH.HflX

11 OPAllhl

BepOHCIIOBe)];aHlllI.

CTopOHe

KOM ]l;Ua:reKTe.

nO'lBe

oopaaOM,

POI\IITCII

;J;epeBHe

ceMbe
ooellX

pe\f&gt;opMal.\llU

:::lTHOfPA&lt;1&gt;I1f1

CHO-KaTOJllI'1eCHorO

HhlHe

Ha

B

B rrepHOp;

naHaMI!

coxpaHlI;IIlCb

BepXYUlliI1.

II B UX pyKU

neCHflX

rrpana

rpyrrrra:'&gt;lll

\f&gt;eoAaJlbHoti

HaTo..-rIlKaM
n

Bel.;a

'l'aKUM

u

3anl1CaHHOM

c COLllaCllf1

paHbme

CrrHCJ-;O-

113-3a

rrpOTeC1'aHTclwl1

::JTHM npeMeHe:lo1 ;:(a'rłlpyeTcfl

npeJ(aHlIrt

cnoeR

pemeH

~l:ea;;:(y

XVII

3TY

~lHpaac.

BOPhE.A

II HaShInaC~l:blt'l:

ITOJIbllie,

Obl'£h

y EOTOpOt'I

OU;I Ila6pOllIeH

B03HIIHUIIIX
u

ObD

3aMaryma

pacrrpl1
Hace..-reHl1fl

rrpe;:(aIUUl:,

npe;:(aHIIIO,

OTpaa;eHIIe

rOT L,eBlI'l

Kpan,

MeiRiJ;y

Tanme

rrO.lOBlllIe

C

OÓplI)J;OB.

:noMy

paClIo.lomelllloit

BTOpOr'ł

B

BepOllcnOBe;:(aHRfl

..-rIlUIl3~L HMeHIlO

-

ITo

CTopOHa,

CJ-;O~IY HaCe:IellIllO

H HyJlh-

TIo;:(gepmKoR

ó:rarOrrpl111TCTBOBa;IO

Hame:I

~leCTJlOCTH,

l.\eplCOBHhIX

Mel.l\allCTBO

C'laCThe

'laCTblO

rrpHHa;:(:Iemal.l\er'ł

;:(O:ImeH

AJlTarOIIH3M

II OTClo;:(a B IIPyrue

rrplI

Ha

II

r.),

;J;e rpa;:(cą

i(epeBHflX

B03HIIr-;aJIH

na1'O:'Iu'1ecJ-;ofl

01'pameHUe

3a~IarYiRe,

3apasy

rro;::\ B;rHR.HHe~l

ua AuI':rHll

n

CTaHXIlTcon

C rpa-

nhI3LlBae'r

(cI&gt;oHT0HenJIb)

Ma,rU'1eCKIlX

CW1IIlA

Bal.\Eotl

6ypll

cDpaHlIHIl

B XlVII

II ~larllH

HOHlpeCCIIOna:I

nony:IlIpHaal(HH

PEJIl1rI103HAfI

Toro,

no

Rpe~llIaxIl,

HpO-

Hallf.'Tl1

BrrOCJIe,:{CTnl1e

TO :'II{ OCTaBll21a

MeCTO.

BeHrplI1I

Mea;;:ly

KOTopafl

aBTOXTOHaMU,

B HeJ-;OTopblX

Tor;la

rrO:IbaOBaBLIlIIXCfl

oTHoureHlHl

rrOJIa·

cI&gt;paHlIHIO

HHfla;eCHlIX

co !:lCCyl HC'le3

rrog

B ;lpyroe

l';OH1'ppetllOIHlaUIIII

r-;OC1'e:Ia~lH

rrp Ił LIIe:'I hl.\e B,

C nO:lbCJ-;I{MH

rrplllla;:(.-lea;aBLIlero

npOTCCTaHTOB,

Hanaa;AeHllfl

DhI3hIBae1'

r-; TIHI.l\C oneI'

OTCIO)];a pacrrpoC'rpaHlIIOl.l\ell:Cfl

rrpeI,paweHUfł

Jl

rrO~lel.l\eHHafl

C'IIlTaeTCrr

OIiYJIbTl1aMa

HHKBII3I1l(HH

COOCTBOBa:lH

rrpIFlp;lI&gt;JI

..-rem,oBcrmx

nepeCe:IIIBWIICb

B..-ra;leHIllI

opOllleHHafl

lWJI;~YHblr.

C rrOflB:IeUIIell1

THBllpoBaHHotl:

Jl EO:I;:(YHLfl~lll:

n' rropolllor.;,

,mc"pe~leJll'On

Hanpan21eHIUl,

(EenIWp,

1'0,

aTU

rrec'rrrHO~1

rpynna

aCCIIYlll.1UjJ0l3a;TUCL

)J;epeBHIO,

HcrraHHK

n rrpe;:(aHlIflx.

lW:I;:(oBcTnax,

&lt;JTH OOPH;:(hl H nepOBUIlIll1

IIOBOI'O yMcTBeHHoro

B

a;IITb

TO :III

B ncpllo;:l

TO:IhnO

'lOpTO~1

EnxapHc'rrreii

rrpIOICTOii

B03:IIOÓJIeHHhlx.

ylIn'lTOalaeT

3:IOUpeI\JlhIX

B

Bpe~lellIl

C XII

C EBxapHCTllen:

nO:IIIYHlltL

EnxapHC1'HJ1

Oó:r3;J;aHH8

HerrpephlBHO

rrOlle:Iyit

B IIl1l.l\Y·

EnxapllcTlIfl

rrpllOan:IeHIlalI

MeHTa

rrpH'IaCTJIfl

1I3BeCTHa

BH::Iax:

BhIcTyrraeT

(cI&gt;paHlIHFl).
I'IIX

'lapo;:(eitcTBe

B pa3:III'lHhIX

B ra;:(aIlllflX

1'al,ale

5.

rrOC:Ie

~leCTax

Jl:IJl

a

Bpe~lfl

EBXapJlCTlllI

B orOHh
a;:la,

B :r1060BHO~1

HaCTOfll.l\ee

::JTHorpa~UI1

rrO'lTII
a

}HleHHO,

OOhI'1au.

BhIllleyHa3aHHhIMU

COCTaB:IIIIOT,

onpe;a;eJIeHHyLO

OOl.l\eCTBeHHyIO

He06xop;uMO

aaIlIlTcpeCOBaHłIOCnl:,
aTHorpa(pllll

C

oecrrpeTeH):(eHTHO
Tar-;iRe

rrolleaayR,
a

l1p;eOJIOrJlIO:
nOp;'lepKHyTb,

caMhlll:

npUMeHfleMhIe

;J;O~llnmpYIOI.l\YIO

p021b

p;peBHHll:
MeTO):(hI
B

3To/ł

�627

626
h

p;HCl.(rllIRHHaM,

J-WTopble

'leCIiI1X

HCC;re)l;OBaHlitt,

rrpHHa)l;ReamT

B OTHOIlleHlm
ił&lt;UBOrO
J1enw

HCCRe)l;OBaHHii

npaBa,

u:m

ec:ul

l1paBO

MeHee

3HaqUTeJIbHYlO

Yił&lt;e pa3BJIBeaTC:I
naeT

aToro

H npH

qeHHe

npana

IOTCR rrepB06!&gt;1THhle
HaIlleH

HCTOpUH

M.

ux

3HaQeHUe

B

::JTHorpatPOB
haK

Iiali

npaBa.

oOJlee

hOriJ;a

l1pei1;MOTOM oe RBZIlI-

B H3yqeHUU
6blTOBOii

3HaTOIWB
B.

,noro

TaRme

D opal&lt;

00

3aUHTepeco·

lIpe06JIa,[lalO~eit.

;'l;OJImHbl npOflBJIflTb
CpaBJlE'HIlIO

U npaBoBblx

60.'lbIllC

C Tt'~l.

l&lt;yJIbTypHbIe

lIeCHU U 'r. n.,

8TIPleCKllX

!;ar;

nOTopble

nar:Ul;J;ax,

O.

ROJIb6epra.

llHTepeca

CHJIbl Ha

ae:\leJIbll'YIO

,60raTble
HO aaTO

iHIMble

I&lt; 3TłlOrpa·

8TO 6LTJIO ):lO HaCTOfl-

CTbICh

penHHx
HLle

WaHCH
6hma

IOa;Hott

o 4950

CTaTLH

RPECTbHH·

TIOJIbWH

c06crDeIIIIOCTblO
npUHHTa

n06yit&gt;p;CIIUn,

B 1948

cynppnccKllX
B

'10Tax.
~lya;'lIlII

Ra'leC'rne

IlO J;QTOphDl

r.,

aHKere,

BO BpeMR

II a;eIl~IlH
HX

110;\ÓIlpa:IIlCb

rrpODe)l.CHHott

hOTOpOjj:

6hl.:rll

aeMe:lbllOrO
B MO)ICHI'

c06paHLI

y'lacTHa,

no)];

,[Ie-

a,lI{:IIO'IeHllH

a 26,8

Ha FI(eH~HHax

cllyl.JaeB,

6bma

60JIbIllafl

I;a'leCTBe

nJIll

HlmeJIUpYIO~etl:

JIIOAHM 6e)l.HbIM

;J;pyraR

6pal&lt;oco-

COCTOflIlue

C

y,[lanaJIOCb

,[Ipyrott

CTopOHa

CTOPOHb!

6hIJIa

)l.aHIlBJIlIB-

3aiWITOqHOCTII.
iipal;a,

nOJIbCHotl:

6C;J;llaH,

U

npotP.

B

nOCJO):\YIO~ne

STOT H Ha.CTOH~ee

rrOJIbCROłl

1I0 STO~lY Bonpocy
6u6JIuorpaiIJuR,

6bIJIU
40'

CTaTbe
aT.:raca"

nop;

'reTpagH

TIO:IbClWrO

B OOJIaCTn
,,3a;J;aqu

paa;J,e;rax

OKono

HapT

BOH;r.yT

;J;aHHott
n

~feTop;bI

paOOT,

HapT,

B IIpOO'
aTJIaca.

BamHblX

O 'leM

CBb!·
Tpex

MeTO;J,y

170

):\OBOJIbHO 3Ha'!łlTe:rbHoe

3aTparJlBalOTCR

copra-

STJlOrpatPU'IeCHOrO

ITJlCbMeHHblx
n

OblJIa
yqaCTUe

TaK H no

O;J;HOH Ha HaiiI60JIee

yme

3THO'

B TeqeHHe

ATJIaCa,

3TllX

HBlfJIUCb

BO BpOl.(JIaBe

rO,[la

npHHRJIO

II apxeOJIorOD.

H3

flB;UleTCH

IhleeTcfI

3arJIaBHeM

1955

ro;::(y

OCHOBHble
r •• r

rrpogeMoHcTpHpoBaHo

rrpll;roa;elUIaH

B 9-TH

B łllOJIe

lICTOplIKOB

B 1947

l1pOBO,[lIfMOtt

KyJIbTypbI

B KOTOpOtt

HenoTopble

BpeMH

3TllOrpatPH1L

melIne
B

E~e

lIpono·

MaTepHaJIb-

e~e

1954-1957
aTJIaCa,

OCHOBHblM TeałlCaM

aBTopaMu.

Ha'laTbl

MaTepHaJIbHotl:

raMKa.

aTJIaCa,
HCTOplIU

pa3pa60Tallo

H3galUlfl.

coap;aHUIO

DblCT:\BOQHbIX 3aJIaX
17-10

6bIJIH
Horopoe

HOHtPepeHl.(UJ1,

fl8bIKODe,[lOB,

€TByeT
CHoro

10.

;J;UCI';yCCllfl Haf{ no

B ceMH

no

MHcTnTyTa

3,[1eCb aTJIaCHafl

BellaCb

Hayl&lt;,

8Toro

pa60Tbl

OT,[IeJIeIlUeM

MHcTHTyTa

o6~ecTBoM,

npe,[llIOCblJIlHl

ATJIACA

8THorpaqnl4ecHoro

OTp;eJIeHlleM

ARa):\e~mu

Hal1pflmeHHoff

8THorpaiIJoB,

3THOl'PA&lt;DWIECROrO

nOJIbCI&lt;OrO

qeTBepTbIM

3THorpa&lt;pu'lecHuM

pyHonO,[lCTBOM

JIeM

HX ópal';OCO'leTaHlllI

OI'1I0CIlTC:lbHOil:

;:r.:o

B 20

C03;J;aHUIO

rO,[la

rpatPUqeCKHM

HylO

nOBepXHOCTb

I,;pIITepIlII
OlIn

Ha

1I0

COCTaBJIeHllblX

nAP

OCHOBblDaerCI1

'ITO

Hap;eJIbl.
Ha,[le:rraMH,

COCTORHue BCTynaBllIux

n a pTHepa~lH:

Kor).\a

DU..lbCROI'O

11 :YIETOgbI

HapTorpaiPll'leCnHe

ATJIaC
HaCTOR~aH

rrpUBJIeI;Ure.'lbHalI.

nOJIbCI&lt;UM

gHeH

CRUX

D

TeM 60ace,

O'leHb

HOJ!: KyJIbTypbI

pa60TbI.
BPAROCOQETAHMH

n:IHfI:ra

C 60raTLDm

60JlbllIe,

'ITO 'i'eHp;eHl.(UH

Dcex

cucTeMy,

6bIJIO
a;e

O,[lIlHaKOnoe

62,5%

U

meHUTbC'I

60raTblx,

i~e·

O,[lHHaKoBa.

60:rbllIlle

TaHu~m

c:ry4aeB

)leHCe

cy~ecTBOBaJIa

peIllUJIllCb

C

)l;OHaablBaET,

lWU

c;ryqae,

qaCTO

C 1954

IlIe 40

l\IOTMBbI

DCflnO}!

Hcex

3TO

60JIee

caMble

a;eH~UIIax
Ha 60Ree

pO,[llITeJIRMIl
nOJIOB

MYił&lt;qłlH

1I0JIyqH;rTI

24,3%

opaKOCO'leTaTbClI

HH30BaHa

3ł\OHOMWIECHME

Bo

paaHHl.(a

rrepuop;oM

Bpe~IOIIll.

BHHl:\elITbl

B

pa8H1010Cb.

MeHbIllafl
aa qacTylO

Ha

:.nemmOCb

TO:IbnO

J11O)J;el:ł, J1MelO~lIX

Pa60TbI

l.(eIIHhIO IWJlJIeI'l.(UH

35,7%

Ho

p;a,BaeMbIX

P;JIR 060HX

Oe33MeJlbHbIX

r;oTopble

ił&lt;eHll.:rO~h

811aqUTCJTbHO

3_\..JJ:AQl1

'ITO npe,[lMOTOM
06~ecTBoHIlO-

31&lt;0HOMlI·

npaBOM,

opueHTupOBne
'lpeaBblqatt-

II TaHHe

H3

TOJIbKO

'ITO lBIceT

CKa3I&lt;U, HapOP:Hb!e

JlJI{IJOpMa~llu

6e,[lHblx.

6bIJla

'ITO

a;eH~IUI,

~lymqHH

Ha,[leJIOB,

6pa1WM,

rrOhaaaJIa,

MCHbIlle

HUX ca\lMX,

'leTaHUfI

rrpanTHKe.
BHUMaHue,

BhITel;alO~H~1

'1T06bl

Ile

C a;HBbll\1

l1paBUJIbHott
iI-aBRIl,

l1paBa,

A6paraM

HMeIOI' 3Ha'leHue

cnRab

COBpeMeHHOIl

no

I; BbIBO,[lY, 'ITO

aHa'leHUe

IIpe06JIal\al0~uH

I'aKIlX

OObl'laI1

J1nJlflIOTCH Xv TfI 6u

UCCJIep;OBaHI1IIM

npHIlI,m

BamHoe

y

IIpnIIl~HnOM,

3eMeJIbHblX

COQeTallllCb

CTaTIICTHha

37,5%

BbICTy-

aHa-

Te

6bmo

6blTOBoro

I;QI\I1tPUl&lt;al.(HOHHOH pa60Te,

cnoc06cTByeT

O,[lHaKO
3aTO

~TO l1paBo

ero

OHH IlMelOT

06paIllaeT

c:re,[lOBa'reJIbHO,

tPll'leCl~U)f

60rree

Tor)J;a

n • .JJ:oM6KOBCRI1it,

J1B;r1110TCII Taf{a;e

l.(eHHble
'lero

nU)l;y

npaBoBble

1I0CJIODJn~bl, :1ereH;~bl,

CO,[lepmaT

IOpH'

arpaeT

DellHQUHa

hor;J;a

llapO;VIOro

l\aBHO

pa60Tbl

B cy~e6HoH

aBTOp

flBJIeHUH,

llwro

B

BaJIbl.(ep,

npaBa,

H 6c06eHHo

3almlO'leIlue

10płlCTbl,

O.

OTHOIlleHURX

CBlliJ;eTeJIbC'rnOM

BCflłWe

1i0Topoe

PYROBO,[lCTBYIO~IDlll

co06paa;eHHł!:.

Cpel\HHfI
TflM,

1&lt;0rAa

oc06elIHO,

1\0BOJIbHO

lUlefl

OP;HaKO

BaHHOCTU
'1aCTO

1104TU

OC06eHHO

a TaJ-OIW HMeOI' HeHOTopoe

UMelOT O'leHb

Heo,[lHOHpa'rHO

B oo~eCTBeHHhIX
Hoe

yme

UpaBa,

UCTOpHH

u3yqeHHe

mu&lt;

rrepuo)J;,

Kal&lt; npn'

na~Il1aHUU,

l1paBa

B061IUHIbCJ-mii,
y6ep;uTbcJ1.

,[IJIR H3yqeHHR
a

3IIatfeHlle,

'1eCRUX

CBfl3b

rr031J;IIllii

MMeHHo

IIa3blnae)IOrO

• .JJ:OCTaTOtfIIO l1pUrrOM:HUTb

B aTOM

H B 60Jee

a,wra, l1paBOCYP)lfl,

UCCJIOp;OBaIlIIR

nO.TIbCnOrO

xapanTep

STY

'1'['0 Be)l;b

rrpaBo.

1IJ1¥i3IIaHb!

paBHo,

HapO;IJ:bI.

HayI;e

3THOrpa(pU4eCInre

Kan

HMee'r

B I\OJIOHU3aTopCnoii

B

TaKa;e

B BH;:(e Tali

HOp)IIIpOBaHHU

Bpe)lfI.

n 6bITOBO~1 l1pane,

3aKOHO;J;aTeJlbHOe

npeuMy~ecTBeHHO

MayqeHUe
Ta},

pOJIb

aTHorpatPH'

HayHa,

TaE H B OTHOIlleHHH H3yqeHHR

BO nHU)laHUe,

CBoe Ha4a:IO

~TUX

U rrpaBoBaR

B HaCTOjUI~ee

n03bM:e~1

6epeT

pe3Y:1bTaTLl

TaHa;e

rro UCTOpHH rrpaBa,

npUMeHfle)IOrO

rrOHI1Tb,

p;nqeCI&lt;Oe

UCrrOJb3ylOT

npo6P;OCTH'

CBU;J;eTE'.'1b·

CTaTbe.
no.rlbCHoro
Ca)lbIe

STHorpatPUqe,

BaiIUlble

BOIIpOCbl,

�628

629

CBIl3a,HHbIC
a

c paooTol1

no

coa;:J;aHIIIO

I10:rbcr;oro

::lTHOrpaqJlltreclwro

:.l'l'.laca.
MapuH

HMeHHO:

1.
2.

3a,p;atllł

3.

RapTorpaIjJH'-Iecl·mlt

OCHOBHbIe

I\e:rH,
Ił

ha,ca,IOll\HeCIl

B03MOr!-(IIOCTlI

npe;:J;1IeTa

II I\eJIII

31131I('pOncr;a,·n

pIOcjlljlcpoBa.

::lTHOrpaljJlIll.

KapTorpa,(IlIItlecr;0-3THorpaIjJHtlecl·;oro

8THOfPA&lt;!Jlfl-IECRI1E

'I[e-

J;I

~[Y3EI1

OT;J:E.JE

B

HlUI

I10.lLIIIE

To;:(a.
MeTO;:( II ero

OTIlOllleHlIC

r; CIICTe1I(\TllliC

(Tehymue

tJJi\hTOH

hy:rbTypbI.

4.

I1p06:reMa

npe1[CIIJI

n

3TIlorpa,IjJiI'lecr;oi'r

hapTorpaq)][J[

(nonpoc

1. OxpaHa

;:(I!_

aI{Tya:rbHbIe

IHlMH'-IHOCTH).

5.
no

I1p06JIeMa

r;O;'IH:tIeCTBcHlIott

3THorpaljJHtlecKoMy

6.
"Hn

IlB:reHllil

l;y:rbT~'pbI

Typ],!

aT:la,cy.

I1pOOJICMa,

B3allMOOTfIOlllelIH:tt

ljJar;ToB

II fIB"eUHlr

7.

I1p06JIeMa
no

I1p06JIeMa

c.'lOBapHolt

HeKoTopbIe

BonpocM

B

3THX

6bIT3,

Ił MCTOpl{fl,

Hapop;OB

'łeJIOl3e'-leeI\nrr
HyJIbTypbI
H,

MOiIlHO

oeHOBe

C;l;e;(aTb
rro

He

llCJIell:Y~Moro

aT:lacc.

Hayholt

H l;ah

OOmeCTI3"HHoro

li Tal;01I

3H a '-Iel!l'll1,

Ta·

IIO pa:)lJIlTIlIO

HeJIRIOTCH

B ( lpep;eJIelIHbIil

H

"al;

(cTaTbR

rr0110l!\1I

ooaope

J13;:r:c(Te:rbefHlx

;1e::!c,
O

nOTepb.
lIa

AnTop

HHtITOmlIbIe

oT;Ie:reIIIlii

KOJIll'lOCTne

hO,;lJIeJ;I\llil,

MyaecIl.

3THorpaIIlIf'lecIHlx

NhIHłIe1'epCTBY

Hy:rbTypbI

npOI1eXO;:IRmHX

hOJII1'-1eeTBeHlIble

aaTpY;J;HcHHit

MOOIlJ1H3:J,I\HII

1\8:rblO

YI;a3hmaH

IIO;J;fle;J;O.\leTHeHHOM

Myaci1Hblx

napOIl;Hołi

';y:rb'l'yplIo-npoeIlCTIITe:rbHbnI

B aTOM
a)

nOToM\',

II8;\OeTaTlm

]Wfi03MeCTlIMLIX

::J'rHOrpa.1jlwlecfmx

COCTORHHn
B

Ha

r;y:rb-

oco6eIl~0

rraMRTIlIIhaMII

1IY:3CCB e

06UICC'I'BemIbI:l1

nO:HIOflOloeTH

[\HTya,;rbIIOrO

na-3a

COBpeMeHHbIl1

MaTepna:r

liy:rbTypM.
rrpll

rrOllCHRX

or;.

rrC'laTaeTcn

CTBenHoe

1I31I"-

npOlllC;:J;l.llllX

ChlIX

IICC.le;J.o-

1I3

;:r:allllbIe

TIOJIbIlln
C

1954

r.

c orrO:J;:J;aI-IHe'vl B IIeCl\O::!b

;J.OIIO.l:HHt'T
a Tana&gt;e

r;&lt;~I)THHY pa313HTIIH

IIe06XOJIlM

TelqeHI\1l1l

pa:JBlITIlIl

IIpn

OI\eHHe

anTO p

3THorpa.pll'-leermX
~I"TO;J,a,.

06eya&gt;;:J;aCT
llee.l:e;J.OBaHuil

D03~IOa&gt;H(lCTb
IIplI

n01IOII\1I

I':-I.pTO·

oObel;ToB,

a

20000

•

r;aI&gt;

oxoTa,

(11O;'.IeJllI

]

Hble

;:J;acTefl
fi

Te.lbHbIX

Il

ooaop

)0[:)

Hap0;J.HoLi

a fi r.
B

19fiS

BapmaIle,

pe:JbÓa,

a

Ta,I.;a&gt;e

II I1cr;yccTBa

°

KO:lII-

B BaplJlaBe.

1\ ,l:JI!' KI\lI ii, npOHeXO;(Rll\HX
no

pbl6aI\n:HC

GaqJhI).

ropHoe

HapO;J.II3,1l

Tal;lnl

naeTólIllJ;lIoe

llbIlJl1[l3Inl

rrpnr;:ra;J;Hoe

a fi ocooelllloeTIl

Jl hpya;el3a,

XO·

eTpolITe:rbCTBo

HCH.'lOrpalPlIH,

rrpe;:J;1IeTbl,

II3

rro;'.lpaa;r;eJIaM,

;:J;c:ro,

II3;J.e. IlIl,
}Pl;&lt;e:rIlH
GilT, HIIBellTapb,
'
DblpcaWI
li Ha I\:r" iI I-\Il, TI\aHIl,
H3;J;e.1IIe

II r1{JlBOTIlLIX np0Il:YI;1'OB,

BHeeBporref!-

rrOCJIe ;:J;I-llle IJ nanoo:rbllleM

rr:reTeHLIC
CTeh::!",

rrpocTpall-

19.'&gt;4r.

nOJI,lenl\IIit

paCTCHl1elJo;:r;CTBO,
x03HiteTBeHHbI('

llJIJIIOCTpupyeT
n

ł\y.lb'I'yphl

c)THOrpałIIH'leCI;ax
(oc06eHHO

Mepe

eJlpOneltcl;Hx,

J;OTOpl,IX

CneI\HljHlI,al\HH

.plIrypa:rbHaR

pa:JJIIItIHb!e
Ha

II I1cr-;yecTua

fi nO::Ibllle

xapawl'eIHlcTHJ;a

I10:lblJle,

pLIOOJIODCTBO

xaT)

ETlIOrpalVll'leemIfr

oO'behTon,

1958 r. OH. 21389: ;'.Ia,;:ree c:re)J.yeT
1954 r. OIW:rO 11 000 oObeHToB.

HeI&gt;OTopot'1

RO-TIJIel;I\llfl

rr'-le:roBo;:J;eTllo,

(POP1lb!,

BaHHbI!'

l;apTa

;:J;aeT r;apn!HY

HRlreTBO,

B

)lCCTe

21000

r. cnhlJlłe

1lY:3eil n JlO;~'3II, llMCIOll\HJ1 n

o) ,],eJ10Bolt

"y:lbTypbI
oGpaCOThlI

I-i:y:rbTypbI

IIaXO;:J;HTCH B ~Iy:~ee

lIehyccTBo,
pa3;J;eJIRX

Hapo;:r;Hojj:

pacno:roa&gt;enne

IIO:rbIlllI

H.11I He;:J;O-

Hel lIepHO)I

19fi4

MY3eit

r.

"oJIJIeKI\uJl

'-IeeTBe

nCTOpJltIcen:nx

HeHCHOCTH

1954

eTOIIT

HMe:I IJ

:W.TeM

B CTaTLe

conpeMeHHOCTb

B rro)];0611 bIX lIce.'!" ;:J;OBaHIlRX
B e:ry'-lae

lWJIJIeKI\Hrl
IWTophrtl

I1pHJIOmeUIIan

Il "C rrOJIHO~l

3THorpaqlwlecKHX

22027;

oTHorpaifJH'leCKIIjj:

pe:Uln:TOB

Hpouexo;:r;Rll\HX

nOJIlI'IeeTBy
B Rpal\OBe,

IBl e IOIlIJ1ii B

ObIT. I1CC.l: ;:(yR

rrOlrel{R~U1

C:le;J.OBaTe:rbHO

BocrrpOHClBe;:J;eHIlIO
MaTeplIa.'lOB

I10
MY3et'I

OT

eoe;J,lIHHIO-

I'YJIbTypy

OIWllhH

MaTepHa:ra

rpa&lt;IIH1}~ChO-3THorpaifJntIeCHoro

H

orraolOe
nOiiHoi1:,

npoaHa:rn&lt;JlIpoaTb

;laJIblIei1l1THX

B:raCTRM

oco6eHHO

e'l'paHa1Ili,

RU.:rRe1'cn

IlHIIMaIlIł"

II3,po;:J;Hoii

onycToIIICHH:J,R

17 -TU BOCI30.'\CTI3, y'IlłTbrnafOII(HX

D pa'vIl(ax

HapO;(a.

llHTeprrpeTaI\łIJl

p;pyrHMIł

xapahTeplI:JyeT

,0opaIl.\aR

naMRTHlłlwn

3THorpacjJI1'reCr;HX

COOÓJI\aWfCR

HCI;yccTna

BonpoebIrrepJ!O:l

06mHoe'rb,

a lIee:re;:J;yeT

cOBpeMeHHoro

II rrpOJIeTapCHorr

;:\a::!bHeAllllIx

C

:\Iepe

AnTop

My:-)eeR

HX nOJIOiIlellllC,

CTaTbH

C n!)(Jebuoil

2. O'-lep"

hOHlipeT-

Ha

Orrpe~(e.l:eHHbItt

J1lIlIIh

pa3BlITIIH.

OTBCTa

3THIFIeermlt

OrpHlIQlIBaeTCH

peTporpa;J.lIbIX

H

B

elwa;:J;bIBaeTeR

Ho:rH'-IeCTneHHoJi

BbIBO;:J;bI rro

nOllcrm

oTJIn'-laeTCH

n

rrpOI\eeCOB

E

Jw:r:rernIHii

~-e:ro-

Ha

eOCTORlIIIn)

r;y.lb'rypbl.

lICHHOCTb

npC;lOTnpamelHlfI

uCC.le;IOIlaTe:rhcl'He

paaBIl-

Talia&gt;e

a Tal;&lt;I,e

J1()jIbCJ;IIX

;:r;:rn

y'lperH;:r;eUIIHM
3THO-

Hap0;:(Hoil

:llIa'fJfTeJIbHoit

3a;:J;a'-lct'I

oópaII~aeTcn

nOHRTHR

13 orrpe;:J;eJIeIIllbIX

lICC,l:8;~OflaHllmI

B BHp;e 06JIOMI\OB,

llHTepnO;rRI\llH

HCTO'rHIII\OB.

COBpeMeHHbIX

rrpORB:rRIOTCH

3JIe1IelITOB

lIanpaB.TIeHlle

hpeCTbRHCHOA

B

rr:leMR)

JICXOP;HbL\I rrYHKT011

IIpOlleCCOB,
CTaTI&gt;a

(nJIH

nocpep;CTBOM

n03HaeT
Ha

3al,OHbI

yClIJIIIil

[\1;l'yR,lbHoro

31'llorp(\fllłl'-lecl-;Hx

Cp:J,IJHl'HIIIO

II no'rpeÓlIoeTII

Otleph

hO JIeT).

KOJIJIeHTHB

hOłlTeReTe

BaHHRX.

B pa-

TeXHIIIiH.

OlIpe~e:leHHe

HeTopHtleeKolt

oTHorpaqlHR

rrO;J;XO;l;a

3THorpa.p

H HBJIelIMtt

RBJIRe'fCR

na

OOll\ue

3TH 33,IWHbI

H H3 haHllX

eOBpeMeHHoeTb

HOHMlt,

l;apTOrpa&lt;lJJltleChoit

RB:lRCTeH

I&gt; 1-\0HI;peTHLIM

Talwro

OP;HH llapo;J;

CBOMX eocep;elt,
maR

OHa

Il 3THorpa.pH'-leCI'OM

yrrop

II orrpegeJIReT

cpe;&lt;bI

no

II

oGmeel'neHHyIO

n

l;y:rbTypLI.

H J1X J;yJIbTypbI.

PeayJIbTaTOM
IJ '-leM

OÓJ1aCTII

~e:laeT

H HaI\uit.

CTpeMHTCR

HapOIl:On

H3

tiTO
naK

II reorpaqJHtleCl;olt

I1o'lbma,

6e;:J;Ha,

aT:racy.

l{apTorpaJ(lIIIl

aBTOp

He TO.TIbIW llll\eT

HO II llcc:rep;yeT,

IHIflX
HbIX

paap;CJIax

IWHCT3,THpyR,

HOBaR

npOI\eCCOB

3THorpa.pH'-IecIwMy

8.
9.
rpaqHlH,
'nUl,

HCTOpJ{\{CCJ'HX

I10JIbCr;oMy

n

II IIcl,yeCTTla,

tiTO

I1 P IIII-

r;y.lbTypbI.

na1IRTIlllliOIJ
nOTpeoHocTH

HCTopwlecl;yIO

B paUOTax

COBOKyfIHOCTH.

OOTax

u

OI\8HIH1

nOTpeoHoeTH

npHHlI'I-

l{apTllllhI,
r;pae01'

Ba,.'hll

Ila

PIlCOpaeTIl'

;:J;.ln IIahaT(,I'

�630

631

naHUII

yaupon

Ha TRaHlI.

CTno Ił 06pa60THa
60THa

I·wm,

BepTerr,

MeTaJIJIa

~aCI;H,

mlIpaHgOJIII,
HaJIbHbJC

II

RHTapJl;

KOCTIOMbI, rrpUKJla;:J;IIOO IICHyC-

rOHl£apHoro

):IaJIee

11 llapaal..\Onoro

06pJlgonbIe

!Ie'IeHlIe,

IIpaBOBI,le

geJIa,

rrpe,J,MeTbl

paCHpaIlIeHHbIe

HapO;:J;HW:

nOhIl£alI

(Mepbl,

I,al,

II'~XO,:.(HI.I.\HXCR II He ;leJlllH

oxapaKTeplnOBaHbI

HOJIeHI..\IIlI,
:Yfyseu

Ha OTKpUTOM

'I11CJIe Ha

CTpOHTe:ILCTBa

Tal;mo

HaXO,J,Hl.I.\lleCII

Tarrl..\bl,

Myabl-

;:lOnaIlHH,

3IIaKU,

rep6br,

U

B03;J:yxe.

'\leCTax

JlOCBOi-\CTBax

,J,pyrJlx

Y"&lt;J,:JaHbl

H.'11I iKe

:Y!IlI-ll1CTepC'rna

3a'reM

c0061.1.\aeTCH

mo YHa3blBIOTCfl
60raTLIMH

rrOpH)I,Ke

naMflTIlI1KU

n He-

HapogHoro

O:lbIJlTUHCKOM,

aTHOrpa(IIH'leCIUOllł

H lIS APyrJ1X

eBporrettCl-iHX

60JIbIIIHHCTBO

M13eeB

MeCTHbIX

HOJI:IeKI..\HH.IlH,

C.leAye'l'

TC\Hme,

MY3eeB U 3TJlorpaq,H'łeCHHX
HymHo

yCTaHoBHTh

11X CrreI..\H$U1;y

OXOTa,

phI60JIOBCTnO,

HHH H gp.

3aTeM

II Hayl.lHoll:

];al;

OCHODaHHort

łl HeAOCTaTnon
npe)l,Ha3IIa'IellHLIX

'leMHH

HaYH,

ylł;e

COTpy)l,lIHl.IecTBy

I1HCTHTyT

UCTOpllH

yHHBepcuTeThI,

rocy

Ha

rrplłHH~laH
ero

lWTophIe

06'bOKTaMll

C 3apyGeiHIIbBm

n0l10JlHeHHH

CJIOp,yeT
$1ł'łeCKIIX
plIfi,

TaHme

C lleJIblO

BeCTH, TaM,

onpenemlTb

HCCJIOAOBaHUH,
lIeHoTopylO

lU

nm\HOnOrO

1I0gpasAcJle·

rroHynr{y

nOJIb3y,

06'bOh-

6JlarO;J;apH

Hay'IHbIMll

yl.lOeil\AeHHHMU,
IIOJlbCKoll:

B03l1UHaeT,

nO:IbcKol,1

UHCTUTyT

uCRyccTBa,

l'AC li.'\. CUle lIOT, rrpe;:lMeTbIC

B

Borrpoc

rroTpe6HOCTh

HapO,J,Hoil:

Hy:IbTypbl

lBlOIOU\IlXCH

Cnel..\i1a:JbHbIX

rrorromleHHIJ.

r

060py-

(VOl'orpa&lt;jiHl£ecKHX

TPYAHOCl'U

U (1TIl01lIC-

XpallllJIHl1..\

HJl:leReTCfl

..,iipiHllonblx

cnH:311 C aTlDl

CIlCTe~laTI1\łeCI;UC

Hayl.l-

I1,I:(Eo,rrOrl1qECHAH

1

n 06.1aCnI

)1O)],a Ila

apHI'e:J1O

XapaH'I'CpCH

I1IJJIileTCH

afllITC'110

ucrrO:IF,JOBUTI,

HlIH
Hlle

J1bTPl1m('Jlllbl('

H:Ill

Bbl,.lBH;T;cllHfl

ii;e

He06xoiJ;HMO

Il reorpaq)lt'leClme

3a-

pHfl

;iepeBllll",

Ha

pWlecr;O:1I
n~BeJIHhI.IIII

Hayl£llaH

HO HalueMy
B paM-

,J,OC-TalJ.TlHeT

2.

n n&lt;.l:IbC!;'!i1

11.1&lt;tJIf' c ('Py,IIlIDlll

Hal;

li

HepecelWIO-

BeCOl\! (POP)I H I..\lJel'O~L OgHJlonal'OpCrnHl

y~;:rai-\],r,

il.e~IOHc'I'pHpYlOl.I.\lle

TpI[

H 0)1,-

IJ II!WH3B(',""\OIlHHX

IlpOHllI;cUOI.I.\IUm

;!IWIl&lt;\

My:JCe

a.

MY3ee
1i«lwe

(pahl'Opa.

flIJJIHCTCfI 06Y'łe-

~U\Teplfa:ILHUM

o,:.(ena;ICfl,

llel\OM-

CHC'rC"'!y pa3Mel.l.\C-

aCTO'l'H'leCI,Oro
B

I-\pahone

liy;lb'rypbl:

lIm·.~1 ;h!I.1HU\C.

l;y:I bTYP bl HB.1HOTCH BI,IC1'aBli&lt;\: "I'ICTOOiil.l.\CCTBeHHblX II JIpOllilIJU;ICTBCll-

'1'0.1[,1;'.1 rroc:le

'rp'" ;1'1, npll:;IlO;"llf'l'e:IblIhDIH
:.l1'1I'!"':lh

p;\IJHOnCCIlH

HO;U·IO'ICHllhle

HIll;aliHC

pa3BlITIle

;il'pl·lllle.

rro-COnpC)leHHoMy,

CJOrMCTprlll,

8THoL'pa'VH'leCFOM

n:mHC

;J:O(ihIB:Ll I1Jllf\Y,

1''i'Hulllt."·IIIlIBIIl

CO;J;epi!\a-

;\IY3eeB.

H:J,T,aH

XOTfl
MeToga

HOTOpOO HMeeT

upra,HIFlal..\lIlO,

IICjJI!OC ~[CCTO

B

MbllII.:TeHlIIO.

JIpe;:lCl'al!:llIIOlJ~"H

HhlX OTlIOmCJIllil

qJOpMOtl.

npaCI1BbIM,

B ;Jl'HOI'pu(I'11'rcclw"'l

I.

TeppHTO-

HpaCOThl.

;.I,IlH&lt;J."'IHI;oii .111HIIii, '\ T,\I-;me

11('1'opJl'leCliO:-I

'le,IOBCIi

Hepeg

yCTapCJIlI,
Hay'lHOrO

B Myc1UHX. YCTpOOllIlblX

~~on OJIlICIIIlC~1 h !lU lia:J~- :IIi.\Tepll&lt;"I,lbllOit

Tahme

l;aH

l!

yme

JI:Jlfl

1!a3HU'!CHHe)[

nIHIH~l'lH(,[

HO If nplI1lCpbI,

11€'.lblO BblCTanEIl

HCTOpll'l('(',Fn~IY

nOlwactllO

Hll TOJIbHO

;(:TIT ::JpllTe:rH

rrocpe;~CTnO~1
BamHoii

CTpe~lUTCR

y;J;OBO.'1bCTBUC.

He ;:(O,li-KHbl npH:III:'IIHThCH

~lYIlHHaTllBHhIO

Uhlc'rano'!-

ITepBhIM

i\eHOIH\I..\HOHHbIM pa3Me-

:H;crrOHUTon,

TaHylO

IJhIC1'aIJOI\

IIcr;yccTBio\,

ll\UMl-lCH (I)opMa~lll,
a[1O B MY3ee

pa3)leU\Cl-ure

HO'\lHJICr;Ca

pa,l)ll'II(eHHfl,

COBpOMer·mOI'O

cop,epmaIl1-IH

iPR

r:IaBllblX

cerO).(Hfl

HP llC3i-\e rrpeo;:J:o.:Iella.

CTpOllTLCH

H 3CTCI'Il'leCIWC

BTOpOI1: -

061.1.\eCTUeHlIblM

Tal;oe

lIpoel'TllpOBl.I..\lIRH
1I0pOiJ,HOCTII

\ :

eU\c

TpI!

II Hay'lHbIH.

3KCrr03HI..\IHl

IIpIWpl'lTeT

;:J;oaama

nCl.I.\eCTBCIlHoro

~lOrYT

;:J:Ba Tlma

06YCJlOH.:nlB,~eTCfl

)1J[CIlIllO
Iiax

oGoalla'lH:JlIcL

CBOHM 06'beMO~l,

8TIl

;:J:elWpaTIlDIIOCTb

::JHcrrOJnl..\Hlł

me

My;;een

aa

py6emOM.

C:TPYnTYPA

MY3EH

ger{Opal..\HOHHhlIT

opraHH3al..\llH

MeCTHbIX 3THorpa-

OT;J.e:JOIJ, a

nelic

xpaHłWHUJ,lIblti,

U\eHHO'\1 rrpei-\MCTOB.

Aha06MeHa

11

BTHOrPA~l1qECKOrO

Hue

H3

HyJIbTypU

iJ,apCTBeIIlIblIT

8T-\Crr03HUI1H

1D1II0HHpOBa'rb

HOJIJIeKI..\UH

C pa3JII1'IHhIMll

HOJlH'leCTBO

HO.1J.1JOKI..\Uil:
B paMHax

liar;

MaTepnaJIbHOH

My3eHMll,

BbICTaBOI;

DO BHI{-

npOHc'reRalOT

lI, bI

3Hcrr0311111l11 He

HpoMe

I'aKHX

HaHanJlHBaHllfl

:YIETO

B XX

O,J,OOBpOMeHHOM HCCJle;:J:OBaHIIH,

Ha

06peJIa

CYl.I..\eCT-

paMOH.

Hue 061.1.\eCTBa I{ T. n. IIO;J;HUMa,eTCI1 Ta,Kme O'leHb ar;CTpeHHbIH
HJlH me

B BO;:(ł1H1Ie

HX Hayl£HO-I1CC.Tle-

My3eeD,

3THX My3een,

JIeXBaTKa

CeBeplIlI

HMX TUlIa:

Hayl£HbBIH

OT;:J;CJlOB l\yJlbTypbl,

BOrrpO(";! rrjJaHOBoro

MY3eeB

HaK

pa;:(llyc

IICHyCCTBO !lJIH Ils6paHHLle

Hpe)l,HTOB,

'PaHHMll,

paaBIiTUH

coxpaUHOCTH,

rrOC!IeBOeHHbIe

OpraHll'łar[Ilfl

flBJIfleTCH
l'eXHH'leCHOrO

!

YCTi"lHODUTb xapawrep

HapOi'lIIOe

g.

CrrOpa)l,H'lecHOMy

CHopee,

Ta;:leYlII

l

IIOJIblllll

1I0JIbIIIe.

C ;:lpyrHMH

pa3JIH'lHbIX

TOB łl

qacTb

MomHO

HarrpaBJIeHHe

CHy)l,HUX
T.

PU60Tbl

n

B 06JIaCTU

'lOKyMeHTaI..\I{H,

łl3

Mepe

OXBaTl&gt;lD&lt;J.lOl.I..\eHOrrpeAeJIellllhl.lt

06cymAalOTcH

a TalHKO TPYAHocTe:i1

a TaI;-

j

C ;.t:el~eHTpaJIH3aI..\Hell:,

MyaeeBe;:r;eHHfl

OT,J,eJIeHH.lt, onpe;J;eJIHH

geHTeJIbHOCTH,

MaHHe

B CBHall

B BJlal.lllT0.'1bHOlf

Myse.ltHott

Y'lHTLlllaH

me

Myaecn

rrepCOHa:Ja,

06eCrrClJellHII

I;O:I:leKI..\Hfi.

H I-Ie;J;OCTaTHOB, caMblM

aKTyaJIbHol1:.

CaMhBm

B.:I&lt;ICTei1).

HOOPAHHal..\lUl

yl£pem):leHłlHMU.

MyJeeB,

pacrrO!IaralOl.I.\He

rrpoHcxogHI.I..\HMll

r.,

rrepeXOi-\IlT

3THorpa$Ul.Iecl-wro

1l0Tpe6HocTb

AOBaTeJIbClwti

(B 1958

CTpaH,

B 110Jlbllle

aAMllHUC'I'pąTłIBHbIX

l1oTpe6HocTll

pacrro:IOił;elIHu

BOeBO,.lCTBa,

~IJIfl

ClICTOMa,THEy

~THOl'pa$lI-

:JiJ;eCh COXpąHHllWHeCII
1''lalIbCIW'''l,

06 a;:J:MIIHllcTpaTHBHoM

B Ol£epe;:(lIO"'l

rrO:JbCliIIX

)J.OC1'aTO'lHOrO

:IHTTcpaypbI.

rrOMel.l..\eHIl.l'l, nce

yCJIOIJHylO
nOl'pe6JIoCTcl'l

y'lpeiK;:J;HeUIT.

rrOpOHeCeRHbIC

Kpal,oBCK'Hl.

IIpUHflTb

B 60jJbWHllCTIJe

3,J,aHHlI,

:Ia60paTopn.l'l

naMHTHlll;Qn

"yJIbTypbl

HYiimo

OT:IaraTCJIbCTBa

HeiJ.OCl'aThO~1

COOTneTcTnylOl.I.\llX

KaTOBI1I..\KOM.

Toro,

mry'łHM

TeCTa,

B H&lt;J,CTOHl.I.\eMpa60Te

B negeHlIll

,I:(:I11 aToro

lIeTeprrHl.I..\ux

lIS

JlJOI

J;O:J:lehąl1ii.,

60JlbIIIOM

ByeT

Cpe)"l

MCTKU).

H IICKYCCTlJa

3.

r;aTaJlOrH.

06pa-

Tal-me,

Hil:l..\a, 1I3,J,e:HlfI

MO;:J:eJIU, H:IIOCTpllpy101.l..\11e

IIHCTpy~eIlTu,

l\po~e

n)

Ił HapO,J,Hue

n 06JIaCTI1

xygOrKeCTBemlO

urpyIIIKl1,

phI6al..\l;Jle

"~CKlIe

O)l,em,J,a

CLIpbJl

lIepl':\O;lIrT

li

O;jJla,hO~I:reHIlH
CJI:Iaml

H].lc'raIJIiC

H HCTO-

1! npII3nO;(-

lIilpO:lIlt.".\·O

lIC·

I'

�632
RYCCTBa,

O;:(HoH Mól OCHOBHbIX OC06CHHOCTeH

C nOTpeOHOCTflMM
Anana30H
n:IaHa.
Holi

OH

TBOp'leCHoi1:
MY3eJi:HOM

oy;:(eT

11 n03BOJIlIT

l\ycTapeI1::

~

II C;:(CJlalUlafl

Hapop;UhIX

'leCHHX

pe'lh

ClJIeMeHTOn

B rrpOCTpaHC1'BO,
npOOJIel\lotł

ITpeACTG\BJIeHHhIC
nJIaCTII'leCKOrO
B

CJTlIorpalfJl1lIeCKOM

'ITO IIeJIbIO
MaHllH

ooru;efi

3pH1'CJIH

l\IY3~e
.pOpMhI

OT JIHIIa

R COOTBeTcTBylOIL\eMy
'rOKOB

Ha

OT;r;aHbI

Tpencti

3aTeM

TKaHeti,

CTG\Tbe

HHHHOil,

;J,,\leT3.

npe;r;MeTHotł
:&gt;Kcn03l!IIHIO.
:}TłlX

HyJIbTyphI.
HapO~lIh!X

onhlTbI

nOCT'IOMon.

peIIIeIHIll

HapO;.\HhIX

YKa3aHłleM,

OTBJIeQCHMC BHH·

rrpHKOBaTb
My3efl

norrpoca
ROC'I'IOMOB

OhlJIH

flBJIHe1'Cfl

ero

1'. C. H nOC1'IOMaM,

rrpoO.rreMi,1

HOJIOHHbI, rromUl,

BHHMaHne

rOJIOca

KOH.pepeHIIIUI

aHa6blJIH

a Talline

3Kcrr03HIIHl1

peIIIe1'lm,

HOHCTpyKI.\IUI

HapOp;IIOn

HHIIII1)~ BUCTaBnl!

Bl!TpMHK

nOCToflHHOi'I

KOCTIO)IOB II .l!X pl11'M B pacno.rrOa\eHl!H.

nO,:J;'lepliI1BaeTClT,

Bpe~[eHlloti,

,'1aKOHIl'IHLIl"

'lTOOhI
noro

oxapanTepM30BaHbI

IlIIBeHTapH,

Ha

C TeM,

H xopcorpałpOM.

BRJIIO'IeHMfl

rrpO;r;I1KTOBalIhI

AlIpeKI.\MeJi

(IWI'OJIfl,

IlMeIOru;ero

ClI 011 BC,'.Ih B aaBIlCHMOC'fU
BHI1MaHUe

nporropqHH

MaHeKeHOB

MY,

3Kcn03HL\łll-!

BBe;u;eHl1e .HaTypaJI.lfCTłI·

MalIeHelIOB

ClRCn03HL\I1H,

Kepa~IIIKH,

BhICTfl,BnC HapO):lHblX
B

MaHeKeH;)·.

B 3;r;aHMe

npooe.
pe3bOhI

MY3eHHoro

l\palwne

npe;J,MeTy

B paOO1'e

I~IłrypaJlbHoti
BbIIIII1BKII,

B

rOJIOBI&gt;I y

1IfUCJIOOOHru;llKOB

anCpL\enL\HH

npep;Me1'aMl!

y

,rJ;epeneHCKllX

B COBpeMeHHyIO

O'lepe;J,HbIe

rOJIOBhI

copraHH30naHHofi

B

a TamKe

3HCrr03l1L\Hll

B BI1P;C .pOTorpaqllIli
nOCC03;:J;aHI1H

llG\ Tpyp,O·

BbICTaBOI,

KOCTIOMepOM

onpc&gt;(eJIeHHoJi:

HBJIfleTCH

COOOM pa3JIJI'lHble

H nJIOTHHKOM,

OClIaaIlllIO

3aHMMae~lOe

Mem

rrop;pa:łp,eJleHHOro

BaJIflJIbDJ;I1KOB,

C HaT'ypbI)

ITJIaH

B ;J;HCJlOliaL\I1I!

cRyJIhn1'OpOM,

00

Xpallll:Il1ru;aM,

He:HWHOMHOCTH

apXHTeInopOM

(BhIXBa'IeHHhIX

CBOli
rrYOJlI1KH

paOOTHHnaM.

BMOHTHpOBalIllafl

OCBeru;ellHH,

;:(.11!1'eJIh.

rrpocTpaHCTBa

TaKHX

TMrra,

II

a rryTe)[

HCnO.:Ih80BaHHIO

nepCOHaJIa,
rre'lHHIWB,

3peHIITO

!-OI;01' ;Il1llib

Balł\Hotł

C'leT

B yCTpalIBaIHlH

C;r;eJIalIIlafl
K

CBFFIb

peaJlMaonaTb

lfJYHI\L\l1IO

Hay'lHhIM

npepeKperu;IIBaIOTCfl

ROHccpBaTopOM,

3JIeMeHTOB

KOHe'lHO,

3a

My3eJiHoro

BbICT'aBOK II npOOJIeMhl

TeCnafl

L\UpKYJIl1pOBaHHe

TOJIhl{Q

.

rOlI'lapOB,

ArreJIJIlIpOBaHIIe
npaBp;h!

He

CKaHceHOBCHoro

TaHL\eB,

MY3eIO

ooru;ecTBeHHyIO

BbICTaBOK

rrJIOTHllKOB,

OT npOCTpanCTBeHHoro

paL\l10HaJIbHOMY

11 y'laCTIIe

CJncn03HL\l1fl

aaBMCI1T

I1MrrpOBI133L\HI1,

nOaBOJIlIT

IBmpOBH3aL\HIl

C'I'HJIb paOOThI

lTlllUleTCfl

paL\110HaJIbHOe

rrpu;:(aCT

pe&lt;lJll13aL\Hl!

1,0JIJICHTHBhl,

11 T. n.

n.:IaH

OhITh ;:(ocTymlhl

1130eiKaTh

npOOJIeMbl:
Bue

a;J;amm,

H 1', H.

ITpu

;:hoT

cnOCOOCTBOBaTb

npe~MeTOB

He nyTeM

OOeCHe'lHTb

p;OJlrImhI

TaKa\e

BbIC'faBOI,

CÓ3;J,all

paOOTbI.

I\OTOpOtt

a\H8HIL

CTpYlnypb[

OhlTb

3a~a'Il1,

IWTophIe

aelI

Tal\Ott
MOineT

ocnOBHhle
D

nOBCei\HeBHOH

IlOJfll1'hIC

He

H3--\nHcef!
;:(,'111 ncex,

CYIL\eC'I'Bye1'

YIll!Bepca.rIhHoe

O'f npe;~~IeTa

nepe;J,BHlHHoti,

I1pOOJlCMy

'ITO

11 xapaKTepa
OOpa3I.\OBofi).

II

nO&gt;(lllIceJi:.

C'I'a11p;apTII30Bfl,IlHorO

npl'lMeHeHlIe.
ca)lOfi

l1aMeIIHe1'·

BhICTaBHI1 (nOCTCI'

11 HaKOlIelI,

06palIIaeTC-H

Pel\OMeH;r;YIOTCR

II 1'CClIO CBiI3aHHhIO

IlO;J,HHCIl

C CO;r;eplliG\IlHe)[

JfpC'

t

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6056" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6036">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a97ebd412739ea42f66a614de0b8a3ab.pdf</src>
        <authentication>d7cb17996199f74eff4b61d3758dab67</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72232">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:176</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72233">
                <text>1960</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72234">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:151</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72235">
                <text>Spis treści / LUD 1958/59 t.45</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72236">
                <text>LUD 1958-59 t.45, s.2-12</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72237">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72238">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72239">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="72240">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72241">
                <text>()RGAN POLSKIEGO TOWARZYSTWA
LUDOZNA WCZEGO
ORCANE

DE LA SOCIETE

POLO~AlSI;:

w

Z·AŁOŻONY
OGÓL~EGO

HaKU

ZEIOHU
ZA ROK

D'ETH~OLOCIE

1895
TOY!

XLV

1958/59

.'

PL

WROCIJAW

(I

POLSKIE

TOWARZYSTWO
W R O C ł. A W

LUDOZNAWCZE
I9bO

�KOMlTET REDAKCYJNY
K. ZA WISTOWICZ-ADAMSKA,
POJNAROWA,

J.

J. GAJEK,

MATUSZEWSKI,

PRUFFEROW

A,

A. KUTRZEBA-

M. ZNAMIEROWSKA-

R. REINFUSS,

T. SEWERYN,

SPIS RZECZY

T. SZCZURKIEWICZ

L Rozprawy

REDAKTOR

jOZEF

GAjF~K
.f

C z e k a n o w s k i, Struktura
etniczna Afryki a nawarstwienia
naj młodsze .
Stefan Ł y s i k, Pigmeje afrykańscy i zagadnienie ich języka .
WaCław Kor a b i e w i c z, Makonde - wielcy rzeźbiarze .
Edward
B u l a n d a, Czy kryzys etnologicznej
szkoły wiedeńskiej'!
.otMaria T r a w i ń s k a-K w a Ś n i e w s k a, Studia
nad zagadnieniem
zbiorowej trójpolówki
we wsi Hruskie
(pow. Augustów) w XI:&lt;
i XX wieku .
.•Bolesław
G a r y g a, Literatura
rolnicza XVIII i XIX wieku jako
źródło badania historii narzędzi uprawy roli
.
Krzysztof K w a Ś n i e w s k i, Uprawa bru w Małopolsce w XX wieku
Tadeusz S e w e r y n, Łowieckie sposoby wabienia
.
Maria F r y c z o w a, Zwierzęta w chacie. Analiza polskiej bajki zwierzęcej
.
Witold K li n g e r, Jeszcze o rusałkach i pokrewnych postaciach demonicznych i ich zależności od tradycji grecko-rzymskiej
.

Str.

Jan

II.

POLSKIE

TOWARZYSTWO
Redakcja,

LUDOZNAWCZE-WROCŁAW
Wrocław, Nankcra4

1960
_

Nakład 1819 egz. Obj. arkuszy wyd. 43,25 arkuszy druk. 4[,75 + 3 wkl, Oddano do składania L VIII. 1959. Podpisano
do druku 4. IV.1960. Druk ukończono
w kwietniu 1960.
Papier
ilustr.
ki III. 80 g, 6lx86. Zam. 535170. L-l.
Cena zł 88,DRUKARNIA

UNIWERSYTETU

IM. A. MICKIEWICZA

-

POZNAN.

FREDRY

1"

13
35
70
91

125
158
203
223
263
307

Sp r aw ozd a n i a i r e cen zj e

SIBIRSKIJ ETNOGRAFICZESKIJ
SBORNIK II (Trudy Instituta Etnografii Akademii Nauk ZSRR im. N. N. Mikłucho-Makłaja
t. XXXV
Moskwa-Leningrad
1957 (Włodzimierz
Zajączkowski)
. 315
SOWIETSKAJA ETNOGRAFIJA A. N. ZSRR, Moskwa 1956 z. 3
(Anastazja
Kojdecka)
.
. 320
Jan R e y c h m a n, Z węgierskich wydawnictw
etnograficznych
. 334
Sz. Judit
M o r V a y, Asszonyok
a nagycsaladban,
Budapest
1956
(Maria
Trawińska-Kwaśniewska)
. 340
S. Georgieva S t o j k o v a, Ogniszczeto v b'lgarskija
byt, Sofia 195G
(Maria
Trawińska-Kwaśniewska)
. 342
Florea Bobu F lor e s c u, Opincile la romini, Bucuresti 1957, Studii
de arta populara si etnografie t. I (KrzysztOf Wolski) .
. 347
ANTHROPOS, Fryburg 1955-1956, t. 50, 51. (Tadeusz Wróblewskt).
. 348
BULLETIN INTERNATIONAL DES SCIENCES SOCIALES t. IX (1957)
nr 3, UNESCO (Krzysztof Kwaśniewski)
. 368

.~,

�7
Str-.

6
Str.
DAS INTERVIEW. Formen. Technik. Auswertung.
Praktische
Sozialforschung.
Herausgegeben
von Rene Konig unter Iv!itarbel~ '1011
Dietrich Riischenmeyer und Erwin K. Scheuch. Kain 1957 .
. 370
BEOBACHTUNG UND EXPERIMENT
IN DER SOZIALFORSCHUNG.
Praktische Sozialforschung
II. Herausgegeben
von Rene Konig unter
Mitarbeit
von Peter R. Heinz und Erwin K. Scheuch, Kain 1!J:1G.
(LEi Maria Szwengrub)
Julius E. L i p s, U źródeł cywilizacji. Wiedza Powszechna, Warszav,'&lt;).
1957 (Krzysztof
Kwaśniewski)
. 373
Jan C z e k a n o w s k i, Wstęp do historii Słowian. Perspektywy
antropologiczne, etnograficzne
i językowe. Wyd. II na nowo opracowane.
Instytut Zachodni, Poznań 1957 (Valentin
Kiparsky)
377
Hill~ka V i l p p u l a, Das Dreschen
in Finnland,
K'msatit!teellinen
Arkisto X, Helsinki 1955 (Zofia Staszczakówna)
.
. 382
J. P. D e k o w s k i, Wnętrze chaty' jasieńskiej. Prace i Materiały Mu··
zeum Arch. i Etn. Seria etno nr 2, Łódź 1958. (Zofia Staszczakówna)
384
Władysław
K w a ś n i e w i c z, Nowe publikacje
z dziedziny
budownictwa
wiejskiego
386
Stefan
N o w a k o w s k i, Adaptacja
ludności
na Sląsku
Opolskim.
Instytut Zachodni, POZnal) 1957 (Liii Maria Szwengrub)
.
397
Władysław
Z i e m a c k i, Materiały
do historii odzieźy z lat 1818-1863. Archiwum Etnograficzne
nr 10, Wrocław 1956. (Irena TUTllQ7:) 399
Stanisław
C z e l' n i k, Polska epika ludowa, Biblioteka Narodowa. Seria
I, Wrocław 1958 (Aleksander
Zyga) .
. 402
Jan S. l' Y c z e k, Chłopskim piórem. Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza.
Warszawa 1957 !Aiskwnder
Zyg1) .
.406
Stanisław
C z e l' n i k, Humor i satyra ludu polskiego. Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza. Warszawa 1956 (Aleksander
Zyga) .
. 407
III.

o n ik a

Kazimierz
N i t s c h jako dialektolog,
badacz
znawca
dowej (Stanisław
Bąk)
.
Ludwik Chomii;ski (Euzebiusz Łopaciński)
.
Krzysztof K w a ś n i € W s k i, Z działalności etnograficznych
naukowych
zagranicą

Kaznowska-J(~recka)

(Adam

Glapa,

Sprawozdanie
(piotr

kultury

lu-

towanystw

. 427
·458
. 460

Jadwiga

517

Kucharsk(~,

z działalności

Orzechowsk

(Janusz
(Jadwiga
(Sebastian

lu belskiego

PTL

(Stanisław
(Tadeusz

PTL .
. 547

PTL w Mszanie Dolnej
549

.

Klonowski)

Oddziału

olsztyńskiego

PTL .
553

.

Oddziału

opolskiego

PTL .
556

.

z działalności
Wróblewski)

Sprawodanie

łódzkiego

Oddziału

z działalności
Bronicz)

Sprawozdanie

Oddzialu

.

z działalności

(A. Franciszek

Sprawozdanie

Oddziału

poznańskiego

PTL
558

.

z działalności

Oddziału

toruńskiego

PTL .

Antonowiczowa)

Sprawozdanie
(Wanda

Oddziału

545

z działalności
Fliza.k)

560

z działalności
Lubowiecki)

Oddziału wałbrzyskiego

PTL .
564

.

z działalności
Jostowa)

531

544

Kucharska)

Sprawozdanie

;;19

PTL .

i)

z działalności

Sprawozdanie

(Kalina

Kużmicz)

Optolowicz)

Sprawozdanie

.1

Boles!aw

Oddziału limanowskiego

Sprawozd anie z działalności

(Lesław

fiprawozdanie
z działalności
działu etnograficznego
Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego
w Łodzi (Maria Misińska)
.
. 411
Ekspozycja zabytków sztuki ludowej Powiśla w Muzeum w Kwidzynit!
(Hel'beri
Wilczewski)
.
. 418
Krystyna
C z e r n i e w s k a, Z pobytu w Museum fUr Voelkerkunde
w Lipsku
. 421
l'

(Barbara

Protokół z XXXII Walnego Zgromadzenia PTL w Szczecinie
w dniach 6-8 września 1957 r. (Adam Glapa) .
Protokół z XXXlII Walnego Zgromadzenia PTL w Cieszynie.

Sprawozdanie

Iv! u z e a

IV. K

/.

Dymitr
Kra n d ż a J o w. Z dyskusji
"karpackiej",
przeprowadzon(;'j
podczas XXXI Walnego Zgromadzenia
P.T.L. we wrześniu
1956 1'.
W Zakopanem
472
Sprawozdanie
z udziału w V Kongresie Nauk antropologicznych
i et~;o'
logicznych w Filadelfii w dniach 1-9 VIII 1956 1'. (Roman Stora)
485
Uwagi o zeszycie próbnym Polskiego Atlasu Etnograficznegu
(Zofia
Staszczakówna)
494
Pole'nika

Oddziału

zakopiańskiego

PTL
566

.

Róźne
Streszczenia w jęz ang. i ros. - Eugeniu.5z Jeleniewski
Indeksy XLII, XLIII. XLIV i XLV t. LUDU (wyk. O. G.)
Spis ilustracji
.
Spis treści Vi jęz. ang. i w jęz. ros.

571
613
660
663

�-~

-~-~----.

�PROF. KAZIMIERZ MOSZYŃSKI
profesor i kier·Qwnik katedry Etnografii Słowian Uniwersytetu
Jagiellońskiego w Krakowie,
profesor Uniwersytetu Stefana Batorego w Wiln:e,
prezes Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego w latach 19 !7-1953,
członek rzeczywisty Polskiej Akademii Umiejętności,
członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk, i przewodniczący
Rady Naukowej Instytutu Historii Kultury Materialnej P. A. N.,
członek honorowy Węgi·erskiego Towarzystwa Etnograficznego,
członek korespondent Słowackiej Akademii Nauk,
członek korespondent Ukraińskiego Towarzystwa Naukowego im.
Taras'a Szewczenki we Lwowie,
członek korespondent Ugrofińskiego Towarzystwa Naukowego
w Helsinkach,
kawaler Krzyża Komandorskiego Orderu Polonia Restituta i Krzyża Walecznych. odznaczony Medalem U. S. B. w Wilnie i Medalem Dziesięciolecia,
najwybitiniejszy współczesny etnograf Polski i Słowiańszczyzny,
twórca kierunku ewolucyjno-krytycznego w etnografii,
autor "Kultury Ludowej Słowian", "Atlasu Kultury Ludowej
w Polsce" i wielu innych prac,
współzałożyciel i redaktor "Ludu Słowiańskiego",
Urod-z·ony w 'Warszawie 5 marca 1887 r.
zmarł w Krakowie 29 marca 1959 r.
f

,t
"

�R

z

o

p

R

A

w

y

PROF. DR RYSZARD GANSINIEC
profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie,
b. profesor i organizator studium filologii klasycznej na Uniwersytecie Warszawskim,
b. profesor Uniwersytetu w Poznaniu,
b. profeSiOr Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie,
b. profesor Uniwersytetu Wrocławskiego,
członek Polskiej Akademii Umiejętności,
członek Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego,
członek Polskiego Towarzystwa Filologicznego,
członek Polskiego Towarzystwa Archeologicznego,
członek Towarzystwa· Naukowego we Lwowie
członek Towarzystwa Naukowego we Wrocławiu,
redaktor Wydawnictw Polskiego Towarzystwa
Filologicznego
"Eos", "Eos Supplementa" Kwartalnik Klasyczny,
założyciel i redaktor "Filomaty" Przeglądu Humanistycznego,
"Palestry" oraz wyd awn idw: Biblioteczka Filomaty, Hermaion,
Teksty FHoma.ty, Zbiór pisarzy klasycznych, Scriptores Latini
et Graeci, Przekłady pisarzy greckich i łacińskich, Parnasos,
Zbiór pisarzy polsko-łacińskich.
Urodzony w Si-emianowicach Śląskich 6 marca 1888 r.
zmarł w Krakowie 8 marca 1958 r.

JAN CZEKANOWSKI

STRUKTURA ETNICZNA AFRYKI
A NAWARSTWIENIA NA.JMŁODSZE
Wytyczne
i założenia. Podstawy
nawiązań
chronologicznych. Hipotetyczne warstwy archaiczne. ·Nawarstwienia
późniejsze. Eksploatacja
kolonialna
i jej konsekwencje.
WYTYCZNE

I ZAŁOZENIA

Zadania badań ludoznawczych w Afryce ześrodkowują się na
wYJasmeniu stosunków
zachodzących między wyróżnianymi
grupami etnicznymi, zarówno obecnie, jak i w przeszłości. Podstawy ich wyróżni-enia nie staiIlowi pr,zy tym wyłąeZTlie język, l-ea
wszelakiego rodzaju przejawy i konsekwencje ściślejszego współżycia grup ludzkich.
Język, umożhwiający dokładne porozumiewanie się, jest niewątpliwie najłatwiej dającym się stwierdzić przejawem odr~b~
ności; jednakż,e w Afryce środkowej zawodzi on najzupełme.l
tam, gdzie uprawiają-cym rolę Murzynom przeciwstawiają
si(~
Pigmeje lUib olbrzymi pasterscy Bahima ,i Batutsi. Nie tyl~(J
Pigmeje, żyjący z myślistwa i zbieractw.a, nie posiadalją własnych języków, lecz mówią wyłącznie narzeczami swoich murzyńskich sąsiadów, bądź teraźni-ejszych, bądź też dawniejszych.
Również i pasterscy Bahima i Batutsi, tworzący bardzo ekskluzywną, arystokratyczną
warstwę panującą, mówią wyłączniC'
językami swoich rolniczych poddanych. W tego rodzaju prz~~
padkach podstawę wyróżnienia grup ludzkich muszą stanowIC
szerzej ujęt-e kryteria kulturowe a zNłaszcza antropologiczne,
gdyż pod tym względem mamy tu możność stwierdzenia najjaskrawszych kontrastów jaki-e w ogóle można obserwować nn
obszarze całej ekumeny. Kryterium lingwistyczne zawodzi tu

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6057" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6037">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b8bb946bb017fda2ed54ca533e3b4c2a.pdf</src>
        <authentication>32e5e152aa377a9ac1d2881e9ce4d0b0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72242">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:183</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72243">
                <text>1960</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72244">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:158</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72245">
                <text>Uprawa bru w Małopolsce w XX wieku / LUD 1958/59 t.45</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72246">
                <text>LUD 1958-59 t.45, s.203-222</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72247">
                <text>Kwaśniewski, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72248">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72249">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72250">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="72251">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72252">
                <text>202

I

I:

w rozwoju dziejowym" (Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1959).
W podrozdziale tej pracy pt. "Opis pługa z połowy XVIII wieku"
(s: 183-189) autor omawia opis i rysunek pługa z "Uwag Tygodmowych 'Warszawskich", będący przedmiotem niniejszego artykułu. Rysunek (Ryc. 21) zaopatrzony został objaśnieniem: "Model
pługa z okolic Warszawy z połowy XVIII w!eku: ... ". Zatem odpowiednie fragmenty mego artykułu odnoszą się również i do tego
rozdziału nowej pracy Wł. O c h m a ń s k i e go.

••

KRZYSZTOF

KWASNIEWSKI

UPRAW A BRU W MAŁOPOLSCE W XX W.

•

•
,

I

Badania terenowe dla Polskiego Atlasu Etnograficznego prowadzone w 1954 r. pi'zy pomocy Kwestionariusza nr 2, (Rolnictwo
i hodowla) objęły także zagadnienie "Ber i jego uprawa", do którego kwestionariusz napisał Józef Gajek. Tradycje o uprawie bru
st'wierdzono jednak tylko w 9-u spośród 332-u przebadanych wsi
stałej sieci badań PAE. Poza tym w kilkunastu wsiach stwierdzono
tradycje o występowaniu chwastu zwanego ber, berek, browe
proso lub podobnie, a także występowanie nazwy tej w piosenkach choć znaczenie jej jest już informa,torem nieznane. Ponieważ z łącznej lknby 22-u punktów badań PAE z których uzyskano)
jakiekolwiek dane o brze, prawie wszystkie punkty skupiły się
w Małopolsce - postanowiłem przebadać ten obszar szczegółowo,
zarówno pod wZlględem techniki uprawy tego zboża, jak i przyczyn utrzymywania się i zaniku tej uprawy w gospodarstwach
chłopskich w XX w. Materiał uzupełniający uzyskałem w drodze
własnych badań terenowych oraz w wyniku ankiety rozesłanej
do ośmiu szkół średnich i 21 szkół podstawowych z powiatów:
Bochnia, Brzesko, Brzozowa, Busko, Dąbrowa Tarnowska, Dębica, Kazimierza Wielka, Krosno, Mielec, Pińczów, Ropczyce,
Staszów, Strzyżów. W ten sposób uzyskałem 63 odpowiedzi
z 56-u wsi.
B e r (Setaria Itc.lica Beauv., Panicum ita[icum L.) określany
jest przez badaczy różnymi polskimi nazwami: proso pałkowe t,
1

Encyklopedia

Rolnicza,

Warszawa

1890.

�205
204

it.

proso włoski~ (wlośnica ber) 2, włośnica włoska 3, a wspomniane
są też nazwy szarłat 1 i szczypanki ó. Encyklopedie wymieniają
nazwy: ber (czeska), Borstenhirse (niemiecka) u, względnie Fench,
Fuchsschwanz, Fenchelhirse (niemieckie), bor (rosyjska) 7, siao-m:,
lub siao-miza chińska, (stąd nazwa importowanej później ni.=kiedy do Polski czumizy), sok, lub czy-o (koreańska) 8. W rozbieinośd, co do niemieckiej nazwy po stronie słownika Lindego stoi
Encyklopedia Brockhausa, podając nazwy bru: der Fennich,
Fench 9. Wzmianki o brze u autorów łacińskich zestawia już
Marcin z Urzędowa Jl!. Zielnik Jakuba Wagi It wymienia wzmiankt:
o brze z pomnika języka czeskiego z 1202 r.12, zaś wzmianki
i nazwy łacińskie bru z XV i XVI w. zestawia Syrennius (Elymus, Helymus, Pankum, Panica, Melyne, Melinus, Mel frugum) 13,
a następnie wyczerpująco Rostafiński (Milium, artimilium, pannicum, iocus, iognerus, iencis i warianty tych nazw) 14. Wzmianki
2 M o w s z o w i c £: Jakub:
Z dziejów roślin uprawnych:
L Zboża, Warszawa 1948, s. 56.
3 T y n i e c k i Wł.:
O zbożach, Tygodnik Rolniczo-Przemysłowy.
Warszawa 1874, t. XV s. 221.
• R o ~ t a f i ń s k i Józef: Prowincjonalne
polskie nazwy roślin XVIII
w. z Prus Książęcych, głównie z rękopisu Andrzeja Helvinga, opracowa!:e
przez .... Rozprawy Akademii Umiejętności, Wydziału Filologicznego, seria
II, t. XXV (40), Kraków 1905, s.216.
e R O S t a f i ń s k i Józef: Symbola ad historiam naturalem
Medii Aevi
Kraków 1900, s. 110.
e Ottuv Slovnik Naueny.
7 L i n d e S. B.: Słownik
języka polskiego, Lwów 1854-60.
~ Mowszowicz j.w., s. 56.
o Brockhaus'
Konwersations
~exicon, Leipzig.
10 Z Urzędowa
Marcin: Herbarz Polski, Kraków 1595, s. 233.
.Il Wag
a Jakub:
Flora polska w ograniczeniu
do jawnokwiatowych
rodzajów. Warszawa 1847. t. II, s. 97.
12 Wg
S a f a j' ikr.
P. - P a I a c k y F.: Die Alteste Denkmaler
d·",
bóhmischen Sprache.
lO S y l' e n n i u s
S i m o n: Zielnik .. Kraków 1613, s. 1009.
"Rostafiński,
Symbola ... j.w .. t. II, s. 32, 64,84,100,108,127,
134. 142, 152, 156, 17.5,234, 248 i 254. Por Kar low i c z .Jan: Łacińsko-polski
słowniczek roślinny z zabytku przemyskiego.
Prace filologiczne II, Warszawa 1888, s. 145 i 153.

•

"

Rys. 1. Ber-Seta,'ia

Italica B.ok.az ze wsi Wyży·ce, pow. Bochnia
Fot. K. Kwaśniewski,
1959 r.

o brze, zawarte w najważniejszych europejskich opracowaniach
ootanicznych zestawia również Jakub Waga 15.
Ber pochodzi ze wschodnio-azjatyckiego,
chińskiego ośrodka
roślin uprawnych 16. Znaleziono go już Vol nawodnych budowlach
Wag a J., j.w., t. I, s. 251.
Por. H o o P s J.: Die Walćbaume und Kulturpflanzen
im germanischen
Altertum. Strassburg 1905, s. 323, 326: Va v i I o v N. L: Centry proischożde15

Je

�207

206

r

wspominają też niektóre podręczniki rolnicze XVII-XIX
w. ~5.
Dwa z nich wydane zostały w Krakowie. Tym niemniej istniej4
dane wskazujące, że uprawa bru nie ograniczała się dawniej do
rvlałop-olski. Z początkiem XVIII w. ber był znany jako zboże
uprawne w tzw. Prusach Książęcych ~G. l\lazwa "ber" występujE:'
\'1 przysłowiu
śląskim jeszcze w drugiej połowie XIX w.2'. Istnieje też wzmianka o uprawie bru w mazowieckiej wsi Łukowiec
'IV XIX W.,
ber nie był tam jednak uprawiany przez chłopóvl
lecz tylko znany im z dworu ~8 .• Jeszcze na przełomie XIX i XX w.
ber b:vł uwzględniony w drukowanym wykazie zbóż folwarcznych ksiąg obrachunkcwych
na Mazowszu '!!'. Tradycje chłopskiej uprawy bru poza Małopolską stwierdzono w badaGiach PAE
tylko w jednej wsi Zdunek pow. Ostrołęka, zaś w kilku wsiach
pogranicza podlasko-lubelskiego
stwierdzone występowanie nazwy "ber" w piosenkach, choć chłopi nie znajc~ znaczenia tej
nazwy. Przemawia to za twierdzeniem, że jeśli chłopi tamtejsi
znali uprawę bru zarzucili ją już oddawna a tylko przykład
dworu mógł spowodować w sporadycznych wypadkach powrót

szwajcarskich, odnoszonych do epoki kamiennej 17, a następnie
w wykopaliskach z okresu przejścia z epoki żelaza w epokę brązu
w mieszance z prosem i innym:, nasionami 18. W starożytnym
Egipcie ber był meznany 19, natcmiast w Chinach był przed ok.
2700 Jaty jednym z pięciu zbóż zasadniczych. Do Europy zbożl~
to dotarło poprzez Ukrainę i Austrię, a według de Condolle znanE'
było jako zbiór dziki wcześniej niż uprawa roli 20.
Archeologia uwaŻa jednak Dunaj za północną grCinicę najdawniejszej uprawy bru 21 nie stwierdzono też występowania bru
w wykopaliskach z terenu Polski 22. DawnO'ść jego uprawy przyjmowano na podstawie ogólnosłowiańskiej i wspólnej wszystkim
Słowianom nazwy tego zboża 23. Hostafiński widzi jednak analogię
z arabską nazwą "jakiegoś zboża" - bor, stawiając hipotezę
błędnej lekcji Abu Bekhra w ustępie mówiącym, że w państwie
Mieszka hodują proso i orkisz: przypuszcza on, że mogła tu być
mowa właśnie o prosie i brze 24. O brze, jego uprawie i konsumcji
nia kulturnych
rastenij. Trudy po prikładnoj botanike, Leningrad 1926, XVI
2.; S z a f e l' Władysław:
Zarys ogółnej geografii roślin, Warszawa
1952,
s. 145; Mowszowicz j.w., s. 56.
" Wg. Mowszowicza, j.w., s. 56.
'" N e u wei l e l' E.: Die pri'ihistorische
Pflanzenreste
Europas. Vierteljahrliche Schriften Naturforschungs
Gesellschaft~. Zurich 1919, t. 64, s. 642,
cyt. wg. M a u l' i z i o A.: Pożywienie w rozwoju dziejowym, Warszawa 1926.
ID Wg. de
C o n d o 11 e, relacja Mowszowicza j.w., s. 56.
~o Za Mowszowiczem,
j.w., s. 56-57.
21 N e t o l i t z k y F'.: Unser
Wis sen von den Alten Kulturpflanzen
Mitteleuropas,
Berichte
der Romisch-Germanischen
Komission,
1931, XX,
(14-76) s. 21 ryc. l, cyt. wg Clark J. G. D.: Europa przedfiistoryczna,
War~zawa 1957, s. 134.
.2 Por. K o s t l' Z e w s k i Józef:
Kultura
prapolska,
Poznal1 19,19 s. 32;
K i e l' s n o w s k i Ryszard: Rośliny uprawne i pożywienia roślinne w Polsce
wczesnofeudalnej.
Kwartalnik
Historii
Kultury
IVlaterialnej
Warszawa
1954, r. II, nr 3, s. 358.
2:1 M o s z y it s k i
Kazimierz:
Kultura
ludowa Slowian, Kraków
1929,
t. I, s. 210; por. N i e d e l' l e Lubor: Zivot starych Slovanó, di! I sv. I,
Praha 1911, s. 179.
N R o s t a f i it s ki,
Sym::;ola..
j.w., s. Ill; por. też relację PseudoMaurik'.osa odnoszącą się do Slowian balk. wg P l e z i a l\larian:
Greckie i laciitskie żródla do najstarszych
dziejów Siowian cz. I, Poznal1-Kra-

•

ków 1952 str. 91. O brze, jako zbożu uprawianym
dawniej często na wypaleniskach przez Wałachów morawskich wspomina K u n z Ludwik: Jak hory
Zivily lidi na Rajnochovsku.
Nase Valassko XIII. Brno 1950, z. 1-2 str. 55.
2.; K l' e s c e n t y n Piotr:
O pomnożeniu i rozkrzewieniu
wszelakich !=,Q~ytków. Kraków 1571 s. 184; K l u k Krz:-'sztof: Roślin potrzebnych, pożytecznych, wygodnych, osobliwie krajowych
albo które w kraju użyteczne być
n-:ogą utrzymanie,
rozmnożenie
i zażycie. Warszawa
1802, t. III, s. 136
i 357-8; G u t k ow s k i Wojciech: Katechizm
dla włościan, Warszawa 1306
s. 308; P i e k a l' s k i Franciszek:
Ziemiaitstwo krajowe, Kraków 1809, t. II
rozdz. XIX; E k i e l s k i Napoleon: Nauka rolnictw'.!. Wyklc&gt;dy nauk dla ludu
staraniem
\Vydziału Oświaty Tcwarzystwa
Naukowego
z Uniwersytetem
Jagiellońskim
złączonego, III. Kraków 1850 s. 123.
"I; Rkp.
z Królewca, dodatek Andrzeja Helvinga z 1726 r. wg Rostafióskiego: Prowincjonalne
polskie nazwy ... j.w" s. 216.
eo C i n c i a ł a Andnej:
Przysłowia
ludu polskiego na Sląsku w Ks.
Cieszyńskim, Cieszyn 1885 s. 11.
!. U l a n o w s k a
Stefania:
Niektóre
materiały
etnograficzne
we wsi
Łuko\vcu. Zbiór wiadomości do antropologii krajowej, Kraków 1884, t. VIII,
dzi al etnologiczny s. 256.
", Wiadomość tę zawdzięczam uprzejmości prof. dra J. Czekanowskieg,J.

�208
209

na pewien czas do tej uprawy. W braku odpowiedniej ilości rąk
do pracy, wobec dużej pracochłonności uprawy bru 30 uprawa
dworska była zapewne uprawą pastewną - być może była b)
odmiana pastewna bru, mohar ~1. Wnioskowanie to przeprowadzone zostało w drodze analogii na podstawie wiadomości z niektórych wsi małopolskich (np. Dębie pow. Dębica). Przypuszczać
też należy, że gospodarstwa dworskie kierowały się w dużej mierze wskazówkami np. Encyklopedii Rolniczej, która pisze o brze,
jako o uprawie obcej: " ... wymaga klimatu cieplejszego, niż
nasz ... dałby się i u nas zaaklimatyzować ... wyłącznie tylko
na pokarm dla trzody chlewnej i drobiu 'Jżytym być może ... " a~.
Mniej stanowcza jest inna relacja: " ... gdzie tylko ziemia nie
za lekka, a rolnik pracy się nie obawia wDlą, przyu8.jmniej li nas,
uprawiać prDso zwyc7:ajne, a nie ber 33. Współcześnie jednak
prasa donosi, że "kaszę jaghną oraz pośledniejszych przymiotów
brzaną dostarczają (do Skały p. mój KK) z Nowego Miasta i Wiślicy"14. Należy przypuszczać, że choć kasza z bru jest jeszcz:~
wtedy przedmiotem obrotu handlowego - producentami jej są
już wyłącznie chłcpi, skoro w samym centrum Judowej uprawy
bru w Tarnowie czasopismo rolnicze pisze, że "ber i sorgo ...
wymagają klimatu cieplejszego a u nas mogą być zasiewane
tylko na paszę zieloną" 35.
Niemniej jednak w ośrodku małopolskim wyodrębnionym prZ2Z
badania terenowe PAE, a przebadanym dokładniej przeze mnie
uprawa bru utrzymała się dość długo w gospodarstwach chłopskich, w trzech zaś wsiach (Grobla pow. Bochnia, Łoniowa pow.
Brzesko i Kipszn.a pow. Tarnów) uprawiano go prawdopodobnie
jeszcze w okresie wypełniania ankiety (1956 r.). Ze ber uprawiano także na wchodzie poza granicami Polski, zwł.aszcza na
j.w., s. 221 (o prosie).
rolnicza, j.w., i Ottó.v Naucny Slovnik, j.w.
;]2 Encyklopedia
rolnicza, j.w.
33 Tyniecki,
j.w., s. 224.
'" Gazeta Kielecka, Kielce 1877 (r. VIII) nr 91, s. 1, dział: "Jarmarki
targi kieleckie".
35 I w s k i: Proso i jego uprawa,
Głos Rolniczy, Tarnów 1901, nr 8, s. 117.
30

Podkarpaciu
świadczą o tym wspomienia informatorów
z okolic Buczacza, Sarn, Kołomyi i Ołyki (na Wołyniu), uzyskam'
od nich w ramach badań PAE już po ich przesiedleniu się na
Ziemie Zachodnie. Oprócz tego n&lt;l uwagę zasługuje fakt, że "bor"
znany był, jako "gorszy gatunek prosa" w Nowogrodzkiem i Ihumeńskiem (mińskie) 3b. Relacja ta uzupełnia tradycje o brze z Kurpiowszczyzny i pogranicza podlasko-lubelskiego, z drugiej jednak
strony zielnik flory litewskiej wymienia tylko proso nie podając
żadnej wiadomości o brze Si, a w językach litewskich nazwa ber
jest w ogóle nieznana 3B. Występowanie tradycji ludowych o brze
i jego uprawie w Małopolsce obrazuje załączona mapka. Wynika
z niej m. in., że w górach nie przechowały się żadne tradJlcje
o nim - nawet nie znana jest jego nazwa. Tym ciekawsze są
powtarzające się relacje z obszarów uprawy bru, że siano g)
więcej w górach. Przy tej rozbieżności faktem jest jedno: że be:
daje się uprawiać w okręgach górskich, w Himalajach rośnie na
wyso'kości ok. 800 m, zaś jego dzika odmiana Setaria viridis (L.)
P. B. do wyookości ok. 3300 m 39.
Wyróżnione na mapce etapy czasowe przyjęte zostały na podstawie dat zaniku uprawy bru podanych przez informatorów.
Chronologia ta ma na celu jedynie zmniejszenie prawdopodobieństwa błędu tkwiącego w określeniach zachowanych w tradycji ludowej. Ostateczne zarZ'.lcenie uprawy bru wiązało się
szczególnie często z pierwszymi latami po wybuchu II wojny
światowej -a
więc z latami dość dobrej koniunktury gospodar-·
czej na wsi małopolskiej. Ciekawie przedstawiają się, uzyskane
z niektóry-ch wsi informacje a w p l' a wad z e n i u uprawy bru
za pamięci żyjącego pokolenia. W większości z nich data wprowadzenia łączy się z wybuchem I wojny światowej. Ponieważ

Por. np. Tyniecki,

al Por. Encyklopedia

"" Kar ł a w i c z Jan: Słownik gwar polskich, Kraków 1900, t. I, s. 64.
'37 J u n d z i ł ł B. S.: Opisanie
roślin litewskich wg układu Linneusza.
Wilno 1811, s. 22-23 wymienia
tylko chwasty:
Panicum
verticillatum,
P. glaucum, P. viride i P. Crus Galli oraz P. Miliaceum (proso).
'" B r li c k n e r Aleksander:
Slownik etymologiczny
języka polskiego.
W&lt;lrszawa 1957, S. 21.
3!l Mowszowicz,
j.w. s. 57.
14 .•LUd",

t. XLV

�211

...

II

j

~
1~

j

~j
,.:

r'

'~
"
~

l~
·
.. ·· ~
~~

..
...

~

~~
~
~
~~

~;~
.:

..

~~ ~
c

; 3
Pl ~
g; '"

I
~
e-.

. . ~!
·· .~ ..-.
~:
. ~:]~

~
~
" ..
~
~ ""
"
u

&lt;J

I?

O)

e-.

o

'O

-

...,

e-.

lO

'"

OD

o

"

~~
11~ _.
~~ 'a ~
;--; :'" ~~ ~~,~
~~~~
~

&lt;!l

&lt;l

o

tl~

"

3~

c

C"

.

d

•
a

c

~

""

to

&lt;o

V)

'n

'"

'Q

lO

,
~

i

•..

O;

....

&lt;Il

Ol

;:J

.,

bIl

:;2

;U

~
e

I~

.,e-.

'O
Ol

:&gt;;

o,

e-.

.,
e-.

.,
e-.

"e-.

~

aJ

co

a lG
'"

'O

e

O-

&lt;;;

...,
e-.

.•.e-.

'o
'q'

e-.
O&gt;

e-.

o

to

O;

'"

to

'"

lO

-IX

'&lt;'

'"

V)

In

..,
'O

"...,

;&gt;,
g.

::i}2

•..•• V&gt;

'O •...•

o

&gt;,p.

;: .~

a:::
::l o

•

H

~I

tU

Q)

'O.
rts
tU...,
N.!&lt;:
"''O

.o O

00.

&gt;,
c-i Po
Ol
co
S

.,

e-.

"

::l
V&gt;
ro
Cll:;j

~ ~~ El
s:i
'u;&gt;,
~
c
;:
'C
&gt;,.
~

co

I

..

C'l

~ Cti&lt;
~ o
e C/J
~

ap..

O;

'"

H

;:l

e

&lt;Il

:.:li

tU

c

f;i

~ k
e-.

'H

o b.(}
o o

0.5
g~

bO

- :g

'"

C

N

.~

.•..;:: o
Ol

~I

lO

f

e

bIl

...,
"

o

.~

.,
N

,~--"

I

o

'o(J
&lt;V

c

~

i

C

o

¢

&lt;El

'O
lO

k

a,
o

.o •..• ::J

§

to

~
~~
~
~
~: ~

o

e-.

N

J

;1
:1

U

zarówno tradycje z innych wsi jak i archaiczność stosowanych te&lt;::hnik uprawy i samej uprawy bru zdają się przema\viać za tym, że
ber uprawiano na tym terenie od niepamiętnych czasów - nasuwa się przypuszczenie &lt;::zyowo "wprowadzenie" uprawy bru
nie było tylko nawrotem do uprawy tego zboża w związku z głodowymi latami I wojny. Nawrót ten usprawiedliwiony dużą plennością bru jest tym prawdopodobniejszy, że dla okresu 19141919 r. tj. dla lat głonowych istnieją także relacje o nawro&lt;::ie
do tak prymitywnej formy zdobywania pożywienia, jak zbiera··
nie dzikkh odmian bru (Setaria gIauca i Setaria verticillata)
40.
Powiązania bru ze zbieradwem podkr€Śla też przytocz,ona już
opinia de C o n d o Ile, że ber znany był jako pożywienie wcześniej
niż uprawa roli. Można tu również przypomnieć nazwę szczypanki,
którą Rostafiński tłumaczy: "Trzebaby przypuścić, że ber (prawdopodobniej, jako proso) obszczypywano,a pozostałe obsadki kłasów do czegoś używane nazywano w XV w. sz&lt;::zypankami" 41.
Sprawę tę wyjaśnia w dużym stopniu Kluk w ustępie: "Ber ... nie
dojrzewa razem, więc się tylko d()jrz.ałe wier&lt;::hy po &lt;::zęścipozrzynają i na czym rozścielą, a po zebraniu wszystkiego zaraz się
wymłócą, ziel·e zaś bez w1erz,chów zbierze się, wysuszy ,j zda się
dla krów" 42.
Śladami dawnej uprawy bru może też być występowanie chwastówo tej nazwie w prosie. Wiadomośd o uprawie bru są cz.asem
dość chwiejne a rozmiary tej uprawy były już za pamięci ży.iącego pokolenia bardzo niewielkie. Przed 1900 r. uprawiano ok.
5-8 ha bru we wsi liczącej ok. 200 gospodarstw, zaś rozmiary
uprawy bru w poszczególnych gospodarstwach wahały się w granicach 0,5-5 a. Ber uprawiali przeważnie małorolni 43, jak brzmią
rela~je z większości wsi: tylko w niewielu wsiach stwierdzono,
że ber uprawiali wszyscy bez względu na stan majątkowy. W kilku
40
41

14'

Maurizio j. w.
Rostafiń~ki:

Symbola ... j. w. s. 110.

42

Kluk j. w. t. III s. 136.

43

Por. TY!liecki, j. w. s. 221 o prosie.

�212

!
f

l
l

Il
I

innych wsiach uprawą tą zajmowali się przeważnie bogatsi H.
Z nawyku w niewielkich rozmiarach siali ber zwykle na własne
potrzeby gospodarze starzy. Tradycje okazywały się nieraz żywsze niż sama uprawa: często nie znajdowano bru u gospa:larzy,
którzy wedle innych informatorów mieli go jeszcze uprawiać.
Tylko w dwóch wsiach (Wyżyca pow. Bochnia i Brzozowa pow.
Tarnów) uda lo się uzyskać kło.'&gt;ybru.
.
Sposób uprawy bru jest bardzo podobny do uprawy prosa.
Charakteryzuje
go w większości relacji wybór dobrej, niezachwaszcZ{)nej ziemi, konieczność plewienia oraz troska o drobne
ziarno, które mogło być łatwo niszczone przez ptactwo lub rozsypywane przy zbiorze. Większość relacji podkreśla, że ber udaJe
się najlepiej na ziemi "wypoczętej" (nowiny ,ugory) 45, a w ogóle
wymaga ziemi dobrej, dobrze uprawionej i oczyszczonej. W zdecydowanej mniejszości są opinie, że ber nie potrzebuje dobrej
ziemi, że wystarczają mu gleby piaszczyste i kamieniste 46a kilka
relacji podkreśla tylko, że nie wymaga on tak dobrej gleby, jak
proso. Rozbieżne są opinie - i to zarówno chłopów rolników,
jak i zawarte w piśmiennictwie - co do wytrzymałoś.ci bru na'
wilgoć. Niektórzy twierdzą, że jest on wytrzymały na nadmiar
wilgoci 47, inni - że lubi wilgoć w miarę 48, jeszcze inni - że
nie lubi zbytniej wilgoci 49a nawet jest wytrzymały na posuchy 50.
Aby uzyskać dobry urodzaj i oszczędzić pracy przy plewieniu
siano ber przew,ażnie po roślinach okopowych ("na ziemniaczyskach") albo na ziemi zleżałej po ugorze. Na "nowiznach" trzeba
było w jesieni, z końcem wrześrria, lub z początkiem października
.,spokładać" cienko ziemię, "zeby te kotury przeschły, potem
rozwlic te kotury bronami", z końcem października zaorać, a na
4ł C y b u l s k i Napoleon:
Próba badań nad żywieniem się ludu wiejski:;!go
w Galicji, Kraków 1894 s. 1.31-132 pisze też o pro~ie że uprawiali je przeważnie zamożniejsi.
M. Por. Syrennius
j. w. s. 1010.
46 Por. Syrennius
j. w. s. 1010, Kluk j. w. s. 136.
•• Por. Ekielski, j. w. s. 123.
'F
Por. Encyklopedia rolnicza j. w.
4' Por. Syrennius,
j. w. 5. 1010, Kluk j. w. s. 136.
&gt;lI Por.
Tyniecki j. w. s. 224.

wiosnę z początkiem maja spulchnić radłem lub kultywatorem
j zasiać. Przy jesiennej
orce nawożono pod ber przeważnie obornik, chyba że ziemia była uprzednio dostatecznie nawożona pod
okopowe lub wypoczęta przez ugorowanie. Siano ręcznie rzutem
a ponieważ ziarno bru jest bardze· małe -- rzucano nie garścia
lecz szczypty ujęte w trzy palce, stąd siew bru należał do czyn':
nOści trudnych i wymagał pewnej sprawności. Znana była tylko
polna uprawa bru; tłumaczono to tym, że ber zasiany przy domu
w ogrodzie zostałby zniszczony przez dzikie i domowe ptactwo.
Tylko w jednej wsi (Szufnarowa paw. Strzyżów) stwierdzono, że
Ler uprawiano w polu lub w ogrodzie, a w jednej (Bogucice pow.
Bochnia) - że siano go w polu, ale blisko domu by móc go oganiać od ptaclwa. Nie stwierdzono nigdzie rozmyślnego zasiewania
mieszanki bru z prosem, zdarza się jednak że w miejcowościach,
g:lzie zarzucono już uprawę bru pojawia się on w p.rosi-ei wtedy
przeważnie nie jest wyrywany ani odrzu'cany, lecz zbiera się go
i przerabia wraz z prosem. Plewiono ber w miarę potrzeby
j w zależności od zachwaszczenia
ziemi 1-3 razy. Sprzątano go
z p·ola za pamięci żyjącego pokolenia zawsze sierpami, nawet już
wtedy, gdy inne zboża koszono. Informatorzy uzasadniają to tym,
że ziarno bru łatwo wysypuje się z kłosów i koszenie spowodowałoby znaczne straty - zresztą bru było zawsze niewiele, tak
że zżęcie go nie stanowiło zbytniej straty czasu. W pow. bocheńskim do ok. 1914r. utrzymał się zwyczaj suszenia bru "na pasy"
tj. poukładanego pasami na zagonach. Później zaczęto wiązać
ber w "kawiarki" i stawiać w kopice zwane "chłopami". Stawiano ich razem tyle, ile dało się postawić uważając tylko, żeby
był między nimi przewiew; ustalonej ilości "kawiarek" w jednym "chłopie" nie było. Każda taka kopica była nakrywana "chocholem" zrobionym jednak nie z bru, lecz ze słomy żytniej lub
pszennej, gdyż snopek z bru byłby zniszczony przez ptactwo.
Po przeschnięciu w polu zwożono ber do stodoły i od ra/w młócono
l·ekko cepami, by nie zmiażdżyć dość mi~kkiego ziarna.
Prace związane z uprawą roli, siewem, nawożeniem zwózką
ł .
..
'
,
m ocemem oraz obrobką przy pomocy stępy wykonywali mężczyźni, kobiety zaś plewiły, żęły, niekiedy młóciły.

�214
Rozmiary

215
i zanik uprawy

bru przedstawiają
z dwóch wsi:

przykładowe

zestawienia

Wyżyce pow. Bochnia:
nrów 94, użytków rolnych 289 ha
Łoniowa pow. Brzesko:
przed 1900 r.
8,5 ha
nrów 250 użyto raIn. ok. 700 ha
ok. H1l4 r.
2,5 ha
ok. 1890 r.
" ha
ok. 1920 r.
1,5 ha
ok. 1914 r.
.5 ha
ok. 1!ł39 r.
0,5 ha
ok. 1956 r.
1 na
(dane szacunkowe wg. oceny informatorów).

¢

.'i

I

t.

i

\I.

Zbiory bru były przechowywane i - jak stwierdza znakomita
wi~kszość relacji przerabiane w miarę potrzeby na kaszę
s~uząc.ą jako poży.wienie 51. Tylko w jednej wsi Dębie pow. DębIca, Jak wspommano poprzednio uprawiano ber za przykładem
d.wor~ i w związku z tym używano go wyłącznie na paszę, za-o
siewaJąc w mieszance z wyką. W kilku wsiach informatorzy
podali, ~e ber służy też jako pożywienie ptactwa domowego 52.
NarzędZIem do przeróbki bru na kaszę była w większości wsi
stępa ("stepa", "stempa") nożna (w pow. Bochnia, Brzesk,o, Dąbrowa Tarnov\lska, Strzyż ów) lub ręczna (pow. Brzesko, Dąbrowa
Tarnowska, Przemyśl). Kaszę z bru nazywano przeważnie "kaszą
br~~ną" 53,. "b:z.a~ką", lub "szarą kaszą" odmieniając nazwę
:oslm~ naJczęsCle] "ber, bru" a nie "ber, beru" ;34. Nazwa "ber"
Je~t. uzywan~ w~z~dzie, gdzi.e zachowały się tradycje uprawy tej
rosImy. ObOk me] występuJe czasem nazwa "browe proso", lub
(raczej żartobliwie) "kocie ogony" (por. niemieckie "Fuchsschwanz"). K.aszę z bru nazywano też niekiedy - ,podobni'e jak
kaszę z prosa "jagłami"; znana też była nazwa "prażoki". Ta
ostatnia nazwa jest być może znów reminiscencją dawnych zbiorów niedojrz~łego ziarna jako pożywienia głodowego, które sual Por. też Gutkowski
s. 136.

j. w. s. 308; Syrennius

j. w. s. 1010, KI k .
u J.

W.

Por. Kluk j. w. s. 136; Encyklopedia
Rolnicza j. w.
Tak nazywa ją też Syrennius, j. w. s. 1010.
M Jak. podaje
też Bruckner j. w. s. 21, a nie jak podaje Karłowicz: Słowl!ik
gwar, J.. w. t. I s. 64; K o s i ń s k i Władysław: Słowniczek Prowincjonalizmów
z okolIc Krakowa, Bochni i Wadowic, Materiały
do Słownika Prowincjonalizmów Polskich L Kraków 1876, s. 38.

szono następnie na słońcu lub w piecu na tzw. praż,mo, nowe
krupy 55. Wydaje się to tym prawdopodobniejsze, że ber dojrzewa
nierównomiernie. Większość informatorów ocenia kaszę z bru,
jako pożywienie niesmaczne, względnie mniej smaczne od kaszy
z prosa, ostre, wodniste i mało pożywne 56. Lubili tę potrawę
przeważnie ludzie starzy, przywykli do niej; mówili że ma przyjemny "przykwaskawaty" smak i że jest zdrowym pożywieniem.
Kaszę z bru "tajono", tj. gotowano na wodzie, na gęsto, a następnie jedzono w kawałkach zalanych serwatką, wodą, mlekiem
lub omaszczoną. Oprócz tego gotowano tę kaszę na rzadko, na
mleku. Były to potr;awy powszednie.
Kaszę z bru spożywano też i przy okazjach świątecznych, np. na
weselach podawano "tajoną" kaszę z bru, zalaną rosołem z "flakami" tj. pokrajanymi kawałkami mięsa 57. Potrawami wigilijnymi
były: kasza z bru, ugotowana na rzadko na wodzie lub na mleku,
nieomaszczana, okraszona suszonymi śliwkami i gruszkami, a na
Wołyniu także pierogi i gołąbki z kaszą z bru.
Sloma z bru była według opinii informatorów dość ostra i nie·zbyt wysoko ceniona jako pasza, niemniej jednak przeważni-e
używana była właśnie jako pasza względnie jako ściółka. W kilku
wsiach stwierdzono tradycyjne wyrabianie z tej słomy - podobnie jak ze słomy z prosa - szczotek do bielenia chałup.
Mniej więcej na lata 1900-1925 a zwłaszcza na lala po I wojnie światowej przypada pojawienie się w większości przebadanych
wsi lub w ich sąsi.edztwie pi-erwszego młynka do omielania kaszy.
Były to specjalne urządzenia przy młynach lub młynki robione
własnym przemysłem i poruszane kieratem, a nawet ręcznie.
Określano je czasem nazwą gwarową jagielniki.
Podkreślić należy, że we wszystki'ch wsiach z których uzyskano dane data
wprowadzenia młynka do obróbki kaszy jest wcześniejsza, niż
data zarzucenia uprawy bru, a Vol kilku wypadkach stwierdzono

a2

53

Maurizio, j. w.
Podobnie ujemną ocenę podają też Syrennius,
j. w. s. 1010, Kluk,
j. w. s. 136.
57 "Kaszę
z flakami"
(ale nie wiadomo jaką) podaje, jako potrawę
weselną we wsi Wola Dżwińska pow. Bochnia Cybulski j. w. s. 147.
55

56

�217

216
dalsze posługiwanie
się stępą, specjalnie
przy obróbce bru, mimo
jstnienia
w okolicy młynka. Wielu informatorów
podkreślało,
że
ziarno bru jest bardziej miękkie i łatwiejsze
do obróbki niż ziarno
prosa ós. Fakt ten przy tak prymitywnym
narzędziu
obróbki
jak
stępa mógł być jednym
z czynników
utrzymywómia
się uprawy
mimo, że był on oceniany
niżej od podobnego
w uprawie,
ale nieco
t wardszego
do obróbki
prosa. Wprowadzenie
młynków
uwalniających
chłopa od pracy przy obróbce
kasz mogło być jednym
z czynników
zarzucenia
uprawy
bru.
Ziarno
bru do siewu
i do omielenia
było podobnie
jak
proso specjalnie
przygotowywane
przez
przepalanie,
luh
moczenie.
"Odmi,etllo
sie na osiecllu i palili sUomą takie mau~
ognisko
i przepalali
ber do siewu,żeby
sie nie zaśniecili".
Robiono to w ten spl)sób, że do kupki ziarna
przytykali
płonący
wiecheć
słomy
i sypali
ziarno
garściami
przez ogień,
aż cała
kupka
się rozgrzewała.
Do siewu wybierano
też ziarno sypiąc
je na wodę i pozostawiając
na ten cel tylko ciężkie, tonące we
wodzie ziarna 59. Także przed obtłukiwaniem
w stępie ber moczono
lub prażono
w "brytwannie,
w piecu po chlebie",
żeby łaski
łatwiej
odchodziły,
zaś po obróbce
oddzielano
"jagły"
od "mątolin"
przy pomocy
sita, lub przez "opuwanie"
(podrzucanie),
uzyskując
czystą "kaszę brzaną".
Przepalaniu
ziarna bru nadawano
niekiedy
znaczenie
magiczne,
okadzając
ziarno
siewne
mirrą
i kadzidłem
święconvm
na święto
Trzech
Króli
żebv
wróble nie zdziobatty,
żeby ~ie nie śnieciUo" 60. Kasza z br~, p~_
dobnie jak i kasza z prosa była czasem potrawą
obrzędową,
spożywaną
w wigilię
Bożego Narodzenia.
Kłosy bru święcono
też
w wiązance
z innymi
zbożami na ś\vięto Matki Boskiej
Zielnej.
Omaszczoną
kaszę z bru przykładano
czasem na stłuczenia,
luh
na "oberwanie"
61.

t

I
i

Choć odmienną opinię wyraża Tyniecki j. w. s. 224; Kluk j. w. s. 130.
Oba sposoby podaje też Ekielski j. w. s. 123.
60 Lubasz pow. Dąbrowa
Tarnowska.
HI
Zawada Uszewska pow. Brzesko. Por. znaczenie sClągające i tamujące krew, przypisywane
kaszy z bru przez Syreniusza, j. w. s. 1010; Marcina z Urzędowa j. w. s. 233, choć brak wzmianek a leczniczej mocy oru
5S

50

Niewiele
udalo się uzyskać ludowych
powiedzeń
i gadek, dotyczących bru: znane jest życzenie,
aby ktoś miał tyle dzieci, "ile
ziarnek
w klIosiu bru" G?, powiedzenie:
"ta kasa smakuje
jak
brzano" I):J. Na
Śląsku
Cieszyńskim
zanotowano
przysłowie:
"Dzisia tego jako ber, jutro tego jako źber" 61. Podkreślenie
plenności bru zawarte
jest też w przysłowiu:
"Kto sieje proso, ten
chodzi boso, kto sieje ber, ten będzie żer" 55. Z piosenek
o brze
najbardziej

znana

jest:

"Poleciała przepióreczka
'to proso, w proso,
a ja za nią nieboraczek boso, boso,
Uciekla mi przepióreczka
w ber, w ber,
a ja za nią nieboraczek
pa7'ę butów zder, zder!"
N a terenie

Małopolski

znana

jest

piosenka

61

podobna:

.,W polu ber, w pol'u ber,

W polu ber, w polu ber,

Na porębie proso,
Kup mi Jasiu buty
Niech nie chodze boso!

Na porębie manna,
Kup mi Jasiu buty
Niech ja będę panna!"

Powiązanie
l:;odkreśla

uprawy

bru

ze starszym

pokoleniem

i jej

~i

dawność

powiedzenie:

"Bab cyna. kasa, dziadków ber,
Dobre jedzenie niby hej!" O~
w pracach lekarskich, takich jak S p i c z y ń s k i H.: O ziołach i mocy ich,
Kraków 1556, lub S z a r f f e n b e r g M.: Herbarz, Kraków 1568.
62 Strzelce
Małe pow. Brzesko.
fl3 Stawiany
pow. Pińczów.
fl' Cinciała
j. w. s. 11 nr 185.
6" Zdunek
pow. Ostrołęka.
66 KrE;gi Stare
pow. Pułtusk, Gostkowo pow. Pułtusk,
Swierże pow.
Ostrów Mazowiecka. Łyniew pow. Włodawa, Zdżary pow. Dąbie; piosenkę
wa też repatriant ze wsi Sośnik pow. Sarny (Wołyń) i on jeden zna znaczenie nazwy "ber".
67 M a z u r
Józef: O miłości u ludu w życiu i pieśni. Lud, Lwów 1902
t. VIII s. 231 (z wsi Trzęsówka pow. Kolbuszowa); K a l b e r g Oskar: Lubel~kie, Kraków 1884 t. II s. 50 nr 47 (ze wsi Frampol k. Dzwoli): Lipnica
Dolna pow. Bochnia.
68 Jadowniki
pow. Brzesko.

�218

219

Powtarza się też ctoszukiwanie się w pomruku
"Mru, 7nru,
Wory owsa, miarka

bru!"

kota słów:

69

T.a ost~tnia gadka jest a tyle ciekawa, że zawiera powtórne
sk.oJa.rzeme. bru .z kotem (por. nazwa "kocie ogony"). Poza wymle~lOnyml - mnych funkcji obrzędowych, leczniczych, czy
maglcznych bru nie stwierdzono. Ciekawe skojarzenie nasuwa
nazwa "kasza brzana": "brzana" to także gatunek bardzo ośdste~
~yb~ (ba1rbus), pospolitej w dorzeczu Wisły, a powia,rlza się okre~
slelllle ka:szy z bru, że je.st to kasza "osha"; "brzana" Oiln,al(::za
t€~ w gw.arze wsi małopolskich i przedmieść Krakowa ładną
dZlewcz~nę (por. określen'ie gwarowe "ra:zówka" w tym samym
zlnaczemu).
Jeżeli chodzi o czynniki utrzymywania się uprawy bru w gosp~~arstwach chłopskich w Małopolsce, to chyba na pierwszym
mle~scu trzeba wymienić jego dużą, większą niż prosa plenność.
Zarowno uprawa bru, jak i prosa były pracochłonne. Nie odgrywało t-o chyba większej roli w przeludnionych i rozdrobnionych
gospodarstwach
chłopów małopolskich, których największym
p~oblemem było uzyskanie z karłowatego gospodarstwa jak najwlększych plonów, aby wyżywić rodzinę. Oba zboża udają się
dobrze na ugorach i nowinach, a więc w zupełnie prymitywnych
warunkach uprawy. Jednakże według opinii większości informatorów ber odznacza się nie tylko większą jeszcze niż proso plennością, ale jest też mniej wymagający, jeżeli chodzi 00 warunki
glebowe i daje się łatwiej obrabiać na kaszę przy pomocy stępy,
gdyż ma miększe ziarno. Niektórzy starzy chłopi uprawiali też
ber z nawyku. Z drugiej jednak strony kasz'a z bru uchodził2
'Za o wiele mniej smaczną i pożywną, niż kasza z pros:a. Dlatego
ber uprawiali przede wszystkim ludzie ubodzy - ze względu na
plenność tego zboża, (którą podkreślają m. in. nawet gadki i przysłowia). Z pomiędzy prosa i bru wybór padł już oddawna na
69 Dziewin
Przemyśl.

pow.

Bochnia,

Łoniowa

pow.

Brzesko,

Nienadawa

pow

proso, i dlatego najczęstszym uzasadniem€m zarzucenia uprawy
bru podawanym przez informatorów jest to, że kasza z bru jest
mniej smaczna, niż kasza z prosa. Dlat.ego też trudno mówić
a jakichś przyczynach zarzucenia uprawy bru: po prostu zmieniły
się warunki, które stanowiły rację bytu tej uprawy. Wystarczyła
trochę lepsza koniunktura gospodarcza wsi, by plenność tego
zboża i jego małe wymagania, jeżeli chodzi o glebę przestały
być argumentem
decydującym dla produkowania tego mniej
smacznego i pożywnego od prosa pożywienia. Wielu małorolnych,
spośród których rekrutowali się głównie rolnicy, uprawiający
ber - znalazło zarobek w miastach. Uprawa bru, przeznaczona
wyłącznie na własn-e potrzeby ustfwow,ala rozwi:jrującej się oor,az
bardziej i ogarniającej nawet drobne gospodarstwa rynkowej
kalkulacji. Postęp techniczny rolnictwa wypierał zboże, wymagające posługiwania się sierpem, cepem i stępą. Jednym z czynników zarzucenia uprawy bru było też chyba wprowadzenie
młynków do obróbki kasz, które umożliwiły otrzymywanie bez
dodatkowego nakładu pracy lepszej kaszy z prosa.
Reliktowa uprawa bru w gospodarstwach chłopskich w Małopolsce w XX w . .stanowi jesz,cze jeden przyczynek do dziejów'
ich tradycjonalizmu,
gospodarczego zacofania i specyficznego
prymitywnego dążenia do samowystar'czalności.
Zebrane materiały nie pozwalają jednak na stwierdzenie, czy uprawa bru jest
na ziemiach polskich nieprzerwaną kontynuacją zwyczaju archaicznego, czy też stanowi jeden z jego nawrotów.
Wykaz

1.

miejscowości,
S.

P.

24

29

2.

24

31

3.

24

32

4.

24

37

5,

25

35

6.

26

29

p.
XVI
XII
XVI
XII
XIII
XIV

z których zebrano dane a uprawie
tur PAE (por. mapka)

bru

wg. sygna··

Januszewice
pow. Włoszczowa (PAE, B. Olszowy,
H. Gorczyńska)
Słupia pow. Jędrzejów
(PAE, B. Bazielich)
Wola Podleśna
pow, Miechów
(PAE, A. Zambrzycka)
Obidowa pow. Nowy Targ (PAE)
Kornatka
pow. Myślenice
(PAE)
Promnik pow, Kielce (PAE, B. Olszowy, H. Garczyń ska)

�220
7.

26

31

XI

8.

26
26
26

31
32

XII
IX
XIV

9.
10.
11.
12.
13.
14.

26
26
26
26

32
33
33
34
34

IV
XI
VI
XI

15.
16.
17.
18.
19.

26
26
26

34
34
34

XII
XIV
XV

20.
21.

25.

26
26
26
26

35

26.

26

36

27.

36

28.

26
26

29.

27

30

30.
31.

27

31

27

34

IV
III
IV
XIII
IV

Z2.

27

34

V

22.
23.
24.

35
35
35

37

II

VIII
XII
XVI
III

33.
34.
:i

r

I!.'••.,.·.

35.

27

34

X

36.

27

34

XII

37.

27

34

XV

38.

27

35

I

40.
41.

27

35

IX

27

35

X

42.

27

35

43.

27

35

44.

27

35

45.

27

37

XIII
XIV
XV
XI

46.

28

31

V

39.

Borszowice
pow. Jędrzejów
(PAE, B. Olszowy
H. Gorczyńska)
Kije pow. Jędrzejów (ankieta)
Węchadlów pow. Pińczów (ankieta)
Dzierążnia pow. Kazimierza
Wielka (PAE, B. Olszowy, H. Gorczyńska).
Łęka Zabiecka pow. Kazimierza
Wielka (ankieta)
Kazimierza
Wielka (ankieta)
Grobla pow. Bochnia (ankieta)
Wyżyce pow. Bochnia (PAE, bad., ankieta)
Bogucice pow. Bochnia (bad., ankieta)
Mikluszowice
pow. Bochnia (bad.)
Bratucice
pow. Bochnia (bad., ankieta)
Baczków pow. Bochnia (bad.)
Gawłów pow. Bochnia (ankieta)
Gawlówek pow. Bochnia (bad.)
Dziewin pow. Bochnia (ankieta)
Proszówki pow. Bochnia (bad.)
Jasień pow. Bochnia (ankieta)
Leksandrowa
pow. Bochnia (ankieta)
Lipnica Dolna pow. Bochnia (PAE)
Bytomsko pow. Bochnia (ankieta)
Iwkowa pow. Brzesko (ankieta)
Łukowica pow. Limanowa
(PAE)
Wilków pow. Kielce (PAE, St. Bronicz)
Stawiany pow. Pińczów (ankieta)
Otfinów pow. Dąbrowa Tarnowska
(ankieta)
Strzelce Małe pow. Brzesko (ankieta)
Strzelce Wielkie pow. Brzesko (bad.)
Szczurowa pow. Brzesko (ankieta)
Borzęcin pow. Brzesko (bad.)
Wola Radlowska
pow. Brzesko (PA E M. Pokropek, bad.)
Bielcza pow. Brzesko (ankieta)
Mokrzyska pow. Brzesko (ankieta)
Jadowniki
pow. Brzesko (ankieta)
Uszew pow. Brzesko (ankieta)
Łoniowa pow. Brzesko (ankieta)
Zawada Uszewska pow. Brzesko (ankieta)
Tworkowa pow. Brzesko (ankieta)
Filipowice pow. Brzesko (ankieta)
Frycowa pow. Nowy Sącz (PAE, I. Nizińska)
Głuchów pow. Chmielnik
(PAE, J. Furdyna)

221
47.

28

33

I

48.

28

33

IV
VI
VII
VIII
XIII

49.

28

33

50.
51.

28
28

33
33

52.

28

35

53.
54.

28

36

I

55.

28

36

II

56.

29

29

57.

29

31

XIV
VI

58.

29

32

59.

29

32

60.
61.

29
29

33
34

62.

29

34

63.

29

36

II

64.

29

37

65.

30

29

66.

30

31

VII
XVI
XII

67.

30

34

68.

30

34

V

69.

30

35

70.
71.

30
30

34
34

VII
IX
XIII
VI
XII

72.

30

35

73.

30

35

I

XIII
III
X

XVI

II

74.
75.

30

35

76.
77.

30

35

XV
XVI

78.

30

36

III

80.

30

36

IV

81.

31

33

I

82.

31

34

V

83.

31

35

84.

31

36

85.

32

29

IX
X
XV

36.

32

31

X

87.
88.

32
32

32
34

XIV

79.

X

Welnin pow. Busko-Zdrój
(PAE, J. Furdyna)
Świdrówka
pow. Dąbrowa
Tarnowska
(ankieta)
Otmęt pow. Dąbrowa
Tarnowska
(ankieta)
Lubasz pow. Dąbrowa
Tarnowska
(ankieta)
Dąbrowica
pow. Dąbrowa
Tarnowska
(ankietd)
Brzozowa pow. Tarnów (PAE, M. Pokropek)
Siemiechów
pow. Tarnów (ankieta)
Kipszna pow. Tarnów (ankieta)
Ciężkowice pow. Tarnów (ankieta)
Nosów pow. Opatów (PAE st. Bronicz)
Bogoria pow. Staszów (ankieta)
Rytwiany pow. Staszów (ankieta)
Biskupice pow. Busko (ankieta)
Łysaków pow. Mielec (PAE M. Pokropek)
Jaźwiny pow. Dębica (PAE M. Pokropek)
Dębica (ankieta)
Szerzyny pow. Jasło (PAE, I. Nizińska)
Bartne pow. Gorlice (PAE, L Nizińska)
Potok pow. Opatów (PAE, O. Mulkiewicz\
Bogoria pow. Sandomierz
(PAE, O. Mulkiewic7.)
Dąbie pow. Dębica (ankieta)
Bobrowa pow. Dębica (ankieta)
Ocieka pow. Ropczyce (ankieta)
KazIów pow. Dębica (ankieta)
Gawrzylowa
pow. Dębica (ankieta)
Brzeziny pow. Ropczyce (ankieta)
Niewodna pow. Strzyżów (ankieta)
Szufnarowa
pow. strzyżów
(ankieta)
Cieszyna pow. strzyżów
(ankieta)
Kozlówek pow. strzyżów
(ankieta)
Kalembina
pow. Strzyżów (ankieta)
Twierdza pow. Strzyżów (ankieta)
Glinik Dolny pow. Strzyżów (ankieta)
Łęki Strzyżcwskie
pow. Krosno (PAE, A. Kowalska Lewicka)
Komorów pow. Kolbuszowa (PAE O. lVIulkiewic;:)
Czarna pow. Dębica (PAE, M. Pokropek)
Obrzechów pow. Strzyżów (ankieta)
Krosno (ankieta)
Wyżnica pow. Kraśnik (PAE I. Nizińska)
Jastkawice pow. Tarnobrzeg (PAE, A. Zambrzycka)
Jata pow. Nisko (PAE A. Zambrzycka)
Łąka pow. Rzeszów (PAE, A. Zambrzycka)

�222

Il

89.

32

35

XV

90.
91.

32
32

36
37

XIV
XI

92.
93.

33
33

30
34

IV
VIII

94.

33

35

XV

95.
96.
97.
98.

33
34
34
34

36
31
32
37

XIII
V
XIII
III

W nawiasach
podano nazwiska

Futoma
pow. Rzeszów (PAE, A. Kowalska-Lewicka)
Górki pow. Brzozów (ankieta)
Niebieszczany
pow. Sanok
(PAE A. KowalskaLewicka)
Stawce pow. Krasnystaw
(PA E 1. Nizińska)
Gniewczyna pow. Przeworsk
(PAE, A. Kowals1caLewicka)
Nienadawa
pow. Przemyśl
(PAE A. KowalskaLewicka)
Ulucz pow. Sanok (ankieta)
Zdzisławice
pow. Janów
(PAE, A. Zambrzycka)
Potok pow. Biłgoraj
(PAE, A. Zambrzycka)
Pacław pow. Przemyśl
(PAE A. KowalskaLewicka)

podano nazwiska badaczy terenowych
- badania prowadził autor.

PAE.

Gdzie

T ADEUSZ SEWERYN

ŁOWIECKIE

nie

,

.j.

i

I
i

J

li

;

,:

.~

.•. ....

"

SPOSOBY

WABIENIA

Sztukę rozfoznawania i naśladowania gł0Sów zwierząt wykorzystywał człowiek do celów łowieckich już od naj dawniejszych
czasów. Ukryty w gęstych zaroś.lach, wykrotach, plątawie gałęzi,
dziuplach lub jaskiniach czyhał na przywabianą zwierzynę albo
podchodził ją, grał na jej nerwach, na popędach erotycznych,
społecznych i innych lub kusił zdradliwymi głosami - by potem
ubić ją z bliska.
Pierwotnie posługiwał się w wabieniu jedynie głosem własnym .
W sztuce tej jeszcze niedawno niektórzy łowcy ludowi i pasterze
dochodzili do zadziwiają~ej wprawy i z doskonałym efektem potrafili naśladować głosy różnych zwierząt: kwak dzikich kaczek
wszelakich gatunków, syczący bżyk kaczorów, świstanie kuliga,
ciurkanie dzięcioła, kokanie cieci-orki, hukanie sowy, bek sarniątek, gdziukanie dzików, wycie wilka z wszelkimi ponurymi falowaniami, kniazienie zajęcy, przeróżne leśne śpiewy, niesamowite
skrzekoty, zawodzenia i kwileni.a. Lud dawno już rozróżniał
dobrze te głosy przyrody, jeśli wiedział, że czajka kiwita, żuraw
grduka, słonka chrapi, kawka pIegata, sroka szczegoce lub
krzekce, puh:::.cz woła. lub huka, sowa pódżka, włochatka wiwa,
a karliczka pupa, kuropatwa ciryka, skowronek dzwoni lub prZ2pieruje, dudek duda, wróbel ćwierka itp.
Wabienie ustami
Pierwsze mIeJsce w tej sztuce zajmują tak zwani w języku
łowieckim n a t u r a l i ś c i czyli wabiący ustami, bez pomocy
specjalnych instrumentów.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6058" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6038">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/59426a54affc4128bb9aa793dcb7cfbd.pdf</src>
        <authentication>6188a487f773429ef182fbe3f7ab01df</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72253">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3092</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72254">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72255">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2896</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72256">
                <text>Lalka w obrzędach pogrzebowych / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72257">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.544-553</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72258">
                <text>Pawlik, Jacek Jan</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72259">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72260">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72261">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72262">
                <text>Jacek]an PavbkSVD *

JACEK

JAN

PAWLIK

LALKA

w OBRZEIHCH

rooRZEBOWYCH

rakteryzacja jej jest tak udana, że podobieństwo ze
zmarłym nie podlega dyskusji, czasem twarz jej stanowi
fotografia zmarłej osoby, innym zaś razem ma ona na
sobie ubranie noszone przez zmarłego za życia. Sposób
wykonania, znany jedynie wtajemniczonym specjali­
stom, świadczy o jej wyjątkowości. Wobec nieobecno­
ści ciała zmarłego jest ona w centrum obrzędów po­
grzebowych. Na niej skupia się uwaga uczestników, do
niej kierują się wyrazy uczuć przeznaczone dla zmarłe­
go, do niej adresowane są prośby.

SVD

Lalka w obrzędach
pogrzebowych

O

brzędy pogrzebowe należą do kulturowo naj­
bogatszych praktyk rytualnych. Wyrażają
wierzenia związane ze śmiercią oraz wiarę
w nieśmiertelność, jednocześnie zaś łagodzą żal po stra­
cie ukochanej osoby, określając w szczegółach zacho­
wanie żałobników. Obrzędy te odwołują się do różnych
form dyskursu, takich jak mity, podania, przysłowia
i pieśni, aby nadać sens śmierci, oraz chętnie zapoży­
czają formy dramaturgiczne (suspens, inwersja, naśla­
downictwo), aby ptzynajmniej częściowo zapanować
nad tym wyjątkowym wydarzeniem, które w pełni nie
daje się wytłumaczyć. Stwierdzenie, że fakt śmierci to
główne źródło inspiracji filozoficznej, jest aż nadto
oczywiste. Podobnie twierdzenie, że rytuał związany
z obrzędami pogrzebowymi jest prekursorem dramatu
teatralnego, ma swoich zwolenników .
1

Śmierć stawia żyjących w obliczu martwego ciała i to
właśnie obecność ciała niezdolnego do ruchu, milczą­
cego, zmieniającego bezpowrotnie swój wygląd pod
wpływem rozkładu, podkreśla nieodwracalność śmierci
i pogłębia jej świadomość. Nagłe zerwanie więzi między
zmarłym a jego rodziną jest trudne do zaakceptowania.
Żyjący pragną tak długo jak to tylko możliwe przeby­
wać w obecności bliskiej osoby, wyrazić po raz ostatni
uczucia, którymi darzyli zmarłego i oswoić się z myślą
o śmierci.
Pomijając zwyczaj balsamowania oraz współcześnie
stosowaną tanatopraktykę', krewni zmarłego mają do
dyspozycji dość krótki okres, aby po raz ostatni nacie­
szyć się widokiem zmarłego oraz się z n i m pożegnać.
Wcześniej czy później, w zależności od klimatu oraz
możliwości technicznych, nadchodzi chwila rozstania
ze zmarłym i pozostawienia go na miejscu „wiecznego
spoczynku". Obrzędy pogrzebowe nie kończą się na od­
daleniu zwłok. Dlatego też pottzebny jest jakiś substy­
tut ciała, aby zapewnić sobie obecność zmarłej osoby
podczas dalszych ceremonii.
Jedną z najczęściej stosowanych form jest lalka
znacznej nieraz wielkości. Nadaje się ona do tego zna­
komicie. Zrobiona jest zwykle z trwałego materiału,
a więc nie ogranicza rytuału w czasie. Swym antropomorficznym wyglądem przypomina zmarłego, przy
czym wystarczy w zasadzie konwencja lub przekonanie,
aby uznać ją za konkretną zmarłą osobę. Czasem cha­

W literaturze antropologicznej rzadko podkreślany
jest teatralny charakter lalki. Ukrywa się ona pod taki­
mi określeniami jak wizerunek, obraz, podobizna, fi­
gurka czy manekin'. Autorzy koncentrują swe opisy na
chronologicznym przebiegu obrzędów, przedstawiają
ich sens, symbolikę oraz znaczenie dla losu zmarłego po
śmierci i dla odbudowy zachwianej struktury społecz­
nej. W wielu jednak przypadkach teatralny charakter
lalki jest oczywisty, o czym świadczą analizowane w n i ­
niejszym artykule przykłady.
Aby właściwie ocenić rolę lalki w obrzędach pogrze­
bowych, trzeba pamiętać o ich złożonej strukturze oraz
mieć na uwadze fakt, że odbywają się one w przeciągu
przynajmniej jednego roku. Obrzędy te należą do ob­
rzędów przejścia (mes de passage), których strukturę
przedstawi! po raz pierwszy A r n o l d van Gennep . O b ­
rzędy przejścia charakteryzują się trójczłonową struk­
turą, w której wyróżnia się następujące fazy: rozstanie,
przejście oraz przyjęcie (separation, marge, agregauon).
W pierwszej fazie rytuał koncentruje się na martwym
ciele. Trzeba je pogrzebać, spalić lub złożyć na specjal­
nie do tego przeznaczonym miejscu . W chwili
następuje rozpad komponentów tworzących osobę
ludzką , dlatego też rytuał nie tylko koncentruje się na
martwym ciele, ale też stara się wpłynąć na niewidzial­
ne komponenty osoby wyzwolone przez śmierć w taki
sposób, aby nie zagrażały żyjącym i osiągnęły swe osta­
teczne przeznaczenie. Równolegle do rytów związa­
nych ze zmarłym następuje proces wyłączenia jego bli­
skich z grupy społecznej na okres żałoby.
4

5

6

Druga faza obrzędów to okres przejścia. W tym cza­
sie ciało ulega rozkładowi, niewidzialne komponenty
pozostają jak gdyby w zawieszeniu, krewni natomiast
przestrzegają zakazów oraz nakazów żałoby nałożonych
przez tradycję. Faza przyjęcia, która jest uwieńczeniem
obrzędów pogrzebowych, obejmuje włączenie zmarłego
do świata niewidzialnego oraz wyznaczenie żałobnikom
nowego miejsca w grupie społecznej. W tej fazie odby­
wa się u niektórych ludów tzw. wtórny pogrzeb, który
jest dramatutgicznym powtórzeniem rzeczywistego po­
grzebu. Podczas tych ostatnich ceremonii lalka ma
szczególne zastosowanie. Ciało zmarłego zostało już
pogrzebane lub spalone w pierwszej fazie obrzędów. Po­
zostały po n i m w najlepszym razie prochy lub kości.

544

�Jacek Jan Pawlik SV'D • LALKA W OBRZĘDACH POGRZEBOWYCH

Lalka więc staje się materialną podporą osoby zmarłej.
Na niej koncentrują się czynności rytualne. Często
dzieli ona los ciała zmarłego - jest grzebana, palona lub
składana w grobowcu, w pobliżu złożonego tam ciała.

Toltcinic

- rytuał palenia

laik?

Indianie Luiseńo z południowej Kalifornii jeszcze w po­
czątkach XX wieku palili Ciała swoich zmarłych .
W tym celu kopali półmetrowej głębokości dół. W y ­
pełniali go chrustem, na którym układali stos z kłód
drzewa. N a stosie tym składane było ciało zmarłego do
kremacji. Całość podpalano od dołu. Spalenie ciała
trwało około dwunastu godzin, po czym zwęglone ko­
ści oraz prochy zbierano do kosza. Kości, potłuczone
na proszek, zmieszane z wodą i z mąką, spożywał jeden
z krewnych zmarłego. Wierzono, że w ten sposób może
on przejąć zalety i cnoty zmarłej osoby .
8

9

Kilka tygodni po kremacji, kiedy została zgromadzo­
na wystarczająca ilość pożywienia do zorganizowania
wystawnego święta, odbywało się ceremonialne palenie
odzieży należącej do zmarłego. Jego krewni budowali na
tę okazję ogrodzenie z chrustu wokół wydzielonego
miejsca, aby wyznaczyć sakralną przestrzeń. Odzież
zmarłego (z wyjątkiem jednego zestawu, potrzebnego
do dalszych ceremonii) prano na uboczu, a następnie
palono na ognisku na środku sakralnego placu. Dla
przybyłych na tę uroczystość gości przygotowywano wy­
stawną ucztę oraz obdarowywano ich prezentami.
Mniej więcej rok po śmierci danej osoby miał miej­
sce rytuał palenia lalek. Rytuał ten organizowany był
jednocześnie dla wszystkich zmarłych z danego okresu.
Stanowił on główną część trzeciej fazy obrzędów po­
grzebowych. Można go zaklasyfikować jako „wtórny
pogrzeb". Pamiętajmy, że bezpośrednio po śmierci cia­
ło zmarłego zostało spalone, zaś uwolniona dusza roz­
poczęła „drogę do nieba". Teraz, w tej ostatniej fazie
obrzędów pogrzebowych, następowało powtórzenie
kremacji, w któtej lalki zastępowały ciało.
Wykonanie lalek powierzano członkom klanu, do
którego należeli zmarli. C i zaś robili je z sitowia, które
wiązali nadając mu kształty ludzkie. Robili to na ubo­
czu, aby ukryć się przed gapiami. Tak uformowane po­
stacie przyodziewano w ubrania zmarłych. Głowy wy­
posażano we włosy, oczy zastępowano muszlami, malo­
wano nos, usta, czasem doczepiano uszy. Starano się,
aby lalki jak najbardziej przypominały zmarłych, stąd
często używana nazwa „oblicze".
Podczas fabrykacji lalek bliscy i dalsi krewni zmarfego oraz zaproszeni goście z innego klanu oczekiwali
w sakralnej przestrzeni, w centrum której palił się
ogień; śpiewali przewidziane na tę okazję pieśni. Na
wieść, że lalki są gotowe, przewodnik ceremonii wy­
chodził przed zebranych i kopał dla lalek w ziemi otwo-

545

Lalka pogrzebowa Luiseńo z Kalifornii. (Źródło: H u b e r t
Gundolf, Toienfeuit und Jemeitsgkube.
Verlag 1967,

Mödhng:

Sankt Gabriel

153)

ry. N a jego trzykrotne wezwanie zgromadzeni trzykrot­
nie reagowali odzewem, i wówczas wnoszono lalki z za­
słoniętymi głowami. Niosący je mężczyźni - tragarze Śpiewali: „Towish cokya" - „Oto przychodzą dusze".
I wchodząc do sakralnej zagrody, wkładali kukły do
wykopanych otworów. Po chwili lalki odsłaniano i wte­
dy krewni, rozpoznając w nich swoich zmarłych bli­
skich, wybuchali płaczem. Niektórzy z nich obdarowy­
wali lalki dodatkowymi ozdobami.
Krewni zmarłego nie malowali twarzy ani nie śpiewali
podczas trwania całego rytuału. Rolę aktywnych aktorów
uroczystości przejmowali zawsze zaproszeni goście. Rów­
nież przewodnik ceremonii pochodzi! z obcego klanu.
Rozpoczynały się śpiewy na cześć zmarłych. Trwały
one dość długą chwilę. W pewnym momencie przewod­
nik ceremonii brał do ręki warkotkę i wirując nią trzy
razy dawał znak - śpiewy ustawały. Przenoszono lalki na
ubocze, rozbierano je i pozbawiano ozdób. Tragarze
przygotowywali się do tańca - malowali ciało i nakłada­
li pióropusze. Na powtórny znak warkotki wracali z lal­
kami przed zgromadzonych i składali je przy ogniu.
Znowu podejmowano śpiewy, a oni tańczyli wokół
ognia, wtórując sobie grzechotkami z szylkretu.
10

Po serii tańców przewodnik ceremonii podnosił
z ziemi lalki, obchodził z nimi trzy razy ognisko i wrzu­
cał je do ognia, mówiąc: „Oto krewni wysyłają duszę
na Drogę Mleczną". Wraz z lalkami palono czasami
ubrania i ozdoby. Przybyli na uroczystość goście mogli
wziąć sobie jakąś część odzieży lalki. Jeśli tak się stało,
krewni zmatłego musieli dostarczyć inne ubranie do
spalenia. Pomocnicy przewodnika ceremonii obchodzi­
li ognisko dookoła, zatrzymywali się, zaczerpywali trzy
razy powietrza, za każdym razem przyzywając niebo, po

�Jacek Jan Pawlik SVD * LALKA W OBRZĘDACH POGRZEBOWYCH

czym wrzucali sztuki odzieży do ognia. Podczas palenia
lalek i odzieży uczestnicy w spódnicach z orlich piór
tańczyli wokół ognia, śpiewając pogrzebowe pieśni sunganish. Otaczając ogień, wirowali wokół własnej osi.
Taniec przy akompaniamencie śpiewu trwał całą noc
i kończył się koło południa następnego dnia.
Warto zauważyć, że podczas tej uroczystości funkcje
klanu zmarłego, a więc żałobników, oraz klanu gości
były zróżnicowane. Klan zmarłego zachowywał powagę
żałoby (milczenie, ograniczone ruchy). Goście w jego
imieniu prowadzili ceremonię, przyozdabiali twarze,
tańczyli oraz śpiewali. Do nich należało palenie lalek.
Toltcinic jest typowym przykładem „wtórnego po­
grzebu". Lalka z sitowia służyła jako substytut ciała
zmarłego. Dzieliła los martwego ciała: palono ją, aby
pomóc duchowi definitywnie wznieść się do nieba
(symbolika dymu). Uroczystość ta miała wielkie zna­
czenie dla żałobników. Oddalała bowiem od nich groź­
bę błąkającego się ducha i zwalniała ich od zakazów ża­
łoby. Rola, jaka przypadała klanowi gości, świadczy
o ważnym znaczeniu społecznym tej ceremonii, która
umacniała wymianę między dwoma klanami. Klan
zmarłego hojnie obdarowywał gości prezentami, ci zaś
podejmowali się przeprowadzenia rytuału, który był
nieodzowny dla samego zmarłego i jego krewnych.
A kiedy następował zgon w klanie gości, klan gospoda­
rzy wyświadczał mu podobną przysługę.

Bi kunm unii Symboliczny powrót do domu

11

Bassarowie, woltyjski lud patriarchalny z północnego
Togo, podobnie jak większość ludów A f r y k i grzebią

swoich zmarłych. Przygotowanie ciała, ostatnie poże­
gnania, kopanie grobu i sam pochówek podlegają do­
kładnie określonym normom rytualnym. Błąd lub nie­
dociągnięcie może wpłynąć na los zmarłego po śmier­
ci i uniemożliwić mu przemianę w „przodka". Bassaro­
wie wierzą, że po śmierci duch zmarłego uwolniony
z ciała przebywa w pobliżu miejsca zamieszkania przez
okres żałoby trwający przynajmniej rok. Po tym okre­
sie zostaje on włączony do grona przodków, pod wa­
runkiem, ze obrzędy pogrzebowe zostaną właściwe
przeprowadzone.
Trwające cały tydzień uroczystości zakończenia ża­
łoby rozpoczynają się tzw. wtórnym pogrzebem. Wie­
czorem pierwszego dnia następuje rytualne wezwanie
zmarłego. Zapewniając sobie w ten sposób jego obec­
ność, zebrani rozpoczynają całonocne czuwanie, śpie­
wając pieśni żałobne i tańcząc ptzy dźwięku bębnów,
grzechotek i fletów. Następnego dnia ma miejsce rytu­
ał „Bi kunni unii", który jest dramaturgicznym powtó­
rzeniem pochówku. Przebieg jego zależy od tego, czy
osoba zmarła była mężczyzną, czy kobietą. Powodów
tego należy szukać w strukturze społecznej. Mężczyzna
bowiem urodził się, żył i umarł w tej samej wiosce, na­
tomiast kobieta, wychodząc za mąż, opuściła dom swe¬
go ojca, aby zamieszkać u męża. Żyjąc z dala od swojej
rodziny i od swoich przodków, pozostaje ona pozbawio­
na ich opieki. W przypadku choroby lub innego nie­
szczęścia musi udać się do domu swego ojca aby pod¬
dać się koniecznym rytuałom. Umierając, zostaje po­
chowana w domu męża.
„Symboliczny powrót do d o m u " oznacza więc
w przypadku zmarłego mężczyzny obejście znanych so­
bie kątów, bez konieczności opuszczania wioski. Dla
zmarłej kobiety jest to powrót do domu jej ojca. Ptzedstawimy ten drugi przypadek, ponieważ jest on bogat­
szy i bardziej przemawiający do wyobraźni.
Bassarowie nie ekshumują kości zmarłej osoby
w celu „wtórnego pogrzebu", jak to ma miejsce przy
podobnych ceremoniach na przykład na Madagaska­
r z e C i a ł o zmarłej zastępuje dziesięciocentymetrowej
długości laleczka, nazywana unii (postać ludzka). Jest
ona upleciona ze skręconych włókien rafii, przy czym
kształt dolnej części tułowia wyraźnie wskazuje, że
chodzi tu o kobietę. Sztuka plecenia laleczki jest
ptzekazywana z matki na córkę tylko wśród kilku ro­
dzin, dlatego krewni zmarłej zamawiają ją dzień wcze­
śniej u artystki, która potrzebuje około pięciu godzin
na jej wykonanie.
1

O d wczesnego ranka rozpoczynają się przygotowa­
nia do ceremonii. Zięciowie zbierają źdźbła perzu,
z którego wspólnie plotą sznurek. Następnie wybierają
cztery ' dłuższe i cztery krótsze kawałki bambusa, wią­
żą je na krzyż za pomocą sznurka, tworząc naturalnej
wielkości nosze. Tymczasem kobiety udają się do domu
1

546

�iacek hm Pawlik SITJ • LALKA W OBRZĘDACH POGRZEBOWYCH

kazów zmarłej. T o ona, reprezentowana przez unii, bę­
dzie nadawać tempo marszu i kierować pochodem .
Przy rytmie bębna tragarze oraz wszyscy zebrani goście
wychodzą z zagrody. Kobietv wachlują wachlarzami.
Inne akompaniują grzechotkami. Pochodowi przywo­
dzi unii. Czasem zwalnia, czasem przyspiesza, tak że to­
warzyszący nie zawsze za nią nadążają. Przed zagroda­
mi, gdzie zmarła spotkała się z życzliwością, tragarze
pochylają głowy na znak wdzięczności. Ktoś z domow­
ników wychodzi przed próg, aby ją pozdrowić. Unii
chce ominąć miejsca, w których spotkała zmarłą
krzywda, więc zmusza niosących do biegu.
14

Opuszczając wioskę, pochód kieruje się do miejsca
zamieszkania rodziny ojca zmarłej. T a m zmarła w po­
staci unii wybiera sobie zagrodę, gdzie chce być pocho­
wana. Nie musi być to koniecznie dom ojca. W c h o ­
dząc do zagrody, tragarze kładą nosze na środku we­
wnętrznego podwórka. Starszy rodu ojca zmarłej odwiązuje sznurki i odwija matę, sprawdzając uważnie,
czy rodzina męża zmarłej właściwie przygotowała unii
do podróży. Po wymianie krytycznych uwag, zgadza się
w końcu pogrzebać laleczkę.

Procesja Bi feurmi unii

artystki po odbiór laleczki. Podczas przenoszenia nie
wolno jej nikomu pokazywać. Jest ona umieszczona
w tykwie, którą jedna z kobiet przywiązuje sobie na ple­
cach w taki sam sposób, w jaki nosi się dziecko. Unii
wpływa na tempo marszu niosącej, przyspiesza, kiedy
czuje zagrożenie, czasem nawet zmusza do biegu. Przy­
bywszy na miejsce kobiety składają laleczkę w jednej
z chatek domostwa, w ukryciu przed ludźmi.
Kiedy nosze są gotowe, jeden ze starszych rodu kła­
dzie na nich matę pogrzebową, przynosi laleczkę, kła­
dzie ją uważnie na macie i przyozdabia naszyjnikiem
z muszelek. Następnie zawija matę i przymocowuje ją
do noszy sznurkiem z perzu. Na przywiązaną do noszy
matę kładzie cztery kawałki materiału w różnych kolo­
rach, pamiętając, aby biały kawałek znajdował się na
wierzchu (kolor żałoby), po czym przywiązuje je mocno
czterema strzępami materiału w tych samych kolorach.
Gotowa do podróży unii zostaje złożona na środku
zagrody. Następuje więc ostatnie pożegnanie. Starsi
rodu oraz przyjaciółki zmarłej zabierają głos, nawiązu­
jąc dialog ze zmarłą reprezentowaną przez laleczkę.
Wspominają chwile spędzone razem, życzą jej szczę­
śliwej podróży. Następnie składają obiatę z piwa oraz
potrawy z prosa w czterech miejscach wokół noszy.
Wszystkie te czynności rytualne są dokładnym po­
wtórzeniem gestów i rytów, które miały miejsce pod­
czas pochówku.
Dwaj zięciowie zmarłej ostrożnie podnoszą nosze
i umocowują je na swych głowach. Ważne jest, aby poduszeczki od spodu noszy dokładnie przylegały do
głów. Niosący bowiem będą jedynie wykonawcami roz­

Pochówek odbywa się dokładnie w ten sam sposób,
jak postępuje się z ciałem zmarłej. Oczywiście otwór
grobowy jest dostosowany do wymiarów laleczki. Sama
czynność grzebania nie powinna przebiegać na oczach
zebranych. Kobiety tworzą więc parawan z płócien wo­
kół miniaturowego grobu, tak jak to miało miejsce
podczas prawdziwego pochówku. Po trzech dniach
kopczyk nad miejscem pogrzebania unii zostanie
utwardzony, podobnie jak grób zmarłej został uformoWciny trzy dni po jej pogrzebie.
Rytuał Bi kunni unii ma na celu wprowadzenie zmar­
łej kobiety do świata niewidzialnego, przenosząc ją
w miejsce pochodzenia, tam gdzie przebywają jej
przodkowie. Laleczka unii ma jak gdyby pozyskać d u ­
cha zmarłej. Obchodzi się więc z nią z wielką ostrożno­
ścią, aby duch się nie wymknął i nie stał się niebez­
pieczny dla żyjących. Podczas całego pochodu laleczka
jest główną aktorką rytuału. T o ona wyznacza trasę,
nadaje tempo marszu, wybiera miejsce swego ostatnie­
go spoczynku. Zmarła po raz ostatni nawiązuje kontakt
z rodziną męża, z sąsiadami oraz z przyjaciółmi. Kon­
takt ten jest animowany ruchami tragarzy.
Twierdzą oni, ze siła zmarłej jest tak wielka, ze pod­
dają się bezwolnie jej rozkazom. Zapytani, nie potrafią
wytłumaczyć przyczyny. Użyczają oni duchowi zmarłej
swych możliwości kinestetycznych. Stają się żywymi
marionetkami, wprowadzanymi do akcji przez laleczkę,
która jest zarazem przedmiotem otaz aktorem, mario­
netką oraz manipulatorem.

547

Rytuał ten przypomina tzw. przesłuchanie trupa,
które ma miejsce u niektórych ludów A f r y k i przed po­
chówkiem, a którego celem jest znalezienie winnego

�lacek )an Pawlik SVD • LALKA W OBRZĘDACH POGRZEBOWYCH

—

-

•

.

•U'

FOT

T a u - w u w końcowej fazie obrzędów pogrzebowych (źródło: J. K o u b i , Le mdade, Je mort et son „double" vis/Me en pays
w : J. G u i a r t (red.), Rituels funéraires

d travers Je monde, Pans: Le Sycomore 1979,

śmierci . Świadectwa trzymających ciało zmarłego
podczas „przesłuchania" są zbieżne z wrażeniami traga­
rzy unii. Według nich to właśnie zmarły powoduje ich
konkretne ruchy. Nawet analiza filmu wykonanego
podczas „przesłuchania trupa" u Diola z Senegalu nie
pozwoliła wyświetlić tego zjawiska. Stwierdzono jedy­
nie, że ruchy tragarzy są tak doskonale zharmonizowa­
ne, że niemożliwe wydaje się ich wyuczenie .
15

16

Gai Jatra - procesja świętych krów
Gai Jatra jest jednym z najbardziej spektakularnych
świąt w kotlinie Katmandu w Nepalu. Jest ono związa­
ne z tradycją i zwyczajami Newarów, którzy stanowią
około połowy ludności w tym regionie . Tradycja ob­
chodzenia Święta Krów ma około 2000 lat i związana
jest z wiarą w reinkarnację. Newarowie, zgodnie z tra­
dycją hinduistyczną, wierzą, że dusze zmarłych odra­
dzają się po śmierci w przeróżnych formach. Yama Raj,
17

Toradja,

168)

Bóg Śmierci, decyduje, w jakiej postaci dusza odrodzi
się na ziemi. Prowadzi on księgę, w której zapisane są
narodziny każdego śmiertelnika, jego dobre i złe czyny,
a także z góry określona data śmierci. Kiedy ktoś
umrze, Yama Raj wysyła posłańca, aby sprawdził, czy
uwolniona dusza wyruszyła w drogę do bram zaświa­
tów, które otwierane są tylko raz w roku, w pierwszy
dzień miesiąca Bhadra (sierpień-wrzesień) .
1S

Droga do zaświatów może być wyjątkowo trudna,
prowadzi bowiem przez rzeki ognia. Aby dopomóc d u ­
szy zmarłego bliskiego w tej wędrówce, w tym właśnie
dniu rodziny w żałobie modlą się, aby święta krowa
prowadziła duszę zmarłego, zezwalając jej na przycze­
pienie się do ogona podczas podróży. Newarowie wie­
rzą, że święte krowy pomagają duszom zmarłych prze­
prawiać się przez rzeki i mogą otworzyć swymi rogami
bramy zaświatów .
19

W dzień święta Gai Jatra każda rodzina, w której na­
stąpił zgon w poprzedzającym roku, śpieszy z pomocą

548

�Jacek Jan Pawlik W D • LALKA W OBRZĘDACH PCX iRZEBOWYCH

duszy zmarłego bliskiego, organizując w jego intencji
procesję świętych krów trasą wyznaczoną od niepa­
miętnych czasów. Niezbędnym elementem procesji są
pięknie ozdobione żywe krowy. Aby procesji dodać
splendoru, młodzi chłopcy przebierają się za krowy, na­
kładając na głowy maski z rogami i z tyłu przyczepiając
ogon. Wiele rodzin stara się również poprzez uczynki
miłosierdzia wpłynąć na święte krowy, aby dobrze wy­
pełniły swe zadanie.
Choć charakterystyczne dla Gai Jatra jest oprowa­
dzanie krów, centralną figurą procesji jest tahamaca,
substytut zmarłej osoby. Jest to wielka kukła zrobiona
z czterech długich (ponad pięć metrów) tyczek świeże­
go bambusa, które tworzą stożkowatą konstrukcję. Pią­
ty, krótszy kawałek służy za ramiona. Na tę konstruk­
cję nakłada się ubranie, zgodnie z płcią zmarłego. D o
z grubsza uformowanej głowy przyczepia się rogi zrobio­
ne z trawy, twarz zastępuje portret zmarłego, z tyłu gło­
wy przyczepia się dwa wachlatze. Powyżej głowy
umieszcza się parasol, aby chronił zmarłego (i krowę,
która ma mu otworzyć bramę do zaświatów) przed
słońcem. Kukła ta jest konstruowana przed głównym
wejściem domu żałoby. Gotowa tahamaca pozostaje
z początku w pozycji leżącej, rodzina zmarłego okadza
ją i kieruje do niej modły na znak czci i przywiązania.

statszy syn wylewa zmarłemu na usta wodę, zaś zebrani
krewni wzywają Boga Wisznu. Dodajmy, że pobożnym
życzeniem każdego hinduisty jest umtzeć w Benares
nad Gangesem lub innym miejscu pielgrzymkowym
wysokiej rangi.
Newarowie palą swoich zmarłych, po czym przez
dwa tygodnie odbywają się ryty oczyszczenia i składane
są ofiary. Krewni zmarłego, przede wszystkim zaś naj­
starszy syn, przestrzegają w t y m czasie zakazów żałoby.
Uwieńczeniem obrzędów pogrzebowych jest święto Gai
Jatra, podczas którego zostają uhonorowani wszyscy
zmarli z danego roku. Procesjonalne przenoszenie k u ­
kły przedstawiającej zmarłego w towarzystwie krów
oraz przebranych za nie ludzi wyraża pragnienie rodzi­
ny, aby wspomóc zmarłego w niebezpiecznej wędrówce
do zaświatów. Poczucie więzi rodzinnych sprawia, że
akt ten staje się obowiązkiem.

Gai Jatra, obok wątku religijnego związanego z czcią
zmarłych, zawiera w sobie również bogatą część ludyczną. Z poważnej procesji w godzinach porannych prze­
kształca się w radosny karnawał uliczny. W Katmandu
tłum gromadzi się na centralnym placu, na którym od­
bywa się spektakl o chatakterze satyrycznym. Ośmiesza
się instytucje polityczne, armię, obcokrajowców, zwy­
czaje, a czasem nawet samych bogów . Każdy może
włączyć się do tej zabawy. Z tej okazji wielu uczestni­
Po dopełnieniu tych czynności rytualnych czterech
ków przywdziewa kostiumy przebierańców. Gai Jatra
mężczyzn stawia kukłę i rozpoczyna się procesja. Dwa
długie sznurki pozwalają na manipulowanie tuhamaka jest ważnym wydarzeniem kulturalnym miejscowych
społeczności i może trwać nawet tydzień. Sądząc jedpodczas procesji. Dwóch mężczyzn na zmianę lekko
pociąga za jeden ze sznurków i kukła sprawia wrażenie,
że żyje. Za nią kroczą synowie zmarłego ubrani na bia­
ło z płonącym kadzidłem w ręku. Przed nią grupa ludzi
wykonuje taniec z pałkami Ghinta Ghinse. Kitka par
mężczyzn (niektórzy z nich przebrani za kobiety) tań­
czy rytmicznie przy dźwięku bębna i cymbałów, uderza­
jąc pałkę Ghinta Ghinse partneta. Przy akompania­
mencie muzyki i tańca procesja przemieszcza się ulica­
mi miasta.
21

Zdarza się, że grupy ludzi wychodzące z poszczegól­
nych domów gromadzą się na jednym miejscu i wspól­
nie odbywają procesję. Po przejściu wytyczoną trasą
każda z nich wraca z kukłą do domu swego zmarłego.
Po krótkich inwokacjach modlitewnych togi, portret
zmarłego oraz wachlarze wrzucane są do rzeki, nato­
miast ubrania i tyczki bambusa zachowane zostaną do
innych celów .
20

Tuhamacd stanowi substytut zmarłego, o czym
świadczy nie tylko portret umieszczony zamiast twarzy,
ale również los, jaki ją spotyka. Jej istotne części - po­
dobizna zmarłego oraz rogi - zostają wrzucone do rze­
k i . Rzeka jest uważana za odpowiednik świętej rzeki
Gangesu. Wyższe kasty Newarów przenoszą umierają­
cych na brzeg rzeki. Według ich ttadycji nie jest bo­
wiem dobrze umrzeć w domu. W momencie zgonu naj-

549

Dekoracja wystawy piekarni w Cuernavaca (S. Brandes,

Iconography

in Mexico's Day

of the

Dead. Origins and

„Ethnohistory" 45/2: 1998, 203)

Meaning,

�Jacek Jan Pawlik SVD • LALKA W OBRZĘPACH POGRZEBOWYCH

nak po ilości religijnych procesji z krowami, Gai Jatra
oznacza dla większości Newarów przede wszystkim wy­
pełnienie obowiązku wobec dusz bliskich zmarłych
w ostatnim roku.

Tau-tau

- podwojenie

obecności

zmarłego

Toradja z południowego Sulawesi (Indonezja) nie grze­
bią ani nie palą swych zmarłych. Ciało, starannie umy­
te i przywdziane, pozostawia się w pozycji siedzącej,
oparte o mur i przywiązane do żerdzi, aby się nie zsunę­
ło. Po dwóch dniach owija się je paskami uplecionymi
z włókien ananasa i składa na platformie wewnątrz do­
mu na okres dłuższy n i i jeden rok. Podczas tego czasu
zmarły uważany jest za chorego, społecznie nie przyj­
muje się do wiadomości faktu śmierci.
Po upływie tego okresu rozpoczyna się pierwsza faza
obrzędów pogrzebowych, trwająca od czterech do sied­
miu d n i (rozstanie według schematu van Gennepa).
Ciało przenosi się do specjalnie wybudowanego domu,
owija się kawałkami materiału tak, że w efekcie tworzy
długi kształtny cylinder oraz składa się je do trumny
wydrążonej w pniu drzewa. Te pierwsze uroczystości
pogrzebowe charakteryzują się licznymi ofiarami z ba­
wołów i świń. Równocześnie rozpoczyna się okres zaka­
zów pokarmowych dla żałobników. Zmarły pozostanie
w wyżej wspomnianym domu przez cały rok, okres,
który odpowiada drugiej fazie obrzędów według sche­
matu van Gennepa. Po tym okresie przenosi się ciało
zmarłego w uroczysty sposób do grobowca, żałobnicy
zaś zostaną uwolnieni od zakazów .
22

W pierwszym etapie obrzędów wykonuje się prowizo­
ryczną podobiznę zmarłego. Zrobiona jest ona z tyczek
bambusa. Bambusowy szkielet owijany jest licznymi ka­
wałkami materiału, po czym ubietany w szaty należące
do zmarłego- Głowa zrobiona jest z kawałków białego
i czerwonego materiału. Gotowa kukła wkopywana jest
do ziemi w pobliżu domu, gdzie złożone są zwłoki. Ptzyozdabia się ją naszyjnikami w przypadku kobiety, przy­
czepia szablę do pasa w przypadku mężczyzny. Następu­
je symboliczne ożywienie podobizny przez ofiarę z kogu­
ta, któtego krwią kukła zostaje pomazana. Wokół mej
gromadzą się kobiety, które lamentują, recytują rodowe
genealogie i wzywają na pomoc przodków. Po zakończe­
niu tej ceremonii kukła jest rozbierana. Głowę jej skła­
da się na spichlerzu, aby w ten sposób zmarły mógł spo­
tęgować urodzaj , po czym przenosi się ciało zmarłego
do specjalnie wybudowanego domu.
23

Przed rozpoczęciem końcowego etapu ceremonii po­
grzebowych wykonuje sie inną lalkę, zwaną tau-tau.
W pobliżu domu żałoby zaproszony artysta rzeźbi naj­
pierw głowę w kawałku drzewa. Podczas tej czynności
towarzyszy mu jeden z krewnych zmarłego, aby dopil­
nować, by podobieństwo figury ze zmarłym było jak

największe. Oddzielnie rzeźbi o n tors, uda, ramiona,
ręce i nogi. Zanim przystąpi do zmontowania wyrzeź­
bionych elementów, rodzina zmarłego składa ofiarę ze
świni. Kiedy lalka jest gotowa, następuje złożenie da­
rów: upieczone mięso świni, ryż, betel oraz palma are­
ka. Towarzyszy temu długa inwokacja modlitewna.
Tau-tau jest martwa i milcząca jak zmarły, ale to wła­
śnie ona stanowi cień (jeden z komponentów osoby
ludzkiej) zmarłego, który za życia jest niewidzialny.
Następnego dnia artysta przystępuje do ubierania
manekina. Nakłada na niego kilka warstw materiału,
a na koniec zaś ubranie, które zmarły nosił za życia, aby
uwydatnić podobieństwo ze zmarłym. Następnie doda­
je ozdoby: naszyjniki, bransoletki, kolczyki, turban na
głowę oraz mieszek na betel. Przystrojona tau-tau
otrzymuje następną ofiarę ze świni, której towarzyszą
liczne inwokacje. T e n gest rytualny wyraża przekona­
nie, że dokonano wszelkich starań, aby lalka właściwie
przedstawiała zmarłego. Jest to również akt jej ożywie­
nia i zaproszenia do uczestnictwa w ceremonii w cha­
rakterze gościa honorowego.
Rozpoczyna się główna część ceremonii. Podczas gdy
ciało zmarłego owinięte po raz ostatni w nowy całun
pozostaje w domu, lalkę, która stanowi jego podwoje­
nie, przenosi się procesjonalnie na pole ofiarnicze, któ­
rego obrzeże stanowią megality przodków, łącznie
z megalitem zmarłego, którego obrzędy pogrzebowe są
w toku. Procesja zatrzymuje się na krańcu pola i wtedy
kobiety w żałobie zbliżają się do tau-tau, by ją opłaki­
wać. Jednak płacz nie trwa długo, ponieważ ludzie
zgromadzili się tam dla rozrywki. Następuje parada
i walka bawołów, które w dalszej części uroczystości
pogrzebowych zostaną złożone w ofierze. Po zakończe­
niu widowiska odnosi się tau-tau w procesji do domu,
w którym spoczywa ciało zmarłego.
Po kilku dniach powróci ona na pole ofiarnicze, tym
razem towarzysząc ciału zmarłego. T u odbędzie się klu­
czowy rytuał tego etapu obtzędów. Ciało zmarłego kła­
dzie się na platformę, a obok niego ustawia się lalkę.
Zmarły i jego widzialny „cień" przewodniczą ceremo­
niom, polegającym głównie na ofiarach z bawołów i ze
świń. Mięso ofiarnicze składa się zarówno obok zmar­
łego, jak i u stóp tau-tau. N a koniec ciało zmarłego
przenosi się do grobowca wydrążonego w skale, przed
którym stawia się lalkę.
Podczas obrzędów pogrzebowych lalka towarzyszy
ciału zmarłego. Toradja wierzą, że zmaterializowany
przez lalkę cień zmarłego może ułatwić przyjęcie duszy
do świata przodków. Forma lalki ewoluuje w czasie ob­
rzędów pogrzebowych. W pierwszym etapie ma ona
charakter prowizoryczny, co przypomina stan przej­
ściowy nieboszczyka. W drugim etapie ma ona formę
bardziej trwałą. Ale na tym nie koniec. Po wielu latach
czczony zmarły wejdzie do panteonu bóstw rodowych.

550

�Jacek Jan Pawlik SVD • LALKA W OBRZĘDACH POGRZEBOWYCH

Z tej okazji zostanie zorganizowane wielkie święto,
podczas którego lalkę stojącą u wejścia do grobowca
poddaje się czynnościom rytualnym. Zmienia się jej
ubranie, przyozdabia na nowo oraz składa się jej ofiary.
Jej status uległ zmianie: nie przedstawia już zmarłego,
ale ubóstwionego przodka.
U Toradja lalka przedstawiająca zmarłego, czy to
prowizoryczna, czy trwała, jest czymś więcej niż przed­
miotem rytualnym związanym ze śmiercią członka
wielkiego rodu. Jest ona samym zmarłym, jego widzial­
ną repliką. A więc, podobnie jak zmarły, jest ona
przedmiotem kultu: ozdabiana, otaczana troską, opła­
kiwana i uroczyście transportowana. Sławi się ją oraz
prosi, aby zachowała żyjących w zdrowiu, spotęgowała
urodzaj oraz pomogła się wzbogacić . Chociaż ciało aż
do końca obrzędów pogrzebowych jest blisko żyjących,
nie jest ono widoczne pod licznymi watstwami mate­
riału i włókien. T o lalka przypominająca wyglądem
zmarłego podtrzymuje o nim żywe wspomnienie, po­
zwala zapomnieć o tanatomorfozie i wzmacnia nadzie­
ję na nieśmiertelność.
24

Dia de muertos - Święto
w
Meksyku

Zmarłych

W Meksyku Święto Zmarłych, obchodzone 1 i 2 listo­
pada, jest nie tylko świętem religijnym ku czci zmar­
łych, ale również ludowym festynem o charakterze l u dycznym. Z końcem października zjeżdżają się tu liczni
turyści, aby zobaczyć i przeżyć coś wyjątkowego, rodzaj
karnawału, który swą radosną atmosferą i bogactwem
artefaktów przesłania powagę święta. N a tę okazję
Meksykanie pieką chleby w kształcie kości, wyrabiają
z cukru przeróżne łakocie w formie przypominającej
motyw śmierci. Stragany przepełnione są rzędami cza­
szek z cukru o złocistym uśmiechu i oczach z folii alu­
miniowej, szkieletów oraz kasetek z cukru, w których
czasem zobaczyć można postacie ubrane w poncho
z butelką rumu w ręku. Popularne są kasetki, które
mają w wieczku małe plastikowe okienko, przez które
można zobaczyć cukrowego trupa. Kiedy zaś pociągnie
się za sznurek, wieczko podnosi się i leżąca postać nie­
boszczyka z cukru siada, jak gdyby nagle ożyła. Sprze­
daje się również przeróżne zabawki o tematyce śmierci
zrobione z materiału, drzewa, gliny, a nawet gumy.
Szczególnie intetesujące są plastikowe lalki w formie
szkieletów o ruchomych kościach, ubrane lub nagie,
trzymające w ręku fajkę, instrument muzyczny lub i n ­
ny przedmiot, który pozwoliłby rozpoznać osobę, którą
przedstawia .
25

Z okazji Święta Zmarłych Meksykanie myją i przy­
ozdabiają groby kwiatami i świecami. Obowiązkowe
jest czuwanie przy grobach krewnych. Wierzy się, że
dusze zmarłych podczas tego święta bacznie obserwują
551

żyjących. C i , którzy zaniedbują groby swych bliskich,
mogą zostać ukarani już t u , na ziemi, albo też po śmier­
ci. Najważniejszym elementem Święta Zmarłych jest
ofrenda, czyli ofiara w intencji zmarłych, składająca się
z chlebów, słodyczy, pomarańczy, bananów, dyni, lo­
kalnych potraw i drobiu. Ofiara ta składana jest na
grobach krewnych oraz na odświętnie ozdobionym oł­
tarzyku domowym, który przygotowuje się specjalnie
na tę okazję.
Pożywienie na grobach i ołtarzykach ma charakter
rytualny. N i k t nie może go ruszyć. Wierzy się, że zmar­
ły z przyjemnością odwiedza swój dom i cieszy się, gdy
znajdzie do jedzenia to, co lubił. Przy składaniu ofiar na
ołtarzyku rodzina bierze pod uwagę gust zmarłego. Nie­
stety, gość ten jest duchem, może tylko zachwycać się
zapachem ofrenda i musi mu to wystarczyć.
Meksykański zwyczaj zjadania gtów z cukru uważa­
no za pozostałość kanibalizmu praktykowanego przez
Azteków. Najnowsze badania zwracają uwagę na fakt,
że podobne wyroby cukiernicze znane były w starej
Hiszpanii. Dlatego też, przyjmując hipotezę kanibali­
zmu, nie wolno zapominać o wpływie kultury hiszpań­
skiej okresu kolonializmu. Niemniej, fakt zjadania
człekokształtnych słodyczy to pewnego rodzaju „komu­
nia" ze zmarłym, a jednocześnie oswajanie się z rzeczy­
wistością śmierci .
26

Podkreślić należy artystyczny i widowiskowy charakter
tych materialnych wyobrażeń związanych ze śmiercią.
Jest to sztuka efemeryczna. Chleb zmarłych, cukrowe
czaszki i ttumny, malowidła czaszek i szkieletów
w oknach wystawowych, wszystko to przeznaczone jest
do natychmiastowej konsumpcji. Zrobione z nietrwałego
materiału, przedmioty te służą do świętowania chwili.
Jest to również sztuka sezonowa. Wyroby artystycz­
ne są ściśle związane ze świętowaniem Dnia Zmarłych.
Nie mają one nic wspólnego ani z pogrzebem, ani z de­
koracją grobów rodzinnych. Jeśli sprzedawane są one
w innym okresie roku, to wyłącznie dla turystów.
Czaszki, szkielety, kasetki i inne wyroby o motywie
śmierci wywołują bardziej śmiech niż smutek, radość
niż ból. Mają one chatakter świecki. Ikonografia ta nie
ma w rzeczywistości znaczenia sakralnego ani dla pro­
ducentów, ani dla kupujących. Choć czasem cukrowe
kasetki z małymi truposzami w środku udekorowane są
kolorowym lukrowym krzyżem, ttudno znaleźć jakikol­
wiek inny znak religijny w ikonografii tego święta.
Czaszki i szkielety z cukru lub z ciasta są do jedzenia.
Papierowe, słomiane lub gliniane zabawki szybko ule­
gają zniszczeniu. Nie nadaje się tym przedmiotom w za­
sadzie żadnego sakralnego znaczenia, choć sćj one ści*
śle związane z obchodzeniem święta religijnego.
Wyroby te mają charakter komercyjny. Wykonywa­
ne są przez zdolnych artystów i sprzedawane w czasie
poprzedzającym święto na wszystkich targach Meksy-

�JacekJa,\ Pawlik S I D • LALKA W OBRZĘDACH POGRZEBOWYCH

ku. Przy tej okazji motyw śmierci służy do celów rekla­
mowych. Właściciele sklepów dekorują wystawy malo­
widłami czaszek i szkieletów, aby przyciągnąć klientów.
Sztuka Święta Zmarłych przeznaczona jest dla ludzi
żyjących, a nie dla zmarłych. Prawdą jest, że podobne
przedmioty dekorują czasem groby i domowe ołtarze,
ale wyłącznie w dniu Święta Zmarłych. Wyroby arty­
styczne związane z Dniem Zmarłych wymieniane są
między żyjącymi. Mogą też być wykorzystane jako saty­
ra polityczna i społeczna. Zabawki i słodycze przezna­
czone są często do zabawy. Większość przedmiotów
jest pomyślana w ten sposób, aby można było nimi ma­
nipulować. Szkielety o ruchomych kościach, otwierają­
ce się za pociągnięciem sznurka szkatułki itp. - wyroby
te służą bez wątpienia do zabawy. Są one małe, lekkie
i łatwe do przenoszenia. Można je trzymać w ręce, pod­
nosić, poruszać. Nawet ołtarze są zrobione z małych
segmentów, które mogą być zmontowane i zdemonto­
wane przez jedną osobę .
27

Święto Zmarłych w Meksyku mobilizuje całą lud­
ność miejską. Choć okazją do świętowania jest wspo­
mnienie zmarłych oraz ofrenda składana w ramach każ­
dej z rodzin, charakter ludowy tego święta jest aż nad­
to widoczny. Elementy satyry politycznej i społecznej,
które sztuka związana z t y m świętem wplata w wątek
religijny, czynią go porównywalnym do karnawału.
Podkreślić należy, że lalka jako kategoria teatralna jest
podczas tego święta dostępna dla wszystkich. Każdy
może stać się aktorem i manipulatorem. Wystarczy za­
kupić odpowiedni przedmiot. Sceną może być dom lub
ulica, a nawet cmentarz (spotęgowanie motywów ob­
cowania ze śmiercią). Manipulujący w miejscu „ostat­
niego spoczynku" plastikowym szkieletem, posilając się
przy tym cukrową czaszką, obcuje z rzeczywistością
śmierci w tak intensywny sposób, że koniec końców
świadomość śmierci przeradza się w egzaltację życia, co
daje okazję do wyrażenia radości.

bieństwu sprzyjają ozdoby, narzędzia i inne atrybuty
przywieszane do pasa lub wkładane do ręki lalki. T w o ­
rzenie lalek jest zadaniem poważnym. Poszczególne
kultury uciekają się do artystów wyspecjalizowanych
w podobnych formach sztuki.
Po drugie, nie wystatczy, aby lalka wyglądała jak ży­
wa. Często jest ona manipulowana, poruszana, co spra­
wia wrażenie, że żyje. W pochodzie Bi Jcunni unii nikt
z obecnych nie myśli o ruchach tragarzy, ale stara się
śledzić i naśladować unii nadającą tempo. Poruszanie
kukły z pomocą sznurka podczas procesji u Newarów
czy zabawa szkieletami lub kasetkami z nieboszczykiem
w Meksyku świadczą o pragnieniu przezwyciężenia bez­
ruchu, jakim charakteryzuje się człowiek zmarły. Tej
samej sprawie służyły praktyki animowania zwłok czy
to w Europie, czy w Afryce, kiedy to podczas czuwania
żałobnego brano truchło do tańca .
28

Po trzecie, lalka to nie tylko przypomnienie zmarłe­
go, podwojenie jego ciała w sposób artystyczny i trwa­
ły. Często utożsamia się ją ze zmarłym, uważa się, ze
jest siedliskiem (przybytkiem) jego ducha. Duch (lub
inny niewidzialny komponent osoby) uwolniony przez
śmierć przechodzi na okres ceremonii do trwałego sub­
stytutu ciała, który stanowi lalka. Jest to błąkający się
duch zmarłego u Luiseńo, który przez spalenie lalki zo­
staje definitywnie wyekspediowany do nieba, jest to
duch zmarłej kobiety u Bassarów, który pogrzebany
pod postacią unii powraca na łono przodków własnej
rodziny, jest to dusza zmarłego, której wędrówka do za­
światów zależy od przychylności świętej krowy, jest to
cień zmarłego, który za życia niewidzialny, staje się w i ­
dzialny w postaci lalki i w kontrolowany sposób może
być złożony wspólnie z ciałem w grobowcu.

Zakończenie
Analizowane przykłady przedstawiają rolę lalki w ob­
rzędach pogrzebowych w różnych kontekstach kultu­
rowych. Na ich podstawie można wyróżnić pewne
wspólne cechy. Po pierwsze, zastosowanie lalki jako
trwałego substytutu ciała zmarłego pozwala w pewien
umowny sposób zanegować postępującą tanatomorfozę. Przypomnijmy, że lalka w większości przypadków
gra istotną rolę w końcowej fazie obrzędów, kiedy to
wspomina się zmarłego i podkreśla wiarę w nieśmier­
telność. Wytwórcy lalek starają się więc o to, aby
upodobnić swe dzieło do zmarłego czy to poprzez rysy
twarzy (Toradja), ubranie zmarłego (Luiseńo), jego
portret (Newar), czy po prostu kaligrafując lukrem je­
go imię na cukrowych czaszkach w Meksyku. Podo­

552

Uroczystości zakończenia żałoby, ostatnia faza ob­
rzędów pogrzebowych, to właściwa chwila dla pojawie­
nia się lalek w centrum rytuału. Żal po śmierci bliskiej
osoby został już po części ukojony, dlatego wkraczają­
ca na scenę lalka ożywia wspomnienie o zmarłym. T o
właśnie ona staje się główną figurą dramatyczną pod­
czas „wtórnego pogrzebu". Jednak tragizm dramatu
śmierci, powtórzony za pomocą rytuału podczas ostat­
niej fazy obrzędów pogrzebowych, nie jest ostatecznym
celem uroczystości. Odgrywając śmierć i pogrzeb po raz
drugi, dana kultura pragnie przezwyciężyć pełną grozy
świadomość śmierci i podkreślić wartość życia. Prawie
zawsze na koniec obrzędów pogrzebowych dominuje
nastrój radosny. Śmierć została ujarzmiona, rytuał do­
pełniony, zmarły odnalazł swoje miejsce na tamtym
świecie. Nie stanowi więc już zagrożenia dla żyjących.
Żałobnicy zostają uwolnieni z zakazów, które ich do­
tychczas obowiązywały, i zostaje przywrócona równoW c i ę c i społeczna.
Ta ostatnia faza obrzędów ma charakter wspólnoto­
wy. Gromadzi ona całą miejscową społeczność, nie tyl-

�Jacek Jan PawUk SVD • LALKA W OBRZĘD At H r o t .RZEBOWYCH

ko krewnych, przyjaciół i znajomych. Wiele w niej ele­
mentów gry i zabawy. W a l k i bawołów, tańce, śpiewy,
procesje, pochody odbywające się miejscach publicz­
nych, puszczając jak gdyby w niepamięć istnienie do­
mu żałoby, nadają uroczystości charakter ludowego fe­
stynu. Inwersja: mężczyźni przebrani za kobiety (Newar), satyra polityczna i społeczna (Meksyk), cechy
charakterystyczne dla karnawału, mają ścisły związek
z myślą o śmierci, w obliczu której wszyscy są równi' .

kontekście zrozumiale jest, że tradycyjne obrzędy pogrzebowe
Luiseńo były piętnowane przez misjonarzy, którzy posądzali i c h
0 kanibalizm.
Jest to prymitywny instrument muzyczny z grupy w o l n y c h aerofonów. Deszczulka, płaski kamień łub muszla przyczepione są
do sznurka. Wprowadzony w r u c h wirowy wydaje przeciągły n i ­
sk! dźwięk, warkot. ( A n g . bull-roarer, ft. rhombe, n i e m . Schwirrhok).
Szczegółowy opis tego rytu znajduje się w J. J. Pawlik, Experien¬
ce sociale de la mort, Fribourg, Editions Universitaires 1990,

9

Lalka to nie jedyna forma artystyczna, jaką spotyka­
my podczas obrzędów pogrzebowych. Wspomnijmy je­
dynie o maskach, które w harmonijny sposób łączą
sztukę materialną i ruch, lalkę i taniec. Sam ich wyrób
zarezerwowany jest dla osób wtajemniczonych. Każda
z części maski ma określone znaczenie sakralne. Ma­
skom składa się ofiary, bowiem uważa się, że są one sie­
dliskiem duchów. Przede wszystkim zaś ich wejście na
scenę publiczną, ruch zgodnie z tańcem ich nosicieli,
ich nietypowe odgłosy sprawiają, że maski efektywniej
niż lalki czy marionetki stwarzają iluzję dramatyczną
związaną z tematyką śmierci.

s. 114-125. Por. również tenże. Performance of Life after Death.
The unii, object-actor of the funeral ceremony, w : Umma Informa­
tions Spécial.:

LAfrique

noire

en marionnettes, Charleville-

-Mézières 1988, s. 16-24
Pot. M . Bloch, Placing the Dead. Tombs. Ancestral
(unship Organisation in Madagascar,

Villages, and

L o n d o n , Seminar Press

1971
11

Liczba cztery powtarza się, jeśli chodzi o ryty przeznaczone dla

i-

Czasem jeden z niosących, biorąc nosze na głowę, stwierdza, że

kobiety. O d p o w i e d n i k i e m męskim jest liczba m y .

Innemu

nic nie czuje. Ustępuje więc miejsca

mężczyźnie.

N a przykład u Konkombów. Por. D . T a i t , The Konkomba

of

Northern Ghana, L o n d o n , O x f o r d University Ptess 1961, s. 239
Prof. L o u i s - V i n c e n t Thomas. Komunikacja własna.
W całym N e p a l u żyje blisko pól miliona Newarów, większość
z nich to wyznawcy hinduizmu.
Jeśli ktoś umrze właśnie tego dnia, przechodzi bezpośrednio do
świata zmarłych.

Przypisy
1

'

'

A

Jeśli c h ó d : , o teatr klasyczny por. Ridgeway W . , The

Dramas

Por. Mary M . A n d e r s o n , The

and Dramatic Dances of Ntm-European

Referen­

D . M e h r a , Rupa 1975, s. 99

Races in Special

Szczegółowy opis procesji zob. m . i n . S.ddhi B. Ranjitkat, Gaija-

of Greek Comedy,

tra: Festival with a Difference,

N e w York, Benjamin Blom 1964 (wyd.

7

plement, 1994.08.19, s. 1

Tanatopraktyką określa się wszelkie współcześnie stosowane

Tradycja spektakli satyrycznych łączona jesr z królem Pratap

t e c h n i k i konserwacji i wystawiania zwłok, rozwinięte na szero­

Maila ( X V I I I w i e k ) , który wyznaczył nagrodę dla tego, k t o roz­

ką skalę szczególnie w Stanach Zjednoczonych.

śmieszy jego żonę, która nie mogła wyzwolić się z żalu po stra­

Należy jednak wyraźnie rozróżnić lalkę jako przedmiot animo­

cie syna. Por. H e m a n t Kumar Jha, Gai Jatra, or the Procession of

wany podczas obrzędów pogrzebowych od podobizn zmarłego,

Cows,

takich jak fotografia czy popiersie. W wyobrażeniach religij­

Szczegółowe studium obrzędów pogrzebowych Toradja prze­
prowadziła Jeannine K o u b i . Tor. Rambu Solo „la fumée de­

tylko odbiciem czy podobizną.

scend". Le culte des morts chez les Toradja du Sud, Paris, Editions

A. van Gennep, Les rites de passage, Paris, Editions A . &amp; J. Pi-

du CNRS

card 1981 (wyd. pierwsze 1909). Szczegółowo o „wtórnym po­

Totadja stosują kilka rodzajów przedstawień zmarłego w zależ­

grzebie" porównaj wyśmienity tekst Roberta Hertza Contribu­

ności o d jego rangi społecznej oraz od tradycji regionalnych.

collective de la mort z 1907
Paris, Presses

1982

Por. Jeannine K o u b i , Le nudade, le mon et son „double" visible en
Pays toradja, Sulawesi

(Indonésie), w : „Objets et M o n d e "

Universitaires de France 1970, s. 1-83

19.1979. N.S. Les hommes et la mon. Rituels funéraires

Skrajnym przypadkiem jest spożywanie ciała (kanibalizm) oraz

le monde, s. 160-170

à travers

mumifikacja.

Por. np. Ursula Thiemer-Sachse, Totenfest m Milpa Alla, M e x i -

Liczba niewidzialnych komponentów osoby różni się w zależno­

co. Kleine Beitrage aus dem staatlichen Museum fur

ści od k u l t u r y . D o najważniejszych z n i c h należy d u c h i dusza.

Dresden 16. 1997, s. 34-41

Völkerkunde,

W literaturze tematu używane jest zwykle określenie „image".

Por. Stanley Brandes, Sugar, Colonialism,

Chodzi t u jednak 0 zrobione : sitowia kukły. Opis ceremonii na

Origins of Mexico's Day of the Dead, ..Comparative Studies i n

podstawie: W i l l i a m D . Strong, Aboriginal Society in

Society and H i s t o r y " 39/2, 1997, s. 270-299

Berkeley,

Southern

and Death. On

the

Universiry o f California Press

1929,

Por. tenże, Iconography in Mexico's Day of the Dead. Origins and

s. 299-309 oraz Constance G . Dubois, The Religion of the

Lwse-

Meaning,

no Indians of Southern California,

Berkeley. University of Cali­

„Ethnohistory" 45/2. 1998, s. 181-218

Por. liana Harlow, Crating Situations. Practical Jokes and the Re­

fornia 1908 (..Publications i n A m e r i c a n Archeology and Eth­

vival of the Dead in Irish Tradition, „Journal of A m e r i c a n Folk­

nology", 8,3, s. 69-186).

lore" 110 (436), 1997, s. 140-168 oraz André Raponda-Walker

Ostatnie świadectwa dotyczące tradycyjnych obrzędów pogrze­

1 Roger Sillans, Rites et croyances des peuples du Gabon,

bowych Luiseńo pochodzą z początku lat czterdziestych. Por.

Présence Africane 1983, s. 111-121

Raymond C. W h i t e , Two Surtwing Luiseńo Indian
'

„The Rising N e p a l " , M o n d a y , 1994.08.22, s. 4

nych jest ona materialną podporą ducha osoby zmarłej, a nie

California,

»

„The Rising N e p a l " , Friday Sup¬

pierwsze 1915).

r o k u , w : R. Hertz, Sociologie religieuse et folklme,

"

Calcutta,

of Nepal,

ce to the Origin of Greek Tragedy with an Appendix on the Origin

tion à une étude sur la représentation

1

Festivals

Ceremonies,

Por. Âsa Boholm, Masked Performances in the Carnival of Veni­

Boholm

„American A n t h r o p o l o g i s t " 55, 1953, s. 578

ce, w. G o r a n A i j m e r i Âsa

W innej wersji najmowany był do tego specjalny człowiek zwa­

ments. Possible Worlds in Dramatic

ny „zjadaczem". Por. W i l l i a m D . Strong, j w . s. 300-301. W tym

1ASSA 1994, s. 64-88

553

Paris,

(red.), /mages and

Performance,

Enact­

Gothenburg,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6059" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6039">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0335604c1ebb33288e75b58c912e4f10.pdf</src>
        <authentication>d82e4961e738df2409f9259fcd6580bf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72263">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3093</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72264">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72265">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2897</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72266">
                <text>Autorzy numeru / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72267">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.554-559</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72268">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72269">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72270">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72271">
                <text>AUTORZY NUMERU

Autorzy numeru

(ostra satyra na M . Tatcher; napisana z T o n y m Howardem,
Theatre Royal, Stratford East, 1980); The Genius (Royal Court
Theater [dalej R C T ] , 1983); Bloody Poetry (Heymarket Theatre,
Leicester, 1984); Prat'da; A Fleet Streat Comedy (napisane z Davidem Hare, National Theatre, Londyn 1985); Greenland (RCT,
Londyn 1988); H . I . D . (Hess is Dead), (Almeida Theatre, L o n ­
dyn 1989); W a n Nights (wraz z Tariqiem A l i m , R C T , Londyn

W a r r e n D . A n d e r s o n - profesor State University o f Massachu­

1989); Moscow Gold (wraz z Tariqiem A l i m , Barbican Theatre,

setts, Amherst- Studiował literaturę klasyczną na Uniwersyte­

Londyn 1989); Berlin Bertie (RCT, Londyn 1992). Polskie tłu­

cie w Haverford (dyplom w 1942 r.) i w Oksfordzie (dyplom

maczenie Gra w Churchilla,

tłum. J. Anders, „Dialog" I V , 1981.

H o n o u r School o f Literae Humaniores w 1949 r . ) . W 1947 r.
G i o v a n n i C e r r i - ur. w 1940 r. w Rzymie, profesor zwyczajny lite­

zdobył tytuł d o k t o r a na Uniwersytecie Harvarda, gdzie też
w 1954 r. obronił pracę habilitacyjną. Wykłada! m . i n . grekę

ratury greckiej na Wydziale Literatury i Filozofii Instituto U n i ­

i łacinę w College of Wooster (1950-67) i na Uniwersytecie

versitario Orientale w Neapolu. D o tematów, na których k o n ­

Stanowym M i c h i g a n w A n n A r b o r . W latach 1967-1970 byl

centrował się w dotychczasowej pracy badawczej należą: zwią­

profesorem komparatysryki literackiej na Uniwersytecie Stano­

zek między oralnością a pismem w kompozycji i rozprzestrzenia­

w y m Iowa. O d r. 1970 związany z Uniwersytetem Stanowym

niu tekstów poetyckich w epoce archaicznej i klasycznej; epos

Massachusetts w Amherst (od 1980 r. jest profesorem emery­

homerycki; słownictwo polityczne w liryce i tragedii; teorie an­

t o w a n y m ) . Prowadził wykłady, m . i n . na uniwersytetach w Rzy­

tyczne na temat natury i celów opowiadania historycznego

mie, Londynie, Oksfordzie, Palermo i A t e n a c h . Główne zain­

i biograficznego; mechanizmy narracyjno-ekspresywne, za po­

teresowania to literatura i muzyka starożytnej Grecji, literatu­

mocą których m i t jest ustawicznie aktualizowany jako paradyg­

ra wiktoriańska (zwłaszcza twórczość M . A r n o l d a i G . Manleya

mat sytuacji indywidualnych i społecznych; rytuały, ideologia

Hopkinsa) oraz kompararvstyka literacka. Byl założycielem

i kultura dionizyjska; technika dramaturgiczna tragedii attyc-

i w latach 1978-1981 dyrektorem Translation Center przy U n i ­

kiej V w . p.n.e.; myśl platońska ze szczególnym uzwględnie-

wersytecie Massachusetts o r a : założycielem i wspóldyrektorem

niem teorii k o m u n i k a c j i i poetyki; filozofia i poezja Ksenofane-

(1980-1981) Five-College Seminar o n Literary Translation.

sa z K o l o f o n u i Parmenidesa z Elei.

Najważniejsze publikacje: Aeschylus, Prometheus Bound, trans­
lated w i t h an i n t r o d u c t i o n and notes
and the Classical Tradition

Inicjator, koordynator i redaktor prac zbiorowych, organi­

1963' Matthew Arnold

1971; Ethos and Education

zator międzynarodowych konferencji naukowych. W wydaw­

in Greek

Music Cambridge 1966; Music and Musicians m Ancient

nictwie A r g o (Lecce) kieruje serią„II vello d o r o " , w której p u ­

Gre­

blikowane są teksty greckie i łacińskie oraz studia o świecie an¬

A u t o r 72 haseł o antycznej muzyce greckiej w The

tycznym. Członek K o m i t e t u Naukowego periodyku „Ouademi

New Grove Dictionary of Music and Musicians oraz licznych ar­

U r b i n a t i d i C u l t u r a Classica" (od 1995 r ) . Członek K o m i t e t u

ece

1995

tykułów i recenzji publikowanych w prasie specjalistycznej.

Wydawniczego periodyku ..Mediterráneo A n t i c o :

Economie

Societa C u l t u r e " . Ostatnio zosta! mianowany redaktorem na­
czelnym periodyku „Annali dell'Instituto Univetsitario O r i e n ­

K r y s t y n a B a r t o l - filolog klasyczny, hellenista, profesor U n i w e r ­
sytetu i m . A d a m a Mickiewicza w Poznaniu; interesuje się po­

tale" (Sezione

ezją grecką różnych okresów, zwłaszcza jej aspektami wyko¬

dakcyjnym pracował o d m o m e n t u jego założenia (1979).

Studies in Ancient
tyczno-

di Escfiilo. Saggio di semántica,

Iambus.

Literary Sources (1993), książki: Studia teore­

i historyczno-literackie

nad dialogiem

w którego Komitecie Re­

Najważniejsze publikacje: I I Ünguaggio politico nel Prometeo

nawczymi; autorka licznych prac teoretycznych i interpretacyj­
n y c h z tej dziedziny, m . i n . monografii Greek Elegy and

filologico-letteraria),

tragedia greca. Studi sull'Antigone

Roma 1975; Legisíarione orale e
di Sofocle e sulk Supplia di Eu­

ripide, N a p o l i 1979; Storia e biografia nel pensiero antico, Roma¬

pseudo-Plutarcha

„O muzyce" (1995) oraz pierwszego catościowego przekładu na

-Bari 1983 (wspólnie z B. G e n t i l i m ) ; Platone sociólogo delia ca-

język polski dialogu pseudo-Plutarcha O muzyce (1992). Jej au­

municazione, M i l a n o 1991, wydanie rozszerzone i uaktualnione:

torstwa jest też t o m I (Jakub i elegia) dwutomowej publikacji L i ­

Lecce 1996; Parmenule di Elea, Poema sulla natura, Introduzío-

ryka grecka. Wybór tekstów i komentarz pod red. lerzego Danie-

ne, testo, traduzione e note di G . Cerri, M i l a n o 1999. Jest takze
autorem literackiego przekładu i wstępu do Iliady. Omem, Ilia­

lewicza (t. I I Melika w opr. J. D . ) .

de, M i l a n o 1986. Przekład ten został wyróżniony pierwszą na­

Obecnie pracuje nad k o m e n t o w a n y m przekładem wybra­
nych pism Filodemosa oraz Mędrców przy uczcie

grodą X X V I edycji konkursu „Citta d i Monselice".

Atenajosa.

Uczestniczy jako współautor w przygotowaniu akademickiego
A r k a d i u s z C h o l e w a - mieszkaniec Gardzienic. Studiował ogrod­

podręcznika historii literatury greckiej.

n i c t w o . Pracuje w O P T „Gardzienice". Zajmuje się regionali­
zmem i fotografią.

Zbigniew B e n e d y k t o w i c z - antropolog kultury, redaktor naczel­
ny miesięcznika „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa". Członek
redakcji „Kwartalnika Filmowego". Kierownik Pracowni A n ­

Dariusz Czaja -

etnolog, studia UJ. Napisał pracę doktorską

tropologii K u l t u r y , F i l m u i Sztuki Audiowizualnej w Instytucie

o symbolu w filmie. Pracuje w Instytucie Etnologii UJ i w re­

Sztuki Polskiej A k a d e m i i N a u k . A u t o r prac z zakresu wyobraź­

dakcji „Kontekstów". Redaktor książki Mitologie

n i symbolicznej i antropologii wspótczesnej. Współautor książ­

(1994) i Metamorfozy ciała (1999).

popularne

k i [z Danutą Benedyktowicz] Dom w tradycji ludowej (1993).
A u t o r pracy Portrety obcych (2000).

J e r r y D a n i e l e w i c z - profesor zwyczajny, wiceprzewodniczący K o ­
m i t e t u N a u k o Kulturze Antycznej P A N . jest kierownikiem

H o w a r d B r e n t o n - czołowy dramaturg angielski, poeta, pisarz; dy­

Zakładu Hellenistyki w Instytucie Filologii Klasycznej U n i w e r ­

rektor Royal Shakespeare Company. Napisał wiele ważnych

sytetu i m . A d a m a Mickiewicza w Poznaniu. Zajmuje się głów­

(The Roundhouse, L o n ­

nie poezją antyczną, zwłaszcza gtecką. Tej ostatniej dotyczy

dyn, 1977); Sore Throats (The Warehouse, London 1979); The

szereg jego studiów teoretycznych, historyczno-literackich i i n ­

i głośnych sztuk, m . i n . Epsom Downs

(sztuka wywołała obyczajowy skandal i ataki

terpretacyjnych, a takze kilka książek, m. i n . : Liryka starożytnej

cenzury; National Theatre, London 1980); A Short Sharp Shock!

Grecji (najnowsze, uaktualnione wydanie Warszawa-Poznań

Romans in Bntains

554

�AUTORZY NUMERI'
1 9 % ) , Miary wierszowe greckiej liryki. Problemy opisu i interpre­
tacji, Poznań 1994 (wersja angielska: Problems of Notation
interpretation.

B o c h u m 1996), Liryka grecka, t. I I : Melika,

and
War-

Ireneusz G u s z p i t - teatrolog, pracownik naukowy w Zakładzie
T e o r i i K u l t u r y i Sztuk W i d o w i s k o w y c h IFP Uniwersytetu
Wrocławskiego oraz na Wydziale A k t o r s k i m

wrocławskiej

szawa-Poznań 1999 (edycja tekstu z komentarzem naukowym;

P W S T . Szczególne obszary zainteresowań: herezje teatralne

t. I w opracowaniu prof. Krystyny Bartol). Jest współautorem

X X wieku (Osterwa, G r o t o w s k i , Gardzienice), zwolennik an­

przygotowywanego do d r u k u podręcznika akademickiego Lite­

tropologicznej refleksji nad teatrem.

ratura Grecji starożytne)

pod red. prof. Henryka Podbielskiego.

Wespół z Krystyna Bartol pracuje obecnie nad k o m e n t o w a n y m
przekładem dzieła Atenajosa Mędrcy przy uczcie.

A l i s o n H o d g e - jest wykładowcą d t a m a t u w Royol Holloway Col­
lege Uniwersytetu Londyńskiego. Była założycielką i współdyrektorem artystycznym T e a t r u A l i b i , a następnie asystentką re­

Jacek Dobrowolski

- poeta,

tłumacz. A u t o r esejów poświęco­

nych teatrowi współczesnemu publikowanych przez miesięcz­
nik

„Teatr":

Tańczący

zbawiciel Jerzego Grotowskiego (nr

żysera przy Włodzimierzu

Staniewskim w G a r d z i e n i c k i m

Ośrodku Praktyk Teatralnych. Kierowała wieloma projektami
teatralnymi, np. przygotowała Misery Stephena Kinga w Te­
atrze C r i t e r i o n w Londynie, prowadziła półroczny trening ak­

12/1998 i 1/1999) oraz Złoty osioł, czyli misteria (nr 6/1999).

torski we współpracy z Londyńskim Instytutem Sztuki Współ­
V i l i a m D o c o l o m a n s k y - ur. 1975, reżyser teatralny (Słowacja).

czesnej (Institute o/Contemporary A n s ) .

W latach 1991-94 założył i prowadził własną grupę teatralną
(Bodea Theater, Liptowski Mikulasz); realizuje projekt Allen

A l e k s a n d e r J a c k o w s k i - antropolog kultury (studia: socjologia

and Naomi, oparty na wierszach A . Ginsburga. W latach 1994¬

UW),

99 studiuje reżyserię teatralną (Brno). W 1999 roku przygoto­

nej, zwłaszcza ludowej. Krytyk sztuki. Organizator kilkudziesię­

autor wielu tekstów o współczesnej kulturze artystycz­

wuje lalkarski spektakl Syrenka (Na Razcestf Banska Bystrica;

ciu wystaw sztuki ludowej i naiwnej w kraju i za granicą. Ostat­

udział w międzynarodowym festiwalu teatrów lalkarskich na

nio wydal Sztukę zwana naiwna, Na skróty, Obrazy ludowe. Re­

Słowacji i w międzynarodowym festiwalu Hradec Kralove

daktor „Kontekstów".

w Czechach) oraz Tramwaj zwany pożądaniem (Studio M a r t a
Brno, oparty na sztuce T . Williamsa a inspirowany obozem dla

W i e s ł a w J u s z c z a k - profesor Instytutu H i s t o r i i Sztuki Uniwersy­

uchodźców w Czechach; udział w festiwalach I T S A m s t e r d a m ,

tetu Warszawskiego i Instytutu Sztuki P A N . Historyk sztuki,

Hradec Kralove, Z l o m vaz Praha). W tymże roku powstaje do­

filozof, autor wielu książek i artykułów oraz tłumaczeń (w r y m

kumentalny film I . Chauna o pracy I . Kelarovej i V . Doćolo-

z litetatury pięknej). W y b i t n y znawca malarstwa polskiego X I X

niansky'ego (With Ida Behind a M i r r o r ) . W roku 2000 przygoto­

i X X w. Obecnie jego główne zainteresowania badawcze t o fi­

wuje w M a r t a Brno spektakl Oz (scenariusz P. Michałek i V .

lozofia sztuki oraz historia religii. Prowadzi wykłady monogra­

Docolomansky) w kixiperacji z brytyjskim choreografem po­

ficzne poświęcone m . i n . archaicznej greckiej myśli o sztuce,

chodzenia nigeryjskiego O l u T a i w o (nominacja za najlepsze

koncepcji sztuki u Platona, teorii sztuki u Heideggera oraz

przedstawienie i dla najlepszego aktora na festiwalu ITS w A m ­

związkom sztuki i religii. Opublikował m . i n . Wojtkiewicz

sterdamie; na międzynarodowej konferencji antropologicznej

wa sztuka.

Warszawa 1965,

i no­

Kraków 2000; Jan Stanisławski,

w Brnie wraz z O . T a i w o przedstawiają metody wykorzystane

Warszawa 1972; Postimpresjoru.ści, Warszawa 1973; Malarstwo

W przedstawieniu). Prowadzi warsztaty (wraz z 1. Kelarova)

polskę: modernizm,

w Zegg, Belzig - Berlin. Udział w warsztatach prowadzonych

1979; Fakty i wyobraźnia,

przez „Gardzienice". Przygotowuje przedstawienie na mory-

ki albo „O granicach:

wach tekstów A . Strinberga i F. D i i r e n m a t t a The

Deathdance

menty. Szkice z teorii i filozofii sztuki', Warszawa 1995, oraz prze­

( H a D i v a d l o B r n o ) . Uczy w I n t e r n a t i o n a l School for H u m a n

kłady Coctail Party Eliota oraz dwóch poematów Blake'a: M i l ­

Voice (1995-2001). Obecnie realizuje projekt Lorca. Dark Lo­

ion, Zaślubmy Nieba i Pieklą (\X'vdawnictwo Universitas).

Warszawa 1977; Miody Weiss, Warszawa
Warszawa 1979; Zasłona w rajskie pta­

okresu powieści".

Warszawa 1981; Frag­

ve Sonnets (zakładający m. i n . pobyt wśród andaluzyjskich Cy­
ganów). Studia doktoranckie w D A M U , Praga.

Zofia K a ł k u s

K r y s t y n a D u n i e c - adiunkt w Zakładzie T e a t r u Instytutu Sztuki
PAN.

A u t o r k a rozpraw i artykułów z zakresu historii teatru

i teatru współczesnego, książki Kaprysy Prospera.
inscenizacje Leona

Szekspirowskie

mieszkanka Gardzienic.

L e s z e k K o l a n k i e w i c z - d o k t o r nauk humanistycznych; adiunkt
w Instytucie K u l t u r y Polskiej na Uniwersytecie Warszawskim;
adiunkt na Wydziale Wiedzy o Teatrze w A k a d e m i i Teatralnej
ba. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. W latach

SchiiUra.

70.,

w okresie tzw. kultury czynnej, uczestnik prac Instytutu Labo­
J a c e k D z i e k a n - absolwent polonistyki K U L (praca magisterska

ratorium Jerzego Grotowskiego. Zajmuje się głównie antropo­

o „Gardzienicach"), d o k t o r a n t w I E i A K U A M . Mieszka w Dę­

logią teatru, będąc j e d n y m z najczynmejszych jej propagatorów

bicy, gdzie pracuje jako dziennikarz w tygodniku „Obserwator

na gruncie polskim. Jest stałym współpracownikiem miesięcz­
nika „Dialog", na którego lamach opublikował wiele esejów,

Lokalny".

opisów przedstawień (cykl „Notatki po spektaklu"), a także tłu­
M a r i a Fogler - studentka I I roku filozofii na UJ oraz 2. edycji

maczeń. Najważniejsze publikacje: Na drodze do kultury czyn­
nej. O działalności Instytutu Grotowskiego. Teatr Laboratorium

A k a d e m i i Praktyk Teatralnych w Gardzienicach.

u' lalach 1970-1977, Wrocław 1978; Święty Artaud, Warszawa
Mariusz Gołaj - ukończył polonistykę we Wrocławiu. W czasie

1988;

Samba z bogami. Opowieść

studiów mocno zaangażowany we wroctawski n u r t teatru stu­

1995;

Kropelka brandy

antropologiczna,

Warszawa

ze Sionehenge, „Dialog"

1998-1999,

denckiego i alternatywnego; praca magisterska o subkulturze

Dziady. Teatr Święta Zmańych,

Gdańsk 2000.

więziennej. O d 1978 roku w Gardziernicach. Brał udział w nie­
mal wszystkich projektach merytorycznych Ośrodka Praktyk

D a r i u s z Kosiński - historyk teatru szczególnie zainteresowany

Teatralnych. Główne role we wszystkich dotychczasowych

sztuką aktorską oraz polską tradycją teatru misteryjnego o d

spektaklach. Koordynował większość projektów edukacyjnych

Mickiewicza po „Gardzienice", pracownik naukowy UJ; w la­

Ośrodka w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych; o d

tach 1999-2000 pracował przy organizacji Festiwalu „Misteria,

4 lat koordynuje Akademię Praktyk Teatralnych.

inicjacje".

555

�Al

l i 'R/Y NUMERU

M o n i k a K u b a t - absolwentk.. polonistyki wroctawskiej, student­

do końca

ka piątego r o k u historii sztuki. O d k i l k u lat współpracuje

V wieku p.n.e.. Warszawa 1988; Religijność

nych Greków,

starożyt­

Warszawa 1994.

z O P T „Gardzienice", ukończyta Akademię Praktyk Teatral­
nych w Gardzienicach (przy teatrze zajmuje się organizowa­

P i o t r M a c h u l - dziennikarz, muzyk folkowy, absolwent pierwszej

niem wystaw, m . i n . w ramach projektu „Ukraina-Polska-Euro-

edycji A k a d e m i i Praktyk T e a t r a l n y c h w Gardzienicach. Pu­

pa" wystawy i k o n Jerzego Nowosielskiego).

blikowane fragmenty słownika terminów O . P. T . „Gardzieni­
ce" i wywiad z M a c i e j e m Rychłym to część pracy magister¬
skiej Kreacja

T o m e k K u b i c k i „ K u b e k " - student A k a d e m i i Praktyk Teatral­
nych przy O P T

O.P.T.

„Gardzienice", absolwent Nauczycielskiego

i funkcja

„Gardzienice"

muzyki

i muzyczności

w

twórczości

przygotowywanej w Instytucie K u l t u r y

Kolegium Języka Angielskiego na Uniwersytecie Warszawskim,

Polskiej U n i w e r s y t e t u Warszawskiego u d r . hab. Leszka K o -

wokalista grupv „Pan Profeska", autor książek: Wndmek i Wd-

lankiewicza.

gotka (1997), Trzyjemność

(2C0O)
C a r o l M a r t i n - jest docentem dramaturgii w Tisch School of the

T o m a s z K u b i k o w s k i - urodzony w 1962. Studiował wiedzę o te­

A r t s na uniwersytecie nowojorskim ( N e w York University).

atrze i filozofię. Wykładowca i prorektor A k a d e m i i Teatralnej

Obecnie ptacuje nad książką poświęconą przedstawieniom do­

w Warszawie. Członek redakcji „Dialogu". W 1994 zaproszony

k u m e n t a l n y m w U S A . Swą pierwszą podróż do Polski odbyła

do prowadzenia wykładów na Uniwersytecie w R i c h m o n d .

na jesieni 2000 r.

Ważniejsze publikacje: Ateneum 1928-1998,

Watszawa
B ł a ż e j M a t u s i a k O P - d o m i n i k a n i n , filolog klasyczny, współreda­

1998; Siafeffl bytów teatralnych, Warszawa 1994.

guje pismo „Canor" poświęcone interpretacjom muzyki dawnej
L i d i a K u c h t ó w n a - historyk teatru, profesor w Instytucie sztuki

(redaktor odpowiedzialny za dział średniowieczny). Obecnie

P A N , członek K o m i t e t u N a u k o Sztuce P A N . Prowadzi bada­

przygotowuje pracę na temat teologii muzyki Hildegardy z Bin¬

nia nad historią teatru polskiego i europejskiego X X w . A u t o r ­

gen. Współpracował z M a r c i n e m Bornus-Szczycińskim przy

ka prac monograficznych o W i l a m i e Horzycy i Irenie Solskiej.

projekcie „Siedem tradycji" (praca nad chorałem dominikań­

Edyrorka pism teatralnych. Przygotowuje biografię artystyczną

skim) i przy Festiwalu M u z y k i Dawnej w Jarosławiu.

Karola Frycza.
A l e k s a n d r a M e l b e c h o w s k a - L u t y - historyk sztuki, studia na
M i c h a e l L a m b e r t - profesor Urûversity of N a t a l , jest starszym wy-

U W , d o k t o r a t z nauk humanistycznych ( U W 1966). Specjali­

kładowcą filologii klasycznej na Uniwersytecie N a t a l u w Pie-

zacja: historyk sztuki polskiej XIX/XX w . A d i u n k t w Instytu¬

termaritzburgu w Republice Południowej A f r y k i . Prowadzi za­

cie Sztuki P A N (gdzie pracowała w latach 1955-1985), Pra­

jęcia poświęcone analizie porównawczej rytuałów antycznych

cownia Słownika Artystów Polskich. A u t o r k a 35 artykułów

i afrykańskich oraz zagadnieniom płci i seksualności w antyku.

i 7 książek, m . i n . Teojii k'u/iatkou&gt;ski (monografia), Ossoli­

Jest promotorem wielu prac doktorskich porównujących po­

n e u m , Wrocław 1966; Widmo. Życie i twórczość

szczególne elementy kultury afrykańskiej i antyku. O p u b l i k o ­

Laveaux,

wał liczne prace poświęcone literaturze starożytnej Grecji

0 rzeźbie {niskiej XIX w., IS P A N , Warszawa 1993

i Rzvmu oraz szczególnie go interesującym zagadnieniom związ­

z Piotrem Szubertem); M a l i mistrzowie

polskiego pejzażu

ków między obrzędami antycznej Grecji a tradycyjnymi ryru-

w., N e r i t o n , Warszawa 1997; Nokturny.

Widoki nocy w malar­

ałami zuluskimi. Interesuje się także muzyką (jest k i e r o w n i ­

stwie polskim, A r k a d y , Warszawa 1999.

Wrocław

1988;

Ludwika

De

Posagi i ludzie. Antologia tekstów
(wspólnie
XIX

kiem uniwersyteckiego zespołu madrygalistów), podróżami (byt
inicjatorem i przewodnikiem uniwersyteckich wypraw do Gre­

W o j c i e c h M i c h e r a - antropolog kultury (studia U W ) , twórca te­

cji, T u r c j i , W ł o c h i C h i n ) o r a ; teatrem (reżyserował przedsta­

lewizyjny, prowadzi zajęcia na U W i w A k a d e m i i Teatralnej

wienie Bachamek

w Warszawie. A u t o r książki Anti-Daniken.

Eurypidesa). O d niedawna jesr związany

z C e n t r u m Etvki Uniwersytetu N a t a l u , gdzie wykłada etykę
afrykańską i chińską.

A d a m N a w i e r s k i - absolwent etnologii (UJ), d o k t o r a n t przy W y ­
dziale Historycznym UJ.

W ł o d z i m i e r c L e n g a u e r - ur. w 1949, profesor w Instytucie H i ­
storycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Studiował na U n i ­

Jerzy N o w o s i e l s k i - malarz, rysownik, scenograf, o d 1976 profe­

r.)

sor A S P w Krakowie, od 1994 członek P A U ; członek grupy

i habilitację (1985 r ) . W 1996 r. mianowany profesorem na­

młodych plasryków i Grupy Krakowskiej. Fascynacja ikoną

wersytecie Warszawskim, gdzie uzyskał d o k t o r a t (1975

uk humanistycznych. O d 1971 jest p r a c o w n i k i e m I n s t y t u t u

znajduje silne odzwierciedlenie w jego twórczości, kompozy­

Historycznego U n i w e r s y t e t u Watszawskiego. Główny przed­

cjach figuralnych i pejzażach. A u t o r kompozycji m o n u m e n t a l ­

m i o t jego zainteresowań badawczych stanowi historia starożyt­

nych ( m . i n . kościoły w Louvre i T y c h a c h ; cerkwi w Hajnów­

nej Grecji okresu archaicznego i klasycznego, a zwłaszcza pro­

ce). A u t o r prac teoretycznych o ikonie i malarstwie, m . i n . Wo­

blematyka ustroju, świadomości społecznej, k u l t u r y , m e n t a l ­

kół tkany. Rozmowy z Jerzym Nowosielskim,

ności oraz religii. Jest członkiem Polskiego Towatzystwa Filo­

sławia,

1985; Inność prawo¬

1991.

logicznego, Polskiego Towarzystwa Historycznego, K o m i t e t u
Głównego O l i m p i a d y Historycznej, K o m i t e t u N a u k o K u l t u ­

P a w e ł P a s s i n i - student A k a d e m i i Praktyk Teatralnych przy

rze A n t y c z n e j P A N (od 1995 r.) oraz Rady N a u k o w e j Instytu­

O P T „Gardzienice", student filozofii Uniwersytetu Warszaw­

tu Filologii Klasycznej. Pełni funkcję zastępcy przewodniczą­

skiego oraz Wydziału Reżyserii A k a d e m i i Teatralnej w Warsza¬

cego Zarządu Krajowego Funduszu na Rzecz Dzieci. Jest też

wie

członkiem Rady Redakcyjnej czasopisma „Meander", człon­
kiem redakcji „Ars Regia" i „Przeglądu Historycznego" (od

J a c e k J a n P a w l i k S V D - etnolog, werbista, długoletni misjonarz

1998 r. pełni funkcje zastępcy redaktora). Najważniejsze p u ­

w Togo. Studia z antropologii kultury i socjologii porównaw­

blikacje: Greek Commandes in tfie 5th and 4th Centuries B. C.

czej na Uniwersytecie Kartezjusza w Paryżu uwieńczone pracą

Warszawa 1979; Po­

doktorską na temat obtzędów pogrzebowych. W latach 1994¬

Polittcs and Ideology: A Study ofMilitarism,

jecie równości w greckich lumcepcjach politycznych.

Od

Homera

556

1999 pracownik Instytutu Etnologii i Lingwistyki „Anthropos"

�AlTORZY NUMERI
w Sankt A u g u s t i n , N i e m c y . Wykładowca etnologii na U n i w e r ­

skiego i Edwarda Stachury, Bydgoszcz 1985;

sytecie Warmińsko-Mazurskim

śmierć. Zabijanie Mickiewicza

w Olsztynie. A u t o r

książki

Braterstwo albo

w Kole Sprawy Bożej, Paryż 1988

(I w y d . ) , Kraków 1990 ( I I w y d . ) , Gdańsk 1999 ( I I I w y d . ) ; Mę­

Łtpenence sociale de la mori.

czennice z Saint Denis. Opowiadania, Warszawa 1990; Stos dla
A n d r z e j P i e ń k o s - adiunkt w Instytucie Sztuki U W . Wraz z zo­

Adama albo kacerze i kapłani, Warszawa 1994; Paryskie pasaże.

ną, Jolantą Chrzanowską-Pieńkos, opublikował Słownik arty­

Opowieść o tajemnych przejściach,

styczny Paryża i regionu lle-de-France

Mistrz.

1996;

1996,

1999;
wieku,

kon polskiej sztuki X X w . (Poznań 1997). Prace z zakresu histo­

Gdańsk 1997; Śmierć w wodzie. Proza. Gdańsk 1999,

Książę

rii sztuki nowoczesnej, k r y t y k i artystycznej i eseistyki dotyczą­

bezdomny, L u b l i n 1999.

Widowisko,

Gdańsk

Gdańsk 1995,

Raptularz końca

(Warszawa 1996) i Leksy­

cej kultury publikuje m . i n . w czasopismach „Art and Busness",

Założył „laboratorium gatunków mowy". Poszukuje sposo­

„Dom i Wnętrze", „Nowy N u r t " , „Znak" oraz periodykach na­

bów wypowiedzi na pograniczu eseju, felietonu, prozy artystycz­

ukowych „Ikonotheka", „Rocznik Historii Sztuki". „Artibus et

nej, d r a m a t u , multimediów. Przez dziesięć lat pracował nad

Historiae".

„pasażami" i „raptularzami". O b y d w a etapy poszukiwań dobie­
gły końca, co nie znaczy, że zrezygnował z dalszej pracy.

M a r i a P r u s s a k - pracuje w Instytucie Badań Literackich P A N
i równocześnie jest k i e r o w n i k i e m Katedry Badań nad Teatrem

M a c i e j R y c h ł y - muzyk, psycholog, absolwent psychologii U A M

i Filmem Uniwersytetu i m . Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

w Poznaniu, były pracownik naukowy na Wydziale N a u k Spo­

Pracuje nad edycją krytyczną dziel A d a m a Mickiewicza - jest

łecznych w Instytucie Psychologii, badacz archaicznych f o r m

członkiem

k o m i t e t u redakcyjnego W y d a n i a Rocznicowego,

w k u l t u r a c h tradycyjnych. Współpracował z Teatrem Kana

publikuje rozprawy z zakresu edytorstwa tekstów literackich.

w Szczecinie, Teatrem „Lalka" w Waszawie, Teatrem Wiersza-

Przygotowuje również kolejny t o m studiów poświęconych dra­

lin w Supraślu, Teatrem Witkacego w Zakopanem. Obecnie

m a t o m Stanisława Wyspiańskiego i ich realizacjom teatralnym

współpracuje z Teatrem „Gardzienice" i Akademią Praktyk Te­
atralnych przy Ośrodku Praktyk Teatralnych „Gardzienice".

C z e s ł a w R o b o t y c k i - a n t r o p o l o g kultury, profesor. Kierownik I n ­

Publikował m . i n . w „Kwartalniku H i s t o r i i K u l t u r y M a t e r i a l ­

stytutu Etnologii UJ. A u t o r licznych artykułów i książek m. i n .

nej", „Muzyce", „Kontekstach", „Krasnogrudzie", „Czasie K u l ­

Etnografia wobec kultury współczesnej.

Zajmuje się antropologią

tury". Lider i współzałożyciel zespołu „Kwartet Jorgi", w którym
gra na różnorodnych fletach i piszczałkach, wielu spośród k i l ­

kultury współczesnej.

kudziesięciu przez siebie skonstruowanych. Z zespołem nagrał
Jadwiga M . R o d o w i c z - doktor, japonistka, studia na japonistyce

sześć płyt z muzyką inspirowaną folklorem wielu regionów Eu-

Uniwersytetu Warszawskiego oraz na Uniwersytecie Tokijskim.
W latach 1977-1979 staż w teatrze nó (Tessenkai) w T o k i o pod

LP. 1985 Pronit, Life Kwartet Jorgi

kierunkiem Kanze Tetsunojo W latach 1974-1977 współpraca

LP. 1986 Pronit, Kwartet Jorgi

z Teatrem Laboratorium Jerzego Grotowskiego. W latach 1979

LP. 1988 Polskie Nagrania, Kwartet Jorgi vol. I (an.

- 1989 aktorka i współpracownica Włodzimierza Staniewskiego

C D . 1991 J A M , Kwanet

w Ośrodku

C D . 1991 J A M , T o i Tao

Praktyk Teatralnych „Gardzienice" W

latach

Biskupińska)

Jorgi

1994_1999 pracownik Ministetstwa Spraw Zagranicznych (rad­

C D . 1992 Polskie Nagrania, Kwartet Jorgi vol. i i 2 (tzw. Bisku­

ca w Ambasadzie RP w T o k i o ) . Specjalizuje się w teorii w i d o w i ­

pińska)

ska i dramatu nó. Publikacje: Piec wcieleń kobiety w teatrze no,

M C . 1994 K a m a h u k , Gędżbowa

Pusty Obłok, Warszawa 1993, Aktor doskonały.

M C x 2 . 1994 Quartet - płyty 1 i 2

Traktaty

Zeamie-

go o sztuce nó, Słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2000.

C D . 1995 Polskie Radio, Jorgi -

Knieja
Chopin

C D . 2000 Folk Magazine, Muzyka na trąbkę, gitarę i flet
Tomasz Rodowicz -

historyk

filozofii

( A T K ) , aktor i muzyk,

pszczelarz i młynarz. W 1972 założył z przyjaciółmi w Warsza­

R i c h a r d S c h e c h n e r - jeden z najwybitniejszych żyjących twórców

wie pierwszy w Polsce ośrodek socjoterapii dla młodzieży uza­

teatru poszukującego, teoretyk i filozof teatru i kultury. Studio­

leżnionej. W latach 1974-76 współpracował z T e a t r e m Labora­

wał anglistykę w C o r n e l l University i w State of Iowa U n i v e r ­

t o r i u m we Wrocławiu przy projektach parateatralnych. Współ­

sity, doktorat w 1962 w T u l a n e University. W 1964 był jednym

twórca Ośrodka Praktyk Teatralnych „Gardzienice", gdzie pra­

z współautorów i reżyserów „The Free Southern Theatre",

cuje do dziś. W 1985 wyreżyserował w M u n s t e r (Niemcy) Pro­

a rok później „The N e w Orleans G r o u p " (obok malarza Fran­

meteusza wg Ajschylosa. W latach 1992-94 współpracował z te­

ka Adamsa i kompozytora Paula Epsteina). Twórca i kierow­

atrem T a n t o w W i e d n i u , w 1996

w duńskim Oyfri Veg.

nik, a także przez wiele lat główny reżyser „The Performance

W „Gardzienicach" jest współodpowiedzialny za stronę m u ­

G r o u p " , zespołu założonego w 1967 r o k u . W 1968

zyczną projektów; w 2000 r. wydal płytę z muzyką antyczną

spektakl Dionysus in 69, w 1969 Makbet wg Shakespeare'a, ko­

Metamorfozy. W A k a d e m i i Praktyk Teatralnych prowadzi tre­

lejno: kreacja zbiorowa Commune 1970-72, Kly zbrodni

ning fizyczny i zajęcia głosowe. Pracuje nad projektem O r k i e ­

parda 1972-74, Matka Courage Brechta 1975, The Marylin

stra Antyczna. Opublikował m . i n . : Sacrum wobec mitu

Projeci Davida Gaarda 1975, Edyp Seneki w opracowaniu Te­

Eliadego (1974), Charakterystyka i struktura
według Kotarbińskiego

według

nauk historycznych

(1975); Dyskusja Stanisława Ignacego

[Witkiewicza] ze współczesna m u filozofią

[w: „Studia Ftloso-

phia Christianae", A T K , 1976).

powstał

da Hughesa 1977, Cops T h e r r y ' C u r t i s a Foxa 1978. W

She-

1980

opuści! „The Performance G r o u p " , przygotowując w t y m sa­
m y m roku collage Króla Leara i Ryszarda

Ul Shakespeare'a -

Richard's Lear. Prof. R. Schechner poddaje analizie i k o m e n t u ­
je rezultaty artystycznych poszukiwań własnego zespołu i teatru

K r z y s z t o f R u t k o w s k i - dr hab. Pisarz. D o k t o r a t na Uniwersyte­

awangardowego w ogóle m . i n . : relacje przestrzenne, i c h zabu­

cie Warszawskim, habilitacja w Instytucie Badań Literackich

rzenia a reakcje i współuczestnictwo widzów, teatr a rytuał,

P A N . Wykładał m . i n . w Uniwersytecie Warszawskim, na U n i ­

spektakl strukturalistyczny etc. Zajmuje się teatrem w świetle

wersytecie Paris V I I I , w paryskim Instytucie K a t o l i c k i m .

socjologiii, antropologii, teorii zachowań i teorii k o m u n i k a c j i .

Kolejne etapy jego pisania wyznaczają następujące książki:
Przeciw H

literaturze. Esej o poezji czynnej Mirona

Biabszew-

557

Profesor T i s c h School o f A r t s na Uniwersytecie N o w o j o r s k i m .
Redaktor awangardowego kwartalnika „The Drama Review:

�AUTORZY NUMERU
T h e Journal ot Performance Studies" (wcześniej „Tulane Dra­

-

Korea Południowa (Rut' - przedliturgiczny obrzęd pojed¬

ma Review") w latach 1962-1969 i ponownie o d 1986 roku.

nania - reconciliation; t e c h n i k i śmiechu jako sposób łącze­

Redakror naczelny wydawanej przez wydawnictwo Routledge

nia się ze światem ponadzmysłowym; t e c h n i k i zaśpiewu;

serii „World o f Performance" oraz kierownik artystyczny zespo­

akty graniczne protagonisty obrzędu - jako perfekcja opa­

łu „East Coast A t t i s t s " . Publikacje: Public Domain, 1969, T/te

nowania gry z ryzykiem);

Environmental

Théâtre 1973, 18 Projecis 1976, wspólnie z Mady

Schuman Ritiuii Pltrv and Performance

1976, Essays on Perfor­

mance Theory 1977, Between Theaire and Anthropobgy,
ture of

Klasztory Góry A t h o s (śpiew jako akt przebóstwienia; ide­
alna przestrzeń liturgiczna - replika groty).

The Fu­

Ritual.

Jest projektodawcą, autorem założeń i organizatorem mię­
dzynarodowych Sympozjów, gromadzących wybitnych przed­
stawicieli nauk humanistycznych i teatru z całego świata:

P r z e m y s ł a w Sieraczyński - student etnologii UJ, student A k a ­

-

demii Praktyk Teatralnych w Gardzienicach, fotograf.
Włodzimierz Staniewski -

Teatr wobec tradycji ludowych,

1980, w ramach Festiwalu

T e a t r u Narodów (wspólorganizacja: Tomasz Rodowicz)

urodzony w 1950 w Bardo nad rzeką

Przyroda słowa w Teatrze,

1987 (współpraca - Jadwiga Ro­

dowicz)

Nysą. Uważa, że ukształtowanie ziemi, z której człowiek się wy­

-

Ekologia Teatru

wodzi, ma wpływ na jego osobowość.

-

Prowincje wobec centrum,

-

Misteria. Inicjacje Kraków, 1999, 2000

Studia polonistyczne najpierw na Uniwersytecie Jagielłoń-

1990,

1991
1991

skim w Krakowie, m . i n . konwersatoria u profesora Kazimierza

M i a l wykłady na uniwersytetach w M e x i c o City, Dallas

W y k i , a później na Uniwersytecie Wrocławskim. W t y m sa­

( U S A ) , N e w Hempshire ( U S A ) . Bennington College, N Y U ,

m y m czasie praca w Teatrze S T U Krzysztofa Jasińskiego.

T r i n i t y College ( U S A ) , A k a d e m i i Teatralnej w Paryżu.

W roku 1971 powołany przez Jerzego Grotowskiego do Te­

Z towarzyszeniem kolegów z Ośrodka Praktyk Teatralnych

atru Laboratorium, w którym - jak dziś uważa - najbardziej po¬

( m . i n . Mariusza Golaja, Tomasza Rodowicza, A n n y Zubrzyc­

żytecznym dla niego doświadczeniem było układanie scenariu­

kiej, Jadwigi Zubrzyckiej, D o r o t y Borowskiej, Grzegorza Brala,

szy dla tzw. „special projects".

Elżbiety Poleśnej) prowadził zajęcia dla aktorów, m . i n . w T o ­

Według jego scenariuszy realizowane były projekty w Brze­
Od

r o n t o , Bostonie, Baltimore (Uniwersytet T e a t r u Narodów),
Cardiff, Sztokholmie.

zince i Wrocławiu, Stanach Zjednoczonych, A u s t r a l i i .
1975 odbywa etnograficzne wędrówki badawcze na

wschodzie Polski, wożąc w plecaku Gargantua i Pantagruel

F.

W grudniu 1991, 1992, 1994 - zajęcia dla aktorów Royal
Shakespeare Company w Stratfordzie.

Rabelaiego i M . Bachtina Kultura ludowa średniowiecza i Rene¬

Jest reżyserem przedstawień „Gardzienic":
-

Gargantua i Pantagruelna p o s t a w i e Francaise'a Rabelaisego

W 1977 zakłada teatr, który zaczyna działalność na unikal­

-

Gusła na podstawie I I i I V cz. Dziadów Adama Mickiewicza

nych w o w y m czasie prawach Stowarzyszenia (zachowano prawa

-

Żywot protopopa

z 1932 r. - dekret prezydenta RP). Pisze Statut Stowarzyszenia,

-

Ćarmina

a teatr nazywa Ośrodkiem Praktyk Teatralnych „Gardzienice".

-

sansu.

Pierwsze lata teatr przeżywa dzięki wkładom finansowym

Awwakuma

Burana

Metamorfozy na podstawie Apulejusza
Przedstawienia były prezentowane w wielu krajach świata:

członków zespołu, pomocy zaprzyjaźnionych osób i instytucji

-

Festiwal T e a t r u Narodów - Baltimore, U S A

hobbystycznych (np. Towarzystwo K u l t u r y Teatralnej). Pierw­

-

T h e First N e w York International Festival of A r t s - U S A

szym miejscem pracy teatru jest zrujnowana kaplica innowier­

-

Seoul O l i m p i e A r t s Festival - Korea

cza (ariańska) we wsi Gardzienice pod L u b l i n e m .

-

Toga Theater Festival - Japonia

Staniewski jest autorem idei W y p r a w i Zgromadzeń, sta­

a także w Sao Paolo, Amsterdamie, Nancy, Londynie, Ber­

nowiących w pierwszych latach podstawę praktyk teatral­

linie, Bostonie, T o r o n t o , Sztokholmie i wielu i n n y c h miej­

nych, a organizowanych w środowiskach tubylczych (wsie,

scach. W r o k u 2001 bardzo dobrze przyjęte zostały występy

kolonie, rezerwaty). W r a z z Tomaszem Rodowiczem prowa­

w n o w o j o r s k i m „La M a m m a " oraz C e n t r u m Meyerholda

dził realizację wszystkich W y p r a w i Zgromadzeń

w Moskwie (Światowa O l i m p i a d a T e a t r u ) . Pisał o n i c h m . i n .

Ośrodka

Praktyk T e a t r a l n y c h .

„New York Times", „Izwiestia".

Generalna wykładnia tych przedsięwzięć zawarta jest w szki­

Po dwudziestu latach ciągłej i konsekwentnej pracy warszta­

cu Po nowe naturalne środowisko teatru, wygłoszonym przez W .

towej i dydaktycznej z młodzieżą w Gardzienicach Staniewski po­

Staniewskiego na konferencji Nowego T e a t r u w ramach Inter­

wołał do istnienia w roku 1997 Akademię Praktyk Teatralnych.

national Théâtre Instituto - Helsinki 1978, a potem na K o n ­
gresie I T I w Sofii (1979).

Z „Gardzienic" Staniewskiego wyszło wielu ludzi, których
działalność, w Polsce i za granicą, rozwija i krzewi wyrosłe t u

A u t o r (reżyseria, scenariusz, struktura muzyczna, rozwiąza­

idee pracy w nowych, naturalnych środowiskach kultury, t z n .

nia przestrzenne) wszystkich ptzedstawień Ośrodka Praktyk

na prowincjach, na wsiach, wśród mniejszości narodowych

Teattalnych.

w imię wzajemnego zrozumienia i zaufania.

Odbył wiele zagranicznych wędrówek badawczych, m . i n .
dla porównania oryginalnych, tradycyjnych ceremoniałów oraz

W k i l k u krajach pracują grupy teatralne wyrosłe z etosu
„Gatdzienic".

technik ruchu, głosu, dialogowania, organizowania przestrzeni
z t y m i technikami, które wprowadził do pracy Ośrodka z wła­

Niektóte nagrody:
-

snej i n t u i c j i .
Ważniejsze z n i c h to:
-

-

-

odznaka „Zasłużonego działacza k u l t u r y " przyznana przez

-

nagroda Ministra Spraw Zagranicznych za wybitne zasługi

Laponia (joifcu - technika zaśpiewu i r y t m o i n k a n t a c j i , po­
ezja melliczna);

-

Meksyk - Indianie Tarahumara w

medal Ministra K u l t u r y i Sztuki Egiptu za wkład w rozwój
światowego teatru eksperymentalnego

Sierra M a d r e

Ministra K u l t u r y i Sztuki

Occiden­

dla kultury polskiej za granicą

tal (raramurü - wielo- ! wielodziesięciogodzinne biegi; ryt-

-

medal wojewody lubelskiego za zasługi w rozwój regionu

mooddech; źródła energii);

-

nagroda Ministra K u l t u r y i Sztuki za wybitne osiągnięcia

Stany Zjednoczone - Indianie Z u n i (tańce deszczu - ob­
rzęd jako akt sprawczy; inicjacje dzieci);

artystyczne i upowszechnianie k u l t u r y teatralnej
-

558

nagroda i m . Konrada Swinarskiego

�AUTORZY NUMERU
O teatrze „Gardzienice" i ideach działalności Włodzimierza

„Studio" - wystawy i dzieła. Warszawa 1998; Szajna - Galeria,
Rzeszów 1999.

Staniewskiego opowiadają m . i n . książki: Zbigniew T a r a n i e n k o ,
Gardzienice. Praktyki' teatralne Włodzimierza Staniewskiego, W y ­
d a w n i c t w o Test, L u b l i n 1997; Paul A l l a i n , Gardzienice. Polish
T/iearre m Transition, H a r w o o d A c a d e m i c Publishers
( W i e l k a Brytania). W książce Twenry Cemury Actors

U c h T r z c i o n k o w s k i - asystent w Katedrze Historii Starożytnej

1997

K U L Specjalizuje się w historii religii starożytnej Grecji. A u t o r

Training

licznych artykułów publikowanych w prasie specjalistycznej.

(Routledge 2000) znajduje się rozdział poświęcony metodzie
pracy Staniewskiego. Obecnie Staniewski pracuje nad książką

J a k o b U l l m a n - niemiecki kompozytor muzyki awangardowej,

dla wydawnictwa Routledge w Londynie.

który po obejrzeniu Kosmosu w Berlinie przysłał zamieszczony
w numerze list i doslal partyturę swojej kompozycji na glos i i n ­

J a n Stęszewski - muzykolog, profesor Uniwersytetu i m . A . M i c ­

strumenty z tekstem greckim.

kiewicza w Poznaniu. Główne obszary zainteresowań badaw­
czych: muzyka ludowa polska (również polskich mniejszości na

Jerzy S ł a w o m i r W a s i l e w s k i - etnolog, d o k t o r habilitowany,

Litwie, Białorusi, R u m u n i i ) , wschodniostowiańska, pozaeuro­

pracuje w Katedrze Etnologii i A n t r o p o l o g i i K u l t u r o w e j U W .

pejska; historia muzyki polskiej o d X V I I w . do współczesnej;

W latach 1971-80 był uczestnikiem corocznej eksdycji I H K M

metodologia muzykologii. Liczne publikacje własne oraz redak­

P A N do M o n g o l i i . Prowadził też penetrację etnograficzną i n ­

cje zwartych publikacji i serii wydawniczych, aktualnie uczest­

n y c h krajów A z j i . A u t o r książek: Podróż do piekieł, rzecz o sza­

niczy w wydaniu Dziel Wszystkich H e n r y k a Wieniawskiego,

mańskich

„Res Facta N o v a " i serii prac muzykologicznych Zakładu M u ­

W - w a 1989.

misteriach, W - w a 1979, Tabu a paradygmaty etnologii,

zykologii U A M i Poznańskiego Towarzystwo Przyjaciół N u k .
Wykłada na U A M , U ] i w Europejskiej A k a d e m i i Sztuk, wy­

J o a n n a W i c h o w s k a - absolwentka teatrologii Uniwersytetu Ja­

kładał na U W , K U L , na uniwersytetach niemieckich (Freie

giellońskiego i A k a d e m i i Praktyk T e a t r a l n y c h „Gardzienice".

Universitaet, Berlin, Getynga) i w Hiszpanii ( G i r o n a ) . Byl pre­

Była aktorka T e a t r u „Węgajty" i wieloletnia współpracownicz­

zesem Zarządu Głównego Związku Kompozytorów Polskich,

ka i aktorka T e a t r u „Gardzienice". Realizatorka autorskich

Polskiej Rady Muzycznej i wiceprzewodniczącym Międzynaro­

projektów m . i n . Noce Mkańskte

(Gardzienice 2000). Poetka.

dowe) Rady Muzycznej U N E S C O .
A n n a W y k a - socjolog kultury, doc. dr. hab., pracuje w IFiS P A N .
Zajmuje się nowymi zjawiskami w kulturze i metodologią jako­

L u c j a n Świetlicki - historyk i regionalista z Piask, animator k u l ­
tury, przez kilkadziesiąt lat nauczyciel historii i kierownik miej­

ściową. Napisała m . i n . pracę Badacz społeczny wobec

scowej szkoły, o d piętnastu lat intensywnie dokumentuje histo­

czenia,

doświad­

1993.

rię okolic Piask, autor wielu publikacji na ten temat.
A g a t a Z y g l e w s k a - absolwentka 1 A k a d e m i i Praktyk Teatralnych
przy O P T „Gardzienice", studentka Instytutu A n g l i s t y k i oraz

Zbigniew T a r a n i e n k o - pracownik I n s t y t u t u Filozofii Uniwersy­
tetu Warszawskiego. Estetyk, teoretyk, krytyk sztuki, teatru

Instytutu Stosowanych N a u k Społecznych Uniwersytetu W a r ­

i literatury. Długoletni dyrektor Galerii „Studio" w Warszawie.

szawskiego, w latach 1999-2000 pracowniczka i współpracow­

Kurator Kolekcji „Studio". A u t o r koncepcji teatru narracji pla­

niczka O P T „Gardzienice", realizatorka (i wspólrealizatorka)

stycznej. A u t o r k i l k u tomów wywiadów z najwybitniejszymi ar­

projektów m . i n . O f f - K o n f r o n t a c j i .

tystami polskimi. Ważne miejsce w jego zainteresowaniach zaj­
muje współczesny polski teatr poszukujący własnych środków

M i r a Ż e l e c h o w e r - A l e k s i u n - studia i dyplom (1966) w Katedrze

wyrazu, zwłaszcza twórczość Józefa Szajny, Leszka Mądzika

Malarstwa Architektonicznego PWSSP we Wrocławiu. Upra­

i Włodzimierza

wia malarstwo. Ponad 70 wystaw indywidualnych i zbiorowych.

Staniewskiego.

Najważniejsze p u b l i k a c j e :

Śmiech staropolski, Warszawa 1977; Teatr hez dramatu. Warsza­

Obrazy w zbiorach M u z e u m Sztuki Współczesnej W a t y k a n u ,

wa 1979, Rozmowy o teatrze, Warszawa 1981; Rozmowy z pisa­

Ludwigshaffen, M u z e u m N a r o d o w y m w Warszawie i Wrocła¬

rzami. Warszawa 1986; Rozmowy o malarstwie, Wrocław

w i u . w zbiorach prywatnych w Londynie, Jerozolimie, N o w y m

Uwagi o sztuce współczesnej,
Warszawa 1992; Adam

1987;

Warszawa 1988; Szajna - 70 lat,

Myjak

- rzeźba,

Termopiie. Dokumenty terroru 1944-56,

Olsztyn 1993;

Jorku, Warszawie i i n n y c h miastach.

Nasze

O d 28 lat jest a k t y w n y m przyjacielem „Gardzienic". T a m

Warszawa 1993; Kolek­

z okazji 25-lecia Ośrodka Praktyk Teatralnych „Gardzienice",

cja „Studio" - dzieła i twórcy, Warszawa 1997; Gardzienice. Prak­

na zaproszenie jego twórcy odbyło się tam spotkanie Smak Sza­

tyki teatralne Włodzimierza Staniewskiego, Lublin 1997.

batu z wystawa M i r y Żelechower-Aleksiun o tej samej nazwie.

Galeria

559

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
